[01:06] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online na żywo. Dziś będziemy dyskutować o proroku z latającego spodka, czyli o Edwardzie Mayerze i jego działalności. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a i Google Hangouts są z nami współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze. Jest z nami również pisarz science fiction, publicysta, również współpracujący z „Nieznanym Światem” Marek Żelkowski. Dobry wieczór, Marku.
[01:42] - Dobry wieczór. Witam wszystkich.
[01:44] - Oraz ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Dobry wieczór, Arku.
[01:49] - Dobry wieczór.
[01:50] - Zanim przejdziemy do tematu głównego naszej dzisiejszej audycji, przypomnę jak zawsze kontakty do Radia Paranormalium. Po godzinie 21:00 otwieramy naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, ale myślę, że numery telefonów i wszystkie inne kontakty warto sobie już teraz zapisać. Nasz numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można również cały czas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata” oraz można także przesyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, kiedy po raz pierwszy usłyszeliście o Edwardzie Mayerze? Jakie były wasze wrażenia i co najbardziej przyciągało uwagę?
I najważniejsze, czy zgadzacie się z tym, że był on swego rodzaju niekwestionowaną gwiazdą? Halo, halo, Piotrze? Cóż, już od początku ktoś próbuje nas zagłuszać i chyba chwilowo mu się udaje, ale zaraz coś na to zaradzimy. Tym razem pierwszemu dajmy głos Arkowi Kocikowi. Arku?
[03:22] - Pierwszy raz o Edwardzie Mayerze przeczytałem w książce którejś z polskich autorek krótką wzmiankę na ten temat. To znaczy, że jest taka osoba, kontaktowiec Edward „Billy” Mayer. Niektórzy nazywali go Edward „UFO” Billy Mayer. Jest Szwajcarem i utrzymuje, że ma stały kontakt z rasą humanoidów z gwiazdozbioru Plejad i robi niesamowite zdjęcia. Z tym że niektórzy podważają ich autentyczność i mówią, że prawdopodobnie są to miniatury fotografowane. Na tym sprawa się zakończyła. Nie było specjalnie wielkiego rozgłosu na ten temat. Natomiast kilka ładnych lat później były dostępne w Polsce przez sieć Nolpressu dwa filmy: „Kroniki Mayera” i jakiś jeszcze, którego nie pamiętam, nie potrafię sobie przypomnieć. Równolegle z tym można było nabyć książki. To była Gido Mosburger „Lata świetlne” i jeszcze jakaś książka, której też w tej chwili tytułu nie pamiętam.
I tam był opisany już bardzo szczegółowo Billy Mayer. Gido był współpracownikiem jego i opisywał jego całą historię, tak lekko z boku patrząc. W tej książce są kolorowe ilustracje tych zdjęć, które Mayer robił. I prawdę powiedziawszy narzucało się takie pytanie. Wszyscy zawsze czekają na niezbite dowody. Tutaj jest Mayer, który te niezbite dowody niemalże pokazuje. Są nagrania dźwiękowe, są nagrania filmowe, są super zdjęcia i dalej cisza. I tak pozostawała taka pustka w sumie. Dlaczego ludzie nie chcą się tym zająć? Dlaczego żadni naukowcy nie biorą tego kontaktu w swoje ręce?
Takie pytania pozostały w sumie prawie do dzisiaj. Taki jest mój odbiór tego.
[06:20] - ... tego człowieka i tych wszystkich opowieści, które były dookoła niego w jakiś sposób opisywane. Dalsze pytania prawdopodobnie troszeczkę bardziej pozwolą uprzegłowić to, co się tam dzieje czy działo. Także na razie to dziękuję.
[06:40] - Piotrze, czy się słyszymy? Widzę, że Piotr nas słyszy, ale my nie słyszymy Piotra. Tak więc oddajmy teraz głos Markowi Żelkowskiemu. Marku?
[06:51] - Ja o Meyerze usłyszałem stosunkowo późno, bo w pierwszej połowie lat 90. I usłyszałem w dosyć nietypowy sposób. W jednej z rozgłośni komercyjnych wtedy funkcjonował program godzinny, który przybliżał sprawy związane z ufologią. O tyle był to fajny program, że wtedy radia komercyjne dopiero startowały i nie topiły wszystkiego w muzyce. Czyli to była po prostu godzinna gadana audycja, o tyle rzetelna, że po prostu nie rozpływało się to wszystko w muzyce, w jakichś najnowszych przebojach albo w jakichś hitach, tylko po prostu przez godzinę panowie opowiadali o tym, czyli o UFO. Jeden z odcinków poświęcony był właśnie Meyerowi, a słuchałem go w dosyć niecodziennych okolicznościach. Ja wtedy byłem szalejącym dziennikarzem, szalejącym po Polsce i zdarzało się tak, że żeby dotrzeć gdzieś na drugi koniec Polski na ranek, musiałem w nocy wyjeżdżać, czasami nawet o 11:00, jeżeli było odpowiednio daleko. Wsiadałem w samochód i jechałem. A audycje z rozgłośni komercyjnej nagrywał mi kolega na kasety i ja sobie to odtwarzałem w drodze, bo wtedy się jeszcze w radiach samochodowych słuchało z kaset. I wiem, że właśnie wtedy jechałem za Olsztyn, właściwie pod rosyjską granicę.
I taką audycję o zdjęciach Billy Meyera słyszałem, a prowadzący tę audycję niezwykle sugestywnie i w niezwykle emocjonalny sposób opowiadał o zdjęciach Billy Meyera czy właściwie Edwarda Alberta Meyera, pseudonim Billy. To jest możliwe, że człowiek, który robi takie zdjęcia, kręci takie filmy, zdarzają mu się tak niezwykłe historie. Dlaczego nikt się tym poważnie nie zajmie? To były czasy przedinternetowe. To znaczy to nie było audycji, to mogę natychmiast sobie rzeczy posprawdzać. Niemniej ta postać utkwiła mi na tyle w głowie, że zacząłem poszukiwać. Doszukałem się oczywiście kilku innych informacji, ale przez cały czas nie mogłem wyjść z podziwu. To możliwe. Dokładnie powtarzam to, o czym mówił Arek, że tego rodzaju materiały gromadzone przez tego człowieka są właściwie ignorowane. Radio ma to do siebie, że oczywiście nie pokazywało tych zdjęć, a ponieważ w Polsce internetu wtedy jeszcze nie było, w związku z tym nie mogłem tego od razu sprawdzić.
Niemniej w końcu dotarłem do niektórych zdjęć, które Meyer sporządził. I tylko mi się to wrażenie pogłębiło. Jak to jest możliwe? I właściwie przez długi czas, kiedy wspominam historię, to właśnie z tym pytaniem najbardziej byłem związany. Jak to jest możliwe? To chyba, jeśli chodzi o wstęp i pierwszy kontakt z Billy Meyerem, to właściwie wszystko. Nie da się ukryć, że to była rzecz, która troszeczkę zanika. W każdym razie mniej o niej się mówi. Ale zdecydowanie Meyer to była gwiazda. Gwiazda w swoim czasie.
Notabene był piosenkarz Billy Idol. To był Billy Meyer, tylko taka gwiazda ufologii. Na razie tyle. Dziękuję.
[11:00] - Zobaczymy teraz, czy Piotra będzie słychać. Piotrze, czy się słyszymy?
[11:04] - Halo, halo.
[11:05] - No wreszcie.
[11:06] - Cześć, Piotrze. Cześć.
[11:07] - Cześć. Siedzę tu i majstruję jak jakaś małpa przy tym, bo nie wiem, co się stało. Musiałem się zrestartować. Cześć panowie.
[11:15] - Ważne, że skutecznie majstrujesz.
[11:17] - Tak. Nie wiem, co się wydarzyło. Zrestartowałem się. Jest wszystko dobrze.
[11:22] - To jest Windows 10. Tego nie panimajesz.
[11:25] - Nie jest tak źle. Drodzy państwo, dzisiaj rozmawiamy o temacie, który swego czasu, jak się chyba panowie ze mną zgodzą, budził emocje i to emocje skrajne, dlatego, że Billy Meyer był gwiazdą i dla niektórych jeszcze tą gwiazdą jest. Kiedy usłyszałem pierwszy raz o Meyerze, byłem mały na pewno i wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam, że tak jak Arek wspominał, czytanie o Meyerze nie robiło na mnie jak oglądanie go. Dlatego, że wszyscy znamy dobrze jego fotografie. Niektóre stały się wręcz ikoniczne. Natomiast Meyer jest postacią bardzo kontrowersyjną z wielu powodów. W Polsce znaliśmy i znamy go tylko z jednej strony. Taki jest fakt. Wiele lat temu „Nie do wiary” świętej pamięci poświęciło mu cały program.
Zostały pokazane jego zdjęcia, jego filmy, oczywiście rysunki Plejadian i tak dalej. To robiło kolosalne wrażenie. Tak jak powiedział Arek, żeSceptycy domagali się dowodu na kontakt z UFO, a tu był facet, który twierdził, że ma kontakt z obcymi. zdjęcia właściwie nie da się podważyć, ale ma też wiele innych asów w rękawie, które uwiarygadniają jego historię. W zasadzie zostało to tak przedstawione, jakby Meier był wybrany do kontaktu przez tą pozaziemską rasę. Ale co wiemy w ogóle o Meierze? Kim on był? Skąd on się wziął? I tu niestety pojawił się problem. Dlatego, że jeżeli zaakceptowalibyśmy tę historię tak, jak została przedstawiona w „Niedowiarze”, to mamy faceta, który jeździł chyba motorkiem czy rowerem.
Ma jedną rękę, ale robi najlepsze zdjęcia UFO. Sprawa nie do podważenia. Ale tak naprawdę, kiedy zajrzymy do historii Eduarda Meiera, to zobaczymy, że jest ona pełna niespodzianek, zawiłości, zagadek, w której przeplatają się zarówno wątki związane ze starożytnością, wątki związane z przyszłością, czyli przepowiedniami. Słynne zdjęcia nie tylko z Ziemi, bo przecież Meier twierdzi, że zrobił też zdjęcie z kosmosu. Słynne fotografie obcych. To już taka mała podpucha. Oraz wiele innych dziwnych rzeczy, takich jak chociażby broń, którą miał dostać od swoich kolegów z kosmosu i którą robił dziury w drzewach, i wiele innych spraw, które naświetlił właśnie Guido Moosbrugger w swojej książce. Meier prawdopodobnie gdzieś w latach 70. i 80. stał się ufologiczną gwiazdą po tym, jak, o czym wiele osób nie wie, podpisał kontrakt z Wendellem Stevensem, amerykańskim ufologiem, który zyskał prawo do publikowania jego zdjęć w Stanach Zjednoczonych.
Wtedy też zainteresowano się Meierem. Pojawiły się książki, między nimi „They Fly”, „Oni lecą”. Pojawiła się książka Moosbruggera, Wendella Stevensa. Trochę ich było. U nas wyszła na pewno książka Moosbruggera. Ona była dość typowa. To w zasadzie był pean na cześć Meiera i Plejadian. Z dzisiejszej perspektywy ocenilibyśmy tę książkę jako utwór wręcz sekciarski. Ale tam pojawiło się wiele ciekawych, unikalnych zdjęć, które nie są prezentowane nigdzie indziej. Także jeżeli ktoś by miał możliwość zajrzenia do tej książki, bo kupować nie warto, to polecam.
Tam są bardzo ciekawe rzeczy. W każdym razie do Meiera powróciłem gdzieś na początku obecnego wieku. Wtedy też skontaktowałem się z jego kolegą i oficjalnym przedstawicielem w Stanach Zjednoczonych, Michaelem Hornem. Michael Horn jako człowiek dość milutki udzielił mi wywiadu, dlatego, że sam Meier nie chciał udzielać wywiadu z jakichś powodów. Do dzisiaj tego nie robi. Parę rzeczy mi wytłumaczył. Ja byłem oczywiście wtedy jeszcze młody. Byłem wielkim fanem teorii o pozaziemskim pochodzeniu UFO i może nie do końca opowieści o dobrych braciach z kosmosu do mnie trafiały, ale coś sprawiło, że się tym Meierem zainteresowałem i poprosiłem najpierw o pozwolenie na umieszczenie na naszej stronie internetowej słynnych proroctw Henocha. Przepowiedni Henocha, czyli tych prognoz na przyszłość, które Meier miał otrzymać od Plejadian. I tak ta krótka przygoda z Meierem się zaczęła.
Kilkakrotnie się jeszcze kontaktowałem z Hornem, prosiłem o jakieś pytania, żeby skierował je do Meiera. Już nawet nie pamiętam, o co chodziło. W każdym razie zacząłem poznawać, na czym to wszystko polega. Do tej pory, kiedy się z tym Hornem zetknąłem, miałem takie pojęcie o Meierze, że to jest taki tam dziadek godny uwagi. Oczywiście obrzucany łajnem przez sceptyków i tak dalej. Ale wtedy zacząłem sobie książkę czytać o Meierze i zacząłem zagłębiać się w jego przypadek. To, co odkryłem, opowiem później, dlatego, że nie chcemy zdradzać państwu naszej linii myślenia w pełni, bo to nie jest tak w 100%, że Meiera można od razu zaszufladkować jako starego dziwaka i oszusta i wszystko koniec. Nie, za tym się kryje jakaś głębsza sprawa. Jaka? To postaramy się odkryć.
Panowie, przejdźmy może do tego, co Meier w ogóle mówi o sobie, bo my o nim wiemy w zasadzie niewiele. Pewnym paradoksem w historii Eduarda Meiera jest to, że on opowiada zwykle o sobie już jako kontaktowcu. Natomiast jego historia życia jest dość ciekawa, bo jest Szwajcarem. Wiemy, że wstąpił do Legii Cudzoziemskiej swego czasu. Wiemy, że imał się różnych zawodów, jeździł po wielu krajach, głównie po Bliskim Wschodzie. Czego tam szukał? Nie mam pojęcia. On sam podaje bardzo różne wersje. Jedna z nich mówi, że pracował po prostu w każdym możliwym zawodzie, od weterynarza po kierowcę. Druga mówi, że była to podróż duchowa, w czasie której natknął się na bardzo wiele ciekawych rzeczy, które potem opisał, a o których dzisiaj się z pewnych powodów mało mówi.
Ale Meier, żeby zacząć zupełnie od początku, twierdzi, że jako dziecko został wytypowany właśnie do kontaktu z Plejadianami. Twierdził, że już wtedy miał pierwsze kontakty. Nie do końca je rozumiał. Jak to, panowie, było? Jak on przedstawia te swojeTe swoje początki. Bo musimy pamiętać, że wielu kontaktowców, bo przecież Meyera możemy zaliczyć do kontaktowców, to osoby o trochę innym profilu niż Edward Meyer. Weźmy pierwszego z brzegu George'a Adamskiego, o którym nie raz mówiliśmy już, naszego rodaka za oceanem, który był pierwszym w zasadzie historycznym kontaktowcem, takim bardzo znanym. Adamski, postać kontrowersyjna, postać głęboko zanurzona w New Age'u, postać barwna, niestroniąca od publiki i sensacji. Tymczasem na przykład Meyer, człowiek skromny, jednoręki, unikający rozgłosu. Wiele osób dało wiarę, że to musi być prawda, że te materiały jego są takie dobre, że on po prostu szukać rozgłosu nie musi i jego historia sama się obroni.
Ale wróćmy do tych młodych lat, Arku. Jak one wyglądały? Co on o sobie mówił w ogóle?
[19:33] - Z tego, co pamiętam, przede wszystkim trzeba by było powiedzieć o tym, że ja nigdy tam nie byłem, w Szwajcarii, w tych miejscach, gdzie on zakładał te swoje centra, gdzie mieszkał i założył centrum kontaktu. Nigdy tam nie byłem. Swoje informacje opieram wyłącznie na tych książkach, które były w Polsce dostępne. Może troszeczkę plus internet. I zaraz na samym początku książki jest takie stwierdzenie, że te imiona, nazwy są imionami, które wyszły w tym brzmieniu po słuchowej translacji. To znaczy, jeżeli jest jakieś imię, to najbliższe temu słowu znane słowo możliwe do wypowiedzenia w naszych warunkach, to jest właśnie to. Tym pierwszym kontaktem był Meyer, z lat dziecinnych, nie pamiętam, 12 lat miał bodajże, czy 16. Padło jakoś 12. Był właśnie taki starzec, który na imię miał Ptach. I on właśnie coś tam próbował mu przekazać.
I jak zwykle pewnie Meyer z tym przychodził do domu, ale nikt go oczywiście nie słuchał. Wiąże się z tym przekazem informacji bezpośrednio temu dziecku i jego wprowadzaniu w temat taki generalny podział, jaki mu przekazywali ci obcy. A mianowicie to, że jest zawsze w populacji ludzkiej ileś tam osób jako owce, ileś tam osób, pasterze tych owiec i tak dalej, a na samej górze jest dwóch czy trzech właśnie, którzy żyją i nadają ton całości. To są właśnie prorokowie. I on właśnie jednym z takich proroków będzie. I to mu tam do tej głowy wtłoczono. Tak jak Piotr mówił, on przez jakiś czas z nudnej Szwajcarii chciał się wyrwać na daleki świat, więc Legia Cudzoziemska, z której prawdopodobnie uciekł, następnie Bliski Wschód, wypadek i podejrzewam, że też i w Indiach był, ale nie dałbym sobie za to palca odciąć, ale prawdopodobnie też był.
[22:36] - Był. Swego czasu opublikowano takie materiały, w których pokazano zdjęcia z tamtych regionów oraz wycinki prasowe, które mówiły, że on już wtedy robił zdjęcia tych statków kosmicznych. Miał nawet taki specjalny album i tam bodajże Horn czy ta organizacja Meyera FIGU upubliczniła kilka tych zdjęć. I tam jest na przykład Meyer w Indiach. Nie pamiętam, czy w Indochinach był, ale chyba nie. W Indiach był na pewno. I to jest taki wycinek prasowy, który mówi, że Edward Meyer, Europejczyk, spędził ileś czasu na medytacji w buddyjskiej świątyni. To była jakaś ogromna ilość czasu. Także nawet to się dostało do tamtejszej prasy. Były też wycinki mówiące o jego pobycie bodajże w Iranie.
Na pewno był na Bliskim Wschodzie, na tych terenach zajętych, gdzie się potem toczyły kolejne wojny, czyli Irak, Syria. Na pewno był też w Jordanii.
[23:50] - Tak. Wówczas były to tereny w miarę bezpieczne. Nie było jakichś tam takich walk. Nawet jeżeli weźmiemy zdjęcia czy z Afganistanu, czy z Iranu, zdjęcia z lat 70., 60., to kobiety chodziły tak samo ubrane jak w Europie, jak w Paryżu, jak w każdym innym mieście europejskim, więc nie było tam czegoś takiego jak jest w tej chwili.
[24:19] - W sumie nawet nie wiem, co on tam robił, bo wersja jest taka, że jeździł i podróżował sobie duchowo, ale moim zdaniem po prostu szukał szczęścia i szukał łatwego zarobku. Polacy przecież też tam jeździli, wiadomo. Meyer mógł trafić tam nie jako wędrowiec, tylko po prostu jako pracownik jednej z zachodnich firm. W każdym razie na tych swoich starych zdjęciach nie przypomina takiegoStarszego sadego pana w okularach grubych jak grubość danego szkła. Jest dość postawnym, przystojnym mężczyzną, już wtedy rzekomo zaangażowanym w jakieś kontakty z obcymi. Marku-
[25:00] - W Grecji wówczas zdarzył się wypadek autobusowy, w którym stracił rękę, ale zyskał żonę prawdopodobnie w tym momencie, bo on ożenił się. Jego pierwszą żoną była Kalliope i ona była Greczynką.
[25:19] - Tak. Ona mu swego czasu przysporzyła niemałych problemów i to chyba było całkiem niedawno. A ta pierwsza afera z żoną Mayera to chyba już jakieś dobre 15 lat. Marku, teraz pytanie do ciebie, bo już o Mayerze co nieco wiemy. Jak ty traktujesz w ogóle z punktu widzenia religioznawcy, nie tylko pisując science fiction, ale religioznawcy takiej sytuacji, w której pojawia się facet twierdzący, że ma nagle kontakt z wyższą instancją, ale nie może zostać zwykłym prorokiem, bo już mamy zbyt dużo religii, które są usankcjonowane, które mają długą tradycję. Nowy prorok by się nie przyjął. Pojawia się facet, który mówi, że ma kontakty z kosmitami. Kosmici, wiadomo, może są. Czy twoim zdaniem jest to charakterystyczne dla naszych czasów? Czy Mayer po prostu chciał zostać nowym Jezusem?
Wiele na to wskazuje, jeżeli się temu przyjrzymy, ale o tym za chwilę. Czy nie jest to swego rodzaju powtórka scenariuszy, które znamy z przeszłości?
[26:35] - Trochę jest. Zwrócę tylko uwagę, że on się urodził w roku 1937, o ile dobrze pamiętam, a te objawienia, czy właściwie ten pierwszy kontakt z istotą spoza naszej planety miał w roku 1942. Tak że naprawdę to miał pięć, sześć lat. Tak więc nadaje się na proroka, nadaje się na człowieka, który rzeczywiście krzewi nową religię. Ale ja nie chciałbym iść w tym kierunku. Mam z Mayerem pewien problem, że myślę o nim niejako dwutorowo. Z jednej strony oczywiście można o nim myśleć jako o takim hochsztaplerze, który coś tam sobie wymyśla, robi sobie jakieś zdjęcia, ale to jest jeden punkt widzenia, który jakoś się powtarza w sieci i nie tylko w sieci. Natomiast ja sobie pomyślałem o tej postaci troszeczkę inaczej. Gdybym był człowiekiem, który chciałby ośmieszyć to, co mówi Mayer, to zrobiłbym kilka rzeczy takich, jak go spotkało, z jakimi on miał do czynienia. Więc tak naprawdę nie potrafię powiedzieć.
Rzeczywiście, obserwując postać, o której dzisiaj rozmawiamy, nie mogę pozbyć się wrażenia, które mnie najbardziej niepokoi, że nie potrafię zająć jednoznacznego stanowiska, jeśli chodzi o tę osobę. Z jednej strony mam takie przekonanie, że ciekawe rzeczy mówi, mniej lub bardziej, bo on w ogóle bardzo dużo mówi, bardzo dużo w swoim czasie wywiadów udzielał. Szkoda w tym wypadku, że nie chciał się odezwać do Piotra. Ale w swoim czasie bardzo dużo mówił, bardzo dużo ogłaszał różnego rodzaju materiałów i wtedy to jest jedna jego strona. Mówił bardzo dużo bardzo ciekawych albo w każdym razie kontrowersyjnych rzeczy. Rzeczy kontrowersyjne to takie dwie strony medalu. Ale to jest jedna strona Billy Mayera. Natomiast jest też taki wątek, że być może to jest moja przypadłość. Rozbawiło mnie, kiedy opowiadał o zamachach na swoją osobę, kiedy mówił, jak został ostrzeżony w snach o tym, że będzie ten zamach i kiedy sobie jakąś płytkę metalową wstawił mniej więcej na serce, żeby ta wroga kula go nie dosięgła i żeby życia nie postradał. Cały życiorys i historie, które dotyczą Billy Mayera, składają się z medialnego kiczu.
Z jednej strony unikanie zamachów, a to zestrzeliwanie na przykład to jedna z historii, które opowiadał, że jak już tego zamachowca dostrzegł w jednym z przypadków, to strzelił do niego i zestrzelił mu kapelusz akurat. W filmie klasy B albo C to by się może sprawdziło, ale w życiu? Wszystko się w życiu może zdarzyć, ale jakoś to tak trochę tchnie kiczem mimo wszystko. I takie są właśnie te wszystkie opowieści Mayera, że z jednej strony dużo w tym wszystkim kiczu, one bywają intrygujące i to mnie niepokoi, mówiąc szczerze.
[30:29] - Mam takie wrażenie, że te osoby, które sprzedają historię Mayera, one dobrze wiedzą, co w jakim kraju się przyjmie. Na przykład u nas wypłynęły tylko zdjęcia i postać takiego dobrotliwego dziadka, który się uśmiecha i mruga okiem do sceptyków i macha jedną ręką, bo drugą nie może. NatomiastU nas Meier był znany tylko z jednej strony. Nieznana była jego druga strona i to też jest bardzo znamienne moim zdaniem. Ale pozostańmy jeszcze na chwilę w temacie, o którym wspomniał przed chwilą Arek. Powiedzieliśmy, że postacie widywane przez Meiera to bardzo dostojni, eleganccy, przystojni humanoidzi. On pochodzący z planety Erra, noszący bardzo ziemskie imiona. Mówiąc wprost, większość, jeżeli nie wszyscy z tych Plejadan, z którymi się spotykał, miało na imię tak jak bogowie z różnych religii, z różnych miejsc globu. Mamy tam Semjase, czyli Semjazę z „Księgi Henocha”. Mamy tam Quezala, czyli Quetzalcoatla, Asket, Ptaha i wielu innych Plejadan, którzy są tacy z jednej strony bardzo obcy, a z drugiej strasznie przypominają ludzi nie tylko wyglądem, ale też zachowaniem i tym, jak te ich żywoty się toczą.
Bo kiedy zajrzymy sobie do notatek Meiera, do jego przekazów, tam się okazuje, że oni po prostu żyją sobie, latają, żenią się, umierają i tak dalej. Ale tkwi w tym jeszcze jedna tajemnica. Otóż Plejadanie mają mieć określony wobec Ziemi plan. Arku, jaki to jest plan i kim w ogóle są ci Plejadanie? Czy jak to powiedział potem Meier Plejaranie, bo chyba tak ich powinniśmy nazywać według niego.
[32:29] - Przede wszystkim ta zbieżność w wyglądzie powodowana jest tym, że zarówno oni, jak i my pochodzimy z całkiem innego miejsca, gdzieś z gwiazdozbioru Liry, z tego, co pamiętam. I jesteśmy zarówno oni, jak i my dziećmi czy wnukami kolonistów, którzy stamtąd wyruszyli. Coś takiego było napisane i w ogóle jest przedstawiony cały sposób życia tych Pleja. Ja będę może dalej mówił Plejad, Jan jest gościem, a w pierwszych książkach było tak to opisywane. Więc oni żyli tak jak ci ziemscy pierwsi ludzie po tysiąc lat. System życia jest ukazany przez Meiera między innymi tak, jak Piotrze mówiłeś, że tam się żenią, że potrzeba jest przed samym ożenieniem się jakaś rozłąka czy coś w tym stylu. Żyją, tak jak mówiłem, około tysiąca lat i jest ich bardzo stosunkowo mało na tej ich planecie. Nie hodują zwierząt w sposób taki, jaki my hodujemy. Nigdy nie hodują zwierząt domowych, nie mieszkają ze zwierzętami, tylko gdzieś tam są one puszczone na tej planecie wolno, a tą planetę zamieszkują sto ileś tysięcy tych Plejadian z tego, co pamiętam. Oczywiście część z nich wyjeżdża na placówki tak jak na Ziemię i przekazują swoje wartości.
A te wartości to między innymi takie, że potrzeba na Ziemi zrobić trochę mniej. Planeta jest przeludniona i trzeba zrobić trochę więcej miejsca. To znaczy klasyczna depopulacja i to w sposób bardzo szybki. Bardzo dużo tych ludzi należałoby się pozbyć, więc tutaj nie wiem, czy te przekazy są takie przyjazne wobec nas w obecnej chwili. Z Ziemi bardzo im się podobało i zabrali sobie na przykład launch rowera, którym jeździli po swojej planecie. Bardzo dziwili się, jak to można na rowerze jeździć, bo to jest podobno bardzo wielka sztuka i bardzo duże zagrożenie dla życia. Czy na takim motorowerze, jakim Meier bardzo często w te miejsca spotkań wyznaczane przez nich jeździł. I ten plan ich wobec Ziemian nie jest jakiś rewelacyjny, niesiący powszechne szczęście dla nas. Szczęście nas dotknie dopiero wtedy, kiedy będzie ta depopulacja taka bardzo intensywna. Mówił też i o tym, że oni również u siebie mieli wojny i przeszli przez ten krąg.
Widocznie jakaś opcja wygrała i narzuciła swojemu światu właśnie taki system, jaki mają do tej pory. Chyba tyle na ten moment. Dziękuję.
[36:15] - Marku.
[36:16] - Ja powiem tak, że ja nie do końca łapię ten przekaz, który Meier przekazuje. Otóż wystarczy spojrzeć do internetu i zapoznać się. To są długie wywiady, w których on opowiada o tym, czym nas Plejadanie obdarzają, czym by chcieli nas obdarzyć. Powiem tak: ta historia o wspólnym początku, że pochodzimy ze wspólnego pnia, tylko jesteśmy kolonistami i oni też są kolonistami, tylko bardziej zaawansowanymi. To jest świetna historia science fiction, z której by się dało niejedną space operę zmajstrować.Więc to bardzo podkręca wyobraźnię. Nie chcę strywializować tego wszystkiego, ale te historie, które opowiada Meier, które mają niby pogłębić naszą duchowość albo w każdym razie otworzyć naszą duchowość, do mnie specjalnie nie przemawiają. To są takie historie, które gdzieś tam były przerabiane w historii świata, były przerabiane w historii naszej kultury, dowiadywaliśmy się, że powinniśmy być tacy, że powinniśmy postępować tak, a nie inaczej. Chociażby jeśli chodzi o tę depopulację, bo można powiedzieć tak: „A no właśnie, czyli jednak Meier ma rację. Czyli te wszystkie historie z NWO i z depopulacją to jednak jest prawda. Czyli po prostu oni odpowiednio się skontaktowali z odpowiednimi czynnikami na Ziemi i teraz przeprowadzają swój plan.
A zatem Meier to tak naprawdę człowiek, który przepowiedział nam to, co się w tej chwili dzieje”. Można pójść tym tropem i oczywiście będzie to bardzo mroczne i bardzo tajemnicze, a w związku z tym będzie bardzo popularne, bo wszystko, co jest mroczne, tajemnicze i takie nieodgadnione, nieprzeniknione, to zaczyna być oczywiście atrakcyjne. Ale ja ilekroć słucham Meiera, to bardziej lubię te historie o Meierze, który opowiada na przykład o tym, i to jest jedna z tych historii, która może zniechęcać, ale na przykład lubię historię, w której on opowiada, że jak fotografuje UFO, to zostaje uprzedzony, że może w tym momencie fotografować i że jeśli ktoś stoi troszeczkę bardziej z boku, to już tego zdjęcia nie zrobi, bo to UFO jest osłonięte ze wszystkich stron, tylko pod tym kątem, pod którym on fotografuje, może być zdjęcie wykonane. Rzeczywiście dosyć karkołomna koncepcja, którą słyszałem z jego ust. W związku z tym to nie jest tak, że ja sobie w tej chwili szydzę z człowieka, tylko rzeczywiście coś takiego powiedział. Na pewno wielka zasługa Meiera to jest zasługa dla popkultury, bo przypomnę, że jeśli ktoś pamięta serial „Archiwum X”, to tam mieliśmy do czynienia ze zdjęciem, które było zdjęciem, o ile dobrze pamiętam, właśnie Billy Meiera. Tam Mulder w swoim gabinecie, w swoim pokoju taki plakat z tym zdjęciem ma. A zatem mówiąc o tym, czy on miał kontakt z przybyszami z Plejad, powiem tak: ta wielkość przekazu, czyli te długie rozmowy, długie przekazy, na które możemy natknąć się w internecie, są dosyć nużące. To znaczy ja podziwiam wszystkich, którzy byli w stanie przebrnąć przez te wielogodzinne wywiady czy relacje, czy też w każdym razie jakieś odczytywania mechanicznym głosem, bo tak to na ogół w języku polskim jest dostępne, jakichś relacji różnego rodzaju, bo to wszystko bardziej zaciemnia obraz niż go rozjaśnia, mówiąc szczerze. A jeśli miałbym z czymś naprawdę kojarzyć Billy Meiera, to ze zdjęciami.
Te zdjęcia, obojętnie jak o nich za chwilę powiemy, są intrygujące, bo to są zdjęcia i to są filmy, szukam w tej chwili dobrego słowa, które są intrygujące. Nie wiem, czy są prawdziwe, ale na pewno są intrygujące.
[41:33] - Piotrze?
[41:36] - Tak. Co można jeszcze dodać w ogóle o samych Plejadanach? Po pewnym czasie Meier, jak wspominaliśmy, wymyślił sobie, że to jednak nie są Plejadanie, tylko Plejaranie i oni w ogóle nie są z Plejad, tylko z Plejara. Plejary są nie wiadomo gdzie, bo są w innym kosmosie. Zrobił to prawdopodobnie dlatego, że coraz większa grupa ludzi-
[41:58] - Trochę tak brzmi jak nazwa takiej wsi kosmicznej. Plejary.
[42:02] - Plejary? Plejary koło Krakowa na przykład ładnie by brzmiało. Psary, Kuchary, Plejary. W każdym razie po pewnym czasie przybyło kontaktowców, którzy twierdzili, że mają właśnie do czynienia z Plejadanami lub Plejadianami i prawdopodobnie aby się wyróżnić, Meier zmienił zdanie. Trochę to dziwne, że po 50 latach kontaktu nagle oni ujawniają: „A wcale nie jesteśmy z tego miejsca, z którego my ci mówiliśmy, Edward, tylko z innego”. Tak że zabrzmiało to trochę dziwnie. Ale przecież są też przekazy Plejadan kierowane na przykład do słynnej zaoczne Barbary Marciniak, prawdopodobnie Polki z pochodzenia, na co wszystko wskazuje, chociaż ona jest urodzona tam. Ja myślę, że ona jest Polką po prostu taką jak Kris, po prostu wyjechała i sobie tam siedzi. Ona jest Amerykanką tam urodzoną. Nie wiem nawet, czy po naszemu mówi.
W każdym razie coraz więcej osób zaczęło o tych Plejadanach mówić i wtedy prawdopodobnie Meier chciał być oryginalny. Co jeszcze można powiedzieć o tych postaciach? Los ludzkości leży im bardzo na sercu.Wybrały Mayera do kontaktu, by obwieścił ludzkości tą dobrą nowinę od nich kierowaną i by powiedział o tym, czym grozi dalsze postępowanie ludzkości w taki sposób, w jaki to ma miejsce i jak może wyglądać nasza przyszłość. Przyszłość zdaniem Plejadan, bo chyba też tak będę mówił, bo te Plejary jakoś mi nie leżą. Przyszłość według Plejadan jest bardzo smutna niestety, ale jest do uniknięcia. Do uniknięcia są te problemy, jeżeli oczywiście zmienimy swoje postępowanie. Teraz panowie pytanie za sto punktów, bo to jest pytanie wbrew wszystkiemu bardzo poważne, chociaż dzisiaj może nie udzielimy na nie pełnej odpowiedzi. Marek powiedział przed chwilą, że przekazy Mayera są pełne treści, ale są też strasznie rozwlekłe. Kiedy chcielibyśmy je rozłożyć na czynniki pierwsze, to tam w zasadzie nie znajdziemy nic nowego ani nic, co by wykraczało poza platonizm i chrześcijaństwo. Zasady filozoficzne wszystkich przekazów są tak naprawdę dość jałowe.
Kiedy weźmiemy do ręki literaturę spirytystyczną, kiedy weźmiemy do ręki na przykład „Księgę duchów” Kardeca, wszystkie przekazy od kontaktowców i tak dalej, to zobaczymy, że z nich tak naprawdę nie wypływają żadne nauki. To są nauki, jak mówiłem, które są taką pop filozofią. Marku, nie wiem, czy też masz podobne wrażenie. Tam w zasadzie nie ma nic nowego oprócz bardzo wielu frazesów i trudno uwierzyć, by mieszkańcy kosmosu, zaawansowane cywilizacje kierowały się czymś, co ludzie już dawno wymyślili.
[44:50] - Mam takie wrażenie, że rzeczywiście przekaz, który Mayer głosi, to jest przekaz popkulturalny. Tym bardziej że kiedy słyszymy o tym, że na przykład jeśli ludzkość postanowiłaby się wygubić, czyli na przykład wystrzelić głowice nuklearne Wschód przeciw Zachodowi, to Plejadanie nie będą temu przeciwdziałać. Jeśli zechcemy popełnić samobójstwo, to jak najbardziej proszę bardzo. Ale jeśli byśmy na przykład podbili kosmos i zechcieli nieść kaganek oświaty tudzież czegokolwiek, kaganek czego będziemy chcieli nieść w kosmos i na przykład zagrozimy jakimś innym cywilizacjom, to wtedy Plejadanie będą interweniowali. To oczywiście jest jeden z wielu przekazów, które-
[45:51] - Marku, a teraz takie szybkie pytanie: to po co oni się wpieprzają?
[45:57] - Dokładnie do tego prowadzę, że ten przekaz ma poruszyć niektóre wrażliwe serca albo wrażliwe umysły. Ale tak naprawdę, jeśli byśmy to zaczęli śledzić i odszukiwać analogie w literaturze, to są rzeczy, które musiałbym nazwać w taki sposób, że ponieważ nie ma jeszcze 22:00, to ich nie nazwę w tej chwili. Ale w każdym razie są to banały, mimo wszystko banały. Zostańmy przy tym określeniu. Być może rzeczywiście nasza rzeczywistość jest na tyle banalna, że w ten sposób da się ją opisywać i Mayer głosząc te swoje przesłania, właściwie nie swoje, a przekazując przesłania od kogoś, kto pozostaje z nim w kontakcie, rzeczywiście przekazuje nam pewną mądrość. Ale powiem tak: jeśli to jest ta mądrość, która do nas płynie, to się zastanawiam, czy chcę słuchać tej mądrości, bo myślę, że ludzkość dopracowała się kilku wybitniejszych filozofów czy kilku wybitniejszych myślicieli. Powiem tak: od początku prowadzę ku takiej myśli, że jeśli chodzi o Mayera, to jestem pełen rozterek, bo z jednej strony widzę jakieś obrazy, które są oczywiście kwestionowane. I to też trzeba podkreślić, że te obrazy, które Mayer pokazuje, czy to filmowe, czy zdjęciowe, one też zostały poddane krytycznej obróbce i w związku z tym pojawiły się też doniesienia, że Mayer po prostu ordynarnie oszukuje. Ale jeśli miałbym wskazać, co jest bardziej oryginalne, zdecydowanie wskazałbym na stronę wizualną tego, o czym mówi Mayer, niż to, co on przekazuje albo myśli, że przekazuje, albo to, co przekazują nam ci Plejadanie, Plejaranie, czy jakkolwiek ich nazwiemy. Powiem tak: ten poziom intelektualny jest tak paradoksalny i tak głupi, i tak prosty, że rzeczywiście nic innego nam się nie należy, jak po prostu uwierzyć, że tak jest i podążać za tą myślą.
Albo też ten przekaz jest mało oryginalny. Powiem tak: niestety albo stety, chyba stety jednak, wgryzłem się trochę w te przekazy, które on w długich konferencjach prasowych albo w długich przekazach, w długich wywiadach przesyła ludzkości. I powiemMi jest to przeraźliwie nudne i moralizatorskie. Oczywiście to jest mój problem, że ja to tak oceniam, bo być może inni ludzie powiedzą: „Tak, ma rację i w ogóle powinniśmy wreszcie zweryfikować swój pogląd i swoje spojrzenie na wszechświat, na ludzkość, na wszystko w ogóle”. Wydaje mi się jednak momentami, że to, co przekazuje Meier, bo właściwie nie mówi, tylko przekazuje, relacjonuje, to są w gruncie rzeczy komunały. To będzie najbardziej eleganckie słowo. To myślę tyle. Dziękuję.
[49:48] - Tak. Rzeczywiście, by się o tym przekonać, możecie sobie państwo zajrzeć do tych przekazów Billy'ego Maiera, ale o tym jeszcze za chwilę. Przejdźmy może do kwestii, z której Meier był najbardziej znany. Arku, to, w jaki sposób wykonywał swoje zdjęcia, to też było coś bardzo charakterystycznego dla tej postaci. Bo on zwyczajnie wychodził z domu z aparatem i to nie najlepszym. Siadał sobie na ten mopedzik, jechał, stawał i czekał, aż oni przelecą i będą się kręcić. Co w zdjęciach Meiera szokowało cię najbardziej?
[50:28] - Wyrazistość tych zdjęć. Z reguły, jeżeli weźmiemy jakiekolwiek zdjęcia, które są robione w pośpiechu, bo coś się pojawia, więc nawet jeżeli mamy aparat, staramy się szybko zrobić zdjęcie i najczęściej wychodzi albo poruszone, albo jakieś nieostre albo jeszcze inne. A u Meiera tego nie było. To nie tylko były zdjęcia, ale też były filmy kręcone taką kamerą, którą się nakręca sprężynę. I ta sprężyna puszcza w ruch te rolki i dopiero trzeba ustawić odpowiednio ostrość. Pamiętajmy, że przez cały czas ma do dyspozycji rękę i drugą rękę miał uciętą mniej więcej na wysokości łokcia, z tego, co pamiętam. Także za dużo tą ręką zrobić specjalnie nie mógł. Posługiwał się też statywem i robił coś takiego. Są takie relacje, że Meier wyjeżdżał na to spotkanie, padał deszcz, a Meier wchodził do domu i był całkiem suchy. Próbowano za Meierem jeździć i po prostu kluczył, aż w końcu go zgubili.
Czasami wracał i nic nie nakręcił, nic nie zrobił, bo był przez cały czas śledzony. Jest bardzo fajny film, bo do niego przyjechała telewizja japońska i kręcili o nim film. Zrobili to w ten sposób, że na te najsłynniejsze jego zdjęcia pojechali w to miejsce i mówiły, w jaki sposób on te zdjęcia zrobił. Właśnie się pokazało, że tam nikt tego nie widział, a on widział. Były nawet takie zdjęcia, gdzie robił zdjęcia z okna, gdzie wszyscy przed domem stali, nikt nie widział tego UFO, a on właśnie zrobił zdjęcie takie przez okno, gdzie widać ten statek. Ale to były nie tylko zdjęcia, ale też były nagrania dźwiękowe. Także jest pełen-
[52:54] - Właśnie, Arku, bo poruszyłeś ważny temat. To było tak, że Meier sobie wyjeżdżał, ale nikt nie mógł za nim iść. To też była jedna z wielu tajemnic i w zasadzie raczej paradoksów tego, jak on te fotografie robił, bo było-
[53:09] - To jest takie tłumaczenie jego. Zwrócić uwagę na to, że oni to przez cały czas starają się wytłumaczyć, ta jego cała świta. Mianowicie to, że nie można się zbliżać do tamtych istot z tego powodu, że my emanujemy tak dużą energią o tak dużym spektrum działania, że oni przez to się mogą rozchorować, wręcz możemy ich zabić.
[53:32] - Złe wibracje mamy.
[53:33] - Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że jego kontakty z Semjase zakończyły się w ten sposób, że ktoś nadszedł, ona się przewróciła, uderzyła w głowę i musiała po prostu wrócić niemalże martwa na swoją planetę. To jest dosyć charakterystyczne. Tylko wtedy, kiedy nikogo nie ma. Tylko w taki czas, kiedy nikt za nim nie jedzie i nikt poza nim w sumie tego typu zdjęć nie robił, a byli tam ludzie, którzy przyjeżdżali specjalnie po to, żeby wykonać tego typu zdjęcia. To jest bardzo ciekawe.
[54:10] - Właśnie. I tych paradoksów było więcej, bo na przykład okazuje się, że Meier mógł robić fotki tylko z zewnątrz i chociaż był w tych statkach, to już nie wolno mu było robić zdjęć od środka. Bo to też tak było.
[54:23] - Ale zrobił jedno zdjęcie. Jest jedno zdjęcie, gdzie zrobił w kosmosie zdjęcie. Był taki program Sojuz-Apollo, gdzie Amerykanie i Związek Radziecki wystrzelili swoje statki. Te statki połączyły się w kosmosie. Nie wiem, może jeden dał drugiemu gorzałkę, a Amerykanie whisky i wrócili z powrotem. Niemniej jednak Meier miał tego typu zdjęcie. Nie wiem, czy jedno, czy dwa zdjęcia zrobione właśnie z kosmosu. Tłumaczył nieostrość tych zdjęć mianowicie takim, że w przestrzeni kosmicznejŚciany jego statków stają się przeźroczyste, ale nie tak do końca przeźroczyste, żeby było bardzo wyraźne zdjęcie. Takich kwiatków jest więcej. My się przyzwyczailiśmy wszyscy do tego, że jeżeli zdjęcie się w jakiś sposób fałszuje, to musi być to zrobione komputerowo, ewentualnie fotomontażem.
Fotomontaż polega na tym, że na jedno zdjęcie kładzie się fotkę czegoś innego i robi się drugie zdjęcie. I to ostatnie jest właśnie zdjęciem fotomontażu, który tam przedstawia. Co łatwo jest później zweryfikować w ten sposób, że bardzo często to, co zostało położone na to pierwotne zdjęcie, w jakiś sposób odróżnia się gradacją ziarna, albo cieniem. U Meiera takich kwiatków prawdopodobnie nie znaleziono. Przynajmniej ja o niczym takim nie wiem. Czyli nie robił tego w sposób fotomontażu.
[56:11] - A słuchaj, jak tłumaczono to? Bo w zasadzie to, co wspomniałeś, te zdjęcia z kosmosu, to swego czasu miał być jeden z jego większych atutów, prawda?
[56:23] - Tak, ale nie wiem, czy ktokolwiek próbował to w jakiś sposób tłumaczyć.
[56:30] - Nie, nikt. Właśnie.
[56:33] - Nikt. Bo nikt nie bierze pod uwagę tego, że tak jak pierwsze „Gwiezdne wojny”, które powstawały, były oparte na makietach i na umiejscowieniu tego w przestrzeni tak, że nie da się tego zweryfikować. Otóż takie coś odrzucano z tego powodu, że po prostu Meier miał jedną rękę i nie mógł sobie sam jednocześnie tej makiety statku czy czegokolwiek innego podrzucić do góry, czy w jakiś sposób zorganizować i zrobić zdjęcie, bo po prostu jedną ręką nie dało się tego zrobić. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że w ten proceder mogło być uwikłanych parę osób z jego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji. I tutaj to rozszerzałoby troszeczkę możliwości tego. Musimy tu powiedzieć, że Meier bardzo szybko dookoła siebie stworzył taką grupę. I ta grupa z tej pierwszej miejscowości Hinelsberg, nie wiem, jakoś tak się nazywała, taka dziwna nazwa szwajcarska, aktywnie go wspierali i pomagali mu. Bo przecież on się utrzymywał w sumie ze swojej renty.
[58:08] - No właśnie. A słuchaj, bo on jeszcze-
[58:11] - Pomagali budować dom, pomagali mu remontować dom, budowali zaplecze tego obiekту. Także on nie był sam w tym swoim świecie.
[58:25] - A jak ocenisz te rewelacje mówiące o tym, że zdjęcia Meiera były badane przez laboratorium Kodaka? Nie stwierdzono fałszerstwa. To znaczy, dokładnie rzecz ujmując, nie stwierdzono chyba tego, że mogły być fotomontażem. Natomiast nikt nie zadał pytania, czy to nie był czasami zwykły model.
[58:49] - Dokładnie. Wszyscy szukali. To znaczy nie wszyscy. Przede wszystkim jest tak: ta historia zdjęć też jest trochę zagmatwana, bo w niektórych sytuacjach wyraźnie mówiono, że Meier w sumie nie pilnując tych zdjęć, nie rozdając tych zdjęć, pozwalając na robienie odbitek ze swoich filmów, czyli z klisz fotograficznych. On te klisze też rozdawał. Niektóre klisze do niego nie wracały i tak dalej. Wprowadzał takie zagmatwanie historii tych zdjęć na wszelki wypadek, gdyby jednak ktoś znalazł coś, to zawsze można było wtedy powiedzieć, że znalazł te akurat, które były przez kogoś innego sfałszowane. To jest taka swego rodzaju nagonka. O niej mówił Marek. Nagonka jak w przypadku zamachów na niego.
Taką nagonkę i szczucie na niego chciał pokazać, że był zastraszany i w jakiś sposób rzucano mu kłody pod nogi. I tutaj laboratorium Kodaka jedyne co mogło stwierdzić, to tak jak mówisz, że nie jest to zrobione przez fotomontaż klasyczny. Natomiast ciężko jest odtworzyć takie zdjęcie czy ciężko jest stwierdzić, że zdjęcie nie jest zdjęciem modelu. Jeżeli ten aparat jest prosty i łapie ostrość powiedzmy już od dwóch metrów do nieskończoności, nie ma głębi ostrości praktycznie. Czy głębia ostrości jest zawsze w ten sposób ustawiona, że bierze wszystko ostro i wtedy jeżeli ten obiekt unosi się w powietrzu czy unosi się gdzieś nad drzewami, to bardzo często ciężko jest go umieścić w przestrzeni. Mieliśmy do czynienia u nas na krajowym rynku ze zdjęciami słynnych misek ze Zdanów, gdzie wahania wielkości też jest od prawdziwej, czyli niecałe 30 centymetrów do dwóch metrów czy tam jeszcze więcej.
[01:01:20] - Albo teraz to żeś se przechlapal. Co nie?
[01:01:25] - I tak były zpanowane, także i tak, i tak.
[01:01:29] - Iwellios coś może o tym powiedzieć, co nie?
[01:01:36] - Powiedzmy tak: jutro jest u ciebie o 7:00 rano prokurator. To podważanie takich niepodważalnych incydentów to w ogóle...
[01:01:49] - Halo, policja. Proszę przyjechać na Paranormalium.
[01:01:54] - Ale to nie wszystko.
[01:01:56] - Bagiety już jadą.
[01:01:57] - Są takie zdjęcia, które naprawdę zastanawiają. Jest takie zdjęcie, gdzie jest statek, taki klasyczny spodek na niebie łącznie z dwoma F-16, z dwoma myśliwcami. I to jest takie zdjęcie dosyć zastanawiające i wydaje się ze wszech miar, że jest to po prostu autentyczne zdjęcie z autentycznego zejścia. Także to nie jest takie jednoznaczne, że Mayer to wszystkie zdjęcia fałszował, oszukiwał, tylko po prostu są ludzie za głupi, żeby do tego dojść. Nie, to też tak nie można zaszufladkować w jedną stronę.
[01:02:41] - Te zdjęcia się wyróżniają też oczywiście sposobem wykonania, ale też tym, że tam, gdzie doszukiwano się najprostszych elementów fałszerstwa, naprawdę wychodzono z niczym, bo sugerowano na przykład, że on te modele musi umieszczać na żyłkach. Mayer miał wtedy kontrargument: jak mogę to umieszczać na żyłkach, skoro nie ma tego na fotografiach? A poza tym na niektórych widać, że te obiekty na przykład ocierają się o wokół drzew. Albo coś w tym stylu. I on na wszystko miał odpowiedź. Ale sprawa nie jest taka prosta, bo w sprawie Mayera zawsze istnieje też pewne „ale”. I na przykład Arku wspomniałeś tutaj o takiej ciekawej rzeczy, o której pisał Mossbrugger w swojej książce, a brzmi ona tak: otóż Mayer ma dwa rodzaje fotografii — dobre i złe. I te dobre dzielą się na te bardzo dobre i trochę gorsze, a te złe dzielą się na takie nieudane i te takie, które są tak badziewne, że nikt w to nie uwierzy. I według Mossbruggera oraz świty Mayera wygląda to w następujący sposób: Eduard Mayer jako człowiek o niezwykłych walorach, niezwykle skromny prorok nowej ery, był ofiarą wielokrotnych ataków na swoją osobę i to nie tylko takich, że próbowano go odstrzelić, ale próbowano też zszargać jego imię. Z tego powodu pojawiały się zdjęcia tak zwane niedobre.
My byśmy bardzo chcieli na przykład dzisiaj pokazać wam te fotki na naszym kanale na YouTubie, bo to pewnie by się dało. Tylko że jest jeden problem: one są własnością FIGU i oni dość są skuteczni, jeżeli idzie o egzekwowanie swoich praw. Także te fotografie są dostępne na stronie Michaela Horn'a dayfly.com. Także jeżeli sobie chcecie poszukać, to zobaczycie. Tam znajdziecie też zdjęcia totalnie absurdalne takiego obiektu, który wygląda jak tort. Stoi gdzieś na podjeździe u Mayera przed domem. Totalny badziew moim zdaniem. Ale wersja oficjalna jest taka, chociaż do tego zdjęcia chyba nie, że takie zdjęcia były Mayerowi podrzucane. Marku, jak ty oceniasz taki, powiedzmy, popkulturowy wpływ fotografii Mayera? Czy one jeszcze dzisiaj tak samo uderzają jak wtedy?
[01:05:23] - Ja myślę, że uderzają. W dalszym ciągu one robią wrażenie. Nie wszystkie oczywiście. I ja w ogóle zastanawiam się nad tym, jak to odczytywać, bo to, co przed chwilą powiedziałeś, czyli zarezerwowanie sobie zdjęć przez pewną grupę ludzi, czyli ich odtwarzania, ich upowszechniania, świadczy o tym, że ktoś chce na tym zrobić niezłą kasę. Tu trochę się kłóci z tym przesłaniem ogólnym do ludzkości, że powinniśmy się stać lepszymi ludźmi. Powinniśmy stać się istotami, które współczują, które rozumieją i tak dalej. Nie będę tego rozwijał, bo myślę, że nie o to chodzi. Ale jeśli ktoś tłucze kasę na tym, że reprodukuje się zdjęcia bądź się nie reprodukuje, to człowiek się zaczyna zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi. Czy o to, żeby dać jakiś przekaz ludzkości, czy może o to, żeby zarobić trochę pieniędzy? To jest pierwsza sprawa, którą warto poruszyć.
Dalej powiem tak, że jeśli chodzi o postrzeganie tych wszystkich zdjęć i filmów, które były przez Mayera udostępniane, będę nieobiektywny w tym momencie, ale one robią wrażenie mimo wszystko. Przynajmniej część z nich robi takie wrażenie i tego się nie da ukryć. I tym bardziej że robią wrażenie, ponieważ one powstały w czasie, kiedy Photoshop nie istniał. Czasy, kiedy przerobienie zdjęcia, a kiedy przerobienie grubszej modelki na chudszą modelkę albo chudszej modelki na grubszą modelkę to nie było tak, że było kilka kliknięć albo kilkanaście i już było zrobione. Nie, to były czasy analogowe, zupełnie analogowe i niektóre z tych zdjęć są intrygujące. Arek wspominał o tym japońskim filmie. Film, któryJest bardzo intrygujący, ponieważ realizatorzy tego filmu docierali do miejsc, w których Meier wykonywał te zdjęcia. Pytali go nawet, jak on to robił, że on robił te zdjęcia. On dokładnie pokazywał model aparatu, którym wykonywał te jednorękie zdjęcia. Miał również kamerę, przy pomocy której wykonywał filmy.
Mówił o statywie, mówił w ogóle o technikaliach. A zatem to nie jest tak, że dostajemy historię tylko do wierzenia. Dostajemy historię, która ma uzasadnienie, ma swoje techniczne tajemnice, które są opisane, które są wytłumaczone. To nie jest tak, że da się Meierowi powiedzieć: „Opowiada pan kompletne bzdury. Nie jest pan w stanie robić zdjęć, ponieważ ma pan jedną rękę”. Nie, on dokładnie pokazuje, jakim modelem aparatu, w jakich warunkach wykonywał zdjęcia. I dlaczego takim modelem, a nie innym? Właśnie dlatego, że miał jedną rękę. Z jakiej kamery korzystał. Powiem tak: jeśli ktoś nastawia się na taką sytuację, że Meiera i świadectwa Meiera da się załatwić prostym rozpoznaniem sprzętu albo prostym rozpoznaniem warunków, w których on wykonywał zdjęcia albo filmy, to tak się nie da zrobić.
Po prostu tak się tego nie da zrobić. Jeśli już ktoś powziął takie postanowienie, że trzeba Meiera zdemaskować, to myślę, że musi wejść głębiej, znacznie głębiej, ponieważ Meier pokazuje, jak to robił. Dlaczego tak robił? Już mówiłem, że Meier nawet jest w stanie uzasadnić, dlaczego na jego zdjęciach są ludzie. Widać czasami ludzi, widać czasami jakieś przejawy cywilizacji. Można powiedzieć: jak to, zrobione zdjęcie UFO, a tutaj ci ludzie, którzy w tym uczestniczyli, nie widzieli tego UFO? Otóż Meier to wyjaśnia. Owszem, nie widzieli, ponieważ UFO było widoczne tylko z tego kąta, z tej pozycji, w której Meier robi zdjęcia, a ze wszystkich innych miejsc było osłonięte. Ta historia Meiera to jest jeden z ograniczników, który przytoczyłem, czyli to, że zdjęcia było można wykonać tylko z jednej pozycji. Czyli on dokładnie wiedział, kiedy i gdzie ma zrobić zdjęcie, żeby było to zdjęcie do zaprezentowania.
Biorąc to pod uwagę, musimy jednocześnie pamiętać o tym, że Meier nie mówi o tym, że gubi się troszeczkę w słowach, bo staram się zrekonstruować to, o czym Meier myślał albo o czym Meier mówił, a idzie mi troszeczkę nieskoro. W każdym razie wydaje mi się po prostu, że Meier bardzo mocno i ja zastanawiam się, to jest właśnie jedna z tych wątpliwości, o których mówiłem od początku, że ja nie potrafię oddzielić tego, czy Meier mówi o tym, że-
[01:12:07] - Z drugiej strony czy coś może być trochę prawdziwe?
[01:12:12] - Nie, dokładnie. Nie może być trochę prawdziwe. Dlatego ja się tak właśnie zastanawiam nad tym wszystkim, dlatego tak brodzę troszeczkę w tej tematyce, ponieważ ja nie potrafię oddzielić ziarna od plew w tym wypadku. Z jednej strony te zdjęcia robią na mnie wrażenie. To nie podlega wątpliwości. Jeśli miałbym powiedzieć, czy coś robi na mnie wrażenie, tak, zdjęcia Meiera robią na mnie wrażenie. Ale jak później słucham w tym japońskim filmie o tym, jak one były wykonywane, to w tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy nie przekraczamy bariery śmieszności albo bariery irracjonalności. I spotkanie tych dwóch rzeczy powoduje, że ja w tej chwili tak się motam w zeznaniach, motam się w tym wszystkim, co mówię, ponieważ ja nie potrafię tego oddzielić. Ta wizualna strona robi na mnie wrażenie w dalszym ciągu, pomimo że od zrobienia tych zdjęć minęło trochę czasu. I ja wiem oczywiście, że jakieś beczki były pokazywane w internecie, jakieś krawędzie i tak dalej.
To wszystko można sobie sprawdzić przeszukując sieć. Ale z drugiej strony te zdjęcia robią wrażenie. A z drugiej strony, kiedy słucham niektórych tłumaczeń, szukam dobrego słowa i jedyne, które mi przychodzi do głowy to: cienkie są po prostu. Niektóre są te wyjaśnienia dosyć cienkie. I to tyle. Dziękuję.
[01:14:01] - Dziękujemy. Do tej pory próbowaliśmy Meiera trochę oszczędzać, żeby z audycji nie wyszła nam taka siekanka typowa, że będziemy od niego napierniczali od początku.Ale chyba już minął okres ochronny na Meyera. Powiemy teraz o nim kilka gorzkich słów. Niestety bardzo gorzkich. Zacznijmy od tego, panowie, że te jego wytłumaczenia na przykład. On twierdzi, że w swojej współpracy z Plejadanami zachowywał czy zachowuje pewien protokół. Że to wszystko jest cudowne. Powiedzieliście, że UFO przylatuje, nikt go nie widzi, ale Meyer się potrafi tak ustawić, że będzie je widział. Potrafi iść na spotkanie z nimi, porozmawiać, a potem przychodzi do domu i spisuje to, co słyszał. Ale ktoś, kto słyszał o przekazach Meyera: „No dobra, Edek, byłeś tam, słyszałeś.
Niemożliwe, żebyś zapamiętał tego aż tyle”. On mówi wtedy tak: „Ale w tym też tkwi magia, dlatego że oni zapisują te słowa w moim umyśle i ja to spisuję potem słowo w słowo”. O cokolwiek byśmy Meyera nie zapytali, on zawsze odpowiedź znajdzie. A teraz, panowie, pytanie dość trudne i kontrowersyjne. Czytaliście oczywiście jakieś wycinki z przekazów Meyera. Czy waszym zdaniem ta jego działalność to nie była po prostu trochę nieudana próba stworzenia nowej religii? Bo jak już któryś z was wspomniał, to jest po prostu materiał w dużej części kaznodziejski. Czy to wszystko czasami nie pochodzi z głowy tego biednego Edwarda? Marku?
[01:15:54] - Nie da się tego wykluczyć. Tak jak powiedziałem w poprzednim wejściu, ja cały czas się miotam. Z jednej strony ta wizualna strona, a z drugiej strony, jeśli słucham niektórych wypowiedzi Meyera, to mam takie wrażenie pewnej manipulacji. Inaczej: nie manipulacji. Mam podejrzenie manipulacji, że on usiłuje mnie przeciągnąć na swoją stronę, bo w niektórych momentach bywa nawet bardzo przekonujący, kiedy mówi o tym, że dokonywane były na niego zamachy i opisuje dokładnie, że ktoś knuje, że oczywiście przecież ktoś usiłuje dokonać zamachu, czyli usiłuje zamknąć mu usta, czyli mówi prawdę. To jest logiczny ciąg, który można by przeprowadzić. To z jednej strony. Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że Meyer bardzo rozpowiada się w tych wszystkich wywiadach, których udziela, w tych wszystkich rozmowach o tym, czego tak naprawdę chcą Plejadianie, co nam przekazują. To są długie opowieści na temat tego, co się stanie na Ziemi, ale z takim zastrzeżeniem. To jest majstersztyk, taki intelektualny majstersztyk mówiący o tym, że owszem, pewne są proroctwa.
Czy właściwie nie. Przewidywania. To złe słowo proroctwa. Przewidywania Plejadan co do tego, co się stanie na Ziemi, że nas czeka trzecia wojna i tak dalej, różne katastrofy nas czekają, ale wszystko da się zmienić. Jeśli będziemy postępować odpowiednio, to pewne teoretycznie nieuniknione wydarzenia groźne mogą pójść w wydarzenia bardziej błahe albo możemy ich po prostu uniknąć. Powiem krótko: to jest taki wytrych, którym można wybrnąć z każdej sytuacji. Czyli głosimy pewne proroctwa, mówimy o tym, panie, że wybuchnie trzecia wojna światowa, że budynki World Trade Center zostaną zniszczone. Tylko tak do końca nie wiemy my jako odbiorcy, czy Meyer powiedział to wtedy, kiedy budynki były jeszcze niezniszczone, czy też może to zostało powiedziane, kiedy one już dawno upadły. Powiem tak: cały ten chaos, cała ta mgła, która wokół wypowiedzi i wokół tego, co przekazuje Meyer powstaje, powstawała, jest na tyle gęsta, że ja nie potrafię oddzielić, jak już raz powiedziałem, tego ziarna od plew. Być może Meyer przekazuje nam pewne ważne informacje, a być może po prostu relacjonuje coś, co już dawno miało miejsce.
Przypomnę, że do dzisiaj toczy się dyskusja w internecie na ten temat, czy zapowiedź września 2001, czyli ataku na World Trade Center, to było rzeczywiście coś, co Meyer przekazał wcześniej, albo to coś, co przekazał post factum. Z niektórych źródeł wynika, że książka czy też źródło, które się ukazało, pokazało się światu wtedy, kiedy już wszystko nastąpiło, ale zostało przedstawione w taki sposób, jakby Meyer to przekazywał wcześniej.I tak dalej. Ja powiem w ten sposób, że całe moje rozbieganie i ta miotanina słów, którą w tej chwili wygłaszam, wynika z tego, że ja nie mam do końca pewności, czy Meier naprawdę przekazuje nam coś istotnego, czy też rzeczywiście, tak jak Piotr powiedział, kreuje pewną religię, pewne wyznanie. Powiem tak: jeśli nawet próbował to zrobić, to chyba mu się nie udało. Jeśli nawet próbował coś takiego stworzyć, o czym pewnym potwierdzeniem mogłoby być to, że sięgał niejako do początków, czyli do 42 roku, a zatem jakieś takie ewangeliczne wątki by wchodziły w grę nawet. Wydaje mi się, że jeśli nawet próbował, to była to rzecz nieudana. Z drugiej strony, jeśli to były próby ostrzeżenia nas przed czymkolwiek, to chyba takie lajtowe. Myślę, że da się w internecie i nie tylko spotkać proroctwa, a wreszcie przekazy, które były bardziej dosłowne i bardziej twarde niż te przekazy Meiera. Dziękuję.
[01:21:43] - Rzeczywiście coś w tym jest. W każdym razie Meier tych kontaktów spisał wiele i twierdził, że wiele z tych rzeczy przepowiedział. Prawda wygląda trochę inaczej. Otóż on to wszystko przepowiedział, tak jak Marek powiedział, ale post factum. Czyli jeżeli coś się wydarzy, to Meier wtedy sięga do swojego archiwum: „Ja już kiedyś o tym pisałem wtedy i wtedy”. Podaje dokładną datę. Tylko że tak naprawdę nikt tego nie widział oprócz niego chyba i jego grona wesołych współpracowników. Arku, jak ty traktujesz ten sposób spojrzenia na Meiera jako człowieka, który starał się fotkami UFO stworzyć coś w rodzaju sekty?
[01:22:32] - To nie tylko przywara Meiera, ale też i większości kontaktowców. Powiem tak: swego czasu była przez Janusza Zagórskiego organizowana UFO forum i tam bardzo często występowali w charakterze zaproszonych gości różni polscy kontaktowcy. I w sumie można powiedzieć, że oni wszyscy mieli jedno do powiedzenia. Mniej więcej: kochajcie się, chrońcie przyrodę, Ziemia jest waszym domem i dbajcie o niego. Takie tam.
[01:23:08] - Nie pijcie wódki.
[01:23:10] - I to samo też mówił Meier. Z tym że musimy wziąć pod uwagę, że nie da się wyrwać pewnych słów i krytycznie na nie patrzeć w oderwaniu od całości tego, co miał do powiedzenia. Jeżeli się przyjrzymy, to to, o czym mówił Meier, te przekazy, które dostawał od tych obcych, były całkiem najzwyczajniej debilne niektóre. Weźmy takie powiedzenie, taki przykład, że Ziemię czeka zagłada z tego powodu, że człowiek przeprowadza się w niektóre rejony, niektóre rejony pustoszeją, buduje domy, coraz wyższe domy i jest taki nacisk w tych miejscach na metr kwadratowy powierzchni, że po prostu Ziemia musi odpowiedzieć. To znaczy muszą być trzęsienia ziemi i z całą pewnością nastąpią wybuchy wulkanów. Jeżeli sobie policzymy teraz, ile ci ludzie, łącznie z tymi wybudowanymi przez siebie domami, ważą i jak to się ma do wagi skorupy ziemskiej, na której to jest postanowione, to jest po prostu śmiech przez łzy. Jakieś po prostu pierdoły. Inną taką kwestią jest to, że mówił między innymi, że powstało nazistowskie UFO. Hitlerowcy latali i latają na tych swoich wspaniałych statkach. Oni oczywiście tam gdzieś z Argentyny wylatują.
Z tym że w tych statkach jest jakiś tam błąd zrobiony wynikający z niezrozumienia działania tego systemu, że nie mogą opuszczać atmosfery Ziemi czy mniej więcej bliskiej tej okolicy. Już nie mogą się przebić przez brak grawitacji troszeczkę niżej. To też są takie pierdoły, za przeproszeniem. Nie da się powiedzieć, że on tego nie mówił, bo po prostu o tym mówił. To są jego przekazy. I jak z tym dalej przejść? Faktycznie próbował i w jednym miejscu robił te swoje UFO Center w jednej miejscowości, później się przeprowadził do innej. Zrobił pod szumną nazwą Samiaze Star Center, coś takiego. Nie pamiętam dokładnie, nie przytoczę. Ale to już było i jest w dalszym ciągu takim zalążkiem sekty.
Tego się inaczej nie da powiedzieć. Dlatego że jeżeli, tak jak mówiłeś, Piotrze, dasz jakieś zdjęcie z własnym komentarzem, to będą cię ścigali, jeżeli ktoś od nich odejdzie. Weźmy jego żonę pierwszą, Kaliopę. Powiedziała, żeTe statki, które on tam fotografuje, są tak naprawdę robionymi ze styropianu makietami. On robi te zdjęcia. Jak ją cała społeczność potraktowała i to bardzo ostro, łącznie z jego dziećmi. Wszyscy byli nastawieni na nią bardzo źle. Ta sprawa jest po prostu zazdrość o jego kontakty z UFO.
[01:27:00] - Sprawa, o której mówisz wypłynęła chyba około roku 2000. Ona wtedy po rozwodzie z nim stwierdziła, że Meier kłamie, że te modele ukrywa u siebie na strychu i takie jedno z najsłynniejszych zdjęć zrobił, tworząc makietę z denka od beczki. To jest bardzo charakterystyczne zdjęcie. Ten UFO torcik, o którym wspominałem gdzieś tam koło domu Meiera i tam nawet bardzo łatwo zauważyć, że ta rączka, taki proszkowany rancik od denka beczki rzeczywiście wystaje.
[01:27:43] - I to faktycznie jest denko od beczki. Jeżeli ktokolwiek ze słuchających chce sprawdzić, jeżeli pójdziecie do hurtowni, to są takie beczki i 25 litrowe i troszeczkę większe, 200 litrowe, w których się czasami przechowuje luzem ogórki kiszone. I właśnie są takie czarne zakrętki. Ja taką jedną beczkę miałem i faktycznie takie denko dokładnie tak samo wygląda i od spodu jak na tym zdjęciu i bok tak samo. Takie trzy rampy dookoła tego. To jest po prostu to zrobione. Tutaj bez dwóch zdań jest to, chyba że tak wygląda technologia obcych.
[01:28:32] - Też tak myślę, bo wiesz, miskami latają, to czemu na przykład nie beczkami? Wszystko jest możliwe.
[01:28:40] - Uważaj na słowo, zaraz nam się dostanie od pani Małgosi.
[01:28:44] - A przecież ja nie mówię, że wcale mi chodzi o zdany. Może mi chodzi o coś innego. Ale Marku, Marku i Weliosie, bo my tutaj mówimy, że przecież Meier nie mógł robić zdjęć w środku UFO, a Polakom się to udało. Pamiętasz słynne zdjęcie ze Zdanów numer dwa?
[01:29:01] - Pamiętam zdjęcie zrobione wewnątrz obiektu UFO. Dosyć realistyczne.
[01:29:08] - Opublikowane przez Fakt. Potem to z tej samej miejscowości. To tak była historia.
[01:29:14] - To jest najlepszy przykład jak z faktycznego zajścia zrobić fake taki, z którego się ludzie będą śmiać poprzez czasy. Faktycznie w Zdanach miało miejsce, tam w okolicach miało miejsce zajście, tylko było troszeczkę wcześniej. Dotyczyło rolnika, który zrobił zdjęcie telefonem komórkowym, było jedno zdjęcie bodajże, które wyszło. Jemu tam faktycznie chyba zgasł traktor na polu i to stało się całą kanwą do tego, żeby nieco później dorobili historię do tego. Zdjęcie się nie nadawało do publikacji. No bo co tam zdjęcie z telefonu, które miał zero trzy megapiksela mogło przedstawiać? Nic nie mogło przedstawiać, jakąś tam plamę. A później, chwilę potem, trzy miesiące później wyszło, czy tam dwa miesiące później wyszło najlepsze zdjęcie świata niemalże.
[01:30:14] - Ale zobaczcie, że z autentycznego zdarzenia zrobiono fejka, a fejk promuje się jako autentyczne zdarzenie. Taka tu jest logika.
[01:30:25] - Teraz będzie suchar. W Zdanach rok 2500 wykopano mumię, a ta mumia się odzywa. Czy powstała już książka na temat przypadku ze Zdanów? Bo ona się pisze przecież już dobrych kilka lat, co nie?
[01:30:40] - Już chyba 11 lat. 11 rok leci.
[01:30:44] - Ale miał być też film na Discovery chyba, z tego, co pamiętam.
[01:30:48] - Nie no, jest co pokazać.
[01:30:52] - A na temat kłamstwa.
[01:30:54] - Arku, wspomniałeś przed chwilą o UFO forum i tam rzeczywiście pojawiali się bardzo różni kontaktowcy. Niektórzy byli po prostu na żałosnym poziomie. Pamiętam taką sytuację, kiedy wystąpił taki chłopak z Łodzi, który pokazywał taki album sporządzony kredkami chyba z wszystkich ufonautów, których spotykał. Dla mnie trudno było powiedzieć cokolwiek na ten temat, bo było to trochę żałosne. Jak w ogóle traktować ten fenomen kontaktowców? Bo my cały czas mówimy, że Meier nie może być trochę prawdziwy i trochę fałszywy. Ale muszę wam powiedzieć, że z autopsji wynika, z badań moich, z obserwacji, przecież nie badałem tych kontaktowców, bo strona, która się z nimi kontaktuje, po prostu jest nieosiągalna. Ale z moich obserwacji wynika, że kontaktowcy zwykle mają jakieś doświadczenia. Na przykład to jest jedno doświadczenie, to jest obserwacja UFO, coś, co nimi mocno wstrząsa i potem przechodzą pewną psychiczną zmianę, która sprawia, że bardzo chcą mieć ten kontakt. Oczywiście są takie klasy kontaktowców, że są to osoby z problemami psychicznymi.
Ja takie osoby spotykałem. Są takie klasy kontaktowców, które wręcz domagają się kontaktu, nie mogąc się wybić inaczej, nie mogąc się pokazać inaczej, nie mogąc udowodnić swojej wielkości, twierdzą, że są w kontakcie z niewidzialną siłą, która wybrała sobie tylko ich. Ale co ciekawe, istnieją też kontaktowcy prawdziwi. Tylko jest ich bardzo mało.Jedną z takich osób był pan, który się nazywał Bordas. To był Hiszpan, mieszkał w Andorze. Miał bardzo trudne dzieciństwo i w tym dzieciństwie, kiedy chorował, zaczęły się u niego pierwsze spotkania z obcymi. Ci obcy pojawiali się w dość nietypowych sytuacjach, ale dawali mu coś zawsze do zrozumienia. On cały czas czuł ich obecność. Nigdy o tym nie mówił nikomu. Oczywiście do pewnego czasu.
Po tych swoich przeżyciach, po pierwszej wojnie, drugiej wojnie. Nie drugiej wojnie, w pierwszej nie brał udziału. Został dość bogatym człowiekiem. Otworzył zakład meblarski, sławny na całą okolicę, potem fabrykę. Bordas cały czas miał z nimi kontakt. Czasami dzwonili do niego, odzywali się do niego przez telefon, przekazywali mu jakieś informacje. Ale najciekawsza sytuacja była wtedy, kiedy Bordas spotkał się, pracując jeszcze jako kierownik hotelu, z takim dziwnym człowieczkiem, jak mówił. I ten człowieczek zszedł z gór. Powiedział, że jest kartografem czy geologiem i poprosił Bordasa o dwie rzeczy: żeby mu co dzień do jego namiotu w górach przynosił trochę wody i trochę chleba. Bordas to robił.
Za każdym razem, kiedy dochodził do tego dziwnego namiotu, ten namiot był rzeczywiście bardzo dziwny, przypominał taką kopułę. To były lata może 50. To spotkanie zamieniało się w filozoficzną dyskusję na temat początków kosmosu. Na temat spraw związanych z tą tematyką, o której zwykle mówią kontaktowcy. Może tylko, że nie było takie banalne jak w przypadku chociażby Mayera. Najciekawsza rzecz się stała na koniec spotkania z tym małym geologiem. Otóż wyobraźcie sobie państwo, że na odchodne, kiedy się pożegnali już na zawsze, Bordas otrzymał od niego bardzo zaskakujący prezent. Otóż był to kawałek złota. Po prostu kawałek czystego złota, dość duży i dość wartościowy. Historia jest naprawdę fajna.
Była opisywana przez doktora Vallego między innymi. Także ja bym tych kontaktowców nie wszystkich wyrzucał zawsze do kosza. Według mnie część z tych osób ma jakieś doświadczenia. Tylko że z racji tego, iż UFO jest zjawiskiem transformującym psychikę, wielu tego nie wytrzymuje. Tak mi się wydaje, że dzieje się z nimi coś, nad czym sami nie panują. Ale mimo wszystko bardzo wielu po prostu szuka rozgłosu, szuka poklasku. Nie wiem, panowie, czy się ze mną zgodzicie w tym momencie. Arku?
[01:35:21] - Nie sposób się nie zgodzić. Podejrzewam, że to jest taki ciąg. Jest ten kontakt raz, drugi raz, trzeci raz. Później się urywa i chcąc coś dalej, bo to takie jest trywialne, proste, po prostu się skończyło. To nie mogło się tak skończyć. Więc konfabuluje się dalej i dochodzi się do prób uwiarygodnienia tej konfabulacji w ten sposób, że najlepszym jest zrobienie zdjęcia czy czegoś takiego. Dobrym przykładem był wspominany Adamski. On prawdopodobnie na początku miał taki kontakt. Później to, co opowiadał, było jakimś szalonym wymysłem. Tutaj mamy podobnie z Mayerem według mnie.
Być może, prawdopodobnie kilkukrotnie miał kontakt. Być może miał kontakt, być może coś widział i inaczej by został po prostu biednym emerytem gdzieś na wsi. A tak zaistniał po prostu. To bardzo często jest widoczne też w Stanach Zjednoczonych, gdzie swego czasu bardzo wiele osób, które miało jakikolwiek kontakt, próbowało założyć czy zakładało jakieś własne sekty. Wiarygodność tego, jakieś wyższe poziomy, tego typu konfabulacje i kontakt z tymi poprzez jakieś psychiczne moce. Dziwne to wszystko.
[01:37:04] - Arku?
[01:37:06] - Powiem tak, że nawiązując do tego, o czym mówił Mayer, do prób jego fotografowania na przykład wnętrz. O ile zdjęcia statków obcych udawały mu się całkiem nieźle, przynajmniej to, co jest dostępne w internecie, to, co jest w ogóle do zweryfikowania, do obejrzenia, jest przynajmniej intrygujące i przynajmniej pobudzające wyobraźnię. O tyle warto pamiętać, że on próbował robić zdjęcia wewnątrz pojazdów, ale sam w jednej z niezliczonej ilości wywiadów, które udzielał, przyznaje, że te jego próby robienia zdjęć we wnętrzach były nieudane. Co więcej, sami obcy mówili mu, że oni też próbowali tą techniką się posługiwać, którą posługują się ziemianie i im też nie wychodziło. Z czym trudno podejrzewać, żeby z kolei samemu Mayerowi się to udało. To podobno jest skutek odmiennych wibracji, odmiennych częstotliwości, w których egzystują owe obce istoty. Kontakt z ziemianami podobno źle oddziałuje na te istoty.Warto też pamiętać, Arek powiedział o tym, że Adamski w swoim czasie, myślę, że Arek powiedział to, co jest najważniejsze, że czasami u podstaw jakiejś działalności jest rzeczywiste przeżycie. Myślę, że Adamski i tu nie mogę się nie pochwalić, że George Adamski urodził się w Bydgoszczy, czyli w moim rodzinnym mieście, które w czasach, ponieważ nie było Polski, było pod zaborem niemieckim, pruskim, ale jednak urodził się w Bydgoszczy. Jakaś duma ze mnie bije, chociaż nie do końca, bo Adamski to jest taka postać, o której Arek mówił, że być może rzeczywiście u podstaw całej jego działalności był rzeczywisty kontakt, rzeczywiste zdarzenie. Natomiast później ta chęć bycia na topie, bycia rozpoznawanym, bycia człowiekiem, który mówi, przekazuje pewną prawdę, mogła przeważyć nad przekazywaniem realnych treści.
Czy tak było w przypadku Meyera? Trudno to wszystko rozdzielić, ale mam wrażenie, że rzeczywiście tak się mogło wydarzyć, że my dzisiaj, choćbyśmy przedłużyli tę audycję o nie wiadomo jak długo i choćbyśmy skończyli ją o 3:00 w nocy, to nie dojdziemy do przekonania w przekazie Meyera, co jest czystą fikcją. Myślę, że to jest podstawowy problem, który z całej tej historii wynika, że nie sposób tego oddzielić. Jeszcze jedno spostrzeżenie, które mnie naszło, że jeśli rzeczywiście miał jakieś kontakty, jakieś doświadczenia z inną cywilizacją, to jeśli chciałbym ośmieszyć Meyera i chciałbym zrobić z niego postać absolutnie niewiarygodną, to postępowałbym dokładnie w taki sposób, w jaki Philip Meyer jest przedstawiany w internecie, również w publikacjach nieinternetowych. Otóż dla każdego, kto wgłębi się w temat Meyera, w temat jego publikacji, przekazów, wywiadów, relacji najrozmaitszych, że to jest jakaś taka mieszanka. Tu oczywiście jak jest słowo mieszanka, to musi być dopełnienie, czyli mieszanka wybuchowa. Wybuchowa pod tym względem, że naprawdę trudno jest rozdzielić to, co jest prawdopodobne, to, co jest być może prawdziwe, od tego, co jest absolutną fikcją. Co więcej, in plus i in minus, jeśli chodzi o Meyera, że tak naprawdę nie do końca wiadomo, co tak naprawdę mówi Meyer, a co jest takim szumem informacyjnym, który jest nieodłączny, jeśli chodzi o przekazy różnego rodzaju, które się pojawiają w internecie. Trudno oddzielić jest to, co mówi Meyer, bo mówi zbyt dużo, żeby traktować to jednoznacznie. Jeśli ktoś udziela wielogodzinnych wywiadów, jeśli ktoś snuje wielogodzinne refleksje, trudno jest oddzielić to, co jest relacją, od tego, co jest komentarzem, to, co jest rzeczywiście słowami Meyera, od tego, co jest jakąś próbą syntezy, którą ktoś inny próbuje dokonać.
Dlatego ja mam przy każdym pytaniu, które dzisiaj pada w czasie debaty, mam ten problem, że ja tego po prostu rozdzielić nie potrafię.
[01:43:14] - Słuchajcie państwo kolejnej debaty ufologicznej online. Dziś dyskutujemy o postaci Edwarda Meyera i jego działalności. Właśnie teraz otwieramy naszą linię telefoniczną. Próbujemy dodać słuchacza dzwoniącego na nasz telefon, ale chyba coś się nie udaje. Arku, będziemy musieli chyba się na chwilę rozłączyć i spróbować połączyć jeszcze raz, bo tutaj jakiś problem w Skypie wystąpił.
[01:43:43] - Okej, nie ma problemu.
[01:43:46] - Halo, halo, jesteśmy na antenie. Dobry wieczór.
[01:43:49] - Dobry wieczór. Arkadiusz z Anglii.
[01:43:54] - Witamy.
[01:43:55] - Naturalnie chciałbym pana pozdrowić. Jak obiecałem mu. Myślał, że mam 15 lat, ale niestety nie mam. Ja chciałbym część uwagi zwrócić do tego, co mówił pan, który w tym momencie mówił. Jak pan miał na imię, bo przepraszam, nie pamiętam.
[01:44:20] - Przed chwilą mówił chyba Marek Żelkowski.
[01:44:23] - Tak. Ja myślę tak, że Philip Meyer nie jest osobą, którą można uważać za osobę niewiarygodną przede wszystkim, bo były to inne czasy. Zresztą to, co on powiedział, to wszystko się w sumie sprawdziło. Wyjątkiem tego, co zresztą pisałem tutajNa czacie na żywo, że system się nie zmienia, a jedynie prawa. Uważam, że nie powinniśmy być aż tak małostkowi, żebyśmy mogli uważać, że jesteśmy jedynymi istotami myślącymi we wszechświecie. Problem polega tylko i wyłącznie na nas samych. Jak w danym momencie zrozumiemy to, że nie jesteśmy sami i otworzymy swoje umysły na prawa, które rządzą paradygmatem, czyli wszechświatem. Naturalnie są źli i dobrzy jak zawsze. To jest to samo tak jak w religii. Religia zresztą o tym samym mówi.
Myślę, że przyjdzie taki moment, że ludzkość zrozumie to, że będziemy mogli się i wtedy inni też z kolei będą mogli zrozumieć nas, abyśmy mogli zrozumieć, jakby de facto dostać zgodę odgórnie na to, abyśmy mogli też porozumiewać się z innymi istotami, też z innych wymiarów, jak najbardziej. Ale jeżeli ktoś nas obserwuje, przyjmując na przykład takie założenie i od lat 50. robimy wybuchy bomb atomowych, które de facto robią wyrwy w czasoprzestrzeni. Nie znamy się na tych prawach, to uważam, że powinniśmy się bardziej nad tym zastanowić. Czy tak jak napisałem zresztą na czacie, czy to nie jest ten sam kierunek, co Mars zrobił sam ze sobą. Uważam, że powinniśmy bardziej być powściągliwi i bardziej wybiec, nawet gdyby co, nawet fantazją do przodu, bo jeżeli nie znamy praw, które rządzą kosmosem, wszechświatem, to powinniśmy bardziej skromnie, bardziej sumiennie podchodzić do pewnych rzeczy i nie od razu mówiąc, jak mamy się zachowywać. Dlaczego mamy się tak zachowywać? Bo ja myślę, bo tak trzeba. Nie ma czegoś takiego. Tak mi się wydaje, wszechświat, kosmos to są inne wartości i niekoniecznie ktoś czy inne cywilizacje, które są o wiele starsze, muszą wyznawać te same prawa, które my jako młoda cywilizacja musimy wyznawać.
Tak mi się wydaje. To jest moja ocena.
[01:47:13] - Dziękujemy.
[01:47:14] - Jeszcze raz pozdrawiam mojego kolegę tutaj.
[01:47:19] - Proszę powtórzyć, bo nie było słychać.
[01:47:21] - Już chyba nie powtórzy słuchacz, bo się rozłączył.
[01:47:23] - Nie było słychać dla kogo pozdrowienia. Szkoda, ale my też pozdrawiamy.
[01:47:28] - To ja powiem tak, że jestem chyba ostatnią osobą, która kwestionowałaby to, że jesteśmy jedynym rozumem w świecie. Wręcz przeciwnie, z racji zarówno zainteresowań, jak i takich literackich konotacji. Wręcz przeciwnie. Uważam, że kombinowanie w ten sposób, że jesteśmy jedyni.
[01:47:58] - Dołączył do nas słuchacz Edek telefonicznie. Witamy panie Edku.
[01:48:05] - Dobry wieczór.
[01:48:06] - Prosimy wyłączyć radio.
[01:48:07] - Dobry wieczór. Kłaniam się.
[01:48:09] - Prosimy wyciszyć radio, bo tam jakieś pogłosy słychać.
[01:48:12] - Wyłączyłem wszystko wyłączone, nawet światło zgasiłem. Halo?
[01:48:16] - Tak. Prosimy bardzo.
[01:48:18] - Dobry wieczór. Szanowni panowie, ciekawa debata, jak zwykle. Zresztą na wstępie, jeśli panowie pozwolą, to wychodzę z założenia, że słucha panów, a dzięki panom i mnie pan Chris Miekina, to powiem tak, że szanowny panie Krisie, debaty odbywają się bez pana. Czy panu nie żal? Niech pan wraca. A druga kwestia, którą chciałem poruszyć, to bardzo mi się sympatycznie zrobiło za sprawą pana prowadzącego Bibliotekarium, bo już traciłem nadzieję, że poza mną jest jeszcze ktoś, kto pamięta kasety magnetofonowe. Może pan również pamięta jeszcze szpulę. Było też coś takiego. Taki fenomen techniczny.
[01:49:03] - Pamiętam.
[01:49:03] - Pana Meyera. To były czasy, prawda? ZK 120T. Nieprawdopodobna historia. Potem było ZK 140, ale to już był wyższy model. Także w kwestii pana Meyera, to ja jestem zbieżny w poglądach z panem Piotrem Cielebiasiem. Mianowicie ja z dużym dystansem podchodzę do osób, które tak głoszą właśnie jakąś kolejną nową religię. Bo mamy tych religii mnóstwo, ileś tam i tyle samo jest w nich, moim skromnym zdaniem, niepotrzebnych. A takie osoby zaraz mogą urosnąć do rangi kapłanów, osób wybranych. Potem są jakieś narody wybrane.
Nic dobrego z tego nie wynika na przestrzeni historii naszego świata i w kwestii ewentualnych tych fotografii to ta fotografia, o której wspominał pan Piotr Cielebiaś, przypominająca tort. Ona ma jeszcze korale zawieszone. To w ogóle jest troszeczkę takie, bardzo daleko idąca śmieszność. Aczkolwiek jeśli weźmiemy pod uwagę te bardzo dobre fotografie, to może mogło być tak, że udało się sfotografować, czy też został do tego człowiek sprowokowany, jakiś czarny projekt. Tyle że w okolicy Szwajcarii pojęcia nie mam. Krótko mówiąc, powiem tak na koniec. Meyerów ze Szwajcarii zdecydowanie wyższą estymą darzę Gitara Meyera. To jest taki facet ze szwajcarskiego duetu muzycznego o nazwie Yello.To tyle w kwestii. Pozdrawiam panów i do usłyszenia następnym razem. Halo?
[01:50:58] - Pozdrawiamy również panie Edku.
[01:51:00] - Pozdrawiam, kłaniam się.
[01:51:02] - Panowie, jakieś parę słów komentarza?
[01:51:04] - Ja może skończę. Zacząłem mówić o tym, że jeśli chodzi o to, co powiedział słuchacz: śmieszność. Powiem tak: te statki, które są na niektórych fotografiach Meyera pokazane, rzeczywiście budzą takie skrzywienie. Tort, jakieś pierdoły, głupoty po prostu. Jak my mamy w to wierzyć? Nachodzi mnie taka refleksja, że kto bogatemu zabroni? Takie jest powiedzenie. Więc kto kosmicznemu zabroni? Dlaczego te obiekty nie mają wyglądać z naszego punktu widzenia tortowo albo dziwnie? Właściwie nie ma powodu, żeby tak wyglądały albo nie wyglądały.
Właściwie nie mam do końca zdania, czy powinny wyglądać tak czy inaczej. Moim zdaniem mogą wyglądać w jakikolwiek sposób. Natomiast jeśli chodzi o to, o czym zacząłem mówić wcześniej, czyli jeśli określimy, jak wyglądały te pojazdy, czy jakiekolwiek wnioski możemy z tego wysnuć? Moim zdaniem nie, ponieważ tu nawiązuję i do tej wypowiedzi słuchacza, i do tej wcześniejszej swojej myśli, że tak na dobrą sprawę, jaką my mamy wiedzę tak naprawdę? Jak powinny wyglądać statki kosmiczne, tudzież pojazdy, które odwiedzają naszą planetę, poruszają się w naszej atmosferze? Co możemy o tym wszystkim wiedzieć? Nam się może oczywiście wydawać, że one powinny wyglądać tak albo nie inaczej. Albo niektóre z nich są śmieszne, albo niektóre z nich są poważne. Ale jak się do głębi zastanowimy, pomyślimy o tym tak naprawdę, to w gruncie rzeczy one mogą wyglądać najidiotyczniej na świecie. I tak na zdjęciach Meyera wyglądają one w sposób technologiczny.
Natomiast jeśli te pojazdy równie dobrze mogłyby wyglądać zupełnie, żebyśmy ich po prostu nie rozpoznali jako obiekty techniczne, jako obiekty technologiczne. A co wtedy? One wtedy by nie istniały? Owszem, istniałyby, tylko my byśmy ich po prostu nie dostrzegali. Proszę zauważyć, że Meyer w swoich przekazach o kontaktach z Plejadami, jakkolwiek to brzmiało, ale w pewnym momencie pojawia się w jego przekazie taka relacja o cywilizacji Plejadianie, której cechą charakterystyczną jest to, że jest niskiego wzrostu, że porusza się statkami, które tak na dobrą sprawę składają się z samej energii. To jest zupełnie nowy gracz na tym polu, o którym mówimy. Sami Plejadianie, którzy kontaktują się z Meyerem, sami nie za dużo są w stanie powiedzieć o tej cywilizacji. Wiedzą na przykład, że są niscy. Wiedzą, że są jacyś tacy brzuchaci. Wiedzą, że poruszają się statkami, które nie są materialne, a bardziej energetyczne.
Ale z tego, co pamiętam, to jest wszystko, czego się dowiadujemy o tej cywilizacji. Mamy też kilka zdjęć Meyera, które te wehikuły, to coś pokazują. To są kolejne zdjęcia. Ale to jest wszystko, czego się dowiadujemy. Ten wszechświat, o którym mówi Meyer, ma to do siebie, że wraz z upływem czasu wzbogaca się. On jest coraz bardziej rozbudowany. O ile wcześniej byli Plejadianie, były różne przekazy umoralniające ludzkość, pokazujące ludzkości pewną drogę, którą powinna podążać. I nagle pojawia się nowy gracz. Pojawia się cywilizacja, która porusza się takimi statkami energetycznymi. Co?
Dlatego tak o to pytam, ponieważ szukałem trochę w internecie i niewiele się dowiedziałem. To jest taki temat zarzucony przez Meyera, ale niedokończony. Przynajmniej ja nie znalazłem tego dokończenia. Być może takie dokończenie jest, tylko ja na niego nie trafiłem. Dziękuję.
[01:56:38] - Tutaj widzę cały czas ktoś dzwoni, natomiast niestety coś się popsuło w usłudze Numer Skype i nie udaje nam się podłączyć słuchaczy dzwoniących do rozmowy grupowej. Nie będziemy przecież co chwilę Arka Kocika rozłączać, bo to by było bez sensu.Dlatego prosimy, jeżeli macie Państwo jakieś pytania i komentarze, a chcecie je koniecznie drogą telefoniczną przekazać, to prosimy o przesyłanie ich drogą SMS-ową pod numer 530 620 493 bądź przez nasze pozostałe kontakty: nasz Skype radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i naturalnie również relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Piotrze, chciałeś coś tutaj dodać?
[01:57:54] - Słychać mnie w ogóle?
[01:57:55] - Słychać bardzo dobrze.
[01:57:57] - Dobrze, super. Nic, ja się będę powoli żegnał panowie, dlatego, że trochę nie dojeżdżam dzisiaj. Chciałem tylko zwrócić uwagę w waszej dalszej dyskusji o Meyerze na dwie rzeczy. Na te jego słynne metale, które miały być dodatkowym na jego prawdomówność, ale też na coś, co jest zupełnie zapomniane. Talmud Imanuela, księga rzekomo znaleziona przez Meyera, która miała być fundamentem tworzonej przez niego sekty. Z tego nic nie wyszło, natomiast książka została opublikowana. Jest to w zasadzie ewangelia według Meyera z Plejadanami w tle. Ta historia sprawiła, że on się zupełnie zaorał, moim zdaniem, w tym środowisku. Ale to nic. To tyle z mojej strony.
Pozdrawiam wszystkich. Niestety muszę już uciekać. Panowie, trzymajcie się i do usłyszenia w następnych debatach. Cześć.
[01:58:51] - Dzięki wielkie Piotrze, do usłyszenia. A tymczasem na Skypie dołączył do nas słuchacz Skype'owy. Jakimś cudem udało się połączyć. Jesteśmy już na antenie. Dobry wieczór.
[01:59:03] - Dobry wieczór, witam wszystkich i pozdrawiam całą ekipę. Grzesiek z Wielkiej Brytanii.
[01:59:10] - Jeden z naszych starych słuchaczy.
[01:59:14] - Chciałem powiedzieć najpierw w tej kwestii właśnie Meyera. Ja generalnie myślę, że to jest wszystko jeden wielki hoax. Za dużo jest po prostu tych wszystkich nieścisłości i takich niedopowiedzeń, względnie tych dziwnych zdjęć beczkopodobnych obiektów i tego typu rzeczy, żeby myśleć, że to jest coś autentycznego. Facet zrobił coś, miał w tym jakiś cel, może żeby zaistnieć, może żeby faktycznie założyć jakąś religię. Może faktycznie było tak, że jak mówił pan Piotr, miał jakieś przeżycia kiedyś i chciał po prostu to w jakiś sposób kontynuować i dla siebie samego już później starał tworzyć jakieś historie. Ja zresztą pamiętam, kiedyś, to chyba dobrze ponad rok temu mieliście panowie też audycję, już nie pamiętam na jaki temat, ale właśnie tam o Meyerze dosyć długo żeście debatowali też. I była taka generalnie konkluzja, że Meyer dla ufologii nie przyczynił się w sposób zbyt dobry. Także myślę, że to jest raczej jeden wielki hoax. Ale chciałem powiedzieć o czymś innym w kwestii właśnie tych wszystkich kontaktowców wcześniej, co o tym pan Piotr wspominał, te wszystkie ich przeprawy. To się tyczy również doktora Greera, o którym kilka razy wcześniej już wspominałem.
To, że on tam ma jakieś biery na te wszystkie swoje historie, dużo świadków, tych whistleblowerów, którzy opowiadają o tych wszystkich czarnych projektach i mówi o tym, że się kontaktuje z jakimiś istotami z kosmosu, co jakiś czas inicjuje te kontakty. To ja mam takie pytanie i to się odnosi do wszystkich tych kontaktowców, łącznie właśnie z doktorem Greerem: dlaczego, jeśli oni się kontaktują z tymi obcymi cywilizacjami, dlaczego nie mogą ich w jakiś sposób nakłonić do tego? Albo czy oni nie są po prostu tak domyślni, żeby zrobić taką sesję kontaktu, która by wyglądała w ten sposób, że oni by po prostu normalnie wylądowali jakimś tym swoim spodkiem, pojazdem czy czymkolwiek innym, który by się zmaterializował w 100%, wysiedliby z niego, podalibyśmy sobie ręce, pogadali normalnie, w jakiś tam sposób skomunikowali się. Daliby nam zrobić zdjęcia z jednej i z drugiej strony i od środka. Powiedzieliby nam dokładnie, skąd są, jak wygląda cała ta ich struktura polityczna czy inna. Jakieś daliby nam wskazówki technologiczne i tego typu historie. Czyli po prostu zwykły, taki normalny, powiedzmy sobie, ludzki kontakt. Przychodzimy, jesteśmy, witamy, rączka i wszystko by było wiadomo. Wszystkie spekulacje i tak dalej by się w tym momencie zamknęły. A to wszystko takie jest...
miałkie, takie wszystko jest rozlezłe, takie wszystko jest uduchowione. Dużo w tym wszystkim jest filozofii zawsze i to wszystko powoduje, że wszystko się tak rozchodzi. Także ciekaw jestem, czemu ci kontaktowcy czy te istoty, które rzekomo się kontaktują z nimi, czemu nie mogą sobie pomyśleć, że potrzebujemy czegoś konkretnego, jakichś konkretnych, solidnych dowodów, namacalnych rzeczy. Nie mogą nam czegoś przekazać, czy jakiejś konkretnej wiedzy, czy dowodów rzeczowych i tak dalej. Takie moje trzy grosze. Dziękuję bardzo.
[02:03:40] - W kwestii rzekomych dowodów rzeczowych dzisiaj na pewno jeszcze poruszymy kwestię zagadkowych, tajemniczych grudek metali, których podobno nie potrafili zidentyfikować ziemscy uczeni. A czy w końcu zidentyfikowali tego, dowiemy się jeszcze dziś, w trakcie dzisiejszej debaty. Dziękujemy, panie Grzegorzu.
[02:04:01] - Dziękuję bardzo i pozdrawiam ekipę.
[02:04:04] - Dziękujemy bardzo i zachęcamy do słuchania wszystkich debat ufologicznych i nie tylko. Między majem a wrześniem będziemy nadawać również debaty, ale tym razem niekontrolowane, na tematy bardziej paranormalne. Ale więcej szczegółów dowiecie się państwo w odpowiednim czasie z naszej strony internetowej www.paranormalium.pl, a tymczasem w Radio Paranormalium przechodzimy do kolejnego pytania. Tutaj jeszcze powtórzę prośbę do słuchaczy telefonicznych dzwoniących na nasz numer komórkowy i nasz numer stacjonarny. Niestety problemy techniczne spowodowały, że smartfon musi w tej chwili pełnić, że tak powiem, rolę routera, substytutu routera internetowego, a na Skype coś się popsuło totalnie i nie możemy podłączać słuchaczy telefonicznych. Dlatego jeżeli macie państwo taką możliwość, to prosimy dzwonić albo na Skype’a, albo jakoś dać znać na Gadu-Gadu, to wtedy przekażemy link do naszego hangouta. A jeżeli chodzi o Edwarda Mayera, oprócz tego wszystkiego, co tutaj już było powiedziane, Mayer otrzymywał również przekazy od obcych. Spisywał je w postaci bardzo długich rozmów z przedstawicielami tychże właśnie. Wielokrotnie mówili oni o przyszłości, a część spuścizny Mayera stanowią tak zwane proroctwa Henocha. I właśnie, o czym te proroctwa mówią i czy wypełniają się na naszych oczach, jak twierdzą zwolennicy Szwajcara?
Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[02:05:42] - Może tutaj bym nawiązał do tego, o czym mówił słuchacz, że w sumie podanie sobie ręki i by było wszystko wyjaśnione. Z jakiegoś powodu tego nie obserwujemy, tego nie ma. I to jest właśnie najbardziej zastanawiające. Musi być jakieś logiczne wytłumaczenie tego. Być może wytłumaczeniem jest to, że kiedyś próbowali i się bardzo mocno sparzyli na tym. Czy po prostu jakakolwiek ingerencja mogła doprowadzić do złego zrozumienia ich przekazu i sprawiła, tak jak być może w Ameryce Południowej, masowe wzajemne spożycie, kanibalizm i wyrywanie serc i tak dalej. A być może w tej chwili taki kontakt został nawiązany i po prostu nasze władze, nasi przedstawiciele nie zezwalają na tego typu kontakty i te kontakty tak się odbywają, jak się odbywają w tej chwili. Jeszcze chciałbym wrócić do tych zdjęć Mayera, które są prezentowane w książkach i w różnych periodykach. Otóż tych zdjęć takich naprawdę, które nie budzą większych wątpliwości, jest dosłownie bardzo mało. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę ten film taki, na którym to UFO lata dookoła tej choinki.
Tej choinki nie ma. Mayer wytłumaczył to tak, że po prostu ona została eksterminowana przez samą jedzę, i w ogóle z pamięci wszystkich okolicznych ludzi, że jej po prostu tam nie było. On zawsze mówi, że te obiekty miały około trzech do dziewięciu metrów. Jeżeli przyjrzymy się na wielkość igieł w tej choince, to ten obiekt nie ma więcej jak około 60 centymetrów i zachowuje się tak, jakby był podwieszony faktycznie na jakiejś dłuższej wędce, na żyłce i tam dookoła tego majtany. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jak się ten obiekt pochyla w poszczególnych tych oblotach. To jest jedno z tych zdjęć. Inne zdjęcie to są właśnie te jego ufopy. To są te zdjęcia aktorek z lat 70., które miały przedstawiać jego kosmiczne przyjaciółki. Więc takich zdjęć, które faktycznie nie budzą jakichś tam wątpliwości albo budzą jakieś zastanowienie, to jest właśnie to zdjęcie tego spotka razem z samolotami. Inne raczej wszystko da się wytłumaczyć na zasadzie po prostu robienia makiety i umiejscowienia tego w odpowiedniej scenografii, bo o ile można przyciąć choinkę i przedstawić ją jako wielką, to ciężko jest przynajmniej poprzycinać wszystkie igły, a na podstawie właśnie tych igieł, które sąZ reguły wiadomo, jaką mają długość.
Można określić wielkość przedmiotu, który znajduje się przed nimi lub za nimi. To nie jest ciężkie do zrobienia. Po prostu trzeba znać sposób, w jaki on to próbował robić. To jest jedno. Tak jak tutaj Grek mówił, wygląda na jedną wielką ściemę. Natomiast jeżeli chodzi o te proroctwa, ja za bardzo nie wgłębiałem się w jego przekazy. Gdy się zaczyna czytać i są jakieś dyrdymały, to opuszczam i ciężko przez to przejść. Są bardzo często bez większego sensu. Nie wiemy, kiedy zostało napisane, kiedy zostało ogłoszone. Kiedy zostało ogłoszone, to więcej wiemy.
Ale kiedy zostało napisane faktycznie, tego nie wiemy. Tylko sam Meier. Może coś Marek będzie wiedział na ten temat. Dziękuję.
[02:10:19] - Marku?
[02:10:22] - Cóż, ja na początek nawiążę do tego, o czym mówił słuchacz Grzegorz. Ja się zgadzam, że rzeczywiście to się wszystko wydaje mętne. Jeśli są obcy i oni coś tam mówią, jakieś przekazy wygłaszają, mowy wielkie, te wywiady. Polecam wszystkim, którzy się zainteresowali Meierem prześledzenie tego w internecie. Naprawdę są godziny rozmów, godziny przekazów, godziny różnych wzniosłych bądź mniej wzniosłych mów albo wywiadów, które Meier udziela. Ale w gruncie rzeczy, jakbyśmy o tym rozsądnie pomyśleli, to zamiast tego gadania, tych przekazów, tego mówienia, co powinniśmy, czego nie powinniśmy, jacy powinniśmy być i tak dalej, trzeba byłoby raz a dobrze wylądować, podać rękę, przedstawić się, powiedzieć: „Jesteśmy stąd i stąd. Chcielibyśmy być waszymi przyjaciółmi”. Może to byłoby prostsze niż takie nadęte pouczanie nas: „A powinniście tak robić, a powinniście tak robić, a powinniście jeszcze tak robić” i tak dalej. Zaczyna rzeczywiście być postrzegane, przynajmniej przeze mnie i pewno nie tylko przeze mnie, jako taka próba mniej bądź bardziej udatnej manipulacji. Próby stworzenia czy to ideologii, czy to religii.
Ja nawet nie wiem, czy to chodziło o religię, być może po prostu o popularność. Ale jeśli mielibyśmy mówić, zostawmy, nie pastwmy się w tej chwili nad Meierem, nie pastwmy się nad naszymi hipotezami, czy też on próbował to czy tamto, ale wydaje mi się, że to wszystko, o czym w tej chwili rozmawiamy, te wszystkie teorie, te wszystkie przekazy godzinne, wielogodzinne. Na tym polega mój problem. Wiedziałem, że podczas dzisiejszej audycji będę miał duży problem i mam w dalszym ciągu ten problem i nie potrafię go rozwiązać. Mnie się zupełnie rozjeżdża ta warstwa pliczna, czyli te wszystkie zdjęcia i te wszystkie filmy od tego ględzenia. Specjalnie używam pejoratywnego słowa „ględzenie” od tego ględzenia Meiera, opowiadania różnych historii, ponieważ to się ze sobą nie do końca klei, przynajmniej moim zdaniem. Albo to dowód na to, że ta historia zupełnie jest bez sensu, albo dowód na to, że ktoś, kto próbował zdyskredytować postać Meiera, działał niezwykle sprawnie. Bo na tym w gruncie rzeczy polega, że jeśli stawia mniej lub bardziej wiarygodne zdjęcia, w każdym razie pobudzające wyobraźnię, to może mu trzeba tak dołożyć, żeby na starcie nie był traktowany poważnie. Czy o to chodzi? Nie wiem.
Daleki jestem i nie mam szans nawet na dojście do tego, jak było naprawdę. W każdym razie są takie zdjęcia i filmy wykonane przez bohatera dzisiejszej audycjiKtóre wydają się intrygujące, niejednoznaczne i które budzą zastanowienie. Tylko dlatego, że pokazują mniej lub bardziej dyskoidalne obiekty, ale także dlatego, że pokazują na tych zdjęciach i filmach zjawiska, które dzisiaj są dosyć powszechnie dyskutowane wśród ufologów. Na przykład zjawisko znikania obiektu i pojawiania się, znikania, pojawiania się. Efekty dziwne, które sądzą, że te obiekty znajdują się może poza czasem, może w jakiś sposób manipulują tym czasem. Może rzeczywistością, może wymiarami. Nie wiem. Tego oczywiście nie jestem w stanie w tej chwili powiedzieć, ale niektóre z tych filmów są przynajmniej zastanawiające. Podobnie ze zdjęciami. Tych zdjęć jest co prawda tak dużo w wykonaniu Mayera, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy zwykły śmiertelnik jest w stanie tak precyzyjnie te zdjęcia wykonywać.
Ale Mayer ma oczywiście na to historię, że on wie, kiedy, gdzie pojawi się takie UFO i on ma wyłączność na fotografowanie. Czyli to, o czym wcześniej wspominałem, że troszeczkę z prawej strony nie widać, troszeczkę z lewej strony nie widać, z góry, z dołu, z boku i tak dalej, z tyłu. Ale od tego punktu, w którym on fotografuje, widać znakomicie. Możemy w to wierzyć. Trudno to wykluczyć, ale z drugiej strony, jak ktoś się zacznie zastanawiać: a dlaczego mamy w to wierzyć? I tak dalej. Myślę, że Mayer jest taką postacią, taką ikoną współczesnej ufologii, której po pierwsze nie da się wyeliminować, ale z drugiej strony trzeba bardzo ostrożnie do tego wszystkiego podchodzić. Ja w każdym razie powiem jedno, stawiając kropkę nad i: bardzo interesują mnie zdjęcia, te przekazy ikonograficzne Mayera. Natomiast ta warstwa ideologiczna, czyli to wszystko, co on mówi w wywiadach, co mówi w swoich słowach do ludu, wszystko się klei. I ja zastanawiam się, czy Mayer nie jest ofiarą.
Bardzo chciałby mówić nam o wszystkim i powiedzieć nam o wszystkim, tylko nie do końca ma wiedzę na ten temat. Natomiast cały czas podkreślam, że zdjęcia i filmy w dalszym ciągu, pomimo upływu lat, są dla mnie intrygujące. Dziękuję.
[02:17:53] - Obcy nie tylko pozwalali Mayerowi się dotykać, szczególnie chyba Plejadanki, ale też nagrywać odgłosy wydawane przez ich statki. Co mówili o nich eksperci i czy nagrania te w jakikolwiek sposób was przekonują? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Marek Żelkowski. Marku?
[02:18:14] - Ja powiem w ten sposób, że akurat tych relacji specjalnie nie studiowałem. Natomiast interesujący jest dla mnie cały ten przekaz, który Mayer przekazywał odnośnie Plejadanek. Tam mamy całą relację dotyczącą pewnych następstw, że osoba, z którą on się kontaktował w latach 70., to jest, dobrze pamiętam, albo może wnuczka osoby, z którą on się kontaktował w latach 40. W każdym razie jest pewna ciągłość zachowana. Ckawe jest w całej tej historii również to, że Mayer mówi o tym, że w gruncie rzeczy nasza cywilizacja jest w pewnym sensie infiltrowana przez obcych. Że oni tu są wśród nas. I to nie tylko ci przedstawiciele rasy, z którą kontaktował się Mayer, czyli Plejadanami, czy jakkolwiek ich tam nazwiemy, ale są wśród nas również przedstawiciele innych ras. Dowodem chociażby ta wspomniana przeze mnie relacja o istotach, których Plejadianie nie do końca rozpoznali. Mówili o pewnej energii, o pewnych próbach kontaktu i tak dalej. Z tego wszystkiego wyłania się obraz taki, że w gruncie rzeczy my jako ludzkość jesteśmy przedmiotem eksperymentu, doświadczeń.
To może za duże słowo, a w każdym razie jakichś badań prowadzonych przez obcych. To pokazuje, jeśli przyjmiemy tę narrację, jeśli tak przy-Ku tej narracji się przychylimy. To znaczy, że w gruncie rzeczy jako cywilizacja jesteśmy przez cały czas przynajmniej pod kontrolą. Nieustannie jesteśmy badani, ściągane są dane. Tylko krok jest od tego wszystkiego, o czym powiedziałem, od kontroli w sensie zbierania relacji do kontroli, w sensie podejmowania decyzji, bo naprawdę bardzo cienka linia dzieli jedno od drugiego. Równie dobrze z przekazów Meyera możemy wnioskować, że nie tylko jesteśmy badani. Jesteśmy przedmiotem eksperymentu, jesteśmy przedmiotem pewnej manipulacji. Jeśli dobrze wysłuchamy tego, o czym mówi Meyer w swoich relacjach z kontaktów z Plejadanami, z ich przekazów, podniosłych treści, to mam nieodparte wrażenie, że wśród podniosłych treści jakichkolwiek zawsze — lepsze słowo najczęściej — ukryte są nie do końca czyste intencje. Mówi, że dba o moje dobro, o to, żebym się rozwijał, żebym był szlachetny i wspaniały. Czy ja taki nie jestem albo nie mogę przynajmniej być z racji tego, że jestem istotą ludzką, że jestem człowiekiem?
Czy naprawdę wymaga to ingerencji obcych? Domini mi, że jestem człowiekiem i istotą, która skłonna jest do altruizmu, skłonna jest do tego, żeby być uosobieniem dobra. Czy naprawdę potrzebuję do tego tej planety czy też z innej rzeczywistości? Tak dodajmy. Tu należałoby się zastanowić, jak to tak naprawdę jest. Możemy oczywiście przyjąć taką narrację i wtedy nadzieję, że intencje owych obcych są naprawdę szlachetne i altruistyczne. Tylko pytanie złośliwe. Jakiś złośliwy demon we mnie siedzi i pyta: a jeśli tak nie jest? I to tyle. Na razie dziękuję.
[02:23:28] - Zanim oddam głos Arkowi Kocikowi, wspomnę, że na czacie słuchacze nasłuchują kątem ucha audycji kontr-debaty, można powiedzieć, którą zorganizowała konkurencja na swoim kanale na YouTube. Tunguska pisze: „Tak sobie myślę, czy to przypadek, że dzisiaj debata o Mayerze i na stronie niezgodnej z naszym regulaminem o tym dzisiaj także mówią?” To chyba nie jest przypadek. Tunguska, to nie jest przypadek. Arku?
[02:24:04] - To nie jest przypadek. Należałoby się odnieść do tego, o czym mówił Marek. To jest bardzo szeroko idący wniosek. Jeżeli faktycznie przekazują nam i próbują nam narzucić, jacy mamy być, to w sumie daleko nie odstępuje od tego, do czego doszliśmy sami. Nasi filozofowie czy mędrcy, założyciele religii. W zasadzie ci obcy nie przekazują nam nic odkrywczego ani nic nowego. To, o czym wcześniej ktoś mówił. Natomiast niektóre ich słowa mogą być przerażające, jeżeli mówią o konieczności depopulacji ludzi, dlatego że u nich taka depopulacja nastąpiła. Prawdopodobnie dojdziemy do momentu, kiedy inspirowani przez nich zaczniemy się wzajemnie mordować i to będzie okej. To wydaje się być mocno przerażające z tego punktu widzenia.
Natomiast wracając do pytania szóstego, że obcy pozwalali się Mayerowi dotykać. Mało tego, oni go zabierali na swoją planetę, którą zwiedzał i patrzył, w jakich oni tam warunkach żyją. Zapuścił brodę dlatego, że był tak często porywany na parę dni, że było po nim widać, mimo że znikał dosłownie na parę godzin. Podobno wracał mocniej zarośnięty, jakby go tam nie było parę dni, a on w międzyczasie odbywał podróż na inną planetę i tam siedział cały tydzień i wracał na Ziemię. Na Ziemi mijało parę godzin, więc zapuścił brodę, żeby nie było widać takiej różnicy czasowej w jego przeżyciu. Jeżelibyśmy policzyli, ile faktycznie może mieć lat, to by się okazało, że w tej chwili jest dużo starszy niż powinien. Tam załapał się na ileś tam dni u nas, tutaj wrócił i kontynuacja. Z przekąsem mówię, bo zdarzały się też takie przypadki. Niemniej jednak jest to co najmniej dziwne i w sumie pozbawione sensu większego.Zabrać jedną osobę, żeby pokazać, jak oni żyją u siebie i odwozić z powrotem. Bez tego ogólnoświatowego podania ręki i pokazania: „My tu jesteśmy” jest to co najwyżej dziwne i bezsensu.
Jeżeli chodzi natomiast o odgłosy, które wydawały te statki, to było to nagrywane i badano spektrum, szerokość częstotliwości tych dźwięków. Okazało się, że są o wiele bardziej szerokie, niż się spodziewano. Nie można było w naturalny sposób wytworzyć takich dźwięków. Dopiero dało się dźwięki podobne wytworzyć dużo później, już jak powstały keyboardy cyfrowe, wtedy można było te dźwięki odtworzyć. Nie pamiętam, jakie to było studio filmowe, które badało te dźwięki. Niemniej jednak konkluzja badających była taka: „Chętnie wykorzystamy je w filmach fantastycznych, tylko pokażcie nam, w jaki sposób on to zrobił”. Kwestia tego, jak to można było zrobić. Czasami rzeczy bardzo proste, bardzo prosto wykonane, wręcz nawet bardzo prostackie, potrafią zadziwić i nikt na to nie wpadnie, że w tak prosty sposób można dokonać czegoś tak wielkiego, nieszablonowego. Te odgłosy były skorelowane z nagraniami filmowymi, między innymi nad grupą ludzi. Pasowanie tego wszystkiego do kupy, dodatki filmowe, nagranie tego naprawdę musiało przysparzać trudności, ale to nie jest tak, że tego nie można było rozwiązać w bardzo prosty i prozaiczny sposób.
Weźmy przykład tych słynnych zdjęć chłopca z Rosji, który narysowany spodek na kartce nakleił na szybę i przez nią robił zdjęcia. I też wszyscy eksperci uznali, że zdjęcia są autentyczne. Więc bardzo często takie proste, naiwne sposoby wymykają się spod domniemania sposobu działania tego, bo wszyscy doszukują się czegoś wielkiego, podczas gdy to może być po prostu zwykłe jeżdżenie styropianem po szybie i takie odgłosy też można wydawać. To by było tyle. Dziękuję.
[02:30:21] - Edward Billy Meier otrzymał również tajemnicze grudki metali, których, jak twierdził, nie potrafili zidentyfikować ziemscy uczeni. Jaka prawda kryła się za tymi dowodami i czy rzeczywiście były one aż tak tajemnicze? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocikarku.
[02:30:40] - Otrzymał próbki metali. Przynajmniej tak utrzymywał, że otrzymał je właśnie dla udowodnienia tego, że te kontakty faktycznie miały miejsce. Te próbki badało IBM. Według tego, co Meier mówił, ta próbka zaginęła. Była to próbka w sposób nieszablonowy zrobiona, dlatego że mówiło się tam o zimnym nawalcowywaniu poszczególnych frakcji metalu. W ten sposób. Dlatego nie potrafiono tego w jakiś sposób zidentyfikować, miały być trudności z identyfikacją. Takich trudności nie było w sumie. Zidentyfikowano to, natomiast zastanawiające było właśnie wprasowanie na zimno jednego metalu w drugi. Właśnie nie przez stopienie.
Ale jak się okazuje, takie rzeczy są możliwe. Takie kawałki metalu z takim wciśnięciem jednego w drugi są możliwe na przykład w momencie, kiedy na płytkę jakiegoś metalu położymy ładunek długotrwały lub długi i te metale się scalą. I podobnie to miało wyglądać. Dużo tego metalu nie przebadano. Tak jak powiedziałem, próbki podobno zaginęły, nigdy nie zostały odnalezione, a następnych nie dostał. W skład tej próbki wchodziło, z tego, co pamiętam: srebro, aluminium i magnez. Niektórzy mówili, że niektóre były takie opcje, że były to zwykłeZwykły magnes, który był wykorzystywany w wózkach dla niepełnosprawnych. Ciężko jest mi powiedzieć jednoznacznie. Nie mamy generalnego potwierdzenia na to, co faktycznie to było i kto to badał z nazwiska i z instytutu. Tylko tyle, że jakieś enigmatyczne laboratoria IBM.
Dziękuję.
[02:33:28] - Marku?
[02:33:29] - Jeśli chodzi o te metale, o których mówił Meyer, to jest cała historia, o której można by mówić bardzo rozwlekle i kto wie, czy nie całą audycję poświęcić. O to, że nasz bohater Meyer przekazywał próbki do zbadania. Tu już przy analizie tej historii zaczyna się pojawiać pewien zgrzyt, ponieważ badania są kwestionowane przez inne badania. Jedni naukowcy kwestionują badania drugich naukowców czy pierwszych naukowców. Właściwie nie wiem, jak to określić. Otóż badania przeprowadzone za pomocą jednej techniki, czyli skaningowania całej materii, która została przekazana, są kwestionowane, ponieważ według jednych ekspertów, tu nie potrafię zająć stanowiska, ale nie da się za pomocą tej techniki, czyli mikroskopu skaningowego, wykryć odpowiednich cech danej materii, która została przekazana do badania. Z drugiej strony mówi się o tym, że materiały, które zostały przekazane, te próbki metali zawierały jeden z rzadszych metali, które występują na naszej planecie. Metal, który nazywa się thul. Te próbki zawierały ten właśnie metal, podczas gdy drudzy naukowcy, którzy dokonali badań nie za pomocą mikroskopu, który podobno się do tego nie nadaje, tylko za pomocą spektrometrii gazowej, czyli odparowania części materii, nie potwierdziły tych badań. Tu grzęźniemy, proszę zauważyć, w takich dywagacjach co by było gdyby albo co tak naprawdę było.
Nie jesteśmy tego w stanie stwierdzić i szum informacyjny, który powstaje, sprawia, że my tak naprawdę jesteśmy w tej chwili jak dzieci. To znaczy, możemy powiedzieć: „Ja w to wierzę”, a ktoś drugi powie: „Ja w to nie wierzę”, a ktoś trzeci powie: „A ja nie wiem”. Jeśli mielibyśmy wskazać tego, kto ma rację, to trudno byłoby to orzec. Cała historia Meyera od początku do końca i od początku starałem się to sugerować. Cała ta historia, o której Meyer mówił, składająca się z obserwacji, ze zdjęć, z filmów, z próbek materiału i tak dalej, z próby zamachu na jego osobę. Ta cała historia to w gruncie rzeczy mamy do czynienia z sytuacją, w której tak naprawdę skazani jesteśmy na szum informacyjny. I byłbym agencją albo szefem takiej agencji specjalnej, amerykańskiej, rosyjskiej, jakiejkolwiek, chińskiej czy paragwajskiej, czy jakiejkolwiek, czy kubańskiej. Jeśli miałbym ośmieszyć Billy Meyera, to robiłbym dokładnie to, co możemy relacjonować, czyli dałbym nadmiar informacji. Jeśli chodzi o Billy Meyera, to jest właśnie w ten sposób, że my dostajemy taką porcję informacji. Właśnie o to chodzi, że one się nawet nie wykluczają, tylko są takie nie do końca precyzyjne, nie do końca się potwierdzają, nie do końca grają ze sobą i w związku z czym dostajemy taką mieszankę, w której z jednej strony dostajemy niby twarde informacje, że tu był taki metal, tu był taki metal, tu mamy rzadki pierwiastek i tak dalej.
Z drugiej strony otrzymujemy komentarz do tych badań taki mniej więcej: „Ale to są bzdury kompletne. To w ogóle bez sensu jest w ogóle to, co mówią ci ludzie” i tak dalej. To jeśli chodzi o badanie próbek materiału, ale podobnie jest, cofnijmy się na chwilę do tych relacji. Wszystko jest kwestionowane. Meyer mówi jedno, mówi zupełnie coś innego. I powtarzam, jeśli miałbym zdyskredytować taką postać jak Meyer, która być może ma coś do przekazania ludzkości, być może ma coś do przekazania nam na co dzień, tak?Nam, którzy słuchają tej audycji, ma coś do przekazania. Jeśli miałbym taką postać skredytować, to właśnie w ten sposób, tworząc szum informacyjny. To, co ja często z lubością nazywam mgłą informacyjną. My nie wiemy, w co tak naprawdę mamy wierzyć. Czy w tego Meyera, który mówi o tym, że ma kontakty z Plejadanami, że ma próbki materiałów, że ma zdjęcia.
Człowiek, który jest przekonany o tym, że ma twarde dowody, ma zdjęcia, ma próbki materii. Trzeba tak naprawdę. I mamy całą masę informacji, która te twarde dowody kwestionuje. Mówi: „To są bzdury”. Materia, którą Meyer przedstawił, te próbki metali to jest jakiś humbug. To jest bzdura kompletna. Ale jeśli nawet zbadamy te próbki materiału rzetelnie, to tam nic nie ma. Nie ma nic, co jest specyficznego, co jest specjalnego, ekstra. Facet po prostu bredzi. To jest wariat.
Tego nikt tak wprost chyba nie powiedział. Nie pamiętam przynajmniej takiej wypowiedzi. Ale cała rzecz na tym polega, żeby takie rzeczy przekazywać w ten sposób, żeby nie powiedzieć wprost, ale zasugerować. To osadza się znacznie lepiej w świadomości ludzi niż takie proste stwierdzenie, że facet jest idiotą. Ale równie dobrze możemy patrzeć na całą tę historię w taki sposób, że sam Meyer przewidział tę intrygę, którą ja w tej chwili próbuję odtworzyć, próbuję stworzyć. Być może on pomyślał o tym, że robię siebie ofiarą, to tym łatwiej ludzie uwierzą. Ja mówię, to jest historia piętrowa. Albo ona jest piętrowa, albo stwarza pozory, że jest piętrowa. Jeśli przynajmniej część z tych opowieści, o których dzisiaj mówiliśmy, jest prawdziwa, to nie da się oddzielić tego, co jest prawdą, od tego, co jest fałszem. W związku z tym z punktu widzenia naszych twardych debat ufologicznych, w których staramy się dojść do tego, czym naprawdę jest UFO, czym są te dziwne rzeczy, które obserwujemy na niebie, to niewiele wyjaśnień jest.
W każdym razie, jeśli je nawet uzyskujemy, to zbyt wiele jest wątków, które kwestionują te wyjaśnienia i w związku z tym utrzymujemy się na punkcie zerowym. I to tyle. Dziękuję.
[02:41:35] - Ciekawy komentarz pojawił się na naszym czacie. Szyderca znalazł taki cytat odnośnie tych kawałków metalu rzekomo zdobytych przez Meyera. Cytat z pewnego artykułu: „Jedyne profesjonalne badania tych próbek to badania badaczy z Uniwersytetu Arizonskiego, który ocenił ten metal na taki”, cytat, „z jakich produkuje się garnki”. Może też miskoloty, ale to tak na boku. „I obawiam się, że nie chodziło tu o pozaziemskie garnki. Później Meyer twierdził, że metal podczas badań skradziono, a następnie jednak zmienił zdanie, że nie, że go ma, ale naukowcom nie pokaże”. Ciekawa informacja na pewno, bardzo dużo mówiąca również o samym Meyerze. Ale przejdźmy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Kilka lat temu Edward Billy Meyer wydał tak zwany „Talmud Emanuela”. Jest to de facto rodzaj ewangelii, w której główną rolę odgrywają Plejadianie.
Czy odkrywa tam to prawdziwą twarz Edwarda Meyera jako sprytnego sekciarza? Marku?
[02:42:52] - Ja powiem tak: najpierw się odniosę do tego, co napisał Szyderca. Chylę czoła. Zdrowy rozsądek zawsze króluje i mnie się to zawsze bardzo podoba. To, co napisał Szyderca, to jest kij w mrowisko i bardzo dziękuję, że to napisał, co napisał. Myślę, że to powinno dać wiele do myślenia wszystkim naszym słuchaczom. A jeśli chodzi o te przekazy Meyera, na temat których padło pytanie. Ja powiem tak, już wstępnie mówiłem o tym, że te wszystkie przekazy, te wszystkie przewidywania, te proroctwa i tak dalej, mają grzech, który mają wszystkie proroctwa, że one się asekurują. W przypadku Meyera jest tak, że Meyer mówi: „Będzie niewesoło. Nie polecam tej przyszłości, która będzie, bo będzie strasznie i mrocznie i w ogóle nie będzie dobrze”.
[02:44:02] - Krótko mówiąc, nic nie będzie.
[02:44:06] - Nic nie będzie, w ogóle tragedia i w ogóle potop. Nie, potop nie. W ogóle tragedia.
[02:44:12] - My mieliśmy takiego kandydata na prezydenta, takiego proroka. Nic nie będzie.
[02:44:17] - Chociażby. Tak, nic nie będzie. Nie będzie niczego. Ale problem polega na tym, że Meyer mówi coś takiego, że wszystko da się odwrócić, gdybyśmy się na przykład polepszyli jako ludzkość generalnie albo wykonali ruchy w tym kierunku, żeby być lepszymi, to nic nie jest ostatecznie przewidziane. Czyli mamy taki syndrom charakterystyczny dla każdych proroków czy też jasnowidzów. Oni mówią: „Będzie źle. Jeśli się poprawicie, będziecie lepsi.Może się to wszystko nie sprawdzi. Jeśli miałbym wskazać kolejny fragment, który jest słaby w całym tym przekazie, to właśnie ten. Z punktu widzenia logiki nie da się wykluczyć tego, że rzeczywiście jest tak, że jeśli zrzecziemy się swoich złych cech, swoich złych nawyków, tego, co jest w nas złe, to rzeczywiście się nam poprawi. To jest jak najbardziej logiczne.
Tego się nie da wykluczyć z punktu widzenia logiki. Tylko to jest tak, że to, co pewien znany bloger powtarza, zresztą powtarza to za takim podstawowym prawem logiki, że jeżeli coś jest logiczne, to wcale nie oznacza, że jest realnie prawdziwe. Ono jest prawdziwe z punktu widzenia logiki. A jeśli coś jest prawdziwe z punktu widzenia logiki, to nie znaczy, że jest prawdziwe z punktu widzenia rzeczywistości. To tyle. Jeśli nawet da się wpisać to, co powiedziałem przed chwilą w to, co mówi Meyer, to jeszcze wcale nie oznacza, że będzie dokładnie tak, jak mówi Meyer. Te wszystkie jego przekazy odnośnie przyszłości, o których już wspominałem, których tak naprawdę się nie da oddzielić, kiedy co nastąpiło i kiedy co zostało przepowiedziane. Czy te wydarzenia dotyczące World Trade Center, czy wydarzenia dotyczące trzeciej wojny światowej, które również wieści Meyer. Gdzie tak naprawdę jest granica pomiędzy prawdą, a pomiędzy tym, co Meyer nam przekazuje? To są dwie różne rzeczy.
To jeśli nie jesteśmy w stanie tego rozdzielić, jeśli nie potrafimy, to prawdę różni się to, co mówi Meyer od dziesiątków innych przekazów, równie proroczych i równie groźnych i równie pobudzających nasze niepokoje. Czym to się właściwie różni? Niczym. Tak naprawdę niczym. Meyer nie mówi nic na tyle odkrywczego, na tyle specjalnego, że mogłoby to nas w jakiś ekstra sposób poruszyć. Wręcz przeciwnie, wpisuje się w tych swoich, nie obrażam, ale chyba nie, w tych swoich przewidywaniach, proroctwach wpisuje się w pewien taki ogólny rys, który w tego rodzaju przekazach da się zauważyć ostatnio. Czyli gdzieś tam islam czający się, gdzieś tam w ogóle wielka zmiana, upadek Stanów Zjednoczonych i tak dalej. Czy to są rzeczy, które są specjalnie oryginalne albo specjalnie poruszają nas w tej chwili? Skoro słyszeliśmy tego rodzaju proroctwa, tego rodzaju przewidywania, już nie wiem, sto słyszę, ale przekazuję to na pewno po raz enty, czyli tak naprawdę nic nowego pod słońcem. Więc co nas ma tak specjalnie poruszać w tych przekazach?
To tyle. Dziękuję.
[02:48:38] - Arku.
[02:48:42] - Talmud i Manuela to jest zredagowany przez Billy'ego Meyera tekst napisany rzekomo przez Judasza Iszkarjotę, który wywodził się oczywiście według Meyera. Był potomkiem Dawida. On był synem Józefa, czyli w sumie był bratem przyrodnim Jezusa. Tak można by było powiedzieć. To oczywiście jest wszystko według tego, co napisał Meyer na ten temat. Pismo w sumie atakuje troszeczkę Biblię, zarzuca jej kłamstwa i przeinaczenia i daje swego rodzaju sposób na życie, takie jakby przykazania dotyczące życia, sposób, w jaki należy żyć. I to jest w sumie charakterystyczne dla dużego grona właśnie tych kontaktowców, nie tylko kontaktowców, ale też i przywódców jakichś sekt, którzy chcą przekazać swój własny sposób rozumienia świata dla innych ludzi i niemalże nakazać im w jakiejś formie, żeby oni się wzajemnie tak zachowywali i taki do siebie wzajemny stosunek mieli. Taki, a nie inny. Tutaj właśnie widać chęć założenia własnej religii i własnego jakiegoś wywyższenia się czy właśnie takiego bycia wyróżnionym, bycia prorokiem. Prawdopodobnie sam w to uwierzył.
Tutaj na nic zdają się te słowa, które gdzieś w książkach można wyczytać, że on jest bardzo skromnym człowiekiem i tak dalej. Nawet skromnym ludziom czasami odbija, a czasami po prostu to jest mimo wszystko narzucanie swojej woli i swojej wizji świata dla innych ludzi. Nie ma od tego żadnego odejścia i to po prostu sprowadza tego człowieka do roli takiego w sumie szaleńca. Co tu dużo mówić.Nie wiem, jak to inaczej można określić. Od takich ludzi należałoby się trzymać bardzo daleko. I to nie dlatego, że oni negują Biblię czy cokolwiek innego, bo Biblia też została kiedyś napisana. Ale to motywowanie tego, że tam gdzieś w jakimś grobowcu odnaleziono zwój i on go przetłumaczył i tłumaczy go na niemiecki. I ten niemiecki będzie taki, a nie inny, bo on tak go tłumaczy i on jest redaktorem. I tu podziękowania jakieś tam jeszcze innym ludziom za pomoc i jakieś jeszcze inne pierdoły. To właśnie sprowadza się do tego.
Tworzymy nową religię i nowy kult, i to będzie kult, i słowo Billy Meier będzie równe niemalże Mahometowi czy jakiemuś innemu prorokowi. To jest właśnie odlot. Odlot takich ludzi, oderwanie od rzeczywistości. Dziękuję.
[02:52:36] - I tak oto przechodzimy do ostatniego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Ale nie jest to jeszcze ostatnie pytanie w dzisiejszej audycji, bowiem uzbierało się troszkę pytań od naszych słuchaczy. Z Meierem wiąże się też wiele absurdalnych twierdzeń. Jego współpracownicy głoszą, że Meier był wielokrotnie ofiarą zamachów. W jego książkach można natrafić na jeszcze ciekawsze kwiatki, a jedną z nich jest dziura w drzewie wypalona przez plejadański blaster. Czy na tle podobnych doniesień, a także rewelacji żony Meiera można powiedzieć, że jest on już dziś postacią kompletnie niewiarygodną? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocikarku.
[02:53:20] - Z tą dziurą jest zawsze wielki problem, bo w jaki sposób można dziurę zrobić w takim dużym drzewie, jeżeli ona została nie wywiercona, a wypalona? Tutaj jak pierwszy raz to przeczytałem, faktycznie ktoś musiał strzelić z takiego jakiegoś tam laserowego miotacza. I tutaj jest opis tej broni, że energia się wydziela na zasadzie zmieszania się dwóch płynów i strzela wtedy energią i wszystko, co chce tam złego robić, to robi. Jest zdjęcie właśnie jednej z Plejadanek, która trzyma w ręku coś takiego, ten pistolet. Kurna, i tu ręce opadają czy coś innego tam opada, bo to przypomina jako żywo jakiś pistolet, który można kupować, plastikowy, chińskiej produkcji na odpustach. Ciężko cokolwiek o tym więcej powiedzieć. Jeżeli chce się zrobić coś takiego, to wystarczy przewiercić przez to drzewo i puścić tam trochę gazu z zapalniczki. Też wypali brzegi i też taki efekt można uzyskać. Tutaj przez cały czas główną rolę odgrywają okoliczności. Tego nikt poza nim nie widział.
Wszyscy opuścili tamto miejsce. Został tylko Meier. Gdy przyjechali, to już było zrobione. Jak facet o jednej ręce, chyba jeszcze lewej na dodatek, może coś takiego zrobić? Musiała być, ma zdjęcie i coś takiego jeszcze. Także to też jest jakiś tam totalny odlot. To jest jedna z kolejnych takich kwiatków, które on sam produkuje, więc nie można zarzucić tego, że ktoś się podszywając pod niego próbuje zamydlić tutaj tą sprawę Meiera. On sam to robi. Żeby nie wiem jak chcieć wierzyć w te jego rzeczy, nie da się nad takimi rzeczami jak właśnie użycie tego blastera przejść do porządku dziennego. Jest to zdjęcie nieszczęsne i on potwierdzał to zdjęcie, autentyczności na którym się wzorował.
No i dobra, to jest, za przeproszeniem, zupełnie zdjęcie, tylko takie dziwne. Później jest to całe spięcie z jego żoną. Ona już zresztą nawet jak była jeszcze w małżeństwie, mówiła parokrotnie o tym, że gdzieś tam na strychu są te makiety, które on przygotowywał i które puszczał. Do tego jeszcze są niektóre opisy, co najmniej dziwne. Że jest prorokiem i był porywany w różnych miejscach właśnie przez tych obcych. Nawet dochodziło do tego, że wchodził pod rabiny, nagle znikał i gdy remontowali dach gdzieś tam, pojawiał się po pokojach. Takie drobne opisy, ciężko w to uwierzyć. A na poparcie tych opisów są właśnie takie zdjęcia jak tego blastera i tej Plejadanki. To Asket była chyba, z tego, co pamiętam. Nie wiem, jak bardzo chciał w to wierzyć.
Po takim czymś, po prostu, gościu, co ty produkujesz? Chce się powiedzieć po prostu. Im mniej by tych dowodów było, tym bardziej by to było wiarygodne. A to znaczy, że te dowody tak naprawdę są dowodami, ale naNa jakiś taki przekręt. Taki chamski przekręt, za przeproszeniem. Inaczej się tego nie da określić. Ale niech kto w co wierzy, niech wierzy. Tak jak mówiłem na samym początku, tam nie byłem, nie widziałem tego zamieszania. Może warto by było odwiedzić. Są w tej chwili takie możliwości, że do takiego muzeum kontaktu Mayera można pojechać i zobaczyć.
Dziękuję.
[02:58:10] - Marku?
[02:58:13] - Ja mam wrażenie, że cokolwiek byśmy nie powiedzieli, to ludzie, którzy w Mayera wierzą, uznają nas za starych, wrednych zgredów, którzy się czepiają. Nie wiadomo właściwie dlaczego. A ci, którzy Mayerowi nie ufają, powiedzą: „Ci to dopiero za słabo jadą po tym gościu”. Powtarzam konsekwentnie: mam cały czas problem z Mayerem, bo z jednej strony są te historie o tej dziurze w drzewie, mało prawdopodobne. Nie, inaczej. To też nie jest dobre określenie. Te historie, które z naszego punktu widzenia wydają się zabawne albo śmieszne, albo nadęte. Ale z drugiej strony myślę sobie w ten sposób: może Mayer tak naprawdę padł ofiarą swojej naiwności albo swojego poczucia aktywizmu. To, że nam się coś wydaje nieprawdopodobne, głupie albo takie po prostu, nie wierzymy gościowi, bo ściemnia, posuwa jakieś pierdoły. Może gość mówi prawdę, a my po prostu w nią nie potrafimy uwierzyć.
To jest problem, który myślę, że gnębi całą ludzkość w tej chwili. I to jest problem, który zamierzamy wspólnie z Wiktorem Żwikiewiczem omówić w najbliższej audycji „Bibliotekarium”, czyli w najbliższy piątek. Zapraszam na audycję „Bibliotekarium”. Niby będziemy rozmawiać o książce SF z nurtu postapokaliptycznego, książce „Metro 2035”. Tak naprawdę to będzie audycja o tym, o czym dzisiaj rozmawiamy, czyli o tym, czy jeśli ktoś coś nam opowiada, mówi, przekazuje, to to, że my w to nie wierzymy, to jest nasz problem, czy to jest jego problem? Czy to, że my w coś wierzymy albo nie wierzymy, to jest kwestia tego, że tak jest naprawdę albo tak jest na niby. Myślę, że to jest kwestia, o której warto porozmawiać. I na tę rozmowę zapraszam do audycji „Bibliotekarium” w najbliższy piątek o 20:00. Zapraszam wspólnie z Wiktorem Żwikiewiczem. Ale wracając do naszej dzisiejszej debaty, myślę, że my także powinniśmy się nad tym zastanowić, że Mayer przekazał gdzieś w latach 80.
czy w 70. i na przełomie lat 80. tyle kontrowersyjnych informacji, że być może zrobić idiotę po prostu. I kwestia tego, o czym w tej chwili mówimy, to jest kwestia właśnie tego, że ktoś z niego idiotę po prostu robi. Jeśli ktoś zajrzy do internetu, to nie jest specjalnie skomplikowany zabieg. Jeśli ktoś zajrzy do internetu i znajdzie film, kiedy Mayer opowiada o tym, jak dokonywano na niego kolejnych zamachów, to ja nie jestem psychologiem, a jeśli jestem psychologiem, to jestem psychologiem amatorem, ale ten facet wydaje się, przynajmniej w części tych relacji, dosyć autentyczny. Jest niezłym aktorem. Naprawdę. Jesteśmy jako laicy, jako obserwatorzy skazani tylko na takie konstatacje. To, że nam się coś wydaje.
Mnie się wydaje, że facet jest autentyczny, a haczy przyjdzie do głowy, że facet w ogóle nie jest autentyczny i opowiada pierdoły. Jak mamy o tym dyskutować? Nie możemy o tym dyskutować. Tak naprawdę jest to kwestia naszych przekonań. Albo wierzymy Mayerowi, albo nie wierzymy. I tak naprawdę sam Mayer niewiele ma nam do pokazania, niewiele ma nam do udowodnienia. Tak naprawdę wiary bądź niewiary. I właściwie cóż mam więcej powiedzieć? Jeśli wierzymy Mayerowi, to po prostu mu wierzymy. Jeśli nie, to nie.
Gdzie tu jest miejsce na jakąkolwiek racjonalność, jakiekolwiek dowody? To, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, że racjonalność to jest potwierdzenie tego, w co jesteśmy skłonni uwierzyć, jakimiś racjonalnymi dowodami. Ale kiedy zapytamy, czy jesteśmy w stanie zaprzeczyć Mayerowi, że nie ma racji, takich dowodów również nie mamy. Z tym że to jest słabszy argument w gruncie rzeczy, bo tak naprawdę kwestia dowiedzenia, że coś jest, tego, który to twierdziA Meyer im więcej lat upływa od pierwszego kontaktu, tym słabsze ma dowody, tym słabsze ma przekazy, które jest gotowy pokazać ludziom, słuchać jego przekazów. I to jest moim zdaniem pewna słabość tego, co Meyer reprezentuje. I z mojej strony to wszystko. Dziękuję.
[03:04:11] - Skończyły się pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań, ale to jeszcze nie koniec audycji, bowiem zostało jeszcze kilka pytań od słuchaczy, które sobie zapisaliśmy poza anteną. Właściwie to są pytania oraz komentarze. Na początku debaty użytkownik Matt na naszym czacie zapodał taki komentarz: „Dziwi mnie, że ewidentne wtopy Meyera nie przeszkadzają poważnym badaczom. Niby je piętnują, a tak ukradkiem trzymają z Meyerem. Z, tak, tak, oszustem”. Właśnie. Czy można powiedzieć, że badacze trzymają stronę Meyera? A jeżeli tak, to dlaczego? Jaki mieliby w tym cel? Może Arek?
[03:04:55] - Nie wiem, czy trzymają z Meyerem, dlatego że te jego dowody są tak kontrowersyjne albo co najmniej naciągane, że nie da się w jakiś sposób stanąć za nim murem i powiedzieć: ten facet faktycznie tutaj ma... Przynajmniej ja bym nie mógł stanąć, poklepać i powiedzieć: ten facet faktycznie to robi i tylko niechęć ludzka sprawia to, że nie jest wiarygodny. On sam to robi. Te jego dowody to są w zasadzie tylko tyle, że co do niektórych, to są dosłownie kilku zdjęć, są jakieś zagadki. Pozostałe można wyjaśnić po prostu, w jaki sposób on to robi. I to wcale nie jest tak, że on to robił samodzielnie, bo dookoła niego była cała grupa ludzi do pomocy, którzy za nim stali. To nie jest tak, że ktoś stanąłby za nim. Na pierwszy rzut oka owszem, ale po wgłębieniu się w historię, owszem, być może Meyer sam w to wierzy. W to, co nazmyślał, sam wierzy, bo faktycznie zamykał się w pokoju i tam dużo pisał. A być może, że po latach sam po prostu w to uwierzył i to generuje następne pomysły i następne konfabulacje.
Ale to nie jest tak, że za nim ktoś by poszedł w ogień. To, co on mówił. Przynajmniej ja bym tak nie zrobił. Dziękuję.
[03:06:47] - Arku?
[03:06:48] - Ja powiem tak: nie jestem przekonany, że Meyer mówi prawdę, ale nie posunąłbym się do takiego twierdzenia, że Meyer jest oszustem czy że Meyer bredzi, mówi nieprawdę i tak dalej. Jakkolwiek to ujmiemy. Problem, przed którym stajemy w czasie naszych debat, tej czy jakiejkolwiek. W wielu debatach ten problem się pojawiał, że tak naprawdę nie potrafię dzisiaj stwierdzić, w jakim stopniu, w jakiej części Meyer po prostu kłamie, w jakiej części Meyer mówi taką prawdę, w którą wierzy, ale która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a w jakiej części Meyer mówi rzeczy, w które głęboko wierzy. W tym momencie od tego, ile one mają wspólnego z rzeczywistością. My w ogóle w czasie naszych debat poruszamy się w takich obszarach, które są zakreślone bardzo nieostro. I mówienie o tym, że ktoś kłamie albo że ktoś mówi pełną prawdę, to jest wielka odwaga. Jakkolwiek byśmy rzecz rozpatrywali, czy będziemy mówić o Meyerze, czy o innym bohaterze takiej masowej wyobraźni, to zarzucanie komuś kłamstwa, abstrahuję od tego, co jest kwestią politycznej poprawności, bo to można mieć w nosie zupełnie, przynajmniej w naszych audycjach, ale to jest kwestia tego, że tak naprawdę bardzo mało wiemy. Oczywiście możemy się puszyć, że tyle wiemy o astronomii, tyle wiemy o kosmosie, tyle wiemy o tym, o tamtym czy o czymś jeszcze. W gruncie rzeczy wiemy bardzo niewiele.
Trochę sobie poczytaliśmy jednych książek, trochę poczytaliśmy sobie drugich książek, trochę w ogóle sobie czegoś posłuchaliśmy i wydaje nam się, że jesteśmy tacy elokwentni i bardzo dobrze zorientowani. Tymczasem może się okazać, że przy całym tym naszym kłapaniu dziobami rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. I rzeczy, które my dzisiaj tutaj może nie wyśmiewamy, w gruncie rzeczy chyba jesteśmy kulturalną audycją i nikogo nie wyśmiewamy, ale w każdym razie poddajemy w wątpliwość. Może się nagle okazać, że to, co poddajemy w wątpliwość, jest prawdą, a nasze wątpliwości to są takie właśnie pierdoły. Po co to mówię? Po to, żeby zdać sobie sprawę, że to nasze głębokie przekonanie to w gruncie rzeczyJest właśnie głębokie przekonanie, a nie wiedza. To jest coś, co jest sprawdzone, coś, co wiemy z całą pewnością, co jest potwierdzone, co da się udowodnić. My w czasie naszych debat ufologicznych poruszamy się po grząskim obszarze, który w gruncie rzeczy mniej wyjaśnia niż wyjaśnia, mniej tłumaczy niż tłumaczy. I jeśli oczekujemy, że punktem każdej debaty będzie jakieś ostre stwierdzenie, takie pewne, że już wiemy, że Meyer jest na przykład oszustem, to ja bym na to nie liczył. W dalszym ciągu jest dla mnie człowiekiem, który mówi rzeczy dziwne.
Mówi rzeczy, które niepokoją, mówi rzeczy, które burzą mój spokój. Nie wiem, czy mówi rzeczy prawdziwe. Nie wiem, czy mówi rzeczy racjonalne. Nie wchodziłem głęboko w to, co mówi. Na pierwszy rzut oka to bywa racjonalne, ale czy tak jest naprawdę? Nie wiem. Wiem jedno: jest to bardzo inspirujące. Drugie: to są informacje, którym się nie da zaprzeczyć w taki prosty sposób pod tytułem: „To są kompletne bzdury”. Bo za tymi dziwnymi twierdzeniami, które wygłasza Meyer, stoją również materiały ikonograficzne, czyli zdjęcia, filmy. Oczywiście i te zdjęcia, i te filmy można zakwestionować.
Można powiedzieć: „To są bzdury, to są jakieś fake newsy kompletne, to są jakieś pierdy kompletne”. Być może, ale poczekajmy jeszcze trochę. Poczekajmy, aż to, co mówimy, będzie potwierdzone faktami, a nie naszymi luźnymi skojarzeniami. Kiedy mówimy: „Ja mu nie wierzę, bo on opowiada rzeczy, w które ja nie wierzę”. To jest właśnie ten paradoks. Kiedy mówimy, że nie wierzę w coś, w co nie wierzę. A może trzeba zadać pytanie inne? Może przeanalizujmy to, w co nie wierzę. Może pomyślmy o tym, w co nie wierzę, i zadajmy sobie pytanie: dlaczego właściwie w to nie wierzę? To klucz do dzisiejszej audycji, do rozpatrywania tego, o czym mówił Meyer.
Klucz do tego, żeby mu uwierzyć. To jest klucz do tego, żeby o tym pomyśleć. Dziękuję bardzo.
[03:12:48] - W międzyczasie dodzwonił się do nas słuchacz Kudłaty11000. Jesteśmy już na Antonie.
[03:12:56] - Dobry wieczór. Czy mnie słychać?
[03:12:57] - Bardzo dobrze słychać. Nie wiem, czy to jest kwestia przypadku, ale w momencie, gdy się połączyłeś, wywaliło Arka Kocika ze Skype'a. To jest jakiś spisek chyba.
[03:13:08] - To nie moja wina. Przepraszam bardzo. Nie chciałem go wywalić. Aczkolwiek dobry wieczór, ja chciałem tutaj dorzucić parę słów. Chciałem się powołać na książkę Johna Travisa, a konkretnie tytuł „Tajemnica watykańskich proroctw”. Nie wiem, czy słuchacze wiedzą, współprowadzący o tej książce, ale tam między innymi jest rozdział przeznaczony konkretnie dla objawień fatimskich i z Medjugorie, gdzie autor pokazuje fajnie dwie strony barykady. Także on nie narzuca nam jakiegoś konkretnego myślenia, tylko przedstawia fakty od ekspertów i od osób, które wierzą w to. Słuchając waszej audycji, porównując to wszystko, śmiem twierdzić, że szanowny pan Meyer chce stworzyć pewnego rodzaju kult. O co chodzi? Bo pojawiają się pewne aspekty.
To znaczy mamy pewnych, powiedzmy, mesjaszy. Jeśli chodzi o pana Meyera, jest to jadanie, a jeśli chodzi o objawienia w Medjugorie, tam jest akurat nie tylko Maryja, ale chodzi o to, że mamy pewien obszar kultu i do tego dorabia się proroctwa przekazywane i tak dalej. Teraz zgubiłem myśl. Przepraszam. To się wytnie. Kontynuując, zalecam przeczytanie tego rozdziału, jeśli ktoś będzie miał taką możliwość. Dorzucając jeszcze parę faktów: wiele aspektów przyczyna sobie. W tych objawieniach było tak, że stawały się coraz bardziej ukierunkowane do konkretnych osób, były bardziej negatywne dla osób, które były przeciwne temu. Też takim ciekawym faktem było to, że zakonnicy, którzy sprawują pieczę nad osobami, które doznają tych objawień, są pokłóceni z biskupem, który aktualnie tam panuje, rządzi, a Kościół ma ten problem, że nie może jednoznacznie powiedzieć: „Nie, nie wierzcie w to” albo „Tak, wierzcie w to”, ponieważ to się toczy samym życiem. Aczkolwiek moim zdaniem, jak tutaj panowie wcześniej mówili o nauce jako religii, myślę, że wiara i taki przykład pana Meyera jest doskonałym przykładem, gdzie ludzie chcą sobie wierzyć w coś lepszego od siebie.Jak na początku mamy tutaj religię, a dalej się to stało przeniesiona w naukę i UFO jest właśnie taką odnogą tego.
Dziękuję bardzo.
[03:16:05] - Dziękujemy bardzo. Marku, parę słów komentarza?
[03:16:09] - Trudno się nie zgodzić ze słuchaczem. My cały czas się poruszamy w naszych audycjach na pograniczu takiej wiary, niewiary, takiego potwierdzenia, takiego wejścia w pewną narrację, którą zgłaszają pewni, nasuwa mi się słowo prorocy, ale to jest słowo nie na miejscu. W każdym razie tacy ludzie jak Meyer na przykład, wcale nie wykluczam tego, że on próbował nam ukulać taki rodzaj wiary, objawienia. Nie da się tego wykluczyć i pewne fakty za tym przemawiają. Ale zastanawiam się, czy całą tę aktywność Meyera da się tylko i wyłącznie do tego sprowadzić. Ja myślę, że nie, ale nie da się tego wykluczyć. To jest właśnie coś, co mnie osobiście mocno porusza i uderza w te nuty, które są mi dosyć bliskie, czyli jaka jest granica pomiędzy naszą rzeczywistością, tym, co postrzegamy, tym, w co wierzymy, tym, co na co dzień, a tym, w co jesteśmy skłonni uwierzyć, tym, co jesteśmy skłonni postrzegać na tym drugim planie, czyli widzieć w zupełnie innej rzeczywistości. Już nie w rzeczywistości, która nas otacza, ale w tej rzeczywistości religijnej, parareligijnej, takiej, która jest poza nami, która dotyka nas, ale jakby z zewnątrz, jest zewnętrzna w stosunku do nas. I to jest pewien problem. Myślę, że słuchacz trafił w sedno, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie tego oddzielić.
Równie dobrze możemy powiedzieć, że cała ta historia, którą Meyer stworzył, to jest historia, która ma coś wypromować. Ma wypromować jego, ma wypromować pewną wizję świata, wszechświata, pewną wizję tego, jak wygląda nasza rzeczywistość. I cóż więcej dodać? Jesteśmy skazani na to, że będziemy gdybać. Ja tu w tej chwili gdybam od dłuższej chwili. Może jest tak, może jest inaczej. Dla mnie Meyer na pewno nie jest guru. Na pewno nie jest człowiekiem, który objawia mi coś, ale jest człowiekiem, który mnie niepokoi. I od początku tej audycji o tym mówię, że jest to człowiek, który ikonograficznie pokazuje pewne przekazy, które mogą niepokoić, z którymi warto się zapoznać. Jakie wnioski ktoś z tego wyciągnie, to oczywiście jest kwestia indywidualna.
Jeśli ktoś mi powie, że po tym, co powiedział Meyer, to są, ujmując poetycko i lecąc tekstem Ferdka Kiepskiego, pierdywodcie. Mimo wszystko tak nie jest. To są rzeczy, które zastanawiają. Takie jest przynajmniej moje stanowisko. Dziękuję.
[03:20:22] - Dziękujemy. Próbujemy ponownie połączyć się z Arkiem Kocikiem, bo zostało jeszcze jedno pytanie od naszego słuchacza Armor Cage'a, które za chwilę padnie na naszej antenie. Ostatnia szansa, żeby zadać pytanie do audycji. A to pytanie od Armor Cage'a brzmi następująco, podesłane jeszcze przed debatą: „Czy Edward Meyer mógł być marionetką ogólnie pojętego NWO? Świadomą lub nie? Chodzi mi o to, że w swoich przekazach od tych Plejadan, czy jak się tam zwali w końcu, wiele pasuje do tego, co forsuje NWO. Dodatkowo miał informacje, których oficjalnie nie podawano, a potem NASA niby je potwierdziła. Może to był chwyt, żeby go uwiarygodnić?” Arku, jak sądzisz?
[03:21:12] - W sumie się wpisuje w to, do czego NWO dąży, jeżeli chodzi o depopulację i stworzenie jednego światowego rządu, sprowadzenie jakiejś hierarchii na kształt tego, co przekazują Plejadanie. Nie wszystko to, o czym mówił Meyer, się zgadza. Między innymi sam tą nazwę zmienił. Przecież dlatego głównie, że po opisie, po zbadaniu tych planet Plejadów okazało się, że one są zbyt młode, żeby stworzyły się na nich zwięzłe planety. Przynajmniej na ten moment tyle wiadomo i stąd on tam błądził.Wszechświat jest przesunięty o ileś tam minut czasowych i stąd niedostrzegalny. Więc to nie jest tak. Wydaje się czasami, że podobne idee rodzą się niezależnie od czasu, miejsca czy osób. Po prostu co niektórzy ludzie dochodzą do takich wniosków i starają się to przedstawić wszystkim. To samo można było powiedzieć, że prekursorem wspólnego świata pod nowym zamysłem konstruowania społeczeństwa był Adolf Hitler. Początkiem było.
Czy któryś z cesarzy chińskich, którzy w sumie opanowali bardzo duże tereny i cywilizacja chińska trwa bardzo długo, więc raczej nie łączyłbym tego jednego z drugim. Po prostu tak wyszło.
[03:23:15] - Marku?
[03:23:17] - Cóż ja mam dodać? Wydaje mi się, że nic nowego nie jestem w stanie dodać. W każdym razie wydaje mi się, że nasze postrzeganie Meyera to jest taka mieszanka. Z jednej strony człowiek, który objawia nam UFO, pokazuje nam, jak wyglądają ich pojazdy. Z drugiej strony pokazuje nam, jaka jest ich filozofia. Z trzeciej strony, jeśli jest taka trzecia strona, pokazuje nam ich system wartości. I to są te strony, które dałoby się wyciągnąć z tego, co mówi Meyer. Ale oczywiście każdy z nas ma zdrowy rozsądek i mówi sobie: „Tak, ale po prostu nie wierzę mu, te zdjęcia są jakieś nieostre i w ogóle to UFO drży na tych zdjęciach i znika w pewnym momencie. Gada godzinami, tak się nie da słuchać. Ile można słuchać jakiegoś faceta, który coś tam ględzi?”.
I to jest moim zdaniem pewien błąd, który popełniamy. Czy zacząłbym krytykować Meyera tak do końca i dogłębnie, i że jest oszustem, i w ogóle żeruje na naszej naiwności? Ja mimo wszystko zdobyłbym się na to, żeby posłuchać tych wielogodzinnych relacji i obejrzeć kilka filmów, między innymi ten japoński, który mówi o Meyerze, bo wtedy jesteśmy w stanie coś konkretnego na ten temat powiedzieć. Bo ja mam cały czas takie wrażenie, że my się poruszamy pomiędzy takim światem dwubiegunowym. Z jednej strony albo Meyer jest idiotą, który nas oszukuje i bredzi, który opowiada nam rzeczy objawione. Oczywiście ktoś, kto będzie złośliwy, powie: „A teraz Żelkowski powie prawdę, czyli powie coś pośrodku”. Nie, ja broń Boże nie chcę powiedzieć, że Meyer może trochę ma rację, a trochę nie ma racji. Ja po prostu apeluję o to, żeby zapoznać się z tym, co mówi Meyer. Każdy z nas wyciągnie sobie swoje wnioski. Jedni mu wierzą, inni powiedzą, że facet jest po prostu psycholem.
Natomiast bardzo by mi na tym zależało, żeby każdy, kto o Meyerze się wypowiada, z tego, co Meyer mówi. Bo bardzo prosto jest na takiej zasadzie, że mówimy sobie: „Facet bredzi, pierdoły opowiada, jakieś bzdury kompletnie. Facet ze Szwajcarii. Gdzie ta Szwajcaria jest? Gdzieś tam w Alpach. Bez sensu. Idiotą jakiś”. Jeśli posługujemy się takim słownictwem i takim postrzeganiem świata, to chyba jesteśmy skazani na to, że nasz świat, który opisujemy, który staramy się postrzegać, takim bardzo małym światem. Takim światem, który nam się wydaje, że jest wielki, ale wcale wielki nie jest. Warto dopuścić takiego człowieka, który nazywa się Meyer, a ma pseudonim Billy Meyer.
Warto posłuchać tego, co on mówi i jeśli to są nawet rzeczy, które są mało prawdopodobne, to warto włączyć to w swój system postrzegania świata. Być może kiedyś gdzieś nam się przyda. Być może nie do tego, żeby potwierdzić albo zaprzeczyć, ale być może do tego, aby potwierdzić albo zaprzeczyć zupełnie inną teorię. Być może jakiś inny obraz świata będziemy w stanie dzięki temu, co poznaliśmy, co włączyliśmy w nasz system postrzegania, będziemy w stanie potwierdzić albo zaprzeczyć.Dziękuję. To wszystko.
[03:28:13] - Do ciebie Marku jeszcze pojawiło się takie pytanie na naszym czacie kierowane właśnie do ciebie od Szydercy. Czy właśnie jakiś właściwie komentarz: „Ja bym raczej zapytał, czy tematyka Majera warta jest waszych naukowych dociekań?”.
[03:28:32] - Ja powiem tak: Szyderca od pewnego czasu, zarówno jeśli chodzi o Bibliotekarium, jak i o debaty ufologiczne, intryguje mnie, bo on z jednej strony budzi moje emocje, a z drugiej strony budzi we mnie ciekawość. To znaczy te negatywne emocje to może złe określenie. To jest raczej taki pierwszy moment, kiedy czytam to pytanie albo czytam pewną wątpliwość Szydercy, to się budzi we mnie jeż, stroszę te kolce. Ale jak sobie przemyślę to, co mówi Szyderca, to zastanawiam się, czy sporo prawdy jest, sporo racji jest w tym, o co pyta. Czy to jest warte naszych rozważań? Powiem tak: być może nie. Być może właśnie Szyderca ma rację. Być może podsumował to najlepiej, jak można było, że po prostu my sobie opowiadamy jakieś pierdoły od, nie wiem, w tej chwili jest 23:00, zatem od wielu godzin, od czterech przynajmniej opowiadamy sobie jakieś... A tymczasem facet pod tytułem Meyer robi nas po prostu w konia. Nie da się tego wykluczyć.
I pod tym względem Szyderca ma rację. Po prostu zdrowy rozsądek zwycięża. A zatem tak, oczywiście, trudno to wyeliminować. A z drugiej strony to wszystko, o czym mówi Meyer, jest na tyle intrygujące, niepokojące, w jakimś stopniu praźnie, że trudno to pominąć. I jeśli nawet Billy Meyer robi nas wszystkich w konia, zrobił w konia mnie. Nie, ja siebie nie powinienem na pierwszym miejscu wymieniać. Więc zrobił w konia Piotra, zrobił w konia Arka, zrobił w konia Marka Ivelliosa, zrobił w konia mnie. I my sobie w tej chwili od czterech godzin opowiadamy o jakichś pierdołach, które jakiś Szwajcar wymyślił sobie jakiś czas temu. To i tak jest to na tyle intelektualnie pobudzające, że chyba warto było przez te cztery godziny sobie pogadać. Jeśli to nawet gadaliśmy o rzeczach, które są absolutnie wymyślone przez jakiegoś Szwajcara z długą brodą, to przynajmniej pogadaliśmy sobie na inteligentne tematy.
Myślę, że przy okazji różnych dziwnych twierdzeń, które wygłaszał Meyer, pojawiło się kilka ciekawych uwag, które wygłosili członkowie naszej rozmowy.
[03:31:36] - I myślę, że tym akcentem możemy zakończyć 72. już chyba, przepraszam, ja już rachubę straciłem, debatę ufologiczną online, w której dziś dyskutowaliśmy o postaci Edwarda Mayera, zwanego Billim, i jego działalności. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a i Google Hangouts byli z nami nieobecny już na Hangoutcie współprowadzący nasze debaty ufologiczne, współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Dziadobień oraz obecny jeszcze cały czas na Skypie Arkadiusz Kocik, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki jeszcze raz, Arku.
[03:32:17] - I czytający „Nieznany Świat”. Dzięki jeszcze raz. Dobranoc wszystkim.
[03:32:23] - Oraz również współpracujący z „Nieznanym Światem” pisarz science fiction i publicysta Marek Żelkowski oraz współgospodarz Bibliotekarium. Dzięki jeszcze raz, Marku.
[03:32:36] - Dobranoc, wszystkiego dobrego wszystkim. Dobranoc.
[03:32:39] - No i do usłyszenia w piątek oczywiście o 20:00 na antenie Paranormalium.
[03:32:44] - Do usłyszenia.
[03:32:45] - Bo wiemy, że wielu słuchaczy czeka na każdy odcinek Bibliotekarium. Już nie mogą się doczekać, już tutaj pytali w trakcie tygodnia, o czym będzie audycja. Będzie oczywiście stosowna informacja zamieszczona na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszym fanpage'u na Facebooku.
[03:33:07] - To może jeszcze powiem. Będzie audycja, której punktem wyjścia, punktem początkowym do rozmowy będzie książka „Metro 2035”. Książka Goluchowskiego to jest właściwie książka, która stała się kultowa, która stała się punktem wyjścia dla bardzo wielu innych książek powstających, tworzonych nie tylko przez samego Goluchowskiego, ale także innych pisarzy, między innymi polskich pisarzy: Roberta Szmidta i Pawła Majkę. Ale to są książki, które wydają się takimi prymitywnymi książkami postapokaliptycznymi, które mówią o tym, co się stało po tym, jak wybuchła trzecia wojna światowa. Tymczasem książka Goluchowskiego, do końca nie wiem, jak tak naprawdę wymawia się to nazwisko. Niemniej jednak książka „Metro 2035” to jest książka, któraW najmniejszym stopniu jest o tym, co się stało po tym, jak wybuchła III wojna światowa. To jest książka o tym, jacy jesteśmy i dlatego bardzo serdecznie zapraszam na „Bibliotekarium” w piątek o godzinie 20:00. Myślę, że z Wiktorem Żwikiewiczem porozmawiamy o tym, jacy jesteśmy jako ludzie. Bo ta książka „Metro 2035” o tym, jak żyją ludzie w metrze moskiewskim, gdzieś głęboko pod Moskwą, to tak naprawdę nie jest książka o metrze i o przyszłości, tylko to jest książka o tym, jacy dzisiaj jesteśmy. I to tyle.
Jeszcze raz zapraszam. Piątek, godzina 20:00, „Bibliotekarium”.
[03:35:25] - Dzięki wielkie, Marku. To był Marek Żalkowski, a debatę ufologiczną online jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios”. Temat kolejnej debaty, którą nadamy już za tydzień w niedzielę, podamy w ciągu najbliższych kilku dni na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. A na razie życzymy wam wszystkim pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Do usłyszenia już za tydzień w kolejnej debacie oraz troszeczkę wcześniej w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08.
E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.