[00:00] - To think for yourself and question authority. Trochę inny las oczywiście dzisiaj wyjątkowo, nie wiem, czy wyjątkowo. Będzie się zmieniał. Książę ma nowy dźwięk, a my mamy ognisko. Słyszysz? Ognisko. Jest wieczór, jesteśmy gdzieś w lesie. Nie do końca. Słuchaj, że nie jestem w lesie, ale powiedzmy, że mam las w słuchawkach. Także witam cię w hiperprzestrzeni.
Ty też masz las w słuchawkach i hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Jak zwykle jest sobotni piękny wieczór. Ja mam piękny księżyc za oknem. Myślę, że u ciebie dokładnie taka sama sytuacja. Pełnia zdaje się dzisiaj. Musiałbym sprawdzić. Mam ze sobą kawę. Chleb mi rośnie w piekarniku, dlatego dzisiaj lekkie spóźnienie o parę minut, bo doglądałem chleba, bo rośnie i będzie dzisiaj pieczony chleb. Co jeszcze?
Mikrofon poprawię sobie. Właśnie, już mi lepiej i w ogóle lepiej. Co ja chciałem powiedzieć? Że oczywiście audycja jest w Radiu Na Fali, ale ciągle jeszcze streamowana na łączach Radia Paranormalium, za co dzięki wielkie Ivelliosowi za cierpliwość, bo tak się zbieram z tym, jakbym się w ogóle z tym nie chciał zebrać. Troszkę zajęć, obowiązków i ciężko mi wrócić do takiej tyry, bym powiedział, przy radiu non stop, bo to jest taka tyra non stop i tak muszę się ogarnąć z kilkoma sprawami. Tak się zbieram, zbieram i zbieram. One man band troszeczkę. Nie do końca, bo tam jest książę Edward i jakoś sobie radzimy. Także wszystko jest okej. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Właśnie. Zapraszam do księcia Edwarda i szybciutko gwoli ścisłości, bo możecie nie wiedzieć, gdzie są archiwa, bo wszystko jest kompletnie w rozsypce, w bałaganie. Z chaosu wyłoni się feniks. Feniks, chciałem powiedzieć, oczywiście. Archiwa znajdziesz sobie na czasnu.com. Tak to się nazywa tutaj u Grzegorza dokładnie. Pełnia. Grzegorz mi potwierdza, że jest pełnia. W ogóle nawet sprawdzę sobie, bo ja dzisiaj też byłem taki troszeczkę kosmiczno-piramidalny jak zwykle ostatnio. Jest las, słuchaj, dorzucę troszeczkę do ognia tego drewna czy jakoś tak.
Wyobraź sobie, że po prostu... Mamy gości tutaj. Ptaki, kruki. Ognisko płonie w lesie, szumią knieje, jest hiperprzestrzeń. Właśnie, ja chciałem podziękować bardzo serdecznie mecenasom Radia Na Fali. Peace, nasz człowieku, wielkie dzięki za wspieranie, pomimo że ja się po prostu obijam. Nie funkcjonujemy jakoś specjalnie jako radio aktualnie na tych wszystkich stronach facebookowo-społecznościowych i tak dalej. Po prostu życie, człowieku, trochę czasu trzeba ogarnąć tutaj do życia zwyczajnie. Myślę, że pewnego dnia może to wróci. Tego nie mogę ci obiecać.
Po prostu jakoś tak ostatnio ciężko mi dotrzeć do Facebooka, do tych wszystkich rzeczy. Ja mam tu kilka spraw poza komputerem. Może nie do końca poza komputerem, ale po prostu bardziej pasjonujących niż siedzenie na mediach społecznościowych. Wiesz, gdzie mnie znaleźć, wiesz, gdzie znaleźć księcia Edwarda, wiesz, gdzie jest Radio Na Fali. Archiwa etykiety zastępczej, czyli audycji księcia znajdują się na stronie Czas Nu. Tam są też archiwa hiperprzestrzeni. Oprócz tego archiwa hiperprzestrzeni aktualnie na Radiu Paranormalium. Także spokojnie, nic nie gubisz, wszystko jest okej. Ja w czwartek sobie tu dalej ciągle znikam, nie ma mnie. Robię sobie takie czwartkowe wakacje, ale to dlatego, że mam w piątek, jako że radio chodzi na tych urządzeniach i ja też, można powiedzieć, chodzę na tych urządzeniach poniekąd.
Technologia Keshe, także wszystkie sprawy związane z wynalazczością, odkrywczością, technologicznymi aspektami tego zagadnienia. Wszystko wylądowało na warsztatach technologii plazmowej, które się odbywają w piątek. Także ja tak czy siak jestem do uchwycenia akurat głównie dla tych, którzy z drutami, gansami i tak dalej takie historie robią. Także możesz w piątek mnie znaleźć na technologii plazmowej. Tam jestem bardzo konkretny, technologiczny można powiedzieć od tej strony. Ale czwartek wróci, już tak powoli tęsknię za tym czwartkiem. Powoli, ale zobaczymy. Jeszcze się chyba trochę wytęsknię. A co, trzeba troszeczkę zatęsknić. Jakie disco polo wychodzi.
Nie powinienem tego robić. Absolutnie. Wychodzi mi jakaś, chociaż nie wiem, czy disco polo wychodzi mi. Jeszcze mikrofon poprawię sobie. Po prostu muzyka ludowa we współczesnych aranżacjach. Mam troszeczkę muzyki ludowej we współczesnych aranżacjach na dzisiaj, jak zwykle. I co po tych ogłoszeniach, jakże gromkich, hucznych i jucznych, czas najwyższy, żebym przystąpił do tematu hiperprzestrzeni. To ja dorzucę może drewna do ognia i posiedzę w ciszy. Nie no, żartowałem oczywiście. Temat na dzisiaj, nawet mam notatkę, żebym się nie pogubił dzisiaj z tymi wszystkimi wątkami.
Właśnie podziękowałem tobie, mecenasko i mecenasie? Podziękowałem. Dzięki wielkie za wspieranie, RD, pomimo naszego troszkę lenistwa, takiego organizacyjnego dookoła radia. Ale wiesz, obowiązki życiowe. Ale dzięki, wielkie dzięki za pamięć o tym, że pomimo wszystko te serwery nadają tamten dźwięk. My jeszcze się ogarniamy z tym, ale to wsparcie się bardzo przydaje tak czy siak. Także dzięki wielkie. Droga mecenasko i drogi mecenasie i dla ciebie, i dla ciebie, droga słuchaczko i słuchaczu offline, online, czas najwyższy, żebym ja wkroczył w dzisiejszy temat. Temat, który jest kontynuacją wszystkich tych wątków, które się ciągnęły przez ostatnie cztery lata. Zawsze jest to mniej więcej ten sam wątek hiperprzestrzeni.
On się niewiele zmienia. I co? Dzisiaj czas najwyższy pociągnąć temat dalej, bo mówiłem o kilku rzeczach. Wspomniałem O tym, że na przykład starożytni twierdzili, że nie wszystkie gwiazdy, które widzimy na niebie to są gwiazdy. To tylko w naszej percepcji, można powiedzieć, cywilizacyjnej, okrzyknęliśmy to gwiazdami. Ja też twierdzę, że nie do końca są to wszystko gwiazdy. Uważam, że znakomita część tego, co widzimy na niebie, to są... Wyobraź to sobie. Poważnie. Usiądź, weź kilka głębokich wdechów i nie będę cytował Zecharia Sitchina ani z tych rzeczy, ale wyobraź sobie, że te światełka to są na przykład napędy statków kosmicznych.
Ta-dam! Nie wiadomo. Kto wie? Wiesz, wariactwo lub nie. Jest taki serial popularny aktualnie. „Extraterrestrials”. Some kind of? Czyżby? Dobra, ja dzisiaj też tak będę. Some kind of extraterrestrials.
Może jacyś kosmici? I don't know. Kosmos, a może i więcej, bo jeżeli słuchaliście o ostatniej hiperprzestrzeni, to ja tak ciągnę troszkę do tego głównego wątku. Co takiego jest w tych wszystkich piaskach pustyni pod piramidami? Co takiego jest w tych oceanach? Co takiego jest w kilku innych miejscach, że nikomu aktualnie w ogóle nie chce się sięgać po żadne łopatki, żadne sitka, żeby tam przesiewać tą ziemię i sprawiać tego wykopaliska. Jest o wiele łatwiejsza sytuacja. Właściwie nie musimy robić nic więcej. No co ty chcesz robić? Przecież wiadomo, mamy skany, wiadomo, gdzie są podziemia, wiadomo, że są wejścia do tych podziemi.
Wiadomo, że nie ma z tym problemu. Te wszystkie informacje ogólnie dostępne. To nie jest tak, że teraz jako cywilizacja musimy wybiec przed dom i zacząć szukać wszędzie z łopatką i kijkiem albo jakimkolwiek detektorem, czymkolwiek szukać tych tajemniczych miejsc. Właściwie nie musimy. Problem polega na tym, że potykamy się o nie niczym o własne buty w przedpokoju i ciągle udajemy, że ich nie ma. Także to nie jest kwestia tego, że tego nie ma i że mamy problem z znalezieniem tych wszystkich rzeczy. One są przed naszymi oczami cały czas. Naukowcy doskonale o tym wiedzą i to jest ta część, którą się przed nami ukrywa. Okej, i teraz co dalej? No to postuluję, jak zwykle, taką historię pod tytułem: nie jest to kwestia energii, tylko jest to kwestia informacji o w ogóle innym funkcjonowaniu kosmosu.
Z naszej perspektywy dzisiaj, w takim wielkim skrócie mówiąc, jesteśmy ograniczeni do naszej fizyczności. A teraz co się stanie, kiedy nauczysz się, jak wziąć ten kamyk z granitu i tam 500 kilometrów, nawet o wiele więcej, 800 kilometrów, chyba 500 mil czy jakoś tak prawie, z tego Asuanu, tym Nilem, z tych kopalni, tego granitu, niebieskiego granitu i tak dalej, różowego. Musisz go przetransportować, potężne kloce tego granitu i wybudować piramidy z drugiej strony. Jak się zastanawiając tak, to na pewno nie byłaby elektryczność, bo wielu ludzi postuluje do dzisiaj. Jest kilka bardzo ciekawych koncepcji, szczególnie związanych ze światem ludzi twierdzących, że wszystko jest elektrycznością. Ale to taki troszkę mindfuck, bo to jest troszeczkę tak, jakbym powiedział, że wszystko jest moimi butami, a teraz ktoś wyjdzie zza rogu, się wychyli i powie: „Tomek, a z czego są te buty?” I nagle się okazuje, że sprawa jest o wiele bardziej kompleksowa, złożona, bo właściwie nie do końca moimi butami, bo świat jest tym wszystkim, z czego są moje buty. I nagle się okazuje zwierzęca skóra to zwierzątko. I tutaj dalej się ciągnie ten łańcuch połączeń. Także nie możemy powiedzieć, że elektryczność jest tym ostatnim Świętym Graalem albo czymś tam, a wręcz odwrotnie. Właściwie wszystkie te badania naukowe robione 100 lat temu, jeszcze za czasów lampy takiej świecącej w ręku Nikoli Tesli, do którego dzisiaj będę troszkę nawiązywał, prawdopodobnie, jak zdążę.
Już oni twierdzili, że elektryczność to jest taki dowcip, to tylko taka szybka historia, która się wydarzyła i po prostu ktoś na tym położył łapę i zarabia z tego kasę. Bo można sobie świecić i można urządzenia różne montować na podstawie elektryczności. Chodzi o to, że wzbudza się impuls, który powoduje, że wiemy, a może nie wszyscy wiemy, ale powiedzmy, że cywilizacyjnie wiemy, jak zamienić go na ruch. Do tego się to wszystko sprowadza. Jak zamienić na ruch, jak zamienić na ciepło i zamienić na światło. Te wszystkie trzy aspekty i nic więcej. Oczywiście jest tam troszkę innych rzeczy, ale w takim wielkim skrócie okazuje się, że elektryczność jest cieniem o wiele mocniejszej energii, potężniejszej energii, że to tylko taki cień. Jak kilka innych rzeczy, które tu widzimy, takie po prostu cienie. No ale właśnie, bo ja tak chciałem zacząć od czegoś. Kontynuacji tego wątku.
Bo kiedy przekroczymy ten magiczny świat tego, co nauka, tak zwana nauka i tego, co nasza cywilizacja określa tak oficjalnie mianem tego, co możliwe i tego, co niemożliwe. Przekraczamy próg bardziej tego, co niemożliwe. Wchodzimy do innego świata. Właśnie, bo ja tak mówię, że na przykład gwiazdy na niebie to nie wszystkie są gwiazdami i część z tego to są reaktory statków kosmicznych, które wiszą sobie nad planetą Ziemia. Właśnie, ale jak to zmierzyć? Właściwie jak badasz sobie promieniowanie, to wygląda na to, że to jakaś odległa gwiazda. To promieniowanie bada się w specyficzny sposób po pasmach promieniowania. I ktoś tam kiedyś wymyślił, że jeżeli to pasmo jest gdzieś tam, to musi być tak daleko, bo inaczej się nie da, bo z tej odległości to światło zmienia swój kolor i jest już czerwone, zielone, niebieskie albo jakieś inne. Każdy kolor ma swoją odległość, jest daleko, ma swoją charakterystykę, jest jeszcze dalej i tak dalej. No ale co w sytuacji, kiedy jest zupełnie inaczej?
Co w tym momencie? Wszystko się zmienia, ale może nie aż tak drastycznie, bo właściwie opcja na istnienie tak zwanych lat świetlnych, na istnienie odległości, dystansów istnieje. W naszym wymiarze jak najbardziej mamy dystanse. Przecież musisz wstać, przejść się do sklepu. Ja też czasami. Wstajesz i idziesz parę metrów po herbatę, po czym wracasz. Ja akurat mam kawę. Czyli dystans istnieje. Nie jest to kwestia nieistniejącej sprawy, że teraz będę negował istnienie dystansu. Nie, w tej rzeczywistości dystans istnieje.
Świat jest zbudowany w taki sposób, że bardzo łatwo go odbieramy jako coś linearnego. Taką drogę, po której idziemy. Twarda droga albo mniej twarda. W każdym razie to jest taki ogólny koncept na rzeczywistość. Ale doskonale wiadomo, że na obrzeżach tej jakże oficjalnej nauki, tej jakże standardowej, uniwersyteckiej. Tylko że schowana jest troszkę bardziej w innych miejscach, nie na uniwersytetach w sensie wykładów, tylko ci kolesie są bardziej w rządowych laboratoriach, wojskowych laboratoriach i tam studiują troszkę inne zagadnienia, ponieważ na odległych obszarach, na granicach fizyki, gdzie właściwie zamienia się już w magię. Jest kilku dzielnych fizyków ziorskich, którzy mówią, że to jest ten moment, kiedy właściwie oni nie wiedzą, co robią, bo nauka właściwie zamienia się wtedy w magię. Nie tą do zupy, ale w taką czarodziejską historię, że nie wiadomo, co się dzieje i wszyscy próbują złapać prawa, które rządzą tym czymś, nie wiadomo, co się dzieje. W wielkim skrócie mówiąc. Wracając do tych światełek, bo to istotna sprawa.
Wyobraź sobie, że te światełka mogą wytrysnąć sobie na dowolnym obszarze, wyskoczyć w dowolnym miejscu, pojawić się znikąd. Widziałeś na pewno zdjęcia pojawiających się tak zwanych niezidentyfikowanych obiektów latających. W dzisiejszych czasach jest tego naprawdę sporo. Oczywiście gigantyczna ilość to są tak zwane fake, czyli fałszywki. Jest tego trochę, ale oprócz tych fałszywek jest masa normalnych dokumentów. Takich konkretnych. Mowa tu chociażby o zdjęciach z samolotów wojskowych. Ostatnio, zdaje się, jest popularne wideo. Wyciekło nie wiem, czy z Chile, czy z Argentyny. Jakoś tak.
Z jednego z tych krajów Ameryki Południowej. Sorry za brak detali. Jest to nagranie, gdzie pilot goni swoim myśliwcem obiekt, który leci po niebie. Nie po ziemi, po niebie, ale później dolatuje do oceanu. Dolatują już dwa obiekty. Wszystko jest śledzone na ekranie kamery. Wszystko zostało zapisane kamerą, ponieważ taki myśliwiec ma parę kamer i rejestruje wszystkie cele, wszystkie parametry lotu i tak dalej. Jest taki specjalny ekran i to wszystko zostało nagrane. W ramach odsłaniania dokumentów zostało upublicznione. Wiadomo, że takich rzeczy jest masa.
Słynne belgijskie przypadki, zdaje się z początku lat 80. Potężny statek kosmiczny na niebie w postaci trójkąta. Setki świadków, którzy to widzieli. Zeznania policjantów, zeznania pilotów wojskowych. Zeznania praktycznie całego kraju, bo Belgia to mały kraj. Mamy tego naprawdę dużo i mamy oprócz tego piramidy. Właśnie, jeżeliby się okazało, że te statki dosłownie wypływają z przestrzeni, bo to jest coś, co obserwujemy na tych niewielu, bardzo niewielu filmach, które możemy podejrzewać ty i ja o to, że są prawdziwe, że nie doszło do żadnych fałszerstw, że wszystko jest okej i się okazuje, że te pojazdy po prostu nagle się pojawiają znikąd. Nagle pyk i jest coś w powietrzu. Pyk i znika. Ciekawe, prawda?
Więc moja konkluzja na dzisiaj jest mniej więcej taka, że to nie tylko kwestia informacji, która została zablokowana przez grupę ludzi, która nie chciała nas dopuścić do tego, żebyśmy się dowiedzieli, że jest coś więcej niż planeta Ziemi i że jest coś więcej niż nasza fizyczna grawitacyjna powłoka w postaci fizycznego ciała i fizycznej rzeczywistości trójwymiarowej. Takiej, że mogę sobie puknąć w stół i on się nie rozsypie, że jest coś więcej i że to więcej to nie jest kosmos w takim ujęciu, którym my traktujemy w dzisiejszych czasach. Taki wiesz, jak by ci to określić? Bardzo pejoratywnie oczywiście, czyli z negatywnym wydźwiękiem, mówiąc po polsku. Taki Discovery Channel, że po prostu jest bullshit od góry do dołu i od dołu do góry nieustanny i wszystko jest oparte na przeliczaniu jakichś odległości kosmicznych, lat świetlnych, napędów nie wiadomo jakich, rakiet, wybuchów, eksplozji, że to coś w ogóle pomoże, że to jest właśnie to penetrowanie kosmosu, że my w skafandrze gdzieś tam ledwo co na ostatniej nitce, która nas trzyma z życiem, jak puści, to nasza egzystencja będzie wyglądała jak część scenariusza filmu „Odyseja kosmiczna 2001” Stanleya Kubricka, gdzie część załogi odleciała w kosmos. Tadam! I już chyba nie wróciła. Przynajmniej w filmie o tym nie ma. Może ktoś nakręci kolejną część i tamci członkowie załogi wrócą. Będzie legendarny remake „Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka, ale nie wiem.
W tym sezonie raczej bym na to nie liczył. Chociaż kto wie. Podrzucam ci pomysł, jakbyś był producentem hollywoodzkim, wiesz? Wracając do tematu, może jest coś więcej za tym wszystkim, niż nam się wydaje. I bynajmniej nie jest to ujęcie kosmosu właśnie w tym głupawym zwierciadełku Discovery Channel. Takim, że robisz krok na Księżycu. „One step for Man, small step for Man and a big step for humanity” czy jakoś tak. „Mały krok dla człowieka, wielki dla ludzkości.” Tak mówił ponoć Buzz Aldrin, zdaje się, kiedy stawiał stopę na Księżycu. Jeden z tych pierwszych kosmonautów. Ciekawa rzecz z Księżycem też, bo oczywiście z Księżyca też mamy kompletnie niespójne informacje.
Rosjanie mają jedną część tej informacji, Chińczycy drugą, której nie chcą publikować. Jak opublikowali zdjęcia, zdaje się chyba Marsa, czy jakoś tak, to NASA musiała zmienić kolory na swoich zdjęciach, bo się okazało, że właściwie te bardziej konkretne są, zdaje się chyba u Chińczyków. Tak samo było, zdaje się ze zdjęciami z Księżyca też troszeczkę inne kolory, ale to można zwalić zawsze na typ robienia zdjęcia. Każda agencja kosmiczna ma swój własny indywidualny sprzęt, który jest specjalnie projektowany na takie potrzeby. Tak że ciężko byłoby wymagać, żeby wszyscy robili dokładnie to samo. Ale jest kilka takich anomalii. One wynikają z różnych filtrów na tych aparatach, na tych obiektywach, żeby w ogóle można było zrobić tam zdjęcie. No i jest ta słynna historia z Księżyca. Szklane obiekty potężne, jakieś piramidalne kryształowe konstrukcje, które tam stoją. Nikt właściwie nie wie, o co chodzi.
To są te słynne zamazane, na pewno o tym słyszałeś, fragmenty na zdjęciach, które się dyskutuje i tu, i tam, i głośniej, i ciszej. Bardzo głośna sprawa dla wszystkich miłośników teorii spiskowych. Widać te łuny orbitalne dookoła kosmonautów. Inni twierdzą, że w ogóle ich nie było na Księżycu. Może zostawmy ten temat. Chodzi tylko o cywilizację, że są ponoć ślady — bo do tego zmierzam — bytności jakiejkolwiek cywilizacji na Księżycu. Są. Jest ta słynna twarz na Marsie. Jest zespół anomalii na kilku planetach. Bardzo ciekawy zespół anomalii, który czy chcemy, czy nie, bardzo łatwo w naszym umyśle kojarzy się z konstrukcjami budowanymi przez żywe istoty, które robiły to w logiczny sposób.
To jest dosyć prosta konkluzja. Oczywiście możemy się tu spierać, na ile jest to działalność geologiczna warunków, które są stworzone na tej planecie przez mamę naturę, na ile to są w rzeczywistości jakiekolwiek budowle zostawione przez przodków. Tu sprawa jest bardzo mocno dyskusyjna. Dopóki nikt z nas tam nie stoi i nie dotyka tej skały, nie widzi tego przed sobą, byłoby to ciężko zmaterializować w konkretny sposób, uznać za pewną prawdę, że to jest na 100%. Ale są pewne poszlaki, że część z tych pomysłów tudzież przypuszczeń — właściwie nie mamy żadnych dowodów, także ciężko powiedzieć, że dowody — że część z tego wszystkiego jest absolutnie prawdą. Jest masa takich rzeczy na planecie Ziemia, o których tu ostatnio mówię, bardzo ciekawych rzeczy. Ale konkluzja jest mniej więcej taka: skoro są te wszystkie rzeczy i jest niewyjaśniona sytuacja dookoła tych wszystkich znalezisk, o których dzisiaj będę trochę wspominał, to wygląda na to, że przekraczanie dystansu nie jest związane w kosmosie z przekraczaniem czegoś w skafandrze. To jeszcze szybko nawiążę do tych konstrukcji, bo jeżeli cokolwiek z tego jest prawdą, nie mówię o tym, że wszystko, ale cokolwiek z tego, nawet jeżeli jedna rzecz okaże się prawdą, to w tym momencie jesteśmy ugotowani i już musimy to zaakceptować. Mianowicie chodzi o te wszystkie konstrukcje na Marsie, na Księżycu, tajemnicze rzeczy. Wiadomo, że ciężko było robić cywilizację, która w skafandrach to wszystko buduje.
Teraz wróćmy do Asuanu, do tego granitu asuańskiego, do piramid w Gizie. Wyobraź sobie armię 200 000 ludzi, wszyscy przebrani w skafandry kosmonautów. Rozumiesz? Transportujących potężne skały i budujących jakieś konstrukcje gdzieś tam w kosmosie, w skafandrach kosmicznych. Przecież to jest z angielskiego mówiąc insane, czyli bez sensu. Nie ma tu ani składu, ani logiki, ani niczego. Przecież nikt nie jest w stanie w ten sposób zrobić. Widziałeś zdjęcia, jak kolesie wychodzą na tej stacji orbitalnej ISS czy gdzieś tam w kosmosie. Kolejna kwestia, która jest dyskusyjna: czy ISS naprawdę tam są ludzie, czy też jest to blue box, który jest kręcony gdzieś w studiach NASA? Bardzo ciekawe zdjęcia, które wyglądają na to, że część z tego materiału na ISS może być jakąś podpuchą lekką, bo są jakieś zdjęcia z blue boxami, gdzie kosmonauci są ustawieni w ten sam sposób.
Ale nie mam pojęcia. Jest to kolejna dyskusyjna sprawa. Jak wiesz, w dzisiejszych czasach teorii spiskowych i koncepcji nie brakuje, a nawet jakichś takich kawałków, poszlak, które mogłyby sugerować, że być może coś w tym jest. W każdym razie nie wyobrażam sobie, żeby ktoś zakładał skafandry, te wszystkie urządzenia. Jeżeli widziałeś te wyjścia w kosmos, to kolesie ledwo co mogą tam dokręcić kluczem taki kawałek śrubki. Jeżeli coś się stanie, żeby mogli wrócić na Ziemię, się nie rozsypali na orbicie w tej stacji orbitalnej, jeżeli im powietrze nie odpłynęło całe w kosmos. Czyli to nie jest tak, że ty weźmiesz skafander kosmiczny i wykonasz precyzyjną operację, budując wielkie, potężne metropolie gdzieś tam w kosmosie. Nawet jeżeli, tak jak wspomniałem, jedna z tych anomalii jest autentycznie budowlą, to skala tego przedsięwzięcia — bo my to widzimy za pomocą teleskopów — jeżeli sobie porównasz do ziemskiej skali, to jest to jeszcze większa impreza niż wybudowanie tego wszystkiego, co ponoć znajduje się w Egipcie. To teraz wyobraźmy sobie te setki tysięcy ludzi w skafandrach kosmicznych próbujących budować coś z cegły. Jaki byłby sens budowania czegoś na nasz wzór, skoro i tak musimy ciągle chodzić w skafandrach?
To też jest bardzo dyskusyjne. I teraz pytanie, czy właściwie sposób, w jaki nasza cywilizacja potraktowała za pomocą rakiet kosmos, jaki nam się opowiedziało tą historię, nie jest jakąś taką centralnie ściemą, nieprzeciętną ściemą. Jest słynna historia związana z podróżowaniem po morzach i oceanach. Jest coś takiego jak shanks. Tak to się nazywa. Sun stones, czyli kamień słońca, po polsku tłumacząc z angielskiego. To jest taki rodzaj... Zapominam nazwy. Piryt i shanks. Takie minerały podobne do kwarcu.
Mam tu taką kosteczkę, nawet trzy takie kosteczki. Pokazują ci zawsze, gdzie jest słońce, niezależnie od tego, ile jest chmur na niebie, czy są niskie, czy daleko, czy słońca nie widać, czy widać. Jeżeli jest tylko jasno, od razu widzisz po kamyku, w którym kierunku jest słońce, nawet jeżeli chmury go zasłaniają. I to był kamyk używany przez ludzi do żeglowania. Zabawna historia. Krzysztof Kolumb doskonale wiedział, gdzie płynie, doskonale wiedział, jak płynąć, umiał posługiwać się tym kamykiem i żeby było zabawniej, nawet miał jakieś wstępne mapy tego, gdzie płynie. Rozumiesz? A my udajemy, że lecimy w kosmos i udajemy, że nic tam nie ma. Oczywiście chodzimy po ziemi, która jest zryta piramidami i tymi wszystkimi rzeczami, które się tam głęboko znajdują. I teraz pytanie, w jaki sposób odbywały się te wszystkie podróże?
Bo na pewno nie były to rakiety, na pewno nie była to technologia, o której my teraz mówimy. Od 100 lat raptem mamy ten prąd elektryczny i to jest w opinii publicznej, można powiedzieć, w takim stereotypie Cywilizacyjnym. To jest energia, prąd elektryczny, ale to jest bullshit kolejny, bo to raptem ma sto parę lat z kawałkiem i tylko dlatego jest energią, ponieważ kilku kolesi dokładnie w 1883 roku na Giełdzie Nowojorskiej ustanowili to jako standard energii dla miasta Nowy Jork. Nie całego, tylko dla Manhattanu. Chodziło o dodatkowe zasilanie. Czego? Komunikacji pomiędzy giełdą a inwestorami. Oni sobie siedzieli, te tłuste koty, u siebie w domu, w apartamentach, i na giełdę dzwonili. Żeby nie używać telegramu, to dzwonili ręcznie, bo wiadomo, że trzeba było się napisać, a jak człowiek coś powiedział, to nie ma śladu, bo jak ktoś zapisywał informację, zawsze ślad zostawiał. Tak czy siak komunikacja głosowa jest bardziej naturalna niż klepanie w klawiaturę.
Także naturalne było to, że ludzie będą chcieli w ten sposób. Jak się okazało, że jest prąd elektryczny, to była bardzo elektryzująca wiadomość. Bardzo egzotyczna historia, bo dla ludzi wtedy inna rzecz była archetypem energii. Węgiel, nafta, tego typu rzeczy. To była energia. Jeszcze kilka innych rzeczy. Kosmiczna energia, bo to jeszcze były troszeczkę inne czasy i ludzie pamiętali, że trochę inne zasady kierują całym tym światem dookoła. Ale w tym momencie akurat kilku cwaniaków z giełdy stwierdziło, że to jest standard i jakoś im się udało nas przekonać do tego wszystkiego, że teraz, kiedy ktoś mówi słowo energia, to my automatycznie najczęściej wyobrażamy sobie wielką elektrownię i nie maszynę na parę, nie maszynę na węgiel, nie na nic innego, tylko wyobrażamy sobie prąd. A ci bardziej progresywni wyobrażają sobie prąd robiony z powietrza. Taki w stylu Nikoli Tesli.
Jest tak zwana fala magnetyczna, fala skalarna, prądy telluryczne. Dużo opowieści na ten temat. Ale wróćmy do konkluzji, bo jeżeli to uznaliśmy za energię, to jest bardzo mocne ograniczenie naszej percepcji. Wyobraź sobie, że wszystko jest informacją, tak jak mówiłem chyba w poprzedniej hiperprzestrzeni. Nie musimy używać prądu elektrycznego, nie musimy używać tego standardu. To jest tylko standard wymyślony raptem niecałe 100 lat temu. To jest tak, jakby ktoś teraz rzucił mi na stół kostkę sprasowanego siana i powiedział: „Stary, to jest energia”. I faktycznie 500 lat temu to by była energia, bo bym wziął tą kostkę siana, poszedł do stajni, nakarmił konie i pojechał na tym koniu gdzieś hen, hen daleko i załatwił być może jakąś energetyczną sprawę. Ale w dzisiejszych czasach jak mi ktoś rzuci taki kawałek słomy na biurko, to nie jest to energia. I to jest dokładnie ten paradygmat, w którym tkwimy strasznie mocno.
To jest paradygmat związany bardzo mocno z piramidami, bardzo mocno z próbą odkrycia i odkodowania tych wszystkich zamieszczonych historii z przeszłości, tej tajemniczej przeszłości. Teraz sobie wyobraź, że kosmos to jest jedna granica. W ogóle sama ta informacja, której częścią jest energia, to jest tylko jedna granica, o której nam się nie chce powiedzieć, ale ta granica jest o wiele bardziej złożona. Za nią czai się o wiele grubsza historia i o wiele poważniejsza. A ta historia nazywa się wielowymiarowość. Parafrazując moją historię związaną z tym, że uważam, może się zamieszczałem, ślub nie, że kilka gwiazd, nie będę ci mówił ile. Mogę ci powiedzieć, że bardzo dużo. Kiedyś ci pokażę, jak sobie siądziemy w ogródku, jak będzie taka okazja. Anyway. I będzie gwieździste niebo, bo to widać.
Przynajmniej ja tak twierdzę. Wiesz, zwariowałem. Widzę statki kosmiczne na niebie, ale widziałem je parę razy w życiu i to tak normalnie w cztery oczy, że tak powiem. W cztery oczy ja i statek kosmiczny. Widziałem też w obecności świadków latające urządzenia na niebie i to nie raz, nie dwa. I to takie urządzenia, nie mówię o dyskusyjnej kulce, która się pojawiła i nikt nie wie, czy to na pewno było, czy się wydarzyło. Mówię o konkretnych rzeczach. Szczęśliwie mi się tak w życiu układało, że spotykam braci czasami i to nie kiedy jestem w pojedynkę, tylko kiedy jestem jeszcze z ludźmi. I bardzo ciekawe rzeczy obserwuję z różnymi ludźmi w swoim życiu. Anyway, te wszystkie konkluzje, wszystkie te obserwacje doprowadziły mnie do tego, żeby wreszcie ubrać to w kolejną konkluzję, że właśnie to są statki kosmiczne, ale one siedzą w innym wymiarze.
I ten wymiar manifestuje się w taki dziwny sposób, że kiedy patrzę na tą gwiazdkę na niebie, wezmę urządzenie do pomiaru spektrów pasm widmowych, bo tak to się nazywa, i zrobię sobie pomiary i na przykład się okaże, że tam jest promieniowanie beta, theta i tak dalej. Wszystkie te konkretne promieniowania w konkretnych proporcjach. To wcale nie oznacza, że jest to odległa galaktyka, kamienny karzeł, żelazny karzeł, imieniem Wasyl, który krąży gdzieś w kosmosie w odległości 50 milionów gazylionów lat świetlnych. Tylko może być coś zupełnie innego. Nasze urządzenia pomiarowe sczytują to, co my założyliśmy na te urządzenia. To jest nasza koncepcja. To jest dokładnie tak, jak ten snopek siana rzucany na moje biurko. Ktoś mi rzuca i mówi: „Stary, to jest twoja energia”, a ja biorę ten snopek siana, ściągam z tego biurka i mówię: „Złodziutki, złociutki. To nie jest moja energia”. I stawiam urządzenie, które robi nie wiadomo co i snopek siana wisi w powietrzu w tym momencie.
I mówię: „To jest energia, to jest informacja”. I ten pan może w tym momencie zwariować i wybiec na bosaka gdzieś, rozwalić sobie głową o najbliższą ścianę z przerażenia. Może tak być. Kilku ludzi w matematyce w historii świata zwariowało tylko dlatego, że odkryło właśnie tą wielowymiarowość w równaniach matematycznych. Powaga. Był taki dżentelmen w latach 50., nie pomnę jego nazwiska. Facet nagle odkrył, że właściwie wszystko jest potężnym cyklem i przez to równanie matematyczne wchodzimy w tą przestrzeń, którą możemy nazwać nieskończonością. Facet nie mógł się z tym pogodzić, bo był zatwardziałym miłośnikiem Einsteina i kilku innych rzeczy. I nagle pojawienie się wielowymiarowości, do której jest taki kluczyk nawet przez matematykę, że wyliczając konkretne równania nagle się okazuje, że lądujemy w takim miejscu, gdzie matematyka przestaje działać. Ta formalna, chociaż dalej wszystko jest poprawnie, ale ona już nie działa.
Jest kilka różnych rodzajów matematyk na świecie, autentycznie używanych przez naukowców do wyliczania rzeczy, na przykład Trójwymiarowych. Kiedyś o tym wspominałem, zdaje się mówiąc o Steinmetzu i jego wyliczeniach właśnie tej iskierki elektrycznej, że to liczył w kubikach przestrzeni, że to była przestrzeń, a nie konkretne miejsce, takie linearne. Że oni już wtedy myśleli trójwymiarowo, że to jest tylko coś, co się dzieje i że ty tylko mierzysz ten jeden wymiar. I się nagle okazuje, że nawet przez równania matematyczne jesteś w stanie wejść ponoć trochę głębiej i przewidzieć manifestację, zanim się wydarzy. No i koleś, który coś takiego wymyślił, zwariował, popełnił samobójstwo. Nagle się okazało, że świat, w którym dorastał, w którym się wychował, nie pasuje do tego, co odkrył. Nagle się okazało, że jest więcej niż mniej. I on cały czas myślał, że życie w ogóle ma zupełnie inny sens, że jest Bóg, że jest limitacja, że tu jest życie na ziemi, śmierć. Później się idzie do jakiegoś piekła czy nieba. Jakiś taki bełkocik, jak zwykle, jak znakomita część ludzi, którzy otaczają nas dookoła.
Przyjął ten bełkocik za swoją prawdę. I nagle się okazało, że w tej prawdzie zabrakło tego najważniejszego elementu, czyli tego, że właściwie wszystko, co jest tą prawdą, nie jest żadną prawdą, jest tylko jej kawałkiem, jednym płaskim wymiarem i nagle jakbyś przechodził z kartki, która jest 2D, na sytuację, która jest 3D. Czyli w tym momencie już nie jesteś limitowany do tego płaskiego wzoru na kartce. Nagle wszystko robi się przestrzenne i trójwymiarowe i niewielu to wytrzymuje, że tak powiem. I być może właśnie, przynajmniej taka jest moja konkluzja, że nawet nie być może, tylko nawet bardziej, że ten dziki powód, dla którego się trzyma nas tak jako społeczeństwo, w takiej, nie wiem, jak to nazwać, dolina kretynów? To chyba najpiękniejsza nazwa. Dolina wtórnych kretynów. Dokładnie. Nie jest przez przypadek, bo to, co się czai za, to nie jest tylko kwestia podróży po kosmosie. To nie jest tylko kwestia wyprawy do krainy dłat, zmiany własnego życia, zmiany w ogóle parametrów własnego organizmu, na przykład życie nieskończoną ilość lat, kilka innych ciekawych rzeczy.
To nie tylko to. To być może jest, a ja nawet obstawiam, że to właśnie jest to, że to jest ta wielowymiarowość świata i że to jest to coś, co próbuje się przed nami ukryć. Dlatego nikt nie chce kopać w tych miejscach, o których wszyscy na świecie, słuchaj, parę milionów ludzi o tym wie. Ilu ludzi wie o podziemiach pod piramidą w Gizie? Każdy, kto był tam na wycieczce. Każdy wie, że są wejścia do piramidy w Gizie, bo są podziemne wejścia do podziemi pod tą piramidą, bo są nawet oznaczone na tym placu. Nawet cię przewodnik tam bierze i jak jest mniej zblazowany, to ci pokaże i powie: „O, tam jest wejście do piramidy”. Zresztą nawet szefostwo archeologii w Egipcie twierdzi już teraz oficjalnie, pomimo że Zahi Hawass odszedł w niebyt i bardzo dobrze, bo to ciężki dżentelmen był, ciężki jak kilo gwoździ. W pewnym sensie nawet on twierdził, że już jednak odkryli, że są te podziemia. Czyli co?
Wystarczy wejść i sprawdzić, co jest w tych podziemiach. Przecież jeżeli to stoi tyle lat, to wiadomo, że jest tam jakaś prawda o prehistorii zapisana. Natomiast nasz paradygmat jest banalnie prosty. Obejmuje 6000 lat. Powaga! Zobacz sobie wszystkie podręczniki historyczne. Okej, wiemy, że nie jest to tylko 6000 lat, ale zobacz, jak ci się pierze mózg od dziecka. Mi też. 6000 lat, a wcześniej dzikusy w skórach biegali gdzieś, tłukli się kamieniami. To wszystko.
No i zobacz te wszystkie legendy o magicznych światach. Szambala, te wszystkie tajemnicze krainy, o których właściwie chyba na każdym kontynencie są setki legend. W Ameryce Południowej, do nas to nie dociera w takim stopniu, są potężne legendy o całym podziemnym świecie. To są góry Andy. Kolejne historie są związane z potężnym podziemnym krajem prawie że. Ponoć jest to duża kraina. Ponoć są jakieś przejścia, niesamowite historie. Też są pochowane jakieś artefakty, żeby nic się im nie stało. To jest Ameryka Środkowa. Wydaje się, że mało górzysta.
Jest troszkę górzysta, ale to nie jest aż taki ciężki teren. Niemniej powulkaniczny. Jest tam masa jaskiń i co jakiś czas się okazuje, że ktoś trafi na taką jaskinię i nagle się znajduje w tej jaskini masa ceramiki, masa różnych ciekawych rzeczy. I żeby było zabawniej, wszystko jest datowane na troszkę bardziej stare niż te 6000 lat. Ale z tym datowaniem na dawniej niż 6000 lat to wiadomo, że te 6000 lat to jest takie wyssane z palca. No i tu się skłania troszkę cała ta historia z piramidami i w ogóle z tym wszystkim dookoła, z tą tajemnicą. I ona jest dosyć ciekawie połączona z tym oficjalnym światem nauki, bo tak jak wspominałem o tych oficjalnych fizykach, że na tych obrzeżach oficjalnej fizyki są bardzo ciekawe rzeczy robione, tylko o nich się po prostu nie mówi. To jest to badanie wielowymiarowości kosmosu. Normalnie nikt ci tego nie powie. Normalnie pokazuje ci się kolesia w skafandrze, który tam próbuje przykręcić śrubkę na zewnątrz swojej stacji kosmicznej.
A w rzeczywistości, jeżeli ktoś budował cokolwiek gdziekolwiek w kosmosie, nie tylko budował, ale do tego zaraz wrócę, to raczej opcja na skafandry jest chyba najbardziej głupią opcją i najbardziej słabą. Jeżeli masz moc i energię, żeby wybudować takie rzeczy, które stoją na Ziemi, to zapewne masz moc i energię albo informacje przede wszystkim. Myślę, że to jest chyba najważniejsze. Masz informację, jak robić to bez targania się o swoje własne życie, bo właściwie taki skok ze skafandrem na zewnątrz kosmosu to takie troszkę ryzykowne zajęcie. Cokolwiek się stanie, to ciebie już tam nie ma. I te legendy legendami, a oprócz legend pozostało troszkę więcej. Rzecz troszkę bardziej poważna, a mianowicie tajne stowarzyszenia, które są schowane za fasadą tych oficjalnych stowarzyszeń, takich jak Watykan. Jednym z takich stowarzyszeń jest, bardzo ciekawe zresztą, Stowarzyszenie Rycerzy Maltańskich. To jest organizacja, która się uważa za właściwie taki pierwowzór masonów. Masoneria to taka armia tanich żołnierzy, mięso armatnie dla owych- Rycerze Maltańscy to ciekawe zagadnienie, bo to jest państwo w państwie.
Oficjalnie ci ludzie mają paszporty watykańskie, ale w paszportach watykańskich akurat nie widziałem, nigdy nie miałem w ręku oryginalnego takiego paszportu. Kiedyś jak będzie okazja to sobie chętnie go obejrzę. Nie chodzi o watykański paszport. Ten akurat wiem jak wygląda, ale chodzi o paszport, którym się legitymują dżentelmeni, którzy nazywają się rycerzami maltańskimi, bo to jest ciekawe zagadnienie. Zakon, który powstał w Watykanie, ale nie jest dzieckiem Watykanu. Jest to dziecko, że tak powiem, agencji archeologicznych typu różokrzyżowcy. To jest dziecko tego plądrowania Bliskiego Wschodu, które już trwa od dwóch tysięcy lat, od kiedy Rzym się uzbroił po zęby. I wiadomo, że część tej wiedzy była. Ona tu cały czas jest, te podziemia cały czas są. To, że teraz nie można do nich wchodzić, nie znaczy, że w Jerozolimie nie można było wchodzić do podziemi dwa tysiące lat temu albo tysiąc lat temu i szukać konkretnie reaktorów, tak jak zrobili to różokrzyżowcy.
Wjechali do Jerozolimy i zaczęli przekopywać praktycznie wszystko, co się dało, żeby znaleźć Arkę Przymierza. I nie jest to żadną tajemnicą, nie jest to zagadką. Kiedy różokrzyżowcy i wszystkie zakony, że tak powiem, związane z mieczem i bankowością, bo właśnie o to chodziło i tymi ekstra informacjami zostają usunięte przez Watykan. Chwilę później pojawia się grupa ludzi, która nie została usunięta. Ja myślę, że z powodu na ich potężną wiedzę, bo to nie jest tak, że możesz sobie usunąć wszystkich tych ludzi. Nawet naziści doskonale o tym wiedzieli, że nie mogą usunąć kilku ludzi, bo jak ich usuną, to nie będą mieli opcji wybudowania Wunderwaffe, czyli tej cudownej broni i nie będzie sensu budowania podziemi w Kotlinie Kłodzkiej, w Wałbrzychu, w tych okolicach, budowania tego kompleksu Riese i tak dalej. Bo przecież po co by to było, jakby nie było inżyniera, który nie potrafiłby zbudować tego latającego pojazdu? Nie byłoby żadnego sensu. Więc lepiej, żeby inżynierowie pracowali dla nas i razem wspólnie z nami. Także pewnych inżynierów się zawsze ceni, ewentualnie się zastrasza.
Wiesz, jak to wygląda. Myślę, że doskonale znamy historię współczesnych wynalazków, gdzie nie raz, nie dwa się działy różne dziwne historie. I tacy ludzie byli. Tacy ludzie zawsze byli na świecie, którzy posiadali wiedzę, szczególnie w dawnych czasach. Szczególnie wiedzę alchemiczną, bo należy wrócić tutaj absolutnie do wiedzy alchemicznej, która oficjalnie była zakazana przez Watykan. Ale co najbardziej zabawne w tym wszystkim, jak zwykle bardzo szeroko i gruntownie praktykowana. I to nie tylko w sensie, że przez Watykan, ale w murach Watykanu są specjalne pokoje, które zdaje się nawet można zwiedzać dzisiaj. Jeżeli masz dobre kontakty, kogoś tam znasz, to może cię oprowadzić. Jest kilka pomieszczeń na terenie Watykanu i to pomieszczeń, które zostały zbudowane, żeby było zabawniej w czasach największej inkwizycji, jaka mogła istnieć. Wtedy stosy płonęły 24 godziny na dobę, ale w międzyczasie budowano pracownie alchemiczne, heretyckie pracownie w środku Watykanu, które były schowane przed oczami wiernych.
Nie było takiej opcji, żeby ktokolwiek się dowiedział. Wyobrażasz to sobie? Wchodzisz do komnaty, jednej z komnat w Watykanie. Przypuśćmy, że to jest 1250-1230 rok. Może jakoś tak. Podnosisz głowę do góry, a na suficie jest wymalowany horoskop i to w takiej wersji, w której znajduje się właściwie w świątyni Philedos, zdaje się w Egipcie. Tam jest jedno takie pomieszczenie. Nie pamiętam, gdzie to jest dokładnie. To jest to przedstawienie horoskopu. Troszeczkę inaczej namalowane, ale wszystko jest właściwie kopią tego egipskiego przedstawienia.
I nie tylko to, bo takich rzeczy jest masa i ludzie sobie zadają pytanie, jak to jest, że te wszystkie dziwne, tajne symbole tych tajnych stowarzyszeń ciągle się kleją do tej oficjalnej, chociażby watykańskiej propagandy. Co to w ogóle oznacza? Co to w ogóle? O co tu chodzi? Ja myślę, że sprawa jest dosyć prosta. Jest to po prostu podpis ludzi, którzy kolekcjonują wiedzę pod tą wiedzą, żeby każdy, kto przychodzi z konkretną informacją w głowie, wiedział, że to są kolesie, którzy obsługują tą samą wiedzę. To jest taki, można powiedzieć dress code, czyli kod po ubraniu. Czyli jeżeli się ubierzesz w odpowiednim kolorze, ktoś zobaczy cię z daleka, to od razu wie, kim jesteś. Na przykład w ten sposób. A tu jest troszkę coś bardzo podobnego, tylko że już po symbolice.
Jeżeli ogarniasz tą symbolikę, wiesz o co chodzi, znasz geometrię, kilka innych rzeczy, astronomię, no to wiadomo, że jesteś człowiekiem uczonym i że wiesz troszkę więcej niż normalny obywatel. Przede wszystkim znasz cykle natury i wiesz, jak funkcjonują ludzie w tych cyklach natury. Także to już czyni cię człowiekiem z jednej strony podejrzanym, a z drugiej strony bardzo cennym nabytkiem. Czyli od ciebie w tym momencie, jeżeli w tym momencie jesteś w Watykanie osiemset lat temu, to od ciebie w tym momencie zależy decyzja albo zostajesz jezuitą, wchodzisz do jakiegoś zakonu, oficjalnie udajesz na zewnątrz katolika, aby dalej praktykować swój heretycki research. Zresztą Watykan zajmował się utrzymywaniem bardzo wielu akurat heretyków za swoje pieniądze, żeby właśnie dla niego budowali całą tą naukę, z której on sobie później korzystał. No właśnie i jedną z takich organizacji jest ów Zakon Rycerzy Maltańskich. Można być członkiem Zakonu Rycerzy Maltańskich, ale wtedy wcale nie posiadasz paszportu Watykanu. Jesteś po prostu członkiem organizacji, tak jak członkiem klubu tenisowego czy klubu golfowego. Nic więcej. Natomiast kiedy jesteś rycerzem, to żeby było zabawniej masz dyplomatyczny paszport, który powoduje, że na lotniskach przechodzisz w ogóle osobnym wejściem.
Jeżeli chcesz. Jesteś osobą, która ma status właściwie dyplomaty wszędzie, w każdym kraju. Czyli właściwie lokalne prawo cię nie obowiązuje. Ciekawa organizacja. Rycerze Maltańscy. Mówią bardzo ciekawe rzeczy na temat energetyki ludzkiego organizmu. To jest taka daleko wysunięta placówka naukowa zbrodniczej korporacji o nazwie Trzecia Rzesza Watykan i nazywa się Rycerze Maltańscy. I tam jest masa wiedzy, bo ktoś te wszystkie książki, które zbierają tamci kolesie od Waffen Watykan SS, czy jak oni się tam nazywają, wszystkie te książki ktoś musi czytać. To nie jest tak, że rozdadzą to wszystko i powiedzą: „Okej, a teraz tłumaczcie i przekażcie dalej.” To nie, w ten sposób nie działa. Trzeba mieć bardzo wyselekcjonowaną grupę ludzi, która jest specjalistami w starożytnych językach, chociażby łacinie, aramejskim, arabskim i tak dalej.
Ludzi, którzy nie tylko mają pojęcie o gramatyce i normalnym tłumaczeniu języka, co oznacza dane słowo, ale też mają konkretną wiedzę, dzięki czemu te często dla nas być może enigmatyczne teksty albo bardzo metaforyczne potrafią zamienić na działające urządzenia. Robią to Rosjanie. Robili to Niemcy z bardzo dużym powodzeniem w latach 20., 30. i 40. Słynna historia o szukaniu Szambali i napędów do swoich pojazdów. Tych tajemniczych napędów Die Glocke, czyli Dzwon, Riese. Ten cały kompleks, który miał prawdopodobnie służyć do budowania właśnie czegoś, co było zupełnie innej technologii. Może było na krawędzi technologii, gdzie jeszcze kawałek elektryczności istniał, ale już właściwie tylko po to, żeby napędzić coś, co jest wielowymiarowe, jest w innej przestrzeni. Jest w ogóle ciekawa historia z tym związana. Nie pamiętam już dokładnie kto i to jest taki troszkę news, nie możemy mu ufać na 100%, ale jest informacja o tym, że bardzo dużo niemieckich pilotów doświadczalnych straciło życie w takim bardzo konkretnym okresie czasu i bynajmniej po sprawdzeniu wszystkich prototypowych konstrukcji, które były oficjalnie produkowane przez Trzecią Rzeszę jako samoloty, okazuje się, że właściwie nie wiadomo, gdzie ci piloci zginęli, bo fizycznie tylu katastrof lotniczych w Trzeciej Rzeszy nie było nawet na tych prototypowych wojskowych samolotach.
Właściwie nie wiadomo, gdzie kolesie zginęli. Jest teoria, z którą jestem bardzo skleją oczywiście. Mówi ona o tym, że ci dżentelmeni zginęli podczas testu zupełnie czegoś innego, innych pojazdów latających, działających na troszeczkę innych zasadach. I ta wielowymiarowość powodowała, że to był tak nowy temat, że paru kolesi się przekręciło, nie wytrzymało, padło albo cokolwiek. Ślady technologii używanej przez Niemców są bardzo ciekawe i są bardziej rzeczywiste niż jakakolwiek bajka pochodząca z Ameryki na temat baz wojskowych na Marsie budowanych przez amerykański rząd. Poważnie mówię. To dla mnie to jest taki bełkot nieprzeciętny, jak wychodzi koleś i mówi: „Bo jesteśmy na Marsie od tam 60. któregoś tam roku.” Fajny pomysł, podoba mi się. Trochę jak płaska Ziemia dla mnie. Stosunkowo mało wartościowe, właściwie w ogóle nie ma żadnej wartości.
Natomiast z projektami niemieckimi jest zupełnie inaczej, bo zostały części dokumentacji i przede wszystkim zostali świadkowie. Zostało trochę dokumentów, które wypłynęły w Stanach Zjednoczonych. Zostało sporo technologii, które wypłynęły, jak nie w Europie, to też w Stanach Zjednoczonych. Było kilka naprawdę dużych spraw odkrytych w niemieckich archiwach związanych z technologią, chociażby technologia jądrowa. I to jest w ogóle ciekawa rzecz związana z tą technologią jądrową, która nas troszkę skleja z tym ciekawym konceptem wielowymiarowości. Ale ja może się zamknę na jakiś czas. Zostawię tych rycerzy maltańskich, którzy byli tymi, można powiedzieć, heretykami, alchemikami, którzy się sprzedali na służbę Watykanu. Tak bym mógł to nazwać. Dorzucę troszeczkę do tego ogniska. Jeszcze trochę się popali, a ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” oczywiście w Radiu Na Fali, retransmitowanej w Radiu Paranormalium.
Ja mam na imię Tomek. I retransmitowanej jeszcze w radiu czasnu.com. Zapraszam serdecznie. Właśnie, bo jestem na Skypie radionafali.com, ale dzisiaj mam taki temat, także niekoniecznie musisz dzwonić, chyba że masz jakiś inside, wtedy dzwoń. Ja tu wyjaśniam dalej swoją koncepcję, która tak od lat za mną chodzi. Wracając do tych wszystkich teoretycznie legend, bo mowa o tych legendach, o dziwnych historiach. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie. Przepraszam bardzo, las mi znikł, ale już jest. Legendy się kończą, kiedy pojawiają się rzeczywiście istniejące stowarzyszenia i rzeczywiście istniejąca wiedza. Rycerze Maltańscy.
Potężna medycyna. Tak, to są ludzie związani z medycyną i nie tylko. Alchemia. Po prostu resztki alchemii, studiowanie ludzkiego organizmu. I teraz kolejny krok do przodu. Kolejne organizacje, kolejne czasy, kolejne wieki. Niewiele się zmienia, poza oczywiście opakowaniem dookoła. Kiedy na moim stole ląduje już turbina Tesli albo generator Tesli, a nie kostka siana do żarcia dla konia. Zmieniają się czasy, zmieniają się zasady i pewne rzeczy dalej zostają te same. Czyli jak się okazuje badania Fundacji Rockefeller, bo ta wielowymiarowość jest intrygująca.
Wiemy, że ona nieustannie jest cały czas. Nawet Goethe o tym pisał. Cały właściwie „Faust” jest taki przetykany tą informacją nieustannie. Praktycznie wielu innych jeszcze przed Goethe grubo pisało. Wielu alchemików w ten sposób odkrywało swoje rzeczy. Bo to jest ta alchemiczna prawda, że nie wszystko, co znajduje się dookoła nas, jest właściwie Tutaj. Nie wiem, jak to brzmi. To troszkę tak, jak ja byłbym tutaj, ale tylko swoją częścią. Druga część jest gdzieś indziej. Słynna legenda z niesamowitymi proszkami rozsypywanymi przez starożytnych, które miały niesamowite właściwości.
Do dzisiejszych czasów dotrwało to pod nazwą Ormus i jest sprzedawane w ten sposób. Jest taka legenda budowana, że to był Ormus i tak dalej. W rzeczywistości chodzi o troszkę bardziej złożoną sprawę, o koncept właśnie tej wielowymiarowości, bo normalne jest to, że pewne rzeczy, pewne substancje są, ale ich nie ma. Możesz je zważyć i są tym, na co wyglądają, ale w rzeczywistości są też czymś innym. Są tak zwaną transmutacją albo substancjami w trakcie transmutacji, przechodzenia, zmiany z jednego stanu na drugi. I wiadomo, że w tym stanie coś się dzieje i że część tego procesu, tej substancji, atomów, cokolwiek to by nie było, po prostu znika z naszych oczu. To jest ta historia właśnie z osadem z morskiej soli, gdzie znika prawie połowa cząsteczek. Słynna historia z tym, co jest nazywane złotem monoatomowym. Nie mylić oczywiście z osadem z dna oceanów, czyli z tym, co się robi z soli za pomocą sody kaustycznej i nazwa Ormus. To jest jedna rzecz, a monoatomowe złoto to jest troszkę inna sprawa.
W każdym razie numer polega na tym, że mamy substancję, która oryginalnie jest czymś. Jeżeli weźmiesz to już tak bardzo naukowo w dzisiejszych czasach, normalnie rozrzucisz, wyobraź sobie, że masz substancję, która ma 64 protony na przykład z neutronami dookoła. I nagle się okazuje, że podgrzewasz tę substancję, temperatura spada z powrotem do normalnej i substancja jest już inna, chociaż na urządzeniu, które ją bada dalej jest tą samą substancją, ale już z tych 64 powłok zmniejsza się ilość do na przykład połowy, czyli przypuśćmy do 32 powłok. To jest dalej ta sama substancja, ale masz inne właściwości. Wygląda trochę tak, jakby nasz ulubiony pies wszedł do lustra i zniknął do połowy w lustrze. Druga połowa psa jest gdzieś w lustrze. Albo zniknął. Po prostu widzimy tylko połowę istoty. Ta istota robi „pstryk” palcami i się pojawia cała. Mi to się bardzo mocno kojarzy z tym, co widziałem na własne oczy.
Jeżeli chodzi o pojazdy latające na nieboskłonie, niekoniecznie pochodzące z tej planety, przynajmniej z tej cywilizacji. Może z tej planety tak, ale na pewno nie z tej cywilizacji tu i teraz. Z tego, co nazywamy cywilizacją. Absolutnie. To się po prostu pojawia. Nagle wychodzi jakby z szafy. Zawsze przypomina mi się kreskówka, taka stara amerykańska kreskówka ze Strusiem Pędziwiatrem i Kojotem. I Kojot na przykład miał takie walizki, że na środku pustyni otwierał taką walizkę i wyciągał z niej budkę telefoniczną. Wchodził do tej budki telefonicznej, która zamieniała się w windę, naciskał guzik i jechał do góry. Trochę coś takiego, że otwierasz walizkę, z której wyciągasz królika oraz całe umeblowanie pomieszczenia.
Za chwilę wyciągasz cały budynek, za chwilę wyciągasz jakiś pojazd kosmiczny, a wszystko to z małego kapelusza. Ten kapelusz jest bramą do innego wymiaru. Ja myślę, że to jest właśnie ta tajemnica, której się nieustannie strzeże, właśnie przed tym, żeby jak najmniej ludzi o tym wiedziało. Żeby ci, którzy mają kontrolę nad tą wiedzą, że jest coś takiego, niekoniecznie też oznacza to, że oni mają kontrolę nad tymi zjawiskami. Oni jak na razie mają tylko informację o tym, że te zjawiska istnieją. Gdyby mieli kontrolę nad tymi zjawiskami, Watykan wyglądałby jeszcze bardziej okazale niż piramidy w Gizie. Uwierz mi, naprawdę nic by nie zatrzymało tych frajerów, żeby użyć największych kamieni do zbudowania sobie kościółka. Ale niestety nie posiadają tej wiedzy. Natomiast wiedzą, że jest taka możliwość, bo ilość zebranych informacji przez te setki czy tysiąc lat oraz zrobionych eksperymentów wszystkich tych ludzi, których zaciągnięto, tych wszystkich zakonów, żeby podzielili się tą wiedzą z Watykanem, ogolono z tej wiedzy i konkluzje są dosyć jasne. To nie jest tak, że to jest jakaś tajemnicza historia.
To jest tylko tajemnicza historia, kiedy o tym nie wiesz, kiedy nie znasz reguły, która za tym stoi. Jeżeli natomiast jesteś człowiekiem wykształconym w tej alchemicznej dziedzinie i wiesz, skąd się biorą te wszystkie historie, to nagle transmutacja przestaje być zagadką. Przestała być zagadką jakiś czas temu dla naukowców. Wiemy o tym doskonale. Rosjanie się do tego przyznali. Amerykanie też się przyznali jakiś czas temu do transmutacji wielu pierwiastków w reaktorach jądrowych, bo właśnie te zjawiska, o których mówię, to jest w ogóle ciekawostka, przynajmniej dla mnie prywatnie, bo to był moment, kiedy ja musiałem się kopnąć w tyłek i pożegnać część informacji, które zbierałem przez parę lat i bardzo mocno się przyzwyczaiłem do tych informacji. Myślałem, że właśnie na tym to wszystko polega. Gdyby nie rzucenie okiem na te zjawiska, które zachodzą w reaktorach jądrowych. Przez lata zadawałem sobie pytanie, po jaką cholerę światu, nauce, w ogóle nam energia atomowa? Po co to jest?
I się nagle okazało, że właściwie wytrych do zrozumienia pewnych zjawisk właśnie prowadzi przez, czy chcemy, czy nie, reaktor jądrowy. Zresztą wracając do samego początku, do Marii Curie-Skłodowskiej, była to bardzo inteligentna kobita, która naukę traktowała o wiele szerzej niż nam się to popularnie mówi. Czym się zajmowała właściwie Maria Curie-Skłodowska? Poza tym, że nam się oczywiście mówi, że to pierwiastki radioaktywne i tak dalej, i tak dalej. Razem ze swoim mężem ta pani zajmowała się badaniem głównie tych niewyjaśnionych zjawisk i postulowała właśnie, że jest rodzaj niewidocznej radiacji, która jest związana z magnetyzmem, który odpowiada za pojęcie grawitacji. Że kiedy to trafi w nasze ręce, kiedy to będziemy mogli kontrolować, to w tym momencie będziemy mogli kontrolować grawitację. I żeby było zabawniej zajmowała się badaniem ludzi, którzy fizycznie lewitują. Nie jest to bynajmniej dowcip. W ich, państwa Curie oczywiście, salonie były bardzo ciekawe eksperymenty przeprowadzone. Bardzo ciekawe.
Ludzie latali, unosili się nad ziemią w otoczeniu nie tylko małżeństwa Skłodowskich, Curie, tylko w otoczeniu ich przyjaciół, ówczesnych światłych ludzi nauki. Można by tytuły i nazwiska długo wymieniać. Na pewno kilka z nich doskonale znasz, bo trafiło do historii, jak nie nauki, to literatury i kilku innych dziedzin. W każdym razie towarzystwo było zacne. Grono się zbierało i szukało jakiegoś medium i czasami się pojawiało takie medium. Ktoś, kto potrafił unieść się nad ziemię, ktoś, kto potrafił zrobić coś, co jest niewytłumaczalne z newtonowskiego punktu widzenia, który był narzucony i właściwie został narzucony światu przez Imperium Brytyjskie, bo nie ma w tym ani grama nauki poza próbą dominacji nad tą nauką. W każdym razie ta historia z atomem, długo dla mnie tajemnicza, nagle przestała być tajemnicza, kiedy się okazało, że właściwie te zjawiska, o których jest mowa, te zjawiska, które są na naszej planecie, występują w bardzo przyspieszonych procesach w reaktorach jądrowych. Tylko tam oczywiście od drugiej strony, bo są promieniotwórcze substancje. Ale zjawisko jest to samo, tylko że to drugi koniec kija i tam się dzieje dokładnie to samo. Też substancje nagle gubią część swoich mas protonowo-neutronowych i tak dalej, i zamieniają się w inne substancje.
Ciekawa rzecz. Czyli jednak ta transmutacja istnieje i istnieje w o wiele szerszym wymiarze. Bo jeżeli wiesz, jak to zrobić, wiesz, jak zbudować reaktor z naturalnych roślin, naturalnych substancji i tak dalej, to zamieniasz się powoli w alchemika. Takie reaktory robią szamani. To jest cicha tajemnica, która jest schowana za tą całą szamańską wiedzą, bo tam się dużo różnych rzeczy opowiada, ale w rzeczywistości to jest właśnie ten moment, kiedy starszy człowiek bierze sobie kawałek patyka, rozejrzy się po roślinach dookoła, zerwie parę listków z jednego krzewu, parę listków z drugiego, położy jakieś dwa kamyczki, weźmie patyczek i zacznie coś tym wykonywać na piasku. Taki niewielki rysunek, rozłoży to przed sobą. Mija dosłownie niecałe pięć minut i spada rzęsisty deszcz, a pan poprzesuwa te kamyki i nagle wychodzi słońce. I teraz jest pytanie, jak on to robi? Ponieważ na pewno nie jest to siła związana z kamykami. Żaden z tych kamyków nie jest reaktorem jądrowym, nie jest akceleratorem w CERN-ie, nie ma takiej mocy, ale jest coś, co powoduje, że bardzo niewielkie moce, dzisiejsza nauka nazywa to skalarny.
Matematyka skalarna, w fizyce się to stosuje, właśnie w reaktorach jądrowych i nie tylko, że bardzo małe zjawisko wzmocnione w odpowiedni sposób właściwie nie ma swojej limitacji, nie ma końca. To jest ta tajemnicza, inna matematyka, która pokazuje, że poza tym, co my tu sobie wyliczamy, taką główną rzeczą, która jest nie do wyliczenia, to jest na przykład słynne pi. To jest bramka do innego wymiaru. Po prostu wchodzimy, nawet używając liczb do innego wymiaru na tyle mocno, że tam już właściwie nic nie jest w stanie się skończyć. Tam ten ciąg po prostu się ciągnie, ciągnie tak długo, jak nam się chce to liczyć, bo gdzieś już tam zahacza o inny wymiar. W każdym razie, jeżeli sobie sprawdzimy to od tej strony, to taka bardzo ciekawa konkluzja, czym się właściwie operuje w tym świecie? Naszym własnym interfejsem. I to jest bardzo mocna konkluzja. To jest konkluzja, na którą wpadł dawno prawie każdy alchemik, który wykonał konkretną transmutację. Musiał to wiedzieć.
To jest ta konkluzja, na którą wpadli praktycznie wszyscy ci, którzy postanowili nagle odwiedzić wszystkie najstarsze religie albo szkoły filozoficzne świata. Nagle zauważyli, że dokładnie ta sama historia. Wszystkie te szkoły filozoficzne mówią o tym, że dokonujemy pewnej zmiany w samym sobie, w swoim własnym charakterze, że zmieniając emocje, zmieniając sposób, w jaki dealujemy z ludźmi za pomocą emocji, mówiąc pełnym zdaniem, powoduje zmianę wszystkich pól dookoła nas. I co wtedy? Wtedy zmieniamy się, nasze zdrowie wygląda lepiej. W ogóle wiele rzeczy wygląda lepiej dookoła. W ogóle zmieniamy cały świat. To jest ta niewidoczna rzecz. I mówią o tej niewidocznej sile jak o czymś normalnym. To jest najważniejszy element tej całej układanki.
To jest interfejs, to jest ten skalarny interfejs, że potrafimy się łączyć przez małe źródła zasilania. Mówiąc w skrócie małe źródła informacji, tak jak ten szaman, który sobie tam rozkłada trzy kamyki, parę listków, walnie patykiem w ziemię dwa razy i spada rzęsisty deszcz. On jest interfejsem. I teraz zobacz, czym się zajmuje właściwie organizacja pod tytułem czy Rycerze Maltańscy, czy te laboratoria, czy koniec końców, bo do naszych czasów rycerze dotrwali, posiadają wiedzę, może pewnego dnia ujawnią, co tam mają, a mają naprawdę bardzo dużo. Przede wszystkim na temat funkcjonowania energetyki człowieka. Naprawdę potężna wiedza zbierana przez chyba tysiąc lat prawie. Zakon istnieje krócej oczywiście, ale wiadomo, że dostali dostęp do troszkę starszych papierów i wiedzą trochę więcej niż normalny człowiek. Tylko trochę się mniej przejmują niż taki normalny człowiek. To też na tym polega sukces tych ludzi, że mają mniej stresu na co dzień, bo mają troszkę większą wiedzę i dzięki tej wiedzy kontrolują większy zasób rzeczywistości, którą stwarzają. W takim bardzo ogólnym skrócie mówiąc.
Ale później pojawia się organizacja taka, która nam jest znana pod nazwą Fundacja Rockefellera. Oczywiście wiemy, że nie kończy się to na Rockefellerze i jest to najprawdopodobniej, bo to też nie ma żadnych dowodów, organizacja założona przez te najbardziej majętne rodziny na świecie, które za wszelką cenę starają się utrzymać swoje status quo i swoją władzę. Dawniej byli to książęta niemieccy, Austriacy, Pruscy, Francuzcy i tak dalej. Może nie Francuzcy, bardziej niemieccy. Po pierwszej i drugiej wojnie światowej stali się potentatami bankowymi i właścicielami dużych korporacji finansowych. Właściwie z księciunia na roli stali się księciuniem finansowym. Tak jakoś wyszło. I ci ludzie finansują pewne badania, takie bardzo specyficzne i kilku z nich, tych najbogatszych ludzi ma Co dużo mówić, mocną fiksację na tym punkcie. I to jest właśnie Fundacja Rockefellera. Po co jest Smithsonian Institute, który zbiera najstarsze zabytki na świecie i nie udostępnia ani jednego?
Rozumiesz? Wyobraźieś sobie, że odpalasz instytucję, której zadaniem jest zebranie historii świata i jedyne co robisz przez 100 lat swojej działalności, to jak tylko znajdziesz coś, co jest kontrowersyjne, to od razu to zamykasz w skrzyni, chowasz i przypomina to ostatnią scenę z kultowego filmu „Indiana Jones”. Gdzieś w jakichś magazynach Arka Noego została schowana w takiej samej skrzyni jak wszystko inne pozostałe. Do konkretu, czym się zajmuje ta fundacja? Fundacja się zajmuje szukaniem doskonałej symulacji żywego organizmu. Zobacz, na jakich patentach siedzi. To są patenty związane z kodem DNA. To są patenty związane z medycyną, wręcz molekularną, bo to już się chyba nawet tak nazywa, że tam już się próbuje na bazie molekuł w ogóle przestawiać klucze w organizmie takie, które decydują o czymś tam. Próbuje się zrobić sztucznego człowieka, próbuje się sztucznie sterować życiem, jakby przenosić głowę jednego zwierzaka do drugiego i tak dalej. Rosjanie to robili.
Wiele krajów to robiło. Wielu ludzi próbowało ugryźć to od tej strony, bo ta pokusa jest bardzo mocna. Wiadomo, że nasze życie nie kończy się na fizyczności. Wiadomo, przynajmniej ci ludzie, którzy to robią, robią te badania i za nie płacą, oni doskonale o tym wiedzą. Co najwyżej ktoś, kto wychował się w normalnej szkole, w normalnym uniwersytecie może o tym nie wiedzieć, może nie mieć bladego pojęcia. Oni wiedzą, że interfejs, ten skalarny interfejs do całego kosmosu, nie wiem do czego. Do tego wielowymiarowego kosmosu właściwie. O, to już wiem, do czego. Jest przez nas samych. Wiedzą to rycerze maltańscy.
Wie to Watykan. Wie to każda duża religia. Wie to islam. Wiedzą to wszystkie poważne systemy filozoficzne, począwszy od hinduizmu, a buddyzmie kończąc. No i przede wszystkim takim bezpośrednim spadkobiercą tej wiedzy jest właściwie każdy szaman. Czy chce, czy nie, bo to jest dokładnie ta sama wiedza, jak operować pewnymi drobnymi procesami na poziomie takim niewielkim, parę kamyków, kilka listków i nagle robisz potężną burzę albo robisz nie wiadomo co, że zmieniasz całą kondycję świata dookoła. Jeszcze jak masz jakieś magiczne rośliny, to nagle się okazuje, że jesteś w stanie spokojnie operując, zostawiając tutaj swoją powłokę fizyczną, nie przejmując się za bardzo tym, co się z nią stanie, bo wszystko jest bezpieczne, wszystko cały czas chodzi, hula, dmucha i orkiestra gra, a ty jesteś w stanie wziąć swoją świadomość i polecieć na dowolną planetę w dowolne miejsce, zobaczyć, jak wygląda cały świat, zobaczyć swoje własne wizje, zobaczyć wiele różnych rzeczy. Na ile jest to prawdziwe, na ile nie, to już kwestia jak zwykle dyskusyjna w dzisiejszych czasach. W dzisiejszych czasach mamy bardzo dużo kwestii dyskusyjnych. W każdym razie te całe badania tych wszystkich fundacji Rockefellera i wszystkich podmiotów związanych z tą fundacją to jest nic innego jak szukanie owej doskonałej symulacji żywego organizmu.
Tylko po co? Po to, żeby zastąpić stuprocentowo żywy organizm i to w taki sposób, żeby mógł przenosić te wszystkie wibracje tego interfejsu, który się buduje na szerszą skalę. Oczywiście można powiedzieć, że okej, to jest tylko szukanie takiego doskonałego żołnierza. Ale nieprawda, ponieważ nie ma potrzeby szukania doskonałego żołnierza w dzisiejszych czasach, jakby było mało chętnych do mordowania. Zobacz, jak wygląda świat aktualnie. Naprawdę nie ma problemu, żeby zebrać armię i wysłać na drugi koniec, roztrzaskać kompletnie biednych, nikomu niczemu niewinnych ludzi w pył. I co? Jest jakiś problem z tym? Nie ma żadnego problemu. Ludzie się garną do armii, nie ma z tym problemu.
Dalej to działa jako instytucja komercyjna. Jakoś wcale nie popadła w ruinę. Wcale nie okazało się, że muszą już rozdawać ulotki w szkołach podstawowych. Jeszcze tego nie muszą robić. Czyli mają dużo chętnych. Czyli co? Biologiczny interfejs, jak się okazuje. Czyli wszyscy ci panowie z tych wszystkich tajnych organizacji, tajnych stowarzyszeń, mówię o takich prawdziwych, niekoniecznie o masonach, bo taka, co dużo mówić, podpierdolka mocna ta cała masoneria to bardziej banda pijaków niż ludzi światłych z jakąkolwiek wiedzą. Taka jest prawda, co dużo mówić. Polityka i otwieranie kolejnej flaszki, dzwonienie do agencji po jakąś dziewczynę albo chłopca, I don't know, bo to właściwie do tego się sprowadza.
Zamieniło się w politykę tego typu rzeczy. Także to są masoni w dzisiejszych czasach. Natomiast część tej wiedzy tam zostało. Tylko że już nie u masonów, ale bardziej u różokrzyżowców. Jeżeli już, to tam trzeba posługiwać się nawet łaciną i kilkoma, zdaje się innymi językami. Dobrze przynajmniej jest. Wracając do tych osadów z wody morskiej i badań Fundacji Rockefellera wygląda na to, że wiadomo, że świat składa się tylko w części z tego, o czym nas się uczy. Chodzi o te stałe substancje. Gigantyczna część rzeczy dookoła nas opiera się na nieustannym procesie transmutacji, o czym się nie chce mówić. To jest pożywką dla istnienia każdej religii na świecie, która twierdzi, że właśnie ten moment, kiedy my nie widzimy pomostu pomiędzy reakcją a akcją, to jest działanie ich Boga.
Wiesz, oni mają swojego Boga, który istnieje, jest wszechmogący. Strzela kogoś palcami i nagle coś się dzieje. Przynajmniej tak jest nam sprzedawany. Przychodzi natomiast ktoś inny i stwarza tą sytuację od zera, po czym się śmieje i mówi: „Wiesz co? Nie było tu żadnego Boga. No, chyba że ja jestem tym Bogiem”. I to jest ta różnica między wiarą a wiedzą. Zawsze. I moim zdaniem te wszystkie organizacje doskonale o tym wiedzą, bo to jest spuścizna, cała tradycja jeszcze z Egiptu, która została w Europie przechowana przez alchemików, przez właśnie owe szkoły hermetyczne, heretyckie, czyli w ogóle niepodlegające żadnej wierze i w ogóle dogmatom takich standardowych koncepcji na to, czym są te niewyjaśnione zjawiska. Ci ludzie zachowali tę wiedzę i wiedzą o tym, że to jest biologiczny interfejs.
O tym, że jest to biologiczny interfejs wiedzą też Rothschildowie, Fundacja Rockefellera, wiedzą ludzie, którzy siedzą gdzieś na szczycie Smithsonian Institute. Wiedzą wszyscy ci możni ludzie, ponieważ tak naprawdę za ich powodzenie odpowiada właśnie ta informacja. Gdyby nie to, że zainwestowali gigantyczną kasę właściwie chyba od lat 20. poprzedniego stulecia. To są miliony na stworzenie czegoś w rodzaju syntetycznego człowieka. Okazało się, że jak na razie nie ma opcji, żeby stworzyć taką wierną kopię człowieka, jakiegokolwiek żywego organizmu. Nikt nie potrafi tego zrobić. To są tylko mrzonki i opowieści science fiction. Natomiast w rzeczywistości jest to naprawdę amba. Nikt nie wie nawet, jak to ugryźć.
Nikt nie wie, czym jest kod DNA, poza tym, że jest to unikatowy marker naszego organizmu i informacji zawartej w naszym organizmie. I to tylko tyle możesz zlokalizować, że ta informacja u żywego organizmu jest powiązana z produkcją cukru albo jakiegoś hormonu. Nie do końca wiemy, czy za to odpowiada. To jest ciekawe pytanie. Jest takich pytań o wiele więcej. Jest na tyle dużo, że stawiają mocno pod znakiem zapytania używanie tego jako stałej wiedzy, że ktoś wychodzi i mówi: „Ja już wiem, jak jest i jest właśnie tak”. Nieprawda. Nikt nie wie, jak jest. Dalej jest kwestią eksperymentu, badań, poszukiwań. Jest słynna historia z DNA, która najbardziej mi się podoba.
To to, że kiedy już wszyscy naukowcy otrąbili poznanie tego kodu DNA i tak dalej. Słynna historia z tym, jak wtopili na ilościach sekwencji geotypu i zbankrutowali i tak dalej. Już nie będę opowiadał. Kiedyś opowiadałem. Musisz znaleźć w archiwum hiperprzestrzeni. Później się okazało całkiem nie tak dawno temu, że oprócz DNA mamy RNA, które jest schowane pod spodem, po DNA, czyli drugi kod, gdzie są zapisane informacje. I jeszcze zabawniej się okazało, że właściwie ten DNA, który mamy, jest niczym innym jak tylko tym kawałkiem, który odpowiada za nerkę, śledzionę i wątrobę, i to, jak fizycznie się buduje, konstruuje organizm. Natomiast całe rozkazy dla niego, całe pakiety informacji, że w ogóle ta wątroba się buduje, są schowane o wiele głębiej. To jest RNA 1 i teraz jest RNA 2. I bardzo ciekawe historie, które teraz wypływają, bo panowie naukowcy twierdzą, że właściwie na tym się nie kończy.
Mamy chyba do czynienia z czymś, co jest właściwie fraktalną konstrukcją i im głębiej wchodzisz, tym więcej poziomów RNA może być. Właściwie nie wiemy, ile jest tych poziomów RNA. To jest słynne równanie Mandelbrota, słynna historia. Dzieli się odcinek na dwa, później się prasuje kolejne dwa. Matematyka fraktalna to są te fraktalne wzory. Właśnie z tego równania Mandelbrota się wylicza wszystkie te fraktale na ekranie. I jak się okazuje, w ten sam sposób są schowane informacje w nas samych. Czyli właściwie nie wiemy, gdzie ta informacja się kończy. Żeby było zabawniej, my mówimy, że to koniec informacji albo szukamy końca informacji. A może to nie jest koniec informacji?
Może to jest właśnie to coś, co się ślizga już po tej powierzchni zupełnie innego wymiaru. Dlatego nam się wydaje, że to jest gdzieś tam koniec. To jest ten złoty podział. Matematyka opierająca się na tych sekwencjach, jak chociażby z filmu Andrzejewskiego i tak dalej, że mamy ten złoty podział, mamy tę liczbę pi i mamy ten inny wymiar, w którym literki ciągle zawracają i my nigdy nie jesteśmy w stanie skończyć tego równania. Nigdy nie ma końca po przecinku. Cały czas coś tam leci, cały czas jakieś liczby. Nigdy nic się tam nie kończy. Taka historia, która się wydarzyła cywilizacji. Normalne jest to, że jak się okazuje, część z nas zwariowała i postanowiła, że skoro nie da się kontrolować żadnego człowieka w 100%, bo nie da się kontrolować człowieka w 100%. Można założyć taką kontrolę, można spróbować, ale się zwyczajnie nie da.
Więc jedyna legalna opcja to jest zbudować taki organiczny interfejs, który będzie wykonywał rozkazy żywej istoty i będzie ją symulował na tyle, że będzie ona widoczna dla tych niewidocznych zjawisk. Bo my mamy troszeczkę inny sposób działania niż przedmioty. To jest ten klasyczny numer z tak zwanym eksperymentem szczelinowym i nie tylko, że obecność obserwatora ma wpływ na eksperyment, ale jak zamiast obserwatora postawisz tam manekina, to manekin już nie ma wpływu na eksperyment. To obserwator, fizyczna postać, życie. Manifestująca się postać człowieka, jego świadomość dokładnie ma wpływ na przebieg eksperymentu i jak na razie nikt nie wie, jak to wyeliminować. To jest ta słynna historia ze wszystkimi tabletkami, które znajdują się w aptece. Historia z placebo. Okazuje się, że te testy są robione w taki sprytny sposób, żeby dopuścić tabletkę do rynku, ponieważ korporacje farmaceutyczne doskonale o tym wiedzą. Z jednej strony mają z tego pożytek, a z drugiej strony są bardzo mocno przerażone, bo właściwie po takim gruntownym sprawdzeniu tych wszystkich medykamentów, które są na rynku, mówimy o około 90% specyfików. Dosłownie, wcale nie żartuję.
Okazuje się, że właściwie nie wiadomo, czy one działają, czy nie, czy mamy do czynienia z takim bardzo prostym efektem placebo. Z efektem placebo też jest gruba historia. Kiedyś powinienem o tym opowiedzieć, bo tam też jest pewna rzecz, która się już wymyka pojęciu placebo jako takiego. Że jest to taka fikcja, którą sobie człowiek wmawia i tak długo, jak sobie wmawia, tak długo to działa. Takie bzdury troszeczkę, taka próba zdyskredytowania świadomości tego, że człowiek zarządza swoją własną świadomością, swoim własnym życiem. To jest taka nieustanna próba zdyskredytowania inteligencji człowieka, czyli powiedzenie: „A, bo to twoje placebo”. Nie do końca. To placebo to jest coś więcej, ale wróćmy do tych farmakologicznych historii. Okazuje się, że Ludzie będący w grupie testowej danego tak zwanego „leku” w cudzysłowie mają różne nastawienie i od nastawienia tych ludzi i od nastawienia ludzi, którzy podają im ten lek, zależą wyniki. Jak się okazuje, wyniki tak zaskakujące.
Wyobraź sobie lekarstwo, które teoretycznie ma leczyć marskość wątroby i jak się okazuje, samo nastawienie ludzi, że wydaje im się, że mają coś, co leczy marskość wątroby, powoduje, że ta marskość może znikać przez jakiś czas oczywiście, kiedy nasza świadomość jest stymulowana tym impulsem. Korporacje farmaceutyczne doskonale o tym wiedzą. Dlatego jak masz paczkę tabletek, to nie jest to jedna tabletka, która cię wyleczy, tylko jest to garść 30 tabletek z napisem na opakowaniu: „Wróć za trzy tygodnie i kup kolejną”. A w przypadku, kiedy już będziesz dorosły, to musisz wziąć nie jedną, ale trzy tabletki i nie raz dziennie, ale trzy razy dziennie. Czyli musisz cały czas pobudzać ten swój biologiczny interfejs, który aktywuje wszystkie te procesy. To nie tabletka, tylko nasz biologiczny interfejs, który robi ten cały efekt, jak się okazuje. Ciekawa historia. To jest właśnie ten eksperyment, kiedy obserwator wpływa na obserwowany obiekt. I teraz wyobraź sobie, że próbujesz odpalić maszynę do innego wymiaru. W ogóle masz dostęp z tą tajemniczą technologią, informacyjną technologią i teraz nie jesteś przygotowany na to z wielu różnych powodów.
A powodów może być wiele. Ja tu je omijam. Generalnie efekt jest taki, że nie włączysz tej maszyny. Nie da się. Tu nie ma czegoś, co działa na przycisk. Tu jest twoja kondycja umysłu. Musisz być odpowiednio skoncentrowany, żeby wykonać taki lot. I teraz co zrobić, kiedy nie masz tej koncentracji, bo spędziłeś całe życie zbierając Ferrari i kolekcjonując nieszczęścia innych ludzi za pieniądze? Co zrobić dalej? Jedna opcja jest postawić całą kasę i całe zasoby na to, żeby pewnego dnia wybudować organiczny interfejs, który będzie na tyle głupi, ale jednocześnie będzie na tyle doskonały, że będzie mógł zastąpić na przykład takiego zepsutego człowieka i będzie mógł otworzyć przed nim bramy tego innego wymiaru albo wielu wymiarów, dzięki czemu on będzie mógł pozyskać tę informację, nie musząc dokonywać wewnętrznej transmutacji, czyli nie musząc zmieniać się.
Czyli nagle ktoś, kto w bardzo wielkim skrócie jest na przykład handlarzem bronią, będzie chciał wejść w to pole informacji, ale pole informacji jest dosyć okrutne i trafia tam cała suma wszystkich rzeczy, które robimy. Czyli jeżeli jest handlarz bronią, to dostanie informację o wszystkich ludziach, którzy zostali zabici z broni, którą nie tylko on wyprodukował, ale w ogóle została wyprodukowana na świecie, ponieważ on produkując broń, dołącza do tego w cudzysłowie zacnego grona. Także to nie jest tylko krew ofiar z jego pistoletów, ale to jest krew wszystkich ofiar ze wszystkich pistoletów w tym momencie, która się klei do niego. To jest ten tajemniczy magnetyzm w naszym życiu. I teraz, jeżeli coś takiego do niego wróci, chłopak może nie przeżyć takich wizji brutalnych, może zobaczyć takie sceny, które spowodują, że zwariuje i już nigdy nie uśnie i dostanie zawału serca od razu. Ale jest jedna rzecz, która teoretycznie jest bardzo pożądana przez takiego dżentelmena. Wszystkie rozwiązania technologiczne pod tytułem jak jeszcze skuteczniej i jeszcze szybciej zabijać i unicestwiać życie na Ziemi. Wiadomo, że technologia doszła do takiej granicy, że już więcej nic nowego nie wymyśli, że każda bomba, która jest eksplozją, po prostu co najwyżej zwieje całą planetę Ziemię. Ale taki koleś też chce przeżyć na tej planecie, bo właśnie po to zabija innych ludzi, żeby mieć więcej dla siebie. Więc jedna opcja, jaka istnieje dla tego dżentelmena, to jest próba wybudowania organicznego, biologicznego interfejsu, który przejmie na siebie rolę komunikacji pomiędzy wymiarami w taki sposób, żeby ludzie, którzy nie są do tego przygotowani, nie są do tego gotowi, mogli skorzystać z tej informacji i nie dostali, że tak powiem, side effectu, czyli z powrotem tego, z czym przychodzą.
Czyli próba wymyślenia sobie takiego bufora, na którego zwali się wszystkie te rzeczy, które ewentualnie mogłyby przyjść z tamtej strony, a wcale byśmy nie chcieli ich rzucać sobie na głowę, bo na przykład chcemy mieć jako producent broni informację o tym, jak wyprodukować maszynę, która zabije wszystkich, ale nie chcemy poczuć tej sytuacji, kiedy to jest, kiedy zabijamy wszystkich. A jest to kompleksowa sytuacja, bo w tym momencie wiedza jest zawsze sprasowana właśnie z tym stanem emocjonalnym. To jest to pole morfogenetyczne. Zwierzęta to czują, wszyscy to czujemy. To jest ten telefon, który zanim zadzwoni, to wiemy właśnie, że mama dzwoni albo tato dzwoni, albo ktoś tam i dzwoni z drugiego końca świata. To jest to zjawisko, że masz informację, masz emocję, która daje ci możliwość skorzystania z informacji. Także jeżeli emocja jest krzywa na wejściu, informacja może cię zmiażdżyć. I ci ludzie doskonale sobie z tego zdają sprawę. Ja myślę, że to jest ta historia schowana właśnie w tych opowieściach pierwszotestamentowych, biblijnych tak zwanych z obsługą Arki Noego. Została ta legenda, że musisz mieć specjalną kamizelkę, która jest ze specjalnych kamieni szlachetnych i te kamienie mają taką radiację, że dzięki temu możesz się zbliżyć do arki na konkretną odległość i wypowiedzieć swoje życzenie i ono zostaje zrealizowane.
I nawet jeżeli masz w cudzysłowie nasrane do głowy, to nie zamienisz się w pył, bo te kamienie zmieniają pole dookoła ciebie, przez co jesteś w stanie funkcjonować w tych wszystkich informacyjnych hecach, w tym czymś, co robi ten reaktor. Właśnie, bo ten reaktor troszkę chyba inaczej działa, ale to jest kwestia tego, że to my jesteśmy na bakier w ogóle z informacją w kosmosie i w ogóle wszędzie na świecie, można powiedzieć w kosmosie, bo dla nas bardzo często jest to tylko prąd elektryczny. A tu się okazuje, że mowa jest o czymś bardzo grubym, że to my jesteśmy tym biologicznym interfejsem i każdy z nas jest interfejsem do kosmosu. I właściwie cała ta zabawa w kontrolowanie ludzi Te eksperymenty socjotechniczne, wymyślanie krajów typu Trzecia Rzesza, wymyślanie krajów typu Chorwacja, Serbia i tak dalej. Dzielenie tego wszystkiego na kawałki, wymyślanie narodowości, flag i wszystkich tych armii. Dzikie pomysły na życie na tej planecie właśnie biorą się stąd, żeby sprawdzić, jak daleko eksperymentalnie da się posunąć ten żywy interfejs, żeby w sytuacji, kiedy się okaże na końcu, że jednak się nie da zbudować tego biologicznego interfejsu od zera, że trzeba będzie na kimś polegać. Ale wiadomo, że ten interfejs musi być wybrany niejako i też nie może robić tego do końca świadomie, bo jeżeli będzie robił świadomie, to też może wylądować w tej sytuacji jak sponsor. Czyli co z tego, że ma Ferrari, skoro nie może wejść do innego wymiaru? A bardzo by chciał, bo tam może pomnożyć swoje pieniądze i wrócić z dowolną ilością wszystkiego z tamtego wymiaru. Tylko że nie może tam wejść, bo nagle się okazało, że jest tak zakochany w tym, co jest w tym wymiarze, że po prostu odbija się od tej ściany.
Ba, nawet nie widzi tej ściany. Zresztą słynne legendy z Ameryki Południowej, bardzo słynne. Kiedy Hiszpanie gonili niektórych i niektórzy z tych Indian, którzy posiadali wiedzę, uciekali. Ponoć trzymali w rękach jakieś kawałki papirusów, trzymali w rękach kawałki koralików. Być może było to pismo Quipu. Nie wiem. To jest legenda. Przynajmniej z tego, co ja wiem, to jest to legenda. Nie mam takiego fizycznego potwierdzenia, ale w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. To towarzystwo po prostu biegło.
I jak są takie bramy, to wygląda jak brama wyrzeźbione w potężnych kamiennych blokach, właściwie wytopione w tych blokach chyba. Wygląda jak bramy. Wiesz, o co mi chodzi. Są takie rzeczy w Ameryce Południowej. Nigdzie się tam nie wejdzie, bo po prostu jest to kamyk. To tak, jakby ktoś futrynę wyrzeźbił sobie w drzwiach z takim wgłębieniem na 50 centymetrów. I ci Indianie biegli z tymi kartonikami, rzemykami, czymś tam, co mieli w ręku. Wbiegali dokładnie w te bramki i znikali w tych bramkach. To jest legenda. Czyżby te bramki były przejściem do innego wymiaru?
Wiesz co? To jest taki naturalny odruch mój jako dziecko, kiedy jeszcze jedyną postacią, którą znałem z tego zagadnienia, był Erich von Däniken. Słynna legenda właściwie do dzisiaj, jeszcze większa nawet chyba dzisiaj. Kiedy widziałem te zdjęcia w jego książkach, to było takie oczywiste, że to muszą być bramki do innych wymiarów albo coś w tym stylu. Okej, w naszym wymiarze kończy się to kamienną ścianą, ale jeżeli wiesz, jak to obsłużyć, może zmieniasz coś tam i przelatujesz do innego wymiaru przez to. To jest takie przechodzenie przez ścianę, że wchodzisz do szafy, a wychodzisz na środku pustyni, a szafa znajduje się u ciebie w domu, gdzieś przypuśćmy, I don't know, gdzieś w Polsce. Wiesz, o co mi chodzi. Taka bajkowa historia. No i to jest, myślę, cała ta historia związana z wpływem emocji na rzeczywistość, jaką generujemy. Też nam się o tym nie chce mówić za mocno i za bardzo.
Właściwie bardzo się nas z tego strzyże i w ogóle unika się tego tematu. Ludzie nie chcą o tym mówić. Nauka strasznie negatywnie to traktuje. Ale widzisz, prosta rzecz, też można powiedzieć legendarna historyczna rzecz, bo to już minęło prawie 30 lat od tych badań. To początek lat 90. Masaru Emoto. Pierwsze próby zamrażania wody i fotografowania tej wody. I okazuje się, że większy wpływ na wodę ma nie skład chemiczny fizycznie wody, ale sposób, w jaki myślisz ty, trzymając szklankę wody. I to ty zmieniasz skład chemiczny tym, co myślisz w swojej własnej głowie, a nie skład chemiczny zmienia ciebie w drugą stronę. I to jest ten biologiczny interfejs.
Potwierdzenie tego jest wszędzie. Właściwie cała natura jest tylko i wyłącznie potwierdzeniem tego konceptu biologicznego interfejsu, że to my jesteśmy tym interfejsem z kosmosem, z wielowymiarowością i że jest to połączone z emocjami, które trzymamy w swojej własnej głowie. Tak długo, jak mamy fajne emocje, tak długo sprawy się dzieją fajnie dookoła nas. Taki szaman musi mieć poukładane w głowie, żeby wykonać taki skok w kosmos. I to konkretnie. A teraz wyobraź sobie taki obrazek z Egiptu, takie rzeźby, że jest rzeźba, a z tyłu za głową jest takie duże słońce wyrzeźbione. Co to oznacza? To musi być metafora czegoś bardzo mocno związanego właśnie z tym przechodzeniem do wielu wymiarów. Nagle dystans pomiędzy słońcem a twoją głową znika. Właściwie można powiedzieć, że słońce jest w twojej głowie.
To ty jesteś słońcem. To ty jesteś na stałe połączony ze słońcem. Każda istota jest połączona ze słońcem oraz każda istota jest połączona ze sobą. Jest połączona głową. W głowie jest ten niesamowity przetyczek, właściwie nie przetyczek. To tajemnicze miejsce, które jest tą nieskończonością, które powoduje, że manifestujemy się w tym ciele. Przynajmniej tak mówią wszystkie starożytne szkoły, które traktowały zagadnienie, czym jest człowiek, a czym człowiek nie jest. Konkluzja zawsze była taka sama. To my stwarzamy sami siebie na tej planecie, a nie odwrotnie. Ale to było, obrazek z Egiptu, te duże słońce z tyłu głowy.
A teraz zobacz obrazek z dzisiejszych czasów. Reklama. Koleś się kiepsko czuje, coś tam, coś tam. Naciska guzik, wylatuje coś z takiej ściany w opakowaniu. Otwiera, rozrywa to opakowanie, wyciąga tabletkę, przyciska czerwony guzik. Po 30 sekundach się uśmiecha do kamery i mówi, że właśnie wszystko mu już przeszło i że nie musiał nic robić. I najlepsze są te reklamy, w których dziewczyny, które mają trudne dni w życiu kobiety, takie uśmiechnięte mówią: „Mam trudne dni, ale to wcale nie jest problem, żebym spędziła cały dzień w biurze”. Coś w tym stylu. Z cyklu człowiek, który jest poddany pewnemu procesowi, który wymusza na nim pewne zupełnie inne zachowania, nagle musi się konfrontować z tym, że nie ma okazji na przeżycie tego po swojemu. Tak jak jest zbudowany jego organizm na wyspanie się, zregenerowanie i tak dalej, i tak dalej.
Tej opcji nie ma. Natomiast jest inna opcja, która jest sprzedawana i to jest opcja, w którą bardzo dużo ludzi uwierzyło. Że można sterować organizmem z zewnątrz za pomocą farmakologii. Że bierzesz tą czerwoną tabletkę, przyciskasz, tak w cudzysłowie mówię, jakbyś przyciskał czerwony przycisk i ona cię leczy. I to jest zaprzeczenie tego wszystkiego, o czym mówi Masaru Emoto. To jest zaprzeczenie wszystkiego, co my wiemy z dziedziny fizyki. To nie takiej fizyki dla idiotów z uniwersytetów, żeby zrobić dyplom i mieć pieczątkę z buraka. Tylko mówimy o tej laboratoryjnej fizyce, gdzie panowie siedzą przy reaktorach jądrowych i widać, jak materiały transmutują i widać, że wszystko się zmienia. I materiały, które nigdy nie powinny zmienić swojego stanu i zamienić się jedno w drugie, nagle zamieniają się w cokolwiek chcesz. I nasze interakcje z tym wszystkim, interakcje naszych myśli przede wszystkim.
Pole, jakie robimy, to odczytywalne pole, które już teraz nauka nazywa aurą, które jest bardzo mocno widoczne. Z nauką jest tak dzisiaj, że ma bardzo poważny problem, żeby połączyć dwa wątki. Nie ma problemu, żeby ci powiedzieć o tym, że w eksperymencie szczelinowym najważniejszy jest obserwator eksperymentu. Natomiast jest bardzo duży problem, żeby nauka powiedziała, że człowiek ma własną energię i że oddziałuje tą energią na zewnętrzny świat. Nie, to już jest takie troszeczkę dodgy, podejrzane. Za dużo człowieka w tym wszystkim, za mało maszyny. Ale z drugiej strony przecież co oni robią? Dokładnie mają to samo, tylko że boją się powiedzieć otwarcie, ponieważ byłaby to konkluzja z drugiej strony. Trzeba było robić, jak to się po angielsku nazywa, reverse technology, czyli odwróconą technologię, czyli zastanowić się: „Okej, czyli wszystko, co do tej pory robiliśmy, jest absolutnie bzdurą, jest permanentną bzdurą”. My właściwie ciągle próbujemy zbudować kółka zębate, które zastąpią miliardy, gazylardy nanowłókien w naszych mięśniach.
To się nigdy nie uda, nigdy tego nie zrobimy. Nie mamy takiej technologii. I też chyba nie o to chodzi, żeby budować replikę repliki, bo to naprawdę nie ma żadnego sensu. Tym bardziej jeżeli jesteśmy jednym gatunkiem, który jak się spotka, płeć przeciwna jest jedna z drugą, znaczy żeńska z męską, to nie trzeba spędzać godzin w laboratoriach, nie trzeba studiować budowy organizmu, niesamowitych rzeczy, nanowłókien, konstruować mózg, programować ten mózg tej symulacji, która miałaby powstać. Tylko w ciągu, można powiedzieć, jednej upojnej nocy jesteśmy w stanie stworzyć i to nie replikę, ale oryginał takiej istoty. Rozumiesz? Więc jaki jest sens budowania jakiejkolwiek repliki, skoro nie mamy bladego pojęcia, skąd się biorą te moce? Oczywiście pojęcie mają kilka organizacji na świecie. Ci ludzie mają pojęcie. Jest kilku takich ludzi.
Ale co z tego, że mają pojęcie, skoro też nie mają narzędzi, żeby to zrobić? Ponieważ miejsce, gdzie się postawili, jest takim miejscem, że jak wchodzą do tej sali, gdzie stoi woda według eksperymentu Masaru Emoto, to tą wodę szlag trafi przez samo obcowanie z kimś takim, kto jest tak pogięty w środku i odpowiada za taką ilość zbrodni na świecie w postaci kapitalizowania ludzkiego życia i tak dalej. Mówię o bankierach, ludziach stojących właśnie za Fundacją Rockefellera. Przecież ci ludzie nie przeskoczą bramy do krainy Duat, bo się spalą, na popiół się spalą w tym wszystkim. Już tam nie ma czegoś takiego jak dobre myślenie. Tam jest tylko szukanie profitu i szukanie tego interfejsu, żeby wykonał to za nas. I jest taka zabawna historia, o niej czasami wspominam. Wszyscy ci bogaci ludzie, najbogatsi, wyobraź sobie, mają wykupione bilety na lot w kosmos. To nie jest dowcip. Uwaga!
Są komercyjne loty. Możesz sobie wykupić i mają je wykupione. I żaden z nich nie poleciał, bo oni się boją nawet tego doświadczenia, że co się stanie, kiedy nagle poczują nieważkość. Oni są tak mocno w grawitacji, boją się, co się stanie z ich sposobem myślenia o rzeczywistości, kiedy tylko nogi przestaną czuć to oddziaływanie planety Ziemia. Mogą się przelecieć prywatnym odrzutowcem, mogą przepłynąć prywatnym jachtem, ale nigdy nie polecą poza, ponieważ się boją. Natomiast mają swoich ludzi i najchętniej gdyby mogli, to wysłaliby właśnie kogoś, kto poleciałby za nich, a oni mogliby to poczuć, ale tak bezstratnie. Czyli w każdej sytuacji, kiedy mogło być podejrzenie braku komfortu, że nagle zaczyna docierać do niego świadomość, do takiego dżentelmena kompleksowości naszych czynów na tej planecie, czyli tego, że nie robimy źle, że pieniądze, nawet jeżeli już tu są, to powinny służyć do zupełnie czegoś innego. Że rozwój jest czymkolwiek innym. Że dbamy o siebie nawzajem, a nie tylko o własną rodzinkę psychopatów. Że budujemy całe środowisko i jesteśmy na układzie partnerskim z każdym drzewem, każdą trawą, która sobie rośnie i z każdą żyjącą istotą, czy z zającem, czy motylem latającym po niebie.
Zając akurat nie lata, zając skacze, ale wiemy, o co chodzi. Albo zanegujesz ten fakt i w tym momencie emocjonalnie nie będziesz miał tego kluczyka do otworzenia tego zamka, do bycia tym interfejsem biologicznym, tym organicznym interfejsem do tych mocy, żeby przez to skalarne zjawisko otworzyć tą bramkę do wielu wymiarów. No albo masz. I to jest dokładnie tylko i wyłącznie historia oparta na naszym stanie emocjonalnym, jak się okazuje. Zresztą mowa była o tym czasami przy niektórych eksperymentach Nikoli Tesli. To było bardzo mocno pomijane i Tesla za każdym razem, kiedy próbował coś o tym powiedzieć, był traktowany troszkę jak taki przygłup. Taki: „O, Tesli odjechało na starość, o za dużo prądu się nawdychał”. Takie gadki klasyczne. A się okazuje, że pan troszkę kumał na starość coraz lepiej i zdawał sobie sprawę, że jest coś więcej niż to, nad czym pracował. Zresztą miał koncept, żeby opracować to właśnie coś więcej, odkryć to coś więcej.
Nigdy mu się, zdaje się, nie udało. No nie zdaje się, tylko na 100% mu się to nigdy nie udało. W żadnej z maszyn, które zaprojektował, nie ma ani śladu tego zjawiska. Jest bycie na tropie. Ale nigdy nie doszedł aż tak daleko. Potrzeba było prawdopodobnie reaktorów jądrowych, prób atomowych, potrzeb było masę rzeczy na świecie, które się wydarzyły przez kolejne 100 lat po Nikoli Tesli, żebyśmy powoli zaczęli łapać, że konstrukcja tego świata, tego całego kosmosu jest naprawdę bardzo prosta i żeby było zabawniej, my jesteśmy częścią tej konstrukcji. Taką częścią, której się nie da zastąpić symulacją organiczną i właściwie to oprogramowanie w nas to są emocje. To my sterujemy tym oprogramowaniem. I to jest tajemnica związana z naukami, które serwują rycerze maltańscy. Jeżeli kiedykolwiek trafiłeś, bo ci panowie i panie robią takie wykłady, prelekcje na temat pewnych rzeczy, które wiedzą.
Może nie bardzo dużo, ale dosyć sporo na ten temat mówią, szczególnie ludzkiego organizmu. I zobaczysz ślad tych wszystkich rzeczy dokładnie w tej informacji, którą oni przekazują. A wiemy, skąd mają informację. Wiem, że to nie są głupki, nie urodzili się wczoraj. Mają dostęp do lepszych bibliotek niż cokolwiek z nas jest w stanie sobie wyobrazić i mogli pozbierać trochę więcej informacji. I nawet czy chcą, czy nie, zawsze im się trochę więcej wymsknie, bo tyle wiedzą. Także te wykłady są z troszkę innego punktu widzenia prowadzone bardzo często. Wracając do historii piramidalnych i wielkich cywilizacji. Dużo ludzi zadaje sobie pytanie, co to w ogóle oznacza. Może ten kształt to jest próba odtworzenia tak zwanej złotej geometrii, złotych podziałów i tego typu historii.
Ja myślę, że jest to troszkę strzał w bok i to wynika z przesunięcia rozumienia tej całej koncepcji. Bo to jest taki pomysł, że jeżeli ja poskładam konkretny kształt, to kształt będzie oddziaływał na wszystko. Ale i tak, i nie. To właściwie my składamy ten kształt, czyli wpierw musimy znaleźć ten kształt w sobie, go zamanifestować. Z tą piramidą to jest ciekawa historia. Bo właściwie co oznacza piramida? Bo to jest ciekawa rzecz, taka konkretnie ciekawa. Oznacza, przynajmniej według mnie, kosmiczne wymiary i nie tylko według mnie, bo te kosmiczne wymiary możesz sobie sprawdzić poprzez wyliczanie wszystkich ustawień piramidy. I wiadomo, że ktoś, kto to budował, miał wiedzę, która występuje tylko wtedy, kiedy oderwiesz się od tej planety, polecisz w kosmos, sprawdzisz wszystkie te cykle precesyjne, sprawdzisz cały układ galaktyczny. Gorzej!
Polecisz do Drogi Mlecznej, gdzieś tam w środku Drogi Mlecznej wylądujesz, bo to jest ustawione Drogą Mleczną. Ale od innej strony, bo kto by z tej planety kiedykolwiek mógł dolecieć do centrum Drogi Mlecznej? Nie ma takiej fizycznej możliwości. Może ta wyprawa była zupełnie inna. Może to chodzi o metaforę kosmicznych wymiarów, o ustawienie Ziemi, o ustawienie nas samych w tym wszystkim. Ja myślę, że to jest większa sprawa, bo wiem, że dużo ludzi w dzisiejszych czasach ciągle targa tą piramidę i chce produkować tam prąd. Nieustannie chcą produkować prąd, bo wydaje im się, że jakakolwiek energia na świecie to jest produkcja prądu. Przykładem jest tak zwana słynna bateria z Bagdadu, ale nie do końca jest to tylko i wyłącznie urządzenie, które jest w stanie produkować prąd. To urządzenie jest w stanie produkować troszkę inne rodzaje energii. Jeżeli znasz się trochę na technologii, ja tu nie będę wbijał w temat, to wiesz, o co chodzi.
To jest urządzenie, które możesz postawić w bardzo radiacyjnym środowisku, czy to magnetycznym, czy grawitacyjnym. Przy odpowiednim załadowaniu zachowuje się jak reaktor, bo to jest właściwie konstrukcja reaktora. I teraz pytanie, czym to było załadowane? Oczywiście współczesny człowiek powie: „Energia, prąd!", czyli na pewno jakiś prąd tam był robiony, ale może chodziło o coś zupełnie innego. Może to była skalarna siła, gdzie biologicznym interfejsem był koleś, który to obsługiwał. Tak jak dzieje się to w dzisiejszych czasach przy eksperymentach naukowych. Dokładnie ta sama historia. Tak samo przy testach leków i tak dalej. Swego czasu zrobiono takie testy na zasadzie, że wyeliminowano człowieka z testów tabletek i po zrobieniu rzeczywistych testów, jak się zachowują te tabletki, okazało się, że 90% z tych tabletek nie działa tak, jak trzeba. W ogóle nie działa i ciężko mówić o jakiejkolwiek skuteczności.
Dlatego wspominałem o tych korporacjach farmaceutycznych, które są przerażone tematem placebo, tak zwanego placebo, bo jak się okazuje, są chyba największymi ofiarami owego placebo i to takiego jeszcze krzywo ustawionego, można powiedzieć, bo tymczasowo, gdzie wszystko jest na ten czerwony przycisk, że pierw wywołują u pacjenta szczególną emocjonalną atmosferę, że ktoś daje ci teraz lek, który uratuje ci życie. Właśnie teraz! Słuchaj, musisz zdrowieć. I zdrowiejesz. Ale co się dzieje, kiedy nie dostajesz tabletki? Kiedy nie możesz przycisnąć przycisku? Kiedy się maszynę zablokowało, to co wtedy? Umierasz. A jak się okazuje, nie powinniśmy umierać, bo kolejne rzeczy wysuwają się z tej prehistorii. Ale tu mam jedną rzecz, którą koniecznie chcę dzisiaj wrzucić do tych moich rozważań.
Sekundę, muszę poznajdować. Otóż mam ciekawę rzecz na temat piramid, bo właściwie z tymi piramidami... Jeszcze wchodzę na czat, bo ja ciągle jestem na czacie. Chatrnf.hatango.com. Pozdrawiam wszystkich na czacie. Tam jednym okiem śledzę tę historię. Co wiadomo w ogóle na temat piramid? Bo oczywiście moje spekulacje są moimi radosnymi spekulacjami i wcale nie muszę mieć tu racji. Ale w Rosji był taki program naukowy, że budowano piramidy. Było kilku ludzi, łącznie z doktorem Alexandrem Golodem.
Który zbudował piramidę. Ta jest akurat na Ukrainie. Jest kolejna zbudowana teraz w Tomsku. Bardzo ciekawe eksperymenty są tam robione. Jest tam duży kryształ wstawiony, taki potężny kryształ. Zresztą jest doskonały dżentelmen, który doskonale operuje w języku polskim i opowiada bardzo ciekawe rzeczy. Opowiada, o czym wie rosyjska nauka, a o czym nam się oficjalnie w ogóle w szkołach nie mówi. Natomiast to wiedzą panowie z uniwersytetów, które szkolą ludzi pracujących później przy reaktorach jądrowych, przy broni nuklearnej i tak dalej. To są ludzie, którzy widują transmutację na własne oczy. Zapomniałem, jak się pan nazywał.
Jest aktualnie seria rozmów z tym dżentelmenem. Jak sobie przypomnę, to puszczę linka na czacie na 100%. Ale wracając do piramidy. Co możemy potwierdzić na temat działania piramidy? Bo jest kilka faktów. Pierwszy z nich to, że wzmacnia system immunologiczny żywych organizmów. Kompozycja leukocytów we krwi wzrasta. To jest rzeczywista sytuacja, która się dzieje, kiedy stoisz w piramidzie i jest to normalnie badane naukowo. Tu nie opowiadamy sobie bajek. W tym momencie czytamy sobie specyfikację naukową prosto z Rosji po iluś tam latach robienia badań, eksperymentów z piramidą.
Kolejna rzecz. Podnosi współczynnik regeneracji komórek, czyli wzmacnia ten współczynnik. Komórki się zaczynają regenerować w naszym organizmie. Normalnie nauka mówi, że nie ma takiej opcji. Jesteśmy mechanizmem, który idzie tylko w jedną stronę. Umiera. Rekonstrukcja w drugą stronę nie istnieje. To jest oficjalne stanowisko nauki. Ale jak się okazuje, nauka a rzeczywistość to są zupełnie inne bajki. To troszeczkę tak, jak Harry Potter, a ty idący do pracy.
Podobne, ale nie jesteś Harrym Potterem chyba. Albo ja też nie jestem. Anyway, wiesz, o co chodzi. Różnica między bajką a rzeczywistością. Kolejna rzecz, która się dzieje w piramidach. Przechowywane nasiona od jednego do pięciu dni. Rośliny, które są później sadzone z tych nasion, które tam parkują od jednego do pięciu dni w tej piramidzie, są naświetlane, mają o wiele wyższe plony. Czyli jeżeli tam wsypiesz nasionka do piramidy, potrzymasz przez te pięć dni, później posadzisz to zboże, to masz więcej plonów niż normalnie. Wow! Znik i las.
I mamy las z powrotem. Kolejna rzecz. Zwiększa ilość ozonu w atmosferze dookoła miejsca, gdzie stoi taka piramida. I to zostało zbadane w Lake Seninger Pyramid. To była ta piramida, w której to zbadano. Okazało się, że na zewnątrz powietrze się spontanicznie ozonuje i robi się bardzo zdrowe. Czyli ciężko zachorować na zapalenie wirusowe chociażby. Kolejna rzecz, że aktywność sejsmiczna blisko piramid pokazuje... Tłumaczenie z angielskiego, czyli od tyłu wszystko. Kiedy mamy piramidę i aktywność sejsmiczną, to wygląda na to, że budynek absorbuje część tej aktywności sejsmicznej, przejmuje na siebie i w ogóle nie podlega rozpadom.
Po prostu jest odporny na wstrząsy sejsmiczne i w jakiś taki fajny sposób je troszeczkę niweluje. Kolejna rzecz to że dookoła piramidy jest inny — ja to tłumaczę tak w locie teraz z angielskiego, powinienem z rosyjskiego, ale to jest oryginalne po angielsku — zmienia się pogoda dookoła piramidy, że na przykład skoki powody potrafią być takie dosyć konkretne. Mówiąc po ludzku, że jak grzmotnie burza, to naprawdę jest konkretna burza przy piramidzie i to taka solidna. Nie ma nigdy tak raczej pośrodku, raczej taka konkretna pogoda zawsze. I piramidy wybudowane na południu Rosji, właśnie ciekawa rzecz, wywierają pozytywny efekt na produkcję ropy. Jak się okazuje, po prostu zbierają więcej z tych pól. Po prostu więcej ropy wyciągają z pola, kiedy stoją tam piramidy. I jest to naukowo zbadane przez moskiewską akademię naukową i tam jest dział olejów i gazów, czyli ropy i gazu. I dokładnie ta akademia to zbadała. I takie są zachowania, które występują w naturze.
Stawiasz piramidę i nagle możesz tego oleju i gazu siorbać o wiele więcej i efektywność pola, z którego to ciągniesz, jest po prostu większa. Kolejne takie ciekawostki na temat piramid to to, że około 5000 więźniów było przetrzymywanych w tej piramidzie. Dostało specjalną sól i pieprz, który był naświetlany w tej piramidzie przez jakiś tam konkretny okres czasu, żeby to pole, które jest w piramidzie, przeszło na tę sól i pieprz. I się okazało, że później więźniowie, te 5000 więźniów używających właśnie owej soli i owego pieprzu naświetlonego w piramidzie zmniejszyło swoją agresję. Wyobrażasz to sobie? Ciekawa historia. Naświetlasz coś w piramidzie i nagle się okazuje, że dajesz to komuś i był to agresywny człowiek i po paru chwilach przestaje być agresywnym człowiekiem tylko dlatego, że to, co się naświetliło w piramidzie, on to nosi w kieszeni. Oczywiście test tzw. żywych kultur pokazał wzrost właściwości przetrwania tej kultury. Komórki są mocniejsze, lepiej się reprodukują i tak dalej.
Po wszystkich infekcjach i wirusach szybciej wracają do zdrowia. Radioaktywne substancje pokazują spadek swojego promieniowania radioaktywnego wewnątrz piramid. Troszkę tak, jakby piramida ściągała owe promieniowanie. Co tam jeszcze z takich ciekawych rzeczy? Że w bardzo ciekawy sposób potrafią naładować baterie. Były takie eksperymenty prowadzone przez Rosjan. Wkładano akumulatory i baterie do piramidy, i się ładowały. Zresztą ten numer się wydarzył kilka razy w piramidzie w Gizie, tej największej w Egipcie. I to jest historia opowiadana przez kilku ludzi, operatorów filmowych, którzy kręcili tam dokumenty, bo zdarzyło się tak, że bateria była nienaładowana do końca w jakimś sprzęcie do nagrywania, czy to były mikrofony, czy to była kamera. I się okazało, że po wejściu do piramidy ta bateria cały czas chodziła.
Normalnie na tym małym zakresie, który tam był naładowany, powinna paść po pięciu minutach, a się okazuje, że się doładowała. W ogóle dużo jest takich przypadków akurat w piramidzie w Gizie notowanych przez turystów. Nie wiem, na ile jest to prawda, bo sam tego osobiście nie sprawdziłem, ale dużo ludzi, którzy tam byli wewnątrz, wykupili tę całą pełną wycieczkę. Ona nie jest tania. Nie wiem, ile teraz kosztuje, jak to jest organizowane. W każdym razie biorą ze sobą aparaty cyfrowe tudzież tego typu urządzenia, telefony komórkowe. Nagle się okazuje, że telefony się troszeczkę, w cudzysłowie, doładowały podczas pobytu w piramidzie i niekoniecznie tracą swoją energię tak jak normalnie. Także jest taki fenomen produkowania dodatkowych mocy nawet w akumulatorach elektrycznych. Spontaniczne ładowanie się kondensatorów, tak to się nazywa. Co tam jeszcze jest w tych piramidach?
Jest zjawisko nadprzewodnictwa i zmiana temperatur, i właściwości tzw. semiconductive materials, czyli właściwości wszystkich tych nanowęglowych spieków i tak dalej się zmieniało. Zamienia się w coś, co jest takim nadprzewodnikiem troszeczkę. Dostaje takich dziwnych magicznych właściwości. Kolejna rzecz to woda, która jest w piramidzie. Nie chce zamarznąć. Trzeba obniżyć temperaturę do -40 stopni Celsjusza, żeby woda w piramidzie zamarzła. Natomiast kiedy wyniesiesz tę wodę z piramidy, to tak jak normalna woda, zero stopni, -1, od razu zamarza. To są takie podstawowe fakty zebrane przez owych rosyjskich badaczy na temat piramid, tego, co się tam dzieje. Ciekawe.
Ja to tak krzywo troszkę przetłumaczyłem z rozpędu, ale anyway, ciekawa historia, prawda? Zobacz, taki prosty budynek, piramida, bo ktoś tam mówi, że to grobowce i tak dalej. To w ogóle też taka mocna ściema. Jeszcze jest jedna istotna sprawa przy tym wszystkim, o której ja tu lubię sobie mówić. To są te historie związane z wiekiem tych budynków, jak stare są. Ostatnio coraz częściej pojawia się konkretna konkluzja wynikająca właśnie z badania warstw geologicznych, chociażby w Egipcie, i z tego, że cały Sfinks jest po prostu zaorany erozją terenu, ale ta erozja wynika nie z piasku pustyni, jak chcieliby to widzieć ci, którzy wierzą w 6000 lat historii cywilizacji, a wcześniej było nic. Skóry i łupanek krzemieniem. Okazuje się, że licząc tę erozję, ciekawa rzecz, zaczynamy mówić nie już o 12 000 lat, nie o 36 000 lat, tylko bardzo konkretnie zaczynamy mówić o przestrzeni czasu, człowieku, trzymaj się krzesła, około 240 000 lat, czyli troszeczkę inny cykl. A sprawa dotyczy Sfinksa. Tadam!
Po prostu nie da się inaczej zrobić takiej erozji. Tym bardziej biorąc pod uwagę zjawiska klimatyczne występujące na kontynencie zwanym Afryką. Taka pogoda, która mogłaby doprowadzić do tak długotrwałej i tak solidnej erozji kamienia, z którego oryginalnie jest zbudowany Sfinks. A przypominam, że są tam dosłownie chyba nawet cztery warstwy tego wszystkiego. Jest ta najgłębsza, która jest najbardziej zniszczona. Ona wygląda jak te skały tuż obok Sfinksa, jakby woda ciekła po nich przez ostatnie tysiące lat. I tak chyba było, że przez parę tysięcy lat to musiała tam cieknąć woda i porobić te zacieki. Musiał być potężny deszcz, tropikalna dżungla. Cokolwiek tam było, zniszczyło konkretnie całą tę budowlę. Na tyle konkretnie, że została odbudowana.
Nie wiemy, kiedy została odbudowana i jak to się często działo, wiemy, że działo się to chyba trzy razy. To tyle. Ale nikt nie zna ani daty, ani dnia, ani godziny. Dosłownie. Ta ostatnia informacja jest z ostatnich takich naukowych zjazdów, gdzie panowie geolodzy próbują to przebadać. Tam już śmiało podnoszą tezę, że to jest 240 000 lat. To teraz ile było tych epok lodowcowych? Co ile była ta epoka lodowcowa? Mówi się, że ostatnia mała epoka lodowcowa była w średniowieczu, jakiś 1500 któryś tam rok. To wiemy na 100%.
Tamiza zamarzała. Bałtyk zamarzł tak, że budowano karczmy na środku Bałtyku i były tam ponoć huczne imprezy. Całe morze zamarzło. To była tak zwana mała era lodowcowa. A konkretne ery lodowcowe w przypadku Afryki to 6000 lat temu zmiana klimatu na troszkę inny. To była jedna rzecz. Teraz mamy mit o potopie, o którym wspominałem. Mamy jeden potop, ale pytanie ile jest tych potopów? Bo w tak zwanych biblijnych tekstach jest zapisany wielki potop globalny. Ale jak prześledzisz wszystkie te informacje, te wszystkie legendy i mity, to tych potopów by się zebrało parę.
A jak jeszcze zaczniesz kopać w ziemi, to właściwie wygląda, że od 6000 lat do tyłu, do 12 000 lat do tyłu tych potopów mogło być parę. 12 000 lat do tyłu jeden potop, 10 000 lat kolejne przestawienie się, kolejny potop i kolejny. Właściwie pytanie jest właśnie, o którym potopie my mówimy? To jest dobre pytanie. Bardzo dobre pytanie. Jakie zjawiska tam zachodziły? Co właściwie się działo w tym momencie? To jest ten kawałek czasu, który nam kompletnie uciekł. To jest to przekraczanie owego wymiaru. Nie wiemy, co się działo od mniej więcej 15 000 lat do dzisiaj.
15 000 lat do tyłu. Właśnie nie wiemy, co było dawniej. Ale to jest dosyć istotna luka, bo gdybyśmy wiedzieli, co się wtedy działo, być może byśmy mogli inaczej spojrzeć w niebo. Wiadomo, że dotyczy nas pewien zabawny cykl i że jesteśmy gdzieś w połowie. Bo 15 000 lat do tyłu była pierwsza część tego cyklu. Zaczęła się prawdopodobnie, tak można wnioskować z badań geologicznych na tej planecie. A cykl się zakończy z takim samym hukiem i rozpędem, przynajmniej ta część, za kolejne 14 000 lat. Czyli licząc ruch precesyjny Ziemi, dodajemy sobie na przestrzeni na przykład 24 000 lat te 4000 lat. Bo Ziemia ma dwa spiny. Raz jest wolniej, raz jest szybciej.
Zależy, w którym miejscu się ustawia. Długo by mówić. W każdym razie część tego ruchu Ziemi jest spowolniona dookoła tej całej galaktyki, gdziekolwiek to jest. A część jest przyspieszona. Jeżeli liczymy według tej przyspieszonej normy, to wychodzi nam jakieś 24 000 lat. Na tyle wygląda cykl. Jeżeli liczymy z tej zwalniającej części, to ten cykl jest troszeczkę krótszy. Ma tam 20 000 lat. Jest takie przeliczenie, że pojawia się ekstra przestrzeń, którą my nazywamy czasem. Wracając do tego tematu, bo dzisiaj nie obrobię tego wszystkiego, tylko wrzucam takie kawałeczki.
Mam tutaj notatki, nawet nie sięgnąłem po te notatki jeszcze chyba. Wrócę jeszcze na moment do Sfinksa, bo to jest ciekawa historia. To jest zaczątek kolejnej hiperprzestrzeni, na którą cię zapraszam w przyszły tydzień. Ja będę kontynuował ten temat. Nie myśl, że ja go tak szybko skończę, bo to jest w ogóle ciekawa rzecz à propos tego datowania Sfinksa. Chciałem powiedzieć o jednej sprawie, która jest dosyć istotna, a mianowicie to, że panowie, kiedy robili te wykopaliska geologiczne, to poza oczywiście sprawdzaniem tego wszystkiego, co jest teraz, sprawdzali, co było wcześniej w tej ziemi. I się okazało, że przed Sfinksem było duże jezioro, wyobraź sobie. I to jezioro było tak dawno temu, że właściwie kontynent afrykański już prawie tego nie pamięta. Poza tymi pokładami ubitej ziemi gdzieś po jeziorku, gdzieś tam głęboko parę metrów pod. I to jest taki ślad, że Sfinks jeszcze pamięta czasy, kiedy tam było jezioro.
A to było grubo 36 000 lat do tyłu, tak na spokojnie. I teraz jest pytanie. Połączę te wątki. Te resztki budowli, nie wiadomo czego. Resztki czegoś, co wygląda jak budowle fotografowane na Marsie, fotografowane na Księżycu. Te tajemnice, które są utrzymywane przez rządy dookoła tych wszystkich tematów. Przecież nikt jasno nie powie nic na ten temat. To ciągle jest w obszarze tajemnicy. Te wszystkie tajemnice, które dalej są przy tych zakonach maltańskich i nie tylko. Te wszystkie dziwne tajemnice, które są chowane przez Smithsonian Institution i przez Fundację Rockefellera.
Te wszystkie wynalazki, które są zamiatane pod dywan. Bo zobacz, jakie wynalazki są zamiatane pod dywan. Te, które pokazują, że prąd to jest tylko mały pikuś w tym wszystkim, że prąd jest najmniej istotny. Wychodzi koleś, robi urządzenie, które jest wielkości pudełka po butach i produkuje z tego więcej prądu niż wszystkie fabryki prądu, tak zwane elektrownie dookoła. I teraz co zrobić z dżentelmenem? Bo dżentelmen mówi, że prąd to tylko dowcip jest, że on właściwie prąd przez przypadek. I co dalej zrobić? Trzeba albo zaakceptować nowy porządek świata. Nie mówię o NWO, mówię o nowym porządku logicznym świata, czyli zrozumieć i zaakceptować to, że to my jesteśmy tym biologicznym interfejsem i właściwie interfejs w tej informacji, którą jest kosmos, wygląda zupełnie inaczej niż to, co próbujemy sobie sami do głowy wrzucić. Właściwie jako społeczeństwo sobie opowiedzieć o rzeczywistości.
Bo my sobie opowiadamy taką bajkę, że życie jest takie, jakie jest, że takie musi być, że takie są zasady, a to wszystko to gówno prawda. I to tak gówno prawda, że aż po prostu boli od tego. Tu nic nie działa w ten sposób. Wszystko jest zupełnie w drugą stronę. I to jest ta ciekawa rzecz, która myślę, że dosłownie w tym roku wyjdzie, właściwie już wychodzi na światło dzienne. I to nie dlatego, że ja o tym mówię, bo ja o tym mówię nie pierwszy rok i nie ostatni, mam nadzieję. Albo kto wie, może to być ostatni rok i już nigdy nie będziemy musieli o tym więcej mówić, bo będziemy już to wiedzieli. Niemniej nauka zaczęła dosyć konkretnie na ten temat się wypowiadać, bo też już się odbili od betonowej ściany, doszli do końca i się okazuje, że gdzieś trzeba się ruszyć dalej, bo jeżeli się nie ruszą dalej, to będzie z nimi tak jak z Watykanem. Zostaną w erze płaskiej Ziemi i będą tak jak Watykan przez 300 lat twierdzili, że Ziemia jest płaska. Tam już koledzy pierwsze samoloty odpalają już.
Loty balonami, sterowcami. Takie rzeczy się dzieją, a oni dalej, że Ziemia jest płaska. Już telegraficznie mówią, a oni dalej, że Ziemia jest płaska. Ale pamiętam oficjalne wystąpienie Karola słynnego, Karola W. Tak się nazywa przestępców w Polsce. Tak się chyba powinno mówić na tego gentlemana, bo to niezły przestępca był. Bardzo poważne przestępstwa. Dobrze, że już go tu nie ma z nami. Niech mu lekko będzie. Anyway, jeszcze Karol W., słynny przestępca Karol W., głowa przestępczej organizacji o nazwie Watykan.
Razem ze swoją sitwą stwierdził w 1995 roku, że internet jest siedliskiem szatana i że nie można w ogóle mieć internetu, że kto używa internetu, ten musi się spowiadać z tego wszystkiego. Poważnie, sam to pamiętam. 1995 rok. Minęły dwa lata i Watykan odpala swoją własną stronę internetową. I oczywiście zatrudnia do tego jakieś panny, które siedzą w tych sukniach. Ponoć nigdy nie spotkały się z chłopakiem i tak dalej. Może wolą dziewczyny? I don't know. Ja się nie znam na tych zakonnych historiach. Daleko mi do tego.
Anyway. I one obsługują tą stronę. Specjalny zakon sióstr obsługujących komunikację internetową Watykanu. Zobacz, potrzeba było w takim cywilizowanym świecie prawie trzech lat, żeby taka organizacja zaakceptowała istnienie czegoś takiego. Brytyjska Korona miała problem przez około 15 lat, żeby zaakceptować, że na świecie latają samoloty. Oficjalnie w Anglii uczono, że nie ma czegoś takiego jak samoloty, a gazety w Stanach drukowały zdjęcia braci Wright latających swoim samolotem. I te gazety były transportowane do Londynu statkami. Ludzie oglądali, ale na uniwersytecie była zasada prosta: cokolwiek jest cięższe od powietrza, nie może latać. To może dlatego, że brytyjscy naukowcy pili na tyle dużo sherry, że nie mogli zauważyć, że ptak też coś waży. Może myśleli, że jak ptak się odrywa od ziemi, to przestaje ważyć?
Kto wie? Tak czy siak, to zjawisko innego wymiaru tutaj mocno funkcjonuje, bo to jest ten skok w czasie i przestrzeni, można powiedzieć. To jest ten skok związany z legendami o tym, że pewnego dnia Wera Kocze powróci, ludzie z gwiazd powrócą. Jest taki moment, że dzieje się jakaś katastrofa. W cudzysłowie my to nazywamy katastrofą. Ziemia się przestawia, ma swoje naturalne cykle. To jest to, co właśnie wykopują w ziemi panowie archeolodzy i geolodzy i sprawdzają. I nagle się okazuje, że wow, już tu kiedyś była pustynia. Wow! A przed pustynią było jezioro, a przed jeziorem był tropikalny las, a przed tropikalnym lasem było morze, a wcześniej była z powrotem pustynia.
I to jest cykl. Tak jak ta historia z Amazonią. Teraz coraz głośniej się już mówi o tym terra preta. Jest jeden odcinek, zdaje się, na ten temat także. W archiwum Radia Fine możesz sobie znaleźć o czarnej ziemi z Amazonii, bo się okazuje, że nie ma innej opcji. Ktoś to musiał zrobić. Wyobraź sobie, wiem, że trudno dla niektórych, ale wyobraź sobie, że cała Amazonia została zwyczajnie zaprojektowana przez ludzi. Cały ten czarnoziem został tam przywieziony, usypany w konkretnych miejscach. Zresztą jeżeli przekopujesz przez ten czarnoziem, to wykupujesz tam ceramikę. Nie wiem, jak stara jest ta ceramika.
Dostałem w prezencie jeden kawałek, który pochodzi mniej więcej z tamtych obszarów. Nie do końca, bo to duży kontynent i nam się wydaje, jak patrzymy na mapę, to tak: Brazylia i kraj obok. Ale żeby przejechać przez tą Brazylię, potrzebujesz chyba tygodnia. Co dopiero mówić o kraju obok. W każdym razie dostałem stamtąd kawałek łupki. Znaczy łupki. Jak się śmieję. Kawałek skrupki z ceramiki. Oczywiście piractwo. To w ogóle nie powinno trafić do Europy, bo to jest nielegalne.
Nie można przewozić takich rzeczy. Jest to kawałek starej, oryginalnej ceramiki robionej w miejscu, w którym oficjalnie nauka twierdzi, że ludzie żyją od może 2000, 4000 lat maksymalnie. A ceramika z tego, co doszły mnie słuchy, nigdy nie dawałem jej do analizy. Taka jest prawda. Nie mam takiej możliwości, dostępu do takiego sprzętu. Kiedyś jak się pojawi, to chętnie wrzucę do analizy. W każdym razie oficjalna nauka jest na stanowisku takim, że życie tam zaczęło się może 3000 lat temu maksymalnie. 2000 lat temu, 3000 lat temu. Wcześniej nie było tam nic. Dopiero wtedy zawędrowali tam ludzie i dopiero wtedy wyłoniły się te miejsca i tak dalej.
Natomiast ktoś, kto wykopał tą ceramikę, nie był pierwszym człowiekiem, który ją znalazł. Został tam zaprowadzony przez człowieka, który o tej ceramice wiedział. I było tam kilku ludzi tak zwanej nauki, którzy też dostali po kawałku i ktoś tam to zdatował, wrzucił na te skanery, na urządzenia datujące różnymi izotopami i okazało się, że ceramika nie ma 2000 czy 3000 lat, tylko prawdopodobnie jest w okolicach 6000 lat. Czyli w ogóle według definicji współczesnej cywilizacji w ogóle nie powinna się tam znaleźć, bo 6000 lat temu to ludzie dopiero wychodzili z Afryki i piramidy, zdaje się nawet budowali wtedy za pomocą kawałka kija i kawałka glinianego młotka. Przynajmniej taki jest koncept oficjalnej nauki. Ciekawa historia, bardzo intrygująca. Pokazuje, że jest naprawdę więcej niż mniej i to naprawdę mocno więcej niż mniej. Ja mam ten kawałek u siebie w domu, cały czas mam tutaj ten kawałek ceramiki. I to nie jest taka teoretyczna historia, która się wymyśla komuś w głowie, tylko po prostu tak już jest. I teraz jest pytanie, ile było tych cywilizacji przed nami?
Bo jeżeli były takie potężne cywilizacje przed nami i żadna z nich nie korzystała za bardzo z prądu, bo nie znajdujemy instalacji elektrycznej i o żadnej z tych cywilizacji nikt nie chce nam powiedzieć. Wiemy tylko z domyślania się. Po prostu obserwujemy obszary poszukiwań tych dużych Korporacji, za którymi są schowane te potężne rodziny, które starają się rządzić tym światem. Wiemy, że szukają ludzkiego interfejsu po to, żeby okiełznać jakąś moc, której normalnie nie są w stanie, chociaż są ludźmi, okiełznać, bo stracili coś, co powoduje, że nie mogą się już połączyć z innym wymiarem. Natomiast doskonale wiedzą o tym wymiarze. Dlatego wszystkie informacje, które są zapisane gdzieś w starożytnych pismach, w starożytnych budowlach, gdzieś w tych podziemiach, jakiekolwiek urządzenia, które mogą nam w jakikolwiek sposób przypomnieć o istnieniu tego innego wymiaru, przywrócić tę koncepcję do życia, są automatycznie natychmiast usuwane sprzed naszych oczu. My nie mamy o tym wiedzieć. My nie mamy się nad tym zastanawiać. Naszym pomysłem na życie ma być to, że naciśniemy czerwony przycisk, wyleci tabletka, naciśniemy drugi czerwony przycisk, podjedzie czerwony samochód, ktoś nam otworzy drzwi, my wsiądziemy i najbardziej ekscytującym zajęciem w naszym życiu jest poprowadzenie tego czerwonego, głośnego, niewygodnego, gównianego, czerwonego samochodu, który kosztuje życie masy ludzi, masy pieniędzy i nie wiadomo co. Jest tylko parę sztuk na świecie, ale właśnie ten moment, kiedy my go prowadzimy, ta emocja.
Sprzedaje się nam emocje. To ona powoduje, że wywalamy ćwierć miliona albo pół miliona funtów na tą furę. Rozumiesz pan? Po to, żeby poczuć, jak się jeździ, poczuć ten ryk silnika i tak dalej. Czyli dalej są emocje. Wszyscy wiemy, że emocje, ale nasza cywilizacja podchodzi do tego, że naciskasz przycisk, wylatuje czerwony samochodzik i dopiero wtedy masz swoje emocje. A cywilizacja, o której jest mowa, przynajmniej ja o niej mówię tutaj w tym momencie, raczej nie miała czerwonych guzików, które naciskała i wylatywały czerwone samochodziki. To chyba była zupełnie innego rodzaju energia i to bazująca na sprawach związanych właśnie z nami, na tym biologicznym interfejsie. I to tak mocno oparte. Stąd te motywy roślinne, które się tak wszędzie powtarzają.
Czy to jest Angkor Wat, czy gdziekolwiek indziej. I to w takim bardzo kosmicznym odniesieniu, że tych listków jest konkretna ilość. Możesz powiedzieć prawie tyle, co planety na nieboskłonie. Albo to przypomina Drogę Mleczną. To jest alegoria tego, to jest tamtego alegoria. Tak, te rzeczy stają się coraz bardziej wyraźne, tylko właśnie wyraźne w jednym kontekście, że cały czas mówimy o biologicznym interfejsie. Właściwie można powiedzieć nasza dusza plus to biologiczne opakowanie i interakcje, które tworzymy jako żywa istota, chodząc po tej planecie, to jest nasz interfejs do przechodzenia innego wymiaru. To jest moim zdaniem sprawa związana z widzeniem statków kosmicznych braci i to nie widzeniem tylko przelatującej kropki na niebie i domyślaniem się, co to było. Tylko mówię o czymś, co się nagle wyłania. Widzisz kształt, widzisz wszystko.
Widzisz reaktory, widzisz, jak się włączają i jak się wyłączają. Widzisz cały pojazd z jego detalami. Widzisz, gdzie są umieszczone reaktory, jaki ma kształt i tak dalej. Nie będę tego opowiadał w tym momencie. Tę informację zostawiam dla siebie. Takie rzeczy widziałem w swoim własnym życiu i pojawiały się dosłownie znikąd, z nieba. Nagle po prostu pojawiło się na niebie takie coś. Statek kosmiczny. Kosmiczna historia. Można w to wierzyć lub nie.
To już zostawiam do twojej dyspozycji. Natomiast jest to prosta rzecz. To jest interfejs biologiczny. To nie jest tak, że ten statek tu się pojawia, bo coś. Tylko przynajmniej taka jest moja konkluzja wynikająca z doświadczenia i innych ludzi, przyjaciół i tak dalej, że to jest nasz interfejs, który pozwala nam widzieć takie rzeczy. Podejrzewam, że to jest tak, że jeżeli ktoś zechce się zamanifestować i pokazać swój statek kosmiczny dosłownie nad każdym dużym miastem, na przykład jutro, to to się wydarzy. To wszyscy zobaczą ten statek kosmiczny nad każdym dużym miastem. A oprócz tego myślę, jest bardzo dużo tych tak zwanych statków kosmicznych, które są w ogóle normalnie dookoła, tylko normalnie ich nie widać, dopóki nie przesiądziemy się na ten organiczny interfejs, na ten biologiczny interfejs, który zapewnia naszym oczom widzenie świata w zupełnie innym spektrum. Nagle widzisz więcej, czujesz więcej. To jest związane właśnie z tą całą emocjonalną historią.
Dlatego nikt z tych kolesi, którzy tak nieustannie poszukują tego biologicznego interfejsu, żeby zbudować replikę człowieka, nie chce penetrować tego tematu właśnie od tej naturalnej strony. Dla nas naturalnej, dla ciebie naturalnej, dla mnie naturalnej. Bo dla nas jest normalne, że bierzemy łopaty i skoro wiemy, że są podziemia pod piramidami w Gizie, wiemy, że tam jest prawdopodobnie backup technologiczny, to się tam wkopujemy, wyciągamy ten backup i puszczamy to w ludzi. Ale jeżeli puścimy backup technologiczny taki w ludzi, czyli informację o technologii, która robi praktycznie wszystko, łącznie z przenoszeniem potężnych bloków granitowych z Asuanu do Kairu, nie wiadomo w jaki sposób, tak że powstają te wszystkie potężne, piękne budowle i nikt nie wie, jak to zrobić, nikt do dzisiaj nie potrafi przetransportować tak potężnych bloków skalnych, tak ich obrobić i tak dalej. Wszyscy doskonale wiemy. Nie ma takiej siły na świecie, która by była w stanie to zrobić aktualnie. To widocznie jeżeli trafimy na ten backup, to znajdziemy tę informację, jak robić takie rzeczy, co jednocześnie oznacza, że każdy z nas stanie się właścicielem i posiadaczem potężnej mocy. I w tym momencie każdy z nas decyduje już za siebie. I co teraz zrobić z rodami, które panują na świecie? Co zrobić z ich pomysłami na życie?
Bo wyobraź sobie, że wychodzisz ty z pozycji Boga dosłownie, bo to jest pozycja stwórcy. To jest coś, co próbowały zamaskować wszelkie religie świata, jakby rzucić nas na kolana i powiedzieć, że Stwórca jest daleko, a ty jesteś głupim śmierdzielem, który musi w zębach przenosić kasę co niedziela. I na tym się skończyła historia. Natomiast co się okaże, kiedy ty przyjdziesz do takiego przybytku, koleś ci będzie opowiadał, że masz przynosić mu kasę, a tak pstrykniesz palcami i na przykład przed nim się zmaterializuje tona złota, a ty takim gestem zblazowanego rentiera powiesz: „Skoro chciwość to jedyne, na co cię stać, całe złoto jest twoje. Bierz je sobie, synu, i wydawaj ze swoim Bogiem”. I co wtedy ten koleś zrobi? Dla niego ty jesteś Bogiem w tym momencie. Jego Bóg już nie istnieje, bo ty posiadasz większą wiedzę niż on kiedykolwiek posiadał. On tylko opowiada o tym, że to potencjalnie jest możliwe i jeżeli cokolwiek z tej tajemniczej, magicznej rzeczywistości się wydarza, to jest to znak jego Boga. On tego nie potrafi zrobić.
I teraz ty wychodzisz, robisz wszystkie te rzeczy, uśmiechasz się pod nosem i mówisz: „Wiesz co, stary? To nie jest znak żadnego Boga. To jest wiedza, na jakiej działa cały kosmos. Tak żyją rośliny, tak żyją zwierzęta, tak żyje wszystko dookoła. To tylko ty jesteś ślepym, naiwnym człowiekiem, który w swoim własnym zadufaniu i ignorancji pozbawił się odpowiedzialności i ochoty do zdobywania wiedzy i wierzył ślepo w jakąś ideologię tylko po to, żeby w swojej panice utkwić w strefie komfortu”. Może jakieś przerażenie, lęki z dzieciństwa niezrealizowane, I don't know, ale w każdym razie nie ma tam nic poza strachem. Poza strachem przed tym, że jest coś więcej i że to coś więcej spowoduje, że ludzie, którzy są albo dają się kontrolować przez duże rodziny, przez różne sytuacje w życiu, nagle mogą bardzo szybko wyskoczyć spod tej kontroli. Nawet ten prąd elektryczny i te elektrownie, cała ta technologia, to wszystko okaże się w ogóle bezużyteczne bez przysłowiowego klienta. Nagle supermarkety staną nie dlatego, że skończy się produkcja, że skończy się prąd, że skończą się plastikowe opakowania. Supermarkety staną dlatego, że nikt tam nie przyjdzie, bo nie będzie potrzeby.
I co wtedy? Supermarket jest tylko metaforą. My tylko przychodzimy, bo my teraz żyjemy w taki sposób, że jakbyśmy przychodzili do życia, jak do supermarketu. Robimy coś, co nie ma żadnego sensu, ale ktoś nam za to zapłaci. To też nie ma żadnego sensu, ale kupimy za to coś, co i tak nie ma żadnego sensu. Tak, żeby się jutro obudzić i zastanowić się, że pewnego dnia przestaniemy chodzić do pracy i wtedy nasze życie nabierze sensu, prawda? Zabawna historia. Co się stanie, kiedy odblokujemy te wszystkie historie? Myślę, że ciekawe rzeczy. To jest właśnie główny powód, dla których nam się o tym nie mówi, bo to nie jest tylko kwestia kosmosu, wyskoczenia sobie na wycieczkę na Marsa albo na Wenus, albo do innej galaktyki, tudzież przesiedzenia pięciu kosmicznych, świetnych lat w jakiejś rakiecie i z powrotem.
Myślę, że sprawa jest o wiele bardziej gruba i ci ludzie, którzy stoją za maskowaniem tych wszystkich faktów, żeby nigdy do nas nie dotarły, doskonale o tym wiedzą, że wkraczamy w pojęcie wielowymiarowości. To jest właśnie to coś, co zaczyna opisywać nauka, która jest na pograniczu. Matematyka, fizyka w reaktorach jądrowych. Słynna owa historia z neutrino. Nagle się okazuje, że zmiana kilku powłok atomowych i z ołowiu robi się złoto. Nie jest to żadne tajemnicze zjawisko alchemiczne, chociaż wielu ludzi, którzy twierdzą, że są ludźmi nauki, bo mają dyplomy z buraka i ziemniaka, twierdzi, że to niemożliwe. Twierdzą tak, bo nigdy nie czytali dokumentacji naukowej na ten temat z reaktorów jądrowych, gdzie takie sytuacje dzieją się właściwie codziennie. Także taka ciekawa historia. Jeżeli tam się dzieją codziennie i to jest tylko cień tych mocy i to wyzwalany w bardzo toksyczny sposób, to wiadomo, że jest odpowiednik tego wszystkiego, tylko że z drugiej strony. Jest to potężna dawka informacji.
Właściwie możesz powiedzieć, że to jest potężna dawka energii. Jest to energia, która tworzy cały świat, cały uniwersum. Jeżeli ktoś z nas dorwie się do tej energii, to co do roboty będą mieli wszyscy ci żołnierze, politycy, właściciele supermarketów, właściciele gazet? Co oni będą mieli wtedy do roboty? Nic nie będą mieli do roboty. Będą musieli zaakceptować fakt, że są tym, kim są i ewentualnie stać się takim samym Bogiem jak ty i ja. Tylko czy ich kombinacja aminokwasów po tych latach aminokwasów, krwi, pól, które są tworzone w organizmie. Właściwie do tego się to sprowadza, bo cofamy się do czasów Marie Curie, do pól, do oddziaływania tych pól. To, co Marie Curie nazywała radiacją magnetyczną między innymi. Niestety nie możemy sobie tak spokojnie otworzyć notatek małżeństwa Curie, ponieważ są to silnie radioaktywne notatki.
Poważnie. Są w specjalnej szufladzie i są podawane w specjalnych sytuacjach, w rękawiczkach i tak dalej, w gablocie, bo promieniują, świecą. Ale Marie Curie odkryła jedną ciekawą rzecz i to jest wielka sprawa. Ta kobieta była tak odważna i tak dziarska, że skumała, że jest więcej niż mniej i to, co robiła, to właściwie było poszukiwanie tego momentu, kiedy ona będzie mogła operować mocami owej magnetycznej radiacji, ale tej drugiej, bo wiedziała, że poza magnetycznym sygnałem jest jeszcze jedna rzecz. Właśnie tam jest kluczyk do panowania nad tym całym kosmosem. Właśnie tego szukała. Nigdy nie udało się jej tego znaleźć. Teraz już wiemy, co to jest, że to jest połączenie grawitacyjno-magnetycznego pola. Wiedzą o tym ludzie z NASA. Wiedzą o tym ludzie z Rosyjskiej Akademii Nauk, Moskiewskiej Akademii Nauk.
Wiedzą o tym ludzie z wielu miejsc, z Chin, z uniwersytetów w Japonii. Ten proces transmutacji w reaktorach jądrowych był przeprowadzany już prawie 20 lat temu przez praktycznie każde mocarstwo, które ma swoje własne reaktory eksperymentalne. To nie jest taka tajemnica, to co najwyżej jest coś, czego nam nie powiedziano, czego nie uczono na studiach, przysłowiowo mówiąc i tylko tyle. Natomiast wszystko to jest absolutnie prawdą. Największy numer jest taki, że całe neutrino, cała ta historia związana z transmutacją jest czymś, co nas dotyczy. Bo jeżeli spojrzysz na to, jak się datuje te wszystkie garki, wszystkie ciekawe rzeczy, to jest w ogóle ciekawa historia. Planuję pewnego dnia, jeżeli będzie okazja, przydatować swoją ceramikę, tą, którą dostałem w prezencie, ten kawałek ceramiki, bo ceramika zapisuje jedną ciekawą rzecz: pole grawitacyjno-magnetyczne Ziemi. Jeżeli w ogóle powstaje glina na tej planecie, to powstaje podczas na przykład wybuchu wulkanu. Coś się tam dzieje i jest formowany materiał. Podczas formowania się materiału ustawiane jest jego pole grawitacyjno-magnetyczne, a dokładnie my to odczytujemy jako pole magnetyczne.
Zawsze idealnie w stosunku do Ziemi. Czyli masz taki konkretny peak, że w tym momencie nastąpiło namagnesowanie cząsteczki. Nie wiem, czy to jest kawałek gliny, aluminium, czegokolwiek, co tam jest. Po prostu glinki, czyli ta glina, wszystkie materiały, które się znajdują, czyli żelazo i tak dalej. Bo tam jest prawie cała tablica Mendelejewa. I w tym momencie, kiedy jest to wyrzucane na powierzchnię, kiedy się formuje, zapamiętuje pola magnetyczne Ziemi i grawitacyjne też. Następnie, kiedy robisz z tego garnek i wkładasz do pieca, robisz coś takiego jak restrukturyzację. Zresetowujesz te pola i albo grawitacyjne, albo to oryginalne magnetyczne ziemskie było mocniejsze i na wykresie ten twój peak, kiedy robisz garnek i wypieukasz 1000 lat po powstaniu tej gliny, ten peak jest słabszy albo jest wyższy. Z reguły jest wyższy, bo wiadomo, że temperatura przy wypieku ceramiki jest dosyć spora. Automatycznie zapisujesz datę, kiedy została stworzona ceramika.
Wystarczy, że sprawdzisz położenie magnetyczne tych cząsteczek w środku. Pole magnetyczne każdej cząsteczki. Jak mocno namagnesowana jest glina i w jakim kierunku. Jeżeli to uda ci się zbadać, to w tym momencie wiesz, jak dawno temu został wypieczony ów garnek w owym piecu. Także można to w ten sposób sprawdzić. Ja tego nigdy nie sprawdzałem. Tu jest ciekawa rzecz związana z tym, co dużo mówi czasem transformacji na świecie i z tą tajemniczą informacją, która jest przed nami chowana, że jest to jeszcze dodatkowo związane z tak zwanym po angielsku shift, czyli zmiana pól magnetycznych Ziemi. Jest to bardzo gruba sprawa, która za tym stoi, że ten interfejs, ten cały organiczny interfejs i te wszystkie informacje są związane z tak mocnymi i potężnymi kosmicznymi procesami, że latanie po kosmosie przy tym to jest tylko część tego wszystkiego i naprawdę niewielka, bo właściwie powoli zaczynamy dotykać całych procesów kosmicznych, z którymi jesteśmy sklejeni. To jest tak, jak cała historia z nami, z tymi piramidami, bo przecież nie wiadomo, ile było tych cywilizacji, nie wiadomo, ile było do końca tych powodzi. Jeżeli było pięć wielkich powodzi, pięć wielkich zagład, to było na przykład pięć wielkich cywilizacji.
Jak przeglądasz te zdjęcia lotnicze planety Ziemia, to tych anomalii wielkich, potężnych dróg, które ciągną przez pustkowia, a droga tam nigdy nie była budowana, przynajmniej przez ostatnie 300 lat, a wcześniej nie było nawet technologii, która mogłaby opanować wybudowanie nawet kawałka tej drogi. To kto ją zrobił? To ile ta droga ma lat? Czy nie ma przypadkiem paru tysięcy, a może paręset tysięcy? Nikt tego do końca nie wie. Samo ustawienie piramid pod różnymi kątami. Kolejna bardzo mocna hipoteza, która mówi, że są to ślady różnych cywilizacji. Inny kąt ustawienia piramidy oznacza inny czas, inną dynamikę obracania się Ziemi, inny układ planetarny w cudzysłowie, w którym Ziemia była. Tu się kłania pan Velikovsky. Ale ja może skończę na dzisiaj, bo tu wątków jest tyle, że ja mógłbym tak do białego rana z tymi wątkami.
To ja może skończę na dzisiaj. Zapraszam cię, człowieku, za tydzień, gdzie poruszę kolejną część tego wszystkiego. A ty jak masz czas, przyjrzyj się książkom pana Velikowskiego. Lata 50. Koleś z Rosji, który skończył uniwersytet gdzieś w Jerozolimie. Studiował Stary Testament i te katastrofy w Starym Testamencie, sprawdzając to z geologią i mając swoje różne bardzo ciekawe kosmiczne koncepcje. Jak się okazuje, wiele z tych koncepcji jest całkiem trafna i jak na razie wychodzi na to, że się całkiem nieźle sprawdza. Także zobacz sobie na pana Velikowskiego. To jest ciekawa historia, a ja wrócę do tematu za tydzień. Odkładam sobie tą kartkę z notatkami i będziemy wracali do tych tematów.
Bo widzisz, wygląda na to, że jesteśmy tak kosmicznie podpięci pod cały układ galaktyczny, planetarny, łącznie z Drogą Mleczną, indywidualnie, właśnie przez ten organiczny, biologiczny interfejs, że jesteśmy częścią jakiejś struktury kosmicznej. Ciekawe. Dobra, to ja kończę na dzisiaj tą swoją opowieść. Zostawiam cię z tymi wszystkimi pytaniami i wątkami w głowie i zapraszam na krótką wieczorową porę. Oczywiście w Radiu Nafali streamowaną w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Dreamtime. Także dzięki wielkie za wysłuchanie mojej rozgadanej jak zwykle hiperprzestrzeni. Mało muzy było, ale temat jest gruby, także ciężko pamiętać o muzyce, kiedy przed oczami stoją te piramidy, rozumiesz? Fascynująca historia. Fascynująca. Ja przypominam, że w środę o 23:00 jest Książę.
Jak się samochód nie zepsuje, to będzie okej. Do końca będzie. Także zapraszam do etykiety zastępczej, do Księcia. Zapraszam do Grzegorza, do czasu snu. No i przy okazji wpadaj do Paranormalium. To są bardzo ciekawe debaty ufologiczne, gdzie dżentelmeni czasami poruszają wątki, które są mi osobiście bardzo bliskie. Także ja też sobie czasami tego słucham. Pozdrawiam wszystkich uczestników debat paranormalnych serdecznie. Jest to świetny materiał, także polecam serdecznie i słuchać i uczestniczyć. A to w Radiu Paranormalium w niedzielę, także po sąsiedzku.
A mnie można jeszcze spotkać na Technologii Plazmowej na YouTubie, jakbyś chciał zobaczyć, co ja skręcam z tych drutów w technologii Keshe. Także jak widzisz, każdy ma coś do robienia. Koniec świata. Budujemy nowy świat. To wiesz, gdzie cię wszystkich znaleźć, co się dzieje w tygodniu, co i jak. Oczywiście jest Facebook Radia Nafali, rzadko odwiedzany przeze mnie, ale może teraz niebawem będę miał trochę więcej czasu. Kto wie, jak mi się zechce, bo ten Facebook to już powoli mam dosyć mediów społecznościowych. Człowiek jest ważniejszy niż monitor. Anyway, to ja się zawijam, człowieku, na wieczorową porę. Zostawiam cię tu samopas.
Jeżeli słuchasz tego offline, to życzę ci miłego dnia, miłego następnego dnia i w ogóle, żeby było miło i usłyszymy się następnym razem. A ty słuchałeś Hiperprzestrzeni w radiunafali.com.