[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Kiedy już zakwestionowałeś wszystkie autorytety, jest sobotni wieczór w Radiu Na Fali, a ty słuchasz właśnie „Hiperprzestrzeni”. Witam cię ja, na imię mam Tomek. Jak zwykle o tej porze się wożę tu przy mikrofonie, parafrazując Kalibra: „Joka, a Joka znikł. Ale ja jestem” . Tak że pozdrawiam cię serdecznie, droga moja, ty słuchaczko i słuchaczku. Witam cię w ten miły sobotni wieczór. Co ja dzisiaj chciałem powiedzieć? Opowiem, mam troszkę muzy. Może wreszcie dzisiaj uda mi się wyrzucić troszkę więcej dźwięków niż normalnie. Tak sobie ułożyłem kolekcję dźwiękową.
Mam nadzieję, że tym razem poleci więcej niż połowa. Zawsze sobie robię kolekcję dźwięków utworów muzycznych, które będą mi towarzyszyły. I czasami jest tak, że puszczam dwa, jeden i zostaje około 15 jeszcze dodatkowo w tle i och, trudna selekta, jak to mówił... Dobra, nieważne, jak to mówił. Może ja odpowiem po prostu od siebie. Pozdrawiam cię zatem. Witam serdecznie. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline, wszystkich słuchaczy online. Jeszcze poprawię mikrofon. Tu się dokręcam, przekręcam.
No idealnie. Mam nadzieję, że dobrze słychać. Teraz to słychać idealnie. Dokładnie o to mi chodziło. Przełączniki na mikrofonie. Jeszcze jedne przełączniki. Okej, już jestem cały zdrowy i wesoły. Tak że pozdrawiam cię, słuchaczu online. Pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali. Przypominam, że Radio Na Fali zapodaje dźwięk za pomocą streamu Radia Paranormalium.
Pozdrawiam serdecznie Messi Ibelliosa. Namaste, sir. I oczywiście Grzegorza. Czas snu, bo tam też leci „Hiperprzestrzeń”. Zapraszam na czata radiowego: chatango.com. Chatrnf.chatango.com znajdziesz bez problemów. Jestem oczywiście na Skypie: radionafali.com. Tak że możesz śmiało dzwonić. Muszę jeszcze sprawdzić. Będę w międzyczasie podpinał mikrofon do Skype'a, tak że chwila moment.
Co jeszcze chciałem gwoli ogłoszeń powiedzieć? Właściwie chyba to wszystko. I oczywiście bardzo ważne ogłoszenie i bardzo ważne podziękowania dla ciebie, Mecenasko i dla ciebie, Mecenasie, za wspieranie. Pomimo wszystkiego, że my się troszkę obijamy z tymi wszystkimi rzeczami dookoła organizacji spraw radiowych. Tak troszkę wygląda, jakbym tutaj zasnął, ale dzisiaj w ogóle jest taki senny dzień. Ja w ogóle dzisiaj jestem taki troszkę senny, tak że taka senna atmosfera trochę przed końcem świata. A co, się należy. Czekaj, podpinam mikrofon. Jeszcze chwila, jeszcze moment i już mam podpięty mikrofon. Tak że pozdrawiam i dziękuję serdecznie, droga Mecenasko i drogi Mecenasie, za wspieranie w ogóle radyjka, bo to się naprawdę przydaje.
Pomimo wszystko dalej są opłacane te serwery, to dalej się kręci, dalej działa. To, że ja się troszkę obijam, bo trochę zarobiony jestem innymi rzeczami, tak że ciężko włożyć ręce we wszystkie rzeczy naraz. Ale wszystko działa, wszystko jest okej. Jestem tu razem z tobą. Przytul się do mnie. Jestem razem z tobą. Nie uciekaj. Otóż to, co chciałem powiedzieć jeszcze tytułem wstępu. Tytułem wstępu chciałem dzisiaj puścić muzyczkę. Numer, który w tym tygodniu towarzyszył rozmowom sąsiedzkim.
Mieliśmy bardzo ciekawe tematy i tak dalej, i tak dalej. I z okazji tego tematu, bo dzisiaj będę poruszał temat. Dzisiaj dalej ciągnę ten wątek cywilizacyjno-kulturowo-piramidalny, ale może nie do końca taki zakurzony w piaskach pustyni dzisiaj. Bardziej chciałem się przyjrzeć troszkę na kilka spraw z ostatniego stulecia naszej cywilizacji, jak się to o niej mówi. To żadna cywilizacja, po prostu tak jak mówią Indianie Hopi: cywilizacja się skończyła ostatnia jakiś czas temu. Później nastały czasy, można powiedzieć, ciemności. Dzwoni telefon. Jeszcze nic nie odbieram. Człowieku, zapomnij. W tym momencie nie odbieram.
Muszę się rozgadać do mikrofonu. Telefony później, jak wyjawię temat tej audycji. I Indianie Hopi mówili, że nie ma żadnej cywilizacji właściwie teraz, w tym momencie. Jesteśmy na progu cywilizacji, takim skoku pomiędzy tym, że jedna się skończyła, a druga się jeszcze nie zaczęła. I trwa oczekiwanie na nowy podozmian, bym powiedział, cywilizacyjny. I ten nowy podozmian będzie związany właśnie ze zmianą wszystkich rzeczy na świecie. Kontynenty się przesuną, słońce zajdzie na wschodzie, a wzejdzie na zachodzie i tak dalej, i tak dalej. I w ogóle było bardzo dużo ciekawych koncepcji po drodze, które gdzieś tam poznikały w historii dziejów, a szczególnie w ostatnich stu latach. Było kilka bardzo ciekawych postaci. Kiedyś wspominałem o tej postaci, dawno, dawno temu.
Nie wiem, czy ktokolwiek pamięta, ale dzisiaj przywołam trochę tą postać jedną i drugą. Ta druga jest bardziej znana, bo to nic dziwnego, taka, że tak powiem, ikona kulturowa. Można powiedzieć, można powiedzieć, cliche kulturowe, popkultury właściwie. O, to była lepsza nazwa. Anyway. A ja zaczynam swój dzisiejszy temat, bo mój dzisiejszy temat jest związany oczywiście z tym wszystkim, o czym mówią te wszystkie starożytne historie, o których tu ostatnio opowiadam. Piramidalne historie, starożytne cywilizacje. Indianie Hopi mówili, że nadchodzi piąta cywilizacja. Właściwie, dobrze liczę? Piąta czy czwarta?
Jakoś tak. Czwarta się skończyła, a teraz zaczyna się piąta. Niektórzy twierdzą, że takich globalnych, potężnych cywilizacji było na świecie pięć i jest kilka tysięcy, set tysięcy śladów na tej planecie po niesamowitych budowlach, niesamowitych konstrukcjach na dnie oceanów, w środku Tajgi, w środku Syberii, w Ameryce Południowej, Środkowej. Wiesz, o czym mówię. Wszystkie te ślady o zabawnych starych kulturach lub mniej zabawnych. Dużo tego zostało. Każdy z tych budynków, który ma co najmniej trzy albo cztery poziomy. Doskonałą historią tutaj jest, właśnie musiałem sięgnąć po książkę, historia w Indonezji, gdzie z kolei w jednej górze odkopano do dwudziestu paru tysięcy lat i się okazuje, że tych cywilizacji, które stawiały te wszystkie budynki, to właściwie jedna postawiła, zniknęła, później się druga pojawiła, troszkę odbudowała, postawiła, zniknęła, później kolejna i zniknęła, kolejna i zniknęła. Nie wiemy właściwie do końca, jak je sobie rozdzielać, jak je sobie wziąć do głowy, tak żeby coś z tego zrozumieć. Tak oficjalnie oczywiście.
Oficjalnie nie ma tych cywilizacji. Oficjalnie, przynajmniej w kraju, gdzie ja mieszkam, panuje taki troszkę darwinistyczny, jak to się mówi, pogląd na cywilizację. Niektórzy dalej wierzą, że człowiek pochodzi od małpy, jakby nigdy nie widzieli markerów ludzkiego DNA. I to jest troszkę trefna sprawa, bo muzeum w Londynie się nazywa imienia Darwina oficjalnie. Muzeum Natury imienia Karola Darwina. I on jest na banknotach jeszcze. Jest troszkę lipa, bo w pewnym momencie, kiedy się okazało, że niejaki Craig z drugim kolegą nawciskali się kwasu na tak zwanych grupach testowych na początku lat 50., Craigowi pojawiła się wizja po kwasie dosłownie. Tak jest to opisane w jego pamiętnikach, nie ma z tym problemu. Możesz sobie sprawdzić. To jest ten człowiek, który odkrył heliksę kodu DNA ludzkiego, jak to jest skonstruowane.
I kiedy po kwasie odkryto tą heliksę, zaczęto badać, okazało się, że właściwie w naszym kodzie genetycznym nie ma ani śladu żadnej małpy, żeby dochodzić jakiegoś goryla. Też nie ma śladu goryla, nie ma nawet śladu ryby. Nie ma niczego. Jesteśmy po prostu tak, jak jesteśmy. Badania genetyczne pokazały, że nasz kod genetyczny się zmienił w okolicy 250 000 lat temu. Nastąpiła jakaś dramatyczna zmiana. Wcześniej byliśmy troszeczkę inni. Niektórzy postulują, że jest to kwestia Neandertalczyka. Z tym też jest ciekawa historia, bo mówi się, że był tak zwany człowiek neandertalski, Neandertalczyk i że to nie byliśmy my. Ale tu opinie powoli zaczynają się zmieniać, bo właściwie ciężko było odkopać kod genetyczny takiego Neandertalczyka, ponieważ wszystko uległo już zapomnieniu i rozkładowi.
To, co zostało, pokazuje nam bardzo duże powinowactwo, braterstwo między nami. Jest kilka koncepcji pod tytułem „zjedliśmy Neandertalczyków” i to jest taka troszkę koncepcja mało trefna, można powiedzieć, która się pojawiła w związku z wykopaliskami archeologicznymi w kilku jaskiniach we Francji. Zostały znalezione kości ludzkie, po czym okazało się, że to akurat kości Neandertalczyka. Przy czym kości są troszkę porysowane w taki ciekawy sposób, jakby ktoś jadł tego Neandertalczyka. Ja tu odbieram telefon. Halo, halo.
[08:43] - Halo, Tomku.
[08:45] - Witam serdecznie. Wiesz co, mikrofon się troszkę giba. Także przepraszam za ten hałas, ale tylko ten od ciebie się giba. Ten drugi akurat stoi tak normalnie. Jak zdrówko, szanowny panu?
[08:55] - Bardzo dobrze. Zdrówko u mnie. Dzisiaj jestem jeszcze wyjątkowo szczęśliwy, bo mam obie córki u siebie. Teraz trzeba scalić to całe swoje wyobrażenie o tym wszystkim. Problem mam taki, że nie mogę tej małej namówić, żeby się wykąpała.
[09:15] - To ja cię zostawiam, bo ja dzisiaj nie potrzebuję tu kłopotów z kąpielą. Małpa w kąpieli. To jest problem Darwina, małpa w kąpieli, a nie mój. To Darwin zdaje się był takim darwinistą. Ty posadź ją przed tym radiokomputerem i posłuchajcie razem. Ja opowiem kilka ciekawych historii o historii ludzkości, których się dowiedziałem. Takich ciekawych.
[09:38] - Wiem.
[09:40] - Spokojnie, niech kąpiel poczeka. Małpy się nie kąpały. Jeżeli ktoś wierzy w Darwina, to niech się nie kąpie. Przynajmniej do końca odcinka.
[09:48] - Namawianie dziecka, żeby się nie kąpało.
[09:50] - Mycie nóg życia wróg. Mycie skraca życie i projekt powinien o tym pamiętać. To takie podstawowe rzeczy. Dokładnie.
[09:59] - Powiem ci, że w tym wszystkim najzabawniejszy jest ten moment, że już decydujesz się, mówisz: „Kurcze, może warto umrzeć i przejść na tą drugą stronę”. I nagle się okazuje, że co jak już umarłeś i dalej jest tak, jak było.
[10:20] - I się nic nie zmienia. Dokładnie.
[10:21] - Się nic nie zmienia. Daj sobie z tym poradzić.
[10:25] - Właśnie, tato jest denerwujący. Usiądź sobie z tatą spokojnie i posłuchajcie. Dam spokój tacie. Zrób mu herbatę albo jakoś tak. Albo każ sobie zrobić kawę, niech tato przyniesie na tacy i będzie okej.
[10:34] - Myślisz, że coś zrobią w końcu?
[10:37] - No zobaczymy. Ja dzisiaj opowiem pewną historię. Zobaczymy, może coś z niej wyniknie, a może nic.
[10:43] - Będziemy słuchać.
[10:45] - Dokładnie. Poczekaj jeszcze z tą kąpielą.
[10:46] - Tę muzykę ode mnie słyszałeś? Podobała się?
[10:48] - Jeszcze nie. Wyobraź sobie, że jestem tak zarobiony, że dosłownie mam to w ulubionych, ale jeszcze czeka. Nawet nie pytaj, co mam w ulubionych. Taką kolekcję, że dokładnie czekam na taki moment, kiedy będę miał wolne trzy miesiące i zacznę to powoli sprawdzać. Ale jest szansa. Ja tu mam inną muzyczkę na dzisiaj, też myślę, że da radę. Myślę, że sobie poradzimy. To siadaj tam, odkładaj tę kąpielę.
[11:12] - Ja idę do swojej roboty, ty do swojej i jakoś to będzie.
[11:15] - Dokładnie.
[11:16] - A ja pójdę się wykąpać.
[11:18] - Dokładnie. Dobra, to cię wyłączam tam z tą młodzieżą i słuchajcie. Nie odchodzić mi od radia, bo później sprawdzę w dzienniczkach, co to za zadzwanianie z rodziców. Dobra. Siadaj. Dobrze, dostatecznie, trzy.
[11:33] - Bardzo dobrze, siadaj, trzy z dwoma.
[11:35] - Dokładnie. Dobra, to ja wracam do opowieści. Dzięki wielkie za telefon. Trzymajta się.
[11:40] - Pozdrawiam.
[11:42] - No właśnie. To ja wracam do tej opowieści, bo dziad fa w dzisiejszych czasach dojrzewa w szkołach, uniwersytetach i przed telewizorami, oglądając różne ciekawe historie, partycypując w historii, która się dzieje dookoła nas. Ja byłem w ogóle na poczcie, bo jak bywam na poczcie, taki mam zawód, że czasami muszę coś zapakować, wysłać, komuś coś podesłać. Także bywam na tej poczcie czasami i czasami się zdarzy, że z panią sobie porozmawiam na tej poczcie, bo czasami tych paczek jest parę. Ona tam wszystko przyjmuje, kwituje i A że mieszkam w kraju, który się nazywa Wielka Brytania, zwany Anglią potocznie, to zawsze jest tak zwany common sense, czyli logika dnia codziennego, że jeżeli kogoś widzisz, to się uprawia coś, co się po angielsku nazywa small talk, czyli mała, króciutka, niezobowiązująca rozmowa. Nawet przy okienku w poczcie i tak dalej. Pani się pytała, co wysyłam, bo muszę oczywiście jak zwykle wypełnić czasami kwity. A szczególnie jak wysyłam coś do Ameryki, to to już jest jak przesyłki do obozu koncentracyjnego pracy przymusowej do więźnia, gdzie muszę szczegółowo wypisać, co jest w paczce, ile to waży i tak dalej. Dosłownie taki obóz koncentracyjny, gdzie praktycznie oprócz listu wypełniam kwitek, gdzie opisuję dokładnie, co w liście się znajduje co do grama, co do pół grama, ponieważ mogę być uznany za terrorystę, jeżeli wysyłam coś, co nie jest opisane. To się nazywa tajemnica korespondencji w tak zwanej demokracji, że tak się wysyła listy do Stanów Zjednoczonych z Anglii teraz, szczególnie jeżeli coś zawierają.
Rozmawiałem z panią, bo trochę to trwało. I pani się pyta: „Co to jest?”. Zawsze na tym formularzu muszę coś napisać. I piszę zgodnie z prawdą: „technical equipment”, czyli techniczne urządzenia. Pani tak wypisuje, kolejny się pyta, co tam jest, a ja mówię: „Technical equipment”. I pani w końcu nie wytrzymała, tak się załała: „A co to jest?”. Ja coś tam opowiedziałem pani, co to właściwie jest i pani spytała o coś tam i odsłuchała dwa słowa. Trwało to parę sekund. Tak się patrzy na mnie: „Ale co to właściwie, jak to działa?”, czy coś takiego. Ja mówię: „Ja tak się pytam, czy słyszała może o takim słynnym dżentelmenie, który się nazywał Nikola Tesla.
Taki słynny pan”. Tak się patrzy na mnie. Ja mówię: „On wymyślił prąd na tym komputerze, na którym teraz pracujesz. Te żarówki, które świecą tutaj, to właściwie świecą dzięki jemu” i tak dalej. To akurat nie Edison, tylko akurat to zasługa bardziej Nikoli Tesli, chociaż przypisuje się i prawa wynalazcze. Długa historia. Tak, Edison miał w tym duży udział, ale gdyby nie Tesla, tych żarówek by za bardzo nie było. Edison ma udział, jeżeli chodzi o żarówki. Chodzi o kształt gwintu. Do tej pory się nazywa żarówka typu Edison w krajach anglosaskich, bo chodzi o wkręcane żarówki, zdaje się.
A druga jest inna. To jest patent Nikoli Tesli właściwie, który został mu buchnięty zresztą. Anyway, zostawiamy te techniczne historie. Zapytałem pani, czy kojarzy taką postać, słynną postać, znaną postać największego wynalazcę stulecia, Nikolę Teslę. Pani mówi: „Mmm”. Tak się jej troszkę niemawo zrobiło. Mówi: „Nie, ja na poczcie pracuję”. Taka historia. Ciekawa historia. Jak to ma związek z dzisiejszym tematem?
Taki bardzo ciekawy, bo właściwie żyjemy w świecie, o którym właściwie nic nie wiemy. Wiemy tylko tyle, że pracujemy w danym miejscu. Wiemy tylko tyle, że mamy tyle, co mamy na koncie i że mamy szefa. Jeżeli masz szefa, ja akurat nie mam, nie mam takich pomysłów na życie. Generalnie nasz świat jest mocno zlimitowany, nasza percepcja świata jest mocno zlimitowana. O tej limitowanej percepcji zacząłem dopisać jakiś czas temu, w czasach, kiedy jeszcze świat był na etapie rozwoju. Ja mam taką koncepcję, że świat się właściwie w ogóle nie rozwija. Wszystkie te techniczne wynalazki, których używamy, łącznie z tym komputerem, który tutaj stoi, oczywiście jest mały, nie jest taki duży, nie jest to jak ENIAC, nie zajmuje czterech pokoi albo całego domu, tylko wszystko mieści się w małej skrzynce. Jest x razy szybszy od tego, co było wybudowane w latach 50. czy 40.
na lampach jeszcze. Jeszcze w sobie w latach 30. przez IBM-a. I tylko tyle, że pewien dżentelmen, zażywając LSD, ale tym razem nie razem z Craigiem tutaj w Londynie w każdy piątek, bo na tym polegały te sesje, tylko akurat w Kalifornii, na Uniwersytecie Berkeley, w grupie tak zwanej testowej, którą prowadził nie kto inny jak Timothy Leary. Tam się pojawiali tacy ludzie jak Stanislav Grof. Nie wiem, czy znasz. Słynny czeski psychoanalityk, psychiatra, człowiek, który wprowadził dużo rzeczy do psychologii. Generalnie kwasiarz po prostu, co tu dużo mówić. Po prostu konkretny kwasiarz razem z Timothym Learym. I tam się pojawił taki dżentelmen na tych grupach testowych, który wymyślił mikroprocesor, w ogóle zastosowanie i jak to włożyć do maszyny, jak zrobić z tego coś, co działa, czego konsekwencją były tranzystory i mikrokomputery, i komputery, i całe to zamieszanie.
Zresztą ten pierwszy mikroprocesor został podarowany, ten eksperymentalny, prototypowy model dokładnie Timothymu Leary'emu, bo to był jego pacjent w końcu. Człowiek, który razem z nim wrzucał w każdy piątek kwasy. Tak regularnie, każdy piątek po pracy. Niektórzy idą na piwo, a niektórzy idą na kwasy. Ja akurat należę do tych, którzy idą na kwasa, a akurat nie chodzę do pracy. Także po pracy nie mogę pójść na kwasa. Chociaż i tak sobie jakoś radzę. Także spokojnie, nie musisz się martwić, jakoś sobie z tym poradzę. Pomijając, że nie chodzę do pracy. Anyway, ten dżentelmen dał w prezencie właśnie ten mikroprocesor, pierwszy mikroprocesor Timmy'emu Leary'emu i ten mikroprocesor leżał u niego na kominku.
Widziałem zdjęcie tego w fajnej gablotce małej jako pierwszy wyprodukowany na świecie. Ja wiem, że tam są opowieści o tym, że jakieś reptilianie przyniosły jakiś spisek, rozstrzelano kosmitów, ze Spodka wypadł ten procesor czy jakoś tak, mikroprocesor. Wszystkie takie zabawne opowieści. Ja myślę, że te opowieści się biorą właśnie z naszych dzisiejszych czasów, bo żyjemy w czasach, w których na przykład poważnie nawet do mnie dociera, to już nie jest modne akurat na Zachodzie. Było to modne zdaje się pięć lat temu. Teoria płaskiej Ziemi po tych pięciu czy siedmiu latach dotarła do Polski. Teraz zdaje się w Polsce jest wielki boom na płaską Ziemię i na tego typu szalone koncepcje. Brawo, brawo! Nie wiem, co na to Kopernik. Nie wiem, co na to Galileusz.
Nie wiem, co na to cała reszta tych kolesi, która patrzy w niebo i się zastanawia, kogo tutaj pogięło, ale kogoś musiało pogiąć. I dobrze, kogoś czasami musi pogiąć. Anyway, historia z komputerami jest taka, że właściwie do dzisiaj komputery się niewiele zmieniły od czasów włożenia tego pierwszego mikroprocesora. Poza wielkością nic się nie zmieniło. Absolutnie. Właściwie tak naprawdę technologia, z której korzystamy, jest technologią sprzed 150 lat. Silniki spalinowe. Zresztą raz medius kiedyś tu dzwonił już. Bo dzwoni czasami. Pozdrawiam serdecznie.
Nie kąpcie się, nie kąpcie, posłuchajcie radia. Opowiadał historię, że ten samochód w ogóle na tym silniku właściwie się nie zmienił od setki lat, tylko się usprawnia pewne dodatki, a technologia jest ta sama. To, że jest mniejsza, to niewiele zmienia. Postępu nie ma żadnego. Mówiąc w wielkim skrócie taka jest konkluzja. Absolutnie. Ten postęp został kompletnie zatrzymany. Ja tu się powołam na takie zdanie z Goethego, którego bardzo lubię. Dżentelmen, który został wyklęty w Polsce w czasach Księstwa Warszawskiego. Zawsze zapominam.
Poniatowski i cała ta zbieranina. I on postulował, żeby zacząć dzieciaków poza językiem polskim i rosyjskim w szkołach uczyć też niemieckiego i francuskiego. Francuski też tam przechodził czasami, rosyjski obowiązkowo. Polski jak się mogło czasami, ale niemiecki stwierdzono, że to jest zdrada narodu, nie będzie niemieckiego i tak dalej. Goethe miał takie pomysły. Efekt był taki, że właściwie w tym momencie, kiedy Polska trafiła pod zabory, kompletnie została pozbawiona jakiegokolwiek kontaktu z tak zwaną rozwijającą się cywilizacją. Konkretnie pozbawiona kontaktu. Żaden kontakt. Po prostu wszelkie linie telefoniczne zostały przerwane i wszystkie prace naukowe, cały dorobek Goethego, Steinera, wszystkich tych ludzi, którzy tak naprawdę popchnęli całą cywilizację, dzięki czemu stoimy tu, gdzie stoimy, właściwie nigdy nie dotarł do języka polskiego, nigdy nie zagościł na salonach. I wiele innych rzeczy nie zagościło na tych słowiańskich salonach.
Tak się jakoś złożyło. Nie wiem, można tutaj wymyślać milion powodów, próbować to diagnozować, ale może zostawmy to wszystko, te diagnozy, bo szkoda naszego czasu i tak nic to nie zmieni. W każdym razie Goethe napisał, że kłamstwo, taka manipulacja nauką potrafi zepsuć pokolenia, świat na pokolenia. I miał rację. I dokładnie tak, jak powiedział Goethe, o czym kiedyś już wspominałem, dokładnie tak się stało. Pokolenia zostały zepsute. Teraz patrzymy na piramidy i wracając do tego Darwina, wydaje nam się, że to takie młode i tak dalej. Nie wiem, czy nam się wydaje. To akurat moja taka spekulacja, takie uogólnienie. Natomiast popularnie się wciska, że cywilizacja zaczęła się 6000 lat temu, że człowiek jest na świecie od 30 000 lat raptem z kawałkiem czy coś takiego, co jest dosyć karkołomnym pomysłem, bo już nawet teraz wszyscy archeolodzy wiedzą, że to wszystko to jest centralnie bzdura, że są ślady bytności człowieka bardzo stare.
I wracając do tego Craiga i tego kodu DNA. Po prześwietleniu kodu DNA parę lat później po jego odkryciu na LSD, na tripie LSD okazało się, że sięga 250 000 lat do tyłu i te 250 000 lat do tyłu nastąpił jakiś poważny zwrot cywilizacyjny, który zmienił część naszego kodu DNA. Nie zawsze wiemy, właściwie do tej pory nie wiemy, co się stało, do czego to przypisać, o co tu chodziło. Jedni spekulują, że jest to historia, że zjedliśmy Neandertalczyków. Ja bym stwierdził, że bardziej jedliśmy Neandertalczyków troszkę później, jeżeli już o to chodzi. To jest właśnie mowa o tych może 30 000 lat do tyłu, czy jakoś tak. To są te wykopaliska z Francji, gdzie się znajduje te kości, które są specyficznie pocięte kamykami. Widać, że ktoś sobie zeskrobywał ludzkie mięso z ludzkiej kości, dobrze wypieczone. Jak to w ogóle pogodzić wszystko? Bo oficjalna koncepcja mówi 30 000 lat.
Się powoli rozciąga z czasem, bo teraz głupio twierdzić 30 000 lat. Z tym Darwinem jest tak, że on został odszczekany, ale dalej się go uczy, że tam jakaś ewolucja jest, że to od małpy, że pierw byliśmy jakąś bakterią, rybą i tak dalej. Śladu po tym nie ma nigdzie, ani w kodzie DNA, ani w niczym. Należymy do w ogóle osobnego gatunku. Jest kilka takich gatunków na tej planecie, które są kompletnie osobne i nie mają żadnej sklejki z pozostałymi gatunkami. Ostatnią rzeczą, którą można powiedzieć, jeżeli sprawdzisz wszystkie te markery DNA i sprawdzisz wszystkie te wykopaliska, to jest to, że wszyscy pochodzimy od wspólnego przodka. Jest to po prostu bzdura, centralnie bzdura wyssana z palca. Ale taka ładna bzdura, bo pasuje do obrazu świata, który ktoś chciał nam sprzedać. Takiego obrazu świata, że jest jeden Bóg, który gdzieś tam nas stworzył, ulepił, później kopnął w dupę, za przeproszeniem i wszyscy zaczęliśmy się powoli zmieniać. Jedni zostali rybkami, inni zostali małpkami, a nam przyszło bycie homo sapiens czy jakoś tak.
W rzeczywistości nie ma na to żadnego absolutnie dowodu. Jest to tylko i wyłącznie czysta spekulacja na poziomie science fiction. Można sobie to dosłownie nazwać science fiction i włożyć dokładnie na tą półkę w twojej bibliotece, tam, gdzie masz wszystkie te opowieści typu „Władca Pierścieni”, „Wojna Światów”. Tu możesz sobie włożyć Karola Darwina, całą współczesną historię, która jest opisywana akademicko od ostatnich ponad 100 lat. Ale o ile jeszcze 100 lat temu był taki moment w historii cywilizacji, że wiele się działo, był Nikola Tesla, właśnie ten Nikola Tesla. Było kilku innych ludzi, którzy się pojawiali i pojawiały się bardzo ciekawe koncepcje. Wtedy już próbowano rozszyfrować, czym jest Księżyc, jaka jest nasza rola w kosmosie, ile lat tu jesteśmy, co my tu właściwie robimy, czy jesteśmy tu pierwsi, czy też mamy za sobą jakąś spuściznę potężnych cywilizacji. O spuściźnie potężnych cywilizacji możesz usłyszeć wszędzie, jeżeli tylko uciekniesz z tego cywilizowanego świata, zaszyjesz się gdzieś w dżungli, na kawałku pustyni, chociażby w plemieniu Dogonów, w Afryce, gdziekolwiek, w Azji, Australii, w wielu miejscach usłyszysz, że mieliśmy przodków i że nasi przodkowie to nie byle kto i że nasi przodkowie właściwie byli czymś na wzór bogów. W niektórych kulturach to się sparza ciało. Ta cała historia gdzieś się rozleciała.
Ktoś ulepił z tego nowe historie po to, żeby stworzyć politykę, stworzyć rządy, stworzyć manipulację. Jest takie powiedzonko, że kto trzyma łapę na historii, ten trzyma łapę na przyszłości zdaje się. Wiesz, o co mi chodzi. Jeżeli ktoś poda nam krzywe dane na wejściu, to może być tak, że robiąc jakąś czynność w życiu albo próbując znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu, jakiejś zagadki, będziemy brali bardzo błędne założenia i efekt będzie taki, że zawsze będziemy lądowali na mieliźnie i nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę się działo. Zawsze jesteśmy przy pewnym zestawie- W cudzysłowie faktów, mitów i legend skazani na to, że będziemy się kręcili w kółko niczym bohaterowie powieści „Kubuś Puchatek". Jest taki jeden rozdział w tej książce, gdzie Kubuś z Prosiaczkiem chodzą cały czas po swoich śladach dookoła i zastanawiają się, kto ich śledzi. To jest doskonały opis naszej cywilizacji. Było parę takich momentów, gdzie cywilizacja próbowała ruszyć z powrotem z buta, żeby te komputery już były troszeczkę inne, żeby sprawy się zmieniały, żeby coś się pchało do przodu. Ciągle coś się działo, wywracało i nie chciało się tak wydarzyć. Było tak za czasów Nikoli Tesli, gdzie zrobiono z niego wariata.
Do tej pory wielu kolesi twierdzi, że Nikola na stałe zwariował. Niezłe im wariactwo. Też bym sobie życzył tak zwariować. Mówią to ludzie, którzy siedzą za maszynami, które są zasilane dzięki temu, co ten dżentelmen wymyślił. To jest taka troszkę hipokryzja, bo z jednej strony uważa się go za geniusza, z drugiej strony nie chce się zaakceptować czegoś, co wyskakuje spoza tego darwinistycznego punktu widzenia na naszą rzeczywistość, na samego siebie. Cokolwiek jest takiego, co nie mieści się w ramach czegoś, co kilku bardzo ograniczonych ludzi nazwało prawami fizyki. To jest w ogóle dowcip historii nieprzeciętny. Te prawa fizyki. Są rachunki tutaj w Londynie. Nie wiem, czy kiedyś opowiadałem tych dżentelmenów, którzy odbierali prace Newtona i stwierdzali, że Newton faktycznie odkrył prawa fizyki.
Gdybyś zobaczył listę zakupów, którą oni sobie robili podczas studiowania jego listów, bo on pisał listy i wysyłał do takiej specjalnej komisji królewskiej. Oni się zbierali raz na dwa tygodnie, czasami raz na trzy tygodnie u któregoś z nich. Każdy z nich był lordem, czyli hrabią, i każdy z nich miał własną posiadłość dookoła Londynu. Zabawa polegała na tym, że panowie się zbierali raz na, tak jak mówiłem, dwa albo trzy tygodnie. Nie chcę tutaj, że tak powiem, używać wulgarnych, stajennych słów, bo słyszałem, że dzieci słuchają i są przed kąpielą, także nie będę nic brzydkiego, wulgarnego mówił. Panowie po prostu swoim zwyczajem w każdy piątek na weekend się zbierali. Cały weekend zjeżdżali się do jednej z tych posiadłości, po czym otwierali te wszystkie butelki kompletnie nastukani, ledwo się trzymając na nogach. Otwierali list od Newtona, bo to było Królewskie Towarzystwo Naukowe. Tak to wyglądało. Są rachunki i opisy do dzisiaj, bo to w pamiętnikach wszystko zostało.
Kompletnie nawaleni jak prosiaki stwierdzali: „Niezły pomysł, kupujemy". I kupowali, i stwierdzali, że tak musi być. Po czym na konkretnym kacu wysyłali ten list do królowej. Taki audyt robili, że są doskonałe prace, które wyjaśniają mechanikę świata i tak dalej. Królowa przybijała pieczątkę, po czym brytyjska armia ruszała w jakieś miejsce, mordowała wszystkich co do nogi. A jak ktoś mówił: „Ej, mamy tu swój pomysł na życie", „Nie, tu mamy swoją własną królewską mechanikę świata, a ty już jesteś martwy". Tak to wyglądało wprowadzanie tak zwanych zasad fizyki. Kiedy Newton opublikował swoją pracę na temat optyki, która była kompletnie trefna. Była to tak teoretyczna praca, że to się w głowie nie mieści. Zresztą są zapiski Newtona, bo Newton też prowadził pamiętniki, takie skryte pamiętniki, bo Newton lubił chłopaków, o czym być może nie wiesz, i był platonicznie zakochany w takim swoim koledze z Włoch.
Ta miłość się nigdy, zdaje się, nie zrealizowała. On zawsze tęsknił, a na dodatek jeszcze był heretykiem. Był alchemikiem i miał bardzo negatywny stosunek do Watykanu. Twierdził, co jest zapisane w jego wspomnieniach, że siedzibą szatana jest Watykan. To twierdził Newton. Tak powstawały te tak zwane prawa fizyki napisane przez kompletnych świrów, którzy byli kompletnie oderwani od rzeczywistości. Jedni byli kompletnie nawaleni, drudzy się bali, że ktoś odkryje, że podobają mu się chłopaki i go spalą na stosie i że jest alchemikiem, że ciągle próbuje wyprodukować złoto, bo Newton właściwie ciągle próbował dokonać transmutacji. Nigdy mu się nie udało. Napisał zresztą taki traktat alchemiczny. Studiował kabałę, ale nie napisał kabały.
W tym traktacie alchemicznym opisywał, jak by tu pozyskać złoto, czego akurat nigdy mu się nie udało zrobić, ale ponoć był na tyle blisko, tak wszyscy twierdzili w tamtych czasach, że trzymano go na dworze i pilnowano, żeby ta jego spuścizna naukowa tam się szerzyła, bo może pewnego dnia wreszcie mu się uda i brytyjska korona będzie posiadaczem niesamowitego patentu. Tak się nigdy nie stało. W każdym razie udało się natomiast włożyć do głów ludzi to, że Newton wymyślił prawa fizyki. Jedno z tych praw dotyczyło praw optyki. Słynna historia z pryzmatem. Jeżeli sobie otworzysz encyklopedię Britannica i zobaczysz zdjęcie rozszczepiania się pasma światła, to to jest science fiction, bo kupujesz sobie pryzmat za parę złotych w sklepie, bierzesz latarkę, światełko, laser, świecisz w pryzmat i się okazuje, że wszystko, co napisał Newton, jest po prostu bullshitem. Jest wymyślonym, jakimś teoretycznym pomysłem. On nigdy tego nie sprawdzał w swoich zapiskach. Tam pomiędzy słowami jest opisane, że właściwie to był jego obowiązek, bo on musiał, on chciał to robić co dwa tygodnie, wysyłać prace do tej komisji naukowej, bo dzięki temu mógł utrzymać swoją pozycję na dworze. Jeżeli przestałby pisać te prace, to straciłby finansowanie.
Być może popadłby w niełaskę. Może by coś mu się stało. Ktoś by zaczął grzebać, odkrył, że jest homo nie wiadomo, że jeszcze taki alchemik. Nie wiadomo, co by się stało. Chłopak się bał o swoje życie i robił karierę. To była metoda na robienie kariery. Jest zapisek jego ucznia poniekąd, takiego dżentelmena, którego się nazywa może nie tyle uczeń, ile asystent. To jest bardziej pasujące słowo. Ten asystent opisywał, jak Newton szukał tych wszystkich prac. Wyglądało to tak, że kiedy nadchodził termin, że musi wysłać ten list, to on się rzucał do tych notatek, bo non stop coś tam sobie notował na kartkach i łaził po tym pokoju z notatkami.
Dużo tego zostało po sobie i kolekcjonował jakieś takie ciekawostki. „Okej, to w tym tygodniu wyślemy im to. To możemy im wysłać. To jest ciekawe". I wysyłał im te prace, a oni kompletnie nawaleni to czytali i tak z tego nic nie kumali, zatwierdzali. Jedną z takich prac była praca na temat optyki. Później pojawił się Goethe, który postanowił zrobić eksperyment, bo coś mu tam nie grało. Zrobił eksperyment, w którym od początku do końca obalił wszystko, co napisał Newton. Po prostu wywrócił wszystko do góry nogami i to w taki zabawny sposób, dosłownie jak dziecko. Wyciągnął pryzmat, puścił światło przez pryzmat i napisał jasno i wyraźnie, że ktoś tu chyba oślepł i nigdy nie robił eksperymentów z pryzmatem, bo pisze niesamowite bzdury, wymyśla jakieś teoretyczne kolory, teoretyczne pasma, które w ogóle nie istnieją.
Niestety było już za późno. Imperium Brytyjskie się rozlazło po świecie. To były już troszkę późniejsze lata po śmierci Newtona. To był 1800 rok dokładnie. Goethe i wszystkie odkrycia naukowe, właśnie taka historia trochę jak z Nikolą Teslą, zostały zamiecione pod dywan, bo wiadomo, Korona Brytyjska była większa niż księstwo, w którym sobie Goethe pisał te swoje prace. Także nie miał chłopak siły przebicia, żeby dostać się do brytyjskiego tronu, na brytyjski dwór i żeby brytyjski dwór promował jego prace. Także w ten oto sposób te wszystkie tak zwane prawa fizyki wchodziły. Później zrobiło się jeszcze zabawniej, bo kolesie, którzy zakładają krawaty, marynarki, koszule i mają dyplomy z buraka i ziemniaka, zaczęli sobie wymyślać jeszcze większe dyplomy i punktem takim honorowym, żeby sobie ten dyplom z buraka i ziemniaka, z pieczątką z buraka i ziemniaka sobie powiesić na ścianie, było nauczenie się na pamięć zasad fizyki Newtona i tak dalej, które są kompletnie błędne, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Takie z kosmosu wzięte science fiction. Tak się stało, że to science fiction stało się nauką.
Zresztą nie przez przypadek, bo ta nauka miała bardzo dużo mecenasów, właśnie żeby potoczyła się w ten sposób. I są ku temu bardzo poważne przesłanki, przynajmniej ja tak twierdzę, żeby tak to potraktować. Po prostu ktoś dosyć solidnie manipulował wiedzą przez te lata. Jest na to masa śladów. Tutaj tropy prowadzą do rodziny Rothschild, rodziny, która pochodzi od pewnego alchemika, któremu udał się proces transmutacji lata temu, dzięki czemu miał kasę, żeby pożyczyć Napoleonowi. Ja wiem, że tam są różne opowieści na temat tego, skąd Napoleon i Rothschildowie mieli pieniądze, ale historia jest troszeczkę inna. Są ku temu ślady takie technologiczne. Ta rodzina pilnowała tej tajemnicy, starała się, żeby to nie wyciekło. W każdym razie zostawiamy rodzinę Rothschildów. To i tak psychopaci, którzy i tak są już psychopatami.
Tego nie zmienimy. Tak czy siak, te pieniądze posłużyły do bardzo mocnego zmanipulowania w ogóle całej nauki, całej wiedzy. Właściwie wszystkie uniwersytety takie oficjalne od 200 lat są fundowane przez możnych ludzi świata związanych z władzą, których nie interesuje twoje ani moje dobre wykształcenie, ani wiedza na temat procesów, które zachodzą dookoła nas na świecie, tylko interesuje ich tylko i wyłącznie utrzymanie swojej własnej pozycji, utrzymanie status quo. Czyli mówiąc w bardzo wielkim i oględnym skrócie produkcja kasty niewolników menadżerów, czyli ludzi, którzy będą zarządzali ich majątkami, kiedy im się już znudzi albo kiedy będą kompletnie nawaleni na jakiejś imprezie. Ktoś musi ten cały bajzel generalnie trzymać w rękach, a oni tego nie potrafią. Także trzeba sobie wyhodować taką bardzo posłuszną kastę niewolników, która ma klapki na oczach, nigdy nie zaakceptuje innego wizerunku świata niż ten, który im się poda od dziecka. Jest takie słynne zdanie jednego z szefów, jeżeli nie założyciela zakonu jezuitów, który powiedział swego czasu: „Dajcie mi chłopca w wieku lat czterech, a nigdy nie opuści domu Pana”. Chodzi po prostu o manipulację. Jeżeli dostajesz możliwość zmanipulowania ludzkiego umysłu od momentu, kiedy jest dzieckiem, to masz bardzo dużą szansę na to, że ulepisz go w taki sposób, że będzie miał takie klapki na oczach, że do końca życia nie wpadnie na inny pomysł, że świat może wyglądać inaczej i że to, co się dzieje dookoła niego, jest czymś zupełnie innym niż to, co on myśli, że jest. Zresztą doskonały przykład myślę nowotwory na przykład.
Mamy RSO w dzisiejszych czasach, mamy kilka innych rzeczy, mamy technologię Keshe, mamy masę spraw, które stawiają ludzi na nogi. I naprawdę nowotwór nie jest problemem, za wyjątkiem jednej rzeczy, że właściwie jest problemem wymyślonym sztucznie przez rządy, korporacje i licencje, ponieważ nie możesz sobie posadzić rośliny, żeby sobie zrobić RSO. Nie wszędzie. W większości krajów na świecie jest to nielegalne. Cannabis indica jest zakazana i ty możesz pójść do więzienia za to, że chcesz żyć i się wyleczyć. I to jest taki klasyczny numer, że politycy i możni tego świata bawią się, ja to zawsze tak sobie w skrócie mówię, w doktora Mengele, czyli w takich nazistowskich doktorów z obozów koncentracyjnych zagłady. Otóż to. Tylko o to tu chodzi. Chodzi o pieniądze. Zabić jak najwięcej ludzi i wziąć z tego jak najwięcej kasy.
Do tego się sprowadza cała zabawa. I żeby nikt z nas nie wpadł na pomysł, że jest inna opcja, że nie musimy się zabijać, że ta kasta menadżerów nie musi nam narzucać tego jedynego poglądu na życie, że ofiara musi być spełniona, żeby komuś się dobrze żyło, że zawsze trzeba ofiarę z człowieka składać. To się chyba niewiele zmieniło od bardzo dawna. To trzeba utrzymać ten poziom braku wiedzy, bo jak się okaże, że są inne perspektywy, jak się okaże, że nie trzeba się zabijać, że wcale nie ma przeludnienia na świecie, że to wszystko to są bajki, że ocieplenie globalne jest czymś innym i tak dalej, to może się okazać, że lud się zbuntuje i powiesi swoich panów za genitalia przysłowiowo na najbliższej latarni, jak się dowie, co to państwo tutaj sobie robi po drodze, tak w cichości, jak się bawi to państwo kosztem innych ludzi. Więc opcja jest prosta. Skorumpować kompletnie wiedzę i w ogóle jakąkolwiek formę komunikacji. Zresztą prawdę mówiąc forma komunikacji w postaci gazet, mediów właściwie była skorumpowana od samego początku. To tak jak z telewizją, która była wymyślona po to, żeby ludzie mieli za darmo edukację. Poważnie. Pierwszy pomysł na telewizję i w ogóle takie pryncypia, dlaczego wymyślać ruchome obrazy, kiedy już było radio, był dosyć prosty, bo chodziło o to, żebyś zamiast siedzieć w ławie na uniwersytecie i wkuwać na wykładach, żebyś miał takie coś, co wyświetla ci tą tablicę tego profesora i żebyś mógł się uczyć zdalnie.
Ale bardzo szybko się okazało, że edukacja to słaby pomysł. Po co będziemy uczyli ludzi? Więc pierwsza transmisja telewizyjna była oczywiście z królewskich wyścigów konnych, na których był król Anglii, królowa i tak dalej. To była pierwsza transmisja telewizyjna. Nie z wykładów, nie na temat wiedzy ani informacji, która pomogłaby komuś zmienić jego światopogląd, zmienić podejmowanie decyzji. Bo mając troszeczkę więcej wiedzy, podejmujemy inne decyzje, czasami w bardzo kluczowych sprawach dla naszego życia. Jak się okazało, te kluczowe sprawy poszły w kąt, bo kapelusz jakiegoś kolesia, który twierdzi, że z racji urodzenia jego siku jest ważniejsze niż moje siku, okazał się ważniejszym punktem programu i cała telewizja, i wszystkie te rzeczy poszły w kierunku entertainment, rozrywki dla ludu i lepienia ludu niczym gliny. Było kilku kolesi, którzy próbowali się z tego wyłamać. Ciężko to wychodziło. Efekt był taki, że właściwie dosyć skutecznie się udało, bo po Nikoli Tesli jeszcze były lata 20., lata 30., gdzie jeszcze była jakaś innowacyjność technologiczna.
Ja sobie przeglądałem z racji swoich zainteresowań przez lata różne rzeczy związane z wynalazczością i nie tylko. Trafiałem na różne opisy. Dosyć dużo tej dokumentacji przewaliłem. Właściwie spędziłem chyba prawie 10 lat na przewalaniu tych papierów. Nie wiem, czy to w języku polskim funkcjonuje. Jest tego sporo w języku angielskim, bardzo dużo, powiedziałbym wręcz, potężne ilości. Zostały oryginalne pisma, gazety, książki z lat 30., 20., z początku stulecia. Sam mam kilka takich tytułów jeszcze sprzed prawie 150 lat. Niesamowite publikacje z bardzo ciekawymi rzeczami. Bardzo ciekawa wiedza, która jest do tej pory praktyczna i do tej pory można to spokojnie wykorzystywać.
W każdym razie okazało się, że ta wiedza została po prostu zamieciona pod dywan, że cała ta wynalazczość, szczególnie na przykład z dziedziny medycyny, w ogóle zniknęła. Biorezonans, te wszystkie rzeczy w ogóle wyparowały. Nagle pojawiły się korporacje farmakologiczne, farmaceutyczne produkujące substancje farmakologiczne . I te substancje zostały wrzucone na rynek jako jedna opcja na leczenie się. Później kolejne takie historie. Po prostu monopolizacja rynku cały czas. Po udanym eksperymencie z Trzecią Rzeszą, kiedy się okazało, że obozy koncentracyjne działają i można w ten sposób ustawić całe społeczeństwo, zrobiono dokładnie taki sam projekt chyba na masową skalę i zamieniono tą całą cywilizację, w cudzysłowie cywilizację, na jeden wielki obóz koncentracyjny. Było kilku dżentelmenów, którzy bardzo mocno nad tym pracowali w latach 20., robiąc serię eksperymentów na tym, jak zmusić ciebie i mnie siłą łagodnej perswazji do tego, żebyśmy zaakceptowali bardzo ograniczony pomysł na rzeczywistość. Taki bardzo limitowany pomysł. Żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy niewolnikami, że nie ma innej alternatywy, że nie będąc specjalistą, nie jesteśmy w stanie zmienić świata.
Efekt jest taki, że mija 100 lat, silnik spalinowy dalej wygląda tak samo. Mija 50 lat, komputer się właściwie nic nie zmienił, poza tym, że jest mniejszy. Jakakolwiek innowacyjność, która się pojawiała, to były tylko takie krótkie strzały w historii cywilizacji. Lata 20., lata 30., zanim naziści wymyśleni przez Giełdę Nowojorską i rodzinę królewską opanowali kawałek świata, innowacyjność pojawiała się w Republice Weimarskiej. Niesamowite rzeczy od strony medycyny i w ogóle leczenia ludzi. Wyobraź sobie, że wtedy nie było już problemu z nowotworami. Nowotwór wtedy nie był uznawany za jakąkolwiek patologiczną chorobę, bo właściwie były metody normalnie w szpitalach: w paryskim szpitalu rządowym, w miejskim paryskim szpitalu, w Brukseli, w Holandii. Właściwie zachodnia Europa doskonale sobie z tym radziła. Nie wiem jak w Polsce, bo akurat z Polski nie mam żadnej dokumentacji na ten temat. Nigdzie nie trafiłem.
Może dlatego, że w Polsce nie było tego języka niemieckiego, nie było Goethego. Może dlatego. Anyway, ale pewnie było coś innego. W każdym razie świat wyglądał naprawdę zupełnie inaczej. Była masa dżentelmenów, którzy wymyślali urządzenia tak zwanej wolnej energii, jak to dzisiaj popularnie nazywamy. Nikt sobie nie wyobrażał tego, że za kolejne 20, 30, 40 lat będzie płacił za prąd. Wszyscy byli przekonani w latach 50., w latach 20. ludzie myśleli, że za 20 lat będziemy latali w jakichś dziwnych urządzeniach nad ziemią. Nikt nie będzie musiał już pracować, nie będzie wojen i tak dalej. Ale okazało się, że tutaj kolega Warburg, słynny milioner, człowiek, który wymyślił razem z Rothschildem, Rockefellerami ten obóz koncentracyjny, w którym aktualnie mieszkamy.
To jest właśnie jeden z pomysłodawców. Miał taki genialny pomysł. Zresztą był naukowcem, który badał socjotechniki i wpadł na genialny pomysł z pewnym ekonomem i grupą naukowców, że najlepszą metodą na wzięcie nas wszystkich za pysk jest doprowadzenie do sytuacji, w której każdy z nas będzie miał kredyt. Właściwie jeżeli wyciągnie się z naszych kieszeni tak zwane pieniądze, czyli możliwość niezależnego operowania jakąś tam walutą i bycia po prostu niezależną istotą, to w tym momencie bardzo łatwo można nami manipulować. Projekt się doskonale udał. Minęło troszeczkę lat. Teraz z tego, co zauważyłem wśród niektórych grup społecznych tak zwanych, takim hiciorem jest na spotkaniach towarzyskich, jak ktoś wychodzi, mówi: „Właśnie dostałem kredyt, kupuję coś na kredyt” i ludzie się chwalą tym, że mają kredyt. A to było wymyślone przez dżentelmenów po to, żeby wziąć wszystkich za ryj i trzepnąć nimi o glebę tak, żeby już więcej nie wstali. Jest cała praca naukowa na ten temat napisana dokładnie w 1921 roku. To jest właśnie ta praca naukowa, na podstawie której Trzecia Rzesza zaczęła funkcjonować.
Bony dla mieszkańców. Nie miałeś pieniędzy za bardzo. Wypłaty dostawałeś tylko kieszonkowe, a reszta to były takie bony, które mogłeś realizować. Zresztą kto pamięta stan wojenny? Ja pamiętam, akurat jestem z tego pokolenia. Szczęśliwie akurat nie odbiło się na moich nerwach specjalnie. Ta sama historia. Polaryzacja społeczeństwa. Jedni mają lepiej, drudzy mają gorzej i ktoś ciągle kontroluje to, ile możesz zjeść, bo daje ci kawałek karteczki papieru, która cię upoważnia do zrobienia czegoś. To jest twoja licencja na kawałek chleba.
To jest twoja licencja na kawałek czegoś. I tak dalej. Dzisiaj ta licencja to jest kawałek plastiku. Nazywa się karta kredytowa. I tak to wygląda. I wszyscy powoli brnęli w to. Uwierzyli w to, że jesteśmy kolejną wersją małpy i że to zabijanie, to krzywdzenie siebie nawzajem jest takim clou, że to jest częścią naszej natury. I to było wałkowane właśnie przez te wszystkie uniwersytety. Takie wytłumaczenie, dlaczego ten drań mnie bije, dlaczego człowiek, który ma dużo pieniędzy, ma wszystko, ma więcej niż ktokolwiek inny na świecie, dlaczego on jest taki agresywny i dlaczego on krzywdzi innych ludzi, skoro już nie musi? On może usiąść i wydawać te pieniądze i robić cokolwiek chce i naprawdę nie musi robić nikomu krzywdy.
Odpowiedź? Odpowiedź pojawiła się razem ze współczesną zmanipulowaną nauką. To jest atawizm zaszyty w naszych zachowaniach, ponieważ pochodzimy od dzikich zwierząt. To jest kompletną bzdurą. Właściwie nikt nie był w stanie tego udowodnić. Do tej pory nikt nie jest w stanie tego udowodnić. Jedyne dowody, jakie istnieją to to, że jest to permanentna bzdura, którą możesz włożyć na półkę pod tytułem science fiction. I to powie ci każdy specjalista od kodu DNA. Dużo mówić, szkoda nawet przytaczać w ogóle tych wszystkich dziedzin, na których to się ujawniło. Zawsze jest ten problem z tą historią, która wystaje spod tego piasku.
Nawet z tymi piramidami, bo jak teraz pogodzić bycie małpą z wybudowaniem piramidy i tego kompleksu w Gizie? Małpy to wybudowały? Chyba nie. I kilka innych rzeczy. A jeszcze teraz, jak wychodzą te starsze wykopaliska, to co? To ryby to wybudowały, jeszcze zanim zostały małpami? Te wszystkie potężne kompleksy, które są parę metrów pod ziemią, potężne kamienie zanurzone gdzieś nawet pod wodą, na oceanach, kawałki potężnych budowli. Nie. To teraz jak to pogodzić? Gdzie jest ta nauka, co jest prawdą, a co prawdą nie jest?
To chyba dotyczy się tylko i wyłącznie naszej percepcji rzeczywistości. Ja sobie myślę, że ta percepcja została bardzo mocno zmanipulowana i to naprawdę takiego ekstremalnego poziomu. Jest taka słynna historia, legendarna historia z Aldousem Huxleyem, tym dżentelmenem, który napisał ową kultową książkę „Drzwi percepcji”. I widać, jak naiwne były te poprzednie pokolenia lat 50., jeszcze lat 40. Jak oni naiwnie wierzyli w to, że mają jakieś wyjaśnienie na rzeczywistość, że naprawdę coś łapią, że obejmują sens kosmosu. Z nauki został wyjęty termin pod tytułem magnetyzm. Kompletnie został usunięty. Został zastąpiony koncepcją Alberta Einsteina. Dokładnie. Teraz jest taka kolejna szalona koncepcja, która się też niczego nie trzyma.
Bardzo popularne. To jest tak jak czarne dziury. Teraz nie ma czarnych dziur. Teraz jest fizyka kwantowa, bzdura do entej potęgi. Ale widzisz popularne słowo. Wszyscy są teraz kwantowi, także witam cię kwantowy słuchaczu do kwantu. Generalnie też taka sama bzdura, wynikająca dokładnie z tego samego powodu, z limitowania tej edukacji, że właściwie nikt tak naprawdę nie został dopuszczony do tej pełnej informacji, żeby móc wyciągnąć konkretne wnioski przez ostatnie chyba 100 czy 200 lat, nawet włącznie z Huxleyem, który rzucał sobie kwasy i pisał sobie ciekawe książki o tym, próbował znaleźć rozwiązanie na zbudowanie pięknego, permanentnego społeczeństwa, w którym wszystko będzie cudownie. I napisał taką książkę. To jest właśnie ta jego kultowa książka, która namieszała potężnie na świecie. Książka została napisana w 1954 w Stanach Zjednoczonych i opublikowana w Stanach Zjednoczonych i w Anglii.
Nazywa się „The Doors of Perception”, czyli „Drzwi percepcji”. I to jest taki ciekawy koncept, gdzie przerażony młody Huxley, może nie aż tak młody, ale Huxley przerażony, bo to widać w tej książce. Jak czytasz, to widzisz, że odkrył coś więcej, że przekroczył drzwi percepcji. Wydawało mu się, że świat, który zna i ten świat, w którym wszyscy żyjemy, to jest jedna percepcja, która istnieje. I nagle wrzuca substancję o nazwie meskalina, przekracza drzwi percepcji i poza tymi drzwiami jest świat zupełnie inny, nieporównywalny wręcz do tego, co jest na co dzień. Sens egzystencji się zupełnie zmienia, przenosi się w inne miejsce, inne rzeczy zaczynają być ważne. Pieniądze i cała ta wojna jest o kant dupy roztuć. Empatia i miłość do drugiego człowieka staje się najważniejszym elementem. Wiedza za darmo i tak dalej. Zupełnie z drugiej strony stała cywilizacja.
I przerażony tym konceptem, tym, co odkrył w swojej własnej głowie, że świat wygląda zupełnie inaczej niż ktoś mu do głowy szuflą nawkładał przez te całe życie, sformułował taką koncepcję, że jedyny powód, dla którego nie mamy dostępu do tej wiedzy, to taki, że gdybyśmy mieli dostęp do tej wiedzy, kim jesteśmy, do naszej pełnej percepcji, to byśmy zwariowali. I jego konkluzją było to, że człowiek nie chodząc do kościoła, nie chodząc do pracy i nie zakładając krawata musi koniecznie zwariować. Ja mam takie zawsze pytanie: kto tu zwariował? Kto tu zwariował, mój ty kolego? Przecież to ty zwariowałeś. To ty musisz mieć ten attachment, to ty musisz mieć ten krawat, to ty musisz chodzić gdzieś, żeby udowadniać sobie, że jesteś kimś i że robisz coś i że twoja egzystencja ma jakikolwiek sens. I tak to się skończyło z tym Huxleyem, „Drzwiami do percepcji”. Książka zrobiła niesamowite zamieszanie i żeby było zabawniej, była przyczynkiem takiej nowej rewolucji technologicznej między innymi, bo każda rewolucja jest połączona i z technologią, i z naszym umysłem. To nigdy nie jest osobno. Wiem, że popularnym obrazem rzeczywistości jest ten obraz, w którym wszystko jest dualizmem.
Nasza dusza to dusza, nasza świadomość ten. Mamy 300 rodzajów poziomów ego, świadomości i tak dalej. Piąta, szósta, 20. czakra, 50. A prosty koncept, taki prosty, że jestem tu i teraz i to jestem tylko ja i aż ja jest bardzo ciężki do uwierzenia, ponieważ ten koncept wymusza branie odpowiedzialności za wszystkie rzeczy, które robimy dookoła, za cały świat, który kształtujemy. Ale to nie jest w czasach konsumentów zbyt popularne, bo zrobiono z nas konsumentów, zrobiono z nas użytkowników i zaproponowano nam świat użytkowników, o czym tu czasami opowiadam. I ten świat użytkowników też pojawia się właśnie w tej książce „The Doors of Perception”, że wszyscy jesteśmy użytkownikami, a nie partycypantami, że to nie budujemy rzeczywistości, tylko że odkrywamy tą inną percepcję. I to było coś, co przeraziło Huxley'a. To było coś, co przeraziło wielu ludzi, ale niektórych nie przeraziło aż tak strasznie. Poszli o parę kroków dalej i zrobili grupy testowe.
Zresztą Huxley też uczęszczał na takie spotkania grupy testowej właśnie spotykającej się co piątek, wrzucającej sobie LSD i próbującej rozwiązać problemy ówczesnego świata. Szczęśliwie dobrze mu to zrobiło, bo późniejsze książki są już troszeczkę łatwiejsze w myśleniu i widać, że dżentelmen troszeczkę odpuścił i zaczął układać sobie w głowie trochę bardziej normalny świat. Zaczął zauważać, że naprawdę to, że jest więcej i że żyjemy w takim bardzo kompleksowym świecie, który ma bardzo wiele wymiarów i bynajmniej nie są to tylko trzy wymiary, jest czymś normalnym i oczywistym. I nie ma tu żadnego, że tak powiem, zdziwka ziomuś i ziomka. Wszystko jest normalne i to jest standard. To, że ktoś nie akceptuje tego, że jest komunikacja pomiędzy wymiarami, że rozmawia się z istotami, które żyją w innych wymiarach, że to się wszystko przenika, to jest tylko i wyłącznie jego problem. To nie jest absolutnie mój problem ani twój. To jest problem człowieka, który nie chce tego zauważyć, bo po prostu nie chce tego zauważyć, ponieważ uwierzył w to, że bezpieczna opcja jest tą opcją, którą mu wklepano, wklejono, wdeptano i przyspawano do jego głowy, limitując kompletnie jego percepcję rzeczywistości. Ale to nie był jedyny koleś, bo ta innowacyjność intelektualna pojawia się co jakiś czas. W dzisiejszych czasach troszkę zanikła.
Nie ma jej zbyt wiele. W dzisiejszych czasach to w ogóle jest zabawna historia, ale to może zostawiamy. Wszyscy wiemy, w jakich czasach żyjemy, w jakich czasach mieszkamy. Także tutaj szkoda naszego czasu na duperelę, że tak powiem. Ale do rzeczy, bo chcę wspomnieć o pewnym dżentelmenie, który się nie poddawał, bo zawsze jest troszeczkę ludzi takich jak ty i ja, którzy się nie poddają i naprawdę nikt nie jest w stanie zlimitować naszej percepcji. I doskonale i ty, i ja wiemy, że to, co jest tu fizycznie dookoła nas, to jest bardzo niewielki ułamek tego świata, który się dzieje. To jest tylko taka ostatnia wypadkowa końcówka, można powiedzieć jednej części terminala. Przy czym jest tu tyle wymiarów, tyle rzeczy się dzieje. Oczywiście nie wszystko jest zauważalne przez każdego, ale jeżeli jest się bacznym i czujnym obserwatorem, to naprawdę nie zgubisz tego. Nie ma problemu skontaktować się z duchami swoich przodków, nie ma problemu odwiedzić poprzednie czasy sprzed stu lat, nie ma problemu udać się do przyszłości, przeszłości.
Nie ma problemu z podróżowaniem po wymiarach pod warunkiem, że nie wbijesz sobie do głowy, że tego nie można robić. Bo jeżeli wbijesz sobie do głowy, że to jest niemożliwe, to siłą rzeczy zawsze dla ciebie będzie to niemożliwą opcją i nigdy się nie wydarzy. To jest dokładnie ta sama historia jak z technologią. Akurat jestem takim szczęśliwym przykładem, że mam tu działające urządzenia o nazwie Magrav, które robią to, co mają robić. Robią nieprzeciętną redukcję zużycia prądu elektrycznego. I wyobraź sobie, że naprawdę ciężko się czasami rozmawia z bardzo inteligentnymi ludźmi, którym wyprano mózgi do tego poziomu, że nie są w stanie uwierzyć, że jest na świecie inna opcja niż prąd z elektrowni, że to w ogóle może być wszystko inaczej zbudowane, że clou jest zupełnie gdzie indziej. I to nie dlatego, że tego nie ma, bo to jest. Po prostu jest. Czy chcesz, czy nie, słońce jutro wstanie i zajdzie. Wstanie na wschodzie, zajdzie na zachodzie.
I naprawdę mój i twój bunt przeciwko temu niewiele tego zmieni. Na złość mamie możesz sobie odmrozić uszy i naprawdę niewiele to zmieni. Tak samo jak z tymi maszynami, które działają. A takich maszyn w przeciągu ostatnich stu lat, nie mówię akurat o Magravach, tylko o maszynach produkujących na przykład energię w sposób wolny, niezależny od elektrowni, jest setka, jeżeli nie tysiące albo i o wiele więcej, które zostały zamiecione pod dywan. Jedynym powodem, dla którego są zamiatane pod dywan, jest nasza percepcja, a nie to, że jest to niemożliwe. Po prostu ktoś komuś wbił do głowy, że to nie jest możliwe. Ty tego nigdy nie będziesz miał. Nie ma tego, to nie istnieje. I ktoś w to uwierzył i taki sobie świat wybudował. I sobie teraz żyje w takim świecie, co w rzeczywistości nie jest prawdą o tym świecie.
Jest to tylko jego własny indywidualny kosmos, w którym być może akurat te rzeczy nie działają. Chociaż one działają wszędzie tak jak te urządzenia, tak jak słońce, tak jak wiele innych rzeczy. To jest po prostu kwestia limitowania swojej percepcji na rzeczywistość. Ale szczęśliwie nie wszyscy w tej cywilizacji sobie tą percepcję limitują, szczególnie jeżeli chodzi o piramidy i wszystkie te zabytkowe historie. Pamiętasz ten koncept pewnie ze szkoły, że piramidy mają 6000 lat, Sfinks może troszeczkę dłużej. Wszystko to okazało się kompletnym kłamstwem. No i szczęśliwie to nie jest tak, że tylko podręczniki mówią o takich rzeczach, bo w historii cywilizacji pojawia się co jakiś czas kilku dżentelmenów, kilku ludzi, którzy mają swoją własną opinię na ten temat i wcale się nie boją o tym głośno powiedzieć, bo też nie ma czego się bać. To nie jest mój problem, że ktoś jest ślepy na to, co się dzieje dookoła. Naprawdę nie jest mój problem. To jest jego limitacja.
To on chce sobie wymyślać Boga, w którego wierzy. To on chce wymyślać sobie ograniczenia, które go ograniczają. To nie jest ani mój, ani twój problem. No i taki dżentelmen, który postawił się zmierzyć z takimi rzeczami, odpowiedzieć na pytania, na które cała reszta w ogóle bała się nawet pomyśleć o takich pytaniach, zakopała je pod ziemię, uciekła do tak zwanych praw fizyki. Mamy prawa fizyki, nie dotykajmy innych rzeczy. No więc taki dżentelmen się pojawił w pewnym momencie. Zresztą było ich paru. Ja dzisiaj wspomnę tylko o jednym. Immanuel Velikovsky, bardzo ciekawy dżentelmen, kiedyś o nim być może wspomniałem. Urodził się w Rosji w 1895 roku, jeszcze za carskiej Rosji.
Zmarł w 1979 roku, czyli długo, prawie setkę pociągnął dżentelmen. I co w ogóle ten Emanuel Velikovsky, filozof, psychoanalityk, psychiatra i tak dalej, taki dżentelmen od tych zagadnień umysłowych. On odkrył pewną limitację w naszym umyśle, że my właściwie nie traktujemy tego, co widzimy dookoła nas jako normalnej rzeczywistości. My ciągle próbujemy przez jakiś filtr tego, co nam ktoś powiedział, bo ktoś powiedział, że jest ojczyzna, to my w tym momencie już limitujemy wszystkich fajnych ludzi do tych, którzy mówią w naszym języku. Ups, ząb. Się okazuje, że wcale tak nie musi być. I tak dalej. Jest wiele takich różnych rzeczy. Myślę, że wiesz doskonale, o co mi chodzi. Ten dżentelmen wziął na ruszt historię Ziemi, historię kosmosu i zastanowił się: „Okej, dobra, co będzie, jeżeli wyrzucimy wszystkie nasze uprzedzenia na temat co się komuś wydaje, jak jest?
Odłożymy ten cały shit na bok i tak jest gówno wart i zastanowimy się naprawdę, jak to wyglądało. Jaka jest historia kosmosu? Jak to działa?”. Bo wiadomo, że ten cały oficjalny model istnienia kosmosu, który nam się zapodaje, w ogóle się nie zgadza. Ani Księżyc nie zachowuje się tak, jak powinien się zachować, ani Ziemia nie ma takiej trajektorii lotu, jaka powinna być, ani żadna inna planeta, żeby w ogóle tak zwane twierdzenie Einsteina mogło zaistnieć. Sztab matematyków pracuje nieustannie i podmienia non stop wszystkie te rzeczy w tych równaniach, bo inaczej się nic nie zgadza. Zresztą wiadomo, to się nigdy nie zgadzało. To już osobna historia. Zostawmy tego nieszczęśnika Einsteina, karierowicza, który właściwie nic w życiu samodzielnie nie wymyślił. Jego jedyną rolą była pomoc w zakopaniu pod ziemię pewnego konceptu, który myślę, jest takim bardzo kluczowym pomysłem, żeby zrozumieć, jak funkcjonuje cały kosmos i był podnoszony nieustannie przez bardzo wielu dżentelmenów, począwszy od i Goethego, i Nikole Tesle, i wielu innych, łącznie właśnie z Emmanuelem Velakovskim.
A mianowicie chodzi o koncept, który my nazywamy magnetyzmem. Jeszcze 100 lat temu to istniało o nazwie magnetyzm, przyciąganie. Ten magnetyzm został wyrzucony w ogóle z nauki oficjalnie, właśnie za pomocą używania takich bęcwałów jak Einstein i cała ta kwantowa bzdura do kwantowej potęgi. My już nie mówimy o prawie atrakcji, przyciągania. Tak to się nazywało jeszcze 200, 300 lat temu. Nie wspominamy o tym dzisiaj. To już jest niepopularne, chociaż akurat szczęśliwie dla mnie i dla ciebie to wraca z powrotem odbija się czkawką, bo świat jest skonstruowany w konkretny sposób i czy się to komuś podoba, czy nie, te zasady się nigdy nie zmienią. To, że ktoś mówi, że słońce jest niebieskie, wcale nie znaczy, że ma rację. On może sobie mówić, że słońce jest niebieskie, ale ani mnie, ani ciebie nie oszuka. My wiemy, jakie jest słońce.
Niebieskie nie jest. Najwyżej jest czerwone, żółte, a jak jest jakaś kolorowa chmura na niebie, to przybiera kolor tej chmury, przez którą przechodzą te promyki i to wszystko. I doskonale o tym wiemy. Także kitu nam nikt tutaj nie wciśnie, ale szczęśliwie udało nam się wcisnąć kit na temat praw, jak funkcjonuje świat i to takich elementarnych. Chodzi o unifikację wszystkich zjawisk, które się dzieją na tej planecie i w ogóle w kosmosie. Nam się opowiada bajkę, że wszystko jest względne. To jest ta Einsteinowa bzdura i tak dalej. Także ciągle żyjemy w takim rozkroku. Chodzimy do pracy, której nie lubimy, po to, żeby zarobić pieniądze, które może nam się uda zgromadzić, zanim szlag nas trafi, po to, żeby uciec od tych nieprzyjemnych rzeczy pewnego dnia na starość i gdzieś szczeznąć z odrobiną tych pieniędzy, udając szczęśliwego starca, który zmarnował swoje życie, robiąc rzeczy kompletnie bez sensu. No właśnie, a jeżeli weźmiemy na ruszt takie zunifikowane prawo kosmiczne, to wiadomo, o co chodzi.
Chodzi o jedno prawo. Wszystko jest podporządkowane tej samej regule, temu samemu zbiorowi zasad. Czyli wszystko jest zunifikowane. Cały kosmos rządzi się tą samą zasadą. I Emanuel Velikovsky był jednym z tych dżentelmenów, którzy z powrotem w latach 50. jeszcze trochę wcześniej, zaraz po wojnie podjął tą koncepcję na ruszt. Wtedy, kiedy wszyscy byli zakochani w bombie atomowej, wszyscy udawali, że składają się z 30, 50 różnych kawałków, które nigdy nie będą ze sobą powiązane. Ten dżentelmen nie odpuszczał i stwierdził, że nie, to nie tak do końca. Cały kosmos jest jednym wielkim kawałkiem, który funkcjonuje zawsze na tych samych prawach. Prawo magnetyzmu.
I podniósł z ziemi w filozoficzny i właściwie psychologiczny sposób koncept, nad którym siedział Nikola Tesla, czyli historię magnetyzmu. Nikola Tesla szukał w tym magnetyzmie odpowiedzi na pytanie, czym są te tajemnicze moce, prądy telluryczne, jak to nazywał. Jak to się dzieje, że manifestuje się energia? Jak to się dzieje, że rzeczy się przesuwają w taki, a nie inny sposób, że coś lewituje albo nie lewituje, że my chodzimy po ziemi, że Księżyc jest tym, czym jest. Tesla koniec końców wyśmiano i do tej pory masa bęcwałów próbuje się śmiać z tego, ale myślę, że dlatego, że po prostu mają wyprane mózgi. I jeżeli masz gdzieś tam po drodze takiego bęcwała, to zauważasz, że jego percepcja rzeczywistości sprowadza się do cytowania bzdur Newtona, które zostały przyjęte po pijaku. I on nawet o tym nie wie. On myśli, że uczestniczy w jakiejś poważnej zabawie, że to naprawdę daje jakiś intelektualny sznyt jego umysłowi i że to coś znaczy. W rzeczywistości chyba myślę, że prace Tesli i Emanuela Velakowskiego, wielu innych dżentelmenów właśnie z tej półki znaczyło o wiele więcej niż cała ta konformistyczna, konserwatywna, tak zwana konserwatywna, gówno warta nauka. Wracam do opowieści o Manuelu Velakovskim.
Właściwie nie tyle o nim, bo nie jest to audycja autobiograficzna, nie są to biografie różnych ludzi. Chodzi o jego koncepcję. Ten dżentelmen w latach 40., 50. w ogóle zakwestionował oficjalny pomysł nauki na to, jak jest skonstruowany kosmos, a już tym bardziej w latach 50., kiedy Einstein był promowany i cały ten busi do Einsteina na temat, jak jest skonstruowany kosmos i tak dalej. I co powiedział? Powiedział jedną rzecz, że to nie Słońce ogrzewa planety. Miał taką koncepcję, która mówiła jasno i wyraźnie, że planety grzeją się od wewnątrz, że całe ciepło Tak, idzie od wewnątrz. To nie jest nic związanego z promieniowaniem słonecznym. Zaraz po tym, kiedy Amerykanie wyrzucili pierwsze satelity, które robiły pierwsze zdjęcia w podczerwieni i zbierały pierwsze dane na temat Wenus, bo dokładnie historia dotyczyła planety Wenus, okazało się, że koncepcje pana Velakovskiego, które brzmiały dla niektórych jeszcze bardziej fantastycznie niż science fiction, niż fantastyka naukowa, okazały się prawdziwe. Velakovsky postawił kilka bardzo ciekawych wniosków, że cała historia związana z mainstreamową archeologią, chociażby z egipską chronologią, że cała historia z ciemnymi wiekami, to wszystko nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która tak naprawdę się działa na tej planecie.
Chociażby historia, która powoli zaczyna nas dotyczyć, to powoli się przebija do tak zwanego mainstreamu. Znasz sprawę na pewno doskonale ze szkoły. Mowa jest o epoce lodowcowej. Jest słynny film o epoce lodowcowej, milion dokumentów. Amerykanie wymyślili specjalny kanał, który się nazywa Discovery. Jest to kanał, który rozprzestrzenia ciemność z prędkością światła. Taka jest moja opinia. Jest to taki bełkot, że to się w głowie nie mieści i bierze się po prostu fajnie wyglądających kolesi naukowców, którzy mówią ci, jak jest. W rzeczywistości pieprzą tak nieprzeciętne bzdury najczęściej, że człowiek może tylko za głowę złapać i zastanawiać się, skąd oni wzięli tą kolekcję debili. To jest chyba tylko i wyłącznie robione po to, żeby zrobić z nas jeszcze większych debili.
Z ciebie i ze mnie. Ja akurat nie oglądam Discovery. Wszystko, co jest z Discovery, ląduje u mnie w takim miejscu, które się nazywa toaleta i w tym momencie wrzucam do toalety, łapię za spłuczkę i tak się kończy ta historia kanału Discovery w moim życiu. Historia z epoką lodowcową, erą lodowcową. Tak się mówi: era lodowcowa. Wszystkie wykopaliska archeologiczne, czy chcesz, czy nie, czy ci się to podoba, czy nie, czy chcesz w to wierzyć, czy nie, to już jest twój problem. Trwała dosłownie tydzień, nawet chyba krócej. To jest największy dowcip. Przyszło dosłownie w ciągu kilku godzin. Właściwie, jeżeli chcemy być precyzyjni, to możemy mówić, że w ciągu niecałej godziny nastąpiła era lodowcowa i trwała około tygodnia, jeżeli nie krócej.
Zwierzęta zamarzły podczas żarcia trawy. Teraz te mamuty, które się znajdują gdzieś na Syberii i nie tylko, jasno i wyraźnie po przebadaniu pokazują dokładnie taki obrazek. Stał sobie taki bizon, mamut albo cokolwiek to było na łące, żarł trawę i nagle zamarzł. Dosłownie w tym momencie, kiedy sobie żarł tą trawę i trawa jest w przełyku, w żołądku, w całym układzie pokarmowym. On podczas trawienia, podczas posiłku, kolega zamarzł na kość. Tak że jak się go dzisiaj wykopuje, to mamy dokładny skład posiłku w jego całym układzie pokarmowym. To jak można mówić, że to było coś, co wydarzyło się, działo się, lodowce i tak dalej. Jasne, były lodowce i się przesuwały, ale to bynajmniej nie była era lodowcowa. Jak się okazuje, ta era lodowcowa, o której mowa, trwała w okolicach tygodnia. Takie są ślady archeologiczne.
Oczywiście można to zaakceptować, można też nie zaakceptować. Jeżeli jesteś archeologiem i przypadkowo się dokopiesz do tego i będziesz chciał o tym głośno mówić, bardzo szybko stracisz robotę i będzie problem z tym, żebyś mógł kontynuować swoją karierę naukową. Akurat Velakovsky wziął to wszystko od strony tak zwanej porównywalnej mitologii, czyli zbierał mity z różnych miejsc świata i porównywał ze sobą. Co ma wspólnego Biblia? Zresztą akurat studiował takie rzeczy jak Biblię na Uniwersytecie w Jeruzalem, w Izraelu wtedy jako psychiatra i psychoanalityk, i sprawdzał, jakie są korelacje pomiędzy tym, co my jeszcze pamiętamy na podstawie jakiegoś mitu, który gdzieś tam w nas drzemie z rzeczywistością. I wyszło, że świat jest zupełnie inaczej zbudowany. I powoli, w dzisiejszych czasach, jak się okazuje, te wszystkie dane, które spływają z kosmosu, potwierdzają bardzo wiele tez właśnie Velakovskiego i to takich kosmicznych, można powiedzieć. Ja tu nie będę się rozpisywał i rozpowiadał na temat tego, co w ogóle Velakovsky na temat jego idei, które proponował, bo jest tego naprawdę bardzo dużo. Można by o tym dużo mówić. Chociażby to, że jego najsłynniejsza idea, najsłynniejsza książka to jest to, dzięki czemu przeszedł do historii.
Wiem, że w języku polskim praktycznie postać nieznana, ale na świecie wśród ludzi, którzy się zajmują tematem, jest to po prostu, można powiedzieć, kultowa postać. Dżentelmen, zdaje się mieszkając wtedy w Nowym Jorku. To jest 1942 rok, czasy Nikoli Tesli. Dokładnie rok, kiedy został, zdaje się zamordowany Nikola Tesla. No właśnie, jaka była jego teza, o której później napisał tą słynną książkę? Teza brzmiała tak, że planeta Ziemia ucierpiała z powodu naturalnej katastrofy na globalną skalę i że jest to zapisane w historii ludzkości w postaci różnych mitów. Czy to szaleństwa o nazwie Biblia, czy gdziekolwiek się udasz. Indianie Hopi, Ameryka Południowa, Azja. Mity o powodzi i takiej totalnej zagładzie jest praktycznie w każdym zakątku świata. I to naprawdę nie jest kwestia związana z obrazem jakiegoś biblijnego demona, który każe składać dzieci w ofierze.
Nic z tych rzeczy. To jest po prostu mit, który jest globalnie, wszędzie funkcjonuje na świecie. To jak tworzysz nową religię, to dam ci tutaj taki tip. Koniecznie musisz włożyć ten mit do swojej nowej religii, bo po prostu nie zażre, bo jest to tak głęboko zakorzenione gdzieś tam w naszej psyche albo jakoś tak. Ponoć tak twierdził Velakovsky, że nie ma bata, żeby to się po prostu nie wydarzyło. Gdyby się nie wydarzyło, nikt z nas nie brałby tego nigdy pod uwagę. Jest to tak poważna zmiana, że bierzemy to nieustannie pod uwagę. Taka historia i chodziło właśnie o geologiczne dowody tej katastrofy. Akurat Velakovsky był właśnie adwokatem owej katastrofalnej idei, bo tam były różne pomysły, że to się formowało. Taki główny pomysł, że Ziemia się formuje, że formowała się, sklejała.
Pierw była ryba, jakaś komórka, która zamieniła się w rybę, później w żabę, później w małpę. Ta żaba skakała po drzewach i właśnie zaczęło rosnąć jej futerko, a później tej małpie wyrosło coś innego i zamieniła się w człowieka. Takie szalone pomysły. Jak się okazuje, nie ma żadnego potwierdzenia. Historia, o której mówił Velikovsky, to o przelocie potężnego ciała kosmicznego albo katastrofie kosmicznej w naszym Układzie Słonecznym, że zderzenie Saturna, Jupitera, Wenus, Marsa i tak dalej, że one są na niewłaściwych orbitach i że w historii ludzkości te orbity są zapisane w innym miejscu. Właściwie ja kluczę troszkę dookoła. Chodzi dokładnie o to, że układ planet był zupełnie inny. Jeżeli się przyjrzysz rozmiarowi planet, bo to dzisiaj jest powoli podnoszone. Minęło chyba ponad 30 lat od śmierci Velikowskiego, prawie mija cały wiek, bo on w latach 20. poprzedniego stulecia już zaczął powoli o tym mówić.
Mija prawie całe 100 lat i nagle się okazuje, że faktycznie coś w tym jest. Chodzi o wielkość planet. Jak się okazuje, model, według którego jeżeli chcesz sprawdzić, jak funkcjonuje kosmos, ma tylko jedną taką współrzędną, która jak na razie pasuje. I to była właśnie ta współrzędna związana z magnetyzmem. To, o czym mówił Nikola Tesla, wielu innych, chociażby Wilhelm Reich i tak dalej. Velikovsky podniósł tą tezę do góry. Przyjrzał się tej sprawie i okazało się, że biorąc to pod uwagę, planety powinny być umieszczone dookoła Słońca względem swoich rozmiarów, czyli od najmniejszej do największej, a nie tak, jak są teraz. I ten układ planet, który mamy teraz aktualnie w naszym Układzie Słonecznym, jest wynikiem potężnej katastrofy, która zaburzyła ten oryginalny układ, który jest najzdrowszy, najnormalniejszy. I nasze wspomnienie o tej wielkiej katastrofie jest właściwie wspomnieniem po globalnej katastrofie kosmicznej. To nie jest tylko i wyłącznie historia z Noe, jakieś takie bzdury.
Nic z tych rzeczy. To jest globalna historia, o której mówią Indianie wszędzie, na każdym kontynencie, o której mówią Inuici, o której mówią ludzie w Azji, Aborygeni. Nie jest to nic nowego dla tych, w cudzysłowie, pierwotnych ludów. I właśnie dla nich jest to naturalne, a dla nas jest to w aktualnej cywilizacji problem, bo jak zaakceptować taką rzecz, skoro my zaakceptowaliśmy święty porządek świata, że zawsze tak było, zawsze tak będzie i to jest standard. Jak się okazuje, standardem wcale nie jest. Velikovsky stwierdził, że nigdy nie było standardem, że to jest tylko moment przejściowy. Przelatuje jakieś ciało niebieskie, zrobiło jakąś stłuczkę, wszystko się poprzesuwało w inne miejsca. Była kosmiczna katastrofa. Zapis o tej kosmicznej katastrofie został bardzo mocno wykorzystany w biblijnych zapisach, co postulował Velikovsky. Zresztą powołując się na powódź Noego, to historia z Saturnem, że pierścienie dookoła Saturna z Jupiterem, że się przesunął i tak dalej.
Jest to opisane jako Sodoma i Gomora. Takie ciekawe koncepcje. Głównie opierał się na badaniu planety Wenus i twierdził, że Wenus jest dokładnie taką drugą Ziemią. Jeszcze w czasach, kiedy nie było satelitów, kiedy nie było teleskopów. Mówił dokładnie to samo, co mówił Nikola Tesla. I o ile dzisiaj jeszcze nie brakuje cwaniaków, którzy twierdzą, że Nikola Tesla zwariował na starość, to mogą za chwilę dotrzeć do punktu, w którym się okaże, że to oni zwariowali, tylko nie na starość. Trzeba było się posłuchać starego Nikoli Tesli, bo człowiek wiedział, co mówi. Velikovsky podjął to z powrotem i się okazuje, że faktycznie wszystkie jego koncepcje i koncepcje, które mówił Nikola Tesla, mają rację bytu i że chyba tak właśnie jest. Wenus ma większą temperaturę od Ziemi, ale niewiele większą, niewiele się różniącą. Wygląda na to, że z powodu tej katastrofy, która nastąpiła, wszystko się elegancko poprzesuwało, a Wenus jest naszą, można powiedzieć, bliźniaczą planetą w tym Układzie Słonecznym.
Wszystkie planety są podgrzewane od środka. Jest to rodzaj pewnej radiacji, pewnego magnetyzmu. Velikovsky postulował dodatkową moc, dodatkowe drugie pole, które uzupełnia magnetyzm. Nigdy nie udało mu się tego zbadać do końca. Zawsze twierdził, że to jest uciekający element w jego całej koncepcji. Nigdy nie miał dowodów na to. Wiedział, że coś tam jest, tak jak Nikola Tesla mówił, że jest jeszcze druga siła, która kształtuje, formuje świat, że to nie jest tylko magnetyzm, o którym wtedy wszyscy dosyć szeroko się rozpowiadali i brali to jako bardzo poważny koncept, zanim się pojawił Einstein. Zawsze był ten brakujący element. To było coś, co nieustannie próbował zbadać Proteus Taymets, dobry przyjaciel Nikoli Tesli, który współpracował z potężnymi korporacjami, takimi jak General Electric i tak dalej. Dżentelmen, który właściwie stworzył to, co my nazywamy oficjalnym radiem.
Całe historie z antenami i tak dalej. Alexanderson, dokładnie ta sama historia i bardzo wielu innych. To samo zresztą nie kto inny, jak Wilhelm Reich też postulował tuż przed śmiercią, że poza tą podstawową siłą, którą on nazywał orgonem, jest jeszcze druga. On nazywał orgon dor, ale że to nie jest dokładnie orgon dor, że jest coś jeszcze, coś, co tak naprawdę definiuje te obydwa kierunki orgonu, jak to nazywał. Jeżeli się przyjrzysz, przelecisz przez tą całą historię, przyjrzysz się pracom tych dżentelmenów, to zauważysz, że każdy z nich w pewnym momencie dochodził do tego samego punktu. Twierdził, że mam tą pierwszą siłę odpowiedzialną za część mocy stworzenia, ale wszystko pokazuje jasno i wyraźnie, że to nie jest tylko i wyłącznie jedna siła. Ona ma gdzieś brata bliźniaka. Nikt nie potrafił zlokalizować tego brata bliźniaka, ale każdy o tym pisał, że jest coś takiego. Musi być coś takiego, bo sam magnetyzm nie wystarczyłby, żeby to wszystko utrzymać w kupie. Nikt nie wiedział, co to jest do końca.
Teraz wiemy, że jest to siła grawitacyjna. Nawet NASA się powoli do tego przyznaje. Chociaż oficjalna nauka, tym bardziej w Polsce, stoi jeszcze grubo 500 lat do tyłu. Oni powoli dochodzą do tego, że Ziemia się kręci. Różnie to bywa z tymi naukowcami w dzisiejszych czasach. Postulują bardzo dziwne koncepty i jedną nogą są w średniowieczu, a drugą w świecie kwantowym. Kwanciarzem bym powiedział. Naukowi kwanciarze. I tam ta koncepcja jeszcze się nie pojawiła. Może minie kolejne 100 lat albo może oni muszą wymrzeć.
Jest taka koncepcja, że nowe teorie pojawiają się tylko wtedy, kiedy stare pokolenie naukowców wymrze razem ze swoimi koncepcjami i zastąpi ich nowe. Też ciekawa koncepcja. Myślę, że jest w tym troszkę racji, chociaż nie do końca, bo tak jak mówił Goethe: zła wiedza albo brak dostępu do wiedzy potrafi zepsuć pokolenia, z generacji na generację. To nie jest tak, że tylko jedno pokolenie jest stuknięte, tylko że te parszywe, kiepskie pomysły, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, potrafią tak zainfekować całą cywilizację. Tak jak teraz część z nas uwierzyła w atawizm, uwierzyła w to, że częścią naszej egzystencji jest agresja. Chociaż jeżeli ktokolwiek z nas miał do czynienia z jakąkolwiek formą agresji, czy werbalnej, czy niewerbalnej, doskonale sobie zdaje sprawę, że jest to chore patologicznie i że się niefajnie czuje. Każdy lekarz psychiatra w dzisiejszych czasach doskonale zna termin PTSD, post-traumatic stress disorder i każdy wie, że krzywe zachowania, niemiłe, antypatyczne, hamowate i tak dalej powodują bardzo słabe samopoczucie. A słabe samopoczucie jest związane z naszym stanem zdrowia. Także jeżeli kiepsko się zachowujesz, to masz też kiepskie zdrowie. Jak pogodzić te oczywistości z oficjalną nauką, która mówi, że atawizm jest częścią naszego życia?
Kto tu jest wariatem w tym wszystkim? Naukowiec, który twierdzi, że atawizm jest częścią mojego życia? I don't know. Moim zdaniem na 100%. Chyba dlatego, że ktoś mu nigdy mordy nie obił zwyczajnie, po koleżeńsku. Nie wziął, nie sklepał takiego kolesia, konkretnie nie sklepał, żeby zgubił wszystkie zęby i stracił stały stan kości, żeby musiał później w temblakach chodzić. Być może wtedy zrozumiałby, że atawizm to nie jest naturalna część ludzkiego życia, że to chyba nie o to chodzi. Ktoś nas nieustannie wrabia w to, żebyśmy myśleli o sobie jako o stadzie wariatów, bandzie wariatów, która jak się nie nastuka po ryjach, to nie ma zabawy. Niektórzy to kupili. Znam takich ludzi, którzy na powitanie, na dzień dobry, do widzenia, w połowie rozmowy są bardzo agresywni, wiecznie się konfrontują, wiecznie czegoś chcą.
Chcą wybudować konfrontacyjną sytuację, ponieważ w ich percepcji rzeczywistości jest tylko jedna opcja: albo ktoś jest mistrzem, albo jest uczniem, albo jest na górze, albo na dole. Cała edukacja jest oparta na tym, że jest ktoś, kto ci ustawia cały świat, a ty, czy chcesz, czy nie, musisz się ustawić tak, jak on każe, bo inaczej koleś cię skopie, wyrzuci ze studiów albo nie wiadomo co i sprawa się nie uda. Nie zrealizujesz swojego marzenia, które polega na tym samym, bo chcesz zamienić tego kolesia na jego stołku. To jest taki mój kamyczek do pomysłu, że niby jak wiem, że jest stara generacja, to nowa generacja będzie już lepsza. Bullshit, wcale nie, bo nowa generacja często jest zainfekowana dokładnie tą samą chorobą psychiczną. Ona marzy o tym, żeby starych wykończyć, żeby zniknęli, żeby zająć ich miejsce. Ale to jest dokładnie ten sam atawizm, który sobie włożyli do głowy. Tam nie ma opcji na współpracę. Welakowski był jednym z tych dżentelmenów, którzy bardzo mocno zanegowali ogólny koncept na świat, że musimy się trzaskać po ryjach, żeby świat wyglądał zupełnie inaczej i wcale nie musimy tego robić. To jest niezdrowe.
Wszystkie wykopaliska archeologiczne, wszystkie historie związane z obserwowaniem planet pokazują nam zupełnie inny sens tego całego kosmosu, zupełnie inny sposób interakcji, zupełnie inny sposób oddziaływania na siebie. Przede wszystkim oddziaływania na siebie. Czyli nie to, kto wyżej, kto niżej, czyli atomizacja, która jednostka zgromadzi najwięcej, tylko to, jak współpracuję z innymi jednostkami. Tak się bada wszystkie rzeczy w nauce, ale naukowcy nie chcą zaakceptować tego, że tak wygląda cały świat. To jest tylko taki kawałek. Oni to izolują, wyrzucają, tego nie ma. Wszyscy nam mówią, że koniecznie musimy się pobić wszyscy nawzajem i wtedy wyjdzie coś dobrego z tego. Efekt jest taki, że nic dobrego z tego nie wyszło. Wszyscy doskonale wiemy, że człowiek, który przeżył wojnę, przeżył bardzo traumatyczne doświadczenia, jest człowiekiem złamanym i ma bardzo poważne problemy i zaburzenia psychologiczne, które odbijają się na tym, że na przykład nie może się wyspać. Ludzie, którzy zabili kogoś, mają problemy ze spaniem.
Niewielu jest takich, którzy potrafią spać po takiej historii. Rozmawiałem na ten temat z pewnym dżentelmenem. Tak mi się zdarzyło w życiu, że poznałem dżentelmena, który pozbawił kilku ludzi życia. Jako żołnierz zawodowy pracujący dla organizacji o nazwie Legia Cudzoziemska spędził w tej Legii dwadzieścia parę lat. Zaczął od zera jako szeregowy, a skończył jako oficer w Legii i spędził kawał życia w Ameryce Południowej i głównie w Afryce, pomagając przy wszystkich rewoltach i przewrotach. Spędziliśmy parę godzin, rozmawiając ze sobą swego czasu, kiedy mieszkałem jeszcze w Irlandii. Opowiadał mi troszkę rzeczy. Nie prosiłem go o wojenne historie, bo tego nawet nie chciał mi mówić, a ja nawet nigdy nie prosiłem, bo nigdy nie chciałem tego słuchać. Nie jestem kolesiem, który będzie siedział i słuchał o tym, jak ktoś komuś odstrzelił głowę. To mało mnie bawi.
Wystarczyło mi, że ten dżentelmen miał z tym bardzo poważny problem. Mieliśmy kilka szczerych rozmów, w których jasno i wyraźnie powiedział mi, że to, jaki zawód sobie wybrał, zniszczyło kompletnie jego życie. On ma trójkę dzieci, z którymi od momentu, kiedy wstąpił do armii i zaczął żyć tym wojskowym życiem, zaczął być tym specjalistą wojskowym. Tak to w rozmowach określaliśmy. Nie mówiliśmy nigdy, że zabijał, bo to niefajnie się mówi, że zabijałem ludzi za pieniądze. Po prostu pracowałem jako doradca wojskowy. Wszyscy wiedzieliśmy, o co chodzi, bo też wcześniej o tym wspomniał, jak to wyglądało, jak ta praca doradcy wojskowego. Jasno i wyraźnie mi powiedział, że gdyby teraz miał do wyboru jeszcze raz wrócić parę lat do tyłu i podjąć jeszcze raz tą decyzję, czy idzie do wojska, czy zostaje płatnym zabójcą, czy nie, że nigdy w życiu nie wybrałby pracy płatnego zabójcy, ponieważ w konsekwencji zniszczyło to kompletnie wszystkie relacje, które miał z kobietą, którą kochał, z własnymi dziećmi, które kochał. Jak się okazało, zniszczyło mu to konkretnie życie w taki sposób, że do tej pory się leczy z tego. Do tej pory ma lęki, boi się snów, nie lubi swoich snów.
Śnią mu się bardzo drastyczne rzeczy i ma problem z wysypianiem się. Zresztą jeżeli znasz temat byłych tak zwanych wojskowych, ale takich właśnie płatnych morderców, to wiesz doskonale, że oni tworzą takie kluby towarzyskie bardzo hermetyczne i nie są w stanie dogadać się z nikim poza samymi ze sobą w takim towarzyskim, małym lokalnym klubie, gdzie każdy był kiedyś zabójcą i każdy jest byłym żołnierzem, bo tylko w ten sposób są w stanie się zrozumieć. Człowiek z zewnątrz nie jest w stanie do końca złapać, o co tam chodzi w tym wszystkim. Oni mają swoją traumę i tak to dealują. Chora historia. No i teraz weź mi wytłumacz, na jakiej zasadzie ktoś powiedział, że agresja jest czymś normalnym. Że to, że ty obrażasz kogoś, że ja obrażam kogoś, że agresywnie traktujemy się nawzajem, jest czymś normalnym. Co z tego dobrego może wyjść? Widzisz to w skali makro i w skali globalnej, w każdej skali widać dokładnie to samo zachowanie, te same historie, że nie jest to zdrowe rozwiązanie i nigdy nie było. No to teraz pytanie, dlaczego nauka na siłę, do oporu, z uporem osła chce nieustannie włożyć nam ten numer?
Przyjrzyj się, jak wygląda edukacja w szkole. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce, bo nie mieszkam tam od uhuhu, nie wiem kiedy. Chociaż pokończyłem szkoły w Polsce, taka jest prawda. Nie wszystkie, niektórych nie skończyłem, ale nigdy mi się nie chciało ich kończyć. Tak że wiesz, jak to jest. Czasami kończysz, czasami wychodzisz wcześniej i nie chce ci się już wracać. W każdym razie tutaj wszystko jest oparte na testach. Czyli piszesz testy i zabawa jest dosyć prosta. Albo jesteś loser, czyli jesteś przegrany, albo jesteś winner, albo jesteś właśnie zwycięzcą. I nie ma na podium więcej miejsca niż tylko dla zwycięzcy.
Jest tylko jedno miejsce na pudle, które się nazywa jeden, czyli na podium tylko jeden zwycięzca może być. I to bardzo mocno atawizuje całą historię. Powoduje, że ktoś zaczyna zazdrościć komuś. Tworzy się taka bardzo niezdrowa sytuacja i ta niezdrowa sytuacja powoduje potężny stres, który praktycznie jest często nie do rozładowania w jakiś taki naturalny sposób. I ten właśnie nierozładowywalny stres powoduje choroby psychiczne. Robiono eksperymenty ze zwierzętami, gdzie ograniczono im przestrzenie życiowe, robiono różne takie dziwne rzeczy. Po prostu niszczono ich naturalny ekosystem, próbując zastąpić go jakimś sztucznym wymysłem. I pierwsza rzecz, która się działa, to następowała taka patologizacja życia, czy to małp, czy to szczurów, czy czegokolwiek. Jest masa takich eksperymentów, że zaczynają się zjadać nawzajem, że w ogóle dzieją się dziwne rzeczy. Naukowcom oczy się robią coraz większe, ale naukowcy widzą w tym bardzo często potwierdzenie.
Tak, tak, to jest właśnie agresja. Tak, tak, tak to działa. Ale to jest ciągle ten sam numer. Jeżeli ktoś cię nieustannie dopycha do ściany, tak popycha, no to wiesz, to masz ochotę zamienić się w Grandmaster Flash i powiedzieć: „Don't push me because I'm close to edge” i zwinąć palce w pięść i mu tak przyłożyć, że cię więcej już do ściany nie będzie dociskał. Przy czym i dla ciebie, i dla tej drugiej osoby jest to dosyć patologiczna sytuacja, bo ty wchodząc w takie zaburzenie, że tak powiem, umysłowe i tłukąc komuś po pysku, też masz stres urazowy. To jest ta historia z tym moim byłym znajomym żołnierzem Legii Cudzoziemskiej. To, że chłopak nigdy nie dostał kulki, nigdy nie ucierpiał, za to sprzedał parę kulek innym żywym ludziom. Nie wiadomo ilu cywili, ilu żołnierzy. Nie wiadomo. On sam mówi, że właściwie to tak naprawdę nie wie.
Kiedyś też mieliśmy rozmowę na ten temat i w końcu chyba po paru piwach nie wytrzymałem czy jakoś tak przez dowcip powiedziałem: „To ilu tych było?” On mówi: „Wiesz, właściwie najgorsze jest to, że nie pamiętam”. I powiedział to z bardzo dużym smutkiem, taki przerażony troszkę tym wszystkim. Także widzisz, jak się okazuje, każdy jest tu ofiarą. I teraz jest opcja, kto właściwie robi z nas ofiary. I się okazuje, że chyba współczesna nauka jak nic próbuje zrobić z nas nieustannie ofiary. I wiadomo, że za współczesną nauką stoi Fundacja Rockefellera, która czy chcemy, czy nie, zarządza uniwersytetami na świecie. To ona rozdaje karty. To ta Fundacja Rockefellera, Rotszyldowie, to ci ludzie korumpują rządy i to oni decydują, jak wygląda ten podział obowiązków, gdzie ty właściwie możesz postawić stopę w tym środowisku akademicko-naukowym, gdzie jest ten atawizm, a gdzie go nie ma. I to oni powodują ten atawizm, bo to tam się rozdaje granty. To są te duże korporacje, które rozdają pieniądze.
Ty dostaniesz, ktoś nie dostanie albo ty nie dostaniesz, a ktoś dostanie. Ktoś jest szefem, a ktoś szefem nie jest. Jest ktoś, kto ma dużo pieniędzy, a ktoś już nie ma. I tak dalej. Jest ciągła taka zabawa w rywalizacji. I ta rywalizacja takim cichym krokiem wkradła się w nasze życie w bardzo brutalny sposób. I ciągle ktoś próbuje usprawiedliwić tą bandę wariatów, która na tej rywalizacji próbuje zarobić i zbić jakiś kapitał, który właściwie i tak nie jest żadnym kapitałem, bo możesz mieć dużo pieniędzy, możesz mieć luksusowy jacht, możesz mieć luksusowy samochód, możesz mieć wielkie konto, ale co z tego? Co z tego, skoro cała empatia z ciebie wyparowała i właściwie cała forma komunikacji z jakąkolwiek żywą istotą wyparowała. Swojego czasu jest taka popularna rozmowa dla ludzi w temacie medycyny naturalnej. Chodzi o taki cykl, który nakręcił Terence McKenna, którego bardzo sobie cenię.
Nie zgadzam się ze wszystkim, ale bardzo lubię wiele refleksji Terrence'a. Myślę, że są bardzo cenne. Już nieobecnego z nami. I taką rozmowę nagrał w Pradze z dżentelmenem, który nosi imię Ram Dass. I podczas tej rozmowy pytanie było: lata 60. Co takiego się stało, że wszystko poszło nie tak? Udało się zakończyć wojnę w Wietnamie tymi potężnymi protestami, ale nie udało się zmienić świata tak naprawdę. W dzisiejszych czasach żyjemy otoczeni potężnymi korporacjami, które non stop próbują się wpieprzyć w nasze życie i robią to bardzo skutecznie. I co było zabawne, doprowadziły do tego, że my sami chcemy bardzo często, przynajmniej część z nas. Akurat może nie ty i nie ja, ale zobacz po ludziach, których znamy.
Na pewno też znasz takich ludzi. Ja też znam takich ludzi, których marzeniem jest sprzedać duszę dla tego gówna, żeby tam siedzieć i nie wiadomo co robić. I oni takie pytanie sobie postawili: co poszło nie tak? I konkluzją było to, że to była naiwność. Taka naiwność, że wszystko się samo poukłada, że po prostu samo się zrobi. Ja mam taką koncepcję, że żeby cokolwiek poustawiać, tu wracam do Goethego, potrzebna jest wiedza, że jeżeli operujemy na zmanipulowanej wiedzy, to nawet najlepsze życzenia, nawet najlepsze podejście niewiele pomoże, bo właściwie na kontrze mamy wariatów, którzy posiadają karabiny maszynowe, posiadają naprawdę potężne środki nacisku na bardzo duże grupy ludzi. Mają potężną propagandę. Uzależnili od siebie potężne ilości osobników na tej planecie, które cokolwiek im ta góra rozkaże, to im to zrobią po to, żeby przetrwać do następnego dnia. Przynajmniej tak im się wydaje, że dzięki temu przetrwają. I to jest nasza naiwność, że właściwie nie postawiliśmy w pewnym momencie na wiedzę, że w ogóle olaliśmy właśnie to, czego Immanuel Velikovsky nie olał, czyli olać autorytety.
Dosłownie. Po prostu spuść to w kibel, bo naprawdę nic z tego kanału Discovery nie będzie. Nigdy nie będzie, nigdy nie było. Wygląda na to, że musimy sami zakasać rękawy i zacząć szukać tej wiedzy indywidualnie, każdy w środku samego siebie. I właśnie to jest ta koncepcja, że wiedza jest w nas samych, a nie na zewnątrz, że to my jesteśmy wyzwalaczem tej rzeczywistej informacji, która buduje ten prawdziwy świat. Natomiast reszta jest tylko takim patologicznym dodatkiem, który psuje nam nieustannie życie. I tej wiedzy zabrakło być może w latach 60. To jest moja konkluzja. Akurat Ram Dass ani Terence McKenna tego nie powiedzieli. Oni wspomnieli o takim dużym pokładzie naiwności, który się pojawił, że wszyscy myśleli, że samo się poukłada.
Ale samo się nie mogło poukładać w czasach, gdzie ludzie cytują sobie Einsteina i myślą, że to ma jakikolwiek sens. W czasach, gdzie ludzie cytują naukowców zamiast samych siebie przede wszystkim. To jest dosyć istotne, że cytujemy bardzo często. Mi też się zdarza, bo myślę, że jeżeli ktoś powie mądre zdanie, to czasami warto jest je powtórzyć. To jest inna historia, ale cytujemy całe takie kompleksowe rozwiązania za kimś. Nie kleimy się za bardzo czasami z własnym pomysłem na życie, co widać doskonale po ilościach pracowników korporacji, którzy na pewno nie zrezygnują z pracy w korporacji, nie zbudują czegoś nowego po swojemu, nawet ryzykując to, że nie będą mieli zdolności kredytowej. Rozumiesz, o czym mówię? Nie zaryzykują tego. Pójdą, wybiorą zabijanie ludzi za pieniądze. Są kolesie, którzy przecież...
Ktoś musi to oprogramowanie do bomb pisać, żeby ta bomba spadła we właściwe miejsce, jak koleś w samolocie naciska guzik. Ktoś musi te bomby składać, ktoś musi te karabiny projektować. Ktoś musi to wszystko robić. To nie jest tak, że to się samo robi. Nasza naiwność polega na tym, że wydaje nam się, że to się samo zrobi i jak się samo zrobi, to pewnego dnia się samo przestanie robić. W rzeczywistości te wszystkie złe rzeczy robią ludzie, którzy mają bardzo limitowany obraz rzeczywistości. Są troszeczkę jak Huxley podczas pisania tej swojej pierwszej książki „Drzwi percepcji”. Jejku, nie możemy tego dać ludziom, bo to jest otworzenie zbyt dużych drzwi percepcji i jeżeli człowiek dowie się za dużo, to zwariuje. Nie do końca. Sam Huxley później zanegował to, co powiedział.
Szczęśliwie. Ocknął się chłopak troszeczkę pod koniec swojego życia. Zresztą na łożu śmierci poprosił swoją żonę, żeby podała mu kwas, a powiedział, że tak chce umierać. I zszedł z tego świata na niezłym tripie. I to mi się akurat podoba. Uważam, że to chyba jedna z najfajniejszych rzeczy, którą mógł zrobić. Szkoda, że nie napisał z tego książki. Może to w innym wymiarze funkcjonuje ta książka. Nie w naszym. W każdym razie wracając do tej wiedzy, myślę, że Velikovsky absolutnie jest takim charakterem, myślę, że wartym do podniesienia.
Bardziej jeżeli chodzi o metodologię podejścia do cywilizacji niż o to, kim był. Ta metodologia to jest właśnie zadawanie pytań. Pytań bez żadnych ograniczeń. Jeżeli coś widzimy dookoła siebie, dlaczego mamy się bać zadawać pytanie na ten temat, dlaczego tak się dzieje? Jeżeli coś jest niejasne, dlaczego mamy się tego bać? Dlaczego mamy się bać konfrontacji z rzeczywistą wiedzą? Może właśnie o to chodzi. Może nawet nie może, tylko na pewno o to chodzi. Wielu z nas odrzuciło pytania o sens egzystencji, o nasze własne życie, o nasze własne samopoczucie, o dobro naszego życia, o relacje z innymi ludźmi. I myślę, że doskonale widać, gdzie ta część wylądowała i gdzie ta część codziennie ląduje każdego ranka, kiedy wstaje.
I czy to są to ludzie, z którymi chcesz się spotykać codziennie? Ja akurat nie. Ja to w ogóle odrzuciłem gdzieś tam na długi, daleki dystans. Podejrzewam, że ty tak samo, bo to chyba normalna, zdrowa historia. Przecież nikt z nas nie chce żyć w patologicznym środowisku. To jest troszeczkę tak, jak zapakować nas do pudełka i wywieźć do jakiegoś więźnia, gdzie siedzą sami psychole, których marzeniem jest udowadniać sobie, kto jest silniejszy, a kto jest słabszy. I cała egzystencja, cały sens tej egzystencji sprowadza się do tego, że próbują podążać za tym oficjalnym obrazkiem, gdzie ważniejszy i mniej ważny, bo tak pokazano w telewizji, bo w telewizji ktoś ma basen, ktoś ma parę basenów, parę domów, parę samochodów z napędem na cztery koła. I wszyscy chcą być tym samym kolesiem, żeby żyć tak samo jak ten koleś w telewizji. Nie zadają sobie nawet pytania, że jest to aktor, który właściwie nie ma nic wspólnego z tą rzeczywistością. Ten koleś jest kompletnym świrem i poza tym, że odgrywa rolę jeszcze większego świra, to nikt z nas nie chciałby spędzać z tym facetem nawet minuty swojego życia, bo jest niesympatyczny, niefajny i nieświeżo się człowiek czuje w takim towarzystwie.
To jest właśnie tak zwane zdrowie psychiczne. To jest coś, co się pojawia co jakiś czas. Właśnie wyskakuje taka postać Welakowskiego, a mam nadzieję, że w dzisiejszych czasach, kiedy jest internet i komunikacja jest o wiele większa, takich dżentelmenów jak Welakowski w cudzysłowie pojawia się coraz więcej. Bynajmniej nie są to ludzie, którzy kwestionują okrągłość Ziemi i twierdzą, że ona jest płaska. Myślę, że są to bardziej tacy ludzie jak ty i ja, którzy mają zabawę, żeby usiąść i się zastanowić: „Zaraz, okej. Czym są gwiazdy na niebie? Czym jest księżyc? Czym jest moje życie w tym wszystkim? Skąd się to wszystko bierze?”. To są takie wewnętrzne pytania, które determinują jakość mojego życia.
Dzięki temu bardzo szybko można dojść do konkluzji, że agresja nie jest tym, co mnie buduje. Przynajmniej w moim przypadku. Nie wiem, jak w twoim. Mam nadzieję, że też. Można dojść do kolejnych konkluzji, że nie wzięliśmy się tu jako cywilizacja 6000 lat temu i że nie pochodzimy od małpy, że wcale nie musimy bić pokłonu dla jakiegoś autorytetu o nazwie Karol Darwin. I tu kolejne odkrycia. I w końcu któreś z tych kolejnych odkryć może być takie, że opanujemy troszeczkę inny sposób na życie i ten sposób na życie stworzy troszeczkę inną rzeczywistość, z mniejszą ilością patologii. Nie takiego Adolfa Hitlera w środku z obozami koncentracyjnymi, gdzie się pacyfikuje wszystkich dla pieniędzy, bo szefostwo z Giełdy Nowojorskiej i z Londynu zarządziło, że trzeba zrobić duży biznes w Europie Wschodniej i wybudować obozy koncentracyjne. My robimy to w swoich głowach bardzo często jako społeczeństwo. Budujemy sobie nawzajem obozy koncentracyjne.
Tylko że teraz wszyscy możemy mieszkać mniej więcej tam, gdzie chcemy, pod warunkiem, że mamy na to pieniądze. To jest troszkę tak, że ta część obozu koncentracyjnego to jest luksusowa dzielnica z wysokim płotem, a ta część to jest ta dla biedoty, która nie ma już tego wysokiego płota. Tam częściej jeździ radiowóz policyjny i czasami policjanci wyskakują i strzelają do każdego, kto idzie po ulicy, niezależnie od tego, czy jest winien, czy niewinny. To nie są takie proste historie. A ja tu szybciutko wracam do mojego tematu, bo już powoli zbliżamy się do końca tej przestrzeni, a dzisiaj troszkę senny jestem, chociaż nie wiem, czy to słychać, ale jestem. Taki senny dzień troszeczkę. Właśnie tak się zastanawiam, bo konkluzja tego wszystkiego jest dosyć oczywista, że ci ludzie, którzy odpowiadają za kształcenie tej kadry niewolników, którym się wydaje, że są menadżerami cywilizacji i doskonale prosperującego świata, na pewno mają pojęcie o tym, że to nie jest wszystko. I to jest jedyny powód, dla którego wiecznie, nie wiem jak, bo to ciężko sobie przeliczyć w głowie, ale może parę tysięcy lat, na pewno od 200 lat jest próba zagonienia nas wszystkich do jakiegoś kąta i przestraszenia w taki sposób, że będziemy się wspinać po ścianie, żeby stąd uciec. Ale ktoś musi wiedzieć, ktoś, kto to robi doskonale i zdawać sobie sprawę z tego, że świat jest zbudowany zupełnie inaczej. Jaki byłby powód zaganiania kogoś w kąt i izolowania go od wiedzy, od informacji na temat samego siebie?
Tylko jeden. Ponieważ ja wiem, a ty nie wiesz i ta wiedza daje potężną przewagę. Ta wiedza o sobie samym, o tym, kim się jest i jak wygląda świat. Niekoniecznie znając wszystkie odpowiedzi. Sama kwestia zadawania właściwych pytań zmienia bardzo dużo, chociażby kwestie owe piramidalne. Wyobraź sobie, że szukasz swoich w cudzysłowie potomków szympansów. Jeżeli szukasz kości szympansów, to w jaki sposób dowiesz się czegokolwiek na temat piramid? Szukając kości szympansów w piramidach? Nie za bardzo. Wiadomo, że tego się nie dowiesz.
Wiadomo, że kiedy wyślemy zdrową część tej gawiedzi, która funkcjonuje w tym obiegu zwanym społeczeństwem, cywilizacją, w kierunku szukania kości szympansów, to wiadomo, że nikt z tej gawiedzi nie znajdzie odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięły piramidy. Nikt nie znajdzie odpowiedzi na pytanie, czym były te cztery tudzież pięć cywilizacji, które istniały przed nami i w jaki sposób ci ludzie zniknęli. Jak to się stało, że wszyscy wyparowali? Potężne cywilizacje, gigantyczne i ani jednej pary zwłok. Ani kości, ani nogi, ani nic. Gdzieś tam szczątkowe może kawałki. Bardzo dziwne, zastanawiające, ale nie ma masowych cmentarzy, nie ma masowych grobów, nie ma skamieniałych tysiąca kości ludzkich. Nie ma takich rzeczy. Te sprawy istnieją tylko i wyłącznie w naszej cywilizacji, gdzie się rozkopuje pola bitwy. Zresztą wystarczy się przyjrzeć historii.
Historia w dzisiejszych czasach to jest historia wojen. Nikt nie uczy o rzeczywistej historii cywilizacji. Tak jak z tym komputerem. Jak z tą płaską Ziemią. Niektórzy twierdzą, że to Roswell, rozbił się statek kosmiczny i stąd powstał komputer. To też takie szaleństwo, ale to szaleństwo to nie jest przypadek, bo ciężko jest człowiekowi, który w głowie ma nieustanny konflikt zaakceptować, że wiedza przychodzi z relaksu. Bo co on ma zaakceptować? Zaakceptować sytuację, gdzie facet co piątek wpada na spotkanie towarzyskie, wrzuca sobie konkretnego kwasa, tripuje na tym kwasie przez parę godzin i po tych paru godzinach wychodzi z tej imprezy i wie, jak zbudować mikroprocesor. Nie było żadnej wojny, nikt nie nastukał nikogo po pysku, nikt się nie skłał jak świnia jakąś flaszką albo paroma flaszkami nawzajem. Nie.
Ciężko zaakceptować, że to istnieje, bo to wymyka się już takiej percepcji, że wojny powodują postęp. Wojny nie powodują postępu. Nikt na wojnie nic nie wymyślił. Wszyscy ci, którzy siedzą w technologii doskonale o tym wiedzą, że na wojnie wykorzystuje się technologie, które zostały wymyślone przed wojną, a wojna jest po to, żeby je sprawdzić bardzo często i zaadaptować albo pozbawić nas tych technologii. Tak jak II wojna światowa skutecznie unieszkodliwiła wszystkie samochody elektryczne. Właściwie I wojna światowa zrobiła to konkretnie. Nagle się okazało, że wszystkie zamówienia rządowe na samochody na wojnę są tylko na samochody z ropą. Chociaż przez I wojnę światową były samochody na benzynę i na ropę, ale kto na tym jeździł? Było to głośne, nieefektywne, śmierdzące. Nikt nie chciał tym jeździć.
Samochody elektryczne robiły około 100 000 kilometrów niektóre. Steinmetz zbudował ciężarówki, które jeździły non stop na akumulatorach przez dosłownie dwa miesiące. Non stop ciężarówy, normalne, duże ciężarówy. Miały być zacząć produkowane w 1928 chyba roku czy 1929. Ale Steinmetz zmarł i cała sprawa została zakopana pod dywan. I wiele innych rzeczy. Ciągle jest jakaś przepychanka u niektórych z nas w głowie i ta przepychanka jest mocno projektowana, nieustannie projektowana. Zresztą zobacz, co pokazuje ci telewizja. Nie mam telewizora od och, nie wiem ilu lat. Straciłem rachubę.
Jest to grubo ponad 10 lat. Nie mam pojęcia, co to jest telewizja, ale rozmawiam ze znajomymi. Mam bardzo niewielu ludzi dookoła siebie, którzy w ogóle posiadają telewizję. To może dwie czy trzy osoby posiadające telewizor i w ogóle oglądające ten shit. Opowiadają mi czasami, że: „Słuchaj, tego się nie da oglądać, bo tam są non stop reklamy i reklamy, które cię zmuszają do czegoś, czym nie jesteś. Albo masz wziąć jakieś prochy, które cię powykręcają, albo jest tabletka na wszystko, albo coś tam. Albo masz umierać, albo masz się źle czuć. Ciągle cię straszą, wganiają do jakiegoś kąta i następnie, kiedy jesteś już kompletnie przerażony, pokazują ci jedyną drogę wydostania się z tego dramatycznego miejsca. I ta jedyna droga zawsze prowadzi tak jak w grze Monopoly przez ich posesję. Czegokolwiek byś nie miał, cokolwiek byś posiadał, oni to skasują po drodze, bo wchodzisz na ich ziemię i musisz zapłacić marżę za to, że korzystasz z ich produktów, bo tak to już jest.
Bo tak jest skonstruowany świat”. To jest klasyczny argument wielu cwaniaków, którzy w sytuacji, kiedy zrobią jakieś gówno, jedyne wytłumaczenie, jakie mają: „Bo tak już jest skonstruowany świat. Ja tak robię, bo tak jest na świecie”. Nie. Nigdy tak nie było. To jest twój świat, jeżeli już tak się dzieje. Tylko twój świat. W rzeczywistości świat wygląda zupełnie inaczej. I to jest problem współczesnej nauki, która ma bardzo poważny orzech do zgryzienia, bo wszystko, na czym stoi, łącznie z tymi kwantowymi bzdurami, nie trzyma się kupy i wszystko się rozsypuje. I nie wiadomo, co teraz z tym zrobić, bo zaraz się okaże, że cała ta historia o tym, że są jakieś prawa fizyki, termodynamiki, trzeba szybciutko zakopać pod ziemię, bo to jest tylko dla kretynów.
Jeżeli wyjdziesz na łąkę i zobaczysz, jak latają sobie owady nad tą łąką, to bardzo szybko prawo aerodynamiki umiera. Nie ma czegoś takiego jak aerodynamika. Co to jest aerodynamika? Dobre pytanie. Ludzie, którzy zajmują się zawodowo projektowaniem pojazdów latających, doskonale o tym wiedzą, że znajomość zagadnienia, dlaczego coś żywego się unosi nad ziemią, a coś żywego innego stoi na ziemi, jest praktycznie żadna. Żadna firma, żaden naukowiec, żadne konsorcjum, korporacja, laboratorium badawcze nie jest w stanie zbudować repliki zwykłego pająka. Są budowane różne repliki, takie roboty, ale to wszystko jest zaprogramowane. Wszystko chodzi na baterie, nic nie jest samo zasilające się, nic nie potrafi wykonać transformacji we własnym zakresie. Ja ostatnio mam taki przykład, bo się przyglądam mamie naturze. Gąsienice, które zamieniają się w takie kokony, a później zamieniają się w motylka.
Pokaż mi robota, który jest w stanie to zrobić. Oczywiście marzeniem nauki jest zrobienie czegoś takiego, zaprojektowanie i kontrolowanie tego procesu, zrobienie symulacji mamy natury. To jest taka obsesja współczesnego świata i ona wynika z tego, że ci ludzie chyba się zupełnie nie ogarniają swojego własnego umysłu. Brakuje im ochoty do komunikacji i interakcji ze światem zewnętrznym, więc żeby w ogóle nie było szans na żadne interakcje, to stwierdzili: „To my sobie wymyślimy nowe robaki, wymyślimy sobie nowe owady, wymyślimy sobie nowe zwierzęta, wymyślimy sobie wszystko od nowa i to nowe coś będzie posłuszne w 100%. Będzie działało na guzik. Kiedy włączę, to się poruszy, a kiedy wyłączę, to się przestanie ruszać i ja wreszcie udowodnię sobie, że jestem panem stworzenia”. Ciekawa historia, bo właściwie chodzi tylko o to, żeby ciągle negować tą jedną podstawową sprawę, czyli to, że kosmos podlega uniwersalnym prawom, które w każdym kawałku tego kosmosu, uniwersum są dokładnie takie same. I te prawo na pewno nie jest prawem związanym z atakiem jednej żywej istoty na drugą żywą istotę. Nie ma z tym nic wspólnego. To akurat jest patologia, ale ciężko w dzisiejszych czasach przeskoczyć ten temat, ponieważ tak jak powiedział Goethe 200 lat temu, zaprogramowano bardzo dziwnie społeczeństwo.
Postanowiono, że głównym punktem honoru będzie bycie żołnierzem, walczenie o coś. Jak nie żołnierzem w armii, to żołnierzem w korporacji, żołnierzem w systemie bankowym, żołnierzem z kartą kredytową do spłacenia. Koniec końców szczęśliwym posiadaczem kredytu. Poważnie. Naprawdę to jest w ogóle fenomen, że w dzisiejszych czasach, jakieś 80 lat po śmierci Warburga, ponad grubo chyba, ludzie dalej wierzą, że życie na kredyt, że branie kredytu, zostawanie niewolnikiem zmieni ich życie na bardziej wolne. Nie ma takiej opcji. To jest robione po to, żeby każdy był uwalony od początku do końca i żeby każdy był bardzo łatwo sterowalny, bo kiedy ty zależysz od pieniędzy, których nie posiadasz, które ktoś ci musi wypłacić, to w tym momencie Jest taka szansa, że będziesz bardziej dbał o tego, kto wypłaca ci te pieniądze niż o samego siebie. I dzięki temu ten ktoś, kto kontroluje tą rzeczywistość, jest w lepszej sytuacji niż ty. Dlatego może cię satelizować, może włożyć ci cokolwiek chce do głowy, a ty temu ulegniesz. Bo chcesz.
Bo to jest twój indywidualny wybór. Bo tak już jest. Każdy z nas coś wybiera i jeżeli wybierzemy tą drogę, to skończymy dokładnie tak jak ci kolesie, którzy szukają szympansów w piramidach. I dobrze, że jeszcze nie wpadli na pomysł, że piramidy zostały wybudowane przez neandertalczyków, przez jakiś tam Homo erectus, przez zupełny przypadek, bo się pobili i wybudowali piramidę. Rozumiesz? To było takie popularne wytłumaczenie, zdaje się, z Discovery. Pobili się i wybudowali piramidę. Piramida powstała pod wpływem wojny. Jedna, druga, trzecia, wszystkie piramidy na świecie. Taki ciekawy koncept.
Ja myślę sobie, że warto czasami wziąć mocny krok do tyłu, a może nawet nie tyle krok do tyłu, ile po prostu kompletnie zanegować, kompletnie spuścić w kiblu całe te koncepcje naukowe, cały ten szalony świat, który się opiera tylko i wyłącznie na tym, że kilku cwaniaków, którzy wiedzą, że tak nie jest, wiedzą doskonale i się chowają za takim grubym murem zbudowanym z tych wszystkich menadżerów, tych wszystkich psychopatów wychowanych jak psy policyjne, które pilnują tego systemu po to, żeby cała ta reszta wierzyła nieustannie w to, że ten atawizm ma sens, że jeden musi podgryzać drugiego. Dzięki temu nikt nie podgryzie ich, bo zanim dojdzie do nich, to oni się sami powbijają na dole. Przecież wojny są prowadzone, te, które są prowadzone, nie przez... Może źle powiedziałem. Na wojnach nie giną nigdy generałowie. To jest takie stare powiedzonko. Przecież generał i polityk, który wymyśla wojnę, wymyśla konflikt, wymyśla problem, nie jest adresatem tego problemu, nie jest odbiorcą, nie jest konsumentem tej rzeczywistości. Absolutnie. On nie ma z tym nic wspólnego. On nawet w tym nie partycypuje, on tylko wydaje rozkaz.
To ty musisz u lekarza się zastanawiać, jeżeli on wykryje na przykład nowotwór, co teraz robić, bo lekarz nie da ci RSO, bo to jest nielegalne. Ty musisz zdychać. Zdychać w męczarniach na chemioterapii, w bólach, konać przez dwa lata albo najlepiej trzy lata, płacąc horrendalne rachunki za nie wiadomo co. Za to, że cię uśmiercą z jeszcze większym bólem. Lekarz nie ponosi odpowiedzialności. Lekarz ponosi odpowiedzialność przed swoim mocodawcą, którym jest ktoś, kto stoi tuż przed rządem. Później jest rząd, później są politycy w tym rządzie i tak dalej. I to jest ciągle ta sama drabina, ciągle ta sama historia i tu się nic nie zmienia. I teraz jest tylko pytanie: jeżeli ma się to zmienić, to gdzie powinno się to zmienić? Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: powinno się zmienić w nas samych.
To my mamy indywidualnie podjąć inną decyzję. To każdy z nas ma w pewnym momencie zadać sobie to pytanie niczym Huxley. Nawet jeżeli jest to pytanie pod tytułem: „Jejku, przeraża mnie to, ale kurde, zobacz, co tam jest”. Okej, zróbmy to. Nawet jeżeli to jest tu Huxley'a. Okej, jest to dobre rozwiązanie. Jest to zawsze pytanie, które ucieka stereotypom. Jest to pytanie, które ucieka autorytetom. Jest to pytanie od samego siebie, do samego siebie na temat rzeczywistej istoty natury rzeczy. To jest to pytanie, które zadał sobie Welakowski: jak wyglądał świat wcześniej?
Nie oglądając się za bardzo ani na pomysły Einsteina, ani na pomysły współczesnych sobie fizyków i całej tej reszty. I myślę, że każdy z nas powinien być dokładnie takim dżentelmenem czy też taką lady, która zadaje sobie takie pytanie nieustannie, samodzielnie, we własnej głowie. Po prostu innej odpowiedzi nie ma. Jeżeli my tego nie zrobimy, to nikt za nas tego nie zrobi. Opcja, która czeka na nas z góry, na opatrzonych pozycjach, to jest opcja, żebyśmy się pozabijali wszyscy nawzajem, tylko wtedy kilku cwaniaków będzie miało swoją zabawę. A jeżeli my się nie pozabijamy, to w tym momencie cwaniaki są w dosyć kiepskiej sytuacji, bo w tym momencie już ich nie ma. Bo co zrobią? Jak możesz zmusić człowieka, żeby harował na ciebie, kiedy on już od ciebie nie zależy? On przyjdzie i ci powie: „Wiesz co, stary? Sam sobie zrób kanapkę.
Ja ci nie będę prał skarpetek, nie będę robił ci kanapek i nie będę trzepał twoich dywanów ani wyprowadzał twojego psa. To jest twoja robota. Ty się musisz tym zająć. Ja stąd wychodzę. Nara, księciuniu”. Rozumiesz? Zostawiasz tych kolesi gdzieś. Ale tu jest właśnie ten moment, że podejmujemy decyzję, czy się z tym skleimy, czy nie. I to jest już kwestia związana z całą gamą naszych zachowań: z chciwością, strachem, lękiem. I też odpowiedź jest stosunkowo prosta, bo ja też mam taką konkluzję po tych latach, że świat jest przerażający, prosty, jeżeli chodzi w ogóle o jego strukturę.
Nie ma tu nic skomplikowanego. To całe skomplikowanie, to, że ludzie mówią: „Ale to nie jest takie proste”, to nie jest dlatego, że nie jest proste. To jest jeszcze prostsze, niż ci się wydaje i mi też. Takie mam podejrzenie. Ten brak prostoty, to, że ktoś mówi: „Ale to nie jest takie proste”, wynika tylko i wyłącznie z tego, że on nie chce zaakceptować tego, że świat nie podlega jego limitacji. Że to nie jest tak, jak mu się wydaje, że to nie jest tak, jak mu powiedzieli w szkole. I to jest chyba największy problem połowy populacji aktualnie na świecie, która uwierzyła w to, że jest tak jak w amerykańskich filmach, gdzie jedyny model zachowawczy to jest taki, że jak ktoś komuś się nie podoba, to wyciągasz pistolet i strzelasz mu w głowę. I to jest film, który się pokazuje człowiekowi jako ciekawą historię. Ja tak się zastanawiam, kogo tutaj pogięło w bani, tak konkretnie pogięło, żeby to w ogóle oglądać. Żeby w ogóle się motywować tym do czegokolwiek.
Że w ogóle to się nazywa rozrywką, że oglądamy filmy o tym, że się zabijamy nawzajem i nazywamy to rozrywką. Kiedyś mój dobry przyjaciel ze starych czasów, kiedy ja już w ogóle olałem kino, olałem w ogóle popkulturę, w ogóle stwierdziłem: „Od tej pory nie idę na żaden film, nie oglądam niczego, mam to w dupie. Naprawdę w ogóle mnie to nie interesuje. Przecież nie będę oglądał filmów, gdzie ludzie robią sobie krzywdę”. Bo jaki jest sens? Co, mam sobie zacząć robić krzywdę tak samo jak ci ludzie na filmach? Mam zwariować jak ci debile? Odtwarzani przez aktorów, którzy są jeszcze bardziej popieprzeni w swoim prywatnym życiu niż w tych filmach? No nie. Zapytałem: „Słuchaj, dlaczego oglądasz ten film?”.
Bo on mi mówił o jakimś filmie. Ja zawsze mam takie pytanie: „A strzelają się?”. Mówi: „Tak, jest mocno. Strzelają, biją się i tak dalej”. Mówię: „To jaki jest sens? Po co to oglądasz?”. On mówi: „Bo ten film pokazuje ci coś, czego nie powinieneś robić”. Ja mówię: „Hej, ale jak to pokazuje ci coś, czego nie powinieneś robić? Przecież pokazuje ci jasno i wyraźnie, że sprawy są załatwiane za pomocą noża, pistoletu, gwałcenia się i mordowania nawzajem. Czy to jest coś, czego nie wiedziałeś?
Czy to jest dla ciebie takie odkrycie, że w tym momencie nagle wow, doznajesz oświecenia i odkrywasz, że świat na tym nie polega?”. Mówię: „Nigdy w życiu nie byłeś szczęśliwym facetem? Czy bijesz swoją kobietę, tłuczesz ją po ryju za każdym razem z pięści na dzień dobry? Masz z tym problem?”. Mówi: „No nie”. Ja mówię: „Przecież wiem, że tego nie robisz. To teraz wytłumacz mi, dlaczego oglądasz ten film. Co jest takiego w tym filmie, czego się nauczyłeś? Pokaż mi ten edukacyjny element, o którym tak mówisz”. Bardzo szybko okazało się, że kolega nie miał nic do powiedzenia.
Mówi: „Właściwie nie ma żadnego edukacyjnego elementu”. I zadałem mu pytanie: „Dobra, okej, to teraz zastanów się, jak się to programuje. Oglądasz to gówno i teraz wyobraź sobie, że jesteś w sytuacji kryzysowej i jesteś napakowany tym gównem w głowie. Co się dzieje w tej sytuacji?”. Pierwsza rzecz, zaczynają się odtwarzać scenki, scenariusze. Budujesz sobie scenariusz, jak wyjść z tej sytuacji. Jaki będzie pierwszy scenariusz, który sobie zbudujesz albo pierwszy set tych scenariuszy, który powstaje? Pierwszy set tych scenariuszy będzie zawsze ten sam. Zrobić komuś krzywdę, wyjść z wielkim hukiem, rozbijając parę nosów, a najlepiej jeszcze odstrzelić parę głów. I efekt jest taki, że część tego społeczeństwa tak zwanego, cywilizacji zwariowała.
I to jest chyba dokładnie to, co mówią Indianie Hopi. Teraz zamknę elegancko wątek, bo Indianie Hopi nie nazywają tego, co mamy dookoła, tego, co my nazywamy cywilizacją, tych telefonów komórkowych, komputerów, telewizji i tak dalej, nie nazywają tego cywilizacją. To dla nich jest taki danki cywilizacyjny. To jest taka pustka, która powstała, kiedy świat się oczyszcza i jeszcze nie przyszła ta prawdziwa cywilizacja. To jest ten moment, kiedy jeszcze się nic nie dzieje. Jest tuż przed powstaniem tej wielkiej, potężnej, nowej, cudownej cywilizacji, normalnej cywilizacji, gdzie uczestnicy tej cywilizacji partycypują i znają sunifikowane prawo kosmosu i nie mają z tym problemu. Nie muszą już zabijać, nie muszą się mordować, bo mają wiedzę. Nie są już naiwnymi wariatami. To nie jest to, co się wydarza na tej planecie. Taki przykład z naszego świata, bo Indianie Hopi mogą być troszkę niezrozumiali dla naszych warunków funkcjonowania, bo nikt z nas nie jest Indianinem Hopi, podejrzewam.
Ale zobacz na taką historię. Jeszcze raz nawiążę do Terrence'a McKenna i tej rozmowy z Ram Dasem, kiedy wspomnieli o naiwności lat 60., że po prostu dali się wydymać zwyczajnie. Uwierzyli, że to się wszystko samo załatwi. Nie poszli w kierunku wiedzy, nie zanegowali tej oficjalnej standaryzacji tych klapek na oczach, tylko zostali tam, gdzie zostali. Wszystko się gdzieś rozmyło. Jest takie powiedzonko, jest dosyć popularne w Stanach, w Europie tego nie ma, szczególnie w Polsce, bo w Polsce to w ogóle nie istniało. W Polsce był 1968 rok i kolesie, którzy byli synami kacyków z PZPR, udawali opozycjonistów, robiąc jakieś burdy i próbując naściemniać wszystkich, że są opozycją, co koniec końców im się doskonale udało. I teraz Michnik ma swoją gazetę, wszyscy trzepią grubą kasę i mogą traktować tak zwanych poddanych jak niewolników i doskonale się z tym czują, bo to jest ich świat. Ich świat zawsze tak wyglądał. A w Ameryce, gdzie byli tak zwani hipisi, gdzie te LSD naprawdę funkcjonowało, gdzie była ta naiwność, o której wspomniałem, zamanifestowała się w taki dosyć brutalny sposób.
Mój stary kumpel kiedyś ze starych lat, którego nie widziałem chyba z 20 lat, ale pamiętam go. Często się spotykaliśmy i gadaliśmy na różne tematy. On miał taką fajną konkluzję. Zresztą nie była to oryginalna konkluzja, bo to z wielu ust pada i padało, i pewnie myślę, nie raz jeszcze padnie, że część tej rewolucji w latach 60., część tych ludzi, która niby partycypowała w tym wszystkim, niby złapała, o co chodzi, kiedy ta cała rewolucja została wymieciona, wszystko zniknęło, skończyła się wojna w Wietnamie, wprowadzono wszystkie zakazy, restrykcyjną politykę, kredyty, opłaty za studia jeszcze większe, dociśnięto ludzi konkretnie. To oni wtedy założyli korporacje, założyli firmy. Wielu z nich ze szczytnymi ideami zakładali firmy w latach 60., wierząc w to, że teraz te firmy, kiedy dorosną, zmienią świat, że to już nie będą firmy, które produkują bomby, że to będą firmy, które produkują coś naprawdę super, że to będą firmy, które produkują genialne aplikacje komputerowe, że to będą firmy, które produkują genialne produkty, które służą pokojowi i miłości na świecie. Ale żaden z nich nie zadał sobie trudu, żeby się zastanowić, jak wygląda kompleksowo obraz tego całego zamieszania. I właściwie wszyscy tak naiwnie wdepnęli w ten biznes. I efekt był taki troszkę jak z firmą, jak ona się nazywa? Dosyć znana.
Dziewczyny doskonale znają tą firmę. To się nazywa Body Shop. Dokładnie. Jest to firma założona przez taką ekstremalną hipiskę, która mieszkała w komunie i tak dalej. Dziewczyna, która stwierdziła, że olewa komercyjny styl życia, taki korporacyjny, biznesowy i taki chemiczny i zaczęła robić zdrowe kosmetyki dla kobiet. Takie właśnie, które mają parametry lecznicze, zdrowotne, z ziół i tak dalej. I to nazwała Body Shop. Ten Body Shop zaczął robić popularność coraz większą. I koniec końców było już tych sklepów parę na świecie, ale dalej to była mała niezależna firma założona przez tak zwaną hipisiarę, która miała swoje ideały. I pewnego dnia ideały się szybciutko skończyły, kiedy przyszli panowie z teczką i otworzyli te teczki.
Było tam paręnaście milionów, bilionów dolarów, łącznie z propozycją wejścia na nowojorską giełdę. I właścicielem Body Shop jest od lat, już nie wiem ilu, Procter & Gamble, o ile dobrze pamiętam, albo chyba Rolard teraz. Jedna z tych potężnych korporacji, która sprzedaje totalną chemię, która truje ludzi. I kupili sobie ten brand, żeby mieć dodatkowe wejście na rynek. I to jest w praktyce tak, jak zadziałały te ideały z lat 30., czyli po prostu nie zadziałały. To była ta naiwność, że samo kontestowanie systemu: „To sobie skontestujemy, później założymy firmę, wejdziemy w ten biznes i będziemy już dobrymi ludźmi i zmienimy cały świat”. Nie, wchodząc w ten system, stajesz się częścią tego systemu. I to jest taka pokusa, która towarzyszy bardzo wielu ludziom. Znam bardzo wiele przykładów ze swoich znajomych z życia. Ludzi, którzy mieli bardzo szczytne ideały i poszli do pracy w jakichś potężnych molochach, uparcie wierząc i wtłaczając sobie do głowy, że oni zmienią świat w ten sposób, że tam na stołku gdzieś jak się dodrapią, to oni teraz jedną decyzją zmienią wszystko na lepsze.
Później się okazało, że właściwie albo to była naiwność, albo to była taka cwaniacka poza, że oni tylko chyba tak myśleli. Ja wierzę w to, że to była bardziej naiwność. Nie stawiam na złą wolę w człowieku. I ta naiwność się bardzo szybko skończyła. Okazało się, że po drugiej stronie nie ma miejsca na takie zabawy, że albo bawisz się w tą limitację i limitujesz sobie życie do bardzo wąskiego poziomu, takiego, gdzie poza portfelem, poza wąskimi klapkami na oczach, kanałem Discovery i newsem z gazety nic już nie wiesz o życiu. Jesteś jak pani, z którą rozmawiałem na poczcie, której się spytałem: „Czy słyszałaś, do you hear that famous Nikola Tesla? Do you hear about this man?” Ona tak się patrzy on mnie: „No, no, no, I just work on the post office”. „Nie, nigdzie nie słyszałam. Ja tutaj tylko w poczcie pracuję”. Jakby to było takie wytłumaczenie, że ona nie musi wiedzieć takich rzeczy.
Nie musi wiedzieć, ona na poczcie pracuje i to jej interesuje. Ona ma już swój świat, ona ma już swoje klapki na oczach. Fantastyczna kobieta, wszystko okej, ale widzisz, rewolucji nie zrobi, bo nie ma żadnej wiedzy. I to jest chyba ta jedna różnica pomiędzy tobą a tak zwanym kimś, przysłowiowym innym, kto tej wiedzy nie posiada. Jeżeli zadajesz sobie to pytanie, to naturalne jest to, że pewnego dnia, czy chcesz, czy nie, dopadniesz tą wiedzę, dopadniesz tą informację. Ona cię zdzieli po głowie i wywoła konsekwencje tego wszystkiego. I zaczniesz sobie zadawać pytania: czy naprawdę życie kończy się tylko w tym momencie, kiedy stąd odchodzimy fizycznie? Czy istnieją statki kosmiczne na niebie, które nie należą do nas? Czy piramidy należą do poprzednich cywilizacji? Czy te cywilizacje miały kontakt z naszymi braćmi z kosmosem?
Czy, czy, czy. Te miliony pytań, które nagle powodują, że głowa się otwiera, klapki znikają i znajdujesz doskonałe rozwiązania. W moim przypadku jest to chociażby kwestia rachunku za prąd i radzenia sobie z takimi rzeczami. Jak się okazuje, nie ma problemu. To była tylko kwestia klapek na oczach, że ja po prostu albo chcę coś widzieć, albo nie chcę tego widzieć. I to tylko do tego się sprowadza. I to właśnie ta naiwność, która doprowadziła firmę Body Shop do stania się częścią zbrodniczej korporacji, która po prostu morduje ludzi, sprzedając im gównianą chemię. Dokładnie taka sama historia z każdą aplikacją, z wieloma innymi rzeczami. Słynna firma Apple, która była zakładana tak szczytnie, z dumnymi ideami. Firma Google to samo.
Też szczytne, dumne idee, ale przecież gdzie to teraz ląduje? Te wszystkie drony, które latają i strzelają do cywili gdzieś tam. I kolesie, którzy projektują aplikacje do tego, którym się wydaje, że jak nie noszą munduru, to już nie mają krwi na rękach. Dalej jest ta sama krew na rękach, dalej jest dokładnie to samo. Nic się nie zmieniło od tej strony, poza jedną rzeczą, że szczęśliwie dla nas, ludzi, którzy sobie zadają pytania takie jak ty i ja, jest coraz więcej i te pytania pozornie bez odpowiedzi właściwie dostają bardzo dobrą odpowiedź, bo ta odpowiedź to jest nasza reakcja każdego dnia na nasze życie, na to, co się dzieje dookoła nas. Jeżeli masz troszeczkę więcej pytań w głowie i masz troszeczkę poszerzoną świadomość tej percepcji rzeczywistości, wiesz już, że to nie tylko to, co widzisz, ale też rzeczy, które czujesz i te rzeczy, które się dzieją poza tą fizycznością, też są związane z egzystencją tutaj. Że jest więcej wymiarów niż ci się wydaje, że to nie jest takie szalone, że najbardziej szalonym człowiekiem na tej planecie jest właśnie facet w krawacie, z aktówką, z grubym portfelem i w garniturze, który próbuje ci powiedzieć, że on już wie wszystko na temat tej planety, że on już wszystko tutaj zaplanował, zarządził, a ty masz tylko popracować dla niego przez parę chwil, co cię uczyni szczęśliwym. To jest tak naprawdę jedyny wariat na tej planecie. Jedyny wariat, bo to jest jedyny człowiek, który się w tym momencie nie zdaje sobie nawet sprawy z ułamka świata, w którym żyje. Nawet tej odrobiny.
On żyje w jakimś kosmosie wyizolowanym. Zresztą samo świadectwo tego, po co to jest robione, po co ci ludzie to robią, jest wystarczające. Wiadomo, że służy to tylko po to, żeby się odizolować od ciebie. Jeżeli ktoś, kogo znasz, kupuje sobie ekskluzywny dom i ekskluzywną limuzynę z ochroniarzem, to nie po to, żeby mieć bezpośrednie relacje z tobą albo z kimkolwiek innym. Kupuje to po to, żeby się odciąć od tych relacji, ponieważ uwierzył, że wiedza przychodzi z gazet, z telewizji, z zewnątrz. On nie kuma tego, że wiedza przychodzi z wewnątrz nas samych, a wynik pojawienia się tej wiedzy w nas samych jest efektem interakcji z innymi ludźmi. I on wykasowuje te interakcje, ponieważ dla niego wiedza idzie z zewnątrz. To jest ten standard, ponieważ ta wiedza z zewnątrz to jest właśnie to wąskie korytko, jak dla świnek albo coś w tym stylu, takich hodowanych komercyjnie. Które nigdy nie wychodzą na spacer, umierają we własnych ekskrementach, a później robi się z tego mięso i każe się ludziom to jeść. To jest dokładnie ta zabawa.
Smutne, prawda? Szczęśliwie nikt z nas nie musi w tym uczestniczyć. Szczęśliwie każdy z nas może sobie zadać te wszystkie pytania. Szczęśliwie nie ma żadnego ograniczenia na zadawanie sobie pytań. Szczęśliwie nie ma głupich pytań. Szczęśliwie, jeżeli zadasz sobie te pytania pewnego dnia i tak znajdziesz tą odpowiedź. To jest pewne jak słońce, bo tak jest skonstruowany cały kosmos. To jest naturalne prawo owego magnetyzmu, które zakopano pod ziemię, żebyśmy bynajmniej nie wpadli na pomysł, że rzeczy się przyciągają. Że jeżeli sprowokujesz pytanie w swojej własnej głowie, to magnetyzm tej sytuacji, tej energii, która w tym momencie powstaje, tej informacji, połączenia tych wszystkich niewidocznych sił spowoduje pojawienie się tej drugiej części. Przyciągnie odpowiedź.
I to jest właśnie ta zagadka, którą się próbuje zasłonić przed nami, odizolować nas od tego pomysłu na życie. Mamy nie wiedzieć o tym, że jest magnetyzm, mamy nie wiedzieć o tych wszystkich rzeczach. W ogóle mamy to negować przede wszystkim. Mamy negować wszystko, co nie jest związane z konserwatywnym, ograniczonym, tępym, tumaniastym widzeniem świata. Jeżeli jest coś więcej, zdaje się powiedział to, nie wiem, czy to nie był właśnie Timothy Leary czy może Terence McKenna, I don't remember. Już nie pamiętam. Ale któryś z tych dżentelmenów powiedział bardzo ciekawe zdanie, że tym, co przeraża aktualnie chyba ludzi najbardziej jest to, że jest coś więcej niż to, co im się wydaje i to, co ich nauczono w szkołach tak zwanych. To zdanie troszkę lepiej brzmi w oryginale po angielsku, jest krótsze i bardziej dosadne, ale mniej więcej oznacza to samo, że to jest właśnie to, że człowiek boi się tego, że jest coś więcej aktualnie. I to jest ten największy strach chyba połowy cywilizacji, która ciągle próbuje sobie wbić do głowy, że mordowanie jest w ich naturze. Jeżeli sobie wbijesz do głowy, że mordowanie i gwałt, i zawiść, i nienawiść jest w twojej naturze, to jak nic tak się skończy twoje życie.
Taka będzie twoja natura, ponieważ sami kształtujemy swoją naturę. To jest właśnie ten magnetyzm. Przyciągamy to, co chcemy przyciągnąć. I to jest ta rzecz, o której nam ciągle nikt nie chce powiedzieć. Od 200 lat się trzyma to w głębokiej tajemnicy, próbując zrobić z nas niewolników. Także myślę, czas najwyższy. Jeżeli sobie jeszcze nie zadawałeś pytań, człowieku, nic to nie kosztuje. Absolutnie nic nie kosztuje. Jest to za darmo. Usiądź sobie i zadaj sobie dowolne pytanie, jakie chcesz i zadaj to świadomie.
W sensie naprawdę chciej sobie zadać to pytanie. Jeżeli wszystko się będzie zgadzało i naprawdę masz w sobie tą chćicę na odpowiedź, to magnetyzm zadziała i w tym momencie percepcja naszego świata się zmienia. I to nie tylko twojego, bo też ludzi dookoła ciebie. I to jest taka zagadka moim zdaniem, którą się właśnie próbuje schować przed nami. Zagadka w cudzysłowie, bo nie jest to żadna zagadka. Robi się z tego zagadkę. Się mówi o dziwnych, niewyjaśnionych prawach kosmosu, splątaniach równanych. Kwantowe bzdury. Dokładnie. Kolejna kwantowa kwantowość.
A to nie jest kwantowa kwantowość ani inna bzdura. To jest po prostu część właśnie tych interakcji w kosmosie, część tego uniwersalnego prawa, które panuje w całym uniwersum, gdzie tak naprawdę nie ma dupków biegających w rajtezach na ekranach kin, którzy próbują rozstrzelać kogoś, bo im się nie spodobała jego mina albo coś takiego. Nie ma policjantów, którzy strzelają, łapią przestępców i przestępców, którzy strzelają i tak dalej. Nie ma wariatów, nie ma psychopatów. Tu panuje zupełnie inne prawo. To samo, które panuje w życiu nowego człowieka, który się pojawia na tej planecie. Chociażby takiego noworodka, który ma elementarne stany: albo lubi sobie coś zjeść, albo lubi się pośmiać, albo lubi się pobawić, a czasami lubi sobie puścić łezkę z emocji. Gdzie widać, że całe jego życie jest historią opartą na emocjach, niczym więcej. A my sobie tych emocji odmawiamy. A jeżeli już dopuszczamy jakieś emocje, to dopuszczamy akurat w tym, co nazywamy kulturą, dopuszczamy jedynie ludobójstwo.
I właściwie nawet nie jest to ludobójstwo. To jest po prostu składanie ofiar z żywych ludzi. Bo koniec końców ta generacja wychowana na tych filmach, na tej popkulturze kończy w Afganistanie, kończy w Iraku, kończy gdzieś w jakichś dziwnych miejscach. To nie jest normalna kultura, to jest chore. To jest właśnie miejsce, w którym ludzie sobie nie zadają żadnych pytań. Także myślę, że jedną z tych takich receptur na to, żeby nie zwariować w ogóle i żeby stworzyć coś naprawdę bardzo sympatycznego, to jest właśnie zadawanie sobie tych pytań. Taka jest moja dzisiejsza konkluzja, że należy sobie zadawać pytania. I nie ma głupich pytań i nie ma naprawdę kiepskich pytań. Warto usiąść i się zastanowić nad sobą samym, nad wszystkim, nad czymkolwiek chcemy. Wszystko jest kwestią naszej percepcji, tego świata, który się dzieje dookoła nas.
To to kształtuje właśnie tą rzeczywistość. Taka jest moja konkluzja. Także zostawiam cię z tą swoją konkluzją, człowieku. Odpoczywaj sobie radośnie. Mam nadzieję, że niedziela będzie pełna sympatycznych pytań. Takich miłych pytań, które spowodują, że świat ruszy w kilku miejscach do przodu i kilka decyzji w życiu już będzie innych. Pójdziesz bardziej w lewo, a nie na przykład bardziej w prawo, a w miejscu, gdzie szedłeś zawsze bardziej w lewo, pójdziesz akurat bardziej w prawo i się okaże, że właśnie to spowoduje, że będziesz szczęśliwą osobą, która będzie miała tą siłę, energię, z którą jeżeli się uśmiechniesz do kogoś, to wołasz ten uśmiech z drugiej strony i to stworzy niesamowitą komunikację. A może nawet się przytulisz do kogoś, powiesz mu coś miłego, on do ciebie powie coś miłego. Wtedy rośniemy niesamowicie w środku. To jest coś zupełnie innego, inny świat.
I to jest ten prawdziwy świat. To jest prawdziwa cywilizacja, o której mówili Indianie Hopi. Myślę, że teraz to jest troszeczkę bardziej jasne, bo tak o tych Indianach Hopi, w tej cywilizacji, to nie wiem, czy to jest takie oczywiste, ale teraz rozumiesz, o co mi chodzi. O świat, w którym ludzie normalnie reagują na siebie. Gdzie na widok drugiej żywej istoty nie sięgasz po jakiś ciężki przedmiot, tylko otwierasz szeroko ręce i witasz się z tą osobą jak zdrowa, żywa istota, nie bojąc się tego, że ktoś cię skrzywdzi. To jest esencja tego, jak wygląda prawdziwa cywilizacja. Jak mówią Indianie Hopi: „Jeszcze raz nakręcę i zawrócę do nich.” To jest właśnie ta prawdziwa cywilizacja. My nie żyjemy w żadnej cywilizacji. Absolutnie. To nie jest żadna cywilizacja.
To jest moment przejściowy pomiędzy jedną a drugą, który się lekko spaczył, powykręcał. Może na tym to polega, że na tej planecie są takie momenty, które trwają po parę tysięcy lat, gdzie wszystkim mocno odbija. Ale chwilę później następuje bardzo poważny zwrot. Wszyscy ci, którzy uwierzyli w te fałszywe idee i sprzedali swoją duszę, bo tak to można w skrócie nazwać, że sprzedajemy swoją duszę za garść paciorków frajerom i zamieniamy się w zombie. Że te zombie znikną, bo konsekwencja zamiany w zombie i sprzedaży własnej duszy za paciorki jest taka, że zamieniamy się sami w takie paciorki, które się później rozpadają i nic z tego nie ma. Może się okazać, że część paciorków bardzo szybko się rozpadnie. A ci, którzy mają normalne podejście do życia, ci zostaną i zrobią naprawdę niesamowitą rzecz. Tak mi się wydaje, że tak właśnie jest. Tak czy siak rozmawiam sobie z tobą i mówię do ciebie nie dzięki armii Stanów Zjednoczonych, dzięki silosom z bombami atomowymi lub tego typu historiom, tylko rozmawiam z tobą dzięki temu, że kilku facetów wzięło LSD i robiło to regularnie w każdy piątek i wymyślili kilka rozwiązań, które pomagają nam się komunikować bez tłuczenia się po ryjach. Otóż to.
To jest właśnie internet. Dzięki człowieku za wysłuchanie tego. Ja tu sobie znikam. Nie będzie dzisiaj wieczorowej pory, bo jestem troszeczkę zaspany, mówiąc szczerze. Chociaż może tak jak mówię, nie brzmię jak zaspany, ale naprawdę chętnie bym klapnął na jedno oczko, a nawet na dwa oczka. Jutro dzień z obowiązkami. Niektórzy mają niedzielę. Ja mam jutro kilka spraw do zrobienia i spotkanie towarzyskie bardzo ciekawe. Także zostawiam cię tutaj samodzielnie, samopas z refleksjami. Bywaj w zdrowiu i do usłyszenia następnym razem w następnej hiperprzestrzeni.
A ja na sam koniec oczywiście zapraszam do odwiedzin na Facebooku radia. Będę próbował w tym tygodniu coś powrzucać, podświecać trochę rzeczy. Ale książę się pojawia. Zapraszam do księcia Edwarda. Zapraszam do archiwum radia, gdzie jest troszeczkę na ten temat, bo ja tu nic nowego, świeżego nie mówię. Właściwie od chyba pięciu lat mówię te same rzeczy, ale myślę, że warto. To są moje pytania, które mają tą magnetyczną siłę. Przyciągamy się tymi pytaniami. Ja zadaję to pytanie, ty zadajesz to pytanie. Jakoś tak się złożyło, że spotkaliśmy się tu przy radiokomputerze.
Także widzisz, to działa. Ktoś ci może powiedzieć, że to bełkot, ale pytanie jest kto tu bełkocze. Bełkocze tylko ten, kto tego nie widzi. W rzeczywistości prawa kosmosu działają. Wszystko się dalej dzieje. My się spotykamy. Także bełkotem to bynajmniej nie jest. Zapraszam do archiwum. Może się okaże, że obudzę jakieś pytanie w tobie albo i nie. I to pytanie siłą magnetyczną przyciągnie jakąś odpowiedź.
Kto wie? I zapraszam do księcia Edwarda w środę oczywiście, bo ja odsłuchuję księcia ostatnio, bo nie byłem z archiwum. Archiwum jest na „Czasie snu”, czasnu.com u Grzegorza. Grzegorz kolekcjonuje etykiety zastępcze, także zapraszam serdecznie do „Czasu snu”. Pozdrawiam w ogóle Grzegorza i zapraszam do „Czasu snu” u Grzegorza. Niesamowite historie. Grzegorz opowiada swoją koncepcję na rzeczywistość, która też właśnie jest normalna, gdzie ludzie sobie zadają pytania, bo Grzegorz też sobie zadaje pytanie: czym jest sen? Czym jest tamten świat? To jest właśnie to jedno chyba moim zdaniem z najważniejszych pytań, które można sobie zadać. Bo jest to pytanie o nasze człowieczeństwo.
Czy chcemy to tak potraktować, czy nie, to jest to pytanie o nasze człowieczeństwo i o granicę, którą sobie sami wyznaczamy. Czy w ogóle ta granica istnieje, czy jej nie ma? Ja myślę, że jej nie ma. I zapraszam oczywiście do Radia Paranormalium, bo tam debaty ufologiczne i naprawdę ciekawe historie. Tam też padają pytania. To jest właśnie to, co przyciąga te odpowiedzi. Jeżeli gdziekolwiek pojawi się UFO, słuchaj człowieku, to będzie to UFO latające nad Radiem Paranormalium, Radiem Czas Snu i być może nad Hiperprzestrzenią i Radiem Na Fali. Oczywiście zapraszam na stronę Radia Na Fali i dziękuję serdecznie tobie mecenasko i tobie mecenasie za wspieranie tego mojego gadulstwa do mikrofonu, troszeczkę innej koncepcji na świat, zupełnie innej w stosunku do tego, co zdaje się widać w telewizji i gazetach. Także dzięki wielkie za wspieranie i pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali. I sorry, że nie będzie wieczorowej pory, ale tu znikam się po prostu wyspać.
O! Taki mam dzisiaj pomysł. Bywajcie w zdrowiu i do usłyszenia następnym razem. I zostawiam cię człowieku z twoim własnym pytaniem na dowolny temat. Nie ma limitów. No limits. Zadawaj sobie możliwe pytania. Emanuel Swedenborg zadawał sobie pytania o prehistorię naszego Układu Słonecznego. Bardzo ciekawe wnioski. A ja?
A ja sobie zadam pytanie o jakieś piramidy może. A ty? I don't know. Słuchaj, w każdym razie zadawajmy sobie te pytania sami ze sobą, niezależnie od tego, czy ta odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki, czy jej w ogóle nie widać na horyzoncie. Pytania to ta istotna rzecz tej układanki. Tymczasem znikam i do usłyszenia następnym razem. Właśnie słuchałeś RadiaNaFali.com.