[01:04] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online, siedemdziesiątą już, okrągłą, w której będziemy dyskutować o filmach o obcych i o możliwym w nich ukrytym przekazie. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a i Google Hangouts są z nami współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:31] - Dobry wieczór, Marku. Dobry wieczór drugi Marku, Arku i wszyscy inni.
[01:37] - A drugi Marek to oczywiście Marek Żelkowski, pisarz science fiction, publicysta i również współpracownik „Nieznanego Świata”. Witaj Marku. Jest z nami również po drugiej stronie Skype'a Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dobry wieczór, Arku.
[01:52] - Dobry wieczór.
[01:53] - Audycja oczywiście realizowana jest w całości na żywo. Będzie można niedługo do nas dzwonić. Po godzinie 21:00 tradycyjnie otwieramy naszą linię telefoniczną, ale numery telefonów do Radia Paranormalium i inne kontakty warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08, 530 620 493 to jest nasz numer komórkowy. 530 620 493. Dołączył do nas właśnie ponownie Marek Żelkowski. Dobry wieczór, Marku.
[02:27] - Dobry wieczór. Dobry wieczór wszystkim.
[02:28] - Cały czas oczywiście można również do nas pisać. Nasz Skype to radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas znaleźć również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata” oraz można nam również przesyłać pytania i komentarze oraz oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, zacznijmy może od tego, czy waszym zdaniem w filmach i serialach o UFO kryje się jakiś zawoalowany przekaz? Bowiem teoria spiskowa mówi, że CIA nadzoruje tego typu produkcje, by przygotować ludzi na spotkanie z kosmitami. Czy tkwi w tym przysłowiowe ziarno prawdy? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:33] - Jedna z najpopularniejszych teorii spiskowych w ufologii mówi o tym, że filmy zawierające jakieś wspomnienie o UFO lub obcych zawsze tworzone są po coś, że niby mają zawierać jakieś przesłanie, ewentualnie po prostu mają kształtować postawy. Że ludzie, którzy obejrzą sobie taki film, na przykład „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, będą mieli wyobrażenie, co się będzie działo na wypadek, gdyby to się naprawdę stało. Kusząca hipoteza, muszę powiedzieć, dlatego że w wielu tego typu filmach, a w większości są to produkcje amerykańskie, poruszony został wątek taki: co by się stało, gdyby do nas kosmici przylecieli i wylądowali? Ludzie zachowują się w tych filmach, i to jest dla mnie trochę dziwne, w większości tych filmów zachowują się zawsze tak samo albo podobnie. Od czasów „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” temat obcych, które zawierają wątek kontaktu, są do siebie bardzo podobne. Ukazują bardzo podobny przebieg wydarzeń. Oczywiście są też inne filmy, w których występują obcy i tam ten temat już znacznie się poszerza, bo mamy obrazy, które mówią o tym, jak to obce życie może wyglądać, jak może na nas wpływać, co może zrobić z Ziemią. Ale mamy też filmy, które pokazują, w jaki sposób ludzie zupełnie nieznani nikomu w ciszy swoich domów, w sypialni przeżywają gehennę związaną ze swoim osobistym kontaktem, z którym w sumie nie potrafię kawę, bo to nam pokazuje, co się może dziać w głowie osoby, która ma taki kontakt. Dzisiaj postaramy się odpowiedzieć na pytania, czy rzeczywiście filmy, które mówią o UFO, obcych, dają obraz tego, co się wydarzy na wypadek ewentualnego kontaktu? Czy pokazują prawdę o tym zjawisku i czy na przykład zawierają jakieś wątki rzeczywiste? Chodzi o to, że wielu z państwa pytało nas na przykład w komentarzach, czy film „Czwarty stopień” rzeczywiście jest oparty na faktach. Wiele osób w to wierzy. Poniekąd tutaj to samo się tyczy między innymi „Pikniku pod Wiszącą Skałą”. Chociaż tam oczywiście motyw UFO nie występuje, ale pojawiają się wątki, które są z ufologią blisko związane. Zadajmy sobie główne pytanie: czy rzeczywiście może być tak, że służby specjalne ingerują w jakiś sposób w produkcję filmów o UFO i zachęcająProducentów do przedstawiania tego tematu w taki jeden określony sposób. Muszę powiedzieć, że choć de facto nie ma na to dowodów namacalnych, że ktoś w tym gmera i przychodzi z CIA do Spielberga i mówi: „Kręć to tak i tak”. Musimy sobie przypomnieć, że w latach 50., kiedy, powiem to kolejny raz w naszych debatach, Stany Zjednoczone zmagały się z kilkoma falami spotkań z latającymi talerzami, doszło do kuriozalnej sytuacji. Otóż podczas jednego z projektów, który miał na celu, mówiąc kolokwialnie, ośmieszenie tematyki ufologicznej, zaproponowano wytwórni Disneya, by wyprodukowała film, w którym pokaże to UFO w krzywym zwierciadle, przedstawi te wszystkie fobie, pokaże, jak ludzie nadinterpretują pewne zjawiska i jak coś źle rozpoznają. Było to dość kuriozalne i nawet, szczerze mówiąc, to kolejna teoria spiskowa mówi nam o tym, że w tym samym czasie zaczął się gdzieś tam „Scooby-Doo”, który również ma na celu tonowanie tych wszelkich. To już jest chyba najbardziej popkulturowa rzecz, o jakiej mówiłem w debatach ufologicznych, czyli „Scooby-Doo kontra UFO”. Ale jak pamiętacie pewnie, tam zawsze na końcu ściągają maskę komuś i zawsze się okazuje, że tych zjawisk paranormalnych nie ma. To było pewnie jedno z zaszczepień w amerykańskim społeczeństwie tego, jak inaczej podchodzić do tego zjawiska, żeby się tak nie ekscytować. Co ciekawe, w innych krajach filmy o UFO również powstawały i to były bardzo różne obrazy. Od komedii, jak choćby taki film z Definesem był o kapuśniaku chyba, po filmy już takie na przecięciu, powiedziałbym, komedii i dramatu jak nasz polski „Big Bang”, który był najlepszym filmem o UFO, jaki kiedykolwiek powstał moim zdaniem, z najlepszymi aktorami, jacy w ogóle istnieją. Co jest w ogóle bardzo ciekawe, pokazuje nie tylko ludzkie zachowania, ale też stanowi odwołanie. Tak że na pytanie, czy służby ingerowały, próbowały ingerować w powstawanie albo w manipulowanie obrazem UFO w społeczeństwie poprzez kino, odpowiedź brzmi: próbowały. Na pewno jest taka informacja, że próbowały. Ten film Disneya oczywiście nie powstał. Natomiast potem mieliśmy już lata 70. i mieliśmy kilka bardzo interesujących filmów, które zaczęły od tamtego okresu powstawać do naszych czasów, pokazujące obcych w trochę stereotypowym świetle. Trzeba na to spojrzeć troszeczkę szerzej, bo istnieją te wielkie blockbustery, jak na przykład „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, jak „E.T.”, jak „Dzień niepodległości” i inne filmy, „Obcy”, „Prometeusz”, które były wyświetlane w kinach i które zdobyły wielką sławę, zarobiły mnóstwo pieniędzy i niektóre z nich są nawet ikoniczne. Ale były też filmy, o których nikt nie pamięta dzisiaj, które były produkcjami często niezależnymi lub takimi, które się w kinach nie pojawiły. Pojawiły się na DVD, które sobie można łatwo znaleźć, obejrzeć i które są naprawdę bardzo ciekawe. UFO w dzisiejszej debacie się pojawi, ale są też takie filmy, które się nie pojawią. Na przykład oglądałem jakiś czas temu taki film, nawet zapomniałem, jak się nazywał. To był taki angielski horroro-dramat science fiction, nowy całkiem, kiedy kanwa tam była taka, że na Ziemię napadli kosmici. Oni latali po prostu kilka godzin dziennie i jeżeli człowiek wyszedł wtedy to pif-paf i został upolowany. Film był straszny. Rozgrywa się tam jakiś osobisty dramat bohaterów. No ale „Jak miłość” jest ciekawszy moim zdaniem. Jeżeli odnajdę tytuł tego filmu, to wam powiem, żebyście na niego nie tracili czasu. Ale są też filmy, o których mało kto pamięta, o których mało się mówiło albo w ogóle, a które przypomnieć warto. Jeszcze Marek tutaj zwrócił nam uwagę dzisiaj, że możemy również zwrócić uwagę na książki, które ten temat podejmują, bo tematyka ufologiczna jest w ogóle ciężka. My dzisiaj będziemy mówić o filmach, które mówią o obcych albo zjawisku UFO, ale tak naprawdę to tego się nie pojawiło bardzo dużo. To jest temat jednak z jednej strony już trochę wyeksploatowany. Nie wiem, czy się, Marku, ze mną zgodzisz, że to jest temat trochę wyeksploatowany i tak naprawdę trudno w nim powiedzieć coś nowego. Rozmawialiśmy na początku tego sezonu debaty o tym filmie „Nowy początek”, „Arrival”, i okazało się, że tam z jednej strony próbowano pokazać to wszystko w zupełnie nowym świetle, a tak naprawdę znowu mieliśmy do czynienia z tymi utartymi schematami. Czyli kosmici przelatują, przekazują jakąś wiadomość podprogową czy nawet podświadomą. Ludzie to odbierają, ale nie wiedzą, o co chodzi. I ta wieczna motanina, i wojsko pod latającymi talerzami czy tam wielkimi jajami. Jak sądzisz, Marku, czy w tym temacie można powiedzieć coś, co ludzi zaskoczy? Pokazać coś?
[11:22] - Nie wiem, nawet nie wiem, czy ja to kogokolwiek. Natomiast ja mam takie wrażenie, że jeśli chodzi na przykład o film „Nowy początek”, to tak naprawdę autor robi-
[11:35] - Oj, mamy problem z połączeniem chyba. Marku, czy się słyszymy?
[11:39] - Nie słychać? Ja słyszę jeszcze w każdym razie.
[11:42] - Ciebie zrywa.
[11:43] - Halo?
[11:44] - Ciebie dosyć mocno zrywa.
[11:47] - To może ja oddam głos, a w kolejności spróbuję coś tutaj podziałać w takim razie.
[11:52] - To może oddajmy głos Arkowi Kocikowi.
[11:55] - Właśnie, Arku, co powiesz o tej koncepcji, że ktoś manipuluje tymi scenariuszami ogólnie, żeby ludzie
[12:03] - Nie byli zaskoczeni, kiedy inwazja z kosmosu stanie się realna.
[12:07] - Właśnie kluczowe słowo, kiedy inwazja z kosmosu stanie się realna. I tu wydaje mi się, że tkwi cały pomysł ingerencji w to, co Hollywood przedstawia, ale nie tylko Hollywood. Jeżeli popatrzymy na te filmy od niemalże samego początku, od kiedy zaczęły powstawać filmy na temat obcych, to wszystko było ukierunkowane w ten sposób, że przylatują do nas i próbują nas tutaj, z tej Ziemi w jakiś sposób wygryźć. Czy to będzie „Inwazja porywaczy ciał”, czy to będzie jakikolwiek inny film, to z reguły ma ten sam schemat. Przylatują obcy i chcą coś od nas. Nawet jeżeli coś dają pod jakimś płaszczykiem, tak jak było w tym filmie „V”, V jak Victory, coś takiego, gdzie ludzko podobni jaszczurzy przylatują i próbują z nas zrobić konserwy. W sumie do tego się to wszystko sprowadza. Na początku jest to, że oni przylatują i mamią nas swoimi gadżetami, jakimiś perspektywami rozwoju. Ale tylko mamią, bo tak naprawdę chodzi im o to, żeby podbić Ziemię i wykorzystać nas na swój pokarm. I mniej więcej większość z tych filmów w ten sposób była tworzona. Co to miało na celu? Jak się przyjrzeć bliżej, to wszystko miało zniechęcić ludzi do tego, żeby podchodzili ewentualnie do tych statków, które widzieli i które przylatywały. W żaden sposób nie nawiązywać jakiejkolwiek znajomości, jakichkolwiek kontaktów, bo od tego jest wojsko. Wojsko wie, co z tym zrobić. I w sumie, nawet jeżeli się wydaje, że to będzie dobre, to i tak jest niedobre. Tutaj widać, że to jest jakiś odgórnie założony pomysł na to, żeby w jakikolwiek sposób wpłynąć na opinię oglądających. W momencie kiedy pojawiła się telewizja, było wiele filmów odcinkowych, które też w ten sam sposób były robione i traktowano je... Nie wiem, czy pamiętacie taki film odcinkowy. Nie pamiętam dokładnie tytułu, ale chodziło o to, że obcy wcielali się w postać człowieka i właśnie próbowali zdominować Ziemię, a można ich było rozpoznać tylko po tym, że w momencie kiedy podawali rękę, sztywny pozostawał mały palec.
[15:03] - „Najeźdźcy”.
[15:06] - A być może, że tak. I też głównie o to chodzi, żeby przestraszyć społeczeństwo na tyle skutecznie, żeby po prostu bali się tego. A być może tu chodzi tylko o to, że tak jak w filmie „Prawdziwi faceci” bodajże o tą szklankę wody i ewentualnie w zamian za to albo lekarstwo i dobry przekaz miłości, albo broń, która może zniszczyć wszystko i wszystkich. Wybór należy do tych, którzy gdzieś tam u góry próbują rządzić światem. Ich odgórne założenie, to jest takie, żeby po prostu im się to społeczeństwo nie mieszało. Widocznie społeczeństwo może się namieszać i może namieszać w tym i może coś z tego innego wyjść. Takie odgórne założenie, tak mi się wydaje, do tego wszystkiego to się sprowadza. Dziękuję.
[16:12] - Dziękujemy. Jeszcze jedna uwaga, która mi tak się przypomniała w międzyczasie, jak mówiłeś o tych obcych. A tak w ogóle myślałem, że kiedy powiesz, że obcych można było rozpoznać po tym, że kiedy się witają, podają rękę i coś tam. Od razu pomyślałem, że podają takiego śledzia zdechłego, i po tym ich można poznać. W każdym razie, kiedy kręcono „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” to jest bardzo ciekawa informacja, a przecież to było kupę czasu temu, to ze Spielbergiem skontaktował się, a w zasadzie nie skontaktował się, bo doktor Jacques Vallée, o którym tyle mówimy w naszych debatach, był jednym z pierwowzorów bardzo ważnej postaci w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”. I w pewnym momencie przed kręceniem filmu doszło do spotkania Vallée, który działał bardzo prężnie na arenie ufologicznej ze Spielbergiem. I Vallée mówi coś takiego: „Ale wie pan, tutaj mamy historię o w zasadzie kontakcie z takim materialnym UFO. Z moich wniosków wynika, że to nie zawsze jest takie jednoznaczne, że tam w tym UFO drzemie też taki wątek mocno paranormalny, mocno oddziałujący na świadomość”. A Spielberg mówi tak: „No, wie pan”. Przeczytał oczywiście jego dostarczone materiały i wnioski i mówi do Vallée tak: „No, wie pan, może ma pan i rację, ale my musimy pokazywać ludziom to, w co chcą wierzyć i co chcą oglądać”. I to są bardzo ważne słowa, bo „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” stały się filmemDla wielu kultowym. Dzisiaj jest trochę może zapomnianym, ale czy czasami nie jest tak, że w tych filmach pokazane jest to, w co ludzie chcą wierzyć? A inwazja z kosmosu, jeżeli się kiedyś odbędzie lub jeżeli się odbywa gdzieś za naszymi plecami, jak twierdzi doktor Jacobs, czy ona nie przybierze zupełnie innego charakteru, Marku? Jak sądzisz? Zresztą tutaj wracamy do poprzedniego pytania, które ci zadałem i które zostało ucięte przez problemy techniczne. Czy nie sądzisz, że temat inwazji obcych, spotkania z obcymi, pierwszego kontaktu został wyeksploatowany? Bo co jeszcze więcej można pokazać poza tym, że przylatują do nas kosmici? To pokazuje, że nasza wyobraźnia jako homo sapiens jest naprawdę dość uboga.
[18:37] - Spróbuję jeszcze raz. Może tym razem się uda. Nie wiem, czy został wyeksploatowany. Wrócę jeszcze do wątku o filmie „Nowy początek”. Znając opowiadanie uważam, że pomimo tego, iż film został wykreowany jako film o kontakcie z obcymi, de facto dochodzi rzeczywiście do tego kontaktu, więc trudno zaprzeczyć, że nie. Natomiast on jest tak naprawdę o czymś, moim zdaniem, zupełnie innym, czyli o te wszystkie wariacje. Staram się nie opowiadać tego filmu na antenie. W związku z tym te wszystkie wariacje związane z czasem, z pewnym innym istnieniem, innym sposobem funkcjonowania tych obcych pokazują, że może byśmy troszeczkę inaczej popatrzyli w ogóle na naszą rzeczywistość. Że może sposób, w jaki postrzegamy świat. O tym zresztą od dawna mówią filozofowie, że przecież nasze postrzeganie świata, nasze zmysły niczego nie wciągają. One tylko odbierają pewne bodźce, które pochodzą od przedmiotów, które obserwujemy, od istot, które obserwujemy. Ale niczego nie wciągamy do swojego mózgu, tylko odbieramy delikatne jakieś oddziaływania. To jest duża różnica. Dlatego myślę, że to był film, który można oczywiście postrzegać jako film o kontakcie, ale myślę, że on miał nieco subtelniejsze przesłanie. Czy to jest temat wyeksploatowany? Nie wiem. Pewno nie. I pewno wysiłki różnych scenarzystów, którzy starają się jakoś ten temat reanimować, niekiedy nawet udane zresztą te wysiłki, świadczą o tym, że chyba jeszcze nie zarżnięto tej złotej kury. Właściwie kury, która znosi złote jajka. Natomiast co do tezy tego pierwszego pytania ogólnego mam troszeczkę wątpliwości. Czy CIA nadzoruje tego typu produkcje? Moim zdaniem nie. Dlatego nie, że trzeba zawsze patrzeć na wszystkie teorie spiskowe w sposób statystyczny. Ile osób musi wziąć udział w takim spisku, żeby on był skuteczny? Jeśli CIA by nadzorowała tego rodzaju działania, czyli pisanie scenariusza, realizację filmu i tak dalej, to tych osób byłoby troszeczkę za dużo. Zresztą zastanawiam się, czy to jest w ogóle potrzebne, bo przecież scenarzyści tego rodzaju produkcji żyją w naszej cywilizacji, w naszej kulturze, która jest dosłownie przepełniona różnego rodzaju opowieściami o obcych, różnego rodzaju relacjami prawdziwymi bądź nieprawdziwymi. W każdym razie materiału na kolejne utwory filmowe czy też książkowe jest naprawdę dużo i myślę, że jeśli jakieś działania ze strony CIA są podejmowane, to raczej bardziej subtelne na zasadzie: może temu autorowi pomożemy, a temu zablokujemy coś, ewentualnie jakiś film będziemy bardziej promować, a jakiś mniej i tak dalej. Trudno mi jest przyjąć taką tezę, że CIA nic innego nie robi, tylko spiskuje i zajmuje się produkcją filmów Hollywood. Myślę, że tak to nie działa. Jeśli, to znacznie bardziej subtelnie. Natomiast chciałbym jeszcze wspomnieć o tym filmie, o którym troszeczkę już wszyscy moi przedmówcy mówili, to znaczy o „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”. To jest film z lat 70. I powiem tak: zainteresował mnie już wtedy, bo go już wtedy, w tych 70. latach oglądałem. Zainteresował mnie z kilku powodów. Byłem wtedy dzieckiem właściwie, ale już wtedy wydał mi się bardzo prawdziwy. A dlaczego wydał mi się prawdziwy? Bo to nie była taka typowa produkcja Hollywood, że wszystko tam było tak, jak to Hollywood lubi produkować swoje filmy. Czyli wszystko było szyte na miarę, wszystko było dokładnie dopasowane do siebie. W tym filmie było szereg takich dziwnych momentów. Na przykład ten statek, który się pojawia na końcu czy później startuje, wygląda jak choinka. I pamiętam swojego kolegę, z którym poszedłem do kina, który powiedział: „Właściwie fajny film, tylko wyglądał tak jak taka choinka oświetlona. Jaki jest powód?”. I wtedy na taki swój dziecięcy rozum zacząłem się zastanawiać. A może to jest tak, że oni po prostu dołączyli do tego filmu jakieś prawdziwe relacje? Może ktoś, może scenarzysta na przykład widział taki statek i nie mógł sobie odmówić wklejenia do scenariusza, a później do gotowego filmu takiej właśnie bardzo konkretnej relacji. Zauważmy poza tym, że ten film ma coś takiego w sobie, że ma takiNie do powiedzenia. Żeby nie opowiedzieć filmu, gdzieś tam się pojawia taka ekipa, która z tymi obcymi odlatuje. Grupa, której na pożegnanie jest odprawiana msza. Oni później udają się do tego statku obcych i odlatują z obcymi. To jest szczegół wrzucony, który mógłby być, ale właściwie jest taki niehollywoodzki. Dlaczego właściwie? To zupełnie niepotrzebne z punktu widzenia piszącego scenariusze. To właściwie jest taki szczegół, który nie do końca jest potrzebny albo taki, który coś rozwleka. A przecież hollywoodzkie filmy muszą się dziać szybko. Ale ja bym powiedział w ten sposób: to nadaje temu filmowi pewien walor prawdziwości. Prawdziwej bądź nieprawdziwej. Czy może być prawdziwa prawdziwość? Sam siebie słucham i zastanawiam się w ogóle, dokąd brnę. Ale chodzi o to, że ten obraz staje się bardziej wiarygodny przez to. Usłyszałem w swoim czasie od znajomego mieszkającego w tamtych czasach w Stanach Zjednoczonych, że lata 70. to był taki dziwny czas. Mówię o prezydenturze Jimmy Cartera. To był taki dziwny czas w Stanach Zjednoczonych. Sporo się plotkowało w Stanach Zjednoczonych o tym, że niedługo zostanie ten kontakt ujawniony, że to już właściwie niedługo. Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju anonsów było w historii dosyć sporo, gdzie już miało być. Natomiast zostańmy przy fakcie zgłoszonym przez znajomego, że rzeczywiście coś takiego miało miejsce. Nawet podobno była taka sytuacja, że Jimmy Carter miał wygłosić bardzo ważne oświadczenie, a później to rozmyto, że żadnego oświadczenia nie będzie. Później rozmawialiśmy o filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Od tego momentu przez jakiś czas lansowałem tezę, że film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” miał być przygotowaniem społeczeństwa na ogłoszenie tego rodzaju informacji, ale z jakichś względów w tamtym czasie do ogłoszenia takiej informacji nie doszło. Z jakich powodów? Nie wiem. Może sobie obcy nie życzyli tego rodzaju ujawnienia. Poza tym chciałbym zwrócić uwagę, że film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” to jest taki film, który później zaczyna mieszać się z innymi relacjami. Warto wspomnieć o takiej relacji, która mówiła o tym, że w latach 70. przylecieli do nas obcy, zabrali pewną grupę naukowców, przedstawicieli ludzkiej cywilizacji na swoją planetę. Ci przedstawiciele ludzkości żyli tam na tej planecie jakiś czas, potem wrócili na Ziemię. I teraz zastanawiam się, co było pierwotne, a co było wtórne. Czy to było tak, że powstał film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, a później powstała ta relacja, którą w internecie stosunkowo prosto znaleźć, czy też było zupełnie odwrotnie? Dzisiaj myślę, że nie potrafimy, czy to w naszej debacie, czy w ogóle w poszukiwaniu internetowym naprawdę znaleźć, co było pierwotne. Warto natomiast zwrócić uwagę na takie korelacje, które zachodzą pomiędzy sztuką filmową a jakimiś doniesieniami. Myślę, że to jest dosyć istotne, bo naprawdę film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” poza walorem nowości, pierwszości filmu, który tak szeroko traktuje o tej tematyce, miał jeszcze ten walor, że on był taki nie do końca hollywoodzki. Powtarzam jeszcze raz, filmy hollywoodzkie bardzo często są tak jak układanki z klocków. Musi wszystko do siebie pasować, musi być wszystko bardzo dokładnie i ten timing filmowy jest bardzo ściśle liczony i wszystkie sceny, które wydają się niepotrzebne, są wycinane, aż to wymarzone 1 godzina 20 minut powstanie. Oczywiście film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” jest dłuższy, to po pierwsze, ale zawiera w sobie szereg scen, które moim zdaniem spokojnie pod nożyczki człowieka, który zamyka ten film w pewną całość, czyli decyduje o tym, jak ten film będzie wyglądał. Tam te nożyczki mogły zadziałać bardzo spokojnie. Zresztą o tym, że te nożyczki działają, świadczy popularność w swoim czasie różnego rodzaju wersji reżyserskich filmu. Przypomnę, że „Obcy: Ósmy pasażer Nostromo” również doczekał się swojej wersji reżyserskiej, ponieważ ileś scen, w sumie niedużo tak naprawdę, z tego filmu wycięto i reżyser w wersji reżyserskiej postanowił je oczywiście przywrócić.Całkowicie nie jestem przekonany. O charakterze reżyserskim było w historii sporo, zatem to, co powiedziałem wcześniej, czyli to obcinanie filmu do maksimum, nie jest wyssane z palca. Tymczasem, tak jak już mówiłem, film "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" mało pocięty, może w ten sposób określmy to. I jest tam szereg takich scen, które można by wyciąć, a jednak ich nie wycięto. To jest dla mnie intrygujące i pomimo tego, że powiedziałem to, co powiedziałem na początku, czyli że dosyć wątpię w tę bezpośrednią ingerencję CIA czy też innych organizacji, to przy tym jednym filmie zastanowiłbym się. I to, o czym mówił Piotr, czyli o tych spotkaniach. Skoro Spielberg mógł spotykać się z Jacques'em Vallée, to mógł się spotykać jeszcze z innymi osobami i myślę, że jeśli realizował dzieło tego formatu, to myślę, że się spotykał. I kto wie, jakie sugestie czy też jakie relacje, czy też jakie ciekawe materiały otrzymał, aby ten film był z punktu widzenia reżysera najlepszy, jak najbardziej pełny, a z punktu widzenia tego, kto mu różne informacje podsyłał, by był jak najbardziej użyteczny. Być może właśnie ta użyteczność miała polegać na tym, że ten film miał być przygotowaniem, swoistą taką fabularną instrukcją tego, jak do kontaktu doszło, albo też jakie konsekwencje będą z niego wynikać. Ale po prostu coś nie wypaliło. I to jest taka moja robocza hipoteza, nie wiem, czy tak do końca w nią już dzisiaj wierzę, ale jestem do niej bardzo przywiązany i ten sentyment we mnie tkwi. Dlatego musiałem o tym powiedzieć. Dziękuję bardzo.
[31:07] - Na pewno masz rację z tym, kiedy mówisz, że ten film tak bardzo wpłynął na ludzi, bo pamiętajmy, że w tym okresie pojawiło się przecież mnóstwo relacji o UFO. Nastąpił taki skokowy wzrost. To samo miało miejsce w okresie, kiedy pojawił się pojawił się Archiwum X i wtedy nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Wielkiej Brytanii zanotowano masowy niemal wzrost obserwacji zgłaszanych, jeżeli chodzi o UFO. A co do bliskich spotkań i tego, jak to wygląda. Jeżeli sobie przypomnimy ten film, to tam pojawia się przecież taki motyw, który występuje też w wielu innych filmach, a mianowicie niebezpośredni wpływ na ludzi. Pojawia się UFO i próbują się skontaktować, ale okazuje się, że jeszcze przekazują informacje na takim poziomie, którego człowiek nie rozumie. Pamiętamy bohatera "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", który siedział i klecił z ziemniaków tą diabelską górę, gdzie miało dojść do kontaktu. Pamiętamy w "Nowym początku", że ta pani została wybrana do tego, żeby złamać kod języka obcych, też miała jakieś przebłyski, takie jakby wykraczające poza czas i przestrzeń. Także jest to bardzo ciekawe. Tym bardziej w kontekście tego, o czym mówiliśmy tydzień temu, że kontakt z obcymi w tej debacie, która wielu osobom się nie spodobała, kontakt z tymi istotami nie musi się ograniczać do podania łapki, nie musi się ograniczać do jakiejś manifestacji technologicznej, ale może być właśnie czymś takim. I to coś pokazują filmy na temat kontaktu, na temat obcych i UFO od bardzo dawna, począwszy od, czy to było eksploatowane wcześniej, ale począwszy od bliskich spotkań. Ale panowie, kontakt z obcymi to w ogóle często podejmowany temat. Ten pierwszy kontakt. Jest on przedstawiany bardzo różnie. Od filmu "Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia", po już najnowsze produkcje, w których mamy po prostu inwazję kosmitów na Ziemię. Na przykład w filmie "Battleship" mamy pokazane, w jaki sposób, dość kiepski, może się zakończyć takie nieumyślne wysyłanie informacji w kosmos. W "Battleship" obcy przybywają na Ziemię po wysłaniu informacji z teleskopu. Także tak to wyglądało. Ale kontakt przedstawiany jest, jak powiedzieliśmy na początku, w sposób taki bardzo przewidywalny. Otóż obcy przylatują, by ten kontakt nawiązać, ewentualnie nas zjeść lub podbić. I teraz w zasadzie znowu wracamy do tej samej kwestii: czy my jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jakąś inną formę kontaktu? Bo my jesteśmy ślepo przyzwyczajeni do tej wersji: ktoś przylatuje jakimś statkiem. Ten ktoś czegoś chce, chociaż nie zawsze umie to powiedzieć, ewentualnie jest z gruntu zły i od razu nas atakuje. Czy filmy hollywoodzkie przyzwyczaiły nas do patrzenia na ten problem w ten sposób? A może naprawdę kontakt, o którym cały czas mówimy w naszych debatach, będzie miał miejsce w inny sposób? Może jest na przykład tak, że obcy tego kontaktu nie chcą, że nas podglądają. Ewentualnie może w ogóle nie mają wobec nas żadnego konkretnego planu. Arku, czy twoim zdaniem przedstawiający kontakt nawet w tych filmach najbardziej realistycznych typu nomen omen "Kontakt", nie są zbyt naiwne?
[34:45] - Nie są. Nie są zbyt naiwne, dlatego że z tych doniesień ludzi, którzy badają zjawisko UFO, powiedzmy w ten sposób, to zjawisko
[35:00] - Wielokrotnie spotykamy się właśnie z czymś takim: z utratą poczucia czasu, z czymś, co z zewnątrz patrząc, trwało bardzo krótko. Natomiast dla samego świadka, tej osoby, która przebywała w centrum tych zdarzeń, ten czas płynął całkiem inaczej. I to jest kilka co najmniej takich przykładów. Dlatego taki kontakt, jaki był pokazany w filmie „Kontakt” jest w sumie bardzo możliwy. Tylko że akurat jeszcze dodatkowo w filmie „Kontakt” zachodził właśnie ten-
[35:51] - Chyba mamy jakiś problem znowu. Marku, słyszysz mnie? Ale dobra, jesteśmy na antenie pewnie niedługo. Nie uciekajcie, drodzy państwo, od odbiorników. Problem techniczny strasznej natury. Coś zeżarło Ivelliosa i nie wiem, gdzie jest. Albo nastąpił wybuch jądrowy w Katowicach, albo się ziemia zapadła. Halo, halo, Ivelliosie, jesteś tam? Ja Wisła, ja Grabieżca.
[36:13] - Ja Brzoza, ja Brzoza. Panowie, co się stało w ogóle? Tablet obsługujący rozmowę na Hangoutcie stracił sobie połączenie z internetem. Po prostu przestał widzieć kartę Wi-Fi.
[36:28] - Arek się tu rozgadał. Myśmy już tutaj przelecieli, prawie do siódmego pytania żeśmy doszli.
[36:33] - Wow.
[36:35] - A tu nic. Nie wiem, kto jest. Panowie, zanim przejdziemy do kolejnej kwestii, to jeszcze takie pytanie, bo tutaj mówiliście o tych filmach z bloku wschodniego, odnoszących się jakoś do kwestii UFO. Do tego też będziemy jeszcze wracać, ale powróćmy do „Kontaktu”, do kwestii kontaktu przedstawionej w filmach hollywoodzkich i nie tylko, pokazujących, co się stanie, kiedy obcy przylecą. Arku, twoim zdaniem to, co jest przedstawione w kinie, jeżeli chodzi o kontakt, nie jest nieco naiwne? To znaczy, czy to nie jest wyeksploatowana wizja? Tak pokrótce.
[37:17] - Raczej nie. Z tego, co można spotkać w literaturze faktu czy na podstawie tych spotkań, jakie czasami się zdarza nam na ten temat dowiedzieć, to mniej więcej kontakty są bardzo często zróżnicowane i mają bardzo często jakiś głęboki, może nie przekaz, ale głębokie uwarunkowanie pozamaterialne. Mniej więcej tak, jak to jest w filmie „Kontakt”, ale też są takie zwykłe, proste. Tutaj raczej można by powiedzieć, że scenarzyści wzorowali się na rzeczywistości, a nie kreowali jej. To znaczy najpierw były spotkania, później był pomysł na dobry scenariusz i powstanie filmu, a nie najpierw film, a później dopiero ludzie zobaczyli to, co mogli zobaczyć w kinie.
[38:20] - Tak, ale wiesz, o co chodzi mi? Chodzi mi o taki oficjalny kontakt, że oni przylatują i chcą nagle rozmawiać z ludzkością. Taki pierwszy kontakt w ogóle. Czy twoim zdaniem to, co zostało przedstawione chociażby w tym „Nowym początku”, czy chociażby w „Kontakcie” nomen omen, nie jest taką wizją antropocentryczną w zasadzie, czyli tego, jak my to chcemy widzieć, a niekoniecznie przecież tak musi być?
[38:45] - Wydaje mi się, że ten kontakt jest i przez cały czas trwa, tylko całkiem troszeczkę inaczej wygląda, niż byśmy chcieli go widzieć. To znaczy, nie ma czegoś takiego jak lądowanie na trawniku przed Białym Domem, chociaż był przelot nad Białym Domem w 1956 roku. To nie jest takie proste. Tutaj zdecydowanie my byśmy woleli. Tylko że nie mamy nawet jednego przedstawicielstwa, jednego rządu, który by mówił w imieniu całej ludzkości, więc ciężko by było powiedzieć, żeby mieli gdzie przyjechać i przylecieć i z kim rozmawiać, gdyby nawet chcieli. A po prostu na to wygląda, że nie chcą. Kontakt według mnie, jeżeli nawet oficjalnie będzie, jeżeli już go nie ma i nie jest to tak, jak przedstawione jest to w „Archiwum X” czy wielu innych tego typu filmach, może się odbywać na tej zasadzie, jak w tym filmie „Dystrykt 9”, o którym jeszcze chyba będziemy mówili bodajże, że po prostu przylatują i jesteśmy. I tyle. Dziękuję.
[39:57] - Marku, jak myślisz, czy to, jak jest przedstawiony kontakt, to wszystko, że pojawiają się kosmici, wojsko amerykańskie wybiera uczonych, uczeni się pojawiają, zaczynają dobierać słowa do kontaktu. To nie jest myślenie życzeniowe troszeczkę? Bo tak naprawdę nie możemy zagwarantować, że obcy, jeżeli się pojawią, to będą z nami chcieli w ogóle rozmawiać, że będą chcieli jakieś informacje wymienić. A jeżeli nawet, to chyba będą przygotowani na to, by jakoś tą barierę komunikacyjną złamać. Dla mnie na przykład takim dowodem lekkiego braku realizmu w podejściu scenarzystów do tworzenia w ogóle jakichś opowieści związanych z kosmitami był „Nowy początek”. W zasadzie film był fajny, ale był też trochę absurdalny. Mamy grupę istot, która tarabani się nie wiadomo skąd, potrafi przewidywać, co się wydarzy, ma szersze pojęcie na rzeczywistość, widzi wszystko w większej ilości wymiarów.Nagle te ogromne kalmary mają problem, jak tu się, cholera jasna, porozumieć z ludźmi, chociaż potrafią wysyłać im jakieś informacje poprzez podświadomość. Jeżeli by to podsumować, to się w ogóle nie klei. Spoglądając na inne filmy widzimy, że takich luk jest dość sporo. Czy ten kontakt z obcymi, nad którym wszyscy myślimy, nie jest czasami trochę za bardzo wyidealizowany i przypudrowany? Czy czasami nie stanie się im nagle szybko i być może strasznie?
[41:37] - Jeśli chodzi o film „Nowy początek”, to ja się cały czas zastanawiam, czy w tym filmie oni przylecieli tutaj po to, żeby się skontaktować. Może przylecieli w zupełnie innym celu. Tak się wiję trochę, bo nie chcę zdradzić wszystkiego, co jest związane chociażby z opowiadaniem, ale można mieć przynajmniej takie podejrzenia, że to pojawienie się obcych, troszkę wskazuje na to zakończenie filmu, może niekoniecznie chodziło o kontakt. Może cała ta akcja, która była zorganizowana, miała na celu coś zupełnie innego. Ale to tak sobie podywagujmy, bo tak naprawdę co się działo w głowie scenarzystów, do końca nie wiemy. Natomiast ja powtórzę coś, co mówiłem w audycji „Bibliotekarium” na antenie Radia Paranormalium à propos filmów i książek. Ja jestem z gruntu człowiekiem naiwnym i w związku z tym, kiedy idę do kina i oglądam film, to ja na ten czas, kiedy film trwa, jestem wiernym widzem i jestem gotowy znieść wszystko, nawet różne absurdy, które w scenariuszach się od czasu do czasu pojawiają. Ja ich po prostu nie dostrzegam. Bawię się, oddaję się magii kina, czy też magii książki w drugim wypadku. Natomiast potem nie przeszkadza mi to tego filmu zanalizować i ja bym nie był aż tak krytyczny. W każdym razie, jeśli chodzi o film „Nowy początek”, tylko nie patrzyłbym na ten film jako na film o kontakcie między obcą cywilizacją a Ziemianami. Ten kontakt owszem występuje, on tam jest niejako przy okazji. Tak bym to potraktował. Natomiast jeśli chodzi o to, jak to jest przedstawiane w różnego rodzaju filmach, to ja nie mogę pozbyć się wrażenia, aczkolwiek wrażenia takiego, że my jesteśmy naprawdę bardzo antropocentryczni, jeśli chodzi o produkcje filmowe i nasze wyobrażenie pierwszego kontaktu. Nam się po prostu wydaje, że to wszystko się odbędzie właśnie w taki sposób, jaki jest przedstawiany w filmach, że tu przylecą, my powiemy im „dzień dobry”, oni nam powiedzą w swoim języku, pogadamy, ponegocjujemy i już będziemy w kontakcie. Ja mam wątpliwości. Przede wszystkim wątpliwości dotyczące tego, po co obcy będący na tak zaawansowanym poziomie mieliby przylatywać na jakąś peryferyjną planetę. Mogliby przylatywać, gdybyśmy mieli coś, co jest unikalne. Żeby wytłumaczyć, rozumiem na przykład, że według tego, jak przedstawione to było w historii Sitchina, że potrzebowali złota i w związku z tym przylecieli tutaj to złoto zdobyć. Potrzebowali czegoś konkretnego. Przy okazji trochę zmanipulowali historię ludzkości, a w każdym razie nieco ją zmienili. I to jest dla mnie jakieś racjonalne. Natomiast tak, żeby tu przylecieć i się z nami skontaktować. Mogą, oczywiście mogą, nic nie można wykluczyć. Natomiast zastanawiam się, to jest trochę tak, jakbyśmy się chcieli skontaktować, w przypadku mojego ulubionego przykładu, z mrówkami. Przy całym oczywiście absurdzie tego pomysłu, bo przecież trudno podejrzewać mrówki o jakąś taką pojedynczą świadomość. Czasami się mówi, że są to owady społeczne i jakiś rodzaj świadomości zbiorowej tam występuje. Ja nie chcę wchodzić w ten temat, nie chcę tego rozstrzygać, ale to troszeczkę zaczyna przypominać taką sytuację, w której ktoś kontaktuje się z mrówkami. Obcy będący na poziomie takim, że przenikają przez otchłanie wszechświata, nagle kontaktują się z nami Ziemianami. Właściwie jaki cel? Mógłby być to cel edukacyjny czy też kulturowy, z jakim my podobno płynęliśmy do Nowego Świata, do obu Ameryk. I jak to się skończyło, wszyscy dobrze wiemy. I ja co prawda wcale nie mówię ani nawet nie sugeruję, chociaż tak naprawdę sugeruję, że mogłoby się to skończyć tak samo. Mogło albo nie mogło. My mamy w sobie tyle podejrzliwości, że rzeczywiście moglibyśmy tych obcych zaatakować. Tylko przy tej przewadze technologicznej, jaką przypuszczam, właściwie pewien jestem, że mają, ten atak byłby dosyć mikry mimo wszystko. Ale ja cały czas nie mogę pozbyć się wrażenia, że to takie bardzo hollywoodzkie spojrzenie, że oto przylatują obcy. Wysyłamy tam naszych parlamentarzystów, ale w sensie nie tych przedstawicieli jakiegoś parlamentu, tylko takich naszych negocjatorów w celu poddania się albo w celu nawiązania kontaktu. To trudno właściwie do końca rozstrzygnąć. Dogadujemy się z nimi i jest wszystko fajnie. Rzeczywiście to wydaje mi się w gruncie rzeczy bardzo naiwne. Jeśli doszło do takiego kontaktu, to doszło na zupełnie innym szczeblu i nie na takim szczeblu, że tam jacyś naukowcy rozmawiali z obcymi. Już prędzej uwierzę w to, że gdzieś tam pod ochroną prezydent Stanów Zjednoczonych dogadał się z jakimś lokalnym dowódcą tychże obcych i coś sobie ustalili, może sposób kapitulacji albo też haracz, jaki będziemy płacić. Wiem, żartuję w tej chwili. Obracam troszeczkę to w kpinę. Natomiast jaJa powiem taką bardzo oklepaną rzecz, że w gruncie rzeczy, jeśli dojdzie do kontaktu, ten kontakt nas zaskoczy i te wszystkie produkcje hollywoodzkie, myślę, że będziemy sobie mogli w buty wsadzić. Bo zdaje się, że hollywoodzcy scenarzyści nie biorą pod uwagę rzeczy, które nie są widowiskowe, bo wiadomo, że kino to jest język obrazu. Tam się musi dziać, tam się muszą pojawiać jakieś niesamowite sceny, czy to bitewne, w każdym razie to się musi oglądać. Natomiast ja mam wrażenie, że taki kontakt może być bardzo szary, bardzo zwyczajny. Wyobraźmy sobie, żeby oddać w pełni to, o czym mówię. Pewnego dnia gdzieś w jakiejś ambasadzie albo może do jakiegoś urzędu w Stanach Zjednoczonych. Zostańmy przy Stanach Zjednoczonych, bo przecież wiadomo, że Stany Zjednoczone to jest centrum naszego świata. To znowu kpina oczywiście, ale tak sobie to przynajmniej hollywoodzcy scenarzyści wyobrażają. Więc zostańmy przy tej wyobraźni. I gdzieś tam się do jakiegoś urzędu zgłaszają jacyś tacy przeciętni ludzie i mówią, że są przedstawicielami obcej planety. Co pierwsze robimy? Pakujemy ich do jakiegoś Czubkowa, do jakiegoś zakładu zamkniętego. Jak to może wyglądać? Chociażby tak jak w „K-PAX”, filmie, który też właściwie dotyka problemu kontaktu. Zauważmy, że główny bohater w jakimś stopniu, moglibyśmy to podciągnąć pod próbę kontaktu. Absolutnie niezrozumiany. Co więcej, naszym uczonym wydaje się, że w ogóle dobrze zdiagnozowali człowieka i nie ma żadnej wątpliwości. I co więcej, koniec filmu pokazuje, że każdy pozostał przy swoim zdaniu. Oni pozostali przy tym zdaniu, że rzeczywiście facet był chory, a widz ma jakieś takie nieprzeparte wrażenie, że było troszeczkę inaczej. Ja myślę, że równie dobrze możemy rozpatrywać taki scenariusz jak w „K-PAX”, jaki taki, który widzimy w tych podstawowych wizjach hollywoodzkich. Natomiast powiem tak: wszystkie filmy, które polegają na tym, że obcy nas najeżdżają w rozmaity sposób, czy to tajny, tak jak w „Najeźdźcach” wspomnianych już dzisiaj, czyli gdzieś tam knują i spiskują, żeby tylko dorwać tę Ziemię i wreszcie ją opanować, czy też w jakikolwiek inny, taki militarny czysto sposób zdobywają jedno miasto, jakąś część planety, może całą. Tego rodzaju filmów z najeźdźcami jest bardzo dużo. To mi się nie klei. Naprawdę, pokonywanie takich odległości w kosmosie po to, żeby podbić jakąś planetę. Nie byłbym sobą, gdybym sam sobie nie zaprzeczył. To jest oczywiste i w związku z tym, jeżeli pokonali barierę przenikania się, w jednym punkcie wchodzą i natychmiast wychodzą na Ziemi, i robią to przy zużyciu stosunkowo niewielkiej energii, to może rzeczywiście taki podbój byłby opłacalny. Natomiast jakieś wyprawy przemierzające wszechświat w statkach kosmicznych, które później tutaj przylatują i nas pacyfikują, to mi się wydaje dosyć naiwne. Z jednym wyjątkiem i to pewno zabrzmi paradoksalnie. Scenarzyści, podkreślam, pierwszej części „Dnia Niepodległości” popisali się bardziej, jeśli chodzi o logikę. Tak przynajmniej moim zdaniem, bo jestem skłonny uwierzyć, że istnieją jakieś takie pasożytnicze istoty, które latają sobie, włóczą się po kosmosie i łupią co popadnie. Teoretycznie tak. Specjalnie podkreślam, że mówię tylko o pierwszej części, ponieważ druga milczeniem. Jej nie było, tej drugiej części nie było. Natomiast była część pierwsza i w tę jeszcze jestem w stanie uwierzyć. Natomiast w jakieś takie planowe działanie, że gdzieś tam miliardy, czy też jeszcze więcej kilometrów, czy też całe lata świetlne, dziesiątki, setki lat świetlnych od Ziemi, ktoś tam zaplanuje cichą albo głośną inwazję. W to absolutnie nie wierzę. Czyli tę przydługą nieco wypowiedź podsumowałbym w ten sposób, że to, co do mnie najbardziej przemawia, to jakaś taka cicha próba kontaktu. W pewnym momencie ktoś się u nas zjawi i powie: „Jesteśmy z innej planety i chcielibyśmy z wami pogadać. Jeśli macie ochotę, to zapraszamy i naprawdę nie zamykajcie nas w szpitalu wariatów”. Dziękuję. Wszystko, dziękuję.
[52:32] - Czyli Marku, uważasz, że filmy te sterujące masową świadomością jednak w jakiś sposób, nie chcę powiedzieć, że przygotowują ludzi na kontakt, ale czy ten obraz kontaktu nie jest nieco wykrzywiony?
[52:48] - Co znaczy, którego?
[52:49] - To, co chciałbym z ciebie wydusić. Tego, że obcy przylatują, napadają, my robimy im.
[52:55] - Aha, to już wiem. On jest zgodny z logiką kina. Z punktu widzenia tego, co ja myślę o kontakcie, absolutnie to nie styka się z tym, co ja myślę. Ale to, co ja myślę, jest, nazwijmy to, drugorzędną zupełnie sprawą. Ale tak, wydaje mi się, że to przede wszystkim tego rodzaju widowiskowe filmy mają na celu być zgodne z logiką kina, z logiką Hollywoodu, z logiką akcji i z logiką widza, który łaknie rozrywki, potrzebuje widowiska. Do tego całą moją, jak już powiedziałem, przydługą wypowiedź można sprowadzić, że może nie będzie żadnego widowiska. Może to będzie bardzo kameralne spotkanie, bardzo kameralny kontakt, który później trzeba będzie w środkach masowej komunikacji po prostu ogłosić. Powiedzieć, że doszło do spotkania, dogadaliśmy się albo się nie dogadaliśmy.Albo jakieś ustępstwa z naszej strony nastąpiły, albo też jakieś korzyści dostaliśmy. Nie wiem, trudno mi w tej chwili to rozstrzygać, ale równie dobrze moim zdaniem jest założyć, że to, co widzimy w produkcjach hollywoodzkich i nie tylko hollywoodzkich, to jest obraz, żebyśmy chodzili do kina, żeby to było po prostu zajmujące. Natomiast prawdziwy obraz kontaktu, który nastąpił albo dopiero nastąpi, był albo będzie zupełnie inny, zupełnie spokojny i zupełnie mało widowiskowy.
[54:46] - Czy nie jest czasami tak, że ludzie są przyzwyczajeni już do tej kinowej wersji w taki sposób, że będą w stanie przeoczyć wszystkie te delikatne formy kontaktu, które następują, bo po prostu nie są spektakularne, nie przykuwają uwagi, nie są ciekawe. Obcy przecież w filmach kontaktują się inaczej. To nie mogą być obcy. Przytoczę tu pewien przykład. Pewien facet, pewien uczony jakiś czas temu ogłosił, że po przeanalizowaniu powtórnym sygnałów z najbliższych gwiazd ustalił, że tak naprawdę z około 300 mogą docierać do nas pewne sygnały. Da się o tym nakręcić film. Jak taki film by wyglądał? Siedzi facet-
[55:35] - I odbiera sygnały.
[55:37] - Analizuje, analizuje. Żona mu przynosi herbatę, mówi: „Masz tu Władek, napij się”.
[55:43] - Analizuj.
[55:44] - No i mija 45 minut. Analizuje, analizuje. I potem wyanalizował i ogłosił.
[55:51] - Mamy kontakt.
[55:52] - Mamy kontakt. Już nie wiem, chyba kran jest ciekawszy moim zdaniem.
[55:59] - Tak, ale to jest-
[56:00] - Ten kontakt by był i powiedzmy, Stany Zjednoczone by się skontaktowały czy Chiny, czy ktokolwiek inny. Czy w tym przypadku, ze względu na możliwość przepływu transferu technologicznego i właśnie zaklepywanie tych technologii pod płaszczykiem własnych patentów, czy to nie byłoby dobrym powodem do tego, żeby to ukryć i w jakiś sposób przekazać to ludziom, ośmieszyć to do tego stopnia, żeby po prostu nie brali w ogóle pod uwagę tego, że już do takiego kontaktu mogło dojść i taki transfer już by nie mógł być dokonany?
[56:52] - Myślę, że tak mogłoby być. Tylko to, co powiedziałeś, jest moim zdaniem zgodne z ludzką naturą. To znaczy to opatentowanie, to przejęcie technologii i tak dalej, to jak najbardziej. To myślę, jest obraz naszego świata, jak najbardziej z naszego świata. Tylko musielibyśmy chyba wziąć pod uwagę w tym wypadku również działania obcych. Zastanawiam się, czy oni by na pewno patrzyli tak spokojnie na to, jak ktoś na przykład opatentuje ich technologię, a potem ją wykorzystuje do tego, żeby mieć przewagę w świecie, tym naszym świecie tu malutkim.
[57:33] - Oni by nie chcieli ingerować z punktu widzenia obcych. No dobra, przylecieliśmy, mamy kontakt z jakimś tam rządem, który zarządza. Przekazaliśmy im to, co chcemy, ale nie możemy więcej ingerować, bo oni mają swoje kasty, swój status prawny, swoją kulturę i po prostu nie możemy w to ingerować. My im przekazaliśmy. Ta właśnie szklanka czystej wody. Mogą z tym zrobić, co chcą. Ale tutaj jest ten rząd taki, czy tam ta grupa trzymająca władzę, której zależy na tym, żeby się utrzymać przy władzy jak najdłużej. I wtedy co się będzie działo? Wtedy będą powstawały filmy takie, które będą pokazywały przede wszystkim, że z kosmosu może przyjść zagrożenie dla nas, że kosmici chcą nas zjeść, że kosmici chcą nam porwać ciała, że kosmici, nie wiem, co tam jeszcze można wymyśleć. Natomiast my nie możemy z nimi w żaden sposób się porozumieć, dlatego, że oni są postaciami wielowymiarowymi i po prostu nas nie zrozumieją, nawet jeżeli będziemy mówić czy myśleć nie wiadomo, w jakim języku. Natomiast te wszystkie doświadczenia mówią wręcz coś przeciwnego, że na zasadzie przekazu myśli i samych obrazów można dojść do jakiegoś kontaktu. Więc jeżeli chodzi o ciąg logiczny, to wydaje się, że raczej ta moja teza, że już do tego kontaktu doszło i po prostu jesteśmy mamieni wręcz nawet hollywoodzką produkcją i straszeni tak, żebyśmy się, wiadomo, że wokół każdego rządu skupia się społeczeństwo wtedy, kiedy jest zagrożone.
[59:34] - Więc może tutaj głównie o to chodzi i tu nie byłoby żadnych barier w jakimś kontakcie.
[59:43] - No właśnie, Archu. Nie zmienia to sytuacji, że kontakt, jaki jest przedstawiany i do jakiego ludzie są przyzwyczajeni w zasadzie od lat 70, wizja kontaktu sprawia, że my możemy nie zauważyć tego, że on się toczy, że on był lub że nawet zachodzi. To jest pewien paradoks, bo nawet odchodząc od naszej głównej argumentacji, zauważmy jeszcze jeden ważny problem: wizja kontaktu, wizja obcej inteligencji została tak ukształtowana, że masy w zasadzie nie zaakceptują niczego, co wykracza poza to, co zostało ukształtowane. Kosmici mają rączki, nóżki, kosmici latają w wielkich statkach, przemierzają ogromne odległości i do tego są wszyscy przyzwyczajeni. Jeżeli się stanie coś innego, nikt na to nie zwróci uwagi. Nikt tego nie zaakceptuje. Bo tak nie jest. Bo przyjęło się, że jest inaczej. To też jest moim zdaniem bardzo niebezpieczne i w pewien sposób zabija oba środowiska. Środowisko ufologiczne, dlatego, że ludzie są przyzwyczajeni do myślenia. Mówię cały czas o masach, mówiąc o ludziach, bo nasi słuchacze to jest grupa wyjątkowa, która myśli w sposób szerszy, widzi rzeczy szerzej. Natomiast masy to jest coś innego. Masy jeżeli zobaczą coś w telewizji, to w to wierzą. Zobaczmy. Ojciec oglądał „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, potem z synem oglądał „Bliskie spotkania”, potem oboje oglądali, może już nawet z wnuczkiem, „Archiwum X”. Cały czas istnieje pewna, nie chcę użyć terminu cenzura, ale urabianie odgórne ludzi, co mają myśleć o obcych cywilizacjach. Tak mi się wydaje. To jest bardzo niebezpieczne, dlatego że kiedy pojawia się jakaś alternatywna wizja, to zbiegnie się tłum Ezo-Grażyn lub Ezo-Januszów i będą nam mówić, że nie, na pewno jest inaczej. Na tym polu jest tak, że nic nie można powiedzieć na 100%. I tak naprawdę z przerażeniem obserwuję to, jak odmóżdżonym środowiskiem stała się ufologia masowa. Uwagę przyciąga tylko to, co jest głośne, natomiast nikt nie zwraca uwagi na podstawowe rzeczy. Także moim zdaniem, panowie, te filmy, te blockbustery rządzące masową świadomością, pokazujące nam, jak kontakt może wyglądać, tak naprawdę mogą robić więcej złego niż dobrego dla ludzkiej świadomości. Bo nie wiem, czy, Marku, się ze mną zgodzisz, ale założywszy, że kultura masowa rządzi też masami i ich wyobrażeniami, to zobaczmy, że w zasadzie na tym polu niewiele się zmieniło. Lansowany jest jeden koncept i nic więcej. Ludzie widzą to tylko w określony sposób. Natomiast niech się zdarzy coś innego, nawet przełomowego, nawet tajemniczego. Nawet ten facet analizujący sygnały. Nikt na to nie zwróci uwagi, dlatego, że to nudne, niewarte uwagi. Kosmici zrobiliby to lepiej.
[01:03:13] - No właśnie. Chciałbym jeszcze powiedzieć, jeśli do wizji Arka nawiązać, bo oczywiście tak może być, że doszło kiedyś do kontaktu i dziś z jakąś częścią ludzkiej cywilizacji wybraną z jakiegoś powodu. Załóżmy, że został wybrany rząd Stanów Zjednoczonych jako największy, może najbardziej rozumny, może najbardziej demokratyczny i tak dalej. Wybierzmy sobie dowolną cechę. I wtedy z nim się skontaktowano i nie skontaktowano się z nikim innym. A później kierowano się zasadą nieingerencji. Przekazano jakieś tam informacje i kierowano się zasadą nieingerencji. To już jest trochę, mówiąc szczerze, taka teza, za którą do obcych miałbym pretensje. Sam fakt, że skontaktowali się tylko z częścią ludzkiej cywilizacji, świadczyłby o tym, że oni są bardzo słabo zorientowani w tym, co się na Ziemi dzieje. Tak mogłoby być, bo przylecieli z daleka i niewiele wiedzą. Ale taka elementarna analiza troszeczkę mnie mimo wszystko odrzuca, bo skoro przekazali dane technologiczne jednej części cywilizacji, to już właściwie ingerowali. Tak naprawdę zaingerowali w rozwój naszej ziemskiej cywilizacji tak głęboko, przekazując wiedzę, która by tu w toku ewolucyjnym pojawiła się może za 100 lat, może jeszcze później. Więc przekazując tego rodzaju wiedzę tylko części cywilizacji, już i tak zaingerowali tak głęboko w rozwój ludzkości, że właściwie głębiej się nie da. I wtedy mówienie, że: „My już dalej nie będziemy w to ingerować. Już róbcie z tym, co chcecie”. Chyba że obcy mają w tym swój interes, to wtedy powiem tak: oczywiście tak mogło być, że najpierw Stany Zjednoczone zdominują cały świat, a później my zdominujemy Stany Zjednoczone. To już mówię z perspektywy obcych. Wtedy rzeczywiście takie działanie miałoby sens. Natomiast jeśli to miało być tak, że przekazujemy przedstawicielom Stanów Zjednoczonych technologię, a już nikomu innemu nie, bo to tajemnica i nie chcemy ingerować, to mi się wydaje mocno nieprawdopodobne albo w każdym razie takie jakby nieCiężko mi jest to przyjąć, ale trudno tak do końca to wykluczyć, bo powtarzam, może obcy kierują się swoimi interesami i swoim odczuciem czy też poczuciem rzeczywistości, czy odbioru tej rzeczywistości i może mają na temat Ziemian, Ziemi zupełnie inny pogląd niż to się rodzi w naszych głowach. I równie dobrze taki scenariusz, jaki Arek przedstawił, jest do przyjęcia. To, że on mi się wydaje mało prawdopodobny, to jest akurat, tak jak już mówiłem kilka razy, najmniej ważne. Bo czy jest w ogóle prawdopodobny? Tak, uważam, że równie dobrze można go przyjąć i równie dobrze można go rozpatrywać. Natomiast tak jak już mówiłem, Piotrze, o tym, że ta tematyka obcych została sprowadzona od dawna. Tak naprawdę zanim się naprawdę zaczęło kino, to już robiono to w literaturze bardzo skutecznie. Ja nie mówię, że wszystkie utwory tak o tym mówią, ale bardzo skutecznie w masie sprowadzono obcych do zagrożenia. Gros książek, gros utworów to obcy jako tak obcy, że groźni. Nie zawsze oni są groźni ze swojej winy, czasami są groźni z naszej winy. My ich prowokujemy, ale zawsze kontakt, przekroczenie linii pomiędzy my, Ziemianie, obcy, nie zawsze, to złe słowo. W sporej części to zawsze owocuje jakimś konfliktem, czymś groźnym, czymś, co zagraża ludzkości. I to gros przekazu, jeśli chodzi o literaturę i filmy, tak się to już utrwaliło. Obcy równa się wróg. I tu można by przyjąć, rzeczywiście powziąć takie podejrzenie, że ktoś może tym naprawdę steruje. Ale równie dobrze można przyjąć tezę, o której ty, Piotrze, mówiłeś, że to po prostu jest widowiskowe. Poklepywanie się z obcymi po plecach, mówienie: „Jacy jesteście fajni, jakie fajne macie dwie, trzy, pięć nóg albo ile tam oczu, czułek i tak dalej. Od dzisiaj będziemy przyjaciółmi i będziemy wspólnie zdobywać kosmos i w ogóle”, nie jest porywające. Jak się tłuką, naparzają z tych tam działek czy laserów, czy czego tam jeszcze, cokolwiek użyjemy do naparzania się, to jest znacznie ciekawsze. Z punktu widzenia widowiska, tego, że idziemy na półtorej godziny, na dłuższy czas do kina, to jest fajniejsze. Tam się dzieje. A jak oni się będą tak poklepywać po plecach? Posłużę się prostym przykładem. Odwołajmy się do filmu również o obcym, czyli o „E.T.”. To jest film tak naprawdę dla dzieci, a jeśli nie dla dzieci, to w każdym razie dla ludzi, którzy lubią się wzruszać. To jest taki wzruszający film, gdzie ten E.T. w pewnym momencie umiera, ale później odżywa i dzwoni do domu. I jest kilka takich fajnych, widowiskowych scen. Ale do czego to jest wszystko sprowadzone tak naprawdę? Czy to jest film, w którym akcja toczy się brawurowo? Nie. Coś tam się dzieje oczywiście. Scenarzysta, właściwie autor książki wcześniej wysilił się. To nie jest gniot. Ale czy to porywa? To właśnie to, co powiedziałem na początku. To jest właściwie film dla dzieci. Większość ludzi, z którymi miałem kontakt, tak to oceniła. Ja na ten film patrzyłem troszeczkę inaczej, ale spotkałem się z takim wrażeniem. „Nie, to taki film dla dzieci. Ten E.T. to właściwie taka kolejna odmiana Kubusia Puchatka, jakiegoś misia albo kogoś takiego. Taki sympatyczny, miły. Serce prawie wręcz na dłoni, bo widoczne i takie sympatyczne, miłe. Dużo humanizmu w tym wszystkim, takiego kontaktu. Będziemy teraz braćmi, będzie fajnie”. Ale to nie jest widowiskowe. Ludzie lubią naparzankę. Nie wiem, czy to dobrze świadczy o ludzkości, czy też o jej niektórych przedstawicielach, ale tak po prostu jest. I ja myślę, że tutaj nie ma co lać łez nad rozlanym mlekiem czy jakkolwiek to ujmiemy, tylko po prostu przyjąć do wiadomości, że my lubimy naparzankę, lubimy filmy wojenne, lubimy filmy, w których się coś dzieje. To też scenarzyści spełniają nasze oczekiwania. I pytanie brzmi inaczej. Czy nasze oczekiwania to daje nam jakikolwiek obraz o tym, jak może kontakt wyglądać? I tu odpowiedź, przynajmniej ode mnie, jest taka, że pomiędzy wizjami scenarzystów hollywoodzkich, zostańmy przy hollywoodzkich scenarzystach, chociaż tych scenarzystów trochę na świecie jest również z innych krajów, te wizje scenarzystów myślę, że mogą daleko odbiegać, rozwijać się właściwie z tym, co może się naprawdę wydarzyć. Dziękuję bardzo.
[01:11:03] - I tak oto przechodzimy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Pytanie brzmi następująco: w serii filmów o obcym w „Prometeuszu” oraz w „The Thing” Johna Carpentera pojawia się zupełnie inna wizja obcych niż ta, do której przyzwyczaja nas ufologia. Obcy zaprezentowani są jako krwiożercze, cudowne stworzenia, czy też zwierzęta mogące zagrażać istnieniu rodzaju ludzkiego. Czy to gra na odwiecznym strachu ludzi przed potworami, czy może potencjalnie realny scenariusz, z jakim zmierzą się astronauci w dalekiej przyszłości? Może tym razem pierwszy w tym temacie niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:11:44] - Nie wiemy, co nas może spotkać na innych planetach. Zabójcze może być dla innych istot praktycznie wszystko. Jest taka książka
[01:11:59] - "Planeta śmierci", gdzie człowiek, który... Akurat jest o książkach, dlatego że o tej książce, bo akurat ona się wpisuje w odpowiedź na to pytanie. Mianowicie chodzi o to, że na planetę przylatują ludzie i wszystkie zwierzęta czy wszystkie rośliny traktują tych przybyszów, czyli Ziemian jako przeszkodę i ewoluują w stronę, by tych ludzi zniszczyć. Więc nie wiemy, czego możemy się spodziewać na innych planetach. Być może, gdy ewentualnie dorośniemy do tego, albo będziemy zmuszeni latać i zdobywać, ewentualnie być w innych miejscach, takie rzeczy mogą nas spotkać. Może nas spotkać nawet kontakt z czymś, czego się nie spodziewamy, na przykład z trawą, która będzie miała nagle pojawiające się podbił biologii Ziemi, w jakiś sposób może być rozdmuchane gdziekolwiek indziej. Jeżeli chodzi o Obcego, nie jest on istotą specjalnie superinteligentną, tylko bardzo sprawną maszyną do zabijania, i w tym jest świetny, najlepszy. Nie ma żadnej żyjącej istoty lepszej od niego. Nie potrzebuje żadnych gadżetów, żeby wykańczać całe statki, całe plemiona, całe planety. Jego sposób rozrodu jest również bardzo skuteczny. Te jaja mogą w warunkach jakichkolwiek przebywać, podejrzewam, że nawet i tysiące lat, skoro tak to jest przedstawione. Z jednej strony jest to bardzo dobry hollywoodzki pomysł na całą serię filmów, bardzo dobrych filmów akcji, z drugiej strony nikt nam nie może zagwarantować, że czegoś takiego nie będzie. Jest parę filmów, które natomiast mówią o naszych lękach i to jest między innymi film „Kula”. Jest też książka z naszego obszaru, bo tak ja przez cały czas odbieram, jako że jestem człowiekiem nieco starszym, właśnie z tego naszego bloku wschodniego, czyli to nasze. A chodzi mi konkretnie o „Piknik na skraju drogi”. I tam sprowadza się również do spełniania marzeń ludzkich. I te marzenia bardzo często są takie ciemne, mroczne. I najlepszym wyjściem, tak jak w filmie „Kula”, jest po prostu zapomnieć o takiej możliwości i czekać, aż dorośniemy do tego. Może bardziej się rozwiniemy tak, żeby te lęki nie brały górą nad naszą wspaniałą, składającą świadomością i pomysłowością, i tym darem, jakim jest nasza inteligencja. Dziękuję.
[01:15:35] - Marku?
[01:15:37] - Cóż, myślę, że mimo wszystko filmy, które zostały wymienione w pytaniu, czyli „Coś” Carpentera i cała seria o Obcych, to mimo wszystko jest próba trochę nas straszenia, trochę pokazywania czegoś bardzo widowiskowego. Ja tylko przypomnę, że film Carpentera to tak naprawdę jest remake filmu, który był w latach 50. Nazywał się „Coś z innego świata” i to był film o potworze. Coś tam przybyło, dzieje się to w jakimś takim śnieżnym krajobrazie, jest baza, czyli właściwie niewiele się różni od tego późniejszego filmu Carpentera. I tam coś nagle łupnęło i się pojawia Obcy. Obcy taki bardzo, może nie humanoidalny, ale ręce, nogi miał, głowę też. W związku z czym to był taki sobie potworek. Chodził i straszył, przy okazji mordował oczywiście. I oczywiście to wzbogacił. Ten jego Obcy jest bardziej groźny, się przepoczwarza i robi różne dziwne takie rzeczy. To jest po prostu ciekawsze, bardziej widowiskowe. Da się uzasadnić. I to tyle. Myślę, że po prostu dostaliśmy świetne widowisko. Ono się jednym może nie podobać, wydawać się naiwne albo głupie, a innym się może podobać. Ja powtarzam, jestem człowiekiem naiwnym i w kinie lubię się bawić. W związku z tym ja się na filmie „Coś” i później jego kontynuacji, a właściwie kontynuacji, która jest tak naprawdę prequelem filmu, też nieźle bawiłem. A jeśli chodzi o „Obcego”, to powiem tak: to przez długi czas był dla mnie wzór nie tyle filmu SF, chociaż trudno w ogóle dyskutować z tym, że to film SF jest, natomiast to był dla mnie wzór horroru. Właściwie te mroczne zakamarki statku Nostromo, te wielkie hale, w których to się przynajmniej częściowo odbywa, te ciemne korytarze wentylacyjne. Właściwie mamy scenerię jak z jakiegoś średniowiecznego zamku.O tyle, że się dzieje rzecz w kosmosie. Ta planeta, na którą oni schodzą, te dziwne miejsca, które odwiedzają, ten obcy, którego szczątki odnajdują i później te jaja, jak też to nazwiemy, te przetrwalniki obcego. To wszystko tworzy mroczny klimat, który jest rodem z dobrego horroru i przez długi czas uznając, że to film SF, ale bardziej dla mnie to był horror. I znowu odpowiadając na pytanie, dla mnie scenarzyści byli mistrzami. Mistrzami od straszenia, mistrzami od widowiska. Ale czy to może mieć coś wspólnego z rzeczywistością? Tak, trudno o innej odpowiedzi niż tak. Wszystko się może zdarzyć. Wszechświat jest tak ogromny, że zdarzyć może się w nim wszystko i ci, którzy nas odwiedzą, mogą być tak odmienni od tego, co sobie wyobrażamy, że nawet mocno pchnięta do przodu wyobraźnia, mocno uruchomiona, może okazać się zbyt słaba, żeby opisać to, z czym możemy mieć do czynienia. Dlatego tacy obcy, którzy są bardzo dziwni i groźni, można dorzucić jeszcze film, który w pewnym momencie został skojarzony z serią o Obcym, czyli luźno powiązana ze sobą seria o Predatorach. Warto o tej serii wspomnieć, chociażby z tego względu, że tam pokazana jest wizja rasy, która ma dokładnie w nosie to, co się dzieje z Ziemianami. Oni tu mają rodzaj poligonu, a właściwie rodzaj terenu łowieckiego i właściwie niewiele więcej ich obchodzi. Tam oczywiście są pewne niuanse, o których nie ma co w tej chwili opowiadać, ale zasadniczo obcy tutaj polują, bawią się, jakąś formę rozrywki. Natomiast to, czym jest ludzkość, jaka jest ludzkość, czy ona sobą coś reprezentuje, czy nie. Myślę, że z punktu widzenia Predatorów jest drugorzędne, jeśli nie trzeciorzędne w ogóle. Myślę, że tego rodzaju filmy zwracają uwagę na to, że myśmy się przyzwyczaili do tego, że obcy, i to myślę, jest pewna wartość tych filmów, przyzwyczailiśmy się do tego, że obcy będą w jakimś stopniu nas przypominać. To może będzie wersja piękniejsza nas albo groźniejsza nas, albo to będą niemal anioły, albo to będą jakieś diabły wcielone, ale to zawsze będziemy my, tylko w lepszym albo gorszym wydaniu. Tymczasem te filmy, których tytuły padły w pytaniu i których można by wymienić jeszcze troszeczkę, pokazują, że rzeczywistość może nas zaskoczyć, że obcy, nawet sposób ich rozumowania czy sposób postrzegania świata może być zupełnie inny, że te kategorie, które my mamy: dobra, zła, szlachetności, uczciwości, jakiekolwiek inne możemy tutaj sobie podstawić, to zupełnie nie mieć zastosowania, być nieużyteczne z punktu widzenia obcych cywilizacji. Ja wiem, że z antropocentrycznego punktu widzenia właściwie ciężko dopuścić, że będą inni. Nie dość, że będą inni fizycznie, to jeszcze takcy intelektualnie, czy też rozwojowo, że nie będziemy mogli nawiązać z nimi kontaktu, bo nas na przykład będą traktowali jako nawóz albo istoty do wybicia. Ja tylko zwrócę uwagę na jedną rzecz, że my w ramach naszej ziemskiej cywilizacji moglibyśmy podać takie przykłady, że jedne nacje traktują inne nacje jako towar do wybicia, do poświęcenia, zniszczenia, do niczego się nie nadający. Ten drugi gatunek ludzi, źle powiedziane, nie drugi gatunek. Tych drugich ludzi trzeba wyeliminować, bo oni się do niczego nie nadają. To z jakiego powodu obcy nie mogą myśleć bardzo podobnie, że otóż jakaś tam śmieszna rasa z trzeciej planety od Słońca to jest nawóz historii albo nawóz cywilizacyjny, który trzeba wybić i na tym coś ewentualnie zbudować albo pojechać dalej, odstrzelić to towarzystwo i dalej. To z jednej strony jest scenariusz à la Hollywood, a z drugiej strony, jak każdy z dzisiaj przedstawianych scenariuszy, równie prawdopodobna historia. I jeśli nawet ktoś powie: „Ale nie do końca logiczna”. Zgodzę się, ale to już tak jest, że te nasze historie, czy to przedstawiane przez scenarzystów, czy to przedstawiane przez nas tutaj w ramach audycji, one nie mogą być do końca logiczne, bo samo nasze życie nie jest do końca logiczne i w związku z tym, jeśli dowodem na to, że jakiś scenariusz jest niemożliwy będą jakieś luki, nazwijmy to logiczne, czy też takie, które świadczą o spójności, to nie łudźmy się, to tak nie jest, że jeśli znajdziemy jakąś lukę, to taki scenariusz już się odbyć nie może. Po prostu będzie się to odbywało inaczej. To, że człowiek nie jest istotą racjonalną, to ja nie zamierzam nikogo przekonywać. Wystarczy popatrzeć, rozejrzeć się dobrze i przekonamy się, że przy całych deklaracjach, które na ogół mamy, które mówimy: „Tak, jesteśmy racjonalni, my wszystko rozumem ogarniamy i działamy zawsze racjonalnie”. Przyjrzyjmy się naprawdę dogłębnie temu, co się działo wcześniej w historii, temu, co się dzieje w tej chwili. I jeśli naprawdę nasi słuchacze znajdą we wszystkich ludzkich działaniach racjonalnośćStary i chyba już bardzo chory, bo moim zdaniem tak dokładnie nie jest. Człowiek w sporej części nie jest racjonalny. Działa czasami wbrew swoim interesom, wbrew elementarnej logice. I to wszystko przechodzi. To później się zapisuje. Czasami zresztą te działania wbrew logice zapisują się złotymi zgłoskami w historii. Mówi się później: ach, jakżeż to był przewidujący i przenikliwy człowiek. Wspaniale to zrobił. A to, że to właściwie nie miało nic wspólnego z logiką czy z jakąś racjonalnością, to już nikogo nie interesuje. Ważne, że było skuteczne. Dziękuję. To chyba tyle.
[01:25:05] - Piotrze?
[01:25:06] - Podejdę od strony takiej astrobiologicznej. Okazuje się, że zgodnie z przewidywaniami astrobiologów obce istoty myślące będą prawdopodobnie tak jak my drapieżnikami albo w jakiejś części drapieżnikami. Mogą być zbudowani podobnie do nas, a to wszystko opiera się o koncepcję, która mówi, że natura we wszystkich miejscach kosmosu działa podobnie. Tutaj świetna przyszła sugestia od pana Jerzego Skalskiego, że nie wspominamy o monolicie i „Odysei kosmicznej”, ale będziemy o tym zaraz mówić. Powrócę do tej mojej koncepcji sprzed chwili. Według astrobiologów obcy będą drapieżnikami. Wśród tych drapieżników trafić się mogą takie cholerniki, które są gorsze od innych. Możemy sobie w to miejsce podstawić ksenomorfa z „Obcego” oraz Predatora, oraz słynne Coś z filmu Carpentera oraz tego późniejszego z roku 2011. Jest oczywiście możliwe, że natura we wszechświecie stworzyła istotę będącą z naszego punktu widzenia zwierzęciem, które jest dla nas bardzo groźne i którego nie da się unicestwić w sposób, który zabiłby istotę żywą na Ziemi. Tak jest z ksenomorfem. Jego można bić, strzelać, walić, on i tak będzie żył. Ale czy to dla nas ma na obecnym etapie jakiekolwiek znaczenie? John Keel, o którym nieraz wspominamy, znany ufolog amerykański, miałby tu coś do powiedzenia, bo on twierdził, że w zasadzie w kosmosie istnieją takie drogi na skróty i raz na jakiś czas ta droga na skróty otwiera się na ziemi i z tej dziury wyłazi stwór. Ten stwór pochodzi z innego wymiaru, ale potrzebuje tych samych materiałów, powiedzmy biologicznych, których potrzebują nasze organizmy. I on na przykład zostaje zapamiętany jako Bestia z Gévaudan albo jakiś potwór, który wzorem Czupakabry robił na ziemi rozpierduchę, jadał zwierzęta, ludzi i tak dalej. Ale odejdźmy od tak bardzo fantastycznych koncepcji i zastanówmy się nad tym, czy w ogóle dla nas na obecnym etapie rozwoju ma jakiekolwiek znaczenie mówienie o czymś tak bardzo zaawansowanym, jak co się stanie, jeżeli trafimy na superzwierzę z kosmosu. Na razie myślę, że musimy się martwić o swoje przetrwanie. W kosmos latają tylko najbogatsi albo astronauci. To znaczy będą latać najbogatsi. Na razie latają astronauci. O wyprawach poza Układ Słoneczny nie ma mowy. Natomiast przychodzą mi tutaj na myśl filmy takie jak na przykład „Apollo”. Który to był Apollo? 18 chyba. Był taki horror, który mówi, że życie na innych planetach może tak naprawdę nie mieć formy potwora, tylko może mieć formę mikroba, który będzie dla Ziemian zabójczy. I to jest oczywiście pole do bardzo owocnych rozważań, bo w konfrontacji z życiem biologicznym na innej planecie scenariusz kontaktu może się zakończyć różnie. Na pewno wszelkiego rodzaju zakażenie taką obcą formą życia byłoby czymś ciekawym i godnym opisania w różnego rodzaju magazynach naukowych, ale też w science fiction. W każdym razie, jeżeli już przechodzimy do merytorycznej oceny filmów o Obcym, wydaje mi się, że „Ósmy pasażer Nostromo” był bardzo ciekawy. Był momentem przełomowym w dziejach kina. Uwidocznił nasz strach przed kosmitami, przed obcymi, przed istotami, które są nadludźmi, ale które nie posiadają moralności. Natomiast kolejne filmy, o ile były zrobione dobrze, były moim zdaniem momentami kiepskie po prostu. Ten ksenomorf stał się takim typowym hollywoodzkim straszakiem. Nie wiem, co panowie sądzicie na ten temat, ale mnie zawsze w serii o Obcym mierziło to, że ten film zawsze przebiegał podobnie. Była jakaś odległa przestrzeń, jakieś miejsce, statek. Był ksenomorf, który sobie biegał. Potem wszyscy uciekali, on ich gonił, potem strzelali, on ich gonił. Uciekali w kapsule, lecieli. Myśleli, że już go zgubili, a tu ciach, ksenomorf leciał z nimi. Oni go potem wypieprzali w przestrzeń. I tak przeżywał. I od nowa. I tak w koło Macieju. Oczywiście jest to ciekawe, ale musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to bardziej jest scenariusz, który może się kiedyś powtórzyć, czy to bardziej jest ujmowanie naszych lęków. Bo wydaje mi się, że bardziej to drugie. A takich filmów o obcych, którzy byli poniekąd zwierzętami, a mogli bardzo namieszać w naszej cywilizacji, było więcej. Przypomnijmy sobie „Bloba”. To taki horror z lat 80. z wersją znacznie starszą, chyba z lat 50., jeżeli dobrze pamiętam. Przypomnijmy sobie „Crittersy”. To też w sumie podpada pod kosmitów i pod naszą audycję. Także z tego punktu widzenia to, czy my się zetkniemy tam z jakimiś superzwierzętami, czy nie, na obecną chwilę moim zdaniem nie ma większego znaczenia, dlatego że to, co spotkamy, i tak będzie wykraczało być może daleko poza to, coMożemy sobie wyobrażać, a tak naprawdę prawdziwym zagrożeniem mogą być te żyjątka, których nie widać lub takie, które jak w filmie „Żona astronauty”, który też był bardzo ciekawy, pokazywały, iż niebezpieczeństwo może też czyhać na znacznie innym poziomie. To zakażenie kosmonauty czy podróżnika w kosmosie może odbyć się nie tylko na płaszczyźnie organizmu, ale też na płaszczyźnie mentalnej, który może zostać wręcz, brzydko mówiąc, opętany przez jakiś byt z kosmosu. To też było wielokrotnie wykorzystywane w science fiction. Panowie, Arku, w zasadzie wywołałeś tutaj temat taki jak filmy, a w zasadzie koncepcje z bloku wschodniego, jeżeli chodzi o obcych w kinematografii. Wspomniałeś o „Stalkerze”, czyli filmie Tarkowskiego, który był zekranizowaną opowieścią braci Strugackich „Piknik na skraju drogi”. On opowiada o tym, że w pewnym nieokreślonym miejscu ląduje statek obcych. Robią sobie tutaj po prostu malutki postój i to miejsce, w którym zatrzymują się obcy, ulega tak ogromnym zmianom pod względem fizycznym, że staje się dla ziemian zupełnie nierealne. Zakrzywia się tam czasoprzestrzeń, zmieniają się prawa fizyki, ale też bajkowe. Zostaje to podkreślone w filmie Tarkowskiego, który nie pokazuje w zasadzie żadnych artefaktów technicznych, ale zmusza nas do uwierzenia, że ten świat przedstawiony jest zmieniony w takim sensie, że jest to w zasadzie kraina baśni, w której wszystko jest możliwe. Panowie, tak pokrótce, czym to spojrzenie na Wschodzie za żelazną kurtyną różniło się od tego amerykańskiego, hollywoodzkiego? Arku?
[01:32:25] - Jest zdecydowanie bardziej mroczne. W ogóle filmy z bloku wschodniego są bardziej przemyślane, zmuszają odbiorcę do zastanowienia się, do myślenia o tym, co przeżył w ciągu tych dwóch godzin, w ciągu których ten film oglądał. Te filmy w jakiś sposób zostają zawsze w pamięci. Natomiast hollywoodzkie to są, tak jak Marek mówił, z reguły szybkie strzelanki. Tak jak Piotr mówił o tych wszystkich obcych, że po prostu bronią się i strzelają do siebie. Zabili go i uciekł, ale dalej wrócił i dalej zabija. Natomiast w tych filmach naszych ogólnie wszyscy krytycy mówili, że te filmy są jakimś wyrazem buntu przeciwko otaczającym nas warunkom. Natomiast ja tego tak bardzo nie odbieram. Ja bym się bardziej skupił na odbiorze i możliwości przeżycia takiego kontaktu, co było głównym pomysłem na film „Stalker”. Powiedzmy, będziemy mówili o filmach. To jest to, że obcy po prostu przylatują, nie widzą w ogóle możliwości ani nie mają chęci kontaktu z nami. To jest tylko zwykły przystanek na ich drodze, z którego nic kompletnie nie wynika. Zostawiają po sobie, tak jak my na pikniku, jakieś koszyki z jedzeniem dla mrówek i odlatują. I więcej nie ma żadnego. Nie należy się doszukiwać w tym żadnego głębszego sensu, w tym ich pobycie według mnie. Natomiast z naszego punktu widzenia, z tego, na co my patrzymy, właśnie na te gadżety, które zostawili, te akumulatory wieczne, jakiś czarci puding czy coś tam jeszcze innego. Dla nas jest to nad wyraz dziwne. To trzeba objąć jakąś ochroną. Trzeba ten transfer technologii w jakiś sposób urzędniczyć, żeby nie wszyscy mogli mieć do tego dostęp, bo nie wiadomo, co się z tego stanie i jakie to będzie miało znaczenie dla dalszej ludzkości. Muszą być jacyś naukowcy, ktoś taki, kto się tym zajmie niemalże odgórnie. Natomiast z kolei bliżej nas, czyli produkcja polska, na przykład w filmie „Oba” jest taki moment, kiedy ten Wilhelmi w końcu bierze kija i odkłada tego Marsjanina, zabija go, wychodzi, a tam się po prostu nic nie dzieje. Nie ma żadnej rebelii przeciwko tym naciskom ze strony obcych. Zostaje się samemu z orkiestrą, praktycznie chcąc walczyć z czymś, co przyleciało tutaj i ingerowało na tyle w naszą społeczność, że nie potrafimy żyć bez nich i nie chcemy żyć bez nich. Traktujemy tę kulturę, która przyjechała na skrzydłach obcych statków, nie z tego powodu, że ona jest jakaś wyższa. To my chcemy, żeby ona była wyższa i do czegoś nas zaprowadziła. Ale tej kultury nie ma. My jesteśmy tym, co możemy przekazać, natomiast to, co może nam przekazać w zakresieRozwoju jest takie puste w sumie. Tak to wygląda mniej więcej. Tak ja to odbieram przynajmniej. Jest bardzo mało takich filmów, które dają coś więcej, ale większość z tych filmów są filmami niszowymi i bardzo mało popularnymi. Być może, podobnie jak Radio Paranormalium, słucha nas co najwyżej kilka tysięcy ludzi i być może, że te kilka tysięcy ludzi troszeczkę inaczej myśli, bo szuka informacji na ten temat. Dla wszystkich innych gwiazda to gwiazda i tyle. Dziękuję.
[01:37:29] - Tak, dokładnie. Marku, w polskiej kinematografii temat obcych gościł rzadko, ale zdarzały się, i tutaj takie zupełne odejście od tematu, zdarzały się próby tworzenia ambitnego science fiction. Chodzi o filmy przez Piotra Szulkina i te filmy były, szczerze mówiąc, dość trudne i dość ciężkie. Jak sądzisz, czy fakt, że za wschodnią granicą ten temat podejmowano tak rzadko, wiązał się z tym, że jednak podjęcie problemu takiego jak kontakt z obcymi czy w ogóle obcy wymaga po prostu ogromnej ilości efektów specjalnych, kostiumów i pieniędzy?
[01:38:12] - Ja myślę, że filmy Piotra Szulkina to owszem, trudno ich nie przyłączyć do kina SF, ale tak naprawdę patrząc na czas, kiedy powstawały i na tematykę, którą podejmowały, trudno tego kina również nie przyłączyć do pewnego opisu rzeczywistości, który istniał. I zastanawiam się, co było w kinie Szulkina ważniejsze: element SF czy element, w którym pokazywała się rzeczywistość? Z mojego punktu widzenia to krzywe zwierciadło było ważniejsze, ale element SF niezwykle ważny, nadający pewną ciekawą formę temu widowisku czy tym widowiskom. Natomiast nie powstawało zbyt wiele dobrych filmów czy w ogóle nie powstawało zbyt wiele filmów SF, a już o kontaktach z obcymi to właściwie nieliczne. Ja sobie w tej chwili usiłuję tak szybko przerzucić pamięć. Naprawdę tego nie było za dużo. Natomiast powstawała ciekawa literatura. Wspomnieliśmy tutaj zbiorowym wysiłkiem o filmie, a wcześniej o książce Arkadija i Borysa Strugackich „Piknik na skraju drogi” czy filmie „Stalker”. Ale warto pamiętać, że mieliśmy w swojej literaturze również przedstawiciela bardzo podobnego nurtu myślenia o obcych, mianowicie Konrada Fijałkowskiego. On napisał opowiadanie, niezbyt długie, które nosiło tytuł „Wróble galaktyki”. Pomysł właściwie bardzo podobny. Ja się nawet zastanawiam, musiałbym to prześledzić, ale wydaje mi się tak na wyczucie, że kto wie, czy ten pomysł nie był wcześniejszy, w sensie opowiadanie nie było wcześniejsze niż książka Strugackich, ale tego nie wiem. Warto by to sprawdzić. Na pewno po audycji to zrobię. Natomiast tam jest pomysł taki, że ludzkość już lata w kosmos. My właściwie poruszamy się po Układzie Słonecznym, po jego części i w pewnym momencie ludzkość natrafia właśnie na coś dziwnego. Gdzieś tam przy odległych, wielkich planetach, już nie pamiętam szczegółów, nasi przedstawiciele natrafiają na jakąś taką anomalię, na jakiś twór, powiedzmy statek kosmiczny obcych. Ale ci obcy nie reagują na próby kontaktu. Oni w ogóle nas nie zauważają. Tytuł zdradza wszystko. Oni nas, ludzkość awansowaną, bo latającą w kosmos, coś już osiągnęliśmy w końcu, oni nas traktują jak wróble, jako coś, co jest bardzo właściwie powszechne. Wróbel to jest taki ptak nie dość, że szary, to bardzo dużo go jest, przynajmniej w niektórych miastach. Tam, gdzie się sroki nie rozmnożyły. W każdym razie są takie miasta, gdzie po prostu dużo tego jest i nikt nie zwraca na nie uwagi. My, ludzie, zachwycamy się, rozpływamy się w zachwytach, jeśli widzimy takiego wróbla. No jest wróbel i idziemy dalej. I podobnie zachowuje się ta cywilizacja z opowiadania Konrada Fijałkowskiego. Oni po prostu widzą nas, ale nie uważają za stosowne, żeby się nami zainteresować. Jesteśmy zjawiskiem tak powszechnym, jeśli chodzi o wszechświat, czymś bardzo często spotykanym. Nie ma się nad czym rozczulać, nie ma się czym zajmować. Następnego wróbelka znajdą sobie gdzie indziej. Oni tutaj zjawili się w naszym Układzie Słonecznym, uzupełniają jakieś zapasy, czy to energii, czy materii i polecą dalej. Coś takiego jak ludzka cywilizacja jest w ogóle dla nich nieinteresujące. I z koncepcją Konrada Fijałkowskiego zgodzić albo nie zgodzić. Można się nią zachwycić albo powiedzieć: „Nie, facet bredzi po prostu”. Ale jedno jest dla mnie pewne. To jest koncepcja, która jest interesująca.Tak samo jak koncepcja Arkadija i Borisa Strugackich. Dla mnie nawet bardziej, bo Arkadij i Boris Strugaccy pokazują ziemską cywilizację tu na Ziemi. Jestem jeszcze skłonny uwierzyć, że ona może kogoś nie zainteresować. Ale jak to? Jakże to uderza w moją godność i moją dumę ziemianina, że podbijamy kosmos, właściwie penetrujemy Układ Słoneczny, a nie okazaliśmy się godni zainteresowania. To jest oczywiście prowokacja. I czy tak by było naprawdę? Zastanówmy się. A może rzeczywiście tak jest, że istoty jak my, o takim stopniu rozwoju, są rzeczywiście niczym wróble Galaktyki? Ktoś w tej chwili powie: „Nie, to już pojechałeś, człowieku, kompletnie. Nie ma w ogóle o czym mówić. Z takimi panami nie rozmawiamy”. A ja zwrócę uwagę na jedną rzecz, że 20, 25 lat temu astronomowie bili się w piersi i zastrzegali się, że planety — zresztą moja ulubiona teza — to jest w kosmosie, we wszechświecie rzadkość. Co któryś układ słoneczny. Właściwie bardzo rzadko się zdarza, że jakiś układ gwiezdny wyprodukuje planety. Minęło 25 lat, może 30. Dzisiaj zupełnie inaczej się mówi o planetach, które otaczają odległe gwiazdy. Nagle się okazało, że wszyscy astronomowie już od dawna mówili, że planety są powszechne we wszechświecie. To zatrzęsienie. I jak jakiś układ nie ma planety, to w ogóle jest unikat, bo przecież immanentną cechą każdej gwiazdy jest to, że ma planety. Jakże to jest odmienne od tego, co mówiono kilkadziesiąt lat temu! Podobnie może być z tym, jak patrzymy albo jak inne cywilizacje patrzą na nas. Nam się może tylko wydawać, że jesteśmy tacy unikatowi i tacy wspaniali. Może wcale nie. Może rozumność we wszechświecie jest na tyle powszechna, że żeby wzbudzić zainteresowanie, poza rozumnością trzeba pokazać coś więcej. Coś, co jest unikalne, rzeczywiście unikalne i coś, co nie świadczy o tym, że mamy zwoje mózgowe, tylko że naprawdę potrafimy z nich korzystać. To jest moim zdaniem dosyć interesująca koncepcja przedstawiona przez Konrada Fijałkowskiego. Jakoś twórczo próbowałem ją rozwinąć. Niemniej myślę o opowiadaniu godnym zainteresowania, powtórzę: „Wróble Galaktyki”. Warto się zainteresować. To oczywiście jest opowiadanie, które ma już kilkadziesiąt lat i może się momentami wydawać, że to taka ramota, nie ma co czytać. Myślę, że niewiele straciło na aktualności i w dalszym ciągu czyta się całkiem nieźle. To tak jeśli chodzi o literackie polecanki. Jakoś tak mam we krwi, żeby dobre, moim zdaniem, utwory polecać. Natomiast powiem tak, że koncepcje, które wiążą się z takimi utworami jak „Wróble Galaktyki” czy „Piknik na skraju drogi”, to są koncepcje — i od tego wyszliśmy w tym pytaniu — znacznie ciekawsze od nawalanki, którą mamy w przypadku hollywoodzkiego kina. O coś chodzi w tym wszystkim, jakaś idea w tym wszystkim jest, jakiś pierwiastek do zastanowienia się. Tu oczywiście jest element, przynajmniej w opowiadaniu bardziej chyba, napięcia, akcji, która się tam dzieje, ludzkich dylematów i ludzkich napięć psychicznych. Ale jednak poza akcją, która ma tam miejsce — bo musi mieć, jak w każdym utworze literackim — jednak jest tam, moim zdaniem, znacznie więcej rozważań na temat istotności, istoty obcych, czy też w ogóle istoty, czy też tego, co może świadczyć o tym, że obcy są inni. Są tak dalece inni, że po prostu nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. I właściwie zauważmy, to się w dzisiejszej debacie przewija. Takie skakanie od tego, że obcy to są ci, którzy do nas przyjdą i nas zjedzą albo nas zaatakują, podbiją, albo się z nami skontaktują i już, po taką myśl, że obcy są do tego stopnia obcy, że będzie nam ciężko się z nimi porozumieć, bo nasz świat wartości, świat wyobrażeń, w ogóle nasze światy są tak odmienne, że być może ten kontakt, poza tym, że się sobie przedstawimy, nie będzie w ogóle możliwy. On będzie możliwy w takim stopniu podstawowym. Powiemy sobie „dzień dobry”, przedstawimy się, „tak wyglądamy”, „a my tak wyglądamy”. Ale zrozumieć się będzie ciężko. A jeśli już nawet się zrozumiemy, to ciężko nam będzie na przykład zaakceptować swoje systemy wartości. Myślę, że mało jest w amerykańskim kinie takich rozważań z tym związanych, że być może ktoś będzie reprezentował taki pogląd. Mówiliśmy o zwierzętach, o obcych jako o zwierzętach, ale być może obcy to będzie taki typ osobowości, moralności, rozumności, którego my jako ludzie nie będziemy w stanie zaakceptować. Nie będziemy w stanie sięNie jakby, a naprawdę nie będziemy w stanie się przełamać. Nie będziemy w stanie podać tym naszym kosmicznym braciom dłoni, bo może oni nie będą uosobieniem zła ani uosobieniem dobra, tylko będą uosobieniem inności. Inności pojętej w taki sposób, że nie będziemy tego w stanie zrozumieć i zaakceptować. Dziękuję. To chyba wszystko, jeśli chodzi o ten temat.
[01:48:59] - Dziękujemy.
[01:49:00] - Ja bym jeszcze chciał dodać. Przepraszam, że chwileczkę wtrącę, bo zaraz możemy być posądzeni, że w ogóle zmieniamy historię. Powstało kilka filmów, ale w bloku wschodnim naszym temat UFO i małych zielonych ludzików był raczej traktowany dosyć żartobliwie i w sumie filmy powstawały. Było to domeną raczej filmów dla dzieci i dla widowni bardzo młodej. Część filmów powstało o charakterze komediowym, o których w jednym i w drugim przypadku celowo nie wspominamy, bo co tu mówić. Film o dziewczynce, która przyjechała z kosmosu i poprzez rozłupany gdzieś kamień dorwała się do własnej, zrzuconej kiedyś na Ziemię sondy.
[01:50:01] - Spadła z bloku.
[01:50:04] - Tak, dokładnie. Także nie wspominamy po prostu o tym. Tyle tylko kwestii może takiego sprostowania.
[01:50:13] - Podsumowując, można powiedzieć, że ruskie filmy z reguły są fajne, tylko są cholernie smutne. Ja odnoszę takie wrażenie, ale przejdźmy do tematyki bardziej ufologicznej. „Czwarty stopień”. Film, o który pytają nas państwo regularnie. Mała miejscowość na Alasce, w zasadzie małe miasto, do którego nie można się dostać inaczej niż samolotem. Pewna pani psycholog odkrywa, że mieszkańców dręczą koszmary, w których głównym bohaterem jest sowa. Po pewnym czasie jeden z jej pacjentów popełnia samobójstwo, a ona wpada na trop zagadki, która wskazuje, że osoby nękane przez tą sowę są tak naprawdę porywane przez obcych, którzy mówią po sumeryjsku i są stworzycielami ludzkości. Film został stworzony tak, że widz może odnieść wrażenie, iż jest to paradokument lub film oparty na faktach. W rzeczywistości jednak, co warto podkreślić, „Czwarty stopień” nie jest oparty na faktach i z tymi faktami ma mało wspólnego. Przede wszystkim dlatego, że przedstawia problem uprowadzeń, moim zdaniem w bardzo krzywym świetle, w bardzo negatywnym zwierciadle. Nie twierdzę, że to jest zjawisko pozytywne, ale pokazuje to od strony już bardzo zapętlonej, takiej typowo hollywoodzkiej, gdzie abdukcje, porwania przez ludzi są nagle powiązane z tematyką Sitchina, z tematyką Sumeru, z tematyką korzeni ludzkości. Oczywiście to jest fascynujące. Film jest zresztą bardzo dobrze zrobiony i bardzo ciekawy. Natomiast jeżeli chodzi o jego wartość merytoryczną dla ufologii, to powiedziałbym, że jest średnio, nawet licho, bo twierdzi tylko pewne mity. Należy powiedzieć, że na Alasce zdarzyło się parę ciekawych abdukcji i to jest chyba jedyny moment, kiedy „Czwarty stopień” styka się z prawdą. Ale to w zasadzie wszystko. Panowie, zapewne oglądaliście „Czwarty stopień” z Milą Jovovich w roli głównej. Czy wywarł on na was takie wrażenie jak na wielu naszych słuchaczach, że także i wy odnieśliście takie wrażenie, przeświadczenie, że został on nakręcony na faktach? Arku?
[01:52:32] - Ten film akurat wpisuje się w taki sposób narracji, żeby odbiorca odniósł takie wrażenie, że to fakt, że gdzieś tam daleko faktycznie jest taka miejscowość, gdzie FBI nie wie, co z tym zrobić. Jest tam kupa agentów, niemalże porwania i tak dalej, i zły szeryf, który nie rozumie. Tylko jest druga strona medalu. Jeżeli się popatrzy na to, co pokazują nawet te domniemane zdjęcia dokumentalne. Tam są ludzie, którzy unoszą się w powietrzu przykryci prześcieradłem czy czymkolwiek. Tu już się lampka powinna włączyć, żeby nie wiem, jaki był film. Gdyby coś takiego faktycznie miało miejsce i ktoś cokolwiek mógł takiego nakręcić, to by było o tym troszeczkę bardziej głośno niż w jednym filmie. Natomiast film jest bardzo fajnie zrobiony, bardzo ciekawie zrobiony. Jest taki mroczny i pozostawia, też właśnie tak kaję człowieka w takiej zadumie. Faktycznie może ojemy, ale zawsze ta kontrolka, to czerwone światełko takie: „ktoś tu chce mnie nabrać, ktoś tu chce mnie wciągnąć w coś, w czego ja się nie chcę dać wciągnąć”, powinna się włączyć. Tutaj bezsprzecznie wielkim atutem tego filmu jest pani Mila, która jest bardzo piękną niewątpliwie kobietą. Gra w bardzo wielu filmach akcji. Tutaj miała inną całkiem rolę. O walorach samego filmu ciężko mi powiedzieć, nie jestem krytykiem filmowym.Jak większość tego typu filmów, pomysły, które są przedstawione w tym filmie gdzieś się zdarzyły. Ciężko tu powiedzieć o tym, żeby w telefonie czy gdziekolwiek usłyszeć głos mówiący w języku starosumeryskim, bo nikt chyba nie jest w stanie, nawet gdyby usłyszał coś takiego w telefonie, załapać, że to akurat taki język. Nawet gdyby był z wykształcenia historykiem, to wątpię, żeby jakikolwiek historyk gdzieś hen daleko na Alasce znał język starosumeryski, a zwłaszcza jego brzmienie i potrafił wyłowić z tego jakiekolwiek słowa. Ale właśnie ta sowa i znikanie z domu ludzi w jakiś sposób może być potraktowane jako dokument, ale akurat nie ten, tylko po prostu, że coś takiego faktycznie ma miejsce i faktycznie się zdarza. Natomiast musimy wziąć pod uwagę też, że mamy całkiem inne, my Europejczycy, a tym bardziej my tutaj w Polsce, mamy troszeczkę inne patrzenie na szeryfa niż to ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Szkoda, że tutaj nie ma akurat Chrisa, on by na ten temat może więcej powiedział, ale tam szeryf jest wybieralny i on po prostu chroni społeczeństwo, tych ludzi ma chronić, więc on pewnie też inaczej by się zachował. Inny odbiór jest tego w Stanach Zjednoczonych, inaczej jest odbiór tego wszystkiego u nas. Czyli film jest fajnie zrobiony, dobry pomysł, natomiast daje jakiś obraz rzeczywistości, ale jest całkowicie wyssany z palca i wklepuje się w filmy typu „Blair Witch Project”. On był takim pierwszym filmem, który zapoczątkował ten sposób narracji i „Czwarty stopień” jest następnym tego typu filmem i na pewno nie ostatnim. Dziękuję.
[01:57:11] - Marku?
[01:57:13] - Cóż, ja tak jak powiedziałem wcześniej, jestem człowiekiem, który jak ogląda film, to całkowicie oddaje się temu filmowi. I oczywiście dałem się porwać, obejrzałem z zapartym tchem, ale oczywiście film się skończył, a ja zostałem. I powiem tak: fajna historia. Tak jak powiedziałem, wciągnęła mnie. Tylko że bardzo szybko uświadomiłem sobie to, o czym mówił Arek, że po pierwsze filmowi od dawna szukali pewnego nowego sposobu narracji, czegoś nowego, czegoś ożywczego w kinie. I to akurat nie oni znaleźli, ci z Hollywoodu, ale pojawił się film „Blair Witch Project” i wtedy nagle się okazało, że można kręcić filmy inaczej niż z takim wielkim budżetem i w taki sposób hollywoodzki, z tak pracującą kamerą. I zwróćmy uwagę, że pojawiły się po tym filmie wymienionym przeze mnie, z którym miałem kłopoty z tytułem angielskim, pojawiła się cała seria filmów o zjawiskach paranormalnych, czyli „Paranormal Activity”. Tam nie wiem, ile tych części było. Pojawił się wreszcie taki tytuł, którego nie pamiętam. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku i tam się też coś takiego pojawia dużego i coś tam tupie po tym Nowym Jorku i w ogóle jest ogólna panika. Tytułu w ogóle nie pamiętam. Natomiast pojawił się sposób takiej narracji filmowej, który udaje kręcenie kamerą z ręki, udaje taką prawdziwą narrację, wykorzystywanie taśm z monitoringu i tak dalej. I to się wbrew pozorom okazało ożywcze dla kina i z tego względu zaczęło bardzo pobudzać wyobraźnię. I natychmiast to scenarzyści wychwycili. I myślę, że owocem takiego kombinowania w tym kierunku jest film „Czwarty stopień”. To jest fajna historia. Taka historia, że ja się sam sobie wcale nie dziwię, że się dałem porwać. Natomiast moim skromnym zdaniem ona nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale się fajnie ogląda. Być może warto przyjąć taką opcję, że ona opisuje pewne wydarzenia, które może niekoniecznie zdarzyły się gdzieś na Alasce, tylko może w zupełnie innej części świata, a być może w ogóle te wydarzenia są tylko pewnym nawiązaniem do tego, co się zdarzyło naprawdę. Może tam nie było sowy, może to troszeczkę inaczej przebiegało, może inne wydarzenia miały miejsce, ale gdzieś ogólnie coś podobnego się zdarzyło. Tego oczywiście nie wiem. W każdym razie moim zdaniem świetne widowisko, świetnie wpisujące się w tę tęsknotę, o której starałem się powiedzieć, że scenarzyści mają w sobie coś takiego, że bardzo chcą pokazać coś lepiej, inaczej, żeby było fajnie. I tak jak powiadam, film „Czwarty stopień” dla mnie naprawdęSuper. Natomiast nie sądzę, żeby to miało coś wspólnego z rzeczywistością. Arek już częściowo zarzuty, które mógłbym wymienić, wymienił, w związku z czym nie będę się powtarzał, ale zauważyłem ciekawy wpis na czacie. O 35 powiedział o takim filmie, o którym zupełnie zapomniałem, a który można tytułem takiego historycznego porządku wspomnieć. To jest film „Wielka, większa i największa”. Na podstawie prozy Broszkiewicza. Warto odnotować, że taki film się pojawił. Tam się rzeczywiście przybysze, rodzaj UFO pojawia, a ludzkość zostaje uratowana przez dwójkę młodych bohaterów. Wspominam to, bo myślę, że warto przynajmniej odnotować, że chociażby taki element się pojawia, ale to jest to, o czym mówił Arek. To jest znowu kino dla dzieci, tak jak ten film, o którym wspominał, czyli „Spadła z obłoków” produkcji wtedy czechosłowackiej, tak i nasza „Wielka, większa i największa” to też był film dla dzieci. W filmach dla dorosłych UFO, mówiąc szczerze, sobie tak na poważnie nie przypominam. To tyle. Dziękuję.
[02:02:10] - Tak, u nas chyba ten film „Spadła z obłoków” nazywał się jakoś inaczej. Z tego, co pamiętam, to jakoś „Majka z kosmosu” czy coś w tym stylu. Natomiast ta powieść „Wielka, większa...”. O to chodzi. Nie pamiętam już, jak dokładnie tytuł szedł teraz. To było coś ciekawego mimo wszystko, dlatego że z jednej strony można powiedzieć, że Broszkiewicz próbował zaszczepić w umysłach PRL-owskich dzieci coś w stylu new age'u i pokazać, że otwartość na kontakt z innymi jest jak najbardziej wskazana i jest też wyrazem socjalistycznego dążenia do pokoju. A z drugiej strony była to troszeczkę polityczna próba zagrywki, że oto my tutaj w Polsce Ludowej, bo nie wiem, czy wiecie, o czym ta powieść jest. Jeżeli nie, zajrzyjcie sobie do Wikipedii, bo tam chyba jest opisana. Warto zobaczyć. Oto my w Polsce wschodniej dążymy do pokoju, a istnieją takie rejony na świecie, które dążą tylko do konfliktu nuklearnego. W każdym razie ciekawa koncepcja. Szkoda, że przeszła trochę bez echa. W ogóle w Polsce wiele takich produkcji przeszła bez echa, ale panowie, czwarty stopień wyglądał na prawdziwy, ale prawdziwy nie był. A czy są filmy, które oglądaliście i które zrobiły na was wrażenie, pokazując przeżycia lub zdarzenia ufologiczne z rzeczywiście realnej perspektywy? Ja mam bardzo oryginalny typ co do takiego filmu, ale najpierw chciałbym o to zapytać Arka Kocika. Czy oglądałeś taki film, który wywarł na tobie pozytywne wrażenie i jako badacz doszedłeś wtedy do takiego wniosku: „Pokazali, jak to właściwie jest”.
[02:03:52] - Już mówiliście o tym filmie, ja mało wspominałem. Oczywiście „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Jest to w sumie taki film, gdzie bardzo starano się, tak mi się wydaje, pokazać to, co widzieli ludzie. Tam nie bez powodu jest jako konsultant wymieniany Vale, jest i Hynek. Obaj panowie pokazują się w końcowym fragmencie filmu. Nie pamiętam, czy jakiś film byłby taki, który bym uznał za ten, że po prostu tak mogło być. Tak było. Nie pamiętam, żeby coś takiego było z filmów fabularnych.
[02:04:46] - Na przykład nie wiem, czy widziałeś mało popularny film w Polsce, ale dostępny w zasadzie na wyciągnięcie ręki. „Fire in the Sky: Ogień w nieboskłonie”. Ta historia Travisa Waltona.
[02:04:57] - Taki bardziej paradokument, tak mi się wydaje.
[02:05:02] - Właśnie, można było odnieść wrażenie, że to nie jest w ogóle film fabularny, tylko dokument. A mimo wszystko to był film fabularny i tam zostały bardzo ciekawie pokazane te postaci, które go porwały. I to moim zdaniem był jeden z filmów, nie wiem, jakie ty odnosisz wrażenie, który próbował w 100% odzwierciedlić przebieg tego zdarzenia.
[02:05:26] - Tak, dokładnie. Rozliczyć się z tym, przedstawić tak, jak to miało miejsce. I tam jest taki bardzo fajny moment w tym filmie. Nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę, jak on jest ciągnięty po tym statku za nogi bodajże. Unosi się troszeczkę kurz i unoszą się okulary, które nie spadają, tylko tak po prostu są gdzieś tam parę centymetrów. Z tego, co pamiętam, jest taki moment w tym filmie. Jest też ten moment, kiedy jest zalewany tą cieczą, która go w momencie tworzy taką jakby prześcieradło, coś takiego i go utrzymuje w pozycji danej. I o takiej cieczy słyszałem też od jednego ze świadków, o czymś takim. Opis tej cieczy, jak ona wyglądała, z całkiem innego miejsca. To znaczy to było jako wspomnienie z tym, że po prostu świadek nie chce żadnego kontaktu ani się wypowiadać na ten temat więcej. Ale zdecydowanie, jeżeli wspomnimy o tym filmie, to faktycznie jest to jeden z takich filmów, który trzeba koniecznie zobaczyć.Ale dla mnie głównym, podstawowym filmem, pewnie dlatego, że to film z mojej młodości, jest właśnie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Ten wpływ wyjaśnia bardzo wiele rzeczy w prosty, zwykły, hollywoodzki sposób. To znaczy, jeżeli brakuje prądu, to musi UFO przylecieć gdzieś tam. Jeżeli Trójkąt Bermudzki, to są porwania przez UFO i oni nie to, że gdzieś tam nie żyją, że gdzieś tam są zatopieni pod wodami, tylko po prostu są wyjęci i kiedyś do nas wrócą. Taka miła bajka w niektórych miejscach, ale taka, jak by się chciało, żeby to było.
[02:07:38] - Arku, był też taki film, który się nazywał „Nocne niebo”, „Night Skies” chyba. I on też był o porwaniach i tam była historia dwóch chłopców, którzy byli porywani. To też był moim zdaniem dość realistyczny film. W każdym razie ciekawy.
[02:07:54] - Nie wspomnieliśmy jeszcze o „Archiwum X”. Jeżeli pierwsze odcinki zobaczymy, to są robione na podstawie jakichś dokumentów, prawdopodobnie ściągniętych z MUFON-u. W tej chwili też jest seria filmów, które opowiadają o badaczach z MUFON-u, przedstawiają takie spotkania. Dla mnie one w sumie nie mają powiązania z filmami SF, tylko po prostu są dokumentalnymi filmami. Grają tam aktorzy i tak dalej, ale one przedstawiają faktycznie relacje, czy ich scenariusze są oparte na raportach MUFON-u. To po prostu zaistniała sytuacja, nic więcej. Natomiast warto by może wspomnieć o tym filmie przy okazji, jeżeli mówimy o „Fire in the Sky”, o filmie o Barneyu i Betty Hill, bo też był taki film, gdzie między innymi ona występowała i opowiadała o tym. Ten film był fabularyzowany, można to tak określić, gdzie są przedstawieni ci szarzy ludziki ze swoimi dużymi oczami i całe zajście, jakie miało miejsce. Innym filmem jest film, o którym już mówiliśmy jako o książce, „Wspólnota” Straibera, który jest naprawdę dosyć ciekawym filmem.
[02:09:59] - Tutaj bym ci przerwał, Arku, dlatego, że „Wspólnota” to muszę powiedzieć, że jeden z moich ulubionych filmów. Dlatego, że po pierwsze jest dobrze zrobiony, po drugie fajnie aktorzy grają, nie jest banalny, bo to jest jeszcze z tego okresu, kiedy filmy nie były banalne. Jeżeli ktoś nie wie, o czym jest „Wspólnota”: pisarz z Nowego Jorku, który sobie żyje, nie wie za bardzo, co ze sobą zrobić. Nagle podczas wycieczki do domku w górach przeżywa coś dziwnego. Nie wie, jak sobie z tym poradzić. Wkrótce zaczynają do niego spływać wspomnienia. Żona twierdzi, że jest nienormalny. On ma wspomnienia z zielonymi ludzikami, w zasadzie z niebieskimi. Jakoś sobie tak to składa. W końcu wychodzi, że jest porywany nie tylko on, ale też jego rodzina, jego syn. To jest wszystko oparte na powieści Straibera. Natomiast sam film był przez Straibera skrytykowany. Nie otrzymał też wielkiej uwagi. Główną rolę gra Christopher Walken i moim zdaniem ta kreacja jest świetna. Dlatego, że gra takiego pojebusa, świra, ekscentryka. O, to jest dobre słowo. Który nie umie sobie z wieloma rzeczami poradzić, który dość teatralnie wyraża emocje. To mi się akurat bardzo podoba, dlatego że to jest film i to musi być teatralne. W każdym razie wnioski płynące z „Wspólnoty”, z filmu „Wspólnota”, bo książka to co innego, bo książka miała oczywiście kontynuację w dziełach Straibera. Wnioski płynące z filmu są interesujące, dlatego że na końcu mamy taką scenę, która nie do wszystkich oczywiście przemówi. To jest film, który ma kilkadziesiąt lat, tak że jak wam zdradzę zakończenie, to pewnie się nie pogniewacie. Na samym końcu Straiber wyjeżdża w miejsce, gdzie, jak spodziewa się, będzie miał bliskie spotkanie. Rzeczywiście natyka się na dziwny obiekt, wchodzi na pokład tego dziwnego obiektu i tam te istoty sobie urządzają bibę. Tańczą sobie, nie piją oczywiście. Albo piją, tylko nie jest to pokazane. Tańczą, on tańczy z nimi i w pewnym momencie doznaje czegoś w rodzaju wizji. Z tej wizji możemy wyciągnąć wniosek, że to, co widzi, nie jest do końca prawdziwe. W pewnym momencie znajduje również maskę. Ta maska jest twarzą szaraka. Okazuje się, i to jest nawet pokazane w filmie, że pod maską szaraka skrywa się inna twarz. I ta maska szaraka jest nałożona tylko po to, żeby człowiek za bardzo tej prawdziwej twarzy się nie przeraził, dlatego że jest mocno paskudna, brzydka, budzi przerażenie. Straiber w swoich wnioskach dochodzi do takiej konkluzji, że to wszystko jest maska. To wszystko jest mimikra. Tak naprawdę fenomen abdukcji polega na czymś innym, niż pamiętają ludzie. Ma zupełnie inne cele. To, co pojawia się w hipnozie, jest czymś takim, erzatzem, pamięcią zastępczą. Niech sobie tu ludzie pamiętają dobrze, niech nie rozważają tego, jak jest naprawdę. Straiber nam próbuje to powiedzieć. Same wnioski płynące ze „Wspólnoty” moim zdaniem są bardzoBardzo głębokie jak na film tej klasy. Tak że polecam wszystkim "Community". Oczywiście to jest horror, dlatego nie jest to film lekki, łatwy i przyjemny. Rola Christophera Walkena bardzo mi się podoba. Jakoś tak dziwnie czuję do niego sympatię. Nie wiem czemu, ale naprawdę fajny film. Marku, czy na tobie jakiś film zrobił wrażenie takie, że powiedziałeś: "O, to jest dzieło ultrarealistyczne"? Albo inaczej, czy byłbyś w stanie wymienić coś innego niż "Bliskie spotkania trzeciego stopnia"?
[02:13:55] - Tak, byłbym w stanie i nawet byłbym w stanie wymienić inne niż te, które już zostały wymienione, które też uważam za interesujące. Otóż w 2002 roku nakręcony był serial. Nie znam tytułu polskiego. Ja go oglądałem pod tytułem "Taken", wzięcie. Proszę nie mylić tego miniserialu 10-odcinkowego z serialem o tym samym tytule, który właśnie w tej chwili jest emitowany. To jest serial sensacyjny w reżyserii Luca Bessona chyba, o ile dobrze pamiętam. Ten serial, o którym mówię, "Taken", to jest właściwie taki fenomen dla mnie. To jest serial, który rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej, a jeden z bohaterów jest członkiem załogi bombowca latającego nad Europą, bombardującego Niemcy. I zauważa różne takie światła na niebie. To, co znamy jako foo fighters. I wraca z tą wiedzą. Bardzo przeżywa zresztą to swoje spostrzeżenie i wraca do Stanów Zjednoczonych. I później właściwie w kolejnych 10 odcinkach śledzimy historię, nie wiem, jak to określić właściwie, czy ufologii, tego, co się mogło teoretycznie zdarzyć. Czyli oglądamy relacje z Roswell. Na początku ten serial wydawał mi się taki: będziemy oglądać coś takiego na taką próbę odtworzenia tego, jak to sobie wyobrażają ludzie, te kontakty. O ile na początku ten serial wygląda, że to będą jacyś obcy, będziemy oglądać jakichś szaraków albo nie szaraków, ale to w gruncie rzeczy będzie banalne. Ale od któregoś odcinka, już nie pamiętam, od którego, ten serial się zmienia. Pojawia się w tym serialu mała dziewczynka, która właściwie jest narratorem tego serialu. Dlaczego ta dziewczynka? Naprawdę nie chciałbym tego serialu opowiadać ani spoilerować, zdradzać niektórych rozwiązań, ale to jest serial o tyle ciekawy. Podchodzi do tematu UFO, do tematu, o którym rozmawiamy, nie wali kawy na ławę, nie mówi: jacyś zieloni przylatują skądś tam. On odwołuje się do pewnych wyobrażeń, do tego, że być może trochę na sprawę UFO albo w jakimś stopniu o UFO decydują nasze wyobrażenia, być może nasza świadomość. W tej chwili walczę sam ze sobą, żeby go za bardzo nie opowiedzieć. Ja w każdym razie ten miniserial, to jest też dla mnie zawsze cenne, że serial ma początek i koniec. Zdecydowany koniec. To jest w przypadku amerykańskich produkcji naprawdę cenne, że nikt nie usiłował go kontynuować, dokręcać drugiego sezonu, piątego, dziesiątego czy jakiegoś tam któregoś. Tylko ten serial ma pierwszy i dziesiąty odcinek i to jest koniec. Po prostu pomiędzy pierwszym i dziesiątym są kolejne. I koniec. Absolutnie koniec. To ważne. Z mojego punktu widzenia to bardzo ważne, bo opowiada pewną zwartą historię. To, że możemy przy okazji śledzić historię Stanów Zjednoczonych, zmieniających się realiów od takich czysto związanych z wyglądem samochodów, radioodbiorników, muzyki, po takie nieco bardziej rozwinięte. Owszem, oglądamy historię Stanów Zjednoczonych, ale przy okazji oglądamy historię postrzegania UFO, tego zjawiska, tego problemu. I okazuje się, że to się zmienia w czasie. To jest taka teza, o której Piotr bardzo często mówi, że to UFO zmienia się i to w tym serialu też się zmienia. Co więcej, z takiego prostego przekazu w pierwszych odcinkach, że to takie latające, jak to się wtedy mówiło, talerze przylatują, po takie bardziej subtelne, takie, że to UFO się pojawia, ale właściwie nie do końca wiadomo, czy ono się pojawia. Być może jest to twór naszej zbiorowej jaźni na przykład. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo ciekawy serial. Jak każdy człowiek, który się czymś zachwyci, pewno jestem zupełnie nieobiektywny, ale myślę, że to jest serial, na który warto rzucić okiem, który warto obejrzeć. Przypomnę 2002 rok, 10 odcinków. Myślę, że niezłej zabawy. Dzięki.
[02:19:04] - Dzięki.
[02:19:05] - W tym serialu prawdopodobnie też jest wyjaśniony powód zabicia Kennedy'ich, tak? Z tego, co pamiętam.
[02:19:15] - Tak, jest tam taki motyw, ale mówię, nie opowiadajmy, bo to jest niezła zabawa. Naprawdę warto obejrzeć te 10 odcinków.
[02:19:24] - Dzięki. Ja z kolei uważam, panowie, że filmem, który w najbardziej realistyczny sposób opowiada o kontakcie z kosmitami, jest wspomniany „Big Bang”. Dlatego, że mamy tam zrekonstruowane, i to w sposób bardzo realistyczny, nie komediowy, zachowanie ludzi wobec kontaktu z kosmitami. Ludzi, prostych obywateli PRL, którzy stykają się nagle z ogromną tajemnicą. Ja wszystkim ten film polecam, dlatego że jest pełen tego, co u Andrzeja Kondratiuka było najcenniejsze: życiowej poezji połączonej czasami z banałem, czasami z komedią. Jest to mimo wszystko bardzo interesujące. O co tam chodzi? W pewnym momencie na polu pana Wyrońskiego, widzimy tu inspiracje Janem Wolskim, ląduje dziwny obiekt. Pojawia się u owego pana Wyrońskiego jego pociotek. Gra go Janusz Gajos, który jest miejscowym chuliganem, jak sam się określa i mówi, że trzeba coś z tym zrobić, dlatego, że on jest pewien, że to kosmity. Może to być w sumie najbardziej szczera osoba, najbardziej wartościowa osoba. I tak się okazuje w przypadku „Big Bang”, że na końcu zostaje zabrany razem z kosmitami miejscowy włóczęga, pijak, żul, jak byśmy dzisiaj powiedzieli. Ale mimo wszystko „Big Bang” pokazuje takie spektrum zachowań, że można się i pośmiać, i zastanowić. Także polecam wszystkim. Andrzej Kondratiuk, „Big Bang”. Łatwo to znaleźć, jeżeli będziecie słuchać. Przejdźmy do kolejnego pytania. Panowie, tydzień temu, nie wiem, czy słuchaliście naszej audycji, ale pojawili się obenauci i opowiadali o tym, jak może wyglądać kontakt z obcymi od strony niematerialnej. Skupiliśmy się tam na koncepcji, która mówi, a przynajmniej ja się skupiłem, starałem sobie to wytłumaczyć, zobiektywizować w jakiś sposób, że jeżeli obcy przylecą albo się pojawią, albo jeżeli już są, to oni tak naprawdę nie muszą przecież wyciągać do nas ręki. Skoro są istotami funkcjonującymi w wyższym wymiarze, to mogą na przykład mówić do nas językiem symboli. Mówić do nas podszeptami intuicji, mówić do nas od strony bardziej podświadomej. To starali się przekazać nasi goście tydzień temu. Nie wszystkim się to spodobało, nie do każdego to trafiło, ale co się okazuje, rzeczy, o których mówili obenauci, pojawiają się przecież w zasadzie w większości tych najsłynniejszych filmów o kosmitach. Już wyjaśniam, o co mi chodzi. Przytaczaliśmy na początku „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Tam pojawia się taka słynna scena, w której jeden z głównych bohaterów, bo tam w zasadzie jest ich kilku, lepi w domu albo tworzy w domu makietę tej słynnej góry, nad którą ma dojść do kontaktu. Jeszcze wcześniej pokazane jest, jak lepi ten model z ziemniaków podczas obiadu i sam nie wie, skąd pochodzi ten impuls do tworzenia tej makiety, tej formy. Pochodzi gdzieś z jego mózgu. Jest to taka obca myśl, która zaprząta jego mózg, która nie daje mu spać, która sprawia, że jego żona traktuje go jak wariata. Ale w końcu okazuje się, że ktoś do niego mówi językiem symboli, językiem podświadomości. Jeżeli się zagłębimy w filmy o obcych, okazuje się, że zarówno w „Znakach” z Melem Gibsonem, jak i w filmie „Nowy początek” także pojawiają się takie wątki. Chodzi o to, że obcy pojawiając się mówią do ludzi tak jakby poza kanałami komunikacji. Mówią do nas myślami, natomiast ludzie nie odbierają tego wprost. Odbierają to jako jakiś sygnał, którego nie potrafią zidentyfikować. Innymi słowy, mówią do nas w zmienionym stanie świadomości. W „Znakach” z Melem Gibsonem jest taka słynna scena na koniec filmu, kiedy woda spada na tego kosmitę i go unicestwia. Wcześniej widzimy, że dziecko Mela Gibsona w tym filmie stawia wszędzie szklanki z wodą, tak jakby próbowało przewidzieć, co się stanie. To samo mamy w filmie „Nowy początek”, kiedy pani doktor widzi różne rzeczy, które mają się dopiero zdarzyć. To tak, jakby obcy włamywali się swoimi umysłami w czasoprzestrzeń, starając się ludziom coś o tym powiedzieć. Arku, czy twoim zdaniem kontakt z obcymi może się zdarzyć, może mieć miejsce na tej właśnie płaszczyźnie, o której mówiliśmy tydzień temu? Że oni, będąc w stanie ingerować w inne formy świadomości, będą mówić do nas w zasadzie, a my będziemy to traktować jako głosy, głos z wewnątrz, głos sumienia, coś takiego. Czy taka koncepcja do ciebie przemawia?
[02:24:41] - Jak najbardziej tak, dlatego że w sumie myślimy słowami. Wszystkie religie, które mają w zanadrzu jakąkolwiek medytację, odrzucają tą formę myślenia. Z drugiej strony szybciej myśli się całymi pojęciami, całym wyobrażeniem, całymi obrazami. Jeżelibyśmy chcieli przekazać komuś, z kim nie możemy się w jakiś sposób porozumieć bezpośrednio, a możemy poprzez właśnie myśli, poprzez telepatię na przykład. To określenie podejrzewam, że jest troszeczkę bardziej szerokie niż przekaz taki, jaki się powszechnie uważa. To przekazanie obrazu będzie najprostszym sposobem na komunikację czy na pokazanie czegoś. Natomiast my będziemy to z naszego punktu widzenia odbierali jakoMusimy po prostu jako obraz, jak wizję. Coś takiego będzie nam ustawicznie zaprzątać umysł. Nie bez powodu w znakach takim dobrym sensorem, odbiornikiem jest dziecko. Dzieci najczęściej o wiele szybciej takie rzeczy wyłapują, bezkrytycznie podchodzą do tego. Natomiast dorośli kilkakrotnie myślą, odrzucają jakieś myśli. Natomiast dzieci, zwłaszcza małe, przyjmują to jako pewnik, jako fakt. Tutaj taki kontakt jak najbardziej jest możliwy, jeżeli weźmiemy pod uwagę jeszcze możliwość istnienia istot wielowymiarowych, ale które w naszych czterech wymiarach będą tylko widoczne, odbierane w sumie jako istoty duchowe. Natomiast ich cała struktura fizyczna będzie w innych wymiarach, z którymi z kolei my nie możemy mieć kontaktu, nie mamy do tego wglądu, jedynie przez odczucie ich obecności. Więc taki przekaz jest możliwy nawet. Tutaj w filmie, o którym chyba będziemy jeszcze mówili, „Interstellar” jest tylko z tym, że nie obcy nam przekazują, a my sami z przyszłości przekazujemy myśli na temat rozwiązania problemu, jaki nas w przeszłości dotyka. To jest troszeczkę tak, jakbyśmy sobie sami przekazali informację o numerach totolotka z czwartku dla nas w środę, żebyśmy mogli tego totolka wysłać. Mniej więcej takie zagadnienie. Ale nikt nie powiedział, że tego nie można zrobić. Część wynalazków czy jakichś genialnych myśli być może, że właśnie rodzi się z tego typu przekazu. Zwłaszcza że jak pokazują nam informacje na temat „Kontaktu” czy właśnie C4, czas jest pojęciem względnym i nie zawsze biegnie tak, jak nam się to wydaje. Dlatego uważam, że jesteśmy w jakimś takim oceanie świadomości i możemy z tego oceanu zarówno brać, jak i można przez ten ocean do nas cokolwiek przekazać. Dziękuję.
[02:28:37] - Marku, czy twoim zdaniem to przypadek, że w tak wielu filmach pojawia się wątek, o którym wspomnieliśmy, że obcy komunikują się z nami nie bezpośrednio, tylko jakimiś bocznymi drogami, które my uważamy za sposób komunikacji, nie wiem, transcendentalnej, metafizycznej. Coś, co się kojarzy z religią albo z modlitwą.
[02:28:58] - Ja myślę, że to nie jest przypadek, ale można na całą sprawę patrzeć z dwóch kierunków. Z jednej strony to, o czym mówiłem, ponieważ zjawisko telepatii nie zostało w sposób naukowy rozszyfrowane, pogodziliśmy się z tym, że takie zjawisko występuje, czyli rozumiemy się poza słowami. Po prostu rozumiemy się i to wydaje się w kulturze masowej zostało właściwie przyjęte i dlatego tak chętnie bywa wykorzystywane przez scenarzystów. Zrozummy, że po pierwsze to jest coś innego, czego na co dzień nie doświadczamy. A zatem każda egzotyka jest dobra, żeby ją wpasować w jakiś scenariusz. Ale z drugiej strony popatrzmy jeszcze, jak ładnie taka możliwość rozumienia się bez słów za pomocą myśli rozwiązuje pewne problemy scenariuszowe. Gdyby w niektórych filmach istoty pochodzące z różnych części wszechświata miały się dogadywać ze sobą, nawiązywać kontakt, używać jakichś elektronicznych tłumaczy tudzież jakichkolwiek tłumaczy, jak to komplikuje akcję. Sprawia, że akcja zamiast przyspieszać, spowalnia. Przecież w niektórych filmach chodzi tylko o to, żeby akcja sukcesywnie przyspieszała aż do momentu kulminacyjnego. A zatem telepatia jest z punktu widzenia scenarzysty czymś znakomitym, co rozwiązuje problemy komunikacyjne pomiędzy przedstawicielami różnych nacji, a właściwie różnych cywilizacji. Z tego punktu widzenia telepatia tudzież pochodne są znakomitym rozwiązaniem. Ale w tym momencie patrzyłem na problem od strony czysto technicznej. Natomiast zdajmy sobie sprawę z tego, że po pierwsze pewne przejawy zjawiska zwanego telepatią, z pewnymi przejawami tego zjawiska spotykamy się, czy też odnotowywane one są przez różnych badaczy i to myślę, w niektórych przypadkach przekracza granice statystycznej połowy, czyli to już nie jest zjawisko, że to się zdarzyPolegające na tym, że zdarzyło się coś przypadkowo. Być może jako ludzkość jesteśmy dopiero na drodze poszukiwania telepatii tego zjawiska i wykorzystania tego zjawiska. Niemniej myślę, że dzisiaj trzeba by dużo odwagi, żeby powiedzieć, że takie zjawisko po prostu nie może mieć miejsca. Ludzki mózg ma to do siebie, że jeszcze pewno nie raz nas zaskoczy swoimi możliwościami, swoim działaniem, swoimi meandrami, które myślę, że nie czas i nie miejsce, żeby w tej chwili o tym mówić, ale ludzki mózg to jest naprawdę w świetle różnego rodzaju badań prawdziwy wszechświat, który można odkrywać z równą fascynacją, jak ten wszechświat prawdziwy, ten, który otacza naszą planetę, nasz Układ Słoneczny. To jest miejsce w głowie każdego z nas, w którym się dzieją rzeczy, o których jedni mówią, że są na pograniczu magii, a niektórzy mówią, że są po prostu zwykłymi zjawiskami fizycznymi, które zachodzą w mózgu, że ta struktura jest tak skomplikowana, że po prostu tak się dzieje. Jeszcze inni mówią, że mózg to tak naprawdę skomplikowana struktura, która łączy nas z naszą jaźnią, która jest gdzieś poza naszym ciałem, że ta odrobina szarej materii, która w naszej głowie się znajduje, to nie jest tak naprawdę nasz umysł, tylko radioodbiornik, analogicznie, nie dosłownie radioodbiornik, ale coś, co nas kontaktuje z naszą jaźnią, nasze ciało z naszą jaźnią. I taka jest rola mózgu. Nie czas i nie miejsce, żeby to rozstrzygać, jak jest naprawdę. Ale przypomnę, że wyszliśmy od zjawiska telepatii i myślę, że zjawisko telepatii, na moją chorą bądź zdrową intuicję, jest tak, że zjawisko telepatii to jest coś, co występuje realnie, z czym bardzo wielu ludzi w ciągu dziejów zetknęło się i czego jeszcze nie potrafimy w sposób świadomy, my, współcześni ludzie wyzwolić. Ale gdzieś się czai pewno i rzeczywiście w pewnym momencie możemy to zjawisko odkryć w sposób praktyczny, nie w sposób przypadkowy, tak jak się to podobno zdarza niektórym ludziom, ale w sposób praktyczny, czyli w taki sposób, który umożliwia nam wykorzystanie tego na co dzień. I teraz wracając do tego, czy inne istoty tak mogą się z nami kontaktować. Ja myślę, że tak i dlatego ja z zainteresowaniem wysłuchałem poprzedniej debaty. Nie wszystko oczywiście mówiąc w skrócie pasowało mi, jeśli chodzi o te wypowiedzi, ale jeśli chodzi o takie clou, o zasadniczy przekaz, to dla mnie było to interesujące, bo nie można wykluczyć, że tezy postawione podczas ostatniej audycji są prawdziwe. I ja wcale nie jestem przekonany, że one tak bardzo odbiegają od tego, że na przykład istoty, o których mówimy, mogą się pojawiać również w naszej rzeczywistości. Kontakt pozawymiarowy czy też pozawerbalny, bo o dwóch różnych zjawiskach mówimy, wcale nie wyklucza również kontaktu czysto fizycznego. Moim zdaniem jedno nie wyklucza drugiego i dlatego ten kontakt, nazwijmy go tak skrótowo kontaktem telepatycznym, jest moim zdaniem nie tylko jak najbardziej realny, ale też myślę z punktu widzenia rozumienia kontaktu, rozumienia tego, czym kontakt jest pomiędzy nami a ewentualnie inną cywilizacją. To może być zjawisko, doświadczenie o charakterze kluczowym. Dlatego myślę, że warto mieć z tyłu głowy tego rodzaju rozwiązania, tego rodzaju zjawiska. Dziękuję.
[02:36:20] - Dzięki. Panowie, przeskakujemy do zupełnie innej tematyki. Mówiliśmy o porwaniach, mówiliśmy o próbach ingerencji obcych w naszą świadomość, ale w filmach, które podejmują temat obcych, mamy też pojawiające się bardzo okazjonalnie wątki związane z parastronautyką i one są często bardzo głęboko zakopane pod scenariuszem. W zasadzie są dwa takie słynne filmy, które to podejmują. Pierwszym jest oczywiście „Prometeusz”. Tam na samym początku mamy pokazane, w jaki sposób grupa naukowców odkrywa jaskinię, w której znajduje się malowidło naprowadzające ich na planetę, w zasadzie na księżyc planety, na której rzekomo mieli przybyć. „Odyseja kosmiczna” kolejne dzieło science fiction, które często jest moim zdaniem niezrozumiałe dla tych, którzy się zajmują ufologią. Kubrick, reżyser „Odysei kosmicznej”, moim zdaniem był jedną z niewielu osób, które zrozumiały już na wczesnym etapie, bardzo wczesnym etapie, o co w tym wszystkim chodzi. Kiedy oglądamy „Odyseję kosmiczną”, widzimy na samym początku sceny, które w zasadzie dla takiego szarego odbiorcy nie mają sensu. Są małpy, jest monolit. Potem ten monolit się cały czas przejawia i ten monolit jest katalizatorem świadomości. Monolit jest tym, czym zjawisko UFO według niektórych jest dla nas. O co chodzi w tak dużym skrócie? Zdaniem takich autorów jak doktor Vale, jak doktorMak istnieje coś takiego jak bardzo potajemne oddziaływanie zjawiska UFO na naszą świadomość. Otóż samo rozmyślanie o nim sprawia, że następuje pewien wzrost naszej świadomości. Zaczynamy się zastanawiać nad rzeczami, które dla naszych przodków były czymś zupełnie odległym. Natomiast samo zetknięcie z UFO powoduje natychmiastową zmianę w człowieku. Już nie raz o tym mówiliśmy, że osoby, które się zetknęły z tym zjawiskiem, przechodziły bardzo gwałtowne przemiany. W „Odysei kosmicznej” jest to pokazane może nie wprost, bo tam problemów bardzo różnej natury mamy ukazanych więcej, chociażby bunt sztucznej inteligencji. Natomiast sam monolit, samo to, że kontakt z obcą inteligencją jest pokazany jako coś, co może człowieka wznosić na wyższy poziom, jest niezwykle interesujący w kwestii tego, co wiemy o UFO. Dlatego, że już w tym okresie, kiedy powstawała „Odyseja kosmiczna” takie koncepcje, że UFO oddziałuje na ludzką świadomość się pojawiały. Panowie, tutaj takie krótkie pytanie, bo to w zasadzie temat otwarty na spekulacje: jak wy oceniacie koncepcję Kubricka? Czy on rzeczywiście był tym, który był obdarzony bardzo głębokim zrozumieniem i głęboką wizją tego fenomenu? Marku?
[02:39:27] - Ja powiem tak, że tą wizją, myślę, że przede wszystkim obdarzony był autor, czyli Arthur C. Clarke, który pewno bardzo mocno zainspirował Kubricka. Jednak pomysł pochodzi od Arthura C. Clarka.
[02:39:48] - Który jednak był sceptyczny wobec zjawiska UFO.
[02:39:52] - Tak, ale sam monolit i sam sposób oddziaływania, ta wizja, którą później Kubrick upowszechnił, właściwie pokazał ją w taki sposób plastyczny, zrozumiały, pochodzi od samego Arthura C. Clarka. I to myślę, jest ważne. Inaczej, zostawmy palmę pierwszeństwa, nie decydujmy w tej chwili, do kogo należy. Natomiast z całą pewnością ten tandem sprawił, że to trafiło do zbiorowej świadomości. A dzisiaj każdy, kto słyszał o „Odysei kosmicznej”, pamięta ideę monolitu. W ogóle to, o czym mówiłeś, czyli ten niecodzienny początek. Właściwie film science fiction zaczyna się od jakiegoś plemienia małpoludów, które gdzieś tam się po przestrzeni, gdzie jest susza, poruszają. I w pewnym momencie pojawia się ten monolit i nagle jeden z tych małpoludów rzuca kość do góry. I wtedy przenosimy się w inny czas i w miejsce kości pojawia się statek kosmiczny. To tak w skrócie przedstawiona historia ludzkości. W wielkim skrócie. Ale chodzi o to, że rzeczywiście ten monolit, który można interpretować, znowu staram się za dużo nie opowiadać, można interpretować na rozmaite sposoby. Jakkolwiek byśmy nie próbowali kręcić, manipulować tym, co opowiemy o akcji, to jednak monolit, który pojawia się czy to w filmie, czy później w kontynuacji, czy w ogóle w książkach, które są kontynuacją „Odysei kosmicznej 2001”, to ten monolit ma ewidentnie pochodzenie pozaziemskie. To nie jest coś przypadkowego. To jest coś, co ma zmienić ludzkość. Ma oddziaływać na nią i ma sprawić, że ona się przekształci, przemieni. W późniejszych częściach te monolity przecież nie znikają. To, że jeden z nich jest odkryty na Księżycu, to jest dopiero tak naprawdę, jeśli zna się wszystkie książki Arthura C. Clarke'a poświęcone temu zjawisku z tej serii „Odyseja kosmiczna”, to jeśli się je zna, to te monolity w historii ludzkości nie tylko odgrywały, ale też, nie wiem, jak w tej chwili z tym czasem operować, ale z punktu widzenia nas będą odgrywały jeszcze jakąś rolę. I to myślę, jest dosyć ważne. I to jest ta idea, o której powiedziałeś, że być może obcy pozostawili tu coś, co ma na ludzką cywilizację oddziaływać, ma ją przemieniać. Być może ma ją dostosować, przygotować na przykład. Na przykład przygotować na kontakt z obcymi. Ja tylko przypomnę, że w jednej z części „Odysei kosmicznej” monolity sprawiają, że coś dziwnego dzieje się z jedną z wielkich planet naszego Układu Słonecznego. Ona się nagle przekształca w coś, co jest ważne z punktu widzenia ludzkości, a być może tego przyszłego kontaktu. W ogóle to jest film po pierwsze urokliwy. Film Kubricka jest urokliwy, bo Kubrick był mistrzem kina i ja nie wiem, czy ten film można rozpatrywać tylko i wyłącznie jako dzieło SF, czy w ogóle jako po prostu świetny film. Bo tam rzeczywiście na te wątki, na które my w tej chwili zwracamy uwagę, czyli ten wątek monolitu, ten wątek jakiegoś przekazuTakiego pozawerbalnego, znowu kierowanego do ludzkości, który ma przekształcić ludzkość, zmienić ludzkość tak, jak zmienił ją z małpoludów w człowieka homo sapiens. I jak zmienia ludzkość przez cały czas, to mamy właśnie do czynienia z tym monolitem, który moim zdaniem — można tak to interpretować przynajmniej — ma przygotować ludzkość na kontakt. Mamy też szereg innych wspomnianych przez ciebie, Piotrze, elementów związanych z buntem sztucznej inteligencji. Być może dzisiaj, po tylu latach, przypomnijmy, że film Kubricka to jest jednak już zabytek kinematografii. Po tylu latach być może on chwilami wydaje się naiwny. Być może ten cały film chwilami wydaje się nawet nudny, bo taki niehollywoodzki, bo tam się sporo dłużyzn pojawia, takich związanych z przedstawieniem kosmosu, jego piękna, jego niezwykłości. Niemniej jednak Kubrick był takim malarzem kina, człowiekiem, który przedstawiał piękne obrazy. I to też jest rzecz ważna, ale nie gubił tego przesłania, które gdzieś tam w książkach Clarke'a znajdujemy, czyli tego, o czym już powiedziałem nie raz, że ludzkość jest w jakiś sposób z zewnątrz przemieniana, sterowana, przygotowywana na kontakt. To jest, myślę, bardzo ciekawa koncepcja, na którą warto zwrócić uwagę. Być może rzecz cała związana z przemienianiem ludzkości nie odbywa się tak jak w koncepcji Kubricka za pomocą monolitu, takiego widocznego znaku. Niemniej weźmy pod uwagę, że może mieć po prostu miejsce. Może źródłem tej przemiany jest zupełnie coś innego, nie czarny monolit. Niemniej jednak przyjmijmy na chwilę taką koncepcję, że ludzkość dekada po dekadzie, wiek po wieku jest sukcesywnie przygotowywana na to, że kiedyś skontaktuje się z innym rozumem, inną cywilizacją, być może naszymi stworzycielami, twórcami, tymi, którzy zdecydowali, że staniemy się istotami rozumnymi. I tak dalej. Myślę, że koncepcja ciekawa i film w ogóle ciekawy. Warto tylko wspomnieć o tym, że to jest film, który dla miłośników szybkiej akcji, szybkiego dziania się może być nieco nużący albo nawet nie trendy. To nie jest szybka akcja, która się dzieje. W dodatku końcówka tego filmu jest przynajmniej zagadkowa. Ona się później wyjaśnia oczywiście, ale końcówka tego filmu jest taka, że możemy wstać po napisie „koniec” z takim mętlikiem w głowie, co się właściwie stało. Nieco inna, ale już nie tak malarska jest druga część, kontynuacja filmowego dzieła Kubricka, ale już nie w jego reżyserii, w której akcja odbywa się zdecydowanie szybciej. Inni są bohaterowie. W ogóle wszystko się inaczej dzieje. Jest nieco bardziej współczesny ten film, ale jeśli miałbym wybierać, to postawiłbym jednak na dzieło Kubricka. To jest jednak wielkie kino i nie tylko dlatego, że Kubrick wielkim reżyserem był, że nawiążę tutaj do naszej literatury, ale też dlatego, że był takim malarzem kina i za to mu chwała. Dziękuję.
[02:47:43] - Arku?
[02:47:45] - Niewątpliwie jest to znaczący film w historii kinematografii i wszystkich filmów science fiction. Sam pomysł na to, że jesteśmy w jakiś sposób stymulowani przez kogoś, gdzieś tam kogoś, kto nas stworzył i ma wobec nas jakiś zamysł, jest bardzo kusząca i trochę zwodnicza. Tak mi się wydaje, dlatego, że ja osobiście nie spotkałem się, gdyby to powiązać z latającymi spodkami w skrócie, z tym, żeby poza armią amerykańską oczywiście ktoś brał inspirację z tych statków, z kontaktów z tych statków. Owszem, jeżeli jest kontakt czy spotkanie z czymś nieznanym, z czymś niewytłumaczalnym w taki racjonalny sposób w stosunku do rozwoju intelektualnego danego człowieka, to rozwija, bo to zmusza do myślenia, to zmusza do szukania wyjaśnień. Natomiast sam kontakt ze statkiem, sama obserwacja, już nie mówię o kontakcie takim bezpośrednim, jaki mieli do czynienia niektórzy z porwanych, którzy spali się w jakiś sposób odmienieni czy chcący coś przekazać, ale sama obserwacja nie wynika z niczego. Podobnie ten monolit. Dotyczy co w sumie jego drżenie? Mógł poczuć jeden małpolud, może pięciu, może jedna grupa i z tego nic w sumie nie powinno wynikać. To jest właśnie ta niedopowiedziana historia Kubricka. Ale nie sądzę, żeby miało to w jakiś sposób uzasadnienie ukierunkowania całego rozwoju wszystkich ludzi czy hominidów, powiedzmy w ten sposób.Było tego więcej. Oczywiście film musi pokazywać główną myśl w prosty, dostępny sposób, łatwy do zanlezienia, ale tutaj nie przekonuje mnie to, jeżeli wziąć pod uwagę racjonalny, swój własny odbiór, swój własny sposób myślenia. Fajnie się na to patrzy. Fajnie, tylko myślę, że w ten sposób ludzie widzieli możliwość lotu, że gdzieś tam można i to już niedługo będzie. Życie jak zwykle pokazało, że jest inaczej. Natomiast faktem jest, że pojawiały się od jakiegoś czasu latające obiekty, które przypominały sterowce. Po jakimś czasie pojawiły się sterowce, ale latające dyski pojawiały się już za czasów Aleksandra Wielkiego i prawdopodobnie tylko dlatego, że nie znamy wcześniejszych pism na ten temat, więc one nic te obserwacje nie wniosły. Natomiast niewątpliwie takie obserwacje miały miejsce i rząd Stanów Zjednoczonych chciał sprawdzić, czy faktycznie jest to najlepszy sposób do poruszania się. Stworzył tego swojego AVRO, ale z tego również nic nie wynikło. Także jako inspiracja, jako coś niezwykłego i coś nieszablonowego, co zmusza do myślenia i szukania wyjaśnień, oczywiście jak najbardziej tak. Ale nic poza tym. Czy to może być w jakiś sposób zamysłem wobec ludzkości? Osobiście nie sądzę. Amerykańskie filmy lat 70. mają w sumie to do siebie, że rozgrywają się na początku w bardzo długim czasie. Później jest tam nagromadzenie tej akcji, żeby później wszystko się uspokoiło. Tak samo jest w „Szczękach” na przykład, filmu, który jest całkowicie inny. W sumie w tym filmie długo nic się nie dzieje, jest po prostu morze i tyle. Jakby akcja w momencie przeskoczyła. Podobnie jest z publiką. To jest ten czas na ten film i tak to wyszło. Jest to na pewno znaczący film, ale w tej chwili nie wiem, czy bez piwa i chipsów ktoś go jeszcze ogląda. Dziękuję.
[02:53:05] - Dziękujemy. Przerobiliśmy większość filmów, ale są jeszcze seriale. Panowie, już tak zupełnie na szybko, bo nie raz o tym mówiliśmy. „Archiwum X”. W zasadzie tutaj trzeba by poświęcić całą debatę na rozstrzyganie pewnych kwestii, które tam zostały powiedziane, a które nie zawsze idą w parze z prawdziwymi wydarzeniami. Wiele osób ma przeświadczenie, że niektóre sprawy pokazane w tym serialu oparte były na faktach, a tak naprawdę, moim zdaniem przynajmniej, ten serial zbudował to, czego dzisiaj jesteśmy świadkami. Otóż moim zdaniem była to próba zaszczepienia w społeczeństwie pewnych idei całkiem spiskowych, związanych z tym, że ktoś steruje prawdą na temat UFO, że ktoś steruje w ogóle wszystkim, że jesteśmy uczestnikami gry, której zasad nikt nie jest w stanie pojąć. Co akurat nie musi być nieprawdą. Natomiast jeżeli chodzi o samo „Archiwum X”, to przede wszystkim kładziono tam nacisk na dwie rzeczy. Na to, że istnieje grupa, która kręci informacjami na temat UFO w ramach rządu amerykańskiego, w ramach armii, która nie dopuszcza do wiedzy nawet prezydentów. I to, że ci obcy cały czas tutaj rozgrywają jakiś swój potajemny plan, którego Mulder nie był w stanie nawet rozgryźć. Czy waszym zdaniem, czy zauważyliście może inaczej, że „Archiwum X” ma wpływ na kształtowanie postaw i poglądów odnośnie życia pozaziemskiego i problemu UFO w podobny sposób, jaki miały inne filmy? Bo wspominałem przecież, że swego czasu, kiedy święcił triumfy ten serial, nagle pojawiła się w niektórych krajach zwiększona ilość doniesień o UFO. Także jakiś wpływ na pewno był. Arku, czy twoim zdaniem wielu ludzi nadal postrzega zjawisko UFO przez pryzmat Foxa Muldera?
[02:55:10] - Ten film w sumie ukształtował sposób patrzenia na to zagadnienie całego społeczeństwa oglądającego, śledzącego przygody agenta FBI, tę całą jego walkę z grupą trzymającą władzę. To wszystko wpisuje się bardzo fajnie w różne teorie konspiracji i alternatywnej jakiejś rzeczywistości w sumie nawet, bo za taką należy uznać to, że biegają po ziemi kosmici, którzy robią jakieś doświadczenia, próbują robić hybrydy i z tego niby tajne, a nie tajne i tak dalej. I to w sumie ukształtowało w jakiś sposób całe pokolenie, sposób patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość.Z drugiej strony tego typu filmy, które ogląda większa ilość ludzi, sprawiają, że ludzie po prostu częściej patrzą w niebo i idą bardziej w tym kierunku, żeby sobie takie rzeczy wyjaśniać. Co ja widzę? Czasami jest bardzo prosty gest. Wystarczy, żeby ludzie zaczęli zamiast bejsbolówek z długimi daszkami nosić kapelusze z krótkimi albo chodzić z gołą głową. Już będą więcej widzieli z tego, co się dzieje na niebie. To jest może zwykłe i prostackie, ale popatrzmy na siebie. Ile czasu spędzamy na to, żeby zobaczyć na niebie? A teraz w momencie, kiedy mamy psa i wychodzimy o godzinie 10 z nim na spacer, ile osób popatrzy w rozgwieżdżone niebo, a nie pod nogi, żeby zobaczyć, żeby kupy się nie nadepnąć? Samo to z siebie generuje to, że będą osoby bardziej zaciekawione przelotem satelity, jakąś bardzo jasną planetą czy samolotem, który wydaje się, że leci bezdźwięcznie po prostu dlatego, że jeszcze dźwięk do nas jego nie dotarł. I tu już jest: „O, coś tam widziałem, coś tam leciało” czy gdzieś tam hen daleko, poniżej horyzontu pokazało się światełko, które zgasło, a wcześniej przecież tego światełka nie było. Ten film, podobnie jak „Monolit” Kubricka czy Clarke'a, w jakiś sposób generuje zachowania i sposób patrzenia na rzeczywistość. Dziękuję.
[02:58:11] - Marku?
[02:58:13] - Ja jeszcze na chwilę do monolitu. Dla mnie wartość monolitu z „Odysei” Kubricka to, sprowadzając rzecz do parteru, do prostych wyjaśnień, jest po prostu sugestia, że być może obcy pozostawili tu jakieś artefakty, które bez ich udziału kształtują nas i, zresztą to mówiłem, przygotowują nas na kontakt. Dopiero kiedy będziemy gotowi, kiedy będziemy odpowiednio rozwinięci, wtedy ten kontakt nastąpi. Być może to w rzeczywistości nie są żadne monolity. Może to w ogóle wygląda tak, że my tego nie dostrzegamy. Niemniej chodzi o ideę, że po prostu nie jesteśmy gotowi na kontakt i musimy być najpierw przygotowani, ukształtowani. Ale zostawmy, bo monolit, jak się można przekonać czytając różnego rodzaju wypowiedzi, można interpretować na 100 różnych sposobów i każdy właściwie pewno będzie dobry, więc nie będę się upierał przy swojej interpretacji. Natomiast jeśli chodzi o „Archiwum X”, to był serial, którego czarowi poddałem się pewno jak wszyscy, którzy taką tematyką się interesują. Ale wydaje mi się z perspektywy lat, że to jest taki przypadek dosyć charakterystyczny dla amerykańskiego kina. Otóż ten serial był ofiarą własnej popularności. Myślę, że na początku scenarzyści dokładnie wiedzieli, o co im chodzi. Dokładnie wiedzieli, w jaką stronę zmierzają i ku czemu zmierzają, jaką tezę. Nie, słowo teza to zdecydowanie niedobre słowo. Jaki przekaz chcą widzom przekazać. Myślę, że on na początku był dosyć jasny i wiedzieli, dokąd jadą, ujmując rzecz najprościej. Natomiast kiedy przyszła potrzeba kręcenia kolejnych sezonów, czyli niezamykania wątków, niezatrzaskiwania ich, ten serial w pewnym momencie, złe słowo, zaczął gonić piętkę, ale zaczął się tak udziwniać, zaczął takie fikołki wykonywać, że ja nie jestem do końca przekonany, czy w pewnym momencie scenarzyści wiedzieli, dokąd jadą. To bardzo podobna sytuacja, jak ze znacznie późniejszym serialem z innej bajki troszeczkę. Mam na myśli przypadek zaginionych. To chyba zaginieni byli. Potrzeba napisania kolejnych wątków, potrzeba coraz większego udziwniania tego serialu sprawiła, że z serialu dosyć kameralnego, dziejącego się na wyspie, w zamkniętej grupie ludzi, nagle stał się to serial, który pół świata obejmował i całe tabuny ludzi. Troszkę podobnie było z „Archiwum X”. Myślę, że prosty przekaz, który tam był na początku, zaczął się tak komplikować, w taki sposób zmieniać i właściwie scenarzyści zostali postawieni pod ścianą. Z jednej strony musieli utrzymać zainteresowanie widza, a zatem w jakiś sposób czynić go takim nieprzejrzystym, dziwnym, niejednoznacznym. I to się zresztą udawało, ale myślę, że coraz bardziej odchodzili od tej pierwotnej idei, od tego, co tak naprawdę mieli do przekazania. Kolejne wątki, kolejne rozwiązania, kolejne udziwnienia związane chociażby z takimi postaciami jak Rakowaty czyCiągle dodawanie im nie tyle umiejętności, co możliwości, jego przesłań, przekazań, przepoczwarzeń się w ramach systemu, zmiany orientacji. Przecież rakowaty nie jest postacią do końca jednoznaczną. Nie wiadomo do końca, o co mu chodzi, czy on jest z nimi, czy przeciwko nim, czy może i z nimi, i przeciwko nim. Poza tym, jeśli chodzi o przeciągnięcie wątku głównego, trudno powiedzieć głównego, ale tego dotyczącego ogólnie obcych, wymieszanie go z innymi zjawiskami, którymi Archiwum X się zajmowało, odciąganie w czasie. To wszystko sprawiało, że dla wielu odbiorców ten serial stał się po prostu męczący i ja nie jestem jedyną osobą, która miała takie wrażenie, że w pewnym momencie zabrakło nie tyle koncepcji, bo wiadomo, że sprawny scenarzysta napisze wszystko i napisze to tak, żebyśmy w to uwierzyli. Natomiast zabrakło tej pary, zabrakło przekonania, że wiemy, dokąd jedziemy. I naprawdę Archiwum X to nie jest jedyny serial, który taką parę, świadomość tego, dokąd zmierzamy, utracił. I to myślę, jest podstawowa słabość tego serialu.
[03:03:37] - Jak i większości seriali tego typu.
[03:03:38] - Jak i większości seriali tego typu, ale nie ujmuję-
[03:03:42] - Pamiętajmy też, że Archiwum X nie było jedynym serialem, który podejmował taką tematykę, bo ja pamiętam jeszcze dwa, które przynajmniej powstały. Jeden to był-
[03:03:51] - Tak, ale tylko na koniec. Ja już kończę. Chodzi mi tylko o to, że to wszystko, co powiedziałem złego o tym serialu, nie umniejsza jednak jego roli, jaką odegrał dla otworzenia świadomości czy otworzenia ludzi na informację o tego rodzaju wiadomościach. I to myślę, jest jego-
[03:04:10] - Ja bym powiedział, że jego rola kulturotwórcza była większa.
[03:04:16] - Tak, dokładnie. O to mi właśnie chodzi, że on po prostu kulturotwórcza, ale dla mnie ważne jest otworzenie ludzi na informację. Nie mówię przyjmowanie tych informacji, ale otworzenie, że w ogóle jesteśmy skłonni o czymś takim słuchać. I to myślę ważna rzecz, jeśli chodzi o serial w sumie tak naprawdę bardzo popularny. Dziękuję.
[03:04:37] - To ma w zasadzie dwa ostrza, bo z jednej strony wszyscy zaczynają nagle mówić o tym zjawisku UFO i wszyscy się tym interesują. Wiadomo, że jest fala zainteresowania i tak dalej. Ale potem pojawia się coś, co przyjmujemy z mieszanymi uczuciami: próba racjonalizacji ze strony scenarzystów, twórców serialu tego zjawiska, która trafia do ludzi, ludzie to kupują. Ale czy to klei się z tym, co o tym zjawisku wiemy? No nie bardzo. Masz rację, że w pewnym momencie serial stał się trochę dziwny. Mnie zawsze ciekawiły te odcinki z Archiwum X, które wyglądały jak takie mini horrory, które były ciekawe i fajne, ale kiedy wkraczały jakieś sytuacje typu teorie spiskowe, w których nie wiadomo koniec końców, o co chodzi, to było takie już nie wiem. Potem wydaje mi się, że dziećmi Muldera są wszyscy ci, którzy kręcą na YouTubie te materiały, z których w zasadzie nic nie wynika, bo nie wiem, czy wy też macie takie wrażenie, ale moim zdaniem w świecie konspiracji doszło już do takiego zapętlenia, że nikt nie wie, o co chodzi. W zasadzie dochodzi już do takich absurdów momentami, że szkoda to nawet komentować. Nie jestem przeciwnikiem teorii spiskowych. Moim zdaniem tak zwane teorie spisku serwowane racjonalnie są po prostu czasami może nawet prawdziwą wersją historii, bo historia jest tworzona dla ludzi zwykle przez władzę. Natomiast teorie spisku czasami pokazują nam, jak historia mogła wyglądać albo jak zostały ukształtowane fakty przez rządzących, by wykorzystać na przykład dane zdarzenie politycznie. Ale kiedy sobie teraz przeglądam różnego rodzaju, głównie YouTube'a, to jestem przerażony, bo tak naprawdę nie ma momentami już żadnych punktów zaczepienia w niektórych historiach. Nie wiem, jaki tu dać przykład. Dyskutujemy sobie o na przykład wydarzeniu w Medjugorie i nagle ktoś mówi: „A, bo to był projekt Blue Beam”, albo o wydarzeniu w Fatimie: „A, to był projekt Blue Beam i nie ma o czym gadać”. To jest trochę żałosne. Wydaje mi się, że momentami na pole teorii spiskowych wpuszczono po prostu harcowników, którzy tak zamylili cały obraz sprawy, że dzisiaj nikt nie umie odróżnić pierdół od fikcji. I to jest bolesne, bo niektóre ciekawe tematy zostały zepchnięte na obrzeże. Nie będziemy dyskutować na przykład o smugach chemicznych, bo kojarzą nam się z kolesiami w czapkach z folii aluminiowej. Albo nie będziemy gadać o sztucznych korzeniach AIDS, bo kojarzą się z tym samym. Także to jest temat trudny mimo wszystko. Ale panowie, ostatnie pytanie w dzisiejszej debacie, która może jest nie dla wszystkich interesująca, ale na pewno wiele osób skłoniła do tego, żeby sięgnęli do filmów, sięgnęli do dzieł, które opisują to, jak ten kontakt może wyglądać, jak mogą wyglądać obcy, jak może wyglądać prawda o zjawisku UFO. Co ciekawe, muszę wam powiedzieć, że ogólnie temat UFO jestJest rzadko poruszane, o ile różnego rodzaju twórcy czerpią garściami z koncepcji, a inaczej z samego istnienia obcych, tak temat UFO stał się troszeczkę mało kontrowersyjny, mało ciekawy. Trudno dodać cokolwiek nowego. Ale ostatnie pytanie, panowie. Właściwie o tym mówiliśmy, ale końcowa konkluzja. W większości filmów obcy przedstawiani są jako istoty wrogie albo co najmniej nieprzyjazne. Czy to może być jakaś prognoza na przyszłość? A może po prostu prawdziwa twarz kosmitów, prawdziwe rozważania na ten temat są zbyt nudne, tak jak mówiliśmy, by stać się kanwą filmów i by pokazywać je w kinie. Marku?
[03:08:49] - Jestem tego zdania, że tak jak powiedziałeś, rzeczywistość może okazać się zbyt nudna i dlatego lepiej, bardziej filmowo i bardziej komercyjnie jest sprzedawać rzeczywistość czy pararzeczywistość, która jest pełna efektów specjalnych, strzelanek i tym podobnych. Nie jestem do końca przekonany, bo może być też tak, że rzeczywistość nie będzie taka nudna, że oni po prostu przyjadą, przywitają się z nami, powiedzą „dzień dobry” w swoim języku i w ogóle będą z nami prowadzić jakiś dialog. Może się okazać, i to czasami bywa kanwą utworów literackich czy też filmów, nazwijmy to niskobudżetowych, gdzie obcy, tak jak mówiłem zresztą w pewnym przykładzie. „Na przykład w przykładzie”. Nieźle dzisiaj. Coś się zaczynam plątać. W każdym razie obcy poprzestają na tym, że konstatują: „Tak, jest jakaś ludzkość, ale ona nas nie interesuje”. Ten scenariusz, który już przedstawiałem, również nie jest za bardzo filmowy. Odwołajmy się do filmu bardzo widowiskowego, czyli wspominanego już dzisiaj filmu „Kontakt”. Tam również ten kontakt jest taki, że ci obcy tak naprawdę w rezultacie chyba jednak nie mają najlepszego zdania o ludzkości. I ten powrót głównej bohaterki to chyba nie jest powrót z tarczą. Może nie na tarczy, ale w każdym razie to nie jest tak, że doszło do pięknego kontaktu, w którym ludzkość pokazała się z jak najlepszej strony. Nie jestem przekonany, czy rzeczywiście tak nie będzie, może się tak nie odbędzie jak w filmie „Kontakt”, ale czy my nie jesteśmy wbrew pozorom przez cały czas oceniani? Być może całe zjawisko UFO i tym podobne związane z nimi zjawiska są konsekwencją tego, że nie następuje kontakt. Są one konsekwencją tego, że zostaliśmy ocenieni i zostajemy oceniani przez cały czas negatywnie. My się po prostu jako półdzicy ludzie nie nadajemy do kontaktu. Żadna odpowiedzialna rasa nie będzie się z nami kontaktować. To jest troszeczkę tak, jakby taka rasa chciała się kontaktować z kimś, kto jedną z pierwszych czynności, którą zrobi, to odpali jakąś atomówkę w pobliżu miejsca lądowania albo przynajmniej zagrozi takim odpaleniem. Przypomnę tylko, że amerykańskie filmy mają to do siebie, że tam bomba atomowa jest panaceum na wszystko. Bomba atomowa przeciw
[03:11:51] - Halo?
[03:11:51] - Przepraszam. Mam jakieś-
[03:11:53] - Halo?
[03:11:54] - Halo? Mamy słuchacza Edka na antenie. Dobry wieczór, panie Edku.
[03:11:58] - Dobry wieczór. Szanowni panowie, pozostając w konwencji filmowej, powiem tak: w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory, mam zwolnienie i głubu dubu. Szanowni panowie, wspominacie o filmach. Prosiłbym o ewentualne dwa zdania na temat filmu, który ja osobiście bardzo polubiłem, pod tytułem „Życie, którego nie było”. Nikt tam za bardzo nie strzela. Taki nie jest za bardzo komercyjny, ale moim zdaniem ciekawy i coś z niego można wyciągnąć, jakieś wnioski. Natomiast w kwestii naukowców wspomnianych przez panów to i tak cud, że już stwierdzają, że są planety, bo to na betonie wyrosły kwiaty. Trzeba wam powiedzieć, panowie, że większość naukowców, jak to powiedzieć, są dobrze wykształceni, a bardzo źle wyedukowani. Znam osoby z tytułami naukowymi bardzo poważnymi, które inwestowały w pewien serial, który w tej chwili w telewizji oglądamy, gdzie w roli głównej występuje pani Wasserman. I są to ludzie z tytułami naukowymi, jednak bardzo słabo wyedukowani. Więc tutaj nie bym się specjalnie nie dziwił tym kwestiom. Poza tym jeszcze jest kwestia taka, która od nich nie zależy, to znaczy poszerzanie wiedzy, zdobywanie tejże wiedzy na różnych płaszczyznach. I to tyle. Dlaczego nie telefonowałem poprzednim razem? Dlatego, że temat poprzedniej debaty to jest takie pudełko z puzzlami, którego ja jeszcze nie otworzyłem. Chociaż dziś dochodzę do wniosku, że film wspomniany przez panów, „K-Pax”, może trochę wpisywać się w temat poprzedniej debaty. Jeśli można, to chciałbym dwa słowa jeszcze. Tam też jakieś problemy są techniczne z dodzwonieniem się do bibliotekarium. I tam była taka kwestia związana z takim filmem dla dzieci, „Harry Potter”.I zdaje się pan Zwikiewicz wspomniał, że nie można było nic wyciągnąć z tego filmu. Ja powiem tak: to dzieci oglądały, więc ja fragmentarycznie również. I tam jest taka scena, która przykuła moją uwagę, gdzie rzeczony Harry Potter jedzie takim zaczarowanym autobusem po Londynie, który różne ekwilibrystyczne sztuki wykonuje. I Potter się pyta tego kierowcy zaczarowanego, którego już nie pamiętam, czy mugole, czyli nie widzą, czy Londyńczycy tego nie widzą. A tenże kierowca, czy też ten pilot, nieważne, nie pamiętam w tej chwili, mówi: „Nie, bo mugole nie umieją patrzeć”. Więc jednak można z tego serialu coś wyciągnąć. Tam jest jeszcze taka główna teza, gdzie nie wymienia się z imienia i nazwiska głównego tego lorda Voldemorta, że cisza, tabu i tak dalej. I to też ma jakieś odniesienie może do współczesności. To taki drobiażdżek do bibliotekarium. Natomiast panu Piotrowi chciałbym bardzo serdecznie podziękować, bo obejrzę film „Wspólnota”. Ja nie myślałem. Scott Hinnant bardzo dobry aktor i oryginalny. Zawsze kojarzył mi się z filmem „Psy wojny”. W „Pulp Fiction” również epizodyczna wspaniała rola, ale nie myślałem, że zagrał w tego typu produkcjach, więc panie Piotrze bardzo dziękuję.
[03:15:16] - Nawet to fajnie, bo muszę panu powiedzieć.
[03:15:19] - Jakieś wszczęce?
[03:15:19] - Takiego ekscentryka gra i na początku przepala kaczkę, a potem widzi zielone ludziki i baba do niego mówi: „Whitney, ty chyba jesteś chory” i chce się z nim rozwieść, a on potem udowadnia, że jednak te ludziki istnieją. W ogóle fajne, naprawdę fajny film.
[03:15:36] - To jest niedoceniany aktor. Ale to tak bywa.
[03:15:39] - A ten film, co pan mówił, to jest taki-
[03:15:43] - „Julien Mercadal”.
[03:15:44] - Tak.
[03:15:46] - Nie jest jakiś tam specjalnie. Natomiast słucham? Halo?
[03:15:50] - Miała syna chyba, tak? Coś takiego.
[03:15:53] - To znaczy tam zaginęło dziecko i została jej wykasowana pamięć. Tak. Natomiast-
[03:16:00] - W naszej dyskusji się może odnosić właśnie do tych wykasowanych wspomnień w czasie abdukcjach. Był jeszcze jeden film bardzo ciekawy i też niedoceniany o tym samym problemie, tylko z nacieniem nowszym. On się nazywa „Regresja” z Ryanem Hopkiem.
[03:16:14] - Obejrzę. Nie widziałem tego obrazu.
[03:16:16] - Fajny.
[03:16:16] - Dziękuję w takim razie za tip.
[03:16:20] - Niektórzy twierdzą, że on jest badziewny ten film, ale mi się podoba.
[03:16:25] - Nie należy się sugerować, wie pan, bo różni ludzie różne rzeczy mówią, co nie znaczy, że ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Natomiast problem serialu „Mist” jest moim zdaniem taki, że wdarła się komercja, bo o ile w pierwszym odcinku była tam taka kwestia przed pierwszym odcinkiem, że film został zrealizowany, serial na bazie akt FBI i tak dalej, to potem już ktoś, że tak powiem, zorientował się, że tu się trzepie kasiorę i poszli w tą stronę i niektóre odcinki są tak absurdalne. No ale cóż, człowiek idzie tak za sentymentem swoim i oglądał to w tamtych czasach.
[03:17:04] - A ja muszę powiedzieć, że ostatnio to puszczają chyba gdzieś tam na którymś kanale takim z filmami i parę razy próbowałem obejrzeć i muszę powiedzieć, że kurde ciężko.
[03:17:19] - Bo ten kotlet już nie jest taki świeży. Tym bardziej że trzeba pamiętać, że to było znaczną ilość lat czas temu. I w tej chwili mamy inny, pan z pewnością i panowie w ogóle prowadzący i współprowadzący Radio Paranormalium, zdecydowanie inny ogląd wielu rzeczy z racji nabytej wiedzy. A my, słuchacze również trochę nadążamy za panami. I też już to się inaczej ogląda.
[03:17:47] - To były też takie czasy, że nie było internetu, w telewizji było raz coś na ruski rok.
[03:17:54] - Ja panu powiem tak. Była ogólnie szarość. Nie waham się użyć słowa taki zamordyzm i nam można było sprzedać praktycznie wszystko, wie pan. Dlaczego grupy muzyczne, tutaj się posłużę muzyką, która najbardziej trafia do młodzieży. W Polsce jakieś tam zespoły gromadziły takie rzesze publiczności, których w zachodnich krajach nie były w stanie zorganizować. Dlatego, że dla nas nieważne, czy te lody były śmietankowe, malinowe, jakiekolwiek, ważne, że to były lody. Łatwo nam było sprzedać wszystko po prostu i tyle. Ale to nie nasza wina.
[03:18:34] - Lata 90. też nie były takie kolorowe. Dla kogo były, to dla kogo były.
[03:18:39] - No nie były. Zgadzam się. Natomiast chciałbym tutaj jeszcze, jeśli można, wrócić do kwestii tych naukowców. Ja mam taką swoją prywatną, osobistą gradację, że na pierwszym miejscu są badacze, potem badacze naukowcy. Ci, którzy mają jakąś wiedzę merytoryczną w danej dziedzinie. A na samym końcu naukowcy, bo farmaceuta jest farmaceutą i on się nauczył jakichś formułek i tak dalej. Natomiast wszystko się rozbija o to, że w szkole nie ma logiki. Są jakieś testy, schematy, nie uczy się myślenia. I to powiem tak: wcale nie jesteśmy tutaj jako Polska w jakimś ogonie. Nie, są kraje gorsze. Korzystając z okazji, że nie ma pana Chrisa Makiny, a w żaden sposób nie chciałbym go obrazić, aczkolwiek upominam się też, byłoby miło, gdyby wrócił zza światu, to Amerykanie nie są za bardzo tacy wykształceni w sensie świadomościowym. To jest taki naród, jaki jest.
[03:19:45] - Chris jest teraz na wakacjach na Karaibach, bo wstawił jakieś zdjęcie na Facebooku i pewnie nas tam nie słyszy. To może pan mówić o Amerykanach, co pan chce.
[03:19:55] - Ja też, jak jeszcze byłem 40 kilo przystojniejszy, też pływałem, aczkolwiek wyłącznie po Zalewie Zegrzyńskim. Także to tak.
[03:20:05] - Chris może sobie zawsze odsłuchać z archiwum.
[03:20:10] - Natomiast w kwestii tychże filmów, coraz więcej powstaje takich filmów, które mogą się wpisywać w rodzaj wytworzenia stresu, żebyśmy się bali, że zaatakują i tak dalej. Jak ktokolwiek nas zaatakuje. I tu jeszcze chciałbym dwa słowa w kwestii takiej, jak jedziemy gdzieś. Kiedyś gdzieś na Seszele poleciałem, gdzieś na Malediwy. Nie byłem zainteresowany konwersacją z tubylcami. Chciałem zobaczyć kraj, popatrzeć, do ciepłej wody niebieskiej wejść. Do czego zmierzam? Jeśli jakaś inna forma, obca, wyżej postawiona w rozwoju intelektualnym, technologicznym przylatuje tutaj, to nie po to, żeby konkretnie rozmawiać, tylko najpierw zobaczyć, co tutaj trawi piszczy. Przepraszam za zbyt długie wywody. Kłaniam się niziutko, pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję, panie Piotrze, serdecznie za te dwa filmy. Jeszcze dziś przez nie przebrnę.
[03:21:22] - Emocje przejęte.
[03:21:24] - Do usłyszenia. Kłaniam się.
[03:21:28] - Dziękujemy, do usłyszenia.
[03:21:30] - Marku, jeszcze jedno słowo. Ja się już muszę ewakuować. Także panowie, dziękuję wam za dzisiejsze spotkanie. Co za tydzień będzie, to tutaj z Markiem i Velios jeszcze będziemy dyskutować. Niebawem damy znać. Dziękujemy wszystkim, którzy nas dzisiaj słuchali.
[03:21:47] - Jeżeli mogę coś zaproponować, cały czas czeka ta audycja o tych relacjach z 1 stycznia.
[03:21:54] - To może zrobimy to na koniec trzeciego sezonu debat.
[03:21:57] - Może.
[03:21:58] - Może. Zobaczymy.
[03:22:00] - Może jeszcze jakieś relacje ciekawe do tego czasu przyjdą, więc będzie jeszcze ciekawiej.
[03:22:04] - Zobaczymy, jak nam goście dopiszą za tydzień, to będziemy informować, o czym będzie. Ja powiem tylko tak na koniec, że filmy o UFO i obcych kształtują świadomość. Albo nie, kształtują spojrzenie. Natomiast prawda może być zupełnie inna. I to jest cała pułapka naszej sytuacji, w jakiej się znajdujemy, że my nie zdajemy sobie ogólnie sprawy, że jako ludzie, jako homo sapiens, jesteśmy wytworem pewnych okoliczności i pewnych schematów. My rzadko umiemy patrzeć z perspektywy trzeciej osoby. Nam się wydaje, że patrzymy na pewne rzeczy obiektywnie, a to jest po prostu konstrukt. To jest rzecz, która została wpojona, ukształtowana. I także momentami gorące dyskusje o tym, jak będzie wyglądał domniemany kontakt, są tylko echem koncepcji, które zostały nam wpojone. Nie możemy się z tego powodu zamykać na inne możliwości kontaktu z obcymi niż takie, jak są przedstawione w filmach, lub takie, jakie nam przychodzą do głowy jako rozwiązania najbardziej racjonalne. Mimo wszystko wiele wartościowych produkcji jest godnych uwagi z tego czy innego powodu i zachęcamy do sięgania nawet po starsze filmy pokazujące, że coś jednak tam w górze jest i problem, z którym nie możemy sobie poradzić od 70 debat ufologicznych, bo dzisiaj jest 70. numerowana debata ufologiczna.
[03:23:43] - De facto 74.
[03:23:45] - Właśnie, bo są jeszcze te nienumerowane. Jest całkiem poważny. Fajne w tych debatach jest to, że pokazujemy, jak ogromnie rozstrzelony jest ten problem, jak jest rozgałęziony, gdzie sięga. Sięga nawet do kinematografii, sięga do naszych umysłów, a jego konary mogą być zupełnie gdzie indziej. Także fajnie, że nas słuchacie. Chciałbym, żeby coraz więcej osób zyskiwało świadomość tego, jak bardzo szeroki jest to problem i że nie trzeba wcale wkładać wielkiego wysiłku umysłowego w to, żeby zobaczyć, że nasze jego postrzeganie nie musi się ograniczać do latających talerzy, Pottera i kilku pierdół z internetu. Także ja pozdrawiam wszystkich. Dziękuję panowie. Dziękuję Marku, Marku, Jarku i do usłyszenia za tydzień. A teraz proszę o powrót do koncepcji swojej, której nie dokończył, gdyż przerwał telefon Marka Żelowskiego. Trzymajcie się.
[03:24:44] - Wrócę do tej koncepcji, którą rzeczywiście przerwałem, to znaczy do postrzegania przez Amerykanów w filmach atomówki. Atomówka jest panaceum na wszystko. Już to kiedyś chyba nawet mówiłem, że jeśli trzeba naprawić słońce, to atomówka. Jeśli trzeba zerwać kontakt między światami w „Gwiezdnych Wrotach” to atomówka. Jeśli trzeba uruchomić jądro Ziemi, to atomówka. Jeśli w ogóle coś trzeba załatwić, to atomówką. I to jest taka trochę koncepcja, której Amerykanie się dzielnie trzymają.
[03:25:17] - Jeśli trzeba zaprosić słuchaczy do „Bibliotekarium” w piątek, to też atomówką.
[03:25:22] - To też atomówką. Ja zresztą nawiążę do tej atomówki. Może nie do atomówki, a do „Bibliotekarium”. Na pewno przekażę to, o czym mówił słuchacz Wiktorowi. Ja jestem jednak zwolennikiem i zresztą w „Bibliotekarium” dałem wyraz temu. Jestem zwolennikiem Harry'ego Pottera. Dla mnie to jest książka interesująca. Właściwie nie książka, a cały cykl jest interesujący z różnych zresztą względów. Nie będę teraz powtarzał. Niemniej jest to chyba dobra okazja, żeby do „Bibliotekarium” zaprosić. Tym bardziej że bohaterem, a właściwie książkami, które będą punktem wyjścia do „Bibliotekarium”Będą utwory samego Wiktora Żwikiewicza, o których będziemy mówić i na temat których będziemy się z autorem kłócić, bo przecież my wszyscy czytający wiemy lepiej, co autor chciał powiedzieć, a autor może najwyżej przytaknąć. To oczywiście żart, ale myślę, że tego rodzaju prowokacje będziemy z moim partnerem w rozmowie. Bo nie powiedziałem o tym, że zapraszamy poza Wiktorem i mną, w audycji będziemy mieli jeszcze gościa, który na pewno na temat twórczości Wiktora Żwikiewicza i na temat fantastyki będzie miał naprawdę dużo do powiedzenia. A teraz wróćmy jeszcze na chwilę do tej atomówki, o której wspomniałem. Niestety to jest takie stereotypowe myślenie Amerykanów i jeśli chodzi o to stereotypowe myślenie, to oni je również stosują, jeśli chodzi o podstawowe obrazy kinowe. Rzeczywiście jest tak, że albo atomówka, albo obcy, którzy się szczerzą, jak nie kły, to jakieś inne narządy. W każdym razie jakieś mordercze instynkty z nich wychodzą. I to jest zresztą najczęstsze. Tak odpowiadając wprost na to pytanie, które zostało zadane, to rzeczywiście istoty wrogie to jest podstawa filmów, które oglądamy. Taka swoista moda. A czy rzeczywiście będą to istoty wrogie, czy też dobrzy kosmici w stylu E.T.? Może troszkę mniej poczciwi. W każdym razie tacy dobrzy, którzy nas będą na przykład chcieli wyedukować albo będą chcieli nam coś ciekawego powiedzieć. Tego oczywiście nie wiemy i nawet z tych przejawów, które teoretycznie do nas docierają, tych obserwacji UFO, właściwie trudno wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Dlatego też wszelkie teorie dotyczące zarówno dobrych, jak i złych kosmitów są jak najbardziej na czasie i w związku z tym myślę, że taką debatę moglibyśmy zrobić tak naprawdę jeszcze jedną, wyciągnąć jakieś filmy niszowe i może na ich podstawie próbować do jakichś wniosków dojść. Tylko że tak naprawdę moim zdaniem i od tego zacząłem dzisiejszą debatę, to jest rzecz wtórna. Naprawdę filmy i literatura moim zdaniem powstają jako odbicie tego, co się w naszej kulturze, w naszej rzeczywistości wśród nas dzieje. Literatura i film to jest odpowiedź na to, jakie tematy nas fascynują i co nas tak naprawdę zajmuje. I to jeśli chodzi o dzisiejszy temat, to wszystko. Jeszcze raz zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na „Bibliotekarium” w piątek, w najbliższy piątek o godzinie 20:00. Dziękuję bardzo.
[03:28:52] - To był Marek Szalkowski, pisarz science fiction, publicysta, współpracownik „Niestonego Świata” oraz jeden z gospodarzy audycji „Bibliotekarium”. Zapraszamy już w ten piątek o godzinie 20:00 na kolejny odcinek. Dzięki jeszcze raz Marku.
[03:29:08] - Dobranoc.
[03:29:10] - I poprosimy jeszcze o zabranie głosu Marka Kocika. Marku?
[03:29:14] - W sumie trzeba powiedzieć o tym, że kosmici pewnie są bardzo nudni, bo i cały kosmos jest nudny. Duże przestrzenie do pokonania. W międzyczasie wszystko odbywa się bardzo powoli, więc nie ma nic specjalnie ciekawego poza ewentualnie jakimiś wybuchami supernowych, które dzieją się w momencie w odwiecu. Nie są to zbyt filmowe na dzień dzisiejszy kanwy. To nie jest lub Besson, że coś się przez cały czas dzieje, prawie jak 10 000 reklam i to nigdy nie będzie takie fajne i łatwe do przedstawienia. To będzie właśnie taki film typu Kubrick, gdzie dużo nic się nie dzieje. Po prostu jak w raju się nudzą. Natomiast kino kieruje się swoimi prawami, ale znaczące jest to, że od samego początku kosmici są przedstawiani niejako te istoty wrogo do nas ustosunkowane, które chcą nas w jakiś sposób zniewolić. Nawet jeżeli coś dają jedną ręką, to tylko po to, żeby następnymi trzema swoimi z nas wycisnąć coś innego. Nawet jeżeli to będzie tylko żółć z woreczka żółciowego, to i tak wycisną i wykorzystają nas. Także jakiś powód. Z drugiej strony, jak mówimy od początku, powód tego patrzenia musi być. Natomiast jeżeli chodzi o możliwości ingerencji jakichś tam służb specjalnych w to, co Hollywood pokazuje, to niekoniecznie trzeba angażować nie wiadomo ile osób. Wystarczy ukierunkować scenarzystę i przekazać przez jakichś innych ludzi pieniądze na ten film i to jakieś słupy. Także słupy zarobią, będą zadowoleni, pieniądze wrócą, a kształtowanie społeczeństwa, film będzie miał jakiś wpływ, więc ukształtuje postawę społeczeństwa. To jest dosyć taka następna teoria spiskowa, że tak powiem, ale tak mi się wydaje, że jednak ten natłok tych filmów, takich właśnie, że te istoty są wrogie, zmusza niejako do myślenia, dlaczego wszechświat jest ogromny i nudny. Miejsca w nim jest, ile komu potrzeba. Możliwości pozyskania surowców też są przeogromne. Wystarczy wziąć jedną dobrą planetoidę i ona będzie miała w sobie więcej żelaza niż kiedykolwiek na Ziemi wyprodukowaliśmy sobie. Więc to nie ma specjalnie znaczenia. Są obłoki, są planety prawdopodobnie, które składają się wyłącznie ze złota.przez nas niepożądanego, więc tu nie ma potrzeby napaści na nas. Jedyne co może być, to tak jak w filmie „Dzień Niepodległości” nuda w kosmosie tak wielka, że trzeba się czymś zająć, a żeby czymś się zająć, to najłatwiej jest po prostu niszczyć inne światy. Podobnie wygląda to w „Predatorze”. Zabawa w zabijankę. My też w ten sposób się bawimy, tylko że na ekranach komputerów. I to chyba jest jedynym zagrożeniem, że jeżeli się spotkamy z taką formą życia, to będziemy mieli pecha i tyle. I to by było chyba wszystko na ten temat, co miałbym do powiedzenia. Dziękuję wszystkim za wysłuchanie, jeżeli ktoś jeszcze dotrwał do tej godziny i do usłyszenia.
[03:33:19] - Zdziwiłbyś się, Arku, ile jeszcze ludzi słucha. Ponad 360 osób jeszcze nas słuchuje, tych końcowych, ostatnich minut 70. debaty ufologicznej online. Ale wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Tak więc kończy się kolejna debata ufologiczna. O temacie kolejnej audycji poinformujemy państwa w ciągu najbliższych kilku dni, tak jak mówił Piotr. A w dzisiejszej audycji udział wzięli: nieobecny już na Hangoutcie Piotr Cielebiaś, współpracownik „Nieznanego Świata”, współgospodarz, współprowadzący nasze debaty ufologiczne. Dziękujemy jeszcze raz, Piotrze. I obecni wciąż jeszcze na Skypie i na Hangoutcie Marek Żelkowski, pisarz, publicysta i współpracownik „Nieznanego Świata”. Dzięki raz jeszcze, Marku.
[03:34:09] - Jeszcze raz wszystkim dobranoc.
[03:34:10] - I do usłyszenia w piątek oczywiście.
[03:34:13] - Do usłyszenia. Zapraszam na „Bibliotekarium” oraz na forum bibliotekarium.pl.
[03:34:20] - I był jeszcze z nami, wciąż obecny jeszcze na Skypie, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki jeszcze raz, Arku.
[03:34:29] - Dziękuję. Dobrych, świadomych snów życzę wszystkim słuchającym jeszcze o tej porze. Wszystkiego najlepszego. Niech się ufoludki śpią, ale takie mniej wrogie, tylko takie fajne.
[03:34:44] - Miłego poniedziałku tradycyjnie. A debatę ufologiczną od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Wiem, że występowały pewne problemy z połączeniem, ale w momencie, gdy zrywało rozmowę na tablecie, na laptopie cały czas ta rozmowa trwała, więc to, co się udało odzyskać, będzie wklejone do nagrania w archiwum. A tymczasem dziękujemy już wszystkim państwu za słuchanie. Życzymy wam wszystkim pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. I do usłyszenia w kolejnej debacie ufologicznej online już za tydzień. „Radio Paranormalium” – paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.