[00:00] - To think for yourself and question authority. Oczywiście, że należy kwestionować autorytety. Jak najbardziej. Witam cię serdecznie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, w Radiu Na Fali, oczywiście transmitowanym przez Radio Paranormalium oraz czas snu, bo tu jeszcze zamieszanie i tak dalej. Anyway, jesteś w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek i witam cię serdecznie. Pozdrawiam oczywiście wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love. Dzięki serdeczne za wsparcie. Za chwilę wszystkie sprawy zostaną zorganizowane, także powoli gdzieś to się dobija do właściwego brzegu.
Ale wiesz jak to jest, życie jest pełne niespodzianek. Także pozdrawiam cię słuchaczu online tu obecnym. Pozdrawiam wszystkich na czacie. Czat rnf.hatango.com, także możesz tam wpadać śmiało. Ja tam jednym okiem jestem. Gdzie jeszcze jestem? Jestem tu przy mikrofonie i jestem ze swoją herbatą. Pozwalasz, że się siorbnę przy mikrofonie? Że był jakiś lekki i ziorany, prawda? Właśnie powinienem zrobić coś innego.
Czekaj, zrobię to klasycznie. Ulubiony numer z mojego dzieciństwa. Nie mogłem się powstrzymać. Anyway. Witam cię też słuchaczu offline, który gdzieś mykniesz po bezdrożach ze słuchawkami na uszach albo z najgłośniejszym sound systemem w okolicy i słuchasz „Hiperprzestrzeni”. I bardzo dobrze. Właśnie, co dzisiaj? Bo ja miałem taki bardzo ciekawy tydzień. Może zacznę od pewnej prywaty, którą tu mam ze swoim dobrym, starym przyjacielem. Także panie Mateuszu, wieści dotarły.
Ja mam nadzieję, że w krainie Duat dalej ciekawie się słucha „Hiperprzestrzeni”. Przyznam szczerze, łezka tam się pojawiła w oku przez moment, jak sobie pomyślałem. Bardzo pozdrawiam i mam nadzieję, że z tej perspektywy „Hiperprzestrzeń” dalej się nadaje do słuchania. Także trzymaj się, Matek. Mam nadzieję, że tak czy siak się pewnego dnia spotkamy. Jak nie tu to tam. You know what I mean. Pozdrawiam cię serdecznie, mój bracie, ktokolwiek byś nie był. Wszystkiego najlepszego, Matek. A ja wracam do opowieści.
Koniec tego echa, koniec tych pogłosów. Jest już las. Jesteśmy my. Jesteś ty i ja. Droga słuchaczko, drogi słuchaczu i ja. Ja do siebie mówię. Co dzisiaj? Oczywiście dzisiaj miałem ciągnąć wątek Egiptu i troszkę pociągnę może nie tyle wątek Egiptu, ile troszkę rozwinięcie tego wątku. Jest tu taka ciekawa sprawa, taki wniosek, taka refleksja. Jakiś czas temu, dawno temu w Radiu Na Fali leciała taka seria podcastów.
Dalej jest w archiwum, nazywa się „Substancja”. Myślę, że kto wie, ten wie. I dzisiaj tak troszeczkę chciałem połączyć te dwie rzeczy. Może nie wybierać się na jakieś takie straszne archeologiczne wyprawy. To sobie odkładam troszkę na później, bo tam jest dużo dat, dużo rzeczy i tak dalej. Także dzisiaj postanowiłem po tych ostatnich harcach, hecach i zamieszaniach troszeczkę relaksu w tą sobotę. I taki temat, który akurat dla mnie jest dosyć istotny. Wydaje mi się, że jest bardzo mocno związany właśnie z tym, kim jesteśmy, jak tu żyjemy, jak funkcjonujemy i w ogóle wieloma innymi sprawami. To jest troszeczkę gruba sprawa. Nikt nie chce o tym mówić specjalnie w dzisiejszych czasach, bo wiemy, w jakich czasach żyjemy.
Tak wspomnę troszeczkę o takim paradoksie dzisiejszych czasów. Właśnie w tym tygodniu odpłynęła taka jedna bardzo duża zapora wodna w Kalifornii, w Orwell. Sobie odpłynęła. Orville chyba tak się poprawnie mówi. Orville, Kalifornia czy jakoś tak. Nie popłynęła przez przypadek. Ziemia zaczęła się mocno ruszać i te największe zapory w Stanach Zjednoczonych już właściwie nie wytrzymują. Także trwa spuszczanie wody. Właściwie nie tyle spuszczanie wody, ile oficjalnie się mówi, że spuszcza się wodę. W rzeczywistości po prostu tama pękła i zarządzono ewakuację wszystkich mieszkańców i tak dalej.
Oficjalnie się oczywiście mówi, że wszystko jest under control. All situation is under control. No właśnie, jest under? No nie jest pod kontrolą. Absolutnie nie jest pod kontrolą. Jak się okazuje, to tylko taka propagandowa śpiewka. Ziemia zaczęła się mocno ruszać w tym tygodniu, dosłownie dwa dni temu, zdaje się, czy wczoraj były takie dwa potężne dupnięcia w środku Afryki. I to żeby chociaż jakieś trzęsienie ziemi gdzieś parę kilometrów pod spodem, gdzieś na samym dnie skorupy ziemskiej, ale to nie. Troszkę bliżej. I to jest taka zabawna sytuacja, że ostatni raz przysłowiowi geolodzy widzieli takie historie.
Znaczy nie widzieli na własne oczy, ale po przekopaniu warstw geologicznych ostatnie takie trzęsienia ziemi w tym miejscu były w momencie, kiedy formowały się kontynenty. Oczywiście można powiedzieć, że to taki przypadek, ale ja bym wcale nie składał tego na karb przypadku. Jak widać nadchodzi czas formowania się kontynentów na nowo i my właśnie jesteśmy w tym momencie, tu i teraz. Ja właśnie mówię do mikrofonu. Szczęśliwie jeszcze wszystko stoi, wszystko jest całe, zdrowe, nic nam się nie stało. Nie chcę nikogo straszyć, ale już oficjalne informacje ze Stanów, z takich centrów geologicznych i tak dalej jasne i wyraźnie mówią, że panowie są bardzo mocno zaniepokojeni. Bo jeżeli ten uskok Sandra, San Antonio i tak dalej. Sandra tak się nazywa poprawnie. To jest obok miasteczka San Antonio, San Jose, Kalifornia, LA. Oni mieli takiego burmistrza, który miał taki bardzo niemiecki akcent w Kalifornii.
I Ziemia się zaczęła mocno trząść, przesuwać. I tam już panowie powoli zaczynają tak głośniej mówić troszkę o tym, że nie jest to kwestia jakiejś tymczasowej historii, która się wydarza po prostu w poniedziałek, ale we wtorek już jest po sprawie. Tam chwilę potrzęsie i przejdzie. Tylko wszyscy już mówią jednym głosem, że to nadchodzi big one i nadchodzi nieubłaganie big one. Oczywiście big one W terminie i żargonie mieszkańców Kalifornii oznacza gigantyczne trzęsienie ziemi. Ci wszyscy specjaliści są troszkę zaniepokojeni. Trochę jak trochę. Nie chcę tu przykładać skali, kto jak bardzo jest zaniepokojony, czy ten akurat obgryza paznokcie, a tamten obgryza tynk ze ścian. Nie w tym rzecz. Niemniej mowa jest bardzo wyraźnie o tym, że wszyscy życzyliby sobie tego, żeby ziemia zaczęła się trząść teraz, natychmiast, żeby nastąpiła seria drobnych, mniej lub większych — tak można określić w skrócie — trzęsień ziemi, ponieważ to rozładowałoby te potężne napięcie, naprężenie, które właśnie powstaje na uskoku San Andreas.
Jak się okazuje, nic takiego specjalnie się nie dzieje. Są tylko takie mikrowstrząsy, które się tam pojawiają. Ziemia się przesuwa, ale nie ma czegoś, co mogłoby rozładować cały ten potencjał albo większą część tego potencjału. Ale potencjał z siebie wyrzuciłem! Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Następuje kumulacja i wszyscy coraz głośniej, jednym wspólnym językiem mówią o tym, że ta kumulacja będzie bardzo niebezpieczna i jest bardzo niebezpieczna, bo jak tąpnie, to tak tąpnie, że niewielu się pozbiera. Wyciekły dokumenty z Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych w zeszłym tygodniu. Znaczy nie w zeszłym tygodniu. Wyciekły troszkę dawniej. Ja dostałem je w zeszłym tygodniu.
Ktoś mi podesłał linka. Taka historia. Wygląda na to, że Departament Obrony Narodowej — nie wiem, jak to nazwać, nie jestem specjalistą od kraju Myszki Miki i Kaczora Donalda — ale jasno i wyraźnie jest opisane, że tam jakieś 100 milionów, 140 milionów ludzi, jakieś takie absurdalne sumy. W tym momencie chyba strzelam z głowy trochę, także nie łap mnie za słowo, ale wychodzi na to, że obydwa wybrzeża Stanów Zjednoczonych są po prostu na odstrzał. W Kalifornii prosi się ludzi, żeby jeżeli mogą, wyjeżdżali po cichutku. Jest taka atmosfera. Nie wiem, jak jest w Nowym Jorku, nie wiem, jak jest na tym wybrzeżu od strony Atlantyku. Absolutnie nie mam pojęcia. Natomiast w Stanach jest tak troszeczkę od strony Kalifornii. Znajomi mi mówili, że dostali list, ktoś dostał maila z lokalnego councila, żeby się zastanowił nad przygotowaniem zestawu emergency na wypadek, gdyby nastąpił 15-dniowy blackout.
Już się nie mówi o takim blackoutcie, że tam zatrzęsie ziemia, może na dwa, trzy dni supermarket nie będzie działał, nie będzie można zrobić zakupów i zatankować samochodu. Mowa jest już o 15 do 20 dniach i żeby się solidnie przygotować. Te dokumenty z Departamentu Stanu są dosyć okrutne. Mówią bardzo wyraźnie. To są mapy i na tych mapach są zaznaczone rejony wschodniego i zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych i nie tylko, tych najbardziej zagęszczonych, najbardziej zaludnionych obszarów. Jest tam taka konkluzja bardzo ciekawa dla zachodniego wybrzeża, czyli Kalifornii. Jeżeli spojrzysz na mapę Kalifornii, to wygląda tak, że jest taka duża zatoka. Znaczy zatoka, tak mówię zatoka. Jest dolina. To się nazywa valley.
W języku amerykańskim, jeżeli ktoś jest miłośnikiem Franka Zappy i zna doskonale jego repertuar, jest taka piosenka „Valley Girl” o dziewczynie z Kalifornii, która ma bardzo dużo bardzo poważnych problemów. I o tym jest ta piosenka. Ogólnie mówi się po prostu valley, czyli dolina. Jest to dolina, która jest oddzielona od reszty kontynentu górami i jeżeli fala z Pacyfiku wjedzie w tą dolinę, to nikt tam nie ma absolutnie szans na nic. Tym bardziej że przez środek doliny przechodzi właściwie uskok San Andreas. Także jeżeli to łupnie, to w tym momencie nie ma się co zbierać. Także oficjalnie się już o tym mówi głośno. To nie jest tak, że Tomek zwariował i opowiada o jakiejś globalnej katastrofie. Ludzie na całym świecie mówią o tym, że nadchodzi poważne — już nie będę taki wulgarny — grzmotnięcie, powiem. Nie powiem na j, powiem na grzmotnięcie.
Chodzi o takie grzmotnięcie, że ponoć Ameryka się nie pozbiera i wiedzą o tym wszyscy właściwie, którzy się zajmują tematem. Także nie jest to tajemnica, a głosy dochodzą też z Rosji. Nawet Rosjanie poprosili swoich obywateli oficjalnie na jakimś komunikacie, żeby się zawijali z Kalifornii, ze Stanów, bo Ameryka po prostu nie przeżyje tego dupnięcia. Tak to wygląda oficjalnie, w papierach oficjalnych. Nie są to bynajmniej mrzonki jakichś kolesi od teorii spiskowych i tak dalej. Nie. To są wszystko dane z centrów geologicznych, centrów zarządzania kryzysowych, sztabów kryzysowych, jakichś wojskowych instytucji. Wiedzą o tym, ale wiesz, jak to jest. Ciężko się przekonać do sprawy, kiedy w telewizji leci Super Bowl albo ulubiony serial, albo nie wiadomo co, albo panienka na zdjęciu rozpięła troszkę bluzkę bardziej i chłopcy się strasznie wyślinili i się strasznie pomoczyli ci chłopcy i w ogóle poszli po piwo i oglądają teraz mecz w telewizji, żeby im emocje opadły od tych widoków. Także ciężko by było wymagać od przeciętnego obywatela, który zatopił swój intelekt w mieliźnie intelektualnej zwanej współczesną kulturą, żeby szacował takie rzeczy, żeby się przyglądał takim historiom.
Inna sprawa też, że nikt nie chce straszyć ludzi, bo nikt nie chce wszczynać żadnej paniki. To nawet chyba nie chodzi o panikę. Chodzi o kwestię odpowiedzialności za to, co się dzieje aktualnie. Wyobraź sobie współczesne kraje, takie właśnie jak Ameryka, Anglia, Europa, bo są paramilitarne. My tego nie widzimy. Znaczy nie widzimy. Kto widzi, ten widzi, a kto nie widzi, ten nie widzi. Jeżeli się przyjrzysz na to, jak zmieniło się uzbrojenie policjanta w ciągu ostatniego dziesięciolecia w krajach europejskich, w Stanach Zjednoczonych, w Anglii jeszcze jest normalnie. Jeszcze nie mają pistoletów przy sobie, nie noszą. Jest w ogóle zakaz.
Policja nie nosi pistoletu z prostego powodu. Bo jeżeli policja zacznie nosić pistolety przy sobie, to bandyci też zaczną nosić pistolety i zaczną się strzelaniny. Szczęśliwie akurat w Anglii nie ma strzelanin, nie ma takich rzeczy, że młody człowiek napakowany substancjami chemicznymi, oficjalnymi z apteki, takimi antydepresantami, dostaje świra, nagle wbiega do szkoły i karabinem kosi wszystkich swoich przyjaciół albo nieprzyjaciół, albo kogokolwiek tam, bo zwariował, bo dostał taką chemię w głowę, że nie może się pozbierać. Oficjalnie oczywiście w sytuacji, gdzie oficjalna medycyna jest zakazana. Tak. Wiesz, o co mi chodzi. Mówię o medycynie zwanej DMT, czyli na przykład ayahuasce, psylocybinie. Mówię o medycynie takiej jak MDMA. Doskonała medycyna. Strasznie niesmaczna.
Nie lubię tego smaku, ale Zawsze nie wykręca, ale jest to medycyna. Niektóre lekarstwa po prostu nie smakują i czasami trzeba je zażyć. Nie wyobrażam sobie, żeby współczesne społeczeństwo, tak zwane, jak zbiorę to wszystko do kupy, takie generalizowanie troszeczkę, które jest zapatrzone w swoje ulubione seriale w telewizji, spłacanie kredytów, knucie sobie jakiejś cudownej przyszłości, nie wiadomo jakiej, kariery, sukcesów, pieniędzy, sławy i bogactwa oraz nieskończonego zdrowia, nagle zaakceptowało fakt, że wszystko, co się dzieje dookoła nas, jest z angielskiego mówiąc far away, czyli daleko od pojęcia stabilność. Nie ma rzeczy jak stabilność na świecie. Ciężko powiedzieć, żeby kontynenty były stabilne. One cały czas się przesuwają, raz bardziej powoli, raz troszeczkę mniej powoli. Wiemy o tym z odczytów geologicznych, wiemy o tym z odczytów z satelitów. Są takie trzy satelity geostacjonarne, które sobie latają nad Ziemią, wypuszczone przez NASA jakieś paręnaście lat temu z takim fajnym sprzętem do badania pola grawitacyjnego i magnetycznego Ziemi. One cały czas pokazują, że pole się bardzo mocno przesuwa w ciągu ostatnich lat. Właściwie można powiedzieć, że biegun magnetyczny Ziemi zjechał prawie na środek Pacyfiku.
Zresztą są zdjęcia na stronie NASA, możesz sobie sprawdzić, gdzie się znajdują te bieguny magnetyczne. Ciekawa historia. Także wiadomo, że wszystko się przemieszcza, nic nie stoi w miejscu. Ale w sytuacji, gdzie sprzedaje nam się obrazek tego, że wszystko stoi w miejscu, wszystko jest okej, ty masz codziennie wstawać, tak samo ja, powinniśmy przynajmniej, tak mówi historia, wstawać o 8:00 rano, zasuwać do roboty, do tyry, robić to wszystko i liczyć na to, że pewnego dnia, kiedy już będziemy starzy, wypaleni i zmęczeni, pójdziemy na jakąś emeryturę i tak dalej. Wiesz, cała ta ściema pod tytułem „pracujesz na przyszłość”. Ciężko teraz powiedzieć ludziom, że właściwie nie ma przyszłości. Twoja przyszłość to jest przesuwający się kontynent. Mnie też tutaj czekają ciekawe historie, ciekawe wydarzenia. Tym bardziej że przez środek Londynu, dokładnie pod Tamizą, przez kawałek miejsca, które się nazywa South Bank, właściwie troszkę dalej Elephant Castle, South Bank to jest południowa część Londynu, wzdłuż Tamizy przebiega taki uskok konkretny. I tu ciekawa rzecz.
O ile geolodzy z Afryki mówią, że ostatni raz takie trzęsienia ziemi zarejestrowano, to w warstwach geologicznych widać, kiedy się ustawiały kontynenty do tego poziomu, w którym są teraz. Dokładnie ta sama historia dotyczy tych uskoków. A takich uskoków, które zasuwają przez Europę, jest parę. Jest dokładnie pięć takich dużych przejść, które zaczynają się od Włoch i idą gdzieś z okolic Włoch, Turcji i tak dalej. Takie, można powiedzieć, rysy przez Alpy, jakby ktoś wziął rękę i tak na mapie od Anglii zarysował pazurami w kierunku Włoch. I są takie rysy. Idą przez Francję, przez Holandię i tak dalej. Zresztą jest na ten temat doskonały materiał. Brytyjskie Towarzystwo Geologiczne, Królewskie właściwie Towarzystwo Geologiczne ma świetne rozeznanie w tym wszystkim. Są doskonałe mapy na internecie, które pokazują nawet z datowaniem, kiedy ostatni raz się Ziemia przesuwała.
I jest ciekawa rzecz, o której się oficjalnie nie mówi, opowiadając nam o tym, że świat się nigdy nie zmieni i że mamy zapieprzać na tą nieszczęśliwą emeryturę, i że to jest jedyny sens naszego życia. To jest taki cichy news. Znaczy cichy jak cichy. Jeżeli siedzisz w temacie, doskonale wiesz, o co chodzi. Ziemia w Anglii się przesuwa od jakiegoś czasu. Mówimy o okresie ostatnich 15, 10 lat i ten proces się troszeczkę przyspiesza i nasila w kilku miejscach. Następują drobne przesunięcia warstw ziemi. I oczywiście ciekawostka: ostatnie chyba przesunięcie było w zeszłym roku i takie niewielkie, bo to trzeba przekopać kawał ziemi w dół, sprawdzić. Nagle się okazuje, że coś tam się ciągle przesuwa, że to nie jest stałe. I ten uskok, jeden z tych głównych uskoków, ten największy, który zasuwa przez Francję, idzie właśnie przez Tamizę, przez kanał francuski albo kanał La Manche, albo kanał angielski, jak mówią Anglicy.
Wiesz, każdy próbuje być autorem tego kanału. Nikt go nie wybudował, ale każdy się przyznaje i chce podpisać pod tym. Klasyczny numer. W każdym razie ten uskok idzie aż za Londyn, sobie idzie gdzieś tam daleko i wiadomo, że jeżeli cokolwiek się będzie działo, to podłoże kredowe, na którym się znajduje środek miasta Londyn, ulegnie zniekształceniu. Podłoże kredowe jest z jednej strony, a z drugiej strony mamy wapienie, zdaje się, troszkę twardszą ziemię. Na północy jest wapień, na południu jest kreda. O ile kreda jeszcze jest w stanie troszeczkę zamortyzować część ruchów sejsmicznych, o czym wszyscy doskonale wiedzą, bo to jest miękki materiał. Czyli jeżeli położysz sobie gąbkę na coś, co się trzęsie, to normalne, że to wytłumisz troszeczkę. Także akurat ja mieszkam na takim podkładzie kredowym. Już sobie sprawdzałem, nawet wysokość sprawdzałem, na jakiej mieszkam, bo ważne, żeby nie być zaskoczonym w takich sytuacjach.
Wiem, gdzie jest najwyższe wzgórze, jakby coś się działo. Poważnie. Taki jakiś jestem, nie wiem, czy zaradny, czy wariatem, czy nie, ale po prostu zebrałem wszystkie fakty. Także wiem, gdzie mieszkam, wiem, co się znajduje pode mną w ziemi. Wiem, gdzie mam najwyższe wzgórze, jakby coś się działo. Anyway, tu jest takie same podłoże jak na północy Francji, w Szampanii. Gdyby był troszkę lepszy klimat, można by tu hodować winogrona. Tak też robili Rzymianie tysiąc lat temu, kiedy był tu inny klimat, taki bardziej Mediterranean, czyli jak to się po polsku mówi, klimat Morza Śródziemnego. Dokładnie. Otóż to.
No i wiadomo, że ziemia się przesuwa, że nie ma w tym wszystkim stabilności. Wszystkie autorytety geologiczne opowiadają ciekawe rzeczy teraz właśnie o tych przesunięciach. I nie wiadomo właściwie, co się dzieje, bo w telewizji nie ma ani słowa na ten temat. W radiu nie ma ani słowa. No okej, jest Radio na Fali, ale bez przesady. Radio na Fali nie jest komercyjnym radiem. To jest kameralna impreza. To jest moje spotkanie z tobą, człowieku. My sobie siedzimy przy kominku lub bez kominka, przy kawce i herbatce, a ja ci opowiadam różne zabawne historie. Takie historyjki kameralne.
Także na pewno ciężko to nazwać jakimś mainstreamowym medium albo w ogóle jakimkolwiek medium. To jest po prostu nasze spotkanie prywatne. Ty i ja, takie tête-à-tête. I to wszystko. A tak normalnie te dane są tam chowane. Wiadomo, że wszyscy armatorzy od pół roku Zmienili szlaki żeglugowe. Poważnie. Wszystkie duże jednostki handlowe są wycofywane, kiedy coś się dzieje. Kiedy nadchodzi ten moment, że geolodzy mówią, że coś się tam trzęsie, są przesuwane na głęboki ocean, żeby uniknąć fali tsunami. Wydłużono szlaki handlowe pomiędzy Europą a Chinami.
Normalnie wszystko płynęło przez Kanał Sueski. Teraz przez Kanał Sueski płynie bardzo mało, ponieważ nikt z armatorów nie chce stracić swoich łódek. Kiedy zacznie się trząść ziemia i się okaże, że akurat cały twój dobytek, wszystkie te warte miliony łódki, te frachtowce, te duże handlowe statki nagle staną na mieliźnie pomiędzy Kanałem Sueskim a Gibraltarem, bo muszą przepłynąć przez ten kawałek, żeby zostać rozładowane. I teraz pytanie, jak to się uda, jeżeli zacznie się ziemia? Wszyscy wiedzą, że to się nie uda, bo w tym momencie przejście zostanie zablokowane. Więc armatorzy teraz wysyłają statki, bardzo dużą ilość dookoła Afryki. Jeżeli zamawiasz coś z Chin, jeżeli znasz ludzi, którzy robią interes z Chinami i tak dalej. Ty jesteś na kontynencie, jeżeli słuchasz tego w Polsce, także dotyczą cię troszeczkę inne szlaki handlowe. Zwróć uwagę na jedną rzecz: Chińczycy z Rosjanami odpalają linię kolejową, która idzie po lądzie. To jest miejsce, które jest najmniej zagrożone sejsmicznie, wstrząsami.
I to nie jest dowcip. Oczywiście można by zostać przy łódkach, przy pływaniu dookoła świata, bo jest to bardzo wygodna opcja. Wypływasz, płyniesz i dopływasz. Nie ma z tym żadnego problemu, niż budować jakąś kolej albo kleić tego typu konstrukcje. Ale prawda jest taka, że światem nie rządzą idioci. Nawet tym najbardziej idiotycznym światem rządzą ludzie, którzy naprawdę mają trochę oleju w głowie. Skoro się utrzymali przy tych stołkach i potrafią to robić dalej, to wiedzą, jak to robić. Nie o to chodzi, żebym ich tutaj gloryfikował teraz, ale bynajmniej nie nazywam ich idiotami. To była chyba najgłupsza rzecz, jaką mógłbym zrobić. Także ci ludzie doskonale wiedzą, że coś się święci i jeżeli czekasz na towar, który znajduje się gdzieś na statku, bo płynie z Chin, a ty jesteś gdzieś w Europie, jest to duży ładunek, który nie pójdzie lądem, nie pójdzie samolotem, to w dzisiejszych czasach musisz poczekać troszeczkę dłużej, bo statki pływają dookoła Afryki.
Przynajmniej znakomita część tej floty aktualnie. Właśnie po to, żeby w przypadku, gdyby coś się działo, bardzo szybko wycofać statki na pełny ocean, tak żeby fala tsunami nie połknęła tego wszystkiego. Taka ciekawa historia. Dzieją się ciekawe rzeczy dookoła nas. Nikt o tym nie chce mówić. Nikt nie chce wspominać o tym, że ziemia zaczęła się trząść w takich miejscach, w których ostatni raz, tak jak mówiłem, trzęsła się wtedy, kiedy kontynenty się przesuwały. Prosta konkluzja: jeżeli ziemia w tym miejscu trzęsła się po raz ostatni wtedy, kiedy formowały się kontynenty, a trzęsie się teraz, to co to oznacza? Oznacza to, że chyba kontynenty mogą się przeformować na nowo. Jest kilka ciekawych rzeczy na ten temat, chociażby związanych z gwiazdami. To jest ta historia z Egiptu.
Ja tylko tak dzisiaj troszeczkę wspomnę o tych wszystkich rzeczach ze starożytności. Będę wrzucał po kawałku trochę. Dzisiaj nie będę tak obrabiał tej historii aż w tak straszny, dramatyczny sposób. Odkładam ją troszeczkę na za tydzień. W każdym razie jest bardzo ciekawa koncepcja, która jest potwierdzona przez takich, można powiedzieć, niekoniecznie kolesi, którzy wypadli spod ogona, tylko poważnych panów, geologów, historyków i ludzi, którzy się zajmują troszeczkę bardziej historią. Nie zza biurka w każdym razie, bo tego się sprawa tyczy. Nie są to ludzie, którzy piszą prace naukowe, siedząc na uniwersytecie, tylko grzebią w ziemi, robią wykopaliska archeologiczne i mają bardzo ciekawe refleksje. Nie usłyszysz tego w mainstreamie. Też ci ludzie się specjalnie z tym nie pchają, bo po pierwsze mają tytuły naukowe, mają granty, mają kilka rzeczy, robią te swoje badania, wykopują te rzeczy, ale też nie chcą stracić swojej naukowej pozycji, co jest dosyć jasne. Jak ktoś pracował na to lata, to mu troszeczkę żal.
Niemniej wyniki wykopalisk i w ogóle badań tej korelacji astronomicznej wielu budynków na całym świecie wskazują na dodatkowy aspekt tej historii. I okazuje się, że nie 12 000 lat, ale coraz częściej słychać głosy, że mówimy o 36 000 lat, a może nawet dawniej, o wiele dawniej. Nikt jeszcze nie podnosi tak konkretnie głosu w tej sprawie, bo jak zwykle zamieszanie jest takie dosyć konkretne w tym temacie. Jest dużo ciekawych teorii i dużo niewyjaśnionych spraw. Oczywiście można by to wszystko wyjaśnić i to bardzo szybko. Wiemy doskonale, że w Krokodopolis mamy potężne podziemia w Egipcie, gdzie jest złożony jakiś dobytek kultury, która była przed nami. Pokazują to skanery. Zresztą polecam serdecznie prace pani Butler, która jest zawodowcem w tej dziedzinie. Pani profesor Butler z Kanady i kilku innych ludzi. Jest John Anthony West i tak dalej.
Można tu wymieniać bardzo wiele nazwisk ludzi, którzy się przekopywali przez te warstwy. Naprawdę to badali, robili analizy tego wszystkiego i wygląda na to, że mamy troszkę więcej tych podziemi, bo jeszcze dochodzi fakt podziemi w Gizie. Gigantycznych podziemi schowanych pod piramidami, które zostały już oficjalnie zatwierdzone. Nawet Zahi Hawass powiedział, że przecież są tam podziemia i tak dalej. Nawet on się przyznał. Ale to dopiero po tym, jak inni to odkryli. Zahi Hawass należy do takich ludzi, którzy lubią sobie przypisywać wszystkie cuda, odkrycia. No ale trudno, są i tacy wśród nas. W każdym razie wiemy, że mamy backup cywilizacyjny, taki bardzo mocny i wiemy, że nikt nie chce doprowadzić do sytuacji, kiedy nasza ręka, nasza świadomość dotknie tego backupu cywilizacyjnego. Bo tak jak mówiłem chyba w ostatniej „Hiperprzestrzeni”, wygląda na to, że mamy do czynienia z innym pojęciem energii jako takiej.
Tu nie chodzi, jak się okazuje, o energię, tylko chodzi o informację. To jest też ciekawa sprawa, o czym już kiedyś tu w „Hiperprzestrzeni” opowiadałem. To też fizycy dowodzą z takich bardzo dalekich obszarów oficjalnej akademickiej nauki, że mamy do czynienia bardziej z czymś, co najszybciej możemy nazwać informacją, niekoniecznie energią. I ta cała kultura, która gdzieś tam zostawiła te wszystkie rzeczy w podziemiach. Wiemy, że tam są maszyny. Wiemy, że tam są przedmioty z metali, bo pokazały to skanery. I to już nie jest dowcip. Od tej strony wszystko jest jasne. Poza tym, że oczywiście nikt nie może tam wejść, nikt nie może tego sprawdzić. Jest to pilnowane przez armię egipską, która jest opłacana przez armię amerykańską, bo prawda jest taka, że na Egipcie łapę położyli Amerykanie, którzy kupili wszelkie licencje i kupili sobie rząd egipski.
Taka normalna historia. Wiesz, jak to jest, kupuje się rządy. Polski rząd też jest kupiony, angielski też. Wiesz, o co chodzi. To jest taki biznes na sprzedaż zawsze. Ten biznes na sprzedaż bardzo skutecznie pilnuje, żeby nikt z nas się nie dowiedział, co tam jest, o czym jest mowa w prehistorii. Jest tylko ten kawałek wykopalisk, który do nas dotarł. Ten, który stoi na ziemi, gdzie możesz sobie pójść i zobaczyć, że widzę jakieś płaskorzeźby, jakieś wyryte rzeczy. Nie wiadomo, kto to zrobił, kiedy to zrobił. Ktoś mówi, że może 2000 lat temu, ale wygląda na to, że należy dodać trójkę i jeszcze trzy zera, albo jeszcze więcej, że to wcale nie jest 2000, tylko na przykład 20 000 lat temu albo 36 000 lat temu.
Jest to związane z cyklem precesyjnym Ziemi. Tu jest taka zagwozdka, bo właściwie nie do końca te cykle precesyjne można tak łatwo przeliczyć. O ile ruch Oriona na niebie da się przeliczyć, to okazuje się, że na tych wszystkich inskrypcjach, najstarszych kawałkach zachowanych designu, który pokazuje jakieś korelacje z niebem, są jeszcze inne obiekty, o których istnieniu nikt nie wie. Słynna budowla, która znajduje się w Belize. Nie wiem, czy w Belize. Ja tu sobie później mapkę otworzyć. Zaraz. Czekaj, mam książkę. Nie będę szedł do internetu. Sekundę.
To może jak będzie muzyczka, to sobie wezmę tą książkę i ci powiem, o co chodzi. W każdym razie na półwyspie Jukatan od strony Pacyfiku jest takie miejsce, które jest nazywane obserwatorium astronomicznym, o którym kiedyś wspominałem. Jest koszmarnie zrujnowane i właściwie nie wiadomo, na co wskazywało, ale zostały jeszcze okolice Belize. Teraz tam są prowadzone bardzo duże wykopaliska archeologiczne i rekonstrukcje archeologiczne od połowy lat 80. Odpowiada za to rząd Stanów Zjednoczonych oraz rząd Kanady, ponieważ w Belize znaleziono ropę oraz kilka innych minerałów ziemi i wysłano tam archeologów po to, żeby przykryli działalność koncernów naftowych. Wiesz, o co chodzi. Takie wsparcie bratnie dla bratniego narodu, coś w tym stylu. W każdym razie szczęśliwie się okazało, że ci kanadyjscy i amerykańscy archeolodzy robią tam ciekawą robotę. Znaczy ciekawą, jak ciekawą. Robią rekonstrukcję tych wszystkich rozpadniętych zamków, pałacy itd.
To jest taka ciekawostka, że o ile w Egipcie wszystko to zostało nazwane przez brytyjskich odkrywców jako świątynie i kapliczki, i jakieś modlitewne historie. Wierzyli w Boga, czytali Biblię, wierzyli w jakieś cuda Wianki, naczytali się bajek i wszystko porównywali do tych bajek, które sobie wyczytali w tej swojej fantastycznej książce naukowej. W Belize już sprawa troszkę inna, bo wykopaliska zaczęły się troszeczkę później. Zaczęły się w momencie, kiedy część tego języka Majów, Azteków została odszyfrowana. Bardzo niewielka część, ale kilka słów jest odszyfrowanych. Tam już się mówi na to pałace. Przy czym też ciekawa rzecz, bo te pałace są budowane klasycznie. Tak jak wszędzie na świecie widzisz parę kultur po drodze. Podstawa jest zupełnie inna, jest neolityczna. Potężne konstrukcje, potężne bloki skalne.
Nikt do tej pory nie wie, jak to obrobić. Teoretycznie tak, ale to tylko teoria. W praktyce nikt tego nie zrobił. Jak zwykle możesz usiąść, popatrzeć na to i troszkę jak w tym starym dowcipie, że dwóch Polaków pojechało do Egiptu. Stoją sobie przed piramidami na kacu oczywiście jak zwykle, bo przecież jakżeby inaczej. Z takimi reklamówkami z Biedronki, w klapkach, białych skarpetkach stoją sobie. Jeden patrzy na tę piramidę, drugi: „Wiesz co, Wiesiu, nie takie rzeczy żeśmy ze szwagrem po pijaku robili”. To jest troszkę taka percepcja współczesnej nauki na temat tego. „A, ja też potrafię”. To zrób.
„Jutro”. Trochę w ten sposób. Nikt nie potrafi tego odtworzyć, nikt nie potrafi w ogóle nawet zbliżyć się na milimetr do tego, co zostało zrobione i zostawione chociażby w Egipcie. Mowa jest o tych granitowych skałach, które zostały wyciosane w taki ciekawy sposób, o wielu innych rzeczach. W tym momencie może odpuszczę, bo tu musiałbym zacząć wymieniać całą historię związaną z kamieniarstwem, mineralogią i tak dalej, tak że odpuszczam. Wiemy, o co chodzi. Jest kilka ciekawych artefaktów, których nikt nie jest w stanie wyjaśnić, czemu służyły, kto to zrobił, ile mają lat. Te kilka artefaktów to jest właściwie praktycznie wszystko, co tam się znajduje w ziemi. Właściwie nikt nie wie, o co chodzi. Jest tylko ten nowy okres, który jest mniej więcej zdatny do datowania, ten z czasów Aleksandra, Kleopatry, Rzymian i tak dalej.
Tak zwanego Nowego Królestwa. Jest oczywiście lista królów, która sięga daleko do tyłu, o której nikt nie chce mówić. Znaleziona w świątyni Abidos, wyryta na ścianie, bo oczywiście oficjalna historia dynastyczna Egiptu w podręcznikach wygląda inaczej niż Egipcjanie to zapisywali. Egipcjanie, mieszkańcy krainy Kemet. Wracając do Belize, jest podobna historia. Tam widać centralnie, jak kultura jedna po drugiej próbuje odbudować coś, co uległo totalnemu zniszczeniu. Teraz Amerykanie biorą i to rekonstruują. Próbują to wszystko odnowić. Mają takie ciekawe zagwozdki pod tytułem: jak ci ludzie to robili? Bo nawet te próby odbudowy, które były robione przez mieszkańców owego miejsca 2000 lat temu, może 3000 lat temu, jakoś tak, właściwie też zastanawiają.
Też się okazuje, że te wszystkie potężne stelle ktoś musiał zrobić. Jest ciekawa rzecz, po której można rozpoznać, że to nie była ta sama cywilizacja, która budowała oryginalne podstawy budynku. Chodzi o materiały użyte do produkcji. Wiadomo, że te zamki, te pałace, bo tak to się nazywa, zostały zaanektowane przez mieszkańców później i oni później robili z różnej gliny wszystkie te dodatkowe dekoracje. Możesz zbadać skład chemiczny gliny. Jest kilka metod. Chodzi o organiczne cząsteczki zawarte w tej glinie. Możesz czasami, jak masz dużo szczęścia, odnaleźć troszeczkę organicznych substancji i w miarę „zdatować” tą część budynku. Okazuje się, że Nawet oni nie wiedzieli za bardzo, co było przed nimi. Po prostu przyszli do miast bogów i sobie na tych miastach bogów budowali swoje własne pałace, licząc na to, że bogowie wrócą, ozłocą ich i wymyślili swoją własną teologię.
Gdzieś ta cała wiedza zniknęła. W niektórych miejscach być może była, bo widać, że te próby odbudowy zamków są po oryginalnych planach. Czyli ktoś gdzieś jeszcze miał chyba prawdopodobnie pojęcie na temat jak wyglądały oryginalne plany tych budynków. Tego nie wiem. To są tylko przypuszczenia. W każdym razie amerykańscy archeologowie i Kanadyjczycy rekonstruują teraz te budynki na podstawie resztek planów gdzieś zrobionych. To są takie zabawne budynki, które stoją w środku dżungli. Jedyna metoda na zlokalizowanie pojawiła się raptem parę lat temu. Są to specjalne zdjęcia satelitarne, które się robi w specjalnych pasmach od podczerwieni poprzez nie wiadomo co. I nagle się okazuje, że cały ten obszar ziemi Jukatan jest praktycznie tak zindustrializowany, że pod powierzchnią dżungli jest potężne królestwo.
Zamki, pałace, drogi, budynki. Jest wszystko. I jak zwykle w takiej sytuacji okazuje się, że odkopaliśmy jako cywilizacja może tylko 3, może 5% tego wszystkiego i rekonstruujemy tylko te części, które się dobrze zachowały. Ale co wynika z tych rekonstrukcji, poza tym, że też była to cywilizacja, która właściwie nie miała już pojęcia o tym oryginale, skąd pochodziła. Po prostu przyszli i zamieszkali. Przypomina się historia Polski Ludowej, kiedy to na Ziemie Odzyskane przybyli repatrianci ze Wschodu, którzy nie do końca wiedzieli, jak obsługiwać wszystkie te rzeczy, które tam zastali i czasami zdemolowali niektóre rzeczy. Taka słynna legenda, że za Niemca działało wszystko, było okej. Przyjechali Polacy i wszystko zepsuli i przestało działać, bo przestali remontować, przestali dbać o to. To też taka legenda w Polsce była utrzymywana na ziemiach tak zwanych wyzyskanych, że pewnego dnia Niemcy tu wrócą. I ludzie się bali też troszkę remontować, bo nie wiadomo, czy ich wyrzucą jeszcze raz.
Straumatyzowane pokolenie moich dziadków, twoich dziadków. Tacy ludzie, których przeganiano i to nie kijem z miejsca na miejsce, tylko strzelając w głowę. Jeżeli ktoś się nie chciał ruszyć i generalnie trzeba było szybciej biec i szybciej się samemu przegonić na drugą stronę, zanim ktoś wpadł na pomysł, żeby cię przegonić. Bo w tym momencie, kiedy ktoś wpadł na pomysł, żeby się tobą zająć, było już za późno, bo przychodził z karabinem maszynowym do twojego domu. I cóż, koniec rozmowy. Także dokładnie podobna historia podejrzewam. Takie duże ruchy migracyjne ludzi. Jest taka bardzo duża luka w czasie i przestrzeni. To jest sama luka, która dotyczy Egiptu. To jest luka pomiędzy 3000 lat przed naszym okresem, przed Chrystusem.
I od tego momentu mniej więcej coś tam jest. Są te tabliczki, nawet sumeryjskie i tak dalej, częściowo odkodowane, częściowo nie. Jak zwykle dyskusyjna historia. Zachariasz Sitchin się kłania i nieustanne kontrowersje dookoła tematu. Podobna historia jest w Ameryce Południowej. Też jest taki stracony okres czasu, nie wiadomo, co się działo 3000 lat do tyłu i 6000 lat do tyłu. Są pewne wykopaliska archeologiczne, ale one nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Ciężko znaleźć organiczny materiał, który da się datować, który by przeżył tyle lat. Bardzo ciężko. A jeżeli już coś się znajduje, to bardzo często wygląda to trochę tak, jak historia w Egipcie, że nagle pojawia się armia, pojawia się wojsko, jest zakaz wstępu, nie możesz tego dotknąć.
Nie dostaniesz licencji na kopanie w tym miejscu, bo jeszcze nie daj losie coś wykopiesz i zmienisz losy świata albo oderwiesz kogoś od telewizora i nie będziesz oglądał Super Bowl czy meczu piłkarzyków dwóch klubów sportowych na ekranie, które rozgrywają dramatyczną nie wiadomo co. Nie spocisz się przy tym w ten sposób. Co najwyżej dowiesz się prawdy i może się okazać, że ta prawda troszkę zreformuje twój sposób myślenia i podrapiesz się po głowie. Zastanowisz się, co ja tu, do jasnej cholery, robię z tym kredytem, z tymi obiecankami lepszego życia, z tymi wariatami u władzy. Może być taki moment ciężkiej konkluzji. Także nikt nie chce chyba wprowadzać tej ciężkiej konkluzji do rzeczywistości, bo zaraz upadnie mit, że nasi pra, pra, nie wiadomo co biegali w skórach i tłukli się kamieniami. Ciężko tłuc się kamieniami, budować takie budynki, które się znajdują na Jukatanie. Wracając do Jukatanu, jest tam bardzo ciekawa rzecz, ale to może za chwilę. To może ja sobie sięgnę po tą książkę, bo tam jest kilka nazw konkretnych i jak zwykle nie pamiętam żadnych nazw. Także idę sobie po książkę z półki.
To obserwatorium astronomiczne znajduje się dokładnie w Caracol, dokładnie w Chichen Itza na Jukatanie. Tak się nazywa ten półwysep. I jest w tym ciekawa rzecz. O ile wiemy, że są trzy budynki, dokładnie budynek numer jeden, budynek numer dwa, budynek numer trzy i budynek, w którym siedzisz, gdzie na linii wzroku masz te wszystkie budynki. I generalnie słońce zachodzi centralnie pośrodku budynku. Wyobraź sobie trzy budynki obok siebie. Słońce w przesilenie letnie zachodzi tuż zaraz za budynkiem pierwszym. Ten budynek pośrodku, budynek numer dwa, tak to nazwano. To jest miejsce, gdzie podczas równonocy słońce zachodzi centralnie w środku i tam jest takie specjalne miejsce, że idealnie promienie słońca przelatują przez taką konstrukcję. Wiesz, o co chodzi?
Jest kilka miejsc na świecie, dużo takich miejsc, gdzie podczas równonocy nagle pojawi się słońce przez cały korytarz. W Irlandii jest takie miejsce. I żeby było zabawnie, ta rekonstrukcja w Irlandii strasznie przypomina te rzeczy właśnie z półwyspu Jukatan. Bardzo podobnie z Gwatemali. Taka podstawa neolityczna, a dookoła obłożone małymi kamykami. Część z tego przetrwała, część została później zrekonstruowana. Właściwie nikt do końca nie wie, czy ta rekonstrukcja to jest przypadkiem coś takiego jak rekonstrukcja dinozaurów w XIX i XVIII wieku. To też jest ciekawa sprawa. Teraz wycofano właśnie jeden z takich szkieletów z British Museum, bo po testach DNA okazało się, że szkielet składa się z 30 różnych rodzajów zwierzaków i ktoś sobie poskładał taką istotę science fiction. Twierdzą, że taki dinozaur musiał istnieć, bo on tak stwierdził.
Ostatni, trzeci budynek wskazuje przesilenie zimowe, zanim zachodzi słońce. I to nie jest wszystko, bo jest to słynne obserwatorium Chaco, zburzone do połowy. Tam masz najbardziej wysuniętą na północ okna. Okno na północ pokazuje pozycję Wenus. To samo okno, jeżeli się ustawisz, jest tam takie specjalne miejsce, robisz dwa kroki w bok i dokładnie masz zachód słońca w czasie równonocy. Kolejne okienko wskazuje na najdalej wysuniętą pozycję Wenus. Sklejenie Ziemi z Wenus. Bardzo ciekawa rzecz. Kolejne pokazuje nierozpoznawalny obiekt obserwacji. Wiadomo, że było to obserwowane.
Przecież nikt nie budowałby tego tylko po to, żeby zrobić sobie okno, żeby wiatr tam wiał. To jest taka ciekawostka. Kolejne okna pokazują południe astronomiczne lub magnetyczne. Tak to jest opisane i to też jest nierozpoznawalny obiekt obserwacji. Z obserwatorium ocalała jedna trzecia, nawet niecała jedna trzecia. Można powiedzieć jedna czwarta i parę okien. Wiemy tylko o tym ustawieniu na Wenus. Jest oczywiście do tego rekonstrukcja na bazie planów, bo wiadomo, że zburzyli ściany, ale fundamenty zostały. Nie wiadomo, gdzie były okna ustawione, bo to tak, jak szacować ilość okien w budynku po jego fundamentach. Ciężka sprawa, wręcz niemożliwa.
W każdym razie pierwsza rzecz rzuca się w oczy bardzo mocno. Sorry, musiałem rzucić tą księgą. Trochę duża jest. Korelacja z Wenus. Wenus jest określana w praktycznie każdej kulturze, jakakolwiek istnieje na tej planecie, jako kobiecy aspekt i tak dalej, ale jako bratnia planeta Ziemi. Też ciekawostka, bo jeżeli znasz astronomię, to wiesz, o co chodzi. Wenus lata po orbicie dookoła Słońca dokładnie w taki sam sposób jak Ziemia. Tylko że jest drobna różnica. Po prostu w odwrotną stronę. Jakby się polaryzują te planety.
Te okienka, o których mówiłem, że nierozpoznawalny obiekt astronomiczny. Jest trochę zabawniej, bo tych tak zwanych nierozpoznanych obiektów astronomicznych jest troszeczkę więcej. Jeżeli zaczniesz sobie sprawdzać te wszystkie połączenia, te wszystkie orientacje kosmiczne w tych wszystkich budowlach, to wygląda dosyć zabawnie, bo połowa się zgadza z obrazem nieba, potem zostaje ten kawałek, który się nie zgadza. Bierzesz oprogramowanie do sprawdzania przesunięcia precesyjnego i robisz sobie obliczenia. Możesz sobie cofnąć w czasie i przestrzeni i zobaczyć, że na przykład budynek, nie wiadomo, czy był wtedy budowany, bo to jest kwestia dyskusyjna. Natomiast budynek pokazuje konkretną datę w aspekcie kosmicznym. To nie jest data zapisana tymi znaczkami, że ktoś przeliczał bak'tun i tak dalej, wszystkie numerki Majów. Nie, nic z tych rzeczy. Okej, znamy tą matematykę, wiemy jak jest zapisany numer jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem i tak dalej. Potrafimy odczytać numery z pisma Majów.
Oczywiście. Ale tu jest kilka kłótni, bo oczywiście pytanie, według czego Majowie ustawiali te numery i tak dalej. Ktoś tam powie: „Ale to było liczone w roku gregoriańskim, a to jest liczone w innym roku. Przeliczenie to coś tam, ten 2012 się nie zgadza, bo kalendarze są przesunięte i tak dalej”. O tym kiedyś chyba dużo mówiłem. Tak czy siak wygląda na to, że to jest zupełnie inna historia, jakby ten kalendarz jest oparty na czymś zupełnie innym. My nie do końca sobie zdajemy z tego sprawę. Nawet nie potrafimy tego jako cywilizacja w tym momencie wrzucić na ruszt, przeliczyć i sprawdzić. Bo jest ta ciekawa sprawa, że po przesunięciu tego zegara precesyjnego i sprawdzeniu tego, jak powinno wyglądać niebo na przykład 12 000 lat temu, okazuje się, że dalej są pewne rozbieżności. Dość wcale niemałe rozbieżności.
Brakuje kilku planet w kilku miejscach, które są oznaczone w innych miejscach. I tu jest tak zwany ząb. Skąd te nieścisłości? Czyżby ludzie, którzy budowali te piramidy byli idiotami? Nie, nie są idiotami, ponieważ jeżeli jest idealnie skorelowane na Wenus, na kilka innych pozostałych planet, a reszty nie wiadomo, zegarek precesyjny nie pokazuje, to się okazuje, że widocznie niebo musiało być inne. I teraz są dwie hipotezy. Niebo to jest jedna hipoteza, a myślę, że fajnie by było połączyć obydwie, bo nie ma co wyrzucać czegoś do kosza. To jest dobre miejsce, żeby postawić pytanie i to takie dosyć mocne pytanie: jak wyglądało niebo i co tak naprawdę widzimy na niebie? Jest pewna koncepcja, którą ja bardzo lubię, że nie wszystkie rzeczy, które widzimy na niebie w sensie światełek, gwiazd i tak dalej, to są gwiazdy. Nie jest to oczywiście moja oryginalna koncepcja.
Jest to coś, co sobie zapożyczyłem od między innymi Indian Hopi i kilku innych takich pradawnych kultur, które mówią o tym, że to są nasi bracia. Mówiąc w skrócie, to co widzisz, nie do końca jest gwiazdą. Może nie być gwiazdą, może być też gwiazdą. Tu już zostawiam tobie tą spekulację. Tutaj w tym momencie wykopuję jakiś wielki topór, pewnie z astronomami współczesnymi, ale może się okazać, że to, co widzisz, to są reaktory statku kosmicznego, który wisi gdzieś w okolicy. Kto wie? Są piękne zdjęcia gigantycznych pojazdów, bo nikt nie jest w stanie tego inaczej nazwać. Bo to są pojazdy. Tak to widać na zdjęciach. Dookoła Słońca, dookoła kilku planet.
To są te bardzo w oficjalnym świecie dyskusyjne rzeczy i nikt nie chce o tym mówić, bo zdjęcia pochodzą bezpośrednio czy to z NASA, czy z innych miejsc. Tylko że oni złapali się na tym dopiero, jak wypuścili te zdjęcia, a ludzie to obejrzeli i spytali się: „Ej, czy przypadkiem tam nie ma jakiegoś pojazdu kosmicznego? Bo to nie wygląda na przypadkową planetę, która gdzieś nabrała cudownego kształtu statku kosmicznego i lata sobie gdzie chce dookoła Słońca, wylatując i wlatując do tego Słońca”. Oficjalna nauka jak zwykle woda w usta, sprawy nie ma. Ale jedna z hipotez, którą bardzo lubię i ku której się bardzo mocno skłaniam, to jest to, że nie wszystkie gwiazdy, które widzimy na niebie są gwiazdami. Część z tych gwiazd to są nic innego jak statki kosmiczne, które tutaj sobie wiszą nad nami. Nie jest to moja, tak jak powiedziałem, oryginalna hipoteza. Dużo takich opowieści jest u Majów, dużo takich opowieści jest w Egipcie i w ogóle w wielu miejscach na świecie. Kolejna hipoteza to to, że być może jeszcze oprócz tego miejsce, w którym znajdował się Jukatan, znajdowało się w innym miejscu na planecie Ziemia. Wyobraź sobie, że biorę ciebie z twoim całym doświadczeniem na temat jak są spozycjonowane gwiazdy.
Ty sobie nawigujesz po tych gwiazdach, bo się nauczyłeś na pamięć. Biorę teraz tą wyspę, na której mieszkasz i przesuwam Gdzieś przesuwam na drugą część świata albo coś tam, albo zmieniam ruch obrotowy Ziemi, przez co zmieniam ruch precesyjny Ziemi, zmieniam kilka rzeczy dookoła, wszystko nabiera innej dynamiki i ty ze swojego punktu widzenia, chociaż nic się nie zmieniło dookoła, ty nawet o tym nie wiesz, że coś się zmieniło. Nagle niebo wygląda inaczej. I to jest ta historia między innymi z Inuitami, którzy wysłali nawet list do NASA, że niebo się zmieniło, bo NASA nie wiem, czy nie zauważyło, czy nie chciało o tym mówić, czy nie chce o tym mówić, czy to jest jedna z tych tajemnic, które ma być pochowane. Może chodzi o to, że chcą, żebyśmy wszyscy zginęli razem z tymi tajemnicami. Trochę tak to wygląda. Jak umrzemy w katastrofie, która została zapowiedziana przez przodków, to dobrze, to umrzemy razem. A póki co zapieprzamy na kredyt na czerwone sportowe samochody, na dom z basenem, na lepszą przyszłość albo na coś takiego. Przyszłość jest stabilna, a jakby co, to wszyscy razem się złożymy do grobu. To jest taki samobójczy syndrom.
Bo na Jukatanie jest masa budynków, które oprócz tego, że wskazują dokładnie konkretne planety, ich ruchy precesyjne, ich ruchy po orbicie, konkretne wydarzenia, słońce zachodzi we właściwym miejscu. Po prostu idealne kalendarze kosmiczne. Idealne. Perfekcyjne. Ta cywilizacja, w której my dorastaliśmy, nie była w stanie w ogóle nawet zrozumieć tego. Do tej pory ledwo co zaczynamy powoli rozumieć, ale to też z takim wielkim hamulcem zaciągniętym do oporu. Ale tego już nie można wrócić do śmieci. Wiadomo, że ci dżentelmeni, którzy znali prawidła budowy owych zamków i je budowali, znali też prawidła budowy kosmosu i to lepiej niż my. Przypominam, ruch precesyjny znamy od lat 50. A tam wszystkie budynki, które nie wiadomo jak stare są.
Znamy tylko tą ostatnią rekonstruowaną warstwę, prawdopodobnie przez jednych z ostatnich potomków Majów. Wiedzieli o tym doskonale i gdzieś ta informacja została. Taki skok w czasie i nagle informacja znika. Wiadomo, że są tam też podziemia, w których też są ciekawe rzeczy. Długo dyskutowana teza i wyśmiewana przede wszystkim przez ostatnie chyba 30 lat, że piramidy były pokryte innym materiałem, że to trochę inaczej wyglądało, że to jest bardziej kosmiczna historia. Wyśmiewana przez lata, przestała być wyśmiewana ostatnimi laty, kiedy okazało się, że w Meksyku, akurat w Teotihuacan, to jest na obrzeżach miasta Meksyk, to są te piramidy Słońca i Księżyca. Takie centrum turystyczne teraz. Znaleziono rtęć na dole w podziemiach. Znaleziono coś jak baseny z rtęcią. Przypomina się legenda o pierwszym cesarzu Chin, który kazał się pochować w specjalnym grobowcu, w którym jest taki basen z rtęci, który odbija świecące się, według legendy oczywiście, lampiony na suficie i tworzy wrażenie, że jesteś gdzieś w kosmosie, że dryfujesz gdzieś po przestworzach uniwersum pomiędzy gwiazdami.
I żeby było zabawniej, odnaleziono jeszcze oprócz tego mikę, czyli taki błyszczący kamyk, który udaje zdaje się złoto. To się nazywa często złoto głupców. Gdzieś tam u Marka Twaina, jeżeli ktoś czytał. Mika, taki błyszczący kamyk o ciekawych, specyficznych właściwościach piezoelektrycznych między innymi. I okazuje się, że cała piramida była pokryta właśnie tą miką. Także jeżeli widziałeś tą piramidę może trzy, cztery tysiące lat temu, zanim dotarli tam ludzie zwani przez nas Indianie Maya, ta piramida wyglądała troszeczkę inaczej. Po prostu błyszczała w słońcu. Na dole był zbiornik z rtęcią i nie wiemy co jeszcze, bo też te wykopaliska są stosunkowo świeże. Wiemy, że ludzie, którzy tam przyszli do tych miast, zresztą opisali to w kilku kronikach, które zostały zniszczone, ale część tych inskrypcji została gdzieś tam na ścianach i jasno i wyraźnie jest opisane, że był to jakiś dziki lud, który po prostu przybył na te miejsca, odkrył miasta i stwierdził, że wow, fajnie, mamy już gotowe wybudowane miasto, zostajemy tutaj, wymyślamy sobie władzę i będziemy się tuć ze wszystkimi. Będziemy bronić swojego miasta.
Budujemy stabilizację. To tak jak każde państwo w dzisiejszych czasach i wielu z nas, którzy mają dziwne pomysły w głowie na przyszłość, stabilną przyszłość. W każdym razie wiemy, że to nie oni budowali. To wiemy na 100%. Wiemy, że część z tych inskrypcji gdzieś tam przenieśli na budynki, żeby przetrwały troszeczkę dłużej, pomimo że nie wiedzieli, jak to zrobić. Używali gliny. Problem z tą gliną to jest problem współczesnych archeologów amerykańskich i kanadyjskich właśnie na Jukatanie, ponieważ ta glina koszmarnie eroduje. Ona się po prostu rozsypuje w palcach, kiedy dotykasz tych wszystkich rzeźbień, więc oni próbują zrobić z tego odlewy i tak dalej. Robią kopie tego. Nie możesz zrobić na przykład normalnego odlewu, takiego silikonowego, bo w momencie, kiedy ściągasz nawet silikon z tej zabezpieczonej gliny, to ściągasz razem z gliną i jest już po oryginale.
Także jedyna opcja to fizyczne odtwarzanie. Robili po prostu repliki jeden do jeden. Tak wiesz, siedzisz i dłubiesz, przyglądasz się na oryginał i sobie skrobiesz swój własny model dokładnie tego samego. Czyli wiadomo, że to była zupełnie inna kultura. To kultura, która przyszła tak na chwilę, sobie wzięła to, co chciała sobie wziąć, resztę wyrzuciła do śmieci i postanowiła, że nie dopuści nikogo do informacji, na której siedzą. To jest takie moje podejrzenie, że to nie jest kwestia jakiejś szalonej kultury, która przyszła, odkryła coś i nagle zwariowała i wszyscy zaczęli sobie wyrywać serca nawzajem, bo stwierdzili, że jakieś bóstwo potrzebuje twojej ofiary albo mojej. Nic z tych rzeczy. Ja myślę, że w takich sytuacjach mamy zawsze do czynienia z niesamowitą informacją, która gdzieś tam drzemie pod ziemią i ktoś trafił na ślad tej informacji, przy czym nie do końca jest w stanie jej zrozumieć. Natomiast widzi potęgę tej informacji, widzi, jak kompleksowa jest, jak wiele rzeczy można za pomocą tej nie wiem, czy technologii, czy jak to nazwiemy, robić. I tu powstaje konflikt teraz, czy zacząć korzystać z tej technologii, która jest dla wszystkich, bo z reguły takie technologie są dla wszystkich.
Wiemy o tym, znaczy wiemy, jak wiemy. To jest moje takie przypuszczenie, chociaż może być daleko od przypuszczenia. Jeżeli przyjrzysz na starożytny Egipt, na ten okres przed królami, ten, który jest najbardziej tajemniczy, wygląda na to, że właściwie wszyscy w Egipcie posiadali tą tajemniczą wiedzę. To, jak budować piramidy, jak robić te wszystkie rzeczy. To nie było coś, co było domeną jakiejś bardzo wąskiej elity ludzi. Takiej wiesz Wariatów, kapłanów albo coś takiego. Wygląda na to, że wszyscy wiedzieli. To była ogólnie dostępna wiedza. Zresztą zapis o tej ogólnodostępności owej wiedzy został w Aleksandrii, został w wielu miejscach. To zostało nawet zapisane jeszcze przez Rzymian właściwie, którzy zaczęli się bujać, kiedy pojawili się na tym świecie.
Nawet oni i Grecy też zapisywali, że dawniej właściwie każdy miał dostęp do wiedzy w krainie Kemet. To było właśnie to coś. Zresztą, żeby było zabawniej, przecież cała ta wiedza z Grecji, którą my nazywamy greckimi odkryciami w matematyce, że to jest jakaś spuścizna kulturowa Grecji i tak dalej, jest ordynarnym kłamstwem. Wiemy doskonale, że całe proporcje matematyczne, łącznie z liczbą pi, łącznie z tymi wszystkimi wyliczeniami trójkątów, piramid i tak dalej, pochodzą bezpośrednio od Egiptu. Mamy na to więcej niż jeden dowód. Mamy na to tonę dowodów. Chodzi o matematyczne zasady, na których wybudowano chociażby świątynię w Abidos, gdzie masz dokładnie całą, w cudzysłowie, grecką matematykę, która powstała, zdaje się chyba 12 000 lat albo 36 000 lat, albo cholera wie kiedy przed Grekami. Grecy jedyne co zrobili, to skorzystali z okazji, która się pojawiła na horyzoncie. Wiadomo było, że królestwo upadło, zniknęło, wiedza została zablokowana. I don't know.
Wszyscy stracili pamięć. Nie wiadomo, co się stało. To jest ten tajemniczy okres w historii naszych dziejów od 3000 do tyłu, do 6000, 9000. Nie wiemy, co się działo. Ostatni raz mamy jakiś ślad 6000 lat temu i wiadomo, że coś wtedy było normalnie, że była jakaś technologia, były konkretne rzeczy, a później jest taka wyrwa w czasie i przestrzeni. Nie wiadomo, co się stało. Jest kilka podejrzeń o ruchy tektoniczne w Europie, o tym, że ten gigantyczny wulkan, który się znajduje tuż obok Sycylii. Nie mówię o Etnie, Etna to jest pierdnięcie. Pomiędzy Sycylią a Włochami jest pod ziemią taki długi wulkan, który ma, zdaje się dwadzieścia parę kilometrów długości i jest to jeden z najstarszych, najpotężniejszych wulkanów. I właśnie akurat się obudził jakiś czas temu, także słaby numer, bo jak grzmotnie to wiadomo, że nie ma Sycylii albo Sycylia odpłynie do Afryki, albo coś takiego.
Generalnie będzie troszkę ciężko na Sycylii przez parę chwil, jak to grzmotnie, bo może się cała zawinąć pod wodę, łącznie z tym kawałkiem Włoch, tym samym czubkiem, butem, że buta już za chwilę nie będzie. Zresztą akurat, żeby było zabawniej włoski rząd o tym wie i włoscy geolodzy i nawet są prace na ten temat, że w przypadku, gdy ruszą kontynenty, trzeba będzie ewakuować ludzi stamtąd, bo jest to najmniej stabilna część Włoch. I to jest część, która jak gdyby nigdy nic pójdzie sobie pod wodę. Właśnie południe Włoch, sam dół. I wracając do tych wszystkich przesunięć kontynentalnych, wiadomo, że następują, dzieją się, są ślady geologiczne po tych przesunięciach. To nie jest tajemnicą, to nie jest coś, co jest wymysłem wariata i tak dalej. Jest podejrzenie, że może była taka erupcja, może coś takiego się wydarzyło w basenie Morza Śródziemnego. Pamiętasz wybuch wulkanu na Islandii, który sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie? A to było nic. To było drobne, że tak powiem, pyknięcie.
Mama natura sobie tak dmuchnęła pod nosem i to wszystko. Teraz sobie wyobraź, że wybucha taki konkretny wulkan i to nie jeden, bo we Włoszech akurat są dwa takie wulkany potężne, podziemne, które właśnie się obudziły. Drugi jest akurat tuż nieopodal Rzymu. Taka ciekawostka. I właśnie zarejestrowano niecały miesiąc temu jego zwiększoną aktywność, co doprowadziło, że tak powiem, włoskich naukowców do lekkiego zawału, bo wiadomo, że jak to grzmotnie, to już nie ma szans na zbyt wiele, jeżeli chodzi o mieszkańców w okolicy. I nagle się obudził po, zdaje się x tysiącach lat. Nie wiadomo, kiedy był ostatni raz aktywny. Wiadomo, geolodzy badali, ale w każdym razie i tak rozmawiamy o takich okresach czasu i przestrzeni, że i tak te daty nie grają roli. Bo jaka to różnica dla mnie i dla ciebie, czy 26, czy 32 000 lat do tyłu? Wiadomo tylko jedną rzecz, że są to ruchy związane z formowaniem się kontynentów i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Jest to ten ruch górotwórczy, który spowodował Alpy, wytworzył Alpy, wybił je do góry. I podobne historie, takie skoki w czasie i przestrzeni mogły nastąpić właśnie w tym okresie, że mógł wybuchnąć jakiś wulkan, mogło znieść cywilizację, mogło coś zniknąć. Nie wiadomo, co się stało. W każdym razie mamy dużą pustkę. Ta pustka też nie jest taka przypadkowa, że tylko wulkan. Tylko ktoś zadbał o tą pustkę. Ktoś skubał systematycznie twarze z posągów, ktoś niszczył starą kulturę, ktoś to nieustannie dewastował. Mamy ten przykład ze stanowiskiem archeologicznym, zresztą nie tylko jedynym akurat w tym stylu. Właściwie z całą neolityczną Europą. Göbekli Tepe.
Ja tu wrócę na moment do Turcji, gdzie wszystko zostało zasypane. Mówiłem już o tym parę razy, także nie będę cię zanudzał. Myślę, że doskonale wiesz, o co chodzi. Wszystko zostało zakopane w ziemi, zasypane oryginalnie przez ludzi, którzy to zbudowali. Nie wiadomo, jak stara jest budowla. Właśnie tu są takie dosyć poważne spory. Jedni twierdzą, że jest tak stara jak ostatnie szczątki organiczne, które tam znaleziono, czyli 9000, 8000 lat, jakoś tak. Inni twierdzą, że budowla jest o wiele starsza. Natomiast my odkryliśmy tylko kolejną generację, która korzystała z tej budowli. Jak było?
Tego nie wie nikt, ale ślady wskazują na to, że mówimy o czymś o wiele starszym. Bo jeżeli się przyjrzeć na to, co się znajduje w Turcji, niewiele się o tym mówi w Europie, bo też jest to taki kraj troszeczkę gdzieś tam z boku. Ale jeżeli się przyjrzeć na te wszystkie neolityczne zabytki, to Göbekli Tepe ma bardzo dużo, że tak powiem, braci. Kamiennych braci na terytorium Turcji. Jest potężna ilość neolitycznych zabytków, których nie jesteś w stanie sobie ani ja wytłumaczyć, co właściwie robiły, do czego służyły i tak dalej. I dopiero na nich jest nabudowana pozostała kultura. Dopiero na nich są wszyscy ci że tak powiem, następcy. A ta oryginalna? Nikt nie wie, jak daleko sięga. Wiadomo, że kamienie były używane, recyclingowane nie raz, nie dwa.
Takie kamienie, które są pocięte na kant, tak jak w Ameryce Południowej, tak jak w Meksyku, tak jak w piramidach, że masz bloki skalne, które są tak wycięte, że się zastanawiasz się: „Wow, kto to zrobił?”. Dokładnie podobne hece znajdujesz w Turcji. Tylko że musisz ruszyć się na zadupie, bo nie jest to aż taką atrakcją turystyczną. To nie jest coś, co jest tak strasznie promowane. Musisz się przejechać po różnych zabytkowych, zadupiastych miejscach, popytać lokalesów i ci pokażą. I tego jest naprawdę masa. Zresztą co by nie mówić, w Polsce jest naprawdę sporo kościołów, gdzie w fundamentach są resztki konstrukcji neolitycznych. I to są konkretne kamienie. Widać, że to jest kamień rzeźbiony, z innego materiału i tak dalej. Widać, że jest to neolityczne coś, które zostało zabrane, zrabowane przez następców po to, żeby wybudować swoją świątynię dla swojego boga.
Podobnie robili Rzymianie, podobnie robili Grecy. Cały Partenon, przecież dokładnie ta sama historia. Taki skok w czasie. Nie wiemy, co się tam działo. W każdym razie ten obszar historii jest dla nas zagadką. Mamy jakieś tam wskazówki. Moglibyśmy je odszukać, moglibyśmy je znaleźć, bo są pewne poszlaki, ale tu ciągle się odbijamy od tej szklanej ściany, od naszych współbraci w dzisiejszych czasach, którzy nie wiem, o co chodzi, uparli się na to, żeby nam tej wiedzy nie dostarczyć. I tu wracam do tego konceptu związanego właśnie z owymi Indianami Maya i z czasami Drugiego Królestwa w Egipcie, tego już nowoczesnego tak zwanego w cudzysłowie. To byli ludzie, którzy przyszli na gotowe. Tak mi się wydaje.
I dorwali część wiedzy, która zapewniła im panowanie w tym regionie, w tym ośrodku. Pozwoliła im stworzyć władzę, bo mieli coś, czego nie mieli inni. A to nie było ich. To było coś, co zastali w tych miastach, przy czym wykonali taki klasyczny numer, że sobie to przywłaszczyli i postanowili, że zrobią monopol na tą wiedzę i nie udostępnią jej nikomu. Stąd chyba ta sama historia ciągnie się do dzisiaj. Niewiele się to zmienia. Przecież mamy te podziemia w Egipcie. Jaki problem zebrać międzynarodową ekipę? Ludzi aż się pali do tego, żeby to odkopać. Nie ma problemu z pieniędzmi, nie ma problemu z niczym.
Naprawdę. Są i pieniądze, i fundusze, i technologia, i ludzie, którzy nawet chcą robić to za darmo. Ja właściwie powiem ci szczerze, że gdybym miał taką okazję, żeby sobie pojechać i pokopać tam nawet jako wolontariusz, bo miałem jakieś chwilowe wakacje i stać by mnie było na taką wyprawę, to naprawdę nie chcę żadnej kasy za kanapkę i w ogóle za samą frajdę kopania w ziemi i przeglądania tej starożytnej kultury chętnie bym tam pojechał jako wolontariusz. Naprawdę nie mam z tym problemu. Zresztą prawda jest taka, że na większości tych stanowisk archeologicznych pracują ludzie i tak na zasadzie wolontariatu. To nie jest prestiżowa dochodowa kasa, która pozwoli ci kupić sobie sportowy jacht i sportowy samochód. To nie jest praca na giełdzie. Absolutnie nie ma tutaj takiej przyszłości finansowej. Ale jak się okazuje, ludzie, którzy siedzą na giełdzie, bardzo niechętnie patrzą na to, żeby ktokolwiek odkopał tą historię, bo siedzi Smithsonian Institute i wiele innych instytucji, która pilnuje tego, żebyś przypadkiem nie wbił łopatki do ziemi i nie odkrył czegoś, co mogłoby zmienić percepcję tego, jak myślimy o przeszłych czasach. Ale wracając do clou sprawy, to jest ciągle ta sama historia.
Ktoś dorwał kawałek wiedzy i postanowił ją zmonopolizować. Nie wyszło to najlepiej, jak widać, nie mógł złapać całej wiedzy, bo ta wiedza chyba jest troszeczkę większa, jest bardzo kosmiczna. Ślady tego kosmosu to są właśnie te budynki, które są zorientowane na różne miejsca na niebie. I problem polega na tym, że kiedy dzisiaj patrzymy na te miejsca na niebie, one są puste. Ale kto by budował potężne centra analityczne, stawiając okienko na puste miejsce, skoro okienko obok i wszystkie pozostałe są ustawione na konkretne planety? Czyli albo miejsce, na którym stał budynek, uległo przesunięciu, albo coś, co było na niebie, tudzież cały obrót Ziemi uległ przesunięciu. Inny ruch precesyjny, inny ruch płyt tektonicznych, inne położenie. I przede wszystkim jest jedna rzecz, która jest bardzo ciekawa i to jest jedna z takich najciekawszych hipotez. Dotyczy ona ruchu wirowego Ziemi. Koncept mówi jasno Indianie Hopi.
Tutaj wcale nie jestem oryginalny. Nie łap mnie za słowo, nie wymyślam tego. To wymyślili Indianie Hopi, którzy powiedzieli, że pewnego dnia słońce wzejdzie na zachodzie, a wstanie na wschodzie. I to będzie początek nowej ery, tak zwanego Piątego Świata. Indianie Hopi mówią, że to jest właśnie ten moment teraz, że właściwie dobijamy do tego momentu. Ja sobie tak myślę, że to jest dokładnie ten rok. Szczęśliwie w tamtym roku się to nie wydarzyło. Jeszcze ten uskok sejsmiczny w Kalifornii jeszcze się trzyma. Ale to tylko już takimi ostatkami. Zapora już puściła.
Powoli prosi mieszkańców, żeby robili out, żeby się zawijali stamtąd. Pierwsza zapora nie wytrzymała. Przed nami jeszcze Hoover Dam. Nie wiadomo, jak długo wytrzyma. Nikt nie podaje raportu z tego, co się dzieje dookoła zapory. Wiadomo, są to obiekty strategiczne o znaczeniu militarnym, a też jeszcze w Ameryce psychoza maniakalna przed terroryzmem. Także wszystko jest pochowane. No i dowcip polega na tym, że właściwie chyba wszyscy siedzimy na potężnej kopalni wiedzy, na potężnej kopalni informacji. Właściwie wiemy to wszystko. Może nie tak, że wiemy.
Mamy bibliotekę, w której jest wszystko opowiedziane, opisane, zapisane, łącznie chyba z planem ewakuacji. Natomiast nikt z aktualnych rządzących światem ludzi, którzy mogliby pomóc stworzyć taką sytuację, w ogóle dowiedzieć się, co my właściwie tam mamy, czy naprawdę chodzi o plan ewakuacji, czy chodzi o technologię, czy chodzi o zupełnie inną historię. Milczą jak grób. Ta sama historia w Chinach, bo to też nie jest tylko i wyłącznie Ameryka Południowa i kawałek Egiptu ani kawałek Turcji. To jest właściwie każde miejsce na tej planecie. Słynna historia z piramidami w Chinach. Do tej pory wstęp tam jest zabroniony, bo tylko jeden dżentelmen, któremu chiński rząd pozwolił zrobić zdjęcia, Niemiec, który tam w latach 80. pojechał i kamerą wideo nakręcił te piramidy. Natomiast normalne zachowanie chińskiego rządu polega na tym, że obsadzili je lasem, zabronili, ogrodzili i nie masz prawa tam dojść. Nie masz prawa tam dojechać.
Jeżeli tam starasz się pojawić, to jakiś umyślny się pojawia i mówi, że nie masz tam wejścia Nie możesz robić żadnych badań, żadnych zdjęć ani nic z tych rzeczy. Dlatego jedyne zdjęcia chińskich piramid, które mamy, możemy sobie zobaczyć na Google Earth oraz ten jedyny unikatowy materiał nakręcony przez sławnego niemieckiego archeologa, którego tam wpuszczono. Rząd chiński go wpuścił raz jedyny, żeby to nakręcił i to wszystko. I to są piramidy gdzieś tam z daleka na horyzoncie. Ja sobie kiedyś próbowałem policzyć ilość tych piramid używając Google Map. Człowieku, to tak jakby cała Europa była usiana piramidami i to takimi większymi od piramidy w Gizie. Nie wiadomo, co tam jest w środku. Jest taka bardzo stara historia związana z hieroglifami odnajdywanymi w Egipcie i takimi opisami, które zostały gdzieś jeszcze z czasów Platona i tak dalej. Oczywiście nie jest to do sprawdzenia. Ciężko byłoby tu konkretnie powiedzieć, że akurat tak musi być i tak właśnie jest.
Ale historia mówi konkretnie o tym, że każde z tych miejsc, gdzie jest wybudowana piramida, jest właściwie backupem cywilizacyjnym, że właśnie to miejsce jest takim specjalnym miejscem, gdzie jak zaczniesz kopać dziurę, to dokopiesz się do magazynu, w którym jest wszystko, czego potrzebujesz, żeby przetrwać na tej planecie. Plus cała historia przodków. Tak że nagle odkrywasz coś, czego wcześniej nie było. Myślę, że ta technologia przodków jest związana z czymś innym i to jest główny powód, dla którego w dzisiejszych czasach ci źli ludzie, bo nie bójmy się tego słowa, nie są to ludzie, którzy zachowują się dobrze i poprawnie i normalnie, wszczynając wojny i morderstwa, i grabieże i ludobójstwa, zabawiając się w dziwne zabawy. Wiesz, o czym mówię. Mówiąc o elicie rządzącej tym światem. Jest tam technologia, z której nie mogą skorzystać, bo obawiam się, że gdyby mogli z niej skorzystać, to już dawno by nas tu nie było. Nie byłoby tego radia, nie byłoby ciebie, nie byłoby mnie, dawno by nas zaorali. Natomiast nie mogą położyć na tym łapy. Jedyne, co mogą zrobić, to mogą zablokować dostęp do tej informacji, żeby nikt się nie dowiedział, bo właściwie nikt nie wie, jak to działa.
Albo może w drugą stronę, a może wszyscy, którzy blokują dostęp, wiedzą, jak to działa i wiedzą, że nie jest to technologia oparta na energii, tylko jest to technologia oparta na informacji. A my jako organiczny nośnik informacji jesteśmy takim wyzwalaczem dla tej informacji. Widziałeś na pewno masę filmów science fiction, gdzie dotykasz interfejsu ręką albo coś takiego ludzką ręką. Musisz położyć swoje aminokwasy, musisz położyć swoją organiczną obecność i w tym momencie odblokowujesz całą informację. Nie ma szyfru na numerki, że ty kręcisz pokrętłami i tak dalej. Nie ma czegoś takiego. Po prostu musisz jako żywa istota się zgłosić do interfejsu. Dopiero interfejs rozpoznaje żywą istotę z odpowiednimi intencjami, odpowiednim poziomem aminokwasów, które są związane z emocjami, bo to nie jest żaden dowcip. Jeżeli wszystko to się zgadza, nie jesteś ludobójcą, nie jesteś psychopatą, nie jesteś świrem, który chce zamordować wszystkich, bo nie spełniają jego wizji świata, bo on sobie wymyślił jakiś disneyowski świat i ma problem dookoła nieustannie ze wszystkimi ludźmi, bo nie wyglądają jak w filmie Walta Disneya i nie reagują na jego głupawe zaczepki, to w tym momencie może się okazać, że nie masz dostępu do tej technologii. I ja podejrzewam, że to jest dokładnie taka historia, że to jest technologia, z której nie mogą skorzystać.
Ja sobie myślę, że ta część technologii, która zaniknęła. Ach, ten mój język polski! Anyway. No właśnie, polski. Anyway. Właśnie. Bardzo po polsku. Ale jest to związane z tym czymś, co możemy robić bardzo samodzielnie, bardzo niewielkim nakładem kosztów. Jest to bardzo ciekawa wiedza, bardzo ciekawa informacja związana z naszymi braćmi w kosmosie. Bo cokolwiek by nie mówić, największym problemem jezuitów, kiedy zdobywali Nowy Świat, były opowieści o braciach z kosmosu, o tym, że nie jesteśmy sami.
Właściwie nie było plemiona, nie było kultury, która przy spotkaniu z jezuitami nie deklarowałaby jednej rzeczy, że nie jesteśmy tu sami. To nie do końca tak. Są ludzie, którzy tu byli. Są istoty, które były, przyniosły cywilizację, odleciały, a więc co jakiś czas wracają, się pojawiają, że żyjemy w cyklach. To było coś kompletnie nie do zaakceptowania przez jezuitów. Znaczy psychopatów z Watykanu dokładnie. Ale nie do końca, bo to tylko oficjalne stanowisko. Natomiast jest organizacja pod tytuem Różokrzyżowcy. Wszyscy ci szaleńcy, którzy się włóczyli po Jerozolimie i szukali tam czego? Arki Przymierza.
Legenda mówi, że Arka Przymierza jest jednym z tych urządzeń i nie jest to jedyna arka, ale tych ark było więcej. Kolejna legenda, która jest bardzo ciekawa, mówi, że właściwie nie ma to nic wspólnego z żadnym ludem z Izraela, który jest wymyślony jak bajki Walta Disneya. Bo taka jest prawda. Nie ma żadnego archeologicznego potwierdzenia na to, że coś takiego istniało. To jest po prostu hołota, która przyszła. Mówi się Symici. Symita to właściwie w oryginalnym języku, takim jeszcze za czasów Egiptu, istnienia Aleksandrii, tłumacząc na język polski, to jest taki Cygan, taki gipsy, taki po prostu koleś, szwendak bez własnej kultury. Nie to, żebym miał coś do gipsy, bo gipsy to akurat porządni ludzie, ostatni wolni ludzie jeszcze chyba na tym świecie. Ale to były takie cwaniactwa. Przyszły tu, kradły tu, coś zwędziły tu, podpierdolka, jakiś krzywy numer, tu komuś nastukali i tak dalej.
I tu próbowali jakoś zrobić swoje i zapanować nad światem. Koniec końców się udało i teraz wszyscy myślą, że Symici to posługujący się językiem symickim. Nie. Symita, w ogóle samo pochodzenie tego słowa Symita i tak dalej ze starożytnych języków oznacza, że to jest właściwie taki przybłęda, który przyszedł bez historii, bez miejsca. Po prostu przyszedł, znalazł coś na piasku, pobawił się tym. Okazało się, że to daje mu troszeczkę większą moc niż sąsiadom dookoła. I postanowił to wykorzystywać do oporu. Efekt był taki, że wszystkie te imperia upadły, nic nie przeżyło. Okazuje się, że gdzieś był zrąb w tej całej technologii. Nie potrafili tego obsłużyć albo zrobić coś wbrew tej technologii.
W każdym razie koncept jest bardzo ciekawy, bo jeżeli sprawdzisz wymiary, te oficjalne Arki Noego zapisane w tych biblijnych opowieściach i tak dalej. Zresztą nie chodzi o biblijne opowieści, bo to akurat jest taki bullshit jak stąd na koniec kosmosu, ale oryginalne teksty z Aleksandrii jeszcze, gdzie jest troszeczkę inny język. Wszystkie tak zwane zakazane księgi, bo one pochodzą oryginalnie z Aleksandrii, a ich korzenie sięgają starożytnego Egiptu i nie mają nic wspólnego z żadnym Jezuskiem. Zupełnie coś innego. I tam się pojawiają te numery. Te numery, jeżeli sobie porównasz, doskonale pasują do krypt, które się znajdują w Egipcie, właśnie w Abidos. Wchodzisz na dół, a tam masz takie potężne krypty. Rozmiar tych krypt pasuje. To jakieś potężne granitowe grobowce. To nie są żadne grobowce.
Przynajmniej taka jest moja opinia. Możesz się ze mną kłócić, ale wyglądają jak pojemniki dla reaktorów. Dosłownie pojemniki dla reaktorów. Tylko że ktoś wyjął te wszystkie reaktory stamtąd, zamienił to na grobowce, wykuł bardzo niezdarnie te wszystkie hieroglify na tym. Widziałem to na własne oczy, jeżeli o to chodzi. Widziałem, jaka jest różnica. Dotykałem, macałem, robiłem zdjęcia. To nie jest tak, że tego nie sprawdziłem. Sprawdziłem. Lubię robić takie rzeczy.
Jeżeli mam tylko okazję, to rzucam wszystko i lecę jak w dym, żeby to sprawdzać. Różnica w wykonaniu, obróbce kamienia jest kolosalna. W ogóle nie ma dyskusji na ten temat. Wszystkie te wzorki, które są wykute na tych katafalkach, tych grobowcach tak zwanym w cudzysłowie, nie mają nic wspólnego z oryginalną technologią użyta do zrobienia tego grobowca. One są idealnie równe. Poważnie. Bierzesz linijkę. Sprawdzałem. Bierzesz linijkę, masz idealne kąty, idealne proporcje. To jest wręcz perfekcyjna matematyka i to jest perfekcyjnie wykonane.
Widzisz wyryte, wystukane wręcz dosłownie jakieś tam hieroglify na tym. Czasami są to oryginalne hieroglify, ale one wyglądają inaczej. To są te z czasów, o których nikt nic nie wie. One wyglądają inaczej. Na czym polega ta inność? One wyglądają jak odbita pieczątka. Tam nie ma śladów skuwania metalu, skuwania kamienia, granitu dokładnie. Bo w momencie, kiedy bierzesz dłuto i zaczynasz kuć jakikolwiek granit, to musisz być świadomy tego, że granit jest taką skałą, która składa się z wielu innych skał. Jest to taki miks tego wszystkiego. Tam są takie dosyć specyficzne granity z Asuanu, które mają duże przerosty w środku kryształów, kwarcu i tak dalej.
Mineralne historie. I kiedy sobie stukniesz w jednym miejscu, to nie jest tak, że ty robisz równą linię, bo połowa tego stuknięcia przypada na kawałek kryształu, a druga połowa przypada na kawałek skały. Jeżeli stukniesz mocniej, to kryształ wyleci, a skała zostanie albo odwrotnie kawałek skały odleci, a kryształ zostanie. Także fizycznie nie jesteś w stanie w ten sposób zachować prostej linii. W dzisiejszych czasach używa się specjalnych potężnych szlifierek tokarek, które chodzą tylko przez parę minut takimi potężnymi tarczami, które w to wjeżdżają. Wszystko jest spryskiwane chłodzoną wodą i tak dalej. Szaleństwo po prostu. Potężne takie głowice obrotowe w 3D dosłownie, bo ta głowica się obraca we wszystkich trzech pozycjach dookoła, trochę jak ploter do drukowania 3D. I ta głowica waży troszeczkę i wiadomo, że nie obrobisz tam zbyt dużych kamieni, bo fizycznie nie ma takich głowic na świecie, które by były w stanie to pociąć, dociąć i w ogóle pracowałyby w ten sposób, bo po przecięciu paru takich kamyków ta tarcza jest do wyrzucenia. Tak zwyczajnie.
Po prostu nie masz tej tarczy. Twardość tego kamienia powoduje, że tarcza znika podczas cięcia w oczach. Po prostu się nie da tego tak łatwo zrobić. Jeszcze dodatkowo bardzo ciekawa rzecz, którą znalazł zresztą polski naukowiec, mister Franz. Mister Franz znalazł tam sferulki, czyli można powiedzieć nanowarstwę substancji, która jest świadectwem jakiegoś... To jest ciekawe, bo tu można posnuć kilka hipotez. Tu trzeba by się oprzeć troszeczkę o badania współczesne, naukowe, troszeczkę badań z Uniwersytetu Stanford i kilku innych miejsc, gdzie bada się materiały, tak zwane nadprzewodnictwo i produkuje się różne dziwne materiały, które mają robić to nadprzewodnictwo. I ciekawa rzecz, że te sferulki zachowują się jak nadprzewodniki. Jest ciekawa koncepcja, że to był cement zrobiony specjalnie w dziwny sposób. To jest jedna koncepcja, że tak naprawdę nie są to skały, które były wyciosane z jakiegoś kamieniołomu, tylko jest to cement.
Jest to po prostu specjalny beton i to by się nawet zgadzało. Tylko pytanie, czy on został zrobiony wodą, czy jakimiś innymi technologiami, czy ktoś po prostu robił dekompozycję skały, ulepił ją w jakiś kształt, następnie z powrotem za pomocą magicznej sztuczki w cudzysłowie, za pomocą technologii robił pstryk i skała, która była jak gąbka i prawie nic nie ważyła, zamieniała się w lity, granitowy, kamienny blok. Nie wiadomo. W każdym razie technologia, którą my operujemy, nie jest w stanie zrobić takich rzeczy, jakie są zrobione z tego kamienia. Na upartego byśmy zapewne zrobili. Potrwałoby to 200, 100 lat i nieustanną wymianę głowic, które pracują po 24 godziny na dobę. Natomiast nikt nie jest w stanie czegoś takiego zrobić i niewyobrażalne jest to, żeby ktokolwiek wziął kamyk i klepiąc, tłukąc jakimiś miedzianymi dłutkami to zrobił. Ale jest jeszcze ciekawsza rzecz, która jest związana z tym okresem przed sześcioma tysiącami lat. Bo oczywiście mówi się era brązu, era żelaza i tak dalej. Sprawdź, kiedy się zaczynają.
Okazuje się, że w Egipcie 6000 lat przed naszą erą znajdowane są stanowiska archeologiczne, w których znajdowane są materiały z żelaza. A teraz sobie sprawdź, kiedy odkryliśmy żelazo. Przecież to jest uprzednie stulecie, poprzednie stulecie. To skąd ci ludzie 6000 lat temu mieli tą technologię? I ona zniknęła. Były artefakty z żelaza. Jest ich parę na świecie. Są znajdowane w Azji. Są znajdowane, nie śmiej się, w Australii. Są znajdowane w wielu miejscach.
Ameryka Południowa to standard. Nawet w Ameryce Północnej przedmioty z żelaza, które oficjalnie się datuje. Ktoś tam powiedział: „A może to Indianie zrobili 500, 1000 lat temu?”. Nie, nie, nie. To jest o wiele, wiele głębsza warstwa archeologiczna. Mówię o stanie Utah i tam znaleziono kilka takich rzeczy i tam się znajduje kilka takich wykopalisk archeologicznych, dosyć konkretnych. No i znajduje się żelazo. Ciekawostka. To jak to wiedzieli, jak robić żelazo? Inna sprawa, że żelazem też granitu nie skujesz, bo to jest zbyt miękka historia.
Nie uda ci się, chyba że spędzisz tysiące lat nad tym. To jedyna opcja. I rozmiary tych katafalków, które są wręcz perfekcyjnie wykonane, idealnie pasują do rozmiarów reaktorów, które są opisywane przez wiele różnych religii science fiction, takich jak chrześcijaństwo, judaizm i tak dalej, wszystkie te opowieści, jako Arka Przymierza. Idealnie do siebie pasuje. Kilku ludzi próbowało nawet robić pomiary, archeologów i architektów, kilku dżentelmenów z Francji, kilku z Anglii. I zgadza się, nieustannie się zgadza. I to jest ten nieustanny problem, że to się zgadza, ten pomysł. Inne pomysły się nie zgadzają, a ten się zgadza. Bo wiadomo, że o ile łatwo wyryć te wzorki, bo tu jest jeszcze taka historia, że katafalki są idealnie równe. Badałem kątomierzem.
Poważnie. Są idealnie równe. Bierzesz laserowy czujnik od początku do końca i masz idealną linię, prostą, bez idealnych odchyleń. Wszystko jest zapolerowane. Weź ty zapoleruj granit, używając kamyków. To dowcip jest chyba. Musisz mieć naprawdę niezłą technologię, żeby zapolerować tak potężne płaszczyzny granitu tak równo, bo przejeżdżasz laserem i na dużych powierzchniach od razu widzisz odchodzące płaszczyzny. We współczesnych czasach centralna astronomia jest w dupsku, bo technicznie nie jesteśmy w stanie wykonać dużego lustra szkła, które ma równą powierzchnię, nawet zakrzywioną powierzchnię i robimy to czujnikami laserowymi i tak dalej. Te duże, potężne teleskopy składają się z małych lusterek, bo to jest jedyny sposób, w jaki jesteśmy w stanie to obrobić tak, żeby ta precyzja była zachowana, bo w tym momencie ustawiamy precyzję małego lusterka. Jesteśmy w stanie wymienić lusterko, natomiast na dużej powierzchni nawet nie jesteśmy w stanie równo zeszlifować szkła.
Jeżeli dam ci taflę szkła, która ma przypuśćmy 2,5 metra na 2,5 metra, soczewkę i każę ci ją równo zeszlifować, to nigdy ci się to nie uda. Nie ma maszyny, która to zrobi i tak dalej. Inna sprawa, że szkło jest cieczą, także ciężko tutaj zachować równe rozmiary. Ale dobra, zeszlifuj granit w ten sposób. Też tego nie potrafisz zrobić. Nikt nie potrafi tego zrobić, bo już na dużych płaszczyznach widać od razu drobne odchylenia. Te wszystkie milimetrowe odskoki od razu się rzucają. Jeżeli laserem przejedziesz, to od razu wszystko widać. I to jest oryginalny design, pierwotny design. Natomiast wszystkie te wyrzeźbione, wykute dłutkiem hieroglify na tym, to jest tak krzywe, że wygląda jak robione po pijaku.
I wcale nie żartuję. Bez przesady może z tym po pijaku, ale naprawdę wygląda, jakby to było działanie młotka, dłuta i wieczne klepanie, nie wiadomo czego. Widać, że nawet prostej linii kolesie nie potrafili na tym zrobić. Nie ma ani jednej prostej linii na tych sarkofagach, tych wykutych nowych hieroglifów, nic. Nawet krzywej linii. Jeżeli robili ząbki, nawet tego im się nie udało zrobić. Wszystko jest poszarpane, wyrwane, zdewastowane. Widać, że ktoś dorwał się do dłuta i postanowił, że teraz przekuje sobie te katafalki na swoją własną modłę i się podpisze pod czymś, o czym nie ma bladego pojęcia. Albo ma. W każdym razie ponoć tych reaktorów było parę.
Wracając do tych różokrzyżowców. Oni jako pierwsi zapuścili się do Egiptu, oni jako pierwsi zapuścili się do Jerozolimy. To byli ludzie, którzy wiedzieli, że była jakaś cywilizacja poprzednia, bo mówimy o forpoczcie najbardziej agresywnej, brutalnej, oddziałach specjalnych SS Watykanu, które wszczęły wojny na Bliskim Wschodzie i tak dalej. Wszystkie te historie to były takie oddziały specjalne Waffen-SS ówczesnych czasów. Oczywiście złączone z siłą bankierską, ale to normalne, to klasyczny numer. Ci ludzie zawsze się lubią nawzajem. Bankierzy i Waffen-SS. To się nigdy nie zmieniło. Do dzisiejszych czasów, zdaje się to Waffen-SS made in United States and Great Britain, other countries, czy jakoś tak, okupują kilka ciekawych miejsc na świecie i mordują wszystkich, jak leci. Wyrzynają, jak tylko się da.
Za ropę, za uran, za inne rzeczy i tak dalej. Za panowanie nad światem, za władzę i pieniądze. Psychopatów nie brakuje i nigdy ich nie brakowało, jak się okazuje, przynajmniej w ciągu ostatnich tysięcy lat. Jest podejrzenie, że różokrzyżowcy trafnęli w Jerozolimie jeden z reaktorów. Znaleźli, ale nie byli w stanie odpalić. Nie wiadomo, na jakiej zasadzie. Nie wiadomo, czy to był cały reaktor, czy tylko część tego reaktora. Nikt tego do końca nie wie. Wiadomo, że znaleźli coś, co było na tyle ważne, że właściwie powodowało bardzo duże zamieszanie, bardzo dużą zmianę w tej całej historii watykańskiej, że nagle trzeba powołać jakieś zakony, trzeba powołać jakichś strażników, trzeba porobić jakieś wojny, trzeba tutaj zamieszać sytuację, bo coś ciekawego może wyjść na forum publiczne, a nikt tego nie chce. I być może były to reaktory.
Jest słynna historia związana z Wyspą Dębów, tak to się nazywa. Jest taka wyspa. Nazywa się Wyspa Dębów przy Kanadzie. Poszukaj sobie Wyspa Dębów i jej tajemnica związana właśnie z masonerią, różokrzyżowcami i historią jednego prawdopodobnie z reaktorów, bo ślady wiodą z Jerozolimy przez Europę do Anglii, do Szkocji, a później gdzieś znikają. Być może reaktor został wywieziony. Wiadomo, że wszystko dookoła takiego reaktora zachowuje się troszeczkę inaczej. Wiadomo jak wiadomo, tego się możemy domyślać. To są opowieści, które możemy spotkać w Etiopii, bo w Etiopii jest takie miejsce, w którym ponoć jeszcze jest jeden ostatni działający reaktor, chociaż nie wiadomo, czy ostatni, czy nie. Ale fajnie brzmi, prawda? Jeden ostatni działający reaktor.
Jest on pilnowany. Jest tam oczywiście Arka Przymierza, jak najbardziej. Ludzie, którzy go pilnują, twierdzą, że pilnują Arki Przymierza. Miasto jest tak szczelnie ogrodzone, że to się w głowie nie mieści. Ma swoje własne wojsko, ma swoje własne systemy podziemne, które istnieją od paru tysięcy lat. Poznałem tutaj w Londynie dżentelmena, który pochodzi dokładnie z tego miasta. Otóż to. I ten dżentelmen, bo się go zapytałem, całą noc przegadaliśmy. Właściwie ja sobie słuchałem, a on gadał. I on opowiadał mi wszystkie te historie, które on wie stamtąd na temat Arki Przymierza.
Dżentelmen z Afryki. To jest niesamowita historia. Okazuje się, że my tego nie wiemy, że są miasta, które mają własne wojsko i to wojsko strzeże dokładnie Arki i ty nie jesteś w stanie tam zrobić czegokolwiek. Była jedna historia, kiedy Włosi próbowali zaatakować to miasteczko. Ono się znajduje tuż przed wzgórzami i ponoć, tak słyszałem, w tych wzgórzach są wyryte potężne podziemne tunele. Kiedy cokolwiek się dzieje, Arka jest od razu transportowana dla bezpieczeństwa do tych tuneli, tak że nikt nie jest w stanie jej nigdy stamtąd wyciągnąć. Arki pilnują specjalni wyselekcjonowani mnisi, którzy tracą wzrok. Zresztą o tym pisał i mówił bardzo często Graham Hancock, który badał tę sprawę bardzo długo i zresztą rozmawiał z tymi ludźmi, którzy pilnowali Arki. Też masę ciekawych informacji tu polecam. Graham Hancock.
Każdy, kto wie, to wie, o kogo chodzi. Moje historie, które ja usłyszałem, są dokładnie takie same. To jest prywatna armia, która strzeże miasta i to jest tak uzbrojona armia, może niekoniecznie jakieś rakiety taktyczne albo coś w tym stylu, ale posiadają ciekawą moc. Kiedy ostatni raz wielka włoska armia próbowała się tam wedrzeć w chyba 1938 rok, zostali rozgromieni dosłownie przez chłopaków na bosaka, którzy biegali teoretycznie z dzidami, mieli o wiele starsze karabiny i właściwie nic nie mieli. Zostali rozgromieni. Gdzieś tam jest jakaś siła, która powoduje, że nikt nie jest w stanie dotrzeć do Arki. Nikt nie jest w stanie ich zabrać, nikt nie jest w stanie wejść do tego miasta, a nawet jeżeli mu się uda, to Arka jest automatycznie chowana w tych podziemiach i nikt nie jest w stanie jej znaleźć. Ona jest tam cały czas pilnowana. To jest ponoć jeden z działających reaktorów. Ponoć zwiększa radiację dookoła.
Ponoć są pewne zjawiska, które nie występują gdziekolwiek indziej. Ona też nie jest tak wystawiona normalnie, że ty możesz tam podejść. Ponoć ona w ogóle gdzieś jest tak czy siak schowana troszkę bliżej, może nie głęboko, ale gdzieś w tych podziemiach. I to, co widzisz, to taka mała kaplica na zewnątrz, taki mały kościółek, przez który wchodzi się do podziemi i tam się wchodzi do Arki. Są specjalni, delegowani mnisi, którzy pilnują tej Arki i chorują na kataraktę. Każdy z tych pilnujących Arki ma bardzo krótki żywot. Po pięciu czy sześciu latach umiera. Najpierw dostaje katarakty, a później umiera. Czyli takie klasyczne objawy choroby popromiennej, tak byśmy to nazwali. I Graham Hancock to badał, jeżdżąc tam przez parę lat.
I właśnie taka ciekawa historia, że mówi, że kiedy pojechał po raz kolejny parę lat później, to już był inny mnich, bo tamten po prostu zmarł. Dostał białaczki, katarakty i tak dalej. Wszystkie objawy choroby popromiennej. I teraz jest już nowy mnich. I oni mają takie podejście, że oni są dedykowani. Oni się nie boją tego, że odejdą stąd do krainy Duat. Absolutnie się tego nie boją. Oni wiedzą, że to jest ich misja. Oni po prostu pilnują tego, żeby nikt nie położył na tym łapy. To jest ostatni kawałek przymierza z Bogiem.
Tak to nazywają. Ja bym troszkę posunął ten margines, rozsunął go trochę, bo moim zdaniem nie jest to przymierze z Bogiem. Jest to przymierze z nami samymi, z kosmosem, ze wszystkim. Ono oczywiście zostało zdewaluowane na przestrzeni czasów. Uwierzyliśmy w bóstwa, uwierzyliśmy już w takie bzdury, że to się w głowie nie mieści. Do tej pory wierzymy. Zresztą słuchaj, otwórz sobie jakikolwiek portal, jakąkolwiek gazetę. Co widzisz? No właśnie. Jest taki napis, który ktoś kiedyś zrobił na murze.
Nie wiem, czy to nie był Banksy, coś w tym stylu. Taki „Stop make stupid people famous”, czyli „przestań robić głupich ludzi popularnymi”. Ale jak się obejrzysz na gazety, to co widzisz? Ta zgubiła majtki, temu spadł biustonosz, tamten poczuł się kobietą, a tamta poczuła się chłopakiem. Tutaj w rozkroku. Wiesz, tego typu sprawy. To ciężko dealować taką sytuację w takim kontekście, że tu masz połączenie z braćmi, z kosmosem i tak dalej. W takiej opcji to jedynie chyba zostaje wierzyć w jakieś tajemnicze bóstwa, bo właściwie trzymając rękę nieustannie w gaciach, ciężko się dowiedzieć czegoś o kosmosie. Można co najwyżej się dowiedzieć czegoś o swoich własnych gaciach i też chyba nie za dużo. Okazuje się, że historia za tym może być dosyć gruba, bo wiadomo, że doniesienia o takich tajemniczych urządzeniach nie są tylko i wyłącznie związane z Afryką, nie są wyłącznie związane z Egiptem.
Są opowieści o tych w cudzysłowie nie może Arkach Przymierza, tylko o urządzeniach, które dawały ci kontakt z inną rzeczywistością, troszeczkę bardziej rozszerzoną. To jest troszeczkę tak, jak budka do teleportowania się w kosmos. Budka czy technologia, dzięki której możesz spotkać braci w kosmosie. Technologia, która ciebie transformuje, bo wszystkie opisy zarówno z Azji, zarówno z Ameryki Południowej, Jukatanu, Indian, Hopi. Wymyślaj sobie, co chcesz. Naprawdę wszystkie te opisy mówią bardzo jasno i wyraźnie o tym, że elementem korzystania z tej technologii jest wewnętrzna transformacja. Ta sama historia w Europie. My jesteśmy spuścizną, dziedzictwem tej kultury. Czymże jest alchemik? Jest częścią procesu, który wytwarza.
Dokładnie na tej samej zasadzie. I nikt nie może się dotknąć do tej maszyny i ją odpalić, dopóki nie jest okej sam ze sobą. I to tak konkretnie okej. Nie możesz nikogo krzywdzić, musisz mieć odpowiednie aminokwasy i tak dalej. W judaizmie jest ciekawa historia, która jest opisana w Kabbalonie. Kabbalon nie należy do judaizmu. To jest coś, co judaizm ukradł z Aleksandrii, tak zwana kabała. Nazywają to kabałą. Jest to taki bardzo młody, przepisany tekst, można powiedzieć, że kompilacja oryginalnych alchem egipskich tekstów. Alchemia.
Stąd się to wzięło. Stąd się wziął Kabbalion. To są egipskie historie. To nie ma nic wspólnego z żadnymi Semitami, z żadnymi cwaniakami, które się włóczyły po pustyni, szukały łatwego zarobku albo czegoś takiego. To nie była banda ślądaków i głupków. To były po prostu teksty, które zrabowano gdzieś tam z Biblioteki Aleksandryjskiej, skompilowano, zamieniono w jakiś taki pseudoteologiczny tekst, który ponoć ma pochowane kilka ciekawych rzeczy związanych z tą technologią obsługi owej w cudzysłowie Arki Przymierza. Tej technologii, która ciągle gdzieś tam parkuje pod ziemią, przynajmniej według mnie. Jest tam bardzo ciekawy opis. Tak samo widnieje on w Starym Testamencie i w kilku innych kulturach, akurat w tak zwanych semickich. Ten opis jest bardzo podobny, znajduje się gdzieś w sumeryjskich tekstach, już tych młodych do rozszyfrowania.
Bynajmniej nie są to teksty o Annunaki ani nic z tych rzeczy. Absolutnie. Annunaki dokładnie oznacza właściwie władcę. To może zostawię, bo to w ogóle dyskusyjne, bo nikt nie wie, co oznaczało Annunaki. Zecharia Sitchin mówił jedno. Jest do tego jeszcze parę koncepcji, jakieś pięć różnych tłumaczeń tego słowa, które oznaczają coś zupełnie innego. Właściwie każdy w tym słowie widzi to, co chce zobaczyć, także ciężko się na tym opierać. Ja nie jestem ekspertem od tych języków na tabliczkach glinianych, także nie chcę tutaj wymyślać żadnych nowych rzeczy. W każdym razie te zapisy, które zostały, mówią o tym, że przy podchodzeniu do reaktora, ja go nazywam reaktorem i to jest nawet w Biblii opisane tak zwanej, ale tej judaistycznej, takiej największej ściemie. Ale jest tam kilka ciekawych rzeczy, że jak się podchodzi do reaktora, musisz mieć specjalny shielding, czyli specjalną tarczę.
To jest w „Kabalionie” opisane, że każdy materiał ma swoją inną radiację, inne promieniowanie i żeby skleić się z tą energią, musisz mieć dokładnie ten sam potencjał energetyczny. Tak można to w skrócie nazwać potencjał informacyjny. Jest tam słynna historia, którą zresztą Żydzi do tej pory w ramach takiej pamiątki ponoć, nie wiem po kim, bo sobie wymyślili własną historię. Nie mają żadnej historii. To jest tak, jak mówiłem, po prostu banda przybłęd, która wylądowała i wymyśliła sobie historię skradzionych kawałków od kogoś. Ale jest tam opowieść o tym, że do tej pory właściwie noszą coś w rodzaju takiej zbroi na klacie, która jest wyszywana złotymi kamieniami. To przetrwało w Europie długie lata. Zresztą zobacz, skąd się wzięły medale, ordery, szarfy, wszystkie te elementy. To jest troszeczkę taka przeniesiona legenda, że to jest coś, co pozwala ci sterować urządzeniem. W jaki sposób?
Otóż już wyjaśniam. Rzecz jest bardzo prosta. Wyobraź sobie, że urządzenie ma konkretną radiację, odbija konkretne pola i teraz, jeżeli wejdziesz w to pole, tą radiację tego urządzenia reaktora może cię zmieść, bo twoja kompozycja aminokwasów nie pasuje. Kilka rzeczy się nie zgadza i automatycznie ta energia, zamiast się z tobą skleić, automatycznie cię, że tak powiem, ora do zera. Jest troszeczkę jak w filmie „Indiana Jones”. Reaktor jest odpalony, a ty się rozsypujesz na proszek i po tobie. I żeby przeżyć tą historię, musisz się stuningować, dostosować, założyć coś w rodzaju zbroi, która oszuka urządzenie, odbije odpowiednią ilość częstotliwości w odpowiedni sposób, tak, że urządzenie cię zaakceptuje. I to jest właśnie taka tarcza, taka kamizelka wyszywana specjalną kombinacją kamieni szlachetnych, ale to jest specjalna kombinacja. Każdy kamień jest opisany właśnie w owym „Kabalionie”. I co on robi, za jaki rodzaj mocy odpowiada.
Oczywiście jest to wszystko mocno metaforyczne. Ciężko było z tego zbudować cokolwiek, bo myślę, że ludzie, którzy to przypisywali, sami nie wiedzieli do końca, o co chodzi. Liczyli na to, że pewnego dnia uda im się położyć łapę na tej technologii i że właśnie to im pomoże. Że pewnego dnia. Myślę, że sprawa jest od tej strony troszkę bardziej skomplikowana i bez odpowiedniej kombinacji w głowie, każdy z nas ma kluczyk w głowie, nikt nie jest w stanie tego otworzyć. Skąd to wiadomo? To są te nieliczne teksty, które zostały ze starożytnego Egiptu, że to my swoją głową aktywujemy te reaktory. Tam jest mowa o różnych ciekawych rzeczach w tych starożytnych egipskich tekstach. Nie wszystko zostało pochłonięte przez zadymy historii. Część z tego ocalała bardzo niewielka, ale dająca bardzo dużo do myślenia.
Bardzo dużo i część z tego została w Ameryce Południowej. Też ta sama historia. Tylko że w Ameryce Południowej właściwie nikt nie szukał śladów reaktorów, także nie wiadomo, jak wygląda sprawa dokładnie tam. Wiadomo, że musiało być. W Chinach natomiast wiadomo, że jest coś takiego jak reaktory. Są tego typu rzeczy, takie legendy o dziwnych, tajemniczych urządzeniach, które zostały pochowane, kiedy bogowie odeszli i zostały schowane po to, że jeżeli ludzkość dorośnie do tego, żeby się z powrotem podnieść z kolan, przestać być psychopatami, to w tym momencie mamy już gotową technologię. Możemy skorzystać i automatycznie połączyć się z naszymi braćmi w kosmosie. Nie ma gadki o bogach, nie ma gadki o takich rzeczach. Jest natomiast gadka o tym, że to my jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co robimy dookoła siebie i to nasza odpowiedzialność buduje to środowisko, w którym jesteśmy w stanie odpalić tą maszynę. Nic za nas, nic obok nas, to my sami musimy.
I myślę, że te wszystkie próby z latami związane z chowaniem tej historii są właśnie związane z tą technologią i to tak bezpośrednio. Mogę nie mieć racji absolutnie. Oczywiście może tak być. Niemniej wygląda na to, że cokolwiek by nie mówić, to jest mój ogon sytuacji, że ktoś ma tą technologię, bo są jakieś odpryski tego, są gdzieś opisywane w kronikach, w wielu miejscach. Wiadomo, dlaczego ktoś chce zakopać pod ziemię wiele rzeczy. Nie chce uczyć historii. Chce niszczyć tą historię. Nie chce, żeby była jakakolwiek informacja, co było wcześniej. Chce zawsze odciąć tą historię, zrobić z nas głupków. Ale dlaczego?
Czyżby chodziło tylko o kwestie pieniędzy? Nie, to nie jest kwestia pieniędzy. To jest chyba kwestia w ogóle całego kompleksowego podejścia do rzeczywistości. Kwestia wiary na przykład w bóstwa, bo w tym momencie wiara umiera. Kiedy dostajesz do ręki taki reaktor z pełną informacją, że właściwie jesteś tak samo kosmiczną istotą jak szaraki zielone lub cokolwiek chcesz i możesz się kontaktować, latać przez kosmos. Masz całą tą technologię właśnie w ręku. Jedyną rzeczą, którą musisz zrobić, to dokonać wewnętrznej transformacji. Przestać być draniem przysłowiowo i zacząć inaczej patrzeć na życie, na siebie, na cały świat dookoła. Jest to chyba najcięższe w tym przypadku, bo wiadomo, że ludzie, którzy to schowali, mają bardzo dużo za paznokciami. I wiadomo, że nie odpalą tej technologii, chociażby się starali jak tysiąc atletów, co zjadło tysiąc kotletów.
Po prostu nie zrobią tego, bo nie mają właściwej kombinacji. Opowieści o tej kombinacji krążą po Europie. Nazywa się to Święty Graal i jest to historia związana z alchemikami i produkcją złota. Wiadomo, że kilku się udało. O tym już mówiłem. Zresztą co dużo mówić, historia wraca jak bumerang. Rosyjscy naukowcy oficjalnie poinformowali, że bez problemu robią transmutację ołowiu w złoto na konferencji prasowej. Czasy się zmieniają. Wiadomo, że nie jest to już bajka o smoku z siedmioma głowami i tak dalej. Wiadomo, że ta część historii jest jak najbardziej prawdziwa i jest więcej niż prawdopodobieństwo, że ktoś produkował złoto w Europie.
Mówimy o rodzinie Rothschild, o być może kilku innych dżentelmenach. Alchemicy byli tak pożądani na dworach, ale tylko ci, którzy potrafili to robić. I pomimo, że Europa była cała zablokowana, zabita dechami i samo stwierdzenie, że jest coś więcej niż płaska Ziemia kosztowało cię życie i od razu lądowałeś na stosie. W przypadku alchemików, co było dosyć zabawne, nie lądowali na stosie. Funkcjonowali oficjalnie na dworach królewskich, które były z namaszczenia Watykanu. Żeby dostać koronę, papież musiał cię namaścić. Nie było problemu, że królestwo zostało wyklęte, bo ma alchemików na pokładzie. Nie. Każdy wiedział, że ta wiedza pozwala zmieniać wszystko, że jest to potężny potencjał informacji, który powoduje, że jesteś praktycznie niezależnym człowiekiem. Być może Arka Przymierza, być może coś innego, nie wiadomo.
Ja tu jeszcze mam takie rzeczy jak manuskrypt Wojnycza. Ciekawostka. I to myślę, że też jest kwestia tej zagubionej technologii, której kawałki przetrwały do dzisiejszych czasów. Na przestrzeni historii ktoś tam czasami złapał kawałek, gdzieś tam pozbierał, zostawił, czy to w szkołach hermetycznych, czy w jakichś manuskryptach, które później zostały zrabowane i teraz spoczywają gdzieś, chociażby nawet w Bibliotece Watykańskiej albo Smithsonian Institute. Nie wiadomo gdzie. Wiadomo, że były. Wiadomo, że zniknęły. Wiele takich rzeczy się działo. Jest wiele dowodów na to, że mamy do czynienia z takim procederem. Chociażby zdjęcia wykopalisk archeologicznych z lat 30., 40., 50., które później zostały zaksięgowane jako na przykład zbiory Smithsonian Institute.
Mija 40, 50, 60 lat. Zgłaszasz się do Smithsonian Institute, pokazujesz numer katalogowy, gdzie zostało znalezione, co i jak. Zdjęcie z lat 30. Oni ci mówią: „Tego nigdy nie mieliśmy. Nie wiemy, co to jest. Nie znamy tego. Pan wyjdzie stąd. Nie chcemy z panem rozmawiać”. Chyba sprawa jest jasna, o co chodzi. Wiadomo, że nikt nie chce dopuścić nas do tego momentu, gdzie się cofniemy i zadamy sobie pytanie o naszą prawdziwą naturę.
Czy to naprawdę polega na tym, że musimy być głupkami do końca swoich dni na tej planecie? Czy w ogóle jesteś tyle dni na tej planecie? Czy ta planeta jest stabilna? Czy cykle, którym podlegamy, cykle ruszania się kontynentów są przewidywalne czy nieprzewidywalne? Raptem niecały miesiąc temu światło ujrzał oficjalny raport wielu rządów, który jasno i wyraźnie mówi, że model klimatyczny dla Ziemi wygląda zupełnie inaczej. Przez ostatnie 40, 30 lat, właściwie od 1981 czy 1982 roku, od tak zwanej konferencji rzymskiej, gdzie ustalono oficjalny model klimatyczny Ziemi, nic się nie zgadzało z tym modelem. To była taka teoria. Na podstawie tego modelu wymyślono CO2, globalne ocieplenie i takie inne bzdury. To właśnie na podstawie tego modelu komputerowego z 1981 czy 1982 roku. To jest dosyć zabawne.
Jeżeli porównasz poziom komputerów dzisiaj, poziom komputerów do tamtych czasów, to tam się wydawało, że pisząc jakiś program z paru linijek, nagle zrozumieli, na czym polega zmiana klimatu na planecie Ziemia. Co jest bzdurą permanentną. Ale ktoś za to skasował niezły hajs. Ktoś dostał za to dyplom, ktoś zrobił pracę naukową. Wszyscy są szczęśliwi. Po x latach, właściwie w tym roku okazało się, że model klimatyczny Ziemi, model tektoniczny Ziemi, ruchów, wpływów, wszystkiego tego jest zupełnie inny. I czy się to podoba komuś, czy nie, ten oryginalny pomysł na Ziemię w ogóle nie ma żadnego sensu, że wszystko wygląda inaczej, a to „inaczej” oznacza, że kontynenty właśnie teraz zaczynają ruszać się, przemieszczać. Taka ciekawostka. Wydaje mi się, że właśnie teraz dotknęliśmy z powrotem, wróciliśmy do punktu wyjścia sprzed 6000 lat albo 7000 czy 8000 i z powrotem mamy tą technologię tutaj na Ziemi. Z powrotem możemy zrozumieć, na czym to polega.
Oczywiście można się ze mną spierać, kłócić i tak dalej. Mówię tutaj o technologii Keshe i myślę, że to jest dokładnie ta technologia, która jest związana z egipskimi historiami. Oczywiście ona wtedy się nie nazywała tak, jak mówimy teraz Keshe. Chodzi o to, co się dzieje w reaktorach jądrowych. Ale wyobraź sobie, że nie używamy pierwiastków promieniotwórczych. Używamy zupełnie innego promieniowania. Promieniowania, które jest bezpieczne. Właściwie do tego się to sprowadza. Operujemy na tych subtelnych energiach, na których jest oparty cały kosmos. I być może te wszystkie reaktory, te wszystkie rzeczy są właśnie z tym związane.
Zresztą jeżeli się przyjrzysz na tak zwaną egipską „Księgę umarłych”, która w rzeczywistości nie jest księgą umarłych, jest księgą przejścia do krainy Duat, zauważysz bardzo dużo wspólnych punktów i to naprawdę więcej niż dużo. Właściwie to są same wspólne punkty. Teraz nazywamy technologię. To jest chyba taki kult cargo naszych czasów. Zawsze od człowieka, który ją wymyślił i tak dalej. Nie łączymy tego jako czegoś kompleksowego. Jeżeli znajdujemy jakąś planetę, to nazywamy ją na przykład planeta Kościuszko albo planeta Kopernik, albo coś tam. Zawsze dajemy ten attachment, czyli tą taką doklejkę z nazwą autora, że to jest czyjeś. Natomiast wiedza, właściwie informacja nie ma ojca jako takiego. Wydaje mi się, że po prostu jest to nic innego jak takie pole informacji, z którego każdy może skorzystać.
I tu nie ma ani nauczycieli, ani uczniów, ani nic takiego. Jest tylko moment wskoczenia w tą informację i nauczenie się korzystania z tej informacji, z tych właśnie drobnych, lekkich radiacji, można powiedzieć. Obserwując ptaki, które latają w powietrzu, te potężne klucze ptaków. Tu w Anglii jest to dosyć popularne. Niesamowicie to wygląda, kiedy widzisz parę tysięcy ptaków w takim kluczu, które się organizują po prostu w ułamku sekundy. Jest koncepcja pól morfogenetycznych, ale koncepcja pól morfogenetycznych to nie jest koniec. To jest dopiero początek tej historii, bo ona mówi o tym, że wszystko polega na informacji. Te ptaki się komunikują ze sobą w real zero time delayed, czyli zero czasu opóźnienia w czasie. Wszystko jest w czasie rzeczywistym. Przesyłają sobie informacje w sposób, którego my nie jesteśmy w stanie zrozumieć.
Absolutnie. Dlatego te ptaki w tym kluczu nigdy nie wpadają na siebie. Tam nigdy nie ma korków, nigdy nie ma karamboli, nigdy nie ma stłuczek, zderzeń. Normalnie gdyby wypuścić ludzi w samochodach na płaskiej drodze i powiedzieć: „Start”, to skończyłoby się wielkim klinczem. Wszyscy by się zaklinowali w wielkim korku i wypadku samochodowym. Natomiast z ptakami tego problemu nie ma. I tutaj jest historia związana z tym, co się aktualnie bada przez naukę, chociażby z tą technologią, o której wspominałem. Drobne pola radiacyjne, drobne porównując do reaktora jądrowego i rozszczepialnych reakcji łańcuchowych i tak dalej, to troszkę inna sprawa. Jest to dokładnie to samo, tylko że już bez toksycznych właściwości reakcji jądrowych, bez promieniowania promieniotwórczego, bez promieniotwórczych radioaktywnych elementów, które nas roztrzaskują na kawałki. To jest zupełnie inna energia.
To jest energia, która odpowiada za życie, odpowiada za stworzenie, odpowiada za komunikację się wszystkich roślin i jest oparta o aminokwasy. Zresztą bardzo poważne prace naukowe, które teraz wychodzą, instytuty, które mają dużo dyplomów, dużo noblistów i tak dalej, zaczynają powoli coraz głośniej o tym pisać, że właściwie forma komunikacji na tej planecie i nie tylko na tej planecie, bo to już powoli zaczyna wychodzić poza tą planetę, szczególnie wtedy, kiedy okazało się, że pracownicy NASA zwani kosmonautami, ja to mówię po radziecku: kosmonauta. Przywieźli nam na promie bakterie z kosmosu. Po zewnętrznej stronie szczypki okazało się, że w kosmosie coś żyje. To nie jest tak, jak nam mówiono do tej pory, że to jest dzika próżnia. Dalej coś funkcjonuje, dalej jakieś życie jest, dalej coś się dzieje. Nie wiemy jak, nie wiemy co. A może tylko udajemy, że nie wiemy? Może ta kluczowa informacja pod tytułem, że jednak aminokwasy, że to jest ta drobna radiacja. My to nazywamy aminokwasami, że to jest właśnie ten pierwiastek produkujący całe życie, że to jest ten moment, ten pilot, którym kontrolujemy praktycznie całą rzeczywistość dookoła.
To wszystko myślę, że jeszcze dopiero przed nami, odkrywanie tych wszystkich rzeczy. Tak naprawdę dopiero stajemy na tym progu, tak mi się wydaje. I to jest moment, kiedy ruszamy z całą tą wiedzą od nowa, po raz pierwszy od 6000 lat. I to dosyć mocno i bardzo fajnie. Oczywiście przydałoby się odkopać te wszystkie rzeczy, które leżą w ziemi, ale żebym był pesymistą, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek zezwolił nam na odkopanie tych rzeczy. Słuchaj, prosta historia z Polski. Dotarły do mnie wieści, do ciebie pewnie też dotarły. Wielu z nas o tym wie, że jest coś takiego jak groby władców tak zwanych albo nie wiadomo, jak to nazwać, bo to też jest takie bardzo władcy, nie władcy. Kto to był? Nie wiadomo, czy to polegało na władaniu, czy na przekazywaniu informacji.
W każdym razie ważni ludzie z poprzednich epok w Polsce są pochowani gdzieś w Górach Świętokrzyskich. Są jakieś potężne podziemia. Widziałem zdjęcia z kawałka tych podziemi. Faktycznie są tam nacieki, które wskazują, że podziemia musiały być budowane co najmniej 800 lat temu. I tak dosyć solidnie, bo zresztą była tam grupa badaczy, która zbadała i faktycznie są cegły XII-wieczne z piaskowca robione, ponoć jeszcze starsze rzeczy. Właściwie nie wiadomo, co tam do końca jest, bo ciężko się tam dostać i nikt nie chce tego penetrować. Spadła na to kurtyna milczenia. Nikt nie chce ruszyć tematu. Legenda mówi o tym, że mamy do czynienia z grobowcami prasłowiańskich władców sięgających 3000 lat do tyłu, a może i cholera wie, jak daleko. Nie wiadomo.
Nikt tego nie chce zbadać oficjalnie, nikt nie chce tego dotykać. Poza oczywiście zapaleńcami i miłośnikami odnajdywania prawdziwej historii. Niezależnie z jakich pobudek, niezależnie od tego, z jakim nastawieniem. To jedno nastawienie, żeby odkryć historię i zweryfikować swoją wiedzę na temat kim jestem, skąd przychodzę, dokąd zmierzam. To jest chyba najbardziej szczytny cel. Także tutaj akurat się nie liczy, czy to patrioci, czy nie patrioci. Tak czy siak, chodzi po prostu o to, żeby się dowiedzieć, żeby mieć z powrotem tą informację, bo to informacja jest tym kluczowym elementem, który kształtuje naszą rzeczywistość. Nie zasoby, nie wszystkie te rzeczy. Bo już teraz wiemy od momentu opublikowania przez Rosjan chociażby, jeżeli chcesz się opierać tylko na naukowych badaniach, to już wiemy, że transmutacja jest możliwa, że walka o zasoby nie ma żadnego sensu. Zresztą jest patent na produkcję złota z lat 70., 1976 rok.
Wiadomo, że jeżeli można zrobić jeden pierwiastek z drugiego i to bez żadnego problemu, to wiadomo, że można zrobić każdy pierwiastek z każdego. Zresztą Rosjanie o tym głośno mówią od paru lat. Nie jest to żadną tajemnicą. Oczywiście za wyjątkiem gazet na Zachodzie i gazet na przykład w Polsce, które pokazują rozdekoltowaną panią X i zmuszają, najchętniej widzieliby wszystkich chłopców z rękami w gaciach, a wszystkie dziewczęta też z rękami w gaciach, bo pokażą jakiegoś chłopca z torsem i aktor. Just stop make stupid people famous. Rozumiesz? Po prostu przestań robić głupich ludzi popularnych. To wszystko. I zajmij się informacją. Ale nikt tego nie chce zrobić, bo w tym momencie zmiana percepcji rzeczywistości.
Bo jeżeli się okaże, że twoje i moje korzenie sięgają tysięcy lat i stoi za tym bardzo poważna wiedza, to w tym momencie co ta dziunia, która pokazuje mi gołą dupę i myśli, że zawojuje tym świat, co ta dziunia z gołą dupą może w tym momencie wskórać w moim życiu? I przede wszystkim promotorzy, bo to jej promotorzy próbują ukształtować moją rzeczywistość, żebym ja poszedł i wydał swoją kasę na to, co ta dziunia z gołą dupą zrobi. Także słaby numer. Na razie trwa produkcja akcji desperatów, którzy za wszelką cenę próbują dogonić ostatni model telefonu, ostatni model samochodu i ostatni model na życie. A co by się stało, gdybyśmy się dowiedzieli, jaka jest rzeczywista historia? Jakie moce mieliśmy w rękach na przykład tysiące lat temu? To jest ciekawa historia. Historie z medycyną. Jeszcze wrócę na moment do Egiptu, bo wiadomo, że są wykopywane te mumie w Egipcie i są mumie, które mają tą samą historię jak mumie w Ameryce Południowej, w Peru i w wielu innych miejscach. Ślady trepanacji czaszki.
I robione to w taki sposób, że Współcześni lekarze chirurdzy klękają na kolana, bo współczesna trepanacja czaszki wymaga bardzo zaawansowanego sprzętu i nie wiadomo, jak się powiedzie, czy się uda. Muszą zrobić ci prześwietlenie, robią niesamowite rzeczy, a tam są ślady. Wykopywane są zwłoki, które miały przeprowadzoną trepanację czaszki, miały przeprowadzone operacje, gdzie był wycinany kawałek kości i wkładany z powrotem. Ale widzisz, ci kolesie nie mieli tych wszystkich urządzeń medycznych. Chciałem zacytować jakieś urządzenie, jakichś skanerów specjalnych, skalpeli, specjalnych narzędzi i chemii do tego całego zaplecza uniwersyteckiego, które teraz jest potrzebne na sali operacyjnej, żeby zrobić ci trepanację czaszki, wyciąć część głowy i wsadzić z powrotem, żeby wszystko było okej. Wiadomo, że ryzyko takiej operacji jest tak potężne, że bardzo niewielu specjalistów na świecie się podejmuje tego. To jest bardzo wąska branża ludzi, którzy potrafią wejść ci do głowy za pomocą skalpela i coś tam zrobić. Niewielu ludzi chce to robić, bo to ryzki biznes. Szanse, że ty wstaniesz z tego stołu o własnych nogach, są praktycznie żadne. Jakieś są, ale raczej bardziej żadne niż jakieś.
To jest taka ostatnia deska ratunku. Natomiast z wykopalisk w Ameryce Południowej wygląda na to, że była to bardzo w niektórych miejscach popularna praktyka i coś robiono z głowami, coś robiono z mózgiem, niwelowano jakiś element. Jest kilka podejrzeń na ten temat. Sam mam kilka, też sprawdzałem kilka rzeczy, ale to może opowiem innym razem, bo dzisiaj już się nie będę rozpędzał. W każdym razie ci ludzie przeżywali te trepanacje czaszki bez żadnych problemów, bo jak badasz zwłoki, to widzisz, że trepanacja czaszki była robiona, kiedy był młody, a później dożył na przykład 80 lat i nie było żadnego problemu. Widać po zużyciu kości, że chodził, że nie miał żadnych dysfunkcji fizycznych, że wszystko było okej. Był w stanie rozprostować rękę, zgiąć rękę, bo widać zużycie kości, jakie jest naturalnie. I niewiele ten człowiek różnił się od normalnego człowieka. Właściwie niczym się nie różnił. Nie było tak, że operacja cię upośledzała, a robili tak zaawansowaną operację, że się w głowie nie mieści.
Zresztą Klaus Dona, który jest poszukiwaczem tych wszystkich zaginionych cywilizacji, artefaktów i tak dalej, znany doskonale każdemu z nas, zebrał kilka takich narzędzi, o których chirurdzy, profesjonalni chirurdzy mówią, że są to najlepsze narzędzia chirurgiczne, jakie widzieli w ręku. Do odbierania porodu, do robienia bardzo delikatnych rzeczy, które wymagają w dzisiejszych czasach całej ekipy operacyjnej naukowców, lekarzy dookoła stołu chirurgicznego. Ty musisz być pod hipnozą i nie wiadomo co i jak. I nie wiadomo, czy przeżyjesz, czy się uda, czy nie. To jest zawsze ryzyko. Natomiast tam statystycznie wyglądało na to, że właściwie nie jest to żadnym problemem, że to jest coś robione może nie tyle pstrykaniem palców, ile nie było chyba, bo to też moja spekulacja, także spokojnie, człowieku, nie łap mnie za słowa. Zastanów się sam. Może sam wpadniesz na jakiś genialny pomysł i mnie oświecisz w tym momencie. Ale wygląda na to, że to, co się działo, jeżeli chodzi o operacje czaszki w Ameryce Południowej i nie tylko, bo i w Egipcie dokładnie odnaleziono te same ślady, tą samą technologię naprawiania elementów głowy, można to powiedzieć, czaszki, przesuwania wszystkiego, grzebania tam i zamykania z powrotem i odpalania dżentelmena tak, że wstawał ze stołu i żył. Nie tylko tam.
W kilku innych miejscach też. I dużo jest tego. I to jest ciekawa historia, że jest tego na tyle dużo, że ciężko to sobie wyjaśnić w taki normalny sposób. Nie ma logicznego wyjaśnienia. W sensie, jeżeli chcesz konwencjonalnie podejść, jedyne rozwiązanie i wyjaśnienie jest takie z punktu widzenia współczesnej nauki science fiction, bo brzmi ono, że dzisiejsza nauka nie ma bladego pojęcia o człowieku. Natomiast ludzie, którzy żyli 6000 lat temu, może 5000 lat temu, może dawniej jeszcze 12 000, 10 000 lat temu, cholera wie. Dawno, dawno, dawno temu, przed tym dziwnym okresem czasu, który nam zniknął z kart historii. Te 3000 lat, które nagle wyparowało albo i więcej. Mieli tak potężną wiedzę, że robienie operacji komuś na głowie, wyciąganie kawałka mózgu, przestawianie czegoś w organizmie nie było żadnym problemem. I to robiono tak na zasadzie nie wiem jakiej, ale na pewno nie było tam sterylnych stołów chirurgicznych.
Może była inna technologia, która nie wymagała specjalnych gumowych, silikonowych rękawiczek. „Siostro, podaj skalpel. Jestem doktorem, proszę się odsunąć i zrobić mi miejsce.” Nie było takich rzeczy. Nic a nic. A operacje wykonywano i to wręcz na masową skalę, co jest w ogóle też kolejnym, tak jak wspomniałem, bardzo ciekawym elementem tego detektywistycznego dochodzenia, co się działo w historii. Ale to może na dzisiaj zostawię, bo naprawdę tych wątków jest tyle, że się mnożą, mnożą i mnożą. Mógłbym tak do białego rana te wszystkie wątki i później się przespać i dalej ciągnąć, bo ilość rzeczy, które wychodzą spod ziemi, jak zaczynam to sobie łapać w całość, naprawdę jest fascynująca. Począwszy od technologii, począwszy od obrazu nas samych, kim jesteśmy jako żywe istoty, począwszy od tego, jak funkcjonuje cały kosmos, jaki jest model dynamiki kosmosu i Ziemi w tym ujęciu, jak się przesuwają kontynenty, dlaczego tak, a nie inaczej. Właśnie od chyba dwóch tygodni jest takie oficjalne potwierdzenie, że nikt nie mówi, nie nazywa tego kontynentem Mu. Kojarzysz legendy o Atlantach, kontynencie Mu, zaginionych kontynentach przed wielką katastrofą na Ziemi?
No i co się okazuje? Nowa Zelandia jest częścią wielkiego kontynentu, który leży sobie blisko pod powierzchnią morza. Kiedyś, jak dowodzą naukowcy, był to wielki kontynent, który podczas przesuwania się płyt tektonicznych zszedł sobie w dół, bo Pacyfik się rozsunął i nikt temu nie jest w stanie zaprzeczyć. Chociaż przez ostatnie 50, 60 czy 200 lat ludzie się pukali w głowę, mówili: „Nie, to są jakieś bajki.” Może 200 lat temu nie do końca, ale na pewno 50 lat temu czy jeszcze 20 lat temu było to permanentnie bajką. To jest trochę jakbyś wszedł na uniwersytet, który się szanuje i tak dalej, i zaczął uczyć ludzi historii, archeologii i zaczął swój wykład od tego: „Wróćmy do czasów Atlantydy, drodzy studenci.” W tym momencie byłby dowcip. Zostałbyś wywalony na zbity pysk z uczelni, bo to właściwie nie ma rozmowy za bardzo. To jest taka science fiction od strony naukowej. Ale się okazuje nie do końca. Może z Atlantydą tak, bo jeszcze nie mamy żadnych dowodów. Nie wiemy nic poza tymi oryginalnymi, niewielkimi, szczątkowymi zapisami z Egiptu Ale jak się okazuje Ameryka Południowa już jest troszeczkę innym tematem, bo tu się okazuje, że Nowa Zelandia ma połączenie, w cudzysłowie, z wielkim kontynentem, który drzemie pod powierzchnią Pacyfiku.
I wszystko wskazuje na to, że to był wielki, gigantyczny kontynent. I tu zaczyna się dziać ciekawa historia. Wystarczy połączyć badania genetyczne mieszkańców wybrzeża w Ameryce Południowej i nagle się okazuje, że mają podobne geny. Ten genotyp się pokrywa z genotypem ludzi na przykład z Polinezji, z Fidżi i tak dalej. Czyli nie taki ruch jak wymyślano sobie, że ktoś tam przepłynął, przeszedł przez ocean i tak dalej, tylko coś, czego nauka w ogóle nie brała pod uwagę. Zupełnie inny model migracji ludzi na świecie. Bo oczywiście pomysł był taki, że pierw dotarli do Ameryki Południowej, stamtąd łódkami gdzieś przez ocean udało im się, czy przez Azję dotrzeć do tamtych wysp i byli połączeni. A tu się okazuje, że ślad tego połączenia jest jasno i wyraźnie widoczny w markerach DNA. I teraz ciekawostka. Jest tylko jedna wyspa pośrodku Pacyfiku, którą musisz minąć.
To jest Wyspa Wielkanocna. I później jest długo nic. I jeżeli nie pogubisz się na środku oceanu, nie zjedzą cię różne krokodyle. Nie na oceanie. Nie zjedzą cię rekiny, nie zginiesz z braku wody i tak dalej, i uda ci się dopłynąć do lądu, to dopłyniesz do Ameryki Południowej. A jest to dyskusyjna sprawa, bo tam są mocne prądy morskie i tak dalej. A tu się okazuje, że genotyp ludzi, którzy mieszkają właśnie na wybrzeżu, odpowiada genotypowi ludzi, którzy mieszkają gdzieś na Polinezji. Żeby było zabawniej, podobnie wygląda z badaniem genotypu tych mumii, które zostały jeszcze w Ameryce Południowej, bo jest tam znajdowanych troszeczkę mumii. To nie jest tak, że mumifikowano tylko w Chinach i tylko w Egipcie, ale też ta historia się wydarzyła w Ameryce Południowej. Nikt nie wie dlaczego, nikt nie wie, o co chodzi.
Jest to ta właśnie zaginiona kultura, która gdzieś tam mieszkała na wybrzeżu aktualnie Peru i Chile. Nikt dokładnie nie wie, co to byli za ludzie. Zostały tylko właśnie niewyjaśnione, potężne kompleksy, z których najmniejsza piramida jest chyba siedmiokrotnie większej podstawy niż ta, która jest w Gizie. Zostały tylko resztki tej podstawy tej piramidy. To są wszystkie te rzeczy z Tiwanaku, z Machu Picchu i tak dalej. Zresztą Machu Picchu to, jak się okazuje, jest nic w stosunku do tego, co się znajduje dookoła Machu Picchu i jakie tam są ciekawe rzeczy. Na Machu Picchu wiodą dwie drogi. Jedna jest taka dla turystów, taka lekka, a druga to się nazywa jakiś stary szlak Inka, czy jakoś tak. I to jest ta oryginalna droga. I to jest zabawne, bo widziałem masę materiałów stamtąd, zdjęć.
No i się okazuje, że właściwie cała ta droga jest usiana neolitycznymi zabytkami. Właściwie idziesz po jakiejś pradawnej kulturze, która miała tak potężną technologię, że obrabiała tak potężne skały, że nie wiadomo, jak to w ogóle ugryźć, jak ten temat w dzisiejszych czasach technicznie ktokolwiek by mógł wykonać. I coś takiego jest. I jest to o wiele starsze niż teoretycznie Inka. Są starsi od Inka. Inkowie mówili, że to są rzeczy wybudowane przez bogów. Właśnie. Tylko że tutaj jest to pytanie o bogów, ponieważ ten przydomek bogów został nadany przez jezuitów. Nie wiemy, czy Inka oryginalnie mówi bogowie, czy nie. Mówili ludzie z gwiazd, bracia z gwiazd.
I tu ciągle wracamy do tego punktu wyjścia, gdzie się okazuje, że ktoś próbuje bardzo mocno zmonopolizować naszą percepcję świata. Ciągle wracam do tego pomysłu, który towarzyszył Europie przez jakieś 500 lat, że mówiono nam, że Europa jest jedynym miejscem na świecie, a Ziemia jest płaska. Zresztą zdaje się, do dzisiaj jest wielu wyznawców tego konceptu. Także Watykan święci, myślę, po latach wreszcie nagrodzony sukces pucharem stulecia, gdzie się okazuje, że ludzie dalej wierzą w takie rzeczy. Bardzo dobrze, niech sobie wierzą. A przez te 500 lat mówiono, że to jest jedyne miejsce na świecie. Nie ma innych ludzi. Jeżeli coś jest na zewnątrz, to są jakieś potwory, bestie, które należy wyciąć w pień. A tu się okazuje, że potężne cywilizacje mieliśmy po drugiej stronie oceanu. Potężne.
I ludzie, którzy wypływali do Nowego Świata, dokładnie o tym wiedzieli. Mamy ślady, chociażby słynna kaplica Roswell w Szkocji, wybudowana chyba 200 lat, czy prawie 300 lat przed podbiciem Nowego Świata, gdzie jest wyrzeźbiona kukurydza i kilka innych roślin, które nie istniały w cywilizacji europejskiej. Nie były znane, bo było jeszcze przed odkryciem Ameryki. Także ślady na to są bardzo mocno widoczne. Jest ich naprawdę dużo. Nie jest ich mało. Tylko pytanie, co ludzie, którzy próbują ciągle wciskać swoje brudne łapska w nasze życie, czego nie chcą nam powiedzieć? Co przed nami ukrywają? A myślę, że ta pula jest naprawdę taka dosyć prosta, że to chodzi o, domyślasz się, życie w kosmosie. Nie jesteśmy sami.
Druga rzecz: technologia, która jest oparta na czymś zupełnie innym, na wymianie informacji, nie na pozyskiwaniu energii jako takiej. Tudzież kilka innych rzeczy. I na sam koniec tej historii, bo czas najwyższy skończyć tą hiperprzestrzeń. Dokładnie. I się zawinął. Zapraszam cię na kolejny odcinek. Ja pewnie będę penetrował dalej te tematy, bo jest kilka ciekawych rzeczy związanych stricte już z Egiptem, na które się tak przygotowuję, żeby ci wreszcie powiedzieć. Ciągle mi to gdzieś wypada, ciągle gdzieś coś się dzieje i gdzieś mi to umyka. A jest naprawdę bardzo ciekawa opowieść związana z nazewnictwem używanym w ogóle w starożytnym Egipcie, czyli czymś, co już w dzisiejszych czasach wiemy. Trochę z tego przetrwało.
Wiemy, że to był Kemet. Wiemy kilka innych rzeczy na ten temat oraz garść refleksji, która z tego wynika. Co potencjalnie może się kryć za tymi słowami, które nie mają nic wspólnego z pojęciem świątynia, bogowie, tego typu rzeczy. Tam jest mowa o czymś zupełnie innym. To jest kiepskie tłumaczenie, bo to jest oryginalne tłumaczenie. Właściwie to chyba Schwaller de Lubicz przetłumaczył w latach 40. Nie wiem, czy to takie szczęśliwe, ale mniej więcej można to tak nazwać, że to jest świątynia człowieka. Czyli w ogóle nie mówimy o żadnych bóstwach, żadnych tajemniczych istotach, gdzie musimy klepać paciorki i wbijać czoło w podłogę. Nic z tych rzeczy. Nie, to chodzi o nas samych.
To jest historia schowana z nami samymi. To jest coś, co jest w nas, zaparkowało. Coś, co jest związane być może z tymi trepanacjami czaszki robionymi wręcz na masową skalę w Ameryce Południowej w pewnym momencie historii, o którym nic nie wiemy. Śladów w archeologii jest masa i są to takie najfajniejsze ślady, bo w sumie w tym momencie dla nas to jest taka przygoda podróżnicza troszeczkę, bo oficjalnych danych nie ma żadnych, także możemy sobie pospekulować i być może nasze spekulacje wcale nie są takie głupie. Ale to już następnym razem. Dokładnie następnym razem. Na razie cię zostawiam samopas. Dziękuję serdecznie Ivelliosowi za retransmisję transmisji na falach Radia Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, którzy tam zapodzieli się, gdzieś wylądowali w hiperprzestrzeni i słuchają, zastanawiają się, co ten człowiek mówi. Bardzo dobrze.
Pozdrawiam cię serdecznie, człowieku. Pozdrawiam wszystkich na czacie RNF-u, Radia Na Fali. Zapraszam wszystkich oczywiście na profil facebookowy Radia Na Fali. Tam się mało dzieje troszkę ostatnio, bo przyznam się szczerze, że nie mam po prostu czasu, żeby siedzieć przy komputerze i facebookować i robić jakieś takie social media, bo mam tyle roboty, tyle zajęć, że fajnie mi się żyje bez tego i mam co robić bez tego. I to jest troszkę takie waste of time, takie marnowanie czasu, żeby siedzieć i wklejać newsa newsem. „Jestem, żyję, to jest moje selfie” i tak dalej. Od selfie z koszulką jest książę Edward. Książę Edward ma licencję na to. Dokładnie. I to jest właściwy człowiek do robienia tego.
Ja natomiast tak troszkę się obijam. Może za jakiś czas, jak się trochę rozładuję, trochę się ogarnę z kilkoma rzeczami, które tu mi wyskoczyły w tym roku, to myślę, że to będzie powoli wracało. Na razie jeszcze robię sobie takie trochę wakacje od tych wszystkich rzeczy, bo to bardzo intensywny rok za mną. Wiele rzeczy się działo i mam nadzieję, panie Mateuszu, że fajnie się słuchało tej historii z krainy Duat. Na pewno wiesz więcej teraz, ale myślę, jak się spotkamy, to ja też już będę wiedział coś więcej. Także pozdro Matek, pozdro serdeczne. I pozdrawiam ciebie, słuchaczu Radia Na Fali. Pozdrawiam ciebie słuchaczu offline. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Przypominam, że w środę książę Edward nadaje.
Czasami tak, czasami nie. Czasami w krasce, czasami nie. No bo książę, książęca historia. Czasami książę ma swoje obowiązki książęce, także nie może być tu cały czas w radiu. Pozdrawiam serdecznie. Peace na wczorajku. I jeszcze jedna uwaga. Pozdrawiam Grzegorza. Dzisiaj nie było transmisji przez czas snu, bo tam jest zamieszanie z routerami. Także routery czasu snu zostaną odpalone, jak Grzegorz wreszcie dotrze do tych routerów, będzie miał wolną chwilę.
Także czekamy do poniedziałku albo niedzieli. To pozdrawiam serdecznie. No i co? I to wszystko na dzisiaj. Słuchaj, śledź te wszystkie rzeczy, zastanawiaj się. Może przyjdzie ci do głowy jakaś ciekawa koncepcja, która jest w stanie wyjaśnić trochę więcej niż te moje opowieści. Może jak poskładamy to do kupy, to otrzymamy, dostaniemy taki pełny obraz całości tej historii, prehistorii, która gdzieś tam za nami spoczywa w tych piaskach Egiptu, piaskach historii południowej Ameryki, gdziekolwiek to jest. Kto wie. Ja myślę, że to już niedługo. Ja myślę, że ten rok jest naprawdę kluczowym rokiem, w którym się dowiemy.
Przynajmniej na to stawiam. Okej, mogę nie mieć racji, ale czy to jest istotne? Grunt, że taka jest moja intencja, takie jest moje życzenie. Jeżeli wszyscy będziemy mieli takie życzenie, to zadziała prawo Mahawishiego. 10% populacji, które myśli o fajnych rzeczach, powoduje, że drugie 10% populacji zmienia się na lepsze. Tylko tyle. Nie potrzeba wszystkich naraz. Wystarczy tylko 10% ludzi z tego wszystkiego złapie się fajnych spraw w swojej własnej głowie i świat już się zmienia na lepsze. Także może to jest właśnie ta fajna sprawa, której powinniśmy się złapać. Jest nas niewielu, bo to kameralne radio, ale to wystarczy.
To jest odpowiedni element, że tak powiem, tej całej układanki. Pozdrawiam Księcia. Tam widzę się pojawił na czacie. Dokładnie. Aj aj aj aj. Dobra, to ja się znikam. To ja znikam chciałem powiedzieć. Znikam niczym Horus. O tym będzie następnym razem. Kim był ten tajemniczy Horus z Abidos?
Także dzisiaj zostawiam cię samopas. Miłej wycieczki do Egiptu i nie tylko. Także ja tu znikam. Do usłyszenia następnym razem w hiperprzestrzeni, człowieku. Trzymaj się dobrze, miłego weekendu albo miłego dnia, albo miłego wieczora, miłego poranka, gdziekolwiek byś tego nie słuchał i o jakiejkolwiek porze. Także do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali.