[00:00] - To think for yourself and question authority. Wow, jaka ulga! Można powiedzieć z angielskiego relief, czyli odżycie. Udało się wystartować dzisiaj audycję. Inna sprawa, że ja w ogóle zacząłem mówić, tam 20 minut w ogóle audycja się zaczęło. Akurat tej części rzeczy nie nagrywałem akurat w tym przypadku, bo Grzegorz nagrywa, także ja tu nie podłączałem tego sprzętu dzisiaj. No i sobie poleciało, ale w pewnym momencie się okazało, że nic nie działa. Zabawne historie. Nieustannie. Mam takiego dżentelmena, który się przedstawia jako mój kolega.
Zdaje się, tak się przedstawia, ale problem w tym, że nie jest moim kolegą i żaden z tamtych kolegów nie jest moim kolegą. I mam bardzo ciekawe historie związane z towarzystwem, właściwie tałatajstwem, hołotą albo nie wiem, jak ich nazwać. Po prostu, która próbuje nam troszeczkę porobić problemy z serwerami. Właśnie na czacie napisałem jasno i wyraźnie komu dziękować za atmosferę, która powstaje dookoła serwerów, za nagonkę. Dosłownie jest to taka permanentna nagonka na Radio Nafali. Wszyscy o tym doskonale wiedzą. Nie ma tutaj żadnej specjalnej tajemnicy i to nie jest robione w takich białych rękawiczkach przez przygłupów, którym być może obiecano troszkę kasy albo nie wiem co. Albo może po prostu dzięki temu mogą sobie udowodnić fakt swojej własnej egzystencji na tej planecie. Być może dokładnie tylko o to chodzi. Myślę, że są chyba troszkę za głupi, żeby zarabiać na tym pieniądze, jak się okazuje.
Chyba też zresztą. Anyway, odstawię to szambo. Jestem troszeczkę, uff. Powiem szczerze, poczułem lekką frustrację. Znaczy frustracja jak frustracja, taki nieświeży klimat, jak ktoś próbuje tutaj wejść do Radia Nafali i nie tylko do Radia Nafali, bo problemy dotyczą nie tylko mnie. Chodzi o polski internet. Chodzi o hołotę, która się w tym polskim internecie pojawiła. Nie chcę precyzować. Okej, znam kilka nazwisk, wiem, gdzie ludzie pracują. Mogę wysłać do ich szefa kawałek nagrania, które mam tutaj pod ręką i się spytać: „Hej, czy ten kolega nie pracuje u ciebie?
Bo zdaje się, mówi ciekawe rzeczy o mnie”. I mogę zadzwonić po adwokata. I właściwie koleś po prostu leży centralnie na cztery deski i idzie do celi w tym momencie. I jeszcze jak pójdzie fama, że koleś jest miłośnikiem dzieci, to nie wiem, co z nim zrobią w tej celi. Także nawet na tych 24 godzinach będzie słabo. Ale zostawmy ciężkie klimaty, bo naprawdę smutno troszeczkę. Smutno, że nasz gatunek ludzki, który jest tak piękny, potrafi tak się skurwić. To już po prostu jest taki objaw historii, chyba można powiedzieć. Kiedy oglądamy wszystkie wojny, oglądamy zdjęcia z tych wszystkich dodgy miejsc, gdzie jeden człowiek krzywdzi drugiego tylko właśnie dlatego, żeby właśnie. To jest ten numer z krzywdzeniem jeden drugiego.
Robieniem mu niemiłej sytuacji, mówieniem o nim źle, wkładaniem go w sytuacje takie nieświeże. Myślę, że się rozumiemy o co chodzi. Anyway, także przepraszam za to całe zamieszanie, bo to trwała godzina z próbą odpalenia tych serwerów. Ja niestety już nie zdążę z historią, którą miałem na dzisiaj, bo historia jest po prostu wielowątkowa i po prostu musiałbym w tym momencie zacząć właściwie opowieść na dwie godziny z niewielkimi przerwami muzycznymi, która by się skończyła pewnie gdzieś tak o drugiej, trzeciej w nocy. Ale odpuszczę. Po tym jakże radosnym spotkaniu z ojczyzną, polszczyzną i tym, jak to próbuje się, nie wiem, czy robić konkurencję, czy jakoś tak. Taki polski syndrom troszeczkę chyba, żeby wziąć i komuś poprzeszkadzać najlepiej i najskuteczniej jak się da i coś jeszcze na tym ugrać. Nie rozumiem tego troszeczkę. Nikt tego na świecie nie rozumie. Jest to bardzo taka, co dużo mówić, słowiańska cecha charakteru, która jest niezrozumiała w szerokim świecie, a przynajmniej ktoś, kto robi coś komuś, coś z tego ma.
Nie jest takim kretynem, żeby robić to za wisnię. Ale może tu też tak jest, że ktoś z tego coś ma. Wystarczające, że ma fakt udowodnienia swojej własnej egzystencji na tej planecie, bo bez tego okazałoby się, że nie ma już co robić. Także wszystkie informacje na ten temat są na czacie, to już nawet nie będę się tam wbijał. Także zostawiam to całe towarzystwo, które nagle zatęskniło za robieniem kariery w Radio Nafali, a dostało ode mnie bilet taki do widzenia, pożegnanie. Ja tu nich nie chcę widzieć. I teraz taka zabawna historia, że oni chcieli tu być, a skoro nie mogą tu być, to próbują na zasadzie konkurencji chyba wyciskania po prostu czegoś, że będą utrudniać działanie innym. Klasyczny numer. Także jeżeli chłopcy mają ci coś do zaproponowania, myślę, że doskonale wiesz, jak wygląda ta oferta tak zwana programowa pozostałej części tych chłopców, którzy tu się bawią w utrudnianie nam troszkę funkcjonowania i że ta oferta wygląda na zasadzie, żebyś kupił sobie dużo piwa, włączył sobie mecz w telewizji albo jakiegoś pornola, siedział w swoim fotelu i drapał się ręką w gaciach po swoich narządach rodnych. I to jest taka propozycja dla każdego, że tak powiem, słuchacza radiowego, żeby dołączył do ich poziomu, że koniecznie wszyscy musimy dokładnie być na takim samym poziomie jak ten koleś, który siedzi z tym browarem i drapie się po gaciach.
Taki klasyczny numer. Także nie udało się tym razem. Obawiam się, że w ogóle się nie uda. Najwyżej ja sobie zrobię jakieś wakacje, poczekam chwilę, a później i tak wszystko będzie tak, jak było dalej. I tylko tyle. Może i też mi się wakacje jakieś należą po tych pięciu czy czterech latach mówienia non stop do mikrofonu. Czasami się zdarzają takie wakacje, że ja gdzieś tam znikam, ale stosunkowo niewielkie. Z reguły zawsze coś jest. Anyway, taka historia, proszę pana. Uwierzyłbyś?
A ty też byś uwierzyła? Ja nie. W życiu się nie spodziewałem, że coś takiego mnie spotka. W końcu jest kameralne radio. Kameralna mała atmosfera, grono stosunkowo kameralne, bo ilu nas jest? Parę osób tego słucha. Nie jest to historia pod tytułem „Taniec z gwiazdami”, gdzie są tysiące ludzi. Każdy z nas ma miły swój sobotni wieczór, swoją własną refleksję na temat życia i po prostu fajnie jest usiąść i posłuchać sobie refleksji na temat życia, wszystkich spraw dookoła nas. Z drugiej strony właściwie tylko temu to służy, żebyśmy siedli i skonfrontowali swoje własne refleksje w miły sposób. Jak się okazuje, jest to bardzo poważnym problemem dla bardzo wielu ludzi w Polsce.
Szczególnie takich niedorobionych, bo inaczej tego nazwać nie można. Ale jest nieustanny problem, że jak nie gadasz o polityce, jak nie chcesz zarabiać pieniędzy, nie chcesz robić biznesu, nie chcesz gadać o dupie Maryni, nie interesuje cię dekolt laski, która przed chwilą przeszła. Nie interesuje cię picie piwa, bo wolisz zapalić jointa i czujesz się z tym o wiele lepiej. I kilka innych rzeczy. Jak się okazuje, jest to bardzo poważnym problemem. Jest to zadrą na sercu bardzo wielu ludzi i taką dużą zadrą. Mają bardzo poważny problem z tym, żeby zaakceptować, że nikt nie chce tapać się w szambie razem z nimi, w tym całym gównie i że kogoś to w ogóle nie obchodzi, że ma swoje własne życie. Także jest taka próba dociśnięcia i przyciśnięcia wszystkich, żeby wszyscy żyli mniej więcej tymi samymi problemami. Wszyscy w ogóle mieli przede wszystkim problem, bo to jest generowanie problemów. Na tym to polega, że nie ma rozwiązań, tylko jest generowanie problemów, tak zwany damage management.
I jest próba robienia problemów, bo wtedy wszyscy są skupieni na problemach, każdy się tłucze po ryjach. Wiadomo jak to w Polsce, jeden skacze na drugiego wyrwać mu kawałek kości i tak dalej. I to jest próba sprowadzenia nas jak zwykle do takiego samego poziomu, na którym są wszyscy ci, którzy partycypują w wyborach na prezydenta, premiera, sejmy i posły i tak dalej. Dokładnie ta sama historia. Próbuje się nas spolaryzować, próbuje się zrobić z nas kretynów. Tylko pytanie, czy się damy? Czy naprawdę w nas zagra ta melodia, czy ta melodia w nas nie zagra? Akurat we mnie nie gra ta melodia. Grzesiu, tutaj się nie da za bardzo. Nic takiego się po prostu nie wydarza.
Jeżeli jeszcze ktoś będzie próbował dociskać, to w końcu się wkurzę. Wezmę to imię i nazwisko dżentelmena pracującego w Poznaniu dla pewnej firmy, która niby jest polska, ale właściwie należy do Amerykanów i chyba po prostu wyślę sążnistego maila do jego klienta, a właściwie do właściciela jego czasu, czyli do właściciela tej firmy. I jeszcze powysyłam maile do kilku innych miejsc, bo też nazwiska kilku ludzi tu mam. Tylko pytanie właśnie po co? Wiesz, o co chodzi. Bo to jest takie self-defense, tylko że to jest takie self-defense, które zamiecie to gówno i łajno tak, że się nie pozbierają te chłopaki. Zresztą tam zdaje się jeden z nich już ma problemy prawne. Zdaje się wcale nie najmniejsze. Tylko po co? Tylko po co to robić?
Właśnie to jest to pytanie. To jest wciąganie się w te wszystkie zabawy, prawda? Ciekawa historia. Zamiast sobie usiąść miło i zbudować miły, sympatyczny świat, w którym naprawdę wszystko jest okej i nikt nikomu nie skacze na plecy. Jak zwykle natura kilku z nas daje tutaj za wygraną i się okazuje, że w głowie nie mają człowieka, w duszy nie mają człowieka, nie są nikim. Są po prostu nie wiem kim, czym, bo to już chyba w kategoriach czegoś można traktować, a nie w kategoriach kogoś. Także to jest taka smutna historia troszeczkę. Dealowanie ze słowiańskim narodem od tej strony to naprawdę słaby numer. Tym bardziej, że to nie po raz pierwszy. Próba przyblokowania serwerów radia, próba wejścia jakichś trolli na czat radia.
Szczególnie wszystko się pojawiło, kiedy pojawiła się technologia Keshe. I oczywiście nagle się okazało, że mam wielu fanów i to takich fanów, którzy piszą do mnie takie listy: „Tomek, jesteś taki zajebisty w ogóle i tak dalej, zostaw tą technologię, ja ci nawet zasponsoruję radio”. Dokładnie takie teksty. I tam: „Tomek, fajny z ciebie chłopak, ale głupka z siebie robisz, bo to na pewno nie działa”. Mówię: „Dobra, sprawdzę”. I sprawdziłem, i zadziałało. I działa doskonale. Działa świetnie i działa nie tylko u mnie. Działa u bardzo wielu ludzi. I wtedy zaczęło się zabawnie.
Wtedy nagle okazało się, że ci koledzy już nie są kolegami, tylko stanęli gdzieś po drugiej stronie. Wymyślili sobie drugą stronę. Życie ma drugą stronę, która polega na tym, że weźmieć komuś przypierdolisz. I to jest tak zwana druga strona życia. Troszeczkę słaby numer. Anyway. I troszkę powiem o tych egipskich historiach, bo jest kilka drobiazgów, które zdążę opowiedzieć. Tym bardziej że uciekło nam półtorej godziny, także cała historia odpada na dzisiaj, bo jest zbyt długa, zbyt dużo wątków i nie chce mi się śpieszyć. Ale jest fajna i ciekawa. Co wspólnego ma cała ta Europa, w której mieszkamy, tak zwana Europa, łącznie z Irlandią, Anglią, Norwegią, wieloma innymi miejscami, Ukrainą, Białorusią, Polską i tak dalej.
Co to wspólnego ma z Egiptem? Jak się okazuje, bardzo wiele i bardzo ciekawie ma wspólnego z Egiptem. Bynajmniej nie chodzi o współczesnych egiptologów, którzy w ramach rządowego grantu dostają wreszcie wycieczkę, mogą sobie pojechać do Egiptu, pokopać tam w ziemi. Niemniej ta historia łączy się ze sobą bardzo ciekawie. I to właśnie nie dzisiaj. Łączy się ze sobą bardzo dawno temu. Ja troszkę chciałem wspomnieć i nawrócić do tych piasków Sahary i nie tylko. I chciałem powiedzieć o jednej ciekawej rzeczy tak na sam początek, bo dzisiaj się nie zdążę zrobić całej tej wyprawy, którą miałem zaplanowaną. No niestety, bywa. Ale to wiesz, komu dziękować za sympatyczną sobotę.
Anyway, zacznę może od rzeczy doskonale znanej chyba każdemu i tak bardzo dobrze znanej szczególnie wszystkim tym, którzy śledzą podręczniki historii, te oficjalne. Jest takie coś, co się nazywa złota maska Tutenchamona. Historia znaleziona przez Cartera, czyli takiego angielskiego podróżnika, który koniec końców wysadzając piramidę dynamitem, żeby się do niej dostać, bo taki był to archeolog, że jak nie dało się przesunąć kamienia w inny sposób, to nie szukał drzwi z innej strony, tylko brał dynamit i po prostu wysadzał to w powietrze. Taki egiptolog. I on został właściwie egiptologiem To od Cartera wzięła się egiptologia oficjalna, od facetów, którzy wysadzali wszystko dynamitem. Carter był zawzięty i szukał. Taki rys historycznej historii, skąd się maska wzięła. Strasznie długo szukał grobowca Tutenchamona, w ogóle grobowca faraonów, ponieważ wszystkie te, które znajdowano, były już dawno ograbione i generalnie nie było sławy za bardzo. Uparł się, że odnajdzie grobowiec jakiegoś prawdziwego faraona, ponieważ XVIII-XIX wiek, obsesja faraonów, tajemniczych zaklęć, tajemniczej cywilizacji i tak dalej. W końcu wylądował w Egipcie.
Dostał licencję od egipskiego rządu na przekopanie Doliny Królów, co nie było żadnym problemem, ponieważ Egipt był okupowany przez Brytyjczyków, także sami swoi sobie po swojemu wydali swoje własne zezwolenie. Kanał Sueski był Kanałem Sueskim. To była ta francuska część. Natomiast tutaj sprawy wyglądały bardzo po angielsku. Zresztą dalej wyglądają po angielsku. Jeżeli zobaczysz, jak wyglądają pociągi w Egipcie i zobaczysz, jak wyglądają pociągi w Anglii, to już wiesz, gdzie lądują te pociągi wycofane ze składu kolejowego w Anglii. Lądują w Egipcie między innymi. To jest jeden z tych krajów, gdzie wsiadasz do pociągu i myślisz: „Kurde, czuję się, jakbym jechał przez Londyn miejskim pociągiem jakieś 20 lat temu”. Trochę bardziej odrapany, trochę inne napisy dodatkowo, ale też wszystko po angielsku. Ale to samo.
Mind the gap. Anyway. Carter był jeszcze w czasach, kiedy nie było mind the gap w Egipcie w pociągach. Zaczął kopać. Historia tego jest oczywiście jak zwykle pasjonująca, ale myślę, że uwieczniona w wielu filmach dokumentalnych o tym, jak Carter dosłownie w ostatnim momencie, kiedy wszyscy stracili nadzieję, wszyscy spolegli, stwierdzili, że nic tam nie będzie. Dokładnie przez zupełny przypadek, można prawie że powiedzieć kopnięciem buta, przesunął się kamyk, tam się obsunęło, ziemia się zapadła i kopmy tu w zupełnie przypadkowym miejscu, jak na pałę. Okazało się, że to przypadkowe miejsce to było to miejsce. To było wejście do grobowca Tutenchamona. Kim był Tutenchamon? Właściwie do tej pory nie wiemy.
Oficjalna historyczna nauka mówi, że był to faraon, ale z tym faraonem i z królem to jest bardzo mocno dyskusyjna sprawa. Faraon to trochę inna postać, a król to troszkę inna postać. Ale ja nie o tym dzisiaj. W każdym razie Tutenchamon wygląda na to, był kimś, mogę powiedzieć, że faraonem, ale właściwie nikt nie wie, czy to był faraon do końca. Chociaż są pewne pogłoski, pewne przypuszczenia, pewne spekulacje. W każdym razie Carter i Carnarvon, George Carnarvon, bo to właściwie dwóch dżentelmenów w listopadzie 1922 roku znajdują ten grobowiec. Jest kompletnie splądrowany, cały. Wszystko się tam znajduje. On był wcześniej splądrowany. To jest inna historia.
Carter tego nie zauważył. Wcześniej zostały złamane pieczęcie. Jacyś złodziejaszkowie tam weszli, ale wynieśli tylko część tego całego zamieszania. W ogóle nawet nie zauważyli tej całej reszty. Także grobowiec został. Ciekawa rzecz. Po prostu kamienny sarkofag pusty w środku, do którego włożono zwłoki. Właśnie nie wiadomo, czy to grobowiec czy nie do końca, bo jest bardzo zabawna sprawa z tym grobowcem Tutenchamona. W każdym razie w tym grobowcu znaleziono mumię. Mumię ubraną w niesamowity sposób ze złotą maską, słynną złotą maską Tutenchamona.
Myślę, że wielu doskonale kojarzy tą maskę. Ja tu jestem na linkach u siebie. Już wklejam te linki na czata Radia Na Fali. Jak chcesz wejść na czata, to chatrnf.hatango.com. Tak to się nazywa. Ja tam będę wklejał troszeczkę linków. Dzisiaj będzie krótko i mało linków, ale nieważne. Tak się wydarzyło. Za tydzień będzie normalnie. Anyway.
W każdym razie znaleziono tam zwłoki młodego dżentelmena zmumifikowane, zbalsamowane i przykryte specjalnym odzieniem, w tym specjalną maską, tak zwaną maską Tutenchamona. To jest ta złota maska. Chyba kojarzysz, o którą chodzi. Złota maska, najsłynniejsza z Egiptu, z takim specjalnym szalem na włosach założonym. To ma swoją nazwę, to nakrycie głowy, ale ja w tym momencie zapomniałem. To troszeczkę jak turban, ale to nie jest turban, to jest coś innego. Nieważne. Zrobione z kamieni szlachetnych i ze złota oraz twarz i taka broda zawiązana we wstążki z takim napierśnikiem do tego dołączonym. Oczywiście zostało to znalezione, wydobyte. Część jest w muzeum w Kairze, część jest w muzeum w Londynie, część jest w muzeum w Berlinie, część jest gdzieś tam po całym świecie.
W każdym razie mumię znaleziono, wszystko odnaleziono, zostawiono i stworzono na podstawie takich bardzo nikłych badań, jakie przeprowadzono w latach 20. teorię, że był to faraon Tutenchamon i jest to jego grobowiec. Zmarł wcześnie, za młodu. Tutaj zaczęły się spekulacje, bo jak to możliwe, żeby taki młody chłopiec zmarł? Zaczęto badać zwłoki. Pierwsza koncepcja była taka, ponieważ była uszkodzona czaszka z jednej strony, że dostał od kogoś łomot taki, że się nie podniósł i w ten oto sposób opuścił ten radosny padół. Po latach okazało się, że kilku ludzi postanowiło zbadać z powrotem tą mumię, tym bardziej na fali badania wszystkich pozostałych mumii. Jakieś niecałe 10 lat temu, chyba jakoś tak, nawet w towarzystwie telewizji BBC postanowiono zrobić jeszcze raz badania. Tym bardziej że Anglicy mają fajny układ z Amerykanami, którzy wtedy przejęli wszelkie możliwe licencje na wykopaliska archeologiczne w Egipcie. Także dostali wjazd, wjechali, zbadali i zrobili analizę.
Okazuje się, tak w bardzo wielkim skrócie, bo jest na ten temat cały film dokumentalny BBC, także nie będę ci tu streszczał tego filmu. Możesz go sobie obejrzeć. W każdym razie w wielkim skrócie wzięto specjalistę od wypadków samochodowych, od tego, co się dzieje podczas kiedy ludzkie ciało uderza w jakąś przeszkodę z dużą prędkością i tak dalej. Taki specjalista od wypadków i ludzkiego organizmu. Oraz specjalistów kryminologii i tak dalej. Badanie tych wszystkich rzeczy ze zwłokami. Okazało się, że faktycznie młody człowiek nie zmarł śmiercią naturalną. Przyczyną było bardzo poważne przemieszczenie połowy żeber w prawej części ciała, łącznie ze zmiażdżeniem klatki piersiowej i tym, że kości prawdopodobnie przebiły mięśnie serca i młody człowiek zmarł, wykrwawiwszy się brutalnie na miejscu. Przynajmniej tak to powinno wyglądać. Ale skąd taka rana?
Bo pierwszy pomysł był taki, że ktoś go po cichu zaatakował, żeby przejąć władzę. Okazało się, że nie do końca. Chociaż właściwie nie wiemy tego. Okazało się, że było jeszcze bardziej brutalnie, bo w młodego dżentelmena, przynajmniej tak stwierdził specjalista od kryminologii, musiało wjechać dosłownie koło, ponieważ zniszczenia, jakie były na tym ciele, ilość obrażeń wyglądały centralnie tak, jakby facet stanął naprzeciwko jadącego rozpędzonego wozu i ten wóz kołem dosłownie przejechał go w połowie. Wręcz troszkę go odrzucając, odbijając trochę i miażdżąc mu te wszystkie kości. To była przyczyna zgonu tego młodego człowieka. Kim był ten młody człowiek? Spekulacji jest dużo. Oczywiście jest to częściowo zapisane w grobowcu. Syn tego, owego, tamtego i tak dalej.
Jest linia dynastyczna zapisana. Takie rzeczy są, ale wiadomo, że z tymi liniami dynastycznymi zapisywanymi w Egipcie jest bardzo dyskusyjna historia. O tym nie będę dzisiaj mówił, ale ta dyskusyjność ma bardzo mocne podstawy. Ciężko powiedzieć, że koleś był na przykład synem Ozyrysa albo coś takiego. A oficjalnie specjaliści od Egiptu z namaszczeniem uniwersyteckim bardzo lubią powtarzać takie oficjalne bajki. Przy czym w rzeczywistości nikt do końca nie wie, o co chodzi. W każdym razie dżentelmen miał przypisany teoretycznie tytuł faraona, czyli tytuł nie króla, ale kogoś, kto ma pewne dosyć specyficzne predyspozycje, tudzież może te predyspozycje w bardzo łatwy sposób osiągnąć. Być może właśnie te predyspozycje były przyczynkiem do skraszowania tego dżentelmena w wieku lat chyba 10 czy 14. Był badany wiek, ja w tym momencie zapomniałem, także wybacz mi, ale był to naprawdę bardzo młody człowiek, który uległ bardzo poważnemu wypadkowi. Oczywiście teorie są różne, że był na wojnie, że na wojnie podczas jakiegoś konfliktu wjechała w niego jakaś dorożka, bo są zapiski historyczne o jakimś lokalnym konflikcie jednych z drugimi i tak dalej.
Ale właściwie nic na ten temat nie wiemy, poza tym, że przejechało się po nim jakieś duże koło i zmiażdżyło połowę jego organizmu i dzięki temu chłopak nie był w stanie się podnieść. Ale to nie wszystko, bo kolejna rzecz związana z tym grobowcem to to, że wszystkie ślady, które zaczęto badać jakieś niecałe 10 lat temu albo 10 lat temu z kawałkiem, wskazywały jasno i wyraźnie, że grobowiec został tak po dziadowsku wykończony i tak słabo i gdzieś tam z boku, bo się okazało, że chyba nie było miejsca już w Dolinie Królewskiej. Jak zwykle milion spekulacji. Po prostu facet nie był aż tak ważny, więc wzięto kolesia i wykopano go gdzieś na peryferia z tym całym obrządkiem pogrzebowym. Szefem Egiptu został mnich i to jest akurat zapisane w oficjalnych dokumentach, który był jego nauczycielem. Także też taka ciekawa sprawa, że ktoś próbował przejąć czyjąś spuściznę, żeby nie było, że komuś będzie za dobrze. Taki odruch u niektórych ludzi występujący od tysięcy lat, żeby wziąć i kogoś kopnąć w kostkę dla zabawy albo nawet jeszcze lepiej niż dla zabawy. Cóż, mamy historię z władzą. Mamy człowieka, który prawdopodobnie zgładził młodego, w cudzysłowie następcę tronu, tudzież kogoś, kto zapowiadał się na faraona, po to, żeby przejąć jego władzę. Przejął jego żonę, żeby było zabawniej.
Jest to zapisane w owych normalnych hieroglifach, które akurat jesteśmy w stanie przetłumaczyć, bo nie jest to aż tak daleko. Jest to od dzisiaj 4000 lat do tyłu z kawałkiem, jakieś niecałe. Nawet sobie otworzę i zaraz tu ci wkleję na czacie, żebyś miał o Tutanchamonie. Oficjalne dane mówią, że to jest 1342 rok p.n.e. czy 1339, jakoś tak. Także młody człowiek był naprawdę młody. I chodzi o kult boga Atona. Oficjalnie oczywiście, ale z tą oficjalnością to dyskusyjna sprawa, jak zwykle. Sprawdzam, ile dżentelmen żył, bo żył zdaje się chyba tylko 10 lat. Czyli się chyba niewiele pomyliłem.
Anyway, te genetyczne badania prowadzono z udziałem BBC w 2007, 2009 roku. Jakoś tak dokładnie. Bo chodziło oczywiście o ustawienie, nawet w Wikipedii jest to opisane, stopnia pokrewieństwa rodziny królewskiej i tak dalej, bo mamy tę mumię w tym piasku, mamy kawałki DNA i teraz możemy, badając, sprawdzić, kto był czyimś synem albo czyjąś córką, albo coś w tym stylu. I zaczęto robić te badania. Tam kilka rzeczy z tych wyszło, że była to kobieta, która była rodzoną siostrą Echnatona i tak dalej. Masz to wszystko opisane w Wikipedii akurat absolutnie bez żadnego problemu i możesz to sobie sprawdzić. Co jest w ogóle ciekawe, związane z tym pochówkiem? Bo nie cała ta historia rodów królewskich, możnych i tak dalej, kiedy się kto urodził, kiedy zmarł. Ciekawa jest historia, skąd się w ogóle wzięły w tym grobowcu te wszystkie ciekawe rzeczy. Bo znowu mamy do czynienia z czymś takim, że do grobowca załadowano kilka przedmiotów, których nie jesteśmy w stanie ustalić sposobu, metody wykonania, pochodzenia oraz kilku innych detali z nimi związanymi.
De facto po prostu nie wiemy, skąd się tam wzięły. Nie mamy pewności. Nie ma technologii, która by to wyjaśniła. Nie ma właściwie nic na ten temat, poza oficjalnym stwierdzeniem, że było, to jest, to znaczy, że należało do tego dżentelmena. Ale tak nie do końca. I zaczęły się badania tej złotej maski. Po badaniach zwłok okazało się, że maska jest troszeczkę dziwna, co najmniej dziwna i że w ogóle młodzieniec został pochowany w taki bardzo egzotyczny sposób, bo to nie jest jedna maska, tylko właściwie były trzy maski. Jedna pod drugą, jedna pod drugą, jedna pod drugą. I był zawinięty też kilka razy. Wybrano mu oczywiście serce, wybrano mu mózg, wybrano prawie wszystkie rzeczy.
Okazało się przy okazji badań, że zrobiono to w takim pośpiechu i tak szybko, że doszło do reakcji chemicznej tego martwego ciała z bandażami, które były nasączone specjalnymi olejkami i ciało wręcz zaczęło płonąć, zaczęło wydzielać dym. Anglicy zrobili ten eksperyment z tymi bandażami i tymi olejami. Faktycznie tak to się dzieje, kiedy są wytwarzane gazy przez organizm, są wytwarzane gazy przez specjalne olejki, które są w tych bandażach, w których jest mumia zawinięta i dochodzi do czegoś takiego jak takiego wewnętrznego przegrzania. Zaczyna się reakcja chemiczna jak w baterii. Tak to można w skrócie opisać. Konsekwencją tej reakcji chemicznej jest wysoka temperatura, która potrafi nawet doprowadzić do samozapłonu. Zresztą są takie mumie, po których widać, że coś jakby się paliła troszeczkę od środka. No i dokładnie podobna historia jest z Tutenchamonem. Jest to dowód na to, że wszystkie te materiały, które zostały użyte do zabalsamowania jego ciała, były robione tak pośpiesznie i tak szybko, że wow. Tego nie robiono nigdy wcześniej ani nigdy później.
Te cztery maski, które go przykrywały, zawinięty tak, żeby się nigdy stamtąd nie odwinął, żeby się nigdy nie wydostał. Ja w ogóle mam taką refleksję zawsze jak widzę te mumie z Egiptu, to taka sztuczka była specjalna, że część z tych mumii zostało specjalnie pochowanych w taki sposób, żeby ci, którzy chowają, mieli stuprocentową gwarancję, że facet już nie wstanie z grobu. Że się nie pozbiera jak Ozyrys w legendzie. No bo w Egipcie panowały troszeczkę inne obyczaje i troszeczkę inna wiedza w tamtych czasach, nawet w tamtych czasach. I ogólnie wszem wobec wiadome było, że człowiek może z martwych wstać. Czyli śmierć jako taka nie istnieje. Jest to kwestia naszej percepcji rzeczywistości. Nie ma czegoś takiego jak śmierć, jest tylko przejście do innego wymiaru i to przejście zależy od naszych umiejętności. Albo mamy odpowiednie umiejętności, jesteśmy dobrymi ludźmi i po przejściu przez wszystkie 42 pytania na temat naszej egzystencji na tej planecie wszystkie odpowiedzi są negatywne. Na końcu siadamy na tej wadze, gdzie po jednej stronie jest, właściwie kładziemy swoje serce, a po drugiej stronie kładziemy złoto, które jest jego odpowiednikiem i nasze serce musi przeważyć złoto.
Jeżeli nie przeważy złota, to znaczy, że zakleiliśmy się, zaklastrowaliśmy się w materii tak na maksa, że właściwie rzuca się na nas krokodyl z głową, z ciałem hipopotama i odgryza głowę. Lądujemy w wiecznych ciemnościach. Nie wracamy już do normalnego, fajnego życia jako podróżująca po kosmosie egzystencja, dusza lub jak to byś nazwał. Czyli po prostu my, ty i ja osobno. No i się okazało, że jak nie ma śmierci, no to nie ma śmierci. I chyba największą obawą, przynajmniej tak to wygląda trochę, jeżeli się przyjrzysz na te procesy mumifikowania, największą obawą tych wszystkich mnichów, którzy balsamowali, mumifikowali to ciało. Kompletnie szaleńcy. Jak można po prostu siedzieć i wyrywać zwłokom mózg z głowy, serce patroszyć i jeszcze wierzyć, że to ma jakikolwiek sens. Ale myślę, że w ich przypadku było troszkę inaczej. Ten sens nie był ceremonialny, tak jak się nam próbuje włożyć do głowy od młodych lat, od kiedy dowiadujemy się o Egipcie.
Zresztą Egipt nie nazywał się Egipt, nazywał się Kemet. Kemet. Dokładnie. Mhm. Nie ma Egipcjan jako takich. Egipcjanie są teraz. Można powiedzieć, że byli Kemeci. Zupełnie inni ludzie. Zresztą po tych rzeźbach widać, że troszeczkę inne charaktery twarzy. Trochę inaczej to wyglądało.
Nie jest to człowiek, który wygląda tak jak aktualny mieszkaniec Egiptu. Mumie, które mają blond włosy, rude włosy. Zawartość DNA w tych mumiach, które jest bliżej czegoś, co się-- ludzi mieszkających w Irlandii, w Andii, we Francji, Galów i tak dalej. Bliżej tamtego DNA niż bliżej DNA ze środka Afryki. No, taka ciekawa sprawa oczywiście, ale tego akurat nikt za bardzo nie chce poruszać, bo wiadomo, że dyskusyjne, dyskusyjne. Ma być Afryka, a nie wiadomo co właściwie. To w ogóle najlepiej jakby ten Egipt zakopać pod ziemię cały. Już tam nie wracać do tego i stwierdzić, że to my jesteśmy najlepszą cywilizacją na świecie i że przegoniliśmy wszystkich. W każdym razie wracając do naszego Tutenchamona, poza tym, że koleś potężnie uszkodzony, poza tym, że wyciągnęli z niego wszystko w tak pośpiesznym tempie, że jak go zabalsamowali to koleś moc się, te zwłoki nie spaliły. Z tego powodu to jeszcze przykryto go maską na koniec.
Tą złotą maską Tutenchamona. I dowód świadczy o tym, że to nie jest maska Tutenchamona. To jest tylko coś, co w historii zamieszkało jako maska pogro- pośmiertna Tutenchamona. I jedyną rzeczą, która ma lub potencjalnie może mieć cokolwiek wspólnego z Tutenchamorem w tej masce jest tylko ten kawałek twarzy z oczami, który notabene nie wiemy, czy cokolwiek ma tak naprawdę wspólnego z tym chłopcem, który został zamordowany albo zginął w wypadku. Tylko ktoś po prostu zmienił tam twarz na chłopięcą, bo oryginalna twarz była zupełnie inna. No i tu się zaczyna cała zabawa. Jeżeli zobaczysz na tą, na tą maskę pogrobową i zorientujesz się troszeczkę w historiach z Egiptu, to zauważysz jedną rzecz. Pochowano chłopca, a maska ta pośmiertna, ta złota maska przedstawia głowę kobiety. Za wyjątkiem twarzy. Ale wystarczy, wystarczy precyzyjne spojrzenie, uważne oko specjalisty i nie tylko specjalisty i dowiesz się jednej rzeczy, że twarz z oryginalnej maski została wycięta.
Delikatnie, cała wycięta. Cała twarz z podbródkiem, oczami. Zostały tylko uszy. Cięcie jest dookoła właśnie tej chusty, która jest na głowie. Idzie wzdłuż czoła, idzie dookoła uszu i pod brodą. I została wstawiona zupełnie nowa twarz. Oryginalna twarz Nie wiemy, do kogo należała. Nie wiemy, jak wyglądała. Wiadomo, że maska została zniszczona i została zrobiona, zdaje się, w innym okresie czasu i przestrzeni, o czym świadczą chociażby kamienie szlachetne użyte w tej oryginalnej masce. Kamienie, które zostały użyte w twarzy do konstrukcji oczu i tak dalej, są już innymi kamieniami, pochodzą z innego miejsca.
Nie są już tak dyskusyjne, jak potencjalnie dyskusyjne są kamyki, które znajdują się w starszej części maski. Skąd wiadomość o tym, że twarz oryginalnie owej maski należała do kobiety? Powód jest prosty. Dziury w uszach. W Egipcie tylko kobiety nosiły kolczyki w uszach i nie było takiej opcji, żeby ktokolwiek, kto jest wysokim w hierarchii osobnikiem, funkcjonuje sobie jako władca, jako ktoś, kto ma więcej, a nie mniej niż cała reszta, żeby miał dziury w uszach. Nie, faraonowie nigdy nie mieli dziur w uszach. Tylko kobiety nosiły kolczyki. Tylko one. Wiadomo, że na wszystkich przedstawieniach kobiet, dosłownie wszystkich w całym Egipcie, te dziury w uszach są spotykane tylko w jednym przypadku. Widzimy postać kobiety.
Tu są oczywiście dodatkowe historie związane z doklejaniem brody dżentelmenowi i tak dalej. Historia z tą maską całkiem się nie kończy w czasach odkrycia tej maski i ponownego odkrycia tych wszystkich podmianek, zamianek. Tego, że maska tak naprawdę nie jest oryginalna, że została sfałszowana w momencie wkładania jej do ziemi przez kogoś. Zmanipulowana cała ta historia została bardzo skutecznie, tak jak powiedziałem, prawie 4000 lat temu. Ostatnio wydarzyło się coś takiego, że podczas sprzątania muzeum w Kairze sprzątacze trzepnęli tę maskę i odpadła broda. Po chamsku, na szybkoschnący klej przykleili brodę do maski i po dwóch miesiącach się wydało, bo ktoś z egiptologów zauważył, że coś jest nie tak, że są porysowania, których wcześniej nie było. Cała sprawa wyszła na jaw, że podczas wieczornego sprzątania ktoś trącił łokciem. Odpadła broda, bo była słabo przyczepiona do twarzy i była afera. Kolejna konkluzja brzmi tak: skoro broda jest tak dziadowsko zrobiona, to się okazuje, że też nie była częścią twarzy. To jest tylko i wyłącznie potwierdzenie tego, o czym było już mówione dawno temu przez kilku dżentelmenów, którzy penetrują Egipt, że to wcale nie jest tak, że mamy do czynienia z nowoczesną kulturą, która powstała w czasach Egiptu i tak dalej.
Ten cały kemet, cała ta historia oryginalna jest o wiele starsza. Widać to dokładnie po tej masce. Zresztą co tu dużo mówić, część tej maski, która jest oryginalnie stara, jest troszeczkę lepiej zrobiona, jeżeli chodzi o warsztat jubilerski niż ta twarz, która została dołożona do tego wszystkiego. Widać centralnie, że ktoś wykopał niezłą ilość zabytków, naprawdę niezłą ilość zabytków, po czym postanowił, że będzie używał tych wszystkich zabytków technologicznych, bo podejrzewam, że była to sprawa związana bardziej z technologią niż ze zbieraniem na konto w banku. Potraktował to właśnie jako konto w banku. Cała ta Dolina Królów jest w ciekawym miejscu, bo tuż obok Hawary, czyli Krokodopolis, tam, gdzie są te potężne podziemne korytarze, o których myślę, że wielu już wiadomo na świecie, bo sprawa stała się głośna. Wygląda na to, że są o wiele większe niż te, które znajdują się pod Gizą i pod Sfinksem. Potężne kompleksy podziemne. Wygląda na to, że jest to taki, z angielskiego mówiąc, storage, czyli taki magazyn cywilizacji, która odchodząc zostawia po sobie wszystkie informacje, żeby wracając z powrotem na ziemię, łatwo je zlokalizować. Wystarczy przelecieć się nad ziemią.
Wiadomo, gdzie wystaje czubek piramidy. Wiadomo, że pod piramidą jest to, czego szukamy. Wiadomo, że jeżeli mamy już taką technologię, że latamy nad ziemią i rozpoznajemy piramidę, może akurat nie ta cywilizacja, chociaż nawet ta już doszła do tego, to możemy połączyć te dwa fakty i wiemy, że pod spodem coś jest. Jest więcej niż coś. Skany, które zostały zrobione w Hawarze, bo tam były robione jeszcze dodatkowe skany specjalnym precyzyjnym urządzeniem, mówią, że jest naprawdę sporo złota, sporo tak zwanych metali szlachetnych, bo skaner to pokazuje. Nic nie jest zalane, wszystko jest w doskonałym stanie, wszystko jest okej. Tylko oczywiście nikt nie chce tego spenetrować, bo wiadomo, że w dzisiejszych czasach nie będzie można wyciągnąć tych wszystkich masek albo cokolwiek tam było, odkroić twarzy i pochować jakiegoś współczesnego konstabla w ten sposób. Traci już sens. Za starych czasów chłopaki i dziewczyny z Rzymu, jeszcze przed Rzymem właściwie, stwierdzili, że jak znaleźli zabytki po przodkach, to teraz będą robili z tych zabytków sobie biżuterię, bo i tak technologii za bardzo nie kumają albo nie chcą skumać. Powodów jest kilka.
Podejrzewam, że mieli technologię do pewnego stopnia opracowaną i to taką bardzo zaawansowaną technologię, ale ta technologia ma w sobie jedną rzecz, która niszczy pomysł na społeczeństwo oparty na kastach. Doszło do bardzo radosnego konfliktu pod tytułem czy społeczeństwo ma być oparte na bandzie niewolników i kilku właścicielach, tak jak jest dzisiaj i trwa do dzisiaj. My się próbujemy wcielać w rolę albo niewolnika, albo właściciela, jeżeli nam odjedzie na głowę i tak już zostajemy do końca życia. Albo społeczeństwo jest na zupełnie innej zasadzie. Jeżeli spojrzysz na te piramidy, spojrzysz na te wszystkie budynki, to normalne jest to, że ktoś budując to, musiał zadać sobie dużo trudu. Wszyscy doskonale wiemy, że w starożytnym Egipcie mieszkało troszeczkę mniej ludzi niż potrzebnych do wybudowania takich potężnych kompleksów. Tym bardziej że nie jest to jedyny kompleks w Gizie, nie są to jedyne trzy piramidy tam stojące i Sfinks, tylko właściwie przez całą długość Egiptu, łącznie z Afryką tam na dole, jest gigantyczna ilość tych neolitycznych budynków i wszystkie wyglądają jak budowane dokładnie w tym samym okresie czasu. Zresztą datowanie geologiczne jest tutaj bezlitosne i jasno, i wyraźnie mówi, że wszystko powstało dokładnie w tym samym okresie czasu. Okres czasu jest bardzo zabawny, bo nie jest to bynajmniej 12 tysięcy lat. Cofamy się 36 tysięcy lat do tyłu.
Skąd to wiadomo? Ze zniszczenia na tych skałach wynikające z erozji zwanej deszczem. Ulewnymi deszczami właściwie. Wygląda na to, że w tym miejscu Afryki, w którym aktualnie od jakichś 6 tysięcy lat czy 4 tysięcy lat, kiedy jest konkretny klimat, bo możesz to sobie zbadać, że od 4, 6 tysięcy lat w Egipcie jest dokładnie ten sam klimat pustynny. Tam deszcz pada raz na rok i to taki, że popada przez parę godzin i zniknie. Natomiast ślady erozji pochodzą od takich potężnych ulew, które mogły trwać, nie wiem, 100 lat co najmniej, bo potężne skały są wypłukane i to tak nieźle wypłukane. Zresztą tutaj wystarczy się skłonić w kierunku Sfinksa. Ciekawa rzeźba, bardzo intrygująca. Sfinks jest złożony prawie jak Tutenchamon z wielu różnych warstw. Pierwsza warstwa jest tą oryginalną warstwą kamienną, z której został cały wyrzeźbiony.
Nic nie wiemy na ten temat. Można powiedzieć, że jest to pomnik neolityczny po praprapracywilizacji, po naszych przodkach, którzy tu wylądowali jako pierwsi. Być może. Później jest warstwa, która jest też neolityczna i jest obłożona kamykami i to kamykami takimi, że człowiek się zastanawia, kurczę, jak to zrobiono, że tak precyzyjnie, tak wszystko doskonale zrobione. Jeszcze dodatkowo są tam wejścia. Są takie szafty, takie wcięcia. Jak to określić? Takie małe okienka. Te okienka prowadzą do podziemi pod Sfinksem, o których jest mowa na steli, która stoi w łapach Sfinksa. Sfinks ma te dwie łapy przed sobą wysunięte.
Teraz jest ogrodzony i nie podejdziesz tam. Widzisz tylko jedną część steli i to z daleka. Ale najfajniejsza rzecz jest z drugiej strony tej steli. Jest kilka zdjęć. Z drugiej strony jest bardzo ciekawy tekst, który mówi o tym, jak Egipt, czyli ta pradawna kraina powstał, że pojawił się dżentelmen i Sfinks przemówił do niego, mówiąc, że jeżeli mnie odkopiesz, to uczynię cię ojcem tego królestwa. I troszeczkę tak patrzę na tą legendę, myślę, że dokładnie tak się stało. Ktoś w pewnym momencie, po wielkiej katastrofie wylądował w tym miejscu. Zobaczył resztki po przodkach, odkopał część tej technologii. Myślę, że ona nieźle służyła, skoro Sfinksa udało się wyremontować, bo ślady remontu są oczywiste. Tylko że właśnie ślady remontu też świadczą o jednej rzeczy, że ta druga warstwa, która została nałożona, ten pierwszy neolityczny zabytek ma 36 tysięcy lat, bo te zniszczenia geologiczne dotyczą właśnie tej remontowanej części, zewnętrznej części Sfinksa.
Później oczywiście są ślady kolejnych remontów i kolejnych remontów. Później jest cała ta historia z głową Sfinksa, która została prawdopodobnie przerzeźbiona kilka razy. Nikt właściwie nie wie, jak wyglądała na początku. Teorii na ten temat jest dużo. Na pewno jedna rzecz jest prawdziwa. Nie jest to oryginalna głowa. Proporcje tej głowy w stosunku do tułowia, nachylenie, parametry twarzy. Jeżeli jesteś rzeźbiarzem albo grafikiem, albo rysownikiem, to złapiesz od razu, o co chodzi. Widać, że jest to po prostu przerabianie czegoś, co było wcześniej i momentami nie było już z czego rzeźbić, nie było jak dorobić, więc trzeba było troszkę naciągać rzeczywistość, troszeczkę zmienić proporcje, tu coś przesunąć i tak dalej, bo inaczej by się nie zmieściło. Nie było opcji na doklejenie większej ilości kamienia już do tej rzeźby.
Co najwyżej tylko redukcję. Już chyba nie było nawet z czego redukować za bardzo. W każdym razie komuś się udało. Ktoś tam zrobił sobie swoją własną podobiznę. Koniec końców tak czy siak Sfinksa zasypało. Wystawała właściwie chyba tylko głowa, bo kiedy Francuzi dotarli do Egiptu, są piękne rysunki robione przez adiutanta Napoleona dokładnie, który miał szkicownik ze sobą i był rysownikiem. Jego zadanie polegało na tym, że miał robić dokumentację techniczną miejsc, gdzie armia wylądowała. I tam właśnie są te oryginalne rysunki, jak to armia napoleońska sobie spaceruje dookoła piramid, które właściwie są w połowie jeszcze przysypane piaskiem. Ze Sfinksa wystaje tylko głowa nad piaskiem. I to jest to, co wiemy na temat Sfinksa.
Wracając do Tutenchamona. Podobna historia. Mamy maskę pośmiertną, teoretycznie zrobioną dla Tutenchamona, ale maska jest centralnie dla zupełnie kogoś innego. Maska być może pochodzi z zupełnie innego miejsca. Jest takie podejrzenie, że ten, kto wbił do Krokolopolis, znalazł część tych podziemi, te, które leżały płytko i cokolwiek tam było, zostało od razu wyciągnięte, zszabrowane i posłużyło za podstawę nowej cywilizacji, nowego królestwa albo zwij to, jakkolwiek chcesz. Po prostu powstała nowa koncepcja. Niewolnik i jego władca. Władca oczywiście ma dostęp do tych wszystkich rzeczy, do złota i tak dalej, i tak dalej. Niewolnik natomiast musi się przyglądać, jak władca się ubiera w te wszystkie ładne stroje. Przynajmniej tak to chyba wygląda.
Nie chce wyglądać inaczej. Na to wygląda. Taki wygląd. Wyglądowa sprawa. Ale wiadomo, że trzeba jakoś usankcjonować tą nową władzę, nadać jej status, że istniała tu od zawsze. Metoda jest prosta. Zrobić permanentne fałszerstwo. Chyba jesteśmy świadkami permanentnego fałszerstwa i to naprawdę mocnego, na gigantyczną skalę, które było dokonywane jakieś 3, 4 tysiące lat temu, kiedy zaczynała się nowa władza, nowe królestwo w Egipcie, kiedy właściwie Egipt już umierał, tak zwana magia. Alchemia już właściwie w Egipcie prawie że w ogóle nie istniała. Natomiast istniały wojny, istniały przepychanki w lewo, w prawo i wszystkie tego typu rzeczy.
Reszta gdzieś wyparowała. Resztkami po tej świetności, po tym zupełnie innym imperium, które w ogóle nie nazywał się Egipt, nazywał się Kemet, zostały splądrowane i zebrane przez kilku cwaniaków, którzy później podpisywali się, że są faraonami, królami Egiptu, że to oni mają spuściznę tej pradawnej, starożytnej wiedzy. W rzeczywistości nie za bardzo, bo nie trudno zauważyć, bardzo łatwa historia, że skoro już nawet przerabiali twarze w maskach, to znaczy, że była dosyć duża różnica pomiędzy tym, jak wyglądał oryginalny Kemejczyk, czyli mieszkaniec Czarnej Ziemi zwanej Kemet. A Egipcjanin taki współczesny sprzed trzech do czterech tysięcy lat. Zupełnie inne postacie, zupełnie inne twarze. Nie dało się tego połączyć. Zresztą jeżeli byłeś w Egipcie albo widziałeś zdjęcia z Egiptu, zawsze zastanawia ta potężna ilość skutych posągów, ale skutych w konkretnym miejscu. Posąg cały jest nieruszony, ale twarz jest skuta tak, żebyś nie mógł rozpoznać, kto jest na tym posągu. Resztę zostawiano. Reszta była nieistotna.
Zawsze można było powiedzieć, że to jakiś król albo nie wiadomo co, albo jakieś tam bzdury zupełnie nieistotne. Wracając do tej maski, jest tam jedna ciekawa rzecz. Są tam użyte kamyki, takie jak alabaster. I żeby było zabawniej, żaden z tych oryginalnych, przynajmniej alabastrów, który jest tam wykorzystany, i lapis lazuli. To też jest bardzo istotne. Właściwie lapis lazuli nie pochodzi absolutnie z Egiptu ani nie pochodzi z kontynentu. To są tropy, które nas prowadzą do Irlandii. Właściwie wygląda na to, że ktoś, bo tu nie chce ci robić analizy tych wszystkich kamieni, które zostały użyte podczas budowy tej maski, to zajęłoby troszeczkę czasu, a dzisiaj jesteśmy okrojeni troszeczkę. Znakomita część tych kamyków świadczy tylko i wyłącznie o tym, że ktoś, kto składał oryginalną część maski, nie pogrobowej, pośmiertnej maski Tutanchamona, tylko oryginalnej maski, która została później ukradziona i jest sprzedawana światu jako twarz Tutanchamona. Ta oryginalna maska była robiona przez kogoś, kto miał dostęp do praktycznie zasobów na całym świecie.
Świadczą o tym kamienie, które zostały tam użyte. Zresztą różnica też jest w złocie, w jakości złota. To jest właśnie fascynująca rzecz, że jakość brązu i to nawet tu w Anglii, w Irlandii. Sam widziałem ten brąz, nie miałem go w rękach, bo nie mogłem. Zabytek muzealny, także nie dotykałem, bo by się alarm włączył. Ten brąz jest trochę inny od tego, który jest współcześnie produkowany. Różnica pomiędzy współcześnie produkowanym brązem a tym oryginalnym jeszcze nawet sprzed 100 lat, a już nie porównując do tego sprzed tysięcy lat, jest kwestią czystości tego materiału. W dzisiejszych czasach używamy brązu w hydraulice. Jeżeli masz miedziane rury w domu, to często używa się brązu. Kolanka, przejściówki, takie elementy instalacji.
Nie robi się całych rur z brązu, tylko właśnie elementy tej instalacji. Moja rada, jeżeli jesteś człowiekiem, który jest wrażliwy na temat własnego zdrowia, wypieprz te wszystkie rurki do śmieci od razu, automatycznie. Ten współczesny brąz ma bardzo niebezpieczny stop z tego powodu, że wszystko jest robione maszynowo. Producenci brązu dogadali się. Taka jak spisek żarówkowy historia. Nie da się ukryć. Możesz sobie sprawdzić. Nie ma akurat żadnego filmu dokumentalnego na ten temat, ale sprawdź po analizach chemicznych i się popytaj tu i tam i się od razu dowiesz. Producenci brązu zmienili jego skład w ciągu ostatnich, zdaje się, 30 czy 40 lat na zupełnie inny, dodając do niego bardzo trującą substancję o nazwie ołów. Ten ołów jest tam dodawany tylko po to, żeby maszyny, które tną rury na kawałki i te wszystkie kolanka i te wszystkie elementy lepiej sobie z tym radziły.
Wszyscy doskonale wiemy, że ołów w rurach jest toksyczną historią i nikt z nas nie powinien pić wody z takich rurek, które zawierają w sobie ołów, ale nikt nam o tym nie powiedział, bo z drugiej strony, kiedy w tym stopie znajduje się odrobina ołowiu, metal jest troszeczkę bardziej miękki, przez co urządzenia tnące, przycinające w fabryce te wszystkie kolanka i we wszystkich możliwych fabrykach robiących urządzenia z brązu rzadziej się tępią i nie trzeba tych tarcz wymieniać tak często, bo oryginalny brąz ma bardzo specyficzną cechę. Jest bardzo wytrzymały materiał, ponieważ jest miękki i nie jest jakiś specjalnie twardy. Ma bardzo specyficzne właściwości, które doskonale sobie radzą z czasem i przestrzenią. Ale jak się okazuje, współczesne maszyny radzą sobie z nimi gorzej, więc postanowiono zamienić zdrowy stop niklu, miedzi, który tworzy mosiądz na zupełnie inny stop. Stop, który jest taką trucizną, dosłownie trucizną na raty. To tak, jakby ktoś wrzucał nam co parę chwil taką tabletkę z trupią czaszką nadrukowaną na niej i mówił: „Have a good fun. Dobrej zabawy, robię to dla twojego zdrowia”. Podobnie jest ze składem chemicznym brązu sprzed tysiąca lat. Ten brąz sprzed tysiąca lat jest tak czysty, jeżeli chodzi o miedź i zanieczyszczenia zawarte w tej miedzi, że to się w głowie nie mieści. Pierwsza rzecz, gdyby ten brąz miał jakiekolwiek zanieczyszczenia, takie troszeczkę bardziej zaawansowane, przypuśćmy byłby na poziomie XIX wieku, to nie byłby w stanie przeleżeć w ziemi przez tyle tysięcy lat.
Po prostu by się rozsypał. Zawartość tlenków żelaza w środku i tak dalej. Te wszystkie rzeczy, które powstają w piecu hutniczym. I się okazuje, że metale, że stopy metali w ogóle i metali szlachetnych, bo metale szlachetne też trzeba, zanim wyklepiesz tą maskę, zanim zrobisz cokolwiek, musisz to stopić, zrobić z tego coś. I się okazuje, że czystość tych materiałów jest nieludzka, dosłownie nieludzka. Żeby było zabawniej, aktualnie jest produkowane takie złoto na świecie i to nie jest tajemnica. Przy czym, tak jak powiedziałem, dobrze usłyszałeś, to złoto jest produkowane, a nie znajdowane. To są parametry złota, które się produkuje. Ciekawe, bardzo ciekawe, bo to nie jest coś, co możesz znaleźć w ziemi. Jeżeli znajdziesz w ziemi, ma troszkę inne właściwości, inny skład chemiczny w środku widać, że mieszało się z czymś tam po drodze i tak dalej.
Natomiast jeżeli wyprodukujesz złoto, to ono troszeczkę inaczej wygląda. Jeżeli człowieku masz, ktoś tu z obecnych, masz babcię, która ma złote rosyjskie pierścionki, takie duże, wielkie jeszcze gdzieś tam w rodzinie rodzina trzyma na ostatnią chwilę, że jakby coś się załamie, to sprzedadzą złote pierścionki po babci. Przyjrzyj się na to czerwone złoto, to słynne czerwone rosyjskie złoto. Ono nie jest czyste, bo ja w tym momencie nie mówię o czystości tego czerwonego złota, ale To czerwone złoto jest produkowane. To nie jest złoto wykopywane. Ono ma troszkę inny kolor dzięki temu. Bo to nienormalne by było, jakby jeden pierwiastek chemiczny, który występuje na całym świecie, wszędzie różnił się kolorami po obróbce, skoro jest taki sam. Nie za bardzo. Musisz zrobić z nim coś innego. Musi pochodzić z innego miejsca i ma troszkę inne właściwości, inne domieszki i tak dalej.
I on już jest trochę inny, trochę inaczej odbija światło. A to w końcu do pewnego stopnia jest nadprzewodnik. Jak wiadomo, jeżeli szukamy jakiejś sensownej odpowiedzi, to jedna sensowna odpowiedź, oglądając maskę Tutanchamona wygląda tak, że złoto, które zostało użyte do zrobienia tej maski, zostało centralnie wyprodukowane. Kamienie szlachetne, które posłużyły do uzupełnienia tej maski, chociażby tego właśnie turbana w cudzysłowie, nie pochodzą absolutnie z Egiptu. Nie znajdziesz ich nigdzie w Egipcie, nie znajdziesz w Afryce za bardzo. Musisz udać się czasami na drugi kontynent świata. Przynajmniej tak wskazała zawartość tych kamieni. Oczywiście możesz znaleźć wszystkie minerały w Afryce, bo w Afryce są chyba wszystkie minerały świata. Ale pytanie jest, czy akurat ten typ minerału, bo chodzi o jego skład chemiczny. O ile złoto mniej więcej jest wszędzie takie samo, to kryształy, kamienie szlachetne w każdym miejscu mają troszkę inny skład chemiczny i dzięki temu możesz na przykład zlokalizować.
To była historia związana z kryształowymi czaszkami. Do tej pory nie udowodniono, żeby ta główna kryształowa czaszka, która jest podejrzewana o bycie zrobioną przez złotników z firmy De Beers. De Beers to są ci od szlifowania diamentów, zdaje się od Cartiera chyba, jakoś tak. Że ci dżentelmeni w Niemczech w latach 20. sami zrobili tą czaszkę z kryształu, oszlifowali tylko dlatego, że pomiędzy zębami, gdzieś tam w tej wyrzeźbionej kryształowej czaszce znaleziono pod mikroskopem elektronowym ślady obróbki wiertłem, które wymyślono w 1919 czy właśnie 1920 roku, dokładnie niecałe 100 lat temu. I to był powód, dla którego stwierdzono, że czaszka na pewno jest fałszerstwem, ponieważ znajduje się ślad obróbki w podobny sposób, po prostu wiertłem. Ktoś musiał tam wjechać wiertłem. Ale to jest tylko jedno miejsce w czaszce i wiadomo, że ktoś mógł testować, sprawdzać, jak się rzeźbi. To jest jedna rzecz, bo nigdzie indziej na czaszce nie znaleziono tych samych śladów, tylko w tym jednym miejscu. Proszę zwrócić na to uwagę.
A druga sprawa jest taka, że szlifowanie w ten sposób trwałoby troszeczkę czasu i na pewno, jest taka koncepcja, że ktoś, kto wymyślił tą technologię szlifowania, użył jej wcześniej i nie powiedział o tym światu. Zrobił to 20 lat wcześniej, kiedy czaszka została znaleziona. Następnie wtedy się przyznał, że ma czaszkę i nikt nie połączył tych faktów, że on już od 20 lat szlifował kamienie w ten sposób. Jest to prawdopodobne, znając firmy jubilerskie zgromadzone w Antwerpii. Tam jest wiele patentów, które są schowane głęboko przed ludzkimi oczami po to, żeby klient płacił jeszcze więcej. Jeszcze pięć razy więcej, 10, 50 razy więcej, a oni mu nie powiedzą, że on płaci za śmieci. Ale to już taka specyfika tego zawodu. W każdym razie co dalej z tymi kamieniami? Ślad chemiczny wskazuje jasno i wyraźnie, że są pozbierane właściwie z całego świata. Wrzucasz na taki spektrograf do analizy kawałek kryształu, kawałek czegokolwiek, tak jak z tą kryształową czaszką i robisz analizę.
I od razu ci pokazuje, skąd pochodzi ten kryształ, co on w sobie ma, z jakich gór pochodzi. Zawartość żelaza, zawartość miedzi, zawartość wszystkich możliwych pierwiastków. Każde złoże ma swoją inną zawartość, także bardzo łatwo zlokalizować. Tam się okazało, że ta czaszka właściwie pochodzi z niemieckiego kwarcu, ale nie do końca. To też dalej dyskusyjna sprawa. Dalej taka nie do końca przebadana na 100%. Dalej są ludzie, którzy twierdzą, że ta czaszka niekoniecznie została zrobiona 1000 lat temu czy jakoś tak i odnaleziona w poprzednim stuleciu przez amerykańskiego archeologa, właściwie bardziej jego córkę, zdaje się, tudzież jest to coś zrobione w Europie. Nie wiem. Legendy dookoła tego krążą cały czas. Ciężko jest tutaj oprzeć się na czymś i jednostronnie powiedzieć wiarygodnie, że to jest prawda, a to jest nieprawda.
Niestety nie możemy się tym podeprzeć. Ciągle jeszcze musimy węszyć, sprawdzać i przyglądać się tej historii, bo być może pewnego dnia pojawi się odpowiedź na nasze pytanie. W każdym razie wracając do tego Tutanchamona, mamy do czynienia z czymś, co istniało grubo wcześniej i cały Egipt jest właściwie usiany takimi historiami, gdzie ktoś nagle wziął coś, wyrwał ze ściany coś, co należało do zupełnie innej historii sprzed, zdaje się, tysięcy lat. 36 tysięcy lat, jak wskazuje pierwsza rekonstrukcja Sfinksa, która dokładnie jest datowana tak samo geologicznie jak te wszystkie oryginalne świątynie w Egipcie. 36 tysięcy lat, że tam 12, 24. 36 tysięcy lat. Podobna historia jest związana z Meksykiem. Przecież kiedy Montezuma i jego ludzie, wszyscy ci szaleńcy, którzy tam wyrywali sobie serca nawzajem, dotarli do tych miast. I są zapisy nawet prowadzone przez właśnie kronikarzy jezuickich, którzy wypytywali Indian o te miasta. Się okazuje, że oni dotarli tylko do kawałka miast.
Na przykład takie Teotihuacan nie było w ogóle odkopane. Ono było całe zasypane ziemią, a Indianie widzieli tylko czubku piramidy i tam robili jakieś swoje dzikie obrządki wyrywania sobie serc nawzajem. I to wszystko. Natomiast nikt nie miał bladego pojęcia, co się dzieje pod spodem, że tam pod spodem jest potężny kompleks. To jest ten kompleks, który znajduje się chyba, zdaje się, 50 kilometrów od centrum miasta Meksyk w Meksyku. Teotihuacan tuż za miastem. Taki potężny kompleks. Piramida Słońca i Księżyca jest bardzo ciekawie zbudowana. Nawet wtedy już takie historie było, że to było zasypane i to mocno zasypane przez piasek i właściwie ówcześni nawet nie próbowali odkopać tego w całości, tylko do pewnego momentu, dopóki znajdowali chyba złote maski i mogli coś z tymi maskami zrobić, się pochować w tych złotych maskach, żeby się poczuć tymi bogami, stwórcami tego poprzedniego świata, do którego przyszli jako tacy nędzarze. Zobaczyli kawałek kamieni na pustyni Sudzi.
„O, tu coś było wcześniej. Może pogrzebiemy, może coś znajdziemy do jedzenia albo do ubrania”. I znaleźli potężną cywilizację, ale jak się okazuje, nie potrafili niczego z tego obsłużyć poza zrobieniem jednej wielkiej demolki. Takich przykładów posągów, które są poklejone z różnych elementów niepasujących do siebie, bo każdy kawałek kamienia pochodzi z innej epoki historycznej, bo ktoś sobie wymyślił, że to koniecznie tak musi być, jest w Egipcie sporo. To słynna historia dinozaura w British Museum, który został wymyślony przez brytyjskiego specjalistę od dinozaurów. Koniec końców, kiedy zrobiono testy DNA, okazało się, że facet poskładał szkielet jednego dinozaura, używając chyba 20 różnych zwierzaków prehistorycznych i wydawało mu się, że on naprawdę składa istniejące zwierzę. W rzeczywistości poskładał takie science fiction, które sobie sam wymyślił. Podobnie jest w Egipcie i to nie jest historia tylko i wyłącznie związana z naszymi czasami, tylko jest to historia związana dosyć mocno z tym, co się działo nawet 3000, 4000 lat temu, że taki szaber i przypisywanie sobie zasług przodków działo się już naprawdę dawno temu. To nie jest nic nowego i właściwie to, z czym my dealujemy teraz, to jest taka zakłamana część historii, potężnie zakłamana, która już została zakłamana 4000 lat temu. I staramy się to odkopać i dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło.
Dlaczego na przykład ktoś zdewastował złote maski, wycinając oryginalne twarze i wkładając w to miejsce zupełnie inne twarze. Zresztą niedopasowane, bo uszy się nie zgadzają, nie zgadzają się rozmiary, proporcje. Widać nitowania takie na siłę. Oryginalna maska nie jest nitowana, jest zrobiona z jednego kawałka złota. Tutaj już się nie udało zrobić z jednego kawałka złota. Tu już trzeba było nitować, doklejać. Użyto troszeczkę innych technik. Właśnie, skąd to się wzięło? I my wierzymy w ten obraz historii, który polega na tym kompletnym zafałszowaniu. O tym trzeba głośno mówić, bo to nie jest żadna tajemnica.
Problemem jest to, że utkwiliśmy trochę za mocno, za głęboko w tym momencie historii, że kupiliśmy ten kit jako prawdę. I teraz wracając do Egiptu, czy myśląc o sobie jako o istotach mieszkających na tej planecie, bierzemy sobie taki wzorzec jak złota maska z Egiptu, ktoś pochowany ze złotą maską i wydaje nam się, że to jest coś, za czym powinniśmy podążać albo coś w tym stylu. Się okazuje bzdura. To była bzdura od samego początku. To byli po prostu kolesie, którzy zwariowali. Jest ciekawa rzecz z Egiptu, o której miałem dzisiaj mówić, ale to odkładam na inny temat, bo to naprawdę długi temat i dzisiaj absolutnie nie zdążę. W każdym razie chodzi o te oryginalne zapiski, które ocalały do dzisiaj i te, które mamy możliwość odczytać. Między innymi jest tam mowa o transmutacji, bo inaczej tego nazwać nie można, ludzkiej duszy. Tego, że nikt z nas nie umiera. Jeżeli przejdzie pewien specyficzny proces.
Proces ten się nazywa wyprawą do krainy Duat. To jest kraina Duat. Dokładnie. To jest to miejsce, w którym lądujesz po tak zwanym życiu doczesnym. Życie doczesne to jest według Kemet, według Kemetajczyków czy Kemitów, mieszkańców Egiptu, nic innego. Przynajmniej to takie doczesne tu i teraz, jeżeli tak go potraktujesz fizyczne, to jest tylko element procesu, który jest niezbędny do tego, żeby przejść do krainy Kemet, czyli stać się faraonem, stać się kimś innym, stać się tym, który kształtuje wszystko. Tak jest to opisane w oryginalnych egipskich hieroglifach, nawet tak precyzyjnie, że jest się tym, który kształtuje świat, jest się tym, który kształtuje dźwięk i tak dalej. Porównanie, parallelę takie bezpośrednie. Jesteś synem słońca, ja jestem synem słońca. Wszyscy jesteśmy dziećmi słońca i posiadamy dokładnie tą samą moc, którą posiada słońce.
Na pewno widziałeś takie kawałki hieroglifów, gdzie z czoła taki jak strumień lasera prosto do takiego symbolicznego słońca leci i stoi rząd siedmiu postaci, które wysyłają właśnie taką energię z czoła. Ktoś by powiedział trzecie oko? Może. Słuchaj, nie na darmo na tych turbanach, na tych nakryciach głowy znajduje się symbol węża, często dwóch węży, dwie spirale. To też nie jest żadna teoria spiskowa. Kolesie, którzy teraz próbują się podpisywać wężami, ci wszyscy masoni, dziwne ruchy exo, ezo, I don't know jakie. Nie partycypuję w tych exo, ezo. Zostawiam exo, ezoteryków gdzieś tam na boku. Niech sobie egzoterykują po swojemu. W każdym razie to jest taka bardzo konkretna metafora dwóch sił, które budują cały świat.
Jest o tym bardzo ciekawy opis w tych najstarszych hieroglifach, których nikt nie potrafi opisać oczywiście, tam jest tego dużo. Niestety mamy to nieszczęście, że niewiele wiemy na ten temat. Jak na ironię, podobne rzeczy u tych hieroglifów możesz spotkać w laboratorium, kiedy bawisz się w instalacje plazmowe. Czy to plazma wzbudzana za pomocą zjawisk elektrostatycznych, czy też oryginalnie wzbudzana jako plazma. Widzisz bardzo podobne zachowania, bardzo podobne kształty przy konkretnych częstotliwościach, konkretnych polach interakcji i tak dalej. Wielu fizyków teraz głośno o tym mówi, że to starożytne pismo z Egiptu, które nie jest w ogóle rozkodowane, najbardziej przypomina im właśnie te strumienie energii, które widzą pojawiające się w laboratorium, w powietrzu. Każde z tych strumieni ma swoją własną specyfikę i tak dalej. Jesteśmy na samym początku tej drogi, także ciężko tu cokolwiek mówić. W każdym razie parallelę jest takie dosyć oczywiste. Wiadomo, że Jest to taka energetyczna mowa, bardzo mocno związana właśnie z ową niewidzialną energią.
Skoro tak wyglądało życie, to jakim cudem kolesie 3000 lat temu mogli wybudować coś, co zdążyło zerodować przez 36 000 lat? Nie ma takiej możliwości. Jak sobie ktoś policzy ilość budowanych tych piramid i tak dalej, przecież mieszkańcy Egiptu to jest jakieś 200 do 300 tysięcy ludzi wtedy, w tamtych czasach. To ile potrzeba specjalistów, żeby przetransportować chociażby ten granit? Ile trzeba ludzi, żeby budować połowę z tego? Już nie mówię o całej reszcie. Tu mam poprawkę, że brąz, a nie mosiądz. Już się ciapnąłem. Mowa jest o brązie. Przepraszam, bo mosiądz to mosiądz, a brąz to brąz.
To jest ten stop, o którym mówiłem. Przepraszam. Czasami coś tam się pomyli, ale bywa. Anyway, wracając do naszej maski Tutanchamona, mamy dokładnie taką samą historię z kamykami szlachetnymi w Irlandii, bo żeby było zabawniej, znaleziono taki grobowiec, który jest podejrzewany o bycie grobowcem starożytnej królowej Irlandii, jednego z tych celtyckich rodów, takich najstarszych. I zabawna sprawa. W grobowcu są dokładnie kamyki, a znaczy biżuteria, która zawiera dokładnie takie same kamyki jak ta, która jest znajdowana w Egipcie. Ciekawe parallelum. Jedna wyspa jest na końcu Europy, Egipt jest zupełnie w drugą stronę i znajdujemy dokładnie te same rzeczy. Oczywiście nikt nie chce zbierać tego razem. Mówi, że to ten sam okres historyczny, bo wiadomo, że ciężko byłoby tu przekonać oficjalną naukę do takiej historii.
Jednak to połączenie jest, bo skąd się ten kamyk i tu i tam wziął? Tym bardziej że w Egipcie ten kamyk nie istnieje, także ktoś musiał go dostarczyć do Egiptu. Jest też w Irlandii. W Irlandii akurat ten kamyk istnieje, także ktoś musiał z Irlandii prawdopodobnie wziąć ten kamyk i przetransportować w zupełnie inne miejsce na świecie. Wracając do tej całej kultury, mamy te maski z pozmienianymi twarzami, mamy zniszczone posągi, mamy potężną kulturę, do której nagle ktoś zaczął się przyznawać i opowiadać niesamowite bajki na jej temat. Bo tego dotyczyła cała ta historia związana z królestwem Egiptu i te wszystkie bajki, myślę, że do pewnego stopnia jeszcze wtedy zawierały dosyć spore elementy prawdy, takie nawet być może większe niż mniejsze. Ale wszystkie one zniknęły i na to miejsce pojawili się Grecy. Grecy właściwie byli takimi cwaniakami, którzy wyciągnęli całą matematykę, cokolwiek tylko mogli z Egiptu, z Aleksandrii, a później twierdzili, że to wszystko sami wymyślili. Oczywiście prawie każdy z nich spędził parę lat w Egipcie, łącznie z dżentelmenem, który napisał taką ciekawą rozprawkę na temat czym jest Egipt, kto budował piramidy, skąd pochodzą w ogóle ludzie w Egipcie. Tylko że właśnie Egipt jest nazwą, tak samo jak piramida.
To są nazwy greckie. Piramida od piramidon. Kształt, nic więcej. To nie jest oryginalna nazwa. Oryginalna nazwa to jest ciekawa rzecz, bo można ją tłumaczyć na kilka sposobów. Dom reguły, dom zasady. Tak to można przetłumaczyć. Dom reguły, dom zasad, dom pryncypiów albo pryncypia. Tak były nazywane piramidy jeszcze w czasach starożytnych. Nikt nie mówił piramida na ten budynek.
Tylko Grecy, bo tylko Grecy używali takiego języka. Podobnie jak ze Sfinksem, podobnie jak z kilkoma innymi rzeczami. Gigantyczna ilość nazw, którymi dzisiaj operujemy, jeżeli chodzi o starożytność, szczególnie tą właśnie egipską, pochodzi nie od kogo innego, jak od Greków, którzy zapożyczyli sobie wszystko, po czym sami twierdzili, że wymyślili matematykę, wymyślili wszystkie te równania. Oczywiście jest taki zrąb w tym wszystkim, bo wracając do tych zabytków w Egipcie odnajdujemy całą tą matematykę w tych wszystkich budowlach i to jeszcze lepiej wykonaną niż kiedykolwiek Grecy to zrobili. Bo Grecy właściwie dostali już tylko teorię matematyczną. Siedzieli tam sobie, na kartkach pisali, że trójkąt to będzie to i to, dodać do tamtego, siamtego, owego i zrobimy coś z tego. Natomiast w Egipcie robiono fizycznie budynki za pomocą tych pryncypiów. Zresztą stąd się wziął centymetr w Europie, stąd się wzięła miara metra. To wszystko zawdzięczamy francuskiej armii, która dotarła do Egiptu i stwierdziła, że to jest właśnie ten standard naszej cywilizacji. To są te najstarsze rzeczy.
Następnie francuscy specjaliści od mierzenia pomierzyli to, co się udało im pomierzyć w Egipcie i z tego wywnioskowali, że od dzisiaj standardem pomiarowym będzie metr, który jest tak długi jak egipska stopa. Czy jakoś tak. I w tym momencie wszyscy używamy właśnie systemu mierniczego typu metry, centymetry, zawdzięczając to jak najbardziej owym Kemejczykom, czyli mieszkańcom krainy Kemet, czyli starożytnego Egiptu, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli. Czyli nawet nasze miary pochodzą stamtąd, co jest dosyć zabawne. Ale dalej robimy chyba tą sztuczkę z tą maską, że próbujemy znaleźć kawałek złota, podmienić coś tam, wkleić swoje własne i próbować wyglądać lepiej niż w rzeczywistości wyglądamy. Trochę coś w tym jest. Jakaś taka choroba społeczna, bym powiedział, mocna choroba społeczna. Jest las. Ja tak biegnę z tą historią strasznie roztrzepany, próbuję to powiązać w kawałki, żeby w pięć sekund opowiedzieć historię. Ale wróćmy do tej maski Tutanchamona, bo to jest taki znaczący przykład tego, jak często w historii jesteśmy manipulowani w nieprzeciętny sposób.
Tak jak wtedy przez wycinanie masek. Właściwie bo nikt nie wie. A może maska Tutanchamona wcale nie miała ludzkiej twarzy? Właśnie. A może miała tylko kobiecą i mowa jest o zupełnie innej cywilizacji, zupełnie innej kulturze, o zupełnie innym przedstawieniu, zupełnie innym sensie przede wszystkim tej postaci. Wiadomo, że są te podziemia w Hawarze. Wiadomo, że są podziemia pod Sfinksem. Wiadomo, że są pod piramidami w Gizie i wiadomo doskonale, że nikt nie chce tam wejść, ponieważ powód jest banalnie prosty. Skończyłby się bardzo mocną konfrontacją wszystkich tych egiptologów i ich bajek na temat tego, czym według nich była ta nasza przeszłość z rzeczywistością. Czym przeszłość była, jaka technologia panowała i jak dawno to wszystko się działo.
I nikt nie chce tego zrobić za bardzo, przynajmniej oficjalnie, bo trzeba by przepisać całą historię na nowo. A jeszcze do tego dochodzą wszystkie sprawy związane z naszym teraźniejszym dniem, takim na co dzień. I to myślę, jest chyba największy clou i największy problem tej historii, że przecież kto z cwaniaków, którzy robią kariery na cudzych plecach. Znamy takich, co wiecznie odcinają kupony od cudzej postaci i robią na tym albo próbują zrobić na tym biznes. Co w tym momencie ci kolesie? Narobi się zorientowali, że nie mają już nic, nie mają od czego odcinać kuponów. Bo właśnie to jest historia z piramidami i tymi faraonami i królami egipskimi. Przecież wiadomo, że król to tylko król, a faraon to ktoś, kto przeszedł bez problemu do krainy Duat. Król natomiast sam nie musiał przechodzić do krainy Duat. Król był tylko takim fizycznym władcą, który był największą deską i nie bał się przyłożyć każdemu i tylko tyle.
Koleś, którego wszyscy się prawdopodobnie bali, był po prostu psychopatą, największym świrem w okolicy i do tego wszystko się sprowadzało. Cała rola króla. W pewnym momencie okazywało się, że jest to koleś, który ma największą ilość psychopatów dookoła siebie, którzy są w stanie zabić i zamordować każdego tylko dlatego, bo ktoś im powiedział. Ten koleś, który siedzi na tronie powiedział im: „Zabij tego”. On poszedł i zabił. To cała filozofia. Natomiast wszystkie zapiski na temat faraonów mówią jasno i wyraźnie. Wystarczy zajrzeć na kartusz faraona, że mamy do czynienia z kimś, kto podróżuje do krainy Kemet. Z kimś, kto jest w ogóle z krainy Kemet. Zresztą w ogóle bardzo ciekawe freski z ludźmi.
Można wiele powiedzieć na temat tych fresków. Można powiedzieć prawie wszystko i właściwie nie wiadomo, co jest prawdą. Twarze zwierząt, energetyczne łuny dookoła i tak dalej. Dziwne urządzenia, które są zapisane w tych hieroglifach, których nie jesteśmy w stanie odczytać. I tak dalej. Wszystkie te sprawy. I ciągle jest mowa o energii słońca. Ciągle jest mowa o energii oczywiście nie tylko słońca, ale głównie słońce jest reprezentantem tej energii, więc normalne jest to, że kultura, o której mówimy, była zorientowana na jakąś energię i to w sposób bardzo dosłowny. My też jesteśmy zorientowani na energię, ale w naszym przypadku ta energia to jest tłusty dżentelmen, który spocony drapie się po genitaliach, oglądając mecz piłki nożnej z browarem w ręku, marząc o takiej wysportowanej dziewczynie w bikini. Najlepiej jakby zdjęła te bikini, tej, której widzi na reklamie w telewizorze, nie zdając sobie sprawy, że ta dziewczyna jest robiona w Photoshopie od początku do końca.
Tak jak zresztą on jest zrobiony przez gazety i wizerunek mainstreamowych mediów na temat jak powinien wyglądać człowiek i spędzać swój czas. Wszyscy są porobieni i to centralnie porobieni. I tu podobna historia. Wierzymy w boga pieniądza. Energia to co najwyżej atom, jakiś wielki wybuch. Tak, wierzymy w energię, bo to napędza cały świat. Ciężko tego nie zauważyć, że wszystko jest energią dookoła. Informacja manifestuje się jako energia. Ciężko tego nie zauważyć. Naprawdę bardzo ciężko.
Natomiast pytanie jest, co weźmiemy za archetyp tej energii i gdzie go postawimy. W dzisiejszych czasach, jak myślę doskonale wiemy, jesteśmy odklejeni od tego. Pieniądz jest pieniądz, a życie jest życie. I tutaj nie łączymy tych faktów, że ktoś musiał kupić karabiny, zrobić wojnę, zabić kilku ludzi, którzy są niewinni tylko po to, żeby puścić w reklamie i żebyś ty mógł później kupić ten produkt i będzie ci on reklamowany jako coś, co jest wspierane, używane przez armię. Jest tak wytrzymałe, jest tak doskonałe i masz produkt, który ma żołnierz na wojnie i jesteś tak samo przygotowany do najgorszego. Wiesz, taka psychopatyczna wizja świata. Zamieniamy się w żołnierzyków. Wszyscy chłopcy bawią się teraz w żołnierzy. Biegają z karabinami po lesie, udając, że robią wielką wojnę i są bardzo odważnymi chłopcami. I teraz są już tak dorosłym chłopcem, bo ma karabin w ręku i może skrzywdzić drugiego człowieka, że on jest dorosły dzięki temu.
To jest właśnie objaw tej kultury. I teraz jeżeli spojrzysz na archetyp energii, to energia w tym przypadku słaba historia, ale dalej jest. A teraz cofnijmy się troszkę dawniej, przed Egipt. Ta energia wygląda na coś zupełnie innego. Wygląda na coś, co jest skojarzone z naszym umysłem bardzo mocno. Zresztą nie przez przypadek na czole przedstawienia faraona widzisz kobrę. Czasami nie tylko kobrę. To nie jest też przypadek. To jest przedstawienie naszej duszy, tego, kim jesteśmy. Tego, jak się wcielamy w to miejsce, jak tu się pojawiamy, jak stąd odchodzimy.
Nie chcę rozwijać tego wątku, bo jest dosyć złożony. To następnym razem, jak już będzie troszkę mniej ciśnienia, walczenia, żeby odpalić audycję, to usiądę i troszkę więcej ci na ten temat opowiem, bo mam tu przygotowany zestawik na ten temat, na tą okazję. Tak czy siak, to ujęcie energii jest zupełnie inne i to jest takie personalne ujęcie energii, że każdy z nas jest reaktorem tej energii. Każdy z nas ją produkuje. Każdy z nas jest w krainie Duat, jeżeli tylko chce. Poza oczywiście tym, kto chce zostać królem. Bo jak ktoś chce zostać królem, to wiadomo, że wtedy zostaje w tej fizycznej krainie tu na ziemi, w tej jedynej i tylko w tej krainie może operować swoimi wszystkimi zmysłami i swoją intencją. Niestety nie będzie miał dostępu do tej bardziej zaawansowanej krainy. Ta zaawansowana kraina to jest robienie piramid. To jest wytwarzanie tego złota, z którego jest zrobiona ta maska.
To jest wiele innych rzeczy. Wiele. Oczywiście można powiedzieć: jak to wytwarzanie złota? Przecież nikt nie robi złota. Jak to nie robi złota? Nawet rosyjscy naukowcy oficjalnie w Szwajcarii na panelu naukowym przedstawiają swoje dane i swoją nową technologię. Mają starą, ale mają jeszcze nowszą technologię. Już nie mówią tylko o złocie, tylko mówią, że robią transmutację każdego materiału w każdy materiał. Ołowiu w złoto, czegokolwiek chcesz. Ci zamienią w cokolwiek chcesz i nie mają z tym absolutnie problemu.
Oficjalna konferencja naukowa w Bazylei. Zapraszam serdecznie, jest w Internecie trochę na ten temat. Transmutacja jest już faktem w nauce. Może nie akurat w Ameryce. W Ameryce dalej jest szukanie pomysłu na to, żeby wyprodukować jeszcze więcej dymu z samochodu, jeszcze więcej karabinów maszynowych i się chyba wszyscy pozabijać nawzajem, używając do tego jeszcze broni nuklearnej. To jest chyba marzenie takiego Amerykanina wychowanego na tej propagandzie. Przynajmniej ludzi, którzy zarządzają tamtym krajem. Natomiast tu jest mowa o zupełnie innym ujęciu energii. To jest bardzo spersonalizowane ujęcie energii i widać, jak za wszelką cenę te cwaniaki, które się pojawiły później na tych zgliszczach, próbowały się podpisać pod tym, próbowały się skleić z tą energią kosmosu. Stąd słynne słońce Ra.
Ale Ra nie do końca oznacza słońce. Nie będę dzisiaj rozwijał tego tematu. To jest po prostu siła tworzenia — tak to można nazwać w bardzo wielkim skrócie. Każdy jest Ra. Ty jesteś Ra. Ja jestem Ra. Każdy jest Ra. Jeżeli przejdziemy oczywiście do krainy Duat, w tym momencie każdy z nas. Tu chyba chodziło o zaakcentowanie tego, że w rzeczywistości każdy z tych kolesi jest faraonem, że to nie jest zwykły król, że to jest faraon. Dlatego zakładamy mu złotą maskę po faraonach, bo ta maska musiała być wcześniej używana przez kogoś.
Wątpię, że była używana w celach pogrobowych, potrumiennych i takich śmierdzących zwłokami. Absolutnie, jakoś tak mi nie przychodzi to przez myśl. Myślę, że cel tej maski był zupełnie inny, ale to są tylko moje spekulacje. Na razie w ogóle nie będę nic na ten temat mówił. To zostawiam z boku. Tak czy siak są te maski. Wiadomo, że nie należała do tego, przy którym ją znaleziono, bo był chłopcem, a jeżeli tam wstawisz twarz, to jest to dorosła kobieta. Troszeczkę inna sytuacja. Chyba że chłopiec transmutował z dorosłej kobiety w małego chłopca i byłby to powód, żeby go zabić, ale raczej nie sądzę, żeby tak się wydarzyło. Akurat myślę, że tu już była zrobiona taka gruba manipulacja.
I to nie jest tylko i wyłącznie historia związana z Egiptem, z jednym miejscem na świecie. Jest bardzo ciekawa legenda opisana przez jezuitów kronikarzy, którzy wylądowali w Ameryce Południowej, ale nie w Mezoameryce. Wylądowali zupełnie gdzie indziej. Wylądowali w Peru. Tam była potężna kultura Inka, po której już zostały tylko zgliszcza. Inka akurat była kulturą zupełnie nieinwazyjną. To akurat była kultura, w której nie składano sobie ofiar z ludzi. To proszę sobie wbić do głowy, bo czasami są takie dziwne opowieści przez niedouczonych siane na świecie. Nie. Inka to troszkę inny naród.
Inka to są ci od Machu Picchu i tak dalej. Jezioro Titicaca, cały ten kompleks z Bramą Słońca, potężne ruiny dookoła, Caral i tak dalej. Nazywa się w ogóle Caral to miejsce, zdaje się. Inka. Inka people. Chociaż Caral to jest troszeczkę dalej wysunięte, ale tam też są znajdowane ich artefakty. To w ogóle jest jeszcze zabawniejsze. Ale zostańmy w Ameryce Południowej, zostańmy w Peru i zostańmy przy tym ludzie o nazwie Inka. Została ciekawa legenda na temat mumii, ponieważ tam też są znajdowane mumie. Też jest pustynny klimat, też jest takie piaszczyste wybrzeże i kilka mumii się znalazło.
Tylko że są to takie normalne mumie. Mówimy o 6-9 tysięcy lat. Na razie zostawiamy temat. Też jest intrygujący. Tu w ogóle wszędzie są intrygujące tematy. Nie wiem, jak się po prostu nie zatrzymać. Czasami trudno nie wdepnąć w wątek po drodze, ale staram się, jak mogę. W każdym razie do sedna, do clou sprawy. Zapiski jezuitów mówiły o tym, kto był szefem królestwa Inka. Właściwie królestwo Inka miało jako takiego króla, ale był taki król, właściwie nie było króla jako takiego.
Był wybierany. Właściwie nie ma żadnych śladów takich wybieralnych, niewybieralnych królów, rodziny królewskiej i tak dalej. Jest pewien drobny ślad, ale to jest raptem 100 lat przed przyjazdem Hiszpanów, kiedy tam się zmieniła troszkę władza polityczna, pojawili się liderzy i tak dalej, ale to nie jest cała prawda o ludzie Inka. Legendy mówią o czymś zupełnie innym. Legendy mówią, że był król i królowa, tylko że ten król i królowa to były mumie. Wyobrażasz to sobie? To były mumie. Legendy mówią o czerwonych, jasnych blond włosach i wszystkim tym, co nie ma nic wspólnego z Ameryką Południową. Tego nie wiemy. Już nigdy nie sprawdzimy, bo prawdopodobnie zostało zniszczone.
Chociaż może gdzieś są jakieś dodatkowe mumie, to może się dowiemy. W każdym razie wyglądało to tak, że król i królowa byli mumiami, którzy ceremonialnie byli wsadzani na takich specjalnych tronach i wyprowadzani na zewnątrz i robiony ich specjalny obchód tymi złotymi ulicami w samym sercu królestwa Inka. Tak po okolicy. Wyciągano zwłoki z trumny, ubierano je elegancko. W ogóle one były ubierane każdego dnia. To były takie żywe mumie i te mumie były fizycznymi królami dla tego całego królestwa. I wszyscy składali im hołd. Hołd jak hołd. Oryginalna legenda miejscowa mówiła o tym, że to są ostatni potomkowie ludzi z gwiazd. Możesz to nazwać ludzi z nieba, ludzi z wielkiej cywilizacji.
Cokolwiek sobie nie wymyślisz. Po zrobieniu badań genetycznych mieszkańców wyspy wielkanocnej i mieszkańców południowej Ameryki okazuje się, że bardzo często i u tych, i u drugich jest znajdowany genotyp, który występuje gdzieś na Polinezji. Czyli znowu taki zrąb, bo oficjalna nauka mówi, że ruch ludności był w zupełnie drugą stronę. Tu się okazuje, że właściwie mamy do czynienia z zagubionym kontynentem Mu, bo tak to się najczęściej nazywa. I o tym jest mowa w tych opowieściach Inka, że to było potężne królestwo, które pewnego dnia się zawaliło i ostatni królowie odeszli i zostawili tylko po sobie część ciała i sprawują tutaj władzę, władzę w cudzysłowie, ochronę przez obecność tylko i wyłącznie swoich ciał. Słuchaj, ten zwyczaj nie umarł wcale z pojawieniem się jezuitów w Ameryce Południowej i z królestwem Inka. Nie, ten numer jest dalej kultywowany w Azji i zdziwisz się pewnego dnia, jak zaczniesz sprawdzać, jak często do tej pory się zdarza, że znajdowana jest figurka Buddy naturalnych ludzkich rozmiarów. Cała złota, wypasiona. Kupuje to kolekcjoner. Kolekcjoner później prześwietla tą figurkę Buddy i się okazuje, że w środku nie ma gliny, nie ma złota, tylko jest ludzki szkielet, że to była prawdziwa postać, która albo zmarła, albo odeszła w jakikolwiek inny sposób.
Nie wiem. W każdym razie zostały tylko zwłoki i te zwłoki zostały opakowane elegancko w taki skafanderek ze złota lub cokolwiek innego i zostały zamienione w posąg Buddy. I w rzeczywistości ci wszyscy kolesie, którzy tam siedzieli i medytowali do tego Buddy, żeby się z nim połączyć, bo to nie jest religia jako taka, to jest system filozoficzny i ten Budda, którego masz postawionego, to nie jest twój Bóg, tylko to jesteś ty sam. To jest twoja reprezentacja ciebie. To jesteś ty. Musisz się znaleźć w tym wszystkim. Jeżeli zobaczysz, że łapiesz interakcję z tą postacią Buddy, to znaczy, że łapiesz oświecenie sam ze sobą. Na tym to polega. I w tym momencie nie potrzebujesz już żadnych liderów, żadnych pomagierów, żadnej pomocy. Jesteś wolnym człowiekiem, który stwarza dużą, potężną część życia swoją życiową energią.
Jesteś wolny od wszystkiego i tak dalej. To jest tak zwane oświecenie. Tylko temu to służyło. To nie jest religia. I się okazało, że te figurki, które służyły co po niektórym w niektórych zakonach za taki posążek, dzięki któremu doznawali oświecenia ze samym sobą, kim są, a kim nie są, się okazały być w rzeczywistości ludźmi, którzy być może kiedyś właśnie doznali takiego oświecenia, po czym postanowili, kiedy ich tu już nie będzie, żeby zamienić ich ciała właśnie w takie figurki. I don't know. Nikt nic nie wie na ten temat. Jest kilka takich figurek. Wcale niemało. Jest ich zdaje się więcej, ale tu jak zwykle historia związana z poszukiwaczami sensacji, rządami i spiskami.
Albo jak sobie nazwiesz, tak sobie nazwiesz. Jest ich trochę, tych figurek. I to są prawdziwi, tak zwani mistrzowie, którzy przeszli do drugiej krainy, zostawiając po sobie doskonałe, nienaruszone zwłoki, które są opakowane w piękny posąg Buddy. Jest tego trochę w Tybecie i są one bardzo mocno i bardzo ściśle pilnowane w tajemnicy, tak żeby ani rząd chiński, ani rząd rosyjski, ani żadne inne rządy się o tym nigdy nie dowiedziały. Czasami są chowane w jaskiniach, w różnych miejscach, żeby nigdy nie zostały znalezione, ponieważ ten koncept, którym operują ci ludzie, brzmi mniej więcej tak, że ci wszyscy, którzy śpią w tych skafanderkach ze złota, pewnego dnia tu wrócą. Jeżeli są w stanie utrzymać swoje ciało w życiu, to są w stanie tu wrócić. Jest jedna taka mumia, którą odnaleziono w Rosji, z którą wiąże się legenda, bo legenda mówi o tym, że kiedy weźmiesz tą mumię z tego miejsca, nagle cały balans, równowaga świata idzie się przewrócić, idzie się walić, mówiąc kolokwialnie. Więc ktoś wziął tą mumię, wywiózł z tamtego miejsca i się okazało, że wszystko już idzie nie tak, jak trzeba w tamtym miejscu. Że jakieś choroby, zarazy nękają. Już nie jest tak fajnie, jak było kiedyś.
Rosjanie nie chcą jeszcze oddać mumii, a legenda mówi o tym, że jest to księżniczka, która znała oświecenia, zamieniła się w mumię i właściwie z poziomu tej mumii ona tu jest cały czas obecna. Sprawdzono w ogóle tą mumię. Okazało się, że autentyczne badanie zrobione przez Moskiewską Akademię Nauk, że tkanki skóry w tej, jak określono to, nadwieścioparoletnią mumię są dalej żywe. Oczywiście są to zwłoki fizycznie jako takie, ale takie dosyć egzotyczne zwłoki, bo te zwłoki właściwie cały czas żyją i tkanka nie obumiera. Powinna już dawno umrzeć. Mija 250 lat, czy jakoś tak. Dalej tkanka zachowuje się jak żywa. Oczywiście jest skurczona. Jest konkretnie potraktowana przez czas, ale dalej jest tam życie. I to jest jedna z tych legend, które zostały w Azji.
Także to, co słychać czasami w tych opowieściach gdzieś z Ameryki Południowej, wcale nie jest taką egzotyką. I teraz, jeżeli wrócimy do Egiptu z tym całym bagażem doświadczeń, opowieściami o mumiach, podróżnikach przez kosmos i zmiksujemy właśnie z Egiptem, to powoli wyłania się troszkę inny obraz cywilizacji. Trochę inny obraz człowieka w ogóle jako takiego funkcjonującego na tym świecie. Bo się okazuje, że to chyba służyło czemuś innemu. O co innego chodziło z tymi mumiami, że to była kwestia część podróży. W Egipcie nazywano to właśnie wyprawą do krainy Duat. Ci, którzy przeszli do krainy Duat, byli już mieszkańcami całego kosmosu, całego uniwersum. To byli ludzie, którzy byli na równi z bogami. Tak to jest określone. Natomiast ci, którzy nastąpili po nich, właściwie nic innego nie robili, jak tylko niszczyli te posągi.
A to, co się udało zamienić na swoje i się podpisać, to zamieniali na swoje i się podpisywali. Tak jak ten nieszczęsny Tutanchamon, który jest poskładany do grobu z rzeczami, które w ogóle nie należą do jego epoki, w ogóle nie zostały zrobione przez nikogo, kto żył za jego czasów. To wszystko rzeczy, które zostały splądrowane, wyniesione prawdopodobnie w Dolinie Królów przez jakichś złodziejaszków. Zabrano komuś, przyłożono do kogoś innego i stwierdzono: „Okej, to teraz reprezentuje władzę. To jest władza, bo ma dużo złota albo czegoś tam jeszcze”. I to jest chyba historia, która dotyczy nas tutaj najbardziej, tak mi się wydaje. I to jest chyba najbardziej sensowny punkt widzenia na to, od której strony powinniśmy zacząć to gryźć. Czyli od strony wspólnej globalnej cywilizacji, że wiadomo, że nie znajdziemy tego patternu w jednym miejscu, bo w tym jednym miejscu on zawsze był zniekształcany przez kolejną wersję historii, przez kolejnego Napoleona, przez kolejnego króla Egiptu, przez kolejnego cesarza Rzymu, przez kolejnych cwaniaków z agencji public relations zajmujących się handlem żywym towarem o nazwie Watykan, przez wszystkie rządy świata i tak dalej. Wszystkie te cwaniaki po drodze. Każdy z cwaniaków buduje swój własny obraz świata, w którym on jest pośrednikiem do Boga, do jedynej władzy, jedynej gwarancji szczęścia, sukcesu i powodzenia na świecie.
Generalnie, jeżeli chcesz szczęśliwie żyć, musisz być za pan brat z tymi cwaniakami. I się okazuje, że te cwaniaki nie za bardzo mają taką recepturę na to, żeby zaoferować komuś szczęśliwe życie. Stąd jest ta jazda po historii nieprzeciętna. Stąd jest to usuwanie tych eksponatów, które nie pasują z wystaw muzealnych. Stąd się bierze cały Smithsonian Institution i niepokazywanie wszystkich kontrowersyjnych rzeczy. Stąd się bierze przede wszystkim nagradzanie tych, którzy nie szukają prawdy w tej historii, ale szukają jakiejś takiej łatwej opowieści. Do dzisiejszych lat pokutuje w historii jeszcze paradygmat Darwina, że oczywiście kultura, która była przed nami, to była era łupana, kamyki łupane i oni tam tymi kamykami łupanymi sobie tłukli, klepali i wyrzeźbili sobie te piramidy. Bo to jest zgodne z oficjalną teorią darwinowską, która mówi o tym, że wcześniej byłeś głupi, ale z czasem, na zasadzie jakichś tam działań ewolucyjnych dorosłeś i zacząłeś używać wiertarki, dłuta elektrycznego i troszeczkę sprawniej ci to poszło. Świetnie działa na papierze, w rzeczywistości zupełnie odwrotnie, bo jak się okazuje, kiedy przyglądamy się na budynki z dzisiejszych czasów, kiedy zobaczysz, jak zostały wybudowane te wszystkie neolityczne budynki, nie ma żadnego porównania. Tam jeszcze jest taka zabawna historia, że dochodzi kolejny aspekt, który się pojawia zarówno w Ameryce Południowej, jak i w Egipcie, jak i w Azji i w kilku innych miejscach.
Bo mówimy o dużych granitowych kamieniach. Część z tego to duże granitowe kamienie, a druga część tego całego zamieszania to nie są granitowe kamienie, tylko to jest coś, co my nazywamy cementem. Przy czym jest to tak specyficzny cement, że w dzisiejszych czasach się tego cementu nie produkuje, ponieważ koszty jego produkcji przewyższyłyby dochody jakiejkolwiek firmy budowlanej z jakiegokolwiek zysku. W ogóle nie robi się czegoś takiego. Po prostu jest to zbyt mozolne, trudne do zrobienia, trzeba prawie ręcznie robić, a nawet jeżeli maszynowo, kosztowałoby to fortunę i nikt nie jest w stanie udźwignąć przedsięwzięcia zaprojektowanego na tak potężną skalę zrobienia tylu bloków. Okej, można powiedzieć rzeźbione, można powiedzieć robione z betonu, bardzo nietypowego betonu, który dziwnie się zachowywał albo to był po prostu granit, któremu zmieniono właściwości. Jest masa ciekawych takich, nie wiem, jak nazwać, bo to właściwie ani nie są żadne kamieniołomy, ani miejsca ceremonialne. Dopiero później się zrobiły z tego miejsca ceremonialne, tak jak historia z Miami, że jedyne co im zostało, to obwożenie sobie mumii po starych królów, którzy panowali i żyli i przynieśli cywilizację, bo tego dotyczyła cała ta historia, że ci królowie pochodzili z tego rodu, który przyniósł nam cywilizację. Dlatego jak stąd odeszli, ich ciała się zabalsamowały, zmumifikowały. I teraz co roku tych naszych nieobecnych obecnych królów oprowadzamy po całym mieście ze złota.
Przyjechali Hiszpanie, wyrwali złoto ze ścian. To, co wystawało zbyt mocno i wysoko, w przeciwieństwie do lokalnego kościoła, zostało zburzone. Ten, kto nie chciał się przechrzcić na nową wiarę, z kościoła był wynoszony już, ale tak bardziej za nogi, bo tak to wyglądało w praktyce. I tak nastąpiło stracenie potężnej ilości informacji. Tak to się wydarzyło. Wszyscy zostali wymordowani po to, żeby zrobić miejsce na nowy światopogląd, na nową wiarę. I podobnie wygląda teraz. Ja myślę, że nasza cywilizacja się niewiele różni. Zresztą widzisz, co się dzieje dookoła. Inny światopogląd wymaga tego, że ktoś musi go wymordować, bo jest po prostu inny.
I to jest cała logika, która chyba ocalała po tak zwanym Królestwie Egiptu. To jest coś, co się ciągnie za nami. To jest jakiś taki wirus w głowie, psychopatyczny wirus, że jak zrobisz komuś krzywdę, to dobrze na tym wyjdziesz. Starożytni widzieli jedną rzecz, że wszyscy jesteśmy zbudowani z tego samego materiału. Wszyscy jesteśmy uzależnieni od biosfery naszej planety. Tak się tu manifestujemy. Jeżeli sobie, że tak powiem, napsujemy krew, to generalnie zaczynamy chorować, zaczyna się robić niefajnie i dostęp do tej kosmicznej technologii, która jest opisana właśnie na ścianach tych starych egipskich świątyń, że z czoła leci promień w słońce i patrzysz za chwilę na piramidy i mówisz: „Nie, to niemożliwe, żeby zrobił to człowiek normalną ręką, żeby podniósł kamień i go przestawiał. To musiało być zrobione inaczej”. Nagle wszystko zaczyna się układać w jedną wielką całość. Mowa jest o zupełnie innej energii, zupełnie inaczej traktowanej, tak właśnie personalnie traktowanej.
I świat, gdzie personalnie traktowana energia istnieje, jest trochę inny. Czy chcesz, czy nie, opiera się na innych zasadach. Opiera się na zasadach przepływu energii, swobodnego przepływu. Nie możesz jej blokować, tylko korzystasz z przepływających źródeł energii dookoła, którymi są słońce, ta planeta, wszystkie pola grawitacyjno-magnetyczne dookoła tej planety, cokolwiek chcesz i jak sobie tego nie nazwiesz. Bynajmniej nie jest to elektrownia i nie jest to Pomysł, że ktoś wymyślił, że na świecie są trzy zasady i tylko tak to działa. Nikt zasad nie wymyślał. Po prostu robiono rzeczy, których ludzie, którzy wymyślili zasady, nie są w stanie nigdy zrobić. Dlatego właśnie sobie zasady wymyślili, bo inaczej wyszliby na głupków. A jak zrobili sobie zasady, to teraz mogą powiedzieć: „Ale to jest zasada i ja teraz zgodnie z zasadą mam rację”. Zgodnie z zasadą może tak, ale to wcale nie znaczy, że zbudujesz cokolwiek więcej niż kawałek betonowego bloku, w którym się nie da mieszkać.
Ci ludzie budowali coś innego. Ty nie jesteś w stanie nawet im dorosnąć do pięt. Cokolwiek byś nie powiedział, jest to tylko teoretyczne bajanie naprzeciwko wielkich, potężnych, monstrualnych budynków, o których nie masz bladego pojęcia. Ani ty, ani ja. I tak się cofając, wygląda na to, że ta energia była zupełnie inna, pożyteczna można powiedzieć, bo to chyba takie ludzkie słowo i najbardziej pasujące do tego wszystkiego. Pożyteczna energia, która nie miała nic wspólnego z tym, co teraz jest istotą tego zjawiska energetycznego, czyli dystrybucją. Tu jest mowa o tym, że każdy ma dostęp do energii. To jest mowa w tych wszystkich starożytnych tekstach właśnie o tym, że każdy ma dostęp do krainy Duat. Nie ma lepszego ani gorszego. Nie ma króla Egiptu, nie ma żebraka, nie ma takich ludzi.
Są tylko mieszkańcy ziemi o nazwie Kemet. I tyle. Każdy z tych mieszkańców jest tak samo uprawniony do bycia mieszkańcem tej planety jak każdy inny. I każdy ma możliwość, jeżeli chce oczywiście, na własne życzenie wybrać się na wycieczkę do krainy Duat i porzucić doczesne grawitacyjne bóle dupska, przejść transformację, która jest nieustannie opisywana na ścianach bardzo wielu tak zwanych świątyń, czyli budowli neolitycznych i podczas procesu tej transformacji stać się zupełnie inną istotą. Istotą, która nie jest już zależna od zewnętrznego źródła zasilania, ponieważ ten cały proces buduje w nas nasze wewnętrzne źródło zasilania, które jest na tyle mocne, że pozwala podróżować w kosmos, pozwala podróżować tu i tam, w wiele różnych miejsc. Hieroglify egipskie są znajdowane w Australii. Wierz mi lub nie, jest takie miejsce. Mogę ci nawet podać adres. Były robione badania archeologiczne. Wiadomo, że warstwa skały, która się utleniła na tych hieroglifach jasno i wyraźnie wskazuje, że nie jest to podróbka wyrzeźbiona w latach 50.
i nie ma nawet na to najmniejszej szans, ponieważ po prostu erozja skał przeczy takim opowieściom. Wygląda na to, że hieroglify mają około parę tysięcy lat i znajdują się w Australii. Ciekawa rzecz. Źródło energii jest w nas, jest takie interpersonalne. Jest to połączenie się z całym kosmosem. Jest to bardzo mocno opisywane cały czas w Egipcie. Jest to opisywane w Ameryce Południowej, nawet u ludzi Maja, że właśnie ci bogowie mieli to niesamowite połączenie, dzięki któremu mieli dostęp do całej wiedzy kosmosu. Część z nich odleciało, ktoś tam został, zamienił się w mumię, później był targany po całej wiosce w tą i z powrotem. Na pamiątkę tego, że ci ludzie jeszcze wrócą. Bo cały czas ta cała legendarna opowieść, którą ciągle próbuje się zakopać pod ziemię, ma finał.
Tak, ma swój epilog, ma swój happy end. Happy end brzmi tak, że pewnego dnia nie będziesz się nawet spodziewał. Owi panowie stworzenia, panowie własnej energii. Ludzie, których nazywamy bogami. Prawdopodobnie chodzi o nas, ciebie i mnie. My tu wrócimy, ale wrócimy w innym stanie. Tu wrócimy już jako mieszkańcy, że tak z kemetyjskiego powiem, mieszkańcy krainy Duat, zupełnie nieupośledzeni i niezobowiązani do tego, żeby pozyskiwać energię tylko w jeden sposób przez rabowanie, niszczenie, spalanie, deprawowanie i tak dalej. Nie przez gówniane uczynki, gówniane działania i gówniane życie, nie przez te sprawy. Energia jest w nas i wynika z pewnej czystości myślenia o sobie, tego kim jesteśmy i co dajemy drugiemu człowiekowi w zamian i czy w ogóle jest jakieś w zamian, czy po prostu dajemy mu coś dobrego od siebie. I tylko na tym to polega.
Wiesz co, jest masa opisów na ten temat. Ja w ogóle będę się w to wbijał, bo dzisiaj jest taki za krótki troszkę czas, żebym siadł i przeleciał te wszystkie egipskie historie, bo jest tam masę spraw zapisanych. One oczywiście zostały zmanipulowane, tak jak mówiłem wcześniej, tak jak cały czas powtarzam, ale wiadomo, że manipulacja istnieje tylko do pewnego momentu. Jeżeli znasz zasady, wiesz, o co chodzi, to nikt nie zmanipuluje ci smaku chleba tylko dlatego, że z kanapki wykroi coś, co ma na przykład kształt kółka i powie ci, że to nie jest chleb, tylko hamburger. Sam kształt nie zmieni smaku. To dalej jest ta sama struktura, dalej jest to samo. Jeżeli to działa, a ja myślę, że to dalej działa, że to nie jest tak, że to jest jakaś abstrakcyjna historia. Dlatego właśnie nikt nie chce wbijać do tych podziemi, bo wszyscy doskonale wiedzą, że to działa. To, o czym mówiono dawno, dawno temu w krainie, która się nazywała Kemet. Wszystko działało idealnie.
Ktoś te piramidy zbudował, ktoś tą technologię obsługiwał i nie było z tym problemu. Natomiast problem polega teraz na tym, że ktoś wie o tym, że jest ta technologia, jest do niej dostęp, ale nie chce dać nikomu możliwości skorzystania z tej technologii, gdyż sam wie, że to jest bardzo interpersonalna historia. To nie jest tak, że ty wytypujesz sobie wśród swoich pracowników jednego i powiesz: „Okej, ty idziesz, włączasz maszynę, a ty zostajesz pilotem, ty zostajesz nawigatorem i tak dalej”. Ta historia tu nie działa. Tu każdy z nas staje się i pilotem, i nawigatorem w swoim własnym życiu. I tak na 100%. Przekraczamy bramy krainy Duat, czyli wyskakujemy poza tą planetę, wracamy z powrotem, robimy cokolwiek chcemy. Źródło zasilania mamy już w sobie. Czyli nie musisz wcale szukać sklepu spożywczego, żeby uzupełnić swoje zasoby energii o bagietę z kawałem sera w środku i majonezu. Zapomnij o tym.
To nie jest potrzebne. Nagle się okazuje, że możesz sobie zrobić taką kondycję, że właściwie dostajesz tą bagietkę z czymkolwiek chcesz i właściwie jesteś już po i jesteś już najedzony tylko dlatego, że o tym pomyślałeś. Tylko dlatego, że siła twojej woli kształtuje bardzo poważną część struktury dookoła ciebie. I o tym cały czas jest mowa w tych zabytkowych historiach. I tu jest historia, która się skleja z Göbekli Tepe, z Egiptem oraz wszystkimi neolitycznymi strukturami, które znajdują się na terenie Europy. Bo o ile z Egiptem cała ta zabawa polega na tym, że egiptolodzy się uparli, zaparli się jak tępy osioł i stwierdzili, że oni nie będą wierzyli geologom, bo egiptolog jest lepszym ekspertem od znania się na ziemi niż geolog. I on nie będzie patrzył pod mikroskop, bo mikroskop okłamuje, bo mikroskop oszukuje. To nie jest prawda. On nie będzie sprawdzał. On swoje wie, to ma 3000 lat i tyle.
Tak samo jak z technologią Keshe. On wie, że nie działa. Dobrze, że ja tego nie wiedziałem i zbudowałem maszynę i wszystko działa. To jest coś, co zawsze ratuje człowieka. Niewiara w to, że nie działa i wiara w samego siebie, w to, żeby sprawdzić. Ale geologia mówi jasno i wyraźnie, że ślady erozji dookoła Sfinksa i na Sfinksie sięgają 36 000 lat. I teraz, jeżeli przyjrzysz się na te zabytki neolityczne, które są rozsiane wszędzie po Anglii, wszędzie po Europie, po Irlandii, akurat tutaj tego mam masę. W Europie też jest tego bardzo dużo na kontynencie. W Polsce jest tego naprawdę sporo. Wystarczy troszeczkę pochodzić i poszperać.
W fundamentach wielu kościołów znajdziesz resztki konstrukcji neolitycznych. Właśnie w Polsce, w centralnej Polsce widziałem kilka na własne oczy. Także wcale nie jest tak wyjątkowo i także tylko Stonehenge i tylko w Anglii. Nie, absolutnie. Akurat Stonehenge to jest chyba najsłabszy z tego wszystkiego. To jest po prostu tylko i wyłącznie taka tandetna atrakcja turystyczna. Natomiast myślę, że ciekawsze kręgi znajdziesz w wielu miejscach w Polsce, w wielu miejscach w Irlandii i takich miejscach mało turystycznych na Ukrainie, na Białorusi podejrzewam, sporo się znajdzie, w Estonii. Och, dużo tego jest, ale oficjalnie wtedy, kiedy powinna być tam jakakolwiek kultura albo ktoś powinien stawiać te cokoły, te potężne kamienie, tudzież robić je w jakikolwiek sposób. Czy jest to wylewka z cudownego betonu i cementu? I don't know.
Tym tematem zajmę się osobno, bo mam tu też swoją refleksję, że nie do końca jest to beton w takim znaczeniu jak my patrzymy teraz na beton. Anyway, jeżeli się na to przyjrzysz, to zobaczysz, że też jest to potężnie skorodowane i oficjalna teoria mówi, że to 12 000 lat temu. To są głazy narzutowe, które przyszły z cofającym się lodowcem i tak dalej. Jeszcze nikt nie widział skały, która przyszła w ten sposób z lodowcem na świecie. To jest inna historia. Nawet w Nepalu, gdzie co roku schodzą lawiny, nikt tego jeszcze nie widział. To taka teoria wymyślona przez historyków, którzy też szukają zawsze chyba drogi na skróty, żeby usankcjonować swojego mecenasa i usankcjonować swój własny status niewolnika w tym kastowym społeczeństwie, bo do tego się to chyba tylko sprowadza. Nie jest to żadna nauka. Ale jeżeli tak spojrzymy już normalnie, to co? 36 000 lat do tyłu.
Przecież ktoś musiał zdewastować te wszystkie kamienne kręgi. Na nich jest potężny ślad, jeżeli się przyjrzysz, jak lodowce przechodziły. Bo jeżeli mieszkasz w miejscu, przez które przeszedł 12 000 lat temu jakiś lodowiec, to zobacz, co się stało z tymi neolitycznymi centrami, które nie zostały zniszczone. Zobacz, jak wyglądają te skały. A później sprawdź, czy przypadkiem nie było tak, że na samym początku ta skała była jednak kanciasta. Ktoś tam zrobił kąt prosty i w kilku miejscach te kąty proste rzeźbienia jeszcze zostały. To nie było takie owalne. Takie, że wziął, zebrał kamyki z pola i sobie usypał na kupkę. Nie, nic z tych rzeczy. Bliżej to przypomina Ameryki Południowej, bliżej to przypomina Egipt, bliżej to przypomina Azję.
Słabo to przypomina jakiegoś nierozgarniętego wariata biegającego w skórze i na siłę taszczącego 17-tonowe głazy w jedno miejsce. Raczej nie za bardzo. Mówimy o czymś, co się wydarzyło bardzo dawno temu. Posiadało potężną technologię i ta technologia jest częścią nas. Przynajmniej tak mówi o tym to, co zostało ze starożytnego Egiptu. A kilka rzeczy zostało. Zostało kilka papirusów, a dokładnie to dwa, które są bardzo nielubiane, o których dzisiaj miałem mówić trochę więcej, ale zostawiam ten temat na inną okazję. Egiptolodzy się boją tego, bo zaczyna śmierdzieć alchemią, a wiadomo, że alchemia to już nie pójdę do kolegi chemika, kolegi fizyka, bo mnie wyśmieje i tak dalej. Szczęśliwie dla nas czasy się zmieniają, także ta alchemia też wraca troszeczkę do łask i to zaczyna wyglądać troszeczkę inaczej. Po tym, co rosyjscy naukowcy prezentują, to już właściwie Amerykanie chyba nie mają nic do powiedzenia.
Się okazało, że krajem trzeciego świata technologicznie jest właśnie Ameryka. Aktualnie ta najbardziej niedorozwinięta technologicznie. To tam dalej się sypie przecież cukier do baku, do rakiet, kiedy startują, żeby było dużo dymu, żeby fotograf, który stoi dokładnie przy zachodzie, wschodzie słońca na przylądku Canaveral miał piękne zdjęcia właśnie do strony o tym, jak to Amerykanie podbijają kosmos. Nie wiemy, dlaczego sondy zbaczają, które teoretycznie zostały wysłane w jakieś miejsce, ale wcale nie chcą tam lecieć. I wiele innych rzeczy. Ale wracając do takiego głównego konceptu, który wszystko klei, jak się wydaje, jest chyba jedynym konceptem, który jest w stanie wszystko skleić. To jest właśnie ta historia z energetyką, czyli sposób, w jaki otrzymujemy, dostajemy energię. Wygląda na to, że jedyna rzecz, przynajmniej taka główna, którą się na siłę próbuje zmanipulować w naszej świadomości wieków przeszłych, to jest sposób, w jaki pozyskiwaliśmy tą energię. Nic więcej. Ciągle odmawia się nam tego, że my sami jesteśmy producentem tej energii, chociaż każdy kardiochirurg doskonale o tym wie.
Każdy neurolog o tym doskonale wie. Dużo by o tym mówić. Kładziesz człowieka na operacji, kroisz go, on sam się później zrasta, wstaje i schodzi z tego łóżka. To jest fenomen. Skąd się bierze ta energia? Przecież nie z tych kroplówek do końca. No właśnie, ale o tej energii nikt nie chce mówić, bo to jest taka zakazana energia, bo to już dotyczy naszych intencji i jest związane z tym, co nazywamy popularnie odpowiedzialnością. Ja wolę słowo wolność, bo słowo wolność jest moim zdaniem tym, które zostało wyparte przez słowo odpowiedzialność. Tak nas się próbuje straszyć, że jak zostaniesz sam na sam z jakąś sytuacją, to odpowiedzialność musisz wziąć na siebie i tak dalej. To jest takie słowo do straszenia.
To nie jest odpowiedzialność, to jest wolność. To jest wolność podejmowania wyboru i wolność korzystania z zupełnie innej energetyki niż ta, o której się popularnie mówi. To co, to ja znikam już dzisiaj z tej hiperprzestrzeni pomimo tych zawirowań, które dzisiaj koniecznie się musiały przyplątać. Ale widocznie tak miało być. Ty miałeś się dowiedzieć, jak wyglądają sprawy. Ja miałem ci powiedzieć, jak wyglądają sprawy i mieliśmy skończyć prawdopodobnie z tym całym cyrkiem, udawaniem, że coś tu innego się dzieje. Teraz przynajmniej wiemy, o co chodzi w tej sprawie i chyba podejrzewam, że niedługo się dowiemy, o co chodzi w tej sprawie związanej z wykopaliskami archeologicznymi, tą naszą niesamowitą przeszłością. To dokładnie ta sama historia. Zabawa o to, kto jest właścicielem energii i to tej rzeczywistej energii, którą produkujemy. Ty i ja produkujesz tą energię.
Tak, samym swoim faktem egzystencji na tej planecie. I nasza świadomość nie jest niczym innym jak energią. Jeżeli znasz metodę i wiesz, jak to zrobić, masz odpowiednie narzędzia w ręku, to może być tak, że pstryknięciem palców budujesz kolejną piramidę. Pstryknięciem palców rzeźbisz sobie takie schody w granitowych skałach gdzieś tam w Ameryce Południowej i nikt nie wie, jak to zrobić. I to jest ta tajemnica, która jest schowana gdzieś wewnątrz nas. I właśnie dotarciu do tej tajemnicy nam się bardzo często odmawia. Właściwie głównie się nam odmawia, stawiając w roli frajerów, którzy muszą odcinać kupony od drapania się po genitaliach na widok jakiejś reklamy w telewizji i piciem piwa, bo kanabis nielegalny oczywiście, bo szkodzi, bo wywraca w głowie ludziom i podobne historie. Także jak się okazuje, wojna o nasze dusze jest niczym innym prawdopodobnie jak wojną o zasoby energetyczne, które produkujemy, i z których korzystamy. Wiadomo, że koleś, który ma do wyboru zasób energetyczny z gniazdka elektrycznego i elektrowni w stosunku do takiego dżentelmena, który przeszedł do krainy Duat, właściwie nie ma nic do zaoferowania, bo on jest uzależniony od elektrowni. Ktoś musi mu wykopać węgiel, ktoś musi zaprojektować elektrownię, ktoś spalić, ktoś instalacje doprowadzić.
Tak naprawdę na koniec ten odbiorca jest idiotą, takim zredukowanym do takiego terminala, który odbiera gotowy już sygnał i każdy ktoś tam po drodze może mu włączyć albo wyłączyć ten sygnał i każdy może zarządzać jego czasem, przestrzenią i energią. A tu się okazuje, że mowa jest o zupełnie innym sposobie, energetyce życia, energetyce całego kosmosu i świata. Tej z dala od elektrowni, tej, która nie jest na kabel, tej, która nie jest zarządzana przez frajera, polityka, jakiegoś księdza czy innego cwaniaka, który próbuje wykorzystać gdzieś tam jakoś swoją pozycję, żeby udowodnić światu, że naprawdę istnieje, że on jest, że nie zapadł się jeszcze pod ziemię, że coś oznacza i po prostu musi skrzywdzić kogoś, bo jak nikogo nie skrzywdzi, nie narobi gówna dookoła siebie, nie zesra się w gacie, a najlepiej jeszcze komuś do talerza. Jeszcze z takim uśmiechem na twarzy. Ale dowcip zrobiłem! To się okazuje, że chłopak nie czuje, że istnieje. Po prostu nie ma go, znika, bo suma dobrych uczynków jego w życiu jest żadna. I to jest te 42 pytania egipskich bogów. Kiedy przechodzisz do krainy Duat, czy naprawdę byłeś okej? Bo właściwie można to tylko sparafrazować do tego prostego zdania.
Czy naprawdę byłeś okej ze sobą samym i wszystkimi ludźmi dookoła? Czy nie robiłeś ich w... Od tyłu. Jeżeli wszystko z tobą było okej, jeżeli w sytuacji krytycznej, gdzie ktoś potrzebował twojej pomocy, ty zamiast podać mu rękę, kopnąłeś go w dupę. Ups. I odpowiedź na pytanie brzmi: czy skrzywdziłeś kogoś? Czy dałeś fałszywe świadectwo przeciwko komuś? Czy kłamałeś na jego temat? Brzmi tak. Kłamałem.
To już nie ma wyprawy do krainy Duat. Zostaje ci smutny powrót do elektrowni i szukanie frajerów, którzy będą dla ciebie chcieli kopać węgiel. A może być tak, że okaże się, że znakomita większość ludzi na świecie wybierze jednak wyprawę do krainy Duat i nie będzie nikogo, kto nakopie ci węgiel. Sam będziesz musiał sobie nakopać tego węgla, żeby sobie zrobić ciepło zimą, bo wszyscy inni będą mieli to gdzieś, bo będą pstrykaniem palców robili kulę energii, która będzie robiła wszystko dookoła, cokolwiek sobie życzą. A ty będziesz tym ostatnim kolesiem, który siedzi i się zastanawia: skąd ja wezmę węgiel? Całe życie kopałeś innych ludzi w dupę. I tak też się skończy twoja egzystencja. To jest ta uniwersalna prawda, o której mówi zbiór opowieści o wyprawie do krainy Duat, która w naszych czasach jest nazwana Egipską Księgą Umarłych. Bynajmniej nie jest to Księga Umarłych. Jest to po prostu podróż do krainy Duat.
Także proszę państwa, zapraszam na przyszły odcinek „Hiperprzestrzeni”, gdzie będę chciał już troszkę więcej powiedzieć właśnie o tych historiach z Egiptu. Skąd te moje dziwne wnioski? Bo być może dzisiaj one brzmią jeszcze tak egzotycznie, tak troszkę chaotycznie przede wszystkim to na pewno. Ale za tydzień z tego chaosu wynurzy się feniks z popiołów. Opowiem ci dokładnie, skąd to się w Egipcie wzięło. Opowiem ci troszkę na temat oryginalnych znaczeń słów w ogóle w Egipcie, takich jak właśnie piramidy i tak dalej. Ale to za tydzień. Także ja teraz znikam sprzed mikrofonu. Miło było być z tobą, człowieku. Naprawdę szalenie miło.
Pomimo tych wszystkich perturbacji, które były na początku. I tyle. Ja znikam. Nie będzie dzisiaj wieczorowej pory. Dzisiaj odpoczywam, relaksuję się z dala od mikrofonu i do usłyszenia następnym razem. A przypominam, że w środę jest książę Edward. Etykieta zastępcza. I przypominam, że czasnu.com oraz paranormalium.pl. Chyba tak. Ja to mam z tymi domenami zamieszanie.
Także zapraszam serdecznie po sąsiedzku do rozgłośni radiowych, które nadają doskonałe rzeczy, doskonałe opowieści. Także nie zanudzisz się na weekend. I co? Ja już się rozglądam za jakąś herbatą w okolicy. Wygląda na to, że wybieram się do kuchni po herbatę, a ciebie zostawiam tu samodzielnie. Odpoczywaj człowieku, relaksuj się i do usłyszenia następnym razem. Przyniosę ci troszkę więcej opowieści z Egiptu i trochę więcej połączonych opowieści z Europy. Jest tu bardzo dużo ciekawych faktów i o tych faktach to już za tydzień. Jejku, będę czytał daty z kartki. Chyba tak się to skończy.
Tak będzie. Dokładnie. Jak odpisał dżentelmen na czacie: „Chaos to porządek, którego jeszcze nie znamy”. Tak właśnie jest. Nadchodzi nowy porządek. New world order. Oczywiście. Zatem pozdrawiam wszystkich na czacie. Pozdrawiam ciebie słuchaczu offline. Sorry, bo słuchasz tego offline jadąc gdzieś być może samochodem albo coś takiego i nie partycypujesz w tym lekko sfrustrowanym momencie, który się tu pojawił na początku.
Także sorry za lekkie frustracje, które musiały dotrzeć do twojego ucha, ale musiałem wyrzucić to z siebie, żeby nie było, że sprawy nie ma, sprawa nie istnieje albo ja się chowam po kiblu, żeby udawać, że mnie tu nie ma. Nie, sprawa wygląda tak, jak wygląda. Rzeczy wyglądają, jak wyglądają. Taki jest nasz świat. Jesteśmy tu i teraz. Także dowiedziałeś się przez przypadek dodatkowych rzeczy. I bardzo dobrze. Ja dziękuję serdecznie wszystkim za wieczór i tobie, i tobie, i tobie słuchaczko i słuchaczu. Trzymaj się ciepło. Dzięki jeszcze raz wszystkim, którzy wspierają Radio Na Fali w tych jakże trudnych chwilach.
Tak fajnie brzmi, tak złożyć ręce razem. Za wsparcie w tych trudnych chwilach. To fantastyczne chwile, bo się okazuje, kto tu ma jaką jakość, kto tu jest człowiekiem. To jest właśnie ten moment, gdzie jasno i wyraźnie widać, kto jest człowiekiem, a kto nie jest człowiekiem. I nie chcę tego komentować więcej. Myślę, że doskonale wiesz, o co chodzi. Także pozdrawiam serdecznie wszystkich prawdziwych ludzi. Peace and love i do usłyszenia następnym razem. Jee! Słuchałeś RadioNaFali.com w hiperprzestrzeni.