[01:24] - Większość ludzi nawet o tym nie wie. Wiedząc, że jest u nas we śnie. Żyją we śnie. We śnie zawierają małżeństwa, wychowują dzieci we śnie i we śnie umierają, ani razu się nie budząc. Oczywistą prawdą jest, że większość ludzi nie przeżywa swojego życia świadomie. Żyją w sposób mechaniczny. Myślą mechanicznie. Mechaniczne emocje, mechaniczne działania, mechaniczne reakcje. Przyczyna: mają wyprany mózg. Przyczyna: są zahipnotyzowani.
Śpią. Wyobraź sobie magika, który kogoś zahipnotyzował i ta osoba widzi coś, czego tam nie ma i nie widzi tego, co tam jest. O to właśnie chodzi. Śnią koszmar. À propos spania przypomniało mi się, jak w zeszłym roku w hiszpańskiej telewizji widziałem fajną historyjkę. Pewien starszy dżentelmen puka do drzwi pokoju swego syna, który mocno śpi i mówi: „Jamie, obudź się", a Jamie na to: „Ja nie chcę wstawać, tato." Staruszek na to: „Wstawaj, musisz iść do szkoły." A Jamie mówi: „Ja nie chcę iść do szkoły." „Dlaczego nie?" — pyta staruszek. „Bo po pierwsze tam jest nudno. Po drugie wszystkie dzieci mi dokuczają. A po trzecie nienawidzę szkoły." Starszy pan na to: „Dam ci trzy powody, dla których musisz iść do szkoły. Po pierwsze, ponieważ to jest twój obowiązek.
Po drugie, ponieważ masz czterdzieści pięć lat. A po trzecie, ponieważ jesteś tam dyrektorem." Pobudka, pobudka. Jesteście dorośli. Jesteście za duzi na to, ażeby spać. Pobudka! Przestańcie bawić się swoimi zabawkami. Większość ludzi mówi wam, że już chce opuścić przedszkole. Lecz im nie wierzycie. Nie wierzcie im. Wszystko, czego chcą, to żebyście im naprawili ich zepsute zabawki.
„Oddaj mi moją żonę. Chcę odzyskać swoją pracę. Oddaj mi moje pieniądze. Zwróć mi moją reputację. Mój sukces." Oto, czego chcą. Chcą, aby naprawiono im zabawki. To wszystko. Pomyślcie o małym dziecku. Dano mu zasmakować narkotyków. Podczas dorastania całe ciało tego dziecka pożąda narkotyków.
Życie bez tego narkotyku przynosi mu ból i cierpienie tak wielkie, że śmierć wydaje się lepsza. Tobie i mnie, kiedy byliśmy dziećmi, dano narkotyk. Nazywał się aprobatą. Nazywał się uznaniem. Nazywał się pochwałą, sukcesem, akceptacją, popularnością. Z chwilą, kiedy wziąłeś narkotyk, społeczeństwo mogło cię kontrolować. Ściągały cię macki społeczeństwa. Stałeś się robotem, ponieważ nie widzisz już żadnej ludzkiej istoty. Jesteście tak zajęci tym, czy was akceptują, czy nie, czy was aprobują, czy nie, że widzicie ich jako zagrożenie dla waszego narkotyku albo jako wsparcie dla niego. Pomyślcie o polityku.
Polityk często w ogóle nie widzi ludzi. Widzi głosy. Jeśli nie jesteście ani zagrożeniem, ani wsparciem do uzyskania przez niego głosów, nawet was nie zauważa. Biznesmen widzi szmal. Nie widzi ludzi, widzi tylko kasę. Ale my nie jesteśmy inni. Widziałem raz małe dziecko, trzylatkę. Weszła do naszego pokoju stołowego. Zakłaskaliśmy się. Pomyślała.
Uciekła i jej matka musiała ją przynieść z powrotem, podczas gdy ona wyrywała się. Nie chciała wrócić. Myślała, że naśmiewamy się z niej. Ma tylko trzy latka, a już zrobiliśmy z niej małpkę. Ktoś ją nauczył tego, że kiedyś robisz to, powinna się czuć dobrze. A kiedy mówisz buuu, powinna się czuć źle. Z chwilą, gdy dasz jej ten narkotyk, robi się zwierzem. Ktoś spytał: czym jest oświecenie? Czym jest przebudzenie? Jest ono podobne do pewnego bezdomnego w Londynie, który szukał miejsca, aby przenocować.
Nie byłby nawet w stanie zjeść skórki od chleba. W końcu doszedł do wału nad Tamizą. Padała mżawka, więc wtulił się w swoją starą, wytartą pelerynę. I kiedy miał już zasnąć, ukazał mu się Rolls-Royce prowadzony przez szofera. Z samochodu wysiadła niesamowicie piękna młoda dama, która mówiła: „Mój biedaku, zamierzasz spędzić tutaj noc na tym wale?”. Bezdomny mówi: „Tak”. Ona odpowiada: „Nie pozwolę na to. Pójdziesz do mojego domu, prześpisz się wygodnie i zjesz dobry obiad”. Więc przekonuje go. Wsiadł do samochodu.
Jadą poza granice Londynu. Docierają do jej rozległej rezydencji, ogromnej posiadłości. Wchodzą do środka w obecności kamerdynera. Przekazuje ona bezdomnemu klucze. „James, upewnij się, aby został on umieszczony w pokoju”. „Tak jest, James”. Kiedy młoda dama miała iść do łóżka, nagle przypomniała sobie o swoim gościu. Nakłada coś na siebie i idzie do skrzydła służby. Przechodzi po cichu przez korytarz i widzi jakieś światło, prawdopodobnie zapalone przez jej gościa. Więc jeszcze nie spał.
Zapukała delikatnie w drzwi, otworzyła i zobaczyła, że mężczyzna jeszcze nie śpi. „Co cię dręczy, dobry człowieku? Czy nie podano niczego dobrego do zjedzenia?”. Odpowiedział: „Nigdy w życiu nie jadłem czegoś pyszniejszego”. „Czy jest ciepło?”. Odpowiada: „Tak. Przyjemnie ciepłe łóżko”. Ona na to: „Może potrzebujesz towarzystwa. Posuń się trochę”. I podchodzi do niego, a on przesuwa się i wpada prosto do Tamizy.
Kiedy jesteś gotowy, by zmienić swoje iluzje na rzeczywistość, kiedy jesteś gotowy, by zmienić swoje sny na fakty. Zimne przebudzenie. Nawet najlepsi psychologowie powiedzą wam, że ludzie tak naprawdę wcale nie chcą zostać wyleczeni. Ludzie w rzeczywistości wcale nie chcą dorosnąć. Ludzie tak naprawdę nie chcą się zmienić. Ludzie tak naprawdę nie chcą być szczęśliwi. Ktoś kiedyś mądrze powiedział: „Nie próbuj ich uszczęśliwiać, bo tylko narobisz sobie kłopotu”. To tak jak w tej historii o facecie, który wchodzi do baru i widzi, że gość obok niego ma problem. Banana na uchu. Zastanawiał się, czy powinien mu o tym powiedzieć.
Pomyślał sobie: to nie moja sprawa. Ale w końcu przyszła mu myśl: może mu powiem. Wypił drinka lub dwa i mówi: „Przepraszam. Ma pan banana w uchu”. Facet na to: „Co?”. „Ma pan banana w uchu”. „Że co?”. „Ma pan banana w uchu!”. A facet: „Proszę mówić głośniej. Mam banana w uchu”.
To jest bezcelowe. Dajcie sobie spokój. Powiedzcie, co macie do powiedzenia i pakujcie manatki. Jeśli ktoś na tym skorzysta, to super, a jeśli nie, wielka szkoda. Materia deszczu jest zawsze jednakowa. Pozwala rosnąć cierniom na bagnach i kwiatom w ogrodzie. Okej, witajcie. Witajcie. Przepraszam za tak długi wstęp, ale musiałem to przeczytać, bo strasznie mi się ta wstawka spodobała.
[12:12] - Dobrze. Dzisiaj tematem jest budowa i struktura w poza ciałem. Moje wizje z doświadczeń kontra channelingi Ramtha, Davida Icke'a oraz innych. Zastanawiałem się, jak do tego wszystkiego podejść na samym początku, bo temat jednak jest rozległy. Troszkę się z tego przygotowałem. Nie wiem, czy wszystko zdążę dzisiaj powiedzieć. Jest tego aż 30 stron, więc pewnie będę musiał ścinać na zakrętach. Podzieliłem moją audycję na trzy części. W pierwszej części opowiem troszkę o channelingach. Później znowu będzie mowa o Davidzie Icke'u.
Trochę o ciele energetycznym powiem, trochę o budowach, strukturach, trochę teorii i tak dalej. Trzeba to jakoś było unormować, więc w jakiś sposób musiałem ułożyć sobie taki plan. Audycja jest interaktywna, więc będzie można dzwonić. Na razie Skype jest wyłączony, więc nie będę odbierał, bo chcę najpierw nakreślić tę całą sytuację, jak ja to wszystko widzę. Jeżeli starczy nam trochę czasu, to premierowo opowiem jakieś swoje ostatnie sny, które mi się przydarzały. Mam tego masę, wysyp, także tutaj też to jeszcze będziemy ciągnąć. Czas mam nieograniczony, więc możemy nawet siedzieć 10 godzin. To jeszcze zobaczymy, jak to wszystko później wyjdzie. W każdym razie po audycji będzie wieczorowa pora. Będzie to stricte luźna audycja prawie że na każde tematy, ale nie do końca, bo nie chcę tutaj wchodzić w żadne polityczne sprawy i tak dalej.
To radio jest stricte związane ze snami, więc chciałbym tutaj mówić o snach. Ja sobie wyłączę podkład może, bo mi on tutaj trochę przeszkadza. Jakby coś się działo z dźwiękiem: za cicho, za głośno czy coś, to proszę mi pisać na czata. Aby wejść na czata, to wiadomo, trzeba wejść albo na Paranormalium, albo do mnie na stronkę: www.czasnu.com oraz paranormalium.pl i tam można wejść na czaty. Do tego, jeżeli ktoś będzie chciał do mnie zadzwonić, to bezpośrednio ze stronki czasnu.com jest tam wstawiona ikonka skypowa i można sobie spokojnie wejść i do mnie zadzwonić. Na razie jeszcze nie. Dopiero później. Także jeszcze, żeby być stricte w porządku, to również dziękuję tutaj Ivelliosowi, że umożliwia mi transmisję na paranormalium.com. Okej, wybaczcie, że tak nie za bardzo patrzę na czata, bo mówiąc jest ciężko, ale będę spoglądał w przerwach i będę próbował jakoś ten temat ogarnąć. Dobra, no to co?
Startujemy w takim razie. Startujemy. Na pierwszy rzut wziąłem channelingi. I może pozwolę wam tutaj nakreślić sytuację, co to w ogóle są channelingi. A więc tak: channelingi są naturalną formą komunikacji pomiędzy ludźmi oraz istotami anielskimi, duchami, istotami niefizycznymi, a nawet zwierzętami. Channeler jest to osoba, która jest podobna do tłumacza czy też interpretatora. Pozwala ona sobie zmysłowo odczuwać informacje przekazywane przez jakąś inną istotę. Następnie ubiera te wszystkie uczucia w ludzkie słowa tak, aby były one zrozumiałe dla jego umysłu oraz innych ludzi. Channeler może wybrać, z kim lub czym chce się komunikować. Oczywiście druga strona także musi być chętna do nawiązania takiego kontaktu.
Wtedy dochodzi też do połączenia oraz channelingu, który może być po prostu rozpoczęty. Na przykład bardzo wielu ludzi komunikuje się, czy też channelinguje się z Archaniołem Michałem. Tutaj podam później przykład jednej osoby. Gdy też zgodzi się na połączenie, strumień werbalnych impulsów informacji zaczyna wtedy płynąć do tej osoby. Channeler przyjmuje informacje na intuicyjnym poziomie, który to umysł konwertuje w postaci surowej do słów i wyrażeń. Wbrew powszechnej opinii niefizyczne istoty rzadko posługują się ludzkimi językami, bo one są dla nich czymś dziwnym i ograniczającym je. Lwia część ich wiadomości zawiera się w eleganckich pakietach sensorycznych bodźców. Ściszę troszkę podkład, bo widzę, że jest troszkę za bardzo. Innym chybionym wierzeniem jest to, że aby channelować, trzeba wejść w jakiś głęboki stan transu lub oddać swój umysł oraz ciało w posiadanie niefizycznej osoby. To jest akurat bzdura, ale dobra.
Ale channeling jest również formą komunikacji bardzo zbliżoną do każdej innej, czy też do werbalnej, cielesnej, języka zapachów albo sztuki. Wszystko przekazuje jakąś wiadomość, która jest zawsze subiektywnie interpretowana przez odbiorcę. Najbardziej znani channelerzy naszych czasów to jest: Lee Caroll, Kryton, Steve Rother, grupa Lightworkers oraz Ronna Herman. I to jest właśnie ten Archanioł Michał, którego wcześniej tutaj wspominałem. oraz J. Z. King. Są oni światowymi challengerami. Mają oni świadomość siebie i tego, co dzieje się wokół nich. Skupiają swoją uwagę oraz myśli na istocie, z którą się komunikują, a potem interpretują otrzymane przez nie wiadomości.
Współcześni challengerzy w większości nie oddają swojego umysłu ani ciała podczas channelowania. Sam miałem doświadczenia channelingu, więc nie uważam tego za wybitne zdolności. Może się mylę. To jest tylko moja subiektywna opinia. Komunikowanie się ze zwierzętami jest też jedną z najłatwiejszych form tej sztuki. Zwierzęta domowe nie rozumieją ludzkich słów, ale mają silne pragnienie komunikowania się z ludźmi. Po prostu należy sobie odpuścić chęć usłyszenia ludzkich słów i wczuć się w zwierzęcie. W miarę jak zaczniesz się otwierać na uczucia, twój umysł zacznie przypisywać im proste słowa lub też zdania, aby to było bardziej zrozumiałe dla człowieka. Jeżeli chcesz coś powiedzieć, poddaj się wtedy ograniczeń ludzkich słów. Zamiast tego pozwól swoim uczuciom wpłynąć do tego zwierzątka.
W początkowych fazach takiej komunikacji ułatwieniem może być wyobrażanie sobie obrazów oraz wizualizacja, co jest bardzo często stosowana właśnie w czasie snów. W miarę jak uzyska się pewność w komunikacji ze swoim pupilem, informacje zaczną płynąć coraz szybciej i z większą łatwością, aż nie będzie potrzebna żadna wizualizacja ani tworzenie sobie obrazów w głowie. Niektórzy ludzie boją się channelowania, ponieważ nie rozumieją, jak to wszystko działa. Myślą, że mogą zostać nawiedzeni przez jakąś negatywną czy ciemną istotę, czy też opętani. Challenger zawsze ma wybór, z kim chce się skontaktować. To jest podstawa, aby zawsze mieć świadomość tego, że to ty masz tego pilota i to ty możesz w każdym momencie przełączyć kanał albo wyłączyć TV. W cudzysłowie oczywiście. Dokładnie tak jak każdy może wybrać swoich przyjaciół czy też partnerów biznesowych na przykład. Challenger ma prawo nalegać, by wiedzieć, jakie jest imię, korzenie anielskiej istoty, z którą się komunikujemy. Doświadczeni challengerzy wiedzą.
Zaraz odpowiem na to pytanie, bo otrzymałem pytanie. Challenger powinien sam ocenić poziom oświecenia danego anioła i wartość informacji, jakie przekazuje. Niektóre z niefizycznych istot uwielbiają pogawędki, inne mogą też mieć jakąś agendę. Jest także wielu aniołów, którzy pragną służyć oświeconym przewodnictwem i radą. Czy kontakty ze zmarłymi przyjaciółmi też podpadają pod channeling? Powiem wam tak, bo otrzymałem takie pytanie. Z moich doświadczeń wynika to, że bardzo często po tej drugiej stronie podszywają się pewne byty. To nie zawsze jest tak, że z drugiej strony jesteśmy bezpieczni, bo są też negatywne i pozytywne energie i bardzo często to jest ta świadomość, o której tu będę później wspominał. Czym jest ta świadomość? Czym jest to nasze jestestwo?
Czym jesteśmy my tak naprawdę? Czy my jesteśmy tylko tym ciałem tutaj? Czy my też jesteśmy informacją? Jeszcze 100 lat temu mówiło się na to eter. Ja to później wyjaśnię może na przykładzie swojego podejścia, jak ja to wszystko widzę. Zapamiętam sobie to tutaj i będę próbował jakoś na tych warstwach wyjaśnić to. Wydaje mi się, że tak. Jeszcze raz powtórzę to pytanie. Czy kontakty ze zmarłymi przyjaciółmi też podpadają pod channeling? Wydaje mi się, że jest to możliwe, ale wrócę do tego może troszkę później.
Okej? Dobra, tymczasem ja wrócę tutaj do channelingu. Jak już wspomniałem wcześniej, słowo channel znaczy kanał. Tak samo wyjście poza ciało, czy to jest świadomy sen, OOBE, czy jakieś jeszcze inne pokrewne typy. Też mówię na to kanały. Chodzi tutaj między innymi o przekaz, jaki mielibyśmy odczytywać z kontekstu takiej całej wypowiedzi. Od początku zaznaczam, że jest to dość trudne i poprzez tę praktykę szereg innych. W channelingu będziemy się zajmować kontaktami z istotami niefizycznymi. Tak jak wcześniej wspomniałem ze zwierzętami, owadami, ptakami. Nie ma problemu, można się podpiąć.
Próbowałem takie rzeczy. Jakie one będą, zależało od naszych... Okej, może pomińmy to. Channeling jest niezwykle przydatną sztuką, jeśli książki przestają nam wystarczać, a jesteśmy istotami, które wolą jednak poszukiwać zjawisk na własnej skórze. Ja do takich osób właśnie należę, czyli idę na szeroką wodę i co ma być, to będzie. Sztuka ta polega na tworzeniu więzi z przedmiotem, nad którym pracujemy. Na początku przedstawię, jakie możliwości będą nam potrzebne do praktyk channelingu. Konieczna jest bardzo dobra umiejętność wchodzenia w stan medytacji alfa oraz theta. Są to stany w kolejności: jest to stan zmniejszonej aktywności mózgu oraz stan, gdzie świadomość traci większą kontrolę nad nami. Stan theta rozpoznajemy po zawrotach głowy.
Przypuszczam, że większość z was ma coś takiego, że wstając na przykład w nocy do ubikacji ma takie zawroty głowy, jakby był w półśnie i zawsze też pamięta o tym, że było w toalecie. To jest właśnie ten stan. Nie będę tutaj dokładnie opisywał, jak zachodzi taki stan, bo jest to powszechnie dostępna wiedza i można sobie ją spokojnie w internecie znaleźć. Jest to już w miarę dość dobrze zbadane naukowo. Przejdę teraz do wizualizacji. Jest to sztuka, która różni się od zwykłego wyobrażania sobie sytuacji tym, że oprócz wrażenia wzrokowego poruszamy wrażenia słuchowe oraz kinetyczne. Jedną ze sztuk jest linkowanie. Jest to sztuka, która tworzy połączenia energetyczne i trzeba je również w miarę opanować. Użyteczną odmianą takiego połączenia czy też linkowania w tym przypadku jest ten kanał, który wyróżnia się zwiększeniem średnicy połączenia dla uzyskania wyższego przepływu energetycznego. Najważniejszy jest jednak dobry rozwój ciała energetycznego i umiejętność wytrzymywania dużych przeciążeń energetycznych, które są odczuwalne przy poważnych kontaktach.
Tutaj się absolutnie z tym zgodzę, ponieważ ja już od trzech, czterech lat intensywnie pracuję nad swoim ciałem energetycznym. To jest to, co kiedyś wspominałem na przykład w wieczorowych porach. Zresztą ludzie, którzy nad tym pracują, wiedzą, o co chodzi. Polega to na tym, że nawet idąc do sklepu, przykładając w pewnej odległości od owocu czy warzywa rękę, czuć strukturę energetyczną tego owocu. Kiedyś się z tego śmiałem, ale kiedy zacząłem rozwijać swoje zdolności rozpoznawania energetycznego, zacząłem doświadczać tego i to już nie jest takie śmieszne. Jest to naprawdę możliwe, że można przyłożyć rękę na przykład do banana, do pomarańczy i poznać, czy ten owoc jest dobry, czy nie. To jest po prostu informacja. To jest informacja, która jest w polu. Po prostu rozwijają się w pewnym momencie nasze palce, dłonie, robią się bardziej wrażliwe i jest możliwość doświadczania takich stanów. Kiedy znamy podstawowe wymogi umiejętności do channelingu, przedstawię wam teraz jak dzielimy to, a szczególnie istoty, z którymi chcemy komunikować w trakcie tego przekazu.
Przede wszystkim własna dusza. I to jest według mnie podstawa. Jest ona najbezpieczniejszym kontaktem, ponieważ nie ma tutaj ryzyka opętania, a możemy dowiedzieć się czegoś o sobie samym. Jako przykład mogę wam polecić odsłuchanie sobie audycji Czas Snu 001, gdzie wspólne śnienie mieliśmy. I w momentach, kiedy miałem zwątpienia, kiedy były problemy emocjonalne i w ogóle byłem atakowany w poza potężnymi energiami i siłami, za każdym razem zwracałem się do swojej własnej duszy i w ten sposób sobie radziłem. Także zapraszam was do odsłuchania. Tam jest szczegółowo opisana moja prawdziwa historia z własnego doświadczenia, a nie jakiejś tam książki. Kolejne przedstawienie to będą duchy. Tu pojawia się niebezpieczeństwo, ale dzięki rozmowom możemy ducha prościej oddalić od kogoś albo rozwiązać problem opętania w wyniku rozmowy i uleczenia się z masa karmicznego ducha. To jest właśnie to, czym się zajmują osoby, które zajmują się odprowadzaniami i czyszczeniami karmicznymi.
Aniołowie i demony. Kontakty bardzo bezpieczne i bardzo niebezpieczne. Podział tu oczywiście jest logiczny. Mocą aniołów można łatwo uleczyć siebie oraz innych, a za pomocą demonów można bardzo łatwo zawrzeć pakt anielski oraz kogoś skrzywdzić i to niekiedy skuteczniej niż w czasie zwykłego ataku. Jednak demona trzeba trzymać ze sobą w kręgu, ale o tym później troszkę opowiem. Bogowie. Kontakt z bogami. Te kontakty mają najwięcej korzyści. Trzeba najpierw poczytać o bóstwie, aby wiedzieć, czym się bóstwo zajmuje, a potem w zależności od potrzeb pytać o wiedzę albo zawierać pakty lub prosić o uleczenie. Bogowie są bardzo silni i są wszechstronni.
I tutaj jest nadświadomość kolejnym aspektem Tutaj udajemy się do ukojenia oraz rozumięcia jedności z wszechświatem. To jest właśnie ten stan, w którym ja tutaj byłem chyba najdalej. Nie podam wam przepisu na to, ponieważ na to nie ma. Chodzi tutaj o kontemplację oraz medytowanie nad własną boskością. Teraz może przedstawię wam, jak można się skomunikować z przewodnikiem lub z jakimiś innymi duszami. Wszystko nagrywa się? Dajcie mi jeszcze chwilkę, niech sprawdzę. Kurczę, mać. Dobra, no nic. Wygląda na to, że jest tu wszystko okej.
Jak komunikować się z przewodnikami lub z innymi duszami? Jest to użyteczne, ponieważ przewodnicy mogą nas wiele nauczyć, a rozmowa z ich duszą często może nam wyjaśnić konflikt z tą osobą na normalnym poziomie bytowania lub też konflikt z samym sobą. Sam byłem taką osobą, która miała z tym problem i musiałem trochę pracy włożyć w to. Wyobraźcie sobie komnatę w centrum serca, na przykład poprzez wizualizację. Wejdźcie do niej. Widzimy wszystko w niej jak zwykle, a jeśli są zmiany, to zapytajmy o te zmiany swoje dusze. Teraz poszukajmy jakichś drzwi, które służą nam do udania się poza komnatę w świat astralny. Udajemy się więc tam, ale razem już z własną duszą, tak żeby mieć z tego świadomość. Kiedy już tam będziemy, zlinkujmy własną duszę. Chodzi o połączenie, nic więcej.
Poprośmy ją, aby nasze myśli zamieniały się na wibracje. Jest to konieczne, ponieważ istoty astralne lepiej nas rozumieją na poziomie wibracyjnym. Teraz wykazując chęć kontaktu z przewodnikiem lub z jakąś inną duszą, powinniśmy poprzez link przekazać swojej duszy naszą wolę. Poczekajmy i jednocześnie obserwujmy, jak dusza wytacza z siebie łagodne fale, które idą w przestrzeń. I czekajmy, aż wyczujemy intuicyjnie, że już zaczyna się tam wszystko dziać, jak powinno. Z praktyką dojdziecie do wprawy. Po jakimś czasie nadejdzie taka postać. Może ona przybrać różną formę. Może być zmarłą matką, babką. Tak że to też po części jest odpowiedź na to wcześniejsze pytanie, które wcześniej nadesłane mi zostało.
Czy kontakt ze zmarłymi jest formą jakiegoś channelingu? To macie właśnie tutaj odpowiedź. Będzie ona niby z energii i to od was zależy, jak będzie ona wyglądać w kontakcie z przewodnikiem. Będzie miała twarz osoby, z którą się komunikujemy, czy będzie zupełnie przypadkową postacią. Dalej rozmawiajmy z nim poprzez wibracje swojej własnej duszy. Najpierw zapytajmy o imię, czy naprawdę jest przewodnikiem. Po drugiej stronie nie ma czegoś takiego jak kłamstwo, więc zawsze otrzymacie prawidłową odpowiedź. W przypadku duszy nie będę dokładnie analizował, ponieważ polega ona tylko na wyjaśnieniu na poziomie duszy konfliktu między osobami. Kiedy ujawnimy się, że mamy do czynienia z naszym przewodnikiem, zaprośmy go do naszej komnaty. Wtedy na pewno będzie rozmawiał w naszym języku wibracyjnym, dokładnie w języku naszej duszy.
Przewodnik jest po to, by kierować naszym rozwojem duchowym. Jest on w stanie nam poradzić w każdej sytuacji. Jest jak najlepszy przyjaciel i możemy z nim rozmawiać do woli na każdy trapiący nas temat. Osobiście preferowałbym jednak rozmowę pod drzewem. Jest to stwarzanie takiego klimatu, a to też drzewo daje to poczucie takiej strukturalności. W ten sam sposób, jak z przewodnikiem kontaktujemy się również z innymi istotami świata astralnego. I tutaj właśnie jest ważny ten kontakt z tym przewodnikiem. Ja wam mogę powiedzieć tylko jedną rzecz, mianowicie to, że często jest to pytanie, kim jest ten przewodnik i tak dalej. Według mnie przewodnikiem to jesteśmy my sami, tylko na innych płaszczyznach tych wszystkich światów, które otaczają nas. Tak naprawdę świat fizyczny jest ostatnim światem manifestacji się tych wszystkich światów pozacielesnych.
Budzenie ciała energetycznego. To ciało jest bardzo ważne, gdyż odpowiada ono za przerabianie naszej energii. Jest pomostem pomiędzy światem astralnym a światem materialnym. Tutaj jest ten poziom, na którym znajdują się te czakry, które komunikują nas z tymi wyższymi planami. Jakie mogą wystąpić zmiany, jeżeli będziemy pracowali nad ciałem energetycznym? Przede wszystkim zwiększy się nam ogólny poziom energetyczny naszego własnego ciała energetycznego, a w konsekwencji fizycznego. Na pewno więcej zapamiętacie snów. Na pewno łatwiej będzie wam uzyskać OOBE. Zwiększy się wasza odporność. Jeżeli będziecie w właściwy sobie sposób otwierać i zamykać czakry oraz pracować, uzupełniać swoje pola energetyczne, punkty energetyczne, to będzie wam też łatwiej odpychać ataki energetyczne.
Aby rozwinąć to ciało, trzeba go używać, czyli przesuwać energię poprzez kanały energetyczne. I aby to zrobić, należy sobie wizualizować z zamkniętymi oczami, jak energia porusza się po naszym własnym ciele poprzez palce, dłoń, przedramię, barki, klatkę piersiową, nogi, stopy i tak dalej. To jest to, co bardzo często OOBE i osoby doświadczające wyjść poza ciało wyobrażają sobie po prostu taką kulę. Sam zresztą to robię bardzo często i jest to przyjemne uczucie, kiedy wizualizuję sobie taką kulę i tą kulą energetyczną przesuwam sobie po własnym ciele. Niesamowite uczucie. To jest coś w pewnym sensie jak takie operacje fantomowe, gdzie mając ból na przykład w jakiejś części swojego ciała, można po prostu taką wiązkę energetyczną wysłać. Jak to się odbywa? Różnie. U mnie to jest tak, że najczęściej to mam tak, że mnie boli na przykład serdeczny palec. Na przykład uszkodziłem sobie paznokcia i coś mi się stało.
Przesuwam sobie taką wiązkę energetyczną w to miejsce i na początku czuję albo ciepło, albo mrowienie, ale jest taki punkt kulminacyjny w tych stanach transowych, że dostaję takiego jakby mocnego impulsu, wręcz fizycznego bólu. To jest coś podobnego do tego, jak pierwszy raz osoba wychodzi poza ciało i w momencie, kiedy mu szyszynka zaczyna pulsować, kiedy jest napływ melatoniny na szyszynkę i czuje się, jakby ta szyszynka miała wyskoczyć z tego ciała energetycznego. Dokładnie jest tutaj to samo i jest taki jakby punkt kulminacyjny. Trzeba go po prostu przytrzymać. A najlepiej po prostu nie myśleć o tym, tylko skierować myśli w zupełnie inną stronę. Coś sobie przykładowo w głowie wyobrazić, jakąś scenkę i to w pewnym momencie minie. Ale gwarantuję wam, że jeżeli to dobrze zrobicie, kiedy się wybudzicie, nie ma bólu. To jest samoleczenie organizmu. To jest blokowanie bólu. Kolejną metodą jest również praca nad poszczególnymi partiami poprzez wizualizowanie sobie wirów energetycznych.
Uwielbiam to. Ja tutaj stosuję jeszcze technikę huśtawki albo tornada, bo ta technika to jest coś podobnego do, jeżeli chodzi o wyjście poza ciało oczywiście, turlanie się po dywanie to jest taka chyba najbardziej znana metoda. Ja na przykład uwielbiam albo wspinaczkę po wirtualnej linie, albo tornado. Tornado w sumie na mnie chyba najlepiej działa. Oraz kiedyś sobie taką technikę wymyśliłem huśtawki, że w momencie, kiedy już przychodzi taki kulminacyjny punkt, że jestem na takim jakby cienkim włosku do czepienia się, w tym momencie wyskakuję z tej huśtawki i lecę po prostu, frunę. Uczucie niesamowite. Dokładnie. Energia sama podąża za uwagą. Każdy musi na takie rozwijanie swoich praktyk poświęcić różną ilość czasu, bo każdy jest inny, prawda? Myślę jednak, że aby uzyskać dobre efekty, należy ćwiczyć przez dwa, trzy tygodnie po 15-30 minut dziennie.
No dokładnie. Jeżeli będziesz odczuwał ból podczas robienia tego, to oznacza, że natrafiłeś na blokadę energetyczną i będziesz musiał poświęcić temu miejscu więcej czasu. Jeżeli po długim czasie nic się nie zmieni, to zaprzestań działania i powtórz działania po miesiącu. Otwieranie centrów energetycznych na dłoniach oraz stopach jest też bardzo ważnym aspektem. Otwarcie czakr pozwala na szybkie przesyłanie dużych ilości energii oraz pobieranie jej. Oto jak otworzyć te czakry. Przydatna jest tutaj fizyczna stymulacja, na przykład masowanie wewnętrznych części dłoni oraz stóp. Wizualizowanie w tych miejscach wirów, tworzenie psi balli w rękach również się może rozwinąć. Challenger. Nie wiem.
Kurczę, mam tak dużo tych materiałów. Albo zrobię taką długą audycję, albo trzeba będzie to po prostu jakoś rozdzielić. Tak, przegapiłem. Sorry, ale tutaj mnie mój kolega zagadał. Mam tutaj spiacha w pokoju, więc delikatnie go poprosiłem przed audycją, aby mi tutaj nie chrapał. Okej. Tak, zapomniałem jeszcze wspomnieć, że Gościł nam dzisiaj zespół Mr. Polak. Prywatnie bardzo dobrze się znamy. Pochodzimy z tego samego miasta.
W zeszłym roku obiecałem chłopakom, że promuję ich troszkę w moim radiu, więc spełniam moje zobowiązanie wobec chłopaków. A prywatnie wam mogę powiedzieć, że również Jacek Polak, czyli można powiedzieć, że lider tego zespołu, jest osobą, która doświadcza wyjść poza ciało i nie tylko. Bardzo fajne rozmowy mi się z Jackiem prowadziło w tamtym roku, kiedy byłem na koncercie, więc tak jak powiedziałem, spełniam jego życzenie. Okej, to w takim razie wymienię wam teraz najsłynniejszych channelerów. Uznawanych, jednych z największych channelerów na świecie. A potem, jeżeli będziecie chcieli, to włączę Skype'a. Możemy trochę sobie o channelingach porozmawiać, a po channelingach przejdziemy później już do kolejnych przedstawień. Ja wiem, że to jest audycja „Czas snu”, więc pewnie spodziewaliście się, że więcej będę mówił tutaj o snach. Ale spokojnie, dojdziemy do tego momentu. Póki co na razie musiałem ułożyć sobie jakąś strukturę, żeby wam tutaj przedstawić różne koncepcje i różne podłoża.
W jaki sposób jest to rozumowane poprzez ludzi na całym świecie? W jaki sposób ta nasza rzeczywistość po tej drugiej stronie może wyglądać? I teraz tak, jednym z takich najpopularniejszych channelerów jest na przykład Lee Carroll. Jest on amerykańskim channelerem, mówcą oraz autorem książek. Napisał on 12 książek, dokładniej przekazów od istot, które nazywa się Kryon. Jest współautorem również trzech książek, które określa nazwą Dzieci Indygo oraz nową generacją, czyli taką nową generacją dzieci, które jego zdaniem reprezentują ewolucję ludzkiej świadomości. Ja wam tutaj podeślę link do tej strony polskiej, tam macie channelingi. Okej, czekajcie sekundkę. Już wam tu wklejam. Tu macie polską stronę, na Paranormalium wkleiłem.
Jeszcze wkleję może u siebie też na swoim czacie. I tutaj też, bo widzę, że słuchają ludzie. Okej, dobrze. Wkleiłem wam teraz o tym channelingu, o Lee Carrollu. Przedstawię tutaj jeszcze może tak: Lee Carroll odwiedził Polskę po raz pierwszy we wrześniu 2012 roku. Seminaria, które przeprowadził wraz z Robertem Coxonem oraz Mają Mehevą, odbyły się w Krakowie 15 oraz 16 września 2012 roku. Jak do tej pory na język polski została przetłumaczona jedna jego książka, która nosi tytuł „Podróż do domu”. W 2008 roku pojawił się w filmie dokumentalnym „Tuning” wraz z innymi channelerami, między innymi Darrylem Anką. Jest on uznawany za jednego z największych na świecie channelerów, który tworzy pierwotny kanał komunikacyjny przekazów od Carrolla. Na przestrzeni lat został on siedmiokrotnie uhonorowany zaproszeniem do ONZ w Nowym Jorku.
Seminaria jego odbywają się w całej Ameryce, Europie, Izraelu, Rosji, Kazachstanie. Harmonogram spotkań i seminariów z Lee Carrollem na całym świecie jest objęty planem na cały rok. Jego przekazy reprezentują obecnie, tak jak wspomniałem wcześniej, 16 książek opublikowanych w 24 językach świata. Język polski jest 25. Na język polski została przetłumaczona jego piąta książka, która nosi tytuł „Podróż do domu”. Jest on również duchowym partnerem Jana Tobera. Przedstawia on w nim właśnie, przedstawiają oni razem w sumie, tą całą koncepcję Dzieci Indygo. Obecnie istnieją trzy książki o Dzieciach Indygo. Wszystkie te książki sukcesywnie, w miarę ich tłumaczenia, będą się również pojawiać w Polsce. Powiem szczerze, że nie sprawdziłem, jak to wygląda na obecną sytuację.
Okej, teraz tak. Pozostałe channelingi. Okej. Puścić wam channelinga czy nie puścić na 2017 rok? Dobra, to jeszcze tutaj wymienię wam w takim razie tak: najstarsze channelingi są dostępne po polsku i pochodzą z 2004 roku, z 13 listopada. Był to channeling wygłoszony w Hasbrouck Heights, New Jersey, 13 listopada. Ten channeling dotyczy właśnie DNA. Pozostałe jego channelingi to między innymi: „Prawda o DNA”, „DNA ujawnione”, „Krąg Akashy”, „Nadawanie Bogu ludzkich cech”, „Następne 18 lat. Seminarium” i jest to tutaj właśnie ten polski zapis, o którym wcześniej wspomniałem. „Rekalibracja człowieka”, „Połowa drogi”, „Demistyfikacja Nowej Ery”, „Fizyka świadomości”, „Przyszłość odkryta, ujawniona”, „Powrót do Lemurii” jest tego pięć przekazów i „Nate nowa...
Ujawniona część człowieka. Mini channelingi. Historia nieznana. Główne channelingi. Historia nieznana. Mini channelingi. Powrót Mistrzów. Główny channeling. Powrót Mistrzów. Mistrzów.
Powrót do przeszłości dla uzyskania przyszłości. Kundalini Tour 2015 rok. Jest tutaj kilka channelingów, w zależności od tego, w jakim miejscu był ten kontakt nawiązywany. Cusco, Peru, 14 listopada 2015 roku. Mini channeling Krytona. Kolejny channeling to był Newport Beach, Kalifornia. Główny channeling Krytona, dalszy ciąg. Rekalibracja. Ukryty szablon młodości. Mini channeling Krytona, San Rafael, Kalifornia.
Główny channeling Krytona, San Rafael, Kalifornia. Wymieniłem wam tutaj właściwie wszystkie channelingi, które są dostępne w języku polskim i są one spokojnie do przestudiowania sobie dostępne po polsku. Podałem wam wcześniej linka, do którego sobie możecie tu spokojnie wejść. Puszczę wam teraz może mini channeling Krytona z 21 stycznia 2017 roku, a więc z tego roku. Jest to najnowszy channeling. Jest już on dostępny w wersji polskiej. Trwa on 10 minut, ale myślę, że wart jest, bo odnosi się do obecnej sytuacji, która teraz dzieje się na świecie. Okej, w takim razie puszczam wam ten channeling. To lecimy.
[50:47] - Mini channeling Kryona przekazany w dniu 21 stycznia 2017 roku, Salt Lake City, Utah.
[50:58] - Witajcie, jestem Kryon od usług magnetycznych. Tak więc jeszcze raz słyszycie głos mojego partnera, ale jest troszkę różny i niektórzy z was zauważą to, bo on odsunął się zupełnie, ustąpił. Pole, które tutaj jest wygenerowane, jest ogromne i składa się z zespolenia pól was wszystkich. Myślę, że już kiedyś wam powiedziałem, że mój partner nie może robić przekazów, jeżeli nie ma ludzi, którzy są razem z nim, jeżeli nie ma przed sobą słuchaczy. Aby channeling mógł się odbyć, potrzebni są słuchacze, bo wtedy następuje połączenie pomiędzy mną i słuchaczami. Ja nigdy nie byłem człowiekiem i nie musiałem być. Nie można opisać, czym ta ogromna jest poza słowem, które używaliśmy, że jest to anielska energia. Ale to nie opisuje wszystkiego. Jest również inne słowo, które to opisuje: dom. To jest ta sama energia, którą macie w sobie, jeżeli tylko pozwolicie na to, żeby ją odczuć.
Wielu z tych, którzy siedzą przede mną, pozwalają na to, żeby trochę odczuwać tą energię, dlatego, że chcą się poczuć jak w domu. Odczucie to pochodzi z połączenia z sercem i mamy tu ogromną ilość miłości. Czym jest dom dla ciebie? Jest to zupełnie coś innego w momencie, kiedy rozmawiamy o duchowości, bo mówimy o rdzeniu waszego wnętrza. Mówimy o pięknie odczuwanym przez wasze dziecko wewnętrzne. Ale jest bardzo wielu, którzy po prostu nie pozwalają sobie na to. Niedawno mój partner miał wywiad dla gazety. W czasie tego interview, interwjuujący zadawał pytania i wiele razy włączałem się do tego, aby udzielić odpowiedzi. Ale moja odpowiedź zawsze była: współczucie. Pytanie o jakiś temat.
Odpowiedź? Współczucie. Co świat potrzebuje w tej chwili? Odpowiedź? Współczucie. Co jest nowego w polityce na Ziemi? Odpowiedź? Współczucie, bo to jest słowo kluczowe roku 2017. Jak patrzycie wokół siebie, to może się wydawać, że tego słowa nie ma. Brakuje tego.
Ale pamiętajcie, sytuacja musi mieć aspekty i białe, i czarne, zanim zobaczycie białe. Czasami musicie zobaczyć, czego brakuje, żeby zrozumieć sytuację. Żeby nie tylko mówić: „Jestem w porządku, wszystko w porządku, wszystko w porządku”. A tak nie jest. Współczucie. Są tacy, którzy studiują numerologię, i ci mówią, że następna liczba mistrzowska, która zostanie zidentyfikowana, to jest liczba 44, bo w starej numerologii tybetańskiej tylko trzy liczby mistrzowskie zostały zidentyfikowane, co stanowi tylko jedną trzecią wszystkich liczb mistrzowskich. Ale teraz dochodzicie do czasu, kiedy znaczenie tej liczby 44 zacznie się ujawniać. I powiem wam, jak to będzie wyglądać Ale pamiętajcie, jak mówiłem już poprzednio, jeszcze nie jesteście na to gotowi. Czas na to jeszcze nie nadszedł. Niektórzy z was pewnie pamiętają, jak mówiłem, że następnym krokiem dla ludzkości jest powrót do podstaw i zrozumienia, że planeta nazwana Gają to jesteście wy.
I wy i Gaja nie dadzą się rozseparować. Są nierozseparowywalne i przez całą historię waszą ta separacja nie była dokonywana. Stare rdzenne narody, plemiona, zaczynały swój dzień od tego, aby uhonorować Wschód, Zachód oraz Gaję. I tak jest nawet do dzisiaj, gdzie bardzo dużo ceremonii dotyczy Gai. I dla was jest rzeczą zasadniczą zrozumieć, że planeta to jest stwór żywy i jesteście jej częścią, aby wasza świadomość mogła się podnosić i rozwijać. Wasze połączenie z Gają jest tutaj absolutnie konieczne. Jest to powrót do tego, co już znacie i to jest dostępne, jeżeli wiecie, jak to zrobić. Ale wszystko, co jest potrzebne, to jest intencja. Ale będą tacy, którzy powiedzą: „Ja mam za dużo cementu, po którym chodzę”. I to prawda.
I byłoby dla was bardzo dobre, gdybyście od czasu do czasu pochodzili na bosaka po trawie. To pozwoliłoby wam zrozumieć to połączenie z Gają i nie czuć tej separacji. Następną rzeczą jest również to, że świadomość samej planety zaczyna się podnosić i przyspiesza, kiedy zrozumienie współczucia zaczyna mieć miejsce, bo współczucie i Gaja są nierozłączne. Ziemia jest współczującą mamą. Po hiszpańsku Pachamama. Ziemia gotowa jest was przyjąć. Czeka na was i partnerstwo pomiędzy wami i Gają czeka na zrealizowanie, bo to pozwoli wam pójść dalej do liczb 55, 66 i dalej. Niektórzy już pracują nad rozwiązaniem tej zagadki. I są tutaj przede mną również tacy, którzy rozumieją, jak to działa. Czy czujecie tą energię?
Czy rozumiecie, że to nie jest głos od człowieka, który słyszycie? Mój partner ma bardzo dużo praktyki i to, co słyszycie, to jest przekład wielowymiarowego języka, wielowymiarowej wiadomości i informacji. I na początku mój partner miał z tym wiele trudności, bo nie mógł dobrze tego języka zrozumieć, ale teraz rozumie go bardzo dobrze. Faktem jest, że kiedy zaczyna przekaz, to natychmiast uzmysławia sobie, że język, który słyszy, to jest język domu. Co znaczy dom? Czy możecie na chwilę usiąść w spokoju i zastanowić się nad tym, że jesteście wieczni i że życie, które macie w tej chwili, jest tak strasznie krótkie i przechodzące bardzo szybko? Wszyscy, jak tu siedzicie, mieliście bardzo wiele wcieleń na tej planecie i będziecie mieli jeszcze dużo więcej. I moi drodzy, w tym pokoju jest bardzo wiele starych dusz i niektórzy z was nie wiedzą o tym. Chcę was zapytać na zakończenie, czy czujecie, że otwieracie się na o wiele większą perspektywę, na większy obraz tego, co się dzieje? Czy jest to wasz wewnętrzny proces?
Czy czujecie, że jest coś o wiele, wiele więcej? Raz to więcej przyszło do was z wizytą i macie w sobie więcej spokoju niż stresu, bo wasza sytuacja jest różna od tego, cokolwiek było przedtem. I nie tylko dlatego, że jesteście trochę bardziej mądrzejsi, ale dociera do was iskierka, iskierka współczucia i ta iskierka przenika was, dochodzi do waszego innate i dlatego jesteście inni. W tym audytorium przede mną są dwie osoby, które śpią. Ja nie mówię o fizycznym spaniu. Mówię o tym, że wkładają bardzo wiele wysiłku w to, żeby nie dopuścić do siebie, że są starymi duszami. Ale pomimo to jesteście starymi duszami. Ale reszta tych, którzy słuchają, zaczyna się już budzić. I to obudzenie polega na tym, że jesteście różni. Jesteście współczujący i to zaczyna być widoczne dla innych.
To jest ta właśnie nowa ziemia, stara duszo. W wieczornym channelingu będę mówił o tym, jakie są podstępy i oszukaństwa starej energii. O tym już wspominałem kilka razy, ale teraz będzie to wszystko usystematyzowane w jednym channelingu i będziecie to wszystko mogli odnieść do siebie. I tak to jest.
[01:00:49] - Tłumaczenie channelingu zrealizowano z wersji audio. Tłumaczył dla Państwa Janusz Grabowski.
[01:01:07] - No właśnie, tak to wygląda z tym channelingiem. Jak się do tego odnieść, to już pozostawiam wam, abyście sobie mogli wyciągnąć własne wnioski i refleksje. Przejdźmy może do drugiej grupy. Aha, tak jeszcze à propos. Nie brzmiał wam ten głos podobnie? Czyż to był Kundrak44, czy ktoś podobny do niego? Oceńcie sami. Dobrze. Przechodzimy do kolejnej grupy ludzi, którzy uważają się za Challengerów i są kontrowersyjni z racji tego, że bardzo dużo osób uważa ich za sektę. Po prostu sektę.
Dobra. Grupa Lightworkers, tak zwana Grupa Światła. Materiały oraz książki są dostępne. Mają też własne kanały YouTube. Czy jest to sekta albo jeszcze coś innego? Wnioski wyciągniecie sobie sami. Ja jednak skupię się tu na przedstawieniu budowy tej całej grupy, struktury według oczywiście ich przekazów. Najpopularniejsi w Polsce lightworkerami jest oczywiście nie kto inny jak Joanna Rajska, Jacek Czapiewski oraz Monika Rajska. Napisali oni książkę „Między chaosem a świadomością. Hiperfizyka”.
I właśnie na tej grupie się skupię, ponieważ nadajemy po polsku w polskim radiu, więc po prostu dobrze czerpać informacje z tego, co się na tym polu dzieje w Polsce. Książka ich nie jest stricte science fiction, ale jest naukową wiedzą nie z tego świata. Z nauki rzeczy jest więc trudna do czytania, bo zagłębianie się w nią wymaga poznania oraz przyswojenia sobie nowych terminów oraz pojęć. Byli oni również gośćmi w niezależnej telewizji Janusza Zagórskiego. Chyba ostatnio, jak dobrze pamiętam, z 2015 roku są ich wykłady. Tożsamość lightworkerów. Dusze lightworkers są to dusze, które niosą silną wewnętrzną potrzebę do rozprzestrzeniania się na Ziemi światła, które niosą z sobą, wiedzy, wolności oraz dbałości o siebie. Dusze te odczuwają to jako swoją wewnętrzną misję. Często są przyciągani do duchowości i do pracy terapeutycznej jakiegoś tam rodzaju. Z powodu tej głębokiej, odczuwalnej misji często czują się inaczej niż zwykli ludzie.
Doświadczanie tego rodzaju przeszkód na ich drodze życie prowokuje ich do znajdowania swojej własnej, wyjątkowej drogi. Są niemal zawsze samotni. Są jednostkami, które nie pasują do obowiązkowych społecznych ram. Słowo lightworkers może wywoływać nieporozumienie, że oni stanowią wyjątkową grupę dusz. To może zostać odebrane jako sugestia. Przepraszam, bo mi tutaj coś... Jasne, ja wiem, że ci osobnicy są bardzo kontrowersyjni, ale to mi nie chodzi tutaj, żeby ich wychwalać i tak dalej, tylko po prostu skupiam się na tym, o czym oni mówią. A tak jak powiedziałem już kilka razy w audycji, wnioski musicie sobie wyciągnąć sami. Używać mózgu, okej? Okej, dobra.
Jeszcze raz cofnę się do tego, co wcześniej mówiłem. Słowo lightworker może wywoływać nieporozumienie, że oni stanowią wyjątkową grupę dusz. To może zostać odebrane jako sugestia, że ta grupa jest jakoś nadrzędna względem innych dla tych niepracujących dla światła. Ten cały tok rozumowania jest w niezgodzie z całą naturą oraz zamiarami lightworkers. Powiedzmy zatem krótko, co jest nie tak z tym. Najpierw roszczenia wyższości są powszechne i nieoświecone. One blokują twój rozwój w kierunku swobodnej i kochającej świadomości. Po drugie, lightworker nie są lepsi ani gorsi od innych. Oni po prostu mają inną historię niż niezaliczający się do tej grupy. Z powodu tej szczególnej historii, którą omówię tu poniżej, oni mają pewne psychologiczne cechy, które wyróżniają ich jako grupę.
Na trzecim miejscu każda dusza staje się lightworkers w jakimś etapie swojego rozwoju. Tak więc etykieta lightworkers nie jest przeznaczona tylko i wyłącznie do ograniczonej liczby dusz. Tak jak powiedziałem, audycja jest pod różnym kontekstem prowadzona: od strony duchowej, od strony elektrycznej. Będzie też David Icke, będzie też Michio Kaku, będzie też moja wersja, będzie Ramtha i tak dalej. Także urozmaicenie, które ma ubogacić tę audycję, a wy sobie później będziecie mogli wyciągać własne wnioski, prawda? Powód, dla którego korzystam ze słowa lightworker, pomimo możliwych nieporozumień, jest taki, że to przywołuje w nas wspomnienia, stowarzyszenia i pomaga nam pamiętać. Jest praktycznie tobie znane, ponieważ jest często używane w twojej obecnej duchowej literaturze. Jaki jest rys historyczny korzeni? Lightworkers niosą w sobie umiejętność osiągania duchowego przebudzenia szybciej niż inni ludzie. Niosą wewnętrzne nasiona dla szybszego uduchowienia przebudzenia.
W związku z tym wydają się być na szybszym torze niż większość ludzi, jeśli oni taki wybierają. Tutaj ponownie powtórzę: to nie dlatego, że oni nie są w jakiś sposób duszami lepszymi, ani gorszymi. Oni są jednakże starsi od większości dusz obecnie przyjmujących postać cielesną na Ziemi. Ten starszy wiek najlepiej powinien być zrozumiany pod względem doświadczenia, a nie czasu. Lightworkers osiągnęli szczególne stadium oświecenia wcześniej, zanim przyjęli postać cielesną na Ziemi i przeżyli swoją misję. Świadomie postanowili stać się uwikłani w karmicznym kole życia i doświadczyć wszystkich form zamieszania, iluzji z tym związanych. Robią to, aby w pełni doświadczyć bycia na Ziemi. To doświadczenie umożliwi im spełnienie ich własnych misji, które sobie założyli przed wstąpieniem tutaj. Przez przedostanie się przez wszystkie etapy niewiedzy oraz iluzji, oni chcą sami ostatecznie posiadać narzędzia do pomocy innym w osiąganiu prawdziwego szczęścia oraz oświecenia. A zatem dlaczego lightworker zajmuje się tą gorącą misją pomagania ludzkości, a tym samym narażając się na zatracenie siebie na długo w ciężkości i zamieszaniu ziemskiego życia?
Jak myślicie? Jest to pytanie, na które odpowiem może później. Powiem tylko teraz, że ma to wiele wspólnego z działaniami karmy galaktycznego typu, jak oni to określają. Powstali w przeddzień narodzin ludzkości na Ziemi. Wzięli oni udział w tworzeniu człowieka. Byli współtwórcami całej ludzkości. W procesie tworzenia zrobili wybory i działali w sposób, który później napełnił ich głębokim żalem. Dlatego też mają tutaj taką potrzebę zrekompensowania swoich decyzji z tamtych wcześniejszych czasów. A zatem jeszcze zanim przejdziemy do tej szczególnej historii, nadziejmy jeszcze kilka cech dusz tych lightworkerów, które powszechnie wyróżniają się od tych szaraków, czyli w cudzysłowie nas. Te psychologiczne cechy charakteryzują nie tylko lightworkers i nie wszyscy lightworkerzy posiadają każde z nich.
Poprzez sporządzenie takiej listy chcą dać nam zarys psychologiczny ich tożsamości. W związku z tymi cechami zewnętrzne zachowanie ma mniejszą wagę niż wewnętrzna motywacja. Co czujesz w środku, jest ważniejsze niż to, co pokazujesz na zewnątrz. Okej, to wymienię wam może teraz te psychologiczne cechy. Od wczesnego życia czują się inni. Najczęściej czują się osamotnieni wśród innych, samotni oraz źle rozumieni. Często zostają indywidualistami, którzy będą musieli znaleźć własne drogi w życiu. Kolejna cecha to: mają trudności z odnalezieniem się w domu, w tradycyjnych zasadach czy strukturach organizacyjnych. Z natury są przeciwni władzy autorytarnej. Oznacza to, że naturalnie opierają się decyzjom, czy też wartościom opartym wyłącznie na mocy albo hierarchii.
Ta cecha przeciwna władzy autorytarnej jest obecna, nawet jeżeli wyglądają na nieśmiałych oraz płoszą się. Jest to pokrewne w samej istocie ich misji tu na Ziemi. Lightworkers czują pociąg do pomagania innym ludziom jako terapeuci, nauczyciele. Mogą być oni psychologami, uzdrowicielami, nauczycielami, pielęgniarkami, a nawet jeśli ich zawód nie będzie pomaganiem ludzi w bezpośredni sposób, zamiary przyczyniania się do wyższego dobra ludzkości są wyraźnie tutaj obecne. Kolejna cecha to wizja ich życia nabiera koloru poprzez duchowy sens, w jakim wszystkie sprawy są powiązane razem. Świadomie albo podświadomie niosą wspomnienia ze sfer nieziemskiego światła. Od czasu do czasu mogą tęsknić za rodzicami z tych sfer oraz mogą czuć się obco na Ziemi. Głęboko honorują i szanują swoje życie. Nie tylko swoje zresztą, innych też, które często przejawia się jako zamiłowanie do zwierząt, czy też troska do środowiska. Zniszczenie części zwierzęcego oraz roślinnego królestwa na Ziemi przez ludzką działalność wywołuje u nich głębokie uczucie straty i żalu.
Są życzliwi, wrażliwi i pełni zrozumienia. Mogą mieć trudności z prowadzeniem interesów, z agresywnym zachowaniem i powszechnie doświadczają trudności we wstawianiu się za sobą. Mogą być marzycielscy, naiwni albo bardzo idealistyczni. Tak bardzo, że są niewystarczająco ukorzenieni ani praktyczni. Ponieważ łatwo odczuwają negatywne uczucia oraz atmosferę wokół ludzi, ważne jest dla nich, by przebywać w pojedynkę regularnie. Umożliwia im to rozróżnienie pomiędzy ich własnymi uczuciami i uczuciami innych osób. Potrzebują samotnego czasu na połączenie się ze sobą oraz z Matką Ziemią. Żyli wiele żyć na Ziemi, w których byli mocno zainteresowani duchowością oraz religią. Brali udział w przeważającej liczbie starych religijnych zakonach w swojej przeszłości jako mnisi, zakonnice, pustelnicy. Osoby mające zdolności parapsychologiczne, czarownice, szamani, kapłani, kapłanki.
Byli oni dostarczającymi połączenia pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy codziennym kontekstem ziemskiego życia a tajemniczymi królestwami życia pozagrobowego. Królestwa Boga oraz duchów dobra i zła. Przez pełnienie tej roli często zostawali odrzuceni i prześladowani. Wielu zostało skazanych za osiągnięcia i dary, które posiedli. Trauma, która pozostała w nich, zostawiła głębokie ślady w ich pamięci własnej duszy. Obecnie to może objawiać się jako strach przed używaniem pełnego potencjału. Strach przed byciem naprawdę obecnym, ponieważ pamiętają, że byli brutalnie za to kiedyś karani. Zagubienie się, a problem lightworkers. Lightworkers mogą nadrabiać straty w takich samych stanach niewiedzy i iluzji jak nikt inny. Chociaż wyruszają z innego punktu wyjścia, ich zdolność do przedzierania się poprzez strach i iluzję w zadaniu osiągnięcia oświecenia może być zablokowana poprzez wiele czynników.
Oświeceniem nazywamy tutaj stan bycia w rzeczywistości, w której uświadamiasz sobie, że jesteś przede wszystkim ze światła, zdolny wybierać światło o każdej porze. Ciekawe. Czyli co? Wspólne śnienie i wizje, które przedstawiałem w odcinku pierwszym czynią mnie lightworkerem? Jednym z czynników blokujących drogę do oświecenia dla lightworkerów jest fakt, że niosą ciężki karmiczny ciężar, który może wprowadzać ich w błąd całkiem jak kiedyś. Jak stwierdziłem wcześniej, ten karmiczny ciężar jest związany z decyzjami, które kiedyś podjęli w związku z ludzkością w jej dziecięcych stadiach. Decyzje te były zasadniczo nieokazujące szacunek dla życia. Wszyscy lightworkers teraz żyjący mają pragnienie zrozumienia jakiegoś prawa z ich przeszłości, opacznie zrozumiałego i pragną przywrócić i ożywić to, co zostało zniszczone z powodu właśnie ich błędu. Kiedyś lightworkers znajdą sposób, by całkowicie uwolnić karmiczny ciężar, by w jakiś sposób uwolnić potrzebę mocy. Zdadzą sobie sprawę, że oni są zasadniczo istotami światła.
Umożliwi im to pomaganie innym w znajdowaniu ich własnego prawdziwego ja. Ale najpierw muszą przejść oni poprzez cały ten proces sami. To powszechnie wymaga wielkiej determinacji i wytrwałości na wewnętrznym poziomie, ponieważ społeczeństwo karmi ich wartościami i poglądami, które często są sprzeczne z ich własnymi naturalnymi impulsami. Wielu lightworkers czuje się zagubionymi, znajdują się w stanach zwątpienia w siebie, wyrzeczenia, ciągłej depresji czy też rozpaczy. Tak jest, ponieważ nie mogą znaleźć się w założonym porządku rzeczy, więc wnioskują, że musi być coś szalenie złego z nimi. To, co muszą zrobić w tym punkcie, to przestać szukać uprawomocnienia od zewnątrz, od rodziców, przyjaciół albo społeczeństwa. W pewnym momencie, kiedy rozpozna się tą wolę, musi chcieć wykonać doniosły skok i przyjąć uprawomocnienie, które pozwoli naprawdę uwierzyć w siebie i naprawdę uszanować siebie i działać w zgodzie ze swoimi wrodzonymi skłonnościami oraz wewnętrzną wiedzą. Zaraz wam wyjaśnię pojęcia, które są zaczerpnięte z książki, którą wcześniej wymieniłem, „Między chaosem a świadomością. Hiperfizyka”. Tylko sprawdzę sobie jeszcze teraz, bo mi tutaj przyszło.
Kiedy stajesz się lightworkerem? No właściwie nie wiem. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia, kiedy się stajesz. Proponuję napisać do pani Rajskiej. Ona tutaj udzieli bardziej rzeczowej odpowiedzi. Ja tu tylko przedstawiam koncepcje, jakie za tym się rodzą. Okej, pojęcia zaczerpnięte właśnie z tej książki „Między chaosem a świadomością. Hiperfizyka” napisanej przez Joannę Rajską, Jacka Czepielskiego oraz Monikę Rajską.
Gęstości. Gęstości są to odrębne światy o zupełnie innych właściwościach fizycznych. Zrozumienie tego, czym są gęstości, jest podstawą i punktem wyjścia do zrozumienia wszechświata. Podział wszechświata na gęstości jest jego pierwszym podstawowym zróżnicowaniem. Bez wiedzy o gęstościach nie można tutaj uzyskać właściwego poznania. Nie można uzyskać też właściwej odpowiedzi na wielkie pytania, jeżeli wychodzi się od zwykłych przesłanek. Zdecydowanie złą przesłanką jest uznanie tutaj, że istnieje tylko ten świat widzialny naszymi zmysłami. To, czego nie widać, to między innymi właśnie inne gęstości. Gęstości według nich jest siedem i różnią się one między sobą dosłownie wszystkim. Mają inne ilości wymiarów przestrzennych, zupełnie inne cząstki materii i całkiem inne panujące w nich zasady fizyki.
Za nauki tej głoszenie niechaj nikt nas nie potępi. Jej bezbłędne wyjaśnienie w własnej jeno znajdziesz głębi. Cytat Goethe. Zapoznanie się z najbardziej podstawową wiedzą o gęstościach całkowicie zmienia ogląd wszechświata. Natychmiast wyjaśniają się najrozmaitsze zagadki i otwierają się wrota do wielkiego poznania. Można by wręcz powiedzieć, że są to gwiezdne wrota. Najważniejszą częścią wszechświata są istoty. To dla nich jest ta cała reszta. To istoty są najwyższym wytworem rdzenia, Boga i jego animatorem. Poprzez istoty rdzeń, Bóg sam siebie sprawuje i kreuje.
Cała przeogromna struktura wszechświata nie istnieje tylko po to, żeby być. Nie można rozpatrywać żadnego elementu czy też zjawiska wszechświata, nie uwzględniając istot. Wszystko to jest maszyną do wytwarzania świadomości, a świadomość ta w dalekiej przyszłości zjednoczy się z rdzeniem i stworzy wartość dla przyszłego wszechświata. Tworzeniem nowych elementów świadomości zajmują się istoty. Kombinacja niezliczonej ilości sytuacji, doświadczeń, wrażeń, jakim istoty są poddawane, tworzy dla rdzenia nową jakość. Indywidualna istota również na bieżąco z tego korzysta. Żyje bowiem w świecie, który częściowo sama tworzy. Poza tym zgromadzona informacja i wiedza wszechświata jest na nowo dostępna. Odczytać ją mogą jednak tylko ci, którzy wznieśli siebie na odpowiednio wysoki poziom i są w stanie wiedzę tę zasymilować. W kontekście tym przekonanie, że jedynie istoty we wszechświecie żyją tylko na Ziemi, jest kompletnie nieracjonalne.
Gęstość tworzą oddzielne światy. Żyją w nich istoty na bardzo różnych poziomach świadomości. Wymienię wam teraz te wszystkie gęstości, o których mowa jest w książkach. Pierwsza gęstość tworzy materię uniwersalną. Tworzy elementarne składniki przestrzeni, fragmenty falowe, z których zbudowana jest cała materia wszystkich gęstości. Druga gęstość tworzy podłoże grawitacyjne i zasila w energię systemy życia trzeciej gęstości. Sama również jest oddzielnym, własnym systemem życia, pobierającym energię bezpośrednio z gęstości pierwszej. Żyją tam istoty, które moglibyśmy nazwać płaszczakami. Co za pech. Ciała ich to różnorodne płaszczyzny.
Na Ziemi wszystkie żywe istoty powiązane są z drugą gęstością. Trzecia gęstość to świat, który nas otacza. Na trzeciej gęstości żyją istoty trójwymiarowe, wszystkie te, które widzimy na co dzień na naszej planecie, czyli tak zwane bakterie, wirusy, rośliny, zwierzęta, ludzie. Na innych planetach także jest nieskończona ilość różnych form o różnej świadomości. Czwarta gęstość. Na tej gęstości występuje jeszcze większa różnorodność form i świadomości niż na trzeciej. Istoty wszechświata często zajmują kilka gęstości jednocześnie, tak jest na przykład na Ziemi. Tutaj nie ma istot wyłącznie trzeciogęstościowych. Istoty, które postrzegamy zmysłami, są co najmniej na dwóch gęstościach, to znaczy na trzeciej oraz drugiej. Gęstość druga jest źródłem siły życiowej.
Zaopatruje ona system życia w energię. Takimi istotami żyjącymi tylko w dwóch gęstościach są rośliny oraz zwierzęta niższe. Niektóre ssaki, które uważamy za inteligentne, mają co nieco na gęstości czwartej. Ludzie, jeśli chodzi o ciało, sięgają do piątej gęstości. Na czwartej posiadają umysł. Nie chodzi tu o ten będący funkcją mózgu, a na piątej ciało najwyższe. Gęstości w istotach są połączone systemem difrakcyjnym przekształcającym cząstki z gęstości na gęstość. System ten powoduje, że gęstości w istocie współpracują i są współzależne. Na trzeciej i czwartej gęstości żyją cywilizacje. W naszej galaktyce jest ich obecnie 300 milionów.
Oj kurde, pojechali ostro. Większość z nich ma niewyobrażalną dla Ziemian technologię. Potrafią poruszać się po kosmosach, zmieniać gęstości, teleportować i wykonywać cuda, o których nam się nawet nie śniło. Na piątej gęstości znajdują się ciała najwyższe istot przebywających również na innych gęstościach. Przebywają tam też istoty, które tam powstały i tylko tam żyją. Na piątej gęstości decydują się losy niższych gęstości. Tutaj zapadają decyzje dotyczące sposobów realizacji polityki wszechświata. Pracuje się tutaj nad konkretnymi rozwiązaniami, problemami cywilizacyjnymi oraz problemami pojedynczych osób. Wytyczne polityki długofalowej dla wszechświata jako całości oraz dla pojedynczych światów powstają na szóstej gęstości. Szósta gęstość jest niematerialna.
W filozofiach i religiach obszar ten jest opisywany jako czysty duch. Istota na szóstej gęstości ma świadomość i uczucia swojej nieśmiertelności. Siódma gęstość jest duchem najczystszym. Istoty stanowią tam jedność, pomimo tego, że odczuwają swoją subiektywność. Jest to sfera przy samym rdzeniu Boga, gdzie wyraźnie czuje się jego obecność. Tutaj istoty znajdują się w stanie ciągłej ekstazy. Są tam blisko rdzenia Boga. Są tak blisko rdzenia tego Boga, że odczuwają wyłącznie jego przemożny wpływ. Myślą wartościami rdzenia i czują to, co rdzeń. Poznali tę wiedzę dzięki dysponowaniu wszystkimi formami postrzegania oraz możliwości swobodnego rozmawiania z innymi kosmicznymi istotami zaawansowanych poziomów piątej i szóstej gęstości, w tym również z innych cywilizacji.
To są właśnie poziomy, które wymieniłem na podstawie tej książki. W zdobyciu wiedzy o wszechświecie pomagała w napisaniu książki między innymi jeszcze jedna osoba i była to Marta Dardzińska, która według tych osób, tych trzech autorów jest istotą z najwyższych sfer, z szóstej gęstości. Ciekawe. Ale to wiadome. Wnioski sobie musicie sami wyciągnąć. Ja wam tylko przedstawiłem koncepcję, abyście zwrócili na to uwagę. Będzie to śmietnik, to po prostu wyrzucicie do kosza i to wszystko. Dobra, wkleję wam tutaj jeszcze linka na czaty, gdzie możecie sobie posłuchać wywiadu z Joanną Rajską czy z Jackiem Czapiewskim. Oczywiście jak to wszystko rozumiecie. Także tutaj już wklejam wam linki.
Okej. Dobra, zaraz przejdziemy do kolejnego. Mam nadzieję, że was nie przynudzam, bo dzisiaj nie mam czasu jako takiego ograniczonego, więc spokojnie mogę sobie nawet na trzy-, czterogodzinną audycję pozwolić. Okej, tu sobie tylko jeszcze okienka pozamykam, żeby wszystko było mi tutaj w porządeczku. Okej. Dobrze, w takim razie wyciszymy troszkę podkład. Okej, w porządeczku. Dobra, przejdźmy do kolejnej postaci, która jest uznawana za jedną z takich najbardziej znanych na świecie. Pozwoliłem sobie przetłumaczyć ze strony autorki, ponieważ nie mogłem nigdzie znaleźć tłumaczenia w języku polskim. Okej, już wam tutaj wklejam stronkę, abyście sobie mogli wejść.
W takim razie tak. Ronna Herman. Ronna Herman, która twierdzi, że ma kontakt z Archaniołem Michałem. Jest znana jako międzynarodowy posłaniec od Archanioła Michała. Orędzia jej są pełne nadziei oraz inspiracji i zostały one wyszczególnione w setkach ruchów newage'owskich, inspirując w publikacjach wydawanych na całym świecie. Zostały one przetłumaczone na większość głównych języków. Ronna uczy wspólnego podejścia, sensu podstawowych zasad duchowości, szacunek siebie i innych oraz traktowanie innych tak, jak byś sam chciał być traktowany. Praktyka wizualizacji skoncentrowana na myśli, kontrolę emocji, co ma pomóc w stworzeniu radości, pokoju i obfitości swojego życia. Jest tysiące takich świadectw, które dzięki jej książkom oraz seminarium zmieniły ich życia na lepsze. Duchowe poszukiwania Ronny rozpoczęły się we wczesnych latach 70., a po wielu intensywnych badaniach oraz szkoleniach zaczęła ona drugą swoją karierę jako duchowy nauczyciel oraz doradca.
Pokonała wiele przeszkód po drodze, między nimi były to straty osobiste wszelkiego rodzaju, choroby, wątpliwości oraz strach. Doświadczenia te i dopuszczanie udzieliły naukom Ronny wiarygodności. Ronna jest pozytywnym wzorem do naśladowania zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn ze względu na jej silną i ciepłą osobowość. Pomaga im osiągnąć cele w swoim życiu. Osoby są inspirowane, aby iść do przodu dzięki wiadomościom, które przychodzą przez nią. Ci, którzy uczestniczyli w jej seminariach, otrzymują cenne narzędzia, aby pomóc im przejść do następnego poziomu ich duchowego wzrostu. Opublikowała ona pięć książek, inspirując się wiadomościami, które otrzymywała właśnie od tego Archanioła Michała. Napisała ona również tetralogię sześciu książek, opisując swoje wcześniejsze wcielenia oraz ucząc miłości, radości i pokoju do siebie oraz do wszystkich innych istot. Pomimo że ma już ona 86 lat, ma doskonałe zdrowie oraz witalność. Jak patrzyłem sobie na jej zdjęcia, to rzeczywiście nie wygląda na tyle.
Pracuje średnio od czterech do sześciu godzin dziennie, pięć dni w tygodniu w swoim domowym biurze. Podróżuje sporadycznie, jednak wciąż oferuje kilka seminariów każdego roku oraz co miesiąc publikuje właśnie takie wiadomości, które otrzymuje kanałem channelingowym od Archanioła Michała, który jest dystrybuowany na całym świecie. Począwszy od lutego 1992 roku XX wieku co miesiąc przesyła ona wiadomości od Michała Archanioła poprzez channeling dla ludzkości, z wyjątkiem jednego, kiedy przenosiła się z San Diego do Reno w grudniu 1966 roku. Do dnia dzisiejszego nie posiada ona również komputera. Jest założycielem StarQuest, spółki założonej w roku 1994. Mieszka w Nevadzie. Oprócz swojej pracy duchowej największą przyjemnością Rony jest spędzanie czasu ze swoimi dziećmi oraz wnukami. Żałuje, że nie ma ona już czasu, aby odpowiadać na pytania osobiste ze względu na jej napięty harmonogram. Jakiś czas temu drogą channelingową otrzymała informację od Archanioła Michała, aby te wszystkie wiadomości, które otrzymuje od niego, łączyła w jeden większy pakiet i właśnie to stara się ona robić. Jest autorem 11 książek, które zostały przetłumaczone na większość języków, a jej książki są czytane poprzez miliony ludzi na świecie.
Nie będę się dalej na temat jej rozwodził. Jest to osoba, która jest warta prześledzenia, ale osobiście nie za bardzo znam jej channelingi, dlatego też nie będę się wgłębiał. Bardziej skupię się na tych naprawdę bardziej znanych, chociaż podobno jest jedną z najbardziej znanych. Ciężko było mi znaleźć informacje na temat tej osoby w języku polskim. Były tylko jakieś tam szkolenia, nie szkolenia, jakieś takie właśnie wykłady, za które trzeba zapłacić kupę kasy i tak dalej. Projekt Camelot. I tutaj przeczytam wam wywiad na temat channelingu, który został przeprowadzony z jednym z członków tego projektu i był nim James. Pytanie 11. od Projektu Camelot: „Wypowiedz się, proszę, na temat channelingu oraz informacji otrzymywanych przez teleobserwatorów, tak zwanych RV, czyli remote viewing, czyli zdalne spostrzeganie oraz odnośnie tego, jaką rolę w naszym kroczeniu w przyszłości mają przepowiednie. Wypowiedz się, proszę również odnośnie roli przepowiedni Majów, Hopi oraz innych pieszych narodów, na przykład Aborygenów.
Jak dokładne lub trafne mogą być one w odsłanianiu, czy też informowaniu o przyszłości?” Odpowiedź Jamesa: „Channeling jest subkomponentem kompleksu Duch-Dusza, GSSC, a w związku z czym systemu umysłu ludzkiego. Korzenie channelingu pochodzą od eksperymentatorów Anu nad zautomatyzowaniem jego osoby na planie domeny ludzkiej, gdyż zdał on sobie sprawę z tego, że dostęp do przenikania pomiędzy wymiarami i zamanifestowanym środowiskiem ludzkości mógłby zostać zamknięty. GSSC był jego systemem automatyzacji, który ucieleśniał jego obecność na planie świata ludzkiego. Początkowo channeling był odpowiednikiem opętania przez demony, podczas którego istoty międzywymiarowe mogły tymczasowo wsączyć siebie w instrument ludzki oraz czytać teksty przygotowane dla ludzi. Zazwyczaj poprzez obserwatora GSSC, czyli kompleks Bóg-Dusza-Duch-Dusza, który był zdeterminowany głosić ludzkości nadzieję, miłość, prawdę, mądrość oraz indoktrynacje kosmologiczne poprzez duchowe i w mniejszym stopniu też religijne systemy ludzkiej rodziny. W bardziej współczesnych czasach channeling stał się bardziej zautomatyzowany, korzystając z już wstępnie zaprogramowanych tekstów, tonacji głosowych, gestykulacyjnych oraz akcentów szczepieniowych HMS danego channelingowca oraz całkiem dosłownie ma miejsce nadanie sygnału o kolejnych publikacjach oraz rozpowszechnianiu pośród tych, którzy rezonują z GSSC i szukają w nim oświecenia. Materiały channelingowe z uwagi na ich szczegółowo opracowaną zawartość były kosmologicznymi, cudownymi dziećmi, które wzbudziły respekt i niemalże natychmiastową wierność u ich czytelników. Prace takie jak na przykład „Księga Urantii”, „Rozmowy z Bogiem”, Set, Agartha, Alice Bailey oraz niezliczona liczba innych. Wszystkie one były tekstami przygotowanymi dla ludzkości, napisanymi przez istoty wymiarowe pod kierownictwem GSSC i rozpowszechnionymi do wpłynięcia przez ludzi Po to, aby zaprogramować, iż ludzie zostali nasyceni podziałem i oszustwem, choć pod przykrywką duchowej i kosmologicznej prawdy. Jeśli uważnie zbadasz sobie materiały channelingowe, zauważysz, że nie wspominają one o suwerennej całości, o ciszy, która jest tobą.
Mówią one o niebiosach, o Bogu, istotach anielskich, inteligencjach pozaziemskich, kierunku służenia ascendowalnych istot, procesie ascendencji duszy, moralności, praktycznym życiu, zestrojęniu się z Bogiem, życiu po śmierci, uporządkowaniu wszechświata wedle modelu nauczyciel-uczeń. Wszystko to zostało zaplanowane po to, aby włączyć oddzielenie oraz przekonać poszukujących, że prawda istnieje na planie materialnym, a zatem nie muszą oni opuszczać więzienia, żeby ją znaleźć. Muszą oni po prostu czytać i słuchać, używając do tego swojego umysłu. Teleobserwacja to wnikanie w obszary nieświadome czy też zunifikowane pole systemu umysłu ludzkiego. W obrębie tego pola świadomości teleobserwatorzy mogą uzyskać dostęp do astralnych odcisków Ziemi albo jakiejkolwiek innej planety lub układu, na które rozciąga się HMS, czyli na cały znany wszechświat fizyczny. Odcisk astralny jest jak odbicie w sklepiaskowym. Nie posiada on ani tekstury, ani szczegółów, aczkolwiek widać ogólny zarys. Jest on wrażliwy na czas, toteż czasami bez wiedzy teleobserwatora ulega przesunięciu w czasie i takie przesunięcie w czasie może być o nawet tysiące lat. Inna sprawa jest taka, że teleobserwatorzy mogą być poddani działaniu bardziej subtelnych pól wymiarowych, które nie są zamanifestowane fizycznie. W ten sposób czasami widziane przez nich obrazy nie pochodzą z tego świata, choć wydają się być fizycznymi, trójwymiarowymi światami.
W rzeczywistości pochodzą one z domeny astralnej lub mentalnej. Jeśli chodzi o przepowiednie, zwłaszcza Majów, to były one bardzo zaawansowane dlatego, gdyż posiadali oni specyficznych kapłanów będących wynikiem fuzji genetycznej ludzi i Anunaki, co pozwoliło im zrozumieć wysokopoziomową matematykę systemu umysłu ludzkiego. Na jego fundamentalnym poziomie HMS jest złożonym równaniem matematycznym. Zdaję sobie sprawę, że może się też tobie wydawać niemożliwe. Twoje wierzenia lub niewierzenia jest nieistotne. Powiem tylko jedno: aby przepowiednia mogła działać, musi istnieć jej predestynacja, określone zazwyczaj przeznaczenie. A jeśli istnieje przeznaczenie, to czyż nie wydaje ci się możliwe, że u jego podstaw leży właśnie matematyka? W tematyce przepowiedni istnieją jedynie dwa ważne motywy. Pierwsza z przepowiedni dotyczy Wielkiego Portalu, używając technologii z materiału Wings Mackers, a druga końca świata. Przepowiednia o końcu świata pochodzi od Majów, lecz jak zasugerowałem wcześniej, na przepowiednię tę mieli wpływ Anunaki z powodu fuzji genetycznej tych dwóch ras, gdzie szczegóły tej fuzji to już całkiem inna historia.
Przepowiednię o końcu świata zainicjowano w czasach Atlantydów. Pośród grupy przewodzącej Atlantydów istniała jednostka posiadająca dogłębne poznanie w kwestii przepowiedni. Było ono tak zaawansowane, iż nawet Anu wiedział o tej istocie. Będę nazywał tę jednostkę Cogniti. Była ona tą osobą, która potrafiła dostrzec, co najważniejsze, przywołać i wyartykułować przepowiednię o końcu świata. Przepowiednię tę przedstawiono Anu. To ona była decydującą wizją, która skłoniła Anu do oddzielenia nieba od ziemi. Przepowiednia Cogniti mówiła, że w odległej przyszłości pojawiłaby się jednostka, która otworzyłaby pieczęci ziemi, przywracając jej połączenie z planami międzywymiarowymi. Stąd Ziemia nie mogła być oddzielona od niebios poprzez zapieczętowanie z uwagi na przeznaczenie takiej jednostki polegających na odzyskaniu niebios. Anu nie było zadowolony z tej przepowiedni.
Zainspirowała ona go do obmyślenia zastępczego sposobu na oddzielenie ludzi od planów międzywymiarowych. Aby to zrobić, stworzył on nowe światy, będąc częścią HMS, osadzone w HMS jako jego programy składowe. Kompleks Bóg, dusza, duch, dusza, do których zaliczały się konstrukty takie jak reinkarnacja, życie po śmierci oraz plany astralne, mentalne i duszy. Przepowiednie końca świata opisane przez Cogniti były zagrożeniem dla Anu, ponieważ jeśli jego kreacja, istoty ludzkie mogłaby uzyskać dostęp do tych wymiarów, to rozpoznałaby, że była zaprogramowanym istnieniem z zamaskowanymi cieniami swojej prawdziwej jaźni. A więc przepowiednia ta była bezpośrednim impulsem do stworzenia GSSC, które to stało się jednym z najbardziej złożonych labiryntów z arsenału Anu do zniewolenia ludzkości. Drugą przepowiednią był też Wielki Portal i mówi ona o tym, że nie tylko jedna jednostka odkryje portal do wymiaru Suwerennej Całości, ale że dokona tego cała ludzkość. Wielki Portal jest powrotem ludzkości do jego podstawy jako Suwerennej Całości uwolnionej od HMS, a jednak wciąż zmanifestowanej na Ziemi w instrumencie ludzkim. Mówiąc w skrócie, Wielki Portal jest transformacją instrumentu ludzkiego w narzędzie wyrażania stanu świadomości Suwerennej Całości. Chociaż Hopi i wiele innych rdzennych kultur posiadają swoje prorocze wizje, to w większości z nich są to programy w ramach HMS, ale są one bezpośrednio otoczone murami więzienia albo są cechami dwóch głównych motywów proroczych rezonującymi z nieświadomą domeną HMS, którą opisałem wyżej. Pytanie od projektu Camelot, pytanie numer 20.
Wybrałem nie wszystkie, bo tego jest za dużo, ale takie, które były trochę bardziej interesujące. Skoro Wingmakers są rasą centralną, a rasa centralna to bogowie, stwórcy czy też Elohim, to czy materiały RA oraz kolejne channelingi, przykładowo i inni, którzy twierdzą, że channelinguą Elohim, są wprowadzeniem w błąd będącym częścią GSSC, czy może też faktycznie channelinguą oni Wingmakers lub Pierwsze Źródło? Odpowiedź Jamesa: pozwól, że odpowiem na twoje pytanie za pomocą następującej analogii. Powiedzmy, że zaprowadziłbym ciebie do pokoju, w którym jest kompletnie ciemno. W pokoju tym nie znajdowałby się ani jeden foton, lecz ja miałbym świadomość, że w pokoju tym jest regulowany włącznik światła oraz wiedziałbym z doświadczenia, gdzie on się znajduje. Kiedy uruchomiłem włącznik światła z punktu źródłowego, wyemitowane do pokoju zostały fotony światła nakierowane z precyzją znajdującą się pod moją kontrolą. Gdybym dokręcił włącznik, zwiększyłaby się liczba fotonów do tego stopnia, iż zacząłbyś dostrzegać obiekty w pokoju. Na początku bardzo niewyraźnie. Niemniej jednak zobaczyłbyś, że pokój nie był czarną próżnią, ale że znajdują się w nim obiekty. Chociaż nie wiedziałbyś jeszcze, czym owe obiekty są.
A teraz, gdybym skupił emiter fotonów na konkretnym obiekcie, po czym odpowiednio mocno dokręcił regulację intensywności światła, to zobaczyłbyś, że obiekt ten ma duszę. Okej. Gdybym jeszcze bardziej dokręcił włącznik oraz poszerzył zakres emisji fotonów, to zobaczyłbyś kompleks bóg-duch napełniający sobą duszę ludzką niczym system krążenia. Gdybym kontynuował zwiększanie intensywności światła, wpuszczając do pokoju więcej fotonów, to zobaczyłbyś, że są tam jeszcze inne obiekty daleko w tle, poza kompleksem bóg-duch-dusza. Jednakże obiekty te są nawet jeszcze bardziej słabo oświetlone i tajemnicze w swojej ekspresji. Obiekty stojące na obrzeżach, oświetlone na tyle słabo, iż pozostają niepoznane, są Suwerenną Całością oraz jego kolektywną ekspresją, Pierwszym Źródłem. Kompleks bóg-duch-dusza znajduje się w tym pokoju i jest on pierwszym obiektem, jaki zostaje oświetlony przez światło. W słabym świetle kilku tysięcy fotonów kompleks bóg-duch-dusza poddawany jest interpretacji przez tysiące lat, jeśli nie miliony badaczy duchowych. Nikt nie widzi go na tyle wyraźnie, aby go ostatecznie zdefiniować, następnie czego interpretacje utrzymują się z jednej ery na drugą. Jeśli kierowałbym emiter fotonów na obiekty w oddali i podkręciłbym włącznik, osoba oglądająca to postrzegałaby teraz, że Suwerenna Całość nie jest połączona z kompleksem bóg-duch-dusza oraz że kompleks ten jest czymś, co w rzeczywistości przytumia, czy też ukrywa widok Suwerennej Całości.
Jest możliwe też skierowanie tego światła na Suwerenną Całość bez jednoczesnego oświetlania stosowanego przez niego przytłumiania, lecz nie oznacza to, że ci, którzy transmitują, są wprowadzani w błąd lub też niektórzy. Oznacza też to jedynie, że w głębszej rzeczywistości Suwerennej Całości ma miejsce ujawnienie, że kompleks ten jest formą przytłumiania i że nie jest on połączony w żaden bezpośredni sposób ani z Suwerenną Całością, ani z Pierwszym Źródłem. Budowane są pomosty prowadzące do Suwerennej Całości, ponieważ takie jednostki są świadome stanu Suwerennej Całości na poziomie nieświadomym i budują one mosty prowadzące do tej głębszej rzeczywistości. Nie zdają sobie sprawy z ostatecznego przeznaczenia budowanego przez siebie mostu. Odnosząc się teraz bezpośrednio do twojego pytania, osoby, które channelingują, nie są świadome specyficznego źródła, z którego pochodzą ich informacje. Channeling jest wstawką systemu umysłu ludzkiego i jej autentyczne źródło może być nieznane, nieujawnione bądź mylnie przypisane. Nie pochodzi od Suwerennej Całości ani od Pierwszego Źródła, jako że tychże informacji nie dałoby się transmitować do postaci słów lub obrazów. Zawsze gdy widzisz słowa oraz obrazy, musisz wiedzieć, że pochodzą one z odrębu HMS i tak wczytają się w to słowo, które właśnie czytasz. Ci, którzy próbują budować mosty prowadzące z HMS do stanu suwerennej całości, nie mają istotnego wyboru, jak używać słów, dźwięków, technik, technologii i obrazów, aby inspirować istoty ludzkie do objęcia tej nowej ery przejrzystości i ekspansji. Jako że mosty te wyrażane są przy użyciu narzędzi HMS, to nawet wtedy, gdy próbują one ujawnić głębsze obiekty pokoju, są one w stanie ukazywać tylko ich ogólny kształt oraz zarys.
Wszystko to jest częścią procesu przejścia, ale jak zawsze mówię, bądź przygotowany na odrzucenie swoich wierzeń, na postrzeganie ich jako elementu rozporządzalnego, gdyż nie są one załącznikami suwerennej całości, jako że wierzenia pochodzą od umysłu i tylko od umysłu. To były channelingi z projektu Camelot, gdzie James udzielił odpowiedzi, jak to wygląda z tym channelingiem wśród tych wszystkich ludzi, którzy pracowali nad tym projektem i pewnie dalej pracują, bo nie wiem, jak teraz są te losy. W każdym razie na tym zakończę, bo chodziło mi głównie o przedstawienie koncepcji, natomiast wiedza ogólna jest w internecie, więc jak kogoś to interesuje, to może sobie spokojnie poczytać. Dobrze, ostatnim będzie Ramtha, „Biała księga”. Tutaj się troszkę skupię na tym, dlatego teraz pozwolę sobie puścić jakiś przerywnik. Ramtha została bardziej upubliczniona poprzez Judy Zebra King, która się urodziła jako Judy Darlene Hampton w 1946 roku, 16 marca w Roswell w stanie Nowy Meksyk. Co za emocje, ludzie, przestańcie. Twierdzi ona, że drogą channelingową, kanałową otrzymuje przesłanki od żyjącego 35 tysięcy lat wcześniej na Lemurii ducha, wojownika oraz nauczyciela duchowego o imieniu Ramtha. Bardziej znana jest też jako J. Z.
King. Do objawienia się Ramthy miało dojść w 1977 roku w Tacomie, w jej kuchni. W 1988 roku założyła szkołę Ramtha's School of Enlightenment, RSE, Ramthańska Szkoła Oświecenia w tłumaczeniu na polski. Ośrodek mieści się w Yelm w hrabstwie Thurston w stanie Washington. Do tej pory uczęszczało do RSE ponad 10 tysięcy uczniów. W nauki Ramthy wplecione są między innymi motywy fizyki kwantowej. Judy Zebra King nie posiada żadnego dyplomu ukończenia studiów w zakresie nauczania lub też nauk przyrodniczych czy ścisłych. Ukończyła ona jedynie szkołę średnią oraz została wyrzucona ze szkoły biznesu. Zanim jednak, twierdzi, objawiła jej się Ramtha, pracowała w branży telewizji kablowej. Jest właścicielką praw autorskich Ramthy.
Prowadzi ona waszyngtońską korporację JZK Inc., w skład której wchodzą Ramtha's School of Enlightenment, wydawnictwo JZK Publishing publikujące książki oraz nagrania audio i wideo, a także sklep JZ Store, pierwotnie The Outback Boutique, oferujący akcesoria związane z Ramthą. Obecnie firma JZK Inc. ma roczne dochody w wysokości od 10 do 20 milionów dolarów. Jest również prezesem zarządu fundacji, która od 1988 roku do lipca 2006 roku przekazała prawie 1,2 miliona dolarów na stypendia dla uczniów Yelm High School. Judy Zebra King mieszka w białym, mającym 1190 metrów kwadratowych domu w stylu francuskiego pałacu, a tuż obok prowadzi zajęcia i kieruje swoją szkołą. Twierdzi, że dorobiła się majątku, inwestując w firmę Primus Software Corporation. „Time” nazwał ją prawdopodobnie największą celebrytą na świecie współczesnych mediów kanałowych. Występowała ona w popularnych amerykańskich programach telewizyjnych, takich jak „Larry King”, „King Live”, „The Merv Griffin Show”. Wystąpiła również w filmach paradokumentalnych „What the Bleep Do We Know?” z 2004 roku oraz „What the Bleep Down the Rabbit Hole”, 2006 rok, wyprodukowanych przez członków Ramtha's School of Enlightenment. W Polsce autorka spopularyzowana została dzięki książce „Ramtha.
Biała księga”, którą tutaj trzymam w ręce i troszkę się nią posłużę oraz zaraz będę jeszcze nawiązywał do książki „Ramtha. Przebudzenie na niezwykłość”. Jest to książka, która została przełożona przez Aleksandrę Paprocką-Napp. Pochodzi ona z 2011 roku, wydawnictwo Stapis. Nauki Ramtha są unikalnym, metafizycznym systemem myśleniowym. W swoich rozważaniach o pochodzeniu i przeznaczeniu człowieka podejmuje ona szereg tematów, które obejmują dogłębną analizę psychologii człowieka oraz jego zachowań, historię, filozofię oraz inne dziedziny nauki, takie jak fizyka kwantowa czy też neurologia. Odpowiada też na pytania związane z życiem oraz śmiercią, dobrem i złem, ludzką egzystencją, naszym miejscem w świecie oraz celem ludzkiego życia. Bardzo ważne miejsce w jego naukach zajmuje zrozumienie duszy, ducha oraz Boga. Teorie Ramthy zaskakują odmiennością podejścia, są łatwe do zrozumienia i rządzi nimi niepowtarzalna logika. Przedstawione w nim wizje świata oraz rzeczywistość pozbawia tajemniczości zagadnienia, które przez wieki urzekały umysły filozofów oraz myślicieli.
Jest ona najbardziej przekonująca co wyjaśniającą sens naszego istnienia. Ramtha robi to w sposób przystępny oraz logiczny. Nie ma tutaj żadnych dogmatów oraz niedomówień. Wszystko jest szczegółowo wyjaśnione choćby nawet w „Białej księdze", która rzeczywiście jest biała. Założenia w skrócie są takie, że religie wyciągające postać Boga na zewnątrz są niepewne, ponieważ każdy ma prawo do tego, żeby decydować o swoim własnym losie. Każdy ma prawo do tego, aby zmieniając swoje myślenie, móc ułożyć sobie każdy dzień po swojemu. Że obecne oblicze świata nie pozwala ludziom rozwijać się duchowo, to każdy mówi: „Precz z marzeniami! Myśl realnie, to niemożliwe." A według Ramthy możemy naprawdę kontrolować swoje życie oraz akceptując swoje marzenia senne doprowadzać do ich realizacji. Zakres pojęć oraz nauk jest bardzo rozległy. Pojawia się postać Jezusa nie jako jednego z Trójcy, tylko jako osoby, która osiągnęła to, czego chce Ramtha nauczyć nas wszystkich.
Dużo teorii jest popartych nauką. Wcale nie wyssano z palca, ponieważ dużo jest o ludzkim mózgu, przekazywaniu przez neurony oraz fizyce kwantowej informacji. Głównym założeniem Ramthy jest też przekonać ludzi, że każdy posiada w sobie Boga i nie wiara w kogoś z zewnątrz, który nas karze za zło, nie bieganie do kościoła i padanie na kolana czyni nas czymś wyjątkowym. Później, a zadbanie o swój własny rozwój duchowy, kierowanie się dobrem, akceptacją swoich marzeń oraz celów i chęć rozwijania swoich umiejętności. Ale tu już wszystko zależy od tego, jakie mamy granice tolerancji oraz akceptacji odbiorcy na te nauki. Ja jestem nie tyle zachwycony, czy też podjarany tym wszystkim, tymi naukami, bo przeczytałem wszystkie księgi Ramthy, ale podchodzę do tego z otwartym umysłem i to wszystko, powiem szczerze, że podoba mi się. Nie jest to głupie. Dobrze. Wiecie co? To teraz w takim razie ja sobie tylko jeszcze tutaj sprawdzę, czy ja czasami nie mam wersji audio.
Czy ja już tego nie zrobiłem czasami kiedyś? To bym wam puścił może to, co mnie skłoniło do tego, aby zająć się tematyką Ramthy. I jest to moje naprawdę prawdziwe doświadczenie, które w tamtym roku w czerwcu miałem. I to też będzie taki przykład channelingu. Jeden z przykładów, podkreślam. Dobra, wiecie co? Nie będę wam tutaj. W takim razie to ja wam przeczytam po prostu na livie moją relację z tego właśnie kontaktu. Dobrze. Okej.
Mam nadzieję, że jest wszystko w porządku. To lecimy z koksem. „Biała księga Ramtha" jest to kontakt, który miałem 6 czerwca 2016 roku. Byłem wtedy w wizycie u kapitana Tomka z Radia na Fali i przyśniła mi się właśnie wtedy „Biała księga". Pojechałem do Londynu, spotkaliśmy się. Po przywitaniu się nastał czas na dyskusję oraz refleksję, wypicie dobrej herbaty, puszczenia chmury z papierosa dobrej intencji. Przebywając w środowisku Magrawów, Halfpenów, Gassów z technologii Keshe ułożyłem się na łóżko oraz usnąłem. Odzyskałem świadomość w pokoju kapitana. Wstałem i rozglądałem się. Pokój był pełen kolorów z przewagą fioletu.
Po jakimś czasie poczułem cichy, przyjemny śpiew i lekko dudniące nawoływanie kapitana Tomka. Zacząłem się rozglądać, ale nigdzie go nie widziałem. Zerknąłem to w lewo. Drzwi były otwarte. To w prawo. Pomimo tego, że w realu pamiętałem, że drzwi zamknąłem, tu były otwarte. Kazało mi coś zejść na parter, więc poszedłem, a raczej poleciałem w ułamku sekundy. Znalazłem się w holu wejściowym. Pomieszczenie było pełne światła, jasne, klarowne. Wszystko biło własną energią, ale nie oślepiało.
Jak w psychodelicznym śnie po spożyciu substancji psychodelicznych. Coś w tym sensie. Zawisłem jako złota kula świadomości w prawym rogu od drzwi wejściowych. Nic się nie działo. W tle ciągle słyszałem cichy, przyjemny, relaksujący śpiew. Nie czułem żadnych lęków, strachu. Był to piękny moment i czas. Nic się nie dzieje. Po co tu mnie ściągnęło? Zacząłem zadawać sobie takie pytania i nagle poczułem, że coś zbliża się ze schodów.
Przestrzeń zaczęła się zagęszczać. Pojawiły się nogi bez stóp. Zaczęła pojawiać się postać wisząca w powietrzu. Zacząłem skupiać uwagę na przestrzeni przede mną. Pojawiła się biała, wysoka postać z długą brodą, jak Jezus, Gandalf, coś tego typu. Twarz migotała, zmieniała się. Czasami widziałem jedną twarz, czasem kilka naraz. Miałem wrażenie, że postać próbowała przybrać znaną mi formę. Ów postać była ciepła, sympatyczna. Biło od niej ciepło, miłość.
Nie czułem kompletnie żadnego strachu. Przywitała się gestem uniesienia wyprostowanej dłoni z ugiętym ramieniem. Również i ja się przywitałem telepatycznie z nią. Chyba się dostrajała, bo w pewnym momencie ujrzałem twarz kapitana, która po chwili zmieniała się w postać starca. Zacząłem się pytać: czego chcesz? Co chcesz mi przekazać? Jaki jest cel naszego kontaktu? O co tu wszystkim chodzi? Dlaczego to jest tak realne? Odwróciłem świadomość, nie wiem czemu, w stronę dłoni.
Pojawiła się biała księga. Była cała biała. Biała własnym białym światłem. Świeciła, emanowała poświatą. Niestety nic nie widziałem w tej księdze. Ani żadnych obrazów, ani liter. Przynajmniej w pierwszej fazie. Postać poprosiła mnie, abym bardziej się skupił. Tak też zrobiłem. Zaczynałem tracić kontakt telepatyczny i go utraciłem w momencie zbliżania się do tej księgi.
Powstało coś takiego jakby wzór rybiego oka, które jest bardzo często spotykane w zjawisku OBE, kiedy nie do końca się dostroimy. Tak jakbym wchodził w księgę. Podobne do tego, jak w starym śnie, który miałem sprzed lat, gdy wchodziłem w stopklatkę w kinie. Zaczęły pojawiać się pełne strony zapisane w nieznanym mi języku. Był to ułamek, bo zaraz zacząłem tracić wyostrzenie. Usłyszałem zdanie w stylu: skup się tylko na tym zdaniu. We wspólnym śnieniu też miałem takie coś. W odcinku pierwszym „Czasu snu", gdzie też otrzymywałem takie telepatyczne informacje od istot, z którymi wtedy jeszcze leciałem. Nie wszystko przedstawiłem. One też mi...
i za cholerę nie zapamiętałem. Dwuczłonowe jakieś imię i nazwisko czy coś tego typu. Ale co to było, to nie jestem teraz w stanie tego przypomnieć. Po przebudzeniu jeszcze miałem skojarzenia. Niestety właśnie dziś nie pamiętam. Nic nie pamiętam. Zaraz też, im bardziej się skupiłem na zdaniu, zaczynałem tracić kontakt i straciłem przytomność. Po przebudzeniu się opowiedziałem o sen Tomaszowi. Na pytanie, w odróżnieniu do mnie, czy słyszał kiedykolwiek o białej księdze, odpowiedział twierdząco, ale nie za bardzo wiedział, dlatego też zaczęliśmy zgłębiać temat. W odróżnieniu do mnie, choć nie wiem, jak bym się skupiał, nigdy o nim nie słyszałem.
Do dnia dzisiejszego, bo to jest sen z tamtego roku. Zaczęliśmy szukać na tablecie Tomasz, a ja na telefonie informacji, przeglądać galerię zdjęć, żeby znaleźć cokolwiek co do umiejscowienia w czasie. Słabo nam to szło, ale wewnętrznie wiedziałem, że muszę iść do British Museum w Londynie. Celowo też skróciłem o godzinę pobyt tak, aby się tam udać. Po muzeum biegałem dość szybko z racji tego, że miałem ograniczony czas. I tak trwało to z 45 minut w nadziei, że coś wskaże mi drogę. Już miałem wychodzić, gdy skierowało mnie w sekcję egipską ku sarkofagom. Parter muzeum. Wszedłem, ale jakoś nie czułem tego miejsca. Gdy miałem wychodzić, przed wyjściem z działu coś kazało mi skręcić w lewo.
Zacząłem przyglądać się sarkofagom oraz pismom, które były na nich wyrzeźbione. Jednak nic a nic nie przypominało mi tego tekstu, co widziałem we śnie. Dodam, że celem tej wizyty było również znalezienie tekstu zdania, które nakieruje mnie w ogóle na epokę. Tekst, który mi da możliwość zorientowania się, o jaki okres czasowy chodzi i tak dalej. Potem już tylko pozostałoby szukanie w internecie i być może w końcu bym znalazł. Ściągnęło mnie na jeden z przedostatnich sarkofagów. Stanąłem przed nim, zacząłem się oglądać. Obszedłem dwa, może trzy razy. Nawet nie pamiętam. Pochyliłem się.
Zacząłem dotykać wyrzeźbionych tekstów. To nie było to. Jednak głos wewnętrzny kazał mi bardziej się postarać. Przykucnąłem i znalazłem. Znalazłem coś, co przypominało mi wygląd tego tekstu, jaki miałem w śnie. A co to było? Tutaj załączyłem obrazek na mojej stronie, który sobie można oglądnąć. Oczywiście to nie jest dokładnie to samo, ale chodzi mi mniej więcej, bo jak obejrzycie sobie sarkofagi to wiadome, są różne. Na niektórych są jakieś frazesy, na niektórych są jakieś domki i tak dalej, a tam było przedstawione właśnie tak, jak tutaj jest na tym obrazku. Ciągle mi ten sen nie dawał spokoju i pewnego razu przeglądając internet natrafiłem na książki Ramtha „Biała księga”.
Może i przytoczę, czemu nie? Oto co ta księga opisuje. To są nauki Ramthy, czyli kanału channelingowego zaczerpnięte z „Białej księgi”, Black Book. Nauczono was przez wieki, że Bóg znajduje się poza granicami waszego królestwa, gdzieś tam w niezgłębionej przestrzeni. Wielu z was uwierzyło w to i uznało za prawdę, ale Bóg, naczelna przyczyna całego życia, nigdy nie był na zewnątrz was. On wami jest. On jest wspaniałym procesem myśleniowym, najwyższą inteligencją, która milcząco i zawsze obecna znajduje się wewnątrz człowieka. Nauczono was, że urodziliście się tylko na krótki okres czasu, aby zestarzeć się i umrzeć. Ponieważ uznaliście to za prawdę, przekształciła się ona w waszą rzeczywistość na tej płaszczyźnie istnienia. Jednak pojawiłem się tutaj, aby wam przypomnieć, że jesteście wieczną ciągłością, nieśmiertelną esencją, która żyje od bilionów lat, odkąd Bóg, wasz kochany Ojciec, całość myśli, zastanowił się nad sobą oraz stworzył promienistość światła, którą każdy z was się stał.
Wtedy też właśnie staliście się unikalną, niezależną i wieczną częścią umysłu Boga. Nauczono was, że Bóg jest jednostką, która własnymi rękoma zrobiła niebo i ziemię, a następnie stworzyła istotę zwaną człowiekiem. Jednak to właśnie wy, którzy posiadacie boską inteligencję oraz wolną wolę, jesteście wspaniałymi kreatorami całego swojego życia. To wy stworzyliście poranne słońce, wieczorne niebo i piękno wszystkiego, co istnieje. To wy, którzy byliście błyszczącymi światłami w próżni przestrzeni, daliście życie tej wybitnej istocie zwanej człowiekiem, aby doświadczyć zdumiewającego bogactwa form przez was stworzonych. Moi kochani bracia, zrozumienie wszystkiego, kim każdy z was jest, to istotne uświadomienie sobie zbioru iluzji, którymi żyliście przez tysiące lat. Jesteście czymś więcej niż tylko człowiekiem. Jesteście czymś znacznie wspanialszym niż ta ograniczona istota. Jesteście Bogiem. Przypominam, to są nauki Ramthy.
Zawsze nim byliście i zawsze nim będziecie. Jesteście wspaniałymi, nieśmiertelnymi twórcami żyjącymi tutaj wcielenie za wcielenie po to, aby w końcu uprzytomnić sobie tą wielką prawdę, którą pozwoliliście sobie odebrać. Wszyscy jesteście samym Bogiem stworzonym z Boga. Jesteście bogami stworzonymi z Boga, pierwszą i jedyną bezpośrednią kreacją Tego, który jest źródłem całego istnienia. W waszych eskapadach, których celem była eksploracja życia, połączyliście najwyższą inteligencję z masą komórkową, aby stać się Bogiem, człowiekiem, umysłem Boga wyrażającym się w formie znanej ludzkością. Bogami wyrażającymi się w formie zwanej ludzkością. Okej, przepraszam. Żyjącymi w zdumiewającej krainie ich własnej kreacji. Męskość, kobiecość, ludzkość to istotnie Bóg, wspaniale przebrany za ograniczone, nieszczęśliwe istoty. Kim jesteście?
Dlaczego jesteście tutaj? Jaki jest cel waszego życia i wasze przeznaczenie? Naprawdę myślicie, że urodziliście się poprzez przypadek, aby żyć przez ułamek sekundy i nigdy nie istnieć ponownie? Dlaczego uważacie, że nie żyliście przedtem? Dlaczego teraz? Dlaczego wy? Takie pytania zadaje tutaj Ramtha. Żyliście w tej rzeczywistości tysiące razy. Przyszliście i odeszliście jak kapryśny wiatr. Byliście każdą twarzą, każdym kolorem skóry, każdym wyznaniem i każdą religią.
Wypowiedzieliście wojny i wojny zostały wypowiedziane przeciwko wam. Byliście zarówno królem, jak i służącym. Byliście żeglarzem, jak i kapitanem. Byliście zwycięzcą, jak i pobitym. Byliście wszystkim, co kiedykolwiek istniało w waszej historii. Dlaczego? A dlatego, aby czuć. Żeby zdobyć mądrość, żeby odkryć największą tajemnicę wszystkich czasów. Was samych. Jak wam się wydaje, skąd przyszliście?
Naprawdę myślicie, że jesteście nędznym zlepkiem komórkowej materii, która rozwinęła się z pojedynczej komórki? W takim razie kto patrzy tak uważnie z głębi waszych oczu? Kim jest ta esencja, która daje wam waszą unikalność i osobowość, wasz charakter i pikanterię, waszą zdolność kochania, obejmowania, marzenia, nadziei i niesamowitą siłę twórczą? Skąd się wzięła cała wasza inteligencja, cała wasza wiedza, cała wasza mądrość, którą okazujecie nawet jako małe dzieci? Myślicie, że staliście się wszystkim w okresie jednego życia, który jest zaledwie jednym oddechem wieczności. Staliście się tym, kim jesteście obecnie, żyjąc wcielenie za wcieleniem przez bezmiernie długi okres czasu. Dzięki doświadczeniom, które wynieśliście z każdego z tych wcieleń, uzyskaliście mądrość, która pomogła wam uformować waszą unikalność i piękno. Jesteście zbyt drogocenni, zbyt piękni, aby pojawić się tylko na moment w nieskończonej formie czasu. Myślicie, że wasi rodzice was stworzyli? Oni są waszymi genetycznymi rodzicami, ale was nie stworzyli.
W szerszym zrozumieniu Są waszymi ukochanymi braćmi. Tak naprawdę macie tyle samo lat co oni, ponieważ wszystkie istoty zostały stworzone w tym samym momencie. Wszyscy urodzili się w momencie, kiedy Bóg, ta wielka i wspaniała myśl, zastanowił się nad sobą i rozwinął się w olśniewające światło. To właśnie wtedy się pojawiliście. To był ten moment waszych narodzin. Waszym prawdziwym rodzicem jest Bóg, matka, ojciec, ostoja całego życia. Czy uważacie, że jesteście waszym ciałem? Tak nie jest. Ciało to tylko przebranie reprezentujące niewidzialną esencję, która jest waszą prawdziwą tożsamością, zbiorem emocjonalnych postaw nazywanych waszym osobistym ja, który znajduje się w ciele. Dokładnie też tak uważam.
Uważam, że nasze ciało jest tylko i wyłącznie skafandrem do przemieszczania się świadomości w tej rzeczywistości. Zastanówcie się nad tym przez chwilę. Co kochacie w innej istocie? Ciało? Nie. Wy kochacie esencję tej istoty, niewidzialną, indywidualną osobowość, charakter, który ukrywa się za jej oczami. Wy kochacie w innych tę niewidzialną siłę, która wprawia ciało w ruch, zapala ogień w oczach, daje włosom połysk, dłoniom wrażliwość dotyku i sprawia, że głos staje się melodyjny. Wasze ciało to naprawdę wspaniała i doskonała maszyna, że tak powiem, ale ona jest niczym bez tych, którzy wprawiają ją w ruch. Was. To, kim jesteście, to nie wasze ciało, lecz konglomerat myśli i postaw emocjonalnych, które tworzą waszą niepowtarzalną osobowość.
Widzieliście kiedykolwiek wasze myśli? Widzieliście kiedykolwiek waszą osobowość, wasz śmiech? Czy możecie go usłyszeć bez waszego ciała? Jasne, że tak. Wiele razy tego doświadczałem. Nie macie pojęcia o swojej wspaniałości, ponieważ to, czym naprawdę jesteście, jest niewidzialne jak wiatr. Jestem dla was zagadką, ale wy jesteście dla siebie największą tajemnicą ze wszystkich. Wiecie, kim jesteście bez stwarzania pozorów, bez masek, które nosicie, bez zbroi waszego twardego serca. W samym środku waszego jestestwa jesteście Bogiem. Bóg, ta wielka dla ludzkości tajemnica, nigdy nie znajdował się na zewnątrz was.
Ponieważ to, co ukrywa się za waszymi oczami, pod wszystkimi eleganckimi ubraniami, za iluzją waszych twarzy, to niewidzialna moc myśli zwana Bogiem. Wasza osobowość, ja, która pozwala wam być wami. Wasz wewnętrzny Bóg jest wysublimowaną inteligencją, która uwierzytelnia wasze istnienie i wypełnia was niesamowitą kreatywną mocą. To ta zdumiewająca siła wirtualna utrzymuje wasze życie na wieki wieków. Ciało, które używacie, jest wspaniałą kreacją bogów, was i was wszystkich ukochanych braci. Stworzono je po to, żebyście wy, ta niewidzialna esencja myśli i emocji, mogli aktywnie uczestniczyć w życiu, które tutaj rozwinęliście. Istota zwana człowiekiem została stworzona jako wehikuł, jako pojazd, który umożliwiałby ekspansję i który za pośrednictwem zmysłów ciała pozwoliłby wam doświadczyć i zrozumieć całość kreacji, którą bogowie powołali tutaj do życia. Ciało zostało zaprojektowane w taki sposób, aby pomieścić w sobie bardzo skomplikowany system elektryczny złożony z różnych wariacji światła, który stanowi i zawiera w sobie prawdziwą istotę. Tak naprawdę nie jesteście wielkością waszego ciała, lecz maleńkim punkcikiem światła. W maleńkości waszego jestestwa mieści się wszystko, czym kiedykolwiek byliście od momentu waszych narodzin z Boga, waszego ukochanego Ojca.
Wy, podstawa Boga, nie posiadacie fizycznego ciała. Jesteście sferyczną, płomienną, czystą energią, źródłem światła żyjącym w ciele, aby uzyskać nagrodę kreatywnego życia zwaną emocją. Dokładnie. Uważam, że wszystko jest oparte na emocjach. Emocje to jest podstawa. Podstawa, jeżeli chcecie doświadczać stanów pozacielesnych. Oczywiście też rozwój ciał energetycznych, wiadomo, i te wszystkie inne rzeczy, ale to emocja tutaj jest najważniejsza. To, czym naprawdę jesteście, to nie wasze ciało, ale to, co czujecie. Jesteście znani jako wasze emocje, a nie wasze ciała. Tak naprawdę jesteście duchem i duszą, kombinacją świetlnej istoty z istotą emocjonalną.
Wasz duch, ten maleńki punkcik światła, otacza wszystkie struktury molekularne waszego życia, w ten sposób zawierając i konsolidując jego materialność. Wasza dusza znajduje się w ciele blisko serca, we wgłębieniu pod żebrami. Kurczę, niesamowite! Jedyne, co istnieje, to energia elektryczna. Jej zadaniem jest nagrywanie i zachowywanie w formie emocji każdej myśli, nad którą kiedykolwiek się zastanawialiście. Podpowiem wam tylko jedno, że każda wrażliwa osoba, ale tak naprawdę wrażliwa, ma problem właśnie pod tym żebrem. Miałem kiedyś też taki sen, w którym zostałem w trakcie ucieczki w Egipcie trafiony strzałą w tym punkcie. Od tamtego momentu mam problemy. Znaczy Radzę sobie z tym, ale raz na jakiś czas powracają takie bóle. Wtedy stosuję tak zwane samoleczenie ciała i do tego mam jeszcze technologię Keshe.
Dzięki unikalnemu zbiorowi emocji przechowywanych w waszej duszy posiadacie niepowtarzalną tożsamość ego, czyli też indywidualną osobowość ja. Ciało, którego używacie, to po prostu kareta. Ja na to mówię skafander. Specjalnie wybrany i udoskonalony wehikuł, który pozwala wam wyrażać się w materii tej płaszczyzny istnienia. Jednak dzięki temu wehikułu zatraciliście się w iluzji, że wasze ciało jest tym, kim jesteście. Nie. Tak jak Bóg nie posiada wizerunku, tak samo wy go nie posiadacie. Kto w waszej opinii, w opinii wspaniałych kreatywnych bogów jest autorem waszego życia? Myślicie, że kontroluje jakaś niezwykła istota albo nadprzyrodzona siła, która znajduje się poza waszą wolą? O ile wiadomo, to nieprawda.
Wszystko, co zrobiliście, czym byliście i czego doświadczyliście, jest całkowicie waszą odpowiedzialnością. Wy, którzy posiadacie moc, aby stworzyć niezwykłość gwiazd, jesteście twórcami każdego momentu i wszystkich okoliczności w waszym życiu. Kimkolwiek jesteście, sami to wybraliście. To wy zdecydowaliście o waszym wyglądzie. To wy wybraliście wasze życia i wasze przeznaczenie. Taka jest praktyka i przywilej bycia Bogiem-człowiekiem. Tworzycie wasze życia za pośrednictwem waszych własnych procesów myśleniowych. O czymkolwiek pomyślicie, następnie będziecie czuli, a wszystko, co czujecie, urzeczywistni się, formuje się w warunkach waszego bycia. Oczywiście chodzi tutaj o te wyższe plany. To nie działa tak, że my w realu tworzymy, tylko to się dzieje na wyższych planach, a to, co doświadczamy, jest kwintesencją tego, co podświadomie wybraliśmy na tych innych płaszczyznach.
Zastanówcie się tylko. W jednej chwili możecie pomyśleć o szczęściu i całe wasze życie wypełni się radością. W jednej chwili możecie wyobrazić siebie w roli żałosnej istoty, której nikt nie kocha i ogarnie was smutek oraz współczucie dla samych siebie. To jest właśnie ta emocja, o której wspominałem wcześniej i o której pisze King z nauk Ramthy. Potrzebny jest tylko moment, aby to nastąpiło. I tak samo w jednej chwili możecie przestać szlochać i wybuchnąć radosnym śmiechem. Wszystko dzieje się poza zmysłami. Wystarczy, że wejdziemy do pomieszczenia, gdzie znajduje się parę osób i jeżeli będziemy w złym nastroju, te osoby automatycznie to odbiorą. I tak samo, jeżeli będziemy w dobrym nastroju, to te wszystkie osoby w pewnym momencie same do siebie zaczną się śmiać. To jest właśnie to przekazywanie niewidzialne pozazmysłowo.
To jest tak jak ten wiatr, o którym Ramtha mówi. W jednej chwili możecie położyć kres krytykom oraz zobaczyć piękno wszystkiego, co was otacza. Kto to robi? Wy. W momencie, kiedy mieliście kaprys, aby stworzyć uczucia w głębi waszej istoty. Czy cokolwiek wokół was się zmieniło? Nie. Tylko wszystko, kim byliście, uległo zmianie. Jesteście dokładnie tym, o czym myślicie. Jesteście wynikiem myśli.
Też tak uważam. Wszystko, o czym myślicie, pojawia się w waszym życiu. Jeśli zastanowicie się nad geniuszem, on już w was jest. Jak budujecie waszą przyszłość? Myślami. Wszystkie wasze jutra są zaprojektowane waszymi myślami w dniu dzisiejszym, ponieważ każda myśl, każda fantazja, bez względu na jej emocjonalną przyczynę, wywołuje w ciele uczucia, które zostają nagrane w waszej duszy. Dokładnie. Przychodzi ten moment po drugiej stronie, kiedy masz przed sobą ekran śnienia i spotykasz siebie, swojego bliźniaka. Widziałem swojego bliźniaka, widziałem prawdziwą swoją duszę, jakkolwiek by tego nie nazwać. Dokładnie tak samo, jak tutaj wyglądałem.
Byłem piękną istotą. Nawet dwa, może trzy razy udało mi się zaglądnąć w oczy po drugiej stronie na ekranie śnienia mojej duszy. Jest to uczucie niesamowite, nie do opisania w słowach ludzkich. Uczucia te staną się precedensem dla warunków w waszym życiu, ponieważ przyciągają okoliczności, które pozwolą wam doświadczyć takich samych emocji jak te, które zostały nagrane w waszej duszy. Wiedzcie, że każde słowo, które wypowiadacie, formuje nadchodzące dni, ponieważ słowa są dźwiękami wyrażającymi uczucia zawartymi w waszej duszy, a one narodziły się dzięki myślom. Dokładnie. Także uważajcie, co mówicie, bo to może się urzeczywistnić. Przeczytałem wam teraz fragment. Co taka cisza na czacie? Czego nikt nie komentuje?
Czyżbym nadawał w eter? Nie, wszystko jest okej. Wszystko się zgadza. Nagrywanie idzie, muzyka leci. Co wy o tym wszystkim sądzicie? Co wy o tym wszystkim sądzicie? Dobrze. To w takim razie tak. Ja uruchamiam teraz Skype'a. Jeżeli ktoś chciałby do mnie zadzwonić, porozmawiać na ten temat, to zapraszam.
A potem przedstawię wam moją teorię, opartą na moich doświadczeniach niemierzalnych ludzkimi metodami. Ja to nazwałem teorią cebuli. Zastanawiałem się długo, jak do tego wszystkiego podejść. Na początku miałem to sobie rozrysować na kartce, ale stwierdziłem, że chyba cebula będzie najlepszą opcją. Dobra, to w takim razie ja wam tutaj jeszcze puszczę nagranie, bo muszę skorzystać z toalety i po tym włączam Skype'a i jak ktoś będzie chciał, to możemy porozmawiać sobie tutaj na live. To by było zakończenie tematu channelingów. Natomiast później przejdę już do drugiej części audycji. Dobrze. To teraz w takim razie przejdziemy do przedstawienia Naugramty. Posłużę się tutaj książką, którą właśnie czytam.
„Przebudzenie na niezwykłość”. Bardzo ładnie ona tutaj opisuje. Nie będę wam oczywiście książki cytował. Posłużę się, że tak powiem, izolorycznie. To, co ta książka mówi. Książka mówi o siedmiu pieczęciach, które znajdują się w ludzkim ciele. Te pieczęcie są związane z energią kundalini. Energia ta składa się z takich jakby głównych pieczęci, czy też czakr. Różnie to nazywają ludzie. Ja będę posługiwał się nazewnictwem, które jest zawarte w tej księdze.
I teraz tak. Pierwsza pieczęć. Pieczęć ta jest centrum energetycznym świadomości, która reprezentuje podświadomość, przetrwanie oraz organy rozmnażania się płciowego i seksualności. Jest ona związana z częstotliwością pasma hertza. Ona jest kluczowa tak naprawdę, bo to jest łączność naszego człowieczeństwa. Właściwie te trzy pierwsze pieczęci są związane z łącznością naszego człowieczeństwa z papą, mamusią, ziemią. Druga pieczęć. Pieczęć ta jest centrum energetycznym świadomości społecznej. Reprezentuje ona ból oraz cierpienie. Znajduje się w okolicach podbrzusza i jest związana z częstotliwością pasma podczerwieni.
To tutaj, właśnie na tej płaszczyźnie, operujemy energiami, jeżeli mamy problemy zdrowotne. Generalnie na trzech tych pierwszych od dołu pieczęciach tym wszystkim się zajmujemy. Trzecia pieczęć. Trzecia pieczęć jest centrum energetycznym świadomej percepcji. Reprezentuje ona intelekt, moc, tendencję kontrolowania innych, tyranię, ale też cierpiętnictwo. Znajduje się w okolicy splotu słonecznego. Jest związana z częstotliwościami pasma widzialnego, światła widzialnego. Na tych poziomach operują ci ludzie, którzy kontrolują ludzkość. Tak nazwę to. Kolejne, pozostałe cztery poziomy pieczęci czy też czakr, to są poziomy, które są związane już z naszą duchowością.
Najpotężniejszym narzędziem jest tutaj serce. Jest to tak zwana czwarta pieczęć według książek Naugramty. Pieczęć ta jest centrum energetycznym świadomości mostu i częstotliwości pasma nadfioletu. To właśnie jak macie tą czakrę, jak operujecie tym narzędziem, czyli sercem. To jest najpotężniejsze narzędzie według mnie. To właśnie dlatego, że wydaje mi się, że mam dość dobrze rozwinięte to miejsce. Bardzo często właśnie widzę fiolet. To jest to, co czytałem wcześniej. Moje sprawozdanie z channelingu z pobytu w Capitanacie w tamtym roku, w czerwcu. Reprezentuje ona wyrażanie miłości bezwarunkowej.
Jest związana z gruczołem dokrewnym grasicy, którego hormony zapobiegają starzeniu się. Dokładnie. Piąta pieczęć, czyli ta na gardle. Pieczęć ta jest centrum energetycznym superświadomości oraz częstotliwości pasma rentgena. Reprezentuje wyrażanie prawdy i życie w prawdzie bez dualizmu. Jest związana z gruczołem tarczycy. Szósta pieczęć, tak zwane trzecie oko. To jest to miejsce, gdzie znajduje się szyszynka. Jeszcze dla znormalizowania. Szyszynka nie znajduje się dokładnie na środku, tak jak to Hindusi robią sobie kropeczkę.
Tylko szyszynka, ten punkt energetyczny, bo on jest troszkę niżej od szyszynki. On się znajduje, jak weźmiecie sobie nos i rękę na końcówkach brwi, czyli na końcu nosa się znajduje. Jest on bardzo aktywny w momencie, kiedy opuszczacie swoje ciało, kiedy wasza dusza wychodzi poza sferę fizyczną. Pieczęć ta jest centrum energetycznym hiperswiadomości i częstotliwości pasma Gamba. Jest to twór siatkowy, który filtruje i ukrywa obeznanie umysłu podświadomego. Otwiera się wtedy, kiedy pieczęć ta jest uaktywniona. Jest on związany z gruczołem szyszynki. Pieczęć siódma, czyli czakra korony. Pieczęć ta jest przedstawiana w formie korony na głowie. Jest ona też centrum energetycznym ultraświadomości oraz reprezentuje osiąganie oświecenia.
Jest ona związana z gruczołem przysadki oraz częstotliwością pasma bezkresnego, nieznanego. To jest właśnie ta pieczęć. Jeżeli będziecie pracować nad tą pieczęcią, nad tą czakrą powoduje to, że macie już wysokie loty kosmiczne. To zależy jeszcze od tego, w jaki sposób macie to rozwinięte. Dobrze, to byśmy mieli to wszystko już załatwione. W takim razie ja tutaj jeszcze przejdę do kolejnej kwestii. Ile jest poziomów świadomości i energii? Jest siedem poziomów świadomości i energii. Punktem zerowym jesteśmy my, czyli manifestacja naszego ciała tutaj, w rzeczywistości. Pod kątem świadomości.
Pierwszy poziom jest to podświadomość. Drugi poziom jest to świadomość społeczna. Trzeci świadomość jest to świadomość percepcji. Czwarty poziom jest to świadomość most. Superświadomość jest piątym poziomem. Szóstym poziomem jest hiperswiadomość oraz siódmym poziomem jest ultraświadomość. Pod kątem energii na pierwszym poziomie jest to herc. Na drugim, jeżeli chodzi o kolorystykę, rozpoznawanie poza ciałem, są to herc, czyli częstotliwości, wibracje. Podczerwień jest drugim poziomem. Światło widzialne jest trzecim poziomem.
Czwartym poziomem jest nadfiolet, piątym jest to rentgen, szóstym jest to gamma oraz siódmym jest to bezkresne nieznane. Jest to stricte związane dokładnie z czakrami. Każdy człowiek posiada siedem ciał, które zawarte są w jedno ciało. Na pierwszym poziomie jest to ciało fizyczne. Na drugim poziomie jest to ciało podczerwone. Na trzecim poziomie jest to ciało świetlne. Na czwartym poziomie jest to ciało niebieskie. Na piątym poziomie jest to ciało złociste. Na szóstym poziomie jest to ciało różane oraz na siódmym poziomie jest to ciało nieznane. Moją najdalszą podróżą było ciało złociste i jest to piąty poziom, czyli jest to poziom rentgena według energii, według poziomu świadomości jest to superświadomość.
Tam najdalej zszedłem i zaglądałem już na szósty poziom. Niestety nie otrzymałem pozwolenia. To znaczy, że coś mnie blokowało. Nie byłem przygotowany. Czułem taką jakby linę, która mnie z powrotem cofała do tego piątego poziomu, do ciała złocistego. Świadomość i energia w zestawieniu ze spektrum światła. Omówię tutaj świadomość. Będę szedł. W sumie to nawet nie ma co, bo to jest to samo przedstawienie, co wcześniej powiedziałem. To może to pomijmy.
Mózg. Jak to odbywa się w mózgu? Mózg jest tylko interpretatorem. Jesteśmy takim biologicznym tworem, takim w cudzysłowie biorobotem, który odbiera impulsy płynące poprzez cały nasz kręgosłup, który jest połączony z każdą komórką w naszym organizmie. Odbiera energię z każdego zakamarka naszego organizmu i transportuje ją do mózgu. Mózg to wszystko analizuje i wysyła informacje zwrotne. Dobra, tu pomińmy to, bo przedstawiłem to. To jest bardzo ważna rzecz. Ciało binarne. Jeżeli będziemy żyli w zgodzie z wizerunkiem, który mamy publiczny, czyli nastawienie się na działanie społeczne, a bardziej zachowania, jakie większość ludzi osiąga, nie wgłębiając się w swoją naturę, swoją duchowość i osobowość, energia będzie krążyła jednokierunkowo.
I będzie ona się poruszała od dołu do góry, w stronę korony, ponieważ korona jest takim lejem, dosłownie lejem. Widziałem ten lej osobiście w poza. Mój lej, oczywiście mówię mój lej, bardzo szeroki był. Energia ta będzie poruszać się jednokierunkowo w stronę korony. Będą to energie hercowe, podczerwieni, światła widzialnego, nadfioletu, rentgena, gamma, bezkresny, nieznany. To jest taka jedna struktura, jedna warstwa. I teraz powiem tutaj o tej mojej teorii cebuli, ponieważ cebula jest takim najlepszym izolorycznym przedstawieniem tych warstw. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy środkiem cebuli i od naszego środka do pierwszej warstwy mamy taki miąższ. Z tego pierwszego ciała, w tej pierwszej warstwie, w tym miąższu właśnie znajdują się te wszystkie siedem poziomów, podwarstw, które charakteryzują się stopniem świadomości naszej, czyli to, co wymieniłem wcześniej: bezkresnego, nieznanego, gammy, rentgena, nadfioletu, światła widzialnego, podczerwieni oraz herca. I to jest jedna struktura.
Tych struktur jest siedem. Tak przynajmniej te wszystkie ruchy, czy też channelingi, czy cała ta wiedza o tym mówi. Wszystko się zawiera w siódemce tak naprawdę. My jesteśmy tym punktem zerowym środka cebuli. Kiedy przejdziemy przez te strefy, wchodzimy w kolejną warstwę cebuli i ta warstwa cebuli dokładnie tak samo się charakteryzuje, czyli tymi samymi poziomami. Czyli na każdym poziomie tej warstwy musimy przejść przez każdy poziom. I tych poziomów jest siedem. Jeżeli mamy umysł analogiczny, kiedy bardziej skupiamy się na sobie, to struktura przepływu tych energii wygląda już inaczej. Co mam na myśli? Mam na myśli to, że struktura energii wypływa z naszej korony, otacza całe nasze ciało, przechodząc poprzez wszystkie te poziomy i z powrotem wraca do korony.
To jest taki punkt, taka droga, kierunek, który jest wytyczany przez naszą świadomość. I dzieje się tak na każdym poziomie, przy czym pierwszy poziom dla przykładu, energia przesuwa się do dołu, w drugim poziomie energia przesuwa się do góry, w trzecim poziomie znowu do dołu, w czwartym do góry. I to jest takie przeciwstawne. Ale żeby była jeszcze większa frajda, to energia ta również tworzy ruch wokół siebie. Ramtha mówi tutaj o ruchu z prawej na lewej. Ja uważam, że ruch może być z prawej na lewej i z lewej na prawą. To jest kwestia świadomości i manifestuje się tutaj w naszej rzeczywistości to tym, że kwestią, czy jesteśmy mężczyzną, czy jesteśmy kobietą. Mężczyźni są zazwyczaj prawoskrętni, choć nie zawsze, kobiety lewoskrętne i tak dalej. Na końcu tej siódmej warstwy tworzy się taka kula, bąbla, o której ja bardzo często w swoich snach opowiadam, którą też przedstawiłem bodajże w pierwszym odcinku. I żeby było jeszcze zabawniej, to na tej bąbli mogą zaistnieć takie zjawiska jak wyświetlanie swojego postrzegania zarówno wewnątrz tej bąbli, jak i na zewnątrz tej bąbli.
To są te stany, w których po przekroczeniu tej bąbli świat zostaje nam odwrócony. Oczywiście na tych wszystkich wcześniejszych płaszczyznach też takie mogą być, ale ja tam bardziej skupiam się na tym, że tam to jest bardziej przedstawiane, a szczególnie na tych pierwszych trzech warstwach jest to przedstawiane bardziej OOBE przyziemne, bo nie ma co ukrywać, OOBE ma różne rodzaje. To nie jest tylko OOBE, wyjście dusz i penetracja, tak jak to na przykład Monroe opisywał, choćby Rafał Nieradzik czy też Robert Noble w swojej książce „OOBE Ścieżka Serca". Także na tych warstwach właśnie tak to funkcjonuje. Przekraczając tą siódmą warstwę tej cebuli albo jeszcze będąc w tej warstwie, ale już poza kręgiem tych energii, które są i widzialne i można je wyczuć wibracyjnie Oraz mentalnie możemy spoglądać na rzeczywistość po tej drugiej stronie. Żeby nie być gołosłownym, to sobie przypomniałem, że mam nagranie, które wam zaraz puszczę. Z momentu przekroczenia i dotarcia do tej kuli, tej bąbli. Tylko żebym musiał to jeszcze znaleźć. Nie myślałem o tym, żeby to puszczać, ale skoro już tu jesteśmy, to w takim razie. To ja wam puszczę muzyczkę.
Przedstawię wam mój przykład z życia. Oczywiście to jest wymysł. To mi się naprawdę przytrafiło i taki miałem sen. To zaraz wam puszczę. W takim razie lecimy po kolei. Piękny kawałek, prawda? W takim razie mam nadzieję, że nie pomyliłem snu. Jest to stary sen, bo to jest sen z 12 listopada 2015 roku. „Holograficzna wirtualna rzeczywistość”. Jest on dostępny u mnie chyba na FTP w archiwach, ale jak kto chce, to można sobie jeszcze w Radiu Na Fali odsłuchać.
Jest to chyba ostatni odcinek, jak dobrze pamiętam. Zapraszam was do wysłuchania mojego snu i za chwilkę wracamy. Nagranie snu sprzed około miesiąca. Niestety nie byłem w stanie tego nagrać. Ciągle zapominałem, ciągle jakieś inne rzeczy miałem na głowie. Niemniej jednak zapisuję to. Ten sen już opowiadałem kiedyś w Radiu Na Fali na live w skróconej wersji. Natomiast teraz nagram nagranie, które troszkę bardziej rozszerzę o fakty, rzeczy, które mi się przypomniały. Sen ten nazwałem „Holograficzna rzeczywistość. Wirtualna rzeczywistość”.
Na czym on polegał? Zadałem pytanie: czym jest ta rzeczywistość? Czym jest skąd ta jedność, jednoczesność? Czym jest skąd to życie? Wiadomo, że nigdy nam ta druga strona nie pozwoli do końca poznać, czym to jest. I wiem, bo nie raz już próbowałem dojść do tego. Nie tylko ja zresztą. Ludzie też, którzy opowiadają i opisują swoje sny, również to próbowali. Nie do końca wierzę w to, że gdy mówią, że jest tak i siak, to przyjmuję to za pewnik. Tak naprawdę nie wiemy nic.
Możemy się tylko domyślać i analizować. Znalazłem się w ciemnym garażu z moim sennym przyjacielem. Nazwijmy go przewodnikiem. Była szarówka, garażowe były otwarte, podniesione do góry. Po prawej stronie miałem małe okienko, przez które wpadało światło dzienne, ale nie sztuczne tylko dzienne, tak jak słońce wytwarza. Napadało pod dziwnymi kątami. Przedmioty, które stały na drodze tego światła, były oświetlone, niektóre nie, niektóre nie takim żółtym kolorem. Po lewej stronie od tego okna znajdował się czarny, duży projektor. Taki projektor jak dawniej na rolkach filmy co były takie dokumentalne, puszczane czarno-białe i inne takie rzeczy. Tam było kilka dziwnych lampek i mały wyświetlacz.
Gdy się rozglądnąłem, ten mój senny przyjaciel chyba zobaczył już, że wszystko jest jasne. Już wszystko mniej więcej przeglądałem, oglądałem, zobaczyłem i zaczął mi zadawać pytania. Zadał mi takie pytanie chyba ze trzy albo cztery razy. Już teraz nie pamiętam. W każdym razie zadał mi pytanie, czy rzeczywiście chcę dowiedzieć się, zobaczyć, jak wygląda rzeczywistość. I za każdym razem odpowiadałem mu, że tak. I w pewnym momencie nastąpił klik. Przed nami zrobiła się bąbla. Tak jak często powtarzam w swoich snach, że podróżuję w bąbli. Chociaż teraz już rzadziej tą bąblę widzę, ale dawniej dwa, trzy lata temu, cztery lata temu w takich bąblach podróżowałem.
Tak tutaj również pojawiła mi się ta bąbla. Nie wywarło to na mnie praktycznie żadnego wrażenia, bo był dla mnie standard. Projektor zaczął rzucać na jedną ze ścianek przed nami. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ja stałem na środku, a mój senny przyjaciel stał po mojej lewej. Nie widziałem kompletnie jego twarzy. On był podobny do mnicha. Twarz miał zasłoniętą, kaptur na głowie. Czułem jego obecność. Widziałem go, natomiast nie jestem w stanie go opisać w szczegółach. Projektor zaczął wyświetlać nam rzeczywistość.
Z lewej strony podjechał samochód. Czarny samochód, taki ładny coś jak BMW, taka naprawdę piękna. BMW, Lamborghini coś takie połączenie. Wysiadło z nich trzech gości. Kierowca, pasażer z boku i jeden z tyłu z lewej strony. Ten z lewej strony trzasnął drzwiami. Kierowca go skrzyczał i zaczęli podchodzić pod nasz garaż. Z początku nieufnie, ale było widać, że oni coś wyczuwają. Dla mnie to wyglądało, jakby to byli strażnicy senni, którzy nie pozwalają, abyś się czegoś dowiedział i zostali wysłani na zwiady. W każdym razie podeszli pod garaż.
Jeden wszedł, znikł. Zaczął kręcić głową, nosem, jakby wąchał, szukał. Czuł, że coś jest nie tak. Podeszli coraz bliżej. W pewnym momencie doszedł do naszej bąbly. Stanął przed tą bąblą jakiś centymetr, może dwa. Prawie że już ją nosem dotykając.
[02:50:44] - Nawet na tej bąbli zaczęły pojawiać się kiełka po oddechu. Nie wiem, jak to nazwać. Parowanie. Tak samo podeszłem, tylko że z drugiej strony, z wewnętrznej strony tej bąbli. Zaczęliśmy się patrzeć na niego. To znaczy ja zacząłem patrzeć na niego. Patrzyłem się na niego prosto w oczy, natomiast on mnie kompletnie nie widział. Oczy miał żółte, szczurowate. Wszyscy byli na czarno ubrani. W pewnym momencie, kiedy on chyba już zaczął coś wyczuwać, drugi z tych osobników po lewej stronie za nim wyciągnął broń.
Pocisk był u tej broni normalny. Jedyna różnica była ta, że ta broń nie strzelała. Znaczy strzelała, tylko jej celem nie było to, żeby kogoś zabić, polała się krew, tylko chodziło o to, żeby wytworzyć jakiś dziwny ładunek elektryczny, który spowoduje, że ta kulka się rozpryśnie. Tak się rzeczywiście stało. Strzelił, kulka prysła. Oni zniknęli. Ja szybko uciekłem do przodu przez garaż. Wybiegłem z garażu na drogę w lewą stronę. Nagle się znowu pojawili oni. Tak jakby się skończył jeden plan i zaczął się drugi plan.
Ja uciekłem na lewą stronę, później na prawą stronę, na lewą, znowu na prawo. Oni mnie tam ciągle do pewnego momentu gonili. Później znikli całkowicie. Pojawiłem się nad taką dużą drogą, krzyżówką. Tam było skrzyżowanie, ale ja stanąłem po lewej stronie jakimiś barierkami. To było na takim wzgórzu. Na dole była ta droga. Ta droga była kilkupasmowa w jedną stronę i kilkupasmowa w drugą stronę. Jak dobrze pamiętam, to chyba trzy w jedną i trzy w drugą albo cztery. Jakoś tak.
Ja się zacząłem zastanawiać, co to za droga jest. Czołgały się po niej światła. To nie były auta, tylko to były światła. Takie impulsy. Coś jak czasami na filmach dokumentalnych można zobaczyć, jak się poruszają neurony w naszym mózgu albo jak przeskakują z jednego miejsca na drugie. To coś podobnie jak to wyglądało. Ale nie za bardzo dochodziło do mnie to, że to może być coś tego typu rzeczy, czyli po prostu zmienna rzeczywistość, która przesyła impulsy do każdego człowieka obudzonego albo i nieobudzonego z informacjami. Ja to tak zrozumiałem wtedy tam i po analizach moich. Natomiast nie za bardzo wiedząc, co mam robić, sceneria nieba się zmieniła. Znowu zrobiły się takie kłębiaste chmury, takie ponure.
Więc zacząłem uciekać w lewą stronę. Doszedłem jakby takiej krawędzi tamtej rzeczywistości. Znowu zaczęła się zmieniać sceneria. Wylądowałem u siebie w rodzinnym mieście, w starym mieście. Zacząłem biec. Znowu się zmieniła, jeszcze inna sceneria i na końcu pojawiła się mgła, w którą wszedłem i utraciłem już całkowicie świadomość. Taki był ten mój sen. Dziwny trochę, ale tak jakby potwierdzało się to w sumie. Nie wiem, czy to jakaś autosugestia, czy coś. Może że prawdziwe życie jest tam w tej bąbli, a my jesteśmy tylko kwintesencją na ekranie tej bąbli.
Czyli ta strużka światła, którą wcześniej przedstawiłem, która pada, jest naszą myślą, słowem i czynem. Ja bym to tak rozumiał. W sumie to by się zgadzało z moimi poglądami. Coraz bardziej są kształtowane przez te sny, tylko że tam są inaczej przedstawiane. To trzeba trochę zinterpretować. Niemniej jednak dla mnie tak to wygląda. Według moich snów, moich opisów, niekiedy wizji, literatury i wszelkiemu innemu, że
[02:54:45] - To był sen z 2015 roku, czyli w sumie już ponad rok temu. Oczywiście koncepcje moje też się zmieniają z czasem. Wiadomo, ja też ewoluuję, też się coraz więcej rzeczy dowiaduję poza. I tak to wygląda, jeżeli przekroczymy tą bańkę. A co jeszcze jest ciekawe, na tej bańce widziałem nie raz pęknięcia szczeliny. Też temat dość znany o te szczeliny. Jeżeli poruszamy się po płaszczyźnie astralnej, będą to takie przejścia. U mnie się to najczęściej pojawia albo na przykład drzwiami, gdzie przechodzę z jednego pomieszczenia do drugich i muszę przez te drzwi przejść, albo na przykład kiedy jestem w kosmosie. Podobna struktura jest też poza bąblą. To trzeba powiedzieć.
Aczkolwiek tam już się nie czuje wpływu naszych punktów energetycznych, tych czakr. Właściwie to tak, jakby ich nie było. Ale ja wiem, że to jest wszystko połączone. Podświadomie wiem. Dostawałem też takie informacje, że w taki sposób się to odbywa. Ale też poza kosmosem na przykład taka szczelina. Mam też tu gdzieś taki sen. Już nie będę tego snu puszczał. W każdym razie sen na przykład, gdzie wisiałem sobie nad Ziemią, obserwowałem piękną Ziemię. W prawym górnym rogu pojawiła mi się taka futryna drzwi, oczywiście bez drzwi.
I kiedy zaglądałem w tą futrynę na przykład To po prostu widziałem drugą Ziemię, dokładną drugą Ziemię, taką samą jak ta. Z tym że na przykład widziałem latające samoloty nad ziemią w tej pierwszej warstwie, gdzie okrążały satelity też na przykład, a w drugiej była totalnie czysta kreacja. I w momencie, kiedy przechodziłem przez tą szczelinę, akurat nie mówię o jednym przypadku, więc to było po prostu zamknięte. Znaczy zamknięte, Boże, straciłem świadomość po prostu. Szczeliny mogą się również pojawiać na tej naszej bąbli. W tej warstwie cebuli jeszcze wewnątrz. Na zewnątrz nie widziałem, natomiast widziałem wewnątrz. To są tak jakby takie mówię, te kanały, przejścia takie. Wydaje mi się, że to jest kwestia po prostu tylko i wyłącznie iluzoryczna. Czy każdy tak ma?
Nie wiem. Ja to tak mam u siebie i tak to się u mnie manifestuje. Jeżeli jesteś poza kosmosem, jesteś nieograniczony. Tu dopiero zaczyna się zabawa, eksploracja. Jak podróże poza kosmosem wyglądają? Latam albo jako Batman, przepraszam, Superman. Często jestem w skafandrze, a często jestem świadomością. Po prostu świadomością, gdzie odczuwam, jeżeli poruszam się bardzo szybko, że właściwie widzę tylko strużki światła, jakbym płynął w takiej kuli bąbli, którą byłbym otoczony. I po prostu albo lecę sam, to zależy, gdzie lecę i jaki mam cel swojego lotu, eksploracji. Ale jeżeli lecę dalej, to mam też na przykład jednego przewodnika, który mnie ciągnie właśnie tak, jakbym za kaptur, znaczy tutaj z tyłu, za kark, tak jakby mnie trzymał po prostu i mnie ciągnie.
Ale też czasami mam trzech, czterech, pięciu przewodników. I to jest tak, że czasami, kiedy lecę w dalekie, bardzo dalekie obszary, to jest tak, że im dalej odlatuję, to jest ich coraz mniej. Ale zawsze mam tam jakiegoś tego jednego takiego, powiedzmy najważniejszego. Przypuszczam, że to jest związane z energiami. Być może do pewnych lotów potrzeba większych energii, a później, gdy już wyrwiemy za ten system ziemski się, to wtedy jakieś inne energie pewnie działają, albo być może bardziej rozwinięte, nie fizyczne istoty. W tych lotach najczęściej mówię jestem bez ciała, to znaczy pokonywanie odległości odbywa się bez ciała. Natomiast kiedy wlatuję w jakąś konkretną, określoną planetę na przykład, to każda planeta ma jakiś swój system. Ziemia również ma taki system i u mnie się to pojawia w formie świetlnej. Widzę energię wtedy i po prostu Ziemia jest bombardowana energią kosmiczną i do tego jeszcze jest opleciona swoją własną energią. Dlatego to jest to, co kiedyś powiedziałem, że Ziemia ma również swoją świadomość.
Okej, każdy sobie może to, powiedzmy, interpretować po swojemu. Ja mówię, jak widzę. Ziemia również ma. I tutaj jest ta warstwa ziemska. To jest opuszczenie tej warstwy ziemskiej. Jednym przychodzi mocniej, drugim przychodzi luźniej. Ja mam to szczęście, prawdopodobnie predyspozycje mam takie, że bardzo łatwo mi jest opuścić system ziemski, bo jest ten system ziemski. To nie są żarty, jak niektórzy ludzie opisują właśnie, że żyjemy tak, jakby w takim zoo. Nie do końca się zgodzę z tym, co ludzie opisują, że właśnie jesteśmy hodowlą. Ale kto to wie?
Kto to wie? Kto to wie? Wydaje mi się, że jesteśmy kreacją po prostu swoją. Godzimy się na pewne uwarunkowania, które po prostu dają nam możliwość doświadczania tego wszystkiego. Podróżuję po kosmosie, tak jak mówię, z wielkimi prędkościami. Co dziwne, jest mało widzę planet. To znaczy cała podróż odbywa się tak jakby takimi kanałami, tunelami. Często są to takie wirujące tunele o różnych energiach i kolorach. Najczęściej są to ciemne, takie znaczy ciemniejsze, takie burzaste jakby chmury, które jak tornado, jakbym leciał przez tornado w środku, które się obraca wokół siebie i ono ma po prostu różne te. I moja podróż się najczęściej odbywa po prostu od do.
Ale też mam momenty, że na przykład jestem automatycznie, jeżeli jestem bliżej systemu ziemskiego, gdzie bardziej bawię się tutaj w astralu, bawię w cudzysłowie, bawię, to odbywa się to w sposób taki bardziej iluzoryczny i właściwie jest to na pyknięcie palca. Co pomyślę, to mam. W kosmosie wygląda to trochę inaczej, bo w kosmosie pokonywanie odległości zajmuje, no nie jestem w stanie wam określić, czy jest to sekunda, czy jest to dziesięć minut, czy jeszcze więcej. Okej, ale po prostu tak to u mnie wygląda. Bardzo często odbywa się to również na zasadzie słowa, myśli, wyrażenia intencji. Kiedy na przykład chcę coś, nie wiem. Lecę, lecę i mówię: dobra, już mnie nudzi ta podróż, nie? Jeżeli na przykład lecę tak bez celu, nie zaplanowane, to po prostu wtedy czasami mi się nie chce i sam tworzę światy. Tak to wygląda. Jak to wygląda?
Wyrażam intencję. Na przykład chciałbym stworzyć jakiś swój własny świat i chciałbym obserwować na przykład ludzi. To już podam taki przykład, który miałem z dwa miesiące temu, jakoś tak. No i wtedy w prawym górnym rogu zaczęła pojawiać się kropeczka, a później coraz bliżej, coraz bliżej. Byłem coraz bliżej i zobaczyłem planetę. Na tą planetę wleciałem i dosłownie to samo było co na Ziemi. Dosłownie. Trochę inaczej atmosfera wyglądała, trochę inaczej. Była bez chmur atmosfera w ogóle, przynajmniej wtedy. Stałem sobie po prostu na środku ulicy, na takiej jednej dużej autostradzie i sobie po prostu obserwowałem ludzi.
Ludzie przeze mnie przechodzili. Kompletnie nic nie czułem. Nie widzieli mnie nawet kompletnie. Więc to taka była jedna z podróży niecelowych, nie intencjonalnie ustawionych na określony jakiś tam cel, tylko właśnie taka spontaniczna. Koncentracja. Pomoc w koncentracji. Jak to u mnie wyglądało? U mnie koncentracja polegała na tym, że jako młokos bardzo dużo przesiadywałem, medytowałem. Do tej pory zresztą to robię. Po prostu siadałem sobie na przykład na podłodze.
Przybierałem pozycję oczywiście lotosa i potrafiłem się wpatrywać nawet dwie, trzy godziny na przykład w włącznik światła. To był taki jeden z przykładów. O tych planetach, bo było takie pytanie. Kiedyś ktoś mi napisał, że chciałby, abym opowiedział historię o planetach. Zrobię to, ale może jeszcze nie w tym momencie. Tak Select, to prawda. To jest właśnie ten moment, kiedy podejmujesz decyzję, czy wracasz w system ziemski i dalej po prostu, nie chcę nikogo brzydko nazywać, ale jesteś nieświadomy. Nie użyję słowa leming, ale po prostu chodzi o to, czy wracasz tutaj i będziesz powracał do obowiązków codziennych i będziesz zajmował się tym zawsze, a tamto odsuniesz na temat dalszy albo nawet i o tym zapomnisz. Albo po prostu podejmujesz drogę duchową i lecisz już w inne sfery. Ja podjąłem tą drugą decyzję i wybrałem opcję podróżnika kosmicznego.
I wybrałem ją świadomie i z premedytacją, ponieważ uważam, że wszyscy jesteśmy podróżnikami kosmicznymi, którzy wpadają w ten system właśnie tutaj ziemski i dokonują wyborów kim chcą być, jakie ciało, gdzie się narodzić i tak dalej. To jest dokładnie wszystko to samo, o którym mówi Jarek Brzoma czy Robert Noble, czy Castaneda, czy jeszcze jakieś inne osoby. Bruce Moen na przykład, którego uwielbiam. To jest to, co kiedyś miałem takie doświadczenia, gdy próbowałem zająć się pomocą po tej drugiej stronie i miałem takie... Oj, to są bardzo silne i to jest niesamowite, bo jeżeli chcecie popracować nad swoimi energiami, to też polecam wam właśnie zagłębić się w pomoc w odprowadzaniu dusz albo też nakierunkowaniu tych dusz, bo to nie zawsze musi być tak, że musimy kogoś skądś wyciągnąć. Czasami te dusze podszywają się i też świadomie nam pomagają, ale w innej formie. Okej, 5D. Ja bym powiedział Select, że tu jest więcej jak 5D. W kosmosie nie ma czasu. To jest właśnie to.
Czas to jest iluzja. To jest iluzja. Dodatkowe wymiary są podobne do opisu z drugiej strony, takie jak NDE. Tak, dokładnie. Dokładnie Select. NDE przeżyłem 32 lata temu. Byłem po tej drugiej stronie trzy miesiące pod kulówkami. Oczywiście byłem wtedy młokosem, dzieciakiem. Miałem wtedy osiem lat. Dziś już mam czterdziestkę przekroczoną, więc już nie jestem młodzieniaszkiem.
W każdym razie to było właśnie doświadczenie, które ukierunkowało mnie wtedy już za młodu, żeby iść w tą stronę. I zawsze tak sądziłem i zawsze uważałem, zawsze wiedziałem, że to wszystko jest iluzja, że to wszystko ma jakiś określony sens. Nigdy z tego nie straciłem. Czasami to przytłumiałem. Oczywiście człowiek był zajęty robieniem kariery, z której sam świadomie zrezygnowałem. Może jeszcze nie do końca, bo jeszcze coś tam robię, ale jeszcze chwila to wyjdę już poza system całkowicie. W każdym razie świadomie zrezygnowałem. Zresztą to jest oznaka jednej. Ivellios tutaj w Paranormalium kiedyś fajną audycję prowadził. Chyba jakieś lektury były, o których właśnie przedstawiał jakąś książkę.
Już teraz nie pamiętam, ale bardzo fajnie przedstawiał cechy, które charakteryzują świadome dusze. I to było naprawdę super. Wiele razy słuchałem tego i byłem sam zszokowany tym, jak dużo cech jest we mnie. Na przykład wystawianie nóg poza łóżko. Takie rzeczy. Spanie na prawym boku, co nie jest tu akurat warunkiem według mnie. I tak dalej. Dobra, pomówiłem o tych. Wpływ obserwatora na komórkę nerwową. Wyobraźcie sobie taki przed oczami rysunek.
Oko i od oka idzie taka wiązka światła rentgena. I teraz wyobraźcie sobie, że poza tą cząstką jest fala energii. Okej, macie? Łapiecie? I czym jest ta świadomość? Jak najprościej według was byłoby przenieść świadomość? Bo według mnie jako energię, jako falę energii. W której jest zawarta dusza, w której jest zawarta intencja. Tak, to był Leszek Szuman, Ivellios, tak. Być może tak, ale rewelacyjna, naprawdę rewelacyjna książka.
Dokładnie. Dzięki Ivellios. Dobra, mówię o tej energii. To jest energia, fala energetyczna, w której znajduje się właśnie nasza dusza, która poprzez przekroczenie tej bariery widzialnej przez obserwatora tej wiązki, o której wcześniej wspomniałem, manifestuje się jako cząstka. I to jest ta właśnie cząstka, którą my widzimy, czyli kubek, myszka od komputera, książka i tak dalej. Też tak uważam. A jeżeli masz zdolność albo rozwinięte w sobie elementy przenoszenia świadomości poza punkt referencyjny, to jest to, co mówił tutaj na przykład Castaneda i nie tylko, to masz możliwość podpatrzenia tego od strony wewnętrznej. Obserwacja powoduje, że komórki nerwowe uaktywniają się elektrycznie oraz tworzą myśl. Dokładnie to samo mówi Ramtha i ja też tak to widzę. Jak wygląda to w pozycji DNA?
Wyobraźcie sobie komórkę DNA, która posiadając jony sodu dodatnie Na+ inicjuje się z potencjalną akcją, natomiast jony potasu K+ ją finalizują. Wygląda to w ten sposób, że każda komórka rezonuje, wytwarza pewien rodzaj wibracji, która powoduje uaktywnienie się tych wszystkich jonów potasu oraz sodu i one powodują to, że jest przesyłany impuls informacyjno-elektryczny do naszego DNA. Przepraszam, bo muszę kaszlnąć. I to jest na poziomie komórkowym DNA. Ten poziom komórkowy DNA powoduje uaktywnienie się elektrycznie aksonu, który powoduje poprzez tę wibrację przejście do neurytów. Przepraszam, pominąłem dendryty. One powodują uaktywnienie się do neurytów i to wpływa już na nasz układ nerwowy, który jest połączony z każdą komórką naszego ciała i do tego jest połączony energetycznie poprzez kręgosłup do mózgu. I tu właśnie następuje ten cały przesył informacji. Aktywność elektryczna jest zależna od miejsca obserwatora oraz może mieć miejsce wpływ na różnych poziomach potencjału kwantowego. Tak, tu fizyka kwantowa.
Nie będę w nią wchodził tak za bardzo, bo jeszcze nie do końca rozumiem wszystko w niej. Są różne teorie i tak dalej, ale dobra, pomijamy to w takim razie. Połączenie pomiędzy myślą oraz biologią komórki. Mózg jest połączony z wszystkimi komórkami w ciele. W jaki sposób to dokładnie wygląda? Jesteśmy anteną DNA, RNA, a szczególnie jeżeli się przeglądnie badania RNA pokazują, że one odbierają sygnał skądś z zewnątrz. Pytanie skąd? Eter? Eter. Tu się kłania fizyka plazmowa też, do której serdecznie zapraszam, bo jestem jej zwolennikiem i mam urządzenia, które testuję.
Nie będę tu się rozwodził, ale zapraszam do oglądnięcia technologii plazmowej, odcinka drugiego dostępnego na YouTubie. Tomasz Kapitan w drugim odcinku, bodajże chyba w 30. minucie przedstawia teorię kryształu i technologii plazmowej, więc nie będę powtarzał się po nim. On to bardzo dokładnie tam opisuje. Wydaje mi się, że jest to jak najbardziej na miejscu. Teraz tak: sygnał wypływa z mózgu. Mózg jest interpretatorem, ale każda komórka naszego ciała jest anteną, która odbiera bodźce z zewnątrz, właśnie z tego eteru. I każda komórka odbierając taki sygnał Idzie poprzez DNA i RNA, rezonując i wibrując z każdą komórką w postaci protein oraz innych molekuł jest przetwarzana, przesyłana z powrotem do mózgu. Mózg to interpretuje, przekłada to na nasz sposób, tak abyśmy byli analogowo w stanie go odebrać, analogowo-cyfrowo. I ta informacja z powrotem przepływa poprzez neurotransmitery oraz inne molekuły, odpowiednio wibrując, wydzielając odpowiednie energie, częstotliwości na komórkę.
Tak to wygląda tutaj, jeżeli chodzi o połączenie myśli oraz biologię komórkową. Pajęczyna. Dokładnie. To pominę, bo już o tym mówiłem wcześniej. Mogę jeszcze wspomnieć tutaj, że dendryty to są połączenia w DNA, które są zbudowane z karbuły z atomów węgla mikrokanalikami i przypominają strukturę pajęczyny fizycznej rzeczywistości. Elektrony latają wokół i przelatują poprzez włókna protein właśnie w tej tubie, kabuli, a w tej tubie znajdują się jeszcze te włókna protein. To jest wszystko tak połączone i skorelowane, że za bardzo techniczne. Nie chcę wchodzić w technikalia, ale ogólnie koncepcję i teorię myślę, że wam w miarę prosto przedstawiłem. Jeżeli chodzi o Ramtę, moją wersję cebuli oraz teorię kwantową. Niebiańskie ciało.
Dokładnie. Energia kundalini, która znajduje się na dole, wznosi się poprzez wszystkie pieczęci z powrotem do siódmej znajdującej się na czubku głowy jako korona, a całe nasze ciało jest połączone niebiańską pajęczyną połączeń nerwowych, które powodują, że odbieramy te wszystkie bodźce, impulsy. Dobra, to myślę, że chyba tyle, jeżeli chodzi o Ramtę. Pewnie jeszcze w trakcie naszych rozmów opowiem trochę więcej o teorii cebuli. Świetny zespół. Polecam wam, abyście się zaznajomili z twórczością tego zespołu. Sam osobiście znam chłopaków, więc naprawdę są w porządku. Jacek, pomimo że jest muzykiem już grającym od 30 lat, jak dobrze pamiętam, to jeszcze jest osobą również doświadczającą pewnych zjawisk. Miałem przyjemność spotkać się w tamtym roku w sierpniu z Jackiem, porozmawiać również na inne tematy. Dobrze, ja się w takim razie przelogowuję na Skype i już za chwilkę będziecie mogli do mnie zadzwonić, na live sobie ze mną porozmawiać, poruszyć tematy senne.
Okej. Aby wejść do mnie na Skype, wystarczy wejść do mnie na stronę. Dzisiaj miałem problemy w ogóle ze Skype'em, bo coś się działo. To znaczy, na jednym urządzeniu się mogłem logować, a na innym nie. Nie wiem, jakieś dziwne to. Pewnie to jest związane z tym, że na dwóch urządzeniach się nie da, ale przecież kiedyś nie było z tym problemów. Po prostu za bardzo chyba majstruje Skype na tym wszystkim. Jeszcze troszkę podgłościszę, bo chyba jest za głośno. Tak że jakby ktoś chciał zadzwonić i trochę porozmawiać ze mną o snach, możemy sobie sny poopowiadać, nie ma problemu, to byłoby fajnie. Ja chyba w ogóle nie będę robił wieczorowej pory, tylko to połączę jako cały odcinek, bo ile to już ma?
Dwie i pół godziny. Zobaczymy. Chociaż chciałbym zrobić taką luźniejszą porę, abyśmy sobie mogli poopowiadać też sny, porozmawiać na spokojnie. Dobra, w takim razie widzę, że nikt nie chce dzwonić. To w takim razie ja tutaj przejdę do innych koncepcji. Teoria matrixa według George'a Berkeleya. Sprawdzę sobie jeszcze, czy mi się wszystko... Tak, wszystko się nagrywa, wszystko jest okej. Kiedy w 1990 roku ukazał się film „Matrix", część widzów zaczęła dopatrywać się w tej hollywoodzkiej produkcji czegoś więcej. Ukazana w „Matrixie" wizja świata, który nie jest rzeczywisty oraz zniewolenie, jakiemu poddano ludzkość, sprawiły, że w umysłach wielu osób zapaliły się jakby takie lampki ostrzegawcze.
A co jeśli matrix nie jest iluzją, a faktycznie nią jest otaczająca nas rzeczywistością? Jak o tym myślicie? Bracia Wachowscy, dziś już siostry, którzy są autorami scenariusza filmu „Matrix", a także jego producentami, w przedstawionym przez siebie świecie wcale nie dokonali jakichś rewolucyjnych odkryć. Teoria ich dotyczyła iluzorycznej natury rzeczywistości i nie jest ona niczym absolutnie nowym. Była ona również znana w starożytnych wierzeniach, jak też w osiemnastowiecznej filozofii. Ludzie od zarania dziejów zastanawiali się nad istotą oraz naturą tej całej rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że teorie, które dotyczą właśnie wyjaśnienia takiej konstrukcji świata oraz pojmowania przez nasze zmysły dopuszczały możliwość, że jest to tak naprawdę tylko i wyłącznie złudzenie. Buddyjska maya. Maya jest jedną z podstawowych pojęć filozofii buddyjskiej, istniejącej zarówno w wielu wierzeniach hinduistycznych. Pojęcie to określa naturę rzeczywistości, która ma być jedynie iluzją.
Maya to właśnie iluzja, w jakiej my żyjemy. W buddyzmie maya jest również przyczyną wszelkiego cierpienia, gdyż nasze postrzeganie iluzji odbywa się poprzez nasze ego, które ze swojej natury jest skłonne do odczuwania pożądania w różnych aspektach rzeczywistości. Czyni to z człowieka ciągle właśnie takiego nieszczęśliwego. Dlatego też ważnym elementem w wyrwaniu się iluzji, czyli mayi oraz osiągnięcia nirwany, jest zbycie się pożądania czegokolwiek, zarówno rzeczy materialnych, jak też rzeczy emocjonalnych, potrzeb emocjonalnych. Prawdziwym ojcem Matrixa był Berkeley. Za prawdziwego twórcę właśnie można uznać tego osiemnastowiecznego filozofa irlandzkiego, bo on jako pierwszy filozof stanowczo zakwestionował istnienie takiej materii, stwierdzając, że otaczająca nas rzeczywistość jest jedynie wyobrażeniem naszego własnego umysłu, kreacją naszego umysłu, który powstaje poprzez doświadczenia zmysłowe, czyli empirystyczne. Według Berkeleya odbierane za pomocą zmysłów impulsy dotyczące rzeczywistości wcale nie pokazują jej prawdziwej natury, a tym bardziej nie są dowodami na faktyczne istnienie świata materialnego. Doskonale tłumaczą to właśnie książki „Świat Zofii” Jostein Gaarder, gdzie porównuje rzeczywistość właśnie do takiego snu, w którym także możemy czuć przedmioty, a nawet odczuwać ból. Dokładnie. Tak samo można kogoś zahipnotyzować, żeby odczuwał ciepło lub zimno, co nie będzie miało żadnego pokrycia w rzeczywistości.
To jest właśnie to, o czym mówiłem wcześniej. Informacja przenoszona poprzez impulsy. Tak samo podróże kosmiczne, podróże mentalne, przenoszenie świadomości poprzez właśnie elektryczność, informacji poprzez elektryczność. Też tak to odczuwam, pomimo tego, że nie mam ciała po tej drugiej stronie, to jestem w stanie właśnie czuć energię, czuć zapach, smród, emocje, powiew wiatru. Niesamowite. Berkeley uważał, że wszelkie idee oraz postrzeżenia wywodzą się spoza świadomości, jednak nie mają one podstaw materialnych, jak wydaje się innym, a bardziej duchowych. Widział on Boga jako takiego kreatora całej tej iluzorycznej rzeczywistości, który równocześnie przenikał ją w każdym jej aspekcie, czyli w dosłownym znaczeniu. Bóg Berkeleya był tak naprawdę Matrixem. Matrixem jako system kontroli oraz zniewolenia ludzkości. Patrząc na naszą rzeczywistość, trudno nie zauważyć też, jak łatwo jest ulegać różnego rodzaju manipulacjom oraz kontroli.
Bardzo fajna książka, kontrowersyjna, która mówi o tych systemach kontroli, również jest puszczana w Radio Paranormalium. Jak to się nazywało? Zaraz wam tutaj przytoczę nazwę. Rewelacyjna. „Służby specjalne RP czy mafia?” i tam jest właśnie książka Lecha Szewczyka, w której są przedstawiane metody, jakie stosowano w PRL-u. Tak naprawdę człowiek jako jednostka, a tym bardziej jako społeczeństwo, jest obecnie całkowicie pozbawiony możliwości decydowania o sobie samym. Ludzie i organizacje walczące z ogólnoświatowym systemem zaczęły określać ten system mianem właśnie Matrixa, który obejmuje sztucznie stworzone struktury, pajęczynę mającą za zadanie utrzymać ludzi w fałszywych przekonaniach, czyli tak zwanej całkowitej iluzji. Takie właśnie działania też pozwalają bezkarnie wykorzystywać społeczeństwa w celu właśnie gromadzenia zasobów władzy i wszelkiego bogactwa poprzez stosunkowo niewielką liczbę najbogatszych ludzi na świecie. Pasożyty, po prostu pasożyty. I na poziomie energetycznym też są takie pasożyty.
Ci ludzie, którzy tworzą ten cały system, oni mają prawie że do perfekcji doprowadz- prawie, bo tam ciągle im brakuje. Znaczy ja wiem, ale na razie się wstrzymam. W każdym razie ta manipulacja to nie jest tylko tutaj, na poziomie rzeczywistym, w naszym realnym życiu, tym, co tutaj widzimy i obserwujemy, ale ta manipulacja jest również na poziomie pozacielesnym. I co jest jeszcze najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie polegają właśnie w tym systemie ziemskim, o którym wcześniej wspominałem. On jest bardzo gęsto ułożony, rozłożony, są tam również warstwy i przy pierwszym kontakcie z pierwszą, drugą, trzecią warstwą, tych poziomach, o których wcześniej wspominałem, to jest tak zwane, ja bym to nazwał, takie zapoznawanie się. To znaczy inaczej. Te instytucje, które ci ludzie, być może to są jakieś czarne magie czy jakieś rytuały, czy coś. Energia z tych rytuałów wykorzystywana, która jest właśnie im potrzebna do osiągania takich stanów, aby kontrolować to poza ciałem. Również być może ta właśnie energia. Może mają jakieś urządzenia czy coś, które pozwalają im wyczuć jakąś aktywność na tych płaszczyznach.
I w tym momencie zaczyna się jazda, bo w tym momencie, kiedy przekroczycie drugą warstwę między drugą a trzecią warstwą jest bardzo potężny atak, jeżeli chodzi o strukturę ziemską. Oczywiście do momentu, kiedy nie zdacie sobie sprawy z tego, że wy macie tego pilota i to wy kierujecie i w każdym momencie możecie przełożyć kanał albo wyłączyć TV. I w momencie, kiedy sobie to uświadomicie, kiedy przekroczycie, będziecie już na tym polu decyzyjnym, gdzie będziecie musieli podjąć tą decyzję. Kiedy macie właśnie to całe swoje życie, gdzie możecie sobie przesuwać, obserwować, co się tam dzieje, jakie błędy popełniliście. Możecie nawet w przeszłość zaglądnąć. To też mówi tutaj o tym teoria strun, do której też tam później napomnę z własnego też doświadczenia, bo byłem w takich strunach. To po prostu w momencie, kiedy sobie uświadomicie, to w tym momencie, jakby to nazwać, na te świadomości byty, bo one się ukrywają. One na początku się ukrywają dopiero w ostatniej fazie, stadium, kiedy już podejmujecie tą decyzję i kiedy już w 90% godzicie się na przykład na to, że wyrywasz się z tych szponów, w tym momencie oni nie mają wyjścia i się po prostu materializują. Materializują w sensie niefizycznej. I w tym momencie, kiedy zdacie sobie z tego sprawę, oni tracą całkowitą kontrolę nad wami.
Kiedy zdacie sobie sprawę, że wy macie tego pilota i że to wy jesteście najważniejszym członkiem zarządu, jak to fajnie kiedyś kapitan określił. Że to wy jesteście dyrektorem. Może nie dyrektorem. Jesteście najważniejszym członkiem zarządu, bo dyrektorem jest dusza. Tak bym to tutaj określił, która jest częścią oczywiście kolejnych, innych aspektów. Bo w pewnym sensie jesteśmy takimi sondami, każda sonda mająca swoją jakąś taką możliwość dostarczania percepcji, ale i tak wszyscy składamy się na jedną wielką świadomość. Po prostu na zasadzie takiej właśnie też piramidy, nie? Także tak to tutaj w tej kwestii wygląda. Ludzie na stałe poddawani kontroli umysłu, aby nie mogli dostrzegać prawdziwej rzeczywistości, czyli takiego totalnego zniewolenia. Czy jeśli spojrzymy na nasze życie, które od chwili narodzin, kiedy przydziela nam się numer PESEL oraz zaczyna nam montować się w coraz to większym stopniu całe nasze życie poprzez telewizję, przedszkole, żłobek, szkołę podstawową, możemy mieć jakiekolwiek wątpliwości, że żyjemy w zamkniętym systemie, który można określić mianem Matrixa?
No popatrzcie sobie, jak to wygląda. Spróbuj w szkole podstawowej czy średniej powiedzieć coś od siebie, a nie tylko czytając na przykład albo ucząc się na pamięć jakichś opowiadań, czy tak, aby na przykład na lekcji po prostu odpowiedzieć na pytania nauczyciela. Jak to wygląda? Okej, zdarzają się tacy ludzie. Są tacy ludzie. Miałem przyjemność takich ludzi poznać, ale 90% ludzi niestety ma problem z tym i wychodzisz poza normy. I to już nie jest normalne. To według tych właśnie ludzi, a mam przypadki nawet dwa lata, dwa i pół roku temu się rozstałem też z bardzo dobrym znajomym, wtedy jeszcze prawnikiem. To jest dopiero zamknięty umysł. Nie ma szans wytłumaczyć takim ludziom, nie ma szans.
Próbowałem, próbowałem, ale nie da rady. Nie da rady. To jest tak zamknięty, ścisły umysł, że nie da rady. Nie da rady, aby po prostu zrozumieli, że jest coś więcej niż tylko to ciało fizyczne. Pamiętam w jednej z rozmów też z moim przyjacielem, z którym też niestety musiałem się rozstać, bo uważam, że nie idę jak owieczka za tłumem, tylko podejmuję własne, świadome decyzje. Było to, jak rozmawialiśmy też na temat duchowości, kiedy to zeszliśmy, wtedy bardzo intensywnie badałem sfery, jeżeli chodzi o sprowadzanie dusz. I na temat właśnie też Boga i tak dalej, i kreacji. I zadałem mu wtedy takie pytanie: dobrze, powiedzmy, że przyjmę tutaj imię Kazek. Okej, Kazek, niech będzie Kazek. Przyjmę imię Kazek.
A co powiesz, jeżeli umrzesz i okaże się to wszystko, co mówisz, że jest fikcją na temat tego swojego Boga i okaże się, że wszystko wygląda zupełnie inaczej po tej drugiej stronie? Ja wiem, co będzie z tobą, bo prawdopodobnie wpadniesz w system karmiczny i z powrotem będziesz Musiał się na nowo narodzić i tak kółko się zamknie i z powrotem. I będzie brnął coraz bardziej, bo to coraz bardziej się brnie. Później ciężko te aspekty wyciągnąć. Wiecie co było? Przewracanie oczów i cisza. Nie do pojęcia i nie do zrozumienia. A wiecie, co ja zrobiłem wtedy? Poklepałem tego kaska po ramieniu i powiedziałem: „Ale nie przejmuj się, i tak ci pomogę”. I to była moja ostatnia z tym człowiekiem do dnia dzisiejszego.
Od dwóch i pół roku nie zamieniliśmy ani słowa, ponieważ uznałem, że idę własną drogą i to ja kreuję wszystko, a nie system będzie mi narzucał to, co ja mam robić. Matrix jako iluzja może dotyczyć nie tylko samej materii, ale również stanu ludzkiego umysłu. Bazując na fałszywych przekonaniach i zmanipulowanych założeniach nie odbieramy obiektywnych bodźców z rzeczywistości. Nasze postrzeganie jest wypaczone. Przez to żyjemy w świecie, który nie jest wcale takim światem, jakim wydaje nam się, że jest, a nasze życie wcale nie jest takim życiem, jakie powinniśmy i moglibyśmy mieć. Wiecie co? Nie wiem. Może pominę fabułę. A dobra, w sumie. Fabuła dotyczy Thomasa Andersona, który wiedzie podwójne życie.
Zawodowo pracuje on jako programista komputerowy. Mówię tu oczywiście cały czas o filmie, w firmie Metacortex. Natomiast w życiu prywatnym jest on hakerem komputerowym o kryptonimie Neo. Seria niewytłumaczalnych oraz zaskakujących zjawisk prowadzi go do kontaktu z grupą, na czele której stoi tajemniczy Morfeusz, rzekomo uznawany przez władze za przestępcę oraz terrorystę. Wyjaśnia on Neo, czym jest Matrix, po czym oferuje pokazanie prawdziwego, niezakłamanego świata. Neo tam na własne oczy przekonuje się, że rzeczywistość jest około roku 2199. Ludzie wymyślili już wtedy sztuczną inteligencję, jednak maszyny wyrwały się spod ich systemu kontroli i zwróciły się przeciwko ich twórcom. Aby odciąć je od źródła energii słonecznej, ludzie spowili niebo czarnym smogiem. Decyzja ta okazała się fatalna w skutkach. Maszyny jako źródło energii wybrały ludzi.
W tym celu przeprogramowały komputerowy program zwany wtedy Matrixem, symulując świat idealny, a symulacja pochodziła z 1999 roku. Dostarczenie elektronicznych bodźców do ciał ludzi powoduje, że są one wydajne energetycznie, a nadwyżka tej energii jest pobierana poprzez maszyny. Istnieje jednak grupa ludzi niepodłączonych, wyzwolonych wcześniej przez pierwszego wybrańca. Próbuje wyjść poza ten cały system. Wśród nich jest również między innymi załoga Nabuchodonosora, którego kapitanem jest Morfeusz. Morfeusz uwalnia Neo z Matrixa, wiedząc, że jest on kolejnym wybrańcem przepowiedzianym przez Wyrocznię zbawicielem i człowiekiem, który zakończy wojnę oraz przyniesie pokój. Sam Neo jest raczej sceptyczny wobec swoich umiejętności pod okiem Morfeusza. Stopniowo uczy się naginać rzeczywistość i łamać wszelkie reguły, które rządzą tym systemem komputerowym. Dla maszyny ludzie wyzwoleni są nieprzynoszącymi energii, a jedynie uwalniając ich, są oni dla nich szkodnikami. Istnieje specjalna grupa programu zwana Agentami.
Na ich czele stoi agent Smith. Jest on strażnikiem Matrixa, który ściga oraz zabija osoby, których wirtualne ego wysyłane jest za pomocą pirackiego sygnału. Agenci odznaczają się nadnaturalną siłą oraz szybkością. Są zdolni do unikania pocisków oraz przejmowania ciała dowolnego człowieka żyjącego w Matrixie. Są nieśmiertelni, lecz zasady ich bytu oraz zachowania zostały ograniczone poprzez reguły tego programu komputerowego, który sami stworzyli. Wybraniec nie jest nim objęty, dlatego jako jedyny może nawiązywać wyrównaną walkę z Agentami. Neo spotyka się z Wyrocznią, która wskazuje mu jego ścieżkę. Będzie on musiał podjąć decyzję. Wybór pomiędzy zachowaniem swojego życia a uratowaniem Morfeusza. Wyrocznia sugeruje, że Neo nie jest wybrańcem, a przynajmniej nie w tym wcieleniu, w którym jest.
Wkrótce potem Cypher, jeden z członków załogi Nabuchodonosora preferujący ignorancję zamiast prawdy, zdradza Morfeusza, wrzucając ten słynny telefon do kosza, którego podejmują agenci. Chcą wydobyć z niego kody dostępu do Syjonu, jedynego miasta ludzi, do którego maszyny nie mają dostępu. Neo dokonuje wtedy wyboru przepowiedzianego poprzez Wyrocznię. Wyrusza wraz z Trinity na ratunek Morfeuszowi. Udaje się go uwolnić oraz bezpiecznie doprowadzić do wyjścia z Matrixa. Na przeszkodzie jednak po raz kolejny staje agent Smith. Po ucieczce Trinity przyszykowuje on kabel pozwalający na bezpieczne przejście do prawdziwego świata. Neo podejmuje walkę z agentami, w której ginie w obecnym ciele pod kołami pociągu. Wkrótce też pojawia się w nowym wcieleniu i zmuszają Neo do ucieczki. W tym samym czasie w prawdziwym świecie maszyny przeprowadzają atak na statek Morfeusza.
Nie może on odpalić ładunków niszczących układy elektroniczne w sytuacji, gdy Neo jest podłączony właśnie wtedy do Matrixa. Sytuację komplikuje fakt, że niedoszły wybraniec zostaje postrzelony i zabity przez agenta Trinity. Nie może też pogodzić się ze śmiercią ukochanego i dlatego też jej pocałunek w prawdziwym świecie przywraca go do życia w Matrixie. Kiedy zmartwychwstały Neo dostaje olśnienia, następnie staje się właśnie takim wybrańcem. Zatrzymuje lecące w jego stronę kule, a następnie niszczy agenta Smitha. Po powrocie Neo do prawdziwego świata Morfeusz odpala ładunki elektromagnetyczne niszczące wtedy maszyny oraz elektroniczne układy na pokładzie Monora. Potem też wkrótce Neo powraca do Matrixa i grozi tam maszynom, że zrobi wszystko, aby stworzyć ludziom oczy i wyzwolić spod panowania robotów. Jest to oczywiście źródło zaczerpnięte z Wikipedii, więc nie jest mojego absolutnie autorstwa, ale po prostu muszę się tutaj też posiłkować jakimiś innymi relacjami. No to co? Nikt nie dzwoni?
Nikt nie chce dzwonić? Coś mało aktywni jesteście dzisiaj. Przypominam, że aby ze mną się skontaktować wystarczy wejść na moją stronę czas.com zakładka Radio, słuchaj radio i tam w dolnej części strony jest bezpośredni button, tak? Guzik skype'owy, gdzie można kliknąć i połączyć się ze mną. To co? Nie wiem. Robimy chyba teraz. Która jest? Ile już ta audycja w ogóle trwa? Tak jeszcze sobie zobaczę.
O matko, trzy godziny. Lecimy z teorią strun? Dobra, polecę z teorią strun w takim razie i po teorii strun zrobimy sobie taką trzy, czterominutową przerwę. Teoria strun. Pierwszą teorię strun opracowano, aby wyjaśnić zależność pomiędzy cząstkami od jej własnego momentu pędu. Jak się okazało, ta teoria strun nie wyjaśniła tej zależności. Za to dzięki niej można było wprowadzić do świata tak jakby takie dotychczasowe nam znane cząstki elementarne, takie jak protony oraz elektrony, a więc zupełnie nową teoretyczną cząstkę grawiton. Według naukowców niewidzialne dla nas struktury, które przenikają przez nasz świat, są zbudowane właśnie między innymi z grawitonów, które to tworzą jakby takie łańcuchy oraz silnie oddziałują grawitacyjnie. Dzisiaj tak naprawdę nie ma takiej jakby jednej teorii strun, natomiast istnieje wiele, które różnią się generalnie z założeń początkowych. Jedne zakładają, że struny tworzą tak zwane zamknięte, niemożliwe do rozerwania pętle, natomiast inne dopuszczają możliwość rozerwania się pętli i utworzenia prostych strun.
Istnieje też podział teorii ze względu na występowanie fermionów. Większość cząsteczek można tutaj podzielić na tak jakby takie dwie grupy fermiony oraz bozony. Fermionami są to cząsteczki, które posiadają masę, takie jak na przykład proton i neutron. Natomiast bozony to są cząsteczki tej masy, przepraszam. Bozony to cząstki, które tej masy właśnie nie posiadają, za to mogą one oddziaływać z innymi cząsteczkami. Przykładem bozonu jest foton lub grawiton. W teorii strun zakłada się też istnienie fermionów. Występują, przepraszam, w teorii strun zakładającej istnienie fermionów występuje supersymetria, czyli każdy taki bozon posiada swojego rodzaju partnera wśród fermionów, więc liczba bozonów i fermionów jest taka sama. Bozony są to cząsteczki, które oddziałują na fermiony i dzięki temu możemy zaobserwować na przykład oddziaływania grawitacyjne oraz magnetyczne. Teorie zakładające istnienie w strunach jedynie bozonów są nazywane bozonowymi teoriami strun i według nich w strunach nie ma w ogóle fermionów.
Natomiast te teorie, które zakładają supermetrię cząsteczek, nazywane są teoriami superstrun. I w tym momencie należy wspomnieć właśnie o wielowymiarowości wszechświata. Teoria superstrun. Według teorii strun poruszamy się w świecie, który przenika co najmniej dziesięć wymiarów. Cztery z nich są dla nas obserwowalne. Pierwsze trzy tworzą taką jakby siatkę, w której żyjemy i nadają wszystkim wymiary wysokości, szerokości oraz głębokości. Natomiast czwartym wymiarem jest czas. Wiecie co, że widziałem taką siatkę? Teorie superstrun zakładają istnienie aż dziesięciu wymiarów lub jedenastu, gdyby wliczyć zerowy wymiar, którym jest kropka kwantowa. Fizyka kwantowa opisuje dokładnie pozostałe te wszystkie wymiary.
Piąty wymiar można sobie wyobrazić jako rozgałęzienie na osi czasu, który przedstawia czwarty wymiar. Tak więc piąty wymiar to nasze możliwości wyboru ścieżki życiowej. Szósty wymiar tworzą możliwe równoległe światy, czyli światy, w których powstały zupełnie inne piąte wymiary niż nasze. Pajęczyna. Inaczej mówiąc, szósty wymiar zawiera wszystkie możliwe ścieżki rozwoju wszechświata od momentu powstania właśnie takiej pierwszej jakby cząstki. Siódmy wymiar sięga punktu wcześniejszego oraz zawiera w sobie nieskończoność, czyli punkt, w którym zaczął powstawać nasz wszechświat. Ósmy wymiar jest jeszcze bardziej niezwykły, ponieważ posiada w sobie różne nieskończoności. W tym wymiarze znajdują się wszechświaty zupełnie różne od naszego, rządzące się zupełnie innymi prawami fizyki. Tak. Dziewiąty wymiar tworzy więź pomiędzy wszystkimi nieskończonościami znajdującymi się w ósmym wymiarze oraz daje możliwości przemieszczania się pomiędzy tymi wymiarami.
Dziesiąty wymiar jest to punkt, w którym właśnie powstają wszystkie takie możliwe nieskończoności. Tak, to jest teoria. A jak to wygląda poza ciałem? Poza ciałem u mnie wyglądało to w taki sposób, że przedstawiono to jako takie płynące energie w kosmosie. Były to potężne, rozciągające się na, spróbuję to jakoś określić, miliony mil. To były takie duże energie pchane wiatrem słonecznym prawdopodobnie albo jakimś kosmicznym wiatrem. One się przemieszczały i było tego sporo, takich jakby strun. U mnie polegało to na tym, że na przykład w jednej z takich dalszych podróży właśnie też chciałem spenetrować struny. Jak to wygląda, czy rzeczywiście takie struny istnieją? I zostało mi to przedstawione jako taka wiązka energetyczna, widzialna oczywiście, do której mogłem wlecieć.
Kiedy wszedłem, bo nie wszedłem tam cały do tej wiązki, tylko wszedłem głową tylko, to w momencie przechodzenia przez tę jakby warstwę, granicę widziałem taki potężny wiatr, podmuch jak tornado właśnie coś tego typu. Ale kiedy wszedłem, to tak jakbym przeszedł przez lustro i wszedł w zupełnie inny świat. To jest ta strefa, ta warstwa, gdzie mogłem na przykład spojrzeć troszkę do przodu. To jest ten moment, bodajże piąty, jak dobrze pamiętam. Tak, piąty. To jest ta piąta strefa, w której możemy już oddziaływać, wręcz dosłownie fizycznie manifestować to, co nas spotka w przyszłości. Możemy po prostu zmieniać swoje przeznaczenie. To jest ten właśnie punkt i ja też tam siebie widziałem. Niesamowite wrażenie było naprawdę. I po prostu mogłem wszystko widzieć.
Mogłem widzieć ludzi normalnie, widziałem Ziemię, mogłem sobie zoomować wszystko, ale to był tylko taki moment. Ja tam w sumie nie badałem tego tak dokładnie, natomiast przytrafiło mi się tam może dwa, trzy razy takie właśnie, gdzie wchodziłem w te struny. Ja bym to tak nazwał. Wizualnie tak to u mnie wyglądało od strony poza ciałem. Teoria Kabały. Bierzemy Kabałę teraz. Kabałą się kiedyś interesowałem, jednak to porzuciłem. Bo to też już jest związane z mistycyzmem. W nauce Kabały studiujemy o tym, co powinniśmy zrobić, ażeby wstąpić w ukrytą strukturę duchowości. Studiujemy, jak możemy wznieść się ponad nasz świat w obszary, które w nim zarządzają, które nim zarządzają.
Postrzegamy świat wewnątrz siebie. Nasze pięć zmysłów otrzymują pewne zewnętrzne bodźce oraz przekazują je do mózgu, gdzie są one przetwarzane i analizowane, a następnie tworzy się z nich nasz obraz świata i nie postrzegamy nic oprócz tego obrazu. Świat, który znamy, jest naszą reakcją na zewnętrzne wpływy. Świat jako taki pozostaje nieznany. Dla przykładu, jeżeli moje błony bębenkowe są uszkodzone, nic nie słyszę, a dźwięk nie istnieje dla mnie wtedy. Postrzegamy to tylko w zakresie, do jakiego jesteśmy dopasowani. Nic nie słyszę, a dźwięk nie istnieje dla mnie wtedy. Postrzegamy to tylko w zakresie, do jakiego jesteśmy dopasowani. Wewnątrz nas wychwytujemy tylko naszą własną reakcję na coś, co hipotetycznie rozpościera się dookoła nas, ale też w rzeczywistości, czy cokolwiek tam się dzieje? Jak myślicie?
Istnieje wiele teorii na ten temat. Teoria Newtona stwierdza, że istnieje obiektywna rzeczywistość, że świat jest taki, jaki go widzimy i istnieje niezależnie od naszej własnej egzystencji. W późniejszym czasie Einstein wysunął teorię, że percepcja rzeczywistości zależy od stosunku pomiędzy prędkością obserwatora oraz prędkością obserwowanego przedmiotu. Innymi słowami, poprzez zmianę swojej prędkości w stosunku do przedmiotu postrzegamy go zupełnie inaczej. Przestrzeń zostaje wypaczona, wykrzywiona, skurczona lub rozszerzona, a czas się zmienia. Inne teorie, takie jak zasada nieoznaczoności Heisenberga zakłada wzajemność pomiędzy jednostką a światem. Innymi słowami, percepcja rzeczywistości jest wynikiem mojego wpływu Na świat oraz jego wpływu na mnie. Nauka kabały wyjaśnia, że nie istnieje postrzegalna rzeczywistość poza nami. Na nic nie wpływamy na zewnątrz nas, ponieważ nic na zewnątrz nas nie postrzega. Poza tym istnieje też tylko niezmienne wyższe światło.
Cały świat jest wewnątrz nas, a my odczuwamy, że jesteśmy pod wpływem czynników zewnętrznych. Dlatego też tak zostaliśmy stworzeni. Jeżeli wyjdziemy jednak poza ciało, zaczniemy postrzegać, jak wyższe światło daje życie zawsze to nowszym obrazom świata wewnątrz nas. Cały ten świat staje się wtedy mały i ograniczony. Dokładnie. Nie ma tam czegoś takiego jak czas. Czas nie istnieje. Czas nie istnieje poza. Widzimy, jak wyższe światło określa sposób, w jaki postrzegamy siebie oraz otoczenie i w końcu zaczynamy kontrolować ten cały proces. Nauka kabały daje nam tą możliwość.
Zaczynamy wtedy rozumieć, że przyczyna naszych ograniczonych zdolności leży w nas samych. To my się tak naprawdę sami ograniczamy. To my tworzymy sobie blokady. Zamykamy się w skorupce i nawet nie próbujemy, co niektórzy, otworzyć umysłów. A co jeśli tak? Mało co z nas zadaje pytania, siadając sobie na przykład na ławce, obserwując ludzi. Po co ten człowiek biegnie? Przecież życie chyba nie polega na tym, żeby siłować się, biec, zapieprzać za kogoś, tylko żeby się skupić na sobie samym, tak? Bo jeżeli sam wewnątrz siebie będziesz w porządku, to nie ma innej opcji. Nie ma innej opcji, żeby ludzie się inaczej postrzegali.
To jest ten klucz. Jeśli zrównoważymy nasze wewnętrzne właściwości z właściwościami wyższego światła, osiągniemy wtedy poziom doskonałości oraz wieczności zwany światłem nieskończoności. Życie staje się wtedy wieczne i całkowicie napełnione. Dokładnie. Wszystko to zależy tylko i wyłącznie od zmiany naszych wewnętrznych właściwości. Dlatego też nauka kabały skierowana jest raczej na wskazanie nam, że poprzez zmianę nas samych oraz zrobienie tego szybko, w ciągu jednego życia pozwoli nam na przekroczenie tego ziemskiego istnienia. Tak, ja taką opcję wybrałem. Wybrałem opcję podróżnika. Nasze ciała pozostają w niej, a my kontynuujemy nasze codzienne życia z rodziną, dziećmi, światem i społeczeństwem, lecz otrzymujemy dodatek do tego wszystkiego. Wyższą rzeczywistość, gdzie żyjemy w naszym boskim organie zmysłu.
No jest jakiś sens w tej kabałe, tak? Dobra, to jeszcze w takim razie jak już tu jesteśmy, to powiem jeszcze to tylko tak w skrócie, bo nie będę się zagłębiał, bo tego jest tak dużo, że ojejku, ja bym musiał audycję prowadzić chyba z dziesięć godzin albo coś, a już czuję, że odczuwam skutki. Teoria kwantowa. Teoria kwantowa wskazuje na istnienie tak zwanego obserwatora, dzięki któremu dochodzi do określenia stanu superpozycji cząstek elementarnych wchodzących w skład materii. Nie będę się tutaj rozwodził na temat tego wszystkiego. Jest audycja w Paranormalium do odsłuchania bardzo dobra zresztą audycja z Rafałem Nieradzikiem i z naukowcem, który zajmuje się właśnie teorią kwantową z punktu widzenia nauki. Polecam bardzo serdecznie do odsłuchania, bo jest naprawdę rewelacyjna. Fizycy zakładają, że istnieje specjalny poziom rzeczywistości, który jest niemierzalny w naszej przestrzeni. Uważają, że wpływ na niego ma właśnie ta nasza świadomość. Często też nazwa teoria kwantowa jest używana jako synonim mechaniki kwantowej.
Przykłady. Przykładowa teoria ciała stałego. Kwantowa teoria pola. Chemia kwantowa. Często teorie kwantowe nie mają w nazwie człon kwantowy jako przykład, a jedynie jako optyka atomowa. Teoria oddziaływań elektrosłabych. Fizyka statystyczna. Jest to zaczerpnięte z Wikipedii. Podstawowe informacje budulcowe otaczającego nas świata to atomy. Molekuły takie są już określane w świecie kwantowym, czyli można je mierzyć za pomocą tradycyjnych urządzeń.
Jest tak dlatego, że posiadają one ładunek elektryczny. Profesor William Tiller z Uniwersytetu Stanford twierdzi, że istnieje specjalna, pośrednia substancja. Żel. Tak, potwierdzam. Jest coś takiego, która funkcjonuje w część w rodzaju fizycznej próżni. Jest to substancja, która ma na celu moc kreacji materii i wpływa na nią, w jakiś sposób ludzie myślą. Tiller co prawda twierdzi, że nie był w stanie wykryć dotychczas śladów tej niewidzialnej substancji, ale jak twierdzi tylko dlatego, że jakkolwiek pomiar jest możliwy, to dopiero wtedy, gdy cząsteczki elementarne mają już ładunki, czyli wydostały się z tego właśnie poziomu pojawiającego się i dzięki temu mają, stają się mierzalne. Hipoteza ta zakłada, że wszechświat jest właściwie płaski. Ale Tiller zastrzega, że jego obliczenia mogą nie być w stu procentach dokładne. Ale jak dodaje Są na tyle precyzyjne, by dać wam wyobrażenie o ilości energii istniejącej w tym drugim rodzaju substancji rzeczywistości.
Ludzka świadomość zdaje się być w interakcji właśnie z taką warstwą istnienia. Wygląda na to też, że ludzkie myśli zwiększają przewodność dzięki poziomom atomów, cząsteczek, a poziomem właśnie tej osobliwej próżni. Świadomość może też w taki sposób wchodzić w interakcję z siłą większą niż ta, jaką są w stanie zmierzyć jakiekolwiek tradycyjne instrumenty. Nie wiem, chyba ominę Burcharda Heima, teoria rzeczywistości. Dobra, wezmę, tylko ja muszę puścić teraz jakąś muzykę, bo musiałem coś przekąsić, bo zgłodniałem. Wybaczcie mi moje stresy. Czasami pewnie brzmię sztucznie, ale myślę, że z czasem się rozpędzę z kolejnymi audycjami. Dobra. To lecimy w takim razie z kolejną teorią. Chyba muszę trochę przyspieszyć, bo robi się to wszystko za bardzo długie.
Teoria Burcharda Heima, teoria warstw rzeczywistości. Co to jest za teoria? Choć teoria ta wychodzi poza ramy fizyki, jest to w zasadzie teoria czysto fizyczna, która obejmuje ogólnie teorię względności Alberta Einsteina. Prowadzi jednak dalej, a mianowicie do kwantyzacji przestrzeni i ma na celu ujednolicenie fizyki. Programem jest tu całkowita geometryzacja, czyli nie tylko mamy tu geometryzację przestrzeni oraz pola, jak u Einsteina, ale też fizyczne pole źródeł cząstek, które może być interpretowane geometrycznie. Ta szersza perspektywa teorii Heima pozwala również na wgląd w struktury transmaterii, zwłaszcza o ile wpływają one, a więc coś, co wyraźnie odrzuca aktualna fizyka. Z jakich środków korzysta taka teoria? Teoria Heima najpierw formułuje rozszerzenie czasoprzestrzeni o dwa dodatkowe współrzędne opisujące stopień organizacji procesów. Dalej nakreśla ona podział świata na cztery poziomy istnienia: fizyczny, bios, psychika i pneuma. Tak więc pracuje ona z myślą, że istnieją pozamaterialne obszary rzeczywistości.
Używa ona metod matematycznych rachunku tensorowego, rachunku różnicowego, metron i abstrakcyjnej teorii mnogości. Do jakich więc wyników prowadzi taka teoria? Udaje się przy pomocy pojęć metronu i kondensacji wskazać bardzo dokładne parametry fizyczne cząstek elementarnych, które wynikają z jednolitego podejścia. Wyniki, czyli masa oraz liczby kwantowe są tak dokładne, że mogą dziś być używane jako standard pomiaru w akceleratorach cząstek DESY, CERN i tak dalej. Następnie pojęcie informacji prowadzi do wniosku, że naturalne prawa, które rządzą materialnymi zdarzeniami, pochodzą z pierwotnego, niematerialnego obszaru, co stanowi też znaczne rozszerzenie widzenia światła. To rozszerzenie pozwala też po raz pierwszy w historii fizyki na określenie czasu życia cząstek elementarnych. Co przeszkadza zatem, aby ta teoria się rozpowszechniła? Główną przeszkodą do pokonania jest to, że Heim wkracza poza czysto materialistyczny punkt widzenia. Trudność ta nie jest trywialna, ponieważ idea, że tylko to, co można empirystycznie udowodnić, może być przedmiotem obiektywnego dochodzenia, odpowiadała ogólnej potrzebie na początku ery w XVII wieku. Zamiana nadmiernie spekulatywnego myślenia poprzedzającego ten proces w scholastyce przez empiryzm doprowadziła do intelektualno-historycznego zwrotu, gdy w XIX wieku ludzie tacy jak Fauber Bach, Mark, Huxley, Darwin przekształcili metodologiem w ideologię wszystko to, co niematerialne zostało odrzucone poprzez naukę.
To stanowisko w dużym stopniu obowiązuje i do dziś i jest oczywiście zabronione, wręcz fanatycznie. Drugim powodem braku uznania są nadzwyczajne trudności matematyczne przy liczeniu stwierdzeń Heima. Używał on wiele pojęć takich, że nawet matematycy muszą się ich uczyć i to nie bez trudności. Choć wyniki są weryfikowalne, to jednak droga do nich jest bardzo często tutaj niejasna. Teorii jest tyle, że można by było gadać, gadać i gadać. Dobra, lećmy dalej w takim razie. Teoria Big Bangu. Big Bang. Według tej teorii, zwanej początkowo kosmologią Friedmana, wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu przed około 13,7 miliarda lat, choć rozbieżność zdań amongst astronomów jest znaczna. Od niecałych 10 miliardów do ponad 25 miliardów lat.
Fizycy tutaj potrafią opisać procesy, które dokonywały się już od jednej dziesięciotysięcnomilionowej sekundy. I tu jest wzór 10 E minus 10. Od początku świata według tej wiedzy Wszechświat liczy szacunkowo około 200 miliardów galaktyk. W każdej z nich jest około 200 milionów gwiazd. Od tych liczb aż się kręci w głowie. A jeszcze 100 lat temu wydawało się, że Wszechświat jest wielkości naszej Drogi Mlecznej. 11 lat świetlnych. Jednocześnie też najdoskonalsza ziemska próżnia wytwarzana za pomocą najdoskonalszej ludzkiej technologii nie jest nawet w przybliżeniu tak pusta jak przestrzeń międzygwiezdna ze wszystkimi jej ciałami. Ten ogromny Wszechświat powstał z ciała wielkości może protonu, a może superstruny. Tego jednak niestety nie jesteśmy w stanie jeszcze na obecną chwilę stwierdzić.
A przecież wymiar superstruny tak się ma do wymiaru protonu jak proton do całego Układu Słonecznego. Właśnie. Sformułowana w 1981 roku teoria inflacji kosmicznego tłumaczy wprawdzie fazę szybkiego rozprzestrzeniania się Wszechświata, ale też jednocześnie powoduje, że to wszystko, co możemy zobaczyć poprzez teleskopy, stanowi nieskończenie małą część znanego większego świata. Chociaż teoria Wielkiego Wybuchu jako jedyna zdominowała dyskurs naukowy, to trzeba też tutaj jednak pamiętać, że do wątków wiążących się z tą teorią Wybuchu należał między innymi właśnie Albert Einstein, który był twórcą kosmologii plazmowej. Przepraszam Albert Ayshan. Kolejny to był twórca kosmologii plazmowej Ralph Juergens. Zwolennicy kosmologii plazmowej, tacy jak na przykład noblista astrofizyk Hannes Alfvén i Eric Lerner oraz fizyk plazmowy, prezydent Lawrence Livermore National Laboratory w USA, czy też twórcy teorii stanu stacjonarnego, Steady State Theory, matematyk oraz kosmolog Hermann Bondi, Żyd astrofizyk Thomas Gold, Żyd matematyk, astronom i kosmolog Sir Fred Hoyle oraz wielu innych znaczących reprezentantów Uniwersytetu Cambridge w Wielkiej Brytanii, Instytutu Maxa Plancka w Niemczech, Lawrence Livermore National Laboratory w Stanach Zjednoczonych czy też Kaliforniańskiego Instytutu Technologicznego, którzy jednakże obecnie nie należą do głównego nurtu tych środowisk naukowych. Modne i poprawne naukowo jest obecnie też być zwolennikiem teorii Wielkiego Wybuchu, ale walka o to, co jest prawdą, ciągle trwa. Ja osobiście w tą teorię nie wierzę. Aż dziw bierze, że w tak fundamentalnej sprawie Kościół jeszcze nie zabrał swojego głosu, skoro święty właśnie Augustyn, którego myśl była przez wiele wieków oficjalną wykładnią poglądów Kościoła katolickiego, tak oto wyrokował.
Tak jak nie należy wyobrażać sobie nieskończone trwanie czasu przed stworzeniem świata, podobnie też nie trzeba myśleć o nieskończenie rozległej przestrzeni poza światem. Bo jeżeli niektórzy wyobrażają sobie nieskończone trwanie czasu przed stworzeniem świata, gdzie, jak im się wydaje, Bóg nie mógł być bezczynny, to niechże w podobny sposób też wyobrażą sobie nieskończenie równoległą przestrzeń poza tym światem. I jeżeli powiedzą, że również i tam Wszechmogący nie mógł pozostawać bezczynny, to czyż nie wyniknie z tego, że wraz z Epikurem będą musieli uroić sobie istnienie niezliczonych światów? Sorry, ale musiałem kaszlnąć. Okej. Wielość wszechświatów. Jednym z autorów tej teorii jest profesor fizyki na Uniwersytecie w Stratford Andrei Dmitrieievich Linde, urodzony w 1948 roku. Utrzymywał on, że nasz wszechświat jest tylko jednym z nieskończonej liczby wszechświatów stale rodzących się przez inflację. Co za nazwa. Inflacja, kiedy się rozpocznie, nie może się skończyć, więc wszechświaty stale wypuszczają kiełki małych wszechświatów, które bądź to rozszerzają się, bądź zapadają się w sobie i wypuszczają kolejne kiełki i tak dalej, i tak dalej w dół sranej.
Nie dokończę. W ostatnim okresie doktor fizyk Antenne Erikske, urodzony w 1981 roku. '81 rok już doktor? Z Caltech Tapir Group, California Institute of Technology ustalił, że w mikrofalowym promieniowaniu tła CMB znajdują się informacje pochodzące sprzed powstania właśnie naszego wszechświata, czyli że nasz wszechświat wypoczkował z wcześniejszego wszechświata. Dane te zostały uzyskane z satelity WMAP, który to w 2001 roku badał CMB. Ale badania teoretyczne prowadzone na grupie między innymi teorii strun oraz kosmologii inflacyjnej pokazują, że inne wszechświaty mogą się zdecydowanie różnić od naszego. Nawet struktura przestrzeni oraz czasu może nie być podobna do niczego, co znamy. I to wszystko jak jedna wielka kosmiczna bajka. A przecież według obecnego obowiązującego w fizyce wykładni tak właśnie się rodzi i nadal się rodzi nasz świat. Zdaniem Andriejewa fizyka nie jest dobrą metodą do poznawania rzeczywistości, ponieważ fizyka na przykład nie odnosi się do świadomości.
Fizyka bada materię, a świadomość nie jest materią. W 1957 roku amerykański fizyk Hugh Everett, uczeń wspomnianego Johna Wheelera i Eugene Wignera, sformułował w swojej pracy doktorskiej pisanej pod kierunkiem Johna Wheelera teorię wszechświatów równoległych, która następnie spopularyzowana została przez innego ich ucznia, Bruce'a DeWitta, laureata między innymi Nagród Einsteina i Diraca. W ostatnim okresie teoria wszechświatów równoległych przeżywa renesans. W 2007 roku „Tygodnik Nature” uhonorował półwiecze teorii Everetta specjalnym wydaniem, a w Oksfordzie zorganizowano poświęcone jej sympozjum. Temperatura dyskusji oraz liczba poświęconych jej publikacji z roku na rok wzrasta. Punktem wyjściowym teorii wszechświatów równoległych są przedmioty istniejące w stanie nieoznaczonym, czyli normalnym stanie występującym w fizyce kwantowej. Kiedy podmiot poznający dokonuje pomiaru, jeden z tych stanów nieoznaczonych czyni stan rzeczywistym, ale pozostałe stany istnieją nadal i biegną równolegle do siebie. Na każdym rozgałęzieniu rzeczywistości ludzka świadomość wybiera te ścieżki, które nie prowadzą do śmierci. A że proces ten powtarza się w nieskończoność, to i każdy człowiek jest nieśmiertelny, bo zawsze w którymś ze światów przeżyje. Światy równoległe, wszystkie jednakowe, realne, nic o sobie nie wiedzą.
Każde przejście kwantowe, jakie następuje na dowolnej gwieździe, w dowolnej galaktyce, w dowolnym dalekim zakątku wszechświata, powoduje rozszczepienie naszego lokalnego świata na tysiące kopii. Oto skrajna schizofrenia, prawda? W tym procesie również obserwator musi rozszczepiać się na niezliczone kopie samych siebie. Noblista, fizyk Richard Feynman, Żyd, uczeń wspomnianego wcześniej ojca bomby wodorowej Johna Archibalda Wheelera, głosił z kolei tezę o wielu możliwych teoriach wszechświata. Jednak sformułowana w połowie XX wieku teoria równoległych światów Everetta nie była pomysłem oryginalnym. Już w 1751 roku tyleż sławny, co niedoceniony za życia Ludwig Boltzmann, profesor uniwersytetu w Wiedniu, w Monachium, Lipsku i Grazu, zwany między innymi z prawa Stefana-Boltzmanna, sformułował tak zwaną hipotezę ergodyczną. Duża nieregularność ruchu cieplnego oraz zmienność sił zewnętrznych działających na ciało stwarza bardzo duże prawdopodobieństwo, że atomy w ruchu cieplnym mogą przyjmować wszystkie wartości położeń i pędów zgodnie z ustaloną energią wewnętrzną. Hipoteza ta jest logicznie rozważana w teoriach wielu światów. W światach Boltzmanna światy Boltzmanna ułożone są w ciągu czasowym, ale pojawiają się tak rzadko, że praktycznie są od siebie fizycznie niezależne. Sorki, bo musiałem odpisać.
Według jednego z najbardziej wpływowych fizyków XX wieku, noblisty Niels Bohra z 1922 roku, Żyda, na poziomie kwantowym uważano, że nie poznajemy rzeczywistości, a jedynie poznajemy wiedzę obserwatora. Nasze teorie nie opisują rzeczywistości, bo rzeczywistość jest przed nami zakryta. Teorie są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem oraz stwierdzenia i zasady są niewytłumaczalne, więc zamknij się i obliczaj. Tym bardziej że wyniki eksperymentów wykazują zgodność teorii do dziesięciu miejsc po przecinku. Zaczynam się plątać. Pokrewne stanowisko reprezentuje laureat Nagrody Fundacji Wolfa z 2010 roku fizyk Anton Zeilinger, który twierdzi, że należy zapomnieć o podziale na informację oraz rzeczywistość, dlatego że formułując dowolne stwierdzenie o świecie, formułujemy w istocie twierdzenie, że nie o nim jako takim, ale jedynie o informacji, którą dysponujemy na jego temat. Potwierdzeniem poniekąd tego sposobu postrzegania naszego otoczenia są obliczenia fizyków wskazujące, że to, co obserwujemy jako ciało niebieskie w kosmosie, stanowi zaledwie 0,4% jego wypełnienia. Czarna materia wypełnia świat w około 73%. Czarna materia w około 23%. A zaledwie około 4% to normalna materia i energia, z którą mamy do czynienia na co dzień.
Z tych 4% 3,6% stanowi międzygalaktyczny gaz. Czarną materię zaobserwowano jakoby już także na Ziemi. A żeby pogodzić fizykę kwantową z obserwacjami tego powszechnego węgierskiego fizyka I matematyka noblisty z 1963 roku, Żyda Eugena Paulu Wiegnera. To trzeba przyjrzeć się jego hipotezie. Sformułował on hipotezę, że gdy informacja od przedmiotu w stanie nieoznaczonym dociera do podmiotu poznającego, a ściśle rzecz biorąc do jego mózgu, wówczas to podmiot poznający zmusza poznawany przedmiot do przyjęcia konkretnego stanu. Każdy obserwowany przedmiot zostaje zatem skonkretyzowany dopiero wtedy w wyniku działania podmiotu poznającego. Inaczej mówiąc, świat realny istnieje tylko dlatego, że my go tak właśnie wygenerowaliśmy. Świat zewnętrzny nie istnieje niezależnie od nas. On istnieje tylko dlatego, że my istniejemy. Gdyby nagle, wskutek nieformalnego zdarzenia, na przykład człowiek zniknął z Ziemi, wraz z nim zniknęłyby wszystkie jego działania, ziemska przyroda i gwiazdy w kosmosie.
W konsekwencji każdy przedmiot, który poznający generuje właściwie sobie realny świat, odmienny jest dla każdego innego oraz dla podmiotu poznającego. Świat człowieka i hipotetycznie rozumienie istoty, dajmy na to z odległej na przykład 2,93 miliony lat świetlnych galaktyki Trójkąta będą światami nieprzystającymi do siebie. Możliwe, że już dziś żyjemy obok siebie, nie postrzegając się wzajemnie. No dokładnie. Nie potrzeba tutaj żadnej tej. Autorem tak zwanej koncepcji fali pilotującej jest były współpracownik Einsteina, profesor Uniwersytetu Princeton, Sir David Joseph Bohm. Według niego na poziomie fundamentalnym istnienia świata, poziom cząsteczek elementarnych, podział na świat fizyczny i psychiczny znika. Jednocześnie też trwa gra świadomości ludzkiej z innymi świadomościami rozlokowanymi we wszechświecie i znikającymi przy tym przestrzennościami, takimi jak świadomość zewnętrznego ciała fizycznego oraz podmiot-przedmiot. Rozdzielenie świadomości człowieka i wszechświata jest bezsensowne, ponieważ kosmos jest świadomą całością, która poznaje siebie poprzez świadomość ludzką. Do twórców tej koncepcji fali pilotującej należy zaliczyć ponadto profesora Uniwersytetu Londyńskiego, Birbeck College, Basila J.
Hillyera oraz noblistę z 1929 roku Louisa de Broglie'a. Według przywoływanego już wcześniej Edwarda Freglina, Żyda, wszystkie procesy fizyczne w naturze są formą obliczeń lub przetwarzania informacji na najbardziej podstawowym poziomie rzeczywistości, tak zwany pankomputacjonalizm. Na tym gruncie amerykański fizyk oraz matematyk, profesor Uniwersytetu Tulane w Nowym Orleanie, Frank J. Tipler, urodzony w 1947 roku wraz z profesorem nauk matematycznych na Uniwersytecie Cambridge, Johnem Barrowem, laureatem Nagrody Templetona 2006 roku, stworzył tak zwaną teorię punktu Omega, która jest jak najbardziej poprawna pod względem praw fizyki. W uproszczeniu można ją przedstawić w sposób następujący: Wszechświat, który w wyniku Wielkiego Wybuchu obecnie, jak wiadomo, rozszerza się po osiągnięciu maksymalnych rozmiarów, kiedy zacznie się kurczyć aż do osobliwości komórkowej, która nazwana tutaj została punktem Omega. Wówczas to ludzie zbudują ogromny system komputerowy, który umożliwi zmartwychwstanie wszystkich osób żyjących wcześniej. Co za bełkot. Ściślej rzecz biorąc, zbudują środowisko hiper cyberprzestrzeni zrealizowane za padającej się w końcowym kolapsie czasoprzestrzeni. Punkt Omega nie tylko wskrzeszałby ludzi z martwych, ale udoskonalałby ich. Na przykład każdy mężczyzna mógłby mieć najpiękniejszą kobietę, jaka kiedykolwiek żyła na tej ziemi.
Co ciekawe, według teorii punktu Omega prawdziwe Omega wprawdzie stworzył wszechświat, ale sam jeszcze nie istnieje. Jak to jest możliwe? Tipler wyznał kiedyś z rozbrajającą szczerością i tutaj cytuję: „Jestem w tej samej sytuacji co Kopernik. Chciałbym podkreślić, że podstawowa różnica polega na tym, iż wiemy, że Kopernik miał rację. Nie wiemy jednak tego jeszcze o mnie. Podstawowa sprawa. Cóż, pozostaje nam teraz nieco poczekać, żeby się przekonać. Chociaż podobne urojenia odpowiadają społecznemu zapotrzebowaniu, największą poczytalnością cieszą się książki autorów, którzy twierdzą, iż świadomość jest koniecznym efektem tego wszystkiego, co się działo w minionych 13 miliardach lat, a następnym etapem rozwoju będzie połączenie wszystkich kultur naszej galaktyki w jeden potężny galaktyczny nadorganizm wyposażony w świadomość.” Koniec cytatu. Przytoczone powyżej teorie fizyczne są niestety nieweryfikowalne. Dokładnie.
Praktyka dowodzi jednak, że nawet powszechnie przyjęte paradygmaty, takie jak teoria ewolucji czy też teoria względności oraz wcześniejsze teorie, które wcześniej tutaj uwzględniłem, także nie spełniają w sposób oczywisty w pełnym zakresie kryterium falsyfikowalności. Podobnie rzecz ma się z teorią supersymetrii, teorią superstrun czy wieloma innymi teoriami dziedzin cząstek elementarnych i tak dalej. Odnosząc się do podstawowego prawa fizyki kwantowej, to jest zasady nieoznaczoności Wernera Heisenberga, filozof, jeden z twórców pozytywizmu logicznego Moritz Schlick stwierdził, że jeśli zdanie mówiące o położeniu elektronu w wymiarach atomowych nie jest weryfikowalne, to nie możemy przypisać mu żadnego sensu. Niemożliwością zatem staje się też mówienie o drodze, jaką przebywa cząstka między punktami dwoma oraz gdzie została ona zaobserwowana. Podobne opinie formułowali tacy matematycy jak jeden z najbardziej wpływowych XX wieku, profesor Uniwersytetu Princeton Herman Weyl oraz fizyk Arthur March. Święta prawda. Nauka niestety nie daje nam żadnych pewnych twierdzeń. Tak oni twierdzili. Nawet największe bzdury oraz niedorzeczność fizyków przyozdobione robaczkami matematycznych wzorów stają się z dnia na dzień niewzruszoną wykładnią prawdy o fizycznym świecie i obiektem podziwu mediów. Nigdy nie ma odwagi, tak jak małe dziecko z bajek Hansa Christa Andersena.
Mogę tutaj podać przykład „Nowe szaty cesarza". I tutaj zacytuję: „Patrzcie, przecież cesarz jest nagi! Aż w końcu kiedyś cały lud zawołał: On jest nagi! A cesarz zmieszał się, bo wydawało mu się, że jego podatki mają słuszność. Ale pomyślał sobie: Muszę wytrzymać do końca procesji. I wyprostował się jeszcze dumniej, a dworzanie szli za nim, niosąc tren, którego wcale nie było." Koniec cytatu. Fizyk, profesor Uniwersytetu Princeton John Archibald Wheeler zwykł mawiać, cytuję: „Jeżeli w ciągu dnia nie znalazłeś niczego dziwnego, to nie był to ciekawy dzień". A sławny niemiecki filozof Oswald Spengler stwierdził, że nie istnieje żadne przyrodoznawstwo bez poprzedzającej jej religii. Fizykom od dawna towarzyszą, jak pokazałem wcześniej w moich wypocinach powyżej, religijne, implikacyjne przypadłości. Nic dziwnego, często lektura ich wywodów skłania do dania sobie większej wiary argumentom religijnych oszustów, ponieważ brzmi to bardziej wiarygodne niż podparte wzorami fizycznymi teorie.
Jak zawsze można po prostu iść w stronę religii, które osobiście uważam, że są gagancem. Dobra, został mi jeszcze David Icke. Davida Icke na koniec zostawię. Też nie będę się za bardzo rozwodził z Davidem Icke'iem, bo nie mam zamiaru tutaj mówić o reptilach i tych wszystkich innych, bo to nie moja działka. Ja osobiście nigdy nie widziałem reptila, więc po prostu nie będzie. Dobrze. Co wam tu jeszcze puścić w takim razie? Dobra, puszczę wam Ivella. To przejdę w takim razie jeszcze do Davida Icke'a. Tak jak powiedziałem wcześniej, ja nie będę się tutaj zajmował reptilami.
Osobiście ich nie widziałem w tej rzeczywistości, natomiast poza oczywiście widziałem, ale to wiadome. Wszystko zależy od percepcji danego człowieka, jak to wszystko postrzega. Ludzie, czy wy żeście posnęli? Ja tak mówię, że usypiacie czy co, czy jak? Według Icke'a obecny system znajduje się u progu trwającego około 12 000 lat rozkładu. Zbliża się jednak moment przesilenia, po którym dojdzie do przebudzenia się ludzkości. W chwili obecnej świat jest coraz bardziej kontrolowany przez Zakon Iluminatów, w których to skupionych jest 13 dynastii pozaziemskiego pochodzenia. David Icke urodził się 29 kwietnia 1950 roku w Leicester w Anglii. Przez pięć lat do 1973 roku grał jako bramkarz w klubach piłkarskich. Z powodu choroby musiał zakończyć karierę piłkarską.
Pozostał jednak związany ze sportem, pracując między innymi dla BBC jako dziennikarz. W połowie lat 80. wydał on swoją pierwszą książkę poświęconą karierze piłkarskiej. Później jednak zaczął się interesować tematyką New Age, czego pokłosiem była jego druga książka wydana w 1989 roku. Nieco wcześniej zaangażował się też w działalność Partii Zielonych, będąc jej członkiem oraz rzecznikiem prasowym w latach 1988-1991. The Observer nazwał go wówczas Tony Blairem Zielonych. Przełom w jego karierze nastąpił w 1991 roku, kiedy to w lutym udał się on do Peru, gdzie odwiedził preinkarskie cmentarze z Chawllustani. Jak twierdził, doznał on tam wtedy niezwykłej przemiany. Do jego umysłu zaczęły wtedy napływać nowe myśli i z jego wnętrza nagle zaczęła też emanować ogromna energia, która doprowadziła do zwiększenia aktywności jego mózgu i czakr. Polecam książkę „Największy sekret”, bo tam jest opisany cały proces, jak on to wszystko przechodził.
W bardzo krótkim czasie, bo już w maju tego roku wydał kolejną książkę przed premierą, którą dopuścił jednak Partią Zielonych. W tym okresie też, zachowując się ekscentrycznie, zaczął się ubierać jedynie w stroje koloru turkusowego. W 1991 roku 29 kwietnia udzielił telewizyjnego wywiadu Terry'emu Woganowi na antenie BBC. W programie tym opisał swoją wizję zniszczenia Wysp Brytyjskich przez trzęsienie ziemi i ogromną falę. Polecam ten wykład. Oglądałem go. Wyznał on również, że on sam jest synem Boga. Zaowocowało to wyśmianiem go przez zgromadzoną publiczność. Po tym programie Icke stał się postacią ogólnie znaną, ale raczej wyśmiewaną. To jednak go nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie zmobilizowało do większej pracy.
W ciągu 20 lat David Icke napisał 16 książek i nakręcił prawie 14 filmów wideo. Prawie wszystkie książki przeczytałem. Nie pamiętam teraz dokładnie ile. Musiałbym popatrzeć na tytuły, ale prawie wszystkie przeczytałem książki. David Icke jaki jest, taki jest. Wszyscy wiemy. Kontrowersyjna postać, ale warto znać opinie. Podkreślam swoje opinie, żeby podjąć własną decyzję, a nie wyrobić sobie swojej na podstawie opinii innych. Występuje on na całym świecie, prowadząc wielogodzinne wykłady, podczas których wyjawia swój pogląd na temat tego, co dzieje się z naszą planetą oraz kim jest prawdziwa elita rządząca światem. Był w Polsce też między innymi bodajże w 2014 roku czy 2015.
Chyba 2014, jak dobrze pamiętam. Jakie to są poglądy jego? Według Icke'a obecny świat znajduje się u kresu trwania około 12 000 lat rozkładu. Według zdania Icke'a Iluminaci stoją między innymi za publikacją „Protokołów Mędrców Syjonu”. Istotną w jego poglądach jest historia ludzkości, ponieważ jego zdaniem człowiek został stworzony poprzez Anunaki w procesie genetycznych eksperymentów prowadzonych na pozaziemskim genomie, gdzieś na terenach dzisiejszego Bliskiego Wschodu. Pierwszy człowiek, Adam, był jego zdaniem hybrydą stworzoną ponad 300 000 lat temu. Oprócz jego teorii kontrowersyjnej o reptilach, którzy kontrolują świat, wypowiedział on przed latami niezwykle ciekawe słowa na temat natury naszej rzeczywistości. Objaśnił to niczym zawodowy fizyk teoretyczny, wskazując, że nasz wszechświat oraz każdy inny jest jak taka stacja radiowa czy też telewizyjna, do którego dopiero trzeba się dostroić. Też tak uważam, że trzeba się dostroić. To zdumiewające, ale słynny fizyk oraz teoretyk Michio Kaku, współtwórca teorii strun po latach opowiada o wielu wszechświatach otaczających nas jednocześnie, do których trzeba się dostosować.
Tym dostosowaniem jest stawianie się w rzeczywistości w danym momencie w jeden z możliwych sposobów i to, w której się znajdziemy, zależy od naszego dostrojenia do właściwej struny z właściwym wszechświatem. Wygląda to zdumiewająco podobnie, prawda? Nie uważacie? Oznacza to tylko tyle, że istota rzeczy jest do wyczucia nawet dla takich laików jak Icke, ale też, aby było to możliwe, konieczne jest uzyskanie jakiegoś pewnego rodzaju oświecenia, którego najwyraźniej mógł doznać David Icke. Z jego niektórymi ustaleniami oraz przekonaniami może być też czasami trudno, ponieważ ciężko jest się pogodzić ludziom z góry o ustalonych poglądach, zamkniętym umysłem, ale za tę intuicję należy jednak mu się, tak mi się przynajmniej wydaje, wielki szacunek. Według mnie, gdyby ktoś mnie spytał, jaka jest moja prywatna opinia na temat Davida Icke'a, powiedziałbym tak, że jego poglądy można podzielić na mądre i głupie. Nie wszystko, co mówi, jest głupie. Szczególnie polecam tutaj jego książkę „Stek bzdur”. W pierwszym tomie bardzo fajnie opisuje strukturę poza. Wręcz kiedy czytałem w tamtym roku na wakacjach nad polskim morzem, nad Bałtykiem tę książkę, pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy, to było takie coś, że gościu wie, o co chodzi.
On musi doświadczać tych wszystkich OOBE, nie OOBE, bo dokładnie tak samo ja to widzę, jak on tutaj opisuje w tej książce. Taka była moja pierwsza myśl, kiedy zacząłem czytać o strukturach. Nie mówię o reptilach. Reptile to tam na bok tylko przytoczyłem tutaj. Natomiast jeżeli chodzi o strukturę, o budowę, nie jest głupi. Jeżeli o to chodzi, to dlatego powiedziałem tu wcześniej, że trzeba umieć oddzielić mądre i głupie. Do mądrych poglądów zaliczyłbym też nieufność wobec przekazów medialnych, reklamowych, propagandowych, umowanie samodzielnego myślenia, otwartość umysłową, demokratyzm, antyglobalizm oraz sprzeciw wobec instytucji masońskich i paramasońskich, które to też działają w sposób nie do końca jawny, a chcą wywierać wpływ na nasze życie publiczne. Dokładnie. Te grupy, które pisałem wcześniej na trzech pierwszych poziomach Peru. Do głupich poglądów zaliczyłbym cały wątek reptilianńsko-nadprzyrodzony.
Dokładnie. David Icke nie ukrywa, że jego metodologia badawcza w dużej mierze opiera się na irracjonalnych przesłankach. Trudno jednak też nie doceniać faktu, że Anglik ukazuje ludziom nieprawidłowości występujące w świecie mediów, polityki, biznesu, religii i oświaty. Jak już wspomniałem, zgadzam się z tym, co powiedział Kent Daniel Pentkowski. Polecam sobie odszukać część tego, co głosił David i naprawdę rozsądnie, ponieważ mówi sensowne rzeczy w niektórych momentach. Zawsze jest to, że części jest nam rzucana prawda i części są nam rzucane jakieś rzeczy, które mają spowodować to, że odwrócimy naszą uwagę. Niestety podważa też sam swoją wiarygodność, ponieważ opowiadając o jaszczuroludziach, pozaziemskim pochodzeniu ludzkości i tak dalej, daje nam odczucia, że jest coś z nim nie tak. Powinien być jak najbardziej słuchany, ale tylko przez tych, którzy potrafią oddzielić ziarno od plew. Krytycyzm i sceptycyzm są także bardzo ważne, co potwierdza sam pisarz. Jaki jest ostateczny wniosek?
Nie należy ani przekreślać, ani idealizować Davida Icke'a, ponieważ trzeba wiedzieć, gdzie się kończy prezentacja weryfikowalnych faktów, ale też gdzie zaczyna się opis rzeczy przyjmowanych na wiarę. Jak wiemy, wiara... Tak, ale ja też nie jestem w stanie wszystkich moich zjawisk udowodnić. Jeśli mamy jakieś wątpliwości, zawsze możemy poszukać innych źródeł informacji. Nie powinniśmy też być fanatykami, zwłaszcza w tak kontrowersyjnych kwestiach jak te, o których właśnie rozprawia David Icke. Ja tu się nie będę więcej rozprawiał nad tym Icke'iem, jedynie co, to zapraszam jeszcze do ostatniej „Hiperprzestrzeni Tomasza”, nie z tego tygodnia, tylko z 5 lutego. Tam Tomasz ostro mówi o Davidzie Icke'u. Jaka jest postać persona? Ja to pominę. Miałem jeszcze sobie tutaj powiedzieć o szamanizmie.
W sumie zapomniałem w ogóle o tym aspekcie powiedzieć wam tutaj troszkę. Szamanizm jest zespołem praktyk oraz wierzeń opierających swe promowanie relacji świata namacalnego do świata duchowego. Coś się stało z muzyką, nie wiem dlaczego. Znowu się coś dzieje. Ludzie, co jest, kurde? Nie można normalnie nadawać, tylko zawsze musi być jakaś akcja. Dobra, wszystko jest chyba w porządku. Powinno być już wszystko w porządku. Ja zrobiłem błąd. Szamanizm.
Szamanizm jest zespołem praktyk i wierzeń opierających swoje promowanie relacji świata namacalnego do świata duchowego na fundamentalnej roli szamana jako osoby zdolnej do podróży ekstatycznych w zaświaty dla dobra swojej wspólnoty bądź też jej poszczególnych członków. Czytam to z Wikipedii, ponieważ widzę, że to jest dość ładnie tutaj rozbudowane. Szamanizmem właściwym nazywamy szamanizm występujący w społecznościach plemiennych Syberii i Środkowej Azji, w których to szamanizm stanowi fundamentalny czynnik życia religijnego. Ślady szamanizmu obecne są bardziej lub mniej w religiach tradycyjnych na wszystkich kontynentach świata. Skłania to badaczy do przyjęcia tezy o archaicznym pochodzeniu tych wierzeń, opartych na dwóch rzeczywistościach: namacalnej i duchowej oraz na trzech piętrach organizacji świata. Duchowym świecie dolnym, świecie środkowym ziemskim i świecie górnym niebieskim, świecie duchowym. O tych światach troszkę później opowiem i podam przykłady. Także premierowo wam opowiem jakiś tam sen, który iluzorycznie przedstawi nam, o czym my tutaj właściwie mówimy. Pochodzenie słowa szaman nie jest znane, a wszelkie propozycje wyjaśniające jego genezę oparte są na spekulacji i niepewnych analizach porównawczych. Problem etymologii związany jest również z zagadnieniem pochodzenia samego szamanizmu.
Badacze nie mogą rozstrzygnąć podstawowej kwestii, czy szamanizm powstawał niezależnie w różnych miejscach świata, czy też został wynaleziony w jednym miejscu, skąd rozprzestrzenił się po niemal całej Ziemi. Słowo szaman być może pochodzi z języka wschodniosyberyjskich Ewentów, dawniej zwanych Tunguzi, także w takiej formie saman. Inna wersja, siaman, występuje u Goldów among Dżurów, zaś sama w języku tunguskim wyraz ten oznacza czasownik „wiedzieć", jest jednak rzadko używany i prawdopodobnie obcy. Jeżeli zaś szamanizm wywodzi się z indyjskiego języka pali, z pierwotnej wersji śraman lub czraman oznaczającego ubogiego wędrowca, mnicha ascetę. Przesiony został do Syberii za pośrednictwem języka chińskiego wraz z rozprzestrzenianiem się buddyzmu, na co wskazuje na przykład podobieństwo językowe pomiędzy szamańskim drzewem Turo oraz drzewem Buddy zwanym Taru. Świat duchów to nas najbardziej tutaj interesuje. Szamanizm rozkwitał na tyle wierzeń animistycznych. Zakładają one ciągłą obecność świata duchowego we wszystkich przejawach natury. Wiele kultur animisticznych przedstawia sobie świat jako kosmos trzy poziomowy. Pośrodku znajduje się płaski dysk Ziemi, pod spodem świat duchów złych czy nieżyczliwych, a na ziemi świat duchów dobrych, pomocnych.
O ile każdy członek doświadcza obecności duchów pod postacią sprzyjających zdarzeń, choroby, żywej rośliny i tak dalej, to właśnie szaman jest osobą wybraną do bezpośredniej styczności z tymi istotami. Warto podkreślić słowo wybrany. Nie może sam upoważnić się do kontaktu ze światem duchów. Inicjatywa zawsze pochodzi z góry lub z dołu. Więcej na ten temat oczywiście zaraz tutaj powiem. Kontakt z duchami następuje w trakcie, gdy szaman wprowadza się w trans, najczęściej poprzez rytmiczne bębnienie, monotonny śpiew oraz spożywanie roślin wizyjnych halucynogennych. W czasie rytuału traci on częściowo przytomność, podczas gdy jego dusza wędruje swobodnie po świecie duchów, korzystając z pomocy sprzyjającego ducha. To temat. Podczas wędrówki szaman może ujrzeć rzeczy niedostępne dla reszty społeczeństwa. Stąd przekonanie, że w mocy szamana jest wizja z przyszłość i przeszłość.
Jednym z najbardziej znanych rytuałów szamańskich uwzględniających zażywanie środki halucynogenne jest ceremonia picia wywaru zwanego ayahuasca w Ameryce Południowej. Napomnę tutaj tylko, że jednym z najlepszych w Polsce, w cudzysłowie najlepszych, w sensie, że najlepiej to wszystko opisał, to jest na przykład właśnie Robert. Jak on się nazywa? Z głowy mi wyleciało. Jejku! Robert, jak ty się nazywasz? Nieważne. „Obeź. Ścieżka życia" książka. I tutaj jest bardzo fajnie opisany proces, który przechodził Robert Noble.
Jest cały opis, w jaki sposób on dochodził do zrozumienia siebie. On również tam używał ayahuasca. Też polecam. Przepraszam, musiałem kaszlnąć. W innych kulturach szamańskich zażywane są również najróżniejsze rośliny lub grzyby zawierające związki psychoaktywne. U Yanomamö w Wenezueli funkcję tę pełni zwykły tytoń. Roślina wizyjna jest albo zupełnie zarezerwowana do spożycia dla szamana, albo jest medykamentem stosowanym powszechnie w społeczności. Najpowszechniejszą używką stosowaną przez szamanów syberyjskich był muchomor czerwony, amanita muscaria, chociaż stosowano także inne środki halucynogenne, takie jak wywary z kory cedrowej oraz jagód. Pito także krew pochodzącą z renifera bądź świni. Było to zależne od zamieszkania danej grupy etnicznej.
Dodajmy, że choć najczęstszy w szamanizmie jest motyw duszy opuszczającej ciało w swoich wędrówkach, czasem w trasie aktywną rolę odgrywało ciało oddające się duchom i ulegając czasowemu opętaniu. Szaman zdolny do takiej formy kontaktu z duchami mówi ich głosem, wreszcie w formie improwizowanej dramy przedstawia w tańcu i śpiewie to, co każą mu przekazać. To, co każe mu przekazać, władająca nim moc. Ważnym punktem styczności ze światami są dla każdego człowieka narodziny, też i śmierć. Szaman asymuluje się przy porodzie i odprowadza umierających. Pełni rolę tak zwanego psychopompa. Gdy więc dusza wstępuje w nowo narodzone dziecko, zdaniem szamana jest też dobrze ją w tym ciele ulokować, by uniknąć dopasowania skupiającego się w późniejszych zaburzeniach duchowych. Również energie opuszczające zmarłego dzięki wręcz ręcznej asyście psychopompa łączą się ze światami we właściwej harmonii. Kurczę, dobrze by było jeszcze w tej audycji powiedzieć o tybetańskiej księdze umarłych. Nie no, to już jest za dużo tego wszystkiego.
Osobowość. Dobra, myślę, że chyba na tym zakończę. Polecam jeszcze przyjrzeć się „Tybetańskiej księdze umarłych", bo ona też jest ciekawa. Opisuje tam wszystkie energie, które występują po naszej śmierci. Ja nie wiem, kto będzie słuchał tyle godzin tego wszystkiego, mojej paplaniny. Dobra, w takim razie na szamanizmie byśmy zakończyli. Puszczę wam jeszcze sen, który jest z szamanizmem związany. Aha, to może jeszcze wam opowiem o tych światach. Dobra, to nie. To może najpierw wam puszczę sen, a później wam opowiem jeszcze o dolnych światach i górnych światach z punktu widzenia szamanizmu.
Tylko wiecie co? Musicie mi dać chwilkę czasu. Odnajdę sen. Posadźcie sobie muzykę, ja sobie znajdę sen i zaraz wracam. Okej, to teraz puszczę wam Co prawda są to stare sny, ale bardzo fajnie wspominam te sny i to są sny z tematu szamańskiego. I tutaj jest górny świat. 27 listopada 2014 roku. Rituał indiański. Znalazłem się w lesie. Początkowo widoczność była za mgłą, natomiast z biegiem czasu robiła się bardziej wyraźna, aż w końcu była bajkowa.
Szedłem lasem, dotykałem drzew, roślin, które były dość duże, wysokie. W pewnym momencie doszedłem do takiego jakby zgromadzenia. Zorientowałem się, że biorę udział w jakiejś imprezie, jakiejś inicjacji. Zgromadzenie było Indian, po prostu ludzi Indian. Nie wiem jakich, bo się na tym akurat nie znam, ale brałem udział w jakimś rytuale inicjacji. Nawet nie mam pojęcia w jakim. Byłem obserwatorem. Gdy doszedłem do tego miejsca, ten cały szef, wodzu spostrzegł mnie. Kazał mi stanąć z boku i obserwować. Ja stałem z boku, on siedział w środku.
To znaczy ja stałem z boku za okręgiem. On siedział w środku i wokół niego był zbudowany taki okrąg, ludzie ludzie tańczyli, mieli jakieś takie dziwne pozy. Mieli jakieś tam kiki, te mohawki, czy jak to się nazywa. Pióra, pióropusze, wymalowani byli, śpiewali, a on modlił się. Miał bębenki w ręce, w które biją odpowiednie rytmy co jakiś czas. I właściwie tyle z tego pamiętam snu. Natomiast ten sen był już wcześniej, bo przepraszam, bo to jest troszkę opóźniony zapis tego snu. Miałem awarię sprzętową, ale znów tego sobie czytałem, bo tam sobie wypunktowałem wcześniej. Natomiast tak jak powiedziałem, nawet najważniejsze sny zapisuję, bo w gruncie rzeczy te najważniejsze sny mają największy sens i właśnie znaczenie. Tak naprawdę one są najważniejsze, bo mają jakieś ukryte cele, które później, gdy połączę z innymi snami, dają mi jakiś obraz i sens, logikę.
Dlatego też właśnie nagrywam. Każdemu, kto nagrywa sny czy zapisuje polecam, aby nagrywali wszystkie sny, ponieważ mogą się z czasem zdziwić, gdy zaczną łączyć te wszystkie sny i zaczną im przynosić, że tak powiem, wizje. Albo na przykład zaczną się gapować. Kurczę, no tak. To, co mnie dzisiaj spotkało, mi się to pół roku temu śniło, więc czemu nie nagrywać, prawda? Wydaje mi się, że wszyscy śnimy podobne sny, natomiast nie każdy może odbierać, że tak bym to nazwał, całości po prostu. Czasami sny innych ludzi pomogą nam w poznaniu naszych własnych treści, które nam się w naszych snach śnią. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Zapis snu z 29 maja 2015 roku z jednodniowym opóźnieniem. Założyłem sobie, że będę w tym tygodniu śnił.
Właściwie wciągnę Kapitana do mojego snu. Próbowałem to zrobić we wtorek, w środę, w czwartek. Nie udało mi się to. Miałem inne sny, ale nie miałem tego z Kapitanem. Miała to być, że tak powiem, taka pięciodniówka. Ale jak to zwykle w życiu bywa, nie zawsze jest tak, jak chcemy, a szczególnie w snach. Coś się korkowało w tym tygodniu u mnie i tak dość sporo tych snów miałem. Zaznaczę, że nie używam tutaj żadnych środków typu galantaminy i tego typu rzeczy. Jadę na sucho przy zastosowaniu zwykłej medytacji oraz częściowego, ale podkreślam: częściowe u mnie programowanie nie polega tylko na zarzuceniu tematu i wszystko. Więcej nic nie robię, nie tworzę.
Pozostawiam to własnemu umysłowi. Pierwsza część skończyła się o tym, jak spotkałem się z Kapitanem na górze i mieliśmy tam do obgadania temat, który zresztą bardzo mnie interesuje. Odnośnie jaką ma koncepcję Kapitan świata, wszechświata, kosmosu, życia i tego wszystkiego. Wspomniałem w pierwszej części, że w pewnym momencie, gdy siedzieliśmy przy ognisku, zaobserwowałem kątem oka postać. Tą postacią był taki jakby Indianin z taką maczetą. Nie maczeta. To był taki kijek, bardziej jakiś taki kijek. Stał i nas obserwował. I od tego momentu zacznę mój drugi sen, który jest kontynuacją właśnie tego pierwszego snu, a mianowicie co było dalej. Pierwsze moje spostrzeżenia to były takie, że w tym pierwszym śnie Kapitan był jakiś taki półprzezroczysty.
Niby był, a go nie było. Był totalnie nieobojętny. Właściwie w pierwszym i teraz w tym drugim śnie Kapitan właściwie żeśmy nie rozmawiali. Bo tak właśnie zastanowiłem się dzisiaj, jak tak sobie analizowałem ten swój cały sen. Ten drugi sen, ten, który teraz nagrywam, że właściwie w tym śnie pierwszym i tym drugim Kapitan właściwie był nieobecny. Niby był, ale nie było. Widocznie to była moja jakaś albo emanacja mojej świadomości, albo wizualizacja, ale nie wiem. Dziś otrzymałem na Skype'a od Kapitana, że Kapitan ma problemy też ze snami. Miał powyrywane sny, szczątkowe sny, więc nie do końca jesteśmy w stanie, że tak powiem, potwierdzić naszego wspólnego śnienia. Być może to był tylko mój sen, a ja go nie wciągnąłem, choć moim założeniem było wciągnąć Kapitana w ten sen.
No ale jakoś tak chyba nie do końca to się klei. W każdym razie drugi sen. Spotkaliśmy się na tej górze. Ja zauważyłem kątem oka tego właśnie Indianina niskiego wzrostu z lekkim brzuszkiem. Miał jakieś tam szaty, co zasłaniały mu klejnoty, a właściwie reszty to już nie. Jakieś korale miał jeszcze poprzywieszane tutaj.
[04:58:36] - Za drugim razem spojrzałem się, go zobaczyłem. Zaczęliśmy się wymieniać między sobą telepatycznie informacjami. A właściwie informacje to były takie typu: on pierwsze zadał pytanie, czy może do nas dosiąść. Ja mu powiedziałem, że nie ma problemu, może przecież z nami usiąść. Jak ja siedziałem naprzeciwko kapitana, to on siedział po, jak teraz tak patrzę przed siebie, to tak siedział pośrodku między nami po lewej stronie. Ognisko wrzeżyło się, twarze nam rozświetlało, promyki słońca się pojawiały. To były dziwne te promyki słońca. Emanacja różnych kolorów, zazwyczaj to takich właśnie żółtawych oraz jakichś takich nie pomarańczowych, ale czerwony był, jakiś taki zielonkawy. Różne kolory były. To tylko tak powiedziałem teraz.
Musiałbym się wgłębić, bo jakiś brązowy też był kolor i tak dalej. I żeśmy siedli przy tym ognisku i tak patrzyliśmy się na siebie, ja na kapitana, kapitan na mnie i na Indianina i tak dalej. W pewnym momencie on do nas, do mnie, to znaczy do nas, ale to w sumie ja z nim rozmawiałem. Chyba że nie wiem, w tym śnie kapitan prowadził swoją osobną emanację. Zadał pytanie: „Czy mógłbyś mi w końcu zadać to pytanie, które ci chodzi po głowie?” A ja tak zacząłem patrzeć się na niego, ale tak patrzyliśmy się w oczy, centralnie w oczy. Ale jakie pytanie? Jakie pytanie ja mam ci zadać? On mówi: „To, które cię od dawna nurtuje, nie?” A ja tak myślę, ale jakie pytanie? Jakie pytanie? On w pewnym momencie do mnie powiedział: „Czy chciałbyś znać całą prawdę?” A ja pytam się go, jaką prawdę.
On: „No przecież wiesz.” Ja mówię: „No ale jaką? No nie wiem, nie?” Tak patrzę. I w pewnym momencie taki impuls dostałem. Świadomość taką, że tak, przecież moje pytanie to jest właściwie jedno: jak to się tak naprawdę wszystko zaczęło? Na myśli miałem tutaj oczywiście jak wszystko powstało: kosmos, ludzie, rośliny, zwierzęta, planety i tak dalej. Tak popatrzyliśmy się na siebie i w pewnym momencie on mi powiedział: „Ja ci nie jestem w stanie tego wytłumaczyć normalnymi słowami. Ja ci to pokażę. Czy chcesz zobaczyć?” Ja powiedziałem, że tak, chcę zobaczyć. I w tym momencie wokół nas zrobiła się taka mgła. Ta mgła była złota.
Nie pierwszy taki przypadek, że w takiej dziwnej mgle się znajdowałem. Castaneda mówi tutaj o przechodzeniu tak zwanych bram śnienia. Byłem w tej bramie i nagle z tej bramy, znaczy nie bramie, przepraszam, w tej mgle i przede mną nagle zaczęły pojawiać się od środka, na wprost na mnie, zrobiła się taka kuleczka mała, też taka złota i z tej kuleczki zaczęły wychodzić promienie. One były takie żółtawo-srebrne. Ja patrzyłem na tę kulkę. W pewnym momencie mój wzrok rozbił się na nie wiadomo jaką ilość razy i właściwie obejmowałem wszystkie te promienie, a tych promieni były biliony, tryliony. A mimo wszystko ja to wszystko jakoś potrafiłem w tym moim śnie objąć. Gdy się tak wpatrywałem, im bardziej się skupiałem, przypomniałem sobie w śnie, że Castaneda w ósmej części, jak dobrze pamiętam, „Sztuka śnienia” opisywał, przedstawiał to, jak mu Don Juan mówił, aby zakotwiczyć swoją pamięć. By zakotwiczyć swoją pamięć nie ma sensu tak naprawdę zwracać uwagę na wszystko, co się wokół nas dzieje, bo wtedy ten sen rozbijemy, bo nasza uwaga będzie za bardzo skupiona na wszystkim. Natomiast Castaneda właśnie dzięki naukom Don Juana w książce opisał, że lepiej skupić uwagę na dwóch, trzech, czterech przedmiotach, które nas interesują, a reszta tak naprawdę dla nas nie ma znaczenia.
I to jest logiczne, bo w momencie, kiedy skupiłem, zresztą nie raz to robiłem, to nie tylko, że to przypomniałem Carlosa Castanedę i jego nauk Don Juana, ale ja to już zauważyłem dużo wcześniej, zanim jeszcze te książki zacząłem czytać, w ogóle taką wiedzę zdobywać. Właśnie zauważyłem, że gdy skupiam w moich snach uwagę na jakichś elementach, na jakichś częściach, ja w tym momencie dostrajam się bardziej i zgłębiam się. Dostaję wtedy jeszcze większych wibracji, jeszcze bardziej głębiej wchodzę. Kołyska to jest normalka, że po prostu czuję kołysanie. Czasami mnie szyszynka niesamowicie boli. To jest różnie. Zazwyczaj z przodu na czole, ale też czasami na czubku głowy i za głową. To jest kwestia przeniesienia tego punktu świadomości. I zauważyłem właśnie, że gdy skupiam się w jednym danym punkcie, to wtedy tak naprawdę rzeczywiście te kształty, to wszystko nabiera sens i widzę to wszystko wyraźnie. I w momencie, kiedy skupiłem świadomość na tych promieniach, już nie na kulce, tylko na jakichś tam wybranych promieniach, zrobił mi się taki zoom, tak jak wiele razy już miałem i dostałem tak jakby takiego, nie wiem, świeżego zbliżenia w głąb tego promienia.
Okazało się, że ten promień, Jezu kurczę, jak to opisać? Jakbym wziął kredkę i linijkę i na kartce narysował taką linię i powiedzmy co pół centymetra na tej linii zrobił kropeczki. Coś takiego to wyglądało. I wtedy, kiedy dostałem tego zbliżenia, zbliżyłem się. Miałem do wyboru albo wejść w tę linię tak jakoś. Wystarczy, tylko pomyślałem i już wchodziłem. I na sam koniec, jak już doszedłem, bo to robiłem kilka takich zbliżeń, doszedłem do cienkiej linii. Ta linia była srebrna. W sumie bym na tym zakończył, ale tak sobie później pomyślałem, znaczy to już tutaj, w realnym życiu, już po całkowitej analizie tego mojego snu, że co te linie mogą oznaczać? O co tu kurczę chodzi?
Te linie falowały, bo jeszcze nie powiedziałem wcześniej. One falowały. One nie były takie jak linijką narysowane. One falowały, one biły się w różne strony i tak dalej. W każdym razie później sobie skojarzyłem, jak Don Juan Carlosie Castanedzie opowiadał o tak zwanych liniach życia, czy jakoś to się inaczej nazywało. Już nie pamiętam teraz. W każdym razie tych linii, które wychodzą z części pępkowej czy tam z czakry pępkowej, ze splotu słonecznego. Kojarzyłem sobie ... ten Indianin mi pokazał właśnie te linie. Ale co one dalej mogły oznaczać?
Ta wizja moja się skończyła. Ja się znalazłem z powrotem przy ognisku. Automatycznie doszedłem do pewnego momentu, jakbym odzyskał świadomość w śnie, ale już przy ognisku. Zaczęliśmy się z powrotem patrzeć na siebie. Ja mu zadałem pytanie: w ogóle ja w tym śnie wszystko rozumiałem. Teraz nie pamiętam. Przyznam się, że stosowałem troszkę regresję, żeby sobie przypomnieć ten wczorajszy sen. U mnie dzisiaj w nocy w przerwie na lunchu zrobiłem sobie taką regresję, żeby sobie przypomnieć ten sen. Dlatego takie szczegóły bardziej pamiętam. Natomiast co ciekawe, ja mu zadałem pytanie: „No dobrze, ale odpowiedz mi, co było przed tymi liniami?
Kto jest tym prawdziwym stwórcą?” On mi powiedział, że energia, elektryczność. A ja mówię: „A co było przed tą energią, elektrycznością?” „Energia była zawsze.” Ale mówię: „To niemożliwe, że zawsze. Ale co było wcześniej? Czy jest jakiś stwórca, programista?” Bo ja często lubię używać słowa programista, planista. Nie Bóg czy coś, tylko właśnie taki planista, programista, coś tego typu. „Czy jest ktoś w postaci jednej osoby, która to wszystko zaplanowała?” On mi powiedział, że tego nikt nie wie. Pytałem się go, czy w ogóle ktoś próbował do tego dojść. On powiedział, że wiele istnień próbowało do tego dojść, ale wszyscy dokąd dochodzą, to dochodzą do takiej właśnie informacji jak energia, że jest energia i koniec. Nie ma nic więcej. A jak mój się sen skończył?
Mój sen się skończył dziwnie, bo poczułem w śnie dziwne rewolucje w jelitach. Stałem na bombie, szedłem do toalety. Oczywiście podpierałem się o ścianę, bo taką miałem bombę. Przynajmniej ja to tak przeżywam, że jeżeli robię już naprawdę dalekie podróże, to choćbym wstał na chwilkę do toalety i wrócił z powrotem, to mam bombę. Ale to są takie bomby, gdzie nie da się tego po prostu opisać. To nie są takie bomby jak po zapaleniu jakiegoś ziółka, czy na kacu, czy nawet jak człowiek jest pijany. To jest zupełnie inny typ bomby, fazy. Tak jak powiedziałem wcześniej, zrobiłem, co miałem zrobić w toalecie. Wrócłem z powrotem, położyłem się z powrotem na tą samą stronę, żeby wrócić z powrotem do tego snu. Niektórzy mówią, że się nie da wrócić, a ja uważam, że się da wrócić.
Są sposoby. Nawet dzisiaj w dziewiątej części, gdzieś tak koniec książki Carlosa Castanedy, gdzie opowiada, gdzie ma Carlos spotkanie właśnie z tą kobietą. Nie będę zdradzał szczegółów. Właśnie dokładnie to samo mu ta kobieta mówi, że też potwierdzam, bo ja to stosuję nie raz i mi to pomaga. Także to jest druga część tego, co mi się wczoraj przytrafiło. Dziś będę próbował kontynuować to jeszcze dalej w świadomości, że ta moja podróż się nie skończyła jeszcze. Jestem przekonany, że to nie jest koniec i mam nadzieję, że dowiem się czegoś innego. A czas pokaże i zweryfikuje, czy kapitan również coś miał, czy nie. Dla mnie postać kapitana tutaj była taka symboliczna, bo okej, był i tak dalej, ale właściwie, nie obrażając oczywiście pana kapitana, on tak naprawdę mi tam nic nie wniósł w tym moim śnie. A może on będzie miał kiedyś taki sen, że się właśnie w takim czymś dziwnym znajdzie i wtedy ja to jeszcze inaczej odbiorę.
Zobaczymy jak będzie. Moją intencją było wciągnąć kapitana. Za każdym razem wyrażałem taką intencję, ale niestety nie wiem, czy kapitan chyba nie wie. Pamięta, bo ma takie problemy. Pozdrawiam RNF, kapitana, wszystkich słuchających. Lubię. 26 maja 2013 roku. Zapis z dnia wczorajszego, czyli z 25 maja. Postanowiłem, że zrobię sobie w tym tygodniu taką sesyjkę snu, który będzie snem rozciągającym się na kilka dni. Ten sen postanowiłem, że wciągnę kapitana.
Na razie nie mam potwierdzeń. Był to dopiero pierwszy sen. Wczoraj był poniedziałek, dzisiaj jest wtorek, więc też będę się przygotowywał na kontynuację tego snu. Tak jak powiedziałem kiedyś, chciałbym spróbować snu, który miałby kilka dni. Znaczy jego fabuła, żeby się rozciągała na kilka dni. Już kiedyś robiłem takie sny, które trwały dwa, trzy dni, a teraz postanowiłem, że zrobię jakiś sen, który będzie trwał pięć dni. Jaka będzie moja relacja z tego pierwszego snu? Sen zaprogramowałem, ale moje programowanie polegało na tym, że wywoływałem kapitana. Wymyśliłem sobie, że spotkamy się na jakiejś górze i tyle. Nic więcej.
Resztę pozostawiłem swojemu umysłowi. Niech tam dalej wykreuje to, co ma być. I tak właśnie było. Dość szybko usnąłem wczoraj. Wprowadziłem się przy pomocy aplikacji Sleep As Android. Poustawiałem sobie wszystkie parametry. Wszedłem, zmedytowałem się, wylądowałem w świadomym śnie. W śnie tym spotkałem się z kapitanem w takim rozlewisku. Pomiędzy rozlewiskiem na jakichś szczytach górskich, pomiędzy jedną górą a drugą górą była kładka. My żeśmy spotkali się na tym szczycie jednej z tych gór i mieliśmy przejść poprzez ten most na drugi szczyt.
Naszym celem było dotarcie do szczytu takiej dużej, wysokiej góry. Były tam lasy i tak dalej. Pod mostem nie było żadnej rzeki, przynajmniej sobie nie przypominam. Natomiast była bardzo duża, długa ta szczelina, ta przepaść. Wręcz nie było dna widać. Spotkaliśmy się w takiej jakby szarówce. Witaliśmy się oczywiście telepatycznie. Właściwie poznaliśmy siebie praktycznie od razu w tym śnie. Wymieniliśmy się tam telepatycznie między sobą, co mamy robić dalej i tak dalej. I zdecydowaliśmy się, że przechodzimy przez ten most.
Przechodząc przez ten most, w połowie mostu gdzieś mnie wyrzuciło w górę i obserwowałem, jak staliśmy na Nie było żadnego wiatru. Wiatr się nie kołysał, żadnego ptactwa, zwierzyny, nic z tych rzeczy. Po prostu całkowicie osobna kraina, że tak powiem, taka baśniowa, ale coś było w niej takiego ponurego. Po tym, jak mnie wyrzuciło z powrotem, jakoś dziwnie znalazłem się w swoim ciele sennym. Miałem dzidę w ręce, tego jestem pewien. Szliśmy tak powoli tym mostem. Góry były jak w Wielkim Kanionie, a klimat był, tak jak powiedziałem wcześniej, ponury, mglisty. Słońca nie było nic widać. My żeśmy szli do przodu. Zeszliśmy z tego mostu, szliśmy taką ścieżkę w górę, weszliśmy w lasy i straciłem świadomość.
Straciłem świadomość, po czym z powrotem się już ocknąłem, gdy już byłem na szczycie tej góry, do której żeśmy szli i scenariusz miałem taki, że bo to jest szczyt górski. On nie był jakiś taki ostromy. Na tym szczycie górskim była jakby taka polana. Nie wiem, 100 metrów na 100, 150. W każdym razie tak to mniej więcej wyglądało. Na środku tej polany było ognisko rozpalone. Wokół ogniska były kamienie poukładane. Od kamieni, tak gdzieś dwa, trzy metry, był wysypany taki piasek i w tej scenerii ja się znalazłem z kapitanem naprzeciwko siebie. Wpatrywaliśmy się w ognisko i rozmawialiśmy. Zapomniałem powiedzieć, jaką moją intencją było w ogóle to spotkanie się z kapitanem.
Moją intencją było to, że chciałem po prostu się spotkać z kapitanem i wymienić się swoimi poglądami na temat rzeczywistości. Czym tak naprawdę to wszystko jest, to całe życie, te wszystkie sny, jakie on ma teorie, rozważania i tak dalej. Taką było moją intencją. I przy tym ognisku właśnie, gdy już tam znaleźliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać o tych rzeczach. W pewnym momencie pamiętam tylko, bo to była noc już wtedy, jak żeśmy byli przy tym ognisku, na horyzoncie pojawiło się światło, tak jakby takie światło słoneczne. Czyli to musiał być poranek. Tak przynajmniej ja z tego wnioskuję. Ja się patrzyłem w lewą stronę, tak skosem i widziałem, jak właśnie wychodzi ze szczytów górskich. Z szczytów tych górskich wychodzi, takie promyki zaczynają się coraz większe. I zaczynało jakby słońce wstawać.
Nie wiem, czy to było słońce. Chyba słońce. W każdym razie te kolory też były takie troszkę jak rano. Przeważnie słońce to jest czerwone, ale to było takie czerwone połączone z żółcią, pomarańczową jakąś. Dziwne te kolory trochę były takie trochę zakłamane. Kątem oka, którego oka? Prawego. Z tej perspektywy prawego, a z tamtej drugiej strony to było lewe. Kątem oka zauważyłem, że tak, dobrze mówię, prawego. Tak nie wiem, na godzinie 2:00 mniej więcej, jak bym wziął zegarek.
Zobaczyłem kątem oka coś jakby takiego Indianina, który stał prosto. Nie był wysoki, był niski, w ręce miał włócznię i obserwował nas. Przypatrywał się nam. Moja świadomość w pewnym momencie tak podświadomie, na początku zauważyłem i zignorowałem. Za chwilę jakby się odwróciłem kątem oka, tak popatrzyłem drugi raz i zobaczyłem faktycznie takiego Indianina z lekkim brzuszkiem. Miał takie na biodrach coś jakby takie listki nie listki, no taki śmieszny, taki jak na tych starych filmach. No kurczę, no tak to wyglądało w sumie. I wtedy straciłem świadomość. No i usnąłem. Obudziłem się parę godzin później.
Patrzyłem sobie na wykresy. Miałem wczoraj dwa głębokie sny i dwie fazy REM. Także prawdopodobnie to były te dwa sny. Czyli w pierwszej fazie miałem po prostu to, jak żeśmy podchodzili pod tą górę, przechodząc przez ten most, a w drugiej była kontynuacja tego już na tym szczycie. Idę w tej chwili zaraz spać. Mam nadzieję, że będzie kontynuacja tego, co z tym Indianinem dalej było, bo ciekawie to wygląda, o co to tam mogło chodzić. Ale on się pojawił tak znikąd właściwie. Ani nie było słychać, żeby przychodził, bo na szczycie góry to jakoś tak musiał na boso był z włócznią. Troszkę to dziwne, ale zobaczymy. Zaraz idę spać.
Programuję się na tą scenę, która mi się wczoraj skończyła i będę próbował dalej śnić drugi sen, czyli kontynuację tego, bo to może mieć jakiś wątek. Także na tym zakończę to nagranie, a jutro będę prawdopodobnie nagrywał drugie, o ile mi się coś przyśni, bo jak nie, to będzie to pojutrze, a nie.
[05:15:15] - Tak, właśnie. To był sen z poziomu górnego. Nie będę puszczał teraz dolnego, ponieważ mój czas antenowy się powoli kończy, a tamten dolny trwa 18 minut. Tak sobie sprawdziłem, więc może gdzieś innym razem. Wieczorowej pory nie będę prowadził, ponieważ trochę też jestem zmęczony, a widzę, że nie za bardzo chcecie mi tutaj dzwonić. Myślałem, że mi tu jakoś pomożecie troszkę. Ja bym też opowiedział jeszcze swoje sny na live'ie premierowo, ale nic straconego. Spokojnie, następnym razem będziemy mogli sobie jeszcze może bardziej porozmawiać. Już tak bardziej luźnie. Wybrałem dziś trudny temat, więc sam zastanawiałem się z pół roku, jak w ogóle do tego podejść.
Czy wyszło mi dobrze? Nie wiem. Oceńcie sami. Mam nadzieję, że w innych audycjach Czasu Snu bardziej rozwinę to wszystko, co chciałem powiedzieć, a nie udało mi się to do końca, bo nie ma co ukrywać, pięć godzin to jest dużo, więc zostawiam sobie to już na inną porę. Pozwolę sobie tutaj jeszcze wam dla przypomnienia powiedzieć: za tydzień nie będę prowadził żadnej audycji, ponieważ jadę do Londynu i będziemy chyba próbować Tak przynajmniej mi się wydaje, bo jeszcze nie ustaliliśmy. Będziemy chcieli próbować kolejnego wspólnego śnienia. Zobaczymy jak będzie. W każdym razie zapowiada się kolejna, o ile mi wyjdzie, bo to nie jest tak, że sobie mogę powiedzieć, że będzie. A co jak nie będzie? A co jak nie będzie?
Także zapowiada... Okej, Velis, ale to i tak wiesz, nie będę cię tutaj męczył. Ivellios mi napisał właśnie, że są ludzie zasłuchani. Ja powiem tak, że i tak ja w sumie też jestem zmęczony, bo spałem tylko raptem trzy godziny, bo się też przygotowywałem. Sprzęt mi też odmówił posłuszeństwa dzisiaj i też się bałem, że nie wystartuje. Obiecuję, że będą luźniejsze audycje następnym razem i będzie więcej snów takich praktycznych. Także spokojnie możecie dzwonić. Ja tutaj uznaję wszystko od punktu naukowego po ezoterykę i tak dalej, choć generalnie od ezoteryki raczej uciekam, a bardziej w stronę duchowości idę, bo tak mam po prostu całe życie. Jakoś mnie w tą stronę bardziej ciągnęło. Także pięć godzin to i tak jest sporo.
Kark mnie tak boli, że normalnie nie mogę usiedzieć. Dobrze, dla przypomnienia: dzisiaj była audycja Budowa i struktura poza ciałem mojej wizji doświadczeń kota channelingi Ramtha David oraz inni. Wydaje mi się, że trochę tutaj więcej powiedziałem niż planowałem. Trzydzieści stron miałem rozpisanych, więc też pewnie czasami sztucznie to wyglądało jak mówiłem. No ale dajcie mi taki trochę kredycik. Na pewno z czasem się bardziej tutaj rozwinę i będę płynniej mówił wszystko i tak dalej. Była to moja pierwsza w życiu audycja, więc mam nadzieję, że wszystko będzie okej. Dobrze. Czyli tak: za tydzień nie ma „Czasu snu”. Jadę do Londynu.
Właściwie w sumie za cztery dni jadę do Londynu. Będziemy dwa dni. Znowu, kapitanie, prześpimy dwa dni. To się robi już taka rutyna. Za każdym razem jak przyjeżdżam, to śpimy dwa dni. Dobra, dobra. Tak sobie wczoraj to właśnie uświadomiłem, że kurczę, tyle razy przyjeżdżam do Tomasza i za każdym razem śpimy. To właściwie ja śpię. To jest dobre. Także mówię: za tydzień nie ma.
Jestem w Londynie. Będziemy wykorzystywali znowu technologię Keshe. Teraz jest już nowy system, który miałem możliwość przetestowania właśnie w pierwszej relacji, ale on był jeszcze nie całkowicie sprawny. Powiedzmy to była taka fifty-fifty, tak? 50 na 50% wersja zrobiona. W tym momencie już on jest cały, więc będziemy wykorzystywali ten śnień. Także Przemku, też się tam szykuj. Dobrze, za dwa tygodnie będzie audycja live. Prawdopodobnie będzie to audycja live. Nie, to będzie chyba raczej z puszki, ponieważ nie mam takiej możliwości, bo w tym momencie ta osoba pracuje.
Także będę musiał. Znaczy ja może poprowadzę audycję live, natomiast nagrania pewnie będą z puszki. Zobaczymy jak to wyjdzie. Proszę, tutaj śledźcie mnie na newsach. W marcu, prawdopodobnie w pierwszej połowie marca wystartuje kolejna audycja i tutaj będę chciał poprowadzić audycję, gdzie bardzo szczegółowo będę wchodził w temat przodków z przeszłości i będę chciał się tutaj skupić bardziej na wierzeniach tych wszystkich ludów. Nie naukowo, nie w sposób naukowy, tylko bardziej właśnie takie klimaty szamańskie będę chciał iść, ponieważ moja strona jest stricte związana ze snami, ale też właśnie z szamanizmem. Tak jak powiedziałem wcześniej Roberta Noble'a polecam. Książka jego jest bardzo fajna. Obiecałem, bo był już zapytania, żeby opowiedzieć o tych innych światach, to też będę chciał opowiedzieć o tych światach innych, jak to tam wygląda. Chciałbym poprowadzić też audycję jeszcze o programowaniu snów, bo to jest bardzo ciekawy temat.
Ja osobiście od tego odeszłem, ponieważ wolę nieprzewidywalność. Czyli taką naturę badawczą po prostu. Badania tych niefizycznych światów. Co jeszcze? Zapraszam oczywiście tutaj na audycję paranormalium.pl. Tak, tak, radio jest naprawdę rewelacyjne. Jak zwykle ja popełniłem gafy podając rok i tak dalej, ale to mi się zdarza. Mam tendencję do tego. Także Paranormalium jak najbardziej polecam wam do słuchania, bo jest naprawdę świetne radio. Debaty ufologiczne.
Polecam wam również oczywiście „Świadomy sen — nasz drugi świat”. Tam też chłopacy opowiadają o snach. Co jeszcze tutaj? „Hiperprzestrzeń” w sobotę wieczorowymi porami w Radiu Na Fali, tymczasowo streamowany w Paranormalium oraz też u mnie w Radiu Dreamtime. „Teoria chaosu” tak samo Michała Kloda. Myślę, że chyba na tym będę kończył. Puszczę jeszcze jakiś kawałeczek muzyczkę na koniec wam. Polecę tak po kapitańsku. Czy ja wszystko powiedziałem? Czy ja wszystko powiedziałem?
Nikt nie odpowiada. Dobra, to tak: tu wam przedstawiłem. Będę was informował tak czy inaczej o wszystkich tych zmianach, jak to u mnie wygląda. Aha, i jeszcze powiem tak: moja strona www.czasnu.com. Wszelkie jakieś maile piszcie mi, jakieś zapytania, propozycje audycji, tematów, które byście chcieli, abym się zajął. Info@czasnu.com. Skype to jest Radio Dreamtime. I to chyba wszystko, tak? Aha, nie ma u mnie systemu komentarzy, ponieważ jest w wystarczająco wielu miejscach możliwość komentowania, więc po prostu ja też tego nie ogarniam, bo jest za dużo po prostu tych wszystkich miejsc do kontroli i pilnowania, więc po prostu zrezygnowałem z systemu komentarzy na stronie. Może kiedyś to wprowadzę.
Był kiedyś, zresztą usunąłem to, bo mało kto tam cokolwiek pisał, więc stwierdziłem, że lepiej albo na Facebooku, albo jeszcze w innych miejscach, czy nawet na Paranormalium, którego bardzo często tutaj przeglądam. Także mi się wydaje, że tutaj chyba bym już na tym zakończył. Także dzięki wam bardzo za możliwość, znaczy za wysłuchanie mnie, a przede wszystkim Radiu Paranormalium dziękuję za możliwość streamowania. Mam nadzieję, że nie przynudzałem i do następnego razu. Hej, hej. Cześć!