[01:04] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, chyba 64. czy 65., jeżeli dobrze liczę, debatę ufologiczną online. Tych debat jest już naprawdę tyle, że nie jestem w stanie ich policzyć. Dziś będziemy dyskutować o niezwykle ciekawym temacie, a będą nim nauczyciele z kosmosu. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a i Google Hangouts są z nami: współprowadzący debaty ufologiczne, współpracownik „Niestonego Świata” Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[01:38] - Witam serdecznie wszystkich.
[01:40] - Pisarz, publicysta, współpracownik „Niestonego Świata”, a ostatnio również współgospodarz audycji „Bibliotekarium” w Radiu Paranormalium, Marek Żelkowski. Witaj, Marku.
[01:51] - Dobry wieczór.
[01:52] - A przy naszym Skype'ie ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Dobry wieczór, Arku.
[01:59] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:01] - Zanim przejdziemy do tematu głównego naszej dzisiejszej audycji, podam tradycyjnie kontakty do Radia Paranormalium. Jakoś tak po godzinie 21:00 będzie można do nas dzwonić. Będzie otwarta linia, ale kontakty podam już teraz. Warto je sobie zapisać. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Tam również będziemy odbierać pytania i komentarze. Można nas również spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Niestonego Świata”.
A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panowie, teoria o paleokontakcie obejmuje kilka scenariuszy. Jeden z nich mówi, że obcy przybyli na Ziemię i zastawszy tu prymitywnego homo sapiens, postanowili go ucywilizować, by lepiej radził sobie na planecie często nawiedzanej przez kataklizmy. Czy waszym zdaniem taki scenariusz może tłumaczyć rozwój cywilizacji po tysiącach lat kulturalnego i technologicznego jałowienia naszych przodków? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:35] - Teoria o starożytnych astronautach to rzecz bardzo rozbudowana. Większość z państwa zapewne kojarzy ją z pism Dänikena czy Sitchina albo Mostowicza, który z tej całej trójki był chyba najbardziej konkretny. Nie oszukujmy się, że Dänikenowi i Sitchinowi nie udało się stworzyć jakiejkolwiek spójnej wizji tego, co działo się w przeszłości między rzekomymi przybyszami z kosmosu a naszymi dalekimi przodkami. Także teoria paleastronautyczna ma bardzo rozległy zasięg. Przypominamy, że Sitchin mówił, że to wszystko odbywało się, wszystkie kontakty, pierwszy kontakt, nasza cywilizacja, w ogóle nasze istnienie jest odpryskiem po wielkim procesie, który przeprowadzały tutaj obce istoty od prawie pół miliona lat. Stworzyły człowieka. One czerpały tutaj surowce naturalne, a potem stąd się ewakuowały. Ale to nie jedyny możliwy przebieg scenariusza wizyty obcych na Ziemi. Bo jeżeli przyjrzymy się wielu mitom z różnych stron świata, to stamtąd się wyłania troszeczkę inny obraz. Nie jest on tak kolorowy, żeby obejmował wojny między Annunakami czy jakieś epickie zdarzenia, bitwy, konflikty i tak dalej.
Jest to coś może nieco skromniejszego, natomiast mającego dużo bardziej tajemniczy charakter. O co mi dokładnie chodzi? Osobiście jestem zwolennikiem hipotezy, która mówi, że paleastronautyka to dziedzina interesująca, ale tylko w pewnym wąskim wymiarze. Nie oszukujmy się, że wielu autorów, z Dänikenem na czele, który jest po prostu macherem, mocno ubarwiało swoje książki, stroniąc od prawdy historycznej. Natomiast moim zdaniem najciekawsze w paleastronautyce jest to, co znajdujemy w niektórych mitach. Konkretnie w mitach o nauczycielach z kosmosu. Te mity spełniają moim zdaniem pewne standardy pozwalające nam wziąć je jako poszlaki w procesie poszukiwania korzeni naszej cywilizacji, a konkretnie w procesie poszukiwania twórców tejże cywilizacji, którzy przybyli gdzieś z zewnątrz.Jakie są to mity? Zapewne wielu z was, stałych słuchaczy kojarzy przypominanych nieraz siedmiu mędrców, przypominanych nieraz Abgalu, słynnych synów Boga i tak dalej. Ale jak się okazuje, takich nauczycieli z nieba było więcej. Co ich łączyło?
Łączyło ich to, że były to istoty boskie lub półboskie. Według owych mitów, legend były to istoty, które przynosiły ziemianom pewne informacje. I co ciekawe, najczęściej w tych opowieściach podkreślony jest pewien rozdźwięk między domeną ich bytu a tym, gdzie znajdują się ludzie. Nagle na przykład według jednej z etruskich legend na ziemię przybywa mały starzec, to znaczy istota, która wygląda jak starzec, ale ma ciała małego dziecka i naucza wszystkich tego, jak tworzyć zręby osiadłego życia. Pokazuje podstawy budownictwa i wszystkie inne rzeczy potrzebne do przynajmniej rozpoczęcia cywilizacji. Ale czy nauczyciele z kosmosu, jeżeli przyjmiemy, że te mity mówią prawdę, przybyli na Ziemię raz i te wszystkie mity i legendy o Abgal, siedmiu mędrcach i tak dalej, są odpryskiem, pochodzą z jednego źródła, czy też raczej nauczyciele z kosmosu przybywali na Ziemię wielokrotnie, być może w zbliżonym okresie czasu, wypełniając pewien określony plan, którego zasady, sens opisany jest w Księdze Henocha. O tym za chwilę powiemy. W każdym razie odniesiemy się dzisiaj do wielu kwestii, które są często pomijane w literaturze paleoastronautycznej, a które są warte największej uwagi. Bo oprócz tego, że wielu autorów spala się i podnieca tym, że obcy mieli przybyć do Sumerów i przekazać im zaawansowaną matematykę, nie pamięta się na przykład o tym, że zanim taką zaawansowaną matematykę czy kosmologię dany lud by otrzymał, musiałby zostać do tego jakoś mentalnie przygotowany. A przede wszystkim potrzebne byłoby mu coś do jedzenia.
Do czego zmierzam? Do kukurydzy, która dla wielu zwolenników teorii o nauczycielach z kosmosu, tudzież paleoastronautach, jest dowodem na to, że bogowie z kosmosu działają, ale nie działają tak, jak chce Siptil. Nie działają przez wielkie czyny, przez wielkie bitwy, kosmodromy i tak dalej, ale zadziałali na naszą cywilizację w sposób bardzo delikatny, ukierunkowując ją na pewien określony tor. Marku, czy twoim zdaniem coś takiego byłoby możliwe? To znaczy, czy coś takiego byłoby możliwe? Dla pisarzy science fiction pewnie tak. Natomiast jak patrzysz na koncepcję nauczycieli z kosmosu?
[09:06] - Patrzę w sposób ambiwalentny. To znaczy z jednej strony jest to rzeczywiście temat, który pobudza wyobraźnię, który aż prosi się o to, żeby mówić o nim i mówić i wymyślać różnego rodzaju interpretacje. Ja natomiast mimo wszystko dopuszczę tę część swojego umysłu, która jest dosyć sceptyczna. I powiem, że właściwie te wszystkie mity o nauczycielach z kosmosu wydają się prawdziwe i one się wydają atrakcyjne. Ale po pierwsze już powiedziałeś o tym, że należy mieć wątpliwość, czy to się wszystko tak naprawdę odbyło w jednym czasie. Bo moim zdaniem różnego rodzaju przekazy z różnych części świata: Bliski Wschód, Chiny, Ameryka Południowa, Ameryka Środkowa to nie jest ten sam czas wbrew pozorom. Ale oczywiście od czegoś mamy wyobraźnię. Dlaczego nie? Równie dobrze te wizyty mogły być cykliczne. Od czasu do czasu mogli wpadać i uczyć inny lud.
To możemy tak to przyjąć. Ja natomiast patrząc na całość, mam taką refleksję dotyczącą naszego świata i różnych teorii, o których my tutaj mówimy, że niestety skazani jesteśmy na taką prawdziwość, która się pojawia cyklicznie. Zaraz wytłumaczę, o co mi chodzi, bo ten termin jest oczywiście mało przejrzysty. Otóż ta prawdziwość, która pojawia się cyklicznie. Chodzi mi o to, że tak naprawdę, jeśli popatrzymy na różnego rodzaju teorie nie tylko związane z tematem dzisiejszej audycji, ale takie, którymi ekscytujemy się, którymi żyje Radio Paranormalium, to zauważymy, że właściwie jak spojrzymy na różnego rodzaju teorie, czy to spiskowe, czy to paleoastronautyczne, czy jakiekolwiek inne, to znajdzie się zawsze do każdej, praktycznie rzecz biorąc, tezy na jej potwierdzenie. Co więcej, jeżeli spojrzymy szerzej, to bardzo przekonujące dowody można znaleźć na teorie, które są wzajemnie sprzeczne. Na przykład bardzo atrakcyjne argumenty wytoczą ludzie, którzy wierzą w teorię płaskiej Ziemi. Atrakcyjne i przekonujące. I jednocześnie równie atrakcyjne i przekonujące dowody przytoczą ci wszyscy, którzy uważają, że Ziemia nie jest płaska, tylko wklęsła, a właściwie, że żyjemy po drugiej stronie kuli. Nie tej, którą normalnie uznajemy, tylko od środka.Tam się również znajdzie szereg dowodów, nawet bardzo przekonujących, różnego rodzaju doświadczeń.
Mam wrażenie, specjalnie posłużyłem się przykładami, które są odległe od tematu naszej dzisiejszej audycji, że z nauczycielami z kosmosu jest trochę podobnie. Możemy oczywiście śledzić różnego rodzaju niezwykłe postacie od tych bardzo dawnych nawet po Chrystusa czy nawet późniejsze jeszcze osoby, które w historii się pojawiały i znajdować dowody na to, że to były osoby na tyle niezwykłe, że można je uznać za przybyszy, emisariuszy innych cywilizacji. Za każdym razem znajdziemy całą masę dowodów. Zastanawiam się tylko, czy znajdujemy, o czymkolwiek świadczy, poza tym, że mamy niezwykle giętkie umysły, które potrafią szukać, znajdować, uzasadniać i argumentować. Dlatego kiedy rozmawiamy o przybyszach z kosmosu, zachowuję daleko idącą ostrożność i tak jak powiedziałem na początku, moje uczucia są dosyć ambiwalentne, bo rzeczywiście jeżeli zaczniemy rozmawiać o poszczególnych przykładach i wciągnę się w temat, to zapewne popłynę w fantastycznym kierunku i sam będę postulował, że rzeczywiście mogło być fantastycznie, kosmicznie i przybysze gdzieś tutaj ingerowali w naszą historię, rzeczywistość. Natomiast powiem tak, że jak jesteśmy jeszcze na rozbiegówce audycji, to powiem, że warto w tym przypadku zachować daleko idącą ostrożność, ponieważ nawet dzisiaj możemy popatrzeć, jak traktowani są przywódcy różnego rodzaju sekt, które pojawiają się od czasu do czasu w naszym współczesnym świecie. Oczywiście może porównanie jest nieadekwatne, ale nie wiemy, jak dzisiaj o niektórych przywódcach sekt będzie się mówić za 100, 200, 300 czy więcej lat. Mit ma to do siebie, przynajmniej według jednej z definicji, bo tych definicji mitu jest bardzo dużo, ale według jednej z definicji mit ma charakterystyczną cechę przyrastania. To znaczy im jest dalej od danego wydarzenia, które jest zalążkiem, jądrem krystalizacji mitu, tym ten mit staje się bogatszy, bardziej atrakcyjny z fantastycznego punktu widzenia. Obawiam się, że z nauczycielami z kosmosu mogło być tak samo.
Dzisiaj będę w związku z tym, sam słucham tego, co mówię, w związku z czym pewno dzisiaj będę robił za sceptyka i adwokata diabła. Dzięki.
[15:13] - Dziękujemy. Marku, opowiedz mi czy twoje wykształcenie, bo z tego, co sobie przypominam, jesteś religioznawcą, tak?
[15:21] - W każdym razie na ten temat pisałem pracę magisterską.
[15:24] - Właśnie. Czy twoje wykształcenie wpływa jakoś na to, jak postrzegasz wartość mitu?
[15:35] - Trudno oceniać samego siebie.
[15:37] - Powiem, o co mi chodzi. Większość osób traktuje mit w dwojaki sposób. Bardzo to uproszczę, dlatego że dyskusja o mitach zajmuje czasami bardzo grube książki, ale zwykle mit jest traktowany dwojako: albo jako bajka, albo jako coś, co jest kwizial naprawdę. Wielu znawców kultury oscyluje w tym drugim kierunku, że coś się kiedyś gdzieś wydarzyło, co zostało w ten sposób upamiętnione, ale to mimo wszystko jednak nadal jest mit. Wiele osób zainteresowanych parastronautyką dąży jednak do obrania trzeciej drogi, czyli potraktowania mitu w sposób dosłowny. Na przykład Sitchin tak robił. O Danikenie to już nie wspomnę, ale większość autorów się tym zajmujących dopatruje się w mitach nie tyle ziarna prawdy, które gdzieś jest ukryte za kulisami, zapewną otoczką, ale traktuje to jako realny przebieg zdarzeń, jako realny scenariusz realnych wydarzeń. A jak ty patrzysz na ten problem? Która z dróg jest najwłaściwsza? I w zasadzie czy usprawiedliwione jest mówienie o tym, że mit z samej nazwy coś ogromnie starego, może być w ogóle traktowany jako relacja o wydarzeniach z pierwszej ręki?
[17:08] - Moim zdaniem nie można tego wykluczyć tak na 100%. Natomiast bliskie mi jest to spojrzenie, które reprezentował badacz z naszego punktu widzenia zamierzchłych czasów. Niemniej jednak bardzo wnikliwy badacz, który nazywał się Frazer i napisał dzieło, które nazywało się „Złota gałąź”. On tam bardzo dobrze pokazuje, że mit tak naprawdę to jest rzeczywiście jakiśJakieś jądro prawdy się znajduje w takiej opowieści mitycznej, ale jest to tak nadbudowane, tak zawoalowane, tak zakryte w gruncie rzeczy, że trzeba być naprawdę niezłym znawcą, żeby dojść do sedna, co tak naprawdę leży u źródła mitu. On to zresztą próbuje w swojej książce robić i nie wiem, czy to robi w sposób udany czy nie, ale niezwykle atrakcyjny w każdym razie. Oczywiście dzisiaj z punktu widzenia historii nauki to nie jest badacz, który byłby na topie. W międzyczasie pojawiły się zupełnie inne teorie mitu, teorie funkcjonalne, teorie, które odwołują się wprost i mówią o tym, że opowieść mityczna jest miernikiem poziomu cywilizacji. O ile dobrze pamiętam, coś takiego, ale tu mogę grzeszyć niewiedzą, mówił bodajże Malinowski. Mówił o tym, że opowieść mityczna jest charakterystyczna dla pewnego typu cywilizacyjnego, bardzo zresztą prostego. Podkreślam, tę wiadomość akurat warto sprawdzić.
Inaczej, odpowiadając wprost na pytanie, dosyć bliska mi jest ta teoria. Może ją należałoby lekko uwspółcześnić, ale taka teoria, że mit jest opowieścią o wydarzeniach prawdziwych, ale niestety tak nadbudowaną, tak zakrytą, że trzeba naprawdę dużego wysiłku, żeby dojść do sedna sprawy. Dlaczego nie traktuję mitu jako prostej opowieści o tym, co się kiedyś wydarzyło? Otóż od wydarzeń, które opisują mity, w przeważającej ilości przypadków dzielą nas tysiące lat. Powiesz: „Tak, ale przecież część mitów została po prostu spisana”. Skoro została spisana, to znaczy, że w jakiś sposób została utrwalona i tu już nie ma miejsca na przekłamania, które się pojawiają w takim sposobie przekazywania, który wiąże się z opowiadaniem, czyli ustnym przekazywaniem opowieści. Zatem siłą rzeczy takie przekazywanie ustne skazane jest na to, że gdzieś tam się pojawiają przekłamania, błędy, niedopowiedzenia, przeinaczenia i tak dalej. Oczywiście zmiana jednego, dwóch, trzech, pięciu, 10 słów w takiej opowieści na przestrzeni powiedzmy 10 lat nie ma żadnego znaczenia, ale już po 100, 200, 500 latach to już zaczyna być problem, bo liczba zmian może być na tyle duża, że w ogóle zmieni sens tego, o czym opowiada mit. Ale wróćmy do tej sytuacji, w której mamy mit spisany w formie pisma. Otóż sam Sitchin pokazał, jak trudne jest tłumaczenie z innych języków, jak nieostre są słowa, jakim problemem może być samo tłumaczenie.
Każdy, kto zna jakikolwiek obcy język, wie o tym, że nawet stosunkowo bliskie kultury mają czasami tak zwane swoje specyfiki i niektóre pojęcia, niektóre znaczenia bardzo ciężko jest wytłumaczyć. To się już pojawia w momencie, kiedy tłumaczymy z języka polskiego na angielski lub odwrotnie. Pewne rzeczy już należy na przykład za pomocą gwiazdki dopowiedzieć, bo są po prostu nieczytelne. A kiedy zaczynamy tłumaczyć z języków tak odległych jak na przykład japoński czy chiński, to się nagle okazuje, że przypisy wyjaśniające sens tego, co tłumaczymy, mogą być równie długie jak sam tekst, który jest tłumaczony. Tutaj bardzo prosta opowieść. Chociażby jeśli mówimy o Japonii, to warto zdać sobie sprawę, że ta kultura jest zupełnie inna. Tam na przykład Japończyk poczęstowany papierosem, Japończyk, któremu wyświadczymy grzeczność, obrazi się na nas. Może w tej chwili nie będę tego rozwijał, nie będę tłumaczył dlaczego. Zresztą w swoim czasie w audycji „Bibliotekarium” wrócę razem z Wiktorem do tej problematyki, ale warto mieć świadomość tego, że inne cywilizacje, nawet tu na Ziemi, są bardzo często skrajnie odmienne. I to nie jest tak, że ja sobie w tej chwili wymyśliłem, że Japończyk obrazi się za to, że wyświadczymy mu grzeczność.
On ma naprawdę bardzo poważne powody, żeby się na nas obrazić. On po prostu sobie nie życzy, żebyśmy mu wyświadczali jakąkolwiek grzeczność, ponieważ ta nasza grzeczność, w naszym mniemaniu grzeczność, jest tak naprawdę dla niego wielkim obciążeniem. Powtarzam, nie będę tego w tej chwili tłumaczył. Zapraszam do „Bibliotekarium”. Wrócę do tematu. Otóż już samo to, że my czasami nie rozumiemy pewnych kultur, które tłumaczymy, czyli w tym wypadku na przykład bliskowschodnich czy na przykład tych z Ameryki Południowej, czy Ameryki Środkowej. Już samo to może sprawić, że nasze tłumaczenia, nasze rozumienie tego, co przetłumaczyliśmy, może być zupełnie inne niż sens, jaki był początkowo zawarty w tym tekście. Zatem wracając do mitu. Mit jest jakimś odbiciem. Zresztą chyba Eliade o tym mówił, o ile dobrze pamiętam.Mircea Eliade, badacz religii pochodzenia rumuńskiego, który właściwie większość czasu spędził jednak poza Rumunią.
Mówił o tym, że mit bywa przed nami zakryty. Oczywiście źródłem jest pewne prawdziwe wydarzenie, ale my czasami bez odpowiedniej wiedzy nie potrafimy dojść do tego, co ten mit przed nami zakrywa. Jaki jest sens tego, że on w ogóle powstał? I stąd się bierze mój sceptycyzm i moje, tak jak powiedziałem na początku, ambiwalentne uczucia, jeśli chodzi o tak proste tłumaczenie i tak proste odnoszenie się do nauczycieli z kosmosu. Dziękuję.
[24:27] - Dziękujemy. O tym, czy rzeczywiście gdzieś tam w głębi mitów o nauczycielach z nieba mogą być zamieszani kosmici powiemy za chwilę. Arku, ludzie przez tysiące lat ugorowali kulturowo i cywilizacyjnie. W zasadzie dopiero jakieś 6000 lat temu, jeżeli wierzyć tej wersji konserwatywnej, a według tej mniej konserwatywnej już jakieś 9, 10 tysięcy lat temu zaczęły się tworzyć zręby cywilizacji. Pytanie, dlaczego one nie tworzyły się przez te setki tysięcy lat, kiedy homo sapiens istniał? Innymi słowy, zwolennicy teorii o paleosonautach twierdzą, że cywilizacja rozbłysła na niebie niczym supernowa po tysiącach lat cywilizacyjnego zastoju. Czy twoim zdaniem to jest prawda? Czy może lekko przesadzamy patrząc na to, że jednak prehistoryczne kultury jakiś tam skromny dorobek miały. Pytanie jednak, dlaczego dopiero te kilka tysięcy lat temu zapoczątkowane zostało to, co kręci się do dzisiaj? Czy pomogli nam nauczyciele z nieba?
Jak myślisz?
[25:49] - Mi osobiście bardzo podobałaby się teoria akademicka rozwoju ludzkości, rozwoju cywilizacji, gdzie wywodzimy się wszyscy z Afryki, emigrowaliśmy stamtąd na różne kontynenty i rozwój był uzależniony od lokalnych surowców, od lokalnych warunków. Gdyby nie właśnie takie dziwne artefakty, z którymi się spotykamy, które tworzenie zrębów cywilizacji przesuwają daleko do tyłu. W każdej cywilizacji, która osiągnęła jakikolwiek poziom, podstawą była nauka liczenia. I tutaj też jest duże zróżnicowanie. Z jednej strony mamy układ sześćdziesiątkowy, którym posługujemy się w przypadku liczenia czasu i on pochodzi z Babilonu. Mamy układ dziesiętny, który wynaleźli w sumie Kmerowie, Majowie posługiwali się układem dwudziestkowym. Przy czym to najlepszy jest przykład na to, że te cywilizacje w jakiś sposób niezależnie od siebie funkcjonowały i niezależnie od siebie powstawały. Były generowane przez ludzi, którzy tam żyli, a nie jakichś jednych bogów z kosmosu, tak to określmy, którzy przylecieli i zaczęli nauczać wszystkich tego samego. Jeżeli popatrzymy na różnice w rozwoju między na przykład Aborygenami, którzy już się pojawili w Australii czterdzieści parę tysięcy lat temu, a Babilonem, Sumerem czy preinkaskimi cywilizacjami Ameryki Południowej, okazuje się, że jest to ogromna przepaść. Jeżeli przylecieliby nauczyciele, to wydaje się, że powinni się zająć właśnie tymi poszczególnymi skupiskami ludzi i mniej więcej próbować ich tego samego nauczyć.
A tak nie było. Z drugiej strony są artefakty, które w zasadzie uniemożliwiają samorozwój, że tak powiem. Dezawuują go całkowicie. To są między innymi kamienne budowle megalityczne w Ameryce Południowej, które szacuje się, że powstały około 20 tysięcy lat temu. To jest jawna sprzeczność z tym, o czym mówi akademicka nauka o zasiedlaniu Ameryk. Inny rozwój Ameryki Północnej, przez którą ci koczownicy musieli przechodzić, Ameryki Środkowej i Południowej. Jest tego bardzo dużo, takich drobnych rzeczy, które po prostu przeszkadzają w takim myśleniu, że bez pomocy udało się to zdobyć. Po prostu są artefakty, które zaprzeczają temu wszystkiemu. W każdej kulturze, w każdym micie jest natomiast informacja o tym, że nauczyciele pochodzą z nieba, ewentualnie przychodzą z wody, są specyficznie ubrani. Także jest dosyć szczegółowy opis.
Tutaj każda cywilizacja próbuje w jakiś sposób ugruntować swoje pochodzenie, szukając swoich dawnych przodków, herosów, kimkolwiek by oni nie byli. I taka ciekawostka na temat powstawania mitów. To jest między innymi to, skąd się wziął prawdopodobnie mit cyklopów w Grecji. Oni również kopali w ziemi, szukali, odnajdywali szczątki.I tu właśnie jest ciekawostka taka, że odnaleziona czaszka mastodonta mogła przyczynić się do całego mitu o cyklopach. Dlatego, że jeżeli popatrzymy na tą czaszkę, oczy osadzone są z boku, natomiast od przodu, przy czole jest olbrzymia dziura trąbowa. I jeżeli nie miało się do czynienia z takim zwierzęciem, a widzi się czaszkę, która jest kilkukrotnie większa od ludzkiej, automatyczne jest to, że musiałaby być to postać, która miała jedno oko w środku. Także taki przyczynek może kreować mit, który później wielokrotnie jest powielany i wchodzi do dzieł takich jak na przykład Homera, który jest podstawą części mitologii greckiej. Ugruntowuje w jakiś sposób korzenie Greków w historii. Także to jest bardzo ciekawe, jeżeli się na to spojrzy właśnie pod takim kątem. Z jednej strony właśnie te wyszperane jakieś tam mity, do których przyczyn można próbować dojść.
Ten rozwój taki dosyć dziwny, punktowy. I to, że każda z tych wielkich cywilizacji, które próbowały opanować duży teren, była praktycznie inna. Z jednej strony za, z drugiej strony przeciwko tej doktrynie nauczycieli z kosmosu. Dziękuję.
[31:51] - Dziękujemy. Mimo wszystko najdziwniejsze w tym wszystkim pozostaje to, że człowiek, który pojawił się tam powiedzmy trzysta ileś tysięcy lat temu, człowiek współczesny, anatomicznie identyczny z nami, przez tyle lat swojego funkcjonowania nie zdobył się na wypracowanie czegoś tak oryginalnego jak cywilizacja. Mimo wszystko są tacy, którzy twierdzą, że to nie jest prawda, że człowiek kulturowo uborował przez te tysiące lat, bo cywilizacja powstała, ale zginęła. Została zniszczona w wyniku serii kataklizmów, a mit o Atlantydzie świadczy właśnie o tym. Także pokazuje to wielostronność, różne oblicza mitów. Bo musimy też pamiętać przecież, że mit mitowi nierówny. Ale jeżeli szukamy bogów, nauczycieli z kosmosu, istot przybyłych z innych planet, które chciały ucywilizować ludzkość i mieć z tego być może jakieś profity, powinniśmy sięgnąć do mitologii ludu, który uważany jest za twórcę cywilizacji. Chodzi o Sumerów. Lud bardzo tajemniczy. W sumie trudno powiedzieć skąd pochodzący, bo jak pewnie wielu z państwa wie, interesując się tymi zagadnieniami, Sumerowie przybyli do południowej Mezopotamii około prawdopodobnie szóstego tysiąclecia przed naszą erą, zastając tam już pewne rozwinięte kultury archeologiczne.
Chociaż to jest oczywiście nieporównywalne z tym, co działo się tam potem. Sumerowie jako nacja wyróżniali się od autochtonów żyjących w południowej Mezopotamii pewnymi szczególnymi cechami. Nazywali się sami czarnogłowymi, stąd wniosek, że musiało to pochodzić być może od koloru ich skóry bądź włosów, a symbol góry, który pojawiał się w ich mitologii, sugerował, że mogli przybyć właśnie z miejsc, w których te góry są. Szukano ich źródeł wszędzie, a to w dzisiejszej Persji, a to nawet w Tybecie, a nawet na dzisiejszej Indonezji. Ale tak naprawdę Sumerowie zostali zapamiętani dzięki kilku interesującym osiągnięciom. Oczywiście Sumerowie, którzy po pewnym czasie wtopili się w żywioł semicki, w kolejne ludy, które zalewały ten region i zmuszały Sumerów do uległości. Mimo wszystko ich cywilizacja przetrwała. Pozwoliła na to, by chociażby mitologia i pismo, a także religia, matematyka, astronomia i astrologia zachowały się w dorobku cywilizacyjnym kolejnych ludów Akadyjczyków, Babilończyków. Jedna z najciekawszych teorii związanych z nauczycielami z kosmosu dotyczy właśnie mitologii sumeryjskiej, a w zasadzie sumeryjsko-akadyjsko-babilońskiej. Dlatego, że o ile główna postać tego mitu jest pochodzenia sumeryjskiego, tak my ten mit znamy dopiero z wersji babilońskiej.
Został przekazany przez Berososa, kapłana babilońskiego w słynnym dziele „Babyloniaka”, znanym tylko z odpisów. Mimo wszystko zachowała się ich historia tam o Oannesie. Oannes, a to dlatego tak został nazwany, że Berosos był kapłanem zhellenizowanym, ta istota naprawdę nazywa się Uan. Pewnego dnia Uan miał wyjść z wody. Nie jest powiedziane skąd dokładnie. Jedna wersja twierdzi, że Uan wyszedł z rzeki, inna wersja, że wyszedł z jakiegoś kanału nawadniającego, jeszcze inna, że z morza.Uan był istotą nieludzką. Przedstawia się go jako humanoida, w zasadzie jako człowieka, który ma na sobie kostium ryby, który pod rybią głową ma głowę człowieka, ma skórę jak u ryby i tak dalej. Mitologia mówi nam o nim, że nauczył on pierwszych ludzi w tamtym rejonie podstaw budownictwa, matematyki, wszystkiego tego, co było potrzebne do budowy cywilizacji, oczywiście rolnictwa i tak dalej. Nauczał ich tego za dnia, a na noc wracał do swojego stanowiska w wodzie. Oannes miał być jednym z wielu takich nauczycieli w tamtym regionie świata.
Dlatego, że jedna z odnalezionych tabliczek z rytuałem egzorcystycznym mówi nam już nieco więcej. Okazuje się, że to, co podał Berossos, ma swoją kontynuację. Na przykład Oannes występuje tam jako jeden z wielu Apkallu. Apkallu, czyli owych nauczycieli z nieba, istot, które miały jedna po drugiej służyć jako doradcy królewscy, jako nauczyciele i pełnili określone obowiązki, wsławili się tym czy tamtym. Ta tabliczka rozpoczynająca się od słów „bit meseri”. Nie pamiętam już, co te słowa oznaczają. „Bit” prawdopodobnie wiąże się z arabskim słowem „bait”, czyli dom. W każdym razie „bit meseri” wymienia oprócz Uany, czyli Oannesa, kilku innych nauczycieli, którzy mieli się pojawić. Byli między nimi Uane Duga, Enme Duga, Enme Galama, Enme Beluga, An Enlilda, Eridu oraz Utuabzu. O tym Utuabzu czytamy, że wstąpił do nieba.
To jednak nie koniec, bo okazuje się, że po tym, jak ci nauczyciele działali na Ziemi, jak działał Uan, jak przekazywał swoją wiedzę, jak działali jego koledzy, nastąpił na Ziemi potop. Po potopie pojawiła się nowa fala nauczycieli, ale jak dodaje opowieść, byli to już tylko części Apkallu, nieodnoszący już takich sukcesów jak ich poprzednicy. Jest to interesujące, dlatego, że mit ten próbuje nam, przynajmniej zdaniem zwolenników teorii o starożytnych astronautach, opowiedzieć o tym, że kiedyś gdzieś na samym początku ludzkości przybył na Ziemię stworek wyglądający jak ryba. Dlatego, że Apkallu zawsze byli łączeni z żywiołem wody. Zawsze byli przedstawiani jako ryby, najczęściej jako karpie. Tenże stworek powiedział ludziom, jak żyć, jak uprawiać rolę, jak tworzyć podwaliny cywilizacji. Teraz, Marku, kluczowe pytanie. Z punktu widzenia naukowca możemy postawić następującą hipotezę: związek Apkallu i Uana z wodą sugeruje, że Sumerowie w ten sposób, idąc tą hipotezą, że za mitem się coś zawsze kryje, coś zakłutanego, chcieli w ten sposób symbolicznie pokazać, że kluczem do ich sukcesu cywilizacyjnego była woda. Woda, a dokładnie nawożenie tych obszarów przez słynne wylewy Tygrysu i Eufratu oraz kanały irygacyjne. Może chcieli pokazać też, że woda była tym, co utrzymuje to skromne życie osadnicze w jakimś porządku.
A może, jak twierdzą zwolennicy hipotezy o starożytnych astronautach, trzeba przeczytać to w sposób bardziej dosłowny, czyli taki, że rzeczywiście ktoś się wtedy pojawił. I nie ma tutaj nic ukrytego. Jest to po prostu opowieść o grupie istot, która czegoś chcąc, odwiedzała starożytny Sumer, pokazując tamtejszym ludziom, jak przetrwać w tych ciężkich czasach. W którą stronę twoje serce bardziej się porywa?
[40:24] - W zupełnie inną. Tak w skrócie. Nie można tego wykluczyć. Rzeczywiście cywilizacja, której istnienie, trwanie, rozwój zależał od kaprysu przyrody, od rzek, które płynęły i są rzekami potężnymi, ale jednak jest to kwestia żywiołu przyrody, to rzeczywiście tego rodzaju hołd złożony owym rzekom, że stamtąd przychodzi cywilizacja, stamtąd przychodzi istota, która naucza, to rzeczywiście jest kusząca teoria, której wykluczyć nie można. Ja tylko zawsze w takich chwilach mam taki problem, że rozmawiamy o tekstach, które powstały tysiące lat temu. A my tak na dobrą sprawę, jeśli się przyjrzymy europejskiej cywilizacji polskiej, chociażby tu na tych ziemiach, które w tej chwili zajmuje Polska, to mamy problemy z odtworzeniem tego, co się działo tysiąc lat temu do końca. Jeśli chcielibyśmy z pełną odpowiedzialnością mówić, co się działo w X wieku, to chyba nie będzie nam łatwo. Będziemy mieli problemy. Do dzisiaj historycy mają powód, żeby się spierać na śmierć i życie, a w każdym razie na kolejne tytuły i habilitacje, żeby różnie interpretować tamte czasy. Jeśli chodzi o Uana, to musimy przesunąć się jeszcze kilka tysięcy lat wstecz.
I tu już zaczyna być problem. Nawet jeśli to zostało spisane, tak jak powiedziałeś, Piotrze, post factum, więc mocno późniejTo już był moment, gdy mogły być problemy z interpretacją, z zapisem, z pełnym oddaniem tego, co się tak naprawdę stało.
[42:35] - Zauważmy jedną rzecz jeszcze, bo uważamy, że to jest mit sumeryjski.
[42:42] - Właśnie.
[42:42] - Sumerowie twierdzą, że Uan przyszedł do nich. Natomiast z punktu widzenia nauki musimy uznać, że ten mit prawdopodobnie albo Sumerowie ze sobą przynieśli i on się odnosił w ogóle do innego miejsca.
[42:58] - Właśnie.
[42:59] - Albo jest to mit, który pozostał po kulturach El Ubaid i tak dalej, i oni sobie go po prostu przyswoili w jakiś sposób. Natomiast musimy zobaczyć, że Sumerowie i inne ludy Mezopotamii twierdzą, że Uan przyszedł bezpośrednio do nich. To jest interesujące w tym moim zdaniem.
[43:23] - Tak, ale sam powiedziałeś-
[43:24] - Że Apkallu służyli jako doradcy tych wielkich dawnych królów.
[43:31] - Jasne. Tylko sam powiedziałeś, że być może mit jest znacznie starszy niż cywilizacja, którą nazywamy sumeryjską, że pochodzi z innego miejsca i z innego czasu. Jeśli weźmiemy pod uwagę te wszystkie teorie, które mówią, że gdzieś tam istniała cywilizacja, która w ogóle dała początek Sumerom, bo Sumerowie, można to różnie określać, ale pojawili się ni stąd, ni zowąd i zbudowali cywilizację. Tymczasem niektórzy mówią o tym, że przedtem były inne ośrodki cywilizacyjne, o których po prostu nie wiemy. Te wszystkie porównania odwołujące się na przykład do Wyspy Wielkanocnej, do podobieństw zapisów, które są pomiędzy Wyspą Wielkanocną a niektórymi ośrodkami w Indiach czy później jeszcze dalej. Ja nie chcę w tej chwili tego powtarzać, bo to nieraz się już pojawiało. Natomiast chodzi mi o to, że przyjmijmy na chwilę, że rzeczywiście jest to mit czysto sumeryjski i odnosi się do czasów sumeryjskich. Bo tak naprawdę prowadzę do tego, że oczywiście można traktować ów mit, ów przekaz, może nawet nie mit, może przekaz właściwie, jako dowód na to, że pojawiła się istota nauczająca, która rzeczywiście miała czegoś Ziemian nauczyć. Ale znowu pozostaje pytanie o to, skąd ona tak naprawdę przybyła, skoro wychodzi z wody? Jakbyśmy chcieli do końca rozbuchać naszą wyobraźnię, to dlaczego właściwie odwołujemy się do przybyszy z kosmosu, do pojazdów kosmicznych?
Nawet dzisiaj, z perspektywy naszej cywilizacji z XXI wieku, równie dobrze moglibyśmy przyjąć, że ta istota pochodziła z wód. Rzeczywiście z wód. Skoro wyszła z wód, to może rzeczywiście pochodziła stamtąd. Może to był przedstawiciel cywilizacji, która zamieszkuje rozległe obszary oceanu. Właściwie co stoi na przeszkodzie, żebyśmy przyjęli, że za łagantami UFO są mieszkańcy na przykład dna oceanów? Wiemy o tym dnie oceanu naprawdę bardzo mało. I ta dosyć znana fraza o tym, że właściwie prawie nic o tym nie wiemy, że znamy trochę wody powierzchniowe, udało nam się zejść do największych głębin, ale to właściwie traktujemy trochę na zasadzie wyczynu ekstremalnego i nie zdarzamy się tam zbyt często. Poza tym te badania głębinowe to są badania punktowe. I tak naprawdę każdy, kto chciałby dzisiaj odpowiedzialnie powiedzieć, że nie ma żadnej cywilizacji podwodnej, nie miałby argumentów. To wcale nie świadczy o tym, że taka cywilizacja istnieje.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Chodzi tylko o to, że naprawdę jest bardzo mało argumentów, żeby potwierdzić jedną, drugą czy trzecią tezę. Więc skupmy się na chwilę na tej właśnie tezie, że ten Uan i później następni bogowie, których wymieniłeś, których ja nie jestem w stanie, ich imion nie jestem w stanie powtórzyć, bo tam jest po prostu za dużo liter do zapamiętania. W każdym razie, że ci kolejni przedstawiciele rzeczywiście pochodzili gdzieś z głębin. To cóż stoi na przeszkodzie? Jest dokładnie taka sama sytuacja. Czy te istoty pochodziły z odległego miejsca w kosmosie, czy z odległego wbrew pozorom miejsca z oceanu, to wcale nie zmienia sytuacji. Równie dobrze jedne istoty i drugie istoty mogły być nauczycielami. Mogły zadbać o to, żeby cywilizacja na lądzie rozwijała się w sposób taki, jak sobie to na przykład oni wyobrażali. Znowu posłużmy się analogią, w sumie dosyć daleką, ale jednak analogią do tego, w jaki sposób zachowywali się niektórzy odkrywcy.
Byli oczywiście tacy, którzy zajmowali się konkwistą, zajmowali się podbojem, ale byli też tacy, którzy czuli, mieli w sobie tę żyłkę ludzi, którzy naprawdę niosą cywilizację, naprawdę nauczają. I takie przykłady da się również znaleźć. A zatem nie można wykluczyć, że istoty tutaj z Ziemi, które gdzieś tam sobie żyją w odległej części naszej planetyPod powierzchnią mórz. Równie dobrze mogą być nauczycielami, którzy są tak samo od nas odlegli kulturowo, cywilizacyjnie jak istoty z innej planety. Popłynąłem w tej chwili w pewną stronę, chcąc pokazać, że właściwie mamy bardzo mało argumentów, żeby przyjąć, że nauczyciele przybyli do nas z kosmosu. Równie dobrze mogli przybyć, tak jak powiedziałem już nieraz, spod powierzchni morza, spod powierzchni oceanów. Już nie będę drążył hipotezy o tym, że mogli przybyć z wydrążonej ziemi, gdzieś spod wewnętrznego słońca i tak dalej. Nie chcę wprowadzać chaosu do audycji. Chodzi tylko o pokazanie tego, że tych teorii naprawdę można mnożyć na pęczki. Myślę, że ani w tej audycji, ani w żadnej grubej książce nie da się tego rozstrzygnąć.
Chyba że ten kontakt pomiędzy naszą cywilizacją współczesną a przedstawicielami tej innej cywilizacji, skądkolwiek ona pochodzi, rzeczywiście nastąpi, wówczas wszystkie problemy, które dzisiaj roztrząsamy, staną się, miejmy nadzieję przynajmniej, jasne. Dzięki.
[49:53] - Dzięki. Oanesa można sobie zobaczyć na bardzo wielu przedstawieniach z różnych okresów istnienia Mezopotamii. Arku, a może tak naprawdę ten kostium ryby to było przedstawienie skafandra kosmicznego, którego ówcześni Sumerowie czy też ich poprzednicy w tamtym rejonie nie umieli inaczej opisać?
[50:23] - Też tak uważam. Jeżeli coś było błyszczące i przylegało do ciała, więc było drugą skórą, skoro nie było włochate i nie było brązowe ani malowane w jakiś sposób, a było wręcz srebrne, więc musiała być to rybia skóra. Rybie łuski i skóra najbardziej zbliżona do ryby. Nie było innego określenia technicznego, żeby to zrobić. Słabszym punktem teorii akademickich rozwoju ludzkości jest ustosunkowanie się do zmian środowiskowych, jakie wówczas następowały. Graham Hancock, tutaj już poruszany przez niektórych z debat, w swojej książce przedstawia wpływ zlodowaceń i uderzenie katastroficznych komet na rozwój cywilizacji. Musimy wziąć pod uwagę, że około 10 000 lat temu było ostatnie zlodowacenie, więc poziom wód był całkiem inny. W innym miejscu był lądolód północny, a więc cała sfera północnej części ziemi miała całkiem inny wygląd, całkiem inne środowisko, całkiem inną pogodę. Prawdopodobnie część cywilizacji kwitła na skraju takiego lodu, gdzie było bardzo dużo wody, były wspaniałe warunki do życia, kwitła megafauna i wszystko było bardzo fajnie i prawdopodobnie były super warunki do rozwoju ludzkości. Z drugiej strony inny całkiem poziom wód morskich, było dużo niżej.
Nawet według Hancocka poziom mórz mógł być niżej o 150 metrów. A że wszystkie cywilizacje, czyli miasta w sumie, rozwijają się przy wodzie, więc prawdopodobnie musiały te miasta powstawać. W tej chwili znajdują się głęboko pod wodą albo w dorzeczach rzek, które już w tej chwili nie płyną. Stąd być może, że ten mit o wychodzących z morza jakichkolwiek nauczycielach jest całkiem na miejscu. Tylko że akurat może nie dotyczyć Sumerów, a jest pokłosiem wcześniejszej, jeszcze bardziej rozwiniętej cywilizacji, którą te gwałtowne zmiany środowiska przerosły. Musieli się w jakiś sposób rozproszyć, uciec, pozostawiając po sobie to, co mieli w sumie najcenniejsze. Tak jak mówiłem, wszystkie narody próbują jakoś sięgnąć do swoich źródeł i bardzo łatwo przyswajają sobie mitologię czy jakieś legendy wcześniejszych plemion, przodków swoich i nie tylko. Niektóre są naleciałościami. Tutaj najlepszym przykładem jest zanad wszystkim Biblia, gdzie w sumie jeden człowiek siadł sobie w namiocie i przez kilkadziesiąt lat stworzył historię Izraela, która ma się w sumie nijak do historii, jaką ten naród faktycznie przeżył. Bo nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę mit rozpaduMurów Jerycha.
Jak się okazuje w tym czasie, kiedy Jozue próbował te mury rozwalić, tych murów po prostu nie było i tyle. Do tego jeszcze Sodoma i Gomora, czyli miasto, które w nazwie jest spalone, a drugie jest zburzone. Te miasta tak się na pewno nie nazywały, natomiast bardzo łatwo jest przyswoić sobie legendy ludów, o których się gdzieś słyszało. Podobnie prawdopodobnie też było z Sumerami. Ten gwałtowny rozkwit miasta to jest przede wszystkim usystematyzowanie współżycia społecznego w tym mieście. To są kodeksy prawa. To jest nie tylko sposób nawadniania, bo to jeszcze jest łatwe do zrozumienia, patrząc na bobry na przykład, można sobie wymyślić, że możemy to samo zrobić. Ale kodyfikacja prawa, ujednolicenie zasad postępowania społecznego to głównie są zręby cywilizacji, które powstają i to może być przyczynkiem do tego, żeby sądzić, że ktoś tej cywilizacji pomógł zaistnieć. Dziękuję.
[55:57] - Dziękujemy. Panowie, nim przejdziemy do dalszych rozważań na temat nauczycieli z kosmosu, zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Na to, jaką mit może mieć przeróżną postać. Weźmy pod uwagę chociażby potop, który przewijał się w mitach o Abkalu. To była taka granica symboliczna między przybyciem pierwszych a drugich Abkalu. Przy czym to drugie pokolenie Abkalu było już w jakiś sposób skonfliktowane z bogami, dlatego że odnajdujemy wzmianki w „Bitwie serii”, że ten i ów rozgniewał bogów. Pojawia się pytanie, dlaczego ten potop odegrał taką ważną rolę w kulturach ludów, które nie miały ze sobą nic wspólnego? Bo o potopie wzmianki znajdziemy zarówno po obu stronach oceanu, w Ameryce Południowej, jak i u Sumerów, jak i u Hindusów, Chińczyków i tak dalej. Ten mit jest strasznie rozpowszechniony. Zdaniem wielu on przedstawia tak naprawdę nie jeden potop, ale wiele potopów.
Ale czy on czasami waszym zdaniem nie mówi o pewnym wydarzeniu, które może mocno tutaj korelować z teorią o bogach z kosmosu? Mianowicie z hipotezą, że to wcale nie byli bogowie z kosmosu, jak mówił Arek, tylko przedstawiciele wcześniejszych cywilizacji, cywilizacji atlantyckiej. Tak ją nazwijmy umownie, dlatego, że istnieją pewne sugestie, iż przed naszą cywilizacją, przed pojawieniem się Sumerów, przed początkami Egiptu istniała na Ziemi tak zwana kultura matka, od której pochodzi większość mitów, od której pochodzi większość symboli, która oddziałuje na nas w sposób niewidzialny. Nie była to cywilizacja tak bardzo zaawansowana, że posiadała swoje czołgi, komputery i samoloty, ale była to po prostu bardziej starożytna starożytność, której przedstawiciele po kataklizmie, który ją spotkał, po nagłej zmianie klimatu wynikającej chociażby z wybuchu wulkanu, superwulkanu lub innego kataklizmu, upadku asteroidy, mogła rozpaść się, a mimo wszystko przetrwać, a jej emisariusze rozpoczęli cywilizację na nowo. Wam to się pewnie kojarzy z teoriami Hancocka, ale Hancock tak naprawdę tego nie wymyślił. To już krąży od dawna taka hipoteza. Wspomnimy chociażby takiego badacza jak Daniel Ruzo, który szukał dowodów na istnienie cywilizacji matki w Maracaibo i w górach Bucegi, które jak twierdził były pomnikami tej dawnej zapomnianej cywilizacji, rozbitymi przez deszcze, smaganymi wiatrami, ale jednak nadal jego zdaniem przypominały o tym, że w tych miejscach stały kiedyś wielkie posągi. Panowie, czy waszym zdaniem mit o potopie, który jak mówiłem można znaleźć zarówno w mitologii sumeryjskiej, jak i potem w Biblii, gdzie on przesiąkł, jak i w opowieściach wielu innych ludów, chociażby Hindusów, gdzie także mamy Noego, który jako król Manu ten potop przeżywa. Co tak naprawdę mit o potopie, Arku może nam mówić o tej zapomnianej przeszłości, zakazanej historii naszej cywilizacji?
[59:35] - Co jakiś czas Ziemię nawiedzają katastrofy kosmiczne. To znaczy co jakiś czas spada jakaś większa lub mniejsza asteroida. Niektóre są tak zbudowane, że składają się z jednej części. Czasami się potrafią rozpaść i sieją spustoszenie na dużych obszarach, o czym właśnie pisał Hancock, ale on opisuje głównie to, co się zdarzyło około 10 000 lat temu. Natomiast te katastrofy zdarzają się, podejrzewam, co najmniej cyklicznie. I tutaj najlepszym dowodem jest to, co tam po kolei spotyka Ziemię. Widać to po śladach biologicznych i nie tylko. Także jest ślad biologiczny, czyli rozwój i zagłada pewnych gatunków zwierząt, pewnych roślin. Tak jak już wspomniałeś, ludzkość jako ludzie homo sapiens zostali uformowaniOkoło 300 000 lat temu, mniej więcej. I od tego czasu wydawałoby się, że nic się nie działo.
Niemniej jednak w tym czasie musiało się coś stać. Jesteśmy wszyscy kreatywni i wymyślanie mieszkania wspólnego i wspólnego zabezpieczania się przed dzikimi zwierzętami musiało nastąpić. Zawsze w początkach cywilizacji pojawia się jakiś prekursor. W Chinach był to pierwszy cesarz Qi, który nie tylko dał prawo Chińczykom, ale też działał w zakresie medycyny. Próbował różnych ziół na sobie. Zresztą w ten sposób prawdopodobnie też i zmarł, że się po prostu zatruł. Próbował w jakiś sposób ugruntować to wszystko. W jakiś sposób przekazać to wszystko podległym mu ludziom, jak mają żyć i z czego mają korzystać. I oni się tego długi czas trzymali. Tak, jak należy żyć, tak, jak cesarze pierwszej dynastii to robili.
Szczątki różnych cywilizacji, które przez cały czas o tych cywilizacjach świadczą, artefakty budowli, jakie się spotyka, to jest między innymi słynna autostrada na Bimini, która jest kilka metrów pod powierzchnią wody. To są budowle pod powierzchnią jeziora Titicaca. Można o tym powiedzieć teoria Poznańskiego na temat powstawania w Ameryce Południowej budowli, które były zorientowane na gwiazdy w ten sposób, że wynikało z tego, że było około 12 000 lat temu budowane. O tym nie ma innego ugruntowania historycznego, dlatego że po prostu to nie pasowałoby do ogólnego wizerunku rozwoju cywilizacji, więc tego typu doniesienia są w zasadzie marginalizowane. Niemniej jednak one są. Ostatnio mówi się o cywilizacji Sahary. Takim ostatnio wydobytym z piasków Sahary miastem jest starożytne miasto, które mniej więcej powstało 6000 lat temu i jego szczątki są w okolicach Abydos. Także ten czas powstawania tych cywilizacji przez cały czas jest bardzo różny i po prostu one strzelają w swoim etapie rozwoju, by całkowicie się unicestwić. Unicestwiają je z reguły jakieś warunki przyrodnicze. Wielkie starożytne dynastie, które stworzyły piramidy w Egipcie, zostały zniszczone przez brak deszczu.
Cywilizacje Ameryki Południowej też niszczyła susza. Także tutaj bardzo ważną rolę odgrywa środowisko. Bardzo ważną rolę odgrywa precesja Ziemi i katastrofy kosmiczne, które się co jakiś czas zdarzają. Te cywilizacje mają swój własny, indywidualny charakter. Niektóre społeczności w ogóle nie wytworzyły cywilizacji, bo należy tak powiedzieć o Aborygenach, bo ciężko to nazwać cywilizacją. Jest po prostu zasiedzenie na jakimś kontynencie bez jakichkolwiek budowli czy potrzeby budowania, skupienia się wokół miasta. Natomiast cywilizacje, które w jakiś sposób ze sobą się kontaktowały, one tak strzelały bardzo silnie, rozwijały się. Prawdopodobnie działo się to po prostu na gruzach tych poprzednich cywilizacji, tej pierwszej, tych ludzi, którzy uciekli. Ciężko tu powiedzieć, czy nasiona tych cywilizacji, czyli ci prekursorzy, nauczyciele przylatywali z kosmosu, ale bardzo często się też mówi, że tak jak Apkalu przychodzili z morza. Być może, że to przychodzenie z morza jest pokłosiem tego, że szczątki budowli były jeszcze długi czas widoczne bardzo płytko pod powierzchnią mórz.
Dziękuję.
[01:05:50] - To teraz oddajmy może głos Markowi Żelkowskiemu. Marku?
[01:05:56] - Cóż, ja chciałbym powiedzieć jeszcze à propos cywilizacji, która mogła istnieć przed tymi cywilizacjami, o których mówimy w tej chwili. My bardzo często popadamy ze skrajności w skrajność. To znaczy wyobrażamy sobie, że istniała cywilizacja technologicznie zaawansowana, która produkowała komputery tudzież różnego rodzaju machiny potężne. Ale równie dobrze możemy wyobrazić sobie, że cywilizacja, która istniała przed tymi cywilizacjami, które dzisiaj opisujemy w historii, to mogła być cywilizacja na poziomie na przykład starożytnej Grecji albo X wieku w Europie. Cywilizacja rozwinięta, niosąca kulturę, niosąca pewne wynalazki.Ale cywilizacja, której ślady trudne są dzisiaj do odnalezienia. Cywilizacja, która z racji swojego doświadczenia, z racji zebranych informacji mogła oddziaływać na późniejsze cywilizacje, które znamy, a pozostać gdzieś w mroku dziejów nierozpoznana zupełnie. To mogła być równie dobrze, nie stawiajmy barier, nie odwołujmy się do starożytności czy X wieku. Równie dobrze mogła być to cywilizacja na poziomie równym naszemu XV wiekowi. Dlaczego nie? A wówczas wszystkie argumenty dotyczące technologii, że jakieś ślady powinny pozostać, może byłyby mniej zasadne.
Poza tym musimy sobie zdać sprawę z tego, że tak naprawdę dlaczego o tym mówię? Otóż w gruncie rzeczy ludzka technologia i ludzka myśl nie są aż tak lotne i tak wspaniałe, żeby nas wszystkich zaskakiwać. I wbrew pozorom, bardzo często w dziejach ludzkości zdarzało się, że powtarzaliśmy drogę, która już była kilka razy przez ludzkość przebyta. Pojawiały się podobne wynalazki, podobne technologie, podobne rozwiązania dotyczące techniki, ale dotyczące na przykład życia społecznego, jak te, które pojawiały się w innym miejscu naszej planety. To świadczy o tym, że albo ktoś zadbał o to, żeby taka idea się rozpowszechniała, albo też o tym, że w gruncie rzeczy człowiek porusza się według pewnej ścieżki myślowej, rozwojowej i ciężko jest odkryć coś, co będzie tak naprawdę oryginalne. To z jednej strony tak możemy sobie założyć. Szczególnie że, i tu znowu odwołam się do swojego konika, czyli do myśli ludzkiej i jeśli uświadomimy sobie, że cała historia filozofii, oczywiście traktujmy to z dużym przymrużeniem oka i z pewnym jednak dużym, weźmy to, co powiem za chwilę w duży cudzysłów. Ale cała historia myśli ludzkiej, myśli filozoficznej to są tak naprawdę przypisy do dwóch filozofów, czyli do Platona i Arystotelesa. To uświadomimy sobie, że w gruncie rzeczy wcale nie jesteśmy aż tacy oryginalni i tacy wspaniali i tacy rozwojowi i tacy lotni umysłowo. I w gruncie rzeczy bardzo ciężko jest wymyślić coś, co będzie zupełnie nową, zupełnie świeżą ideą.
I wcale się nie dziwię, że tego rodzaju powtórzenia w historii cywilizacji się zdarzały. A zatem jeśli sobie to wszystko uświadomimy, to myślę, że zarówno teoria o nauczycielach z kosmosu, o której dzisiaj rozmawiamy, jak i teoria o tym, że ludzkość trwa troszeczkę dłużej, niż nam się to wszystkim wydaje, a może w każdym razie niż to się wydaje oficjalnym historykom. To chyba będzie bardziej zasadne stwierdzenie, że ta ludzkość może trwa dłużej, niż się tym historykom wydaje. I dlatego pojawiają się tajemnice, pojawiają się problemy, o których dzisiaj mamy okazję dyskutować.
[01:10:36] - Przypominamy, że słuchacie państwo kolejnej debaty ufologicznej online na antenie Radia Paranormalium. Dziś dyskutujemy o nauczycielach z kosmosu. Krótko po godzinie 21:00 planowo otwieramy naszą linię dla telefonów, tak więc będzie można dzwonić, zadawać pytania i komentować. Ale już teraz myślę, warto będzie zapisać sobie kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również cały czas do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:11:51] - Panowie, ja tutaj jeszcze chciałem dorzucić jedno słowo do tego, jak mity funkcjonują w tym środowisku, w którym się wszyscy obracamy. Jest taki mało znany aspekt związany z pewnym mitem, który ma przełożenie może nie na ufologię, chociaż ufologia też jest pełna współczesnych mitów, dlatego, że one się cały czas tworzą. O tym musimy pamiętać, ale o mitach w ufologii będziemy mówić kiedy indziej. W historii, a w zasadzie w kulturze wieków średnich i późniejszych, dlatego, że odniesienia do tych symboli znajdziemy też w sztuce renesansu i baroku. Pojawia się taki mit o dzikim człowieku, leśnym człowieku. Ten mit w zasadzie nie ma treści. Jest to sam symbol, który pojawia się albo w malarstwie, albo w ornamentyce. Są to po prostu dzicy ludzie.Człowiek otoczony liśćmi, człowiek otoczony gałęziami, wyglądający jak żywa roślina. Taki zielony człowiek pojawia się między innymi w słynnej Kaplicy Roslin i tam powstały na jego temat różne hipotezy. Natomiast w innych dziełach on się również pojawia.
Pojawia się nawet na herbach niektórych miast europejskich. Skąd wziął się dziki człowiek w sztuce, w symbolice? Zwolennicy teorii kryptozoologicznej mówią, że jest to odniesienie do troglodytów, dzikich ludzi, którzy kiedyś zamieszkiwali lasy także w Europie. Dzisiaj wycofali się do Azji. Zwani są w Rosji śnieżnymi ludźmi, natomiast dawniej mieli być widywani też w Europie i stąd to odniesienie, te przedstawienia w sztuce. Alternatywna hipoteza zakłada, że jest to upamiętnienie, a w zasadzie artystyczna próba odniesienia się do czasów, kiedy człowiek pozostawał w stanie dzikim. I tu nie chodzi tylko o okres prehistoryczny, kiedy nie istniała cywilizacja, wszystko rozgrywało się w sposób prymitywny, ale chodzi też o okres barbarzyński. Chodzi o ciemne wieki. Chodzi o ten okres, kiedy Europa przestała być rzymska, zaczynała być barbarzyńska i nagle gdzieś w tym wszystkim zagubił się duch europejskości i cywilizacji. I nagle pojawia się mit o dzikim człowieku.
Właściwie nie mit, tylko symbol dzikiego człowieka i na jego przykładzie możemy zobaczyć, jak różne interpretacje taki bardzo współczesny mit może przyjmować. Niektórzy mówią, że całe zjawisko UFO usiane jest mitami. Oczywiście, to prawda. Natomiast są to mity zupełnie innego rodzaju. Część tych mitów ufologicznych jest zaimplantowana specjalnie przez służby, różnego rodzaju inne mity powstały same z siebie i funkcjonują na zasadzie tak zwanych miejskich legend. Ale ja się tutaj rozgadałem, panowie, o rzeczach zupełnie niezwiązanych z nauczycielami z kosmosu. Przejdźmy tymczasem do Chin. W Chinach nauczyciele z kosmosu zwani byli Shi. Źle powiedziałem. To nie byli nauczyciele z kosmosu.
To byli pierwsi cesarze, twórcy cywilizacji, nauczyciele ludzkości. Weszło mi tak dzisiaj w krew mówienie o nauczycielach z kosmosu, że brzmi, jakbym forsował hipotezę, że oni, a więc ci mityczni cesarze, rzeczywiście przylecieli do nas latającym spodkiem. Ale kiedy spojrzymy na to, jak przedstawia się pierwszego z boskich nauczycieli, zobaczymy, że coś w tym jest. Chodzi o Fuxi. Fuxi i jego małżonka Nüwa mieli być parą bliźniaków, pół ludzi, pół węży, którzy powołali do życia rodzaj ludzki, a następnie nauczyli go najbardziej podstawowych rzeczy. Chodzi tutaj o gotowanie, polowanie. Kolejni boscy nauczyciele dokładali do tego następne umiejętności, pokazywali inne sztuki. Na przykład Shennong, który w sztuce przedstawiany jest jako postać przypominająca trochę diabła, trochę wołu, gdyż posiada rogi, pokazał ludziom, jak uprawiać rolę. Kolejni z tych cesarzy mieli demonstrować inne umiejętności. I teraz, panowie, pytanie: czy to wszystko jest tylko przypadek?
Na Bliskim Wschodzie, w Mezopotamii pojawiają się Apkall. W Indiach mamy do czynienia z siedmioma mędrcami, którzy przeżywają potop i pozwalają odnowić cywilizację. W Chinach mamy Shi. Istoty, które tak jak Apkall nie są w 100% ludźmi, ale coś pokazują. Coś pokazują. Pokazują ludziom, jak żyć w sposób cywilizowany. Czy waszym zdaniem nie ma w tym za dużo przypadków? Bo z jednej strony możemy powiedzieć: wszystkie cywilizacje rozwijały się w zasadzie podobnie, stąd te mity są podobne. Bo trudno nam uznać, że Sumerów i Chińczyków w sferze kulturalnej łączyło aż tyle, że mogli mieć wspólne mity. Wydaje się, że w Chinach i w Sumerze powstały mity o boskich, nieludzkich nauczycielach niezależnie od siebie.
Ale dążąc do sedna, czy nie jest czasami tak, że wskazują one na istnienie innego zupełnie scenariusza, o którym mówiłem na samym początku? A scenariusz ten mówi, że być może jakaś obca cywilizacja, której przedstawicieli prymitywni ludzie nie potrafili rozpoznać, dlatego porównywali ich bądź do ryb, bądź do węży, zdecydowała się zapoczątkować wobec ludzkości pewien program, pewien projekt, który miał na celu ucywilizowanie pewnych określonych grup ludzi, być może nawet w zbliżonym czasie, tylko po to w zasadzie, żeby pozwolić homo sapiens na to, żeby nasza rasa nie zaginęła. Nie zaginęła na planecie, która jak wcześniej powiedzieliśmy, okresowo dotykana jest przez różnego rodzaju kataklizmy w postaci bądź to wybuchów superwulkanów, bądź to upadków asteroidJak niektórzy mówią, nawet ostrzeliwania promieniami gamma z kosmosu, które mają odzierać naszą atmosferę z ochronnej otoczki. Jeszcze inni mówią o przebiegunowaniu, i tak dalej, które ma doprowadzać do masowego wymierania. Na planecie nękanej tyloma problemami przetrwa tylko rasa, która potrafi sobie radzić, która potrafi sama sobie wyhodować pożywienie, która potrafi rozwiązać pewne problemy inżynieryjne, nawet na wypadek tego, jeżeli trzeba by było już w ostatecznym rozrachunku zbudować przysłowiową Arkę Noego. Marku, jak podchodzisz do tej teorii, którą przedstawiłem? Czy trafia ona do ciebie jako do religioznawcy i czy trafia ona do ciebie jako do pisarza science fiction?
[01:19:45] - Trafia. Nie można wykluczyć tego wszystkiego, o czym powiedziałeś. Tym bardziej, że nawet w literaturze science fiction pojawiają się podobne wątki. One co prawda nie dotyczą Ziemian, a bardziej tego, jak to Ziemianie niosą cywilizację gdzieś w kosmosie. Pierwsze z brzegu dwa utwory, chociażby Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka, trylogia, w której w tomie pod tytułem „Proxima” znajdujemy takie właśnie działania ze strony Ziemian, kiedy przybywają do układu Proxima Centauri. Tam na jednej z planet zastają dosyć prymitywną, wręcz prawie jaskiniową cywilizację, do której podchodzą bardzo łagodnie, spokojnie, mając pewno w pamięci jakieś takie ekscesy, które się tu na Ziemi działy w stosunku do mniej rozwiniętych cywilizacji gdzieś w przeszłości. Że Europejczycy potrafili się zachowywać dosyć paskudnie. W związku z czym tam ten kontakt następuje bardzo łagodnie. To wszystko rzeczywiście tak, jakbyśmy sobie dzisiaj wyobrażali nauczycieli z kosmosu. To dokładnie według tego scenariusza przebiega.
Gdzie się pewnych umiejętności uczy owych, bodajże to byli Temidzi, o ile dobrze pamiętam. Taką nazwę te istoty nosiły. Gdzie się uczy tych Temidów pewnych umiejętności i tak dalej. Z podobną sytuacją stykamy się w takiej mniej znanej książce Zajdla pod tytułem „Lalande 21185”, gdzie znowu wyprawa z Ziemi natrafia na zieloną planetę, tylko w bardzo odległej części kosmosu. I tam, w rozległych lasach na tej planecie egzystuje sobie dosyć prymitywna cywilizacja. Żeby nie spoilerować i nie opowiadać treści, to na tym poprzestanę. Ale taki scenariusz można sobie zupełnie spokojnie wyobrazić, że rzeczywiście nauczyciele przybywają, uczą cierpliwie, chronią przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, starają się na tyle podnieść poziom cywilizacji, aby podczas ewentualnych kłopotów związanych właśnie z takimi zdarzeniami, które Piotr wymienił, ta cywilizacja przetrwała. I to jest oczywiście scenariusz, który z punktu widzenia człowieka, który lubi fantastykę i człowieka, który również jest skłonny rozważać hipotezę nauczycieli z kosmosu, jest atrakcyjny. Jest poza tym, tak mi się przynajmniej wydaje, dosyć zwarty, spójny. Natomiast myślę, że równie dobrze musimy sobie wyobrazić taką sytuację, że ma to do siebie, że lubi pytać o to, co było kiedyś.
I nie raz w historii ludzkości ludzie zadawali sobie pytanie: a co było wcześniej? Co było wtedy, w tych czasach, kiedy jeszcze nie istniało pismo, w tych czasach, które nie zostały opisane, spisane. Jak to wtedy było? I wtedy to jest pole do ruszenia wyobraźni. Wtedy pojawiają się różne dziwne hipotezy i z tym też mamy do czynienia w historii. Pojawiały się najrozmaitsze relacje, wręcz podkreślam słowo „relacje” z różnych części świata, doniesienia o dwugłowych ludziach, o ludziach dziwnie wyglądających, podobno pochodzące od podróżników, a tak naprawdę wyssane z palca, czy też po prostu wymyślone. Gdzieś tam w człowieku ta ogromna fantazja istnieje i jeśli trafi na podatny grunt, czyli na dziwne wydarzenia, dziwne pytania, niewiadomą, to w tym kierunku może to wszystko pożeglować. Czyli równie dobrze można dopuścić hipotezę o nauczycielach z kosmosu, jak i o bujnej ludzkiej wyobraźni. Ja niczego tak naprawdę nie wykluczam, ani jednej, ani drugiej hipotezy. Dlaczego tak robię?
Dlatego, że dysponujemy szczątkowymi informacjami. To wszystko, co można znaleźć w książkach i to, co można znaleźć w internecie, to są tak naprawdę pewneWłaściwie tak naprawdę nie jest tego dużo. Albo do nas nie docierają pewne informacje, które są przez kogoś gdzieś skrzętnie ukrywane, albo takich informacji po prostu nie ma i skazani jesteśmy na budowanie teorii. Czasami one są mniej, a czasami bardziej rozbudowane. Ale w gruncie rzeczy nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy uznali, że nauczyciele ze starożytnych Chin to były istoty, które po raz kolejny albo w kolejnej sekwencji zdarzeń przybyły na Ziemię i kolejną cywilizację, która rokowała rozwój, ci przybysze nauczali określonych, bardzo praktycznych umiejętności. Weźmy pod uwagę, że według relacji, które dotrwały do naszych czasów, ci przybysze uczyli nie tylko praktycznych umiejętności typu budowa kanałów czy wznoszenie murowanych budowli, ale też uczyli matematyki, astronomii, sztuki leczenia, metalurgii, tworzenia kalendarzy. Co ważne, uczyli również tworzenia pisma. Jeśli prześledzimy sobie historię pisma, właściwie złe słowo, powstawania różnego rodzaju pism na przestrzeni dziejów, to musimy zdać sobie sprawę, że powstawanie pisma również miało w bardzo wielu przypadkach dosyć magiczną otoczkę. To pismo się pojawiało i bardzo często, to zależy oczywiście od cywilizacji, było otoczone dosyć magiczną aurą. Ci, którzy znali pismo, potrafili spisywać wydarzenia, potrafili spisywać swoje myśli, to była elita.
To byli ludzie, którzy dzierżyli pewien klucz do przyszłości tak naprawdę, bo to, co spisali, przetrwało i przedostało się do następnych wieków. Być może te rzeczy, które nie zostały spisane, byłyby dla nas z naszego punktu widzenia, patrząc zupełnie egoistycznie, z punktu widzenia naszej audycji, byłyby znacznie ciekawsze. Niestety nie dotrwały, bo ludzie, którzy to obserwowali, nie znali pisma. Pismo przez długi czas w różnych cywilizacjach znała tylko elita. I to też jest, myślę, dosyć ważne, jeśli rozpatrujemy przeszłość tak odległą jak chociażby przeszłość Chin, bo zdajmy sobie sprawę, że od tej sytuacji, w której nauczyciel z kosmosu, pierwszy cesarz, czy jakkolwiek go nazwiemy, pojawił się w Chinach, oddziela nas naprawdę ogromna przestrzeń czasowa liczona 4500 lat. To naprawdę jest dużo i myślę, że przez ten czas wiele się mogło zdarzyć i wiele przeinaczeń i wiele takich typowych błędów w kodowaniu, dzisiaj byśmy tak modnie i nowocześnie nazwali, tych błędów w kodowaniu mogło pojawić się sporo. Stąd dzisiaj tak odczytujemy te pisma, jak odczytujemy. Dziękuję bardzo.
[01:28:23] - Dziękujemy. No tak, jakby na to nie patrzeć, kawał czasu minął, odkąd żył Fu Xi i jego małżonka. Ale niektóre osoby uważają, że przynajmniej w przypadku tego osobnika możemy mówić o tym, że istniał on realnie. Nie chodzi o to, że miał wężowy ogon, ale że był po prostu pierwszą osobą, która w Chinach zdecydowała się wprowadzić współczesny model rodziny. Fu Xi znany był z tego między innymi, że stworzył instytucję małżeństwa, połączył mężczyznę z kobietą. Z takiego naukowego punktu widzenia niektórzy uznają, że wcale nie krył się za tym żaden kosmita, tylko pierwszy władca, który wpadł na taki genialny pomysł, jakim jest małżeństwo. Ale nie wszystkich to przekonuje. Niektórzy twierdzą, że fakt, że boscy nauczyciele byli zazwyczaj przedstawiani jako istoty nieludzkie, wskazuje na to, że miały one pochodzenie, którego ówcześni ludzie nie potrafili sobie wyjaśnić, nie potrafili go opisać. Dlatego opisywali jako zwierzęta, nadawali im cechy zwierzęce, podczas gdy tak naprawdę byli to przybysze z zupełnie innych światów, wyglądający zupełnie inaczej, niebędący humanoidami. Arku, zgadzasz się z taką hipotezą, że ci nauczyciele z kosmosu mogli tak naprawdę mieć w głowie jakiś określony plan i sami zapoczątkowali cywilizację na Ziemi?
Bo tak naprawdę my dzisiaj mówimy o scenariuszu, który rzadko się w astronautyce pojawia. Większość książek na ten temat skupia się wokół rzeczy bardzo szumnych i sensacyjnych. Rozwalenie Mohendżo-Darro przez bombę atomową, vimany zapierniczające po niebie i wysyłające pociski, czasami stające się niewidzialne i potrafiące się przemienić w chmurę. Co dalej? Kosmodromy na półwyspie Synaj rozpierniczone przez nuklearny wybuch i tak dalej. Tymczasem my dzisiaj przedstawiamy hipotezę, która mówi, że być może ktoś kiedyś był, ktoś z bardzo daleka przybył tutaj, miał wobec nas jakiś planZrealizował ten plan, poleciał sobie, a my nadal żyjemy w stworzonej przez niego bajce. Arku, jak myślisz, mogło tak być?
[01:31:01] - Popuśćmy wodze fantazji, że tak po prostu powinno być. Wracając do literatury, są takie fajne książki, między innymi jedna z nich to jest Sługackich „Ludzie jak bogowie”, gdzie opisuje pobyt ludzi w cywilizacji troszeczkę bardziej rozwiniętej, mniej więcej na nasze wieki średnie. I próbowanie odnalezienia się człowieka w tym wszystkim na tyle dobrze, żeby nie zmieniać biegu tej cywilizacji, pchnąć ją lekko, a nie dać jej kopniaka, żeby to się wszystko nie zawaliło, żeby jednak próbowała rozwinąć się sama. Inną książką, na którą warto zwrócić uwagę, jest „Cała prawda o planecie Xi”. W tej książce są osadnicy ziemscy na planecie. I oczywiście powstaje zaraz elita wśród tych, którzy pierwsi lądują i rozbrażają się, z hibernacji pobudzają innych. I oni próbują, zresztą bardzo skutecznie, zarządzać tą całą kolonią. Teraz sobie wyobraźmy, że coś takiego samego jest na Ziemi. Cywilizacja rozwija się mniej więcej na Saharze. Klimat jest taki, że mniej więcej do Alp sięgają olbrzymie lodowce.
Klimat idealny, rzeka idealna, która płynie wzdłuż całej Sahary, gdzieś tam wpada do Oceanu Atlantyckiego. Nad tym powstaje zarod cywilizacji, gdzie są jeszcze ci koloniści wyposażeni w jakieś urządzenia pomagające im przeżyć. I nagle ni z tego, ni z owego dochodzi do krachu. Pada kometa w miejsce czułe na Ziemi. Kompletny paraliż, zima atomowa. Wszystkie te rośliny, które tam mieli, giną. Muszą się rozpierzchnąć, żeby przeżyć. I wtedy co się dzieje? Otóż dzieje się mniej więcej to, co mamy w tej chwili z historii, czyli pojawiają się jacyś emisariusze. Oni nie znają, tak jak my w tej chwili, nie każdy umie hodować rośliny, nie każdy wie, w jaki sposób działa auto, nie potrafiłby tego wystrugać.
Podstawowa rzecz, zabezpieczyć sobie jedzenie. I tutaj mamy dosyć ciekawe połączenia. W Chinach zaczęto uprawiać ryż. Po drugiej stronie Atlantyku Indianie ten ryż dziki zbierają w ten sposób, że po prostu wypływają na jezioro i go strzepują do łodzi. W Chinach jest to o wiele bardziej zurbanizowane. Powstaje całe rolnictwo, więc ten ryż się sadzi. Żeby go posadzić, żeby zebrać, trzeba znać jego całą biologię, na tym się skupić. Gwałtownie zwiększają swoje gabaryty. Dużo roślin, które wydają owoce. Dla przykładu popatrzmy na puszczone gruszki, jakieś ulęgałki, które nie nadają się praktycznie do zjedzenia.
Porównajmy to z gruszkami, które mamy w sklepie, które są duże, soczyste, przyjemne i ładne. W Ameryce Południowej mamy ziemniaki, pomidory, kukurydzę o nienaturalnej wielkości nasiona. To jest coś niesamowitego. Wszystko sprowadza się do tego, że zawsze pojawiają się jacyś misjonarze, którzy umieją to robić. Mają na tyle szerokie horyzonty, że potrafią wprowadzić technologię do życia bezpośredniego według potrzeby danego środowiska, danego plemienia czy danej nacji. Z jednej strony to, z drugiej strony próbują przekazać pismo. I ugruntowanie tej cywilizacji jest całkowicie odrębne. Niemniej jednak ten rozkwit miast i wszystkiego tego, co się dzieje wokół władzy, jest niezaprzeczalny. Natomiast faktycznie kilkanaście tysięcy lat temu doszło do takiej zagłady i nikt na Saharze nie kopie. Po prostu przyjmujemy, że tam są piaski.
Natomiast wszystkie rysunki świadczą o tym, że tam był niemalże raj, gdzie były sawanny, zwierzęta dzikie, a ludzie w miarę pustynnienia klimatu przenosili się właśnie w pobliżu ostatniej takiej oazy, jaką był Nil. I tam mamy znowu wykwit jakiejś kultury.
[01:36:55] - Sposobu zarządzania plemieniem. Wszystkie nitki prowadzą do tego, że wcześniej było coś zorganizowanego, coś, co działało i przestało działać. To wszystko, dziękuję.
[01:37:14] - To ja może przypomnę naszym słuchaczom dane do kontaktowania się z Radiem Paranormalium. Już niedługo będzie można dzwonić na antenie, komentować oraz zadawać pytania. Jakoś tak po godzinie 21:00, oczywiście jak zawsze w debatach ufologicznych, ale podam już teraz kontakty. Numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również cały czas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Odbieramy także pytania z czata na naszej transmisji na YouTube. Można nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Niestatecznego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może również wysyłać nam pytania i komentarze oraz oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Przechodzimy do kolejnego z ściśle tajnej listy pytań. Brzmi ono następująco: „Boskimi nauczycielami byli też Bene Elohim, synowie Boga z Księgi Henocha, którzy pod wodzą Szemjazy osiedlili się w pobliżu góry Hermon, a następnie zaczęli cywilizować ludzi. Po związaniu się z ziemskimi kobietami zostali ukarani. Czy historia opisana w księdze nie wygląda na doskonały scenariusz pobytu na Ziemi misjonarzy z innej planety?”
[01:38:53] - Powiedzmy tak. Ja bym tutaj jeszcze dodał jedną rzecz do tego, bo my cały czas mówimy o tym, że gdzieś kiedyś jacyś tam boscy nauczyciele się pojawili, pałętali się trochę, potem dokonali albo dzieła wielkiego razem ze stworzeniem człowieka, albo po prostu istniejących już ludzi czegoś tego i owego nauczyli. Bo musimy pamiętać, że oprócz boskich nauczycieli wielkiego kalibru mamy na przykład takiego Prometeusza, który w zasadzie jest twórcą ludzkości i też można go w ten poczet nauczycieli zaliczyć, bo przekazał ludziom ogień i miał dobre intencje, by ludzie żyli sobie lepiej niż na początku. Natomiast w Księdze Henocha pojawia się bardzo interesująca opowieść, dająca nam pewien cynk odnośnie tego, kim ci boscy nauczyciele mogli być. Ta historia była już nieraz przywoływana w debatach ufologicznych. Zapewne państwo kojarzą Henocha, czyli tego patriarchę biblijnego, który nie zmarł, tylko zabrał go Bóg. W wieku 365 lat wstąpił do nieba. Tutaj biblijny opis się kończy, ale potem pojawia się Księga Henocha, która dopowiada, co się z nim potem działo. Henoch trafia do nieba, gdzie poznaje od aniołów historię tego, co działo się na Ziemi w okresie przed potopem. Chodziło o słynną historię Bene Elohim, synów Boga, którzy mieli zstąpić w okolice góry Hermon w czasach przodka Henocha.
Mieli wziąć sobie za żony ziemskie kobiety. O tym jeszcze Biblia wspomina, natomiast nie wspomina tak dokładnie o tym, co działo się potem. Biblia mówi tylko, że na Ziemi byli potem giganci i zaczęła się mnożyć wszelkie zło dlatego, że oni pożerali się nawzajem, pili własną krew i tak dalej. Księga Henocha mówi, dlaczego tak się stało. Kto był głównym winowajcą? Winowajcą mieli być przybysze, tak ich nazwijmy. Przybysze pod nazwą Bene Elohim, synowie Boga, synowie Elohim raczej, którzy byli zbuntowanymi aniołami, tak jak w tej telenoweli brazylijskiej czy tam innej i zbuntowawszy się przeciwko Elohim, wbrew jego woli pojawili się tutaj, złamali jakieś bardzo wielkie niepisane przykazanie. Zanim się połączyli, to jak wskazuje Księga Henocha, zawarli między sobą jakiś układ. Zaczęli się między sobą zaklinać i efektem tego ich paktu było nauczanie ludzkości. Tych istot było sporo.
Księga Henocha wymienia imiona nawet dowódców tego zastępu. Tam znajdziemy imiona, które tak jak Szemjaza związane są raczej z folklorem żydowskim, z kabałą, z demonologią nawet, bo pojawiają się tam imiona, które potem zostały wciągnięte do średniowiecznych traktatów demonologicznych czy tych dzieł wydanych w renesansie. Natomiast Szemjaza był ich dowódcą i był jednym z tych, który pokazał ludzkości, dał wiedzę na temat nowych dziedzin życia. I tak ludzkość nauczyła się od przybyszów między innymi rolnictwa, ogrodnictwa, tworzenia kalendarzy, tworzenia horoskopów, nawigacji prawdopodobnie. Oczywiście kucia mieczy. Tego miał nauczyć Azazel chyba, jeżeli dobrze pamiętam, i wielu innych rzeczy, wielu innych rzemiosł i dziedzin nauki, które pozwalały na w miarę cywilizowane życie. Natomiast co stało się potem według Księgi Henocha? Okazuje się, że potem, jak pojawili się słynni giganci Nefilim, czyli potomstwo ludzko-anielskie, ludzko-niebiańskieDoszło do tego, że ktoś się w niebie strasznie zdenerwował i wysłał na Ziemię obserwatorów czuwających. Aniołów, którzy byli posłuszni Elohim. Nie zajmowali się ziemskimi kobietami, ale rozpoczęli powolną eksterminację swoich dawnych kolegów.
Ja tę historię, zarówno opowieść o Uanie, jak i innych boskich nauczycielach, a także o grupie Shemyazę, przywołuję w swoich artykułach na Strefie Tajemnic. Tak że jeżeli chcecie sobie poszukać konkretów, to tam je znajdziecie. Natomiast drodzy panowie, Marku, do tej pory mówiliśmy, kim mogli być ci boscy nauczyciele. Księga Henocha daje nam pewne wskazówki. Jeżeli spojrzymy na to z perspektywy paraastronautycznej, to mogła być jakaś zbuntowana grupa wędrowców przez kosmos, którzy złamali pewną niepisaną zasadę, która występuje chyba także w innych dziełach science fiction, przede wszystkim w serii „Star Trek”. A mówi, że z cywilizacją, która jest na bardzo niskim poziomie albo trochę niższym poziomie, nie należy wchodzić w kontakt, bo można jej zrobić cywilizacyjne kuku. Jak podchodzisz do tego zagadnienia, jakim jest scenariusz o nauczycielach z kosmosu zawarty w Księdze Henocha?
[01:44:23] - Ja dzisiaj albo mam zdecydowanie zły humor, albo jestem sceptycznie nastawiony. Bo niedziela, to jestem sceptycznie nastawiony. Znowu podchodzę sceptycznie z jednego bardzo ważnego powodu. Tego o rozmnażaniu się synów nieba z córkami ziemi. Może nie musielibyśmy, ale warto by założyć w takim wypadku, że albo cała przyroda na Ziemi jest w jakimś stopniu zaszczepiona przez owych przybyszów o wiele wcześniej. Zaraz powiem, dlaczego takie założenie warto by przyjąć. Albo też cała ta opowieść nie bardzo się klei. Dlaczego mówię o tym, że cała przyroda ziemska musiałaby być tak naprawdę skonstruowana, tudzież zaszczepiona przez obcych? To bardzo często podnoszony argument. Wcale go w tej chwili nie wymyśliłem.
Jeśli uświadomimy sobie, że nawet w ramach tu przyrody na Ziemi, nawet blisko spokrewnione ze sobą gatunki nie są w stanie krzyżować się ze sobą. Jeśli krzyżują się, to powstaje potomstwo, które jest bezpłodne. Powieść o tym, że przybysze z nieba, nauczyciele krzyżowali się z ziemskimi kobietami i w wyniku tego rodziły się istoty, które mogły egzystować, które w ogóle powstawały. Wydaje się historią dosyć naciąganą. Pomimo tego, że szympansy i ludzie, jeśli brać pod uwagę genom, to naprawdę niewiele nas dzieli. Absolutnie nie ma mowy o tym, żeby nawet w laboratorium udało się jakąś hybrydę tego rodzaju stworzyć. Chyba że zaczniemy grzebać za pomocą naszej współczesnej technologii w genach i to bardzo dogłębnie. Wtedy być może. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę czysto naturalne sposoby tworzenia nowych organizmów, to zdecydowanie się to nie klei i zdecydowanie byłoby to niemożliwe. Zatem musielibyśmy przyjąć, że cała ziemska przyroda, bardzo głęboko sięgając w głąb ewolucji, w głąb tego rozwoju, który następował, została stworzona przez obcych na podstawie przyrody, która powstała gdzieś tam w odległym kosmosie.
Została implementowana tutaj na Ziemi i rozwijając się, stworzyła podwaliny do tego, żeby później przybyli ci przybysze z nieba i zupełnie spokojnie, ponieważ ludzie byliby jakimiś potomkami, w każdym razie linia genowa byłaby bardzo zbieżna, wtedy do krzyżowania tych istot mogłoby dojść. Natomiast powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że gdzieś tu na Ziemi powstają ludzie i miliardy w olbrzymiej odległości od Ziemi, w odległych układach planetarnych powstaje cywilizacja, która przeskakuje tę odległość, przybywa na Ziemię i zupełnie z marszu niejako przystępuje do krzyżowania się z ziemskimi kobietami. Ciężko jest to sobie wyobrazić. Zważmy na jedną rzecz, jeśli przyjmiemy tę pierwszą hipotezę, czyli że cała ziemska ekosfera, cała ziemska biologia została tutaj przywieziona niejako taki gotowiec zaszczepiony na naszej planecie, to zupełnie zmienia obraz tego wszystkiego, o czym rozmawiamy. Należałoby się zastanowić w ogóle nad postrzeganiem czasu, ale być może to wszystko, co dzieje się na Ziemi, to jest jeden wielki eksperyment.Ktoś po prostu zorganizował tutaj biologię, a potem cywilizację po to, żeby sobie poobserwować, jak to wszystko przebiega. Na tej samej zasadzie gramy dzisiaj na komputerach w „Cywilizację”. Gramy w inne gry, które polegają na tym, że coś się buduje. Być może nasi nauczyciele są również nauczycielami, ale przede wszystkim są eksperymentatorami, są obserwatorami i są istotami, które przeprowadzają wielki, zastanawiam się, czy dodać przymiotnik kosmiczny, nie, wielki eksperyment biologiczny, wielki eksperyment kulturowy tak naprawdę, którego my, ludzie, jesteśmy bohaterami. To my jesteśmy poddawani temu badaniu i my wykażemy się lepiej lub gorzej. Obawiam się, niestety, tutaj złośliwość pewna, że wykazujemy się całkiem marnie.
Wcale się nie dziwię, że powstają różnego rodzaju utwory prozatorskie i filmowe, które sugerują, że właściwie jako cywilizacja przez tych obserwatorów powinniśmy zostać skasowani, ponieważ nie zdaliśmy egzaminu. Zachowujemy się jak mało rozsądne ludziki, które wbiły sobie w głowę, że są panami stworzenia. To jest taka droga, która prowadzi na manowce. Z tego punktu widzenia odnoszenie się do tego, o czym mówiliśmy na początku, czyli krzyżowania się Ziemian z przybyszami z kosmosu, z tego powodu musimy dobrze o tym pomyśleć. Warto by się zastanowić, jaka była geneza tego wszystkiego. Jeśli jesteśmy wynikiem eksperymentu, to wszystko w porządku. Rzeczywiście na poważnie możemy rozpatrywać tę historię o powstaniu gigantów, czy też o krzyżowaniu się ludzi i przybyszy z kosmosu. Jeśli natomiast ziemska biosfera powstawała niezależnie od tej obcej biosfery, której przedstawiciele przybyli tutaj na Ziemię, to mam poważne wątpliwości, czy to przebiegało w taki sposób, jak zostało przekazane nam na kartach różnego rodzaju pism z tamtych odległych czasów. To tyle. Dziękuję.
[01:51:49] - Dziękujemy. Ja do twojego sceptycyzmu dodam teraz dwie łyżki swojego odnośnie przynajmniej „Księgi Henocha”. Po pierwsze zapytajmy się, kiedy ta księga powstała. To jest dzieło złożone z kilku różnych pism. Tak naprawdę datuje się jego pochodzenie na przełom, końcówkę prawdopodobnie czwartego stulecia przed naszą erą i początki naszej ery. Czyli ona powstawała w pewnym okresie. Ale czy mamy pewność, że ta legenda, że ten mit o Bene Elohim jest rdzennie izraelski, żydowski? Bo przecież wiemy, że historia o potopie i kilka innych elementów zostało zaczerpnięte z mitologii babilońskiej. W tym przypadku istnieje hipoteza, która mówi, że synowie Boga, Bene Elohim, to nikt inny, tylko po prostu dobrze nam znany Uan i jego towarzysze, których wymienia Bergmeserii, tylko w nowej odsłonie i pod innymi nazwami. Dlaczego?
Dlatego, że tak samo jak po potopie zostali ukarani Apkallu, czyli towarzysze Uana, towarzysze Uanesa, tak zostają ukarani towarzysze Samiazy. Przekazują ludzkości to samo. Łączą się z ziemskimi kobietami. Jeden z tych Apkallu miał właśnie tym rozgniewać prawdopodobnie ludzkość. Łamią pewne tabu. Tabu związane z tym, że zbliżają się o krok za blisko do człowieka. To są moje wątpliwości. Oczywiście ta druga wątpliwość, że ta historia została zbudowana na Uanesie, na micie babilońskim, jeszcze z korzeniami sumeryjskimi, nie przekreśla w ogóle nam tego, że taki scenariusz mógł się rzeczywiście kiedyś wydarzyć. Ale co w tym wszystkim jest wartościowe? Wartościowe moim zdaniem jest to, że historia zawarta w „Księdze Henocha” pokazuje nam, jak ta cała misja nauczycieli z nieba mogła przebiegać.
My cały czas mówimy o tym, że była jakaś cywilizacja, która miała z góry zakreślony plan. Ale jeżeli teraz spojrzymy na to z innej perspektywy, to również nabiera pewnych rumieńców prawdopodobieństwa. Załóżmy, że te istoty, że synowie Boga pod wodzą Samiazy byli albo są nadal przedstawicielami inteligencji, która ma nas niejako pod kuratelą. My jej nie widzimy. To są ci niewidoczni właściciele planety, o których mówiliśmy kilka debat temu. My ich nie widzimy. Działają w bardzo wyrafinowany sposób. Za bardzo się nami też nie interesują, ale obserwują nas na zasadzie może zoo, a może takiego rezerwatu puszczonego w samopas. Natomiast towarzysze Samiazy mogli złamać pewne zasady.I mogli ingerować w rozwój naszej cywilizacji. Zrobiło im się nas szkoda.
Wiedzieli, że nadchodzi potop. Wiedzieli, że jeżeli ludzkości się nie pomoże, nie poda się jej ręki, to ona wyginie. To ona wróci do tego stadium najpierwotniejszego z pierwotnych, że nic tutaj nigdy dobrego się nie stanie, że będziemy drugimi neandertalczykami, którzy po pół miliona lat rozwoju zniknęli z powierzchni Ziemi, dlatego, że w zasadzie nie rozwinęli kultury, nie rozwinęli cywilizacji ani techniki, która pozwalałaby im przeżyć. Żyli w swoim świecie, a potem pojawił się ktoś inny. Czy synowie Boga, zważając na to, że nasza rasa jest jednak dość krucha, pomogli nam. Dali nam to i owo, nauczyli podstawowych rzeczy, abyśmy mogli szybciej się rozwijać. A dlaczego? Dlatego, że życie osiadłe to większe bezpieczeństwo przetrwania, to większa gwarancja wyżywienia rodziny, to większa gwarancja postępu technologicznego, większa gwarancja rozwoju różnego rodzaju nauk. Oczywiście to wszystko nie dzieje się od razu. Zaraz o tym będziemy mówić, jak to mogło przebiegać.
Natomiast z tej perspektywy Marku, wydaje mi się, że to nawet ma sens, bo oczywiście jeżeli to rozpatrujemy dosłownie, że przybywają tu istoty obce, to ich biologia też jest obca i oni tutaj w kwestiach prokreacyjnych nie zdziałają wiele. Ale jeżeli na przykład rozpatrzymy to w taki sposób i tutaj pytanie teraz do Arka, że na przykład ci Nefilim to nie były tak naprawdę dzieci, tylko to były jakieś nieudane twory, być może nieudany homo sapiens plus, którego przybysze próbowali stworzyć, aby nieco upgrade'ować naszą rasę. Arku, jak podchodzisz do tego scenariusza pokojowej inwazji zawartego w Księdze Henocha?
[01:57:09] - Przyznam, że parę razy to czytałem, starając się zrozumieć całe to zamieszanie wokół tych później wyklętych 200. Nasuwa mi się parę takich skojarzeń i myśli. W żadnym wypadku nie jest to rzecz, tak przynajmniej sądzę, rdzennie semicka. Sądzę raczej, że Mojżesz chciał stworzyć państwo Izrael, typowo jednonarodowościowe, więc miał na to dużo czasu. Był człowiekiem wykształconym na dworze faraonów, a po zabiciu jednego z nadzorców uciekł na pustynię i tam żył prawie 40 lat i miał na tyle dużo czasu, żeby wszystko przemyśleć, uporządkować, spisać i niektóre historie, które zasłyszał, pewnie spisał jako żydowskie, żeby dać właśnie takie korzenie do utworzenia państwa nacjonalistycznego, jednego narodu i tak dalej, narodu wybranego. Jeżeli zaczniemy czytać Księgę Henocha, w oczy rzuci nam się to, że ten Henoch miał bezpośrednie połączenie z Jehową czy tam obojętnie go nazwiemy, powiedzmy z Bogiem, z szefem w ten sposób, że po prostu siadał sobie gdzieś tam na kamieniu, wchodził w pewien trans i po prostu zostały mu przekazywane myśli. W momencie, kiedy szef dowiaduje się o tym, że jego podwładnych, 200 zbuntowanych już jest zadomowionych na ziemi, oni tracą z nim kontakt i próbują się przez właśnie Henocha skontaktować z szefem. Szef mówi wyraźnie, że po prostu tak wybraliście i wasze dzieło zostanie zniszczone, mając na myśli ich synów. I co jest takie ciekawe? Że wysyła swoich zaufanych, tych, którzy byli, którzy nie złamali tych praw, ale w postaci niematerialnej.
Zaczęli od tego, że zaczęli podszeptywać dla synów właśnie tych zbuntowanych, dla ich dzieci, żeby się wzajemnie mordowali. Jeżeli przeczytamy dokładnie, w jaki sposób zachowywali się tych 200 zbuntowanych aniołów, to oni w sumie nie przekroczyli żadnej bariery. Nie wyskoczyli poza nawias tego, co było dozwolone. Wzięli sobie po jednej żonie, nauczali ludzi. W zasadzie nic takiego. Dali pismo, więc nauczyli pisma. Więc nic takiego, co by było jakieś bardzo negatywne, że trzeba by było ich za to w jakiś tam sposób wrzucić do jakiejś jaskini i zamurować. Jedyne, co ubodli tego szefa, to to, że przyjęli sposób życia na Ziemi. Czyli prawdopodobnie chodziło o te materialne ciała. W takim razie były to niematerialne byty, czyli prawdopodobnie inaczej odbierające wymiary.
Dla nas jest niematerialne. Wówczas mniej więcej wszystko się zgadza, a ukaranie ich właśnie za to, że przybrali ludzkie postacie, że mimo tego, że szef dawał im nieśmiertelność, tą bezcielesną, oni wybrali śmiertelność ludzką i wejście w to koło życia i śmierci na Ziemi.Ich potomstwo, można też to zrozumieć, nie byłoby wtedy jakieś inne, dziwne. Miałoby po prostu pewne nadnaturalne moce typu telepatia czy jakieś inne tego typu rzeczy. Na resztę zależało wszystko od bodajże Archanioła Michała czy innego, nie pamiętam w tej chwili, który podszeptywał im do zbrodni. Czyli oni nie mieli sami w sobie tej złości na wszystko. To było po prostu zaszczepione i wtłoczone, żeby się wzajemnie nic z nimi nie pozostało. Takie postawienie sprawy o niematerialnych bytach, które prawie jak w „Inwazji porywaczy ciał” próbują inwazji, wejść w świadomość człowieka i w ten sposób wpasowanie się w ziemię, ma taki inny asumpt, a mianowicie to, co w tej chwili próbują robić wszystkie ufoludki, które przylatują i najbardziej ich interesuje moment poczęcia istoty ludzkiej. W tym momencie pobierają komórki i tak dalej. Przecież nie można wiecznie robić tego samego i czekać na inny wynik. Czyli interesuje ich właśnie ten moment, kiedy świadomość trafia do nowo powstałego organizmu.
Tak to wygląda w mojej ocenie. Dziękuję.
[02:03:08] - Słuchacie państwo kolejnej „Debaty ufologicznej online”. Dzisiaj dyskutujemy o nauczycielach z kosmosu. Już za chwilę prawdopodobnie otworzymy naszą linię dla słuchaczy. Będzie można zadzwonić, zadać pytanie, skomentować, wdać się w dyskusję. Podam już teraz kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Cały czas można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy też osiągalni poprzez czata, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube.
Tam również odbieramy pytania. Można nas również znaleźć na kontach Radia Paranormalium na portalu Facebook i portalu Info oczywiście. Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Zachęcamy gorąco do dołączania, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Proponuję, abyśmy teraz dodali słuchacza, który próbował się do nas dodzwonić na Skypie. Za chwilę się usłyszymy. Zobaczymy, czy słuchacz jest. Dzwonimy. Jest klimacik.
[02:04:53] - Halo?
[02:04:53] - Dobry wieczór, panie Edku. Jesteśmy już na antenie.
[02:04:56] - Dobry wieczór. . Słuchacz Edek przywitał się po chińsku. Szanowni panowie, jeśli można, bo zrobiłem sobie kilka notatek dotyczących nie tylko dzisiejszej debaty, jak zwykle fantastycznej. Chciałbym dwa słowa na temat „Bibliotekarium”. Bardzo ciekawa audycja, a pan Żbikiewicz bardzo interesująca postać. Szkoda tylko, że nie można, znaczy przynajmniej nie słyszałem, żeby była taka możliwość, żeby się wypowiedzieć, bo bardzo bym chciał.
[02:05:28] - Taka możliwość będzie w przyszłych odcinkach tej audycji. To był taki odcinek wprowadzający, pilotażowy, ale wprowadzimy taką możliwość.
[02:05:38] - Bardzo sympatycznie prowadzona i mówię, pan Żbikiewicz interesująca postać. Chciałem też pozdrowić przy okazji Bydgoszcz, bo ja 50 lat temu mieszkałem w Bydgoszczy Leśnej. Piękne miasto, tak przy okazji. A teraz, jeśli można, to w kwestii nauczycieli i uczniów. Zgadzam się z kwestiami, które mówią, że nie jesteśmy jakoś tak specjalnie mocno kreatywni, bo przekazano nam jakiś system prawny, w ogóle cywilizacyjny, tak go nazwijmy, słusznie, bo z tą cywilizacją to też bym nie przesadzał, bo dopóki w Bangladeszu są ludzie biedni, niemający co jeść, a gdzie indziej są inne historie, to ta cywilizacja jest kulejąca. Do czego zmierzam? Nasza kreatywność jest dość mierna, bym powiedział, dlatego że żyjemy nadal w paliatywnej plutokracji. Był kiedyś tam w 70. latach taki Projekt Wenus. Nie wiem, jakoś się tam dalej potoczyło.
Nie śledziłem tej sprawy. Natomiast cywilizacja oparta na systemie monetarnym z zasady blokuje rozwój, bo gdzieś tam na końcu jest ten srebrnik, ten dolar i tak dalej. To jest moja subiektywna ocena. Nie sądzę, żeby inne cywilizacje wyżej rozwinięte przekładały większą wagę do tego, ile, kto i za ile. W mojej ocenie jest to bardzo poważna blokada. Czy to kiedyś ulegnie zmianie? Mocno wątpię. Chyba że zadziała czynnik zewnętrzny. Tu jestem cały czas w opozycji do pana Mikiny, który twierdził, że może dojść do jakiegoś ujawnienia. Jeśli czynnik zewnętrzny, to jest to możliwe, natomiast od środka to mocno wątpię.Następna kwestia, którą sobie wynotowałem, to mam takie pytanie.
Chciałem poznać stanowisko historyka o otwartej głowie, bo kiedyś popełniłem taki tekst, taką analizę dotyczącą analogii pomiędzy cywilizacjami. I czy błądziłem bardzo, czy tylko lekko, jeśli widziałem podobieństwa pomiędzy schyłkowym okresem Cesarstwa Rzymskiego? Mianowicie chodziło mi o płaszczyznę celebrycką, gotowanie na ekranie z tym, że kiedyś to się odbywało na rynkach i tak dalej. Jeśli pan Piotr byłby tak miły i powiedział słowo na ten temat, czy błądziłem bardzo, czy tylko trochę? I jeszcze chciałem zwrócić uwagę przy temacie, który byłby ewentualnie poruszany, że wygląd obcych może świadczyć o środowisku, w jakim żyją. To tyle. A jako puentę to może, że w nauce najpiękniejsze jest to, że jak znajduje się jakąś odpowiedź, to pojawia się sto kolejnych pytań. I to jest chyba sedno tego wszystkiego. Pozdrawiam panów, kłaniam się niziutko i słucham dalej.
[02:08:45] - Pozdrawiamy również. Ma pan bardzo fajną muzyczkę na początku. Jakie to bandaże.
[02:08:51] - Starałem się jej nie pożyć. Dziękuję serdecznie.
[02:08:57] - Dziękujemy. Pozdrawiamy. Co do tych analogii, to oczywiście to jest sprawa dyskusyjna, bo żeby zobaczyć, ile tak naprawdę w naszej kulturze jest tych zaszłości sięgających czasów sprzed setek, nawet sprzed kilku tysięcy lat, musimy się mocno przyjrzeć i zwolnić tempo naszego życia, a przede wszystkim zapoznać się z tym, co już było. Kiedy się zapoznamy z tym, co już było, to odkryjemy, że przysłowie „historia jest nauczycielką życia” niestety jest prawdziwe i że ona się lubi powtarzać. Szczególnie w Polsce jest łatwo to zauważyć. Wystarczy się zagłębić w życie kulturalne i w sferę ideologiczną, życie polityczne II RP, życie polityczne w XIX wieku, pod koniec XIX wieku, na przełomie w zasadzie XIX i XX. My odkryjemy takie cholerne analogie do tego, co jest teraz, że po prostu złapiemy się za głowę i możemy zobaczyć, że ten naród, co się w ogóle przynajmniej przez sto ostatnich lat, sto dwadzieścia, się w ogóle nie zmienił. Co najgorsze, najgorsze patologie, które panowały wówczas, wracają do nas teraz. W ciągu ostatnich lat wróciły wszystkie. To samo szczucie, które było wtedy, w latach 20.
i 30. wraca. Szczucie jednych na drugich, poszukiwanie wrogów, których nie ma, bo ich Hitler zamordował i tak dalej.
[02:10:45] - Przepraszam, że wsiadłem w słowo. Jestem niezmiernie wdzięczny panu za tę diagnozę, dlatego że podniosła mnie ona na duchu, bo czasem człowiek zaczyna wątpić, że tylko on widzi to, a pozostali po prostu żyją w jakimś napiekście. Czyli jest nas co najmniej dwóch.
[02:11:06] - Tak.
[02:11:08] - Dobrze. Dziękuję serdecznie.
[02:11:09] - Dziękujemy. Pozdrawiamy.
[02:11:10] - Pozwoli pan, rozłączę się z tego względu, że lepiej panów słuchać niż mnie. Kłaniam się i do usłyszenia. Kłaniam się. Pozdrawiam.
[02:11:16] - Pozdrawiamy. To tyle o podobieństwach między Polską dawną a obecną. Ale panowie, rozmawialiśmy o tych bogach z kosmosu, nauczycielach przeprowadzających pokojową inwazję na naszej planecie. Kiedy przyjrzymy się innym miejscom na świecie, to zobaczymy, że bogowie z kosmosu przybierali czasem- Panowie, przepraszam najmocniej, ale tutaj jeszcze jeden słuchacz chciał się podłączyć w ostatniej chwili. Dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie.
[02:11:48] - Dobry wieczór. Dziękuję bardzo za telefon. Ja też mam parę swoich przemyśleń odnośnie tej audycji. Tak mi się wydaje, że to nie są żadni nauczyciele czy opiekunowie. Tutaj kłania się kilka poprzednich audycji również, ale wydaje mi się, że to mogą być istoty, które potrzebują nas jako jakichś niewolników, które w ogóle czegoś potrzebują od nas. Na to też wskazywał chociażby właśnie Zecharia Sitchin, że w jakiś sposób nas skonstruowali, dlatego, że potrzebowali złota, żebyśmy im je jakoś wydobywali. Poza tym to, co kiedyś też mówił pan Chris Mikina o tych ofiarach, że ludzie składali ofiary. Wszystkie kości i mięso. Mięso zabierali dla siebie, a kości, skórę i te podroby dawali bogom. Co później też pan Chris Mikina powiedział o tym, że te wszystkie historie w tych okaleczeniach bydła, te wszystkie podroby też znikają.
To też jest ciekawe. Także myślę, że to właśnie jakoś nie nauczyciele, ale istoty, które czegoś od nas potrzebują i stworzyli nas. Możliwe, że całą Ziemię.Po to, żeby coś od nas brać. Tak wygląda układ słoneczny. Cały wygląda, jakby był zaprojektowany. Jeśli weźmiemy taką ilość zmiennych i czynników, która jest potrzebna do tego, żeby życie na Ziemi w ogóle zaistniało, to jest ogromna liczba. Na przykład sam Księżyc jest potrzebny do tego, żeby życie na Ziemi zaistniało. Tektonika, pole magnetyczne i masa różnych innych czynników jest potrzebna do tego, żeby życie na Ziemi zaistniało. To wygląda tak, jakby to było zaprojektowane. I wygląda na to, że to jest inwestycja tych istot w to, żeby życie zaistniało.
A skoro jest to inwestycja, to przecież jest to bardzo droga inwestycja. Nie inwestuje się niemałych środków w to, żeby coś takiego zorganizować tylko po to, żeby kogoś czegoś nauczyć dla swojego kaprysu albo żeby mieć towarzystwo. Przypuszczam, że ta inwestycja została zrobiona po to, żeby coś od nas wziąć. Czegoś od nas oczekują. I wydaje mi się też, że patrząc na całą historię ludzkości, wychodzi na to, że nie jest to rozwój. Nie kierują nas w stronę rozwoju, ale wręcz przeciwnie. Cały czas są wojny. Od zarania dziejów wygląda to tak, jakby cały czas ktoś nam podkładał kłody pod nogi. Jeśli tylko coś się zaczyna rozwijać, to zaraz powstaje historia, że cofamy się w tym rozwoju. Spatrzmy sobie na to, co się stało z Biblioteką Aleksandryjską.
Bogowie dali nam chrześcijaństwo, którzy to wszystko roznieśli w puch. Później całą historię wojen, polowania na czarownice. W latach 60. postawiliśmy nogę na Księżycu i wydawało się, że pójdziemy dobrze do przodu. Od tego czasu cisza. Nic się nie dzieje. Wysyłamy sobie satelitki dookoła Ziemi, które krążą, ale poza tym to jest cisza. Myślę, że to była gruba inwestycja w nasze powstanie tylko po to, żeby nas dojść. I to nie są żadni nauczyciele, tylko istoty, które potrzebują czegoś od nas i niestety cały czas w jakiś sposób biorą to, co chcą.
[02:17:06] - Dziękujemy. Wrócimy kiedyś jeszcze do tematu realnych władców Ziemi, to znaczy do tematu, który się tak nazywał. Dziękujemy za telefon. Bardzo ciekawe uwagi.
[02:17:20] - Dziękuję.
[02:17:20] - Pozdrawiamy. Bardzo ciekawe uwagi. Ja bym tylko dodał do tego jedno, że to może nie to, że to są nauczyciele, tylko to byli nauczyciele. Pan tutaj poruszył bardzo ciekawy temat, który wyrwałby nas z kontekstu dzisiejszej audycji, dlatego odniosę się do tego tak szybko. Jeżeli sobie zestawimy dwa problemy: nauczyciele z nieba i praktyczne rzeczy, których oni nauczają. Praktyczne. Oni się ograniczają do praktyki, zauważmy, w tych mitach. Kontra inteligencja, która przekazuje dzisiaj ludziom różnego rodzaju przesłania pod płaszczykiem kosmitów, czyli channelingi, przekazy, komunikacja mentalna i tak dalej. Zauważmy, że to są dwie zupełnie różne rzeczy. Kontaktowcy prawie nigdy nie otrzymywali konkretnych informacji.
Jeżeli otrzymali te informacje, to było coś, co nigdy się prawie nie spełniło. To nam wskazuje na duży rozdźwięk między tamtymi nauczycielami a tymi istotami, które robią tutaj zupełnie inną robotę teraz, a które my uznajemy za pochodną również innej obcej inteligencji. Fascynujące i ciekawe. Tak więc jeszcze raz dziękujemy za wskazanie tego tematu. Marku, chciałeś coś powiedzieć?
[02:18:45] - Tak, chciałem powiedzieć, że zgadzam się z panem. To jest bliskie mojemu sercu, że rozmawiamy dzisiaj co prawda o nauczycielach z kosmosu, ale ja również skłaniam się ku tezie, którą pan wygłosił, że to są nie tyle nauczyciele. Jeśli w ogóle mamy do czynienia ze zjawiskiem realnym, to są to istoty, które czegoś od nas potrzebują. I to nie są oczywiście rzeczy typu złoto wspomniane już wielokrotnie, jakieś inne przedmioty materialne. Myślę, że jeśli czegoś potrzebują, to jest to rzecz, która jest nieco bardziej ukryta i dlatego pana telefon bardzo mnie ucieszył, bo on jest bliski mojemu postrzeganiu tego problemu. Dziękuję bardzo.
[02:19:37] - Dziękujemy. Ja tylko chcę wyjaśnić jeszcze raz, że według mnie mówimy o dwóch zupełnie innych rzeczach. To znaczy nauczyciele mogli byćKimś zupełnie innym. To mogła być rasa, która była z krwi i kości i przyleciała tu w konkretnym celu. Natomiast to, co dzieje się w ufologii dzisiaj, rzeczywiście wiąże się z siłami, których nie do końca rozumiemy i które działają na pograniczu świata realnego i nierzeczywistego. Marku, chciałbyś coś dodać?
[02:20:07] - Ciężko cokolwiek dodać. Zdecydowanie jestem też tego zdania, że ci, którzy wzbogacali rozwój pierwszych cywilizacji, nie są tymi samymi, którzy w tej chwili czegoś tam dokonują. Dokładnie nie wiemy nawet czego. Tutaj słusznie stwierdził, że po rozkwicie prób zdobycia kosmosu pod kierunkiem Kennedy'ego wszystko zostało ukierunkowane w ten sposób, że nie ma sensu. Być może ten wpływ podszeptywania złego w dalszym ciągu funkcjonuje i być może to są właśnie ci, których wszyscy uznajemy za dobrych. Tak to wygląda. Dziękuję.
[02:21:04] - I pytanie, co się stało z nauczycielami? Jak to się stało, że zastąpiły tych nauczycieli istoty, które czegoś od nas chcą? Uważam, że to jest problem, który nie wiem, czy nadaje się na osobną debatę, ale w każdym razie jest niezwykle intrygujący. Skoro nastąpiła taka zmiana stanowisk czy zmiana podejścia do ludzkiej cywilizacji, to warto by się zastanowić, co się tak naprawdę stało, że ta zmiana w ogóle nastąpiła, że na początku mieliśmy do czynienia z nauczycielami, a w tej chwili mamy do czynienia z istotami, które, zostało już powiedziane wielokrotnie, czegoś od nas chcą. Pewno nie potrafimy od razu i tak na gorąco tego powiedzieć, czego, ale mamy ulotne wrażenie, że sprawa nie jest czysta i że coś się za tym kryje takiego, co może powodować, że gdzieś nam się włos jeży albo ciarki przechodzą po krzyżu. Dziękuję.
[02:22:23] - Tutaj można jeszcze wrócić do złota i do tego, że można powiedzieć, że dopóki szefa nie było, Wielki Szef nie przyszedł, dopóty mieliśmy ze strony tej cywilizacji jakąś pomoc. W momencie, kiedy szef przyszedł, przybył, zobaczył, co się dzieje na Ziemi, zorganizował parę takich destrukcyjnych działań, tych skutecznych, typu potopy i tego typu rzeczy, jakieś ograniczenia typu powstanie religii i kasty, która ma mieć monopol na kontakt z Wielkim Szefem. Z drugiej strony, jeżeli popatrzymy na daleki Tybet i tamte rządy, które są, uduchowiony Dalajlama miał doradcę, który non stop na głowie musiał nosić złoty czepek, który całkowicie przykrywał głowę dla zabezpieczenia przed myślami innych. Być może to jest powód, dla którego starano się jak najbardziej pozbawić Ziemian złota. I te dziwne nakrycia głowy, które są przedstawiane na przykład w przypadku faraonów pierwszych dynastii, są bardzo podobne do tego, co na głowie nosił właśnie ten doradca Dalajlamów. Być może to właśnie jest sposób na to, żeby niezależnie myśleć i żeby się niezależnić od podszeptów tych wszystkich innych. Widać złoto ma troszeczkę więcej zastosowań. Dziękuję.
[02:24:13] - Dzięki. Ja to widzę trochę inaczej, panowie. Moim zdaniem, jeżeli w ogóle nauczyciele z kosmosu istnieli, a załóżmy roboczo, że istnieli i że rzeczywiście ktoś nas tu odwiedził i przywiózł jakieś dobro, to była zupełnie inna inteligencja od tej, która stoi za zjawiskiem UFO obecnie. Tamto to mogli być prawdziwi obcy astronauci. Natomiast to, z czym mamy do czynienia teraz, leży na pograniczu. A skąd się to bierze? To jest moja autorska hipoteza, którą mówię chyba po raz pierwszy. Moim zdaniem, panowie, cały problem ze zjawiskiem UFO i parapsychologią bierze się z tego, że świadomość ludzka ewoluuje. Prawdopodobnie człowiek pierwotny, jak wskazują niektórzy psychologowie, świadomy był w zupełnie innym stopniu. Świadomość jednostkowa wyewoluowała potem.
To, że nasza świadomość ewoluuje i podąża jakąś drogą, widzę, że tutaj Marek coś do mnie pisze, to szybko dokończę. Może doprowadzać do sytuacji, gdy nasza świadomość wchodzi w kontakt z obszarami rzeczywistości, z których tak naprawdę pochodzi. Tak jak mówiła— Dobrze, to ja dokończę, jak słuchacz powie.
[02:25:29] - Dobry wieczór.
[02:25:31] - Dobry wieczór, jesteśmy już na antenie.
[02:25:33] - Dobry wieczór. Ja chciałabym przedstawić taką koncepcję. Myślę, że te osoby, których nazywamy przybyszami czy tym, którzy rządzą światem, że to są istoty duchowe i one, żeby cokolwiek działo się na Ziemi, potrzebują ludzi, żeby to wykonali. Bo ludzie są ciałami fizycznymi sterowanymi przez nich.Ze wszystkich legend i podań wynika, że oni ludzi w nauczyli. Mówili: „Zbuduj arkę”, „A ty zbuduj coś tam”. Ludzie za każdym razem wykonują. Mogli być ludzie genetycznie poprawiani, żeby mogli wykonywać pewne czynności. Może te istoty nie potrzebują od nas złota czy innych rzeczy, tylko raczej potrzebują naszej energii życiowej. Być może dlatego porywają ludzi, może dlatego się znęcają nad ludźmi, bo może wtedy, kiedy mają energię życiową ludzi, mogą się manifestować w jakimkolwiek ciele. Tylko tyle.
Oni jako istoty duchowe, które czasami się manifestują w ciele przy pomocy energii życiowej ludzi i ludzi potrzebują do tego, żeby pewne rzeczy wykonywać. Zgadza mi się to o tyle, że widzę, że jest pewna grupa ludzi, których my postrzegamy jako rządzących światem, a oni mogą po prostu reprezentować tych nieznanych, którzy są z ziemi albo z kosmosu, albo zamieszkują pod ziemią czy gdziekolwiek. To taki mój głos. Dziękuję bardzo.
[02:26:57] - Dziękujemy. Bardzo ważny głos, bardzo ciekawa koncepcja. W zasadzie o tym, co powiedziała pani przed chwilą, można by zrobić osobną audycję.
[02:27:06] - No dobrze.
[02:27:07] - Tak. I przedstawić nauczycieli z kosmosu od zupełnie innej strony, bo to, o czym pani mówi, zawiera się w koncepcjach Salvadora Freixedo w dużym stopniu. Nie wiem, czy pani kojarzy takie nazwisko.
[02:27:20] - Nie znam.
[02:27:21] - Jeżeli pani jest zainteresowana, to gdzieś tam w „Nieznanym w świecie” jakieś dwa lata temu był o nim bardzo duży artykuł i Freixedo mówi wprost to samo: są na świecie istoty, a może one są po prostu z innej płaszczyzny rzeczywistości. Może nasz mózg jest odbiornikiem, który odbiera stworzenie z innego wymiaru, one ukształtowały cywilizację sobie, tylko pod sobie znane cele. One stworzyły religię i Freixedo mówi wprost, że każda religia tworzy określony system, określone wartości. Koniec końców te wartości są z jednej strony pozytywne, a z drugiej strony jest w nich sporo negatywności i większość problemów, które biorą się na świecie, biorą się właśnie stąd, że z czegoś, co ktoś kiedyś wymyślił i ten ktoś udawał zwykle przybysza z nieba, anioła, Boga czy jakiegoś innego stworka. Tak, bardzo ciekawe. Musimy to wziąć. Musimy wziąć to kiedyś w rozważenie. Jeszcze chce pani coś dodać?
[02:28:26] - Nie, w tej chwili mi umknęła ta myśl, także nieważne. Może innym razem. Dziękuję bardzo.
[02:28:31] - Dziękuję.
[02:28:31] - To jeszcze tylko dodam, że wysłałem pani z radiowego numeru telefonu, jak się nazwisko Salvadora Freixedo zapisuje. Jeżeli pani chce, to może sobie pani poszukać informacji na jego temat.
[02:28:47] - Dziękuję uprzejmie.
[02:28:47] - Pozdrawiamy. Dobrej nocy życzymy.
[02:28:50] - Nawzajem.
[02:28:52] - Bardzo ciekawy temat. Wiecie co? Trzeba to zapisać i kiedyś zrobić o tym audycję, bo naprawdę ciekawe. Wpisuje się mocno w to, co mówiliśmy o nieludzkich panach Ziemi, a jednocześnie odbiega od tego tematu i wymaga zagłębienia. Ale powrócę do tej mojej koncepcji, o której mówiłem tak na szybko. Dlaczego od pewnego czasu ludzkość jest w kontakcie z czymś, co w zasadzie cały czas wprowadza ją w błąd? Manifestuje się jako przybysze z nieba, z kosmosu, a tak naprawdę jest to jakaś tam podrzędna inteligencja, która nigdy nic dobrego nie zrobiła. Wynika to być może z tego, że nasza świadomość ewoluowała do tego stopnia, że zaczynamy odbierać kolektywnie bądź jednostkowo informacje pochodzące od świadomości na innym poziomie. Jak przeczytacie książki doktor Rutkowskiej, zobaczycie, jakie są koncepcje świadomości, że świadomość może być niezależną siłą, może pochodzić tak naprawdę z zupełnie innego wymiaru rzeczywistości, że nasza świadomość tutaj i teraz może być odpryskiem czegoś znacznie większego. My dostrajając w jakiś sposób nasze mózgi albo po prostu ewoluując, stwarzamy, otwieramy się na to, co nasi przodkowie nazywali światem duchów.
Na to, co ezoterycy nazywają innym wymiarem. To cały czas krąży gdzieś między nami. To cały czas nam coś podpowiada. I być może część z tych złych kolesi, o których mówiliśmy, pochodzi właśnie stamtąd. To są takie istoty, jak mówiła ta pani przed chwilą. To są istoty, które chciałyby, ale nie mogą tak najlepiej to powiedzieć, ale do tego wrócimy. Zostało przed nami jeszcze sporo pytań, panowie. Jedno z nich w zasadzie skupia się na następującej kwestii. Otóż Abgal, Bene Elohim to tylko niektóre nazwy nauczycieli z kosmosu. Jeżeli się przyjrzymy innym kulturom, znajdziemy tam boskich nauczycieli też w nieco innych formach, w formach bardziej boskich.
Bo o ile Bene Elohim byli w zasadzie aniołami, Abgalu byli półbogami, to w Egipcie Bogiem, który był dawcą cywilizacji, był Thot. W Ameryce Środkowej mieliśmy słynnego Quetzalcoatla. Natomiast ja chciałbym się skupić na innej kwestii, bo nam się tak ładnie albo tylko mi się tak ładnie układa w głowie hipoteza o tym, że jest gdzieś jakaś dobra cywilizacja, dobre gostki z kosmosu, którzy dawno temu znaleźli na Ziemi takie zabiedzone humanoidy i postanowili im pomóc. Wszystko fajnie, natomiast czy to w ogóle było możliwe? Przychodzi mi do głowy pewna rzecz, na którą się kiedyś natknąłem w rosyjskim internecie. Otóż na Kaukazie, już teraz nie pamiętam dokładnie, w którym rejonie znajduje się bardzo bogaty zbiór rysunków naskalnych i wśród tych rysunków są też takie, które wyglądają trochę jak współczesne wzory strukturalne, chemiczne. Takie kwadraty, rąby, wielokąty połączone wyglądają po prostu jak wzory jakichś substancji. Niektórzy rosyjscy zwalnicyHipotezy o przybyszach z kosmosu z głębokiej starożytności i prehistorii twierdzą, że są to właśnie takie wzory przekazane naszym przodkom. A mnie nachodzi pytanie: a po cholerę im to? Po co jakiemuś jaskiniowcowi wzór benzenu na przykład?
Co on sobie z nim zrobi? Po co mu to? Narysuje na ścianie, ale po co? Jedyny sens, jaki w tym może być, to fakt, że poprzez ten wzór narysowany na ścianie za kilka tysięcy lat daleki potomek tego jaskiniowca dojdzie do wniosku, że odwiedzili nas kiedyś zaawansowani przybysze z nieba przed tysiącami lat. Ale druga sprawa wiąże się z tym, jak taki Abgar, jak taki Onees czy jak go tam nazwiemy, w ogóle pracował, bo tak naprawdę musiał dokonać rzeczy niezwykłej. On nie mógł złapać jakiegoś jaskiniowca, złoić mu skóry i powiedzieć: „Słuchaj, będziemy się uczyć”. To musiała być rzecz bardzo trudna. Na jakiej płaszczyźnie oni w ogóle pracowali? Przecież nie mogli jak... Przyszedł mi do głowy Janosik.
Nie wiem czemu. Był taki odcinek „Janosika”, kiedy Janosik zebrał zbójników i kazał im czytać. Pamiętacie? Napisał na tablicy słowo „baran” chyba i kazał im czytać. Bogowie z kosmosu nie mogli tego zrobić dlatego, że nie mieli żadnych podstaw. Musieli działać na surowym pniu. To też pytanie, czy jedna istota, jedna osoba, czy nawet grupa istot mogła w krótkim czasie stworzyć podwaliny cywilizacji u istot, u hominidów, które absolutnie o niczym nie miały pojęcia. Arku, jak myślisz?
[02:33:43] - Jest to bardzo trudne. Tak jak mówiłeś, trzeba czymś ich zachęcić. Najłatwiej zachęcić kogoś do zrobienia czegoś, żeby widział bezpośrednią korzyść z tego. Więc tutaj korzyść to przede wszystkim w owych czasach musiała być łatwość życia, czyli między innymi pozyskiwanie jedzenia. Czy to będą uprawy. I to też nie to, że przyjedziemy i nakażemy wam to robić, a po prostu pokazanie wyższości i bardziej prostego dostępu do tej żywności w momencie, kiedy się po prostu takiego nauczyciela słucha. Przede wszystkim technologia uprawy roślin, ale też i technologie łowieckie, bo takie też są. Na przykład Aborygeni częściowo karczowali górz po to, żeby rosła tam wyższa trawa. To zachęca z kolei kangury do przychodzenia w te miejsca, nie inne. I po prostu wystarczy się zaczaić.
Taki zwykły, prosty sposób, a bardzo ułatwia życie. I podejrzewam, że w ten sam sposób ci nauczyciele z kosmosu — też mi weszło w głowę „z kosmosu” — mogli jakoś wpływać na tych ludzi. Raczej rysowanie czegokolwiek na tablicy by było dziwną rzeczą, ale już pokazanie rysunku i uwieczniania dłoni, od czegoś trzeba zacząć przecież, na skale w ten sposób, że się tam pluje jakąś glinką i zostaje ślad na wieki po takiej czynności, pokazuje, że tych sposobów do zachęcenia do twórczości, do zdobywania wiedzy było bardzo dużo. Później należałoby wybrać wyselekcjonowaną grupę. Nie da się od razu wprowadzić ładu i porządku na całej planecie. Po prostu trzeba tę grupę tak wzbogacać i uczyć, by ta grupa stopniowo zaczęła zawładnąć jak największym obszarem terenu i w ten sposób podnosić. Mamy w tej chwili bardzo duże dysproporcje między rozwojem cywilizacji zachodniej a innymi. Ona się sama jakoś nakręca i tu widać, że to nie jest takie proste zrównanie poziomu życia technologicznego na wielkim obszarze, nawet jeżeli jest to XXI wiek i mamy możliwości wszelakiej łączności, komunikacji i transportu. Natomiast jeżeli chodzi o uwiecznienie zapisów chemicznych procesów na skałach, miałoby to o tyle sens, że często jest tak, że jeżeli cywilizacja ginie, zostają ci, którzy dużo wiedzą. I po prostu, żeby ta wiedza nie zginęła dla samego siebie, po prostu z desperacji się coś takiego robi, rysuje się, uwiecznia się.
Między innymi na Kaukazie jest przecież ta rzekoma mapa 3D dotycząca obszarów Weni. Więc jest to jakiś sposób tej części cywilizacji, która uciekła w tamtą stronę — należałoby to rozpatrywać według mnie — na zachowanie status quo. Przekazanie myśli inspirującej do dalszego działania, do dalszego wzbogacania wiedzy. Dziękuję.
[02:37:59] - Muszę powiedzieć, że starożytni nie byli też w ciemię bici i zadawali sobie te same pytania, przynajmniej odnośnie Oneesa, bo źródła wspominają, żeby chyba rozwiązać wiele wątpliwości, jak on to w ogóle robiłŻe on mówił w ludzkim języku. Mówił do tych ludzi tak jak oni. Ale czy to wystarczyło, by pomóc im zbudować cywilizację? To moim zdaniem mogło być nie takie trudne, jeżeli taka istota by się pojawiła w pewnym momencie, kiedy ta cywilizacja byłaby na niskim poziomie, ale byłaby jednak założona. Nawet nie cywilizacja, tylko jakieś życie osiadłe, jakieś początki życia zbiorowego. Życie zbiorowe w zasadzie było od zawsze, tylko początki życia zorganizowanego. Wtedy, jeżeli Oannes by się pojawił, przekazałby to i owo, usprawnił to i owo jak taki racjonalizator produkcji PRL-u, miałoby to jakiś sens. Natomiast gorzej by było zupełnie, gdyby trafił do jaskiniowców, bo przecież jak się z nimi dogadać? Jak wytresować takiego jaskiniowca i nauczyć go tworzenia kalendarza? To wymagałoby przecież ogromnego nakładu.
Wymagałoby całych pokoleń, bo przecież nie założyłby sobie wesołej szkółki Oannesa na temat tworzenia na przykład kalendarza. Wchodziłby Oannes, mówiłby: „Drodzy jaskiniowcy, dzisiaj nauczymy się, jak tworzyć horoskopy”. To wymagałoby pracy całych pokoleń. Wymagałoby z kolei znacznie mniej pracy, gdyby trafił do istot, ludzi już na pewnym poziomie. Zadam pytanie do Arka. Arku, jak myślisz, jakie przesłanki kierowały tymi istotami, jeżeli one w ogóle były? W zasadzie wracamy do pytania, czego oni chcą i dlaczego zrobili to, co zrobili. Czy mieli w tym jakiś wyższy cel, czy może zrobili to po prostu z dobrego serca?
[02:40:02] - Tutaj można myśleć dwutorowo. Mianowicie pierwsze, o którym mówiłem, że być może część z tych ludzi to po prostu ludzie. Proto cywilizację założyli koloniści, którzy próbowali się w jakiś sposób tutaj zadomowić. Nie różnimy się specjalnie, a to by oznaczało, że nie różnimy się specjalnie-
[02:40:26] - Na co wskazuje „Księga Henocha”, że tam byli w zasadzie koloniści, co nie?
[02:40:32] - Tak. W pewnym sensie to prawda. Proto cywilizacja została zgładzona. Ci, którzy ją zakładali, uciekali, próbowali odtworzyć ją w różnych miejscach z różnym skutkiem. Im bliżej Sahary, tego miejsca, które uważam przez cały czas, że ma bardzo duży potencjał, bo po prostu tam nikt nie grzebie. W tej chwili grzebać na razie chyba też jeszcze nie będzie, ale to jest takie miejsce, gdzie mogło się toczyć bardzo wiele i po prostu to wszystko jest skrywane. Być może kiedyś się o tym coś więcej dowiemy, ale na razie powolne odkrycia z Nilu bardziej na zachód raczej o tym mówią. Być może tam jest prawdziwa kolebka cywilizacji i im bliżej tego miejsca, tym bardziej te cywilizacje bardziej eksplodowały. Należałoby też powiedzieć o jednej rzeczy: o micie o Atlantydzie, który zaczyna się właśnie jako podróż Solona do Teb. I tam właśnie egipscy duchowni mówią temu Solonowi, że Grecy nie pamiętają, ale byli kiedyś bardzo takim narodem, który potrafił skutecznie przeciwstawić się Atlantom.
Atlanci. Tutaj jest opis Atlantydy gdzieś tam za Słupami Heraklesa. I tu podają wymiar: Libia i Azja razem wzięte. Czyli mniej więcej to też tego typu tereny, o które powinni zahaczać ci, którzy pamiętają te pierwsze źródła mitów, mitologii. Wydaje mi się, że to mniej więcej stamtąd pochodzi. Natomiast Grecy, my ich uważamy za prekursorów i bardzo rozwiniętą nację pod każdym względem, ale oni w swoim czasie byli uważani jako górale. Taki pomiot z gór. Z kolei Grecy odpłacili się w historii, śmiejąc się z króla Amydasa. Ale gdy oni przybywali do Gordii, byli po prostu traktowani jako takie zwykłe wieśniaczki, którym można wcisnąć mosiądz zamiast złota i też to wezmą i będą zadowoleni. Na tej zasadzie, po prostu taka pełna hołota.
A tam właśnie Solon się dowiaduje, że oni potrafili skutecznie przeciwstawić się, walczyć z wielką cywilizacją Atlantów. I to cywilizacja, która upadła, co ciekawe, 10 000 lat przed naszą erą. Czyli jest to jakieś umotywowanie do tego, że jednak coś się wydarzyło, jakaś cywilizacja była, ludzie się rozpierzchli i próbowali po prostu to odbudować w różnych miejscach. Natomiast co nimi kieruje? Tymi pierwszymi. Albo byli to koloniści, albo po prostu altruiści, którzy przybywają na różne planety i próbują ukierunkować je na zdobycze duchowe i cywilizacyjne.Tylko to by się wiązało z tym, że życie, które nie rozwija się po ich myśli, byłoby w pewien sposób niszczone. Jakaś asteroida dziesięciokilometrowej średnicy i jest wielki reset i zaczynamy od początku. Mamy okazję wtedy do zaszczepienia swoich roślin, swojego życia i swojego ukierunkowania w każdym aspekcie życia. To takie dwa tory. Natomiast dużo odpowiedzi na temat początków wszystkich mitów i legend dałaby nauka, gdyby bardziej połączyła migracje ludzi z Afryki z genotypami, które ze sobą niosą.
I może byśmy się trochę więcej dowiedzieli, bo na przykład w Ameryce Północnej jest ten dogmat, że Indianie przyszli z północy przez przesmyk Beringa, ale to się ma czasami nijak do odnalezienia czaszki białego człowieka, który został przez nich upolowany. Tutaj znowu poprawność polityczna zakazuje jakichkolwiek badań na grobach Indian, więc innych zagrzebanych rzeczach także. Podejrzewam, że dopóki się to nie zmieni, to się nie dowiemy, co się tam faktycznie działo i jakie były koleje losu rozwoju tamtego miejsca. Trzeba przypomnieć, że za daleko to oni się nie rozwinęli, bo nie poznali zasad działania koła. Nie potrafili wykorzystać zwierząt w charakterze pociągowym. Nie stworzyli żadnych budowli i miast. Natomiast mamy troszeczkę bardziej na południu wykwit niemalże megalopolisów, które zostały z olbrzymich kamieni uformowane, o których Indianie mówili, że jak oni przyszli, to już to stało. Także jest to następna zagwozdka w historii dziejów.
[02:46:43] - W międzyczasie dzwoni do nas ponownie słuchacz Adek. Witamy panie Adku.
[02:46:47] - Dobry wieczór, kłaniam się ponownie. Chciałem się podzielić z panami taką myślą, przeciw której sam się bardzo mocno buntuję. Na początek krótka metafora. Różne służby porządkowe szkolą owczarki niemieckie. Te belgijskie są najbardziej inteligentne, najbardziej pojętne. I teraz takie pytanie sobie sam stawiam, czy szkolenie tych owczarków belgijskich, niemieckich służy tym owczarkom, czy też nie? Idąc dalej tym torem, jakiś tam okres mija i wychodzi ze służby taki wyszkolony pies. Czy szkolący dalej dbają o to, co się dzieje w sferze intelektualnej tego stworzenia? Niekoniecznie. To jest jedna rzecz.
A teraz idąc krok dalej, co obecni wizytatorzy mogą chcieć od nas? Może tego, co zostawili w nas nasi twórcy. Aczkolwiek mamy coś, z czego nie wiemy, że mamy. To tyle. Taka myśl przyszła mi do głowy, dlatego pozwoliłem sobie jeszcze raz do panów telefonować. Kłaniam się w takim razie pozdrawiam. Do usłyszenia.
[02:48:08] - Panie Edku, znowu nam pan rozwalił audycję, bo powiedział pan teraz rzecz, która w zasadzie stawia pod znakiem zapytania całe nasze trzy godziny. Bo my cały czas mówimy o istotach, które tam się trudziły, uczyły naszych przodków i tak dalej. Tak naprawdę może być zupełnie inaczej, że oni nie trudzili się, tylko wykonują jakieś z góry określone zadanie, które ma na celu stworzenie tutaj, na Ziemi określonego systemu. I teraz pytanie, czy ten system jest czymś w rodzaju wielkiego eksperymentu, czy raczej czym? Jedno wydaje się w miarę interesujące, nie chcę powiedzieć, że pewne. Natomiast zgodnie z ustaleniami antropologów, człowiek współczesny liczy sobie od miliona do 300 000 lat i przez ten czas nie zrobił wiele. Cywilizacja zapoczątkowała się, dajmy na to, że te 7000 lat temu. Już tutaj łączę te obydwie kwestie zwolenników i podejścia klasycznego. A co z pozostałymi, powiedzmy 350 tysiącami albo tym blisko milionem lat? Gdzie w tym czasie byliśmy?
Co w tym czasie robiliśmy? Dlaczego w tym czasie nie potrafiliśmy stworzyć rzeczy tak prostej jak alfabet? Dlaczego nasi przodkowie tak bardzo lubili zbieranie grzybów i polowanie na bażanty, że zajmowali się tym cały czas? I wydaje się wręcz nieuniknione. Nie chcę użyć jakichś kategorycznych słów, ale trudno mi się oprzeć wrażeniu i pewnie wielu osobom też, że nagle nic się nie dzieje przez grube tysiące lat. Nie chcę też użyć stwierdzenia, że się nic nie dzieje, bo jeżeli zajrzycie sobie do książek o archeologii, to na przykład zobaczycie, że pojawiały się kultury ceramiki wstążkowej albo kultury pucharów lejkowatych, chociaż to są już całkiem współczesne czasy. I że tam się odbywały jakieś zmiany, które charakteryzowały się na przykład tym, że inaczej robiono garnki albo inaczej wytaczano.
[02:50:26] - Albo inaczej robiono pięściaki do bicia, rozbijania skorupek orzechów czy żółwi. W każdym razie niewiele się działo przez tysiące lat i nagle hop, zaczyna się dziać bardzo wiele. Dlaczego? Czy rzeczywiście dostaliśmy wtedy jakiegoś cywilizacyjnego kopniaka? Ale przecież nie mógł pojawić się ten kopniak sam. Być może pochodził z zewnątrz. To jest właśnie cały problem i ja osobiście nie pokuszę się o stwierdzenie, czego mogli chcieć nauczyciele z kosmosu, jakie mieli cele. Dlatego, że może za bardzo wierzę w ich dobre chęci. Może prawda była zupełnie inna, może byli renegatami i tak dalej. Jednak mimo wszystko wydaje mi się, że gdzieś poza tymi kulisami skrywa się ziarno prawdy.
[02:51:20] - Bardziej adekwatne by było to porównanie może nie do owczarków belgijskich i niemieckich, a do pracy, jaką włożyła Jane Goodall w badaniu szympansów. Ona je uczyła między innymi języka migowego. Co nie oznacza, że wszystkie szympansy zaczęły mówić, chociaż niektóre się być może niektórych rzeczy nauczyły. Niemniej jednak szympansy nie mówią wszystkie w języku migowym. I mniej więcej tak wychodziło z tym nauczaniem ludzi. Podejrzewam, że dopóki było łatwo zdobyć wyżywienie, to się nic nie działo. W momencie, kiedy zaczęły przychodzić problemy i było widmo całkowitej dezintegracji ludzi, pojawili się nauczyciele, którzy tylko delikatnie pchnęli to wszystko i to już się samo zaczęło napędzać. Mniej więcej to tak wygląda, że tak było.
[02:52:34] - I tak oto w Radiu Paranormalium przechodzimy do prawdopodobnie ostatniego pytania w dzisiejszej debacie ufologicznej. A brzmi ono następująco: gdyby obcy nauczyciele zjawili się teraz, czy zdecydowaliby się na powtórkę hipotetycznego planu sprzed lat? A może przekazanie ludziom jakiejkolwiek zaawansowanej wiedzy na obecnym etapie rozwoju mogłoby tylko zaszkodzić naszemu rozwojowi? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[02:53:04] - Gdyby się pojawili teraz? Według mnie mamy w tej chwili przez cały czas do czynienia z nimi i w sumie poza pewnymi inspiracjami, za jakie można uznać pojawianie się niektórych obiektów na niebie, typu właśnie w XIX wieku widmowych statków powietrznych przypominających zeppeliny, nie mamy innych odniesień, jakichś prób nauczenia nas czy przekazania czegokolwiek. Nie pokazują nam na przykład jakiejś drogi do jakiegoś celu, do którego warto by było dążyć. Gdyby się pojawiło coś być może na Marsie, na Księżycu, dałoby to jakieś takie pchnięcie do tego, żeby w tamtą stronę pójść, a nie ograniczać się do budowy coraz to nowych statków, które w sumie nie lecą dalej niż 40 000 kilometrów mniej więcej od Ziemi. Także jesteśmy w sumie w zapaści technologicznej. Jeżeli nie uzyskamy jakiegoś takiego bodźca, to po prostu grozi nam całkowity upadek i pogrążenie się w dezintegracji, dekadencji, która nic nie przynosi. Czy by się jeszcze raz na to zgodzili? Skoro musieli mieć jakiś cel, który im przyświecał. Być może właśnie świat wygląda nieco inaczej niż my go postrzegamy i wartości, które my cenimy najbardziej, czyli te materialne, nie są wartościami, którymi oni się musieli kierować. Być może ważniejsze jest to, by przeżyć coś niż mieć coś.
I oni przybywając na Ziemię i dając nam szansę rozwoju, ucząc nas, dając takie bodźce do rozwoju, sprawiają, że więcej przeżywamy niż to, co mamy. Z całą pewnością wygląda na to, że uratowali ludzkość przed całkowitą zagładą, dlatego że to, co stanowiło podstawę funkcjonalności społeczeństw, czyli sposób pozyskiwania żywności, całkowicie zmienił to wszystko. Oczywiście my na swój sposób odbierając to, dopuściliśmy się targowych rzeczy. My jako ludzie. Indianie Ameryki Południowej przed podstawą pokarmu prawdopodobnie w niektórych miejscach to był kanibalizm.Także coś, z czym sobie nie możemy poradzić jako Europejczycy. U nas to jest bardzo negowane, natomiast w innych kulturach, które aktualnie jeszcze są, czy to będzie Nowa Zelandia, czy jacyś tam mini Papuasi, nie jest to nic zdrożnego i gdyby byli odcięci od żywności pozyskiwanej, z chęcią podejrzewam do tego by wrócili, do korzeni. Tutaj widać całą tą pracę, jaką wykonali różni nauczyciele nad tą częścią ludzkości, która ruszyła do przodu. Inaczej byśmy dalej goniali z łukami się wzajemnie i się wzajemnie mordowali, zabijali. Nie wiem, czy skoro raz zrobili, na pewno by zrobili to drugi raz, ale nie wiem, czy kieruje nimi jakaś egoistyczna myśl, że pomogą nam, to my im coś pomożemy. Raczej nie sądzę, żeby tak było.
Dziękuję.
[02:57:49] - Czy jest już z nami Marek Żelkowski? Marku?
[02:57:54] - Jestem.
[02:57:54] - Marku, wywiało cię na długo. Ja ci ułatwię zadanie i zapytam cię o rzeczy, które w zasadzie tutaj już omówiliśmy, jak cię nie było. Czy twoim zdaniem, mówiąc w dużym skrócie, wykonanie zadania przez obcych, przez nauczycieli z kosmosu było takie łatwe, jak przynajmniej mnie się wydaje, wydawało, dopóki nie zacząłem zadawać sobie dawno temu pytań o to, że przecież nie mogli założyć szkółki dla prymitywnych ludzi. Po drugie, jakie twoim zdaniem mogły być potencjalne motywacje nauczycieli z kosmosu? I czy teraz, gdyby znowu nas odwiedzili, zdecydowaliby się przekazać nam wiedzę na nowo?
[02:58:45] - Podwójnie trudne pytanie. Tym bardziej, że przez ostatnie kilkanaście minut nie słyszałem tego, co się dzieje na antenie. Jakie mogły być motywacje? Trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że bardzo podobne do tych motywacji, które przyświecały wielu odkrywcom pochodzącym z Europy, którzy wypuszczali się do odległych zakątków świata. Byli oczywiście tacy, którzy tylko dyszeli żądzą podboju i żądzą zdobywania bogactw, ale byli też tacy, którzy mieli na uwadze to, że odkrywają tak naprawdę ziemię nieznaną i jeśli stykają się tam z inną cywilizacją. Bo tak naprawdę ci ludzie, którzy przed wiekami odkrywali nowe lądy, właściwie niczym nie różnili się od takich ludzi, którzy być może kiedyś w przyszłości będą stawiali swoje stopy na odległych planetach. Oni również odkrywali miejsca, w których biały człowiek, przynajmniej oficjalnie, nie postawił jeszcze swojej stopy. A więc rzeczywiście tak, jakby stąpali po innej Ziemi, innej planecie. Dlatego część z nich rzeczywiście kierowała się szlachetnymi pobudkami, może szlachetnymi to już przesada, ale w każdym razie pobudkami czystej wiedzy, zdobywania czystej wiedzy i szerzenia czystej wiedzy.
I to może być jedna z takich pobudek, która może kierować również obcymi. Ale w toku naszej rozmowy pojawiały się również wątki dotyczące tego, że obcy mogą być, ta ich cała działalność może być wykalkulowana, że to może być wszystko właśnie nie tak non profit. Wręcz przeciwnie, to może mieć swoje głębsze, ukryte cele. I tutaj rozmowa o tych celach mogłaby nam zająć, przypuszczam, osobną audycję. Jakie są cele obcych? Co im przyświeca? Czy tylko dobro ludzkości, czy może ich własne, ściśle ukryte cele? Przypuszczam, że choćbyśmy tu nawet zrobili audycję na cztery albo pięć godzin, to i tak moglibyśmy się nie dokopać tych rzeczywistych celów, które obcym przyświecają. Bo my oczywiście możemy mówić o złocie, możemy mówić o innych dobrach, wartościach, o wysysaniu z nas energii życiowej czy też ludzkiej siły. Ale równie dobrze cele mogą być zupełnie inne, które w tej chwili nawet nie przychodzą nam do głowy.
W związku z tym trudno jest tak definitywnie odpowiedzieć na to pytanie i stąd moje, poza tym, że wyrzucił mnie internet z tej dyskusji na jakiś czas, takie lekkie moje zagubienie, jeśli chodzi o to pytanie. Dziękuję.
[03:02:14] - Dziękujemy. Ja zaś powrócę do tego, co by się stało, gdyby przylecieli znowu i czy gdyby zjawili się teraz ci czy inni zdecydowaliby się na powtórkę scenariusza sprzed lat. Moim zdaniem nie byłoby to takie łatwe i byłoby to wręcz głupie z tego powodu, że jest nas za dużo
[03:02:37] - Jeżeli jakaś cywilizacja obca znałaby ludzkość, wiedziałaby zapewne o wielu mankamentach naszej cywilizacji. A głównym jest to, że przy wszelkiej dobroci wszelkie bogactwo, wygody i luksusy ograniczone są do bardzo wąskiej grupy osób. I podarowanie czegoś dobrego ziemi w, moim zdaniem, dłuższej perspektywie byłoby zrobieniem dobrego prezentu. Wyobraźmy sobie, że przelatują kosmici. Nie wiedzą, co nam dać. Dają nam lek na raka. Mówią: „Zróbcie coś z tym, bo nie możemy patrzeć, jak umieracie”. Myślicie, że ci, którzy otrzymaliby taką wiadomość, podzieliliby się tym z innymi? Dajmy na to, że to przekazanie informacji odbyłoby się w sposób nieoficjalny gdzieś w jakimś bunkrze w Stanach Zjednoczonych. Na pewno nie dowiedzielibyśmy się o tym nic.
Ale przypuszczam, że obce cywilizacje, jeżeli odwiedzają Ziemię, to ostatnia rzecz, którą zrobią, to będzie przekazanie jakichkolwiek technologii. Bo po pierwsze, jeżeli są naprawdę tak bardzo zaawansowani, że wyprzedzają nas o tysiące czy nawet dziesiątki tysięcy lat, to żadnej technologii nam w zasadzie przekazać nie mogą, bo dla nas to będzie niewykonalne. Po drugie, tak wysoce idąca ingerencja w losy cywilizacji nisko postawionej, jaką jest nasza, zawsze oznacza dla niej jakieś turbulencje egzystencjonalne, wskutek czego, gdyby na przykład przylecieli do nas dobrzy Klingonowie i przekazali którejś ze stron, dajmy na to Gruzji, patent na superbroń, to za kilka dekad mogłoby się okazać, że Gruzja rządzi całym światem. To są właśnie mankamenty życia na Ziemi, że obce cywilizacje w sumie nie wiedzą, z kim mają rozmawiać. A ci, którzy są predysponowani do tego kontaktu, czyli przedstawiciele największych mocarstw, to są de facto największe śluźnice robiące największe rozpierduchy na tej ziemi i tak naprawdę żadna inteligentna istota z nimi rozmawiać nie powinna. Powracając do kwestii tego, dlaczego oni mogli nas tego kiedyś nauczyć. Nauczyć nas bardzo praktycznych rzeczy, podstaw cywilizacji, podstaw nauk. Wydaje mi się, że patrzymy na tą sprawę trochę romantycznie. Może ja też, że przynajmniej w tym przypadku chcemy wierzyć w to, że w kosmosie istnieją jacyś dobrzy bracia, którzy są mądrzejsi od nas doświadczeniem, technologią, wiedzą. Mogą nam czasami w tym czy innym zagadnieniu pomóc.
Ale prawda może być zupełnie inna. Jak usłyszeliśmy od tutaj telefonujących osób, cele, którymi mogą kierować się obce cywilizacje, mogą wykraczać poza nasze rozumienie i to daleko. Przy czym też nie zawsze możemy być pewni, że są to obce cywilizacje, a nie są to istoty na przykład pochodzące z jakiegoś planu egzystencji, którego my do końca nie rozumiemy. Także meandry teorii o dobrych nauczycielach z kosmosu doprowadziły nas na koniec do wniosku, że tak naprawdę, przynajmniej mam takie wrażenie, mamy jakichś romantycznych bohaterów z dalekiej starożytności, w których chcemy wierzyć. Natomiast jest to sprawa wysoce problematyczna, dlatego, że nie mamy pewności, czego oni mogli od nas chcieć. I czy ci nauczyciele z nieba, o których mówimy, byli tymi samymi istotami, które potem wielokrotnie na różnych płaszczyznach interweniowały w losy ludzkości, doprowadzając nas do takiej burzy mózgów, że 64. debatę mówimy już o nich i nie możemy w zasadzie dojść do wniosku, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Czujemy się trochę jak mrówki, jak jakieś kocięta we mgle, szukające cały czas odpowiedzi na podstawowe pytania, bo poruszamy się tak naprawdę po omacku. I mamy moim zdaniem bardzo i coraz bardziej pogłębiające się przeświadczenie, że ktoś w tym wszystkim nie traktuje nas jako równorzędnego partnera do rozmowy. Panowie, bardzo wam dziękuję za udział w dzisiejszej audycji.
Nie wiem, chcecie dodać coś jeszcze na koniec?
[03:07:07] - Tylko chyba dobranoc i miłych snów.
[03:07:12] - Nie słyszę właśnie akcesu. Zatem dobranoc. Czy chce zgłosić jeszcze raz akces do dyskusji? To słuchamy. Tak więc podłączymy go raz jeszcze. Jesteśmy już na antenie.
[03:07:29] - Dziękuję bardzo za telefon jeszcze raz. Przepraszam, że się tak dobijałem. Grzesiek z Wielkiej Brytanii znowu. Ja tylko miałem taką myśl. Chciałem powiedzieć, że nie zgodziłbym się tutaj z panem Piotrem, że to są ci nauczyciele. Oni kiedyś byli, poszli sobie, a teraz powiedzmy sobie to zjawisko UFO to jest coś zupełnie innego. Mi się wydaje, że to jest ta sama Żanet, tylko inaczej uczesana. A dlaczego? To, że oni nas nauczali tam czegoś kiedyś, powiedzmy sobie, to przypuszczam, że nauczali nas po to, żebyśmy mogli przetrwać. Bo gdybyśmy nie przetrwali, to cała ich inwestycja wzięłaby w łeb i nie mieliby z nas żadnego pożytku.
Przypomnijmy sobie ten mit o Prometeuszu. Przecież bogom się bardzo nie spodobało to, że Prometeusz przyniósł ludziom ogień w pewnym momencie i tutaj został za to ukarany. Także przypuszczam, żeNas uczyli jakichś podstawowych rzeczy po to, żebyśmy mogli przetrwać, żeby w końcu oni mieli z tego jakąś korzyść. A jaką? Jak panowie mówili, to są różne teorie, różne hipotezy. Jedną z tych hipotez, wiem, że to jest kompletnie absurdalna i niedorzeczna hipoteza, ale biorąc pod uwagę całą naszą historię, jeszcze raz o tym wspomnę, te wszystkie wojny, przelewanie krwi na okrągło. Myślę, że może to być coś takiego, o czym przed chwilą wspomniał pan Marek. Chyba że potrzebują jakichś naszych negatywnych emocji czy jakiejś siły wynikającej z przelewania krwi i tego typu rzeczy. Weźmy sobie taką rzecz pod uwagę. Cywilizacja, która jest rozwinięta ileś tam tysięcy lat przed nami czy dziesiątek tysięcy lat przed nami i tutaj okalecza bydło, wycinając im różne narządy do badań.
Ale przecież żeby badać próbki tkanek, to nie muszą tego robić. Tak zaawansowana cywilizacja może pobrać mikroskopijne próbki tkanek do badań od różnych istot, które nawet o tym nie wiedziały. Przecież u nas my pobieramy mikroskopijne próbki tkanek praktycznie bezboleśnie. Czy wykonujemy operacje laparoskopowo, robiąc tylko malutkie nacięcia i to możemy robić, a ta cywilizacja robi to w taki sposób. A gdyby to chodziło tylko o badania, przecież mogłaby pobierać mikroskopijne próbki tych tkanek do badań. Tutaj jest coś na rzeczy i myślę, że kiedyś ci nauczyciele to jest cały czas to samo zjawisko, co tutaj występuje w tej chwili, to UFO. Tutaj raczej bym się z panem Piotrem nie zgodził. To tylko tyle chciałem. Bardzo dziękuję.
[03:11:21] - Dziękuję, panie Grzegorzu. Odbiera mi pan ostatnie nadzieje na to, że istnieją gdzieś dobrzy bracia z kosmosu. Ale tak, to ma sens, bo tak jak mówiłem, poruszamy się jak jakieś barany we mgle, bo kocięta to chyba za mało. A dlaczego barany? Dlatego, że wierzymy cały czas tym, którzy próbują nam coś obwieszczać, udając aniołów, bogów, kosmitów. Tak naprawdę nikt nie wie, kim oni są. Panowie, dziękuję wam za udział w dzisiejszej audycji. Była bardzo owocna. Muszę powiedzieć, że się bałem, bo tak naprawdę przerabiamy temat Abgal czy Bene Elohim już chyba trzeci, czwarty raz i bałem się, że wyjdzie taka kicha, że znowu powiemy to samo, że będę siedział i mówił: „abit meseri ienem galuma” na przykład. To jest to i tamto.
Natomiast wyszła znowu fajna burza mózgów. Ciekawe wnioski osiągnęliśmy. Mówiąc my, mam tu na myśli naszych słuchaczy, również pana Edka, pana Grzesia i panią, która dzwoniła, bo to wspólnymi siłami zostało osiągnięte. Panowie, Marku, dziękuję bardzo. W twoim imieniu zapraszam na „Bibliotekarium”. Zapraszam do ściągnięcia odcinka z piątku, w którym pojawiło się mnóstwo pożywki dla mózgu, ale pojawiły się też bardzo fajne wątki. Na przykład dowiedziałem się, że Wiktor Ziemkiewicz kiedyś opieprzył Hawkinga i pewnie Hawking tak się tym przejął, że od tego czasu nie wygląda za dobrze. Dlaczego taka cisza zapadła? Czy to było faux pas?
[03:13:08] - Nie, pełen szacunek dla autorytetów. Zarówno dla Hawkinga, jak i dla Wiktora. To było starcie tytanów po prostu.
[03:13:21] - Szczerze ci powiem, że Hawking dla mnie na niektórych aspektach, w których on jest autorytetem, w fizyce teoretycznej i tak dalej, ja się może nie do końca znam, ale co mnie trochę irytuje w Hawkingu, to fakt, że on się zabiera troszeczkę bez ceregieli, nawet bez jakichś specjalnych uprawnień, które mu pozwalają o tych rzeczach mówić do stawiania kropki nad i w niektórych tematach. Na przykład powiedział raz, że Boga na pewno nie ma, nie ma życia pozagrobowego, że nie ma obcych. Potem mówił, że obcy są, a jeżeli się z nimi skontaktujemy, to będzie koniec. Jestem ciekawy, skąd w tej małej głowie bierze się tyle pewności co do rzeczy ostatecznych. Czy on naprawdę się uważa już za nadistotę? Szczerze mówiąc, trąci to takim totalnym egocentryzmem z jego strony.
[03:14:26] - Ja myślę, że to jest problem, który dręczy bardzo wielu naukowców w tej chwili. Naukowców, którzy zagłębiają się w swoje dziedziny wiedzy, fizykę, biologię i inne nauki ścisłe.I bardzo często wydaje im się, że są ludźmi, którzy mogą w związku z tymi swoimi daleko zaawansowanymi badaniami wypowiadać się również w kwestiach, które określmy dla potrzeb rozmowy kwestiami filozoficznymi. Otóż to nie jest do końca tak. To nie jest tak, że filozofia to jest takie gdybanie i opowiadanie drydmałów i zajmowanie się zupełnymi, żeby pozostać w kontekście audycji, pierdołami. Filozofia to jest coś więcej. I w związku z tym nie wystarczy zajmować się jakąś dziedziną wiedzy typu fizyka, astrofizyka, astronomia. To wszystko nie wystarczy, żeby wysnuwać wnioski natury filozoficznej. Do tego troszeczkę trzeba wiedzy i tego, co nazywamy podkładem z poprzednich stuleci. To nie jest tak, że można sobie wygłosić dowolną tezę natury filozoficznej i być odkrywcą. Wydaje się, że bardzo często rzeczy, o których mówią współcześni uczeni zajmujący się nimi, zostały odkryte już kilkaset lat temu, jeśli nie kilka tysięcy lat temu.
Dlatego czasami bywa to bardzo śmieszne, kiedy naukowcy wypowiadają się na tematy ogólne, powiedzmy na tematy filozoficzne, jeśli tak bardzo chcemy to określić. Bo czasami z tych ich wypowiedzi wynika, że po prostu nie wiedzą, co się w dziedzinie filozofii, w dziedzinie myśli ludzkiej działo przez ostatnie kilkaset, kilka tysięcy lat. I stąd się biorą później takie wypowiedzi, że ktoś nagle twierdzi, że Bóg na pewno jest, bo to wynika z prawideł fizyki. To są bzdury, po prostu. Nic nie wynika z prawideł fizyki. Istnienie Boga, równie ciężko jest... Nie, to złe słowo. Równie niemożliwe jest udowodnienie istnienia Boga na gruncie fizyki, jak i jego nieistnienia. To są wszystko rzeczy, za które zabierają się współcześni fizycy, którzy moim zdaniem powinni się zajmować na przykład współczesną fizyką i rozważaniem kwestii kwantowych i fizycznych, podobnie jak biolodzy powinni zajmować się biologią. Natomiast kwestie bardzo ogólne, związane z pewną syntezą, która wynika z ich badań, to mimo wszystko zostawiłbym jednak filozofom i logikom, bo myślę, że oni mają nieco pełniejszy ogląd tego wszystkiego.
Być może błądzę, być może nie znam się i być może poniosła mnie fantazja, ale ja jednak ufałbym ludziom, którzy myśl ludzką zgłębiają w perspektywie kilku tysięcy lat. Badają pisma filozofów zarówno 2500 lat przed naszą erą, jak i kilkaset lat, które nas dzieli, jak i całkiem współczesnych. Dlatego myślę, że takie wypowiedzi, dosyć buńczuczne, Hawkinga dotyczące innych cywilizacji, dotyczące sztucznych inteligencji, dotyczące wielu innych kwestii, to są takie próby zaistnienia. A tymczasem ja dziwię się Hawkingowi, bo Hawking zaistniał już wieloma ciekawymi koncepcjami i moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie próbuje zafascynować ludzi swoimi wypowiedziami dotyczącymi innych cywilizacji, sztucznych inteligencji, ewentualnej zagłady Ziemi. Moim zdaniem to, co powiedział o kosmosie, to co powiedział o wszechświecie zupełnie wystarczy, żeby fascynować ludzi. I te newsy dotyczące innych cywilizacji, dotyczące zagrożenia, które płynie z kosmosu, są zupełnie niepotrzebne. Na miejscu Hawkinga skupiłbym się na tym, żeby promować to, co powiedział, jeśli chodzi o fizykę, astrofizykę, astronomię. A ja jestem, żeby doradzać Hawkingowi. To właściwie moje zadanie pozostawię jednak Wiktorowi. Być może dojdzie do kolejnego spotkania w internecie na gruncie Wiktor Żwikiewicz i Hawking, i oni sobie wyjaśnią te kwestie myślę najlepiej.
Dzięki.
[03:19:44] - Też myślę, że to by było dobre. To, co mówisz o mentalności-
[03:19:48] - Jeden ze słuchaczy na czacie nas tutaj uprzedził. Jaszczur pisze: „Hawking wie, co było przed wielkim wybuchem. Także uważajcie”.
[03:19:59] - Ja mam nadzieję, że nas dzisiaj nie słucha, bo mielibyśmy przesrane. Chociaż nie wiem czemu. To, co mówisz o wielu współczesnych uczonych nazywam taką mentalnością Pawłowicz. To znaczy, jeżeli ktoś mi dał jakąś sferę władzy, to ja temu człowiekowi teraz mogę skoczyć na plecy i powiedzieć mu, co ma jeść, jak ma żyć i tak dalej. To mi się strasznie nie podoba. Ja przez swoje krótkie życie przekonałem się o wielu rzeczach, między innymi takiej, że w środowisku naukowym tytuł profesora nie oznacza, że ktoś nie może być idiotą na przykład. Spotkałem wielu debili, którzy mieli tytuł doktora. Tak naprawdę nauka jest robionaNauka jest robiona. Dzisiaj jeżeli ktoś ociera sobie twarz nauką, mówiąc, że coś jest możliwe lub nie, to tak naprawdę nie wie, co robi. Kurzweil mówił, że zbliżamy się do punktu zwanego singularity.
Możliwe, że nawet widzimy już pewne oznaki tego na horyzoncie, dlatego że odkrycia naukowe, nowe informacje pojawiają się tak szybko, że nawet osoby będące znawcami nie nadążają. I dochodzimy do paradoksalnego punktu w dziejach nauki, kiedy nikt nie chce w zasadzie tego przyznać, ale fakty są takie, że nauka nie nadąża zupełnie za forpocztą, za awangardą nauki. I to jest bardzo niedobre, dlatego że produkcja profesorów jest opóźniona o kilkadziesiąt lat w stosunku do najnowszych odkryć. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich dziedzin. Są takie dziedziny, w których odkrycia następują wolniej, powoli. To, o czym mówię, tyczy się raczej dziedzin takich jak chociażby astronomia, jak niektóre nauki ścisłe. W historii na przykład jest to znacznie powolniejszy proces, ale w archeologii rzeczy potrafią się zmieniać z dnia na dzień tak naprawdę i czasami nikt na wiele spraw nie zwraca uwagi. Także dziękuję panom jeszcze raz. Pozdrowienia dla wszystkich słuchaczy, czatowników. Zapraszamy za tydzień.
A za tydzień co, Marku?
[03:22:22] - Za tydzień sam nie wiem co.
[03:22:24] - A za tydzień prawdopodobnie hybrydy i program depopulacji. Albo trochę inaczej, zaraz wam powiem. Depopulacji to chyba nie, bo to-
[03:22:32] - Słuchajcie panowie, tu jeszcze jeden słuchacz dzwoni telefonicznie, może go dodamy?
[03:22:36] - Słuchamy.
[03:22:37] - Dobry wieczór, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[03:22:40] - A, to na żywo jestem?
[03:22:42] - Tak.
[03:22:43] - Halo? Cześć, w tle jesteśmy. Dzwoniłem do was. Przede wszystkim chciałem powiedzieć, że od dłuższego czasu was słucham, jestem pod wrażeniem i tak dalej. A teraz mam takie pytanie, może teraz nie na temat troszkę z tą audycją, ale chcę mnie zapytać, co o wszystkim sądzicie. Bo jak tak patrzę na tą całą cywilizację i te wszystkie zaawansowania technologiczne i tak dalej, czy nie jesteśmy drugą cywilizacją już w życiu, którą już na tej planecie żyje? Że być może kiedyś w prehistorii istniała cywilizacja bardziej zaawansowana od nas technologicznie, tak jak nawet kiedyś czytałem, bo moim konikiem też jest tak zwana zakazana archeologia. I tak jak Krys nieraz wspomina z tej Nowej Atlantydy, dlaczego go pozdrawiam, bo bardzo ciekawe artykuły ma. On też jest na linii. Krys?
Halo?
[03:23:25] - Krysa dzisiaj nie ma niestety.
[03:23:27] - Aha, to mu dam ode mnie pozdrów, bo naprawdę bardzo fajne artykuły. A szczególnie jak jestem na nocce, to was słucham, to naprawdę bardzo ciekawe rzeczy można usłyszeć i się dowiedzieć. Właśnie chciałem tylko zadać takie pytanie: czy my nie jesteśmy drugą cywilizacją po poprzedniej? Że przed potopem była cywilizacja bardziej zaawansowana, ale przyszedł potop, bo starożytni mieli technologię te piramidy kryształowe, które w niekontrolowany sposób zniszczyły całą planetę i później po prostu żeśmy się zaczęli odradzać od kamienia erupane. Co wy na to sądzicie? Właśnie tu mam to pytanie do was.
[03:24:00] - Dziękujemy. Jest to kontrowersyjna teoria mimo wszystko, dlatego że moim zdaniem, powiedziałem to już dzisiaj zresztą w audycji, jeżeli na Ziemi istniała cywilizacja matka, wydaje mi się mało prawdopodobne, że to była... Ma pan rację z tym, że mówi pan, że możemy być-
[03:24:20] - Jesion mów mi albo Krzysiek, albo Jesion mów.
[03:24:23] - Jak?
[03:24:24] - Jesion albo Krzysztof. Albo Jesion.
[03:24:26] - Fajna ksywa Jesion.
[03:24:29] - Dzięki.
[03:24:29] - Słuchaj Jesion, moim zdaniem masz rację z tym, że możemy być na przykład cywilizacją 2.0 na Ziemi, a może nawet więcej. Tylko wydaje mi się, że cywilizacja, która była przed nami, cywilizacja matka, tak ją nazywam, to znaczy powinniśmy ją rozpoznać po owocach. My na przykład nie mamy-
[03:24:49] - Na przykład to zakazana archeologia. Na przykład znaleziono wielkie kury, piramidy. Na przykład teraz piramidy co znaleźli na Antarktydzie. To co naziści, też tam popłynęli i tam też coś znaleźli. Potem nagle przeskok technologiczny. Przecież naukowo nawet potwierdził Włoszański, że gdyby państwa koalicji się spóźniły miesiąc przed inwazją w Normandii, to wojnę by nie wygrali. Nawet to potwierdzili oficjalnie, że gdyby się spóźnili z inwazją albo gdyby nie to, że Hitlera wprowadzili w błąd, że Hitler twardo wierzył, że lądowania nie będzie w Normandii, tylko będzie lądowanie w innym rejonie w Warszawie, to wtedy byliby pewni, że Hitler by wygrał tak samo.
[03:25:33] - Wiesz co, Jesion, ja to widzę trochę inaczej. To znaczy, gdyby istniała cywilizacja bardzo zaawansowana, między innymi na takim poziomie, jaki my prezentujemy, to ktoś prędzej czy później znalazłby jej pozostałości techniczne. Moim zdaniem cywilizacja matka, bo nie możemy wykluczyć, że ona była, czyli masz rację z tym swoim twierdzeniem, była tak jakby starożytną starożytnością. My mamy takie przeświadczenie dzisiaj, że starożytni Egipcjanie na przykład, Grecy, Fenicjanie i tak dalej, że oni w ogóle nie znali takich pojęć jak na przykład automatyka i tak dalej. Nie. Mechanika w starożytności istniała. I tak na przykład piramidy, chociaż jestem daleki od tego stwierdzenia, piramida Cheopsa, przepraszam, bo nie piramidy, tylko piramida Cheopsa mogła rzeczywiście pełnić jakieś funkcje techniczne. Tylko że ona może być znacznie starsza, niż się przypuszcza. Ale wydaje mi się, że cywilizacji takiej bardzo zaawansowanej, że tam wiesz, z telewizorami, z rakietami i z samochodami na Ziemi wcześniej nie było. Była cywilizacja matka, od której pochodzi na przykład wzór piramid.
Dlaczego większość
[03:26:50] - Ale powiem, że było kiedyś pytanie ojcu Pio na przykład, czy na Ziemi była poprzednia cywilizacja. Jego bracia zadali. Ojciec Pio odpowiedział, że była bardziej zaawansowana od nas, że byli tak zaawansowani, że potrafili rękami ruszyć księżyc, a zgubiła ich pycha i to, że po prostu zapomnieli o wartościach. I osiągnęli taką technologię, że się sami unicestwili i cofnęli się do ery kamienia łupanego. To były słowa ojca Pio, jak mu kiedyś zadali i on to odpowiedział. Na przykład Edward Casey powoduje, że starożytne mapy sprzed pięciu, sześciu tysięcy lat. Jest na przykład taka książka „Zaginione mapy starożytnego świata” i na przykład tam jest pokazana chińska mapa sprzed czterech i pół tysiąca lat przed naszą erą. Pokazuje, że na naszym kontynencie istnieją jeszcze dwa kontynenty. Między Europą a Azją jest Antarktyda, Atlantyda i jest jeszcze pokazane w bliskości Azji, na przykład jest pokazana zaginiona ziemia Mu. Są tak samo na przykład mapy Petaresa, które też pokazują zaginione kontynenty, które wcześniej nie mieliśmy prawa znać.
Jak na przykład weźmy Antarktydę i jak to oddali biegłym wojskowym do analizy zdjęć satelitarnych, to pokazali siłom zbrojnym USA, jak dalej analizy pokazują, że te zdjęcia zostały wykonane z bardzo wysokiej odległości i że w porównaniu do współczesnej technologii to one są po prostu pokazane wykonanym zdjęciem satelitarnym, więc można stwierdzić, że starożytni umieli latać. Tak samo jak są na przykład na płaskowyżyźnie. Zdjęcia też pokazują na przykład piramidy mają takie całkowicie ciekawe hieroglify. Na przykład jak jest pokazany łódź podwodna, helikopter jest pokazany. To też o czymś mówi.
[03:28:28] - To znaczy mapa Petaresa pokazuje kawałek nieznanych lądów, nie pokazuje Atlantydy. Ja się wstrzymuję z opiniami o starożytnych mapach, dlatego, że dla mnie to jest troszeczkę kontrowersyjny temat. Ale jeżeli chodzi o ojca Pio, którego przyznam szczerze nie znałem osobiście, to muszę ci powiedzieć, że on powtarza w zasadzie to, co zostało powiedziane w dialogach Platona na temat Atlantydy, że dawniej istniała cywilizacja, która była zaawansowana bardziej od nas. Zgubiła ją pycha i to, że Atlanci chcieli, bo Atlantyda została zatopiona. Tak?
[03:29:09] - Atlantyda była nawet napisana w Biblii. Nawet w Biblii jest wspomniane w Starym Testamencie o Atlantydach.
[03:29:14] - A to nie wiem.
[03:29:15] - W Starym Testamencie jest spisane, że występują formy jako Atlantydzi. Nawet w Biblii masz napisane występowanie, że to jest napisane. Masz na przykład, nie pamiętam teraz wersu, gdzie to było, ale jak znajdę, to po prostu podeślę do następnej audycji.
[03:29:29] - No dobra, ale trochę znaczy powiem ci szczerze, że w Biblii to chyba nie ma o Atlantach.
[03:29:37] - Jest. Są wspomniane, że byli Atlanci, tylko wspomniane, że była taka nacja, która się nazywa Atlantydzi. Ale szkoda mi Edwarda Casego. Na przykład Edward Casey to powiedział, że Atlantyda jest znaleziona. Tak samo mnie to zastanawia, że na przykład na-
[03:29:53] - Casey mówił, że Atlantyda się wyłoni nawet. I to będzie oznaczało koniec.
[03:29:57] - Ale ona się wyłoni w dniach ostatecznych.
[03:29:59] - Tak.
[03:30:02] - A ja uważam, że też, że po prostu będzie takie ciśnienie na Ziemi, że ona się wyłoni.
[03:30:06] - Z Atlantydą jest jeden problem, dlatego, że wiele osób uważa, że to jest jakaś tam bajka, mit, ale tak naprawdę, kiedy się przyjrzymy wielu ciekawym wątkom, to zobaczymy temat wart uwagi. Wiesz co, z tą Biblią to chyba nie jest prawda, bo to już by był dowód w dużej skali. No szczerze mówiąc to przyjrzyj się temu dobrze.
[03:30:30] - No dobrze, bo wiesz, od dłuższego czasu się właśnie tym-
[03:30:34] - Jest taka książka Zajcewa. Facet się nazywa Zajcew o Atlantydzie. Zobacz sobie, bo jest naprawdę dobra. Co jeszcze możemy powiedzieć? Co tu mówiłem o tym IP, o tej Atlantydzie? No tak, reasumując już tak zupełnie to, o czym mówiłem. Aha, to ta cywilizacja, która istniała na Ziemi przed naszą. Moim zdaniem i chyba nie tylko moim zdaniem, ale też na przykład takiego Hancocka, pewnie nie była tak bardzo zaawansowana, że posiadała, nie wiem, autobusy miejskie. I podobne zdobycze techniki, ale mogła to być cywilizacja, która w pewien sposób oddziaływała na inne cywilizacje. Także przed starożytnością mogliśmy mieć wcześniejszą starożytność i Bibraklitepe to pokazuje bardzo dobrze, że coś się wtedy działo.
Pokazuje to kultura Winča, pokazują to dawne osiedla typu miejskiego w Turcji, że wtedy już zaczynano myśleć o cywilizacji na poważnie. Natomiast pozostaje pytanie, gdzie są zdobycze cywilizacyjne niektórych ludów, które istniały przed Sumerami, a które były w stanie tworzyć dość kompleksowe struktury typu miejskiego? Czy ich mierzenia, ich technologie zniknęły, czy zostały przekazane komuś innemu?
[03:32:05] - Dobre. A jeszcze jedno pytanie mam i zakończę na tym. Chodzi mi o takie moje dwa pytania. Pierwsze to jest: co sądzicie o tym, że piramidy mogą być zatopione pod wodą, tak jak na przykład koło Meksyku i na przykład na Antarktydzie, w lodzie zakryte? A drugie pytanie: co sądzisz o projekcie Apollo 18 i tym słynnym filmiku, co jest na YouTubie „Mona Lisa z Księżyca”?
[03:32:32] - Panowie, to ja może oddam wam głos teraz, bo już ja się wygadałem.
[03:32:39] - No to może od końca zaczniemy. Apollo. Program Apollo zakończył się na siedemnastym wizycie. Znaczy na programie-
[03:32:48] - Oficjalnie, ale nieoficjalnie było dwadzieścia
[03:32:52] - Tak nieraz czytałem wszędzie, że-
[03:32:53] - Wyobraź sobie teraz startującego Saturna, którego dałoby się ukryć.
[03:33:01] - Nie dałoby się, bo jest za duży ciąg.
[03:33:03] - To jest bardzo duża rakieta. Tam ludzie stali w odległości ponad 10 kilometrów od tego, chcąc to obserwować w sposób bezpieczny. To nie jest tak, że poleciał balonem, doleciał i było cicho. Tego się nie dało ukryć. Trzeba zwrócić uwagę na to, że zmienił się wówczas prezydent. Społeczeństwo amerykańskie było już znudzone, już nie można było w jakiś sposób zaistnieć w dalszym ciągu kontynuując te loty, mimo że wszystko było przygotowane do następnych lotów, zaniechano tego. Nixon postanowił inaczej. Skupił się na bliskich orbitach, bliskich lotach i postawił na wahadłowce. Wahadłowce nic nie wniosły do rozwoju kosmonautyki, poza tym, że NASA mogła w ten sposób zbierać satelity szpiegowskie rosyjskie i badać je, jeżeli chciała. Takie było założenie główne.
To jest tak, jakby jeździć do pracy ciężarówką. To był całkiem nietrafiony i niedający aspekt.
[03:34:28] - Czyli cały ten film to wszystko to jest w takim razie wielka jedna ściema, to, co mówią. Właśnie się nad tym zastanawiałem.
[03:34:35] - Wiele rzeczy, które dotyczą programu Apollo, to jest jedna wielka ściema i naprawdę trzeba bardzo wybiórczo to traktować. Podobno ściemą są prawdopodobnie według mnie na Antarktydzie wybudowane piramidy. Do tej pory trzeba wziąć pod uwagę to, że na Antarktydzie w dalszym ciągu utrzymuje się lód i ten lód nie ma-
[03:35:02] - Ale chcę powiedzieć to, że stacjonują tam naukowcy i tam jest ta amerykańska baza McMurdo i tam pełno jest tych amerykańskich żołnierzy i coś tam robią. Jak by była zwykła baza, to by byli tylko naukowcy, a tu są też żołnierze wojskowi.
[03:35:16] - To jest też poligon, po prostu trzeba terytorium zająć, żeby przeciwnik go nie zajął. Na tej zasadzie. Jeżeli walczysz z Rosją, która większość swego areału, który zajmuje, trochę się źle wyraziłem, ale mniej więcej o to chodzi, to są tereny wiecznej zmarzliny, to najlepszym poligonem będzie Antarktyda i wszystko, co się tam z tym wiąże. Do ochrony naukowców najlepiej też jest wziąć wojskowych, bo chodzi głównie o sprzęt, wykorzystanie tego sprzętu, ale także i duży poligon. Owszem, można jeździć po Alasce, ale tam wtedy się odkrywa to, co się tam ma. Te wszystkie programy HAARP i te wszystkie inne, które faktycznie coś tam mogą działać, są na Alasce daleko od wszystkich. Natomiast rzeczy być może jeszcze bardziej tajne, trzeba przenieść całkiem gdzie indziej. Tam są jakieś badania prowadzone, ale jakie, to nie wiemy.
[03:36:41] - Dobrze, ja dziękuję ślicznie. Chciałem tylko pozdrowić was wszystkich. Powiem tylko tyle, że fantastyczną robotę robicie. Te audycje radiowe są po prostu the best. Moim zdaniem jesteście lepsi od „Hiperprzestrzeni” McClouda, bo McCloud czasami, to jest moje zdanie, że McCloud czasami za dużo zrównuje szczegóły i po prostu gada tak jakby zapętlony. Pod tym względem macie u mnie plus, bo wasze audycje są konkretne i ciekawe na temat. I takie jeszcze pytanko, co się stało z tymi debatami niekontrolowanymi? Bo była seria „Debaty Niekontrolowane” i nagle przycichło.
[03:37:11] - To znaczy debaty niekontrolowane są emitowane w czasie, kiedy nie są emitowane debaty ufologiczne. Bo to jest tak, że debaty ufologiczne emitujemy od września do kwietnia, a w pozostałym okresie emitujemy debaty niekontrolowane, tak żeby nie gadać sobie tylko o UFO.
[03:37:30] - Dobra, dzięki. To jest naprawdę dobra robota. Do waszej części dzwonię, po prostu naprawdę muszę pogadać z wami. Naprawdę konkretni ludzie. Dobra, dzięki. Trzymaj się.
[03:37:39] - Dzięki, dzięki.
[03:37:39] - Zostawiam cię na odbiór.
[03:37:40] - Dzięki wielkie.
[03:37:40] - Cześć. To był Jesian. Panowie, jakbyście mieli wybrać swój pseudonim z nazwą drzewa, to jakie to by było drzewo? Ivellios?
[03:37:50] - Ciężko coś wybrać. Coś wysokiego. Może palma? Patrząc na mój wzrost i moje włosy.
[03:37:57] - Ja mam z kolei takie nazwisko, że żaden pseudonim mi się nigdy długo nie utrzymywał. Osoby, które mnie nowo poznawały ze słyszenia bardzo często zwracały się w ten sposób. „Faktycznie tak się nazywasz?” Raczej nie potrzebuję czegoś takiego.
[03:38:16] - Mnie się na przykład Kocik z wierzbą kojarzy.
[03:38:19] - Kotki takie.
[03:38:21] - Wierzba. Panie Amerek?
[03:38:24] - Ja nie wiem, czy to jest mój pseudonim, ale lubię brzozy. Chciałbym jeszcze na chwilę do tego, co powiedział słuchacz. Otóż ta historia o Monie Lizie z Księżyca, o Apollo 18 jest niezwykle nośna, niezwykle interesująca i taka, która pobudza wyobraźnię. I rzeczywiście, jak się ogląda różnego rodzaju materiały w internecie, wyobraźnia naprawdę wchodzi na wysokie poziomy. Ja w tej chwili nie jestem w stanie rozstrzygnąć, czy to się opiera na prawdzie, czy nie.Powiem tak, że moja natura fantasty zmierza w tę stronę, że tak, świetna historia, ale z drugiej strony to jest świetna historia, która ma sporo luk. Sporo takich dziur, które są ewidentne. Arek na przykład o nich mówił.
[03:39:33] - Ta lalka wygląda, jakby była po prostu zrobiona z taniej gumy.
[03:39:38] - Dokładnie. Ale ja oddzielam to, co jest prawdą od tego, w co chcemy wierzyć. Właśnie to chciałbym podkreślić, że to jest pewna słabość nas wszystkich, a w każdym razie ludzi, którzy w internecie się poruszają, że my w niektóre rzeczy bardziej chcemy wierzyć. Inaczej: chcemy w nie wierzyć i nie zwracamy uwagi na to, że one czasami są grubymi nićmi szyte. Po prostu. I w związku z tym doradzam ostrożność i doradzam, żeby nawet atrakcyjne historie, takie historie, które mrożą krew w żyłach albo sprawiają, że nasza wyobraźnia pracuje na wzmożonych obrotach, to mimo wszystko doradzam ostrożność. Bo internet to jest takie medium, w którym właściwie może się pojawić wszystko. I jeszcze na chwilę chciałbym wrócić do Platona i dialogów, w których między innymi o Atlantydzie jest mowa. Otóż jeśli chodzi o Platona, to problem, że wszystkie jego dzieła naukowe, tak to określmy, tak naprawdę zaginęły. One nie dotrwały do naszych czasów.
Natomiast to, co dostaliśmy, czyli „Dialogi”, to profesor Sytnyk przedwetyński, filozof takiej dobrej klasy, zwykł nazywać takimi harlekinami filozoficznymi. „Dialogi” to jest właśnie coś takiego, gdzie Platon w sposób przystępny opowiada o swojej filozofii i to opowiada za pomocą takiego właściwie na poły dramaturgicznego zapisu. Czyli mamy do czynienia z zapisem sztuki, gdzie Sokrates mówi coś tam, a jego adwersarz mówi coś tam. To właściwie mamy do czynienia z utworem scenicznym, w którym przedstawione są pewne tezy natury filozoficznej, natury naukowej, a wszystko to jest przedstawione w sposób taki, jak to powiedziałem na początku, przystępny. W związku z tym ja nie przywiązywałbym się do wszystkich tez, które głosi Platon. Mam na myśli faktografię. To znaczy bardzo często Platon, żeby dowieść pewnych swoich tez natury filozoficznej, bo przecież pamiętajmy, że przede wszystkim był filozofem i to w starożytnej Grecji to nie było byle co być filozofem. To byli jednak ludzie, którzy w znacznym stopniu oddziaływali na ówczesne społeczeństwo, w związku z czym on głosił pewne tezy, posługując się przy okazji różnymi opowieściami, żeby pewne tezy swoje przybliżyć, żeby stały się bardziej dostępne dla przeciętnego odbiorcy. Nie bez przyczyny podkreślam tu tę tezę o tym, że to były takie filozoficzne harlekiny, a w związku z tym te wszystkie opowieści, chociażby o Atlantydzie, także należy na nie patrzeć bardzo ostrożnie. Bo tak do końca nie wiadomo, czy opowieść o Atlantydzie służyła temu, żeby pewne tezy filozoficzne wygłosić, czy też temu, aby opowiedzieć pewną historię o zaginionym lądzie.
Bardzo ciężko to oddzielić i jeśli w ogóle można oddzielić jedno od drugiego, to myślę, że na pewno ja się tego nie podejmuję i nie wiem, czy ktokolwiek się tego podejmie. Zwracam tylko uwagę, że Platona i jego przekazy należy traktować bardzo ostrożnie i powoływanie się na jego sądy o Atlantydzie, ja bym to mimo wszystko czynił bardzo ostrożnie. I to jeśli chodzi o Platona, to mniej więcej tyle. Dziękuję.
[03:44:16] - Dzięki. Fakt faktem jest, że nikt więcej w tamtym okresie o tej Atlantydzie nie wspominał. Z drugiej strony nie możemy mieć pewności, że jest to jedyne źródło, które przetrwało. To też tak można powiedzieć.
[03:44:28] - Halo, halo?
[03:44:28] - Panowie, dodzwonił się do nas jeszcze raz słuchacz Arek. Witamy, jesteśmy już na Antonim.
[03:44:35] - Zachęcony, ośmielony panem Jesionem postanowiłem zatelefonować po raz trzeci. Jeśli nękam panów i wyczerpałem limit, to przez najbliższe trzy debaty mogę się nie odzywać.
[03:44:48] - Może pan dzwonić, to woli.
[03:44:52] - W każdym razie kiedyś wspomniałem, że od niedawna, że tak powiem, słucham Radia Paranormalium i że wysłuchałem wszystkie panów debaty i tematy, kwestie, które poruszaliście dzisiaj, były zawarte w piątej, szóstej i 16. debacie. Co nie znaczy, że wyczerpują temat. Absolutnie. Jeszcze można zrobić 16 i nadal będziemy mieli pytania bez odpowiedzi. Natomiast od roku jestem w ogóle internautą tylko dzięki córce, bo córka jest za wodą i tam od urodzenia mieszka, więc chodzi o kontakt Skype'owy i tyle. I co mogę stwierdzić? Internet jest pełen informacji, ale nie wiedzy. To taka moja konkluzja.
[03:45:31] - Trzeba płacić im za to, co nie?
[03:45:35] - Z wyłączeniem takich audycji jak panów, bo wy prezentujecie wiedzę. Co więcej, nie uzurpuje sobie panowie prawa do jakichś aksjomatów, że jesteście wyroczniami, co niestety czyni od pewnego momentu Hawking, jak stał się celebrytą. Pycha kroczy tuż przed upadkiem. Czego mu nie życzę, bo absolutnie jestem daleki od złych życzeń dla kogokolwiek. W sprawie przydomków, szanowny pan prowadzący w nazwisku ma przydomek, bo jest z Enki, tak? I to nie byle jaki ma przydomek.
[03:46:19] - Gdyby pan miał sobie wybrać jakiś przydomek, to co by to było?
[03:46:25] - Ja? Aż tak wysoko sam siebie nie cenię. Ale w kwestii boskich chciałbym jeszcze jedno, może trzy zdania, bo wszystko zależy od definicji. Mam dość ugruntowane poglądy co do religii i tutaj powiem coś, co mi się bardzo nie podoba. Powiem tak: w kwestii intelektualnej religie wszystkie są szkodliwe. Mógłbym je chronologicznie wymienić z punktu widzenia socjologa i która jest najbardziej, która najmniej szkodliwa, więc czynią ogromne spustoszenie. Natomiast na płaszczyźnie społeczeństwa obawiam się, że są niezbędne, mimo wielkich krzywd, jakie wyrządzają na przestrzeni historii. To są niezbędne. Może kiedyś, bo to dłuższa byłaby dyskusja. I teraz konkludując, córce poleciłem, żeby na moim nagrobku napisała coś takiego: „Ja już wiem, a wy jeszcze nie.” To jest mój pogląd na kwestie boskie.
[03:47:29] - Panie Edku, bo tutaj pan mówi o szkodliwości religii. A czy nie zdaje się panu, że teraz nie jesteśmy świadkami tego, że powoływana jest do życia zupełnie nowa religia, która będzie łączyła to, co tradycyjne-
[03:47:44] - Oczywiście. Zdecydowanie tak
[03:47:45] - ... z cechami transcendentalnymi, ezoterycznymi, powiązanymi z jakąś filozofią kosmiczną. To jest trochę niepokojące, bo wszyscy wyobraźcie sobie-
[03:48:00] - Może być tak, że dożyjemy czasów, w których to czasach pojawią się nowi cofłani, nowi, starsi, mądrzejsi, którzy będą wiedzieli lepiej i będą nam mówili, co mamy jeść na śniadanie, a co na kolację. Co nie jest w ogóle bardzo trudne, bo w ogóle jako społeczeństwa ogólnoświatowe nawet nie kontrolujemy swoich myśli. I tutaj taki wniosek do poprzedniej debaty w kwestii sterowania pojazdami. Być może, że istoty, które kontrolują swoje myśli, potrafią sterować myślą. Użyjmy troszeczkę wyobraźni. Jeśli byśmy raz zobaczyli ilustracje mitycznej, niemitycznej planety Nibiru, to w jakim czasie byśmy się później mentalnie tam przenieśli? To jest moment. Ale to już pojechałem po bandzie bardzo. To tyle panowie. Dzięki w ogóle, że jesteście.
Natomiast mówię w kwestii takiej puentującej całość tego, co powiedziałem, to mówię, internet jest pełen informacji, natomiast nie wiedzy, bo to są dwie bardzo fundamentalne różnice. Większość informacji, które są na różnych portalach, bo ja mam dużo pracy, pracuję 30 minut dziennie, więc jak wspomniałem kiedyś, wszystko inne robię przy okazji, a zajmuję się zgłębianiem różnych tajemnic. To są celowo tworzone po to, żeby wzbudzić jakieś emocje, jakieś dyskusje. Trochę ja to przyrównuję troszeczkę do wypowiedzi kiedyś Stanisława Wiesława. On na jednym z plenum użył takiego zwrotu „powinniśmy, należy wzmóc” i potem rzesze średniej klasy myślicieli zastanawiali się, cóż ten człowiek miał na myśli? A to był zwykły lapsus. I to samo jest z informacjami, które znajdują się w internecie. To już kiedyś chyba Lem określił w jakimś z wywiadów, że gdyby nie internet... Lem? A może mogę się mylić.
Wybaczcie panowie, że gdyby nie internet, nie wiedziałbym, że jest tylu różnych ludzi na świecie.
[03:50:06] - Tak, to Lem powiedział.
[03:50:07] - Troszkę inaczej powiedział.
[03:50:08] - Ja na przykład-
[03:50:09] - On to tak powiedział. On to tak powiedział rzeczywiście.
[03:50:12] - Ja na przykład teraz, jak pan powiedział o tej dezinformacji, to sobie wszedłem na stronę jednego z największych polskich tabloidów i dowiedziałem się na przykład, że czekajcie, czytam, że na przykład żeni się syn Marcina Millera, tej gwiazdy disco polo. Gdybym nie wszedł, gdyby mnie pan nie podpuścił, to bym o tym nie wiedział i teraz nie będę spał pół nocy przez to.
[03:50:37] - Po prostu urzekła nas wszystkich ta historia. Nie wiem, czy dam radę sobie dalej, czy się pozbieram. Ale panowie, tak to działa. W związku z tym wcale nie przesadnie mówiłem kiedyś wcześniej, że jesteście panowie radiem elitarnym. Wiecie co, panowie? Proszę wybaczyć, wątek osobisty. Kiedyś, dawno, dawno temu prowadziłem pewne takie tam wykłady dla studentów. Oni chodzili tacy rozchichani i w ogóle i ówczesny zarządca, nazwijmy go Leoncjo, mówi do mnie: „dlaczego oni wchodzą tacy zadowoleni, a wychodzą smutni?” A on mówi: „Mówię prawdę.” No i po jakimś czasie skończyły się wykłady. Chodzi o co? O tworzenie gadających małp, bo one są sterowalne, a każdy, kto myśli samodzielnie lub inaczej, no to...
Ale to miało zresztą pozytywne skutki o posadę w firmie nocnej. Dzięki temu mogę pracować 30 minut dziennie.A tak byłbym jakimś średniej klasy sfrustrowanym wykładowcą, który by mówił to, czego nie chce mówić. To tyle. Pozdrawiam panowie i do usłyszenia. Do miłego kłaniam się. I jeszcze jedna kwestia, ale się rozgadałem. Bardzo przepraszam. No to już wiem, jaki bym miał pseudonim.
[03:52:05] - Jeszcze raz do kolegi, co poprzednio, bo tu jest 1:32. Miła moja osoba cię ośmieliła i tak dalej, ale sam zauważ to, że religia zależy od punktu widzenia człowieka. Jeden wierzy na przykład w Jezusa, drugi wierzy w Allaha, trzeci wierzy w czegoś innego. Na przykład w hinduizmie masz wiarę, że wierzą na przykład w demony, w złe demony i tak dalej. Po prostu wierzą. I tak samo to zależy od koncepcji wejścia.
[03:52:34] - Od koncepcji wejścia w co?
[03:52:40] - Od koncepcji wejścia. Co wyznajesz, w co wierzysz, tak będziesz kierował swoje życie. Jeszcze do tego dojdzie twoje środowisko naturalne, w którym się obracasz i tak dalej. Jeśli się wychowujesz w chrześcijaństwie, to od podstaw rodzice ci wpajają wartości. Na przykład chodzenie do kościoła, na religię.
[03:52:54] - Religie mają niewiele wspólnego z wartościami.
[03:52:56] - Ale wartości wypracowujemy z czasem.
[03:53:01] - To jak są wpajane, to o jaki czas chodzi? Ja powiem tak: jeśli ktoś nie ma zaburzonej emocjonalności i potrafi, ja mam takie swoje niesympatyczne jednak określenie, odróżniać guano od szparogu, to niepotrzebna mu jest religia. Ależ powiedziałem to, że w warstwie społecznej religia jest niezbędna.
[03:53:25] - Ale religia służy do kontroli. Zwróć na to uwagę, że religia służy do kontrolowania mas, prawda?
[03:53:33] - To właśnie ma na myśli, że religia jest niezbędna. Żeby ludzie nie mordowali na ulicach.
[03:53:43] - Tak, dokładnie. Bo religia nadaje ci wartości. Religia tak samo kontroluje masami.
[03:53:48] - Tyle tylko, że są to tak oczywiste oczywistości, cytując klasyka, że nie wiem, czy na Radio Paranormalium można mordować. My sobie możemy porozmawiać, ale są ludzie, którzy mają znacznie większą wiedzę i może nie zaśmiecajmy głowy tym panom, bo lepiej słuchać ich niż nas. To tyle.
[03:54:09] - Dokładnie. Dobra.
[03:54:11] - Dziękuję serdecznie.
[03:54:13] - Dziękuję.
[03:54:14] - To nieprawda, że lepiej słuchać nas niż was. Dlatego, że bardzo cenimy wszelkie telefony słuchacza Edka i Jesiona. Także zapraszamy.
[03:54:24] - Troszkę to się pokrywa z pewną rozmową, którą dzisiaj odbyłem z koleżanką na uczelni i ona mi opowiadała kiedyś coś takiego, że w dzieciństwie pisała zawsze wszystko lewą ręką, ale zawsze wszyscy ją urabiali, żeby pisała prawą. I teraz jej córka, jej dziecko też pisze lewą ręką i też wszyscy to dziecko urabiają, przypominają, że pisze się prawą. Także jeżeli urodziłeś się wśród owieczek, to musisz podążać za stadem.
[03:54:57] - Nie na darmo jest to przysłowie: jak będziesz między wilkami, musisz klaskać tak jak one. Nie na darmo się to wzięło.
[03:55:03] - Nie. Trzeba myśleć samodzielnie.
[03:55:06] - Tak, ale czasami jest taka sytuacja, że jak będziesz myślał samodzielnie, to możesz się okazać nagle, że jesteś sam, że nie masz nikogo, że nie masz przyjaciół, że nie masz nikogo, że jesteś sam, a wszyscy są przeciw tobie. Czasami trzeba się umieć dostosować do ogółu, bo nie przetrwasz.
[03:55:18] - Żyjemy w świecie daleko posuniętej hipokryzji. Natomiast intelektualna samotność nie musi być czymś złym, jeśli jest to zgodnie z własnym poglądem. To po pierwsze. A po drugie Radio Paranormalium jest dowodem tego, że jednak są takie alternatywne sposoby myślenia, które niczego nie narzucają, natomiast poddają wątpliwości wiele kwestii. I to jest bardzo dobry przykład na to, że nie trzeba w te wrony i krakać i tak dalej. Można iść w takim nurcie.
[03:55:51] - Ale sam wiesz, że człowiek to obyczaj, człowiek to zwyczaj. Każdy ma swój inny punkt widzenia, każdy ma inne odniesienie do innych spraw.
[03:56:00] - W pewnych kwestiach słuchaczy Paranormalium, Radia Paranormalium są zbieżni. Krótko mówiąc, samo zainteresowanie się tą kwestią, która jest gdzieś tam zbywana, wpychana na margines z różnych powodów, tu mógłbym mnożyć, do rana bym dyskutował, jest dowodem na to, że jednak jest grupa osób, która myśli samodzielnie i chce wiedzieć więcej. Więcej na tematy, na które nawet może nigdy nie znajdzie się odpowiedzi. Ale tu się kłania filozofia. Filozofia jest matką nauk, bo uczy myślenia abstrakcyjnego i to jest podstawa zadawania pytań. Pytań nawet, które mogą z początku wydawać się irracjonalne. Ale samo zadawanie pytań.
[03:56:46] - To musimy stworzyć wróżek osobowy, żeby móc narzędzia rozpoznawać. Jeśli mamy jakieś coś, to musimy stworzyć narzędzia, na podstawie których będziemy to analizować.
[03:56:55] - Panowie, włączmy jeszcze jednego słuchacza, bowiem dołączył do nas właśnie jeszcze kolejny słuchacz telefoniczny. Witamy, jesteśmy na antenie.
[03:57:03] - Dzień dobry, witam kolegę.
[03:57:05] - Witam kolegę.
[03:57:06] - Mam nadzieję, że mnie słychać.
[03:57:08] - Słychać bardzo dobrze.
[03:57:10] - Słychać.
[03:57:12] - Jeszcze raz chciałem panów pozdrowić. Słuchałem wszystkich audycji jak dotąd. Nazywam się Krzysiek i w sumie dużo można byłoby mówić, ale jedną rzecz chciałem powiedzieć. Ja już mam ponad 50 lat i w życiu bym nie przypuszczał, że dawno temu w szkole podstawowej robiłem wypracowanie, jak będzie wyglądał świat w roku 2000. W życiu bym nie przypuszczał, że ten XXI wiek będzie wiekiem wojen religijnych. Tak to chyba można trochę określić.
[03:57:45] - To tak à propos właśnie tematu wpływu religii na społeczeństwo. Natomiast jeżeli chodzi o pozostałe sprawy, bardzo sobie cenię to, że panowie nie głoszą prawdy objawionej, tylko dyskutujecie na tematy i pozostawiacie furtkę, żeby każdy sobie myślał na ten temat, co myśli i co może jeszcze wymyśleć. Pewne rzeczy są kontrowersyjne, jak na przykład podejście do nauki. Ponad 20 lat pracowałem na uczelni i wiem, jak to wygląda z drugiej strony. Ta robota to jest takie koło-
[03:58:20] - Słoik z nakrętką, w której jest dziurka. Przepraszam bardzo, że wszedłem w słowo.
[03:58:24] - Tak, można by tak powiedzieć, ale nie wiem, czy za tym się kryje jakaś spiskowa teoria, przynajmniej w mojej działce. Natomiast na pewno nauka się strasznie rozdrobniała i w tej chwili może 10% osób na świecie, które się tym zajmują, coś robią sensownego. Cała reszta robi po prostu tak zwane science.
[03:58:46] - Jeśli można, jest ogromny rozziew pomiędzy uciekającą cywilizacją a nauką, nazwijmy szumie akademicką. Nauka się zwija. Pamiętam taki czas, kiedy w szkole średniej jeszcze była astronomia. W tej chwili gdzieś jakaś sonda była, w jakimś mieście, już nie pamiętam, gdzie pytanie było postawione. To chyba Bernatowicz pytał o to: co by pan, pani zrobiła, gdyby na swojej drodze spotkała homo sapiens? Odpowiedzi były po prostu żałosne.
[03:59:16] - Przeczenie w tej chwili ewolucji to nic innego jak wstęp do Boga.
[03:59:20] - Nauka w tej chwili polega przede wszystkim na tym, żeby przetrwać od pierwszego do pierwszego i być poprawnym politycznie.
[03:59:25] - Dokładnie. Czytam tych firm, ale akademia nie może załapać.
[03:59:28] - To jest prawda.
[03:59:28] - Bo to jest tak zrobione, żeby człowiek mało myślał, żeby człowiek nie miał swojego zdania, żeby go kontrolować za pomocą religii, pracy i żeby był po prostu niewolnikiem, żeby nie miał swojego zdania, żeby nie myślał za dużo. Tak samo jak pracowałem w koreańskiej firmie, to mi kiedyś Koreańczyk powiedział, dlaczego u nich jest komunizm. Ja się pytam, dlaczego? On powiedział: „Bo człowiek nie myśli, partia za niego myśli, a jak człowiek zaczyna myśleć, to jest niebezpieczny, bo jak myśli, to rodzi się rewolucja”. Tak mi kiedyś Koreańczyk powiedział. Pracowałem u niego i coś w tym jest z pewnością.
[03:59:56] - I to był, myślę, południowy Koreańczyk. Nie mówię o północnym.
[04:00:02] - Ja akurat jestem z Wrocławia i to było na Biskupicach Podgórnych w LG Electronics. Powiem szczerze. Kiedyś mi powiedział.
[04:00:10] - Natomiast ja za absolutny rekord świata uważam najlepszą panów audycję: Audycja Przełęczy Diatłowa. Ona była chyba najlepiej i najbardziej profesjonalnie przygotowana. Takiej audycji miejsce brakuje i ciągu dalszego. Zresztą w ogóle tematy Związku Radzieckiego, obecnie Rosji, Syberii, tego, co tam jest, są bardzo ciekawe, ale ja tutaj nie chcę się na ich temat wypowiadać, bo niewiele na ten temat wiem. Jeśli można, panowie, pragnę zwrócić delikatnie uwagę, że korzystamy z grzeczności panów prowadzących i myślę sobie, że w gronie osób o wspólnych zainteresowaniach trzeba wykazywać się ogromną tolerancją. A dlaczego? Właśnie dlatego, że jesteśmy w gronie osób bliższych sobie. Ale nie nadużywajmy tejże tolerancji. Dlatego jeśli panowie pozwolą, to wszystkich bardzo gorąco i serdecznie pozdrowię i rozłączę się, nie chcąc nadużywać tejże tolerancji. Do usłyszenia.
[04:01:11] - Do usłyszenia. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego. Ja też nastawiam się na odbiór.
[04:01:15] - Do miłego, pozdrawiam, kończę. Cześć.
[04:01:17] - Ja już też nie będę nadużywał cierpliwości i życzę wszystkim dobrej nocy.
[04:01:21] - Dziękujemy bardzo serdecznie wszystkim panom dzwoniącym i w ogóle wszystkim dzwoniącym i słuchającym tej audycji. Może panowie chcielibyście jakoś odpowiedzieć słuchaczom? Darku, ty mi się podświetliłeś teraz na Hangoutcie, więc może ty.
[04:01:36] - To może ja. Powiem tak: z panów wypowiedzi ja chciałbym tylko zwrócić uwagę, że z większością wypowiedzi się zgadzam, natomiast chciałbym zwrócić uwagę, przynajmniej z mojego punktu widzenia, dosyć ważne rozróżnienie jest pomiędzy religią instytucjonalną, taką, która ma za sobą kościoły, ma za sobą funkcjonariuszy kultu, jak to się mówi o religioznawstwie. Chciałbym to odróżnić od religii, nazwijmy ją prywatnej albo religii takiej, która nie wiąże się z instytucją, wiąże się raczej z osobistym przekonaniem. To jest kwestia, która wcale nie jest nowa. Ona jest obecna w myśli ludzkiej już od długiego czasu, ale jeśli byśmy chcieli szukać jakichś twardych, ostrych korzeni, to przynajmniej musimy się cofnąć do XVIII wieku. Tam znajdziemy ludzi, wybitne umysły wybitnych myślicieli tamtego czasu, którzy twierdzili, że oprócz religii instytucjonalnej, takiej związanej z poszczególnymi kościołami, jest też coś, co troszeczkę później zostało nazwane religią naturalną. Religią, która wypływa z osobistych przemyśleń każdego człowieka. To nie zawsze jest panteizm, to nie zawsze wiąże się z tego rodzaju podejściem do religii. To czasami jest czysto osobista refleksja na temat tego, czy wierzyć, czy nie wierzyć, jak wierzyć i w co wierzyć. I bardzo często z takiej racji, z czystego przemyślenia wynika człowiekowi, że nie jest tak, że nie ma nic, że raczej coś jest po tej drugiej stronie.
Tylko być może nie jest to dokładnie to, co głoszą tak zwane religie instytucjonalne. Ja oczywiście nie zajmuję stanowiska w tej kwestii. Chciałbym tylko po prostu dołączyć do całej dyskusji, zwrócić na to uwagę, że rzeczywiście jest tak, że kiedy religia staje się instytucją, kiedy staje się pewną maszynką, pewnym tworem, organizacjąTo wówczas pojawiają się też zjawiska patologiczne i wtedy rzeczywiście bardzo często robi się nieprzyjemnie. Robi się tak, że zanika człowiek, zanika jednostka, pojawia się mniejsza lub większa polityka. Wtedy pojawiają się problemy. Natomiast ta religia, którą nazwijmy za jej twórcami religią naturalną, teologią naturalną, to jest coś, co bardzo często ludzie w sobie pielęgnują i myślę, że należy zwrócić na to uwagę i brać to pod uwagę, że religia to nie jest tylko wielki kościół, wielki budynek i wielki splendor, tudzież jakieś wielkie uroczystości, ale także osobiste przeżycie, czasami przeżycie natury mistycznej. To tyle. Dziękuję.
[04:05:16] - To może oddajmy głos jeszcze Arkowi Gocikowi. Arku, może chciałbyś coś tutaj dodać, odpowiedzieć?
[04:05:22] - Podobnie jak słuchacz, który ostatnio dzwonił, wypowiadał się, również nigdy bym nie przypuszczał, że w XXI wieku władzę w niektórych państwach przejmą jacyś fanatycy religijni, że ludzie będą sobie ścinać głowy dlatego, że ten powiedział tak, a ten nie wierzy w ogóle w Boga i dlatego mu trzeba głowę obciąć. Nigdy bym nie przypuszczał, że zostaną podważane na przykład loty na Księżyc. Nigdy bym nie przypuszczał, że ktoś będzie na tyle głupi i będzie występował z teorią, że Ziemia się nie może kręcić, jest w środku świata i Słońce się kręci. Z takimi wystąpieniami mieliśmy do czynienia tutaj. Nigdy bym nie sądził, że cały świat praktycznie stanie w tej chwili w stan wojny religijnej, przy jednoczesnym bardzo dużym postępie technologicznym. To jest coś strasznego i takiego, co nakazuje patrzeć pesymistycznie na dalsze nasze dzieje i w zasadzie ugruntowuje nas w takim przekonaniu, że mało powiedziane, że świat schodzi na psy, ale to są ostatnie dni wolnego świata, bo po prostu nie widać światełka w tunelu. Wszędzie dochodzą do głosu jakieś nacjonalistyczne siły, które sobie stawiają za cel osiągnięcie tylko władzy i nie daje jakiejś wizji rozwoju tej planety tym ludziom. Naprawdę to jest straszne. W jakiejś książce fantastycznej był taki opis startu rakiety z Gujany, którą obserwowali Indianie, którzy nie mieli nic wspólnego z cywilizacją. Byli nowo odkrytymi Indianami.
I taka rzecz faktycznie ma miejsce. Świat jest po prostu bardzo dziwny. Dziękuję. To tyle. Życzę wszystkim dobrej nocy i do usłyszenia.
[04:08:01] - Dziękujemy bardzo Arku. Do usłyszenia.
[04:08:03] - Również dziękuję.
[04:08:05] - Ja tylko dodam tyle, że rzeczywiście z naszego punktu widzenia wszystko wydaje się postawione na głowie. Nie zapominajmy o jednej rzeczy, bo wszyscy mówią, że tutaj głównym problemem jest islam na przykład. Nie chcę bronić fanatyków. Sam jestem człowiekiem dalekim od jakiejkolwiek religii dlatego, że wiele z nich przerobiłem i uważam, że tak naprawdę nie ma co zawracać pałąka takimi błahymi sprawami jak niektóre sprawy religijne. Natomiast jeżeli chodzi o islam, to wcale nie jest tak, że ten islam jest taki zły. Problem polega na czymś innym. Zachód spija teraz śmietankę polityki, którą mocarstwa kolonialne prowadziły przez kilka dobrych dekad. I tak naprawdę ta rewolta islamska, która się dokonuje, to jest odpowiedź tych ludzi, którzy są ciemiężeni przez imperializm amerykański i zachodni, a nie mają innych możliwości wyboru. Dlatego, że nie zapominajmy, że Bliski Wschód, w ogóle wszystkie państwa islamskie, arabskie to nie są państwa narodowe, tak jak znamy z Europy, tylko jedyną rzeczą, która je łączy, jest islam. To jest jedyna ich platforma do rozmowy.
Tak naprawdę, jeżeli chodzi o patologie w tym świecie, to oczywiście są dlatego, że islam nie ma jednego przywódcy, jest w ogóle mocno pokręcony. Patologia w tym świecie wiąże się na przykład z tym, że tam religia przejęła większość obowiązków normalnego życia. Tam człowiek europejski by się nie odnalazł, bo włącza telewizor, na jednym kanale mułła tłumaczy przypis z hadisów numer 4670, na drugim 630 na przykład. Także to jest trochę dla nas trzepanie mózgu. Nie oszukujmy się, że cywilizacja islamska nie potrafi sobie poradzić z tym, żeby sobie wypracować coś więcej. Natomiast nie oszukujmy się, że dla nich to jest jakaś forma oporu przeciwko temu, czego oni doświadczyli przez te wszystkie lata ze strony... państw zachodnich i że to jest próba odpowiedzi na problemy, które były. Nie mamy się czemu dziwić, że są w XXI wieku fanatycy religijni, dlatego że świat został tak ukształtowany, że jest to samonakręcający się zegarek. Niestety smutne w tym wszystkim jest to, że miliony z arabskiej ropy, które mogłyby zostać wydawane na rozwój, są wydawane na jakieś pierdoły. Zresztą sam Mahomet powiedział, że przyjdzie taki czas, kiedy góra w Mezopotamii urodzi złoto, a potem powiedział, że przyjdzie taki czas, kiedy po islamie 1400 lat po jego śmierci nie zostanie nic oprócz nazwy.
I się nie mylił tak naprawdę. Dyskusje o religii są trudne, ale moim zdaniem jesteśmy homo sapiens. To jest tylko religia. Może ją nam zaszczepili nauczyciele z kosmosu. Na tym bym poprzestał. To mówiłem ja, Piotr „od drzew” Ćriebias, bo nie pytaliście się mnie, jaki bym sobie obrał pseudonim drzewny. To już mówię, że „od drzew”. Marku, a co za tydzień?
[04:11:33] - A co za tydzień? Z tego, co pamiętam chyba hybrydy.
[04:11:39] - Tak, bo przecież to ja nawet powiedziałem, co za tydzień hybrydy. Za tydzień się spotkamy. Będziemy mówić o programie depopulacji i o hybrydach, także będzie mnóstwo kontrowersji. Mamy nadzieję, że Chris wyzdrowieje i będzie z nami, bo jego głos się liczy tutaj mocno. Ja chciałbym podziękować chłopakom dzisiaj za pięć godzin owocnej dyskusji. Także dziękuję, Marku. Dziękuję, Arku.
[04:12:04] - Dziękuję. Arek już chyba nieobecny. Dziękujemy Arku jeszcze raz. I dziękujemy oczywiście Piotrowi Ćriebiasowi, bez którego tych wszystkich debat ufologicznych już prawie 70 tak naprawdę nigdy by nie było. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[04:12:21] - Dziękuję jeszcze raz. Bardzo mi miło. Zachęcam wszystkich do czytania „Nieznanego Świata”, bo tam niebawem spory artykuł o nauczycielach z kosmosu, także zachęcam mocno. Dobranoc. Pozdrawiam wszystkich, którzy dzisiaj do nas dzwonili, dlatego że ich głos naprawdę poruszył nas do poszukiwania nowych dróg. Pozdrawiam.
[04:12:46] - Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Zanim powiem magiczne „dobranoc”, oczywiście jeszcze zachęcę wszystkich, którzy mieli sposobność obserwować kiedyś niezidentyfikowane obiekty latające do podzielenia się z nami relacją, najlepiej pod adres e-mail radio@paranormalium.pl. W przypadku bardziej interesujących relacji umawiamy się również z naszymi słuchaczami telefonicznie na rejestrację. Zachęcam również do zaopatrzenia się w aplikacje mobilne Radia Paranormalium. W chwili obecnej posiadamy aplikacje na systemy Android oraz Windows Phone. Mamy zarówno aplikacje służące wyłącznie do odtwarzania naszego radia, jak i do korzystania z pełnych zasobów Radia Paranormalium na smartfonie, tablecie i na czym tam jeszcze nas państwo słuchacie. Także wystarczy w sklepie Microsoftu lub Google Play wyszukać po prostu nazwę Radio Paranormalium albo samo Paranormalium i już wyskoczą nam wszystkie aplikacje przygotowane przez nasze radio. Do usłyszenia w kolejnej debacie ufologicznej już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.
Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.