[01:12] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy pierwszą w roku 2017 debatę ufologiczną online. Dziś w debacie ufologicznej będziemy kontynuować temat: technologie UFO. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts są z nami: współprowadzący Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Witaj, Piotrze.
[01:34] - Witam serdecznie wszystkich.
[01:36] - Ufolog z Warmii i Mazur, z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Witaj, Arku.
[01:42] - Witam, dobry wieczór wszystkim.
[01:43] - Oraz pisarz science fiction, również współpracownik „Nieznanego Świata” i współgospodarz nadchodzącej audycji, o której pewnie więcej powiemy pod koniec, Marek Żelkowski. Witaj, Marku.
[01:54] - Dobry wieczór wszystkim. Pozdrowienia z Bydgoszczy.
[01:58] - Zanim przejdziemy do tematu głównego naszej dzisiejszej debaty, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium: numer telefonu 32 746 00 08, Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście, tak jak mówiłem, linię telefoniczną otwieramy po godzinie 21, ale kontakty warto już teraz sobie zapisać. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra oraz na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam przesyłać również pytania i komentarze, a także relacje z obserwacji UFO, na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panowie, dziś będziemy kontynuować bardzo trudny temat. Chodzi mianowicie o technologię UFO. Jakich napędów używają NOLe? Co pozwala im nagle pojawiać się i znikać?
Czy istoty nimi sterujące naprawdę są super zaawansowane? Panowie, Bob Lazar, jeden z najsłynniejszych tajnych informatorów, twierdził, że pracował przy latających spodkach z Zeta Reticuli, mówiąc, że mają one dość prosty system napędowy, ale bardzo oryginalne paliwo. Co sądzicie o jego rewelacjach i czy zaproponowany przez niego system jest w ogóle możliwy? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:35] - Dziękuję. W tamtej części naszej debaty poświęconej technologiom UFO staraliśmy się dość mocno odpowiedzieć na pytanie: „Jak to się dzieje, że te pojazdy się poruszają?”. Zapewne pamiętacie państwo, że naszym celem było ustalenie, jak to się odbywa od takiej sfery technicznej. Oczywiście wspomnieliśmy o innych hipotezach, które mówiły, że NOLe to tak naprawdę ani obiekty, ani niezidentyfikowane, ani latające. Czyli jest to coś, co pochodzi z naszej głowy, ale odpuśćmy już temu na dzisiaj. Powiedzmy, co przez te wiele lat, bo ten rok jest szczególnie symboliczny dla ruchu ufologicznego, dlatego że mamy bardzo okrągłe rocznice. W tym rocznicę w zasadzie współczesnej ery UFO, która jest okazją do tego, żeby podsumować to, co na ten temat wiemy. A jedną z najbardziej palących kwestii w tym, czym jest UFO i dlaczego się pojawia, jest to, w jaki sposób te obiekty się poruszają, jaki sposób napędu wykorzystują. Ponieważ ilości modeli i rozmiarów kształtów UFO jest tak wiele, trudno wskazać na jakiś jeden konkretny model. Natomiast na przykładzie tego, jak te obiekty oddziałują z otoczeniem, jak się zachowują, jakie są ich podstawowe właściwości w powietrzu, możemy wysnuć pewne wnioski.
Do jakich konkluzji żeśmy doszli w poprzedniej debacie? Po pierwsze, zaczęliśmy się zastanawiać, czy możliwe jest, że obiekty UFO wykorzystują napędy oparte o napęd atomowy. Tutaj doszliśmy do wniosku, że raczej nie, że jest to dość kontrowersyjne. Natomiast dziś powiemy o drugiej części tej hipotezy wysuniętej przez Stantona Friedmana, który jednak jako fizyk jądrowy dopuścił taką możliwość, że napęd atomowy zasila latający spodek. Uznaliśmy również, że w tej dyskusji o technologiach UFO są pewne dziwneNie do końca wyjaśnialne wątki, dlatego że wspominaliśmy na przykład o bardzo zastanawiającej rzeczy, jaką jest oświetlenie UFO, które de facto pojazdom rozpoznawczym z innej planety powinno nie być potrzebne. Obcy, którzy by tutaj przelatywali, raczej nie potrzebowaliby kierunkowskazów ani świateł przeciwmgielnych. I to tyle o poprzedniej debacie. A w dzisiejszej zajmiemy się kilkoma ważnymi kwestiami, między innymi tym, czy współczesne technologie, o których tak się wiele pisze i tak mało konkretnie niestety, mogą być krokiem, który zbliży ludzkość do zbudowania czegoś, co możemy nazwać własnym UFO. Jeszcze chciałbym zachęcić naszych słuchaczy do dzielenia się z nami swoimi refleksjami, swoimi przeżyciami, jeżeli takie macie. Chodzi przede wszystkim o obserwacje UFO i wszelkie niezwykłe doznania.
Dzwoniąc lub pisząc na adres radia. Ale powracając do Boba Lazara. Dlaczego Bob Lazar jest tak ważny w dzisiejszej dyskusji? Otóż ten człowiek, który pojawił się gdzieś pod koniec lat 80. w sferze publicznej, miał do zaoferowania bardzo dziwną historię. Podał kilka szczegółów odnośnie tego, jak NOLE mają latać. Bob Lazar to jedna z kluczowych postaci w ruchu ufologicznym swego czasu. Teraz raczej nie jest uważany za osobę wiarygodną, ale w drugiej połowie lat 90., kiedy znowu zaczęło się o nim robić głośno, dostarczył bardzo ciekawych informacji na temat Strefy 51. Większość z państwa pewnie kojarzy Lazara z jego dość interesujących opowieści na temat tego, co ma być tam przechowywane i w jaki sposób obcy mają oddziaływać na Ziemię. On twierdził, że to są istoty z systemu Zeta Reticuli, które są tutaj już chyba jakieś 10 000 lat, które posiadają swoje cele pod ziemi, które przylatują do nas w swoich dość mało skomplikowanych pojazdach i tak dalej.
Kluczowym elementem w tych szczegółach był magiczny pierwiastek ununpentium. Wtedy jeszcze niezsyntezowany, dziś już tak. Jeden z tych pierwiastków, których okres egzystencji jest bardzo krótki, czyli formalnie z naszego punktu widzenia stworzenie pojazdu zasilanego ununpentium nie wiem, czy jest niemożliwe. Na pewno jest to głębokie science fiction. Ale Bob Lazar mówił też o wielu innych rzeczach. Opisywał, jak wyglądały latające spodki, opisywał, jak to wszystko się odbywało i możecie sobie to państwo łatwo w internecie znaleźć nawet na wywiadach z Lazarem. Ale tutaj się zwracam do Arka Kocika. Arku, jak ty oceniasz w ogóle postać Boba Lazara? Czy to, co on mówił, w jakiś sposób do ciebie trafia? Bo nie oszukujmy się, że nawet na tle tych wszystkich Spearsów i innych bajkopisarzy Lazar wypadał nie najgorzej.
[09:42] - Tak, trafia do mnie, chociaż jest to postać bardzo kontrowersyjna. Jednak to, co on mówił, o czym opisywał i takie przykłady, jakie podawał, jak najbardziej w wielu sprawach się sprawdzały. Na przykład zabierał gości na pustynię, mówił konkretnie, że o tej i o tej godzinie będzie widoczny przelot obiektu. Jechali na tą pustynię i faktycznie o tej godzinie widzieli przelot świateł. Taką inną sprawą jest to, czy on faktycznie mógł być zapraszany do badań nad tą technologią. To wymagałoby raczej szerszej wypowiedzi. Szkoda, że tutaj nie ma akurat Chrisa, bo byłby bliżej i byłby w stanie to może bardziej przybliżyć. Niemniej jednak sam Bob Lazar, sama jego postać. De facto, jak zaczęli szukać dziennikarze, nie skończył szkół, o których mówił. Nie jest to jakaś ściema i atak na niego, tylko po prostu żaden z kolegów go nie pamięta, nie ma go w tablo szkoły.
Także faktycznie nie kończył tych szkół, o których mówił. Niemniej jednak jest on bardzo inteligentnym człowiekiem i to, co on robił z samochodami czy z różnymi innymi wynalazkami, raczej skłania ku temu, że mógł być zaproszony do tych badań. I ten pierwiastek. Mówił właśnie o pierwiastku o wysokiej liczbie atomowej i ten pierwiastek dopiero po jakimś czasie, 10 chyba latach czy po 12 latach udało się zsyntetyzować. Także fakt, że można powiedzieć, że ten pierwiastek jakiś tam wymyślimy i powiemy i za jakiś czas na pewno do niego naukowcy spróbują dojść.
[12:11] - Niemniej jednak jego wersja tego opowiadania, ten występ na początku w telewizji, w której był zakamuflowanym człowiekiem, mnie skłania ku temu, żeby wierzyć większości słów czy rzeczy, o których on mówi. Właśnie, bo to było tak, że Lazar, mimo że rozgłos zyskał w latach 90., pojawił się tak naprawdę na przełomie lat 80. i 90., czyli kilka lat wcześniej. Wyłuskała go w jakiś sposób telewizja z Los Angeles, między innymi słynny George Knapp. On wtedy przedstawiał się jako Denis. Nie chciał wtedy mówić. Dopiero po paru latach ujawnił swoją prawdziwą tożsamość, mówiąc, że był pracownikiem strefy zwanej bodajże S4, hangarów leżących w niewielkiej odległości. Pod łamie strefy 11. Właśnie. I tam we wnętrzu góry Lazar miał zobaczyć stojące latające spodki, które uznał na początku za dzieło inżynierów ziemskich.
Dopiero potem, po jakimś czasie dowiedział się, skąd te obiekty naprawdę pochodzą. Wspomniałem już o Zeta Reticuli i tak dalej. On twierdził, że były to obiekty niezbyt skomplikowane na pierwszy rzut oka, posiadające centralną jednostkę napędową, w której główną rolę odgrywał wspomniany pierwiastek. Były też dość małe i to był chyba głównie jego problem. Dlatego, że Lazara zatrudniono, tak twierdził oczywiście, jako człowieka, który miał odtworzyć te rozwiązania techniczne i wcielić je w maszyny, które byłyby znacznie większych rozmiarów, bo ten fotelik na takiego Zetereticulanina był raczej mały. Człowiek z większym zadem by się tam nie zmieścił. Potem pojawiły się z tym Lazarem niestety problemy, bo jak powiedziałeś Arku, on nie był w stanie poprzeć swoich rewelacji ze Strefy 51 praktycznie niczym. Jedynym, co go ratowało, było to, że jego dawni koledzy z jednostek badawczych, jak i z uniwersytetu mogli powiedzieć: „Tak, Lazar istniał i był naszym kolegą”. Natomiast rzeczywiście stała się sprawa problematyczna, kiedy się okazało, że on ani nie potrafił wymienić nazwisk swoich pracodawców, bo on przecież nie pracował tylko w Strefie 51. Ani profesorów, ani kolegów ze studiów.
Człowiek, który byłby kłamcą, nawet przebiegłym, powinien by to zrobić. Natomiast jemu się to nie udało. Lazar, co ciekawe, jak wspominałeś Arku, zabierał niektórych ludzi na pustynię i pokazywał im manewry tajnych obiektów. Stąd wniosek, że jakąś wiedzę musiał posiadać, że o tej i o tej porze coś tam będzie latało. Oczywiście mogło to być wszystko ukartowane w jakiś sposób, w ramach jakiejś głębszej, nawet niekoniecznie wspieranej przez wojsko zagrywki, bo nie wiemy tak naprawdę, czym były te obiekty, o których Jim Huff, czyli kolega Lazara i jeden z jego odkrywców, mówiący, że obserwował nad pustynią latające obiekty ze Strefy 51. Nie wiadomo, co oni widzieli. Ale problemów było więcej, bo okazało się, że Lazar był zaangażowany w jakieś tam stręczycielstwo, w organizację nielegalnych wyścigów. Koniec końców ta jego legenda upadła. Natomiast Lazar powrócił parę lat temu i zaczął mówić, bo on nie zniknął jak większość tych tajnych informatorów. Oni po prostu po jakimś czasie się albo sami załatwiają, bo są mitomanami lub narkomanami, jak ten nieszczęsny Max Spears, albo sami się kompromitują.
Lazar powrócił. Twierdzi, że to, co mówił, było wszystko prawdą i chciałby cofnąć czas. Piotrek, ty uważaj z tym Spearsem, bo zaraz się rozpęta kolejny shitstorm. Sprawa ze Spearsem, Marku, została już przecież wyjaśniona. Przecież całkiem niedawno, chyba na stronie Paranormalium, pojawiła się bardzo smutna wzmianka, a właściwie seria informacji. Dokładnie na profilu Radia Paranormalium na Facebooku. Tak, pamiętam tę dyskusję. My kontra Spearsiaki i Misiaki. W zasadzie to zaczęło się od tego, że ktoś z naszych czytelników umieścił informacje przekazane przez matkę Spearsa oraz jego mentora, którym jest Swierdłow. Tam były bardzo niepokojące informacje.
Tam było po prostu kilka żołnierskich słów o tym, jak tę sprawę należy traktować. Jeżeli jego opiekun i mentor, jakim był Swierdłow, stwierdził wprost, że był to człowiek z problemami nie tylko wynikającymi z uzależnienia od różnych substancji, ale także z problemami psychicznymi, to sprawę uważam za zamkniętą. Co ciekawe, ta argumentacja nie trafiła do wielu osób. Ale w przypadku Lazara, który miał nosić w głowie plany obcych obiektów latających, wyglądało to nieco inaczej. On powrócił. On twierdzi, że zrobił głupstwo wtedy, bo mógł o tym nie mówić. Prasowałby sobie tam spokojnie w tym S4 nadal. A tak naprawdę, jak twierdzi, dostał teraz wilczy bilet, bo z jednej strony zupełnie zniszczono mu życie. Nie może nigdzie znaleźć pracy, choć co ciekawe prowadzi firmę chemiczną, także chyba nie narzeka. Sprzedaje tam jakieś chemikalia.Ale tak naprawdę nie wycofuje się ze swoich twierdzeń.
Co ciekawe, niektórzy nawet potwierdzają, że Lazar, jak mówiłeś Arku, pracował tak naprawdę w laboratoriach Los Alamos. Nie wiadomo w jakim charakterze, ale bodajże pojawiła się taka informacja całkiem niedawno, że jednak zatrudniony tam przez jakiś czas był. Także nawet jeżeli jest mistyfikatorem, to z jakąś naukową podstawą. Marku, jak oceniasz w ogóle historie takich osób jak Bob Lazar? Czy przekonuje cię to, co mówi? Tak naprawdę przez wiele lat pojawiło się takich osób bardzo dużo. Niektóre otwarcie kłamały, ale czy twoim zdaniem wśród tych tajnych informatorów mogą być takie pojedyncze sztuki, które mówią prawdę?
[19:12] - Poruszamy się w obszarze dosyć zamglonym, czyli nie ma moim zdaniem prostej odpowiedzi na tak postawione pytanie. A jeśli chodzi o Lazara, powiem tak: jak każde historie dobrze zaplanowane, są dosyć spójne. Jednak zwróciłbym uwagę na przykład na pewne fakty, które podaje. Bo on, o ile początkowo mówił, że to był pierwiastek o numerze 115, to później już nagle się okazało, że wcale nie jest tego taki pewny, że może to jednak nie był 115, tylko jakiś pobliski. Poza tym wtedy, kiedy on mówił o tym pierwiastku, to zresztą już zostało powiedziane. Taki pierwiastek nie istniał, a cały czas jest taka hipoteza postawiona dosyć dawno temu przez, nie wiem, jak się wymawia to nazwisko. Seaborg. W każdym razie taki uczony, chyba imię Glenn. To był chemik, który postawił teorię, że gdzieś tam w tych pierwiastkach powyżej setki, w pewnym momencie pojawi się tak zwana wyspa stabilności, czyli te pierwiastki przestaną trwać tak krótko, jak to na ogół się dzieje w przypadku tych wysokich numerów, że staną się bardziej stabilne i będą trwały dłużej niż te, które dotychczas odkryto. I powiem tak, że w tej historii zwróciłbym uwagę na to, że wtedy, kiedy Lazar mówił o pierwiastku 115, a może 114, a może 116, to powołując się na późniejsze jego wypowiedzi, to wtedy te pierwiastki nie były odkryte i istniała nadzieja, że pierwiastek o numerze 115 będzie już bardziej stabilny.
Okazało się, że ten 115. pierwiastek wcale taki stabilny nie jest. Dzisiaj nosi już nawet nazwę. I być może ta wyspa stabilności, o której mówił Seaborg, ona leży nieco dalej, ale tego Bob Lazar nie mógł wiedzieć wtedy, kiedy o tym pierwiastku wspominał. Miał potencjalnie nadzieję, że będzie stabilny. I to jest moim zdaniem pewna słabość tej opowieści. Aczkolwiek oczywiście nie można wykluczyć tego, o czym Piotrze mówiłeś, że być może istnieją jakieś sposoby, których my Ziemianie, nasi naukowcy ziemscy nie odkryli. Sposoby na to, aby pierwiastek uczynić bardziej stabilnym, żeby pozwolić mu trwać nieco dłużej. Jaka jest prawda? Tak jak w bardzo wielu przypadkach naszych spotkań, prób odpowiedzi na pytania, pewno nie jesteśmy w stanie dociec tego.
Możemy tak jak zwykle puścić wodze fantazji. I powiem tak: te opowieści Boba Lazara są z mojego punktu widzenia, z punktu widzenia człowieka, który pochłania książki science fiction i nie tylko, to są fajnie skonstruowane historie. Czy są prawdziwe? Nie podejmuję się odpowiedzi na to pytanie. Natomiast są fajnie skonstruowane. To są historie, w które chce się wierzyć i być może to jest klucz do tego, że one w swoim czasie zyskały wielu zwolenników, że Bob Lazar stał się człowiekiem, na którego się powoływano, którego ogłaszano takim człowiekiem, który wie, co mówi. Ja po prostu nie jestem w stanie i myślę, że nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć, czy to jest pełna imaginacja tego człowieka, czy też jakieś ziarno prawdy tam się znajduje. Na dodatek wtedy, kiedy zgodził się poddać, przecież nieprecyzyjnemu, ale badaniu na wariografie, to nawet ten wariograf, te wyniki były na tyle mętne, że właściwie nie mówiły nic konkretnego. Więc podsumowując, jeśli chodzi o historię Boba Lazara, to dla mnie pewną słabością, ale już nie będę tego powtarzał, pewną słabością jest ta historia o pierwiastku o numerze 115, który teoretycznie w czasach, w których mówił to Bob Lazar jeszcze nie istniał i teoretycznie wydawało się, że może będzie stabilny. Okazał się niestabilny iI pewno stąd się wzięło to wycofanie i mówienie o tym, że może to był jednak na przykład niższy albo wyższy pierwiastek, że może nie do końca ma rację.
I to tyle. Myślę, że jeśli chodzi o opowieści Boba Lazara, to tyle mam do powiedzenia. Dziękuję.
[24:44] - Dzięki. No właśnie, bo my przedstawiliśmy na razie Lazara w świetle bardzo pozytywnym, bo tak naprawdę, jak Arek wspomniał, jest to człowiek dość inteligentny. Nawet jeżeli kłamie, to robi to w sposób bardzo elegancki. Ale rzeczywiście, jak mówi z kolei Marek, pojawiły się tu pewne problemy. Pierwszym jest ununpentium, czyli pierwiastek o liczbie atomowej 115, zwany też moscovium. Problem z nim jest taki, jak z większością tych pierwiastków o tych dziwnych nazwach leżących poza pewną granicą. Nie jestem ekspertem od chemii, czyli nie wiem, jaka to granica. Kiedyś wiedziałem. Natomiast one są bardzo niestabilne. To są pojedyncze atomy.
W przypadku moscovium on sobie egzystuje około jednej setnej chyba sekundy, po czym ulega przekształceniu. Czyli jego zsyntezowanie jest na obecną chwilę niemożliwe w naszych warunkach. Ale oczywiście w świecie teorii spiskowych istnieje zawsze instancja odwoławcza, że to przecież jest Strefa 51 i tam faktycznie można wszystko. Ale był jeszcze jeden problem. Doktor David Morgan, fizyk, który zapytali, jak ocenia w ogóle ten sposób działania latających spodków, o których mówił Lazar, powiedział, że po pierwsze jest to trudne do oceny z punktu widzenia ziemskiej fizyki. Natomiast z tego, co on się orientuje po innych wypowiedziach Lazara, to on nie zawsze miał pojęcie, o czym mówi. To było trochę dziwne. I na koniec ostatni argument, który jest poniekąd gwoździem do trumny rozważań Lazara. Dlatego że on mówi, że ta cywilizacja, która stworzyła te latające obiekty, przybywająca z Zeta Reticuli, będąca tu już bardzo dawno, wyprzedza nas o kilka tysięcy lat. I teraz wyobraźmy sobie, że cywilizacja, która wyprzedza nas swoją technologią, techniką o kilka tysięcy lat, powiedzieć gdzieś jest przed nami 5 tysięcy lat różnicy.
Przy czym musimy pamiętać, że na pewnym punkcie rozwoju technologicznego, jeżeli wierzyć Kurzweilowi, rozwój przyspiesza do tego momentu, że w pewnej chwili dochodzi do takiego stopnia, nawału nowych odkryć, że człowiek po prostu przestaje nad nimi nadążać. Czyli to 5 tysięcy lat rozwoju jest tak naprawdę tak ogromną odległością, że nie jesteśmy w stanie jej objąć umysłem. I nagle wyobraźcie sobie, że ktoś przynosi nam takie urządzenie i każe je zreprodukować. Czy jest to możliwe, panowie, według was? Bo to by było tak, jakby dać Sumerom koło od najnowszego BMW i powiedzieć: „A wy teraz to sobie zróbcie i pokażcie, jak to działa razem z resztą tego mechanizmu”. Co o tym sądzicie?
[28:13] - Może warto powiedzieć już o tym, że koło to może jeszcze jakoś by sobie wystrugali panowie, którzy byliby tak jak Sumerowie. Natomiast gdybyśmy tym Sumerom dali działający komputer i poprosili ich o odtworzenie, to przy całej sprawności byłoby to niemożliwe. Bo o ile koło byliby jeszcze w stanie- w sumie nie. Może zewnętrznie, ale to też nie byłoby koło od BMW. Ten komputer też by sobie, jeśli pod względem zewnętrznym byli w stanie wystrugać czy wyciosać, czy cokolwiek z nim zrobić. Natomiast de facto byłaby to rzeźba tego komputera, natomiast nie urządzenie działające. Jeśli to przeniesiemy na takie warunki, o jakich mówimy, czyli teraz my odtwarzamy zaawansowaną technologię, która wysunęła się mocno do przodu w stosunku do naszej, to myślę, że problemy byłyby tego samego rodzaju. To znaczy, nam się wydaje, że my już właściwie odkryliśmy wszystko i następne zmiany to będą oczywiście zmiany, będzie postęp technologii, ale my już właściwie rozumiemy wszelkie ścieżki, jakimi ta technologia się porusza. I myślę, że to jest błąd. Myślę, że mamy taką tendencję do udowadniania samym sobie, że my już wiemy prawie wszystko i teraz jesteśmy w stanie powtórzyć każdą technologię.
Myślę, że Piotrze, masz rację, że bylibyśmy w sytuacji bardzo podobnej, czyli nasza cywilizacja początku XXI wieku w bardzo podobnej, wręcz analogicznej sytuacji jak Sumerowie odtwarzający koło do BMW czy ten mój komputer. Także myślę, że to też jest ten kawałek opowieści Boba Lazara, który może świadczyć o tym, że ta historia jest możeMoże nie dyskredytujmy jej zupełnie, a w każdym razie nie do końca jest prawdziwa. I to tyle. Dzięki.
[30:41] - Dzięki. Do tych przykładów możemy dodać jeszcze podarowanie starożytnym Grekom kalkulatora elektronicznego i poproszenie: „Skoro macie abakusy, skoro macie liczydło, to tutaj macie trochę inne liczydło i weźcie je sobie skopiujcie”. Czy jest to możliwe? Arku, jak sądzisz?
[31:02] - Świetnie Marek powiedział, że gdyby dać zegarek Sumerom, to zrobiliby z tego rzeźbę. Dokładnie tak. I dokładnie to na niektórych rzeźbach widać, że coś takiego próbowali zrobić. Z jednej strony oczywiście należałoby się z tym zgodzić, bo niektóre wynalazki czy niektóre maszyny, urządzenia, które w tej chwili działają, są pochodnymi drobnych urządzeń, które cywilizacja przez cały czas wytwarza. Jedno napędza drugie. Prawdopodobnie za jakiś czas dojdziemy do tego, że niektóre rzeczy, które należy wyprodukować, muszą być produkowane w przestrzeni kosmicznej, w warunkach nie tylko zerowej grawitacji, ale też i całkowitego braku jakichkolwiek gazów dookoła. I tu już w tym momencie odtworzenie takiej technologii w warunkach ziemskiego laboratorium, nawet jeżeli to miałyby być te pierwiastki superciężkie, o dużych liczbach atomowych, być może, że one się dadzą zbudować, odtworzyć czy w jakiejkolwiek formie umocować w przestrzeni dookoła, w bryle innego metalu, wyłącznie w warunkach kosmicznych. I w tym momencie ziemskie laboratoria nie są w stanie tego na dzień dzisiejszy odtworzyć. Także na pewno coś z tego jest. Czy cywilizacja będąca 5000 lat do przodu będzie akurat tak mocno wyprzedzała nas, że będziemy ją musieli traktować jako magię niemalże?
Tak, ale też i niekoniecznie. Dzisiaj w telewizji leciał taki film z Louis de Funès „Hibernatus”. Tam na końcu tego filmu wkurzony Louis opowiada gościowi, który był zamrożony 50 lat temu, jak wygląda dzisiejsza cywilizacja, czyli cywilizacja końca lat 60. mniej więcej. Że są samochody, że są concordy, które latają szybciej niż dźwięk, że latamy na Księżyc. I później sam się zamraża. I teraz, po 50 latach, co byśmy mogli temu Louis powiedzieć w tej chwili? Nie latamy na Księżyc, nie latamy z prędkością ponaddźwiękową. To wszystko oklapło. Poszliśmy w całkiem inną stronę, w którą stronę nawet podejrzewam, że i futuryści nie przewidzieliby.
Tego, że będziemy siedzieli w większości przed małymi telewizorkami i rozmawiali w przestrzeni, którą dominuje jakiś internet, coś takiego. Globalna sieć połączeń. Jest jeszcze inna sprawa, jeżeli chodzi o samego Boba Lazara i wykorzystywanie ludzi podobnych jemu do sprawdzania nowych technologii. Mianowicie taka, że w momencie, kiedy światowy hegemon, Stany Zjednoczone, w jakiejkolwiek formie by uzyskały statek kosmiczny obcych, z całą pewnością nie chcieliby się podzielić technologią. A niepodzielenie się technologią to jest zatrudnienie takich ludzi, którzy mają dużo do stracenia. Nie zatrudnialiby do badania tych statków ludzi z dużym dorobkiem naukowym, dlatego, że tak jak było w projekcie Manhattan, zawsze któryś by mógł dojść do wniosku, że trzeba powiadomić o tym opinię publiczną albo przynajmniej drugą stronę, żeby nie było jednostronnego wyścigu, hegemonii, jaka była w przypadku otrzymania czy skonstruowania bomby atomowej. Tam małżeństwo Rosenbaum bodajże, z tego, co pamiętam, z powodów ideologicznych przekazało wszystkie dane konstrukcyjne bomby atomowej i spodziewanej bomby wodorowej dla Związku Radzieckiego. I takich rzeczy należałoby się spodziewać w przypadku zatrudnienia ludzi z tytułami Nobla czy ludzi, którzy kończyli uniwersytety jak MIT, czy nawet byli głośnymi fizykami. Więc tutaj zatrudnienie osoby takiej, która sama skonstruowała samochód na wodór, byłoby jak najbardziej wskazane. Osobę, którą łatwo skompromitować.
Bo jeżeli chodzi o jego sutenerstwo, to dosyć śmieszna historia. Dlatego mówię o Bobie Lazarze, że on stworzył tylko stronę internetowąKtóra była reklamą któregoś z domów publicznych. I podobnie stworzył internetową domenę dla sieci bukmacherskiej bodajże, z tego, co pamiętam. Więc bardzo łatwo go skompromitować, bardzo łatwo się go pozbyć. Natomiast rzeczy, które się bada i tak wykraczają poza znaną fizykę, więc nie potrzeba specjalnie tytułu, bo po prostu te wiadomości, te informacje, które się do tej pory posiadło na uczelniach, są bezowocne, bezproduktywne. Nie mają przełożenia, tak mi się wydaje. Według mnie cywilizacje po osiągnięciu pewnego rozwoju nie tyle wystrzeliwują ekspansją technologiczną, co po prostu zatrzymują się. Jest po prostu dobrze. Tak jak na przykład Aborygeni przez tysiące lat tkwili w tym samym, tak jak Indianie Ameryki Północnej, Południowej po osiągnięciu pewnego status quo było im dobrze i nie potrzebowali drążyć, nie potrzebowali technologicznie iść do przodu. To się wszystko wtedy hamuje.
Nie ma potrzeby rozwoju. Podejrzewam, że ta cywilizacja 5000 lat do przodu i tak by nie, być może, tak jak mówiłem, niektóre rozwiązania na pewno są takie, które napędzają inne, ale nie są to rozwiązania, które nie byłyby do ogarnięcia dla nas. Dziękuję.
[38:32] - Dzięki. W internecie pojawiają się różne wersje tego, powiedzmy, alfonsostwa Lazara. Bob Lazar, mam taką informację, że został w 1990 roku nawet aresztowany pod zarzutem aktywnego sutenerstwa i skazano go nawet na psychoterapię. Miał zakaz zbliżania się do domów publicznych. Ciekawa sprawa, ale dajmy już mu spokój, bo pewnie dostanie czkawki. Pozdrawiamy Boba Lazara. A tymczasem przechodzimy panowie do bardziej-
[39:13] - Przepraszam Piotrze, jeszcze chwila. Ja jeszcze na chwilę o tych 5000 lat i o wyprzedzeniu cywilizacyjnym, bo mam taki dysonans. To znaczy z jednej strony przyznaję Arkowi rację. Rzeczywiście może się tak zdarzyć, że cywilizacja, która osiągnie pewien etap, pogrąży się w czymś w rodzaju gnuśności, takiego samozadowolenia. Właściwie jest nam fajnie, to co będziemy ryzykować, co będziemy się narażać? I wtedy rzeczywiście myślę, że rozwój technologiczny w takiej cywilizacji posuwałby się nieco wolniej niż ten, który mamy na myśli. Natomiast wydaje mi się, że cywilizacja, która podróżuje po kosmosie, bada inną cywilizację. Mam na myśli nas. Podejmuje wysiłek, żeby nie tylko ją badać, ale żeby przemierzać kosmos. To nie jest cywilizacja, nazwijmy ją gnuśną.
To nie jest gnuśna cywilizacja, która pogrąża się w samozadowoleniu. A zatem możemy mieć do czynienia z cywilizacją odkrywców, cywilizacją, która jest na takim mniej więcej etapie, jeśli chodzi o stan świadomości, na jakim był Krzysztof Kolumb, czyli: jest nieznane, musimy to odkryć. To nie jest typ cywilizacji, która pogrąża się w gnuśności i zatem trudno mi powiedzieć, jak potoczą się losy czy to naszej cywilizacji, czy jak się toczą losy innych cywilizacji, ku czemu one zmierzają, czy właśnie ku tej gnuśności, czy ku takiemu, jeśli pojawi się możliwość podróżowania po kosmosie i to dalekim kosmosie. Czy wówczas odradza się ta żyłka odkrywcy, ta żyłka eksploatatora, odkrywcy? Nie wiem. Wydaje mi się, że możemy przyjąć zarówno jedną, jak i drugą drogę rozwojową, ale jeśli przyjmiemy drugą, to wówczas, jeśli ta cywilizacja pragnie odkrywać, jeśli podąża przez kosmos, to technologia będzie się rozwijała. I ja tu mam na myśli cały czas tak zwane prawa Clarka, Arthura C. Clarka, pisarza science fiction, który sformułował trzy prawa dotyczące technologii. I trzecie z tych praw mówi tak expressis verbis cytując, bo mam tutaj ściągę, że każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nierozróżnialna od magii. I myślę, że jeśli mamy do czynienia z cywilizacją, która eksploruje kosmos, która prowadzi badania, to będziemy mieli do czynienia właśnie z taką cywilizacją, która technologicznie wyprzedza nas tak bardzo, że nawet przy naszych szczerych chęciach i dużym zaangażowaniu po prostu nie będziemy w stanie odtworzyć ich technologii, bo bardziej dla nas będzie przypominała ta technologia magię niż to, co my nazywamy technologią, techniką.I to tyle.
Dzięki.
[42:45] - Pozostaje tylko pytanie, czy to są odkrywcy, którzy badają. Ciężko o tym, co robią tutaj na Ziemi, mówić, że to są stałe badania, bo przez cały czas wykonują w zasadzie tego samego typu badania. Badanie się wykonuje raz, drugi, dziesiąty i ten sam wynik się otrzymuje, i lecimy dalej. Poza tym cywilizacje, które mają na tyle rozbudowaną technikę, żeby polecieć w kosmos, tak mi się przynajmniej wydaje, o tym kosmosie, o jego działaniu powinny wiedzieć niemalże wszystko. Wystarczy popatrzeć na Ziemię i ziemskich naukowców. Wystarczyło umieścić teleskop poza atmosferą ziemską i już mamy olbrzymią górę informacji, której naukowcy nie są w stanie przetworzyć. Powoli, przez cały czas zmieniają się niektóre dogmaty astronomiczne, a oni już by to przeskoczyli. Oni by już to wiedzieli. Więc raczej pobyt ich na Ziemi, według mnie, należy bardziej rozpatrywać jako piknik na skraju drogi niż szukanie nowych informacji na temat wszechświata. Dzięki.
[44:18] - Pełna zgoda. Ja starałem się przedstawić to alternatywnie. Może jest tak, jak mówiłem, że jakaś bardzo rozwinięta cywilizacja do nas dociera, a może rzeczywiście, równie dobrze jestem w stanie sobie wyobrazić cywilizację, która nie tyle nas bada, co nas po prostu obserwuje. I tu znowu nie jestem oryginalny. Obserwuje nas jak swoiste przedstawienie telewizyjne. Przecież ulubionymi w swoim czasie programami telewizyjnymi były różnego rodzaju Big Brothery i tym podobne rzeczy, gdzie się podpatrywało ludzi. Jaką mamy gwarancję, że inna cywilizacja nie traktuje całej Ziemi jak swoistego Big Brothera, którego się podpatruje? Co więcej, to nie jest fantazja, którą sobie na poczekaniu wymyśliłem, ale to jest rzecz, którą opisał Brian Aldiss w cyklu powieściowym, który zaczyna się powieścią „Wiosna Helikoni”, gdzie tu akurat ludzie obserwują pewną dosyć ciekawą planetę, na której rozwija się cywilizacja. Planeta jest dlatego ciekawa, ponieważ ma dosyć skomplikowaną orbitę i pory roku, które trwają bardzo długo na tej planecie, ale w dodatku są ekstremalne. Od bardzo surowej zimy, kiedy cywilizacja i przyroda na tej planecie prawie zupełnie zamiera, po lato, w którym następuje eksplozja cywilizacyjna, ekonomiczna, kulturowa i tak dalej.
Jeżeli jest taka cywilizacja, dla której jesteśmy bohaterami swoistego programu Big Brother, zatem jest to cywilizacja, która jest nieco gnuśna. Skoro cywilizacja zajmuje się obserwowaniem życia innych ludzi i nie robi nic więcej, to jest to taka cywilizacja, którą ja bym uznał za nieco schyłkową. Starając się podsumować, mamy za mało danych, żeby przesunąć szalę tej wagi na jedną bądź na drugą stronę. Obie teorie, zarówno o eksplozji cywilizacyjnej i o technologii, która właściwie wkracza w obszar magii, może być prawdziwa, jak i to, że mamy do czynienia z dźwiękowcami i kamerzystami, którzy ustawiają sprzęt, żeby przedstawicielom tej cywilizacji dobrze nas obserwowało. Na pewno nie na ekranach, ale na czymś, za pomocą czego nas obserwują. Dzięki.
[47:20] - Dzięki. Zaraz, panowie, wrócimy do tej gorącej kwestii, bo czeka nas jeszcze pytanie o warp i o Em Drive, gdzie się odniesiemy do kwestii, które są teraz dyskutowane. Wracając do tematyki technologii UFO, przyjrzyjmy się kolejnej demonstracji możliwości niezidentyfikowanych obiektów, bo najlepiej tą sprawę rozpatrywać na przykładach. W tamtym odcinku zauważyliśmy, że po II wojnie światowej latające spodki się nagle aktywowały. Wyglądały trochę jak bardziej podrasowane samoloty, ale osiągały niezwykłe zdolności manewrowe w powietrzu. Kilkadziesiąt lat po fali latających spodków mamy do czynienia z trochę cichszą falą latających trójkątów i bumerangów, o których już nie raz mówiliśmy, ale z nimi wiąże się bardzo ciekawa uwaga dotycząca napędu tych obiektów. Bo nie wiemy tak naprawdę, czy latające trójkąty i bumerangi to nowa forma zjawiska UFO, obiekty UFO, latające spodki w nowej formie, czy też może raczej, jak uznaje wielu, wytwory ziemskiej technologii.Od wielu lat toczy się nad tym dyskusja. Dlaczego? Bo w wielu przypadkach, także tych pochodzących z Polski, mieliśmy do czynienia z pewnym podpatrzeniem tego, jak te latające trójkąty działają. One potrafią się unosić w ciszy.
Czasami generują jakiś cichy dźwięk przypominający, jak często świadkowie podkreślają, pracę odkurzacza. I był jeszcze taki słynny przypadek z okolic Radomska z roku bodajże 2010, który przyszedł do INFRA i do Arka Miazgi, opowiadając o tym wydarzeniu nad drogą koło Wikłowa, gdzie pojawił się dziwny obiekt w kształcie trójkąta, posiadający od spodu jakieś trzy wyloty, trzy dysze i wtedy jedna z tych dysz zaczęła dziwnie rzygać i świadek odniósł wrażenie, że ten obiekt ma jakieś problemy. Teraz pojawia się pytanie, jak te latające trójkąty i bumerangi mogą się poruszać? I tutaj w sukurs przychodzi nieśmiertelna grupa NIDS, o której tyle mówiliśmy w poprzednich debatach, między innymi w związku z ranczem Skinwalkera. I oni się zajmowali, jak wielu z was może pamięta, tym, czym są latające spodki i jak działają. I okazuje się, że NIDS w roku 2002 sporządziło taki raporcik na temat latających trójkątów, dochodząc do wniosku, że to chyba jednak są obiekty wojskowe, gdyż one zawsze pojawiają się w pobliżu baz. I wysnuli taki wniosek, że są to po prostu zaawansowane wojskowe sterowce o napędzie elektrokinetycznym albo jądrowym. To dlatego są takie ciche. Ten odgłos, który wydają, przypomina pracę odkurzacza. Mogą poruszać się zarówno na niedużych, jak i na ekstremalnych wysokościach, co też odpowiada relacjom, które otrzymywaliśmy my tutaj w Polsce.
Bo były przecież przypadki, jak na przykład ten z Lublińca, kiedy ten obiekt przelatywał dosłownie tuż nad osiedlem zamieszkałym przez byłych Rambo, komandosów. I od żony jednego z nich dostaliśmy relację. Ale były przecież też relacje, taka jak ta z Lublina, kiedy astronom amator obserwował bardzo wysoko nad ziemią dość dziwne manewry trójkątnego UFO, które może nie wyglądały już tak jak te obserwowane tuż nad ziemią, ale było bardzo podobne. No i pojawiło się pytanie, czy ktoś na Ziemi mógłby wytworzyć takie obiekty, które byłyby w stanie naśladować zachowanie latających trójkątów. I tutaj wypowiedział się profesor Scott Miller, ekspert od inżynierii lotniczej, człowiek Amerykańskiego Instytutu Aeronautyki i Astronautyki, który powiedział, że Lockheed przez wiele lat interesował się takimi rozwiązaniami, choć nie wcielono ich w życie. On wyraził się już dobrych kilka lat temu, że pomysł na stworzenie takich sterowców o napędzie jądrowym lub elektrokinetycznym byłby bardzo interesujący. Pytanie panowie, czy waszym zdaniem coś takiego jest możliwe? Latające bumerangi, latające trójkąty często zadziwiają swoimi zdolnościami w powietrzu i tym, jak traktują wszelkiego rodzaju obostrzenia bezpieczeństwa. Arek mógłby tutaj dużo dodać, dlatego, że wiele o tych obiektach powiedział przecież ten słynny przypadek z, bodajże przypomnij mi Arku, 2014 rok z Gołdapi, tak?
[52:36] - Tak. Przy czym do nas, ludzi z północnego-wschodu, nadlatują te obiekty z północy, czyli znad obszaru Kaliningradu, który jest w sumie jedną dużą bazą wojskową sił rosyjskich. Ja tam byłem swego czasu. Jeden raz tam pojechałem zobaczyć, jak tam jest. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to bardzo duża ilość, opustoszałych wtedy, w tej chwili to nie wiem, jak tam będzie, bunkrów, w których mają się chować samoloty bojowe. I to stoi normalnie przy drodze. To są takie charakterystyczne budowle półokrągłe. I bardzo dużo żołnierzy. Naprawdę bardzo dużo. Mundurowych, wręcz same zielone ludziki.
I stamtąd, jeżeli mówimy o ewentualnych przelotach amerykańskich statków powietrznych, to raczej stamtąd tam by nie próbowały przelecieć. Bo jeżeli ten statek o rozpiętości około 150 metrów dał się złapać przez radar w Polsce, to tym bardziej go musieli namierzyć Rosjanie. Więc tutaj, na tej naszej granicy raczej by takie incydenty nie były robione. Technologię ma się tajną po to, żeby ona była tajna i żeby trzymać asa w rękawie i żeby przeciwnik bał się tego, co my mamy, a nie po to, żeby mu pokazywać to, co mamy. Tak długo F-117 latały i siały grozę, dopóki jednego nie strącono. Po strąceniu jednegoNad Kosowem. Od tego momentu Amerykanie wycofali te statki. Podobnie ma się z tymi sterowcami. Sterowce takie, jakie pamiętamy z okresu pierwszej wojny światowej, były bardzo duże. To były statki w kształcie cygara o długości nierzadko około 200 metrów, więc były dosyć duże.
Sterowiec działa na podobnej zasadzie jak balon. Chodzi o nabranie sobie tyle gazu lżejszego od powietrza, żeby uzyskać stan zerowej wyporności. Mniej więcej jak łódź podwodna w wodzie, tak sterowiec w morzu powietrza. Potrzebuje tylko silników, które go pchną dalej do przodu. Stąd jego wielkie gabaryty, bo najczęściej potrzeba na nim coś dużego przenosić. Jeżeli teraz weźmiemy pod uwagę, że te wszystkie reaktory atomowe muszą mieć zabezpieczenia przeciwko radiacji, nawet jeżeli będzie to wtórny obieg, czyli powietrze, które ogrzewają zbliżone do siebie pręty uranowe. Ogrzewa wymiennik ciepła, który z kolei ogrzewa następne powietrze. W tym systemie próbowano zrobić samoloty. Ogrzewa powietrze, które jest zasysane i wypuszczane i to stanowi napęd tego statku powietrznego. I tak, i tak może dojść zawsze do tego, że z jakiegoś powodu, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, inżynierowie nie są w stanie przewidzieć, ten statek rozbije się.
I wówczas nie tylko stracimy to, co za plecami chowamy, ten nóż, ale może to doprowadzić do olbrzymiej tragedii, następnego Czarnobyla. Poza tym ujawniamy swoje najgłębsze tajemnice, więc Polska jest szpicą NATO, takim miejscem, w którym raczej takich rzeczy się nie testuje. Nie powinno się testować przynajmniej. Te statki faktycznie, ale oprócz takich ogromnych statków mieliśmy w Kowalach Oleckich do czynienia z bumerangiem, który w ocenie świadka był przeźroczystą taflą szkła, lekko matową i o tej samej grubości. Tutaj łatwo jest przypiąć łatkę, że to tajemnicza technologia amerykańska i liczyć na to, że faktycznie takie rzeczy mogą się zdarzać. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę gabaryty, jakie są potrzebne do tego czy inne rzeczy, to raczej wychodzi na to, że nie ta droga. Gdyby tak zsumować te wszystkie rzeczy latające, małe, większe, duże, te wszystkie kontakty z osobnikami różnej maści i koloru, figury i postury, doszlibyśmy do jednego wniosku. Żyjemy w Matrixie, a to są jakieś stwory na zasadzie wirusa czy antywirusa, które tutaj padają. Żyjemy w takich Simsach. Dziękuję.
[58:42] - Dziękujemy. Z latającymi trójkątami i bumerangami sprawa jest o tyle trudna, że często i to już nie w tych najnowszych obserwacjach, ale też w tych obserwacjach sprzed lat, często między innymi z takiej słynnej sprawy bodajże z okolic Radomska z lat 70. Gdzie pilot szybowca widział trójkątny, niewielki obiekt, który dosłownie znikł. Mamy do czynienia z takimi zachowaniami, które trochę nie licują z jakimiś super zaawansowanymi, ale jednak sterowcami. Pamiętamy taką kontrowersyjną sprawę z Hrubieszowa, gdzie ten obiekt również znikł świadkowi z oczu. Także tych dziwnych zachowań latających trójkątów jest dużo i one pokazują, że tak naprawdę trudno jest rozstrzygnąć jednoznacznie, czy mamy do czynienia z nową formą UFO, z przebudowanymi latającymi spodkami, czy raczej z jakimiś maszynami wojskowymi. I MIDC tak naprawdę też nie był w stanie tego stwierdzić i rozwiązać tej zagadki do końca, mimo że fala latających trójkątów trwa nadal. Dlatego jest to tak interesujące, bo nawet jeżeli przyjrzymy się relacjom, które napływają do polskich ufologów, to duża część tych relacji dotyczy właśnie obiektów trójkątnych. Ale to jest sprawa na dłuższą rozmowę. Zresztą przecież tej zagadce poświęciliśmy pierwszy odcinek debat ufologicznych, bodajże w 2014 roku.
Ale Marku, przecież nie jest powiedziane, że to muszą być pojazdy wojskowe. Może po prostu istoty odwiedzające naszą planetę postanowiły sobie przebudować latające talerze na coś bardziej wygodniejszego, ekonomiczniejszego, i chyba lepiej wyglądającego. Co sądzisz o latających trójkątach?
[01:00:40] - Oczywiście, jeżeli przyjmiemy taką tezę, że podobnie jak my zmieniamy modele samochodów i dzisiaj niechętnie już byśmy wsiadali w samochód, który był wyprodukowany 30 lat temu. Może 30 to tak na zasadzie zabytkowej, ale taki sprzed 15 lat nas mniej interesuje, bo on już nie wygląda i nie jest taki fajny jak te, które się produkuje obecnie.
[01:01:11] - Jeżeli przyjmiemy, że na podobnej zasadzie działają obcy i postrzegają rzeczywistość, to rzeczywiście czas byłoby na wymianę modeli. Są tacy obcy, którzy poruszają się jeszcze za pomocą latających talerzy, ale ich jest mniejszość. Może to ci biedniejsi. Natomiast ci bogatsi zdecydowanie przesiedli się już do latających trójkątów czy bumerangów. Żartuję oczywiście, ale prawda jest taka, że z pojawienia się tych nowych modeli niezidentyfikowanych obiektów latających wysnuwam wniosek następujący, który tobie, Piotrze, powinien być dosyć bliski. To oczywiście trudno nazwać dowodem, a bardziej poszlaką, więc jest to poszlaka świadcząca o tym, że być może nie mamy do czynienia z przybyszami gdzieś z kosmosu, tylko jest to zjawisko nieco innego rodzaju. To, że ono się przepoczwarza. Przypomnę, że to przepoczwarzenie z latających talerzy na trójkąty i bumerangi nie jest pierwszym w historii przepoczwarzeniem, że wcześniej były inne modele, jeszcze dziwniejsze i bardziej odpowiadające technice, którą reprezentował człowiek. Przypomnę te XIX-wieczne latające statki, czy też okręty, czy jakieś sterowce, balony, czy latających ludzi i tak dalej. Tych modeli, jeśli sięgnąć gdzieś w odległe miejsca historii byłoby sporo.
Ale zwróćmy też uwagę, że z drugiej strony, jeśli tacy poszukiwacze historycznego UFO natrafiają na relacje sięgające kilkuset, a czasami nawet kilku tysięcy lat wstecz, na których UFO, czy też to domniemane UFO, ma wygląd de facto latających kul czy latających talerzy. Więc jaka jest istota, czy jaka jest natura tego zjawiska? Być może ta zmiennokształtność i ten lifting, który się pojawił ostatecznie stosunkowo niedawno, jeśli weźmiemy pod uwagę całą historię UFO, to ten lifting na latające trójkąty i bumerangi pojawił się stosunkowo niedawno. A zatem może wcale nie świadczyć o tym, że mamy do czynienia ze zmianą modeli pojazdów, czy też z naciągnięciem może jakiejś nowej rasy, która postanowiła nas zbadać. Odwołując się do swojej wcześniejszej wypowiedzi, może nowa ekipa telewizyjna przybyła. O ile wcześniej przez analogię filmowały tego Big Brothera ziemskiego powiedzmy TVP 1 i Polsat, to jeszcze teraz przybyła ekipa TVN-u na latających trójkątach. Nie wiem. W każdym razie warto i to brać pod uwagę. Natomiast tak jak powiedziałem na początku swojej wypowiedzi, dla mnie jest to poważna przesłanka, poważna poszlaka, żeby nie przyjmować tego, że to są przybysze z odległych planet czy z odległych miejsc w kosmosie. A ponieważ dzisiaj nie żeglujemy w tę stronę, dzisiaj przyjmujemy jednak tezę, że UFO to będą jednak przybysze, na potrzeby dzisiejszej dyskusji, dzisiejszej debaty.
W takim razie ja na tym zakończę swoją wypowiedź. Dziękuję.
[01:05:20] - Pozwolę sobie przypomnieć naszym słuchaczom kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejsza debata ufologiczna online, jak prawie zawsze, realizowana jest w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić po godzinie 21, ale już teraz podam te kontakty. Nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Cały czas można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie naszej transmisji na YouTube. Strona internetowa chwilowo nam padła przed chwilą, ale już przywróciliśmy ją z powrotem do życia. Można także nas znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania i komentarze na nasz adres radio@paranormalium.pl. Pod tym adresem e-mail oczywiście czekamy również na państwa relacje z obserwacji UFO.
Przejdźmy może do kolejnego pytania, które rozpala wyobraźnię wielu słuchaczy Radia Paranormalium, sądząc po wiadomościach, które pojawiały się na czacie i na GG. Panowie, w mediach ostatnio głośno jest o różnego rodzaju napędach alternatywnych w postaci EM Drive, stellaratorach i innych tworach, które mają zrewolucjonizować transport i energetykę. Czy to prosta droga do zbudowania przez ludzi czegoś, co może poruszać się i/lub zachowywać się jak UFO? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[01:07:08] - Jest bardzo dużo nowych technologii, które są
[01:07:14] - Do zaobserwowania na krótkich filmikach na YouTubie. Tu w zasadzie należałoby rozpatrywać każdy z nich oddzielnie, ale jak do tej pory, mimo tego, że te filmiki pokazują się od dłuższego czasu, od paru lat, do tej pory nikomu nie udało się całkowicie odciąć od sieci energetycznej. Nie ma samosanowiących się domów czy fabryk, a jednak rachunki za prąd są wyższe i coraz wyższe, chociaż powinny de facto spadać. Teoretycznie. Nie mamy żadnego takiego silnikowego otworu, który by mógł zastąpić paliwo kleniczne w samochodach. Najnowszym osiągnięciem jest silnik elektryczny, który napędza samochód, a rewolucja poszła w sumie w baterie, w akumulatory energii elektrycznej, które mają w jakiś sposób go zasilać. Nie mamy ani silnika Searla, który by działał i który wytwarza prąd. Nawet te silniki, które rzekomo działały, jak pana Schaubergera jeszcze z lat 40. ubiegłego wieku, czy jakiekolwiek inne, wcześniejsze czy późniejsze. Nie mamy tego, to w dalszym ciągu nie działa.
Przez cały czas przypisywanie to nowemu porządkowi świata czy bardzo silnej presji ze strony państw arabskich, posuwających się rzekomo nawet do mordowania ludzi, którzy coś takiego stworzyli, jest raczej chyba nie na miejscu. Jedyną rzeczą do tej pory, jaką ja traktuję bardziej poważnie z tych wszystkich, jest rzecz, którą inni traktują mało poważnie, a mianowicie Wiktora Grabielnikowa latadło. Ja już o tym parę razy wspominałem. Pomysł jest naprawdę bardzo śmieszny i rodem z etomologii. Pancerzyki tych żuków, które on znalazł. Prawdopodobnie to jest właściwa droga i ta jego teoria jam i tworzenia odpowiednich struktur, które są w stanie w jakiś sposób antygrawitacyjnie działać, to by miało być może jakieś szanse rozwoju. I zakończenie tej sprawy też dla mnie jest jak najbardziej takie, jakie powinno być. Mianowicie pan Wiktor, będąc przyrodnikiem, widział, jakie spustoszenie dookoła Nowosybirska, bo tam mieszkał i pracował, sieją nowobogaccy Rosjanie, którzy tam tajgę wycinali i straszne rzeczy, jeżeli popatrzy na to ktoś, kto ma jakieś nauki przyrodnicze, dokonywali. I on doszedł do wniosku, że jeżeli on by to pokazał ludziom, to z całą pewnością, on o tym pisał w swojej książce, gdyby to przekazał, z całą pewnością trafiłoby to do KGB czy jeszcze innych i mogłoby się przyczynić nie do rozwoju, a do jakiejś wojny na świecie. Ten jego pomysł.
On mniej więcej opisał, jak to jest wszystko zbudowane. Są jego szkice, ale nie ma podstawowego dowodu, a mianowicie nie ma tego jego latadła. Sam zmarł na wylew i on prawdopodobnie wiedział, jak to się skończy, dlatego, że w momencie, kiedy rzekomo latał, po kilku lotach odczuwał skutki tych lotów. Natomiast jego pomysły na temat, jak to działa i dlaczego jest bardzo często niewidoczny lub widoczny tylko pod pewnymi kątami z Ziemi, są jak najbardziej racjonalne. Ta bańka grawitacyjna faktycznie tak by się zachowywała, jak on to opisuje. Wszystkich zapraszam do tego, żeby poszukali jego książek w sieci. Dziękuję.
[01:12:39] - Dziękujemy. Jeżeli mówimy o tych najnowszych technologiach, to w zasadzie są trzy tematy. Jeden z nich dotyczy silników fuzyjnych i to jest temat, który związany jest raczej z alternatywną energetyką. Drugi temat to EmDrive, a trzeci to technologia warp. Często są to sfery łączone i na początek może taka mała dygresja. Otóż większość publicystów, pisząc o tych odkryciach, troszeczkę przesadza. Po pierwsze łączy się warp z czymś, co warpem nie jest.Po drugie pisze się na przykład o silniku, który nie ma prawa działać albo silniku, który nie wiadomo jak działa. Dla mnie to są trochę dziwaczne sformułowania, żeby nie powiedzieć po prostu głupoty, dlatego że jest to branie czytelników pod włos i bicie piany. Ale tak naprawdę mamy do czynienia z kilkoma różnymi rzeczami. Zacznijmy od warpa.
Nim przejdziemy do szczegółów, to może Marek Żelkowski powie, co to ten warp jest, bo wiele osób myśli o tym chyba troszeczkę w błędnych kategoriach.
[01:14:02] - Jeśli sięgniemy do źródła, czyli do tego, kiedy się pojawił w filmie, to film "Star Trek" to jest źródło tego, co rozpowszechniło ideę warp. Tak naprawdę prędkość warpowa to jest szybkość, z jaką porusza się statek kosmiczny używając tego napędu warpowego. Nie wiem, jak się tutaj nie zaplątać w stałe powtarzanie tej nazwy warp. Warp jeden to jest prędkość światła i każda następna to kolejne prędkości. Jedna rzecz jest ważna, że te prędkości wzrastają w sposób nieliniowy. Czyli to nie jest tak, że prędkość warp dwa to jest dwa razy prędkość światła. Ale już niestety więcej szczegółów tak naprawdę nie pamiętam, jeśli chodzi o warp. Natomiast to, co jest ważne, jeśli jesteśmy przy tych napędach, to tak naprawdę jaka była przyczyna? Na razie odwołuję się tylko i wyłącznie do filmu i do literatury też, bo powstały później książki na podstawie filmu. Ale jaka była przyczyna wymyślenia tej prędkości?
Otóż przed science fiction pojawiła się w pewnym momencie granica, czyli prędkość światła. Otóż prędkość światła hamowała akcję powieści science fiction. To znaczy był ten problem, że jak się statek poruszał z prędkością światła, to się pojawiały różnego rodzaju dziwne efekty. Tak to określmy. Nie opisujmy ich, bo chyba nie ma na to czasu i zresztą chyba nie warto. Ale to spowolnienie czasu to starzenie się ludzi tu na Ziemi. Później ten kosmonauta wracał, nie miał do kogo wracać i tak dalej. W związku z czym dla potrzeb literatury trzeba było coś takiego wymyślić, co dawałoby możliwość poruszania się bardzo szybkiego po kosmosie bez efektów relatywistycznych związanych z przebiegiem czasu, różną prędkością czasu, która się pojawia w przypadku prędkości świetlnych, przyświetlnych czy ponadświetlnych, jeżeli one w ogóle istnieją. Oczywiście warp to jest jedno rozwiązanie. Później się pojawiła oczywiście hiperprzestrzeń, nadprzestrzeń, podprzestrzeń.
To różnie, w zależności od tego, jaki autor, na ile chciał być oryginalny. Albo kalkował od innych autorów, albo zdobywał się na to, żeby stworzyć jakąś swoją nazwę. Ale generalnie chodziło o to, że przenosimy się w sposób natychmiastowy z jednego miejsca wszechświata w drugie. I to jest kolejna forma, dzięki której się możemy poruszać. Ale tu się już pewno rozgadałem za dużo. Zostańmy w takim razie przy warpie. Nie wiem, czy wszystko. Chyba wszystko na ten temat. Dzięki.
[01:17:29] - Właśnie z warpem było tak, że w internecie swego czasu pojawiła się taka hipoteza, że NASA buduje sobie taki napęd. Ostatnio przypomniano inne osiągnięcia i też podpięto pod to warp, a tymczasem prawda jest troszeczkę mniej jaskrawa, barwna i troszkę bardziej hipotetyczna, dlatego, że warp, przynajmniej ten konkretny warp ze "Star Treka" i potem rozwijany w innych dziełach science fiction, to był napęd oparty o fizykę, którą my nazywamy fizyką z pogranicza. Warp bodajże opierał się przede wszystkim na oddziaływaniu między materią i antymaterią i to dawało energię do osiągania tych ogromnych prędkości. No dobra, był sobie warp. Ale skąd pojawiła się ta legenda, że on może istnieć naprawdę? A pojawiła się z tego, że w 2012 roku chyba pewien meksykański fizyk o nazwisku Alcubierre zaproponował hipotetyczne rozwiązanie tego, jakby taki napęd mógł istnieć. I wtedy jeden z inżynierów NASA, nie pamiętam już kto... Zaraz wam powiem. Harold Sonny White powiedział na jednym z sympozjów, że jest nadzieja, żeby takie coś zostało zbudowane w przyszłości, bardzo dalekiej przyszłości, za kilkaset lat może. A to z tego powodu, że Alcubierre przedstawił model, który jest absolutnie nieosiągalny na chwilę obecną, dlatego, że jego wizja warpa, który byłby zdolny do pokonywania drogi do innej galaktyki w ciągu kilku sekund, jak to było w "Star Treku", przedstawiała się następująco: był statek kosmiczny, który był otoczony pierścieniem.
I tutaj uwaga, kluczowa kwestia: z egzotycznej materii, której oczywiście nie jesteśmy w stanieWyprodukować. I niestety cała sprawa legła w gruzach. NASA odżegnuje się od tego. Nawet na stronie NASA pojawiła się taka wzmianka, że to jest nieprawda. Natomiast ostatnimi czasy pojawiła się rzecz dużo ciekawsza, dużo mniej spekulatywna i chodzi o tak zwany EmDrive. EmDrive jest to napęd, który mówiąc krótko, mogą stosować obiekty UFO i o czym pisał już dawno temu Stanton Friedman, mówiąc, że tak naprawdę te obiekty nie posiadają silników w znanej nam formie, to znaczy nie wykorzystują paliwa i nie posiadają go na swoich pokładach. Arku, czym ten EmDrive jest?
[01:20:10] - Z tego, co pamiętam, to chodzi o atakowanie promieniowaniem, w tym wypadku mikrofalowym, jakiegoś elementu, który wchodzi w rezonans, promieniuje falą elektromagnetyczną o jakiejś tam częstotliwości, która jest z kolei ukierunkowana przez zwierciadła. Tak pokrótce, o to mniej więcej chodzi. I teraz taki napęd wymaga tylko zasilania elektrycznego do wzbudzenia drgania tego środka, który ma być emiterem fali. Napęd ten nie daje może od razu wielkiej, ogromnej siły, ale może działać bardzo długo i systematycznie napędzać dany statek kosmiczny. Na Ziemi to by się na ten moment absolutnie nie sprawdzało, dlatego, że ta energia jest zbyt mała, żeby to trwało do przodu. Natomiast w kosmosie, gdzie nie ma żadnych oporów, jest poza strefą przyciągania czegokolwiek, jak najbardziej się sprawdza i prawdopodobnie mogłoby się sprawdzać. W tym wypadku ta krótka podróż na Marsa, o której tak dużo było pisane, że niemalże już jest w zasięgu ręki tego trzytygodniowego lotu, mniej więcej na tym by polegało. Ale tu trzeba zwrócić uwagę, że owszem, tak jak kolega mówił, rozpędzić się łatwo, gorzej zahamować. Tu również należałoby wziąć pod uwagę, że jeżeli ten obiekt, ten statek kosmiczny leciałby na Marsa, połowę drogi musiałby się rozpędzać, a połowę drogi hamować. Więc to nie jest tak, że to jest takie super i hiper.
Łatwo się rozpędzić, gorzej się zatrzymać i należałoby o tym powiedzieć. Niemniej jednak są to na dzień dzisiejszy siły bardzo subtelne, bardzo słabe i owszem, może to być pieśń przyszłości, ale bardzo stosunkowo odległa, dlatego, że po prostu nie ma woli eksploracji kosmosu już w tej chwili. Także tyle. Dziękuję.
[01:23:07] - Dzięki. Już kilkadziesiąt lat temu wspomniany Stanton Friedman sugerował, że latające spodki i inne obiekty UFO wykorzystują ten sam efekt, o który opiera się tak zwany EmDrive. Ta sprawa była potem przez długie lata analizowana. Oczywiście sugerowano, że jest to hipotetycznie możliwe, ale teraz w zasadzie odkąd Roger Shawyer, inżynier, który twierdzi, że opracował działającą formę EmDrive, odkąd jego rewelacje się pojawiły, zaczęto na sprawę patrzeć trochę inaczej. Otóż EmDrive jako napęd bez paliwa, jako napęd, który wytwarza ciąg w sposób, jaki powiedział przed chwilą Arek, stał się bardzo popularnym tematem w ostatnich czasach. Nie jest to warp, nie jest to może w 100% jeszcze napęd, który wykorzystują latające spodki, ale jest to coś, o czym warto dyskutować i co warto wyjaśnić. Przede wszystkim, czym powinni zająć się eksperci. Dlatego, że jeżeli sobie przejrzymy informacje dostępne na ten temat, to się okaże, że EmDrive jest opracowany. Chociaż dziennikarze mówią, że nikt nie wie, jak działa, co jest oczywiście bzdurą. Z drugiej strony okazuje się, że EmDrive ma kilka różnych klonów, między innymi tą wypracowaną przez firmę Kanai, która zamierza produkować satelity i już się do tego zabiera.
Chińczycy mówią o tym, że zamierzają EmDrive wykorzystać też w swoim programie kosmicznym. I wszyscy zaczynają się zastanawiać, jaki będzie kolejny krok w tej kwestii. Czy czeka nas rzeczywiście rewolucja energetyczna związana z przejściem z paliw kopalnych, przejściem z tej energetyki i systemów napędowych, które znamy, do czegoś zupełnie nowego. Marku, jak myślisz, czy coś takiego może się stać w najbliższych latach? Innymi słowy, czy EmDrive będzie napędzał statki latające i nawet nasze pojazdy za-10, 20 lat.
[01:25:35] - Być może. Natomiast mnie niepokoi w napędzie EmDrive jedno. Owszem, dziennikarze różne rzeczy mówią, natomiast rzeczą niepodważalną jest to, że mamy napęd, że on rzeczywiście funkcjonuje, że to nie są kaczki dziennikarskie i że to naprawdę działa. Myślę, że mamy inny problem, przynajmniej na podstawie dostępnych na razie informacji. Ten problem da się opisać w taki sposób: mamy urządzenie, które działa, ale mamy też przynajmniej kilka teorii mówiących na ten temat, dlaczego działa. Naprawdę da się przytoczyć, znaleźć w sieci kilka różnych — trudno mi powiedzieć, czy sprzecznych, czy niesprzecznych — na pierwszy rzut oka dosyć odmiennych wyjaśnień, dlaczego to ustrojstwo w ogóle działa i dlaczego pozwala coś rozpędzić. Dlaczego uważam, że to jest potencjalnie niewygodne, niebezpieczne, kłopotliwe? Dlatego, że owszem, mamy urządzenie, które działa, ale teraz żeby je rozwijać, pchnąć technologię do przodu, żeby umożliwić napędzanie — przy wszystkich ograniczeniach, jakie ta technologia ma — tych pojazdów codziennego użytku, należałoby najpierw rozumieć istotę działania dogłębnie, do końca. Wtedy daną technologię można rozwijać. Jeśli ja natomiast natykam się na wyjaśnienia, powiedzmy delikatnie, odmienne, chociaż moim zdaniem są skrajnie różne, dlaczego to w ogóle działa, to zaczynam się zastanawiać, czy troszkę na zasadzie alchemików nie odkryliśmy czegoś, co działa, ale czego na razie nie będziemy w stanie rozwinąć.
Będziemy musieli poddać to gruntownemu badaniu, gruntownym eksperymentom i na tym się tak naprawdę skupimy, bo nie będzie możliwości rozwijania technologii. I to, mówiąc szczerze, w całej tej historii EmDrive mnie troszeczkę niepokoi. Niepokoi mnie również to — ale być może to jest moja niedoskonałość i za krótko, za mało wnikliwie uczyłem się fizyki tudzież innych nauk pokrewnych — że czytając niektóre wyjaśnienia, na jakiej zasadzie to działa, w mojej głowie pojawia się chaos informacyjny. Nie do końca rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi. Ale powiedzmy, ja jestem przypadkiem straconym, już pewno się z fizyki nie podciągnę. Problem polega na tym, o czym powiedziałem wcześniej, że sami fizycy, ludzie, do których ja mam z racji swojego wspomnianego już upośledzenia, niedouczenia i tak dalej zaufanie, oni też nie do końca wiedzą, jak ten EmDrive działa. Wiedzą, że działa. Przynajmniej deklarują, że działa. Dlatego odpowiedź na twoje pytanie, Piotrze, znowu jest wariantywna. Jeśli zrozumiemy, to owszem, może za naszego życia czeka nas taki przełom technologiczny.
Arek mówił dzisiaj o filmie „Hibernatus” i warto się odwołać do tego filmu, bo tam wydarzenia, w wyniku których jeden z bohaterów został zamrożony w lodach Arktyki, miały miejsce na początku XX wieku. Odmrożony został, tak jak była o tym mowa, na przełomie lat chyba 60. i 70. Otóż postęp technologiczny, jaki się w ciągu tych niecałych 70 lat, właściwie 60 lat pojawił na Ziemi, był nieprawdopodobny. Ja się wcale nie dziwię, że w pewnym momencie tego filmu główny bohater nie może uwierzyć w to, co widzi. Tymczasem jeżeli weźmiemy pod uwagę, jaki postęp — nie we wszystkich dziedzinach, ale powiedzmy właśnie w tej dziedzinie, o której mówił Arek, czyli podboju kosmosu — wydarzył się przez ostatnie kilkadziesiąt lat, to jest bardzo dyskusyjny postęp. Gdzieś tam coś wysyłamy, rzeczywiście badamy i to są rzeczy, które wszystkich ekscytują, ale nie wróciliśmy na Księżyc. Wszyscy się odgrażają w tej chwili, i Amerykanie, i Chińczycy, i Rosjanie, że trzeba tam wrócić koniecznie, ale to w gruncie rzeczy nie następuje. Jak sobie przypomnę, to ponowna wyprawa na Księżyc właściwie już powinna się odbyć, już tam powinni Amerykanie być. Nic z tego oczywiście nie wyszło, a zatem warto to wziąć pod uwagę, że pod pewnymi względami ludzkość przyspieszyła.
Rzeczywiście w pewnych dziedzinach technologii, techniki poszliśmy nieprawdopodobnie do przodu, ale pewne dziedziny wydaje mi się, że albo zaniedbaliśmy, albo — tu mała spiskowa teoria — ktoś bardzo dba o to, żebyśmy nie posuwali się w rozwoju poszczególnych technologii zbyt szybko. A zatem teraz czy ta technologia EmDrive cokolwiek nam przyniesie? Nie wiem. Potencjalnie tak, pod warunkiem, że na przykład za pół roku nie dowiemy się, że to było takie nieporozumienie, że to właściwie nie działa.To był taki humbug. To właściwie nigdy nie działało, to się tylko wszystkim wydawało. I wtedy znowu pojawią się teorie, że to działało, ale zostało ukryte, albo że po prostu mieliśmy do czynienia z czymś, co nie miało prawa działać. Ja przypomnę tylko wszystkim, troszeczkę się należy cofnąć w czasie, ile było krzyku i medialnego huku, jeśli chodzi o zimną fuzję. A potem to zostało elegancko albo wyciszone, albo rzeczywiście to była informacja nieprawdziwa. Myślę, że w tym świecie, w którym jesteśmy skazani na przekazy, na informacje, na newsy, bardzo łatwo jest się zagubić. Bardzo łatwo jest popaść albo w huraoptymizm, że hura, za 10 lat będziemy podróżować na Marsa w bardzo krótkim czasie.
I to jest jedna strona. Albo popaść w pesymizm: „Nie, oni wszystko ukrywają. Jesteśmy skazani na stagnację i tylko wybrana elita będzie korzystała z tych dobrodziejstw”. Jak jest? Nie mam. Natomiast pewne doniesienia, które dotyczą rozwoju technologii, a między innymi właśnie EmDrive, są, przynajmniej z mojego punktu widzenia, dosyć niepokojące. Dzięki.
[01:33:17] - Dzięki. Doniesienia o tak zwanym EmDrive są też bardzo niespójne, bo jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że EmDrive jako napęd, który jest umieszczony na jakimś pojeździe i który działa, rozwijany ma być przez kilka ośrodków, w tym Chińczyków. Natomiast sama zasada jego działania ma być od dawna badana przez NASA i wykorzystywana w pewnych rozwiązaniach, na razie testowych. Do czego sprowadza się tutaj cały problem? Otóż jeżeli zobaczymy opinie różnego rodzaju fizyków, którzy przedstawiają w prasie swoje wnioski na temat EmDrive, to one są radykalnie inne. Na przykład mamy z jednej strony wniosek, który mówi, że to jest technologia wręcz cudowna, która produkuje ciąg, a tak naprawdę jest on niewidoczny, niewykrywalny, która łamie zasady dynamiki Newtona, a z drugiej strony jest to coś tak prostego, że może być zasilane jedynie przy użyciu energii słonecznej. I tak dalej. Jeżeli sobie zajrzycie do internetu, znajdziecie mnóstwo hipotez. Tak naprawdę sprawa powinna być prostsza. My nigdy nie dowiemy się, kto nad czym pracuje, bo żyjemy w systemie, w którym technologie odgrywają ogromną rolę i ten, który pierwszy EmDrive opracuje i udowodni, że działa i to sprzeda, osiągnie gigantyczne zyski.
Natomiast troszeczkę mnie niepokoi to, że się pozostawia taką otwartą lukę do różnego rodzaju dociekań. I nawet doszło do sytuacji, kiedy w świadomości ludzi, co ja widzę, ten EmDrive złączył się już z warpem i wiele osób, czego dowody mamy niejednokrotnie w dyskusjach na Facebooku, zaczęło wierzyć w to, że buduje się już coś, co wyniesie nas na Alfę Centauri w ciągu 20 sekund. Nie jest to fajne. Powinno to podążać troszeczkę innym tokiem i innym rytmem. Ale cóż, z jednej strony mamy cudowną technologię, a z drugiej dziennikarzy, którzy szukają sensacji. Jeżeli chodzi o reaktory fuzyjne, to tutaj sprawa jest tymczasem otwarta i jeżeli sobie zajrzycie na przykład do takiego mojego artykułu na Onecie „Koniec ropy bliski”, to zobaczycie, że wiele ośrodków poważnie myśli nad produkowaniem w ten sposób czystej energii, gdzie paliwem będzie wodór i jego izotopy. Także jest to bardzo interesujące, ale co do EmDrive'u myślę, że trzeba bardzo mądrze dobierać źródła, skąd informacje na ten temat płyną.
[01:36:25] - Przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejsza debata, jak prawie zawsze, realizowana jest w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Będzie można do nas dzwonić po godzinie 22:00. Można oczywiście również pisać do nas na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra oraz na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:37:24] - Właśnie, czekamy na wasze relacje i przemyślenia. A tymczasem panowie, przejdźmy do kolejnej kwestii, jaką są spaliny z UFO, bo to też jest temat warty uwagi, tym bardziej w kwestii tego, co nam się ostatnio na ten temat pokazało. Zauważyliście, a może jeszcze nie, że chilijska organizacja CEFAAAfiliowana przy tamtejszych siłach powietrznych opublikowała bardzo interesujący film z roku 2014. CFA to jedna z niewielu organizacji, która zajmuje się badaniem przypadków obserwacji UFO. Formalnie bada, czy te obiekty lub zjawiska nie wpływają w żaden sposób na bezpieczeństwo ruchu powietrznego. Okazuje się, że w listopadzie 2014 roku załoga helikoptera należącego do marynarki wojennej tego kraju zaobserwowała w rejonie Metropolitana, w regionie stołecznym na Wybrzeżu Suchym i Skalistym, dziwny obiekt. Poruszał się w strefie zamkniętej. Pilot helikoptera, który go zauważył, szybko zasięgnął opinii u dwóch kontrolerów, którzy powiedzieli mu, że tego obiektu na radarach nie widzą. W ogóle nie może to być maszyna wojskowa ani cywilna. Na całe szczęście technik na pokładzie tego helikoptera posiadał kamerę termowizyjną i włączył ją zaraz po tym, jak obiekt zaobserwowali po raz pierwszy.
Gołym okiem obserwowane UFO z Chile wyglądało jak zwyczajny owal. Natomiast na tej kamerze, na tym nagraniu widać, że ono emituje ciepło z dwóch źródeł. Wygląda tak, jakby miał reflektory. Natomiast stamtąd się wydobywa ciepło o temperaturze około 50 stopni. Sugerowano, że to mogą być rury wydechowe, natomiast jak mówili świadkowie, nie współgrało to z kierunkiem lotu tego obiektu. To tak, jakby miał rury wydechowe z boku. Natomiast najciekawsza była inna rzecz. Okazało się, że na tej kamerze termowizyjnej widać, jak w dwóch momentach krótko po sobie ten dziwny obiekt wypuszcza chmurę gorącego gazu albo cieczy. Emituje ją w powietrze w postaci długiej smugi. Ona nie wydobywa się tam, gdzie są źródła ciepła, tylko gdzieś indziej.
Jest to niezwykle interesujące. I pytanie teraz, czy to są spaliny, czy co to jest w ogóle? CFA orzekła, że nie jest w stanie wyjaśnić tego incydentu. Pojawiły się nawet takie głosy u niektórych analityków, że ta sprawa zasługuje na to, by określić ją jako prawdziwe UFO. Jest to niezwykle interesujące w kontekście tego, co się z UFO czasem wydobywa. Bo my mówimy tutaj cały czas o przypadkach, kiedy są to obiekty, które poruszają się bez paliwa, które mają jakiś supernapęd, o który nam się jeszcze nie śniło. A tymczasem okazuje się, że one nie tylko dymią, jak ten obiekt z Chile, chociaż nie wiemy, czy to był dym, ale czasami mają takie bardzo przyziemne formy albo przyziemne układy wydechowe. Przypomnijmy sobie tę sprawę Stevena Michalaka z Kanady, o której mówiliśmy jakiś czas temu. On przecież podszedł do takiego latającego obiektu, który wylądował przy Falcon Lake i nagle oparł się o coś, co wyglądało jak rura wydechowa, z której buchnął gorący gaz i tego Michalaka poparzył. Jest jeszcze jeden wątek związany z tym układem wydechowym obiektów UFO.
Są to tak zwane anielskie włosy. Arku, czy mógłbyś powiedzieć parę słów na ich temat?
[01:41:37] - Anielskie włosy pojawiały się bardzo często po przelocie formacji UFO. Były tak, jak kiedyś zawieszane na choinkach anielskie włosy. Cienkie, półprzezroczyste, różnej długości nitki. Przypominały może trochę grubszą sieć pajęczą. I one po jakimś czasie, bo z reguły to było półtorej godziny, rozpadały się, nie pozostawiając żadnych śladów. Tak przynajmniej się doczytałem. Ale wracając do tego rozgrzanego UFO, to nie były nawet takie dwie, ale takich informacji o tym, że ludzie czy piloci czuli gorąco od przelatujących statków, jest dużo więcej. Chciałem tu zwrócić uwagę, tylko nie wiem, na ile to jest prawda, bo doczytałem się tego swego czasu w jakiejś książce polskiej, bo sprawa dotyczy Polski i incydentów z roku 1979, gdzie właśnie po wybuchu statku UFO, który w sumie nie zepsuł się, tylko poleciał dalej, ale zostawił po sobie krótką rurkę, którą umieszczono nawet w Muzeum Lotnictwa, która później zaginęła. O tyle była ciekawa historia tej rurki, że ta rurka podobno utrzymywała ciepło jeszcze przez cały tydzień. Przez cały tydzień była gorąca.
Także to by była któraś z kolei z takich informacji potwierdzających to, że technologia tych latających spodków nie jest taka hen do przodu i taka idealna, żeNapęd bez paliwa nie pozostawiający nic po sobie. On po prostu pozostawia coś, czego my nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Dopiero od stosunkowo niedawna kamery termowizyjne, a w sumie termiczne, są instalowane na statkach powietrznych. Ich rozdzielczość została na tyle doprowadzona do perfekcji, że cokolwiek na nich widać i pomagają bardzo w wojsku. W miejscach, gdzie są słabo widoczne obiekty. Tutaj mówi się o kamerze podczerwieni, ale nie wiem, czy to nie była termiczna kamera. Ta sprawa byłaby o wiele bardziej wiarygodna, gdyby wypłynęła na innym kontynencie, niekoniecznie w Ameryce Południowej. Tam jest bardzo hurraoptymistyczne podejście do wszelkiego tego typu rzeczy. Niemniej jednak trzeba się z tym faktem zmierzyć, że faktycznie być może udało im się nagrać coś, co wykracza poza normę. Jeżeli chodzi o anielskie włosy, były one zbierane do słoików i jest to sprawa nawet nie nowa.
Próbowano poddać je badaniu z różnym skutkiem. Z tego, co pamiętam, pierwiastki oczywiście składały się mniej więcej tak, jak białko jaja kurzego. Czyli trochę siarki i łańcuchy wodorotlenowe. Także nic specjalnie, czemu można by było przypisać nieziemskość. Nie wiem, jak to powiązać i w jakiej formie można wytłumaczyć pochodzenie tego. Być może promieniowanie, które wydzielają te statki, wpływa w jakiś sposób na ziemską atmosferę i tworzy coś takiego. Być może, że tu akurat skład powietrza jest odpowiedni. Ciężko mi powiedzieć, co to jest i czy to na pewno jest efekt działania tamtych sił. Dziękuję.
[01:46:50] - Dziękujemy. Anielskie włosy to dość długa historia, dlatego że pierwsze przypadki, o których mówiono, a przynajmniej jedne z pierwszych w XX wieku, to miały być słynne opady płatków róż, jak wtedy mówiono lub raczej pisano w Fatimie. Wiele osób sugeruje, że tam doszło również do upadku tego rodzaju substancji z latającego obiektu. A tak naprawdę anielskie włosy pojawiają się dość rzadko. Najsłynniejsza sprawa, kiedy widziano, że obiekt, a właściwie obiekty zrzucają coś takiego, to był słynny incydent z Francji z Orlean, gdzie wielu świadków, w tym miejscowy nauczyciel, widziało, że coś takiego z UFO opada i potem to nawet znaleziono. Cały problem w tym, że nikt nie wie do końca, jak powiązać pojawienie się tych nitek substancji przypominającej pajęczynę z pojawieniem się UFO. Niektórzy mówią o pewnych możliwych rozwiązaniach. Na przykład w grę wchodzi czasami teoria o jonizacji powietrza i tak dalej. Ale tak naprawdę sprawa pozostaje dość tajemnicza. Nagle pojawiają się dziwne obiekty, które zrzucają na nas coś, co wygląda jak pajęczyna.
I znowu pojawia się ten sam problem, o którym nie raz mówiliśmy, że każda manifestacja UFO maskuje się za czymś, co przypomina wytwór przyrody. Pamiętamy sprawę słynnych zielonych meteorów, obiektów UFO, które wykonywały niezwykłe manewry w powietrzu, a zdaniem ekspertów były tak naprawdę meteorami. Wiemy, że UFO pozostawia po sobie kręgi, które przypominają słynne czarcie kręgi, czyli wytwory grzybów. Wiemy też o wielu innych przypadkach manifestacji ufologicznych, które były uznawane za zjawiska naturalne. I tak jest też w przypadku anielskich włosów, bo niejednokrotnie pojawiała się hipoteza, że tak naprawdę mamy do czynienia z siecią pajęczą porywaną w czasie babiego lata przez wiatr i ona potem się unosi, opada w takiej masowej formie. Chociaż jest to zjawisko dość rzadkie, ale bardzo spektakularne i świadkowie mogą uznać to za wręcz cud, gdyż widok jest rzeczywiście niezwykły. Anielskie włosy to sprawa dość kontrowersyjna, dlatego że mimo zebranych próbek nie udało się dojść do wniosku, czym one tak naprawdę są, dlatego, że one szybko znikały. Natomiast pojawiały się pewne przypadki, jak chociażby w Orlean, gdzie rzeczywiście istniał związek między pojawieniem się tych tajemniczych nitek aa obserwacją UFO. Ale zagadka tego, co się z UFO wydobywa, sugeruje nam, panowie, że te obiekty, czymkolwiek by nie były, korzystają z jakiejś formy napędu, która produkuje zanieczyszczenia, spaliny. Nie jest to zatem może coś tak bardzo zaawansowanego.
Jak sądzicie, czy to, jak się UFO zachowują, jakie są efekty ich oddziaływania, mówi nam coś o stopniu ich zaawansowania? Marku?
[01:50:31] - Myślę, że nie. Ponieważ nawet jak sobie prześledzimy, zrekapitulujemy to, co do tej pory powiedzieliśmy, to dojdziemy do wniosku, że i my, i ludzie, którzy na przykład tymi anielskimi włosami się zajmują, padamy i oni też padają ofiarami swojej własnej wyobraźni. To znaczy bardzo łatwo, wydaje się, tak bardzo konkretnie jest powiązać owe anielskie włosy z napędem. Ale tak naprawdę, ponieważ nic nie wiemy o tym napędzie, spekulujemy od dłuższego czasu na temat tego napędu w czasie dzisiejszej debaty, to i wnioski na temat owych anielskich włosów są zawsze wariantywne. To jest zawsze naznaczone tym, że jeżeli przyjmiemy jedno założenie, to być może drugie będzie prawdziwe. Ale może nie drugie, tylko trzecie albo czwarte. I tu jest niestety problem, bo równie dobrze owe anielskie włosy mogą być produktami, które gdzieś wydobywają się z tych hipotetycznych napędów, jak i mogą być tworami, które są efektem zupełnie innej technologii, niezwiązanej na przykład z napędem, a związanej na przykład ze sposobem badania czegoś, ze sposobem analizowania i tak dalej. Może wysyłanie owych włosów to jest jakiś rodzaj wysyłania jakichś czujników. Tak jak powiedziałem, odpowiednio zaawansowana technologia, tu znowu powtórzę Clarka, może dla nas nie różnić się niczym od magii, a w związku z tym my się spodziewamy, że badanie czegoś, wysyłanie sond, to trzeba wysłać jakieś konkretne pudełko, które coś tam zbada. Być może w odpowiednio zaawansowanej technologii sondą mogą być owe anielskie włosy.
Dlatego pierwsze, co się nasuwa, to rzeczywiście powiązanie owych anielskich włosów z napędem, z czymś, co wydaje się oczywiste, a mnie się właśnie wcale nie wydaje takie oczywiste. I tak jak powiedziałem, my za mało wiemy. Spekulujemy tutaj dzisiaj ostro na temat napędów, na temat technologii, ale w gruncie rzeczy spekulujemy i fantazjujemy. To znaczy usiłujemy poskładać coś, co tak naprawdę jest bardzo trudne do poskładania. I to właściwie oczywiste. Dla wszystkich, którzy UFO się interesują, właściwie nie powiedziałem nic specjalnie odkrywczego. Tak sobie facet siedzi i gada rzeczy oczywiste. Natomiast chciałbym to mocno zaakcentować, że nie popadajmy chwilami w taki hurraoptymizm, że już coś wiemy, bo tak naprawdę wiemy bardzo niewiele. I jeśli chodzi o te anielskie włosy, to ja, kiedy po raz pierwszy o nich przeczytałem, nie do końca skojarzyłem je właśnie z napędem. I stąd mój daleko posunięty sceptycyzm, jeśli chodzi właśnie o anielskie włosy i napęd UFO.
Dzięki.
[01:54:10] - Powtórzę nasze kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejsza debata ufologiczna online, jak prawie zawsze, realizowana jest w całości na żywo. Można będzie do nas już niedługo dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można do nas również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na YouTube na czacie towarzyszącym naszej transmisji. Jesteśmy też dostępni na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam przesyłać pytania, komentarze i relacje z obserwacji UFO, naturalnie na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:55:04] - Myślę, że możemy otworzyć naszą linię telefoniczną, dlatego, że nasza audycja dzisiaj nie będzie tak długa, jak to czasami bywa, czyli że będzie trwała do godziny 23:00, dlatego, że jest to druga część dyskusji o technologiach używanych przez UFO. Także jeżeli ktoś ma jakieś wnioski, pytania lub też chce podzielić się swoją obserwacją, to prosimy o kontakt na wskazane przez Ivelliosa metody kontaktu. Wracając do tych anielskich włosów, dźwięków wydawanych przez UFO, spalin, wszelkich innych, że tak powiem, przejawów ich działania. Pojawiają się różnego rodzajuPytania na temat natury tych obiektów. Oczywiście musimy pamiętać, że nie wszystkie UFO zachowywały się w ten sposób. Większość obiektów to tak naprawdę jakiegoś rodzaju kule światła czy kule złożone z energii. Tego typu przypadki zawsze rodzą pytanie, czy mamy do czynienia z czymś, co można nazwać wytworem techniki, czy jest to raczej rzadkie zjawisko pogodowe, atmosferyczne? Niektórzy uznają, że są to tak zwane ziemskie światła. Arku, jak sądzisz, czy te relacje o kulach świetlnych, czyli obiektach UFO, o których nie możemy powiedzieć, że są to wytwory techniki, możemy włączyć w naszą dzisiejszą dyskusję, dlatego że one również zachowują się w sposób bardzo niezwykły, mają niezwykłe osiągi, potrafią robić rzeczy wręcz magiczne w powietrzu, zmieniać kierunek lotu w jednej chwili, osiągają ogromne przyspieszenia. Natomiast to są w zasadzie świecące kule.
Czy twoim zdaniem mamy do czynienia z formami czystej energii, czy raczej z obiektami, które otoczone są jakąś formą energii, oddziaływania?
[01:57:15] - Jeżeli chodzi o te kule energii, one są różnej wielkości. Z tym jest akurat, podejrzewam, w całej ufologii największy problem. Dlatego że z całą pewnością te kule są. Z całą pewnością poruszają się w jakiś zamierzony sposób. Oddziaływują na środowisko, bo czasami zdarza się, że są przyczyną pożaru. Na potrzeby wyjaśnienia zjawiska świetlistych kul wymyślono pojęcie pioruna kulistego i nawet zdefiniowano czy potwierdzono jego istnienie w sferze teoretycznej. Jaki powinien być, jak powinien się zachowywać. Bywa tak również, że obiekty całkiem materialne, obiekty z metalu, powiedziałbym z krwi i kości, ale powiedzmy z metalu, obiekty metaliczne zamieniają się w mgnieniu niemalże oka w świetlistą kulę i znikają. Ewentualnie w świetlistą kulę i uchodzą w przestrzeń kosmiczną. I tu jest właśnie cała zagwozdka.
Ja nie lubię bardzo tego tematu. Nie lubię latających kul, zwłaszcza jeżeli są zrobione zdjęcia tych kul, które w jakiś sposób się przeobrażają, kręcą się i robione są zdjęcia czy całe filmy z dużych odległości. I teraz pytanie: co to jest? Albo ktoś próbuje zrobić zbliżenie, wyjdzie mu cokolwiek innego, jakieś deformacje i usilnie próbuje wszystkich przekonać, że jest to właśnie pozaziemski obiekt kosmiczny. W środku siedzą ufoludki. A to dlatego, że mam w domu takiego sceptyka, któremu jak pokazywałem latającą kulę, która po patrzeniu w lornetkę okazała się dwoma punktami świetlnymi, jednym pod drugim. Cała rzecz działa się w styczniu, około 15 stycznia, kilka ładnych lat temu, przy temperaturze również około -18, -20 stopni, więc żaden samolot czegoś takiego nie zostawiał. Ale mój drogi sceptyk domowy od razu powiedział, że to jest nic innego jak po prostu światła. A co to jest, tego nikt nie wie. I dokładnie na tej samej zasadzie w większości obserwacji, które są dokonywane tych kul, tak należy do tego podejść, że to jest po prostu światło niewiadomego pochodzenia.
Natomiast dorabianie do tego jakiejkolwiek głębszej filozofii jest raczej nie na miejscu. Czasami zdarza się, że te kule filmowane z dużej odległości zmieniają swoje kształty, stają się bardziej płaskie czy jakieś inne. Ale z kolei ten ktoś, kto robi film na ten temat, nie bierze pod uwagę tego, że powietrze drga i na przestrzeni kilku kilometrów, z jakich to światło jest filmowane, potrafi z tego obiektu zrobić nie tylko rzecz płaską czy świecącą w różnych punktach, ale również potrafi niefizycznie przemieścić ten obiekt, że ten obiekt po prostu tańczy. Tak się to może wydawać, zwłaszcza jeżeli jest to robione podczas pogody wyżowej. Inaczej się nie da tego obserwować z paru kilometrów, gdzie powietrze jest o dużej przejrzystości i pod wpływem ciepła ziemi ogrzanej przez słońce faluje to wszystko. Więc takie informacje czy zdjęcia świetlistych kul robione z dużej odległości są niejednoznaczne. Zwłaszcza że jeżeli jest to robione blisko lotniska i samolot podchodzi do lądowania, i ma włączone swojeSwoje światła do lądowania z naprawdę dużej odległości widać, i ten obiekt jest widoczny jako świetlisty punkt, który zmierza w kierunku Ziemi. Samolot zwalnia i jeżeli jest do tego jakiś wiatr, i ten samolot ląduje pod wiatr, więc jego prędkość przyziemienia się jeszcze troszeczkę zmniejsza. Jest to widoczne parę ładnych minut. Wychodzi nam, że mamy doniesienia o latającym UFO nad jakąś miejscowością, gdzie nikt nie sprawdza tego, czy w tym momencie był jakiś lot wykonywany.
Bo po prostu o takie informacje w tej chwili pytać, dzwoniąc, można być posądzonym o próbę jakichś zamachów, czy stworzenia zamachów terrorystycznych nawet. Dlatego tego tematu świetlistych kul bardzo nie lubię, bo po prostu to są świetliste kule. Niektóre natomiast doniesienia dotyczące właśnie świetlistych kul, obiektów energetycznych, wymykają się poza wszelką próbę wyjaśnienia tego. Mieliśmy takie doniesienia z miejscowości Orneta, gdzie kula leciała niewysoko nad jezdnią. Miała, nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ale chyba 80 centymetrów średnicy, więc była dosyć duża jak na kulę i przelatywała pod mostem, więc nie da się tego wytłumaczyć w żaden normalny, racjonalny sposób. Ciężko powiedzieć, żeby statek kosmiczny, latający spodek ni z tego, ni z owego zamienił się w kulę o tak małej średnicy. Tutaj ciężko nawet próbować wytłumaczyć to. A jesteśmy w tym tak samo, w ogóle ci, którzy uczestniczą w tych naszych dyskusjach, jesteśmy tak samo do tego predestynowani jak wszyscy inni. Po prostu tyle samo wiemy w tym momencie i tak samo próbujemy to wyjaśnić na tej samej zasadzie, tak jak już tu Marek mówił. Z tym że ja twierdzę, że nawet jeszcze bardziej jesteśmy, bo mamy szerzej otwarte umysły na różne pomysły.
Żadnych nie odrzucamy. I tak jak to jest w filmie na przykład „Kula” do wyjaśnienia pochodzenia ewentualnie odnalezionego statku przede wszystkim sięga się po osoby humanistyczne. Tam fizycy niewiele są w stanie pomóc. Przede wszystkim inżynierowie i właśnie humaniści, którzy próbują to ogarnąć. Zwłaszcza ci, którzy piszą powieści fantastyczne. Dziękuję.
[02:05:22] - Panowie, nie bez przyczyny zapytałem Arkę o te latające kule, bo to rzeczywiście jest problem trochę nie do rozwiązania. Jedni mówią, że to zmora ufologii, dla innych to jest najciekawsza rzecz. Na przykład John Keel twierdził, że to jest bardzo interesujące, ale okazuje się, że Stanton Friedman, czyli jedna z niewielu osób, która miała w kwestii latających spodków coś konkretnego do powiedzenia, jeżeli chodzi o napęd, wysnuł bardzo ciekawe wnioski na temat tego, jak one się poruszają. I było to dość dawno. On co prawda jako badacz ma pewne mankamenty, o których będzie za chwilę, ale odnieśmy się do tego, co mówił o tym, skąd latające spodki mogą przybywać. Albo inaczej, gdzie mogą mieć swoje stacje i czy czasem nie wykorzystują czegoś, co my już badaliśmy, a co zostało odrzucone. Otóż Stanton Friedman uważa, że w latach 60. i 70. prowadzono różnego rodzaju badania nad napędami łodzi podwodnych lub nad przenośnymi jednostkami napędowymi jądrowymi, które mogą w jakiś sposób prowadzić nas do zagadki UFO. Wszystkim zainteresowanym, jeżeli chodzi o szczegóły, polecam ten raport.
Jak to się nazywa? Zaraz powiem. To się nazywa „Szczegółowa analiza technologii UFO” i to jest raport MUFON-u sprzed 36, 37 lat. Ale to jest nadal bardzo ciekawy materiał, bo Stanton Friedman, analizując te wszystkie wątki, mówi nam o tym, o czym powiedział Chris w pierwszej części debaty o technologiach UFO. Że tak naprawdę obiekty, które tutaj do nas przybywają, mogą być pojazdami zwiadowczymi, a statki matki, większe obiekty albo stacjonują gdzieś w Układzie Słonecznym, albo są rzadko widywane w atmosferze Ziemi. Na przykład jak ten słynny obiekt w kształcie miski, który pojawił się przed japońskim samolotem podczas pewnego incydentu w latach 80. nad Alaską bodajże. Panowie, jak myślicie, czy Stanton Friedman ma rację, mówiąc, żeDzieje się właśnie tak, że ktoś nas tutaj obserwuje, ktoś do nas przylatuje, a po Ziemi lata sobie swego rodzaju skuterami. Arku?
[02:08:19] - To jest jakiś pomysł i w sumie nie można go odrzucić. Jest dosyć dobrym pomysłem, co tu dużo mówić. Wpisuje się to w jakiś sposób w to, że UFO czy NOLA to przede wszystkim statki kosmiczne obcych. Należałoby wziąć to pod uwagę. Tylko gdzie te statki matki, na ile by musiały być duże i gdzie powinny stacjonować tak, żeby do tej pory nikt ich nie wykrył? Muszą one niewątpliwie stacjonować gdzieś na jakichś orbitach stacjonarnych, ewentualnie poruszać się razem z planetami. Do tego jeszcze należałoby dodać momenty, w których na zdjęciach czy na filmach uwidoczniono, zarejestrowano połączenia się kilku statków w jeden i ich bardzo gwałtowny wtedy odlot. To by sugerowało to, że te skutery, jak to określiłeś, są zbierane w jedno i odlatują. Jest taki przypadek, między innymi z Anglii, gdzie na świadka napadły jakieś sondy, które go silnie poturbowały. Pozostawiły ślady dziur na ubraniach.
One wyglądały jak miny morskie, mniej więcej w ten sposób. Też były wypuszczone ze statku matki, tylko że dużo mniejszej. Poturbowały go i prawdopodobnie po śladach świadczy doszły do wniosku, że wróciły z powrotem, zataczając jakieś kręgi. Wróciły z powrotem i odleciało to całe towarzystwo. Jest to jakiś pomysł. Zgadza się to mniej więcej z tym, co robili ludzie, czy robią ludzie w przypadku nowych pomysłów na zdobywanie terytoriów. To było między innymi, na przykład jeżeli chodzi o Księżyc, czyli statek matka, który podlatywał, wypuszczał lądownik, lądownik z powrotem wracał i wracali na Ziemię. To samo jest, jeżeli chodzi o pomysły gdańskich studentów na zdobywanie Marsa. To znaczy statek matka, łazik, który ląduje na powierzchni Marsa, wypuszcza małe stateczki, drony, które o wiele szybciej potrafią się przemieszczać, wyszukują do niego zarówno dobrą drogę, jak i badają teren, wracają z powrotem do niego. Jest taki też pomysł, bardzo dobry pomysł.
Jak i współczesne zachowanie się na polu walki, to znaczy wypuszczenie statku matki, drobnych dronów, które będą penetrowały i które będą w charakterze szperaczy i będą wracały. To się zgadza z naszą koncepcją, jak to powinno być. Ale nie znamy do tej pory powodów, dla których ci ufonauci przeróżnej maści, koloru i wyglądu przybywają na Ziemię. Tak jak mówiłem na wstępie tej debaty, nie znamy powodów. Nie można badać przez cały czas tego samego. Nie można przez cały czas kroić tych samych zwierząt. Nie można przez cały czas, za przeproszeniem, w tyłek zaglądać sondami do ludzi, bo się nic więcej nie znajdzie tam, niż się już znalazło za piątym, dziesiątym razem. Badania się robi przez określony czas i to się nie zmienia. I tyle. Więc powtarzanie tego w tak krótkim czasie mija się w zasadzie z celem.
Tutaj cała ta teoria statków, które przybywają na rekonesans i badają, upada z samej zasady tego działania. Dziękuję.
[02:13:11] - Myślę, że Marek Żelkowski będzie miał tu coś do powiedzenia, ale nim oddam mu głos, to jeszcze parę słów od Stantona Friedmana. Jak powiedziałem, Friedman jest jedną z osób, które od wielu lat aktywnie badają zjawisko UFO. Są, jak mówią Anglicy, full-time'owymi ufologami. I w tym swoim dokumencie sprzed wielu lat Friedman już wtedy zauważa, że istnieją formy napędu jądrowego, takie alternatywne, które były badane między innymi w ramach projektu Pluto i Nerva. I to już pod koniec, na przełomie lat 50. i 60. On tutaj sugeruje jeszcze taką możliwość jak napęd magnetoaerodynamiczny, który odpowiednio skalibrowanyA prace nad nim były już przeprowadzane w latach 60. przez doktora Stuarta Waya. Mógłby pozwolić na operowanie obiektem latającym bez użycia paliwa, ale o tym możecie sobie poczytać w tym dość suchym, szczerze mówiąc, raporcie Friedmana na temat technologii UFO. Muszę powiedzieć szczerze, że jeżeli chodzi o opracowania na temat tego, jak UFO się poruszają, to jest zawsze pewien dylemat.
Dlatego, że materiału może jest sporo, natomiast pojawiają się rzeczy z jednej strony albo bardzo oględne i ogólne, albo bardzo szczegółowe, które też nie do końca mogą mówić nam całą prawdę o tym, jak to się dzieje, bo tego tak naprawdę nikt nie wie. Mimo wszystko to coś lata i się unosi. Stanton Friedman znany jest ze swego zaangażowania w UFOlogiczne, ale ma jedną główną wadę w tym wszystkim. Otóż on bardzo jest przyczepiony do teorii o pozaziemskim pochodzeniu obiektów UFO i uparł się na to Zeta Reticuli. Pamiętamy, że był zaangażowany w sprawę Hillów, że ta słynna mapa Betty Hill, gdzie ona wskazała miejsce pochodzenia tych obiektów, to w zasadzie on brał w tym udział. I Stanton Friedman nie potrafi się rozstać tak do końca z tą koncepcją mówiącą o tym, że to są wszystko pozaziemscy astronauci. A my wiemy, że zjawisko UFO jest tak rozbudowane, że do końca nie możemy wszystkiego wpakować do jednego worka. Ale to taka mała uwaga. Marku, jak byś odpowiedział na ten zarzut, że to jednak nie mogą być pozaziemscy astronauci, którzy przybywają, żeby nas obserwować?
[02:16:15] - Może na początek powiem jeszcze na chwilę o tych kulach świetlnych, odwołując się znowu do mojej ulubionej teorii, a właściwie do prawa Clarke'a, że technologia jest nieodróżnialna od magii. Dla mnie zupełnie spokojnie można przyjąć, znowu na zasadzie takiej roboczej hipotezy, a właściwie puszczenia wodzy fantazji, że te świetlne kule spokojnie mogą być sondami, obiektami badawczymi odpowiednio zaawansowanej technologii. I wówczas samo ich istnienie, czy też dziwne zachowanie się, czy też różne cuda, które one wyprawiają, może stanie się mniej dziwne, a może jeszcze bardziej dziwne. Tak naprawdę nie wiem. Poruszamy się we mgle. Natomiast jeśli chodzi o strategię badania Ziemi za pomocą małych stateczków, które przybywają ze statków baz w Układzie Słonecznym, to myślę, że to jest z punktu widzenia ziemskiego, naszej ludzkiej strategii, a właściwie taktyki, to może być całkiem interesujące. Zastanawiałem się, od czego zacząć. Może od tego, że pojawia się cała masa doniesień, mniej lub bardziej fantastycznych o tym, że gdzieś zauważono wielkie obiekty na orbicie Jowisza. Ktoś gdzieś zauważył, że one są być może nie na orbicie Jowisza, tylko może Saturna, trochę dalej. Mówi się o tym, że cały Księżyc to jest właściwie obiekt mocno podejrzany.
Nasz ziemski Księżyc to jest obiekt mocno podejrzany i jakoś nacechowany obcą ingerencją. I tak dalej. Ja nie chcę ciągnąć dalej, brnąć w te teorie, bo one są na ogół znane. Wszyscy, którzy się interesują tematyką dokładnie wiedzą, że gdzieś się pojawia książka przez kogo został zbudowany Księżyc, a to pojawiają się doniesienia, że gdzieś wykryto jakieś obiekty sztuczne na Marsie, a to gdzieś ktoś widział coś na księżycach takiej czy innej planety, a to gdzieś pojawiają się doniesienia, że rzeczywiście widziano olbrzymie statki mierzone w kilometrach, jeśli chodzi o długość czy rozpiętość. I tak dalej. Ja nie chcę się odnosić do poszczególnych doniesień, bo to po pierwsze ryzykowne. Po drugie, tak jak powiedziałem kiedyś, te wszystkie doniesienia mają to do siebie, że one są z punktu widzenia żyjącego w tym miejscu Polski, w jakim żyję, trudne do zweryfikowania. Ja oczywiście mogę chcieć wierzyć w jedno, a nie chcieć wierzyć w drugie, ale już to pokazuje, jak subiektywne jest to, co czasami przyswajamy. Bo tak samo jak ja zachowują się właściwie wszyscy. Jakaś teoria pasuje im bardziej, jakaś teoria pasuje im mniej, jakieś doniesienie wydaje się atrakcyjne, a inne doniesienie z kolei nie za bardzo atrakcyjne.
Dlatego ja nie chciałbym rozstrzygać, nie chciałbym mówić, czy poszczególne doniesienia są mniej lub bardziej prawdopodobne. Skupiłbym się raczej na tym, o czym powiedziałem. Czy taka metoda działania, czyli zakotwiczenie gdzieś w Układzie Słonecznym wielkiego statku bazyMierzonego w kilometrach, w dziesiątkach kilometrów. Nie wiem, na ile mogłaby pozwalać technologia obcych, ale olbrzymiego statku, statku wędrowca. I wysyłanie mniejszych sond oraz mniejszych statków o charakterze badawczym wydaje mi się bardzo racjonalne. Inaczej. Wydaje mi się, że gdybyśmy to my, ludzie, planowali badania jakiejś cywilizacji, ale badanie w taki sposób, że nie przybywamy spektakularnie w celu nawiązania kontaktu, tylko raczej rzeczywiście prowadzimy badania, to tego rodzaju metoda byłaby bardzo skuteczna, bo z jednej strony wprowadza ona co prawda pewien chaos. Same nasze debaty świadczą o tym, jak ten chaos się powiększa. To znaczy te obiekty, które są obserwowane, czyli ludzie, zaobserwowały, że coś się na niebie pojawia, że coś tam się kręci po tym niebie, dziwnie się zachowuje. Ale z drugiej strony, tak jak świadczą o tym poszczególne debaty, wiemy nie za wiele.
Może się nam wydawać, że sporo, ale w gruncie rzeczy, tak jak powiedziałem, to już dzisiaj nie raz, poruszamy się we mgle. Coś wiemy, czegoś nie wiemy. Więcej jest tego, co nie wiemy, niestety. I nawet te nasze stwierdzenia, że coś tam wiemy, wcale nie rozstrzygają. Pojawia się cała masa sceptyków albo zawodowych sceptyków, bo to też należy rozróżnić, którzy mówią: „Nie, to są bzdury. To, o czym wy rozmawiacie, to są po prostu kompletne bzdury. W ogóle nie ma o czym rozmawiać. To w ogóle nie istnieje. Rozmawiacie o waszych wymysłach, o wymysłach waszych oraz waszych kolegów. Coś takiego w ogóle nie jest przedmiotem racjonalnej dyskusji”.
Pozostawiam tych, którzy tak uważają z ich zdaniem. Natomiast powiem w ten sposób: już sam ten spór świadczy o tym, że taka metoda badania jest skuteczna, ponieważ pozwala w odpowiedni sposób namierzać naszą cywilizację, zbierać o niej informacje, a jednocześnie nie daje pretekstu do tego, żeby powiedzieć: „Oto wiemy, że przybyli do nas obcy”. Nie, my się cały czas spieramy między sobą, ale też ze sceptykami, czy UFO w ogóle istnieje. A tymczasem, jeśli jest prawdą to, o czym w tej chwili mówię, to spokojnie przybysze zbierają sobie kolejne informacje na temat ludzkiej cywilizacji. To wszystko oczywiście jest prawdą, pod warunkiem, że przyjmiemy, że UFO to jest zjawisko, które, tak jak już dzisiaj powiedziałem raz, należy rozpatrywać w kategoriach przybyszów z innej części wszechświata. Jeśli przyjmiemy takie założenie, to strategia statków baz zakotwiczonych gdzieś w Układzie Słonecznym jest jak najbardziej racjonalna. I mnie wydaje się, że jeśli obcy to przybysze z daleka, to tak właśnie postępują. Dziękuję.
[02:23:49] - Dziękujemy. Zmierzamy do końca w naszej dzisiejszej debacie. Zostały nam tylko dwa pytania. Jedno z nich wiąże się z tym, dlaczego obiekty UFO, obok tego, że oddziałują na otoczenie, wywierają tak mocny wpływ na psychikę świadków i na świadomość. Z czym to się wiąże? Czy jest to coś zamierzonego? Coś, co konstruktorzy tych obiektów przewidzieli w kontakcie z tymi Tak? Słuchamy.
[02:24:26] - Dodzwonił się do nas kolejny słuchacz. Dobry wieczór.
[02:24:30] - Dobry wieczór. Słuchacz Edek z tej strony, kłaniam się. Panowie, to bardzo sympatyczne, że chce wam się w niedzielę wieczorem poświęcać czas i rozmawiać na takie trudne tematy. I to jeszcze w dodatku non profit. To tytułem wstępu. A teraz powiem panowie tak: jestem humanistą, więc z rozwartym dziobem słucham tego wszystkiego, o czym mówicie, bo przekracza to zdolność mojej percepcji. Nie mam wiedzy. Więc gdybym chciał się mądralować na te tematy, to byłbym żałosny. Jeśli wolno, to troszkę może nie na temat. Każdy, kto grał sam ze sobą w szachy, to zrozumie, że ja sobie stawiam jakąś tam tezę, a potem staram się ją obalić, szukając argumentów.
I co powiecie panowie na to, że może to nie obcy czy kosmiczni, lecz po prostu inni? Bo cywilizacja to nie musi być siedem miliardów, tak jak nas jest, ale może być tysiąc czy milion na jednej planecie. Nie musi współistnieć wyłącznie jedna inteligentna rasa czy gatunek. Gdybyście panowie mogli dwa słowa na ten temat, to bardzo bym prosił. Albo też ja mam do siebie ogromny dyskurs, to może słuchaczerek zwariował. Tak że bardzo bym prosił w tej kwestii, bo w tych kwestiach technicznych, napędów, których słucham panów, to jest to fascynujące, fantastyczne. Nie mam wiedzy na ten temat. Taką mam konstrukcję, że jakby jest to do wymiany żarówki za łącza.To tyle. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
[02:26:15] - Pozdrawiamy.
[02:26:17] - Że poświęcacie swój czas w niedzielę wieczorem. Nie martwcie się.
[02:26:23] - Pozdrawiamy pana Rytmiankę również. Pytanie rzeczywiście ciekawe. Odnosi się do tak zwanych teorii kryptoziemian, która była wielokrotnie podejmowana przez różnych autorów, ale myślę, że Marek Żelkowski miałby tu coś do powiedzenia, bo odnosi się to pytanie pana Edka do słynnej teorii nadistot.
[02:26:47] - Ja jestem skłonny przyjąć. Wydaje mi się ona atrakcyjna. Tego rodzaju podejście wydaje się bardzo atrakcyjne. O nadistotach za chwilę. Natomiast równie dobrze można na niższym poziomie przyjąć, że gdzieś tu na Ziemi, w jakiejś ekosferze, na przykład na dnie oceanów albo gdzieś w oceanach, albo może we wnętrzu Ziemi i tak dalej. Ja tu powtarzam oczywiście w tej chwili nic odkrywczego, tylko pewne teorie, które spokojnie można sobie wyszukać na przykład w internecie, ale gdzieś tutaj obok nas może funkcjonować jakaś inna cywilizacja, bardziej rozwinięta od nas, która z zaciekawieniem przygląda się naszemu rozwojowi. I to tylko jest nasze złudzenie, że my znamy nasz świat na tyle dobrze, że już nie ma miejsca na to, żeby się gdzieś owa cywilizacja przed nami ukryła. To będzie truizm mówienie o tym, że wiemy o oceanach, o dnie oceanów, w ogóle o tym ekosystemie bardzo mało. Wszystkie teorie wydrążonej Ziemi czy też jakichś istot żyjących wewnątrz Ziemi to oczywiście dalsza sfera, o której można by całą audycję zrobić. To jest jedna kwestia.
Rzeczywiście możemy przyjąć, nawet nie odwołując się do teorii nadistot, że nawet istoty bardzo do nas podobne, materialne, tylko bardziej zaawansowane niż my, przyglądają nam się uważnie, patrzą, czy przypadkowo nie przeginamy tej przysłowiowej pałki i nie zagrażamy im w jakiś sposób, nawet niezamierzony. I to jest jedna z teorii, którą myślę zupełnie spokojnie można by przyjąć, nie odwołując się do przybyszy z odległych części galaktyki, czy może nawet spoza galaktyki. Zupełnie spokojnie możemy przyjąć, że nasi bracia pochodzą ze znacznie bliższego miejsca, niż się nam wydaje. A teraz teoria nadistot. Ta teoria to między innymi, tu muszę się powtórzyć, ileś tam audycji wstecz mówiłem o tym, ale polski pisarz science fiction, nieżyjący już Wiśniewski Snerg właśnie tę teorię ukuł czy przedstawił w swojej powieści „Robot”, która została uznana za właściwie najlepszą powieść powojenną, wyprzedzając nawet Lema. Mówię o wynikach jednego z plebiscytów. To oczywiście nie musi być dla wszystkich wiążące. Natomiast takie miejsce ta powieść zajęła. Powieść jest rzeczywiście intrygująca. W jednym z jej fragmentów jest mowa o tym, że tak jak zwierzęta czy rośliny nie są w stanie dostrzec, pomimo że żyjemy w tym samym miejscu na Ziemi, gdyby miały rozum, gdyby miały świadomość, nie byłyby w stanie dostrzec nas jako istot, przejawów naszej mądrości.
Spłycam, skracam nieco temat. Myślę, że jeśli ktoś kogoś zainteresuje, to warto poszperać troszeczkę i o tej teorii nadistot nieco więcej się dowiedzieć. Ale w każdym razie, jeśli te istoty niższe w stosunku do ludzi nie byłyby w stanie zauważyć tego, że jesteśmy tymi nadistotami, tak samo być może ludzie mają w swoim otoczeniu takie nadistoty, takie twory myślące, twory rozumne, których my po prostu nie dostrzegamy, bo nasza świadomość nie jest do tego przystosowana. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć czegoś, o czym nie jesteśmy w stanie pomyśleć. A zatem te istoty spokojnie nas obserwują. Być może na nie codziennie patrzymy, ale po prostu nie widzimy przejawów ich świadomości. Przez taką prostą analogię, aczkolwiek akurat wcale tak nie uważam, ale gdyby się nagle okazało, że chmury, które codziennie widzimy na niebie, są istotami rozumnymi, które się przekształcają na naszych oczach. Widzimy, jak się przekształcają, przemieniają, znikają, pojawiają się na nowo. To co byśmy powiedzieli? Tak jak powiedziałem, nie jestem zwolennikiem akurat tej teorii.
Nie uważam, że chmury to są nasi bracia w rozumie, tylko wyżej postawieni, ale chodzi właśnie o ten sposób postrzegania, że być może my nie jesteśmy w stanie dostrzec inteligencji, która jest inna od naszej inteligencji. I tu znowu odwołałem się do tego, o czym mówiłem kilka debat temu, czyli do takiej wypowiedzi Wiktora Żwikiewicza na forum Bibliotekarium, czyli www.forum.bibliotekarium.pl, gdzie on mówi o tym właśnie, że być może my, ludzie, jesteśmy tak zadufani w sobie, że szukamy inteligencji tamGdzie wydaje się nam, że ona jest podobna do naszej. A być może słowa „inteligencja”, „samoświadomość”, „rozum” wcale nie oznaczają, że to właśnie musi być podobne. Być może po prostu nie potrafimy szukać. Być może ta inteligencja, ta świadomość jest gdzieś w zasięgu naszej ręki, tylko my uparliśmy się, że świadomość, inteligencja to musi być coś podobnego do nas. I być może to jest błąd. Być może nie potrafimy w naszym otoczeniu dostrzec owej inteligencji. Nie chcę tutaj rozwijać tematu, bo pewno popłynąłbym przez najbliższe 10, 15, może 20 minut. Myślę, że to nie ma sensu. Zapraszam na forum.bibliotekarium.pl.
Tam można sobie odsłuchać wypowiedź Wiktora Żwikiewicza, znanego pisarza science fiction, zatytułowaną „Czy umiemy szukać inteligencji?”. Zapraszam. Myślę, że to będzie bardzo pouczające. To, o czym Wiktor Żwikiewicz mówi. I to tyle, jeśli chodzi o tę sprawę.
[02:33:26] - Ja tylko dodam jeszcze na koniec, będzie o tym więcej informacji pod koniec dzisiejszej debaty, że „Bibliotekarium” już w najbliższy piątek o 20 zagości na żywo na antenie Radia Paranormalium. Prawda, Marku?
[02:33:39] - Prawda. Zapraszam w imieniu Wiktora Żwikiewicza i swoim. Zapraszam w najbliższy piątek o 20 do Radia Paranormalium. Ruszymy z audycją, która się właśnie „Bibliotekarium” nazywa. Punktem wyjścia naszej rozmowy będzie zawsze książka. W najbliższy piątek będą to dwie książki, czyli „Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa” oraz „Ślepy zegarmistrz” Dawkinsa, znanego autora, który sporo namieszał we współczesnej kulturze. Ale nie tyle zamierzamy mówić o samej postaci Dawkinsa, bo to już zostało przedyskutowane na wszelkie możliwe sposoby. To ma być właściwie punkt wyjścia do nieco filozoficznej, nieco paranormalnej, nieco naukowej czy literackiej rozmowy na temat naszego świata, tego wszystkiego, co nas otacza. Trochę pewno zahaczymy o to, czym jest ludzka świadomość, czym jest nieludzka świadomość. Dlatego bardzo serdecznie zapraszam w najbliższy piątek o godzinie 20.
Audycja pod tytułem „Bibliotekarium”. Wiktor Żwikiewicz i moja skromna osoba na doczepkę. Dziękuję.
[02:35:02] - Dziękujemy. Warto jeszcze dodać do tej kwestii nadistot, o którą pytał słuchacz Edek, że swego czasu była to bardzo popularna hipoteza. Miała też lekką wariację, która mówiła, że ta grupa, o której mówimy, to w zasadzie nie są istoty, tylko są to istoty stojące na przykład na poziomie wyższym ewolucyjnie czy już na stopniu postbiologicznym. Tylko że to jest na przykład grupa możnych, grupa wywodząca się z elit, która stworzyła sobie alternatywną cywilizację, dzięki której jest w stanie budować coś, co przypomina latające spodki. Ale o uciekającej cywilizacji utniemy sobie kiedyś dyskusję z Chrisem, bo to jest jego konik. Dzisiaj pozdrawiamy Chrisa, który utknął gdzieś w zaspach na wschodnim wybrzeżu. Mamy nadzieję, że się wykopał. Nie zdążył na debatę, bo oczywiście z nami tutaj dzisiaj był. Panowie, kolejne pytanie, które przychodzi do głowy, wiąże się z tym, dlaczego UFO widziane z bliskiej odległości tak mocno oddziałuje na sferę psychiczną. Bo nie jest tajemnicą, że bliskie spotkanie z NOL-em sprawia, iż człowiek zmienia się, ale nim do tego dojdzie, zostaje poddany bardzo specyficznemu oddziaływaniu, które wyłącza go na chwilę z naszej rzeczywistości.
Pojawiły się różne koncepcje, które mówią na przykład, że obiekty UFO robią to specjalnie, by tego świadka w jakiś sposób oszołomić i skłonić do tego, żeby nie robił głupich ruchów. To trochę dziwna koncepcja, bo w jaki sposób człowiek mógłby zaszkodzić obiektowi, który jest dalej i który wyprzedza go na wszelkie możliwe sposoby? Inna hipoteza mówi, że obiekty tego typu wiążą się zawsze ze zmienionym stanem świadomości u świadka z tego powodu, że by zaobserwować te obiekty, w taki stan świadomości zmieniony trzeba wejść. Innymi słowy, że obiekty UFO nigdy nie pojawiają się, przynajmniej obiekty UFO znane z przypadków wysokiej dziwności, czyli takie, kiedy dochodzi do interakcji na przykład bardzo bliskiej z obiektem albo z pasażerami, że to nigdy się nie dzieje w normalnej rzeczywistości, tylko zawsze w lekko zmienionej rzeczywistości, a te obiekty przybywają jakby z jakiejś jej równoległej linii. Panowie, jak sądzicie, co tutaj wchodzi w grę? Czy jest to uboczny skutek promieniowania mikrofalowego emitowanego przez te obiekty, które sprawia, że człowiek staje się, lekko mówiąc, ogłupiały? Czy raczej powinniśmy szukać korzeni tego efektu w tym, co przed chwilą powiedziałem? W tym, że obiekty UFO nie pochodzą do końca z naszej rzeczywistości. Marku?
[02:38:19] - Jak się wydaje, są to obydwie sprawy naraz. My jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że
[02:38:28] - Podobnie jak większość zwierzątek na tym świecie, jeżeli nie spodziewamy się jakiegoś bodźca i on nagle wystąpi, to bardzo często stajemy w miejscu, popadamy w jakiś stan katatonii. Z podobnego założenia wychodził kiedyś Mesmer i ten jego słynny sposób wprowadzania ludzi w hipnozę, polegający właśnie na takim rozluźnieniu, a następnie bardzo silnym bodźcu. To było bardzo często klaśnięcie, krzyknięcie lub muśnięcie czymś w oczy i człowiek popadał w taki stan hipnozy. Jeżeli chodzi natomiast o UFO, jeżeli idziemy jakimś leśnym duktem, świecimy sobie latarką, czy jedziemy rowerem, czy jakimkolwiek innym i jesteśmy w obcym miejscu i nagle zostaniemy oślepieni przez światło, to zachowujemy się przeważnie tak, jak sarny, jak zające oświetlone światłami samochodu. Stajemy w miejscu i patrzymy, co się będzie dalej działo. I ten stan jest taki ponad stan. Różnie ludzie reagują. To są też i stany zagrożenia. Są osoby, które w tym momencie jakiegoś nagłego stresu popadają w takie, jak powiedziałeś, ogłupienie. Nic do nich nie dociera.
Stoi w miejscu i będzie stał. Dla niego czas również w tym momencie będzie biegł. To jest to słynne powiedzenie pana Wojtka Dudka: „tą drugą lewą”. I tyczy się takich osób, które ucząc się latać na paralotni, mylą ni z tego, ni z owego kierunek prawy z lewą i dlatego „tą drugą lewą”. Inna sprawa to jest takie oddziaływanie celowe tych osób, które latają tymi statkami, które próbują robić te doświadczenia. I one celowo wprowadzają w stan takiej hipnozy. Zarówno, żeby w jakiś sposób obłaskawić danego osobnika, że tak powiem, jak i wymazać mu z niewiadomych powodów wspomnienie przebytej traumy bardzo często. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby nas traktować jako przedmiot doświadczenia, czujemy się troszeczkę inaczej i w momencie, kiedy ktoś próbuje do nas się dobrać jakąś igłą skalpelem, musimy widzieć w tym sens i ten sens jest nam wtłaczany do głowy, że tak powiem i w jakiś sposób pozwala nad tym przejść do porządku dziennego. Inną sprawą jest to, że w kilku co najmniej przypadkach zaobserwowano zastój czasu w miejscu, gdzie odbywa się lądowanie UFO, gdzie ten statek wylądował. Taki przykład był bodajże w Austrii, jeżeli się nie mylę.
Z takiego zastoju czasowego, o czym mówił świadek, że nagle ptaki przestają śpiewać. Takie zastygnięcie, gdzie nawet liście na wietrze też nie szeleszczą. To wszystko jest zastałe. I w tym bardzo dobrze się odnajdują te istoty, które się w takim zastałym czasie umieją mimo wszystko poruszać. Także jest to jakiś element techniczny według mnie. W ogóle to wszystko, co się odbywa, ma jakiś charakter taki, który jest dla nas magią, a jest, jak popatrzeć na to z boku, zwykłym wykorzystaniem technologii, która jest już w sumie i nam znana po części, jeżeli chodzi o wprowadzanie w stan hipnozy i wymazywanie poszczególnych kawałków pamięci przeżytych doświadczeń. Dziękuję.
[02:43:47] - Dziękujemy. Nie wspominamy o tym bez powodu. Dlatego, że jeżeli UFO pochodzą z jakichś równoległych wymiarów, a tych może być według teorii strun czy teorii M całkiem dużo, to mamy do czynienia z czymś, co wychodzi poza granice naszego rozumowania w ogóle. Z jednej strony obcy, bo tak ich możemy nazywać, mogą być albo zaawansowani do takiego stopnia, że nie będziemy w stanie tego pojąć i odbudować, jak próbował zrobić to Lazar, ich statków. Albo ta ich cywilizacja może być całkiem specyficzna, jak mówił Arek. Czyli oni mogli zatrzymać się na pewnym poziomie, na którym jest im po prostu, kolokwialnie mówiąc, dobrze. Ewentualnie są na stadium postbiologicznym, na którym coś takiego jak postępStraciło rację bytu. A może jest zupełnie inaczej? Tego się nigdy nie dowiemy. Arku, miałbyś coś do dodania w tej kwestii?
[02:44:49] - Myślę, że nie. Już specjalnie wiele do powiedzenia dodać trudno. Poza tym, że czysto na czuja tak zwanego wydaje mi się, że jeśli mamy do czynienia z obcą inteligencją, obojętnie skąd pochodzi, to myślę, że te dziwne sprawy związane ze świadomością nie są wynikiem przypadkowego oddziaływania elementów napędu czy elementów przypadkowych. Raczej jest to świadome działanie, sposób badania nas jako obiektów służący zaciąganiu kolejnych danych. Dlatego wydaje mi się, że te elementy bliskich spotkań polegające na oddziaływaniu na świadomość obserwatorów, czyli te wszystkie cuda związane z czasem, z odczuwaniem tego czasu, wyłużaniem, skracaniem czy też swoistym zawieszeniem, to jest raczej element eksperymentu niż przypadkowe oddziaływanie. Ale powtarzam, to jest bardziej mówienie: „wydaje mi się, że właśnie tak jest” niż jakakolwiek próba racjonalizowania tego czy odwoływania się do konkretów. Po prostu tak mi się wydaje. Dziękuję.
[02:46:29] - Dziękujemy. Technologia UFO to temat, który ma bardzo wiele twarzy. W tamtym odcinku zakończyliśmy nasze rozważania lekkim zastanowieniem się nad tym, dlaczego obiekty UFO z zewnątrz wyglądają tak, jak wyglądają. Mówiąc kolokwialnie, po co im światła? Ale jest jeszcze jeden element, który budzi zastanowienie. Jeżeli przeanalizujemy relacje osób, które twierdziły, że były na pokładzie latających obiektów, to tam zdumiewa jedna rzecz, drodzy państwo: ubogość wyposażenia wnętrza. Zarówno osoby, które były uprowadzone, jak i osoby, które miały okazję w ten czy inny sposób, jak na przykład Michalak, zajrzeć do środka, czy jak Wolski być tam w stanie, który nie był zmienionym stanem świadomości, ale być tam zaprowadzonym i wyprowadzonym. I one zauważyły, że te obiekty były prawie puste. Tam było mało elektroniki, co najwyżej jakaś dźwignia, jakiś drążek. Nie było superkomputerów, nie było paneli dotykowych ani niczego podobnego.
Czasami było to po prostu śmieszne, bo jeżeli wyobrazimy sobie, że ktoś przybywa z odległej planety, to tak jak w Bemilczynie powinien ten jego statek być wyposażony jakoś trochę lepiej. Tymczasem w Bemilczynie pamiętamy, że była pusta przestrzeń, bardzo uboga, jeżeli chodzi o jakiekolwiek elementy, nie mówiąc w ogóle o dekoracjach, a przy ścianie stał jeden z tych gości w kombinezonie i grzebał coś jakimś drążkiem. Podobnie było w przypadku z Kanady. To się wydarzyło w szpitalu gdzieś w latach 60., gdzie pewna pielęgniarka odsunęła zasłonę i zobaczyła, że na zewnątrz jest latający spodek i miała okazję zajrzeć do wnętrza, w którym stały dwie istoty. To wnętrze też było bardzo ubogie. To się bardzo często powtarza. Rodzi to pytanie, jak to jest, bo tak naprawdę te obiekty powinny być wyposażone w bardzo bajeranckie elementy i tak dalej, a tymczasem jest tam pusto. Dlaczego tak jest? Czy wiąże się to z tym, że te obiekty są kierowane myślą przez pasażerów? Czy są to obiekty autonomiczne, niepotrzebujące w ogóle żadnych urządzeń, gdyż same w sobie są jedną wielką sondą?
Marku?
[02:49:05] - A to wszystko zależy od tego, jak sobie to zsyntetyzujemy, wyobrazimy. Jestem skłonny powiedzieć, że wcale wnętrza pojazdów nie muszą wyglądać jak wnętrza współczesnych samolotów ziemskich. Kokpity pełne zegarów, pełne instrumentów. Jeśli przyjmiemy, że ta technologia, która pozwoliła na odwiedzenie Ziemi istotom czy to z odległych planet, czy z innych wymiarów, to jest technologia, która znacząco wyprzedza naszą technologię, to po prostu nie dziwi mnie to, że my, w sensie ci, którzy odwiedzili statki czy UFO, nie dostrzegają jej. Zwróćmy uwagę, jak dzisiaj anachronicznie wyglądają wnętrza statków kosmicznych, które wyobrażano sobie w latach 50. i filmowano na rozmaite sposoby. Co dzisiaj budzi tylko uśmiech, a przecież minęło zaledwie kilkadziesiąt lat. Równie dobrze możemy sobie wyobrazić, że jeśli minęło tych lat zamiast kilkadziesiąt, kilkaset albo nawet tysiąc, to przesunięcie jest na tyle duże, że po prostu nie potrafimy rozpoznać technologii.Tak jak mówiłem wcześniej o tym, że technologia niczym nie różni się od magii, dokładnie wpisuje się to w twierdzenie, że patrzymy na coś i nie widzimy tam tej technologii, ponieważ ona jest przed naszym wzrokiem ukryta. Spodziewamy się widzieć tam dźwignie, zegary, czujniki i tak dalej, tymczasem jest tam coś bardzo prostego. Coś, co sprawia, że kierowanie tym obiektem, nawigowanie nim, w ogóle obsługa tego obiektu jest dla owych istot zupełnie prosta, naturalna i nie stwarza żadnych problemów.
To my mamy problem, że nie jesteśmy w stanie rozczytać owej technologii. I to tyle. Myślę, że z mojego punktu widzenia taka jest właśnie tajemnica tych dziwnych obserwacji dotyczących UFO. Dziękuję.
[02:51:48] - Marku?
[02:51:51] - Jeśli popatrzeć na rozwój naszej technologii, takiej, z którą się codziennie spotykamy i która służy nam do przemieszczania się, czyli na przykład samochodów, to też po pewnym zachłyśnięciu się pokazywaniem maksymalnie wszystkiego, co w samochodzie się dzieje, pokazują się w tej chwili tylko te informacje, które są ważne. Informacje, które są nieważne z punktu widzenia kierowania samochodem, są ukrywane do czasu, kiedy nastąpi jakaś awaria albo zagrożenie awarią. Jeżeli popatrzymy teraz na kokpity, wszystkie samochody starają się w zasadzie zmniejszyć ilość miejsc, które są potrzebne do obserwacji dla kierowcy. Kiedyś oprócz temperatury cieczy chłodzącej była temperatura oleju, ciśnienie oleju, ciśnienie czasami w ogumieniu, zamknięte drzwi, zamknięty bagażnik. Czy działa światło jakiekolwiek, przepalona żarówka i to, która żarówka jest przepalona. Z tego wszystkiego okrojono to w zasadzie w tej chwili tylko do prędkościomierza, który jest pokazywany, ewentualnie obrotomierza i reszta pokazuje się w momencie, kiedy jest potrzebna. Natomiast bardziej skupiono się na pokazaniu na przykład nawigacji czy ogrzewania wewnątrz samochodu, jaka jest temperatura. To też jest bajer i w sumie jest niepotrzebne. Ta ograniczoność informacji, które należy przesłać do kierującego czy pilotującego samolotem, jest systematycznie ograniczana. Te panele, które się w tej chwili montuje, są panelami do wielokrotnego zastosowania.
Ciężko wymagać, żeby ewentualnie piloci statków kosmicznych, które były zaglądają do środka, również wyszli inną drogą. Skoro potrzeba się przemieścić w daną stronę, to pokazujemy tylko to, co jest potrzebne. Podejrzewam, że po pewnym zakresie to już nie będą cyferki na jakimś ekranie, bo to trzeba popatrzeć, przemyśleć i zareagować. Być może będą bezpośrednio przekazywane w postaci myśli czy obrażeń do mózgu pilota. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, w którą stronę idzie lotnictwo myśliwskie, taki hełm, w który jest wyposażony pilot tego najnowszego amerykańskiego samolotu F-35, to jest nie tylko to, że on kosztuje 30 parę milionów, ale to, że on bezpośrednio przekazuje do oka pilota poszczególne dane. On w jakiś sposób monitoruje pracę mózgu i tak dalej. Nasza technologia idzie właśnie w tę stronę i ciężko wymagać, żeby technologia tych obcych statków była inna. Na pewno też poszła w tę samą stronę. Nie jesteśmy jako kierujący czymkolwiek w stanie objąć zbyt wielu szczegółów i jeszcze przemyśleć, i w jakiś sposób zadecydować, odbierając to normalnie. W jakiś sposób z tym należało się liczyć, że tam będzie nie pełno kontrolek, tylko będzie pusto.
Zadziwia natomiast brak bardzo często, tak jak u Wolskiego, brak udogodnień, siedzenia czy czegokolwiek innego, form jedzenia, które by się miało znajdować w tych obiektach. Czegoś takiego nie ma, nie spotkało się. Brakuje jakichś... w miejscu, gdzie mogłyby być skafandry. Czy te postacie miałyby mieć skafandry kosmiczne? Nie zawsze. Mimo że być może wybierają takie miejsca, gdzie mogą spokojnie wyjść i nie używać skafandrów, ale mimo wszystko jakieś filtry zabezpieczające przed zagrożeniem biologicznym czy jakimkolwiek innym wydaje się, że powinny być, a tego nie ma. Przynajmniej się wydaje, że tego nie ma. Dziękuję.
[02:57:31] - Dziękujemy. Minęła 22:00. Jest ostatnia szansa, żeby do nas zadzwonić, gdyż za chwilę będziemy się rozstawali z anteną. W naszych dyskusjach o technikach UFO tak naprawdę nie mogliśmy dojść za daleko. Jest to temat troszeczkę z góry skazany na niepowodzenie. Możemy oceniać tę kwestię jedynie po owocach. Natomiast jeżeli uwierzymy w hipotezę, że obcy są tak wysoko zaawansowani, że nie możemy nic pewnego o nich powiedzieć, ta dyskusja staje się z góry skazana na niepowodzenie. Dlatego że to jest tak, jakbyśmy kazali naszym prababciom, pradziadkom rozważać taryfę którego operatora sieci GSM jest najlepsza. Mimo wszystko pewne oddziaływania ze strony tych obiektów, pewne uwagi na temat tego, jak oddziaływały na otoczenie, pozwalają nam wysunąć pewne wnioski pokazujące, że ten temat jest bardzo zróżnicowany, a jednym z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień i takich, na których odpowiedzi w ogóle nie ma, jest to, czy obiekty UFO w jakikolwiek sposób na przestrzeni tych 70 lat, które minęły, odkąd zaczęto się tym interesować, choć one wcześniej też przecież były, czy one w jakikolwiek sposób zmieniły swój sposób działania, czy w ich wyglądzie zaszła jakaś zmiana. Jeżeli przyjrzymy się temu w taki sposób, że każdy obiekt UFO, czy to latający talerz, kula czy trójkąt, uznamy za emanację jednego źródła, za produkt jednych rąk, to rzeczywiście taka ewolucja jest, że UFO się zmieniło.
Czy to oznacza, że obcy zmienili swoją technikę? Czy to oznacza, że używają dzisiaj innych statków? Porzucili latające spodki i przesiedli się na latające trójkąty? Tego nie jesteśmy w stanie powiedzieć, bo jak tutaj chłopcy w czasie audycji powiedzieli, nie możemy ustalić, czy latające kule, czy latające trójkąty to tak naprawdę obiekty pokrewne latającym spodkom. Mimo wszystko sprawa cały czas jest otwarta i to, w jaki sposób nowe technologie typu EmDrive, typu rzekomy warp, o którym cały czas marzy NASA, zmienią obraz ludzkości, pozostaje kwestią do dyskusji i do dalszych naukowych może nie eksperymentów, bo na niektóre kwestie typu warp jest jeszcze za wcześnie, ale przynajmniej do owocnych rozważań. Panowie, dziękuję wam za dzisiaj. Naszymi gośćmi byli: Marek Ziętkowski, pisarz, publicysta. Marku, jeszcze dwa słowa o tym „Bibliotekarium”, którego premierowa audycja ma się odbyć w piątek. To będzie audycja mocno intelektualna czy raczej nastawiona na wolną wymianę myśli? Mógłbyś zdradzić jakieś clue?
[03:00:52] - To już zdradzam w takim razie. Ideą jest to, że chcielibyśmy zainspirować, chcielibyśmy pobudzić fantazję. Ja wiem, że każdy z nas, każdy ze słuchaczy Radia Paranormalium z definicji jest człowiekiem, który ma fantazję, który potrafi z tej fantazji korzystać i który lubi puścić wodze fantazji. Natomiast my z Wiktorem, a właściwie Wiktor ze mną, będziemy się starali pokazać pewne pułapki, ale też pewne możliwości, które stwarza nam rzeczywistość. Zastanawiam się w tej chwili tak na gorąco, czy powiedzenie, że audycja intelektualna to będzie właściwie plus czy minus, bo tak naprawdę nie będziemy się starali pushyć i robić czegoś intelektualnego na siłę. Bardziej będziemy starali się pokazać, że nasz świat jest naprawdę dziwny i bez względu na to, czy kierujemy się światopoglądem naukowym, czy też zwykłą fantazją, to w jednym, jak i w drugim wypadku natrafiamy na miny, które burzą nam albo światopogląd naukowy, albo naszą nieokiełznaną fantazję, albo też różne inne pomysły, które czasami mamy. Wiktor jest człowiekiem, który napisał niejedną książkę. To są książki, które wyróżnia właśnie fantazja, nieokiełznana fantazja. Naprawdę każdy, kto się z tą literaturą zetknął, powie jedno: jest to literatura trudnaCzasami zbyt trudna, ale zawsze pobudzająca do myślenia. I taki będzie cel audycji „Bibliotekarium”, żeby pobudzić fantazję, pobudzić myślenie, a przy okazji dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy.
Myślę, że jeśli słuchacze po tej godzinie czy po troszkę dłuższym czasie skończą słuchać naszej audycji i będą mieli w głowie kilka bardzo istotnych pytań, to my będziemy się czuli bardzo usatysfakcjonowani. Dlatego zapraszam jeszcze raz. Piątek, godzina 20:00, długo przed „Teorią chaosu”, więc będziemy się mogli wygadać na całego. Zapraszam jeszcze raz. „Bibliotekarium”, piątek, godzina 20:00.
[03:03:49] - Z pewnością przypomnimy o tym jeszcze naszym słuchaczom. Ja się szczerze mówiąc nie mogę doczekać. Także również zapraszam wszystkich. A naszym drugim gościem był nieoceniony Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Arku, dziękujemy.
[03:04:03] - Dziękuję również za to, że wysłuchaliście mnie. Dobranoc wszystkim życzę.
[03:04:09] - Zapraszamy na blog Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, do którego adres zawsze podany jest przy naszych debatach. Marku i Weriosie, a co za tydzień?
[03:04:22] - Za tydzień, z tego, co pamiętam, będziemy robić temat pod tytułem „Nauczyciel z kosmosu”.
[03:04:31] - Bo tutaj, drodzy państwo, zastanawiacie się pewnie, co w najbliższych debatach ufologicznych. Otóż formalnie mamy ustawiony już plan, natomiast wszystko może ulec zmianie. Ja wam przeczytam przynajmniej kilka planowanych tematów, a jeżeli chcecie, możecie urządzić jakieś głosowanie na czacie czy na naszej grupie. Na następny tydzień planujemy „Nauczycieli z kosmosu”, ale w wodach mamy jeszcze takie tematy jak „Sondy UFO”, ale to chyba przesuniemy na kiedy indziej, dlatego że to troszeczkę rezonuje z dzisiejszym tematem technologii UFO. Tu też się pojawiały takie wzmianki o sondach. Mamy „Hybrydy i program depopulacji”. Bardzo ciekawy temat. Mamy bardzo trudny temat: „Nocne oblężenie”, który chcieliśmy zrealizować z Chrisem, dlatego że jest to sprawa bardzo ciekawa i bardzo rzadko omawiana. Mamy temat taki jak „Pobród na ranczo skinwalkera”, ale ponieważ Chrisa dzisiaj nie ma, nie mogę powiedzieć, kiedy on mógłby dojść do skutku. Kolejny temat to „Przekazy od obcych.
Czy im ufać, czy nie?”; „Strefa 51”. Ale to chyba też przesuniemy z tego powodu, że dzisiaj trochę o tym było. Jest jeszcze „UFO czy Wojsko Polskie?” Potem jest jeszcze „Uciekająca cywilizacja”, „Spotkania niefizyczne” oczywiście „Fatima”, „Szok po kontakcie”, „Cywilizacja marsjańska”. „Czy obcy nas stworzyli?” Będziemy rozmawiać o Billym Meierze, o falach UFO, o Roswell, 70 latach, które w tym roku mijają i wielu innych sprawach. Jeżeli macie państwo jakieś propozycje tematów, to prosimy je nadsyłać. Cóż jeszcze, Marku, możemy powiedzieć oprócz dobranoc?
[03:06:15] - Możemy jeszcze powiedzieć, żebyście się państwo nie wstydzili. Jeżeli widzieliście państwo niezidentyfikowany obiekt latający, to apelujemy gorąco o podzielenie się z nami relacją, najlepiej pod adres e-mail radio@paranormalium.pl. Spokojnie, to, że jesteśmy radiem, to nie znaczy, że wszystko, co do nas trafi na skrzynkę, automatycznie trafia również na antenę. Przed publikacją robimy taki mały przesiew, że tak powiem, tych najciekawszych relacji, a na życzenie świadka zawsze gwarantujemy pełną anonimowość. Tak więc jeszcze raz apelujemy o słuchanie Radia Paranormalium i o dzielenie się swoimi relacjami z obserwacji UFO, ale nie tylko UFO z nami drogą e-mailową na adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[03:07:04] - Trzeba jeszcze pamiętać o tym, że „Debaty ufologiczne” to audycja, która jest bardzo spontaniczna. To znaczy my rzadko kiedy przygotowujemy sobie jakieś zgadki, rzadko kiedy podchodzimy do tego tak sztywnie. To wszystko leci na żywo. Między innymi chyba dlatego jest tak ciekawie i tak fajnie. Zachęcam państwa jeszcze raz do dzielenia się nie tylko relacjami, ale też pomysłami na to, jakie wątki do debat ufologicznych możemy jeszcze wprowadzić. Bo ja jestem świadom, że nie dotknęliśmy tematów, które są często bardzo ważne albo które powinny zostać omówione. Chodzi na przykład o jakieś tam reptilian, o przekazy. Chociaż na przekazach się chyba skupimy niedługo. I tak dalej.
[03:07:57] - Jeszcze milaby.
[03:07:59] - No właśnie, milaby. Wojsko Polskie, UFO. To też jest trudny i ciężki temat. Dlatego coraz bardziej przekonuję się do tego pomysłu, żeby do tych tematów głośnych, chociaż może nie do końca dla nas odpowiednich z tego powodu, że będziemy musieli zburzyć wiele mitów, co sporo osób może znowu obrazić, czy takie tematy podejmować. Ale to już jest, myślę, melodia najbliższej przyszłości. Dziękuję jeszcze raz panowie za wszystko. Zapraszam za tydzień.
[03:08:40] - O, tu jeszcze dzwoni jeden ze słuchaczy, który chciał zadzwonić wcześniej. Pan Maciej. Jesteśmy już na antenie. Witamy.
[03:08:49] - Ja już od jakiegoś czasu przesłuchuję państwa radio i szczególnie chodzi o te debaty, które są prowadzone w dosyć wysokim poziomie. To jedyne, co mogę rzec tutaj
[03:09:00] - Że nikt nam nigdy nie uwierzy w to, co my sobie możemy opowiadać. Czy ktoś jakieś relacje będzie nadawał z jakichś uprowadzeń, czy z obserwacji. Ponieważ jest taki jeden problem w tym wszystkim: nie mamy dowodów i to jest największa nasza bolączka. Jedyna możliwość, która by mogła rozwiązać ten nasz problem, to jest albo jakaś bardzo majętna organizacja, albo jakaś bardzo majętna postać. Nie może zrobić nic innego, jak złapać to coś w siatkę i wtedy pokazać i udowodnić to wszystkim. Bo oni nigdy, czyli rządy i ludzie, którzy posiadają więcej niż jedną trzecią gotówki z całego świata, nigdy się nie przyznają do tego i nigdy nie będą mogli powiedzieć, czy mają kontakt z innymi cywilizacjami, czy mieli do tej pory. Ponieważ rządy czy te kraje, które miały kontakt z tymi cywilizacjami, wtedy by się przyznały, że nie kontrolują sami swoich przestworzy czy nieba. A jest tak, że ci podatnicy tak naprawdę płacą te podatki i żądają tego bezpieczeństwa w swoich krajach, a wtedy to mogłoby zostać zachwiane, co by prowadziło do rewolty czy w ogóle do wybudzenia się ludzkości, do złapania tej głębszej świadomości. I tyle. Jest ogólnie sporo tematów dotyczących samych technologii, o których pisałem już na czacie na Skypie, ale myślę, że to na następne już jakieś debaty.
Chyba że panowie sami to poruszą, co wkleiłem. Dzięki, pozdrawiam. Dobranoc.
[03:10:49] - Dziękujemy. Pozdrawiamy. Bardzo ciekawą rzecz pan powiedział. Oczywiście jest to interesująca koncepcja.
[03:10:56] - Która mianowicie?
[03:10:57] - Ta przestrzeń powietrzna. To, że obywatele wymagaliby po prostu, gdyby się ktoś przyznał, że to istnieje, wymagaliby, żeby powiedział ktoś wreszcie, co to jest. Bo oczywiście wszyscy mają do tego pełne prawo. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która w tym wszystkim odgrywa znaczącą rolę. UFO rzeczywiście trzeba złapać, natomiast ono robi wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Ono robi cały czas to, żeby się nam pokazywać, żeby ta nasza świadomość rosła. Tylko pytanie, czy ta świadomość rośnie w dobrym kierunku? Innymi słowy, oni nam chcą coś przekazać. Natomiast my, analizując wszystkie przekazy od obcych, też nie do końca powinniśmy zachłystywać. Powinniśmy analizować, myślę.
[03:11:44] - Dokładnie. Ja tu dodam jeszcze, że są dwie opcje: pierwsza opcja, ta, o której pan mówi. A jest jeszcze druga opcja, że te obiekty i to wszystko to jest technologia, którą posiadają kraje najbardziej majętne i tak dalej. I oni to robią wszystko w niewiedzy specjalnie przed nami, żebyśmy my o tym dokładnie nie wiedzieli. Czy nawet militaria innych krajów, żeby o tym nie wiedziały. Ale w celu, tak jak panowie mówili wcześniej, wysyłania sond na inne kontynenty, sprawdzania zasobów na tych kontynentach w celu eksploracji tego i tak dalej. Także nie możemy do końca stwierdzić, że to są cywilizacje spoza globu, nie wyłączając tego, że to może być ktoś właściwie z krajów naszego świata, że tak powiem. Czy to Amerykanie, czy to Rosjanie, czy nawet ktoś z Europy, bo nawet w Europie jest pełno takich przypadków.
[03:12:52] - Najgorsze w tym wszystkim jest to, przepraszam, że przerywam, ale też najgorsze w tym wszystkim jest wie pan co? To, że każdy przypadek w zasadzie jest inny i każdy przypadek może mieć różne rozwiązania. Oczywiście teorię można w zasadzie przyporządkować do jakiejś kategorii wojskowej, ale nad tym wszystkim tkwi jeszcze jeden problem, który mi tak ostatnio chodzi po głowie. A mianowicie to, że kiedy my odkrywamy, skąd się bierze świadomość, jak ta świadomość jest produkowana w naszym mózgu, jak to wszystko może wyglądać w kwestii, powiedziałbym, wyższej. Czyli że świadomość nie jest wytworem mózgu, tylko czymś w rodzaju elementu, który jest składnikiem wszechświata. To my możemy nagle dostrzegać dzięki swojemu umysłowi takie obszary naszej egzystencji, które wykraczają poza rzeczywistość trójwymiarową, a co do których nie jesteśmy przyzwyczajeni w ogóle. Natomiast fakt faktem jest, że ta świadomość rośnie. Tylko że pytanie jest, czy ta świadomość rośnie w jakimś określonym celu, który ma nas czegoś nauczyć, czy ma nas wpędzić po prostu w kolejną pułapkę wierzeń. Bo mnie się wydaje, wie pan, że ta siła, o której cały czas mówimy, oczywiście ta siła niebędąca wojskiem, ale że ta siła, która jest niekoniecznie ludzka, może dążyć do celu, który jest niekoniecznie pozytywny dla nas. Czyli oni się mogą nami w jakiś sposób...
[03:14:38] - Na razie to wygląda, że to w ogóle nie jest pozytywne. Na razie to na to wszystko wskazuje, że to absolutnie nie są pozytywne relacje. Wszystkich jakby wziąć i pogrupować jakieś wszystkie takie przypadki zgłoszone przez ludzi czy przez nawet Inspekcję Ruchu Lotniczego, czy coś w tym stylu, to ja bym nigdy tego nie podporządkował pod pozytywne relacje.Nawet te zgłoszenia, które były podczas wojen, że w strefach, w których już militaria zostały wstawione w stan spoczynku i wojska tylko przesiadywały na terenach w celu wycofania ich. Ludzie, czyli żołnierze, ginęli w tysiącach. Po prostu znikali. Nie było ich i nie było o tym żadnej informacji, żadnej wzmianki. Rodziny tych żołnierzy nawet nie miały żadnych wieści. Dostali tylko paznokcie czy włosy i informację o tym, że dany oddział zaginął w akcji i tyle. Jest pełno takich przypadków. Także moim zdaniem to na pewno są negatywne relacje.
[03:15:55] - Tak. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedy się temu przyjrzymy... Mówiłem dzisiaj o Stantonie Friedmanie. Cokolwiek dobrego można o nim powiedzieć, to ma jedną wadę. On patrzy tylko na skromny wycinek całego spektrum ufologicznego, na pewien określony szereg spotkań. A tak naprawdę to jest bardzo szerokie. To są incydenty takie jak chociażby Słocina, którą badał Arek Miazga i która jest jednym z najdziwniejszych wydarzeń w Polsce. To są przypadki, takie jak Arek opisywał o tej rurce, która odpadła od jakiegoś UFO. To był incydent w szklarni. To są przypadki, kiedy świadkowie otrzymują jakieś telepatyczne przekazy.
To są też przypadki, kiedy świadkowie czują się dosłownie opętani przez siłę pochodzącą z UFO. To też są ciekawe przypadki, o których może kiedyś powiemy. One zasługują na osobną debatę, ale tak naprawdę są rzeczy tak dziwne, że one w ogóle nie licują z tym, co dzisiaj mówiliśmy. Bo nagle ktoś wstaje w nocy i czuje, że jego umysł został przejęty przez jakieś oddziaływanie z jakiegoś obiektu. Takich spraw jest dużo, tylko się o tym nie mówi.
[03:17:10] - Statystycznie jest ogromnie. Ciężko jest uszeregować to wszystko.
[03:17:17] - I tak naprawdę weźmy sobie takie przypadki radarowe. Weźmy przypadki, kiedy ktoś jest opętany oddziaływaniem obiektu. Weźmy jakieś dziwne abdukcje, weźmy sobie milaby. To tak naprawdę jedno z drugim to się w ogóle nie klei. Wychodzi strasznie szerokie spektrum spotkań i trudno z tego wyciągnąć wnioski, bo możemy być Stantonem Friedmanem i wyciąć sobie jeden pasek i powiedzieć tak: „To wszystko są Zeta Reticulanie”. Ale potem jest drugi pasek, na którym w ogóle jest coś innego, co do tego nie pasuje. Także tak to wygląda. Dziękujemy panu za telefon. Musimy kończyć.
[03:17:55] - Nie wiadomo nawet, do czego to czasami przyporządkować. Czy do tych przypadków bardziej technologicznych, czy bardziej do tych psionicznych.
[03:18:03] - Właśnie. To jest całe prawda. A muszę panu powiedzieć, już ostatnie zdanie, że jeżeli przyjrzymy się opiniom badaczy UFO, tych znanych i tych mniej znanych, oni zawsze to podkreślają, że istnieje wielka dychotomia i wielki rozdźwięk między tym, co w UFO jest materialne i techniczne, a tym, co jest w nim paranormalne i, tak jak pan powiedział, związane ze sferą psi. Tak to wygląda.
[03:18:29] - Jeszcze jedno co mogę, że do samej technologii, to mi się wydaje, że oni mają coś tak prostego, bo my musimy mieć zaraz w naszych samolotach czy pojazdach pełno parametrów i pełno czujników. Wszystko musi być sparametryzowane i kontrolowane przez pilota, kierowcę. Nawet jak pan opisywał, że w tych obiektach jest pustka, praktycznie jest tam bardzo surowo. Oni muszą mieć coś tak prostego, że nasza nauka po prostu wysiada przy tym.
[03:18:58] - Właśnie, to też może być tak, że obiekty nie potrzebują komfortu, nie potrzebują odczytów, dlatego że to są sondy same w sobie i nawet pasażerowie takiego obiektu też są sondami. Chociaż to by było trochę absurdalne. Po co jakaś obca cywilizacja miałaby tworzyć sondę, dokładać do tego dwie osoby, roboty, które by tą sondę obsługiwały? Ale mimo wszystko coś w tym jest. Ja tutaj gadam, a panowie może mieliby coś do powiedzenia co do tych dywagacji. Arku? Marku? Nie słyszę akcesu. Także dziękuję panu za telefon. Pozdrawiamy serdecznie, życzymy dobrej nocy.
[03:19:37] - Dziękuję. Dobranoc.
[03:19:39] - Dobranoc. Zapraszamy na kolejną debatę. Panowie, dziękujemy jeszcze raz. Zapraszamy na „Bibliotekarium” w piątek, na którym mam nadzieję się słyszymy. I cóż, do następnej niedzieli, kiedy będziemy wałkować nauczycieli z kosmosu i to nie tylko w postaci słynnych Abgal.
[03:19:56] - A mówił te słowa współprowadzący „Debatę ufologiczną online” Piotr Cielebaś z „Nieznanego świata”. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[03:20:05] - Dziękuję. Pozdrawiam i dobranoc.
[03:20:07] - A audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. To była 63. „Debata ufologiczna online”. Zapraszamy oczywiście do słuchania Radia Paranormalium całą dobę, między innymi przez aplikacje mobilne, które ostatnio zaktualizowaliśmy. Pojawiło się też kilka nowych. No i cóż, do usłyszenia w kolejnej „Debacie ufologicznej online”. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.