[01:15] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 58. już debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o słynnych zagranicznych spotkaniach z UFO, w których swój udział mieli Polacy. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami współprowadzący nasze debaty: Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:40] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[01:42] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, który ostatnio coś strasznie narozrabiał w klubie Paranormalium, z tego, co słyszałem. Kris Miekinę z serwisu Nowa Atlantyda. Witaj, Krisie.
[01:55] - Witam również wszystkich. Dobry wieczór. Nie wiem, czy narozrabiałem. Fajny klub, fajni ludzie. Omówiliśmy parę tematów z tego i z tamtego świata i w ogóle czasami nie z tej Ziemi, a także obecną aktualną sytuację Radawy, którą pozdrawiam.
[02:08] - Zanim przejdziemy do tematu, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, którymi można się z nami skontaktować. Tak jak zawsze około godziny 21:00 otwieramy linię telefoniczną. Będzie taka otwarta linia, ale kontakty podam już teraz. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Zbieramy również pytania i komentarze z naszego czata, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube. A jeżeli ktoś woli, może nam również wysyłać wiadomości poprzez fanpage'e Radia Paranormalium i portalu Infra. Przy tej okazji oczywiście zachęcamy do dołączenia na Facebooku do grup Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”.
A jeżeli ktoś chce, to może nam wysyłać swoje komentarze i pytania drogą mailową na adres radio@paranormalium.pl. Tak więc dzisiaj Polacy i słynne zagraniczne spotkania z UFO. Mało kto wie, że Polacy byli często bohaterami incydentów, które przeszły do historii ufologii. Dziś przyjrzymy się kilku takim przypadkom i zapewniam, będziecie bardzo zaskoczeni. Panowie, przenieśmy się może w czasy II wojny światowej, kiedy alianckie dowództwo zaskoczone było aktywnością tak zwanych foo fighters. Mało kto wie, że te przedziwne obiekty zaobserwowali po raz pierwszy polscy marynarze, zaś polscy lotnicy mieli często widzieć te obiekty podczas misji bombowych nad ośrodkiem Peenemünde. Co na ten temat może powiedzieć Piotr Cielebiaś? Piotrze?
[03:57] - Dziękuję, jak zwykle. Dzisiaj spotykamy się na 58. debacie ufologicznej. Gdyby debata ufologiczna była kobietą, to byłaby już panią w słusznym wieku. Dziś będziemy mówić o sprawach bardzo mało znanych, o których się w zasadzie nie mówi. A chodzi o udział Polaków w wielkiej światowej ufologii. Nie wiem, czemu zostało to przemilczane. Nie wiem, czemu nie poruszano nigdy tych kwestii. A tu nagle okazuje się, że kiedy przyjrzymy się światowej ufologii, tym najważniejszym wydarzeniom, często wydarzeniom na skalę powiedziałbym bardzo dużą, to tam są Polacy. Tak jak z wszystkimi innymi sprawami.
W którykolwiek kąt na świecie się nie zajrzy, to tam Polacy są albo byli i coś robią. Jest to niezwykle interesująca sprawa, bo jak się za chwilę przekonamy, Polacy byli pierwszymi osobami, które zaobserwowały foo fightery. Polacy mieli znaczny wkład w pierwsze obserwacje UFO w Stanach Zjednoczonych. Polacy byli bohaterami bardzo kontrowersyjnych spraw również, o których dzisiaj powiemy. Ale te przypadki naszych rodaków, choć czasami bardzo słabo rozbudowane, słabo nagłośnione, będą dla nas też okazją do powrotu albo do zahaczenia o sprawy wielkiej wagi. Jedną ze spraw tej wielkiej wagi jest wydarzenie w Kętrzynie, którego rocznicę okrągłą w roku 2016 obchodzimy. Ale o tym za chwilę. Zajmijmy się foo fighterami. Kiedy w zasadzie się to zaczęło? Istnieje taki kontr-tez ufologiczny, że pierwsza relacja o foo fighterach pojawiła sięW roku 1941.
Pochodziła ona od polskich marynarzy z załogi statku SS Pułaski. To był statek transportowy, przerobiony potem na potrzeby marynarki brytyjskiej. Oni mówią, że zaobserwowali jasną kulę świecącą zielonkawym światłem, która była dość dużej wielkości. Z tego, co pamiętam, twierdzili, że była wielkości połowy tarczy księżyca. Zaalarmowali wtedy brytyjskiego oficera. I co było w tym najdziwniejsze? Bo moglibyśmy powiedzieć, że sprawa SS Pułaski jest mało znacząca, bo faceci mówią o obserwacji zielonej kuli, to oczywiście nic innego jak po prostu meteor. Natomiast problem w tym, że oni twierdzą, że obiekt pozostawał w zasięgu wzroku przez około, uwaga, godzinę. Także było to bardzo interesujące. Same foo fightery zapisały się w historii ufologii dość dużymi literami, bo okazuje się, że rzeczywiście one pojawiły się nagle, chociaż ich historia jest dość zawiła.
Mówiąc krótko, były to wszelkie obiekty niezidentyfikowane, których nie byli w stanie rozpoznać piloci alianccy oraz piloci niemieccy. Dlaczego podkreślam, że wszelkie obiekty niezidentyfikowane? Bo w niektórych źródłach można się spotkać z taką opinią, że były to tylko latające zielone albo pomarańczowe kule. Kule światła, które się uganiały za samolotami. I to były foo fightery. Nie. Foo fightery miały bardzo różne formy. Foo fightery występowały zarówno w postaci tych słynnychboli, czyli kul światła, ale także obiektów o nieco innym kształcie, bo i dysków, bo i takich obiektów, do których jesteśmy przyzwyczajeni bardziej w dzisiejszych czasach. Chodzi mi tu o tą całą gamę, w jakiej się przejawiają NOLe. Najsłynniejsze spotkanie z foo fighterem z ziem polskich, o którym wiadomo, to sprawa z walczącej Warszawy, gdzieś z początków powstania warszawskiego, kiedy pan Zenon Sergisz obserwował, już nie pamiętam, z której ulicy, ale przelot takiej grupy obiektów, które leciały w bardzo dziwny sposób.
On twierdził, że leciały tuż pod niemieckim bombowcem, po czym tak jakby obniżyły pułap, skryły się za budynkami i potem znowu się pojawiły. Ale by uporządkować nasz wywód o foo fighterach, to powiedzmy, że już na bardzo wczesnym stadium problemem tym zainteresował się brytyjski RAF, Brytyjskie Siły Powietrzne. I w tamtejszych dokumentach zachowały się bardzo ciekawe relacje na temat polskich lotników wykonujących misje na terytorium Rzeszy, między innymi na ośrodek . Rewelacje te poniekąd potwierdziła osoba, która z tymi lotnikami była. Był nią aktor mało znany u nas w Polsce, Bentin Michael, który w tamtym czasie służył właśnie w RAF-ie i nadzorował polskich lotników. I okazuje się, że oni często właśnie mówili o obserwacji tych latających kul, które pojawiały się za ich samolotami. Co ciekawe, foo fightery nigdy nie atakowały. Początkowo myślano, i tutaj zwracam się do Chrisa, nawet, że te dziwne obiekty latające, które uganiają się za samolotami, podlatują do nich, symulują pościg, ale nigdy nie atakują, są supernowoczesną bronią Hitlera. Natomiast potem się okazało, że równie zaskoczeni obecnością tych obiektów byli Niemcy. Mało kto wie również, że foo fightery widywane były w Azji i że tam, mimo że pojawiła się taka hipoteza, że mogą to być japońskie balony zapalające, również dochodziło do bardzo dziwnych incydentów.
I teraz pytanie kluczowe: czym foo fightery mogły być? Bo niektórzy dopatrują się w nich prekursorów zjawiska UFO, inni są bardziej sceptyczni, twierdząc, że w wyniku tak intensywnego ruchu powietrznego piloci zaczęli się stykać z dziwnymi zjawiskami atmosferycznymi, wszelkimi formami piorunów kulistych, ogni Świętego Elma i tak dalej. Chociaż te drugie nie pojawiają się w taki sposób, jak się manifestowały foo fightery. Skrajna hipoteza mówiła, że to jakaś tajna broń Niemców. Natomiast potem, już w latach 50., kiedy zaczęto w Ameryce badać UFO, niektórzy doszli do wniosku, że istniał bardzo duży związek między relacjami o latających spodkach a tymi słynnymi foo fighterami. Powiedzmy jeszcze, skąd się wzięło słowo foo?Termin Foo Fighter skąd się wziął? Bo on w zasadzie nie znaczy nic. Słowo „foo” zdaniem niektórych wzięło się od francuskiego słowa oznaczającego ogień. Natomiast według innych jest to określenie brzmiące po polsku może jak „tere fere”. Czyli Foo Fightery to albo ogniste myśliwce, albo coś w rodzaju tere fere myśliwce.
W każdym razie coś, czego ludzie nie mogli do końca sprecyzować. Chris, powiedz mi, proszę ja ciebie, jak ty oceniasz zagadkę Foo Fighterów? Czy były to obiekty, które były pradziadkami dzisiejszych UFO? Czy one obserwowały to szaleństwo, jakim była II wojna światowa? Przypatrywały się temu z bliska po prostu jako sondy obcej cywilizacji, czy może to taka wojenna legenda?
[13:22] - Więc proszę ja ciebie, z tym Foo Fighterami to wydaje mi się, a w zasadzie nabieram takiej pewności, że historia jest dużo szersza i wcale nie ogranicza się do II wojny światowej, choć II wojna światowa spopularyzowała to całe zjawisko i nadała mu nazwę. Z tego względu, że mnóstwo ludzi było wtedy w powietrzu, mnóstwo walk odbywało się w powietrzu. Ludzie obserwowali niebo, bo spodziewali się jakiegoś niebezpieczeństwa z tej strony. Obserwowali uważnie, więc zachodziło dużo obserwacji siłą rzeczy. Natomiast nawet na podstawie naszych wcześniejszych dyskusji w radiu, chociażby o tym dawnym UFO, wynika z tego, że kule światła pojawiały się od najdawniejszych czasów najrozmaitszej intensywności. I teraz z tymi kulami światła mamy do czynienia masowo, przede wszystkim w czasie II wojny światowej. I rzeczywiście można je było pomylić z bronią przeciwnika w momencie, kiedy wyobrażamy sobie olbrzymie stado Superfortec, które leciały bombardować Niemcy i nagle zobaczyły odrywające się od ziemi świetliste kule, które gnały jak szalone w ich kierunku, powodując czasami panikę w takich formacjach. Na dodatek okazało się, że nie da się tego czegoś za bardzo zastrzelić. Próbowano to zastrzelić i okazało się, że kule przechodzą na wylot, nie czyniąc żadnej krzywdy. Pociski mam tu na myśli.
A kule po prostu okazały się, że przelatywały sobie jak gdyby nigdy nic, i na dodatek dokonywały jakichś kompletnie szalonych manewrów, za którymi nie można było nadążyć. Foo Fighters nie były obiektami, które w jakiś sposób niewinny pojawiały się na niebie. To znaczy, że były one w stanie wyrządzić krzywdę. Nie może przez to, że strzelały do nadlatujących alianckich pilotów, ale gdy taka świetlista kula pojawiła się zbyt blisko samolotu, wówczas dziwne rzeczy działy się na jego pokładzie. Wysiadała elektryka, elektronika, wysiadało mnóstwo urządzeń i dlatego przez długi czas uważano, że być może jest to tajna broń Niemców i próbowano odnaleźć tego wszystkiego przyczyny. Natomiast kiedy spojrzymy na to zjawisko ze znacznie szerszego punktu widzenia, ze świetlistymi kulami mamy do czynienia od dawna i mamy do czynienia do dziś. Dziś taką najpopularniejszą świetlistą kulą są te wszystkie pomarańczowe kule, niezidentyfikowane obiekty latające, których my dziś Foo Fighters nie nazywamy. Natomiast one się pojawiają, pojawiają się bardzo często. Są najczęstszą właściwie obserwacją. Podobnie Foo Fighters były najczęstszą obserwacją niezidentyfikowanych obiektów latających w czasach II wojny światowej.
Tak jak powiedziałem, ta wojna spowodowała, że w powietrzu znajdowała się cała masa samolotów, więc obserwacji było dużo. Ja w jakiś sposób łączę to pojawianie się ich akurat w takiej ilości z tym, że mam takie wrażenie, oczywiście jest to tylko teoria niczym nieudowodniona, ale mam takie wrażenie, że te wszystkie świetliste kule pojawiają się wtedy, kiedy mamy do czynienia z jakimś nagromadzeniem energii w powietrzu, że one są niemalże wręcz wytworem tej energii w powietrzu. Bo tak jak Piotr wspomniał, obserwowano je nie tylko nad Europą. Obserwowano je nad Azją, na przykład obserwowano je nad Guadalcanalem, kiedy wszyscy czekali, kiedy rozpocznie się bombardowanie Guadalcanalu. Okazało się, że kule przeleciały jak gdyby nigdy nic i zniknęły za horyzontem. Natomiast z historii wiemy, że bitwa o Guadalcanal była jedną z najkrwawszych w całej tej kampanii Stanów Zjednoczonych przeciwko Japonii. Wówczas była to jedna z przełomowych bitw i doszło tam rzeczywiście do emanacji, że tak powiem, to nie jest najlepsze określenie i proszę to traktować jako określenie robocze, emanacji pewnej energii, której być może tym ostatecznym wytworem jest właśnie takie zjawisko. Na przykład dziś, kiedy obserwujemy, przynajmniej tu, kiedy obserwuje się w Stanach zjawisko świetlistych kul, najczęściej ono, to ciekawe, występuje w różnych rejonach jeziora Michigan. A z kolei wiadomo jest, że istnieje tam szereg bardzo tajnych, podziemnych i podwodnych nawet baz pod tym właśnie jeziorem, amerykańskich baz wojskowych. I znów taka baza w dzisiejszych czasach jest to olbrzymia koncentracja energii, nie wiemy do końca, jaki efekt ona wywołuje.
I być może właśnie czymś takim ubocznym, taką emanacją ostateczną tej właśnie energii.Jest zjawisko, które dziś określamy foo fighters. Nie wiemy, z czym mamy do czynienia. Może w ten sposób.
[18:26] - Proszę cię przerwę i wejdę ci w słowo, bo powiedziałeś tutaj o tej emanacji, o tych kulach światła. Zdaniem osób, które są zwolennikami teorii o tak zwanych ziemskich światłach, czyli obiektach pojawiających się w przestrzeni powietrznej właśnie w formie kul najczęściej, które są wynikiem procesów geologicznych, na przykład w wyniku tarcia pod powierzchnią ziemi te obiekty mają się manifestować. Zdaniem niektórych ma być to odpowiedź na zagadkę UFO. W tego typu przypadkach rzeczywiście coś jest, bo na przykład weźmy górę Osona, o której robiliśmy kiedyś audycję. Tu takie obiekty też się pojawiają, też w formie kul. Trudno zaliczyć to do jakiegoś pozaziemskiego UFO, ale może coś jest na rzeczy. Natomiast w przypadku foo fighterów problem był taki, że one się zachowywały zdaniem obserwatorów inteligentnie. Dlatego trudno tu powiedzieć, by moim zdaniem jakaś teoria o ziemskich światłach wchodziła w grę. Druga sprawa jest taka, że foo fightery niektórym mogą kojarzyć się po prostu z jakimiś niewielkimi sondami, które próbowały wybadać grunt. Mówię tutaj o takiej hipotezie, którą wysunął major Kichoł po wojnie, że badały one grunt pod to, co się tutaj dzieje, że obcy, którzy przebywają na Ziemi, mogli się zaniepokoić drugą wojną światową, działaniami zbrojnymi i po prostu zaczęli obserwować w taki czy inny sposób.
Takie małe, szybkie kule byłyby najlepszym sposobem, by taki projekt wykonać. Ale chciałem tutaj jeszcze się odnieść do jednej rzeczy, bo foo fightery wielu osobom wydają się zjawiskiem troszeczkę nudnym, trącącym myszką, archaicznym, w którym nie ma w zasadzie żadnej zagadki w dzisiejszych czasach. Natomiast jeżeli wejdziemy w to głębiej, zobaczymy, że jest to interesujące z tego powodu, że już wtedy zaczęto zdawać sobie sprawę na wielu polach, szczególnie w siłach powietrznych, że w przestrzeni, w której poruszają się samoloty, znajduje się ktoś jeszcze. I tak na przykład pod sam koniec wojny niejaki major Hopkins przesłał do brytyjskiego Ministerstwa Lotnictwa taki raport, który mówił, że próbowano wyjaśnić zagadkę foo fighterów, ale bez konkretnych wniosków. I to, że nie było tych konkretnych wniosków, wynika z tego, że po pierwsze piloci mogli pomylić z foo fighterami bardzo często po prostu pociski obronne, przeciwlotnicze i mogli pomylić Me 26 słynnego Messerschmitta Turbo. Wspomniane balony zapalające. Nie wiem, czy powiedziałem o zjawiskach atmosferycznych, ale to one też. Dlatego to zostało niewyjaśnione i pewnie nikt by tego nie ruszał, gdyby nie to, co się stało potem, po wojnie, kiedy pojawiły się obiekty UFO. Jeszcze dodam, że tutaj zrobiłem błąd mówiąc, że on nadzorował polskich lotników. On nie nadzorował polskich lotników, ale, drodzy państwo, przeprowadzał z nimi przesłuchanie po prostu w sprawie foo fighterów.
I tutaj przytoczę taki fragment, bo okazuje się, że Bentain w roku 1943 przeprowadzał właśnie takie przesłuchanie Polaków, którzy twierdzili, że obiekty UFO ścigały ich bombowiec podczas misji nad terytorium Rzeszy. Nasi lotnicy twierdzili, że musi to być niemiecka broń. Natomiast Bentain był komikiem, więc jako jajcarz zapytał: „Ale co one wam zrobiły?” Polacy odparli: „Nic”. A Bentain, tak jak Karol Strasburger do nich, że musi to być zatem mało skuteczna broń. Ale pośmialiśmy się, pożartowaliśmy. Przejdźmy do mniej znanej strony foo fighterów. Chris, wspomniałeś tu o bardzo ciekawej rzeczy, o tym, że kule świetlne to w zasadzie jest najbardziej popularna forma UFO. Obiektów UFO jako niezidentyfikowanych obiektów latających, które się pojawiają w przestrzeni i które, powiem tak, najtrudniej zidentyfikować, bo taka kula może być rzeczywiście wszystkim. Natomiast te kule czasami pojawiają się w bardzo nietypowych układach i przypadkach. Oczywiście znamy historię o piorunach kulistych, znamy historię o wszelkich formach tych luminescencji dających się wyjaśnić naturalnie, ale są sprawy, szczególnie takie, jakie mamy w swoim archiwum, jakie posiada Arek Miazga, jakie posiadam ja, które mówią, że foo fightery wcale nie zniknęły, te kuliste foo fightery.
Bo jeżeli się przyjrzymy relacjom dzisiejszym na przykład z Hermanowej, którą dostał Arek Miazga, gdzie dwa takie obiekty zawisły nad domem, gdzie dwa takie obiekty malutkie, kuliste manewrowały właśnie nad budynkiem mieszkalnym. Kiedy się przyjrzymy sprawie z Dańca, gdzie dwóch policjantów widziało manewry takich kuleczek w powietrzu. Kiedy zwrócimy uwagę na relację z Góry Osona, gdzie po tańcu tych obiektów wokół siebie również doszło do bardzo ciekawej sprawy, bo jeden z większych obiektów wchłonął drugi, mniejszy. Zauważymy, że foo fightery w zasadzie są cały czas z nami. Zgadzasz się ze mną, Chris?
[24:25] - O tym właśnie mówiłem, że jest to zjawisko, które obserwowane jest od bardzo dawna, od początków naszej zapisywanej historii i nie zmieniło się aż do obecnych czasów. Jedyne, co się zmieniło, to zmieniła się percepcja obserwowania tego, co się rozgrywa. Oczywiście wojna to jest sytuacja ekstremalna, więc one odbierane były jako ewentualna broń albo jako zagrożenie. I tak jak wspomniałem, przez to, że dużo ludzi obserwowało niebo, były widoczne częściej niż na przykład kiedy zajmujemy się zwykłymi ludzkimi sprawami, zamyślamy się o czymś i nie patrzymy tak często w niebo albo nawet nie zwracamy uwagi, jeżeli coś się wydarzy takiego na niebie. Jednak one wydarzają się do dziś. Dziś właśnie mamy te pomarańczowe najczęściej kule, ale także kule w najrozmaitszych innych kolorach, kule światła, które są tu i ówdzie obserwowane. Ja czytam regularnie wszystkie te wpisy, które rejestrują zjawiska UFO w Stanach i jest to zazwyczaj ponad 300 wpisów miesięcznie, więc cała masa obserwacji UFO jest w tej chwili nad Stanami dokonywana i co najmniej połowa, czasami 60, 65% to są właśnie te kule, których nikt nie potrafi wyjaśnić, które poruszają się inteligentnie, ale tylko dlatego inteligentnie, że dokonują najrozmaitszych manewrów i nie potrafimy wyjaśnić sobie, z czego te manewry wynikają. Ja mam następną taką ryzykowną teorię, bo ona trąci tutaj troszeczkę new age, że być może wpływ na to zjawisko, które dziś nazywamy foo fighters, ma nasza świadomość. Kiedy następuje coś w rodzaju koherencji tej świadomości, gdzie jest ona spotęgowana przez całą grupę ludzi, którzy myślą o czymś podobnym i w podobny sposób, może właśnie dojść do niezwykłego zachowania tego typu historii, tego typu obiektów czy nawet pojawiania się tego typu wydarzeń. I teraz zwróćmy uwagę właśnie na te klasyczne przykłady, tych foo fighterów z czasów II wojny światowej.
Mamy tysiące ludzi w powietrzu. Z jednej strony jedni lecą bombardować, drudzy startują, żeby te bombowce zestrzeliwać, więc wszyscy są intensywni emocjonalnie. Ponieważ świadomość jest energią, wydaje się być nawet w tym sensie logiczne, że foo fightery objawiają się jako coś, co wręcz atakuje te samoloty, co dokonuje uników, ale jednocześnie z łatwością na przykład wpada w ogon samolotu i wylatuje z drugiej strony. Kule się tego nie imają. Jedyna fizyczna forma, do jakiej dochodzi, to jest ta, że samoloty się psują. Nie zapalają się, nie spadają od razu na ziemię jak kamienie, tylko po prostu się psują. Jakby pole elektromagnetyczne, które stwarzają takie kule, było na tyle silne, że potrafi zakłócić działanie całej masy instrumentów. Do tego dochodzą jeszcze foo fightery na bardzo małą skalę. Tu już się tak lapnąłem troszkę wcześniej językiem. Mam tu na myśli właśnie te orby.
Kiedy jesteśmy w najrozmaitszych miejscach, które są interesujące geologicznie, albo jesteśmy właśnie w sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z ludźmi, którzy są tak zwani otwarci na świat, przestrzeń, kosmos i te inne piękne rzeczy, również podpisywane pod tą całą ideologię new age, nagle okazuje się, że tych orb pojawia się więcej. I tutaj też po prostu nie sposób nie zauważyć pewnej relacji pomiędzy ludźmi z taką właśnie świadomością a zupełnie innymi sytuacjami. W momencie, kiedy przebywa się z ludźmi, którzy myślą w taki właśnie sposób, te orby w sposób magiczny się pojawiają. To mi przypomina te wszystkie historie i spotkania z doktorem Greerem, który zaprasza czasami po kilkaset osób i pojawiają się w tym czasie zawsze, za każdym razem najrozmaitsze zjawiska świetlne, właśnie od takich, które przypominają foo fightery, do tańczących pomarańczowych kul gdzieś tam nad horyzontem morza. Wreszcie do historii, kiedy pojawiają się sporych rozmiarów orby, świetliste orby, które na oczach innych wskakują w głowy uczestników takiego spotkania.
[29:05] - Wiesz, z czym mi się to kojarzy, Chris? Przepraszam, że wchodzę ci w słowo, ale jest nas dwóch, możemy sobie dzisiaj przerywać.
[29:11] - Proszę się bardzo.
[29:13] - Proszę ja ciebie. Wiesz, z czym mi się to kojarzy?
[29:16] - Z czego?
[29:16] - Nie powiem nic nowego, ale to są po prostu zdarzenia, które były obserwowane notorycznie podczas seansów spirytystycznych. Jeżeli prześledzimy sobie relacje, bo są chyba one najbardziej wiarygodne, relacje Ochorowicza z seansów, to zauważymy, że tam takie rzeczy się manifestowały regularnie i notorycznie w obecności medium, prawdziwego medium, bo jak wiemy, wiele medium oszukiwało, ale prawdziwe media też były. Dochodziło do pojawiania się kul światła. Dochodziło do właśnie takich incydentów. Jak wiecie, jestem osobą dość sceptyczną wobec wielu spraw, ale tutaj jest to o tyle ciekawe, że rzeczywiście wydaje mi się, że ten ładunek emocjonalny w przypadku niektórych obserwacji jest bardzo wyraźny. I może się wściekłem, ale może kiedyś przeprowadzimy taki eksperyment. Przecież jest nas 300 osób na linii, a może i więcej. Umówimy się pewnego dnia na przeprowadzenie takiego eksperymentu. Dlatego, że ja kilka razy brałem udział w czymś takim jak medytacja nieznanego świata i muszę wam powiedzieć, że to było ciekawe doświadczenie. A gdybyśmy tak spróbowaliZrobić to, co zrobił Ingo Swann: zmaterializował się w tych dziedzinach, w których zamieszkują energie, które my wiążemy ze zjawiskiem UFO.
To są bardzo ciekawe rzeczy, bo wchodzimy na terytorium działania parapsychologii. Może niektórzy powiedzą, że Psielega jest głupia, bo pewnie, że takie rzeczy wygaduje, ale mimo wszystko wątek psi w obserwacjach UFO jest ogromny. Natomiast coś takiego jak medytacja, coś takiego jak skupienie, coś takiego jak zmienione stany świadomości to przecież nie jest żadna pseudonauka. To się dzieje, a że nikt tego nie potrafi rozgryźć i opanować, to inna sprawa. Ale powracając do Foo Fighterów, chciałem zwrócić, Kris, jeszcze uwagę na jedną rzecz, bo my mówimy o Foo Fighterach jako obiektach z przeszłości. Okazuje się, że one są cały czas z nami. Ale w roku 1946 na zachodzie Stanów Zjednoczonych, i to też jest sprawa zapomniana, doszło do powrotu Foo Fighterów, do słynnej serii obserwacji zielonych kul, które pojawiały się niemal masowo. Oczywiście naukowcy powiedzieli, że są to meteory, żeby się nikt o nie nie martwił. Przecież to najbardziej racjonalne i naturalne wyjaśnienie, które się nasuwa, że jeżeli widzimy coś zielonego na niebie i szybko poruszającego się w dół, to musi to być meteoryt. Cały problem w tym, że niektóre z tych obiektów, tych zielonych kul, green fireball to się nazywało, poruszały się do góry.
Wzbudziło to zainteresowanie amerykańskiego wojska, natomiast wniosków jeszcze jako takich nie było. Tym bardziej że potem musieli oni zająć się znacznie poważniejszym problemem, czyli latającymi talerzami. Ale poruszyliśmy tak wiele wątków różnego rodzaju w związku z Foo Fighterami, pokazując państwu, że temat jest jak najbardziej godny uwagi, że mam nadzieję, że kiedyś do tego wrócimy, gdyż wydaje mi się to bardzo obiecujący temat. Ja tylko dodam, że ta sprawa Zenona Sergisza, który obserwował Foo Fightery w czasie powstania warszawskiego, została opisana w książce Bronisława Chrzęckiego i Krzysztofa Piechoty. Pan Zenon wspominał wtedy, że on obserwował trzy obiekty lecące obok siebie w kształcie soczewki lub nieco wypukłej monety. I co ciekawe, on zauważył, że one poruszały się nienaturalnie, czyli leciały tą największą powierzchnią pod wiatr. Ale Foo Fightery Foo Fighterami. W planach mamy jeszcze debatę poświęconą wczesnym obserwacjom UFO i wtedy do niej wrócimy, bo przecież po Foo Fighterach mieliśmy kolejną falę obserwacji dziwnych obiektów w formie pocisków, słynnych widmowych rakiet. Ale o tym może kiedy indziej, bo tam już wątku polskiego jako tako nie było. Ale z Foo Fighterów co chcemy, żebyście państwo zapamiętali, to że one były bardzo silnie związane z Polakami, między innymi przez lotników, między innymi przez SS Pułaski i między innymi przez te liczne relacje o UFO z Polski, do których doszło w czasie II wojny światowej.
[34:07] - Ja myślę, że tu musisz też uzupełnić, że SS Pułaski to nie była polska dywizja SS, tylko SS jest to skrót od steam ship, czyli statek napędzany parą. Taka mała uwaga na marginesie, kompletnie niedotycząca Foo Fighters. Natomiast chciałbym jeszcze coś powiedzieć o Foo Fighters. Jedna ostatnia rzecz, którą na koniec chciałem dodać do tego bardzo szerokiego ujęcia tego tematu, który być może sugeruje wiele elementów, które tu wszystkie wchodzą. Oprócz tego elementu świadomości, proszę ja ciebie, wchodzi jeszcze jedna rzecz, mianowicie pole elektromagnetyczne, które jest generowane z danego momentu Ziemi. Jak wiemy, niektóre formacje geologiczne coś takiego emitują w bardzo silnej formie. Jak wiemy, także instalacje coś takiego generują. Na przykład z jednej strony widzimy, kiedy wybucha wulkan, nagle pojawiają się zdjęcia, że gdzieś jakiś świetlny punkt wpada do tego wulkanu i wszyscy mówią: „UFO właśnie ląduje sobie w tym wulkanie, który już akurat w tym momencie wybucha”. To nam właśnie podpowiada, że nastąpiła jakaś reakcja, która wygenerowała rodzaj jakiejś energii. Być może ten świetlisty punkt, który my dzisiaj nazywamy Foo Fighterem, jest tego właśnie efektem w połączeniu ewentualnie ze świadomością, jaką my wszyscy produkujemy.
W ten sam sposób, jeżeli będziemy mieli tysiąc samolotów w powietrzu i wszystkie silniki, radiostacje będą chodzić, plus do tego dojdą emocje, wówczas siłą rzeczy tworzy się bardzo silne pole i być może właśnie efektem takiego pola, na które na razie nie mam nazwy, jest właśnie zjawisko Foo Fighters i właśnie objawia się to w takiej formie. Nie zapominajmy, że na przykład taki Bzowski, nasz polski ufolog, oglądał Foo Fightera, który był kanciasty. Także okazało się, że to nie jest taka kula światła z rozmazanymi bokami, tylko jest to coś, co ma kształt, geometryczny kształt. I on to widział w formie kanciastej. Także to też sugeruje, że musiały zaistnieć warunki jakieś, które wygenerowały coś takiego. To tylko tyle.
[36:19] - Przypominam, że słuchacie państwo kolejnej, 58. już „Debaty Ufologicznej Online”. Dziś dyskutujemy o Polakach i słynnych zagranicznych spotkaniach z UFO z ich udziałem. Tutaj widzę, że telefony troszeczkę się powolutku zaczynają rozdzwaniać. My będziemy oddzwaniać do państwa w momencie, gdy będzie otwarta nasza linia telefoniczna, planowo gdzieś tak koło godziny 21:00. Może uda się troszkę wcześniej, także prosimy o cierpliwość.
[36:47] - Tak, to jest nasza nowa tradycja, żeby nie wybijać nas troszeczkę z rytmu debatowego prosimy o
[36:56] - ... telefony w naszym okienku dla słuchaczy, które zapowiadamy zawsze, także proszę się uzbroić w cierpliwość i zachęcamy do kontaktowania się z nami mniej więcej może 15 po dziewiątej w dzisiejszym odcinku.
[37:16] - To może jeszcze przypomnę kontakty, bowiem spływają pytania głównie w postaci tekstowej, a pewnie ktoś chciałby zarezerwować sobie czas po 21:00 i zadzwonić do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu to 32 746 0008. Tutaj taka uwaga techniczna. Do obsługi telefonu również używamy Skype'a. W Skype jest taka usługa Numer Skype, z której my korzystamy i niestety Skype został do tego stopnia zepsuty, że nie da się podłączyć dzwoniącego słuchacza do trwającej już konferencji. Tak więc prosimy puścić sygnał i poczekać, aż Radio Paranormalium oddzwoni. Także powtórzę jeszcze raz nasze kontakty, numer telefonu 32 746 0008, skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas też znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra.
Przy okazji zachęcamy również do dołączenia do grup Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam wysyłać pytania, komentarze, a najlepiej również relacje z obserwacji UFO na nasz adres radio@paranormalium.pl. Przejdźmy może do kolejnego z pytań. Skończyła się wojna, świat jest porządkowany na nowo. Tymczasem uwagę służb specjalnych USA zwracają raporty o niezidentyfikowanej aktywności na niebie. I nie chodzi tu wcale o Kennetha Arnolda, który uważany jest za tego, kto rozpoczął współczesną erę UFO, ale o Waltera Mikołajczewskiego, meteorologa polskiego pochodzenia, który zaobserwował latający spodek na rok przed Arnoldem. Co na temat tej sprawy może powiedzieć Piotr Cielebiaś? Piotrze?
[39:15] - Może zaczniemy tak: rok 1947, czerwiec. W Stanach Zjednoczonych wybucha w mediach wiadomość, że Kenneth Arnold zaobserwował latające talerze. Chris, trzy słowa, jak to było i jak wpłynęło na dalszą ufologię?
[39:33] - Mówisz o Kennethie Arnoldzie w tej chwili?
[39:35] - Tak.
[39:36] - W taki sposób, że Kenneth Arnold dokonał obserwacji niedaleko Mount Rainie. Zaobserwował obiekty, które poruszały się w powietrzu. Przypominały latające spodki. Dziennikarze, którym to wszystko opowiedział, troszeczkę to przeinaczyli. On miał na myśli coś innego. Oni powiedzieli „latające spodki”. Powstała nazwa, powstał fenomen i wszystko poszło tak, jak pożar na prerii. Gwałtownie. Nagle obserwacje zaczęły być dokonywane w najrozmaitszych częściach Stanów, a potem także i na całym świecie. I tak powstał fenomen UFO.
Co oczywiście wcale nie oznacza, że nie istniał on wcześniej czy nie był obserwowany wcześniej. Po prostu wszystko w tym naszym świecie, jeżeli przyjrzymy się temu uważniej, musi mieć swój własny właściwy moment, kiedy się objawia i trafia do powszechnej świadomości. Tworzy się właśnie taka atmosfera tego, aby coś stało się powszechnie znane. I być może właśnie po tym, co widział Kenneth Arnold, świat oczekiwał czegoś nowego, co w jakiś sposób poruszy wszystkich dookoła i dlatego fenomen eksplodował wręcz popularnością. Natomiast obserwacji, i to w dość dużej ilości, dokonywano wcześniej. Taką osobą z polskim pochodzeniem był meteorolog z Wirginii i to był Walter Mikołajczewski, jak oni tu na niego mówili dzisiaj. To był bardzo poważny człowiek, ponieważ on w zasadzie dowodził stacją meteorologiczną, czyli był tam cywilnym szefem stacji meteorologicznej. Dokonywano tam standardowych pomiarów meteorologicznych i między innymi akurat w czasie, kiedy to UFO zostało zaobserwowane, dokonywano pomiarów, które obserwowano poprzez teodolit. Jest to rodzaj takiego teleskopu. Ten teodolit był ustawiony tak, aby móc obserwować balon meteorologiczny poruszający się mniej więcej na wysokości 5, 6 tysięcy metrów nad ziemią.
I okazało się, że tuż poniżej tego balonu meteorologicznego znajduje się latający spodek. Ponieważ Walter Mikołajczewski był bardzo sumiennym meteorologiem, wszystko dokładnie to zapisał, łącznie z czasem, z wyglądem i wszystkimi innymi szczegółami. Sprawą zainteresowała się, w przeciwieństwie do Arnolda, nie prasa, a zainteresowało się wojsko i cała historia była omawiana w bazie Wright-Patterson, która będzie się wiele razy przewijać aż do dzisiejszych czasów, kiedy mamy do czynienia z nieznaną technologią, z latającymi spodkami, w ogóle ze zjawiskiem UFO. Ta baza pojawia się nieustannie. Ma ona olbrzymie hangary, wiele z nich jest pod ziemią. Dokonuje się tam najrozmaitszych, najdziwaczniejszych prób z egzotycznymi rodzajami broni, a także ewentualnie mówi się o tym, że to właśnie tam przywozi się wszystko to, co zostało zebrane z miejsca katastrof, gdzie UFO rozbijało się na Ziemi. I to także tam analizowane są takie przypadki obserwacji, jakich dokonał właśnie Walter Mikołajczewski.
[43:01] - Ja tylko dodam, żeMinoszewski, czy jak byśmy powiedzieli my tutaj, Minożewski twierdził, że co ciekawe, on nie zgłaszał tej relacji do służb wojskowych, do wojska. Czyli innymi słowy, prawdopodobnie ta relacja została jakoś wtedy już rozpoznana, kiedy oficjalnie oni nie badali UFO i stanowiła przedmiot zainteresowania. Powiedzmy, co on tak dokładnie widział, bo Minożewski razem z kolegami puszczali balony meteorologiczne i nagle pod jednym z balonów zaobserwowali bardzo duży obiekt w kształcie latającego talerza, takiego typowego. Oni twierdzili, że ten obiekt miał kształt dysku, miał płaskie dno, co było charakterystyczne i miał kopułkę u góry. Było to coś, co w tamtych latach było znakiem czasów, bo choć Kenneth Arnold, o którym mówiliśmy przed chwilą, wcale nie widział latającego talerza, tylko coś raczej w kształcie litery D z taką dupką pomiędzy ramionami, to prasa zrobiła z tego opis latającego talerza. Nagle się okazuje, że trochę przed nim Minożewski widzi klasyczny latający talerz. I te talerze zaczynają się potem pojawiać coraz częściej. Niektórzy twierdzą, że to złudzenie, że to masowa histeria. Potem Thomas Mantell goni taki obiekt w 1948 i ginie. Od tamtego czasu, jak twierdził nieraz Keyhoe, władze i siły powietrzne amerykańskie zaczynają kręcić w sprawie UFO.
Mnie zawsze interesował jeden fakt i nadal mnie interesuje: dlaczego latające spodki, jakby na nie nie patrzeć, takie klasyczne jak w tamtym okresie, widziane są dzisiaj bardzo rzadko. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, UFO ewoluuje. Mieliśmy najpierw do czynienia z fighterami, potem z latającymi talerzami, ale kiedy dzisiaj się temu przyjrzymy, się okazuje, że jest to coś zupełnie innego. To mnie nurtuje i to chyba nurtuje wszystkich, którzy są zainteresowani zjawiskiem UFO. Co prawda, raz na przysłowiowy ruski rok zdarza się historia z latającym talerzem. Nowa, dobra, tak jak mieliśmy kilka lat temu tą słynną falę obserwacji koło Krakowa i koło Rzeszowa. Tak naprawdę spodki poznikały. Jest to bardzo interesujące. Jest taka teoria, która mnie dość intryguje i ona odnosi się do majora Keyhoe, który twierdzi, że ten pierwszy zew obiektów UFO, pierwsza masowa fala, pierwsze masowe występowanie było właśnie związane bezpośrednio z tym, że inteligencja, która za tym stała, bez względu na to, czym ona jest, zainteresowała się tym, co dzieje się na Ziemi. Zainteresowała się zarówno użyciem broni jądrowej, jak i zainteresowała się skutkami II wojny światowej.
Nie da się ukryć, nie wiem, czy Chris się ze mną zgodzi, że fala, jaka dotknęła wtedy Stany Zjednoczone, pamiętajmy, że tylko w ciągu dwóch miesięcy po Kennethie Arnoldzie, a w zasadzie po Minożewskim, którego żeśmy wykopali gdzieś skądś, dwa miesiące po Minożewskim i po Arnoldzie, który stał się sławny, dochodzi do chyba blisko tysiąca przypadków, które są zgłaszane i które wywołują niemały popłoch. Nie wiem, czy się ze mną Chris zgodzisz, że tamte wydarzenia były troszeczkę inne od charakteru obserwacji UFO, które widujemy dziś. Co mam na myśli? Tamte obiekty miały taką naturę demonstracyjną. Tamte obserwacje, moim zdaniem, były bardziej ostentacyjne. Pamiętajmy, że to, co gonił Mantell, wisiało w powietrzu bardzo długi czas, było obserwowane, przeleciało bodajże przez trzy stany. Także było to intrygujące. Co sądzisz o tej koncepcji, o której mówił Keyhoe i o tym, że tamta fala była taka trochę specjalna?
[47:25] - Moje podejście do tego jest inne zupełnie od Keyhoe. To, co chciałem powiedzieć, dotyczyło właśnie podejścia do tego zjawiska. Skąd ono się nagle pojawiło w takiej masie i w takiej formie, i w tak niezwykły sposób, a jednocześnie miało swój specyficzny kształt. Właśnie mówimy tutaj o latających spodkach. I rzeczywiście tych latających spodków widziano w tym czasie sporo, natomiast później gdzieś one zniknęły i mnóstwo zjawisk UFO przypomina wszystko to, co obserwowano już daleko wcześniej, bardzo dawno temu, nawet wiele tysięcy lat temu. Mamy tą właśnie tajemnicę tych latających spodków i tych obserwacji, a także mamy tego pana, o którym rozmawialiśmy przed chwilą, Waltera Minosowskiego, który zobaczył coś takiego i jego raport w magiczny sposób znalazł się w bazie Wright-Patterson, czyli we właściwej absolutnie bazie, która zajmowała się tego typu rzeczami i latającymi spodkami. I teraz moja teoria na ten temat. Zresztą nie tylko moja. Ona jest zbudowana na podstawie wielu informacji i wielu książek napisanych przez ludzi, których intryguje ten temat. Ona bazuje na tym, że sam fenomen II wojny światowej, dojścia Hitlera do władzy, stworzenia niesamowitej potęgi gospodarczej dosłownie w kilka lat, bo przecież od dojścia do władzy do wybuchu wojny minęło sześć czy siedem lat zaledwie.
Mamy do czynienia ze zjawiskiem niezwykłym. My przechodzimy do tegoTak w sumie jako do suchej informacji. Jednocześnie mamy tutaj do czynienia z następnym nieprawdopodobnym fenomenem, że ten ktoś, kto buduje taką potęgę gospodarczo-militarną, postanawia dokonać samobójstwa, również wypowiadając wojnę światu wszędzie tam, gdzie się tylko właściwie da. Robi wszystko, żeby siebie samego unicestwić. I kończy się wojna. Wszyscy się cieszymy, bo cztery pancerni zatknęli biało-czerwoną chorągiewkę gdzieś tam w Berlinie i mamy wojnę wygraną. Ja wspominałem o tym kilka razy wcześniej, gdy tymczasem być może właśnie pod tą historią kryje się zupełnie coś jeszcze innego, kryje się coś o wiele bardziej mrocznego. I do czego właśnie ten cały Hitler i ta cała wojna i te wszystkie historie z tym związane służą tylko i wyłącznie jako przykrywka. Bo zauważmy, co się dzieje zaraz po II wojnie światowej. Przede wszystkim nie można się doliczyć ludzi.
Oczywiście ludzie giną na wojnie, wielu z nich ginie w sposób niewyjaśniony, ale najczęściej jest tak, że ci ludzie mają rodziny. Są pewne okoliczności i jak się okazuje, dokonuje się w miarę szczegółowego, biurokratycznego działania, co się z tymi ludźmi stało. I teraz mamy do czynienia z setkami tysięcy ludzi, którzy kompletnie odparowali. Nie ma śladu po nich, co się z nimi wydarzyło. Jednocześnie to, co widzimy, to to, że najbardziej chodliwym towarem, najdroższym towarem i największym, najlepszym trofeum wojennym są niemieccy naukowcy, którzy w ciągu paru lat wojny, często w bardzo trudnych warunkach, dokonywali wręcz niewiarygodnych cudów, dokonując wynalazków wręcz epokowych, takich, z którymi nie mogli sobie poradzić uczeni w innych krajach. Dlatego ci naukowcy byli konieczni, aby ich przejąć, żeby dowiedzieć się, skąd oni to wiedzą i co oni w ogóle wiedzą o tym wszystkim. Nie zapominajmy, że w 1939 roku, kiedy ta niemiecka maszyna wojenna ruszyła, runęła na Polskę i kiedy Polskę miały te ich czołgi rozjechać, te czołgi to tak naprawdę były trochę mocniej opancerzone traktory. To nie było nic takiego wielkiego. Dopiero w ciągu następnych lat wojny nastąpiło błyskawiczne przyspieszenie w tej dziedzinie i mamy do czynienia nagle z wynalazkami na naprawdę epokową skalę. Wszyscy próbują za nimi nadążyć, ale tak naprawdę technologicznie, jeśli porównać każdy typ jakiejkolwiek broni niemieckiej, czy nie tylko broni, czy wszystkich najrozmaitszych technicznych wynalazków, wyprzedzają resztę świata o kilka długości, niekiedy czasami o kilkadziesiąt lat wręcz.
I wszystko to wydarzyło się wręcz w cudowny sposób. Dlatego ci naukowcy są tak strasznie cenni, żeby ich pozyskać, żeby ich zdobyć. Zresztą widzimy tego efekty. To właśnie niemieccy naukowcy wysyłają ekipę amerykańską na Księżyc, dokonują pierwszej eksploracji przestrzeni kosmicznej na sporą skalę. Oczywiście do tego dochodzą takie wynalazki jak stworzenie bomby atomowej, gdzie podwaliny pod stworzenie bomby atomowej i rozszczepienia atomu. Znowu tam mamy Niemców. Oczywiście ta myśl gdzieś jest już wcześniej rejestrowana, że ktoś tam na początku XX wieku, w 1908, w 1919 stworzył jakąś teorię. Ale to są tylko egzotyczne teorie. To są wszystko ciekawe teorie. To są papiery teoretyczne, że być może tak jest, a być może tak nie ma.
I nagle ktoś wprowadza to życie i to wszystko działa. I ten mój przydługi wstęp ma służyć temu, że być może jest tak, że świat wcale nie jest spolaryzowany, nie spolaryzował się w zimnej wojnie pomiędzy dwa wielkie wrogie sobie mocarstwa. Ale w tym wszystkim był jeszcze ktoś trzeci, kto właśnie między innymi stosował technologie, które nigdy wcześniej się nie objawiły, nie objawiły się w wojnie, nie objawiły się w takim sensie, że miały czarne krzyże na burtach czy czerwone gwiazdki, czy białe gwiazdy w kółeczku. Po prostu wojna była przykrywką, ażeby móc dokonywać tego typu doświadczeń. Nie wiemy, nie znamy do końca tej natury, tych doświadczeń i to, co w jakiś sposób sugeruje, że być może rzeczywistość wyglądała inaczej i to bardzo mocno zaalarmowało Amerykanów, to był właśnie fakt, że mamy tą całą na przykład odyseję admirała Byrda, który z flotyllą pojechał na Antarktydę i działy się najdziwniejsze rzeczy, których nie możemy wpisać na poczet fantazji tych ludzi, bo ludzie tam zginęli, okręty zostały zatopione, wiele zostało zniszczonych, ludzie pokiereszowani leczyli się w szpitalach po tej całej eskapadzie. I próbując przeanalizować to, co tam się mogło wydarzyć, można stwierdzić, że ktoś rzeczywiście zorientował się w Stanach, że coś takiego się dzieje. Zaczęła się obserwacja tego typu zjawisk i właśnie dlatego zwrócono uwagę bardzo baczną na raport Minozowskiego, który wylądował właśnie w tej bazie u odpowiednich ludzi. I później co mamy? Mamy właśnie crash w Roswell i mamy wiele bardzo podobnych sytuacji i cały wysyp zjawisk UFO, który sugeruje, że ta trzecia siła, wcale nie kosmiczna, absolutnie ziemska siła, w jakiś sposób się objawiła, że w jakiś sposób gdzieś ona funkcjonuje. Zaczęło się oczywiście poszukiwanie, gdzie ona mogłaby być.
Mówiło się o Argentynie, Antarktydzie, różnych miejscach odległych na świecie. Tak naprawdę niczego do końca nie odnaleziono, ale ten temat nigdy nie został w jakiś sposób konkretny raz na zawsze wyjaśniony. Bo spójrzmy, możemy rozmawiać całą noc do rana na temat tego, czy na Antarktydzie była możliwość stworzeniaBazy wojskowej, która mogłaby na przykład obsługiwać bardzo nowoczesne urządzenia. Głównym dowodem, że nie mogła jest to, że przecież potrzebna jest tam olbrzymia energia. A skąd mieliby czerpać taką energię? Przecież by tego węgla czy ropy tyle nie przywieźli. A gdyby nawet mogli go przywieźć, to takie statki byłyby zauważone. Ale z drugiej strony, jeżeli dołożymy do tego na przykład niemieckie doświadczenia nad rozszczepieniem atomu, to znów można założyć, że znając zasadę rozszczepienia atomu, znali również zasadę, w jaki sposób rozszczepić atom po to, żeby wyprodukować taką energię. Że jest to możliwe z kolei udowadnia nam inny przykład. Jest to przykład z Grenlandii, gdzie Amerykanie w latach 50.
zbudowali swoją bazę wojskową, która była wkopana w lód. I ta baza wojskowa energię uzyskiwała z reaktora atomowego, który był świetnie izolowany przez lód i dlatego nie było efektu promieniowania na żołnierzy, którzy tam stacjonowali. Do dziś istnieją absolutne takiego filmu mam, który trwa grubo ponad pół godziny, który pokazuje szczegółowo, w jaki sposób ten reaktor został tam założony i w jaki sposób działała i funkcjonowała baza, w jaki sposób dosłownie wycinano ją w lodzie, budowano baraki pod lodem, laboratoria i najrozmaitsze systemy. Tych oczywiście systemów wojennych już nie pokazano, ale pokazano jak żyli, jak pracowali tam żołnierze. To są lata 50., czyli nie tak dawno, 10 lat po wojnie zaledwie. To pokazuje, że w tamtych czasach było to technicznie jak najbardziej możliwe. Jest też coś takiego możliwe na przykład na Antarktydzie. I to, że Antarktyda dziś jest pod takim niezwykłym zainteresowaniem, to też na coś wskazuje, bo na Antarktydę ciężko jest przede wszystkim dojechać. Ciężko ją obserwować. Nie ma kamer, które by nam pokazywały obraz na co dzień, co tam się dzieje.
Nie ma tam skupisk ludzkich, cywilów, którzy mogliby nas informować, co tam się dzieje, a jednocześnie praktycznie cały ten lodowy kontynent jest podzielony pomiędzy kilka mocniejszych państw na świecie, które bardzo zazdrośnie strzegą tego, co oni tam robią w tych najrozmaitszych bazach wojskowych, łącznie z McMurdo, gdzie ponad 30 000 ludzi w bazie wojskowej mieszka. Także mamy do czynienia z miastem na Antarktydzie. Dostrzega się tam od czasu do czasu jakąś na przykład sztuczną piramidę. Jest mnóstwo raportów na temat najdziwniejszych zjawisk, między innymi właśnie latających dysków. Mówi się też o tym, że dziura ozonowa nad Antarktydą wynika z tego, że dokonano tam jednej, a może nawet kilku eksplozji nuklearnych, które trudno jest zarejestrować, żyjąc na innych kontynentach. I to mi właśnie podpowiada, że zjawisko, które my identyfikujemy z latającymi spodkami, niekoniecznie musi mieć pozaziemski charakter. Może być związane z trzecią siłą, która jest na tyle nieuchwytna, że była w stanie przetrwać przez te wszystkie dziesiątki lat od czasów wojny i jednocześnie nadal funkcjonować po dziś dzień i objawiać się na przykład w takich formach, jak ta niesamowita spirala, która była między innymi widoczna prawdopodobnie z samolotu, którym Obama leciał po Nagrodę Nobla do Oslo. Ta norweska spirala, która już teraz idzie powoli w zapomnienie i tak naprawdę nikt tego fenomenu tak do końca naprawdę nie wyjaśnił.
[58:49] - Taka sprawa, bo tutaj cały czas dzwonią telefony. Ja jeszcze raz przypominam naszym słuchaczom, tym, którzy chcą się z nami skontaktować, że trochę musieliśmy zmienić formę kontaktu i Velios będzie oddzwaniał około 21:30. Wtedy jest okienko, także prosimy o chwilę cierpliwości. Ale Chris, szybko powracamy do tego, co mówiłeś. Rzeczywiście teoria o tak zwanej trzeciej sile podejmowana była nawet przecież początkowo przez Lacavara. On brał to pod uwagę, że może być jeszcze ktoś, alternatywna cywilizacja w ramach naszej cywilizacji, która jest daleko za nami i która mogła objawiać się w postaci chociażby latających talerzy. Ale wróćmy z Antarktydy do Polaków, do tych, którzy widywali UFO w bardzo dziwnych okolicznościach, przełomowych, o których historia zapomniała. Jedną z osób, bo mówiliśmy o Walterze Minozowskim, ale była też taka ciekawa historia, która mi się przypomniała, kiedy mówiłeś o tych różnych wydarzeniach okołowojennych i ona dotyczyła słynnych manewrów Mainbrace. To były ogromne manewry, to była demonstracja siły krajów atlantyckich w roku 1946. I tam doszło do bardzo dziwnego wydarzenia, bo okazało się, że szereg jednostek, zarówno okrętów, jak i samolotów donosił o pojawieniu się UFO.
Manewry były przeprowadzane na Atlantyku, na Morzu Północnym. Była to manifestacja krajów oddzielonych żelazną kurtyną od Związku Radzieckiego i pokazywała, że dysponują one ogromnym potencjałem militarnym. I nagle okazuje się, że w czasie tych ćwiczeń pojawiają się dziwne obiekty. Najsłynniejszy incydent z udziałem UFO podczas manewrów Mainbrace miał miejsce bodajże, chociaż nie pamiętam dokładnej daty, natomiast była toByło to spotkanie z zielono niebieskim, trójkątnym obiektem, które przyciągnęło ogromną uwagę ufologów, ale była też sprawa, kiedy potem leciało coś, co przypominało biały dysk i ten obiekt zatrzymał się w powietrzu, kiedy ów myśliwiec, odrzutowiec podchodził do lądowania. I co ciekawe, wśród świadków zdarzeń, wśród świadków obserwacji UFO podczas operacji Mainways był żołnierz polskiego pochodzenia. Jak się dowiadujemy, Marian Cybulski, porucznik Marian Cybulski, który obserwował właśnie może nie ten najbardziej spektakularny epizod tych wydarzeń, ale obserwował to, jak dziwny obiekt goni samolot. Pojawiło się na pewno pytanie, czy ten obiekt był pochodzenia, który pochodził zza żelaznej kurtyny, czy był to może obiekt jeden z tych, o których dopiero miano mówić, czyli latający talerz. Ale kiedy jesteśmy przy obserwacjach UFO, które dokonują Polacy za granicą, to muszę powiedzieć, że w ostatnich latach otrzymujemy sporo historii od naszych rodaków, chociażby z Wielkiej Brytanii. Ja na przykład kilka dni temu otrzymałem relację od pewnej Polki, pani Mileny, zamieszkałej w pobliżu Birmingham, która opowiedziała o bardzo ciekawym wydarzeniu, którego świadkiem była podczas bardzo wczesnych godzin porannych, idąc do pracy w jednej z małych miasteczek pod Birmingham. Pani Milena stwierdziła, że w pewnym momencie na bardzo niedużej wysokości zaobserwowała przelot obiektu, który opisała jako prostokąt.
Był to obiekt płaski, bardzo płaski, tak jej się wydawało, którego powierzchnia była jakby pokryta takim czymś, jak mówiliśmy o latających trójkątach, o kamuflażu latających trójkątów, o tej słynnej brudnej, falującej wodzie. I ten obiekt, to lecące pudełeczko, płaskie pudełeczko pokryte było właśnie czymś takim. Przekazałem tą relację miejscowym badaczom przez Filipa Mantla. Zobaczymy, co oni powiedzą. Dlatego, że zawsze, jeżeli ktoś jest najbliżej, to może najwięcej się dowiedzieć. Mamy sporo. Spływają one nie tylko do mnie, ale też do Arka Miezgi. Ale zostawmy już te nieszczęsne latające spodki. Przejdźmy do sprawy, która elektryzuje wszystkich, która niektórym osobom kojarzy się z UFO do tego stopnia, że uznają oni tą historię za synonim całego zjawiska, za podsumowanie całego zjawiska. Chodzi o Roswell.
Roswell to bardzo skomplikowany, długi przypadek, pełen zaskakujących zwrotów akcji, które rozgrywały się zazwyczaj po latach. Mało kto wie, że Roswell tak naprawdę wkroczyło na arenę ufologiczną bardzo późno. Ono zostało odkryte dopiero gdzieś w latach 80. Natomiast de facto przeszło trochę bez echa w okresie, kiedy do niego doszło. Okazuje się, że choć może nie było Polaków wśród bezpośrednich świadków zdarzeń w Roswell, to znalazł się człowiek, sierżant o nazwisku Pretko, najprawdopodobniej pochodzenia polskiego, który po pierwsze będąc samemu świadkiem obserwacji UFO, do której bodajże doszło, zaraz wam powiem, na Hawajach w latach 50., kiedy Pretko w towarzystwie 250 innych osób zaobserwował przelot dziewięciu srebrnych dysków w okolicach Pearl Harbor. Zainteresował się on wówczas tematem UFO i okazuje się, że zgłębiając sprawę, dotarł całkiem przypadkowo do bardzo interesującej informacji. Może nie był to przełom w sprawie Roswell, natomiast Pretko twierdzi, że był dobrym znajomym ochroniarza generała MacArthura i okazuje się, że wyznał on Pretce, że MacArthur przyznał się i mówił o tym, że widział ciała pozaziemian, kosmitów, którzy mieli zginąć w katastrofie w Roswell.
[01:05:53] - To znaczy MacArthur powiedział to swojemu ochroniarzowi albo ten to widział, a dopiero ochroniarz powiedział Pretce.
[01:06:00] - Tak to było. Taka ciekawa sprawa. Okazuje się, że ktoś o polskim pochodzeniu nagle dociera do informacji o Roswell. Bardzo ciekawych informacji o Roswell. Historia Pretki, która pojawia się nawet raz na jakiś czas, chociaż nie wiem, czy jeszcze żyje, ale pojawiał się w różnego rodzaju dokumentach.
[01:06:26] - W 2005 roku zmarł.
[01:06:29] - Tak? Aha. Szkoda.
[01:06:31] - Jest w Pensylwanii pochowany na cmentarzu, gdzie jest dużo Polaków. Także jego polskie związki są oczywiste.
[01:06:41] - Tego nie wiedziałem. Pretko pojawiał się w wielu dokumentach, mówiąc właśnie głównie o tych dwóch zdarzeniach. I teraz pytanie Chris, bo będziemy mieli niebawem rocznicę Roswell, kiedy poświęcimy tej sprawie osobną audycję. Natomiast okazuje się, że nagle, mimo tych 70 lat, które minęły, sprawa ciągle jest na świeczniku. Nie możemy już mówić, że pojawią się nowi świadkowie czy że pojawią się nowe dowody, chociaż to nigdy nie jest wykluczone w postaci na przykład jakichś dokumentów.Ale czy twoim zdaniem Roswell nie jest sprawą, która jest wykorzystywana niekiedy jako karta przetargowa? Czy my na 100% możemy powiedzieć, że doszło tam do tego, o czym mówił Pretko, o czym mówili inni informatorzy? Czy rzeczywiście rozbił się tam pozaziemski obiekt latający? Mówię o tym dlatego, że jestem pełen wątpliwości odnośnie tej sprawy. Dlatego, że Roswell wypłynęło poniekąd jako sprawa, w której było pełno wątpliwości. Wypłynęła jako sprawa ściśle związana z UFO, konspiracją.
I teraz w zasadzie każda mistyfikacja ufologiczna, każda teoria spiskowa, każdy informator, każdy demaskator ufologiczny zawsze wplątuje jakoś Roswell w swoją historię. Ja jestem pełen obaw, czy ta sprawa nie jest wykorzystywana nie tylko przez osoby, które zajmują się dezinformacją z ramienia wojska, bo wiadomo, że to się odbywało i odbywa, ale też przez osoby, które chcą po prostu w jakiś sposób zabłysnąć. I tu pojawia się taka dychotomia, taki problem dwoistej natury zdarzenia w Roswell. Z jednej strony mamy do czynienia z kilkoma osobami, które coś widziały, a z drugiej strony mamy do czynienia z całą plejadą osób, które dostarczały relacji nie zawsze się pokrywających. Jak ty oceniasz, Kris, proszę ja ciebie na dzisiejsze czasy sprawy Roswell? W słowach, bo Roswell oczywiście będziemy powracać na pewno w przyszłym roku. Czy ta sprawa rzeczywiście miała tak wielkie oddziaływanie, jak jej niektórzy przypisują?
[01:09:15] - Siłą rzeczy. Sam wspomniałeś, że żyje do tej pory swoim własnym życiem. Jest symbolem, można powiedzieć, ufologii. Jeśli ktoś myśli Roswell, myśli od razu latający spodek i całe to wydarzenie tak naprawdę rzeczywiście jest tą podwaliną tego mitu na temat UFO. Natomiast pytasz o moje zdanie. Moje zdanie będzie tym razem, w tym przypadku znów kontynuacją tego, co powiedziałem wcześniej, że według mnie, ja uważam, że w Roswell naprawdę coś się rozbiło, ale miało to swoje ziemskie korzenie. Natomiast było to tak wstrząsające, że trzeba było znaleźć sposób, ażeby kompletnie odwrócić uwagę świata od czegoś takiego bądź ewentualnie następnego takiego wydarzenia, do którego być może dojdzie, skoro doszło do jednego. Być może doszło do jeszcze czegoś wcześniej. Jak się okazuje, rok wcześniej również coś takiego spadło i dopiero niedawno doszły, dotarły informacje na ten temat. Po prostu wojsko było w stanie zabezpieczyć teren tak szybko, że praktycznie wiedza na temat tego wypadku nie przeszła dalej, nie trafiła dalej w świat.
[01:10:31] - A o kim mówisz dokładnie? Czy mówisz o reprezentantach tej trzeciej strony, czy chociażby o przybyszach, na przykład o temponautach, którzy nagle pojawili się na Ziemi, doglądając tego, co robią ludzie?
[01:10:43] - Ja nie wiem, kim są ci, którzy tam spadli, ale z pewnością, ponieważ cała historia, która eksploduje po Roswell, wygląda jak na dobrze zorganizowaną dezinformację. Najpierw pojawiają się artykuły w gazetach lokalnych, że spadł latający spodek. Jest to nazywane wprost w taki właśnie sposób, że jest to latający spodek, że jest to coś nie z tego świata, a następnie wszystko to zostaje odkręcane. Są specjalnie organizowane konferencje prasowe na ten temat, co tylko jeszcze bardziej podkręca całą tą atmosferę wokół tego wszystkiego. Jeżeli nagle w informacji wynika, że spadł balon meteorologiczny i w ogóle to nie miało nic wspólnego z latającymi spodkami, to przekorna ludzka natura pójdzie za tą pierwszą wskazówką, czyli pójdzie za tym, co dostała na żer, że to było właśnie obiekt nie z tego świata. Obiekt pozaziemski, latający spodek i mnóstwo ludzi wierzy w ten latający spodek nie z tego świata do dziś, gdy tymczasem chodziło o to, żeby znaleźć sytuację, która i w następnych przyszłych historiach tego typu będzie być w stanie być ukryta właśnie pod pewną przykrywką UFO. Być może połowa co najmniej, ale może i większość ufologii dotyczy właśnie tej sytuacji, tego fenomenu, który narodził się wraz z Roswell. Dlatego według mnie rozbiło się tam coś, co miało specjalne znaczenie dla Amerykanów. I te wszystkie wypadki, które my dzisiaj omawiamy, pokazują, że już coś było wcześniej na rzeczy, że coś podejrzewano, że jest jeszcze coś, z czego sobie nie zdają sprawy i nie wypracowana została żadna metoda, co z tym dalej zrobić. W związku z tym postanowili, że muszą to w jakiś sposób ukryć i w ten sposób stworzono właśnie fenomen UFO.
Rozpisywał się o tym Joseph Farrell, którego jak pewnie wszyscy wiedzą, jego książki czytam bardzo namiętnie i przedstawił on długą i drobiazgową listę, dlaczego to, co się rozbiło nad Roswell, nie pochodzi z jakiejś innej planety, tylko jest zbudowane od początku do końca na naszej planecie. I w jaki sposób przebiegał ten cały proces zaciemniania tego i tworzenia właśnie legendy UFO po to, żeby móc to przykryć tą całą historię i ukryć ją bardzo skutecznie, bo aż do dziśPrzed opinią publiczną. Tak to właśnie widzę. Natomiast historia na przykład Pretki to jest historia, która nawet kiedy dotyczy Roswell, to jest historia z trzeciej ręki, bo on się dowiaduje o czymś od kogoś, kto być może od kogoś słyszał. My nawet nie wiemy, czy ten ochroniarz był. On tylko na parkingu wziął Pretke na bok. Nie bardzo się znali, ale już Pretce powiedział, że mu powie coś bardzo niezwykłego. Ja wierzę Pretce, że tak rzeczywiście było, ale być może sytuacja ta była wykorzystywana, bo została natychmiast wykorzystana właśnie do tego, aby dalej kontynuować ten tak zwany cover up tego wszystkiego.
[01:14:08] - Ale zobacz.
[01:14:08] - W momencie kiedy to się wszystko wydarzyło, po tym, kiedy Roswell-
[01:14:12] - Że gdyby to była prawda, gdyby oni budowali ten misterny plan, tak jak mówisz, to musiałby być drobiazgowy i koronkowy, bo Roswell się wydarzyło w 46. Potem nagle cisza, cisza, cisza przez wiele lat, a potem buch! Nagle Stanton Friedman sobie o tym przypomina. Sprawa jest badana, docierają do świadków. Potem buch! Majestic, dokumenty sfałszowane, w których mowa o Roswell. Pierwsza najważniejsza prowokacja z tym wydarzeniem w tle. Potem masa ludzi, którzy pojawiają się tak, jak osoby pokroju Boba Lazara, którzy opowiadają o cudownych rzeczach ocierających się o Roswell. Nie wiem, czy ktoś byłby w stanie rozpowiadać przez tyle lat, tworzyć tak koronkowy mit wokół Roswell. Nie zaprzeczam, że ten mit jest tworzony, ale być może tam rzeczywiście coś się wydarzyło.
[01:15:15] - O tym mówię, że tam coś się wydarzyło, tylko niekoniecznie-
[01:15:18] - I że to nie pochodzi z innej planety.
[01:15:21] - Niekoniecznie jest to obiekt pozaziemski.
[01:15:24] - Po co ten cały teatrzyk? Trzeba było powiedzieć po prostu, że to był balon i wszystko zostało źle zrozumiane i byłby spokój. Natomiast tutaj ktoś wpada na ciekawy pomysł i w pewnym momencie zaczyna wykorzystywać UFO do zupełnie innego celu. Ja to widzę trochę inaczej. Oczywiście to już nie ma związku z Roswell. Ono gdzieś tam pobrzękuje w tle. Natomiast ja widzę to tak, że amerykańskie służby CIA, ale również siły powietrzne starały się wykorzystać UFO do bardzo wielu celów. Pierwszym było maskowanie swojej własnej działalności, zarówno testowanych maszyn latających, jak i projektów, które nie były do końca legalne i wiązały się z tym, co wchodziło w skład projektu MK Ultra. Trzecia sprawa to wojna psychologiczna. To stworzenie sobie nowego wroga, do którego można powrócić w przyszłości.
Bo kiedyś skończyli się komuniści, kiedyś się skończyli, zaczęli się muzułmanie, ale oni też się kiedyś skończą i szukając dróg dla szerzenia swojego imperializmu, Amerykanie mogą kiedyś wykorzystać tą odskocznię, ten strach przed obcymi, który tworzyli przez wiele lat i uzasadnić tym na przykład fakt, że zainstalują w kosmosie instalację wojskową. Zainstalują instalację, takie masło maślane, ale ja to tak widzę. Twoim zdaniem, bo za chwilę przejdziemy do sprawy ciekawszej może, którą bardziej rozwiniemy, ale twoim zdaniem czy istnieją szanse, by sprawa Roswell została podsumowana w takich krótkich, żołnierskich słowach: zdarzyło się czy nie? Bo tak naprawdę mamy do czynienia z ogromną ilością świadków. Ktoś kiedyś liczył świadków Roswell, bezpośrednich i pośrednich. Bezpośrednich było oczywiście mało. To tam wyszło kilkadziesiąt ludzi i przecież z ich relacji powinno coś wyniknąć. Natomiast wydaje mi się, że my tak naprawdę nadal poruszamy się po bardzo śliskim gruncie. Tylko pytanie, czy ktoś tworząc tak skomplikowaną mistyfikację, byłby w stanie przeprowadzić tak misterny, koronkowy plan?
[01:17:57] - On wygląda na misterny i koronkowy, a tak naprawdę on jest uniwersalny. On działa na wielu płaszczyznach i na wielu poziomach. Można go wykorzystywać defensywnie, ale i ofensywnie, ponieważ stworzono fenomen. Można za tym fenomenem, nie mówiąc czy nie potwierdzając go, ale ani też nie zaprzeczając, można wytwarzać sytuacje i kontrolować te sytuacje i za każdym razem wykorzystywać to do własnego celu. Można porwać osobę i stworzyć iluzję, że dokonano abdukcji. Można dokonywać najrozmaitszych doświadczeń i też nic nie mówić na ten temat, sugerując, że jest to jakaś interwencja pozaziemska, ale jednocześnie w obecnej ludzkiej świadomości pojęcie takiej siły, która byłaby ponadnarodowa, nie miałaby ani godła, ani flagi, ani granicy, ani znaczka żadnego, ani żadnego loga, my tego wszystko bardzo mocno potrzebujemy, trudno się mieści w głowie. Historia, z którą być może mamy tutaj do czynienia, nie musi obejmować milionowej nacji, może obejmować niewielką grupę ludzi, która dysponując świetną technologią i doskonałą organizacją, jest w stanie właśnie być jednym z rozgrywających w tym świecie, który nagle okazało się, że być może nie funkcjonuje na starych, dawnych imperialnych zasadach, że „naszych jest więcej, w związku z tym jak wy ruszycie, to my was czapkami zasypiemy, zanim się odsypiecie, już będzie po wszystkim”. I właśnie w tym momencie tenCover up dzięki UFO działa rewelacyjnie na każdym etapie. Zaczął się w przypadku Roswell, kiedy sama ta idea wręcz eksplodowała i to była doskonała droga do tego, ażeby w krótkim czasie dotarła ona do ludzkiej świadomości. I wszyscy się o tym dowiedzieli.
Wszyscy zaczęli wypatrywać swoje oczy w niebo i szukać śladów tych latających dysków, obserwacji i tego typu podobnych historii. Mówiąc o tym, czy jeszcze coś się może zmienić w tej kwestii, czy w którymś momencie możemy coś podsumować, odpowiem tak: istnieje taka możliwość i jestem bardzo w temacie, bo mam tu przykład badacza UFO polskiego pochodzenia. Nazywa się Chuck Zukowski, jest byłym szeryfem z El Paso. Mówi się na niego czasami Mulder z El Paso i on jest absolutnie oddany idei rozwiązania zagadki przede wszystkim okaleczeń bydła. Poszukuje tego UFO. On zrobił bardzo ciekawą rzecz. Używając swoich najrozmaitszych znajomości, a także znajomości terenu Arizony, Nowego Meksyku, Kolorado. W Kolorado on w ogóle mieszka, w Colorado Springs. Doprowadził do tego, że z uniwersytetu przyjechała grupa archeologów i zaczęła dokonywać w Nowym Meksyku poszukiwań archeologicznych jakiejś starej indiańskiej kultury. Natomiast Chuck Zukowski przekonał szefa tej całej ekipy archeologicznej, żeby przesunęła się kilka mil dalej i to było właśnie miejsce, w którym być może rozbiło się to coś w Roswell.
I oni zaczęli szukać czegoś, co być może zostało w ziemi, nie zostało odnalezione, nie zostało posprzątane. I rzeczywiście podobno coś takiego odnaleziono. Nie wiem, jak się ta historia dalej potoczy, bo to są wszystko nowe bardzo historie, świeże bardzo historie. Chuck Zukowski jest bardzo aktywnym w tej chwili działaczem na tym polu całej tej ufologii, ale to pokazuje, że stosując inne metody podejścia do tematu, ciągle możemy go otworzyć na nowo i ciągle może się okazać, że zostanie odnalezione coś, co usatysfakcjonuje twoją prośbę i da ci żołnierską odpowiedź na to pytanie, które zadałeś.
[01:22:00] - Kiedy mówimy o zagranicznych badaczach UFO polskiego pochodzenia, to przychodzą mi na myśl jeszcze dwie osoby. Znany wam zapewne Bud Witkowski, o którym wspominaliśmy przy sprawach bliskich spotkań, które wywołały krzywdę, i to mocną, u świadków oraz może trochę mniej znany w Polsce Chris Rutkowski. O ile Bud Witkowski ma to pochodzenie polskie, takie troszeczkę po dziadku, to Chris Rutkowski z Kanady, ufolog, autor wielu książek, jest Polakiem. Jego mama i jego tata byli Polakami, którzy przyjechali do Manitoby gdzieś zaraz po wojnie. Jego żona jest Polką, żona Chrisa. Natomiast on sam nie mówi po polsku, co ciekawe, ale trochę dziamie ponoć, trochę rozumie. Także jeżeli jesteście ciekawi, co tam w Kanadzie piszczy, to polecam wam książki i artykuły Chrisa Rutkowskiego, bardzo pozytywnej postaci. No tak, Chris, Roswell. Jeszcze jest Chris Nikina. O rany!
[01:23:16] - Już myślałem, że tego nie powiesz.
[01:23:18] - O rany!
[01:23:19] - Kamyk spadł mi z serca.
[01:23:21] - O ja nie mogę, ale dałem ciała teraz.
[01:23:26] - Zachowaj sobie, nie dawaj ciała.
[01:23:28] - Ja to myślę, że ty w ogóle nie mieszkasz w Ameryce, tylko w Sandomierzu.
[01:23:32] - Nie, w Radawiej mieszkam. To jest miejsce nie z tej ziemi, więc wiesz, sarnika w szczelinie czasowej.
[01:23:42] - Dobra, Roswell. Nie będziemy się dzisiaj za bardzo rozwodzić nad Roswell, bo jak mówię, jest taka sytuacja, że za rok mamy 70. rocznicę tych wydarzeń i wtedy postaramy się to jakoś podsumować. Natomiast jest jeszcze jedna sprawa. W zasadzie są dwie katastrofy UFO, z którymi wiążą się Polacy. Pierwsza z tych katastrof to słynny incydent w Shag Harbour, zwany czasami kanadyjskim Roswell. Jest to sprawa, która obrosła dość mocno legendą, dlatego że ona ma w zasadzie dwie fazy. Pierwsza faza, oficjalna i potwierdzona choćby przez policję, mówi o tym, że w roku 1967, a dokładnie 4 października, kanadyjskie służby różnego rodzaju, służby lotnicze, policja zaczęły otrzymywać relacje o światłach na niebie. Między innymi taki sygnał napłynął z samolotu linii Air Canada. Oczywiście myślano, że to deszcz meteorów i nie zwrócono na to uwagi.
Natomiast około 23:00 świadkowie w Nowej Szkocji zaobserwowali lecącą kulę bardzo nisko. Okazało się, że wyglądała jak jakiś obiekt powietrzny, który podchodził może nie do lądowania, ale do tak zwanego crash landing. U nas chyba nie ma odpowiedniego terminu na opisanie takiej sytuacji. Natomiast w pobliżu wioski rybackiej Shag Harbour w Zatoce Maine ten obiekt prawdopodobnie miał swoje miejsce spoczynku. Około 23:20 tę wioskę zbudziłaEksplozja. Ponoć był też rozbłysk światła. Kutry, które wypłynęły w morze, ich załogi obserwowały to zajście. I wtedy na arenę wkroczył Polak, Wiktor Werbicki. Kapral Wiktor Werbicki, który należał do policji konnej. Okazało się, że wezwano go na brzeg razem z konstablem O'Brienem.
Okazało się, że rzeczywiście coś się tam stało, bo na wybrzeżu w okolicach Shack Harbor dostrzegli oni światełko, które unosiło się na wodzie. Cokolwiek to było, było dość tajemnicze, bo okazało się, że obiekt dryfował na powierzchni wody, potem prawdopodobnie poszedł na dno. Szybko wezwano na miejsce kutry rybackie, by pomogły w poszukiwaniach. Znalazły one na miejscu coś bardzo dziwnego, taki pas żółtej piany. Wszyscy zaczęli zastanawiać się, co się tak naprawdę stało. Poinformowano służby powietrzne, poproszono o informację z systemu NORAD. Okazało się, że nie doszło do żadnego wypadku lotniczego. To, co spadło w Shack Harbor, nie mogło być samolotem. Zdecydowano też, że na miejscu muszą pojawić się nurkowie. I co dalej?
W zasadzie nic. Tutaj historia, oficjalna przynajmniej, wydarzeń w Shack Harbor się kończy. Natomiast potem, w zasadzie po latach, przybrała ona nieco inny obrót. Okazało się, że znaleźli się ludzie, którzy twierdzili, że obiekt, który wpadł do wody, był czymś wysoce niezwykłym. Otóż zatonąwszy przepłynął dość duży dystans i prawdopodobnie będąc uszkodzonym spoczął dość daleko od Shack Harbor, gdzie, co ciekawe, poszukiwała go marynarka wojenna. Chris, co sądzisz o przypadku Shack Harbor? Bo to jest sprawa, do której rzadko wracamy tak naprawdę. Jest to zarówno UFO, jak i USO. Obiekt spadający z nieba, mający zdolność do swobodnego poruszania się pod wodą. To coś znamy z wielu innych relacji, między innymi ze słynnej fali obserwacji UFO w Brazylii w 1977 i 1978 roku, kiedy te obiekty również nurkowały i po prostu pływały pod wodą.
[01:28:26] - Nie wiem, czy mnie słychać, ale ja was nie słyszę.
[01:28:30] - Aha. Słynny chrząk Ivelliosa. Słyszymy się już? Już cię słyszę.
[01:28:38] - Ja już usłyszałem, jak chrząknął Ivellios i od razu wiedziałem, że złapiemy połączenie tym razem.
[01:28:45] - Pytałem o to, co sądzisz o Shack Harbor. Zdarzeniu, które miało potencjał, natomiast w którym też istnieje element niepewności. Bo ta historia o poszukiwaniach zatopionego UFO, które odpłynęło z Shack Harbor, jest wysoce egzotyczna i trudna w ocenie. Co się tam naprawdę stało twoim zdaniem? Czy ta relacja o UFO spoczywającym na dnie oceanu jest wiarygodna?
[01:29:18] - Myślę, że jest i myślę, że do Shack Harbor, do tego, co tam się wydarzyło, trzeba by podchodzić jako do jednego z najlepiej udokumentowanych przypadków pojawienia się UFO i USO za jednym zamachem. Dlatego że sam wspomniałeś, że widział to kapral Werbicki z kolegami policjantami, więc są to osoby wyższej wiarygodności tak zwane, które już coś takiego zaobserwowały i złożyły na ten temat meldunek. Oprócz tego mamy opowieści rybaków i do tego oczywiście dochodzi marynarka wojenna, która przypływa i to obserwuje. I to już są setki ludzi. To są dowódcy rozmaitych okrętów, to są ekipy płetwonurków. Wszyscy oni nie przyjechali tam na manewry, tylko przyjechali, bo zostali wezwani do czegoś, co było absolutnie niezwykłe. I tym niezwykłym obiektem był pojazd, który miał bardzo wyraźne kłopoty z utrzymaniem się na powierzchni wody. Wydobywała się z niego jakaś żółta piana. Wiadomo było, że coś jest nie tak. Rybacy obserwowali go godzinami.
Przypłynęła kanadyjska marynarka wojenna, żeby to zjawisko w jakiś sposób monitorować. Sprowadzono nurków, wierząc, że może się uda to coś pozbierać z wody. Historia skończyła się w taki sposób, że najpierw ten obiekt jednak odpłynął. Następnie pojawił się jeszcze jeden obiekt, który wyglądał, w naszych przynajmniej realiach, jako obiekt, który przyleciał na ratunek i po kilku godzinach najwyraźniej te kłopoty techniczne, jakie to UFO miało, się skończyły i oba obiekty odleciały w sideł. Ale ilość sprzętu i ludzi na najrozmaitszych pozycjach, od rybaków, policjantów, poprzez marynarzy, płetwonurków i innych ludzi, jest tak olbrzymia, że myślę, że należy podchodzić do tego przypadku bardzo serio i traktować go chyba jako może nawet jeden z lepszych, jakie wydarzyły się w historii ze względu na ilość świadków, jaka widziała to zdarzenie, jaka uczestniczyła w tym zdarzeniu. Także wiemy z pewnością, że wydarzyło się coś bardzo ważnego tam. Opisy mamy wręcz szczegółowe.
[01:31:37] - Tego, co widzieli najrozmaitsi świadkowie tego wydarzenia. Tak patrzę na to.
[01:31:44] - Słuchacie państwo 58. już debaty ufologicznej online, na żywo oczywiście, jak prawie zawsze. Dzisiaj dyskutujemy o Polakach i ich udziale w zaangażowaniu w słynne przypadki zagraniczne spotkań z UFO. Niedługo będzie można do nas dzwonić. Krótko po godzinie 21:00 uruchomimy naszą linię telefoniczną, także będziemy oddzwaniać do tych z państwa, którzy próbowali się do nas dodzwonić i będziemy odbierać telefony od nowych słuchaczy. Nasz numer telefonu to 32 746 0008. 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Odbieramy także pytania i komentarze z czata, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube. Można również znaleźć nas na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, jak również w grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam przesyłać pytania i komentarze oraz relacje z obserwacji UFO, naturalnie drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl.
[01:33:01] - Właśnie. Powrócę jeszcze na chwilę do Shack Harbor. Moim zdaniem jest tak, że ta pierwsza część, kiedy na miejsce przybywa Werbicki i widzi to całe zdarzenie, jest interesująca i wiarygodna. Ale potem dzieje się coś dziwnego, dlatego że po latach, już nie pamiętam po ilu, ale po bardzo wielu latach Chris Styles, ufolog kanadyjski chyba, zaczął przekopywać archiwa i natknął się na nieco zakurzony przypadek. Shack Harbor postanowił poszukać, pogrzebać. Okazało się, że natknął się na mężczyznę, tajemniczego informatora, jakich wielu w ufologii, który powiedział mu, że był świadkiem sondowania tego obiektu leżącego na dnie oceanu. Pojawił się potem drugi. I okazało się, że historia jest trochę dziwna, bo nagle pojawia się człowiek zupełnie znikąd, jak wielu informatorów, który twierdzi, że ma takie a takie informacje, one są przełomowe. I ten pan twierdził, że jakieś 50 kilometrów od Shack Harbor sondowano z pokładu statku ten obiekt, który tam leżał. Co ciekawe, nie był to jeden obiekt, bo okazało się, taka była oficjalna wersja, że w Shack Harbor był obiekt popsuty, który spadł do wody i odpłynął oraz był obiekt cały, który przybył mu na ratunek.
I ta wersja, o której właśnie powiedziałem, że tam się działy jakieś tajemnicze rzeczy, że obiekt odpłynął, że były w zasadzie dwa obiekty i tak dalej, że ktoś ich szukał. Ona została . Przypomina to nieco sytuację z Roswell, gdzie też po wielu latach zaczęto do spraw wracać i odtwarzać tamte wydarzenia. Ale jak to bywa w przypadkach na styku teorii spiskowych i UFO, budzą takie rzeczy moje i nie tylko moje wątpliwości. Wszyscy tajemniczy informatorzy, szczególnie ci, którzy mają do powiedzenia rzeczy najbardziej barwne i egzotyczne. Niepokoi mnie to z tego powodu, że to, co powiedziano o Shack Harbor, o tej drugiej części, o tej akcji ratunkowej obu UFO, jednego UFO w stosunku do drugiego i o tym, że wojsko tego poszukiwało i się temu przyglądało, nie dość, że brzmi jak scenariusz filmu science fiction, to stało się legendą. Mało kto dzisiaj pamięta Werbickiego i tych szypków, skuterów, którzy szukali zatopionego obiektu. Wszyscy skupieni są na tej bardziej sensacyjnej stronie tej opowieści. Kiedy pojawia się tajemnicza informacja o UFO leżącym na dnie oceanu, do którego trzeba podejść i to UFO potem się wynurza i odlatuje. Tego typu przypadki, oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć, że to jest nieprawda, natomiast zbyt często się powtarzały pewne epizody dezinformacji w ufologii, by traktować to wszystko bezkrytycznie.
Ale Chris, skoro jesteśmy przy katastrofach UFO, zwróćmy uwagę na jeszcze jedną sprawę, która jest niezwykle ciekawa. Chodzi mi o Kecksburg. Kecksburg to moim zdaniem jedna z najciekawszych historii w całej ufologii. 9 grudnia 1965 roku w małym miasteczku w Pensylwanii miało miejsce coś bardzo dziwnego. Ta okolica była wtedy, nie obrazicie się za słowo, ale chyba takim totalnym zadupiem zamieszkałym w dużej mierze przez imigrantów ze Słowacji i z Polski.
[01:37:13] - Nadal jest.
[01:37:15] - I nagle miejscowa radiostacja, lokalny dziennikarz Joseph Murphy otrzymuje bardzo interesującą informację: coś się dzieje na dworze. Wyjdź i zobacz. Nie jest to deszcz meteorów, ale coś dużo bardziej niepokojącego. Przekonuje się o tym40-letni Bill Buealebush, chyba tak to się wymawia, który pracuje przy swoim samochodzie i nagle słyszy taki dziwny dźwięk dobiegający z góry. Leci zobaczyć co to jest. Okazuje się, że coś spada do lasu. Do miejscowej radiostacji, do Murphy'ego dzwonią telefony. Pewna pani po nazwisku Kalb mówi, że coś spadło w pobliżu jej farmy. Szybko okazuje się, że sprawa rozchodzi się, jak to się mówi, pocztą pantoflową i Murphy decyduje się jechać na miejsce w pobliże fermy pani Kalb. Ale że dziś mówimy o Polakach, to musimy powiedzieć, że wśród strażaków, którzy przybyli na miejsce i którzy widzieli, co tam spadło, był przynajmniej jeden, a ja słyszałem, że było dwóch Polaków, którzy mieli do powiedzenia bardzo ciekawe rzeczy.
Ale nim do tego przejdziemy, nim przejdziemy do tego, co znaleziono w lesie w Kecksburgu. Chris, mógłbyś powiedzieć nam trzy słowa o tym, co zastał Joseph Murphy po dojechaniu do tego słynnego lasu?
[01:38:59] - Obiekt nad Kecksburgiem obserwowano od dobrych wielu minut, kiedy zbliżał się bardzo wolno. Nadlatywał z północy i wykonywał dramatyczne ruchy, jakby nie mógł się zdecydować, dokąd ma lecieć. Leciał wolno, zmieniał kierunek, zawracał, nad Kecksburgiem przeleciał, minął go po to, żeby zawrócić jeszcze raz i wreszcie rąbnął w las właśnie w Kecksburgu. Oczywiście wywołało to całą lawinę zainteresowania, o której wspomniałeś i pojechali tam ludzie obejrzeć, co to jest, zanim nie pojawiło się wojsko. Niektórzy dotarli do tego obiektu i obiekt nie był aż taki wielki. Miał około trzech metrów wysokości i swoim kształtem przypominał żołędzia. Jedna z osób, która podeszła wystarczająco blisko, mówiła o tym, że u podstaw tego żołędzia, który dymił i wydobywał się z niego taki zapach siarki i fosforu, były jakieś napisy i te napisy przypominały hieroglify, ale hieroglify nie były podobne do niczego, co my znamy z naszej ludzkiej starożytności, tak więc musiały pochodzić skądinąd. Tak jak powiedziałem, obiekt był obserwowany już od momentu, kiedy przelatywał nad Kanadą. Oficjalna wersja była taka, że jest to najprawdopodobniej radziecka satelita, która zboczyła im się z kursu i niestety wylądowała nie tam, gdzie trzeba. Miała polecieć na Wenus, a coś poszło nie tak i spadła na ziemię.
Oczywiście nie bardzo się to pokrywało z tym, co znaleziono i napisy z pewnością nie były rosyjskie. To, co jest interesujące w tej całej sprawie, że mimo że jak wspomniałeś, Kecksburg jest zadupiem, to wojsko pojawiło się tam w ciągu pierwszych trzydziestu paru minut i to w dużych ilościach. Ciężarówkami przyjechało wojsko, otoczyło teren, odcięło ten teren kraksy kordonem. Wszystkich ludzi, którzy mieli jakikolwiek kontakt z tym, usunięto i na lawecie obiekt wywieziono właśnie do bazy znów Patterson Wright, czyli do tej bazy, gdzie rzeczywiście to UFO się bada, gdzie się je przywozi i rozkłada na części, próbuje się wyciągnąć jakiś wniosek, a być może na podstawie tego, co się odnajdzie, zbudować coś własnego. Ewentualnie, jeżeli do tego dojdzie. To, o czym mówimy w tej sytuacji, to mówimy o wypadku, który miał miejsce stosunkowo niedawno i był spektakularny. Również ma wielu świadków. Według mnie to jest tylko jeden świadek polskiego pochodzenia, ten strażak Pete, ponieważ ten drugi, on się nazywał Romanowski bodajże i ponieważ miał Y na końcu nazwiska. Y na końcu nazwiska w Stanach stosują Rosjanie, żeby podkreślić różnicę między Romanowski a Romanovskij. Także mi się wydaje, że ten drugi świadek to był rosyjskiego pochodzenia.
I tak wyglądała ta historia w Kecksburgu.
[01:42:22] - Zanim przybyło wojsko szukać tego dziwnego obiektu, w lesie zjawili się strażacy i Murphy. Jeden z tych strażaków, niejaki Pete, był z pochodzenia Polakiem. Przynajmniej było to potwierdzone i on potem rozmawiał wiele razy z ufologami, twierdząc, że był jedną z niewielu osób, którym udało się podejść bardzo blisko tego obiektu. UFO z Kecksburga emitowało wysoką temperaturę, natomiast udało mu się zbliżyć i zobaczyć, że znajdują się na jego kadłubie napisy i on początkowo myślał, że to są napisy rosyjskie. Że jest to maszyna rosyjska. Natomiast kiedy się im przyjrzał, to nie rozpoznał charakterystycznej grażdanki, ale jego relacja była niezwykle ciekawa. Natomiast ta druga osoba, o której mówiłeś, James Romański, bardzo popularne w Polsce nazwisko. Romański. Dokładnie. Romański, jak mówiłem, jest bardzo popularnym nazwiskiem.
Pozdrawiam moją sąsiadkę, panią Anetkę, która też je nosi.Tak. I on z kolei, ten Romański, jeżeli uznamy, że to Polak, powiedział coś bardzo ciekawego. Zacytuję go: „Dla mnie wyglądał jak żołądź”. Mówi o obiekcie z Kecksburga. „Nie miał skrzydeł ani silnika, nie miał stateczników, nie miał ogólnie tego, po czym mógłbym rozpoznać znany sobie samolot. Z tyłu miał coś jakby zderzak, a na nim właśnie te hieroglify. Jakby gwiazdki, kółka, linie i różne takie. Do dzisiaj niczego podobnego nie widziałem. Staliśmy wokół i oglądali ten obiekt, aż z lasu wyszło dwóch ludzi, którzy stanowczo kazali nam odejść”. Chris, w sprawie Kecksburga pojawiły się dwa interesujące wątki.
Pierwszy odnosił się do tego, że wojsko długo się kręciło po okolicy. Wyganiało ludzi z lasu. Po wyglądzie żołnierzy z korpusu chemicznego można było odnieść wrażenie, że stało się tam coś niebezpiecznego i że nie powinno się do tego miejsca podchodzić. A druga sprawa to oczywiście wałkowany od lat związek obiektu z Kecksburga z rzekomymi maszynami latającymi, które mieli zbudować Niemcy, naziści, hitlerowcy. Co sądzisz o tych teoriach? Bo one się ciągle pojawiają, natomiast jest rzecz, której się nie da zaprzeczyć. Fakt, że Kecksburg miał miejsce. Cokolwiek się tam zdarzyło, to się stało. I ta historia, moim zdaniem, jest ewenementem. Zasługuje na szersze rozpoznanie, upowszechnienie, bo jest naprawdę interesująca.
Tym bardziej że z Murphym stało się potem coś bardzo złego, prawda?
[01:45:25] - To nawiązanie do niemieckiej broni sugeruje oczywiście ten słynny, najtajniejszy niemiecki projekt, który jest nazywany Projektem Dzwon, czyli po niemiecku Die Glocke, który miał być programem tak wysokiej tajności, że jego tajność przerastała tajność niemieckiego programu nuklearnego. Niewiele wiemy o tym, jak wyglądało Die Glocke oprócz tego, że rzeczywiście kształtem przypominało dzwon albo żołądź i że maszyna tworzyła tak silną energię, że była ona niebezpieczna dla pracujących przy niej ludzi. Dlatego na przykład pomieszczenia, w których pracowało Die Glocke, wykładano specjalną ceramiczną cegłą. I co ciekawe, kilka dni po wydarzeniu w Kecksburgu jeden z ceglarzy w okolicy Pittsburgha dostał zamówienie na wiele tysięcy takich właśnie cegieł, które miał przywieźć do bazy Wright-Patterson, czyli do miejsca, gdzie zawieziono obiekt z Kecksburga. To właśnie sugeruje, że być może istnieje jakiś związek pomiędzy żołędziem z Kecksburga a Die Glocke. Następnym takim związkiem jest to, skąd on przyleciał. Bo już wcześniej sugerowałem, że być może coś niepokojącego dzieje się na Antarktydzie i Amerykanie, i nie tylko oni, gorączkowo szukali tam czegoś. Być może nadal szukają tam czegoś, a być może o czymś wiedzą, że coś tam jest, czego wcześniej nie wzięto pod uwagę. Ale to, co wzbudziło ich alarm, być może sprawiło, że wojsko pojawiło się tak szybko, w tak krótkim czasie na tak odległym od cywilizacji terenie, bo tam są lasy i góry. Góry w Pensylwanii są ułożone równolegle do siebie, więc przejechanie przez nie to jest jak jazda labiryntem.
Co jakiś czas większe tylko drogi mają przebite tunele przez te właśnie stojące równolegle do siebie góry, które pokazują, jak była gwałtowna działalność sejsmiczna i jak geologicznie ukształtował to ciężko, w taki sposób jak szalony artysta lodowiec, który tamtędy przechodził. Mimo to wojsko pojawiło się szybko i błyskawicznie teren zabezpieczyło, jakby wiedziało, co to może być. Ale właśnie ten kierunek, skąd ono przyleciało, być może wprawił Amerykanów w stan najwyższej gotowości, bo to coś przyleciało z Arktyki i być może wprawiło ich w osłupienie, że być może w złym miejscu, na złej półkuli szukają tego kogoś, kto dysponuje taką technologią, która rozwaliła się w Roswell, którą sugerowałem wcześniej. Być może istnieje coś na północy, o czym oni nie mają pojęcia. Z kolei pośrednie dowody na to są takie, że Amerykanie zbudowali tam szybko, za olbrzymie pieniądze na Grenlandii olbrzymią bazę z reaktorem atomowym, o czym mówiłem też wcześniej, właśnie w tym celu, by móc ten teren kontrolować. I do dziś Arktyka jest takim terenem, mimo że zimnym, to zapalnym, bo jest tam mnóstwo zainteresowania w tamtym kierunku. My nawet nie mamy mapy Arktyki dokładnej. Nie mamy ani jednego dobrego zdjęcia satelitarnego tego, co tam się dzieje, a wiemy o tym, że tak Rosjanie, jak i Niemcy, jak i Amerykanie, Kanadyjczycy przykładają dużą wagę do tego, co rozgrywa się w Arktyce. I nie tylko chodzi o bogactwa mineralne, które tam się znajdują. Prawdopodobnie chodzi o różne inne rzeczy.
I są tam instalacje, o których teoretycznie nikt wiedzieć nie powinien. Tu mi się przypomina taka historia polskiego jachtu Gedania, który postanowił przepłynąć nad północną częścią Kanady, przedrzeć się tym szlakiem północnym. Oni nie dostali pozwolenia, ale postanowili się przemknąć, bo może ich nikt nie zauważy. W końcu mają mały jacht żaglowy i kiedy płynęli wśród tych lodów, ni stąd, ni zowąd wyłoniła się przed nimi baza, której w ogóle nie było na mapie. Była to potężna baza militarna. Oni mieli duże kłopoty z tego powodu. To pokazuje, jak wiele najrozmaitszych, ciekawych i niespodziewanych instalacji tam się znajduje. Z tego właśnie powodu, dlatego kierunek, z którego nadleciałTen żołądź i spadł w Kecksburgu musiał wzbudzić zainteresowanie wojska amerykańskiego. I teraz właśnie kwestia, co to było i czy to ma jakiś związek z Die Glocke. Być może ma, bo i kształt, i sposób działania, ten opisywany w przypadku Die Glocke i ten, który opisują świadkowie, którzy widzieli, jak się zachowywał ten żołądź z Kecksburga.
Wiele na to wskazuje, że ktoś ciągle z czymś takim eksperymentuje. Do tego dochodzi polska historia związana ze spadającym żołędziem. To ta historia z 1959 roku, kiedy coś podobnego podobno miało wpaść do wody w basenie portowym w Gdyni i podobno to coś mieli wyłowić Rosjanie i wywieźć do Rosji, łącznie z pasażerem takiego obiektu.
[01:50:46] - No tak, analogie między Kecksburgiem a wydarzeniem gdyńskim są dość widoczne. Natomiast jak już mówiliśmy nie raz, gdyńska katastrofa, tak jak Kecksburg, ma dwie części. Pierwsza, realna kończy się na tym, kiedy obiekt wpada. Potem inżynier Data mówił, że oni ten obiekt wydobyli i że była to beczka wypełniona jakąś substancją. Czy akurat był to ten obiekt? Nie wiadomo. Natomiast dopiero potem powstała ta relacja o humanoidzie, który miał zostać znaleziony na plaży i który de facto chyba by się nawet nie zmieścił do obiektu, który widzieli dokerzy i pracownicy portowi tamtego dnia. Ale tutaj jeszcze sprawa Murphy'ego, bo on drążył historię z Kecksburga. Joseph Murphy, Józek Murphy okazuje się, że miał odwiedziny bardzo nieprzyjemnych panów w czerni, którzy kazali mu po prostu oddać materiały i nie był w stanie wyemitować swojego programu na temat tamtych zdarzeń. Potem Murphy zginął w dziwny sposób.
Pojechał na wakacje i został przejechany przez samochód. Ale sprawa oczywiście budzi wątpliwości. Moim zdaniem Kecksburg zasługuje na znacznie większą uwagę niż chociażby Roswell, bo przynajmniej mamy pewność, że tam coś się wydarzyło. I zauważcie państwo, jak doskonale amerykańskie służby sterują takimi przypadkami. Nagłaśniają coś, co jest tak pełne pułapek i pytań jak Roswell. Ale o sprawach takich jak Kecksburg mówi się dużo mniej. One już tak nie rozpalają wyobraźni. Tym bardziej że jeżeli byśmy pogrzebali w relacjach chociażby Lindy Moulton Howe, jak ją tam oceniać, to oceniać, ale miewa ciekawe przypadki, to okazuje się, że takie dziwne obiekty spadają nadal, tylko już o tym się nie mówi zupełnie. Marku, myślę, że gdzieś około 21:25, czyli za 15 minut, będziemy mogli uruchomić naszą gorącą linię.
[01:52:54] - Tak. Niestety uruchomienie gorącej linii troszeczkę się opóźniło z uwagi na różne problemy techniczne, które nas dzisiaj spotkały w 50. minucie debaty, ale linia tak czy siak będzie otwarta już gdzieś tak za kwadrans. Powtórzę jeszcze raz kontakty, numer telefonu 32 746 0008. Skype radio.paranormalium.pl. Cały czas od początku audycji do końca odbieramy również komentarze tekstowe i pytania na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Odbieramy także komentarze i pytania z czata, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube. Można nas również spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, w grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze oraz, na co szczególnie mocno wyczekujemy, relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Jeżeli mówimy o Polakach, właściwie cała debata jest poświęcona w pewnym sensie Polakom i ich wkładowi, że tak powiem, w słynne przypadki zagraniczne, to nie można nie wspomnieć o George'u, czy też raczej Jerzym Adamskim, urodzonym w Bydgoszczy prekursorze ruchu kontaktowców. Była to mianowicie jedna z pierwszych osób, która wywołała sensację twierdzeniem o bliskim kontakcie z przybyszem z kosmosu. Jak oceniacie panowie postać Adamskiego i jego wpływ na ufologię? Piotrze?
[01:54:32] - No właśnie, kolejny raz pojawia się ten sam wątek. Nie chodzi tu wcale o Polaka, ale o to, że jest osoba, która opowiada rzeczy trudne do oceny. I ta osoba nagle zapoczątkuje zupełnie nowy ruch, nową opowieść, nową legendę, nowy model, który jest tak żywotny i tak mocno zapisuje się w pamięci społeczeństwa, że kontaktowcy pojawiają się przecież do dziś. A co do samego Adamskiego można powiedzieć: jest to postać może nie tyle chwalebna i może nie tyle godna uwagi ze względu na swoje poglądy i to, co mówił, ale na to, co zapoczątkował, bo okazuje się, że Adamski, który urodził się w Bydgoszczy, potem w wieku dwóch lat wyemigrował z rodzicami do Nowego Jorku, w późnym wieku, po śmierci swojej żony przeniósł się na zachód Stanów Zjednoczonych i tam w kręgu lokalnych okultystów zaczął opowiadać o swoich spotkaniach z blond kosmitami, z Nordykami. Zaczął pisać o ich przesłaniu, zaczął pokazywać zdjęcia obiektów tych istot, które miały pochodzić z Wenus. Wygłaszał przy tym mnóstwo deklaracji na temat Układu Słonecznego, które oczywiście nie znalazły żadnego poparcia. Mówił o kanałach na Marsie, o innych tego typu sprawach i wkrótce zyskał sobie sporą popularność, bo okazało się, że... ludzkość. Albo inaczej: że w społeczeństwie amerykańskim istnieje zapotrzebowanie na kogoś takiego. Kogoś, kto będzie nowym Chrystusem.
Chrystusem, który przyniesie wiadomość od kosmitów, którzy powiedzą nam, jak działać, jak żyć, co dalej ze sobą zrobić, co zrobić z naszą cywilizacją. Adamski napisał kilka książek. Chwalił się związkami z Watykanem, z Waszyngtonem i wieloma innymi ośrodkami. Jak ty oceniasz tą postać? Czy on jest jeszcze pamiętany tam za oceanem? Obawiam się, że nikogo nie ma, więc będziecie musieli państwo mnie jeszcze trochę posłuchać. Mówiliśmy o Adamskim. Zmarł w roku 1965, a więc kawał czasu temu, ale już wtedy zapoczątkował to, co nazywamy dzisiaj ruchem kontaktowców. Przez lata po nim pojawiało się wiele różnych osób, które twierdziły, że mają takie kontakty, że kontaktują się z nimi kosmici. Pamiętamy chociażby Billy'ego Meiera, który jest chyba najsłynniejszym kontaktowcem na świecie i który nadal działa.
Natomiast Adamski położył drogę do tego, by takie postaci wprowadzić do naszej kultury i do naszego życia publicznego. I choć może nie znalazł wielu zwolenników, stał się postacią ikoniczną. Stał się prekursorem pewnego ruchu, który jest związany z ufologią i który należy do tak zwanego ufologicznego folkloru, czyli ruchów i wszelkich zjawisk wywołanych wiarą w ingerencję istot, inteligencji stojących za zjawiskiem UFO. Czy jest już z nami Chris? Halo, halo.
[01:58:05] - Jestem.
[01:58:07] - Mieliśmy przez chwilę pewien problem i skierowałem do ciebie pytanie o George'a Adamskiego, który chwalił się związkami z Watykanem, z Waszyngtonem, mówił o dostaniu medalu od papieża. Ale ten człowiek, jak mówiłem, nie zyskał może wielu zwolenników, ale ukształtował pewien model, pewną wiarę w to, że niektórzy ludzie są wybrani do tego, by kontaktować się z kosmitami. Czy on jest jeszcze pamiętany po drugiej stronie, za oceanem, przez ludzi?
[01:58:39] - Jest oczywiście, bo jest klasykiem. Praktycznie on ukształtował pierwszą wizję tego, czym może być UFO. Tego, że planety w naszym Układzie Słonecznym mogą być zamieszkane. Kontaktował się z seksi Wenusjankami o blond włosach i podróżował statkiem kosmicznym, więc to wszystko działało na wyobraźnię. Zrobił to na dużą skalę. Opisywał to w swoich książkach, pokazywał fotografie. Wówczas, w tej gorączce pasji ufologicznej, poznawania nowego zjawiska, było to wszystko kupowane jak ciepłe bułeczki. I Adamski był bardzo ważną osobą w całej ufologii, był autorytetem. Aż do momentu, kiedy okazywało się, że te jego historie nie są do końca takie, jakie mogłyby być. Kiedy okazało się, że zdjęcia, które pokazał, są marnymi podróbkami, gdzie dokonywano prostych zabiegów, ażeby pokazać na zdjęciu jakiś obiekt kosmiczny czy coś w tym rodzaju, czy latający spodek.
I to, co stworzył, jego autorytet zaczął powoli upadać, ale przez lata utrzymywał się na dość dobrym poziomie i do dziś ciągle od czasu do czasu się o nim wspomina. Nie wspomina się być może go aż tak dobrze, ale wspomina go się głównie przy okazji takiej, że mówi się o tym, że był on człowiekiem, który nie pojawił się znikąd, że najprawdopodobniej współpracował z amerykańskimi służbami i to, co robił, była to celowa i konsekwentna dezinformacja.
[02:00:25] - Właśnie do tego dążyłem. Czekałem, aż to powiesz, bo powtórzę to trzeci raz: Adamski nie jest człowiekiem, któremu należy wierzyć. Adamski był oszustem, nie oszukujmy się. Natomiast on wykorzystał pewną lukę, która jest w umysłach ludzi i z której korzysta się do dzisiaj, podsuwając im może już nie ufoproroków, bo dzisiaj mało kto się na to nabiera, ale podsuwając różnego rodzaju informatorów, którzy w sposób niewidoczny kształtują nasze poglądy na temat zjawiska UFO. Ja spotkałem się z krytyką po pierwszej audycji w tej serii, kiedy powiedziałem, że to, co wiemy o zjawisku UFO, to mit. Albo nie to, co wiemy o zjawisku UFO, to, co krąży w tak zwanej świadomości publicznej, to jest wszystko mit.
[02:01:12] - Czyli to, w co wierzymy. Co nas przekonuje.
[02:01:16] - Nie powiedziałbym „my”. Wierzy abstrakcyjny twór zwany społeczeństwem, tak zwane masy. Natomiast osoby, które analizują fenomen oddolnie, które się nim interesują, widzą, że to wygląda zupełnie inaczej. Natomiast osoby takie jak Adamski, Meier i wielu innych tak naprawdę przekonują ludzkość do takiej sytuacji, że nie tylko jesteśmy odwiedzani, ale też, że jakieś istoty nad nami czuwają. I z tego wszystkiego wyłonił się bardzo kontrowersyjny, ja osobiście uważam, że to jest szkodliwy ruch uznawania UFO za zjawisko quasi religijne, które ma wobec nas określony cel, opierający się o nasz rozwój, o dbanie o nas i tak dalej, i tak dalej. Że tam są dobrzy bracia z kosmosu, którzy czegoś od nas chcą.Że przekazują nam różnego typu przesłania. To wszystko się bardzo mocno ociera o religię. Ale kiedy przeanalizujemy relacje ufonautów, relacje i historie o bliskich spotkaniach, to zobaczymy, że oni wcale nie są tacy dobrzy, że nie wiadomo, o co im chodzi, że to, co mówią, te wszystkie przesłania są tak uniwersalne i tak płaskie, że mógłby je wymyślić średnio rozgarnięty gimnazjalista.
[02:02:40] - Dzisiaj to widzimy w ten sposób.
[02:02:42] - Dzisiaj widzimy.
[02:02:42] - W czasach, kiedy on produkował te swoje historie, było to bardzo przekonywujące. Stworzył cały ruch.
[02:02:49] - Zauważ, że dopiero dzisiaj widzimy, że takie coś się odbywało i my nie jesteśmy w stanie zatrzymać rozwoju UFO kultów albo wiary w UFO. Wiary. Nie to, że wierzę w UFO na zasadzie takiej, że przekonany argument, tylko wierzę w UFO, bo tam muszą być dobrzy bracia z kosmosu. Przecież kiedy zajrzymy do księgarni, to zobaczymy książki pewnego bardzo znanego polskiego autora, a w zasadzie dwóch, którzy piszą o tym samym. Piszą o przekazach od kosmitów, o tworzeniu nowej cywilizacji, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę większość z tych, którzy mówili o tego typu przekazach, począwszy od Adamskiego, to są osoby dość przemrane. Zresztą ta kwestia przekazów i channelingu wodowców też jest mocno przemrana, bo trzeba się nad nią zastanowić i wtedy zobaczymy, że tkwi w niej coś zupełnie innego. Ale już ci nie przerywam. Proszę ja ciebie.
[02:03:41] - Proszę ja ciebie. W zasadzie to ja powiedziałem to, co chciałem powiedzieć, czyli że Adamskiego musimy traktować jako przykład dezinformacji, tworzenia pewnej legendy. A jednocześnie jeżeli założymy, a ja przynajmniej zakładam to, że jego fenomen wcale nie wyrósł na kamieniu, a był zręcznym sterowaniem, prowadzeniem w ten ruch kogoś, kto nagle stał się niemalże bożyszczem, bo on w latach 50. był człowiekiem niezwykle popularnym. Jego książki się rozchodziły w świetnych nakładach. Dziś się ciągle dość dobrze sprzedają. To z kolei podpowiada mi, że ta cała historia rozgrywa się na podobnej zasadzie, jak każda inna nowość, z jaką mamy do czynienia. Czyli jeżeli pojawia się nowy fenomen, nowa sytuacja, na przykład odkrycie nowego kontynentu, coś, co nagle stawia naszą planetę i nasze społeczeństwo, i te masy, o których wspomniałeś, w nowej sytuacji, muszą się pojawić prorocy czegoś takiego, którzy wytłumaczą łopatologicznie, na czym to wszystko polega. Tak samo na przykład budowany był komunizm. Po rewolucji październikowej tworzono również podobne legendy i tą samą rolę w ufologii miał spełnić Adamski.
Przez długi czas mu się to świetnie udawało. I rzeczywiście nawet wprowadził w to wszystko tą całą historię papieża. On zresztą opowiadał niesamowicie przekonywująco. Opowiadał, jak się spotkał z Janem XXIII. Papież już był umierający. Był praktycznie ostatnim człowiekiem, który się spotkał z papieżem. Rozmawiali o braciach z kosmosu i on barwnie opowiadał o tym, że patrzył na te wspaniałe, piękne ogrody papieskie, które widział z okna miejsca, w którym papież leżał w łóżku. A dziś na przykład wiemy, że Jan XXIII umierał w miejscu, gdzie jego pokój miał okna położone na Placu Świętego Piotra, a ogrody papieskie znajdują się dokładnie po przeciwnej stronie. Nawet w takich prostych rzeczach po prostu zmyślał tą całą historię, łącznie z tym medalem, który wcale nie okazał się być złoty i można go było kupić gdzieś w sklepach z pamiątkami. Ale bardzo konsekwentnie budował swoją legendę i znalazł wielu ludzi, którzy go słuchali.
A ponieważ była absolutnie taka energia, żeby do czegoś takiego doszło, osiągnął tą swoją własną pozycję. A przecież tutaj właśnie trzeba przypomnieć, że ludzie w tamtych czasach na przykład wyjeżdżali na pustynię w Kalifornii po to, żeby móc wręcz obrzędy religijne na temat UFO odprawiać. Na przykład jest taka osoba niejakiego George'a Van Tassela, który jeździł w takie miejsce, które się nazywało Twenty Nine Palms, gdzie znajdował się olbrzymi pęknięty kamień. Miejsce po prostu bardzo piękne i nietypowe geologicznie, więc wszyscy oczekiwali, że właśnie w takim miejscu dojdzie do nietypowej sytuacji, gdzie pojawi się statek kosmiczny. I wypatrywali tych świateł na niebie. I to też buduje podwaliny pod te wszystkie kulty, które są związane z UFO, łącznie z tymi, które kończą się źle dla ich wyznawców, którzy czekają na to, żeby UFO ukryte za ogonem komety zabrało ich ze sobą i zażywają truciznę po to, żeby łatwiej im było jako duszom dostać się na ten statek kosmiczny, bo już mają bilety, które im wszystkim przekazał ich guru, w którego tak bardzo mocno wierzyli. Także z pewnością osoba Adamskiego mieści się w historii ufologii, ale jej znaczenie jest raczej negatywne. Z pewnością dziś z naszej perspektywy nie miał żadnych kontaktów z UFO i wszystko to, co UFO opowiadał o Wenusjanach i innych postaciach, jakie spotykał, i historię ze swojej wizyty na Saturnie, są po prostu produktem jego wyobraźni.
[02:07:49] - Mimo wszystko Polak był w stanie przekonać dziesiątki, a może tysiące Amerykanów do tego, że kontaktuje się z Wenusjanami. Polak potrafi. I korzysta na tym. Także zapoczątkował de facto nowy UFO kult, w którym nie był guru, a był kimś w rodzaju dobrego Jurka nauczyciela. George Adamski. Warto o nim pamiętać.Drodzy państwo, wybiła godzina 21:25, a to najlepszy czas, żeby otworzyć naszą gorącą linię w Radiu Paranormalium. Czekamy na wasze telefony, czekamy na wasze komentarze, relacje i tak dalej. Widzę, że już chyba ktoś zaraz do nas dołączy.
[02:08:34] - Już widzę, że chyba się połączyliśmy. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:08:40] - Witam. Mam dwa pytania do Chrisa i mam jedno pytanie do Piotra, jeżeli można. Jak się Piotr odnosi do tego, co mówił na samym początku tej debaty? Bo śledzę od samego początku i Chris dał tam dość dużo takich wypowiedzi, które są dla mnie nie bardzo przejmowalne. Chciałbym opowiedzieć o swoim przypadku tych sytuacji, które są niewytłumaczalne. Jeżeli można, to nie zapytać, to chętnie się tym podzielę.
[02:09:29] - Oczywiście.
[02:09:31] - Tak, proszę, tylko może prosimy o ściszenie radia. Będziemy się chwilowo słuchali w takiej formie przez telefon, bo mamy po prostu pogłos. A mógłby pan sprecyzować to pytanie do mnie, bo nie do końca rozumiem.
[02:09:50] - Już się pytam pana, panie Piotrze. Chris wypowiadał się na temat wyprowadzenia wojny światowych, przekrojowych i niemieckich, bazy na orbicie. Przecież to nie ma w ogóle sensu z powodu jakichś tam obcych światów. To chyba jest nieporozumienie. Czy pan się z tym zgadza, panie Piotrze, czy nie?
[02:10:36] - Nie chcę się wypowiadać za Chrisa.
[02:10:39] - Nie przypominam.
[02:10:41] - Chris wysunął następującą hipotezę, która mówiła, że wojna światowa wojną światową, natomiast obok walczących stron była też siła trzecia i ta hipoteza siły trzeciej występowała w ufologii przez bardzo długo, jeszcze w latach 60. Potem została stopniowo odrzucona. Wiele osób, wielu autorów twierdziło, że na przykład istnieje na Ziemi grupa, nazwijmy ją grupą możnych, jakąś tajną organizacją, ale oczywiście tych najbogatszych, którzy w odniesieniu do istniejącej naszej cywilizacji i techniki tworzą własną cywilizację i technikę dużo bardziej zaawansowaną. Stąd istniała taka hipoteza, że obiekty UFO, latające talerze mogą być produkcji ziemskiej, tylko są wytworem tak zwanej uciekającej cywilizacji. Prawda, Chris? To na tym polegało. Ona się ujawniła po prostu po II wojnie światowej i wtedy obawiano się, że to może w jakiś sposób wyjść na jaw. A gdyby się to okazało, ludzkość przekonałaby się, że wewnątrz naszej cywilizacji istnieje piąta kolumna nie wiadomo kogo, która żyje swoim własnym życiem. A resztę może dokończy Chris.
[02:11:57] - Mówi się o tym, że to w latach 60. się zakończyło. W zasadzie to nigdy w takiej formie nie wypłynęło w czasach, kiedy mamy do czynienia z Roswell czy z Kecksburgiem. Natomiast kwestia odrywających się cywilizacji to jest kwestia ostatnich lat, kiedy wreszcie połączono te wszystkie punkty ze sobą i te wszystkie historie, które się wydarzyły w historii naszej planety, zwłaszcza w ostatnim wieku. Dotyczą one UFO i okazuje się, że być może właśnie możemy mówić o tym, ponieważ wreszcie ta uciekająca cywilizacja, która nie zostawiała do tej pory śladów, jeżeli popatrzeć na to z dużej perspektywy czasowej, okazuje się, że te ślady można dostrzec w jakiś sposób, że jest wiele wydarzeń, które dziś po prostu nam się nie mieszczą w głowie. Dla mnie właśnie takim punktem jest fakt, że Niemcy w bardzo krótkim okresie czasu, nie tylko z rozbitego przez I wojnę światową kraju, w którym szaleje hiperinflacja, gdzie dokonuje się przewrotów, rozruchów, gdzie są demonstracje, gdzie oprócz tego jest traktat wersalski, który wiąże im ręce. Oni w ciągu paru lat stają się mocarstwem światowym, tworzą IG Farben, które jest największą korporacją na świecie. Wypowiadają wojnę światu, który mogą podbić gospodarczo. Wypowiadają fizyczną wojnę światu. To jest kompletnie-
[02:13:21] - Mogę teraz ja zadać pytanie?
[02:13:22] - Proszę bardzo.
[02:13:26] - Mam proste pytanie. Skoro są te wypadki Roswell i tak dalej, i różne inne. Proste pytanie. Skoro nasza wiedza, którą my posiadamy. Czyli tak: świat istnieje ponad 13,5 miliarda lat. My wiemy o tym i mogą istnieć bardzo różne cywilizacje na różnych światach. I nagle ktoś gdzieś tam wpada na jakąś planetę z tak olbrzymią wiedzą i z tak olbrzymią techniką i nagle rozbija się gdzieś tam przez zwykłą atmosferę, że to jest niemożliwe do zrozumienia. Skoro ktoś ma tak olbrzymią wiedzę i technologięPrzecież to nie ma sensu. Jak my możemy sobie to wytłumaczyć, panie Krysiu?
[02:14:28] - Myślę, że w prosty sposób. Dlaczego to nie ma sensu? W jaki sposób to nie ma sensu, że mając tak olbrzymią wiedzę, jest w stanie wygrać tą wojnę i podbić tą planetę? Być może wcale nie o to chodzi. Zobaczmy. Tu wracamy do-
[02:14:42] - To jest na takiej samej zasadzie jakby lotniskowiec potyka się z dłubanką. Przecież to nie ma sensu.
[02:14:57] - My nie wiemy, na czym polegał ten lotniskowiec.
[02:15:02] - Jeżeli ktoś przylatuje, nie wiem-
[02:15:07] - Ten ktoś, ja zakładam, że on nie przyleciał. Nie, on nie przyleciał z Wia.
[02:15:11] - Miliony lat albo nie wiem skąd.
[02:15:15] - Rozmawiamy o dwóch rzeczach.
[02:15:17] - Rozbija się o nie wiem, o coś. Czyli ta cywilizacja jakby-
[02:15:23] - Jeszcze raz powtórzę, że to, co miałem na myśli, powtarzałem to kilkakrotnie, że niekoniecznie to, co się rozbiło w Roswell, pochodzi z innej planety. Że być może zostało zbudowane na naszej planecie i jest tylko przejawem tej tak zwanej uciekającej, odrywającej się cywilizacji. Że istnieje jeszcze jedna grupa na świecie, która nie ma żadnej afiliacji państwowej, nie tworzy sobie granic ani loga, ani chorągiewek, nie ma aspiracji do tego, ażeby rządzić tą planetą czy podbijać ją i przejmować ją, ale jednocześnie ma swoje jakieś inne ukryte cele. I ta grupa reprezentuje sobą bardzo wysoki poziom technologiczny, który przerasta wszystko, co jest na Ziemi o kilkadziesiąt lat. I tego przejawem jest ta aparatura, która rozbiła się właśnie w Roswell. Ci ludzie tworzą swoją odrywającą cywilizację, siłą rzeczy pokazują swoją obecność, ponieważ ażeby osiągnąć swój własny cel, muszą nie tylko pokazać swoją obecność, ale jednocześnie zmusić tych, którzy rządzą światem, do pewnej współpracy. Cywilizacja uciekająca, mówiąc obrazowo, używając bardzo prostych skojarzeń, polegałaby na przykład na tym, że skoro wiemy, że Ziemia podlega permanentnym cyklom zniszczenia i odtwarzania się od nowa, być może zbliżamy się do kolejnego cyklu, gdzie tym razem nasza cywilizacja zostaje skończona. I teraz ludzie, którzy reprezentują uciekającą cywilizację, wiedząc o tym, budują coś, co pozwoli im uniknąć tego losu. Gdzie znajdą sobie ziemię dwa. Na Marsie czy w jakimś innym punkcie.
Ale ażeby to osiągnąć, muszą udoskonalić-
[02:17:06] - Panie Krysiu, uwielbiam pana słuchać, ponieważ pan ma mnóstwo dobrych argumentów i uwielbiam pana głos. To jest po pierwsze. Żeby nie zniechęcić do tego, co za chwilę chcę powiedzieć. Czy mógłby pan mnie przez chwileczkę posłuchać i na przykładzie, który ja powiem, czy mógłby pan mi odpowiedzieć? Bo na samym początku dzisiejszej debaty mówiliście o rzeczach paranormalnych, prawda? Halo?
[02:17:54] - W sensie, w pewnym sensie.
[02:17:56] - W którym sensie?
[02:17:58] - Na tej samej zasadzie prąd elektryczny też będzie paranormalny, bo tak naprawdę do końca nie wiemy, na czym to polega. Wiemy, że jest, wiemy, że kopie, a nie potrafimy odkryć.
[02:18:08] - Ja opowiem panu sytuację z mojego życia i czy mógłby pan mi to wytłumaczyć? Bardzo proszę, jeżeli oczywiście można. W czwartek rano sobie wstałem jak biały człowiek, siadłem do komputera jednego, drugiego. Zacząłem sobie pracę, tłumaczenie. Wiedziałem, że moja matka jest chora i nagle w trakcie tłumaczenia z jednego komputera na drugi tekstów angielskich na polski dostałem błysku, że moja matka leży i patrzy w sufit, chociaż jest zdrowa niesamowicie. Więc biorę za telefon, dzwonię do niej i się nic nie dzieje. Dzwonię do siostry, nic się nie dzieje. Więc wsiadam w samochód, lecę i patrzę. Wchodzę do niej do domu, bo mam klucze i ona leży i patrzy w sufit. I ma udar.
Jestem w szoku. Jest potwierdzeniem tego, co pan mówił na samym początku i na to jest mnóstwo świadków w międzyczasie, kiedy jechałem dwa kilometry.
[02:19:12] - Tak, tylko obawiam się, że już schodzimy strasznie z tematu ufologii.
[02:19:22] - Wie pan co? Nie schodzimy z tematu ufologii, tylko właśnie nie wiemy, co jest właściwe.
[02:19:28] - Wie pan co? Proponuję, jeżeli chce pan rzeczywiście ten temat omówić, to proponuję jednak przejść na kontakt e-mailowy z Radiem Paranormalium, e-mail: radio@paranormalium.pl, bo dzisiaj jednak debaty ufologiczne, jak sama nazwa wskazuje, są poświęcone i powinny być poświęcone głównie ufologii. Natomiast tutaj już troszeczkę-
[02:19:51] - Na patologię, tak, oczywiście.
[02:19:53] - Natomiast tutaj już troszeczkę zbaczamy na inne tematy paranormalne, na telepatię. Podejrzewam, że to coś.
[02:20:01] - Na samym początku rozmawialiście i o tym właśnie chciałem powiedzieć. Bo jak to wytłumaczyć? Proszę mi to wytłumaczyć. I to jest właśnie dowód. Ta sytuacja, która miała miejsce, miała miejsce dokładnego dnia, w miejscu, w Chełmie i tak dalej, w Polsce, kiedy ja, wie pan, dzwoniłem, mówiłem
[02:20:30] - Co się dzieje? Skąd mogłem o tym wiedzieć?
[02:20:33] - Ciężko powiedzieć. Niestety muszę pana przerwać. Przykro mi bardzo, ale muszę pana już rozłączyć, ponieważ ustawia się tutaj kolejka słuchaczy dzwoniących przez telefon.
[02:20:45] - Muszę jeszcze jedną rzecz panu powiedzieć: ma pan świetny głos.
[02:20:48] - Dziękuję.
[02:20:49] - Tę rzecz jeszcze muszę powiedzieć. Świetny głos i pozdrawiam.
[02:20:53] - Pozdrawiam również. Jeżeli chce pan omówić ten temat, to proponuję przejść, tak jak mówiłem, na kontakt e-mailowy.
[02:21:02] - Jestem was fanem, dlatego że mądrze mówicie. Chętnie mądrych ludzi słuchać trzeba. Tylko proszę mi wytłumaczyć. Na samym początku Kris o tym mówił.
[02:21:17] - Ale jak my to mamy panu wytłumaczyć teraz? Nie jesteśmy tutaj jakimiś naukowcami. Nawet nauka nie jest w stanie wytłumaczyć tych fenomenów. Także przepraszam bardzo, ale nie wiem, czego pan oczekuje.
[02:21:29] - Nie wytłumaczyć, tylko opowiedzieć o tym. W tym momencie wychodzi prawo Heisenberga, tak?
[02:21:36] - Wie pan co? Proponuję jednak zostawić to na inną audycję bądź na inną rozmowę. Przepraszam bardzo, musimy wrócić do tematu UFO, ponieważ tutaj długa kolejka słuchaczy się już ustawia. Bardzo panu dziękujemy za telefon i dodajemy do rozmowy grupowej kolejnego słuchacza. Numer telefonu 32 746 008. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:22:02] - Dobry wieczór.
[02:22:04] - Dobry wieczór. Prosimy wyciszyć na chwilę radio. Słuchajmy się przez chwilę w telefonie.
[02:22:10] - Dobry wieczór. Słuchacz Edek z tej strony. Kłaniam się niziutko. Zanim przejdę do Adrian, to 13,5 miliarda można między bajki włożyć, bo teoria wielkiego wybuchu jest dziurawa jak szwajcarski ser, podobnie jak teoria Darwina i wszystkie pięć monoteistycznych religii. To odrzućmy na razie na bok. W kwestii tematu dzisiejszej debaty pomyślałem, że można by zadać sobie trud — tutaj ukłony do pana Piotra Cielebiasia — żeby przeprowadzić może wywiad, odrzucając oczywiście bajkę, z której jest i kwestie polityczne. Mam na myśli generała Dukaczewskiego, który jakiś czas temu — czas tu jest nieistotny — miał ten samolot, który na Nowej Zelandii zaginął. I w jednej ze stacji ogólnokrajowych dziennikarka chciała taki joke zrobić, że różne są hipotezy i tak dalej. Było dwóch tak zwanych ekspertów. Nie zaprzątam sobie głowy tym drugim.
Natomiast skupiam się na generale Dukaczewskim, byłym szefie WSI, że są teorie takie, że kosmiczni i tak dalej. I wtedy to z kamienną twarzą generał Marek Dukaczewski powiedział, że w tej kwestii mogliby wypowiedzieć się Amerykanie, którzy milczą w tych sprawach od wielu lat, skutecznie w 12 językach. Może by się dało skusić na jakiś wywiad dla „Nieznanego Świata”. Druga rzecz to takie odniesienie do poprzedniej audycji o wycieku WikiLeaks, że panie Krisie mamy i swoje WikiLeaks. Jest też muzyk, który ma pseudonim sceniczny Nergal. Można by go zapytać, czy jest świadomy tego, jaki ma pseudonim sceniczny, co on oznacza i może jest to jakiś trop. To tyle, co chciałem w kwestii tematu. Polacy są, UFO jest. Trafiłem może nie w dziesiątkę, ale gdzieś blisko punktu. Pozdrawiam i do usłyszenia następnym razem.
Kłaniam się.
[02:24:06] - Dziękujemy, również pozdrawiamy. Halo? Witamy. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Dobry wieczór.
[02:24:13] - Dobry wieczór, witam wszystkich. Damian z tej strony, kłaniam się. Chciałbym po prostu podziękować za audycję. Słucham was co tydzień. Bardzo interesują mnie tematy, które tutaj poruszacie. Mam tylko taką jednak małą prośbę, aby bardziej filtrować osoby dzwoniące po prostu, bo niektórych się nie da słuchać. Nie wiem, czy to są osoby nietrzeźwe, czy pod wpływem jakichś środków. Ta sytuacja już się powtarzała kilkukrotnie, więc dlatego taką mam prośbę. Podejrzewam, że nie tylko ja, aby jednak bardziej po prostu dobierać osoby, które są puszczane na antenie. Z mojej strony to wszystko.
Dziękuję bardzo. Słucham was dalej i tyle. Dziękuję bardzo.
[02:24:58] - Dziękujemy również za sugestię. Postaramy się coś z tym zrobić. W międzyczasie dodajemy Tomka Pawlusa, założyciela klubu Paranormalium. Tomkowi coś się nie udaje dołączyć. Nie wiem czemu. W międzyczasie proponuję, abyśmy kolejną z postaci omówili, która jest tutaj na naszej liście. Otóż najsłynniejszym bodaj polskim świadkiem bliskiego spotkania z NOOL, który trafił do annałów ufologii, był Stephen Michalak, czy też Stefan Michalak, który w 1967 roku został zraniony przez UFO nad Falcon Lake w prowincji Manitoba. Co możecie o nim powiedzieć? Może pierwszy Kris?
[02:25:44] - Rzeczywiście jest to najciekawszy przypadek z tych wszystkich polskich przypadków, które do tej pory wyliczyliśmy, bo bezpośrednio ma związek z jakąś technologią, której wytłumaczyć się nie da. Michalak był geologiem amatorem. W zasadzie można powiedzieć takim poszukiwaczem skarbów. Szukał srebra, szukał też kryształów. I nad Falcon Lake w Manitobie odnalazł taką żyłę kryształu kwarcu, która go bardzo mocno zainteresowała. Zatrzymał się tam na dwa dni, żeby dobrze zbadać teren.I właśnie tego dnia, w którym ta cała historia się wydarzyła, 19 maja 1967 roku, nagle dostrzegł na niebie dwa obiekty latające. Niezidentyfikowane obiekty latające, które miały kształt cygara, były owalne. Te obiekty poruszały się bardzo powoli, zmieniały kolory i na jego oczach zaczęły podchodzić do lądowania. W końcu wylądowały. Michalak był oniemiały, wpatrując się w to wszystko.
Obiekty te emitowały bardzo silne światło, ale mimo to Michalak mógł przyjrzeć im się bardzo dokładnie z tego względu, że kiedy odłupywał te kawałki kwarcu, rozpryskiwał się, mógł mu zranić oczy. Więc używał takich okularów, jakich używa się do spawania: są okulary tylko ze szkłem i można na nie nałożyć taką nasadkę, gdzie są okulary, które chronią przed jasnym światłem elektrody, która zespawuje ze sobą dwa kawałki metalu. Więc mając te okulary, Michalak mógł ciągle oglądać ten obiekt i wpatrywał mu się z ogromną ciekawością. Nagle wszystko się uciszyło i drzwi jednego z tych obiektów się otworzyły. Michalak zbliżył się i w tym momencie nabrał przekonania, że ma do czynienia z jakimś supertajnym projektem militarnym i że jest przypadkowym świadkiem takich właśnie prób, jakie dokonuje się nad terytorium Kanady. A tam była zupełna pustka, więc tego typu historie mogły się zdarzyć. Potwierdziło mu to jeszcze to, co usłyszał, bo nagle usłyszał jakieś głosy z wnętrza. We wnętrzu tego pojazdu rozgrywała się jakaś rozmowa. Więc żeby nie narobić sobie kłopotów, zaczął tam pokrzykiwać, witać się, dawać znaki o swojej obecności. Nawet zrobił to w wielu językach.
Co ciekawe, z opisów wynika, że zrobił to po rosyjsku, po ukraińsku, zrobił to po włosku nawet i po niemiecku. Nie napisali nic, że zrobił to po polsku, że się przywitał z tymi, którzy przylecieli tym pojazdem. Nie zapytał się po polsku, a kto wie, może by mu odpowiedzieli. Przegapił okazję. Nikt mu jednak nie odpowiedział, więc postanowił zajrzeć do środka. Zobaczył mnóstwo świateł, paneli, historie, które nigdy nie widział w życiu, więc nieco przestraszony wycofał się z całej tej sytuacji. W tym momencie pojazd zatrzasnął te drzwi i nagle przed jego oczami ustawiło się coś w rodzaju dyszy. On to nazywał dyszą wydechową, tak jakby to był jakiś silnik mechaniczny. Trudno powiedzieć, co to było. W każdym razie z tej dyszy, która skierowała się w jego kierunku, buchnęło czymś, jakimś bardzo gorącym gazem.
Gaz był na tyle gorący, że zapaliło mu koszulę i podkoszulek, był poparzony. I pojazd odleciał. Wcześniej jeszcze, kiedy zbliżał się do tego pojazdu, ten pojazd, zmieniając kolory, w pewnym momencie miał złoty kolor, który miał odcień czerwieni, który przypominał rozżarzoną do czerwoności stal. I nawet kiedy Michalak dotknął pojazdu ręką, na szczęście miał na niej rękawicę, rękawica również stanęła w ogniu. Tak że pojazd był gorący, ale nie wydzielał ciepła, które nie docierało do Michalaka. W momencie, kiedy dotknął tego pojazdu, okazało się, że jest on gorący. Później przydarzyła się ta historia, o której przed chwileczką opowiedziałem, że jakiś potężny strumień gazu podpalił na nim ubranie. Michalak bardzo źle się poczuł, zaczął wymiotować, zaczął szukać pomocy. Poprosił najpierw napotkanego policjanta o pomoc. Ten mu nie pomógł.
Wreszcie trafił do szpitala. Przyjechała jego żona. Dzięki temu znamy jego opowieść o tym całym wydarzeniu, że miał on do czynienia nie tylko z obiektami niezidentyfikowanymi, niewiadomego pochodzenia, z niewiadomą załogą, na dodatek, które zachowywały się bardzo dziwnie, jeszcze był on ofiarą takiego spotkania, ponieważ ten obiekt spowodował nie tylko jego poparzenie, ale także szereg innych obrażeń, których lekarze za bardzo nie mogli stwierdzić. Ale Michalakowi kręciło się w głowie i było mu niedobrze, i dłuższy czas dochodził do siebie tak, jakby miał do czynienia z jakąś nieznaną siłą, energią czy czymś podobnym, które bardzo źle wpłynęło na jego zdrowie. To właśnie jest najsłynniejsza historia Polaka za granicą, nad jeziorem Sokolim, gdzie właśnie spotkał dwa pojazdy, które były nieznanego pochodzenia, które być może pochodziły z innej planety.
[02:31:30] - Próbujemy dodać Tomka do rozmowy grupowej. Zobaczymy, czy tym razem się uda. Miejmy nadzieję, że tak.
[02:31:37] - Super. Kolejna świetna debata. Kolejną mam zagwozdkę, o czym zrobić. Będę miał o czym myśleć przy następnych spotkaniach naszych. Oczywiście ja tutaj tak dzwonię z lekką naszą reklamą, jak zawsze, naszych spotkań. Jesteśmy już po wczorajszym dniu, po siódmym spotkaniu. Znowu mieliśmy kapitalnego gościa. Połączył się z nami Klotz z Teorii Chaosu, bo rozmawialiśmy o NWO. Było świetnie. Troszkę głos mi źle działa po tym spotkaniu, bo później trwało i trwało to spotkanie.
I co? Ja jeszcze z takich rzeczy, być może troszkę ludzi nas słucha, to jak ktoś siedzi na Facebooku, proszę uważajcie, takie przychodzą na Messengerze foto, jakiś numer SVG, to jest jakiś cholerny wirus. Tak że uważajcie, nie otwierajcie tego. To takie info z ostatniej chwili, bo strasznie tego dużo przychodzi. Następne spotkanie robimy w piątek. Wracamy do piątkowego trybu. Godzina 18:01. Stwierdziliśmy, to znaczy ja autorytatywnie stwierdziłem, że będziemy robić podsumowania zawsze po siódmym spotkaniu. Wszyscy robią po 10, 20, po miesiącu, po roku.
[02:32:54] - A my zrobimy sobie po siódmym spotkaniu ósme spotkanie. Będzie takie: co nowego od pierwszego spotkania się wydarzyło? I oczywiście zapraszamy również, jak ktoś będzie chciał do nas zadzwonić, będziemy mieli przez całe spotkanie otwartą linię Skype'a. Na naszej stronie internetowej, na facebookowej jest podany adres. Ale żem się nagadał.
[02:33:20] - Ja tu jeszcze dodam, że od wczoraj na stronie Radia Paranormalium jest poprzednia dyskusja w klubie Paranormalium w Jarosławiu, w której zaproszono, ja byłem pierwszym gościem. Także udało mi się przetrzeć szlak, za co serdecznie dziękuję i zapraszam do wysłuchania tej audycji, bo mnóstwo jest tam ciekawych tematów. Atmosfera jest w klubie bardzo gorąca. Nie wiem, czym oni tę atmosferę tam podgrzewają, ale tam w zimie można w ogóle bez opalania prowadzić dyskusje. Mnóstwo ciekawych wątków jest poruszonych, mnóstwo ciekawych wniosków. Także przyjemnie spotkać się i posłuchać ludzi z Jarosławia w klubie Paranormalium. Dzięki Tomku.
[02:34:04] - Dziękuję uprzejmie. Dziękuję za taką reklamę, nie ma sprawy. Na pewno jeszcze będziemy się nie raz łączyć, bo tematów jest mnóstwo. Ludzie mi piszą tematy. Jeszcze tutaj mam taki apel do wszystkich, którzy słuchają, którzy do mnie piszą, że wszyscy żałują, że nie jest to ich w mieście. Chciałem powiedzieć, że naprawdę taki klub to nie jest trudna rzecz założyć. Parę osób, którym się będzie chciało, które będą chciały i wtedy żaden problem. Lokal się znajdzie. Na pewno znajdzie się miejsce. Także zakładajcie takie kluby w całej Polsce, bo warto jest zbierać tych ludzi, żebyśmy wiedzieli, że jesteśmy, że są ludzie, którzy zadają pytania, że nie wszyscy łykamy tak wszystko jak te pelikany, że jeszcze jest jakaś nadzieja dla tej ludzkości.
To tak grubo zakończę. Dzięki.
[02:34:58] - Dziękujemy Tomku. To był Tomasz Pawlus, założyciel klubu Paranormalium w Jarosławiu. Jeżeli ktoś jest zainteresowany wzięciem udziału w którymś ze spotkań tego właśnie klubu, to zachęcamy do wyszukania na Facebooku fanpage'a klubu Paranormalium. Tam wszystkiego się zawsze dowiecie. Tam zawsze są publikowane ogłoszenia o każdym ze spotkań, o temacie każdego spotkania. Znajdziecie państwo dokładne namiary, jak klub znaleźć, gdzie klub się zawsze spotyka. Znajdziecie wszystko, czego wam do szczęścia potrzeba. Wszystkie informacje odnoszące się do klubu, lokalizacje, tematy, ale również relacje z każdego spotkania. Dzięki jeszcze raz Tomku. Czy jest z nami już Piotr Cielebiaś?
Piotrze?
[02:35:49] - Jest, jestem.
[02:35:50] - Co z tym Michalakiem, Piotrze? Z tym Stevenem Michalakiem.
[02:35:55] - W zasadzie Stefanem, dlatego że Michalak nie dość, że był Polakiem, to jeszcze słabo mówił po angielsku. Broszurę na temat swojego spotkania z UFO napisał po polsku.
[02:36:09] - Zresztą jego zdolności językowe można sprawdzić wpisując jego nazwisko na YouTube. Tam jest wywiad z nim zrobiony, jakiś materiał z telewizji i on tak duka, tak jakby pięć dni się uczył angielskiego.
[02:36:23] - W każdym razie urodził się w 1916 roku, a to swoje spotkanie z UFO miał w roku 1967. Pracował jako mechanik, a z zamiłowania zajmował się tak zwanym prospectingiem, czyli czymś, co u nas nie występuje, a co w Ameryce Północnej jest bardzo popularne. Chodzi o zbieranie po prostu minerałów, czasami kamieni szlachetnych tam, gdzie one występują. I z tego powodu, że Michalak się tym interesował, także z kamilinami, wybrał się nad Falcon Lake w maju 1967 roku. Chodząc sobie po tym parku narodowym wokół jeziora usłyszał odgłos spłoszonych ptaków i spojrzawszy w niebo zauważył dwa podłużne obiekty, które nadlatywały w jego stronę. Im były bliżej, tym bardziej zaczęły przypominać mu formą słynne UFO widziane w telewizji. Potem jednak jeden z tych obiektów odleciał, a drugi, co ciekawe, zaczął się obniżać i wylądował w odległości 50 metrów od Michalaka. Zmienił się kolor obiektu, tak jakby ten obiekt gdzieś stygł. Michalak na początku twierdzi, że patrzył na ten obiekt. Czy zawiera on jakieś oznaczenia Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych albo NASA?
Niczego takiego nie było widać. Stefan myślał, że to jakiś pojazd eksperymentalny albo coś w tym stylu. W każdym bądź razie po jakichś kilkunastu minutach, może więcej, zdecydował się go narysować, a potem po około pół godzinie podszedł do obiektu. Ten obiekt był bardzo duży, mówię, że jakieś 12 metrów średnicy, miał kopułę i miał takie charakterystyczne rurki z boku. Te rurki odgrywają kluczową rolę w tej historii. Michalak tak bardzo, że tak powiem, bojaźliwie podchodził do tego obiektu. Próbował zawołać do ewentualnych pasażerów. Nikt mu nie odpowiadał. Okazało się, że znając też niemiecki, próbował zagadać do nich w tym języku, po polsku, nawet po rosyjsku. Nikt nie odpowiadał.
Okazało się, żeLuk wejściowy do tego obiektu jest otwarty i bije z niego światło. Michalak, założywszy ciemne okulary, postanowił zajrzeć do środka i zacytuję może to, co zobaczył we wnętrzu UFO i o czym pisał wspomniany dzisiaj Chris Rutkowski. Wtykając głowę przez otwór zobaczył plątaninę świateł rozlokowanych na czymś w rodzaju panelu, a także promienie świetlne rozchodzące się w poziomie i w pionie. Była to taka świetlna przeplatanka. Było tam również skupisko światła emitujące sekwencje rozbłysków niczym komputer. Michalak zauważył, że ścianki obiektu mają grubość 45 centymetrów i nagle otwór wejściowy zasłoniły trzy płyty, zamykając go niczym migawkę aparatu. Mężczyzna chciał zbadać rękawicą strukturę powłoki spodka. Na kadłubie nie było widać spawów ani nitów. Wyglądał na mocno wypolerowaną powierzchnię przypominającą barwione szkło. Michalak dotknąwszy obiektu zauważył, że troszeczkę przysmażył mu on rękawiczkę.
Obiekt brzydko pachniał, metalicznie i w pewnym momencie stało się coś przerażającego. Otóż kiedy te drzwiczki się zamknęły, kiedy właz się zamknął, obiekt zaczął startować. Pech chciał, że brzuch Michalaka znajdował się na jednej wysokości z tymi drzwiami. W pewnym momencie, jak on potem mówił, z tych dysz buchnęło coś w rodzaju rozgrzanego gazu. Tak twierdził. Ten gaz zapalił na nim ubranie. On to ugasił i wydawało się, że obiekt odleciał, on został na ziemi, ale to był dopiero początek jego choroby, bo Michalak tak naprawdę szybko poczuł się bardzo źle. Zaczął wymiotować. Ponieważ mieszkał w hotelu i czuł się coraz gorzej, zaczął myśleć, że został czymś zarażony i nie chciał tam chodzić, bo myślał, że posaraża ludzi. Cały czas czuł tą dziwną woń od tego obiektu.
Postanowił dotrzeć do domu, do Winnipeg i stamtąd prosto trafił do szpitala. Co ciekawe, pierwszą rzeczą, którą zauważył doktor było to, że Michalak ma na brzuchu wypalone kółka. Było ich sporo. Trudno było powiedzieć, co to. One wyglądały jakby ktoś przypalił go rozgrzanym narzędziem. Jeszcze przez kilka dni Michalak skarżył się, że boli go głowa, że ma coś w rodzaju migreny. Wydawał się apatyczny. Co ciekawe, miał też przypalone włosy. Nikt nie wiedział, co się dokładnie stało. Nikt mu nie uwierzył w to, co on mówił, bo zaczęto sugerować, że Michalak na przykład wypił za dużo i przewrócił się na grill.
Ale ten ślad na jego brzuchu, który możecie sobie zobaczyć wklepując „Steven Michalak” w Google, tam jest pełno jego zdjęć, był bardzo charakterystyczny. Sprawa Michalaka rozeszła się dość szerokim, głośnym echem. Przeprowadzono testy psychologiczne. Nie wykazano, żeby kłamał lub konfabulował. On w sumie potem żałował, że w ogóle to nagłośnił, bo kiedy sprawa została zgłoszona Siłom Powietrznym, uznano go za pijaka i za oszusta. Natomiast on potem wydał broszurę, w której to wszystko opisywał, zarzekając się, że to prawda. Taką ciekawą rzecz, o której mówił, to fakt, że to doświadczenie z UFO wpłynęło na niego tak bardzo i było tak traumatyczne, że on mówi, że takich doznań, takich ciężkich przeżyć nie miał nawet podczas pobytu w niemieckim obozie. Tak wyglądała historia Michalaka. Jedna z najsłynniejszych opowieści i przypadków o bliskim spotkaniu z UFO, po którym na świadku pozostał ślad. Do dzisiaj pamiętana, do dzisiaj w miarę dobrze udokumentowana, bo są zdjęcia.
Ważne jest to, że sprawą od razu zajęli się lekarze oraz została zgłoszona do Sił Powietrznych Kanadyjskich. Dlatego nie była to opowieść po latach, opowieść z trzeciej ręki, ale relacja naocznego świadka. Wydaje mi się, że bardzo ciekawa.
[02:43:33] - Przechodzimy do kolejnego pytania. Niespokrewniony z omawianym już dzisiaj Georgem, Zygmunt Adamski to kolejny Polak, z którym wiąże się bardzo kontrowersyjna opowieść o UFO. Adamski, imigrant z Polski, został znaleziony martwy w czerwcu 1980 roku koło Leeds w Wielkiej Brytanii, leżąc na stosie węgla. Jego śmierć niemal od razu połączono z aktywnością UFO. O to, dlaczego tak się stało, zapytamy Piotra Dzielebiasia. Piotrze?
[02:44:05] - Zygmunt Adamski, gdy zaginął, miał 57 lat. Mieszkał w Tingley koło Leeds w Wielkiej Brytanii. Był górnikiem, osobą, która nie miała wrogów. Człowiekiem spokojnym, niewyróżniającym się niczym. Pewnego dnia ten imigrant z Polski, mieszkający ze swoją żoną Leokadią, wyszedł z domu. Było to w przeddzień wesela, na które się miał udać. To był piątek, 6 czerwca roku 1980. I zniknął. Szukano Adamskiego pięć dni, po czym stało się coś bardzo dziwnego. Otóż na terenie składu węgla w miejscowości Todmorden syn właścicielaMiało to miejsce jakieś 30 kilometrów od domu Adamskiego.
Znalazł jego ciało leżące na kupie węgla, dokładnie antracytu. Ten mężczyzna twierdził, że pracując przy tej kupce nieco wcześniej, tego ciała tam nie widział. Ono się pojawiło nagle, ponieważ sterta węgla była dość wysoka. Człowiek, który umieściłby tam Adamskiego, miałby trudności z niesieniem ciała. Pierwsza sugestia, która się pojawiła, to że został tam zrzucony z góry. Tylko jakim cudem? Jak to możliwe, że ciało 57-latka zostało umieszczone tam w taki sposób? Nie dość, że obok przebiega linia kolejowa, nie dość, że przecież to teren prywatny, to jeszcze położenie było tak nienaturalne, że było to nie lada zagadkę dla śledczych. Miejscowy koroner szybko ustalił, że Adamski umarł na atak serca, natomiast posiadał na tułowiu dziwne ślady w postaci nieco zaleczonych poparzeń potraktowanych jakąś żółtawą substancją, jakby maścią. Szybko ustalono, że nie był w dniu zaginięcia nigdzie przyjmowany.
Nie odnotowano też jego znalezienia przez policję. Sprawa była bardzo dziwna, bo niektórzy twierdzili, że Adamski umarł ze strachu, że skoro został wyrzucony na ten węgiel i miał jakieś ślady, to wiele wskazuje, że został uprowadzony przez kosmitów, wyrzucony i w wyniku tych emocji doznał ataku serca i zmarł. Te wątpliwości i sensacyjne hipotezy podsycało to, że nie zidentyfikowano, czym była substancja na ciele Adamskiego. A z drugiej strony nikt nie był w stanie powiedzieć, czy istniała osoba, czy miał jakichś wrogów, którzy mogli go porwać, przetrzymywać, przyżegać go czymś, a na koniec wyrzucić w tamto miejsce zupełnie będąc nierozpoznanym. Co ciekawe, Adamski miał na sobie ubranie, ale to ubranie było źle pospinane. Ktoś go zatem prawdopodobnie ubrał. Razem z tym wszystkim sugerowało to, że albo rzeczywiście został porwany przez kosmitów, albo został uprowadzony przez nieznanych sprawców. Być może torturowany, ale za co? Tego nikt nie wiedział. Ani rodzina, ani policjanci tej zagadki nie byli w stanie wyjaśnić.
Dodatkowym elementem, który sugerował, że Adamski może mógł paść ofiarą spotkania z UFO, było to, że jedną z osób, która zajmowała się jego sprawą, był słynny w środowisku ufologii tym świadek późniejszego spotkania z UFO, policjant Alan Godfrey. Okazało się, że Godfrey przeżył bardzo interesujące spotkanie z UFO niedługo potem, bo 28 listopada tego samego roku, kończąc patrol i krążąc po okolicach Todmorden, zobaczył przed sobą obiekt. Ten obiekt był bardzo charakterystyczny, bo unosił się bardzo nisko nad ziemią. Miał takie kanciaste elementy w górnej części i bardzo szybko wirował. Wirował taki bąk wokół własnej osi, że z jednej strony kręcił się w tempie ekspresowym, ale z drugiej strony można było dokładnie dostrzec szczegóły jego wyglądu. I ten obiekt był bardzo blisko Godfreya, który sporządził szybko jego rysunek. Starał się skontaktować z komendą, ale nie udało się. I tak sprawa dziwnych wydarzeń w Todmorden się zakończyła. Do dzisiaj nikt nie wie w 100%, co się tam wydarzyło i czy te dwa wydarzenia, zarówno śmierć Adamskiego, jak i później spotkanie z UFO, którego świadkiem był oficer zajmujący się jego przypadkiem, miały ze sobą coś wspólnego. Sprawa naprawdę budziła poważne wątpliwości, choć muszę powiedzieć, że została zapomniana i w naszym kraju jest ledwo znana.
Dopiero jakiś czas temu opublikowałem na ten temat artykuł. Niemniej jednak jest bardzo interesująca, bo pokazuje, że i tutaj kolejne nawiązanie do Polaka, czyli do Batcha Witkowskiego, który zajmuje się takimi dziwnymi sprawami bliskich spotkań lub morderstw lub śmierci o niewyjaśnionym podłożu, w których może odgrywać główny czynnik jakaś nieznana siła. Dlatego są to sprawy bardzo interesujące, natomiast wydaje mi się, że nie będziemy w stanie odpowiedzieć na to, co się stało z Adamskim. Pojawiła się co prawda hipoteza, że został zamordowany. Może nie zamordowany, tylko porwany i torturowany. Natomiast pozostaje w tym zbyt dużo wątków niewyjaśnionych i tak naprawdę chyba nikomu nie chciało się przebierać za na pytanie, jak zginął Polak 57-letni.
[02:50:30] - Krysie, może chciałbyś coś dodać do tego?
[02:50:32] - Jedyne, co mogę tutaj ewentualnie dodać, to że można zobaczyć w tej historii związki z UFO, a można ich w ogóle zupełnie nie zobaczyć, kompletnie nie widzieć żadnego związku z UFO. Ponieważ sugestia, że policjant, który badał jedną sprawę, a miał też do czynienia z historią, która miała związek z UFO i w związku z tym ta pierwsza też musiała mieć jakiś związek z UFO, jest być może troszeczkę naciągana.Aż za bardzo. Jeśli ktoś pasjonuje się serialem „X-Files”, na pewno zobaczy w nim dziesiątki historii podobnych do tej, jaka wydarzyła się Zygmuntowi Adamskiemu i że niekoniecznie przybysze z obcej planety musieli mieć w tym udział. Mogły się wydarzyć historie typu paranormalnego. Mogła być to też zwykła historia kryminalna, której wyjaśnienia nie znaleziono. Człowiek ten został znaleziony. Widać było, że był czymś przypalany. Było to pokryte jakąś maścią, którą nie bardzo można było zidentyfikować te jego rany i że jego ubranie było założone w sposób chaotyczny, co wskazywało, że ktoś go najpierw rozebrał, a potem znów go ubrał i zostawił go na tej pryzmie węgla. Także może tego typu uwagi tylko.
[02:51:45] - I tak oto w 58. już „Debacie Ufologicznej Online” przechodzimy do ostatniego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Polacy to nie tylko świadkowie. Po świecie chądza też kilku znanych badaczy UFO, którzy mają polskie korzenie. Na przykład Chris McKenna, którego teraz poprosimy o odpowiedź jako pierwszego na to pytanie.
[02:52:08] - O tych badaczach chyba troszeczkę wspominaliśmy, bo Piotr mówił o Baczu-Witkowskim, ja mówiłem o Żukowskim Chucku z El Paso, mordercę z El Paso, który badał kaleczenia bydła. Przynajmniej dla mnie to są dwie najbardziej znane postaci z tego kręgu. Inni nie przychodzą mi do głowy, choć tu i ówdzie pojawiają się polskie nazwiska bądź ludzie z polskimi korzeniami. Może jeszcze w tej grupie można by zaliczyć Raymonda Szymańskiego. To jest człowiek pochodzący z Detroit. Ma dość ciekawy życiorys, dlatego że zawsze był w jakiś sposób związany ze środowiskiem militarnym i dzięki temu jego wiedza na przykład o bazie Wright-Patterson jest dość duża. Jego najbardziej znana książka to jest „50 odcieni szaraka”. Także doskonale dobrany tytuł, gdzie opisuje ewentualność istnienia szaraków w oparciu o to, co dowiedział się Wright-Patterson na ten temat. Także tego typu zagadnienie. Szymański jest bez żadnych innych dodatków obcojęzycznych, więc pochodzenie pana nie ulega wątpliwości.
Także może to są te osoby z polskiego kręgu kulturowego, które tutaj z nami funkcjonują w tej chwili. Inne raczej nie przychodzą mi do głowy, co nie znaczy, że ich wcale nie ma. Myślę, że jest ich oczywiście wielu i w którymś momencie gdzieś pojawią się na horyzoncie. Będzie być może okazja z nimi porozmawiać, podyskutować. Ja mam olbrzymią ochotę na to, żeby się spotkać właśnie z Chuckiem Żukowskim i dowiedzieć się, w jaki sposób on widzi ten cały problem okaleczeń. Zwłaszcza że ten człowiek jest dość interesujący, bo on sam nie pisze książek. Zajmuje się wyłącznie drążeniem tego tematu. Praktycznie poświęcił się on temu do tego stopnia, że przeniósł się kompletnie do wozu kampingowego i podróżuje po środkowym zachodzie amerykańskim od przypadku do przypadku, który ma miejsce, bądź czasami pojawia się na kongresach ufologicznych. Nieustannie to bada. Ostatnia książka, z której w ogóle się dowiedziałem o nim, to jest „37.
równoleżnik” Meziéra, który opisuje jego przypadek, jego fenomen jako człowieka, który poświęcił swoje życie pasji i wybrał życie w wozie kampingowym właśnie dlatego, że jest przekonany, że tym bardziej jest ono cenne, by móc poświęcić się jakiejś pasji, co my także i dzisiaj tutaj robimy. Dziękuję bardzo.
[02:55:10] - Piotrze?
[02:55:11] - Tak, wspomnieliśmy już wielu badaczy w dzisiejszej audycji. W zasadzie kilku badaczy. Nie będziemy chyba już powtarzać informacji na ich temat. Dodam tylko, że chyba jeszcze w Brazylii spotkałem się z jednym ufologiem polskiego pochodzenia w Kuritybie, czyli z Polaków, który się tym zajmuje. Natomiast zapomniałem nazwiska, wstyd się przyznać, ale może kiedyś się spotkamy. W każdym razie w dzisiejszej audycji chcieliśmy pokazać wam, że Polacy byli tłem, może nie tłem, czasem byli głównymi bohaterami, chociaż zapomnianymi wielu przypadków na świecie, które wzbudzały sensację i były często kamieniami milowymi w ufologii. Chodzi między innymi o uforytery, chodzi o Michalaka, chodzi o wiele innych spraw. W jeszcze innych przypadkach pojawiali się oni jako bohaterowie drugiego planu, ale byli tam obecni. Myślę, że jest to interesujące. Nie wiem, czy możemy z tego być dumni, ale jest to miłe urozmaicenie w tym, o czym opowiadamy.
Nie były to też jedyne przypadki, musimy pamiętać, dlatego że nazwiska polsko brzmiące pojawiają się między innymi w słynnych przypadkach związanych z latającymi humanoidami. Spotykamy się z nazwiskami polskimi u badaczy abdukcji na przykład, chociaż tam to jest często sprawa kontrowersyjna, bo pamiętajmy, że oni zwykle zmienialiZmieniali nazwiska świadków, ale jest to interesujące. Może jeszcze jedna rzecz o tych badaczach, która mi przyszła do głowy. Jacques Bergier, Polak pochodzenia żydowskiego, jest autorem razem z Louisem Pauwellsem słynnej książki „Poranek magików”, która odnosi się bardzo do tego, o czym mówił dzisiaj Chris. Do hipotezy o trzeciej sile, która gra pierwsze skrzypce w symfonii naszej historii. Pauwels i Bergier stworzyli koncepcję, która mówi, że ta grupa to wcale nie najbogatsi, wcale nie ci, którzy rządzą światem, lecz tajne grupy, dysponujące okultystyczną wiedzą, które od wieków działają w tle naszej cywilizacji i to one odpowiadają za wiele zdarzeń, które my mamy za dziwne. „Poranek magików” ukształtował w dużej mierze zarówno ten pogląd, o którym mówię, jak i inne tam wyrażone. Ukształtowały mocno myślenie o UFO w Stanach Zjednoczonych. Warto sięgnąć po tę pozycję, chociaż ona jest już troszeczkę przeterminowana, ale to jest też jedna ze sztandarowych książek na przecięciu ufologii i teorii spiskowych. Warto pamiętać, że jej współautorem był Polak.
Co jeszcze możemy dodać do dzisiejszej audycji? Warto zapamiętać te dwie sprawy, o których mówiliśmy, a szczególnie Kecksburg. Drugą jest Shag Harbor, ale Kecksburg, moim zdaniem, wydaje się incydentem zasługującym na zgłębienie, jeżeli to jest możliwe. Pamiętam, że kilka lat temu Leslie Kean, znana dziennikarka, próbowała wydębić od NASA jakieś informacje na ten temat. Coś jej się udało, ale niewiele. Trzymam kciuki, że kiedyś ta sprawa wyjdzie na jaw i uda nam się więcej o tym powiedzieć. A dlaczego taką dużą wagę przywiązuję do Kecksburga? Z powodu między innymi jego podobieństwa do sprawy z Gdyni, która też jest bardzo tajemnicza i interesująca. Jest naszym rodzimym Roswell. I to tyle.
Marku, a co za tydzień? Za tydzień zmiana planów.
[02:59:34] - Za tydzień mała zmiana planów. Tak czasami bywa w debatach ufologicznych. Otóż pojawił się niezwykle interesujący temat, który aż się prosi, wręcz domaga się omówienia go w pierwszej kolejności przed wszystkimi innymi tematami, które mieliśmy zaplanowane, czyli jak skomunikować się z obcymi. Nie jak nawiązać kontakt, bo kontakt można nawiązać, ale niekoniecznie trzeba zrozumieć to, co się do nas mówi, ale jak skomunikować się z obcymi.
[03:00:05] - Nie będziemy mówili o SETI, któremu poświęciliśmy dwa programy, ale powiemy o tym, o czym mówi film „Nowy początek”. Jeżeli ktoś widział, to fajnie. Jeżeli nie widział, to warto rzucić okiem. Będziemy mówić o poruszonych tam problemach. O tym, jak rozmawiać z kosmitami, co im powiedzieć o sobie i czy w ogóle warto rozmawiać z obcymi na wyższym stopniu rozwoju. Naszymi gośćmi będą między innymi Marek Marcinkowski. Może pojawi się też ktoś inny, bo jeszcze tego nie wiemy. Także zachęcamy wszystkich do uczestnictwa.
[03:00:45] - Już potwierdził udział również Marek Żelkowski. Także on też się pojawi.
[03:00:50] - Świetnie. O dalszych postępach będziemy informować na bieżąco, a za dwa tygodnie wrócimy do tematu, który był wielokrotnie markowany. Urzędowego słowa, bo w naszej audycji roi się od różnego rodzaju Marków.
[03:01:08] - Marki, Arki. Mamy też dwóch Piotrów. Stały słuchacz „Teorii chaosu” też jest Piotr. Arka Noego to jest w końcu czyja arka, czy nie? Czy Noego?
[03:01:20] - Arka przymierza.
[03:01:23] - Ale co Arek przymierza? Gdzie?
[03:01:25] - Pewnie dresy.
[03:01:28] - Adres.
[03:01:30] - Wrócimy do tematu, jakim są okaleczenia nie tylko zwierząt, ale i ludzi. To jest bardzo ciekawy temat wiążący się zarówno z UFO, jak i ze skrywanymi przez różne rządy informacjami na temat stanu zdrowia społeczeństwa amerykańskiego. I nie tylko amerykańskiego, bo i brytyjskiego. Ale o tym będziemy mówić. Dziękujemy za wszystkie relacje. Dziękujemy-
[03:02:01] - Ktoś tu jeszcze dzwoni dosłownie w ostatnich sekundach trwania debaty. Próbujemy dodać słuchacza do rozmowy grupowej. Zobaczymy, czy tym razem się uda. Za pierwszym, drugim, trzecim, 15. razem. Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Halo, dobry wieczór.
[03:02:19] - Chciałem się spytać, cześć. Jestem Rafał.
[03:02:22] - Tak?
[03:02:24] - Chciałem się tylko spytać, dlaczego nigdy nie było na Radiu Paranormalium poruszonego tematu Caso UMMO?
[03:02:32] - Jakiego tematu, przepraszam? Czy mógłby pan sprecyzować?
[03:02:36] - Temat UFO, chłopaki, sprawdźcie sobie w Wikipedii, tylko nie w polskiej, tylko w hiszpańskiej, francuskiej albo angielskiej, że dokumenty przysyłali jacyś kosmici do ludzi i to niby był fejk.
[03:02:53] - UMMO.
[03:02:54] - UMMO, tak. Przez dwa M.
[03:02:55] - Tak. UMMO prawdopodobnie pojawi się w naszej rozpisce.Tematycznej na ten sezon, dlatego że planujemy audycję poświęconą przekazom od kosmitów. Takim przekazom, nie o jakich będziemy dyskutować za tydzień, ale takim przekazom w tym duchu. Także jest to przewidziane.
[03:03:21] - Słuchajcie, ja tylko się chciałem dowiedzieć, bo ja na czacie mam teraz nick Ummo. Mieszkam teraz w Madrycie i kojarzę świadków, którzy teraz mają po kilkadziesiąt lat. Wtedy byli dziećmi i mówią, że było coś takiego, tylko że nie wiedzą, czy to był jakiś fejk rządowy, że jakieś próby, tak jak w Roswell na przykład.
[03:03:50] - Te listy dostało mnóstwo ludzi. Prawdopodobnie to był jakiś eksperyment socjologiczny mający uwidocznić to, w jaki sposób, czy w ogóle da się w prosty sposób wytworzyć to, co zrobił Adamski. Dlatego, że społeczeństwa europejskie były nieco inne. Są inne mentalnie od Amerykanów. Prawdopodobnie ktoś chciał w ten sposób zrobić prowokację, ale wydaje mi się, że miała ona raczej naturę skierowaną w stronę badań socjologicznych.
[03:04:23] - Czyli ludzką.
[03:04:24] - Tak, raczej tak. Będziemy o tym mówić. Ja Ummo nie ufałbym. Natomiast był tam jeden ciekawy wątek, który się pojawił i który nie jest powszechnie znany, bo okazuje się, że w wielu przypadkach, pisał o tym Jacques Vallée, obserwacji UFO, także tych bardzo problematycznych, pojawiały się albo na emblematach kostiumów obcych, albo na statkach takie znaki, które przypominały-
[03:04:57] - Tak, jak ruskie „Ż”, nie?
[03:05:01] - Tak. I właśnie ten znak przypominający rosyjskie „Ż” z „grażdanki” pojawiał się nie tylko w listach Ummo, ale co ciekawe, pojawił się w słynnym przypadku z Woroneża, który był przecież wiele lat później i który zasadniczo nie miał z tym żadnego związku. Także sprawa w tym aspekcie jest interesująca. Jeżeli pan zna angielski, to polecam „Messengers of Deception” Jacquesa Vallée. On się tam do tego odnosi. To jest trudna książka, ale pokazuje to, w jaki sposób coś takiego odbierać. Ogólnie rzecz biorąc tego typu przekazów, chociaż to jest problematyczne, bo Ummo stanowi coś na pograniczu.
[03:05:48] - Słuchaj, bo ja nie jestem pewien, czy to jest jakiś fejk, czy nie. Tyle że do tej pory na YouTubie się pokazywały nowe filmy, w których naukowcy hiszpańscy, francuscy tłumaczą, że to wszystko był przekaz z kosmosu, jakieś tam listy otrzymywali. Ale mógłby to ktoś w końcu sprostować.
[03:06:08] - Raczej nikt tego nie sprostuje, bo nikomu na tym nie zależy.
[03:06:13] - Czyli myślisz, że to był fejk całkowity?
[03:06:18] - Myślę, że to miało coś na celu.
[03:06:22] - Ja ci mówię, że znam ludzi z Madrytu, starych ludzi już po 60-tce, którzy mówią, że naprawdę było coś takiego, że przyleciał jakiś spodek tam na lodzie i byli świadkami tego. Nie wiem, czy mogę z nimi rozmowy nagrywać, czy nie.
[03:06:41] - Nie wiem. Te listy były dostarczane pocztą zwykłą, także tak to wyglądało. Były tam przeróżne informacje, ale kiedyś o tym, mam nadzieję, powiemy. Także dziękujemy za zwrócenie uwagi.
[03:06:56] - Dobra, to zagadnijcie kiedyś o ten temat, co najmniej jak będziecie mieli audycję o fejkach tych całych ufologicznych.
[03:07:03] - I o różnych przekazach.
[03:07:05] - Dobra, na razie.
[03:07:06] - Dziękujemy.
[03:07:06] - Tu z tej strony Rafał. Ummo mam ksywę taką na czacie, nicka takiego mam Ummo.
[03:07:14] - Fajnie, dziękujemy.
[03:07:15] - Dziękujemy.
[03:07:16] - Na razie.
[03:07:16] - Dziękujemy. Dobranoc. No i chyba już będziemy powolutku kończyć 58. już debatę ufologiczną online.
[03:07:24] - Wszystko, co mieliśmy powiedzieć, to powiedzieliśmy.
[03:07:26] - Tak. To by było na tyle. Tak więc ponownie usłyszymy się za tydzień. Tak jak mówiliśmy przed chwilą, w kolejnej, 59. już debacie ufologicznej poruszymy temat, jak skomunikować się z obcymi. Podkreślam: nie jak skontaktować się, tylko jak skomunikować.
[03:07:44] - I omówimy film „Nowy początek”.
[03:07:46] - Dokładnie. A w dzisiejszej debacie udział wzięli Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”, współprowadzący nasze debaty. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[03:07:55] - Ja również dziękuję i pozdrawiam.
[03:07:57] - Oraz człowiek, który jako pierwszy gość namieszał w klubie Paranormalium, narozrabiał poprzez Skype'a. Nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, Kris Miekinas z serwisu Nowa Atlantyda. Dzięki jeszcze raz, Krisie.
[03:08:10] - Ja również dziękuję i również pozdrawiam wszystkich ode mnie, ale także i od Moldera, który rośnie jak na drożdżach i jest to najżywszy, a podejrzewam, że najbardziej inteligentny kot na świecie. Dziękuję bardzo.
[03:08:22] - Koniecznie znajdź mu jakąś Scully jak najszybciej.
[03:08:25] - W swoim czasie.
[03:08:26] - A w kolejnej debacie usłyszymy się już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację.
Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.