[00:03] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Rozpoczynamy już za chwilę wywiad z publicystą panem Przemysławem Nowakowskim. Pan Przemek już jest po drugiej stronie Skype'a. Dobry wieczór, panie Przemysławie.
[00:17] - Dobry wieczór, witam serdecznie.
[00:18] - Dzisiejszy wywiad będzie się toczył głównie wokół napisanej przez pana, ale również przez pana Wojciecha Chłudzińskiego książki pod tytułem „Śladem nowoczesnego mitu”. Panie Przemku, zacznijmy od takiej kwestii: do czego odwołuje się właściwie tytuł pana najnowszej książki „Śladem nowoczesnego mitu”?
[00:38] - Raz jeszcze witam państwa serdecznie. Właściwie tak mniej więcej mija rok, od kiedy byłem tu po raz ostatni jako również osoba reklamująca książkę. Wtedy to była książka „Ponadwymiarowi” i właściwie „Śladem nowoczesnego mitu” poniekąd jest drugą częścią tej całej wielkiej serii „Mity i legendy”, ale ma też swoją własną specyfikę. I ten tytuł, o którym pan mówi, również ma z tym pewien związek, ponieważ nawiązujemy tutaj do pojęcia nowoczesnego mitu wprowadzonego w latach 50. ubiegłego wieku przez słynnego psychologa Junga. Jung, już niemłody wówczas, bo będący koło 70 lat, sformułował tę tezę o nowoczesnym micie na bazie bardzo nasilonych obserwacji obiektów latających głównie nad amerykańskim niebem, co miało związek w latach 50. przede wszystkim prawdopodobnie z nasilonym programem badań nad wszelkiego rodzaju samolotami, które przenosiły pewnie broń masowego rażenia. Natomiast Jung ukuł zupełnie inne sformułowanie. On stwierdził, że w świecie pozbawionym coraz bardziej zjawisk nadprzyrodzonych i takiego pierwiastka nadnaturalnego, po prostu niejako społeczeństwo na takiej bazie zupełnie atawistycznej poszukuje jakichś związków z magią, związków z naturą, których się samo ze swojego niejako otoczenia pozbyło. I jest to takie podświadome doszukiwanie się zjawisk nadprzyrodzonych w zjawiskach absolutnie normalnych.
Tyle tylko, że ani Jung, ani jego kolejni interpretatorzy nigdy nie wykluczali tego, że takie zjawiska mogą istnieć. Co więcej, wiele osób twierdziło, że właśnie w wyniku tego, że tak wielu ludzi w zwykłych zjawiskach dopatruje się zjawisk nadprzyrodzonych, w pewien sposób wpływa na kreację tych zjawisk i na ich częstsze występowanie w przyszłości. Stąd właśnie w pewnych momentach dziejowych jest nasilone występowanie niektórych zjawisk. Na przykład pod koniec XIX wieku nad Ameryką wszędzie widziano obiekty latające w kształcie cygar. Nie przypadek, bo to była era zeppelinów, to była era Verne'a i jego wynalazków. To była też era pionierów awiacji. Stąd więc jeśli ktoś widział coś nadprzyrodzonego, to widział to w takim kształcie. W latach 50. lęki społeczeństwa związane z ryzykiem nastania trzeciej wojny światowej, ryzykiem użycia broni jądrowej spowodowały, że te lęki uosabiały się na niebie w postaci pewnego rodzaju spodków latających, w których mieli przebywać przedstawiciele obcej cywilizacji, którzy mieli doprowadzić do jakiejś konfrontacji z Ziemianami. Natomiast my wyszliśmy z założenia, że mimo że minęło 50 lat, to pojęcie nowoczesnego mitu Junga wciąż jest aktualne, tylko może niekoniecznie odnosi się do samego zjawiska UFO.
Bo o ile UFO jest wciąż popularne, o tyle nie jest to już taka masowa skala, jak była w latach 50., kiedy rzeczywiście, zwłaszcza po czasach roswellowskich, w czasach takiego dzikiego makartyzmu w Stanach Zjednoczonych, w czasach tego rzeczywiście wielkiego wyścigu zbrojeń, tych zjawisk, tych obserwacji było znacznie więcej. Natomiast my dzisiaj obserwować możemy zupełnie inne zjawiska, które również mogą być wynikiem lęku człowieka, pozbycia się pierwiastka nadnaturalnego z naszego życia, pozbycia się transcendencji albo wyrzucenia na margines, albo też po prostu stechnicyzowania współczesnego świata. Zwróćmy uwagę, że bardzo wiele mamy pesymistycznych perspektyw, prognoz, przepowiedni na najbliższe lata i dekady, co może się wiązać z tym, że jest takie powszechne poczucie dekadentyzmu i jakiegoś zagrożenia. W takich czasach bardzo często ludzie odwołują się do zjawisk nadprzyrodzonych i często doszukują się ich tam, gdzie ich nie ma. Natomiast to absolutnie nie oznacza, że tych zjawisk nie ma. Natomiast w pewien sposób jest to sprzężenie zwrotne. Im więcej wiary w te zjawiska, tym więcej tych zjawisk rzeczywiście się może manifestować. I z takimi zjawiskami charakterystycznymi dla naszych czasów, niekoniecznie naszych czasów pojmowanych roku 2016, ale może też ostatnich lat, postanowiliśmy się zmierzyć. Głównie takimi, o których głośno w mediach nie było, tak żeby rzeczywiście w jakiś sposób czytelnika wciągnąć w sytuacje, o których może nie słyszał, a które w jakiś sposób towarzyszą nam przez ostatnie lata. W związku z tym w tej naszej publikacji „Śladem nowoczesnego mitu” śledzimy kilka mitów, które uważamy, że w pewien sposób mogą mieć związek z naszymi czasami.
Są to: poszukiwanie pewnego rodzaju innych światów, innych wymiarów. I tutaj mamy rzeczywiście korelaty ze zjawiskiem UFO, ale nie tylko. Mamy tutaj wiarę w cykliczność dziejów, wiążącą się oczywiście z przepowiedniami końca świata i końca er pewnego rodzaju i powtarzalności pewnych zjawisk na Ziemi. Mamy tutaj sytuację związaną z teoriami spiskowymi i mamy tutaj rzeczywiście sytuacje związane zPoszukiwaniem prawd objawionych, prawd uniwersalnych, które również w pewien sposób wokół nas często narastają i w jakiś sposób z zjawiskami nadprzyrodzonymi też wchodzą w relacje. Odnieśliśmy się troszeczkę ambitnie do Junga, natomiast nie wchodzimy w sferę psychologii, bo nie jest to nasza specjalność. Poruszać się będziemy w świecie tropienia zjawisk, mitów i legend, czyli tego, co akurat wychodzi nam najlepiej.
[06:43] - Czy te wszystkie nowoczesne mity można w jakiś sposób podważyć, czy też kryje się w nich jakieś ziarenko prawdy?
[06:51] - Właściwie to w podważaniu nie tylko mitów, ale w ogóle wszystkiego, teorii naukowych, hipotez kryje się cały sens postępu, więc wydaje mi się, że podważyć zawsze można wszystko, dlatego że taka jest idea. Też od Poppera się zaczęło. On pierwszy twierdził, że sensowne zjawiska to są te, które możemy w jakikolwiek sposób podważać. Więc absolutnie nie odwołujemy się do żadnych prawd objawionych i my żadnych prawd objawionych nie próbujemy głosić. Pod tym kątem to na pewno czytelnik będzie miał okazję, konfrontując się z tymi wszystkimi zamieszczonymi w książce faktami, teoriami, wyrobić sobie na ich temat własne zdanie na podstawie przytoczonej przez nas faktografii. Natomiast jeżeli pytalibyśmy o ziarno prawdy, to ziarno jest naprawdę całkiem dużych rozmiarów, dlatego że nic nie tkwi w próżni. Nie ma legend, które właściwie wyrosły z czystego folkloru, z czystych opowieści, z czyjejś fantazji. Z fantazji może wyrastać rzeczywiście w pewien sposób science fiction. Natomiast mity to jest coś, co tkwi głęboko w świadomości społecznej wielu pokoleń. To jest coś, co kiełkuje i w pewien sposób wzrasta nie w jednym, nie w kilku umysłach, tylko często u bardzo dużej ilości osób, co powoduje, że ten mit jest tak silny i tak nośny i tak długo jest w stanie przetrwać, bo przecież te najstarsze mity, które znamy ze starożytności, mają już kilka tysięcy lat.
W związku z tym na pewno jakieś wydarzenie musi tkwić u ich źródeł. Jeżeli my byśmy mieli się przyjrzeć tym, które my tropimy, to opieramy się głównie na faktach. Jeżeli poruszamy wątek, a poruszamy, czaszek tajemniczych mających związek być może z inną cywilizacją, to oczywiście siłą rzeczy te fakty są dość kruche. Bo przecież gdybyśmy dysponowali twardymi dowodami, to teoria by w ogóle nie ulegała wątpliwości, że były kontakty z innymi cywilizacjami, a przecież takich pewników nie mamy. Opieramy się też na kruchych dowodach w przypadku poszukiwania alternatywnego wejścia do wnętrza Ziemi czy w przypadku istnienia i poszukiwania Arki Noego. To są tylko relacje i tylko na relacjach niektórych ludzi możemy się opierać. Natomiast absolutnie nie ma już żadnych wątpliwości, kiedy mówimy o teoriach spiskowych, w których oczywiście największą rolę odgrywa nośność samego zjawiska i romantyzm, który się wiąże niejako z tą całą otoczką, że gdzieś tam jest jakaś grupa, która próbuje kontrolować całą naszą cywilizację. Ale w przypadku teorii spiskowych są poszlaki. Oczywiście nie są to 100% rzeczy, ale są poszlaki, które mogą wskazywać, że rzeczywiście coś na rzeczy jest, przynajmniej w niektórych kwestiach. Trudno nam też w jakikolwiek sposób kwestionować związki z ezoteryką czy bolszewizmu, czy nazizmu, czy amerykańskiego mitu o Południu czy Ku Klux Klanu.
Te rzeczy, które dość mocno dokumentujemy faktami w naszej książce, są niepodważalne. Natomiast niektóre rzeczy opierają się na relacjach. A jak to z relacjami bywa, kwestia polega na tym, czy świadkowie są wiarygodni, czy nie, bo do twardych dowodów możemy dotrzeć za pomocą badań archeologicznych. I takich przypadków kilka w książce też opisujemy, zwłaszcza gdy mówimy o pradawnych lądach, które być może istniały przed obecnym układem kontynentów i być może, kiedy mówimy o poprzednich cywilizacjach. Ale nie zawsze jesteśmy w stanie trzymać się takich dowodów historycznych, które mogłyby w jakikolwiek sposób wpłynąć na zmianę podręczników. Raczej są to dywagacje wyciągane na podstawie przeróżnych relacji. Ale wracając do wątku, do meritum, czy w mitach, które u nas się pojawiają jest ziarno prawdy? Gdybym miał powiedzieć osobiście, jak ja to postrzegam jako osoba, która śledziła to i tę książkę napisała, to moim zdaniem w wielu tych przypadkach mówić możemy o bardzo ciekawym materiale, który służyć będzie mógł nam do analiz, do domysłów, do własnych hipotez. Czyli w żadnym przypadku nie jest to tak, że mówimy: „Okej, znaleźliśmy jakiś fantastyczny materiał. Tak jak mówimy, tak jest na 100%.
Wszyscy pozostali się mylą”. Absolutnie. My tylko podrzucamy pewne wątki, pewne opisy czy też dowody. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Adolf Hitler i jego śmierć w 1945 roku. To, że Adolf Hitler zmarł, jest wpisane we wszystkich encyklopediach, potwierdzone przez wszystkich historyków, ale naczelny dowód tej zbrodni, czyli czaszka Adolfa Hitlera, która została sprawdzona po kilkudziesięciu latach, okazała się być czaszką kobiety. Druga sprawa, Rosjanie, którzy dysponowali... ciałem Adolfa Hitlera, bo to oni znaleźli go w Berlinie. W '72 roku postanowili to ciało spalić z niewiadomych powodów. I znowu to daje asumpt do pewnego rodzaju przypuszczeń.
Jakie to są przypuszczenia? Możemy tylko snuć hipotezy albo opierać się na czyichś relacjach, ale nie ulega wątpliwości, że zwłoki, które znaleziono w Berlinie, nie należały do Adolfa Hitlera. W związku z tym, jakie z tego będą płynęły wnioski, to już każdy czytelnik na podstawie dowodów, które przedstawiamy, sam wyciągnie. Natomiast jeżeli mówimy o ziarnie prawdy, to to ziarno ewidentnie jest, bo mówimy o twardych faktach, które stały niejako za całym tym zjawiskiem i fenomenem. I tak jest mniej więcej w przypadku każdego z tekstów, czyli jest parę rzeczy, które pozwalają nam snuć pewne dywagacje, które powodują, że historia nam znana staje się wielowymiarowa, bardziej barwna, nie do końca tak czarno-biała, jak podaje się to w kanonicznych pracach. Dzięki temu zawsze możemy spróbować zmierzyć się z czymś, co nazywa się odkryciem historycznym. A może jesteśmy na tropie czegoś, co zmieniłoby w jakiś sposób nasz obraz świata? Może będziemy w stanie, już nie my, ale ci, którzy po przeczytaniu naszej książki będą kontynuować badania nad niektórymi wątkami, dotrzeć do bardzo ciekawych i jeszcze bardziej umocowanych akademicko wniosków. Jeżeli tak by było, to byłoby w ogóle fantastycznie, bo taki był nasz zamiar. Książki piszemy głównie po to, żeby nasi czytelnicy dzięki nim starali się dostrzec złożoność naszego świata, bardziej wielowymiarową jego strukturę.
Żeby to nie było tak, że wydaje nam się, że my już wszystko o rzeczywistości wiemy. Właśnie szukamy, wkładamy ten kij w mrowisko i mówimy: nie, w tym przypadku może być zupełnie inaczej. Natomiast czy jest inaczej? Każda osoba sama sobie na to pytanie odpowie, sama poszuka odpowiedzi.
[14:16] - Gdy pan wspomniał o bolszewizmie, to nasunął mi się na myśl jeszcze inny mit. Właśnie nie wiem, jak to traktować. Czy jako mit, czy domniemanie graniczące z pewnością, czy może po prostu fakt? W każdym razie jest to historia upowszechniana przez teoretyków spisku zajmujących się Watykanem głównie, między innymi przez pana Marcina Dachterę w Polsce. Mam na myśli mianowicie mit o rzekomych związkach jezuitów z bolszewikami, bądź też na odwrót. Jak pan odnosi się do tego typu kwestii? Jak powinniśmy tego typu tematy właściwie traktować?
[14:52] - Takich ciekawych, bym powiedział nawet smakowitych związków, których ludzie doszukują się w niektórych relacjach, jest dużo więcej. Watykan pojawia się w bardzo wielu przypadkach, jeśli chodzi o różnego rodzaju teorie spiskowe. To znaczy Watykan ma związek z iluminatami. Mówię teraz już nie własnym zdaniu, tylko o tym, do jakich różnego rodzaju koligacji gdzieś tam na przestrzeni tych badań dotarłem. Czyli Watykan miał swój wkład w powołaniu grupy Bilderberg. Watykan miał swój związek z powojennym układem świata, gdzie razem z CIA i być może właśnie żyjącymi hitlerowcami budowali nowy układ współczesnej rzeczywistości. Watykan czy też Opus Dei to oczywiście ta organizacja, która miała mieć związek z zakonem Syjonu i opisana była tak szeroko przez Dana Browna w "Kodzie da Vinci". Także Watykan jest rzeczywiście takim bardzo nośnym i ciekawym gremium. Może nie gremium, bo to jest miejsce, ale Watykan to jest takie określenie na całą instytucję hierarchiczną Kościoła, czyli papież, jego najbliżsi współpracownicy. W tym wypadku, jak pan wspomniał, jezuici.
Wyobraźmy sobie, z jednej strony mamy bolszewików, czyli mamy ludzi, których podstawą ideologiczną jest ateizm, materializm pewnego rodzaju, choć do końca tak nie było. Z drugiej strony mamy organ armii papieskiej. Mamy zakon, który przecież powinien mieć związek tylko i wyłącznie z rzeczami religijnymi. Nie jest to jedyny przypadek takich niesamowitych mariażów. Zwróćmy uwagę na XIII, XIV wiek, kiedy mówiono, że templariusze działają ręka w rękę z asasynami. Dotarłem też do takich wniosków, że templariusze uczestniczyli też w wyprawach Czyngis-chana swego czasu. To nie jest nic nowego. To funkcjonuje już od dawna, że w zakonach chrześcijańskich kryje się pewnego rodzaju państwo w państwie. Czyli z jednej strony jest uniżoność i w jakiś sposób serwilizm wobec Watykanu, a z drugiej strony mają jakieś własne swoje cele, swoje agentury, swoją szeroko prowadzoną działalność. Z drugiej strony weźmy pod uwagę, że bolszewizm pierwszy, pierwotny bolszewizm, czyli lata 20.
XX wieku, to byli ludzie, którzy wierzyli w nieśmiertelność, wierzyli w możliwość stworzenia nowego człowieka, stworzenia nowych wszechświatów, w istnienie wielu światów, w istnienie boga słońca. To był naprawdę bardzo szeroki, ezoteryczny grunt, na którym się ten materializm rodził. Właściwie dopiero podejście Stalina, jego czystki spowodowały, że komuniści, pierwsi radzieccy komuniści odeszli od tych bardzo ezoterycznych, bardzo mistycznych wątków. Bo wcześniej tak na dobrą sprawę to właśnie dzięki związkowi myśli bolszewickiej z ezoteryką do władzy doszedł Lenin, który debiutował przecież jako publicystaW pismach ezoteryków. W związku z tym w jakiś sposób ten grunt jezuitów i bolszewików był podobny. Natomiast jeżeli miałbym wyrazić swoje własne zdanie, to osobiście jestem jak najdalszy od tego, żeby uważać, że do takich kontaktów rzeczywiście dochodziło. One rzeczywiście są strasznie wciągające. Nie ukrywam, że jak czytam swego rodzaju opisy związane z teoriami spiskowymi, to prawie tak dobre jak Dan Brown. Naprawdę wciąga i człowiek chciałby w to wierzyć. Natomiast kiedy badamy rzeczywiście jakiś materiał dowodowy, to okazuje się, że owszem, coś tam gdzieś się na dnie całej teorii kryje, ale nie mamy żadnych twardych dowodów na te tezy.
Także jeszcze raz podkreślę: teorie spiskowe, również takie jak związki organizacji, które przeczą sobie same w istocie z ontologicznego nawet punktu widzenia, to jednak bardziej woda na młyn fajnych hipotez niż jakieś twarde dowody. Ale będę ostatnią osobą, która powie, że tak na pewno nie jest, dlatego, że już nie raz okazywało się, że to, co wydawało nam się rzeczą oczywistą, wcale nią nie jest. Bo na dobrą sprawę z jednej strony możemy z tych teorii spiskowych się śmiać, z drugiej strony, kiedy spojrzymy na niektóre z nich, to się okazuje, że trudno będzie im zaprzeczyć. Teraz nie chcę tutaj konkretnych na ten temat żadnych przykładów podawać, bo zbyt daleko byśmy odeszli od pytania. Natomiast prawda jest, że w niektórych przypadkach te teorie spiskowe mają naprawdę bardzo dużo do powiedzenia i naprawdę kryje się w nich, tak jak mówiliśmy przy poprzednim pytaniu, duże ziarno prawdy. Natomiast co do jezuitów i bolszewików, to wydaje mi się, że to jest po prostu bardzo wciągające i mało prawdopodobne.
[20:26] - Do teorii spiskowych jako takich jeszcze za chwilę przejdziemy. Natomiast doszedłem do takiego wniosku, słuchając pana wypowiedzi, że można powiedzieć właściwie, że wielkie systemy totalitarne znane z XX wieku chociażby zrodziły się z ruchów ezoterycznych. Nie wiem, czy to jest uprawnione stwierdzenie i na ile? Jak pan by się do tego odniósł?
[20:46] - To znaczy na pewno nie możemy stawiać znaku równości i mówić, że każdy system totalitarny wywodzi się z ezoteryki. Na pewno w ogromnym stopniu na ezoterycznych podwalinach wyrósł nazizm, bo to była pewnego rodzaju religia. Za chwileczkę zresztą przytoczę parę na ten temat argumentów. Natomiast wspominany przed chwilą przez nas bolszewizm to, tak jak już mówiłem wcześniej, on nie wyrósł z tradycji ezoterycznej. Jego głównymi ideologami nie byli ezoterycy. Natomiast wśród osób, które zakładały Związek Radziecki, było wielu takich ludzi, którzy do tych związków się przyznawali. Przykładem niech będzie Maksym Gorki, który był naczelnym ideologiem, pisarzem wczesnego bolszewizmu, a jego teorie były bardzo mocno ezoteryczne. Sam Lenin również, chociaż z Leninem to jest dość skomplikowana sprawa, bo Lenin był bardziej pragmatykiem. On wykorzystywał nośność ezoteryki, żeby zdobyć masy i zdobyć poparcie. Natomiast ludzie bliscy Leninowi rzeczywiście mieli poglądy bardzo mistyczne.
Ten materializm wykuwał się naprawdę w tych pierwszych latach. To nie jest tak, że bolszewicy po dojściu do władzy od razu byli ateistami, byli osobami niewierzącymi w jakiekolwiek zjawiska nadprzyrodzone. Weźmy sam dowód, o którym zresztą bardzo szeroko piszemy w naszej książce, na te mauzolea, które budowali swoim zmarłym liderom. Przecież w prawie każdym dużym komunistycznym państwie zbudowano mauzoleum dla swojego władcy. Pierwszym był oczywiście Lenin. I to wcale nie jest tak, że ludzie w Związku Radzieckim chcieli upamiętnić Lenina. Wielu z nich wierzyło, że tak naprawdę zapewnia mu w ten sposób nieśmiertelność. Właśnie dzięki temu, że to jego ciało będzie nieśmiertelne, że ono będzie wystawione na widok publiczny. Ale przecież Lenin był tylko początkiem tej całej wielkiej grupy ludzi, którym stawiano mauzolea, gdzie wystawiono ich ciała na widok podwładnych, którzy w niejednym przypadku, aby zobaczyć swego ukochanego wodza, ukochanego w cudzysłowie często, tratowali się nawzajem i tracili życie w tych pierwszych dniach po śmierci. Tak było w przypadku Stalina, któremu też wybudowano mauzoleum i który spoczął obok Lenina.
I gdyby nie ten słynny referat Chruszczowa na XX Zjeździe KC KPZR, to być może ten Stalin nadal obok Lenina by leżał i być może nadal byśmy mogli go podziwiać. Z tego, co słyszałem, to był dużo mniej rzetelnie wykonany ten grobowiec. Właściwie to ciało przygotowane i ono się rzeczywiście rozpadało w bardzo szybkim tempie. No ale przecież takie mauzoleum wybudowano i w Mongolii, wybudowano Kim Ir Senowi w Korei, wybudowano Mao Zedongowi, zresztą z dużymi problemami również, Ho Chi Minhowi w Wietnamie, ale i Dimitrow w Bułgarii się doczekał. Także można by tego znacznie więcej przytoczyć. I my przytaczamy te rzeczy u nas w „Śladem nowoczesnego mitu” jako dowód na to, że gdzieś tam te związki z ezoteryką bolszewizmu były. Natomiast w przypadku nazizmu to jest zupełnie inna historia, dlatego, że nazizm w ogromnym stopniu czerpał z ezoteryzmu i na bazie tych ezoterycznychMitów o ariańskim przewodnim znaczeniu, o wspaniałej historii, o bitwie pod Cernuntum, gdzie armia germańska powstrzymała Rzymian. Budowano wielki mit germańskiej siły. O wyspie Thule, na której Ariowie pierwotnie doszli do szczytu swojej potęgi. Hitler sam finansował wyprawy do Tybetu, gdzie mieli znaleźć nadludzi.
Hitler finansował wyprawy, które miały znaleźć wejście do wnętrza Ziemi na Antarktydzie. Nie mamy żadnych dowodów na to, czym się te wyprawy zakończyły. Hitler budował Wewelsburg, który miał być Watykanem nazistów. Wewelsburg nie miał być przypadkowy. To miała być twierdza, w której miałaby się narodzić nowa religia. Religia nie tyle hitlerowska ani nazistowska, tylko religia nordycka, która miała być ponownie dominującą siłą na całym świecie, jak wierzył Hitler. Hitler opierał się na pracach w dużej mierze. A może nawet nie Hitler, ile ludzie, którzy Hitlera w pewien sposób stworzyli, bo nie dodawajmy przyszłemu Führerowi aż takiego dużego znaczenia. Przecież to nie był człowiek, który wyrósł w próżni. To był po prostu właściwy człowiek we właściwym czasie.
Kiedyś nawet ukułem taką tezę, że gdyby Hitler się nie narodził, to prawdopodobnie stworzono by innego Hitlera, bo taki był wówczas duch w narodzie niemieckim, że ktoś taki musiał do władzy dojść. Opierali się na pracach Guido von Lista, na pracach Lanza. To tak na dobrą sprawę była dość twarda powłoka, na której budowano ten mit Aryjczyka, mit niczeńskiego nadczłowieka, mit zdrady. Tego, że wszystkie inne narody, gorsze, próbują Ariów w jakiś sposób doprowadzić do upadku. Oni odkrywali nawet na pomnikach czy na reliefach perskich sprzed 3000 lat dowody na to, że Ariowie byli czystą rasą, a mało podobne czy gorsze, czy wtórne rasy ludzkie bazowały na tych biednych Nordykach i próbowali z nich tworzyć krzyżówki, żeby ich upodlić, żeby ich poniżyć. I właśnie to była legenda poniekąd, ale to była też siła, wokół której Hitler i jego ludzie zbudowali . Czyli wyszukaliśmy sobie wrogów. Ale to nie jest tak, że wrogiem był Żyd, Słowianin. Teoria na zasadzie, że każdy, kto nie jest pochodzenia aryjskiego, jest gorszy. Jest gorszy, dlatego że my jesteśmy etycznie gorszy.
On jest historycznie gorszy. Gorszy, czyli po prostu od samego początku ludzkości to miały być rasy gorsze, dlatego należałoby je wyeliminować, żeby one w jakiś sposób nie wchodziły w relacje z czystą rasą aryjską. I cała ta eugenika, która się na tym narodziła, czyli czyszczenia ras, cały Holokaust poniekąd był już tego efektem. Efektem pewnego rodzaju tez ezoterycznych, które tkwiły u źródeł. I teraz na ile te tezy ezoteryczne były potrzebne po to, żeby zbudować mityczną otoczkę i zdobyć sobie poklask wśród społeczeństwa, a na ile one były prawdziwe, to trudno mówić. Ogromna ilość hitlerowców, tych wysoko postawionych, rzeczywiście w to wierzyła. Czy wierzył w to Hitler? Nie wiem. Być może był oportunistą, który wykorzystywał tę sytuację. Czytając źródła, wygląda na to, że on w to głęboko wierzył.
Ale nie żyłem w jego czasach. Nie chcę teraz tutaj kategorycznie się wypowiadać. Natomiast rzeczywiście nazizm wyrósł z okultyzmu. Nazizm wyrósł z ezoteryki. Bolszewizm powiedziałbym, że flirtował z ezoteryką w jakiś sposób. Natomiast nie chciałbym teraz wyciągnąć takiego wniosku czy postawić takiej tezy, że wszystkie totalitaryzmy z ezoteryką mają coś wspólnego. Nie. Mi się wydaje, że totalitaryzmy przede wszystkim łączy to, nie licząc oczywiście braku poszanowania dla demokracji czy praw człowieka, nie licząc oczywiście tego, że muszą się wiązać z jakimś aparatem przymusu władzy, ale przede wszystkim łączy je to, że oni chcą zdobyć sobie ludzi. To nie jest wcale tak, że te totalitarne systemy od razu mają w zamiarze budowanie aparatu przymusu. Tak naprawdę chodziłoby o to, że oni chcieliby zdobyć umysły, serca swoich wyznawców.
Ci ludzie pierwotnie zakładając te wielkie systemy, wierzyli w to, że to nie są systemy. To jest znowu coś, co bardzo mocno podsumował Popper, kiedy mówił o tym, że ryzyko totalitaryzmu kryje się w tym, że są niskowe, że są prawdami objawionymi. A kiedy mówimy o prawdach objawionych, to musimy odwołać się do ludzi wierzących w prawdy objawione. A ludzie wierzący w prawdy objawione to są ludzie często wierzący w zjawiska nadprzyrodzone. Stąd ten mariaż totalitaryzmu ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Ale na ile on jest po prostu wykorzystaniem tylko sił społeczeństwa? Tego nie wiemy. Osobowość każdego z tych przywódców. Wielu z nich zapewne hołdowało ezoterycznym teoriom. Natomiast jest to niewątpliwie rzecz, która jest bardzo interesująca i warto poświęcić jej trochę czasu.
I my poświęcamy jej całkiem dużo miejsca w naszej książce.
[30:25] - Jeden z rozdziałów książki nosi tytuł „Teorie spiskowe”. Jakie najciekawsze spiski tropią panowie w swojej książce?
[30:34] - Właśnie o teoriach spiskowych przed chwileczką już mówiliśmyWłaściwie to teorie spiskowe to był pierwotny tytuł. Przez teorie spiskowe rozumiemy bardzo dużo rzeczy. Sam rozdział nazywa się bardzo ładnie: teoria alternatywna. Natomiast teoria alternatywna to jest oczywiście wiara w to, że gdzieś tam tkwi jakiś spisek, bo my tak naprawdę wyznajemy jedną historię, ale prawdziwa jest zupełnie inna. W związku z tym, co my o tej teorii alternatywnej próbujemy powiedzieć? Troszkę miejsca poświęcamy na źródła totalitaryzmu, kiedy mówimy o alternatywnej historii. Natomiast takie stricte teorie spiskowe, które się tam pojawiają, jest ich mnóstwo. Przytoczę za chwileczkę kilka, o kilku troszkę głębiej opowiemy. Jedna z nich to jest mit o iluminatach. Bardzo modne pojęcie, zwłaszcza po książce „Anioły i demony” Dana Browna i po ekranizacji Rona Howarda.
W samym Rzymie organizuje się nawet wycieczki śladem Dana Browna. Sam osobiście również taką wycieczkę z przyjaciółmi sobie urządziłem swego czasu. Natomiast pojęcie iluminatów stało się modne dzięki pewnego rodzaju symbolom, piramidzie słynnej masońskiej na dolaru amerykańskim i tak dalej. To powoduje, że właściwie nawet dzisiejsza młodzież, gdyby spytać 10-, 12-latków, to oni powiedzą: „Tak, iluminaci, wiemy. Oko, piramida” i tym podobne. Więc to jest pojęcie dzisiaj strasznie modne. Natomiast wbrew pozorom iluminaci bardzo krótko byli oficjalnym związkiem. Było to w XVIII wieku w Europie naprawdę wyjątkowo krótko. Wiąże się z postacią Adama Weishaupta, co do którego wiele osób uważa, że on nigdy nie istniał. On ma takie bardzo specyficznie brzmiące nazwisko.
Weishaupt znaczy w dosłownym tłumaczeniu z niemieckiego „mądra głowa”. W związku z tym raczej mało prawdopodobne, że akurat Adam Mądra Głowa, co ma też symbolikę z pierwszym człowiekiem w jakiś sposób powiązaną, że akurat taka postać w istocie by istniała i zostałaby założycielem jednej z najpotężniejszych organizacji spiskowych w historii. Być może Weishaupt został wymyślony, został w jakiś sposób wykreowany. Przecież o Weishaupcie krąży mnóstwo legend. Jedna z nich jest taka, że to on zastąpił zmarłego Waszyngtona jako prezydent USA. Inna, że to on napisał konstytucję USA. Jeszcze inna, że Weishaupt z baronem de Knigge w jakiś sposób stworzyli podwaliny rewolucji francuskiej. O iluminatach mówi się, że stali u steru rewolucji październikowej. Również stali za powołaniem tej słynnej grupy Bilderberg, która już wiąże się stricte z naszymi czasami. Grupa trzymająca władzę przez Komisję Trilateralną, przez Bank Światowy, przez fortuny Rothschildów, Rockefellerów, przez Wall Street.
To jest ta najsłynniejsza teoria, która mówi, że to jest grupa trzymająca władzę, która chce doprowadzić do New World Order. Grupa, która stała za stworzeniem tego słynnego amerykańskiego Stonehenge, czyli megalitów w Georgii, na którym wyryto tę złowieszczą liczbę 500 milionów mieszkańców jako optymalną liczbę ludności na Ziemi. Można by rzeczywiście dużo na ten temat mówić, ale nie odchodząc od wątku, ten motyw iluminatów rzeczywiście moglibyśmy podsumować w ten sposób, że ci iluminaci dzisiaj wchodzą w każde miejsce. Czyli jak nie wiemy, do jakiego mitu się odwołać, kiedy chcemy powiedzieć, że jakaś grupa ludzi stała za jakimś wielkim epokowym wydarzeniem, to odwołujemy się: to pewnie byli iluminaci. Tak jak słynni masoni, z których śmiał się Monty Python przez tyle lat. Prawda jest taka, że rzeczywiście zakon iluminatów był bardzo zagadkowy. Tyle tylko, że niewiele mamy dowodów na to, że ślady iluminatów pozostały do dziś. Natomiast zupełnie inne teorie, które są bardzo interesujące, do których również odnosimy się w naszej książce, to sama postać Arystotelesa Onassisa, też z iluminatami w jakiś sposób wiązanego. Jest taka pewna teoria, która mówi, że Onassis stał się w pewien sposób pierwowzorem Enza Stavro Blofelda z całej serii przygód o Jamesie Bondzie. Dlatego, że tak naprawdę Onassis, zwany Wielkim O, w drugiej połowie XX wieku, właściwie w połowie XX wieku był najpotężniejszą postacią na Ziemi.
Właściwie tym człowiekiem, który pociągał za wszystkie sznurki organizacji światowych, że to on stał za zarówno atakiem na Zatokę Świń, jak i za wojną w Wietnamie, jak i za zabójstwem Kennedy'ego, jak i za upadkiem wielkich karier amerykańskich bohaterów, takich choćby jak bohatera filmu „Awigator”, czyli Howarda Hughsa. Na dobrą sprawę Onassis wychodzi z tych wszystkich opisów jako taki złowieszczy magnat mogący właściwie wszystko, który tak na dobrą sprawę nigdy do władzy dojść nie chce, tylko rządzi z tylnego fotela i zbiera korzyści i apanaże z tego faktu, że wszyscy właściwie grają tak, jak on im zagra. Natomiast na ile jest to teoria prawdziwa, to jak zwykle powtórzę się, czytelnicy po przeczytaniu odpowiednich pasusów sami uznają. Natomiast rzeczywiście bardzo ciekawe związki Onassisa z wieloma ludźmi u władzy w XX wieku. Kolejna ciekawostka, o której troszeczkę więcej piszemy, to też oczywiście rok 2001, czyli te słynne wieże World Trade Center i katastrofa, która się z nimi wiązała. Bo tu również mamy do czynienia z niepodważalnymi faktami, które powodują, że nic nie jest tak proste, jak byśmy chcieli. Chodzi o powiązania rodziny Bushów z rodziną bin Ladenów. Chodzi o doniesienia różnego rodzajuCzy izraelskich, czy niemieckich służb specjalnych już przed wrześniem 2001, mówiące o tym, że szykuje się coś wielkiego i Ameryka, która te wszystkie raporty ignorowała. Mamy George'a Busha, który ma wyjątkowo niskie poparcie społeczne po dość kontrowersyjnym zwycięstwie w wyborach nad Alem Gore'm, notabene uzyskując mniej głosów niż swój kontrkandydat. Ale to jest specyfika systemu amerykańskiego, którego słupki popularności nagle skaczą mocno do góry zaraz po atakach na World Trade Center i ogłoszeniu vendetty na Afganistan.
Ameryka rusza na wojnę, która tak naprawdę — są ludzie, którzy twierdzą, że miała spowodować wejście na Bliski Wschód, dotarcie do Pakistanu, dotarcie do azerskich złóż, dotarcie z wodociągiem do Izraela. Wiele było tych teorii. Jedne można między bajki wsadzić, inne dają do myślenia. Czy rzeczywiście Amerykanie wiedzieli o ataku i nie planowali go przerwać, czy może były jeszcze jakieś inne powiązania? Jak już mówiłem, nic nie jest takie proste, jak by się wydawało i ostatni jesteśmy do tego, żeby jakieś tezy wyłuszczać. Natomiast piszemy o tym, co rzeczywiście budzi pewnego rodzaju niepokój, zdziwienie i o czym moglibyśmy analizować. Piszemy o Zakonie Syjonu, oczywiście, czyli o słynnej organizacji opisanej, rozpropagowanej przez Dana Browna. To nazwisko dzisiaj się parę razy pojawiało, ale jest to w końcu największy specjalista beletrystyczny od teorii spiskowych na świecie. Ale jak to z Zakonem Syjonu jest, wszyscy wiemy. Organizacja, która miała powstać w wyniku tego, że Jezus przeżył ukrzyżowanie, scingował własną śmierć i razem ze swoimi wiernymi uczniami podążył do Francji, gdzie dał początek dynastii Merowingów.
Piękna, wspaniała legenda. Wiele osób chciałoby w nią wierzyć, zwłaszcza we Francji. Tak samo jak każdy chciałby widzieć, że coś łączyło Botticelli, da Vinci, Nostradamusa, Newtona, Victor Hugo. Oni wszyscy mieli być wielkimi mistrzami Zakonu Syjonu, kryjącego tajemnicę o świętej krwi, czyli tym Sang Realu, który dał początek też legendzie o Świętym Graalu według zwolenników teorii Zakonu Syjonu. Natomiast ponownie, jak w pozostałych przypadkach, musimy znowu odcedzić mity od prawdy. Prawdy rzeczywiście w tym wszystkim jest bardzo niewiele, bo jak dobrze wiemy, cały spisek został scingowany. Natomiast jest legenda, która żyje już własnym życiem i dzięki temu, że żyje już własnym życiem, to być może lada dzień dowiemy się, że jest już w jakiś sposób prawdziwa. Zgodnie z tą tezą, że kiedy bardzo dużo osób wierzy w pewną tezę, być może powołają w jakiś sposób to życie. Mówimy troszeczkę też o Matrixie. Bardzo modna hipoteza, że tak naprawdę nie żyjemy wcale w 2016 roku, tylko żyjemy w jakiejś innej rzeczywistości, w jakimś zbudowanym uniwersum, jakimś simulacrum, które tak na dobrą sprawę albo jakaś sztuczna inteligencja, albo nasi potomkowie stworzyli po to, żebyśmy w jakiś sposób byli nieświadomi prawdy o naszej rzeczywistości.
Cóż tam jeszcze z tych bardziej ciekawych? Dużo miejsca poświęcamy Ku Klux Klanowi i jego związkom z masonerią. Dużo związku, tak z pamięci próbuję odtworzyć, poświęcamy smugom kondensacyjnym, czyli chemtrailsom na niebie. A to się wiąże i ze słynnymi instalacjami HAARP na Alasce i powiązaniami tych instalacji z trzęsieniem ziemi w Fukushimie, w Japonii. I poświęcamy troszeczkę miejsca pojęciu, też bardzo nośnemu, Antychrysta i propozycji, kto tym Antychrystem mógłby być. Jak wiadomo, każdy mógłby być. Wśród najsłynniejszych, najbardziej zabawnych teorii Antychrystem naszych czasów miał być Jan Paweł II. Miał być kod kreskowy, miała być karta kredytowa, miał być Michaił Gorbaczow, bo ma znamię na twarzy, miał być EWG, książę William, Barack Obama. Teraz pewnie dojdzie Donald Trump. Prawdopodobnie już niedługo pewnie taka teoria też się pojawi, a czemuż by nie?
Także rzeczywiście sporo było tych zabawnych hipotez. Ale jak to zwykle bywa, ten lęk przed czymś niezwykłym, o którym już wcześniej wspominałem, który gdzieś tam towarzyszy tym naszym czasom, bo czasom o tyle niezwykłym, że żyjemy w epoce niezwykłego rozwoju technologicznego i niepewności jutra przy dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, to nie da się ukryć, że w jakiś sposób ludzie doszukują się być może pewnych negatywnych konotacji lub negatywnych proroctw, prognoz na przyszłość. Właściwie jakbyśmy podświadomie szukali tego znowu na zasadzie, o której mówiliśmy wcześniej. Im więcej będziemy szukać tych negatywnych rzeczy, tym więcej możemy negatywnych rzeczy sprokurować. Więc tutaj z kolei z takim lekkim dystansem odniósłbym się bardziej do tego i z takim dystansem też o tym piszemy. Natomiast trochę poświęcamy miejsce oczywiście Patrickowi Gerylowi, bo to jest coś bardzo charakterystycznego dla XXI wieku, czyli wielki gmach hipotez, wielki gmach strachu, który runął w gruzach, jak zresztą większość z nich zmielony przez historię. Także troszeczkę tych mitów jest, ale my też piszemy o mitach w formie ciekawostek, zupełnie zabawnych, jak choćby takim, że spisek kryje się w naszym systemie metrycznym. Choćby w takim, że biała rasa powstała tylko po to, by czarni nawrócili się na islam. Armstrong nigdy nie był na Księżycu. Mnóstwo tych hipotez.
Może nawet zKoło setki pewnie się gdzieś pojawi na kartach całej książki. Jedne zabawne, jedne bardziej poważne, inne już zupełnie poważne. Na które prawdziwe? Jak zwykle nie mi będzie to osądzać.
[43:09] - A skąd pana zdaniem biorą się w ogóle teorie spiskowe? Czy one towarzyszą ludzkości od zarania dziejów, czy też może raczej są produktem charakterystycznym dla czasów nam współczesnych? I najważniejsza kwestia: ile prawdy tak naprawdę kryje się w teoriach spiskowych?
[43:25] - Gdybyśmy szli dalej tezą postawioną przez Junga, to pewnie doszlibyśmy do wniosku, że to znowu jest archetypiczna potrzeba doszukiwania się metafizyki w rzeczywistości jej pozbawionej. Nasze czasy to są czasy dość wyjątkowe, bo to są czasy, w których rzeczywiście transcendencja została wyparta na margines. Nie powiem, że jest szczególna miłość do technologii, bo przecież mieliśmy już materializm marksistowski, który narodził się w XIX wieku, mieliśmy rewolucję przemysłową, która również bardzo duży nacisk kładła na technologię, zupełnie na innym pułapie, poziomie, inne proporcje, ale tak na dobrą sprawę również w jakiś sposób przeludzień była. Tylko że wtedy, w XIX wieku, rewolucja przemysłowa powodowała ogromny optymizm i wierzono, że dzięki odkryciom ludziom będzie żyło się lepiej. Natomiast my jesteśmy schyłkowym pokoleniem tej rewolucji, bo już jesteśmy na fazie trzeciej fali, o której pisał Toffler. Czyli jesteśmy już w momencie, kiedy następuje kolejna rewolucja, rewolucja informatyczna i już widzimy, że rewolucja przemysłowa nie doprowadziła nas nigdzie dalej. Może żyjemy dłużej. Może jako społeczeństwo osiągnęliśmy cywilizacyjny szczyt pod względem służby zdrowia, edukacji i dostępu do różnego rodzaju mediów i wygód, których nie mieli nasi przodkowie. Ale z drugiej strony wiąże się to z pewnego rodzaju jałowością. Jałowością kultury, jałowością spędzania czasu, upadku tradycji rodzinnych, ale też upadku związku z naturą.
Odeszliśmy od tego, co było kiedyś: poszanowania dla natury, ale też poszanowania i szacunku dla zjawisk, których nie rozumiemy. Doszliśmy do takich czasów, w których nam się wydaje, że rozumiemy wszystko. I to w jakiś sposób wpływa na to, że podświadomie ludzkość poszukuje gdzieś metafizyki, mimo że w nią nie wierzy pozornie, więc doszukuje się jej w innych kwestiach. Ludzie nie chcą wierzyć w cuda chrześcijańskie, nie chcą wierzyć w zjawisko UFO, bo to są rzeczy, które wydają się być czymś, w co mogą wierzyć oszołomy. Natomiast teorie spiskowe są bardzo modne, bo przecież gdzieś tam wokół nas ktoś pociąga za sznurki i przez to żyje nam się gorzej. Kolejna rzecz: wielu ludzi w ten sposób pokrywa własną słabość. Często wydaje się nam, że bylibyśmy kimś więcej, osiągnęlibyśmy więcej, jakiś sukces, pieniądze w życiu, gdyby nie jakaś ukryta tajna siła, która nas blokuje, którzy uparli się gdzieś nad naszymi głowami po to, żebyśmy tylko nie osiągnęli naszych wspaniałych celów, do których byliśmy przecież predestynowani. W jakiś sposób jest to nasze alibi. Alibi na nasze słabości, alibi na nasze niedoskonałości. Czy było to wcześniej?
Teorie spiskowe były zawsze. Tylko że wcześniej teorie spiskowe nie miały takiej siły ani nośności. Może też ze względu na siłę mediów, która jest w dzisiejszych czasach i z pewnością były dużo łatwiejsze do wykrycia. Były dużo łatwiejsze do pacyfikowania, dlatego że dostęp do źródeł pisanych mieli tylko ludzie wykształceni. Była to niewielka grupa, a reszta mogła się odwoływać poprzez mity i legendy. A mity i legendy to jak zawsze jest w nich ziarno prawdy, ale nie więcej. Natomiast wraz z ogromnym dostępem do oświaty, do mediów i rozwojem mediów elektronicznych też stał się to pewnego rodzaju fenomen, którego nie da się już ujarzmić. W związku z tym teorii spiskowych narodziło się mnóstwo. Nawet niektóre sięgają do absurdu, tak jak te, o których wspominaliśmy. Pojawia się nawet mnóstwo publikacji.
Są branżowe pisma, które się zajmują teoriami spiskowymi. Wiąże się to z tym, że w dzisiejszych czasach troszeczkę łatwiej to stworzyć, ale to troszeczkę tak jak z pisaniem książek. Kiedyś książki pisali naprawdę ci, co potrafią. Dziś nagle okazało się, że każdy jest pisarzem. W związku z tym trudniej o znalezienie czegoś naprawdę dobrego do czytania. Trochę tak jest z teoriami spiskowymi. Jest ich tak dużo, jest ich tak wielki wysyp, że trudno przemielić te, które są złe i po prostu nieprawdziwe, od tych, w których naprawdę kryje się ziarno prawdy, bo funkcjonujemy jako społeczeństwo na bazie stereotypów. Jak spotkamy się z trzema teoriami spiskowymi, które są absurdalne, to będziemy doszukiwać się absurdalności w każdej kolejnej. Natomiast to wcale tak nie jest, bo niektóre są rzeczywiście dobrym punktem wyjścia do badania i sprawdzenia, czy rzeczywistość jest taka, jak niektórzy chcą, żebyśmy ją widzieli. A może wcale taka nie jest?
Dlatego też wydaje mi się, że nasze pokolenie to jest pokolenie, w którym teorie spiskowe odgrywają dużo większą rolę. Pewnie gdzieś wśród tych wszystkich hipotez kryją się te, które są prawdziwe. Być może te, które są prawdziwe, są nawet dość skutecznie wyławiane przez macherów naszych losów i pacyfikowane. O ile rzeczywiście istnieją. Ktoś kiedyś policzył, że utrzymanie standardowej teorii spiskowej w tajemnicy oznaczałoby, że generalnie musiałby brać w niej udział 700 000 zakumplowanych osób. Czyli kiedy mówimy o wielkiej teorii spiskowej, na przykład związanej z New World Order, czyli z Nowym Porządkiem Świata, 700 000 osób musiałoby być poinformowanych, wtajemniczonych.Żeby utrzymać całą tę historię w tajemnicy. Mało prawdopodobne, że da się utrzymać w tajemnicy coś, do czego dostęp ma 700 000 ludzi. Tak samo jest ze zjawiskiem UFO. Jeżeli rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych w bazie 51 przechowuje się jakieś ślady obcych cywilizacji, to również bardzo ciężko byłoby utrzymać to w tajemnicy. Z drugiej strony może pojawić się głos: „Ale chwilę, żadnej tajemnicy nie ma.
Przecież co chwila są jacyś ludzie, którzy mówią, że mieli dostęp do tajnych akt, czy nawet do samych badań statków kosmicznych”. Tylko że bardzo często są to osoby, może też i celowo, może nie, które są nie do końca wiarygodne ze względów psychiatrycznych. I tu znowu koło się zamyka, gdyż okazuje się, że za każdym razem apologeci teorii spiskowych to są ludzie w pewien sposób odklejeni, dość specyficzni, nie zawsze funkcjonujący w mainstreamowym społeczeństwie. I teraz znowu pytanie, czy oni są na marginesie, bo ktoś komu nadepnęli na odciski, ich z tego społeczeństwa wyrzucił, czy też może oni sami się wyrzucili jako outsiderzy, bo takie outsiderskie teorie głoszą? I znowu pole do osobistych refleksji i dywagacji, jak jest naprawdę. Fakt faktem jest, że gdybyśmy mieli spróbować zastanowić się, jaki procent tych teorii spiskowych jest prawdziwych, ile w nich kryje się ziarna prawdy, załóżmy taką hipotezę. Nawet gdyby w tych wszystkich teoriach spiskowych był 1% prawdy, to już by odwróciło naszą historię do góry nogami. Dlatego też warto je śledzić, bo trudno uwierzyć, że wszystkie albo większość jest prawdziwa. Natomiast nawet jeśli jedna z tych dużych teorii jest prawdziwa. Weźmy sobie chociaż kilka z nich.
To, że zataja się przed nami istnienie obcych cywilizacji. To, że nie wiemy o zbliżających się odłamkach kosmicznych do Ziemi. To, że rzeczywiście instalacja HAARP wpływa na umysły ludzi. To, że chemtrails pojawia się po to, żeby w jakiś sposób zmniejszyć populację ludzkości. To, że Raelianie czy tam Rael mieli kontakt z jakąś transcendencją z innego wymiaru. To, że Adolf Hitler przeżył wojnę, że istnieje coś takiego jak New World Order. To, że Iluminaci rządzą dalej światem, że Amerykanie odpowiadają za ataki na World Trade Center, że Onassis był wielkim iluminatem, który rządził światem z tylnego siedzenia. Choćby jedna z tych teorii gdyby była prawdziwa, to już byłaby to rewolucja. Trudno mi tutaj mówić o ziarnie prawdy. Nawet jeśli ziarenko prawdy byłoby w teoriach spiskowych, to już byłaby rewolucja obyczajowa, historyczna, kulturalna.
W związku z tym nawet nie chcę się odważyć powiedzieć, że coś takiego może być, że rzeczywiście są prawdziwe. One są na pewno fajnym mitem naszych czasów, charakterystycznym dla naszych czasów. I ja wolę badać je jako mit, który nie przerodzi się w prawdę. Z mojej perspektywy tak to przynajmniej wygląda.
[52:38] - Słuchacie państwo Radia Paranormalium, a na antenie Radia Paranormalium wywiad z Przemysławem Nowakowskim, współautorem, wspólnie z Wojciechem Chudzińskim, książki „Śladem nowoczesnego mitu”. Panie Przemku, które z omawianych w książce mitów są według pana najbardziej charakterystyczne dla XXI wieku?
[52:58] - XXI wiek to jest ten wiek, który narodził się po mitycznym roku 2000, który miał być końcem naszych czasów. I z niewiadomych przyczyn, przynajmniej dla dużej grupy społecznej, nic w tym roku 2000 się nie wydarzyło. W związku z tym należało zrobić pewnego rodzaju moratorium dla tego końca świata. Bo to nie może tak być, że taka piękna, wspaniała liczba jak 2000 nie wiąże się z żadnym kataklizmem. I w związku z tym XXI wiek to jest wiek końca świata. Nie końca świata, który nadejdzie, bo to może być tak jak z tym Czesławem Miłoszem i z tym staruszkiem, który mówi w jego wierszu o tym, że innego końca świata nie będzie niż ten, który obserwujemy każdego dnia. Ale jest to wiek końca świata dlatego, że bardzo dużo pojawiło się nagle samozwańczych proroków końca świata. Samozwańczy prorocy to w ogóle osobny temat, bo kto zna dobrze proroctwa i przepowiednie, nawet te starożytne, to wie, że często mówiono, że fałszywi prorocy pojawią się u kresu dziejów. Jeżeli fałszywymi prorokami mielibyśmy mierzyć koniec dziejów, to tak, koniec świata jest blisko, bo przecież tyle, ile mieliśmy końców świata już przez te 16 ostatnich lat, to dawno tego nie było. I nie mówię już tutaj o tych amerykańskich kaznodziejach, jak ten nieszczęsny 90-latek, chyba Camping się nazywał.
Nie chcę teraz już powiedzieć czegoś, co będzie nieprawdziwe, który chyba cztery daty w samym XXI wieku końca świata wyznaczył. Ale przecież mieliśmy przebiegunowanie Ziemi, mieliśmy Patricka Gerela i rok 2012 wiążący się z końcem kalendarza Majów. Zresztą swoista ciekawostka, bo rzeczywiście mnóstwo ciekawych rzeczy w tym 2012 roku się działo. Osobny temat.
[54:48] - Jeszcze w 2006 roku mieliśmy kometę Schwassmann-Wachmann, która miała uderzyć w Ziemię i wywołać też kataklizm. Co prawda było dosłownie pięć minut w porównaniu z Gerelem chociażby. Dosłownie pięć minut trwała ta wrzawa, ale jednak też była.
[55:04] - Tak, to wpisuje się w szerszy krąg, bo mamy Apophis, który przeleci za 13 lat, a potem jeszcze raz po siedmiu latach przeleci bardzo blisko Ziemi i też ma wiązać się z wielkim kataklizmem. Mieliśmy planetę Nibiru, która miała się pojawić w okolicach roku 2009, już być widoczna na południowym niebie. Niektórzy ją widzieliPotwierdzali, że już leci w naszą stronę. Niektórzy w RPA. Tak naprawdę to jest początek, ale mieliśmy koniec świata według Indian Hopi, mieliśmy koniec świata Ragnarok według mitologii nordyckiej, jakieś pisma wikingów ktoś znalazł, gdzie o tym na 100% już mówiono. Mamy w końcu też hipotezę Izaaca Newtona, że w 2060 będzie koniec świata. Mamy Nostradamusa, bo on mówił, że będzie w 2099, ale niektórzy doszukali się, że w tych centuriach, wiadomo tajemniczych, trudnych do interpretacji, że tam jest zapowiedź tego, że w roku 2099 rozpocznie się koniec końca albo właściwie początek końca świata. Może tak. I że będzie trwać 27 lat wielka wojna z Antychrystem. Na Boga, niewiele już zostało.
Jeszcze ktoś inny doszukał się u Nostradamusa, że wielka wojna zacznie się w 2021, a słynna Wanga stwierdziła, że w 2014. Nie zaczęło się, ale może się pomyliła. Ktoś tam twierdzi. W tym roku chyba czytałem pięć co najmniej publikacji na temat tego, że to rok 2017 ma być tym pierwszym rokiem końca świata, tym, w którym dojdzie do wielkiej tragedii.
[56:35] - Ja z kolei wczoraj albo przedwczoraj trafiłem na jakiegoś screena z gry SimCity, jakiejś starej wersji jeszcze sprzed 20 lat, gdzie jako jedna z dat końca świata było podane 2016 rok.
[56:49] - Jeszcze się nie skończył.
[56:50] - Z zapasem.
[56:50] - Jeszcze się nie skończył. To jak z tą teorią z filmu „Ostatnia rodzina. Beksińscy”, gdzie Tomasz Beksiński pytał stewardessę, ile zostało do lądowania w Rzeszowie. Ona odpowiedziała, że 10 minut. On mówi: „Aha, bo tarocistka wywróżyła mi, że będzie katastrofa samolotu”. Katastrofa rzeczywiście się wydarzyła w ostatnich kilku minutach, więc nigdy nie wiadomo. W 2016 jeszcze bardzo dużo czasu do końca. Ale oczywiście mówimy to z przymrużeniem oka. Kolejne teorie to przecież pojawienie się Antychrysta. Kolejne to ostatni papież.
Przecież śmierć Jana Pawła II miała oznaczać wybranie papieża Piotra, Rzymianina legendarnego, opisanego w „Prorocчестве Malachiasza” jeszcze 800 lat temu. Niektórzy mówili o czarnym papieżu. Inni doszukiwali się, że Murzyn jest w herbie Benedykta, inni, że Benedykt jest gałązką oliwną. Potem pojawił się Franciszek, o którym znowu kolejne osoby mówią, że jest Antychrystem, że jest ostatnim papieżem. Niektórzy mówią, że on jest właśnie tym nienumerowanym papieżem, bo przecież pojawił się jako papież jeszcze zażyjącego Benedykta. Z tych teorii można by mnożyć. Przecież Jan Paweł II to też święta Łucja, bo przecież była teoria, że jak umrze Łucja, to spełni się trzecia tajemnica fatimska. Łucja zmarła 11 lat temu. Nadal się ta trzecia tajemnica nie sprawdziła. Inni twierdzą, że ta trzecia tajemnica już się sprawdziła, czy też została w jakiś sposób zmodyfikowana i dzięki temu nie doszło do tej wielkiej rzezi biskupów w Rzymie.
Można by rzeczywiście dużo tego mnożyć, ale jest zatrzęsienie teorii końca świata. Kiedyś nawet mówiłem o tym, że tak jak koniec XX wieku wiązał się z modą na katastroficzne filmy, na katastroficzne obrazy, gry, na to, co się wiązało z jakimś armagedonem, kataklizmem, tak też to, że nic się nie wydarzyło w 2000 roku, spowodowało, że ludzkość postanowiła pójść jeszcze dalej. Ludzie zechcieli bać się naprawdę. Nie na ekranie, nie na papierze, nie nawet w symulacji. Oni chcą się bać naprawdę tego, że za chwilę jakiś koniec się pojawi. Co jest najbardziej charakterystyczne, charakterystycznym mitem XXI wieku to jest lęk przed końcem świata. Jak już mówiłem, kiedy jakiś mit się bardzo mocno nagłaśnia, w jakiś mit się bardzo mocno wierzy, to ten mit staje się rzeczywistością. Dlatego też nie zagłębiajmy się za bardzo w te apokaliptyczne tony, bo rzeczywiście nagle może się okazać, że sami sobie sprokurowujemy ten los. Co jeszcze jest charakterystyczne dla XXI wieku? Z pewnością wszystko, co się wiąże z podtruwaniem ludzi, czyli chemtrails, czyli GMO, czyli Monsanto.
Niektórzy mówią MonSatano nawet. Czyli że ma to jakiś związek z szatanem, że jesteśmy systematycznie podtruwani właśnie dlatego, żeby nasza populacja została ograniczona. To znowu się wiąże z tym słynnym monumentem z Georgii, gdzie przecież jakiś tajemniczy mężczyzna podający się, że posiada nazwisko Christian, chrześcijanin, kazał wyryć 10 tez dla ludzkości. Jedna z nich, ta pierwsza najważniejsza, że ludzkość przetrwa, jeśli będzie 500 milionów. Jest taka jakaś głęboka wiara w społeczeństwie wśród niektórych ludzi, że rzeczywiście władze, oczywiście w spisku, oczywiście w porozumieniu ze sobą i z magnatami tego świata, głównie z Wall Street, głównie z żydowskimi mocarzami, mają taki plan, aby społeczeństwo zdepopulować, żeby ograniczyć, żeby stało się nas mniej. Sposobem na osiągnięcie tego może być rzeczywiście delikatne podtruwanie. Jeszcze inni twierdzą, że HAARP to taka nowoczesna MK Ultra, czyli pewnego rodzaju pranie umysłów, pewnego rodzaju wpływanie na nasze umysły, wpływanie na nasze emocje, wpływanie na nasze podejmowane decyzje, które służą temu, żeby rzeczywiście bagatelizować rzeczy dla nas ważne i żeby ta ludzkość toczyła się na manowce. Generalnie to, co jest charakterystyczne dla naszych czasów, to jest jakiś nieuzasadniony i w pewien sposób wszechogarniający lęk, dekadentyzm i niepewność tego, co się za chwileczkę wydarzy. Zresztą wystarczy spojrzeć, czym epatują nas media. Tak naprawdę w mediach mówi się głównie o tym, jakie są zagrożenia, co się może wydarzyć.W polityce nie mówimy o dużych sukcesach, o sojuszach.
Wolimy powiedzieć o wojnie. Wolimy powiedzieć o tym, jakim zagrożeniem będzie dla nas prezydentura Donalda Trumpa i tak dalej. Nie chodzi o to, że jestem zwolennikiem, bo akurat nie w tym rzecz. Natomiast problem polega na tym, że my nie staramy się mówić o fajnych rzeczach, nie staramy się podkreślać tego, co jest naprawdę dobre. Jesteśmy pokoleniem wyszukiwania wszędzie czegoś negatywnego. Tak jak jesteśmy pokoleniem hejtu w internecie, tak jesteśmy pokoleniem jałowości w kulturze. To wszystko ma ze sobą jakiś związek i ten związek to jest to, że my podświadomie szukamy przyczyn tego, żeby rzeczywiście to nasze pokolenie było takim schyłkiem cywilizacyjnym.
[01:02:11] - Jednym z poruszonych w książce wątków, chyba najbardziej charakterystycznych, był ten związany z końcem świata i proroctwami Patryka Gerela. Czy w ogóle nam grozi jakieś niebezpieczeństwo?
[01:02:23] - Poniekąd odpowiedzieliśmy na to przed chwilą. Natomiast sama postać Patryka Gerela... Trochę mi Patryka Gerela żal. Nie powinno być mi go żal, na dobrą sprawę, dlatego, że od początku wiedziałem, że bazuje na lęku, żywi się tym lękiem. Ale nie tylko on. On jest efektem tych czasów. Na lęku żywiło się mnóstwo ludzi. Gerel zbudował swoją wioskę w górach Smoczych, niewielka, bardzo drogą, gdzie każda baza kosztowała tysiące dolarów, gdzie nawet sprzedawał ekologiczne skarpetki, które można było kupić, aby przetrwać koniec świata. Bujda na resorach po prostu. Ale nie tylko on.
Zarobili Majowie, organizując wielkie festyny z okazji końca świata, chociaż sami w nie nie wierzyli. Zarobiła wioska Bułgarach w Europie Południowej. Było tego naprawdę mnóstwo. I tak mniej więcej to funkcjonuje, bo na lęku dzisiaj fantastycznie daleko można zajechać. Na lęku kaznodzieje i wszelkiego rodzaju coachowie interpersonalni zbijają fortuny. Poniekąd na lęku bazują też wszystkie religie. To się wiąże zawsze ze strachem. Kiedy straszymy, to łatwiej ludzi wokół siebie zgromadzić i dlatego nie powinno mi być żal Gerela. Ale z drugiej strony on był tak fajnie przekonujący w tych swoich wywiadach, że aż do śmieszności, można by powiedzieć. Wielu ludzi uwierzyło w jego tezy.
Natomiast sam rok 2012 był szalenie ciekawym rokiem, bo naprawdę się ten trzynasty Baktun wydarzył, bo naprawdę na ten 2012 rok miało być wielkie przesilenie słoneczne. Tam się kończył ten 11-letni cykl plam słonecznych, ale też kończył się 187-letni cykl naprawdę wzmożonej aktywności słonecznej. Były koniunkcje planet, naprawdę mnóstwo rzeczy. Był to prawdopodobnie przypadek, ale łatwo było dać się namówić, że ten 2012 rok może się wydarzyć. Niektórzy twierdzą, że to jest początek cyklu, który gdzieś tam się kiedyś zakończy. Wszystko można w jakiś sposób uzasadnić. Natomiast gdybym ja miał powiedzieć, czy mamy się bać, czy jest się czego bać, to może spójrzmy na to z innej perspektywy. Zbigniew Brzeziński chyba powiedział, że do użycia broni atomowej w XX wieku nie doszło dlatego, że dysponowały prawie identycznymi zasobami dwa wielkie mocarstwa i nastąpił pewnego rodzaju pat. Czyli i Stany Zjednoczone, i Związek Radziecki wiedziały, że kiedy jedno mocarstwo zrzuci na drugie broń atomową, to dojdzie do samounicestwienia, bo będzie rewanż. Mnie się wydaje, że to, co jest zagrożeniem dzisiejszych czasów, to jest to, że nie mamy jasnej sytuacji.
Nie ma takiego pata w polityce międzynarodowej, nie ma układu dwóch potężnych sił stojących po dwóch stronach. Mamy totalny chaos, absolutną nieprzewidywalność jutra we wszystkich instytucjach. Nieprzewidywalny jest zarówno obecny prezydent elekt USA, jak i obecny prezydent Rosji. Nieprzewidywalni absolutnie są przecież terroryści z ISIS. Nieprzewidywalni są przywódcy europejscy, którzy wyłonią się prawdopodobnie w najbliższych wyborach. Nieprzewidywalni są przywódcy państw azjatyckich, które stają się coraz bardziej bogate. Nieprzewidywalna jest rola w przyszłym społeczeństwie takich gigantów rosnących jak Meksyk, Indie. Jesteśmy na progu wyłonienia się nowej szachownicy politycznej świata. Czy ona wyłoni się samodzielnie poprzez przestawienie, przez pewną zmianę szyku, czy dojdzie do jakichś tarć? Nie wiemy.
Natomiast jesteśmy w takim momencie dziejowym, który chyba bardzo przypomina w jakiś sposób lata 30. XX wieku, czyli dochodzenie do władzy w wielu krajach populistów, mówienie, straszenie wojną, nakręcanie się nacjonalizmu, a przy okazji wielki kryzys finansowy. Do czego to doprowadziło w latach 30. wiemy i powtórki nie chcemy. Natomiast jest w jakiś sposób klimat dość podobny i to jest niepokojące. Ja bym nie bał się końca świata, który może się wydarzyć, chociaż oczywiście on może w każdej chwili się pojawić. Dlaczegóż by nie? Wystarczy, że uderzyłaby w nas asteroida wielkości, dajmy na to, średnicy 20, 30 metrów. To już ten pył, który by wzbił się w niebo, mógłby spowodować zmianę klimatu i katastrofę ekologiczną na całym świecie. Wybuch wulkanu, choćby takiego jak Tambora sprzed 200 lat, może być kataklizmem nieporównywalnym, bo jesteśmy w innym etapie cywilizacyjnym niż wtedy, kiedy to było 200 lat temu.
Taka flara słoneczna, która była w 1859 również dzisiaj mogłaby zniszczyć nasz system totalnie. Takie rzeczy się zdarzają i mogą się zdarzyć. Oczywiście to, co niezależne od nas i nie jesteśmy w stanie nic na to poradzić. Natomiast większe niebezpieczeństwo widziałbym w tym, że ludzie są bardziej nieprzewidywalni i idee, które im przyświecają, to już nie są te idee demokracji końca historii, bo doszliśmy do końca cywilizacji, bo już nic mądrzejszego nie wymyślimy. Czy te słynne „There is no alternative” Margaret Thatcher. Nie. Żyjemy w czasach, kiedy właściwie absolutnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć najbliższej przyszłości.Ale czy powinniśmy się bać? Nie, dlatego, że ja wierzę w to, że nasze nastawienie ma decydujące znaczenie. Jeżeli my się będziemy bać, to ten demon, którego się boimy, nas pożre. Jak w tej słynnej historyjce.
My się nie możemy bać. Powinniśmy próbować patrzeć optymistycznie w przyszłość, bo tylko wtedy będziemy w stanie kontrolować tę przyszłość, o ile w ogóle cokolwiek od nas zależy. Natomiast lęk ewidentnie wywoła konsekwencje. Takie mam osobiste przemyślenia na ten temat. Natomiast lęk, jeśli już, to powiązany z tym, że może dojść do jakichś przetasowań na politycznej mapie świata, a nie lęk przed końcem świata czy też końcem ludzkości.
[01:08:25] - Korci mnie nieprawdopodobnie, żeby zadać panu pytanie o genezę całej koncepcji końca świata. Skąd pana zdaniem to się wzięło? Daty dnia ostatecznego pojawiają się przecież regularnie już od wieków. Czym to jest spowodowane? Może końce świata stanowią swego rodzaju element popychający naszą cywilizację do przodu, wyzwalający jej rozwój?
[01:08:48] - Pewnie nie zgodziliby się z panem Hindusi, którzy twierdzą, że jest cykliczność dziejów, więc normalną rzeczą jest, że musi przyjść koniec, żeby nastąpiło odnowienie. I to odnowienie wcale nie będzie lepsze, tylko będzie dokładnie takie samo. Musi być oczyszczenie i tak to się toczy bez końca. Potem jest złoty wiek, jest srebrny wiek, jest Kali Juga na końcu i wreszcie przyjeżdża Kalki na białym koniu i jest apokalipsa. A potem odnawia się. Shiva kończy świat, Brahma zaczyna następny i jedziemy dalej w cudzysłowie. Natomiast jeżeli mówimy o tych okrągłych datach, to one są ewidentnie ściśle związane z chrześcijaństwem, bo spójrzmy, ta era hinduska to są chyba 432 000 lat. 432 000. Jaka dziwna liczba. Nie ma tam żadnej okrągłości.
To nie funkcjonuje tak jak u nas. Ale to chyba w Biblii są wątki związane właśnie z tymi tysiącami, że jeden dzień w niebie to jest tysiąc lat ziemskich bodajże. To stąd się wzięło. W związku z czym ludzie mówili: „Aha, minęło tysiąc lat od zmartwychwstania Jezusa, czy też od narodzin Jezusa”. Tutaj teorie są sprzeczne. W takim razie musi przyjść ten koniec, bo jeden dzień minął, jeden dzień niebieski. Też w Apokalipsie ktoś doszukał się motywu, że tam jest mowa wyraźnie o 2000 latach, że będą 2000 lat, żeby pojawił się Nowy Jeruzalem, a potem ewentualnie kolejne 2000 lat, jeżeli ludzkość będzie odpowiednio dobra. Więc to są rzeczy chyba związane z naszymi korzeniami cywilizacyjnymi, czyli tkwiącymi w chrześcijaństwie, bo jak widzimy, inne cywilizacje podają inne liczby. U Majów to jest 13 baktunów, czyli raptem pięć tysięcy sto kilkanaście lat. Ale Majowie nie wierzą w koniec świata.
U nich to jest koniec czasu i mierzymy czas od nowa. A teoria końca świata ewidentnie ma związek z Sądem Ostatecznym. Ewidentnie ma związek z Armagedonem czy też Hagith. Różne były teorie, gdzie rozegra się ta wielka bitwa między siłami dobra i zła, armią Goga Magoga i armią prowadzoną ponownie przez Jezusa. I rzeczywiście Apokalipsa św. Jana chyba była źródłem tego lęku w cudzysłowie, który naszą cywilizację zdominował. Dlatego wydaje mi się, że ten rok 2000 w taki sposób magiczny gdzieś się pojawiał. Jak już powiedziałem, rok 2000 był tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo niepewność czasów spowodowała, że ludzie zaczęli doszukiwać się końca w innych teoriach. Mieliśmy kalendarz Majów. Jestem pewien, że za chwilę pojawi się jakaś inna, prawie stuprocentowo pewna teoria, która już tym razem będzie musiała się wydarzyć.
I pewnie znowu się nie wydarzy. Dlatego, że dopóki nie nastanie optymizm, nie pojawi się w nas optymizm związany z przyszłością, dopóty będą pojawiać się teorie końca świata, w które będziemy głęboko wierzyć. Dlatego, że żyjemy w epoce lęku. Tak pokrótce bym zamknął ten wątek.
[01:11:55] - Wracając jeszcze do książki „Śladem nowoczesnego mitu”, do jakiej podstawy jest panu bliżej w tej książce? Sceptyka badającego mity od strony naukowej, czy raczej wyznawcy wierzącego w zjawiska paranormalne?
[01:12:11] - Właściwie to jest taka teza, która mówi, że każdy wyznawca w końcu staje się sceptykiem. Ja generalnie zawsze starałem się na wszystkie tajemnice naszego świata patrzeć przez pryzmat fascynacji tajemnicą. To znaczy, nie jestem osobą, która w coś głęboko wierzy, jeżeli mówimy o zjawiskach nadprzyrodzonych, dlatego, że nie o wiarę tu chodzi. Wiara jest czymś, co nie podlega dyskusji. O wierze się nie dyskutuje. Wiara oznacza, że coś jest dla nas w aksjomatach niepodważalne. W związku z tym jako dla autora książki mógłbym napisać katechizm zjawisk nadprzyrodzonych, gdybym był osobą głęboko wierzącą w te rzeczy. Dlatego też bardzo ciężko dyskutuje się z ludźmi, którzy wierzą, że mają rację. Bardzo ciężko dyskutuje się z ludźmi, którzy wierzą, że posiedli prawdę objawioną, bo oni na pewno swojego zdania nie zmienią i będą twardo stali na swoim przekonaniu, niezależnie od tego, jakie się argumenty im poda. Bo wiara nie powinna być elementem dyskusji.
Elementem dyskusji powinno być zawsze tylko i wyłącznie przypuszczenia hipotezy. I to jest mi najbliższe, dlatego, że generalnie hipoteza powoduje, że ja mogę nie mieć racji, a nieposiadanie racji też jest fascynujące, bo można posłuchać czegoś nowego, dowiedzieć się czegoś nowego od innej osoby. Jest w tym coś fascynującego. Poza tym trzeba odłożyć czasem na bok ego, bo nikt nie lubi być podważanym, ale to się wiąże z rozwojem. Każde podważenie naszej racji wiąże się z rozwojem. Dlatego zarówno sceptyk, jak i osoba wierząca to są dwie strony tej samej monety.Sceptyk nie wierzy z założenia i nie będzie wierzyć i podważy wszystko, choćby miał dowód czarno na białym. Z kolei osoba głęboko wierząca z drugiej strony barykady będzie zachowywać się dokładnie tak samo. Więc ja wolę być osobą, która bada, przypuszcza i ma nadzieję, że się myli, jak ktoś to obali. Tak bym mniej więcej to sformułował.
[01:14:12] - I to wydaje się najzdrowszym podejściem, moim zdaniem. „Śladem nowoczesnego mitu” to, kończąc powolutku ten dzisiejszy wywiad, druga książka z pańskiej serii „Mity i legendy”. Niech pan opowie na koniec szerzej o tym projekcie, zachęci naszych słuchaczy do sięgnięcia po te książki.
[01:14:38] - Tak. Wspomniałem na samym początku naszej rozmowy, że rok temu, mniej więcej o tej samej porze mówiliśmy o książce „Ponadwymiarowi”. Teraz mamy drugą książkę napisaną wspólnie z Wojtkiem Hudzińskim. Zręby tej książki powstały bardzo dawno temu, w okolicach roku 2004, 2005, czyli dużo lat potrzebowała, żeby się zmaterializować. Materializuje się też nasza druga książka z tej samej dziedziny badań, „W poszukiwaniu magicznej formuły”. Tam będziemy zajmować się czymś bardziej ponadczasowym. Niekoniecznie mitami, choć też oczywiście, ale głównie poszukiwaniem wszystkich teorii wyjaśniających sens naszego świata. Czyli nie będziemy tym razem badać tkanki czysto zewnętrznej, związanej z naszymi czasami. Tym razem będziemy starali się poszukiwać nie tyle własnych, choć trochę też, hipotez na temat tego, czym jest nasz świat, dlaczego powstał, jaka jest nasza w nim rola i jakie były najważniejsze wydarzenia w jego historii, które nas ugruntowały. Będziemy poruszać się po naprawdę niezwykłych hipotezach, niezwykłych pomysłach związanych z tym, jaka jest tak naprawdę natura naszego świata i związanych z dźwiękami, z obrazami, z energią i z liczbami.
Będzie tam fajny przekrój przez to, co ludzie przez te tysiące lat wymyślili i będą tam wplecione też nasze przypuszczenia. Przypuszczenia, jak zawsze. Żadna prawda objawiona. Natomiast mniej więcej w tym samym czasie powinna ukazać się czwarta część serii „Mity i legendy”, czyli tak zwane „100 spotkań z tajemnicą”, w której opublikuję 10 rankingów związanych z zjawiskami nadprzyrodzonymi, bo jestem fanatykiem liczb. Nie w sensie pitagorejskim, tylko w sensie czysto amerykańskim. Lubię różnego rodzaju statystyki, rankingi i pod tym kątem będzie najbardziej luźna z tych wszystkich książek z tej serii. Też będą mity, też będzie ich sporo, współczesne, natomiast generalnie będą raczej poszeregowane na zasadzie klucza i z uzasadnieniem, które rzeczy były ciekawsze, które mniej. Ostatnia część tej pentalogii, czyli właściwie piąta część cyklu „Mity i legendy”. Mam nadzieję, że uda się ją wydać w roku 2018. Jestem może marzycielem, ale chętnie bym zrealizował ten cel do roku 2018.
To będzie „Magiczne miejsca w Europie”. To będzie podsumowanie wszystkich moich podróży, wszystkich ciekawych miejsc do obejrzenia wiążących się z legendami. Taka bardziej praktyczna książka, też jako przewodnik turystyczny. To będzie domknięcie całego cyklu, łącznie z wykazem wszystkich mitów, które w tych książkach się ukazały. Także pięć tomów „Mity i legendy” na pewno będzie. Dziś jest drugi tom. Zapraszam do zakupu. Można go kupić na stronie Galerii Nieznanego Świata. Można też kupić osobiście u mnie na stronie przemeknowakowski.wordpress.com, czyli na standardowym blogu wordpressowskim. Może się uda gdzieś to zapisać, żeby czytelnicy mieli możliwość zobaczenia tego.
PrzemekNowakowski.wordpress.com. Tam jest od razu odnośnik dotyczący zakupu książki. Można się ze mną skontaktować przez maila i ja wtedy osobiście książeczkę wysyłam również. Natomiast kolejne książki, jak się będą pojawiać, to pewnie w Radiu Paranormalium damy o tym znać.
[01:18:12] - Mam nadzieję, że pojawienie się każdej kolejnej książki będzie również każdą kolejną okazją do przeprowadzenia z panem wywiadu z tej okazji.
[01:18:23] - Polecam się.
[01:18:24] - I tak oto dotarliśmy do końca niezwykłej audycji z niezwykłym gościem. Naszym gościem dzisiaj był pan Przemysław Nowakowski, publicysta i współpracownik Nieznanego Świata. Dziękuję jeszcze raz w imieniu swoim i słuchaczy za to, że przyjął pan zaproszenie do Radia Paranormalium.
[01:18:41] - Ja również bardzo dziękuję. Było mi bardzo miło. Pozdrawiam. Dobranoc.
[01:18:44] - A rozmowy poprowadził i audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych audycjach.