[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - No tak. Zakwestionowałem autorytet oczywiście, jak zwykle w sobotni wieczór. Witam cię serdecznie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Jak zwykle się będę ustawiał przez chwilę z mikrofonem. Już jestem. Zatem witam cię w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali oczywiście, jak najbardziej. Ja mam na imię Tomek i spędzę jak zwykle w prawie każdą sobotę troszeczkę czasu z tobą. Nie było mnie ostatnio. Troszkę zajęć, obowiązków i tak dalej. Także udałem się na ucieczkę od mikrofonu.
Otóż to. Takie wagary po prostu i tyle. Momencik. Jak zwykle urządzenia troszkę szaleją, ale mniejsza o to. Zostawiamy te urządzenia w spokoju. Jak zwykle zamieszanie. Ale może tak: ja bym tu opanował troszkę zamieszanie techniczne. Przy okazji pozdrawiam cię, mecenasko i mecenasie Radia Na Fali. Pisenof Człowieku. Ciągle zamieszanie z archiwami.
Nieustannie. To się nie kończy od paru miesięcy, ale szczęśliwie część jest u Grzegorza, część się pojawia na YouTubie. A jak ty chcesz sobie nagrywać, puszczać dalej, człowieku, rób co chcesz. Daję ci otwartą rękę i zostawiam w tobie. Jak tylko się sprawy ułożą i będzie opcja wrzucania tego archiwum, to oczywiście będzie na miejscu tu w Radiu Na Fali jak zwykle. Nie wiadomo, co będzie. Właśnie. Nie wiadomo co będzie, ale wiadomo, co jest. Dzisiaj mam taki temat pod tytułem: co jest? Miałem kilka ciekawych rozmów.
Nie było mnie ostatnio troszkę w radiu. Zniknąłem sobie, tak jak mówiłem, na wagary, ale też miałem troszkę spotkań towarzyskich, trochę wypraw i tak dalej. Z tej okazji troszkę refleksji tutaj się pojawiło. Właśnie, trochę refleksji związanych też z tym alchemicznym konceptem i kilka spraw dookoła, bo to właściwie nie jest kwestia alchemiczna. Niby tak, ale warto było wrócić do tego, co znaczy ta alchemia. Tu cały czas mówię, co znaczy. Oznacza nauka, nic więcej jak nauka. I to jest nic innego jak troszkę inne spojrzenie na świat. Inne od tego, co czasami możemy spotkać na co dzień dookoła. A mianowicie chodzi o to, że zamiast wiary używamy wiedzy.
To jest ten klasyczny numer, że wychodzi ktoś, kto wie, jak to zrobić i robi cuda, sztuczki, spada deszcz, wali piorun jeden, drugi, trzeci. I zamiast nauczyć innych, jak to robić, odpowiada, że to jest Bóg i on jest wysłannikiem Boga i żeby padli przed nim plackiem i od tej pory służyli mu wiernie i dzielnie, bo jak nie, to spuści na nich gromy i tych buntowników zatłucze. Ci biedni ludzie poczuli się niewolnikami i zaczęli harować jak niewolnicy. Właściwie temu jest poświęcony dzisiejszy odcinek hiperprzestrzeni, dokładnie współczesnej teologii, cywilizacji. A cywilizacja oprócz tego, że jest kanibalistyczna, opiera się na niewolnictwie. Także dzisiaj troszkę o takim aspekcie, który otacza nas dosyć mocno dookoła, a nazywa się to zwyczajnie niewolnictwem. Nie lubimy tego słowa. Nikt nie lubi tego słowa, bo jest jednoznaczne. Jak mówi słownik wyrazów bliskoznacznych pana Kopanińskiego, jest to słowo o zabarwieniu pejoratywnym, czyli nie najlepszym. Wszyscy wiemy, że niewolnik po prostu oznacza ograniczenia, bardzo mocno ograniczenia.
Przede wszystkim to najważniejsze ograniczenie. Ograniczenie własnej woli, własnej swobody i właściwie stuprocentową zależność od cudzej chęci, bo inaczej tego nazwać nie można. Tak to się zaczęło ileś tam tysięcy lat temu. Właśnie nie wiem, jak się zaczęło. Nikt chyba do końca nie wie, jak się zaczęło. Może kiedyś się dowiemy, a może po prostu zostawmy to, jak się zaczęło, bo jest dookoła tego kilka różnych koncepcji, kilka różnych teorii i tak dalej. Ja nie pamiętam. Nie wiem jak ty, ale ja nie pamiętam, także nie będę nic wymyślał. Jak sobie przypomnę, jak było, to ci opowiem albo ty mi opowiesz. Właśnie, jestem jeszcze na czacie Radia Na Fali, radionafali.com, bo taka jest strona internetowa.
Możesz sobie wskoczyć na Radio Na Fali i tam jest taki klik z boku, prz tyczek, napisik do czata. Możesz sobie wskoczyć na czata. Tam jestem na tym czacie. Oczywiście Skype do radia: radionafali.com. Tak to się nazywa i wszystko się dzieje absolutnie live w sobotni wieczór. Siedzę na południu Londynu i sobie mówię do tego mikrofonu, opowiadam ci różne historie. Właśnie, dziękuję bardzo serdecznie za zdjęcia od wszystkich keszystów na czacie Radia Na Fali. Tak, bo oprócz tego, że tutaj sobie w sobotę opowiadam rzeczy, to jeszcze oprócz tego opowiadam w czwartek o tym, jak korzystać z pewnej technologii o nazwie Keshe. Genialnej technologii. Anyway, technologię na moment zostawiam, bo to i tak jest sobota, także nie jesteśmy tutaj aż tak technologiczni.
Chociaż ten temat jest poniekąd związany. Temat naszego niewolnictwa jest bardzo mocno związany z technologią i dzisiaj troszeczkę o tym wspomnę. Okej, dobra. Powiem jedną rzecz. Nie było mnie w czwartek. Uciekłem na wagary. Nie było syntezy, nie było o technologii Keshe. Ale powiem ci, człowieku, jedną rzecz: właśnie dzisiaj, po pewnym krótkim odstępie czasu, który był potrzebny na to, żeby urządzenie się przygotowało. Wiesz, robię takie urządzenia w technologii Keshe, nazywają się Magravy. Właśnie dzisiaj została podpięta lodówka i to nie jedna, tylko dwie pod urządzenie, które zostało wytresowane, wyuczone i wyszkolone niczym rończygończy pies, żeby łapało prąd.
Fenomen jest taki, że na tym urządzeniu stałem z sąsiadem, mieliśmy mierniki elektryczne, sprawdzaliśmy wszystko, mierzyliśmy i po prostu się śmialiśmy, bo nie mogliśmy uwierzyć naszym oczom troszeczkę, bo dwie lodówki elektryczne oficjalnie używają — czego nie zgadniesz — prądu na przedłużaczu, który ma diody w sobie, które same pochłaniają około jednego wata. Używają 10 i 11 watów. Dwie lodówki chodzą na maksa. Podoba mi się to. Taka technologia. Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, żeby się rozprawić z tym niewolnictwem troszkę dzisiaj. Ta technologia jest pewnym elementem związanym z tym niewolnictwem. Właściwie nawet nie pewnym, tylko takim dosyć istotnym. To jest to, o czym powiedziałem na początku.
Dawno, dawno temu — to jest taka moja koncepcja — ktoś miał wiedzę. Ktoś wziął tą wiedzę i zamiast puścić ją dalej, zrobił z tego wielki cyrk. Zrobił kilka niezłych sztuczek na niebie, na ziemi albo cholera wie gdzie. Te sztuczki przeraziły troszeczkę ludzi. On zamiast to powiedzieć: „Hej, hej, hej, hej, hej, nie bójcie się, to tylko technologia. Już was uczę, jak to robić. To jest wszystko po to, żebyśmy byli zdrowi, cali i nie mieli żadnych problemów w życiu tutaj, na tej planecie”. Ale zamiast zrobić ten normalny ludzki gest, ludzki numer, to koleś nie dostał chyba całej wiedzy albo zwariował i stwierdził, że będzie tylko zgarniał pod siebie. I w tym momencie wyświetlił te sztuczki. Pokazał wszystkim, że dzieją się dziwne rzeczy, których nikt poza nim nie potrafi zrobić.
I nie przyznał się, że to on. Powiedział, że to bóstwo. I ludzie zaczęli budować kościoły. Taka smutna historia. I zaczęli wpadać w choroby psychiczne, bo świat stawał się coraz mniej spójny. Świat stawał się coraz mniej jasny, coraz mniej wyrazisty, coraz mniej przede wszystkim zrozumiały, a jak mniej zrozumiały, to bardziej przerażający, trwożliwy i generalnie piorun z nieba wali i ludzie się żegnają. Mówią: „Jejku, jejku, Matka Boska się gniewa”. Nie kłaniając absolutnie tej jednej prostej historii, że to nie jest żaden gniew, tylko że ta energia, która się bierze z tego pioruna — pomijam to, skąd się bierze ten piorun, to zostawiam na dzisiaj — jest zbawienną energią, dostarcza energii do ziemi, powoduje, że jonizuje się powietrze. Dzieją się naprawdę niesamowite rzeczy. Fajnie się dzieje, wszystko działa.
Ale ktoś powiedział babci, że jak grzmi, jest burza, to jest dzieło szatana. I ktoś musiał uwierzyć w ten dualistyczny świat. Świat, który składa się z dobra i zła. Ja wyznaję taką bardzo brutalną prawdę, co do dla niektórych, że jeżeli widzisz jakieś zło, jakiegoś diabła, cokolwiek widzisz, coś, co cię naprawdę roztrzaskuje, jesteś przerażony, to jesteś to dokładnie ty i jest to coś w tobie. Coś, co powoduje, że mówiąc takim — nie wiem, jak to nazwać — to jest taka nowomowa mediów alternatywnych w cudzysłowie. Dokładnie. Inaczej nazwać się nie da. Widzisz i przyciągasz do siebie tylko swój rezonans, swoje energie, swoje wibracje. Tylko i wyłącznie to. To jest klasyczny numer.
Urządzenie, każde urządzenie, ale my też jesteśmy, patrząc w ten sposób, poniekąd urządzeniem, jeżeli chodzi o organiczną część naszego funkcjonowania, jest odbiornikiem i nadajnikiem nastawionym na konkretną częstotliwość. I albo pewne fale odbierasz, albo pewnych fali nie odbierasz. Jeżeli odbierasz pewne fale, to znaczy, że jesteś częścią tego całego systemu nadawania. Nic więcej, nic mniej. Jeżeli twoje emocje wysyłają cię gdzieś w krainę, gdzie zapada ciężki mrok nad twoją głową albo nad jakąkolwiek inną głową, to jest powód, żeby się czasami zastanowić, skąd się ten mrok w mojej głowie bierze. Ten mrok, myślę, bierze się bardzo często z niewolnictwa i to takiego bardzo mocnego niewolnictwa, że właściwie od dziecka jesteśmy prasowani w taki sposób, że ciężko by było wstać i powiedzieć: „Okej, jestem wolnym człowiekiem i od tego momentu mogę robić to, co chcę”. Nikt za bardzo nie może tego zrobić w taki normalny sposób. Szczególnie tak zwanych ludzi dorosłych, szczególnie takich dorosłych, którym jeszcze się zdarzyło mieć troszkę mniejszą dziatwę, rodzinę na utrzymaniu, którzy wpadli nawet w kredyty. Różne hece się wydarzyły na tym świecie i różne się dzieją dookoła nas. Efekt jest taki, że de facto nie ma pojęcia wolności w praktyce w naszym życiu.
Mamy coś takiego jak pojęcie wolności ekonomicznej, politycznej i tak dalej, i tak dalej, ale to wszystko są eufemizmy, a właściwie taka ściema, która próbuje nas dosłownie naściemniać, że niby mamy jakąś wolność. Dlatego używamy słowa wolność w różnych jego odmianach, aspektach, pojęciach i tak dalej, i tak dalej. W rzeczywistości ciężko byłoby powiedzieć, że mamy wolność, bo wolności nie mamy. Natomiast mamy wolność ekonomiczną. Co oznacza wolność ekonomiczna? Co oznacza wolność jakaś tam inna? Co oznacza właśnie wolność z dodatkiem, synonimem? To gdzie jest cała wolność? Przypomina sytuację wejścia do supermarketu, gdzie wszędzie jest zdrowe, doskonałe jedzenie, jak zapewniają nas reklamy. Wchodzisz do tego marketu, a tam jest jedna półka, na której pisze organic food.
I ja zawsze się zastanawiam, zawsze, kto jest taki głupi, że to kupuje. Ja tego za bardzo nie kupuję. Taka jest prawda. Inna sprawa, że rzadko kiedy bywam aż tak mocno w supermarketach, ale to już inna historia. Może zostawmy ten temat, bo przecież każdy z nas bywa tam, gdzie musi, tam, gdzie chce i właściwie ani mi rozliczać kogokolwiek, ani nic z tych rzeczy. Po prostu taki aspekt troszkę takiego surrealizmu na co dzień. Taki Monty Python, że wchodzisz do miejsca, gdzie generalnie masz dostać coś, co jest do jedzenia dla ciebie, coś, co cię nie zabije, wzmocni cię, da ci energię, życie, zdrowie. Będziesz się lepiej czuł. Po co zarabiasz te pieniądze? Żebyś mógł wziąć te produkty.
Ponieważ żeby złowić taką zdrową rybę, to musiałbyś pójść na kuter albo gdzieś nad morze, nad rzekę, wyłowić ją, a tak to nie masz czasu. To wymyśliliśmy pieniądze po to, żebyś nie biegał z rybą, która zaczyna powoli śmierdzieć z najbliższej rzeki na swój stół. Ale okazało się, że o ile może na początku była to jeszcze normalna ryba, to teraz za te pieniądze, które też już właściwie nie wiadomo, czy są pieniędzmi, co one właściwie przedstawiają, co one reprezentują, kupujemy coś, co właściwie tylko symbolicznie reprezentuje jedzenie. Dosyć mocno. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. A ty człowieku, jakby co, to dzwoń tutaj, radionafali.com tak się nazywa adres na Skypie. Ja tu dzisiaj o współczesnym niewolnictwie będę się troszkę rozwodził i różnych aspektach tego naszego życia i o tym, że wcale nie trzeba być niewolnikiem. Wcale nie trzeba. Można się powoli wycinać z tego systemu, bo to jest taka moja konkluzja. Strzelę ją na sam początek, żeby nie było, że zamierzam się kogokolwiek dołować, na przykład ciebie słuchaczko albo ciebie słuchaczu.
Nic z tych rzeczy, żadnych tam dołujących historii. Absolutnie. Są alternatywy. Są, absolutnie są. I właściwie to jest jedna alternatywa. I taka główna alternatywa nazywa się wiedza. I niezależnie od tego, w jakiej technologii, czy stoi jakaś za nią technologia, czy tak, czy nie, zostawiam wszystkie te wątki. Wcale nie chcę cię nawracać na jakąś jedyną technologię. Jest ich wiele, wiele różnych rozwiązań. To jest bardziej kwestia podejścia do życia, tego, czy widzisz rozwiązanie, czy też widzisz ciągle gdzieś jakiś diabelski spisek.
No właśnie, bo jeżeli jest gdzieś ta ciemna nuta, jakieś radio odbiera tą ciemną nutę, to to radio musi być ustawione anteną na tą ciemną historyjkę, żeby ją odebrało. Bo jeżeli zmienię kanał na coś innego, to odbieram inną historię. I teraz Właśnie. Wygląda na to, że niewolnik to jest taki człowiek, który sobie przestroił troszeczkę kanał. Ktoś mu zaproponował, żeby sobie to zrobił jeszcze mocniej, intensywniej i żeby wyrwał wszystkie gałki po przestroju na ten kanał ze swojego radia, żeby już nie mógł później wrócić do tego szczęśliwego, radosnego życia. Wyrzucił to wszystko i ten człowiek został smutny, smętny, przerażony i każde doświadczenie, które jest ponad jego pojęcie rzeczywistości, czyli ponad zarabianie pieniędzy, spotkanie seksualne , kilka innych rzeczy, które funkcjonują dookoła na prostej, elementarnej płaszczyźnie egzystencji. Nie wiem, jak to nazwać, po prostu w życiu normalnie. I to wydaje się dla niego największym szczytem wszystkiego. Pieniądze, władza, seks i coś tam jeszcze. Nie jestem specjalistą od tych rzeczy, także ciężko mi się tutaj wypowiadać jakoś, kto partycypuje w tych zabawach.
W każdym razie widać je na co dzień bardzo mocno i widać tą ciągotkę. Widać chociażby jedną rzecz: kwestia doświadczeń ekstremalnych. Ludzie lubią sobie kupować doświadczenia ekstremalne za pieniądze. A ja tu mam telefon i już odbieram ten telefon. Krzysztofie, Krzysztofie, halo, halo, czy mnie słyszysz? Okej, ja cię nie słyszę, Krzysztofie. Teraz cię słychać idealnie, także wszystko jest okej.
[13:29] - Tomek, Tomek.
[13:30] - Tak, słychać cię, człowieku. Słychać cię idealnie. Słychać pana. Słychać idealnie. Ja tu jeszcze sprawdzę, czy przypadkiem ja w ogóle tam jestem słyszalny. Tak, człowieka słychać. Ja tu też jestem słyszalny. Także raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Popraw sobie słuchawki.
[13:50] - Spoko jest, Tomek. Do której będziesz prowadził edycję dzisiaj?
[13:56] - I don't know. Człowieku, zadajesz dziwne pytania. Tak samo jak zawsze .
[14:01] - Jestem taki po prostu. Chciałem sprawdzić po pierwsze, czy to działa tak. Po drugie może zadzwonię za jakiś czas, bo tutaj maleństwo mi się usypia.
[14:12] - Rozumiem. Stąd ten cichy głos. Słuchaj, to niech maleństwo tam zasypia. Ja sobie pokrzyczę do mikrofonu i zapraszam, jak już maleństwo uśnie.
[14:18] - Ale działa. Okej. Dobra.
[14:19] - Idealnie działa. Rewelacja.
[14:21] - To do usłyszenia.
[14:22] - Do usłyszenia. Okej, to był Krzysztof. Słuchajcie, widzicie jak to jest. Ludziom czasami śpią dzieci w domu i czasami trzeba cicho mówić. I bardzo dobrze. Niech to młode pokolenie rośnie i dorasta. Ja myślę, że dorośnie w pięknym świecie. Ja to w ogóle mam taki koncept, że część ludzi nagle zwariowała, gdzieś zniknęła absolutnie wiedza i okazało się, że dookoła pojawiło się kilku cwaniaków, którzy zaczęli wszystkich terroryzować. Ale ten chyba największy terror to jest terror, który sobie sami zadajemy. To jest terror naszego tak zwanego komfortu.
Wymyślamy sobie świat tak zwany comfort zone. W języku angielskim funkcjonuje takie pojęcie, że taka strefa komfortu dookoła nas. Czyli wymyślamy sobie: okej, może świat nie jest idealny, może wszystko jest do dupy. Kilku ludzi wylatuje codziennie w powietrze tylko dlatego, że my za to płacimy, że my chcemy, żeby wylecieli w powietrze, bo tankujemy sobie na przykład ropę do samochodu, że robimy kilka innych rzeczy, które powodują, że połowa świata wylatuje w powietrze. Ale tak długo, jak bomba nie spada na nasz dom, tak długo jest fajnie. Tak długo, jak my zarabiamy na tej bombie, która spada na inny dom, tak długo nasz dom jest okej i my jesteśmy okej. Jest to takie klasyczne z angielskiego bardzo nieeleganckie stwierdzenie, ale użyję: mindfuck, czyli spieprzony mózg, bardzo delikatnie mówiąc. I dokładnie to, moim zdaniem, stoi za wieloma sprawami, takimi jak na przykład koncept dualizmu, że ktoś jest dobry, a ktoś zły, bo trzeba żyć w takiej mocno skonfliktowanej rzeczywistości w samym sobie, żeby ulec ułudzie, że świat jest dobry albo zły. Ja to jakoś tak mam, że nie czuję inaczej świata jak nic innego jako po prostu energię. Cokolwiek ci się podoba, słuchaczko, cokolwiek ci się nie podoba, tak już mam od tej strony.
Jest to po prostu energia i energia sobie wędruje w różne kierunki. Jest energia, która buduje i jest energia, która roztrzaskuje żywe organizmy na pył. I teraz jest pytanie o elementarne prawa. Ja bym powiedział: właśnie, nie trzeba się o nic pytać, o żadne elementarne prawa. Nie trzeba zapisywać żadnej konstytucji na papierze, nie trzeba robić żadnych innych rzeczy. Sprawy są widoczne gołym okiem. Życie albo się buduje, albo jest dobra atmosfera, albo kurde, zrobisz coś, co działa, albo komuś pomożesz i robisz to bezwarunkowo. Robisz to bez proszenia o cokolwiek, bez dopominania się: „Hej, 30% więcej za to, że się spóźniłeś z opłatą”. Nic z tych rzeczy. Robisz to po prostu, bo robisz, bo ludzie są dookoła ciebie, bo są tacy sami ludzie jak ty i nie ma żadnego powodu, żeby nagle w tym momencie wszczynać wojnę plemienną pomiędzy tymi, którzy mają lepiej, a tymi, którzy mają gorzej.
Albo pomiędzy tymi, którzy wiedzą lepiej, a tymi, którzy wiedzą troszeczkę gorzej. Właściwie chyba każdy dorosły, przynajmniej w mojej opinii człowiek intelektualnie i duchowo, jedno i drugie, po prostu dorosły człowiek zdaje sobie sprawę, że nie jest sam jedynym wypierdkie na tej planecie i że niewiele zależy od jego własnych, że tak powiem, widzimisię. A jeżeli coś zależy od jego widzimisię, to w tym momencie jest to wielka, jedna katastrofa. Po czym się jest widzimisię? To jest taki trik oparty na ego, bym powiedział, na egocentryzmie, na zaciąganiu rzeczy do siebie. To jest ta plemienna wojna w Babilonie, czyli że ja muszę mieć więcej niż ktoś inny obok. Muszę mieć lepszą furę, lepszą skórę, lepszą komórę. Znasz ten przykład, słuchaczko i słuchaczu doskonale. Ludzi, którzy zabijają się po to, żeby mieć nowszy samochód, mieć nowszy telefon, mieć nowsze gówno i jeszcze lepiej pachnące gówno. I cały numer ich życia generalnie tylko i wyłącznie na tym polega.
Miałem takie spotkanie towarzyskie. Nie powiem z kim, nie powiem. To moi prywatni znajomi, zupełnie przypadkowe. Wracając sobie do domu z zakupów, z mlekiem, owocami. Śliwki piłem. Pomaga. Doskonale. Anyway, spotkałem sąsiadkę. Można powiedzieć, że już tak sąsiadkę na wylocie, bo wyprowadzka z tej okolicy i spędziliśmy chyba z pół godziny, niecałe, stojąc i rozmawiając. Największym paradoksem tego wszystkiego było to: sąsiadka oczywiście wracała z pracy.
Ja akurat nie należę do ludzi pracujących osiem godzin na dobę. Pracuję w troszkę inny sposób i generalnie raczej nie pracuję, tylko realizuję rzeczy dla ludzi. Zajmuję się czymś innym. Nie należę do tej części Babilonu, która jest niewolnikami. Ale to już inna historia. To jest moja prywatna droga, którą wybrałem lata temu. Kosztowała mnie dużo stresu, dużo energii, dużo pomysłowości i efekt jest taki, że nie należę do Babilonu. Tak zwyczajnie. Wypisałem się z tego parę lat temu i sobie funkcjonuję, żyję, robię radio, robię kilka innych rzeczy w życiu i jak się okazuje, człowiek doskonale działa i nie ma żadnego problemu z tym, żeby był smaczny obiad na stole, żeby byli przyjaciele dookoła, żeby pomóc komukolwiek ze sprawami, w których mogę pomóc komuś i żeby w ogóle życie było miłe, przyjemne i żebym mógł się normalnie jak zdrowy człowiek na przykład wyspać. To jest w ogóle moim zdaniem kluczowym obowiązkiem każdego człowieka mieszkającego na planecie Ziemia.
Prawo do wyspania się. Oczywiście można dyskutować, czy prawo do wyspania się. Co to znaczy prawo do wyspania się? Prosta rzecz. To znaczy to, że wstajesz wtedy, kiedy uważasz, że się wyspałeś, bo twój organizm, tak samo jak i mój, jest tutaj akurat w takiej pozycji, że nie da się z nim dyskutować. Chcesz dyskutować z własnym organizmem, że jest odpowiednio zrelaksowany i wypoczęty? To dyskutuj dalej. Poczekamy, aż pobiegasz do tej firmy. Weźmiesz te wszystkie nadgodziny porobisz, żeby odrobić ten kredyt jako niewolnik przez 20 lat i szlag jasny cię trafi. Dostaniesz zawału na schodach, myśląc o tym, jak bardzo przerażająca jest wizja spłacenia swojej karty kredytowej albo cholera wie co.
Prawda, że nieprzyjemna? To jest właśnie ten dualizm, w który się wpakowaliśmy. Właściwie wybraliśmy taką formę. Ach, jest takie piękne zdanie Dalajlamy na ten temat, że człowiek Zachodu traci zdrowie i życie, żeby zarobić pieniądze i kupić sobie rzeczy, które uczynią go nieszczęśliwym, zniszczą mu zdrowie. I generalnie koniec tego wszystkiego jest taki, że wszystkie te pieniądze, które miał zarobić na to, żeby być szczęśliwy, musi wydać na to, żeby uratować swoje zdrowie, żeby szlag go jasny nie trafił. Coś w tym stylu. Nie pamiętam tej sentencji bardzo dokładnie. To jest takie fajne, bardzo zgrabne haiku, można powiedzieć, napisane przez Dalajlamę na temat, co robią współcześni ludzie Zachodu. No i my jesteśmy tymi współczesnymi ludźmi Zachodu. Poniekąd.
Przynajmniej część z nas. Ja już tak nie do końca. Oczywiście geograficznie się zgadza, wszystko się zgadza, aczkolwiek ten Babilon jest troszeczkę za mną. Fajnie jest. Kiedyś się tego obawiałem. Pamiętam lata temu się obawiałem, jak to będzie żyć bez Babilonu. Ale anyway, wrócę do tego spotkania towarzyskiego, bo oczywiście zaprosiłem ją. Słuchaj, przecież dokładnie dom, w którym mieszkam, stoi pięć minut stąd, to zapraszam na kawę. Usiądziemy, zamienimy dwa słowa normalnie przy kawce. „Nie, nie, bo się spieszę”.
I to śpieszenie się jak zwykle skończyło się prawie 30-minutową rozmową na chodniku przed domem. Co słychać? I też zabawna historia, bo nagle się okazało, że osoba, którą znam od lat doskonale, która być może lub nie miała kiedyś, wydaje mi się, że tak, miała troszkę więcej tematów do opowiadania, troszkę więcej życia w sobie. Nagle się okazało, że pół godziny spędziłem na wysłuchiwaniu opowieści o tym, na czym polega branie kredytu, na czym polega kupowanie mieszkania, że mieszkanie w tej dzielnicy, w tamtej dzielnicy, bo sąsiedzi zakupili mieszkanie. I najlepszy numer w tym wszystkim jest taki, bo spotkanie było troszkę szersze. To nie tylko ja, jeszcze sąsiad się trafił po drodze, także rozmowa się zrobiła, takie spotkanie na ulicy się zrobiło po prostu towarzysko, społecznie. I tak rozmawiamy. I nagle się okazało z tych wynurzeń sąsiadki, że jest właściwie chyba nieszczęśliwa dosyć mocno, spięta nieprzeciętnie. Wygląda o 10 lat starzej niż ma. Wiecznie mówiąca o kredycie, o tym, że trzeba coś tam, tu coś, tu coś.
Non stop ten kredyt, non stop opowieści o jakiejś nieruchomości, jakieś bzdury strasznie nieprzeciętne. Tak słuchamy, patrzymy się na siebie i nie wiemy, co powiedzieć, bo w sumie ani ja, ani sąsiad się kredytu nie wzięliśmy i należymy do ludzi, którzy chyba raczej z tym nie chcą mieć nic wspólnego. Anyway. No i tak wysłuchiwaliśmy tego kredytu. I najlepszy numer był na końcu, kiedy się spytałem, jak to nowe mieszkanie, które kupili. Odpowiedź padła, że właściwie słabe jest to mieszkanie, ale jest okej i że nie jest zadowolona z tego mieszkania, ale jest okej. Tak wracając z sąsiadem już po tym spotkaniu z sąsiadką, idąc ulicą tak rozmawialiśmy o tym, co usłyszeliśmy i tak się zastanawialiśmy, jak to możliwe, że dorosły człowiek zdrowy na umyśle teoretycznie. Właśnie to jest pytanie o zdrowie psychiczne nas wszystkich. Zdrowy na umyśle człowiek kupuje kawał gówna, którego nie lubi, którego nie chce, którego nie potrzebuje. Właśnie po co?
I tu odpowiedź jest prosta: chciwość. Po prostu chciwość na kasę. No bo jak kupisz, wiadomo, że jest bańka spekulacyjna nieruchomości, to jest pewna szansa, że zarobisz tam kasę, potężną kasę. Ale cena jest taka: łapiesz za kredyt, czyli musisz zasuwać non stop do roboty, bo inaczej się nie da. Kredyt trzeba z czegoś spłacać. To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa z robotą jest tak jak z robotą, szczególnie jeżeli generalnie masz tak zwane umiejętności miękkie i właściwie nic innego w życiu, poza tym, że chodzisz do pracy, a po pracy chodzisz do pubu, spotykasz się ze znajomymi. Poza tym, że przeczytasz książkę, pojedziesz na wakacje w tropikalne miejsca. Właściwie w dupie byłaś albo byłeś i gówno widziałeś albo widziałaś. To mniej więcej jest taka pozycja.
Oglądanie świata z poziomu turysty karty kredytowej. No i efekt jest taki, że właściwie nic innego ci nie zostaje. Możesz oczywiście zacząć samodzielne życie, ale przeprowadzka do samodzielnego życia jest dla wielu ludzi taka dosyć uciążliwa, taka dosyć ciężka, niewyobrażalna wręcz od wielu stron. Ja w ogóle podziwiam wszystkich tych, którzy nie zwariowali w tym świecie i niezależnie z jakim skutkiem, w sensie czy to dalej funkcjonuje, czy nie, robią takie rzeczy jak zakładanie jakichś własnych lokalnych osad, cokolwiek w tym stylu, takie po prostu odpinanie się od tego szalonego świata, gdziekolwiek by to nie było. Czy to jest zakładanie osady na końcu świata, naprawdę nie jest istotne, jeżeli daje ci to wolność. Jeżeli to jest ten moment, kiedy wstajesz rano, się wysypiasz i nie wyglądasz jak moja sąsiadka, która w ciągu ostatniego roku się postarzała chyba o 10 lat. Chociaż człowieku, uwierz mi, jest młodsza o 10 lat ode mnie. Nie powinna tak wyglądać. Praca czyni ludzi szczęśliwym. Taki napis widniał na bramie obozu koncentracyjnego Oświęcim.
Praca czyni wolnym. Właściwie wygląda na to, że cała ta teologia, która się dzieje dookoła, to właściwie nic innego jak dokładnie to samo, tylko że w troszkę ładniejszym wykonaniu, bo teraz Sam musisz pójść po pracę, ją znaleźć. W obozie koncentracyjnym przydał walić ją od razu, a teraz sam musisz znaleźć. Oczywiście ciężko porównywać warunki, bo nikt do ciebie tutaj nie strzela. Nie jest to aż tak hardkorowe, chociaż nie strzela, ale za to nie daje ci zbyt wielkiej szansy na przetrwanie, bo twój status ekonomiczny decyduje o twoim statusie na stole. Jeżeli dużo żresz albo w ogóle jesz, albo robisz tego typu rzeczy, czyli jesteś człowiekiem na tej planecie, bo znakomita większość ludzi raczej potrzebuje czasami coś zjeść. I tu jest pytanie: co ty właściwie jesz? Ostatnio w Wielkiej Brytanii, w której mieszkam, tak się właśnie złożyło od lat, pojawił się nowy banknot. Pojawił się banknot pięciofuntowy, na którym jest podobizna największego rzeźnika swego czasu. Kolesia, z którego nieustannie banda propagandzistów aktualnego systemu kapitalistycznego, czyli religii pieniądza, składa hołdy i chce zrobić z niego mojego bohatera.
A mianowicie wydrukowali Winstona Churchilla na banknocie. Faceta, który był dowódcą obozów koncentracyjnych w Afryce dla niewolników kolonii brytyjskich i tak zaczął swoją karierę. Kolejny etap jego kariery to było opanowanie złóż ropy i dostarczenie ich jako niezależnych złóż, które miały dostarczać ropę tylko i wyłącznie brytyjskiej armii na wszystkich możliwych wojnach świata, tylko po to, żeby brytyjska armia dominowała wszelkie możliwe szlaki komunikacyjne, transportowe związane z handlem, chociażby po to, żeby ustalała ceny giełdowe wszystkich możliwych towarów. Czyli znowu ten sam numer. Nie ma wiedzy. Jest wiara. Wiara w to, że jest jakieś królestwo i że oni chcą dobrze i że towary jak przypłyną od nich kolonialne, to będą okej. W rzeczywistości ten cały numer to jest tylko taki tani teatr, bo za tym wszystkim stoi kupa cwaniaków, która dolicza do kolonialnego towaru gigantyczną kwotę i sprzedaje ci to za jakąś fortunę. Jeszcze musisz na to zarobić u nich najczęściej, szczególnie w dzisiejszym zmonopolizowanym świecie. A człowiek, który to wyprodukował, właściwie często się zdarza, umiera z głodu.
Taki radosny element tej całej opowieści. Wszyscy z jednej strony są zadowoleni, bo ty jako konsument jesteś zadowolony, bo masz ekskluzywny produkt za cenę, która daje ci poczucie statusu twojego życia. Czyli na przykład kupisz sobie drogi samochód i myślisz, że jesteś ważniejszym człowiekiem. I git, spoko. Jeżeli tak czujesz, cóż mogę powiedzieć? Czuj się lepiej od samochodu. Na to się nic nie zmieniło od tysięcy lat. Dawniej było tak, że jedni, którzy jak się okazało nie potrafili nic robić i wyorali swoją własną ziemię, nagle zaczęli przymierać głodem, to obiecali swojej armii, że jak pójdą do sąsiada i go zrabują, okradną, to będą mieli co jeść na całe wieki. I tak jedni napadali na drugich, drudzy napadali na trzecich. Nieustannie taka walka, walka i walka o przetrwanie.
A na górze siedzą kolesie, przynajmniej starają się siedzieć kolesie, którzy ciągle mają ten sam syndrom niewolnika i ciągle starają się opowiedzieć każdemu swoją własną wersję świata takiego dualistycznego, w którym jest dobro i zło, a oni są po stronie dobra. A nie ma czegoś takiego, przynajmniej tak mi się wydaje. Ale cała ta historia doskonale pomaga budować sobie armię niewolników. Bo jeżeli przestraszę ciebie do pewnego stopnia, pokażę ci taki poziom technologii, który dla ciebie będzie abstraktem, bo nagle się okaże, że to jest po prostu nie do przeskoczenia dla takiej normalnej percepcji człowieka, który myśli, że naciskanie mechanizmu, wciskanie czerwonego guzika, kółka zębate, prąd elektryczny z bateryjki, takie normalne rzeczy to tak, też się da wyjaśnić. Ale co się dzieje, kiedy technologia zaczyna działać, a nie ma żadnych widocznych elementów tej technologii w sensie kółek zębatych? Co wtedy? Wtedy można wrócić do swojego oryginalnego stanu umysłu upośledzonego, czyli zostać chorobliwie spolaryzowanym człowiekiem i nagle zacząć szukać tutaj dobra i zła, bo nagle manifestują się takie siły, o których człowiek nigdy nie wiedział. Nie wiedział, nawet nie podejrzewał, że są. I moment manifestacji tych sił określa na pojawienie się bogów, duchów złych, dobrych. Zaczyna się całe budowanie teologii, mitologii, wymyślanie nie wiadomo czego.
No właśnie, a to się okazuje najczęściej jest niczym innym jak tylko i wyłącznie technologią, którą ktoś doskonale opracował w taki sposób, żeby nie było zbyt wiele widać tych kółek zębatych. I w taki oto sposób świetnie działa. Klasyczny numer ze średniowiecznej Europy używany przez Kościół katolicki. Słynne cuda, które proklamowano w wielu miejscach, które później okazywały się sprytnymi mechanizmami wyłudzania pieniędzy od wiernych i budzenia u nich poklasku. Właściwie podobnie wygląda dzisiaj. Dzisiaj tą rolę przejęła nauka, że na przykład NASA ogłasza, że ma genialny silnik, który wyrwie wszystko z Ziemi i poleci nie wiadomo gdzie, jedynie w 30 lat obróci dookoła Ziemi albo coś. Wymyślają jakieś niesamowite historie. Pokazują nam facetów, którzy są już tak skomplikowani i te koncepcje są tak skomplikowane, to wszystko jest tak złożone, że nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. I dla nas z punktu widzenia takich zwykłych ludzi powinno to być, przynajmniej tak to jest sprzedawane religią, że są prawa, są pewne dogmaty naukowe, że jest coś, w co trzeba wierzyć, jest pewna zasada i każde odstępstwo od tej zasady powinno zostać ukarane albo zlekceważone, ponieważ to już nie jest ta zasada. I to jest ten dogmat niewolnika w głowie.
Niewolnik zawsze ma jednego pana. I tu zaczyna się wszystko kleić w jedną całość. Tym jednym panem jest jedna koncepcja, jedna idea, cokolwiek by tym nie było, można to nazywać na wiele sposobów. Manifestuje się wierno poddaństwem na wiele wymiarów, wiele sposobów, ale zawsze jest to kwestia wiary w jeden koncept, że jest jakiś koncept, który wyjaśnia wszystko i że tak powiem, otula nas niczym przyjemny, sympatyczny kocyk, w który można się zapaść i zapuścić miłą, przyjemną drzemkę. Dosłownie. I to jest ten jeden koncept, którego w ogóle nie rozumiemy i nie możemy zadawać żadnych pytań. Absolutnie. I ten koncept ma już swoich szefów. Ma już kogoś, kto tam pilnuje tego wszystkiego. Ma rząd, ma polityka, ma papieża, ma kilku innych tam po drodze.
Ma swojego szefa, ma menadżera, ma pana w urzędzie, ma panią w urzędzie, ma wybory, ma konstytucję, ma milion innych rzeczy. Ale to jest ciągle koncept. I teraz pytanie: ile ten koncept ma wspólnego z rzeczywistością, ze szczęśliwym życiem? Ja mieszkam w dużej metropolii o nazwie Londyn, mam okazję obserwować czasami życie dużego miasta. Wystarczy, że wyjdę z domu, przejdę się, załatwić jakąkolwiek sprawę albo na spacer gdzieś. Akurat mieszkam w miejscu, gdzie życie toczy się normalnym życiem, z dala od turystów. Nie ma ich tutaj aż tak wielu. Także się przyglądam i też na swoje życie się przyglądam. I zastanawiam się, gdzie jest to szczęście, ta nadrzędna wartość, o którą walczyła ta cała cywilizacja. Przecież po to wybudowaliśmy te wszystkie komputery.
Po to mamy sportowe buty produkowane w Azji. Po to mamy koszulki z fajnymi nadrukami. Po to mamy te sportowe samochody. Po to mamy seriale telewizyjne. Po to mamy gry komputerowe. Po to mamy polityków. Po to mamy gazety z bardzo ważnym newsem o drużynie sportowej, żebyśmy byli szczęśliwi. I jeszcze mamy papieża, który może się ewentualnie pomodlić razem z nami za nasze szczęście, jeżeli partycypujemy w tym cyrku. I gdzie jest ta szczęśliwość? Właśnie, gdzie jest ta szczęśliwość?
Gdzie są te radosne tłumy na ulicach? Cóż, nie ma tych tłumów. Gdzieś musiały uciec. Jak się okazuje, te tłumy nigdzie nie uciekły. Po prostu zwyczajnie ich nigdy tutaj nie było. Efekt budowania tej cywilizacji jest taki, że nikt za bardzo nie ma czasu się wyspać. Cóż, im się pojawiło takie mocne niewolnictwo w głowie i ta jedna koncepcja bardzo mocno zdominowała wszystkich, bo ta jedna koncepcja zamieniła się w coś w rodzaju kredytu. Czyli podjęliśmy grę, taką wspólną grę z kilkoma dżentelmenami, że oni dają nam banknot pod tytułem pieniądz, drukując sobie na nim różnych dziwnych, jak nie pedofili, to innych psychopatów. I postanowili nas wciągnąć do tej gry. Powiedzieli, że za ileś tam papierków będę mógł wymienić się z kimś innym.
Oni tu dyktują zasady i w ogóle taka trochę historia. Wiesz, o co chodzi. Myślę, że każdy z nas, jeżeli ma internet, żyje w takim w miarę cywilizowanym miejscu. Niekoniecznie wszyscy mieszkają w środku lasu. Niektórzy mieszkają w miastach i wiemy, jak to doskonale wygląda, chociażby z pozycji miejsca parkingowego, które czasami trzeba znaleźć. I nagle się okazuje, że trwa tribal war in the Babylon, czyli wojna plemienna w Babilonie. Jest plemię łapaczy tych, co muszą zaparkować samochód gdzieś, bo muszą gdzieś dojechać. I plemię tych, które używa samochodu i musi zaparkować ten samochód, bo musi gdzieś tam dojechać tym samochodem. I teraz jedni łapią drugich, jedni uciekają przed drugimi i tak dalej. To jest taki paradoks, który tu wszędzie funkcjonuje.
Ja mam taki paradoks na swoim osiedlu przed domem, że co parę godzin, jeżeli nie ma się specjalnego biletu parkingowego, to już nie można wykupić kolejnego biletu na kolejne godziny, tylko trzeba przestawić samochód w inne miejsce. I co parę godzin następuje taka ustawka, że ludzie przestawiają samochody w inne miejsce po to, żeby trzeciego dnia czy jakoś tak finalnie ustawić z powrotem samochód pod swoim domem, gdzie też nie mogą za bardzo parkować, tylko na tą jedną dobę albo nawet krócej na jeden dzień, po to, żeby przestawić ulicę dalej i tak dalej. Taka zabawa. Wyobraź sobie, że dorośli ludzie spędzają swoje życie, poważnie ci mówię, dorośli ludzie w mieście Londyn spędzają swoje życie na tym, żeby wyjść z domu na swoją ulicę, wsiąść do swojego samochodu, przeparkować w mieście, w kraju, w miejscu, gdzie się urodzili, w miejscu, które właściwie żyje z ich pieniędzy, żyje z ich pracy, żyje z ich energii, to oni jako niewolnicy muszą wstać, przeparkować ten samochód. Nieważne, czy on właśnie teraz je obiad, czy on dziecko usypia, czy cokolwiek się dzieje w okolicy. Nie, on jest niewolnikiem, a niewolnik musi służyć panu. Pan już zwariował. Wymyślił sobie takie zabawy, że wszyscy muszą biegać nieustannie na baczność i nie ma tak, że ktoś się za dobrze i za fajnie wyśpi. Musi przeparkować samochód, musi wstać do pracy. Musi wrócić z tej pracy.
Musisz wziąć kredyt. Nie musisz oczywiście, ale według tej koniunktury, która jest dookoła, to ty, człowieku, musisz się z tym skleić, bo to jest elementarna część twojego życia. Rozmawiałem ze znajomym ostatnio i powiedział mi ciekawą rzecz, że wylądował w towarzystwie ludzi, gdzie właściwie wszyscy się prześcigali, kto ma lepszy kredyt. się okazało. Shit, to troszeczkę tak, jakby się prześcigać: „Ty, ja podpisałem kontrakt na niewolnika do końca życia.” „Ee, to słaby jesteś. Ja sprzedałem jako niewolników i siebie, i własne dzieci.” Dokładnie w ten sposób. Bo co z tego wszystkiego jest? Efekt jest taki, że żyjemy iluzją, że cokolwiek mamy. Później iluzja się kończy, bo na przykład jest coś z kredytem, coś się wywróci i nagle się okazuje, że tak długo, jak nikt z tu obecnych nie spłacił kredytu, tak długo własność tak naprawdę nie jest jego własnością. To jest tylko taka zabawa z bankiem.
Bawimy się. Ktoś idzie do pracy, pracuje cały czas, pracuje, przynosi te pieniądze. Taka zabawa. I tam go kopią. Musi wstawać codziennie rano. Źle, dobrze się czuje, nieważne. Robi jakieś złe, dobre rzeczy, nieważne. Musi pracować. Taka zabawa. Bawimy się w zabawę, której nikt nie lubi i tacy zmartwieni później tą zabawą wracamy do domu.
Ale to dalej jest zabawa. Także spokojnie, ciesz się, człowieku, włącz telewizor, ciesz się dalej. Kup sobie browarka, otwórz sobie przy meczu piłkarskim i sobie pooglądaj. Pociesz się troszeczkę. Właśnie, baw się dalej. Taka zabawa. I zbieraj te pieniądze, bo mamy tu kolejny etap zabawy. Właśnie nowy dach nad głową dla ciebie. On i tak nie będzie twój, ale będzie się czuł jak u ciebie w domu, bo na papierze zrobimy tak, że on właściwie formalnie jest twój. Wszędzie wpiszemy twoje nazwisko.
Poza tym jednym miejscem. Miejscem, gdzie jest wpisane, do kogo należy dom przed spłatą kredytu. I tam nie ma ciebie jako właściciela nigdy. Ups! Ale wiesz, to jest taka zabawa. Udajemy, że coś robimy, a ty udajesz, że mieszkasz w swoim własnym mieszkaniu. Dokładnie. Otóż to. I taka ciekawa historia. I wszyscy się nieźle bawimy.
Zabawa jest na sto fajerek, na sto dwa. A teraz zdaje się Mossad próbuje zrobić taką zabawę, żeby wysadzić bombę w powietrze gdzieś w Berlinie, gdzieś w Paryżu, gdzieś w Hiszpanii, być może gdzieś w jakimś katolickim ... centrum modlitewnym albo w jakimś muzułmańskim centrum modlitewnym, żeby roztrzaskać wszystko dookoła. Bo to jest taka zabawa. Wszyscy się bawimy w to, że jedni wiedzą lepiej i jedzą homary, a drudzy niech umierają w fabrykach na Bliskim Wschodzie albo w obozach koncentracyjnych przymusowej pracy, w Malezji, tego typu miejscach. Niech produkują sportowe buty, a co! Oczywiście można zawsze powiedzieć: „Ale zasoby są ograniczone i to jest ten powód, dla którego cena rośnie. To jest ten powód na tą zabawę”. I się okazuje po chwili przyglądania się zasobom globalnym na świecie, że właściwie problemu z zasobami nie ma, problemu z technologiami nie ma, bo od co najmniej 100 lat są raportowane takie technologie, że właściwie nasi dziadowie to się podejrzewam w grobach przewracają, kiedy widzą te spalinowe samochody na drogach. Bo jeszcze w 1905 roku, grubo przed pierwszą wojną światową, a właściwie do pierwszej wojny światowej, 80–90% samochodów na drogach to były samochody elektryczne i nikt nie wpadł na pomysł, żeby jeździć inną furą.
I samochody elektryczne są po prostu tanie. Stać na nie każdego, jeżeli chce mieć jakiś pojazd do podróżowania. I w pewnym momencie okazało się, że żyjemy w czasach, w których samochody elektryczne wracają do łask. Ale w czasach niewolnictwa samochody elektryczne są już tylko i wyłącznie dla kasty zarządzającej. To jest taki bat na niewolników, który ma chyba prawdopodobnie pokazać, że jeżeli się będziesz lepiej starał, weźmiesz większy kredyt, będziesz więcej zapierdalał, bo tego ciężko już nazwać pracą. Poważnie. Jak tak widzę ludzi, którzy pracują osiem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu, to już nie jest praca. To jest po prostu zapierdalanie. Jakbym wziął krowę albo konia i kazał mu harować osiem godzin dziennie plus dojazdy do pracy, to by mi trzeciego albo czwartego dnia albo zdechł, albo mnie kopnął, bo tego pracą już nazwać nie można. Tym bardziej, że człowiek przegląda te wszystkie biura, idąc na przykład sobie wieczorem spacerem przez duże miasto, a tam dalej siedzą ludzie godzinami, dniami, nocami.
Nie robią nic specjalnego, bo to dalej jest taka zabawa. My się bawimy, że robimy coś ważnego, na przykład bawimy się, że robimy rynek i na przykład korygujemy skoki na rynku, zarabiamy na tym rynku, na przykład zarabiamy na rynku złota. Taka zabawa. Bawimy się w to, że wszyscy na tym zarobimy, że ceny idą w górę, ceny idą w dół, że jest jakaś kopalnia, która kopie złoto i tak dalej. Ale bawimy się. To tylko zabawa, bo od 1976, zdaje się, roku konkretnie jest oficjalny patent na produkcję złota i wiadomo, że złoto na świecie jest produkowane na masową skalę przez kilka krajów. Ale to jest taka zabawa. My ci mówimy, że złoto jest w kopalni i że to jest takie dobro, które się kończy i ty musisz cały czas pracować na to złoto, bo to jest takie ważne. To jest taka zabawa. Musisz w to wierzyć.
Kolejnym elementem zabawy, chyba takim najważniejszym, jest ropa, w którą każe nam się wierzyć nieustannie, opowiadając o tym, że są to zasoby na wyczerpaniu. Oczywiście nikt nie mówi o tym, że te zasoby są samoodnawialne. Oczywiście nie w ciągu pięciu, 10 czy 20 lat, tylko w perspektywie 50, 100 lat te zasoby wracają z powrotem do swojego oryginalnego składu. Zresztą jeżeli ktoś tu obecny śledził historię Bliskiego Wschodu i od kiedy jest on okupowany przez Brytyjczyków, a dokładnie właśnie ta okupacja zaczęła się między innymi od sir Winstona Churchilla, niezłego psychopaty, alkoholika. Taki skończony alkoholik, który wiecznie nawalony wódą, a właściwie brandy, rysował mapy krajów tak od linijki na mapie. Przykładał linijkę i rysował mapę przez pustynię. Taki cwaniakowyś. W każdym razie tak nawalony był, że tylko przy linijce mógł narysować. I z takich ludzi robi się bohaterów. I to właściwie tym ludziom zawdzięczamy obraz rzeczywistości, w której funkcjonujemy.
Gdyby tak spojrzeć na historię świata, to zobacz, czego nas się uczy. Uczy się historii wojen, konfliktów, historii limitowanych zasobów. Ale kiedy tylko pojawia się jakakolwiek informacja o tym, że zasoby nie są limitowane, że wszystkiego jest w bród, to nagle zaczyna się konflikt. I to bardzo często wcale nie konflikt propagandowy, że propaganda się pojawia i mówi: „Nie wierz w to, nie wierz”. Tylko to jest taki konflikt nas samych, że czasami niektórzy z nas nie chcą uwierzyć, że tak jest, ponieważ łatwiej jest uwierzyć w taką wersję, na którą się zgadza całość. Ja myślę, że stoi za tym tylko jeden czynnik, a właściwie główny czynnik, który się nazywa chciwością. To jest ten moment, w którym nam się wydaje, że coś wygrywamy, że coś wreszcie mamy, że będzie nasze, tak mi się wydaje. I że to właśnie w tej cywilizacji, że uda nam się ocaleć, że podpiszemy jakiś krzywy deal. Sprzedamy samych siebie do końca życia, ale dzięki temu będziemy spokojni. Taki abstrakt troszeczkę w głowie, bo jakim cudem pakując się w taką sytuację, możesz ty albo ja, albo ktokolwiek inny mógłby oczekiwać tak zwanego spokoju na głowie?
Przecież to niemożliwe. Nagle w tym momencie stajesz się robotnikiem przymusowym dla grupy menadżerów, bo na tobie musi zarobić około 10 ludzi. Przynajmniej tak jest, jeżeli idziesz do banku. Ten bank musi na tym zarobić kasę. Przecież ten prezes jeździ na wakacje. Drugi prezes ma Lamborghini. Trzeci prezes, już nawet nie chcę wspominać o jego jachtach. A to wszystko jeszcze należy do grupy kapitałowej, a wiadomo, że tam zasiada zarząd, a wiadomo, że zarząd to nie są ludzie, którzy tam przyszli do pracy po to, żeby zarobić $10 na godzinę. To jest zarząd, który przyszedł i sprawdza, czy przypadkiem zainwestowany milion dolarów albo 2 miliony dolarów się zwróciło w odpowiednim czasie. A nie żeby się zastanawiać, czy produkt się sprzedał, czy nie.
On ma już być sprzedany. I to jest taka wiara, w którą wszyscy wkładamy nasze umysły. Część z nas, podejrzewam, ma takie marzenie w życiu, żeby zostać menadżerem w dużym projekcie, w dużym teamie, zarządzać ludźmi, robić coś sensownego, coś takiego, że szef poklepie nas po plecach. No właśnie, ale to jest ciągle chciwość. Tak mi się wydaje. To jest to nasze niewolnictwo w głowie, które mamy. Przyzwyczailiśmy się do tego albo chcemy się do tego przyzwyczajać codziennie, że świat należy do nas, że właściwie wszystko należy do nas, że jakakolwiek forma materii jest nam podporządkowana. I to jest chyba takie zarzewie części tego dualizmu, który w nas tkwi, że nie traktujemy po partnersku świata, bo nie chcemy I też odrzucamy ten partnerski układ, tylko wchodzimy na taki deal, że albo właściciel, albo wysadzamy wszystko w powietrze. Ale właścicielami nigdy nie będziemy tego wszystkiego, bo jak się okazało, te zasoby, które można zdrapać z powierzchni ziemi, już zostały mocno zdrapane. I się okazuje, że właściwie jedyne co zostaje, zostaje wiedza, bo ta wiedza jest bardzo niebezpieczną sprawą.
To jest ten moment, gdzie możesz się oderwać od faceta, który mówi ci jak jest i każe ci biegać według swojego porządku. I to oderwać w taki sposób, że ten facet pewnego dnia będzie musiał przyjść do ciebie, kiedy mu się coś źle będzie działo, bo nie będzie innego ratunku dla niego, ponieważ jego świat jest dysfunkcyjny, jego świat jest patologią, jego świat jest po prostu ruiną. I teraz pytanie, gdzie tu się wybrać i jak się wybrać? Jak wspominałem wcześniej, ja to lubię właśnie takie podejście jak czasami nazwane jest osadami, cokolwiek. Ludzie po prostu się czasami wynoszą w dzicz i sobie tam mieszkają spokojnie. Rzadko kiedy to jest w stanie przetrwać, ale to z wielu różnych powodów. Wiadomo, że charaktery ludzkie, osada i tak dalej. Wiadomo, że nie każdy mieszka w takich warunkach, czasami musi się zweryfikować i to nie jest tak do końca, że wszystkie te osady na przykład są w stanie przetrwać parę lat. Czasami po prostu istnieją parę lat, później się ludzie rozchodzą, każdy robi coś innego w życiu. Ale myślę, że to jest takie istotne doświadczenie, bo tego typu działania nie mają nic wspólnego z tym, czym jest oficjalnie pojmowany sukces.
Bo to nie o to chodzi, żeby coś się udało do końca świata, tylko o to, żeby sprawdzić, czy to działa i zebrać sobie doświadczenie pod tytułem: „Hej, jestem wolnym człowiekiem i jak się okazuje, można żyć po swojemu”. Może nie zawsze jest to łatwe i nie zawsze jest to takie łatwe, to chyba wystarczy. Ale z drugiej strony daje potężną dozę niezależności w swoim własnym życiu. I najczęściej właśnie, żeby było zabawniej, nawet ta oficjalna koncepcja, która próbuje nam sprzedawać jakąś perspektywę szczęścia gdzieś w odległej przyszłości, jak już tylko skończymy tą tyrę, weźmiemy emeryturę albo nie wiadomo co, wygramy w Totolotka, to z reguły pokazuje nam się takich ludzi, nie do końca w całości, ale pokazuje się takie ośki troszkę. „O, zobacz, tu są tacy ludzie, mieszkają sobie w przyrodzie. Jak zarobisz trochę pieniędzy, może też zamieszkasz w przyrodzie” i tak dalej. Takie zabawy. Przy czym jeżeli się przyjrzysz dokładnie temu całemu obrazkowi z bliska, zauważasz, że ci ludzie, którzy żyją w normalny sposób, są, jak to się mówi kolokwialnie, okej. To są ludzie, którzy właściwie nigdy nie partycypowali w tym systemie. I to jest taka zabawa, którą nam się tu sprzedaje, przynajmniej części z nas, że okej, pobaw się tu z nami, pobaw się w te pieniądze, pobaw się w chodzenie do pracy.
Pobaw się. Obiecujemy, że kiedy tylko zabawa dobiegnie końca, my już się wszyscy wybawimy, wyśmiejemy do końca, będziemy uchachani, szczęśliwi, to wtedy pozwolimy ci, żebyś się wyprowadził w taką głusz, bo ona jest fajna. To jest taka fajna alternatywa. I teraz się okazuje, że wielu ludzi, pomimo że są właściwie takie alternatywy i można wykonać taki krok i można zrobić taki fajny ruch w swoim życiu, nawet w skali mikro. Pewne drobne sprawy dookoła siebie organizować tak, żeby nie musieć być zależnym od dużych korporacji, od kogoś, a wręcz odwrotnie samemu tworzyć coś bardzo fajnego, takiego użytecznego na co dzień. Ja tu nie mówię o tym, żeby sobie samemu składać meble, bo to akurat... Chociaż to akurat jest bardzo fajna rzecz i polecam każdemu, jeżeli ktoś ma ochotę. Właśnie tego typu rzeczy, że właściwie budujesz część swojego setupu otoczenia własnymi rękami. Akurat piekę własny chleb, robię własne mydło, kilka innych rzeczy i bardzo mi się to podoba. Jak na ironię okazuje się, to jest coś, co zauważyłem przy produkcji swojego własnego mydła, że trwa to krócej.
Poważnie, zrobienie własnego mydła trwa krócej niż wyprawa do sklepu, zarabianie na to mydło, kupowanie tego mydła i przynosi mniej stresu. Poważnie. Okej, można się zapytać, skąd się biorą tłuszcze na mydła, bo przecież sam ich wszystkich nie robię. Nie no, te akurat kupuję. Zdarza mi się kupić. Normalna sprawa. Ale jak się okazuje, ilość energii, którą muszę poświęcić na to, żeby zakupić te tłuszcze w stosunku do energii, którą muszę poświęcić na to, żeby nieustannie kupować gotowy produkt, którego nie potrafię sam wyprodukować, jest nieporównywalna. Bo właściwie co tu dużo mówić, w ciągu dwóch popołudni zrobiłem mydła, nie wiem na ile. Troszeczkę się zużywa, bo rozdaję znajomym i tak dalej, także nie jest to tak, że tylko dla siebie. Także troszeczkę się rozchodzi i już niedługo będę robił jakieś kolejne mydło.
Ale efekt jest piorunujący. To jest trochę jak za starych czasów naszych dziadków albo pradziadków, że właściwie kupujesz rzecz albo robisz rzecz. Właściwie nie kupujesz, tylko właściwie robisz. Wrzucasz do spiżarki i ona tam sobie leży, czeka i ty właściwie nie funkcjonujesz w obiegu finansowym z takimi prostymi sprawami w życiu. To nie jest tak, że hej, skończyło się mydło, idź do sklepu i kup. Hej, skończyło się to, idź do sklepu i kup albo tego typu historie. I się okazuje, że właściwie nie ma żadnego do sklepu i kup, tylko robisz swoje własne. I to jest fajny moment, bo w tym momencie ten pieniądz, który infekuje wszystko dookoła, nagle przestaje krążyć w tym bardzo bliskim, takim codziennym obiegu przy takich codziennych sprawach. Jest to bardzo wygodna sprawa. To jest jedna z moich, że tak powiem, receptur na to, żeby się odcinać od systemu, żeby nie traktować siebie jako banki.
Jeżeli pieniądze są potrzebne, sprzyjają czemuś, służą do załatwiania jakichś spraw. Rewelacja. Użyjmy ich. Jeżeli jeszcze są do czegoś, to zróbmy to z głową i to wszystko. I to robienie z głową oznacza mniej więcej tak, że żebyśmy zrobili to w ten sposób, żeby za parę chwil te pieniądze nie były już potrzebne do niczego, żeby nie opierało się to tylko i wyłącznie na zależnościach niewolniczych. Właściwie co zrobiły nam pieniądze? Pieniądze w sumie podsumowały pewną brutalną prawdę o cywilizacji, że składa się tylko z niewolników i właścicieli. Niewolnicy to są ci, którzy posługują się pieniędzmi, a właściciele to są ci, którzy produkują pieniądze. I do tego wszystko się sprowadza. Jest taka bardzo brutalna prawda i ci, którzy produkują pieniądze, wymyślają zasady, które podejmują ci, którzy pieniędzy używają.
Nic więcej, nic mniej. I teraz jest pytanie, jak zrobić Żeby nie być tym niewolnikiem. Pierwsze pytanie, czy w ogóle chcemy być niewolnikiem? Czy naprawdę nas jara taki piękny świat, który jest w reklamach? Czy ktokolwiek z nas tutaj wierzy, że mając modną fryzurę, modne buty czy cokolwiek innego, coś zmieni w swoim własnym życiu? To jest chyba taka pierwsza refleksja, która powinna się w głowie pojawić. Pierwsze pytanie, czy to naprawdę ma cokolwiek wspólnego ze mną? Może lepszą opcją jest zrobienie czegoś innego, przejście się na bosaka po lesie na spacerze na przykład. No właśnie. Ja może włączę muzyczkę.
Tak zwyczajnie. Tak się rozgadałem o tym niewolnictwie. Śledzę sobie różne takie odruchy dookoła, bo mam taką ciekawą technologię, która powoduje, że nie muszę być już niewolnikiem, że mogę się powoli odpinać od systemu i właściwie każdy ma dostęp do tego. I tak się zastanawiam, skąd się bierze to, że pomimo 100 lat od wielu wynalazków, chociażby wynalazków Nikoli Tesli, od kilku innych spraw, mija 100 lat, a my dalej z radością uprawiamy ten niewolniczy styl życia i właściwie część z nas, jak się okazuje, tak podejrzewam, przynajmniej tak mi się wydaje, została chyba wręcz zawodowo niewolnikami i nie ma takiej opcji, żeby świat w ich oglądzie wyglądał inaczej. Mają tą jedną wiarę w to, że jest tak, jak jest. I to jest ich wiara, taka ślepa wiara. To tak jak człowiek, który uwierzył w pieniądz, bo właściwie czym jest ta wiara w to, że jest jak jest? To jest wiara w pieniądz, nic więcej. Do tego się to sprowadza, bo świat, w którym żyjemy, jest kształtowany, wszyscy wiemy przez co. Bardzo dobrze wiemy.
RadioNaFali.com, hiperprzestrzeń, a ja mam na imię Tomek. Możesz zadzwonić do mnie oczywiście, jak najbardziej, do Radia Na Fali oczywiście. RadioNaFali.com. A ja wracam do mojego dzisiejszego tematu i refleksji pozbieranych z ostatnich dwóch tygodni, z kilku rozmów z ludźmi, z kilku sytuacji, gdzie zaobserwowałem bardzo ciekawą rzecz, która zawsze wzbudza pewną sensację, przynajmniej u mnie. A mianowicie poziom niewolnictwa, który nosimy sami w sobie. Inaczej się nie da tego nazwać. Po prostu poziom szaleństwa, poziom skrajnego, permanentnego szaleństwa, który doprowadza nas do sytuacji, gdzie wierzymy, że właściwie nie mamy żadnej alternatywy, bo do tego się sprowadza bycie niewolnikiem. Niewolnik nie ma alternatywy. A jeżeli jest jakaś alternatywa, to nazywa się właściciel i tylko on jest jego panem i tylko on jest w stanie mu zapewnić przyszłość. To jest właśnie niewolnictwo.
Niewolnictwo zawsze opiera się, przynajmniej w moim tego słowa rozumieniu i w moim traktowaniu całej sprawy, na niczym innym jak przywiązaniu, uporczywym przywiązaniu do swojej własnej, musiałbym brutalnie to nazwać, więc nazwę: głupoty i lenistwa. Aż wydaje nam się, że coś zabezpieczy nasze życie. To jest taka iluzja posiadania. Myślę, że chciwi ludzie zawsze zostają niewolnikami. Tego się po prostu nie da ukryć i nie da się, żeby było inaczej. Jeżeli ktoś naprawdę chce złapać jakieś duże rzeczy fizyczne, chce się skleić z kawałkiem grawitacyjnym, z pieniędzmi, z tym wszystkim, to musi zostać niewolnikiem. Tak jest skonstruowany ten system. To jest taka wiara w to, że życie ludzkie da się opisać czymś takim jak piramida Maslowa na przykład. Są ludzie, którzy naprawdę w to wierzą, że ten, kto jest na górze, jest mądrzejszy, a ten, który na dole, jest głupszy. Jeżeli spojrzymy tak normalnie, staniemy z boku, to ciężko to zrozumieć, bo widzimy tak zwanych ludzi na samej górze, którzy zajmują się niczym innym jak masowym ludobójstwem gdzieś w Syrii, gdzieś w Afganistanie, gdzieś w Iraku.
Masowe ludobójstwo. Widzimy Mosad, który stoi za praktycznie każdym zamachem terrorystycznym w Europie i nie tylko, łącznie z sytuacją w World Trade Center. Widzimy tych wszystkich mądrych, światłych ludzi, którzy pokończyli te piękne uniwersytety, które mają te piękne, mądre sentencje na swoich bramach wjazdowych. Wszystkie te piękne, cudowne, szlachetne słowa. I okazuje się, że właściwie to jest tylko taka podpucha, nic więcej, bo właściwie jest to tylko taka szkoła niewolników. Pójdziesz tam, stajesz się niewolnikiem. Później trafiasz w ten cały niewolniczy tryb i twoją aspiracją jako niewolnika powinno być i zawsze będzie zostanie pewnego dnia właścicielem innych niewolników, że ty będziesz awansować do góry, że pewnego dnia przestaniesz być niewolnikiem na samym dole, zaczniesz być niewolnikiem na samym górze, a może pewnego dnia ktoś z góry uzna cię za partnera w tym całym biznesie. A nawet jeżeli nie, to zgadzasz się po cichu na bycie niewolnikiem, ponieważ jest tak w miarę wygodnie albo jakoś tak. Nie wiem, czy jest wygodnie. Się właśnie zastanawiałem, do jakiego poziomu doszła cywilizacja, skoro człowiek, który jest chronicznie niewyspany, jest wiecznie wkurzony, ma wiecznie doła, problemy, stresy.
Właściwie pomimo tej kasy, którą zarabia, dalej ma nic. Bo czymże jest to, że można sobie wyjechać gdzieś na wakacje, że można sobie wziąć większy kredyt i tak dalej? To właściwie nic dalej nie zmienia. Właściwie każdy z nas jest dokładnie w tej samej sytuacji. To, że ktoś ma lepszy albo gorszy samochód, też w rzeczywistości nic nie zmienia. Ani samopoczucia, ani nic. Ale zabawa trwa dalej. Zabawa cały czas trwa. Wiadomo, że ktoś będzie musiał odpaść, bo zabawa jest oparta na rywalizacji. Także nie będzie tak, że wszyscy będą szczęśliwi.
Jest to coś, co się dzieje w naszej głowie i właściwie ta cicha zgoda, którą każdy ma w głowie na to, że jest jedna wersja rzeczywistości, powoduje, że część z nas odruchowo staje się niewolnikami. I to jest niewolnictwo właśnie na tak szerokim poziomie, bo to się łączy z życiem na co dzień, łączy się z doświadczeniami. Właśnie to jest taki ciekawy element tego wszystkiego. Bo my jako istota ludzka, przynajmniej ty i ja, tak mi się wydaje, z tobą też tak jest, z każdym tak jest. Mamy sny, mamy wizje, wiemy troszkę więcej. Nie jesteśmy do końca z tego świata. Taka jest moja opinia. Możesz się z tym zgodzić lub nie. Jesteśmy z wielu wymiarów, można powiedzieć. I życie w tylko i wyłącznie jednym wymiarze, takim czysto materialnym, grawitacyjnym, jest właściwie niczym innym jak zaprzeczeniem naszej egzystencji na tej planecie.
To jest troszkę tak, jakbyś kazał wszystkim rybom zostać najlepszymi wspinaczami na drzewie. Jest takie angielskie powiedzonko Tłumacząc na język polski: nigdy nie nauczysz ryby skakać po drzewach jak małpa. Coś w tym stylu. Nigdy nie nauczysz ryb, żeby były małpami, a małp, żeby były rybami. Jak zwykle mikrofon mi się obsunął, troszkę poprawię. I to jest taka szalona gonitwa za czymś, czego nigdy nie osiągniemy, bo właściwie efekt tego biegania jest destrukcyjny. Powstaje coś w rodzaju zaprzeczenia, że właściwie w pewnym momencie się tak sklejamy z tym światem niewolniczym, że widzimy go jako jedną alternatywę. Widzimy go jako wyzwolenie. Elementy naszego niewolnictwa stają się czymś, co zaczynamy traktować jako złoty raj na ziemi albo coś w tym stylu. Taka historia, opisałem ją na Historie z kajdankami, że pewnego dnia, kiedy zostajemy niewolnikami, właściwie cała nasza percepcja rzeczywistości sprowadza się do tego, żeby kolejna wersja kajdanek była złota i żeby zarobić na jeszcze lepsze kajdanki, że jak nas skują kajdankami, które są wysadzane diamentami, to jest w ogóle idealna opcja i właściwie do tego się sprowadza cała historia.
Całość jeszcze jest mocno związana właśnie z tymi odczuciami, o których wspominałem, bo każdy z nas ma sny, każdy z nas ma wizje, tak jak mówiłem, każdy z nas jest wielowymiarową istotą i nagle łapiemy się na tym, że wszyscy żyjemy w jednym wymiarze. Zabawne, prawda? Tak wiele doświadczeń, tak wiele wymiarów, a jak się okazuje, praktycznie żadne z nich nie jest akceptowalne na masową skalę. Jest tylko akceptowalne w jednym momencie, kiedy przekujesz to na kasę. I to widać bardzo często i praktycznie prawie wszędzie, że sukces finansowy jest dla większości mieszkańców tej planety świadectwem, jak istotna jest to sprawa. Czyli na zasadzie: ktoś wydał na to kasę, to musi być ważne, to musi być istotne. A może nie jest? Może w czasach, kiedy banki produkują dowolną ilość kasy z przycisku na klawiaturze, kiedy fabryki złota pracują pełną parą w Rosji, Stanach, Japonii, gdzie właściwie wszystkie kursy na giełdach są wynikiem tylko i wyłącznie spekulacji bardzo wąskiej grupy ludzi. O czym my w ogóle mówimy? Gdzie jest ten chociażby drugi wymiar?
Już nie mówię o pozostałych. Został tylko jeden? Tylko jeden? Jak się okazuje, część z nas po prostu przyzwyczaiła się do tego, że funkcjonujemy tylko i wyłącznie w jednym wymiarze i tylko wtedy można się zredukować do istoty dualnej, która wierzy w zło, dobro, bo tylko wtedy ono w rzeczywistości istnieje. Właściciel jest tym dobrym, a ten, kto stoi z boku i ci mówi, że nie musisz być niewolnikiem, jest z reguły tym złym. Tak wygląda ta zabawa. Dlatego rozwiązania technologiczne, które leżą w sejfach od 100 lat, dalej nie trafiły na rynek na masową skalę. Dalej właściwie używamy takiej technologii, że gdyby koń mógł mówić, to by zaczął się śmiać. Tak bym to opisał. Nic się za bardzo nie zmieniło.
Zminiaturyzowaliśmy kilka urządzeń. Niektórzy z nas zwariowali na punkcie tego, że mogą używać przenośnego telefonu wireless. Być może dlatego, że nie widzieli takiego urządzenia 100 lat temu wyprodukowanego przez Nikolę Teslę, które w przeciwieństwie do współczesnych telefonów nie niszczyło nam mózgu, a współczesne telefony niszczą nam mózg. Ostatni taki news, wyniki badań z Australii, z wielu miejsc. Potwierdzone, jak najbardziej, że nawet używanie słuchawek w telefonie stwarza poważne problemy, szczególnie wtedy, kiedy rozmowa jest emocjonalna, bo okazuje się, że nasz mózg wtedy wpada w dosyć specyficzne częstotliwości, bardzo podobne do telefonu komórkowego i telefon komórkowy, podszywając się niejako pod te częstotliwości, masakruje nam zwoje mózgowe. Dosłownie masakruje. Czyli jak się okazuje, nawet słuchawki w telefonie nie pomagają. Po prostu technologia jest tak gówniana, że się w głowie nie mieści. Teraz właściwie widać efekt tej całej zabawy, efekt zabawy w niewolników, że doprowadziliśmy się do sytuacji autodestrukcji. Powstało stado niewolników, które za największą ambicję swojego życia uznało opcję jak najszybszego wykończenia siebie samych, wszystkich dookoła i całego świata.
Właściwie do tego się to sprowadza. Ja mam troszkę inną opcję. Uważam, że właściwie nikt z nas nie musi być absolutnie niewolnikiem, że jest to tylko i wyłącznie przygoda w naszej głowie. Oczywiście jest aspekt finansowy naszego życia. Jasne, że jest. Wiem, bo mieszkam w mieście, które tanie nie jest, także też muszę jakoś się tu ogarniać w życiu. Ale z drugiej strony pytanie jest, czy ogarnianie w życiu, nawet tutaj, w tej stolicy finansjery, koniecznie musi być związane z Babilonem? Moim zdaniem absolutnie nie. Oczywiście wymaga to rozejrzenia się dookoła i przede wszystkim wymaga to jednej elementarnej rzeczy: złamania tego monopolu na jedną rzeczywistość, na jeden sposób funkcjonowania, na który się zgadzamy w naszej głowie. Jeżeli mój sposób funkcjonowania byłby związany z tym, że na przykład cokolwiek robię w swoim życiu, musi być uwarunkowane sukcesem finansowym, musi być sukcesem, który jest mierzalny właśnie tą religią pieniądza, to w tym momencie moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Gdziekolwiek musiałbym skierować swoje kroki, robić zupełnie inne rzeczy. I konsekwencją byłoby tego być może to, że w ogóle bym do ciebie nie mówił tutaj do mikrofonu, tylko siedziałbym teraz i zastanawiał się, jak tu szybciej spłacić kredyt i co zrobię ze swoim życiem, kiedy spłacę ten kredyt, bo właściwie wygląda na to, że nigdy go nie spłacę albo coś w tym stylu. Ewentualnie snułbym jakieś fantastyczne wizje, że na starość, taki wolny, szczęśliwy i tak dalej, kiedy już nie za bardzo będę mógł się ruszać, będę mógł coś zrobić z tymi pieniędzmi, na które tak pracowałem. Jeżeli oczywiście po drodze nie dostanę zawału. I chyba na tym by się kończyła cała ta sobota. Ewentualnie jak znakomita większość mieszkańców chyba każdej cywilizacji zachodniej tak zwanej, spędzałbym ten czas, siedząc w klubie, w pubie, restauracji ze znajomymi, łowiąc kolejną lampkę wina i jedząc jakąś sympatyczną kolacyjkę, o której myślałbym, że jest doskonałą kuchnią. W rzeczywistości byłoby zrobione dokładnie z półproduktów na zapleczu takich samych, jakie kupujesz W tanim supermarkecie albo w drogim supermarkecie różnica jest żadna. Produkowane jest w tej samej fabryce i jak się okazało, nawet te produkty ekskluzywne w ekskluzywnych restauracjach właściwie są tylko i wyłącznie z tych supermarketów i tylko odgrzewane tam, posypywane tak, żeby wyglądało trochę lepiej. No właśnie i to też taka zabawa. Gra i okazuje się, że wszystko związane z tą naszą rzeczywistością jest jakąś dziwną zabawą, taką dosyć ekstremalną zabawą, bym nawet powiedział.
Zabawą w udawanie jedzenia, zabawą w udawanie świeżej wody, zabawą w udawanie świeżego powietrza, zabawą w udawanie pracy, zabawą w udawanie relacji ludzkich. No bo jeżeli relacje ludzkie doprowadzają się do sytuacji, gdzie każdy się chwali, jak dużo ma do zapłacenia, no to gdzie tu jest relacja ludzka? Gdzie jest ten brakujący wymiar jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty? Jest tylko jeden wymiar. Wymiar bardzo dziwnego zgięcia na kaskę, takiej choroby psychicznej, która drąży dosyć sporą część współczesnego świata i tak konkretnie drąży tą część. A ja wracam do tego swojego tematu. Tematu, który jest o niewolnictwie, bo widzę jedną taką ciekawą, doskonałą furtkę na wychodzenie z tego niewolnictwa. I to jest furtka związana z zaprzeczeniem tego niewolnictwa we własnej głowie, czyli ze złapaniem, że jest więcej niż jeden. I to tak konkretnie więcej niż jeden, jedna rzeczywistość, a nie parę rzeczywistości. Ja mam jakiś telefon.
Odbiorę ten telefon tego dżentelmena. Halo, halo! Witam panie Robercie.
[01:02:22] - Cześć Tomku, pozdrawiam kapitana załogi.
[01:02:26] - Witam serdecznie i ja pozdrawiam.
[01:02:28] - Chciałem ci takie pytanie zadać, które normalnemu człowiekowi się nasuwa słuchając ostatnich paru audycji. Jak, do cholery, w tym wszystkim się odnaleźć, no nie?
[01:02:45] - No nie, ja myślę, ja jestem odnaleziony. Tu nie ma przede wszystkim chyba jak się nie zgubić.
[01:02:51] - Ale są tacy ludzie jak ja, którzy się jeszcze nie odnaleźli. I co z tym fantem robić? To jest pytanie.
[01:02:56] - Ale no ciężko mi tutaj cokolwiek ci doradzić, jak masz się odnaleźć, bo nie zajmuję się takimi rzeczami. Absolutnie. Ja myślę, że każdy z nas w ogóle powinien się sam znaleźć. Może przede wszystkim nie powinniśmy się gubić w tym wszystkim. Tak mi się wydaje, że doskonałą opcją jest wycinanie sobie takich drobiazgów z życia codziennego. Jeżeli możesz zrobić coś bez, że tak powiem, wrzucania się w wir i odmęty tego Babilonu, rób to w ten sposób. Cała filozofia. Nagle się okazuje, przynajmniej taka jest moja opinia i doświadczenie, że im bardziej w las, im tak odklejasz się powoli. Robisz pierwszą rzecz samodzielnie, drugą rzecz zastanawiasz się, czy kupić ze sklepu, czy samemu zrobić. Okej, zrobię samemu trzecią, zrobię samemu czwartą.
I tak po kolei, po kolei, po kolei. No i nagle się okazuje, że jesteś w tej sytuacji, że na przykład posiadasz łóżko, które się nigdy nie rozpada i ze śmiechem obserwujesz, jak wszyscy twoi znajomi muszą biec do pracy. Muszą zarabiać jeszcze więcej pieniędzy, bo łóżko, które kupują po roku się rozsypuje i z powrotem muszą biec do sklepu po ten sam.
[01:03:50] - Rozumiem, ale z takimi rzeczami to jest coraz ciężej. To jest wszystko to, co jest produkowane teraz, to się nadaje dosłownie do kosza praktycznie po jakimś czasie. Przekonuję się, staram się naprawiać stare rzeczy, które mi służą i kurczę, natrafiasz ciągle na opór materii. Gdzie się nie ruszysz, to jest dupa, czarna dupa i na to wygląda, że ciężko się przebić, no nie?
[01:04:15] - Nie, mamy już technologię słuchaj, mamy nawet parę technologii. Możesz, jeżeli jesteś naprawdę wytrwały, bawić się w technologię spoza znaku Tesli. Jest naprawdę działająca. Wszystko jest okej. Mamy technologię Keshe, która jest po prostu rewolucją. Wiesz, jak ja widzę, co się dzieje z moimi lodówkami aktualnie. Widzisz, ja na przykład nie płacę rachunku za prąd. Rozumiesz pan? Nie płacę w ogóle rachunku za prąd. To jest taki drobiazg niewolnictwem.
Okej, cena była dosyć prosta. Musiałem otworzyć swoją głowę i stwierdzić: okej, jeżeli jest możliwość, to muszę z niej skorzystać. Właściwie do tego się sprowadzała cała trudność, że musiałem zabić tego niewolnika we własnej głowie, który mówi: „Tomek, nie próbuj, nie próbuj. To na pewno nie działa”. I dokładnie na tym to polega, że właściwie większość opcji w naszym życiu przychodzi do nas nieustannie, codziennie. Jak się okazuje, mamy dostęp do praktycznie wszystkiego z całego świata. Tylko jest jeden problem. Jest ten cichy głos w naszej głowie albo głośny głos, który mówi: „Nie, nie rób tego, nie rób tego. Zostań tutaj. Tu jest bezpiecznie, jakoś to będzie”.
Efekt jest, że jakoś mija parę lat i wcale nie jest jakoś to będzie. Jest gorzej niż było. Czasu mniej, nerwy bardziej zaorane, człowiek jeszcze bardziej zmęczony i nic z tego nie ma.
[01:05:17] - Dokładnie, dokładnie tak to wygląda całe nasze życie. Jeszcze druga sprawa. Znam trochę twój temat na temat jaszczurek. Co byś mógł jeszcze dodać? Bo to-
[01:05:31] - Słuchaj, fajne zwierzaki
[01:05:32] - ... unikasz tego tematu.
[01:05:34] - No nie wiem.
[01:05:34] - A wiem, że się śmiejesz. Z Grzesiem rozmawiałem, to mówił, że raczej uśmiechasz się na ten temat, jeśli ktoś porusza.
[01:05:43] - No uśmiecham się. No uśmiecham się, bo z tym tematem jaszczurek jest dokładnie tak, jak wiesz, z wiarą w pieniądz. Dużo ludzi mówi, że to w ogóle jest takie, wiesz. A nikt tego nie widział.
[01:05:57] - No tak, nikt nie widział, ale Swierdłow i wielu, wielu innych-
[01:06:01] - Wiesz co, gdybym ja miał-
[01:06:04] - ... gada na ten temat.
[01:06:05] - Wiarygodność dżentelmena o nazwisku Swierdłow. Jeżeli ci o to chodzi, jak dla mnie ten dżentelmen jest tak samo wiarygodny jak trzydolarowy banknot.
[01:06:14] - No i jak ja.
[01:06:15] - Rozumiesz? Także nie postawiłbym na niego, słuchaj niczego nie postawiłbym na niego. Jest to po prostu śmieszne. Taka jest prawda. W moich oczach jest to po prostu śmieszne, zabawne. I no cóż, kabaret, dosłownie kabaret. Kabaret z mojej inteligencji. Dokładnie tak bym to nazwał. Dlatego w ogóle nie wiem, dlaczego musiałbym się odnosić do czegoś takiego. Poza tym dla mnie jest to właśnie taki dżentelmen, który operuje dokładnie w tym dualizmie.
Otóż to. A ja tu mam Doesn't Matter jeszcze. Witam serdecznie.
[01:06:46] - No witam serdecznie. Witam cię Tomku, jak tam zdrówko?
[01:06:50] - No doskonale, jak u pana? Mam nadzieję, że dobrze.
[01:06:53] - Też dobrze, też dobrze. Tak Fajną refleksję podrzuciłeś i tak się zastanawiałem, bo ja się też po tym świecie trochę kręciłem, byłem tu i tam. Tak w zasadzie pomyślałem, że ja szukałem miejsca, gdzie ci ludzie w końcu są szczęśliwi, nie?
[01:07:07] - No chyba nie tutaj.
[01:07:09] - Bo odwiedziłem parę krajów na świecie. Wczoraj byłem w jakichś Atenach. Tam też słońce i tak dalej. Ci ludzie powinni być na ulicach szczęśliwi.
[01:07:21] - Dokładnie. Po to budowaliśmy, po to byli królowie, cywilizacja, święte księgi. Przecież powinniśmy być szczęśliwi wszyscy teraz.
[01:07:29] - Tak, cywilizacja rozwinięta i tak dalej.
[01:07:32] - To jest najważniejsza rzecz.
[01:07:35] - Tak. Tam ciepło, jeszcze słońce, piękne morze i w ogóle. A tu nie widać tej szczęśliwości. Siedzą w tych knajpach. To raczej zaspokajanie takiej, nie wiem.
[01:07:47] - Chwilowej potrzeby chyba.
[01:07:49] - Chwilowej potrzeby, ale nic głębszego z tego nie ma. Taką mam refleksję na dziś, że nie udało mi się jeszcze tego miejsca znaleźć. Natomiast widzę światełko w tunelu, że można sobie samemu zbudować taką niezależność.
[01:08:07] - Ja myślę, panie Desmond, że to jest dokładnie ta opcja, to jest ta kraina szczęśliwości. Ona jest zawsze budowana samemu przez siebie.
[01:08:15] - Powoli, swoimi krokami. Nie tak, że już muszę wszystko od razu, tylko trzeba popróbować trochę to, trochę to. Myślę, że w końcu się uda, bo nie uda się nam zmienić wszystkich. Ale jak zobaczą przykład, to mówię: „Kurczę, po co ja się mam tak męczyć, jak można inaczej?”
[01:08:36] - Otóż to.
[01:08:37] - Tylko w ten sposób ja to widzę, że można coś zmienić, bo jakieś próbowanie przekonywania kogoś to naprawdę szkoda czasu, bo niektórzy-
[01:08:48] - Napotyka jeszcze na większy mur jak normalnie. Nic dziwnego. W końcu jest to, co tu dużo mówić, opór niewolnika, który nagle się konfrontuje z wolnym człowiekiem. I to jest zawsze przerażające dla niewolnika, że nagle widzi człowieka, który nie musi robić tego, co on i jest wolny.
[01:09:07] - Tak. I dodatkowo-
[01:09:09] - Szok poznawczy
[01:09:09] - ... ma wyuczoną agresję na to, że ktoś mu pokazuje, że: „Słuchaj stary, jesteś niewolnikiem takim jak ja”.
[01:09:18] - Albo może nawet gorszym.
[01:09:20] - „Co ty gadasz? Między nami tylko taka różnica, że ja już dostrzegam swoje niewolnictwo, ty jeszcze nie”.
[01:09:28] - Wiecie, panowie, ja mam taką refleksję, że na przykład w agresji i w ogóle w agresywnych konfliktach, w jakichkolwiek sytuacjach tego typu uczestniczą tylko i wyłącznie ludzie o mentalności niewolnika. Bo ja musiałbym indywidualnie sam uwierzyć w to, że dominując kogoś fizycznie, stanę się właścicielem sytuacji, a w tym momencie właścicielem sytuacji oznacza bycie właścicielem życia tego człowieka. I to ja muszę mieć tego niewolnika w głowie, bo ja muszę mieć ten koncept, że ktoś podlega mi albo ja podlegam komuś. To jest jednoznaczne. Bez niewolnika w głowie nie można stworzyć żadnego konfliktu. To jest fizycznie niemożliwe.
[01:10:05] - To też fakt. Chociaż dla niewolnika to jest normalne, że go ktoś obmaca na lotnisku, bo przecież to takie rzeczy. Chociaż mnie to akurat trochę rusza, bo narusza ni z tego, ni z owego moją cielesność. Ale jak chłopak chce się ze mną bliżej poznać, to proszę. Patrzę, jakiejś babci zabiera pastę do zębów czy coś, bo przecież za dużo wzięła. Nie przewidziała tego.
[01:10:36] - Wysadzi samolot w powietrze pastą do zębów.
[01:10:38] - Tak.
[01:10:38] - Zaklei drzwi do toalety.
[01:10:41] - I tak właśnie obserwujesz na tych lotniskach. Dla większości cały ten obłęd jest normalną sytuacją. Oni po prostu mówią: „Tak, to tak ma być, to jest wszystko w porządku”.
[01:10:54] - Ale cały ogół patrzy na ciebie jak na tą osobę spoza marginesu, czyli stukniętą.
[01:11:02] - Wiesz co, nie do końca. Miałem parę takich sytuacji na lotniskach. Czasami może powiem szczerze, nerwowo reaguję na takie akcje. Jak pani do mnie podchodzi i czegoś ode mnie chce, to pierwsze pytanie, które jej zadaję, to się pytam, czy uważa mnie za terrorystę. I ona w tym momencie patrzy na mnie tak i nie wie, co zrobić. Bo co może zrobić? Bo jedyne, co może powiedzieć, to tak. Ale widzi, że nie jestem. I ona w tym momencie odpowiada z reguły, że ona ma procedury. A ja odpowiadam: „Żołnierze SS w Oświęcimiu też mieli swoje procedury”.
I robi się słabo, bo rozmowa się odbywa na dużym lotnisku w Anglii. Oczywiście jest po angielsku, wszyscy ludzie dookoła słyszą. Ja wcale nie mówię cicho. Wręcz przekrzykuję ten kiosk i robi się troszkę gorąco.
[01:11:54] - Tak. Oni nie wiedzą też, jak na to reagować. A z drugiej strony też możesz: „Już odpuszczę sobie, nie będę robił zadymy o takie coś”.
[01:12:04] - Nie, zrobiłem zadymę. Pani upomniała mnie, że nie mogę do niej mówić w ten sposób, a ja powiedziałem jej, że jestem wolnym człowiekiem w wolnym kraju.
[01:12:14] - Teoretycznie tak.
[01:12:16] - Wiem, o co ci chodzi. Oczywiście teoretycznie. Ale widzisz, z drugiej strony kwestia bycia niewolnikiem. Ja po prostu nie mam w sobie tego niewolnika. Trudno, najwyżej bym nie poleciał samolotem, zgarnęłaby mnie policja, ale sorry, po prostu nie jestem niewolnikiem, nie będę schylał swojego karku. Koleś na lotnisku jak chce, żebym zdjął buty, musi mnie o to grzecznie poprosić. Ja w ogóle nie stoję w butach w kolejce, trzymając buty w ręku i stojąc grzecznie jak do komory gazowej. Absolutnie. Nie, w ogóle nie ma takiej opcji raczej. To pani musi zwrócić mi uwagę, że na przykład jeżeli mam laptopa, to, że wyjął do innej torby.
To ona mi musi przypomnieć o tym. Ja nie będę tego robił z własnej woli. Ja też. Zdarzyło mi się na przykład w Seulu, że jakieś karteczki trzeba było wypisywać. Ja tą karteczkę niedokładnie wypisałem i coś tam oni do mnie chcieli. Ja mówię: „Pierdzielę, nie wypisuję żadnych karteczek więcej. Najwyżej odeslijcie mnie następnym samolotem. Wcale nie muszę do was wchodzić, do tego kraju”. Godzinę mnie potrzymali. Czekałem, w końcu przyszli: „Dobrze, może pan wejść”.
[01:13:24] - Widzisz, i to jest normalne zachowanie, bo myślę, Azymetrze, że dużo zależy od nas, że ta historia jest związana z tym, jak dużo jesteśmy w stanie zaakceptować. I to jest największy problem. Dla mnie problemem nie było to, że laska mnie potraktowała na lotnisku w ten sposób, tylko jeżeli już miało być coś problemem, to zdziwiłem się, że nie ruszyło powstanie ludowe za mną i ludzie nie zajęli właściwych pozycji, tylko oczywiście stali i kibicowali mi. Ale nie szła za tym jakaś dziarska reakcja. I to było tylko jedynie smutne, że patrzyłem i mówiłem: „Oj, niewolnicy, oj, niewolnicy”.
[01:14:00] - Nie ma reakcji.
[01:14:01] - Każą czołgać się na czworaka do tego samolotu, to będziecie zapierdalali na czworakach bez mrugnięcia okiem. Tacy niewolnicy z was.
[01:14:09] - Generalnie to jest taki program w głowie, że tu są ci, co mają przewagę nad nami i trzeba się sporządkować. Takie są przepisy, takie są reguły i ja jestem tym prawowitym obywatelem, który przestrzega wszędzie tych przepisów.
[01:14:26] - Tak, właśnie.
[01:14:27] - Nie wiem, jak głupich, ale ktoś mądrzejszy je wymyślił ode mnie, bo przecież ja jestem zbyt głupi, żeby się zastanowić, czy to ma jakikolwiek sens, czy nie. I jak się odnosi przede wszystkim do prawa naturalnego, które się składa w zasadzie tylko z dwóch punktów.
[01:14:45] - Otóż to.
[01:14:48] - Ale trzeba by znać to prawo naturalne, a ludzie po prostu nie znają, że są przede wszystkim częścią natury i tylko takie prawo nas naprawdę dotyczy.
[01:14:59] - Są żywą istotą. Szanować każdą żywą istotę tak samo jak siebie. Jedyne prawo.
[01:15:06] - I tyle. Nie szkodzić nikomu, nie krzywdzić nikogo. I to jest tyle.
[01:15:13] - Ja myślę, że do tego zmierzamy powoli, bo chyba nawet już przekraczamy w pewien sposób granicę pewnego zniewolenia. Mnie się czasami wydaje, że część ludzi po prostu wykona zbiorowe samobójstwo pewnego dnia przy zderzeniu z taką prawdziwą rzeczywistością. Bo kiedy nagle spoza tego niewolniczego świata, tego muru getta, którym się otoczyli w postaci pieniędzy i tych swoich dogmatów, nagle zrobi się wyłom w murze, a wyłom już się robi i czy chcą, czy nie, dopadnie ich prawdziwa rzeczywistość. Taka prawdziwa, gdzie każda akcja ma swoją konsekwencję, ma swoją reakcję. Gdzie ten but wyprodukowany gdzieś w Azji ma swojego producenta, ma kogoś, kto go wyprodukował, kto wcale nie jest zadowolony z tej sytuacji i ma kogoś, kto sprzedaje tego buta nawet tutaj i musi sprzedawać tego buta, bo właściwie jest też niezadowolony z sytuacji. I właściwie człowiek, który kupuje tego buta wie, że właściwie wszyscy generalnie są mocno w dupie i nikt nie był szczęśliwy przy tym procesie. On zakłada tego buta na nogę i biega w tym bucie po pracy, próbując zapomnieć o tej pracy, próbując być szczęśliwy. Rozumiesz? To już jest sytuacja, w której właściwie jedno pstryknięcie, jeden impuls i to wszystko poleci, tak sobie myślę. I to będzie duże wydarzenie dla tych ludzi, bo nagle się okaże, że świat jest zupełnie inny, że są rzeczy niewidoczne, widoczne, są emocje, że każdy z nas odpowiada za własne emocje, że każdy z nas odpowiada za swój własny świat, który widzi, który konstruuje.
Nagle się okaże: „Wow, nie ma magicznego pstryczka, guziczka. Wyskakuję przez okno”.
[01:16:35] - To trzeba będzie się życia na nowo uczyć.
[01:16:38] - I bardzo dobrze.
[01:16:40] - For niektórzy tak, bo dla niektórych to będzie zupełnie naturalne, ale nic nie zrobimy.
[01:16:48] - To będzie przekonfigurowanie wszystkich ludzi.
[01:16:51] - Znaczy najbardziej dziwne jest to, bo ktokolwiek, kto chociaż trochę myśli, ma te myśli poukładane w jakikolwiek sposób, to widzi, że ze swojej pracy rąk, takiej zwykłej, nie jest w stanie osiągnąć tak zwanego sukcesu, czyli zapewnić sobie byt.
[01:17:14] - Dokładnie.
[01:17:15] - Że musisz kogoś wykorzystać, zrobić jakąś firmę, zatrudnić sobie ludzi i każdemu pozabierać po trochu.
[01:17:21] - Nawet nie to. Zapomnij, że zrobisz pieniądze w ten sposób.
[01:17:27] - Okradać trzeba.
[01:17:28] - Tak. Zasada jest prosta. Niewolnicy pracują na ciebie. Niewolnicy dostają minimalną stawkę, a ty jako właściciel zgarniasz wszystko, co jest w puli poza minimalną stawką. Czyli generalnie szukasz tej opcji, jak dać ludziom najmniej, a samemu wziąć najwięcej. Właśnie to jest pytanie: po co?
[01:17:44] - Żeby ich okraść. Stajesz się złodziejem mimo woli.
[01:17:49] - Otóż to.
[01:17:51] - Ale to się dzieje tylko dlatego, że wszyscy się godzimy na tą grę, na uczestnictwo w tej grze. Po to tutaj przyszliśmy z jednej strony, żeby to chyba rozpieprzyć w drobny mak.
[01:18:01] - Ja przyszedłem zdecydowanie po to. Ja jestem zdecydowanie po to, żeby nawet nie tyle rozpieprzyć, ile żeby zacząć tutaj zupełnie nową historię. Nawet nie muszę tej starej rozpieprzać.
[01:18:11] - Żeby zacząć sobie miło żyć chciałeś powiedzieć.
[01:18:14] - Ta historia, która tutaj próbuje czasami dotknąć każdego z nas, jest już tak mocno rozpieprzona, że wcale nie trzeba rozpieprzać, tylko trzeba poczekać parę minut i w rzeczywistości zająć się swoimi historiami. To, myślę, jest chyba taki najlepszy wytrych do tej sytuacji.
[01:18:31] - Właśnie to mówisz, że często to powtarzasz, zająć się własnym życiem, własnym mikrootoczeniem.
[01:18:39] - Absolutnie.
[01:18:41] - Ale to powtarza ci każdy jakiś tam guru, nie guru, duchowy.
[01:18:48] - Może guru sobie powtarza.
[01:18:50] - Zatrzasnąć na siebie.
[01:18:51] - Dokładnie.
[01:18:51] - Popatrz na siebie, zobacz dookoła. Zrób coś ze sobą.
[01:18:55] - Jasne, może guru powtarza, ale ja mam mydło, masę.
[01:18:59] - Ale o co ci facet chodzi w ogóle? Przypieprza się do mnie. O co ci chodzi? On mówi: „No nic, po prostu weź się rozejrzyj. Co możesz zrobić ze sobą?” Właśnie, co ja mogę zrobić ze sobą?
[01:19:12] - Odpowiedź jest prosta: poczuć się dobrze, stary. Możesz poczuć się dobrze. To jest chyba taka najważniejsza rzecz, o której wszyscy nam zapomnieli powiedzieć, bo ciągle nam się pojawia: poczuj się bogaty, poczuj się zamożny, poczuj się człowiekiem sukcesu. A może po prostu poczuj się dobrze. Pieprz to, poczuj się zwyczajnie dobrze. Usiądź i poczuj się dobrze.
[01:19:28] - Jest to ciężkie, jeśli jesteś tak mocno zaprogramowany oglądając telewizję-
[01:19:34] - Wyrzuć telewizor z domu
[01:19:35] - ... słuchając tego ogólnego bełkotu naokoło siebie.
[01:19:39] - Poznaję czasami ludzi, którzy mają telewizor, ale generalnie ja nie mam telewizora od lat i dla mnie taka opcja jest: człowieku, jak czujesz się nieszczęśliwy z telewizorem, to wyrzuć telewizor. Po prostu bierzesz, wyrzucasz telewizor z domu dosłownie i jeszcze robisz to tak, żeby nikt nie oglądał tego telewizora. Czyli najlepiej jest włączyć go do prądu, wziąć szklankę z wodą i polać go, kiedy jest włączony do prądu. Korki wystrzeli, ale korki można sobie włączyć z powrotem. Telewizor jest już nie do naprawy, także nikt inny nie zwariuje przy tym pudle. Nikt inny nie dostanie ciosu tej propagandy. Wyrzucasz niesprawny telewizor na śmietnik i nie kupujesz już kolejnego telewizora. I to jest ostatni telewizor w twoim życiu. I to jest ostatni raz, kiedy koleś mówiący coś w szklanym obrazku, w szklanym ekranie próbował ci wcisnąć do głowy, że coś powinno być dla ciebie ważne, bo on o tym mówi. Nie, to nieprawda.
[01:20:29] - Ja polecam taki film „Network” się nazywa i tam właśnie o telewizji jest parę fajnych zdań. O takim prowadzącym, który już nie wytrzymał i mówi: „Sprzedamy wam wszystko”.
[01:20:42] - Wracając do tego wszystkiego, Tomku, jak tam przebiega, jeśli ujawnisz trochę rąbka tajemnicy, budowa systemu zdrowotnego?
[01:20:53] - Bardzo fajnie.
[01:20:53] - Na jakim etapie jesteście?
[01:20:54] - Bardzo fajnie. Jesteśmy powoli już na końcu z systemem medycznym.
[01:20:58] - Bardzo cię proszę, zrób tu wrzutkę jakąś na Skype'a.
[01:21:04] - Słuchaj, na pewno pojawi się. Może tak, już powiem. Pojawi się na pewno na NLF, na Cash and Foundation. Pojawią się zdjęcia, pojawi się pełna informacja. My na razie jesteśmy zajęci dopinaniem wszystkich szczegółów. Przed nami jeszcze trochę pracy, właściwie dużo pracy jeszcze. Jesteśmy w robocie, co dużo mówić. Po łokcie w robocie.
[01:21:22] - Przewidywalny okres ukończenia, kiedy najwcześniej?
[01:21:25] - Prawda jest taka, że składamy już go do kupy, wiesz?
[01:21:28] - To kurde, wiesz co? Wrzuć mi kontakt na Skype'a, to ja się zamelduję tutaj z okolic Manchesteru do ciebie.
[01:21:37] - To zapraszam. Dobra.
[01:21:38] - Jeśli można się wprosić oczywiście.
[01:21:41] - Można, bo po to jest ten system.
[01:21:42] - Raz się wprosiłem to i może drugi raz mi się uda.
[01:21:44] - Absolutnie. Słuchaj, po to jest ten system, żeby każdy z nas mógł skorzystać z niego za darmo. Właśnie, bo pytanie o perspektywę: czy jest szansa? Czy jest? Jasne, że jest. Pierwsza rzecz, przynajmniej ja mam taką opcję i robiłem to, robię do tej pory i właściwie uważam to za najlepszą opcję, bo pracowałem zawodowo przez lata, jestem profesjonalnym grafikiem i tak dalej. Anyway, mijając te wszystkie zawodowe, bełkotliwe rzeczy, generalnie pracowałem długo jako freelancer w pewnym momencie. Rzuciłem korporację, rzuciłem wszystkie te chodzenie do pracy. Zacząłem pracować jako freelancer i stwierdziłem, że najlepszą metodą, bo ten pomysł też mnie gryzł: okej, jak zmienić świat, ale mój świat, bo nie zmienię świata na lepsze. Nie pójdę, nie wysadzę city w powietrze, nie przekonam właścicieli tego miasta, żeby byli dobrymi ludźmi.
[01:22:24] - A szkoda, bo było.
[01:22:24] - No może, ale wiesz co? Powiem tak: dobrze by było, ale wiem, że tego się nie da zrobić. Także ten temat zostawiam. Nie jestem, że tak powiem, aż takim fantastą, ale jest coś, co mogę zrobić sam u siebie, w swoim własnym życiu. I moja opcja była taka, że okej, od tej pory ktokolwiek przyjdzie do mnie ze zleceniem jakimś, jakikolwiek klient i się zapyta o cenę zlecenia, to moja odpowiedź jest zawsze taka sama. Brzmi: tyle, ile uważasz za stosowne. Dosłownie. Ja oczywiście mogę zaakceptować, ale nie muszę zaakceptować. Mogę ci powiedzieć: nie biorę tej roboty, ale to ty musisz podać cenę, jeżeli rozmawiasz ze mną w ten sposób. Jeżeli chcesz, żebym coś dla ciebie zrobił, to nie ma relacji niewolnik i właściciel.
Nie, relacja jest partnerska. To ty musisz mi zaproponować tyle, ile dla ciebie jest to warte.
[01:23:10] - I na to się zgodzisz, tak?
[01:23:10] - Dokładnie. I wtedy sprawa jest jasna. Ja nie muszę się na to oczywiście godzić. Mogę ci powiedzieć: sorry, niestety jest to dla mnie suma zbyt mała. Uważam, że jesteś nieszczery w tym, co mówisz i tyle.
[01:23:23] - I próbujesz mnie w ciula zrobić.
[01:23:25] - Na przykład. Zawsze mam tą opcję. Także nie jestem nigdy na startowej pozycji, wręcz odwrotnie. Ale za to każdemu, kto rozmawia ze mną, daję w tym momencie absolutnie szansę, niezależnie od tego, ile ma pieniędzy w kieszeni i ile ich nie ma. Bo to chodzi o to, czy fajny projekt do zrobienia, czy to naprawdę ma sens, czy to człowiekowi pomoże, czy nie pomoże, czy naprawdę coś, co stoi za tym czymś, co ja mam robić, jest szczere. Czy ten człowiek po prostu jest chciwy, czy też robi to dlatego, że widzi w tym dobre rzeczy dla świata, dla siebie i generalnie jest to okej.
[01:23:55] - Albo czy próbuje zrobić niewolnika z siebie.
[01:23:58] - No właśnie, czy sam jest niewolnikiem. Także to pytanie jest bardzo mocno weryfikujące i widziałem nie raz, nie dwa ludzi, którzy dosłownie wariowali, kiedy nagle padła moja odpowiedź, że: „Słuchaj, zapłacisz tyle, ile uważasz, że jest to dla ciebie ważne i tyle, ile uważasz, że jest stosowne w tej sytuacji”. No i w tym momencie była konsternacja, bo człowiek już chciał odgrywać tą swoją rolę. Już chciał kogoś robić w niewolnika, kogoś we właściciela niewolników, kogoś, kto zarządza, kogoś, kto dystrybuuje i kogoś, kto się słucha, bo on komuś płaci. Rozumiesz? I nagle cały ten łańcuch połączeń, że on komuś płaci i on wymaga i to jest teraz jego niewolnik, nagle idzie się pieprzyć na drzewo. Rozumiesz? Bo już nie ma łańcucha powiązań. Ja już w tym momencie nie jestem jego niewolnikiem. Ja mówię mu, że musi mi zapłacić tyle, ile uważa za stosowne.
I teraz sytuacja jest bardzo jasna, bo on wie, że jesteśmy na różnej płaszczyźnie. Jeżeli ma z tym problem, to mówi: „Ale nie wiem”. Ja mówię: „No stary, wiesz doskonale. Też żyjesz na tym świecie, też płacisz rachunki, też masz jakieś jedzenie w lodówce i też płacisz rachunki. I zdajesz sobie sprawę, ile będę czasu nad tym siedział. I wiesz, ile kosztuje życie w tym kraju. Także doskonale wszystko wiesz. Ja nie muszę ci nic mówić”. I w tym momencie jest konsternacja u niektórych ludzi, bo nagle się okazuje, że w głowie... właśnie konsternacja się nie bierze przez przypadek, bo w głowie była próba cwaniakowania, była próba orżnięcia drugiej osoby, była próba wyciągnięcia kasy ekstra, była próba zrobienia jakiegoś krzywego numeru i podziału na niewolników.
[01:25:19] - Działa sumienie.
[01:25:20] - Tak. I nagle działa sumienie. Nagle jest okej. Okej, faktycznie, bo ja właściwie jestem taki sam jak on i teraz Właściwie jak powiem za małą sumę, to on się nie zgodzi, a jak powiem za dużą, to może stracę. Rozumiesz? Jeżeli takie rzeczy masz w głowie i tak traktujesz swój biznes i współpracę z ludźmi, to najlepsza opcja, jeżeli będąc moim klientem w tej sytuacji podziękujesz mi za współpracę, a ja się bardzo ucieszę. A jeżeli ty mi nie podziękujesz, to ja tobie podziękuję za współpracę i się bardzo ucieszymy.
[01:25:50] - Ja na przykład obserwuję teraz jak wszystko wraca do kogoś, do mnie i tak dalej. I ja to widzę, że to tak działa. Ktoś to nazywa karma, nie karma, ale widzę, że to tak się dzieje. Że to później cię dotknie. Więc jak masz już tą świadomość, to zaczynasz działać w inny sposób. Bo mówisz: „Nie chciałbym, żeby wróciło do mnie coś takiego”, więc wypuszczasz z siebie coś dobrego.
[01:26:19] - Albo próbujesz przynajmniej.
[01:26:22] - Bardziej puszczasz, bo to właściwie nawet nie ma próbowania, bo ja to robię. Ciężko byłoby, żeby to było próba, bo próbować można całe życie. Pytanie jest, kiedy to zrobimy.
[01:26:32] - Właśnie. Powiem szczerze jedna rzecz, większość już widzi całą tą zabawę w pieniądze, że to jest jeden wielki przekręt, że ich w ogóle nie ma tak naprawdę. To jest jakiś wymysł w tym momencie i już każdy widzi, że to są tylko jakieś zera w komputerach. I teraz jeżeli natura zrobi psikusa i wyłączy całe te urządzenia elektroniczne. Nie wiem dlaczego cały czas chodzi za mną, że jakiś impuls elektromagnetyczny wystarczy, że dotknie raz ziemi. Taka błyska od słoneczka i praktycznie zostanie to-
[01:27:18] - Do komunikowania się.
[01:27:20] - Tak. To jest zabawne, bo wtedy-
[01:27:23] - Większość ludzi nie będzie sobie potrafiła poradzić w ogóle z taką sytuacją. Że jak to? Jak to? Nie ma prądu i co teraz?
[01:27:32] - Nie mogę zadzwonić po jedzenie do sklepu, żeby mi przywieźli.
[01:27:37] - Zaczniemy ludźmi być wreszcie.
[01:27:38] - Ja myślę, że tak. To jest właśnie ten moment. To jest ten problem z telefonami komórkowymi, który czasami widzę, że ludzie siedzą, próbują z kimś rozmawiać, ale rozmawiając z kimś cały czas trzymają swój telefon komórkowy w ręku i co parę chwil podczas tej rozmowy oglądają się na telefon. Ja się zawsze bardzo takie swoje czuję. Zastanawiam się: „Człowieku, rozmawiasz ze mną czy ze swoim telefonem?”
[01:27:57] - Bo tam się coś dzieje ważnego, najważniejszego, a tu przy okazji jest jakaś inna rzeczywistość. A nie daj Boże dwa telefony, to wtedy się roztroi, bo trzy rzeczywistości. Tu coś, tu coś, a tu jeszcze przed oczami coś.
[01:28:10] - Tak, właśnie. Dobrze, że tablety są takie małe.
[01:28:14] - To szukanie świadomości, gdzie ta świadomość jest? Świadomość w ogóle, że jesteś człowieku tutaj i masz przed oczami to, co masz przed oczami. I to jest rzeczywistość, tak?
[01:28:23] - Tak. To będzie zabawne. Wyłączą się telefony, zniknie prąd na parę chwil i nagle ludzie podniosą wzrok do góry. I wiesz kogo zobaczą? Ludzi zobaczą.
[01:28:32] - Powiem: „O, ty! Jak ty wyrosłeś!”
[01:28:34] - Zaczniemy widzieć siebie i się cieszyć sobą wreszcie.
[01:28:37] - Dokładnie. Piękna rzecz, piękna przyszłość nas czeka. Już niedługo.
[01:28:44] - Myślę, że tak. Ci na samej górze, gdzie w tym systemie siedzą czym wyżej, to im będzie dużo trudniej, bo się okaże, że sam sobie musi te buty zawiązać czy się zatroszczyć o to, żeby miał co zjeść.
[01:29:02] - Słuchaj, on najpierw oberwie, bo wspomniałeś, że rzeczy wracają, które z siebie wypuszczamy. On tak oberwie, że oj, będzie długo wspominał to oberwanie za to wszystko.
[01:29:19] - To może tak być, bo większość ludzi-
[01:29:22] - Zanim on te buty zawiąże, to go czeka poważne lanie.
[01:29:28] - Słuchajcie, ale tak wracając znowu, żebyśmy się nie straszyli nieustannie, bo ja tak chciałem nawiązać do jednej drobnej rzeczy. Bo to niby taki drobiazg, ale myślę, że on robi całą robotę. Ten właśnie drobiazg związany z tym, żeby ogarniać kilka spraw dookoła samego siebie. Poważnie, ja teraz jestem naprawdę pod wrażeniem robienia mydła. Niby drobiazg, możecie się śmiać. Ale fakt jest taki, że to, co tu powstaje w domu jest takiej jakości. Przeszedłem się specjalnie po sklepach ze znajomym, żeby sprawdzić w ogóle jaka jest oferta. Jak to wygląda, gdybym na przykład chciał wstać teraz, pójść i kupić sobie takie mydło. Takie dokładnie, jakie chciałem, jakie sobie zrobiłem. I zrobiłem taki research.
Wyszedłem, przeszedłem się, sprawdziłem. I się okazało, że musiałbym należeć do takiej bardzo ekskluzywnej elity finansowej, bo bynajmniej nie jest to tanie. Kosztuje to całkiem nieźle. Jeżeli jeszcze zauważysz, w jakim tempie to idzie, jeżeli się myjesz, bo ja akurat należę do ludzi, którzy się myją. Niektórzy się nie myją, ale nic. I bardzo dobrze. Dobrze, że i tacy są. Może i ja pewnego dnia przestanę się myć, kto wie?
[01:30:29] - Różne eksperymenty są potrzebne.
[01:30:31] - Dokładnie. W każdym razie się okazało, że mam w domu towar luksusowy. Mam w domu towar luksusowy, który kosztuje fortunę normalnie w sklepach. A jeszcze biorąc pod uwagę jego właściwości medyczne, które tam zaaplikowałem, robiąc to mydło w odpowiedni sposób, to właściwie nie ma możliwości, żebym ja fizycznie na rynku normalnie komercyjnym wyszedł i kupił taki produkt. I to nie chodzi o to, że to jest moje, to jest unikatowe, to jest rzemieślnicza robota i to normalne, że nigdy tego nie kupisz w sklepie, bo to już nie te czasy. Nie, spoko, to jestem w stanie zrozumieć. Nie mam z tym problemu, ale chodzi mi o kwestie walorów zdrowotnych. Oglądałem to, co miałem do kupienia za grubą kasę, które fajnie pachniało, fajnie wyglądało i jak sprawdzałem skład chemiczny, to właściwie sprzedawano mi toksynę. Truciznę sprzedawano mi w postaci ładnego mydełka. I efekt jest taki, że właściwie spędziłem tam sam, chodząc i wybierając, bo myślałem: „A nuż może wezmę tak na spróbowanie jeden mały kawałek do domu przyniosę, porównam ze swoim” i tak dalej.
Efekt był taki, że spędziłem pół godziny, jeżeli nie więcej, prawie godzinę właściwie. Przechodząc deptakiem handlowym po kilku sklepach spacernie, nie spieszyłem się, też nie goniłem nigdzie. Sprawdziłem te ceny i okazało się, że właściwie nic nie przyniosłem do domu. Wszystko, co widziałem, nie nadawało się do konsumpcji przez żywą istotę. Zawierało taką chemię, której ja bym nikomu nie polecał, a szczególnie sobie.
[01:31:48] - A sprawdzałeś sieciówkę zwaną Lushem?
[01:31:51] - Wiesz co? Nawet nie potrzebuję, bo wróciłem do domu i mam tu swoje własne mydło i jak się okazuje, tak usiadłem i tak policzyłem. Mówię: „Jejku, to wygląda na to, że produkty ekskluzywne w dzisiejszych czasach możesz sobie produkować w domu dosłownie na kilogramy, na tony i to jeszcze w takiej jakości, w której żadna fabryka nie wyprodukuje, bo masz ten zdrowotny aspekt tego produktu. Możesz dodawać pewne rzeczy, które wpływają bardzo mocno na twoje zdrowie”. Na takie mydło pięknie się ręce goją, jeżeli masz poharatane kilka innych spraw i wszystko jest rewelacyjnie. I to jest coś, czego nigdy nie będziesz mógł kupić absolutnie na rynku, jak się okazuje, a kosztuje grosze. I nagle jestem wolnym człowiekiem, bo niby tak pozbierasz, ale tak pozbieraj chleb, mąkę, kilka innych rzeczy. Ja na przykład, jak spotykam znajomych, to podczas rozmowy jest temat chodzenia do sklepu, załatwianiem spraw i ludzi normalnie. Pamiętam siebie sprzed lat. Do sklepu człowiek chodzi raz dziennie albo dwa razy dziennie, ale często.
Z reguły raz dziennie. To jest taki standard, że każdy z nas raz dziennie, normalnie pracując osiem godzin w biurze gdziekolwiek, odwiedza sklep po drodze z pracy, kupując jakieś rzeczy do domu i tak dalej.
[01:32:52] - Taki odruch.
[01:32:53] - Tak. To jest niezauważalne, bo właściwie to jest część naszego życia i tak się przyzwyczailiśmy i nikt nawet o tym nie myśli w tych kategoriach, że ty codziennie wchodzisz do dwóch, trzech sklepów, bo nigdy nie wchodzisz też do jednego. Taka jest prawda.
[01:33:05] - To jest konsekwencja tej nowej religii zwanej konsumpcjonizmem, w którą wszyscy wierzą, niezależnie od innych religii, że to jest sposób na życie i z pracy rąk, żeby samemu coś zrobić. Po co, jak ja mogę wszystko kupić? Jest dostępne. I tak po prostu bezmyślnie, bez zastanowienia, bo jest łatwiej.
[01:33:27] - Wiesz, teraz zaczynam-
[01:33:28] - Człowiek jest naturą leniwy. I tak jak znam takie powiedzenie, że jak chcesz zrobić coś najbardziej skomplikowanego, to dać to trzeba leniwemu człowiekowi, bo on znajdzie najłatwiejszy sposób tego rozwiązania.
[01:33:43] - Jestem bardzo leniwym człowiekiem, bo chciałem tu zaznaczyć, że naprawdę należę do potwornie leniwych ludzi i uwielbiam po prostu robić nic. Medytować. To jest ulubione zajęcie w moim życiu. Rozumiesz? Relaksacyjnie medytować. I teraz porównując to swoje lenistwo i w ogóle to samo chodzenie do sklepu sprzed lat, to teraz jest zapomniane, bo właściwie rzadko kiedy wychodzę do sklepu. Okej, przynoszę sobie mleko, takie produkty jak mleko. I to właściwie jest taka rzecz, która mnie wygania najczęściej do sklepu, bo się mleko kończy w domu i to jest standard, bo właściwie resztę rzeczy robię tak na hurtowy zakup, taki jak mąki do chleba i tak dalej. Efekt jest taki, że na przykład zdarza mi się, że przez tydzień nie byłem w sklepie, bo w ogóle nie było takiej opcji, żebym poszedł. Nie było po co iść do sklepu.
Co ja tam znajdę w tym sklepie? Co ja mam tam szukać? Wszystko do jedzenia mam w domu i to jeszcze takiej jakości, bo świetnie gotuję. Także naprawdę nie mam z tym żadnego problemu. Mogę zrobić cokolwiek chcę. Najbardziej ekskluzywną kuchnię, jaką mogę sobie wymyślić. I nie ma z tym żadnego problemu. Wszystkie rzeczy, które są zdrowe, fajne jedzenia mam w lodówce. Naprawdę nie ma żadnego stresu. I się okazuje, że wow, nie chodzę i mam dużo wolnego czasu i mogę to swoje lenistwo inwestować w kolejne projekty.
Jak się okazuje, samo zrobienie mydła, tak à propos wracając do tego mydła, trwa pół godziny. Trwa dłużej, bo ono się tam leżakuje i tak dalej, to jest pewien proces, ale fizyczne zaangażowanie w proces robienia mydła daje więcej funu, więcej zabawy i trwa o połowę krócej niż chodzenie po sklepach i szukanie dobrego mydła do kupienia. I teraz jest pytanie, kto tu jest leniwy i kto tu musi się naharować? Bo ja akurat żeby mieć mydło w domu wcale się nie naharowałem. Uważam, że zrobiłem mydło taką leniwą metodą, że się w głowie nie mieści, a nawet się nie spociłem przy tym. Miałem świetną zabawę w kuchni, po prostu rewelacyjną i po prostu jest zabawa do dzisiaj z korzystania z tego mydła. I nie wydałem praktycznie nic ze swojego czasu.
[01:35:34] - No właśnie, a przez to, że takie są właśnie te produkty dostępne, jestem konsumpcjonistą. To przechodzi w zapomnienie, jak można zrobić sobie coś takiego prostego właśnie jak mydło czy inne produkty, które kiedyś to było normalne, że każdy sobie coś tam robił, a w tej chwili nie, bo po co, jeżeli mam tyle rodzajów i jeszcze cała półka do wyboru? Ale jeżeli choć troszeczkę ktoś ma wyobraźni, to zobaczy, że za chwilę, wiesz Tomku, tą mąkę na ten chleb to kupisz ze zbóż GMO, bo korporacje przejmują już, coraz bardziej są łase na to, żeby przejąć patenty na ziarna dla rolników.
[01:36:26] - To się dzieje w wielu miejscach.
[01:36:28] - Profitowy biznes, że to już jest dawno przejęte. My jeszcze nawet o tym pewnie nie wiemy. I ta mąka będzie wyglądała jak mąka. Tylko że to będzie już całkowicie zmienione, więc za chwilę następne pokolenie to będzie w ogóle nie wiem.
[01:36:45] - Nie do końca. Myślę, że nie zdążą. Myślę, że nie ma aż takiej dramatycznej opcji, bo mam tu taką technologię w rękach, że GMO mnie w ogóle nie martwi. To firmy produkujące GMO powinny się teraz mocno martwić o swoją przyszłość. I taka jest moja opinia na to.
[01:37:02] - Spokojny, że ten obłęd jest coraz bardziej widoczny i coraz więcej ludzi się stuknie w głowę i mówi: „Kurczę, co poszło nie tak? Gdzie ja jestem w ogóle? Po co ja tu żyję? Przecież miałem być szczęśliwy. Tyle lat haruję, kombinuję. Kurczę, no nie mam czasu być szczęśliwy, bo trzeba zapierdzielać, być tu”.
[01:37:26] - Tak, bo ciągle jest strach, że nie podołamy naszej egzystencji.
[01:37:30] - Trzeba zapłacić, a to znowu komuś coś zrobić. I tak latasz jak małpa nie w koło.
[01:37:36] - Nie. Małpa jest szczęśliwa i małpa nie lata do pracy. Pierwsza rzecz. Nie, proszę nie mieszać tu małp.
[01:37:41] - Jesteśmy jeszcze niżej w takim razie.
[01:37:42] - Jesteśmy gorzej. Zwierzęta tego nie robią. To jest właśnie fenomen, który się wydarzył w cywilizacji, że doprowadziliśmy się do takiego stanu, że podejrzewam wszystkie zwierzęta na nasz widok mają niezły ubaw. Mocno niezły ubaw.
[01:37:57] - Szpital wariatów dokładnie.
[01:38:01] - Dokładnie. Dlatego tak szybko uciekają przed wariatami. Otóż to.
[01:38:08] - Reakcja zwierzęcia dzikiego to jest, że ucieka przed tobą. No chyba, że jest jakieś chore.
[01:38:14] - Nie dziwi się. Jak widzi dzikusa, to co ma zrobić?
[01:38:18] - Dlatego ucieka.
[01:38:20] - Otóż to.
[01:38:23] - No dobra, ale pytanie jest-
[01:38:24] - Trudno podejść dzikie zwierzę, bo cię wyczuje po zapachu i tak dalej. Ani nie pachniesz, ani nie zachowujesz się normalnie.
[01:38:31] - Nie ma przyjacielskiego odruchu. Czegoś tam nie ma. Zwierzę wybiera inną opcję. Nie pachnie jak przyjaciel. Taka jest prawda. Ale też prawda jest taka, że człowiek, który sam jest skonfrontowany z sobą, nie pachnie jak przyjaciel sam dla siebie. Też trzeba o tym pamiętać.
[01:38:47] - A jaka jest data? Bo wiem, że śledzisz. Tam są pewne konkretne daty rzucane albo miesiące, prawdopodobnie miesiące albo tygodnie, kiedy to wszystko, że tak powiem, dupnie. Czy mógłbyś coś powiedzieć?
[01:39:06] - Nie wiem, czy dupnie. Są pewne spekulacje, bo to najlepsze słowo. Chociaż ciężko nazwać to spekulacjami, bo nie są to spekulacje w sensie ktoś sobie wymyśla z głowy, tylko są to badania z tego, jak aktualnie pływają te wszystkie płyty kontynentalne. Mamy mało czasu, może tak powiem, mamy naprawdę mało czasu. Jeżeli ktoś chce budować jakąś korporację i zdążyć wejść na giełdę, może nie zdążyć.
[01:39:34] - To niech się bardzo spieszy.
[01:39:36] - Może się nie udać. Procedura trwa cztery miesiące chyba czy pół roku. Wejść na giełdę to myślę, że już nie zdąży.
[01:39:42] - Czyli koniec roku.
[01:39:44] - Tak na to wygląda. Zimny prąd. Właściwie nie jest to tajemnicą poliszynela. Czynnikiem takim dosyć istotnym, który będzie miał wpływ na ruszenie, płyty już ruszyły tak swoją drogą. Nie wiem, czy ludzie to wiedzą, czy nie, ale generalnie płyty tektoniczne ruszyły. Te dwa trzęsienia ziemi we Włoszech i w Orlando, zdaje się, były dokładnie tym znakiem, że płyty ruszyły. No i wiadomo, że już są w ruchu i teraz będzie lekko przyspieszało, przyspieszało do tego finalnego przestawienia się.
[01:40:15] - To będzie taka reakcja łańcuchowa.
[01:40:18] - Taka reakcja łańcuchowa. Dokładnie. Jest to związane z zimnymi prądami w oceanie i ciepłym powietrzem, czyli dokładnie przejście, ale na oceanie. Bo kiedy mówimy jesień albo wiosna, to często traktujemy to w kategoriach europejskich, bo my siedzimy w Europie i dla nas jesień to jest na przykład dokładnie koniec września, początek października. A w cyklach oceanicznych ten moment to jest grudzień dokładnie, bo to jest moment, kiedy zimne prądy wpływają do oceanu i część jest zimnych prądów, część jest gorących prądów. Rzekę mijają się, tworzą taką dużą polaryzację temperatury. No i dokładnie ta polaryzacja temperatury sprzyja bardzo mocno ruchom płyt tektonicznych. Otóż to. Także w tym momencie masy zimnej wody zderzą się z masami ciepłej wody i to wywołuje dodatkowe efekty. I to jest dokładnie ten moment.
[01:41:07] - Reakcja i kontrreakcja.
[01:41:09] - Dokładnie.
[01:41:10] - Mi się rzuciło coś wczoraj w oczy, że w Japonii było bodajże 6,4, takie mocniejsze uderzenie. Generalnie w Japonii, w Fukushimie do tej pory ocean jest zatruwany jakoś. Wszyscy przeszli to do porządku dziennego. No trudno, tak się stało i teraz niech się dzieje. Właśnie to jest ta zabawa człowieka, który nie ma pojęcia, w co się bawi i uruchamia jakąś technologię, gdzie nie zna do końca skutków.
[01:41:44] - Wszystko wskazuje się na zagładę, mówiąc szczerze. Chociaż właśnie na zagładę, jak się okazuje później jest technologia, która ratuje mu życie, ale on sam z niej korzysta, nikomu nie daje. W ogóle takie pokręcone rzeczy troszeczkę.
[01:41:58] - Albo robi z niej biznes po prostu.
[01:42:00] - Dokładnie tak jak rząd Japonii robiąc złoto w Fukushimie z tego reaktora. I taka jest prawda. Życie ludzkie zostało przeliczone na złoto, na produkcję złota. Dokładnie. Nic więcej. Także japoński rząd wycenił sobie życie obywateli. Tam zdaje się, były wyliczenia i każdy obywatel, życie obywatela kosztuje, zdaje się chyba 800 000 dolarów czy jakoś tak. Tak sobie wyliczyli.
[01:42:22] - Ale to wiesz. Większość krajów opiera się na tym prawie morskim. W zasadzie każdy kraj, który ma jakąś tam nazwę, bo to jest nazwa tej korporacji akurat, do której trafiłeś, rodząc się i twój certyfikat urodzenia. Jest podana twoja waga i ta waga jest przeliczana po prostu na wartość w jakiejś walucie.
[01:42:49] - Dokładnie.
[01:42:51] - Czy powiedzmy na złoto i to jest zamieniane, jaką ty masz wartość jako człowiek w systemie.
[01:42:58] - Wyobrażam sobie ten moment, że przylatuje UFO, wysiadają z niego kosmici i podchodzi do nich taka ekipa i mówi: „Cześć kosmici, witajcie. Nasza wartość netto to 30 milionów złoty” do kosmitów.
[01:43:15] - Tak to jakoś wygląda. Ale to jest ciekawe. Można sobie znaleźć właśnie, poszukać.
[01:43:21] - Jest to prawda. Jest trochę informacji na ten temat. Dokładnie. Synkat morski.
[01:43:30] - Od któregoś wieku zaczęli wprowadzać, że każdy musi być zarejestrowany, musi mieć nadany ten certyfikat, kto się urodził, bo przedtem nie mogli tak kontrolować, bo technologia jeszcze na to nie pozwalała. To były tylko zapisy jakieś, głównie przez Kościół robione oczywiście, bo oni zawsze jakoś w tym byli.
[01:43:51] - Przodowali, wymyślili ten biznes też przede wszystkim partycypowali w tym biznesie. Ale z drugiej strony jest to miły moment, bo właściwie dzięki temu my niejako możemy ich krótko złapać. Może w ten sposób.
[01:44:07] - No tak, bo to w tym momencie się robi, jak człowiek jest nieświadomy. Nie możesz zadecydować. Tylko rodzice, którzy robią to też zupełnie nieświadomie, bo tak wszyscy robią, tak są zmuszeni do tego i robią to zupełnie nieświadomie i jeszcze się cieszą z tego. Tak nas wprowadzają do tak zwanego matrixa, do tego systemu zamieniania istoty ludzkiej na niewolnika poprzez akt urodzenia, że się przypisuje do-
[01:44:39] - Przez drugą istotę ludzką. Bo te akty to aktami, to ja nawet zostawię, bo to w ogóle ta formalna zabawa, którą oni wymyślili po to, żeby swoją chorobę psychiczną opakować w coś normalnego. To już nie zmienia niczego. Istotne jest to, że to właściwie człowiek. Zawsze za jakąś decyzją stoi człowiek, który ją podjął. I to jest dosyć zabawne, że w XXI wieku na świecie jeszcze są ludzie, którzy myślą w kategoriach niewolnika. To jest fenomen.
[01:45:12] - To jest ta cała gra. Jak przejrzysz tą grę, to zaczynasz się rozglądać. Okej, co tu zrobić ze sobą, żeby już przestać w tą grę grać?
[01:45:24] - Jak się okazuje-
[01:45:26] - Trudno z tego wyjść.
[01:45:28] - Myślę, że szczęśliwie jest tak, że taka prosta refleksja, że cokolwiek zaczniesz ze sobą robić, to wychodzisz z tej gry. Właśnie na tym chyba polega, bo ta cała gra polega na tym, żebyś ty nic ze sobą nie robił, że przyjdzie serwis-
[01:45:39] - A jak nie, to będziesz musiał wyjść za parę miesięcy.
[01:45:42] - Na przykład. Otóż to. Bo jeżeli nie robisz nic w tej grze, to gra cię nie dotyczy w tym momencie. I to jest piękna rzecz. I to jest właśnie wypisywanie się z tej gry, robienie swoich własnych drobnych rzeczy dookoła po kawałeczku, bo to otwiera bardzo duże drzwi. Nam się tak wydaje, że to niby jest nic, że to w sumie taki drobiazg do pereła i że zaczniemy robić, jak będą wielkie sprawy do zrobienia. Ale to jest bullshit centralnie bullshit. Największą sprawą jest ta drobna sprawa, bo ta drobna sprawa otwiera furtkę do każdej pozostałej sprawy. Zaczyna się od robienia jednej rzeczy, później dochodzi bardziej zaawansowany etap, później kolejny. I później człowiek nim się oglądnie, a ma takie podpięcie elektryczne jak ja w domu, że właściwie lodówki chodzą chyba już na własnym prądzie.
Za to już nie muszę płacić elektrowni. Ale to jest kwestia w głowie. To jest po prostu to, że ja daję sobie zgodę na to, że nie jestem niewolnikiem. Po prostu absolutnie nie jestem niewolnikiem i nie ma tej jednej koncepcji, której służę. Nie ma jednej koncepcji. Jest po prostu świat.
[01:46:42] - Nie ma. To właśnie na tym polega, że jest różnorodność. Każdy ma inny pomysł na życie, który i tak na końcu może się wydać, że to właśnie o to chodziło wszystkim, żeby być szczęśliwym i się cieszyć się w końcu z tego życia, a nie uczestniczyć w jakiejś grze w pana i niewolnika. To też wystarczy chwilę popatrzeć, że w taką grę to chcą grać tylko psychopaci, bo trzeba mieć jakiś umysł psychopatyczny, żeby chcieć mieć władzę nad drugą osobą.
[01:47:24] - Brak empatii obowiązkowy.
[01:47:27] - W jakikolwiek sposób, żeby decydować o kimś, co ma robić i tak dalej i cały czas go podglądać. A to w tym momencie dla niektórych to jest normalne, że ktoś cię podgląda, że ktoś ci mówi, co masz robić i tak dalej. Powolnie, pozwólcie mi się zająć moim życiem. Po co mi się wpierniczasz?
[01:47:49] - Ja myślę, że świat, który ja tu buduję dla tych dżentelmenów, naprawdę ich mocno zaskoczy. Bardzo mocno zaskoczy.
[01:47:56] - Ja w to wierzę właśnie, że to jest wyciągnięcie tej cegiełki z tego muru, co podtrzymuje to wszystko.
[01:48:05] - To jest to. To się dzieje na takim poziomie beta. To jest naprawdę drobna myśl u każdego z nas. To nie musi być wielka sprawa. To nigdy nie była wielka sprawa. To nigdy nie była wielka idea. To nigdy nie było coś, co wyrywa i zrywa po prostu nie wiadomo co. To zawsze była konsekwencja kilku myśli i małych myśli, jednej po drugiej, konsekwentnie jednej po drugiej. Nagle okazało się, że właśnie ta konsekwencja doprowadziła do wielkich zmian.
[01:48:32] - To są proste rzeczy. Zacząć od przestawienia mebli w mieszkaniu, ściany sobie pomalować na przykład od zmiany tego najbliższego otoczenia i obserwować, co się zacznie dziać na zewnątrz. I zobaczysz, kurczę, jakie zmiany się dzieją wokół ciebie. A tylko parę rzeczy zrobiłem. Wziąłem, przestawiłem meble, tu coś odmalowałem, coś odświeżyłem, posprzątałem i nagle zaczyna ci się dziać dookoła jakieś takie, że kurczę, o co chodzi?
[01:49:05] - No jest inaczej. Zaczyna się pojawiać życie na osiedlu.
[01:49:09] - Jak zaczynasz właśnie robić takie rzeczy, trzeba by właśnie coś zrobić bardziej i się uniezależnić. To, co mogę zrobić, żeby się uniezależnić? I tak krok po kroku.
[01:49:20] - Krok po kroku. Efekt będzie taki, że... Właśnie ja nawet nie wiem, jaki będzie efekt. Myślę, że będzie dobry efekt. Widzę u siebie część efektu.
[01:49:27] - Ja myślę, że bardzo dobry efekt, że w pewnym momencie staniesz i mówisz: „O, to ja to mam. Właśnie o to mi chodziło” i tyle.
[01:49:34] - Dokładnie. Jeżeli dodasz do tego jeszcze wszystkich tych ludzi, którzy myślą dokładnie tak samo jak ty, którzy było dokładnie w ten sam sposób, a każdy robi coś innego, to w tym momencie wstajesz i mówisz: „Wow, to ja mam to. I oprócz tego jestem częścią fajnej community, która właściwie ma wszystko i jeżeli czegokolwiek potrzebuję, to wiem, do kogo pójść i wiem, kto może mi pomóc” I normalne jest to, że każdy z nas robi to po to, żeby sobie pomagać. Także wiadomo, że jak przyjdziesz do takiego człowieka, to on ci nie wykopie za drzwi i nie powie ci spadaj albo zapłać mi pieniądze. Nie, zapomnij o takich rzeczach. On ci powie: „witaj przyjacielu, witaj bracie. Słuchaj, to jest maszyna, którą razem zbudowaliśmy. Korzystaj z tego”. Rozumiesz? A jeśli nauczysz się jakoś tam-
[01:50:08] - Masa ci pomogę. Zobaczymy jak u ciebie zadziała, to mi przyjdziesz i też pokażesz. Ja mówię: „no pewnie, że ci pokażę”, no bo przecież-
[01:50:15] - To jest właśnie clue pozytywnego myślenia panowie
[01:50:18] - Bo przecież i mi zależy, żeby u ciebie też to działało, bo wiem, że jak u ciebie będzie działało, u mnie będzie działało. No to właśnie o to chodzi, żeby u nas wszystkich to działało.
[01:50:26] - Świat bez niewolników jest światem szczęśliwym .
[01:50:29] - Mamy się uniezależnić, a nie uzależnić od czegoś nowego.
[01:50:33] - Nawet od siebie. Dokładnie. To jest to przełamanie. Słuchajcie, to jest to przełamanie takiego paradygmatu, że jeżeli robimy coś w swoim własnym zakresie, takim indywidualnym, ja na przykład produkuję różne urządzenia, rozwijam technologie i tak dalej, to robię to w taki sposób, żeby człowiek, który stoi obok już nie musiał korzystać z moich usług, żeby on sam był dokładnie taki sam jak ja w tej technologii i on już nie musi więcej korzystać z moich rzeczy. I to jest najpiękniejsza historia, która się może wydarzyć. To jest ta wolność, którą każdy z nas może sobie sam zbudować własnymi rękami. Ja jestem ostatnim człowiekiem, który chciałby tutaj to zmieniać od tej strony. I to jest coś, co robię na co dzień, że po prostu ta informacja trafia za darmo. To jest jakby clue całej sprawy. I gdyby-
[01:51:15] - Bo ty ją podasz dalej, prawda? Komuś podasz, ktoś poda dalej i to pójdzie w świat. Na tym to działa, prawda?
[01:51:22] - Otóż to.
[01:51:23] - Bo to jest normalne.
[01:51:24] - Nie szukam niewolnika. Dokładnie.
[01:51:26] - Że wspierając się masz jeszcze więcej przyjemności z tego i radości niż z tego, że kogoś wykorzystasz i później go oszuka, a go nabrałem. Aha.
[01:51:37] - Dokładnie. Przyznam się szczerze, że nie miałbym przyjemności z robienia z siebie albo człowieka niewolnika, bo właściwie robiąc z kogoś niewolnika, automatycznie ja sam się staję niewolnikiem tej samej sytuacji. To jest zawsze miecz, który siekie w obydwie strony, jak każdy. I w tym momencie nagle stworzyłbym kawałek toksycznej rzeczywistości, w której ktoś zależy ode mnie, co było po prostu chore. Jak człowiek, żywa istota może zależeć na przykład od mojego kaprysu albo czegokolwiek. Kaprysu nie kaprysu. Nieważne. Ode mnie. To jest chore . To tak, jakbym wam mówił: panowie, od dzisiaj przez trzy dni nie jecie, bo ja sobie tak wymyśliłem.
A jutro zakładacie gacie na głowy i mówicie po szwedzku, bo tak sobie wymyśliłem.
[01:52:19] - Bo takie przepisy wyszły.
[01:52:20] - Tak, dokładnie takie przepisy z kolegami.
[01:52:23] - Światowy pomysł .
[01:52:25] - No.
[01:52:27] - Tomku, miałbym pytanie, bo jak wiesz około półtora miesiąca posiadam to co ty też posiadasz, prawda?
[01:52:34] - Magrava, powiedzmy szczerze. Powiedzmy to głośno, nie bójmy się. Chodzi o magravy. Tak się nazywa to urządzenie. Tak.
[01:52:41] - Nie wymieniamy, mówimy o urządzeniach.
[01:52:44] - Urządzenie w technologii Keshe nazywa się magrav, droga słuchaczko, drogi słuchaczu.
[01:52:47] - Tak jest. Panowie, słuchajcie wszyscy, mamy magravy w domu. Dobrze, powiedz to mi jak tego skurczybyka dociążać? Jak stopniowo to-
[01:52:56] - Słuchaj, ja to zostawię, bo ja na hiperprzestrzeni w ogóle w sobotę odkładam tematy techniczne. Takie sprawy w ogóle odkładam i to w ogóle są rozmowy, wiesz, takie troszeczkę na inny temat. A to w czwartek. Zapraszam pana.
[01:53:09] - No to ci, że tak powiem, dupsko zawrócę w czwartek.
[01:53:15] - Dokładnie po to jest ten czwartek, żebyśmy sobie zawracali głowę, bo wtedy sobie zawracamy głowę właśnie w tym kierunku, żeby nie być niewolnikami .
[01:53:23] - Wiesz co, ja się będę rozłączał. Nie będę truł więcej. Jakby można było prosiłbym cię, wrzuciłbyś mi przez Skype'a namiary na ciebie.
[01:53:33] - Dobra, to ja tam ogarnę. Dobra, to już te wszystkie sprawy odkładamy, już na prywatne odkładamy poza antenę. Jakoś się tam ogarniemy z tym wszystkim. A ja, panowie, was rozłączam i włączam jakąś muzyczkę.
[01:53:44] - Na koniec może coś takiego optymistycznego, że warto odpuścić sobie to na samym nią tymi lotami w kosmos, przestrzeń kosmiczną, to, tamto. Ale odpuśćmy sobie. Wiesz, póki co ogarnijmy się tu na ziemi, a później dopiero można myśleć o jakimś kosmosie, bo jeszcze tutaj nie jesteśmy tak dobrze ogarnięci, żeby się tam gdzieś przemieszczać.
[01:54:11] - To prawda.
[01:54:12] - Z taką świadomością jak w tym momencie malutkość, to raczej nic dobrego byśmy tam nie zanieśli. Więc po co się pchać gdzieś jeszcze, jak nie dorośliśmy do tego? Może jak tutaj poogarniamy trochę nasz ogródek, to zajrzymy i do innego gdzieś trochę dalej.
[01:54:31] - Wydaje mi się, że i tak jest to tylko jedna opcja. Albo poogarniam swój ogródek i dopiero wtedy jest kontakt, albo nie poogarniam swojego ogródka i nie ma kontaktu.
[01:54:40] - Może dlatego nie ma kontaktu, że jeszcze żeśmy tu nie poogarniali takiego-
[01:54:45] - Jeżeli brat strzela do brata, no to nie ma o czym rozmawiać jak na razie.
[01:54:51] - No właśnie. Przyjdą, zaczną do nas strzelać .
[01:54:57] - Jeszcze zaczniemy do nich strzelać. Dokładnie tak się skończy. Jeszcze się pozabijamy wszyscy od tego wszystkiego. Także dobrze jest jak jest. Ja mam nadzieję, że nasze takie drobne działania tak czy siak te wszystkie drobiazgi, które robimy, te magravy własne, nie wiem, mydła własne, chleby własne, cokolwiek robimy własnego, to jest właśnie to. To jest właśnie ta droga. Nie ma innej. Trudno. Trzeba wziąć to własne.
[01:55:18] - Chciałem cię pochwalić za twojego penka.
[01:55:24] - Wow. Dziękuję bardzo.
[01:55:26] - Po przyjeździe przytrzasnąłem sobie palca w drzwiach od samochodu. Męczyłem się z tym penem i z tym palcem całą noc, ale powiem ci, paznokieć mi nie zszedł. Do tej pory sobie rośnie. Ból ustąpił, opuchlizna sama się wchłonęła. Krew co prawda, która podeszła pod paznokieć i sczerniał została, ale myślę, że to zejdzie. Tak to działa. Po jednym dniu zero bólu.
[01:55:52] - Wow.
[01:55:52] - A przypuszczałbym, że
[01:55:55] - że męczyłbym się bardzo długo z bólem palca, a pen tak zadziałał, że uratował sytuację.
[01:56:06] - To ja zapraszam na czwartek. Dziękuję bardzo, bo jest to ciekawe odkrycie. Tu część ludzi musiała się strasznie długo, jeszcze paru czeka na peny, ale tu zostało dokonane pewne bardzo ciekawe odkrycie na temat zwiększania ich zasięgu. Ale o tym w czwartek.
[01:56:27] - Dobrze Tomku, to się rozłączamy.
[01:56:29] - Dziękuję bardzo za miłą dyskusję i miłą rozmowę.
[01:56:32] - Pozdrawiam serdecznie ciebie i wszystkich, którzy słuchają. Mam nadzieję, że coraz więcej ludzi słucha.
[01:56:39] - Ludzie walczcie z systemem.
[01:56:41] - Nie walczcie, róbcie własne życie.
[01:56:43] - Róbcie swoje. Rozglądajcie się, jak sobie odpuścić ten system i stworzyć taki, jak wam się najbardziej podoba.
[01:56:51] - Dokładnie.
[01:56:52] - W którym będziecie szczęśliwi.
[01:56:56] - Dzięki wam serdecznie.
[01:56:58] - Okej, cześć.
[01:56:59] - Trzymajcie się! To były głosy w dyskusji. To byli ludzie, którzy tak samo jak ja, dwóch dżentelmenów, którzy nie czują się specjalnie predestynowani do roli niewolnika w życiu, tego, że szef poklepie ich po plecach i powie: „Good job, kiedy się jeszcze postarasz lepiej, to może dostaniesz awans”. Hehe, nic z tego. Dokładnie. Nadchodzą nowe czasy i to dosyć dynamicznie, bardzo szybkim krokiem. Myślę, że pobudka tak czy siak będzie zawsze lekko bolesna, szczególnie dla tych, którzy mocno zaspali i mieli jakieś rzeczy w tym śnie, które wydaje mi się stracili albo były ważne. Dla tych, którym się wydaje, że mają coś do stracenia, zawsze zmiana jest bolesna. Każda, jakakolwiek. To teraz jest pytanie, co my mamy do stracenia w tym świecie, który właśnie stąd odchodzi?
To jest dobre pytanie i ja cię zostawiam z tym pytaniem: co ty masz tu do stracenia? Ja wiem, co mam do stracenia. Moja odpowiedź brzmi: nic. Absolutnie nic, człowieku, nie mam tu nic do stracenia. Ja po prostu biegnę do nowego świata jak na łąkę. Po prostu biegnę i nawet troszkę przyspieszam w tym biegu, a nie zwalniam. Ale to ja i to mój bieg. A ty? Jak z twoim biegiem? Zostawiam cię samodzielnie z tymi wszystkimi pytaniami i refleksjami w głowie.
Pomyśl sobie o tym niewolnictwie jak chcesz. Zastanów się, czy chcesz być niewolnikiem, czy nie. Ja też się zastanawiałem kiedyś bardzo długo, przez parę lat, jak to zrobić, żeby z tego się wypisać. I koniec końców zacząłem wykonywać te małe ruchy, drobne mikroruchy w skali mikro i makro. I w pewnym momencie się okazało, że kurde, jestem całkiem nieźle odcięty od systemu. Właściwie efekt jest taki, że co dużo mówić, ludzie, którzy są związani z systemem w taki bardzo konkretny sposób wpadają tutaj, bo co dużo mówić, trwanie systemu czasami zależy od rzeczy robionych poza systemem i czasami jak szukasz pomocy, to czasami znajdujesz się zupełnie w innym miejscu. I nagle okazuje się, że życie jest zupełnie gdzie indziej. Ale to już zostawiam na inny temat, bo i tak będę chciał wrócić do alchemicznych opowieści, bo ta historia z byciem niewolnikiem albo wolnikiem jest też związana troszkę z historią naszej radosnej Europy i wiedzy w tej Europie. Ale to może następnym razem na jakieś długie jesienne wieczory kolejny temat. Tych tematów jest tu lista, a jeszcze chcę sobie pofilozofować przy mikrofonie.
Także człowieku, do usłyszenia za tydzień w kolejnej „Hiperprzestrzeni”. Myślę, że tu wpadniesz z radością albo i nie, kto wie. I to tyle na dzisiaj moich refleksji na temat niewolnictwa, które sobie sami wymyślamy w głowie, a później się dziwimy, że świat wygląda tak dziwnie. A jak przestaniemy wymyślać sobie tego niewolnika w głowie, to nagle pojawiają się perspektywy, o których istnieniu nawet filozofowie nie podejrzewali. Nie wiedzieli w sumie. To ja zostawiam cię, człowieku, z tymi refleksjami. Znikam. Dzięki jeszcze raz mecenasko i mecenasi „Radia Na Fali”. Peace and love, człowieku. Pozdrawiam serdecznie księcia Edwarda.
Bardzo serdecznie przywitam. Może słucha właśnie w tym momencie i zapraszam serdecznie ciebie słuchaczko i słuchaczu na audycję księcia Edwarda w środę do „Etykiety zastępczej” i do „Teorii chaosu” do Michała w piątek o 12 polskiego czasu. A „Etykieta zastępcza” o godzinie 23 w środę, a w czwartek ja też o 23 polskiego czasu, nie, troszkę wcześniej 22:30 opowiem troszeczkę o technologii, o której dzisiaj wspomniałem między innymi jako o jednej z alternatyw, właściwie głównej alternatywie na chociażby kilka elementarnych spraw związanych z zasilaniem elektrycznym w domu, bo to jest część naszego życia w końcu w dzisiejszych czasach i warto to też okiepznać. Tu też nie ma paniki, też są na to rozwiązania. Także jeżeli nie lubisz być niewolnikiem i nie czujesz się niewolnikiem, miło mi cię widzieć człowieku i miło mi cię czuć tutaj z drugiej strony mikrofonu. I zapraszam cię na czwartek, i dziękuję jeszcze raz za wysłuchanie tej dyskusji na temat niewolnictwa umysłowego, które sobie wymyśliliśmy, cywilizacyjnego. I zapraszam na wieczorową porę i do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Oprócz tego jeszcze retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Właśnie jeszcze zapomniałem, a Ivellios mi puścił newsa, że wracają debaty ufologiczne, tak to się nazywa.
To już sobie jeszcze rzucę okiem na swojego Skype'a, bo mam tu wszystkie informacje na ten temat. Także pozdrawiam serdecznie Messir Ivellios. Słuchajcie, od jutra wracają debaty ufologiczne o godzinie 19 w Radiu Paranormalium. Także zapraszam serdecznie po sąsiedzku do Radia Paranormalium. Zapraszam do Radia Dream Time, które aktualnie archiwizuje Radio Na Fali, czyli do Grzegorza. Grzegorz, macham tam do ciebie na czacie i macham do ciebie człowieku, gdziekolwiek byś tego nie słuchał. Nawet jeżeli słuchasz tego offline, a niekoniecznie online. Peace and love człowieku i mam nadzieję, że nasze niewolnictwo właśnie dobiegło do końca i już moja w tym głowa i twoja myślę też. Zatem jeszcze raz człowieku słuchałeś RadiaNaFali.com.