Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:42] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek prawdopodobnie jedynej w polskim internecie, realizowanej w całości na żywo audycji poświęconej świadomym snom. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami: Mariusz Sobkowiak oraz oneironauci Kinga i Robert. Dobry wieczór wszystkim.
[01:10] - Witam. Witam serdecznie.
[01:13] - Witam wszystkich.
[01:14] - Dziś będziemy opowiadać, a właściwie oneironauci będą państwu opowiadać o tym, jaki był udział snów w historii polityki, nauki i religii, czyli o tym, jak sny wpłynęły na nasz bieg historii. Zanim jednak przejdziemy do tematu przewodniego audycji, podam kontakty do Radia Paranormalium. Bowiem tak jak mówiłem, audycja jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Ruchu Oneironautycznego. A jeżeli ktoś woli, to może nam wysyłać pytania również na e-maila radio@paranormalium.pl. Może oddajmy prowadzenie oneironautom. Mariuszu, zaczynaj.
[02:17] - Jeszcze raz witam państwa bardzo serdecznie. To druga audycja, od kiedy reaktywowaliśmy nasz cykl „Świadomy sen. Nasz drugi świat”. Dzisiaj chcielibyśmy, tak jak Marek wspomniał, porozmawiać o tym, jakie znaczenie mają sny w historii religii, w historii polityki, w historii nauki. Bo okazuje się, że sny i śnienie, do których dzisiaj przykładamy niewielkie znaczenie, pozwalając sobie na zarywanie nocy, mają, proszę państwa, tudzież miały ogromne znaczenie i wpływ na losy świata, co postaramy się wykazać. Zarówno sny, jak i pozbawianie się snów doprowadziło do wielu wydarzeń, które ukształtowały tak naprawdę świat, w którym żyjemy. Na pewno wiele takich przykładów ma Robert, wiele takich przykładów ma Kinga. Zacznijmy od tego, że sen wydaje się czymś nielogicznym. Kiedy śnimy, mniejsza jest aktywność kory czołowej naszego mózgu, która odpowiada za logiczne myślenie. Wydawałoby się więc, że pozwalanie na to, aby sny, aby śnienie miało ogromny wpływ na nasze życie, jak również na losy narodów, losy państw, na powstawanie nowych religii czy systemów politycznych.
Wydaje się, że jest to niezwykłą, wręcz piramidalną głupotą. A jednak sny miały ogromne znaczenie. Sny, które niosły ze sobą pewien przekaz, który był uznawany między innymi za przekaz od bogów. Zresztą sny przez długi czas były uważane za kanał łączności między ludźmi a bogami. Miały ogromny wpływ na losy świata. Jeden z takich przykładów został uwieczniony na obrazie z XV wieku, z około 1455 roku. Obrazie, na który właśnie patrzę. Jest to jeden z pierwszych w historii malarstwa obrazów, który ukazuje nocną scenę związaną ze snem. Mam na myśli obraz, który znajduje się obecnie we Włoszech, w miejscowości Arezzo, a namalowany został przez Piero della Francesca. Był to jeden z jego pierwszych fresków.
Fresk zatytułowany jest „Sen Konstantyna Wielkiego”. Na obrazie możemy zobaczyć, jak drzemie sobie wielki cesarz, przywódca narodu, ubrany nieco na wzór turecki, pod wielką puchatą pierzyną. I co się dzieje? Otóż Konstantyn ma sen. Sen, który zmienił losy świata i sen, który miał wpływ na powstanie, na rozwój, na ekspansję religii, która dzisiaj zajmuje jedno z czołowych miejsc na świecie. Chodzi oczywiście o chrześcijaństwo, a w szczególności o rzymski katolicyzm. O co tutaj chodzi? Jaką scenę przedstawia obraz Piero della Francesca „Sen Konstantyna Wielkiego”? Otóż na łóżku w namiocie mamy mężczyznę, którym oczywiście jest Konstantyn, cesarz rzymski, później nazwany Wielkim. Noc, którą przedstawia ten obraz, miała miejsce z 27 na 28 października 312 roku.
Cesarz Konstantyn zdrzemnął się w obozie wojskowym koło Rzymu. Następnego dnia miał stoczyć bardzo ważną bitwę. Bitwę ze swoim największym rywalem do cesarskiego tronu, z Maksencjuszem. I tej nocy, przed tą ważną bitwą, od której zależało, kto będzie rządził światem tak naprawdę, przyśnił się Konstantynowi sen. Przyśnił mu się anioł. Który ukazany jest na obrazie z XV wieku. Zachęcam, żeby zajrzeć. Zachęcam, żeby rzucić okiem na ten fresk Piero della Francesca. To sen Konstantyna Wielkiego. Przyśnił mu się anioł ukazujący rozświetlony krzyż na niebie, a pod tym krzyżem widniał napis: „In hoc signo vinces” – pod tym znakiem zwyciężysz.
Pod znakiem krzyża. Na obrazie nie ma tego krzyża. Widzimy tylko blask, który oświetla cesarski namiot i widzimy anioła, który wskazuje palcem na śpiącego cesarza, aby zwrócić uwagę na to, że nikt inny poza cesarzem tego znaku nie widział. Bo to nie była wizja dzienna. To był sen Konstantyna Wielkiego. Sen, który odmienił losy świata. Kiedy następnego dnia żołnierze Konstantyna Wielkiego przystąpili do bitwy z Maksencjuszem, zwyciężyli. Zwyciężyli pod znakiem krzyża, tak jak mówił anioł, który przyśnił się cesarzowi. To rok później cesarz Konstantyn edyktem mediolańskim przyznał chrześcijanom wolność wyznania. Chrześcijanom, którzy do tej pory musieli się ukrywać, żeby praktykować swoją religię.
Od tego momentu wolno im było legalnie budować kościoły. Nie musieli obawiać się żadnych prześladowań. Dzięki legalizacji chrześcijaństwa przez cesarza Konstantyna, czego przyczyną miał być właśnie ten sen. Sen anioła ukazującego świetlisty krzyż na niebie z napisem: „Pod tym znakiem zwyciężysz”. Dzięki temu chrześcijaństwo stało się dzisiaj religią o tak ogromnym znaczeniu i tak ogromnym wpływie. Prawdopodobnie gdyby nie ten sen, który przyśnił się w nocy z 27 na 28 października 312 roku cesarzowi Konstantynowi, dzisiaj nie mielibyśmy do czynienia z tak ogromnym znaczeniem religii chrześcijańskiej. Jest to więc zdecydowanie przykład tego, jak coś tak wydawałoby się absurdalnego, coś tak nielogicznego, coś, do czego nie przykładamy wielkiego znaczenia, wpłynęło na decyzję człowieka i jednocześnie na losy całego globu. Zawsze, kiedy zastanawiam się nad tą historią, zawsze, kiedy przywołuję sobie ten sen Konstantyna Wielkiego, przypomina mi się historia pewnej osoby, którą znałem, która przypomina niejako doświadczenia Konstantyna. Oczywiście w mniejszej skali, ale pokazuje też, w jaki sposób sny mogą mieć wpływ na nasze życie, a również na życie innych. Mam na myśli tutaj historię Alicji.
Alicji, którą poznałem kilka dobrych lat temu. To był 2011 rok. Tak, to był 2011 rok. Alicja miała wtedy około 20 lat. Studiowaliśmy razem i była członkinią zboru Nowej Reformacji Żywe Źródło. Bardzo charyzmatyczny ruch religijny. Podczas nabożeństw, które były organizowane, mówili językami, wyganiali demony z ciał wyznawców, czego sam byłem świadkiem. Jednocześnie przykładali ogromną wagę do znaczenia snów. Często zdarzało się, że Alicja odbierała telefon od kogoś ze swojego zboru chrześcijańskiego, ze swojego kościoła. Telefon, w którym rozmówca informował o tym, że komuś bliskiemu przyśnił się sen.
Ponieważ sny przez tych członków ruchu charyzmatycznego były uznawane za kanał łączności między ludźmi a Bogiem. I taki właśnie sen, taki sen, który miał być przekazem od Boga, doprowadził do tego, że Alicja przyjęła pewien określony punkt widzenia, chrześcijański punkt widzenia i ochrzciła się i stała się członkiem tego Kościoła. Takie świadectwo nawrócenia Alicji możemy znaleźć w serwisie YouTube. Ja pozwolę sobie później przekazać link do tego świadectwa, w którym Alicja opisuje, jak sen, który jej się przyśnił, doprowadził do tego, że uwierzyła w Chrystusa i stała się członkiem tego Kościoła chrześcijańskiego Żywe Źródło. Ja pozwolę sobie pokrótce przytoczyć to, co tak wpłynęło na Alicję, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, jakie ogromne znaczenie mogą mieć sny zarówno w dziejach ludzkości, co przytoczyłem na przykładzie Konstantyna Wielkiego i snu, który doprowadził do wydania edyktu mediolańskiego, jak i na życie indywidualnych jednostek. Otóż Alicja, której siostra i matka mocno wierzyły w Boga. Sama Alicja patrzyła na swoją matkę i na siostrę z pewnym zdziwieniem. Nie wierzyła w to, co mówiła. Nie wierzyła, że te prawdy religijne, które są przekazywane w kościele Żywy Zdrój, są prawdą. Jak sama mówi w swoim świadectwie, była to dla niej po prostu taka bajka.
Co wpłynęło na zmianę sposobu myślenia Alicji? Ja pozwolę sobie tutaj przytoczyć ze świadectwa, które możemy posłuchać na serwisie YouTube. Jest jak najbardziej publiczne, więc nie mam żadnych oporów co do tego, żeby je opowiedzieć, więc pozwolę sobie zacytować to świadectwo Alicji. „Miałam sen. Przyśniło mi się, że szatan wcielił się w bliską mi osobę. Nie wiedziałam, że to on. Dopiero po jakimś czasie się okazało, że to nie była bliska mi osoba, tylko on. I w tym śnie, jeszcze nie chcąc iść za Bogiem, zaczęłam się modlić „Ojcze nasz”. I w tym momencie się przebudziłam. To był pierwszy sen, który mnie poruszył i sprawił, że jak gdyby bardziej zainteresowałam się Bogiem.
Po jakimś czasie był kolejny. Przyśniło mi się, że jestem w obcym domu, pustym i jak gdyby oddalonym od miasta. Podchodzę do okna, jest noc i widzę na niebie świetlisty krzyż złożony z kul światła. I takie przekonanie wtedy miałam, że to jest koniec świata. Odwróciłam się do mojej siostry we śnie i mówię: „Zobacz Anka, koniec świata, a ja jeszcze nie jestem gotowa”. I to mnie tak poruszyło, że zaczęłam jeździć z nimi do zboru w Kowczynie i od jakiegoś czasu tu przychodzę. Dwa sny. W jednym ujawnia się największy wróg Boga, szatan, w drugim mamy do czynienia ze snem, w którym ukazany został koniec świata. Doprowadziły do tego, że Alicja, do tej pory, która patrzyła na twierdzenia religijne swojej mamy, swojej siostry jako na bajkę, dwa sny sprawiły, że zaczęła wierzyć. Podjęła decyzję, która wielu może wydawać się całkowicie nielogiczna na podstawie wizji pozbawionych sensu, a za to przepełnionych emocjami snów, w których pojawiły się elementy religijne.
Podobnie jak w przypadku Konstantyna Wielkiego, sny, do których przykładamy często niewielką wagę dla ludzi, którzy uważają je za kanał łączności między człowiekiem a Bogiem, mogą mieć ogromne znaczenie zarówno w indywidualnym życiu, jak widzimy na przykładzie Alicji, która stała się członkiem Kościoła protestanckiego i która uwierzyła w Boga ze względu na to, co jej się przyśniło, ze względu na te sny, które przytoczyłem, jak i w przypadku wielkiego władcy Konstantyna Wielkiego, który miał sen, który miał wizję krzyża na niebie wskazanego mu przez anioła i napisu pod tym znakiem: „Zwyciężysz”. To doprowadziło do tego, że wydał edykt mediolański i dzisiaj chrześcijaństwo jest religią o ogromnym znaczeniu ze względu na sen, który przyśnił się Konstantynowi. Tego rodzaju snów, które doprowadziły do pewnej zmiany w historii dziejów, które doprowadziły do zapoczątkowania czegoś nowego, jest całe mnóstwo. Być może podobne przykłady posiadają również Robert i Kinga, którzy są dzisiaj ze mną. Ja, zanim jeszcze przekażę wam tę pałeczkę, pozwolicie tylko, że wspomnę jeszcze o dwóch rzeczach, bo mówimy tutaj o snach, które przyśniły się komuś tak wielkiemu jak Konstantyn Wielki. Oczywiście sny pełnią również ważną rolę w Biblii. W Biblii pojawia się wiele odniesień do snów, które odgrywały ważną rolę. Mamy proroczy sen Daniela. Mamy sen, który został zesłany Józefowi o tym, żeby uciekać do Egiptu przed Herodem, o tym, że można już wracać, bo Herod nie żyje. Również Bóg poinformował Józefa poprzez sen, więc pojawia się ważne pytanie: czy Bóg dzisiaj również komunikuje się z nami za pomocą snów?
W przypadku takich ruchów charyzmatycznych, które głęboko wierzą w to, że Duch Święty oddziaływuje bezpośrednio na członków ludu Bożego. Dzięki temu pojawiają się charyzmaty, pojawia się możliwość strzegania demonu, glosolalii, mówienia językami. Wierzą również głęboko w to, że Bóg przemawia przez sny i dlatego przykładają ogromną wagę do snów. Jednak inni, jak chociażby Świadkowie Jehowy, uważają, że sny nie mogą w dzisiejszych czasach być źródłem przekazu od Boga do ludzi, dlatego, że cały przekaz, wszystkie słowa, które Bóg chciał nam przekazać, zostały już nam przekazane w Biblii, która jest kompletna, która jest pewnym skończonym świadectwem i nic nie można do niej dodać. Więc gdyby Bóg miał do nas mówić jeszcze przez sny, to pytanie: po co? Świadkowie Jehowy odrzucają taką możliwość, że w dzisiejszych czasach Bóg mówi do nas przez sny. Uważają raczej, że sny mogą być sposobem, w jaki komunikuje się z nami zła strona czy demon, szatan i tym podobne. Ale nie wszyscy tak uważają. Istnieją grupy religijne przekonane, że Bóg również dzisiaj mówi do nas przez sny. Na stronie www.sny.org.pl możemy wręcz znaleźć biblijną interpretację snów.
Pozwolę sobie przytoczyć to, co autorzy strony piszą na swojej stronie, mianowicie odpowiadając na pytanie, czy Bóg przemawia przez sny: „Uważamy za rzecz absolutnie niezwykłą, że nasz kochany Bóg wykorzystuje każdą sposobność, aby do nas mówić nawet we śnie. Jednak tak, wiemy, że Bóg przemawia do ludzi przez sny. Sen jest jednym ze sposobów, w jaki nasz Bóg komunikuje się z człowiekiem”, na co zostały przytoczone między innymi takie wersety ze Starego czy z Nowego Testamentu, w przypadku Nowego z Dziejów Apostolskich: „Lecz to wiedzcie, że spełnia się na nich przepowiednia proroka Joela: za dni ostatnich — mówił Pan — wyleję Ducha mojego na wszystkich ludzi. Wasi synowie i córki wasze będą prorokować, młodzi ludzie będą mieć widzenia, a starzy sny”. Także te grupy charyzmatyczne, te grupy związane w szczególności z Nową Reformacją, przykładają ogromną wagę do snów, wierząc, że są przekazem od Boga właśnie ze względu na to, że został na nich wylany Duch Święty. Dlatego prorokują, mówią językami, mają widzenia, jak również interpretują swoje sny pod kątem tego, co Bóg chce im przekazać. Na stronie www.sny.org.pl możemy wysłać swój sen administratorom strony na podany adres mailowy interpretator@sny.org.pl po to, żeby został nam zinterpretowany pod kątem symboliki biblijnej. Jak deklarują autorzy strony, w ciągu maksymalnie trzech tygodni otrzymamy odpowiedź, co Bóg chciał nam przekazać przez sen. Można w to wierzyć lub nie. Pokazuje to jedynie, jakie sny mają ogromne znaczenie dla ludzi dzisiaj, doprowadzając chociażby do tego, że zmieniają o 180 stopni swój punkt widzenia.
Stają się członkami chociażby jakiejś grupy charyzmatycznej, jak w przypadku Alicji. Jak ogromne znaczenie sny miały kiedyś w przypadku cesarza Konstantyna Wielkiego, co doprowadziło do legalizacji chrześcijaństwa, które dzisiaj rozrosło się ogromnie. Pewnie podobne przykłady tego, jak wielkie znaczenie mają sny, mają Kinga, mają Robert i ja pozwolę sobie też przekazać wam pałeczkę.
[18:40] - O tym, jakie sny Otmar składał chrześcijańskie. Ja powiem może z innych kultur, bo między innymi sny miały również duże znaczenie w starożytnym Egipcie, w Grecji, między Gotami. Ja powiem Grecję. Tam czczono boga snów, Fantosa, który miał trzech synów: Morfeusza, Ikelosa i Fantazosa. Pierwszy z nich rzucał sny na ludzi, drugi na zwierzęta, trzeci chyba na rośliny. Nie wiem, jak to tam było. Tam zwracano uwagę na sny, między innymi pierwszą dyskusję o snach zapoczątkował Hipokrates, ojciec nowoczesnej medycyny, który uważał sny za istotne narzędzie diagnostyczne w ustalaniu stanu psychicznego i fizycznego pacjenta. Bardzo go interesowały choroby fizyczne. Cenił on wartość snów w terapii. Heraklit, filozof grecki, oddzielał zjawisko marzeń od snów nadprzyrodzonych.
Stwierdził, że to jest cecha wszystkich ludzi i że każdy z nas przenosi się w śnie do własnego świata. Dla Demokryta sny były oddziaływaniem jednych dusz na drugie, a powietrze było wypełnione duszami. Platon sądził, że sny były kanałami, które służyły do przekazywania przekazów od bogów. Tak więc jak widzimy, w greckiej kulturze również było takie odniesienie do snów.
[20:46] - To teraz może Kinga.
[20:48] - Jak już mówimy o religii, to myślę, że przede wszystkim warto wspomnieć również o Mahomecie, którego między innymi pierwsza wizja była na śnie i wtedy odkrył swoje powołanie. Te sny też między innymi opisy ich znajdujemy w Koranie i pojawiają się też w większości religii. Ogólnie pojawiają się sny, powołania i tak dalej. Również znam księdza, który swoje powołanie odkrył podczas snu. Generalnie myślę, że jeśli chodzi o los jednostek, to ma to różne znaczenie. Dla niektórych pomaga wybrać drogę życiową. Również sny zdarzały się, że pomogły osobom, które otrzymały Nagrodę Nobla. Takim przykładem jest między innymi Otto Loewi, który podczas snu odkrył rozwiązanie na swoje pytanie, z którym pracował. Mianowicie czy sygnał z jednego neuronu na drugi pochodzi na skutek bezpośredniego pobudzenia, czy jest to pobudzenie pośrednie poprzez sygnał chemiczny. Sen przyśnił się z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę w 1921 roku.
Niestety zapomniał tego snu. Zapisał, ale nie mógł go rozczytać. Na szczęście sen przyśnił mu się ponownie, dzięki czemu następnym razem udało mu się zapamiętać wszystko i udało mu się rozwiązać to zadanie. Oczywiście było to drugie rozwiązanie i dostał za to Nagrodę Nobla. Wracając natomiast do historii, to taki najsłynniejszy sen przyśnił się faraonowi Tuthmosis IV około 1400 roku przed naszą erą, gdzie napotkał w nim boga Thotmosa, który zapewniał go, że zjednoczy królestwo, jeśli Tuthmos odkryje posąg Sfinksa, który był wówczas częściowo zasypany przez piasek. Kiedy to zrobił, królestwo zostało zjednoczone, a sam faraon wzniózł przed Sfinksem kolumnę, na której ten sen spisał.
[23:16] - Damian na czacie zgłosił małą poprawkę. Otóż Hipnos był bogiem snów, a nie Tanatos. Ale oddajmy głos Mariuszowi.
[23:25] - Tak, to prawda. Z tym się zgodzę. Akurat nazewnictwo bogów greckich czy egipskich może powodować pewne problemy. Kinga tutaj wspomniała między innymi o Mahomecie. I bardzo fajnie. Rzeczywiście sny odegrały bardzo ważną rolę u tego założyciela nowej religii, jaką był islam. W jednym przypadku mówimy o Konstantynie Wielkim i mówimy o śnie, który doprowadził do ekspansji chrześcijaństwa. Sny były również tym powodem, tą przyczyną. Sny, niezwykłe sny, które miały być przekazywane przez Boga za pośrednictwem archanioła Gabriela, były również przyczyną pojawienia się kolejnej nowej wielkiej religii, jaką jest islam. W czasach Mahometa nie czyniono jakiegoś wielkiego rozróżnienia między tymi przekazami, które były przekazywane poprzez wizje na jawie ...
czy tymi przekazami, które pojawiały się podczas snu. Wiele ze snów przekazanych Mahometowi trafiło do Koranu jako jedne z sur. Więc wiele z tych nauk, które dzisiaj wyznają muzułmanie, pochodziło właśnie z czegoś, co przyśniło się Mahometowi, co pokazuje, jak wielką rolę pełnią dla niektórych sny. Muzułmanie wierzą, że sny mogą być zsyłane zarówno przez anioły, które są pośrednikami między ludźmi a Bogiem, jak również przez demony. Podobnie jak w przypadku chrześcijaństwa, o czym mówiłem, może jedynie w odróżnieniu od Świadków Jehowy czy innych grup, które uznają, że Bóg nie przemawia do nas dzisiaj przez sny, co najwyżej może to być dzieło demonów. W każdym razie istnieje jakieś przekonanie, że to, czy sen jest prawdziwy, czy też jest fałszywy i pochodzi od demonów, można również określić po tym, w jakich nam się śniło. Uważa się, że prawdziwe sny to te, które pojawiają się nad ranem. Można więc tutaj zwrócić uwagę na to, że te wielkie sny, które miałyby prowadzić do jakiegoś odkrycia, mają więcej wspólnego z omamami, które mają do czynienia z budzeniem się, z omamami hipnopompicznymi, niż z samymi snami. Te omamy hipnopompiczne, czyli różnego rodzaju halucynacje czy wzrokowe, czy słuchowe, które pojawiają się w momencie budzenia się, w odróżnieniu od omamów hipnagogicznych, które są związane z zasypianiem, miały również wpływ na stworzenie wielu dzieł kultury. Kinga wspomniała tutaj o zdobywcach Nagrody Nobla.
Warto wspomnieć również o muzyce. Mamy Paula McCartneya i jego słynne „Yesterday”, które prawdopodobnie pojawiło się właśnie podczas omamu hipnopompicznego związanego z momentem budzenia się, czyli przechodzenia ze stanu snu do stanu jawy. Paul McCartney, kiedy usłyszał muzykę, która później znalazła się w tym słynnym utworze „Yesterday”, był przekonany, że gdzieś musiał ją słyszeć. I tak naprawdę w tej halucynacji słuchowej ta piosenka była odtworzeniem czegoś, co już znał, ale szukał tego podobnego rytmu i ni diabła nie znalazł. Więc okazało się, że pojawiło się w tym momencie u niego coś nowego, że mózg wykonał pewnego rodzaju kreatywną pracę, doprowadzając do powstania wielkiego przeboju „Yesterday”. Sam niejednokrotnie doświadczałem omamów hipnopompicznych. Zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś nie wie, czym są omamy hipnopompiczne związane ze stanem budzenia się, może im przypisywać większą rolę. W moim przypadku te omamy były najczęściej słuchowe. Było to wrażenie, że ktoś do mnie mówi, ktoś mnie woła, kiedy w rzeczywistości tak nie było. Ale znam również dużo bardziej złożone omamy hipnagogiczne i hipnopompiczne.
Moja koleżanka Dominika, która jakiś czas temu doświadczyła swojego pierwszego świadomego snu po wyretowaniu mojej książeczki, co ogromnie cieszy i do czego zachęcam, bo publikacja jest dostępna za darmo w internecie, miała omamy hipnagogiczne, w których widziała swojego partnera życiowego, który w tym momencie spał w innym pomieszczeniu. Widziała go w formie takiego świetlistego ducha, który przemierzał pokój i zastanawiała się ogromnie, co to jest. I ja, i lekarz, do którego trafiła, twierdzili, że był to omam hipnagogiczny i taki dość pełnowymiarowy. Więc zarówno ten moment przechodzenia z jednego stanu w drugi, czyli zasypianie, jak i budzenie się, mogą być źródłem różnego rodzaju wizji, które doprowadzają do pojawiania się swego rodzaju nowych pomysłów, które mogą mieć wpływ na nasze dzieje.
[28:41] - Tak wracając do twórczości, to między innymi również seria „Zmierzch” jest efektem snów. Z tego, co się dowiedziałam, sama autorka mówi, że zobaczyła dwie osoby na łące. Jedna z nich była młodym, przystojnym i pyszczącym chłopakiem, a druga zwykłą dziewczyną. Chłopak był wampirem i próbował jej wytłumaczyć, jak bardzo się o nią martwi, ale jednocześnie sam ma ochotę ją zabić. Autorka uznała, że powieść ta średnio się sprzeda, między innymi znudzonym matkom i gospodyniom domowym, a okazało się, że serię głównie przeczytały nastolatki. Ale i tak jest to wielki sukces. Również „Potwór Frankensteina” jest efektem snu czy film „Terminator”.
[29:33] - To może teraz Robert.
[29:34] - To może jeszcze dodam kwestii historycznego tego, co było, bo tutaj znalazłem stronę, mogę podesłać później do linku się doda, gdzie jest opisane znaczenie snów w różnych kulturach. Sen w kulturze mezopotamskiej również miał znaczenie. Między innymi jeden z zachowanych ikoników Gudea opowiada o śnie, w którym został wezwany przez boga Ningirsu do budowy świątyni na jego cześć. Również udzielił mu dokładnych danych na temat tej budowy. Analogicznie jest w Wj 25, 9, gdzie Jahwe nakazał Mojżeszowi budowę przybytku. Z Biblii też jest inna taka historia, w której Chyba Jakuba, bo woła Bóg. Jeżeli chodzi jeszcze o sny w kulturze mezopotamskiej uważano, że marzenia senne o negatywnej treści wywoływane były przez duchy śmierci, demony. Latanie zwiastowało nieszczęście, picie wina przepowiadało krótkie życie, a picie wody długie. W tych snach symbolicznie dochodziło do kontaktu z bogami, z dami, ludźmi i przedmiotami, które symbolizowały dynamikę osobowości śniącego. Uważano, że takie sny są niebezpieczne i zdradzają choroby lub obecność zła.
I proszono bogów, żeby zesłali im dobry sen.
[31:26] - Proszę państwa, mówimy o snach, które mają wpływ na ważne wydarzenia z zakresu kultury, nauki, polityki, religii, o czym mówił między innymi Robert. Ogromne znaczenie w naszych dziejach mają również zaburzenia snu, a mianowicie jego deprywacja, czyli brak snu. Brak snu również doprowadzał do wielu wydarzeń, najczęściej bardzo negatywnych, groźnych skutków. Jednym z przykładów tego, do czego może doprowadzić brak snu i jaki może mieć wpływ na wydarzenia o skali światowej, jest ogromna katastrofa ekologiczna, która miała miejsce w roku mojego urodzenia, w 1989, na Alasce, kiedy doszło do katastrofy ekologicznej, uszkodzenia supertankowca Exxon Valdez, który osiadł na mieliźnie właśnie na Alasce, wylewając około 50 milionów litrów ropy naftowej do czystych, nieskazitelnych wód, doprowadzając do zanieczyszczenia tysięcy kilometrów wybrzeża. Kiedy amerykańska Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu szukała przyczyn tej katastrofy ekologicznej, która nie miała sobie ówcześnie równych, okazało się, że przyczyną był brak snu. Wypadek zdarzył się tuż po północy, kiedy supertankowiec Exxon Valdez znajdował się pod dowództwem trzeciego oficera, który w ciągu wcześniejszych 48 godzin, w ciągu wcześniejszych dwóch dni, dwóch pełnych dób spał zaledwie sześć godzin i ciągle cierpiał na niedobór snu, więc wyglądało na to, że zasnął na służbie i przyczyną ogromnej katastrofy ekologicznej był brak snu. Podobnie było w przypadku katastrofy wahadłowca Challenger w 1986 roku. Prezydencka komisja, która badała katastrofę, stwierdziła, że przyczyną było również przemęczenie związane z brakiem snu. W oficjalnym raporcie odnotowano, że proces podejmowania decyzji był zaburzony właśnie ze względu na zmęczenie związane z deprywacją snu. Podobnie było w przypadku katastrofy w Czarnobylu, kiedy do błędnych decyzji, znacząco rażących decyzji dochodziło nad ranem.
Również w przypadku załogi tej elektrowni jądrowej, która była najzwyczajniej w świecie niewyspana i pozbawiona odpowiedniej dawki snu. W tym przypadku brak snu doprowadził do katastrof, o których wszyscy słyszymy. Drzemka ta znowuż doprowadziła do utraty życia pewnego znanego polityka, co miało miejsce w ubiegłym roku, w kwietniu. 30 kwietnia 2015 roku północnokoreański polityk i generał, minister obrony wybrany właśnie w 2015. Jak to bywa, proszę państwa, z północnokoreańskimi politykami, pewnie źle wymówię, Hyon Yong-chol, proszę państwa, na pewno źle, proszę mnie sprawdzić. 30 kwietnia 2015, w ubiegłym roku ten minister obrony, północnokoreański minister obrony został rozstrzelany i to rozstrzelany z broni przeciwlotniczej. Była to publiczna egzekucja, którą obserwowały setki ludzi. Wykonana w taki sposób brutalny, żeby zwrócić uwagę na to, do czego prowadzi niesubordynacja kogoś tak wysoko postawionego w północnokoreańskiej armii jak minister obrony. A co takiego zrobił Hyon Yong-chol, minister obrony północnokoreański, że został rozstrzelany z broni przeciwlotniczej poprzez publiczną egzekucję? Otóż zdarzyło mu się zdrzemnąć.
Zdarzyło mu się, proszę państwa, zasnąć podczas parady wojskowej, w której brał udział Kim Dzong Un i karą za tę drzemkę, karą za ten sen było właśnie pozbawienie go życia, publiczne pozbawienie go życia poprzez rozstrzelanie z broni przeciwlotniczej. Zasypianie, publiczne zasypianie w Korei Północnej przez osoby wysoko postawione przy głowie państwa, jak widzimy, nie jest szczególnie opłacalne i doprowadziło do pozbawienia życia bardzo ważnego polityka. Jest to o tyle zaskakujące, że położonej niedaleko Japonii chociażby, publiczne spanie jest jak najbardziej dopuszczalne. Wręcz oczekuje się od pracowników, że będą drzemali w pracy, ponieważ w ten sposób japoński pracownik pokazuje, jak bardzo jest zaangażowany w swoją pracę. Tak bardzo, że pracuje po godzinach, nie ma czasu spać i musi odpoczywać na szybkiego przed monitorem. Przygotowuje się tam zresztą specjalne pomieszczenia w pracy dla pracowników, żeby mogli się wyspać. Słynne są zdjęcia japońskich pracowników, którzy śpią w różnych miejscach, śpią na dworcach, śpią w miejscach publicznych. Spanie w miejscach publicznych jest jak najbardziej dopuszczalne w tamtej kulturze pracochodników.
[37:11] - Mariuszu?
[37:12] - Wspomnę jeszcze o tym, zanim głos oddam Robertowi, że sny, proszę państwa, oprócz tego, że mogą doprowadzić do utraty życia zarówno innych, jak było w przypadku wahadłowca Challenger czy w przypadku katastrofy w Czarnobylu, która również mogła być spowodowana deprywacją snu, mogą również to życie uratować w dość niezwykłych okolicznościach. Znowu historia wszystkim nam znana, ponieważ mówimy o wpływie snów na losy świata. Mam na myśli katastrofę parowca. Parowca nie byle jakiego. Nazywał się Titanic. Znamy, proszę państwa, rok 1912, zderzenie z górą lodową. Otóż okazuje się, proszę państwa, że wielu pasażerów odwołało swoje rezerwacje na pierwszy, dziewiczy rejs parowcem transatlantyckim Titanic ze względu na to, że kilka nocy przed wyruszeniem w tę podróż nawiedzały ich we śnie koszmary, w których widzieli samych siebie ginących w lodowatych otchłaniach Oceanu Atlantyckiego. Dotyczyło to między innymi znanego londyńskiego publicysty, Williama Tida, który miał podobną wizję, ale dużo wcześniej, bo 20 lat przed tragedią. Napisał w związku z tym krótką nowelę o katastrofie parowca, która jak żywo przypominała zapowiedź katastrofy Titanica. Problem w tym, że może ze względu na to, że przyśniło mu się to dużo wcześniej, William znalazł się na liście pasażerów w trakcie dziewiczego rejsu tego liniowca i niestety stał się ofiarą lodowatej toni.
Zginął tam, ale wiele osób nie znalazło się wśród ofiar Titanica i nie znalazło się na jego pokładzie właśnie ze względu na to, że mieli sen, w którym niejako zostali ostrzeżeni przed tym, żeby na ten pokład nie wchodzić.
[39:15] - To teraz możemy chyba oddać głos Robertowi. Robercie?
[39:19] - Dokończę moją tyradę na temat snów w różnych starożytnych religiach. Zakończę ją Egiptem. W cywilizacji Egiptu uznawano sny faraona za znaczące. Jeżeli te sny były niejasne, to zwoływano tłumaczy. Między innymi jednym z takich tłumaczy był Józef, który wytłumaczył sen o krowach, tłustych i chudych, a także o kłosach. Opisano również dużo snów, między innymi sen Tamutamona, Etiopczyka, który podbił Egipt. Podobno mu się przyśniły dwa węże. Jeden z lewej, drugi z prawej. Wykładacze snów uznali, że księcia czeka wspaniała przyszłość. Będzie władał nie tylko Egiptem Górnym, ale i Dolnym.
Tłumaczenie snów odbywało się na zasadzie intuicyjno-spekulatywnej. Pomocą była tu gra wyrazów, w której wykorzystaniu Egipcjanie byli wirtuozami. Ponadto wyjaśnienie snu logicznie opierało się na empirycznych podstawach, to jest na związku snu z rzeczywistością. Aby to zrobić, gromadzono w tym względzie wielu materiałów z przeszłości. Ponieważ sny były zróżnicowane, dlatego materiał specjalny wciąż wzrastał. Między innymi wynikiem tego był „Sennik egipski”, o którym kiedyś już Mariusz wspomniał.
[41:19] - To może teraz Mariusz?
[41:21] - Proszę państwa, jednym ze znaczących wydarzeń w historii są konflikty zbrojne, są wojny. Ktoś kiedyś zwrócił uwagę na to, że kiedy uczymy się historii w szkole, to najczęściej uczymy się o wojnach. Uczymy się dat wojen, tego, kto z kim walczył, do czego to doprowadziło. Historia akademicka, której się uczymy, wydaje się być historią mężczyzn. I to wydaje się być historią tych mężczyzn, którzy lubią potrząsać szabelką. Więc byłoby dziwne, gdyby z tymi ważnymi wydarzeniami w historii, czyli właśnie z konfliktami zbrojnymi, też nie wiązały się sny. Też nie wiązały się wielkie sny. Sny bardzo ważne. Jeden z takich przykładów dotyczy węgierskiego biskupa Józsefa Lánji, który był nauczycielem arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Otóż pod koniec 1914 roku biskup Lánji miał sen.
Miał sen, który pozwolę sobie Przytoczyć. Był to koszmar, który obudził naszego biskupa o 3:30 nad ranem. Co też śniło się biskupowi? Otóż we śnie biskup widział, jak wczesnym rankiem idzie do swojego biurka, by przejrzeć świeżą pocztę. Na samym wierzchu leżała depesza otoczona czarną ramką i opatrzona czarnym stemplem z herbem Franciszka Ferdynanda. W jednej sekundzie biskup rozpoznał pismo następcy tronu. Otworzywszy list użył na nagłówku jakąś ulicę i wąską alejkę. Dostojna para jechała w automobilu, obok nich siedział generał z przodu, obok kierowcy oficer. Po obu stronach ulicy cisnęły się tłumy gatów i ciekawskich. Nagle dwóch młodych mężczyzn wyskoczyło z tłumu i wystrzeliło z rewolweru w kierunku arcyksięcia i jego małżonki.
Słowa listu brzmiały następująco. Listu, który oczywiście biskup Lanyi, Jozef Lanyi znalazł w swoim śnie na biurku. „Wasza Eminencjo, chciałbym niniejszym poinformować, że dziś razem z moją małżonką padnę ofiarą politycznego zamachu w Sarajewie. Polecamy się waszym pobożnym modlitwom oraz prosimy o odprawienie mszy żałobnej za nasze dusze. Prosimy też Waszą Eminencję o dochowanie miłości i wierności wobec naszych biednych dzieci. Serdecznie pozdrawiam. Arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Sarajewo, 28 czerwca 1914 roku, godzina 3:30 nad ranem”. Właśnie wtedy biskup Lanyi obudził się z łanu potem i opowiedział wszystko swojemu węgierskiemu służącemu Miklosowi. Stąd wiemy o tej relacji i możemy podejrzewać, że jest prawdziwa.
Biskup zaordynował wtedy odprawienie mszy świętej w intencji arcyksiężnej i arcyksięcia. Jak się okazało, kilka godzin później w Sarajewie, dokładnie tak, jak opisywał to sen biskupa Jozsefa Lanyi, arcyksiążę Franciszek i jego małżonka zostali zastrzeleni w Sarajewie, co doprowadziło do wybuchu pierwszej wojny światowej. Także w przypadku takich wielkich wydarzeń o znaczeniu globalnym wydaje się, że często pojawiają się różnego rodzaju zapowiedzi, sny, które moglibyśmy nazwać proroczymi. Myślę, że snom proroczym moglibyśmy na spokojnie poświęcić jedną z naszych kolejnych audycji. Co o tym myślicie, Robercie, Kingo?
[44:58] - Arcyksiężny, jaki temat?
[44:59] - Sny prorocze.
[45:00] - Audycja o snach proroczych.
[45:03] - Możemy zrobić taką audycję. Właśnie to bardzo ciekawy temat.
[45:09] - Też uważam, że temat jest ciekawy i naprawdę dużo można by było o tym mówić. Także myślę, że pomysł top.
[45:17] - Więc myślę, że spokojnie, jeśli naszych słuchaczy również to zainteresuje w Radiu Paranormalium. Jeszcze chyba takiego tematu nie poruszaliśmy, mimo że już od kilku lat audycja trwa z dość długą przerwą ostatnio, dlatego postanowiliśmy teraz reaktywować, więc o snach proroczych być może również porozmawiamy. A na razie zwróćmy uwagę jeszcze na to, w jaki sposób sny, bądź też ich brak, były związane z ważnymi historycznymi momentami. Mówiłem o konfliktach zbrojnych, więc jeszcze moment o ważnym konflikcie. Było o pierwszej wojnie światowej, o proroczym jakoś śnie biskupa węgierskiego Jozsefa Lanyi. Otóż sen, a właściwie ich brak, być może doprowadził również do przegranej pierwszej ważnej przegranej wojsk hitlerowskich. Mowa oczywiście o bitwie o Stalingrad, obecnie zwany Wołgogradem. W czterdziestym drugim roku, kiedy toczyły się walki w Stalingradzie, aby zwiększyć presję wywieraną na hitlerowców, którzy liczyli tutaj na blitzkrieg, radzieccy dowódcy zarządzali nieustanne ataki w nocy. Robili tak po części dlatego, że Niemcom brakowało ochrony ze strony sił powietrznych w nocy, ale głównym celem było wyczerpanie wroga, wyczerpanie wojsk hitlerowskich. Aby wzmocnić siłę tych nocnych ataków, Sowieci odpalali race, które miały zapowiadać natarcie, nawet jeśli atak nie następował.
Wszystko to miało sprawiać, że naziści, że hitlerowskie wojska będą stale w stanie gotowości i będą pozbawieni snu. I być może ta deprywacja snu doprowadziła do skrajnego wyczerpania niemieckich żołnierzy, co doprowadziło w konsekwencji do podupadania na zdrowiu, gwałtownego wzrostu liczby zgonów na skutek chorób zakaźnych, dyzenterii, tyfusu, paratyfusu. Liczba zarażonych mężczyzn, którzy umierali na tego typu choroby wzrosła pięciokrotnie w porównaniu do wcześniejszego roku sprzed Stalingradu. Wydaje się, że niemieccy żołnierze utracili nagle zdolność stawiania oporu infekcjom. Rosjanie, którzy zauważyli to zjawisko, nadali mu nazwę niemieckiej choroby. Wydaje się, że ta niemiecka choroba, która doprowadziła do załamania się blitzkriegu, doprowadziła do porażki hitlerowców pod Stalingradem, mogła być wywołana właśnie brakiem snu, deprywacją snu, którego byli pozbawieni przez strategię przyjętą przez Rosjan, przez strategię ciągłego nocnego niepokojenia i wystrzelania chociażby rac nawet w momencie, kiedy miało nie dochodzić do bombardowania. Więc być może brak snu, proszę państwa, u hitlerowskich żołnierzy doprowadził do załamania się niemieckiej ofensywy i do tego, że wojska z krupią czaszką nie zwyciężyły drugiej wojny i w końcu zostały pokonane przez Rosjan i Koalicję aliantów.
[48:40] - Jeśli już mówimy o skutkach snu, to tam jest, że brak snu może wywołać wiele chorób, między innymi nadwagę, otyłość, cukrzycę, choroby serca, nowotwory czy depresję. Także myślę, że warto jednak dbać o to, żeby spać niż być niewyspanym.
[49:05] - Kinga poruszyła tutaj ważną kwestię, której wielu wydaje się zaprzeczać. Wielu ludzi z gatunku tych, o których dzisiaj mówimy, bo mówimy o historii polityki, religii, kultury. Wiele osób, które znajdowały się na świeczniku właśnie ze względu na udział w tych dziedzinach, czyli osoby takie jak żelazna premier Margaret Thatcher, osoby takie jak Winston Churchill, Albert Einstein czy Napoleon. Jak myślicie, czy te osoby, to jest pytanie do Kingi, to jest pytanie do Roberta, to jest pytanie również do słuchaczy, czym te osoby odznaczały się, jeśli chodzi o sen? Czy spały krótko, zdecydowanie krócej niż większość ludzi, czy ich sen był przeciętny, czy też spali dużo dłużej niż inni? Jak uważacie?
[49:59] - Myślę, że to jest krócej, bo jednak miały te osoby też dużo obowiązków i to się przekładało na to, że miały mniej czasu na sen.
[50:11] - Ja też słyszałem gdzieś, że wybitne jednostki spały krócej. Nawet korzystały z jakichś przełomowych technik, żeby spać krócej a się wyspać. Nie wiem, kiedyś czytałem.
[50:31] - Bardzo dobrze proszę państwa i ma to przełożenie również na dzisiaj, o czym jeszcze powiem, jeśli chodzi o politykę. Ale w przypadku tych wielkich osób kiedyś, jak Albert Einstein, jak Winston Churchill, jak Napoleon, jak Margaret Thatcher. Paul Martin w swojej książce „Liczenie baranów. O naturze i przyjemnościach snu” zwraca uwagę na to, że mamy do czynienia z mitem. On nazywa to wręcz bzdurą i to bzdurą bardzo niebezpieczną, bo bzdurą, która wkłada ludziom do głowy, żeby czegoś dokonać, trzeba mało spać. Natomiast Martin stwierdza, że była to nieprawda w przypadku Margaret Thatcher, kiedy pojawił się niedorzeczny mit, gdy pełniła funkcję premiera o tym, że spała co najwyżej cztery godziny na dobę. Ciężko pracowała przez kolejne 20. Podobnie w przypadku Napoleona, który miał nie spać prawie w ogóle. Martin twierdzi, że to bzdura. Rzeczywiście te osoby być może niewiele spały w nocy, natomiast ucinały sobie podobno wiele drzemek w ciągu dnia, więc spały w sposób, który my dziś moglibyśmy nazwać polifazowym.
Być może to jest jakaś recepta na geniusz. Być może to jest jakaś recepta na jak najlepsze wykorzystanie swoich sił życiowych, o czym tutaj nieraz mówiliśmy. Zamiast tego jednolitego monofazowego bloku ośmiogodzinnego snu, podzielenie tego snu na kilka mniejszych etapów. Tak jak mówiłem, ma to przełożenie na dzień dzisiejszy. Swego czasu premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, również żalił się na to, jak bardzo mało czasu poświęca na sen. Jeszcze gorzej było w przypadku kampanii prezydenckiej w 2000 roku, kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, kiedy Al Gore podczas swojej intensywnej kampanii, która zajmowała i 19 godzin w trakcie doby, zwracał uwagę na to, że prawie nie śpi. Jeden z pomocników Al Gore'a mówił o tym, że w te dni kampanii prezydenckiej właściwie Al Gore był ciągle na kofeinie, żeby przebrnąć przez te dni kampanii. Pił masę dietetycznej coli. Podobnie w przypadku George'a W. Busha, który pokonał Ala Gore'a o włos.
Również zwracano uwagę na to, że te potknięcia językowe Busha, które są dziś sławne, z których się dzisiaj nabijamy. Jeden z amerykańskich psychologów zasugerował, że problemy Busha z tym językiem mówionym i te słynne jego lapsusy językowe są tak naprawdę skutkiem braku snu. Są tak naprawdę skutkiem deprywacji sennej. Może się okazać, proszę państwa, że ludzie, którzy dzisiaj nami rządzą, ludzie, którzy podejmują kluczowe strategiczne decyzje, są ludźmi skrajnie niewyspanymi, ludźmi pozbawionymi odpowiedniej ilości snu. Nie jest to najlepszy przykład dla tych, którzy znajdują się niżej, ponieważ w Wielkiej Brytanii chociażby przeprowadzono badania, z których wynika, że sen jest przyczyną większej liczby wypadków drogowych niż alkohol, a jednocześnie pozwalamy dzierżyć ster rządu w polityce osobom, które wręcz szczycą się tym, że krótko śpią. Bo w dzisiejszych czasach zarywanie nocy wydaje się wręcz być powodem do dumy. Kto krótko śpi, ten jest pracusiem, ten jest osobą pracującą. To jest ktoś, kogo możemy stawiać za wzór. A w efekcie prowadzi to do tego, o czym mówiłem wcześniej. Katastrofa Exxon Valdez, Czarnobyl, Challenger.
O przegranych wojnach nie wspomnę, proszę państwa. Zarywamy sen. Kładzie nam się jako przykład sławne osoby mówiąc o tym, że spały mało. Choć Paul Martin, o którym mówiłem i w książce, do której będę odsyłał, zwracał uwagę na to, że raczej nie tyle spały mało, co dzieliły sobie sen na pewne krótsze etapy. W polityce również często Deprywacja snu staje się sposobem na to, żeby doprowadzić do podjęcia pewnych kluczowych decyzji w przypadku negocjacji, które trwają bardzo długo. Tak było w 1997 roku podczas maratonu negocjacji nad Protokołem z Kioto, czyli protokołem, który dotyczył zmniejszenia światowej emisji gazów cieplarnianych, protokołem, który nadal jest realizowany. Decyzje dotyczące protokołu zostały podjęte właśnie po kilkudniowym, bezsennym maratonie, kiedy wszyscy byli już skrajnie zmęczeni i tak naprawdę byli w stanie podpisać wszystko, tylko po to, żeby móc w końcu się wyspać. W 2000 roku podczas międzynarodowego szczytu w Hadze problem był podobny. 12 długich dni negocjacji. Przedstawicielka Francji była rozwścieczona wręcz.
Mówiła o tym, że jest wyczerpana, że jest zmęczona, że nie rozumie szczegółów tego, co jest omawiane podczas tego międzynarodowego szczytu w Hadze. Polityka jest taką sferą naszego życia, która wydaje się być skrajnie oddzielona od snu. Gdy myślimy o politykach, myślimy o ludziach, którzy nie poświęcają zbyt wiele czasu na sen. Ale biorąc pod uwagę, jakie decyzje są podejmowane, często o znaczeniu strategicznym, ja bym wręcz apelował o to, że panowie i panie, poświęcajmy jednak trochę więcej czasu na sen. Nie tylko dlatego, że dajemy jakiś przykład, ale dlatego, że pozbawianie się snu, deprywacja snu może prowadzić do opłakanych skutków.
[56:48] - Wniosek jest taki, że jeśli chcemy jakoś nakłonić kogoś, żeby zrobił to, co my chcemy, to doprowadźmy do tego, żeby nie spał, tak?
[57:01] - Tak. Zresztą dlatego, proszę państwa, deprywacja snu jest też jedną z najczęściej stosowanych tortur. Kiedy chcemy kogoś do czegoś przymusić, kiedy chcemy od kogoś uzyskać jakieś informacje, to często pozbawiamy go snu, budząc co chwilę, rażąc jaskrawym światłem. Pozbawianie snu, deprywacja senna jest jedną z najdoskwierniejszych tortur. Można więc powiedzieć o tym, że podczas negocjacji, w których podejmowane są ważne decyzje, można próbować właśnie podczas takich maratonów bezsenności wywierać wpływ na stronę, która jest naszym oponentem i z którą mamy zawrzeć jakąś ugodę po to, żeby będą skrajnie wyczerpanymi, doprowadzić ich do tego, żeby w końcu podpisali to, co im się podsuwa. Tak naprawdę tylko po to, żeby w końcu skończyć. Brzmi to może zabawnie, ale nie jest to żart.
[58:03] - À propos deprywacji i kultur, bo trochę powiem o tym, co było kiedyś. Gdzieś czytałem artykuł, że w jakimś tam plemieniu deprywowało się sen, pozbawiano się snu na tydzień, dwa. Nie pamiętam, czy to był artykuł, czy książka. I później jak zasypiano, to miało takie mistyczne wizje, takie wizje mistyczne, szamańskie. Nie pamiętam, czy to była książka, czy artykuł.
[58:50] - Proszę państwa, nasza audycja trwa na żywo. My tutaj stale staramy się reagować na różne sygnały przekazywane nam przez naszych słuchaczy. Jeden z sygnałów, który dotarł do nas, bodajże na czacie go otrzymałem tutaj od pani Janiny Zagórskiej, która zwraca uwagę na kwestię, jaką poruszaliśmy od początku istnienia ruchu oneironautycznego. Chodzi mianowicie o kwestię hasła, które głosiliśmy i akcji, którą prowadziliśmy i w przypadku której nadal się pod nią podpisujemy, czyli LD zamiast narkotyków, czy też jak tutaj podaje pani Janina Zagórska LD zamiast LSD. LD zamiast LSD było po prostu takim chwytliwym hasłem dotyczącym ogółu narkotyków. Pani Janina zwraca nam uwagę na to, że jesteśmy negatywnie nastawieni do zażywania środków psychoaktywnych, że promujemy LD, czyli sen świadomy, lucid dreaming jako alternatywę dla zażywania środków psychoaktywnych, a nie bierzemy pod uwagę tego, że te środki psychoaktywne mogą mieć pozytywne skutki, jak w przypadku pani Janiny, która zwraca uwagę między innymi na to, że dzięki LSD udało jej się pokonać depresję, czy też wpłynęło to pozytywnie na jej postrzeganie świata. A w przypadku LD, które było praktykowane przez panią Janinę, to się nie udało. Tutaj z Robertem i Skingum postaramy się do tego odnieść oczywiście. Ja po prostu jestem przekonany, że, i takie jest moje zdanie, że jeśli jesteśmy w stanie uzyskać pewne rzeczy, uzyskać jakąś gratyfikację bez dostarczania sobie substancji chemicznych z zewnątrz, a wykorzystując chemię naszego własnego organizmu, to w tym kierunku powinniśmy podążać. Bo jeśli zależy nam na jakichś przyjemnych, ekstatycznych stanach, które możemy osiągnąć między innymi poprzez sen świadomy, to po co robić to poprzez zażywanie substancji psychoaktywnych?
Substancji, które, przepraszam pani Janino, ale nie są bez- Wpływu na nasz organizm, bo o niczym, co dostarczamy do naszego organizmu, nie możemy powiedzieć, że pozostaje dla niego neutralne i bez wpływu. LSD, o którym mówi pani Janina. W przypadku LSD zwraca się uwagę między innymi na to, że tripy, które pojawiają się pod wpływem halucynacji wywołanych LSD, mogą stanowić niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ze względu na nieracjonalne zachowanie. Czy to błędną ocenę własnych możliwości, błędną ocenę odległości, zaburzenia pewnego rodzaju postrzegania, zaburzenia sensoryczne mogą doprowadzić do tego, że sami sobie wyrządzimy krzywdę. W przypadku LSD mówi się o urojeniach. Mówi się o flashbackach, które pojawiają się jeszcze po jakimś czasie, kiedy odstawimy narkotyki. O flashbackach, które bywają również nieprzyjemne. O flashbackach, czyli mamy na myśli tutaj wrażenia, halucynacje, które pojawiają się z pewnym opóźnieniem po czasie od zażywania narkotyków, często już w okresie abstynencji. Pytanie: po co zażywać LSD? Po co zażywać narkotyki?
Co to przynosi pani Janinie? Nie jest tak, że jesteśmy przeciwni w tym sensie, że nie wolno i zakazujemy, tylko wskazujemy alternatywę. Wskazujemy różne fajne, inne rzeczy, różne fajne, inne sposoby na to, żeby przeżyć, żeby doświadczyć czegoś ciekawego. I taką alternatywą bardzo ciekawą i bardzo fajną jest właśnie sen świadomy. Czy chcielibyście coś dodać odnośnie tego zażywania narkotyków, Robercie czy Kingo? Ja tylko zainteresowanych tą tematyką: czy LD może rzeczywiście być alternatywą dla narkotyków? Takie osoby odsyłam i do mojej publikacji o świadomym śnie „Mariusz Sobkowiak. Świadomy sen. Nasze drugie życie”, jak również do książek pisanych przez Adama Bytowa, chociażby „Jasność” czy innych, w których również odnosi się do kwestii tego, w jaki sposób LD pomogło też wielu narkomanom w odstawieniu środków psychoaktywnych. Robercie, Kingo, czy coś chcielibyście dodać?
[01:03:34] - Ja powiem tyle, że ja nie mam nic przeciwko narkotykom, o ile są one przepisane przez lekarza i ich dawka jest kontrolowana. Natomiast wiadomo, że to są dość rzadkie przypadki. W większości jednak te narkotyki są stosowane w celu przejścia w inną świadomość i wtedy naprawdę lepszym wyjściem jest świadomy sen, który da nam praktycznie ten sam efekt, a nie sprawi uszczerbku na naszym zdrowiu. Natomiast wracając do depresji, o której wspomniała tutaj pani, to również ciekawostka jest taka, że deprywacja snu stosowana czasem dwa, trzy razy w tygodniu jest zalecana pacjentom z ciężką depresją. Ten efekt nie jest długotrwały, raczej krótkotrwały, ale działa na jakiś czas.
[01:04:30] - Ja powiem jako taki, nie jestem jakimś zwolennikiem tych substancji, ale powiem też, że nie jestem przeciwnikiem, bo wszystko jest dla ludzi, wszystko może służyć ludziom. Tak samo LSD również może służyć ludziom. Między innymi to wspomniana przez panią Janinę, jak pomogło jej z depresji. Oglądałem film również kiedyś „LSD. Droga do piekła”. Polecam bardzo. To jest film dokumentalny o tym środku i tam również było zastosowanie w leczeniu w sprawie kreatywności, w leczeniu klasterowego bólu głowy. Jednakże sądzę też, że osoby tylko takie jak przed chwilą właśnie napisała pani Janina, dla osób mądrych. Sądzę, że to powinno być takie licencjonowane, że tylko te osoby, które zostały przebadane, które wiedzą co robią, które mają jakiś cel. Ale również zaznaczam, że bardzo dobrą alternatywą i do tego darmową dla LSD jest LD.
Że w LD można robić więcej rzeczy, w LD jest większa kontrola, bo w LSD nie kontroluje się tripu i można robić więcej rzeczy. Można również leczyć depresję. Między innymi jednym z moich podanych tematów, jaki miałem na audycję, to jest używanie LD w celu leczenia problemów psychicznych. To układany przeze mnie temat, może kiedyś będzie. Również można radzić sobie z koszmarami i to wszystko jest w cenie LSD, jest w cenie jakiejś tam terapii drogiej psychiatry, w cenie leków przeciwdepresyjnych. LD to takie wielofunkcyjne narzędzie, które również może nam pomóc i do tego jest za darmo. Można je typowo kontrolować.
[01:06:48] - Ja się jeszcze odniosę, że świadomy sen jednak nie jest w 100% bezpieczny, podobnie jak LSD, bo były przypadki, gdzie osoby praktykujące świadomy sen zatracały się w tym świecie snów i to kończyło się tragicznie. I to tylko takie drobne ostrzeżenie. Także to jednak wszystko ma swoje wady, zalety i Warto o tym pamiętać i uważać.
[01:07:17] - To, o czym mówi Kinga, jest też pewnym odniesieniem do tego, o czym pisze pani Janina, zwracając uwagę na to, chociaż muszę powiedzieć, że trochę kuriozalne jest dla mnie to stwierdzenie pani Janiny, zacytuję: „LSD jest dla osób mądrych”. Co to znaczy? Czy osoby, które są, nazwijmy to, niemądre, cokolwiek miałoby to znaczyć, czyli chociażby osoby z różnego rodzaju zaburzeniami, nie zażywają LSD czy też nie powinny zażywać LSD? Bo pierwsze stwierdzenie wydaje mi się skrajnie fałszywe, a drugie niebezpieczne, bo jeśli twierdzimy, że coś jest dobre, tak jak LSD, to powinniśmy pozwolić na zażywanie tego innym, wszystkim tak naprawdę, i nie reglamentować tego. Nie mielibyśmy wpływu na to, kto zażywa dany narkotyk. Również stwierdzenie pani Janiny: „Nie znam nikogo”
[01:08:15] - Mariuszu, to dobroczynne działanie LSD w pewnych przypadkach stwierdzono po badaniach, w których jednak dawkowanie było kontrolowane ściśle przez inną osobę. To nie było tak, że na przykład podczas eksperymentów w więzieniu więźniowie sobie sami to brali. To ktoś inny im po prostu podawał, ktoś inny to dawkował i ktoś kontrolował efekty i przebieg całych tych eksperymentów.
[01:08:41] - Troszkę przerywa mi twoją wypowiedź. Nie wiem, czy mnie dobrze słychać?
[01:08:44] - Ciebie słychać bardzo dobrze.
[01:08:45] - Jestem z wami? Aha, coś mi tutaj przerwało. Opisywałeś bodajże eksperymenty, które wskazywały na pozytywne skutki zażywania LSD, o ile dobrze pamiętam.
[01:08:56] - Tak.
[01:08:59] - Nie wątpię, że jak każda inna substancja psychoaktywna, również dietylamid kwasu lysergowego może mieć pozytywne skutki w przypadku również różnego rodzaju zaburzeń. Tylko pytanie, po co to robimy i po co to zażywamy? Bo jeśli to ma stanowić sposób na leczenie pewnego rodzaju rzeczy, to tak, to może działać równie dobrze jak marihuana lecznicza i nie mam z tym żadnego problemu. Z tym że my nie proponujemy zastępowania substancji leczniczych świadomym snem LD, ale postulujemy, aby LD stanowiło swego rodzaju alternatywę raczej pod kątem rekreacji i zabawy dla tych narkotyków, które w tym celu są stosowane. I w tym przypadku nie widzę potrzeby, aby stosować tego rodzaju miękkie narkotyki, jak LSD. Pani Janina dokonuje też ciekawej, ekwilibrystycznej sztuki, pisząc, że kawa, leki nasenne i heroina są szkodliwsze niż LSD. I tutaj muszę się zastanowić nad tym, czy jest sensowne stawianie w jednym szeregu kawy i heroiny, jeśli porównujemy ich szkodliwość. Zgodzę się, pani Janino, z tym, że rzeczywiście nie zażywałem LSD, więc nie mogę się odnieść na temat tego, jak wpływa na nasz organizm, jeśli chodzi o subiektywne podejście, ale nie mogę opierać się na tym, o czym pani pisze. Nie znam nikogo, kto by skoczył przez okno po LSD. Nie mogę opierać się na tym, decydując o tym, czy LSD jest dobre, czy też nie, bo jest to tak zwany dowód anegdotyczny.
Nie znam nikogo, kto coś zrobił i nie może to stanowić jednak żadnej podstawy w dyskusji. My, promując akcję LD alternatywą dla narkotyków, chcieliśmy zwrócić uwagę na to, że jeśli zażywamy tego rodzaju substancje w celu odurzenia się, w celu wprawienia się w odmienny stan świadomości, to są na to inne sposoby. Sposoby, które nie wymagają wprowadzania żadnych substancji psychoaktywnych z zewnątrz, tylko sposoby, które wykorzystują potencjał, który tkwi w nas samych. Ja w swojej książce zwracałem uwagę na to, że zawsze i to jeśli chodzi o rozwój filogenetyczny, jak i rozwój ontogenetyczny, zarówno gatunek ludzki, jak i inne gatunki wprowadzają się w stan różnego rodzaju oszołomienia. Renifery zjadają grzyby. Kawa została odkryta dzięki temu, że kozy zjadały owoce. Małe dzieci kręcą się w kółko. Ja tak robiłem, państwo pewnie też. Tak szybko i do tego momentu, gdy zacznie kręcić im się w głowie. Więc wszyscy podejmujemy jakieś działania, jakieś czynności, które zmierzają do tego, żeby poczuć się inaczej, żeby poczuć się lepiej.
Wszyscy podejmują działania zmierzające do tego, żeby znaleźć się w jakimś odmiennym, innym stanie świadomości. Ale jeśli mam do wyboru wprawienie się w taki odmienny stan świadomości, który może przynieść mi wiele satysfakcji poprzez wykorzystanie potencjału, który tkwi we mnie, a wprawienie się w taki stan poprzez dostarczanie sobie jakiejś substancji z zewnątrz, to wydaje mi się, że dużo bardziej sensowne, dużo bardziej bezpieczne jest wybranie tej pierwszej opcji, z której niewielu korzysta. Bo tak, przyznajmy, jest trudniejsza. Praktykowanie LD wymaga jednak praktykowania, czyli nauczenia się tego i poświęcenia temu trochę czasu, co jest zdecydowanie trudniejsze niż przyjęcie po prostu jakiejś substancji z zewnątrz pod postacią chociażby nasączonego kwasem papierka pod językiem, prawda?
[01:13:15] - Ja się może odniosę do tego, co przed chwilą napisał nasz kolega z ruchu, Radek, na konwersacji naszej na Facebooku: „Mnie osobiście marihuana pomaga osiągnąć LD. Po jednym, dwóch buchach zapadam w głęboki sen, budzę się po kilku godzinach i zasypiam ponownie nad ranem i za każdym razem mam LD”. Może jesteś tak jakoś, nie wiem, nie praktykowałam. Nie wiem, jak to wpływa na nas, więc może, Mariusz, ty się odniesiesz?
[01:13:52] - Przepraszam cię, ale musiałabyś powtórzyć jeszcze raz, bo nie dosłyszałem.
[01:13:59] - W sensie wypowiedź Radka?
[01:14:01] - Odnosisz się do tego, o czym-
[01:14:07] - Radek napisał-
[01:14:08] - Jeszcze raz cię proszę.
[01:14:09] - „Mnie osobiście marihuana pomaga osiągnąć LD. Po jednym, dwóch buchach zapadam w głęboki sen, budzę się po kilku godzinach i zasypiam ponownie nad ranem i za każdym razem mam LD”.
[01:14:22] - Już tak, już jestem w domu. Powiem tak: nie wiem, na ile Radek poważnie, ale pewnie poważnie, na tyle, na ile znamy Radka. Trzeba przyznać, że my na oficjalnym profilu ruchu oneironautycznego na Facebooku, na który również zapraszamy, wystarczy w facebookowej wyszukiwarce wpisać „Ruch oneironautyczny” albo „Oneiro society”, żeby nas znaleźć. Również piszemy o różnego rodzaju substancjach chemicznych, które mają pomagać w osiąganiu LD. Ostatnio pisaliśmy bodajże o gulu avi. Zachęcaliśmy do tego, żeby spróbować. Jedna z naszych sympatyczek ruchu oneironautycznego również opisała, w jaki sposób wpłynęło na nią stosowanie tej substancji chemicznej, bodajże naturalnej, na roślinkach opartych. Więc stosowanie pewnych substancji może wpływać na pojawianie się snów świadomych w sposób pozytywny, jak również w sposób negatywny. Radek mówi o tym, że wpływa na niego marihuana pozytywnie. Znowu coś, do czego ciężko się odnieść, bo mam w głowie taką migawkę na temat tego, że jakąś informację na temat wpływu tej substancji psychoaktywnej na pojawianie się snów świadomych czytałem, ale przypomnieć sobie to w chwili obecnej ciężko, bo niestety nie taki jest temat dzisiejszej audycji.
Natomiast myślę, że gdyby było to jakieś doświadczenie globalne, czyli gdyby u większej ilości osób zażywanie kannabinoidów wpływało pozytywnie na pojawianie się LD, to szybko byśmy o tym usłyszeli. Bo nie ukrywajmy, że marihuana jest jednak jednym z najbardziej popularnych narkotyków i gdyby w jakiś sposób prowadziła do pojawiania się częściej czy w większej ilości snów świadomych, to byłoby o tym dość głośno w środowisku oneironautycznym. A jednak o tym nie słyszymy. Być może w sposób indywidualny działa to na Radka. My często opisując różnego rodzaju nowe sposoby na osiąganie snów świadomych, zwracamy uwagę na to, że jeśli szukamy metody dla siebie, jeśli szukamy metody na to, jak osiągnąć ten sen świadomy, to nie wystarczy jedynie opierać się na tym, co powiedział nam inni, co na nich działało. Tak jak na Radka kiedyś śmiertelnie poważnie, jak napisał, twierdzi, że działa marihuana. Musimy znaleźć taką metodę, która będzie pasowała nam, a są to kwestie bardzo indywidualne. Podejście również powinno być bardzo indywidualne. Być może na Radkach rzeczywiście działa to w ten sposób i pomaga mu właśnie ta substancja chemiczna, ale u innych pewnie nie zadziała. Więc gdyby ktoś mnie zapytał, czy próbować marihuany w celu osiągnięcia snu świadomego, to powiedziałbym, że jako pierwszy rzut to jest to raczej pomysł słaby i nietrafiony.
Nawet jeśli ktoś, jak w przypadku Radka twierdzi, że super i że rzeczywiście działa, to nie znaczy, że u kogoś innego zadziała to tak samo.
[01:18:06] - Jeszcze się odniosę do tego, co napisała pani Janina, że ma znajomego, który praktykuje LD od czterech lat i nie ma efektów i że po LSD osoba jest bardziej podatna i może sobie to LD zasugerować. Otóż na sugestie można być podatnym w każdym momencie i jeśli się uwierzy w podświadomość, to można to naprawdę zrobić. Podświadomość tak naprawdę jest w stanie wykonać wszystko, co sobie sami zasugerujemy. Jeśli kolega ma z tym problem, to polecam książkę Josepha Murphy'ego „Potęga podświadomości”, która opisuje, jak sobie poradzić z problemem autosugestii i lepiej wykorzystać tę potęgę, którą ma tak naprawdę każdy z nas.
[01:18:58] - Oczywiście tutaj ja sam często osiągam sny świadome bez stosowania żadnych zapisywanych metod, więc pojawiają się one spontanicznie. To pokazuje, jak bardzo indywidualna jest to kwestia. Dlatego trzeba stosować różne sposoby, różne metody, różne praktyki, żeby znaleźć to, co nam pomoże. Substancja, o której mówiłem, o której niedawno pisaliśmy na naszym profilu, nalewka ubulawi, ubulawu, która miałaby pomagać osiągnąć sen świadomy, jest właśnie opisywana tak chuja optymistycznie jako od setek lat stosowana przez afrykańskie plemiona Zulusów, którzy wykorzystywali składniki tej nalewki ubulawy, ubulawu do tego, żeby kontaktować się z duchami podczas snu, do tego, żeby mieć doświadczenia oneironautyczne. A w przypadku naszej sympatyczki, która sprawdziła i która opisała to dla nas, okazuje się, że na nią nie zadziałało. I nie mógłbym powiedzieć, że ubulawu nie działa, że ta nalewka nie działa. Nie próbujcie. Powiem: ta nalewka nie działa na nią. Ta metoda nie działa w jej przypadku. Uważam, że nie ma gorszej lub lepszej metody na osiąganie LD.
Jest oczywiście metoda prostsza, jest metoda trudniejsza. Kiedy zwracają się do nas po raz pierwszy ludzie, którzy mówią, że chcieliby spróbować osiągnąć LD, to kiedy polecamy im jakąś metodę, najczęściej dlatego, że jest to metoda najprostsza do zastosowania na początek i jeśli ona zadziała, to super. Jeśli nie, możemy przejść do innych. Ale wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak metoda bardziej skuteczna czy mniej skuteczna w osiąganiu świadomych snów. Jeśli tutaj pani Janina pisze rzeczywiście o tym, że kolega już od wielu lat próbuje i mu się to nie udaje, to pytanie, co jest tego przyczyną. Wydaje mi się, że trzeba znaleźć przyczynę. Trzeba szukać dalej, próbować innych metod, bo fakt, że koledze się nie udało, nie znaczy, że nie może. Jeśli wiele osób, które również nigdy nie doświadczały LD, doświadczają ich po znalezieniu odpowiedniej metody. W przypadku Dominiki, o której mówiłem tutaj na początku audycji, wystarczyło zastosowanie testów rzeczywistości przy wykorzystaniu dłoni, czyli tak zwanego testu Denarquana i już po dwóch tygodniach miała pierwszy świadomy sen, więc wygląda to bardzo indywidualnie. To, że nie udało się u kolegi, nie znaczy, że nie uda się u kogoś innego.
Myślę, że organizmy ludzkie również różnie reagują na narkotyki zarówno w przypadku marihuany czy LSD. Tak samo jest w przypadku LD, więc nie przekreślałbym LD jako ciekawego sposobu na rozwijanie siebie czy też osiąganie odmiennego stanu świadomości.
[01:21:53] - Tutaj jeszcze Sakineo gdzieś nam na czacie jeden ze słuchaczy napisał, że choroby takie jak depresja można pośrednio leczyć świadomym snem na tej zasadzie, że jeśli składnikową choroby jest bezsenność i koszmary, to zwrócenie większej uwagi na aspekt snu i próba jego poprawy może przynieść ukojenie choremu, jednak nie wyleczy choroby całkowicie. Myślę, że można się z tym zgodzić. Przede wszystkim jeśli kontrolujemy sen, to można go użyć do tego, aby się z lękami zmierzyć. Na przykład jeśli ktoś boi się pająków, może sobie wyobrazić, że jest w pomieszczeniu, w którym jest pełno pająków, dużych, mniejszych i za którymś razem te pająki się może pospędzie. Myślę, że w przypadku depresji również to zadziała.
[01:22:44] - Oczywiście naszym celem nie jest straszenie. Nie zajmujemy się nawoływaniem ludzi do tego, żeby nie próbowali różnych rzeczy, które ich cieszą, które dają jakąś przyjemność. Nie demonizujemy pani Janiny i jej doświadczeń związanych z zażywaniem LSD, ale wskazujemy uwagę na to, że narkotyki, które są teraz bardzo modne w środowisku, i których zażywanie jest proste, chcemy wskazać alternatywę dla tego rodzaju doświadczeń. A wydaje nam się, że taką ciekawą alternatywą, o której mówi się za mało i której się nie uczy i której się nie praktykuje, jest właśnie LD. Myślę, że ogromna zaleta LD nad LSD, o którym mówi pani Janina, jest taka, że LD jest kompletnie za darmo i nikt na tym nie zarobi. Narkotyki i innego rodzaju substancje psychoaktywne, tak samo leki nasenne czy inne substancje, o których w sposób negatywny wypowiada się pani Janina, wszystko to jest biznesem. Na wszystkim tym ktoś może zarobić, ktoś próbuje nam coś sprzedać. W przypadku LD jest to coś, czego nie kupimy. Jest to coś, czego ktoś nam nie sprzeda. Jest to coś, co możemy osiągnąć sami swoją pracą i tym bardziej daje to myślę ogromną satysfakcję.
I na LD nikt nie zarobi, nikt nie zarobi na oneironautach, nikt nie zarobi na was, jeśli postanowicie próbować snów świadomych. My tutaj na antenie Radia Paranormalium już od długiego czasu próbując w różny sposób zachęcać do tego, żeby praktykować sen świadomy, nie robimy tego po to, żeby w jakikolwiek sposób wyciągać pieniądze, zarabiać czy osiągać profity. Robimy to dlatego, że sami mamy wspaniałe doświadczenia z LD. Ja mam cudowne doświadczenia ze snem świadomym. Rzeczy, których tam doświadczyłem, rzeczy, które tam zobaczyłem, sprawiają, że nie mam potrzeby chociażby stosowania różnego rodzaju substancji psychoaktywnych, bo nie jest mi to potrzebne. Jeśli chcę doświadczyć rzeczywiście czegoś wspaniałego, mogę na to liczyć właściwie każdej nocy i chciałbym, żeby inni ludzie też mieli możliwość doświadczenia tego. Chciałbym, żeby również inni ludzie mieli możliwość przeżywania takich przygód w takim pełnowymiarowym świecie, który sami mogą wykreować, w którym mogą dokonać cudów. Nie wydaje mi się, żeby coś takiego było możliwe po zastosowaniu narkotyków, które mogą doprowadzić do różnego rodzaju wizji, do różnego rodzaju halucynacji, które mogą doprowadzić do zmiany osobowości, ale nie dadzą nam czegoś takiego jak niezwykła przygoda przeżywana w pełnowymiarowym świecie wygenerowanym przez nas mózg. Nie znam Takiego uczucia się porównać z tym wrażeniem, które pojawia się w momencie, gdy uświadamiamy sobie, że znajdujemy się we śnie. Z uczuciem, które w swojej książce nazwałem uderzeniem prądu elektrycznego, ale dlatego, że bardzo ciężko znaleźć język do opisu tego, jakie to jest doświadczenie, kiedy znajdujemy się w jakimś świecie i zdajemy sobie sprawę z tego, że ten świat nie jest prawdziwy, że jest w całości wygenerowany przez nas i że możemy z nim zrobić wszystko.
Tego uczucia, doświadczenia takiego stanu życzyłbym każdemu. Dlatego nie zachęcam do zażywania narkotyków, że ich nie zażywam i się na nich nie znam. Znam się na LD i wiem, że LD może stanowić ciekawą formę doświadczania odmiennych stanów świadomości, doświadczania takich stanów umysłu, których nie jesteśmy w stanie doświadczyć na jawie. I ze swojej strony zdaję sobie sprawę z tego, że LD, mimo że tutaj Kasia mówiła o pewnego rodzaju zagrożeniu, to jednak jest ono niewielkie w przypadku zażywania, wprowadzania do swojego organizmu różnego rodzaju substancji psychoaktywnych, to LD nie jest żadnym zagrożeniem. Ja bym je odradzał ludziom z zaburzeniami psychicznymi ze względu na to, iż mogą pojawić się problemy z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości, jak również osoby, które mają problem z układem krążenia, z sercem, ponieważ również to uczucie, o którym mówię, kiedy uświadamiamy sobie, że świat, w którym się znajdujemy, nie jest prawdziwy, może wywołać pewnego rodzaju szok, który może stanowić zagrożenie dla zdrowia w przypadku osób ze słabym układem krążenia. Ciężko mówić tutaj o większym zagrożeniu dla ludzi zdrowych, którzy nie mają żadnych problemów. LD stanowi dlatego ciekawą, bo tanią alternatywę. Pani Janina wspominała również o ludziach, którzy zarabiają na kursach związanych z LD. Tak, są tacy ludzie. Są ludzie, którzy sprzedają spore, drogie kursy tego, jak nauczyć się LD.
Ale różnica jest taka, że jeśli chcemy się tego nauczyć i nie wydać ani grosza, to możemy. Nie ma problemu. Jest masa porad w internecie na temat tego, jak osiągnąć LD. Większość ludzi, których znam, nigdy nie skorzystała z płatnego kursu. Jeśli ktoś chciałby nauczyć się śnić świadomie, chciałby swoją pierwszą przygodę z LD albo próbuje już od wielu lat jak kolega pani Janiny i się nie udaje, zachęcamy do kontaktu z nami czy to poprzez nasz profil na Facebooku, czy na stronie oneirosociety.tk, na nasz adres mailowy oneirosociety@gmail.com. Zupełnie za darmo możemy nauczyć cię tego, jak trafić do niezwykłego świata. W przypadku narkotyków, czy LSD, czy innych. Jeśli sami ich nie wytwarzamy, to raczej nie jest to możliwe.
[01:28:23] - Ja się może jeszcze odniosę do tego, że nawet jeśli płacimy za kurs, to płacimy do momentu, kiedy się nauczymy tego. Kiedy się nauczymy, to już tak naprawdę ten kurs nie jest nam potrzebny i już dalej za to nie płacimy, a ilość tych snów świadomych, które przeżyjemy, będzie znacznie większa niż ilość różnych stanów świadomości poza zasięgiem narkotyków.
[01:28:50] - Ja chciałbym jeszcze powiedzieć, że nasza akcja, którą prowadzimy, o której pani Janina wspomniała, czyli świadomy sen w zamian za narkotyki jako alternatywę do narkotyków. Kiedyś nazywało się świadomy sen zamiast narkotyków, ale zmieniliśmy nazwę, ponieważ ktoś nam zasugerował, jeden z naszych czytelników na początku, bo na początku była ta akcja świadomy sen zamiast narkotyków, która się odbiła na nasz ruch oneironautyczny. Nam zasugerował, że ludziom nie lubię tej alternatywy. Nie lubią, jak się mówi „zamiast”. Dlatego my nie mówimy, że zamiast, czyli że nie brać. Jak ktoś chce brać, to jego sprawa, jego prywatna. Ma prawo. Znaczy prawo zakazuje posiadania takich substancji chyba. Ale jak ktoś je zdobędzie i będzie wiedział, gdzie ukryć czy coś takiego, nie zachęcam do tego, to może zażywać. Ale my mówimy „koalternatywa”, czyli jak to powiedział Mariusz wcześniej „zamiast”.
Nie zamiast, tylko koalternatywa, czyli coś, co można wykorzystać również do osiągnięcia tego czegoś, ale w inny sposób. Dlatego nie zakazujemy, nie mówimy „nie”, ale po prostu mówimy, że jest alternatywa i my tą alternatywę jako kolejną drogę pokazujemy.
[01:30:33] - Oczywiście w ruchu oneironautycznym zupełnie nie ingerujemy w sferę prywatną, w sposób, w jaki ludzie chcą rozwijać siebie tudzież chcą doświadczać świata. Z tego miejsca nie będziemy prowadzić żadnej krucjaty przeciwko narkotykom, czy to będzie LSD, czy to będzie marihuana, bo nie taki jest nasz cel. Chcemy pokazać, że podobne stany, jeśli nie lepsze, można osiągnąć, nie dostarczając żadnej substancji z zewnątrz. Właśnie za pomocą świadomego snu. Tutaj pani Janina zaczyna nam proponować narkotyki. Z tego, co zauważyłem, to jest taki sygnał powoli, że- ... że trzeba kończyć, zanim zaczniemy dealować tutaj na antenie Radia Paranormalium. My na antenie Radia Paranormalium mamy nadzieję, że znowu w cotygodniowej, co czwartkowej audycji „Świadomy sen — nasz drugi świat” będziemy dealować jedynie świadomym snem i fajnymi pomysłami i ciekawymi informacjami na temat snu, który teraz się bagatelizuje, do którego jesteśmy niejako przyzwyczajeni. Może dlatego też nie przywiązujemy tak wielkiej wagi do tych wszystkich fajnych rzeczy, których możemy doświadczyć we śnie, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co tam się dzieje. A gdybyśmy zaczęli w inny sposób traktować nasze sny, gdybyśmy między innymi zaczęli robić tam rzeczy, których do tej pory nie robiliśmy, na przykład zyskać świadomość i robić wszystkie te rzeczy, o których marzyliśmy, to może te sny na powrót stałyby się interesujące, może bardziej interesujące niż narkotyki.
Proszę państwa, o ile w przypadku tych substancji psychoaktywnych LSD, marihuany czy innych nie mamy tak naprawdę jakiejś większej kontroli nad tym, co się będzie z nami działo po ich zażyciu, nie mamy kontroli nad tripami, o tyle w przypadku świadomego snu to piękno, które jest związane z tym stanem, którego się doświadcza, jest związane z tym, że mamy kontrolę. Mamy ogromną kontrolę nad tym, co się dzieje. Możemy decydować zarówno o tym, co dzieje się z nami samymi, jak i o tym, co dzieje się na zewnątrz nas. Możemy kontrolować niejako ten świat marzenia sennego. Oczywiście nie w pełnym zakresie. To też pozwala na to, żeby nas to zaskoczyło. Ale mamy poczucie bezpieczeństwa, że nie przydarzy nam się nic złego, że nie musimy się bać, że nie doświadczymy jakichś stanów negatywnych. Badania wykazują, że większość zwykłych snów ma odcień negatywny, co być może wynika z samej przyczyny istnienia marzeń sennych. Marzenia senne jako pewien wytwór ewolucji, który ma symulować niebezpieczne, negatywne zdarzenia po to, żeby nas na nie przygotować. W przypadku świadomych snów natomiast wykazano, że najczęściej mają one właśnie oddźwięk pozytywny, przyjemny, w przeciwieństwie do większości snów.
Trudno, żeby było inaczej, skoro świadome sny są również jednym ze sposobów na zwalczanie koszmarów sennych. O tym, jakie pozytywne skutki może przynieść świadomy sen, mówiliśmy niejednokrotnie na antenie Radia Paranormalium. Ja zachęcam wszystkich słuchaczy do tego, żeby zajrzeć do archiwum Radia Paranormalium, do naszych poprzednich audycji, na których dowiedzą się, jakie są najbardziej skuteczne, sprawdzone przez nas sposoby na osiągnięcie snu świadomego. Po co praktykować sny świadome? Jedną z audycji również poświęciliśmy świadomym snom jako alternatywie dla narkotyków. Tutaj panią Janinę zachęcam do tego, żeby zajrzeć na antenę Radia Paranormalium do archiwum i znaleźć tę audycję. Być może kiedyś również do niej wrócimy, jeśli rzeczywiście jest zainteresowanie tym tematem. A na chwilę obecną, jak to bywa na antenie Radia Paranormalium, zaczęliśmy opowiadać o snach znaczących. Snach, które miały wpływ na dzieje świata, snach, które doprowadzały czasem do katastrof i śmierci wielu ludzi czy drzemce, która doprowadza do śmierci jednego człowieka, ale ważnego polityka. Opowiedzieliśmy o tym, jakie znaczenie mają sny w rozwoju religii.
Opowiedzieliśmy o indywidualnym doświadczeniu Alicji i o tym, że wiele osób nadal wierzy, że sny mogą być kanałem, przez który kontaktuje się z nami Bóg bądź demony, przekazując nam różnego rodzaju treści. I po tym wszystkim pozwoliliśmy sobie jeszcze ze względu na to, że audycja jest live, audycja jest na żywo, odnieść się do tego, o czym piszą nasi słuchacze, którym bardzo dziękujemy za to, że są z nami, za to, że nas słuchają. Także z tego miejsca jeszcze dziękujemy pani Janinie i dziękujemy koledze, który był z nami. Dziękujemy Radkowi, który podzielił się z nami również swoim doświadczeniem. Zachęcamy do tego, żeby słuchać nas za tydzień. Już w czwartek o 20:00 pojawimy się z kolejną audycją. Zachęcamy do tego, żeby sugerować również tematy audycji, tematy, o czym chcielibyście się dowiedzieć, co chcielibyście usłyszeć, czego te audycje mają dotyczyć. Przygotujemy się, podzielimy się swoimi doświadczeniami na łonie Ruchu Oneirotycznego i będziecie mogli o nich usłyszeć na antenie Radia Paranormalium. Z naszej strony to chyba już wszystko, bo widzę nawet, że Roberta nam już ucięło i się zresetował, zostałem z Kingą, żeby się z państwem pożegnać. Także z tej strony jeszcze raz ogromnie dziękuję wszystkim, którzy byli z nami.
Dziękuję za wysłuchanie naszej kolejnej, prawie dwugodzinnej audycji „Świadomy sen — nasz drugi świat” i zapraszam za tydzień w czwartek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium pojawimy się znowu.
[01:36:54] - Ja również dziękuję za dzisiaj i przede wszystkim zapraszam słuchaczy, osoby zainteresowane świadomym snem, aby dołączały do naszego ruchu. Im nas więcej, tym nas lepiej tak naprawdę. Jeśli ktoś chce brać udział tylko w audycjach, to też może spróbować swoich sił i do tego też serdecznie zapraszamy. Myślę, że za tydzień pogłębimy ten temat snów proroczych, bo to ciekawy temat i temat mamy chyba na teraz wyczerpany. Jeśli ktoś ma pytania jeszcze, to może nam pisać na nasz profil i na czacie radia.
[01:37:33] - Robert prosi, żeby go dodać jeszcze raz, ale rozmowa nieudana. Coś tu jest nie tak u niego. Chyba Robertowi Skype postanowił zrobić psikusa i przestać działać poprawnie. Ale skoro już dotarliśmy do końca dzisiejszej audycji, to myślę, że możemy zakończyć. Jeszcze tylko przypomnę, że strona oneironautów to oczywiście www.oneirosociety.tk. A na Facebooku naszych ekspertów od świadomego śnienia można znaleźć na koncie Ruch Oneironautyczny. Panie i panowie, czy macie grupę, do której można się również zapisać? Mariuszu?
[01:38:15] - Grupa Ruchu Oneironautycznego jest grupą tajną, do której przynależą członkowie Ruchu Oneironautycznego. My z tej strony gorąco zachęcamy do tego, żeby do nas dołączyć. Do RO nie jest ciężko, proszę państwa, na pewno każdy z was posiada jakieś talenty. Członkiem Ruchu Oneironautycznego nie musi zostać osoba, która doświadcza świadomych snów. Wystarczy, że ktoś jest zainteresowany tym tematem, że ktoś chciałby spróbować być może osiągnąć ten swój pierwszy sen świadomy i chciałby nam pomóc propagować sny świadome. Wtedy zachęcamy, żeby do nas dołączyć i dołączyć również do grupy, w której prowadzone są ciekawe dyskusje dotyczące zarówno działalności Ruchu, jak i naszych doświadczeń oneironautycznych.
[01:39:06] - I tak oto możemy zakończyć kolejny odcinek jedynej prawdopodobnie w polskim internecie realizowanej na żywo audycji poświęconej świadomym snom. „Świadomy sen: nasz drugi świat”. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a byli z nami Robert Niemiec, oneironautka Kinga oraz Mariusz Sobkowiak. Dzięki jeszcze raz wszystkim.
[01:39:29] - Dziękujemy.
[01:39:31] - Zapraszamy za tydzień.
[01:39:32] - Dziękujemy. Zapraszamy za tydzień na kolejny odcinek. A dzisiaj życzymy wszystkim słuchaczom pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim-
[01:39:47] - Robert się włączył.
[01:39:47] - O, właśnie Robert się włączył na ostatnie sekundy. Robercie, czy się słyszymy? Oj, Skype chyba zasnął. To znak, że czas najwyższy już kończyć. A więc kończymy i słyszymy się za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.