[01:38] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną. Dzisiaj właściwie będzie to bardziej wywiad niż debata, ale liczymy na to, że państwo się bardzo aktywnie włączycie do dyskusji. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a jest z nami dzisiaj nasz poszukiwacz prawdy, niestrudzony, Chris Smekina. Witaj, Chrisie.
[02:03] - Witam, witam. Niestrudzenie pozdrawiam. Dobry wieczór.
[02:06] - Tematem przewodnim dzisiejszej audycji będzie skrywana prawda o 11 września 2001 roku. Audycję realizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić i pisać. Nasz numer telefonu to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. No właśnie, Chrisie, zacznijmy może nietypowo, bo ty jesteś geograficznie najbliżej miejsca zdarzeń z 11 września 2001 roku. Jak ty zapamiętałeś ten dzień?
Gdzie wtedy byłeś? Jak się zachowywali ludzie i czy już wtedy coś podejrzewali?
[03:13] - Rzeczywiście, bo sytuacja była niecodzienna. Oczywiście w tej chwili ta cała historia z 9/11 to jest matka wszelkich teorii konspiracji. Zresztą dobrze się wpisuje też w dzisiejszy dzień, bo zauważcie nasi drodzy słuchacze, wszyscy we dwoje, jacy tu jesteście, bo cała reszta ogląda pewnie mecz, że akurat termin tej audycji wyznaczono właśnie w czasie, kiedy Polska będzie debiutować na Euro, więc wiadomo, że większość ludzi będzie chciała mecz obejrzeć, a nie będzie chciała być tutaj z nami. Także tym bardziej serdecznie, gorąco witam wszystkich tych, którzy są mniej zainteresowani piłką nożną albo szczególnie tych, którzy wybrali naszą audycję i dzisiejsze spotkanie, jakkolwiek ono potoczy się dalej, bo nigdy nie wiadomo w audycjach na żywo, do jakiego punktu dojdziemy i czy w ogóle będzie to punkt, z którego będzie jakikolwiek powrót, bo i tak też może być. Ta teoria konspiracji doskonale wpisuje się, tak jak powiedziałem, w dzisiejszy nasz temat. 11 września 2001 roku, to już tyle lat minęło. Już 15 lat. Będzie 15. rocznica tego roku, tego września. Także to już jest masa czasu i można rzeczywiście spojrzeć na to z perspektywy.
Taki dzień jak tamten pamięta się chyba tak samo dobrze, jak wszyscy ci, którzy przeżyli II wojnę światową, doskonale pamiętają dzień, w którym ta wojna wybuchła i opisują w swoich wspomnieniach czy książkach. Niewiele już ich dzisiaj pozostało, ale ciągle ten moment jest charakterystyczny, że dobrze pamiętają pierwszy dzień wojny i co się wydarzyło. Tutaj taka mała parabola mi się nasunęła, bo zobaczcie, Amerykanie zapisują datę w ten sposób, że najpierw jest miesiąc, dopiero potem jest dzień. Odwrotnie niż w Europie, że najpierw dzień, miesiąc i rok. Dlatego mamy to 9/11, czyli „nine eleven”. Ja sam często nadużywam tego stwierdzenia. Nie używam polskiej formułki z tego względu, że właściwie stało się to nazwą samo sobie, 9/11. Mówiąc o tej paraboli, spójrzmy, bo wspomniałem o II wojnie światowej, kiedy wybuchła II wojna światowa? 1 września. Czyli mamy 9/1.
Czyli 9/11 jest jakby drugim etapem czegoś, co być może rozpoczęło się w połowie XX wieku, bardzo, bardzo dawno temu. Im dłużej zastanawiam się nad tym, co się stało 11 września 2001 roku na Manhattanie, tym bardziej widzę te wszystkie historyczne powiązania, które czasami sięgają bardzo głęboko wstecz. W niektórych przypadkach nawet i tysiące lat, że jest w jakiś sposób realizowana pewna polityka. Ale znowu odbiegłem od tematu i to jest chyba mój podstawowy problem tego typu audycji na żywo. Już wracam do pytania. Tego dnia, 11 września 2001 roku, byłem niestety w pracy, jak większość ludzi w tym kraju. Popracować trzeba na swoich panów po to, żeby płacić podatki i finansować ich wojny i inne różne atrakcje, jakie co jakiś czas nam wymieniają. A wróciłem właśnie z wakacji, bardzo pięknych i przyjemnych wakacji w Kanadzie, w górach Laurentydach, gdzie głównym miejscem, które spodobało mi się najbardziej, było Mont Tremblant. Wspaniałe miasteczko wypoczynkowe właśnie na zboczach gór, tych Laurentydów, straszliwie pooranych takim polodowcowym krajobrazem pełnym jezior, gdzie akurat eksplodowała w tym czasie jesień, bo w Kanadzie mają tak samo złotą jesień jak i w Polsce. Być może ze względu na klimat, że jest tam troszeczkę chłodniej, jest mniej czerwieni, za to jest mnóstwo złota.
I z takim właśnie obrazkiem w głowie wróciłem niestety do mojego realnego, szarego życia, do pracy, gdzie jeszcze w jakiś sposób one umilały mi życie. Bo wyobraźcie sobie te przepiękne złote liście i to cudownie błękitne niebo. I z tego cudownego błękitnego nieba nagle na Manhattan spadł grom. Spadł grom w postaci dwóch samolotów, które uderzyły w wieże, podpaliły je, a następnie w niesamowity sposób, do dziś robiący wrażenie, mimo że prawdopodobnie każdy z was, kto dzisiaj słucha tej audycji, widział to dziesiątki, jak nie więcej, razy. Było to złożenie tych gigantycznych, potężnych wieżowców sterczących z Manhattanu, będących symbolem Manhattanu, dumą Manhattanu. Stało się coś absolutnie niewyobrażalnego. Tak jak powiedziałem, byłem w tym czasie w pracy i właściwie od momentu, kiedy uderzona została pierwsza wieża, pracę przerwano. Włączono telewizor, wszyscy włączyli swoje podręczne radyjka. To były jeszcze czasy, kiedy nie było smartfonów. Nie można było tak słuchać sobie z każdego miejsca na kuli ziemskiej czy z dowolnego miejsca, gdzie się mieszka, czy z parku, czy skądś.
Niektórzy poszli do samochodu, żeby siedzieć i słuchać w radiach samochodowych, co się dzieje w tym czasie w Nowym Jorku i wszyscy czekali na reakcję, co się wydarzy dalej, kiedy będzie ta odpowiedź, kiedy schwytają tych, którzy to zrobili, kiedy okaże się, że był to wypadek, a nie atak terrorystyczny. I w tym czasie kolejny samolot uderzył w drugą wieżę, podpalił ją, a później nastąpiło to, co nastąpiło. Wieże runęły, zabrały ze sobą tysiące ludzi, którzy na zawsze zostali w ruinach wież. Większość z nich nigdy nie została wydobyta, dlatego że wieże, rozsypując się, rozsypały się tak naprawdę na proch i rozsypały się na proch ciała tych ludzi, tak że nigdy ich nie odnaleziono. I wszelkie te pogrzeby ofiar 11 września są właściwie symboliczne. Tak że był to olbrzymi wstrząs i właściwie dla mnie, w tamtych czasach jeszcze całkiem świeżego emigranta z Polski, był to też szok podwójny, bo wydawało mi się, że zamieszkałem w kraju, który jest globalnym imperium. Kraju, który nie tylko kontroluje resztę świata, ale przede wszystkim kontroluje swoje własne granice. Więc wydawało się, że nic w tym kraju nie może się stać bez wiedzy tych, którzy są nad nami, nami rządzą i teoretycznie, oczywiście w podwójnym cudzysłowie, opiekują się nami. Tymczasem prawda okazała się zgoła inna i kiedy minęły pierwsze emocje, włączył się ten mój zmysł, czy raczej instynkt teoretyka konspiracji, bo mam to od dziecka. Kiedyś opowiem tą historię.
Być może kiedyś opowiadałem, ale opowiem wam jeszcze raz, jak to się stało, że zacząłem się interesować tego typu tematami. A sięga to mojego głębokiego dzieciństwa. Ale w tym czasie, właśnie tego dnia, 11 września 2001 roku, ten instynkt włączył się praktycznie natychmiast, bo wydawało się być nielogiczne, że porwane samoloty, o których służby, te naziemne, musiały wiedzieć, że są porwane, ponieważ one kompletnie zboczyły ze swojej trasy, leciały zupełnie innym korytarzem powietrznym. Musiały być przechwycone. Ci na ziemi musieli o tym wiedzieć. I teraz wiedząc o tym, że są to bardzo ważne i istotne ośrodki miejskie w Stanach: Nowy Jork, Filadelfia, Waszyngton i Boston. Wszystkie te miasta zresztą tworzą jedną linię. Można je połączyć jedną linią na mapie. I że coś wydarzy się, będzie jakaś reakcja, że wystartują samoloty i z zimną krwią zestrzelą tych, którzy je porwali. W tamtym czasie informacje ciekły tak wąską strużką, że nie było wiadomo tak naprawdę, co się dzieje.
Czy może jest to sygnał do wybuchu jakiejś większej wojny, czegoś znacznie potężniejszego, że być może niektórzy mówili, że być może lada chwila Amerykanie zaczną się z kimś okładać pociskami nuklearnymi. Zaczęto szukać, kim są ci, którzy dokonali tego ataku. I to była jedna z najtrudniejszych na początku odpowiedzi. Dlatego, że ciągle w tamtych czasach funkcjonował taki stan umysłu, że świat jest polaryzowany, że jesteśmy z jednej strony my, a po drugiej stronie są oni. I dla odróżnienia, tak jak dzisiejsi piłkarze na boisku, mamy inne koszulki, inne flagi. Odróżniamy się tak, jak tylko możemy, jak pionki na szachownicy wręcz po to, żeby było łatwiej rozróżnić, kto wróg jest, a kto przyjaciel, jak śpiewał Grechuta kiedyś pięknie W tym przypadku tak nie było. Ludzie, którzy rzekomo porwali te samoloty, pochodzili z kompletnie innego kręgu kulturowego. Nie reprezentowali żadnej siły, żadnego państwa, żadnej grupy, która wystawiłaby armię i mogła ją ustawić naprzeciwko potężnej amerykańskiej armii po to, żeby stoczyć bój tak jak kiedyś Polacy pod Grunwaldem na przykład, gdzie wiadomo było, że tamci z krzyżami to nie nasi, a ci po tej stronie to nasi. Tu w tym przypadku tak nie było, dlatego trudno było wskazać tego wroga i trwało dużo czasu, żeby uświadomić sobie, że ten wróg jest tak naprawdę w pewnym sensie niewidzialny, bo nie posiada granic, nie posiada administracji. Może być nigdzie i może być wszędzie za jednym zamachem.
To pokazało, że świat tego dnia zmienił się kompletnie i stał się czymś zupełnie innym. Dostałem pytanie od gościa, że świat był spolaryzowany. Oczywiście, że był spolaryzowany po zakończeniu zimnej wojny, kiedy polaryzacja polegała na tym, że z jednej strony były potężne Stany Zjednoczone, a z drugiej strony potężny Związek Radziecki. Po upadku Związku Radzieckiego powstało coś, co początkowo nazywano unipolaryzmem, czyli tak naprawdę pozostała jedna potęga na świecie. Natomiast każda potęga, która buduje się i tworzy w takich właśnie warunkach, buduje sobie natychmiast przeciwwagę. Dlatego spolaryzowany świat polegał na tym, że z jednej strony były coraz bardziej agresywne Stany Zjednoczone, a z drugiej strony zaczęła powstawać koalicja państw, które widziały to wszystko inaczej. I mimo że nie było Związku Radzieckiego, na czele tych państw praktycznie od samego początku była Rosja, a także Chiny, które natychmiast były przeciwwagą polityczną i militarną dla Stanów Zjednoczonych. A dziś obserwujemy coś, co jest siłą polityczną, która się nazywa państwa BRICS, czyli przede wszystkim nowe wschodzące gwiazdy gospodarcze na świecie, takie jak Brazylia czy Południowa Afryka, gdzie również funkcjonują Chiny, Indie i oczywiście Rosja. Także świat nigdy nie jest tak naprawdę unipolar, używając języka angielskiego, a jest zawsze spolaryzowany, dlatego że mamy przynajmniej pewien kontrast w tym, kto jest kim i kto zwalcza kogoś. Za każdym razem jedno działanie powoduje przeciwdziałanie i jest to najprostsze prawo fizyki.
W taki sposób wspominam tamten pamiętny dzień. I dziś do niego wracamy.
[14:54] - Ja tutaj Chrisowi poza mikrofonem przekazuję tekstowo pytania z czata. Chris, widzisz, co Piotr zawsze przeżywa podczas debat. Zwykle to Piotrowi przesyłam pytania. Dzisiaj jesteśmy wyjątkowo w dwójkę, także pytania będziesz czytał ty. Ale przejdźmy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Przejdźmy do książki Josepha Farrella „Hidden Finance: Dark Networks and Secret Societies. The Fascist International, 9/11 and Penetrated Operations”. To już koniec tytułu. Jak na tę książkę trafiłeś i co spowodowało, że przykuła ona twoją uwagę? Czy możesz nam coś o niej opowiedzieć?
[15:35] - Jest to jedna z całej masy książek Josepha Farrella. On napisał ich ponad 20 i są one niezwykle konsekwentne. Josepha Farrella odkryłem bardzo dawno temu, podobnie jak większość słuchaczy, którzy zapewne każdy z was otarł się w którymś momencie swoich poszukiwań odpowiedzi tego, co się tak naprawdę dzieje w świecie, o tę trylogię Farrella, która została przetłumaczona na polski i dotyczy właśnie piramidy w Gizie. Jego pisanie zaczyna się od tych trzech pozycji, które opisują piramidę w Gizie i ewentualną jej rolę i wspominają o pewnej wojnie kosmicznej. Dla wielu czytelników, którzy zaczynają od tej książki poznawać Farrella, a poznać go najłatwiej ze względu na to chociażby, że jest przetłumaczona, często wydaje się ona być zbyt baśniowa, bajkowa. Zbyt wiele tam jest nieścisłości, opowieści, przypuszczeń i rezygnują z dalszego eksplorowania tego autora. Ale jego kolejne książki są o wiele bardziej konkretne i można powiedzieć, że Farrell zaczął swoje pisanie właściwie od samego końca zamiast od początku. Zaczął od wniosków, a dopiero w kolejnych książkach bardzo drobiazgowo i bardzo cierpliwie wykłada najrozmaitsze powody, dlaczego tak myśli, dlaczego tak sądzi i uważa, pokazując najrozmaitsze mechanizmy, jakie zachodzą w świecie, jakie są linie powiązań, które często sięgają tysięcy lat. W jaki sposób znaleźć najważniejsze punkty danego wydarzenia i co najważniejsze połączyć te punkty ze sobą jakąś linią, co stwarza obraz i pozwala go objąć umysłem, pozwala go zrozumieć i wówczas znaleźć kolejne wnioski i kolejne konsekwencje czegoś takiego. Także czytam Farrella od dawna.
Nawet mógłbym się nazwać wręcz jego uczniem, bo od kiedy istnieje Nowa Atlantyda i ta pierwsza, i ta obecna, ciągle Farrell jest jednym z głównych jej patronów, przynajmniej dla mnie. Uwielbiam go dlatego, że oprócz Pomysłowości, jaką posiada i nieprawdopodobnej encyklopedycznej wiedzy. Ma wnikliwy umysł i kiedy buduje swoje wnioski, zawsze buduje je na faktach. Farrell jest przede wszystkim naukowcem. Skończył dziwną dziedzinę na Oksfordzie, pochodzi z dość dobrego uniwersytetu, ma doskonałe wykształcenie, bo skończył patrystykę, czyli zajmuje się pismami Ojców Kościoła, co ma też pewne znaczenie. Analiza pism Ojców Kościoła dała mu umiejętności analizowania innych tekstów. Ponieważ wszelka analiza naukowa wymaga drobiazgowego zbierania faktów, robienia przypisów, aneksów, dodatków, on to robi. On sam uważa, że jeżeli ktoś pisze książkę i nie ma w niej przypisów, jest to właściwie książka bezużyteczna. Z tego względu, że drugi badacz, który chciałby to rozwinąć bądź szuka jakichkolwiek powiązań, sam musi dojść do tych wniosków, do których doszedł autor książki bez przypisów, ponieważ musi znaleźć te wszystkie źródła. Zarzuca też wielu autorom, że robią wręcz tak jak Forsyth.
Pewnie znacie Fredericka Forsytha i całą serię jego niesamowitych książek, między innymi „Akta Odessy” mnie się kiedyś strasznie podobały. „Akta Odessy” akurat świetnie pasują do dzisiejszej historii, do dzisiejszego naszego spotkania, bo mówią właśnie o tym, że nazizm, faszyzm, jak chcą niektórzy, wcale nie umarł wraz z II wojną światową, a trwa dalej i rozwija się doskonale. Można wręcz powiedzieć, że kwitnie i ciągle ma olbrzymi wpływ, jak nie największy wpływ na wszystko, co się dzieje wokół nas. Tyle że właśnie Forsyth jest pisarzem. Swoje teorie tworzy bardziej z wyobraźni niż szuka w źródłach bądź opiera się bardzo luźno na źródłach. Natomiast Farrell tych źródeł szuka i te źródła nie pochodzą wcale z jakichś tajnych bibliotek czy tajnych szaf pancernych, które ktoś kiedyś otworzył, włamał się jak James Bond, wydobył coś na światło dzienne i na tej podstawie możemy coś tam dostrzec. Nie. Farrell używa publikacji prasowych, publikacji naukowych, wypowiedzi ludzi, którzy mają znaczenie na przykład w rządzie amerykańskim czy wybitnych naukowców, ich wypowiedzi i publikacji na ich temat w najrozmaitszych źródłach, także najrozmaitszych sytuacji, kiedy są na przykład prowadzone przesłuchania w Kongresie amerykańskim czy nawet zwykłe procesy prawne, czy nawet akta, które dotyczą na przykład podziału majątku danych osób, które są powiązane w jakiś sposób z głównymi bohaterami naszej dzisiejszej historii. I dlatego ilość tych materiałów i ich jawność jest czymś, co w sposób zdecydowany potwierdza jakość wniosków, jakie on wyciąga, i ich zasadność, że nie są to fantazje. On sam mówi, że będąc naukowcem działa tak jak naukowcy, czyli to, co robi, opatruje przypisami po to, by móc spotkać się z jakąś krytyką.
Czytając te wszystkie książki, za bardzo chyba się rozgadałem o Farrellu. Czytając te wszystkie książki, nie mogłem odpuścić oczywiście tej ostatniej, która właśnie się ukazała, która stała się szybko bestsellerem na Amazonie w tak wielkim kraju jak ten. W kraju, w którym masa książek wydawana jest każdego dnia, jego książka, ta właśnie książka o tym nudnym i długim tytule, szybko stała się bestsellerem i praktycznie w dwa tygodnie po jej wydaniu jej nakład został wyczerpany, co też o czymś świadczy. Świadczy o tym, że problem 11 września, tego, co się wydarzyło tego dnia, jest ciągle bardzo żywy. Ludzie chcą o nim wiedzieć więcej, chcą znaleźć to drugie, a może nawet trzecie dno tej historii i chcą zrozumieć, w jakim świecie dziś żyją. Dlatego cieszę się, że mogłem kupić tą książkę jeszcze w przedsprzedaży i dzięki temu zapoznać się z jego najnowszym podejściem do tego, co wydarzyło się 11 września 2001 roku. Bo temat nie jest łatwy, mimo że dyskutuje się o nim sporo, ma często takie momenty, że wpada gdzieś w taki poślizg albo zaczyna buksować w miejscu, nie jest w stanie poruszyć się do przodu. Gdzieś jakiegoś elementu brakuje. I kiedy dopiero ktoś znajduje ten element, cały temat można ruszyć do przodu. Jest on oczywiście niezwykle kontrowersyjny, ponieważ mamy zawsze więcej domysłów i znacznie więcej podpowiada nam fantazja i wyobraźnia niż dokumenty.
A o dokumenty i dowody w sprawie tego, co wydarzyło się 11 września, jest bardzo trudno, dlatego że ci, którzy stanęli za tym wszystkim, postarali się, aby większość dokumentów usunąć, a tych, których się nie da, czy informacji, te, które już przeciekły do nas, po prostu doprowadzić do absurdu bądź zaciemnić tak, że nikt nie bierze ich pod uwagę.
[23:31] - Ponieważ sporo się pojawia na czacie pytań o hologramy, pozwolisz może, Krisie, że przeskoczymy do tego pytania? Mamy takie pytanie na liście, ale planowaliśmy je poruszyć troszkę później. Ze względu jednak na duże zainteresowanie tą kwestią poruszymy je już teraz. Smigol pyta: „Czy samolot uderzający w dwie wieże był hologramem?” Clear Sky komentuje: „Jeżeli samoloty byłyby hologramami, to nie byłoby lotów, startów, pasażerów, ofiar. A chyba były. Tylko w Pentagon walnął jakiś pocisk, bo samolotu tam na bank nie było”. Jubil pyta, co Kris myśli na temat teorii hologramu. No właśnie, Krisie, jak odnosisz się do teorii o hologramach, które miały zostać użyte w Nowym Jorku w celu spreparowania samolotów uderzających w wieże World Trade Center?
[24:19] - Ja zgadzam się tu z tą drugą opinią, tym komentarzem słuchacza, który skomentował to pierwsze pytanie na temat hologramów. Niestety, przepraszam, nie złapałem, jak się nazywa ten słuchacz, ale myślę, że jego sposób- Clear Sky. Jego sposób myślenia jest tak czysty jak niebo, którym się nazwał. I rzeczywiście, gdyby to były hologramy, co stałoby się z realnymi samolotami, lotami, z liczbą ludzi, ze służbami, które odprawiały tych ludzi, sprawdzały ich dokumenty z ich bagażami, z ich rodzinami? Jest to bardzo skomplikowana historia.
[25:02] - Może tych ludzi ktoś wymordował, żeby nie powiedzieli prawdy.
[25:06] - Wymordował je w taki sposób, że uderzył zapakowanymi nimi samolotami w wieże. Zdaję sobie sprawę, skąd wynikają te wszystkie historie na temat tego, że samoloty były hologramami. Dlatego, że w grę wchodzi fizyka. Zauważcie panowie i panie, albo panie i panowie raczej, że tych filmików na temat tego, co wydarzyło się 11 września, jest coraz mniej. Myślę też, że niektóre z nich pojawiają się w taki sposób, że ktoś o nich w tamtym czasie zapomniał i teraz sobie dopiero o nich przypomniał. Co do tych filmików mam najwięcej podejrzeń. Ponieważ pytanie jest takie z biodra, chciałbym na nie dobrze odpowiedzieć i pokazać, dlaczego myślę w taki sposób, a nie inny, bo zacząłem od tego, że wykluczyłem, że jest to hologram. Przede wszystkim o co chodzi w tych wszystkich materiałach? Jest w tej chwili takie sformułowanie bądź taka sytuacja, która się rozgrywa, która się nazywa astroturf. Astroturf jest to sytuacja, kiedy ludzie, którzy pozują na niezależnych badaczy, na niezależne media, wstawiają filmiki na YouTube, wstawiają najrozmaitsze wpisy na Facebooka, uczestniczą bardzo intensywnie w życiu społecznikowskim w rozmaitych miejscach, od Instagramu, przez Twitter, przez wszystko inne.
Tworzą nawet blogi. I bardzo często za tymi ludźmi ktoś stoi. Stoją instytucje, stoją agencje, stoją ludzie, którzy nie są zainteresowani tym, abyśmy do jakiegoś wniosku, już nie mówię prawdy, mogli w ogóle dojść. Te wszystkie ich filmiki, te wszystkie ich opowieści są zazwyczaj niezwykle dobrze skrojone, trafiają bardzo dobrze na podatny grunt. Bardzo łatwo jest w nie uwierzyć. Myślę, że ci ludzie, którzy to robią, przetrenowali te wszystkie swoje umiejętności na filmikach o UFO. Jeżeli ktoś interesuje się UFO, a mam nadzieję, że wszyscy, którzy nas dzisiaj słuchają, zauważy, że właściwie dziś nie bierze się tych filmów z rzekomym UFO w cudzysłowie, już serio pod uwagę, dlatego, że ze względu na możliwości technologiczne, jakie dziś można stworzyć, bardzo łatwo jest dla kogoś, kto mniej więcej orientuje się, jak używać programów tego typu, stworzyć iluzję, że coś rzeczywiście takiego było. Zresztą wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje w ostatnich produkcjach filmowych. Jak wspaniałe efekty specjalne można stworzyć, jak wspaniałe złudzenie można stworzyć. Jest to absolutnie zdumiewające.
Dlatego to też przywodzi na myśl, że w przypadku ataku 11 września mógł być raczej pokazany hologram niż użyty prawdziwy samolot. Takim głównym dowodem na to, że był to hologram, a nie mógł być to prawdziwy samolot, są te zdjęcia, które pokazują, w jaki sposób te samoloty uderzają w wieże. Przede wszystkim jest to obraz wstrząsający, bo widzimy potężną wieżę i równie potężny samolot, który nagle dosłownie wpada w tą wieżę. Wpada jak w masło. I tutaj, po tym pierwszym wstrząsie zaczyna się pierwszy problem. Jak to jest, że obudowana stalą wieża, ten samolot przecina ją jak masło? Wchodzi do środka niej, wręcz wylatuje z drugiej strony. Jest nawet taki film, który pokazuje dziób takiego samolotu, właściwie wygląda na to, że przebił cały budynek i niemalże wyleciał na drugą stronę. Jak to się stało?
[29:17] - Ten dziób, z tego, co słyszałem, nie powinien nawet przetrwać tego uderzenia.
[29:22] - No właśnie. Oczywiście, właściwie nie powinno nic przebić takiego budynku ze względu na to, że miał taką ilość stalowych belek, sztab dookoła siebie z stali nierdzewnej, że było to dodatkowe, nieprawdopodobnie mocne obudowanie, wzmocnienie tej całej budowli i samolot właściwie nie powinien wyrządzić takich szkód, jakie widzieliśmy na filmach w 9/11. I tutaj zaczyna się „ale”. Byłoby tak, gdyby nigdy nie doszło do zastosowania innej fizyki, o której nie mamy pojęcia. Jeżeli są wśród słuchaczek i słuchaczy, albo odwrotnie wśród słuchaczek i słuchaczy, zwolennicy teorii pani Judy Wood, to z pewnością słyszeli o tym, że ona sama, będąc inżynierem budowlanym, osobą, która jest autorytetem w swojej dziedzinie, uważa, że została zastosowana bardzo egzotyczna broń. Broń, która porusza fizykę skalarową, dotyczy fizyki skalarowej, fizyki torsyjnej, hiperprzestrzennej. Tak to można powiedzieć. I używa do tego celu elektryczności, pola elektromagnetycznego. Wówczas w znanej nam fizyce, która rozgrywa się w taki a nie inny sposób, wszystkie te działania nie są takie, jakich do tej pory się spodziewaliśmy. Co mam na myśli?
Przypomina to doświadczenia Johna Hutchinsona, który pokazywał, że drewniana belka jest w stanie przebić stalowy młotek. Jest to w stanie zrobić jak masło i powstaje to w pewnych określonych, specyficznych warunkach fizycznych. Jest to ciągle fizyka, która nie jest oficjalną fizyką, jest fizyką eksperymentalną, jest rewolucją fizyczną. Ale to nie znaczy wcale, że nie działa. Z tą rewolucją w fizyce mamy do czynienia już od bardzo dawna. Chyba jej największa świetność była w czasach Tesli. Wszyscy wiemy, jak Tesla skończył. Skończył praktycznie w zapomnieniu, niemalże w nędzy. Jego wszystkie papiery zniknęły i teraz można tylko się zastanawiać, kto je przejął, kto przejął całą wiedzę Tesli i to, co zostawił po sobie. Te wszystkie wynalazki, niebezpieczne wynalazki, bardzo niebezpieczne wynalazki, jakie odkrył po drodze, jakimi chciał nas uszczęśliwić, a które okazuje się, że mają też swoje drugie ostrze, swoją drugą stronę.
Każdy kij ma dwa końce. Jeżeli ktoś uwielbia Teslę za to, że chciał dać ludziom wolną energię i przesyłać tę energię na odległość, tak jak dziś na przykład przesyłamy rozmowy telefoniczne przez komórkę, to musi też wziąć pod uwagę to, że ktoś inny, jakiś logodyta czy inny bardzo agresywny i niezbyt dobrze myślący o całej reszcie człowiek będzie chciał mieć taki sygnał wzmocniony i użyje tej skoncentrowanej energii jako elektrycznej maczugi, którą prześle na odległość. Co oznacza, że z jednej strony energia, która jest nam w stanie zrobić dla nas dużo dobrego, może być naszym zabójcą. Jeżeli ktoś się nie zgadza, niech popatrzy, co się stało z energią atomową. Najpierw użyto ją jako maczugi, dopiero potem użyto ją w elektrowniach po to, żebyśmy coś z tego mieli. A i te elektrownie bardziej nas trują, są bardziej niebezpieczne. Patrzmy: Czarnobyl czy Fukushima, niż dają ten dobry efekt, jakiego się po tym wszystkim spodziewaliśmy. Ale wracając do tematu, mamy tutaj do czynienia z fizyką, która daleka jest od klasyki, daleka jest od podręczników fizyki. Jest fizyką eksperymentalną. I teraz idąc tokiem myślenia Judy Wood, jeżeli zastosowano taki rodzaj fizyki do uderzenia w wieżowce, wówczas mogło dojść do sytuacji, że samolot, który uderza w taką wieżę, wszedł w nią jak masło, dlatego że zostały przygotowane odpowiednie warunki do tego, aby do tego doszło.
Dziś prawdopodobnie ciągle wydaje nam się to trudne do wykonania, bo trudno się to mieści w wyobraźni, ale myślę, że tak samo trudno mieści się w wyobraźni hologram i zastąpienie go czymś innym. Zdaję sobie sprawę, że hologramy w dzisiejszych czasach są czymś bardzo wyrafinowanym. Dziś można oglądać na przykład wieloryby czy delfiny skaczące w sali gimnastycznej czy na stadionie sportowym. Byłem wstrząśnięty oglądając hologram, w którym Celine Dion śpiewała w duecie z Elvisem Presleyem i ten Elvis Presley był widoczny praktycznie z każdej strony. Miało się wrażenie, że jest on absolutnie żywym człowiekiem. Wstrząsem dla całej Ameryki był moment, kiedy po raz pierwszy pokazano na wielką skalę tę technologię holograficzną, kiedy na scenie pojawił się Tupac Shakur jak żywy. A przecież wszyscy pamiętają, że ma parę kulek w różnych częściach ciała i żywy być nie może. A tutaj wyszedł na scenę jak żywy i również zaśpiewał w duecie, tak jakby był wśród nas. Także technologie holograficzne mogą bardzo wiele. Natomiast nie sądzę, że zostały tutaj zastosowane.
Dlatego że tak jak brzmi tytuł mojego wpisu na Nowej Atlantydzie, cała historia ma nie tylko drugie dno, ale ma również trzecie dno. Myślę, że biorąc te wszystkie aspekty pod uwagę i doświadczenia Hutchinsona, wnioski Judy Wood i wnioski wielu innych, którzy obserwują, próbują wyjaśnić to zjawisko uderzenia i fizyczny sposób, w jaki runęły te wieże w dół, widzą, że zostało użyte coś, co do dziś jest dla nas nieznane. Dlatego uważam, jest to tylko teoria, jest to tak samo dobra teoria jak wasza teoria na temat hologramu, że samoloty dlatego z taką łatwością wniknęły w wieże, że ta wieża już była pod działaniem energii, która później doprowadziła do jej kompletnego rozsypania się nie na kawałki nawet, ale w pył. Rozsypania się w pył. Jest to już absolutna alchemia, magia wręcz. Dziękuję.
[36:02] - Śledząc wydarzenia po 11 września 2011 roku, trudno nie odnieść wrażenia, że ataki terrorystyczne w Nowym Jorku i Waszyngtonie stały się podkładką dla zwiększenia inwigilacji, nie tylko zresztą obywateli USA.
[36:17] - To prawda. Widzimy to wszyscy na każdym kroku. Ja jeszcze pochodzę z czasów, kiedy elektroniki za bardzo nie było i wydawało się, że elektronika nie tyle nie ma przyszłości, jest czymś niezmiernie drogim, unikalnym. Poza tym zajmuje dużo miejsca. Dziś stała się ona miniaturowa, jest na każdym kroku. I co najgorsze, obserwuje nas pod każdym względem. Nie tylko słucha naszej dzisiejszej audycji, co akurat nie jest takie złe, ale obserwuje nas przez te wszystkie kamerki, które mamy w telefonach, mamy w komputerach. Obserwuje nas przez kamery niemalże na każdym rogu, na każdej ulicy. Obserwuje nas, kiedy wypłacamy pieniądze z bankomatu. Słucha, podsłuchuje nasze rozmowy, nagrywa je nawet i za pomocą najrozmaitszych programów komputerowych nie tylko sortuje te rozmowy, ale stara się w jakiś sposób znaleźć w nich sens i sieć naszych powiązań.
Prawdopodobnie dziś taki system programu komputerowego zna lepiej naszych przyjaciół i nasze życie niż my sami moglibyśmy o nim powiedzieć. My możemy zapomnieć o jakichś sprawach, natomiast ten system nie zapomni. Dziś padaje takie pytanie, na przykład na komendzie policji o tym: „A co pan robił dwa tygodnie temu o 17:15?” Dziś możemy o tym nie pamiętać, ale jeżeli mieliśmy ze sobą komórkę i akurat w tym czasie rozmawialiśmy, a nawet jeśli nie rozmawialiśmy, jest to łatwe przez ten software do sprawdzenia, co robiliśmy, z kim rozmawialiśmy i jeśli jechaliśmy nawet samochodem, to można wskazać na mapie, w którym miejscu ten samochód akurat o tej minucie był. Ze względu na to, że każdy samochód ma w sobie w tej chwili chip GPS i mnóstwo innej elektroniki, która ma niby nam pomagać, a przy okazji kontrolować nas, gdzie jesteśmy, z kim się spotykamy, dokąd jedziemy. Prawdopodobnie nie byłoby tego wszystkiego. Prawdopodobnie można powiedzieć, że my sami z naszym poczuciem rozsądku nie zgodzilibyśmy się na taką inwigilację, gdyby nie wydarzenia 11 września. Wydarzenia 11 września były na tyle olbrzymim wstrząsem, że pokazały, że nikt tak naprawdę nie jest bezpieczny, że nawet żyjąc w centrum imperium nie można się czuć bezpiecznie, że atak może nastąpić zewsząd, w każdej chwili i w każdym momencie, że dookoła nas czają się wrogowie. My możemy mieć plany na całe życie, a ci wrogowie są w stanie nas i tak dopaść. Więc co robić? Trzeba jak trwoga, to do Boga albo do naszego kochanego rządu.
Więc rząd grzecznie zapytał: „Czy chcecie, obywatele, żebyśmy was ochronili za wasze pieniądze?” oczywiście. Obywatele zakrzyknęli, że tak, że chcą. I stąd właśnie nie tylko ograniczono masę swobód obywatelskich, ale przede wszystkim włączono w to wszystko tą gigantyczną maszynę obserwacyjną, że nawet strony, po których biegamy po internecie, są w jakiś sposób katalogizowane gdzieś i kontrolowane. Oczywiście to są konsekwencje, które spadły na nas i my za nie oczywiście też płacimy, ale myślę, że coś takiego jak atak 11 września i uznanie go za rodzaj ataku fałszywej flagi miało również jeszcze inny cel. Mówiąc tutaj o ataku fałszywej flagi w przypadku Busha i jego kolesiów neokonów, wiadomo, że cel był prosty i do dziś wielu ludzi uważa, że był to jedyny cel ataku 11 września czy sfingowania tego ataku, wprowadzenia tych wszystkich terrorystów Arabów po to tylko, żeby ukryć swoje własne intencje. Że chodziło o to, żeby móc napaść na Bliski Wschód, móc przejąć ropę, móc w jakiś sposób kontrolować Rosję, Iran, a także zbliżyć się do Chin, czyli praktycznie realizować pewną globalną politykę. W tym czasie, jak wiadomo, Stanami rządził George Bush i jego konserwatyści. Wówczas stan tak zwanego deep state, czyli państwa w państwie, został rozwinięty praktycznie do swojej idealnej postaci, kiedy rzeczywiście kontrolowali każdy aspekt tego, co dzieje się w polityce amerykańskiej wówczas i postanowili po prostu zrealizować swoje cele. Tyle że 11 września, który miał być nowym rozdaniem w tej właśnie globalnej rozgrywce, którą przygotowali Bush i jego koledzy, nastąpiła tak jakby implozja tego całego systemu deep state, czyli państwa w państwie, bo nagle pojawił się trzeci gracz, trzeci rozgrywający, którego się nikt nie spodziewał, który okazało się, że doskonale spenetrował to państwo w państwie, które budowało się od czasów praktycznie zabójstwa Kennedy'ego. Na pewno jeszcze i wcześniej, ale przyspiesza ono w momencie, kiedy następuje ta gigantyczna konspiracja kończąca się zabójstwem prezydenta Kennedy'ego, przejęciem władzy przez LBJ i praktycznie zmianą kompletnie amerykańskiej polityki na arenie świata z tej bardziej otwartej, cywilizowanej na taką militarystyczną, twardą i bezwzględną.
Uderzenie przede wszystkim w Związek Radziecki w sensie zimnej wojny, podkręcenie wyścigu zbrojeń i straszenie swoich obywateli, że lada chwila przyjdą Ruscy i zrobią tutaj z wami porządek, jeżeli nie dacie nam pieniędzy na to, żebyśmy zbudowali kolejną serię rakiet, wykopali nowe silosy i kupili ze trzy kompanie czołgów na miesiąc po to, żeby tych Ruskich powstrzymać. Wydaje się, że ta cała sytuacja, to, co wydarzyło się 11 września, zostało zaplanowane przez Busha i jego kolegów, ale ten trzeci gracz Który włączył się i którego opisuje w swojej książce Joseph Farrell. Ten trzeci gracz przejrzał nie tylko to, w jaki sposób Bush realizował swój plan, ale potrafił podłączyć do niego swój własny. Można powiedzieć, że 11 września nastąpił symboliczny rozwód, ponieważ coś wydarzyło się w grupie, która wszystko to przygotowywała. Przygotowywała nie tylko przejęcie polityczne i gospodarcze, pod każdym względem USA, ale także reszty świata. Wydaje się, że ten trzeci rozgrywający, będący częścią tego układu, tego systemu, postanowił wyswobodzić się z niego i rozgrywać to wszystko na własną rękę. Dziś mamy tego konsekwencje, dlatego, że 11 września to nie jest tylko jeden dzień, jedna historia, która wydarzyła się akurat wtedy i dziś już jest przeszłością. Ona nie jest przeszłością. Ona ciągle żyje i dziś mamy tego ciągle ślady. Nie wiem, czy ktoś z was obserwuje amerykańską politykę, co w tej chwili się rozgrywa, jaka jest wielka histeria wokół walki wyborczej pomiędzy Hillary Clinton a Donaldem Trumpem, którzy walczą o to, żeby być następcami Baraka Husseina Obamy.
Oni sami w jakiś sposób są pokłosiem tego, co wydarzyło się 11 września. Spójrzmy na osobę Trumpa, człowieka niezwykle popularnego, przez niektórych uwielbianego, który wydaje się być człowiekiem spoza układu. Jest bezkompromisowy, efektowny, bezczelny, ale to się ludziom podoba. Co on reprezentuje? On reprezentuje korporacje, które nigdy nie były tak silne, jak stały się po 11 września, po ataku na wieże. Zresztą Trump umiejętnie potrafi rozgrywać konspiracyjną, że tak to nazwę, kartę i w przypadku, kiedy przyszło mu walczyć o to, kto będzie reprezentował Partię Republikańską w najbliższych wyborach, wytknął w którymś momencie Jebowi Bushowi, bratu George'a Busha, udział Bushów w wypadkach 11 września. Co ciekawe, parę dni później Jeb Bush zrezygnował kompletnie z walki wyborczej o przewodnictwo Republikanów. Czyżby przestraszył się tego, co wie Trump? Czyżby Trump rozgrywał inną swoją kartą i tylko sygnalizował swoim wrogom, że wie znacznie więcej niż to, co sygnalizuje i nie będzie się wahał tego użyć? Jest to wypadek bez precedensu, że człowiek tak potężny jak Jeb Bush, uważany za niemalże stuprocentowego kandydata Republikanów na prezydenta, bardzo wcześnie podczas walki o przewodnictwo Partii Republikańskiej zrezygnował z wyborów i zaledwie kilka dni później wydarzyło się coś równie interesującego, bo kolejnym rywalem Trumpa był Ted Cruz.
Z kolei Trump w jego przypadku nagle publicznie powiedział o tym, że ojciec Teda Cruza był w jakiś sposób uwikłany w morderstwo prezydenta Kennedy'ego. Nigdy w 100% nie stwierdzono, czy jest to prawda, czy plotka. Zwłaszcza, że sam Cruz zamilł. I co się stało? Stało się to samo, co z Jebem Bushem. Kilka dni później on sam również się wycofał z wyborów. Trump jest nowym rozgrywającym. Z pewnością nie jest osobą niezależną. Z pewnością kogoś reprezentuje. Ja sam przyglądam się z ciekawością, kogo on reprezentuje.
Mam już pewne wizje tego, kogo on reprezentuje. Nie są to absolutnie fajni ludzie, ale są to inni ludzie. To jest bardzo interesujące. Obrazek ciągle nie jest czysty, ale z pewnością daleko mu jest od jakiejkolwiek niezależności i od tego, że byłby on w jakiś sposób zbawcą Ameryki. Z pewnością nie jest. Osobiście myślę, że jest wart tej podłej Hillary Clinton, której już chyba przedstawiać nie trzeba, bo Clintonowie są zdolni niemalże do wszystkiego. Jest to grupa graczy, która nie przebiera w środkach, która dysponuje swoją własną grupą, tu użyję mocnego słowa, zabójców, bo ludzie znikają, jeżeli mają jakieś starcie z nimi. Znikają w tajemniczych okolicznościach, więc można założyć, że dysponują czymś więcej niż tylko grupa ochroniarzy Secret Service, że są nienasyceni finansowo, że mają ambicje sięgające nawet nie nieba, a chyba kosmosu nawet, bo ciągle im wszystkiego mało. Myślę, że są zdolni absolutnie do wszystkiego w momencie, kiedy znów przejmą władzę w Białym Domu. Może tyle, bo już znowu chyba zszedłem z tematu.
Tradycyjnie zresztą.
[47:54] - Spróbujmy teraz rozważyć różne możliwe wersje dotyczące tego, co tak naprawdę wydarzyło się 11 września w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Autentyczne ataki islamskich terrorystów kontra zorganizowana akcja władz USA. Która z tych opcji bardziej do ciebie przemawia i dlaczego? A może powinniśmy wziąć pod uwagę jeszcze inną wersję? Na przykład to, że rzeczywiste ataki zbiegły się w czasie z akcją, a władze amerykańskie wykorzystały to w jakimś sobie znanym celu. Wiadomo przecież nie od dziś, że z wielu krajów, między innymi z Rosji, ale nawet od afgańskich talibów, płynęły ostrzeżenia dotyczące tego, co może się wkrótce wydarzyć.
[48:38] - Rzeczywiście tych ostrzeżeń było bardzo dużo. Ponad 50, 54 oficjalne, poważne ostrzeżenia. Na bardzo wysokim poziomie światowej polityki. Ostrzeżenia od prezydentów, premierów, najrozmaitszych doradców, ambasadorów. I tak jak powiedziałeś w pytaniu, nawet od Talibów. Nawet Talibowie byli przerażeni tym, że ktoś usiłuje użyć islam, jego bojową wersję do tego, żeby zaatakować Stany, a Talibowie wcale nie są na tyle zacofanymi ludźmi, aby nie wiedzieć, z czym się to kojarzy. Właśnie z tym, co się dzieje teraz, że kraj jest od 10 lat okupowany przez najrozmaitsze siły, w tym także siły polskie, przez jakiś czas przynajmniej i jest miejscem, gdzie dzieje się cała masa nieszczęść, gdzie trwa nieustanna wojna i gdzie trwa ścieranie się najrozmaitszych interesów. Oficjalna wersja ataku mówi o tym, że terrorysta Mohammed Atta wraz ze swoją grupą porwał kilka samolotów pasażerskich i następnie dokonał nimi ataku na Nowy Jork i Waszyngton. Oczywiście nie każdy uwierzył w tą wersję, że za tym wszystkim stoją tylko i wyłącznie terroryści arabscy. Stąd te ostrzeżenia.
Te ostrzeżenia, chyba to najsłynniejsze i trochę kontrowersyjne, bo opisując troszkę tą historię na swojej stronie, wspominałem o prezydencie Putinie, który osobiście zadzwonił do George'a Busha po to, aby go ostrzec i zrobił to praktycznie na dzień przed atakiem 11 września. Można to usłyszeć w internecie. Jest to część YouTube'a, ponieważ na ten temat zrobiono w Rosji film dokumentalny i tych słów ze strony Putina nie pada wiele, ale myślę, że nie o to chodzi w filmach dokumentalnych. Chodziło tylko o to, żeby udokumentować, bo jeden z moich czytelników miał taki problem, że przecież mu Putin nic nie powiedział. Przecież Putin nie zadzwonił do niego, żeby zapytać: „Hej George, jak tam twój grill? Coś odpaliłeś dzisiaj? Co robisz w niedzielę? Piwko pijemy czy o czymś sobie pogadajmy?” Nie. Jeżeli dzwoni się na tym szczeblu, to nie jest tak, że jak sąsiadka sąsiadce opowiada, co się wydarzyło, tylko się sygnalizuje, że na tym poziomie następuje wymiana informacji, która później jest przekazywana przez odpowiednie służby, czynniki, gdzie pewne dane, które zaniepokoiły Putina, zostały przekazane ludziom Busha do ich wewnętrznej analizy, po to, by móc ewentualnie domyśleć się, że coś się dzieje, że coś się może wydarzyć. Problem polega w tym przypadku na tym, że najprawdopodobniej Bush doskonale wiedział, co się stanie następnego dnia.
Czego nie wiedział, to, w jaki sposób to się dalej potoczy i kto jeszcze podłączy się do tej całej historii, jaka miała miejsce 11 września. Historia ta ma wiele niezwykłych zakrętów, wiele niezwykłych tajemnic. Chociażby to, w jaki sposób ludzie, którzy ledwie potrafili poderwać do lotu Cessnę, byli w stanie precyzyjnie pilotować potężne airlinery i precyzyjnie trafić nimi nie tylko w wieże, ale zwłaszcza w Pentagon. Takie reklamacje tego tematu nawet zgłaszali ludzie jak Hosni Mubarak, ówczesny prezydent Egiptu, który sam był pilotem myśliwca i z jego doświadczenia wynikało, że amator nie jest w stanie poprowadzić samolotu w ten sposób, aby móc tak precyzyjnie uderzyć właśnie w budynek. Tu powstała taka teoria o tym, że być może samoloty wcale nie były prowadzone przez ludzi, a były prowadzone przez sygnał, który był wysyłany właśnie z wież i z Pentagonu i namierzał te samoloty, pociski w tym właśnie kierunku. Także jest bardzo skomplikowana i trudna do ogarnięcia sytuacja w tym sensie, żeby móc mieć jasność, co tak naprawdę się wydarzyło. Jeżeli już jestem przy tym temacie, to można powiedzieć, że jakby tego było mało, to w obu przypadkach pilotom nie tylko udało się trafić właśnie w te niezwykle trudne do osiągnięcia cele, ale miejsca, w które samoloty uderzyły, w ogóle nie były przypadkowe. To już jest zdumiewające. Na przykład w Pentagonie został uderzony Office of Naval Investigation. Jest to instytucja, która jest wojskową skarbówką i w niej prowadzi się na przykład śledztwa w sprawie różnych nadużyć finansowych.
Jak wiadomo, budżet armii amerykańskiej jest największy na świecie, więc pieniędzy jest bardzo dużo i te pieniądze tworzą pokusę. Dlatego powstało tam takie biuro w armii amerykańskiej, które kontroluje wszelkie zakupy, wszelkie inwestycje, wszelkie historie, w które uwikłane są wielkie pieniądze, bo wiadomo, że pokusa może być tak silna, że ktoś będzie chciał je skubnąć i rzeczywiście skubie je tu i tam, i to w dużych ilościach. Office of Naval Investigation prowadziło śledztwo w sprawie 240 miliardów dolarów. 240 miliardów dolarów wyprodukowano, dosłownie, z tego słowa znaczenie, wyprodukowano w postaci papierów wartościowych i były to pieniądze, które Postanowiono użyć do walki ze Związkiem Radzieckim jeszcze w tamtych czasach, kiedy Związek Radziecki istniał. Związek Radziecki upadł i teoretycznie tego typu papiery wartościowe powinny być zniszczone. Okazało się, że wcale nie są. Nie tylko nie są zniszczone, ale ktoś je zrealizował. Przy takiej sumie śledztwo również jest poważne. Traf chciał, że ci terroryści, bo tak ich nazywamy, jak dziś, nie tylko udało im się doskonale porwać samoloty, ale jednocześnie dokładnie trafić w miejsce, gdzie zgromadzono materiały, a także z pewnością przebywali tam ludzie, którzy prowadzili śledztwo w tej sprawie. Wraz z takim uderzeniem i materiały, i ludzie, i śledztwo zmarło śmiercią naturalną.
Okazało się, że to nie jest jeszcze koniec tej historii, dlatego że wciąż istniały, wciąż był ślad po tych papierach wartościowych. Wszystko gdzieś jest księgowane, zapisywane i to biuro, które kontroluje operacje kupna i sprzedaży papierów wartościowych, w czasie, kiedy dokonano ataku 11 września, zawiesiło wszelkie możliwości wymiany papierów wartościowych na ten czas. To oznacza, że podczas normalnych działań rynku takich papierów wartościowych nie można zastępować innymi papierami wartościowymi, ale w momencie, kiedy sprzedaż jest zawieszona, wówczas można tego dokonać. To oznacza również, że ślad po takich papierach można usunąć z wszelkich ksiąg handlowych, gdzie dokonuje się zapisów, gdzie takie pieniądze poszły, na co zostały zamienione jedne papiery wartościowe, w jaki sposób zostały one sprzedane, dla kogo i co z nimi zrobiono, na co je na przykład zamieniono. Ten fakt, że zawieszono sprzedaż papierów wartościowych w tym akurat czasie spowodował, że ktoś czekał na to wszystko po to, żeby praktycznie wymazać je z całej tej historii. W ten sposób wsiąkło gdzieś 240 miliardów dolarów. Całkiem niezła sumka, całkiem kusząca sumka. A tutaj jak mam już okazję i mówię o tych pieniądzach, to może to jest też dobry moment, żeby pokazać, w jaki sposób te historie finansowe w tak olbrzymim kraju jak Stany Zjednoczone, tak bogatym kraju, który jest oparty praktycznie na biznesie, na wymianie, na handlu. Tych pieniędzy jest nie tylko dużo, ale jest też dużo chętnych, żeby je posiąść. Wspomniałem o sumie 240 miliardów dolarów i chciałem opowiedzieć jeszcze jedną historię, bo ona jest związana z Polakiem, prawdopodobnie z bohaterem.
Prawdopodobnie dlatego, że ta historia się rozgrywa teraz. Zobaczymy, jak się ona skończy. Chodzi o człowieka, który się nazywa Emil Leon Wanta, nazywany tutaj Wonta. Ten ów Emil Wanta był osobistym agentem Ronalda Reagana. Ronald Reagan ufał mu tak bardzo, że powiedział mu któregoś dnia, oczywiście nie jest to cytat, ale być może tak to wyglądało: „Słuchaj Emil, mamy problem ze Związkiem Radzieckim. Ja mam wiceprezydenta CIA George'a Herberta Busha. Nie ufam mu w ogóle, bo to jest straszny urwał i ma też okropnych kolegów, bardzo chciwych i łapczywych, także będzie nas to strasznie dużo kosztować, żeby z nim obalać ten Związek Radziecki, ale my we dwóch możemy zrobić to taniej”. Zapytał Emila: „Emil, powiedz mi, ile potrzebujesz kasy, żeby obalić Związek Radziecki?”. Emil szybko policzył, a bardzo dobry był w tych rachunkach, dlatego został szybko dostrzeżony. Miał niezwykłą pamięć i potrafił jak komputer dokonywać masy operacji matematycznych w swojej głowie.
Emil szybko policzył w swojej szybkiej głowie, ile mu potrzeba i powiedział, że potrzeba mu jest 150 miliardów dolarów. Bagatela, w tamtych czasach jeszcze. Reagan bez gadania taką sumę mu wypłacił. Użył swojego specjalnego przywileju prezydenckiego, który pozwala mu podjąć tego typu decyzje i czek na 150 miliardów dolarów został wystawiony na Emila Wantę. Dziś ten czek ciągle istnieje. Jest on w archiwum. To nie są historie z „Tysiąca i jednej nocy”. Analizując ten czek, można stwierdzić, że praktycznie Wanta w tym czasie mógł zrobić z tymi pieniędzmi, co chciał, ponieważ zostały mu one przekazane na podstawie osobistej decyzji amerykańskiego prezydenta, która jest legalna. Emil ruszył do boju ze Związkiem Radzieckim, a jak powiedziałem w finansach był dobry, więc mu to całkiem dobrze szło i już po pół roku zwrócił te 150 miliardów dolarów, bo powiedział, że już tyle zarobił, że z tym, co zarobił, będzie dalej wojował dla Reagana ze Związkiem Radzieckim. Dlatego te 150 miliardów już spokojnie może oddać do amerykańskiej kasy.
Dokumenty na ten temat absolutnie nadal istnieją, także historia jest jak najbardziej serio. Emil Wanta wziął się do pracy. Jego taktyka mniej więcej polegała na tym, ponieważ miał trochę polskich korzeni, rozumiał, jak działają kraje KDL-u i zorientował się, że piętą achillesową radzieckiego systemu jest ich rubel transferowy, czyli euro tamtejszej wspólnoty gospodarczej RWPG w tamtych czasach. Zaczął skupować tego rubla transferowego. Przy okazji niemiłosiernie grał na rynku finansowym i zarabiał kolejne sumy. Kiedy skończył swoją działalność, a Skończył ją już jakiś czas temu wraz ze śmiercią Reagana, co nie zwalniało go z funkcji, bo nikt go nie zwolnił. Reagan zapomniał go zwolnić ze swojej funkcji jako specjalnego agenta. Postanowił, że zwróci te pieniądze. W tym czasie Clinton był prezydentem, ale okazało się, że pazerni Clintonowie chcą całą sumę przejąć dla siebie. Już teraz dochodzę szybciutko, żeby wrócić z powrotem do naszego tematu i odbiec od moich ciągłych dygresji, które mnie trapią.
Okazało się, że Leon Vanta w międzyczasie uzbierał sumę o wysokości 31 bilionów dolarów, czyli 31 i 12 zer. Jest to suma absolutnie astronomiczna i te wszystkie pieniądze są w jego własnej dyspozycji, praktycznie jako prywatna własność. On sam mówił, że jest amerykańskim patriotą, jest już za stary, żeby z czegokolwiek korzystać. Zresztą nigdy nie miał zbyt wielkich i wybujałych potrzeb i chce te pieniądze zwrócić amerykańskiemu narodowi. Nie poszło to łatwo, bo miał starcie z Clintonami. O mało nie stracił życia w tym starciu. Stracił zaledwie wtedy na ich rzecz 250 milionów dolarów, czyli grosze. Między innymi związane jest to ze śmiercią doradcy Clintona w tym czasie, który był uwikłany w to wszystko i w tajemniczych okolicznościach padł w wyniku samobójstwa. Tak określono, bo był w ciężkiej depresji. Nie wiadomo, z jakiego powodu.
Padł w Białym Domu. Było to morderstwo w Białym Domu dokonane. Znaleziono go w pobliskim parku i prawdopodobnie za dużo wiedział. Być może przerosło go to, do czego Clintonowie są zdolni. Ale wracając do tematu, Leon Vanta dał radę Clintonom, umknął ich długim rękom. Przesiedział troszkę w szwajcarskim więzieniu. Wydostał się z tego więzienia. Miał dobrze ukryte pieniądze. Dziś chce je zwrócić. Już w tej chwili są papiery przygotowane do zapłacenia podatku, ponieważ wracając z tymi pieniędzmi do Stanów, musi zapłacić podatek.
Sędzia w Wisconsin, bo stamtąd pochodzi Vanta, ustalił to na 35%, tak że nadal astronomiczna suma wróci do Stanów. 31 trylionów dolarów. Za to nie tylko można świat przewracać, ale myślę, że można spokojnie jakiś sobie ekspres na Marsa i z powrotem wybudować za taką olbrzymią, astronomiczną ilość pieniędzy. I to zrobił właśnie nasz rodak. Wspominam o tym, bo mówiłem o tych 240 miliardach, jakie zniknęły w przypadku, gdzie przekazano je na walkę ze Związkiem Radzieckim. Takich pieniędzy i takich sum jest więcej. Są w nie uwikłani dostojnicy państwowi. Praktycznie można powiedzieć, że obecny rząd od jakiegoś czasu, od być może śmierci Kennedy'ego, a być może jeszcze wcześniej, jest to tak naprawdę jedna wielka podła mafia, która widzi swój zysk nie tylko w tym, że rządzi innymi ludźmi, ale w tym, że ma do dyspozycji olbrzymie pieniądze, którymi może sobie napychać kieszenie i umacniać swoją pozycję w takim miejscu jak Stany, a najlepiej ją umocnić w taki sposób, aby nie mieć konkurencji w reszcie świata. I właśnie znikanie tych pieniędzy były badane przez najrozmaitsze instytucje finansowe. Jedną z tych instytucji była ta, o której wspomniałem, jej biura zostały bezpośrednio zaatakowane przez samoloty, podobnie jak biura w wieżach World Trade Center zostały uderzone również bezpośrednio przez te samoloty.
To nie było przypadkowe uderzenie. Uderzenie było w miejsca, gdzie miały swoje biura firmy, które współpracowały z tym śledztwem w tej sprawie. Ponieważ każde pieniądze, jakie przechodzą przez rynek, gdzieś zostawiają ślady po sobie. I te firmy, uczestnicząc w clearingu tych pieniędzy, miały jakieś informacje, które ci śledczy składali w jedną całość, ażeby móc dojść do tych, którzy te pieniądze włożyli sobie do kieszeni. Ale ci ludzie byli zbyt potężni, jak się okazuje. Skończyło się to tak, jak widzieliśmy to na tych obrazkach straszliwych z 11 września.
[01:05:13] - Krysie, dowiedziawszy się o atakach na Nowy Jork i Waszyngton, ówczesny prezydent USA George Bush, zamiast udać się do Waszyngtonu, odleciał w odwrotnym kierunku do Louisiany. Dlaczego?
[01:05:27] - To jest bardzo ciekawy moment całej tej historii, bo przede wszystkim widzimy tę tragedię, która rozgrywa się na oczach świata. Obserwują ją miliony ludzi w telewizji i oczywiście wszyscy chcą się dowiedzieć, co na ten temat amerykański prezydent, który w tym kraju ma olbrzymie uprawnienia i jego decyzje, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, podejmowane są praktycznie jednoosobowo. Odpowiedzialność za nie również, więc musi być jakaś reakcja. W tym czasie, kiedy atakowane są wieże na Manhattanie, prezydent Bush jest w Booker Elemental School i czyta uczniom tej szkoły książkę pod tytułem „My Pet Goat”. Czyta książkę i nagle pojawia się jego sekretarz, który szepcze mu coś do ucha. I to są chyba jedne z takich najsłynniejszych zdjęć z tego czasu, ponieważ pokazują one twarz Busha, kiedy dowiaduje się o tym, co dzieje się w jego kraju. Nie tak daleko przecież, w Nowym Jorku i tuż pod jego bokiem w Waszyngtonie. Twarz Busha, którą analizowano już chyba milion razy, wyraża najrozmaitsze, najdziwniejsze uczucia. Bush jest zaskoczony tym, co się dzieje. tym, w jaki sposób sytuacja się rozgrywa.
A przecież w wyniku tych wszystkich historii, jakie wypłynęły na światło dzienne do dziś, po 15 latach od tamtych czasów, widać wyraźnie, że jego odciski palców zostawione są w wielu miejscach, że ma on udział w tej sprawie, że będąc człowiekiem deep state, państwa w państwie, realizuje nie politykę państwową, ale realizuje politykę tej elity, która z nim trzyma i ma cele dużo większe niż zdobycie zwitka pieniędzy czy nawet kontroli nad państwem. Oni chcą znacznie większej kontroli, chcą kontroli nad całą naszą planetą. Tyle że najwyraźniej dzieje się coś, czego Bush i jego ludzie nie przewidzieli, że dzieje się coś, co jego samego wprawia w zdumienie, w zakłopotanie, a może nawet i w strach, że zaczyna podejmować decyzje zupełnie niespodziewane. Na natychmiastowej, krótkiej konferencji prasowej zwołanej tuż po ataku, właściwie nawet podczas niego, bo wieże ciągle płonęły, Bush mówi, że udaje się natychmiast do Waszyngtonu po to, żeby objąć dowództwo i koordynację nad wszystkim, co się dzieje w tej sprawie. Wsiada do swojego Air Force One i wcale do Waszyngtonu nie odlatuje. Odlatuje za to do Luizjany, do bazy Barksdale, gdzie spędza niewiele czasu i następnie Air Force One startuje ponownie i leci tym razem do Nebraski, do bazy Offutt. Z bazy Offutt prezydent Bush również wygłasza krótkie oświadczenie i ocenę sytuacji. Kiedy posłucha się tego oświadczenia, to nie pada tam nawet jedno słowo mówiące o terroryzmie. Mówi tam o zagrożeniu, o ataku, o wojnie, tylko że nie mówi z kim. Na czym polega unikalność tych obu miejsc, Barksdale i Offutt?
Obie bazy są ściśle tajne i obie bazy mają szczególne znaczenie dla amerykańskiego systemu obronny. Baza w Barksdale jest zapasową bazą dowództwa sił nuklearnych Stanów Zjednoczonych. Baza Offutt jest centrum tego dowodzenia. Dlaczego prezydent amerykański akurat te dwa miejsca wybrał na to, żeby je odwiedzić? Coś musiało się wydarzyć, co spowodowało, że zrobił to w niezwykłym pośpiechu. I tym czymś był fakt, że Bush i jego ludzie zorientowali się, że do gry wszedł trzeci gracz. Ten gracz, o którym wspominałem wcześniej, ten, który wydawało się, że jest po jego stronie, bo zawsze był, ale nagle wybrał swój własny kierunek. Największym niebezpieczeństwem było to, że ten ktoś przejmie kontrolę nad amerykańskimi siłami nuklearnymi. A to są nie tylko ICBM-y, nie tylko siły lotnicze, ale także rakiety nuklearne zamontowane na okrętach podwodnych i w wielu innych miejscach, w bazach, być może po całym świecie. Także ktoś, kto mógł uzyskać dostęp do kodów, aby móc przejąć te centra dowodzenia, mógł z łatwością spowodować nawet trzecią wojnę światową.
A niebezpieczeństwo było poważne, ponieważ okazało się, że kody dojścia do pocisków nuklearnych, a także kody do największych amerykańskich agencji obrony tego kraju, od FBI przez CIA, przez DEA, przez wiele innych, przez National Reconnaissance Office, który jest odpowiedzialny za satelity szpiegowskie. Kody te zostały nie złamane, a w jakiś sposób przejęte. Oficerowie, którzy na średnim szczeblu uczestniczyli operacyjnie w przekazywaniu tego typu informacji czy odbezpieczaniu komputerów, które sterowały koordynacją instalacji nuklearnych, w panice zgłaszali, że ktoś inny ma jeszcze dostęp do tych kodów. Co to może oznaczać? To może oznaczać, że ktoś może się podszyć pod amerykańskiego prezydenta i dokonać czegoś, czego być może dziś sobie nawet nie wyobrażamy. Dlatego Bush musiał osobiście pojawić się w tych miejscach po to, żeby osobiście przejąć kontrolę i dowodzenie nad siłami nuklearnymi. Bo co to dla niego oznaczało? Oznaczało to dla niego, że być może doszło wraz z atakiem na Twin Towers i później Waszyngton do zamachu stanu w Ameryce, w Stanach Zjednoczonych. Dokonano zamachu stanu i ktoś być może jest w stanie przejąć władzę. Tutaj ciekawe jest to, że wiceprezydent Cheney w tym czasie nagle zniknął z pola widzenia i to zniknął na bardzo długo.
Bardzo trudno go było odnaleźć w mediach. Nikt nie mógł stwierdzić, w jakim miejscu przebywa. Cheney jest człowiekiem niezwykle doświadczonym politycznie. W przeciwieństwie do George'a Busha jest prawdopodobnie mózgiem Był mózgiem i myślę, że nadal jest, tej całej polityki neokonów, tych neokonserwatystów, jak ich się w Stanach nazywa neokonami, którzy usiłowali stworzyć to państwo w państwie i opanować je zupełnie, a później spróbować opanować resztę świata. Dlatego, że jego korzenie sięgają od czasów Reagana. Jest to człowiek niezwykle uwikłany w najrozmaitsze tajne historie polityczne i on właśnie zniknął. Co oznacza, że zajął się oczyszczaniem terenu, poszukiwaniem, gdzie doszło do przecieków, kto za tym stoi i oczywiście ratowaniem tego, co pozostało. Uszczelnianiem systemu i oczekiwaniem na kolejne uderzenie przeciwnika, bo okazało się, że właśnie wyłonił się ten trzeci przeciwnik, że cała historia ma nie tylko drugie dno, ale właśnie i trzecie dno, że istnieje trzecia linia ataku, że istnieje trzecia grupa, której się nikt nie spodziewał, a która objawiła się właśnie 11 września.
[01:13:56] - W całej sprawie ataków na World Trade Center i na Waszyngton, wspomniany już wcześniej Joseph Farrell dopatrzył się jeszcze jednego elementu, który można nazwać trzecim dnem. O co tak naprawdę chodzi?
[01:14:12] - Sprawa jest skomplikowana, krótko mówiąc bardzo skomplikowana i być może tego naszego dzisiejszego spotkania będzie za mało, żeby ją wyjaśnić. Myślę, że najlepszym wyjaśnieniem tej historii jest historia, która z pozoru w ogóle do dzisiejszego tematu nie pasuje. Jeżeli lubicie oglądać stare filmy, jest taki film „Zabójstwo w Orient Expressie”. Jest to stary kryminał z lat bodajże 70., gdzie w Orient Expressie, który pędzi przez potężne obszary ziemi, dokonuje się zabójstwo. Policja prowadzi śledztwo i okazuje się, że uczestnikami tego zabójstwa są wszyscy ci, którzy jechali tym pociągiem, że byli nawet i tacy, którzy wbijali nóż w martwe już ciało. I to powoduje oczywiście olbrzymie zamieszanie i kłopot z bezpośrednim wskazaniem, kto jest tak naprawdę winien, kto jest prawdziwym zabójcą, skoro tyle osób miało swój własny interes w zabiciu tego nieszczęśnika w tym Orient Expressie. Tak samo jest z 11 września, że pokrywają się tutaj i mieszają się ze sobą interesy różnych grup, najrozmaitsze interesy, o których my, prości szaraczkowie, nie bardzo mamy pojęcie. Dowiadujemy się dopiero później. Często próbujemy sami się domyśleć i złożyć to wszystko w jedną całość. I właśnie to sprawia, że istnieje duży problem w zdefiniowaniu, takim konkretnym, jasnym, prostym i kategorycznym, czym był zamach 11 września.
I pokazuje to właśnie Farrell w swojej książce. Jest tam wiele komponentów. Jedna grupa mogła zniszczyć na przykład World Trade Center, używając termitu, co nie musiało wcale przeszkadzać innej grupie realizować swoją własną koncepcję zniszczenia, tak jak na przykład tą, którą opisała dr Judy Wood. Grupa pod takim trzecim dnem z pewnością była grupą doskonale radzącą sobie z organizowaniem takiego ataku właśnie pod fałszywą flagą. I jeśli połączyć ze sobą te wszystkie elementy razem, to mamy do czynienia z grupą niezmiernie kompetentnych i wyrafinowanych graczy. I właściwie jedyne ślady, jakie możemy w tym wszystkim znaleźć, te takie najbardziej konkretne, to są ślady finansowe. Bo stare przysłowie mówi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Albo inne przysłowie amerykańskie mówi: „Follow the money, follow the money,” podążaj za pieniędzmi, tak jak mówił ten Głęboki Gardło w sprawie podsłuchów i afery Watergate. I one właśnie wyjaśniają tych różnych tropów, które krzyżują się ze sobą przez cały czas tej właśnie historii. I dlatego właśnie widać wyraźnie, że jedna grupa realizowała ten swój własny plan.
Nazwijmy to grupą neokonów, grupą Busha. Realizowała swój własny plan stworzenia ataku pod fałszywą flagą, ale druga grupa w kompletnej konspiracji wkomponowała się w tą całą historię, tworząc trzecie dno i znając, w jaki sposób ta operacja pod fałszywą flagą ma przebiegać, wykorzystała ją do kompletnie własnych celów. I na tym właśnie polega to trzecie dno, które Farrell widzi, pokazuje i wskazuje, z kim i z czym może to być związane.
[01:18:20] - A jaki udział w atakach z 11 września mogły mieć rządy innych państw? Czy wiadomo coś na ten temat?
[01:18:28] - Myślę, że wiele krajów miało jakiś interes, aby zrobić krzywdę Stanom, zrobić krzywdę hegemonowi. Dlatego jeśli ktoś mówi, że był świat jednobiegunowy wtedy, to jest najlepszy dowód na to, że tak nie było, że ten drugi biegun tworzy się natychmiast, kiedy siła ciążenia za bardzo naciska na jedną tylko stronę tej wagi. Ta druga siła dąży do równowagi bądź przeważenia na swoją korzyść. Dziś mamy tą historię Związaną z Arabią Saudyjską. Okazuje się, że istnieje dokument, który ma podobno 28 stron zaledwie, ale ten dokument pokazuje bardzo dokładnie udział Arabii Saudyjskiej w ataku z 11 września. Jaki to może być udział? Ciągle pozostaje to tajemnicą. Możemy się jedynie domyślać, bo przede wszystkim z tego, jeśli ktoś pamięta migawki dokumentalne z tamtych czasów, Bushowie niezwykle silnie przyjaźnili się z Saudami i z Arabią Saudyjską. Odwiedzali się nawzajem, a nawet prowadzali się za rączkę, co wyglądało wręcz groteskowo. Ale przyjaźń pomiędzy nimi była niezwykle silna.
Trwa chyba do dziś. I te powiązania są w jakiś sposób oczywiste. Udowadnia je chociażby to, że tuż po ataku od razu wskazano Arabię Saudyjską jako jednego z podejrzanych w tej całej sprawie udziałowców ataku na Manhattan i na Waszyngton. Oczywiście chciano przesłuchać wysoko postawionych Saudyjczyków, którzy akurat wówczas przebywali w Stanach, ale nie udało się tego zrobić, dlatego, że ze względu na starą przyjaźń i te powiązania prezydent Bush umożliwił tym ludziom wyjechanie z terytorium Stanów bez udzielania żadnych wyjaśnień na ten temat. Także nigdy nie zostali przesłuchani. Natomiast istnieje szereg dokumentów i w tej chwili Saudyjczycy, którzy są w dość poważnych opałach politycznie. Istnieje nawet taka teoria, że Arabia Saudyjska jest już u kresu swoich sił i lada chwila runie, dzieląc się na szereg innych małych, plemiennych wręcz państw, bo Saudyjczycy posiadając prywatne państwo, już nie są w stanie go w jakiś sposób trzymać w jednej całości i wkrótce się ono rozsypie. Zwłaszcza że wujek Sam już tak ochoczo nie pomaga pod nowym zarządem Arabii Saudyjskiej. Arabii Saudyjskiej nawet do tego stopnia doszło, że brakuje broni. Amerykanie, którzy zazwyczaj dostarczali każdą ilość broni Saudyjczykom, dziś bardzo się ociągają z tym wszystkim i broń nie dochodzi.
Następnym paradoksem jest to, że Arabia Saudyjska kupuje broń od Izraela, co jest groteskowe i ironiczne samo w sobie, że ich największy wróg jest ich jednocześnie w tej chwili jedynym przyjacielem, który jest w stanie dostarczyć im na tyle odpowiednią i wyrafinowaną broń, której nie da się kupić gdzie indziej. Nie da się kupić jej od Rosji czy nie da się kupić jej z jakiegoś innego miejsca, czy z polskiej zbrojeniówki, bo wymagają oni broni może bardziej skomplikowanej, a jednocześnie w jakiś sposób kompatybilnej z tym, co mają do tej pory. Także doszło do tego. Istnieją na to dokumenty. Nie ma wątpliwości, że powstało jakieś powiązanie interesów pomiędzy Arabią Saudyjską a Izraelem i broń jest przekazywana przez Republikę Południowej Afryki, tak żeby było trudniej odnaleźć źródła. Ale jak się okazuje, źródła prowadzą wprost do Tel Awiwu. To jest jedno państwo, które być może uczestniczyło czynnie w tym, co się działo 11 września. Zwłaszcza że większość tych terrorystów, którzy porwali samoloty, było właśnie Saudyjczykami. Także Arabia Saudyjska musiała mieć jakąś wiedzę. Jest to państwo totalitarne, kontrolujące swoich obywateli, więc musieli mieć jakąś wiedzę na ich temat.
Kim są ci ludzie, co robią i tak dalej. Drugie państwo, które w jakiś sposób jest uwikłane w tą całą historię i jest to znacznie niebezpieczniejsze państwo niż Arabia Saudyjska, jednocześnie z długą tradycją kontaktów z Arabami, są Niemcy. Niemcy od kilku stuleci prowadzą już intensywny romans z islamem i właściwie jego szczytowa fala zaczyna się w czasach jeszcze Imperium Otomańskiego, kiedy baron von Oppenheim przekonał tureckiego sułtana, aby rzucił klątwę na państwa ententy. Jest to rzecz absolutnie bez precedensu, dlatego że wynika ona ze struktury, w jakiej jest zbudowany islam. W islamie przekleństwo, tą fatwę może rzucić kalif, czyli wódz wszystkich muzułmanów. I jest to klątwa, która nie jest wybiórcza jak tutaj, że ci z ententy są źli, a ci z państw centralnych Niemcy, Austro-Węgrzy i inni są całkiem okej i oni nie muszą być poddani dżihadowi. Więc dokonanie czegoś takiego, takiej selektywnej klątwy jest czymś absolutnie niezwykłym. Jednak udało się Niemcom Turków do tego przekonać, a wówczas Imperium Otomańskie było gigantem pod każdym względem terytorialnym, ale i wojskowym również. Wzięło zresztą czynny udział w pierwszej wojnie światowej. I te powiązania i ten romans z islamem trwa do dziś, czego dziś mamy prosty, jasny dowód.
Wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje obecnie w Niemczech. Niemcy przyjmują bez pamięci, pozornie nie wiadomo dlaczego, miliony muzułmanów. Turcy są w Niemczech od dawna. Ówczesna przyjaźń w czasach jeszcze KDL-ów pomiędzy Niemcami a Jugosławią, kiedy Jugosłowianie wyjeżdżali do Niemiec, często byli to właśnie muzułmańscy Bośniacy, wskazują na to, że ta polityka zapoczątkowana przez barona von Oppenheima dawno temu ciągle trwa. Ciągle jest żywa, mimo że się czasy zmieniły. Nie ma Kajzera, nie ma Hitlera. Zmieniło się wszystko. Jest dzisiaj kanclerz Merkel. I ciągle są intensywne kontakty pomiędzy światem muzułmańskim i Niemcami. W związku z czym, ze względu na przeszłość, o której będziemy jeszcze mówić, można też stwierdzić, że Niemcy mieli absolutnie swój wielki udział.
Zresztą, jeżeli mówić o Niemcach i mówić na przykład o Bushach, to powiązanie pomiędzy Niemcami, w tym momencie faszystami, a rodziną Bushów jest również oczywiste i również dobrze udokumentowane. Rodzina Bushów ma głębokie powiązania z Niemcami. Dziadek George'a Busha, Prescott, niemalże został skazany za kolaborację z faszystami przez Roosevelta bodajże, dlatego, że był on wówczas właścicielem Union Bank i prowadził on interesy z Hitlerem nawet wtedy, kiedy Stany Zjednoczone były już w stanie wojny z Niemcami. Te interesy były nadal prowadzone, pieniądze były wymieniane. Sam Prescott Bush często kontaktował się, i również na to istnieją dokumenty, z Fritzem Thysenem i interes kwitł, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Także to jest następny kraj, który można uznać, że jest zainteresowany mocno tym, co się dzieje w Stanach. Bo jeżeli dodamy do tego jeszcze całą operację Paperclip i sprowadzenie do Stanów dziesiątków tysięcy, jak nie więcej, jak nie setek tysięcy faszystów, ich rodzin, nie tylko naukowców, ale całych dywizji SS wręcz, to jest to fakt absolutnie zdumiewający. Jak jest to zaabsorbowanie agencji wywiadowczej Gehlena praktycznie w pełnym składzie, łącznie z sekretarkami, którzy zostali włączeni do CIA, jak na przykład znalezienie stanowisk pracy na wysokich stanowiskach w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym dla wysoko postawionych generałów SS. Nie jest to przypadek. Zresztą jeśli popatrzeć na Stany Zjednoczone przed rokiem 1939, to widać, że w tym kraju faszyzm się podoba.
Nad Madison Square Garden są zdjęcia, które dziś mało kto pokazuje. Nad Madison Square Garden wiszą swastyki i odbywają się kongresy amerykańskich faszystów, na których jest dziesiątki tysięcy ludzi. Jest ponad 20 tysięcy ludzi na takim kongresie i wszyscy wiwatują i wymachują, podnoszą ręce w pozdrowieniu niemieckim Sieg Heil. I ten faszyzm jest bardzo mocny. Teraz mamy jeszcze braci Dullesów, z których jeden został później szefem CIA, a który rezydował wcześniej w Szwajcarii i miał bezpośredni kontakt z najwyżej postawionymi Niemcami, łącznie z Bormannem. I ten kontakt utrzymywał przez nie tylko lata wojny, ale także i po wojnie. Także Niemcy są żywo zainteresowane, były zawsze żywo zainteresowane Stanami Zjednoczonymi i nic nie wskazuje na to, żeby to zainteresowanie w jakiś sposób osłabło. Dlatego myślę, że jeżeli szukać kogoś jeszcze innego, jakichś innych interesów jakiegoś państwa, chociaż myślę, że termin państwo, naród powoli w jakiś sposób przeżywa swój kryzys identyfikacyjny, dlatego że w tej chwili, w dzisiejszych czasach już się nie reprezentuje jakichś konkretnych interesów narodowych. Reprezentuje się i działa się w imię interesów globalnych, które daleko wykraczają poza naród. Także kwestie narodowe pozostaną być może lada chwila w takiej zamierzchłej przeszłości i będą używane jedynie jak na przykład do dzisiejszego meczu z Irlandczykami, po to, żeby móc odróżnić po koszulkach, kto jest kim.
[01:29:17] - Do powiązań zamachowców, a konkretnie jednego zamachowca z Niemcami jeszcze powrócimy. Natomiast teraz takie pytanie: dlaczego domniemani sprawcy zamachów z 11 września nie zachowywali się jak typowi dżihadyści?
[01:29:33] - Ze względu chociażby na to, że nie przestrzegali żadnych zasad islamu. Byli to ludzie, którzy lubili się bawić, nie stronili od alkoholu, co jest ciężkim grzechem w islamie. Włóczyli się po najdziwniejszych, najbardziej podejrzanych lokalach. Byli prawdopodobnie seksoholikami, bo uwielbiali chodzić do miejsc, gdzie o taki sposób spędzania wolnego czasu było łatwo. Bywali w różnych miejscach, gdzie sprzedawano narkotyki bądź zażywało się narkotyków po to, żeby uczestniczyć w absolutnie odlotowych imprezach na mocnym ciągu. Także te proste rzeczy pokazują, że coś jest nie tak z ich islamskością. Poza tym, jeśli przeanalizować ich przyjaciół, to ich przyjaciółmi byli głównie Niemcy, Holendrzy. Ciekawe jest to, że ich przyjaciółmi byli ludzie, którzy reprezentowali te państwa europejskie, które dziś są najbardziej oblężone przez muzułmanów. Tak jakby to nie był przypadek. Myślę, że coś w tym jest.
Z tymi ludźmi spotykali się często i ci ludzie w jakiś sposób uczestniczyli w przygotowaniu ich do tego, co później dokonali. Na przykład właścicielem szkoły latania w Venice na Florydzie był Rudy Decker, który ma bardzo taką Mroczną swoją przeszłość. Ma znajomości z najpotężniejszymi ludźmi Ameryki. Był wielokrotnie przedmiotem śledztwa agencji antynarkotykowej, bo przemycał, jak się okazało, nie tylko narkotyki, ale też zaawansowaną elektronikę. Był doskonałym pilotem, ale uczestniczył w bardzo mrocznych akcjach. Dziś wiemy z prasy, że za każdym razem niemalże kiedy rozbija się na przykład jakiś samolot, który należy do CIA bądź do jakiejś innej trzyliterowej agencji amerykańskiej, okazuje się szybko z informacji, które przeciekają do prasy, że jest on wyładowany narkotykami i w czymś takim ten Decker uczestniczył. Pieniądze z narkotyków są przeznaczane na jakieś ciemne i podejrzane interesy. Nie są nigdzie księgowane, jak wiadomo, jest to lukratywny interes. Dlatego opłaca się w Stanach, ale nie tylko, w innych krajach również. W każdym kraju opłaca się zakazać narkotyków dlatego, że dzięki temu uzyska się na nie wysoką cenę.
Jeżeli narkotyki byłyby legalne, przestałyby być tak atrakcyjne i tak niedostępne, i musiałyby mieć o wiele niższą cenę i musiałby jeszcze być odprowadzony od nich jakiś podatek, akcyza, kto wie co jeszcze. Poza tym pieniądze z nich byłyby rejestrowane, a tego możni tego świata nie chcą. Oni wolą pieniądze, które są gdzieś pod stołem, które można wykorzystać w każdej chwili i zostawiają po sobie niewiele śladu. Tak było w przypadku Deckera. Między innymi wsławił się on tym, że przemycał właśnie tę elektronikę, przelatując nad biegunem, co też jest wyczynem niebywałym, dlatego że biegun północny jest jednym z najlepiej obserwowanych miejsc na całym świecie. To tylko my nie widzimy bieguna na Google Earth, bo zawsze tam jakimś sposobem są chmury i nigdy nie widzimy, jak ten biegun wygląda. Natomiast jest to miejsce niezwykle strategiczne. Nie wiadomo do końca, co tam się tak naprawdę dzieje i jest ono kontrolowane z niezwykłą uwagą nie tylko przez Amerykanów, ale także przez Rosjan, Anglików, Kanadyjczyków i dlatego każdy obiekt, który pojawiłby się gdzieś w tym rejonie można dostrzec. W tym sensie, że wszelka ta elektronika, jaka tam istnieje, jest go w stanie zlokalizować i wiedzieć, że coś takiego przelatuje. Czyli Decker, przemycając najrozmaitsze rzeczy, musiał mieć zgodę tych swoich potężnych mocodawców na to wszystko.
Można założyć, że przemyt skomplikowanej elektroniki, której oficjalnie nie można było wywieźć ze Stanów, był robiony drogą półoficjalną, bo jeszcze raz to potwierdza to wszystko, że dziś mówienie o narodzie i interesie narodu jest powoli archaizmem, że w tej chwili mamy do czynienia z grupami, które nie mają tożsamości narodowej, natomiast mają wspólnotę interesów. Dlatego tyle tajemnic wojskowych przeniknęło ze Stanów do Rosji, a dziś z taką samą łatwością przenika do Chin, że kiedy Amerykanie wyprodukują najnowocześniejszy myśliwiec, na przykład taki jak F-35, za chwilę Chińczycy mają coś, co jest niemalże identyczne. Podobnie jest z każdą inną technologią, łącznie z kosmicznymi, które w jakiś sposób wypływają, bo służą interesom grupy, a nie interesom narodu. Pojęcie naród i państwo wymieniło właśnie pojęcie plemię, kiedy plemię przestało być istotne i zniknęło praktycznie z dziejów. Przestało być ważne. Jedynie Indianie jeszcze zostali na Dzikim Zachodzie w plemionach i na tym źle wyszli. Tak dziś powoli do lamusa odchodzi pojęcie, tak się wydaje przynajmniej, naród i granice, dlatego że świat staje się coraz bardziej globalny i o to właśnie chodzi, o kontrolę nad całą planetą. Ale wracając do pytania, to w jaki sposób zachowywali się ci dżihadyści, ci terroryści, którzy później porwali te samoloty, których później użyto do ataku na Twin Towers i na Waszyngton. Opisał to w swojej książce Daniel Hopsicker w książce pod tytułem „Welcome to Terrorland”. I ten „Terrorland” to jest taka sugestia do Disneylandu, który również jest na Florydzie, bo tam przede wszystkim poruszali się ci wszyscy, którzy później uczestniczyli w zamachach.
Tam bawili się, uzyskiwali przeszkolenie, tam nawiązywali kontakty i tam da się odtworzyć mniej więcej ich trasę po klubach ze striptizerkami, po miejscach, gdzie można kupić narkotyki i po wszystkich miejscach, gdzie można się zabawić. Oni w ogóle się nie ukrywali z tym, nie robili nic, żeby nie zostawiać po sobie śladu, więc nawet nie zachowywali się jak spiskowcy. Zachowywali się wręcz jak playboye i celebryci. Poza tym zostawili po sobie mnóstwo dziwnych śladów. Na przykład w samochodzie, który wynajął w Bostonie Mohamed Atta po to, aby zdążyć na samolot z Portland do Bostonu, znaleziono na przykład jego testament, który oczywiście zaczyna się, że został stworzony w imię Boga i rodziny. Tyle że też jest to testament dziwny, bo znów w tej całej filozofii muzułmańskiej nie stawia się Boga Allaha w tej samej linii, w tym samym zdaniu z człowiekiem. Ten szacunek dla Allaha jest tak wielki, że ma on swoją własną, osobną linijkę. Dlatego żaden muzułmanin A mówimy tutaj o zwyczajach muzułmańskich dżihadystów. Nie umieściłby Allaha w swoim testamencie. Sam zresztą Atta, jak już wspomniałem, miał dziwne kontakty.
Miał kontakty z Niemcami, z Holendrami. Mówił płynnie po niemiecku, hebrajsku i po francusku. To takie dziwaczne dossier jak na fundamentalistę. I właśnie o nim pisze Joseph Farrell w książce, o której dzisiaj opowiadam, że prawdopodobnie Atta i wszyscy jego kolesie zostali użyci jako tak zwani patsies, czyli osoby podstawione jako kozły ofiarne w tej całej historii. Dlatego im dano pieniądze, pozwolono im na taki tryb życia. Praktycznie ich zdemoralizowano po to, żeby się nimi później posłużyć. Przypomina to do złudzenia, co się stało z Oswaldem, który został oskarżony o to, że zastrzelił prezydenta Kennedy'ego.
[01:38:30] - Tylko kto te pieniądze im dał i kto im takie życie zorganizował? Może to Niemcy w dużej mierze mieli swój udział w atakach na World Trade Center?
[01:38:39] - Dlatego opowiadałem wcześniej o tym, że interesy narodowe stają się coraz bardziej drugoplanowe i najważniejsze są w tej chwili interesy globalne. Dlatego jeżeli ktokolwiek by wydawał na to pieniądze, są to grupy, które nie mają afiliacji do jakiegokolwiek narodu czy państwa. Są to grupy interesów. Można powiedzieć, że jest to coś w rodzaju nowego pojęcia mafii, tylko że globalnej mafii, która chce kontrolować całą naszą planetę do swoich własnych interesów, podporządkować nas i realizować swój własny mroczny plan, o którym, mam nadzieję, kiedyś omówimy. Omawialiśmy to zresztą wielokrotnie, bądź dotykaliśmy tego wielokrotnie w debatach, mówiąc o tym, że pewne rzeczy gdzieś są zanurzone w zamierzchłej przeszłości, że mają swoje źródła dawno temu i dziś są nadal kontynuowane. Widać to w tych dziwacznych rytuałach, które tu i ówdzie są odgrywane, jak w przypadku na przykład ostatniej historii, niesamowicie kontrowersyjnej, z tunelu pod Alpami, gdzie wręcz dokonano satanistycznego misterium, czegoś absolutnie niezrozumiałego i wstrząsającego, gdzie również był element z 11 września. Bo w tym całym dziwacznym przedstawieniu pełnym najrozmaitszych zombie i dziwnych, szatańskich stworów był pokazany też zegar, który prawdopodobnie miał symbolizować ponadczasowość. I ten zegar przesuwał się bardzo szybko do przodu, a w pewnym momencie zatrzymywał się i wracał z powrotem tymczasem. Moment, w którym za każdym razem ten zegar zmieniał kierunek, była godzina 9:11, czyli 9/11. Jeszcze raz, po raz kolejny.
Ma to znaczenie symboliczne. Nawet sama data nie była przypadkowa. Jeżeli nawiązuje do tego, co wydarzyło się na Manhattanie, to właśnie w sensie okultystycznym tej całej mitologii. Także sami widzicie tutaj, drodzy słuchacze, że jest mało dżihadyzmu, a dużo okultyzmu i dużo najrozmaitszych globalnych interesów, które wykraczają poza tradycyjny podział świata, które wykraczają poza to, do czego przyzwyczaiła nas zimna wojna, że po jednej stronie są ci, a po drugiej stronie są tamci. Myślę, że ten układ się już dawno skończył. I dlatego ludzie, którzy finansowali takie osoby jak Atta i jego kolesie, z pewnością dla nich lojalność dla swojej grupy jest większa niż dla własnego państwa. Niemcy z pewnością odgrywają w tym jakąś swoją rolę, ale myślę, że odgrywają to nie jako naród niemiecki, tylko jako grupa. Uważam tak, ponieważ wystarczy spojrzeć na to, co zrobiono z Niemcami podczas II wojny światowej. Nie to, żebym ich bronił, ale dokonano ich wręcz hekatomby. Zniszczono cały ten kraj w imię jakiegoś określonego celu, który wydaje się być realizowany dzisiaj dalej i kontynuowany w jakiś sposób.
Dlatego, że ci sami ludzie, którzy uczestniczyli w tamtej wojnie, doprowadzili do tamtej wojny, nieoczekiwanie można ich dostrzec także i dziś. Ktoś kiedyś zwrócił mi uwagę, dlaczego mówię naziści, a nie faszyści. Faszyści czy hitlerowcy kojarzą nam się z Niemcami. Ten czytelnik Nowej Atlantydy mówił o tym, że przecież oni byli Niemcami. Nazwijmy ich po imieniu. Właśnie tu jest cały problem, że nazizm jest czymś bardzo uniwersalnym, że sięga innych narodów, innych ludzi i jest to praktycznie grupa interesów, która realizuje swój plan niezależnie od tego, ile ofiar poniesie, jeżeli osiągnie swój cel. I czy są to tak zwani swoi, czy obcy, tak naprawdę jest to sprawa drugorzędna. Chodzi tylko o to, żeby był cel osiągnięty. A wracając do dżihadystów i do ataku. Oczywiście o atak posądzono, uznano jako twórcę tego ataku, oczywiście nie Mohameda Attę, a Osamę bin Ladena.
Pojawiła się krótko po 11 września taśma bin Ladena, na której stwierdzał on, że nie ma nic wspólnego z atakiem. Ta taśma bardzo krótko żyła w mediach. Wywołała konsternację, bo już od razu po ataku pokazano palcem, kto za tym stoi. Wyraźnie było widać, że Bin Laden próbuje w jakiś sposób się ratować. Jeszcze tego samego roku, w grudniu, pojawiła się następna taśma Bin Ladena, w której z kolei wyjaśnia on szczegółowo, w jaki sposób samoloty, które uderzyły w budynki, doprowadziły do zniszczenia tych budynków. I to jest następna niezwykła i dziwaczna rzecz, bo już w grudniu 2001 roku praktycznie cały świat huczał od najrozmaitszych kontrowersji na ten temat. Jak to się stało? Jak do tego doszło? Co zostało użyte? Dlaczego tak potężne budynki runęły jak domki z kart?
Było to coś na skalę, której nikt do tej pory nie znał, nie potrafił sobie wyjaśnić. Dlatego właśnie ktoś uznał, że trzeba dać światu do posłuchania taśmę, w której Bin Laden, który jest budowlańcem, bo Bin Laden posiada gigantyczną, operującą miliardami dolarów firmę budowlaną na terenie Arabii Saudyjskiej. Jego rodzina jest doskonale powiązana ze światem bankowym, ze światem interesu i ze światem politycznym. I ten Bin Laden wyjaśnia, w jaki sposób samoloty, które uderzyły w budynek, osłabiły jego konstrukcję i w konsekwencji obie wieże złożyły się jak naleśniki, można powiedzieć. Ta taśma jest bardzo mocno podejrzana. Potwierdza w jakiś sposób oficjalne wytłumaczenie zdarzeń, w którym płonąca benzyna samolotów miała osłabić konstrukcję budynku do tego stopnia, że runęła ona w niezwykle efektowny sposób. Po tej taśmie dokonano ekspertyzy i dokonał tego National Institute of Standard Technology. Okazało się w myśl tej ekspertyzy, że do takiego złożenia budynku mogło dojść pod warunkiem, że metal, z którego został zbudowany, był praktycznie na granicy topnienia, w co raczej trudno jest uwierzyć z tego względu, że musiałby płonąć budynek na całej swojej wysokości, nie tylko w jednym jego punkcie, aby mogło dojść do takiego osłabienia jego konstrukcji, aby mógł runąć w dół praktycznie z prędkością grawitacji, jakiej doznaje spadająca konstrukcja w dół, co jest czymś absolutnie niebywałym i nie wydarzyło się nigdzie na świecie. Dlatego ta taśma Bin Ladena jest głęboko podejrzana i prawdopodobnie rzeczywiście została sfałszowana. Zwłaszcza że nieoczekiwanie, chociażby z tego powodu, że stała się wygodnym dowodem winy tych zamachowców.
Podobnie jak bagaż Mohammeda Atты, o którym mówiłem wcześniej, gdzie znaleziono jego testament, a także innym takim wygodnym dowodem było znalezienie, nieoczekiwanie zupełnie, paszportu jednego z terrorystów, który ocalał z ruin wież, które runęły w dół, gdzie nie odnaleziono ani jednego kawałeczka samolotu, jakiegoś większego, ale odnaleziono praktycznie nietknięty paszport tego terrorysty z jego danymi osobowymi. Dlatego mogło to posłużyć FBI do przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie i wskazania palcem konkretnie, kto brał udział w tym zamachu, co wydaje się być dziwaczne. Co pokazuje także, jak bardzo intensywnie grupa, która za tym stała, na tych dwóch poziomach, na tym drugim i na tym trzecim, na tym drugim dniu i tym trzecim dniu pracuje nad tym, ażeby zamieszać nam w głowach, ażeby zaciemnić tą całą sytuację do tego stopnia, że staje się w pewnym momencie ona aż absurdalna, aby w nią uwierzyć. Ale w tej sytuacji praktycznie wszystko jest możliwe.
[01:47:43] - Ciekawą teorię dotyczącą przyczyny zawalenia się Twin Towers przedstawiła profesor Judy Wood. Chodzi o nieznanego rodzaju broń wykorzystującą fizykę hiperprzestrzenną. Co można powiedzieć o jej badaniach?
[01:47:57] - Judy Wood jest absolutnie wyjątkowa, jeśli chodzi o spojrzenie na to, co wydarzyło się właśnie na Manhattanie tego dnia. W jaki sposób tak gigantyczne i potężne wieże runęły w dół jak domki z kart? Jest profesorem inżynierii mechanicznej i jest specjalistą w analizach wytrzymałości rozmaitych materiałów i konstrukcji budowlanych. Jest specjalistą w mechanice strukturalnej i jest specjalistą w analizach deformacji materiałów. Czyli jej hobby, czy jej raczej praca, jej pasja polega na tym, że kiedy dokonuje się na przykład burzenia budynków bądź tworzenia nowych budynków, jej pasją jest, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, ile taki budynek może wytrzymać, czy jest w ogóle możliwy do zbudowania i co się wydarzyło, gdy ten budynek się zawalił. Także jest absolutnie idealną osobą, która jest w stanie wyjaśnić, co się wydarzyło tak naprawdę 11 września 2001 roku i dlaczego wieże runęły. Zresztą tytuł jej książki brzmi właśnie: „Co się stało z Twin Towers? Gdzie one znikły?” Jej główny problem polegał na tym, że jej ostatnia Praca dotyczyła kanadyjskiej areny sportowej. Ta arena podległa wyburzeniu i dla niej już na pierwszy rzut oka okazało się, że tych ruin z hali sportowej, która była niewysoka, jest niemalże więcej niż z obu wież. Co się stało z tymi ruinami?
To ją do tego stopnia zaintrygowało, że poświęciła problemowi Twin Towers nie tylko swój czas, ale swoją karierę, bo jak się wszyscy domyślacie, skończyła źle. Dziś nie za bardzo chcą ją przyjmować do pracy, zwłaszcza na uniwersytety, ze względu na to, jaką pozycję przyjęła wobec wypadków 11 września. Według niej, żeby zburzyć wieże w taki sposób, w jaki zostały zburzone, musiała zostać użyta technologia, o której zresztą mówiłem już wcześniej, która daleko wykracza poza fizykę znaną i używaną przez nas obecnie. Że ktoś posiada tak wyrafinowaną technologię, że jest w stanie użyć tego jako broni energetycznej i dokonać praktycznie dezintegracji atomów. Z tego względu, że tak naprawdę w stosunku do wielkości, wysokości, majestatu wież zostało z nich bardzo niewiele po tym, jak rozsypały się i tych gruzów powinno być kilkadziesiąt pięter, a tak naprawdę ledwie wystawały z ulicy na kilka pięter, co było absolutnie zdumiewające. To, co widać na każdym filmie pokazującym wypadki i osuwanie się wież Twin Tower, jest olbrzymia ilość pyłu. Zbadano ten pył i okazało się, że ma średnicę około 100 mikronów, co oznacza, że ma średnicę mniejszą niż ludzki włos. Także niesamowicie drobny pył. I w ten pył zamieniły się wieże. Coś tego musiało dokonać.
Dlatego wcześniej wspominałem o doświadczeniach Hutchinsona na tym etapie. Ponieważ jeśli wyobrazimy sobie strukturę atomów, które tworzą materię, kiedy wyobrazimy sobie ją na standardowym modelu, widzimy szereg połączeń, jakie te atomy tworzą między sobą, tworząc tkankę materii. Coś jest metalem, coś jest drewnem, coś jeszcze czymś innym, naszym ciałem. Następuje pewna określona konfiguracja. Mówiąc to wszystko troszeczkę tak na chłopski rozum, ponieważ jest to skomplikowana fizyka i tak jak powiedziałem eksperymentalna, więc myślę, że nie jest nawet do końca jasna i prosto ludzkie zrozumiała, ale można dokonać rozerwania tych połączeń i wówczas z czegoś, co jest solidną materią, to coś nagle znika, dlatego że atomy rozrywają połączenia pomiędzy sobą. To coś po prostu dezintegruje się w jednej chwili, w jednym momencie. Wygląda to jak czary i jeżeli jest to technicznie możliwe, to tego typu czary, tego typu alchemię widzieliśmy 11 września na Manhattanie. Wieże sypnęły się w dół, zresztą z olbrzymią prędkością i prędkość tego spadania i sposób, w jaki one spadły, wskazują, że żadna z tych poprzednich teorii, które mówiły o podminowaniu budynku, mówiły o nanotermicie. Była nawet teoria, niektórzy ciągle uważają, że ma ona sens. Była teoria, że w Twin Towers wysadzono minibomby atomowe i to one dokonały takiego zniszczenia, bo przecież potrzebna była nieprawdopodobnie wielka energia, aby dokonać czegoś takiego.
Aby dosłownie sproszkować na drobny pyłek tak potężne konstrukcje. Co ciekawe, tuż po tym, jak wieże się zawaliły, kiedy zaczęto usuwać zgliszcza, jakie tam jeszcze pozostały, okazało się, że ciągle i to jeszcze przez całe tygodnie w tych zgliszczach tlą się pożary. Nikt nie mógł zrozumieć, co tam się może palić, co jeszcze ten ogień może w jakiś sposób podsycać, co się stało. Więc gdyby to był na przykład normalny trotyl czy nanotermit, tych pożarów by nie było. Gdyby była atomówka, to prawdopodobnie ciągle coś by się tam jeszcze tliło. I dlatego jest to jeden z dowodów na to, że być może użyto właśnie minibomby atomowej do wysadzenia World Trade Center. Żeby to potwierdzić, okazało się, że w pyle znaleziono stront, znaleziono bodajże cez i coś jeszcze, co wskazuje, że zaprzątnięta była energia nuklearna do tego procesu, że coś się wydarzyło właśnie tam na poziomie nuklearnym. Największym problemem takiej teorii jest to, że gdyby wieżowce eksplodowały pod wpływem takiej minibomby atomowej, to rozsypałyby się po całym mieście. Natomiast one runęły w dół. Teraz wielu ludzi mówi, że było to tak jak planowane wyburzanie, że wszystko runęło zgodnie z planem przepięknie w dół.
Ale Judy Wood wyjaśnia to i w jakiś sposób otwiera to oczy na to zjawisko. Bo czym jest planowe wyburzanie? Jest tym, żeby złożyć budynek jak naleśnik w taki sposób, żeby idealnie spadł na swoje fundamenty. Na tym polega idealne planowe wyburzanie. Natomiast kiedy popatrzymy, co się dzieje z wieżami, to one wyglądają, jakby ktoś obierał banana. Tam nic nie spada na fundamenty. Tam praktycznie wszystko spada tuż na zewnątrz, poza linię fundamentów. Więc nie jest to planowe wyburzanie. To nie jest implozja, jest to eksplozja. Ta cała energia idzie w odwrotną stronę i dlatego znów jest to dla niej potwierdzeniem użycia tej broni.
Ona sama nie wie, jak taka broń mogłaby wyglądać. Nie wie również, jaka technologia mogłaby być użyta. Będąc naukowcem stworzyła model działania takiej broni energetycznej, który pozwalałby na stworzenie sytuacji, która doprowadziłaby do tak straszliwego zniszczenia dwóch najpotężniejszych budynków na Manhattanie. Jedynym problemem jej teorii było to, że żeby móc dokonać takiego energetycznego zamachu, móc dokonać tak potężnej zmiany pola elektromagnetycznego, potrzebna byłaby olbrzymia energia. Obliczono, że tej energii musiałoby być przynajmniej półtora gigawata. W każdym razie porównano to do tego, ile energii produkuje energia atomowa w Indian Point na przedmieściach Nowego Jorku. Zresztą bardzo niebezpieczna elektrownia, która ciągle cieknie. Ja mam gęsią skórkę za każdym razem, kiedy płynę w jej pobliżu. Zresztą jest silnie strzeżona, zawsze tam są jakieś patrole policyjne, ale wręcz radioaktywność zgrzyta w zębach, jak się przepływa tuż obok. Ale nie ma innej drogi.
I ta elektrownia atomowa produkuje półtora gigawata, czyli mniej więcej tyle, ile byłoby potrzebne, żeby móc uzyskać energię potrzebną do stworzenia specyficznego pola elektromagnetycznego i do uruchomienia tej fizyki skalarowej, która doprowadziła do zburzenia i do kompletnego sproszkowania budynku w pył. Dosłownie w pył, mikronowy pył. I tu jest problem: skąd była ta energia? Jedna z teorii mówi, że energia została wykorzystana z tornada. Może nie tyle z tornada, co z huraganu, który dziwnym trafem, a może wcale nie dziwnym, zaplątał się gdzieś na Atlantyku i nagle na wiele tygodni stanął jakieś 100 mil od Nowego Jorku. Nikomu nie szkodził, nikomu nie wadził. Nie ma tam zbyt dużego ruchu. Nad Nowym Jorkiem była ciągle przepiękna pogoda, a ten huragan tam się ciągle i nieustannie kręcił. A huragan to jest energia. To jest potworna energia i to energia niezwykle selektywna.
Jeśli ktoś interesuje się troszeczkę tornadami i widzi, jak działa tornado, to tornado, które ma nieprawdopodobną moc niszczenia, idzie na przykład przez miasteczko i jest w stanie doszczętnie wyburzyć jeden dom do fundamentu wręcz, przechodzi o metr od drugiego domu i ten drugi dom jest nietknięty. Nic się tam nie dzieje, żadna płytka, klepka, dachówka nie odpada, żadna szyba nie pęka. Tak jakby istniała niewidzialna ściana. I to pokazuje naturę tej energii, niezwykłą naturę tej energii, naturę tej fizyki skalarowej, która być może została użyta. I energia, jaka była potrzebna, została wykorzystana, dzięki zresztą pomysłom Tesli, do przesłania jej w określone miejsce i do precyzyjnego zastosowania, co widzieliśmy na filmie. Zresztą cały świat to widział, ogląda i do dziś co jakiś czas sobie o tym przypomina, w jaki sposób można tego dokonać i mieć miliony naocznych świadków czegoś takiego. To jednocześnie pokazuje, z jak niebezpieczną grupą mamy do czynienia, która nie tylko potrafiła zrozumieć coś takiego, ale potrafiła wykonać broń działającą w taki sposób i jednocześnie udowodniła, że jest ją w stanie zastosować niezwykle precyzyjnie do zburzenia superpotężnych budynków, a jednocześnie dokonała tego w sposób niezwykle symboliczny. To może tyle.
[01:59:35] - Dosyć sporo pytań podesłał na czacie i przez Skype'a użytkownik Acuraj. Nie wiem, jak czyta się ten nick. Pytanie do Chrisa: jak wygląda w chwili obecnej ruch na rzecz prawdy o 11 września w Stanach Zjednoczonych? Czy jeszcze ktoś tam walczy o prawdę na temat Watchers Central? Chciałem też spytać o efekt Hutchinsona, który mógł być zastosowany do wyburzenia wież. A może zastosowano jakąś technologię, która rozbiła wieże na pył? Coś w stylu bombardowania częstotliwościami, coś podobnego do tego, co opracował Tesla. Jeśli mowa o Bushu w przedszkolu, to może Chris coś powie, co tam powtarzały dzieci? Chodzi mi o to, że tekst brzmiał „plane must hit steel”. I pytanie jeszcze jedno do Chrisa: czy znasz książkę „The Most Dangerous Book in the World.
9/11 as Mass Ritual” autorstwa S.K. Bine'a, wydaną w 2012 roku?
[02:00:32] - Jeśli chodzi o technologię, jesteśmy wszyscy w głębokim lesie, bo nie wiemy, jaka technologia mogła zostać zastosowana. Być może użyto czegoś zupełnie innego, dlatego, że nie mamy kompletnie wiedzy na ten temat, w jaki sposób się te technologie rozwijają i kto je rozwija. Mamy niewielkie przecieki informacyjne tego, co da się zrobić i one są zdumiewające. Wiadomo, że dokonuje się doświadczeń w kwestii czasoprzestrzeni, co jest niezwykle istotne w tej sytuacji i być może również tego typu doświadczenia z falą stojącą mogły zostać w jakiś sposób praktycznie zastosowane do tego, aby zburzyć wieże. Problem polega na tym, że mamy jedynie model, że coś takiego mogło zaistnieć, ponieważ istnieją określone warunki, ażeby wieża musiała być sproszkowana, czyli musiała zostać zaaplikowana gigantyczna energia. I teraz, jeżeli znajdzie się źródło tej energii Czy to będzie pochodzić z trotylu, nanotermitu, czy z czegokolwiek innego, czy z atomówki, będzie to energia. Musi być jej na tyle dużo, żeby dokonać tak potężnego i tak kolosalnego zniszczenia. Dlatego model fizyczny, który usiłuję stworzyć, aby wyjaśnić taką sytuację, przynajmniej w sensie teoretycznym jej możliwości, musi założyć zaaplikowanie takiej energii. Tym bardziej ja nie mam takiej wiedzy, co zostało użyte. Czy doświadczenia Hutchinsona, czy Tesli, być może obu naraz.
Być może jest jeszcze coś innego, o czym nie mamy pojęcia. Wiadomo tylko, że jeżeli już dziś da się na przykład zatrzymać światło, da się regulować jego prędkość, da się dokonać rzeczy absolutnie niebywałych, da się stworzyć kompletnie nowe cząstki elementarne, to oznacza, że wszystko jest możliwe. To oznacza, że jeżeli da się rozerwać połączenia międzyatomowe, to da się sproszkować wieże i cokolwiek innego, cokolwiek zostanie poddane działaniu takiej energii. Dlatego z pewnością konkretnej odpowiedzi jeszcze długo nie uzyskamy, co mogło być wykorzystane, dopóki tego typu energia nie wejdzie w powszechniejsze użycie, nie będzie tylko wyłączną domeną tych, którzy mają ją do swojej własnej dyspozycji. Być może z tego właśnie powodu amerykański potencjał nuklearny jest ciągle oparty na prehistorycznych komputerach z lat 70. Dlatego, że broń nuklearna praktycznie nie ma już dzisiaj żadnego znaczenia. Ma fatalne efekty końcowe, które uderzają nie tylko w tych, których się atakuje, ale także i w atakujących. Są niezbyt mobilne, niezbyt łatwe do pełnego kontrolowania. Dlatego taka broń jest świetnym, być może, straszakiem, natomiast nigdy nie będzie bronią ofensywną. A taką bronią ofensywną może być coś, co użyto właśnie w przypadku wież 11 września i dlatego jest to wciąż utrzymywane w tajemnicy.
Amerykańskie siły nuklearne są po prostu archaiczne. Ilość rakiet zmniejsza się każdego roku. Jedyne nowoczesne urządzenia atomowe, jedyne nowoczesne rakiety nuklearne, jakie istnieją w armii amerykańskiej, są zamontowane na okrętach podwodnych. Nawet samoloty do przenoszenia rakiet nuklearnych pochodzą z lat 50. i 60., czyli same w sobie są absolutnym muzeum. Świetnie działają, świetnie się sprawdzają, ale myślę, że w dzisiejszych warunkach, przy dzisiejszych technologiach są już absolutnie archaiczne. Dlatego chyba tak na to trzeba patrzeć. Następne pytanie. Nie zdążyłem ich wszystkich zapisać. Także pomagaj mi, proszę, Weliosie.
[02:04:38] - To było pytanie-
[02:04:41] - O Bushu. To było pytanie o Busha. I co czytał. Oczywiście z pewnością ma to jakieś znaczenie i można nadać temu znaczenie. Chociażby to, że czyta o pet goat, to z kolei dla kogoś, kto jest uczulony na symbole, może oznaczać, że my mamy być właśnie takimi pet goats, czyli takimi koziołkami, które są hodowane na farmie, które są dotąd niewinne i z nimi się zabawia, dopóki nie przydadzą się do czegoś, na przykład na objazd czy coś innego, a które głównie wykorzystuje się, doi bez miłosierdzia, a potem zużyte zabija. Także można takiej symboliki się doszukać. Myślę, że o ile trzeba być czułym na tego typu symbole, które tu i ówdzie są ukryte, to w takich szczegółach może, może, nie mam racji, jest już być może jakaś większa przesada, żeby tak drobiazgowo na części rozbierać nawet czytankę dla dzieci, jaką robił Bush. Myślę, że w tej szkole podstawowej, w której siedział i czytał tą książkę, on czekał sobie cierpliwie na to, kiedy dowie się o tym, że coś się wydarzyło w Twin Towers. Myślę, że to była akcja zaplanowana przez jego ludzi i tak jak twierdzi wielu ludzi właśnie z tego ruchu, który chce odszukać prawdę na temat 9/11, dotyczyło to właśnie tego, żeby przejąć pełnię władzy w kraju po to, żeby zmienić prawo w tym kraju, zmienić konstytucję. Być może w konsekwencji, jak dzieje się to teraz, pracować uparcie do tego, aby zabrać ludziom broń i ostatnie wolności, jakie im jeszcze zostały.
Myślę, że gdyby to Bush i jego grupa zorganizowali tego typu zamach, to zniszczenie wież w taki sposób, w jaki to widzieliśmy wszyscy w telewizji, byłoby po prostu czymś absolutnie przesadnym. Amerykańskiej opinii publicznej i światowej opinii publicznej do niczego to nie było potrzebne. Wystarczyły dwie dziury w wieżach płonące przez dzień, dwa, może nawet i tydzień do tego, aby cały świat oburzył się i stanął jednym zwartym murem przeciwko światowemu terroryzmowi, który został szybko wskazany jako sprawca tego wszystkiego. Bo przecież nawet wojna w Iraku, później w Afganistanie została praktycznie przegłosowana jednogłośnie w amerykańskim kongresie, co jest czymś absolutnie niebywałym. Jest precedensem na skalę tego kraju, gdzie zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, która się sprzeciwi. A zazwyczaj jest to dość duża, silna grupa, która ma swoje powody. W tym przypadku wszyscy głosowali za, łącznie z Hillary Clinton, która dzisiaj pozuje na kogoś, kto jest za umiłowaniem pokoju i współpracy między narodami, co jest oczywiście absolutnym nonsensem. Ale w tamtych czasach, tak mi się wydaje, że doprowadzenie do tak kompletnego, straszliwego zniszczenia dla grupy Busha byłoby kompletnie przesadą. Jestem pewien, że w jakiejś części realizowali oni ten plan, ale to trzecie dno, ta trzecia linia, która się pojawiła, to właśnie było dla niego zaskoczenie. Która doskonale kontrolowała plan, który rozgrywał się i który zrealizowano, i następnie poprzez zastosowanie swojej własnej technologii, swoich własnych środków, swojej własnej potęgi zasygnalizowała swoją obecność.
To, że jest poważnym graczem w tej globalnej rozgrywce. Widzieliśmy to jeszcze kilka razy, chociażby w przypadku norweskiej spirali, gdzie pojawiło się na niebie zjawisko, którego do dziś nie sposób jest wytłumaczyć, a które już praktycznie niemalże znikło i z internetu również, mimo że było głośno o nim przez jakiś czas. Nie podano sensownego wyjaśnienia, co mogło stać za takim zjawiskiem, ale coś takiego absolutnie zaistniało i coś zostało wykorzystane. Coś, czego nikt do tej pory nie widział i nie znał. I był to sygnał przekazany tym osobom, które z pewnością go zrozumiały, a cała reszta jest tylko obserwatorami, którzy spekulują sobie na ten temat. Ja tu przy okazji chciałbym dodać, że nie kreuję się bynajmniej na jakiegoś znawcę czy eksperta tematu 11 września. Jako czytelnik książek Farrella i jako właściciel blogu Nowa Atlantyda, gdzie co jakiś czas publikuję różne materiały, dzielę się czymś na tyle, na ile mój wolny czas na to pozwala. Chcę się podzielić tym, co nowego przeczytałem bądź dowiedziałem się, bądź usłyszałem, a czasami wymyśliłem to sobie sam. Choć czasami lepiej nie popuszczać wodzy fantazji. Wydaje mi się, że w tej sytuacji, o ile jestem pewien, że Bush był uwikłany w całą tą historię, to ten trzeci element, który stał się przyczyną napisania książki przez Farrella, objawił się w swojej całej pełni.
I mimo to wielu ludzi ciągle nie ma świadomości jego istnienia. Nie dopuszcza go do swojej świadomości dlatego, że ciągle uważa, że świat nie zmienił się jednak od 9/11. Nie zmienił się w tym stopniu, że trudno nam sobie jest wyobrazić przeciwnika, który ma do dyspozycji, jak to powiedziała Tatiana Koriagina, bodajże tak brzmiało jej nazwisko. To był doradca finansowy Putina, która w lipcu 2001 roku, na krótko przed atakami na wieże powiedziała, że Stany stoją w obliczu terrorystycznego ataku i że za grupą, która organizuje ten atak, stoi globalnie połączona sieć ludzi, która ma do dyspozycji 300 bilionów dolarów. 12 zer. Nie amerykańskie biliony, bo to jest trylion w amerykańskim systemie nazywania liczb. W europejskim będą to biliony, czyli 12 zer. 300 bilionów dolarów to jest mniej więcej jedna trzecia wartości świata. To pokazuje potęgę i skalę grupy, która objawiła się w całej swojej pełni w 2001 roku we wrześniu, pokazując, co potrafi, co ma do swojej dyspozycji i realizuje dziś swoje własne cele. Natomiast wojna prewencyjna, wojna z terroryzmem, którą ogłosił Bush, jest prawdopodobnie kolejną przykrywką.
To nie jest wojna z terroryzmem, bo ona wyraźnie mu nie idzie. W ogóle Ameryce nie idzie, w ogóle światu nie idzie zbyt dobrze ta wojna z terroryzmem. Czyli chodzi o coś zupełnie innego. Walczy się zupełnie z innym wrogiem, na zupełnie innym poziomie. I ten terroryzm i walka z tym terroryzmem jest tylko dobrym powodem dla nas, żebyśmy mieli wytłumaczenie tego, dlaczego musimy wysyłać swoje wojsko i płacić pieniądze na to, żeby wojowało gdzieś na końcu świata, w Afganistanie czy w Iraku, czy jeszcze gdzie indziej. Jeśli chodzi o ruch, który ma na celu odnalezienie prawdy na temat tego, co się wydarzyło naprawdę 11 września, to ruch przeżywa poważny kryzys. Z bardzo ludzkich powodów. Z takich, że każdy ma swoje zdanie na ten temat. Ponieważ toniemy w morzu kontrowersji, w morzu przypuszczeń najrozmaitszych i w pewnym momencie te wszystkie przypuszczenia budują się w jakąś koncepcję, w którą jedni wierzą bardziej lub mniej i szermują nią po prostu do własnej śmierci albo śmierci przeciwnika. Co jest oczywiście na rękę tym, którzy tak naprawdę za tym stoją, bo ludzie są nieprzejednani, wojują ze sobą, obrzucają się wyzwiskami i nie potrafią ruszyć z miejsca.
Problemem jest właśnie to, że nie ma otwarcia umysłu na problem, na to, co się wydarzyło. Nie ma tego otwarcia, gdzie byłaby postawa oczekiwania na ewentualne nowe elementy tej układanki. Tak jak wcześniej Na przykład nie podejrzewano, że hologram mógł być elementem tej gry. Dziś, kiedy ta technologia jest coraz mocniejsza i coraz bardziej zdumiewająca, o tym się mówi zupełnie śmiało. Tyle że znów są tacy, którzy uważają, że jest absolutnie twarde wytłumaczenie i nie ma innego. Przez tą swoją nieugiętą postawę po prostu niszczą ten ruch. Jest to oczywiście podsycane ze wszystkich stron, bo jest wiele dezinformacji. O tym wcześniej mówiłem, że wiele informacji nie jest, jak to mówią w Stanach grassroots, tylko astroturf, czyli coś sztucznie stworzonego po to, żeby tej dezinformacji dokonać. Dlatego nie ma jedności w tym ruchu. Joseph Farrell praktycznie występuje tutaj w pojedynkę.
Jego głos jest słyszalny. Świadczy o tym, jak dobrze sprzedaje się ta jego książka. Myślę, że jest to druga książka po Judy Wood, która ma tak silny odbiór. Ta książka została wydana kilka tygodni temu, z pewnością będziemy jeszcze słyszeć oddźwięki na ten temat i być może ona właśnie ożywi ten cały ruch ludzi, którzy chcą prawdę na temat 11 września odkryć. Z kolei praktyka podpowiada, że nie tylko będzie to niezwykle trudne, ale być może niemożliwe, bo widać na przykładzie zabójstwa Kennedy'ego, gdzie do dziś szermuje się argumentami, tworzy się kolejne teorie i do dziś nie można znaleźć ostatecznego wniosku, kto za tym stał, jaka była przyczyna tego wszystkiego i dlaczego tego dokonano. Wszystko to utknęło w martwym punkcie, a nowe teorie, mimo że całkiem dobre, nie budują efektu, który byłby pożądany, czyli byłby na tyle silny w sensie dotarcia do ludzkich umysłów, aby wreszcie ten naród mógł się w jakiś sposób obudzić i zacząć patrzeć na ręce tym, którzy nim rządzą, a nie uczestniczyć w ich cyrku, tak jak dzieje się to teraz, kiedy szykuje się nowy władca po tym nieszczęsnym dwukadencyjnym władcy, jaki wciąż jeszcze sobie gra w golfa obok Białego Domu, który jest tak samo na sznurku i na pasku elity jak jego poprzednik i prawdopodobnie jak jego następca. Dlatego, że trudno uwierzyć, aby ktokolwiek z tej rządzącej elity Rockefellerów czy innych mógł pozwolić na to, aby w Białym Domu zasiadł ktoś, kto myśli niezależnie i realizuje swój własny program, który ma służyć ludziom i narodowi. Zresztą chyba tak jest wszędzie, w każdym kraju na świecie. Także nie powiedziałem niczego tutaj nowego, że za każdym razem rządzący oprócz tego, że chcą napchać swoje własne kieszenie, służą pewnemu szerszemu interesowi. Jeśli chodzi jeszcze o to, kto za tym mógł stać i kto to mógł zrobić.
Znowu mam rosyjskie źródło i to jest Głazjew bodajże. On też był doradcą ekonomicznym Putina i on napisał raport na temat tego, co się dzieje w Ukrainie. Jak wiadomo, Ukraina straciła Krym, a właściwie Krym nigdy nie był ukraiński, ale był przypisany za czasów Chruszczowa Ukrainie. Ale to zupełnie inna historia, nie chcę zbaczać z tematu. Jak wszyscy pewnie wiemy, Ukrainę i władzę w Kijowie przejęli ludzie, którzy mają bardzo silne ideologiczne powiązania z różnymi ruchami faszystowskimi, z organizacjami, które hołdują UPA i bandytom banderowskim, ukraińskim i tak dalej. Jest to powiązanie bardzo podejrzane i mroczne. Kiedy zrobiło się o tym głośno, Głazjew, pisząc swój raport na temat tego, co się dzieje na Ukrainie, powiedział, że tak naprawdę prawdziwym zagrożeniem nie są faszyści w Kijowie, a faszyści w Waszyngtonie.
[02:17:58] - Jest jeszcze kilka komentarzy od słuchaczy, które chciałbym teraz przytoczyć. Słuchacz Akuraj pisał jeszcze: „Piloci z organizacji Pilots for 9/11 Truth wykonali symulację lotów zgodnie z parametrami podanymi przez komisję do spraw 9/11 i żaden z nich, mimo ogromnego doświadczenia nie potrafił wlecieć w Pentagon. A jeśli chodzi o wieże, to samolot rozleciał się”. Jeszcze jeden komentarz od Akuraja: „Czy prawdziwa jest informacja, że w 2001 roku nie można było uzyskać stałego i dobrego połączenia z telefonów komórkowych w samolocie? Taką technologię wprowadzono dopiero w 2003 roku i dlatego rozmowy pasażerów United Airlines 93 nie mogły mieć miejsca. Zresztą były dziwne. Odebrało je centrum kryzysowe uruchomione w hrabstwie Westmoreland koło Shanksville i to w pierwszy dzień swojej działalności. To nie może być zbieg okoliczności”. I pytanie takie dosyć intrygujące od Jubiego: „Krysie, czy ostatnie dziwne zaginięcia samolotów mogły być próbą stworzenia czegoś na wzór 9/11?” Tutaj mowa oczywiście o Malezji, o zestrzeleniu samolotu nad Ukrainą i o innych przypadkach.
[02:19:16] - To ostatnie pytanie jest bardzo ciekawe, bo oczywiście można teraz tylko sobie gdybać i można sobie tworzyć teorie, czy ktoś chciał do czegoś podobnego użyć takiego samolotu, czy nie. Ja myślę, że te wszystkie przypadki to są testy. To są testy, w jaki sposób zachowają się ludzie, w jaki sposób zachowają się media i jak długo ta informacja będzie ważna dla ludzi, że zaginął samolot bez wieści i nie wiadomo, co się z nim stało. Nie można go odnaleźć. Pokazuje praktyka, zapomnieć jest o tym wszystkim bardzo łatwo. Już mało kto pamięta o samolocie zestrzelonym nad Ukrainą. Ktoś tam przypomniał, że coś odnalazł, co miało rzekomo należeć do tego samolotu malezyjskiego, ale tak do końca się nie dowiedzieliśmy. Dlatego myślę, że jesteśmy poddawani takim eksperymentom i są to eksperymenty nad kontrolą umysłu. W jaki sposób będziemy reagować? Czy się przyzwyczaimy do tego wszystkiego?
To jest tak jak tutaj w Stanach, jak nie zginie 20 osób w jednym miejscu, to informacja nawet nie jest warta, żeby o niej pogadać. Ludzie się przyzwyczajają do tego, że jak jest masakra, to musi być porządna masakra, musi dużo ludzi zginąć, bo jak zginie trzy, cztery, pięć osób, to właściwie to się nic nie stało. Kiedyś coś takiego byłoby wielkim wydarzeniem. Dziś ludzie się w jakiś sposób na coś takiego uodpornili. I dlatego uważam, że tego typu sytuacje z zaginionymi samolotami są właśnie testami. Przy okazji mogą być testami również czegoś innego. Mogą być testami na przykład wykorzystania takiej broni. Być może samolot malezyjski został w taki sposób zdematerializowany i sproszkowany jak wieża. Być może ta broń, która jeszcze w 2001 roku była w takim stadium prototypowym, dziś jest już łatwa do przenoszenia, instalowania i dlatego gdzieś ją trzeba przetestować, na czymś ją trzeba przetestować. Na czymś realnym, w realnym systemie.
Wtedy wie się, że ta broń działa, że ten system działa i dlatego ofiarą padają tego wszystkiego niewinni ludzie. Zresztą tak było zawsze. Zawsze my jesteśmy królikami doświadczalnymi. To zawsze nam pierwszym dosypią sztucznego koloru czy sztucznego smaku, czy zmienią coś genetycznie, żeby zobaczyć, jak my na to zareagujemy. Czy dadzą nam eksperymentalną szczepionkę i parę innych rzeczy, czy posypią nas czymś z nieba w postaci smug chemicznych i wtedy będzie jakaś wiedza dla kogoś, kto to wszystko obserwuje, notuje i kto stoi za tym wszystkim. Natomiast my jesteśmy jak te króliki doświadczalne, dlatego można założyć, że ktoś chciał przejąć samolot jeden czy drugi i mieć tego typu maszyny do tego, by móc wykorzystać je do takiego ataku, do podobnego ataku jak z 11 września. Ale myślę, że trochę by przesadził, bo sytuacja ta troszkę jednak była głośna. A gdyby chciał mieć taką maszynę, to na tych złomowiskach samolotów, które można obejrzeć sobie na Google Earth, widać tysiące maszyn, z których wiele ciągle nadaje się do użytku po niewielkich reperacjach. Te samoloty wykorzystywane są często, kupowane są przez afrykańskie linie lotnicze. Afrykańskie linie lotnicze w cudzysłowie, bo kupują je lokalni biznesmeni w cudzysłowie też, którzy dorabiają się na narkotykach albo na nielegalnej sprzedaży ropy i latają zdezelowanymi maszynami, które nie są rejestrowane nigdzie, nie przechodzą żadnych konkretnych testów, nie mają prawa lądować na żadnych dużych lotniskach, w dużych skupiskach miejskich.
Latają wewnątrz głównie Afryki, gdzie reguły są bardzo luźne i na wszystko się patrzy z przymrużeniem oka. Dlatego gdyby ktoś chciał zdobyć tego typu maszyny, zdobyłby je z łatwością, bo przez podstawiony rząd czy biznesmena afrykańskiego mógłby mieć całą flotyllę tego typu maszyn do jednorazowego użytku i miałby je całkiem tanio. Nie musiałby niszczyć liniowca Malezji w tym celu, czy przejmować tego liniowca z Malezji. Z Malezją jest zupełnie ciekawa historia, dlatego, że Malezja jest krajem, w którym mimo że islam jest główną religią, zachowuje bardzo zdrową neutralność i bardzo zdroworozsądkowe podejście do sprawy. To, co my uważamy dziś za teorię konspiracji, o tym tam się mówi głośno i oficjalnie, pokazuje się palcem, oskarża się ludzi takich jak Bush, nawet chce się ich tam sądzić. W związku z czym Malezja jest niepopularna w Białym Domu i niepopularna też w Tel Awiwie i w wielu innych miejscach, bo na przykład w Malezji jest zakaz osiedlania się Żydów czy nawet przebywania na terytorium Malezji, co strasznie denerwuje ludzi w Tel Awiwie, Izraelczyków. W związku z czym być może to był właśnie sygnał dla Malezji, że możemy zrobić wszystko, co chcemy. Możemy doprowadzić do tego, że znikną nie tylko samoloty, ale kto wie, co jeszcze. Także była to forma takiej depeszy, bo takie depesze, od kiedy istnieje świat, najlepiej działają na ludzką wyobraźnię. Kiedy coś dzieje się na oczach świata i nikt nie potrafi znaleźć tego wytłumaczenia, bądź nawet jeśli potrafi i potrafi wskazać, kto za tym stoi, to ogarnia go strach.
Także jest to absolutnie działanie propagandowe. Jeśli chodzi o pilotów, o których wspominał inny słuchacz, absolutnie się zgadzam z tą teorią. Rzeczywiście sposób, w jaki manewrowały samoloty jest niebywały. Jest to trudne dla pilota myśliwca, a co dopiero dla niedoświadczonego, ledwo douczonego pilota arabskiego, który nauczył się tego w jakiejś szkółce lotniczej w małej pipidówce gdzieś na Florydzie. Zgadzam się również z tym, że samo uderzenie w Pentagon było czymś niemożliwym nawet do dokonania przez super doświadczonego pilota. Między innymi chodzi o to, że nawet gdybyśmy popatrzyli na to z punktu widzenia zdrowego rozsądku, to taki terrorysta arabski chciałby przede wszystkim dokonać jak najwięcej zniszczeń. Załóżmy jednak, że nie tylko chce dokonać największych zniszczeń, ale jednocześnie doskonale zna teren, bo rzekomy samolot, który uderzył w Pentagon, był kontrolowany przez kogoś, kto doskonale znał teren. Samolot wykonał masę skrętów, kilka beczek w powietrzu po to, żeby móc odpowiednio ustawić się tak, żeby uderzyć zachodnią ścianę Pentagonu. Gdyby ten ktoś tak dobrze rozeznany chciał dokonać tych zniszczeń i potrafiłby obsługiwać taki samolot w taki sposób, żeby uderzyć tam, gdzie chce, to uderzyłby po przeciwnej stronie, bo tam mieszczą się biura szefa sztabu i całych amerykańskich sił zbrojnych, i biuro sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych. To byłoby idealne i doskonałe miejsce do ataku.
Tymczasem uderzona została ściana zachodnia, gdzie mieściły się biura organizacji, o której wspominałem wcześniej, która prowadziła dochodzenie w sprawie nadużyć finansowych w armii amerykańskiej. Także upieczono kilka pieczeni na jednym ogniu, bo pozbyto się i tych ludzi, i dokumentacji. Przy okazji była to chyba najgorzej zorganizowana z serii akcji towarzyszących 11 września, bo trudno jest uwierzyć, że dokonano tego liniowcem. Nie tylko ze względu na umiejętności pilota, ale także ze względu na ślady, jakie zostały dookoła, gdzie trawa była zielona, gdzie strażacy, którzy przybyli tam kilkanaście minut po uderzeniu, robili zdjęcia i na tych zdjęciach, które później zostały w bardzo gwałtowny sposób zbierane przez agentów FBI, odbierane aparaty, odbierane zdjęcia, nie było śladów po szczątkach tego samolotu. Po prostu nie zostawił on żadnych samolotów. Było 80 kamer dookoła rozstawionych i te 80 kamer również nie zarejestrowało niczego, co jest absolutnie zdumiewające. Uderzenie w Pentagon było kompletnym partactwem i cała ta narracja, jaką tworzono wokół 11 września, szukając powodu wśród terrorystów arabskich, po prostu upada, rozsypuje się sama w pył. Podobnie jak w przypadku wieży numer siedem, która upadła z nieznanych przyczyn, nieuderzona nigdy samolotem, rozsypała się również na kawałki, ale w zupełnie inny sposób niż dwie olbrzymie wieże, dwie główne wieże World Trade Center.
[02:28:31] - Wracając jeszcze do sposobu, w jaki wieże World Trade Center się miały rozsypać, przyszedł taki komentarz drogą SMS-ową od Piotra: „Po pierwsze zapomniana, a logiczna historia o tym, że kilka tygodni przed zamachem do budynku weszła firma, która pracowała nad nowym systemem kontroli dostępu i dużo wierciła. Podobno termitem rozpuściła metalowe pręty czy też wręgi, stąd brak kręgosłupa budynku. Dwa, obecność cezu i strontu w ruinach jest tożsama z obecnością czujek ognia i dymu w budynku, a zawalenie World Trade Center 7 jest mega zagadkowe”.
[02:29:11] - Jeśli mówimy o podminowaniu budynku, to musimy wziąć jego skalę. Żeby coś takiego podminować, żeby założyć tyle materiału wybuchowego, mówiłem już o tym wcześniej, ale teraz powtórzę przy okazji tego powstania część tego przynajmniej, co powiedziałem wcześniej jeszcze raz. Gdyby użyć materiału wybuchowego, który doprowadziłby do sproszkowania wręcz budynku, do tego, co obserwowaliśmy, co się wydarzyło tego dnia, musiałoby być go bardzo dużo. I kilka razy powtórzyłem to „bardzo” dlatego, że musiałaby to być olbrzymia ilość. Te budynki były naprawdę potężne, były naprawdę bardzo solidnie zbudowane i tego materiału z pewnością nie dałoby się w sposób niezauważony wnieść przez kilka tygodni. Natomiast ślady po nanotermicie myślę, że mogły spokojnie powstać z tego, że grupa drugiego dna, jak ją nazywam, żeby odróżniać te grupy od siebie, grupa drugiego dna być może założyła nanotermit po to właśnie, żeby wybić te efektowne dziury w wieżowcach. Nie po to, żeby je zawalić, tylko wybić efektowne dziury w wieżowcach, na dodatek w miejscach, gdzie były biura firm, które prowadziły śledztwo finansowe bądź były częścią śledztwa finansowego w sprawie nadużyć najrozmaitszych na olbrzymią, kosmiczną, wręcz astronomiczną skalę. I tylko tyle udałoby się założyć. Natomiast zakładanie to musiałby być konwój wręcz ciężarówek z materiałem wybuchowym. Nie można też tego było założyć w dużej ilości czasu.
Na przykład ktoś mógłby powiedzieć, że mogli je zakładać przez lata i dlatego ten materiał był tam zamontowany w sposób niezauważony. Tyle że materiały wybuchowe mają to do siebie, że one są oczywiście skuteczne, tyle że się psują. Mają swój okres przydatności do spożycia i dlatego po pewnym czasie już nie można na nich polegać, a po pewnym czasie już nie wybuchną. Dlatego nie mogły one po prostu być tam wiecznie i czekać na swoją okazję. Do tego dochodzą jeszcze instrumenty elektryczne i elektroniczne, które psują się jeszcze łatwiej. Także gdyby coś zawiodło, cała rzecz potoczyłaby się zupełnie inaczej. Wyobraźmy sobie na przykład, że eksplozja, do jakiej doszło w budynku, jej precyzja jest daleka od doskonałości. Gdyby na przykład założyć tak jak Tutaj zawarł to Piotr w pytaniu, że są materiały wybuchowe. W takim razie w odstępach ułamków sekundy musiałyby być odpalane kolejne ładunki na całej długości budynku, żeby go złożyć tak jak naleśnika, jak to widzieliśmy. Precyzja musiała być absolutnie niebywała i perfekcyjna.
Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby ktoś troszkę spartaczył robotę i zamiast ułamka sekundy byłaby jedna sekunda różnicy. Wówczas taki budynek nie złożyłby się wcale jak naleśnik, tylko by runął wzdłuż na Manhattan i dokonałby straszliwych zniszczeń wtedy, uderzając w inne domy, w ludzi i we wszystko dookoła. Dokonałby straszliwych zniszczeń. A tak się nie stało i na dodatek perfekcyjnie wszystko się złożyło w obu wieżach. To świadczy o tym, że koncepcja była zupełnie inna. Dwie dziury w wieżach przekonałyby świat do tego, że trzeba walczyć z tak zwanym terroryzmem. Natomiast to przerosło Busha i jego kolesi, kiedy włączył się ktoś trzeci. Dlatego zastosował inną technologię. O stronce i cezie wspominałem wcześniej, że jest taka koncepcja, że rzeczywiście znaleziono, ale również do reakcji nuklearnej mogło dojść. Czy reakcja nuklearna mogła być częścią zastosowania tej technologii, która powaliła obie wieże?
Nie tyle powaliła, co rozsypała je w proch. To ta historia. A ta trzecia część? Bo nie zdążyłem zapisać, o czym jeszcze Piotr wspominał i Eliasie.
[02:33:31] - Stwierdzenie, że zawalenie World Trade Center 7 jest mega zagadkowe.
[02:33:35] - Tak, oczywiście, że jest to mega zagadka, dlatego że w World Trade Center 7 nie uderzyło nic, nie uderzył żaden samolot. Poza tym upadły wiele godzin po tym, jak sypnęły się wieże.
[02:33:50] - Była pewna sensacja związana z tym, że reporterka bodajże BBC, z tego, co widziałem, mówiła, że budynek już się zawalił, a tymczasem było widać wyraźnie za jej plecami, że budynek wciąż stoi.
[02:34:03] - Właśnie. To było bardzo ciekawe, bardzo interesujące. Chociaż trudno podejrzewać reporterkę, żeby wiedziała więcej niż inni, ale tak jakby wszyscy byli przeświadczeni. Może to jest część nawet i kontroli umysłu, że jeżeli wmówi się coś komuś i to się stanie, to w takim razie wszystko jest zgodnie z planem. Tak po prostu miało być.
[02:34:25] - Wspomniałem o tej reporterce i urwało nam Chrisa. Chrisie, czy się słyszymy?
[02:34:32] - Jestem. Słychać mnie?
[02:34:33] - Tak, teraz słychać.
[02:34:36] - Przerwa cały czas.
[02:34:37] - To tak jak z tą reporterką, bo ją też po chwili urwało.
[02:34:41] - Tak. Może temat drażliwy, bo to następne partactwo, a może nie partactwo, a może to była część tego pierwszego planu, w którym uczestniczyło to drugie dno z neokonami, którzy usiłowali stworzyć atak pod fałszywą flagą po to, aby móc ruszyć na wojnę ze światem. Tyle że ktoś inny włączył się w to wszystko i budynek siedem dokonał największego zamieszania w tej całej teorii, bo jego cząstki były znacznie większe. Poza tym wszystkie znaki tego, w jaki sposób on się rozsypywał na kawałki, wskazują właśnie na celową demolkę, ponieważ budynek upadł dokładnie na swoje fundamenty, nie jak dwie wieże na zewnątrz swoich fundamentów. Złożył się tak, jak wszystko powinno wyglądać w dobrej sztuce planowego wyburzania budynków. Budynek numer siedem dodaje tajemnicy, ale jednocześnie też sporo wyjaśnia, bo pokazuje, że nakładają się na siebie dwa plany, które łączą się w jednym punkcie, ale mają kompletnie odrębne od siebie cele dwóch absolutnie grup. I ta druga grupa, co powtarzam już któryś raz z kolei, tego dnia objawiła swoją obecność, dokonała rozwodu. Była kiedyś częścią deep state, tego państwa w państwie amerykańskiego i tego dnia postanowiła, że od tej pory będzie działać na własną rękę i będzie realizować swój własny plan i że nie będzie więcej słuchać takich panów, jak na przykład Zbigniew Brzeziński, który jest jednym z architektów deep state, państwa w państwie kontrolującego wszystko, co się dzieje. Tutaj chciałbym jeszcze dodać, że te wszystkie podziały na Republikanów i Demokratów, prezydenta takiego czy innego, z innej grupy są generalnie podziałem sztucznym, bo jedni i drudzy praktycznie nie różnią się niczym, a łączy ich olbrzymia chęć władzy i pazerność na pieniądze. Natomiast dokumentacja pokazuje, jak wiele jest powiązań finansowych między rodziną Bushów i Clintonów.
Obecnie to są dwie najpotężniejsze amerykańskie rodziny, najpotężniejsze dynastie, można powiedzieć, i że tak naprawdę wybory jednego czy drugiego na tron prezydenta jest to pewna fikcja, ponieważ tak naprawdę władza leży gdzie indziej. To, co jest ciekawego w tym wszystkim, to jest to, że ta druga grupa z pewnością nie zasypia gruszek w popiele i być może ma swój jakiś inny cel, inny program. Jest ciągle trudna do uchwycenia, ale jej ślady widać, zwłaszcza kiedy się patrzy na pieniądze.
[02:37:31] - Powolutku będziemy już zmierzać do zakończenia audycji. Zostały jeszcze dwa ważne pytania. Większość czasu poświęcamy na Wall Street Center, na Nowy Jork, a przecież w atakach z 11 września mocno ucierpiał również Pentagon. Do dziś trwa spór o to, co tak naprawdę uderzyło w ten budynek. Oficjalna wersja głosi, że również i tam miała miejsce katastrofa samolotu. Zwolennicy teorii konspiracyjnych mówią jednak o rakiecie, a do najbardziej zwariowanych można zaliczyć teorię o interwencji UFO, które miało wessać materiał z miejsca eksplozji. A według ciebie, Krysie, która z tych przytoczonych w mediach wersji jest najbardziej prawdopodobna? A może masz jakąś swoją teorię?
[02:38:17] - Trudno tu jest o swoją teorię. Wszystko wskazuje na to, że nie był to samolot. Przede wszystkim chociażby z tego powodu, o którym wspominał jeden ze słuchaczy, że żaden z doświadczonych pilotów nie potrafił na symulatorze wykonać podobnych manewrów, jakich rzekomo miał dokonać Boeing 777, czyli duża maszyna, po to, ażeby móc w taki precyzyjny sposób uderzyć w Pentagon. Poza tym sam fakt tego, że nie było zbyt wielu szczątków z takiego samolotu, a powinny zostać, pokazuje, że wydarzyło się coś zupełnie innego. Także otwór, jaki został po tym uderzeniu, który przebił wszystkie pięć poziomów, był zbyt mały, żeby wcisnąć tam tego Boeinga. Także znów to wskazuje na to, że uderzyło to coś zupełnie innego i być może raczej była to rakieta, a nie samolot, i że był to atak zrobiony specjalnie w ramach tej całej sytuacji, do jakiej doszło 11 września. To sporo wyjaśnia to miejsce, o którym wspominałem, że uderzyło ono dokładnie tam, gdzie pracowali śledczy, którzy szukali pieniędzy, które wcięło, za które między innymi odpowiedzialny był Donald Rumsfeld, bliski koleś Busha. Pozbyto się problemu tym samym i to jednocześnie wskazuje dokładnie, kto mógł za tym stać. Oczywiście, jeśli miała być to rakieta typu Cruise, które są to rakiety ścisłego zarachowania, myślę, że trudno byłoby wystrzelić tego typu rakietę w sposób tajny, bez wiedzy kogoś na ten temat. Ktoś musiałby wiedzieć, bo zniknięcie takiej rakiety byłoby gdzieś zanotowane przez jakiegoś gryzipiórka, biurokratę armijnego.
To nie jest pocisk do kałacha, żeby sobie wziąć pięć do kieszeni. To jest rakieta poważnie sterowana, którą chroni się, bo ma w sobie różne systemy, patenty, jest ściśle tajna, więc siłą rzeczy wiele oczu na nią patrzy. Prawdopodobnie nie była to rakieta typu Cruise, a być może była to rakieta typu Granit, rosyjska rakieta, którą był uzbrojony okręt podwodny „Kursk”. Okręt podwodny „Kursk” zatonął wiele lat temu. Atomowy okręt podwodny, również w tajemniczych okolicznościach. Sensacyjność tej historii polegała na tym, że okręt zatonął, część jego pomieszczeń została zalana, a ludzie, którzy tam byli, umarli z braku powietrza. Miał na swoim pokładzie supernowoczesne rakiety. Rosjanie nie posiadali wówczas technologii, która pozwalała im dotrzeć na taką głębokość, aby móc zabezpieczyć ten okręt. Został on zdany na łaskę, niełaskę tego, kto taką technologię posiadał. Jeżeli ktoś posiadał technologię, która dokonała takiego wyburzenia wież, jakie widzieliśmy 11 września, być może ktoś taki posiadał technologię pozwalającą na operowanie na znacznych głębokościach pod znacznym ciśnieniem.
Mógł w sposób niezakłócony przez nikogo dotrzeć na tą głębokość do rosyjskiego okrętu podwodnego i wymontować z niego te rakiety. I wówczas nie ma żadnych śladów tego, kto za tym stoi, co to było i skąd to przyleciało nawet. Jest to rakieta dość dużych rozmiarów. Przypomina w jakiś sposób samolot. Jest ogromny chaos wśród rozmaitych wersji świadków, którzy mieli rzekomo widzieć moment uderzenia w Pentagon. Jedni mówią, że to był samolot, inni mówią, że to była rakieta, jeszcze inni mówią, że to był mały samolot. Tych wersji jest bardzo wiele, ale rakieta typu Granit przy dobrej wierze i prędkości, jaką osiąga, jest w stanie przypominać swoim wyglądem samolot. Co prawda skrzydła ma krótkie, ale tempo, uderzenie i impet, z jakim dokonuje ataku, jest olbrzymie. Ona wręcz wtapia się w budynek. Także mogła posiadać wystarczającą siłę niszczącą, aby móc przebić się przez te wszystkie ściany i dokonać tego, czego dokonała.
Teraz tylko kwestia ewentualnego ustalenia, kto mógł za tym stać. Czy to jeszcze ten poziom drugi, czy raczej był to poziom trzeci tej całej historii. Jednak ataku dokonano bardzo skutecznie. Rzeczywiście ci z drugiego poziomu, którzy usiłowali go zatuszować, zrobili to w sposób bardzo marny. Jest to jeszcze marniejsza próba wyjaśnienia tego, co wydarzyło się w Pentagonie niż nawet w przypadku budynku siedem. Tak to wygląda.
[02:43:16] - I takie pytanie już zupełnie na koniec tej długiej audycji. Podsumowując, co według ciebie stało się 11 września 2001 roku w Nowym Jorku i Pentagonie i kto ponosi za to pełną odpowiedzialność?
[02:43:31] - Trzeba by użyć wszystkich argumentów, które padły do tej pory, ale upraszczając to i próbując umieścić to w jednym wniosku, można powiedzieć tak, że II wojna światowa, tak zacznę. Nie zacznę od chaosu, spokojnie, nie będzie tak źle. Nie będzie to taka długa historia. II wojna światowa jest bardzo dziwaczną wojną w historii ludzkości. Dziwaczną z tego względu, że naród, który gospodarczo i militarnie uzyskał olbrzymią przewagę nad światem, posiadał niezwykłe wynalazki, posiadał zdyscyplinowane społeczeństwo i posiadał IG Farben, czyli największą korporację na świecie zdolną powalać całe rządy, zamiast podbijać świat w sposób gospodarczy i z łatwością, bo świat nie był na to kompletnie przygotowany w tamtych czasach, postanowił popełnić samobójstwo i ruszył na wojnę ze światem, której wiedział, że nie może wygrać. Żeby się upewnić w tym, żeby nie mógł wygrać tej wojny, zaatakował wszystko i wszystkich dookoła, na wszystkich możliwych frontach. Wytrzymał w tym wszystkim pięć lat i wszyscy się ucieszyliśmy, kiedy cztery pancerni wjechali do Berlina, a kapitan Kloss mógł wrócić w zupełnie inny mundur, w którym już nie był tak przystojny jak w tym zabwery. I wydawało się, że to już jest po historii, że był Hitler szalony, był faszyzm i wszystko się skończyło w maju 1945 roku. Tymczasem wiele wskazuje na to, że wcale tak się nie skończyło. Zaszło bardzo wiele najrozmaitszych okoliczności, które przechowały ten faszyzm.
Nie tylko go przechowały, ale jednocześnie go wzmocniły. Ci wszyscy naziści, faszyści, jakkolwiek ich nazwiemy, mieli jedną niezwykłą kartę przetargową. Posiadali olbrzymią ilość wynalazków, posiadali ogromną wiedzę na temat najrozmaitszych fizyk i najrozmaitszych rozwiązań technicznych i technologicznych, które mogłyby się przydać innym. Przydały się Rosjanom, przydały się Anglikom, wujkowi Samowi. Anglicy na przykład dzięki temu zbudowali swoją bombę atomową. Amerykanie zrzucili bombę atomową na Hiroszimę, która prawdopodobnie była produkcji niemieckiej, bo sami nie zdołaliby wyprodukować tyle materiału nuklearnego, żeby móc taką bombę skonstruować. I tak dalej. Natomiast wydaje się, i ten element próbuje wyłapać właśnie Joseph Farrell w swoich książkach. Dlatego dziś o nim rozmawiamy, o jego ostatniej książce. Wydaje się, że wszystko to jest przykrywka, że II wojna światowa, jakkolwiek by na to nie spojrzeć, jakkolwiek komuś się to nie wyda absurdalne, była jedną wielką ofiarą.
Była wielkim rytuałem, misterium śmierci w celu uzyskania czego? Dziś jeszcze nie wiem, ale będziemy szukać i drążyć. Natomiast dzięki temu, że rozpadła się Trzecia Rzesza na mapie, ci wszyscy naziści mogli przestać wreszcie być przypisani do jakiegoś określonego kraju. Mogli rozejść się po świecie i pozować na to, że są tym, kim chcą być. Chcą być Amerykanami, są Amerykanami, Rosjanami. Proszę bardzo. A tak naprawdę stworzyli oni potężną strukturę, która działała tylko i wyłącznie na ich korzyść. Do pewnego momentu współpracowali z Amerykanami, dając im swoje wynalazki, dając im swoją myśl techniczną, wiedzę, wspomagając ich w wielu sprawach. Ale 11 września był właśnie tym dniem, kiedy przysłali wujkowi Samowi papiery rozwodowe, że teraz już chcą kroczyć własną drogą i dojść do swojego własnego celu, prawdopodobnie bardzo mrocznego. Prawdopodobnie doszli do wniosku, że jest to najlepszy moment, żeby zacząć wreszcie swoją politykę i swoje życie na skalę globalną, na skalę całej planety, skalę przejęcia jej kompletnego i wykorzystują do tego wszystko, co mają do dyspozycji.
Od wyrafinowanej broni, która zburzyła wieżę, do broni bardzo prostej i zupełnie niewyrafinowanej, jak inwazja muzułmanów na Europę dzisiaj. Nie mamy pojęcia, do czego to może zmierzać. Można jedynie przypuszczać na podstawie różnych historii, które rozgrywają się teraz na naszych oczach, co się może z tym wszystkim wydarzyć, bo wyraźnie widać, że Niemcy i tutaj, nawet jeśli używam Niemcy jako nazwy państwa i jako narodu, to patrzę na to wszystko jako na tylko element tego właśnie nazistowskiego czy postnazistowskiego globalizmu. Jak to nazywa Joseph Farrell, Nazi International, międzynarodowych faszystów, międzynarodówki faszystowskiej, która znalazła siebie po całym świecie, wspiera siebie nawzajem, jest niezwykle niebezpieczna i niezwykle skuteczna w działaniu. I teraz wracając do tych nieszczęsnych Niemców. Niemcy znów wyraźnie widać podnoszą głowę. Ich wydatki, jakie w tej chwili przeznaczyli na zbrojenia, przewyższają wszystko, co do tej pory wydawali na te zbrojenia, więc to pokazuje, że ten militaryzm znowu rośnie. Następuje bardzo gwałtowne oziębienie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, za to ogromne zbliżenie z Rosją, co stawia znowu Polskę w fatalnej sytuacji, bo ciągle między dwoma wrogami, a my w Polsce przyjmujemy amerykańską kawalerię i się cieszymy z tego, mając dwóch wrogów znowu na granicach, czyli tak jak zawsze. Można robić wszystko, co się chce, a kończy się tak, jak się kończy zawsze. To wszystko rośnie i staje się coraz groźniejsze.
I do tego dochodzą jeszcze inne sygnały, jak na przykład nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że pan Netanjahu z Izraela był w Rosji i spędził aż trzy dni? To jest coś niebywałego na skalę polityki. Jeżeli polityk tej rangi przylatuje do innego kraju, załatwia swoją sprawę i jeszcze tego samego dnia wylatuje. Netanjahu został trzy dni. Miał mnóstwo spotkań, on i jego ludzie z najrozmaitszymi rosyjskimi departamentami różnych działów gospodarki, co pokazuje olbrzymie ocieplenie i zbliżenie pomiędzy Rosją a Izraelem. I Izraelem, który wyraźnie też zaczyna już nie patrzeć na Amerykę jako na swojego super sojusznika. Zwłaszcza że Obama im się dał mocno we znaki, a szuka sobie innego partnera i zupełnie innego układu geopolitycznego, który w tej chwili tworzy się na naszych oczach. Widać to chociażby po tym, co ta wizyta dała. Dała to, że na przykład dziś rosyjskie samoloty, które latają nad Syrią, mogą przelatywać nad terytorium Izraela. To jest absolutnie coś niebywałego.
Mogą przelatywać nad terytorium Izraela i nie będą atakowani. To samo się dzieje z samolotami izraelskimi, które latają nad terytorium syryjskim. Rosjanie współpracują z nimi. Także jest to zupełnie nowa jakość, jaka rozgrywa się w świecie, nowe rozdanie, nowy układ sił i ludzie, czy te wszystkie elementy tej układanki, które jakiś czas temu były dla siebie wrogami, dziś idą na zbliżenie i tworzą nową sytuację geopolityczną. I być może właśnie dlatego, w oczekiwaniu na to, co się wydarzy, w takim tempie kopie się te tunele, kopie się te podziemne miasta, te podziemne bazy ukryte. W oczekiwaniu na coś, co się w końcu musi wydarzyć, bo ten wrzód w jakiś sposób musi pęknąć i ktoś musi wygrać tę walkę o tron, bo chyba tak powinna się dziś nazywać światowa polityka. Walka o tron, niezwykle krwawa, niezwykle bezsensowna, gdzie główni aktorzy posługują się nami jak marionetkami. My stajemy się ofiarami, my płacimy cenę tego wszystkiego, co się dzieje. Jeszcze może tak na koniec jedną ciekawostkę, w jak niezwykły sposób funkcjonują powiązania tych ludzi. Bo ktoś może zapytać, jak to jest, że naziści mieli takie kontakty?
Czy ktoś w ogóle chce z nimi rozmawiać, zamiast ich ścigać? Że przecież Izrael ścigał tych wszystkich esesmanów, a teraz się z nimi brata. Ale spójrzmy na przykład na osobę Bin Ladena, Araba Wahhabitę z bardzo bogatej, miliarderskiej rodziny, bardzo blisko związanej z domem Saudów, a także prowadzącym świetne interesy z Bushami. I ten właśnie Osama bin Laden miał szwajcarskiego bankiera, który prowadził jego interesy po świecie. Ten bankier nazywał się François Genoud i jest to ciekawa osoba. François Genoud, francuskojęzyczny obywatel szwajcarski, szanowany bankowiec. Pan już wówczas w kwiecie wieku, w sile wieku potężnej, ma bardzo ciekawą historię. François Genoud był egzekutorem ostatniej woli na przykład Josepha Goebbelsa. François Genoud zarządzał prywatnymi dobrami Hitlera. François Genoud po wojnie koordynował operacje finansowe nazistów w bankach szwajcarskich.
Osobiście finansował te wszystkie ratlines, o których kiedyś rozmawialiśmy. Te szczurze ścieżki, którymi naziści uciekali z Europy. Był on także członkiem organizacji ODESSA. Był on także osobistym przyjacielem wielkiego mufti Jerozolimy, al-Husajniego, który to zorganizował muzułmańską dywizję SS głównie z Bośniaków. François Genoud wreszcie, jakby tego było mało, zorganizował konferencję terrorystyczną w Barcelonie. Było to w latach 60., gdzie uczestniczyli w niej tacy luminarze terroryzmu, jak na przykład pułkownik Otto Skorzeny i Jaser Arafat. On także poznał generała Karla Wolfa. To był generał SS z Allanem Dullesem i on był właśnie łącznikiem pomiędzy Osamą bin Ladenem a Deutsche Bank. I ten Deutsche Bank, bo parę razy to już dzisiaj powtórzyłem, że jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, że trzeba śledzić pieniądze, żeby zobaczyć, gdzie są nitki powiązań. Ten Deutsche Bank pojawia się w różnych kluczowych punktach każdej tajemniczej historii, bo to przez Deutsche Bank właśnie sobie wypłacał miliony, a czasami dużo więcej, miliardy dolarów Bormann w Argentynie.
Deutsche Bank był bankiem, który dokonywał clearingu tego typu transakcji, podpisanych bezczelnie nazwiskiem Bormann, bez ukrywania się. Deutsche Bank na przykład sponsorował Mohameda Atef. Znaczy Deutsche Bank był bankiem, w którym trzymał on pieniądze i dostawał swoje wypłaty. Umożliwiał mu to. Także Deutsche Bank jest w wielu punktach. Deutsche Bank jest również głównym graczem, dzięki któremu powstała Unia Europejska, z której wielu jest tak dumnych, że są Europejczykami w jednym państwie. Sama myśl Unii Europejskiej, sam pomysł został stworzony przez nazistów, przez tych wstrętnych nazistów i jest realizowany dosłownie we wszystkich szczegółach, tak jak został on opracowany w tych wszystkich miejscach, gdzie planowano powstanie tego typu organizacji, Unii Europejskiej. Euro jest wymysłem nazistów, jest wymysłem Niemców, wymysłem wspólnej waluty dla takiej właśnie zjednoczonej Europy. Wreszcie ten Deutsche Bank był niezwykle istotny do tego, aby móc podzielić łup wojenny Niemców II wojny światowej. Bo myślenie o tym, że łup wojenny został oddany prawowitym właścicielom, gdzie większość z nich straciła życie i straciło życie ich rodziny, jest absolutnym mitem.
I takich wielkich pieniędzy nikt nie chciałby nie oddać z wielu względów. Raz ze względu na sumę i co za to można kupić. Dwa, że były to pieniądze nigdzie nienotowane. Były to pieniądze poza wszelkimi księgami finansowymi, więc można było dokonywać najdzikszych zakupów i realizować najdziksze plany dzięki tym wszystkim pieniądzom. I dlatego powstała organizacja Bilderberg, z którą walczy teraz tak odważnie i zaciekle Claude Monet gdzieś tam w Niemczech I chwała mu za to. Organizacja ta powstała ze względu na podział tego łupu i ze względu na potrzebę stworzenia Unii Europejskiej w takiej właśnie formie. Także widzimy, że te macki ośmiornicy, że te sieci powiązań są daleko głębiej, sięgają daleko dalej, niż by się nam wszystkim wydawało. I świat naprawdę wygląda zupełnie inaczej, niż patrzyliśmy na niego jeszcze 15 lat temu, kiedy wieże World Trade Center pyszniły się i były ozdobą Manhattanu i symbolem Nowego Jorku. I ten symbol nowego świata skończył się wraz z wieżami. Symbol pod wieloma względami, bo dwie wieże to jest symbol tych dwóch kolumn ze świątyni Salomona, Joakim i Boaz, które są najświętszym miejscem masonerii i ich zburzenie jest symbolicznym pokazaniem, że od tego momentu świat się zmienia.
I jak to powiedział pewien tragicznie kończący prezydent: „Teraz my”. I ktoś inny w tej chwili rozdaje karty i nie wiadomo, do czego to doprowadzi. Możemy jedynie szukać śladów i się ich domyślać. I po to są właśnie takie audycje jak ta dzisiejsza, żeby móc wskazać te powiązania. Mam też nadzieję, że Radio Paranormalium pozwoli mi na kontynuację tego tematu, tego wątku, którego nie da się ująć w jednym bloku, chociażby z tego względu, że nawet moje gardło już by tego nie wytrzymało, bo już ciągnę ostatkiem sił. Ale żeby pokazać, że ten proces jest dużo większy i sięga dużo głębiej, że można w to wplątać siły polityczne, których by się o to w ogóle nie podejrzewało, bądź siły, które wydawałoby się, że już dawno jak dinozaury wymarły i wyginęły w historii. I okazuje się, że proces ten działa nieprzerwanie od wieków, a czasami od tysięcy lat. Od początku niemalże naszej cywilizacji. Wcześniej nawet, niż powstała cywilizacja egipska, kiedy powstał ten Zep Tepi, czyli powrót do starych czasów, który kto wie, być może to jest ślad. Być może ten ktoś, kto realizuje to coś, co dziś nie potrafimy pojąć, chce do tego wrócić.
Do tego, co było kiedyś, dawno temu, jeszcze w czasach, których trudno nam jest znaleźć dziś w historii. Jedynie te szczątki megalitów, o których czasami mówimy, świadczą o tym, że coś było i posiadało niezwykłą technologię. Być może ta siła właśnie usiłuje wrócić do tamtych czasów i do tamtego systemu, którego my nie rozumiemy i nie zrozumiemy nigdy. Dlatego musimy w tym procesie upaść i polec. Kto wie, czy tak właśnie nie jest, bo jest tych powiązań bardzo wiele i ta obsesja mitologią egipską, symboliką egipską trwa od wieków we wszystkich miejscach, które miały niezwykłą potęgę władzy i niezwykły wpływ na resztę świata. Ale już chyba strasznie się rozgadałem. Także dziękuję bardzo wszystkim za to, że byliście tutaj dzisiaj ze mną i z Eviliosem i wybraliście nas bardziej niż mecz, który z pewnością również był fascynujący. Mam nadzieję, że wygraliśmy, bo nie mam pojęcia, co się wydarzyło. Dziękuję jeszcze raz.
[02:59:34] - Wygraliśmy 1 do 0 z Irlandią Północną.
[02:59:38] - To dobrze, że nie z południową, bo tam chyba gorzej.
[02:59:41] - Dziękujemy jeszcze raz, Chrisie. To był Chris McInnes, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor serwisu nowaatlanta.com. Dziękujemy jeszcze raz.
[02:59:52] - Ja również dziękuję i przy okazji chciałbym pozdrowić wszystkich przyjaciół, którzy do mnie piszą. Przepraszam bardzo, że nie wszystkim odpisuję albo że ciężko mi idzie z odpisywaniem, ale mój nawał obowiązków plus zwykłe ludzkie przyjemności, bo nie mogę sobie odmówić w weekend żeglowania, nie pozwalają mi na to. Także pozdrawiam wszystkich przyjaciół z Białegostoku i z innych miejsc Polski. Cieszę się, że lubicie to, o czym rozmawiam i piszę. Będziemy kontynuować to. Mam nadzieję, że w którymś momencie wreszcie coś drgnie i uda się tego tworzyć więcej, rozmawiać częściej i badać wspólnie nowe teorie, nowe ślady i iść nową ścieżką.
[03:00:38] - Na pewno uda się zorganizować z twoim udziałem kolejne audycje w Radiu Paranormalium, a dzisiaj już kończymy po tym długim, 11-wrześniowym maratonie kolejną, szóstą „Debatę Niekontrolowaną” w Radiu Paranormalium. Dziękujemy wszystkim za to, że mimo dzisiejszego meczu tak tłumnie jednak przybyliście przed odbiorniki, przed komputery, bądź też włączyliście tablety, smartfony i różne inne urządzonka, na których nas słuchacie. Kolejna „Debata Niekontrolowana” na żywo już za tydzień. Temat podamy oczywiście na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Audycję od strony technicznej niezmiennie obsługiwał Marek Sęk „Evilnus”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.