[01:39] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, piątą już „Debatę Niekontrolowaną”. Temat na dziś brzmi bardzo intrygująco: „Zakazane archiwum. Żywy folklor i polskie potwory”. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami: współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” oraz współzałożyciel portalu info.org.pl Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:08] - Witam, witam.
[02:09] - Oraz badacz ufologii z Podkarpacia i nie tylko ufologii Arkadiusz Miazga. Witaj Arku.
[02:16] - Witam serdecznie wszystkich.
[02:17] - Co prawda dzisiejsza debata nie jest realizowana na żywo, bardziej taśmowo, że tak powiem, ale jak najbardziej czekamy na Państwa pytania, komentarze. Kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie na naszej stronie www.paranormalium.pl. Przechodzimy do tematu dzisiejszej dyskusji. Drodzy Państwo, dziś audycja najdziwniejsza z tych, jakie dotychczas były. Mowa oczywiście o „Debatach Niekontrolowanych”. Poruszymy tematy, których wielu nie poruszało i dotkniemy spraw, które są tak dziwaczne, że wielu badaczy nie chciało o nich mówić. Czy możecie w dwóch słowach wyjaśnić, o co chodzi i jak rozumieć tytuł dzisiejszej audycji? Piotrze?
[02:58] - Po pierwsze chciałbym powitać gorąco Arka, postać wybitną w polskiej ufologii. Arku, dzisiaj będziemy rozmawiać o takich kwestiach, które od długiego czasu pasjonują nie tylko mnie i ciebie, ale też grono innych badaczy z Polski. Co prawda temat wiąże się poniekąd z ufologią, ale dzisiaj będziemy starali się unikać tych powiązań i zaprezentujemy dzisiaj kilka przypadków z tak zwanego zakazanego archiwum. A o co chodzi? Przez całe dekady, kiedy istniała polska ufologia, zdarzały się w naszym kraju rzeczy bardzo dziwne, przedziwne, dziwne, dziwaczne, czasami nawet absurdalne. Bardzo często zdarzało się, że badacze ukrywali te sprawy dlatego, że były po prostu niewygodne. Innymi słowy, nie wpisywały się w ich pogląd na zjawisko UFO. Dlaczego? Dlatego, że były to wydarzenia, które rozgrywały się na samym pograniczu pogranicza. Chodziło o historie, które nie pasowały ani do ufologii, ani tym bardziej do kryptozoologii, ani do parapsychologii, chociaż moim zdaniem do parapsychologii najbliżej.
Dlatego jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się, o czym tak naprawdę mówimy i z czym to się je, to będzie musiał posłuchać naszego dzisiejszego wystąpienia do końca i samemu wydać wyrok, z czym mamy do czynienia. Bo tak naprawdę jest to tematyka z jednej strony bardzo szeroka, a z drugiej oczywiście kontrowersyjna, bo opowiemy dzisiaj o przypadkach spotkań z żywym folklorem. Czym to jest? Mówiąc najprościej, chodzi o relacje ludzi, którzy twierdzą, że spotkali się oko w oko ze stworzeniami, którym najbliżej do ludowych opowieści. Mówiąc wprost, nie owijając w bawełnę, chodzi o takie stworzenia jak skrzaty, jak wszelkiego typu diabły, ludowe demony i tak dalej. Myśmy z Arkiem w ciągu lat spotykali się z takimi relacjami. Może nie bardzo często, ale dość często. Pojawiło się pytanie, skąd te relacje się biorą, bo tak naprawdę wiele osób, które nam o tym donosiło, byli to ludzie w miarę wiarygodni albo bardzo wiarygodni, przekazujący swoje historie tak, że nie było w zasadzie powodu, by im nie wierzyć. To wszystko układało się powoli w pewien schemat, ale ten schemat mimo wszystko opiera się bardziej na domniemaniach niż na twardych dowodach. Jesteśmy pewni jednego: coś się dzieje i do tych spotkań dochodzi.
One są dziwne. One są czasami straszne, bo to, co najbardziej mnie, brzydko mówiąc, rajuje w tego typu przypadkach, to właśnie to, że one są tak dziwne i absurdalne, że być może pokazują nam działanie pewnego mechanizmu, który kryje się też za innymi zjawiskami, o których cały czas mówimy w debatach ufologicznych. Natomiast druga część naszej audycji „Polskie potwory” nie dotyka w 100% kryptozoologii, bo kryptozoologia to dziedzina, która zajmuje się jednak zwierzętami. My mamy do czynienia ze stworzeniami, które nie chciałbym powiedzieć, że są przybyszami z innego wymiaru, bo tego nie wiem i nie wiem, czy będzie się to dało ustalić. Natomiast te stworzenia moim zdaniem mają więcej wspólnego z parapsychologią niż z jakąkolwiek inną dziedziną. Dlaczego polskie potwory? Dlatego, że nie sposób ich inaczej opisać i dlatego ten nasz dzisiejszy odcinek, jak Marku powiedziałeś, jest chyba najdziwniejszym ze wszystkich, jakie do tej pory były. Oczywiście pojawiają się wątpliwości, każdy może tymi wątpliwościami się podzielić, natomiast trzeba pamiętać o tym, że my zupełnie szczerze będziemy relacjonować dzisiaj przypadki, z którymi się stykaliśmy i próbować je jakoś podsumowywać. Bo jeżeli ktoś usłyszy dzisiaj, że dwóch poważnych facetów gada o tym, że ktoś spotkał skrzaty, może się uśmiechnąć pod nosem. Natomiast dla mnie jest to zagadka coraz bardziej fascynująca i powiem szczerze, że bardziej mnie to ciekawi niż spotkania z latającymi spodkami.
Dlatego, że wchodzimy w obszar działania pewnych sił, dla których my jesteśmy, nie powiedziałbym, że królikami doświadczalnymi, ale dla których my jesteśmy tym kimś, albo dla których my jesteśmy na takim poziomie, na jakim poziomie dla nas są króliki na przykład. Mrówki to chyba za dużo powiedziane. W każdym razie tak to wygląda. Jest to temat trudny i mam nadzieję, że nasi słuchacze znajdą dzisiaj w sobie na tyle pewnej intelektualnej otwartości, co i sporej dawki fantazji, żeby otworzyć się na istnienie zjawisk, które są tak dziwne, że nawet się o nich nie wspomina. Arku, jak ty powiedziałbyś w trzech słowach o tym, o czym dzisiaj będziemy mówić, bo to jednak wymaga pewnego wprowadzenia, nie sądzisz?
[08:48] - Tak, oczywiście. Piotrze, dziękuję ci bardzo za wprowadzenie do tematu. Tak samo się cieszę, że Radio Paranormalium wychodzi z taką inicjatywą i porusza ten niezwykle ciekawy i kontrowersyjny temat. Trzeba sobie jednak powiedzieć szczerze, że to jest temat dla takich osób, które głębiej siedzą w nieznanym czy w ogóle w ufologii i niekoniecznie on jest tak dobrze znany jak same obserwacje czy wydarzenia związane z ufologią. Rzeczywiście temat ten nie jest zbyt popularny w naszym kraju i nie tylko, raczej traktuje się go po macoszemu. Ufolodzy czy inni badacze przez lata przyjęli pewną tezę, że za UFO muszą się kryć inne cywilizacje. A tak naprawdę nie musi być, bo jeżeli mówimy o żywym folklorze, to poniekąd te istoty, jeżeli tak je nazwiemy, mają podobne, analogiczne zachowania do istot, które rzekomo przylatują do nas w tak zwanych pojazdach, jak określamy je UFO. I tutaj ta cała gama dziwaczności, zmiennokształtności nie za bardzo pasuje do z góry przyjętej tezy o pozaziemskim pochodzeniu. Dlatego mi się wydaje, że z perspektywy czasu, patrząc na to wszystko, a w tym środowisku ufologicznym tkwię już 20 lat, nie słyszałem do tej pory, aby ktoś wcześniej poruszał takie tematy i generalnie nawet nie znam takich zdarzeń. Tak naprawdę dopiero chyba od bodajże dwóch, trzech lat na swoim blogu zacząłem rozwijać tę tematykę, interesować moich czytelników.
Od tego czasu zaczęły się pojawiać mniej lub bardziej wiarygodne informacje na ten temat. Także żywy folklor jest według mnie współczesną kontynuacją tego dawnego folkloru. Tak jak przed chwilką Piotr powiedział, będzie mowa właśnie o przedziwnych, nadprzyrodzonych istotach, które były związane choćby nawet z demonologią ludową. Jest to szalenie interesujący temat i warto o nim mówić. Tak jak Piotr wspomniał, po latach przychodzi troszkę znudzenie samą ufologią. I tutaj, tak jak Piotr odkrył drugie dno tego, że w folklorze, czy to żywym, współczesnym folklorze, czy tym dawnym, można odnaleźć, odszukać bardzo ciekawe konotacje związane choćby nawet z ufologią współczesną. Także to jest temat rzeka naprawdę.
[11:35] - Właśnie, bo co mnie zaciekawiło i co mnie zaskoczyło najbardziej, to fakt, że jak opublikowałeś na swoim blogu kilka artykułów, to miało coś z magonią wspólnego w tytule. I wtedy byłem ciekawy reakcji czytelników, czy ten temat zostanie wyśmiany, czy nie. I tak naprawdę Było dla mnie wielkim zaskoczeniem to, z jaką otwartością został przyjęty i to, jak wielu ludzi podzieliło się wtedy swoimi doświadczeniami. To było też wskazówką dotyczącą tego, że jednak istnieje zapotrzebowanie przynajmniej dotknięcia tego tematu i zarysowania, żeby ludzie, którzy się z tym zetknęli, nie mieli takiego wrażenia, że coś się z nimi dzieje nie tak. Dodajmy jeszcze tylko, że sprawy, o których będziemy dzisiaj mówić, w większości pochodzą od osób dorosłych. Bo ktoś może powiedzieć na przykład, że zajmujemy się jakimiś mrzonkami, jakimiś opowieściami dzieci. Nie. Większość dzisiejszych spraw pochodzi od osób dorosłych. Nie wiąże się z zaburzeniami sennymi. Nie są to spotkania, do których dochodzi na pograniczu snu i jawy.
Są to w pełni materialne spotkania o bardzo dziwnym charakterze. Arku, jeszcze może parę słów. Jak twoim zdaniem podchodzą do tego czytelnicy i jak odbiorcy przyzwyczajeni do tych spraw konwencjonalnych, o których często piszemy na blogach?
[13:20] - Dobre pytanie, Piotrze, bo pamiętam, jak pierwszy temat wrzuciłem na bloga. To był temat o polskim Agoni. Tam właśnie opisałem pierwsze informacje, które otrzymałem od moich czytelników. Powiem, że też byłem mile zaskoczony, ponieważ reakcja czytelników była dość interesująca, żywa. Ludzie się tym bardzo zainteresowali i poniekąd z czasem zacząłem otrzymywać kolejne relacje i zdarzenia odnośnie starego folkloru, który do dzisiejszego dnia mnie bardzo wciągnął. Jeżeli chodzi o krytyków, sceptyków, to tutaj schemat jest taki sam. Niektórych krytyków czy sceptyków niczym się nie przekona, a nawet nie zamierzam przekonywać na siłę. Niech sobie sami wyrobią zdanie i określą, czym to jest, bo ja też się tym zajmuję, a nie wiem, do czego to podpiąć. Na razie jesteśmy tutaj chyba, powiedziałbym, Piotrze, na początku poznawania tych relacji żywego folkloru i wydaje mi się, że chyba trzeba będzie to w jakiś sposób połączyć z tym dawnym folklorem, bo to jednak jest, według mnie przynajmniej, to samo, tylko we współczesnym odbiorze.
[14:37] - Czy relacji o ludziach stykających się z żywym folklorem jest wiele? I dlaczego ten temat pozostaje na uboczu? Jak myślisz, Arku?
[14:48] - Ja bym powiedział to w ten sposób, że na pewno, jeżeli wziąć pod uwagę relacje, które mówią o obserwacjach UFO, typowych stricte ufologicznych zdarzeń, jest znacznie więcej. Tutaj bezspornie możemy to powiedzieć, ale temat żywego folkloru jednak się przejawia. I tutaj ja w swoim archiwum aktualnie posiadam około 20 takich zdarzeń i to archiwum się sukcesywnie rozrasta. Owszem, nie wpływają te relacje tak prosto i tak łatwo, jak choćby nawet, jak wcześniej wspomniałem, relacje związane z UFO. Ponieważ zauważyłem podczas kontaktów z tymi świadkami, że oni mają naprawdę duże opory przed wyjawieniem tej tajemnicy, którą skrywają. Na przykład pamiętam, miałem taką historię pewnej pani. Jej życie ogólnie od początku było bardzo dziwne, nietypowe i można powiedzieć, że od początku były związane jakieś zjawiska paranormalne z nią. I najciekawsze było to, że tą osobą się zainteresowali państwo Kosarowie, czyli pani Grażyna Kosar, Franz Brudau i Kazimierz Bzowski. Ale najciekawsze było w tym wszystkim to, że jednak ona nie zdradziła tego, co mi potem. Może tę relację w późniejszym czasie audycji opowiem, ale generalnie temat ten pozostaje na uboczu, tak jak żeśmy tu wcześniej z Piotrem powiedzieli delikatnie, że temat ten nie wiadomo do czego naprawdę zaliczyć, do czego włożyć.
Bo zarówno nie pasuje on do stricte zjawisk ufologicznych, bo tutaj te postaci przeważne się pokazują w różnej formie i tak naprawdę nie potrzebują żadnego środku transportu. Tutaj już to samo sobie wyklucza, że to są jacyś goście, zakładam, z jakichś innych światów czy wymiarów, chociaż tego też do końca nie można wykluczyć. Relacje są bardzo ciekawe, także myślę, że będziemy tutaj pomału z Piotrem sukcesywnie wszystko omawiali. A ja chciałem tu jeszcze podkreślić, że tak naprawdę folklorem zacząłem się interesować chyba zaraz na początku mojej pasji związanej z tematyką UFO, bo tutaj szalenie mnie wciągnął temat tak zwanych diabelskich kamieni, z którymi się wiążą różnego rodzaju legendy i podania ludowe. I te podania mi się, przyznam, bardzo spodobały. Oczywiście to są tylko podania i legendy, ale tą drogą poszedłem dalej i troszkę ta moja biblioteczka się rozrosła o różne takie ciekawostki, takie magiczne różne opowiadania i dziś aktualnie są mi bardzo przydatne. Na razie to może w tym temacie tyle.
[17:42] - No tak, rzeczywiście masz rację, że zdarzały się w relacjach ufologicznych takie sprawy, które w jakiś sposób ocierały się o to, o czym dzisiaj będziemy mówić. Może nie będę jeszcze wymieniał tych spraw. Odniosę się tylko do tego, co mówiłeś. Rzeczywiście tych spraw jest w miarę dużo, bo jeżeli przyjrzymy się na przykład poprzednim dekadom, poprzednim okresom, kiedy Zbieraliśmy na przykład tylko relacje ufologiczne i raz na jakiś czas przydarzały się relacje związane z tak zwanym żywym folklorem lub tymi całymi stworami. Potem, kiedy zaczęliśmy o tym mówić trochę bardziej otwarcie, to tych relacji zaczęło przybywać. Oczywiście nie każdy może się przełamać, nie każdy potrafi się przełamać, dlatego, że to jest trudne. W zasadzie pierwsza relacja, którą na ten temat otrzymałem, to była jedna z pierwszych spraw, jakimi się zajmowałem w ogóle na tym polu. To było bodaj w 2005 czy 2004 roku i dotyczyło to pewnego pana, pamiętam spod Krakowa lub Tarnowa. Teraz nie jestem tego pewien, dlatego, że ta sprawa niestety została przerwana. Ograniczyła się w zasadzie do wymiany maili i ten pan donosił, że gospodarstwo jego rodziców znalazło się pod czymś w rodzaju malutkiego oblężenia ze strony bardzo dziwnych istot.
One były widziane, chodziły po prostu i były tam obserwowane. Charakteryzowały się bardzo niskim wzrostem, przypominały ludzi. On mówił, że było ich kilka. Oczywiście one tam się nie goniły tabunami po tym gospodarstwie, natomiast były widziane i on był tym tak przerażony i tak zaskoczony, nie wiedząc, z czym to powiązać, że postanowił się wtedy skontaktować. Ja jeszcze nie będąc przekonany do tego typu relacji, potraktowałem to jako swoistą ciekawostkę. Natomiast sprawa była ciekawa. Jestem ciekaw w ogóle co się tam potem działo, ale widać było, że pan młody miał opory przed opowiadaniem o tego typu zdarzeniach. Zresztą dużo ludzi tak ma. Ja jeszcze niedługo powiem o sprawie, która dla mnie przynajmniej wiąże się z ciekawym wspomnieniem, bo rzeczywiście nie każdy jest się w stanie przełamać, ale czasami zdarza się, że na przykład dzieci lub krewni osób, które coś takiego przeżyły, relacjonują te zdarzenia. Co prawda są to opowieści z drugiej ręki, ale pokazują nam, że takie historie cały czas siedzą w ludziach i nie wszyscy mają tę odwagę, żeby o tym opowiadać.
Musimy pamiętać, że każdy jest inny, każdy ma do tego inne podejście. Niektórzy mogą uznać, że niegodnym jest, by opowiadali o takich rzeczach publicznie. Wiele osób może mieć takie wątpliwości. Bo cóż, jak patrzeć na relacje, które mówią o tym, że ktoś szedł i zobaczył na przykład karła lub skrzata, który nie był karłem ludzkim, tylko czymś wyjętym z książek folklorystycznych lub wręcz z baśni. Jak spojrzeć na relację kobiety, która po latach opowiadała, że idąc polem spotkała się z jakąś chimerą, która była absolutnie już poza zasięgiem jej nawet wtedy dziecięcej fantazji. Jak spojrzeć na relację dorosłego człowieka, który wspominał, że przed laty widział diabła lub chochlika? To jest bardzo ciekawe, a jeszcze ciekawsze jest to, że my mówimy o naszym kraju i dzisiaj będziemy mówić o Polsce, bo moim zdaniem to najbardziej przemawia do człowieka, jeżeli opowiada się o sprawach z jego własnej kultury, z jego własnego kraju i otoczenia. Ale tak naprawdę nie jesteśmy osamotnieni w tych poszukiwaniach, zainteresowaniu tymi sprawami. Tak naprawdę takich opowieści jest mnóstwo i dotyczą one spotkań z żywym folklorem różnych narodów. Oczywiście są traktowane różnie przez badaczy, ale jest to interesujące.
Zresztą muszę państwu powiedzieć, że Bogdan Baranowski, bardzo znany badacz polskiego folkloru, autor arcyciekawych książek na ten temat, w swoich pracach całkiem naukowych wspominał już o tym problemie. Oczywiście nie mógł powiedzieć, że wierzy ludziom, którzy twierdzą, że spotkali się na przykład z utopcem lub w 100% opowiadali mu po wojnie, że widzieli jakieś dziwne stworzenie i mieli jakieś dziwne przygody. Twierdził jednak, że relacje tych ludzi są na tyle przekonujące, wiarygodne lub opowiadają oni to w taki sposób, że nie miał podstaw, by im nie wierzyć. I to dla niego stanowiło zawsze największą zagadkę, że był ktoś, kto był pozornie normalnym człowiekiem, a opowiadał mu historię, która funkcjonuje w wierzeniach jako legenda lub bajka. I z tym samym problemem mierzymy się my, chociaż oczywiście nie jesteśmy badaczami tego pokroju co Baranowski. Ale jeżeli ktoś miałby chęć dowiedzieć się więcej o folklorze, o wierzeniach i o istotach, które były tam spotykane, to polecam właśnie książki Baranowskiego. Ale cóż, Arku, może przejdźmy wreszcie do konkretów, bo od jakiegoś czasu mówimy.
[23:56] - Chciałbym jeszcze tylko wspomnieć, bo tutaj żeś przytoczył różne warstwy delikatne związane ze świadkami. I przypomina mi się taka historia z okolic mojego miasteczka, gdzie jedna osoba mi powiedziała, że rzeczywiście jakiś młody mężczyzna doświadczył bardzo dziwnego zdarzenia. Ja ci to chyba swego czasu wspominałem telefonicznie. Chodziło o takie zdarzenie, gdzie młody chłopak jechał rowerem. To było w okolicach Sędziszowa Małopolskiego. I zobaczył coś a la diabła dosłownie. Tak go to przeraziło, a tym bardziej, że to był chłopak, który niedawno wyszedł z wojska, także był zaprawiony.
[24:38] - No właśnie.
[24:40] - Ta historia go tak przeraziła. Ja znam tę historię od kolegi z pracy. On mi to przekazał. Osobiście byłem u tego człowieka, ale trauma, która w nim tkwiła, tak duża była, że nie pozwolił się otworzyć na jakąkolwiek rozmowę. On rzeczywiście coś widział, ale to było tak przedziwnego, że po prostu zrobiło na nim tak niezwykłe wrażenie, że się zamknął w tym wszystkim. Ja go osobiście widziałem, rozmawiałem i nie jestem skory, żeby go nazwać kłamcą czy człowiekiem niewiarygodnym. Rzeczywiście coś musiał zobaczyć. Był człowiekiem trzeźwym, tym bardziej, że jechał rowerem. Przychodzi mi teraz na myśl taka druga historia, gdzie też byłem z kolegą akurat w jednym miejscu znanym, bo to były okolice Nockowej, gdzie się działy przedziwne rzeczy, między innymi opisane w mojej książce. I tam też trafiłem do świadka, już pełnoletniego człowieka, który natknął się na taką istotę, taką zmorę, która miała wyjść z małej rzeczki.
Potwierdzili to relację zarówno rodzice, potem drugi jego brat, ale ten człowiek nie był w stanie się otworzyć na rozmowę ze mną. Tylko powiedział: „Widziałem, co widziałem” i nie chciał rozmawiać. Są niektórzy ludzie, którzy nie potrafią się do takich rzeczy przyznać, mimo że żeśmy mu sugerowali, że nie jesteśmy ani dziennikarzami, ani badaczami. Ciężko powiedzieć, że jestem badaczem. Bardziej człowiekiem, który zbiera takie relacje, świadectwa ludzi. Ta psychika jest, powiedziałbym, znacznie bardziej zamknięta, jeżeli chodzi o kontekst z bliska UFO. Tu jednak ludzie się czasami chętnie otwierają, szczególnie przy dalszych obserwacjach. Ale im bliższa obserwacja i im bardziej skrajna, bardziej absurdalna, tym ten świadek czy świadkowie są troszkę zablokowani. Z tym się zmierzyłem już kilkakrotnie i jednak ciężko jest przełamać osoby, chociaż tym bardziej związane z żywym folklorem. To jest naprawdę ciężkie.
[26:42] - Myślę, że ciekawość słuchaczy została rozpalona do granic. Wróćmy do tego diabła lub do tego człowieka-jelenia, bo pamiętam, że to wyglądało podobnie, jak mi opowiadałeś. To jest jedna z najbardziej niezwykłych historii, jakie słyszałem z kraju. Nie będę ci odbierał przyjemności opowiedzenia o tym, ale ja bym jeszcze tutaj dodał to, że ten człowiek był bardzo wiarygodny, dlatego że to był, z tego, co pamiętam, człowiek, który zajmował się radarami. Tak?
[27:16] - Piotrze, tak. Ta relacja była w okolicy 2008 roku, z tego, co pamiętam. Tak sobie przypominam. I rzeczywiście on dopiero co wyszedł z wojska i obsługiwał radary. Tak jak wspomniałeś, słusznie. Tyle wiem od jego brata, że istota, postać była obleczona czymś jakby habitem. Taki jakiś płaszcz. Tylko to nie był płaszcz gładki, tylko zrobiony z jakichś worków, szyte worek na worku. Taka charakterystyka tego była. I rzeczywiście on miał coś takiego jak rogi jelenia.
To brzmi absurdalnie, ale rzeczywiście tak mniej więcej to wyglądało. Dokładnie się przypatrzył, bo to stało w polu lekko oświetlone. Tam rzeczywiście latarnia dalej się znajdowała i to lekutko oświetliło. Chyba że trzeba założyć, że ktoś mu zrobił głupi kawał. Też tego nie można wykluczyć. Raczej by się ten chłopak tak tego nie przestraszył. Tak myślę, tak mi się wydaje. Co ciekawe, co sobie przypominam, Piotrze, to z tego, co pamiętam, ten człowiek opisywał mi oczy, że najbardziej, co go zdziwiło w tej całej postaci, ona była dość wysoka podobno, to, że oczy były czerwone i ta twarz, ta cała głowa była pokryta włosami czy jakąś sierścią, coś podobnego. Muszę sobie tutaj przypomnieć, bo w którejś z nowin rzeszowskich opisywana była historia spod Jarosławia na Podkarpaciu, gdzie rzekomo pod gospodarstwa podchodziło coś, jakaś postać właśnie z czerwonymi oczami. Nie wiem, jak to traktować, czy to było rzeczywiste, wiarygodne.
Wtedy akurat nie miałem możliwości udokumentować tego, tam podjechać, ponieważ nie wiedziałem naprawdę, z kim porozmawiać. Ale rzeczywiście ten fakt obserwacji przez brata mego kolegi pokrywa się z tym, co ludzie obserwowali w okolicach Jarosławia. Tylko że to było już wielki metr dalej.
[29:25] - Tak, to była fascynująca sprawa, bo wyobraźmy sobie, że młody człowiek jedzie rowerem i nagle ni stąd, ni zowąd natyka się na takie coś. Jak wtedy zareagować?
[29:36] - Jeszcze wtrącę, że to nie znajdowało się, nie chcę tu wymienić miejscowości, w jakiej to było, bo nie chcę tego robić z pewnych względów, ale to było w takim terenie zabudowanym. Także tak naprawdę, jeżeli ktoś by przejeżdżał gdzieś obok, to też powinien to widzieć. Nawet niedaleko znajduje się stacja kolejowa. To nie było jakieś odludzie straszne. Przeważnie takie rzeczy mają miejsce w ustronnych miejscach, a tutaj jednak to było w takim terenie mocno zabudowanym.
[30:15] - Właśnie. Kiedy mówimy o tym aspekcie spotkań z żywym folklorem, że to się czasami dzieje po prostu tuż pod nosem ludzi, to przypomina mi się automatycznie ta sprawa, o której pisał Damian Trela. Sprawa z Huty, o której zresztą opowiadał na antenie Radia Paranormalium w jednej z debat To też była sprawa z tego samego pola, tylko w zupełnie innej skórce. Bo to, co opisywał Damian, co widziała owa pani, która mu to relacjonowała i grono jej znajomych, było czymś z tego samego gatunku, o czym mówimy, tylko przyobleczonym w zupełnie inną formę. Dlatego, że ta postać, która ich goniła wtedy i która się ukazywała, manifestowała i oddziaływała na te osoby, chyba raczej nie przypominała żadnej istoty z żywego folkloru. Natomiast była stricte, moim zdaniem, związana z tym, o czym dzisiaj mówimy. To była manifestacja siły, która nie ukrywała też elementu, który czasami występuje w tych relacjach i który mnie też trochę zadziwia. Dlatego, że wielokrotnie spotkałem się, przynajmniej w tych relacjach, które otrzymałem, z pewnym ładunkiem negatywności od strony tych istot, żeby nie powiedzieć wrogości. One nie tylko chciały oddziaływać na ludzi, wystraszyć, bo to przede wszystkim miało na celu, żeby wystraszyć. Ale też spotkałem się z przypadkiem, kiedy ta wrogość została zamanifestowana otwarcie, bo ta istota skoczyła po prostu do kogoś w biały dzień.
Czy ty też nie masz takiego wrażenia, że w tych zdarzeniach jest bardzo silny ładunek psychiczny, że one są wysycone emocjami?
[32:19] - Tak, Piotrze, masz całkowitą rację. Nie chcę generalizować wszystkiego oczywiście, ale przypomina mi się taka historia. Ty też opowiadałeś o historii z Hut. Jest niesamowita. Także zachęcam czytelników do zapoznania się z nią na blogu Damiana. Przypomniało mi się też zdarzenie, które zostało mi opowiedziane telefonicznie przez starszego pana. To było w Maniowach. To są okolice Czortyna. Niestety przez moją nieuwagę zgubiłem numer tego człowieka i mam troszkę żal do siebie, bo zgubiłem i nie mogę po prostu rozszerzyć dalej tej informacji. Ale on opowiedział bardzo ciekawą rzecz.
To było w 2000 roku. Szli ze szwagrem do domu, wykonywali jakąś pracę i późnym wieczorem wracali do domu przez niewielki wąwóz. Zobaczyli w tym wąwozie dwie postacie. Myśleli nawet, że to dzieciaki, że się gdzieś bawią. Jakie było ich zdziwienie, kiedy zbliżali się bliżej. Owszem, oni nie widzieli, jak wyglądali, w sensie jak byli ubrani czy jaka była ich twarz, bo to było w nocy, ale te istoty ich napadły dosłownie. Troszkę to mi przypomina historię o skrzatach z 1955 roku ze Stanów Zjednoczonych, Longfordów. Ten starszy pan z drugim swoim szwagrem dosłownie toczyli małą bitwę. Z tego, co mi opisywał, te postacie w przedziwny sposób skakały. One nie były zbyt wysokie, około metr pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wysokości i potrafiły im wyskakiwać na plecy i drapały ich.
To było bardzo traumatyczne zdarzenie tego człowieka i w jakiś sposób oni się uwolnili od tych istot i w domu dopiero opowiedzieli całą historię żonom. Oczywiście żony nie uwierzyły im i stwierdzały, że może zmyślili. Tym bardziej że ubrania były troszkę pobrudzone, ubłocone, bo jednak jakaś forma walki się uaktywniła. Zdarzenie, które właśnie teraz opowiedziałem, będzie opisane w książce, nad którą obecnie pracuję i która będzie związana z dawnym i żywym folklorem. Także na pewno ta historia się w niej pisze. Tutaj ten ładunek, jak wspomniał Piotr, taki negatywny, wyraźnie widać. Rzeczywiście korelacja bijąca z niektórych spotkań mnie też utwierdziła w tym. A tym bardziej jeżeli, cofając się wstecz do dawnego folkloru, te same wątki możemy odnaleźć, między innymi choćby nawet wątki opisane przez znanego amerykańskiego folklorystę Edwarda Evansa-Wentza, który też mówi, że celtyckie wróżki generalnie były negatywne dla ludzi. Zazwyczaj trzeba było się od nich z daleka trzymać, bo można było przez nie mieć jakieś nieszczęście. A nawet, jak on to opisywał w swojej książce, mogła kogoś spotkać jeszcze gorsza tragedia.
Także rzeczywiście jest jakiś ładunek taki, który powiedziałbym może nie demoniczny, nie chciałbym tutaj demonizować tych wszystkich historii, ale jest w tym coś negatywnego, co dostrzegam.
[35:49] - Czym charakteryzują się relacje o spotkaniach z żywym folklorem? Jakie postaci są wówczas widywane? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr. Piotrze?
[35:59] - Oczywiście istnieje pewien problem z kategoryzacją i klasyfikacją, dlatego że moim zdaniem nie mamy do czynienia z czymś takim jak jednej istoty. W ogóle nie mamy do czynienia z czymś takim jak istoty w pełni cielesne. One się wydają moim zdaniem materialne. Natomiast to, co się dzieje, przynajmniej w większości, bo tutaj mówiliśmy na przykład, że ktoś został przez coś zaatakowany. Natomiast one się pokazują w mnogości form, tak jak ufonauci. I tak naprawdę istnieje tylko
[36:38] - Pewne zbliżone podobieństwo między nimi, takie drobne podobieństwo, że na przykład część z relacji z Polski, bo mówię o Polsce, stanowią na przykład spotkania z niskimi istotami. Nie bójmy się powiedzieć ze skrzatami, bo co innego karły, które są większe, a co innego skrzaty, czyli postaci bardzo małe, a mimo to przypominające ludzi w jakiś sposób i zachowujące się w bardzo dziwny sposób, nierzadko absurdalny. Mimo to takie rzeczy przydarzyły się komuś zupełnie normalnemu i ktoś musi żyć z tym brzemieniem, że spotkał kiedyś krasnoludka i jest tego pewien. Druga sprawa to istoty, które są niepodobne do niczego. Takich historii akurat otrzymałem kilka i one się charakteryzowały tym, że trudno było te stworzenia sklasyfikować. Najlepiej podsumowała to jedna z kobiet, która mi to opowiadała: „To było coś pośredniego między człowiekiem i zwierzęciem”. Tak to brzmiało. Tylko że nie był to na przykład jakiś małpolud czy hominid, ale było to coś posiadające cechy zarówno człowieka, chodzi o budowę ciała, głównie humanoidalną, jak i zwierzęcia w postaci na przykład tych cech, o których mówił przed chwilą Arek, czyli rogów, owłosienia i tak dalej. To coś żyło, skądś się wzięło, ale nie było przesłanek, żeby uważać, że to stworzenie jest zwierzęciem i ono się rozmnaża, i ono żyje, i ono ma jakąś małą populację. Nie, to się musiało wziąć skądś inąd.
Tylko skąd? Wszyscy się nad tym zastanawiamy. Dlatego kiedy ja miałbym podzielić to na pewne kategorie, to powiedziałbym, że wyróżniają się spotkania z jakimiś karłami, z jakimiś małymi ludźmi przede wszystkim. Ja bym tutaj dodał do tego też latające humanoidy, dlatego że część z tych relacji o latających humanoidach też zawiera jakieś elementy folklorystyczne i to wyraźne. Są też takie relacje, ale one są już troszeczkę na krańcu krańców, które mówią na przykład o stworzeniach wyglądających wypisz, wymaluj jak eksportowane z jakichś książek folklorystycznych czy baśni. Natomiast wszystkie te istoty przypominają zlepek, moim zdaniem zlepek różnego rodzaju istot, tak jakby składały się z różnych wyobrażeń. Innymi słowy, to tak, jakby siła, która je generuje albo która za nimi stoi, sczytywała z ludzkich głów ich własne wyobrażenia i na tej podstawie formowała swój wygląd. Ja to tak widzę. Ale są też takie historie, które nie kwalifikują się w ogóle. Chociaż muszę powiedzieć, że bardzo sceptycznie podchodziłem i podchodzę do tego typu relacji, dlatego że to jest należne zbieraniu takiego typu spraw.
Na przykład muszę powiedzieć, że z województwa świętokrzyskiego pochodzi taka relacja, która mnie bardzo fascynuje i pokazuje, z czym to się w zasadzie je. Pan K., który to opisywał, ja pozwolę sobie przytoczyć ten opis: „Stałem się świadkiem ucieczki humanoidalnej postaci. Było ze mną sześć osób. Dwie mocno to przeżyły, ponieważ postać ta uciekała przed nami, będąc dosłownie metr od nas. Dźwięki, jakie wydawała, podobne były do ludzkiego chrapania. Była to postać cicha, dwunożna, o długim, około 10-centymetrowym owłosieniu, wzroście około 150 centymetrów, z normalną ludzką budową, bez widocznej twarzy. Pisząc cicha, mam na myśli postawę tej postaci, która chyba nas się bała, nie szukając kontaktu, a wręcz go unikała”. To był jeden z takich przypadków, kiedy rzeczywiście nie wiadomo było, z czym ma się do czynienia. Z jednej strony można powiedzieć, że to po prostu uciekła małpa. Ale to musiałaby być dość duża małpa z bardzo długim owłosieniem.
Zawsze tego typu wątpliwości się pojawiają. Natomiast zdarzają się takie przypadki, kiedy nie da się tego w żaden sposób sklasyfikować. Czasami nawet nie dziwię się tym badaczom, którzy mieli tak wielki problem z odnoszeniem się do tego typu przypadków. Argu, zanim odpowiesz na to pytanie, to jeszcze taka kwestia: czy ty na przykład w archiwach, w archiwach Bzowskiego pamiętam, że były takie przypadki, bo on nawet o nich pisał, ale czy w archiwach innych ufologów z tego dawnego pokolenia spotkałeś się z czymś takim? Czy na przykład pamiętasz takie relacje docierające do Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych?
[41:47] - Tak, Piotrze. Przypomina mi się taka historia. Jak sobie siedzę i myślę, otrzymałem tę relację bardzo ciekawą od pana, myślę, że pamiętacie, Andrzeja Remlejna. To był bardzo znany badacz z Klubu Kontaktów Kosmicznych i on też się żywo zainteresował moimi artykułami odnośnie polskim AGONI. I podesłał taki ciekawy raport z Włocławka. To był 1994 rok. Pani ta opisowała swoją relację do „Nieznanego Świata” i stąd potem relacja trafiła w ręce badaczy tego klubu. Jak się okazało, tam był cały szereg takich przedziwnych obserwacji tej osoby, ale najciekawsze było to, że to jest chyba jedyny mi znany przypadek, gdzie można mówić o żywym folklorze. Tam był opis związany z taką dziwną istotą. Ta pani nazwała to, pamiętam, dusiołkiem.
Taki żartobliwy opis tego przytoczyła, ale na miejscu co się okazało? Pan Andrzej Remlej pojechał na miejsce, zrobił wizję lokalną i okazało się, że ta pani zauważyła w pewnym momencie, gdy jej mąż spał na kanapie, a ona robiła bodajże jakieś wypieki w kuchni, że w okolicach tej kanapy zmaterializowała się taka postać. Podobna trochę do gremlina, bym powiedział. Pamiętacie chyba na pewno ten film o gremlinach i ta postać dość wyraźnie ją przypominała. Zapomniałem jednego szczegółu. Ta pani się zwróciła po tym, jak usłyszała taki telepatyczny głos: „odwróć się” i dlatego właśnie odwróciła się i zobaczyła tam koło tej kanapy tą dziwną postać. Ona miała maksymalnie około 60 centymetrów. Wyglądała trochę tak skrzacnio. Była cała ogolona. Najciekawsze było to, że na wysokości nad głową tej postaci, tej istoty pojawiały się dziwne błyski światła, takie bardzo delikatne i to kilka razy się pojawiało i znikało z takim trzaskiem.
Także było bardzo ciekawe. Potem ta istota nagle znikła w takiej mgle. Na tym ta relacja się zakończyła. A z tego, co ja pamiętam, jak byłem w strukturze Centrum Badań Zjawisk UFO Anomalnych, to sobie przypominam bodajże taką historię. Piotrze, ty chyba też z nią kojarzysz. Dwóch panów jechało samochodem i mieli zobaczyć takie tańczące istoty nad drogą. Tak sobie to przypominam. Takie różowe, które im towarzyszyły podczas jazdy. Tak to mniej więcej sobie teraz przypominam, ale generalnie to bardzo mało żeśmy mieli takich właśnie przypadków. Wracając do pytania, jakie postaci wówczas są widywane w trakcie spotkania z żywym folklorem.
Tutaj przedział, tak jak Piotr powiedział, jest bardzo duży, paleta wręcz jest olbrzymia. Ale generalnie, jeżeli miałbym tak tutaj odnieść się do mego archiwum, a tu mam około 20 takich zdarzeń, jednak towarzyszą głównie spotkania istot humanoidalnych, jednak one są bardzo niskie, a czasem superniskie. Mam takie przypadki z Solca Kujawskiego, gdzie istoty miały około 15 centymetrów. To jest wręcz niewiarygodna sprawa. Może potem o tym w dalszej kolejności powiem, ale przedział wielkości istot jest przeróżny, przedziwny i tak jak tu Piotr rzekł, generalnie są to istoty właśnie niskiego wzrostu. Różnorodność jest bardzo szeroka. Tak naprawdę chyba tak, jak żeś tutaj wcześniej przytoczył, nasza ludzka świadomość potrafi być możliwe zamanifestować, zmaterializować różnego rodzaju istoty, jakieś byty, bo nie wiadomo, czy one są z krwi i kości. Ja się raczej skłaniam do tego, że one nie są. To jest takie moje zdanie prywatne, ale chyba będziemy o tym rozmawiać w kolejnym pytaniu.
[46:11] - A właśnie kolejne pytanie brzmi następująco: czy według was te historie odnoszą się do spotkań z dziwnymi istotami z krwi i kości, czy też stoi za tym jakaś siła o charakterze parapsychicznym? Arku?
[46:24] - Powiem tak, że na początku byłem dość pewny, że być możliwe, że to są jakieś istoty, jakieś postacie rzeczywiście realne. Powiedzmy sobie, że gdzieś mieszkają wokół nas. Skłaniały mnie takie opisy zachodnie, choćby nawet książek czy różnych opowiadań. Ale z biegiem czasu wyrobiłem sobie takie przekonanie, że nie mogą to być za pewne istoty z krwi i kości, czyli stricte fizyczne, ponieważ sama charakterystyka tych istot, jeżeli się odpowiednio oceni, zweryfikuje, mają wyraźny taki ładunek zmiennokształtności. Także tutaj raczej istota żywa z krwi i kości nie potrafi przemienić się na przykład w kulę światła czy powiedzmy, nie ukrywajmy, bądźmy szczerzy, w jakąś nawet inną postać albo na przykład jakiegoś psa czarnego, bo takie relacje na pewno, Piotrze, słyszałeś. W polskiej demonologii ludowej jest bardzo wiele. Także ja osobiście współcześnie się z takimi przypadkami nie spotkałem, takiej przemiany istot, na przykład w zwierzę. Ale generalnie dawny folklor wręcz tryska takimi zdarzeniami. Tutaj mi się wydaje, że to może zabrzmieć nieco troszkę dziwnie, ale te postacie, ta w ogóle siła, która się ukrywa pod ich maską, ma troszkę coś wspólnego, może to być śmieszne, z duchami, bo one się troszkę zachowują właśnie. Bardziej to przypomina aspekt paranormalny niż jakiś kosmiczny, bo potrafią kontrolować swoją materię.
Tutaj właśnie mogę się powołać na słowa Evansa Vanca, który w 1911 roku wydał bardzo ciekawą książkę. Bodajże to była, Piotrze, książka „Wiara ludów celtyckich we wróżki”, o ile sobie dobrze przypominam. I on tam bardzo ciekawie opisał takie konotacje związane ze zmiennokształtnością tych istot. Generalnie sam Evans jakby sam uwierzył, że te postacie są tylko wymysłem tamtych ludzi, którzy przed wiekami mieszkali, ale rzeczywiście być może one istnieją. W jakiejś części naszego wymiaru być możliwe i to, do czego dotarł Evans, brzmiało w ten sposób, że jedna z tych istot, która zaszła rozmawiać z mieszkańcem, przekazała mu taką wiadomość, że potrafią zmieniać swoje ciało i przystosowywać do różnych jego form. Tak to mniej więcej brzmiało, że potrafią się stawać mniejsi, więksi, młodsi i starsi. To jest taki typowy odnośnik do zmiennokształtności. To jest bardzo ciekawe. Możemy też podobne znaleźć analogie. Między innymi zmiennokształtności oczywiście, gdzie opowiadała o tym mistyczka Stefania Horak.
To jest bardzo ciekawe, akurat to jest relacja już kościelna, ale bardzo analogicznie podobna do tego, co zyskał w czasie wywiadu Evans. Ponieważ mistyczka otrzymała taki przekaz od świętej Magdaleny, że żeby ona się mogła jej pokazać, to musi chwytać z powietrza jakieś atomy materii potrzebne do utworzenia kształtu, a potem gdy odchodzi, rozprasza je na jej powrót. Teraz taki cytat chciałbym przytoczyć. Jej słowa brzmiały tak: „Mogłabym się ci pokazać małym dzieckiem, młodą dziewczyną lub dorosłą staruszką”. To jest analogia do tych słów Evansa Vance'a, że jednak te postacie, obojętnie jakkolwiek się za nimi siła ukrywa, potrafią zmieniać swoje możliwości, zmieniać swoją formę. Jest to bardzo ważna informacja, ponieważ według mnie wyraźnie wskazuje, że dla tych bytów możliwe żyjących w innych wymiarach rzeczywistości nie ma problemu, aby manipulować materią i ewentualnie dopasowywać określoną formę do adekwatnej sytuacji. Piotrze, a co na ten temat ty możesz powiedzieć?
[50:49] - To nie jest tylko kwestia, która nurtuje nas i przez lata w zasadzie wielu innych badaczy, czy też ufologów zajmowało się tym. Co tak naprawdę możemy powiedzieć o tych zdarzeniach? Po pierwsze, że one zwykle charakteryzują się tym, że wywołują emocje lub same w sobie zawierają bardzo duży ładunek emocjonalny. To tak jakby po prostu tej drugiej stronie, która za tym stoi i to nie tylko za tym, bo wydaje mi się, że też za przynajmniej niektórymi spotkaniami z ufonautami zależało na tym, żeby wygenerować przede wszystkim dużą ilość emocji. Można powiedzieć, że te stworzenia w jakiś sposób żywią się emocjami. Okej, ale tak naprawdę nie wiemy i możemy rozpatrywać to pod względem bardziej parapsychologicznym. Tak jak mówisz, porównując to do różnego rodzaju zjaw i emanacji, które pojawiały się na przykład podczas seansów spirytystycznych. Owszem, można powiedzieć, że to jest temat stary, dawny i wiele rzeczy wyjaśniono i było na tym polu wiele manipulacji, ale tak naprawdę, kiedy zobaczymy, jak działały niektóre media materializacyjne, to one były w stanie operować na pewnych pokładach fizykalności, które są dla nas niedostępne albo niezrozumiałe. Innymi słowy, chociażby weźmy takie zjawisko jak sobowtóry, doppelgangery, które tak są nazywane w literaturze, chociaż uważam, że to najbrzydsza nazwa na świecie. Zresztą jest po niemiecku.
W tych przypadkach ludzie byli w stanie wygenerować w jakiś sposób swojego sobowtóra. Następowało to zwykle w wyniku jakiegoś doznanego szoku, ewentualnie w wyniku choroby. Także wiele relacji o ludziach, u których aktywowały się jakieś zdolności paranormalne, dotyczą osób, które przeżyły jakieś tragedie lub szok i nagle aktywowały się u nich wielkie emocje. Czy to wszystko się ze sobą wiąże? Czy jest jakaś nić, która łączy te wszystkie wątki? Myślę, że tak. Tylko to wszystko dzieje się na płaszczyznach, których nie do końca rozumiemy. To mogą być płaszczyzny, które profesor Kenneth Ring nazwał baśniową krainą. On twierdził po prostu, że istnieje równolegle do naszej materialnej rzeczywistości, w której wszyscy operujemy, rzeczywistość, która jest po prostu niewidzialna, która opiera się na oddziaływaniach, których my nie czujemy. Nie czując ich, nie wiemy, że one istnieją, a one na przykład mogą być cały czas obok nas.
Nie jest wykluczone, że w ogóle zamieszkujemy planetę z innymi inteligencjami. Ale nie chodzi wcale o obcych, tylko chodzi o to, co niektórzy, tak jak na przykład Wilson nazywają rezydualnymi inteligencjami. A co to jest? To jest po prostu jakaś bezcielesna forma bytu lub inteligencji, nieznana jeszcze i w zasadzie trudna do poznania, bo niemierzalna, niefizykalna, która jednak ma możliwość oddziaływania na człowieka i ma możliwość wywierania na niego wpływu. Ludzie to nazywają na przykład duchami, a tak naprawdę może być to coś innego. My dopiero poznajemy tajniki świadomości. A czy możliwe jest na przykład, że ta świadomość żyje w oderwaniu od człowieka? Czy ta świadomość może też przybierać inne formy, na przykład formy, które wydają nam się mało inteligentne lub po prostu niskie? Elliott Van Dusen, znany w pewnych kręgach parapsycholog, ale też psycholog, który zajmował się Badaniami nad doznaniami mistycznymi i paranormalnymi. Twierdził wprost, że to jest możliwe, że istnieją byty, które choć bezcielesne, mają szansę na nas wpływać.
I my tak naprawdę możemy się nigdy nie dowiedzieć, kim one są czy czym one są. I być może z tego samego królestwa, z tej samej domeny, którą można równie dobrze nazwać innym wymiarem, chociaż to jest bardzo szeroki termin, pochodzą istoty związane z żywym folklorem. Tylko teraz pytanie, czy one są w 100% materialne, czy nie? I to jest jeden z największych problemów, bo one owszem, wyglądają na zupełnie materialne i niekiedy rzeczywiście dochodziło do jakichś interakcji z człowiekiem. Pytanie tylko takie: czy ta inteligencja rezydualna, jeżeli istnieje, jeżeli funkcjonuje w pewnych miejscach, to czy ta inteligencja może się objawiać człowiekowi? Wiele legend anglosaskich o tak zwanych wróżkach, fairies, chociaż to jest błędne tłumaczenie. Fairy powinno być tłumaczone bardziej jako chochlik moim zdaniem, dlatego że ta natura, Arku, takie mam wrażenie, bo ty się zajmowałeś ostatnio tym folklorem anglosaskim, celtyckim, ogólnie zachodnioeuropejskim i na pewno zauważyłeś, że istniało coś takiego jak opowieści o wróżkach i historie o wróżkach. Opowieści o wróżkach to były bajki, ale historie o wróżkach to już było to, o czym mówimy dzisiaj. I tam pojawiał się taki wątek, który był często eksponowany, że wróżki są formą rezydualnej inteligencji, która po prostu mieszka sobie w pewnych miejscach zwanych przez ludzi uroczyskami, czasami miejscami świętymi. I one tam są i po prostu one tam są i jeżeli człowiek im przeszkadza, to one mu się odwdzięczają.
To znaczy, jeżeli wchodzi na ich teren, to one w zasadzie mu pokazują, co o nim sądzą. Czasami go straszą, czasami go zwodzą. Nie wiem, co sądzisz o tej mojej koncepcji, ale wydaje mi się, że to jest w większości zjawisko parapsychologiczne, dlatego że my nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tego inaczej, gdyż to się dzieje wygląda quasi materialnie, ale z drugiej strony nie możemy powiedzieć, żeby to były istoty, które każdy z nas może spotkać w lesie. To jest po prostu jakiś drugi poziom naszej rzeczywistości lub właśnie inteligencja, albo nawet inteligencje, które żyją z nami tutaj teraz. Pojawiają się rzadko. Ale to nie są inteligencje ludzkie. Nie są to też inteligencje demoniczne. Po prostu to jest część naszej rzeczywistości, której zwyczajnie nie widzimy. Możemy to nazywać różnymi określeniami, ale to jest i wiele osób, czasami też osób o predyspozycjach psi, czyli do widzenia więcej, może się z tym zetknąć. Taką mam koncepcję.
Ale żeby nie być gołosłownym, to przejdźmy może do jakichś historii, z którymi się zetknęliśmy, które w jakiś sposób zapadły nam w pamięć. Arku, ty takich spraw zebrałeś sporo. Ja bym cię teraz chciał zapytać o coś, co mnie osobiście utkwiło w pamięci. Opisałeś to w swoim artykule „Magonia po polsku” i to dotyczyło pewnego spotkania bodajże z okolic Pułtuska. To był 1998 rok i ta sprawa mnie strasznie zainteresowała. Czy możesz coś więcej o tym powiedzieć?
[59:07] - Tak, Piotrze, generalnie akurat zdarzenie poznałem dzięki temu, że na moim blogu był apel, który zwracał się do potencjalnych świadków tego typu zdarzeń i akurat napisała do mnie pewna pani, która akurat nie mieszka w okolicach Pułtuska. Mieszka zupełnie w innym miejscu, ale opowiedziała mi historię, taką wręcz przedziwną, która miała miejsce w marcu bodajże 1998 roku. Sprawa takiej typowej historii związanej, można powiedzieć z istotą wręcz o wyglądzie krasnoludka. Nie ukrywajmy, tak ona wyglądała. Podczas takiego spaceru w lesie ta pani spacerowała z mężem, bodajże chyba jeszcze z psem. Ona się gdzieś tam bodajże oddaliła na moment i zawiązywała sznurowadło w bucie i kątem oka spostrzegła, że jakieś 20, 30 metrów dalej w lesie zobaczyła coś dziwnego. Coś, co ją po prostu zaniepokoiło. Jak się okazało, to była taka około 60-centymetrowa istota, która biegła. Po prostu biegła. W ogóle się na nią nie patrzyła, tylko biegła w przeciwnym kierunku, co było bardzo dziwne i charakterystyczne.
Tam w tym momencie jeszcze zalegał śnieg. Także ta istota po tym śniegu przebiegła, także powinny być ślady widoczne po tym gościu dziwnym. Ta pani opisała tę istotę wręcz bajecznie. Broda, czapka, spodnie. Tylko że to było tak wszystko dobrane pod kolor lasu. One nie były zbyt kolorowe, jak to inne mają istoty, często w jakichś podaniach ludowych czy w jakichś bajkach. Ten ubiór tego krasnala, że tak powiem, on się wtopił troszkę w otoczenie leśne. Jakie było zdziwienie, kiedy ta istota gdzieś tam przemknęła i znikła w okolicach sosny. Nie wybiegła, tylko gdzieś znikła. Wtedy ta pani zrobiła troszkę zamieszania, poinformowała szybko swojego męża, pobiegli w to miejsce.
To było bardzo dziwne, bo jednak gdyby istota była materialna, to powinny być ślady w tym śniegu, a jednak tych śladów tam nie było. To było bardzo dziwne. Pies, który tam w to miejsce się udał, to był duży bodajże wilczur, o ile sobie dobrze przypominam. Też niczego specjalnego tam nie wywęszył, nie zachowywał się nadzwyczajnie dziwnie, co jest dość nietypowe, bo jednak zwierzęta mają trochę inne postrzeganie i jednak coś powinien wyczuć. Ta historia rzeczywiście mi się utrwaliła w pamięci. Jeszcze taka ciekawostka. Ta pani jeszcze mi opisała taki przedziwny fakt, że w tej okolicy jej mama widziała małą kulę światła, która poruszała się nad łąkami. To jest dość charakterystyczny element dawnego folkloru, takie małe kule światła nad łąkami. Może kiedyś też o tym w jakiejś debacie szerzej powiemy. Piotrze, co mi jeszcze tutaj przychodzi na myśl?
[01:02:20] - Właśnie, tam było jeszcze drugie zdarzenie opisane w tym artykule, które jeszcze bardziej mnie zaciekawiło. Dotyczyło bodajże istot dowidywanych nie raz, tylko kilka razy w parku gdzieś obok PGR-u. I ta miejscowość nazywała się, z tego, co pamiętam, Żelowice. Ta sprawa również oddziałuje na moją wyobraźnię. Czy mógłbyś w trzech słowach o tym opowiedzieć?
[01:02:49] - Tę sprawę przekazał nasz dobry znajomy, Marcin Stachurski, który jest specjalistą od bliskich spotkań trzeciego stopnia w Polsce i miał ostatnio szansę uczestniczyć w rejestracji z Damianem Trelą w Opolu, gdzie chłopaki przeprowadzali rejestrację właśnie takiego spotkania. Myślę, że kiedyś Damian zaprezentuje tutaj w jakiejś debacie nam to ciekawe zdarzenie. Rzeczywiście sprawa była o tyle dziwna, że te zdarzenia znam tylko z relacji Marcina i rodziny, najbliższych. One dotyczyły historii dziwnych istot, rzekomo krasnoludów, które miały w okolicach Żelowic być widywane. Mieszkańcy tamtych okolic niezbyt przychylnie patrzyli na takie relacje, ponieważ według nich to się kończyło z reguły niedobrze dla takiej osoby, która miała styczność z taką dziwną kreaturą. Wiem, że te historie szczególnie się manifestowały w okolicach pewnego mostku, gdzie pod spodem przepływał taki mały potok. Nie wiem, jak to nazwać nawet dokładnie, bo to takie wszystko małe. I tam, w tej najbliższej okolicy się te postacie miały manifestować. Podobno od lat 50. bodajże na polach PGR-owskich te postacie miały być widywane.
W jednym przypadku nawet osoba, która zauważyła te istoty, które wręcz go zaciągnęły do lasu jakby pod wpływem jakiejś dziwnej hipnozy czy transu. Ten świadek po pewnym czasie popełnił samobójstwo. Nie wiadomo dlaczego, ale odebrał sobie życie. Ludzie mówili, że być możliwe, że przez to, co go spotkało. Piotrze, to jest taka analogia do dawnych wróżek z krajów anglosaskich. Tam też takie są historie, gdzie między innymi Robert Kirk pisał czy Evans, że kto spotyka wróżkę, to może go coś złego spotkać. Tutaj ta analogia jest dość uderzająco podobna z Żelowic.
[01:05:10] - Właśnie. Tam twierdzono, że jeżeli się spotkało, to okej, ale na przykład były takie przesądy, że lepiej o tym nie mówić, bo wtedy już nieszczęście będzie na 100%.
[01:05:20] - Tak.
[01:05:24] - Co ciekawe w polskim folklorze, bo to wszystko coś się tak stało, o czym zresztą pisze Baranowski, że u nas folklor został troszkę ucięty. Weźmy chociaż Islandię, bo ona jest najgłośniejsza w obecnym czasie, jeżeli chodzi o spotkania z żywym folklorem, bo tam twierdzi się wprost, że elfy żyją i mieszkają pod kamieniami, nie wolno tego ruszać i tak dalej.
[01:05:50] - Są tam nawet szkoły elfów dosłownie.
[01:05:53] - Właśnie. Można się z tego śmiać, traktować to jako fajny element wierzeń. I u nas pewnie też by było podobnie i mówilibyśmy o tym częściej. Natomiast stało się coś, czego Baranowski może nie nazwał cenzurą, ale powiedział o tym podobnie. Bo u nas zaraz po wojnie, w okresie odbudowy Polski czynionej ogromnym nakładem sił i środków, zaczęto na te relacje patrzeć trochę przez palce, dlatego że zaczęto sugerować po prostu, że takie bajki troszkę nie pasują z odbudową kraju nowoczesnego i przestano to zbierać, przestano o tym mówić głośno. Co prawda żyły osoby, które twierdziły, że jeszcze coś widziały i tak dalej. Baranowski na przykład, co ciekawe, zbierał relacje tylko z jednego rejonu Polski, z centralnej Polski, z okolic Łodzi, ale w całym kraju dochodziło do różnego rodzaju incydentów. Ogólnie rzecz biorąc, muszę powiedzieć, że folklor polski z wielu miejsc jest do siebie podobny. Mówię tutaj przede wszystkim o wierze w demony ludowe, leśne i tak dalej. W wielu miejscach w kraju opowiadano podobne rzeczy.
W wielu miejscach kraju istnieją podobne legendy. Ale gdybyśmy spojrzeli na nasz folklor, na nasze spotkania ze skrzatami, również możemy znaleźć tam kilka ciekawych wątków, które troszeczkę odpowiadają temu, co my dzisiaj zauważamy na przykładzie relacji, które łączymy z żywym folklorem. To też były raczej stworzenia, może nie w 100% złośliwe, ale nie zawsze przyjazne. Część z nich zamieszkiwała domostwa, ale u nas dużą kategorię spotkań z tego typu stworzeniami stanowiły demony leśne. Te demony leśne zostały potem przekształcone na tak zwane diabły, których w polskim folklorze mamy bardzo dużo. Ja bym chciał przywołać pewną historię, która co prawda pochodzi z drugiej ręki i ja ją znam z bardzo ograniczonego kontaktu, natomiast ona mi bardzo zapadła w pamięć. Wyobraźcie sobie państwo, ta pani zadzwoniła do mnie o godzinie chyba 11 w nocy. Działo się to na jakimś spotkaniu ze znajomymi, kiedy poruszano podobne tematy i kiedy opowiedziała historię swojego ojca, to znajomi nie uwierzyli. Nie uwierzyli do tego stopnia, że postanowiła wziąć telefon i do mnie zadzwonić. Historia rozegrała się mniej więcej tak.
To był Poznań. Teraz, na chwilę obecną, nie jestem w stanie powiedzieć, który to był rok. To było niedawno. W każdym razie to było na pewno w XXI wieku. Ojciec tej pani, który to przeżył i który nie chce o tym opowiadać za Chiny Ludowe, był prywatnym przedsiębiorcą. Miał firmę budowlaną, prawdopodobnie remontową. Po prostu wstał rano i szedł do samochodu, żeby sobie władować wszystkie narzędzia, odjechać do roboty. W pewnym momencie, kiedy wkładał skrzynki i kiedy odwrócił się po jedną ze skrzynek, to tuż przed sobą na tym parkingu zobaczył, że stoi diabeł. On to tak opisał, bo on nie znał lepszego słowa na opisanie tego stworzenia. Natomiast po prostu stał naprzeciwko niego i przyglądał mu się stwór, który jak się potem okazało, był mieszaniną człowieka i zwierzęcia.
To było coś pośrodku. To nie był ani człowiek, ani zwierzę, ani przebrany człowiek, ani zwid. Był całkiem materialny. Stał, gapił się w chamski sposób, był przerażający, owłosiony i tak dalej. Ten pan, nie wiedząc za bardzo, co zrobić, postanowił się odwrócić i sprawdzić, czy on sobie pójdzie. Zamierzał uciekać, zamierzał wsiąść do samochodu i spierdzielać z tego miejsca. Natomiast kiedy po chwili się obejrzał, starając się dyskretnie wycofać z tego miejsca, to stworzenie zniknęło. On był w takim szoku, że pojechał do tej roboty, ale wrócił i zawołał żonę do pokoju. Powiedział, że musi z nią porozmawiać. Wtedy ta pani opowiadała, że córki się wystraszyły, bo myślały, że chce się rozwieść albo co, i zaczęły podsłuchiwać.
Wtedy po rozmowie z żoną wydusił to pamiętne słowo: „Widziałem diabła”. Co to było? Nie mam pojęcia. Natomiast oddaje to naturę tego typu spotkań. Jeżeli mówimy o zdarzeniach tego typu, to przychodzi mi jeszcze na myśl coś, czego sobie państwo możecie sami posłuchać. Mam ogromną trudność z oceną tego przypadku i z ustaleniem, czy to jest wiarygodne, czy nie. Umieściliśmy to na kanale YouTube portalu Infra. Ta historia pochodzi gdzieś z lat 70., właśnie z okolicy Łodzi, gdzie te relacje zbierał Baranowski. Dotyczy pani, która opowiedziała przedziwną historię, najbardziej niesamowitą ze wszystkich. Dotyczyła spotkania z jakąś przedziwną chimerą przypominającą skrzyżowanie małpy, człowieka i psa, która po prostu, kiedy ta kobieta, właściwie wtedy dziewczynka, bo była dzieckiem, szła na pole do swoich rodziców w biały dzień, ta chimera wyskoczyła spomiędzy zboża i miała bardzo jednoznaczne zamiary.
To stworzenie ewidentnie kierowało w to, żeby temu dziecku zrobić krzywdę. To dziecko krzyknęło i było pod takim wrażeniem, że do dzisiaj ta pani to pamięta, do dzisiaj o tym opowiada. Można sobie tego posłuchać na naszym kanale, dlatego że może nie jestem w stanie oddać przebiegu tej historii tak, jakby ona to zrobiła i jakby chciała. Każdy sobie może wtedy ocenić to, jak takie historie interpretować, bo mnie to też sprawia mimo wszystko duży problem, mimo że spotkałem się z wieloma tego typu historiami. Arku, a jak w twoim przypadku? Czy były takie sprawy, które zrobiły na tobie największe wrażenie?
[01:12:53] - Tak, owszem, były. Powiem szczerze, że wśród tych wszystkich moich archiwalnych zdarzeń, jakie mam u siebie, chyba najbardziej piorunujące wrażenie na mnie zrobiło zdarzenie, co prawda opisane z drugiej ręki, mailowo i telefonicznie otrzymane Historia dotyczy, co ciekawe, duchownego. Także to jest taki ewenement, chociaż nie do końca, bo takie relacje są jednak z krajów anglosaskich i tam też są przypadki, gdzie duchowni spotykali się z takimi istotami, ale tutaj w tym przypadku polskim naszym sprawa miała miejsce na terenie prawdopodobnie Dolnego Śląska. Nie mogę wymienić lokalizacji, bo świadek, osoba, która mi to przekazywała, prosiła. Historia miała miejsce na początku lat 90. Prawdopodobnie na jesień i dotyczyła duchownego, który podczas zamykania kościoła, niewielki kościół w małej miejscowości, małej wsi, nawet była wioska. Zamykał kościół i zobaczył, że w kierunku tego kościoła zmierza mała, stara pani, babuleńka, zgarbiona. Poprosiła go, czy może jeszcze odmówić modlitwę. Oczywiście ksiądz, chociaż troszkę się spieszył podobno, nie za bardzo na rękę mu to było, ale jednak powiedział, że owszem, poczeka te kilka minut i niech ona sobie tę modlitwę odmówi. Jakież jego było wielkie zdziwienie, po upłynięciu czasu ta pani nie wychodzi, ta babcia.
Wszedł do kościoła i to, co zobaczył, to był szok dla niego podobno, bo po tej babci nie było żadnego śladu, a z tego miejsca wybiegł taki rozczochrany, rozkrzyczany krasnal. Także na księdza zrobiło piorunujące wrażenie i tak naprawdę, jak opowiadał to mojemu znajomemu, informatorowi, nie wiedział, z czym to w ogóle powiązać nawet. On, co ciekawe, nie demonizował tego, że to jakiś diabeł czy coś. Po prostu nie wiedział, co to było. Czy nie miał jakichś halucynacji, ale stwierdził, że to widział osobiście i nie wiedział, do jakiej kategorii to w ogóle zaliczyć. Ta relacja rzeczywiście zrobiła na nim piorunujące wrażenie i na mnie też, bo tu właśnie jest mowa, jeżeli to jest wszystko wiarygodne, o zmiennokształtności i o tym, co nawet Evans pisał w swoich książkach. O tym, że te byty potrafią generować różne obrazy, różne postacie. Tu właśnie ten fakt poniekąd to potwierdza. Także ta relacja duchownego rzeczywiście jest mocna, przynajmniej dla mnie. Warto wspomnieć o takiej relacji, jaka miała miejsce w czasie II wojny światowej w okolicach Dobczyc pod Krakowem.
Tutaj wielkie podziękowania dla pani Danuty Dudzik, która jest współautorką książki „Kwantowa rzeczywistość”. Właśnie dzięki niej mogłem poznać tę historię. Historia miała miejsce 12 czerwca 1943 roku, jak ustaliłem i dotyczyła pewnej dziewięcioletniej dziewczynki, która wypasała tego dnia krowę. Ona w tym dniu miała zobaczyć, na dzisiejsze czasy nazwalibyśmy to latającym humanoidem, ale ona to określiła, że to był krasnoludek w postaci anioła. Poruszała się na wysokości kilku metrów nad ziemią taka mała istota. Jak ona określiła, to było śliczne małe dziecko, które miało w ręce złocistą trąbkę i dosłownie poruszało się w kierunku lasu. Aby było jeszcze ciekawiej, tej istocie towarzyszył taki dziwny wir powietrza. Na tyle był dziwny, że krowa, która znajdowała się obok, po prostu wręcz oszalała. Także nie wiem, co się dalej stało, ale historia ta szybko została opowiedziana rodzicom tej dziewczynki i tak właśnie była przechowywana przez wiele lat w tej rodzinie. Dzięki pani Danucie trafiła rok temu w moje ręce.
To jest niesłychanie ciekawa sprawa, ponieważ jeszcze jest taka ciekawa analogia tutaj, że tam, gdzie istota odpłynęła w powietrzu w kierunku lasu, ludzie, nie wiedząc o tym zdarzeniu, słyszeli taką dziwną muzykę. Oni to określili: muzyka podobna do pieśni „Serdeczna Matko”. Tak jakby ten bór, ten las zaczął grać sam od siebie. To było ponoć coś fantastycznego. Miałem akurat możliwość rozmawiać z siostrą tego świadka, ponieważ główna świadek już nie żyje. Odeszła kilka lat temu. Pani Helena dość szczegółowo opowiedziała tą całą historię. Sam wygląd tej postaci był bardzo ładny. Oni to tak określili, że to był krasnoludek w postaci anioła. Jednak te odniesienie religijne w tym kierunku przez nich było gdzieś tam zauważone.
Oczywiście prawdopodobnie to nie miało takiego znaczenia. Musicie się ze mną poniekąd trochę zgodzić, że ono trochę przypomina takiego małego latającego cherubinka. To ma troszkę takie konotacje związane z objawieniami maryjnymi. Mnie troszkę to zdarzenie gdzieś napomniało o tym wszystkim.
[01:18:21] - Właśnie, jeżeli o tym mówimy, to mnie się przypomina z kolei sprawa, o której mówiłem chyba już w debacie ufologicznej, odnośnie zdarzenia z Lasowa i Pieńska z roku 1969, gdzie pan Marian B. w towarzystwie kolegów, z których dwóch już niestety nie żyje, zaobserwował również z bardzo bliskiej odległości postać, która przypominała mu nieco anioła. Zapewne znacie państwo tą historię. Ona również jest dostępna na YouTubie. Pan Marian wracał z kolegami do swojej wsi i po prostu nagle na drodze zobaczyli w odległości dosłownie niecałych dwóch metrów przy drodze postać, która była otoczona światłem, która miała niebieskawy korpus, głowę otoczoną aureolą. Głowa była nieczytelna zupełnie, bez żadnych szczegółów. Te postacie im się przyglądały, mimo że nie byli w stanie powiedzieć, czy ona ma oczy. Mieli wrażenie, że ona im się przygląda i długo nie czekając, po wymianie kilku niecenzuralnych komentarzy, nie doczekawszy się odpowiedzi, rzucili się w pogoń za tą istotą. Jak wiecie pewnie państwo z mojej wcześniejszej opowieści, ta postać uciekła po prostu lecąc nad ziemią. Pan Marian mówił wtedy, że on co prawda nie był człowiekiem zbytnio religijnym i bardziej skłaniał się ku takim wyjaśnieniom, że to może być istota z kosmosu.
Natomiast gdyby to się zdarzyło 25, 30 lat wcześniej, to niewątpliwie w tym miejscu byłaby już kapliczka, że ktoś tam widział anioła.
[01:20:14] - Przerwę ci. Tak samo jak było w sprawie kapliczki pod Koninem, gdzie pojawiła się świetlna kula niewielkiego rozmiaru i właśnie ten budowniczy kapliczki porównał to do wydarzenia o charakterze religijnym. Nie wiem, czy kojarzycie państwo to miejsce.
[01:20:33] - Tak. To się chyba nazywał Lisiec Mały, ta miejscowość.
[01:20:37] - Też ciekawa sprawa właśnie z Radomaskiej.
[01:20:41] - Arku, ale gdybyś jeszcze sięgnął pamięcią do tych przypadków, które analizowałeś do swojego archiwum, do artykułu „Magonia po polsku”. Które z tych spraw wydają ci się jeszcze warte wspomnienia?
[01:20:59] - Na pewno należy powiedzieć o bardzo ciekawej relacji, która nie weszła w ręce posagów Ani Dmowskiego, bo akurat panią poznałem w 2014 bodajże roku. Serdecznie pozdrawiam, bo prawdopodobnie jest też słuchaczem Radia Paranormalium. Historia miała miejsce w Rybieńku Leśnym w 1975 roku. To jest miejscowość bardzo ładna koło Wyszkowa nad Bugiem. To jest też bardzo ciekawa sprawa nad rzeką, bo to jest kolejna sprawa już w moim przypadku, gdzie te postacie lubią się pojawiać albo gdzieś nad stawem, nad rzeką, albo w miejscu bagiennym, że tak powiem. To jest jakaś taka reguła, mógłbym powiedzieć w tych relacjach, które mam u siebie w archiwum. Do czego tam doszło? Tamta pani w wieku dziewięciu lat udała się na kolonię ze swoją starszą o trzy lata siostrą. Jak to dwie dziewczynki wygłupiały się na kolonii i pewnego wieczoru, nazwę ją „pani Lena” w cudzysłowie, udała się do snu z całą grupą swoich koleżanek, ale dość długo nie mogła zasnąć. Albo to było przez dość duże upały, które w tamtym czasie intensywne były i doszło do takiego przedziwnego zdarzenia, że leżąc bardzo blisko okna i okno było ciekawie oświetlane przez taką pobliską latarnię, zauważyła coś, rzecz nierealną w ogóle.
Jak mi to opisała, zobaczyła przebiegające na konarze sosny grupę takich typowych skrzatów. Dość niechlujne były i z twarzy takie raczej sprawiały wrażenie negatywne. I ta pani leżała wręcz jakby sparaliżowana, chociaż w rozmowie niekoniecznie to było oddziaływanie ze strony tych istot na tę kobietę, bo odległość, jaka dzieliła mniej więcej, bo to miejsce udało mi się odszukać potem na Google Map. Ono do dzisiaj istnieje. Istnieją te sosny, które były opisywane przez tę panią. Odległość była maksymalnie około 30 metrów do tego. Te postacie, co dziwne, one były tak jakby czymś zainteresowane. Biegały po tym konarze, ale w rękach trzymały jakieś takie pudła, zwyczajne jakieś pudła, tak to określiła i w momencie, gdy stykały się z konarem, z pniem sosny, wnikały w niego tak, jakby nóż wnikał w masło. To było bardzo dziwne. To zdarzenie trwało gdzieś około pół godziny.
Nie wiadomo, jak się skończyło, bo świadek straciła świadomość albo usnęła. Tego nie wiadomo. W każdym razie zrobiło to na niej takie dość traumatyczne wrażenie, ponieważ utwierdzała się w przekonaniu, że te istoty, gdy ją zobaczą, zrobią jej coś złego. Dlatego leżała taka posłuszna, potulna w tym łóżku. I najdziwniejsze było w tym wszystkim to, że mówi, gdyby chciała krzyczeć na cały głos, prawdopodobnie nikt by się na tej sali nie obudził. Mimo że nawet jej siostra leżała o kilka łóżek dalej, to miała takie wrażenie, odczucie, że nikt by się nie obudził. To jest takie dość charakterystyczne, że nawet w przypadkach nocnych gości we współczesnych nam czasach. I akurat ta historia jest o tyle ciekawa, że ta pani zaobserwowała tam grupę tych skrzatów. To były istoty wielkości około 60 centymetrów, ubrane w takie staromodne, bym powiedział, ciuchy, jak ona to określiła. Portki takie dość niechlujne i generalnie te istoty były takie dość tęgawe, spalone, tak mógłbym rzec.
Tak że ta historia naprawdę była bardzo ciekawa. I jeszcze na koniec tej historii wspomnę taki jeden ciekawy szczegół, że na drugi dzień ta świadka opowiedziała sam wszystko swojej siostrze. Tyle że ta starsza siostra zakazała jej o tym rozgłaszać w obawie, żeby nie zrobili z niej pośmiechowiska. Ale co ciekawe, gdy wybrali się na drugi dzień całą grupą tych uczniów do pobliskiej kawiarni na jakieś lody, usłyszała rozmowę, że z jakiegoś chłopczyka się dzieci śmieją. Jak usłyszała w tej rozmowie, że chodziło o to, że ten chłopczyk miał widzieć tej samej nocy jakieś dziwne istoty, tylko że z parteru i dziwne istoty na drzewie. Jego rówieśnicy się z niego śmiali, szydzili. Ten chłopczyk z płaczem pobiegł do swojej wychowawczyni, opiekunki, a ta mu powiedziała, że widocznie mu się to musiało albo przyśnić, albo zwidzieć. Takim wyjaśnieniem go zbyła. Ale znowu jest takie podkreślanie wiarygodności tej młodej pani. To jest taka ciekawostka, że do dzisiaj ona ma takie spotkania.
Może nie z takimi istotami, z czatami, ale generalnie w jej życiu pojawiają się bardzo dziwne elementy związane ze zjawiskami paranormalnymi. Jej relacje były badane przez POSAR-ów, przez pana Brzozowskiego między innymi. Taka ciekawostka o tym, bo się pytałem, dlaczego nie zdradziła tej historii. Nie wiem, czego nie zdradziła, ale akurat byłem tym szczęśliwcem. Mogę jeszcze wam przedstawić bardzo ciekawe zdarzenie, które napłynęło do mnie po publikacji mojej książki na Podkarpaciu. Jak czytelski czy słuchacze znają moją książkę, jest taki element w Hucinie opisany podczas zdarzeń hucińskich, który tam przedstawiłem dość szeroko. Historia takiej małej istoty, którą jedna z pań zaobserwowała. To skłoniło pewnego czytelnika do tego, że zaufał mi i przekazał pewną historię, która mu się wydarzyła, gdy miał około 16, 17 lat w Solcu Kujawskim na stadionie. To było w lecie 1994 roku. Ten człowiek mi opisywał niesamowitą historię.
Zresztą też człowiek taki troszkę lekko sensytywny, bym mógł tutaj powiedzieć. Podczas jednego z treningów, bo w tamtych czasach akurat na stadion można było, jak on mówi, sobie wejść za darmo, nikt nie robił z tego problemu, żadnych opłat nie było. On po prostu biegał tam w koło. Lubił sport, uprawiał go codziennie. Podczas jednego takiego treningu około godziny 22, gdy biegł bieżnią stadionu, zauważył, że coś porusza się w trawie. Jakież jego było zdziwienie. Dosłownie przecierał oczy ze zdumienia, gdy zobaczył cztery, pięć takich małych istot wielkości około 10, 15 centymetrów, które miały według jego opisów zielone czuprynki i były ubrane w złociste stroje. Tak jakby przez ciało tych istot przeświecało jakieś światło. Przebijało takie światło, jakby były trochę półprzezroczyste. I on w tym momencie się zatrzymał i śledził tą nierealną rzecz.
Istoty się uniosły do góry, wzniosły się i rozpłynęły w formie mglistej. Ta historia tak się skończyła, ale miała swój dalszy ciąg na tym samym stadionie, w tym samym roku i ten sam świadek wyrzucił tam typowe bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Mogę powiedzieć w skrócie, że to wyglądało tak, że podczas medytacji, którą wykonywał, tak przynajmniej wyglądało z opisu, który mi przekazywał, zobaczył, że nad stadionem, w wysokości 4, 5 metrów nad ziemią formuje się coś w kształcie mgły, szaro-ciemnej mgły. I w pewnym momencie z tej mgły wyłoniła się, jak on to nazwał, taka forma jak śluza. W tej śluzie z odległości, bo to była odległość między nim a tym zjawiskiem około 200 metrów. Jak porównam rzeczywiście na zdjęciach, które dostałem, tak mniej więcej wynika. Zobaczył w tej śluzie takie trzy, już nie pamiętam, czy dwie, czy trzy humanoidalne, wysokie istoty. I potem to się wszystko skumulowało i zwinęło, i znikło. Także takie dwie historie z tego stadionu pochodzą i myślę, że to będzie dość szeroko opisane w mojej książce na ten temat. Tutaj właśnie przeglądam moje archiwum i dzięki Radiu Paranormalium, pamiętacie na pewno panowie takie zdarzenie, które otrzymaliście od pewnego pana z okolic Jasła na Podkarpaciu, w miejscowości Zarzecze, który widział takie trzy bardzo wysokie istoty, postacie można tak rzec.
Ta historia została przekazana do Radia Paranormalium, a z kolei dzięki życzliwości Marka mogłem poznać świadka. Akurat prowadzę z nim jeszcze dalsze, uściślam dalsze korelacje tego zdarzenia. Sprawa niesamowita jest, bo jeżeli my tu żeśmy mówili zawsze o istotach niskiego wzrostu, a wręcz mikroskopijnych, nawet jak w przypadku Solca Kujawskiego, to w Zarzeczu doszło do przedziwnego spotkania z istotami, które miały około trzech metrów wysokości. Nie wiem, czy panowie kojarzycie to zdarzenie. Te istoty były obserwowane około 2000 roku. Dokładnej daty nie udało mi się ustalić, ponieważ trzech świadków, z którymi rozmawiałem, tak mniej więcej orientacyjnie zaokrągliło tą datę, ale generalnie wyglądało to w ten sposób, że dziewczyna z kolegą stojąca o drugiej w nocy na moście, to jest taki most na rzece Wisłok, zauważyli coś, co nie pasowało do tego świata. Na dole stała taka kapliczka, zaraz na wysokości rzeki Wisłok, taka dość duża kapliczka i z tej kapliczki oni odnieśli takie wrażenie, jakby coś skoczyło, zeskoczyło i skierowało się w kierunku rzeki Wisłok po tych kamieniach. Wtedy dopiero zobaczyli, że w rzece dwie wcześniej wzięte przez nich kłody tak naprawdę były Były dużą, wysoką istotą. Postać miała około trzech metrów wysokości, duży kapelusz i ubrana była w coś ciemnego. Gdy jedna postać schodziła z góry spod mostu, to druga wchodziła pod most.
To wywarło na świadkach olbrzymi szok. Rozmawiałem z kierowcą, który podwoził tych świadków i on rzeczywiście potwierdził to zdarzenie. Natomiast kobieta, która widziała z tym panem te istoty, upierała się, że tego nie pamięta, że to było dawno temu. Prawdopodobnie coś widziała. Tylko jeżeli chodzi o doświadczenia ludzi, niekoniecznie chciała się tym dzielić. Tak wynikało z jej rozmowy. Ta historia była naprawdę mega przedziwna.
[01:32:19] - Jeżeli mowa o tych większych postaciach, to przypomina mi się automatycznie zdarzenie, które rejestrował Michał Kuśniarz w Koniewie. Ono też było wspominane przy okazji latających humanoidów, ale wpisuje się żywcem w dzisiejszą audycję. Tam również, jeżeli ktoś nie pamięta, obserwowana była dość duża postać. Co ciekawe, ta historia, opowiem w skrócie, wydarzyła się w 2000 roku. Dwóch chłopców wracało do swojej rodzinnej miejscowości i w okolicach Koniewa, przejeżdżając wieczorem przez obszar dość charakterystyczny, wyróżniający się na tle pejzażu, zobaczyli przelatującą postać. Noc była widna i ta postać nie była bardzo daleko. Oni zobaczyli, że to jest jakiś dwumetrowy facet, który leci na boku. Najpierw pojawił się huk, potem przeleciał ten facet. Leciał na boku. Jego włosy były długie i widać było, że zwisały w dół.
Byli tak przerażeni, że nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Wrócili do domu kolegi, u którego byli, i poprosili jego matkę, żeby ich podwiozła do domu. Jeżeli mówimy o tych najdziwniejszych, najciekawszych przypadkach, to ja może opowiem o czymś, co w zasadzie jest bardzo krótką opowieścią. Natomiast ona pokazuje, że takie rzeczy są obok nas, bo my cały czas mówimy o anonimowych ludziach, którym się coś przydarzyło, którzy chcieli nam coś opowiedzieć. Ale jestem pewien, że gdyby państwo poszukali w najbliższym otoczeniu, też by się na pewno ktoś znalazł. Byłem kiedyś wielce zadziwiony, kiedy mój znajomy opowiedział mi pewną historię, która rozegrała się zresztą bardzo niedaleko w roku 2004. Ten znajomy wracał do domu przez las. To jest las, który nie cieszy się najlepszą opinią. W każdym razie wracał przez las ze swoim psem i chciał szybko się znaleźć w domu, dlatego, że było ciemno, a on miał do przejścia kilkaset metrów na tak zwaną skućkę i już by był w domu. Przechodząc przez ten las, w zasadzie dość gęsty, ale tuż po bliżu zabudowań, nagle zobaczył małą postać.
Małą, niską postać, która stała około niego. Po chwili ta postać zaczęła coś dziwnego robić. Otóż zaczęła wokół niego skakać i tańczyć. Przypominało to relacje, które znane są z anglosaskich opowieści o wróżkach, które zwykle tańczą w kręgach i w tych kręgach pojawiają się potem tak zwane czarcie kręgi, czyli grzybowe kręgi, które zapewne dobrze znacie. Ale ten mój znajomy twierdził, że ta postać po prostu stała i z jednej strony go okrążała, z drugiej strony tańczyła i on nie wiedział, co zrobić, dlatego, że był przerażony. Krzyczeć nie miało za bardzo sensu. Trzeba było uciekać i to zrobił. Natomiast ta sprawa pokazała mi, że takie historie się dzieją. I co? Ludzie to przeżywają, ludzie nad tym rozmyślają.
Niektórzy to zapominają, ale na pewno ciarki na plecach w jakiś sposób u nich pozostają. Jeszcze jedna taka historia mi się przypomniała. To chyba jest ostatnia historia tego typu, którą otrzymałem. Oczywiście zachęcam wszystkich, którzy znają podobne relacje do tego, żeby się kontaktowali z nami. Może być przez radio Paranormalium. Historia, którą otrzymałem na początku tego roku od pewnego pana, dzisiaj pewnie około czterdziestki, malarza, który opowiadał bardzo dziwne zdarzenie, które miało miejsce w wielkopolskim Czeszewie gdzieś w latach 80. On wtedy tam jako szesnastolatek był na wakacjach razem z dwoma kolegami. Tamtego dnia siedzieli nad Wartą, oczywiście w pełni trzeźwi. Nie to co dzisiaj robią dzieci. I nagle najmłodszy z nich przybiegł do nich i powiedział dosłownie, że diabeł zalągł się w kupie, w górze wikliny, że diabeł ma tam gniazdo.
Oni mu mówią: „Co ty bredzisz, kolego?” Ale on mówi: „Ja wam pokażę”. Było jasno, dopiero zbliżał się zachód słońca. Wszyscy się tam udali. Oczywiście płynęła tam Warta. Nad brzegiem rzeki była góra wikliny, która była stosowana do regulowania brzegu czy budowania tam jakiejś struktury. W każdym razie ten pan mówi, że kiedy znaleźli się nad tym brzegiem w niedużej odległości od tej istoty, to ona sobie stała na lekko ugiętych nogach. On stwierdził, że przypominała chochlika, fauna diabła czy coś w tym stylu. Użył jakiegoś porównania filmowego. Na chwilę obecną nie pamiętam, do czego to porównał. Do jakiejś postaci z „Wiedźmina” z serialu.
W każdym razie było to stworzenie dość niskie, nieprzyjemne. W 100% nie widział twarzy, natomiast posiadało ogon. Ogon był dość długi i stało na ugiętych nogach. Na pewno nie była to małpa. Na pewno nie był to człowiek. Na pewno nie było to nic znanego. Po krótkiej chwili obserwacji tego czegoś stworzenie zorientowało się, że jest obserwowane i dało dyla i prawdopodobnie schowało się pod wiklinę. Ci panowie wtedy ruszyli, nie bojąc się, i próbowali je znaleźć. Nie udało im się to. Natomiast wspomnienie tego zdarzenia było tak silne, że ten pan również zdecydował się tym podzielić, nie będąc w stanie określić, co właściwie spotkał i co widział, gdyż było to dla niego dość szokujące dla człowieka inteligentnego, o otwartym umyśle, a jednocześnie niemogącego pogodzić się z faktem, że istnieją na Ziemi stworzenia, których nie da się w żaden sposób zoologicznie sklasyfikować.
Piotrze, właśnie tutaj fajną powiedziałeś wzmiankę odnośnie tej relacji, ponieważ dalej tam występuje element rzeki. Tak jak w moich przypadkach w archiwum, tak sobie nieraz, jak wiecie, w przypadkach zwanych UFO studiuję teren, co tam się ciekawego znajduje. Tak samo tutaj zauważyłem szczególny fakt występowania rzek, mokradeł, bagien. Nie wiem, czy to ma jakiś związek z tym, ale na przykład pamiętam taką historię matki, bo tutaj mówimy przeważnie o historiach, relacjach dorosłych osób, bardziej wiarygodnych. Ale mam też historię dzieci i to historię z okolic Warszawy. Zdarzenie miało miejsce około dwóch lat wstecz. Zgłosiła się do mnie taka pani, matka dziewczynki pięcio- albo sześcioletniej, która mówiła, że córka się po nocach budzi, ma dziwne stany gorączkowe, co było bardzo nietypowe. Była zupełnie zdrową dziewczynką i w momencie, gdy się budziła, miała gorączkę. To było bardzo dziwne. Element, który zaniepokoił troszkę rodziców.
Ale co ta córka mówiła? Ona mówiła, że po pokoju chodzą mali ludzie. Tak ich na początku nazywała. Mali ludzie. Matka jak to matka mówiła, że albo jakieś sny, albo jej się coś widziało. Dopiero gdzieś chyba odkryła na moim blogu te historie, te relacje i zgłosiła do mnie ten fakt. Nie wiadomo, jak traktować historię tej dziewczynki, ale mniej więcej podpytywała tą dziewczynkę, jak to wyglądało i opisywała te istoty. Takie typowe skrzaty, takie typowe krasnoludy. Tyle że podczas jednego zderzenia ten jeden, że tak powiem, stwór miał nad tą dziewczynką się nachylić i podobno spowodował u niej paniczny strach. Aby było ciekawiej, mimo że jeszcze wcześniej publikowałem historię o rybinku leśnym, to ta dziewczynka podała taki interesujący fakt, że te postaci małe jakieś pudła miały ze sobą.
Nie wiem, jakiego rodzaju pudła, ale dalej taki dość szczegółowy. Nie wiem, jak to traktować. Czy ta historia była faktycznie autentyczna, bo sama matka mówiła, że to jest jednak dziecko. Ale te stany lękowe, gorączkowe utrzymywały się dość długo. Nie wiem, jak ta historia się skończyła, ale taki też fakt w archiwum posiadam. Tutaj jeszcze chciałbym napomnieć o takim ciekawym przypadku, do którego dotarłem. Co prawda nie przez bloga, tylko przez książkę, w której opisywane były tak zwane klechdy gorlickie. Tam występuje bardzo ciekawa analogia odnośnie wróżek, bo tutaj też Piotr wcześniej mówił dużo o wróżkach angielskich. I też takie są zdarzenia związane z Polską między innymi. Mam taki przykład w okolicach Bielanki.
To jest opisane w książce. Już nie pamiętam, bo nie mam przy sobie tej książki, ale w każdym razie historia miała miejsce gdzieś w latach albo 70., albo 80. Świadkiem był bardzo znany myśliwy. Jest podane imię i nazwisko tego człowieka. Ja w tym momencie akurat pisałem do leśniczówki i staram się dowiedzieć, czy ten człowiek jeszcze żyje, ale w każdym razie on opisał bardzo ciekawą historię. Kiedy, że tak powiem, zasadził się na dzika, zobaczył nad łąką, że formuje się bardzo dziwna mgła i to go skłoniło do obserwacji. Z tej mgły nagle zaczęły się generować dziwne postacie, które przypominały jemu przynajmniej nimfy. Zwykłe kobiety o niezwyczajnej urodzie, które w takt dziwnej muzyki tańczyły dosłownie taki typowy taniec, który możemy nawet z różnych bajek zauważyć. I to było tak dziwne, tak go zaszokowało, że w tej relacji opisywane jest, że musiał się trzymać osiki dosłownie, żeby nie upaść z wrażenia. Te postacie były bardzo blisko niego.
I co ciekawe w tym wszystkim było to, że one zaczęły śpiewać. On te słowa zanotował w pamięci i potem opisał w książce swojego znajomego, któremu to opowiedział.
[01:43:43] - Historia ta podobno powtarzała się kilka razy z rzędu i do tego stopnia zdeterminowała myśliwych w tej leśniczówce w Bielance, że udali się do Szembarku do proboszcza po poświęconą wodę, gdzie pokropili tę łąkę. Ale to też niespecjalnie nic dało, a potem wróżki same od siebie jakoś znikły. Czy to jest prawda? Nie wiem, ale faktycznie jest podane imię, nazwisko i sama analogia. Element muzyki i tańca jest zbieżny z relacjami z dawnego folkloru, szczególnie celtyckiego. Relacje tych wróżek są niesamowicie ciekawe. Nie wiem, czy Piotrze kojarzysz. Ostatnio podsyłałem ci ciekawy link związany z tańcem przedziwnych istot.
[01:44:33] - Tak.
[01:44:35] - Nie pamiętam, gdzie to było. Chyba w Nowej Szkocji. To jest relacja nie z Polski, ale tam też uczestniczyły matka i dwie córki.
[01:44:48] - Bardzo ciekawa sprawa.
[01:44:51] - Pierwszym elementem była ta dziwna muzyka. Potem dopiero pojawiły się tańczące istoty. Ciekawe, że to się rozgrywa nie w dawnym folklorze, tylko we współczesnych czasach, mimo że XX wiek, ale jednak to było niedawno.
[01:45:05] - Może uda nam się znaleźć ten film i umieścić go w linkach, dlatego że to robi wrażenie. Muszę powiedzieć, że jak to obejrzałem, to się nawet trochę strachłem.
[01:45:16] - Faktycznie robi wrażenie, ale takich historii, musisz przyznać, jest bardzo wiele, prawda?
[01:45:20] - Dużo. Zresztą powiem ci, że przypomina mi się taka historia, jeżeli mówimy o elemencie tańca, to przecież CBFO PIZAS miało taką relację chyba z okolic Radomia, że widziane były tańczące postaci na drodze. Pamiętasz? Było coś takiego.
[01:45:39] - Pamiętam, ale też takie historie mam w którejś książce opisane. Chyba Johna Keel’a. Też opisuje współczesne czasy, tańczące istoty i co dziwne, tam gdzieś dalej frunął ten obiekt UFO. Istoty kręciły się wokół tego obiektu w dziwnej, niesłyszalnej dla świadków muzyki. Takie historie tak samo są.
[01:46:05] - Te analogie są zaskakujące, bo czasami delikatne, ale może powiemy o tym szerzej w odcinku, który będzie częścią debat ufologicznych. Arku, jeszcze jest taka sprawa. Marek jako założyciel pierwszych polskich portali kryptozoologicznych dorzucił swoje pytanie do naszej puli. Ono dotyczy tego, czy wśród tych wszystkich relacji o spotkaniach z żywym folklorem, o spotkaniach z dziwnymi istotami znalazły się takie, które dałoby się podporządkować do kryptozoologii. Szczerze ci powiem, ja przez te wszystkie lata zbierając różnego rodzaju relacje, się nie natknąłem na taką historię, która by była wiarygodna i dotyczyła na przykład kryptydy, która była gdzieś widziana. Kryptydy w 100%, czyli stworzenia, które było najprawdopodobniej rzadkim, dziwnym, nienotowanym, nieznanym nauce zwierzęciem. Natomiast pamiętam, że miałeś w swoich relacjach bardzo ciekawą opowieść z Podkarpacia. To była chyba Huta Komorowska, gdzie grupa dzieci widziała bardzo dziwne stworzenie. Mógłbyś nam trzy słowa o tej sprawie powiedzieć?
[01:47:28] - Chciałem tylko wspomnieć pokrótce o sprawie kryptozoologicznych zdarzeń. Można ująć do tej grupy sprawę, która była badana przez Zygfryda Świerkowskiego. Istota Modliszka. Nie wiem, czy kojarzycie. Już nie pamiętam dokładnie, w którym to miejscu, gdzieś w okolicach Poznania. Swego czasu dawałem bardzo rzetelny raport opracowany przez pana, którego osobiście znałem. To robiło przedziwne wrażenie. Rzeczywiście Huta Komorowska. Ostatnio w ogóle pojawiły się z tej miejscowości kolejne ciekawe informacje, ale może przejdę do opisu. W Hucie Komorowskiej na początku lat 90.
zauważono coś takiego jak Sasquatcha. Tak mniej więcej to wyglądało. Grupa około 30 uczniów przebywała wtedy na kolonii. To jest miejscowość w okolicy Nowej Dęby, gdzie jest słynny poligon wojskowy, nie tak daleko nawet ode mnie. Tam ta historia się potoczyła tak przedziwnie, ponieważ było planowane ognisko. Ognisko się rozpaliło. Czekali tylko na to, aby przeszedł deszcz, bo bardzo obfity deszcz wtedy padał i cała grupa, łącznie z paniami, to były dwie nauczycielki, siedziały pod wiatą i co jakiś czas wychylali się uczniowie. To byli około czwarto-, piątoklasiści. Czy ognisko zgasło, czy nie, bo dość intensywnie padało. Jakież ich było zdziwienie podczas kolejnego oglądnięcia w bok.
Zauważyli, że koło ogniska siedzi dziwna istota, jakaś postać. To ich zdziwiło. Zrobiło się poruszenie i grupa kilku albo kilkunastu uczniów biegła w kierunku tej dziwnej postaci i zatrzymali się dopiero w połowie drogi, gdy ta postać się odwróciła i zobaczyli, czym ona jest. Postać jak postać, ale zobaczyli te oczy. Bardzo dziwne. Oczy były intensywnie czerwone i świadek, z którym osobiście rozmawiałem Twierdzi, że było coś demonicznego w tych oczach, że bardzo negatywna energia z tej istoty emanowała i to spowodowało, że ci chłopcy wrócili z powrotem, w panice zaczęli uciekać i tam, koło tej wiaty zaczęli krzyczeć na nauczycielki. Także końcową obserwację tej postaci widziały między innymi te panie. To jest około 30 świadków, 30 osób. Oczywiście potem te panie mówiły, że im się coś przywidziało albo zmyślali, ale faktycznie ta postać miała dość dużą wysokość. I te krwiste, czerwone oczy troszkę się przypomina, wiąże się z Mothmanem, z tą historią.
Ale tam ta sprawa była troszkę inna. I teraz, jak jesteśmy, szanowni państwo, przy Hucie Komorowskiej, to muszę się pochwalić kolejnymi folklorystycznymi nowościami. Akurat czytelniczka i słuchaczka Radia Paranormalium, którą teraz serdecznie pozdrawiam. Pani Katarzyno, wiem, że pani słucha każdych debat. Przekazała najpierw Radiu Paranormalium, a potem mnie historie, które dotyczyły właśnie jej rodziny, szczególnie jej babci, która przed drugą wojną światową tam mieszkała i bodajże jeszcze mieszka w tej miejscowości. Rzecz dotyczyła pewnego zdarzenia, gdzie jej babcia wypasała krowy. Na wsi tak było. Wypasała krowy w ciągu dnia i w pewnym momencie zobaczyła kątem oka, że na polance obok, nie wiem, jaka to była odległość, ale nie jakaś duża, kosmiczna odległość, zobaczyła kogoś przebiegającego. Ona to nazwała Czerwonym Kapturkiem. Postać jak Czerwony Kapturek.
Nie widziała nóg tej istoty, widziała tylko, że ta istota miała coś czerwonego na głowie. Dlatego nazwała go potem Czerwonym Kapturkiem. I to było bardzo dziwne w tym wszystkim, że raz, że istota była raczej niewielkich rozmiarów, a dwa było to, że ona się poruszała niezwykle szybko. Po prostu nieproporcjonalnie szybko. Ona powiedziała: „Ani człowiek, ani żadne dziecko tak nie umie szybko biegnąć”. Ten bieg nie wyglądał jak biegnięcie, bardziej jak lot nad ziemią, chociaż tego też nie jest do końca pewna. Istota podążała w kierunku niewielkiego lasku i z tego miejsca już nie wyszła. Tak jakby tam została, znikła. Nie wiadomo, co się dalej działo. Jeszcze ta sama pani przekazała mi historie takie związane typowo z tymi świetlnymi ognikami, jakie dawniej były notowane przed drugą wojną światową.
Piotr Cielebias tutaj też nieraz wspominał w debatach o tego typu świetlikach, o światłach widzianych nad łąkami w okolicy Huty Częstochowy. Podobne, analogiczne obserwacje były w rejonie Huty Komorowskiej i nawet w jednej książce. Bodajże książka dotycząca polskiej demonologii ludowej. Są tam dość często opisy, że w tych okolicach pomiędzy Hutą Komorowską a Mielcem, to jest ten obszar, bardzo często ludzie odnotowywali przedziwne, różnego rodzaju światła nad łąkami. To jest taka ciekawostka dotycząca tego terenu.
[01:53:15] - Właśnie. Wspomniałeś przed chwilą o różnego rodzaju światłach. W zasadzie w każdym regionie ma swoją nazwę. U nas mówi się na to świetliki, świcoki, gdzie indziej mówi się o geodetach, którzy chodzą po polach. To też jest element, który bardzo silnie wiąże się z tym, o czym dzisiaj mówimy, choć pasuje może bardziej do debat ufologicznych, ale osobiście zgromadziłem wiele relacji na temat obserwacji tego typu obiektów. One były częstsze w dawnych czasach, to znaczy w czasach po drugiej wojnie światowej. Pamiętam takie relacje ludzi, które mówiły wręcz o zatrzęsieniu tego typu obiektów. Wystarczyło po prostu wieczorem wyjść na pole, żeby coś takiego zobaczyć. Ale w późniejszych czasach te obiekty też były notowane. One może już tak bardzo nie przynależą do tej sfery wysokiej dziwności, o której dzisiaj mówimy, ale są również śladem tego, że folklor nadal żyje i działa.
Bo to, co było przed wojną opisywane jako ów świetlik, który zwodził ludzi, dzisiaj w wielu przypadkach zostałoby nazwane obiektem UFO. I tak naprawdę wiele przypadków obserwacji świetlnych kul, typowych boli mogłoby być uznane za przykłady tego typu świetlików. Oczywiście były wysuwane różne wyjaśnienia odnośnie tego zjawiska, ale to chyba temat do debaty raczej ufologicznej.
[01:54:56] - Tak, jeszcze chciałbym wspomnieć. Poruszyłeś kwestię tych świateł, prawda? Na pewno wiesz i państwo wiecie, że się wiążą takie relacje. Otrzymałem historię od Alberta Rosalesa, które dotyczą współczesnego folkloru żywego w Puerto Rico. Ciekawa sprawa. Zaobserwowano przedziwne stworzenie, troszkę podobne do mauły, z czerwonymi oczami, troszkę jak czupakabra. Zauważono to na drzewie i najciekawsze w tym wszystkim było to, że ono nagle przybrało formę kuli świetlistej i odleciało w górę. Ja osobiście takie przypadki zbieram i tworzę pewną sobie grupę, bo najwyraźniej nie każde światło jest światłem, jak się okazuje, tylko może czymś innym. Tak chciałem tylko delikatnie wspomnieć na ten temat.
[01:55:47] - Arku, a ty wspominałeś jeszcze o relacji rejestrowanej przez panią Foncer, pana Bludorfa i Kazimierza Brzozowskiego. Czy mógłbyś jakoś bardziej szczegółowo o tym opowiedzieć?
[01:55:57] - Tak, Marku, tylko wiesz co, to chodziło o to, że Oni akurat skontaktowali się z tą panią, co widziała te skrzaty w Rybieńku Leśnym. Oni nie dokumentowali, nie badali. Nie wiem, czym się zajmowali konkretnie, jeżeli chodzi o tę panią. Wiem, że miała inne zdarzenia paranormalne, ale to sprawa na inną debatę, bo dość rozległa. Może porozmawiamy kiedyś o tym, ale oni jako badacze nie wiem, czy się zajmowali tematem żywego folkloru. Chociaż w książce „Czaroziejski śpiew” jest dość dużo opisane odnośnie celtyckich podań w kontekście teorii Harp. Panowie, nie wiem, czy ją czytaliście. Polecam tę książkę, bardzo fajna, ale nie wiem, czy oni się zajmowali takimi sprawami, jak my tu dzisiaj debatujemy. Także nie jestem w stanie nic powiedzieć.
[01:57:08] - W każdym razie temat dosyć mocny. Nie wiem, czy Piotrze zauważyłeś, ale w czasie, jak Arek zaczął o tym opowiadać, popsuł się dźwięk na Skypie. Nie wiem, czy też słyszałeś.
[01:57:20] - Jak zwykle coś nam przeszkadza.
[01:57:24] - Jak zwykle.
[01:57:26] - Jest jeszcze jedna kwestia. Jeżeli mamy Arka cały czas na linii, która jest warta opowiedzenia, ja ją dzisiaj tylko zamarkuję, bo to jest historia, która jest bez precedensu. Jeżeli mówimy już o takich dziwnych stykach tej drugiej strony z naszą rzeczywistością, która czasami dokucza. Jest przedziwna historia, którą Arek cały czas ma u siebie zapisaną i przygotowaną zapewne do publikacji kiedyś. Chodzi mi o Słocinę. To jest sprawa bez precedensu. Ona się bardzo blisko łączy z tym, o czym mówimy dzisiaj, ale blisko łączy się też z obserwacjami ufologicznymi. Nie chcę zdradzać szczegółów. Szczerze mówiąc, dla mnie jest to historia nie tyle niezwykła, co niepokojąca i pokazująca, że są takie sfery, gdzie to wszystko płynie prawie jednym korytem. I ta sprawa ze Słociny, o której mam nadzieję Arek powie nam kiedyś w oddzielnej audycji, bo to na to zasługuje.
Pokazuje nam, że być może ten wymiar, o którym cały czas mówimy, w którym gnieżdżą się te wszystkie inteligencje, jest bardzo blisko i on czasami poprzez pewne dziury ma możliwość bardzo bliskiego oddziaływania na nas. Arku, czy zgodzisz się, że Słocina była takim, to też nie czas i miejsce na to, żeby o tym mówić, przypadkiem, gdzie te wszystkie dziwności zdały się w jedno?
[01:59:10] - Tak, mogę powiedzieć. Prawdę mówiąc, pamiętam swoją pierwszą wizytę w tym miejscu. To była wizyta już kilka lat temu, z tego, co pamiętam. I tej pani powiedziałem, że czuję, że jeszcze nie raz do was przyjadę. I rzeczywiście tak się zrobiło, że nieraz tam bywałem. I rzeczywiście to, co tam one przeżywały. Chociaż nie twierdzę, że rzeczywiście te obserwacje, których były świadkami, że te obiekty były materialne, fizyczne. Wiele wynikało argumentów, że to było jakieś zjawisko parapsychiczne, nakreowane na nich właśnie, a szczególnie na jedną z tych pań, tych młodszych córek. Doswiadczyłem tutaj począwszy od obserwacji dalekich, bliskich postaci widywanych w domu, a nawet były takie zdarzenia absurdalne. I chyba właśnie to był taki impuls zdarzenia tego typu, że widywali tam małe, pokrasne istoty koło domu.
Ja o tym nie wspominałem ani w książce. W jednym tylko przypadku wspomniałem, ani nie mówiłem na blogu, bo jakbym powiedział, że te panie nie dość, że widują cały czas coś dziwnego, to jeszcze widują jakieś krasnoludki, to by powiedzieli, że ten Jaska całkowicie zdurniał. Jednak poznałem te osoby i nie wyglądało na to, że wprowadzają mnie w błąd. Cała gama była niezwykłości tego wszystkiego. Tak jak tutaj Piotr wspominał, kiedyś pasuje zrobić debatę o Słocinie, o podobnych relacjach. Z tym że faktycznie temat Słociny musiałem przerwać z pewnych względów, o czym Piotr na pewno wie. Zrobił się troszkę niebezpieczny, to jest rzeczywiście prawda. Wszystko jest opisane w książce, także zachęcam. Można sobie przeczytać na moim blogu. Te historie manifestowały się bodajże przez trzy lata i to w jednym i tym samym miejscu.
Z tego, co wiem dzisiaj, tam lżej nie żyje. Ci ludzie już tam nie mieszkają. Wyprowadzili się z tego miejsca i wiem, że tam, gdzie mieszkają aktualnie, jest wszystko pod kontrolą, wszystko w porządku. Tyle że sama jedna osoba z tego domu wydaje mi się bardzo sensytywna i gdy ją poznałem bliżej, bo to była osoba, która niezbyt chętnie się otwierała, miałem takie odparte wrażenie, że ona musiała doświadczać czegoś niezwykłego jeszcze wcześniej. I rzeczywiście to się z czasem potwierdziło. Mało to, gdy mnie te panie troszkę bliżej poznały, zaufały, powiedziały wprost, że też widują jakieś dziwne małe postacie, które rzekomo mają chodzić koło domu. Miałem nawet taki plan, żeby tam fotopułapkę zamontować, kamerę. Chociaż mi ta dziewczyna powiedziała, że nie ma szans. Nie wiem, co chciała przez to powiedzieć, ale nie ma szans tego sfotografować. Nie wiem, co miała na myśli, ale tak rzeczywiście było.
Jeżeli chodzi o Socinę, temat jest szalenie rozbudowany, chociaż relacje tam też wcześniej się pojawiały. Zresztą pierwsza moja rejestracja, którą rozpocząłem jako świeży, młody ufolog, dotyczyła Sociny. Możemy kiedyś z miłą chęcią powrócić do tego tematu. Nieraz czytelnicy mnie pytają, co tam słychać w sprawie Sociny. Generalnie nic nie słychać. Nie wiem, co się dzieje. Na razie jest cisza. W tym momencie akurat zajmuję się tematyką dawnego folkloru, żywego folkloru i między innymi, panowie i słuchacze, dotarłem do ciekawych relacji z Glinika. Glinik też jest na pewno wam znany, nie muszę go reklamować. Sprawy, które zahaczają o żywy folklor.
Tylko że na razie jeszcze nie mam dojścia do tych świadków. To są świadkowie z drugiej ręki, bo ci, którzy to widzieli, już dawno nie żyją. Chodziło o obserwacje dziwnych istot. I znowu nad rzeką. Małych, dziwnych istot, które miały się rzekomo pojawiać nad rzeką. Taką dostałem informację w okolicach Wielopola Skrzyńskiego. Tak samo dostałem informację, że w okolicach kuźni widywali albo tańczące istoty gdzieś nad łąką, albo jakieś dziwactwa koło kuźni. Takie doszły mnie słuchy, które muszę teraz zweryfikować. Tym bardziej że trzeba sobie powiedzieć szczerze, takich relacji będzie mniej mimo wszystko, bo jednak nasi ojcowie czy dziadowie częściej, wydaje mi się, z takimi relacjami się stykali niż my obecnie. Wydaje mi się, że to jest tylko ta sama odsłona tej samej siły, tylko w innej skórce, w innej masce.
Dzisiaj mamy wysyp kosmitów, wysyp UFO, ale ja się skłaniam ku temu, że prawdopodobnie cały czas się za tym ukrywa ta sama siła. To jest moje prywatne zdanie.
[02:04:17] - Właśnie. Zarówno Socina, jak i Glinik to sztandarowe przykłady z archiwów podkarpackiej ufologii. Kto jest tym zainteresowany, może sobie wygooglować. Znajdzie o tym na pewno sporo materiału także na blogu Arka arekgniazda.blogspot.com, a także przede wszystkim w jego książce „UFO nad Podkarpaciem”, która jest cały czas dostępna między innymi w Empiku. Na stronie można sobie zamówić. Powoli zmierzamy do końca, Marku. Teraz w zasadzie nadszedł czas podsumowań. Trudnych podsumowań, bo tak naprawdę wiele osób, które nas dzisiaj słuchało, może mieć albo wielki ubaw, albo niezłą wodę z mózgu zrobioną.
[02:05:05] - Przejdźmy może do ostatniego dzisiejszego pytania. Czy te wszystkie dziwne istoty zamieszkują świat obok nas? A może są mieszkańcami domen, których my nie widzimy? Czy każdy może zobaczyć takie stworzenie? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr. Cielebiaś, Piotrze?
[02:05:22] - W zasadzie już o tym mówiłem. Czy one mieszkają obok nas? Muszą mieszkać gdzieś niedaleko, skoro się manifestują. Ja jestem zwolennikiem hipotezy, zresztą nie tylko ja, pisał o tym i Kennedy, pisało o tym wielu innych parapsychologów i psychologów również, którzy twierdzili, że nasz świat składa się, ogólnie rzecz biorąc, z nieco szerszej rzeczywistości, którą my pojmujemy jedynie za pomocą naszych zmysłów. Istnieją też zmysły, które bada parapsychologia, w przypadku których czasami dochodzi do pewnych styków z tamtą wyższą rzeczywistością. Chodzi o tak zwany szósty zmysł. Chodzi o postrzeganie pozazmysłowe. W każdym razie być może, że nasza planeta jest miejscem, na której występuje mnogość inteligencji i to nie zawsze jest inteligencja w takiej formie, jaką znamy. Być może są to niższe formy inteligencji. Być może są to elementale, być może są to, nie wiem, jak to nazwać, żywiołaki, coś w tym stylu.
W każdym razie coś, co myśli, coś, co w stanie jest wejść z nami w jakąś interakcję i coś, co wie, jak wykorzystywać swoje atuty w obronie przed człowiekiem. Bo wydaje mi się, że te postaci pojawiają się zwykle tam, gdzie istnieją, może nie nazwałbym to miejscem mocy, ale miejsca szczególne. Jeżeli człowiek w nie wkracza, to wtedy wywołuje reakcję tej drugiej strony. Nie chcę tutaj tworzyć nowych hipotez i twierdzić, że są miejsca, w których mieszkają niewidoczne inteligencje i my naruszamy ich terytorium, ale w wielu przypadkach, jeżeli się temu tak dobrze przyjrzymy, to na to wygląda. Zatem czy mamy do czynienia z istotami w 100% materialnymi? Wydaje mi się, że nie w 100% materialnymi, chociaż one mogą przenikać w jakiś sposób do świata fizycznego i robić to, czego my nie potrafimy, między innymi zmieniać kształty i przybierać taką formę, w jakiej my chcemy ich widzieć. To znaczy ta inteligencja, ta siła potrafi sczytać z człowieka umysłu jego własne przekonania i z tego utkać swoją własną postać. Tak to najprościej można powiedzieć. Oczywiście jest to spore uproszczenie, dlatego że z jednej strony istnieją jakieś elementale, jakieś niskie inteligencje, które żyją w przyrodzie obok nas i mogą przybierać taką formę. Ale być może istnieją też Znacznie silniejsze formy tej energii, którą John Keel nazywa superspektrum, która mieszka z nami i która manifestuje się w postaci bardzo różnych form: od prostych elementów żywego folkloru po ufonautów.
To wszystko, co dzisiaj mówimy, może się wydawać wielu osobom dziwne, ale wkraczamy na niezbadane dotąd tereny. Cokolwiek byśmy o tym nie powiedzieli, wiele z tych rzeczy wydarzyło się naprawdę. Było obiektywnie prawdziwe dla ludzi, którzy to przeżyli. I skoro było dla nich prawdziwe i skoro to przeżyli, i skoro czasem byli nawet inni świadkowie tych zdarzeń, to coś jest na rzeczy. Chciałbym zachęcić wszystkich do tego, że jeżeli znacie takie historie, jeżeli sami to przeżyliście, to dajcie nam znać, dlatego, że im więcej takich historii uzbieramy, tym więcej będziemy mogli o tym powiedzieć, bo mnogość form, w jakich manifestuje się to zjawisko, też co nieco mówi nam o jego naturze. Że nie są to żywe istoty, że nie są to stworzenia, które są tutaj ciałem, ale to są stworzenia, które znajdują się tu może nawet przypadkiem i w których istnieniu dużą rolę odgrywa sfera psychiczna lub parapsychiczna. Ja to przynajmniej tak widzę. Arku, jak to jest w twoim mniemaniu?
[02:09:47] - Ja też podobnie widzę, Piotrze, tą całą sprawę przedziwnych, nadprzyrodzonych istot. Tyle że ja bardziej skłaniam jednak ku teorii superspektrum Johna Keela, która wydaje mi się w pewnych względach ma urzeczywistnienie. Choćby nawet wziąć pod uwagę Skocinę już raz. I takich przypadków jest bardzo dużo. Vale, pamiętacie, w jednej ze swoich książek powiedział, że wokół nas istnieje system, który wykracza poza czas i przestrzeń i w jakiś sposób oddziaływuje na ludzi, wykorzystując ich też. To też jest taka teoria. Czy ona jest prawdziwa? Nie wiadomo. Ciężko skwalifikować, czy te wszystkie dziwne byty, rzekome istoty rzeczywiście są realne. Raczej tak, bo świadkowie z całego świata donoszą takie relacje.
Owszem, u nas w Polsce, jak wcześniej wspomnieliśmy, ta problematyka jest dość słaba mimo wszystko, ale są na przykład generalnie bardzo ciekawe książki, pozycje zachodnie, które publikują tego typu relacje, choćby nawet książka „Uwierzyć we wróżki” nie tak dawno powstała. Tam jest 400 przypadków z całego świata różnych tego typu relacji, między innymi też relacji, gdzie widują zwykli ludzie, naukowcy, nawet duchowni. To jest kopalnia wiedzy. Wydaje mi się, że należy wziąć pod uwagę, iż manifestacje tych bytów mogą mieć swoje źródło w zbiorowej nieświadomości. Też zakładam taką możliwość. Także wydaje mi się, tak jak Piotr słusznie powiedział, że im więcej będziemy znać takich relacji, bo one jednak generalnie podchodzą pod wysoki stopień dziwności, tym bardziej będziemy mieć więcej możliwości i odpowiedzi, czym one ewentualnie są. Bo tak jak Piotr, nie utwierdzam się w tym, że są to istoty z innej płynności. Przynajmniej wszystko na to wskazuje. Także chciałbym też do słuchaczy zaapelować. Jeżeli macie takie wiadomości, macie takie historie albo znacie opowieści z dawnych czasów, które dotyczą waszych ojców, waszych dziadków nawet, podzielcie się z nami na Radiu Paranormalium, czy do mnie, czy do Piotrka.
Czekamy na wasze sygnały. Myślę, że temat jest bardzo ciekawy. To nie jest tak, że my wierzymy w krasnoludki, w skrzaty, bo to nie jest kwestia wiary, tylko kwestia wiedzy. Jeżeli ktoś krytykuje, pozbywa się tego, że faktycznie świadkowie takie rzeczy widują, to należałoby też uznać, że zjawisko UFO czy inne podobne są też śmieszne i należałoby to wyrzucić z naszego zainteresowania. Także tutaj musi być jakiś przełom jednak w naszej psychice mimo wszystko, bo nie każdy po tej debacie może to zaakceptować. Tak jak Piotr powiedział, może to wyśmiać nawet. Ma do tego prawo oczywiście, ale zanim to zrobi, to jednak należy się zapoznać z faktami i dopiero potem sobie wyrobić względne zdanie, opinię i wtedy skomentować. Także jeżeli macie państwo jakieś – jeszcze raz zwracam się z apelem – informacje na ten temat, to będziemy szalenie wdzięczni za przekazanie, podzielenie się z nami.
[02:13:21] - Właśnie. Wspomniałeś o tej hipotezie zbiorowej nieświadomości. To też jest bardzo ciekawe, ale myślę, że dzisiaj już nie będziemy tego dotykać w szczegółach.
[02:13:29] - Co to jest za hipoteza?
[02:13:30] - Ona jest bardzo skomplikowana i też nie do wszystkich przemawia, bo jest to w zasadzie sztuczny konstrukt mówiący, że spotykamy się z własnymi wyobrażeniami, które funkcjonują w tej samej sferze, w której funkcjonują sny, tylko są po prostu bardziej namacalne. To też ma pewne przesłanki prawdziwości, dlatego, że czymkolwiek są te istoty, one pochodzą jednak z naszego mózgu, umysłu. Tylko problem w tym, poprzez jaki mechanizm się one pojawiają. Ale odpowiedź na to pytanie zajmie nam chyba jeszcze trochę czasu. Dziękujemy, Arku.
[02:14:07] - Jeszcze mam takie pytanie, bo przecież dobrze znamy wszyscy teorię Jacques'a Valee odnośnie systemów, którą on podpina pod ufologię. Nie sądzisz o tym, że w jego pracach pojawia się jakiś błąd w teoriach? Bo jednak mimo wszystko ewolucja całego UFO-zjawiska przez okres Kilkunastu tysięcy lat sprawił tylko, że ten system powinien się wyzbyć takich zdarzeń jak żywy folklor. A mimo wszystko on się do dzisiaj pojawia. Mamy współczesne relacje nawet z 2015 roku, gdzie Przemek Więcławski dokumentował w Warszawie bardzo ciekawe przypadki. Polecam zajrzeć na jego blog. Czyli w tym systemie ta siła funkcjonuje niezupełnie poprawnie. Nie wiem, jakie masz zdanie, swoją opinię, ale ja pisząc nową książkę, zacząłem troszkę się wkopywać w tą jego teorię i zauważyłem tam pewne luki. Chciałem skierować swoje zapytanie do niego. Tyle wiem, że nie wiem, czy odpisuje, ale jest z tym jakiś problem podobno, bo wiem, że wracają te maile z powrotem.
[02:15:24] - Jest luka. Masz rację. Ja to widzę tak, że istnieje problematyczna sfera z naturą tego, czym jest ten system. Bo może być tak, że rzeczywiście jest to zbiorowa generacja ludzkich umysłów i on po prostu jest niekontrolowany. Manifestuje się zarówno przez obserwacje UFO, jak i przez obserwacje zdarzeń z folkloru. A sam fakt, że jest to siła niekontrolowana i że ludzkie umysły stoją na bardzo różnych poziomach, także mamy do czynienia z ciągiem bardzo różnych zjawisk o bardzo różnym natężeniu i sile. Natomiast prawdą jest to, że według niego nasz stan umysłu się przegląda w tych zjawiskach. Czyli zgodnie z teorią Vallego, chociaż on sam może o tym nie pisać. On sam pisze zresztą, że są w tym luki. Zgodnie z teorią Vallego, myśmy powinni z czasem zacząć odchodzić od obserwacji UFO.
One się powinny coraz mniej pojawiać.
[02:16:44] - Tak właśnie Piotrze jest. Nie wiem, czy się to zauważyłeś.
[02:16:47] - I powinny zajmować miejsce trochę inne zjawiska. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś tym systemem kieruje, bo jeżeli on jest żywiołem, jeżeli on jest samorzutny, samowystarczalny i sam sobie działa, to rzeczywiście jest to nurt, który jest niepowstrzymany i nieprzewidywalny. Natomiast jeżeli tym systemem ktoś kieruje, jeżeli on jest systemem sztucznym, to rzeczywiście powinno być tak, że ta krzywa uczenia, o której mówił Valle w analizie obserwacji sprawia, że to my jesteśmy poddawani pewnemu procesowi przez kogoś, przez inną inteligencję. Natomiast jeżeli system ma naturę żywą i jeżeli jest tak naprawdę wygenerowany przez nas samych, przez nasze umysły, przez parapsychiczną część człowieka, która jest niekontrolowana, to możemy mieć spore problemy z jego zrozumieniem, dlatego że my go nigdy nie dogonimy. I myślę, że cały problem w tym, że zbyt wiele osób jest przyzwyczajonych do tego, żeby myśleć, że jednak zjawisko UFO to kosmici, bo to łatwiejsze.
[02:17:55] - Też bym chciał w to wierzyć, prawda? No ale sam się nie mogę przekonać.
[02:17:59] - No właśnie. Dziękujemy Arku. Naszym gościem był dzisiaj Arek Miazga, ufolog, publicysta.
[02:18:05] - Jeszcze raz serdecznie wszystkich pozdrawiam.
[02:18:08] - Autor książki „UFO nad Podkarpaciem” nadal dostępnej w sprzedaży. Radziłbym się pospieszyć, bo niedługo jej zabraknie. Wszystkich chętnych do zapoznania się z pracami Arka zapraszamy na jego bloga: arekmiazga.blogspot.com. Przypominamy też o tym, że jeżeli ktoś jest zainteresowany tym, o czym dzisiaj mówiliśmy, jeżeli chciałby złożyć relację o swoich własnych przeżyciach, może to zrobić przez Radio Paranormalium. No i co, Marku? To w sumie wszystko na dziś. Zapraszamy za tydzień. Jeszcze w 100% nie wiemy, o czym będziemy mówić, ale taka jest charakterystyka debat niekontrolowanych.
[02:18:54] - W końcu tytuł zobowiązuje.
[02:18:57] - Tak, również dziękuję i pozdrawiam. Mam nadzieję Arku, że jeszcze się usłyszymy nie raz. Właśnie w debacie między innymi o naturze systemu Jacques’a Valle.
[02:19:08] - Dziękuję jeszcze raz. Wszystkich pozdrawiam.
[02:19:10] - To był Arek Miazga, badacz ufologii z Podkarpacia i jak się okazuje nie tylko ufologii. Debatę współprowadził Piotr Cielebiaś, współpracownik „Nieznanego Świata” oraz współzałożyciel portalu intro.org.pl. Dzięki jeszcze raz Piotrze.
[02:19:24] - Również dziękuję i zapraszam ponownie.
[02:19:26] - A od strony technicznej audycję obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.