[00:00] - To think for yourself and question authority. Hej, hej, hej człowieku. Hej dziewczyno i chłopaku. Przepraszam, ja jak zwykle podłączam jeszcze ostatnią rzecz, bo oczywiście przypomniałem sobie, że zapomniałem o ostatnim mikrofonie do Skype'a. A ty słuchasz właśnie w tym momencie hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek i właśnie w tym momencie ostatnie kable zostały podłączone. Zatem oficjalnie witam cię w hiperprzestrzeni, człowieku. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love. Właśnie z takim szybkim ogłoszeniem.
Mamy jeszcze drobne remonty z serwerem i tak dalej, i tak dalej. Jeszcze nie chcę zawracać nikomu głowy, bo jeszcze nie wiem, ile to potrwa. Teoretycznie za parę chwil powinno już być wszystko ogarnięte i zaległości, i tak dalej. Ale jak się okazało, jest przy tym trochę więcej roboty niż myśleliśmy na początku. Także przepraszam serdecznie za wszelkie utrudnienia skorzystania ze strony Radia Na Fali z podcastów. Moja droga słuchaczko i mój drogi słuchaczu, za chwilę się to wszystko ogarnie. Niestety, jak wszystko w życiu, potrzebuje odrobiny czasu. Człowiek ma tylko dwie ręce. Na zegarku jest tylko 24, a w dobie jest 24, na zegarku jest 12 godzin. I tak dalej.
Także chwilę cierpliwości i wszystko będzie ogarnięte. Także nie denerwuj się, nic strasznego się nie dzieje. Po prostu trzeba czasami posprzątać, ogarnąć temat raz na jakiś czas. Tu się trochę dzieje tego wszystkiego, tych podcastów i się trochę nazbierało w końcu w ciągu tych lat istnienia radia. To można już chyba na lata liczyć właściwie. Na to wygląda. Lata istnienia Radia Na Fali. Kurde, nawet tego nie zauważyłem mówiąc szczerze. Poważnie. I don't know jak to się stało.
Sam nie mam bladego pojęcia. Tak się po prostu wydarzyło. Anyway, zostawiam to wszystkie „tak się wydarzyło” na boku. Zapraszam cię na dzisiejsze rozważania. Dzisiaj takim bardzo swobodnym lotem, bo ja postanowiłem sobie odpocząć i w ogóle się zrelaksować. Tym bardziej że miałem ambitne plany na dzisiaj. Chciałem przygotować pewien taki dosyć zaawansowany historycznie temat z opowieściami sięgającymi królewskich rodów, ale sobie odpuściłem, ponieważ miałem gościa i już nie wyrobiłem, żeby sobie sprawdzić, czy wszystkie daty w mojej głowie się zgadzają, żeby dzisiaj nie strzelać jakichś dziwnych opowieści. Ale to tak czy siak wrócę, bo jak zwykle jest masę pomysłów, historii, które chcę ci, człowieku, tutaj opowiedzieć. Masę różnych fascynujących rzeczy. Przepraszam, ja tu sobie tak sprzątam troszkę na tym biureczku przed sobą.
Tak się ogarniam po tym tygodniu. Tak wiesz, uczestniczysz w Jezioranach. Kawałek mojego życia przy mikrofonie. Mówię tu do ciebie i nie przygotowałem się specjalnie. Postanowiłem, że nie będę tak z biegu robił takiego tematu, który jest troszeczkę bardziej zaawansowany w datach. A ja zawsze mam ten problem, że bardzo lubię mylić daty i czasami przekręcać nazwiska i robić takie rzeczy, szczególnie na żywo. Myślę, że jest to normalna rzecz, że wielu z nas ma tą fantastyczną cechę charakteru. Też ją uwielbiam. W każdym bądź razie nie będę sprzątał cały czas. Spokojnie, wszystko jest okej, ale dodaje trochę życia.
Wiesz, że tu nie siedzę. Nie no, trochę to ogarniam jak mówię do ciebie. Wiesz, robię sobie porządek przed oczami, żeby mieć porządek w głowie. Trochę. Może większy. Także dzisiaj nie przygotowałem żadnej takiej poważnej opowieści. Dzisiaj się gdzieś tam pobujam na relaksie troszeczkę. Możesz śmiało dzwonić. Radionafali.com tak to się nazywa. Otóż to.
Ja jestem już pod mikrofonem i dzisiaj tak wspomnę troszkę o tych alchemicznych historiach, bo to jest coś, co mnie ostatnio jakoś takoś drapie po głowie. Taki czuję powrót troszkę. Myślę, że atmosfera na świecie. Co ja w ogóle bredzę? Cokolwiek. U siebie po prostu widzę prywatnie taki renesans troszeczkę alchemii, można powiedzieć. Nawet mam małą książeczkę przy sobie. Nawet mam troszkę więcej większych książeczek, ale nie wiem, czy aż tak będę dzisiaj książkowo. Chociaż ja to sobie będę przeglądał troszkę te ilustracje w ramach inspiracji. Moja droga słuchaczko i mój drogi słuchaczu, bo to są tak ciekawe, intrygujące rzeczy i czasami, no właśnie, ja ciągle o tym mówię.
I to jest taki temat, który się nigdy nie kończy. To są moje podróże po różnych miejscach, które nazywamy popularnie muzeami. Także fajnie jest odwiedzić takie miejsce i jak się odwiedzi takie miejsce, to czasami można trafić na różne ciekawe historie. Jeszcze mam to skrzywienie, że od dziecka jakoś tak ciągnie mnie bardziej w kierunku zakazanej archeologii. Już chciałem powiedzieć Ericha von Dänikena. Chociaż, chociaż jak byłem młodym chłopakiem, młodym młodzieńcem, nawet nie byłem jeszcze chłopakiem, byłem dziecięciem, to Erich von Däniken był bardzo popularny w Polsce. Absolutnie. To jest końcówka lat 70. zdaje się. I jeszcze te komiksy Plocha, Polcha właściwie, które też były niczym innym jak zilustrowanymi opowieściami Ericha von Dänikena, że kosmici przybyli na planetę Ziemia, zrobili cywilizację.
Niesamowita historia. Od dziecka to za mną chodzi. Troszeczkę jak Indianie albo coś w tym stylu, albo alchemicy, albo coś innego. No generalnie za każdym coś chodzi. To jest ten kawałek historii, który chodzi gdzieś tam za mną i jest, powiem ci szczerze, człowieku, bardzo fascynujący. Bardzo fascynujący, przynajmniej w moim tego odbiorze. Otóż to. Ja to tak odbieram. To chciałem powiedzieć, to chciałem powiedzieć. I dzisiaj troszkę o tych alchemicznych historiach, bo ja myślę, że czas troszeczkę robi takie duże kółko.
Poważnie. W ogóle od strony naukowej i tak dalej. Takie poważne w ogóle sekwencje co do niektórych, bo niektórzy traktują to całkiem serio. Rozumiesz? Biały kitel robi wrażenie. Jestem doktorem. Proszę się odsunąć. Oczywiście, że jestem doktorem. Proszę zrobić mi miejsce. Otóż to.
Właśnie, zrobiłem sobie ekstra miejsce. Co jeszcze chciałem powiedzieć na sam początek? Poza tym, że dzisiaj troszkę będę próbował się tutaj ponurzać w tych alchemicznych opowieściach, bo widzę pewne paralelo z tym, co się dzieje dookoła aktualnie w świecie technologii, nauki i tak dalej. Jak zwykle trochę się dzieje. Przede wszystkim oddziaływanie tego, albo w drugą stronę, to jest efekt oddziaływania troszkę innego myślenia coraz większej grupy ludzi aktualnie na świecie na grupę, która dawniej była większa, a teraz stosunkowo – nie wiem, w jakim tempie – ale widać maleje. Efektem tego jest troszeczkę inne podejście do niektórych rozwiązań, czasami w ogóle rozumienia niektórych pojęć. Myślę, że to się po prostu upraszcza, bo nie chcę forsować jakiegoś kierunku, gdzie to zmierza, gdzie to idzie, czym to będzie, czym będzie fizyka. Czy filozofia wróci z powrotem do momentu, gdzie filozofowanie będzie po prostu rzuceniem garści grzybów psychoaktywnych i to będzie prawdziwa filozofia? Filo-sofia, miłość do wiedzy wynikającej z wizji. Anyway, myślę, że chodzi po prostu zwyczajnie o jeden kierunek, który nazywa się prostotą.
Że wszystko wraca do prostoty, wraca na swoje miejsce i jest to, cokolwiek by nie powiedzieć, jakkolwiek by na to nie spojrzeć, taki nieodkręcalny kierunek. Tego nikt nie jest w stanie zatrzymać. To jest proces, który jest procesem Mamy Natury. Mi się zawsze kojarzy trochę z drzewem, nawet nie trochę, a nawet trochę bardziej, bo drzewo jak zacznie sobie rosnąć, to dopóki samo pod własnym ciężarem się nie przewróci i nie zacznie rosnąć troszkę szerzej, bo wtedy się co najwyżej rozpęknie, ale rośnie dalej, to tylko człowiek albo jakaś inna istota z piłą jest w stanie zniszczyć takie drzewko. Ono może sobie umrzeć, może coś się stać z drzewem, może kornik go zje albo coś, ale raczej ciężka sztuka, żeby takie solidne drzewo umarło. Gdzieś tam ostatnio czytałem newsa, że w krajach skandynawskich, zdaje się w Norwegii, znaleziono kolejne superstare drzewo, które ma jakieś 9 czy 10 000 lat i właściwie żyje sobie do tej pory. Widać, że organizmy tak funkcjonują dosyć długo. Funkcjonują dosyć prosto, można powiedzieć. My widzimy w tym wszystkim nieprzeciętne złożoności, ale nie wiem, czy widzimy kompleksowość, bo to jest ta różnica czasami. A jeżeli nie czasami, to właściwie prawie zawsze.
Różnica pomiędzy złożonością a kompleksowością. Czyli że jest dużo elementów albo że jest skomplikowane, bo ma dużo elementów. Bo jedno słowo oznacza, że coś jest bardzo skomplikowane i automatycznie może odrzucać od chęci zrozumienia tego zjawiska, tudzież po prostu odciąga od tego pomysłu, że wszystko jest proste. Ja w ogóle mam takie założenie, że lubię na sprawy patrzeć w kategoriach prostoty, czyli wyciągać esencję dla samego siebie oczywiście. Nie jest to esencja absolutnie dla ciebie. Chociaż kto wie? Jeżeli jest, I don't know. Myślę, że każdy ma swoją własną esencję i to jest najbardziej esencjonalne zjawisko w historii planety. Lubię tą esencję w formie bardzo prostej opowieści, w formie sprawdzalnego, bardzo prostego. Lubię taki kierunek, kiedy się redukuje.
Tu książę Edward jest takim redukcjonistą. Właśnie archiwum nie działa, także na Spotify nie można posłuchać, ale myślę, że niedługo już to będzie można z powrotem odsłuchać. Też myślę, ten redukcjonizm jest i u mnie taką może żelazną zasadą. Nie, właściwie ciężko nazwać to zasadą. Po prostu redukcjonizm, że nawet nie ma za bardzo zasady, do której można by coś tam redukować, bo w sumie... I don't know. Nie wiem, jak to opisać. Chyba najlepszym słowem jest słowo prostota i to wyjaśnia wszystko: że sprawy są proste i niepotrzebnie – przynajmniej ja mam takie wrażenie – komplikuję sobie te rzeczy w głowie. Myślę, że całe pogięcie cywilizacyjne wynika dokładnie z nadmiernego komplikowania sobie tego w głowie. Jest kilka powodów, dla których sobie komplikujemy.
Oczywiście część możemy uznać jako powody czysto teoretyczne, drugą część możemy uznać za jakieś tam wyjaśnienie. Zależy kto z nas i do czego lubi się przykleić, bo koncepcji na to, czym oczywiście człowiek jest, czym człowiek nie jest, czym jest myśl, jest w cholerę. Jest nawet taka pseudonauka, która się nazywa psychologia, która powstała na ten temat. Jest tego naprawdę tony. Jest współczesna filozofia. Są nawet kierunki w sztuce tak zwane, takie nauki, które się nazywają kierunki w sztuce, które próbują opisać, na czym to polega. Z reguły kończy się i sprowadza do takiego momentu, gdzie ktoś odkrywa: ten facet po raz pierwszy namalował kwadratową linijkę na płótnie. To jest nowy kierunek w sztuce. Nazwijmy to formalizm albo kubizm, albo coś tam. A ten koleś jako pierwszy przestał się przejmować tym, że wyjeżdża poza kontury i że wszystko jest lekko rozmazane.
Co za impresja. Nazwijmy to impresjonizm. I że właściwie bardziej są takie oznaczenia, można powiedzieć nowatorstwa, bo nie wiem, czy to jest w ogóle cokolwiek wspólnego z naszą psychologią, chociaż poniekąd. Znaczy z psychologią, z naszą konstrukcją. Chociaż kto wie? Wszystkie rzeczy mają jeden wspólny mianownik. Polegają po prostu na tym, że ktoś zredukował kilka konceptów, które były upierdliwe i po prostu przeszkadzały i wręcz bolało od siedzenia na tych koncepcjach. Więc ta redukcja wyglądała tak jak w przypadku impresjonistów, że ktoś stwierdził, że ma w nosie trzymanie się precyzyjnych kształtów. On nie będzie jechał tak od linijki, tak dokładnie po szkicu, tak perfekcyjnie, dokładnie, żeby tam było prawie że co do ułamka milimetra. Nic z tych rzeczy.
Po flaszce lokalnego koniaku zmiksowanego z ... trunkiem, który nosił nazwę zielonej czarodziejki. Absyntem dokładnie. Takim troszkę porażającym układ nerwowy, ale bardzo ciekawym, jeżeli chodzi o stan naszej percepcji, bo z jednej strony to, co jest niebezpieczeństwem owego trunku, z drugiej strony daje bardzo ciekawe doświadczenie. A mianowicie chodzi o absynt. Prawdziwy absynt. Tego absyntu, zdaje się, dzisiaj nigdzie nie można kupić. Są jakieś absynty sprzedawane w Czechach i na Słowacji, ale nie ma to nic wspólnego z oryginalnym trunkiem, który z reguły wszędzie na świecie jest mocno zakazany, ponieważ jest to napój zrobiony z rośliny o nazwie piołun. Piołun ma tę cechę, że jest bardzo trujący dla ludzkiego układu nerwowego, jeżeli jest go troszeczkę za dużo. Ma kilka takich składników, które porażają wystarczająco każdą żywą istotę.
Można już nie wrócić z takiej imprezki, ale z drugiej strony, jeżeli jest go troszeczkę mniej, to dodaje bardzo ciekawych doświadczeń, dryfowania w troszkę innej rzeczywistości. Efekt tego pijactwa, że tak powiem... Gdzieś tam sobie czytałem życiorysy tych impresjonistów. Chłopaki sobie zdrowo imprezowali. Efektem było to, że ciężko było malować precyzyjnie, więc opcja była taka, żeby zrobić taką imprezę na obrazie i nazwać to ekspresjonizmem, żeby była jakaś nazwa do tego, żeby nie było tak, że nic się nie dzieje. Kilku chłopaków na niezłej bibie porobiło sobie takie obrazki. Zrobili pierwszą wystawę, która na siłę okazała się fiaskiem, ale nie do końca, bo ktoś tam zauważył i od tamtej pory troszeczkę się pozmieniało. Efekt jest taki, że do dzisiaj obrazy impresjonistów są traktowane jako jedna z lepszych lokat kapitału dla wszystkich miłośników „Bilon z Babilonu”. Nie wiem, czy akurat dlatego, że się im to podoba, że jest takie poza linie, takie ekspresyjne, że nikt się za bardzo nie przejmował tym, co tam jest. Chociaż czasami część z tych obrazów wymagała potężnego kunsztu malarskiego.
Nie znaczy, że na odwal były malowane, ale w troszkę inny sposób. I to było nowatorskie. Wyjście poza linie. Później ktoś zaczął malować kwadraty. Okazało się, że nowatorskim jest malować sobie kwadraty. Właściwie zawsze mam takie podejrzenie, że nowatorskie to jest wieszać sobie na ścianie pomalowane kwadraty. To chyba jest bardziej nowatorstwo. I w pewnym momencie to już chyba zaczęło się robić jakimś biznesem na wyścigi, ale to podejrzewam, jak wiele innych rzeczy. Wyścigi koni. Jest wiele spraw na świecie, które są na wyścigi i są zupełnie bez sensu.
Są kolesie, którzy wychodzą na ring, trzaskają się po pyskach i parę tysięcy ludzi to ogląda. I wrzeszczy: „Jee!” I generalnie to jest sensacją sezonu. Różne rzeczy są na świecie i co tu dużo mówić, część z nich ma na pewno swoich miłośników, chociaż wydaje się to dziwne. Ale wracając do tej prostoty, ja myślę, że ta prostota redukuje troszkę te wszystkie dziwności dookoła nas w pojmowaniu rzeczywistości. Może też zredukuje miłość do sztuki pięknej i jej status ekonomiczny. Może zredukuje wiele innych rzeczy, bo miłość do prostoty, tłumacząc na przykładzie impresjonistów, to jest moment, kiedy część z nas na przykład złapie za pędzelki i też sobie wyjdzie poza linie. Nie będzie to już tylko i wyłącznie domeną albumu i takiego wyspecjalizowanego społeczeństwa, gdzie każdy ma swój prywatny job, każdy ma swój zawód, każdy jest konkretnie kimś. Ten jest tamtym, ten jest siakim, ten jest owantym, a tamten robi obrazki i generalnie wszyscy chodzą i kupują jego obrazki. Jeszcze do tego przyklei się kolega bankier z marszantem, którzy żyją z tego, że ktoś coś sprzedaje, z prowizji. Bo nic nie robią, tak że mają prowizję i to jest ich deal.
Trzeba jakoś wypompować do góry, żeby prowizja była większa. Więcej on zarobi, większa prowizja. A jak zemrze, to właściwie jest to lokata kapitału. I też zostało to troszkę, można powiedzieć, sprofanowane, jakby tego nie nazywać. I w pewnym momencie może się okazać tak, że powrót do prostoty będzie końcem działalności wielkich domów aukcyjnych. Będzie końcem pewnego, nie wiem, czy zgubnego, ja myślę, że troszkę tak, fetyszyzmu. Jest taki artysta tak zwany Banksy, który robi graffiti. Jego obrazki sprzedawane są za jakieś horrendalne kwoty na aukcjach, a on właściwie robi je tak, że za free wystawia na swojej stronie i każdy sobie tam może kupić te obrazki. W jednej z najnowszych galerii, ja nie pamiętam takich detali na temat jak Banksy akurat dealuje swoje obrazki. Tutaj nie chcę opowiadać historii pod tytułem „Jak kupić sobie dzieło sztuki wyprodukowane przez Banksy'ego”, ale jest to dżentelmen, który troszkę olewa taki bardzo oficjalny pomysł na sprzedawanie, na robienie z siebie artysty.
I doskonale na tym wychodzi. Ale jak na ironię nawet on właściwie wychodzi na tym doskonale, dlatego że jest zaprzeczeniem takiego konceptu na to, kim powinien być artysta i że to jest lokata naszego kapitału, że to jest w ogóle lokata czegoś, co my chcemy gdzieś ulokować. To jest taki zabawny koncept, mi się wydaje, że generalnie mamy taki pomysł, że coś zalokujemy gdzieś. Ciekawy pomysł. I sprowadziło się do tego, że mamy nawet obrazki. Jest taka historia związana z portretami, ale wiadomo, że portrety to też jest historia związana z władzą. Trzeba było dawniej tą władzę jakoś pokazać, kto jest królem, kto jest szefem. Zawsze podejrzewam, że historia sprowadzała się na początku do czegoś bardzo prostego pod tytułem: ten koleś jest szefem, tak że temu nie sklepiemy maski jak wjedzie do miasta, natomiast wszystkim innym sklepiemy po pysku albo coś w tym stylu. A to jest nasz ziom. I zanim przyjechał ziom, a na przykład był nowy ziom, to przyjechał jego kumpel albo ktoś, kto się kumał, że tak powiem, troszeczkę lepiej i przywoził obrazek i mówił: „Słuchaj kolego, tak wygląda mój ziom i jak tu wpadnie, to generalnie nie klep go po twarzy, bo to jest mój ziom i to jest król”.
I tamto mówiłem: „Aha”. Też wtedy matrymonialne były, czyli Czyli dziewczyna: to jest mój brat albo to jest moja siostra i możemy zrobić deal. Coś w tym stylu. Chociaż właściwie jeżeli chodzi o malarstwo i to takie portretowe, to w ogóle jest z tym ciekawa historia, która sięga o wiele więcej. Tu akurat czas najwyższy, żebym wrócił po tych moich dyrdymałach na trop alchemii, bo ślady wiodą do Crocodilopolis w Egipcie, jakieś 86, 300 kilometrów w dół na południe od Kairu. Jak to się nazywa po egipsku? Ja zawsze zapominam tą egipską nazwę. Shit. Nieważne. To jest to miejsce, gdzie są te potężne podziemia, które zlokalizowano tym potężnym, niesamowitym radarem, o czym kiedyś tu dawno, dawno temu opowiadałem.
Tam znaleziono w tej warstwie archeologicznej z czasu Aleksandrii wielkiego Aleksandra bardzo ciekawy zestaw obrazków, a mianowicie portrety nagrobne malowane na drewnianych tabliczkach z cedrowego drewna. I są to właściwie pierwsze oficjalnie w Europie, w ogóle w tak zwanej tej kulturze, bo to nie jest Europa, tylko Afryka, ale chodzi o tak zwaną w cudzysłowie spuściznę cywilizacyjno-kulturalną. Rzeczywiste portrety ludzi, takie bardzo precyzyjne, że oczy były malowane tak, że była tam taka kropeczka biała w tym oku, że niby tak błyszczy. Takie bardzo hiperrealistyczne, takie konkretne portrety, że widać było, że jest drugi podbródek albo że ma wąsa, tudzież brodę. Widać było fryzurę, biżuterię, kolczyki. Takie bardzo realistyczne portrety. Nie potrafię sobie przypomnieć tego, ale to jest w ogóle taka zjawiskowa historia, bo to jest pierwszy raz w historii tej cywilizacji pojawiają się rzeczywiście malowane portrety. Pojawiają się w ciekawym miejscu i w ciekawym czasie. Pojawiają się w czasie, kiedy właściwie co tu dużo mówić, przynajmniej tak wynika ze wszystkich moich spekulacji, znika wiedza na świecie. I kiedy znika wiedza, okazuje się, że właściwie powstaje taki kult jednostek, taki dosyć mocny, bo właściwie po raz pierwszy mamy do czynienia z takim bardzo precyzyjnym spersonalizowaniem nieżywych osób do kawałka czegoś na drewnie, po prostu do obrazka.
Taka personifikacja drewna, obrazka. Taki ciekawy koncept, że ci ludzie zostają z nami. Mocne sklejenie z czymś takim, że właściwie rzeczywistość tu i teraz jest najważniejszą opcją i jedyną opcją, która istnieje, i na tyle ważną, że musimy sobie zachować te wszystkie obrazy w pamięci, że właściwie nie ma czegoś takiego jak podróż przez wymiary, a życie jest częścią tej podróży przez wymiary. Nie, absolutnie. Pojawia się obrazek, który jasno i wyraźnie pokazuje, że właściwie najważniejsze w tym wszystkim jest dealowanie fizyczności. Bardzo ciekawa rzecz i akurat ten cmentarz znajduje się w miejscu, gdzie wszystkie legendy, a później potwierdzają to zdjęcia ze specjalnych radarów, georadarów, znajdują się podziemia, w których prawdopodobnie, bo tego oczywiście na 100% nie wiemy, bo nikt tam się jeszcze nie dokopał. Nie ma zezwolenia na wykopaliska. Ponoć ma zostać wydane w tym roku, bo są bardzo poważne starania, ale nie wiadomo, jak to będzie. Więc się okazuje, że to wszystko powstaje właściwie na zgliszczach potężnej cywilizacji, która była zupełnie inna. Tak troszeczkę nawiążę do Egiptu, bo tam jest taka świątynia, która właściwie nigdy nie nazywała się świątynią, bo to też jest ciekawy pomysł z tym, żeby nazywać te budynki świątyniami.
To jest pomysł właściwie Brytyjczyków i Francuzów. Nikt oryginalnie, nawet Egipcjanie nie nazwali tego świątyniami. To się po prostu nazywało dom. Nic więcej. Żadna tam świątynia. I było takie miejsce, które się nazywało Dom Człowieka i cały jest zbudowany. Świątynia w Abidos oficjalnie. I to jest tak ciekawy budynek, który zawiera proporcje ciała człowieka. Bardzo ciekawe proporcje. Można sobie przeliczać to na kod DNA, można sobie przeliczać na organy wewnętrzne, na proporcje naszego organizmu.
Bardzo dziwne paralelo w ogóle. Budynek jest wybudowany w oryginalny sposób. Jest to bardzo typowe dla tych wszystkich zabytkowych, starożytnych budynków o nieznanym nam przeznaczeniu. Na przykład połowa budynku jest wykonana z tych samych kamieni, jakby jako odbicie lustrzane. Wygląda, że ktoś dosłownie ciął fizycznie te same kawałki kamienia, po czym budował odbicie lustrzane i to tak przecinał kamyk na pół i rozkładał. I tak budował budynek od początku do końca. I to nie tylko w poprzek, ale i w poziomie, że tak powiem. Właściwie na każdej możliwej płaszczyźnie 3D. Ciekawy budynek, bardzo ciekawy pomysł w ogóle na wybudowanie budynku. Do tej pory nikt tak za bardzo nie robi.
Czasami się przecina płyty marmurowe, żeby ten pattern przechodził jeden w drugi obok siebie. To jest taka technika, żeby widać było, że nie ma żadnych skoków, że jakby się ciągnął przez podłogę ten pattern. Ale żeby tak ciąć takie gigantyczne bloki granitu, żeby dopasować tylko i wyłącznie budynek? Przecież tego się nie robi przez przypadek. W ogóle generalnie co dużo mówić. Jest świątynia, która ma bardzo dziwne proporcje. Jest parę takich świątyń w Egipcie. To w ogóle jest takie miejsce, podejrzewam, jak wiele na świecie, gdziekolwiek się wbije łopatę, to wykopuje się bardzo dziwne rzeczy. Dlatego właśnie nikt tam nie prowadzi gigantycznych wykopalisk archeologicznych, tylko jeżeli już, to się robi jakieś wojny domowe, bo przecież człowiek by się za dużo dowiedział. Ja myślę, że część z nas się boi tej prostoty, że ta złożoność tego świata, który sobie wyprodukowaliśmy, która jakby zamyka nam bardzo mocno oczy na Myślę bardzo istotne sprawy.
Myślę na sprawy, które są rzeczywistą odpowiedzią na te wszystkie bardzo poważne pytania, które istnieją jako tak zwane pytania cywilizacyjne, czyli skąd jesteśmy, dokąd idziemy i tak dalej. Całe te historie, które powodują, że niektórzy z nas pocą się w nocy i nie wiedzą, gdzie zmierzają. Może tam jest odpowiedź, a może nawet nie może, tylko na pewno tam jest jakaś odpowiedź. Nawet nie musimy twierdzić, że na pewno. Zostańmy przy tym „może”. To wcale nie zmienia faktu, że mamy masę informacji, która może bardzo w znaczący sposób wpłynąć na sposób postrzegania rzeczywistości, na to, co uważamy za stosowne. I w tym momencie może się okaże, że przełamiemy ten paradygmat tą nową cywilizacją, która nagle się pojawiła na zgliszczach tej starej, gdzieś tam nad tymi dziwnymi podziemiami w Crocodopolis. Czyli że pojawiamy się w ta rzymska warstwa z pięknymi obrazkami zmarłych ludzi i oddajemy potężną część temu światu, który się nazywa wczoraj, że nie potrafimy funkcjonować dzisiaj, że nie potrafimy zrozumieć siebie w takiej pełnej perspektywie, że właściwie najważniejsze dla nas jest to, żeby sobie przywiesić troszkę kolczyków, założyć modne ciuchy, nowy telefon, być materialistycznie na świeżo. Nie wiem nawet, jak to nazwać. Być sklejonym z materią tak konkretnie i definiować swoje życie do materii.
I to należy nazwać po imieniu, że to nie jest definicja siebie jako żywej istoty, tylko definicja siebie jako kawałka mięcha i tylko i wyłącznie jako pięknego, atrakcyjnego kawałka mięcha. Bo nawet na tych portretach widać, że w kilku miejscach te twarze były troszkę podretuszowywane. Dziewczyny miały domalowane takie rumiące się policzki, żeby były takie happy joy sexy i chłopaki też, że niby lepiej wyglądali. A to były portrety nagrobne, czyli generalnie na trumnach. A kładziono tam te zwłoki tylko dlatego, że prawdopodobnie, bo po pierwsze było tam wejście do podziemi i jakiś Rzymianin zauważył, że tam zwłoki się mumifikują i miał poważny problem z tym, że jego kumpel albo jego żona, albo jego dzieci, albo ktokolwiek odeszli z tego wymiaru, albo że sam odejdzie. I ten brak informacji o tym, co się dzieje dalej, kiedy fizycznie na przykład nie wszyscy jesteśmy tu obecni, powodował potężne rozedrgania emocjonalne, które wyprodukowało współczesną sztukę na przykład, albo przynajmniej części współczesnej sztuki zwaną portretami, a już nagrobnymi to już na bank. Mówi się, że ku pamięci, ale ja wiem. To jest ślad takiego zerwania połączenia z jakąś pradawną wiedzą. Później się pojawiają oczywiście elementy tej pradawnej wiedzy, bo oczywiście zawsze pojawia się kilka magików w historii cywilizacji. Jest mowa o tych kilku magikach.
Jest nawet mowa o nich w czasach naukowych, tam XVIII, XIX wiek, kiedy Tesla szalał, Marie Curie-Skłodowska szalała. Było kilku takich kolesi, że wszyscy się tak patrzyli na tych kolesi i się zastanawiali: „Świetnie, jak oni robią te sztuczki magiczne?”. Właściwie nigdy nie było wiadomo, jak oni robią te sztuczki magiczne. Wykonywali te sztuczki przy owych wielkich naukowcach. Był taki dżentelmen, który był testowany przez Marie Curie-Skłodowską. Kiedyś o nim opowiem. Unosił się w powietrzu i nikt nie wiedział, jak to robił. Ale mówił, że to wiedza jest, zdecydowanie wiedza, że to nie jest magia, że to jest wiedza. Ale gdzieś ta wiedza zniknęła i pojawiły się portrety. Nie mówię, że portrety są złe, bo jeżeli ktoś lubi portrety, okej, niech sobie lubi, ale to jest znak pewnej mentalności w naszej głowie.
Attachmentu, jakby powiedział ktoś z działu psychologii. Radio Na Fali. Hiperprzestrzeń. Oprócz tego, że w Radiu Na Fali też stereotransmitowane w Radiu Paranormalium i w Radiu Dream Time, których słuchaczy bardzo serdecznie pozdrawiam. A ja tu dostałem podpowiedź. Hawara, dokładnie Hawara, czyli Crocodopolis. Tak się nazywa to miejsce w Egipcie, gdzie znajduje się zestaw tych portretów. Bardzo intrygujący. Takich realistycznych portretów Rzymian. Ciekawe.
Dosyć taka intrygująca historia, że kolesie z Rzymu zasuwali do Aleksandrii i mieszkali w tej Aleksandrii. Jak zmarli, to kazali się chować tam gdzieś w dole Nilu, gdzieś przy jakichś starożytnych budynkach, bo w ogóle kompletnie zapomnieli, co tam było. Oczywiście po drodze pojawiało się kilka magików. Jest to opisane nawet w historii. Ta cała alchemiczna szkoła gdzieś tam w Aleksandrii trochę przetrwała gdzieś w jakichś miejscach. Wiadomo, że przetrwała w krajach arabskich, chociażby w postaci matematyki. Tam dużo informacji przetrwało, gdzieś tam w Afryce trochę przetrwało. Gdzieś to się rozchodziło. Kilku ludzi zawsze było, którzy wiedzieli, o co chodzi. I ta historia o tym, że w sumie sprawy są bardzo proste i że ta prostota jest taka bardzo kompleksowa, że jest to teoria, właściwie nawet nie teoria, że jest to coś, co wyjaśnia praktycznie istnienie całego kosmosu, istnienie całego świata, istnienie człowieka i jego przeznaczenie.
Twoje przeznaczenie, moje przeznaczenie. Otóż to, że generalnie wszystko to jest jasne, że nie ma w tym jakiejś specjalnej tajemnicy, ale wymaga pewnego kunsztu, pewnej dyscypliny mentalnej, żeby to zrozumieć. To zawsze była sztuczka związana z alchemią. To nigdy nie była nauka poświęcona byciu panem inżynierem, czyli że pójdziesz, nauczysz się, jaki jest rozmiar śrubokręta, jaki jest rozmiar nakrętki, wkujesz na pamięć wszystkie podziałki, wytrzymałość materiałów, poskręcasz sobie, popracujesz trochę tym śrubokrętem, jeszcze tam piłeczką dopiłujesz, tutaj troszkę porobisz tego, siamtego, owego. I będziesz człowieku coś tam wiedział. Tu się okazuje, że nie za bardzo, że alchemia jest taką wiedzą, która jest związana bardzo mocno z tym, co mamy w głowie, z tym, jaką mamy percepcję. Z tym, w jaki sposób w ogóle funkcjonujemy. To nie jest tylko i wyłącznie techniczna sprawa, tylko dostęp do wiedzy wynika z wewnętrznych iluminacji, które wynikają z tego, że rozumiemy coś i tak dalej. Że nie ma pewnych barier w głowie. Stąd te wszystkie legendarne opowieści o wtajemniczeniach w różnych zakonach.
Ja podejrzewam, że to się dokładnie stąd wzięło, ponieważ dżentelmeni próbowali przez setki, jeżeli nie tysiące lat zbudować jakiś mechanizm, który pozwoli im złamać tę całą komplikację naszego umysłu, która powstaje mimowolnie i zawsze chcieli skorzystać z tych potężnych, tajemnych mocy. Tak to się popularnie nazywa, że to są potężne, tajemne moce, ponieważ są nie do wyobrażenia w normalny sposób, nie do zrealizowania za pomocą środków technicznych. Wszystko dzieje się, jak to się mówi z angielskiego wireless, czyli bezprzewodowo. Wszystko dzieje się znikąd. To są tajemnicze historie. Legend o tym jest naprawdę niemało, szczególnie w Europie. Może w Polsce nie za dużo, ale w Czechach, w Niemczech. Legend o alchemikach, o dziwnych rzeczach, które robili. Na pewno część z tych legend ma podstawy w rzeczywistości. Prawda jest taka, że było tam królestwo alchemików, które się trzymało przez prawie 30 lat podczas wojen trzydziestoletnich, dopóki polski król nie postanowił pomóc Watykanowi.
Różne historie. Zostawiamy teraz te historie. Aż się tak zastanowiłem przez moment. Szkoda, bo to fajne królestwo alchemików było. Mogło coś ciekawego powstać, bo robiono tam bardzo dużo eksperymentów. To było takie zaplecze, że tak powiem, laboratoryjne współczesnej Europy, łącznie z zapleczem astronomicznym. Stąd się wzięło, że Kopernik miał odwagę napisać swoje dzieło. Nie specjalnie odwagę wydać, ale przynajmniej napisać. Wydane dopiero po śmierci. Ale gdzieś ciągle kursowała ta wiedza i właściwie wszyscy ci dżentelmeni próbowali też złapać skrawek tej wiedzy.
To nie było tak, że alchemia się wzięła znikąd. Ja wspominałem o tej Aleksandrii, ale ta Aleksandria ma swoje korzenie w starożytnym Egipcie, o czym nieraz już mówiłem, a właściwie nawet w wielu innych miejscach, bo, żeby było zabawnie oczywiście, okazuje się, że cofając się do tyłu, to nie jest tylko i wyłącznie kwestia Egiptu. Egipt jest taki spektakularny, bo mamy do czynienia z tymi fajnymi piramidami, które są na tych kwadratowych podstawach. Wszystkie te idealne proporcje matematyczno-kosmiczne właściwie, bo mowa jest o proporcjach całego kosmosu, proporcje Ziemi do Księżycu, do całego układu planetarnego, w którym funkcjonujemy. Ale jest to tylko część tej całej opowieści. Poza tym mamy te budynki wszędzie na całym świecie, jak tu cały czas wspominam i wszędzie mamy do czynienia dokładnie z tym samym. Czyli właściwie historia musiała być na tyle prosta, że nie trzeba było skomplikowanego języka, nie trzeba było żadnej komplikacji, żeby podać to dalej i musiało być to praktyczne, jeżeli chodzi o sposób używania. Czyli królestwo za prostotą. My gdzieś straciliśmy prostotę w ogóle chyba w postrzeganiu zjawisk tak dookoła, normalnie jako istoty żywe. Patrząc się na rzeczy, widzimy chyba nie do końca to, co powinniśmy zobaczyć.
I cała ta historia z alchemią polega na tym, że uczeń przechodzi pewien cykl przemian własnych, wewnętrznych, musi je złamać i zrozumieć prostotę świata. Na czym polega rozumienie tej prostoty w alchemicznym mniemaniu a tym, jak my funkcjonujemy? Prostota polega na tym, że właściwie rezygnujemy z wymyślania swoich własnych teorii na temat rzeczywistości, tylko oddajemy całe to pole mamie naturze. Jeżeli mama natura pokaże, że coś tak działa i taki jest mechanizm, to w tym momencie nikt się z tym nie kłóci. Akceptujemy to i jeżeli jest jakiś element naszego życia, element naszych eksperymentów, a w alchemii naszego życia, bo to się tyczy całego życia, który do tej pory nie był dopasowany do tej struktury, trzeba go szybko zredukować i dopasować dokładnie do tych zasad. Jest to taka nauka, która wymaga odpowiedniego podejścia w ogóle do życia od adepta. Dokładnie to samo jest związane z zielarstwem profesjonalnym, z szamanizmem i tak dalej. W ogóle z takimi poważnymi zawodami w cudzysłowie. Zawodami, które wymagają znawstwa się na praktyce, bo jak coś zrobisz i coś nie zadziała, to się samemu możesz otruć. Także trzeba być dosyć konsekwentnym w tej wiedzy i takim dosyć ogarniętym.
Trzeba wiedzieć, co się właściwie tutaj robi. Chodzi o odpowiedzialność w działaniu, bo to nie jest takie czysto teoretyczne jak część dzisiejszej nauki, że operuje się na różnych równaniach matematycznych, na twierdzeniach teoretycznych, na równaniach fizycznych, na modelach, na komputerach, robi się animacje 3D i tak dalej. Robi się wszystkie te niesamowite rzeczy, całą tą nowoczesną technologię, tą wielką napinkę za miliardy dolarów. Ale dalej właściwie nie robi się takich prostych, elementarnych rzeczy. Dalej właściwie ta nauka się nie posunęła ani krok do przodu, poza tym, że doprowadziła do sytuacji, gdzie dzieciom szczepia się szczepionki z różnymi świństwami. To naprawdę nie najlepiej działa. Jak się okazało, po 100 latach takiej rozwojowej, progresywnej medycyny, właściwie ta medycyna jest większym ekspertem w zabijaniu i anihilacji tego społeczeństwa, które zaczęło z niej korzystać, niż w jakiejkolwiek rzeczywistej poprawie jakości standardu życia. On się po prostu może przesunął w inne miejsce. Po prostu wygląda to bardziej estetycznie według współczesnych kanonów mody, można powiedzieć. To wszystko.
Ale to właściwie moda. Mamy do czynienia z modą, czyli co tu dużo mówić, z takimi obrazkami nagrobnymi z Hawary, bo tym samym jest moda. To była taka tendencja, żeby nagle przypodobać się do jakiejś tam tendencji wizualnej, że ci, którzy mają takie kolczyki, takie fryzury i tak wyglądają, są okej, są na topie. Natomiast ci, którzy wyglądają troszeczkę inaczej, są już z innej bajki i oni już nie są tak bardzo na topie jak ci, którzy te fryzury mają. Taki prosty mechanizm. To jest to, na co się zgadzamy jako społeczeństwo. I jak się okazało, nauka w dużej mierze funkcjonuje na takiej zasadzie pod tytułem: dzisiaj mamy modę na fryzurę. Fryzura nazywa się Albert Einstein i przez te parę sezonów idziemy dokładnie z tą fryzurą. Za chwilę będzie nowy hit sezonu wypromowany przez wytwórnię płytową o nazwie jakaś tam korporacja, która sprzedaje te płyty w każdej aptece. No i trzeba będzie generalnie znaleźć klientów na tą płytę.
Także za chwilę pojawi się nowa fryzura z nową teorią. A jeżeli się okaże, że ludzie szukają czegoś innego, bo wiadomo, że na tych wszystkich mediach społecznościowych, na wyszukiwarkach są pozakładane takie systemy oprogramowania, które wyszukują wszystko po słowach kluczowych. Także wiadomo mniej więcej, czego ludzie szukają w danym sezonie. Także łatwo jest się wbić, że tak powiem, w modę. Przynajmniej teoretycznie. Jak to w praktyce zadziała nie wiadomo, ale statystycznie jest duża szansa, także warto iść w tym kierunku. W tym kierunku wszyscy idą. Także to jest taka troszkę religia, która dalej wygląda jak malowanie sobie ładnych portretów nagrobnych w czasach, kiedy trzeba by było odtworzyć tą Bibliotekę Aleksandryjską, która znikała. Okazało się, że ważniejsze jest malowanie sobie portretów. To jest moja konkluzja oczywiście związana z tymi portretami, bo oczywiście możesz nie wiedzieć, że dokładnie w tym samym czasie ta piękna biblioteka, w której były zapisane całe losy świata, potężna wiedza naszych przodków, wiedza o piramidach, o tym, jak je budowano prawdopodobnie.
Kto wie, jaka była tam wiedza? W każdym razie Biblioteka Aleksandryjska, gdzie były też mapy całego świata i te mapy jeszcze sprzed tego, jak się przesunęły kontynenty 12 000 lat temu. Częścią z tych map jest nic innego jak mapa Piri Reisa, tego admirała tureckiego 100 lat przed odkryciem Ameryki, z idealną mapą całej Ameryki Południowej, wybrzeży Kuby, gdzieś tam na dole przy Grenlandii. Fenomen tej mapy polega na tym, o czym pewnie już mówiłem setki razy, że pokazuje ląd z doskonałą precyzją jak zdjęcie satelitarne, tylko że sprzed 12 000 lat. Otóż to. I te wszystkie mapy były w Aleksandrii, jak mówią legendy. Nie wiem, czy legendy mają powód kłamać, czy w ogóle był taki cel stworzenia tych legend. Ja myślę, że w tych legendach jest bardzo dużo prawdy. Tym bardziej że właśnie w Aleksandrii, w grobowcach, w takich płytkich zakopanych trumnach znajduje się czasami troszkę manuskryptów. Jeżeli jest to trumna z jakimś skrybą ówczesnych czasów.
Tak znaleziono kilka bardzo ciekawych pism gnostyckich, o których istnieniu nikt nawet nie miał bladego pojęcia. Ale może zostawmy pisma gnostyckie. Wróćmy do wiedzy z Aleksandrii, bo właściwie gnoza to byli ludzie, którzy prawdopodobnie przepisywali część tej wiedzy po to, żeby ją ocalić i to gdzieś w jakiejś formie religijnej ewoluowało i tak dalej, i stało się czymś takim, co my nazywamy dzisiaj gnozą. Ale to też jest efekt tej bardzo starej wiedzy, która w całości ponoć, przynajmniej tak mówią te opowieści, pochodziła właśnie z tej Biblioteki Aleksandryjskiej. Tej biblioteki, która jest związana z alchemią, czyli z tą królową nauk, czyli nauki, która uczy nas, jak dokonywać transmutacji, zamiany dowolnego materiału w dowolny materiał, dokonywania dowolnej zmiany w dowolnej strukturze na świecie. Czyli jeżeli chcesz zamienić wodę w ogień siłą myśli, to możesz to zrobić. Jeżeli chcesz zamienić coś innego w coś innego, to możesz to zrobić. I używa się do tego czegoś takiego jak kamień filozoficzny, kamień przemiany i tworzy się ten kamień przemiany. To jest struktura, która pomaga transformować wszystkim tym sytuacjom. Przynajmniej tak jest w tej oficjalnej nauce.
W rzeczywistości nikt nie wie, czym był kamień filozoficzny. Są piękne legendy z czeskiej Pragi, kiedy była miastem alchemików, o Golemie, że kamień alchemiczny to był taki kamień, który wkładano w czoło postaci ulepionej z gliny i ona w tym momencie ożywała i spełniała rozkazy swojego pana. Ołów zamieniano w złoto, jak tu na czacie zauważono. Oczywiście, że tak. Wszystkie te tak zwane magiczne transmutacje. O tym ołowiu zamienianym w złoto tutaj mówię od jakiegoś czasu, bo kilka takich sztuczek zostało zrobionych i kilku alchemików wyszło cało i nikt nie ściął im głowy, bo za, że tak powiem, niezrealizowanie zlecenia była tylko jedna kara: ścięcie głowy i zapisywało się to w kronikach. No i kilku takich panów opuściło cele i nikt ich nie ściął. I dostali jeszcze od króla wynagrodzenie w postaci na przykład ksiąg, wjazdu do biblioteki królewskiej, bo było kilka takich bibliotek w Europie, które posiadały jakieś tam starożytne manuskrypty. Te manuskrypty pochodziły głównie z tłumaczeń arabskich i z tłumaczeń, czasami gdzieś tam z jakiegoś hebrajskiego, ale to niewiele. Znaczy częściowo, bo tłumaczenia w hebrajskim brały się stąd, że 200-300 lat wcześniej, zanim one się pojawiły gdzieś tam w Niemczech, gdzieś tam w Pradze, pojawiły się w Hiszpanii, ponieważ Arabowie przynieśli tą wiedzę.
No i ci, którzy znali hebrajski, zaczęli sobie tłumaczyć te rzeczy z arabskiego na hebrajski i w ten oto sposób się pojawiły te historie dookoła nas. Do tej pory niektórzy robią bardzo religijną napinkę i nagonkę dookoła czegoś, co się nazywa kabała, a jest to bardzo młody stosunkowo utwór literacki, bo właściwie napisany gdzieś około 1000 roku naszej ery, nawet trochę później. Jest posklejany właściwie z takich starych historii posklejanych do kupy z Aleksandrii, że to niby taka starożytna opowieść, epicka opowieść, która ma dokumentować powstanie jakiegoś narodu żydowskiego, co oczywiście jest centralnie bullshitem. To jest po prostu taka sklejka elegancka, ale gdzieś tam kawałek informacji został przemycony z tych wszystkich tajemniczych opowieści. Na przykład część matematyki, na przykład system matematyczny, bo kabała jest głównie systemem matematycznym, właściwie informacją o systemie matematycznym, ale też pokręcone i pogubione pewnie masy informacji po drodze, bo oryginalny system nazywał się czaledyjski I później zaczęto go kombinować, żeby nikt przypadkowo obcy się nie dobrał, żeby zakodować wiedzę. Może niektórzy skumają, pięciu będzie wiedziało i sobie przekazywało po drodze, natomiast reszta nie zrozumie, o co chodzi. A w rzeczywistości jest to po prostu normalny system numeryczny i chodziło o tworzenie sobie dowolnych systemów numerycznych w oparciu o systemy kosmologiczne. I że to ma różne oddziaływania na siebie i tak dalej. Zrobiono z tego nielichą tajemnicę, ależ taką potężną, że zrobiono z tego w ogóle dogmat wiary, przede wszystkim z tej kabały, że teraz uczą tych dżentelmenów, że on musi mieć piątkę dzieci, być ustabilizowany i tak dalej. I dopiero wtedy, kiedy skończy czterdzieści parę lat życia i rabin mu pozwoli, to może zająć się studiowaniem tego tematu.
Takie troszkę szaleństwo. Zamiast wiedzy zrobiono religię po raz kolejny na świecie, w kolejnym miejscu. Takie historie się zdarzały nieustannie i chyba się zdarzają do dzisiaj czasami w niektórych miejscach. Ale wiedza nadchodzi. Nadchodzi to uproszczenie. Bo wracając do tej Aleksandrii, to dokładnie nic innego jak historia z biblioteką, z którą mamy tu cały czas do czynienia. Jest tym clou całego zjawiska. Otóż to. To tam były papiery, które powodowały, że powstawało coś z niczego. To stamtąd brali się kolesie, którzy potrafili wyświetlić napisy na ścianie.
I wcale nie była to żadna zjawiskowa sytuacja. Była to ponoć popularna sztuczka, żeby wyświetlać obrazy trójwymiarowe. Tak głoszą stare legendy. Ile z tego jest prawdą? Nie wiadomo. Jest jeszcze takie ciekawe miejsce, o którym ostatnio właśnie oglądałem sobie parę filmów dokumentalnych. Taki zafascynowany troszeczkę od paru lat, bo miejsce jest bardzo ładne. Nigdy tam nie byłem. Może kiedyś uda mi się je odwiedzić. Nazywa się Petra.
Znajduje się gdzieś tam w Jordanii. Takie wykute w skale potężne budynki. „Indianę Jones”, jeżeli ktoś oglądał, to myślę, doskonale kojarzy. Budynki w stylu rzymskim, jak mówi oficjalna teoria. Bo to oficjalne stanowisko jest, jak się okazuje, mocną teorią, ponieważ Rzymianie właściwie ten cały swój romski, rzymski styl też buchnęli z pewnego miejsca. Buchnęli właściwie nie wiadomo skąd. Buchnęli od ludzi o nazwie Fenicjanie. Właściwie nie do końca Fenicjanie, bo tam jeszcze Etruskowie po drodze się pojawili. Z tymi Etruskami to w ogóle historia jest niewiadoma, bo ślady tych ludzi są spotykane w tak wielu miejscach, że to się w głowie nie mieści. I to są już ślady związane właśnie z tą zupełnie inną częścią historii Egiptu.
Bo wygląda na to, że Egipt w pewnym momencie się rozdzielił na coś w rodzaju dwa wątki. I to nie chodzi tylko czysto i wyłącznie o samo historyczne stwierdzenie, że było Dolne i Górne Królestwo Nilu, Egiptu, że były dwa królestwa, tylko w ogóle społeczeństwo odjechało i zrobiło troszkę inną konstrukcję. Jedni zaczęli sobie malować portrety nagrobne i gustować w szminkach i pudrach, natomiast drudzy stworzyli bardzo ciekawy zapis historyczny bardzo ciekawej wiedzy, posługując się bardzo dziwnym językiem, który jest bardzo blisko tych oryginalnych hieroglifów egipskich i właściwie nikt do tej pory nie potrafi go do końca rozszyfrować. Tam są próby. Jest ponoć dwóch czy trzech dżentelmenów, którzy twierdzą, że to odczytują i robią jakieś tam tłumaczenia. Czytałem kilka tłumaczeń właśnie w ich wykonaniu. Bardzo ciekawie to brzmi. W każdym razie, o co chodzi? To jest coś jak połączenie kultury fenickiej, etruskiej. Bardzo dziwne pismo.
Bardzo dziwne. I najlepsze jest to, że artefakty tej kultury są znajdowane w stanie Michigan w Stanach Zjednoczonych, o czym też kiedyś już wspominałem. To te słynne artefakty z Michigan. I tam jest zapisana bardzo dziwna historia. Znaczy część historii, która już jest związana mniej troszkę z religią, a bardziej z czymś, co może być potencjalnie jakimś zapisem technologicznym, jakimś zapisem informacyjnym, na pewno historycznym. I jest grupa takich artefaktów na świecie, właściwie okazuje się, że coraz większa, która jest znajdowana od zawsze, która charakteryzuje się bardzo podobnym pismem. Nie będę tego opisywał, bo w radiu ciężko opisać to pismo. Musiałabym zacząć rysować ci na kartce, ewentualnie poprosić, żebyś otworzył podręcznik na stronie 56. Ale to może zostawmy. W każdym razie jest to coś w rodzaju takiego pomieszania hieroglifów z kreseczkami, że jest troszkę rysowanych.
Trochę wygląda jak taki łaciński alfabet, taki poprzesuwany grecki, trochę jak petroglify, takie bardzo specyficzne trochę. Niektórzy twierdzą, że to głagolica, ale nie jest tak pozakręcane. Nie jest aż tak fikuśne. Ale coś w nim takiego jest. W każdym razie ten specyficzny charakter pisma jest znajdowany wszędzie na świecie i jak się okazuje, bardzo blisko do niego, jeżeli chodzi o taki wizualny aspekt. Blisko jak blisko, to zależy od twojego gustu. Wielu ludzi twierdzi, ja też należę do tych ludzi, że stosunkowo blisko ma pewne wspólne charaktery z tym tajemniczym pismem z Wyspy Wielkanocnej. Rapa Nui tak to się nazywa. Rongo rongo chyba. Język rongo rongo czy coś w tym stylu.
Jakieś takie ekskluzywne, egzotyczne nazwy tych wszystkich rzeczy. Wybacz mi, że nie pamiętam tego wszystkiego. W każdym razie jest ten język, który jest tam znaleziony na tych najstarszych drewnianych płytkach, które są ponoć bardzo stare i właściwie nikt nie jest w stanie tego czytać. I kawałki tego języka są znajdowane wszędzie na świecie, łącznie z Australią i ślady tej cywilizacji. Wygląda trochę tak, jakby część kolesi ocaliła kawałek informacji na tyle, na ile się udało. Widać, że jest to raczej robione w takim akcie desperacji niż jakiś przemyślany proces, bo na przykład te tabliczki są rysowane tak Co tu dużo mówić, jak kura pazurem. Nie są rysowane dlatego, że ktoś miał talent manualny, że komuś się chciało rysować i miał dużo wolnego czasu. Tylko że trzeba było szybko przekuć trochę informacji na tabliczki. Jest taka fajna legenda, bardzo ciekawa legenda z Egiptu, że pewnego dnia, kiedy coś tam się wydarzyło, świat został zakłócony. Część wiedzy została stracona.
Mnisi chyba ze świątyni Abidos zdaje się, bo chyba tego właśnie dotyczy ta legenda, postanowili, że przekują wszystko to, co ocalało na tych oryginalnych manuskryptach, które były pisane na zwierzęcych skórach. I był jakiś upał czy jakiś skwar, czy jakaś straszna pogoda i to wszystko zaczęło się rozkładać generalnie i była obawa, że cała wiedza zostanie stracona, bo część już po prostu poleciała do kibla. Postanowili wykuć część tej wiedzy na tych budynkach, na domach wiedzy. Niektórzy nazywali to domy wiedzy. Właśnie ciekawa historia. Czyli mamy do czynienia właściwie z bibliotekami, które przerodziły się w kościoły, bo się do tego sprowadza cała ta historia. Bo przecież do dzisiejszych czasów wszystkie te duże budynki typu właśnie kościoły są budowane na wzór tych oryginalnych świątyń. Jeżeli archeolog tudzież ktokolwiek inny jedzie gdzieś w daleką dżunglę albo w dalekie stepy, albo nie wiadomo gdzie na środek pustyni, wykopuje budynek, który nie wygląda jak budynek do mieszkania, bo jest trochę za duży, żeby wstawić tam łóżko nawet podwójne i nawet gdyby jeszcze dobudować aneks kuchenny i nie wygląda mu to na aneks kuchenny, a jeszcze jak znajduje się w środku podwyższenie, coś, na czym można postawić jakiś centralny element, to oczywiście wymyśla, że jest to kult i na pewno musiał być to jakiś kult. Na pewno musiała być to jakaś religia i koniecznie musi być to jakaś świątynia. Może tak być.
Ja pamiętam, swego czasu byłem w takim centrum sterowania komputerowego i tak dalej. Tam, gdzie jest serwerownia firmy Siemens, dużej fabryki. I tam w tej serwerowni było właśnie takie stanowisko pośrodku tego pokoju. Dookoła ścian były serwery rozstawione pośrodku, jak w filmie science fiction, co dla niektórych był właśnie taki stolik na betonowym cokole, gdzie stał główny komputer, który zarządzał tym wszystkim. I myślę, że jeżeli pewnego dnia te komputery się rozsypią w tym miejscu, zostanie tylko ta betonowa osłonka i tam po paru tysiącach lat wejdzie jakiś współczesny archeolog, no to powie, że to było miejsce kultu na przykład. Że to jakiś podziemny kościół, w którym oddawano cześć tajemniczym istotom. Właściwie nie wiadomo, co to jest. To jest tylko takie wspomnienie wszystkich tych brytyjskich archeologów, którzy wszędzie chcieli widzieć świątynie, wszędzie chcieli widzieć kulty falliczne i wszędzie chcieli widzieć religię. A oczywiście nie wszystko było religią. Oczywiście lokalne ludy to sobie porobiły z tego różne kulty, różne tradycje, można powiedzieć, które dookoła tego kursowały.
Jak jeszcze przyjechał biały, który to zbadał, no to się okazało, że tradycja zamieniła się od razu w religię. Coś w tym stylu, tak sobie myślę, się wydarzyło na świecie. W każdym razie są takie budynki, są ślady tej cywilizacji i widać, że prawdopodobnie społeczeństwo rozdzieliło się na, że tak powiem, dwa kierunki. Tak to trochę wygląda. Część wiedzy być może jest właśnie wykuta na tych budynkach. Nie jesteśmy w stanie tego czytać. Ja ciągle próbuję. Nie wiem jak ty, ale ja ciągle się staram. Liczę, że pewnego dnia nagle ktokolwiek z nas zrozumie, jak w ogóle czytać te wszystkie hieroglify i że to się okaże taką epicką, niesamowitą opowieścią, że nam po prostu czapki z głów spadną. Bardzo bym sobie tego życzył.
To by była naprawdę niezła historia. To jest takie intrygujące, że mieszkasz, że tak powiem, z książką w pokoju przez całe życie. Mieszkasz z tą samą jedną książką w pokoju i jak na ironię nie jesteś w stanie przeczytać, o czym jest ta książka. To jest po prostu insane. To jest po prostu bez sensu. Właśnie takie trochę irracjonalne, prawda? No właśnie. Radio na fali. Hiperprzestrzeń transmitowany w Radiu Paranormalium i w Radiu Dreamtime. A ja mam na imię Tomek i opowiem ci o swoich dzisiejszych rozkminkach.
No, nie tylko dzisiejszych, bo tak ostatnio właśnie sobie przeglądam troszeczkę takie książki z dziedziny alchemii, kopie niektórych starodruków, gdzieś tam jakieś takie bryki, które są taką kompilacją z różnych dziwnych prac, już przetłumaczone w dzisiejszych czasach ze współczesnymi opisami. Bardzo ciekawe rzeczy. Wieje z tego taką prostotą troszkę, taką zagubioną wiedzą, która teraz powoli wraca z powrotem. No ale wracając do tego konceptu właśnie ze społeczeństwem tak zwanym, bo to jest ciekawa rzecz związana właśnie z alchemią. W ogóle mi się to kojarzy, czy chcę, czy nie, mocno z Indianami Kogi. Tam był taki numer, że jak przybyli Hiszpanie, o czym też już opowiadałem, ja nie wiem, czemu dzisiaj takie strasznie jakieś wspominkowe w ogóle nawiązuję ciągle do rzeczy, o których już mówiłem. Trudno, ale przypomnę jeszcze raz. W każdym razie Indianie Kogi, kiedy uciekali przed Hiszpanami, dostali wybór od swoich szamanów, że albo przyjmą ich sposób życia, czyli właściwie w cudzysłowie każdy zostanie szamanem i wrócą razem z nimi w góry, niedostępne góry, w których Hiszpanie nigdy ich nie dorwą i tam będą mogli czekać, po prostu mieszkać przez kolejne parę pokoleń, zanim z powrotem nie będzie możliwości powrotu tam, gdzie lubią mieszkać, czyli na pięknym wybrzeżu. No i to była taka opcja, że albo bierzesz stary w całości i zostajesz szamanem, czyli zmieniasz swój sposób życia, zmieniasz swoją percepcję troszkę na temat rzeczywistości i przechodzisz na trochę inny sposób funkcjonowania, albo zostajesz w świecie białego człowieka, w świecie materii i w ogóle zostajesz w tym świecie i wtedy masz się sam o siebie. No i znakomita część Indian wybrała jednak tą opcję wyprawy w góry i zostania szamanami.
I żeby było zabawniej, właściwie w cudzysłowiu i kobiety, i mężczyźni, i dzieci. Wszyscy są tam szamanami. Wszyscy żyją według pewnych specyficznych zasad, które są związane jakby z dealowaniem tego typu energii, potencjału energetycznego, można powiedzieć. I wszystko jest okej. I tak oto przetrwali w tej dżungli bez żadnych problemów. bezpiecznie ostatnie 500 lat. Natomiast wszyscy ich sąsiedzi, którzy zrobili deal z białym człowiekiem, właściwie zostali zmieceni z powierzchni ziemi. Ślad po nich zaginął. Może gdzieś tam pojedynczy Indianie, którzy właściwie już nawet nie są Indianami, tylko resztki tych rodów, gdzieś tam już kompletnie rozmyte, jeżeli cokolwiek pozostało. A Indianie Kogi dalej funkcjonują, dalej mają swoją wiedzę, dalej zachowali swoją informację i to jeszcze w taki wzmocniony sposób, bo właściwie jak dawniej szamanów było mało, teraz wszyscy są szamanami.
I się okazało, że w ten sposób ocaleli. Jak wyglądała historia z Europą i właściwie z Aleksandrią? Bo początkiem Europy jako takiej, ciężko to nazywać, tej naszej cywilizacji w cudzysłowie, w której aktualnie mieszkamy, sięgają Aleksandrii. Dokładnie tam zaczęło się coś dziać. Zaczęło się dziać coś 100, 200 lat przed naszą erą i to tak mocno dziać. Wszystkie historie opowiadające nam, jak wyglądał świat przed tym, właściwie znikają. Nie wiem, czy się uważnie przyglądałeś kiedyś, jak wyglądają na przykład wszelkie badania na temat kultur arabskich, takich przed islamskich, co tam się wcześniej działo przed zaratuscianizmem, jak to w ogóle wyglądało. Nagle ślad całej historii się urywa. Legendy mówią o tym, że wbrew temu, co się nas uczy w szkołach, ludzie dawno, dawno, dawno, dawno temu, bo jest to 6000 lat, 4000 lat i tak dalej, byli bardzo piśmienni, bardzo edukowani i pisanie kronik i zapisywanie tego wszystkiego było czymś normalnym. To nie było nic ekskluzywnego.
Cała informacja była przekazywana spokojnie na pokolenie, bardzo skrupulatnie. Zresztą tylko dzięki temu przetrwała w postaci Biblioteki Aleksandryjskiej i tylko dzięki temu przetrwała w postaci owych, jak to się dzisiaj nazywa, świątyń egipskich, gdzie są teksty na ścianach. Tylko dlatego, bo ktoś skrupulatnie przekazywał sobie tekst dalej. W pewnym momencie ktoś postanowił złamać tą skrupulatność. Coś się takiego wydarzyło, że część tej informacji zniknęła. Legendy mówią o tym, że wydarzyła się jakaś zmiana z klimatem, która spowodowała, że znakomita część tych starych ksiąg, o czym wspominałem, która była pisana na zwierzęcych skórach i na analogowych materiałach, nie była w stanie przetrwać, bo coś takiego się stało z powietrzem. Zaczął padać deszcz. Nie wiem, o co chodziło, bo właściwie te legendy są bardzo enigmatyczne. Z jednej strony mówią o wielkiej katastrofie. Mam swoją własną spekulację, bo nie chcę się wbijać w te wszystkie legendy i opowieści, bo czasu by do rana nie wystarczyło, żeby je opowiedzieć.
Bo to nie tylko opowieści z Egiptu, to też legendy z północnej Afryki, których jest tam wcale niemało i nie tylko z północnej Afryki, na temat właśnie czegoś, co się wydarzyło niecałe albo troszkę ponad 2000 lat temu. Gdzieś w tym momencie są jeszcze ślady znajdowane przez geologów aktywności wulkanicznej w kilku miejscach. I jest pewna teoria, która mówi, że chwilę przed tym, zanim pojawił się, wyłonił się ten nowy świat z Biblioteką Aleksandryjską, która została splądrowana, właściwie spłonęła, zanim pojawiły się nowe wielkie imperia typu Rzymianie i tak dalej, i tak dalej. Te wszystkie rzeczy, które my nazywamy naszą cywilizacją, korzenie naszej cywilizacji. Funkcjonowała zupełnie inna cywilizacja, zupełnie inna kultura. I coś się stało takiego, że zatrzęsło światem dosyć mocno. Są wykopywane duże pokłady pyłu wulkanicznego z tego okresu czasu. Wygląda na to, że na jakiś czas stracona została komunikacja pomiędzy kontynentami lub coś w tym stylu. Nie wiem, coś się wydarzyło takiego, że zmienił się bardzo mocno klimat. Wystarczy, że parę wulkanów wybuchnie, takich dużych wulkanów i robi się troszkę ciemno, trochę chłodno, trochę więcej deszczu i być może niektóre analogowe materiały typu właśnie zwierzęca skóra nie są w stanie przetrwać.
Na pewno powodzie. Legendy mówią o powodziach i to wcale nie aż takich odległych, żeby sięgały tylko do tych 12 000 lat do tyłu. Mówią o troszkę większej aktywności wulkanicznej trochę wcześniej. Te opowieści o plagach mogą być niczym innym jak opowieściami o tym, że była jakaś duża aktywność. Było takie okienko cywilizacyjne, które się pojawiło i to okienko cywilizacyjne, jak zawsze, kiedy się pojawia, niesie ze sobą różnego rodzaju zawirowania i szansę na coś lepszego i czasami katastrofę. W tym przypadku przyniosło katastrofę, bo kiedy wiedza zniknęła, się okazało, że chyba nie ma zbyt wielu, którzy mogliby ją odgruzować, a przynajmniej ci, którzy mieli odgruzować, nie zrobili tego w odpowiedni sposób i część z tego zniknęło. Ocalało oczywiście w Aleksandrii, w tej bibliotece, ale też do pewnego momentu, kiedy pojawiły się wielkie imperia i wielcy władcy. I właściwie ostatni wielki władca Aleksandrii, bo było, zdaje się, ich siedmiu wielkich cesarzy, coś w tym stylu. W każdym razie oni jeszcze próbowali podtrzymać, ale tam już była władza, wojny, polityka. No właśnie, czyli nagle się okazało, że wiedza stała się kompletnie niepraktyczna, bo pojawiły się konflikty.
Zamiast rozwiązywać konflikty, zaczęła być używana do kontrolowania tych konfliktów. To jest takie dosyć znamienite dla dzisiejszych czasów nawet. Spójrzmy na technologie wojskowe. Czemu one służą? Przecież to się nic nie zmieniło od tamtego czasu. I zamiast otwartych szkół właściwie zaczęto konsolidować wiedzę. Inna sprawa, że ja w ogóle mam taką teorię, że wszystkie te świątynie, które znajdują się w Egipcie, w wielu innych miejscach, to były nic innego jak biblioteki w tamtejszych czasach. Źródła, w których można było zdobyć informacje i ta informacja była bardzo zaawansowana, dlatego właściwie nie trzeba było spędzać czasu na budowaniu luksusowych apartamentów, bo człowiek był w stanie zbudować sobie takie warunki do życia, jakie dowolnie sobie wymarzył. Większe ciśnienie trzeba było włożyć na wybudowanie budynku, w którym spokojnie możesz tą wiedzę nabyć, przetestować i stać się częścią tej wiedzy. Bo właściwie cały czas ta alchemia mówi ciągle o tym samym, że ta wiedza, ta pradawna wiedza polega na tym, że człowiek jest częścią tej wiedzy.
I ta historia, która się wydarzyła, to było Odrzucenie bycia częścią tej wiedzy i możliwości korzystania z niej na rzecz korzystania z bardzo prostackiej technologii, ale jednocześnie bez żadnego zaangażowania emocjonalnego, duchowego, bez tak zwanych konsekwencji dealowania ze światem duchowym. Coś w tym stylu. Tam się resztka tego pojawiła, takie rozejście gdzieś w jakichś greckich opowieściach, że świat nagle stanął w obliczu wyboru. Są takie epickie opowieści. Zresztą słuchajcie, drodzy słuchacze i ty dziewczyno i ty chłopaku, kto by robił epickie opowieści, gdyby świat nie był epicki dookoła? Jeżeli coś się wali w cholerę albo jeżeli generalnie całe pokolenie i cała historia, mity mają w sobie ślad epickiej katastrofy, że bogowie już polecieli gdzieś do nieba i tylko z nieba obserwują ziemię, a ziemianie tutaj na ziemi ciężko w pocie i trudzie czoła harują niczym Syzyf, wtaczając skałę na górę, żeby zaraz potem ją spuścić i powtarzać tę ceremonię nieustannie. Podróże Odyseusza, zmagania z różnymi historiami. Wszystko jest takim katastroficznym wnioskiem w sensie, że stary świat upadł, umiera i nadchodzi nowy świat. I to gdzieś wszystko zaszyte w tych wszystkich starych legendach. Nie wiem, czy to był nowy świat, czy coś innego, ale na pewno był to już świat bez przekazywania sobie informacji.
Na pewno część tej informacji ocalała oczywiście, ale już pojawiła się w rękach sekt, które wykorzystywały ją do budowania swoich małych królestw. Część tej technologii widać w Ameryce Południowej. Widać, że tam bardzo podobna historia też miała miejsce. Wydarzyło się coś, co spowodowało, że nagle wszystkich wywiało. Znowu technologia się zgubiła, znowu wiedza gdzieś tam poszła w las i znowu na zgliszczach starej cywilizacji pojawili się barbarzyńcy, którzy stwierdzili, że właściwie nie chcą płacić tej ceny, że będą częścią tej wiedzy, którą nabędą, tylko będą wyłącznie pozyskiwali zasoby w sposób konwencjonalny w cudzysłowie, czyli czysto fizyczny, materialny, ponieważ mają bardzo duże zasoby materialne. Generalnie kwestia przełączenia się cywilizacji, że albo cywilizacja zaczyna wypasać milion krów, siać tony zboża i kuć miliony mieczy, albo cywilizacja idzie w drugim kierunku i zaczyna korzystać z technologii, która powoduje, że właściwie mamy mannę z nieba albo coś w tym stylu. Mamy zupełnie inny sposób funkcjonowania, dostęp do czegoś innego. Czary-mary. To, o czym jest mowa we wszystkich legendach. W ogóle z Egiptem jest ciekawa sprawa, bo jedna z bardzo topowych legend o piramidach to to, że one dawały jedzenie, że one żywiły cały Egipt.
I nie tylko na zasadzie, że dostarczały tam prądu elektrycznego, bo tam nigdzie instalacja elektryczna nie stoi ani resztki tej instalacji. Chodzi po prostu o to, że dosłowne w legendach jest, że piramidy żywiły Egipt. Czyli jeżeli postawisz jakiś reaktor na tym urządzeniu, na samej górze tego urządzenia, to to tak sieje energią i to tak elegancko rozprowadza to wszystko dookoła, że właściwie nikt niczego nie musi sadzić, bo każdy może w jakiś inny sposób, na przykład energetyczny, takiego streamu czystej energii zaspokajać swoje potrzeby w organizmie. Ciekawe sprawy. Teraz NASA z tego korzysta. Rosyjscy naukowcy sprawdzają wszystkie te technologie w praktyce na bazach orbitalnych. Dzieje się dużo ciekawych eksperymentów w tym temacie aktualnie na świecie i teraz zaczyna to wracać trochę tylnymi drzwiami. Nikt już tego nie nazwie alchemią, nikt już nie nazwie tego magią, nikt już nie nazwie tego religią. To już jest coś innego. To już jest rozmowa o tym, czym jest organizm człowieka, jak wygląda jego nie tylko fizyczna strona, jak wygląda jego rzeczywista energetyka, która buduje tą fizyczność i skąd się to wszystko bierze.
Jak się okazuje, już wiemy trochę więcej na ten temat i to już nie jest tajemnicą. I wygląda na to, że kiedy przekraczamy pewien próg wiedzy, pewien próg świadomości, tak można powiedzieć, tego, kim jesteśmy i jakie są możliwości naszego organizmu, do czego jesteśmy zdolni, to też zmienia się troszkę spojrzenie na tą technologię, która została z tych prehistorycznych czasów i zmienia się spojrzenie na resztki tej informacji, która została zachowana w owej alchemii. I się okazuje, że wcale nie jest to głupie. Przecież wszystkie historie związane ze szkłem, tajemnicze miecze, różne dziwne przedmioty użytkowe, które się pojawiały na przestrzeni ostatniego tysiąca lat, które znajdują się w różnych muzeach, głównie w Europie, świadczące o niebywałym kunszcie rzemieślników, którzy to wykonywali. I to takim kunszcie, że wiele tych produktów do dzisiaj nie ma wytłumaczenia w sensie technologicznym. Jakby to powiedzieć, do wielu tych produktów i technologii właściwie nie ma dostępu w dzisiejszych czasach takiego oficjalnego i nauka oficjalna twierdzi, że właściwie nie wie, jak coś takiego zrobić. A mowa jest o czymś, co wyprodukowano 300, 600, 700 lat temu, jeszcze tu w Europie. Jest kilka takich wynalazków. Szkło między innymi. Do tej pory Amerykanie się zastanawiają, jak to zrobić.
Ja akurat wiem. Szkło z Florencji. Wiele innych ciekawych rzeczy. Bardzo unikatowe, niszowe produkcje, robione z reguły na zamówienie dla możnych tego świata przez różnych uzdolnionych alchemików, którzy w ten sposób udowadniali swoją ponadprzeciętną wiedzę. I kiedy przyglądamy się tym urządzeniom dzisiaj, to właściwie widzimy nic innego jak: o shit! Ci kolesie wiedzieli coś o czymś, co my nazywamy na przykład materiałami o wysokim stopniu nadprzewodnictwa albo o superprzewodnikach, nadprzewodnikach w temperaturach pokojowych. Doskonale zdawali sobie sprawę o ... fuzjach, różnych reakcjach, różnych promieniowaniach, które są dla nas kompletnie niewidoczne, o różnych oddziaływaniach pól. Jak się okazuje całkiem nieźle i to aż tak nieźle, że podejrzewam, że mogliby zawstydzić wielu współczesnych naukowców. Swego czasu przeglądałem sobie oryginalne opisy eksperymentów takiego dżentelmena o nazwisku Newton, Isaac Newton.
Ten sam, który teoretycznie stworzył prawa grawitacji i tak dalej. Nie do końca, on sformułował pewien koncept. To jeszcze nie było prawami, zrobiono z tego prawa. On formułował koncept. Sam twierdzi, że ten koncept nie jest do końca trafny, że to jest tylko opis oddziaływania pewnej innej mocy, ale też jego praca jest taka zagmatwana i pisana też na odpieprz się tak troszeczkę. Zresztą polecam sobie przeczytać oryginał, jeżeli ktoś zna angielski. Zabawne historie. Po prostu chłopak pisał prace naukowe na kilogramy, bo od tego zależała jego kasa i produkował tak na masową skalę te dokumenty. Po prostu trzeba było pięć kartek wyprodukować na dwa tygodnie czy na tydzień manuskryptu. I tak sobie chłopak radził z zamówieniami publicznymi, pisząc dużo.
Ale oprócz tego, że pisał dużo mało sensownych rzeczy, robił też eksperymenty alchemiczne i wyseparował kilka substancji chemicznych, które są takie dosyć konkretne i w dzisiejszych czasach, mówiąc już poprawnie, mają duże znaczenie i duży potencjał. Chodzi o ich radiacje, zachowania, oddziaływania. Jak się okazuje, wszyscy ci alchemicy byli mocno na tropie i każdy z tych alchemików korzystał z części bardzo starożytnej wiedzy, która nagle zaczyna dzisiaj wychodzić nawet w tych oficjalnych laboratoriach. I wszystko zaczyna się robić troszeczkę bardziej proste. Nie wiem, czy jeszcze jest proste na poziomie laboratorium, bo chyba na ten etap będziemy musieli trochę poczekać. Nauka współczesna nie lubi jak sprawy są proste. Lubi jak sprawy są skomplikowane i pełne języka, którego nikt nie jest w stanie zrozumieć. Co raczej normalne. Natomiast nie zmienia to faktu, że część z tej technologii już możemy sobie odtwarzać w domu, robić sobie samodzielnie. Mamy do tego dostęp i jest to naprawdę mocno alchemiczna technologia.
Nie będę konkretnych rzeczy opowiadał, bo tu nie ma o czym opowiadać, ale chociażby proste eksperymenty chemiczne, które można wykonać w domu. Hu, hu. Sprawy się upraszczają dosyć mocno, bo gdzieś zaczynam czytać sobie w tych opracowaniach naukowych, które teraz się pojawiają, właśnie powroty do takich prostych reakcji. I aż głowa mała. Bo tak kluczę troszeczkę dookoła, mówię o tych chemicznych historiach, takich naukowych sprawach, ale żadna nauka, moja droga słuchaczko i mój drogi słuchaczu, nie bierze się stąd, że ktoś zrobił tylko i wyłącznie eksperyment. Ten eksperyment się wziął stąd, że ktoś wymyślił w ogóle taki pomysł, że zmierzę ze sobą to i to albo zrobię to i to. To wpierw jest w głowie. I że ta cała prostota, która się zaczyna pojawiać, taki powrót do korzeni, jest związany z tym, że w naszych głowach się coś zaczyna zmieniać. Nawet w głowach tych szalonych naukowców, którzy są wychowani na bardzo potężnym mainstreamie i nie dopuszczają żadnych innych opcji w ogóle do istnienia w swoim życiu. Nawet oni są skazani na to, że coś się w ich głowie zmieni i za chwilę zaczną eksperymenty z siarką, z ołowiem i wieloma innymi rzeczami.
Myślę, że to już jest ten moment i że to się autentycznie dzieje na dosyć poważną skalę. Przyglądam się tak troszeczkę tym nowym technologiom, które wchodzą akurat z dziedziny, jak to się mówi free energy i nie tylko. To jest centralnie alchemiczna historia. Zaczyna być mowa w ogóle o takich prostych materiałach, powrocie do analogów. Wręcz idziesz do lasu, człowieku i przynosisz z lasu sobie połowę urządzenia prawie że. Może bez przesady, chociaż są takie opcje, że możesz prawie całe urządzenie przynieść z lasu. Podejrzewam, że dałoby się. Także wracamy do takich czasów, gdzie prostota wraca do swojego właściwego miejsca i zaczyna miło pracować z naszą głową. Przynajmniej z moją głową. Podejrzewam, że z twoją też, bo myślę, że jest to kierunek ogólny.
To nie jest sprawa, która zależy tylko i wyłącznie od mojego dobrego samopoczucia ani od tego, co ja mam w głowie, ani od tego, co ty masz w głowie. Tylko jest to sprawa związana z tą planetą, że generalnie w tym momencie coś nas wszystkich wykopuje w takim konkretnym kierunku. I oczywiście jak mówię wszystkich, to mówię wszystkich, ale nie każdy musi z tego skorzystać, bo jest to coś w rodzaju propozycji, którą dostajemy co 2000 lat czy jakoś tak. Te wszystkie ślady tych wszystkich transformacji kulturalnych, kulturowych, cywilizacyjnych i tak dalej zawsze roztaczają się w takich specyficznych sekwencjach. I jeżeli się przyjrzysz, to zauważysz dokładnie to samo. Moje spostrzeżenie mówi mi jasno i wyraźnie, że mamy uderzenie teraz, czyli mamy 2000, to się cofamy, czyli mamy tak zwany zerowy, czyli te okolice. Dodajmy sobie paręset lat, 100 lat do tyłu, 100 lat do przodu. Już nie bądźmy tacy detaliczni i drobiazgowi. I mamy walnięcie co 2000 lat. To troszeczkę tak jak z tymi rewolucjami, że co 30 lat jakoś tak musi być rewolucja w cudzysłowie.
Teraz już nie ma rewolucji, bo wszystkie są sterowane odgórnie od chyba 100 lat. Także nie masz naturalnych rewolucji. Nie możemy śledzić tego naturalnego cyklu , ale ten cykl występuje dalej w cywilizacji. Nie da się tego uniknąć i to widać bardzo mocno i bardzo wyraźnie. Nie wiem, jakie ty masz do tego podejście. Ja to widzę właśnie w taki dosyć brutalny sposób. W sensie brutalny, jest to normalna rzecz. Nie przeraża mnie to. Śpię spokojnie nocami, jeżeli o to chodzi. Czyli mamy 2000 lat.
To jest, można powiedzieć, zerowy rok naszej ery. Cofnięcie się do tyłu, moment, kiedy coś się wymiksowało z naszą wiedzą. Przynajmniej tak to wygląda. To już był moment oddawania czci i kultu i wszystkie te religijne sprawy. Czyli mamy minus 2000 lat do tyłu. Mamy kolejne minus 2000 lat do tyłu. To jest 4000 lat do tyłu. Z tego okresu są ciekawe wykopaliska archeologiczne, bo to jest moment W którym ostatni raz się manifestuje wiedza w sensie świadomego używania tych budynków. Bo o co chodzi z tymi budynkami? Tymi tajemniczymi budynkami znajdowanymi w różnych tajemniczych miejscach na świecie?
Nie ma nigdzie śladu, żeby ludzie tam specjalnie mieszkali, natomiast są ślady niezłej wyżery, można powiedzieć dużych ognisk, kości. Współcześnie się mówi, że są ceremonialne, że igrzyska tam były i imprezka i nic się tam specjalnego nie działo poza jedną wielką imprezką, po której wszyscy mieli dużego kaca. A się okazuje, że raczej nie, bo konstrukcje mają dziwne anomalie. Chodzi o te wszystkie sprawy związane z tajemniczymi korytarzami, które mają dziwne rezonanse, jeżeli się tam wniesie bębenek i zacznie tuć w ten bębenek. Te 4000 lat do tyłu to jest, można powiedzieć, oficjalne datowanie węglem C14 i nie tylko, bo to już się paroma izotopami datuje, tak żeby ten błąd pomiarowy był jak najmniejszy, by go zredukować. Wychodzi na to, że te 4000 lat do tyłu to są czasy Stonehenge. To są czasy tych ostatnich kamiennych kręgów używanych właśnie w ten sposób, że ktoś tam robił w cudzysłowie imprezkę. Było duże ognisko, przepalał troszkę jedzenia w tym ognisku, robił z tego dużą ilość popiołu. Nie wiadomo co z tego popiołu. Ja myślę, że pewne urządzenia były zasilane częściowo tym popiołem, że była to część technologii.
Taka jest moja opinia, ale kto wie. Myślę, że było to związane zarówno z rezonansami, z dźwiękiem, z popiołem, że to wszystko jest jedna technologia. Ale mniejsza o moje spekulacje, je zostawmy na boku. Wykopaliska i datowanie tych wykopalisk różnymi izotopami mówi jasno i wyraźnie, że to się dzieje jakieś 4, 5 tysięcy lat temu i to jest ostatni moment, gdzie mamy właściwie do czynienia z tą enigmatyczną kulturą w aż tak enigmatyczny sposób. Wszystko, co znajduje się później po tym skoku, jest już w miarę wytłumaczalne. Mamy jakieś tam religijne kulty, mamy jakieś tam zapisy o bogach, bóstwach, które zstąpiły z nieba, pewnego dnia wrócą, które nieustannie się powtarzają. Mamy opowieści o katastrofie. Mamy opowieści o tych, co ocaleli z katastrofy, o bibliotekach pradawnej wiedzy przodków. A w innych miejscach mamy o bogach, którzy zeszli na ziemię i coś tam ponaprawiali, bo coś tam się wysypało na ziemi. Generalnie masa rzeczy i wszystko brzmi tak samo i nie chce brzmieć inaczej.
Oczywiście my możemy nazwać to bajkami, ale cokolwiek byśmy nie mówili, jest to jedyna ocalała historia i to w taki sposób, w jaki ocalała. Po prostu. To jest jedyne, co wiemy. Mamy kolejne 2000 lat, mamy 6000 lat do tyłu. I to jest na przykład czas, kiedy pojawiały się dziwne cywilizacje. Bardzo ciekawe. To jest Egipt starożytny. Ten Egipt jest jeszcze predynastyczny, czyli przed dynastiami. Ten prawdziwy Egipt, gdzie są te hieroglify, których zupełnie nie jesteśmy w stanie odczytać. Tak, to są te hieroglify, które pochodzą z Australii.
Egipskie hieroglify znajdowane w Australii. To jest w ogóle niezła jazda, takie jajko, że wow. I to autentyczne hieroglify. I to jeszcze te stare. To jest ten dziwny język. I to jest moment, gdzie cywilizacja funkcjonowała w bardzo ciekawy sposób. Wtedy prawdopodobnie ktoś chyba zmontował całą Amazonię. Przynajmniej tak wskazują wszelkie dane archeologiczne. I mamy kolejne cofnięcie. Generalnie ten cykl 2000 lat tutaj jest dosyć mocno widoczny.
Czyli jeżeli ten cykl jest tym, o czym myślimy, to właśnie w tym momencie jesteśmy w tym cyklu, kiedy część cywilizacji gdzieś się polaryzuje po prostu. Pojawia się kawałek wiedzy i ten kawałek wiedzy jest związany ze zmianą sposobu myślenia, ze zmianą bardzo wielu rzeczy. Jeżeli obserwujemy te cywilizacje na przykład gdzieś tam 8000 lat temu, które się pojawiły, te dziwne, tajemnicze budynki i mamy do 6000 lat później, to się okazuje, że nastąpił wzrost cywilizacji. To jest ten rozkwit tych dziwnych konstrukcji, które są wszędzie. Tej tajemniczej kultury, która opanowała cały świat Atlantydzi i nie tylko. Wszystkie te tajemnicze kultury. To bardziej wygląda jako rozwój niż zwój. Chociaż po drodze jeszcze mamy te zapiski o bombach, które zrzucali na siebie bogowie i powodowali, że pustynia zamieniała się w jedno wielkie lusterko, a duże jezioro potrafiło wyparować w oka mgnieniu. Mamy różne historie, ale generalnie czy chcemy, czy nie, ciągle gdzieś ten cykl tych 2000 lat się za nami pałęta. Inna sprawa, że jest to dosyć mocno związane z cyklami astronomicznymi.
I tu częścią tej starożytnej wiedzy jest, cokolwiek byśmy nie chcieli, też pochodzi z Aleksandrii. Jest astronomia, a właściwie taka astronomia związana z horoskopem. Taki prawdziwy horoskop, który mówi nic innego, jak tylko to, że percepcja rzeczywistości, którą mamy, jest zależna od energii, która jest w tym momencie dookoła nas, w tej części kosmosu, przez którą przelatujemy. Jeżeli są pewne ustawienia planet, a nie inne, to dostajemy konkretnego świra i na przykład potrafi nam odbić w tym kierunku. Jeżeli są inne ustawienia planet, to mamy zupełnie inną energię i każda energia ma swój czas, swoje miejsce. Jest to normalne i co najwyżej możemy być tylko, że tak powiem, mniej lub gorzej przygotowani na ewentualność, kiedy coś się zmienia dookoła nas, a to, że się zmienia, jest czymś normalnym. I podług tego starożytni teoretycznie tworzyli biblioteki, tworzyli zapisy, twierdząc, że pewnego dnia będzie postęp cywilizacyjny i ta wiedza inaczej nie przetrwa. Normalnie nikt nie musiał tego robić, normalnie była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ale kiedy ten cykl zniknie, kiedy zniknie jeden członek tego pokolenia, ten, który jest pomiędzy jedną dziadwą a starszyzną, to nie będzie komu przekazać tej informacji, więc zostaje tylko i wyłącznie podręcznik, książka. Dostaje grupa ludzi, która właśnie dobrowolnie przekazuje informacje, bo w tym momencie znika już taki przepis, znaczy przekazywanie sobie jej tak normalnie.
To znika z życia codziennego, zaczyna być domeną tylko wąskiej grupy ludzi. I w tym momencie, kiedy tylko wąska grupa ludzi to ma, dzieją się z tym różne rzeczy. Jeżeli się przyjrzymy historii to wygląda na to, że początek chrześcijaństwa i początek całej sformalizowanej „wiedzy”, takiej monoteistycznej religii powstaje dokładnie w tym momencie, kiedy ktoś pali biblioteki, kiedy ktoś świadomie usuwa całą informację z rzeczywistości. Są bardzo ciekawe ślady na tych wszystkich starożytnych budynkach, że ktoś z impetem skuwał stare rzeźby. I ciągłe zastanawianie się: czym był ten budynek? Po co w środku tyle półek? Po co kuć potężne skalne groty, w których są półki? Wszędzie znajdują się półki na ścianach i to półki niewymiarowe. Półki po horyzont. Półka za półką nad półką.
Po co to wszystko? Przecież wiadomo, że nie da się mieszkać ani spać na półce. Są takie podejrzenia, że całe katakumby, które znajdowały się pod Rzymem, znaczy nie całe, bo część była robiona tylko i wyłącznie po to, żeby chować zmarłych, podobnie jak pod Paryżem. Ale część tych katakumb pochodzi z czasów, kiedy one nie były katakumbami. Tam nie chowano ludzi. Tam były biblioteki, tam trzymano druki. I pewnego dnia ktoś to wszystko wymiotł. Cała cywilizacja została mocno wyczyszczona i się okazało, że właściwie nie ma żadnych książek. Zaczęło się później polowanie na książki. Watykan zaczął polowanie na książki, bo kilka z nich ocalało i są ślady tego polowania, które trwało przez jakieś 700 lat.
I to się udało upolować trzy książki dosłownie z tego wszystkiego. Nie wiadomo, jak dużo jest tych publikacji, jak dużo ich było. Prawdopodobnie część z nich znajduje się gdzieś w piaskach Aleksandrii. Przynajmniej takie są przypuszczenia, że była grupa mnichów, bo są ślady, że kilku mnichów próbowało ocalić od zapomnienia kilka tych pism. I jest podejrzenie, że gdzieś tam na Saharze teraz może gdzieś pod piaskami leży taki schowek, gdzie jest już zapisane jakimś aramejskim kilka zdań na kilku kartach papirusu. Kilka takich historii, które spowodują, że jak to czytamy, to nam oczy zrobią się potężne, bo właściwie nic nie wiemy o naszej historii. Jedyne co wiemy, to znamy historię fałszerstw historycznych, bo wiemy tyle, że znakomita część historii jest sfałszowana i tylko tyle. Także poza tym, że jesteśmy ekspertami od tych fałszerstw historycznych, właściwie dalej nie znamy do końca swojej historii. A w niej jest odpowiedź na bardzo proste pytanie, które stoi u zarania naszej cywilizacji, ale rzeczywistej cywilizacji. Ja nie mówię o cywilizacji pod tytułem kultura i tak dalej, węgla i stali, tylko o tym, czym jesteśmy jako żywe istoty na tej planecie i w kosmosie.
Bo trzeba pamiętać, że jesteśmy na statku kosmicznym, który się nazywa Ziemia. Także jest to trochę kosmiczna historia i sklejanie się z obrazkami i portretami, które można sobie powiesić nad trumną, żeby ładnie wyglądać po śmierci. W sytuacji, kiedy jest się astronautą praktykującym na statku kosmicznym Ziemia jest takie troszeczkę nieporozumienie, bym powiedział. Fajnie jest malować fajny obrazek, ale czy to ma jakikolwiek sens? Otóż to. To są zupełnie inne sprawy, zupełnie dwa inne stany świadomości. To jest tak, jakby buddyści zaczęli... Tam jest coś takiego, że się robi mumie, ale to jest zupełnie inny powód. Tam jest dlatego, że tam się wierzy, że ta istota jeszcze żyje i się ją zabezpiecza przed wpływem różnych dziwnych mocy. I zresztą badania, które czasami ktoś wykonał przez przypadek, świadczą o tym, że faktycznie te chłopaki w Tybecie chyba czasami żyją w tych posągach.
Oni są naprawdę dziwni. Są konkretnie odjechani w tej materii. Potrafią robić takie cuda, że my to traktujemy w kategorii cuda, a oni jako że jeszcze sobie zostawili część tej wiedzy, bo gdzieś ta wiedza została. Do tej pory ta tradycja budowania jaskiń i upychania sobie manuskryptów w tych jaskiniach w Tybecie istnieje. To jest to, na co polują Chińczycy cały czas i nie tylko. I miłośnicy manuskryptów, którzy je później sprzedają na nielegalnym czarnym rynku, bo to kosztuje fortunę, bo nagle można trafić taką jaskinię, w której wylądował jakiś mnich, który tworzył przez 30 lat tam zamknięty te manuskrypty i one pochodzą nie wiadomo skąd. Mogą mieć 100, 200, 500 lat, a mogą mieć równie dobrze 2000 lat. Właściwie nikt nie wie, jak stare to może być i jak potężna informacja może tam być schowana. I nikt nie wie, czy ten koleś przypadkiem nie tyle, że napisał te księgi, ile sam wziął jakieś księgi, które napisał ktoś set lat przed nimi i po prostu przepisał. I tak dalej.
Jak na ironię, co jest chyba największym dowcipem cywilizacyjnym, mamy dookoła tony informacji, że gdybyśmy chcieli jako zbiorowość, społeczność i że ty i ja tworzymy państwo i to ma jakikolwiek sens, gdyby to naprawdę działało. Gdybyśmy chcieli się dowiedzieć, jak wygląda historia cywilizacji, to podejrzewam, że w ciągu jednego roku moglibyśmy odgruzować wszystko do maksa i w ciągu roku moglibyśmy wszyscy na świecie, na tej planecie, na tym statku kosmicznym o nazwie Ziemia dowiedzieć się praktycznie, co się wydarzyło z nami przez ostatnie minimum 12 000 lat. Gdybyśmy tylko chcieli ruszyć swoje tyłki w tym kierunku. Na razie jest to utrudnione. Wiele firm, wielu ludzi przede wszystkim, którzy za tym stoją, nie chce ruszać tej informacji, bo zawsze stoi jakiś indywidualny człowiek za tym. Tak mówimy instytucja, organizacja, ale zawsze jest człowiek, jego światopogląd i problem zawsze jest ten sam. Jego światopogląd na to, w którym miejscu rzeczywistości stoi. Czy składa się z materii, czy też jest czymśkolwiek innym. I to, że może się okazać bardziej niż na pewno, że jesteśmy czymś innym niż tylko i wyłącznie workiem Który kolekcjonuje trochę mięśni i kości, i trochę wody, że jesteśmy bardzo kosmiczną istotą i że ten fizyczny, z angielskiego mówiąc attachment, to jest naprawdę niewielka część naszej egzystencji. Jest to o tyle przerażające, może nie tyle dla mnie i dla ciebie, ale przerażające dla tych kolesi, którzy przez całe życie kolekcjonowali przedmioty i teraz nie potrafią się od nich uwolnić i chcą zmusić wszystkich do tego, żeby zaczęli ich doceniać za to kolekcjonerstwo, wręcz pro śmierci.
Oni wręcz już teraz szukają pomników, które sobie budują za życia, jak ta kasta przygłupich Rzymian. To prawie jak z „Obeliksa i Asteriksa”. Ci głupi Rzymianie. Dokładnie dosłownie nic się nie zmienia. Ci głupi Rzymiane pojechali, namalowali sobie całą siłą, energią swojej cywilizacji piękne portrety nagrobne. Z boku się działa potężna sprawa alchemiczna. Był potężny transfer informacji, który się rozjeżdżał po całym świecie dokładnie w tym samym czasie. W tym samym czasie część informacji z Europy wędrowała do Illinois. Te słynne tablety z Michigan i Illinois ze Stanów Zjednoczonych, które wyglądają jak przywiezione z Egiptu. Tam były próby podrabiania tego i kilka na pewno jest podrobionych, ale te oryginalne, które są znajdowane, są oryginalne i można nawet datować.
Okazuje się, że dokładnie w czasach, jak niektórzy wierzący twierdzą przed Jezusem, nagle tablety, na których są ludzie, których się próbuje ukrzyżować albo coś w tym stylu, lądują w Michigan. Nagle się okazuje, że to nie jest chyba historia o jednym kolesiu i ukrzyżowaniu jednego kolesia, tylko być może, to jest też jedna z wielu hipotez. Po prostu jedna kultura barbarzyńców chciała wyprzeć wiedzę i częścią tego wypierania były takie bratobójcze rzezie organizowane przez tych ludzi, a później zostało to sportretowane w postaci jednego dżentelmena i zrobiono na punkcie tego jakąś monoteistyczną religię. Chociaż faceta w ogóle w życiu prawdopodobnie nie było na tej planecie. Ale wszystkie elementy wzięto z prawdziwych wydarzeń. Tylko że ci kolesie, którzy byli ofiarami, tak naprawdę zniknęli z Europy. Oni już nigdy nie wrócili. Potężna cywilizacja gdzieś zniknęła właśnie w Ameryce Północnej, w Ameryce Południowej. Ślady wiodą też do Australii, w kilka różnych ciekawych miejsc i znikają w pewnym momencie, jakby nagle zapakowali się na statki kosmiczne i zniknęli. Natomiast reszta, która zaczęła robić z siebie ofiarę.
Otóż do tego się sprowadziła cała historia, że zbrodniarze zrobili z siebie ofiarę. Stworzyli jakieś monoteistyczne religie, żeby zakopać całą historię pod dywanem, żeby to wszystko gdzieś poznikało, żeby powstał taki mess, żeby były wojny, czasy pożogi i tak dalej, nieładu, chaosu. Nikt nie wiedział, co się stanie i objawił się Bóg, który jest jedynym Panem i my jesteśmy przedstawicielem tego Boga na ziemi, a przed nami nie było nic. A wszyscy ci kolesie, łącznie z Rzymianami, zawdzięczają swój w ogóle styl architektoniczny właśnie tej cywilizacji. Przecież Rzymianie jako architekci właściwie nic nie wymyślili. To tylko oczywiście włoski architekt ci powie, że Rzymianom zawdzięczamy architekturę. Nie. Oni tylko stosowali matematykę, którą wzięli od Greków. Grecy wzięli z Aleksandrii, o czym jest mowa bardzo wyraźnie. Grecy, to jest ciekawa historia, załapali się na końcówkę Biblioteki Aleksandryjskiej, bo robili transfer tej informacji do siebie.
Przynajmniej taka jest oficjalna historia. Zresztą co by nie było, wszystkie te prace greckich filozofów doskonale to potwierdzają i na przykład sprawa związana z matematyką, która jest dosyć zabawna, że przypisuje się bardzo dużo historii właśnie Rzymianom, jeżeli chodzi o... Przepraszam, nie Rzymianom. Przypisuje się bardzo dużo matematycznych rozwiązań algebry i takich historii naukowych po prostu z cyklu wzory matematyczne oraz jak sobie wyliczać objętości przestrzeni i tak dalej, z Grecji. Ale właściwie to nie pochodziło nigdy z Grecji do końca, to zawsze było przywożone skądś do Grecji i ślady tego znajdujemy w Egipcie oryginalnych równań matematycznych. Właściwie tej oryginalnej matematyki znajdujemy w postaci budynków. Także Grecy w ogóle tego nie wymyślili. Grecy tylko zapisali po swojemu i kiedy zniknęły oryginały, które prawdopodobnie właśnie znajdowały się w Aleksandrii, prawdopodobnie znajdowały się w takich miejscach jak właśnie Hawara. Znajdowały się być może w takich miejscach jak to miejsce na pustyni. Ciągle zmieniam nazwy.
Tak już mam. To po prostu pewnego dnia ktoś to wymiótł i tyle, i zniknęło. A Grecy sobie zostawili kopie i jak zniknęły oryginały, to wszyscy stwierdzili, że Grecy są ojcami tej informacji. Bo nie ma już oryginałów i stało się to kanonem historii, a my właściwie nie wiemy nic o rzeczywistych wydarzeniach, bo właściwie ostatnie 2 do 4 tysięcy lat to jest nic innego jak wymazywanie historii z jej kart, a nie jej pieczołowite zapisywanie. Do tej pory, jeżeli jedna kultura najeżdża drugą, to jest właśnie ta nasza cywilizacja. To zaczyna się od skuwania ich pomników. Zaczyna się od niszczenia historii i wpisywania swojej własnej historii. Kiedyś to było na jeszcze większą skalę. Teraz jesteśmy już troszeczkę bardziej zdystansowani i już nie dzieje się w tak ekstremalny sposób, chociaż kto wie. Z tego, co można zaobserwować z wykopalisk archeologicznych, wygląda na to, że jakaś taka potężna wojna pomiędzy tymi, którzy wybrali inny sposób funkcjonowania, stwierdzili, że Nie będą stawali się częścią wiedzy, że chcą czerpać z zasobów w sposób fizyczny, bo dokładnie tego to wszystko dotyczyło.
Taki prosty proces, że albo osiadamy na ziemi i zostawiamy całą wiedzę, olewamy to, żyje nam się fajnie, posadzimy trochę roślin, będziemy od tego momentu żyli tylko i wyłącznie w taki sposób materialny. Okej, będzie trzeba coś jeść, będzie trzeba coś uprawiać, będzie trzeba mieć jakieś zwierzaki, będzie trzeba się starać, będzie się być może troszkę krócej żyło, będzie się inaczej żyło, będzie się być może chorowało. Ale są zioła, także szczęśliwie można skorzystać z części tej starożytnej wiedzy i leczyć nią fizyczne ciało. Także była taka opcja, że zostawimy sobie te rozwiązania, które trzymają na chodzie naszą fizyczność. Ale już nie musimy być częścią tej starożytnej wiedzy. Już nie musimy podróżować w pełnej skali. Jakoś tak się wydarzyło, że chyba została taka podjęta decyzja. Z kolei część, chyba niezbyt wielka, podjęła decyzję, że jednak zostaje ze starą wiedzą i że wcale nie chcą się redukować tylko i wyłącznie do zostania rolnikiem albo coś w tym stylu. Ci się organizują i się zabijają w zupełnie inne miejsce. Tak mi się coś wydaje.
Tak to wygląda. To jest oczywiście moja taka spekulacja, to nic wspólnego z tym, czy tak naprawdę było i w jakiej książce to napisano. Nie, nic z tych rzeczy. Ale to jest taka moja radosna spekulacja na ten temat. Jest to też moment, kiedy w historii pojawiają się farmy na masową skalę. Do tego momentu nie ma ani grama takiej przemysłowej produkcji, nawet żywności. Gdzieś tak 6000 lat, 4000 lat przed nami, tu i teraz nie ma ani śladu. Dopiero wtedy pojawia się potężna agrokultura. Dowcip polega na tym, że jak sobie wyjaśnić, w jaki sposób ludzie posiadający tak potężną technologię, żeby budować piramidy, wszystkie tego typu kompleksowe rozwiązania, jak oni to robili, że oni nie potrzebowali pól uprawnych? A ci kolesie, którzy nie potrafili sobie siekiery z metalu odlać porządnego, bo byli w epoce brązu w tamtym czasie, ci kolesie byli zmuszeni do robienia sobie pól.
Oni po prostu nie potrafili inaczej przetrwać. To, że są pola jakiekolwiek uprawne, to że jest taka industrializacja, to nie jest świadectwem rozwoju, to jest świadectwem upadku cywilizacyjnego. To znaczy, że kawał technologii znika i w tym momencie wszyscy muszą opierać się na zasobach. To jest po prostu dramat. To jest taki dramat historyczny, który jasno widać we wszystkich tych wykopaliskach. Teraz jest pytanie, co się wydarzy w najbliższym czasie, bo z tego, co wygląda, to jest taki stały cykl. Możemy mniej więcej tak to potraktować, że jest taki moment, że w pewnym momencie pojawia się wiedza, pojawia się coś takiego, że odblokowuje nam się w głowach. Część tej starożytnej wiedzy zawsze wraca, bo nie jest to wiedza zależna od nas w jakikolwiek sposób. Jest to zjawisko, składnik kluczowy istnienia, jakaś świadomość kosmosu, która się odbija we wszystkich swoich manifestacjach. Pewnego dnia jest tak, że ta świadomość kosmosu odbija się raz na jakiś czas mocniej w postaci jakiejś fali i produkuje jakieś takie zjawisko, które zmienia troszeczkę sposób postrzegania rzeczywistości, przez co zmienia swoje podejście do rzeczywistości.
To jest taki naturalny motor zmian w naturze. W ten sposób wszystko się cały czas zmienia. Natomiast reszta rzeczy po prostu jest. Jest może nie tyle dodatkiem do tego, jest tą materią, która operuje w tej zmianie. Może w ten sposób. Ale zagmatwałem. Mam taki ciekawy koncept historyczny, który właśnie jest oparty na tym, że co jakiś czas następuje takie okienko i w tym okienku zaczynają się manifestować troszeczkę inne rzeczy. Można powiedzieć przejście do innego wymiaru. Chyba w tym momencie jako cywilizacja stoimy oko w oko przed takim okienkiem, bo ze wszystkich wykopalisk, przynajmniej taka jest moja spekulacja i nie tylko moja, zresztą nie jestem oryginalny, te okienka zdarzają się co jakieś 2000 lat. Jest jakiś taki naturalny przewrót na świecie, niewymuszony żadną doktryną polityczną, niewymuszony żadnym działaniem politycznym, żadną wojną robioną na siłę.
Nic z tych rzeczy. Taki naturalny proces, że co 2000 lat jest jakieś grzmotnięcie. Ono się odbija echem w naszych głowach prosto z kosmosu i materializuje naszymi rękami i tworzymy troszeczkę inną rzeczywistość. Część z nas być może w tym momencie ma taką naturalną tendencję, żeby się zagapić i nie wskakują do właściwego autobusu. Zostają i robią sobie wojny, a druga część z nas wskakuje, odjeżdża w innym autobusie w zupełnie inne miejsce, gdzieś znika na jakiś czas, później być może wraca. Część tej wiedzy zostaje specjalnie dla potomnych tak, żeby przy najbliższym autobusie za dwa lata też wiedzieli, że to jest przystanek. Nawet jak tam ktoś urwie tabliczkę, na której są podane godziny przyjazdu i odjazdu autobusu, to przynajmniej wszyscy będą pamiętali bez tabliczki, o której ten autobus przyjeżdża i odjeżdża, także nikt się nie spóźni. Ja myślę, że to jest bardziej z tym związane. To jest właśnie taka historia. Jest to chyba taka gruba historia, bo oprócz tego, że jest związana z tym, że jest inna cywilizacja, to ta inna cywilizacja w ogóle funkcjonuje nawet czysto fizycznie, organicznie i biologicznie w inny sposób.
I to jest główny powód, dla którego tak trudno, wręcz fizycznie niemożebnie jest sprawdzić, co to za ludzie byli, co się z nimi stało, bo nagle te wszystkie starożytne cywilizacje, te nasze przodki się w pewnym momencie włączają w jakiś inny wymiar i jak robili niesamowite rzeczy, niesamowite struktury, niesamowite artefakty, to nagle po prostu wyparowują i nic po nich nie zostaje. Chyba wkraczają w inny wymiar. I don't know. Śmierdzi to czymś niesamowitym, w każdym razie dla mnie. RadioNaFali.com „Hiperprzestrzeń. Ostatnie minuty” retransmitowana też w Radiu Paranormalium oraz Radiu Dreamtime. A ja ma na imię Tomek. I tak zmierzając do końca, bo te moje spekulacje mają też pewne podstawy. Na sam koniec opowiem ci, jakie są ciekawe moje refleksje związane z tym, że traktuję to tak, jak traktuję. Skąd to się bierze?
Przede wszystkim główny trop wiedzie do czegoś takiego, co się nazywa kult słońca. I konkretnie wiedzie do tego kultu słońca. Nie jest to tylko mowa o Europie, ale też o całej Azji, gdzie ta informacja przetrwała bez problemów. W Azji nie ma problemu z dualizmem. Tam jest yin i yang i wszyscy kumają, że to jest jedna energia. Nikt, pomimo tych wszystkich totalitarnych systemów, które tam się pojawiły, nikt sobie nie wyprostował tak głowy i nie wyprał mózgu do zera, tylko ludzie dalej kumają, o co chodzi. Kolejnym tropem, który wiedzie nas do wniosku, dlaczego technologia, która została zapomniana, została zniszczona, od której zostaliśmy odcięci, polega na prostocie i integralną częścią z tą technologią jesteśmy my sami, jest fakt zapisów o tym, jak istotna jest relacja planet orbit w naszym Układzie Słonecznym choćby względem Ziemi, względem naszego życia. To jest zapis sił grawitacyjno-magnetycznych, cokolwiek by nie mówić. Teraz NASA ma takie fajne trzy satelity, które sobie latają dookoła Ziemi i dokładnie te rzeczy monitorują. Już przestało to być legendarną opowieścią z krainy bajek, a jest potężną ilością danych, którymi operuje NASA przy wyrzucaniu każdego satelity w kosmos, żeby sprawdzić, jak to wygląda.
Właśnie chodzi o te relacje orbit i oddziaływania dookoła. Można prościej oczywiście, bo to jest taka informacja oparta na tym, że musimy wyrzucić satelity. Starożytni też chyba mieli jakąś satelitę, bo jest coś, co lata dookoła Ziemi. Słynny Czarny Rycerz, tak to się nazywa, Black Knight, co jakiś czas się pojawia. Ponoć z powrotem się pojawił i był widoczny przez jakiś czas. Taki dziwny satelita krążący dookoła Ziemi. Raz znika z radarów, raz się pojawia. Tajemnicza historia. Kiedyś o nim chyba opowiem. W każdym razie to są te główne ślady, które czy chcemy, czy nie, prowadzą nas i ciebie, i mnie, przynajmniej mnie do wniosku, że technologia, o której mowa, jest częścią nas i to tak integralną, że bez tej prostoty, bez zrozumienia właśnie od tej strony nigdy nie uda nam się wyskoczyć z tej pułapki, którą przygotowali na nas nasi przodkowie, że wymyślili na przykład ofiary ze zwierząt.
Przecież normalne jest to, że takie zachowanie i takie działania powodują odcięcie od tej drugiej percepcji. Od percepcji, gdzie stajemy się nie tyle użytkownikiem wszystkich żywych istot jako zasobów, tylko jesteśmy użytkownikiem informacji, która jest dookoła nas. I to jest chyba ta wielka różnica. To jest sposób, w jaki się rozchodzi zawsze co parę tysięcy lat cywilizacja, że część zostaje przy informacji, a część zostaje zdecydowanie przy zasobach. Nawet w momencie, gdzie właściwie nie możesz polegać na tych zasobach, bo ich już nie ma. To przywiązanie jest tak potężne, że są w stanie wykonać rewolucję. Są w stanie zwariować po to, żeby tylko i wyłącznie móc siedzieć okrakiem na zasobach, żeby nie ruszyć się w inną stronę. Być może są momenty w historii, gdzie bardzo łatwo komuś, kto siedzi na zasobach, zarządzić tym wszystkim tak, że jego będzie na górze. A są momenty historii, gdzie całe to myślenie tym modelem zasobów w ogóle traci jakikolwiek sens, bo nagle dociera do nas kosmiczna informacja, która już bezlitośnie wdziera się do głowy każdego z nas i tłumaczy każdego dnia, w każdej minucie, że to nie tędy droga, że to inaczej jest, że ten autobus wygląda zupełnie inaczej. I może właśnie o to chodzi.
I don't know. Będę się nad tym jeszcze troszkę zastanawiał, bo chyba czas najwyższy, żebym wrócił troszkę do kultu słońca, może w następnym odcinku i pobuszował troszkę w tym temacie, bo tu są takie ciekawe zjawiska i takie informacje przemycane. Właśnie te wszystkie rzeczy, które próbowano wymazać z kart historii. One gdzieś właśnie zostały przy tym kulcie słońca. To była jedyna opcja na ocalenie. I jest trochę wiedzy. Gdyby tak pozbierać do kupy, to się okazuje, że żyć na świecie można o wiele prościej, że zmierzamy w kierunku naprawdę ciekawej prostoty, ale tylko wtedy, kiedy sami uwierzymy w to i sami dopuścimy do siebie świadomość, że to naprawdę jest prosta sprawa i nie wymaga zbytnio dużej komplikacji, nie wymaga wojen, nie wymaga nienawiści, że rozwiązanie jest w nas. To jest chyba taka kluczowa historia związana z tym całym tematem, że różnica polega na ludziach, którzy widzą rozwiązanie poza sobą i ludziach, którzy widzą rozwiązanie w sobie. I to jest ten moment, gdzie cywilizacja nagle rozdziela się na dwa kierunki i jedni robią coś niesamowitego, a drudzy zostają tam, gdzie byli. Tak to trochę wygląda.
Zobaczymy, co historia przyniesie. Ja sobie tak dzisiaj swobodnie popłynąłem z tymi swoimi refleksjami, które gdzieś mi ciągle po głowie chodzą. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu się ogarnę troszkę z tematem i pobuszuję troszkę po tym kulcie słońca, bo to jest tak intrygująca sprawa, jak wspomniałem wcześniej, że myślę, że warto się temu przyjrzeć bardziej szczegółowo, z większym detalem. I tyle. Dzięki człowieku za wysłuchanie moich sobotnich refleksji w „Hiperprzestrzeni", takich troszkę leniwych, bo postanowiłem dzisiaj odpocząć i porozważać o tych wszystkich starożytnych rzeczach. Tym bardziej teraz, kiedy patrząc na te starożytne zabytki, widzę bardzo dużo technologii w tych zabytkach, a nie żadnych kultów religijnych. Jakoś tak mi się rzuciło na oczy, ale to może zostawię. Zapraszam cię człowieku do „Radia Na Fali". Zapraszam cię do archiwum. Jak już tylko zacznie działać, puszczę ogłoszenie, że archiwum jest, działa, jest obecne i wszystko jest okej.
Ale daj mi jeszcze chwilę, niech skończą się tam porządki. Zapraszam cię do etykiety zastępczej. Mam nadzieję, że będzie w tym tygodniu, że Książę wyrobi, może coś puści, może będzie na żywca, zobaczymy co się wydarzy. Książę ma swoje życiowe sprawy i jak zwykle wróci pewnie z garścią nielichych opowieści. Pozdrawiam serdecznie, jeśli słucha w tym momencie. Zapraszam cię do siebie na czwartek. Hej, keszysto miły! Cewki na sztorc. Żartowałem, chociaż kto wie. Zapraszam cię na technologię Keshe w czwartek o godzinie 22.30 polskiego czasu.
Zapraszam cię też na żywca, bo to też na żywca te technologiczne opowieści. Zapraszam cię do „Teorii Chaosu" w piątek 24.00 polskiego czasu. I za tydzień do „Hiperprzestrzeni" człowieku. A ja już niedługo się usłyszę z tobą właśnie w czwartek. Także znikam. Nie będzie dzisiaj wieczorowej pory. Ja znikam, mam dużo obowiązków na dzisiaj na głowie, a jutro niedziela, w poniedziałek mam kilka spraw na głowie, także muszę się ogarnąć. Zostawiam cię w spokoju i do usłyszenia następnym razem. Nara. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni" w radionafali.com.