[00:00] - To think for yourself and question authority. Radionafali.com. Hiperprzestrzeń oczywiście w Radiu Na Fali jak najbardziej. Sobotni wieczór. Miła, piękna sobota. Ja mam wreszcie wolne dzisiaj po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Już prawie zapomniałem o tym, jak to jest mieć wolną sobotę. Także witam cię dziewczyno, witam cię chłopaku w ten piękny wieczór, kiedy jestem bardzo zrelaksowany. O czym dzisiaj troszkę wspomnę tak czy siak, bo temat się, że tak powiem, skleja razem ze sobą. Tematy, które dzisiaj gdzieś tam mi się w głowie pamiętają.
Ty słuchasz oczywiście Radia Na Fali, jak najbardziej, Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Wszystko to jest retransmitowane w Radiu Paranormalium i w Radiu Dreamtime. Oprócz tego, oprócz Marcynnego Radia Na Fali. Oprócz tego Radio Na Fali tu nieustannie przypominam, ma przepastne archiwa, które aktualnie zastygły w ruchu, bo ja zastygłem w ruchu z update'owaniem tego wszystkiego. Troszkę roboty się pojawiło. Spoko, spoko, już za chwilę się to wszystko zrzuci, także będzie masa rzeczy do słuchania podczas spacerów, wiosennych spacerów w troszkę bardziej industrialnych miejscach, bo w lesie to taki spacer raczej bez słuchawek bym polecał. Taki las, żeby był w lesie. Leśnie żeby było. A już niedługo będzie doskonała pogoda, żeby się wybrać do jakiegoś lasu.
Właśnie. Ale ja może zostawię las, bo las tak czy siak las jest wokół nas. Właśnie, ja sobie może przyniosę herbaty tutaj troszkę bliżej. Jak zawsze odrobina Jezioranu w tym wszystkim. Nie może być tak, że tego nie ma. Oczywiście jest to życie na gorąco, można powiedzieć prosto tu z południowego Londynu. Mam taką pogodę za oknem, że daj spokój, zapomnij o spacerach, o czymkolwiek. Chyba że lubisz spacerować podczas sztormu. Generalnie prawie sztormowa pogoda w Londynie. Ponoć jutro ma być jeszcze gorzej.
Także miło jest tu usiąść sobie z ciepłą herbatą na wypasie, na relaksie w tej sobotniej hiperprzestrzeni. Pozdrawiam ciebie szalenie Mecenasi i Mecenasko Radia Na Fali. Za chwilę też uzupełnię wszelkie dane jeszcze ze stycznia, lutego. O kurczę, tego się nazbierało. Tak czy siak przyjdę jutro albo pojutrze jakoś tak. Zobaczę czy nie zrobię sobie dłużej wolnego. Może być tak, że sobie zrobię jeszcze jeden dzień dłużej, ale zobaczymy. Tak czy siak za chwilę, kiedy tylko skończy się moje wolne, uzupełniam te wszystkie dane człowieku i dziękuję ci już normalnie po ludzku. Także w ogóle dzięki za wspieranie radia tak czy siak, niezależnie od wszystkiego, że ja tam podziękowałem oficjalnie czy nie. Mecenasko, Mecenasie, peace and love człowieku.
To zacne dostać wsparcie od ciebie to bardzo zacne i bardzo zacnie jest prowadzić dzięki temu taką inicjatywę jak Radio Na Fali. Także dziękuję jeszcze raz z góry tym wszystkim, którzy chcą płacić i dziękuję bardzo serdecznie tym wszystkim, którzy wspierają Radio Na Fali. Peace and love. I zostawiamy wszystkie te historie organizacyjne, dziękczynne, to kto, co, jak i gdzie. I może przejdźmy do jakiegoś w ogóle tematu dzisiaj w sobotni wieczór. Tak. To może przejdźmy do jakiegoś tematu, a właściwie paru tematów, bo ja dzisiaj tak bardzo relaksacyjnie będę sobie siedział i się, że tak powiem, relaksował i takie wnioski troszkę wyrzucał z tego relaksu. Bo ten mój relaks ma bardzo, że tak powiem, konstruktywne działanie u mnie w moim życiu. Nie wiem, jak jest w twoim życiu. Mam nadzieję, że też jest konstruktywny.
I pewnego razu, a było to dawno, dawno temu, jakoś tak zaczęła do mnie docierać pewna elementarna refleksja o tym, że spięcie nie pomaga w niczym, a wręcz odwrotnie. Spięcie jest kamieniem, który potrafi nam dociążyć tak plecy, że już się nie podniesiemy jak nam spadnie na plecy. Czy jakoś tak. Ciężki ciężar. I cała ta historia z relaksem, cała ta historia z łapaniem oddechu jest związana troszeczkę z myśleniem, z takim właściwym układem sił w głowie. Układem sił w głowie. Tak, oczywiście. Oprócz takich sił magnetyczno-grawitacyjnych ten układ właściwie dla nas jest odczuwalny jako taki układ wszystkich spraw w naszym życiu. Tak mi się wydaje. I twoim, i moim.
Ja tu będę generalnie tak bardziej ze swojej perspektywy, bo właściwie innej nie mam. Ale zanim zacznę te swoje opowieści... A ty możesz tu w ogóle zadzwonić i powiedzieć, czy jesteś zrelaksowanym człowiekiem, czy nie, czy też w drugą stronę. Myślę wszyscy o tej porze są już zrelaksowani. Jest sobota, wieczór, czas najwyższy na jakąś po prostu relaksację, bym powiedział. Bezwzględną relaksację w Radiu Na Fali oczywiście. Ja troszkę będę nawiązywał do tego katastroficznego tematu, który się tu ciągle ciągnie od jakiegoś czasu w Hiperprzestrzeniach, ale to właśnie pod kątem tego relaksu troszeczkę, bo wydaje mi się, że jest pewne szaleństwo troszeczkę dookoła i ja tu chciałem postawić taki poważny znak zapytania, czy to naprawdę warto? Nawet nie tyle znak zapytania, bo to pytanie retoryczne. Ja twierdzę, że w ogóle nie warto, że to w ogóle jest jakaś paranoja. O dociskaniu generalnie będę tak chciał się troszeczkę zastanowić, bo nasza cywilizacja, kultura i cała ta zabawa jest takie dociskanie, wielkie dociśnięcie i to też jest związane z tym, w czym żyjemy.
Swego czasu często powtarzałem, że właściwie każdy produkt intelektualny w postaci filozofii jakiejkolwiek, czy to jest taki trend, czy to jest inny trend. Nie mówię o tej greckiej filozofii prawdziwej. Filo-sophie. Nie mówię o tym, tylko mówię o tym, co dzisiaj nazywamy filozofią, czyli gatunek tak zwanej nauki. I ona ma tam jakieś swoje kierunki. Kilka koncepcji się pojawiło i zyskało sobie rzesze zwolenników, tak jak Adolf Hitler. To też była taka jasna koncepcja. Tam za tą koncepcją Którą większość świata zna z podręczników historii w przekłamanej wersji, która się tam nazywa faszyzmem, nazizmem. Nikt nie mówi, że to narodowy socjalizm i tak dalej. Nikt nie mówi o ideologiach, nikt nie mówi o koncepcjach intelektualnych, które za tym stały.
Bo troszkę głupio powiedzieć, że to jest eugenika i że do dzisiejszych czasów, a mamy XXI wiek, administracja amerykańska oficjalnie przyznaje kategorie wizowe całemu światu zgodnie z zasadą eugeniki. To tak jak doktor Mengele w Oświęcimiu. To jest dokładnie ta sama zabawa. I w ogóle te wszystkie zabawy polegające na tym, że ktoś ma inny kolor skóry albo coś innego. Wszystkie te nieustanne zabawy, że ktoś jest taki, ktoś jest siaki, ktoś jest z jednej strony rzeki, ktoś jest z drugiej strony rzeki, ktoś nosi się tak, a ktoś nie nosi się tak. A są jakimś nieustannym zarzewiem jakiegoś szaleństwa, które panuje na świecie. A to chyba dlatego, że wszyscy są zagonieni mocno do roboty i jeżeli jest gdzieś jakiś kawałek człowieka, który nie partycypuje w tym szaleństwie, nie jest zagoniony do roboty i nie chce w ten sposób się bujać, to co wtedy? Jest taka opcja. Oczywiście, że jest. Nikt nie powiedział, że trzeba dociskać i że dociskanie jest jedynym rozwiązaniem na wszelkie palące problemy świata.
Nagle się okazuje, że całe to dociśnięcie cywilizacyjne, które wystąpiło i które jest częścią naszego zwyrodnienia umysłowego, jest związane... Z czym jest związane to przyciśnięcie? Proszę wyjrzeć sobie za okno. Ja to lubię powtarzać. Proszę wyjrzeć, jeżeli ktoś mieszka w mieście, za okno. Cały ten ruch, administracja, całe to szaleństwo, wszystkie te historie, to dociskanie, nieustanne łamanie siebie w kościach nawzajem. Gdzieś ostatnio czytałem, że ludzie strasznie dużo pracują. Nieustannie pracują i że ciągle, jeżeli jest jakaś wolna chwila, to ktoś chce zagospodarować ten wolny czas, żeby ktoś oczywiście, kiedy znajdzie wolną chwilę, nie nudził się tak specjalnie samodzielnie ze sobą, tylko w ramach podążania za jakimś nieustannym ruchem, potrzebą robienia czegoś nieustannie, wykonywał jakieś inne działania. To są wszystkie zorganizowane ruchy po pracy. Tak mi się wydaje czasami, a szczególnie taki jeden zorganizowany ruch, który się nazywa partycypowanie w mediach masowego rażenia, czyli telewizji i tak dalej, w takim ruchu społecznym, bo to inaczej nazwać nie można.
To właściwie wszystko się dzieli tylko na dwa kierunki. Na tych z tego całego zestawu, którzy mają to szeroko i głęboko, oraz na tych, którzy żyją w tym zestawie. Właściwie gdzieś pośrodku nie za bardzo istnieje, bo jeżeli jesteś z jednej strony, to to, co jest z drugiej strony, wykręca ci mocno głowę. W sensie ciężko nie traktować ich jak wariatów, prawda? A z drugiej strony wcale nie ma powodu, żeby się dziwić, iż ktokolwiek, kto zasiada w takim miejscu i ma takie coś w głowie, traktuje z kolei na przykład mnie jako wariata. Całkiem normalna sytuacja. Myślę, że tutaj każda sroka ma swój ogon, w który chwali. Ja mam na imię Tomek, możesz zadzwonić w ogóle, radionafali.com taki jest adres na Skypie. A dzisiaj o sile relaksu. W tej opowieści nie może zabraknąć mojej refleksji na temat w ogóle rozwoju cywilizacyjnego.
Najczęściej powtarzam i dobrze, by każdy to usłyszał. Taka jest moja oczywiście opinia. Spójrzmy na historię z LSD. Przecież gdyby nie było LSD, to nie wiem, czy do tej pory znalazłby się ktoś, kto skumałby, że jest coś takiego jak DNA i cała ta historia związana z eugeniką runęłaby pod własnym ciężarem. Bo to, co stoi na kontrze do takiego faszyzmu, takich ideologii, które są obozowe, korporacyjne, to jest wiedza. Ponieważ jedne wynikają z wiary w to, że ktokolwiek, kto ma dwie nogi, dwie ręce i głowę, niekoniecznie na karku, jest w stanie wymyślić warunki do funkcjonowania każdej istocie na tej planecie. Że jedna istota czy bardzo wąska grupa istot nagle bierze na siebie, w cudzysłowie, odpowiedzialność za to, żeby stworzyć piękny raj, w którym wszystkim będzie dobrze. I nagle stwierdzają, że wymyślają sobie zasady. To jest właśnie ta eugenika, że jak ktoś ma odstające uszy, to na pewno jest kretynem oczywiście. Także wszyscy ci z kraju, gdzie uszy odstają, są kretynami, także oni wizy nie dostają.
I to w ogóle nie ma rozmowy na ten temat. Jeżeli kolor skóry nie pasuje, to oczywiście kolejna historia. To oczywiście wiadomo, że głupek. I tak dalej. To są wszystkie historie związane właśnie z tym, jak sobie biała rasa kolonialnych panów wymyślała XIX, XVIII i początek XX wieku. Właściwie do tej pory część z nich sobie tak wymyśla, że musi mieć jakiś powód, dla którego są lepsi od tych ludzi, których zniewolili i skopali w dupsko. Dlatego ich wszystkich wymordowali, bo oni ludźmi nie byli, mieli inny kolor skóry i tak dalej. I gigantyczna część kultury, która nas otacza, i to wcale nie jest dowcip, jest spuścizną tego kolonialnego myślenia. I to wcale nie jest tak, że było inaczej. Nam się wydaje, że jesteśmy wychowani w takim troszkę otwartym świecie, gdzie wszystko jest super-uper-duper i właściwie nie mamy żadnej takiej jazdy na ten temat.
Ale jeżeli się przyjrzymy historiom związanym z tym, jak wygląda świat dookoła, takim mediom, obrazkom z tak zwanej popkultury, jak jest nam to przedstawiane, to to jest właściwie historia, która do tej pory się nie skończyła. I oczywiście ten moment relaksu, ta siła relaksu po kwasie, która spowodowała, że Craig z kolegą wpadli na pomysł, że jest coś takiego jak DNA, właściwie widzieli i nagle znaleźli to DNA. Później się okazało, że jest jeszcze przy tym wszystkim zjawisko o nazwie RNA, czyli ten głębszy kawałek kodu DNA, ten, w którym jest zapisana ta magiczna informacja, nie wiadomo jaka, ta wielka zagadka, mówiąc w jednym wielkim skrócie. Ta zagadka, która była nazywana przez chyba 40 lat tak zwanym śmieciowym DNA, ponieważ żaden z naukowców, tak zwanych oficjalnych, z dyplomem z ziemniaka, z pieczątką z buraka nie był w stanie zauważyć, że to jest potrzebne. To były takie śmieci, że takie zostaje w głowie zupełnie niepotrzebne. To był taki koncept eugeniczny, eugenika. Taki, że my już wiemy, co jest potrzebne. I taki koleś nagle tylko dlatego, że nikt go nie nauczył jeść lewą ręką, stwierdzał, że właściwie lewej ręki nie potrzebuje. Nikt nie potrzebuje lewej ręki. No to odcinamy wszystkie lewe ręki.
Dzięki temu człowiek będzie bardziej efektywny i bardziej wydajny w pracy. Tak zresztą się stało. Poobcinano ręce ludziom w całym dorzeczu Amazonki podczas boomu kauczukowego. Okrutna historia. Zresztą nie tylko tam, bo i w Afryce, i w Azji robiono takie rzeczy po to, żeby nie mogli przeładowywać broni, żeby nikt z lokalnych nie zrobił rebelii przeciwko kolonialistom. Także łapano ich, dosłownie łapano. Brutalna historia, nawet nie będę kończył. Możecie się domyślić, jak to wyglądało. Niewiele się to różniło od II wojny światowej, od Rosjan, Niemców, Amerykanów aktualnie i Brytyjczyków w Iraku i Afganistanie, izraelskich żołnierzy w Strefie Gazy. Niczym się to nie różniło.
Absolutnie dokładnie to samo. Dzisiaj podejrzewam, to jest jeszcze większe zwyrodnienie, jeszcze bardziej brutalne, ponieważ w dzisiejszych czasach te wszystkie technologie związane z psychologią to są techniki wzbudzania strachu, techniki próbowania, że tak powiem, swoją własną perswazją wpłynąć na na przykład twój albo mój sposób odczuwania rzeczywistości, przez co manipulować naszą opinią na punkcie rzeczywistości. Właściwie manipulować naszą opinią na temat, gdzie właściwie my sami jesteśmy, bo to nie tylko rzeczywistość, ale tak naprawdę to się tworzy sytuację, w której jesteśmy, że tak powiem, niewolnikami, zakładnikami tej sytuacji. Może w ten sposób. No i się generalnie szkoli takich dżentelmenów. Właściwie nie są to dżentelmeni, to są właściwie dzieciaki, które idą do wojska i które są później wysłane w takie miejsca. Właśnie takich technik, że w przypadku, kiedy wejdzie wśród cywili, to jeden ma stać tak, drugi ma stać tak, jeden ma mówić to, drugi ma mieć rękę na spuście i tak dalej. Wszystkie takie techniki. Uczy się machania rękami odpowiednio. To częściowo gdzieś tam się przedostało do takiego cywilnego życia.
Częściowo. Właściwie przecież całe miasto ekonomicznie się projektuje w dzisiejszych czasach dokładnie według takich wojskowych strategii z cyklu każdy tak zwany customer, czyli klient, czyli ty i ja, jesteśmy przeciwnikami systemu na defolcie i chodzi o to, żeby zająć nasz teren. I wszystkie te militarne strategie psychologiczne są stosowane dokładnie w tak zwanym marketingu. Zawsze jak widzę kogoś, kto macha rękami mniej lub bardziej nieudolnie, próbując zrobić tak zwane NLP, czyli próbując zaprogramować mój punkt widzenia na historię, którą opowiada. Czasami się zastanawiam, czy ten człowiek ma mnie za kretyna, czy tego nie widać. To nie jest sytuacja, że ktoś mi przystawia pistolet do głowy i to jest technika militarna. To jest technika, której korzenie gdzieś tam się biorą z takiej sytuacji, że cała rodzina klęczy na podłodze, dookoła stoi pięciu facetów z karabinami i właśnie patrzą się na córki tego kolesia, który właśnie klęczy na podłodze. One też tam klęczą razem z kumplami. No i generalnie tak się zaczyna taka brutalna historia. Dalej nie będę kończył.
Wszyscy chyba bardzo łatwo się domyślają, o co chodzi. No i to są techniki właśnie kontrolowania tłumu, że pięciu facetów z pistoletami kontroluje na przykład 20 ludzi. Wiadomo, że 20 ludzi, którzy ruszyliby natychmiast na tych facetów, mogłoby ich powalić na ziemię. Ale chodzi o takie specjalne techniki kontroli w takich sytuacjach swojego przeciwnika. I widzimy takich cwaniaczków. Cwaniaczki to gdyby ci ludzie byli świadomi w ogóle tego, co robią. Nie wiem, czy ci ludzie w ogóle wiedzą, skąd te rzeczy się biorą. To jest jakaś taka chyba też może troszeczkę taka eugenika w głowie. Myślą, że za pomocą machania ręką w lewo lub w prawo zmienią mój punkt widzenia na bzdury, które opowiadają. No raczej wątpliwa historia.
Pierwsza rzecz, która mi się rzuca po oczach to to, że machają rękami. Druga rzecz to to, że próbują w sposób, że tak powiem, zakodowany powtarzać słowa klucze. Przecież normalny człowiek nie opowiada nigdy historii w ten sposób. Żadna historia nie dzieje się w taki sposób. Trzeba być naprawdę szalonym i chcieć uwierzyć takiemu człowiekowi, żeby dać się wrobić w taką historię. To jest taka symulacja rzeczywistości, bo wiadomo, że jeżeli nie ma się nic, co wywiera rzeczywisty, pozytywny impakt w rzeczywistość, taka jest moja opinia, jeżeli ma się ze sobą tylko fale zniszczenia, pożogi, kłamstwa i ściemniactwa, no to nie pozostaje nic innego, jak tworzyć symulację nieistniejącego raju po to, żeby na tą symulację nabrać wszystkich pozostałych dookoła, ponieważ wiadomo, że nic tam nie powstaje. To jest taka autodestrukcja. Ta symulacja w ogóle nie wychodzi nawet w takim układzie organicznym. Ta cała historia swego czasu z dziedziny biologii, gdzie postanowiono, że przecież człowiek już doskonale opanował, jak zarządzać roślinami na tej planecie, więc zbuduje doskonałe biosfery. Takie biosfery, które spowodują, że cały świat będzie można wysadzić w powietrze.
Ta elita, która wysadziła cały świat w powietrze oraz ich przydupasy będą się chowali w bunkrach, a w tych bunkrach będą mieli jakąś biosferę. Się okazuje, że niestety nie za bardzo. Wszystkie te tajemnicze, genialne konstrukcje, które są obliczone i tam pobudzają wyobraźnię wielu ludzi i są obliczone na 15, 20, 30 lat życia pod ziemią. I tam niektórzy się strasznie napalają na to, że jejku, spisek wielkich możnych tego świata. To nie jest żaden spisek. To jest po prostu działanie grupy wariatów, której się wydaje, że przeżyją w komfortowych warunkach pod ziemią, bo sobie wybudują tam saunę z bąbelkami. Ta sauna z bąbelkami w ich przypadku ma tylko sens, kiedy dzieje się na Karaibach, na jakiejś pięknej wyspie, na otwartym terenie. Co, tapetę sobie na ścianie nalepią tych Karaibów, a tam już będzie deszcz radioaktywnej wody z nieba? Nie, to raczej nie zadziała. To są myśli ludzi, którzy mają bardzo krótką wyobraźnię i ich wyobraźnia chyba się kończy może na trzech dniach do przodu albo jakoś tak.
Nie sądzę, żeby mogła wybiec troszkę dalej. Była próba zrobienia tych biosfer i dalej się próbuje robić te biosfery. Jak się okazuje, z reguły wygląda to tak, że jeżeli jest ona duża i zostawi się wszystkie te rośliny samopas, to one jakoś sobie generalnie się poukładają i robią własną biosferę. Ale moment, kiedy wchodzi tam istota, która zwariowała i stwierdziła, że rozumie to wszystko, chociaż nie ma bladego pojęcia, co się tam dzieje, nagle system przestaje działać. Jest katastrofa. Jak tu zrobić tak, żeby mieć tyle marchewek, ile sobie wymyśliłem? Bo sobie tak wymyśliłem. Nie dlatego, że potrzebuję, tylko po prostu sobie wymyśliłem. Ale muszę mieć tyle marchewek, bo ja już mam tu biznes, będę miał transport, będę coś tam robił. Nagle cały świat będzie zależał od moich marchewek i pewnego dnia logo mojej marchewki będzie na Księżycu oglądane przez każdego mieszkańca Ziemi.
Dziś się okazuje, że się buduje takie biosfery, które się nazywają monouprawami, głównie za pomocą ponoć najzdolniejszego głupka na świecie, czyli Billa Gatesa, syna swoich rodziców, takiego wstawionego kolesia, który jest wielkim miłośnikiem Monsanto i posiada 50% udziałów w tej korporacji razem ze swoją żoną. Jest wielkim miłośnikiem szczepionek. Jeżeli ktoś wierzy we wcielenia, to ja sobie myślę, że to jest chyba wcielenie Adolfa Hitlera, któremu zabrano jego puby w Norymberdze i zabrano mu jego farbki, zabrano mu jego obrazy, zabrano mu jego niebezpieczną młodość na froncie I wojny światowej. Zabrano mu jego ideologię nazizmu, dano mu duże pieniądze, nudne życie i robienie z siebie głupka. Jedyne, co mu zostało, to przynajmniej prowadzić tą małą wojenkę przeciwko wszystkim ludziom na świecie, przeciwko każdej żywej istocie za pomocą GMO i za pomocą szczepionek, że on wytnie wszystkich w pień razem ze swoją żoną. Oni zostaną elitą. Sam oczywiście promuje ekologiczne i organiczne jedzenie. Co jest największym dowcipem tej całej sytuacji. Powaga, bo ten koleś, znajdź jakieś wideo w necie, promuje organiczne jedzenie, będąc właścicielem 50% firmy Monsanto. Dobre sobie.
Podoba mi się to. To jest nawet lepsza sytuacja niż oficerowie III Rzeszy, bo oni przynajmniej mieli taki numer, że na tym procesie w Norymberdze, jak stali w tą ławę przysięgłych i ten cały cyrk się odbywał, kiedy cała reszta na watykańskich paszportach sobie wyjeżdżała do Ameryki Południowej albo do programu Paperclip. Pomodlili się nagle w kierunku Watykanu, towarzysze socjalistycznej partii narodowej Niemiec i wszyscy wyjechali. W międzyczasie w tej sali w Norymberdze trwał ten dziarski proces. Piękne przedstawienie dla ubogich w duchu. Tam oni wszyscy mówili, że tylko rozkazy wykonywali. Bill Gates szczęśliwie jest teraz w tej sytuacji, że jeżeli jest wcieleniem jednego z tych kolesi, to przynajmniej ma ten spokój, że już nie musi wykonywać rozkazów. Robi to z własnej przyjemności. Z własnej przyjemności szczepionkami tłucze wszystkich dookoła, tak na śmierć tłucze. Setki dzieciaków zmarło, grubo ponad tysiąca dzieciaków w Afryce po szczepionkach zafundowanych przez firmę pod tytułem Gates Corporation.
Później był taki wywiad w telewizji i redaktor, reporter odważył się zapytać, co on myśli na temat tych negatywnych skutków, które się wydarzyły w Afryce. Tak delikatnie, żeby za dużo nie powiedzieć. A Bill Gates powiedział, że też zdarzają się takie przypadki, że niestety czasami nie zadziała. Po prostu taki przypadek. Zdarzy się, ale w większości zawsze działa. Dobre sobie. Podoba mi się to. Obozy koncentracyjne też działały. Może niektórzy nie przeżyli, ale działało, prawda? Doskonale działało.
To jest chyba ten świat siły relaksu. Dobrze, że Bill Gates ma troszkę więcej relaksu i więcej pieniędzy, bo nie wiem, co by się działo, gdyby ten człowiek miał mniej relaksu. Może ten kawałek relaksu w jego życiu powoduje, że jeszcze jest tam odrobina czegoś, co kiedyś nazywał w sobie człowiekiem. I don't know. Miejmy nadzieję, że gdzieś coś tam jeszcze telepie w tej pustej skrupie zwanej czaszką. Może coś więcej pamięta poza numerem konta bankowego. Właściwie nawet nie, bo co tu dużo mówić. Jest to człowiek, który właściwie od dzieciństwa nigdy nie musiał martwić się pieniędzmi. W rzeczywistości nazywa się Bill Gates III, bo tato razem z dziadkiem zrobili taką fortunę, że i tak już mają pół Ameryki. A teraz dzięki Monsanto mają właściwie pół świata, bo chodzi o kontrolę nasion.
Taka historia, ale szczęśliwie jest na to metoda, na tą kontrolę nasion, także Monsanto też już jest troszkę zaorane. Może zostawię tą historię. Zapraszam do troszkę innego podcastu w czwartek o technologii popularnie nazywanej cash aktualnie, gdzie opowiadam o pewnych historiach technologicznych związanych z obsługą współczesnego świata od kilku różnych stron, za pomocą bardzo egzotycznej, jak niektórzy mawiali dawniej, technologii. Ale może zostawię te technologiczne światy. Wrócę normalnie do swojego tematu, do siły relaksu. Ja sobie myślę, że w ogóle jedyne, co ratuje jeszcze tą cywilizację, która napęczniała w muskułach, jeżeli chodzi o te środki zagłady, które wytworzyła, to tylko dlatego jeszcze wszyscy się nie zgładziliśmy na świecie, że szczęśliwie gdzieś tam w którymś z nas, w każdym z nas znajduje się kawałek relaksu. Ta substancja, która odłącza od szaleństwa. Relaks. Można ten relaks jeszcze oczywiście za pomocą substancji. To jest bardzo zdrowe podejście.
Jak się okazuje, relaks w nauce, który się pojawił po zagubieniu idei, że ci, którzy mają troszeczkę krótsze ręce, to są głupsi, a ci z dłuższymi to nie. A czarne włosy to tak, a już jak jest blond, to to już jest pan świata albo coś w tym stylu. Była straszna napinka z tym jak to wygląda. Nagle się okazało, że odkryto substancję LSD. Właściwie nie odkryto, tylko Albert Hofmann ją zrafinował. I to też w taki czarny dzień historii świata, gdzie grupa wariatów zamknęła jednych ludzi w kawałku miasta, a następnie wymyśliła sobie, że ich wszystkich wymorduje. Tak po prostu wejdą i ich wszystkich wymordują, jak dawniej w średniowieczu katolicy, z czego słynęli. Do tej pory katolicy z czegoś słyną. Słyną właśnie z takich historyjek zawsze. Ci to nigdy nie odpuszczają, prawda?
Ale to może zostawmy tych, co nie odpuszczają. Wróćmy do tej siły relaksu i dokładnie tego dnia, kiedy zaczęło się i o tej samej godzinie, o której zaczęło się powstanie w getcie warszawskim, dokładnie o tej samej godzinie zrafinowano LSD. Przypadek? Mógłby powiedzieć ktoś, parafrazując serial o kosmitach. „Extraterrestrials”. Coś w tym jest takiego. Wpierw pojawia się LSD, dokładnie w taki czarny dzień, później wojna w Korei i pojawia się szalony pomysł użycia bomb atomowych na masową skalę. I to konkretnie. Niewielu ludzi o tym wie, ale taka jest prawda. Niestety, szczęśliwie, o ile nie użyto ich podczas wojny w Korei, tych bomb atomowych, bo był taki pomysł, że tam się spuści taki zestaw x razy tyle co w Hiroszimie i Nagasaki.
Nieszczęśliwie okazało się, że dokładnie w tym momencie wyeksportowano kilka ładunków radiacyjnych, czyli kilka bomb atomowych w atmosferę ziemską w ramach testu. I oczywiście wszyscy jesteśmy lekko napromieniowani od tamtego momentu cała planeta jest lekko napromieniowana. Tych strzałów było naprawdę sporo i o tym kiedyś opowiadałem, to może odpuszczę ten temat. Nawet do jonosfery wrzucano bombki i testowano. Po prostu szaleństwo. A Francuzi to na atolu Mururoa testowali jeszcze do lat 90. Pamiętam, był taki duży sprzeciw i blokada francuskich produktów żywnościowych po tym, jak dla zabawy postanowili zwalić bombę atomową na pięknym kawałku Pacyfiku, gdzie są piękne wyspy. Właściwie są już troszkę mniej piękne, bo trochę tam świeci nocami, bo jakiś generał stwierdził, że będzie sprawdzał, jak ta bomba pustoszy świat. Wiadomo, że i tak nikt nigdy nie użyje bomby atomowej, bo moment użycia bomby atomowej jest momentem, kiedy nie ma już tej planety na świecie, bo wtedy właściwie życie fizyczne stąd znika i nie ma opcji na to, żeby coś takiego jak Ziemia przetrwało taką zagładę pod tytułem spuszczenie 200 bomb atomowych, które się odpalą automatycznie. Kiedy tylko wyczują, że jedna leci w drugą stronę, to od razu się włącza coś z drugiej strony.
Znana historia. I dokładnie w tym momencie, kiedy kilku kolesi planuje kolejny zrzut bomb atomowych, powstanie odkrycie podczas tripu LSD, DNA i nagle się okazuje, że ta eugenika to jest taki wymysł szaleńców, którzy tylko dlatego, że ktoś inaczej wygląda, używają tego jako pretekstu do robienia mu krzywdy. Bo jakiś pretekst trzeba mieć, żeby sobie wytłumaczyć, że jest się po prostu kompletnie szalonym świrem. To tak jak ludzie w banku na przykład, którzy planują wszystkie taktyki i sobie wymyślają, że robią to dla ekonomii, dla lepszej ekonomii, dla lepszego życia, tylko nie wiadomo czyjego. Ale szczęśliwie i oni mają tą opcję pod tytułem siła relaksu, która czasami ich dopada, kiedy dalej oczywiście z telefonem pewnie przy sobie, bo to ciężko się tak rozstać, ale gdzieś może na jakiejś plaży, ekskluzywnej plaży z ekskluzywnym drinkiem próbują ekskluzywnie poczuć, co oznacza słowo relaks. Może czasami troszkę do nich dociera tego słowa relaks. Relaks, relaks, relaks, relaks, relaks. Odpoczywasz, nie myślisz o niczym i troszeczkę normalnieją. To jest chyba jedyny powód, dla którego to jeszcze nie zamieniło się w jakieś kompletne szaleństwo. Jeszcze generalnie ludzie tam chodzą i jeszcze to jakoś komuś do czegoś służy, chociaż powodów właściwie nie ma żadnych, ale jeszcze niektórzy lubią do tego banku spojrzeć na to konto.
Jak przychodzi nowa karta w kopercie, to jest element ekscytacji. Nowa karta do bankomatu. Ja tu wrócę troszkę do tej eugeniki, bo to właściwie poprawna nazwa. Ja zawsze to mylę z eugeniką. Tak już mam jakoś. Kiedyś myliłem piątek z poniedziałkiem. Dalej potrafię pomylić. To jest nagminna rzecz. Lewą z prawą. Takie klasyczne historie.
Żyję w dwóch światach, można powiedzieć. Lewej i prawej strony. Gdzieś jestem zawsze pośrodku i bardzo dobrze. To jest moje właściwe miejsce. Jestem u siebie i mówię do ciebie przez ten mikrofon. Ty mnie słyszysz. Właściwie tak. Można powiedzieć, że prawie jak przez telefon, prawda? Ty możesz zadzwonić: radionafali.com Skypem tutaj, telefonicznie niby. À propos tej eugeniki, to przecież Graham Bell był jednym z pierwszych orędowników tego, że jak jesteś głuchy albo coś ci niedomaga w organizmie, jakaś lekka niesprawność, to jesteś głupszy.
To jest właśnie eugenika, że jeżeli jesteś upośledzony fizycznie w jakikolwiek sposób, to jesteś po prostu głupi i w tym momencie nie można dać ci żadnych praw imigranta ani nic z tych rzeczy. Do tej pory, szczególnie jak chcesz imigrować do krajów typu Stany Zjednoczone i nie tylko, ta zasada eugeniki obowiązuje. Dlatego właśnie przy tych dokumentach składasz wszystkie te papiery o szczepieniach, o twoim stanie zdrowia, o stanie zdrowia rodziny i tak dalej. Ponieważ dalej, pomimo wszystko, że mieszkamy ponoć w XXI wieku, dalej właściwie prawo, które jest dookoła nas, jest oparte na eugenice. Czyli jeżeli na przykład masz krótszą nogę, to jesteś debilem. I to w ogóle nie ma rozmowy i nawet nie jesteś człowiekiem. Niemcy twierdzili, że w ogóle to jest faux pas i zrobili sobie taką akcję, którą chyba nazwali T4 czy coś w tym stylu. I tak kilka tysięcy ludzi, tak, Akcja T4, tak to się nazywało, wysłali prosto do obozów zagłady, bo po prostu niedorozwinięci, za krótka noga, zbyt długo zajmuje mu czytanie zdania. Jakiś taki nie wygląda na porządnego Niemca. To znaczy, że głupi będzie, a jak jeszcze dzieci spłodzi, to dzieci będą jeszcze głupsze i nie będą porządnymi Niemcami.
Liczenie ilorazu inteligencji też wynika dokładnie z eugeniki, ponieważ jest taki pomysł, że można policzyć współczynnik inteligencji. Ktoś kiedyś zwariował i wymyślił coś takiego. W rzeczywistości nie jest to test na inteligencję, tylko jest to test na refleks i jakieś informacje z konkretnych zakresów matematyki, fizyki i tak zwanej logiki, ale logiki troszeczkę inaczej pojętej, bo jest to logika akademicka i ona się troszeczkę inaczej dzieje niż logika w życiu, bo logika wykładana na uniwersytetach to jest troszkę inna dziedzina niż logika na co dzień. To jest teologia. Mówiąc w skrócie, to jest troszkę extension, przedłużenie do filozofii, można powiedzieć, że niby ma nam pomóc formułować logiczne zdanie, które trzyma się kupska i dupska. Przynajmniej taka jest teoria. Oprócz tego jest jeszcze tak zwana logika, która jest starą nauką. Można to zawrzeć w haśle „the trivium”, czyli trzy rzeczy: wyzwolone sztuki, gramatyka i retoryka. Takie greckie historie troszeczkę. Jest taka bardzo ciekawa książka na ten temat, o której kiedyś wspominałem.
Polecam serdecznie. Napisana przez Sister Miriam Joseph i dane jest w tytule, że ona jest CSC PhD i że to jest w ogóle umpa-dumpa. Nie wiadomo co po prostu. Jest taka naukowa sprawa. Jest taki wstęp logiki. Mam tą książkę, mogę zaszeleścić kartkami. To jest taki, można powiedzieć, nie wiem, czy podręcznik. To jest książka na temat historii logiki i logiki gramatyki i połączenia tych sztuk w jeden. Taki bryk, takie kompendium można powiedzieć na ten temat. „The Liberal Arts of Logic, Grammar and Rhetoric”.
To troszkę inny tytuł niż książka, którą napisał Graham Bell, wynalazca telefonu, bo jak się okazuje, nie tylko on, ale praktycznie większość władców do dzisiaj to są eugenicy z tego wygląda. Może nie wiedzą o sobie, że są eugenikami, bo to się troszkę zmieniło w czasie, bo Craig i LSD i tak dalej. Odkrycie DNA doprowadziło właśnie do odkrycia DNA i trzeba było jakoś przesunąć tych wszystkich, że tak powiem, niedorobionych naukowców, którzy myśleli, że jak ktoś ma krótszą nogę, to jest debilem, w jakieś inne miejsce, żeby byli bardziej dorobieni i żeby dalej mogli być naukowcami, pobierać granty i, że tak powiem, świecić dyplomami z buraka i ziemniaka na ścianach. Więc przesunięto ich do gałęzi pod tytułem genetyka i wysnuto taką koncepcję, że skoro to nie jest krótsza noga tylko i wyłącznie i nie robi z ciebie głupka krótsza noga, to na pewno geny robią z ciebie głupka. I to nie może tak być, że wszyscy jesteśmy inteligentni i mądrzy. To jest tylko tak, że jest elita na świecie, a reszta jest głupkami. To teraz trzeba zbadać, kto jest tym głupkiem, a kto głupkiem nie jest. I to jest tak zwana definicja współczesnej nauki zwanej genetyką. Oczywiście mówi się oficjalnie, że to w ramach medycyny, poznawania meandrów ludzkiej natury, organizmu, właściwie meandrów ludzkiego organizmu. Ale oczywiście to ściema, bo te meandry ludzkiego organizmu są poznawane tylko po to, żeby przypieprzyć tam szybciutko tonę patentów przez dużą korporację farmaceutyczną i na sprzęcie, który jest produkowany tylko i wyłącznie praktycznie przez i na licencji jednej firmy na świecie.
A firma właściwie jest bardzo mocno związana z pewną rodziną, która się nazywa Rockefeller i Fundacją Rockefellera. Chodzi o sprzęt do badania DNA, do sprzętu, do robienia prześwietleń tych wszystkich rzeczy. Nikt inny tego nie produkuje. Jeżeli spojrzysz na wyposażenie laboratoriów, każdego laboratorium, nawet tego twojego uniwersyteckiego, sprawdź sobie nazwy i loga na tych wszystkich urządzeniach, które robią ci testy DNA. Sprawdź, a później sobie sprawdź, do kogo należy ta firma. Zaskakujące, prawda? Wszystko odwołuje się do jednej i tej samej, że tak powiem, banksterskiej rodziny. Rodzina Rockefellera. Ale mniejsza o to. Generalnie cała zabawa z badaniem tego gena, jednego i drugiego, polega na tym, że właściwie i tak nie wiadomo, co zbadać, bo te metody badawcze są pozbawione jakiegokolwiek sensu, ponieważ to się ogląda pod mikroskopem atomowym i nie tylko.
I tak właściwie ta metoda badania polega na tym, że ktoś sobie wymyślił, że podgrzeje troszkę DNA i się podgrzewa tego DNA trochę. Kiedyś chyba opowiadałem, ale nie jestem pewien. Podgrzewa się go, zdaje się do trzydziestu paru stopni, próbkę. To się oczywiście dodaje jeszcze dwie takie substancje, żeby tam zaszła reakcja i to, co się wytworzy w tej fiolce podczas reakcji, taka zawiesina, to jest jedna część, takie kryształki. Później się podnosi temperaturę o ileś tam stopni do góry, pojawia się kolejna zawiesina, potem kolejna. Tak ileś razy do góry się podnosi tą temperaturę i na końcu otrzymuje się stałą materię w tej fiolce. Z tego płynu się robi coś, co jest naturalnym, takim seminaturalnym polimerem, można powiedzieć. Później się to wkłada do maszyny, która się nazywa spektrografem. Robi się zdjęcie w tym spektrografie. Wiadomo mniej więcej teoretycznie, co ono wyświetla.
Nie wiadomo za bardzo, co wyświetla. Wiadomo, że są to związki krzemu, tlenu i tak dalej, i tak dalej. Tylko tyle wiadomo, że jest na przykład pasmo tego czegoś albo tamtego czegoś, ale są tylko takie skoki. To tak właściwie tylko i wyłącznie w tej relacji, w której pracują te maszyny, bo właściwie nikt nie wie, skąd się to bierze oficjalnie. Nie ma żadnego wytłumaczenia. Tak jak z kryształami. Oficjalnie nie ma żadnej definicji naukowej, w jaki sposób powstają kryształy. Nie ma. Oficjalna nauka nie dysponuje czymś takim jak wyjaśnienie mechanizmu powstawania kryształów. A najlepszy numer jest taki, że całe życie właściwie na tej planecie polega Dokładnie na tym procesie krystalizacji.
Wszystko jest kryształem. My jesteśmy kryształem wody. Wszystko. Ziemia, kosmos to wszystko jeden wielki kryształ i oddziaływania pomiędzy ściankami, punktami w tym krysztale, napięcia pomiędzy plazmą, można powiedzieć. Ale oczywiście tam jest coś zupełnie innego. Tam jest dalej ten pomysł, że ktoś tu musi być głupkiem, ale to na pewno nie my. I na pewno ten głupek chce zabrać nam kanapkę i na pewno trzeba go zabić. Po prostu trzeba go zabić. „Zabijmy go, zabijmy go!” Taka żądza. Gdyby się przyjrzeć tej akademickiej nauce, która istnieje od tych 100 lat, to są takie uniwersytety masowego ludobójstwa.
Tak mi się wydaje. Ja czytałem dosyć sporo tych prac akademickich. Oczywiście są ludzie, którzy chcą pracować w imię pokoju i miłości na świecie. Jasne! Ale wszystkie te badania, które tam są prowadzone, to nie wiem, czemu ma to służyć. I don't know. Owszem, pojawiają się miłe, sympatyczne rzeczy, bo jest tam masa miłych, sympatycznych, zdolnych ludzi, którzy przez przypadek i zrządzenie losu trafili w objęcia uniwersyteckich macek. Ale te badania jakoś tam nie wypływają. To widać, że generalnie ludzie po prostu mają pecha. Jeżeli masz dobre podejście i właściwe podejście do mamy natury, to tam jest to niewłaściwe miejsce, żeby je manifestować, jak się okazuje.
Nie jest to dobre miejsce, żeby na przykład w dzisiejszych czasach wspominać, że „hej, stary, dokonałem pewnego odkrycia, ponieważ wrzuciłem niezłego kwasa albo potężną dawkę psylocybiny i zobaczyłem, jak to wygląda i wiem, jak zbudować tą maszynę”. Nie, tej opcji tam raczej nie ma. Raczej jest tak, że trzeba się powołać na teorię jedną, drugą, trzecią. Kiedyś w jednym z odcinków serialu, podcastu „Synteza” opowiadałem tą historię troszkę bardziej, ale dzisiaj ją skrócę. Opowiem ci, bo niekoniecznie musisz słuchać technicznych rzeczy. To, że ja robię inne podcasty, to po prostu robię. To jest inna historia. Hiperprzestrzeń to hiperprzestrzeń. Opowiem ci szybko historię z pewnym dżentelmenem, który dokonał takiego zjawiska, że wziął troszeczkę miedzi, opalił ją i jak opalił tą miedź, to ona miała tą czarną powłokę na sobie. Było to na początku lat 90.
Kojarzy ci się to z nanocoatingiem i Keshe, jeżeli wiesz, o czym mówię. Oczywiście, masz absolutną rację. Ten pan z pochodzenia z Rosji, taki bardzo dziarski naukowiec zajmujący się materiałoznawstwem, a dokładnie ceramiką i wszystkimi spiekami ceramiki i tego, co można z tym zrobić i jak to zastosować w laboratoriach, co w ogóle można z tego do maksa wyciągnąć, w skrócie mówiąc. Po przeniesieniu się na uniwersytet do Helsinek zdaje się, nagle odkrył, że ma ten pył z miedzi. A to prawdopodobnie przez zupełny przypadek, tak troszeczkę dorobię tej historii, a niech będzie troszkę legendy w tym wszystkim, bo kadzie do topienia niektórych polimerów są z miedzi i tam jest dużo miedzianych elementów, których się używa. I generalnie tą miedź się przypala i jak się miedź przypala lekko, to powstaje na niej warstwa nadprzewodnika, która po przypaleniu zaczyna się kruszyć. I kawałek skruszonej warstwy wpadł mu do rozrobionej glinki z krzemem. To wszystko zostało elegancko zapieczone w piekarniku, wyszła z tego ceramika i nagle się okazało, że ceramika w pewnych odpowiednich warunkach, poddana odpowiednim warunkom, można powiedzieć. Nie wiem, jak to dokładnie zrobił, bo ten przepis nie został nigdy ujawniony na 100% tak do końca, że każdy może sobie to powtórzyć w domu. Ale mniejsza o to.
Ten dżentelmen zrobił to tak, że dwa takie krążki, dodał magnetyczne... Właściwie można spróbować zrobić w domu, bo on dodał tam jeszcze magnesów neodymowych, takich pokruszonych do tego całego zjawiska i czegoś tam jeszcze, nie pamiętam. Nie dość, że nie pamiętam, to nie znam pełnej receptury, bo nikt na świecie poza nim i tym uniwersytetem, jakimś wewnętrznym wydziałem nie zna oryginalnej receptury na tą ceramikę. Ale do rzeczy. Stworzył takie dwa ceramiczne krążki i się okazało, że jeden krążek unosi się nad drugim, lewituje. Wszystko to zostało zauważone przez zupełny przypadek. W ogóle cała ta lewitacja nad krążkiem i w ogóle powód, dla którego powstał drugi krążek, dzięki któremu sprawdzono, że tak dziwnie się zachowuje, bo normalnie nie było widać. Kolega wyciągnął krążek z urządzenia i to są jego własne słowa, i położył na bok. I bardzo chciało mu się zapalić papierosa. A że przepisy we wszystkich laboratoriach od co najmniej 20 lat są takie albo i dłużej, że raczej fajki tam ani jointa nie możesz zapalić, bo w dzisiejszych czasach włączają się systemy przeciwpożarowe.
Wtedy jeszcze nie było systemów przeciwpożarowych, ale przepisy już były. Kolega sobie otworzył okienko i jakoś tak postanowił sobie zapalić papierosa i zobaczył, że dym z tego papierosa nagle zachowuje się ekstremalnie dziwnie dokładnie nad tą płytką ceramiki, bo tak zwiało troszkę tego dymu papierosowego do laboratorium. I w ten sposób dokonano odkrycia. Także jak się okazuje, gdyby nie diabelna siła relaksu, może zgubny nałóg, palenie tytoniu to zgubny nałóg. Nie pal człowieku, nie pal. Ja akurat palę tytoń, także rób co chcesz. Ja akurat lubię sobie zapalić czasami tytoniu. W każdym razie ten naukowiec też sobie lubił zapalić czasami akurat papierosa i zapalił sobie papierosa. I ten dym pokazał mu coś, o czym nie miał bladego pojęcia. Zrobił drugą płytkę.
Okazało się, że ma zjawisko lewitacji pomiędzy dwoma płytkami i nagle się okazuje, że w bardzo łatwy sposób można sobie zbudować takie coś, co wytwarza lewitację. I nagle się okazało, że jest wielki problem, bo sens istnienia uniwersytetów, o którym wspomniałem wcześniej, wcale się nie zmienił z tej okazji, że pojawiła się tam taka historia. Sens dalej jest ten sam. Dalej chodzi o to, żeby znaleźć tego, kto ma krótszą nogę, krótszy kawałek DNA i jest tak zwanym głupkiem do zaorania, żeby ukraść mu jego pieniądze i mieć do tego stosowny pretekst. Się okazało, że nie można nic z tym zrobić, bo to zjawisko przeczy właściwie prawu Einsteina. Cały ten uniwersytet jest mocno sklejony z prawem Einsteina. Chodzi o jakąś fundację Rockefellera czy cholera wie co, o jakieś prace naukowe na temat teorii względności. I jest generalnie wielki dramat, bo od chyba 20 lat już tam siedzą i zastanawiają się, jak pogodzić To zjawisko lewitacji z ogólnie panującą teorią względności. I nie da się, po prostu się nie da z żadną teorią pogodzić tego zjawiska. Panowie siedzą i szukają teoretycznego wyjaśnienia dla istniejącego zjawiska, dlatego niestety badania nie posuwają się w zawrotnym tempie do przodu.
Dobre sobie, prawda? Uniwersytet, świątynia wiedzy. Od 1992 roku trwa cała zabawa. Szczęśliwie nie musimy się za bardzo tym przejmować, bo właściwie wiemy już, o co chodzi. Jeżeli ktoś siedzi w tej technologii, to już dokładnie wie, że chodzi o tą nanocoatingowaną miedź i właściwości magnetyczne i kilka innych spraw dookoła właśnie miedzianego drutu. Ale zostawmy te techniczne sprawy. W każdym razie nie jest to już żadną tajemnicą. Tak samo jak żadną tajemnicą nie jest to, że... Może jeszcze wspomnę o jednej rzeczy, bo taka ciekawostka. Naprawdę myślę, że warto wiedzieć, bo to trochę ściąga mitów i legend na temat genialności, odkrywczości, cudowności i tego, że to jest takie poukładane, w korporacjach powstaje i nie wiadomo co.
Nie, to jest wszystko siłą relaksu, siłą komfortu i siłą chilloutu, który w nas panuje. Mówiąc angielskiego po prostu chill out, wyluzuj. Nikola Tesla był bardzo wyluzowanym kolesiem. Pewnego dnia wziął samochód i nanocoatingował sobie szybko kawałek miedzianego drutu. Założył w odpowiedniej części drutu i jeździł na samochodzie bez tankowania przez prawie miesiąc. Dwadzieścia parę dni zdaje się. Jest to opisane w nowojorskich gazetach, które nie spłonęły, bo wojen tam nie było. Także można sobie znaleźć nawet w internecie oryginalne artykuły, które wtedy drukowano na ten temat z przerażeniem obserwując, jak to możliwe, że człowiek nie kupuje benzyny, nie wydaje pieniędzy, a jeździ. To na pewno dzieło szatana, bo jak to można nie wydawać pieniędzy? A szczególnie pisali to ludzie na zamówienie firmy Rockefeller, Standard Oil i tak dalej.
Bo jakoś tak było, że trzeba było przekonać mnie, ciebie, ciocię, wujka, babcię i dziadka do tego, żeby nigdy nie wpadli na pomysł, żeby zrezygnować z tej ropy, żeby zawsze wierzyli w to, że tabletka w aptece, że ropa w baku, że karabin przewieszony przez ramię, że to tworzy doskonałe warunki do życia, wzrostu i cudowności na tej planecie. Szczególnie te obozy koncentracyjne budowane po horyzont. To jest siła sukcesu Giełdy Nowojorskiej. Zawsze tak było. Teraz te obozy stoją w troszkę innych miejscach na świecie. Nie widać ich. Trzeci świat daleko, a plaże i hotele dla turystów są oddzielone szczelnie grubym płotem, także szczęśliwie turyści nie docierają w takie miejsca, żeby mogli oglądać na własne oczy, jak produkuje się ich klapki. Szczęśliwie kupują te klapki w ekskluzywnym sklepie na lotnisku od uśmiechniętej pani ekspedientki i wszystko jest okej. Nic się nie zmieniło. Dalej eugenika, dalej eugenika, dalej szukanie.
Bo te klapki są po to, żeby lepiej wyglądać, a nie gorzej wyglądać. Niekoniecznie klapki są po to, żeby mieć klapki, tylko przecież klapki na sezon, ciuszki na odpowiedni sezon. Przecież to jest dalej może nie krótsza noga, może nie większe ucho, ale przynajmniej teraz modna sukienka, modna torebka. Właśnie, to przynajmniej robi robotę i dzięki temu cały nasz koncept o eugenice, pomimo że oczywiście wiemy, że DNA, wiemy, że to nie ma z tym nic wspólnego, wiemy, że to bajkopisarstwo, wiemy, że to ściema, która służy tylko i wyłącznie wytłumaczeniu ludobójstwa. Wiemy o tym, ale dalej lubimy się w to bawić i dalej się w to bawimy cywilizacyjnie. Jest takie zgięcie, ciągnie się to za nami jak nieszczęście przerażające. Tak jak ci wszyscy ludzie, którzy twierdzą, że polityka, że to wszystko to złe rzeczy, po czym sami spędzają 99% swojego życia na pieprzeniu głodnych kawałków na temat polityki i pierwszą rzeczą, którą robią, kiedy dorwą coś w rękę, to zajmują się zabawą w polityka i snują analizy polityczne. Tak się zastanawiam, jak to jest z tym samochodem. Samochód jedzie wtedy, kiedy wlejesz mu paliwo do baku, czy jedzie wtedy, kiedy paliwa mu nie wlejesz? Wiadomo, że każdy pojazd, czy to jest pojazd w naszej głowie zwany myślą, czy to jest pojazd na spalinową historię, czy to jest pojazd na elektryczną historię, czy na jakąkolwiek inną, musi mieć coś, co dostarcza mu to zjawisko.
Tak jak nasza myśl dostarcza światu pewnych konceptów i później się nagle okazuje, że te koncepty są lekko toksyczne, ale jak na ironię radosny taki, po prostu wręcz nie można tego przecenić. Brak konsekwencji, taka wtórna głupota, wtórny debilizm nas samych. Pamięć jest krótka. Jednego dnia taki koleżka się zarzeka, że to w ogóle polityka, że to jest bagno, że on tworzy nowy świat, buduje alternatywę dla tego całego shitu. Następnego dnia zajmuje się analizą polityczną czegoś tam na podstawie newsów z gazety, która jest wymyślona i prowadzona przez facetów, którzy właściwie opłacają tych facetów, którzy robią politykę. Także nagle staje się kukiełką i taką marionetką w cudzym teatrze. I tak stajemy się czasami cywilizacyjnie. Właściwie jesteśmy. Cała ta historia z eugeniką to jest właśnie historia bycia marionetkami w tej cywilizacji. To jest to, jak doprowadziliśmy siebie do pewnego zabawnego zwrotu w głowie, od którego, żeby zabawniej było, wywodzą się wizy do większości krajów.
Były takie czasy na świecie. Wiem, że trudno w to uwierzyć, że nie było wiz. Owszem, były jeszcze takie czasy na świecie, gdzie na lotniskach nie było psychopatów z długą bronią. Owszem, były jeszcze inne czasy, ale zostałem tylko przy tych czasach, gdzie nie było wiz. Były też czasy i dołożę do tego paszporty. Nie było jeszcze paszportów. Paszport był takim dokumentem dyplomatycznym i właściwie służył tylko i wyłącznie właśnie w ramach dyplomacji. Paszporty mieli ludzie, którzy reprezentowali jakiegoś władcę i oni się legitymowali tym paszportem na dworze drugiego władcy, żeby potwierdzić swoją tożsamość, że reprezentują króla albo księcia, albo kogoś tam. I temu właściwie służył oryginalnie paszport. Natomiast w pewnym momencie okazało się, że Właściwie bez paszportu trudno przekroczyć jakąkolwiek granicę, chociaż jeszcze 100 lat temu nie było to zbyt popularne urządzenie.
Była taka zabawa, że pewien dżentelmen, à propos licencji, paszportów i wszystkich takich opowieści, który przeleciał po raz pierwszy samolotem nad kanałem La Manche, dostał pierwszą licencję pilota. I to był w ogóle dowcipny numer, ponieważ okazało się, że właściwie jak weszły samoloty na rynek, jak pojawiło się coś takiego, że można sobie zbudować samolot, a pierwsze samoloty były takie, że właściwie wystarczyło parę listewek, niewiele kasy, bo silniki nie były aż tak koszmarnie drogie. Jeżeli było się tak zwanym dżentelmenem, czyli należało się do klasy posiadaczy i lekkoduchów, to można było za posiadane pieniądze ojca, mamy i majątku kupić sobie elementy i poskładać sobie własny samolot i zostać pilotem. Właściwie nie było czegoś takiego jak licencja. Po prostu pojawiło się nowe urządzenie, które działało, fajnie działało, można było sobie polatać i jeżeli ktoś chciał sobie zbudować, kupić gotowy, mógł wykonać albo jedną, albo drugą opcję. Każdy mógł zostać pilotem. Dosłownie każdy, kogo było stać na samolot. A więc stało się to bardzo popularne w Ameryce. W Ameryce były wtedy takie czasy, że dużo ludzi dorabiało się dużych fortun finansowych i jakoś to dosyć szybko szło i też stało się to dosyć popularne. Tak że nie tylko bracia Wright, ale w ogóle latanie zaczynało być modne, popularne.
W Anglii tak samo, w kilku innych miejscach świata też. Okazało się, że w Europie, ponieważ w Niemczech już działało, w kilku innych krajach też, to we Francji tak sobie. I odpowiedzią francuskiego rządu na to, żeby zaistnieć w tej sytuacji w jakikolwiek sposób, było przyznanie licencji pilotom. I ta pierwsza licencja została przyznana za przelecenie kanału La Manche. I właściwie tylko jako taki dokument honorowy, nie jako taki dokument, że ktoś musi mieć licencję, żeby latać samolotem, tylko ktoś wpadł na pomysł, że rząd francuski wymyśla teraz licencje i każdy, kto przeleci przez kanał La Manche, jest licencjonowanym pilotem francuskiego rządu. Coś w tym stylu. Jakaś taka bzdura absolutna. No, w każdym razie bzdura przeszła. Efekt jest taki, że wszyscy już teraz muszą mieć licencje, wszyscy muszą mieć paszporty, no i wszędzie potrzebne są wizy. A wizy w ogóle oryginalnie pochodzą właśnie z eugeniki, bo to był ten pomysł, że co zrobić z tymi wszystkimi, którzy mają za krótką nogę, za długie ucho albo za krótkie palce u nóg, albo coś w tym stylu.
Trzeba było ich trzymać z daleka od pięknych posiadłości i tych wszystkich cudownych miejsc, w których wygrzewali się ówcześni bogacze. No więc jedyną opcją na to, żeby trzymać ich z daleka, trzeba było wybudować tam płot, najlepiej taki wysoki, którego się nie da przeskoczyć. Później budowano te płoty właściwie w wielu miejscach. Do dzisiaj w Strefie Gazy stoi taki duży płot dookoła. I wybudować taki duży płot i postawić takie bramki i postawić tam kolesi, którzy za odpowiednią sumę pieniędzy są na tyle desperatami i wariatami, że są w stanie wziąć broń do ręki. Oni będą pilnowali tej bramki i będą wpuszczali tylko tych, którzy będą odpowiadali właśnie nie wiadomo czemu, bo teoretycznie była to nauka i wierzono w to, że to była nauka. Naukę obalono prawie 70 lat temu. To odkrycie DNA i tak dalej. Wszystkie te historie, które dawno to zawinęły pod dywan oficjalnie. Logicznie, jeżeli chciałbyś w to uwierzyć, to właściwie nie masz już w co wierzyć, bo to już jest tylko i wyłącznie religia.
Możesz po prostu zostać religijnym człowiekiem i wierzyć w eugenikę, że ktoś, kto na przykład nie jest tak szybki i rączy jak ty, jest od razu głupszy od ciebie. Ale to jest już kwestia religijna w tym momencie, a nie kwestia naukowa. Możesz też podobnie wierzyć w to, że ktoś posiadający troszkę inny zestaw genów jest głupszy od ciebie. To też, jak się okazało, jest kwestia bardziej religijna niż kwestia wiedzy. Jak się okazało, ta religia jakoś tak utrzymywana nieustannie, to w ogóle jest taka zabawna religia, która chyba każe każdemu żreć mięso. Ten baranek nieustannie jest orany tam i wiecznie musisz żreć mięso. Musisz mięso żreć, baranka trzeba zatłuc i musisz go zeżreć. Piękną istotę, która sobie chodzi, żre trawę na łące i daje ci kawałek ciepłego dzielnia, ty musisz wziąć, zarżnąć i zjeść zupełnie bez powodu, bo na przykład ktoś sobie tak wymyślił. Jest to taki pomysł na trzymanie wszystkich, że tak powiem, w ryzach, żeby nie było, że ktoś się wychyla. Kolego, zabiliśmy owcę, jemy tą owcę.
Albo przychodzisz i jesz z nami, albo spuszczamy ci taki łomot. Dokładnie. Zawsze mi się podoba ta jedna, podoba jak podoba, to jest moim zdaniem ta najbardziej prawdziwa, jedyna definicja katolickiej wiary, która się nazywa: zajebać odmieńca. Innej definicji tej wiary nie ma. Właściwie każdej wiary, która jest monoteistyczna, gdzie bóstwo jest jedno, definicja jest zawsze taka sama: zajebać odmieńca. I podobnie jest w biznesie tutaj. Tylko że w biznesie jeszcze się troszkę zmienia, bo właściwie nie można zajebać przysłowiowego odmieńca, tylko trzeba okraść przysłowiowego odmieńca, ale okraść go w taki sposób, żeby on... Bo to też się nie opłaca, bo raz go okradniesz i już nie ma powodu, żeby go trzymać. Może coś z tego, generalnie nie ma akcji do przodu. A jak, że tak powiem, zrobisz z niego niewolnika, no to w tym momencie możesz go okradać co miesiąc z rachunku za prąd, z rachunku za coś tam, z wizy, ze wszystkiego.
Oczywiście powód zawsze jest ten sam. Powód jest taki, że dzięki temu, że weźmiesz cudze coś, to bierzesz po to, żeby stworzyć mu lepszy raj na ziemi, że tak powiem, niż on potrafi stworzyć sam sobie. To jest taka pierwsza elementarna definicja, dla której jeden człowiek wskakuje ze swoją łyżką do talerza drugiego człowieka. Teoretycznie. On zawsze to próbuje wyjaśnić, że on spróbuje tej zupy, czy ona jest aby wystarczająco dobra, bo właśnie tak, żeby się nie zatruł albo coś takiego. I kiedy w talerzu widać już dno, on odsuwa ten talerz od siebie i mówi: „Teraz możesz spokojnie zjeść”. Słaby numer. A facet jest przeżarty. A facet po prostu w ogóle nie potrzebuje jedzenia, bo żre nieustannie. Tak że widać, że to jest tylko i wyłącznie zachłanność.
Tym bardziej że w dzisiejszych czasach, skoro Wszyscy już chyba przeczytali we wszystkich możliwych gazetach, nawet tych, które udają, że świat wygląda zupełnie inaczej, stoi na czterech słoniach, a te słonie stoją na krokodylu i wszyscy powinniśmy robić biznes i chodzić do gdzieś coś kupić coś modnego i zrobić coś jeszcze, nie wiadomo co. Jutro nam powiedzą, będzie nowy sezon i nowa moda. Nawet do tego świata dociera ta świadomość, że to się troszeczkę nie da w tą stronę, że jest pewne zmęczenie materiału, który tu występuje. No i szczęśliwie jest jedna rzecz w naszym organizmie, która się nazywa relaksem, która ratuje to wszystko, nawet tych wszystkich szaleńców. Bo gdyby nie to, że gdzieś ten system odpuszcza, musi odpuszczać, bo inaczej to by się zawalił od razu. To miejsce, gdzie odpuszcza nazywa się relaksem. Jak na ironię wszystkie te rzeczy, które powstają w czasie relaksu, są rzeczami, które właściwie trzymają ten cały świat w kupie. To są rzeczy, które właśnie tworzą prawdziwą wiedzę. Jak się okazuje, ani wiedza, ani właściwe nawet urządzenia, które mamy dookoła siebie, ani z tych rzeczy, które jest okej. Mówię o tych fajnych sprawach.
Nie mówię o tym całym toksycznym zestawie. Mówię o czymś, czego używamy nie po to, żeby się pochwalić przed sobą, ponapawać, bo mam tylko coś, co naprawdę robi fajną rzecz i jeszcze daje pożytek światu dookoła i jest naprawdę super i daje naprawdę świetny relaks. Takich rzeczy zbyt wiele nie ma, ale jak się okazuje dzięki korupcji właśnie owego elementu technologicznego naszego życia ten system może funkcjonować. Bo jak tak się przyglądam czasami na te techniczne opowieści, nie będę się zanudzał detalami, ale jest tam kilka takich wątków, które jasno i wyraźnie mówią, że było kilku zrelaksowanych kolesi. Wymyślili coś naprawdę super zrelaksowanego, rewelacyjnego. Coś, co oszczędza czas milionom ludzi w robieniu kilku prostych rzeczy i powoduje, że wszyscy mamy więcej czasu na relaks. I nagle się okazało, że ktoś to wziął po cichutku zawinął pod dywan albo próbował zawinąć pod dywan i się szczęśliwie nie udało. Próbowano nas trzymać tak daleko, tak żebyśmy przypadkiem nie poczuli zbyt dużego relaksu, że tak powiem, na własnym dupsku, żeby ciągle było jakieś spięcie. Ta próba polaryzacji nas nieustannie jest ciągle. Ja sobie zrobiłem dzisiaj przelot po gazetach.
Powaga. Zrobiłem sobie dzisiaj prasówkę. Strasznie dawno nie robiłem. Stwierdziłem: „A faktycznie, teraz przecież jest taki Christmas time w cudzysłowie oczywiście Easter”. W Anglii tak to się nazywa, a w Polsce pełne szaleństwo. To co? To zobaczę może jakieś gazety. Angielskich nawet nie otarłem już za bardzo, bo się zmęczyłem na polskich. Także zajrzałem na kilka takich gazetowo-newsowych historii. No właśnie.
Nic tam takiego nie znalazłem. I fenomen jest taki, że te wszystkie newsy, ten cały świat, ten fenomen, który powstał, którego logiki nikt nie jest w stanie zrozumieć, funkcjonuje tylko i wyłącznie, że było kilku łebskich facetów, kolesi, którzy sobie wymyślili, że na przykład zrobią jakieś maszyny, które przesyłają informacje tak jak komputery, bo generalnie powrzucali troszkę tego LSD i robili to regularnie co tydzień gdzieś tam w Krzemowej Dolinie. I w ten oto sposób powstała bardzo ciekawa technologia, która troszkę skróciła nasze relacje, przyspieszyła te relacje i spowodowała, że dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o sobie samych. Oczywiście z wnioskami to już inna sprawa, bo nie każę każdemu wyciągać wniosków, ale to już jest osobna rzecz. Niektórzy twierdzą, że internet ogłupia, ale to ja myślę, że to jest taki nieustanny problem z wyciąganiem wniosków. Jak ktoś ma problem z wyciągnięciem wniosku, to ogłupi go książka, ogłupi go gazeta, ogłupi go wiatr i ogłupią go własne sznurówki. To się niewiele zmienia. Informacja jest informacja, a to skąd pochodzi, w jaki sposób jest załadowana nie jest istotne. To jest dalej informacja i albo jest valid, jak to się po angielsku mówi, czyli sprawdzalna, jest okej i działa w moim życiu, albo informacją, że tak powiem, żadną nie jest. Także internet okazał się doskonałym miejscem.
Oprócz tego okazało się, że wszystkie te newsy, które funkcjonują właśnie dzięki temu doskonałemu miejscu, dzięki tej doskonałej komunikacji, właściwie dalej się niewiele zmieniły, bo jedyne co mają do zaoferowania, to w tym momencie zauważyłem, jest dużo biustów, dużo dekoltów i dużo pup jest damskich i piłkarzy. Mam wrażenie, jakby w środku zimy cała Polska grała w piłkę. Na pewno byłeś dzisiaj rano. Co, piłkarzyku? Na pewno raniutko. Piłkarzyk tak. 5:00 rano, tam śnieg zasypany, a on już trening na boisku pomiędzy blokami. Cała Polska w cieniu klubu sportowego. Widać takie jak w Niemczech nazistowskich taka próba robienia Trzeciej Rzeszy, próba zbudowania takiego klubu sportowego. To jest dokładnie to samo, co na bazie relaksu próbowały zrobić, dalej próbują korporacje, bo się okazało, że te techniki i taktyki wojskowe, które wprowadzono zaraz po II wojnie światowej do wszystkich korporacji, zadziałały tak, że wszyscy się powypalali i doszło do potężnego kryzysu, takiego wewnętrznego w tych firmach.
Bo się okazało, że o ile frajerów przekładających papier z biurka na biurko jest na tony i każdy się do tego nadaje, to na końcu trzeba pana technika, który naprawi kabel telefoniczny, chociażby należący do korporacji Bell. Niekoniecznie pana technika spełniającego warunki eugeniki. Czyli ten pan technik może mieć za długą, za krótką nogę. I trzeba było troszkę wyluzować. I właśnie się okazało, że nie każdy, który jest taki prosty od linijki według tych zasad jest inteligentny. Jak się okazało, z reguły większość z nich to bimbo tak zwane, czyli raczej ciężko z osób czegokolwiek. No cóż, to troszkę jak w tym eksperymencie z tymi pięknymi gryzoniami, które się zagłaskały te piękne gryzonie na śmierć. Cóż, brutalna prawda rzeczywistości. Jak się okazuje, siła leży w różnorodności, a nie w monouprawach, o czym się przekonują aktualnie mieszkańcy Ameryki, próbując kupić sobie coś zdrowego do jedzenia. Jak się okazuje.
Tak, a tu same monouprawy napędzane przez Monsanto. Ciężko przeżyć taką historię. Myślę, że przeżyjemy. Akurat jest tam kilka rozwiązań, także myślę, że szczęśliwi i tak jesteśmy na końcu tej historii. Jeszcze gdzieś w nas to pokutuje, ta cała napinka związana z tym, żeby spełnić jakiś mit kulturowy. I ten mit dzisiaj jest zasadzony głęboko od samego początku. Przecież pierwsza rzecz to oczywiście Watykan i oczywiście trzeba nawracać wszystkich, którzy nie są białymi wierzącymi w jakichś proroków z Europy. Czyli generalnie trzeba było budować misje wszędzie na świecie. Później misje stanowiły podporę korporacji, które przecież gdzieś musiały te produkty lokować, gdzieś odpalać te pierwsze biura. Wiadomo, że misje służyły dokładnie temu, żeby sprawdzać, co można wyciągnąć z lokalnej społeczności.
Później się okazało, że wszyscy staliśmy się lokalnymi społecznościami, bo lokalne społeczności szybko zostały wyeksploatowane. I teraz jest taka zabawa dalej w eugenikę i my czasami, myślę sobie, w niektórych sytuacjach życiowych mamy jakieś zgięcie i łatwo się chowamy, nawet sobie nie zdając sprawy zupełnie w tym kierunku, że od razu szukamy jakiegoś wyjaśnienia do jakiejś sprawy, że niby jak będzie lepiej wyglądać, jak będzie bardziej proste czy jak będzie więcej dokumentów do tego wszystkiego, to większa ilość papieru spowoduje, że to będzie miało większy sens. Jest coś takiego troszeczkę, że większa ilość papierów nadaje sens sprawie. Wszystkie te urzędy, wszystkie sprawy załatwiane gdzieś tam, chociażby wizy, jakiekolwiek opowieści związane z tym, że: hej, człowieku, przecież jesteśmy ludźmi na okrągłej planecie. Okej, każdy sobie może mówić różnym językiem, a i tak się dogadamy ze sobą, jeżeli chcemy, bo to nie jest żaden problem. I właściwie jaki jest powód do utrzymywania granic gdziekolwiek? I tak każdy tutaj sobie mieszka gdzie chce, a jak ludzie nie mieszkają gdzie chcą, to zaczynają być nieszczęśliwi. Bo to jest potworna historia, kiedy nagle się okazuje, że musisz mieszkać w miejscu, w którym naprawdę nie masz ochoty mieszkać. Oczywiście jest do tego milion teologii, która ci mówi, że to jednak ma sens, bo praca, bo poczucie winy, bo coś tam, jakieś takie wymyślone historie. Ale na końcu tych wymyślonych historii zawsze jest frajer, który płaci drugiemu pajacowi po to, żeby ci wymyślał taką historię, bo on ma fabrykę, do której ty chodzisz.
Jeżeli ty olejesz ten cały numer, to kto będzie zasuwał w tej fabryce na niego, produkował te bezsensowne urządzenia? Bo nie dość, że zostawisz tą fabrykę, to jeszcze się okaże, że nie potrzebujesz połowy urządzeń, które masz dookoła siebie, które muszą zarządzać twoim życiem, ponieważ drugą połowę spędzasz w fabryce. A jakby się okazało, że sam stoisz przy garnkach albo przy innych rzeczach, to nagle życie zaczyna wyglądać inaczej. Nie potrzebujesz połowy rzeczy dookoła siebie, bo nagle się okazuje, że sam robisz tyle i to dwa razy lepiej niż jakikolwiek produkt z jakiejkolwiek firmy jest w stanie ci to zapewnić w twoim własnym życiu. I na dodatek jeszcze, co zabawniejsze, masz z tego niesamowity fun, niesamowitą zabawę i pojawia się relaks. I tu pojawiają się różne odkrycia w głowie, bo zaczynasz sobie, że tak powiem, na relaksie myśleć o tym: „To może zrobię to, to może to. To jest fajny pomysł. Tam jest fajny pomysł”. Ja jak mam wolną głowę, to myśli mi się całkiem przyjemnie. Nie wiem jak tobie, ale zdecydowanie wolę troszkę nachillać.
I to jest moment, kiedy ja sobie wymyślam różne rzeczy i właśnie wtedy wpada do głowy fajne coś. Nie wtedy, kiedy jestem na ciśnieniu. Taka jest moja opcja. To jest ta siła relaksu. To coś odpowiada za właśnie część magnetyczną naszego mózgu, bo oczywiście ta siła relaksu ma odbicie w takiej srogiej nauce, tej prawdziwej. Nie mówię o wierze zwanej eugeniką, tylko takiej prawdziwej nauce. Chodzi o tą sprawę związaną z polem magnetycznym i grawitacyjnym, bo siła relaksu to jest pole magnetyczne. Jak dziecko się rodzi, to jest zrelaksowane. O tym chyba mówiłem już nie raz i nie dwa tutaj w audycji. I problem jest, jak dziecko płacze.
Wtedy wszyscy zaczynamy się martwić, co jest nie tak. A jak dorosły się źle czuje, to kto się martwi? A jak dorosły sobie wymyśli, że musi się źle czuć, to co? To znaczy, że zwariował. No tak, to znaczy zwariował. To znaczy trzeba dorosłemu przypomnieć, że: ej, człowieku, back to life, back to reality. Oczywiście, to właśnie chciałem powiedzieć. Wracaj do życia, wracaj do rzeczywistości. Trochę relaksu. Świat jest, jaki jest, ale jest dokładnie dlatego, że moim zdaniem za mało się zatrzymujemy w tym momencie życia, który nazywamy relaksem.
Za mocno ciśniemy. I kiedy ciśniemy, zawsze w okolicy pojawi się jakiś wariat, o którym mówił kiedyś książę Edward. Tak, jest w jednej z „Etykiet zastępczych”. Tu w ogóle też muszę powrzucać, bo też zaległości leżą, czekają. Dostałem od księcia, tylko ja, że tak powiem, zwlekam. Ale książę kiedyś użył takiego argumentu, że zawsze, w cudzysłowie oczywiście, jest taki cwaniak, który próbuje zorganizować życie wszystkim dookoła w sytuacji. Tylko kwestia społeczności, na którą trafi. Albo społeczność jest podatna na to, że jest jakiś cwaniak, który nagle zarządza ich czasem, albo każdy z tej społeczności jest cudowną indywidualnością, jest cudowną, piękną istotą samą w sobie, tak samo jak ten cwaniak zresztą. I w tym momencie, kiedy cwaniak próbuje ich nacisnąć, docisnąć, przycisnąć, wszyscy pokazują mu gremialnie fuck yourself i sprawa jest załatwiona. I wszyscy są okej.
Każdy wie, gdzie jest, każdy dalej ma fajną zabawę. Wiadomo, że jak chłopak chce się bawić cudzym życiem, to niech se sam to wymyśli w swojej własnej głowie. Nie musi się bawić cudzym życiem w sensie dosłownym. Każdy powinien być indywidualnością i dzięki właśnie tym różnicom to wszystko to działa. Nie dzięki monouprawom. Teraz się okazało, że te monouprawy Monsanto mają potężny problem, bo takie robaczki, które sobie tam żyją, wycwaniły się i wyżerają to do oporu. I jeszcze takie grzyby się wycwaniły i żrą to bez opamiętania. Nagle się okazuje, że Roundup nie działa. Jest jeszcze piękna metoda na przywracanie nasion do normalnego stanu po tym, jak są genetycznie zmodyfikowane. Bierze się substancję, która pochodzi od technologii Keshe, robi się CO2, czyli gaz dwutlenku węgla.
Bierze się wodę z tego gansu Jak już ma się gans wypłukany i tak dalej, i się zanurza nasiona na 15 minut, wrzuca się do tej wody zwyczajnie. Zresztą dobrze podlać rośliny później tą wodą. I nagle okazuje się, że roślina, która genetycznie została zaprojektowana tak, żeby nie wydała żadnych nasion, wydaje nasiona z siebie tak jak naturalna, prawdziwa roślina. Wraca do swojej normy, do swojego normalnego stanu magnetograwitacyjnego. Dokładnie tak samo jak nasz mózg, bo dokładnie o to samo chodzi. Ja mam takie podejrzenie, że ci kolesie od Billa Gatesa i on doskonale o tym wiedzą, że jedyne, co czyni nas głupszymi, to właściwie chyba żarcie tego GMO. I to jest taki właśnie cwaniak. Zresztą jego tato był wielkim finansistą, który był miłośnikiem Ku Klux Klanu. Finansował, to się nazywało... Jego dziadek i tato też był wielkim sympatykiem za młodu.
Jak to się nazywało? Amerykańska partia nazistowska. To ludzie, którzy chcieli zaprosić Adolfa Hitlera do Niemiec na prelekcje. Takie historie. I oni tam mają w rodzinie troszeczkę chyba takie przeświadczenie, że oni są chyba takim narodem wybranym albo coś w tym stylu. Bo to wielu ma takie przeświadczenie, to wielu. Za każdym z nas czasami się jakiś cień tego, że tak powiem, wybrańca potrafi ciągnąć i wydaje nam się, że nasza własna dupa jest ważniejsza niż wszystkie pozostałe dupska, które znajdują się w naszej okolicy, co nie do końca jest prawdą. Jak się okazuje, balans naszego życia i balans naszego dupska zależy zawsze w 100% od tego balansu, który chcemy zapewnić temu cudzemu dupsku, które znajduje się gdzieś w naszej okolicy, mówiąc bardzo kolokwialnie. Także człowieku, zadbaj o swoje dupsko, ale też dbaj o dupska innych. Oczywiście sensownie.
Nie o tych, którzy nie dbają o nikogo. Ta zasada musi działać na zasadzie wzajemności. Radionafali.com oczywiście. Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Możesz śmiało dzwonić. Radionafali.com taki jest adres na Skajpie. Oczywiście to jest absolutnie na żywo w sobotę. Ja tu jestem w Londynie, na południu Londynu i cieszę się ze swojej własnej refleksji dookoła relaksu, właśnie bo taki relaksacyjny dzisiaj jestem. Porzuciłem wszelkie prace dzisiaj i postanowiłem oddać się słodkiemu lenistwu.
Po prostu posiedzieć sobie, posłuchać sobie muzyki, obejrzeć sobie jakiś koncert fajny, jakiś taki relaksacyjny dzień, napić się kawki. W ogóle relaks, człowieku, relaks. I pomyśleć sobie o radosnych sprawach. Pogadać sobie z rodziną, zamienić parę słów w relaksacyjnej atmosferze. Taki miły, relaksacyjny dzień. Otóż to. Dlatego ja dzisiaj tak o relaksie. Bo jest oczywiście jeszcze inna strona relaksu. Taki relaks dociskany. Właśnie nie wiem, co to jest tak do końca.
Co to jest za idea, żeby relaks był zorganizowany? To też jest taka zabawna rzecz, że czasami sobie myślę, że nasza definicja, taka oficjalna, społeczna, można powiedzieć słowem społeczna, po prostu taka ogólna definicja relaksu też się troszkę przewróciła i to tak całkiem się przewróciła, bo właściwie często się sprowadza do spędzania wakacji w luksusowych miejscach albo po prostu egzotycznych miejscach. I być może niektórych ludzi właśnie to relaksuje. Może to o to chodzi, może na tym polega cała zabawa. I don't know. Nie mam do tego pojęcia. Myślę, że to bardziej troszkę przypomina dla mnie biznes. Taki biznes i taką próbę ucieczki od rzeczywistości trochę, żeby znaleźć takie miejsce, w którym już się nie odbywa takie szaleństwo jak w miejscu, gdzie my mieszkamy. I to miejsce jest troszkę odcięte od tego i tak się, że tak powiem, wyciąć po to, żeby później wrócić i robić dalej to szaleństwo z powrotem. Takie troszkę ciekawe.
Taki wentyl. Ciężko nazwać to relaksem. To bardziej jest taki wentyl, kiedy już się tyle nazbiera, że trzeba tego człowieka wrzucić szybko w jakąś taką historię, żeby nie zwariował, bo przecież za chwilę złapie karabin i przybiegnie z karabinem do biura i będzie jak w amerykańskim hollywoodzkim filmie. Nie, bez przesady, aż tak źle nie będzie, ale może po prostu rzucić pracę. Zwyczajnie nie przyjdzie i to będzie pan technik, od którego zależą wszystkie te maszyny, które tam produkują te tony niepotrzebnych nikomu dokumentów i zer na kontach, które i tak nie mają żadnego przełożenia na cokolwiek, bo to już i tak wszystko jest tak wirtualne i tak bez sensu, że i tak bez znaczenia. Ale wszyscy się ścigają. Jasne, jest kilka postaw, dla których teoretycznie wymyślamy sobie pościg i to jest kwestia związana z naszą egzystencją. Ale to też jest tak troszkę od dupy strony, bo zamiast, wydaje mi się, potraktować sprawę od początku do końca konsekwentnie, czyli że tak powiem, przeorganizować rzeczywistość tak, żeby to miało sens, ręce i nogi, to gdzieś tam kawałkiem umysłu umykamy w tą logiczną historię i zamiast, że tak powiem, siłą relaksu wziąć wszystko, wziąć wszystko, co nasze, co się należy żywej istocie na tej planecie, bo jest żywą istotą na tej planecie, to tak spuszczamy z tonu i tak: „Okej, dobra, dobra, wezmę kredyt. Okej, zrobię coś tam jeszcze. Okej, tu się spracuję z czymś tam”.
I tak mimowolnie, krok po kroku lądujemy w sytuacji, gdzie właściwie ciężko złapać jakikolwiek relaks, bo nawet moment, w którym mamy relaks, jest na kredyt. Trzeba wrócić z tego relaksu i spłacić ten kredyt. To jest klasyczny numer, z którego kiedyś śmiałem nieprzeciętnie. To jest historia pod tytułem: pożyczyć pieniądze, żeby pojechać na wakacje. To jest troszkę trefny numer. Jasne, jak się pożycza od rodziców, to jasna sprawa, że jest się młodym nastolatkiem, to o to chodzi, bo wiadomo, że się rodzicom i tak nigdy nie odda. To jest: „Tato, pożycz na wakacje. I tak przecież nigdy nie oddam”. Oczywiście zawsze tak było, ale mówię już o takich normalnych sytuacjach, że człowiek, nagle rodzina idzie wpierw do banku, pożycza pieniądze na wakacje. A są takie rzeczy.
Są w wielu krajach, nie tylko w Anglii. Wiem, że w Polsce też, w Niemczech też. Idzie się, pożycza się pieniądze na wakacje, jedzie się na te wakacje, bo one kosztują dużo. Później się je spłaca przez pół roku. Bo chodzi o to, żeby to były konkretne wakacje, takie, żeby cała rodzina dostała mega wypasu i tam koniecznie musi być czarnoskóry lokaj, który przynosi drinka prosto do basenu o nazwisku Walczak. Zawsze. I to jest w folderze i musi być tak jak w folderze, ponieważ to jest ten cały attachment. To jest ta siła pola grawitacyjnego w naszej głowie. Chciwość i żądza i wiara w to, że przedmioty dadzą nam relaks. Że skoro otoczymy się przedmiotami, które teoretycznie wymagają posiadania kupy kasy, przez co wydaje nam się, że jeżeli te przedmioty są w otoczeniu kupy kasy.
Kto ma kupę kasy? Ci, którzy mają dużo relaksu. Czyli jeżeli się otoczę tymi przedmiotami, które są z reguły w tych domach, gdzie mieszkają bogacze, którzy ponoć mają dużo relaksu, bo jakbym miał dużo kasy, to miałbym dużo relaksu, to też będę miał relaks. Jest troszeczkę taki mechanizm. Ja wiem, że to brzmi śmiesznie i to naprawdę jest dziecięce, ale przyjrzyj się uważnie na wszelkie tak zwane zachowania społeczne, jak to wygląda. Niby dziecięca bajka i brzmi jak gadka rozpieszczonego pięciolatka, który jest dodatkowo jeszcze wychowany przez przygłupich rodziców, którzy nie nauczyli go prostego, logicznego myślenia. Takiego zdroworozsądkowego, bym powiedział. Niekoniecznie logiki uniwersyteckiej, bo to jest już teologia bardziej. Każdy taki człowiek zauważa, co się dzieje. Przecież to widać od razu, że to nie jest normalna sytuacja, że to nie jest żaden relaks, że to jest bardziej silenie się na relaks, żeby dostąpić zaszczytów i luksusów, gdzieś tam wylądować w relaksie.
Jest coś takiego w Londynie. Jest to, co by tu nie mówić, po prostu czasami wydaje mi się obowiązek. Naprawdę nie żartuję. Jeżeli wyjdziesz sobie na tak zwane miasto, przejedziesz się metrem, autobusem, pociągami, gdziekolwiek, po prostu twoje oko zahaczy o te wszystkie billboardy reklamowe, wszystkie te śmieci, które się próbuje nam wcisnąć, to nieustannie widzisz uśmiechniętych ludzi, którzy właśnie zasuwają na wakacje w jakieś tak egzotyczne, pojechane miejsce, że widzisz ten plakat. Widzisz tą pogodę za oknem, która przypomina po prostu tsunami. Tylko że tsunami w temperaturze plus pięciu stopni i bez żadnego słońca. Czyli jest generalnie słabo i żaby z nieba. I ty stoisz w tym płaszczu przemoknięty, przewiany, ciemno dookoła, zimno. Cokolwiek, czego chcesz się dotknąć, to ciągle chce od ciebie kasę. Stoisz przed takim plakatem, a tam wolni ludzie w kostiumach bikini, czyli widać, że nie mają portfela przy sobie.
To jest w ogóle fenomen. Przyjrzyj się uważnie na reklamy. W reklamach nie zauważysz nigdy ludzi z portfelami w ręku. Nie, nie ma płacenia. Pieniądze nie grają roli. Pan musi zapłacić 2000 funtów za dwa dni i tyle. To są tak zwane pieniądze, które nie grają roli. I cały taki trakt komunikacyjny tej smutnej części populacji, która uwierzyła w to szaleństwo i postanowiła dołączyć do tego szaleństwa. Sam byłem częścią tego szaleństwa przez lata, przez lata. Także wiem, o czym mówię, gdyż mówię w tym momencie o sobie.
Otóż to. Codziennie, wracając z biura, obserwując te plakaty. Takie zawsze pytanie: kto, do kurwy nędzy, ma czas i pieniądze, żeby bywać w takich miejscach? Przecież nikt, kogo znam, kto mieszka w tym mieście i pracuje. No way. Nie ma takiej opcji, żeby byli tu ludzie, którzy mogą w ten sposób żyć, bo w tym momencie wylecieliby z roboty albo pojechaliby na piękną plażę. I w ogóle sytuacje są tak zabawne, taki kontrast sytuacyjny. I pamiętam, że doszło już do takiego paradoksu, że wręcz zniesmaczeni użytkownicy londyńskiego metra w pewnym momencie, akurat nie byłem to ja, ale jakiś użytkownik się zorganizował z innym użytkownikiem i zrobiono petycję na temat, nie pamiętam, co to był za plakat. Jakaś laska w bikini na plaży, coś w tym stylu, jakieś takie już prawie że z cyklu „wakacje sport”, coś w tym stylu, reklamująca, nie wiem, jakiś fundusz inwestycyjny, który coś tam, że wakacje jeszcze jakiś po prostu abstrakt taki, żeby wycisnąć z ciebie kasy jak najwięcej i sprzedać ci kit, że ci ludzie już zrobią za ciebie całe życie, tylko musisz przyjść z kasą i jedyne co się wydarzy później, to to, że będziesz szczęśliwy do końca życia. Nie wiadomo jak.
Musisz zapłacić im dużą kasę. Najlepiej jakbyś płacił im miesięcznie. Wtedy będziesz jeszcze bardziej szczęśliwszy. W każdym bądź razie ci ludzie się zbuntowali, zrobili jakąś petycję. Petycja poszła w tłum, tłum pochwycił petycję. Ja byłem w tym tłumie i też gdzieś tam ją w internecie kliknąłem, że okej, bo to już była taka jazda naprawdę mocno niesmaczna. Słuchaj, stoisz sobie, wiesz gdzie stoisz. Wiesz, jak wygląda życie. To jest miasto. Ja akurat nie byłem w tej grupie working poor specjalnie.
Szczęśliwie się załapałem na troszkę tak zwaną klasę średnią, ale pozostawiając te niuanse ze współczesnym rasizmem ekonomicznym, prawda jest taka, że tutaj większość jest working poor. Czyli po wypłacie jak zapłacisz czynsz, to nie za bardzo jest. Nawet jeżeli masz porządną robotę i zarabiasz porządną kasę, wtedy mieszkasz bliżej pracy. Wtedy płacisz dwa razy więcej albo trzy razy więcej za chatę. Niby za dojazdy płacisz mniej, ale z kolei na innych rzeczach po prostu polegasz, bo wszystkie zakupy dookoła kosztują fortunę i tak dalej, i tak dalej. Generalnie sprawa się rozciąga, robi się coraz bardziej skomplikowana. Efekt jest taki na końcu, że robisz tyle samo albo dwa razy więcej niż wcześniej. Właściwie często dwa razy więcej, bo zostajesz na nadgodziny, bo masz blisko do pracy, także już się nie śpieszysz do domu. A szef dobrze widzi nadgodziny. Kasy niewiele więcej z tego jest, a życia już w ogóle nie ma.
I właściwie jak nagle porównasz, to się okazuje, że w ogóle nie masz kasy, bo ten styl życia wymaga od ciebie wydawania fortuny na utrzymanie się przy życiu, żeby nie zwariować w tym wszystkim. Taka zwyczajna historia. I koniec końców mając zarobek średniej klasy okazuje się, że jesteś working poor, którego nie stać nawet na to, żeby sobie na końcu miesiąca kupić coś, co jest niezbędne do życia. Jak się okazuje, statystyki pokazują, tutaj takie oficjalne statystyki, nieoficjalne są jeszcze bardziej dramatyczne. I jak się okaże coś takiemu człowiekowi, który niby wszystko jest okej, niby jakby już wszystko w tym standardzie się trzyma, coś walnie, to przecież nie ma nawet na prostą obsługę medyczną na koniec miesiąca, żeby cokolwiek się stało. Dobrze jest NHS, także szczęśliwie już nam z podatków zabrali. Także działa to w ten sposób, ale ja tu zostawię te wszystkie kwestie finansowe, ekonomiczne, bo to jakby nie o to chodzi. Tu chodzi o tą siłę relaksu przede wszystkim. O to, że jest grupa ludzi, której odebrano jakiekolwiek szanse na relaks. Zrobiono im obóz koncentracyjny przymusowej pracy za kredyt.
No i w ramach motywacji, czyli metody marchewki i kija, pokazuje im się reklamy cudownego życia, gdzie ludzie w bikini, w kąpielówkach biegają po plaży i nikt nie ma w ręku portfela ani telefonu komórkowego. Telefon jeszcze może ma ktoś zadowolony, rozmawia z przyjacielem na drugim końcu świata, ale wiadomo, że nie ma portfela przy sobie, bo widać, bo stoi na plaży. Kto na plaży ma portfel w kąpielówkach? Nikt. To w ogóle o to chodzi, żeby tak pokazać cały świat, że jest taki super. No i ludzie, część z nas, ludzie jak ludzie. Ja akurat nie za bardzo należę do tej części, ale jest taka część, która próbuje odreagować w ten sposób i tak reaguje. I wyrusza na takie wyprawy, eskapady w to i w tamto, w to i w tamto, wracając tutaj z powrotem zaciągając kolejny kredyt. Mam takich znajomych, dobrych znajomych, bardzo fantastyczni ludzie, świetni, ale po prostu znowu sobie wymyślili jakiś kredyt i robią karierę. Bardzo dobrze, bardzo dobrze.
Niech robią kariery, wszystko jest okej, ale mówiąc szczerze, od momentu, kiedy zaczęli robić karierę, wymyślili sobie kolejny kredyt. Ja myślę, że ich życie towarzyskie jest absolutnie okej, to się niewiele zmieniło. To tylko w tej okolicy zaczęli się rzadziej pojawiać, bo już gdzie indziej jest, że tak powiem, bliżej. I nagle widać jak relacje towarzyskie, jak relacje, znajomości ulegają pewnym transformacjom i to nie pod wpływem jakichś czynników, warunków naturalnych, bo to całe środowisko, w którym mieszkamy, nie ma nic wspólnego z czynnikami naturalnymi. To jest symulacja. Nagle się okazuje, że kawał naszego życia, które jest naprawdę bardzo fajne, bo my się lubimy spotkać, tylko już nie mamy niestety czasu, żeby się na takim luzaku spotykać. Też inna sprawa, że często się zdarza, że ciężko już być na takim luzaku każdemu z nas. Znaczy może mi akurat najłatwiej z tego całego towarzystwa, ale nie każdemu już ten luz siedzi w głowie tak wytrwale. Niektórym ten luz troszeczkę został odparowany z głowy przez te czynniki, które tworzą tą symulację rzeczywistości dookoła. Myślę, że to jest taka rzecz, którą każdy z nas traci, bo to jest taka normalna historia, która spotyka wielu z nas.
To nie jest jakaś zjawiskowa historia i nie znaczy o tym, że ludzie są źli, zwariowali i już tylko pobiegli za kasą. Nie no, każdy chce zrealizować swoje marzenie życiowe. Każdy chce dotknąć pewnego pomysłu w materii, który gdzieś tam mu się, że tak elegancko powiem, ekstrapoluje w głowie, czyli gdzieś tam mu dorasta w głowie. Się tam mieli, mieli, mieli. Chciałby zobaczyć to w praktyce. Jasna sprawa, wcale nie mam absolutnie do nikogo o to pretensji. Sam robię dokładnie to samo. Realizuję swoje pomysły w materii, w praktyce, bo jest to naprawdę niesamowita zabawa. Tylko że czasami do realizacji tych pomysłów trzeba troszeczkę ugiąć karku i to ugięcie karku powoduje, że staje się częścią tej symulacji. Taki użytkownik tej symulacji.
I to na tyle, że sieje to, że tak powiem, po relacjach towarzyskich, sieje to po relacjach społecznych. Tworzy to taką dysfunkcyjną sytuację, bym powiedział, zawsze towarzyską, że nie ma czasu, że coś tam, że coś tam, że chciałoby się, ale już nie można. Zaczyna się czasami wymyślanie, że a to już nie można. Zaczyna się to robić rutyną w pewnym momencie i ta rutyna zaczyna przejmować troszeczkę nasze życie. Dzieją się takie różne sprawy. Ja szczęśliwie staram się wyskakiwać z tego, jak tylko mogę. Nie wiem, na ile szczęśliwie, na ile nie. To już musiałbym, że tak powiem, wyjść z własnej skóry i spojrzeć na siebie z zewnątrz, na ile skutecznie mi się udaje to robić. W każdym razie nie jest to istotne, na ile skutecznie, bo i tak nie namawiam cię do robienia czegoś takiego. To jest moja własna decyzja.
Ja powiem ci szczerze, że według mojego własnego oglądu robię to po prostu doskonale, człowieku. Jestem naprawdę szczęśliwy z tego i nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Moim zdaniem mam to, czego chcę i o to mi w tym wszystkim chodzi. I jakoś tak się okazało, że zupełnie ta linia polaryzacji gdzieś tam zniknęła. Taka linia polaryzacji, że gdzieś trzeba wystrzelić jak korek od szampana w jakąś sytuację. Właściwie się okazuje, że nie ma takiej sytuacji, jeżeli jest relaks dookoła. Ja i tak myślę, że tak czy siak pewnego dnia, jeżeli się muszę gdzieś pojawić, to i tak tam się pojawiam. Tak jest skonstruowane moje życie i wszelkie historie, które się działy dookoła mojego dupska jasno i wyraźnie mi to pokazują, że to nie jest tak, że po prostu nigdy już tam nie pojadę, nigdy czegoś nie zobaczę albo coś. Nie, nie, nie. Jest raczej bardziej obawa, że mogę być tam tak często, że aż mi zbrzydnie czasami.
Także nie jest to kwestią miejsca. Właściwie w pewnym momencie też zacząłem troszkę inaczej podchodzić do kwestii relaksu i zauważać troszkę inną percepcję w tym wszystkim. Właśnie tą percepcję związaną z polem grawitacyjno-magnetycznym, niekoniecznie jeszcze nazywając to polem grawitacyjno-magnetycznym. Taka zwykła obserwacja z codziennego życia, że kiedy jestem zrelaksowany, to po prostu jestem tu i teraz. I właściwie nie ma czegoś takiego jak jakikolwiek model symulacyjny, taki wynikający właśnie z tej symulacji, który mógłby mi w jakikolwiek sposób zapewnić lepszy relaks niż ja sobie sam. I to jest tylko kwestia tego podejścia, które mam w sobie. Czy chcę widzieć siebie szczęśliwego w takiej sytuacji, czy chcę widzieć siebie szczęśliwego w ogóle? To jest ta różnica. Czy moje szczęście zależy od czegoś, co musi być dookoła? Czy ja po prostu jestem szczęśliwy, bo chcę być szczęśliwy?
I tu się okazuje, podejrzewam, przynajmniej w moim przypadku i w mojej refleksji rozbija się całe clue programu. Ciężko jest zmusić nieszczęśliwego człowieka do poczucia szczęścia i do bycia zrelaksowanym, bo w tym momencie zawsze będzie to naznaczone traumą i on zawsze będzie próbował w tym momencie bardziej chyba szybciej odreagować swoje nieszczęście niż generalnie się zrelaksować. Oczywiście zawsze można nazwać to pewną odrobiną relaksu i tam pewna odrobina relaksu jakaś jest. Myślę, że dzięki temu jeszcze żyjemy na tej planecie, że niektórzy ludzie, którzy mają potężne środki militarne i potężne środki ekonomiczne Jeszcze gdzieś tam czasami przypadkiem, zamiast wykonać jakiś szalony manewr i wysadzić w powietrze połowę świata, może poczuli się zmęczeni tym nicnierobieniem i postanowili wyjść na spacer do swojego prywatnego parku, który jest tylko i wyłącznie na ich własny kluczyk zamykany tak, żeby nikt ich nie widział, jak oni spacerują, bo oni muszą mieć spokój. Tu nie może być żadnego przypadkowego człowieka. Oni muszą kontrolować każdą sytuację, a wiadomo, że człowiek żyje na planecie Ziemia, po której porusza się milion innych istot. Jedyną opcją na kontrolowanie sytuacji jest zamknięcie się i odizolowanie od tych wszystkich miliona istot. Może jeszcze ptaki, lisy, jakieś koniki, zwierzątka i służba, która się zajmuje tym wszystkim, mogą być jeszcze akceptowane, bo zwierzęta po prostu nie mówią. Zwierzę nie podejdzie do właściciela takiej posiadłości i nie powie: „Ty pieprzony kutasie” na przykład. Nie zrobi takiego numeru.
Natomiast zbuntowany pracownik w pewnym momencie może wykonać taką rewoltę. Na dodatek jeszcze szczęśliwie się okazuje, że są ludzie, którzy obsługują te wszystkie rzeczy tak, że będąc właścicielem właściwie i tak się tego wszystkiego nie dotyka. Jest się tylko właścicielem poczucia bardzo dziwnego stanu umysłu, że kontroluje się cały świat. Bo ta eugenika, od której zacząłem, właściwie przeistoczyła się dokładnie w troszeczkę nowsze szatki i nazywa się teraz genetyka. Teraz jest taki pomysł, żeby stworzyć sobie takie rośliny i zwierzęta, i nawet takiego człowieka stworzyć, którego już nie trzeba będzie specjalnie obsługiwać, który już sam się obsłuży za pomocą jakichś maszyn, które mu się dostarczy. Sam na siebie zarobi. W sensie, bo to nie jest tak, że zarobi na siebie, na swoje utrzymanie. On zarobi na utrzymanie swoich panów i jeżeli będzie w pełni sztuczny, to na pewno będzie w pełni kontrolowany. Więc jeżeli będzie w pełni kontrolowany, to wiadomo, że się raczej nam tutaj nie zbuntuje, a jeżeli się nie zbuntuje, to wszystko jest okej. To o to chodzi.
Wtedy mamy zapewniony nasz komfort, naszą kontrolę sytuacji, bo to my panujemy nad tym, czy wydarza się burza, czy świeci słońce. Może nie do końca, ale przynajmniej panujemy nad tym, kto przychodzi dzisiaj do roboty, a kto do roboty do nas nie przychodzi i kto dzięki temu funkcjonuje, a kto nie funkcjonuje. Normalne jest to, że w ogóle rozmawiamy o takiej absurdalnej sytuacji, która właściwie w ogóle nie powinna istnieć. Bo to jest fenomen, żeby człowiek, którego nie stać na to, żeby ogarnąć własne dupsko fizycznie, zajmował fizycznie tak potężne zasoby. To jest po prostu insane. Tak zwyczajnie. Czyli nie ma żadnego uzasadnienia, żeby człowiek, który i tak nie jest w stanie zjeść nawet dużego jednego obiadu, zamawiał dla siebie 30 obiadów. Wiadomo, że te 29 zostanie zniszczonych, ale ktoś musi te obiady wykonać, jakaś praca zostanie włożona. To jest troszkę dziwne, że nikt nie szacuje cudzego czasu, ale to jest właśnie ta siła braku relaksu podejrzewam. To jest właśnie to, co wynika z braku relaksu.
To jest ta napinka, że wszyscy muszą być wiecznie w robocie i każdy musi zasuwać, nawet jeżeli nie ma to żadnego sensu, bo nie ma to żadnego sensu, to wszyscy święcie starają się w tej sytuacji uwierzyć w to, że to jakiś sens ma. Nawet sobie ludzie wymyślają tytuły do tego specjalne, że on już nie jest człowiekiem, tylko on już jest utytułowanym człowiekiem, czy to uniwersytecko, czy w jakikolwiek inny sposób, że atrybuty do tej zabawy urosły do rozmiarów potężnych. To samochód, czy ktoś ma bardziej czy mniej sportowy, w jakiej dzielnicy mieszka, jakie buty zakłada, jak wygląda, przede wszystkim gdzie bywa. I to jest ta siła relaksu? Słaba siła relaksu, słaba troszeczkę. Ale szczęśliwie jest na świecie dużo normalnych ludzi, tak mi się wydaje, którzy szczęśliwie mają swoją siłę relaksu w swojej własnej chwili, takiej, kiedy nic nie robią. I to jest piękny moment. Dzięki tym momentom cały świat funkcjonuje. Bo gdyby zostawić tych szaleńców samym sobie tylko i wyłącznie, to i tak nic nie tracimy. Bo prawda jest taka, że cały ten szalony świat jest napędzany właściwie siłą naszego relaksu troszeczkę.
Ten moment, kiedy my jesteśmy wyluzowani, wymyślamy jakąś nową, genialną rzecz. Nawet te rzeczy, o których dzisiaj wspomniałem, począwszy od internetu, począwszy od tych wszystkich fascynujących historii, które pierw były trzymane w tajemnicy gdzieś tam. Może nie w tajemnicy. Wielu ludzi twierdzi, że internet jest wynalazkiem wojskowych, ale to nie do końca. Wynalazkiem wojskowym było położenie kabli pomiędzy bazami wojskowymi i podłączenie tych kabli tak, żeby można było puścić nawet sygnał Morsem. Natomiast co zrobić z tymi połączonymi kablami, to już był zupełnie inny pomysł, który nie narodził się w mózgu, który był przystrzyżony do wysokości hełmu na głowie, do orzeszka, tylko w troszeczkę innej głowie. W głowie, która wrzuciła na przykład LSD i nagle pojawiły się wizje i nagle się okazało, że możemy użyć tą sieć do komunikacji i to w taki bardzo prosty, trywialny sposób. Nie trzeba zbyt wiele. I nagle się okazało, że ta siła relaksu poszła dalej. Chwilę później zrelaksowany koleś, nudząc się akurat na uniwersytecie, stwierdził: „Kurczę, zrobię jakiś taki protokół do wysyłania tych danych”.
I chłopak z drugim chłopakiem gdzieś tam na drugim końcu świata sobie napisali kawałek, żeby łatwiej było sobie zdjęcie wysłać na przykład. I się okazało, że siła komunikacji dotarła i do nas. Bo słyszysz mnie, człowieku, zupełnie z tego powodu. Otóż to, dokładnie z tego powodu mnie słyszysz. Właśnie te urządzenia, ta technologia, a jeszcze przed nami masa innych rzeczy. Myślę, że dobrze jest się relaksować, bo jeżeli będziemy dobrze zrelaksowani, to szybciej w naszej okolicy pojawi się ta zdrowa technologia, a nie toksyczna technologia. Szybciej w naszej okolicy pojawią się normalne relacje z ludźmi i nie będzie takich historii, że Nagle nasze przyjaźnie się będą troszeczkę ucinały, bo się okaże, że ktoś musi spłacić kredyt, że ktoś musi zarobić na coś. Ty musisz zrobić coś, ja muszę zrobić coś. Niekoniecznie, że chcemy to robić tylko dlatego, że musimy zrealizować pewien plan, który został wymyślony przez kogoś innego po to, żeby zrealizować własne marzenie. Co jest kompletnie toksyczną historią.
Szczęśliwie, że dalej realizujemy swoje własne marzenia w życiu i to jest zdrowa rzecz. Natomiast nieszczęśliwe jest czasami to, jaką cenę musimy płacić za takie dosyć proste, trywialne rzeczy, które właściwie każdy powinien mieć za darmo. I nie ma na ten temat żadnej dyskusji i nigdy właściwie nie było, dopóki kilku z nas nie zwariowało i kilku z nas nie uwierzyło, że tak powinno być. I koniec końców dotarliśmy do momentu, gdzie mam nadzieję, coraz więcej z nas wreszcie z powrotem zaczęło się zastanawiać. Okej, sprawdziliśmy tą metodologię, sprawdziliśmy ostatnie 1000 lat, sprawdziliśmy ostatnie 100 lat, sprawdziliśmy ostatnie 50 lat z korporacjami. Sprawdziliśmy siebie, sprawdziliśmy troszeczkę od strony naukowej wszystkie te religijne koncepty na temat eugeniki, na temat tego, kto jest lepszy, kto jest gorszy, jak funkcjonuje mama natura. Wiemy już, że niewiele wiemy na ten temat i że właściwie lepiej, żebyśmy żyli w symbiozie, bo cała energia, którą obsługujemy, to jest symbioza z naturą. I to jest chyba taki dobry moment, żeby wreszcie wrzucić troszeczkę relaksu, pójść, przejść się do lasu. Wiosna się zaczyna. Bez gazety, bez udawania, silenia się na analizy polityczne w wymyślonym wirtualnym świecie.
Dokładnie tak, zwyczajnie i konsekwentnie. Ja sobie myślę, że jedyna metoda na to, żeby ten świat bez problemu funkcjonował i żebym miał jakikolwiek relaks i miał go poza tym, że mam go dzisiaj, miał w cudzysłowie pewną szansę, że kiedy dotrwam do jutra, to jutro też się pojawi relaks w mojej głowie i nie będę miał z tym żadnego problemu. To konsekwencja w byciu zrelaksowanym. To jest dokładnie to samo co z substancją, każdą substancją psychoaktywną. Ja sobie myślę, że najlepsza metoda używania polega na konsekwencji w działaniu, że trzeba się zmierzyć z tematem. I to konkretnie tak, żeby wsiąknąć w temat na 100%. To jest ta metoda. Inaczej moim zdaniem szkoda czasu. To troszeczkę tak, jak siedzieć okrakiem na płocie. Bardzo niewygodna pozycja.
Z jednej strony dramat, a z drugiej strony relaks. To jak to pogodzić? To jak okrakiem na płocie i też takim troszeczkę zaostrzonym. Mało wygodna sprawa. Ja myślę, że siła relaksu konsekwentnie wprowadzona do życia u mnie wygląda tak, że odkładam gazety. Nie partycypuję w życiu społecznym, politycznym i na sprawie nie ma w czym partycypować, bo też nie wynika to z przekonań religijnych, tylko wynika to ze świadomości, kto napędza ten biznes i na czym się to opiera, kto komu płaci pieniądze. I czasami jak człowiek się tak przygląda, to normalne jest to, że jak jestem zdrowy na rozumie, to nie będę w to wskakiwał, bo kto zdrowy na rozumie robi takie rzeczy? Tylko ci wariaci, którzy oszaleli na punkcie rządzenia światem. To jest ich domena. Szczęśliwie nie ma ich zbyt wielu.
Większość świata stanowią normalni ludzie, którzy co prawda jeszcze troszeczkę zagonieni, ale być może już niedługo będą mieli wreszcie troszeczkę wolnego czasu, żeby ochłonąć, przestać tyrać i pracować. Usiąść troszeczkę na własnym tyłku, zastanowić się troszeczkę nad tym, co oni właściwie robią w tym miejscu, w swoim własnym życiu i zastanowić się może nad tym, czego nie chcą robić więcej w swoim własnym życiu. Co chcą robić w swoim własnym życiu? Z kim chcą się bujać po dzielni, z kim się pobujać po dzielni nie chcą. Co chcą zjeść, a czego zjeść nie chcą i w jaki sposób chcą robić swoje życie i gdzie przede wszystkim. Czyli wszystkie te kwestie takich dziwnych dokumentów, które spowodowały, że wszyscy jesteśmy niewolnikami bardzo wąskiej grupy ludzi, która decyduje o tym, czy możemy gdzieś dotrzeć, czy nie możemy, czy mamy wizę, czy mamy jakieś papierki, które nazywają się banknotami. Taki bardzo egzotyczny pomysł, w który niektórzy z nas uwierzyli. Myślę, że dobry czas, taki początek nowego wieku, żeby skończyć troszeczkę z tą iluzją. Inna sprawa, że tak jak wspominałem, właściwie nie pozostało już nic z tej iluzji, ani grama, nawet w odniesieniu do akademickiej nauki. Nawet tam okazało się, że wszystkie te szalone idee okazały się po prostu utopiami, z których nic nie wynikło poza jednym wielkim zażenowaniem i rozczarowaniem.
Te utopie jeszcze funkcjonują w świecie biznesu i w świecie tak zwanym konsumpcyjnym. Czyli nowa torebka, nowe ciuchy, nowe modne rzeczy. Ale też już ta utopia dobiega końca, bo nagle się okazuje, że pomimo miliona funkcji w zegarku właściwie przestajemy coraz częściej używać zegarek. Przynajmniej ja przestałem używać zegarek dawno, dawno temu. Znaczy używam, tak posiadam. Oczywiście wiem, jak go obsługiwać, ale moje życie nie odbywa się z zegarkiem w ręku. Przede wszystkim nie wstaję na zegarek. To jest taka elementarna zasada. Wstaję, jak mam coś do zrobienia, ale to mam coś do zrobienia. Okej, jeżeli wstaję, bo mam coś do zrobienia z ludźmi, którzy będą w konkretnym miejscu o konkretnej porze, to po prostu tam jestem.
To wtedy sobie wstaję na konkretną porę do konkretnych ludzi i to jest bardzo przyjemne. Natomiast jeżeli nie ma to żadnego sensu, uzasadnienia. Relaks, siła relaksu. Człowieku, wyciągnąć się, przeciągnąć, pomyśleć sobie swoje. I jak pomyślisz swoje, to może się okaże, że będziesz kolejnym geniuszem na tej planecie, który przyniesie mi kilka takich ciekawych odkryć, że kurczę blade, będę miał jeszcze większe poczucie relaksu. Albo może w drugą stronę. Może ja pomogę ci w jakiś sposób z poczuciem relaksu. A może po prostu, kiedy poczujemy się zrelaksowani, bo ty jesteś zrelaksowany i ty jesteś zrelaksowana, ja jestem zrelaksowany, to może ten nasz relaks będzie jeszcze fajniejszy i przyniesie jeszcze ciekawsze pomysły. Otóż to. Człowieku, relaksu ci życzę w tym czasie końca historii.
Dużo relaksu i sobie też życzę dużo relaksu. Także zrelaksowanym krokiem oddalam się z tej hiperprzestrzeni bardzo zrelaksowany. Tak się zrelaksowaliście drodzy słuchacze i ci na czacie i ty człowieku, który mnie tu słuchasz, że nawet nikt nie zadzwonił, nikt się nie odezwał słowem. I bardzo dobrze. Trochę relaksu się każdemu należy człowieku. To co? To ja kończę tą historię na dzisiaj i znikam się porelaksować jeszcze przez parę chwil na wieczorowej porze w Radiu Na Fali. Zatem dziękuję za słuchanie kolejnego odcinka Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali oczywiście. Za chwilę naprawdę uzupełnię to całe archiwum, bo tam troszkę już się zebrało. Dużo się zebrało, ale spoko, będzie dużo słuchania.
Pozdrawiam Radio Paranormalium, które retransmituje Radio Na Fali w sensie Hiperprzestrzeń. Pozdrawiam też Radio Dream Time Grzegorza i pozdrawiam ciebie, mecenasi i mecenasko bardzo serdecznie. Za chwilę uzupełnię wszelkie dane, ale to jeszcze się poobijam troszeczkę. Jeszcze się trochę poobijam, nie ma tak lekko. Jest takie powiedzonko o życiu lekko, ale to już zostawię księciu, książę jest ekspertem od tego powiedzonka. Ja zawsze przekręcam tak, że nawet nie będę. Nie przypominam sobie. Ciężko jest żyć lekko. To jest ciężka decyzja w życiu, którą trzeba dokonać, żeby wreszcie wyluzować. Ale myślę, że to dobra decyzja, że jeżeli jeszcze jesteś przed, to mówię ci, nie masz się czego bać, a jeżeli jesteś już po, to pozdrawiam serdecznie i życzę jeszcze większego i jeszcze bardziej udanego relaksu w życiu.
Ja przy okazji właśnie zapraszam tam do archiwum Radia Na Fali, do tego co tam jest na Facebooku Radia Na Fali. Przypominam, że Radio Na Fali wspiera Fundację Keshe, wspieramy całą ludzkość, wspieramy siebie nawzajem. Urządzenie działa, wszystko działa w tej technologii, także nie ma żadnego problemu. Jeżeli chcesz się nauczyć co i jak robić z tą technologią jest prosto jak schemat cepa. Zapraszam cię w czwartek na 22:30 polskiego czasu do Radia Na Fali. Tam w syntezie opowiadam o tej technologii, także zapraszam cię człowieku, żebyś się tam pojawił, bo naprawdę nie musisz już płacić rachunków za prąd, nie musisz płacić rachunków za benzynę do samochodu. Możesz troszkę wrzucić na luz. Możesz trochę wrzucić na relaks. Trochę pracy, żeby zbudować te urządzenia i trochę więcej relaksu. I nagle się okazuje, że ta siła relaksu coś może zmienić w twoim życiu.
Więcej czasu dla dzieci, więcej czasu dla rodziny, więcej czasu dla przyjaciół, więcej czasu dla siebie przede wszystkim. A to już jest bardzo dużo. To ja znikam sobie się relaksować w wieczorowej porze w Radiu Na Fali. Pozdrawiam cię jeszcze raz serdecznie i do usłyszenia słuchaczko i słuchaczu następnym razem w kolejnym odcinku Hiperprzestrzeni w radionafali.com.