[00:00] - To think for yourself and question authority. Szum lasu jak zwykle zwiastuje sobotni wieczór, przynajmniej w Radiu Na Fali i oczywiście szum mojego mikrofonu. Witam cię dziewczyno, witam cię chłopaku bardzo serdecznie w hiperprzestrzeni w radionafali.com. Jest jeszcze oprócz tego retransmitowane w Radiu Paranormalium. To jest jedno radio i Radio Dreamtime. Tam muszę zmienić nicka na stronie, bo jestem na etapie wielu rzeczy ze stroną internetową. Przepraszam cię, droga słuchaczko i drogi słuchaczku, za to, że nie możesz sobie ściągnąć aktualnie niektórych podcastów z archiwum Radia Na Fali, ponieważ serwer aktualnie jest troszkę sprzątany. Są robione drobne porządki, także jeszcze sekundę to potrwa. W ogóle powinienem puścić jakieś obwieszczenie, przynajmniej na stronie Radia Na Fali, ale w ogóle nie zdążyłem, bo jestem troszkę zapracowany. Byłem przynajmniej w tym tygodniu.
Także odpuszczałem wszelkie newsy, bieganie, sprawdzanie, kombinowanie. Za chwilę będzie sprawne i będziesz mogła i ty też sobie ściągać wszelkie podcasty do woli, a czekam też z tym momentem, żeby powrzucać zaległości, które się oczywiście zbierają. Oprócz tego, że są do powrzucania tak jak zwykle. Ale wiosna już powoli chyba za pasem. Zaczyna się powoli lato. Szczęśliwie jeszcze na tą wiosnę nie gruchnęło nic wielkiego, katastroficznego w okolicy. Mamy fuksa. No i zostało nam czekać do jesieni. Mamy czas do jesieni, bo czy czekać z założonymi rękami to wcale nie powiedziałbym, że to najlepszy pomysł. Tym bardziej że wcale nie trzeba czekać z założonymi rękami na nic.
Anyway. Także dzisiaj pociągnę troszkę moment swoich refleksji przy tych katastroficznych historiach, które się ostatnio pojawiły. Ja mam też sporo refleksji ostatnio. Mam ku temu tyle powodów, że to głowa mała. Jestem świadkiem, obserwatorem, uważnym wyciągaczem wniosków przy serii eksperymentów robionych z takimi urządzeniami. Pewnie się domyślasz, o co chodzi. Ja nie chcę dzisiaj mówić o tych technologiach. O nich mówię w czwartek. Tak, w czwartek jestem cashystą. Także zapraszam cię na czwartek, jeżeli już, do syntezy w Radiu Na Fali na żywo o godzinie 22:30 polskiego czasu.
No właśnie. Zapraszam. Tak jak ostatnio mogą być niespodzianki, bo zaraz po syntezie była etykieta zastępcza z taśmy, bo książę nagrywał wcześniej i tak sobie bardzo późną porą poszła etykieta. Pozdrawiam księcia bardzo serdecznie, który sobie gdzieś tam huka i ja to mam nowy adres: czasnu.com razem. Tam też jestem retransmitowany, a dokładnie hiperprzestrzeń. Adres do radia jakbyś chciał zadzwonić na Skypie to oczywiście radionafali.com tak to się nazywa. I oprócz tego jestem na czacie właśnie teraz. Teraz wyskoczyło mi dużo jakichś historii na Skypie, to będę próbował to jakoś ogarnąć. Przede wszystkim jakoś to ogarnąć. Właśnie w tym momencie ogarniam.
Także ogarniam. Właśnie witam wszystkich, którzy mnie przywitali na Skypie w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. I co z tymi moimi refleksjami? Bo refleksji jest masę, ale zanim zacznę refleksje, to oczywiście poza tym, że jeszcze chciałem jakieś ogłoszenie powiedzieć. Chyba to wszystko z ogłoszeń na dziś. Właściwie nie mam żadnych specjalnych ogłoszeń, poza tym, że oczywiście poczekaj człowieku chwilę. Za chwilę będzie sprawne archiwum Radia Na Fali i będziesz mógł śmiało buszować, ściągać i robić to, co zwykle z tym archiwum, czyli sobie po prostu słuchać tego o swojej własnej dowolnej porze. To jeszcze sekunda. A ja dzisiaj ciąg dalszy swoich refleksji związanych dla niektórych być może z katastroficznym podejściem do życia. Ja myślę, że to nie jest katastrofa, to jest wyzwolenie i tak bym to chciał chyba nazwać: wyzwoleniem.
I gdzie ono tkwi? Jest kilka aspektów tej historii, które ciągle, że tak powiem z angielskiego, blow my mind, czyli gdzie się drapią po głowie, swędzą po głowie. No właśnie. Nie, to jeszcze nie teraz wieczorowa pora. Wieczorowa pora też dzisiaj będzie, ale to za parę chwil, człowieku po hiperprzestrzeni. A my jesteśmy tu po prostu w lesie, w hiperprzestrzeni, w Radiu Na Fali. No i à propos tych moich wniosków, które mnie tak drapią po głowie, to są to wnioski związane w ogóle z taką obsługą rzeczywistości, taką kompleksową obsługą rzeczywistości, bo człowiek z wiekiem niby dorośleje. Nie wiem, czy dorośleje, ale po prostu widzę niektóre rzeczy, obserwuję wyniki niektórych eksperymentów i tak dalej. No i to powoduje pewne, dosyć radykalne, bym powiedział, wnioski. O tyle, o ile szczęśliwie, jak się okazało, właściwie pewien radykalizm we mnie występował od zawsze, czego świadectwem jesteś chociażby ty słuchający hiperprzestrzeni, gdzie opowiadam o tych dla niektórych co po, dla niektórych radykalnych historiach od jakiegoś czasu.
Także ten radykalizm tak czy siak we mnie tkwi. To jest część mojej osobowości. Ale oprócz tego, że jest to częścią mojej osobowości, jest taka ciekawa rzecz z tym radykalizmem, która jest sprawdzana na zewnątrz i właściwie dzięki chyba temu nie mam zbyt wielkiego problemu, żeby przyswoić to nowe coś, ten nowy pogląd na rzeczywistość albo jakoś tak. Zwał jak zwał. Dzisiaj troszkę więcej na ten temat właśnie będę być może próbował to nawet nazwać. Zobaczymy, bo świat się zmienia. Przed nami wielkie wstrząsy i nie tylko właśnie sejsmiczne. I nie jest to tylko historia z ową Kalifornią, chociaż minęło troszeczkę czasu, od kiedy opowiedziałem o tym w hiperprzestrzeni. Niezbyt wiele, może parę tygodni, dwa, trzy, cztery czy jakoś tak. I okazało się, że nawet w Kalifornii lokalne gazety miejscowe piszą, że nie jest zbyt wesoło, bo wygląda na to, że jak trzepnie, to trzepnie tak, że się nikt nie pozbiera.
I tak po cichutku trochę namawiają swoich mieszkańców do może by wyjechali z Kalifornii. Może nie w tym momencie. Może nie jest to dobry pomysł, żeby tam zostawać. Chodzi mianowicie o uskok, który się nazywa San Andreas. Uskok dwóch potężnych płyt tektonicznych, które nie drgną od stu lat za bardzo. A wiadomo, że Wszelkie rozładowania naprężeń na tych płytach generalnie skupiają się właśnie w tym miejscu i jeżeli on nie drgnął, a płyty się cały czas przesuwają, bo sejsmografy pokazują, że się ruszają, a zewnętrzna warstwa stoi w miejscu, to znaczy, że jak teraz dygnie, to dygnie w taki sposób, że mocno dygnie. Ciężko jest określić skalę tego przedsięwzięcia. Na pewno jest niemałe. Można powiedzieć globalne przedsięwzięcie mamy natury w ramach robienia porządków na tej planecie. Właśnie, bo od strony mamy natury te wszystkie rzeczy, które my nazywamy katastrofami, są niczym innym jak robieniem porządku, takiego kompleksowego porządku.
Nie, żebym chciał się przyczepiać do kogoś o to, że jest bałaganiarzem, ale mama natura ma swój własny pogląd na rzeczywistość. Oczywiście z tej okazji czasami postanawia sobie posprzątać. Ten pomysł na rzeczywistość to są pola grawitacyjno-magnetyczne. Nam się o tym oficjalnie nie mówi. Mówi się o tym, że istnieje pas Van Allena. To jest ten tajemniczy pas dookoła Ziemi, jakieś 100 kilometrów dookoła Ziemi. Magnetyczno-grawitacyjny pas. Pas nie wiadomo czego. Pas, w którym satelity zawracają. Pas, w którym dzieją się dziwne rzeczy.
Czasami niektóre militarne satelity znikają razem ze swoim dziwnym, podejrzanym ładunkiem. Miejsce, z którego wyłaniają się czasami statki obcych, jak twierdzą obserwatorzy UFO, co poniektórzy oczywiście. To jest takie ciekawe miejsce dookoła Ziemi, Pas Keplera. To się tak składa, że wszystkie zdjęcia energii, która tam się pojawia, robione we wszystkich możliwych znanych współczesnej oficjalnej nauce spektrach promieniowań podczerwonych, ultraczerwonych, fioletowych, czegokolwiek, radiacji, pokazują, że tam wszystko zawija, że to jest taki troszkę jak z angielskiego mówiąc donut, czyli anglosaska wersja pączka. Pączek z dziurką. I to się tak kręci dookoła. I to jest taka bariera, która otula Ziemię i jest związana z Ziemią w sposób grawitacyjno-magnetyczny. Taki konkretny, bo właściwie to ten pas Van Allena ustawia to, że Ziemia się kręci tak, jak się kręci. To, że Księżyc jest dookoła, to jest takie sprytne coś. Można powiedzieć, że tam jest ten moment energii, która się manifestuje, która tworzy wszelkie warunki, które my nazywamy życiem na Ziemi i w ogóle Ziemią i w ogóle całą resztą, bo właściwie my w tym momencie nazywamy to od wewnątrz.
Jesteśmy troszkę tak od wewnątrz tej energii, przynajmniej patrząc od strony tych nawet oficjalnych urządzeń. Chociaż oficjalnie oczywiście mowa jest o tym, że to my jesteśmy źródłem czegoś tam, że jest jakaś termonuklearna eksplozja zdaje się pod nami, że Słońce też jest jakąś termonuklearną eksplozją, że wszystko wybucha nieustannie, a śladu tego wybuchu nigdzie nie można znaleźć do tej pory. Wszystkie te mądre teorie związane z Albertem Einsteinem, ze światem współczesnej fizyki mają jeden feler, taki dosyć problematyczny feler dla naukowców, którzy je wyznają. Mianowicie są to tylko i wyłącznie niesprawdzalne teorie i następuje wielka radość, kiedy się okazuje, że gdzieś ktoś, jakoś, w jakimś laboratorium nagle wykonał eksperyment, który teoretycznie, przynajmniej jego część, bo cały to raczej przeczy jak zwykle, ale przynajmniej jego część potwierdza w jakimś niewielkim stopniu pewną hipotezę, w którą wszyscy chcą usilnie uwierzyć, ponieważ za nią dostają granty. Jest to oficjalna impreza i na tej oficjalnej imprezie są pewne zasady. Wygląda na to, że mama Ziemia co jakiś czas robi sobie taki solidny porządek i coś, co jest rozchwiane, czyli w naszym przypadku grawitacja z magnetyzmem, bo są to właśnie dwa główne warunki, które stwarzają całą tą imprezę o nazwie życie na Ziemi i nie tylko. Ciekawe zagadnienie, o którym mowa jest od setek lat. Właściwie stare alchemiczne szkoły mówią o tych dwóch tajemniczych energiach, które się przenikają. To jest dokładnie to i one są zawsze niewidoczne. Jeżeli sobie porównasz wszelkie archetypy kulturowe sklejone z opisem energii od strony nawet alchemicznej, takiej europejskiej.
Ja nie mówię o tym, że każdy jest kahuna, że każdy dorastał w małym pueblo gdzieś pośrodku dżungli. Nie, nic z tych rzeczy. Jestem chłopakiem z Europy, także bliższe mi są w sumie tradycje alchemiczne. Jakoś tak się złożyło. Przynajm w sumie one sięgają najgłębiej, bo to i bajki o różnych magiach, czarnoksiężnikach i takich tam opowieściach. Latanie na miotle. Sporo tego było i jeżeli się przyjrzymy, niespecjalnie odrywając się od naszej kultury, niespecjalnie biegnąc do dżungli, niespecjalnie robiąc z siebie native Amazon Indian tribes, tylko patrząc sami na siebie, widzimy kawałki tej wiedzy. Widzimy resztki tej spuścizny. Ona zawsze wszędzie jest. Okej, w niektórych kulturach przetrwało tego dużo, w niektórych przetrwało tego mniej.
Ale jedno jest pewne, w bardzo wielu miejscach, właściwie chyba prawie wszędzie przetrwało w stopniu karykaturalnym, bo to są takie urywki tej wiedzy, takie kawałki. Mi się dzisiaj, zastanawiając nad tym całym zjawiskiem, nieustannie kojarzyło w głowie jedno wydarzenie, takie związane z Aborygenami w Australii. To jest taka legenda Aborygenów o tym, jak się pojawili w Australii, jak w ogóle zaczęła się ta cała historia, impreza o nazwie Australia i w ogóle życie w tym miejscu. Jak się skończyło przejście z Dream Time do innego Dream Time, to rozeszli się tak wszyscy po wybrzeżu i po różnych miejscach i każdy dostał kawałek wiedzy. W ogóle przyszli jacyś kolesie, przeszli po tych miejscach, każdy dostał kawałek swojej informacji. Każdy dostał w sumie ten sam kawałek informacji, ale opowiedziany w inny sposób. Także razem ze sobą tworzył jeszcze dodatkowy charakter tego wszystkiego. Właściwie nie charakter. Można powiedzieć, że tworzyły dodatkową jakość. Takie elementy układanki, że puzzle same w sobie są tak piękne, że nawet z jednego puzzla można sobie zbudować piękny obraz i piękną rzeczywistość.
A pozbierane razem do kupy tworzą konstrukcję w którejś nawet niespodziewane, może nawet trójwymiarową, niekoniecznie płaską. Legenda Aborygenów właśnie mówi o tym, że pewnego dnia, kiedy się pojawili i w ogóle nie kumali jeszcze za bardzo, o co chodzi, pojawili się tacy dżentelmeni, którzy roznieśli tą wiedzę właśnie w taki sposób po wszelkich możliwych plemionach, tych najważniejszych. I każde z plemion miało kawałek swojej wiedzy i spotykanie się razem polegało na wymianie się doświadczeniem, tą wiedzą i tak dalej. Można powiedzieć placówki badawczo-eksperymentalne. Które robią sympozja naukowe co jakiś czas. I tak to wyglądało w praktyce, dopóki biały się tam nie pojawił i stwierdził, że na przykład miejsce, gdzie mieszka część z tych placówek badawczo-naukowych, nadaje się doskonale, żeby postawić tam swój leżak oraz za pomocą służącego spędzić upojny wieczór przy zachodzie słońca, będąc na wolnym lokalnym martini lub coś w tym stylu produkowanym lokalnie albo najlepiej sprowadzanym z Europy martini i szampanem europejskim, i piwem europejskim. Legendarne historie o tym, jak to biali zdobywcy. Ciekawie to brzmi. Teraz jest taka moda na podróżowanie z backpack, z plecakiem tylko. Ale jeszcze 100 lat temu taki zdobywca dżungli jechał do tej dżungli w ekstremalnych warunkach, czyli miał 100 służących wyposażonych we wszelkie możliwe wygody życia.
Jak zbliżała się noc, 150 służących rozbijało mu namiocik, gdzie wznosili łóżeczko, stawiali mu sofę, komodę przy tym łóżeczku, tak żeby zrekonstruować jego pokój z dzieciństwa, można powiedzieć. I piwo było europejskie, i był wielki problem, żeby piwo było cały czas zimne, bo to ciężko. Zabawnie się czyta opisy takich polowań białych ekstremistów. Białe dupki takie z Ameryki, które przyjeżdżały do Afryki. Ernest Hemingway i jego kumple, nieprzeciętne pijaczyny. I to chłopaki nieustannie ćwiczyli takie metody na spędzanie czasu. Oczywiście traktując tą całą przygodę jako niesamowite spotkanie z dzikością, z buszem, z dzikim ludem, dzikim zwierzęciem, którego trzeba zastrzelić za pomocą celownika optycznego, jak jeszcze to zwierzę jest podprowadzone prosto pod strzelbę. Tak że chłopaki poczuli dzikość życia tam, dosyć egzotyczną dzikość życia. To jest część tej informacji, która chyba została w tym plemieniu. Jak przyjechali i spotkali te placówki naukowo-badawcze z prawdziwego zdarzenia, to zrobili z nich niewolników.
Okazało się, że na niewolników się nie nadają, bo umierają, to przegonili ich gdzieś na jakieś pustkowia, gdzie po cichu skazali ich na eksterminację. Tam nie ma wody, nie ma niczego. Nigdy tam nie mieszkali w ogóle. Aborygeni nigdy nie mieszkali w tych miejscach, w których są rezerwaty aborygenów w Australii. Tam zawsze był busz, przez który oni co najwyżej przechodzili, idąc na drugą część wyspy. Ale to akurat z tymi rezerwatami, Indianami to jest wszędzie podobna historia, że z reguły dostali taką ziemię, do której nikt nie mógł się przypieprzyć, bo przynajmniej w tej ziemi wiadomo, że nie ma ropy, nie ma złota, nie ma metali. Kolej nie musi iść przez tą ziemię, nie trzeba tam budować drogi. Możemy tam wygonić Indian. Niech dbają i pilnują. Jakby co to przyjdziemy, wytniemy drzewa, jak będziemy potrzebowali.
A do tego czasu oni się zajmują drzewami za darmo w ramach wolności osobistej. Jest to troszeczkę coś w tym stylu i taki ciekawy lot z tego powstał. Ciekawy lot. Ja myślę, że ta informacja wraca. To ja może opowiem, co ja mam z tą informacją, bo ja mam taki ciekawy koncept, o którym tutaj już kiedyś wspominałem, że struktura energii jest jednocześnie informacją. To, co odpowiada za tą część, którą widzimy strukturalnie. Jeżeli używasz LSD, jeżeli używasz psylocybiny, substancji psychoaktywnych, medycyny naturalnej, ayahuaski, to widzisz geometryczne kształty. To jest ta struktura tej energii, która jednocześnie jest tą energią, bo to nie jest odczepione od siebie. I to jest element, który jest związany z naszym postrzeganiem rzeczywistości i to myślę bardzo mocno i to nie od strony, jak by niektórzy chcieli, tylko i wyłącznie psychodelicznej wizji i jakiegoś tam zakrętu w głowie, jak by niektórzy chcieli to interpretować, ale od bardzo kompleksowej sprawy, mianowicie w ogóle takiego kompleksowego konceptu, czymże my jesteśmy na tej planecie. Chodzi o ten koncept grawitacyjno-magnetyczny, że są dwie siły, które kierunkują, biegunują i kształtują całą rzeczywistość i interakcje pól pomiędzy tymi siłami tworzą to, co jest dookoła.
I częścią tego stworzenia, można powiedzieć, nie jest to żaden Bóg, nie jest to żaden Kościół ani z tych rzeczy. To już taka bajka dla naiwnych ludzi, którym się opakowuje wiedzę w formę religii, bo tak łatwiej ich wydoić z kasy. To bardziej chodzi zdecydowanie o to, co my tutaj robimy w tym miejscu. Skoro jesteśmy świadomi struktury, wiemy, że struktura jest jednocześnie energią i to jest ten właśnie naturalny rezonans. I wiemy, że jeżeli korzystamy z tych struktur, to przynosi to konkretne efekty, takie wymierne. Buduje się materia, tworzą się rzeczy dookoła nas. Czasami nawet, że tak powiem, następuje lewitacja. No właśnie, zmiana warunków grawitacji. Okazuje się, że nie ma pojęcia, jak antygrawitacja. Jest co najwyżej zmiana warunków grawitacyjnych, bo każdy obiekt ma swoją własną grawitację, myśl ma swoją grawitację, wszystko ma swoją grawitację.
No właśnie powiedziałem myśl, a to przede wszystkim myśl ma swoją grawitację i to myśl determinuje rzeczywistość. Przynajmniej tak jest z tego konceptu z drugiej strony, który teraz traktowany jest czasami w niektórych miejscach, można powiedzieć mocno po macoszemu, z mocną wiarą, że materia determinuje materię. Bardzo karkołomny pogląd na życie. O tej czystości chyba dzisiaj też troszeczkę mowa, bo nie da się ukryć, że za całym konceptem na rzeczywistość, czyli tym, o czym dzisiaj opowiadam, tą pewną drobną różnicą stoi pewna czystość. Tak to można nazwać. Myślę, że nie przez przypadek i w bajkach, i w wielu sytuacjach ta wiedza jest określana. Właściwie mowa jest o wiedzy. Ja też nie chcę nazywać tego religią ani czystością, ani duchowością, bo to też takie wykręcone mocno słowa i propozycje w ogóle na życie. Co znaczy duchowość? Znaczy, że co?
Bo ja nie wiem. Dokładnie. Chyba nikt nie wie. Chyba że są tacy, którzy wiedzą. Ale to zostawiamy może, bo nie chodzi o kłócenie się na słowa i teologię, ale chodzi o kompleksowe zrozumienie sprawy. Kiedyś to powiedziałem chyba nawet nie raz, nie dwa, bo to często mi się zdarza w życiu mówić, w radiu też, że jeżeli jakiś koncept działa, to jest on sprawdzalny w rzeczywistości. To jego czystość polega na Nie wiem, jak powiedzieć nic innego jak na integralnym połączeniu z każdym możliwym wymiarem, który funkcjonuje dookoła nas, czy chcemy, czy nie. Jeżeli technologia jest czysta, to nie ma problemu z lasem, który sobie rośnie obok i z nami, i z wodą, która sobie płynie obok. Jeżeli technologia jest brudna, to za parę chwil i drzewo umiera, i my zaczynamy troszkę pokasływać i po chwili rzeka robi się brązowa. To jest dokładnie tak samo.
Boli mnie troszeczkę używanie teologicznych porównań do jednej rzeczy. Myślę, że sprawy są bardzo kompleksowe i cały numer, który polega na tym, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, czyli ja nie wiem, jak nawet nazwać tą cywilizację, bo tu cywilizowane słowa się kończą. Cały bullshit. Po prostu wynika tylko stąd, że mamy problem z taką naprawdę trywialną, banalną, prostą sprawą i jest to rzecz związana właśnie z widzeniem spraw prosto i to centralnie prosto. Jeżeli coś jest czyste, jest po angielsku clean, po polsku czyste, to chyba jest czyste. To znaczy, że drzewo od wody nie umiera. To znaczy, że woda jest czysta. Wiemy, co oryginalnie przedstawiały wszystkie te znaczenia. A rozbijmy to troszeczkę, że woda może czysta, ale powietrze jest troszeczkę mniej. Nie ma czegoś takiego.
Albo coś działa, albo nie. I każda teologia jest zawsze poddana temu samemu egzaminowi. Egzamin nazywa się rzeczywistość. Każdy pomysł, każde szaleństwo, wszystko fajnie. Papier jest naprawdę cierpliwy, jest w stanie znieść wszystko. Człowiek jest jeszcze bardziej cierpliwszy niż papier. Tak mi się czasami wydaje, bo papier jeszcze czasami się podrze. Człowiek? I don't know. Widzę dużo, bardzo dużo z nas lubi zginać karki nieustannie i wiemy, że nigdy się nie wydrą ani nie przedrą, co najwyżej się złamią.
Ale to i tak w tym momencie nie gra żadnej roli. Złamią się pod swoim własnym ciężarem. Niemniej zasady są takie dosyć proste. Jeżeli oglądamy świat dookoła, nie ma tu jakichś specjalnych historii. I tak samo jest z technologią i ze sprawdzalnością każdego konceptu na rzeczywistość. Jeżeli coś działa, a coś jest, to w tym momencie nie możesz wziąć tego w kieszeń i powiedzieć: „Nie pasuje do moich warunków”. Sorry, stary. Być może świat nie pasuje do twoich warunków. Co wtedy? Zmienisz świat na inny?
Raz, ciach, ciach. W trymigami to robisz, nie? Nie ma takiej opcji. Jest interakcja. Cała mądrość życia nie polega chyba na stawianiu się okoniem, tylko na interakcji z tym wszystkim, co jest dookoła nas. To jest chyba też jedno z takich wielu zawirowań, że tak powiem, mindfucków nieelegancko z angielskiego w naszej głowie, że potraktowaliśmy to jako challenge, jako wyścig, jako dominację. Zwyciężyć mamę naturę. Koniec końców okazało się, że właściwie nie chodzi o dominację i nie chodzi o zwycięstwo, bo zwyciężając mamę naturę, właściwie zatruwamy sobie całą wodę i cały las. I na tym polega zwycięstwo, bo jak zwyciężysz naturę, to w jaki sposób możesz zwyciężyć naturę? Po prostu pozbawić naturę jej środowiska, możliwości rozkwitania.
Z tym problem polega na tym, że sami jesteśmy naturą. Tak że zwyciężając mamę naturę, właściwie zwyciężamy sami siebie. Właściwie kopiamy się w dupę własnymi więtami. Taka dosyć specyficzna historia. Myślę, że ta cała cywilizacja dokładnie na tym polega. Niczym się za bardzo nie różni od tej mojej opowieści. Może jest troszkę bardziej barwnie, bo wiadomo, że mamy duże wieżowce, mamy giełdę, mamy naukowców, mamy edukację oficjalną, mamy wiele fantastycznych rzeczy, z których żadna właściwie nie jest praktyczna w żadnym sensownym stopniu. Okej, jest praktyczna do pewnego stopnia. W sensie mamy zmywarki do naczyń, mamy pralki, mamy zlew w domu, mamy prąd elektryczny, mamy żarówkę. Ale pytanie jest, co byśmy mieli, gdyby przypadkiem pewnego dnia cywilizacja potoczyła się na zupełnie inne tory i zamiast na przykład żarówki mieli świecącą kulkę w powietrzu, która nie potrzebuje mieć kabla, który ją zasila, tylko jest kulką, którą sobie po prostu generujemy w powietrzu.
Taki hologram, świecący hologram. I co wtedy? No właśnie. Nie jest to koncept, który jest związany z tą rzeczywistością. Tutaj mamy do czynienia z czymś, co jest związane bardzo intensywnie. Nie sposób przecenić, mówiąc szczerze, tej sytuacji z zależnościami. To jest taki lęk przed byciem samotnym chyba i takie usilne, namiętne budowanie zależności przez tylko jedną małą społeczność, która doprowadziła tą sztukę do perfekcji. Zwariowała, wymyśliła broń palną, zdominowała niezły kawałek świata, wycinając praktycznie każdego, kogo tylko mogła, narzucając swoje własne jarzmo swojego własnego szaleństwa całemu światu. Tak pewnego dnia wyeksportowali się z Europy i zwariowali i cały świat troszkę zwariował. Chociaż właściwie niekoniecznie tylko ci z Europy, bo jeżeli ktoś to zaakceptował, to znaczy, że był taki moment, że cały świat zwariował.
I być może jest tak, że są takie momenty, kiedy świat wariuje. I ja jestem człowiekiem, który zdecydowanie wierzy w tą koncepcję, że są momenty, że świat wariuje, bo nie na darmo wspomniałem o tym pasie Van Allena, bo moja wiara jest moją wiarą, ale ja sobie też robię taki, że tak powiem, reality check ze swoją wiarą, czyli sprawdzam pewne hipotezy w praktyce. Inna sprawa, że eksperymenty, których jestem świadkiem, powodują, że właściwie ciężko mi uwierzyć w to, że współczesna nauka nie jest li tylko wyłącznie kabaretem, a ma raczej problem w drugą stronę, żeby w ogóle poważnie potraktować jakąkolwiek oficjalną część tej opowieści, bo to z mojej perspektywy wygląda jako naprawdę dosyć tandetny kabaret, bym powiedział, z tanimi sztuczkami, które nawet nie wiem, czy kogoś to jeszcze bawi. Na pewno są drogie, na pewno kosztują życie wielu ludzi. Na pewno nic z tego nie ma. Nie wiem, co jest zabawnego w tych sztuczkach. Ale trwają, są robione nieustannie. Są z troszkę innej strony, z drugiej strony. Niemniej, niezależnie od tego, z której strony sobie to stoi i patrzy się na te zjawiska, czy je widzę, czy nie, to wniosek jest zawsze tożsamy, że tak powiem, z sytuacją. Widzicie, jak czasy w jakiś sposób kształtują naszą rzeczywistość i bynajmniej nie jest to tylko i wyłącznie sprawa związana z wynalazczością, z naszym zachowaniem, bo tu jak zwykle można wymyślić sobie milion powodów, statystyki, jakieś tam różnice, wojny kulturowe, milion powodów.
Ja nazywam to środowiskiem i można zawsze zwalić na środowisko, ale jest coś w tym ciekawego, bo jeżeli jedna osoba mówi coś, to ja wiem, czy to jest racja, czy to prawda, czy coś takiego się wydarzyło. Ale jeżeli już więcej niż trzy osoby wpadają na podobne wnioski, to może coś w tym jest. I z tym środowiskiem jest troszeczkę gruba sprawa, bo wygląda na to, że jest jakieś połączenie, nawet nie jakieś. Jest kosmiczne połączenie pomiędzy nami a planetą Ziemia. Często się rozwodzę o tych wszystkich zabytkach z pradawnej przeszłości, które jasno na to wskazują. Wskazują na to też kwestie związane z czysto fizyczną energetyką naszego ciała i jak jesteśmy ustawieni z całym kosmosem. To jest taka kosmiczna ustawka. Wszystkie dziewczyny doskonale wiedzą, co się dzieje, kiedy spełnia księżyca. Jeżeli chodzi o cykl księżyca, chłopaki, które mają dziewczyny też doskonale wiedzą, co się dzieje. Reszta pewnego dnia się dowie, jak spotkają swoje dziewczyny.
Anyway. Tylko udajemy, że tego nie ma. To jest taka zabawa. Takie małe dzieci. Udajemy, że to jest tylko jeden element, drobny przypływ, odpływ w oceanach. My właściwie mamy swój własny sposób, w jaki możemy zbudować swoje własne otoczenie i środowisko. Wymyśliliśmy sobie to środowisko, gdzie mamy ośmiogodzinny dzień pracy. Mamy wszystko podzielone w jakieś dziwne rytuały, które niekoniecznie wynikają z jakiejkolwiek rzeczywistej potrzeby naszego organizmu, naszego ducha, naszego ciała. Jest to koncept, który wynikł z czegoś takiego, co nazywano opłacalnością systemu albo opłacalnością fabryki, żeby pracownik się nie zaorał w tej fabryce. Kiedy wymyślono maszyny parowe i okazało się, że o ile maszyny mogą wykonać masę roboty za ludzi, to do tych maszyn trzeba zatrudnić czasami więcej ludzi niż w czasach, kiedy nie było jeszcze maszyn i można dzięki temu produkować gówno warte miliony produktów, które zaleją cały świat, które właściwie nie stworzą niczego poza zagrożeniem dla zdrowia pewnego dnia, kiedy zaczną się rozkładać.
Tego akurat nie skalkulowano w tym biznesplanie, ale skalkulowano pracowników i to, że jeżeli człowiek stoi przy maszynie dłużej niż osiem godzin, to może popsuć maszynę podając tą maszynę. Więc stwierdzono, że dla bezpieczeństwa maszyn wymyślimy zasady. Ludzie będą pracowali już tylko osiem godzin i tylko przez pięć dni w tygodniu. Teraz jest taki numer, że się ściąga te godziny pracy w dół. W Szwecji ściągnięto godziny we wszystkich rządowych placówkach i takie jest zalecenie rządu. Pracuje się cztery dni w tygodniu, a nie pięć dni w tygodniu. Inna sprawa, tam jest taka pogoda, że chyba mieszkając w krajach północnych bym zwariował z nieszczęścia, bo jest mało słońca. Tam jest jakiś potężny współczynnik depresji i samobójstw, zdaje się. Podobnie w Japonii też mocno depresyjne society, zdaje się, chyba wiodą prym, jeżeli chodzi o ilość samobójców na metr kwadratowy na świecie. Niby wszystko jest, prawda?
Wszystko jest. Są wszystkie suszarki do ciuchów, które wyskakują z pralki już nawet sklejone z pralką. Są zmywarki do naczyń, są samochody, które już jeżdżą same, nie trzeba nawet trzymać kierownicy w rękach. I ciągle przybywa tych skoczków na metr kwadratowy. Takich skoczków w jedną stronę. Oni się już nie odbijają od tej planety, od tej grawitacji. Mocno ich ta grawitacja przyciąga, na tyle, że są w stanie zaryzykować swoje życie i właściwie dokładnie to robią. Podobnie jest z krajami północy. Tam nie wiem, czy za bardzo chciałbym w takim miejscu dealować rzeczywistość. Niemniej jest coś takiego w tych energiach, co się nazywa magnetyczno-grawitacyjne, o czym tu cały czas mówię i to ma dosyć ciekawy wpływ na nasze zachowanie.
Ludzie w krajach północy wiedzą doskonale, że kiedy nadchodzi sroga zima, polega na tym, że znika słońce. Może być nawet widno na niebie, ale dalej nie ma słońca. Dalej jest troszeczkę słabo z widocznością. W tym momencie nasz umysł świruje. Oczywiście tłumaczy się to na wiele sposobów. Ci, którzy mieszkają tam na miejscu wiedzą, że jak zaczynają się duże zorze polarne, to generalnie ludzie troszeczkę inaczej się zachowują, inaczej myślą. W miejscach, gdzie są takie potężne zorze na bardzo dalekich północach w ogóle wprowadza się inne prawo na czas zimy, gdzie wszelkie nawet poważne przestępstwa są traktowane zupełnie inaczej, ponieważ wygląda na to, że kiedy się zmieniają pola grawitacyjno-magnetyczne, zachowujemy się trochę jak lunatycy. Jest coś takiego w tym zachowaniu i wygląda na to, że przez jakiś czas ta planeta z jakichś przyczyn ma troszeczkę inne pole grawitacyjno-magnetyczne. Wiele powodów można tutaj wymyślić do zmiany zachowań społeczeństw, ale na globalną skalę, jak się przyjrzymy, pewne procesy są naprawdę globalne i pomiędzy cywilizacjami, które niespecjalnie się ze sobą kontaktują i mają wpływ na swoje życie, a dzieją się i tu, i tam, i siam, i owędy. Wszędzie się dzieją.
I jest ta ciekawa koncepcja, która właściwie chyba nie jest nawet koncepcją. Ta saga yuga, czyli te złote wieki, srebrne wieki, brązowe wieki, żelazne wieki, te wszystkie ery. Każda era ma swój własny archetyp kulturowy, można powiedzieć. Każda era jest innym rodzajem cywilizacji, bo my przywykliśmy trochę do mówienia społeczeństwo takie zatomizowane, że my jesteśmy społeczeństwo, a ktoś jest zza drugiej rzeki i już są inne społeczeństwo, ale tu bardziej chodzi o cywilizację. Wszyscy tak długo jak pozyskujemy nasze zasoby w ten sam sposób, jesteśmy tą samą cywilizacją, bo właściwie cywilizację nie kształtuje sztuka teatralna, tylko sposób, w jaki się żywimy i jaki się ogrzewamy, kiedy zrobi się troszeczkę chłodno na zewnątrz. To jest właśnie to coś, dookoła czego powstaje wymiana informacji. Bo mamy potrzebę zaistnienia na tej planecie i stwarzamy sobie warunki do istnienia. I te warunki stwarzają różne metafory pomiędzy nami. I zaczynamy, kiedy mamy już ciepłe pomieszczenie, urządzać sobie tam jakieś spotkanie towarzyskie. Ktoś weźmie instrument do ręki, ktoś urządzi przedstawienie teatralne, cokolwiek.
Ktoś napisze książkę, ktoś ją głośno przeczyta. Dzieje się wiele, w każdym razie. Tak powstaje cywilizacja, tak powstaje później coś, co nazywamy kulturą. A później, jak się pojawią politycy, którzy przekonają pewną grupę ludzi do tego, że tylko z tego powodu, że sposób, w jaki mówią, brzmi inaczej niż ci z drugiej strony rzeki, to jest to dobry powód, żeby nagle przestać produkować sobie doskonałe obiady, doskonałą atmosferę przy stole doskonałych znajomych, sąsiadów. Tylko trzeba zacząć produkować karabiny, zrobić im łomot i I że będzie lepiej oczywiście. Lepiej, jak wiemy, nigdy nie ma z tego powodu. I to jest taki moment cywilizacji, gdzie doszliśmy do momentu, gdzie chyba coś się zmieniło w kosmosie, skoro już satelity NASA fotografują jakieś zmiany w tym pasie Keplera, Van Allena, przepraszam, który się kręci dookoła. Bo pas Keplera to troszkę coś innego. Co ja mówię? Czasami sobie mieszam te rzeczy, ale to normalne.
Audycja na żywo, coś zawsze może się poprzestawiać. Pasy Van Allena są związane z dynamiką Ziemi. Fizycznie, jak NASA zrobiło zdjęcie, to się okazuje, że biegun północny i południowy zależy od dynamiki pól elektromagnetycznych. Na dodatek się jeszcze okazuje, że właściwie nasz mózg jest niczym innym jak koncepcją pomiędzy polami elektromagnetycznymi. Nie elektro, co ja mówię. Koncepcja pomiędzy magnetograwitacyjnymi polami plazmowymi w naszej głowie i w ogóle cały świat dookoła. To jest ten numer z tym, że bierzemy cokolwiek do ręki i tak naprawdę niczego nie dotykamy. Pomiędzy nami a każdym przedmiotem jest zawsze pusta przestrzeń. Naukowcy do tej pory się zastanawiają, jak to jest, że ten atom wisi sobie w powietrzu i albo jest sklejony z jakimś atomem obok, albo sklejony nie jest. I dalej się zastanawiają.
Dalej stoją koncepcje, nie chcąc dopuścić do swojej własnej głowy, że jesteśmy emanacją pewnych warunków w konkretnym środowisku. Czyli tworzy nas coś, co jest niewidoczne. To, że się widzimy nawzajem, to jest taki, można powiedzieć, efekt uboczny. Nie jest to kwestia czystego interfejsu, bo w rzeczywistości my jesteśmy właściwie takim duszkiem, który sobie na tej planecie mieszka i tak się manifestuje. Jak się zacznie manifestować, to zaczyna odczuwać pole grawitacyjne, zaczyna czuć radość, ból, wszystkie inne rzeczy. To jest ta frajda z bycia tu na tej planecie. Przy czym okazało się, że ta wiedza o tym gdzieś kompletnie wyparowała i część z nas jest prasowana od dziecka w jakiejś takiej ciekawej koncepcji. Ja powiedziałbym nawet, że patologicznej koncepcji, że to nie jest tak, że my jesteśmy tutaj takim duszkiem, który tu sobie wpada, bo warunki nas tu determinują, że możemy tutaj wpaść, czegoś się nauczyć, cokolwiek. Po prostu się pobujać troszkę po tej planecie, porobić bardzo ciekawe rzeczy. Przede wszystkim skonfrontować się z odczuwaniem intensywnego pola grawitacyjnego na przykład.
Coś, co kiedy się funkcjonuje w stanie magnetycznym, za bardzo nie istnieje, bo informacja jest wolna. I kwestia obsługi tego pola to jest taka właśnie historia związana z nauką. Jeżeli się przyjrzysz na wszystkie te plemiona, które sobie tam żyją i jeszcze nie zostały spacyfikowane przez kawałek ołowiu w metalowej spłonce, to zauważysz, że oni mają bardzo ciekawą medycynę. My to nazywamy rytuałami. Tam w ogóle jakieś takie koncepcje, że to godowe, że to jakieś tam takie rytuały, że oni zwariowali, bo się malują po twarzy. Nie. Teraz w świetle nowych odkryć naukowych, można powiedzieć poważnie, czy chcemy, czy nie, taka jest prawda. To w ogóle wygląda zupełnie inaczej. Wygląda na to, że oni mają potężną technologię, którą my w ogóle spuściliśmy w kibele jako cywilizacja i zaczęliśmy zachowywać się naprawdę jak małe i to mocno niedorozwinięte dzieci. Jest taki moment, że ciągle nawiązuję do tych pasów, które tam sobie funkcjonują dookoła Ziemi, pasów Van Allena grawitacyjno-magnetycznych.
One wytaczają orbitę grawitacyjno-magnetyczną Ziemi. I ciekawy numer. Są takie ciekawe strzały w orbicie grawitacyjno-magnetycznej Ziemi. Wiadomo, że dźwięk bierze się z różnicy potencjałów w plazmie. Tło plazmy można wywołać w różny sposób. Można wywołać ciśnieniem atmosferycznym, można ją wywołać temperaturą. Można wywołać na wiele możliwych sposobów, ale to jest zjawisko plazmowe. Ci, którzy konstruują organy, wiem, że na świecie jest być może 100 ludzi i niekoniecznie ktokolwiek z nich musi w tym momencie słuchać hipoprzestrzeni. Ale jeżeli ty jesteś jednym z tych 100 ludzi konstruujących organy, ja sobie czytałem troszkę na ten temat, to doskonale wiesz, o co mi chodzi. O te dziwne przydźwięki, których nie sposób kontrolować przy produkcji tych wszystkich rurek.
I to jest ta największa sztuczka bycia właśnie takim mistrzem, który potrafi zrobić taki instrument, bo on nagle zaczyna sam z siebie grać i trzeba to kontrolować. To samo granie z siebie to są różnice energii, które występują dookoła nas, które po prostu mają gdzie się zamanifestować, bo to jest kawał grzmota to urządzenie. To jest setka małych miedzianych rurek, które tam sobie świszczą i jak tylko coś zawieje, to te rurki od razu wydzielają jakiś dźwięk. I tu jest podobnie. Ten strzał energii jest łapany na Ziemi w dziwny sposób. Ludzie na przykład raportują, czasami nagrywają takie materiały na telefonach komórkowych, gdzieś umieszczają na YouTubie takie dziwne dźwięki, że nagle Ziemia zaczyna dudnieć, burczeć, dzieją się takie dziwne anomalie dźwiękowe. I koniec. I takie serie takich dziwnych dźwięków w takich bardzo egzotycznych miejscach w sumie dla nas, bo to nie są ani miasta, ani nic z tych rzeczy, to są gdzieś jakieś takie pustkowia odległe, nie ma żadnych samolotów na niebie, nic się nie dzieje, nic nie wybuchło, żadne instalacje militarne. Nagle słychać dźwięk. I bardzo ciekawe zdjęcia właśnie z satelitów pokazują bardzo ciekawe skoki tych pól właśnie w tym pasie Van Allena i to oddziaływuje na Ziemię bardzo mocno.
Tłumacząc na ludzkie, wygląda na to, że po ostatniej epoce lodowcowej pola grawitacyjno-magnetyczne Ziemi były rozchwiane z jakichś powodów. Ja o tym wspominałem w tej katastroficznej części, bo jest taki pomysł, że wydarzyło się coś takiego i ślady są takie przede wszystkim, które wskazują na to, że ten pomysł coś w sobie może mieć. A mianowicie te wybuchy na Księżycu. Kratery po wybuchach, eksplozjach termonuklearnych na Księżycu i na Ziemi w kilku miejscach też. Zielono szkło, które znajduje się na Saharze i na kilku innych pustyniach. A zielone szkło to nie jest nic innego jak efekt bardzo wysokiej radiacji. To właśnie taki promieniotwórczy. Zresztą w tym szkle znajduje się kawałek materiału radioaktywnego. Ono troszeczkę daje w tych urządzeniach pomiarowych. Z tego szkła robiono pierwsze okulary na świecie, które znajdowane są w grobowcach faraonów.
Powaga. Jakieś zielone szkło znajdowane na pustyni. Teraz nawet nie można go wywieźć z pustyni, bo grozi za to ciężka kara. To jest taki zabytek naturalny na pustyni. Ale jest to ślad po czymś, co się tam wydarzyło. A normalne jest to, że piasek sam z siebie eksplozji termonuklearnej nie robi i w zielone szkło, które ma podwyższoną radiację, się sam z siebie w ciągu dnia nie zamienia, ani w ciągu nocy. Nawet jeżeli poleży tam sto lat, to się nie wydarzy. To musiałoby takie słońce walnąć jak takich parę słońc o nazwie Hiroshima i Nagasaki w tą pustynię. Wygląda na to, że być może coś takiego walnęło, bo legendy mówią o tym, że cała była zeszklona, kiedy tam pojawili się z powrotem ludzie. Czyli był jakiś taki moment, że coś się stało, się popstrykali, nadeszły kiepskie czasy, była jakaś duża zaawansowana technologia i ktoś się tak pstryknął, że jak pstryknął, to pstryknął całą planetę z orbity.
Być może. I teraz planeta wraca do swojego ustalonego rytmu oryginalnego. Nie wiem, to jest taka moja troszkę hipoteza. Też nie jest oryginalna, bo kilku ludzi pewnie też wpadło na ten pomysł. Sam słyszałem nawet o paru. Te wszystkie urządzenia pomiarowe, bo ja się właśnie na nie przyglądam od tej strony, co się z nimi dzieje, wskazują na to, że ta anomalia, która się pojawia, to jest nic innego jak wyrównanie się czegoś, co nazywamy falą grawitacyjną i czegoś, co nazywamy falą magnetyczną w ogóle w środowisku dookoła nas, czyli na Ziemi. To wyrównywanie się fal tworzy różne interferencje i te interferencje też nie biorą się znikąd z tego pasa Van Allena. To są interferencje związane z ruchem wszystkich planet na niebie. Jeżeli na przykład nasza orbita magnetyczno-grawitacyjna jest rozchwiana, to te oddziaływania mają zupełnie inne efekty. Inaczej to oddziaływuje na planetę.
Albo słabiej, albo w ogóle, albo inaczej. Nie wiemy. Starożytni ponoć wiedzieli. Właściwie też możemy się dowiedzieć, bo powoli ta wiedza wraca, tak że pewnego dnia z powrotem będziemy mogli zastanowić się nad takimi historiami mniej więcej i troszeczkę lepiej. Ale na stan dzisiejszy rzeczy wiemy, że to są po prostu połączone ze sobą takie systemy oddziaływań kosmicznych, że jesteśmy częścią tego systemu, że sprawa jest bardzo gruba, że to nie jest tylko kwestia z naszą egzystencją na tej planecie. Chociaż wszystkie religie na świecie próbują nam powiedzieć, że jest tylko jedna mama Ziemia. I faktycznie tak długo jak chodzimy po ziemi, to to jest nasza mama, bo pochodzimy z ziemi. Tu się w tym fizycznym ciele rodzimy, przynajmniej w tym momencie. Ale jeżeli wyskakujemy ponad to, to odkrywamy troszkę większe zakamarki i się okazuje, że nie do końca jest to jedyne miejsce, z którym mamy do czynienia. Jeżeli chodzi o nasz, można powiedzieć, Fatherland.
Nie, nie jest to nasza mała ojczyzna. Bynajmniej okazuje się, że ojczyzną, naszą małą ojczyzną jest cały wielki kosmos. I to tak wręcz dosłownie. Chodzi o wszystkie procesy, które się powoli zaczynają odnajdywać w naszym organizmie i nawet oficjalna medycyna zaczyna już powoli o tym mówić, że korelacje są bardzo poważne z tymi siłami kosmicznymi. Oczywiście Big Pharma tego nie powie, bo sprzedaje tabletki i dla nich normalne jest to, że jedną korelację, jaką chcą zbudować, to pomiędzy swoim klientem a tabletką, którą mu sprzedają. I muszą wybudować teraz cały zestaw powiązań, edukacji i wszystkiego, żeby przekonać tego człowieka, że wszystko to, co widzi, odczuwa, jest nieprawdą, a oni mówią prawdę i że to, co czuje, to nie tak, że to się zmieni od jego zachowania, oddziaływań dookoła siebie i tak dalej. To tabletka zmienia, że on nic nie musi zmieniać. To jest taka iluzja, którą się nam sprzedaje nałogowo, że jedna czynność, że jeden gest zmienia rzeczywistość dookoła nas. To jest też taki numer, który zdaje się niestety przydarzył się wielu ludziom, którzy wzięli się za tak zwany szamanizm i próbują szamanować i wielu innym ludziom związanym z tak zwaną duchowością przydarzył się taki dzyńks, że uwierzyli, że pewnym trikiem, pojedynczym trikiem, gestem cokolwiek są w stanie zmienić. W to samo uwierzyli inni ludzie.
Bankierzy szczęśliwie dla siebie samych zachowali odrobinę zdrowego rozsądku. Zresztą najbardziej zabawne w tym wszystkim, że największe świry, największe wariaty zachowały najwięcej rozsądku w tej całej opowieści. I oni jako jedyni zapamiętali, że cała sprawa się odbywa na zasadzie konsekwencji, konsekwentnego drążenia tematu, że budowanie pól grawitacyjnych, czyli tworzenie dużej ilości banków, nie dzieje się z dnia na dzień. To trzeba przygotować, trzeba ugruntować, trzeba robić reklamy. Nie można tego odpuszczać. To jest zabawa, która trwa 24 na dobę. Ja myślę, że to są jak na ironię jedyni ludzie, którzy sobie zdają sprawę w dzisiejszych czasach, że zabawa zwana życiem trwa 24 godziny na dobę, a nie na zasadzie warsztatu tych 15 minut z medytowaniem przed snem, czy jakoś tak. Nie, to trwa 24 godziny na dobę. Ten koncept, którym operujemy, jakikolwiek by nie był, czy jesteś ze strony ludzi wierzących w to, że tabletki cię wyleczą, czy jesteś ze strony ludzi, którzy wierzą w to, że tabletki są tylko i wyłącznie efektem braku zrozumienia tego, kim i czym i gdzie jesteśmy. Tak jak ja na przykład.
Dalej dotyczy nas dokładnie ta sama historia. Konstruujemy pewną rzeczywistość. No właśnie. Ciekawe, prawda? I ta rzeczywistość opiera się na naszych barkach. I teraz jest pytanie, skąd się biorą nasze barki? Skąd się bierze wiedza? Goethe zwykł mawiać, zresztą powtarzałem nie raz, nie dwa, że zła wiedza jest w stanie zepsuć pokolenia, generacje całe. No właśnie. I efekt jest taki, że się troszeczkę popsuło i jest taka troszkę zepsuta generacja.
Ja to się tak przyglądam od strony takich swoich historii technologicznych. Gdzieś tam wpadłem i zauważyłem, że świat wygląda zupełnie inaczej i pewne sprawy, które dla większości z nas, którzy nie znają tej innej perspektywy, być może wydają się naprawdę bardzo wysoce zaawansowaną opowieścią science fiction, niemniej dla mnie stało się do pewnego stopnia rzeczywistością. Właśnie nie wiem, czy mogę mówić nawet do pewnego stopnia. Właściwie stało się to rzeczywistością. I tu nie ma czegoś takiego, że jest stopniowanie. Właśnie to całe stopniowanie to jest też choroba W naszej cywilizacji albo coś jest, albo tego nie ma. To nie jest tak, że do pewnego stopnia. Ja bym ci powiedział, że do pewnego stopnia jestem przed tym mikrofonem. Do pewnego stopnia. Nie, otóż jestem cały zdrowy w jednym kawałku.
Ciężko byłoby tu być do pewnego stopnia. Mam nadzieję, że ty też nie jesteś do pewnego stopnia tam po drugiej stronie słuchawek, moja ty słuchaczko i mój ty drogi słuchaczu. Zatem troszeczkę muzyczki, ja tu trochę odpocznę, może coś skręcę. Mam taki pomysł, bo dostałem troszkę ziółka wczoraj i myślę, że tak sobie dzisiaj relaksacyjnie w tej hiperprzestrzeni, bo zmieniają się paradygmaty życiowe. Rewolucja w mojej głowie trwa nieustannie. Każdy dzień jest inny od poprzedniego. Perspektywy zaczynają wyglądać tak, że ja nie wiem, co o tym myśleć. Wiem, co o tym myśleć. Kokietuję troszkę siebie, że nie wiem, co o tym myślę. Jasne, że wiem, co o tym myślę.
Strasznie się cieszę na tą okazję i jestem bardzo rozekscytowany, co tu dużo mówić, ale to moja ekscytacja. Mam nadzieję, że znajdziesz swoją ekscytację, jeżeli jeszcze nie masz na temat tego, gdzie zmierzasz ze swoim własnym życiem. Gdzie zmierza to środowisko, które świadomie budujesz dookoła siebie. Ten twój własny indywidualny świat, który jest konsekwencją interakcji z innymi ludźmi dookoła, z drzewami dookoła, z mocą, która między innymi się manifestuje właśnie w tych pasach Van Allena. To jest dokładnie ta sama energia, która funkcjonuje tu na Ziemi, tylko że w kosmosie i jest po prostu lepiej widoczna, bo tam nie ma takich zakłóceń grawitacyjnych jak dookoła na Ziemi. Dlatego na biegunie widać zorze polarne, a na równiku nie widać tych zorzy polarnych. To jest właśnie siła pola grawitacyjnego, które jest tak mocne, że przyciąga troszeczkę sprawy. Ja tymczasem sobie może coś skręcę, podumam sobie trochę nad tym tematem i zanim wrócę do dalszych refleksji, w ogóle pozdrawiam wszystkich na czacie, bo tam bardzo ciekawe opowieści wyrzuca Marek77. Bardzo ciekawe historie na temat właśnie energetyki i tego, co my wiemy w ogóle na ten temat. Bo kupujemy pewną historię na temat podłączenia się na przykład do elektrowni prądem, tego czym jest prąd i tak dalej.
Kupujemy tą historię i wierzymy w to, że po prostu jesteśmy zmuszeni do tego, a się okazuje, że prawda jest zupełnie inna. Nikt nie jest zmuszony do używania tego w ten sposób. Prąd za darmo, każdy niezależnie od siebie w domu, indywidualnie, kompletnie odpięty od sieci wcale nie jest niczym egzotycznym w dzisiejszych czasach. Jest tylko jedna egzotyczna rzecz w tej całej historii. Głowa człowieka, któremu wydaje się to mało ważne, egzotyczne albo coś w tym stylu. Jego głowa jest tak naprawdę bardzo mocno egzotyką w tym momencie. Tak mi się wydaje. Ale to już są takie technologiczne rzeczy. Ja dzisiaj dostałem technologię i takie refleksje raczej z natury mało technologicznej. To jest wtedy, gdy człowiek siada, odkłada te wszystkie narzędzia na bok i nagle rozumie, gdzie jest i dokąd zmierza.
A ja sobie tak siedzę i dzisiaj się z wami dzielę troszkę swoimi refleksjami. Skręciłem sobie coś tutaj do palenia. Mam nadzieję, że też sobie coś skręciłeś. Nie wiem, czy uda mi się to w ogóle zapalić, opowiadając ci tą historię. No chyba, że ktoś tu zadzwoni, wywiąże się jakaś ciekawa rozmowa na ten temat, który mnie dzisiaj tutaj tak zafrapował. Na temacie mianowicie tego, że zmienia się świat dookoła i że ta zmiana jest taka dosyć radykalna. Na tyle radykalna, że właściwie ciężko będzie się pozbierać z tym, co nam opowiedziano jako główną prawdę i w nią uwierzyliśmy, a tym, co w rzeczywistości jest tą ową tajemnicą, rzeczywistością. Chcę nawiązać troszkę do tych wszystkich alchemicznych rzeczy, do tego głównego podziału, bo zawsze było tak, że oficjalna religia, oficjalna doktryna mówiła, że jest coś, do czego musisz należeć. Ja muszę należeć i wszyscy należymy do przedmiotu generalnie, że jest jakiś przedmiot, któremu oddajemy cześć, że jest przedmiot, który coś utożsamia, reprezentuje. I ten przedmiot jest przedmiotem czci oddawanej mu nieustannie.
W tym przypadku mamy pieniądze, mamy luksusowe życie, mamy na przykład drogie ubrania, mamy nowe modele telefonów komórkowych. To są takie już rotacyjne przedmioty, można powiedzieć. Branża reklamowa szczęśliwie wyprodukowała nowy typ przedmiotu. Przedmiotu, który właściwie jest dalej tym samym przedmiotem, ale jest za każdym razem inny i dzięki temu można sprzedawać więcej telefonów. Chociaż i tak w rzeczywistości można powiedzieć, że właściwie ile telefonów człowiek jest w stanie zużyć w życiu? Ile potrzebuje telefonów w życiu, prawda? Zdrowy rozsądek podpowiada, że właściwie jeden telefon. Po co ci więcej? Okej, dwa. Jeden sobie możesz nosić przy sobie, jeżeli potrzebujesz, drugi sobie zostawiasz w domu albo po prostu nosisz jeden przy sobie.
Jak już masz jeden przy sobie, to po co ci ten w domu? I tak chodzi o to, żeby się skontaktować z kimś, a nie budować obok siebie wieżę z telefonów komórkowych. No właśnie, ale okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jest taki zabawny zwrot cywilizacyjny aktualnie, że właściwie wszystko to doszło do takiej granicy. Właściwie cokolwiek chcemy, każda nowa sytuacja, która się będzie działa, będzie tylko i wyłącznie, i jest zresztą tylko i wyłącznie powtarzaniem tego samego utartego schematu od tysiąca, dwóch, trzech tysięcy lat. Z tym że jest jakiś przedmiot, my mamy zrobić attachment do tego przedmiotu, mamy się z nim skleić. To jest nasza droga, to jest nasze rozwiązanie, to jest nasze destination, przeznaczenie. That's all. I na tym polega całe nasze życie. Jeszcze do tego są takie dodatkowe wartości, tak zwane duchowe, które nas uzupełniają.
Czyli okej, znajdź sobie kawałek szczęśliwego związku, znajdź sobie kawałek szczęśliwego czegoś, ale tak, żeby nie kolidowało z twoim właśnie grawitacyjnym elementem. Czyli musisz sobie znaleźć kogoś, kto będzie pasował do twojej potrzeby na przykład zarabiania pieniędzy, do twojej potrzeby posiadania jeszcze większego, droższego, bardziej luksusowego samochodu, basenu, mieszkania, ubrania, torebki, czegokolwiek. I to się niewiele zmienia. To jest dalej dokładnie ten sam attachment i to jest dalej ta sama wiara, która u swojego zarania mówi jasno i wyraźnie, że człowieku, musisz wierzyć w materię, bo materia cię determinuje. To jest w ogóle zaprzeczanie tego, czym my w rzeczywistości jesteśmy. Bo to nie materia determinuje nas i czego świadectwem jest każdy nasz dzień. O czym wiedzą doskonale dziewczyny, które sobie robią makijaże i fryzury, że muszą spędzić trochę czasu rano, czym doprowadzają swoich chłopaków do szaleństwa czasami tym rytuałem przygotowawczym, żeby wkroczyć w rzeczywistość. I tak dalej. To są wszystkie te historie, które doskonale znamy na co dzień. Widzimy, że to nie jest tak, że ta dziewczyna rozsypie w powietrzu puder i kilka tych wszystkich rzeczy dookoła i to nagle w magiczny sposób ułoży się w makijaż na jej twarzy.
Tak samo siebie, że na przykład wychodzisz z domu, pstrykasz palcami, nagle z miliona śrubek zawieje wiatr i składa się samochód na twoich oczach. Taka animacja 3D jak w amerykańskim filmie. Już nawet jest archetyp, że jak coś jest nierealne, to jest jak animacja w amerykańskim filmie. Zauważyłeś? Tak się dzieje. To jest dookoła nas, tak czy siak. Ale myślę, że rzeczywistość przerasta to wyobraźni mocno i to zdrowo mocno właśnie tym, że nagle uświadamia, że jest to takie prozaiczne, takie normalne, że właściwie wszystko się bierze stąd, że wpierw jest w naszej głowie. Twojej i mojej. Ty masz swoje rzeczy w swojej własnej głowie i robisz swoje własne rzeczy. Ja robię swoje własne rzeczy w swojej własnej głowie.
Każdy tam grzebie po swojemu. Ale tak czy siak jedna rzecz jest wspólna. Razem montujemy rzeczywistość, która jest już materialna, która jest wymienialna, że tak powiem. Jeżeli ładuję, upcham i ugniotę nogami swoją metaforę w rzeczywistość, tą falę grawitacyjną, to wyprodukuję przedmiot, który trafia do twoich rąk i ty w tym momencie pobudzasz swoją falę magnetyczną informacją, która jest zawarta grawitacyjnie w tym przedmiocie. To jest część naszej wymiany informacji też. I jak się okazało, wymiana informacji została kompletnie skorumpowana przez wiarę w to, że sam ten przedmiot jako taki, bez umiejętności w ogóle odczytania czegokolwiek z tego przedmiotu jest święty. My się śmiejemy jako kultura, robiąc filmy o na przykład dzikich ludach, które kiedy biały człowiek tam przybył i zostawił po sobie puszkę coca-coli, to ten człowiek, który tam mieszkał oryginalnie w lesie, nagle pewnego dnia poczuł zew, że musi odkroić kawałek blaszki z tej już lekko zdekompletowanej puszki po coca-coli i zrobić sobie ozdoby, którymi przetka sobie nos oraz uszy. Wykonane dokładnie z tej puszki po napoju gazowanym zostawionym przez białego turystę. W rzeczywistości tak naprawdę myślę, że portretujemy samego siebie i sami właściwie nie robimy nic innego, jak wieszamy sobie gdzieś na nosach, na uszach, może nie dosłownie, bardziej na mózgu sobie wieszamy, na swoich myślach jakieś takie puszki i reklamówki, myśląc, że to zastąpi całą sprawę. O tym wiedzą doskonale właściciele agencji reklamowych i dużych biznesów, które polegają na sprzedawaniu tak zwanych luksusowych produktów, czyli produktów, które teoretycznie mają wzbudzić we mnie i w tobie poczucie, że jesteśmy lepsi od sąsiada.
Jesteśmy bardziej ekskluzywni. Znaczy, że już nie jesteśmy szarą masą, tylko jesteśmy la exclusive mademoiselle madame. Dokładnie. Trochę bardziej niż sąsiad. Można troszeczkę wtedy wyprężyć klatę do przodu i troszeczkę wyprostować się w barkach. Można poczuć się dumnym, prawda? Czy jakoś tak. Niektórzy tak mają poważnie. Cała gałąź ekonomii w ogóle funkcjonuje, tak zwane ekskluzywne samochody, ekskluzywne ubrania, ekskluzywna biżuteria, ekskluzywne restauracje, ekskluzywne produkty. Niekoniecznie znaczy to dobre.
Mówię o ekskluzywności, bo rzemieślnicza historia to jest inna sprawa. Często się zdarzy tak, że duże korporacje wykupiły rzemieślników, wykupując ich brandy w ostatnim 50-leciu. Tak, to jest prawda. To się niestety wydarzyło. Kupując solidność, która za tym stoi i taką naszą wiarę, że stoi za tym rzemieślnicza robota, że tam siedzi taki szewczyk Dratewka, już siwiejące włosy i on od 60 lat te buty gdzieś na włoskiej prowincji ręcznie szyje. Nie, nikt nie widzi tej fabryki, która też znajduje się we Włoszech, bo na butach jest napisane made in Italy, bo byłby problem sprzedać luksusowy produkt włoskiego designu, który jest made in China. Troszeczkę lipa. Jak sprzedać Armani, który jest produkowany w Chinach? Może na chińskim bazarze gdzieś w Pekinie tak, ale nie w luksusowym sklepie na środku Manhattanu albo w centrum Londynu albo Paryża. Człowieku, zapomnij.
Więc najlepszą i najtańszą opcją jest sprowadzenie Chińczyków do fabryki owego Armaniego, czy jak to się tam nazywa, do Włoch. I tak to aktualnie wygląda, że po prostu tam mieszkają Chińczycy ściągnięci stamtąd przez firmę, która zatrudnia ich jako podwykonawców, którzy tam pracują. Generalnie dzięki temu zachowana jest chińska cena we włoskiej fabryce. Dzięki czemu możemy odegrać sobie takie przedstawienie i na przykład kupimy takie ubranie, kupimy sobie takie garnitury, ty i ja, chłopaku. Spotkamy się w ekskluzywnej restauracji, najlepiej, w której jeszcze pracownicy noszą też ubrania kupowane w tej samej firmie, żebyśmy wszyscy byli tacy stylish. No i będziemy pili tą naszą kawkę, robiąc sobie poważne miny. No wiesz, siema, się powodzi, człowiek bezpiecznie żyje. Gdzie lecisz na wakacje? I będziemy tak sobie rozmawiali. Przed restauracją powinny jeszcze parkować sportowe czerwone samochody.
Rozumiesz, o czym mówię? I każdy z nas powinien wyciągnąć kluczyki i przez przypadek zamknąć i otworzyć drzwi tak, żeby było widać, że to jest jego samochód. Tylko taki znać . Excuse me, my key. Tak żeby nie było, że zabawy nie ma. No i to jest cała ta zabawa. I to jest tylko po to, żeby tych dwóch sfrustrowanych dżentelmenów, którymi byśmy w tym momencie na 100% byli, żeby przynajmniej przez te parę chwil uwierzyć w to, że naprawdę nasze gówniane życie jest coś warte. Tylko dlatego, że mamy ten z tym czerwonym samochodem, że mamy ten garnitur, że wszystko jest made in Italy, że wszystko jest made in something. Tylko rzeczywiście nawet w tym made in something jest taka iluzja, że właściwie i światła do tego samochodu, i druty i kable, tak samo jak te ubrania, są robione dokładnie w tym samym miejscu, w którym jest produkowana cała reszta rzeczy, łącznie z tym złomem, który przejeżdża obok lekko inaczej hałasując i już nie wywołuje takiego poklasku u tych dżentelmenów. Natomiast co z nami, droga słuchaczko i drogi słuchaczu?
Myślę, że przed nami moment bardzo wyraźnego rozróżnienia, czy naprawdę potrzebujemy tej zabawy, czy nie potrzebujemy. Bo okazuje się, że ta zabawa, o ile jest dalej zabawą i cały czas była zabawą, to w pewien tajemniczy sposób determinuje nasze zachowania. I w momencie, kiedy świat się zmienia, kiedy te wszystkie pola grawitacyjno-magnetyczne się przetasowują, coś może się stać. O ile materia jako materia jest zawsze zależna od grawitacji. Warunki grawitacyjne ją determinują i informacja, która jest przenoszona przez pole magnetyczne. Czyli jeżeli coś się zmienia, to bardzo szybko anihilować taki przedmiot. To wygląda trochę jak w filmie science fiction, gdzie koleś w kostiumie wyglądającym jak kosmito, jak kosmonauta bardziej, sięga do paska, wyciąga rewolwer niczym koleś na Dzikim Zachodzie i strzela promieniem lasera i coś znika. I może być tak, że część tej materii po prostu zniknie. Są takie zabawne przepowiednie, mniej lub bardziej, zależy dla kogo, o tym, że część świata zniknie. To jest ta opowieść, która ciągle za nami plącze pod tytułem świat się rozejdzie, powstaną dwa światy i tak dalej.
Jest coś takiego. Efekt przyciągania ładunków grawitacyjnych jest efektem, który tworzy rzeczywistość i to od naukowej strony. I to nie jest dowcip. Jeżeli słuchasz mnie, używając swojego telefonu komórkowego, używając swojego laptopa, używając swojego komputera, czegokolwiek, to zawdzięczasz to czemuś takiemu, co się normalnie w nauce eksperymentalnej nazywa efekt przyciągnięcia pola. I to jest powód, dla którego urządzenie zwane kawałkiem kwarcu spełnia swoją rolę w tym miejscu, bo ktoś wpadł na pomysł, że wykorzysta ten efekt przyciągnięcia pola, włoży tam kwarc, który robi tam swoje. Nie chcę tu być taki techniczny geek i dżentelmen opowiadający ci o tym, dlaczego działa procesor, ale następuje tam efekt przyciągnięcia pola i ten efekt powoduje, że impuls skacze i ty słyszysz mój głos. Poza tym rzeczywiście możemy się usłyszeć myślami, ale to już inna historia. W tym momencie mamy z tym lekki problem, bo grawitacja nas ściąga mocno do ziemi. Informacja, którą wysyłamy myślami, jest szatkowana przez nasze pole grawitacyjne, nasze własne. Zwyczajnie.
Taka ciekawostka. I kiedy te pola się zmieniają, to automatycznie nasze własne pole grawitacyjne przestaje szatkować nasze pole magnetyczne. I dzieje się tak samo jak z planetą. Dlatego wszystkie te kontynenty z powrotem wracają na swoje własne miejsce teraz. To obsuwy, które się teraz dzieją, to, że są potężne ilości trzęsień ziemi aktualnie na świecie, coraz więcej aktywnych wulkanów i to takich starych zaczyna odżywać. Odżył wulkan taki, który nie był aktywny ileś tam milionów lat. Lekko wszyscy spanikowali dookoła, bo nie wiadomo, co się będzie działo dalej, bo to rzadko kiedy się odzywa takie coś. Jak się odzywa, to z pewnych konkretnych powodów. Wygląda na to, że się zmienia. Wraca do swojego normalnego kształtu.
To są te wszystkie budynki, które znajdujemy, ta cała podwodna archeologia. Graham Hancock i wyspy Yonaguni w Japonii. Te potężne kompleksy podwodne 100 metrów pod wodą i to w miejscu, gdzie nie da się wybudować tego pod wodą. Zapomnij o tym. Tego się nie buduje pod wodą. Nikt nigdy tego nie wybudował. To było na powierzchni. I teraz z powrotem wszystko wraca, przewraca się w drugą stronę i widać, że kawałek na Atlantyku jest duża szansa. I to tacy nawet bardzo poważni geologowie mówią. Ja nie mówię tutaj o opowieściach o Atlantydzie i tak dalej.
Ja mówię o dżentelmenach, którzy lubią grać w tą grę, że udają, że to ubranie jest ważniejsze od innego, że jak założą krawat, to coś innego. Ale oni robią jeszcze takie eksperymenty, że zbierają dane i próbują coś walidować z tymi danymi, że jak jest więcej danych to inaczej, a jak jest mniej to inaczej. Jak maszyna robi bip częściej, to należy się bać, a jak nie robi bip, to teoretycznie jest okej. Coś w tym stylu, bo to właśnie do tego się sprowadza cała nauka. I maszyna zaczęła robić teraz bip, bip, bip. Jeżeli robi bip, nieustannie mocno, to się okazuje, że to bip może oddziaływać na nasz garnitur, który zamówiliśmy prosto z Włoch i jest szyty przez Chińczyków mieszkających we włoskiej fabryce. I teraz nagle może się okazać, że to bip robi większą interakcję z naszą rzeczywistością niż ten garnitur. I może się okazać, że daliśmy dupy, bo zainwestowaliśmy wszystko, co mieliśmy w te garnitury, a nie w to bip. Żeby zrozumieć, co to jest to cholerne bip. A tu się okazuje, że jak zrobi się bip parę razy, to nagle w powietrzu pojawia się światło.
Pojawia się łuna na przykład. Pojawia się lewitacja przedmiotów. To jak nasz garnitur ze staraniem zrobiony, gdzie właściwie cały impakt został wtłoczony w to, żeby tak sprasować ten jedwab, żeby go tak wyklepać, żeby był taki puszysty, delikatny, żeby materia udawała chmurę. Bo o to chodzi w tym wszystkim, że materia ma udawać niematerię. Ma być tak delikatna, ma być tak powiewna, tak zmysłowa. Dlatego się mówi, że piękne przedmioty są zmysłowe, ponieważ dotykają naszych zmysłów, ponieważ wydają się nierealne. Tworzą taką interakcję z polem magnetycznym między innymi. I po to jest ten garnitur, żeby zamanifestować tą swoją duchowość, że jest coś takiego anielskiego w nas. I tu nagle się okazuje, że ten dym powstaje z naprawdę prostych rzeczy, kawałka drutu i silnika elektrycznego. I tu powstaje coś takiego, że to zjawisko duchowości znika, bo właściwie mgiełkę można sobie wybudować dowolną, w dowolnym kształcie sobie zrobić mgiełkę.
Bo z tym garniturem jest ten problem, że nie można już go zmienić. On jest tylko w jedną stronę i co najwyżej można podrzeć. Wtedy gacie na dupsku i tyle. Albo na łokciach powycierać. Natomiast co innego, kiedy ma się mgiełkę, z której powstaje ten garnitur. I tu się okazuje, że jak się ma mgiełkę, z której powstają takie garnitury, to właściwie nie trzeba mieć garnituru. Właściwie nie ma sensu zabawy w udawanie rzeczywistości, w odtwarzanie jakiejś iluzji czegoś, budowanie takiego modelu symulacji i odtwarzanie tej symulacji. Czyli udawanie, że coś udajemy. To jest kompletny paradoks. To troszeczkę jakbyśmy udawali, że Będę udawał, że położę się spać po to, żeby we śnie udawać, że tak naprawdę śpię i może ktoś się na to nabierze.
Taki dowcip ciekawy w tej całej sytuacji. Mam bardzo ciekawe loty związane z tą technologią, bo moim zdaniem, tak jak zacząłem na początku całą hiperprzestrzeń, myślę, że czas najwyższy wrócić do głównego wątku. Wszystkie koncepty, które są rzeczywiste, zawsze mają jedną charakterystyczną cechę. Są komplementarne, jak to się elegancko mówi, z rzeczywistością, czyli się uzupełniają na każdym możliwym stopniu. I to jest ta prosta indiańska zasada. Indianie to nazywają bardzo tak... Brzmi mniej więcej tak: jeżeli jest dobre dla mnie, to jest dobre dla każdego. Jeżeli jest złe dla mnie, to jest złe dla każdego. I to jest taka zasada unifikacji, że jeżeli coś jest dobre dla jednej istoty ludzkiej, w sensie nie mówię o jakichś numerach buta, bo nie jestem wariatem. Spokojnie, chodzi o jedzenie na przykład.
Jeżeli dobrze jest sobie zjeść coś smacznego i ty uważasz, że jest dobrze sobie zjeść coś smacznego, to prawdopodobnie każda istota, która jest zbudowana tak samo jak ty w tym momencie i ma ten sam potencjał grawitacyjno-magnetyczny, zasługuje na coś smacznego, bo każdej się należy dokładnie to samo jak tobie. To nie jest tak, że nasze chcenie jest lepsze od chcenia kogoś, bo właściwie cała różnica pomiędzy tym, że my mówimy, że to jest nasza cywilizacja, a tamci to są dzikusy, to jest nasze chcenie. My sobie wymyśliliśmy, że nasze chcenie jest właśnie czymś i ono powoduje, że się rozwijamy, że czegoś chcemy, to się rozwijamy. Ja dochodzę do wniosku, że nasz rozwój nie wychodzi z tego, że czegoś chcemy, z naszego pożądania do rozwiązania zagadki. Tylko rozwój jakikolwiek, który się odbywa, rzeczywisty rozwój bierze się ze zrozumienia, dlaczego rzeczy się zmieniają dookoła nas, a nie z próby zmienienia rzeczy dookoła nas. Akceptacja i zrozumienie, jakże to banalnie, szta twoja marynara brzmi. Aż wstyd mówić takie rzeczy. Ale to nie ma nic wspólnego z duchowością. To więcej ma wspólnego z maszynami, które tutaj montuję. Chociaż jedno i to samo.
Przecież skąd się biorą ręce, które montują jakąś maszynę? Kto zarządza tymi rękami? Serce i głowa. Skąd się bierze serce i głowa? Z człowieka, w którym to jest. A czymże jest człowiek, który zamieszkał w miejscu, gdzie pojawiło się serce i głowa? No właśnie. I to jest, myślę, dobry trop. I to jest trop, na który się generalnie wszyscy, myślę, wybraliśmy, czy tego chcemy, czy nie. Część z nas świadomie się wybrała na tą wycieczkę, część z nas przez przypadek, wierząc, że do końca życia będą mogli używać swoje grawitacyjne sztuczki.
Niestety okazało się, że nie za bardzo, bo się pojawiło coś zupełnie innego. Mama natura postanowiła powiedzieć: „Dosyć. Wracamy do porządku, który tu zawsze panował, czyli magnetograwitacyjnego i twoje dążenia do grawitacji, twoje marzenia i zachcianki, które tworzą tak ciężką siłę grawitacyjną, że tworzysz tak dysfunkcyjną cywilizację, że ciężko ci, cywilizacjo, wybudować przedmiot, który da ci światełko, a nie zatruje wody”. To jest duża dysfunkcja intelektualna. To jest bardzo poważne zakłócenie intelektualne, w ogóle mentalne. To troszkę jak choroba psychiczna, można powiedzieć. Też rozmawiamy o nic innym jak o getcie. Okazało się, że coś, co nazywamy naszą cywilizacją, kulturą, jest niczym innym jak zwyczajnie gettem, który sobie wymyśliliśmy. Jest to historia grawitacyjno-magnetyczna, dosyć mocna. Jak się okazuje, te przedmioty mają jeszcze to do siebie, że jak każdy przedmiot zakręca grawitację dookoła siebie, każda forma materii ma to do siebie, że jest to związek, po prostu zlepek grawitacyjnych energii.
I tak jak Ziemia nas przyciągnęła do siebie, tak przyciąga nas do siebie przedmiot i tak dalej. Jest to naturalny proces. Nie ma w tym nic złego, nie ma się czego wstydzić, że tak powiem, że lubimy wziąć sobie jabłko, że tak powiem, do ręki. Jasna sprawa, normalna rzecz. Dlatego też tu jesteśmy na tej planecie. Właśnie dlatego, żeby sobie z tym radzić. I się okazało, że właściwie wyprodukowaliśmy gigantyczną strukturę tylko po to, żeby sobie wtłoczyć do głowy raz i na zawsze, że nigdy sobie z tym nie poradzimy, a jeżeli sobie z tym jakkolwiek poradzimy, to tylko mordując się nawzajem, że nie ma w ogóle wyjścia z tej sytuacji. Nie ma innej opcji. Nie ma. Zabronione.
W ogóle szukanie innej opcji jest zabronione. Ale oczywiście ta inna opcja jest i doskonale sobie myślę, wielu z nas zdaje sprawę, że o tej innej opcji wielu ludzi na świecie wiedziało. Szczególnie z kompleksów militarnych, zbrojeniowych, z koncernów farmaceutycznych wiedzą do tej pory, ale też wiedzą troszkę na zasadzie takiej rozrzuconej dosyć mocno wiedzy, bo ta wiedza cały czas była rozrzucana, bo co chwilę, jeżeli się pojawiała, to nagle wychodziło na jaw, że jest to kompleksowa historia, tak jak z tymi alchemikami, że jest zbyt kompleksowa i że jeden taki koleś może rozstrzaskać system, bo jeszcze nauczy kogoś. Ten kogoś nauczy pozostałych pięciu kolesi czegoś. Pozostałych pięciu kolesi nauczy pozostałych pięciu kolesi i tak dalej. I nagle się okaże, że jest to kompleksowa wiedza, która po prostu ora i nie zostawia ani grama możliwości zaistnienia różnym patologiom, takim jak religia, jak państwa narodowe, w ogóle jak nacjonalizmy, w ogóle jakikolwiek attachment. Poza oczywiście takim attachmentem, który sobie sami robimy dobrowolnie, emocjonalnie. Niektórzy mówią duchowo, czyli z naszymi przyjaciółmi, ludźmi, z którymi się dobrze czujemy i to wszystko. A że czujemy się generalnie z każdym człowiekiem, który się dobrze czuje, to jest naturalne w naszym gatunku, to chyba nie ma żadnych problemów na świecie. Przynajmniej nie powinno być od tej strony.
Więc dlaczego są te problemy, skoro nie jest tak, że tak powiem, bajerancko wszędzie? Problemy biorą się z tego, że zamieniliśmy to wszystko centralnie w getto i zabroniliśmy sobie korzystania z własnej głowy. To jest chyba taka największa zbrodnia, jaką sobie wykonaliśmy, że wymyśliliśmy sobie standardy pewne zachowawcze. Obraz tego wszystkiego jest, kiedy sobie wyjdziesz na ulicę, aż wszystkie te modne ciuchy, wszystkie te najnowsze modele czegoś tam i to, że ludziom się wydaje, bardzo dużej ilości ludzi, naprawdę nie jest ich mało, że To determinuje ich życie. To, jak wyglądają, świadczy o tym, jak się czują. To jest ciekawe. Bardzo egzotyczne, bo właściwie wygląda na to, że rzeczywistość jest z zupełnie innej strony. To, jak się czujesz, kształtuje to, jak wyglądasz i twój wygląd nie jest kwestią manifestacji ideologii ani nic z tych rzeczy. To jest w ogóle coś zupełnie innego. I tu kwestia, jak wiele się jeszcze zmieni w tej dziedzinie.
Myślę, że się bardzo wiele zmieni, bo przed nami czasy masowego ruszenia, gdzie coraz więcej ludzi odkrywa pewną dosyć brutalną prawdę o rzeczywistości, że przedmioty to tylko taki, że tak powiem, grawitacyjny attachment, część naszej edukacji na tej planecie i to wszystko. Natomiast nie jest to rzecz, z którą cokolwiek się skleisz w jakikolwiek sposób, która cokolwiek ci da. Jest to tylko rzecz, która ci odbiera energię i zawsze ci będzie odbierała, ponieważ jest to taka natura. To tak jak magnes, który zawsze przyciąga cały metal i magnes zawsze będzie przyciągał metal, dopóki ma właściwości magnetyczne. Tak samo jak każdy przedmiot, który będzie skupiał, koncentrował falę grawitacyjną. To jest normalna rzecz. Falę grawitacyjną można sobie zmierzyć nawet urządzeniami w dzisiejszych czasach. Jeżeli przykładasz takie urządzenie do jakiegokolwiek przedmiotu, to pokazuje, że fala grawitacyjna jest... Ops! Pudełko mi się wysypało.
To jest afera. Myślę, że może później pozbieram. W każdym razie, jeżeli spojrzysz na to od strony urządzenia, to też pokazuje, że jest tam poważne zakrzywienie dookoła, a cofniesz obok, gdzie nie ma przedmiotu, zakrzywienia nie ma. Jak to się dzieje? Kompleksowa historia. Żeby zaakceptować kompleksową historię, trzeba odrzucić troszeczkę swoje własne iluzje. W tym momencie trzeba zostawić z boku ten luksusowy styl życia czy luksusowy pomysł na styl życia. W ogóle taka koncepcja, że mam styl życia. Co znaczy styl życia? Co znaczy styl życia?
Przede wszystkim chyba mamy życie. To chyba jest taka najistotniejsza wartość. Jeżeli życie nie jest pełne, bo na przykład nie korzystamy z rozwiązań, które są standardem dla naszego układu grawitacyjno-magnetycznego, dla tej planety, jeżeli dalej nasza woda jest brudna, dalej drzewa pokrzywione i zatrute, dalej coś tam jest nie halo z zielenią dookoła, a już kompletnie nie halo jest z jedzeniem dookoła nas i wiele innych spraw, nie mówiąc już o komunikacji, a już o sposobie pozyskiwania energii to już nawet nie wspomnę. To jakim cudem możemy z takim zapiźzieniem patrzeć i mówić, że „wow, to jest takie cudowne” i że to, co mamy, jest takie cudowne. To jest tylko dokładnie na tej zasadzie odgrywania tego teatrzyku przed sobą, że po prostu nie widzę tych wszystkich ludzi, którzy na to pracują. Udaję, że ich nie ma. Dostaję do ręki nowy lśniący telefon. Na pewno wszyscy są szczęśliwi. Na pewno każdy, kto pracuje przy tym telefonie, zrobił więcej niż ja. Na pewno ma lepszy samochód niż ja.
To na pewno fachowcy. I nagle zderzenie z rzeczywistością i się okazuje, takie fabryki gdzieś w Chinach, gdzie ludzie śpią pod stołami, bo na nic innego nie starcza po to, żeby dostarczyć najnowszy model telefonu w ręce takiego dżentelmena, który właściwie sam prowadzi takie życie, gdzie też za bardzo chyba nie ma czasu pomiędzy tymi swoimi zajęciami, telewizorem, pracą, całą tą resztą i w ogóle przede wszystkim wiarą w ten system, bo ten system trzeba podtrzymywać. To nie jest coś, co się dzieje naturalnie, spontanicznie. To nie jest część mamy natury. To jest coś, co jest budowane codziennie z mozołem i potem w trudzie pracy czoła przez miliony ludzi na świecie, którzy wstają codziennie rano, wydreptują tą rzeczywistość, twierdząc, że właściwie chyba to jest jedyna alternatywa, jaką znają i właśnie w ten sposób zamierzają spędzić swój cały dzień. Efekt jest taki, jaki jest, że stanowią takie poważne zaprzeczenie, taki poważny hamulec dla samych siebie, bo to nie jest hamulec dla cywilizacji. Mama natura sobie doskonale radzi. Jeżeli coś jest nie tak z polami grawitacyjno-magnetycznymi, to w pewnym momencie następuje lekki wstrząs. Przesuwają się kawałki skał po tej planecie, zmienia się troszkę mikroklimat, fale wracają na swoje miejsce, zwierzaki z powrotem biegają tam, gdzie biegały. Nikomu nic się nie stało.
Wszystko jest okej. Trochę się zatrzęsło, trochę może drzew się zanurzyło w oceanie, ale za to wynurzyło się masy nowych miejsc, na których wyrośnie milion nowych drzew. I tak to funkcjonuje. Natomiast w naszym przypadku jest trochę gorzej, bo właściwie całe swoje wyobrażenie o rzeczywistości skleiliśmy z konkretnymi miejscami w taki dosłowny sposób. Dokładnie tak jak z naszymi przedmiotami, które zaczęły manifestować to, czym jesteśmy. Przynajmniej dla niektórych z nas. Mam nadzieję, że nie dla mnie. I podobnie skleiliśmy się z miejscami, które teraz manifestują szczyt rozwoju, szczyt technologii, szczyt zaawansowania, szczyt szczytowania, po prostu szczytowe miejsca, miejsca, w których trzeba być albo i nie. Coś w tym stylu. I właściwie wiele miejsc na tym ucierpiało i wielu z nas, podejrzewam, bywało w takich miejscach, gdzie wcale w nich być nie chciało.
Mi się zdarzyło być w miejscu, w którym być nie chciałem nie raz, nie dwa. Myślę, że nie jest to wcale jakieś takie odkrywcze i rewolucyjne spostrzeżenie. To jest normalne. I oczywiście, jak się okazuje, miejsca owe są takie, że może nie lubimy w nich bywać, ale można powiedzieć, że opłaca nam się w nich bywać, ponieważ ta część grawitacyjna jest tam mocno zaspokajana. Ja tu nie mówię, nie piję do tego, że mieszkam w Londynie. Akurat Londyn uważam za małą, cudowną wioskę, która nieszczęśliwie właśnie z powodu chciwych ludzi rozrosła się do miana takiego metropolis, w którym rządzi dzika kasta menadżerów sprzedających, skupujących akcje i kontrolujących technologię. Przynajmniej tak im się wydaje, że kontrolują życie innych ludzi i na tym polega cała zabawa, że kontroluje się to, co ktoś inny może zrealizować w swoim własnym życiu, że kontroluje się potencjał, bo to już właściwie tylko do tego się sprowadza. Przez kontrolę informacji oczywiście. Jest to takie dziwne society, bo to się ciągle sprowadza do jednego z wielu haseł związanych, i to nawet nie haseł, bo to jest po prostu prawda o tym, jak to wygląda, o tej cywilizacji, że nie jest to cywilizacja informacji, tylko cywilizacja, jeżeli można to nazwać cywilizacją, jest to coś, co operuje na zasobach Na powstrzymywaniu zasobów i limitowaniu zasobów. I to jest cała mądrość tego zjawiska, bo miłość do przedmiotów okazała się tak duża, że przedmiotów nie wystarcza dla wszystkich.
Problem byłby jeszcze większy, gdyby ich wystarczało, bo w pewnym momencie okazało się, że przedmiotów w sumie wystarcza dla wszystkich. Już tak chyba 50 lat temu się okazało przy pierwszej masowej produkcji, takiej na globalną skalę, że właściwie w ciągu paru lat można zaspokoić wszystkie podstawowe potrzeby wszystkich ludzi na świecie. I wielki popłoch padł na producentów i fabrykantów. Bo co wtedy produkować dalej? Wtedy świat się skończy. Nie będzie nowego modelu sportowego samochodu, nie będzie nowego modelu telefonu i nie będzie nowego modelu wakacji i nowego miejsca, żeby pojechać, polecieć i się pochwalić. I nie będzie nowego biznesu do zrobienia, nie będzie ekscytacji w operowaniu tą materią, chociaż to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Co wtedy? Może lepiej, żeby tak nie było. Lepiej, żeby ciągle był jakiś nowy model, żeby wszyscy wierzyli w ciągle nowy model.
I część z nas, bo to nie jest tak, że ktoś zrobił nasze życie za nas, część z nas w to doskonale uwierzyła. Bardzo mocno uwierzyła i poczuła, że właściwie spodobała im się taka zabawa, że weźmiemy te same kredki do ręki i pobawimy się tymi samymi kredkami i będziemy sobie rysowali te wszystkie garnitury, apartamenty, jachty, luksusowe odrzutowce, samochody. Będziemy sobie rysowali tymi kredkami taki good life, gdzie wszyscy są dla nas tacy mili, bo wszyscy wiedzą, że nas potrzebują, bo my mamy zasoby i że nasze zasoby są tak wyjątkowe, że wszyscy dookoła nas będą skakać. Że nawet jak zrobimy głupią rzecz, to nikt nam nic głupiego nie powie, bo mamy zasoby. I jeżeli mamy zasoby, to oznacza, że nie robimy żadnych głupich rzeczy przede wszystkim. Bo jeżeli robimy... Nie, to niemożliwe, żebyśmy byli głupi, bo jeżeli człowiek ma pieniądze, to znaczy, że jest mądry, bo musiał zarobić te pieniądze. Głupi ludzie nie zarabiają pieniędzy. Jest takie przekonanie na świecie, a ja uważam, że jest troszeczkę odwrotnie. Nie chcę tu zastanawiać się nad tematem, czy w ogóle głupota istnieje, czy jest takie schorzenie psychiczne jak głupota i wymyślać potencjalnie nowego schorzenia psychicznego do całego katalogu.
Nie wiem, czy jest głupota. Nie spotkałem w życiu głupiego człowieka. Spotkałem tylko ludzi potwornie zawziętych w swojej samotności, bym powiedział. W swoim smutku. Można tak powiedzieć. Potwornie zawziętych w swoim smutku, ale ciężko było powiedzieć, że są głupkami, chociaż z pozoru... Pozory czasami mylą. Mniejsza o to. W każdym razie przeprowadzając taką prostą linię podziału, bardzo prostacką, to jest tylko kwestia chęci. Są ludzie, którym się chce i są ludzie, którym się nie chce.
I właściwie to też nie przebiega pomiędzy ludźmi, tylko to przebiega gdzieś w środku mnie, że jest moment, kiedy mi się chce i moment, kiedy mi się nie chce. Kiedy mi się nie chce, jestem kolesiem, któremu się nie chce. Jeżeli mi się chce, jestem kolesiem, który chce i to już zmienia troszeczkę postępowanie. W tym momencie nie ma tej determinacji, że: „A, bo ja zawsze taki jestem, że mi się nie chce” albo: „A, taki jestem, że mi się zawsze chce”. Właściwie okazuje się, że nie ma czegoś takiego jak stan stały. Wszystko jest determinowane tym, w jakich warunkach w tym momencie się znajduję. I właściwie jest to taka podstawowa informacja o życiu. To tak jak wszystkie historie z tą grawitacyjną sprawą, że przedmioty pochłaniają naszą uwagę, bo są błyszczące, świeże, pachnące, cokolwiek. Bo grawitacja pochłania naszą uwagę, bo to jest naturalny kierunek rozładowywania się części informacji. To jest coś naturalnego.
Ale z drugiej strony bardzo naturalne dla nas jest bycie zjawiskiem magnetycznym i to jest właściwie jeszcze bardziej nienaturalne, bo o ile grawitacja jest po prostu tylko i wyłącznie siłą oddziaływania w danych warunkach, czyli jest jeden pokój w domu, w którym nagle dostajemy świra, to wcale nie znaczy, że cały świat dookoła jest taki ześwirowany. Jest tylko jedno miejsce, w którym dostajemy lekkiego świra i tam nam odbija. Zaczynamy przytulać się do zabawek, tarzamy się po podłodze, trzymając sztabkę złota w ręku i całując ją obłędnie. Tarzamy się w banknotach. Ktoś sobie przypomina takie postacie z kreskówek, że dżentelmen wbiega do skarbca, wykonuje skok niczym z trampoliny i nurza się w banknotach. Nurza. Taki stereotyp milionera. A złodziej z „Disneya”, żeby było zabawniej. Także jest coś takiego w nas samych. Ale to nie jest natura świata, który jest dookoła.
To jest nasz indywidualny wybór, gdzie wchodzimy i jak rozładowujemy swój potencjał energetyczny i nic więcej. I to jest taka dosyć rychła obserwacja, bo oznacza, że słabo mogę sobie powiedzieć, że: „A, bo ja się nie nadaję” albo „Bo się nadaję”, bo w tym momencie ta wymówka traci w ogóle jakikolwiek sens. Nagle się okazuje, że właściwie nadaję się równie dobrze do wszystkiego, jak i do niczego. W momentach, kiedy się relaksuję, wolę się nadawać do niczego. Kompletnie do niczego. Uwielbiam ten moment, ale w momencie, kiedy coś robię, to nadaję się absolutnie do robienia. I to jest coś, co nazywa się determinacją. W dzisiejszych czasach, w ogóle zabawne, bo jak sobie prześledzę historię literatury, to właściwie człowiek zdeterminowany to jest człowiek, o którym od jakichś 300 lat się z reguły pisze książki. Wcześniej się pisało bardziej rozprawki. Jeżeli się przejrzymy na historię literatury i bardziej dzieje, można powiedzieć, w pewnym momencie , czy chcemy, czy nie, okazało się, że człowiek, który jest sobą, jest częściej spotykany na kartach opowieści niż w rzeczywistości.
Wywędrował do opowieści, a rzeczywistość zaczęła wyglądać tak, że zaczęło się opłacać bycie raczej mniej wyrywnym do przodu. Może nie tyle opłacać, bo to też jest zabawna historia, bo tu jest taki koncept pod tytułem, że coś się opłaca, że opłaca się być wyrywnym albo nie wyrywnym, że opłaca się coś robić albo nie robić. Skąd się bierze ta skala opłacalności? Co właściwie oznacza opłacalność? Opłacalność oznacza tylko i wyłącznie to sklejenie z tym pomysłem, że jest pieniądz, który ma wartość, że jest przedmiot, który ma wartość, że nasze życie jest zaklęte i wartość naszego życia w przedmiotach dookoła. I tylko wtedy ma to wartość. Czyli jeżeli chcemy uwierzyć, jeżeli ja bym chciał uwierzyć, że na przykład moja wartość redukuje się na przykład do Czegoś fizycznego w małym rozmiarze, to być może kupiłbym potężną ilość diamentów, bo to jest mały rozmiar, mieści się w kieszeni, można połknąć i jest twoje. Jest warte fortunę. Ponoć. Przynajmniej dzisiaj, dopóki nikt jeszcze oficjalnie się nie przyznał, że produkcja diamentów może się odbywać na skalę przemysłową.
Ale dopóki się jeszcze nikt nie przyznał, do tego momentu można się w to bawić i nawet, co pokazuje dobitnie rzeczywistość, jeżeli znamy konsekwencje tej całej zabawy, to dalej mamy problem z tym, żeby przestać to robić. Był taki eksperyment, który się odbił w kilku tak zwanych mediach społecznościowych wielkim echem w Berlinie. Była firma, to była jakaś organizacja charytatywna, pozarządowa, nieważne. Jacyś ludzie, którzy mieli jakieś swoje issue, chcieli przekazać światu informację w zorganizowany sposób. Postawili takie budki w centrum dużych miast, gdzie za chyba jedno euro można było kupić koszulkę pod warunkiem, że trzeba było obejrzeć taki krótki materiał wyświetlany w tych kioskach, jak powstaje twoja koszulka, którą właśnie kupujesz za jednego euro, że taka super koszulka, bardzo tania i że nagle rozwój cywilizacyjny to jest okazja twojego życia. Możesz po prostu idąc do pracy kupić sobie garść koszulek, genialnych koszulek bawełnianych, solidnie zrobionych za jedno euro. Coś niespodziewanego. Niespotykanie doskonała cena. Za darmo. Rozumiesz?
Tylko musisz obejrzeć ten film. Na filmie pokazuje się, kto robi te koszulki, jak wygląda praca nad tymi koszulkami, jak wygląda życie tych ludzi, którzy pracują nad tymi koszulkami przez całe swoje życie. I się okazywało, że po obejrzeniu tego filmu ludzie rezygnowali z kupowania tej koszulki, bo nagle kumali, że właściwie to chyba nie tędy droga, że chyba nie potrzebują taniej koszulki, że ten challenge, takie wyzwanie życiowe współczesnej cywilizacji pod tytułem: „Będę miał coś nowego. Przyjdę do firmy teraz, w tym momencie pochwalę się czymś nowym, to zabłysnę”, to nagle człowiek przestał błysnąć przed sobą samym, bo ta gra się skończyła. Nagle uświadomił sobie jeden dżentelmen z drugim i lady jedna z drugą, że jest coś więcej, że rzeczywistość nie kończy się tylko na tym punkcie wymiany naszej intencji, naszej wiary w coś na przedmiot, w który teraz przerzucimy swoją wiarę. Bo to trochę wygląda tak, że jak kładziemy ten banknot, to nasza intencja jakby przeskakuje z banknotu na przedmiot. Jeżeli ktoś w tym momencie złapie naszą intencję, poczeka chwilę zanim się pojawi przedmiot, a ty już pozbędziesz się banknotu i nagle pojawi się refleksja w głowie. Z reguły w dzisiejszych czasach sprzedawcy i cały biznes jest zorientowany, żeby pozbyć nas tego momentu. Dlatego też jest taka obsesja na to, że wszystko musimy dostawać natychmiast. Zaraz jak tylko zamówię, dosłownie ma być pod moimi drzwiami 24 godziny na dobę.
Delivery. Weekend, nie weekend, non stop. Miałem kiedyś podobną sytuację ze sobą samym, ale w pewnym momencie przestało mnie to zupełnie obchodzić i zacząłem bardzo spokojnie to realizować. Też troszkę cynicznie to traktuję. Robię sobie jakieś zakupy gdzieś czasami na internecie, jak podejrzewam i ty, i ty, i ty, i wielu z nas. Jest to wygodna opcja. I powiem ci szczerze, że zaakceptowałem taką sytuację, że czasami czekam miesiąc, dwa na coś i w ogóle mnie to nie obchodzi. Przypominam sobie czasy, ale to brzmi... Nie żyłem fizycznie w tamtych czasach, ale tak ci powiem o tym czasie, że przypominam sobie czasy, kiedy czekało się na to, aż statek przypłynie do portu z innego kontynentu i trzeba było zamówić ładunek. I nie było telegrafów, nie było telefonów.
Trzeba było poczekać, aż statek wypłynie z zamówieniem. Dopiero to zamówienie wracało po dwóch miesiącach. I to był standard. I wszystko było okej. Jakoś nikt nie umierał. Ludzie mieli więcej czasu na życie. Myślę, że portki na tyłku wcale nie darły się szybciej. Myślę, że materiały, z których były wykonane powodowały, że te portki na tyłku trzymały się dłużej niż w dzisiejszych czasach i każdy być może był dzięki temu mniej modny, ale być może dzięki temu miał troszeczkę bardziej oswojony ten kontakt z tą grawitacyjną historią, która jest na naszej planecie, która się aktualnie zaczęła zmieniać i może dlatego ludzie byli momentami spokojniejsi. Przynajmniej do tej pory produkty minionych epok są wspominane przez nas z niebywałym pietyzmem. Dlaczego istnieją muzea?
Dlaczego istnieje dosłownie kult kupowania starych przedmiotów, obrazów, bibelotów, wszystkiego tego całego zamieszania, które wyprodukowano kiedyś? Bo tam jest coś, czego dzisiaj nie ma. Haha. No właśnie. Ale to też jest tak, że kupujemy sobie iluzję, bo przecież wiadomo, że w czasie się nie cofniemy używając tego bibelotu. Może używając innych przedmiotów, ale na pewno nie tego bibelotu. To tak nie za bardzo, chociaż jest pewna szansa, ale to może przyszłość nam pokaże, jak to będzie wyglądało. W każdym razie jesteśmy tu i teraz i też się zabawnie okazuje, że tęsknimy do wolności , do czasów, gdzie ludzie troszeczkę mniej przy tym grawitacyjnie siedzieli, bardziej intelektualnie, bardziej magnetycznie. Magnetyzm był bardziej pożądaną cechą. Zresztą nawet samo słownictwo XVIII, XIX i początek XX wieku było zupełnie inne.
Dzisiaj się określa czymś, że coś ma mocną grawitację, że coś zmierza do czegoś, że dąży do czegoś. Używa się tego typu alegorii i tego typu metafor. Dawniej się używało magnetyzmu, że coś się przyciąga. Nie, że zmierza, nie że coś jest dociskane, tylko że coś się przyciąga, że jest relacja dwóch innych ciał. Taka historia. To może posłuchamy troszkę muzyki, bo świat się zmienia i ja myślę, że czy chcemy, czy nie, właśnie lądujemy w takich czasach, gdzie tak jak widać po tym pasie Van Halena Fala grawitacyjna z magnetyczną schodzą się z powrotem do tego punktu, w którym zostawiły nas dawno temu i wraca nam troszkę rozumu do głowy, czy chcemy, czy nie. Efektem tego jest technologia, którą mamy aktualnie na swoich stołach niektórzy z nas przynajmniej. Efektem tego jest to, co mamy w swoich głowach. Też niektórzy z nas oczywiście. Efektem tego wszystkiego jest też to, co zaczynamy powoli widzieć naprzeciwko naszych okien.
Tak sobie myślę. No właśnie. Świat się zmienia całkiem nieźle, bym powiedział. Całkiem nieźle. Ja jestem, powiem szczerze, nawet mocno pod wrażeniem, bym powiedział. Radio na fali, hiperprzestrzeń człowieku, hiperprzestrzeń. Ja na imię Tomek. Możesz tu jeszcze zadzwonić nawet też. A jednak skończę ten swój wątek, bo jest z tym wątkiem związana taka dosyć prosta sprawa, jak dla mnie. A mianowicie natura tego, jak świat się dekonstruuje i konstruuje z powrotem.
Jest to bardzo mocno związane z informacją. Właśnie informacją, o której mówię. Ten numer z rozsypaniem się informacji nie jest przypadkowy, ponieważ jest gdzieś jakiś element, który powoduje, że struktura dosłownie się rozciąga. W tym momencie staje się dla nas niewidoczna. To jest wymiar, w którym po prostu ona funkcjonuje troszkę obok i kiedy z powrotem się zagęszcza, z powrotem staje się widoczna. Tak można w takim bardzo wielkim skrócie to ująć. Przypomina to sytuację, kiedy rozlejemy troszkę kropel wody na lustro, szklane lustro. W pewnym momencie woda, jak zaczniemy troszkę sobie potrząsać tym lustrem, połączy się w jedną wielką kroplę. Woda lubi się łączyć ze sobą. Informacja lubi się łączyć ze sobą.
Woda jest niczym więcej, jak tylko i wyłącznie informacją. My też. To jest ta tajemnica, która stoi za tym, że lubimy i razi nam, jak jesteśmy w kupie nie za dużej, nie za małej. Każdy ma swoje ulubione, że tak powiem, preferencje. Ale to też jest odpowiedź na takie podstawowe pytania, których czasami się boimy i wymyślamy sobie na przykład psychologię. Wymyślamy sobie potężne dziedziny nauki, tysiące książek, które mają wytłumaczyć zagadkę, dlaczego człowiek lubi się spotkać ze sobą. Co jest dosyć zabawne, nie biorąc pod uwagę konstrukcji w ogóle tej grawitacyjno-magnetycznej świata, tego, że jesteśmy tym właśnie, co się przyciąga do siebie, bo jesteśmy istotami, które się manifestują z tego samego wymiaru. Także nic dziwnego. Oczywiście zawsze można pisać o nieprzeciętnych mechanizmach psychologicznych, wymyślić do tego masę terminów, teorii naukowych. Świetnie się przydaje w propagandzie, bo wtedy, kiedy montujesz taki biznesplan na kampanię reklamową, to to brzmi.
To są badania naukowe, to jest poważna sprawa. Natomiast z drugiej strony jest to zupełnie inny mechanizm i właśnie już nie skorumpowany takimi pseudonaukowymi rzeczami jak psychologia, przynajmniej w moim odczuciu. Pseudonauki uniwersyteckie, tak bym to określił, tworzą zupełnie inny świat, zupełnie inną historię i się okazuje, że właściwie wszystkie te sztuczki związane z tym, że tak naprawdę to magnetyzm tworzy grawitacyjne zjawiska, czyli generalnie myślą tworzysz rzeczywistość i jeżeli wiesz, jak operować oddziaływaniami, bardzo subtelnymi oddziaływaniami, to nagle potrafisz manifestować takie rzeczy, że to się w głowie nie mieści. Niektórzy alchemicy potrafili to robić. Mamy tego ślady. Niektórzy iluzjoniści potrafią robić takie bardzo ciekawe sztuczki, które są techniczne i panowie nawet mówią, że to jest sztuczka. To nie jest żadna magia. To, co oni robią, to jest technologia i nikt nie jest w stanie skumać, jak to robią. Ale to też właśnie opiera na delikatnym modelowaniu pola plazmy dookoła. Nic więcej, nic mniej.
Czy chcemy, czy nie. Czy nam się to podoba, czy nie. Jesteśmy skazani na tą wiedzę, bo też nadszedł czas, kiedy te kropelki wody zaczęły się łączyć ze sobą i czy chcemy, czy nie, jesteśmy na to skazani. To nasze same myśli będą błądziły dookoła tych tematów. Aktualnie to jest jakby poza nami historia. To jest historia tej planety, historia tego, że cała informacja się konsoliduje w tym momencie, kiedy następuje, jak to mówią hinduskie opowieści, wedyjskie opowieści, ten złoty wiek i tak dalej, i tak dalej. Jest ten moment koncentracji, synchronizacji się pól i to jest naturalny proces. To jest w każdym rozpędzonym żyroskopie. To jest właściwie wszędzie, gdzie występuje jakikolwiek, nawet fizyczny ruch. Widzimy dokładnie te same zjawiska.
Zresztą te same zjawiska są badane, kiedy się projektuje śmigła, kiedy się projektuje śruby napędowe do statków i tak dalej, i tak dalej. Właśnie zjawisko kawitacji jest niczym innym, jak dokładnie badaniem tego zjawiska. Tadam! Tylko że jest wykorzystywane w jakiś niecny sposób. Się używa tych zjawisk do rozpędzania na przykład rakiet balistycznych, takich potężnych rakiet, że montuje się śmigiełko tak zabawnie z przodu takie wysunięte troszeczkę i ta rakieta nabiera takiego rozpędu samym śmigiełkiem, że praktycznie nie potrzebuje paliwa. Jak grzmotnie, to pół świata znika. No i zupełnie bez sensu, bo oczywiście można zupełnie wykorzystać w innych celach te śmigiełka, na przykład w produkcji prądu z turbin, gdzie można wmontować takie systemy, które są jakby w drugą stronę. No ale, ale po co? Po co? Po co?
Żeby było taniej? Przecież wtedy zabawa stałaby się bardzo abstrakcyjna, a chodzi o to, żeby zabawa wydawała się bardzo realna. Ale ta zabawa właśnie się, moi drodzy, kończy. Słuchacze. I ty słuchaczu, i ty słuchaczku, powinienieś o tym wiedzieć i myślę, że doskonale o tym wiesz, tak samo jak ja, że nadszedł kres tej paskudnej ery, można powiedzieć, bo właściwie synchronizacja tych zjawisk powoduje, że o ile dawniej bardzo wąska elita o nich wiedziała i wykorzystywała często w celach religijnych, to jest ta manifestacja się cudów i tak dalej. Jeżeli stworzysz odpowiednie warunki, to masz substancję, która ma parametry krwi pod każdym spektrografem. Jesteś bez problemu w stanie zrobić każdą statuę, figurkę, obrazek płaczący krwią. Naprawdę, jeżeli wiesz, jak to zrobić. Leonardo da Vinci był cwaniakiem. Potrafił bardzo wiele rzeczy właśnie w tej materii.
Dlatego jego obrazy nie prześwietlają się rentgenem. Stosował bardzo ciekawe substancje do malowania, bardzo intrygujące. I nie tylko on. Wielu takich kozaków było. Wiedzieli, o co chodzi. Wiedzieli, że to są warunki. Nie nazywali tego żadną fizyką plazmową, niczym innym. Nie, nie, nic z tych rzeczy. Po prostu byli po cichu alchemikami. To właśnie znajomość z tworzeniem warunków.
I kiedy czasami na świecie się okazywało, że przypadkowo motłoch wyrywa się spod kontroli, wtedy władcy Wynajmowali magicznych cyngli albo brali sektę, która miała taką technologię opanowaną i ta sekta manifestowała troszeczkę cudów, trochę takich rzeczy. I nagle król z powrotem zdobywał posłów, władców, okazywało się, że ma kontakt z Bogiem i tak dalej. Taka manipulacja tłumem za pomocą technologii od setek lat, jeżeli nie od tysięcy. Komu by zależało, żeby tą technologię puścić w ludzi? Przecież nikomu. Absolutnie. Tym bardziej że sami się boją jej używać, bo to jest taka technologia, że jak ją komuś pokażesz, to ktoś się może domyślić, jak to działa. I to jest problem, bo wtedy zaczyna się efekt domina. Wiadomo, że jak raz ją pokażesz, to zobaczy na przykład pięć milionów ludzi. Z pięciu milionów ludzi 15 się zainteresuje.
Z tych 15 trzech zacznie robić eksperymenty i z tych trzech jeden zrobi ten eksperyment przy znajomych przez pewien przypadek i akurat wyjdzie. I nagle się okaże, że cała twoja religia się okazuje hopsaplerswem i to takim konkretnym hopsaplerswem. Okazuje się, że właściwie ludzie modlą się do silnika elektrycznego, który nawet nie jest używany albo coś w tym stylu. To chyba nas czeka. Właściwie to dokładnie się dzieje w tym momencie. Wielu z nas zapewne zauważa pewne ruchy, gdzie różne duże agencje public relation reklamowe sprzedające się jako sekty watykańskie i tak dalej, teraz się wbijają w naukę, próbują tam teleskopy i tak dalej. Najlepsze obserwatoria astronomiczne, największe granty na badania naukowe, najbardziej pochowane wszystkie rzeczy. Nic dziwnego. To jest taki straszak. Wiadomo, że jeżeli ty i ja nie znamy technologii, to możemy uznać pewną rzecz za cudo.
A tu się okazuje, że mowa jest ciągle o tej samej kompleksowej technologii. Tej samej, która została rozsypana tysiące lat temu, która technologia jak technologii. W ogóle koncepcje nas samych w zrozumieniu przede wszystkim istoty. Bo technologia to jest pikuś przy tym wszystkim. To jest tylko jeden z najmniej istotnych aspektów tego zjawiska, bo to wszystko polega na rozumieniu samego siebie i to w takim kosmicznym ujęciu. Już nie planetarnym, nie mama Ziemia tylko i wyłącznie. I nie, że mieszkamy w szałasie w lesie, tylko coś naprawdę so far away i na tak wielu płaszczyznach, na tak wielu wymiarach i to w czasie przestrzeni. Bo właściwie ta kompleksowa informacja zawsze, ponieważ jest kompleksowa, czyli albo wiesz wszystko, albo nie wiesz niczego, to w tym momencie, jeżeli wiesz wszystko, to czas i przestrzeń jest czymś, co pracuje dla ciebie. Ty jesteś właścicielem swojego czasu i przestrzeni, i to kompleksowo. Czy to są podróże w czasie, czy to jest przemieszczanie się, czy to jest manifestacja czegokolwiek.
Ty organizujesz czas w przestrzeni i wszystkie reakcje, które tam zachodzą i robisz, cokolwiek chcesz. Czyli każda koncepcja, która zrzuca ze mnie i z ciebie odpowiedzialność za to, co tworzymy, w tym momencie umiera. Czyli wszystkie te zabawy polegające na braku konsekwencji są skazane na tak totalną, sromotną porażkę aktualnie, że się w głowie nie mieści. W nauce już to widać, bo to jest pierwsze miejsce, gdzie informacja wycieka. To jest informacja związana z naszymi zasobami, bo to jest ten największy klincz, to tak zwane wąskie gardło, wąski przesmyk tej całej historii, bo to jest związane z naszą aktywnością, taką czysto fizyczną. I tu mamy już historię, to się manifestuje w ogóle w świecie fizycznym. Także rzeczy przestały być metaforami i zaczęły być czymś konkretnym dookoła. I jako że te fale się synchronizują, to naturalne będzie to, że rzeczy, które dawniej były postrzegane jako cuda religijne, aktualnie staną się z powrotem tym samym, czym były zawsze, czyli po prostu technologią i umiejętnością korzystania z tej technologii dostępną dla każdej istoty żywej, która chce się tym zwyczajnie zająć i chce się ogarnąć w tej technologii. Ja to nazywam technologią. To może jest takie krzywe podejście, bo to właściwie technologia jest tylko właśnie.
Bo teraz mamy chyba taki moment cywilizacyjny, mi się tak wydaje. Ja po prostu jestem niczym więcej jak głosem swojej epoki i zmieni się epoka, będę głosem następnej epoki, nic więcej. Tak mi się wydaje. To nie jest żadna indywidualna mądrość, to jest po prostu pole morfoinformacyjne, bym powiedział. Chyba dotyczy nas wszystkich, bo to wcale nie jest taka oryginalna myśl. Tak mi się coś wydaje z tym wszystkim, że teraz się tak zmienia i że właśnie jesteśmy świadkami. Takie niepozorne niby wszyscy się śmieją ten 2012, tam Indianie ta, ta, ta. Jasne, jasne. I się okazało pach, rach, ciach. No i ruszyło do przodu niczym lawina.
I to nie jest historia. Technologia jest odpryskiem tego. Drugim odpryskiem jest trzęsienie się ziemi. Trzecim odpryskiem jest zmiana temperatur na planetach. Czwartym odpryskiem są zmiany prędkości obrotów planet w naszym Układzie Słonecznym. Prędkość obrotu Ziemi w stosunku do Ziemi się zmieniła. W ogóle prędkość obrotu Ziemi się zmieniła i są takie skoki, skoki w tym pasie Van Allena, takie niewytłumaczalne pojawianie się dziwnych dźwięków. No cóż, teraz mamy do wyboru. Albo wracamy do naszego Ferrari, ekskluzywnej torebki i ekskluzywnej restauracji, żeby podjechał jeszcze ekskluzywny samochód po nas. Albo zostawiamy ten ekskluzywny zegarek, ekskluzywną zabawę w ekskluzywny lifestyle, wygodny lifestyle, który jest akceptowalny i tak zwany oczekiwany, pożądany, wymarzony z filmów tudzież książek albo ofert, które dla nas przygotowano.
Tylko szykujmy się chyba na coś, co będzie wyglądało może bardziej jak rollercoaster. Bardzo znajomy, myślę. Myślę, że każdy z nas doskonale pamięta ten czas, ten moment i tą emocję i taką rzeczywistość, która właśnie teraz nadchodzi. Rzeczywistość, która jest oparta na informacji, bo jesteśmy naturalnie skonstruowani do tego. To jest tak jak z nauką pływania. My pływamy, zanim się urodzimy. To jest normalne dla nas, że sobie pływamy w wodzie. Woda dla nas jest czymś naprawdę miłym. Dopiero jakiś zatrzask emocjonalny w postaci przytopienia się w dzieciństwie, jakiegoś stresu pourazowego, właśnie dealowania ze śmiercią nagłą, niepotrzebną, niepotrzebnym stresem powoduje, że ludziom włącza się czasami zacof na pływanie. Boją się później wody, bo się podtopili.
Ale to jest naturalne. Człowiek wrzucony do wody utrzymuje się na niej. Nie każę nikogo wrzucać do wody oczywiście, absolutnie, ale jest to taka naturalna historia. To nie jest nic, co jest dla nas obce. To jest jak powrót do domu, który jest okupiony oczywiście porzuceniem pewnych iluzji, które nam nieustannie towarzyszą, przynajmniej jeszcze w tym momencie, na pewnym etapie. I chyba do tego się to wszystko sprowadza. Mam nadzieję, że miło spędzimy ten czas ty i ja, człowieku. To było tyle na dzisiaj. Dzięki za wysłuchanie moich refleksji z końca świata, słuchaczko i słuchaczu. Strasznie serdecznie chciałem podziękować i pozdrowić wszystkich mecenasów Radia Na Fali.
Wpłaty docierają. Przepraszam, że nie wpisałem jeszcze na stronę, nic nie zrobiłem. Serwery są teraz sprzątane, czyszczone, porządkowane. Ja teraz też porządkuję troszkę archiwum i jak tylko serwery ruszą, to ja tam wrzucam archiwum i zajmuję się stroną. Także za chwilę będę jeszcze o tym głośno dziękował na stronie tak czy siak. Dzięki serdeczne za wsparcie mecenasko i mecenasie i tobie słuchaczu za słuchanie. Szalenie mi miło, że tu sobie wpadasz posłuchać, a ja tymczasem kończę i pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Dreamtime, które retransmitują „Hiperprzestrzeń” i pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali. Takie cashowe rozmowy się wywiązały. Widzę, że technologia poruszyła wyobraźnię. Moją też porusza.
Nie będę udawał, że bierze się to z czegoś innego, bo bierze się dokładnie z tego, o czym tam na czacie mowa. Z obserwacji jak się zachowuje świat dookoła przy tej technologii. Czym właściwie jest świat? Bo ta technologia to tak jak mówiłem, to tylko interfejs. Interfejsów może być milion, taki jaki nam się żywnie podoba. To może być cokolwiek. Mniejsza o to, zostawiamy te wszystkie sprawy. Zapraszam cię na środę do księcia Edwarda. Nie wiem, czy z Puszki, czy na żywo, ale zawsze ekscytująco. Książę Edward i etykieta zastępcza.
Zapraszam cię w czwartek na takie historie już związane konkretnie z technologiami, bo ja taki technologiczny się ostatnio troszkę zrobiłem, ale zapraszam cię na te swoje wywody technologiczne i wszystkich cashystów na Co ja chciałem powiedzieć? Cewki na sztorc chciałem powiedzieć. Dokładnie. Także zapraszam na czwartek na 22:30 polskiego czasu do Radia Na Fali też absolutnie live. Oczywiście do Theory House'u zapraszam i do Czasu snu za chwilę będę zapraszał, ale to za chwilę, jak się pojawią się nowe odcinki podcastu do ściągnięcia. Także jeszcze chwila moment. Dzięki ci dziewczyno i chłopaku za wysłuchanie mojej gadki w Radiu Na Fali jo. Kurde, jak przed blokiem, jak na ławce przed blokiem. A mówi, że czytał książki. Wierzyć mu, nie wierzyć?
I don't know. Dobra człowieku, nara i do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.