[01:08] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 49. już debatę ufologiczną online. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” i współzałożyciel portalu INFRA Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:30] - Witam wszystkich.
[01:31] - Jest z nami również badacz ufologii z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Witaj, Arku.
[01:38] - Witam, dobry wieczór.
[01:39] - Oraz publicysta i pisarz science fiction, również współpracownik „Nieznanego Świata” Marek Żelkowski. Dobry wieczór, Marku.
[01:46] - Dobry wieczór wszystkim.
[01:48] - Dziś tematem przewodnim naszej debaty będą Plejadianie i Nordycy, czyli będziemy dyskutować o tym, skąd się biorą ludzie w UFO. Tradycyjnie jednak podam już na początku kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiejsza debata jest realizowana w całości na żywo. Możecie do nas dzwonić, nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można również nas szukać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu INFRA, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można także przesyłać nam pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Panowie, dziś poruszymy dość oryginalny temat.
Nordycy, Plejadianie i inni, w cudzysłowie, ludzie widywani podczas spotkań z UFO. Kim są i od jak dawna są widywani? Czy istnieje jakieś podobieństwo między nimi a tradycyjnymi przedstawieniami aniołów? Pierwszemu oddajmy może głos, jak zawsze Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:06] - Dziękuję. Jest to jeden z najbardziej niezwykłych, moim zdaniem, tematów w ufologii, pokazujący, że nie wszystko jest złoto, co się świeci, że czasami w ufologii sprawy miewają drugie dno. My nie raz mówiliśmy w ciągu tych prawie 50 debat, a w zasadzie ponad 50 debat, bo dzisiaj mamy 49., a mieliśmy przecież jeszcze kilka odsłon pytań niezadanych. Podkreślaliśmy tam, że UFO jest zadziwiająco ludzkie. We wszystkich swoich przejawach i manifestacjach: od latających trójkątów, przez abdukcje, poprzez lądowania obiektów UFO i wiele innych różnych dziwnych elementów, ono pokazuje nam, że jest bardzo blisko sprzęgnięte z naszym pojmowaniem rzeczywistości, ogólnie z człowieczeństwem. Innymi słowy, wielu badaczy doszło do takiego wniosku, że cokolwiek się manifestuje w postaci UFO, jest tak naprawdę skórką nieznanej prawdziwej natury tego zjawiska. Być może Nordycy i Plejadianie, ludzie z UFO czy jak to nazwiemy humanoidzi o ludzkim wyglądzie, są dowodem tej dziwnej tendencji, bo jeżeli sobie spojrzymy na bliskie spotkania, to odkryjemy pewien dziwny szczegół, że tych spotkań, które są czysto ludzkie, które mają taki wybitnie ludzki element w sobie, jest bardzo dużo. I tak naprawdę co one nam mogą mówić o naturze tego zjawiska? Wielu badaczy, bo często spotyka się tych humanoidów o ludzkim wyglądzie, na przykład w czasie abdukcji, doszło do takiego wniosku, że jest to pewna forma maskowania, że te istoty w zasadzie kimkolwiek są lub kimkolwiek jest ta siła, lub czymkolwiek jest, wypala się, utrwala się w pamięci ofiar w sposób taki, jaki chce. W sposób najbardziej zbliżony do pojmowania świata ofiar, żeby ich po prostu zbytnio nie wystraszyć.
Mieliśmy wiele dowodów na to, że tak jest w rzeczywistości, bo w wielu przypadkach, między innymi w przypadku Travisa Waltona, o którym dzisiaj będziemy mówić, występowała cała gama różnego rodzaju istot. I tak naprawdę nigdy nie można mieć pewności, czy mamy do czynienia z mikrą, z kamuflażem tych istot, czy mamy do czynienia z istotami z krwi i kości. To jest główny problem moim zdaniem. Nie da się jednak wykluczyć, że humanoidzi o ludzkim wyglądzie pojawiają się nader często. Co ich charakteryzuje? Charakteryzuje ich przede wszystkim to, że wyglądają jak ludzie z jednym małym szczegółem, który się wybija ponad wszystkie inne: że sąTrochę odrealnieni. To znaczy oni wyglądają pięknie, zwykle wyglądają dostojnie. Pozbawieni są, nie wiem, jak to powiedzieć, różnego rodzaju uchybień cielesnych. I to mnie zawsze zastanawiało. Oni wyglądają jak bogowie z przedstawień, jak greccy bogowie.
Stąd wniosek, że przynajmniej niektórzy tak twierdzą, że spotkania w przeszłości z istotami anielskimi były tak naprawdę tą samą siłą, o której mówimy w czasie dzisiejszej debaty. Bo jeżeli sobie spojrzymy, kim są aniołowie, wszyscy wiedzą. Aniołowie mają bardzo silną konotację religijną. Natomiast kiedy przyjrzymy się kronikom spotkań z różnymi dziwnymi istotami, kiedy przyjrzymy się opowieściom ze średniowiecza, z renesansu, a także późniejszym, kiedy przeczytamy książkę „Poranek magików”, chociaż wiele osób jej nie wierzy, odkryjemy, że tak naprawdę spotkania z takimi nietypowymi ludźmi były bardzo częste. Ja tutaj może przytoczę przykład, który jest mało znany, a jest gorący. Prorok Mahomet. Wiadomo, że objawiał mu się archanioł Gabriel, Dżibril, w formie człowieka. I pewnego razu miała miejsce taka sytuacja, o której mówią hadisy, czyli przypisy z życia świętego proroka, że ten archanioł zjawił się po prostu w Mekce między uczniami i oni nie wiedzieli, kim on jest, bo po prostu wszedł człowiek, który był dostojny. Był czarny, czarne włosy miał. Wyróżniał się po prostu na tle innych pewnymi szczegółami wyglądu.
Dopiero potem Mahomet doświadczył, że to był właśnie Dżibril, który przyszedł na swego rodzaju rozpoznanie. I takich historii jest więcej. Pamiętamy, że całkiem niedawno mówiliśmy o historii Sodomy i jego męża, która została również odwiedzona przez tajemnicze postacie. Także jeżeli zobaczymy, jak wiele podobnych historii pobrzmiewa w tym świecie ezoteryczno-paranormalnym, a czasem i okultystycznym, to dojdziemy do wniosku, że może mamy do czynienia z tą samą odnogą, z tą samą siłą, z tą samą formą. Natomiast kim ona jest i skąd pochodzi, to jest pewnego rodzaju problem. Natomiast co się rzuca w oczy, te istoty zawsze były kimś w rodzaju posłanników, głosicieli. Może dobrej nowiny to nie, ale one się pojawiały zwykle u ludzi, którzy dokonywali swego rodzaju przełomu. Jeżeli państwo poczytacie „Poranek magików”. Ja podchodzę bardzo sceptycznie do tej książki, ale jest ciekawa. Przedstawia ciekawą koncepcję, która mówi, że na przestrzeni dziejów wiele wpływowych osób, które zaznaczyły swój ślad w historii, miało kontakt z tego typu istotami w postaci humanoidów, w postaci ludzi nie wiadomo skąd.
Ludzi o naturze ulotnej, paranormalnej. I w zasadzie świadkowie spotkań UFO mówią o tym samym. Weźmy pod uwagę wszystkich kontaktowców. Kontaktowcy również zachowują się w ten sam sposób. Innymi słowy ktoś jest z nimi w kontakcie, tylko my do końca też nie wiemy kto. Ktoś ich po prostu prowadzi. I teraz pytanie, czy ta siła manifestuje się cieleśnie, czy to, co oni widzą w postaci tych ludzi z kosmosu, tych humanoidów o ludzkim wyglądzie, jest namacalną rzeczywistością? Czy to jest po prostu pewnego rodzaju projekcja nieznanej nam siły? Bo wszystko może się wydawać dziwne, można też podejść do tego z zupełnie drugiej strony. Istnieją zwolennicy teorii, według której obecność ludzi w pojazdach UFO nie jest niczym dziwnym, bo jak kiedyś Marek Żelkowski tutaj powiedział, ludzie mogą być kosmicznymi wróblami.
Możemy należeć do gatunku, który tak naprawdę nie jest w kosmosie tak rzadki, jak nam się dzisiaj wydaje. I po prostu te istoty, które nas odwiedzają, są naszymi starszymi braćmi, którzy może mają naszą planetę na oku. Oczywiście pojawia się tutaj pytanie, czy w takim przypadku, w tym drugim scenariuszu, o którym mówiłem, nie kryje się większa zagadka, bo tak naprawdę, skoro ludzie byliby rzeczywiście tak bardzo rozpowszechnieni w kosmosie, to trzeba by było założyć, że ktoś ich tam po prostu porozmieszczał. Czyli za tym kryje się jeszcze większa zagadka. I tutaj możemy sobie mnożyć różnego rodzaju hipotezy, że nasza planeta jest po prostu jedną z wielu, że jest pozostałością, jest kolonią po jakiejś innej cywilizacji. Ktoś tutaj pozostawił naszych przodków na przykład, a potem zniknął. A nasi starsi bracia porozrzucani po kosmosie doglądają nas tutaj. Inni twierdzą, że Ziemia to wręcz kosmiczne więzienie. Ale jak jest naprawdę? Trudno mi teraz powiedzieć, dlatego że sprawa tak błaha jak pojawianie się ludzi w obiektach UFO, jak pojawianie się ludzi w relacjach.
Bo jak się dowiemy, oni się pojawiają nie tylko w takich zwyczajnych lądowaniach, czy nie tylko w przypadkach kontaktowców, ale pojawiają się na przykład w abdukcjach typu wojskowego, w tak zwanych MILAB-ach. Także to wszystko rodzi poważne pytania. Echo tego problemu jest bardzo głębokie i tak jak kiedyś rozmawialiśmy o szarakach i tam wszystko wydawało się proste, tak dzisiajKonsekwencje i implikacje tego pytania mogą nas zaprowadzić na zupełnie inne obszary. Myślę, że dziś będziemy mówić o kwestiach, które przynajmniej nie w kwestii MILAB, bo tutaj możemy dopuścić pewne konwencjonalne ziemskie wyjaśnienia. Sprawy, o których dzisiaj będziemy mówić, są mocno spekulatywne, ale są jakże żywe i jakże ważne dla analizy tego problemu. Ja to przynajmniej tak widzę. Pytanie o to, co robią ludzie albo istoty wyglądające jak Homo sapiens w obiektach UFO jest być może kluczowe dla całego problemu. Arku?
[13:07] - Odkąd w ogóle istnieje cywilizacja, są jakieś opisy dotyczące istot, które przybywają z nieba czy spod wody czasami. Wykonują coś, co pcha cywilizację do przodu, z reguły uczą, czy to będzie nauka rolnictwa, metalurgii, czy czegokolwiek innego, czy systemu zarządzania ludźmi, a następnie odlatują. Są czasami bardzo dokładne opisy, jak oni wyglądają. Przy czym nie brałbym tak bardzo na poważnie dosłownie tych przypisów z tego względu, że jest moda na kształtowanie wizerunku, jak powinni wyglądać. Jeżeli nie ma tego na załączonym obrazku, to należy domniemywać, że jest to wizja artystyczna. Dlatego, że wiele w tej chwili takich obrazków, które mamy w domach, bardzo często przedstawia anioły z długimi skrzydłami i zawsze to jest ten sam wzór wyglądu, czyli anioł musi być wysoki, jasne włosy, niebieskie oczy. Podobnie przedstawia się Jezusa, chociaż najnowsze badania dowodzą, że raczej powinien mieć czarne włosy, śniadą cerę i czarne oczy. Nie ma innego wyjścia. Niemniej jednak kanon piękna został taki, jak ten biały Nordyk, że tak powiem. I to jest właśnie z tym problem w tych wcześniejszych opisach.
One wszystkie mniej więcej do tego samego się sprowadzają. Cywilizacje te, które pisały, pochodzą mniej więcej z obszarów Bliskiego Wschodu i Mezopotamii. Tam za kanon piękna być może uważano właśnie odmienność, tak jak my, czyli jasne włosy, niebieskie oczy. Coś, co się wyróżnia. Stąd być może, że aniołowie byli tak przedstawiani, chociaż do tej pory nie wiemy na przykład, jakiej płci są anioły czy jak powinny wyglądać. Jeżeli chodzi o mieszanie cherubów, cherubinów z aniołami, to są dwie odrębne sprawy. One są opisane w Biblii, wyglądają dosyć przerażająco i nie mają wiele wspólnego z wyglądem anioła, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Raczej do maszkarona, który jest przedstawiony na niektórych budynkach. Wracając do wizerunków, ja bym bardziej się opierał na tym, co przedstawiają nam w miarę współczesne przekazy od kontaktowców i między innymi od admirała Byrda, który podczas swojej akcji na Antarktydzie rzekomo miał się spotkać właśnie z Nordykami. Tutaj ten opis jest taki jak najbardziej: jasne włosy, niebieskie oczy, wysocy.
To się troszeczkę może nawet nie kłóci, ale z tym, co jest inne, dlatego że to w jakiś sposób mogło znamionować to, co później jest opisywane jako ci, z którymi mieli spotkania ludzie. Mniej więcej tak samo przedstawiał Plejadan. Są podobnie przedstawiani. Nie doczytałem się, żeby którykolwiek z Plejadan miał ciemną skórę. Wszystkie te osoby, które z Plejadanami czy Plejaranami miały być skontaktowane w jakiś sposób, wspólnie działać, żadne z nich nie miało innego koloru skóry. Jest jakiś kanon tego, jak mają wyglądać. Tego się nawet kontaktowcy w wielu podaniach trzymają. Myślę, że w miarę rozwoju tej dyskusji jeszcze dojdziemy do Billy'ego Meiera i jego opisów, co jest bardzo ciekawe, ale zobaczymy, dokąd nas dyskusja zaprowadzi. Dziękuję.
[18:12] - Marku?
[18:13] - Ja mam wrażenie, że ten temat dzisiejszy to jest puszka Pandory troszeczkę. Albo też tak, jak chciał jeden z posłów naszego parlamentu w swoim czasie, puszka z PandorąOtóż dlaczego? Wystarczy troszeczkę rozejrzeć się w Internecie i nagle zobaczymy, że liczba ras odwiedzających Ziemię, przynajmniej według tego, co w Internecie się znajduje, jest ogromna. Są oczywiście ludzie, którzy twierdzą w bardzo umiarkowany sposób, że tych ras jest może kilka. Taką osobą jest na przykład były minister kanadyjskiej obrony, człowiek, który w swoim czasie koordynował pracę marynarki wojennej, piechoty oraz sił powietrznych, który twierdzi, że przynajmniej cztery rasy odwiedzają Ziemię. Natomiast Internet ma to do siebie, że owe rasy mnoży. Jeżeli zajrzymy na przykład na stronę, która ma adres www.ufos-aliens.co.uk, to się nagle okaże, że tych ras jest przynajmniej kilkadziesiąt. One się mnożą. Nawet w jednym miejscu znalazłem, że przynajmniej 80 ras gdzieś tam się kręci w pobliżu Ziemi i są to rasy z głębokiego kosmosu oraz rasy, które również zamieszkują Układ Słoneczny. Wśród tych ras, bardzo wielu, bardzo różnych, w gruncie rzeczy humanoidalnych, bo pojęcie humanoidalności można bardzo rozszerzyć i zarówno Szaraki, jak i tym podobne rasy są również humanoidalne, oczywiście w takim ogólnym pojęciu.
Ale jeżeli będziemy się trzymać węższej definicji humanoida, czyli istoty przypominającej niemal dokładnie człowieka, to nawet tych ras, przynajmniej według Internetu, bo na razie o tym mówię, jest przynajmniej kilkanaście. Dlatego mówię, że stąpamy po dosyć grząskim gruncie. Mam wrażenie, że troszeczkę poruszamy się w takim obszarze, w jakim poruszają się ludzie piszący fantastykę. Tych ras ustawicznie przybywa. Tymczasem wracając do humanoidów, do tej nieco węższej definicji, nieco bardziej ścisłej. Mam wrażenie, Piotr zresztą o tym wspominał, że takie piękne humanoidy o wyidealizowanej urodzie pojawiają się, praktycznie rzecz biorąc, w większości religii. To nie jest tylko specyfika religii chrześcijańskiej, że mamy objawienia pięknych istot, aniołów i tak dalej, ale właściwie w większości religii możemy spotkać istoty, które pojawiają się, w zależności od specyfiki, z różnych miejsc przybywają. W każdym razie zawsze są piękne, zawsze są w jakiś sposób niezwykłe, przyciągające uwagę zarówno swoją urodą, jak i mądrością. I to byłaby wskazówka, że jest to zjawisko powszechne, które nie jest specyfiką pewnego obszaru kulturowego czy cywilizacyjnego, a zatem pierwszy ślad, że może być to zjawisko w jakimś stopniu prawdziwe. I te objawienia w różnych religiach myślę, że są taką wskazówką dosyć ważną.
Piotr powiedział w pewnym momencie też o tym, ja sobie to kojarzę, o takiej sytuacji, w której być może ludzkość jest pewną pozostałością czy pewnym śladem innych cywilizacji. Bo tu oczywiście napotkamy na problem, jak to się dzieje, że my tu na Ziemi żyjemy spokojnie, a odwiedzają nas istoty, które są bardzo do nas podobne. Między innymi takie istoty nas odwiedzają. I tu oczywiście pojawia się pytanie, które pewno padnie później w debacie, czy to jest możliwe, że te istoty są do nas podobne? Czy w różnych miejscach wszechświata mogły pojawić się tak podobne rasy? A może pytanie należy zadać nieco inaczej? Może Ziemia to nie jest na przykład, tak jak Piotr powiedział, że Ziemia jest rodzajem więzienia, do którego są zsyłane istoty niepokorne. A może Ziemia była zapomnianą kolonią, miejscem, w którym gdzieś kiedyś, w odległych czasach, pojawili się kosmiczni Robinsonowie i którzy po pewnym czasie zostali stąd ewakuowani, a może nie. W każdym razie ta wyspa została odkryta. Być może stąd wzięła się ludzkość, czyli pojawienie się istot podobnych do nas, a może nie tylko podobnych, a w sumie identycznych, nie jest wcale aż takie dziwne, jak mogłoby się wydawać.
I to myślę, jest taki aspekt, na który warto zwrócić uwagę. Poza tym, tak jak powiedziałem, te piękne istoty pojawiające się w różnego rodzaju objawieniach to jest jedna strona medalu, ale też zwróćmy uwagę, że w całej tejJa to nazywam troszeczkę mitologią internetu. Pojawiają się przekazy mówiące o tym, że za rozwój i początkowe sukcesy Trzeciej Rzeszy odpowiada również rasa Nordyków. Rasa, która zawarła rodzaj sojuszu z tym krajem, z tym mocarstwem, biorąc pod uwagę ówczesne warunki. Ale ponieważ Trzecia Rzesza nie spełniła pewnych oczekiwań, które pokładali Nordycy, to Nordycy przerzucili się na inne mocarstwo, czyli na Stany Zjednoczone i z tymi Stanami Zjednoczonymi utrzymują kontakt. Co więcej, jak również znalazłem w internecie, co nieco mnie ubawiło, tytuł brzmiący mniej więcej w ten sposób, że zostaliśmy sprzedani przez rząd amerykański. Cała ludzkość została sprzedana tymże właśnie Nordykom. Dlatego tak troszeczkę z przekąsem mówię o internecie i o tych przekazach, które się w internecie pojawiają, ponieważ to ma być z mojej strony rodzaj przestrogi. Niestety, to już pewno nie po raz pierwszy o tym mówię i Piotr bardzo często o tym mówi, w internecie panuje również na temat ras humanoidalnych niesamowity bałagan. Ja sobie zadałem troszeczkę trudu i przed dzisiejszą audycją troszeczkę po tym internecie, zarówno polskojęzycznym, jak i angielskojęzycznym, posurfowałem i to, co można wyczytać, może spowodować dysonans poznawczy.
Ja nawet nie wiem, czy dysonans. W każdym razie kompletny bałagan poznawczy i myślę, że należy podchodzić do tego wszystkiego bardzo ostrożnie, z bardzo dużym sitkiem, które cedzi te wszystkie informacje, ponieważ możemy w pewnym momencie dojść do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Wracając natomiast do Nordyków, zwanych również Skandynawami, blondynami wysokimi, to jest to rasa, która pojawia się dosyć często, ale w określonych sytuacjach. Znowu będziemy o tym mówić, ale to nie jest rasa, która na przykład odpowiedzialna jest zbyt często za wzięcia. Pojawia się oczywiście przy okazji tego, ale we wzięciach specjalizują się jednak szaraki, a Nordycy pojawiają się sporadycznie. Będziemy o tych przypadkach dzisiaj mówić. Natomiast to może też jest rzecz charakterystyczna. Poza tym dosyć ciekawą informacją, troszeczkę znowu wyprzedzę, ale ciekawą informacją, na którą myślę, kiedy będziemy mówić o pewnych przypadkach, należy zwrócić uwagę to to, że o ile ci Nordycy występują jako istoty piękne, takie nieskazitelne, jak to Piotr powiedział, to nagle okazuje się, jeżeli będziemy analizować jeden z przypadków, że istota, z którą bohater jednego z wzięć miał do czynienia, wcale nie była piękna. Była wręcz na swój sposób koszmarna. A mimo wszystko doszło do tego, do czego doszło, o czym będziemy mówić.
W związku z czym można wziąć pod uwagę, że owa piękność Nordyków to może być rodzaj mimikry, rodzaj maskowania, o którym Piotr również wspominał i myślę, że należy to również brać pod uwagę. Należy wziąć również pod uwagę, tu znowu wrócę do różnych ras, jakie spotykamy, że w opowieściach o Reptilianach, czyli o tych gadzich istotach, które być może przybywają z kosmosu, a być może są tworem ziemskiej ewolucji, rasa, która pojawiła się przed ludzkością, a później została przez inną rasę zepchnięta gdzieś do podziemi. Wersje są różne na temat Reptilian, natomiast rzecz sprowadza się do tego, że bardzo często pojawia się informacja, że owi Reptilianie również posiedli zdolność maskowania. Oni również są w stanie przybierać postać ludzką. Czasami im nie wychodzi i wtedy pojawiają się w internecie różnego rodzaju zabawne filmy, jak też wygląda taki Reptilianin, któremu przez chwilę siadło maskowanie. Ale generalnie zwracam uwagę na to, że to, iż pojawiają się istoty bardzo podobne do Ziemian, wcale nie musi oznaczać, że te istoty tak naprawdę wyglądają. I może po tej przydługiej przemowie na razie podziękuję.
[30:17] - Przechodzimy więc do pytania numer dwa. Brzmi ono następująco: jeśli uznamy, że Nordycy to kosmici z krwi i kości, to czy możliwe, by w kosmosie wyewoluował gatunek identyczny do naszego? A może raczej to my jesteśmy szczepem jakiejś większej kosmicznej rodziny? Piotrze?
[30:35] - Zanim odpowiem na to pytanie, to odniosę się do tego, o czym mówi towarzystwo na Skypie.
[30:42] - Nie na Skypie, na czacie. Drodzy państwo, do Meyera się za chwilę będziemy dobierać. Ja dobrze rozumiem wasze kąśliwe uwagi w stosunku do tego brodatego Szwajcara, dlatego że on zrobił wszystkim brzydkiego psikusa, ale o tym będziemy jeszcze mówić. Tym bardziej że wiele osób zauważyło bardzo trafnie, między innymi użytkownik o pseudonimie Zeus, rzeczywiście Meyerów jest mnóstwo i wiele z nich, chyba nauczonych jego błędami, ogranicza się do samej działalności, że tak powiem, prorockiej. Ale o tym za chwilę. Powracając do tematu ludzi w kosmosie. Czy mogą się gdzieś pojawić istoty identyczne, takie same jak my? Jeżeli prześledzimy drzewo genealogiczne rodzaju homo na naszej planecie, to zobaczymy, że coś takiego jak człowiek przybierało bardzo różne formy, bo od homo erectusa po neandertalczyka i człowieka współczesnego zachodziły ogromne zmiany. To były już trzy formy, które są ludzkie. Natomiast jeżeli popatrzymy pod względem budowy anatomicznej, jeżeli popatrzymy w ogóle na szkielet, jeżeli popatrzymy na rekonstrukcję, to zobaczymy, jak wielka różnica w tej budowie na samej Ziemi może zajść.
Ale czy w kosmosie mogło się zdarzyć tak, że gdzieś wyewoluowali ludzie? Problem jest bardzo szeroki, dlatego że hipotetycznie w kosmosie możliwe jest wszystko. Jest tak wielki, planet jest tak nieskończenie dużo. Nie oszukujmy się, nie wiemy naprawdę, te wszystkie szacunki to roztudza kolano, ale tak naprawdę musimy zwrócić uwagę na kilka ważnych aspektów. Przede wszystkim tak zwany szowinizm węglowy, który mówi o tym, że życie pojawia się tylko w formie opartej o węgiel, w takiej jak na Ziemi. Jeżeli pojawia się w formie opartej o węgiel, jeżeli pojawia się na planecie, która znajduje się dostatecznie blisko swojej gwiazdy, jeżeli jest tam oczywiście woda, jeżeli warunki sprzyjają, to po pewnym czasie rzeczywiście może pojawić się życie. Pytanie, czy to życie będzie podobne do naszego? Musi się zdarzyć bardzo wiele rzeczy, by wypadkowo był człowiek, by wypadkową była istota, która wygląda jak my. Owszem, natura zdaniem niektórych antropologów, biologów, przyrodników, filozofów wszędzie działa tak samo. Czyli tam, gdzie pojawiają się odpowiednie warunki, tam zawsze pojawi się optymalny wzorzec.
Człowiek jest takim optymalnym modelem. Co prawda posiadamy jeszcze jakieś szczątki organów, na przykład mięśni, wyrostek robaczkowy, kość ogonową, które służyły naszym przodkom, ale my już jesteśmy ukształtowani tak, by dawać sobie radę w środowisku w sposób jak najlepszy. I na innej planecie również mogło dojść do tego, że jeżeli pojawiły się istoty myślące, to zapewne posiadają głowy. Zapewne posiadają kończyny. Zapewne posiadają rodzaj tułowia. Muszą mieć oczy, jeżeli osiągnęły sukces ewolucyjny. I tak dalej. Wizualizując sobie takiego kosmitę z punktu widzenia astrobiologii, zbuduje się nam z tego humanoid. Ale czy człowiek? To już jest wątpliwe i tak naprawdę nie ma chyba odpowiedzi na to pytanie, czy w kosmosie mogą wyewoluować ludzie.
Mogą, oczywiście. Natomiast czy zachodzą gdzieś warunki takie, by to się mogło stać, to już oczywiście jest gdybanie. Ale jeżeli zwrócimy uwagę na to, jak zbudowani są kosmici, o czym Marek mówił, to rzeczywiście pojawia się główny problem, bo wszyscy z nich w zasadzie są humanoidalni. Trudno znaleźć przypadki. Jest taka wąska grupa spotkań z ufonautami, którzy nie byli humanoidami. To obejmuje między innymi te słynne chodzące worki przypominające pierwotniaki. Niektórzy mówią, że przypominają duchy takie z kreskówek. W każdym razie większość to humanoidzi, czyli istoty o głowie, dwóch kończynach górnych, dwóch dolnych i tułowiu. Lekkie zmiany, takie wahnięcia w wyglądzie zewnętrznym dotyczą bardzo wąskiego zakresu szczegółów. Zauważmy, że humanoidzi w zasadzie posiadają też oczy, uszy, palce.
Bardzo rzadko pojawiają się jakieś aberracje od tego. Możemy tutaj przywołać na przykład sprawę z Pascagouli, gdzie widziane były istoty, które były obrzydliwe, bo posiadały szczypce zamiast palców, coś w rodzaju szczypiec. Posiadały wyrostki w miejscu nosa i uszu. Ale tak naprawdę wszystkie ich inne cechy były w pełni humanoidalne. Były to po prostu humanoidy, które zamiast oczu i nosa miały coś, co przypominało czułki ślimaka. A mimo wszystko to byli humanoidzi. Poruszali się na dwóch nogach. Prawdopodobnie mieli gdzieś tam ukryte pod tymi fałdami skórnymi oczy. Także to również rzuca nam światło na naturęFenomenu UFO albo na naturę ufonautów, bo nie wiemy, której opcji państwo jesteście zwolennikami. Jeżeli to przeanalizujemy wszystko, okaże się, że rzeczywiście ufonauci w dziwny sposób są w zasadzie ludźmi, tylko trochę innymi.
Nawet ci, którzy różnią się od nas diametralnie, zawsze mają humanoidalną postać. Jest to chyba największa zagadka ufologii, bo albo odpowiedź leży głębiej, w jakichś ukrytych mechanizmach tego zjawiska, albo w tym uniwersalizmie przyrody. Bo nagle pojawiają się istoty podobne do nas. Reasumując trochę te moje pokrętne i może trochę nieskładne wywody, mogę powiedzieć, że z punktu widzenia astrobiologii, a przeanalizowałem ten temat dość dokładnie jakiś czas temu, nie ma przeciwwskazań, by gdzieś w kosmosie pojawiły się istoty podobne do nas. Natomiast to podobieństwo jest kwestią szeroko pojmowaną, bo tak naprawdę ono dotyczy tylko generalnych cech. Generalnych cech, takich jak pewna ogólna budowa ciała. Natomiast nie możemy być pewni tego, że w kosmosie spotkamy istoty, które będą wyglądać tak jak my. I teraz to przypuszczenie graniczące być może z pewnością, gdyż na samej naszej planecie mamy do czynienia z mnóstwem organizmów, które wyglądają po prostu jak potwory z kosmosu. Jeżeli sobie zajrzymy albo popatrzymy na zdjęcia przedstawiające ryby głębinowe czy jakichś egzotycznych mieszkańców ciepłych mórz, to zobaczymy, że te istoty, ryby, skorupiaki i tak dalej, wyglądają czasem niezwykle. Dlaczego mamy zakładać, że skoro u nas przyroda przybiera tak różnorodne formy, na jakiejś odległej planecie, gdzie panują zupełnie inne warunki, rozwinie się to samo?
Być może rozwinie się coś podobnego, ale na pewno nie to samo. Przerzucając piłkę na stronę ufologii, mamy do czynienia z sytuacją, która pokazuje nam, że rzeczywiście mamy całą menażerię, całą paletę istot, które przypominają ludzi, ale są inne. Natomiast problem jest taki, że oni zbytnio przypominają ludzi. Ten zestaw cech u ufonautów zbliża ich wyglądem w sposób zaskakujący do homo sapiens. Nawet jeżeli taki szarak jest od nas zupełnie inny, to on wygląda tylko jak człowiek po trochę większym retuszu. Jest to coś, co nam się mieści w głowie. Jeżeli dodamy do tego taką sytuację, o jakiej mówił Marek, czyli te tysiące, bo chyba mogę powiedzieć, że tysiące, bo nie jest kłamstwem, że każdy z tych ufonautów jest inny. Mamy do czynienia z tysiącem ras. To się nie mieści w głowie. W tym musi tkwić jakiś haczyk, dlatego że to wszystko nie składa się.
Problem wizytacji obcych wypływający z analizy przypadków ufologicznych nie składa się w racjonalną całość. Mamy do czynienia ze scenariuszem, na którego pewnym szczeblu tkwi jakiś problem. My nie wiemy gdzie, bo tym problemem może być na przykład to, że to zjawisko wynika z innych mechanizmów niż podróże na Ziemię cielesnych przedstawicieli obcej cywilizacji. Może problem leży gdzie indziej, o czym mówiliśmy między innymi tutaj, komentując wnioski Jacques'a Vallee czy Keela, o których pewnie państwo nieraz słyszeli. Ale już dobijając do brzegu, to powiem, że według mnie przynajmniej, opierając się o wnioski astrobiologów, opierając się o to, jak ewoluowało życie na Ziemi, jakie formy ono przybierało w poprzednich erach geologicznych, jak wyglądała chociażby megafauna, jak wyglądała fauna wczesna, pierwsza, najwcześniejsze kręgowce, które pojawiły się na Ziemi. My dochodzimy do wniosku, że to, co się działo tutaj, na naszym własnym podwórku, prezentuje ogromną różnorodność. I teraz zadajmy sobie pytanie, czy nagle ten, kto przybędzie z kosmosu, nie wiadomo skąd, nie wiadomo z jak daleka, będzie kimś takim samym jak my. Marku?
[42:06] - Ja jestem zwolennikiem takiej oto pewno dosyć pokrętnej teorii mówiącej o tym, że Ziemia jest, o tym już wspominałem, że ludzkość jest rodzajem kolonii, zapomnianej kolonii. Że to jest dosyć prawdopodobny scenariusz i stąd być może biorą się owe podobieństwa. Oczywiście, jak każdy człowiek, który coś tam sobie w życiu popisuje, mam swoje wyobrażenia i swojeSwoje teorie, do których jestem bardziej przywiązany niż do innych i dlatego ta teoria zapomnianej kolonii tak mi niezwykle odpowiada. Oczywiście tu mogą być różne warianty. To może być taka kolonia wprost, gdzie w pewnym momencie obcy przybyli, osiedlili się i stracili kontakt z metropolią. Później być może go odzyskali, ale w tym czasie zdążyli już Ziemię zasiedlić. To jest jeden z wariantów. Inny może być taki, jaki się również pojawia w różnego rodzaju mitologiach, a mianowicie taki, że obcy przybyli i biorąc za punkt wyjścia ziemską faunę, sprokurowali rasę, która była do nich podobna. I tu mamy odbicie tego, co często słyszymy w religii, a mianowicie na obraz i podobieństwo swoje. Powiem tak: nie zdziwiłbym się takiej rasie, która przybyła na Ziemię, spotkała tutaj jakieś pierwotne formy, jakieś istoty, które były człekopodobne, że grzebiąc w ich materiale genetycznym, owe istoty doprowadziły do tego, że te bardzo pierwotne humanoidy.
Znowu się zaplątałem w językowym suple. W każdym razie nastąpiła ewolucja i powstała rasa, którą dzisiaj znamy, której reprezentantami jesteśmy. I to jest mój punkt widzenia. Aczkolwiek, pomimo że bliska jest mi ta teoria kolonii, to równie ekscytującą czy też taką teorią, która wydaje mi się atrakcyjna, to jest teoria maskowania. To jest teoria, którą możemy opisać w ten sposób, że istoty na Ziemię przybywają różne, różne pod względem formy. Przypominają czasami być może nasze koszmary, ale w trosce, w większości przypadków przynajmniej, o nasze dobre samopoczucie, owe istoty maskują się i przybierają formę jak najbardziej ludzką, żeby nas, a w każdym razie tych ludzi, z którymi mają kontakt, nie wprowadzać w jakiś szczególny stres. To się nie zawsze udaje. W związku z tym pojawiają się- Halo?
[45:49] - Mamy słuchacza przez telefon. Proszę najpierw jeszcze pozwolić Markowi Żelkowskiemu dokończyć wypowiedź. Marku?
[45:57] - Myślę, że ponieważ mamy słuchacza, to powiedziałem już wystarczająco dużo i oddaję głos słuchaczowi. Dziękuję.
[46:05] - Witamy w Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[46:08] - Witam. Błażej z czata, pseudonim. Nie wiedziałem, że dodzwonię się bezpośrednio do audycji. Przepraszam, że przerwałem. Chciałem dopytać o to, co mówił pan Marek, jeżeli chodzi o taką teorię, że my jako gatunek Homo sapiens nie do końca ewoluowaliśmy na tej planecie. Jesteśmy, powiedzmy, przybyszami z innego świata i dlatego niektóre rasy są podobne do nas. Po prostu jesteśmy spokrewnieni. Mam jeszcze pytanie od Brunnera z czata: jakie mają państwo dowody na kontakty Nordyków z Hitlerem i to, że przeszli na kontrakt z USA? Dziękuję.
[46:41] - Dziękujemy.
[46:42] - Myślę, że w ogóle stawianie tej sprawy w ten sposób. Dowody. Myślę, że tu się poddaję. Dowodów żadnych nie mam. Natomiast mogę się opierać na różnego rodzaju doniesieniach i tego rodzaju doniesienia można spotkać zarówno w książkach, jak i w internecie. Czy to jest prawda? Znowu dochodzimy do sytuacji takiej, że coś się może nam wydawać, zaledwie wydawać, mniej lub bardziej prawdopodobne. Czy świat można opisać w ten sposób, jak powiedział słuchacz, a wcześniej powiedziałem ja, czyli zmiana sojuszy, najpierw kontakty z Hitlerem, a później kontakty z USA. Powiem tak: mówiąc to, lekko się uśmiecham, ponieważ ja bardziej przytaczałem to, co wyczytałem w internecie. Może nie tyle wyczytałem, co można wyczytać w internecie niż to, z czym się tak do końca zgadzam.
Ja po prostu staram się podrzucać maksymalną ilość takich mniej lub bardziej sensownych, a w każdym razie frapujących sytuacji. I to jest jedna z nich. Czy to jest prawdopodobne? Powiem tak: rozmawiałem z kilkoma osobami na ten temat i niektóre powiedziały „tak, oczywiście, tak mogło być”. Zapewne. Oczywiście, jeżeli przyjmiemy jakiś procent prawdopodobieństwa, to rzeczywiście tak mogło być. Jeśli ja mam się wypowiedzieć tylko w swoim imieniu, to powiem, że nie do końca wydaje mi się to prawdopodobne. Natomiast myślę, że pewna, nie wiem, czy to nawet jest uczciwość, tylko pewna troskliwość, jeśli chodzi o podawanie faktów, wymaga, żeby tego rodzaju relacje podać. Mnie się one wydają mało prawdopodobne. Mówię o tych kontaktach z Hitlerem.
Chociaż znowu, żeby nie stawiać kropki nad i, i żeby nie być takim do końca przekonanym, powiem, że są tego rodzaju relacje. W jednej z książek natrafiłem na
[48:49] - Relację, w której gdzieś w ruinach Berlina armia zajmująca Berlin, czyli Armia Czerwona, jej przedstawiciele natknęli się na krąg, co prawda ziemian pochodzenia mocno wschodniego, azjatyckiego. Ten krąg to był krąg osób już nieżyjących. Znowu odwołanie się do tego, że być może cywilizacje ziemskie, ale cywilizacje z Dalekiego Wschodu wspierały Hitlera w jego walce. Być może podpowiadały mu pewne kroki, które powinien podjąć. Ja specjalnie przytaczam tę historię, ponieważ poruszamy się w obszarze dosyć mglistym. To znaczy skazani jesteśmy na czasami jednoźródłowe informacje, czasami na informacje, które są, szukam dobrego słowa, mało prawdopodobne. Może tak. Niemniej wszystkie one mają to do siebie, że przynajmniej z mojego punktu widzenia pobudzają wyobraźnię. To nie zawsze jest proste przeniesienie się i powiedzenie: „O, tak właśnie było. Super historia”.
Czasami jest to punkt wyjścia zaledwie, albo może aż punkt wyjścia do dalszych rozważań, do tego, żeby snuć różnego rodzaju, może nie fantasmagorie. Właśnie o to chodzi, żeby nie snuć fantasmagorii, tylko raczej próbować dociec, co leży za horyzontem. To znaczy, czego odbiciem mogą być tego rodzaju historie. I to z mojej strony wszystko. Dziękuję.
[50:47] - Tak. Nie wiem, czy pan jest jeszcze z nami. Tutaj pan Suchar. Słowo „dowody”-
[50:53] - Uchen na pewno jest. Na pewno nas słucha.
[50:56] - Słowo „dowody” w takich sytuacjach, moim zdaniem, jest trochę nad wyraz, bo w zasadzie to ufologia składa się z mnóstwa drobnych historii i tak naprawdę, jeżeli chcemy z niej wyciągnąć konkretny wniosek, to go nie ma. Musimy sobie zdać sprawę, że ona jest napędzana przez różnego rodzaju mechanizmy. Wiele lat temu, pamiętam, chyba to byłem jeszcze w liceum, jak publikowano w magazynie „UFO” artykuły. Pojawił się taki artykuł, nie pamiętam, czy Richarda Dolana chyba, o Tall Whites, czyli wysokich białych istotach, które miały wylądować w jednej z baz w Ameryce i tam robili te wszelkie dziwne zabiegi, tajne, ze wszelkimi wyobrażalnymi służbami. I takich historii mamy mnóstwo. O tym, że ktoś gdzieś z kimś spiskował, ktoś gdzieś coś komuś sprzedał. Innymi słowy, jest mnóstwo historii, które można podsumować takim zabawnym powiedzeniem: „A było to tak. Nie było wiatru, a ruszał się krzak”. Tylko nie wiemy, kto tym krzakiem ruszał tak naprawdę. Moim zdaniem służby specjalne, bo jeżeli przeanalizujemy tę historię tych wszystkich różnych dziwnych informatorów mówiących o Tall Whites, mówiących o tajnych eksperymentach w bazach, mówiących o Strefie 51, to dojdziemy do jednego wniosku.
Każdy z tych ludzi mówi co innego i oni nieprzypadkowo pojawiają się na polu ufologicznym. Oni zaciemniają obraz. Oni po prostu wpuszczają do tego środowiska pewnego rodzaju fałszywe informacje. Weźmy chociażby projekt Serpo. I analizują, w co one się rozwiną. W Ameryce jest to szczególnie łatwe. Tam poprzez tego rodzaju zabiegi sterowano w ogóle publicznym odbiorem zjawiska UFO. I wydaje mi się, że wszelkie te historie na temat konszachtów, handlowania ziemią między kosmitami a politykami amerykańskimi czy radzieckimi powstają właśnie na bazie pewnych zabiegów ze strony służb specjalnych. A te, które nie powstały z tej strony, są po prostu jakimiś tam wymysłami, które krążą w internecie. Tutaj powrócę do wątku, który Marek rozpoczął i który mówi o tym, ile różnego badziewia i głupot przejawia się w polskim internecie.
Obecnie to, co dzieje się w sieci, to, co się pojawia na Facebooku, ja to obserwuję bardzo bacznie od jakiegoś czasu i dochodzę do wniosku, że to przypomina po prostu parówkę. To jest coś strasznego. Jest w tym mieszanina faktów, teorii wziętych nie wiadomo skąd i różnego rodzaju domysłów, niesprawdzonych informacji, dezinformacji. I ktoś wtedy publikuje to w internecie, publikuje to na Facebooku i już mamy informację, ona idzie w świat, ludzie w to wierzą. To jest straszne. Dlatego mój apel, który powtarzam co jakiś czas, żeby po prostu teraz, przynajmniej na tym etapie, na którym jesteśmy, wierzyć tylko sprawdzonym nazwiskom, tylko sprawdzonym badaczom. Nie wierzyć stronom, blogom. Nie będę podawał nazw, bo pewnie wiecie, które wzięły się nie wiadomo skąd. Analizować to wszystko na swój rozum i sprawdzać przede wszystkim. Ja to tak widzę.
Ale oddalamy się od meritum naszej dyskusji, także przekazuję głos Arkowi.
[54:38] - Tu jeszcze jest kwestia, że należałoby dodać, co jest dowodem, co miałoby być dowodem. Kiedyś uważałem, że dowodem będzie zdjęcie, później zdjęcie zrobione
[54:55] - Przez pilotów. Takie zdjęcia są i w dalszym ciągu nie są na tyle wiarygodnym dowodem, żeby postawić przybić pieczątkę i postawić kropkę nad i. Natomiast wracając do sprawy, do pytań i naszej dyskusji. Najłatwiej, dlaczego oni akurat wyglądają tak, jak wyglądają, przytoczyć przykłady z naszych mórz. Otóż jednym z najstarszych pływających ryb są rekiny. Po jakimś czasie do wody wróciły najpierw dinozaury, które przybrały postać mniej więcej podobną do rekinów. Były to ichtiozaury. Po prostu tak się pływa najszybciej i tak się najłatwiej zdobywa pożywienie. Później do wody wróciły ssaki i też przybrały wygląd mniej więcej taki, jaki mają rekiny, delfiny. W sumie bardzo pasują do tego morświny, zwłaszcza do rekinów są bardzo podobne.
To środowisko wymusza taki, a nie inny wygląd. Stąd być może, że spotykamy się we wszystkich opisach z podobnymi opisami istot, które mają przybywać do nas z innych światów. Czy jest możliwe, żeby gdzieś tam daleko struktura białkowa była taka sama jak na Ziemi, w ten sam sposób łączyła się i w ten sam sposób wyewoluował człowiek w takiej formie, jakiej jest tutaj na Ziemi? Myślę, że nie. Dlatego, że wystarczą niewielkie zmiany w budowie czy w dostępnie, w zasobności jakiejś planety w pierwiastki. Drobne zmiany i już będzie cała budowa białka czy struktura życia będzie inna, inny będzie sposób pozyskiwania energii przez organizmy. To niekoniecznie musi być tak jak u nas, przez zjedzenie. Przez jakiś czas po Emilcinie w telewizji chodziły takie programy, gdzie wypowiadali się, między innymi w „Studiu 2” był taki program, z tego, co pamiętam, gdzie wypowiadał się któryś z naukowców, że w sumie można by było człowieka wyposażyć w komórki chlorofilu i po prostu byśmy się odżywiali w ten sposób, że byśmy wystawiali ręce do słońca. A było to taką odpowiedzią na to, co opisywał Wolski. Kolor twarzy ufonautów, które wtedy w Emilcinie wylądowały.
Natomiast inną sprawą jest, ja nie mam jednej teorii dotyczącej pochodzenia i kształtu cywilizacji, dlatego, że w miarę zajmowania się tym moje poglądy, które miałem, ulegają zmianom. Niektóre teorie, które wydawały się dosyć fajne i takie obowiązujące wszystkie niemalże przypadki potrafią się rozpaść w pył na podstawie innych doniesień, do których się można doczytać. Cywilizacja nasza trwa od momentu takiego mniej więcej, że coś można wymagać od cywilizacji, czyli jakiegoś zgrupowania ludzi i ukierunkowania ich rozwoju, gdzieś około 5000 lat. Ludzkość przyjmuje się, że wyemigrowała z Afryki i zaczęła zdobywać lądy mniej więcej 48 000 lat temu. Natomiast niektóre ślady sięgają około dwóch milionów lat. I tutaj bardzo często jest wspominana cywilizacja Hiperboreji, której początki datuje się mniej więcej na te dwa miliony lat. Przez ten czas może się w cywilizacji zrobić praktycznie wszystko. Może upaść, może się rozwinąć na niespotykaną skalę i uciec przed hordami, że tak powiem, takich wojowniczych ludów gdzieś obok, poza świat, gdzie będą niedostępni, a będą z drugiej strony mogli obserwować to, co się dzieje. Czy jest taka możliwość, żebyśmy my byli akurat potomkami jakichś kolonizatorów tutaj zesłanych? Oczywiście jest.
I to mówię na przykładach takich, że na przykład widzenie Ezechiela, ta maszyna, ten lądownik, który został stworzony, jest w zasadzie prymitywny. To nie jest taki, jak w tej chwili mamy do czynienia z pojawiającymi się latającymi spodkami czy trójkątami, które się pojawiają i znikają bezgłośnie. Tamto huczało, tamto gdzieś tam warkotało. To nie był cud. To był po prostu wytwór techniki, który coś tam śmieszył tumani i przestraszał, że tak powiem.To samo, jeżeli chodzi o vimany i to, co mieli do dyspozycji Hindusi. Prawdopodobnie takie pozostałości po tej kolonizacji zostały i to w miarę jak te wytwory techniki ulegały destrukcji, psuło się coś, pozostawały gdzieś ukryte jako nieprzydatne, natomiast w ich miejsce wstawiano to, co mamy w Indiach teraz, jakieś vimany, które są wykute w skałach i to przedstawiają, czy zrobione z drewna i wożone na kółkach i przedstawiają wozy starożytnych, które kiedyś tam podróżowały. To nie jest może na tyle element cargo, co po prostu wspomnienie tego, co faktycznie kiedyś było. I to za tą teorią, którą tutaj Marek mówił, raczej przemawia. Po prostu to musiało być i to, że się zatraciło, nie zostało przekazywane dalej, to też jest taki punkt do tego, że faktycznie tak mogło być. Jeżeli zwrócimy uwagę, bo tutaj wcześniej mówiliśmy na wcześniejszych debatach o Izraelczykach, jeżeli weźmiemy pod uwagę na przykład, że Jozue ze swoją armią szedł i wykańczał tamte miasta, które tam były, które ludzie zasiedlili w epoce brązu, to mniej więcej tam było, czyli jakieś 1500 lat przed urodzeniem Chrystusa, mniej więcej chyba z tego, co pamiętam.
Najwyżej Piotr mnie zaraz tutaj jako historyk poprawi. Po prostu szedł ze swoją hordą i likwidował. Oni po prostu nie zwracali uwagi na to, co te miasta tworzyły, że to była sieć handlowa, że to było coś ważnego. Z ich punktu widzenia to były miejsca odrażające, gdzie wszystko było plugawe i tak dalej. Po prostu takie było spojrzenie kogoś, kto pasa krowy, pasa kozy gdzieś tam i poszukuje jakiegoś miejsca. Dla nich wszystko, co było inne, obce, czego nie potrafili, nie chcieli zrozumieć, było podłe, że tak powiem. Mamy w tej chwili do czynienia z tymi, którzy do Europy przyjeżdżają. Dla nich też jest wszystko to, co tutaj mamy w Europie nie takie i powinniśmy im płacić, a oni powinni leżeć i pić swoją herbatę gdzieś tam pod palmą. To jest mniej więcej taka sama sytuacja. Podobna sytuacja, kiedyś Chris o tym wspominał, miała miejsce w momencie, kiedy Wikingowie próbowali zasiedlić Amerykę Północną i tam Amerykanie rdzenni, tak długo ścierali się, napadali na tych Wikingów, tocząc krótkie wojny podjazdowe, że zmusili ich do powrotu do Europy, ewentualnie zabili ich wszystkich.
Podobna sytuacja mogła być też i z kolonistami. Jest taka książka Zeila „Cała prawda o planecie Xi”, gdzie takie właśnie początki kolonizacji są pokazane, tworzenie się kasty kierowniczej w tych kolonistach, mimo tego, że wszyscy mieli być równi. Ale ten dostęp do techniki został w ten sposób zmanipulowany, żeby ci, którzy pierwsi, że tak powiem, wyszli, żeby oni tym zawiadowali, bo to daje władzę nad innymi. Ten sposób kolonizacji mógł doprowadzić do tego, że mamy tak, jak mamy. Natomiast w wielu książkach fantastycznych z lat 70., 80. był właśnie taki pomysł, żeby w momencie kolonizacji jakiejś planety zmieniać genotyp tych kolonistów na tyle, żeby był dostosowany do istniejących warunków. Część oczywiście genotypu tych kolonizatorów pozostawała. Natomiast ta część, która umożliwiała samodzielny byt na planecie, została na tyle zmieniona, właśnie posiłkując się miejscowymi rasami czy gatunkami zwierząt. Tutaj też mamy człowieka z Cro-Magnon, miał troszeczkę większą puszkę mózgową, był bardziej rozumny, mógł być bardziej rozumny. Natomiast neandertalczyk był mimo wszystko bardziej przystosowany do tych warunków, jakie były troszeczkę wcześniej na Ziemi i on jest luźno spokrewniony z homo sapiens.
To takie wszystkie są punkciki do tego, żeby to wszystko zebrać do kupy, ale tu wychodzą jakieś takie rzeczy jak właśnie te spotkania wysokiej dziwności. To burzy całyCały porządek. Dziękuję.
[01:06:35] - I przechodzimy do kolejnego z naszych pytań. Ludzie uf nauci często towarzyszą kontaktowcom: Adamski, Menger czy też Meier, na którego rzucili się tak zajadle słuchacze na czacie i inni, spotykają często ludzi z innych planet, którzy przekazują im pewne przesłania. Doktor Vallee twierdzi, że to swego rodzaju eksperyment innej inteligencji, który ma na celu stworzenie na Ziemi nowej religii opartej o siły kosmiczne. Czy zgadzacie się panowie z tą koncepcją? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:07:11] - Tak bardzo tego Meiera bym nie potępiał. Dlatego że owszem, są udowodnione rzeczy, które on przekłamywał i dorabiał wszystkim, czym mógł. Niektóre zdjęcia jednak nie są przerabiane, niektóre zdjęcia są faktycznie zrobione i nie pozostawiają żadnych możliwości innych złudzeń. Jest ta słynna fota, gdzie jest UFO na tle nieba z myśliwcem szwajcarskich sił zbrojnych, gdzie jest podobno potwierdzone właśnie to, że faktycznie mieli na radarze coś i dlatego wysłali tą parę dyżurną, która tam miała sprawdzić, co tam lata. Także jest bardzo dużo przeciw, dlatego on jest takim dosyć kontrowersyjnym prorokiem, bo w sumie tak się sam ochrzcił. Meier to jest bardzo szeroki temat. Dosyć dużo się nim interesowałem, podobnie jak Adamskim. Ale wróćmy do Meiera i tego, na co się tam rzucili wszyscy inni. Te jego powieści, które na podstawie jego słów zostały napisane, opowiadają mniej więcej taką jedną historię. Ci Plejaranie, którzy z nim się kontaktowali, mówili mu o początkach Ziemi, czyli właśnie o takim, że planeta metalowa metalowym jądrem uderzyła w Ziemię jakieś cztery miliardy lat temu.
Stąd, podobnie na zasadzie kuli bilardowej, środek wyleciał i z tego uformował się księżyc. Natomiast w Ziemi pozostało właśnie to metalowe rozgrzane jądro okryte płaszczem skalistym. Okazuje się, że po iluś tam latach naukowcy zaczynają to samo mówić, że tak mniej więcej musiało to być, dlatego, że Księżyc jest skalisty, natomiast Ziemia jest z jądrem metalowym. Też do końca nie wiadomo, jak tam jest głębiej. Natomiast woda, która jest na Ziemi, nie jest tą wodą, która miała wpaść razem z kometami, jak długi czas mówiono, tylko po prostu w momencie kształtowania się planety skalistej była zawarta w tych skałach i ona po prostu pozostała. I stąd mamy tą wodę, która powstała w momencie kształtowania się całego układu. Mówił między innymi o tym, że Wenus jest inna i w inną stronę się kręci. Spowodowane to było przelotem między innymi tej planety małej, która zmieniła cały rozkład tam mniej więcej w tym samym czasie i odebrała możliwość Marsowi posiadania atmosfery. Nie wiem, czy tam zabrała, nie zabrała czasem, ale jest jakaś tam koncepcja tego. Następna koncepcja to była koncepcja dotycząca nazistów, bo on też o tym mówił.
Że Niemcy, naziści skontaktowali się z Nordykami, otrzymali od nich technologię, w jaki sposób konstruować te statki. Niemniej jednak nie potrafią wylecieć tymi statkami poza atmosferę, dalej troszeczkę od Ziemi. To też w jakiś sposób jest całością, dlatego że mniej więcej tak na to należałoby patrzeć, bo gdyby potrafili, prawdopodobnie na Księżycu byśmy mieli jakąś tam bazę nazistowską i Hitler i inni prominenci dożywaliby swoich ostatnich lat właśnie tam. Także jedno z drugim i z trzecim się łączy. Jeżeli dobrze przeczytać parę razy tą książkę, on faktycznie nie mówił nigdy o tym, że Plejaranie w tej chwili pochodzą akurat z naszego wszechświata. On mówił o tym, że oni są tam mniej więcej, z tym że jest to przesunięcie jakieś tam czasowe, dlategoO kilkanaście sekund, dlatego są dla nas niewidoczni. Jeżeli jest koncepcja wszechświata wielowymiarowego, to w sumie mogłoby się to wydarzyć. Natomiast to, o czym mówią teorie spiskowe o depopulacji ludzi, też mówił o tym Meier i Plejadianie, że tak należałoby zrobić, żeby z ludzkości zostało ileś tam milionów, a nie miliardy. Do tej pory wszystko wskazuje na to, że to, co mówił prorok Meier, tak mniej więcej jest, jak on mówił. Mówił dużo.
Wtopa i wpadka totalna Meiera to była z tymi zdjęciami modelek z lat 70., które przedstawiał jako kosmitki. Wtopa to była w momencie, kiedy pokazywał pistolet laserowy, który okazał się zabawką. Wtopa to była w momencie... Wyleciało mi w tej chwili z głowy, chciałem coś powiedzieć.
[01:13:53] - Tyle wtop, że ciężko coś wybrać.
[01:13:56] - Dokładnie tak. Niemniej jednak musimy jeszcze wziąć pod uwagę jedno: te książki, które pisane są o Meierze, piszą jego współpracownicy. Więc jeżeli oni piszą, że Meier wspinał się po drabinie, jak robili dach i w pewnym momencie zniknął i pojawił się, to nie znaczy, że tak faktycznie było. To też trzeba wziąć i przez dwa albo przez trzy podzielić. To, że on wyjeżdżał, robił niby samodzielnie zdjęcia i przyjeżdżał, wcale nie znaczy, że nie spotykał się z którymś gdzieś w ustalonym miejscu. Czekał do momentu, kiedy straci ogon, że tak powiem, nikt nie będzie go śledził. Wtedy sobie spokojnie te zdjęcia zrobią. Jeżeli chodzi o zdjęcia, jest taki filmik krótki, który nagrał, gdzie UFO latało wokół choinki. Jeżeli wrócimy do początków kinematografii, efektów specjalnych, które nie są rysunkami, tylko faktycznie zminiaturyzowanymi formami, które są nagrywane, faktycznie mógł to zrobić. Dlatego później napisał, że zarówno ze świadomości, jak i z rzeczywistości ta choinka, która tam była, została usunięta ze świadomości ludzkiej ludzi, którzy tam mieszkali.
Tak że tych wtop było bardzo dużo. Należy wziąć pod uwagę to, że faktycznie te zdjęcia robił w bardzo dużych ilościach i faktycznie negatywy zostały brane do badań i nic z nich w sumie nie wynikało. Nie znaleziono na owe czasy nic, co by mogło zaprzeczyć ich dobremu, legalnemu pochodzeniu jako dokumentu. To też należy wziąć pod uwagę. To jest cały Meier. Ciężko jednoznacznie powiedzieć, czy on faktycznie wszystko zmyślił od początku do końca, czy miał kontakty i w momencie, kiedy te kontakty mu się skończyły, zaczął fantazjować i wymyślać. Ja bardziej się przychylam do tej drugiej sprawy. Natomiast jeżeli chodzi o Adamskiego, to na tyle był wiarygodny dla współczesnych mu decydentów, że był nawet goszczony w Białym Domu. Trzeba o tym powiedzieć, że to on zwrócił uwagę między innymi Kennedy'emu na Kubę i problem tych rakiet, które tam mieli Sowieci instalować z głowicami atomowymi. Dopiero później to sprawdzono i faktycznie trzymano rękę na pulsie.
Nie należy go tak szufladkować, że Adamski sobie wszystko zmyślił. Bardzo wiele osób robi taki błąd. Bo jest taki błąd, że Adamski zrobił zdjęcie lampy. Natomiast jeżeli popatrzymy na chronologię zdarzeń, to najpierw Adamski zrobił zdjęcie, później powstały lampy, bo zapanowała taka moda w Stanach na skrzydełka dżonów i wszystko, co lata i jest kosmiczne. I wtedy powstały między innymi takie lampki, które były wzorowane na zdjęciach Adamskiego latających spodków. Więc troszeczkę inaczej było na kolejność. To tak mniej więcej wygląda. Należy się każdej sprawie troszeczkę przyjrzeć. Niemniej jednak bardzo często bywa tak, że wielu osobom, które miały jakiś kontakt, uderza trochę taka palma i próbują zorganizować swoją własną sektę czy swoją własną religię. Tak chyba było od początku i tak chyba zostało.
Dziękuję.
[01:18:36] - Dziękujemy. To może ja wypowiem się teraz, bo Marek gdzieś zniknął.
[01:18:43] - Jestem, jestem.
[01:18:44] - A, Marek sęk. Marek Sęk "Ivellios" chwilowo nas opuścił. Ja tylko dodam w trzech słowach w tej kwestii parę rzeczy. Rzeczywiście istoty wyglądające jak ludzie, a pojawiające się w czasie spotkań z UFO, najczęściej wiązane są z postaciami kontaktowców oraz z różnymi przekazami. Jeżeli weźmiemy pod uwagę Meyera, o którym będziemy jeszcze mówić, on rzeczywiście dostał sporo przekazów. To, jak je oceniał, było też dość podejrzane i pojawiają się różnego rodzaju spekulacje. Natomiast Adamski, Horn Menger i mnóstwo innych spotykali istoty, które nie tylko wyglądały jak ludzie, ale podawali się za mieszkańców planet naszego Układu Słonecznego. Pamiętajmy, że George Adamski był Polakiem. Urodził się w Polsce, w Bydgoszczy, Marku. Wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie stał się w zasadzie ojcem ruchu tak zwanych kontaktowców.
Także Polak był prekursorem tego, czym się dzisiaj zajmuje Barbara Marciniak na przykład. Potem się zajmuje Baszar. Z Baszarem, mało kto wie, to też jest śmieszna sprawa, bo wiele osób pewnie go kojarzy. Często otrzymujemy o nim pytania. Ja się dowiedziałem od Michaela Horna, który się przyczepił do Meyera i jest jego przedstawicielem w Ameryce, że Baszar tak naprawdę był kiedyś zwykłym facetem, który nie miał co robić i zaczął się interesować tym, co robił Meyer. Po prostu po pewnym czasie został Baszarem. To chyba o niego chodziło, z tego, co pamiętam. Dlatego że kontaktowcy nigdy nie byli czymś, czym się szczególnie interesowałem. Przyjąłem pewną hipotezę, która pochodzi od Jacques'a Vallee, że wszyscy ci ludzie cierpią na podobny syndrom. Podstawowe pytanie: to, czego oni doświadczają, nie wiemy, czy jest prawdziwe.
Natomiast sam syndrom jest prawdziwy, dlatego, że oni najczęściej twierdzą, że skontaktowali się z wyższą inteligencją i zakładają swój rodzaj religii. Tak naprawdę na dobrą sprawę George Adamski, Billy Meier i cała reszta nie różnią się tak naprawdę niczym od założycieli wszystkich innych religii. Mechanizm jest zawsze ten sam. Jakaś inteligencja kontaktuje się z ziemskim wybrańcem. Ten ziemski wybrańiec ma zwykle problemy w swoim środowisku. Pamiętamy taki cytat z Biblii, że dobry człowiek nigdy nie jest szanowany w swoim mieście. Nie pamiętam, jak to dokładnie szło. W każdym razie dokładnie oddaje to losy wielu kontaktowców i proroków, którzy są wyganiani. Pamiętamy historię Smitha, założyciela ruchu mormońskiego, który został nawet zamordowany przez swoich współwyznawców. Ta historia pojawia się najczęściej w książkach ufologicznych jako dowód na to, że wszelcy prorocy, wszelcy założyciele religii byli takimi samymi osobami, z tym samym syndromem co dzisiejsi kontaktowcy.
Tylko zmieniła się forma. Wtedy upatrywano jako źródła tych kontaktów Boga. Natomiast dzisiaj są to kosmici. Teraz pytanie, dlaczego zwykle te kontakty, te przekazy nadchodzą ze strony istot, które wyglądają jak ludzie. To jest frapujące, bo to wygląda na swego rodzaju objawienie. Te przypadki są zarówno dobrym materiałem dla psychologów, ale też dla religioznawców. My dzisiaj to szufladkujemy. Mówimy: ten czy ten nie mówi prawdy, czy ten czy tamten opowiada pierdoły. Ale tak naprawdę, gdyby nie istniały na Ziemi religie mające tak wysoką pozycję, któryś z kontaktowców mógłby zainicjować własny kult, własną religię. Zauważmy też, co przekazują ludzkości owi kontaktowcy od tych ludzi z kosmosu.
Oni mówią na przykład o rzeczach bardzo uniwersalistycznych, bardzo prostych. Ten ich przekaz nie jest skomplikowany. Jest wręcz banalnie prosty i bardzo uniwersalny. Make peace, not war. Szanujcie się, szanujcie planetę i tak dalej. To jest niewymagająca intelektualnego zaangażowania filozofia nakazująca czynić dobro. Także ze strony nawet takiej czysto filozoficznej czy etycznej te przekazy tak naprawdę nie mają w sobie nic złego, bo nawołują do czynienia dobra. Nawołują do większego poszanowania siebie wzajemnie i planety. One bywają potępiane jako okultyzm, ale tak naprawdę nie różnią się też niczym od przekazu ewangelicznego. Często są odarte ze wszystkich form kultu, teizmu, natomiast kładą nacisk na wiarę w istoty kosmiczne, które są do nas jakoś pozytywnie nastawione.
Tutaj Jacques Vallee mówi, że to jest niebezpieczne, dlatego że on twierdzi w książce „Messengers of Deception” — nie wiem, jak to przetłumaczyć na polski, bo brzmiałoby to głupio —To by brzmiało jak posłańcy niedobrej nowiny. Oczywiście to bardzo luźne tłumaczenie. On zauważa, że wszystkie osoby cierpiące na syndrom kontaktowca przechodzą go tak samo. I dochodzi do wniosku, że to nie jest przypadek, że to wszystko dzieje się z czyjejś inspiracji. Teraz pytanie, gdzie ta inspiracja tkwi? On dochodzi do takiego wniosku, że istnieje jakaś nadrzędna inteligencja nad nami, być może fizyczna, być może nie, która tym procesem steruje. Innym słowem ona wychowuje ludzkość, by ta przyjmowała co jakiś czas pewne nowe wzorce myślowe. Na przykład kiedy ta inteligencja wymyśliła Boga i kiedy ten Bóg już przeszedł do lamusa, to teraz wymyśla nam nową formę religii. Tylko ona się nie zawsze sprawdza. Nikt nie akceptuje kontaktowców.
Nie oszukujmy się, oni funkcjonują na obrzeżach. Natomiast już sam fakt istnienia obcych został tak dobrze zasymilowany przez nasze społeczeństwo, został tak dobrze wchłonięty, że nawet małe dzieci o tym mówią. Czyli tej inteligencji być może chodziło o to, żeby nas nauczyć funkcjonować albo współżyć na pewnej stopie z istotami z kosmosu, przyzwyczaić ludzkość do tego tematu. Także to jest bardzo ciekawe, bo musimy zwrócić uwagę na pełny aspekt tego zjawiska. Wystarczy po prostu dokonać analizy tego wszystkiego z boku i zobaczymy, że ruch kontaktowców, ten cały New Age ma coś w sobie innego. Nie możemy się dawać porywać. Musimy go oceniać na chłodno tak naprawdę. Tak jak powiedziałem, to wszystko jest chwytliwe, to wszystko jest fajne, ale nie możemy temu wierzyć w 100%. A dlaczego? Dlatego, że każdy z tych kosmitów, każdy z tych przekazów mówi co innego.
Każdy z tych kontaktowców otrzymał swoją wiadomość z innego źródła. Każdy z kontaktowców widział co innego. Przekazał tą samą treść, ale zawsze w innych słowach. Gdyby ktoś chciał nam coś przekazać, rzeczywiście zrobiłby to w prostszy sposób. A tak naprawdę robi to w sposób, który budzi jeszcze większą konfuzję. Innymi słowy ta siła nas czegoś uczy, ale robi to w tak dziwny sposób i w tak przewrotny sposób, że rodzi się z tego nie forma nauki, ale forma manipulacji. Ta inteligencja manipuluje ludźmi. Dlatego nie dawajmy się porywać temu. Religia, wszelkie religie objawione z tego punktu widzenia również są jakąś formą manipulacji umysłami. Tutaj oczywiście wchodzimy w teorie spiskowe, że istnieje jakaś siła nadrzędna, jacyś kosmici może, którzy tym procesem kierują tylko po to, żeby ludzie zawsze tkwili w pewnej wojnie intelektualnej i nie zwracali uwagi na inne rzeczy.
I teraz oczywiście pytanie, bo Jacques Vallée tego do końca nie wyjaśnia. On zwraca uwagę na fenomen i robi to w sposób bardzo trafny, że za tym wszystkim stoi pewien mechanizm, który działa tutaj od bardzo dawna i tak naprawdę nie możemy w żaden sposób dawać mu się zwieść. Bo ten tytuł jego książki, o której wspominałem, podkreślający zwodniczy charakter tych przekazów, mimo wszystko daje nam dużo do myślenia. Powinniśmy zachować chłodny dystans. Oczywiście kontaktowcowi, który wszedł w jakieś relacje z tym zjawiskiem, czymkolwiek ono jest, wydaje mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Zaczyna rozgłaszać różnego rodzaju teorie i tak dalej. Natomiast patrząc na to wszystko z boku, musimy być bardzo ostrożni, bo tak naprawdę nie wiemy, o co temu czemuś chodzi, bo to coś przekazuje, coś chce nas czegoś nauczyć, ale z drugiej strony robi to w taki sposób, który moim zdaniem jest zupełnie nieakceptowalny, bo powinien to być prosty przekaz, jak w rapie. Tutaj przekaz jest bardzo skomplikowany i obliczony przede wszystkim na stworzenie kultu. Obliczony na stworzenie kultu, nie na zmiany. Albo kosmici, którzy tym sterują, zupełnie nas nie rozumieją i po prostu uczą nas, a my jesteśmy tak głupi jako rasa, że pewnych rzeczy nie przyswajamy, że zamiast wcielać prawdy w życie, robimy z tego kult.
Albo ta siła, o której mówię, ma jakieś gorsze zamiary względem nas. I to jest cała tajemnica. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że tutaj nie ma gotowych odpowiedzi. My mamy do czynienia ze zjawiskiem, które analizujemy. Nie zachłystujemy się z nim jak większość aktorów. Nie czcimy Ashtar Sheran, ale patrzymy, że tutaj coś się dzieje, że trzeba dostrzec drugie dno, które w tym wszystkim tkwi. I zachęcam tych, którzy są w jakiś sposób sympatykami kontaktowców czy tego rodzaju przekazów channelingowych do spojrzenia na to w taki trochę szerszy sposób, bo wtedy naprawdę można dostrzec wiele niepokojących rzeczy również, bo uniwersalizm tego przesłania to jedna strona. Ale jest też wiele plusów ujemnych, jak to powiedział Lech słynny Wałęsa. Dziękuję. Marku?
[01:30:58] - Przypomnę pytanie. Rozmawiamy w tej chwili o tym, czy pojawienie się kontaktowców to jest swoistego rodzaju eksperyment innej inteligencji, który ma na celu stworzenie na Ziemi nowej religii opartej na siłach kosmicznych. Odwołam się tu do niedawnej audycji. Samo istnienie chrześcijaństwa zdaje się wskazywać, że można to postrzegać w taki właśnie sposób. Rozmawialiśmy o różnego rodzaju śladach, które można znaleźć w Starym i Nowym Testamencie. To chociażby jest pierwszy ślad. To, o czym mówił Piotr, czyli o prostocie tego przekazu, też wskazuje na to, że prawdy ewentualnie przekazywane przez ową inną inteligencję są w gruncie rzeczy bardzo proste. To znaczy nawołują ludzkość do prostego życia, które oparte jest o pewne żelazne zasady. Być może te historie biblijne czy historie, które pojawiają się później, odwołujące się do Biblii albo nieodwołujące się do Biblii, zakładające niejako nową religię, to są historie uniwersalne. To są przekazy dla ludzkości, które warto rozważyć.
Piotr wspomniał też o bardzo ważnej sprawie, że pojawiające się co rusz informacje o kontaktowcach, a może nawet nie o kontaktowcach, ale o istnieniu zjawiska UFO, przyzwyczaiły ludzkość. One weszły do kultury masowej. Dzisiaj wspomnienie o UFO, wspomnienie o NOL-ach, wspomnienie o szarakach, właściwie nawet u ludzi niezainteresowanych, u ludzi, którzy nie pasjonują się tematem, doskonale wiedzą, o czym mówimy. To nie jest wiedza hermetyczna, która jest dostępna tylko niektórym. Dzisiaj ufonauci, istoty z innych planet, szaraki to są elementy kultury masowej. W związku z tym można to traktować jako rodzaj przygotowania ludzkości na ewentualny kontakt. To jest jeden punkt widzenia. Warto też zwrócić uwagę, że o ile ślady przekazów ufologicznych, ale takich mających naturę biblijną, dostępne są w Starym Testamencie, to bardzo podobne przekazy, o których rozmawiamy, kształtują też całkiem współczesne sekty. Zerknąłem sobie na czat i tam była mowa o ruchu Raelian. To chociażby jeden z tych ruchów, o którym warto powiedzieć, który niejako wprost odwołuje się do istnienia zjawiska UFO, do innych cywilizacji, do tego, że nasz świat w jakiś sposób jest infiltrowany i jego nadzieja właśnie w tym, że te inne istoty istnieją.
Bardzo popularna również w swoim czasie była sekta, czy w każdym razie wyznanie, mające nawet swoją stronę internetową i swoje forum internetowe. To jest sekta Antrowis, która również odwoływała się do tego, że istnieją inne cywilizacje. Co więcej, ta cywilizacja ma ocalić ludzkość w przypadku potężnej katastrofy, która ma nastąpić i że wybrani będą uratowani. W związku z tym ciężko mi jest analizować tę sytuację pod takim kątem, czy to jest robione specjalnie po to, żeby wywołać takie skutki. Raczej od drugiej strony podejdźmy. Jest faktem, że tego rodzaju skutki są wywoływane przez manifestacje obcych. Wiem, że w tej chwili narażę się być może przynajmniej części słuchaczy, ponieważ zrównam chrześcijaństwo z sektami, ale proszę zauważyć, że to jest ten sam mechanizm. Mamy chrześcijaństwo, w którym można odnaleźć ślady ingerencji obcych w historię naszej cywilizacji. I mamy współczesne sekty. Te dwie, które wymieniłem, ale jest ich wbrew pozorom znacznie więcej, które odwołują się wprost do tego, że owszem, istnieją obce rasy.
A ponieważ te sekty są młodsze stażem, to mogą odwoływać się do współczesnego języka. Nie muszą bazować na języku pewnych przenośni czy pewnym opisowym języku, który miał w tamtych czasach opisać zjawiska, które były obserwowane przez ludzi odległych od nas o tysiące lat. W związku z tym on nie do końca przystaje do tego, do czego jesteśmy dzisiaj przyzwyczajeni. Współczesne sekty posługują się językiem współczesnym i być może właśnie dlatego docierają doDo nam współczesnych łatwiej docierają. Natomiast odpowiadając wprost na pytanie, czy to jest działanie świadome? Nie wiem. Trudno odpowiedzieć. Ja bardziej skupiłbym się na skutkach. Owszem, takie skutki to wywołuje, że pojawiają się różnego rodzaju sekty, różnego rodzaju wyznania, które odwołują się do istnienia zjawiska UFO, do pojawiania się wzięć, do pojawiania się kontaktów. To jest zjawisko, którego nie można zaniedbać.
Jeszcze odwołam się do sekty Antrowis. To była sekta, która w latach 90. pod koniec XX wieku była niezwykle popularna na przykład w Polsce i na pewno na wielu ludzi wówczas aktywnych, żyjących wywarła jakiś nacisk, oddziaływała na ludzi. Oczywiście byli też ludzie, którzy nigdy o tej sekcie nie słyszeli, ale warto wziąć pod uwagę, że to jest zjawisko jak najbardziej realne, odwołujące się do tego, co przeżywamy, do tego, co jest wokół nas. Myślę, że tyle. Dziękuję.
[01:38:37] - Dziękuję. Ja tutaj jeszcze dodam, bo Marek zwrócił uwagę na bardzo ważną rzecz, mianowicie fakt, że pojawiały się tak zwane kulty UFO, które nawoływały wprost, albo wykorzystywały swoich członków, albo też jak w pamiętnym przypadku doprowadziły nawet do ich samobójstwa. Natomiast co chciałem powiedzieć: mechanizm powstawania tak zwanych UFO kultów był bardzo różny. Ja tutaj w poprzedniej wypowiedzi odwoływałem się do mechanizmu, który opisał Jacques Vallee, który był zawarty w pytaniu. Także jeżeli ktoś chce zgłębić ten temat, bo to jest naprawdę coś bardzo długiego i coś, co wymaga analizy, to polecam książkę Jacques’a Vallee „Messengers of Deception”. Dla tych, co czytają po angielsku, niestety nie ma jej po polsku. Ona pokazuje, jak szeroki był aspekt tak zwanych kontaktowców, bo UFO kulty to był oddzielny odprysk. Natomiast byli kontaktowcy, jak na przykład Rael, którzy co prawda nie nawoływali na przykład otwarcie do powstania jakiegoś kultu, nie kładli na to tak dużego nacisku. Także nazywanie ich sektą już nie jest przynajmniej tak bardzo uzasadnione jak w przypadku Antrowisa. To był pewien ruch intelektualny, oparty na przykład o pewne przekazy paranormalne.
Oczywiście podchodzę do tego w sposób, który może się wydać wielu osobom nie do przyjęcia, bo zwykle socjologom czy religioznawcom bardzo łatwo klasyfikować wszelkie kulty UFO. My też byśmy pewnie jako uczestnicy debaty podpadli pod tą kategorię. Natomiast to jest bardzo skomplikowane i bardzo zróżnicowane. Co ciekawe, zauważcie wszyscy państwo, że ludzie, którzy stykali się w jakiś sposób z tym zjawiskiem, będąc beneficjentami tego kontaktu, stając się tymi prorokami, zwykle przechodzili potem bardzo duże wahnięcia nastrojów albo też po prostu swojego rodzaju kryzysy. Tak naprawdę to brzemię, które nosili, które na nich spadło z tego kontaktu z tą dziwną stroną, było dla nich nie do przyjęcia. Pojawiło się ciekawe pytanie, czy można nazwać kontaktowcem siostrę Faustynę? No i kurde, no mamy problem, bo z jednej strony według pewnych koncepcji owszem, ale to już są kwestie bardzo delikatne, podlegające chyba nie pod naszą jurysdykcję. Także tutaj odpowiedzi na pewne pytania już ścierają się, obijają się o granice religii i metafizyki. Dlatego jest to tak trudny temat, jak mówiłem na początku. Wyszliśmy od banalnych Nordyków, a dochodzimy do tematu, który puka do jądra zjawiska UFO.
Fascynujące, prawda? Marku, przejdźmy może do kolejnego pytania z naszej supertajnej listy pytań, których mamy na dzisiaj jeszcze sporo. Chyba że ktoś z panów chce coś dodać, a my jeszcze będziemy mówić.
[01:42:30] - Tutaj sporo słuchaczy pyta o innego kontaktowca, Lecha Chacińskiego.
[01:42:35] - To znaczy, jeżeli ja dobrze pamiętam, to jakiś czas temu w którejś z debat to było poruszone i ta postać była poruszona. Nie pamiętam, w której. Chyba w rozmowie z Damianem Trela, jeżeli dobrze pamiętam. Pojawiło się wspomnienie o panu Chacińskim, o plusach i minusach jego przypadku. Ale to był kontaktowiec jednorazowy, bo on z tego, co wiem, to chyba nie miał nacisku na tą działalność jakąś, że tak powiem, publiczną.Także to było raczej bliskie spotkanie z paranormalnymi elementami albo elementami ezoterycznymi. Natomiast tutaj mówimy o czymś zupełnie innym, mówimy o zupełnie innej klasyfikacji. Kontaktowcy tego typu to są osoby, które stykają się z tymi istotami w regularnych odstępach czasu i następuje pewnego rodzaju sprzężenie zwrotne i oni podczas tych kontaktów otrzymują pewne informacje, które przekazują potem świadomie. Podkreślmy to: świadomie przekazują, przyjmując na siebie to brzemię bycia prorokami rodzajowi ludzkiemu. Oczywiście wiele osób może też pamiętać innego kontaktowca, który zakończył jednak dość szybko działalność, a jest popularny, bo jego książka w Polsce jest nadal bardzo popularna i to jest chyba ewenement. Był to facet, który się nazywał Desmarque, Michel Desmarque i jego słynna książka „Thiaoouba”, czy jak to się tam nazywało, doskonale pokazuje, w jaki sposób funkcjonuje dziwny świat kontaktowców.
Oni wszyscy jakby opowiadają o tym samym, tylko że każdy mówi to za pomocą innych słów. Dla człowieka myślącego, moim zdaniem, taka forma zakamuflowanego kontaktu jest nie do przyjęcia.
[01:44:39] - Więc przechodzimy do kolejnego z pytań na naszej ściśle tajnej liście. Nordycy rzadko, ale występują też w czasie abdukcji. Dwie najsłynniejsze to przypadki Antonio Villas-Boasa i Travisa Waltona. Co o nich sądzicie? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Marek Żelkowski. Marku?
[01:45:00] - Powiem tak, że to są tak rozbudowane historie, że zastanawiam się, od czego zacząć. Może od faktów. Pierwsza z tych historii, czyli przypadek Antonio Villas-Boasa to są lata 50., druga połowa lat 50., rok 1957. To jest historia, która mówi o tym, że młody człowiek, który traktorem orał czy coś robił na polu, miał do czynienia z inną cywilizacją. Został porwany na pokład UFO. Tam w dodatku po różnych przejściach dochodzi do kontaktu seksualnego. I tu znowu, ja zresztą już o tym wspominałem, ta relacja się rozdwaja. To znaczy w pewnym momencie jest mowa o tym, że ta kobieta była niezwykle piękna, odrealniona troszeczkę, troszkę nordycka i niesamowita. Tymczasem później, kiedy kolejni badacze analizowali ten przypadek i na podstawie różnych relacji okazało się, że ta kobieta wcale nie była piękna, że była wręcz odpychająca, przynajmniej dla bohatera tej historii. Do całego aktu płciowego doszło, przynajmniej według tych zeznań, tylko dlatego, że na pokładzie owego pojazdu do tego pomieszczenia, w którym przebywał, został wtłoczony gaz, który w odpowiedni sposób przygotował go do tego, co się stało później.
Ta historia była analizowana wielokrotnie przez wielu badaczy, badana ze szczegółami często po śmierci głównego bohatera. Cóż sądzę? Trudno mi powiedzieć. Wielość tych analiz i ich różnorodność świadczy o tym, że znowu wracamy do zjawiska, o którym już wielokrotnie wspominaliśmy, że kontakty z obcymi mają to do siebie, że pomimo że pojawiają się bardzo konkretne opisy konkretnych sytuacji, to zaraz w ślad za nimi podążają następne opisy, które odrealniają już całą sytuację. I ja nie do końca potrafię zająć stanowisko. Od 1957 roku minęło już trochę czasu. Skazany jestem tylko i wyłącznie na relacje pisane i nie do końca potrafię zająć już stanowisko, z czym mamy do czynienia. Jedno jest pewne, że ta historia jeszcze wygląda w ten sposób, że w momencie, kiedy już było po akcie spółkowania, kobieta wychodząc z tego pomieszczenia pokazywała na swój brzuch. Czyli niejako mamy sugestię, że bohater tej historii był samcem rozpłodowcem, który być może przyczynił się do tego, żePowstały jakieś hybrydy. Być może jakaś nowa rasa.
Dociekań może być oczywiście bardzo wiele. W każdym razie, odwołując się do prawdziwości czy nieprawdziwości tej historii, jest bardzo wiele relacji, zarówno samego głównego bohatera, jak i osób z nim związanych, czyli na przykład siostry czy braci, którzy byli w tej samej okolicy. Nie chcę za bardzo przedłużać tej historii. Pojawia się też wątek paranormalny, odwołujący się do duchów, odwołujący się do zjawisk z tej dziedziny. Gdzieś to wszystko niknie w takiej mgle. Przynajmniej dla mnie. Innym przypadkiem jest drugi z tych przypadków, który wydarzył się w perspektywie czasowej nieco bliżej naszych czasów, bo w latach 70. Tu mamy do czynienia z obywatelami Stanów Zjednoczonych, z pracownikami leśnymi. I tu sytuacja mniej więcej wyglądała w taki sposób, że oni wracali z pracy i w pewnym momencie jeden z nich został, w skrócie mówiąc, porwany przez obiekt, który nazywamy UFO. Niewiele z tego tak naprawdę pamięta.
Później, w trakcie różnego rodzaju badań, tych badań było zresztą sporo i to jest przypadek dosyć mocno przebadany, przynajmniej jeśli chodzi o wykrywacze kłamstw. O tym pewno powiedzą moi następcy. W każdym razie badano ten przypadek wielokrotnie na wykrywaczach kłamstw, wielokrotnie kwestionowano wyniki poprzedników po to, żeby zrobić swoje własne. Natomiast ważna rzecz jest taka, że główny bohater niewiele pamięta. Co jest ważne, że przez jakiś czas w ogóle podejrzewano jego kolegów, póki on się nie pojawił ponownie po kilku dniach, podejrzewano tych kolegów o morderstwo. W związku z tym ich badania, ich przesłuchania były bardzo konkretne, bo czynione przez policję. To nie była zabawa. To było śledztwo. I tu jest pewien element bardzo racjonalny i z punktu widzenia badania takiej historii bardzo ważny, bo to nie były badania pasjonatów, to były badania policji. Oczywiście później główny bohater, który został porwany, pojawił się i wtedy cała historia straciła napięcie.
Ale ważne jest to, że w tym pierwszym okresie, kiedy zniknął, kiedy podejrzewano jego kolegów przynajmniej o to, że pozbyli się właśnie tego kolegi, wtedy to badanie miało swoje znaczenie. Ja przypomnę, ta historia to jest rok 1975, listopad. I tu znowu, tak jak powiedziałem, główny bohater niewiele pamięta. On owszem, przypomina sobie pokład tego pojazdu, krótki epizod, kiedy on chwyta coś ciężkiego, co ma pod ręką i przemierza pomieszczenia w owym pojeździe. Natomiast w pewnym momencie pamięć się urywa. I co się dzieje dalej? Nie do końca wiadomo. To znaczy nawet on do końca tego nie pamięta. Ja myślę, że głównym, ważnym elementem w tej całej historii jest to, że on został dosyć gruntownie, już to zresztą mówiłem, przebadany pod kątem prawdomówności. Tu oczywiście kolejni badacze kwestionowali wyniki poprzedników, zakładając i zarzucając im stosowanie nieodpowiedniej technologii, to złe słowo, nieodpowiedniego sposobu przeprowadzania badania.
Natomiast jedna rzecz jest ważna, że ta historia się utrzymała od 75. roku przez kolejnych kilkadziesiąt już w tej chwili lat. I myślę, że z mojej strony to tyle. Ja dosyć chaotycznie o tych obu przypadkach powiedziałem. Myślę, że tu niezastąpiony będzie Piotr, który całą tę wiedzę uporządkuje. Dziękuję.
[01:54:42] - To może w takim razie oddajemy głos Piotrowi.
[01:54:45] - Dziękuję. W zasadzie, Marku, nie ma co porządkować, bo fakt faktem każdy sobie może o tych historiach tu i ówdzie przeczytać, dlatego że one są zbyt długie, żeby o nich opowiadać. To znaczy historia Village of Baixa jest krótsza, ale jest pełna dziwnych zakrętów, bo tak jak powiedziałeś, to był młody rolnik, który orał sobie pole nocą, bo już było ciepło i zobaczył dziwny obiekt. Potem stało się to, co się stało. Został zaciągnięty do pojazdu przez dwie istoty i tam spotkał Nordyczkę. I ta Nordyczka, jak powiedziałeś, była opisywana jako istota dość brzydka.Ale on odczuwał do niej pociąg i ona po jakimś czasie, po całej akcji wskazała palcem na brzuch, a potem na niebo. Boas zrozumiał, że właśnie stał się ojcem kosmity. To był jeden z ciekawych przypadków, bo to w zasadzie była abdukcja, jedna z pierwszych, która dała ufologom tak naprawdę mocno do myślenia. Mało kto wie, że ten młody mężczyzna miał potem pojechać do Stanów Zjednoczonych. Tam opowiadano dziwne historie na jego temat.
Między innymi, że był przesłuchiwany, że w jakichś dziwnych okolicznościach nabył działkę w Stanach Zjednoczonych, co równało się z drogą do nabycia obywatelstwa. Chciano go tam ściągnąć. On potem, co ciekawe, poszedł na studia i pracował jako sędzia przez pewien czas u siebie w Brazylii. Nie pamiętam dokładnie już gdzie, w którym mieście. W każdym razie zmarł i sprawa ucichła, ale była swego czasu bardzo głośna z tego powodu, że jej nietypowość i dość brutalny przebieg sprawiły, że zwrócono uwagę na brutalne dość wykorzystanie Boasa przez stronę uprowadzającą. Natomiast jeżeli chodzi o Travisa Waltona i zdarzenie z 1975 roku z okolic Snowflake w Arizonie, historia jest dłuższa i tak naprawdę, jeżeli ktoś widział kiedyś film „Fire in the Sky”, to może ją sobie łatwo przypomnieć, bo „Fire in the Sky” to film fabularny oparty o wydarzenia, które miały miejsce wtedy z udziałem Waltona. Ten przypadek jest bardzo skomplikowany. Zresztą jak większość ufologicznych przypadków. Powiem w wielkim skrócie: ta grupa wracała do domu z prac leśnych. W pewnym momencie zobaczyli UFO.
Przestraszyli się. Ten obiekt wisiał nad polaną. Walton wyskoczył jako jajcarz, jak to mówiono, i zawadiaka, podszedł do tego obiektu i oni zobaczyli ku swojemu ogromnemu przerażeniu, że jakiś promień po prostu strzelił w Waltona i go przewrócił. Wtedy jego przyszły szwagier, który kierował samochodem, został zmuszony do tego, żeby na krótko uciec z tego miejsca. Ale kiedy wrócili po chwili po Travisie nie było śladu i co ciekawe, on miał przebłyski wspomnień związanych z tym, co działo się po zniknięciu, bo został prawdopodobnie zabrany na pokład tego obiektu. Ten obiekt tam był. Nie było wątpliwości. Ci świadkowie zostali zbadani na wykrywaczu kłamstw. Oczywiście pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Rzeczywiście pierwsza hipoteza mówiła, że oni go zamordowali i wymyślili dziwną historię.
Natomiast potem Travis powrócił. Znalazł się na stacji benzynowej kilka kilometrów dalej. Twierdził, że został przez coś wyrzucony na asfalt. To znaczy on miał takie odczucie, że skądś go wyrzucono. On potem twierdził, że otworzył oczy i zobaczył, że ten obiekt odlatuje. Travis był dość zmizerowany, był słaby, przerażony i miał ślady dziwnego wkłucia. To sugerowało, że mógł zostać po prostu porwany przez kogoś, odurzony i ten czas przetrwał w narkotycznym transie. Pojawiło się bardzo wiele różnego rodzaju hipotez, między innymi taka, że on sobie to wszystko zmyślił. Wiele osób pamięta na pewno ten słynny odcinek programu. Nie pamiętam, jak ten program się nazywał w Polsce.
Wiem, że miał polską edycję z Kaiserem i ten sam program był emitowany w Ameryce, między innymi z Waltonem, gdzie zapytano go na koniec, czy rzeczywiście widział UFO i ta maszyna, wariograf miała wskazać, że on kłamie. To się położyło cieniem na jego wnioskach. Natomiast nie było moim zdaniem wątpliwości, że tam się rzeczywiście coś wydarzyło. Pamiętajmy, że w sprawie wariografu, wykrywaczu kłamstw i tak dalej, dzisiaj strasznie zmieniło się podejście do tego typu badań ze strony specjalistów. W latach 70. patrzono na to inaczej. Dzisiaj w niektórych sądach w Stanach Zjednoczonych wyniki badań wariografem nie są wiążące, dlatego że ta maszyna nie jest bezbłędna, wbrew temu, co wiele osób sądzi. Ale to tyle. Co ma to wspólnego z Nordykami? Walton widział na pokładzie ludzi.
Widział na pokładzie ludzi, widział dziwne istoty, brzydkie, paskudne, ale widział też ludzi. I teraz pytanie, co oni tam robili? Czy była to swego rodzaju mimikra stosowana przez tą stronę, która go porwała? Bo on obudził się w środku tego obiektu i stanął oko w oko ze swoimi porywaczami i w pewnym momencie zobaczył, że oni są przerażający, ale ludzcy. Porwali go ludzie. I teraz nasuwało się pytanie, czy Walton nie brał czasami udziału w jakimś eksperymencie wojskowym? Oczywiście musimy pamiętać, że byli tam świadkowie, którzy coś widzieli.Wysunięto taką hipotezę, że ci panowie mogli natknąć się na testy wojskowego obiektu, a Walton został po prostu zabrany jako ofiara tego zdarzenia. Zrobiono mu małe pranie mózgu i został wypuszczony tak jak inne ofiary wojskowych abdukcji, tak zwanych MILABS i technik, które były ćwiczone podczas niesławnego programu MK Ultra. Został wypuszczony i sprawa zaczęła żyć nowym życiem. Pojawia się historia UFO i tak dalej.
A co oni widzieli naprawdę, to już jasny pieron wie. I tak naprawdę znowu obijamy się o ścianę w kwestii Nordyków i w kwestii tego, co oni tak naprawdę robią na tych obiektach UFO. Z jednej strony w przypadku Vilas-Boasa mamy do czynienia z sytuacją, która jest szybka, konkretna i nie pozostawia wiele do życzenia. Facet zostaje porwany, widzi coś dziwnego, potem choruje, a potem wkradają się różnego rodzaju dziwne teorie. Niemniej jednak sprawa nie ma tak wielu niewiadomych. Natomiast w przypadku Waltona otwiera się całe spektrum możliwości. Oczywiście powiedzenie, że on został porwany przez UFO, jest pójściem na dość dużą łatwiznę, gdyż pojawiło się tam wiele różnego rodzaju wątpliwości i innych możliwych dróg interpretacji tego zdarzenia. Dlatego przynajmniej w tych dwóch przypadkach, które były bardzo kontrowersyjne, obecność ludzi na pokładzie tych obiektów tak naprawdę wskazywała na dwa zupełnie różne scenariusze i będzie bardzo trudno rozstrzygnąć, który z nich był prawdziwy. Bo tak jak mówiłem, w przypadku Vilas-Boasa mieliśmy do czynienia z czymś, co wyglądało na bardzo konkretną, realną akcję obliczoną na złapanie okazu i tak, jak podejrzewamy, mogłaby zachować się obca cywilizacja. Tak w przypadku Waltona mamy już do czynienia z czymś, co budzi kontrowersje i może nie tyle co do realności tego zdarzenia, jak co do jego realnej natury.
Czyli Walton widział może coś, ale ktoś zadbał o to, żeby on o tym zapomniał. I to rzutuje na inne przypadki spotkań z humanoidami podczas na przykład abdukcji. I to moje pytanie, które zadałem na początku: czy czasami nie jest to swego rodzaju narzutka na realny obraz abdukcji, na twarze tych, którzy tych abdukcji naprawdę dokonują? Bo ludzie, którzy pojawiają się w UFO, mogą być po prostu mikrą, mogą być kamuflażem. Być może ich prawdziwe twarze skrywają się za maskami powstałymi w wyniku różnego rodzaju technik: od indukcji hipnotycznej po pranie mózgu przy pomocy środków psychoaktywnych, takich jakich dokonywano w czasie programu MK Ultra. Także otwiera nam to całe spektrum możliwości i pokazuje, że problem znowu jest głębszy, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Arku?
[02:05:22] - Trzeba by było powiedzieć coś na temat wariografu. Wariograf pokazuje tylko i wyłącznie zdenerwowanie osoby, która odpowiada na konkretne pytanie. I na tej podstawie wysnuwana jest hipoteza o tym, że w tym momencie kłamie, a w tym momencie mówi prawdę. Sprawa Travisa wyglądała mniej więcej w ten sposób, że wszyscy ci, którzy byli zamieszani w ten incydent poza nim, przeszli pozytywnie wariograf. To znaczy, że faktycznie takie zdarzenie miało miejsce. On tam został porwany, zniknął z ich oczu i tak dalej. Natomiast sam Travis nie przeszedł tego, a to może się wiązać z tym, że jego wspomnienia podświadome wracały i w tym momencie wariograf wariował, że tak powiem. Niewątpliwie jest to jeden z bardziej wiarygodnych, według mnie przynajmniej, przypadków kontaktu. Jego nie było parę dni na tej autostradzie, obudził się bez ubrania. Także coś tam musiało się stać w tym czasie z całą pewnością.
Natomiast przypadek Vilas-Boasa jest o tyle dobry, że skok, rozwój, jaki ten człowiek przeżył od gościa, który jeździ ciągnikiem gdzieś tam w ten po polu, po kogoś, kto chce zdobywać wiedzę, kształci się w jednym z trudniejszych zawodów intelektualnie i dochodzi do szczytu, zostaje sędzią. Należałoby tutaj dodać inną sprawę. Podobną sprawę do Vilas-Boasa, to znaczy abdukcję, mieliśmy też i w Polsce. W Polsce też mieliśmy taki przypadek, gdzieJadący mostem zobaczyli, że statek jakiś tam wylądował. Jeden z mężczyzn tam podeszli, jeden z nich został porwany i tam właśnie spotkał trzy kobiety, z którymi uprawiał seks. Tak to mówił na forum publicznym, na UFO forum, które prowadził Janusz Zagórski swego czasu. Janusz, chyba tak. Taki przypadek był, to usłyszałem. Taki przypadek był też i w Polsce. Nie jest to odosobniony przypadek.
Za każdym razem, czy to będą porywani mężczyźni, czy kobiety, będzie to właśnie informacja taka, że ratujesz wszechświat. To jest taki zakamuflowany projekt i w tle zawsze, nawet jeżeli porywaczami są szaracy, gdzieś tam w tle zawsze pozostają Nordycy i są takie informacje, że szaraki w sumie są biorobotami, którymi sterują właśnie Nordycy, a Nordycy współpracują z armią Stanów Zjednoczonych. Taka jest komplementarna teoria spiskowa na ten temat. Ciężko w tę teorię w jakikolwiek sposób uwierzyć. Ale jest parę takich przyczynków do tego, że tak faktycznie może mieć takie miejsce taki ciąg zdarzeń. Dziękuję. Więcej dodać na ten temat już się chyba nie da.
[02:09:32] - I tak oto przerobiliśmy dokładnie połowę z przygotowanej wcześniej listy pytań w ciągu dwóch godzin. Przechodzimy więc do pytania numer pięć, a brzmi ono następująco: czy obcy Nordycy albo ci wyglądający jak ludzie mogą żyć wśród nas niezauważeni jako obserwatorzy, emisariusze, uczeni i tak dalej? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocikarku.
[02:10:00] - W literaturze pojawiają się takie informacje. Wspominany Billy Meier, o którym jeszcze będziemy na pewno wielokrotnie wspominać, też o tym mówi, że gdzieś tam hen daleko Plejarianie żyją na Ziemi. Bo lubią i tak sobie po prostu mieszkają i tak sobie po prostu żyją. Była taka głośna sprawa w mediach hiszpańskich o Ummitach. Oni wyglądali dokładnie tak jak ludzie. Wynajmowali też mieszkania i sobie normalnie żyli. Pewnie jako obserwatorzy. Przez jakiś czas przez internet przewaliły się te wszystkie zdjęcia z ludźmi, którzy nie pasowali czy swoim wyglądem, czy zachowaniem do otaczających innych ludzi, do środowiska. Oprócz tego mamy jeszcze wielu wynalazców, takich jak między innymi da Vinci, Tesla, Mohorovičić, którzy wyprzedzali swoje epoki i teraz nie za bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. Obcymi być może, że nawet nie byli, ale skąd swoją wiedzę czerpali?
Tesla mówił, że w czasie snu wszystkie jego pytania zostały rozwiązywane. Także tutaj jest jakaś przyczyna tego, że w ten sposób możemy myśleć. Ale jest coś takiego jak bezsens tego. Nie ma sensu żyć na Ziemi przez rok czy przez ileś tam czasu, żeby obserwować zachowania ludzkie. Nie ma po prostu powodu tego marnowania sobie życia na czymś takim. Dziękuję.
[02:12:23] - Może teraz Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[02:12:25] - Wydaje mi się, że jeżeli jakaś cywilizacja doszłaby już do takiego poziomu, że pozwoliłaby sobie na wyekspediowanie na Ziemię jakiegoś robota, bo trudno mi uwierzyć, by była to istota żywa, dlatego, że obcy, jeżeli do nas przybędą, będą chyba obawiali się o bezpośredni kontakt z nami, przynajmniej w pewnym wstępnym etapie czasu. Trudno sobie wyobrazić, żeby oni oddychali tym samym powietrzem co my. Trudno sobie wyobrazić, by zdecydowali się od razu przynajmniej zamieszkać wśród ludzi, chociażby w wielkim mieście, które jest najlepszym miejscem do takich obserwacji homo sapiens w naturze, gdyż ilość patogenów, które mogłyby ich zaatakować i zabić, byłaby tam ogromna. Tak sobie myślę przynajmniej, że obcy, jeżeli chcieliby nas badać, a wiadomo, że taka bezpośrednio uczestnicząca obserwacja i ingerencja jest chyba najlepszą metodąBadania dzikich ludzi, jakimi w ich oczach jesteśmy. Zapewne taka metoda przyszłaby im do głowy, ale czy tak się dzieje naprawdę? Możemy na ten temat tylko dywagować. Oczywiście było mnóstwo hipotez odnośnie tego, jak taką istotę rozpoznać. Gdyby był to homo sapiens z latającego spodka, czyli jakiś Plejadianin tudzież Arkturianin, tudzież inna rasa. Oczywiście mówię to z uśmiechem na ustach, gdyż uważam, że takie dzielenie skóry na kosmicznych niedźwiedzi jest po prostu śmieszne. To jest ufofolklore, nie jest to nic poważnego.
W każdym razie taka istota byłaby nie do rozpoznania. Byłaby identyczna jak człowiek, gdyż według opisów świadków owi humanoidzi, owi Nordycy przypominają ludzi. Przypominają ludzi do tego stopnia, że trudno ich odróżnić od żyjących ludzi. Także w tym względzie zdradzić mogłoby ich jedynie zachowanie. Na przykład dziwny akcent lub ekscentryczna mowa ciała zupełnie niedostosowana do naszych warunków. Coś, co obserwowaliśmy choćby w przypadku facetów w czerni. Pamiętacie państwo, że oni również zachowywali się dość ekscentrycznie. Nie wiedzieli, jak postępować w pewnego rodzaju sytuacjach. Nie wiedzieli, jak się zachować, nie wiedzieli, jak wyrażać emocje. Czegoś podobnego moglibyśmy się spodziewać po takich emisariuszach czy też badaczach, którzy mieszkaliby z nami na Ziemi.
[02:15:30] - Oni nawet nie wiedzą, jak się z kobietami obchodzić.
[02:15:36] - Tak myślę. Nie wiem. Nie spotkałem nigdy żadnego człowieka w czerni, ale przypominam sobie wiele historii, które dotyczyły tego, że na przykład ktoś stwierdził, że mieszka koło kosmitów, że ma kosmitów za sąsiadów. I to były całkiem realne doniesienia. Nie będę tutaj zdradzał nazwiska, ale pamiętam, że jeden z polskich ufologów, bardzo głośnych, lubiących dużo gadać, nagłośnił taki przypadek swego czasu. Stwierdził, że dostał zgłoszenie od jakiejś rodziny, chyba z Poznania, twierdzącej, że obok nich mieszkają kosmici. To było dziwne, bo zamiast iść się zapytać: „Drodzy państwo, kim wy jesteście?”, jakaś rodzina obserwowała swoich sąsiadów i snuła na tej podstawie jakieś dziwaczne teorie. Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, ale pojawiają się też bardziej zaawansowane opowieści. Jedną z nich jest historia Helen Liddell. Myśmy o tym chyba wspominali.
Natomiast ta historia została opisana w książce „Rachel Eyes”. „Oczy Rachel” to jest bardzo dziwna sprawa. Ona może nie dotyczy w 100% istot, które mogłyby żyć między nami. Nie do końca nawet jestem pewien, czy jest prawdziwa albo czy to jest fikcja literacka. Chyba nie jest fikcją literacką w 100%. Ta kobieta twierdzi, że przeżyła to naprawdę. Może wiecie już państwo, o co chodzi. Twierdziła, że miała córkę, która była niewidoma i chorowała bodaj na cukrzycę. Ta córka poszła do college'u i zamieszkała w akademiku z bardzo dziwną postacią. Ojcem tej dziewczyny o imieniu Rachel był wojskowy.
Rachel w ogóle chodziła w ciemnych okularach. Wyglądała tak, jakby miała jakąś chorobę skórną, bo zawsze się zastawiała szalikiem, tak żeby słońce do niej nie dochodziło. Miała zimną skórę, ogólnie dziwne włosy. Zamieszkała z tą niewidomą. Zakolegowały się i co jakiś czas sprzedawała jej historie ze swojego życia. Na koniec okazało się, że ta dziewczyna, ta Rachel może być hybrydą, która jest wdrażana do życia przez wojsko. Tutaj możemy sobie snuć przeróżne hipotezy, bo ta sprawa oczywiście miała miejsce w Ameryce, a w Ameryce dzieje się wszystko. Pojawiają się najdziksze historie, o czym możemy się przekonać, czytając różnego rodzaju portale. Jeżeli potraktujemy to nawet czysto hipotetycznie, to możemy dojść do wniosku, że obcy chcący żyć między nami, nawet jeżeli wyglądaliby tak jak ludzie, napotkaliby szereg różnego rodzaju problemów. Nie mówię już o tym, że mogliby być niedostosowani do pewnych warunków i do charakteru życia na naszej planecie.
Musieliby na przykład dopuścić się wielu przestępstw. Musieliby sobie podrobić dowody osobiste. Musieliby załatwić jakieś sprawy, które nie tak łatwo obejść. Coś takiego nie jest takie łatwe, jak się wydaje. Co więcej? Tutaj widzę, że przyszła jakaś relacja. No dobrze, nie będę tego-
[02:19:42] - Ale pojechał.
[02:19:43] - Tak. Nie będę tego komentował.Jakiś nasz antysłuchacz pisze, że bełkoczemy i nie mamy żadnego pojęcia, o czym mówimy. Polecam stworzyć kontraaudycję, w której będę obnażał wszelkie czułe punkty ufologii. Ale powracając do tych różnych kwestii, wydaje mi się, że kuszące powinno być ze strony obcej cywilizacji stworzenie takich warunków, by wprowadzić tutaj na Ziemię jakichś aktywnych obserwatorów, bo to jest najlepsza metoda na opisywanie naszego życia. Oczywiście to są wszystko hipotezy i możemy się jedynie domyślać, jaka jest prawda w tej kwestii. Przekazuję głos dalej.
[02:20:56] - Marku?
[02:20:57] - Czy obcy Nordycy mogą żyć wśród nas? Najlepiej odwołać się do tego, co jest nam bliskie. Bliskie jest mi bycie dziennikarzem. W związku z tym odwołam się do takiej aktywności. Otóż tak zwany reportaż uczestniczący to jest jeden z tych reportaży, który jest bardzo ceniony, aczkolwiek bardzo trudny w wykonaniu. On swoje lata świetności, przynajmniej w naszym kraju, miał w latach 70., może na początku lat 80. A to dlatego, że wymaga długich przygotowań, poświęcenia dużej ilości czasu i dużej ilości pieniędzy. Obecnie redakcje nie mają ani czasu, ani tych pieniędzy, żeby inwestować w tego rodzaju reportaże. A reportaż uczestniczący to nic innego jak wtopienie się w środowisko, życie życiem tego środowiska. I tak na przykład w latach 70.
powstał reportaż o ludziach, którzy są śmieciarzami. Dziennikarz wcielił się w takiego śmieciarza, ale to nie na zasadzie modnych obecnie różnych reality show albo programów takich nazwijmy naskórkowych, które robią to szybko i tak naprawdę mało realnie. On naprawdę wszedł w to środowisko, poświęcił na to kilka miesięcy. Ale reportaż, który powstał, nosił wszelkie znamiona prawdziwości. Ten człowiek naprawdę był w tym środowisku, poznał je od podszewki. Myślę, że biorąc to za przykład, takie postępowanie ma sens. Życie wśród ludzi przedstawicieli innych cywilizacji, jeśli z powodów technicznych jest możliwe. A biorąc takie założenia, jak robiłem na początku, czyli na przykład, że jesteśmy zaginioną kolonią, pomiędzy istotami, które nas obserwują, a nami różnica jest naprawdę niewielka. Mówię gatunkowa różnica. Wówczas wyniki takiej obserwacji, takie typowo etnologiczne czy wszelkie inne natury socjologicznej będą wręcz niezwykłe.
Byłyby niezwykłe. I z tego punktu widzenia postępowanie takiego dziennikarza kosmicznego czy socjologa kosmicznego miałoby sens. To byłoby coś. Nie wiem, w jakich tytułach miałby pracować, ale to na pewno byłby niezły reportaż. Przypomnę też, że bardzo podobnie zachowywali się tacy badacze jak na przykład Ernest Malinowski, który w swoim czasie, dawno temu, żeby zbadać dogłębnie życie innych ludów, które wówczas nazywano dzikimi, prymitywnymi. Pomimo że napisał książkę pod tytułem „Życie seksualne dzikich”, dowodził dosyć dokładnie, że przymiotnik „dzicy” jest nie na miejscu. Pokazywał, jak złożona struktura cywilizacyjna, społeczna za tym wszystkim stoi. Ale mógł to zrobić tylko dzięki temu, że wniknął w środowisko, które badał. Proszę zobaczyć, że na nieco innym poziomie, ale robił to również świetny filmowiec. Człowiek, który masę reportaży, filmów nakręcił o życiu różnych ludów, czyli nasz człowiek w Stanach Zjednoczonych, Tony Halik.
Trudno powiedzieć badając, robiąc materiały dziennikarskie o innych ludach, on również przynajmniej na chwilę wnikał w to środowisko. Myślę, że starczy już dowodów na to, że jest to dobra, przede wszystkim efektywna metoda badania innych cywilizacji. W tym wypadku inną cywilizacją jesteśmy my.I jeśli jest to możliwe, biorąc pod uwagę techniczne możliwości, czyli czysto fizyczne możliwości, to jeśli jest to możliwe, to z pewnością metoda wykorzystywana. Biorąc to pod uwagę, myślę, że należy wziąć pod uwagę, iż obcy żyją wśród nas i jesteśmy pod czujnym okiem. Ja też wspomnę o tym, że to nie musi być tak, że ja zrobiłem oczywiście takie milczące założenie, że obcy są podobni do nas, są wręcz prawie tacy sami jak my. Przypomnę, że wspominałem, zresztą nie tylko ja, o tym, że istnieje zjawisko swoistej mimikry i na przykład podaje się bardzo często i w internecie, i w literaturze przykład reptilian, którzy również potrafią się maskować lepiej bądź gorzej, ale również podobno nawet zajmują znaczące stanowiska w hierarchii politycznej czy społecznej naszej cywilizacji. A więc również z tego punktu widzenia wniknięcie w strukturę społeczną naszej cywilizacji byłoby również możliwe i obserwowanie jej od wewnątrz. Obserwowanie to jest pierwszy stopień, może najbardziej łagodny, ale być może chodzi również o kontrolowanie i w tym wypadku implikacje tego są dalej idące. Nie chciałbym ich rozwijać, bo myślę, że one są dosyć oczywiste. Na tej samej zasadzie w tłum demonstrantów wprowadza się funkcjonariuszy policji w cywilu.
Oni teoretycznie biorą udział w demonstracji, ale tak naprawdę do pewnego stopnia kontrolują przebieg tej demonstracji. Mogą zarówno działać tonizująco na przebieg takiego zgromadzenia, jak i wręcz przeciwnie, mogą doprowadzić do zamieszek. To wszystko zależy, jaka decyzja przyjdzie z góry, jakie polecenie przyjdzie z góry. I to myślę z mojej strony wszystko, jeśli chodzi o życie obcych wśród ludzi. Dziękuję.
[02:28:31] - I tak oto dochodzimy do pytań, właściwie całej serii pytań o człowieka, któremu już zdążyli obrobić pewną część ciała słuchacze na czacie. A więc Edward Billy Meier. Nie ma tematu Nordyków i Plejadan bez Billy'ego Meiera. Panowie, jak oceniacie działalność tego pana? Czym on właściwie zasłynął ten jednoręki Szwajcar i dlaczego swego czasu zrobił tak wielkie zamieszanie w ufologii? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Marek Żelkowski. Marku?
[02:29:07] - Ja powiem tak, że mam bardzo mieszane uczucia, jeśli chodzi o tę postać. Mieszane mam dlatego, że w swoim czasie bardzo dużo się nasłuchałem na temat realności tego, co pokazywał, co prezentował, o czym mówił. Co więcej, pewno dlatego jestem taki teraz krytyczny, że w swoim czasie bardzo mocno dałem się ponieść całej tej historii, którą on przedstawiał i w związku z tym niejako tak zwrotnie później, kiedy nadeszła fala krytyki i kiedy zacząłem o tym czytać, to bardzo mocno czułem się zawiedziony, że te historie, które słyszałem, były, trudno mi powiedzieć, czy nie do końca prawdziwe. W każdym razie nie wszystko się w nich zgadzało. Może tak bardzo delikatnie powiedzmy. A jeszcze przerwę na moment. Czytam w tej chwili na czacie, że moje porównanie Halliga było nietrafione. Być może w niektórych wypadkach tak, a w niektórych wypadkach być może było nietrafione, ale były też przypadki i tutaj odwołajmy się do bardzo konkretnych. Dorobek Tony'ego Halliga jest na tyle szeroki, na tyle dużo filmów nakręcił, że jest nieprawdą to twierdzenie na czacie, że on nie był traktowany jak swój. Otóż w bardzo wielu przypadkach cała metoda Tony'ego Halliga polegała na tym, że on zostawał przez dłuższy czas w danym środowisku i był traktowany jak swój.
I myślę, że to nie jest czas ani miejsce, aby się w tej chwili spierać na ten temat. Myślę, że po prostu należałoby się do filmów przez niego nakręconych odwołać. I takie twierdzenia, że to nieprawda. Okej, w porządku. Przyjmuję krytykę. Mam na ten temat inne zdanie. A teraz wróćmy do Meiera. Powiedziałem już o tym, że czułem się w swoim czasie bardzo zawiedziony tym, że to, co mówił, okazało się nieprawdą. I to myślę, kładzie się pewnym cieniem na moim postrzeganiu tej postaci, ponieważ tak jak już mówiłem, tak bardzo byłem zawiedziony, że to nie była prawda, albo w każdym razie nieprawda do końca, że później ciężko mi było to wybaczyć. Aczkolwiek przyznaję, że nie potrafię jednoznacznie ocenić tej postaci.
Wiem jedno, może spuentuję to w ten sposób. W każdym razie w znanym serialu „Z archiwum X”Zdjęcie, które miał główny bohater w swoim gabinecie, to było właśnie zdjęcie Meyera. Nie wiem, czy to jest ważne, czy nie, ale dla mnie przynajmniej to było ważne. Natomiast czy on wprowadził zamieszanie w ufologii? Myślę, że tak. W 90. latach słuchałem różnego rodzaju audycji na jego temat i wiem, że panowała wśród ludzi, którzy zajmowali się tą tematyką, niesamowita ekscytacja dotycząca doniesień Meyera, dotycząca zdjęć, które wykonywał. I przyznaję szczerze, biję się w pierś, dałem się temu wszystkiemu ponieść. I tak jak już mówiłem, powtarzam się w tej chwili, później z czasem, kiedy zaczęły docierać różne inne tak zwane rewelacje, mój entuzjazm spadał i też poczucie zawiedzenia całą sytuacją zaczęło spadać. Myślę, że wystarczy na temat Meyera, przynajmniej w tym wejściu.
Dziękuję.
[02:33:31] - Arku?
[02:33:32] - To jest niejednoznaczna postać. Zrobił wielkie zamieszanie w ufologii, dlatego, że pokazał w sumie najlepsze zdjęcia latających talerzy, jakie do tej pory wypływały. Do czasów Meyera nawet zdjęcia, które robił Adamski, były w sumie nijakie. To mogło być wszystko, albo jakieś zamazane kontury, nic więcej, zrobione z dużej odległości. Nagle się pojawiają zdjęcia gościa ze Szwajcarii, który ma jedną rękę. Robi to wszystko aparatem prostym, kręci nawet filmy. I tu kopara wszystkim opada, bo oprócz tych zdjęć ma całą historię tych spotkań, całą historię przesłań, jakie były, Plejadanie na początku, a później Plejarianie. Zaraz wyjaśnię, dlaczego jest zmiana nazwy, bo to między innymi ten user zarzucał czegoś takiego. Przesłania do Ziemi, jakie są. Zabierają Billy'ego.
Ma żonę, która jest dosyć egzotyczna jak na warunki szwajcarskie, jest Greczynką. Dookoła skupiają się jacyś ludzie, sąsiedzi, którzy mu pomagają. Sam w sumie nie jest zamożny i na tym nie robi wielkich kokosów. Zdjęcia można od niego po prostu dostać. Filmy można pożyczyć do zrobienia sobie odbitek i oddać z powrotem, jeżeli ktoś ma taką ochotę. Także jest w pełni otwarty na wszelkie możliwe badania i inne rzeczy. Mało tego, przekazuje dźwięki, jakie te statki wydobywają z siebie, a po przeanalizowaniu okazuje się, że są w sumie nie do podrobienia. Pokazuje coś niesamowitego. Wszyscy są w miejscu, patrzą się w dane miejsce, on robi zdjęcie i jemu wychodzą na zdjęcia statki UFO. Nikt tego nie widzi poza nimi.
Gdy wszyscy wyjeżdżają, bo on ma mieć spotkanie, przyjeżdżają, jest dziura w drzewie, dosyć grubym, tak na oko ze 30 centymetrów grubości pnia, wypalona w środku, więc to jest kompletne. I po jakimś czasie okazuje się, że na Plejadach w sumie życie nie mogło się rozpocząć, bo są zbyt małe gwiazdy, nie uformowały jeszcze prawdopodobnie w pełni systemów planetarnych. Więc się dowiadujemy, że nie Plejadianie, tylko Plejarianie, bo on tak mówi tylko dlatego, że tak jest najbliżej zbliżone do wymowy, natomiast faktycznie oni są przesunięci lekko w czasie. Stąd ta nazwa musi być inna i oni w sumie tak naprawdę tak się nazywają. Zdjęcia, których pokazuje, właśnie tych kosmitów, które tam porobił. Słynne zdjęcie Samiaza i Asket. Okazuje się zdjęciami modelek z lat 70., początków lat 70. Także tych stop takich jest dużo. Dużo więcej niż tych pozytywów. Nigdy nie mam wyrobionego zdania na jakieś konkretne tematy, tylko po prostu staram się te tematy zgłębiać i oceniać dany przypadek, dane miejsce.
Ale tu wniknąłem parokrotnie na strony, które pokazywały, jak zdjęcia te, które Meyer zrobiłMogą być zrobione przy pomocy zwykłych makiet. Faktycznie, po przyjrzeniu się najsłynniejszemu statkowi z bombkami dookoła, popatrzyłem, jak one mogą być zrobione, z czego ten statek mógł być zrobiony. Mam u siebie beczkę plastikową, która miała zakrętkę. Gdybym ją pomalował na srebro srebrolem i dokleił do tego duże bombki, wyszedłby mi statek Plejadian. Miałby średnicę około 50 centymetrów. Ręce czasami opadają. Jeżeli chcecie popatrzeć, jak taka beczka może wyglądać, to podejrzewam, w każdej hurtowni owocowo-warzywnej mają coś takiego. To jest beczka spożywcza na kiszoną kapustę albo przewożenie w luźnej formie korniszonów. To jest do odtworzenia. Natomiast te wszystkie wielkości i proporcje sugerują tą średnicę tego statku.
Trzeba wspomnieć o tym, że Meyera badali pod kątem prawdziwości i możliwości wykonania fotografii między innymi telewizja NHK, japońska. Była u niego przez dwa sezony, czyli chyba raz w miesiąc i raz trzy miesiące nawet. Jeździli z nim i robili, jak on robił te zdjęcia, w którym miejscu robił, jak to wszystko wyglądało. Oni nie wyobrażali sobie, żeby te zdjęcia można było podrobić. Ale Japończycy nie mieli, wydaje mi się, chęci dogłębnego i rzetelnego zbadania tych wszystkich jego zdjęć i możliwości, które daje to, że być może inni z nim współpracowali. Inni, czyli Guido Moosburger, który książkę napisał, czy inni. To mógł równie dobrze być jego syn czy ktokolwiek inny. Niewątpliwie, tak jak mówiłem, niektóre zdjęcia, które on przedstawił, nie tylko są tak po prostu zrobione, ale też mają potwierdzenie radarowe, że faktycznie coś tam latało i to rozbudziło czujność wojska. Tak że to nie jest jednoznacznie negatywna postać, ale zobaczymy co dalej w dyskusji wyjdzie. Dziękuję.
[02:41:39] - Marek Żelkowski chciał coś dodać. Marku?
[02:41:42] - Ja chciałem zwrócić uwagę wszystkich słuchaczy i dyskutantów na bardzo podobny mechanizm. Zastanawiam się, jak go nazwać. Powiedzmy tak roboczo, nazwijmy go mechanizmem ośmieszania. Proszę zobaczyć, że zarówno w przypadku Adamskiego, jak i Meyera mamy do czynienia z bardzo podobnym przebiegiem, tu cudzysłów, „kariery”. Najpierw Adamski publikuje zdjęcia, mówi o swoich kontaktach z przedstawicielami cywilizacji wenusjańskiej i tak dalej. Później jest coraz bardziej to analizowane i okazuje się, że Adamski opowiada coraz większe bzdury. Tak to przynajmniej wygląda w przekazie medialnym. W bardzo podobny sposób przebiega historia Meyera. Znowu, na początek jest to zachłyśnięcie się. Och, jak wspaniałe informacje dotyczące Plejadan, czy jakkolwiek to nazwiemy, zdjęcia.
Pełen podziw, świat zamiera, przynajmniej ten zainteresowany tematyką zamiera, jeśli chodzi o podawane informacje. Po czym zaczyna się okazywać, że właściwie to wszystko przestaje trzymać się kupy. Bardzo podobny mechanizm, tu znowu ogromny cudzysłów, „kompromitacji”. Teraz albo jest to mechanizm naturalny, czyli utraty kontroli nad własnymi opowieściami, nad historią, którą się tworzy, nad popadaniem w absurd. To jest jedna strona medalu. Możemy to tak zanalizować i stwierdzić, że niestety człowiek, im staje się bardziej popularny, tym mniej ostrożny się staje i bardziej przekonany o tym, że świat łyknie wszystko, cokolwiek wytworzy dany osobnik. To jest jedna strona medalu. Ale możemy też patrzeć na tę historię nieco inaczej, że zarówno Adamski, jak i Meyer opowiadali jakąś historię prawdziwą, a później ktoś bardzo się postarał, żeby podsunąć zarówno pierwszemu, jak i drugiemu tego rodzaju informacje, przekazy, materiały, które teoretycznie miałyby pomóc, a tak naprawdę doprowadziły do tego, że zarówno jeden, jak i drugiW tym świecie medialnym, bo o tym mówię w tej chwili, tak naprawdę się skompromitował. Z jednego i z drugiego media zrobiły osobę mało wiarygodną. I dzisiaj tak naprawdę żaden z nas, przynajmniej ja, nie potrafię powiedzieć, czy Adamski czy Meier to są ludzie, których można traktować jako osoby wiarygodne.
W swoim czasie, tak jak już mówiłem, traktowałem Meiera i jego informacje, które podawał jako niezwykle frapujące. Dzisiaj już tego nie wiem. Być może Piotr powie coś więcej i jakoś naświetli nam całą sytuację, bo ja czuję się nieco bezradny wobec wszystkich tych doniesień, które dotyczą Meiera. Dziękuję.
[02:45:32] - Piotr chwilowo się ulotnił, ale bez obaw jeszcze wróci. Gdzieś za 10 minut będzie z powrotem. Panowie, może teraz poruszmy takie pytanie, które się pojawiło ze strony jednego ze słuchaczy: gdzie Meier mówił bądź też mógł mówić prawdę? Jak sądzisz, Arku?
[02:45:54] - Tak jak tutaj Marek powiedział, że na początku tej swojej drogi, kiedy uciekał ze Szwajcarii przed poborem do wojska, że stracił rękę w zwykłym wypadku autobusowym. To mówił prawdę. Pierwszy ten jego kontakt z Sethem. Jeżeli się zaczyna czytać w ogóle książkę Meiera, to on na samym początku mówi, jest napisane, że i nazwy, i imiona tych osób, nazwy przedmiotów czy nazwy galaktyk, czy nazwy gwiazd nie mają odniesienia w naszym świecie fizycznym i są przykładem na to, jak my byśmy to wymawiali. Jeżeli dobrze się w to wsłuchać, to już od samego początku słyszymy, że ja będę wam mówił, a wy wierzcie mi na słowo, bo tego, co ja mówię, to i tak nie jesteście w stanie sprawdzić. Jeżeli on mówi, że pierwsze te osoby, które z nim miały kontakt, Seth bodajże, żyje około tysiąca lat, czyli tak mniej więcej jak na początku według podań biblijnych ludzie, to już należałoby zastanowić się, o co mu w ogóle chodzi. Później mówi, że on jest prorokiem, dlatego że ileś tam procent ludzi jest kompletnymi tumanami, ileś tam procent ludzi jest jeszcze w miarę jarzącymi, ale zdarza się kilka osób na całą populację, które są właśnie prorokami. On należy do takich proroków. To też daje coś do myślenia. Następnie warto wrócić do tego pomysłu, bo on mówi, że skąd w ogóle ludzie się wzięli na Ziemi.
Cała jest historia tego, że cywilizacja Siewców Życia, tak ich określmy, którzy są gdzieś tam w gwiazdozbiorze Wegi, ale możemy sobie nazywać, jak chcemy, skoro on sam powiedział, że to nie jest adekwatne do tego, co faktycznie jest w przestrzeni. Z jakiegoś gwiazdozbioru Siewcy Życia widzieli, że cywilizacja musi się rozwijać i poszli w świat. Część z nich założyła cywilizację Plejarian, część z nich trafiła na Ziemię. Także mamy mniej więcej równe starty. Z tym, że tam doszło do jakiejś wojny i oni zrozumieli, czym jest życie i ograniczyli swoją populację i tak dalej, i żyją w harmonii i uczą inne cywilizacje żyć w harmonii. Natomiast na Ziemi poszło to w całkiem inną stronę. Co jakiś czas czyścimy swoją historię, zerujemy i od początku zaczynamy budować cywilizację. Stąd nasze zapóźnienie w stosunku do tamtych wynosi parę milionów lat. O tym też należy wspomnieć. To jest cały Billy Meier.
Historie, które nie jesteśmy w stanie ani sprawdzić, ani porównać, są w sumie zaczerpnięte z jakichś przekazów. Czy to będą przekazy biblijne, czy to będą jakieś inne zasłyszane historie, bo on troszeczkę pojeździł po świecie.Czy z Indii. Ten miszmasz cały prezentuje on tutaj. Do tego jeszcze doszły przede wszystkim fotografie i filmy. I to, że nie ma jednej ręki. Nie pamiętam, której akurat ręki nie ma, ale spróbujcie znaleźć w sklepie w tej chwili aparat, który można obsługiwać tylko i wyłącznie jedną lewą ręką. Jak znajdziecie bardzo proszę, dajcie znać, bo akurat takiego aparatu potrzebuję, ponieważ ręce mam obydwie, ale ja nie znalazłem.
[02:51:00] - Przecież są smartfony.
[02:51:02] - Spróbuj jedną ręką lewą zrobić zdjęcie smartfonem. Nie ma jak przytrzymać i jak pstryknąć.
[02:51:12] - Ale wykonalne.
[02:51:12] - Trudne. Wykonalne jest. Można też aparatem dla praworęcznej osoby robić lewą ręką. Jak dobrze się przyłożyć czy cisnąć, to można, ale jest to bardzo trudne. Natomiast nie ma spustu migawki nigdzie po stronie lewej. W każdym razie w tej chwili wszystko to poszło w drugą stronę. W prawo. Dziękuję.
[02:51:43] - Marku?
[02:51:45] - Wracając do Meiera. Dosyć ciekawe są proroctwa Henocha, tak nazwane, dotyczące przyszłości ludzkości. Warto o nich wspomnieć, aczkolwiek tak jak w większości przypadków, które omawiamy, do końca nie ma pewności, kiedy one tak naprawdę powstały. Bo jeśli powstały w takim czasie, o jakim mówi Meyer, to znaczy w latach 80., to byłoby to rzeczywiście coś rewelacyjnego. Natomiast cały czas należy pamiętać o tym, że ujrzały światło dzienne, zostały rozpowszechnione już w XXI wieku. Bodajże, o ile dobrze pamiętam, w 2004 roku na szerszą skalę zostały upowszechnione, a wtedy było już po ataku na World Trade Center, a między innymi tego dotyczą te proroctwa. Otóż w proroctwach Meiera, nazywanych proroctwami Henocha, jest mowa o upadku zachodniej cywilizacji. Może nie będę opisywał tego szczegółowo, ale mniej więcej o tym, co przeżywamy w tej chwili. O tym, że cywilizacja zachodnia upadnie, że zostanie zniszczona, zdominowana przez najeźdźców z Bliskiego Wschodu. I tak dalej.
Myślę, że każdy, kto będzie szczegółowo zainteresowany tymi proroctwami, może się z nimi zapoznać. Internet to jest miejsce, w którym można znaleźć naprawdę wszystko. W związku z czym myślę, że nie ma sensu w tej chwili opisywać ze szczegółami tych proroctw. Natomiast cały problem polega na tym, że gdyby one rzeczywiście powstały wtedy i zostały opublikowane wtedy, kiedy jest mowa o tym, że Meyer je uzyskał, to wszystko byłoby okej i mielibyśmy dzisiaj do czynienia z niezwykłym materiałem, o którym moglibyśmy bardzo długo dyskutować i stworzyć osobną audycję. Natomiast problem polega na tym, że one deklaratywnie pojawiły się dużo wcześniej, przed zniszczeniem wież World Trade Center, ale tak naprawdę nie były znane. I dzisiaj każdy, kto chce poczynić zarzut, powie: „Sorry, ale to nie było wcześniej znane”. Bo zwolennicy Meiera mówią o tym, że w przekazanych przez niego proroctwach jest mowa o tym, że zostały zniszczone wieże World Trade Center, że Związek Radziecki upadnie jako państwo, że rozpocznie się wojna z terroryzmem. To, co przeżywamy. Tak jak już powiedziałem, to co przeżywamy, jest naszą rzeczywistością. Wręcz przeciwnie, jest zarzut, że to wszystko zostało post factum opublikowane.
W związku z czym takie proroctwa to jest taki jesiotr drugiej świeżości. W związku z tym myślę, że to przyczynia się do tego, że informacje przekazywane przez Meiera są traktowane coraz bardziej z przymrużeniem oka. Myślę, że to jest ciekawe dla mnie jako dla osoby, która pasjonuje się ciekawymi historiami. Historia Meiera jest ciekawa jako historia. Chętnie przeczytałbym książkę fabularną, beletrystykę na ten temat. Myślę, że dałbym się wciągnąć bez reszty. Natomiast jeśli mam oceniać na chłodno, faktograficznie, to odpadam od ściany. Niestety, coraz mniejsze zaufanie mam do tych przekazów.To tyle. Dziękuję.
[02:56:24] - Arek tak opowiadał o tych prorokach i zwykłych szaraczkach, to mi się przypomniała taka piramida narysowana kiedyś przez pewnego grafika z Rosji, pewnego projektanta, designera, profesjonalnie to ujmując. I piramida wyglądała tak, że na samym szczycie była grupa trzymająca władzę, najbardziej wykształceni ludzie świata, zaraz pod nimi byli smart people, a cała reszta to było jedno wielkie stupid facts. Ale to tak, dygresja. A co panowie sądzicie o cudownych metalach Mayera? Marku?
[02:57:00] - Ja, mówiąc szczerze, niewiele potrafię na ten temat powiedzieć. Wiem tylko, że ten cudowny metal, który według analiz był metalem niespotykanym i niemożliwym do wykonania w warunkach ziemskich, zniknął. Po prostu dostał się w ręce badacza, który oświadczył to, co powiedziałem przed chwilą, że to był absolutnie niezwykły, cudowny i wspaniały metal, który rzeczywiście miał pochodzenie nieziemskie. Po czym ten metal zniknął. W związku z czym z punktu widzenia takiej realności czy badania, czy badawczego ma to bardzo małe znaczenie, bo coś, co nie istnieje, coś, co nie jest, nie wchodzi w rejestr, paryłując pewne powiedzenie. W związku z tym ja, mówiąc szczerze, niewiele więcej wiem na temat tego metalu. Wiem jedno, że był podobno, że podobno został zbadany, że podobno okazał się niezwykły, po czym zniknął i już nikt go więcej nie widział. Czy to jest historia, którą chciałbym uwierzyć? Nie do końca. To tyle, jeśli chodzi o metal.
[02:58:15] - Strasznie dużo tych „podobno”. A co sądzi na ten temat Arek Kociekarku?
[02:58:20] - Historia tego metalu mniej więcej wyglądała w ten sposób, że został, przynajmniej tam było parę takich, z tego, co pamiętam, opisanych kawałków metalu. Między innymi jeden z nich został przekazany do laboratorium ABM i tam został przebadany i był właśnie zimnowalcowany, niemożliwy do osiągnięcia. Warstwy, to w sumie ten jeden kawałek składał się z kilku elementów i były tam warstwy tak cienkie, że niemożliwe do zrobienia na Ziemi w owym czasie. I właśnie ten metal zniknął. Ale to jest właśnie takie dosyć charakterystyczne to znikanie metalu, bo trzeba przypomnieć taką polską sprawę, kiedy nad Polską dało się zaobserwować obiekt, latający spodek, który stał w miejscu, wisiał w powietrzu. W pewnym momencie coś tam z niego wystrzeliło i odleciał. Wystrzeliła z niego, odpadła z niego rurka i ta rurka została zabrana do jakiegoś wojskowego instytutu. Chyba do WAT-u. WAT, Wojskowa Akademia Techniczna jest w Warszawie, z tego, co pamiętam. Może się mylę.
Tam go przebadano. No dobra, niespecjalnie się nim przejmowano, ale ważne jest to, że ten metal był nagrzany, rozgrzany jeszcze i dało się z nim wyczuć ciepło jeszcze przez podobno pięć dni. Później trafił do Muzeum Wojska Polskiego albo Lotnictwa. Nie pamiętam dokładnie i też stamtąd po jakimś czasie zniknął. Jest to dosyć charakterystyczne, że takie metale właśnie odnajdywane jakieś kawałki po przebadaniu i po takiej wstępnej analizie, gdzie wprawiają w zakłopotanie i zdumienie badające je osoby, po prostu giną, giną bez wieści. Nie ma za to nikogo odpowiedzialnego, który by tam przyjmował je na stan magazynowy, co jest dosyć dziwne. I nie ma nikogo, kto by za nie odpowiadał, za to, że one znikają. Nikogo za to nie ukarano, nie pociągnięto do odpowiedzialności. Podobna sprawa miała się również z większą ilością filmów fotograficznych Mayera, które też znikały. Także to nie jest jakaś tam taka znowu nowość, że coś, co ma, co jest w jakimś jednym egzemplarzu ni z tego, ni z owego, nie odnajduje się później.
On do tego wagi nie przywiązywał, chociaż na pewno fajnie by było, gdyby taki metal był oznaczony i pokazana jego struktura i byłby jakimś swego rodzaju dowodem. Myślę, że po pewnym czasie sam nawet Meyer doszedł do wniosku, że to, co ma, to jest wystarczające dla tych, którzy chcą uwierzyć, a ci, którzy nie chcą wierzyć, to i tak nie uwierzą, żeby nie wiem co pokazywał. Na tej zasadzie. Ale o ile zdjęcia mógł w jakiś sposób prefabrykować, o tyle tego metalu raczej ciężko by było zrobić. Zwłaszcza że to powędrowało gdzieś dalej za ocean do badania. Dziękuję.
[03:02:16] - Wrócił do nas Piotr Cielebiaś. Piotrze, co z tym Edwardem Bajerem, jak to niektórzy nazywają?
[03:02:23] - Poważne pytanie. Zacznę od tego, że
[03:02:29] - To były lata 90. Jak wielu czytelników ówczesnego kwartalnika „UFO” jarałem się Meierem. Dostępne były w sprzedaży kasety VHS z filmami, które produkował Wendell Stevens, między innymi. To wtedy przemawiało. Człowiek był młodszy, nie było Internetu, wierzyło się bardziej w prawdomówność ludzi. Do pewnego czasu Meier rzeczywiście był w jakiś sposób przekonujący. Był przekonujący, dopóki oglądało się tylko materiały dostarczane przez niego albo filmowane przez niego. Potem pojawił się problem. Gdzieś na przełomie wieków, być może około 2002 roku, pojawiły się pierwsze informacje rzutujące poważnie na jego wiarygodność. To były informacje od jego byłej żony, która twierdziła, że Meier fabrykuje zdjęcia w bardzo prosty sposób.
Przynajmniej niektóre. Poprzez fotografowanie dekli od beczek. Nie było to niemożliwe, dlatego że jak popatrzymy na niektóre zdjęcia, chodzi o te obiekty sfotografowane z bliskiej odległości. On ma kilka takich zdjęć , które przedstawiają latające spodki z takimi wybrzuszeniami, z takimi kopułami z bliskiej odległości. One miały lądować u niego na placu. Zobaczymy, że te zdjęcia są lipne. Istnieje straszna niekonsekwencja w materiałach dostarczanych przez Meiera. Już wtedy to można było zauważyć. Z jednej strony mieliśmy do czynienia ze zdjęciami obiektów przedstawiającymi na przykład UFO w tle, gdzieś tam latające nad jakimiś dolinami, a z drugiej strony mieliśmy zdjęcia z bliska, które były już totalnie złe. Chciałem użyć wulgarnego słowa, przepraszam.
Ta żona wtedy, pamiętam, twierdziła, że Meier chowa gdzieś modele tych obiektów u siebie w swoim centrum i rzekomo miano je odnaleźć. To był wtedy pierwszy poważny cios. Natomiast co z innymi ciosami? One nadchodziły z różnych stron. W zasadzie to Meier sam sobie szkodził zawsze. Z prostego powodu. Ja mam problem z jego oceną, bo to jest albo człowiek niespełna rozumu, który traci kontrolę nad sobą, albo to jest człowiek, którym ktoś steruje i Meier jest tylko wykonawcą jego woli. Dlaczego tak mówię? Nie wiem, w jakim sensie jesteście państwo zaznajomieni z jego opowieściami. Natomiast ja byłem zszokowany tym, że przez lata żyłem w przekonaniu, że Meier jeździ na motorku i robi tylko zdjęcia obiektom UFO i otrzymuje przekazy.
Potem, kiedy zacząłem zgłębiać jego działalność, to byłem zszokowany i zniesmaczony tym, co się tam naprawdę działo. Pierwsza rzecz: Meier twierdzi, że jak był mały, zobaczył UFO i wtedy zaczął się kontaktować, a potem w latach powojennych, w latach 60., 50. udał się na wielką podróż swoją po świecie. Wykonywał wszelkie możliwe zawody. Twierdził też, że wiódł żywot mnicha w Indiach, gdzie miał spędzić w jednej świątyni dużo czasu, gdzie został rozpoznany jako mędrzec. Pokazywał jakieś wycinki prasowe dokumentujące to, że tam rzeczywiście był. Potem w zasadzie istniała taka dziura w jego życiorysie według niektórych ludzi, a tak naprawdę Meier przez cały czas ponoć działał. On już wtedy miał robić zdjęcia UFO, już wtedy miał odwiedzać różnych ludzi, którym przekazywał swoje orędzia. Ale chronologicznie to ujmując, to największa kicha, jaką odwalił, miała miejsce gdzieś w tym okresie. Ja już po prostu nie pamiętam tego, bo to wyleciało z mojej pamięci, bo po co się czymś takim interesować?
Natomiast on swego czasu aktywnie, zresztą to nie było tak dawno, jeszcze chyba z trzy, cztery lata temu, aktywnie wspierał ruch na rzecz Talmudu Emanuela. A Talmud Emanuela to była księga. To była prawdziwa wersja Ewangelii, którą Meier miał kilkadziesiąt lat temu odnaleźć w Ziemi Świętej z jakimś bodaj archeologiem. Oczywiście z tego Talmudu Emanuela wynikało, że Jezus miał naprawdę na imię Emanuel, że też miał jakieś kontakty z tymi istotami i że miał nadejść rzeczywiście jeszcze jeden wielki prorok. I przypadkiem wypadało tak, że był to Meier. Nie można się dziwić, że ta koncepcja nie spotkała się z wielkim poklaskiem, bo ona została zapomniana na wiele lat. Meier to przypominał, ale jakoś nikt nie chciał wierzyć w te brednie o Talmudzie Emanuela. To po prostu było napisane tym samym stylem co wszystkie jego przekazy. Na jakiś czas o tym zapomniano. Potem Meier miał wypadek chyba w Grecji.
Tam stracił rękę. Ponoć imał się w międzyczasie różnych robót: od tego, że był kolejarzem, był nawet weterynarzem, chociaż nie wiem jakim cudem.I wrócił wtedy do Szwajcarii i zajął się tym, z czego jest znany. Ja nie jestem w stanie powiedzieć, z czego Meier żyje, bo jakoś tak do końca nie mogę uwierzyć w to, że on zdobył na tych zdjęciach i filmach tyle pieniędzy, że go to ustawiło na całe życie. Meier prawdopodobnie w latach 70. czy 80. na pewno sprzedał Wendelowi Stevensowi, amerykańskiemu ufologowi, prawa do tych zdjęć i po prostu oni się dzielili zyskiem. Te filmy i zdjęcia były filmowane przez Stevensa. Potem pojawiły się książki i ten materiał był nam też dobrze znany w Polsce. Natomiast spektrum działania Meiera było szersze, bo on nadal produkował te zdjęcia. On produkował masowo te przekazy.
To było też ciekawe. On twierdzi, że on produkuje te przekazy. Sami państwo zobaczcie, jaka to jest sprzeczność, bo to był człowiek, który twierdził, że dostarcza oficjalnych dowodów na istnienie, na kontakty z obcymi, ale mógł się z nimi kontaktować tylko sam na sam. Nikt nie mógł ich oglądać oficjalnie. To znaczy były tam jakieś potwierdzenia. Zresztą jak się czyta tą książkę, ja ją chyba miałem, ale wyrzuciłem, bo były dwie. Jedna wyszła w Polsce. Jedna w Polsce wyszła chyba. Nie, dwie chyba. Jedna wyszła książka Guido Moosbruggera, a druga wyszła chyba właśnie Wendela Stevensa.
I ta książka Guido była napisana z pozycji ślepego człowieka oddanego Meierowi. Tam były takie piramidalne bzdury w tej książce, że po prostu mózg nie zasował. Tam były te wszystkie opowieści Meiera o tym, jak dostał od któregoś z tych kosmitów pistolet. Było zdjęcie tego pistoletu i to wyglądało jak pistolet na wodę. Że na przykład ktoś mu podmieniał zdjęcia cały czas, że mu cały czas ktoś robił na złość, żeby go znieważyć, że robiono na niego zamachy w ogóle. Chyba największą głupotą, jaką słyszałem, było to, że jak mu udowodniono chyba, że dokleił do zdjęcia UFO razem z modelem sosny, to wymyślił sobie, że jakoś to było, że ta sosna została wymazana z pamięci ludzi przez kosmitów. W każdym razie, jeżeli to się czytało, to było śmieszne. To nawet nie było żałosne, dlatego, że trzeba było człowieka fanatycznie oddanego tej dziwnej idei, żeby w to uwierzył. Bo z jednej strony facet i te wszystkie rzekome potwierdzenia, na przykład ze strony lotnictwa czy ze strony innych świadków, pochodziły właśnie z tych książek. Tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, czy istniał jakiś niezależny obserwator.
Nie. Dlatego, że te materiały pochodziły z tych durnych książek. I tam można było znaleźć różne cuda. Na przykład Meier, tak jak mówiłem, osoba pełna sprzeczności. Z jednej strony mówi, że kontaktuje się z obcymi: „Pokażę wam coś specjalnego”, ale nie pokaże ich wam samym. To jest jakaś bzdura. Jeżeli zależało mu na dostarczeniu wiarygodnych materiałów, to powinien chyba pokazać, skąd je bierze. Natomiast on twierdził cały czas, że ma tylko prosty aparat, nie ma ręki, jeździ tym mopedem na polanki i tam się kontaktuje z tymi obcymi. No to pojawiło się pytanie: „Meierze, dlaczego nie dostarczysz nam zdjęcia z wnętrza tego statku?”. Pamiętamy, że chyba w „Fakcie” swego czasu pokazały się takie zdjęcia zaraz po Zdanach.
Zresztą to były zdjęcia ze Zdanów. Marku, pamiętasz?
[03:12:50] - Pamiętam aż za dobrze. Bardzo autentycznie to wyglądało. Wcale to nie wyglądało na dzieło Photoshopki. Wcale, ale wcale.
[03:13:00] - Nie, w ogóle nie. To prawda.
[03:13:03] - I te numery Totolotka.
[03:13:05] - Tak, tak. I ten facet z siekierą, który tam siedział i mówił, że pozabija kosmitów. W każdym razie Meiera zapytano: „Meierze, skoro już oni są tacy dzicy i nie chcą się nam pokazać, to chociaż zrób zdjęcia ze środka UFO”. To Meier odpowiada tak: „Nie zrobię tych zdjęć dlatego, że tam jest specjalna energia, która sprawia, że aparat w środku nie działa”. To była oficjalna odpowiedź dla wyznawców. Natomiast sprawa była prostsza. Meier, żeby wykonać dobrą mistyfikację, potrzebował dużego zasobu środków. Trzeba było zbudować specjalne studio. Trzeba było zatrudnić osoby, które by się po prostu podłożyły pod to i które nie wyjawiłyby jego tajemnicy. Dlatego wolał cały czas po prostu kręcić, że coś tam, że jakieś pola, że coś mu nie pozwala i tak dalej.
Pewnego razu twierdził, że udało mu się sfotografować dwie postaci. Słynną Semjasę oraz jakąś tam drugą kobitkę z Plejad. W zasadzie to nie jest z Plejad, tylko z Plejar, dlatego, że Meier gdzieś prawdopodobnie w końcu lat 90. zmienił zdanie i powiedział, że te istoty nie pochodzą wcale z Plejad, tylko z Plejar, czyli w ogóle z takiego miejsca, którego nie ma, bo ludzie go jeszcze nie znają. To już była jedna z tych absurdów. I on twierdził, że ona jest w ogóle w alternatywnym kosmosie i zaczął po prostu dopisywać do tego zupełnie drugą historię. Większość ludzi tego nie zna.Dlatego, że większość ludzi znających historię Mayera w naszym kraju zatrzymała się na poziomie informacji, które serwował Nolpress, czyli tej ciekawszej strony. Natomiast tę nieciekawą stronę często pomijano i na przykład to zdjęcie mające prezentować kosmitki to była fotka z telewizora. Meyer dostarczył zdjęcie pterodaktyla z książki. Meyer dostarczył zdjęcie, Andrei Szkolender, nie pamiętam, czy to było oko Boga, czy coś takiego.
Pamiętam, że czytałem o czymś takim. W każdym razie jak przejrzycie książkę Guido Moosbruggera, to można się trochę ubawić, dlatego, że to już jest anachroniczny, stary materiał i można zobaczyć, jak kiedyś wyglądał UFO folklor. Dzisiaj by to nie przeszło za Chiny Ludowe. Dzisiejsi kontaktowcy, nawet ci, którzy udają, a niektórzy na pewno udają, nie mieli żadnych zetknięć z tajemniczą siłą, są już ostrożniejsi. Oni się dzisiaj zabawiają w kaznodziejstwo raczej, nie dostarczają dowodów. Oczywiście wszyscy zapytają: a co ze słynnym metalem Mayera? Odsyłam do artykułu na portalu Infra w dziale Kontaktowcy. Tam mamy opisane dźwięki Mayera nagrane przez niego i dostarczone do analizy oraz słynny metal. Z tym metalem to jest taka prawda, że tak jak w innych przypadkach coś zostało powiedziane i coś zostało zaakceptowane, a prawda była zupełnie inna. Tak naprawdę ten metal nie był jakiś wybitnie pozaziemski.
Można sobie o tym przeczytać. Można przeczytać o analizie zdjęć, o analizie fotografii. Jest to ciekawe. Mnóstwo tych materiałów, które Meyer dostarczył, były po prostu, brzydko mówiąc, badziewne. Nie nadawały się do niczego. Były śmieszne. Ratowało go tylko to, że ktoś coś kiedyś powiedział o jakichś metalach, które zniknęły. Ktoś coś kiedyś powiedział o jakichś dźwiękach, które miały być cudowne, a tak naprawdę rezultaty były albo nieznaczące, albo tak naprawdę żadne. Dlatego, że to zostało powiedziane, to zostało powtórzone i ktoś to zaakceptował. Ratowały go jedynie te zdjęcia, które przedstawiały obiekty UFO z daleka, bo te obiekty z bliska fotografowane, już tam było dokładnie widać, że to rzeczywiście przynajmniej to zdjęcie, które pamiętam, bo te zdjęcia nosiły tytuły ogólnie i na przykład to, o którym mówię, nazywało się tortem weselnym i taką miał dziwną nazwę.
To był obiekt, który wyglądał rzeczywiście jak udekorowane ciasto. Meyer twierdził, że to wylądowało u niego na placu. Ale kiedy się przyjrzałem temu obiektowi, to było widać, że tam z boku jest taka jakby dziurka na palce, jak w przypadku dekla do beczki plastikowej. Także żona nie kłamała. Meyer coraz bardziej się pogrążał. Założył własne stowarzyszenie. Figu się nazywa. Kiedyś próbowałem kontaktu z nimi, a to było trudne. Oni chyba za bardzo nie... Michael Horn jedynie odpowiadał, a reszta to bardzo tak dwuznacznie odpowiadała albo w ogóle.
Bardzo hermetyczne środowisko podejrzewam. Samego Mayera nie sposób złapać, nie sposób go namówić na wywiad. Prawdopodobnie jest odcięty od świata przez jakieś inne osoby. Nie wiadomo, czym się w ogóle zajmuje. Tak szczerze mówiąc, nie wiem, na jakiej zasadzie to Figu działa. Czy jest to fundacja, ilu on ma w ogóle zwolenników. Nie chce mi się wierzyć w to, żeby on miał tych zwolenników aż tylu, żeby żył z tego. Słyszę tutaj, że Marek Żelkowski musi kończyć. Marku, trzy słowa do naszych słuchaczy.
[03:19:01] - Nie wiem, czy trzy słowa. Powiem tak, że tak jak zacząłem dzisiejszą rozmowę, że otworzyliśmy puszkę Pandory, ponieważ często pojawiają się pytania o dowody i my cały czas odpowiadamy, że tak naprawdę twardych dowodów na to wszystko, o czym dzisiaj mówiliśmy, nie ma. Materiał, o którym rozmawiamy, ma naturę intelektualną. To znaczy, rozważamy różnego rodzaju koncepcje i myślę, że dzisiejszy przebieg audycji jest tego najlepszym dowodem. Tak naprawdę w tej chwili kończymy sprawę Mayera, która tak jak powiedziałem, dla mnie ma piętno takie osobiste, że dałem się kiedyś zwieść temu wszystkiemu. Zresztą tak jak, Piotrze, ty mówiłeś, że też zaczytywałeś się tymi historiami. Ja mam gdzieś w sobie jakąś taką zadrę, że ta rzeczywistość, o której czytałem, nie okazała się prawdą, a w każdym razie nie okazała się prawdą do końca i pewno to w jakiś sposób znaczący rzutuje na to, jak postrzegam to wszystko. Myślę, jeśli chodzi o Mayera, to wszystko. Natomiast jeśli chodzi o całą tematykę ras, o której dzisiaj rozmawialiśmy, tych, które się być może nie ujawniają, być może przedstawiciele tych ras mieszkają wśród nas, to proponuję się uważnie rozglądać po prostu.Być może nasi słuchacze, być może my, w ten sposób, uważnie rozglądając się, trafimy do kroniki policyjnej albo do kroniki psychiatrycznej, albo przyczynimy się w jakiś sposób do tego, że historia różnych ras, o których rozmawialiśmy, będzie miała kontynuację i ciąg dalszy. To tyle.
Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.
[03:21:34] - Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie Marka Żelkowskiego. Zachęcamy do odwiedzania jego bloga i czytania jego książek. Adres znajdziecie państwo na stronie Radia Paranormalium. Ja tylko dokończę tak na szybko, że Mayera ratowały może te zdjęcia wykonane z oddali. Pojawiały się różne hipotezy, bo ich było sporo. Pojawiały się różne hipotezy, że na przykład na niektórych widać żyłkę i że prawdopodobnie ten obiekt był na wędce. Były jeszcze filmy. Tutaj pojawiały się hipotezy, że on wykorzystywał triki filmowe. Reasumując, straszna niekonsekwencja wyłania się z analizy postaci Mayera, bo facet, który twierdził, że miał dowody, strzelał sobie w stopę absurdalnymi, głupimi twierdzeniami i czymś, co było śmieszne i dało się wyczuć na kilometr. Z drugiej strony twierdził, że jest w posiadaniu dowodów, które wstrząsną światem.
Pamiętajmy też, że jego koledzy kosmici nadali mu szczególną rangę. Mayer de facto w swoim mniemaniu, w mniemaniu Talmudu Emanuelam był kolejnym prorokiem, tylko mu nie wyszło. Nie dało się, że tak powiem, przekonać co do jego racji religijnych. Wszyscy zwracali uwagę na jego racje i dowody ufologiczne. Dowody oczywiście trzeba wziąć tutaj w cudzysłów. Jeszcze może dwa słowa o Plejadanach, które miały mu się ukazywać. Plejaranach w zasadzie. On twierdził, że tam było kilka postaci. Wszystkie nosiły charakterystyczne imiona bogów starożytnych, między nimi Quetzalcoatl, Semjase, czyli Semjaza, o którym żeśmy wspominali kilkakrotnie. Tego Grigori, anioła, obserwatora z Księgi Henoka.
Był chyba Ptah i tak dalej. Pamiętam, że owa Semjase, która była tak popularna i której zdjęcie dostarczył, miała pewnego dnia uderzyć się w głowę i musiała wrócić na swoją rodzimą planetę, gdzie przechodziła rekonwalescencję. Mayer dopisał do tego mnóstwo opowieści. Kiedy się w to zagłębimy, to jest cała saga opowiadania o tym, co oni robią, jak żyją. Ciekawym elementem są tak zwane proroctwa Henoha. To są takie przewidywania na przyszłość. To było swego czasu interesujące nawet, bo one się w Polsce pojawiły w tym okresie, kiedy Mayerem jeszcze się jarano i czytano, i każdy się zastanawiał, jaki to wspaniały człowiek. Potem wyszły na światło dzienne, to drugie jego oblicze się nam pokazało i musieliśmy zaakceptować albo skorygować jego wizerunek. Oczywiście to dobrze. Pytanie, co z nim zrobić dzisiaj, bo tak naprawdę on się spalił zupełnie.
Takie jest moje zdanie, że się zupełnie spalił. Powinno się podsumować jego działalność. Najlepiej, żeby zrobił to sam, przyznając, co jest prawdą, a co nie, dlatego że w innym przypadku zabierze do grobu bardzo niekonsekwentne, zostawi bardzo niekonsekwentne dzieło po swojej śmierci. A wiadomo, że jeżeli coś jest oparte na kłamstwie, to długo nie pożyje. Także ja mam taki wniosek co do Mayera, ale też ostatnie słowo i pewna zagadka, która się z nim wiąże. I ta zagadka nie dotyczy wcale zdjęć, ale tego, że Mayer być może rzeczywiście kiedyś miał bliskie spotkanie i stało się z nim to, o czym wielokrotnie mówiliśmy, że się zmienił. To tak na niego mocno rzutowało, że jego psychika tego nie wytrzymała i po prostu, brzydko mówiąc, siadła. Kto wie, czy to fabrykowanie dowodów nie było takim rodzajem jego personalnego kultu cargo, że on chciał przez te wszystkie swoje działania upamiętnić coś, co dawniej się stało albo przyciągnąć znowu do siebie tych, którzy odpowiadali za jego kontakt. Być może on był pod tak wielkim wrażeniem tamtych zdarzeń, że nie mógł sobie z tym poradzić. Być może nawet uwierzył w tą swoją misję, ale kiedy brakło dowodów, musiał uciekać do takich zachowań.
Ja tak to widzę. Pozwól, Marku, że jeszcze dwa słowa w kwestii podsumowania. Marek Żelkowski powiedział to bardzo dobrze.Fani, może nie fani, entuzjaści ufologii zauważali na pewno, że to zjawisko jest trudne w odbiorze. Jeżeli ktoś myśli, że to tylko latające talerze, Fox Mulder i Roswell, to się myli. To zjawisko ma kilka płaszczyzn. Można je rozrysować w formie piramidy i gdzieś w okolicach podstawy tej piramidy tkwią takie zjawiska i tematy, które są na styku metafizyki i ufologii. One dotykają pewnych sfer, których już nie sposób badać naukowo, bo tam zostają tylko hipotezy. Pewne rzeczy niektórzy przyjmują na wiarę. Tam, gdzie ufologia styka się z metafizyką, dochodzi do powstawania różnego rodzaju kultów. To nam tylko pokazuje, że to zjawisko jest bardzo kompleksowe i rozbudowane.
Tak naprawdę Nordycy i ludzie w UFO widywani przez świat pokazują nam jego prawdziwy zasięg. Wiele osób na przykład się obraża i pisze do nas, że mówimy pierdoły, że nie można już nas słuchać, bo zaniżamy poziom i tak dalej. A to wszystko dlatego, że wiele osób nie jest w stanie zaakceptować tego, że prawda o UFO jest tak kompleksowa, tak złożona, że wykracza poza wąskie rozumowanie, bo wiele osób nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego, że to, jak pojmują to zjawisko, mając nadzieję na kontakt, podniecając się cały czas ruchem disclosure i tak dalej, że kiedyś to nastąpi. A nie nastąpi albo nie wiadomo, czy nastąpi. Być może w ogóle nie mamy do czynienia z inteligencją, która się nami interesuje. Być może korzenie tego zjawiska tkwią zupełnie gdzie indziej i to, jak ludzie odbierają zjawisko UFO, to tak naprawdę wynik działania kilku sił. Część mitologii ufologicznej, czyli tego publicznego odbioru, stworzyły służby specjalne, a część popkultura. A prawda o tym zjawisku jest zupełnie inna. Jeżeli ktoś nie może tego zaakceptować, no to trudno. Lepiej mówić prawdę i lepiej mówić o sprawach, które są trudne, niż by miało się stać tak jak w przypadku Meyera, gdzie początkowo poznawaliśmy tylko jego dobrą, cacaną stronę, ten przypudrowany ryjek.
Natomiast z drugiej strony skrywało się drugie dno. Nie możemy wierzyć w mity. Musimy patrzeć na pełne spektrum tego zjawiska. Nie zawsze zgadza się to z przyjętymi wierzeniami, ale taka jest prawda. I tego się trzymajmy. Nie koloryzujmy i nie mitologizujmy tego zjawiska, bo inaczej skończymy jako zwolennicy któregoś z kultów UFO albo jakiegoś Ashtara Sherana. To tyle z mojej strony. Jeszcze będę miał parę słów na koniec, ale teraz posłucham tego, co ma do powiedzenia Arek.
[03:30:41] - Jeżeli chodzi o Meyera, nie chcę go oceniać. Wolę oceniać każdy jego przejaw aktywności. Jeżeli jest zdjęcie, to czy to zdjęcie jest faktyczne, zrobione czegoś konkretnego, czy po prostu zwykły fejk? Jeżeli jest jakiś opis kontaktu, to też czy jest on faktycznie możliwy? Nie chcę oceniać z jednego prostego względu. Bardzo często zdarza się tak, że czy to będzie Adamski, czy to będzie ktokolwiek inny, że na 99% mieli kontakt jakiś z obcą cywilizacją, abstrahując od tego, skąd pochodzi i czym jest. I później w momencie przerwania tego dochodzi do czegoś takiego jak brak i konfabulacja, by nie być zapomnianym i wyalienowanym ze wszystkiego. Taka chęć trwania tego, taki osobisty kult cargo. Po prostu to całkiem wypacza obraz tej osoby i obraz tego zjawiska. Przez to wszystko staje się ono nie do przetrawienia.
Jest kilka takich przykładów, których my dostajemy, zgłębiając wiedzę podstawową o UFO. To znaczy jeździmy po tych osobach, które widziały, w miejsca, w których coś się zdarzyło. Próbujemy opisać te zdarzenia i nie staramy się oceniać tego, czy gość jest w tym momencie, kiedy opowiada, wiarygodny, czy nie. Po prostu widać z przebiegu całego zdarzenia, czy to jest możliwe.I tak, wydaje mi się, należy traktować te wszystkie zdarzenia, które ocenialiśmy. Całkiem inną sprawą jest próbowanie tego wszystkiego złożyć w całość. To, co próbuje od samego początku zrobić Piotr, żeby nadać temu sens. Czym innym jest zajmowanie się tym, jak my się zajmujemy, to znaczy udostępnianiem wiadomości, na podstawie których ktoś może wyciągnąć wnioski co do całości. Wydaje się, że jeżdżenie po terenie i spisywanie tego ma mały sens, ale na jakiejś podstawie ktoś inny, tak jak jeździł między innymi Arek Miazga i jego bardzo ciekawa książka powstała na tym podłożu, to umożliwia dotarcie do prawdy. Jeżeli ktoś liczy na to, że podczas tej dyskusji otrzyma nowe informacje, których nie znajdzie gdzie indziej, owszem, zdarzają się, ale te wszystkie podstawowe informacje można wyczytać czy to w internecie, czy to w książkach. Bardzo często w książkach, bo niektórych nie znajdzie się mimo wszystko w internecie.
Ważne jest, żeby to w jakiś sposób samodzielnie ocenić. Inne zdanie będzie miał Piotr, inne zdanie albo zbliżone będzie miał Marek, inne będę miał ja, inne zdanie na temat tego wszystkiego będzie miał Arek Miazga. Tutaj nie ma jednej dobrej drogi. Tak mi się wydaje. To, co przeżyliśmy i przeżywamy przez cały czas, wymyka się z jakiejkolwiek kontroli. Nie jest też prawdą, że my tutaj nic nie widzieliśmy i zdajemy się tylko na to, co gdzieś wyczytamy albo ktoś coś napisze. Jeżeli dobrze posłuchacie dyskusji, to i Damian Trela, i wielu innych zaproszonych gości widziało UFO i z całą pewnością wie, o czym mówi. Także niektóre komentarze, które się pokazują na czacie, są trochę krzywdzące. My próbujemy to dostarczyć i w jakiś sposób przekazać wszystkim tym, którzy są tym zainteresowani. Natomiast wnioski wydaje się, że i tak każdy musi wyciągnąć sam.
Dziękuję bardzo. Dobranoc wszystkim. Miłych snów.
[03:36:20] - Dziękujemy również Arku.
[03:36:22] - Również miłych. Masz rację. To w ogóle bardzo dobre podsumowanie, bo o godzinie 22:40 dnia dzisiejszego kończymy oficjalnie drugą serię debat ufologicznych online w Radiu Paranormalium. Za tydzień spotkamy się prawdopodobnie na „Pytaniach niezadanych”. Pytania nie liczą się zwykle formalnie do cyklu i nie są oznaczane.
[03:36:56] - Myślę, że możemy zaliczyć tę audycję za tydzień jako podsumowanie całego cyklu, całej serii.
[03:37:08] - O tym będziemy jeszcze myśleć. Natomiast prawdopodobnie debata numer 50 odbędzie się gdzieś w końcu września tego roku. Mamy już przygotowane tematy. Jest ich sporo. Naprawdę jest trudno wybrać 50 tematów ufologicznych, a tyle przygotowałem na kolejne dwa sezony i dyskutować o nich przez kilka godzin.
[03:37:40] - Co najmniej dwa.
[03:37:40] - Tak, co najmniej dwa. Arek dobrze to powiedział, bo my tutaj próbujemy podsumować to zjawisko, bo tak naprawdę to, co jest oferowane w większości książek, w internecie, to są wyrywkowe próby jego opisu. My tutaj próbujemy je podsumowywać i to jest moim zdaniem dobre. Miałem ogólnie jeszcze taki pomysł, bo w ostatnim czasie zajmowaliśmy się z Arkiem, z Damianem kilkoma przypadkami lądowań na terenie Polski. Damian ma świetną sprawę, o której mówił. Ja odwiedziłem pewną miejscowość koło Radomska, gdzie doszło do lądowania, ale myślę, że zajmiemy się tym w przyszłym sezonie, kiedy uda nam się zgromadzić ekipę na debacie o tych zapomnianych lądowaniach. Za tydzień „Pytanie niezadane”, a za dwa tygodnie przygotowujemy się do pierwszego odcinka cyklu o zjawiskach paranormalnych. Będzie on utrzymany w tej samej konwencji co debaty. Będzie chyba trochę krótszy, dlatego, że planujemy start o 19:00 i koniec około 21:30. Aby trochę odetchnąć od zjawiska UFO, zajmiemy się tematami innymi, pokrewnymi, dlatego, że wielu z nasInteresuje się nie tylko tym zjawiskiem NOL i ma też przemyślenia i doświadczenia związane z innymi zjawiskami paranormalnymi.
Chcemy tam dotknąć takich tematów jak życie po śmierci, duchy, niektóre zagadki historii, o których jeszcze nie mówiliśmy, jak kryptozoologia i tak dalej. Czekamy na propozycje tematów. Czekamy też na sugestie, czy mają to być debaty bardziej ogólne, czy bardziej szczegółowe. Generalnie zakończyliśmy już ten drugi sezon debat ufologicznych. Dziękuję wszystkim, którzy nas słuchali. Dziękujemy za te miłe słowa. Dziękujemy za aktywność. Fajnie, że audycja, która jest przygotowywana przy minimalnym wysiłku z naszej strony, dlatego, że wiele rzeczy, które się dzieje na antenie, dzieje się spontanicznie. Nasze wypowiedzi nie są w żaden sposób reżyserowane. Można nawet zauważyć, że w tych początkowych debatach trochę ględziliśmy, bo nie mieliśmy takiego obycia.
Natomiast teraz się wszyscy rozkręcili. Dziękuję tym, których dzisiaj z nami nie było: Krisowi, Arkowi Miazdzie, Damianowi, Markowi Żelkowskiemu, który tak dobrze wpasował się w debaty w drugiej serii, Przemkowi Nowakowskiemu, Przemkowi Więcławskiemu, Adamowi Borowskiemu i panu Wojtkowi Bobilewiczowi, któremu przesyłamy najlepsze życzenia i przede wszystkim niech zdrowieje i niech się pojawi nam jeszcze, dlatego, że bardzo sobie cenimy jego zdanie. I cóż.
[03:41:15] - Podziękowania również się należą Arkowi Paterkowi, który też przecież wtrącił się.
[03:41:22] - No właśnie.
[03:41:23] - Autor audycji „Pararadio”, wideobloga „Poznajmy Nieznane”.
[03:41:28] - Jeszcze przecież Grzegorz Tarczyński, jeszcze była Emma Popik. I tak dalej. Trudno spamiętać tych wszystkich gości. To by było chyba na tyle. Dziękujemy wszystkim, ale przecież nic się nie kończy. Powracamy za tydzień z audycją podsumowującą, ale już taką spoza kręgu. Uderzamy za dwa tygodnie z nową serią, odnośnie której wskazówek wyglądu czekamy od państwa albo poprzez maile, albo na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na grupie Słuchaczy Radia Paranormalium, na którą zapraszam. No i cóż, chyba dobranoc, Arku. Przepraszamy tych wszystkich fanów Meyera, którym zrujnowaliśmy samopoczucie.
[03:42:26] - Myślę, że będzie koniec końców takie pozytywne zrujnowanie.
[03:42:34] - Mam nadzieję. No cóż, dobranoc i zapraszam przede wszystkim na audycję za dwa tygodnie. Zobaczymy, co nam się uda przygotować z tej burzy mózgów. Jeszcze nie mamy pierwszego tematu, ale mam nadzieję, że niebawem się znajdzie.
[03:42:53] - Jakieś zarys tematów już mamy. Dużo propozycji też padło dzisiaj na czacie. Prześlę ci je po tym, jak skończymy dzisiaj nadawanie, nagrywanie, a właściwie prześlę ci je teraz. Trochę tego jest.
[03:43:07] - Zaraz, tylko kliknę. Trzymajcie się. Tutaj widzę, że ktoś zaproponował opętanie. To byłby dobry temat, tylko potrzebowalibyśmy zwolennika opcji katolickiej, a z tym może być trudno. Zwłaszcza takiego, który jest publicystą, nie byle kogo. Bo nie chodzi mi o kwestie ideologiczne, chodzi mi o fakty. To byłaby trudna dyskusja, ale owocna. Moim zdaniem trzeba o takich rzeczach mówić. Zobaczymy. Może się ktoś uda namówić.
A na razie trzymajcie się wszyscy i do usłyszenia za tydzień.
[03:43:51] - Jeden ze słuchaczy napisał na czacie Radia Paranormalium: „Szyderca”. Niech ktoś znowu wejdzie na czat i napisze, że nie było dziś ciekawie. Jeżeli wejdzie na czat, to na pewno tak nie napisze. Mamy nadzieję, że dzisiejsza debata bardzo się wam spodobała. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby było ciekawie. Jak zawsze. Zresztą w dzisiejszej debacie, w której dyskutowaliśmy o Plejadanach i innych ludziach z UFO, wzięli udział nieobecni już na Skypie: Piotr Cielebiaś, współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” oraz współzałożyciel portalu infra.org.pl, Marek Żelkowski, pisarz science fiction, publicysta i współpracownik „Nieznanego Świata”, a także badacz ufologii z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Muszę powiedzieć, że słuchacze na YouTube troszeczkę mieli podglądu na to, jak ja tę debatę obsługuję, ile tutaj jest programów pouruchamianych do nadawania, do przekazywania dźwięku i tak dalej. Żegnamy się.
Kończymy drugi sezon debat ufologicznych online. Usłyszymy się jeszcze w debacie ufologicznej za tydzień. To będzie debata, tak jak mówił Piotr, podsumowująca, trochę też poszukująca odpowiedzi na pytania, które padły w czasie poprzednich debat, a które do tej pory nie doczekały się odpowiedzi z takich czy innych powodów. Także do usłyszenia jeszcze raz.W kolejnej debacie ufologicznej online już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.