[01:13] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online. Mieliśmy tutaj troszkę różnych przygód o charakterze technicznym, a to zapewne z tego powodu, że będziemy dzisiaj dyskutować o Mothmanie, a dokładniej o różnych ufologicznych aspektach sprawy słynnego człowieka ćmy. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj, jak zawsze, Piotr Cielebiaś, współprowadzący debatę, współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” i współzałożyciel portalu infra.org.pl. Witaj Piotrze.
[01:51] - Witam wszystkich.
[01:52] - Jest z nami również Chris Miechina, autor audycji „Paralaxa” oraz reaktywowanego serwisu Nowa Atlantyda. Dobry wieczór, Chrisie.
[02:02] - Dobry wieczór. Tak, rzeczywiście Atlantyda się wynurzyła ponownie. Ma bardzo małe terytorium w tej chwili, bo wszystko to, co było kiedyś, praktycznie zostało stracone, ale może to jest akurat dobry symptom. Dobrze jest czasem zacząć jeszcze raz od początku. Jeszcze raz witam wszystkich.
[02:19] - Także Chris Miechina reaktywował Nową Atlantydę pod adresem nowaatlantyda.com, więc jeżeli chcecie coś poczytać po debacie, to zachęcamy do zajrzenia właśnie tam. Jest z nami również Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dobry wieczór, Arku.
[02:37] - Dobry wieczór wszystkim. Witam.
[02:40] - Mamy nadzieję, że mimo tego, że dzisiaj będziemy dyskutować o Mothmanie, zwykle osoby zajmujące się tą sprawą często mają jakieś problemy, czy to techniczne, czy jakieś inne. Mamy nadzieję, że dzisiaj już nic nam nie przeszkodzi w dyskusji. Debata jest oczywiście realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również zadawać nam pytania na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu Infra. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Dzisiejszą debatę transmitujemy również na YouTube, na naszym kanale na YouTube. Jeżeli komuś z jakiegoś powodu nie działa strumień Radia Paranormalium, to można się jeszcze poratować wstukując w wyszukiwarkę YouTube'ową „Radio Paranormalium” i uruchamiając odpowiedni przycisk.
Tam również jest prowadzony czat i tam również będziemy odbierać państwa pytania. Przechodzimy do dzisiejszego tematu, do Mothmana, a rozpoczniemy takim oto pytaniem. Panowie, dziś porozmawiamy o fali spotkań z tak zwanym Mothmanem, tajemniczą istotą, która widywana była w Point Pleasant i w okolicach w 1966 i 1967 roku. Co ta sprawa ma wspólnego z UFO i czy to, co czytamy w artykułach w internecie, to pełna wersja tych wydarzeń? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:40] - Dziękuję. Dzisiaj rozmawiamy o Mothmanie, człowieku ćmie. Chociaż „człowiek ćma” wydaje mi się, że brzmi trochę niefortunnie, dlatego będę go chyba nazywał Mothmanem. Co to ma wspólnego z UFO? Bardzo dużo, dlatego że wiele osób jest przyzwyczajonych do takiego myślenia, że Mothman to postać w zasadzie nie z królestwa ufologii, tylko kryptozoologii. Wiele osób uważa, że był to jakiś potwór, chimera, stwór czy jakkolwiek to nazwiemy, który terroryzował to miasto, a potem znikł. Choć wiele osób wierzy też, że Mothmani ciągle gdzieś buszują po świecie. Ale co to ma wspólnego z UFO? Otóż bardzo dużo, bo kiedy zagłębimy się w tę historię, to zobaczymy, że ona tak naprawdę przebiegała na kilku płaszczyznach. Mothman był tylko jednym z wielu aspektów czy też twarzy tajemniczej siły, która manifestowała się w tamtych czasach w Point Pleasant i w okolicach, właściwie w rejonie Point Pleasant, bo tak umownie się przyjęło mówić, że Point Pleasant to jest miejsce, gdzie onGdzie Mothman występował, tak naprawdę pojawiał się na dość dużym obszarze.
On, a także jego potencjalni krewni, bo jak odkryjemy niebawem, relacji było całe mnóstwo. I to nie tylko o Mothmanie, ale też innych dziwnych istotach. Mothman mógł być emanacją tajemniczej siły, która zdolna do przybierania różnego rodzaju postaci, być może odpowiada też za zjawisko UFO w pewnym sensie. A to dlatego postawiono ten wniosek, iż w tym rejonie Zachodniej Wirginii widywano bardzo dziwne manifestacje, począwszy od UFO, skończywszy na jakichś kryptydach, które nie były Mothmanem, po ludzi w czerni i nawet poltergeista, także inne zdarzenia o charakterze paranormalnym. Także w natłoku tych wszystkich dziwnych wydarzeń pojawił się Mothman. Ten Mothman zwrócił najwięcej uwagi jako stworzenie, którego opisy były bardzo sugestywne, dlatego, że przypominał jakiegoś wysłannika piekieł, stworzenie z tej ziemi. Poniekąd kojarzył się niektórym z superbohaterem, stąd ta nazwa Mothman, pochodząca ponoć od Batman. Ale tak naprawdę Mothman wpisany jest w szerszy ciąg zdarzeń i jest w zasadzie odpryskiem tajemniczej siły, która manifestowała tam się w roku 1966 i 1967. Być może nawet, jak uznał John Keel, był to przybysz z jakiegoś paralelnego wymiaru. Zarówno on, jak i wszystkie te inne stworzenia.
Keel, który jest kluczową postacią dla tej opowieści, był człowiekiem o bardzo przenikliwym umyśle i dzięki niemu mamy pełen w miarę obraz tego, co się tam wtedy działo. Okazuje się, że Mothman, brat ludzi w czerni, brat postaci z latających spodków, być może pochodził albo był emanacją, która przybyła z jakiegoś tajemniczego punktu, który nagle aktywował się lub emanował. Keel użył takiego sformułowania, że nagle w Zachodniej Wirginii otwarło się okno do innego wymiaru, do paralelnej rzeczywistości albo inaczej do rzeczywistości, która nie jest naszą rzeczywistością i którą zamieszkują stworzenia, które miał za potworne stwory, za potwory. Stąd też to, co się tam działo, jest bardzo ciekawe z tego powodu, że może nam mówić wiele o naturze zjawiska UFO, a także wszystkich dziwnych stworzeń, które widywane od niepamiętnych czasów zaprzątają ludzkie umysły, a nie mogą być stworzeniami z krwi i kości, dlatego że ich natura jest bardzo ulotna, tak jak natura zjawiska UFO jest bardzo ulotna. To coś przybywa tu — twierdził Keel — na chwilę. Jego pobyt tu jest tymczasowy. Natomiast wszystkie te zjawiska po pierwsze są silnie powiązane z ludzkim umysłem, po drugie być może w pewnym sensie przenika je jedna nić, która łączy wszystkie zdarzenia paranormalne. To może być dla niektórych dość kontrowersyjne, kiedy się dowiemy, że na przykład ludzie w czerni, UFO, Mothman, poltergeisty, niewidoczne inteligencje, nie chcę tego nazywać duchami, ale niewidoczne inteligencje, channelingi. Nagle się dowiadujemy po analizie tego zjawiska, że wszystko to może mieć wspólną nić. Jaką?
To wyjaśnimy niebawem. Chris?
[10:25] - Myślę, że to pytanie, które zostało zadane, bardzo pozornie wygląda prosto i w miarę jasno, bo rzeczywiście ilość nagromadzonych przypadków, które zresztą sam wyliczyłeś przed chwilą, jakie towarzyszyły temu zjawisku, które my dzisiaj w jakiś sposób wyodrębniamy, bierzemy pod lupkę i próbujemy zrozumieć, była ogromna. I pokazuje to, jak rzeczywiście bardzo złożone jest to zjawisko i tak naprawdę trudno jest mu dać jakikolwiek wspólny mianownik oprócz tego jedynego ogólnego tytułu, że ma to związek ze światem paranormalnym i ewentualnie z UFO, czyli UFO w tym bardzo szerokim pojęciu. Czyli to nie tylko latające spodki i szaraki, zielone ludziki, ale wszelkie istoty, które nie pochodzą z naszej planety czy mówiąc jeszcze bardziej ogólnie nie pochodzą w ogóle z naszego wymiaru. W jakiś sposób trafiają przez te szczeliny tu do nas i następuje gigantyczny problem. Z jednej strony jest to problem dla nas, ponieważ nie potrafimy w żaden sposób zrozumieć zjawiska, z drugiej strony być może taki sam problem ma to zjawisko, takie jak właśnie Mothman, który nie potrafi w jakiś sposób zrozumieć nas i być może obie strony mogłyby znaleźć jakiś, może nie tyle wspólny język, ale w jakiś sposób mogłyby nawiązać jakiś kontakt, ale przez kompletne niezrozumienie siebie nawzajem doszło do tego, do czego doszło właśnie między innymi w Point Pleasant i w przypadku Mothmana. I próbując w jakiś sposób je zrozumieć, nagle przyszło mi do głowy, to było podczas czytania książek Davida Jacobsa o hybrydachByć może samo to zjawisko jest w jakiś sposób powiązane z tym, o czym pisze Jacobs. Jacobs pisze o tym, pozornie będzie nie na temat, ale to moje ulubione wycieczki są zazwyczaj w Radiu Paranormalium i kiedy opisuję tego typu zjawiska. David Jacobs opisuje hybrydy jako istoty, które są krzyżówkami ludzi i kosmitów, dosłownie, po to, aby móc funkcjonować w naszym świecie. W jednym z rozdziałów opisuje, w jaki sposób te hybrydy są wprowadzane w życie na Ziemi i okazuje się, że to, co dla nas wydaje się proste, naturalne i absolutnie oczywiste, dla nich jest wielkim odkryciem. Nie rozumieją naszego świata, więc muszą uczyć się wszystkiego, od prostych słów czy sformułowań do zrozumienia na przykład dlaczego kupując obiad w restauracji należy dać napiwek czy odpowiedzieć w jaki sposób facetowi na stacji benzynowej, który będzie pompował benzynę do samochodu i tak dalej.
Są to proste rzeczy dla takiej hybrydy, która nie wychowała się na Ziemi, wychowała się podobno gdzieś poza Ziemią, w jakimś wielkim statku kosmicznym. Ona musi bardzo dużo przejść, mieć swojego opiekuna na Ziemi, który ją wprowadzi w życie na Ziemi. Być może właśnie na podobnej zasadzie działałby tu Mothman. Tyle że on nie ma nikogo, kto by go wprowadził. Być może jest to postać z innej planety, z innego wymiaru, z innej kompletnie przestrzeni, która przybyła tu właśnie po to, żeby nawiązać kontakt z nami. Ale przez to, że kompletnie nie rozumie nie tylko naszej mentalności, ale sposobu funkcjonowania tej planety, wydaje się kimś bardzo dziwacznym, niezrozumiałym i wywołuje strach, dlatego, że jej intencje są dla nas zagadką. Jak będziemy w dalszej części audycji o tym dyskutować, tak naprawdę Mothman nikomu nie zrobił bezpośredniej krzywdy. Nikogo nie zabił, nie spowodował niczyjej katastrofy, bezpośrednio oczywiście. Natomiast to, co robił, to wywoływał strach. To skojarzenie, że być może jest to istota, która przybyła nawiązać z nami kontakt, wynika między innymi stąd, że najczęstszą ofiarą, w cudzysłowie, wyczynów Mothmana w Point Pleasant, w tym całym regionie, była młodzież.
Młodzież dlatego, że ona sama szukała tego kontaktu. Była zaciekawiona tą dziwaczną postacią. Być może nie dowierzała, że ona w ogóle tak naprawdę istnieje. I najwięcej przypadków właśnie było ze strony młodzieży, która wybierała się w różne miejsca tego pięknego stanu. Natrafiała na Mothmana, który w jakiś sposób ich ścigał. Zazwyczaj to się kończyło pościgiem, ale nigdy nikomu nie zrobił on krzywdy. Myślę, że w tym sensie trzeba będzie zrozumieć Mothmana i być może właśnie wskazać jego pozaziemskie pochodzenie, niezależnie od tego, co to oznacza, czy jest to inna planeta, czy jest to inny wymiar. Ale na pewno była to osoba.
[15:30] - Chris, jeszcze jedno pytanie, o którym troszeczkę zapomniałem. Gdybyś mógł w paru słowach streścić, mimo że minęło prawie 50 lat, jaka jest charakterystyka stanu Zachodnia Wirginia? Jaka jest charakterystyka tego regionu? Jacy ludzie tam żyją? Czy to jest rejon uprzemysłowiony? Bodajże tak, był przynajmniej w tym czasie. Jak tam jest teraz? Czy możliwe jest, że to wszystko wynikało w jakiś sposób z uwarunkowań kulturowych? Bo my tego nie wiemy. Tutaj możemy polegać jedynie na lekturze, natomiast ty masz lepsze rozeznanie.
[16:13] - West Wirginia jest stanem uprzemysłowionym, a właściwie była takim stanem uprzemysłowionym, ponieważ cały przemysł, jaki tam funkcjonował, polegał na tym, że głównym bogactwem tego stanu był węgiel. Do tej pory jest, do tej pory się go kopie. Te góry są bogate w węgiel, w bardzo łatwo dostępne złoża, które generalnie wydobywa się tak, że w środku góry kopie się wielki tunel, wjeżdża się do środka góry pionową kolejką, nie jak na Śląsku pionowo w dół, czasami wieleset metrów, a może jeszcze więcej i wydobywa się węgiel. Ten węgiel później wiadomo, sprzedaje się bądź się coś wytapia. I z tego powodu ta West Wirginia, Zachodnia Wirginia w jakiś sposób przeżyła swój czas rozwoju, który przypada na lata, w których pokazał się Mothman. Następnie, kiedy węgiel wyszedł z mody, a właściwie z użycia, jego ceny spadły. Ten stan mocno podupadł. W tej chwili głównym bogactwem naturalnym tak naprawdę są parki narodowe, przepiękne miejsca widokowe, wspaniałe góry, ciągle niedostępne w jakimś sensie, gdzie nie ma aż tak zbyt wiele wielkich dróg i autostrad. Jest bodajże tylko jedna, która przebiega przez ten stan, jakaś duża i porządna autostrada, którą można przejechać. Jest tylko dlatego zbudowana, że można nią przejechać na Florydę.
Jeśli ktoś słyszał takie sformułowanie „hillbillies”. Był nawet taki serial komediowy o hillbillies, którzy wprowadzili się na Beverly Hills do elitarnej dzielnicy Malibu w Kalifornii. To są właśnie ludzie, którzy u nas, jeżeli ktoś zna kawały o Wąchocku, to są właśnie tacy ludzie. Myślę, że można to porównać tak, że o ile Kanadyjczycy opowiadają sobie takie same kawały jak my o Wąchocku, to opowiadają sobie: „Nie mam nic do ludzi z Wąchocka. Powiem jak Donald Trump: kocham ludzi z Wąchocka”.Piękne miejsce, wspaniały klasztor, ale te kawały jakoś powstały. Jakieś miasto musiało być ich ofiarą i w tym przypadku był to Wąchock. Kanadyjczycy śmieją się z mieszkańców Labradoru, natomiast tutaj West Virginia jest synonimem podobnym do naszego Wąchocka. Czyli ludzie mają trochę dziwne obyczaje, ale jednocześnie są bardzo konserwatywni, dbają o swój własny interes, nie zaglądają ludziom do okien, nie interesują się za bardzo czy polityką, czy naprawianiem świata. Nie są światowcami. Są w zasadzie bardzo konserwatywni.
Życie rodzinne, wartości chrześcijańskie. Na tym to mniej więcej polega. Nawet ich kuchnia trochę się różni, bo potrawą narodową West Virginii jest potrawka z wiewiórki na przykład, bo oni jedzą wszystko, co samochód zabije na drodze. Uważają, że nie warto, żeby się coś tak dobrego zmarnowało. Więc czy to jest wiewiórka, czy jakiś opos, czy jeszcze coś innego, to się to zbiera z drogi i robi się potrawkę. Tacy ludzie żyją, którzy mimo swoich dziwactw mają bardzo dużo zdrowego rozsądku i praktycznego podejścia do życia, więc trudno ich podejrzewać o fantazję tego typu, że wymyślili sobie takiego Mothmana i stworzyli sobie tego typu postać, podobnie jak inne zjawiska paranormalne, które miały w tym czasie miejsce w całej okolicy. Tak że tak to można scharakteryzować. Ja kilka tygodni temu wracając z Florydy jechałem przez West Virginię, gdzie dopadł mnie najstraszniejszy śnieg w życiu. Myślałem, że przeżyłem już w swoim życiu wszystkie największe śnieżyce i tak naprawdę nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A tam mnie ta śnieżyca zaskoczyła.
Teren, jak powiedziałem, jest górzysty, ale śniegu padało tyle i w takich ilościach, że właściwie gdy samochód nie jechał pod górę, to się nawet nie wiedziało, że góra jest przede mną do pokonania. Taki dziwaczny stan. Jest tam wiele interesujących miejsc z różnego punktu widzenia. Na przykład ja chcę się tam wybrać tego lata, bo nie jest to daleko od New Jersey, żeby zobaczyć tak zwany gofrowy kamień. Kamień dość sporych rozmiarów, który wygląda jak gofry, który jest według geologów dziwadłem i kaprysem natury. Ale kto wie? Być może jest to pozostałość po czymś, co być może istniało tam wcześniej, być może i miliony lat temu. Natura raczej nie robi tak pięknych i wyrafinowanych kształtów jak ten kamień. Mniej więcej tak ten stan wygląda.
[21:02] - Co ja ciekawego czytałem u Keela, bo on pisał o tym sporo. Nie tylko w „Proroctwach Mothmana”, także w drugiej edycji tej książki, która była z lekkimi poprawkami, także w innych swoich książkach o tym wspominał. Natknąłem się na taką ciekawą informację od niego pochodzącą, która mówiła, że tak jak w przypadku rancha Skinwalkera, tak tereny zachodniej Wirginii, gdzie pojawił się Mothman, były miejscami, które były troszeczkę na skraju tabu, jeżeli chodzi o kulturę Indian. Dlatego, że Keel twierdził, iż akurat tam z jakichś powodów Indianie nie lubili się osiedlać, mimo że z Mothmanem wiąże się słynna historia Cornstalku, czyli wodza indiańskiego. Wcześniej z tym osadnictwem nie było tak wesoło. Keel zwrócił też uwagę między innymi na słynne kopce, słynne kurhany, które znajdowały się w tym rejonie. Chociaż też trzeba powiedzieć, że w amerykańskich warunkach słowo rejon lub region to jest coś szerszego niż w naszym mniemaniu. Tam odległości mierzy się w milach, często w dziesiątkach mil. Tak że to są dość duże obszary. I na takim dość dużym obszarze występował Mothman, bo Mothman też zapuszczał się na sąsiednie stany ponoć.
Tak przynajmniej wywnioskowałem. Ale Keel daje nam jasno do zrozumienia, że to, co się tam działo, było też w jakiś sposób związane z przeszłością tego regionu. Była to być może pierwsza manifestacja takich sił w ogóle, jaka miała tam miejsce. Arku, jak sądzisz, czym był ten Mothman i dlaczego wiążemy go z UFO?
[23:06] - Chyba przede wszystkim dlatego, że jak popatrzeć racjonalnie na jego wygląd i jego możliwości, to on w ogóle nie powinien latać. Przedstawia się go jako coś, postać, która ma około dwóch metrów wysokości i rozpiętość skrzydeł około trzech metrów. 10 stóp to trzy z kawałkiem, więc to nie jest za dużo. Żeby przeciętnej budowy człowiek mógł normalnie latać, już nie mówię tutaj o base jumperach, ale normalnie na paralotniach czy jakimś innym, potrzeba jest minimum około 18 metrów kwadratowych powierzchni skrzydła. Można zejść do jakichś 14, ale nie mniej. Natomiast tutaj jakby nie patrzył, on nie powinien latać albo powinien być bardzo lekki, bo trzymetrową rozpiętość skrzydeł mają ptaki, które ważą około pięciu, góra siedmiu kilogramów.
[24:14] - To też nie jest tak, że on powinien latać normalnie, więc to jest jakaś tożsamość powiązana w jakiejkolwiek formie z UFO. Tutaj, panie mówiliście o tym, że to nie była tylko ta mała mieścina, bo ta mieścina miała maksymalnie około 5000 mieszkańców, ale był też widziany w miejscowości Salem. To jest odległość ponad 140 kilometrów od tych Point Pleasant, więc w jakiś sposób mógł się tam przemieszczać. Jego historia według danych, które można w internecie wyczytać, rozpoczęła się w sumie od 1961 roku. To też nie jest tak, że on się pojawił w 1966. W miarę ukazywania się artykułów i książek na temat Mothmana, ludzie zaczynali się bardziej przyglądać temu, co się dookoła nich dzieje i wspominać rzeczy, które w jakiś sposób odbierali jako dziwne. Najczęściej krytycy tego przypadku mówią o tym, że były widoczne duża sowa, pukacz, mówi się tam konkretnie o sowach w każdym razie. Żadna sowa nie ma dwóch metrów. Oczywiście, jeżeli już wiadomo, że to nie może być sowa, to się dorabia do tego kryptozoologię i mówi się: „Ale to musi być jakaś duża sowa”. Tak jak wielka stopa, tak duża sowa.
Ale ta duża sowa musiałaby mieć również wtedy odpowiednio wielkie, duże skrzydła. Tutaj tego nie ma. I co jeszcze ciekawe, nie spotkałem się w opisie tego Mothmana, żeby ktokolwiek podawał, że on ma ręce. Są tylko skrzydła, są nogi, na których się porusza w sposób kaczy, ewentualnie pingwini, ale nie ma rąk, nie ma informacji o rękach. Jest informacja o jakiejś drobnej twarzy, ktoś się tam dopatrzył, ale nie właśnie o tym. Czyli podsumowując, skoro to nie może latać, a lata, skoro jest widoczny i gdzieś tam znika, najczęściej pokazuje się kilku osobom. Nigdy nie atakuje, tylko po prostu przygląda się, nic więcej. Nawet był taki przypadek, że zaglądał do okien domów, także po prostu zachowuje dystans i być może to łączy go z UFO. Oprócz tego jeszcze w tym czasie były, tak jak mówili przedmówcy, obserwacje latających spodków i podążających za nimi facetów w czerni. Dziękuję.
[27:59] - I przechodzimy do kolejnego pytania. Zanim przejdziemy do właściwego tematu, przedstawmy kluczową osobę. Kim był John Keel i jak odnosił się do sprawy UFO? Czym według niego było to zjawisko? Może teraz dla odmiany pierwszą się wypowie Arek Kocik. Arku?
[28:21] - John Keel był dziennikarzem z Nowego Jorku, który po prostu był zainteresowany. Były doniesienia o pojawieniu się jakiejś dziwnej istoty i po prostu zadał sobie ten trud i pojechał i zaczął jeździć po świadkach i spisywać ich obserwacje. Wcześniej zajmował się już ufologią i napisał między innymi książkę o Mothmanie. Wszyscy łączą ten pokaz, obserwacje Mothmana właśnie z zawaleniem tego mostu. A tutaj może niekoniecznie o to chodziło. I właśnie Keel zwraca na to uwagę, bo po prostu spisując te doniesienia o Mothmanie, dochodziły do niego doniesienia również o obserwacjach UFO. Dochodziły informacje o odwiedzinach tych świadków przez facetów ubranych na czarno, którzy prosili, grozili, by nie informować o tym zarówno dziennikarzy, czyli Keela, jak i kogokolwiek innego. I tak wszystko się zaczęło zazębiać. Natomiast Keel uważa, że całe zjawisko UFO ma charakter demoniczny. I tak jak opisał to w książce „Ósma Wieża” bodajże, wszystko skierowane jest po to, te wszystkie rzeczy, te wszystkie sprawy tego typu, UFO i te najwyższe dziwności, bo do takich można zakwalifikować właśnie MothmanaSprowadza się do tego, żeby w jakiś sposób wpływać na nas, na rozwój Ziemi, a w zasadzie mieć go pod silną kontrolą i nie pozwalać za bardzo na to.
Co tu można więcej? Bardzo wielu ufologów dochodzi do podobnych wniosków, jeżeli zaczynają badać świadectwa wysokiej dziwności, tak jak Arek Miazga ostatnio, to dochodzą do tego typu wniosków. Ciężko jest powiedzieć, czy to jest właściwa odpowiedź. John Keel w książce „Przepowiednie Mothmana” jeszcze doszukiwał się otwierania portali do innej rzeczywistości, czy może do innych wymiarów i przybywania stamtąd. Natomiast później poszedł w stronę demonologii, inaczej ciężko to określić. Dziękuję.
[31:48] - Piotrze?
[31:48] - Tak. John Keel jest kluczową postacią, dlatego, że zaangażowanie w sprawę Mothmana przyniosło mu nie tylko sławę w środowisku ufologów, ale też unieśmiertelniło go w pewien sposób na tym polu, dlatego że nie był to tuzinkowy obserwator. John Keel był dziennikarzem. Urodzony w roku 1930 zdobywał szlify dziennikarskie w zasadzie samemu. Był samoukiem, ale dzięki ogromnej ambicji i inteligencji szybko stał się człowiekiem skutecznym. W czasie wojny stacjonował w Europie między innymi. Natomiast po wojnie, zaraz w latach 50. rozpoczął swoją podróż po Egipcie, Bliskim Wschodzie i Indiach, starając się już wtedy odkryć tajemnice wschodnich magów. Napisał z tego książkę „The Key”. Książkę dość dziwną, dlatego, że była to raczej książka przygodowa.
Nie możemy z niej wywnioskować, by był pasjonatem zjawisk niezwykłych. Raczej patrzył na nie chłodnym okiem. Potem jednak zainteresował się zjawiskiem UFO i jako nietuzinkowy obserwator, z drugiej strony jako człowiek dobrze zaznajomiony z tematem, bo znał wielu badaczy i to bardzo dobrze. Wymienia nazwiska, między innymi Ivan Sanderson, Gray Barker i tak dalej. Siedział dość mocno w temacie, samemu badał niektóre doniesienia i kiedy wydarzyła się ta sprawa w Point Pleasant, to Keel spakował to, co miał pod ręką i wyjechał do Zachodniej Wirginii. Odwiedzał to miejsce wiele razy. Przynajmniej pięć razy pozostawał tam na dłuższy czas, starając się spotykać ze świadkami wydarzeń związanych z Mothmanem, ustalać fakty, zbierać raporty. Kontaktował się z lokalnymi dziennikarzami, między innymi słynną Mary Hire, o której będziemy jeszcze mówić. W ten sposób starał się składać tę bardzo nieskładną, chaotyczną historię w pewien ciąg, bo tak naprawdę w przypadku Mothmana Keel starał się szeregować te wszystkie dziwne zdarzenia w pewien ciąg i wyciągnąć nawet z tego jakieś wnioski. Bo tak naprawdę, gdybyśmy na to spojrzeli z perspektywy prasowej, z perspektywy wycinków prasowych na przykład, to byśmy zobaczyli, że to jest coś zupełnie absurdalnego.
Nagle pojawiają się doniesienia o latających spodkach na równi z relacjami o Mothmanie. Pojawiają się potem relacje o dziwnych postaciach, takich jak ludzie w czerni, chociaż oni bardziej przypominali eleganckich Hindusów, co wynika z relacji. Pojawiają się też, ale to już raczej pocztą pantoflową, doniesienia o bardzo dziwnych incydentach, których świadkami byli ludzie, którzy spotkali Mothmana. I tak naprawdę z tego wszystkiego wyłania się jakiś chaotyczny miszmasz, który Keel stara się w jakiś sposób uporządkować. I on dochodzi do wniosku, że w tym wszystkim tkwi jakaś wspólna nić łącząca Mothmana, łącząca ludzi w czerni i łącząca być może wszystkie manifestacje zjawiska UFO. Problem w tym, że on przeanalizował to zjawisko dość dobrze w późniejszych latach i doszedł do wniosku, że owszem, raz na jakiś czas może dochodzić do takiej sytuacji, że Ziemia jest odwiedzana przez istoty z kosmosu. Ale tak naprawdę większość relacji o UFO zawiera w sobie bardzo duży ludzki ładunek. To znaczy, sami uf nauci zwykle wyglądają jak ludzie. Sami uf nauci zwykle posługują się czasami nadludzkim językiem. Ich mowa ciała również jest dla nas zrozumiała.
Ubrani są w sposób dość kuriozalny jak na istoty, które są bardzo zaawansowane. Poruszają się statkami, które mieszczą się w ramach naszego rozumowania, które są podobne do tego, o czym czytano na przykład w fantastyce naukowej sprzed kilku dekad. I tak naprawdę to zjawisko ma w sobie jakiś określony mechanizm. To znaczy, ono na przykład wybiera sobie ludzi do kontaktu.Wybiera sobie ludzi do kontaktu, powoduje wielką zmianę w ich życiu i ci ludzie zwykle przechodzą pewną ewolucję pod jego wpływem. Po drugie, zjawisko UFO nie dąży do otwartego kontaktu. Ono dąży do jakiejś formy ekshibicjonizmu. Chce się pokazać, chce wzbudzać emocje, natomiast nie dąży do fizycznego, regularnego kontaktu. Stąd wniosek, że stoi za nim coś, co kieruje się dość dziwną filozofią, bo z jednej strony chce być widoczne, chce, żeby o tym cały czas mówiono, ale z drugiej strony unika absolutnie zetknięcia z człowiekiem. Tak jakby na rękę było mu tworzenie wszelkiego rodzaju mitów i budzenie emocji. Kolejna sprawa to kontaktowcy.
Ludzie, którzy odbierali rzekome przekazy od obcych, którzy spotykali te istoty. Zwykle ich przekaz był bardzo kontrowersyjny. Był blisko związany z tym, co otrzymywali świadkowie objawień maryjnych. Składając to wszystko do kupy, Keel doszedł do wniosku, że UFO jest zjawiskiem ziemskim. UFO jest zjawiskiem ziemskim, chociaż być może opartym o pewne nieznane nam mechanizmy, na których opiera się kosmos. Być może jest elementem jakiejś siły fizycznej, której my jeszcze nie znamy, natomiast ono jako tako formy nie ma. To znaczy, ono jest emanacją pewnej siły, ale nie ma formy. Forma dopasowuje się dopiero w oczach obserwatora. To obserwator tworzy to zjawisko, w pewnym sensie. Keel nazywał to superspektrum.
Owo superspektrum ma według niego naturę elektromagnetyczną, zbliżoną do mikrofali, zbliżoną do fali radiowych, ale na dużo wyższym stopniu intensywności i częstotliwości. Oczywiście nie miał na to żadnych potwierdzeń, oprócz takich, że rzeczywiście niektórym manifestacjom UFO towarzyszyły pewne oddziaływania elektromagnetyczne, ale z drugiej strony było ono zawsze tak daleko, było tak nieuchwytnym zjawiskiem, że nie dało się w żaden sposób badać. Owo superspektrum mieszka z nami na Ziemi. Owo superspektrum może być częścią naszej przyrody, ale może być też czymś zupełnie innym, bo owoc perspektywy może być też postrzegane jako coś w rodzaju windy do innych wymiarów. Nie wiem, jaki przykład by to najlepiej zilustrował. Otóż wyobraźmy sobie, że Ziemia to chociażby kula, piłka. I wyobraźmy sobie, że ta piłka jest przeszywana przez mnóstwo promieni albo przez mnóstwo prostych linii. Jest to superspektrum. Jest to coś, co powoduje pojawianie się w naszej rzeczywistości tych wszelkich zdarzeń, które są uznawane za paranormalne, ale też które w pewnych kręgach zostały zobiektywizowane i uznane na przykład za objawienia. To superspektrum ma wiele zadań.
Ono być może jest windą do innych rzeczywistości. To znaczy to superspektrum jest siłą, która ma dostęp do naszego umysłu i vice versa. Natomiast mogą czasami przez ten mechanizm przenikać do naszej rzeczywistości istoty, które nie do końca są tu pożądane. To znaczy przez tą windę do innych wymiarów mogą przybywać tutaj na przykład bezcielesne inteligencje, coś, co nazywamy duchami. Mogą tutaj przebywać istoty z innych równoległych rzeczywistości. Ich cechą charakterystyczną, co już Keel rozpatrywał w późniejszych książkach, jest to, że one wpadają tu tymczasowo. To nie są istoty z krwi i kości w 100%. Ich natura jest raczej energetyczna. Kiedy patrzymy na zjawisko UFO i na jego manifestacje, widzimy przede wszystkim energię. Energię, która ma potencjał do ewolucji, która ma potencjał do zmiany kształtów, ale tak naprawdę ona jest tu tylko tymczasowo.
Ona dopasowuje się do naszych warunków. Manifestuje się tutaj, natomiast szybko znika. I teraz pojawia się pytanie, czym to w ogóle jest i jaki to ma sens? Czy możliwe, że my leżymy po prostu na jednym z wielu przystanków jakiejś kosmicznej linii autobusowej, która pozwala istotom z innych niż nasza rzeczywistości wpadać tutaj na chwilę, często w określonym celu? Czy może jest to związane z innymi obszarami naszego funkcjonowania? Keel tak to widział. Ta koncepcja jest tak naprawdę niedopracowana z prostego względu, bo Keel nie stworzył tej koncepcji ot tak sobie. Ona wynikała z analizy obserwacji UFO. Z analizy tej siły, która się tam manifestowała. I tak naprawdę on zauważał też drugą rzecz, że ci przybysze, którzy tutaj się pojawiają, mają na przykład taką tendencję do manipulowania człowiekiem.
I inteligencja, która kieruje przynajmniej częścią obserwacji UFO, ma jakąś dziwną tendencję do tworzenia nowych ruchów religijnych.Z tego powodu wszyscy kontaktowcy, czyli osoby, które komunikują się z istotami rzekomo przybywającymi z kosmosu i wszystkie osoby, które doświadczyły objawień, czy to maryjnych, czy innych, w zasadzie mają podobne przeżycia, mają nawet podobne przesłanie. Z czego to wynika? Dlaczego ta inteligencja chce na siłę sprawić, by tutaj na Ziemi powstała jakaś nowa religia? To też jest bardzo ciekawe. Czy możliwe, że przez to superspektrum, przez tą windę z innych wymiarów przybywają na Ziemię istoty, których celem jest właśnie to, że Ziemianie mają zostać w jakiś sposób zmanipulowani? Rzeczywiście brzmi to troszkę jak demonologia, natomiast Keel odżegnywał się od tego. On nie pisał o demonach. On mówi, że to może nasuwać pewne skojarzenia. Natomiast powinniśmy mieć bardziej otwarty umysł i patrzeć na to wszystko pod takim kątem, że my jeszcze tego do końca nie rozumiemy, ale to działa i my być może jesteśmy poddawani oddziaływaniu z innych rzeczywistości, ale też oddziaływaniu, które jest celowe. Czyli gdzieś stamtąd, z innych rzeczywistości przybywa siła, która chce nam coś wpoić.
I teraz pytanie, czy ona się karmi jakoś tym, że rodzi wierzenia, że wywołuje emocje? Czy to ich przyciąga tak naprawdę? To są pytania bez odpowiedzi. Natomiast fakt faktem, Keel ma wiele racji odnośnie tego, co mówi o naturze zjawiska UFO, że jest to coś ziemskiego. Dlatego, że jak nie raz zauważyliśmy, to zjawisko przybiera tak różne formy, że gdybyśmy chcieli uwierzyć, że to są kosmici, to musielibyśmy założyć, że Ziemia jest odwiedzana przez miliony razy tak naprawdę. Dlatego, że rzadko się zdarza, żeby dwa OBN miały tą samą formę i dwie istoty miały tą samą formę. Jest to zjawisko strasznie zróżnicowane. Jest to zjawisko mające bardzo duży potencjał parapsychiczny. Po drugie jest to zjawisko ściśle powiązane z ludzką świadomością, manipulujące ludzką świadomością. Czyli my tak naprawdę nie wiemy, z czym mamy do czynienia.
Wiemy, że po drugiej stronie jest coś zdolne do wpływania na człowieka i manipulowania nim. Natomiast czasem zdarza się tak, że ta siła wymyka się zupełnie spod kontroli i wtedy dochodzi do zdarzeń tak zwanego wysokiego stopnia dziwności. Innymi słowy, ten mechanizm superspektrum się psuje albo wariuje i wtedy nagle otwiera się okno do innej rzeczywistości. Nie mówię, że to jest taka inna rzeczywistość, w sensie, tak jak rozumiał to Hugh Everett, że to jest jakaś tam alternatywna rzeczywistość wynikająca z natury naszego wszechświata. Natomiast stamtąd, z tej płaszczyzny leżącej poza tym, co my widzimy, przybywają istoty takie jak Mothman. I tak to wygląda. Chris, jak ty patrzysz na ten problem?
[46:15] - Myślę, że tutaj główny problem polega na zrozumieniu i pojmowaniu fizyki. My ciągle jesteśmy uwikłani w tej fizyce od Newtona aż po obecną fizykę kwantową, która wyznacza nasze spojrzenie na świat, wszechświat i wszystko, co nas otacza. I to sprawia, że niestety potrafimy dojrzeć wszystko właściwie w tym jednym wymiarze, w którym funkcjonujemy. Wszystko poza nim jest dla nas niezrozumiałe i obce. I masz wiele racji w tym mówiąc, że Ziemia jest takim miejscem, w którym krzyżują się najrozmaitsze nici tego superspektrum. Z tym że niekoniecznie musi być wcale autostradą czy przystankiem. Może być właściwie tylko efektem pewnych sił kosmicznych, sił wszechświata, które działają w sposób cykliczny i w jakiś sposób konstytuują ten wszechświat, tworząc właśnie najrozmaitsze miejsca, portale, które pozwalają tym wymiarom czy rzeczywistościom w jakiś sposób przenikać się choćby na jakiś czas, na chwilę. Myślę, że jakieś niezrozumienie tego problemu wynika także właśnie ze sposobu pojmowania przez nas nauki, bo nauka dawno wyśmiała już taką dyscyplinę wiedzy, jaką jest na przykład astrologia. Astrologia, o czym ona uczy? Ona uczy właśnie nas o tym, jak działają siły wszechświata, w jaki sposób one funkcjonują, nakładają się na siebie, wzmacniają się nawzajem i tworzą zjawiska, które my nazywamy zjawiskami niewytłumaczalnymi, dlatego, że one się nie mieszczą w żadnym naszym pojęciu, jakie przygotowała i stworzyła dla nas nauka, którą się posługujemy.
Dlatego właśnie przypadek Mothmana i tego, co wydarzyło się w Point Pleasant i w okolicy przez tych kilka miesięcy, właściwie do złudzenia przypomina to wszystko, co wydarzyło się na ranczu Skinwalkera. I myślę, że do tego samego worka moglibyśmy włożyć kilka innych historii, które tak naprawdę będą w jakiś sposób identyczne. Że pojawiają się postaci, które są absolutnie obce, które są niezrozumiałe, nie wiadomo skąd one przychodzą i właściwie później nie wiadomo gdzie znikają. Coś takiego powstaje być może właśnie dlatego, że ten zespół sił kosmicznych tworzy tą hiperprzestrzenną energię, która multiplikuje się i wzmacnia w sposób być może mocniej większy niż geometryczny.I właśnie tworzy takie miejsca chociażby ze względu na to, jak zbudowana jest nasza planeta, która ma przecież bardzo silne pole magnetyczne. A jak wiemy pole magnetyczne i funkcjonowanie w polu magnetycznym takich elementów jak kryształy czy kawałki metalu powodują, że zmienia się kompletnie rzeczywistość, w której funkcjonujemy. Na przykład okazuje się, że magnes, czyli element, który dysponuje polem magnetycznym, jest w stanie przylepić się do żelaza. Nagle okazuje się, że taki element się jest w stanie przylepić, a inny wcale nie, ponieważ ma w sobie ukrytą jakąś dziwaczną energię. I być może na podobnej zasadzie działa wszechświat, otwierając te portale w najrozmaitszych miejscach. Kiedy spojrzymy na te wszystkie historyczne legendy czy opowieści, to spójrzmy, jak to się stało, że ni stąd, ni zowąd na Ziemi pojawiły się te upadłe anioły, które wyglądały o wiele bardziej atrakcyjnie niż Mothman podobno, ponieważ panie szalały za tymi aniołami. Ale one pojawiły się zupełnie z innego wymiaru, z innej przestrzeni, gdzieś z nieba, z jakiegoś innego poziomu wszechświata.
I nagle znalazły się na Ziemi w pobliżu góry, która znowu sugeruje miejsce o silnym działaniu elektromagnetycznym. A wcześniej, kiedy rozmawialiśmy o West Virginii, mówiliśmy o tym, że West Wirginia jest bogata w najrozmaitsze minerały, więc złoża najrozmaitszych minerałów są w stanie multiplikować dany efekt. Dlatego nieprzypadkowo być może właśnie Mothman pojawił się w Point Pleasant, a Skinwalker pojawił się w Utah, gdzie ziemia jest również bogata w najrozmaitsze mineralne elementy. I to daje pewien wspólny mianownik, że siły kosmiczne, które w jakiś sposób funkcjonują na Ziemi, że niekoniecznie jest to tylko tak, że spójrzmy na przykład na działanie Księżyca, że właściwie nie trzeba za bardzo udowadniać, oprócz tego przypadku, kiedy jest się naukowcem, że pełnia Księżyca w jakiś sposób zmienia człowieka, wpływa na jego psychikę, powoduje, że staje się kimś innym, staje się bardziej nerwowy, staje się bardziej niespokojny. Więc na tym przykładzie widzimy, jak jedno małe ciało niebieskie jest w stanie wpłynąć na każdego z nas. Nikt nie pozostaje temu obojętny. A kiedy do tego dołożymy energię nie tylko Księżyca, nie tylko naszego Układu Słonecznego, ale być może całej galaktyki, a może innych galaktyk, które także na skutek jakiejś olbrzymiej kosmicznej galaktyki powodują, że olbrzymia energia jest w stanie przerwać tą płaszczyznę czasoprzestrzenną i przenosić bądź tworzyć granice rozmaitych wymiarów pomiędzy sobą, gdzie tego typu elementy mogą rzeczywiście do siebie przenikać. Co jakiś czas mamy przykład takiego działania na Ziemi. Kiedy popatrzymy, o czym pisał, dawno nie wspominaliśmy, Jacques Vallée, który chyba patrzył na UFO w sposób bardziej podobny, na bardziej ziemskie podłoże, bardziej paranormalne podłoże niż są to rzeczywiście istoty z innej planety, które przyleciały do nas na jakimś fizycznym statku kosmicznym. To w jakiś sposób widzimy tego potwierdzenie.
Zwłaszcza że patrzenie tak jak patrzył Keel, czy patrzy Vallée, czy patrzy wielu innych, czy patrzy Arek Miazga na to zjawisko, przypomnę naszego głównego bohatera i ostatniego świętego ufologii, który często jest wspominany przez naszych słuchaczy, to właściwie dzięki temu możemy wreszcie rozwiązać paradoks Fermiego, że skoro wszechświat tętni życiem, to gdzie są ci kosmici? Ano właśnie są. Żyją wszędzie dookoła nas, w najrozmaitszych wymiarach i co jakiś czas następuje przetarcie się tych wymiarów. I dlatego Keel stworzył tą nazwę, ukuł tą nazwę. Do tej pory kosmici byli nazywani po angielsku extraterrestrials. On nazwał je ultraterrestrials, czyli postaci niekoniecznie z odległych galaktyk, ale być może z najrozmaitszych wymiarów, które w jakiś sposób zderzają się ze sobą po drodze, tworząc te portale i tworząc te miejsca, gdzie przez przynajmniej jakiś czas, dopóki ta hiperprzestrzenna siła, energia, fizyka w tym miejscu akurat działa i funkcjonuje otwierając taki portal, jest w stanie doprowadzić do tego, że te światy mogą się w jakiś sposób ze sobą skontaktować. I jak widać na przykładzie Mothmana, taki przykład bardzo często kończy się jednym wielkim nieporozumieniem. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić do końca zjawiska i dziś, kiedy patrzymy na nie z perspektywy czasu, coraz bardziej odchodzi ono do niezbyt prawdziwej legendy, która najbardziej nadaje się na hollywoodzki scenariusz filmu, najlepiej horroru o straszliwej bestii, która pojawiła się znikąd i zaczęła atakować i jeszcze na dodatek mordować ludzi. Często zapominamy o tym, że świadkami tego, że Mothman jest realną postacią, fizyczną postacią jest to, że obserwowało go setki ludzi. Setki ludzi miało z nim kontakt, widziało go, jest go w stanie dokładnie opisać.
Więc było to coś, co w tym momencie było czymś absolutnie niezwykle realnym.Co do Keela można tu jeszcze dodać to, że ja nie dziwię się wielkiej fantazji, wyobraźni Keela i jego filozoficznemu podejściu do tego typu problemu, bo opowiadając jego życiorys nie dodaliśmy jeszcze, że Keel podczas wojny koreańskiej był w armii amerykańskiej i był on tam specjalistą od wojny psychologicznej i był też specjalistą od propagandy. Także doskonale rozumiał mechanizmy, jakie wywołują u ludzi strach, wywołują pewne działania, które na przykład opanowują całą populację danego regionu. I myślę, że był doskonałą osobą, która gdy pojawiła się w Point Pleasant w West Virginii, mogła zrozumieć, przynajmniej spróbować zrozumieć to zjawisko, dobrze je opisać, spróbować je pojąć. I myślę, że jego wnioski, te, na które patrzymy dziś z perspektywy czasu, ciągle są w stanie się w jakiś sposób obronić. Jego definicja patrzenia na kosmitów, na przybyszy z innych planet czy w tym przypadku bardziej z innych światów i z innych rzeczywistości jest ciągle w jakiś sposób do potwierdzenia. Jest być może jedynym sposobem, w jakim możemy logicznie wyjaśnić to całe zjawisko. Dziękuję.
[56:31] - To może teraz przejdźmy do kolejnego pytania. Ja pozwolę sobie tylko przypomnieć, że dzisiejszą debatę poświęconą ufologicznym aspektom sprawy Mothmana realizujemy jak zawsze w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy również na pytania i komentarze na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również wysyłać nam pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do kolejnego pytania, a brzmi ono następująco: kim był słynny Mothman?
Jak wyglądał i jak zaczęła się historia niezwykłej paranormalnej fali, jaka przetoczyła się przez Zachodnią Wirginię na początku drugiej dekady lat 60.? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[57:46] - No właśnie, kim był Mothman? To najważniejsze pytanie dzisiejszego wieczora, które pozostanie jeszcze przez jakiś czas chyba bez odpowiedzi, dlatego, że musimy przeanalizować wszystkie możliwe wątki. I tak naprawdę kim był Mothman? Mothman był tajemniczą istotą, być może humanoidem, dlatego, że z opisów, które posiadamy wynika, że miał głowę, prawdopodobnie dwie nogi oraz coś w rodzaju rąk umieszczonych na skrzydłach. Zatem klasyfikuję go jako humanoida. Posiadał również skrzydła. Wiele osób opisywało, że te skrzydła były zwinięte. Znaczy wyglądały jak zwinięte. W pewnym momencie one się na przykład rozprostowały. Natomiast on tymi skrzydłami nie uderzał.
Był to zatem rodzaj latającego humanoida, latającego stworzenia, które nawiedzało okolice Point Pleasant i całego regionu w serii zdarzeń w latach 1966-67. Mothman opisywany był również jako postać dość wysoka, mierząca około metra osiemdziesięciu wzrostu. I tutaj pojawiają się pewne problemy, jeżeli chodzi o jego dalszy wygląd, dlatego, że większość osób mówiła, że był to po prostu kształt. Kształt, który wyróżniał charakterystyczny kolor ciemnoszary i czerwone oczy, płonące czerwone oczy, hipnotyzujące czerwone oczy. Te oczy były umieszczone w dość dziwnym miejscu. To znaczy Mothman wyglądał tak, jakby miał oczy mniej więcej pośrodku brzucha. Większość osób nie widziała jego głowy ani twarzy. Zdarzały się przypadki ludzi, którzy twierdzili, że widzieli. O tym za chwilę powiem. On zwykle się ukazywał w takiej formie, że była to po prostu sylwetka, postać i gdzieś tam w miejscu, gdzie powinny być piersi, tkwiły owe przerażające czerwone oczy.
Co dalej? Mothman nie posługiwał się mową. Mothman posługiwał się prawdopodobnie, jak twierdzili niektórzy świadkowie, czymś w rodzaju skrzeku, pisku. Tutaj pierwsi świadkowie, państwo Mallet i Scarberry, którzy widzieli go może nie jako pierwsi, ale jako pierwsi podnieśli alarm. Oni twierdzili, że w chwili, kiedy Mothman ruszył za nimi w pościg, skrzeczał jak wielka mysz, mówiła bodajże pani Scarberry. Mothman miał możliwość unoszenia się w powietrzu. Nie trzepotał skrzydłami. Nie widziano tego. Nie wydawał przy tym żadnego trzepotu, dźwięku. Miał też taką tajemniczą zdolność do nagłego znikania.
[01:00:57] - Pojawianie się tak jak w przypadku obiektów UFO. Pojawiał się, a potem już go nie było, natomiast pozostawiał po sobie ludzi w ciężkim szoku. Co dalej? Miałem wspomnieć o jego twarzy. Otóż Mothman prawdopodobnie miał jakąś twarz, z jakichś powodów większość ludzi, ponieważ zwykle widziany był po ciemku, opisuje go jako ciemny kształt. Natomiast byli tacy, którzy widzieli go za dnia i na przykład jest taka słynna relacja pewnej kobiety, która twierdziła, że widziała go po prostu za dnia i ona opisała to bardzo dziwnie, bo opisała to tak, że on miał malutką, śmieszną twarzyczkę, że miał jednak twarz. Inny człowiek, myśliwy z Point Pleasant twierdził, że przydybał raz dziwne stworzenie za dnia właśnie w tym okresie manifestacji Mothmana i ono miało długą szyję. Ono wyglądało jak sęp, miało taką szyję i poruszało się w bardzo dziwny sposób podkreślał mężczyzna między drzewami. Możliwe, że to był właśnie Mothman. To właśnie sugerowało, że fakt, iż oczy były osadzone dość nisko, mógł mieć związek z tym, że jego głowa, jakakolwiek by nie była osadzona, była na szyi.
Nie widziano żadnego dzioba, żadnych takich elementów, piór, które świadczyłyby, że mamy do czynienia ze zwierzęciem. Tutaj sama nazwa człowiek-ptak jest również umowna, dlatego że ona się pojawiła wtedy, kiedy do komisariatu Point Pleasant dotarła pierwsza relacja. A dotarła w listopadzie 1966 roku, kiedy po prostu młode małżeństwa państwo Scarberry i państwo Mallette udali się w okolice dawnej fabryki amunicji. W pobliżu Point Pleasant znajdowały się takie hale, ogromne hale. One są dzisiaj w dużej części zaktywowane, rozebrane, natomiast część została. Były to ogromne hale, w których produkowano w czasie II wojny światowej materiały wybuchowe oraz amunicję. Tam je składowano. To się nazywało TNT Area, czyli obszar, gdzie produkuje się trotyl. I to zostało. To był taki obszar postindustrialny.
No i zgodnie z tym, co wtedy pisano, było to ulubione miejsce schadzek młodych ludzi. Wiele osób się tam wybierało, żeby rozpalić ognisko, posiedzieć. Po prostu takie miejsce jak to w małych miejscowościach. Są takie miejsca. I państwo Scarberry i Mallette udali się tamtej nocy właśnie w pobliże tej opuszczonej fabryki i chcieli się tam spotkać ze znajomymi. No ale nikogo nie było. Postanowili wrócić i w pewnym momencie dostrzegli ową postać i ta postać się rzuciła za nimi w pogoń. Oni uciekali co pary w silniku. W pewnym momencie zobaczyli, że ta postać z wielkimi czerwonymi oczyma stoi na pobliskim pagórku. Stąd wynikła taka hipoteza, że Mothmanów mogło być nawet kilku, dlatego, że w pewnym momencie relacje napływały w takiej ilości, że sugerowało to, iż istota jest więcej niż jedna.
Oni potem dojechali do miasta, udali się do przedstawiciela miejscowej władzy. To był bodajże zastępca szeryfa o nazwisku Halstead, który uwierzył im dlatego, że jak potem mówił, znał ich całe życie i nie przyszło mu do głowy w ogóle to, że oni by mogli kłamać. Byli w tak ciężkim szoku, opowiadając o tym, co widzieli, szczególnie te kobiety, że uwierzył im. Pojechali na to miejsce. Nie pojechali wszyscy. Pojechał chyba tylko jeden z nich. Z tych, którzy go widzieli. Natomiast Mothmana nie znaleźli. Oni jeszcze państwo Scarberry i Mallette wspominali, że kiedy wracali, to przy drodze znaleźli ciało psa. To ich zdziwiło, bo kiedy jechali to widzieli, że leżał zabity pies.
Natomiast kiedy jechali z powrotem, to już tego psa nie było, tak jakby ktoś zabrał. Jak się potem okazało, jak może Chris nam o tym powie, no to miało to związek z inną relacją o Mothmanie, w wyniku której zginął pies jednego z okolicznych mieszkańców, pana Portrita bodajże. W każdym razie tak się to wszystko zaczęło. Następnego dnia zorganizowano słynną konferencję prasową, gdzie miejscowa jednostka policji opowiedziała o tym zdarzeniu razem ze świadkami i informacja poszła w świat. Ponoć ktoś, nie wiadomo kto, dziennikarz którejś z lokalnych gazet nazwał to stworzenie Mothmanem, wzorując się na Batmanie, czyli człowieku-nietoperzu i w ten sposób powstała nazwa, która się przyjęła. Nie wiemy, jak oni nazywali Mothmana początkowo, jak nazywano to stworzenie. Natomiast szybko wywołało to coś w rodzaju, nie powiem masowej paniki, bo może jeszcze wtedy tej masowej paniki nie było, ale pocztą pantoflową zaczęły się rozchodzić informacje, że nie tylko Scarberry i Mallette widzieli to stworzenie. Oni je nazywali ptakiem na początku dlatego, że latało i było dziwne. Nazywano to wielkim ptakiem najpierw nim nazywano to Mothmanem. I te relacje zaczęły się rozchodzić.
Ludzie zaczęli mówić, że dzieje się coś dziwnego. Tym bardziej że w tym samym okresie zaczęły się doniesienia na temat UFO.Mniej więcej w tym samym czasie zaczęto widywać dziwne obiekty. Zaczęły się pierwsze doniesienia o ludziach w czerni, ale o tym za chwilę opowiemy. W każdym bądź razie, w miarę jak rozwijała się historia, opowieści o Mothmanie zaczęło przybywać. Mothman stał się lokalną sensacją. Upatrywano w nim a to bicza Bożego, a to jakiegoś potwora, a to mutanta, który zrodził się w tej fabryce trotylu i amunicji. A to znowu jakiegoś kosmity, a to zemsty, a to demona z indiańskich wierzeń i tak dalej. O tym, jakie przybierało to formy powiemy może jeszcze za chwilę, ale mniej więcej tak się to wszystko zaczęło. Właśnie z tą słynną obserwacją w fabryce trotylu. Co ciekawe, była to pierwsza nagłośniona obserwacja, natomiast nie pierwsza obserwacja w ogóle, dlatego, że w miejscowości Clendenin miejscowi grabarze mieli obserwować prawdopodobnie przelot czegoś dziwnego między drzewami.
I to było gdzieś na początku listopada 1966 roku. I to się uznaje za pierwszą obserwację Mothmana w ogóle. Wyobraźcie sobie państwo te szumiące drzewa, wiatr, ludzi kopiących grób i nagle przelatuje coś dziwnego. To musiało być niezwykłe przeżycie. A co działo się potem, powiemy za chwilę. Natomiast Chris, jeżeli już jesteś, to ja tutaj opowiedziałem o słynnej obserwacji państwa Scarberry i Mallette. Natomiast wiemy, że w tym samym czasie zdarzyła się słynna sprawa z psem. Jedna z tych kluczowych spraw w historii Mothmana, gdzie pan Newell Partridge prawdopodobnie się tak nazywał, już teraz nie pamiętam, zaobserwował Mothmana, oglądając telewizję. Nagle stało się coś dziwnego. Ekran zaczął śnieżyć, pies zaczął wariować.
Potem pies wybiegł. Pojawił się Mothman i stało się coś dziwnego. Jak to było, Chris?
[01:09:23] - Chyba nie opowiemy tej historii, bo chyba przystałem na tej książce, na „Przepowiedniach Mothmana”. Więc tą historię z psem tak naprawdę nie znam dokładnie. Natomiast w wielu innych przypadkach Mothman spotykał się oko w oko z ludźmi i wówczas działy się rzeczywiście bardzo dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. I myślę, że jego kontakt z ludźmi szczególnie sprawił, że cała ta sytuacja stała się tak głośna, wywołała zbiorową histerię w całej okolicy i przebiegła po całym świecie. I do dziś funkcjonuje jako jeden z kanonów ufologicznych. Także może jeżeli Ty byś chciał dokończyć tą historię z psem, to ja sam chętnie posłucham.
[01:10:18] - Dobrze. To było tak, mniej więcej dodając już do tego, co powiedziałem, w pewnym momencie Newell Partridge, to był farmer zamieszkały gdzieś w okolicach Point Pleasant, nie w samym Point Pleasant i tenże Partridge pewnego dnia oglądał telewizję i w tym momencie, to był 14 listopad, jak tutaj czytam, 1966 roku, koło Salem.
[01:10:56] - Czy mówisz o tej historii w St. Albans?
[01:10:59] - Nie, to jest koło Salem. To jest Newell Partridge. Mężczyzna oglądał telewizor i w pewnym momencie zaczął ekran śnieżyć. Usłyszał ujadanie psa Bandita. Pies był ponoć dość ostry. Owczarek niemiecki. Partridge wyszedł na dwór, wziął dubeltówkę. Zorientował się, że pies się zachowuje dość dziwnie. Nigdy tego nie robił. Zresztą chyba to jest ta okolica, gdzie farmerzy nie życzą sobie, nie lubią przynajmniej, gdy ktoś narusza ich teren.
I kiedy wyszedł, zobaczył, że przy stogu prawdopodobnie siana, gdzieś w okolicach stodoły są dwa punkty czerwone, strasznie wielkie. Dlatego, że to było dość daleko, jak pisał Keel, a mimo to one były duże. Nie były to reflektory samochodu, nie były to oczy zwierzęcia, jak mówił Partridge, dlatego, że był doświadczonym myśliwym. I w pewnym momencie jego Bandit rzucił się w kierunku tego stworzenia. To coś wyglądało na żywe i kiedy się rzucił, to mężczyzna usłyszał prawdopodobnie chyba tylko skowyt i na tym się skończyło. Kiedy nastał dzień, poszedł tego psa poszukać. Znalazł jakieś ślady dlatego, że jak pisał Keel, miejsce, gdzie tkwiły owe oczy, było błotniste. Znalazł ślady Bandita, które biegały w kółko. Pies biegał w kółko. Sprawiało to wrażenie, jakby to, co go porwało, bo go porwało, wisiało w powietrzu.
I pies zniknął. Bardzo możliwe, że ten pies, duży pies, o którym wspominali dzień później, 15 listopada, Scarberry i Mallette, był Banditem tak naprawdę. Natomiast słynne spotkanie St. Albans to jest właśnie ta pani, która się nazywa Ruth Foster. I to ona jako jedna z kilku z bardzo wąskiego grona osób stwierdziła właśnie, że Mothman ma śmieszną twarzyczkę i jest dość groteskowy.A już nie powiedział, jak wyglądał naprawdę. Co ciekawe, ona go zaobserwowała u siebie na trawniku. Inne ciekawe zdarzenia z Mothmanem, a było ich kilka. Mnie utkwiło w głowie, to był bardzo głośny incydent pokazujący, że Mothman tak naprawdę miał coś wspólnego z obserwacjami UFO. Dlatego, że Keel wysnuł też taki wniosek, że kiedy człowiek spotyka się ze zjawiskiem UFO w bliskiej odległości, zwykle wiąże się to dla niego z pewnymi efektami zdrowotnymi. Najczęściej, jeżeli jest to obiekt jaskrawy, dochodzi do jakiegoś uszkodzenia wzroku, zapalenia spojówek.
Często tak bywało. Ja osobiście nie podzielam tego wniosku Keela, dlatego, że osobiście spotykam się z tym bardzo rzadko. Natomiast Keel uważał, że dzieje się to często i 27 lutego 1967 roku doszło do słynnego incydentu, którego świadkiem była Connie Carpenter. Connie Carpenter była spokrewniona z Mary Hyre. Mary Hyre była dziennikarką z Athens, która stała się kluczową postacią w sadze o Mothmanie. Connie Carpenter jechała do domu i po prostu zobaczyła, że leci za nią Mothman, leci za nią coś i w pewnym momencie to coś przeleciało nad jej samochodem. Ona miała wrażenie, że ściga ją ów stwór. Zobaczyła owe słynne czerwone oczy. I co stało się potem? Connie zachorowała na oczy, dostała zapalenie spojówek.
Czuła się bardzo źle, z jej wzrokiem było nie najlepiej. Potem wzrok wrócił. Całą tą sprawę zrelacjonowała Mary Hyre swojej ciotce i ta Hyre była już wtedy przekonana, że nie może to być przypadek, że jednak coś jest na rzeczy, bo kiedy otrzymała taką relację od kogoś, komu mogła zaufać, wiedziała, że histeria masowa swoją drogą, natomiast realne wydarzenie swoją. I Connie, o czym też było wielokrotnie wspominane u Keela, była potem nachodzona przez słynnych ludzi w czerni, jak wielu innych świadków. Ci, którzy widzieli Mothmana, bardzo często otrzymywali potem dziwne telefony. Ci, którzy byli świadkami obserwacji Mothmana, mieli potem spotkania z ludźmi w czerni. Do Connie też taki ktoś zapukał. Podał się za znajomego czy nawet za samego Graya Barkera, ufologa. Oczywiście nim nie był. Był to jeden z owych tajemniczych jegomościów, którzy mieli na celu tak naprawdę zapętlenie tej sprawy jeszcze bardziej.
Wiele osób wierzyło, że tak naprawdę CIA stara się ukryć prawdę o incydentach z Mothmanem, ale potem porzucono tą nadzieję, kiedy zauważono, że owi ludzie w czerni zachowują się po prostu absurdalnie i co ciekawe, robią to w biały dzień. Dlatego tak wyglądały owe spotkania z Mothmanem. Ale Chris, gdybyś mógł coś dodać o samym Mothmanie, o jego naturze, o jego filozofii działania, o taktyce działania, byłbym bardzo wdzięczny.
[01:16:43] - Jego natura, natura Mothmana jest bardzo nielogiczna, niespójna i trudna do wyjaśnienia, bo w zasadzie wszystko wskazuje na to, że jego jedynym celem było tak naprawdę ciężko przestraszyć ludzi, a najchętniej, tak jak wspomniałem wcześniej, straszył nastolatki. Zresztą one same się o to prosiły, bo bardzo często, kiedy ta sława o Mothmanie rozeszła się po całej okolicy, bardzo często wyruszały te nastolatki w różne zakątki swojego pięknego stanu po to, żeby spróbować szansy i znaleźć tego Mothmana i zobaczyć, doświadczyć go na własne oczy. I tak często się rzeczywiście działo. Zwykle kończyło się to tym, że Mothman rzeczywiście ich ścigał. Ci młodzi ludzie wpadali w panikę, ale nie zrobił im nigdy krzywdy. Faktem jest, że ludzie rzeczywiście bardzo ciężko przeżywali to spotkanie z Mothmanem. Wspominałeś tu o Connie Carpenter. Connie Carpenter żyje do dziś, tak mi się wydaje. Tyle że po wstrząsie, jaki przeżyła po spotkaniu z Mothmanem, po ludziach w czerni, którzy ją nawiedzali i po tym, kiedy ktoś usiłował ją uprowadzić i jak ona sama wówczas jeszcze powiedziała, był to właśnie facet w czerni. Usiłował ją porwać i uprowadzić.
Doznała załamania nerwowego i od tamtego czasu do dziś nie wymówiła ani jednego słowa. Także był to dla niej potężny wstrząs psychiczny i w wielu przypadkach takie bliskie spotkanie z Mothmanem tym właśnie się kończyło, że rzeczywiście zdrowie tych ludzi, którzy napotykali Mothmana na swojej drodze i ich życie ulegało tej gwałtownej zmianie. Nawet ta pierwsza historia, od której zaczyna się cała legenda Mothmana w Wirginii, czyli tych dwóch małżeństw Scarberry i Mallette. Jedno i drugie małżeństwo, ich spokój został na tyle mocno zakłócony, że ludzie ci nie byli w stanie się pozbierać. Dziś część tych ludzi już nie żyje. Żyli później w depresji, w stanie załamania nerwowego i niektórzy z nich poumierali na raka. Tu też przychodzi mi na myśl ta historia Marcelli Bennett. To była osoba, która chyba miała najbliższe spotkanie z Mothmanem i spotkała go mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie początkowo spotykano go najczęściej, czyli wśród tych betonowych silosów, w których kiedyś składowano materiały wybuchowe.Dlatego że stan West Virginia jest stanem odległym od wszystkiego i jest pełnym pustkowi. Nie ma tam zbyt wielu dużych miast, nie ma dużej gęstości zaludnienia, więc był to stan bezpieczny do tego, by móc przechowywać duże ilości materiałów wybuchowych i zbudowano tam setki betonowych silosów, które wyglądały jak igloo. I to tam właśnie najczęściej widywano Mothmana.
I owa Marcella Bennett jechała ze swoim dzieckiem do domu swojego brata. Był to jeden z nielicznych domów, który był położony wśród tych betonowych silosów. I tam właśnie nastąpiło jej spotkanie z Mothmanem. Okazało się na początku, że nikt w tym domu u brata nie otwierał drzwi i ona była w jakiś sposób zaniepokojona. A tu trzeba pewnie dodać, że szczególnie kobiety to spotkanie z Mothmanem przeżywały najmocniej i najbardziej dramatycznie. Może ze względu na ich własne predyspozycje, jeśli chodzi na przykład o intuicję, o przeczucie i może system nerwowy kobiety jest bardziej czuły na tego typu historie. W jakiś sposób czuła, że istnieje jakieś zagrożenie wokół niej. Była bardzo niespokojna tym, że nikt ją nie wpuścił do domu jej brata. Wróciła z dzieckiem do samochodu i w tym momencie stanęła oko w oko z Mothmanem. Mothman nie zrobił nic.
Wpatrywał się w nią tylko tymi swoimi czerwonymi oczami i w tym momencie ona usiłowała zrobić krok, ale była tak jakby przykuta do ziemi. Nie była w stanie nic zrobić i wreszcie upadła, przygniatając sobą swoje dziecko. Miała tego pełną świadomość. Wiedziała, że tuż obok niej jest stwór, którego natury nie rozumie. Nie wie, kim on jest, czym to jest i na ile jest to groźne dla niej i dla jej dziecka. Kiedy upadła na swoje dziecko, wiedziała, że być może to dziecko udusi swoim własnym ciałem. Mimo to nie potrafiła ruszyć ani ręką, ani nogą. Nie potrafiła wstać. Dopiero gdy Mothman oddalił się i jej siły tak jakby do niej wróciły, była w stanie wstać, podnieść dziecko, ale nigdy nie była już tą samą osobą niż wcześniej. Również wpłynęło to na jej stan nerwowy do tego stopnia, że wpadła w depresję.
Bardzo długo się leczyła i dziś już nie żyje. Wpadła w najrozmaitsze paranoje i lęki. I mniej więcej w taki sposób reagowali ludzie na Mothmana, na jego pojawienie się. I najczęściej właśnie to uczucie strachu zostawało w nich już przez całe życie. I to był być może najsilniejszy wpływ i jedyny element wspólny tych wszystkich spotkań, jakie ludzie mieli z Mothmanem, że ten bliski kontakt wywoływał coś, co kompletnie rujnowało ich system nerwowy do tego stopnia, że ich życie stawało się koszmarem i nigdy nie było już tym samym, czym było wcześniej, mimo że Mothman fizycznie nie wyrządzał im żadnej krzywdy. W przypadku Marcelli Bennett było trochę inaczej, bo rzeczywiście dom był położony w bezpośredniej okolicy tej fabryki. Natomiast ona przyjechała do swoich bliskich, nie pamiętam już do kogo. Nie było dorosłych. W domu były dzieci, była chyba trójka dzieci. Bennett i jej partner weszli do tego domu, stanęli na ganku.
„Nie ma mamy i taty” powiedziały dzieci. Także Bennett i jej partner i małe dziecko cofnęli się do samochodu. W pewnym momencie ona zobaczyła, że zza samochodu podnosi się z ziemi wielka postać około metra osiemdziesiąt, wielkie oczy i zaczyna iść w jej kierunku. Ona wtedy upuściła to dziecko. Szybko się podniosła, ale była w takim szoku, że nie wiedziała, co robi i szybko schowali się w domu. Mothman zrobił coś dziwnego. Wszedł na ganek, zajrzał do środka. Wszyscy byli oczywiście strasznie przerażeni i zadzwoniono na policję. Dlatego ta sprawa jest tak wartościowa. Szybko policja przyjechała.
Oczywiście jego już nie było. Takich opowieści było mnóstwo. W sumie widowano 46 razy Mothmana. Także wiedziano, że to był ktoś, kto wygląda podobnie i ma te słynne czerwone oczy, a osób, które go obserwowały, miało być 100, dlatego że często te obserwacje były dokonywane w grupach. Myśmy już tu dużo powiedzieli, ale Arku, co tam jeszcze dodałbyś na temat natury tego dziwnego jegomościa?
[01:24:31] - Tu też należałoby sprostować, że ten owczarek niemiecki z Partridge Salem to jest ponad 140 kilometrów od Point Pleasant, ale tu należałoby dodać coś innego. Ważne jest to, że właśnie o to chodzi, że zgasł telewizor, zanikł sygnał czy w ogóle tylko zanikł sygnał, nie wiem, jak tam było. Wielokrotnie było tak, że odzywały się w miejscowej centralce zamiast normalnych rozmów telefonicznych był właśnie słyszany pisk Mothmana. I jeszcze co jest w opisach tych takie dosyć bulwersujące, to jest toże mimo tego, że nie powinien według mnie latać, to mało tego, on poruszał się, potrafił gonić samochody i to z wcale nie taką małą prędkością, bo jak podają świadkowie 75 mil na godzinę, to jest w granicach 120 kilometrów. A jest tak, że nawet 160 kilometrów na godzinę, albo pionowo startuje w ogóle bez żadnego rozbiegu, bez niczego. Pionowo jak helikopter. To jest niemożliwe do tego, żeby to coś opierało się o znane nam prawa grawitacji i wznoszenia się i jakiejkolwiek aerodynamice. Po prostu latało, fruwało i robiło to, co robiło. Te czerwone, świecące oczy, jeżeli potrafiły doprowadzić co niektórych do takiego stanu katatonii, innych z kolei do porażenia wręcz spojówek, to musiały po prostu świecić. W momencie, kiedy sprawa stała się głośna, wszędzie podejrzewam każdy większy ptak, zwłaszcza wieczorem, mógł być brany za Mothmana, więc ciężko jest powiedzieć, osób było 46 czy 100.
Zwłaszcza że ludzie zaczęli sobie przypominać, że gdzieś tam kiedyś nad rzeką Ohio albo Missouri bodajże widziano wielkiego, trzymetrowego ptaka, więc to prawdopodobnie Mothman. Ta legenda zaczęła żyć własnym życiem i trzeba zwrócić uwagę na to właśnie, bo obok tego składowiska trotylu, fabryki trotylu i składowiska jest Narodowy Park Zwierząt, więc tam nie można ani specjalnie polować. Jest to zacisze w zaciszu. I stąd właśnie między innymi to takie nastawienie wszystkich sceptyków, że właśnie tam mógł się uchować jakiś duży ptak, którego wiele osób, a tym bardziej przerażone kobiety brały za Mothmana. Bardzo dużo takich obserwacji jest właśnie z tej drogi numer 62, słynnej dlatego, że dużo widziano razy tam tego Mothmana i właśnie nad rzeką. Ten Mothman był na tyle, można powiedzieć, bezszczelny, że potrafił usiąść nawet na dachach domów czy dachu garażu autobusowego w Dixi w hrabstwie innym. Także na pewno coś było. Na pewno ta postać, ta istota próbowała może przekazać nawet, bo są takie właśnie próby kontaktu z jego strony, ale w momencie, kiedy my nie jesteśmy w stanie tego odebrać, więc po prostu nie zostało mu nic innego, jak obserwować. Tak mi się wydaje. Zacząłem szukać, ale nie zdążyłem skończyć, że tak powiem.
Tutaj jest właśnie ta historia tego psa, z tym że ponieważ to jest 140 kilometrów, więc być może są to dwa różne zdarzenia całkiem, chociaż jest tam chyba dzień po dniu bodajże, ale niemniej jednak. Może Chris wiesz, czy w tym czasie były jakieś okaleczenia zwierząt gdzieś tam w okolicy, w jakimś tam większym promieniu, w tym miejscu? Po prostu ja zacząłem szukać, ale nie skończyłem. Dziękuję.
[01:30:29] - Znaczy ta cała fala różnych zjawisk, jaka przeszła wtedy przez Point Pleasant i okolice między innymi właśnie objawiała się tym, że dochodziło do tych właśnie okaleczeń zwierząt. Znajdowano martwe zwierzęta i znajdowano je w na tyle sporej ilości, że wpisało się to w jedną falę. Ale myślę, że w jakiś sposób wrzucamy tutaj bardzo dużo elementów do jednego worka, że patrzymy na to jako na jedno zjawisko, a być może kilka zjawisk akurat nałożyło się w tym miejscu i w tym czasie. I Keel książka, która opisuje cały ten przypadek Mothmana, w taki sposób ustawia całą tą sytuację, jakby to było jedno jedyne zjawisko, gdzie każdy argument potwierdza jego dziwność i potwierdza jego teorię.
[01:31:26] - Nie zgodzę się tutaj. Moim zdaniem nie
[01:31:33] - Dlatego, że jest to jasne. Kiedy czytamy tę książkę, to widzimy, że jest pewien problem. On wymienia te różne zjawiska, natomiast rzeczywiście z niektórymi jest problem i on tak naprawdę ich moim zdaniem nie łączy. Dlatego to można wyczytać z kontekstu. Ale chciałbym jeszcze coś dodać, Chris, mogę?
[01:32:00] - Oczywiście.
[01:32:02] - Wspomniałeś w pierwszej wypowiedzi, że wiele osób skarżyło się na panikę, na uczucie paniki. I co ciekawe, Keel pojechał wtedy pierwszy raz do Point Pleasant i udał się na miejsce słynnej obserwacji Malita i reszty, Malitów i Scarberrych. I co ciekawe, kiedy tam był na miejscu, to doznał czegoś dziwnego, bo twierdzi, że wszedł w strefę paniki. Przypadkowo przechodząc odkrył miejsce, w którym po prostu włos jeżył mu się na głowie. Wpadał w ogromną panikę, taką ściskającą za gardło bez powodu. Kiedy wychodził z tego obszaru, który mierzył kilka metrów, zjawisko ustawało, odczucie ustawało. I on to sprawdził. I rzeczywiście był pas, który sprawiał, że wpadał on po prostu w bardzo dziwaczny stan. Pojawił się stąd wniosek, że być może jest to wygenerowane sztucznie, że na przykład Mothman jest elementem większego programu prania mózgów, większego projektu dezinformacyjnego, który ma na celu sprawdzić to, jak ludzie zareagują na takie zdarzenie. Ale o tym będziemy za chwilę mówić.
Przepraszam, że ci się wtrąciłem. Natomiast co jeszcze chciałem powiedzieć. Tych relacji o Mothmanie, jak powiedziałem, było sporo. Można je sobie przeczytać tu i ówdzie, ale musimy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Tak jak powiedział Chris, popularne stało się polowanie na Mothmana. To znaczy wiemy dobrze z relacji Keela między innymi, że mieszkańcy Point Pleasant, szczególnie ci młodsi, w pewnym okresie dosłownie wypatrywali tego stworzenia. I stąd taka hipoteza, między innymi moja, że przynajmniej część z tych relacji została spowodowana przez czynniki zupełnie racjonalne. Tylko że już ta presja społeczna, ta przysłowiowa masowa panika sprawiła, że ci ludzie zaczęli widzieć w niektórych zjawiskach Mothmana. Nie wiemy, ile zwyczajnych ptaków widzianych w nocy, w dziwnych okolicznościach, często w stanie ekscytacji, spowodowało relacje o dziwnym stworzeniu. Natomiast nie ulega wątpliwości, że tych relacji przynajmniej kilku ludzie nie mogli sobie sami wymyślić.
Dlatego, że sam wkłót emocjonalny, jaki one odcisnęły, był tak duży i oczywiście też ten fakt, że oni podawali to wszystko do publicznej wiadomości, raczej nie wpisuje się w scenariusz umyślnej mistyfikacji. Coś ich reakcję spowodowało, coś ją wywołało. Natomiast ja się zastanawiam, czy to, co się tam działo potem, nie zostało w jakiś sposób wykorzystane nawet przez służby specjalne do zbadania tego, w jaki sposób relacje o zdarzeniach niezwykłych rozchodzą się w społeczeństwie i do jakiego stopnia zaczynają żyć własnym życiem. To też jest ciekawe, bo nawet z punktu widzenia socjologicznego było to interesujące. Ale nic, Chris, oddaję ci głos, jeżeli miałbyś coś jeszcze do dodania, nim przejdziemy do kolejnego pytania.
[01:36:00] - Kontynuując tą myśl, którą wspomniałeś o tym, że być może właśnie dokonywano tych eksperymentów socjologicznych na podstawie tego, w jaki sposób ludzie się zachowują i jak się rozprzestrzeniają tego typu informacje. I dodając do tego mój lekki krytycyzm w stronę Keela jako człowieka, który praktycznie opanował całe to zjawisko i dziś pozostał największym autorytetem w dziedzinie Mothmana, chciałbym jeszcze raz wrócić do krótkiej myśli, którą powiedziałem wcześniej, że przecież był on specjalistą od wojny psychologicznej, pracował dla armii amerykańskiej, był specjalistą od propagandy. Mimo olbrzymiej fantazji i wielkiej otwartości był tak naprawdę człowiekiem samotnym. Nigdy się nie ożenił, nigdy nie miał rodziny, więc nie wiemy tak naprawdę, kim do końca był Keel i na ile zjawisko, które wygenerował, pisząc swoją słynną książkę, zostało przez niego tak naprawdę stworzone na podstawie faktów, które połączył ze sobą, pokazując je jako spójny zespół tego wszystkiego, co miało miejsce w tamtym rejonie i w tamtym czasie. Tu trzeba też dodać, że podobnie jak Mothman, zjawisko Mothmana nie jest czymś absolutnie wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju. Bo na przykład w New Jersey jest historia ze słynnym Diabłem z New JerseyJeśli mu się tak dobrze i dokładnie przyjrzeć, bardzo tego Mothmana przypomina. Jedyną różnicą, jaka jest między nimi, to są kopytka tego diabła z New Jersey. Ma coś w rodzaju diablich kopyt i zostawia te ślady na śniegu, wywołując również w ludziach histerię i panikę. Zobaczenie diabła z New Jersey również wróżyło nieszczęście i zwykle ci ludzie źle kończyli, podobnie jak w przypadku Mothmana. O ile historia Mothmana zrobiła światową karierę, o tyle diabeł z New Jersey pozostał lokalny.
Próbował swojego szczęścia w New Jersey, w Pensylwanii i praktycznie dziś już go się nie widuje. Zniknął, podobnie jak Mothman. To wskazuje, że coś, co pojawiło się tylko na chwilę, ma znamiona pewnego eksperymentu, że pewne zjawiska, które zachodzą w ludzkiej psychologii, zostały podkręcone i kontrolowane, żeby to wszystko wywołać. To jest jedno spojrzenie, być może sceptyczne, ale drugie, potwierdzające odwrotną stronę tego, co wydarzyło się w Point Pleasant, to jest to, że, jak już wspomniałeś, Piotrze, wcześniej jest to miejsce specjalne, bo znajdują się tam kopce niewiadomego pochodzenia i Indianie niechętnie tam przebywali. Takich miejsc w Stanach jest dużo więcej. Najsłynniejsze są w Ohio, ale są kopce na Florydzie, są kopce w innych miejscach i dziś większość z nich, a właściwie wszystkie, są splądrowane dlatego, że pierwsi osadnicy sądzili, że ukryte są w nich skarby. Ale z tego, co udało się odzyskać, co znaleziono w tych kopcach, okazuje się, że zostały stworzone ręką ludzi, którzy kompletnie do kultury amerykańskiej nie pasują. A co jest najbardziej wstrząsające, to to, że w większości tych przypadków ludzie, a może to jest nadużycie, bo postacie humanoidalne to byli właśnie giganci, olbrzymy, których znamy z Biblii, którzy byli synami upadłych aniołów z ziemskimi kobietami i którzy przez jakiś czas żyli na Ziemi, rozpełzli się po tej Ziemi, dopóki nie zostali zniszczeni przez potop. Ale być może części z nich udało się przetrwać na kontynencie amerykańskim. Świadczą o tym tysiące kości, jakie znaleziono ludzi o bardzo dużych rozmiarach i mnóstwo tak zwanych indiańskich legend.
Trudno tutaj sądzić, że Indianie w wolnych chwilach siedzieli sobie i wymyślali legendy. Te legendy musiały mieć podparcie być może w realnych faktach. I te kości to potwierdzają i wskazuje, że ci giganci jako osoby nie z tego świata wybrały sobie do życia miejsca, które w jakiś sposób przez te swoje elektromagnetyczne właściwości, przez możliwość utworzenia portalu do innego świata, były specjalne i być może te miejsca szczególnie są podatne na pokazywanie się takich postaci jak Mothman i takich zjawisk, które towarzyszyły pojawieniu się Mothmana. Być może z tego powodu nie jest to miejsce przypadkowe i być może obecność gigantów w tamtym rejonie świadczy o tym. Zresztą podobnie jak i w innych miejscach. Spójrzmy na przykład na zachodnią Pensylwanię, która obfituje w mnóstwo dziwacznych i anomalnych przypadków. Podobnie jest w Ohio. Już nie mówiąc o tych środkowych stanach, o których tak naprawdę niewiele wiemy, oprócz tego, że żyły tam jakieś bardzo dziwaczne kultury, których archeolodzy boją się jak ognia, nie chcą tego dotykać, a co jakiś czas ktoś z jakiejś jaskini wyciąga olbrzymie czaszki z podwójnym rzędem zębów, które później niestety muszą być zwrócone jako własność indiańska i zakopane z powrotem pod ziemię, co oznacza, że albo nikną gdzieś w jakichś magazynach, albo są po prostu, tak jak podejrzewam, wyrzucane do morza, żeby nikt się tym tematem nie zajmował. Być może jest to część naszej ludzkiej kultury, która jest na tyle zamierzchła i na tyle temu, co stworzyliśmy przez ostatnie 5000 lat obca, że ci, którzy ją znają, nie chcą, żeby ona dotarła do świadomości publicznej, bo być może zburzyłaby spokój ludzki. Ten nasz świat nie jest wcale tak spójny, jak myślimy i jest otwarty dla wielu rozmaitych postaci, które mogą pojawić się wręcz znikąd w Point Pleasant.
Dziękuję.
[01:42:26] - Dziękujemy. Ja tutaj chciałbym jeszcze dodać, że nie tylko Keel pisał o Mothmanie, dlatego że nim wyszły proroctwa Mothmana, które są podstawą dzisiejszej audycji, pojawiła się publikacja o nazwie bodajże „Silver Bridge”. I to jest bardzo nowa książka Graya Barkera. Gray Barker był ufologiem z tamtego regionu. Był postacią kontrowersyjną, nie oszukujmy się, dlatego że robił coś, co robił u nas Vania Bolnar, czyli czasami wkręcał na przykład kogoś, żeby zobaczyć, czy ten ktoś mówi prawdę. Ale to inne sprawy. Ten Gray Barker w zasadzie był... Nie wiem, czy możemy Keela nazwać osobą, która się mocno inspirowała Barkerem, ale pewnie tak, bo to od niego pochodzą pewne koncepcje. Na przykład fakt, że to była wielka paranormalna manifestacja, która zapowiadała nadejście wielkiej tragedii, jaka się tam rozegrała, o czym niedługo powiemy.Ale Mothman to zdarzenie o wielu twarzach, dlatego że panowie, tutaj nagle w miasteczku i okolicach, i w okolicznych miasteczkach w zasadzie dochodzi do obserwacji dziwnego stworzenia. W przysłowiowym międzyczasie wielu ludzi zaczyna dostrzegać, że wśród dziennikarzy, którzy napływają do tego rejonu i turystów oczywiście, trafiają się wybitne, dziwne postaci.
Są to osoby o smagłej cerze, często dziwnie się zachowujące. Co do ich wyglądu zewnętrznego, to termin ludzie w czerni nie zawsze pasuje do tego, że oni byli ubrani w bardzo różny sposób. Cechowało ich to, że tak jak mówiliśmy w debacie o ludziach w czerni, ich ubrania wyglądały tak, jakby wyszły prosto spod igły. I te postaci miały dziwną inklinację do odwiedzania osób, które stały się świadkami obserwacji Mothmana. Odwiedziły słynną Mary Hyre, czyli dziennikarkę z Athens, która... Tutaj mam od Ivelliosa informację, że ścięło jakość dźwięku, kiedy zacząłem mówić o ludziach w czerni. W każdym razie Mary Hyre była osobą, którą Keel spotkał na miejscu i która była zainteresowana realnie tymi zdarzeniami. Była to osoba, która w zasadzie napisała pierwszą notkę o Mothmanie do agencji AP. I to dzięki tej notce ta historia stała się słynna. Pewnego dnia do biura Mary Hyre w Athens wszedł dziwny osobnik, który zapytał ją wprost: „A co by pani zrobiła, gdyby ktoś pani powiedział, że powinna się pani przestać zajmować tym tematem?”.
Hyre była trochę zmęczona i powiedziała: „Pewnie bym go kopnęła albo kazała mu spieprzać”, bo była dość ostra. Ten osobnik zachowywał się dość dziwnie. Wziął z jej biurka długopis, po czym ucieszył się w jakiś absurdalny sposób, jakby go widział pierwszy raz w życiu, po czym wyszedł. Hyre miała wiele podobnych incydentów. Ludzie w czerni nachodzili też Connie Carpenter, o której wspominaliśmy. Ludzie w czerni nachodzili wiele innych osób w tamtym rejonie, świadków obserwacji Mothmana. Czasami takie najście miało formę bardzo niewinną, dlatego, że w niektórych przypadkach ci mali ludzie o hipnotycznych oczach, jak pisała Mary Hyre, po prostu pytali o drogę. Czasami udawali sprzedawców, akwizytorów. Tym, co łączyło te postacie, był fakt, że wyglądali jak południowcy. Wyróżniali się przede wszystkim wyglądem, wyróżniali się akcentem, wyróżniali się sposobem zachowania.
Wyróżniali się też intencjami oraz faktem, że ich zachowanie nie pasowało do ogólnie przyjętego. To znaczy były to osoby, które zachowywały się dość ekscentrycznie. I teraz pytanie, panowie: dlaczego Point Pleasant i okolice stały się nagle przyczyną najazdu ludzi w czerni? Keel nie ma odnośnie tego faktu jakiejś jednej teorii. Pisze o tym, że wiele osób było przekonanych, że ludzie w czerni, owi tajemniczy agenci, którzy tam się zjawiali, że byli to w zasadzie agenci CIA, którzy mieli na celu uciszenie całej sytuacji. Natomiast fakt, że te osoby wyglądały i zachowywały się tak dziwnie, czym sprawiały, że ludzie nabierali jeszcze większych wątpliwości, każe nam zapytać, jaka jest natura w ogóle tego fenomenu i co mieli na celu owi ludzie w czerni? Czy był to element próby kontroli tego zjawiska, czy też wprowadzenia do niego pewnych innych wątków, żeby obraz Mothmana zapętlić jeszcze bardziej? Innymi słowy, mamy dziwną sytuację. Wpuśćmy w to ludzi, którzy zrobią jeszcze większy zamęt. Sprawa zostanie ośmieszona, sprawa zostanie zamotana i zapętlona i nikt o tym nie będzie wiedział.
Czy mogło to tak wyglądać, Chris?
[01:48:43] - Tak wyglądać i tak to rzeczywiście działało. Tych spotkań było bardzo wiele. Doznało ich wielu ludzi i nie wszyscy się przyznali nawet do tych spotkań. Można podejrzewać, że wiele osób spotkało na swojej drodze czy odwiedzili ich ludzie w czerni. I rzeczywiście przestraszyli się tej rozmowy właśnie z ludźmi w czerni i później na przykład nie chcieli rozmawiać z Keelem. Jest nawet taka anegdotyczna historia, gdzie ludzie w czerni, których w zasadzie w pewnym momencie Keel prześladował, bo z taką samą szybkością zaczął krążyć po domach świadków spotkań z Mothmanem. Ludzie w czerni pytali, czy w ogóle był u nich wcześniej Keel i zniechęcali ich do rozmowy z nim na ten temat. Wiedzieli, że jest już dłuższy czas w Point Pleasant i rzeczywiście wnikliwie bada ten temat. Tu trzeba wrócić na chwilę do Mary Hyre. Mary Hyre, dziennikarka, o której wspomniałeś, Piotrze, była bardzo bliską przyjaciółką Keela i myślę, że miała on-Na to, co myślał Keel o Mothmanie, o całym tym fenomenie, ponieważ sama była wielką fascynatką UFO.
Opisała co najmniej 500 przypadków widzenia, spotkania z latającymi spodkami w tym regionie i również była odwiedzona przez mężczyzn w czerni. Ponieważ, tak jak powiedziałeś, potraktowała ich niezbyt przyjaźnie, skończyło się to dla niej również niezbyt dobrze. Niektórzy uważają, że padła ofiarą tak zwanej klątwy Mothmana. Wszyscy ludzie, którzy w jakiś sposób stanęli Mothmanowi na drodze w tym sensie, że usiłowali opisać to zjawisko i odkryć jego prawdziwą naturę, tak naprawdę źle kończyli w swoim życiu. Zaczęliśmy naszą dyskusję od tego, że źle kończyli ludzie, którzy spotkali go bezpośrednio, ale źle kończyli ludzie, którzy jego tajemnicę próbowali w jakiś sposób rozszyfrować. Mary Hyre zmarła nagle. Była kobietą w sile wieku, o świetnym zdrowiu. Kilka lat później, to już miało miejsce w 1970 roku, więc trzy, cztery lata po zjawisku Mothmana, nagle zachorowała i po krótkiej chorobie po prostu zmarła. W różny sposób można patrzeć na to zjawisko facetów w czerni, którzy krążyli po Pleasant i okolicy. Zresztą mieliśmy całą debatę na ich temat, więc ich natura przynajmniej w jakiś sposób została przez nas opisana i wszędzie, w każdym przypadku, gdzie się pojawiali, działali w sposób podobny.
Starali się przede wszystkim ludzi zniechęcić do tego, żeby mówili o tych zjawiskach, z którymi mieli do czynienia, które napotkali na swojej drodze. W tym przypadku Mothmana. Wspomniałeś o Grayu Barkerze. Gray Barker wymyślił „faceci w czerni”. Wymyślił to sformułowanie, które przylgnęło do tego zjawiska i tak go dzisiaj opisujemy. Z pewnością nie była to siła, która sprzyjałaby odkryciu tego, kim czy czym był Mothman, a wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej zapętlała tę historię, utrudniała jej właściwe rozwiązanie i budowała tworzącą się wokół tego zjawiska panikę.
[01:52:19] - Dziękuję. Może teraz Arek Kocik. Arku?
[01:52:22] - Niewątpliwie faceci pojawili się, nachodzili ludzi, tak jak Chris mówił. Tylko ciężko powiązać to z jakąkolwiek znaną agencją ze Stanów Zjednoczonych, bo to by było w sumie bez sensu. Gdyby do tej sprawy nie mieszaliby, to by był jakiś dziwoląg i to wszystko. A tu w momencie, kiedy oni się zaczęli pojawiać, stali się następnymi bohaterami książki Keela. W zasadzie od tego momentu zaczęto mówić o facetach w czerni. Nie tak powinny i nie tak działają służby. Tak mi się wydaje. To jest troszeczkę inaczej. Bardziej wiarygodne dla mnie jest właśnie ugięcie wymiarów, otworzenie bram do innych, tak jak to Keel opisał w tym miejscu, do innych rzeczywistości i przenikanie się. Tak jak mi się wydaje, po prostu jest to zjawisko naturalne, cykliczne i dlatego mamy tak, że co jakiś czas w jakimś terenie, w jakiejś okolicy pojawia się jakiś fenomen.
Czy to będzie Mothman, czy to będzie jakiś duży ptak inny, czy to będzie diabeł, czy to będzie jakaś inna kryptjda. I na tym będzie koniec. Dlatego, że nasza pisana historia nie ma więcej jak około tysiąca lat, a takie historie mogą się zdarzać co kilka tysięcy lat. Mamy w naszej kulturze bardzo wiele postaci, które posiadają skrzydła. Mamy wiele postaci ze starożytnego Egiptu, które mają i skrzydła, i jakieś dziwne, nieludzkie głowy dopasowane do reszty ludzkiego tułowia. Stąd niezawąd. Mamy całą historię, praktycznie nies pisaną obu Ameryk, na której według rysunków pokazują się tego typu postacie podobne. Ale nie mamy nic pisanego i w zasadzie pisane i odczytane właściwie to się zaczyna, odkąd Europejczycy zawitali, czyli 500 lat i nic więcej. Tutaj nawet gdyby się coś pojawiało cyklicznie, tak jak mówię, w dłuższym okresie czasu, po prostu nie bylibyśmy w stanie tego sprawdzić. Nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić na razie.
Faceci w czerni w sumieNigdy później nie mieliśmy do czynienia z taką silną akcją facetów w czerni jak tam. Ciężko powiedzieć, co za tym stało, bo nie było żadnego takiego przypadku, żeby było tam bardzo dużo pojawiających się jakichś latających talerzy czy czegokolwiek innego. Tego nie było. Przede wszystkim powinni udać się i skutecznie zawalczyć z dziennikarzami, tak jak mamy to w tej chwili do czynienia w naszej rzeczywistości europejskiej, gdzie media są zmuszane do tego, żeby nie pisać całej prawdy o najeździe imigrantów. I nie piszą tego. Jeżeli coś się tam dzieje, potrafią nie pisać o tym w ogóle, zatajać informacje. Przy takiej możliwości dostępu do mediów można to zablokować bez problemu. Wystarczy wmówić jakąś polityczną poprawność dziennikarzom i oni będą się słuchać i iść jak te koniki w kieracie z klapkami na oczach. A tam mamy do czynienia z czymś takim, co najmniej dziwnym, bo dziennikarka mówi do nich, żeby sobie poszli, bo ona jest dziennikarką i będzie pisała tak, jak mówi i to co chce, nikt jej nie będzie zabraniał. I na tym się cała rzecz kończy.
Owszem, później jej się coś tam przydarzyło, że źle skończyła, że tak można powiedzieć, że szybko zakończyła, przedwcześnie swój żywot. Ale to nie ma bezpośredniego powiązania z tym przypadkiem. Tak mi się wydaje. Trzeba by było jeszcze, tak jak mówił Chris, być może nie należy łączyć tych wszystkich wypadków razem. Być może w jednym miejscu zderzyły się wielorakie incydenty i jeden był całkowicie odrębny od drugiego, a wszystkie połączyły tylko osoby, które to pisały, czyli dziennikarze, czyli KI. Tak mi się wydaje. Gdyby napisać tę historię Point Pleasant z punktu widzenia szeryfa tego miasteczka czy osoby, która była przeciętnym zjadaczem chleba, jakimś ekspedientem w sklepie, to ona by całkiem inaczej wyglądała, bo był jeden incydent, drugi incydent i to wszystko. Natomiast jeżeli mamy osobę, która wszystko to zbierała do kupy, to troszeczkę inaczej to wtedy wygląda.
[01:59:16] - Tak, ale Arku, nie wiem. Ja nigdy się nie spotkałem z tym, żeby nawet w najbardziej paranormalnych, anomalnych zonach występowały tego typu zdarzenia w takiej koncentracji, bo mówisz, że nie było obserwacji latających spodków. Były. I to nie było przypadkiem. Pamiętam taką historię, że na krótko przed pojawieniem się Mothmana na przykład, i ta historia pokazuje też naturę siły, która za tym stoi, bo my jeszcze nie wyczerpaliśmy całego tematu. Na chwilę przed pojawieniem się Mothmana w okolicach szkoły, bodajże w Point Pleasant, pewna kobieta, która chciała zachować anonimowość, zobaczyła latający talerz. Obok latającego talerza zauważyła, uwaga, to było w powietrzu. Zauważyła postać, która stała po prostu obok tego obiektu. Wyglądała tak, jakby miała rozwichrzone włosy. I nagle skojarzenie, że mieliśmy do czynienia z sytuacją, która wygląda jednocześnie jak manifestacja Matki Boskiej czy jakiejś paranormalnej istoty, anioła, a z drugiej strony mamy do czynienia z obserwacją UFO.
Potem pojawia się Mothman. W międzyczasie na arenę wchodzą ludzie w czerni. I ludzie w czerni, chociaż to raczej umowna nazwa, w tym przypadku zaczynają ostro naciskać. Jak możemy mówić, że to nie ma sensu, skoro nie ma ze sobą związku jedno z drugim, skoro ci ludzie przychodzą do osób, które widziały Mothmana i mówią: „A co by było, gdybym ci powiedział, że nie wolno o tym mówić? Albo może się powinieneś zastanowić, że raczej nie trzeba o tym mówić?”. Ktoś próbował porwać Connie Carpenter. Jak mówił Chris. To fakt.
[02:01:14] - Jest takie bardzo silne powiązanie z prawami, prawem do jawności wszystkiego. Pierwsze spotkanie, o którym chłopiec mówił, o spotkaniu anioła, to było rok wcześniej, w 65. roku.
[02:01:37] - To też nie wiadomo, czy możemy to łączyć, bo za chwilę będziemy mówić o innych zdarzeniach, które pokazują, że to było głębsze. Bo myśmy na razie doszli do punktu, kiedy pojawia się Mothman i pojawiają się ludzie w czerni. Natomiast w kolejnych punktach będziemy mówić o zdarzeniach, które wykraczają daleko poza tę normalną linię interpretacji, bo kiedy zajrzymy do internetuTo w Internecie się okazuje tak, że był Mothman, byli ludzie w czerni, ale tak naprawdę skala tego zdarzenia była większa. I teraz pytanie, czy ta siła, która tam się manifestowała, nagle zaczęła oddziaływać na tak dużą grupę ludzi, że każdy zobaczył co innego? Każdy zobaczył to, co w jakiś sposób było jemu bliskie, co było bliskie jego wierzeniom, zawartości jego mózgu. Czy też mamy do czynienia z czymś dużo bardziej tajemniczym, jakąś operacją psychologiczną na masową skalę? Dlatego, że kiedy zobaczymy, co tam się działo na przykład w takiej głupawej kwestii jak dziwne światełka na niebie, okazuje się, że ludzie z Point Pleasant organizowali sobie posiadówki w nocy, żeby zobaczyć, czy te obiekty są. A Keel z Mary Hyre swego czasu nawet polowali na te obiekty. To znaczy wychodzili w nocy w pewne umówione punkty. Tam byli też inni ludzie i oni widzieli te światełka.
To były niewielkie obiekty. Często to były obiekty ciemne, poruszające się na tle nieba. Trudno widoczne, ale one były. Coś się tam działo. Były też obiekty mniejsze, na przykład przypominające kuleczki, gwiazdy. One też kursowały, mówiąc kolokwialnie, nocami w okolicach Point Pleasant. Regularnie. To przyznaje sam Keel. Twierdzi, że to widział. Bierze za to, co mówi, pełną odpowiedzialność.
W międzyczasie manifestuje się tam Mothman. Także to wszystko, chcąc nie chcąc, się ze sobą zazębia jedno z drugim. Problem tylko w tym, skąd się to bierze, bo ci ludzie w czerni też nie zachowują się normalnie, nie zachowują się jak chociażby agenci wojskowi. Mówiliśmy to już przy okazji debaty o ludziach w czerni. Gdyby ktoś chciał uciszyć tych ludzi, czy tak naprawdę by ich zastraszał w taki sposób? Wydaje mi się, że nie. Dlatego, że ta forma, to zachowanie ludzi w czerni, sposób ich postępowania był prowokacyjny. To była prowokacja. To było coś, co miało sprawić, że niektórzy z nich na pewno przestali o tym mówić, bo się wystraszyli, ale większość była tak naprawdę zdegustowana takim postępowaniem, bo byli to ludzie, w których obudziło się takie podejście, że rząd nie ma prawa ingerować w coś, co przeżyłem. Wiele osób uznało, że to właśnie byli agenci rządowi.
Natomiast to, jak te istoty się zachowywały, bo tutaj podałem przykład Mary Hyre, ale na przykład co było ciekawe w wyglądzie ludzi w czerni z Point Pleasant, Chris pamiętasz na pewno to, że oni wszyscy po pierwsze byli mocno opaleni. Tak wyglądali.
[02:05:05] - Orientalny wygląd.
[02:05:06] - Tak. I co ciekawe, co ich charakteryzowało jeszcze to wybałuszone oczy. Oni wszyscy wyglądali tak, jakby mieli chorą tarczycę. Tak ich opisywali świadkowie. Słynne wybałuszone żabie oczy, które pojawiają się w przypadku niektórych schorzeń. Tak wyglądali ludzie w czerni. Te słynne historie, które przytaczaliśmy w tamtej audycji o ludziach w czerni, one częściowo wiązały się z tym, co działo się w okolicach Point Pleasant i w Zachodniej Wirginii wtedy. Czyli ten człowiek w czerni, który przyszedł i powiedział, że go boli brzuch i chciał zjeść te galaretki na biegunkę. Chciał je wypić i nie był w stanie sobie wyobrazić, że je się połyka. Coś kuriozalnego.
Te drobne elementy zachowania pokazywały, że te istoty, bo chyba mogę tak powiedzieć o ludziach w czerni, były troszeczkę nieprzygotowane do swojej misji. Ale to oczywiście rodzi dwojakie wnioski, bo możemy powiedzieć, że to jakaś paranormalna siła próbowała jeszcze bardziej zagmatwać ten przypadek. Ale z drugiej strony mogły to być rzeczywiście jakieś czynniki oficjalne, które starały się wprowadzić do tej historii element dodatkowego zamieszania. To byłoby proste. Dlaczego? Bo kiedy nagle pojawiają się dezinformatorzy, ludzie w czerni, pojawiają się dziwne historie, cała sprawa z Mothmanem i cała sprawa z tym paranormalnym oknem naturalnie straci na wartości. To tak jak w przypadku tych wszystkich UFO-informatorów. Mnóstwo historii. Większość to pierdoły i cała sprawa ewentualnie staje się historią spiskową, o której mogą dyskutować na czatach czy w internetach. A oficjalne media się tym nie zajmą.
Dlaczego? Dlatego, że został zastosowany pewien mechanizm dezinformacyjny i tak naprawdę wiarygodność tej historii została w oczach społeczeństwa w jakiś sposób obniżona. I czy ci ludzie w czerni też mogli dopuszczać się czegoś takiego, prawda? Prosta sprawa.
[02:07:30] - Ale zobacz, mamy nasz polski przypadek w Elatowo. Tam przez jakiś czas oprócz słynnych kręgów, których nie wiadomo kto tam robił, mniejsza o to, nie o to mi chodzi. Pojawiały się, przelatywały nad polami kule. Jakieś tam świecące kule. Widziało to mnóstwo osób. Jeden rok, drugi rok, następny rok. Przelatywały wojskowe śmigłowce nad obserwatorami, czyli nad nami, nad ludźmi, którzy tam byli i nie potrzeba było nikogo nachodzić, nikomu nic robić. Temat po jakimś czasie umarł sam.Cisza się zrobiła, nie było potrzeby nic robić. Podobnie nie było potrzeby nic robić w Point Pleasant. Tam wystarczyło, nawet jeżeli były takie informacje, żeby wystąpił jakiś ornitolog i powiedział, że to sowa, powiedzmy płomykówka, rozstaw oczu taki i taki.
Być może prawdopodobnie ci ludzie to widzieli. Tamten rejon jest akurat bardzo bogaty w sowy, a na dodatek duża ilość gryzoni, które tam zostały, spowodowała nadmierny rozrost samej sowy. Uwierzyliby w to ludzie? Podejrzewam, że przeciętny zjadacz chleba, gdyby zobaczył taką notkę w prasie, 10 razy szybciej by uwierzył w takie wyjaśnienie niż w jakieś podchody z ludźmi w czerni i próby wpływania na świadków.
[02:09:18] - Ale robiono coś takiego, jak mówisz o ornitologach. Sekundkę, dobrze? Coś powiem i oddam ci głos. W płomykówkę by nikt nie uwierzył, dlatego, że płomykówka to malutki ptak. Można sobie zobaczyć na internecie. Wiele osób może mieć mieszane uczucia, kiedy patrzy w twarz płomykówki. Natomiast kiedy się okaże, jaki to jest niewielki ptaszek, to już cały nastrach mija. Były tłumaczenia. To jest przedmiot naszego następnego pytania, że ten ptak był puchaczem wirginijskim. Natomiast mamy do czynienia z 46 przypadkami obserwacji Mothmana.
Nie liczę tych spraw, które były pokrewne. O nich też za chwilę powiemy. I samo to, że opinia ornitologa nie wystarcza, mogło być przyczynkiem tego, że wprowadzono element dezinformacji. Kiedy ktoś słyszał, że tu grasują ludzie w czerni, tu jest jakiś potwór, od razu w oczach kontrowersyjnej opinii publicznej historia traciła na wartości. Natomiast to, że to się rozgrywało naprawdę gdzieś po kątach Point Pleasant, to już była drugorzędna kwestia. Natomiast nie możemy też wykluczyć tego, czego Keel nie wykluczał, że ludzie w czerni nie byli wcale agentami. Była to po prostu jedna z emanacji tej samej siły, tylko w innym wydaniu. Czyli to było wprowadzenie tego bajecznego elementu dezinformacji do tych wydarzeń. Dlaczego? Nie wiemy dlaczego, bo ta inteligencja się tak zachowuje.
Dlaczego UFO cały czas wprowadza ludzi w błąd? Dlaczego przekazuje sprzeczne informacje? Dlaczego każda wypowiedź ufonautów jest inna? Nie wiemy. To się tak zachowuje. Musimy to zaakceptować. Być może, twierdził Keel, ludzie w czerni zachowujący się w tak dziwny sposób również byli emanacją tego zjawiska. Za chwilę powiemy jeszcze o tych sceptycznych podejściach. Ale teraz Chris.
[02:11:34] - Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Wielokrotnie w naszych dyskusjach pojawiały się historie, że na przykład ktoś obserwował jakiś przypadek UFO, jakiegoś statku kosmicznego, powietrznego, niezidentyfikowanego. Byli tacy, którzy w środku miasta widzieli latający pojazd wielkości olbrzymiego domu albo jeszcze większy. Natomiast okazywało się, że to, co oni widzieli wyraźnie i dokładnie i próbowali nawet robić temu zdjęcia, ludzie obok nie widzieli wcale. To jest jedna rzecz. Druga rzecz, te wszystkie elementy spróbuję na koniec połączyć. Wspominałeś o tym, że sam Keel napotkał miejsce, gdzie poczuł się ogromnie nieswojo, poczuł się zaniepokojony. Coś wpłynęło na jego psychikę. Coś spowodowało, że jego nerwy doszły do krawędzi i postanowił jak najszybciej opuścić to miejsce. To jest następny element.
Teraz zauważmy, że kiedy patrzymy na zdjęcia rozmaitszych pojazdów niezidentyfikowanych, najczęściej są to zdjęcia bardzo dziwnie rozmazane. Jakoś nikomu nie udało się wykonać super ostrego zdjęcia. Nie było ani jednego przypadku, żeby zrobić super ostrą fotografię, tak żeby odczytać tablice rejestracyjne tego latającego spodka i wreszcie go namierzyć. Jakoś się nikomu to nie udało. I teraz też rozmawialiśmy o tym, że są najrozmaitsze mody ufologiczne. Po latających spodkach zrobił się wielki wysyp latających trójkątów. W ostatnim czasie zrobił się olbrzymi wysyp pomarańczowych kul, które widzą wszyscy wszędzie niemalże, a które wcześniej nie pojawiały się. I teraz nałóżmy to na to, co wydarzyło się w Point Pleasant. W momencie, kiedy ludzie ci żyją w regionie, który ma takie specyficzne właściwości chociażby na geologię, ze względu na to, że być może istnieje w jakiś sposób o wiele łatwiejsza do zachwiania równowaga, jeśli chodzi o działanie rozmaitych sił kosmicznych, energii kosmicznych na ten punkt ziemi i to powoduje. Kto wie, może doszło w Point Pleasant do tak naprawdę masowej halucynacji, że gdyby nie rozgłaszać tego zjawiska, gdyby nie był to rodzaj histerii, a była to histeria, bo przecież ludzie stali w korkach po to, żeby wypatrzeć tego Mothmana, także to olbrzymie kręgi, to być może nigdy nie doszłoby aż do tak częstych spotkań z tym stworzeniem.
Także tutaj chcę powiedzieć przez to, że być może ludzie, którzy byli naocznymi świadkami, widzieli tego Mothmana, tak naprawdęPewną projekcję. Widzieli coś, co stworzyli w swojej własnej wyobraźni i co przedstawiało im się jako siła fizyczna. Energia ludzka jest czymś absolutnie niezwykłym. Zobaczmy na takie proste kiedy polska drużyna gra na swoim stadionie, to jest prawie, że nie do pobicia. Prawie. Wiadomo, ściany sprzyjają gospodarzom. Kiedy jest na wyjeździe już tak dobrze nie jest, już jest nieswojo. O czym to świadczy? Że energia widzów, energia miejsca, w którym się jest, ma olbrzymi jest człowiekiem, w jaki sposób on reaguje z tym środowiskiem, w którym żyje i w jaki sposób obserwuje pewne fakty. Wiadomo, że w wielkim wzburzeniu psychicznym wiele osób doznaje pewnej deformacji.
Spójrzmy na ten fenomen ludzi w czerni, którym poświęciliśmy całą debatę. Tak naprawdę nikt im nie zrobił zdjęcia. Mamy kilka domniemanych fotografii tylko dlatego, że akurat ten ktoś tam ubrany jest na czarno w tym miejscu. Zwłaszcza ta fotografia zrobiona w Jersey City. To jest to. Natomiast te wypadki są częste i najczęściej ludzie o nich opowiadają, ale nikt nigdy nie widział, w jaki sposób gdzie ci ludzie znikają tymi swoimi samochodami, gdzie parkują, gdzie przyjeżdżają, w ogóle pojawiają. Nikt nie widział tego elementu. Jest to wręcz taki klasyczny przypadek, że coś pojawia się jak w śnie na jawie. Także patrząc na to zjawisko i na gromadzenie tych zjawisk, które ja, podobnie jak Arek uważam, że ciągle być może wiele zjawisk wpadło do jednego worka, one powiązały się ze sobą w jakiś sposób. Oczywiście ludzie w czerni i Mothman to była w jakiś sposób .
Sam fakt, że obserwował olbrzymią ilość tych czerwonych kul, o których wspominałeś. To co wcześniej ich nie było? Nie, nikt nie obserwował ich, nikt ich nie wypatrywał na niebie. Kiedy zaczyna się wypatrywać czegoś na niebie, zaczyna się to odnajdować. Ja takie mam ostatnio, że wychodzę sobie nocą w jakąś taką czystą, bezchmurną noc po to, żeby popatrzeć na niebo i mam straszną nadzieję, że wypatrzę wreszcie jakiś niezidentyfikowany obiekt, że coś przeleci dziwnego nad głową. Że chociaż ten meteor przeleciał i spalił się w atmosferze to już będę zadowolony. I słuchajcie, za każdym razem to się dzieje i czasami nie jestem pewien, czy to wydarzyło się w mojej wyobraźni, bo tak naprawdę tego chciałem. Do tego dochodzi jeszcze mnóstwo zjawisk z dziedziny optyki, na przykład zjawisko powidoku. Czasami kolory reagują na nasz umysł w taki sposób, że w jakiś sposób zmieniają nasze widzenie. Jeśli napatrzeć się na jeden kolor, jeżeli odwrócimy wzrok w innym kierunku, zobaczymy to samo zupełnie w innym kolorze.
Kilka razy wydawało mi się, że dostrzegam jakiś flash, jakiś przelatujący szybko ogień na niebie. Okazało się później, kiedy nad tym myślałem, że prawdopodobnie było to zjawisko zwykłego powidoku . Że to po prostu wytworzyło się fizycznie, ale w mojej głowie powstało to jako coś niezwykłego, być może nie z tego świata. Dlatego trzeba być ostrożnym w tych wszystkich łączeniach faktów. Podobnie mamy z przekleństwem Mothmana, że ludzie, którzy mieli z nim jakiś kontakt, w jakiś sposób deptali mu po piętach i źle skończyli. Ci ludzie o tym doskonale wiedzieli. I być może klątwa właśnie działa w taki sposób, że zasiedla się głęboko w ludzkiej głowie i ten człowiek sam zmierza do własnej zagłady, którą sobie w jakiś sposób wytworzy. Podobna historia jest przecież z tym szeryfem Cornstokiem, który został zastrzelony i też jest dołączony do tej legendy, bo pasuje. Ponieważ zajmował się sprawą, pasuje do tej legendy i również jest ofiarą długodystansowego przekleństwa Mothmana. Dlatego właśnie wspominałem o tym, że często wrzuca się wiele rzeczy do jednego worka tylko dlatego, że one bardzo pasują do siebie.
Tak jeszcze korzystając z okazji, że jestem przy mikrofonie, ja wspomniałem o świętym Arku, naszym patronie. Mam na myśli Arka Miazgi. Cieszę się bardzo, że Arek nas słucha dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie Arka. Arku, absolutnie nie miałem nic złego na myśli. Ja rozumiem i to też w pewnym sensie jest to przykład na to, co powiedziałem. Rozumiem, że słowo „święty” w tym kontekście, którego do końca nie przemyślałem, zabrzmiało dwuznacznie. Ugryzłem się w język, bo chciałem dodać „święty męczennik”. To by dopiero było. Pewnie byś się na mnie obraził na śmierć.
Nie miałem nic złego na myśli. Zjawiska mają najbardziej różnorodną naturę i ci, którzy szukają w zjawisku UFO tylko śrubek i nakrętek i zielonych ludzi, którzy żywcem nas przeniosą na jakąś inną planetę, być może oni są w większym błędzie. Być może wcale to zjawisko na tym nie polega, o czym chociażby mówi dzisiejsza nasza dyskusja i wiele innych, które były wcześniej na podobny temat. Że jest to zjawisko skomplikowane, że jest to bardzo szeroki wachlarz, być może wielu innych zjawisk, które my łączymy ze sobą w różne konfiguracje, patrząc na nie w różny sposób. Dlatego nigdy nie byłem zwolennikiem tworzenia jakichś dogmatów i tym bardziej teraz nie jestem. I tutaj właśnie oficjalnie chciałbym powiedzieć, że popieram to, co robisz. Nie mam nic przeciwko twojemu zdaniu, nawet gdybym się miał z nim nie zgodzić. Każdy ma prawo do swojej własnej opinii, do wyrażania jej w taki sposób, jaki uważa za stosowne i do jej obrony. Natomiast sam będąc blogerem od wielu lat przeżyłem wiele najrozmaitszychCzęsto są to brzydkie personalne ataki zrobione przez ludzi po to, żeby zaistnieć, żeby odegrać się na kimś tylko dlatego, że tak naprawdę nic więcej nie mają do powiedzenia. Są to ludzie toksyczni, nie podają argumentów.
Wystarczą im dwa słowa tylko po to, żeby ich zaatakować. To jest to samo, jak te wszystkie zabawy, kiedy byliśmy małymi chłopcami. Zawsze trzeba było znaleźć najsłabsze ogniwo w całej naszej grupie i robić sobie z niego jaja, że tak powiem. Zawsze tak było. Ludzie rosną, ale nie dorastają na tyle, żeby zmienić swoje zachowanie i swoje przyzwyczajenia i atakują innych ludzi, często właśnie w bezceremonialny sposób. Nazwałem cię świętym dlatego, że w pewnym momencie przejąłeś wszystkie nasze debaty, bo ludzie nie dyskutowali na temat tego, o czym mówimy czy co się wydarzyło na debacie, tylko dyskutowali o tobie tak, jak my byśmy byli w ogóle kompletnie do niczego niepotrzebni. Jakbyśmy niepotrzebnie zajmowali czas. Także jeszcze raz cię serdecznie pozdrawiam. Jesteśmy tutaj cały czas z tobą. Jesteś świętym Simonem Templerem, którego tutaj popieramy i mam nadzieję, że któregoś dnia się skusisz, dasz się zaprosić i będziemy tutaj razem wspólnie dyskutować w naszej sekcie ufologicznej.
[02:21:42] - Arek by się dał zaprosić, da się zaprosić, tylko niestety ja wiem, bo on czas niedzielny poświęca na sprawy osobiste często, dlatego jest go tak trudno złapać. Zresztą jak wielu dyskutantów, którzy mogli być naszymi gośćmi, a z jakichś osobistych względów nie mogą, ale tak na pewno się do tego wszystkiego odniesie. Zaprosimy go, mam nadzieję, niebawem na taką rundę pytań i odpowiedzi. Tak, dziękuję. Kris, tutaj odnosząc się do tego, co mówiłeś, ja to markowałem już wcześniej. Ten problem z tym, ile jest Mothmana w Mothmanie. Ile z tych obserwacji rzeczywiście dotyczyło tej niezwykłej istoty? Bo na pewno wśród tych dziesiątków relacji, bo mówimy o setce obserwacji przez około 100 ludzi. Na pewno wśród tych obserwacji rodziły się też inne historie. Kiedy ktoś zaobserwował coś dziwnego, jakiś dziwny kształt i tak dalej.
Tak to niestety działa. My od tego nie uciekniemy. Zawsze tam, gdzie się coś dzieje, pojawiają się takie historie. To jest naturalny fenomen. Ale powróćmy jeszcze do Point Pleasant. Tutaj jeszcze powrócę do tego, co mówiłem Arkowi o tym implantowaniu, o tym wkręcaniu, brzydko mówiąc, dezinformatorów do sprawy Mothmana. Głównym przypadkiem, dla którego można było to zrobić, wprowadzić tamtych zakłócacz obrazu, było to, że Mothman rzeczywiście w ocenie na przykład jakichś służb mógł stanowić realne zagrożenie. To znaczy fakt, że obserwowało go tyle osób, że kilka osób gonił, że kilka osób skłonił do zgłoszenia sprawy na policję, już był wystarczającym dowodem, by traktować go jako swego rodzaju zagrożenie. A może oni wiedzieli coś, o czym ani ty z nas, ani Kil nie wiedzieli. I to też może wchodzić w grę.
[02:24:04] - Wtedy jeszcze takie pytanie, bo to jest niewielkie miasteczko. Kil zajmował tam miejsce w hotelu. Nie pamiętam, czy później przeniósł się do jakiejś prywatnej kwatery. A ci ludzie, jeżeli byliby agentami jakichkolwiek służb, powinni też mieć wynajęte jakieś lokum, czy to hotel, czy cokolwiek innego i powinni być widziani z tego punktu widzenia. Ktoś ich powinien namierzyć po prostu tak normalnie jak osoby. Owszem, stamtąd się poruszają, później wyjeżdżają, wracają. Myślę, że Kil by nie przepuścił takiej okazji, żeby po prostu do nich zapukać i się zapytać, co tutaj robią.
[02:24:59] - Głównym problemem pozostaje to, że terytorialny zasięg działalności Mothmana i tych zdarzeń z 1966, 1967 roku był duży. Point Pleasant jest stolicą, bo tam było słynne TNT Area i tak dalej. Natomiast zasięg był większy i Kil tak naprawdę nie mieszkał w Point Pleasant, kiedy odwiedzał ten rejon. Mieszkał w Athens. W Athens była też ta gazeta „Merry Higher”. I tak naprawdę myślę, że logistycznie, gdybyśmy to rozplanowali, to mógłby być pewien problem, dlatego że ci ludzie w czerni odwiedzali bardzo zróżnicowane rejony i sami świadkowie podkreślali, co było dziwne, że często oni na przykład nie używali samochodów, że oni przychodzili na nogach na przykład albo pałętali się w nocy, przychodzili gdzieś w nocy i ludzie mieli problem, żeby im w ogóle otworzyć, bo ktoś po prostu nękał ich wieczorami. Także zagadka ludzi w czerni w Point Pleasant pozostaje, moim zdaniem przynajmniej, niewyjaśniona. Ale Marku, przejdźmy może do kolejnego pytania, bo zostało nam ich całkiem sporo, a chyba nawet nie jesteśmy w połowie.
[02:26:19] - Połowę, powiedzmy, przekroczyliśmy, ale faktycznie pytań jest jeszcze bardzo dużo. A kolejne pytanie z naszej listy brzmi następująco: jak oficjalnie tłumaczono zdarzenia z Mothmanem? Co mówili sceptycy? Piotrze?
[02:26:36] - Co mówili sceptycy? Przede wszystkim to, co powiedział Arek, że była to obserwacja albo puchacza wirginijskiego, albo żurawiaI te dwa ptaki wchodziły w grę przede wszystkim. Tutaj rodzi się pewien problem, bo wiele osób, które widziały Mothmana, chociażby Partridge, chociażby ten myśliwy, o którym wspominałem, jako tako byli zaznajomieni z fauną i nie potrafili jednak zgadnąć. Co najbardziej rzucało się w oczy to nieptasi lot Mothmana, bo on nie trzepotał, poruszał się prosto jak szybowiec. On szybował. Nie wykorzystywał modelu lotu, jaki wykorzystują ptaki. Poza tym jego skrzydła, jak Arek wspominał, były dość dziwnie ukształtowane, być może nieprzygotowane do lotu nawet w warunkach ziemskich. Stąd ta opinia Keela, że to coś, mając mimo wszystko zdolność poruszania się w powietrzu, pochodziło tak naprawdę z innej rzeczywistości, gdzie panują zupełnie inne warunki. Blisko było też do stwierdzenia, że ten Mothman jest tak naprawdę, ze względu na jego fizjonomię, przybyszem z otchłani piekielnych, o czym z kolei wspominał Chris. Dlatego bardzo szybko pojawiły się argumenty sceptyczne, bo sprawy dopiero trzeba było badać oddolnie, żeby zauważyć, że mimo wszystko coś w tym było i ktoś chciał, przynajmniej w pewnym sensie sprawić, by ta historia zniknęła z ludzkich umysłów.
Tam rzeczywiście działo się coś dziwnego, ale szczęście w tym, że to się działo w obszarze, który jest prowincją, bo gdyby to działo się w mieście... Zresztą Chris, pamiętam, że Keel sam będąc nowojorczykiem wspominał o obserwacji bardzo dziwnego stworzenia przypominającego Mothmana. Tyle że pod koniec XVIII wieku. Pamiętam taką relację. Musiałbym teraz przewertować książkę, żeby znaleźć tamtą historię. Tam, w samym Nowym Jorku, nie pamiętam, w której części, obserwowany był dziwny latający stwór, ale opisywany nie jako ptak, lecz jako latający człowiek. Myślę, że przynajmniej w pewnym aspekcie, bo obserwacje Mothmana nie były ulotne. To znaczy powiedzieliśmy, że jego natura była dość efemeryczna. On się pojawiał i znikał, ale pozostawał dość długo w zasięgu wzroku i to, co się rzucało w oczy świadkom, moim zdaniem wskazuje, że argumenty mówiące, iż był to ptak, przynajmniej w tych głównych przypadkach, które omawialiśmy, niestety są błędne. Nie pasują do tego, że ewidentnie stworzenie zachowywało się w locie nie tak, jak zachowuje się ptak.
Poza tym było dużo większe. Pamiętajmy, że Mothman był opisywany jako stworzenie masywne i co ciekawe posiadające dwie grube nogi przypominające kloce. Nie było tam mowy o krótkich nogach, jak w przypadku puchacza, czy o długich, szczupłych nogach, jak w przypadku żurawia. Także tych argumentów przeczących koncepcjom ornitologicznym było naprawdę dużo. Chris?
[02:30:23] - Myślę, że tu chodziło o to, co Keel miał na myśli jako nowojorczyk. Właśnie miał na myśli tego wspomnianego przeze mnie wcześniej Diabła z New Jersey, cała legenda powstała z New Jersey. Dlatego nawet jest ona na tyle ciągle popularna, że najważniejsza drużyna hokejowa z mojego stanu to jest New Jersey Devils, czyli Diabły z New Jersey. To jest właśnie na cześć tego owego diabła. Jego istnienie miało się rozpocząć od sosnowego lasu w New Jersey, bo New Jersey wcale nie jest aż takim metropolitarnym stanem, gęsto zaludnionym, jak się często o nim myśli. Są rejony rzeczywiście, gdzie ludzi mieszka masa, ale są jeszcze rejony wielkie, pustawe, wciąż dzikie i rośnie ciągle wielka, olbrzymia, dziewicza puszcza, właśnie sosnowa, na olbrzymich, torfowo-piaskowych nieużytkach. Miejsce rzeczywiście robi gęsią skórkę, kiedy na przykład patrzy się na strumienie, które są czerwone od wody torfowej i ma się wrażenie, że tędy płynie krew. Od razu wyobraźnia podpowiada różne scenariusze. Tam właśnie narodziła się legenda Diabła z New Jersey, który miał prześladować ludzi, miał pojawiać się na ich dachach, przesiadywać na drzewie, nawet pojawiać się w środku miasta. Wzbudzał w miastach panikę.
Ludzie go widzieli. Była to realna siła. Wyglądał niemalże identycznie jak Mothman. Bardzo go przypominał. , że jego skrzydła były śmiesznie krótkie, ale te śmiesznie krótkie skrzydła pozwalały mu z łatwością poruszać się w powietrzu. Dlatego ta legenda jest tutaj dość znana i popularna. Poza tym myślę, że jeszcze jedną, jaką możemy do tego dołożyć, jest legenda, która utknęła w komiksach, czyli mam tu na myśli Batmana, ale takich Batmanów widziano w różnych miejscach Ameryki, zanim powstała postać z kreskówki. Widziano wiele w różnych miejscach ludzi, którzy przypominali nietoperze, czyli w jakiś sposób... ludzi, humanoidów czy ewentualnie dziwacznych postaci. Podobnie jak Mothman, które przypominały humanoida i miały skrzydła.
Podobnie Batman ma olbrzymie skrzydła i też przypomina w jakiś sposób człowieka. Widziano takie postacie na przykład w Teksasie, siedzące na drzewie, widziało je kilkoro osób. Była to postać olbrzymia i wielka. Ale jednocześnie z drugiej strony mamy te archetypy, bo i wampiry wyglądają podobnie jak Batman czy nawet podobnie jak Mothman. Czyli gdzieś ta postać, jej złowrogość, to, że jest czarna bądź szara i pojawia się o zmroku, pojawia się w miejscach odludnych, od razu buduje ten ludzki niepokój, ten ludski strach. Ja sam miałem taką przygodę w Catskill Mountain, kiedy wyszedłem sobie na diabelski szlak. Później dowiedziałem się, że każde miejsce w Stanach, które ma w sobie słowo „diabelski”, nie jest to przez kogoś sobie wymyślone, że to jest diabelskie, tylko ma jakiś związek właśnie z historią, która tam się wydarzyła, której źródła są paranormalne. Również było to miejsce dziwaczne, odludne, bardzo niepokojące. Zaczęło się to od tego, że było dwóch strażników w tym odludnym miejscu, jak ich spotkałem. Jeden z nich był wysoki, chudy, tyczkowaty i papierowo blady, a drugi był mały, okrągły, przypominający prosiaczka i był cały czerwony.
I myślę sobie: czy mnie się wydaje, czy to jest...? Ale to od razu wzbudziło mój niepokój. Już chyba kiedyś historię tą opowiadałem w radiu i miałem po drodze kilka różnych takich przygód, które świadczyły, że coś jest nie tak na tym diabelskim szlaku, gdzie cichły nagle ptaki, gdzie ni stąd, ni zowąd rozmaszczał się nade mną jeden olbrzymi czarny kruk i tak jakby pilnował mnie przez całą drogę, gdzie była pajęczyna, którą najpierw rozerwałem i przeszedłem przez polanę na drugą stronę, a kiedy wracałem pół godziny później, cała polana znowu była zapięta tą pajęczyną. A jeszcze do tego, kiedy szedłem przez las wśród pni drzew, tuż przy ziemi przelatywała olbrzymia sowa. I tu mogę się zgodzić z Arkiem, że chyba nawet płomykówka wyglądałaby dla mnie jak Batman w tym momencie, dlatego, że nie wiedziałem w ogóle, co to jest. Coś przemknęło między drzewami. Zauważyłem to. Patrzyłem na to przez co najmniej dobre 15, 20 sekund. Przez dłuższy czas nie miałem pojęcia, co to jest. Przeleciało to coś obok mnie i dopiero wtedy, dopiero jak już to odleciało, doszło do mnie, że to była po prostu sowa, która leciała nisko nad ziemią.
Pewnie polowała na jakiegoś gryzonia, który gdzieś pomykał między pniami drzew. Ale wrażenie było tak niesamowite, że nie mogłem się przez jakiś czas uspokoić. I parę innych rzeczy. Praktycznie każda rzecz, która się do tego dokładała, jeszcze bardziej podkręcała tę spiralę, jak to nazwać, ekscytacji, strachu, czegoś, co mną owładnęło. W pewnym momencie, idąc tymi ścieżkami bardzo kamienistymi, nagle ni stąd, ni zowąd korzenie drzew, które tam walczą ciężko, żeby jakoś przetrwać i szukają każdej szczeliny, żeby wrzucić swój korzeń, więc wiele z nich jest na wierzchu i dla mnie one wyglądały jak takie szpony, które chwytały się tych kamieni, wbijały się i to nie walczyły o życie, a starały się je skruszyć i zniszczyć. Także wszystko to w pewnym momencie nabrało takiego wręcz nierealnego wyobrażenia. I skończyło się to też tak, że w ogóle nie mogłem z tego miejsca wyjechać. Miałem wrażenie, że czuję czyjeś oczy na swoich plecach. Wjechałem do miasteczka, gdzie miałem wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Praktycznie nic się tam nie działo, nic tam nie jeździło.
Ale kiedy ja usiłowałem wyjechać z tego miasta, nagle powstał korek. Zaczęły samochody jeździć bez przerwy jeden za drugim. Nagle zauważyłem, że zaczynają przejeżdżać samochody, które już wcześniej widziałem, jakby krążyły w kółko, chciały mnie zatrzymać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie to wszystko urodziło się w mojej wyobraźni, ale możecie wyobrazić sobie sami, w jakim stanie ducha byłem najpierw po tej mojej górskiej wycieczce, a potem po próbie wyjazdu, kiedy już wydawało mi się, że wszystko jest poza mną, a tutaj okazało się, że jest jeszcze druga część, jak w horrorze. I dopiero kiedy wyjechałem na autostradę, odczułem fizycznie, że coś się wreszcie od moich pleców i wypuściło mnie z tego zaklętego miejsca, bo nawet nie mogłem wyjechać tą samą drogą, którą wjechałem, bo okazało się, że ulicę zastawiono, że są tam roboty drogowe i musiałem szukać wśród tych bardzo stromych gór i bardzo wąskich dróżek jakiegoś wyjścia, żeby stamtąd w ogóle wyjechać. Także to wszystko razem spowodowało być może ten sam rodzaj właśnie w Point Pleasant, gdzie jedno zjawisko budowało drugie, tworzyło kolejne i następne. I być może nawet wśród tych świadków, którzy widzieli Mothmana, część z nich widziała go jedynie we własnej wyobraźni, ale przysięgłaby, dałaby sobie palec odciąć, że widziała go naprawdę, że był z krwi i kości i stał przed nimi. Czy widzieli go w powietrzu, a nie był to żuraw czy coś innego, to też musimy wziąć pod uwagę, że być może ludzka psychika ma tu jakiś wpływ na to, co się tam w tym wszystkim wydarzyło. Także takich legend i historii w samym stanie Nowy Jork również jest sporo i jestem pewien, że Kier, który interesował się tymi sprawami, również je słyszał.
[02:38:18] - Dziękuję. Tutaj znalazłem akurat urywek o tym incydencie, do którego się bezpośrednio odnosiłem. Pozwolę sobie zacytować: „Kolejnego człowieka widziano na Brooklynie w latach 1877-1880. Miał skrzydła i wykonywałPowietrzne akrobacje nad głowami tłumów na Coney Island. Jak mówił pan W.A. Smith, który pierwszy widział jego przeloty i napisał o tym do „New York Sun” 18 września 1877 roku: „Stworzenie nie było ptakiem, lecz uskrzydloną ludzką formą”. Ten latający człowiek stał się sensacją i zgodnie z „New York Timesem” z 12 września 1880 roku wiele szanowanych osób widziało tą postać lecącą w kierunku New Jersey. Manewrował na wysokości około 1000 stóp, czyli około 300 metrów, pokazując nietoperzowe skrzydła i wykonując lot wyglądający tak, jakby pływał w powietrzu. I tutaj jest jeszcze troszeczkę więcej o nim, między innymi, że to stworzenie miało brutalny i złowrogi wyraz twarzy, było czarne i wyróżniało się na tle nieba. Także podobnych zdarzeń rzeczywiście było tam więcej.
Ale z drugiej strony wyobraźnia wyobraźnią, ale z drugiej strony pani Bennett upuszcza dziecko, a na przykład Connie Carpenter po tym dziwnym spotkaniu prawie oko w oko z Mothmanem puchną oczy. Także to wszystko jest bardzo kontrowersyjne. Arku, co byś tutaj dodał na dobicie Mothmana?
[02:40:26] - Dobicie może nie, ale faktycznie on bardzo duży wpływ miał na tych, którzy mieli jakikolwiek kontakt z nim. Ten pan Partridge spał ze strzelbą, przestraszył się. Za swoim psem nie poszedł w obejściu, gdzie to obejście jest mu bardzo dobrze znane. Musiało być bardzo dobrze znane, podobnie jak każdy z nas zna niemalże każdy zakątek swojego domu i swojego najbliższego otoczenia. Jednak na tyle się przestraszył, że mając strzelbę nie poszedł za swoim psem, tylko po prostu wrócił do domu i się zamknął. Także w jakiś sposób to oddziaływanie musiało być. Natomiast jeżeli chodzi o Mothmana i wcześniejsze ewentualnie jego obserwacje, tutaj mamy może powiązanie ze szczęściem humanistów latających, ale też mamy opis tych czerwonych oczu, hipnotyzujących. Parę razy już się z tym na pewno zetknęliście przy opisach czupakabry i przy opisach Big Foot, Wielkiej Stopy. Tam też czasami jest opis, że ma hipnotyzujące oczy, że nie można się ruszyć i są one właśnie duże, koloru czerwonego. Także coś tam jest.
Ja bym bardziej powiązał tego właśnie diabła z Jersey i być może Mothmana z czupakabrą. Zwłaszcza w kontekście iluś zwierząt, które zginęły. Nie mówię tu o tym psie akurat, tylko o tym, co mówił na początku Pete, że jednym z aspektów tych incydentów było między innymi znajdowanie okaleczonych zwierząt. Także cały tabun tego wszystkiego.
[02:43:03] - Ja myślę, że to jest świetna uwaga, bo rzeczywiście ta klasyczna czupakabra opisywana z Portoryko, jak się jej dobrze przyjrzeć, to ona bardzo pasuje do Mothmana. Też ma skrzydła i też wygląda na humanoida i ma czerwone, hipnotyzujące oczy. Mothman w jakiś sposób pasował być może do kultury ludzi, był tym, w cudzysłowie, demonem, który w jakiś sposób rozumieli ludzie mieszkający w West Virginii. Natomiast to samo zjawisko pokazało się być może w Portoryko tylko dla tamtych ludzi, dla tamtej kultury, kompletnie odrębnej od wirginijskiej. Była to właśnie czupakabra. Był to jakiś stwór paranormalny, nie wiadomo skąd, ale być może miał inne podłoże, dlatego rozróżniono go od Mothmana, nie nazwano go Mothmanem. I dlatego ta uwaga jest bardzo ciekawa i myślę, że ma dużo sensu. Rzeczywiście z Big Footem jest podobnie. Bardzo często właśnie Big Foot ma rozjarzone czerwone oczy. Ktoś, kto go w ten sposób opisuje, tak naprawdę podejrzewa tylko, że to jest Big Foot tylko dlatego, że w tym rejonie widziano Big Foota, pojawiały się Big Footy.
Więc kiedy widzi czerwone oczy, jest pewien, że ma do czynienia z Big Footem. A równie dobrze może to być znowu to samo zjawisko, ten sam fenomen, o którym dzisiaj rozmawiamy. Dziękuję.
[02:44:31] - I przechodzimy do kolejnego, nie ostatniego jeszcze, pytania: kim był tajemniczy Indrid Cold, który odwiedzał Woodiego Derenbergera, mieszkańca rejonu, który w czasie fali spotkań z Mothmanem przeżywa własną paranormalną historię? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Mikina. Chrisie?
[02:44:54] - To była znowu postać właściwie jak z komiksu. Był to ten człowiek z wielkim uśmiechem. Nazywali go Uśmiechnięty Człowiek albo Szczerzący Zęby Człowiek. Tak na niego mówiono. Chodził w zielonym garniturze, był wysoki i do złudzenia przypomina Jokera z komiksu o Batmanie. Tak jak Batman w jakiś sposób przypomina wyobrażenie Mothmana. Podobno nie była to jedyna postać, która się wplątała do różnych zjawisk, jakie miały miejsce w Point Pleasant, ale były też takie postacie jak Demo Hassan albo Carl Ardo, którzy w jakiś sposób wyglądali podobnie. Też szczerzyli zęby. Pokazuje skalę i nagromadzenie zjawisk paranormalnych, które miały miejsce właśnie w Point Pleasant i w okolicy, gdzie nie wystarczyło, że tylko chodzili po domach nad ranem faceci w czerni, to jeszcze pojawiał się taki uśmiechnięty złośliwie facet w zieleni, Indrid Cold, który też nie wiadomo skąd się wziął. Po raz pierwszy widziano go znowu w New Jersey.
Czyli gdzieś tu w New Jersey jest kopalnia tych różnych paranormalnych historii. Ciekawe z jakiego powodu. Ale nie zdobył sobie zbyt dużej popularności w New Jersey i akurat pojawił się w West Virginia w czasie, kiedy grasował tam Mothman i dołączył się jeszcze bardziej do tego zjawiska, zakręcając go kompletnie i sprawiając, że ciężko z nim sobie poradzić, żeby ustawić wszystko w jakiś sposób logicznie na miejscu i spróbować je zrozumieć. Dzięki. Arku?
[02:46:52] - To akurat nie mieści się w jakichkolwiek kryteriach, dlatego że ta postać mówiła konkretnie, że jest z jakiejś innej planety. Był ubrany w opalizujący niebieski garnitur. To jest postać z komiksu, nic więcej. Ciężko cokolwiek na ten temat powiedzieć. Wydaje się, że to jest wiele dziwnych spraw w jednym miejscu, w jednym czasie, że nie potrafię sobie z tą postacią w jakikolwiek sposób dać rady, do czegokolwiek ją przypiąć. To jest dosłownie kosmos i nic więcej.
[02:47:58] - Tak. Rzeczywiście, sprawa była, nie oszukujmy się, oryginalna, bo na razie mówiliśmy, że w Point Pleasant były widziane dziwne kule latające, czasami jakieś latające spodki, Mothman, ludzie w czerni, a gdzieś tak w międzyczasie przeplątał się Indrid Cold. Indrid Cold co prawda nie pochodził z Point Pleasant, miał to miejsce w Zachodniej Wirginii. Natomiast w tym samym czasie, kiedy działał Mothman, pojawił się Indrid Cold. Kim on był? On był jednym z wielu postaci, które podawały się za kosmitów kontaktujących się z ludźmi. A było to tak: Woody Derenberger, sprzedawca AGD, jechał sobie samochodem i w pewnym momencie uderzył w coś. Kiedy wysunął głowę, zobaczył, że stoi tam jakiś człowiek dziwnie ubrany i ręce trzyma pod pachami i coś do niego mówi. Przedstawił mu się jako Cold. W ogóle ciekawe, co zauważył Keel, że wszyscy ludzie w czerni, którzy się pojawiali w Point Pleasant, przedstawiali się w bardzo ciekawy sposób.
Mieli bardzo pospolite nazwiska. Cold był jedynym z tej czeredy, który nazywał się inaczej. Przedstawił się jako Cold. Powiedział Derenbergerowi, że pochodzi z planety Lanulos i będzie się z nim od tego czasu kontaktował. I rzeczywiście, Derenberger ze zwykłego sprzedawcy AGD stał się kontaktowcem. Stał się człowiekiem, o którym się zrobiło głośno i to pokazuje, co się tam wtedy tak naprawdę działo w Zachodniej Wirginii. Oprócz Mothmana pojawili się też kontaktowcy. Pojawili się ludzie, którzy twierdzili, że są w kontakcie, w łączności z mieszkańcami innych planet i te istoty przekazują im pewne przesłania, twierdzenia, koncepcje. Ta sprawa była na tyle kontrowersyjna, że Derenberger stał się znany w miarę w lokalnej społeczności i zaczął wygłaszać wkrótce te swoje mądrości, które uzyskał drogą channelingową czy bezpośrednio od Colda, który mu się przedstawił wkrótce, że nazywa się Indrid. Tak jak większość kontaktowców, Derenberger został zabrany w podróż na Lanulosa, gdzie zobaczył ludzi chodzących nago.
Wiązało się z tym mnóstwo historii, czasami idiotycznych historii. Derenberger ponoć twierdził, że jest w ciąży w ogóle. I takie historie. Pokazywało to tylko, do jakiego stopnia siła, która stała za tym zjawiskiem, wpływała na ludzkie umysły. W ogóle w tym czasie w innych miejscach kraju, Stanów Zjednoczonych pojawiły się inne postacie, które działały w podobny sposób. Chociaż Indrid Cold i Derenberger zostali zepchnięci na margines
[02:51:07] - To pamiętamy, że tak zwani kontaktowcy w postaci chociażby Billy'ego Meiera, w postaci George'a Adamskiego, który swego czasu był sławny, teraz już nie, i wielu innych zyskali swego czasu sporą uwagę i przyciągnęli ją. Zyskali spore grono wielbicieli, nawet zwolenników. To nam pokazuje pewną dziwną prawidłowość związaną z kontaktowcami i chociażby z osobami, które są świadkami objawień maryjnych. Oni zwykle otrzymują bardzo podobne historie, bardzo podobne treści. Kontaktowcy zachowują się w podobny sposób. Oni przeżywają ekstazy, przeżywają wniebowzięcia, tylko że oni przeżywają je dosłownie jako rzekome wojaże po innych planetach. Czyli przypadek Derenbergera pokazywał nam, że oprócz tego wszystkiego, co powiedziałem, działała jeszcze inna siła. Czyli panowie, tak jakby to, co nagle zaczęło oddziaływać na mieszkańców Point Pleasant, oddziaływało na różnych ludzi w różny sposób. Jedni widzieli latającego potwora, drudzy widzieli kosmicznych braci, proroków, trzeci widzieli jakieś obiekty. To mi strasznie przypomina historie, które rozgrywały się w czasie tak zwanych zakazanych objawień maryjnych, czyli tych objawień maryjnych, których Kościół nie uznał.
Jeżeli jakieś zdarzenia możemy porównać do tego, co działo się w Point Pleasant, to chociażby to, co miało miejsce w Escodze w 30. latach. To była baskijska wioska, gdzie doszło do objawień maryjnych, ale te objawienia zostały tak naprawdę wyklęte przez Kościół, dlatego były bardzo kontrowersyjne. Tam były widziane postacie z folkloru. Tam były widziane postaci diabłów albo widziane postacie Maryi, która krwawiła. To były makabryczne rzeczy. Kult został zaprobowany przez lokalną społeczność. Pojawiły się nawet jakieś formy kapliczek. Natomiast został zakazany przez Kościół katolicki. Tamto objawienie się nie udało, ale miało ogromną formę.
Wpływało na lokalną społeczność w podobny sposób. Każdy widział coś innego. Jeden widział demony, drugi widział Maryję. Co prawda kosmitów nie widziano, bo nie mówiono o nich jeszcze wówczas tak powszechnie. To samo w Heroldsbach, to samo w innych miejscach. Tutaj możemy znaleźć pewne analogie, że nagle jakieś miejsce staje się domem, staje się płaszczyzną działania tajemniczej siły i każdy widzi tam coś innego. Jakaś siła masowo przejmuje wtedy umysły. Historia Derenbergera jest na to dowodem. Marku, przejdźmy do pytania dziewiątego, które pokaże nam i ujawni kolejną formę, w jakiej to oddziaływanie na umysły się odbywało.
[02:54:08] - Właśnie, jednym z ciekawych aspektów były dziwne telefony i przekazy telepatyczne o zróżnicowanej formie. Skąd one pochodziły i jak były opisywane? Arku?
[02:54:21] - Tutaj pierwszym symptomem tego, co się będzie działo, to był w sumie ten w miejscowości Salem u pana Partridge'a, któremu zaginął piec. Zaczęło się to od tego, tak mi się wydaje, że właśnie on sobie usiadł, oglądał telewizję i telewizor mu zgasł. Potem pewnie włączył się, bo zaczął mówić o tym, że widział wzór przypominający zjedzoną rybę, rybie ości. Zaczął wydawać dźwięk, ale taki nie szum, tylko buczenie. Później on widział tego właśnie Mothmana. To jest właśnie dziwne dlatego, że tutaj obserwacja niby zwierzęcia, humanoidealnej postaci, ale bez technicznej, a tutaj jest wpływ na technikę. Potem pojawiały się takie piski przypominające płytę za szybko puszczoną w telefonach po podniesieniu słuchawki czy przy próbowaniu wykręcenia, bo wtedy nie było jeszcze, znaczy były, ale podejrzewam, że w tak małej miejscowości chyba była centralka jeszcze ręczna, więc za każdym razem trzeba było wybrać centralę. Przy wybieraniu tych kierunkowych numerów dało się właśnie słyszeć te piski. O innych możliwościach czy o innych incydentach może więcej powie Piotr, ewentualnie Chris. Ale to jest właśnie wpływ nie wiadomo czego na rzeczy materialne, na rzeczy techniczne i to nie jest takie łatwe do przeskoczenia.Dziękuję.
[02:57:16] - To może teraz Chris. Chrisie, czy się słyszymy?
[02:57:19] - Teraz to Chris się zdematerializował.
[02:57:23] - Piotr wrócił, także może.
[02:57:27] - Chris.
[02:57:30] - Piotr.
[02:57:30] - Halo, halo! Widzicie, zawsze jak się mówi o Mothmanie, to się dzieją dziwne rzeczy ponoć.
[02:57:37] - O facetach w czerni jeszcze bardziej, bo mnie wtedy wycina.
[02:57:44] - Była taka debata, pamiętasz Piotrze, że ci prąd wyłączyli pięć minut przed debatą?
[02:57:51] - Była przed tym. To było paskudne, bo jeszcze mi się komputer nie chciał włączyć potem. Nie wiem, czy wiecie, ale obsługując to konto, grupę dyskusyjną, poszukuję często tematów albo inspiracji w internecie i znalazłem w polskim internecie taką kuriozalną rzecz, która się nazywa targeted individuals. To są osoby, które myślą, że skupia się na nich jakaś działalność grup specjalnych, które w jakiś sposób usuwają ich materiały na przykład albo przeszkadzają im w codziennym życiu. Ubaw jest murowany, kiedy na przykład jakaś pani Celinka z Kalisza pisze: „Dzisiaj znowu nie mogłam włączyć Windowsa”. Serio, polecam. My tu tak pitu, pitu, a tu Chrisa nie ma. To może wtrącę trzy słowa. To, co działo się w Point Pleasant, miało jeszcze jedną formę, miało jeszcze jedną twarz, bowiem tak jak Arek powiedział, zdarzały się problemy sprzętowe i to notorycznie. Wiele osób, Marcela Bennett, pani Scarberry, Connie Carpenter miewało takie bardzo dziwne głuche telefony, że na przykład nikt się nie odzywał, prawda?
Ale były też takie telefony, że ktoś puszczał rzeczywiście dziwny dźwięk. Słychać było, jakby ktoś po prostu skrobał po szybie. To był jeden z tych dziwniejszych dźwięków. Te telefony prześladowały też Keela, bo dzwonił ktoś i mówił, że podawał się na przykład za badacza, a wiadomo, kim był. Tych telefonów było sporo, ale mnie poza tymi dziwnymi telefonami interesowała jeszcze jedna rzecz, bowiem Mothman zesłał snów ludziom. Wiele osób twierdziło, że spiło im się coś dziwnego. Była taka jedna historia o pewnym chłopcu, który twierdził, że Mothman go prześladuje w snach. Oczywiście zawsze możemy powiedzieć, że dziecko po prostu tak wystraszyło się tej historii, że mu się przyśniła. Natomiast on twierdził, że w snach widział go i słyszał. Podobnie było z wieloma osobami, ale najciekawsza rzecz, która miała miejsce w czasie fenomenu Mothmana, to senne przekazy sprawiające, że człowiek aż wybudzał się ze snu.
Tak, były dziwne. Na przykład wiele osób, pisze Keel, miało w czasie fazy Mothmana takie doznanie, że nagle budzili się, bo usłyszeli w głowie głośny komunikat. Słynne były przypadki, kiedy te komunikaty były na przykład takiej treści: „Jesteś numerem” i tutaj pojawiał się numer, na przykład: „Jesteś numerem 403” albo: „Numerze 403, wzywam cię” i tak dalej. To było bardzo interesujące, bo pokazywało w pewnym stopniu, że te z gruntu bezsensowne, może i w jakimś stopniu wytłumaczalne komunikaty mogły być wynikiem eksperymentu, który się tam odbywał, który był w stanie wedrzeć się telepatycznie w umysły ludzi i ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy. Chris, jesteś?
[03:01:37] - Jestem. Kiedy powiedziałeś, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, zdałem sobie sprawę, że jestem.
[03:01:42] - Doszedłem do takiego wniosku z Arkiem, że te przypadki awarii sprzętu czy te przypadki dziwnych telepatycznych komunikatów, które otrzymywali świadkowie w Point Pleasant i okolicach, mogą świadczyć o tym, że odbywało się tam coś na zasadzie dość niecnego eksperymentu. Między innymi coś takiego znamy z artykułów i książek o MK-Ultra, prawda? Czy ktoś mógł twoim zdaniem dopuszczać się tam tego typu akcji? Czy mogą o tym świadczyć właśnie te problemy sprzętowe?
[03:02:27] - Jeśli założymy, że tak rzeczywiście było, to musimy też założyć, że podobna sytuacja miała miejsce w przypadku wielu innych bliskich spotkań z kosmitami, z szarakami na przykład, kiedy oni porozumiewają się telepatycznie z ludźmi, nie mówią jakimś określonym językiem, ale wnikają do ich głowy, a jednocześnie w przypadku, kiedy jest taka sytuacja, że pojawia się statek obcych czy oni sami gdzieś w okolicy, nagle siada sprzęt, przygasają światła w samochodach, wyłączają się silniki. Poza tym mamy tutaj jeszcze do czynienia właśnie z przekazami w snach, które następują. Zresztą większość, spójrzmy na porwanych przez szaraków. To jest podobnaWe śnie albo tym ludziom wydaje się, że im się to śni, a wydarza się to naprawdę albo odwrotnie. Albo się nie wydarza naprawdę i jest to tylko bardzo sugestywny sen. Jest to coś, jakby to zostało poddane ich umysłowi i w jakiś sposób przez ten umysł realizowane korzystając z tych wszystkich elementów, jakie tkwią w człowieku: w jego strachu, obawach, lękach. Sami wiemy, że każdy psycholog może spełniać dwie funkcje. Z jednej strony uleczyć kogoś z jego fobii i lęków, albo odwrotnie wprowadzić go w tego typu fobie i lęki. Także możemy założyć, że mogło dojść do takiej sytuacji. Zwłaszcza, że właśnie te MK-Ultra, te wszystkie doświadczenia, które przeszły w legendę i nikt dziś tak do końca nie wie, czy one istniały naprawdę, czy nie.
Dziś nie musimy mieć aż tylu wątpliwości, bo sami widzimy, jak bardzo można wpłynąć na ludzką jaźń. Na przykład obrazy powidokowe potrafią dokonać spustoszenia w ludzkim umyśle tylko dlatego, że gdzieś ukryte są pomiędzy innymi obrazami i trafiają na czuły punkt, jaki mamy w swoim umyśle i doprowadzają do rozkwitu tej fobii bądź doprowadzają do wizji czegoś, co być może wcale nie ma miejsca, tylko rozgrywa się w wyobraźni, ale wydaje się, że rzeczywiście ma to miejsce w fizycznym świecie. Ja sam mam bardzo wyraźne sny, kiedy śni mi się coś ze wszystkimi szczegółami, łącznie z zapachami i czuję powiew wiatru. Zazwyczaj dzieją się tam historie w tych moich snach. Pewnie to jest materiał dla jakiegoś dobrego psychologa, który powie, że ze mną nie tak, ale dzieją się tam rzeczy, które są bardzo niepokojące. Kiedy budzę się z tego snu, zanim kompletnie się nie wybudzę, jeszcze mam wrażenie, mimo że mam otwarte oczy, tej sytuacji, jaka się rozgrywa. Myślę, że wielu ludzi ma do opowiedzenia podobne historie. Ja nie jestem jedynym, z którym coś takiego się dzieje. Mówiąc jeszcze o tym, co potrafi wyrabiać ludzki umysł, kiedy obserwujemy coś i wydaje nam się realne. Spójrzmy na przykład na taką rzecz, która jest klasyczna w przypadku problemu alkoholowego.
Ludzie widzą te klasyczne białe myszki i są w stanie przysiąc, że widzą je jak żywe, że te myszki łażą wokół nich, a one tak naprawdę nie istnieją. Dla nich jest to doznanie dojmujące, bardzo realne tylko dlatego, że mózg w jakiś sposób uszkodzony przez alkohol zadziałał właśnie tak. Poruszyły się jakieś pewne struny, coś zostało wyłączone w tym ludzkim umyśle i mózgu, a coś innego zostało spotęgowane. Doszło do jakiejś amplifikacji problemu, który tam się znajduje i nagle te myszki wyglądają jak żywe. Więc można założyć, że w ten sposób da się manipulować ludźmi i dlatego nigdy nie można wykluczyć tego typu działania. Natomiast możemy mówić tutaj jedynie w sferze przypuszczenia. Możemy jedynie założyć, możemy stworzyć taką teorię konspiracji, że ktoś próbował rzeczywiście dokonać takiej manipulacji i dokonać pewnego eksperymentu. Być może korzystając z tego, że naprawdę coś w Point Pleasant się wydarzyło. Skoro już tak przypuszczamy i snujemy różne teorie, to być może jeszcze raz mogłoby potwierdzić to, co usiłujemy z Arkiem zasygnalizować, że jest to seria rozmaitych problemów, gdzie nakłada się kilka elementów, że istnieje ten faktyczny fenomen, który nagle objawia się sporej ludzkiej populacji, ale ktoś wykorzystuje go właśnie do swoich własnych celów. Reaguje bardzo szybko.
Trwa to kilka miesięcy, więc ma czas. Ja chcę tylko powiedzieć na przykład, że to źródło wszelkiego zła, jeżeli założymy, że gdzieś mieści się w Waszyngtonie, te wszystkie różne tajne czarne projekty i ci wszyscy okropni naukowcy, którzy tworzą te eksperymenty na ludziach, to do West Virginia z Waszyngtonu jest żabi skok. Jest to bardzo blisko. Już samo miasteczko Aleksandria, z którego doskonale widać jak na dłoni Capitol w Waszyngtonie już jest w Wirginii, a to są zaledwie przedmieścia. Stan Waszyngton, czyli ten dystrykt Kolumbia jest tylko w granicach miasta, więc praktycznie do Wirginii jest niewielki dystans. I rzeczywiście tego typu stany, takie jak właśnie Maryland, gdzie również mamy do czynienia z przypadkami anomalnymi, chociażby moje New Jersey czy Pensylwania, gdzie innym ośrodkiem jest Nowy Jork, który także obrósł rozmaitymi legendami, z których chyba najsłynniejszą, jaka tam powstała, która dotyczy tego typu manipulacji, jest projekt Montauk. Ja myślę, że to może byłby dobry pomysł na to, żeby zrobić osobną debatę, gdzie mamy do czynienia z mrocznym projektem, w którym ludzie, którzy brali w nim udział, uważają, że stwarzano tam realne postaci, że stworzono tam nawet monstrum, które zaczęło rozbijać laboratorium, w którym go zrobiono. Coś tak jakby z niczego dokonano pewnej magii, która z iluzji przerodziła się w absolutną realność. Jeżeli dodamy do tego różne historie, jakie przydarzyły się ludziom podczas swojej pracy czyli zdalne postrzeganie, to potrafili opanować w sobie taką energię, która pozwala im nie tylko odległość kilometrów, ale także niekiedy przyciskać przyciski w takich miejscach.Dochodzi do czegoś absolutnie niezwykłego, gdzie coś z pewnej wizji materializuje się i zaczyna mieć realne działanie, po czym znika kompletnie bez śladu. Tak mamy na przykład w przypadku działania fenomenu zwanego poltergeist.
Kiedy nagle zaczynają po domu przesuwać się meble, trzaskać drzwiczki w szafkach, zamykać się, drżeć szyby w oknach, zatrzaskiwać się różne urządzenia i wyłączać telewizory. I wtedy mamy na myśli jakąś siłę demoniczną, ale być może jest to korzystanie z tego typu energii, którą ktoś wie, w jaki sposób może przywołać i wykorzystać do swoich własnych celów. Nie wiemy, co to jest za rodzaj energii. Wiemy jedynie, że istnieje wiele zjawisk na Ziemi, których do końca nie rozumiemy, których prosta fizyka nie jest w stanie wyjaśnić. Dlatego mówiąc o tym, czy Point Pleasant mogło być przedmiotem wielkiego eksperymentu psychologicznego, wydaje się to możliwe, zwłaszcza ze względu na bliskość od Waszyngtonu i Nowego Jorku, dwóch ośrodków, gdzie tego typu działalność była rozwijana. Ona troszeczkę funkcjonuje w legendzie ufologiczno-paranormalnej. Może to nie jest dobre określenie, bo mamy bardzo mało śladów na ten temat, ale myślę, że każdy ślad wskazuje, że nie urosło to na kamieniu, że coś stoi za tym fenomenem, za tym zjawiskiem. Ktoś to próbuje w jakiś sposób kontrolować i wykorzystać do swoich własnych celów w gorszy lub lepszy sposób. Nie wykluczam czegoś takiego. Dziękuję.
[03:11:16] - Nastała chwila ciszy i pytanie, czy przechodzimy do kolejnego pytania, czy macie panowie jeszcze coś do dodania w tej kwestii?
[03:11:27] - Myślę, że możemy przejść do kolejnego pytania, a ewentualne wnioski zostawimy sobie na koniec, gdzieś tak o godzinie 1:00 zaczniemy mówić podsumowanie.
[03:11:38] - O godzinie 1:00 jakiego czasu?
[03:11:42] - Naszego. Jeszcze trzy godziny nam zejdzie.
[03:11:44] - O godzinie 1:00 czasu nowojorskiego. A więc przechodzimy do kolejnego pytania, które brzmi następująco: co ciekawe, niektóre relacje sugerują, że oprócz Mothmana widywano wtedy dziwne ptaki. Jak opisywali je świadkowie? Piotrze?
[03:12:02] - Tak. Jest to jedna z największych tajemnic fali spotkań z Mothmanem, dlatego że nawet jeden ze słuchaczy nas zapytał o to, czy Mothman był jeden, czy było ich więcej. Każdy chciałby to wiedzieć. Te spotkania z ptakami różniły się tym od spotkań z Mothmanem, że świadkowie twierdzili, że widzieli coś, co wyglądało już jak ptak, tylko zadziwiająco wielki albo dość dziwny. I tutaj między innymi była ta słynna sprawa z myśliwym z Point Pleasant, który twierdził, że spotkał taką istotę podczas polowania i że wyglądało to jak ptak, ale z drugiej strony był to ptak, jakiego on nigdy nie widział. Czyli było to połączenie sępa z czymś niezwykle pokracznym. Miał długą szyję, bardzo dziwny sposób lotu. Co prawda on się zapierał, że to nie był Mothman, że to był na 100% jakiś ptak, ale nie wie jaki. I takich relacji o tym, że ludzie widywali ptaki, wielkie ptaki, thunderbirdy, jak nazywa się w indiańskim folklorze, było mnóstwo. Być może ich liczba dorównywała liczbie obserwacji Mothmana, tylko nie zostały uwzględnione.
Zostały uwzględnione jako efekt uboczny fali spotkań z człowiekiem-ćmą, jako coś, co mogło być pochodną, jako coś, co mogło być błędnym rozpoznaniem zwyczajnych ptaków. Bo rzeczywiście musimy sobie zdać sprawę, że umysł pobudzony pewnymi bodźcami, poszukujący zjawiska dziwnego, jest w stanie zawsze to zjawisko sobie w jakiś sposób wypatrzyć. Mechanizm tego działania pokazują nam inne zjawiska, chociażby w postaci halucynacji głosowych. Kiedy nie znamy jakiegoś języka i słyszymy na przykład piosenkę, jest tam słów, które brzmią mówione w naszym języku. Była kiedyś taka na YouTubie słynna chyba indyjska piosenka, którą ktoś przerobił na angielski w humorystyczny sposób. I rzeczywiście, kiedy wytężyło się słuch, można było słyszeć, chociaż rzeczywiście ich tam nie było. Tak samo jest w poszukiwaniu wszelkich dziwnych rzeczy w rzeczach naturalnych. Czyli innymi słowy, jeżeli jakiś umysł chce zobaczyć coś dziwnego, to zobaczy dlatego, że nagle zmieni mu się perspektywa. Zobaczy, że było to coś wielkiego. Ale z drugiej strony nie możemy przesądzać, że wszyscy mieli halucynacje, bo musimy sobie zdawać sprawę z jednej rzeczy.
Kiedy osądzamy takie zdarzenia z góry, kiedy twierdzimy, że ktoś miał halucynacje, że ktoś źle coś zobaczył, to być może wyrządzamy tej osobie krzywdę. I być może, kiedy my się znajdziemy kiedyś w takiej sytuacji, będziemy mieli pretensje, że nikt nam nie uwierzy.Problem w tym, że tego typu zjawiska wykraczają poza sferę normalności. Ale reasumując, co nam to mówiło o sprawie Mothmana? A to, że Mothman, człowiek trzyma, był być może tylko jedną emanacją tej tajemniczej siły. Ja tu cały czas będę powracał do tych zakazanych objawień maryjnych. Heroldsbach na przykład. W Heroldsbach mieliśmy do czynienia, te objawienia się ciągnęły przez długo. Zaczęły się chyba po wojnie, skończyły się w latach 50. I tam widziano całe spektrum świętych postaci, od papieży po Boga. Momentami było nawet bałwochwalcze dość objawienie, ale tam również widziano mnóstwo rzeczy.
Kibeho jest też dobrym przykładem. Lata 80. Najpierw w szkole grupa uczennic widziała postać, która przedstawiła im się jako Matka Świata. Nie przedstawiała się jako Maryja. A potem ludzie, którzy przybywali na to miejsce, również widzieli dziwne postaci. Dochodziło tam do tego, że nawet muzułmanie, którzy zjawiali się w Kibeho, mieli wizje postaci świętych, których uznawali za na przykład anioły albo za Maryję. To jest bardzo ciekawe, bo może w Point Pleasant działała ta sama siła. Każdy pod wpływem kontaktu z tą siłą widział, co chciał, widział to, co było najbliższe jego wyobrażeniom. Ale z drugiej strony, dlaczego niektóre osoby miałyby widzieć tam latające monstrum? Być może ta siła, może to super spektrum, o którym mówiłem, przecinające naszą planetę na różnych płaszczyznach, jest w stanie odczytać z naszego umysłu, z głębi naszej podświadomości jakieś nasze najgorsze lęki.
Albo być może wybiera to, co chce odczytać. Być może jest w symbiozie z naszą świadomością. Tego też nie można wykluczyć. Jest to pole do ogromnych rozważań. Dlatego przykład Mothmana doskonale pokazuje, że zjawiska anomalne nie są takie łatwe w interpretacji, bo tak naprawdę byśmy mogli podsumować to takim stwierdzeniem: no cóż, był tam jakiś ptak w Point Pleasant. Latał, wystraszył kilku ludzi i tyle. A my przez te dwie i pół godziny wyjaśniliśmy tylko kilka przypadków pokazujących, jak ogromny był obszar manifestacji paranormalnych w tym miejscu. I być może stała za tym jedna siła, która objawiała się tylko w różnych formach. Ja to przynajmniej tak widzę. Panowie, ale jest jeszcze jedna kwestia, bo Gray Barker, o którym wspomniałem, jako pierwszy wysunął hipotezę, że sprawa Mothmana może mieć związek ze słynnym zawaleniem się mostu Silver Bridge na rzece Ohio w Point Pleasant.
Wiele osób, ale to już w ramach takiego folkloru paranormalnej legendy, uznało, że Mothman i to wszystko, co działo się w okolicach, było jakby zapowiedzią. To jest chyba moim zdaniem połączenie dwóch rzeczy, które niekoniecznie muszą być ze sobą związane. Ale potem pojawiły się takie historie, że ktoś na przykład widział Mothmana na Silver Bridge, że widziano tam jakieś dziwne kule i tak dalej. Pojawiła się też koncepcja, że Mothman był wynikiem działania indiańskiej klątwy, którą nałożył na Point Pleasant i okolice szef zwany Colstockiem. Jak zapatrujecie się na tego typu koncepcje? Czy to już jest folklor, czy to jest odprysk realnej historii, która się tam zdarzyła? Chris, to jest pytanie szczególnie do ciebie, bo ja zauważyłem, że w większości przypadków wysokiej dziwności ze Stanów Zjednoczonych, czy to mamy do czynienia z nawiedzeniami naprawdę ciężkiego typu, czy mamy do czynienia z ręcznem Skinwalkera, czy z wieloma anomalnymi zonami w Stanach. Te miejsca zawsze naznaczone są w jakiś sposób indiańską kulturą, indiańskimi legendami. Czy twoim zdaniem jest w tym jakaś wspólna nić? Bo to mnie zawsze nurtowało.
Wiele osób, odwołując się do korzeni jakichś zdarzeń, wspomina o Indianach. Dlaczego? Skąd to przekonanie? Czy nadal w Amerykanach tkwi jakiś strach przed indiańskimi klątwami, indiańską magią? A może jakieś poczucie krzywdy i świadomość wyrządzonej krzywdy, która nie została odpowiednio wynagrodzona?
[03:20:56] - Myślę, że to wynika głównie z tego, że Indianie są kompletnie tak odrębną kulturą od tego, co dziś reprezentują sobą Stany Zjednoczone, że ich samych można nazwać przybyszami z innej planety wręcz. Dlatego, że przede wszystkim ich styl życia jest kompletnie inny. Są poganami, wierzą w rozmaite siły nadprzyrodzone, potrafią wezwać do siebie różne duchy i demony. Mają czarowników, którzy pełnią funkcję pomocy medycznej i nie tylko, i psychicznej, i psychologicznej, każdej wśród Indian. Mają tych szamanów swoich. Tak że te kultury są kompletnie nieprzystające do siebie. Teraz ciągle są jakby położone obok siebie równolegle i ludzie mieszkający w Stanach, żyjący w XXI wieku z pewną obawą patrzą zawsze w stronę Indian, nie wiedząc, czego się mogą po nich spodziewać. Faktem jest, żeW tym poczuciu winy doszli Amerykanie do takiej olbrzymiej poprawności. Oczywiście dokonano olbrzymiej zbrodni, wyniszczając całą masę plemion i grupując ich w niewielkich rezerwatach w różnych miejscach Stanów. Ale nie trzeba zapominać jeszcze o tym, że Indianie, którzy zamieszkiwali te tereny, to byli jedni z najokrutniejszych ludzi, jakie nosiła na sobie ziemia, są dla mnie porównywalni z Aztekami, a może jeszcze bardziej.
Ich pasja do tego, by przeżywać ból i zadawać ból, do tego, by składać ofiary i przyjmować ofiary, jest czymś szalenie niepokojącym i z pewnością była czymś, co przerażało ludzi, którzy zaczęli osiedlać się na tym kontynencie. Dlatego ta wrogość musiała nastąpić. Jedne historie to te dwie początkowe, że pielgrzymom do Ameryki Indianie przynieśli jedzenie, nauczyli ich siać kukurydzę i parę indyków. Stąd się wzięło Święto Dziękczynienia. A drugie to o rzekomej księżniczce Pocahontas, która pomogła Johnowi Smithowi w jakiś sposób osiedlić się ze swoimi ludźmi w Wirginii. Właściwie to są dwie historie indiańskie, gdzie ta interakcja z Indianami jest w sensie pozytywnym, natomiast wszystkie inne są złowrogie. To są nieustanne walki. Sami wiemy z historii, chociaż może historia za bardzo tego nie chce potwierdzić, że problemem wikingów, żeby się osiedlić na amerykańskim kontynencie, były nieustanne walki z tymi Indianami. Indianie najwyraźniej spędzali sobie taki rodzaj aktywnych wczasów, że przyjeżdżali pod osiedle wikingów i przez lata bitwy z wikingami, ponieważ ich było mało, mimo że to był waleczny lud, po kilku latach doszli do wniosku, że tak się żyć nie da. Że ciągle śmigają nowe strzały, nowe dzidy i ciągle się trzeba bić o swoje.
Tych wikingów jest coraz mniej i zrezygnowali z tego osiedlania się. Zresztą ta ostatnia historia jest szczególnie znacząca, kiedy wikingowie osiedlili się wokół Wielkich Jezior i któregoś dnia przypłynął do nich król Norwegii, aby sprawdzić to osiedle wikingów wraz ze swoją flotą. Już nikogo nie zastał. Wszyscy rozpłynęli się gdzieś, nie wiadomo gdzie. Prawdopodobnie zostali w końcu wreszcie wymordowani przez Indian. Nie wytrzymali tego. Także Indianie nie należeli do niewiniątek. Byli ludem bardzo okrutnym, bardzo zabobonnym i ciągle nie rozumiemy, na czym polega ich kultura. Indianie obecnie żyjący na terytorium Stanów są ludźmi wiadomo skąd. Być może z Azji bądź najprawdopodobniej z Azji, kiedy przeszli po lodzie i przede wszystkim wymordowali rdzenną ludność, która żyła w tym czasie na kontynencie, której ślady co jakiś czas się znajduje.
Między innymi kultura adeńska, która zostawiła po sobie wiele interesujących kopców. Indianie, którzy uważają się za rdzennych mieszkańców Ameryki, w swoich rysunkach naskalnych — można zobaczyć na osiedlach Anasazi — wywnioskowali z nich, że Indianie byli ludożercami, że polowali na Indian Anasazi i ich zjadali. Historie inne, żeby jeszcze troszeczkę dodać tego pieprzu strachu do tej ewentualnej opowieści, jest to, że kiedy na przykład chwytano jakiegoś podróżnika, eksploratora, który badał Amerykę, puszczał się na Dziki Zachód, to wówczas umierał on długo w cierpieniach, gdzie Indianki, panie, szczególnie Indianki z pewnych plemion, odcinały mu po paluszku, smażyły go na ogniu i uważane to było za przysmak. Ci ludzie umierali w cierpieniu, co w jakiś sposób koresponduje z uwielbieniem do cierpienia na przykład przez Majów, którzy uważali, że mają kontakt właśnie z tą siłą nadprzyrodzoną, kontakt z jakąś istotą, która żyje gdzieś, którą my byśmy pewnie nazwali istotą boską, że tylko poprzez ból są w stanie z nią kontakt nawiązać i nawet zadawali sobie najrozmaitsze cierpienia, takie jakby różańce z cierni, potem przedziurawiali sobie język i ten różaniec sobie przesuwali wzdłuż tego języka po to, żeby każdy dzień puszczał więcej krwi i przez to wierzyli, że bliższy ten, z którym rozmawiają i mają z nim jakiś kontakt. Nie wiem, czy coś w tym jest, ale oni w to wierzyli. Opowiadam o tym tak długo dlatego, że obcość tych kultur jest tak olbrzymia, że wszystko, co one reprezentują, jest niepokojące i straszne. Stośnie chyba zrodził się na przykład film „Duch” Spielberga, w którym zbudowano dom właśnie na jakimś indiańskim grobie i to wszystko się rozsypało i zawalało, i szalały tam duchy. Zresztą miejsca, gdzie Indianie chowali swoich zmarłych, były miejscami tabu, bo o nich się nie rozmawiało i tych miejsc się nie odwiedzało. Mogli je odwiedzać najwyżej szamani, którzy wiedzieli, jak rozmawiać właśnie z tym równoległym światem. Dlatego szczególnie legendy indiańskie i opowieści indiańskie powodują, że niektóre miejsca uważane są za bardziej nawiedzane niż inne.
Również nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego coś takiego. Taka odpowiedź, jaką oczekiwałeś?
[03:28:02] - Dziękuję. Coś tam strasznie ścięło jakość, Marku, prawda? Chyba nam Mothman siedzi na kablach.
[03:28:10] - Musiałby się bardzo postarać, bo to są kable, że tak powiem, komórkowe, ale pewnie to jest istota niematerialna, więc pewnie może sobie tak siedzieć. Może jeszcze nie.
[03:28:22] - Jeżeli chodzi o tą klątwę, dodam jeszcze, jeżeli chodzi o klątwę koło Stocka, z Point Pleasant, to wersji jest oczywiście kilka, bo nikt o tym nie wie. Tam zresztą znajduje się jakiś rezerwat jego imienia, ale odnosi się ona do pewnego Indianina, który chciał grupy innych Indian przejąć kontrolę nad tym miasteczkiem i którego dnia wpadł tam chcąc je zbrojnie przejąć. Niestety został złapany i w tym momencie miał nałożyć na ten obszar klątwę. Oczywiście, kiedy Mothman się pojawił, to skojarzono go z takim wojownikiem. Niektórzy go nazywają Bogiem, który w jakiś sposób chciał przekląć miejsce, które było tak felerne i które przyniosło mu śmierć. Oczywiście to jest tylko taka historia, bym powiedział. To jest legenda moim zdaniem, bo nie ma żadnych związków, nie ma żadnych przesłanek, by przypuszczać, że jedno z drugim ma jakikolwiek związek.
[03:29:43] - Ja jeszcze dwa słowa, jeśli można właśnie o tym, bo opowiadając o tych Indianach, uciekł mi pewien wątek, mianowicie taki, że to, co wydarzyło się z tym Silver Bridge i z tą katastrofą, jaka tam miała miejsce i z przypisaniem jej Mothmanowi, było tak naprawdę długo oczekiwanym zakończeniem tej historii i w jakiś sposób potwierdza to, że całe to wydarzenie bądź jego większość, albo przynajmniej znacząca część, była efektem zbiorowej histerii, jaka tam zapanowała. Po prostu ludzie byli tym tak zmęczeni, tak wyczerpani trwającym tym koszmarem pojawiania się Mothmana w jego różnych odsłonach i sytuacjach, że kiedy most zawalił się i pochłonął ze sobą szereg ofiar, wówczas po tym wydarzeniu Mothmana już więcej tam nie widziano. Tak jakby nastąpiło takie zbiorowe odetchnięcie z ulgą. Wszystkich ta histeria odpuściła. Wszyscy uwierzyli nagle, że to już jest koniec. Dam przykład. Nie tak dawno, kilka lat temu, w bardzo podobnych okolicznościach spadł do wody most w Minneapolis w Minnesocie, gdzie na moście była masa samochodów. Pochłonął tam trochę ofiar. Nie aż tak dużo jak w Point Pleasant, ale tam zginęło zdaje się siedem osób, wiele osób było rannych. Spadło do wody kilkadziesiąt samochodów.
Most był wypakowany samochodami, zderzak do zderzaka, więc było mnóstwo ludzi i most po prostu się urwał. Urwał się bardzo dziwacznie, bo we wszystkich punktach podtrzymujących go naraz. To wyglądało tak, jakby go ktoś odciął wręcz nożyczkami. I on spadł do wody. On się nie pochylał, tylko razem z tymi samochodami od dwóch przęseł się oderwał i runął równolegle do wody. Runął prosto do wody. Także kiedy ten most leżał w wodzie, te samochody ciągle jeszcze były na tym moście. Tak równo spadał. Oczywiście tu też można by dołączać jakieś, wymyślać najrozmaitsze klątwy, rozmaitsze historie tego typu. A że nie było Mothmana, nikt o takich rzeczach nie mówił.
Przez chwilę próbowano eksplorować ten element 11 września i teorii konspiracji, ale tylko przez chwilę, bo wówczas to było w głowie Amerykanów. Wówczas tym oni żyli jeszcze. Także w jakiś sposób był ten punkt, gdzie pokrywały się oba te tematy i to, w jakiś sposób mogłoby dać takie wytłumaczenie tego, co się tutaj tak naprawdę wydarzyło. Bo było to coś niezwykle dziwnego. Most przecież przechodził każdego roku inspekcję, był malowany. Każdy most ma swoją obsługę techniczną, więc teoretycznie nie powinno się nic wydarzyć na tego typu skalę. Myślę, że właśnie w Point Pleasant było to wydarzenie z Mothmanem i trwało przez jakiś czas i rosło ono w miarę tego, nabierało coraz większą tą spiralę tej histerii. Ten most był dla nich tak naprawdę wybawieniem. Pochłonął wiele ofiar, ale wszyscy doszli do wniosku, że taka hekatomba, taka masakra ludzka jest absolutnym zakończeniem historii Mothmana i tak też się stało w magiczny sposób. Mothman więcej nie pojawił się w Point Pleasant.
Skończyła się cała historia. Ludzie odetchnęli z ulgą i dziś wszystko przeszło do legendy, a most prawdopodobnie był źle zaprojektowany. Nie był w stanie wytrzymać ciężaru samochodów, a wiemy, że było na moście ich dużo, był korek, więc obciążenie było olbrzymie i po prostu most zapadł się o własnych siłach. Tak zresztą wskazują te inżynieryjne różne takie analizy dlaczego ten most po prostu wpadł do wody, pękł. Wszystko wskazuje na to, że tutaj nie było jakiegoś czynnika paranormalnego, że nie było tutaj spełnienia się klątwy, ale w umysłach ludzkich tak właśnie to było i było to wyjaśnieniem. I to właśnie zakończyło całą historię Mothmana. Dziękuję.
[03:33:49] - Arku, czy chciałbyś coś dodać jeszcze do tego tematu?
[03:33:53] - W sumie wszystko zostało powiedziane. Moje zdanie jest podobne do zdania Chrisa.
[03:34:03] - Żadnych nadnaturalnych procesów w tym ciężko się dopatrzeć. To wszystko. Dziękuję.
[03:34:15] - To w takim razie przechodzimy do ostatniego chyba już dzisiaj pytania. Panowie, co sądzicie o teorii paranormalnego okna, które w 1966 roku otwarło się w okolicach Point Pleasant, pozwalając istotom z innego świata wtargnąć do naszej rzeczywistości? I co casus Point Pleasant może nam mówić o naturze zjawiska UFO? Arku?
[03:34:41] - Ta teoria najbardziej mi podchodzi, najbardziej jest zbieżna z tym, co ja myślę. Tak jak mówiłem na samym początku, uważam, że te okna do innych wymiarów, do innych światów, w sumie świat ten sam, tylko po prostu akurat inne wymiary. I tu się akurat jakiś czasowy łącz przypadł, że w 1966 roku to był Point Pleasant. Bywało pewnie tak, że przez jakiś czas podróżowało to miejsce gdzieś w Trójkącie Bermudzkim. Te anomalia się otwierają też i gdzieś tam pewnie te okna na Antarktydzie, mogą się w dowolnym miejscu otwierać. Myślę, że w jakiś sposób można by było wyliczyć gdzie, kiedy się otworzy i być może przyszli nasi potomkowie znajdą sposób na wiarygodne wyjaśnienie tego wszystkiego. Tutaj można powiedzieć, że w Point Pleasant zgrało się kilka takich przestrzeni, między innymi tak mi się wydaje, że właśnie ci faceci w czerni. Jedna sprawa to świat Montmana, inny świat to będzie właśnie tych facetów w czerni, którzy przyszli i którzy zrobili swoje na własne potrzeby. Użytek z tego, na ile można wpłynąć na ludzi, w jaki sposób i do którego momentu. Tego typu doświadczenia przeprowadzali też i z drugiej strony mali szarzy ludzie, też na ludziach.
Gdzieś tam ci porwani czasami o tym mówią, że dostawali pistolet w rękę i przekazywano im informację, że po prostu muszą na innym człowieku wykonać wyrok śmierci, dlatego, że on coś zrobił. To już nieważne, ale po prostu został osądzony i teraz oni muszą zrobić wyrok. To jest ten sam proces i ten sam sposób uzyskania informacji, na ile można wpłynąć na przeciętną osobę na Ziemi. Nie wiem, po co to jest robione. A inna sprawa była właśnie tego łysego człowieka w srebrnym, metalicznym garniturze, Ingrid Colda. I jeszcze oprócz tego Montmana, bo trzeba wspomnieć o tym, że to nie była jedna postać, dlatego, że ze względu na opisywaną przez świadków wysokość, ta wysokość była różna od 1,60 m do ponad 2 m. I tego nie można zrzucić tylko i wyłącznie na barki błędnych obserwacji. To mogły być kilka różnych istot. Do tego jeszcze dochodzą opalenia zwierząt, które były i które znamy z innych przypadków, późniejszych i między innymi już później zamieszane w tych wypadkach. Armia Stanów Zjednoczonych także.
To okno się otwarło, prawdopodobnie też i się musiało zamknąć. Stąd koniec przypadków Montmana, chociaż nie sądzę, żeby to był jedyny koniec. I właśnie w tym momencie od zawalenia mostu nikt nie widział. Być może widzieli. Nawet jeżeli widzieli, to tak jak ktoś mówił, świat odetchnął z ulgą. Stało się, koniec. A jeżeli już później ktoś widział, to już bardziej mówił może o tym, że po prostu orzeł przeleciał albo coś innego. To jest najbardziej prawdopodobne rozwiązanie. Z tym, że to nie jest tak, że to jest jeden świat się łączy. To jest kilka rzeczywistości, które się łączą i z tych rzeczywistości właśnieMieliśmy to, co mieliśmy, czyli kompletny galimatiasz.
Dziękuję.
[03:40:12] - Krysiu, oczywiście trudno jest jednoznacznie powiedzieć o tym zjawisku, co się tak naprawdę o nim myśli, co tam się wydarzyło. Ale jeśli popatrzeć na długą historię ludzkości, tego, co się wydarzyło w przeszłości, co jakiś czas mamy takie niejasne uczucie, że gdzieś otwierają się wręcz wrota piekieł i wychodzi z nich na zewnątrz coś, co opanowuje umysły ludzi i robią oni różne i szalone rzeczy, czasami sobie samym, czasami swojej własnej samoobronie. Czasami, jak na przykład Majowie dochodzą do wniosku, że są przeklęci, opuszczają swoje miasta. Inni z kolei ścigają najrozmaitsze sekty, wierząc, że one poszukują jakiejś drogi do niepokojącej bestii, żeby ją przywołać na ziemię i ta bestia przywołana doprowadziłaby do wielkich, olbrzymich nieszczęść. Myślę, że to, co się wydarzyło w Point Pleasant, wpisuje się właśnie w takie patrzenie na to zjawisko, że tak jak powiedziałem wcześniej, nie jesteśmy do końca świadomi, nie rozumiemy energii, która rządzi kosmosem i praw, które rządzą kosmosem i w jaki sposób ta energia funkcjonuje, przebiega i wpływa na nas samych. Wiemy tylko, że Ziemia nie jest tego obojętna. Człowiek nie jest obojętny na taką energię. Jest w stanie robić różne rzeczy pod wpływem tego, co się dzieje dookoła niego. Jest osobą, która niezwykle jest podatna na tego typu wpływ. Ma psychikę, więc można tą psychiką w jakiś sposób manipulować.
Być może częścią tego wszystkiego właśnie, że Point Pleasant jest wszystkim naraz, że jest jednocześnie otwartym paranormalnym portalem, a jednocześnie jest miejscem, które zostało z zimną krwią wykorzystane przez ludzi, którzy o tym wiedzieli. Wspomniałem wcześniej też o Waszyngtonie, że to takie miasto specjalne. Pewnie jak wiecie doskonale, Waszyngton nie powstał przypadkowo. Nie dlatego, że im się spodobało to pole tytoniu i tu postanowili zbudować miasto. Ono zostało stworzone jako miasto talizman. Tak się nazywa tego typu miasto, które ma przed sobą jakąś określoną przyszłość, rolę do odegrania w historii ludzkości, że każde miejsce na Ziemi jest czymś obciążone i obwarowane, ma w sobie jakąś energię, ma w sobie jakiś potencjał. Ten potencjał jest wyzwalany w zależności od układu mitycznych sił kosmicznych, o których tutaj cały czas wspominam. Taką rolę odgrywa również Waszyngton. Został on założony tylko dlatego, że wiedziano, że to miejsce ma jakieś szczególne znaczenie. Dziś wiemy, że ci, którzy go zakładali, mieli sporo w tym racji.
Z państewka, które ledwo sobie radziło z własnym utrzymaniem dziś to miasto jest najbardziej wpływowym centrum świata, podejmującym decyzje, które odczuwamy my wszyscy, niezależnie, czy nam się to podoba, czy nie. Być może właśnie ze względu na bliskość tych obu miejsc doskonale również wiedziano, że takie miejsca są również dookoła. Jedno z nich było właśnie Point Pleasant, miejsce, w którym eksplodował fen Motmana i te wszystkie zjawiska, które mu towarzyszyły. Być może właśnie to, co podejrzewaliśmy tutaj wcześniej, że nastąpiło nagromadzenie najrozmaitszych zjawisk, tak naturalnych, jak i sztucznie stworzonych po to tylko, żeby zobaczyć, jakie są możliwości ludzkiej psychiki do wytrzymania czegoś takiego i funkcjonowania w stanie totalnego stresu i silnego kontaktu z nieznanym. Być może obserwacja tego typu wydarzenia podpowiada tym wszystkim ludziom, którzy szukają czy być może odnaleźli jakąś naprawdę cywilizację kosmiczną. Mówi im to, że jest ciągle za wcześnie na to, by ogłosić światu, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Że jeżeli ogłosi się, że jest coś jeszcze, to będzie się działo to samo co w Point Pleasant, gdzie był spory wycinek statystyczny ludzkości w różnym sensie. I na tym przykładzie można było sprawdzić, że człowiek nie jest odporny na coś obcego i niezrozumiałego, że wpada w histerię i strach. Dlatego dziś, kiedy mówimy, że jakby ogłosili, że kosmici istnieją, to się nic nie wydarzy, to myślę, że to jest troszkę naiwne myślenie, bo wszyscy jesteśmy na to przygotowani, ponieważ nie wiemy, na co jesteśmy przygotowani. Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić nawet takiego kosmity, kim on jest i w ilu on wymiarach funkcjonuje i w jaki sposób to jego funkcjonowanie oddziaływuje na jego otoczenie, na człowieka, na wszystko, co my rozumiemy zawsze troszeczkę inaczej niż ci ewentualni kosmici, ludzie z innej planety, których tak bardzo wzbraniają się ogłosić, że istnieją.
Właśnie to jest być może główny powód. A jednocześnie patrząc na historię, widzimy też wiele momentów, gdzie eksplorowano tego typu miejsca w sposób świadomy i bawiono się ogniem i doprowadzało to do bardzo niebezpiecznych wydarzeń. Fenomen powstania nazizmu, fenomen stworzenia przez Hitlera państwa totalitarnego, które wypowiedziało wojnę światu, wypowiedziało wojnę samobójczą trochę o tym świadczy iI u zarania tego fenomenu właśnie stoją zjawiska paranormalne. Bo jak wiemy, nazi tak naprawdę stworzyli organizacje, które zajmowały się tego typu rzeczami. Takie organizacje jak Thule czy Vril i wiele innych podobnych. Organizacje, które miały charakter ezoteryczny, które szukały kontaktu z najrozmaitszymi duchami, demonami, stworami, z innym wymiarem, kto wie, z kim jeszcze. I jedna z legend, a w każdej legendzie jest jakieś ziarenko prawdy, mówi właśnie o tym, że taki kontakt został nawiązany i siła, z którą nawiązali ten kontakt, w jakiś sposób zgodziła się na to, że wesprze tych szalonych ludzi w ich działaniu, jeżeli oni wesprą ją. Doprowadziło to do absolutnie samobójczej wojny i kompletnego zniszczenia porządku na świecie, który odczuwamy do dziś. Także kto wie, być może właśnie tak jak powiedziałem wcześniej, to co wydarzyło się w Point Pleasant, jest szeregiem najrozmaitszych zjawisk, które nałożyły się na siebie i były w różnej kolejności sprawdzane, eksperymentowane, a jednocześnie częściowo mamy do czynienia z jakimś naturalnym fenomenem, gdzie objawia się coś, co często nazywamy portalem, w miejscu, w którym mieszają się wymiary, gdzie pęka ta płaszczyzna czasoprzestrzenna, która nas tak szczelnie otula i trzyma nas w tym trójwymiarowym więzieniu. I gdy na chwilę ona gdzieś pęka w szwach i wyłazi z tych szwów coś, czego nie rozumiemy, wpadamy w panikę.
Dziękuję.
[03:47:52] - I jeszcze Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[03:47:54] - Fenomen Mothmana pokazuje nam dobitnie, że to, co niewyjaśnione jest często cenzurowane nawet przez ludzi, którzy się tym zajmują. To znaczy wielokrotnie zdarza się tak, że zdarzenia o charakterze paranormalnym mają też takie strony, o których nie zawsze się mówi, gdyż są zbyt dziwne. W przypadku Mothmana jest to szczególnie dobrze widoczne. Jeżeli miałbym porównać ten casus z Point Pleasant do czegoś, to bym powiedział Ezkioga, Heroldsbach, może Garabandal, Kibeho, czyli objawienia maryjne. To jest ta sama siła. Czego ona chce? Nie wiem. Na jakiej fali się porusza też nie wiem, chociaż być może Keel miał rację, że te zdarzenia poruszają się na fali super spektrum i to super spektrum raz na jakiś czas wybija sobie dziurę w naszej czasoprzestrzeni i stworzenia stamtąd dostają się tutaj. Normalnie też się tutaj dostają, ale rzadko. Natomiast w przypadkach pewnych okien paranormalnych robią to częściej, robią to na dużą skalę.
Innymi słowy, kiedy pojawia się taki stwór czy taki prorok z kosmosu, to zwykle raz na jakiś czas, raz na tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. Natomiast tutaj tą chwilą każdy jest dotykany. Super spektrum może dotknąć każdego, ale jak widać może też działać kolektywnie. On to tak widział. Tak to widział Keel. Moim zdaniem sprawa jest warta uwagi ciągle. Musimy też mieć na uwadze to, że kiedyś może się to powtórzyć. Ale gdzie leży natura tego zjawiska? Podejrzewam, że się nie dowiemy. Co jest najdziwniejsze, możemy być z nim w symbiozie.
Być może nie zdajemy sobie z tego sprawy, że jesteśmy z tym super spektrum w pewnym związku, odwiecznym związku. Być może nie jest ono wcale takie obce, jak nam się wydaje. Być może jest bramą do innych rzeczywistości, do wyższych rzeczywistości. Być może pokazuje nam to, czego nie widzi nasze oko. A sprawa Mothmana dobrze ilustruje to, jaka jest natura zjawiska UFO. Czyli mimo że ludzie są w stanie zaakceptować istnienie latających spodków, to czasem nie akceptują tego, co jest zbyt dziwne i nie pasuje, odstaje od hipotezy o kosmitach. Także gdybym miał podsumować i powiedzieć, czym był Mothman, to pewnie był czymś w rodzaju symbolu zapowiedzi, ale nie zawalenia się mostu, tylko zmiany naszej świadomości, że takie zdarzenia pokazują nam, że rzeczywistość jest szersza i sobie ją w takim sensie rozstrzygać, pojmować. Natomiast dzieje się to rzadko, ale musimy mieć tego świadomość, że ta nić między nami a tamtą drugą stroną może być nieprzerwana, natomiast odczuwamy ją tylko w pewnych określonych okolicznościach, dlatego że być może kontakt z nią na co dzień zbyt mocno wywróciłby nasze umysły. Tak to wygląda moim zdaniem. Dziękuję panom dzisiaj za udział.
Zeszło nam długo. Zapraszam za tydzień. Za tydzień zajmiemy się kwestią bardzo kontrowersyjną, a mianowicie UFO w Biblii. Mam nadzieję, że nie obrazimy uczuć religijnych zbyt wielu osób, choć rozstrzygniemy pewne palące kwestie. Przyjrzymy się tym mniej znanym cytatom i wersom, które mogą świadczyć o tym, że Jahwe był jednak istotą ze statku kosmicznego. Przyjrzymy się zagadce narodu wybranego. Przyjrzymy się zagadce Arki Przymierza. Oczywiście będzie mowa o Elohim, będzie mowa o synach Boga, Nefilim i tak dalej. Także zapraszam wszystkich słuchających. Dajcie znać
[03:52:24] - ... osobom, które interesują się palestronautyką. Dajcie znać też tym, którzy mogą chcieć zabrać głos w naszej debacie i wziąć udział jako reprezentanci konserwatywnego ośrodka i punktu widzenia. Oczywiście zapraszam wszystkich na nasze konto na Facebooku. Tam można z nami porozmawiać. To tyle. Cześć, Chris. Trzymaj się, Arku. Dobrej nocy i do zobaczenia niebawem. Cześć.
[03:53:03] - Dobranoc.
[03:53:04] - Dziękuję jeszcze raz, Piotrze. To był Piotr Cielebiaś z portalu Info i czasopisma „Nieznany Świat”. W dzisiejszej debacie udział wzięli również badacz ufologii z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej Arkadiusz Kocik. Dzięki jeszcze raz, Arku.
[03:53:19] - Dzięki. Dobranoc wszystkim. Dzięki za cierpliwość.
[03:53:23] - Oraz nasz niezmordowany poszukiwacz prawdy, który ostatnio reanimował Nową Atlantydę, Chris McNeath. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[03:53:31] - Ja również dziękuję i zapraszam na stronkę. Co prawda jest ona ciągle w budowie. Coś się tam nowego dzieje, jakaś nowa energia razem z wiosną przyszła. Dzisiaj jest 13 marca, więc może to jest szczęśliwa trzynastka, a może nie. Czas to pokaże. Jak wskazują najrozmaitsze pory roku na internecie, strony mają to do siebie, że zapadają się pod ziemię, potem znowu gdzieś wyrastają, pojawiają się znowu, a z Atlantydami to już jest szczególnie. Także zapraszam jeszcze raz na nowa, nowa, nowa, bardzo nowa Atlantyda. Wszystkie stare praktycznie teksty zginęły. Wstawiłem kilka, które udało mi się odzyskać. A może dwa, chyba trzy.
Nieważne. Jest ich tak mało w porównaniu do tamtego zbioru, który miał ponad 2500 wpisów, ale już się buduje. Mam nadzieję, że regularnie będę coś tam zamieszczał, zapraszał do siebie, dyskutował o różnych ciekawych sprawach, o moim punkcie widzenia, bo zauważyłem, że niedobrze jest być bezdomnym na necie. Więc jeszcze raz wynurzyłem Nową Atlantydę i zaczynam od nowa, co w jakiś sposób optymistycznie mnie nastraja. Pozdrawiam serdecznie. Życzę ewentualnie wesołych świąt, gdybyśmy się nie usłyszeli, chociaż może się usłyszymy.
[03:54:42] - A wiesz, że część starej Nowej Atlantydy jest cały czas dostępna do czytania?
[03:54:48] - Tak jest. Wiem, że jest ten Web Archive i że można tam różne rzeczy przeczytać. Chodzi to bardzo wolno. Poza tym z perspektywy lat, ponieważ ta strona już ma wiele lat, kiedy czytam niektóre wpisy, widzę swoją ambitną naiwność w niektórych tematach i może tym bardziej fajnie mi jest zaczynać to wszystko od nowa. Dostałem mnóstwo listów od was, za które bardzo serdecznie dziękuję, bo nawet nie spodziewałem się, że czy jest ta strona, czy nie. Okazuje się, że sporo ludzi tam przychodziło, czytało, lubiło tam zaglądać i różne rzeczy, które mnie nurtowały, nurtowały ich. To bardzo miłe takie coś wiedzieć, ale dowiedziałem się dopiero po tym, jak strona zatonęła, jak to mają Atlantydy w zwyczaju. Ale co ja chciałem powiedzieć? Chciałem powiedzieć to, że jeżeli ktoś chciałby, żeby jakiś artykuł został przywrócony z tamtej Atlantydy, to chętnie go gdzieś tam jeszcze w tym Web Archive odnajdę i go umieszczę z powrotem w jakichś historycznych wpisach. Może po małych przeróbkach, a może z jakimś uzupełnieniem.
Znów będzie ewentualnie do przeczytania, jeżeli kogoś to nadal interesuje. Jeszcze raz zapraszam wszystkich i dziękuję dzisiaj bardzo za uwagę. Pozdrawiam serdecznie. Dobranoc.
[03:56:15] - Chrisie, musimy jeszcze ożywić Paralaksę, bo też słuchacze na to czekają.
[03:56:21] - To kolejny projekt do zrobienia. W tej chwili pracuję sobie z takim programem Adobe Audition. Doskonała rzecz. Co prawda jest to bardzo wyrafinowane urządzenie i troszkę jadę z nim ostrożnie. Czas mi troszkę też nie pozwala na robienie zbyt wielu eksperymentów, ale myślę, że samo to, żeby móc pobawić się takim programem i spróbować stworzyć coś fajnego nie tylko w sensie treści, ale jednocześnie z w miarę dobrą jakością dźwięku, może, kto wie, z efektami specjalnymi, to jest bardzo kuszące. Jak Ivellios nie będzie miał nic przeciwko temu, to Paralaksa znowu za jakiś czas się pojawi. Może będzie częściej. Jakoś podzielę te tematy na tematy pisane i tematy przegadane i ewentualnie debaty, jak mnie z nich nie wywalicie.
[03:57:11] - Nie, my ciebie nie wywalimy. My cię zapraszamy oczywiście do debaty, która odbędzie się już za tydzień, ale jeszcze roześlę pytania, roześlę zaproszenia. Zobaczymy, kto będzie mógł wziąć udział. Planujemy między innymi zaprosić Chrisa oraz pana Wojciecha Bobilewicza, ale szczegółów dowiecie się państwo już niedługo na stronie Radia Paranormalium. Dzisiejszą debatę, tak jak zawsze obsługiwał technicznie Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.