[01:03] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 37. już debatę ufologiczną online. Dzisiaj będziemy dyskutować o latających humanoidach, o bliskich spotkaniach z humanoidami. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj współzałożyciel portalu Infra i współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[01:28] - Witam gorąco.
[01:30] - Badacz ufologii z Legnicy, Damian Trela. Witaj, Damianie.
[01:33] - Witam serdecznie.
[01:34] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[01:38] - Dobry wieczór.
[01:39] - Tradycyjnie przypominamy na początku naszej audycji kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi można do nas dzwonić i pisać. Nasze kontakty to numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można również do nas dzwonić na Skype'ie radio.paranormalium.pl. Numer telefonu to 32 746 0008. Czekamy również na Wasze pytania na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, a także na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również do nas pisać e-maile na adres radio@paranormalium.pl. Przechodzimy już teraz do pierwszego pytania. Panowie, dziś porozmawiamy o bardzo zagadkowym zjawisku i jego związkach z UFO. Tajemnicze postaci unoszące się w powietrzu, określane jako latające humanoidy, w ciągu ostatnich kilkunastu lat widywane były w wielu miejscach na świecie, w tym w Polsce.
Czym one są? Skąd pochodzą i czy mają coś wspólnego z latającymi talerzami? Dziś postaramy się to wyjaśnić. Zacznijmy jednak od następującej kwestii: jak definiujecie to zjawisko? Czym są latające humanoidy? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[03:06] - Dziś rozmawiamy o zjawisku, które jest bardzo kontrowersyjne i powiedziałbym nawet, że jest to jeden z najtrudniejszych tematów, jaki kiedykolwiek poruszaliśmy, bo oto stajemy oko w oko z fenomenem, który jest troszeczkę inny niż to, o czym mówiliśmy do tej pory. Latające humanoidy, istoty, jak sama nazwa wskazuje, podobne do człowieka, które z jakichś powodów mają zdolność do unoszenia się w powietrzu. Są różne hipotezy odnośnie tego, czym one są i skąd pochodzą. Cały problem w tym, że te relacje na temat latających humanoidów są bardzo zagadkowe i bardzo zróżnicowane. Cały problem w tym, że przynajmniej według mnie, mamy do czynienia z całym zestawem różnego rodzaju zjawisk, które pokazują się nam właśnie w tej postaci. Na dobrą sprawę wiele osób uważa, że latające humanoidy to jakaś część fenomenu UFO. Dam tutaj taki przykład. Sprzed kilku lat dostaliśmy taką relację spod Iłży i tam pewna pani mówiła. To było króciutkie zdarzenie. Dosłownie w mgnieniu oka ta pani zobaczyła, że przez drogę przelatuje istota wyglądająca trochę jak szarak, otoczona takim jakby pierścieniem tutaj w okolicach pasa, ale ona się unosiła nad ziemią.
Ona leciała w jakiś sposób. To nasuwa od razu skojarzenie z jakimiś spotkaniami ufologicznymi. Dodajemy sobie w domyśle, że musiało być gdzieś w pobliżu jakieś UFO i tak dalej. Natomiast istnieje druga kategoria zjawisk związanych z latającymi humanoidami, która jest bardziej tajemnicza. Dlatego, że jeżeli sobie przypomnimy inne wydarzenia, chociażby z Koniewa, o którym potem powiemy, chociażby to zdarzenie z Pieńska, to widzimy, że te istoty wyglądają na cielesne, materialne. Natomiast jest troszeczkę problem ze sklasyfikowaniem ich, bo w ich pobliżu nie obserwowane są obiekty UFO. Czyli one nie muszą przecież pochodzić z latających spodków. Mogą być to istoty, które w jakiś sposób przybywają tutaj na Ziemię z jakimiś nieokreślonymi celami. Natomiast nie ma pewności co do tego, skąd one pochodzą. I tutaj otwiera się pole do spekulacji.
Ja osobiście uważam, że istniejeWytłumaczenie części tych relacji o latających humanoidach. Natomiast te, z którymi się sam zetknąłem, wskazywały, że mamy do czynienia z czymś bardzo tajemniczym. Teraz pytanie: czy są to przybysze z kosmosu, czy są to goście z innych płaszczyzn naszej rzeczywistości? I o tym dzisiaj będziemy mówić. A gdybym miał zdefiniować termin „latający humanoid”, to troszeczkę problem. Jest to po prostu spotkanie z istotą mającą zdolność do unoszenia się w powietrzu, która ma humanoidalny kształt, czyli jak już wiemy, ma głowę, ręce i nogi. Ale nie jest to człowiek. Przynajmniej na takiego nie wygląda, bo jest albo zbyt duży, jak w przypadku chociażby Koniewa i Bornego-Sulinowa, przypadków, z którymi miałem do czynienia. Albo też są inne przesłanki pozwalające stwierdzić, że nie mamy do czynienia z czymś pochodzenia ziemskiego, czyli człowiekiem z plecakiem odrzutowym. Ale jest jeszcze inna kategoria tych fenomenów, zdążająca bardziej w stronę teorii Johna Keela, która mówi o tym, że do naszej rzeczywistości raz na jakiś czas przenikają istoty, jak się popularnie mówi, z innych wymiarów.
Chociaż jest to niepoprawne. Z innych przestrzeni rzeczywistości, które przybywają tutaj albo są tutaj wyrzucane przez jakieś tajemnicze mechanizmy fizyczne rządzące naszym światem, chociaż nam jeszcze nieznane. Pojawiają się w naszej rzeczywistości, pojawiają się na naszym świecie, ale one są tutaj tylko tymczasowo. Nie są w stanie tutaj przebywać przez dłuższy czas. Tak twierdził Keel, że wszelkie spotkanie z tego rodzaju dziwactwami, z tym, co ludzie nazywają potworami, różnymi monstrami, gargulcami, jak sobie tylko nazwiemy, istotami z folkloru, istotami magicznymi, jest właśnie tego pochodzenia innoświatowego. Ja to tak definiuję. Chris, jak ty spoglądasz na ten problem?
[08:25] - Ja nie mam definicji oprócz takiej oczywistej, z którą się wszyscy chyba możemy zgodzić, że latający humanoid to po prostu istota, która przypomina człowieka, ale jednocześnie potrafi unosić się w powietrzu. Oczywiście nas to ogromnie zdumiewa, zaskakuje, jednocześnie wzbudza pewną taką tęsknotę, która towarzyszy człowiekowi chyba od jego zarania, że zawsze chciał w jakiś sposób dorównać ptakom. Zawsze chciał jakoś oderwać się od tej ziemi i poszybować w przestrzeń. Dlatego za każdym razem spotkanie z istotą, która w jakiś sposób przypomina człowieka, na tym człowieku robi olbrzymie, kolosalne wrażenie. Jeśli popatrzymy w historię, bo ja lubię bardzo często sięgać do historii, to tych istot mamy całą menażerię. Począwszy od tych najstarszych wizerunków Annunaków, którzy mają potężne skrzydła na plecach, poprzez chociażby grecką mitologię, gdzie co jakiś czas mamy uskrzydlonych bogów. W mitologii egipskiej mamy bogów, którzy również zlatywali gdzieś w przestrzeń. Poza tym bogowie z samej swojej natury implikują ten pozaziemski kontakt, bo oni właśnie pochodzili z tej innej przestrzeni, jak to ładnie określiłeś, życia i co jakiś czas pojawiali się na Ziemi w rozmaitych formach. Jedną z takich form, która byłaby dla człowieka zrozumiała, a jednocześnie wskazywała na tą jedną kolosalną różnicę, która sprawiała, że człowiek jest tylko tym, kim jest, a Bóg jest kimś wszechmocnym. Czy półbóg, czy heros.
To właśnie była ta umiejętność poruszania się w powietrzu. Także mamy tego ogromną ilość w historii, w mitologiach najrozmaitszych kultur, później mamy ogromną ilość tych zjawisk w folklorze i w najrozmaitszych legendach. I teraz za każdym razem do tych legend podchodzimy z takim lekkim przymrużeniem oka, ale jest ich tak wiele, że to każe troszkę bardziej serio spojrzeć na ten cały problem. Bo w tej sytuacji okazuje się, że istoty humanoidalne, które potrafią poruszać się w powietrzu, towarzyszą nam od zawsze i zmieniają się wraz z tym, jak zmienia się człowiek. Bo od tych czasów mitologicznych już nie widzimy wielkich brodaczy w szpiczastych czapkach i z motylimi skrzydłami czy orlimi skrzydłami na plecach. Nie widzimy już klasycznych aniołów, jak to mamy w mitologii biblijnej, ale widzimy coś, co dziś nazywamy zjawiskiem UFO. A jak wiemy, zjawisko to wyrosło właściwie w połowie XX wieku. Nigdy wcześniej je tak nie nazywano i w taki sposób nie wyodrębniano. Dopiero w zupełnie niedawnych czasach patrzymy na to trochę inaczej i nastąpiła pewna specjalizacja w patrzeniu na tego typu problemy. UFO zazwyczaj implikuje nie tylko kontakt międzyplanetarny, ale także jakiś rodzaj wyższej technologii.
Tyle że co jakiś czas pojawia się właśnie taki kłopotliwy latający humanoid, który ma wciąż całą masę tych atawistycznych cech, jakie miały te wszystkie gargulce i te wszystkie postaci z najrozmaitszych legend. I tych postaci bardzo trudno jest nam umieścić w jakimś kontekście. Dlatego taka definicja, jaką chcielibyśmy zbudować, jakaś szersza, jest prawie że niemożliwa do stworzenia, bo tych aspektów jest bardzo dużo. Jak się okazuje i będziemy o tym rozmawiać w trakcie tej debaty, każda sytuacja, która przydarzała się najrozmaitszym ludziom, w których pojawiały się te latające humanoidy, jest w jakiś sposób niezwykle oryginalna.Jest inna i nie bardzo pasuje do ogólnego kontekstu ufologii. Od czasu do czasu mamy w tle jakąś intensywność pojawiania się latających spodków. Mamy jakąś intensywność pojawiania się sytuacji paranormalnych, ale to są jedyne poszlaki, które łączą latające humanoidy z ufologią. Co jakiś czas oczywiście w klasycznym ufologicznym tego słowa znaczeniu spotykamy tego typu latające humanoidy, które są przybyszami z innej planety i unoszą się nad Ziemią dlatego, że na to im pozwala technologia, którą dysponują. Unoszą się w taki sposób, że nie muszą kroczyć, a płyną nad tą Ziemią. Okazuje się, że prawo grawitacji nie obowiązuje ich tak samo jak nas i w tym sensie przypisujemy je do ufologii. Natomiast cała reszta tych historii, łącznie z najsłynniejszą, o jakiej też będziemy dzisiaj mówić, z historią Mothmana, człowieka ćmy, bardziej temu zaprzecza, bo Mothman nie ma nic wspólnego z technologią.
Za to jest stworzeniem jak najbardziej z krwi i kości, który ma najrozmaitsze umiejętności, które potrafią zdominować ludzki umysł, wystraszyć go i potrafi pojawiać się w najrozmaitszych sytuacjach, nie czyniąc człowiekowi pozornie krzywdy, ale doprowadzając jego życie i życie miejsca, w którym się pojawia, do ruiny. Dlatego często pojawienie się takiego latającego humanoida było czymś w rodzaju fatum, przekleństwa czy groźby, że za chwilę coś się złego wydarzy. I rzeczywiście zazwyczaj coś później się złego wydarzało. Budując taką definicję, myślę, że powinniśmy budować ją bardzo ostrożnie i w bardzo prostych słowach, dlatego że jak wspomniałeś na samym wstępie, zjawisko jest trudne do uchwycenia, ponieważ jest niejednorodne. Ma swoje najrozmaitsze smaki, kształty i sposoby patrzenia na nie. Dlatego myślę, że ja sam nie pokuszę się o stworzenie takiej definicji. Dziękuję.
[14:36] - Damianie?
[14:37] - Mówiąc o zagadce latających ludzi bądź jak kto woli humanoidów, więc istot obdarzonych umiejętnością latania w powietrzu, bez wątpienia dotykamy tutaj jednej z najciekawszych zagadek ze sfery zjawisk paranormalnych. Tak jak wspomnieliście tutaj obydwaj, bez wątpienia bardzo rzadkiej, pomimo tego, że takich zdarzeń mieliśmy bardzo wiele w historii również i w Polsce, to w dalszym ciągu jednak te zjawiska są dosyć rzadkie, ale i przez to bardzo ciekawe, bardzo intrygujące i trudno je ująć w sposób logiczny. Są to zjawiska bardzo nieuchwytne. Dotychczas można powiedzieć, że mogliśmy się z nimi spotkać w folklorze, bo wiele wydarzeń, wiele historii z ludowej demonologii bardzo mocno pobrzmiewa właśnie takimi historiami o dziwnych latających istotach. Współcześnie coraz częściej kojarzy się to zjawisko właśnie z tematyką ufologiczną. Czy słusznie? Może dzisiaj podyskutujemy na ten temat trochę więcej i spróbujemy bardziej wsiąknąć w tą zagadkę. Bez wątpienia jest to bardzo trudne w interpretacji zjawisko, złożone, gdyż nawet jak spojrzymy na współczesne relacje, to trudno obrać w ich przypadku jakiś wspólny mianownik, wspólny szablon. Gdy spojrzymy na zdarzenia, które miały miejsce w ostatnich 15, 20 latach w Meksyku czy też innych rejonach Ameryki Południowej, Ameryki Północnej, to dominuje tam tendencja zdarzeń z udziałem istot, które przypominają kosmonautów, istot, które jak najbardziej możemy kojarzyć właśnie z kosmicznym rodowodem. A gdy przyjrzymy się innym zdarzeniom europejskim, współczesnym, szczególnie polskim, o których będziemy dyskutować dzisiaj, dostrzeżemy bardziej ten kontekst demonologiczny w tym wszystkim.
Tak więc możemy się zastanawiać, czy dyskutujemy tutaj o kilku różnych zjawiskach, czy też o jednym tym samym, który tak naprawdę przybiera różną formę i być może dostosowuje się do ludzkiej percepcji, do ludzkiego postrzegania świata. Dlatego bardzo trudno objąć te zjawiska jakąś wspólną definicją. Na pewno możemy klasyfikować te zjawiska jako zjawiska o bardzo silnym współczynniku niezwykłości, zjawiska, które noszą w sobie silny pierwiastek paranormalności, jakbym to powiedział. I tak jak, Piotrze, słusznie zauważyłeś, być może otwiera się tutaj w takich zdarzeniach ten silny kontekst innoświatowy, a więc ja to nazywam wręcz takim odpryskiem z równoległej rzeczywistości. Bo często, gdy analizujemy takie zdarzenia, one wydają się być wręcz absurdalne, bo te istoty się pojawiają nagle, znikąd, po czym tak znikają. Zdarzenia trwają dosłownie kilka sekund bądź kilka minut i w zasadzie nie rozumiemy w ogóle, o co w tym wszystkim chodzi tak naprawdę, bo te istoty gdzieś przelatują koło przerażonych do szpiku kości świadków, po czym znikają. Nie wiadomo, czemu miałaby służyć taka manifestacja, więc może możemy tutaj mówić o jakimś takim oderwaniu się nagłym od tej innej równoległej rzeczywistości, o czym wielokrotnie wspominał w swojej książce znany badacz takich zjawisk paranormalnych jak John Keel.
[18:07] - Tak więc myślę, że temat bardzo ciekawy i warty dyskusji.
[18:10] - Przechodzimy do kolejnego pytania: co cechuje latające humanoidy? Czy wszystkie wyglądają i zachowują się podobnie? A może da się w ramach relacji wyróżnić jakieś określone podgrupy wskazujące, że zjawisko jest jednorodne? W ostatnich latach pojawiło się bowiem wiele relacji o latających humanoidach, takich jak słynna istota filmowana nad Mexico City w 2005 roku. Ale równie wiele obserwacji dotyczy istot pokroju słynnego człowieka ćmy. Piotrze?
[18:41] - Właśnie zjawisko latających humanoidów nie jest jednorodne, bo jak zauważyłeś w pytaniu, nie ma w nim wspólnej nici dla wszystkich przypadków. Owszem, możemy wyróżnić wśród latających humanoidów pewne grupy albo pewne typy zachowań, natomiast one wszystkie raczej nie składają się na jeden obraz tego zjawiska. Ciekawe jest również to, co powiedziałeś o obserwacjach w ostatnich latach, bo rzeczywiście, jeżeli poszperamy w źródłach anglosaskich, to zobaczymy, że obserwacji istot pokroju człowieka ćmy było dużo. Zaskakująco dużo. Tylko one nie występowały w żadnych rzutach. To były pojedyncze przypadki. Ktoś coś widział podobnego, ale już takiej fali jak w 1966 roku nie mieliśmy. Czym się charakteryzują te latające humanoidy? To już powiedzieliśmy w pierwszym pytaniu, że jest to ktoś przypominający człowieka, ale człowiekiem niebędący, co zostało zweryfikowane przez świadków podczas bliskich spotkań. Musimy też powiedzieć, że na pewno za część relacji o latających ludziach odpowiadały obserwacje ludzi z plecakami odrzutowymi.
Tylko że to już jest odrębna kategoria, bo tak naprawdę latające humanoidy nigdy nie miały, z tych przypadków, które będziemy omawiać, które nas interesują, z tych przypadków anomalnych, one tak naprawdę nigdy nie miały żadnego widocznego elementu napędowego. Może poza tym humanoidem z Meksyku, z tego filmu. Chociaż nie wiem, czy ten film jest prawdziwy, bo o tym filmie tak naprawdę niewiele się pojawiło informacji, oprócz tego, że on sam był w internecie i był dość ciekawy. Mimo wszystko w tamtych latach jeszcze nie było tylu prowokacji, tylu podróbek. Dzisiaj, gdyby pojawił się jakiś film w internecie z humanoidem, to wiadomo, na YouTubie jest wszystko i temu oczywiście nie należy tak bardzo ufać. Od czego by tu zacząć? Latające humanoidy. Wiele osób mnie pyta często, czy ja w ogóle wierzę w hipotezę o kosmicznym pochodzeniu UFO. Bo czasami mówię tak, jakby dla mnie to była bzdura. Ja powiem tak: dla mnie UFO to zbiór kilku zjawisk.
To, co nazywamy zjawiskiem UFO i tym, co z tym zjawiskiem UFO się wiąże, czyli zarówno spotkania z humanoidami, jak i spotkania innych typów, abdukcje i tak dalej. Cóż, one mogą wynikać z kilku źródeł i wydaje mi się, że istnieje bardzo mały procent spotkań, w których hipoteza o pozaziemskim pochodzeniu tych obiektów się sprawdza. Natomiast w większości UFO, moim zdaniem, pochodzi ze źródła innego niż pozaziemskie. Ale zostańmy na chwilę przy tej malutkiej części potencjalnych obcych przybyszów i potencjalnych obcych eksploratorów Ziemi. Otóż jeżeli założymy, że Ziemię odwiedzają jakieś istoty, to trudno nam powiedzieć, czy te istoty odwiedzają Ziemię w postaci ekspedycji, w których biorą udział żywe organizmy, obca strona, czy po prostu wysyłają do nas jakieś humanoidalne roboty. W każdym razie, niezależnie od tego, jak jest, czy są to żywe istoty, czy są to roboty humanoidalne, czy są to innego rodzaju twory, poruszanie się w taki sposób, jak robią to latające humanoidy, czyli z osobistym napędem, ma sens dlatego, że można wtedy uniknąć wielu niebezpieczeństw. Jest się zwrotniejszym, szybszym i można łatwiej manewrować na tym badanym terenie. Oczywiście to moja hipoteza. Natomiast w przypadku spotkań z latającymi humanoidami jest zaskakująco mało takich spotkań, że na przykład ktoś zobaczył latającego stworka zbierającego próbki ziemi albo roślin. Spotkałem się z bardzo ciekawą relacją.
Ona miała chyba miejsce z dwa lata temu na Białorusi, w pobliżu poligonu wojskowego, gdzie widziano takiego napompowanego człowieczka, który latał nad ziemią. To było bardzo ciekawe. To był chyba jeden z niewielu przypadków, gdzie tą hipotezę pozaziemską mógłbym wziąć pod uwagę. Ale tak naprawdę większość latających humanoidów robi coś innego. Niektóre po prostu się pojawiają, niektóre obserwują ludzi, niektóre manifestują swoją obecność. Tak jak mówiłem nieraz, że UFO jest takim małym ekshibicjonistą i lubi się pokazywać, ale nie lubi ujawniać, czym naprawdę jest. I z humanoidami latającymi jest tak samo. One mają tendencję do ujawniania się, do pokazywania się, do jakiejś manifestacji. Natomiast już nie za bardzoDają poznać, skąd pochodzą. Weźmy na przykład słynną sprawę z Pieńska.
Widziałem, że na profilu Radia Paranormalium pojawił się film z Pieńska. Każdy może sobie zobaczyć, o co chodzi. To jest ta słynna sprawa pana Mariana, który mi ją opowiedział. Ona pochodzi z roku 1969 i ten pan razem z kilkoma znajomymi, z których żyje już tylko jedna osoba, plus pan Marian, wtedy spotkali się oko w oko z istotą, która po prostu ich obserwowała. Oni w przypływie młodzieńczej werwy rzucili się za tą istotą w pogoń i ona uciekając, unosiła się nad ziemią na niewielkiej wysokości, ale jednak frunęła. Potem im po prostu zwiała. To spotkanie było raczej powiedziałbym mało ufologiczne. To było zetknięcie z istotą podobne do historii, o których czytamy w folklorze. Czyli ktoś nagle natyka się na jakąś magiczną istotę, burzy jej codzienny spokój, porządek, harmonogram dnia, bo takie istoty wedle folkloru zamieszkują sobie te same przestrzenie co ludzie, tylko wychodzą o innych porach. To spotkanie było właśnie tego typu.
Tak jak dobrze, Damianie, podkreśliłeś, to jest coś, co można określić mianem demoniczne, chociaż nie lubię tego słowa, bo ono ma określone konotacje zaraz i ludzie często się dziwią, że popadamy w takie tematy. Bardziej zwróciłbym uwagę na coś innego, na chochlicą naturę tego zjawiska, dlatego że ona jest z naszego punktu widzenia nieco niepoważna, bo nagle manifestuje się jakiś humanoid i po prostu zwiewa albo pojawia się tylko po to, żeby przestraszyć świadka. Tutaj Damian na pewno będzie miał wiele do powiedzenia o słynnej sprawie z Huty, gdzie takie zdarzenie miało miejsce, gdzie rzeczywiście ta manifestacja była odczuwalna do tego stopnia, że pojawienie się bardzo dziwnej istoty wpłynęło na świadomość ludzi. Z latającymi humanoidami innymi jest podobnie. One się pojawiają, wywołują w ludziach pewien szok, a potem, brzydko mówiąc, dają nogę. Tutaj cały problem polega na tym, że one się nie zachowują tak, jakbyśmy uznawali, że powinni zachować się pozaziemscy przybysze. Latający humanoidzi mają podobną mentalność co zjawisko UFO, czyli manifestacja i ucieczka. Zero kontaktu. Co nam to mówi o ich naturze? To, że być może pochodzą z tego samego źródła, ale o tym będziemy za chwilę mówić.
Reasumując, gdybym miał powiedzieć, to wyróżniłbym w ramach latających humanoidów kilka grup. Tą pierwszą, która może dotyczyć wizytacji pozaziemskich astronautów, którzy się tutaj nagle znaleźli, pozaziemskich eksploratorów. Druga to historie powiązane z folklorem i chochlicą naturą tego zjawiska, czyli manifestacją czegoś, czego tak naprawdę nie znamy i nie wiemy, czym jest. Tak to wygląda. Jest jeszcze kolejna grupa latających humanoidów. Ta chyba najdziwniejsza, bo zalicza się do niej te istoty, które, o ile humanoid z grubsza przypomina człowieka, to już w tej trzeciej kategorii są istoty podpadające bardziej pod to, co znamy jako człowieka. Człowiek czy maczor w zasadzie był trochę humanoidem. Nie wiadomo, czy miał głowę. Niektórzy twierdzą, że miał głowę gdzieś na piersiach. Wystawała mu z przodu jak łeb sępa i miał ponoć śmieszną twarzyczkę.
Tak pisał John Keel. W tej grupie znajdują się już te istoty, które są, powiedziałbym, na absolutnej krawędzi. To jest poruszanie się po bandzie ufologicznej, dojście do samego źródła tego zjawiska i temat, o którym ufolodzy przez lata nie mówili, bo nie poruszali go, bojąc się, że ludzie zaczną oskarżać badaczy UFO o wariacje, odejście od sprawowitej linii myślenia. A tak naprawdę takich przypadków wysokiej dziwności odkrywamy coraz więcej, kiedy pojawia się coś, co nie ma w zasadzie prawa bytu i nie umiemy tego przyporządkować. Kiedy pojawi się w formie przypominającej człowieka lub astronautę, wiemy, że to może być kosmita. Natomiast kiedy pojawi się coś potwornego, jakiś maszkaron, nie wiemy, jak to przyporządkować. Nie wiemy, skąd to pochodzi. Przez lata ufolodzy wstrzymywali się z publikacją takich relacji. Damianie, zgodzisz się ze mną w tej kwestii, że przez lata w ufologii polskiej dominował nurt pozaziemski i wiele na pewno ciekawych przypadków z krańca ufologii zostało przemilczanych?
[29:22] - Myślę, że mogę się z tobą zdecydowanie zgodzić. Kontekst odwiedzin pozaziemskich w polskiej ufologii był bardzo mocno zakorzeniony i funkcjonował praktycznie przez cały okres świetności polskiej ufologii. Wiele zdarzeń o bardzo silnym współczynniku niezwykłości generalnie nie przedzierało się albo było wręcz zakopywane gdzieś pod dywan. Czasami do takich zdarzeń docieramy dopiero teraz, kiedy troszeczkę inaczej patrzymy na to zjawisko, w zupełnie innym świetle je odbieramy. Bardziej trzeźwo, bardziej otwarcie, bo tematy kontrowersyjne wtedy były raczej niezbyt przychylnie przyjmowane.Obowiązywała pewna zasada, taka złota zasada, że mamy tutaj do czynienia właśnie z czymś pozaziemskim i tego się trzymajmy. Można powiedzieć, że jak prześledzimy polską literaturę ufologiczną, tą wczesną i nawet tą trochę późniejszą, to rzadko kiedy się w ogóle zauważa dziś jakieś przewijające się teksty mówiące o jakimś innym pochodzeniu tego zjawiska niż pozaziemskie. Można powiedzieć wręcz, że jakaś taka cenzura obowiązywała, chociaż to takie trochę za mocne słowo, ale coś w tym zdecydowanie jest, że był trochę inny punkt widzenia na to i stąd właśnie interpretacja tych zjawisk była niewłaściwa może czasami nawet.
[30:48] - A jak podchodzisz do tematu latających humanoidów? Czy według ciebie jest to zjawisko jednorodne, czy też można wyróżnić w nim pewne określone grupy?
[30:59] - Tak jak wspomniałem, zdecydowanie nie jest to zjawisko jednorodne. Jest bardzo skomplikowane, bardzo zawiłe, bo mamy przecież bardzo wiele różnych kategorii takich bliskich spotkań i w zasadzie nie wiemy, jak je interpretować. Gdy przyjrzymy się takim zdarzeniom właśnie z Meksyku, których pierwsze takie zdarzenia tam napływały wraz z końcem lat 90. Ta ich intensyfikacja przypadała właśnie na lata 2000-2005 i bardzo dużo tych zdarzeń dotyczyło takich dziwnych postaci. Można powiedzieć postaci człowiekokształtnych, humanoidalnych, które miały wyraźnie wyodrębnioną głowę, ręce, nogi. Przypominały w jakimś stopniu człowieka, ale jednak nie do końca. Były czasami ubrane w jakieś dziwne takie skafandry. Miały podpięte silniki, jakieś dziwne plecaki odrzutowe, a więc przypominały w zasadzie ludzi albo nawet osoby reprezentujące wojsko, być może eksperymentujące jakieś dziwne urządzenia. Wiemy, że silniki odrzutowe to nie jest jakiś ewenement na miarę naszych możliwości technicznych, bo takie urządzenia są, funkcjonują, są testowane i używane czasami przez armię amerykańską. Jednak w tych zdarzeniach meksykańskich dominował troszeczkę jednak kontekst paranormalny.
Ja to mówię z tego względu, że w niektórych zdarzeniach oczywiście możemy mnóstwo obejrzeć nagrań różnych w YouTubie. Nie wszystkie należy traktować poważnie, aczkolwiek wydaje mi się, że to zdarzenie, takie kluczowe, które miało miejsce w 2005 roku nad stolicą Meksyku, które udało się właśnie uwiecznić na filmie, jest w jakimś stopniu szczególne, bo wydaje mi się, że jednak jest wiarygodne i jest tą sylwetką taką typową, jeśli chodzi o relacje z Meksyku, bo widać na nim właśnie postać, która mimo że przypomina człowieka, to jednak nie do końca wygląda jak człowiek. Można powiedzieć, że ja tak to przynajmniej odbieram, że wygląda troszeczkę jak jakiś taki twór holograficzny wręcz. Jakiś taki twór, który nie do końca jest w pełni materialny, jakby manewruje, można powiedzieć, na swoim stopniu materialności. I to jest taka też charakterystyczna cecha tych zdarzeń meksykańskich, bo były też i przypadki, gdzie udało się zobaczyć, a nawet i nagrać na filmie pojawienie się kilku takich istot, które na przykład potrafiły się łączyć, zmieniać swoje kształty. Więc można powiedzieć, że te zdarzenia mają silny współczynnik paranormalności, ale w jakimś stopniu odwołują się do naszej kulturowości. Bo jak wspomniałem wcześniej, gdy przyjrzymy się tym europejskim zdarzeniom, ale i nawet zdarzeniom, które badał John Keel kiedyś w kontekście człowieka ćmy, dominuje właśnie ten kontekst demonologiczny. Natomiast tutaj jest uwidoczniona taka cecha ucywilizowana, technologiczniona, można powiedzieć wręcz, w tych zdarzeniach. I mam wrażenie, że odnosi się troszeczkę do kontekstu kulturowości, bo jak przyjrzymy się w ogóle tematyce ufologicznej w Meksyku, to nie da się ukryć, że Meksykanie wręcz szaleją na punkcie ufologii. Ta świadomość tego, że świat jest odwiedzany przez istoty pozaziemskie, tam jest bardzo dominująca.
Jest świetnie rozwijająca się prasa ufologiczna. Mamy kanały nawet, które poświęcone są stricte tej tematyce. Więc wydaje mi się, że to zjawisko akurat w tym specyficznym obszarze świata dostosowuje się troszeczkę do kulturowości, do tego, jak chciałoby być odbierane przez obserwatora. Z kolei gdy przyjrzymy się takim zdarzeniom, jak badał John Keel, właśnie słynne zdarzenie z człowiekiem ćmą. W zasadzie to był szereg różnych zdarzeń, które miały miejsce w połowie lat 60. w niewielkiej miejscowości Point Pleasant w stanie Wirginia Zachodnia. Tam właśnie też dostrzeżemy ten kontekst kulturowości, bo jak wiemy, jest to jedno z takich bardzo specyficznych miast amerykańskich, gdzie dominuje religijność. Tam jest duży współczynnik osób wierzących, katolików. I to jest właśnie ciekawe, że akurat w tej miejscowości doszło do szeregu takich dziwnych zdarzeń. Zdarzeń wciąż możemy mówić stricte paranormalnych, gdzie pojawiała się postać już nie przypominająca jakiegoś kosmonautę czy też ufoludka, ale postać, która nosiła bardzo silne cechy demoniczne.
Wyglądała jak właśnie wręcz demon. I tak zresztą była interpretowana przez wielu świadków. John Keel, który przyjechał do miejscowości Point Pleasant, zbierał te wszystkie relacje, a naliczył ich chyba około stu. Były przesiąknięte właśnie tym folklorem, tym współczynnikiem wierzeniości ludzi. I to było niezwykłe, bo te postacie oczywiście, które się pojawiały w tej miejscowościByły różne, troszeczkę się różniły między sobą, jednak pewne cechy się zaznaczały. Ta postać była wyposażona w skrzydła. Ciężko było czasami określić, czy miała głowę, ale cechą charakterystyczną było to, że miała czerwone, świecące oczy, które wręcz paraliżowały. Ludzie, którzy obserwowali tę istotę, byli znieruchomieni, nie wiedzieli, co robić. Potrafiła chodzić, latać. Można powiedzieć, że bez problemu manewrowała.
Pojawiała się znikąd i nagle, nie z wyjaśnionych okolicznościach, znikała. John Keel podchodzi do tego bardzo zdroworozsądkowo, mówiąc o tym, że te zdarzenia bardzo uderzały w kontekst kulturowości tych ludzi, bo oni interpretowali to na swój sposób. To zjawisko, mimo że możemy mówić zdecydowanie, że jest paranormalne, w jakiś sposób próbowało być przyjmowane w taki sposób, w jaki mogło być przyjęte, a więc przybierało postać demona. Gdy przyjrzymy się innym relacjom z innych zakątków świata, mam na myśli Argentynę, tam też bardzo często dochodziło do dziwnych spotkań z postacią przypominającą nietoperza, ćmę. Mam na myśli rejon Cordoby, gdzie do dzisiaj często donosi się o dziwnych spotkaniach z istotami humanoidalnymi, latającymi postaciami. Niedawno takie zdarzenie miało miejsce pod koniec 2015 roku w rejonie Cordoby, gdzie dwóch strażaków obserwowało istotę przypominającą nietoperza, a jednak wyglądającą jak człowiek. Wylądowała nagle przed nimi, kilkadziesiąt metrów obok. Schowała się za budynek i ci dwaj strażacy akurat pełnili w tym momencie dyżur w swojej placówce. Poszli w to miejsce z latarkami i zobaczyli nagle postać, która wyglądała jak człowiek. Miała około 1,70 m wzrostu.
Rozpięła skrzydła i odleciała. Wyglądała jak demon. Tak zresztą tłumaczył to jeden ze świadków tego zdarzenia, że po prostu widział demona, a deklarował się, że jest osobą wierzącą. Przyglądając się tym zdarzeniom pod kątem psychologicznym, socjologicznym, możemy dostrzec ten bardzo silnie uwidaczniający się czynnik kulturowości. Również kiedy przyjrzymy się zdarzeniom polskim. Wspomnieliśmy pokrótce o zdarzeniu z Pieńska. Szkoda, że nie miałem przyjemności badać tego zdarzenia, mimo że miało miejsce na terenie Dolnego Śląska. Opieram się tylko na relacji portalu Infra. Świadek, który opowiadał tę historię, powiedział otwarcie, że teraz, mając bardziej trzeźwy umysł i bardziej racjonalnie spoglądając na takie rzeczy, pewnie wcześniej by zinterpretował to jako jakąś manifestację o charakterze religijnym. Mógłby przysiąc, że miał do czynienia ze spotkaniem z aniołem i pewnie w tym miejscu powstałaby jakaś kapliczka.
Możemy się też zastanowić, ile jest takich miejsc w Polsce, gdzie stoją różne kapliczki. I możemy się zastanawiać, czy w takich miejscach nie doszło czasami kiedyś do dziwnych spotkań. Trudno oprzeć się i mówić tutaj o zjawisku o charakterze jednorodnego zjawiska, bo to zjawisko, mimo że jest nieuchwytne, przedstawia się w bardzo dziwny, przeróżny sposób. Przybiera czasami bardzo różne formy. Mnie jednak najbardziej interesują zdarzenia, które noszą w sobie dziwny współczynnik niezwykłości i mają więcej wspólnego z folklorem ludowym niż z czystą ufologią. Trudno też oczywiście mówić, czy mamy tu do czynienia z odwiedzinami istot pozaziemskich, czy raczej z odwiedzinami jakiejś siły, inteligencji, bytu pochodzącego z równoległej rzeczywistości, który pojawia się, być może chce nam pokazać swoją obecność, chce na nas wpłynąć w jakiś sposób, wpłynąć na naszą świadomość. Albo może po prostu pojawia się niechcący w formie dziwnego otwarcia się kanału łączącego dwa różne światy. Możemy o tym oczywiście dyskutować i dywagować. Temat jest bez wątpienia bardzo ciekawy.
[40:36] - To może teraz Chris.
[40:38] - Ja nie lubię tego pytania za bardzo, bo ono każe mi znaleźć jakieś grupy, podgrupy, próbować wyselekcjonować coś, określić to w jakiś sposób, stworzyć jakąś klasyfikację zjawiska. Jesteśmy straszliwie zdominowani przez tak zwany naukowy sposób patrzenia na świat. Jest to naturalna rzecz, bo to się zaczyna od szkoły. To pranie mózgów, wpajanie nam, że nauka to jest właśnie określanie świata i klasyfikacja wszystkiego po drodze. I ta klasyfikacja po drodze doprowadziła do rozmaitych naukowych nieszczęść, bo spójrzmy na taki cud świata jak piramidy. Do dziś uważamy, że ci biedni Egipcjanie kuli małymi młoteczkami bloki skalne i wlekli je przez pustynię w znoju i w occie, żeby zbudować taką budowlę, którą my dziś przy naszej technologii nie za bardzo potrafimy zbudować. Widać, że się to wszystko kupy nie trzyma i za każdym razem próbując coś sklasyfikować, zbieramy jakieś fakty, które są tylko częścią opisu takiego zjawiska. I z tej części budujemy całość, tworzymy z niej fundament i od razu uważamy, że tak już musi być. Dlatego staramy się zaraz dobudować jakieś wyższe piętra, znaleźć jakiś wspólny mianownik i określić definicją całe to zjawisko. Najczęściej niesie to ze sobą niestety najrozmaitsze opłakane skutki.
Jeszcze nie wchodzę w temat humanoidalnych, ale spójrzmy na taką klasyfikację. Na przykład gdyby ktoś z innej planety wylądował na Ziemi i starał się sklasyfikować, czym są ssakiPo obserwacji tych ssaków szybko doszedłby do wniosku, że są to zwierzęta ziemne lub wodne i tyle, i że żyją w tych dwóch najwyżej środowiskach. I nagle natrafia się na taki dziw natury, jakim jest nietoperz. Nietoperz jest ssakiem, ale nietoperz lata. Jest to jedyny ssak, który porusza się w powietrzu. Jak go sklasyfikować? Jest to niesamowite dziwactwo natury. Myśmy się do niego przyzwyczaili, bo nietoperz jest w naszym środowisku naturalnym od zawsze. Jest czymś, co co jakiś czas się widuje i nie jest niczym strasznym i niezwykłym. Ale jeśli przyjrzeć się z punktu widzenia na przykład teorii Darwina, jak szalona musiała być ta natura, albo mocno nawalona, żeby stworzyć takie dziwadło jak nietoperz, żeby kazać temu biednemu zwierzęciu unosić się w powietrzu w poszukiwaniu pożywienia i miejsca, w którym mogłoby się takie zwierzę schronić.
Gdy tymczasem 99,9% innych ssaków znalazło sobie inny sposób na życie. A tutaj mamy do czynienia z nietoperzem, który lata. Myślę, że to samo podejście możemy zrobić do tych nieszczęsnych latających humanoidów, które próbujemy omówić, że nie ma dla nich jakiejś konkretnej definicji, ale też myślę, że ryzykowne jest ustawianie ich w określonym szeregu, klasyfikowanie ich. Oczywiście wiele cech jest wspólnych, ale są te cechy generalne. Te cechy generalne to to, że przypominają w jakiś sposób człowieka. To jest podstawowa cecha. Druga oczywiście to, że latają. I trzecia cecha, która je w jakiś sposób charakteryzuje, że każde niemalże z nich ma niezwykłe spojrzenie, ma oczy, które hipnotyzują. Tak jak mamy to w przypadku Mothmana, wielkie czerwone oczy, czy w przypadku Owlmana, czyli człowieka sowy, wielkie żółte oczy, czy w innych tego typu spotkaniach. Za każdym razem oczy zwracają naszą uwagę, ale może też dlatego, że my jako ludzie, kiedy szukamy jakiegoś kontaktu, najpierw spoglądamy komuś prosto w oczy i w tych oczach staramy się instynktownie wyczytać, z czym mamy do czynienia.
Czasami jest to groza, czasami jest to coś zupełnie innego, czasami jest to po prostu stan zahipnotyzowania wręcz. Mesmer robił doświadczenia na ten temat, które są raczej powszechnie znane i wzrokiem można zahipnotyzować drugiego człowieka. Dlatego gdy pojawiała się istota, która kompletnie nie pasowała do środowiska, do rzeczywistości, w jakiej żyła jakaś grupa ludzi, czy to w Point Pleasant, czy to gdzie indziej, w Pińsku i tak dalej, za każdym razem te oczy wzbudzały uwagę, dlatego że ich właśnie szukamy. I dlatego dla nas, ludzi, jest to jedno z najważniejszych elementów, które układają drabinkę i układają grupę, żeby w jakiś sposób umieścić tych humanoidów w komóreczce naszej wiedzy. Tymczasem niekoniecznie musi to być właśnie coś, co będzie określać ten stan faktyczny, to, czym jest. Zgadzam się tutaj ze stwierdzeniem Damiana o tym, że te istoty w jakiś sposób związane są z folklorem, z miejscem, w którym dana grupa ludzi żyje od dawien dawna, ale jednocześnie ten folklor nie wyrósł sam z siebie. On miał jakieś podstawy, żeby wyrosnąć. Czyli jeżeli jest w nich jakaś istota, która jest humanoidalna i lata, i ciągle nie pasuje do tej naszej rzeczywistości, w której żyjemy, to oznacza, że to folklor się budował na niej, a nie ten folklor budował istnienie tej istoty. Myślę, że kiedy spróbować w jakiś sposób uchwycić ten fakt, najbliżej tego byliśmy w debacie ufologicznej, która poruszała problem skinwalkerów. Myśmy o tym rozmawiali jako o sytuacji bardzo egzotycznej, gdzieś tam na zadupiu Stanów Zjednoczonych, gdzie prawie nikt nie mieszka, gdzie są wielkie, nieprzyjemne pustkowia, prerie, skały.
I Indianie oczywiście. I nagle tam się pojawiły najrozmaitsze istoty: skinwalkerzy, ale także inne istoty. Także pojawiały się i UFO, pojawiały się bigfooty. Było tam wręcz zatrzęsienie najrozmaitszych monstrów, kreatur i różnych najdziwniejszych postaci nie z tego świata, nie z tej rzeczywistości. Myślę, że wynika to być może z tego, że ten cały nasz świat, na którym żyjemy, jest światem energetycznym, jest w nieustannym, dynamicznym ruchu. Te punkty energetyczne niekiedy utrzymują się w danym miejscu bardzo długo, czasami jednak przenoszą się w jakieś inne miejsce, gdzie nagle pojawiają się te zjawiska wysokiej dziwności, te zjawiska anomalne. I tam właśnie pojawiają się te postaci nie z tej bajki. Nie wiadomo skąd. Nie wiadomo, czy z innej planety, czy z innej równoległej rzeczywistości. Nie potrafimy ich określić, ocenić.
Wzbudzają w nas strach i przerażenie, bo do niczego nie pasują. Nie wiadomo, czy chcą nam zrobić krzywdę, czy nas zaatakować. Ludzie, którzy je widzą, często są to całe grupy ludzi, są świadkami, że jest to zjawisko, które da się zaobserwować w sposób realny. Także dlatego, jeśli chodzi o taką klasyfikację, żeby stworzyć jakieś podgrupy i żeby znaleźć jakiś wspólny mianownik dla tych wszystkich postaci humanoidalnych, które na dodatek poruszają się po powietrzu, myślę, że jest to bardzo trudne z tych powodów, o których wspomniałem wcześniej. I z tych właśnie powodów nie za bardzo lubię to pytanie, ponieważ nie bardzo wiem, jak je ugryźć. Ponieważ zdaję sobie sprawę, że
[48:30] - Ta nasza wiedza ciągle jest za mała. Myślę, że ciągle powinna się skupiać raczej na zbieraniu faktów niż wybieganiu do przodu i budowaniu wniosków. Jest to bardzo atrakcyjne budować wnioski, bo zawsze można powiedzieć: „Ja już o tym mówiłem przed naszą erą. Ja już pisałem o tym 20 lat temu”. Może, ale tego typu zabiegi sprawiają, że problem się raczej zaciemnia niż rozjaśnia. Dlatego myślę, że zbieranie tych faktów da nam lepsze pojęcie fenomenu i na jakieś ostateczniejsze wnioski powinniśmy poczekać, aż przyjdą następne pokolenia po nas. My być może tych wniosków nigdy nie doczekamy. Natomiast to, co możemy zrobić, to możemy skrzywić spojrzenie na tego typu fenomen. Budując taką definicję, czy tworząc tego typu podgrupy, możemy stworzyć zupełnie ślepą uliczkę, w którą zabrnie ta dziedzina, znowu dzielę, ufologii czy zjawisk anomalnych, o jakich dzisiaj rozmawiamy. Dziękuję.
[49:38] - Ale z drugiej strony, gdybyśmy tak siedzieli i tylko zbierali te relacje, to w sumie nie doszlibyśmy do żadnego wniosku i zrobiłby się jeszcze większy bajzel niż jest. Wydaje mi się, że tak jak mówiliśmy nie raz, jest to zjawisko starsze i każde pokolenie, każda era, ale tu odchodzimy trochę od tematu. Nie chciałbym przedłużać, bo wiem, że dzisiaj Damian ma troszkę ograniczony czas. Każda era rozpatrywała to na swój sposób, każda widziała to inaczej. My widzimy to w taki sposób, że traktujemy to czasami jako kosmitów, a obecnie jako gości z innego wymiaru. Dobrze by było zauważyć chociażby to, że to coś zmienia czasami formy i dopasowuje się do danej epoki. Ale o tym będziemy mówić, mam nadzieję, kiedy indziej, bo dzisiaj na tapecie latające humanoidy, Marku. A myśmy chcieli, korzystając z tej przerwy, zachęcić was do odwiedzenia kiosków i zajrzenia do nowego numeru „Nieznanego Świata”, bo tam bardzo ciekawe rzeczy dla wszystkich patriotów ufologii. W lutowym numerze mamy artykuł między innymi o wszczepach, implantach badanych przez doktora Leara. Mamy też bardzo ciekawy artykuł na temat zagadki błękitnej krwi Rh-.
Autor pyta, czy jest to boski ślad naszych stwórców. Serdecznie polecam wszystkim zwolennikom paleastronautyki. Jest też bardzo ciekawy artykuł traktujący temat ufologii z innej perspektywy. Mianowicie bardzo ciekawa publikacja dotycząca zagadki gwiazdy KIC, jak to ja ją nazywam. Szczerze mówiąc nie wiem, jak się powinno to wymawiać w naszym języku. A chodzi o tą gwiazdę, wokół której znaleziono jakiś czas temu te słynne orbitujące przedmioty. Tak że zachęcam do odwiedzenia kiosków, zajrzenia do „Nieznanego Świata”, bo tam spora dawka ufologicznej wiedzy. Jeszcze jedna rzecz, moi drodzy. W najbliższy czwartek, to się kieruję głównie do naszych słuchaczy z Warszawy, tych, którzy będą odsłuchiwać potem audycję i tych, którzy słuchają nas na żywo. W najbliższy czwartek w księgarni Galerii Nieznanego Świata przy ulicy Kredytowej 2 w centrum Warszawy będzie spotkanie z Przemkiem Nowakowskim, którego żeśmy tu gościli.
Przemek napisał książkę, jak pewnie wiecie, „Innowymiarowi”. Ona traktuje, nie „Innowymiarowi”, „Ponadwymiarowi”. Co ja mówię? Która traktuje o bardzo niezwykłych postaciach w historii ludzkości. Będzie możliwość porozmawiania z Przemkiem, będzie możliwość wysłuchania jego wykładu o ludziach, którzy swoimi gabarytami duchowymi i intelektualnymi wystawali poza ramy epoki. Tak że można spotkać się z gościem debat ufologicznych na żywo, nabyć jego książkę, wymienić parę słów. Będzie to na pewno bardzo ciekawe doznanie. Przemek jest postacią bardzo charyzmatyczną. Można będzie się też dowiedzieć od autorzy kilku rzeczy, o których nie mówiliśmy, a są ciekawe. Tak że zachęcam wszystkich.
Czwartek, 28 stycznia, Kredytowa 2 w Warszawie, godzina 17.30. Tak że zapraszam. Po tej krótkiej reklamie wracamy do debat.
[53:24] - I wracamy z pytaniem numer trzy: czy latający humanoidzi, istoty podobne do ludzi, acz nimi niebędące, choćby jak postać widziana w Koniewie w 2000 roku, mają coś wspólnego ze zjawiskiem UFO? To pytanie poważne, bo apriorycznie uważamy ich za kosmitów. Tymczasem spotkaniom z tymi tajemniczymi postaciami rzadko towarzyszą obserwacje NOL-i. Jak jest waszym zdaniem? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Damian Trela. Damianie?
[53:53] - Właśnie, mówiąc o zdarzeniu w Koniewie, to jeden z kilku polskich przykładów spotkań z dziwnymi latającymi istotami. Miało miejsce w miejscowości Koniewo w warmińsko-mazurskim. W zasadzie nie tak dawno, bo niecałe 16 lat temu, w 2000 roku. Dwójka osób, jak wiemy, podróżowała sobie między dwiema wioskami późniejszą porą wieczorną i na totalnym odludziu, można powiedzieć. To też bardzo ciekawe, bo przeważnie te spotkania o takim charakterzeNie tylko o takim, ale w ogóle o paranormalnym. Często możemy mówić o tym, że mają miejsce w odludnych miejscach. Nie inaczej było w tym przypadku. Trójka osób idzie sobie spokojnie drogą, jedzie rowerami zdaje się i w pewnym momencie dostrzega dziwną postać lecącą. Postać przedziwną, bo leciała bokiem odwrócona do świadków. Głową była zwrócona w ich stronę.
Uwidaczniał się mimo ciemnej pory zarys długich włosów. Ta istota przeleciała obok świadków w odległości kilkunastu metrów. Jeden ze świadków był tak przerażony, że wziął rower i zaczął uciekać. Drugi stał, bo jeszcze myślał, że coś zobaczy ciekawego. Istota po kilku sekundach schowała się gdzieś za pobliskimi drzewami i przestała być widoczna. Obserwacja znów krótka. Czy treściwa? Trudno powiedzieć, bo jakiekolwiek wnioski możemy wyciągnąć z tego zdarzenia, to to, że zjawisko się nagle pojawiło i znów nagle zniknęło. Nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Jaki był cel tej manifestacji?
Czy ta istota chciała w jakiś sposób wpłynąć na świadków, czy był to zupełny przypadek, że akurat oni na tej drodze się znaleźli i zobaczyli tą postać, która sobie leciała? Myślę, że zdarzenie bardzo autentyczne i jedno z niewielu takich ciekawych zdarzeń, które możemy wiązać z naszym krajem. Mamy ich kilka, jeszcze będziemy o nich dyskutować. Mamy kilka takich zdarzeń jeszcze z Polski, ale znów możemy się zastanowić, jak możemy podejść do tego przypadku. Jak możemy zinterpretować, co oni tak naprawdę widzieli? Czy była to jakaś zjawa, jakiś duch, demon, a może jakiś kosmita? Wiemy, że w trakcie obserwacji nie było w pobliżu widocznych żadnych obiektów latających, które moglibyśmy skojarzyć z UFO, ale to jest też bardzo charakterystyczne w przypadku takich zdarzeń. Bo nawet jeśli mówimy o ufologicznych zdarzeniach z Meksyku, to tam też nie pojawiają się w pobliżu obiekty UFO. Może były tam jakieś pojedyncze takie zdarzenia, ale trudno mówić o ich wiarygodności poważnie. Ale przeważnie te istoty pojawiają się nie w towarzystwie obiektów UFO, więc możemy się zastanawiać, czy faktycznie mają coś wspólnego ze zjawiskiem UFO.
Tak jak wspomniałem wcześniej, jeśli potraktujemy zjawisko UFO i całą resztę różnych zjawisk paranormalnych i wrzucimy ją do jednego worka, tej paranormalności, to możemy uznać, że być może dyskutujemy o tym jednym i tym samym zjawisku, które bardzo sprytnie manipuluje naszą świadomością i dostosowuje swój obraz, swój wizerunek do naszych oczekiwań. To nie jest zresztą innowacyjna konkluzja, bo przecież wielu badaczy zjawiska UFO do tego problemu tak podchodziło i ja w zasadzie też tak podchodzę po wielu latach dokumentowania takich zjawisk. Możemy się zastanowić i dojść do wniosku, że było to spotkanie z istotą, bytem paranormalnym, bym powiedział wręcz, który nieoczekiwanie się pojawił i zniknął. Kontekst tego zdarzenia jest dla nas absurdalnie niezrozumiały i nie wiemy tak naprawdę, bo być może nie ogarniamy jeszcze do końca celów manifestacji takich sił paranormalnych w naszej rzeczywistości. Możemy to tłumaczyć jako wpływ na nasz rozwój, ale przecież to samo zdarzenie nie wskazywało na nic takiego. Było spontaniczne, wywołało tylko strach i przerażenie w świadkach, nic więcej. I bardzo mocno utkwiło w ich świadomości. Ale być może to też miało na celu pobudzenia tej świadomości, żeby spojrzeć na pewne zjawiska również pod kątem innym, nie takim stricte materialnym. Bo bardzo często się zdarza tak, że świadkowie, którzy obserwują takie zjawiska, przechodzą taką transformację, przemianę. Nie wiem, jak było w tym przypadku, bo ja tego zdarzenia nie analizowałem nigdy, ale w wielu zdarzeniach, które dokumentowałem, bardzo często dochodziło u świadków do takiej dziwnej przemiany.
Przemiany duchowej to może za mocne słowo, ale wzrostu poczucia świadomości. Jeśli wspomnieliśmy o zdarzeniu, które dokumentowałem nie tak dawno temu w miejscowości Huta na Dolnym Śląsku koło Kłodzka, to właśnie tam główny świadek tych zdarzeń, będziemy jeszcze o tym dyskutować, ona raczej, bo to była kobieta. To zdarzenie było dla niej tak traumatyczne, że ona po jakimś czasie zaczynała bardziej odczuwać swoją sensytywność do zjawisk paranormalnych. Czuła jakąś bliskość taką, eksperymentowała nawet z niektórymi zagadnieniami stricte paranormalnymi, można powiedzieć, jak zjawisko OOBE czy w ogóle interesowała się taką tematyką. I tak się często dzieje, że to zjawiska w jakimś stopniu próbują na nas oddziaływać, czasami bardzo niezrozumiałe dla nas, w sposób bardzo absurdalny, kuriozalny wręcz. Próbują w jakimś stopniu pokazać, że tu jesteśmy i my, ludzie, musimy mieć z tego świadomość, że nasza rzeczywistość jest bardzo skomplikowana. Nie jest taka prosta, jak próbuje to ująć świat nauki. Myślę, że pod tym kątem możemy też dyskutować i spoglądać na ten fenomen. Jeśli potraktujemy większość tych zjawisk w kontekście paranormalnym
[01:00:45] - Dostrzeżemy zdecydowanie więcej niż samo zjawisko UFO i geneza pozaziemska.
[01:00:50] - Piotrze?
[01:00:51] - Tak jak zauważył tutaj Damian, bardzo ciekawym elementem spotkań z UFO jest to, że świadkowie się rzeczywiście zmieniają. Ja tylko dodam do Koniewa, że tym przypadkiem się zajmował Michał Kuśnierz. On tego świadka zresztą znał. Główny świadek, główny informator jest osobą bardzo poważną i naprawdę nie chciałbym mówić, czym on się zajmuje. Powiem tylko, że jest człowiekiem pracującym w służbie zdrowia i nie jest to pielęgniarz. Tak, to była bardzo dziwna sytuacja w Koniewie, bo chłopcy wracali po prostu do domu rowerami i nagle usłyszeli straszny huk i po chwili zorientowali się, że leci istota. Tylko to był wielkolud. To był jakiś dziwny stwór. Włosy mu zwisały. Leciał tak, jakby leżał na desce jakiejś.
Leciał bokiem, po prostu włosy mu zwisały. Także to było bardzo dziwne. I teraz pytanie, jaki to mogło mieć cel? Na odludziu, gdzieś tam w warmińsko-mazurskim dwóch chłopców widzi coś takiego. Potem uciekają do domu swojego kolegi, od którego wracali i ich matka musi ich odwieźć do domu, bo boją się po prostu tamtędy wracać. To nie byli mali chłopcy, to nie były dzieci. Też musimy o tym pamiętać. To byli nastolatkowie. Marku, pytałeś tutaj o związek latających humanoidów ze zjawiskiem UFO. I rzeczywiście to nasuwa poważny problem, bo możemy to interpretować w taki sposób, że latające humanoidy.
Zresztą wiele osób tak twierdzi, że latające humanoidy to są po prostu pasażerowie UFO, którzy zaparkowali swój latający spodek gdzieś dalej i wyszli na spacer, poruszając się swoim osobistym napędem, bo mieli tam coś do załatwienia na ziemi. Niestety jest z tym problem, dlatego że w większości spotkań z latającymi humanoidami nie dochodzi do obserwacji UFO. Czyli mamy do czynienia de facto z samą istotą, a nie mamy jej nośnika. I to sprawia poważny problem. A priorycznie założono, że to są kosmici, że to musi mieć związek z kosmitami, bo kto inny to może być, jak nie kosmici? Natomiast przypadki takie jak ten z Koniewa uświadamiają nam, że, tak jak powiedział Chris, natura świata jest troszeczkę inna. Prawdopodobnie my to, co ogarniamy własnymi zmysłami, to tylko jeden malutki kawałek, a tak naprawdę ta przestrzeń może być dużo szersza i w tej przestrzeni mogą kryć się istoty, mogą się kryć siły, których po prostu nie rozumiemy. Tylko jaki sens ma taka manifestacja, że nagle dwóm chłopcom pojawia się po prostu latający wielkolud z długimi włosami? Czy oni z tego mogą wyciągnąć jakiś wniosek? Może być to po prostu taka personalna iluminacja.
Okej, ale czy to ma sens? W niektórych przypadkach na pewno tak. Ale czy dla dwóch chłopców gdzieś w warmińsko-mazurskim coś takiego może się wydarzyć i możemy powiedzieć, że to się zdarzyło tylko dlatego, by oni lepiej się rozwinęli, by lepiej zrozumieli naturę świata, w którym żyją? Okej, możemy założyć, że tak jest. Ale jest jeszcze teoria Keela, która mówi, że po prostu raz na jakiś czas w pewnych miejscach wyrzucane są z innej rzeczywistości różnego rodzaju stworzenia, które pojawiają się tutaj w nieznanych okolicznościach. I to też można uznać za coś, co jest potencjalnie prawdziwe. Za hipotezę, która jest do przerobienia. Oczywiście nie da się jej potwierdzić, ale musimy ją wziąć pod uwagę. Natomiast jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć, o której mówił Damian. Spotkanie z UFO.
Spotkanie z latającymi humanoidami. Zauważmy, to jest bardzo ważne. Prawie wszystkie z tych, którymi się zajmowałem, miały miejsce w lesie. Mówię o latających humanoidach. I co nam to mówi o tym zjawisku? A to nam mówi o tym zjawisku, że w lesie wchodzimy w troszkę inny tryb odbierania rzeczywistości. Jest on głębszy niż w mieście. Zresztą każdy sobie może to sprawdzić, jak to się dzieje. Jesteśmy w lesie, jesteśmy sami. Nagle odbieramy świat inaczej, zupełnie inaczej.
Nie mówię, że nam pojawiają się dodatkowe zmysły czy bardzo te zmysły się wyostrzają. Natomiast przechodzimy na zupełnie inne samopoczucie. I tu może być klucz do rozumienia tego zjawiska, że są to istoty, które zamieszkują pewną przestrzeń, którą my możemy odbierać jak najbardziej, ale nie możemy tego robić cały czas. My musimy się do tego odpowiednio nastroić. W którejś z poprzednich debat Arek Miazga mówił, że osoby, które się parały okultyzmem, miały jakąś tam tendencję do spotkań z różnego rodzaju istotami. Bo to jest prawda. Tylko że pojawia się oczywiście u zwolenników teorii o kosmicznym pochodzeniu UFO jakiś totalny mętlik. Pewnie wiele osób by nas parę lat temu jeszcze ukamienowało za tego rodzaju teorie. Natomiast wydaje mi się, że człowiek ma dostęp do szerszych spektrów rzeczywistości. Jest w stanie te szersze przestrzenie rzeczywistości w jakiś sposób penetrować swoją myślą.
Natomiast nie umiemy tego robić na żądanie i poprzez odpowiedni trening mentalny, poprzez wejście po prostu w inny rodzaj odbioru rzeczywistości możemy się na tych mieszkańcówTej sfery bytu natknąć. I teraz problem: czy są to istoty z innego wymiaru, czy są to mieszkańcy naszej Ziemi? Czy może, jak już mówiłem nieraz, jest to jakiś inteligentny żywioł, który żyje na Ziemi i który czasami wchodzi z nami w interakcję. Jest to inna inteligencja, która żyje tutaj z nami. Jest to inteligencja ziemska, natomiast ona przekracza możliwości ludzkiego umysłu. Ona jest wysoko nad nami. Ona może nami manipulować i to ona może przybierać właśnie takie różne formy. Innymi słowy, mamy do czynienia z siłą, która mieszka z nami na planecie. Nie wiem, czym ona jest. Może ona pochodzi z siły wszystkich żyjących umysłów.
Może jest to inteligencja naszej planety. Może jest to jakiś niewykryty świadomy zmysł. Może jest to nieodkryta do tej pory sfera oddziaływania psyche. Natomiast ona może istnieć jako osobny żywioł. Ona może czasami się z nami stykać. I te wszystkie maszkarony, te humanoidy, objawienia, te wszelkie dziwne zdarzenia są jakąś formą spotkania z tą inteligencją. To nie są kosmici, to nie są obcy. To jest ktoś, kto tutaj z nami żyje. Natomiast ten ktoś nie chce być zauważony i on, żeby się bronić, żeby pokazać, że często ludzie zapuszczają się na teren, gdzie nie powinni wchodzić, manifestuje się wtedy pod postacią pewnego rodzaju straszaków. Mówię tutaj na przykład o Koniewie.
Może ci chłopcy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie dla jakiejś siły, która tam po prostu mieszka, która się tam aktywowała. I ona nie chciała, żeby oni tam byli. Dlatego wyczytała w ich umysłach to, czego najbardziej się boją i pokazała się im w takiej formie. A dodam tylko, że chłopcy wracali chyba z siłowni. I czy przypadkiem jest, że nad tym lasem przeleciał im taki spory pakerek, prawda? Jakiś wielkolud. To są fascynujące zagadnienia i gdybyśmy teraz zamknęli dyskusję i powiedzieli: „To wszystko jest UFO”, to sami państwo widzicie, w jak wielkim błędzie przez lata byli badacze, nie zwracając uwagi na tak drobniutkie elementy jak bliskość, jak ten malutki łącznik między sferą naszej psychiki a zjawiskiem NOL. Oczywiście jest to skomplikowane, ale musimy to mieć na uwadze. To nam prawdopodobnie mówi o tym, że żyjemy w rzeczywistości, która tak naprawdę jest konglomeratem, jest potężnym mechanizmem, w którym istnieje wiele trybów. A my przez lata uważaliśmy niepoprawnie, że tylko to, jak widzimy, słyszymy, smakujemy, dotykamy, jest prawdziwą stroną tego świata.
Tak nie jest. Ale się rozgadałem. I tak reasumując: czy te istoty, czy latające humanoidy mają coś wspólnego z UFO? Powiem tak, jak powiedziałem w pierwszym pytaniu: mają, ale tylko w przypadkach, kiedy istnieje hipotetyczna pewność, że mamy do czynienia z potencjalnym przybyszem pozaziemskim. Innymi słowy, kiedy widzimy latającego stworka zbierającego próbki, możemy powiedzieć, że prawdopodobnie jest to przybysz pozaziemski. Jest to istota, która może być pochodzenia pozaziemskiego. Natomiast w przypadku większości latających humanoidów niestety tak nie jest. I fakt, że nie widuje się wokół nich UFO, jest taką wskazówką do tego, gdzie mamy szukać ich źródła. Kris, jak jest według ciebie? Czy jest jakiś związek taki otwarty między UFO a latającymi humanoidami?
[01:11:02] - Zastanawiałem się nad tym pytaniem i to pytanie mi się o wiele bardziej podoba niż na przykład poprzednie. I widzę taki związek. Widzę taki związek w bardzo szerokim kontekście, bo jeśli pomyśleć o tym przez chwilę, to okazuje się, że zazwyczaj prekursorem takich spotkań, na przykład z latającymi humanoidami, jest właśnie pojawienie się UFO w jakimś miejscu. Że to UFO jest tak jakby takim korkociągiem, który otwiera butelkę Pandory czy puszkę Pandory z tymi zjawiskami anomalnymi, które później tak przerażają czy fascynują wielu ludzi. Dzieje się tak niemalże za każdym razem i właściwie można tu sięgnąć do samego zarania ufologii, kiedy to krótko po zakończeniu wojny, 24 czerwca 1947 roku biznesmen, awiator Kenneth Arnold leciał swoim niewielkim samolotem w dość bliskiej odległości szczytu Mount Rainier w stanie Washington i tam właśnie zobaczył to słynne zjawisko, które rozpoczęło współczesną ufologię. Zobaczył całą eskadrę latających spodków. Śledził je przez chwilę. Oglądał je wystarczająco długo, by móc szczegółowo zapamiętać, z czym ma do czynienia i zdawał sobie sprawę, że to, co widzi, jest nie z tego świata. Tak zaczęła się ufologia. Zaczęła się właśnie od wzgórza Mount Rainier.
I mówię o tym dlatego, że niespełna rok później, w 1948 roku w miasteczku Chehalis, również w stanie Washington, u podnóża tej góry, niewielkie miasteczko, czyli właściwie w miejscu, nad którym z pewnością przelatywał Kenneth ArnoldPojawia się pierwszy klasyczny amerykański przypadek, kiedy pojawiają się na niebie latające humanoidy. 6 stycznia 1948 roku mieszkanka Czechalis, Bernice Zajkowski, pani polskiego pochodzenia, wówczas 61-letnia, miała tam swoją własną farmę i około godziny trzeciej po południu wyszła na zewnątrz swojego domu, spojrzała w niebo i zobaczyła latającego humanoida, latającego człowieka. Człowiek ten przelatując nad jej farmą wydawał coś w rodzaju pisku. Nie wiadomo było, czy to odgłos maszyny, czy jego. Wpatrywała mu się z wielkim zaskoczeniem. Wysokość lotu określiła na mniej więcej 60 metrów. Ten latający humanoid, w przeciwieństwie do wielu następnych humanoidów, o których pewnie będziemy jeszcze dzisiaj mówić, nie miał takich skrzydeł jak nietoperz, anioł, ptak, sowa czy cokolwiek tego typu, tylko były to normalne skrzydła, takie jak skrzydła samolotu. Były one przyczepione do jego ramion. Spod tych skrzydeł zwisała para dwóch nóg. Skrzydła zachowywały się tak jak skrzydła samolotów.
Pani Zajkowski dostrzegła na piersi tego aeronauty panel, przy którym coś manipulował. Doszła do wniosku, że prawdopodobnie używa tego panelu do kontrolowania lotu i nagle, kiedy tak wpatrywała mu się w niemym zachwycie, te skrzydła złożyły się wzdłuż ciała tego humanoida, aeronauty i nagle zaczął on pikować w górę i po chwili zniknął z pola widzenia. Pani Zajkowski nie obserwowała tego sama. Było wokół niej mnóstwo dzieciaków z sąsiedztwa. Wszyscy gapili się na to, co tam się działo na niebie, bo ten humanoid przelatywał dość nisko. Leciał dość wolno, nie wydawał dźwięku silnika, motoru, nie można było dostrzec żadnego śmigła czy czegoś w tym rodzaju, co sugerowałoby jakiś jetpack, samolot czy urządzenie do latania. To, że zniknął w taki błyskawiczny sposób i zniknął kompletnie z pola widzenia, wylatując bardzo wysoko, było coś absolutnie zdumiewającego. Oczywiście zawiadomiono natychmiast lokalne władze, policję, wojsko, ale nikt nie skomentował tego wydarzenia. Nie trzeba było długo czekać, kiedy jeszcze tego samego roku w miasteczku obok Czechalis, Longview, jakieś 60 kilometrów od Czechalis, wydarzyło się coś zupełnie podobnego. Zjawisko to obserwowała pani Viola Johnson, która pracowała w okolicznej pralni i wyszła, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
Spojrzała w niebo i zobaczyła trzy latające obiekty. Początkowo myślała, że są to ptaki, ale leciały one dość nisko i nagle zobaczyła, że to nie są żadne ptaki, że to są właśnie ludzie. Było ich trzy. Wyglądali oni mniej więcej tak samo, jak opisywała to pani Zajkowski wcześniej. Również miały doczepione do siebie skrzydła. Te postaci miały na sobie kombinezony. Lot był również podobny. Viola, która miała problem z określeniem wysokości, na której lecieli, w końcu ustalono, że musiały lecieć mniej więcej 75 metrów nad ziemią, zaznaczając kręgi nad miastem. Kiedy próbowała porównać do czegoś ich prędkość, porównała prędkość tych humanoidów do prędkości towarowego pociągu, który przejeżdżał obok tego miasteczka. Humanoidy miały przy swoich bokach jakieś dziwaczne aparaty, które wyglądały, jakby to była broń.
Oczywiście prawdopodobnie to żadna broń nie była i również nie posiadały żadnych śmigieł, silników. Dźwięk, który wydawały, również był czymś w rodzaju pisku, ale cichego pisku, który nie sugerował funkcjonowania żadnej jednostki napędowej. Oczywiście Viola, zaskoczona tą całą sytuacją, zaczęła krzyczeć, wrzeszczeć. Wybiegli ludzie z pralni. Oni również zobaczyli te humanoidy, które formacją powoli zniknęły za horyzontem. Oni również mogli dostrzec, że widzą ręce, nogi, a nawet głowy pilotów. Wszystko to trafiło do lokalnej prasy. Nazwano te humanoidy latającymi ptaszkami czy czymś w tym rodzaju. Oczywiście, ponieważ wydarzyło się to w 1948 roku, bardzo trudno tutaj mówić, że ktoś leciał z takim jetpackiem, który wynaleziono dopiero w 1959 roku, a w użycie wszedł bardzo późno. Ludzie, którzy widzieli to zjawisko, nie byli w żaden sposób, jakiś psychologiczny czy okultystyczny, przygotowani do zrozumienia tego, na co patrzą.
Jednak mimo wszystko widzieli coś, co istniało naprawdę. Co nie objawiało im się w sposób magiczny, a leciało w powietrzu i było doskonale widoczne. Poruszało się na tyle wolno, aby je można było dobrze zaobserwować. Wydaje mi się, że nie jest przypadkiem to, że wszystko to miało miejsce wokół szczytu Mont Rendez-Vous, od którego cała ufologia się zaczęła. Spójrzmy na przykład na to, co się z kolei wydarzyło w Meksyku, skąd mamy tyle różnych interesujących opowieści o latającychHumco zaczęło się mniej więcej w 1991 roku, kiedy w samym środku dnia miało tam nastąpić zaćmienie słońca. Tysiące ludzi wyszły wówczas na ulice, żeby obserwować to zjawisko i co zobaczyły? Zobaczyły, że nad miastem krąży jakiś błyszczący dysk, wielki błyszczący dysk. Wielu ludzi wówczas filmowało to zaćmienie słońca i sfilmowało również ten dysk. Jest on na taśmach setek osób. Było to 11 lipca 1991 roku.
Nie da się ukryć, że było to zjawisko, które było klasycznym UFO. Na dodatek był to dysk, czyli spodek, absolutnie klasyczny sposób, w jaki UFO się pokazuje. Było ono wystarczająco długo na niebie, aby tysiące, jak nie miliony ludzi mogły je zaobserwować i przyjąć do wiadomości. Od tego momentu zaczyna się w Meksyku szaleństwo na punkcie UFO. Wielka pasja tych ludzi, którzy chcą poznać nieznane, którzy nagle zdali sobie sprawę, że nie są sami, że coś jeszcze ich odwiedza. Efektem tego było oczywiście to, że sfilmowano wiele zjawisk anomalnych w Meksyku, włączając w to wszystkie słynne filmy o latających humanoidach. Również pojawienie się UFO było tym cynglem, który wystartował, który odpalił całe zjawisko zjawisk anomalnych. Przedtem kraj zajmował się zupełnie czymś innym. Nie pasjonował się tak tym wszystkim, jak robi to teraz. Także widzę tu absolutnie wyraźny związek między UFO a w naszym przypadku latającymi humanoidami.
Dziękuję.
[01:20:43] - Przechodzimy do pytania numer cztery. Przed laty portal Infra umieścił na YouTubie nagranie pana Mariana B. z zachodniej Polski, który wraz z kolegami miał w 1969 roku natknąć się na świetlistą istotę, która pojawiła się tuż przy nich. Grupka chłopców ruszyła za nią w pościg, zauważając, że uciekający humanoid unosi się nad ziemią. Po latach pan Marian wspominał, że gdyby to zdarzenie miało miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej, uznano by je za cud, bo intruz wygląda jak anioł. Czy możliwe, że podobne anomalne spotkania dały w przeszłości podstawę do legend i podań o cudownych zdarzeniach? Może Damian?
[01:21:24] - Zdarzenie z Pińska mocno w tym zdarzeniu przejawia echa takiej terminologii ludowej, wierzeń ludowych. W tych zdarzeniach, szczególnie polskich, możemy dostrzec mocno kontekst folklorystyczny. Jeśli przyjrzymy się literaturze folklorystycznej, to takich zdarzeń można dostrzec więcej. Jedno z nich na przykład pochodzi jeszcze z XVII wieku. Zresztą pisał o tym kiedyś ksiądz na łamach „Znaneego Świata”, jak poruszał przypadek latających humanoidów. Wspominał o bardzo ciekawym folklorystycznym zdarzeniu, które miało miejsce właśnie w Polsce, a pisał o nim dawny kronikarz Kazimierz Hau. Wspominał on o przypadku, gdzie była widoczna, co zdaje się miało miejsce zdarzenie w Rusi. Wspominał o przypadku istoty, która przypominała chłopa. Pewnego człowieka, który akurat się modlił. Ten człowiek zobaczył lecącą postać przypominającą człowieka, która przemknęła obok niego i zniknęła.
Osoba, która była świadkiem tego zdarzenia, uznała, że była to manifestacja siły nieczystej. Była to postać, jak stwierdził, albo inaczej był to anioł bez skrzydła, który był niesiony przez złe duchy. Właśnie w tym kontekście, poprzez pryzmat podań ludowych możemy też spojrzeć na zdarzenie z Pińska. Zdarzenie, które jest dosyć odległe w czasie, bo miało miejsce w chyba 1969 roku w miejscowości na pograniczu polsko-niemieckim na Dolnym Śląsku. Tam grupka osób wracając późną porą do domu, wstaje się z kina chyba, w pewnym momencie dostrzega na otwartej przestrzeni, aczkolwiek dosyć zalesionej w niektórych miejscach, dostrzega dziwną postać. Postać jakby człowieka. Te osoby podchodzą troszeczkę blisko do tej postaci i stwierdzają, że ten człowiek, niby człowiek, przypomina takiego anioła. Jest koloru szarego. Trudno określić, czy ma jakieś wyodrębnione szczegóły w wyglądzie. Na pewno widać, że ma ręce, nogi, aczkolwiek nie widać rysów twarzy.
Jest koloru szarego i wokół głowy tej istoty widać wyraźnie emanację jakiegoś światła, czegoś, co przypomina jakąś aureolę. W tym momencie ci ludzie mogli skojarzyć to poprzez swój światopogląd wierzeniowy. Mogli to skojarzyć z aniołem. Ta istota, może metra siedemdziesięciu stała w miejscu i w pewnym momencie to jest właśnie ciekawy aspekt tej historii, bo nie tak jak w wielu przypadkach świadkowie takich zdarzeń po prostu stają znieruchomieni albo przerażeni uciekają. Tutaj akurat doszło do takiej niesłychanej historii jak pogoń za tą istotą, bo w pewnym momencie ci świadkowie zaczęli gonić tą istotę i ta istota zaczęła uciekać, co ciekawe. Uciekać i omijać bardzo sprytnie wszystkie po drodze przeszkody w postaci różnych krzaków. Robiła to bardzo umiejętnie, bardzo płynnie.Ona lewitowała nad ziemią, mknęła i w pewnym momencie schowała się za pobliskim wiaduktem i tam przestała być widoczna. To jest zdarzenie, które jest krótkie, bo zamyka się w kilku minutach, ale bardzo niezwykłe i bardzo uderzający jest w tym zdarzeniu kontekst folkloru ludowego. Bo jak było to wspomniane wcześniej, ten świadek, do dzisiaj żyjący zresztą, z całej grupy mówił, że dzisiaj może bardziej na to spojrzeć otwarcie. Stwierdzić, że może miał do czynienia ze spotkaniem z istotą, którą możemy kojarzyć ze zjawiskiem UFO, a wtedy być może skojarzyłby to bardziej z czymś duchowym, z czymś, co może kojarzyć ze swoją religią.
I chyba tylko przypadek sprawił, że postanowił się uzewnętrznić z tym zdarzeniem, bo przez wiele lat nie chciał nikomu o tym mówić, bo było to tak szalone, absurdalne zdarzenie, że na pewno by został wyśmiany przez wiele osób, którzy bardziej racjonalnie spoglądają na takie sprawy. Ale takich zdarzeń jest bardzo wiele. Wspomniałem też wcześniej o zdarzeniu, które ja dokumentowałem, które miało miejsce też na Dolnym Śląsku, tylko troszeczkę w innym rejonie Dolnego Śląska, bardziej na południu. Mam właśnie na myśli to słynne zdarzenie z Huty. Słynne, bo niezwykłe, przejmujące, dużo elementów anomalnych. To zdarzenie miało miejsce w pobliżu Huty na szlaku turystycznym tak zwanej Drogi Zbłąkanych Wędrowców. Miało miejsce gdzieś mniej więcej w lipcu w 1987 roku, gdzie pewna grupka młodych ludzi późną porą przemieszczała się. I znów mamy do czynienia z taką samą scenerią leśną, o której też zresztą wspominał Piotr wcześniej. Taką trasą przemierzali odcinek kilku kilometrów i nagle między drzewami dostrzegli jakąś dziwną postać. Aczkolwiek było wtedy ciemno, więc tak naprawdę trudno było cokolwiek dojrzeć.
Ale w pewnym momencie, kiedy ta istota się przybliżyła do nich bardziej, stwierdzili, że przypomina jakąś postać zakapturzoną. Nie było widać może w niej jakichś wyodrębnionych części ciała jak ręce czy nogi, ale był wyraźnie widoczny kaptur i bardzo rzucające się w oczy świecące oczy tej istoty, które były koloru żółtego. Ci przerażeni świadkowie zobaczyli to i w pewnym momencie złapali się za ręce i ta istota zniknęła. Kiedy dobiegli do pobliskiego budynku, domku, który znajdował się na otwartej przestrzeni na uboczu lasu, ta istota znów się pojawiła i ewidentnie droczyła się z nimi. To znaczy zaczęła jakby ich podchodzić. Kiedy oni znów zebrali się w kupę razem, złapali się za ręce, ta istota nagle zaczęła świecić mocno oczami. I wtedy doszło do bardzo ciekawej rzeczy, bo jedna ze świadków tego zdarzenia opowiadała mi, że poczuła taki jakby odpływ energii, odpływ siły fizycznej. Nagle czuła, że za chwilę zemdleje. I kiedy ta istota znikła znów, to wszystko wróciło do normalności. Za każdym razem, kiedy się pojawiała w ogóle dochodziło do dziwnego stanu ciszy, co jest dosyć charakterystyczne właśnie w przypadku wielu bliskich spotkań z UFO.
Kiedy dochodzi do manifestacji jakichś takich obiektów bądź nawet takich istot, bardzo często dzieje się tak, że ci świadkowie czują się odizolowani od rzeczywistości, czują się jakby w tym momencie tkwili w jakimś innym punkcie, w innej rzeczywistości. I tak właśnie się czuła ta kobieta, kiedy ta istota podchodziła bardzo blisko. W pewnym momencie oni dobiegli do domu. Nie mogli niestety dostać się do środka, bo w dziwnym zbiegu okoliczności klamka nie działała przy drzwiach. I znów istota się pojawia, ale tym razem w emanacji jakiejś mgły i zaczyna ich znowu podchodzić. I to jest też niezwykłe, bo kiedy zaczyna świecić tymi oczami, oni w tym momencie też czują taki odpływ energii. Po chwili znika i to jest w zasadzie koniec całej obserwacji całego zdarzenia, które trwało kilkadziesiąt minut. Ale jest ciąg dalszy tego zdarzenia, bo niektórzy świadkowie tego zdarzenia w dziwnych okolicznościach zginęli. Natomiast jeden z głównych bohaterów, czyli ta kobieta, mam na myśli tutaj panią Małgorzatę. To jest akurat pseudonim, bo ta kobieta chciała zachować swoją anonimowość, dlatego posługuje się takim pseudonimem.
Ona po tym zdarzeniu zaczęła bardziej się interesować zagadnieniami związanymi ze zjawiskami paranormalnymi. Zaczęła eksperymentować ze zjawiskami OOBE. Zaczęła czytać literaturę bardziej związaną właśnie z kulturą dalekowschodnią. Zaczęła się interesować takimi sprawami i też bardzo pochłonęła się literaturą. Zaczęła pisać. Napisała zresztą wiele ciekawych opowiadań. Niektóre z nich publikowała i można powiedzieć, że otworzyła się w niej taka jakby czakra artystyczności, bym to nazwał wręcz. Ona się stała bardziej wrażliwa i pozytywna. I to jest, o czym wspominaliśmy wcześniej tutaj, że osoby doświadczające takich spotkań często przechodzą taką transformację, przewartościowanie swoich nie tylko światopoglądów, ale też stają się te osoby bardziej wyczulone na pewne zagadnienia, pewne aspekty zjawisk. Myślę, że to jest bardzo ciekawe w tych wszystkich zdarzeniach, a zdarzenie z Pieńska jest pod tym względem wyjątkowe, że mamy tutaj do czynienia właśnie nie z agresją tej istoty, tylko
[01:31:12] - Mam wrażenie, że ona się pojawiła znienacka i nie spodziewała się tego, że ktoś w tym momencie podejdzie ją, pojawi się w pobliżu i zaczęła uciekać. Można powiedzieć, że w wielu przypadkach te istoty, jakkolwiek byśmy je nazwali, czasami potrafią zachowywać się jak demoniczne chochliki, a więc straszyć ludzi, budzić w nich strach, przerażenie, a innym razem próbują w jakiś sposób wpłynąć na ludzi i w jakiś sposób na nich oddziaływać. Tak więc samo zjawisko jest bardzo złożone, bardzo niejednorodne i dlatego trudno je zdefiniować jednoznacznie. Myślę, że to zdarzenie w Pieńsku jest jednym z najciekawszych takich spotkań, jeśli mówimy o zdarzeniach polskich.
[01:31:57] - Wrócił już do nas Piotr Cieliaś, więc teraz może oddajmy Piotrowi głos.
[01:32:02] - Jeżeli chodzi o pana Mariana B. i jego niesamowitą przygodę, bo on miał to zdarzenie razem z grupką przyjaciół, kiedy wracali z kina z miejscowości Pieńsk do Lasowa, w którym mieszkali. Nie będę przedłużał, bo w zasadzie historię tą można znaleźć na YouTubie. Można ją znaleźć teraz na koncie Radia Paranormalium. Tam wrzuciłem link. W skrócie to wyglądało tak, że jak mówiłem wracali z kina i nagle po prostu koło młodego dębu. Co ciekawe koło młodego dębu. A jest to drzewo ulubione przez kogo? Przez Maryję. Podczas objawień maryjnych wielokrotnie Maryja pojawiała się właśnie nad drzewem dębowym.
Pojawiła się ta istota i ta istota była dość nietypowa, bo miała błękitny korpus, głowę zrobioną jakby z plasteliny, taką szarą, bez żadnych szczegółów. I miała aureolę. To znaczy głowa jej po prostu świeciła. To aureola, moglibyśmy to tak nazwać. Oni mieli wrażenie, że ona się na nich patrzy. Oczywiście nie miała oczu, ale mieli takie wrażenie. No i po prostu w przypływie, tak jak powiedziałem wcześniej, młodzieńczej werwy rzucili się ku niej, zaczęli ją gonić i wtedy zauważyli, że ona omija, bo dalej był nasyp kolejowy i oni ją gonili. Ona bardzo sprytnie omijała takie małe krzaczki, zarośla i w pewnym momencie wpadła pod tunel. Wpadła w tunel pod tym wiaduktem i zniknęła tam. No i oni wylecieli na drugą stronę.
Tam były pola uprawne, ale nie widzieli już tej istoty ani, jak mówił pan Marian, nie widzieli żadnego statku, z którego mogłaby wyjść. Pan Marian był już wtedy przekonany, że nie był to anioł, bo gdyby to zdarzenie miało miejsce nieco wcześniej, albo gdyby zdarzyło się komuś starszemu ze starszego pokolenia, niewątpliwie w tym miejscu stałaby dzisiaj kapliczka ze wspomnieniem cudownego incydentu, cudownego widzenia. Ale tak naprawdę pan Marian był już świadomy tego, że w kosmosie mogą istnieć inne inteligencje, on nie wspominał o jakichś istotach z innego wymiaru, kiedy rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy parę razy, ale mówił, że już wtedy miał taką świadomość, że to nie jest nic natury religijnej. Że to jest coś, co przybywa jakby z innego świata, ale też jest z jednej strony na tyle ludzkie, że ucieka, kiedy się je goni, czyli prawdopodobnie czegoś się boi. Bardzo ciekawa sprawa, pokazująca dobitnie, jak powiedział już Damian, że w przeszłości wiele podobnych incydentów mogło zostać potraktowanych jako zjawiska natury religijnej. Ja tutaj dodam taki przypadek od siebie z okolic, ze wsi Zrębiąca, tutaj dosłownie rzut kamieniem ode mnie w gminie Olsztyn na Jurze, gdzie przed wiekami widziano dziwną postać. Przechadzała się po okolicznych łąkach, przechadzała się w pobliżu miejsca, gdzie dziś znajduje się święta studnia i gdzie jest kapliczka. Ludzie uznali, że ten ktoś jest świętym Idzim. Jak mogli poznać, że to święty Idzi, skoro święty Idzi był Węgrem, to nie wiem.
W każdym razie uznali, że to święty Idzi, który idzie tam pomóc w określonej sprawie do nich. I do dziś jest to miejsce kultu tego świętego. Także było coś takiego. Była widziana dziwna istota, a potem pojawiła się sugestia, że jest to święty. W polskiej literaturze możemy spotkać latające humanoidy bardzo wcześnie co ciekawe, dlatego, że pisarz żyjący w XVII wieku, Jakub Kazimierz Haur w takiej książce „Ekonomice ziemiańskiej” podał bardzo ciekawą notkę, chociaż dość trzeba powiedzieć niesprecyzowaną. Napisał, że pewien pan w ziemi ruskiej, prawdopodobnie Polak, wychodząc ze swojego ogrodu zobaczył i tutaj zacytuję z pamięci: „Lecącego na powietrzu chłopa, który leciał, bo go diabli nieśli”. Oczywiście musimy też patrzeć przez pewien pryzmat krytyki na tego typu relacje z dawnych lat, bo o czym wiele osób nie pamięta, ale literatura dawnych epok rządziła się pewnymi kanonami i nie należy traktować wszystkiego zawsze dosłownie. Natomiast jest to bardzo ciekawa wzmianka, którą możemy już uznać za pewną sugestię, że być może już dawniej spotykano latających humanoidów. I tak to widzę. Chris, jak jest twoim zdaniem, czy spotkanie z tymi istotami mogły dać początek różnego rodzaju wierzeniom, mitom i legendom?
[01:36:54] - Z pewnością. Zresztą sami o tym tutaj w swoich wypowiedziach mówiliście, że jest to możliwe. Ja mogę tu jeszcze co najwyżej dodać, że na przykład w 1905 roku w hiszpańskiej miejscowości Voltana podczas żniw ludzie obserwowaliPrzelatującą nad polem kobietę. Kobieta była ubrana na biało, przelatywała bardzo wolno. Widziało je co najmniej 240 osób, więc był to przypadek masowego widzenia zjawiska kompletnie anomalnego. Ta istota ubrana na biało, bez skrzydeł poruszała się dość powoli i pojawiała się pod rząd przez kilka dni, tak że ludzie zdążyli do niej przywyknąć. Mówili nawet, że kiedy ta istota szybuje pod wiatr, dało się słyszeć jej śpiew. W czasie lotu sobie podśpiewywała. Z pewnością można tu znaleźć jakiś związek z tymi wszystkimi objawieniami maryjnymi czy historiami, o których wspomniałeś, Piotrze, jak o świętym Idzim. Bo każdy widzi, że idzie święty Idzi, więc każdy może to po swojemu nazwać, dopasować do swojej własnej teorii, do swojego własnego systemu wartości.
I w ten sposób powstają te studnie, kapliczki. I rozpoznaje się świętych, których się nigdy nie widziało wcześniej na oczy, bo pasuje do takiego kontekstu. Ale są jeszcze inne zjawiska, gdzie pojawiają się takie bezskrzydłe, rozświetlone istoty. Może przy tej okazji opowiem o takim wydarzeniu, do którego doszło w 1952 roku w miejscowości Flatwoods. Właściwie Flatwoods to takie zadupie, miejsce, gdzie wrony naprawdę zawracają w zachodniej Wirginii, w bardzo górzystym terenie, gdzie ludzie żyją w sposób bardzo konserwatywny, zajmują się własnymi sprawami, nie wymyślają różnych historii na temat niesamowitych zjawisk, które być może gdzieś tam dojrzeli w pijanym czy trzeźwym widzie, czy może naprawdę, czy też w ogóle jest to kwestia ich fantazji, czy zbyt dużej ilości trunku i białych myszek. Ludzie konkretni, niefantazjujący. Zjawisko znów związane z lasem, bo teren tam jest bardzo lesisty i znów związane z dziećmi. Była to grupa nastoletnich wyrostków, która grała w piłkę na boisku szkolnym i nagle dostrzegli na niebie jakiś dziwny obiekt. Ten obiekt miał kształt mniej więcej takiego dysku, elipsy może nawet. I to, co wzbudziło ich ciekawość, to to, że był on cały w płomieniach.
Po prostu płonął i powoli szybował nad ich głowami. Był dość duży, miał wielkość domu, taki owalny kształt. Te płomienne kolory, które na nim się zmieniały i sprawiały wrażenie płomieni, były jaskrawopomarańczowe z czerwonymi odcieniami. Podczas gdy obserwowali ten obiekt, on zwolnił i wylądował na szczycie sąsiedniego wzgórza. I chłopcy, podobnie jak w przypadku, o którym panowie mówiliście wcześniej, zaciekawieni tym wszystkim od razu chcieli zobaczyć, co to jest. Pobiegli w tamtym kierunku. Zdecydowali, że może to był meteoryt, może to był latający spodek, bo czytali o tym w gazetach, fascynowali się i postanowili udać się do lasu. Ale ponieważ był już wieczór, dorośli nie za bardzo pozwolili im pójść samemu i poszła z nimi dwójka dorosłych. Była to Kathleen May i Eugene Lemon. Kathleen miała 20 lat.
Była kosmetyczką w okolicznym miasteczku. Była bardzo zmęczona, ale nie chciała tych chłopców zostawiać w górzystym lesie. Z kolei ten Eugene Lemon miał lat 18, ale był dość rozsądnym chłopcem. Właśnie zapisał się do wojska i jeszcze zabrał na dodatek ze sobą psa do tego lasu, do którego poszli sprawdzić, co wylądowało na szczycie wzgórza. Kathleen i Eugene prowadzili tą całą grupę, przyświecając sobie latarkami. Z nimi poszło pięciu chłopców od ośmiu do 14 lat. Grupa wspinała się w stronę górskiej, opuszczonej farmy, gdzie chłopcy podejrzewali, że ten obiekt wylądował. I rzeczywiście wkrótce dostrzegli pulsujące jasne światło, które przeświecało pomiędzy drzewami. Natomiast powietrze wypełnił bardzo nieprzyjemny zapach. Zbliżali się bardzo powoli do tego miejsca, kiedy usłyszeli dźwięk przypominający syczenie, kiedy odbezpiecza się coca-colę i ona syczy i musuje.
Podchodzili coraz bliżej i nagle zauważyli dwoje palących się na czerwono oczu, patrzących na nich z wysokości mniej więcej trzy i pół, cztery metry. Przestraszona Kathleen oświetliła to miejsce latarką i tam zobaczyli humanoidalną postać wiszącą w powietrzu, która nagle pod wpływem tego światła zapaliła się sama wszystkimi kolorami, tak jakby była świąteczną choinką. Czymkolwiek ta postać była, wszyscy świadkowie tego wydarzenia zgadzają się, że miała ona ludzką formę. Miała co najmniej 2,75, 3 metry wzrostu i unosiła się nad ziemią. Postać zareagowała natychmiast po tym, jak została spostrzeżona i dojrzeli ją wszyscy uczestnicy tej górskiej, leśnej, wieczornej wycieczki. Nagle oślepiła tą grupę bardzo silnym światłem. Eugene wywrócił się w krzaki i wciągnął w swoje płuca jakiś oleisty gaz. Pies z podkurczonym ogonem, skamląc, uciekł w kierunku domu, a w ślad za nim cała grupa biegła przez krzaki, spanikowana, by wreszcie dotrzeć do domu. Kiedy dotarli do domu, nagle, nieoczekiwanie wszystkie dzieciaki zaczęły wymiotować. Sądzono, że wymiotują ze strachu.
Miało to jakieś pewne podstawy, ale wymiotował także pies Eugene'a gdzieś tam na werandzie. Oczywiście natychmiast zadzwoniono na policję i okazało się, że większość policjantów tego wieczoru była wiele mil na południe, prowadząc dochodzenie w sprawie rzekomej kraksy lotniczej.Samolotu nie znaleziono i można się tutaj domyślać, że prawdopodobnie chodziło o ten sam płonący obiekt, który dostrzegli chłopcy z Flatwoods i sądzono, że jest to spadający samolot, gdy tymczasem był to klasyczny przykład UFO i taki klasyczny, nie demoniczny i nie paranormalny przykład latającego humanoida. Wreszcie po godzinie pojawił się policjant. Przyjechał on z lokalnym reporterem i wszyscy świadkowie tego wydarzenia, mimo że byli wciąż przestraszeni, postanowili udać się na miejsce i zobaczyć, co się tam wydarzyło, co się tam dzieje, czy ten pojazd ciągle tam jest i czy to monstrum, które później nazwano zielonym monstrum albo monstrum z Flatwoods, ciągle tam jeszcze straszy w tym lesie. Kiedy dotarli na miejsce, niczego nie znaleźli. Ale w lesie wciąż unosił się dziwny, nieprzyjemny, metaliczny zapach i ziemia dookoła tego miejsca, które wskazali chłopcy, była pokryta oleistą substancją. Reporter, który się nazywał Lee Stewart, który później napisał artykuł o tym wszystkim do lokalnej gazety, rozmawiał z Kathy i Eugenem, a także z każdym z chłopców z osobna, którzy byli na tej wycieczce i wszystkim dał kartki do rysowania tego, co zobaczyli. Okazało się, że rysunki, jakie powstały tego dnia, były bardzo do siebie podobne, czyli potwierdziły, że nie było to żadne przywidzenie, że nie patrzono na to tylko przez strach, ale zaobserwowano pewne szczegóły. Na przykład charakterystycznym szczegółem była wysokość postaci, około trzech metrów, i jej głowa. Jej głowa była bardzo dziwaczna i była ona w kształcie takiego symbolu, jak jest na karcie, na przykład as pik.
Szpiczasta głowa, która nagle kończyła się owalnymi zaokrągleniami na dole. Oczy z kolei przypominały okrągłe szczeliny. Nie znaleziono żadnych charakterystycznych śladów na twarzy przywódczej. Zamiast kończyn miał sterczące anteny, a jego ciało miało kształt odwróconego rożka na lody, z którego wystawał pęk przewodów i węży. Sprawiał wrażenie, że był podświetlony od wewnątrz. Wydawał przy tym bardzo przykry zapach i wypływała z niego oleista substancja, która później pokryła ten las dookoła. Wydawał także mechaniczne dźwięki, co doprowadza do wniosku, że był on rodzajem maszyny albo skafandra, w którym kryła się jakaś żywa istota. Całą sprawą zajął się badacz ufolog Frank Feskino, który napisał na ten temat książkę. Znalazł on rodzinę, która napotkała tą samą postać dzień później po incydencie w Flatwoods. Według ich obserwacji monstrum było mechaniczne, ale tylko od pasa w dół, a cała reszta była absolutnie biologiczna.
Wszystko wskazywało na to, że humanoid zdjął górną część kombinezonu. Rodzina spotkała tego latającego humanoida w czasie, kiedy jadąc samochodem utknęła gdzieś na rozstajach tych pustych w Zachodniej Wirginii dróg. Zepsuł im się samochód i nagle pojawiło się to monstrum, które unosząc się w powietrzu, zbliżyło się do samochodu, położyło na ten samochód rękę i odleciało.
[01:46:56] - Przepraszam bardzo, ponieważ Piotr i Damian mają troszeczkę ograniczony czas, muszą schodzić jakoś około wpół do dziesiątej. Jakbyś mógł to troszkę ścisnąć w czasie i przestrzeni, bylibyśmy bardzo radzi.
[01:47:11] - To już właściwie skończyłem, bo po prostu chciałem powiedzieć o istocie, o której wszyscy rozmawiamy, która jest z mojego podwórka troszeczkę bardziej.
[01:47:20] - To ja jeszcze na szybko dodam jedną rzecz. Powiedziałem tutaj w poprzednim wejściu, że ci chłopcy z Koniewa, którzy wracali, jechali z siłowni. Otóż nie, oni nie wracali z siłowni, tylko wracali od kolegi z grania, z sesji ciupania na kompie i w drodze rozmawiali o siłowni. I nagle tym przypadkiem pojawił im się taki pakerek, który przypominał jakąś postać z gry fantasy. Czyli to też nie był przypadek. To jedna rzecz. A druga sprawa to jeżeli mówiliśmy o tych objawieniach, to przypomina mi się taka historia, którą się zajmowałem, chociaż nie osobiście, dlatego że ta pani była bardzo z daleka. Rozmawialiśmy, zarejestrowałem ten przypadek. Pani Izidora ze Szczecinka, która podczas wizyty w Bornem Sulinowie, wyobraźcie sobie państwo, w roku chyba 2008, teraz już dobrze tego nie pamiętam, w którym to było roku, ale można to znaleźć na INFE, spotkała się z taką istotą. Pojechała do Bornego Sulinowa z mężem na jakiś wypad i on poszedł przejść się w swoją stronę.
Dosłownie kilka kroków. To nie było daleko, po prostu poszedł w jedną, ona poszła w drugą. Może po prostu poszedł troszeczkę za potrzebą. W pewnym momencie ta kobieta zauważyła, że w jej stronę leci w powietrzu postać. Ta postać była przezroczysta. To był ogromny facet lecący pośród tych ruin zarośniętych lasem. Ogromny facet, bo widać było, że to jest męska sylwetka, tylko że był przezroczysty. Był tak, jakby w jakimś kamuflażu, w czymś podobnym. I w chwili, kiedy on przelatywał dosłownie tuż nad tą kobietą, mierząc sobie około dwóch metrów, to ona poczuła, że robi się troszeczkę słabo i niedobrze i zaczęła tym ostatkiem sił zmierzać do auta. Wkrótce pojawił się tamtenTen humanoid przeleciał, poleciał gdzieś tam w las.
Wkrótce przyszedł mąż pani Izydory i zobaczył, że ona jest w dość złym stanie, chociaż ona mu nie powiedziała, co się stało. Szybko potem wrócili do domu. Takie zdarzenie również można by było, jeżeli miałoby miejsce w dawnych czasach, podpiąć pod wytłumaczenie religijne w jakimś stopniu, bo mieliśmy do czynienia jednak z czymś, co nasuwa jakieś konotacje z duchem albo czymś podobnym. Ale panowie, przejdźmy do innej kwestii. Otóż my cały czas mówimy o pochodzeniu tych istot. Jak się wy zapatrujecie na tą kwestię? Czy mogą to być przybysze z kosmosu, czy raczej są to goście z innych linii rzeczywistości? A może jednak istnieje duża szansa na to, że przynajmniej jakiś odsetek tych spotkań był spowodowany przez ludzi z plecakami odrzutowymi? Także w kilku słowach, do której opcji byście się skłaniali najbardziej? A może, tak jak ja sądzę, istnieje pewne wymieszanie tych wątków i tak naprawdę latający humanoidzi to tak jak UFO, zbiór pewnych zjawisk o bardzo różnej genezie.
Damianie?
[01:50:40] - Ja myślę, że geneza jest raczej ta sama, mimo tego, że to zjawisko próbuje się manifestować nam w przeróżny sposób i wręcz dostosowywać do naszych oczekiwań. Na pewno nie możemy mówić tutaj o jakimś micie, mimo tego, że te relacje, te zdarzenia bardzo mocno utkwiły w mitach, w folklorze ludowym, w wierzeniach ludowych. Bardzo mocno się tam zakorzeniły i czasami też taką formę dzisiaj współcześnie przyjmują. Ale jak już mówimy o tych plecakach odrzutowych, czyli o tych zdarzeniach takich meksykańskich, to mimo tego, że te przypadki wskazują na to, że faktycznie te postacie w jakimś stopniu przypominają człowieka i możemy je kojarzyć nawet z jakimś człowiekiem, który eksperymentuje coś w postaci silnika odrzutowego, bo przecież takie urządzenie współcześnie jest konstruowane, jest wykorzystywane przez między innymi armię Stanów Zjednoczonych, to możemy się zastanawiać, czy faktycznie nie ma to pochodzenia ziemskiego albo czy wręcz pozaziemskiego. Ja już, jak wspomniałem, jestem daleki od takich interpretacji. Nie sądzę, że mamy tutaj do czynienia z czymś, co pochodzi gdzieś z kosmosu, albo raczej możemy mówić tutaj o czymś bardzo ziemskim, bardzo bliskim nam, pewnej sile, która właśnie dostosowuje pewien obraz, pewien swój wygląd do naszych oczekiwań. I tak jak to jest w przypadku zdarzeń meksykańskich, w Meksyku, gdzie ta świadomość ufologiczna, ta fascynacja tematyką ufologiczną jest bardzo mocna, to być może te zdarzenia przyjmują taką formę tak, aby mogły być w jakiś sposób zaakceptowane. Mimo tego, że wydają się być rzeczywiste, to jednak momentami mam wrażenie, że niektóre zdarzenia są jakimiś projekcjami holograficznymi wręcz. Gdy mówimy o tych innych zdarzeniach, chociażby z polskich zdarzeń, tutaj uwidacznia się mocno ten czynnik kulturowy i on również wskazuje na to, że pochodzenie tego zjawiska jest bardzo ziemskie i ono próbuje w jakiś sposób przybierać takie formy, które my możemy zaakceptować. Ja posłużę się tutaj takim przykładem, może nie do końca związanym z tematem, ale swojego czasu badałem takie zdarzenie, które nie wiedziałem, jak zaklasyfikować.
Mam na myśli takie słynne, opisywałem je na swoim blogu, zdarzenie z Wrocławia, gdzie pewien mieszkaniec Wrocławia zaobserwował dwa dziwne latające stwory. On mi to przedstawił i opisał jako stwory przypominające coś prehistorycznego. Porównywał to do jakichś pterodaktyli wręcz. I co ciekawe, ten człowiek bardzo interesował się kryptozoologią wcześniej. Poczytywał sobie różne takie informacje na ten temat i zacząłem się zastanawiać po jakimś czasie, jak już ten przypadek opisałem na swoim blogu, czy tutaj nie uwidacznił się właśnie sposób manifestacji siły paranormalnej. Bo przecież możemy uznać to za czysty absurd, że współcześnie możemy obserwować gdzieś w jakichś zakątkach ziemi stworzenia biologiczne z krwi i kości, które żyły przed milionami lat na naszym globie, a nagle nieoczekiwanie się pojawiły. O tym mówi kryptozoologia oczywiście, ale w takich zakątkach jak Polska takie istoty raczej się nie obserwowało, takie stworzenia się nie obserwowało. A jednak ten człowiek był moim zdaniem wiarygodny i bardzo rzetelnie i bardzo rzeczowo mi opisał tą historię. Zresztą byłem na miejscu zdarzenia. On akurat znajdował się na peryferiach Wrocławia, w pobliżu rzeki Odry od strony zachodniej.
I on w pewnym momencie zobaczył, znaczy najpierw usłyszał bardzo dziwny, dudniący dźwięk dobiegający z góry i kiedy spojrzał w górę, zobaczył właśnie dwa dziwne stworzenia, które wyglądały identycznie i były dosyć sporych rozmiarów. On określił rozpiętość skrzydeł na kilka metrów. One sobie tak leciały na wysokości może kilkunastu metrów.I wydawały taki bardzo dziwny, dudniący, wręcz przerażający dźwięk. Głowy miały przypominające prehistoryczne gady. Przyleciały i zniknęły, przestały być widoczne. I możemy się zastanawiać, czy to zdarzenie nie odzwierciedlało zainteresowań tego człowieka, który, jak wspomniałem wcześniej, interesował się tematyką kryptozoologiczną. I czy ta forma, ta siła paranormalna, jakkolwiek byśmy ją nazwali, o której tutaj cały czas dyskutujemy w debatach, nie przybrała właśnie takiej formy, którą ten obserwator mógł w tym danym momencie zaakceptować. Co ciekawe, on też wcześniej miał bardzo dziwne doświadczenie z czymś niezwykłym. Jeszcze w połowie lat 90. we Wrocławiu również, kiedy znajdował się na rynku wrocławskim podczas sylwestra ze swoim kolegą, w tłumie gapiów.
I co też ciekawe, zaobserwował na niebie przez sekundę dosłownie, przez kilka sekund pojawienie się dziwnego stwora, który tym razem opisał jako stwór koloru białego, który miał bardzo nierealne, wręcz dziwne skrzydła przypięte. Wyglądało to troszeczkę jak skrzydła, jakie człowiek kiedyś testował, jeszcze kiedy raczkowało lotnictwo na świecie. Takie kanciaste, kwadratowe te skrzydła były i ta postać, ten stwór przeleciał po prostu między budynkami i też miał głowę przypominającą trochę pterodaktyla. Możemy się zastanawiać, czy jest wiarygodny. Myślę, że był wiarygodny i to, co mi opowiadał, opowiadał mi bardzo szczerze i nie mogę się doszukiwać w tych historiach jakiejś konfabulacji. Ale możemy poprzez pryzmat takich historii, takich dziwacznych historii wręcz, które wielu badaczy zjawisk paranormalnych często omijało szerokim łukiem, nie chciało się nimi zajmować. Możemy się zastanawiać, czy właśnie takie zdarzenia najbardziej chore i absurdalne nie są kluczem do zrozumienia tej całej zagadki. Czy one nie wskazują na to, że to zjawisko świetnie manipuluje naszą świadomością i wpływa na nas, na naszą świadomość? Bo też możemy się zastanawiać, czy wtedy na tym rynku wrocławskim, czemu tylko on i jego kolega widział to, a nikt inny? Możemy się zastanawiać.
Okej, ta postać, ten stwór pojawił się na kilka sekund. Przeleciał gdzieś tam. Też moglibyśmy zastanowić się, czy przypadkiem nie uległ jakiejś halucynacji albo czegoś takiego, ale nie był sam. Widział to też jego kolega. Więc to zjawisko jest bardzo złożone, jednocześnie bardzo fascynujące. A dyskutując tutaj o latających humanoidach, możemy mówić tutaj bardziej o jakiejś sile stricte ziemskiej, a nie pozaziemskiej, takiej wręcz, jak to Piotr nazwał, taką supernaturą czegoś, co pochodzi z takiej płaszczyzny rzeczywistości, równoległej rzeczywistości. Czegoś, co jest wręcz jakąś taką postbiologiczną inteligencją. O tym zresztą wiele razy wspominał John Keel, że taka właśnie forma paranormalnej siły może czasami przenikać naszą rzeczywistość w najmniej oczekiwanym momencie. Być może mówiąc tutaj o latających humanoidach, dyskutujemy ciągle o tym samym zjawisku, które przybiera różne formy.
[01:58:32] - Dziękuję. Kris, kiedy słuchałeś tej relacji o tych dziwnych stworzeniach, dziwnych chimery, to nie przyszły ci na myśl czasami skinwalkery?
[01:58:44] - Tak, to leży, dla mnie przynajmniej coraz bardziej leży u źródła. Jest to dla mnie klucz do wyjaśnienia wielu zjawisk. Myślę, że przez to, że ta najbardziej archaiczna kultura, jaka jest na tym kontynencie, zachowała w sobie gdzieś te wszystkie walory i zachowała te wszystkie narzędzia, którymi można w jakiś sposób dotrzeć do tego i lepiej to zrozumieć, może wreszcie w jakiś sposób objąć i określić. Dlatego, że folklor, zwłaszcza w krajach rozwiniętych, w krajach europejskich czy na innych kontynentach, wszędzie tam, gdzie cywilizacja rozwijała się przez tysiąclecia, zaciera to bardzo silnie.
[01:59:26] - Jeszcze słówko o pochodzeniu tych istot, gdybyś miał powiedzieć i też jakiś szybki wątek o plecakach odrzutowych, bo musimy pamiętać, że ta hipoteza, że latające humanoidy są ludźmi z plecakami odrzutowymi, tak zwanymi jetpackami, utrzymuje się wśród tak zwanych sceptyków. Natomiast jak widzieliśmy po przykładach, które zostały podane, większość latających humanoidów żadnego osobistego napędu nie posiadała ani też nie emitowała dźwięków, które mogłyby sugerować, że taki napęd na plecach czy gdzieś w innym miejscu posiadała. Jetpacki to też jest taki temat dość kontrowersyjny, bo wiemy, że te urządzenia istnieją, że one są w zasadzie do opanowania. Prowadzono nad nimi testy w różnym zakresie w latach 60. między innymi dla amerykańskiej armii. Głównym problemem z jetpackami było to, że były trudne w obsłudze, ale jeżeli ktoś się nauczył latać, to potrafił to robić. Pozostawała też kolejna kwestia, czyli problem paliwa i problem lądowania. Dlatego, że w warunkach bojowych jetpack okazał się jednak czymś jednak mało skutecznym, dlatego, że był łatwy do zestrzelenia i nie rokował na przyszłość. To też w tych latach 60., powojennych w każdym bądź razie, armia amerykańska zrezygnowała z rozwoju tego typu narzędzi. Ale pamiętam na przykład, że parę lat temu była taka historia, że nad Belgradem bodajże latał człowiek, którego określono Supermanem.Historia była z pozoru absurdalna, ale kiedy zagłębiłem się w relacje serbskiej prasy, okazało się, że tych relacji było dużo.
To była taka postjugosłowiańska wersja naszej czarnej Wołgi. Jakiś superbohater, który latał sobie nad miastem, przecież stolicą, miał pelerynę. Był to po prostu latający humanoid z peleryną i dlatego, że tą pelerynę miał, nazwano go Supermanem. Nikt nie potrafił powiedzieć, co to jest, skąd pochodzi. Oczywiście szybko zrobiono z tego jakąś sensację i on po czasie zniknął. W każdym razie tam właśnie pojawiły się te hipotezy, że mógł być to ktoś, jakiś ekscentryk, współczesny Tesla eksperymentujący z takim osobistym napędem. Chris, w kilku słowach jak odnosisz się do tych dwóch kwestii: pochodzenia tych istot i tej sprawy z osobistym napędem?
[02:02:07] - Ja już opowiadałem wcześniej tą historię o tych humanoidach, które latały z tymi skrzydłami, które były podobne do skrzydeł samolotów i nie za bardzo słychać było ani nie można było zobaczyć w zasadzie napędu. I było to w czasach, kiedy jetpacków jeszcze w ogóle nie było. Były być może gdzieś na deskach kreślarskich, natomiast nie funkcjonowały w ogóle jako urządzenia, także nie mogły być nawet testowane, bo czegoś takiego nie było. I to pokazuje, że ten humanoid wykorzystywał coś zupełnie innego. Z drugiej strony ten wysyp tych wszystkich meksykańskich historii o humanoidach latających właśnie zwłaszcza nad Nowym Meksykiem. Sfilmowano je dzięki temu, że kamery mają zoom, można się było temu lepiej przyjrzeć, mimo że te obrazy niestety nie są zbyt stabilne. Ale w niektórych przypadkach, na przykład jak film zrobiony przez Anę Luicę Seed, która obserwowała najpierw duży obiekt, który przypominał UFO, z którego nagle zaczęły się wysypywać dużo mniejsze obiekty i kiedy zrobiła dość ostre zbliżenie, okazało się, że są to właśnie humanoidy, które rozlatują się w różnych kierunkach. Także tu też można wykluczyć istnienie czegoś takiego jak jetpack, że jest to coś, co rzeczywiście się wydarzyło. Inna historia przydarzyła się pilotowi meksykańskich linii lotniczych, który obserwował humanoida, który leciał równolegle do jego samolotu. Patrzyli przez jakiś czas na siebie i potem polecieli każdy w swoim kierunku.
Także ta kwestia tych jetpacków myślę, że nawet dziś, w dzisiejszych czasach, przy dzisiejszej technologii jest łatwa w jakiś sposób do odkrycia, głównie ze względu na to, że jetpacki muszą mieć te twarde skrzydła, które zostawiają smugi kondensacyjne. Poza tym jetpacki wydają z siebie straszliwy ryk. Jest to przecież niewielkie urządzenie, więc nie ma takiego tłumienia, żeby go absolutnie wyciszyć. Poza tym są dość spektakularne, niestabilne i niewiele ludzi potrafi je obsługiwać i do tej pory patrzy się na takich ludzi jak na szaleńców. Także myślę, że w większości przypadków raczej mamy do czynienia z humanoidami, latającymi humanoidami, być może nie z naszej planety, które są akurat na patrolu w tej części ziemi, a nie z żartownisiami. Chociaż takich żartownisiów jest cała masa. To, co często się w tej chwili robi, to tworzy się taki balon, który przypomina człowieka i on frunie. Napełnia się go helem, on frunie sobie gdzieś tam wysoko w atmosferę i filmuje się go później jako właśnie latającego humanoida.
[02:04:48] - Dzięki.
[02:04:49] - I przechodzimy do pytania numer sześć. Jedna z najbardziej charakterystycznych relacji z Polski. Tajemniczy, sowopodobny twór z Mojkowa wyglądał jak niewielki robot pokryty metalowymi cekinami. Czy przekonuje was hipoteza, że niektórzy latający humanoidzi to autonomiczne, robotyczne jednostki badawcze stosowane przez inną inteligencję do sondowania Ziemi? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[02:05:16] - Rzeczywiście sprawa z Mojkowa z początku lat 90., czasami nazywana sprawą z Niemojkowa, ale jest to błąd. Dotyczy bardzo ciekawego zdarzenia. Otóż pewien pan, który gnał krowę na pastwisko z samego rana, zobaczył, że coś błyszczy po prostu na polu. Kiedy podszedł bliżej, zobaczył taki obiekt. No bo to raczej nie była istota. To był obiekt przypominający istotę, tak można najłatwiej powiedzieć, który był dość nieduży. Z kształtu przypominał kręgiel, miał wyodrębnioną głowę. Na tej głowie miał coś w rodzaju dwóch szklistych oczek. Miał taką rurkę z przodu wyglądającą jak dziób i cały był pokryty metalowymi takimi łuskami. I te oczy się ruszały w dość dziwny sposób, typowo mechanizm.
No i ten pan twierdził, że to coś przypominało mu sowę, tylko że robotyczną. Ta istota potem miała się poderwać, przelecieć gdzieś tam do sąsiedniej wsi, z tego, co pamiętam. No rzeczywiście, sprawa jest bardzo kontrowersyjna, bo mocno odstaje od tych wszystkich latających humanoidów, o których dzisiaj opowiadaliśmy. Weźmy na przykład taką historię z Manasterza, o której pisała Reg Miadzga, gdzie taka istota też leciała i miała lądować, prawda? Lądować, przyziemić, też jakby celowo w miejscowym lesie. Widziała to miejscowa rodzina, której członkowie polecieli nawet za tym humanoidem do lasu, mając nadzieję go znaleźć. Niestety nic nie odkryli, chociaż czuli się w tym miejscu jakoś wybitnie dziwnie. Może oddali je wcześniej. Także kiedy zobaczymy sobie takie historie, w których te istoty celowo lądują na przykład, w których mają jakiśObrany cel swojego działania. Może to być zbieranie próbek czy coś innego.
Zobaczymy, że te historie się wyróżniają, chociażby w konfrontacji z przypadkiem z Pieńska czy z Koniewa. Już nie mówię nawet o Hucie. Są to historie zupełnie inne. Stąd też moje założenie na początku, że istnieje jakiś wyjątkowy rozdział między tymi zdarzeniami. Część z nich wygląda jak manifestacja określonej siły i być może są to nawet sondy, robotyczne sondy innej inteligencji z kosmosu. Natomiast większość latających humanoidów to jednak są przypadki wysokiej dziwności, których prawdziwsza jest ta opcja, o której mówiliśmy, czyli jakaś tajemnicza siła, która powoduje ich pojawianie się. Jest to wszystko bardzo ciekawe. Takie przypadki jak ten z Mojkowa są niezwykle rzadkie, bo naprawdę słyszałem o niewielu i jest bardzo dziwne, że coś takiego przeszło właściwie bez echa. Nikt o tym nie słyszał, a sprawa była tak dziwna, że ówcześni ufolodzy zrezygnowali chyba z większego nagłaśniania tego przypadku. Stąd, panowie, moje pytanie, czy według was jest realna hipoteza i dopuszczalna możliwość, że latające humanoidy, przynajmniej w części, mogą być rodzajem pozaziemskich sond?
Kris?
[02:09:13] - Oczywiście, że mogą być. Zwłaszcza, że kiedy je obserwujemy, kiedy popatrzymy na wszystkie przypadki tego typu obserwacji, zwłaszcza te klasyczne. Myślę, że klasyczny jest w tym momencie Meksyk. Nikt wcześniej w Meksyku nie patrzył w górę, nie patrzył w niebo aż do momentu, kiedy było zaćmienie słońca i pokazał się dysk. Od tego momentu wszyscy zaczęli wieczorami wychodzić na dachy i spoglądać na niebo. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu ludzi zaczęło to robić i patrząc, obserwując niebo, zaczęli spostrzegać rzeczy anomalne, w tym tych naszych spadochroniarzy, tych naszych humanoidów latających. Dlatego myślę, że do tej pory nikt im w tym nie przeszkadzał. Nikt ich nie widział. Wszystko działo się tak, jak się dziać powinno. Ludzie zajęci byli swoimi własnymi sprawami, a oni dokonywali swoich własnych prób, pomiarów czy badań miejsca, w którym się znajdowali.
Oczywiście, ponieważ bardzo trudno jest je logicznie wytłumaczyć, a jetpacki nie są wystarczającym wytłumaczeniem, żeby stwierdzić, że są to ludzie. Zwłaszcza że tacy ludzie gdzieś muszą lądować, gdzieś muszą kupować sprzęt, gdzieś muszą trenować. Więc te sytuacje byłyby bardziej znane. To wszystko bardziej wskazuje na to, że to zjawisko jest być może pozaziemskie i być może jest to rodzaj eksploracji Ziemi przez kogoś innego niż Ziemianie. Tak na to patrzę. Dziękuję.
[02:10:32] - Damienie, co sądzisz o tej koncepcji i czy spotkałeś się kiedyś z przypadkiem takiej charakterystycznej UFO sondy w swoich badaniach?
[02:10:43] - Może nie spotkałem się z przypadkiem UFO sondy, ale patrząc pod tym kątem na zdarzenie z Mojkowa, które myślę, że jest bardzo spektakularnym zdarzeniem, a przeszło ono bez echa w literaturze ufologicznej. Pojawiło się tylko przecież teraz w książce Bronisława Rzepeckiego i później było o tym zdarzeniu cicho. Nikt nie chciał na ten temat dyskutować. A szkoda, bo zdarzenie bardzo ciekawe i możemy się tutaj oczywiście zastanawiać, czym była ta istota, która się pojawiła tam i którą widziało co najmniej kilku świadków. Przypominała przecież tak zwaną dziwną mechaniczną sowę. Dla mnie jest to historia zakrawająca o kuriozum, bo jeśli się zastanowimy, czy ta mechaniczna sowa była jakąś formą pozaziemskiej sondy, która się pojawiła tutaj na Ziemi i miała jakąś na celu misję, nie wiadomo jaką, to wydaje mi się to szalenie absurdalne, mając na względzie przede wszystkim wygląd tej maszyny, tej istoty, sposób, w jaki się poruszała. Nie sądzę, że jeśli mówimy o inteligencji wysoko zaawansowanej cywilizacji, że będzie konstruowała tak szalenie zwariowane urządzenia, mechanizmy, które przypominają stworzenia ziemskie i które przemieszczają się w określonym celu na naszej planecie. Myślę, że jestem bardzo daleki od takiej interpretacji. Takich zdarzeń było wiele w literaturze ufologicznej. Przypomina mi się tutaj zdarzenie z Kazachstanu z drugiej chyba połowy lat 30.
XX wieku, gdzie pojawiła się istota przed mieszkańcami jednej z wiosek kazachstańskich, która przypominała wielkiego czarnego robota, który leciał. Ten robot leciał, przemieszczał się i też możemy się zastanowić, czy nie była to jakaś mechaniczna sonda. Mi jeszcze na myśl przychodzi jedno zdarzenie, które może odbiega trochę od tematu, które opisywałem też na swoim blogu. Chodzi mi o spotkanie z dziwnym stworem w Małoszowie. Tę sprawę opisywałem swojego czasu na blogu. Jest to też ciekawa historia, na którą możemy spojrzeć też pod kątem takich mechanicznych, dziwnych stworów, które czasami udaje się niektórym zaobserwować, bo właśnie niewielkiPolskiej wsi Małoszów, położonej obecnie w województwie świętokrzyskim. Jest to historia opowiedziana przez pewnego mieszkańca Dolnego Śląska, który ją zasłyszał od swojej babci. Tak naprawdę historia była jeszcze z trzeciej ręki, więc może troszeczkę jest przekoloryzowana, bo wiele lat minęło, ale mimo wszystko myślę, że warta uwagi, bo właśnie w tej miejscowości na początku XX wieku, to mógł być 1903, 1904 rok, latem w stawie rybnym pewnego dziedzica mieszkającego w tej miejscowości Małoszów pojawił się dziwny stwór. Stwór, który przypominał żabę, ale nie do końca był żabą, bo był to kilkumetrowy stwór. Miał powiedzmy przypominającą żabę głowę, miał oczy, które się obracały.
I to też taka ciekawa aluzja do zdarzenia z Majkowa, bo jak wiemy, ten dziwny mechaniczny sowi stwór też miał bardzo dziwne oczy, które się obracały. Tutaj było podobnie. Ten stwór nie wiadomo kiedy się pojawił w stawie, po burzy jakiejś i był obserwowany przez wielu mieszkańców okolicznych wsi. Można powiedzieć, że zaczęły się schodzić tam pielgrzymki do tego dworu. Wszyscy chcieli zobaczyć to dziwadło, ale co ciekawe, podobno istota bądź ten stwór przypominał coś bardziej mechanicznego. Był taką mechaniczną żabą, mówiąc tak w cudzysłowie, gdyż nawet niektórzy próbowali do niego strzelać z broni palnej i kule odbijały się od pancerza metalowego. W pewnym momencie ta istota po kilku dniach zniknęła w dziwnych okolicznościach. Tak jak się pojawiła, tak zniknęła. Babcia opowiadająca historię temu świadkowi, który mi ją przedstawił, kojarzyła to bardzo z folklorem ludowym. Tłumaczyła to jako pojawienie się pewnego demona, który jest znany w polskim folklorze i nazywany jest płonetnikiem, czyli takim powietrznym demonem.
Ale tutaj możemy spojrzeć na tą sprawę od strony czysto psychologicznej i możemy się zastanowić, czy ta istota, która była dziwnym stworem mechanicznym, nie mogła być formą dziwnej manifestacji jakiegoś zjawiska, które tak naprawdę wpływało, oddziaływało na ludzi i miało w nich wywołać zdziwienie, podziw, a być może i w jakiś sposób miało się odbić na ich psychice. Wspominam tutaj też o słynnych zdarzeniach z XIX wieku, o obserwacjach statków powietrznych, które przecież manifestowały się masowo nad Stanami Zjednoczonymi i które zapoczątkowały lotnictwo. Dały zastrzyk fascynacji człowieka czymś w postaci latania. Możemy się zastanowić też, jak takie zdarzenia wpływają na nasz rozwój w pewnym stopniu, ale myślę, że jeśli ogólnie dyskutujemy nad tym fenomenem, to możemy na niego spojrzeć tylko raczej od strony czysto parapsychologicznym, a nie pozaziemskim. Trudno mi doszukiwać się w tych zdarzeniach jakichś aluzji o istotach przybywających z innych planet. Jestem bardzo daleki od takich interpretacji i bardziej skłaniam się ku temu, że mamy tu do czynienia z manifestacją pewnej siły, która jest mocno zakorzeniona tutaj, na naszej Ziemi, a być może pochodzi z jakiejś innej rzeczywistości i na wszelakie możliwe sposoby na nas oddziałuje i wpływa. Czasami te spotkania są szalone, kuriozalne, ale być może jeszcze nie jesteśmy w stanie zrozumieć całego sensu tej zagadki.
[02:17:39] - Dziękuję. Dobrnęliśmy do końca dzisiejszej audycji. Panowie, kilka słów podsumowania. Ja sobie pozwolę zabrać głos jako pierwszy. Latające humanoidy pokazują nam, że spektrum zjawiska UFO jest dużo szersze. To znaczy pod to, co nazywamy UFO, podpiętych jest kilka różnych zjawisk i kiedy je łączymy, to zobaczymy tak naprawdę, że prowadzą one nas do centrum tego zjawiska, do jądra tego zjawiska i wizerunek, jaki nam się ukazuje, odbiega daleko od tego, jak nauczono się przedstawiać ten fenomen przez lata. Innymi słowy, zobaczymy, że ta kosmiczna, pozaziemska teoria, hipoteza o pochodzeniu UFO jest jedną z wielu. Latające humanoidy pokazują nam to dobitnie. Pokazują też, jak bardzo złożone jest to zjawisko i jak bardzo trudne, bo tak samo jak inne manifestacje ufologiczne, tak i latające humanoidy absolutnie unikają kontaktu. Są tak samo nieuchwytne jak wszystkie inne emanacje NOLI.
Stąd też taki mój wniosek, iż ciekawie jest to wszystko analizować i zgłębiać. Natomiast musimy pamiętać o jednej rzeczy, że jest to siła, energia lub inteligencja, która operuje na trochę innym poziomie niż nasz, i którego my do końca może nie zrozumiemy iZbieranie dowodów jest oczywiście dobre i chwalebne, natomiast musimy pamiętać, że chcąc dojść do jakichś wniosków, powinniśmy też wreszcie zacząć składać to w jakieś sensowne koncepcje, pamiętając o tym, że stoimy oko w oko z inteligencją, która tak naprawdę jest zupełnie inna i czasami absurdalna, niezależnie od tego, skąd pochodzi. Ja już się żegnam. Zapraszam wszystkich za tydzień. Jeszcze nie zapowiadamy tematu. Zobaczymy, o czym będziemy mówić. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu. W planach są fajne tematy. Odwiedzajcie profil Radia Paranormalium. Tam znajdziecie dodatkowe materiały, ekstrasy na temat latających humanoidów.
Jeszcze dzisiaj zamierzam coś tam wstawić. No i cóż, panowie, do usłyszenia za jakiś czas. Cześć, jednym słowem. Trzymajcie się. Na razie.
[02:20:23] - Dziękujemy Piotrze, do usłyszenia na kolejnej debacie. A teraz jeszcze prosimy o małe podsumowanie Damiana Treli. Damianie?
[02:20:33] - Ja mam nadzieję, że dzisiaj poruszyliśmy temat, nie da się ukryć, fascynujący, momentami szokujący i mimo tego, że jest bardzo złożony i niejednorodny, to w jakimś stopniu chyba w tej debacie krótkiej, bo przecież inne trwały po kilka godzin, spróbowaliśmy w jakiś sposób naświetlić ten problem słuchaczom i mam nadzieję, że słuchacze Radia Paranormalium mogą mieć teraz trochę inny punkt widzenia na te pewne sprawy. Sprawy właśnie związane, jakby nie patrzeć też z UFO, bo o tym przede wszystkim dyskutowaliśmy dzisiaj, ale być może właśnie dotykamy problemu tego zjawiska od tej właściwej strony. I ja mam taką nadzieję, że ta debata w jakiś sposób mogła zainteresować słuchaczy i pozwolić im spojrzeć właśnie na to z innej perspektywy. Dziękuję bardzo serdecznie za zaproszenie i do zobaczenia gdzieś tam w innych debatach.
[02:21:42] - Dziękujemy bardzo Damianie za to, że przyjąłeś nasze zaproszenie do debaty. Dziękujemy i do usłyszenia. I jeszcze poprosimy o małe podsumowanie Chrisa Miekiny. Chrisie?
[02:21:55] - Ja się będę streszczał też szybciuto, żeby nie zabierać więcej czasu. Ta debata rzeczywiście zaledwie dotknęła tego tematu, który jest bardzo szeroki i bardzo złożony. Nie mówiliśmy tutaj o królu latających humanoidów, którym jest Mothman. Nie mówiliśmy o nim za wiele, a zjawisko jest to doskonale opisane. Miało setki świadków, mnóstwo sprawozdań i jest bardzo ciekawe, jeśli chcecie rozebrać na części i wyciągnąć jakieś wnioski i znaleźć pewne podobieństwa, jakie były w tym przypadku, a także w innych podobnych wokół innego świata. Nie mówiliśmy też o innych postaciach humanoidalnych, które również latały w powietrzu. Na przykład nie wspomnieliśmy ani razu o chupacabrze. Robiliśmy kiedyś audycję poświęconą chupacabrze, natomiast jest ona bezwzględnie latającym humanoidem. Ma ręce, nogi, ma czerwone oczy jak Mothman, ma skrzydła i lata. Chupacabra ostatnio pokazuje się także w Ameryce Południowej.
Już to nie jest tylko fenomen amerykański z Portoryko, ale także pokazuje się w coraz większej ilości wciąż teraz, w naszych czasach, w tym nawet roku, w Chile, także w Argentynie. Także to jest ciekawy temat. Oprócz tego można tu jeszcze opowiedzieć o pewnych historiach, które są absolutnie niezwykłe i niebywałe, jak na przykład historia latającego humanoida z mojego stanu, z New Jersey, który nazywa się powszechnie Diabłem z Jersey. Też absolutnie niezwykła historia, która dotknęła setki ludzi, a wydarzyła się w XX wieku i również została dość dobrze opisana. Są przypadki niezwykłe, takie jak na przykład latający Bigfoot, którego się nazywa Batsquatch. Czasami na Bigfoota mówi się Sasquatch, tak jak mówią na niego Indianie. Więc ponieważ są świadkowie, którzy widzieli Bigfoota ze skrzydłami, latającego Bigfoota, nazwali go Batsquatch, czyli Bigfoot nietoperzy. Można by tak powiedzieć. To pokazuje, że zjawisko jest bardzo szerokie, bardzo niezwykłe i myślę, że ciągle jesteśmy na etapie, kiedy dane trzeba zbierać, a nie budować na tym, co w tej chwili jest, ponieważ jest to zbyt mgliste i zbytnio konkretne. Dlatego akurat w tym przypadku bardzo trudno pokusić się o jakieś wnioski, czym jest to zjawisko, skąd ono pochodzi, z czym jest związane, do czego ma doprowadzić, przed czym ma nas uchronić albo w jakie nieszczęście ma nas wprowadzić.
Istnieje od tysiącleci i przez tysiąclecia ludzie nie znaleźli odpowiedzi na tą zagadkę, więc myślę, że my sami również tak łatwo jej nie znajdziemy. Zwłaszcza że te postacie pojawiają się co jakiś czas kompletnie w nowej odsłonie, o czym z pewnością kiedyś jeszcze w radiu będziemy rozmawiać. Dziękuję bardzo. Dobranoc.
[02:24:51] - Dziękujemy Chrisie. Kończymy już powolutku 37. już debatę ufologiczną online. W dzisiejszej debacie, w której dyskutowaliśmy, liznęliśmy temat humanoidów latających. Udział wzięli Piotr Cielebiaś, współtwórca portalu infra.org.pl oraz współpracownik czasopisma „Nieznany Świat”, badacz ufologii z Legnicy Damian Trela oraz nasz niezmordowany, niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Tak jak Piotr mówił, nie mamy jeszcze ustalonego tematu debaty ufologicznej. Mamy jednak wasze głosy z ankiety, która odbywała się przez cały właściwie grudzień i połowę stycznia. Tak więc naNastępną niedzielę na pewno już coś wstępnie jeszcze dzisiaj albo jutro wybierzemy, a o naszym wyborze poinformujemy was w stosownym ogłoszeniu, które jak zawsze znajdziecie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl oraz na naszym profilu na Facebooku facebook.com/radioparanormalium. Debatę ufologiczną od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ilanios". Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.