[00:59] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online. Dzisiaj wyjątkowo nie na żywo, ale również będzie, jestem pewien, bardzo ciekawie. Dziś będziemy dyskutować o częstochowskiej strefie anomalnej. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś, współpracownik „Nieznanego Świata” i współzałożyciel portalu infra.org.pl. Witaj Piotrze.
[01:28] - Witam, witam.
[01:29] - Oraz dawno niesłyszany na naszej antenie Grzegorz Tarczyński. Witaj Grzesiu.
[01:33] - Dobry wieczór, witam serdecznie.
[01:35] - Panowie, czym w zasadzie jest ta częstochowska strefa anomalna? Jakie tereny ona obejmuje i z czego ten obszar jest znany? Piotrze?
[01:44] - Drodzy państwo, dzisiaj jesteśmy przy temacie, który jest pierwszą odsłoną cyklu wewnątrz debat ufologicznych, w którym poruszamy bardzo regionalną tematykę spotkań z UFO w danych regionach, w danych miastach. I zaczynamy od częstochowskiej strefy anomalnej. Jest z nami dzisiaj człowiek, bez którego tej historii w zasadzie by nie było, bo Grzegorz był tą pierwszą kostką domina, a właściwie tym, który tą pierwszą kostkę przewrócił i za tym pociągnęły się kolejne relacje. Co ja mogę powiedzieć o Grzegorzu? Jest to jeden z najsympatyczniejszych ludzi, jakich znam. Boleję nad tym, że ma mało czasu i że nie może brać udziału w naszych audycjach. Wiem, że jest lubiany przez słuchaczy. Wiem, że jest człowiekiem bardzo charyzmatycznym i serdecznym, toteż Grzegorza nie sposób nie słuchać i go nie lubić. Mnie się to też udziela. Jestem fanem Grzegorza.
Od ilu, Grzegorz? Od dobrych kilkunastu lat się znamy, prawda?
[02:49] - Dokładnie, zgadza się. Już kupę dobrych lat i fajna współpraca razem, jak zwykle.
[02:55] - Właśnie, byliśmy w kilku miejscach razem, bo od tego trzeba zacząć, że oboje pochodzimy z tego regionu. Mieszkamy w zasadzie w tej strefie anomalnej, jakby na to nie patrzeć. Grzegorz mieszkał w Częstochowie, pochodzi z Częstochowy, z samego centrum Częstochowy. Ja mieszkam w gminie Olsztyn i w zasadzie pod naszym nosem znajdują się miejsca, w których dzieją się bardzo dziwne rzeczy i to od lat. My wiele z tych miejsc odwiedziliśmy. O wielu z tych miejscach będziemy dzisiaj mówić. A z czego znana jest ta częstochowska strefa anomalna? Grzegorz, ja wymieniam tutaj głównie dwa punkty. Po pierwsze to są okolice góry Osona, bo my czasami mówimy, że góra Osona jest centrum jakiejś aktywności. To nie jest do końca prawda.
Góra rzeczywiście jest w centrum, ale nie jest centrum tych wydarzeń. Ona znajduje się pośrodku obszaru, który skupia wokół siebie dziwną, anomalną aktywność. Nie wiem, czy paranormalną. Obejmuje to tereny huty, obejmuje to tereny kamieniołomu Krędziszów, obejmuje to tereny także częściowo dzielnicy Zawodzie. Natomiast drugą częścią tej częstochowskiej strefy anomalnej jest rezerwat Sokole Góry i on jest położony w gminie Olsztyn między wsiami Olsztyn, Przymiłowice i Biskupice oraz Zrębice. Są to wzniesienia wapienne, porośnięte lasem liściastym. Teraz ich nie widzę z okna, bo jest ciemno, ale normalnie widzę je ze swojego pokoju. Tutaj też dzieją się bardzo dziwne rzeczy i to od dawna. Trzeba też powiedzieć, że w częstochowskiej strefie anomalnej, bo te dwa miejsca, o których mówiłem, są oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów, te rzeczy nie dzieją się cały czas. Mamy do czynienia ze skokami aktywności i dzisiaj będziemy o tym mówić.
Takie kluczowe dla tych miejsc były lata 2002, kiedy miało miejsce to spotkanie Grzegorza, potem 2004, kiedy mieliśmy tutaj prawdziwy wysyp różnego rodzaju obserwacji. I to w zasadzie taka krótka charakterystyka, drodzy państwo. Grzegorzu, co byś tutaj dodał?
[05:27] - Piotrze, masz całkowicie rację w tym wszystkim, co powiedziałeś i wszystkie te strefy anomalne poruszyłeś. De facto łączy nas nieduża odległość, ale na tym terenie dzieją się rzeczy, których nie sposób jest wyjaśnić. Tylko co boli? Co boli mnie i zarówno Piotra i wszystkich to, że mieliśmy bardzo dużo zgłoszeń po moim zgłoszeniu, do którego wrócę. Boli to, że dalej jest taki strach przed tym, że będą wyśmiani, żeby spotkać się, przeanalizować te fakty, które zaistniały, to co widzieli i żeby podpisać się imieniem i nazwiskiem tak jak ja to zrobiłem. To bardzo boli, bo od mojego zgłoszenia myśmy z Piotrem mieli koło kilkudziesięciu zgłoszeń na tym terenieNa samej Górze Osona i okolic huty, bo dobrze to Piotr powiedziałeś. To nie tylko Góra Osona jako centrum, tylko okolice huty również, czyli wielu obserwatorów, ale tak naprawdę bali się poruszyć tych tematów online, tête-à-tête. I to boli. Nie wiem, czy ludzie się wstydzą dalej, czy boją. Jest to jednak dalej temat tabu, mimo dzisiejszego wieku.
Jest to bardzo przykre i tematów, które są poruszane, ludzie jednak nie chcą albo boją się. Dobrze, nie będziemy polemizować. Piotr, à propos Góry Osona. U mnie generalnie nie zaczęło się od Góry Osona. U mnie zaczęło się faktycznie od dzielnicy Zawodzie. To już mówiłem do Marka parę minut temu. To się zaczęło w 1999 roku. Bardzo ciekawa obserwacja. Jeszcze przed Górą Osona na dzielnicy Zawodzie, ulica Podwójna. Ja razem z dziewczyną żeśmy sobie tak stali.
Fajnie było, tak cieplutko. Około plus 20 stopni. Pamiętam jakiś sierpień chyba, albo coś koło tego. Może i nawet ponad plus 20 stopni. To była godzina 21:00 z minutami. Zaobserwowaliśmy na ganku bardzo ciekawy obiekt na niebie na dosyć sporej wysokości, który tak jakby kręcił się wokół siebie. Światła tak kręciły się wokół tarczy zegara. Oczywiście po paru sekundach nastąpiło jakby przyspieszenie tego obrotu, wystrzał jakby takiego błysku promienia światła. Wydawało nam się, że aż oświetlił prawie dom tej dziewczyny mojej byłej, dawnej, bo to dawne czasy. Niestety lata uciekają.
I to odleciało. I to było widać, że z dużym impetem. Już wtedy mnie to zainspirowało, zastanowiło, co to jest i tak dalej. Wówczas w tym temacie zacząłem brnąć. Kolejna obserwacja to już była właśnie Góra Osona, jakby nie patrzeć w 2002 roku, początek sierpnia. Nie pamiętam dokładnie dnia.
[08:32] - O tym, Grzesiu, za chwilę powiemy.
[08:34] - Tak jest.
[08:35] - Przepraszam, że ci przerywam. Dodam jeszcze od siebie, że ta częstochowska strefa anomalna się nie narodziła właśnie na przełomie XX i XXI wieku. W zasadzie relacje sięgają daleko wstecz i mamy bardzo ciekawe zgłoszenia na przykład z lat 80. i 90. O nich dzisiaj będziemy mówić, ale Grzegorz tutaj powiedział prawdę, jeżeli chodzi o te relacje, które dostawaliśmy później. My dzisiaj przedstawimy część z nich, bo wielu z was mogło słuchać naszych poprzednich relacji o Górze Osona, ale dzisiaj powiemy o tym, o czym nigdy nie mówiliśmy. Powiemy o tych sprawach, które nadeszły niedawno. O tych, o których nie mówiliśmy często z różnych powodów. Także bardzo fajnie, że Grzegorzu dzisiaj jesteś i mam nadzieję, że częściej będziesz mimo tych obowiązków rodzinnych wracał-
[09:36] - Postaram się.
[09:37] - O debaty ufologiczne. Co jeszcze chciałbym powiedzieć? Jeżeli ktoś chciałby odwiedzić te miejsca, o tym, jak je odwiedzić, jak dojechać, będziemy mówili na końcu. Jeżeli chodzi o Górę Osona, to jest taki jeden problem, o którym też często mówimy z Grzegorzem w odpowiedziach na maile na przykład, bo wiele osób myśli, że uda się na Górę Osona i coś się zdarzy, prawda?
[10:03] - Zdarzy.
[10:04] - Właśnie. A też cechą charakterystyczną częstochowskiej strefy anomalnej jest to, że te zjawiska, które się manifestują, mogą być podciągnięte pod UFO, ale nie zawsze są tak bardzo spektakularne. I to też jest ważne, że często są to po prostu jakieś niewielkie latające obiekty, ale dzieje się to na tyle często, że budzi to zainteresowanie i budzi pytanie, czy to wszystko jest ze sobą połączone. Naszym zdaniem jest, tylko szukamy jeszcze tej nici.
[10:43] - Tak zwanego klucza, prawda?
[10:45] - Tak. Tej nici, która się w tym wszystkim przeplata.
[10:48] - Dokładnie.
[10:50] - Panowie, nim przejdziemy do współczesnych relacji, kilka słów o przeszłości tego regionu. Czy natrafiliście na relacje o anomaliach pochodzące sprzed współczesnej ery UFO? Czy jakieś miejscowe legendy potwierdzają, że w tym miejscu dzieją się niezwykłe rzeczy? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Grzesiek.
[11:09] - Tak. Ja wiele razy słyszałem o obserwacjach właśnie z tego rejonu, czyli z Góry Osona, poprzez świadków, pracowników huty. I to już z dawnych lat. Miałem również doniesienia od znajomych, którzy mieszkają w pobliżu Góry Osona, to jest miejscowość Mstów, że takie obserwacje miały miejsce już przez ich dziadków, czyli generalnie z lat 60., 70., że już coś takiego istniało, czyli zjawiska świetlne pojawiające się nad polami, nisko latające kule, praktycznie dolatujące do ludzi. Czyli te obiekty musiały być stosunkowo małe, ale takie zjawiska świetlne de facto miały miejsce i jednak coś się działo i cały czas coś tam widocznie ściąga te obiekty. Nie wiem, jak to nazwać. Coś się dzieje, tak? I Piotr też miał takie zgłoszenia. Też słyszał o tym, że za dawnych lat już coś takiego się działo, prawda, Piotr?
[12:22] - Tak, tego było bardzo dużo. To możemy podzielić na dwa okresy. Na ten okres przed XX wiekiem, kiedy w zasadzie te relacje dochodziły do nas, ale jako legendy, bo one się zachowały tylko jako legendy, bo nie spisywano ich w żaden sposób. Ja na kilka tych legend trafiłem. Teraz powiemy o tych legendach związanych z Górą Osona i z tą okolicą częstochowskiej strefy anomalnej. Natomiast niedługo później odniosę się do Sokolich Gór. Jeżeli chodzi o okolicę Góry Osona, to ten teren od dawna był uważany prawdopodobnie za miejsce, gdzie te dziwne rzeczy się koncentrują. Świadczyć o tym może taka hipoteza, bo to nie jest potwierdzone. To jest hipoteza, którą znalazłem w jednym z periodyków historycznych, lokalnych, że nazwa Prędzisów, czyli nazwa kamieniołomu obszaru, który znajduje się niedaleko huty, wywodzi się od tego, że w tym rejonie miały dziać się rzeczy przedziwne. Etymologii tego słowa nie sposób było ustalić i to była jedna z hipotez.
To by pasowało do naszych ustaleń z Grzegorzem Jedynak, dlatego że w bardzo bliskiej okolicy koncentrowały się te wydarzenia związane z obserwacjami Noli, o których będziemy za chwilę mówić. Ale ponieważ moja rodzina pochodzi z miejscowości sąsiadującej z Górą Osona, ze Srocka, to jest w zasadzie rzut kamieniem, to miałem dobre rozeznanie, słuchając opowieści, relacji mojej babci czy dziadka, co tam się w tym okresie działo. Musimy powiedzieć, że teraz Góra Osona jest troszkę zapuszczona, prawda, Grzegorz? Zarośnięta.
[14:09] - Zgadza się. A co najpiękniejsze, Piotr, że teren jest do sprzedania. Tylko ciekawe przez kogo. Czy teren należy do huty, czy do kogo? Ale to już nie będziemy w dywagacje wchodzić.
[14:19] - Kupiłbym, ale mnie nie stać.
[14:22] - Ja tak samo. Fajne obserwacje by były, prawda? Ze wszystkimi tłumaczami.
[14:29] - O czym to ja mówiłem? Miałem dobre rozeznanie w tym, co się tam dzieje. Przez kilka dekad robotnicy ze wsi położonych na wschód od huty w gminie Mstów i dalej dojeżdżali tą drogą koło Góry Osona. Najpierw rowerami, potem motocyklami, potem samochodami. Tam był swego czasu spory ruch. Teraz się to troszeczkę zintensyfikowało, bo w tym rejonie mamy park przemysłowy i tam dużo osób dojeżdża. Ale nie oszukujmy się, teraz Górę Osona ledwo widać z tych drzew. Z tego, co ustaliłem, a w zasadzie do tych poszukiwań wszystkich zainspirowała mnie relacja mojej babci, która opowiadała, że moja prababcia miała kiedyś spotkanie z czymś bardzo dziwnym, tutaj, niedaleko Góry Osona, mimo wszystko. Kiedy poszła po wodę, a studnia była za wsią, studnia była w okolicach lasu, także udała się po wodę pod wieczór i w pewnym momencie zauważyła, że z tego lasu po drodze, która tamtędy przebiegała, zbliża się światło. I pomyślała, że to jeden z pracowników huty.
To były lata powojenne. Nawet bym powiedział, że tuż po wojnie to się działo i to był jeszcze okres, kiedy w hucie nie pracowało tak wiele osób. Z tego, co pamiętam z tych opowieści, to jeżeli ktoś w tym okresie przedwojennym nawet, czy tuż po wojnie pracował w hucie, to był wielką szychą, bo miał stałe źródło zarobku. Natomiast w tym czasie pracował tam tylko jeden człowiek z tego Srocka. I ta babcia pomyślała: „No dobrze, że wraca, bo będzie mi raźniej iść”, bo facet miał lampę na rowerze i kiedy zaczerpnęła tej wody i czekała, to światło się zbliżało. Myślała, że to lampa rowerowa. Nagle uświadomiła sobie, że nie jest to ten człowiek, którego wołała po nazwisku, którego się spodziewała. Okazało się, że była to po prostu kula. Kula światła, taka typowa, o której relacje właśnie w okolicach Góry Osona krążą. Co ciekawe, strzelająca suchymi trzaskami, jak to się mówi w naszym żargonie ufologicznym i nie tylko.
Strzelająca suchymi trzaskami. Dość przerażająca, bo dość duża. Ona się unosiła nad ziemią. No i cóż było robić? Trzeba było rzucić te wiadra i spierdzielać, szczerze mówiąc. I tak też prababcia uczyniła. Potem ta historia się dostała do rodzinnych kronik. Natomiast z tego, co mówiła już moja babcia, to ona pamiętała, że gdzieś tam zaraz po wojnie obserwacje takich świetlnych kul były tak częste, że tak naprawdę wystarczyło wyjść nocą gdzieś na otwartą przestrzeń i można było te obiekty zobaczyć. Wiele osób może powiedzieć, że to były jakieś gazy bagienne. Problem w tym, co nie, Grzegorz, że nasza okolica jest sucha jak wiór.
Nie ma żadnego bagna. Nie ma co mówić o żadnym bagnie. Na pewno nie był to metan ze spalających się szczątków organicznych. Nie były to gazy bagienne. Nie były to pioruny kuliste. Bo dlaczego nagle tyle piorunów kulistych mogłoby występować w tej okolicy? Nagle, prawda? Tym bardziej że, jak się za chwilę dowiemy, identyczne relacje pochodziły ze Sokolich Gór i tutaj też było ich mnóstwo. Tutaj ludzie też mieli możliwość bliższego kontaktu z tymi kulami światła nawet. Cóż jeszcze mogę dodać?
To są opowieści z tego okresuPrzedwojennego, tuż powojennego. Natomiast były też historie, Grzegorz, znacznie wcześniejsze i one się zachowały, jak mówiłem, w legendach. I jedną z takich najciekawszych legend, która wiąże się z tym regionem, jest historia, na którą natknąłem się w jednej z książek. Nie pamiętam niestety tytułu, ale to jest legenda dość rozpowszechniona wśród okolicznych mieszkańców. Dotyczy Mstowa i takiej historii, w której próbowano zbudować kościół na jednym ze wzgórz jeszcze przed tym, nim powstał ten kościół. To, co zbudowano, było potem notorycznie niszczone przez jakąś siłę. W końcu nikt nie mógł sobie z tym dać rady i umieszczono ten kościół w tym miejscu, gdzie on się obecnie znajduje. To jest piękny kościół, tylko trochę zaniedbany. Natomiast to są legendy. To nie są rzeczy, które możemy-
[19:44] - Piotr, ja przepraszam, że ci przerwę, ale tutaj dodajmy, że faktycznie ten kościół jest na wzniesieniu i faktycznie niedaleko kamieniołomów, prawda? W których ja jeszcze jako 15-letni chłopak zbierałem skamieniałości i próbowałem tym handlować, bo faktycznie, przepraszam, że zmienię temat, skamieniałościami dało się zarobić w Niemczech, wysyłając to za granicę i de facto to jest taki teren, tak jak mówiłeś, wapienny, gdzie faktycznie może, to tylko jest może, że może przyciąga coś te obiekty z podziemi, może coś pod ziemią się kryje, prawda? My tego nie wiemy, że one jednak tam startują i czerpią jakieś korzyści z tego, tak jak i de facto my jako ludzie. Tak, wszystko możliwe.
[20:31] - Dodam do tego jeszcze to, że Częstochowa w ogóle trochę straciła z tego swojego paranormalnego uroku. Ale gdybyśmy żyli jeszcze w epoce staropolskiej, to byśmy się przekonali, że tak naprawdę było to kiedyś, co prawda nie było jeszcze wtedy Częstochowy takiej, jaką znamy obecnie, ale Jasna Góra była miejscem, była po prostu centrum egzorcyzmów. Jeżeli ktoś był opętany i działo się z nim coś złego, no to gdzie go wożono? Do Częstochowy. I swego czasu zbierałem relacje na ten temat i można było znaleźć mnóstwo fajnych historii z tym związanych. No ale cóż, to już są zupełnie inne rzeczy. Takie, które mogą ściągnąć jakichś turystów do naszego smutnego ostatnio i trochę zabidzonego miasta, które jest jednak warte uwagi nie tylko ze względu na Jasną Górę, ale też ze względu na tą jego paranormalną przeszłość. Bo szczerze mówiąc nie udało mi się znaleźć innego miasta, które by miało tak wyraźnie zarysowane akcenty paranormalne, gdzie wiemy, że rzeczywiście coś się wydarzyło. Bo każde miasto ma swoje legendy, ale nie wszędzie można to połączyć z realnymi wydarzeniami. A u nas można.
[21:49] - Tak, tu Piotr masz rację, bo faktycznie w Częstochowie się wiele rzeczy dzieje nad tym miastem, ale faktycznie można by połączyć. Ja bardzo często jeżdżę nad Bełchatów, nad kopalnię do Bełchatowa, dokładnie nad Kleszczów, rzekomo najbogatsza gmina w kraju. Tam również doszło do wielu obserwacji, z którymi też miałem styczność. Pamiętasz moje słynne zdjęcia kilku kul przelatujących nad kominami w Kleszczowie? Ale zmierzając do tego jednak coś jest, że te obiekty manifestują faktycznie nad przemysłowymi obiektami, czyli coś, z czego my czerpiemy korzyści. Oni też, mówię tak „oni”, bo my nie wiemy, kim oni są, te obiekty również szukają czegoś. Faktycznie jest to jakieś połączenie, ale tak jak mówiliśmy wcześniej, nie możemy znaleźć tego klucza, żeby połączyć wszelkie te zagadki. To faktycznie jest prawda i to są tematy na kolejne audycje, które na pewno się odbędą za naszym uczestnictwem tutaj razem z Markiem.
[22:59] - Jednym z najbardziej znanych punktów na mapie częstochowskiej strefy anomalnej jest góra Osona. Grzegorz jest jednym ze świadków zdarzeń, jakie mają tam miejsce. Od tego, co widziałeś, Grzegorzu, w 2002 roku w okolicach tego wzniesienia rozpoczęła się twoja ufologiczna droga. Proszę, opowiedz nam ze szczegółami, jak to dokładnie było.
[23:19] - No tak, generalnie po tej obserwacji zaczęła się moja ufologiczna droga. Dzięki temu znam ciebie, Marku drogi, i Piotra, i w sumie wszystkich innych kolegów po fachu, że tak powiem w cudzysłowie. Tak, to były niestworzone historie i widziane na żywe oczy. Zaczęło się to w 2002 roku. Mój brat wówczas pracował jako pracownik Częstochowskiej Gazowni na rozdzielni gazu. To był rok 2002, początek sierpnia. Nigdy nie pamiętam właśnie dnia, ale nie wiem, czy to był piątek, czy sobota. Nieistotne w tym momencie. Było koło godziny 21:30. Pamiętam jak dzisiaj.
Zadzwonił do mnie, że obserwują z kolegą bardzo dziwne zjawisko świetlne na niebie. Zjawisko, które wyszło jakby zza lasu. Ta kula okazała im się zza lasu i manifestuje, że lata gdzieś tam. Tak określił, że lata nad lasem na kolor pomarańczowy i mruga jakby kolorem czerwonym i przy okazji jakby dawało taką łunę świetlną nad tym lasem, jakby las się palił. Ja mówię: „Dobrze, Rafał, ale co wy tak naprawdę widzicie?” „My nie wiemy. Po prostu UFO”.Przyjedź, weź aparat, weź, co tylko możesz, teleskop. I właśnie to był mój błąd wtedy, co już na wielu audycjach mówiłem, że niestety wtenczas był aparat na kliszę. Miałem aparat, ale nie miałem czystej kliszy, także był problem, ale wzięliśmy teleskop, lornetkę, co trzeba do obserwacji. Pojechałem razem z ojcem do brata na Gazownię, to jest raptem sześć kilometrów może od miejsca, gdzie mieszkam. Zajechaliśmy na miejsce, patrzymy na niebo, cisza, nic się nie dzieje.
Brat wychodzi: „Bo to się schowało i tak dalej, to lata, zobaczycie”. Dobrze. Po paru minutach chyba faktycznie zobaczyliśmy, że las wyglądał tak, jakby się palił. Ten las mstowski, okolica Mstowa, jakby taka łuna była. I faktycznie zza tego lasu wyleciała kula. Nie wiem, na jakiej wysokości mogła być, ale na pewno na wysokiej, bo to było dosyć daleko. Powiedzmy 200 metrów. Kolor pomarańczowy tej kuli tak rozświetlił ten las. I tak sobie pomalutku pulsował tym kolorem czerwonym. Pulsował, pulsował.
Oglądałem przez teleskop. Teleskop razy 500 wtenczas to akurat miałem taki prezent i sobie przybliżyłem, aż mi teleskop prawie z ręki wypadł na tym trójnogu, że wyglądało to tak, jakby ta kula iskrzyła. To, co Piotr wcześniej mówił, jakby takie iskry z tej kuli wychodziły. I tak mrugała co jakiś czas. Ale później doszło do bardzo ciekawej obserwacji, że ta kula zbliżyła się nad górę Osona naprawdę bardzo, że było ją widać już tak w chmurach, że rozświetla chmury. Piękne widowisko, piękne spektakl, którego nie można opisać słowami, bo to jest bardzo ciężko. I po jakimś czasie, po manifestacji tej kuli doszła druga, taka mniejsza kulka, która też sobie tam latała wokół niej, jak tarcze zegara latają na prawo, ona sobie też tak ładnie tam latała, manifestowała i później nagle przystanęła koło tej dużej kuli. Pokazało się wyładowanie atmosferyczne, piorun, taki jak typowo widzimy, powiedzmy narysowany na EKG serca. Taki piorun poszedł i ta mała kula została dosłownie wessana do dużej. Czyli tak, jakby te obiekty zadokowały, połączyły się i ten obiekt się zwiększył wtedy i zaczął już typowo tak manewrować nad obiektem Huty, nad obiektem góry Osona.
W przypadku Huty wtedy, jak puszczały piece martynowskie parę wodną, żeby ugasić temperaturę, tak mi się wydaje, to te chmury były bardzo nisko i wtedy było widać to oświetlenie, jak one tam migają. Znaczy jedna kula, ta większa, bo to były już dwa obiekty wessane. I tak oglądaliśmy to do godziny, nie wiem, 23:30, może troszeczkę później. Ja mówię: „Może zadzwonię na policję”. I też tak zrobiłem. Powiadomiłem jednostkę policji o takim zdarzeniu, że coś takiego jest na niebie, że coś takiego się dzieje. Pani dyspozytorka wtedy przyjęła zgłoszenie, ale powiedziała: „Co ja panu zrobię? My nic nie możemy zrobić. My nie mamy patrolów tutaj powietrznych i tak dalej. Ja tylko to przyjęłam, że coś takiego pan widzi razem z resztą”.
Faktycznie każdy z nas widział, czyli ojciec, ja, brat i pracownik. A ile osób jeszcze? Nie wiemy tego dokładnie, ale na pewno dużo. Tylko każdy to przyjmuje jako: coś się tam dzieje na niebie i tyle po prostu, jako rzecz racjonalną. Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że już po tej obserwacji wracamy do domu. Wsiedliśmy do samochodu, odjechaliśmy raptem 150, 200 metrów. Ja mówię tak do taty: „Wiesz co, słuchaj, a może faktycznie to jest coś, co leży na rzeczy?” Mówię: „Zróbmy kontakt świetlny, tak jak w Archiwum X”. Człowiek się naoglądał, wiadomo, jako młody. I tak też zrobiliśmy. Miałem w ręku jakąś niedużą latarkę czy jakieś światełko.
Pamiętam, wyszliśmy z auta, poświeciliśmy w kierunku tego obiektu. I ten obiekt jak kołowo, tak nagle zawisł w powietrzu nieruchomo. I zaczął się zniżać do tego punktu świetlnego, który ja nadawałem razem z ojcem. Obiekt zniżył się do takiego stopnia, że oświetlił samochód, który był w polach powiedzmy 50 metrów, bo zjechaliśmy w tą drogę polną. I faktycznie samochód się zaświecił do takiego stopnia, że my stwierdziliśmy, że tu jednak jest ingerencja jakichś wyższych sił, których my nie potrafimy zrozumieć. I były trzy krótkie słowa wtedy powiedziane, tak jak Piotr wcześniej powiedział: „Spieprzaj”. Tylko to było jeszcze grubo bardziej użyte i żeśmy zaczęli tym samochodem uciekać w kierunku ulicy Legionów, tak żeby się dostać do centrum miasta. Obiekt leciał za nami na wysokości, nie wiem, 20, 30 metrów, może niżej. Było go widać doskonale nad polami, gdzie wszyscy, którzy wracali z drugiej zmiany z zakładów pracy, huty i tak dalej, widzieli ten obiekt na pewno. Ten obiekt cały czas leciał i tak jakby leciał za nami, jakby nas gonił.
My naprawdę byliśmy wystraszeni wtedy. Ja tylko powiem tak, że gdyby to się stało drugi raz, na pewno bym nie uciekał, tylko bym został i oczekiwałbym na kontakt. Tylko pytanie, jaki to byłby kontakt, Piotr, prawda? Do czego by doszło?
[30:50] - Grzegorzu, mówiłeś, że na pewno widziało to wiele osób. Czy potem miałeś jakieś sygnały? Bo pracowałeś wtedy w zasadzie całkiem niedaleko. Dodajmy jeszcze jedną rzecz dla osób, które są nieobeznane z tą tematyką. Góra Osona jest wzniesieniem na pół sztucznym, dlatego, że część to jest wapienne wzniesienie naturalne składające się z dwóch garbów. Natomiast część tego zajmuje betonowy moloch, który był kiedyś basenem wody, zbiornikiem wody dla huty, który oni sobie użytkowali i dziś jest on cały czas tam w środku. Jest swego rodzaju zabytkiem. To znaczy Góra Osona się ogólnie rzecz biorąc rozsypuje i lasuje, bo rzeczywiście teraz to wygląda brzydko.
[31:47] - Zarasta.
[31:48] - Tak. Nie dość, że zarasta, to jeszcze prawdopodobnie wskutek tego, że tam pod ziemią jest ta struktura metalowa, ta ziemia się osuwa. Wejść tam jest łatwo tak naprawdę, to jest niewysokie. Natomiast zrobiło się tam trochę niebezpiecznie teraz, prawda?
[32:12] - Teraz tak. Dokładnie tak, Piotrze, mówiłeś. Już od dłuższego czasu jest ten obiekt do sprzedania. Wydaje mi się, że przez tereny huty, ale znamy doskonale legendę i znamy raport napisany przez dobrze wiemy kogo. Nie wiem, czy mogę wymieniać, który prosił, żeby nigdy nie mówić o dziwnych sytuacjach, które razem z Sebastianem, już powiem, bo nazwiska nie powiem, zaistniały. Nagle kolega nasz zniknął i prosił, żeby nigdy się nie kontaktować. O tym, jak napisał Osona. Defakto.
[32:50] - To było dziwne, ale o nim powiemy za chwilę, bo będzie do tego jeszcze okazja. I Góra Osona leży w miejscu, jeszcze w granicach miasta tak naprawdę. Jest najwyższym punktem Częstochowy, ale ona leży w okolicach, które są w zasadzie dzikie. Ona leży na granicy pól i lasu, za którym leży już Srocko, Mirów i tak naprawdę jest to okolica niezamieszkała dzisiaj. Są tam zakłady pracy, ale jeżeli chodzi o stałych mieszkańców, to ich po prostu nie ma.
[33:21] - Nie ma. Nie ma, Piotr. Dokładnie nie ma.
[33:23] - Tam kiedyś dalej pod hutą, czyli tak naprawdę vis-à-vis góry Osona, były kiedyś bloki pracownicze, tylko one są puste, dlatego, że tam był chyba nieludzki smród. Nie wiem. Tam ktoś kiedyś na pewno mieszkał, ale te bloki są dzisiaj-
[33:38] - One były, Piotrze, wyburzane. Ja się dowiedziałem od brata. One były wyburzane w latach, proszę ja ciebie, 1995 na 1998. Z uwagi na azbest. Ponoć taka była teoria z huty. Z uwagi na azbest były wyburzane. Ile w tym prawdy nie wiemy.
[33:54] - Zresztą kiedy się przejeżdża koło huty Częstochowa zawsze jest ten charakterystyczny smrodek. Ja się do niego przyzwyczaiłem. Muszę powiedzieć, że nawet go lubię.
[34:04] - Tak. Takie jak jajko na twardo podane do stołu, prawda?
[34:07] - Tak. Albo gorące węgle polane wodą.
[34:14] - Dokładnie.
[34:14] - Tak. I ta okolica jest taka, że rzeczywiście, jak mówiłem wcześniej, wraca tą drogą sporo osób, które mieszkają w okolicznych wsiach i pracują tutaj w hucie czy okolicznych zakładach, bo tam jest jeszcze jeden duży zakład. Nie wymieniajmy jego nazwy, bo nie chcemy mu robić reklamy, bo po co? Tam powstaje cały park przemysłowy i rzeczywiście ten ruch tam jest dość spory. Jestem ciekaw-
[34:41] - Strefa ekonomiczna, Piotrze.
[34:42] - No właśnie. Jestem ciekaw. I tutaj nasz pierwszy apel, Grzegorz, dzisiaj, żeby poprosić wszystkich tych, którzy tam wracali i widzieli coś o to, żeby nam to zgłaszali, bo tych relacji rzeczywiście mamy sporo. Ale cóż, to są zwykle relacje typu: „widziałem coś tutaj podobnego do tego, co widział pan Grzegorz, ale nie chcę za bardzo o tym mówić, bo się wstydzę”.
[35:08] - To jest cecha, prawda?
[35:10] - No właśnie.
[35:12] - Temat tabu dalej. Normalnie niesamowite to jest. Ja rozumiem, tak już brzydko powiem, porozmawiać tak o prostytutkach to przepraszam, że już powiem w radiu ok, nie każdy chce, bo żona bo coś tam, bo coś tam. No ale temat UFO. No kurczę, no nie róbmy z siebie, no nie wiem kogo. No taka prawda, Piotr.
[35:30] - No dobrze, a co z innymi relacjami z okolic Góry Osona? Czy otrzymaliście może inne historie podobne do tej opowiedzianej przez Grzegorza? Jakie są teorie na temat dziwnej aktywności wokół góry, Piotrze? Powinienem zacząć chyba od tej historii, która pojawiła się jako ostatnia. Otrzymałem ją w tamtym roku, ale zostawię ją sobie na później, dlatego, że ona poniekąd potwierdza to, o czym mówił Grzegorz i o tym powiemy za chwilkę. Grzegorz, pamiętasz, rok temu czy dwa wspominałeś mi o relacji, którą dostałeś tak troszeczkę z drugiej ręki, ale ona była niezwykle ciekawa, bo jak zanotowałeś, to był rok 1988, gdzieś właśnie w pobliżu góry Osona i ktoś miał obserwować tam zawieszone nad ziemią słupy, które miały dokonywać bliżej nieokreślonych czynności. Dowiedziałeś się coś więcej o tym zdarzeniu?
[36:33] - Tak, Piotrze, pamiętam tę relację, tak jak mówisz, ale niestety ta osoba po mojej interwencji, w sumie naszej, czyli ja jako współpracownik organizacji INFRA, nie dowiedziałem się nic więcej z uwagi na strach tej osoby. Bo jak tylko bliżej zaczyna się wypytywać tę osobę, czy żeby poprosić o spotkanie, to osoba nie chce i później nagle kontakt zanika. I to jest właśnie prośba do wszystkich słuchaczy: nie bójcie się tego. Naprawdę zostaniecie anonimowi zawsze, jeżeli tylko chcecie. Wystarczy tylko powiedzieć, opisać zdarzenie i tyle. Jejku, przecież nikt nie będzie was kamerował ani podawał imienia i nazwiska, bo my oczywiście z Piotrem jak i z Markiem rozumiemy, że to chodzi o stanowisko pracy, wyśmianie wśród sąsiadów i tak dalej. My wiemy, ale to nie znaczy, żeby nie powiedzieć prawdy. Tak naprawdę wyżalić się, tak jak idziemy do spowiedzi, już tak powiem brzydko w cudzysłowie. Idźmy, powiedzmy, co się wydarzyło, bo to chodzi o to, żeby podać to do nas, do organizacji, żeby zapisać to w tych naszych księgach, żeby to było dla pokoleń. Bo wtedy my możemy porównać obserwacje, zanotować, rozpisać daty, kiedy miało to miejsce i te aktywności jakoś rozpisać.
Także nie bójcie się mówić. Zawsze będziecie anonimowi, prawda, Piotr?
[38:02] - Dokładnie. Grzegorz tutaj dał bardzo dobry przykład swoją postawą, bo złamałeś pewne tabu, które krążyło w naszym mieście mniej więcej. Ale wróćmy do tematu i tych innych relacji z Góry Osona z tego samego sąsiedztwa. Przypomina mi się kolejna relacja. 20 kwiecień 2011. Grzegorz to prawdopodobnie też pochodzi od ciebie. Trzech świadków znajdujących się w pobliskich w zasadzie kamieniołomach, ale nie w Prędzisowie, tylko w tym kamieniołomie drugim, zauważyło jaskrawy pomarańczowy obiekt, z którego wyłonił się drugi. Następnie oba zgasły, po czym pojawiły się ponownie jeden po drugim i potem pojawiał się znowu w tej samej sekwencji, ale tylko jeden z obiektów. To przypomina w zasadzie to, co widziałeś ty, prawda? 10 lat wcześniej.
Bo to też było gdzieś dokonane z Zawodzia.
[38:55] - Tak. To było z okolicy Zawodzia. Faktycznie ta relacja do mnie przyszła. Świadkowie nawet mieli jakieś nagranie, ale na tym nagraniu nie było widać, tylko było słychać trzaski i ja to nagranie mógłbym odtworzyć i miałbym je tutaj dla nas wszystkich, ale niestety mam teraz defekt komputera. Ale z dysku twardego by się to dało, że tak powiem, wyłuskać. Nagranie zarówno na dzisiejsze czasy, nawet wideo, dla wielu nie znaczy nic z uwagi, bo myślą, że to jest jakiś remake. Także tutaj jest problem też w dzisiejszej tej grafice cyfrowej, komputerowej, że można faktycznie porobić cuda, wianki na kiju, że tak brzydko powiem, ale są programy, które wyłuskują, czy to było remake'owane, czy to było przerabiane, czy też nie. Ale ta obserwacja miała miejsce i faktycznie jest podobna do tej, co ja wówczas miałem razem ze swoją rodziną. Tylko teraz pytanie, czy to było zjawisko atmosferyczne, to, co myśmy widzieli? Okej, dobrze, ja wszystko rozumiem.
Trzaski, jakieś tam wyładowania atmosferyczne. Świetne, ale skoro warunki pogodowe nie sprzyjają tego typu zjawiskom, przynajmniej które my nie znamy jako ludzie i jeszcze naukowcy nie doszli do tego, jest fajna pora roku, nie ma pory na burze, na wyładowania atmosferyczne, na tego typu zjawiska. To skąd to się bierze? My już kiedyś mieliśmy, Marek z Piotrkiem takie teorie, że to mogą być kryształy kwarcu nacierające się, bo to jest jednak skała wapienna. Czy to jest podłoże jury? To coś takiego mogłoby się dziać. Kwarc o kwarc wytwarza tak zwaną plazmę, ale plazma nie może być inteligentna. Plazma nie może się kontaktować inteligentnie z nami, z ludźmi. Plazma nie może osiągać tego typu wielkości i tak na niebie zaistnieć, bo to jednak jest innego typu zjawisko. To nie jest UFO, Piotr, prawda?
To jest coś, czego my nie jesteśmy do dzisiaj w stanie wytłumaczyć, prawda?
[41:13] - Oczywiście. To znaczy, gdyby chodziło o zjawiska piezoelektryczne, to prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z jakimiś rozbłyskami. Co ciekawe, my mamy takie relacje, prawda? Grzegorz, pamiętasz?
[41:29] - Tak.
[41:29] - Zresztą zaraz o tym będziemy mówić. Gdyby chodziło o tą piezoelektryczność, to mielibyśmy coś w rodzaju rozbłysków czy czegoś w rodzaju błędnych ogni, tylko troszeczkę wyżej.
[41:40] - Dokładnie.
[41:41] - I poza tym wydaje mi się, że byłyby to manifestacje świetlne, ale raczej nieregularne. A tutaj mamy do czynienia z czymś w miarę regularnym, a poza tym, jak mówił Grzegorz, zachowującym się inteligentnie, przynajmniej w wielu przypadkach, ale o tym za chwilę. Kolejna relacja z okolic Góry Osona. Grzegorz, lipiec 2012 i tutaj pamiętam, że grupka młodych ludzi niestety nie zgłosili się potem, nie odpowiedzieli na ten kontakt. Oni donosili, że w odległości około 50 metrów od góry zauważyli obiekt, który wykonywał takie ruchy nurkujące w stronę ziemi. Niestety, jak mówiłem, nie uzyskałem od nich innych informacji ani opisu tego obiektu. I tutaj jeszcze jedna ciekawa relacja. Sierpień 2013, pierwsza w nocy. I tutaj grupa świadków. Prawdopodobnie to byli młodzi ludzie, chłopcy pracujący w jednym z okolicznych zakładów.
[42:42] - Ja tylko pragnę nadmienić słuchaczom i oczywiście tobie też, bo nie wiem, czy ty pamiętasz, proszę ja ciebie, po tej obserwacji, którą miałem na miejscu Góry Osona z moim bratem i z ojcemZ tym świadkiem, który tam pracował z bratem na rozdzielni gazu. Ona się ponowiła, tylko ja już nie chcę kłamać, rok albo dwa lata później. Pojechałem sobie też na tę górę i miało miejsce znowu kolejne doświadczenie z latarką, że jakbyśmy przywołali kolejne światło. I tak, znowu się pojawiło, tylko że wyleciało znad góry Osona. Dokładnie jakby znad góry wyleciała bańka, kulka światła, która znowu robiła to samo co tamta, tylko że manifestowała raptem 15, góra 20 minut i się skończyło. Mało tego, to się ponowiło chyba w 2006 roku. Mam jeszcze nagrania na starym komputerze, tylko nie mam jak teraz go włączyć, bo nie jestem w stanie podać dat. Też była kolejna obserwacja z moim kolegą. Nie, to było dalej, nie w 2006. Z Piotrem, który też tutaj mieszka naprzeciwko mnie i pewno będzie słuchał tej audycji.
Tak się poznaliśmy, bo napisał do grupy Infra. Jak się okazało, jesteśmy sąsiadami, którzy się nigdy nie widzieli. Ale to już nieważne. Pojechaliśmy razem. To mógł być góra 2010, 2011. Był film nagrany i był udostępniany na którymś z blogów internetowych ufologicznych, że faktycznie oni znowu jakby przylecieli. Oni się znowu pokazali z okolic, gdzieś tam znad Mstowa. Dobrze, za Mstowem w kierunku Mstowa dalej jest lotnisko Rudniki, ale tam wówczas nic nie latało i te światła nie mogły się pokazać tak nagle i jeszcze tak duże. Już wtenczas mieliśmy tak zwane lasery. Te zielone, które można było nabyć tam za około 100 złotych.
I te lasery miały dosyć spory zasięg i to światło, to źródło laserów przyciągało te obiekty i one również tam manifestowały na niebie i komunikowały z nami. Ten film też był nagrany i przedstawiony. Tylko już Piotr nie pamiętam, na którym blogu.
[45:07] - Tego było sporo. Tak jak mówiłem, wiele osób może być zaskoczonych tym, co dzisiaj mówisz. To znaczy to będą te osoby, które znały część swojej historii, tą z 2002, a wiele osób nie ma pojęcia, że to się ponawiało. I tak naprawdę po tym, jak góra Osona stała się sławna, to mam świadomość tego, że tam pojawiało się wiele osób. Wiele osób próbowało tego samego. Niestety nie mamy od nich żadnych informacji. Ale dokończę jeszcze tę sprawę z sierpnia 2013 roku. Jak mówiłem, to byli młodzi pracownicy jednego z okolicznych zakładów. Mieszkali gdzieś na wsi pod Częstochową, prawdopodobnie w gminie Mstów. I oni opisywali coś ciekawego, bo tym razem opisali, uwaga, trójkątny obiekt z pomarańczowym i czerwonym światłem, który unosił się w jednym miejscu.
Niestety oni obok niego po prostu przejechali i nie cofnęli się, żeby zobaczyć. To była bardzo późna godzina pierwsza w nocy. Także tych relacji wokół samej góry Osona było dużo. Sporo było też kontrowersji związanych z pewną sprawą, o której Grzegorz troszeczkę napomniał, a mianowicie nasz dawny kolega, niedoszły ufolog, nazwijmy go Sebastianem. Czy to jest jego prawdziwe imię, czy nie, to już nie będziemy dociekać. No ale prawdziwe imię. Dobra. Tenże Sebastian był studentem częstochowskiej politechniki, dość inteligentnym człowiekiem. Zainteresował się górą Osona, prawda Grzegorzu?
[46:45] - Chyba za bardzo, wiesz?
[46:46] - Tak, on się zainteresował górą Osona z jednego prostego powodu, bo po prostu kiedyś był na wycieczce rowerowej ze swoją dziewczyną i zobaczył, nie pamiętam, gdzie on się znajdował, prawdopodobnie gdzieś w Kusiętach. To jest taka wieś niedaleko Olsztyna, między Olsztynem a Częstochową. I on twierdzi, że będąc na tym rowerze, na tej wycieczce rowerowej zobaczył, że nad górą Osona, bo to było lato, to był dzień, było słonecznie, było fajnie, a nad górą Osona pojawiły się błyski, rozbłyski, tak jakby coś błyskało i zainteresował się tym. A potem się stało, Grzegorzu, coś bardzo dziwnego. Możesz o tym opowiedzieć parę słów?
[47:28] - Tak, dosyć dziwnego, bo z Sebastianem jeszcze mam nakręcony film, ale na swoim kanale YouTube musiałem zasłonić jego twarz po tym, jak pamiętam jego ostatnie słowa, do których wrócę zaraz. Ostatnie w sensie nie to, że nie żyje, ale żyje na pewno chłopak. Oni doświadczyli czegoś bardzo dziwnego z tego rejonu, co mówisz. I faktycznie te błyski tak samo pamiętam, jak mi opisywał, jakby ściągało obiekt do obiektu, jakby dokował dosłownie do stacji bazy i ten obiekt poszedł w dół i z powrotem na górę i tak dalej. Te obserwacje były właśnie dosyć ciekawe, bo to był też okres dosyć cieplny, gdzie było ciepło, ale to nie był okres burzowy, gdzie padało, były wyładowania. No chyba że faktycznie. Chociaż nawet nie, bo ja badałem ten rejon radiestezyjnie, bo papiery radiestezyjne posiadam. Nie tylko ja, bo nawet jeszcze wziąłem z rodziny jednego różdżkarza i drugiego. Dobrze, myśmy tam wybadali, ale nic nie wynikało na to, że tam coś takiego może mieć miejsce. Pomijając ten fakt, Sebastian doświadczył bardzo dziwnego zjawiska.
Nie doszło do kontaktu trzeciego stopnia, typowo C3, ale do zjawiska, które ja miałem, również miejsce. Tyle że u niego odbyło się tak i na jego rodzinie, na jego dziewczynie, kolegach, żeTo coś ich prześladowało później po tej obserwacji i to było bardzo dziwne. To było bardzo dziwne, co mi nie dawało spokoju, bo on twierdził, że przez balkon, przez szybę przechodzą do niego istoty niematerialne, nie z tego świata, które go ciągną za ręce i próbują mu coś pokazać, powiedzieć. Chłopak miał już po prostu dosyć tego, bo to trwało dwa, trzy, cztery tygodnie. Miał dosyć tego kontaktu. Do tego jego psychika już była na krańcu wyczerpania. Tylko że wiadomo, pójdziemy do lekarza, lekarz nas uzna za wariata momentalnie i od razu zapisze jakieś leki psychotropowe, bo to jest normalne, tak?
[49:48] - Grzegorzu, słuchaj, bo ty miałeś z nim wtedy kontakt.
[49:52] - Tak.
[49:52] - On ci o tym wszystkim mówił.
[49:55] - Tak. Prosił o pomoc.
[49:57] - Nie znam szczegółów tej sprawy tak dobrze, dlatego że wiedziałem, że on się troszkę potem zaczyna separować i to mnie dość zdziwiło. Ale możesz powiedzieć, jakie były te ostatnie słowa na temat Góry Osona?
[50:11] - „Nigdy do mnie nie dzwoń. Daj mi spokój z Górą Osona. Nigdy się ze mną nie kontaktuj. Ja już wychodzę z tego tematu”. Coś mniej więcej, Piotr, w tym stylu. Już nie pamiętam, bo to było kupę lat temu.
[50:24] - To było dawno.
[50:25] - Tak. To, co on doświadczył widocznie tak odbiło się na jego psychice i na jego rodzinie, że po prostu miał dosyć, bo za bardzo wnikliwie drążył ten temat. On napisał bardzo fajny raport.
[50:40] - Przebywał na górze przez jakiś czas, dość długo. Pamiętam, że to był rok 2005 albo 2006.
[50:47] - Tak. I powiedzmy też słuchaczom, że Góra Osona tak naprawdę nie wiemy, czy jest Osona przez jedno „s” czy przez dwa „s”. Kim był Edward Oson? Skąd się tutaj wziął?
[50:58] - To jest akurat postać historyczna. Można sobie o tym doczytać, ale o tym dzisiaj nie mówimy.
[51:03] - O wiesz.
[51:04] - Grzegorzu, wiesz co mnie nurtuje w przypadku tego Sebastiana? Bo powiedziałeś, że on miał takie problemy. Ja wygrzebałem z jednej ufologicznej książki relację mieszkanki Częstochowy w roku 1991, ale zaraz będziemy o tym mówić. Miała coś podobnego i po prostu jakieś dziwne postaci wchodziły do niej przez okno. Ale o tym za chwilę.
[51:29] - To mi się, Piotr, zaraz Dąbrowa Górnicza przypomina, ale to na kolejną audycję. Wiesz, o czym mówię.
[51:34] - Tak. To był jeden z przypadków, który badaliśmy z Grzegorzem. Wspominam bardzo fajnie te przypadki. Dzisiaj będziemy jeszcze mówić o jednej sprawie.
[51:44] - Masę mamy do poruszenia. I Łódź, i Rodaki. Pamiętasz Łódź C3? Rodaki, słupy świetlne. Rewelacja.
[51:51] - Dzisiaj o Rodakach będziemy jeszcze mówić.
[51:53] - Pozjadać.
[51:54] - Tak. Ale przejdę jeszcze do jednej sprawy. Otóż to były historie, które pojawiły się parę lat temu. Myśmy potem nie zwracali wielkiej uwagi na Górę Osona, dlatego że te relacje były bardzo skąpe swego czasu, prawda? Przez te kilka lat pojawiła się jedna, dwie historie, ale to były małe opowieści. Ktoś widział światełko na niebie. Natomiast w tamtym roku otrzymałem od pewnego pana, który jest pilotem, bardzo intrygujące zgłoszenie i on mi opisał tę sprawę bardzo dokładnie. Niestety poszukiwania czy jakiekolwiek drążenie sprawy od strony huty jest dość problematyczne, bo po prostu to jest zakład o wewnętrznej strukturze. Tym bardziej że świadkami tego zdarzenia, o którym będę za chwilę mówił, byli też strażnicy z huty. A jak wiadomo, bez policji czy bez decyzji sądu nie mamy jak ubiegać się o informacje od takich ludzi.
Ale zacznę od początku. Ta relacja pochodzi od pewnego mężczyzny, pilota. Przekazał mi ją w tamtym roku, zaś samo zdarzenie miało miejsce w lutym 2014 i w późnych godzinach nocnych ten pan wracał swoim BMW razem ze swoją dziewczyną. Z tego, co napisał, chcieli jechać przez Mirów. Natomiast jadąc przez Srocko, minęli tę drogę, gdzie się skręca na Mirów i pojechali prosto. Jadąc prosto mijamy las i wjeżdżamy w zasadzie obok huty i Góry Osona. I w pewnym momencie z racji tego, że zachciało im się to i owo, to ten pan wjechał po prostu w las i zatrzymał się tam. Dojechał do końca, po czym wysiedli i ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, a dodajmy, że Góra Osona leży dosłownie vis-à-vis tego miejsca, zobaczyli coś w rodzaju ognika. I ten ognik stał między drzewami czy krzewami, zaraz obok ogrodzenia. Wydawał z siebie bardzo dziwne dźwięki przypominające trzaskanie.
To znaczy to wyglądało tak, jakby po prostu jakieś światło, jakiś ogień spoczywał na gruncie i tak jakby łamał gałęzie. Chociaż to były te słynne suche trzaski, o których wcześniej wspominałem.
[54:48] - Dokładnie.
[54:50] - I po prostu dźwięk, jaki ten obiekt generował, zwabił w to miejsce strażników z huty. Ten panPilot, o którym wspominałem, widząc ten obiekt, wsiadł z dziewczyną do samochodu i obserwował go w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie. Po chwili zauważył, że strażnicy podjeżdżają i mówią mu, co on tu robi, dlaczego rzuca petardy. Myśleli, że urządza pokaz pirotechniczny, kiedy to tak naprawdę był jakiś dziwaczny ognik. Ta sprawa wkrótce skończyła się tak, że okazało się, wyobraźcie sobie, że pojawienie się tego tajemniczego ognika spowodowało, że akumulator w samochodzie zarówno naszego świadka, jak i strażników padł. On nie mógł ruszyć w ogóle, oni ruszyli z problemami, ale po chwili musiał zawołać ich pomocy, żeby podrzucili mu przez płot kable, by mógł sobie akumulator podładować i ruszyć. Co jeszcze ciekawsze, padły zarówno świadkowi, jak i jego dziewczynie telefony. W dodatku baterie w telefonach były gorące. Wniosek? Ten obiekt, mimo swoich ograniczonych rozmiarów, bo był nieduży, generował jakieś oddziaływanie elektromagnetyczne tak silne, że był w stanie uszkodzić działanie nie tylko akumulatora, ale i telefonów komórkowych.
To jest wręcz niesamowite. Znamienne były też słowa jednego z tych strażników: „Drodzy państwo, nie powinniście się tu zapuszczać”, dlatego, że on już od jakiegoś czasu słyszy o dziwnych rzeczach w tym miejscu, w tej okolicy i niejedno widział. Zastanawiające, prawda? Ta historia jest długa, troszeczkę ją skróciłem. Mam nadzieję, że kiedyś ją opublikuję. I tutaj mój kolejny apel do ludzi, którzy pracują na hucie, którzy również incognito mogą nam o pewnych sprawach powiedzieć, bo to oni w zasadzie mają do tego miejsca najbliżej. Jeżeli coś zwróciło waszą uwagę, to chętnie takie relacje przyjmiemy, prawda Grzegorzu?
[57:15] - Tak.
[57:15] - Jak w ogóle skomentowałbyś to zdarzenie? Bo ono jest niezwykle ciekawe, bo oprócz obserwacji dziwnego obiektu z bardzo bliska, bo to było 30, 40 metrów może, mamy do czynienia z takim oddziaływaniem. Czy w przypadku tej sprawy z 2002 roku również takie oddziaływanie było?
[57:36] - Właśnie nie, Piotrze. Pamiętam, ani radio w samochodzie mi nie zgasło, chociaż coś tam miałem na płytę CD wrzucone, ale komórka działała, bo dzwoniłem na policję. Wówczas pod 997, nie pod 112 i nie było problemu, żeby się dodzwonić z siecią, a wtedy naprawdę sieć była licha. To była sieć Era, pamiętam. Nie robimy tu reklamy, bo już Ery nie ma. Nie było problemu, żeby się dodzwonić. Tak że nic się nie działo, ani zegarki nie stanęły, ani samochód nie miał problemu z odpaleniem, bo przecież komunikowałem się światłami awaryjnymi. Nie dodałem tego wcześniej. Światła awaryjne samochodu to był pierwszy środek łączności z tym obiektem, a później latarka czy jakiś breloczek ze światełkiem, bo już nie pamiętam, bo to były dawne czasy, a czas tak ucieka szybko, że człowiek zapomina pewne zdarzenia, fakty. Ale jeżeli była taka ingerencja tego typu, że tak powiem, wessanie energii, tym bardziej musimy mieć do czynienia ze zjawiskiem inteligentnym, któremu po coś ta energia jest.
Ale nie wiemy, czy to jest zjawisko ziemskie, czy pozaziemskie. W każdym razie wiemy, że w tym rejonie występuje. W jakim celu? Po co? Też nie wiemy.
[58:58] - No właśnie.
[58:59] - Ale oboje wiemy, że na terenach właśnie typu huty czy typowo takich ośrodkach przemysłowych te zjawiska występują, gdzie też mamy bardzo dużo do powiedzenia na kolejnych audycjach o Łodzi, o Bełchatowie i o wielu innych miejscach.
[59:17] - Właśnie. Jeżeli mamy do czynienia z oddziaływaniem tego rodzaju, jak duża musiała to być energia, skoro wpłynęła na ludzi, którzy znajdowali się kilkadziesiąt metrów dalej, a sam obiekt nie generował, nie zajmował dużego miejsca, nie był wielki spektakularnie, wręcz nieduży. Został po prostu opisany jako ognik. Gdyby był piorunkolistny, to było trochę dziwne, dlatego że od razu znikł. On tymczasem się utrzymywał w miejscu, wydawał bardzo dziwne dźwięki. Trudno powiedzieć, jakie zjawisko naturalne mogłoby to być. Bez przesady, że błędne ognie, jakieś emanacje gazów bagiennych. Dodam tylko, że to był lód, czyli raczej trudno liczyć na piorunkolisty czy jakieś wyładowania atmosferyczne, żeby coś takiego w ogóle mogło się stać. Tak że jest to naprawdę enigmatyczne i warte dalszego zgłębiania. Szczególnie interesowałyby nas relacje, jeżeli ktoś coś takiego spotkał, ludzi, którzy znaleźli się bliżej tych obiektów, prawda?
Nie tylko tych, którzy coś takiego gdzieś tam z daleka widzieli.
[01:00:36] - I dodajmy jeszcze Piotr, że typowo piorun kulisty ciągnie do energii, tak jak zwykły piorun do metalu, do energii i to go ciągnie jak najbliżej, a nie żeby był w jakiejś odległości i na jakiejś wysokości, żeby on sobie stanął, brzydko powiem, w powietrzu i zasysał tą energię od kogoś. To jest też niespotykane zjawisko przez również naszych znajomych, którzy siedzą w astrologii oraz meteorologii. To są zjawiska, których nie potrafimy wytłumaczyć.
[01:01:11] - Góra Osona to nie jedyne miejsce częstochowskiej strefy anomalnej, gdzie dochodzi do podobnych manifestacji. Drugim jest rezerwat Sokole Góry w gminie Olsztyn. Miejsce również znane z wielu opowieści o latających obiektach. Piotrze, jak tam wygląda ta sytuacja? To przecież twój rodzinny rejon. Czy istnieją jakieś legendy potwierdzające, że tamtejsza aktywność ma miejsce od dawna?
[01:01:35] - Tak jak w przypadku analogicznego pytania o Górze Osona mogę powiedzieć, że relacje z tego rejonu możemy podzielić na dwie części. Na te legendarne, powiedzmy sprzed drugiej wojny, które zostały im przekazane przez świadków i te historie spod Sokoli Gór, w zasadzie spod Sokoli Gór, dosłownie z okolic Przymiłowic. One opowiadają o tych świetlistych, latających kulach, zwanych przez miejscowych bardzo różnie: świetlikami tudzież świcokami. To były po prostu kule latające, unoszące się w powietrzu. Co ciekawe, unoszące się w powietrzu. I tutaj, co prawda troszkę inaczej na nie patrzono. Twierdzono, że to są duchy pomordowanych żołnierzy, którzy zostawili tutaj swoje rzeczy i teraz ich szukają. I te obiekty były też swego czasu bardzo aktywne w tym rejonie, trzeba powiedzieć. Zresztą cóż, trzeba się przyznać, że ja też raz coś takiego, kiedy byłem mały, naprawdę kiedy byłem mały, to coś takiego z daleka tutaj widziałem. I to był ostatni raz, kiedy o tym słyszałem, bo potem to zjawisko po prostu zanikło.
To też jest miejsce, trzeba powiedzieć, które jest z dala od siedzib ludzkich, dlatego, że obok jest taki przysiółek Kotysów i dalej są pagórki i są Sokole Góry. I teraz to wszystko po prostu zarosło. I prawda jest taka, że kiedy dobudowano domy, to nie widać Sokoli Gór za bardzo. Ja je widzę, bo mieszkam na piętrze i widzę je dobrze. Natomiast ktoś, kto mieszka tam, po prostu widzi pagórki i drzewa, i ewentualnie jakieś czubki Sokoli Gór. Co więcej, trzeba powiedzieć, że to miejsce też jest otoczone wieloma legendami, tutaj głównie krążącymi wśród miejscowych. Muszę powiedzieć, te legendy nie zostały spisane przez nikogo. Chyba że przeze mnie. I tutaj jedna z najciekawszych relacji, z jakimi się spotkałem, pochodzi z roku 1945. W zasadzie to były okolice roku 1945.
Mogło to być później. Pochodzi od mieszkańca tutaj, jednego miejscowego człowieka, już nieżyjącego, który opowiadał mi po prostu, że jako dziecko wybrał się ze swoją matką do sąsiedniej wsi i kiedy szli, zobaczyli ten obiekt i on twierdził, że widok tego obiektu sprawił, że po prostu w tym lesie zabłądzili. Dlatego też, że tutaj te miejscowe ogniki były rozpatrywane jako coś, co sprowadza ludzi na manowce. Oczywiście to legenda. Muszę jednak dodać, że od pewnej miejscowej, bardzo wiarygodnej pani Ani, którą pozdrawiam, otrzymałem bardzo interesującą relację. To były może lata 70., może 80. Ona mieszkała wtedy też niedaleko Sokoli Gór i pewnego dnia w lato razem z rodziną zauważyła, bo jeszcze nie było budynków po drugiej stronie, były tam pola. Zauważyła, że po tych polach śmiga jakaś kulka, jakaś taka świecąca kulka. I ona myślała, że jest to ktoś jeżdżący motorem po polach. Okazało się to niemożliwe, bo nie byłoby to wykonalne z taką prędkością.
I ta kula dokonywała tam bardzo zaskakujących manewrów. Kręciła się, zatrzymywała się, ruszała. Także to też było bardzo ciekawe i przez długi czas z regionu Sokole Góry nie dopływały do mnie żadne relacje. Aż do roku 2004. 2004 był rokiem bardzo owocnym w tego rodzaju relacje z naszego regionu, ogólnie z Częstochowy i okolic. Ta historia z roku 2004 była wręcz spektakularna, bo miała miejsce u podnóża Gór Sokolich. Tam widziany był przez dwóch wiarygodnych świadków obiekt, który pojawił się po prostu nagle, dosłownie na tle zachodzącego słońca. To było lato, końcówka lata, rok 2004. Pojawił się na tle zachodzącego słońca, tuż nad lasem, który przylega do Sokoli Gór. Ten obiekt, co ciekawe, był bardzo jaskrawy.
Jeden z nich mi relacjonował, że to było podobne do palącego się magnezu i ten obiekt, w przeciwieństwie do wszystkich innych widzianych na tamtym obszarze miał kształt rombu. Co ciekaweBył bardziej kwadratowy niż kulisty, ale był też bardzo jaskrawy. Na pewno nie był to kwadrat. Był jaskrawy, ale jednocześnie jego zarysy były dobrze widoczne. I co ciekawe, ten obiekt raz pojawił się nad drzewami i zniknął. Po chwili pojawił się już w koronach drzew, po chwili jeszcze niżej. To cały czas było widoczne wskutek tego, że on rozbłyskał silnie. I świadkowie niestety, chociaż było jeszcze jasno, z wielkiego przejęcia czy po prostu ze strachu nie doszli do tego miejsca. Bali się. Wracali jeszcze przez młody lasek.
Twierdzili, że widać było w tym miejscu rubinowe światło. W tym miejscu, gdzie on prawdopodobnie mógł osiąść. To była jedna z najciekawszych relacji. Jedna z ostatnich relacji dużego kalibru, które miały miejsce w Sokolich Górach. Muszę dodać, że kilka lat później dostałem bardzo sensacyjną i spektakularną historię mailowo. Było to lato, być może rok 2007, być może 2008. Otrzymałem od informatora. Ten pan się przedstawiał jako dziennikarz ze Śląska i twierdził, że dostał relację od grupy studentów, która opisowała mu wręcz niewyobrażalne zjawisko, do którego miało dojść w Sokolich Górach. Brzmiało to tak, że ta grupka studentów nocowała w Sokolich Górach i pewnego razu zobaczyli światło, które się do nich zbliża. I to światło w końcu osiadło gdzieś między nimi i z tego światła wyszła potem jakaś humanoidalna istota, która miała się z nimi skontaktować.
Doszło potem u nich do utraty pamięci. Niestety treść tego listu nastręczała bardzo poważnych wątpliwości, dlatego że ten pan z jednej strony przedstawił się i nie mogłem go w żaden sposób zlokalizować. Potem dodał, że wysyła mi tą historię, ale nie chce, żebym się z nim kontaktował i żebym kontaktował się z tymi studentami. Ci studenci wyjechali, on też wyjeżdża i tak dalej. Uznałem, że jest to po prostu dość przykra i niskich lotów mistyfikacja, chociaż oczywiście mogłaby zostać nagłośniona, gdyby trafiła do kogoś innego. Rzeczywiście było to bardzo spektakularne, ale moim zdaniem po prostu nieprawdziwe. W okolicach Sokolich Gór miało miejsce więcej tego typu zdarzeń, ale w okolicach, nie w samych Sokolich Górach. Pamiętam relacje miejscowych, którzy mówili między innymi mi o nawiedzonym lesie, który ma być zaraz przed Pryzmiłowicami. Jak się wjeżdża do wsi, jest stacja benzynowa i przed tą stacją jest las, w którym mają się dziać czasami dziwne rzeczy. To znaczy jest to bardzo ruchliwa droga, ale wiele osób miało donosić, że w tym miejscu albo się w dziwny sposób zgubili.
A to jest miejsce, gdzie po prostu się nie da zabłądzić, dlatego że po jednej stronie mamy wieś i po drugiej stronie mamy wieś. Mamy dosłownie malutki pasek lasu. Chyba że się pójdzie na południe, to wtedy można zabłądzić, okej. Ale to wtedy się wie, że się brnie w gęsty las, ale zawsze się wyjdzie gdzieś za stodołami w Zrębicach. W tym lesie miały się dziać dziwne rzeczy. Też wiele o tym słyszałem. Intrygująca sprawa, o której mało kto wie, ale tak właśnie kształtuje się ta ufologiczna historia Sokolich Gór. Też mam nadzieję, że skłoni to lokalnych mieszkańców i tych, którzy Sokole Góry odwiedzają do tego, żeby troszeczkę więcej tych relacji się pojawiło, bo podejrzewam, że one są. Tylko tak jak mówię, miejsce, gdzie te zjawiska się koncentrowały, podobnie jak w przypadku Góry Osona, stało się trochę mało dostępne i nikt go już często nie odwiedza i automatycznie chyba tych relacji jest mniej. Ale podejrzewam, że skoro miały tam miejsce takie spektakularne zdarzenia w roku 2004, nadal coś takiego tam się dzieje.
Istnieje kilka słynnych relacji z tego rejonu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mówię tu o Sokolich Górach i gminie Olsztyn. Najsłynniejsza to incydent z 1996 roku, kiedy to dziwny obiekt widziany był na olsztyńskim zamku. Ale takich przypadków było więcej. Czy możecie nam coś o nich opowiedzieć? Może teraz dla odmiany pierwszy niech się wypowie Grzesiek.
[01:11:35] - Ja, jeżeli chodzi o ten przypadek, to pamiętam, tylko nie potrafię go tutaj opisać już w tym momencie z uwagi na to, że to były moje początki. Ja czytałem to w prasie, nie pamiętam, w jakiej gazecie to było, Piotr, ale to było, że jakaś starsza pani widziała jakieś światło w oknie i coś niesamowitego według niej latało nad zamkiem, prawda? Ale jak dokładnie było, nie wiem, bo ty to notowałeś wówczas.
[01:12:03] - Zresztą ja się tym nie zajmowałem tak naprawdę. Ja wtedy byłem dość mały, szczerze mówiąc, bo to był listopad 1996 rok. To ile ja miałem? 10 lat. I to zdarzenie, Grzegorzu, było trochę dziwnie opisane, bo ta relacja się pojawiła bardzo późno tak naprawdę.
[01:12:20] - Zgadza się.
[01:12:21] - I w lokalnej prasie, nie pamiętam już, na pewno w „Dzienniku Zachodnim”, na pewno w „Życiu Częstochowy”, w czymś takim. I one były bardzo skąpe, że tam ktoś coś widział i tak dalej. Ale pamiętasz też, co się wtedy stało, że wszyscy mówili: „A, to pewnie jakieś pozostałości po pokazach pirotechnicznych, które się w tym czasie odbywały”.
[01:12:38] - Firma Goldregen robiła, to było wielkie show w Olsztynie wtedy z muzyką Jean-Michel Jarre. Tak, dokładnie. Ale ciężko porównywać to do tego, bo to jednak odstęp czasu, prawda?
[01:12:54] - To znaczy pokazy odbywały się, one miały miejsce z tego, co pamiętam we wrześniu, a wszyscy potem utożsamili, że jeżeli coś błyska na zamku, to musi być automatycznie pirotechnika. Problem był głębszy, dlatego że jak mówiłem, to był listopad 1996 rok i tę sprawę opiszę w skrócie, dlatego że ona była dość skomplikowana. Pewna pani okoliczna, pani K. tak ją nazwijmy, obudziła się w nocy, słysząc pewien huk i ten huk, co ciekawe, był dla wielu wyznacznikiem tego, że to rzeczywiście były fajerwerki. Bo cóż, więcej osób nie zgłaszało tego tak naprawdę. I ta pani zobaczyła, że pojawia się światło i ono się pojawia w dwóch miejscach wzgórza zamkowego. To wzgórze zamkowe jest bardzo charakterystyczne. Najpierw z jednej strony, a potem gdzieś obok, dalej i ona to obserwowała. Potem pojawił się jeszcze jeden obiekt koło tej tak zwanej kwadratowej wieży, kwadratowej baszty wójtowskiej, najstarszej części zamku. Zamek w Olsztynie, może wiecie, może nie.
Zapraszam wszystkich, chociaż nie mam żadnej umowy z Urzędem Gminy.
[01:14:13] - Ale jest co zwiedzać.
[01:14:15] - Jest. On się składa z dwóch głównych części tak naprawdę, z tej części z takim papieroskiem i tej części z kwadratowym zamkiem.
[01:14:24] - To jest od Kazimierza Wielkiego ta chyba kwadratowa.
[01:14:28] - Ona została wzniesiona na miejscu pierwszego w ogóle założenia w tym miejscu, także naprawdę zamek olsztyński, pierwotnie zamek w Przemiowicach, bo tak się nazywał, składał się właśnie z tej jednej baszty, a potem został rozbudowany. Ale to nie kwestia na dziś. I tam w okolicach tej baszty miał jeszcze jeden obiekt się znajdować i poruszać się w górę i w dół. Potem te obiekty miały się oddalić, bo to trochę trwało. Ta pani potem obudziła swojego syna i one tam mrygały, jak to się mówi u nas. Pojawiały się tu i tam, w końcu wzniosły się i odleciały. To świadczyło o tym, że to jednak nie były fajerwerki czy inne formy pirotechniczne, laserowe, bo rzeczywiście te pokazy to była, Grzegorzu, dość sprawa dużej rangi wtedy. Pamiętasz, nie?
[01:15:24] - Oczywiście, że tak. Jasne, że tak. To był pokaz naprawdę na tamte czasy genialny i rewelacyjny. Ale tak jak mówisz, nie było inteligentne. One się po prostu poruszały do góry, robiły swoje bum i w dół, a nie żeby robiły w taki sposób, jak ta pani opisała. Nie było możliwości.
[01:15:46] - Ponadto widziała to jeszcze jedna osoba. Jeszcze jedna pani mówi o tym samym, tylko ona już widziała ten jeden świecący obiekt obok kwadratowej baszty. Ona mieszkała po prostu z innej strony i obserwowała to w taki sposób. Trudno mi, bo musicie państwo wiedzieć, że do tego czasu nie otrzymałem o tym żadnej innej relacji. Trochę mnie to dziwi, bo Olsztyn mimo wszystko jest dość spory. Ma mało mieszkańców, bo to jest wieś tak naprawdę, ale jest tak położony, że mieszkańcy na przykład ulicy Polnej powinni coś tam widzieć też. Bo po prostu mają zamek vis-à-vis i ta ulica jest położona na górce naprzeciwko zamku, czyli mają dobry punkt obserwacyjny. Nie otrzymałem żadnych relacji. I te obiekty się oddaliły. Była jeszcze dodatkowa sprawa związana z tamtą obserwacją z 1996 roku.
Grzegorzu, nie wiem, czy pamiętasz te słynne koła, te słynne obręcze i czarcie kręgi i grzyby. Wtedy twierdzono, że pojawienie się tych obiektów w jakiś sposób sprowokowało pojawienie się tych kręgów czarcich, ale nie wiem, jak na to spoglądać. Olsztyn, co ciekawe, ma tę historię ufologiczną trochę skąpą, bo o ile w sąsiedniej wsi Przemiowice tych relacji odkryłem bardzo dużo, tak w Olsztynie cóż. Pamiętam taką sensację, która się przemknęła gdzieś po kolejnych pokazach pirotechnicznych, ale nie tych prawdopodobnie z 1996. To była plota chyba, nie wiem. To rozpalało wyobraźnię pamiętam jako dziecka, ale nie mam żadnych potwierdzeń. Potraktujmy to po prostu jako plotę, jako jakąś miejscową legendę. Pamiętam, że rozniosło się nagle, bo po tych pokazach zostawał straszny bajzel, tam było kupę śmieci i ludzie je zbierali. I ponoć ci ludzie też mieli zobaczyć przelatujący nad tą okolicą jakiś spodek. I wtedy zgasło światło w ogóle i wszystko się stało.
To jedno. Potem otrzymałem relację o jakimś obiekcie w kształcie trójkąta widzianym gdzieś tam na początku XXI wieku, ale to też była mało ciekawa obserwacja, że coś tam przeleciało i tyle. I to o Olsztynie. Natomiast Grzegorzu, gmina Janów, tobie też bliska z jakichś powodów.
[01:18:20] - Tak.
[01:18:21] - Bardzo malownicza, warta odwiedzenia, szczególnie Złoty Potok, prawda? Z tamtego rejonu tych obserwacji mamy mało. Jedyna obserwacja z gminy Janów, którą otrzymałem, to jest taka historia z 2001 roku. Pewien młody człowiek relacjonował mi, że tutaj w lesie, w okolicach leśniczówki Kuźle, jak się wjeżdża do Janowa. Wiesz, Grzegorzu, gdzie to jest?
[01:18:50] - Naturalnie, oczywiście.
[01:18:51] - Oczywiście. To on tam widział nadlatujący obiekt, bardzo nieduży.Unoszący się wysoko na jakichś siedmiuset metrach. Chłopak wspominał, że ten obiekt przeleciał jakieś dwieście metrów i po prostu się zatrzymał. Wisiał w powietrzu i potem wystartował z dziką prędkością. Co ciekawe, on sprawiał wrażenie, jak pisał ten świadek kropli na szybie. To znaczy był to punkcik, ale wokół niego wszystko wydawało się rozmazane, tak jakby emitował on sporą ilość ciepła, prawda?
[01:19:36] - Tak. Widzisz Piotr, ja ci nigdy nie mówiłem też o pewnej sprawie. Skoro już ten temat poruszamy z tej gminy, to dokładnie z Złotego Potoku nad tym dworkiem. Jak oni się nazywają? Radziwiłłscy.
[01:19:51] - Krasińscy.
[01:19:52] - Krasińscy. To właśnie znad tego dworku. Ja kiedyś miałem relację, ale nie mailowo, tylko ktoś mi opowiadał, bo weszliśmy w temat stricte ufologiczny, że w latach dziewięćdziesiątych pokazały się nad tym dworkiem, tam, gdzie jest jeziorko czy staw, pokazały się dwie kule świetlne, które wirowały wokół siebie jak dwie wskazówki zegarka do góry, tak jakby z wody wystartowały i poleciały w górę. Opowiadały to panie, które tam zajmowały się tym dworkiem. One tam sprzątały, była późna godzina, już po wycieczkach i takie dwie świetlne flary, kule. To znaczy flary to za bardzo nie, bo flary są koloru głównie czerwonego, pomarańczowego. To były dwa punkty świetlne, które zaczęły wirować znad wody i poleciały za ten dworek do góry. Tę historię znam. To trwało dosłownie może z dwadzieścia, trzydzieści sekund. Ale w tych latach chyba, że ktoś z wody puścił jakieś pirotechniczne wynalazki, ale nie sądzę.
[01:21:09] - Raczej jest to niemożliwe.
[01:21:12] - Dokładnie. Tak jak mówiłeś, na tym terenie faktycznie występują zjawiska niewyjaśnione. I dobrze, że o tym jest audycja. Jeszcze raz poruszę temat. Naprawdę kochani, nie bójcie się o tym mówić. Mówcie, drodzy słuchacze, mówcie, piszcie maile. Ja cały czas mówię: jesteście anonimowi. Tu nie chodzi o to, żeby się bać i nie mówić, tak? Tu nie ma też z tego żadnego zarobku, że wy coś powiecie, a my wam zapłacimy, nie wiem, tysiąc złotych. Tak jak niektóre instytucje robią za jakieś wymyślone historie.
Tu nie chodzi o to. Tu chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, co się dzieje dookoła, że prócz życia ziemskiego są jeszcze pewne fakty i historie, które warto poruszyć, żeby były dla naszych kolejnych pokoleń, tak? Żebyśmy wiedzieli. I później następcy nasi, jak już z Piotrem nie będziemy istnieć i Marek i tak dalej, to ktoś sobie to zapisze. „Aha, tu była legenda, tu była historia, było Radio Paranormalium, fajnie, ale teraz mamy rok 2050 i coś tam”. I zaczynają gadać kolejni. O to chodzi, żeby to zapisywać, notować i się uczyć, prawda, Piotr?
[01:22:35] - Tak, masz rację. A jeżeli pójdziemy dalej na wschód od gminy Janów, to trafimy do gminy Lelów. Kiedyś Lelów był jednym z przodujących miast Rzeczypospolitej, potem dość podupadł. Dzisiaj jest pełen tajemnic. To jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na mapie naszej częstochowskiej. Historia tego miejsca jest fascynująca, szczególnie zamku, który kiedyś był, a dziś go nie ma, gdzie znajdowały się bardzo ważne dokumenty dla naszego regionu. A dzisiaj na miejscu tego zamku jest cmentarz, bardzo charakterystycznie położony na takiej górce. Warto odwiedzić Lelów. Jeżeli będziemy zmierzać do Lelowa od Janowa, przejedziemy przez Bystrzanowice, trafimy do miejscowości Sokole Pole. To będzie trwało bardzo krótko, bo przez Sokole Pole przejeżdża się dosłownie chwilkę.
Grzegorz, sekundka, dobra?
[01:23:32] - Tak, oczywiście.
[01:23:35] - Przez Sokole Pole przejeżdża się chwilkę, ale stamtąd właśnie otrzymałem kiedyś bardzo ciekawą relację od mojej dawnej znajomej. Dziś nie utrzymujemy kontaktu. Natomiast ona wtedy opowiedziała mi historię, która przez lata ją nękała. Ta dziewczyna pochodzi z Częstochowy. Otóż jej rodzice posiadali działkę w tym Sokolim Polu. Ona kiedyś, przebywając na tej działce, wyszła z domu. To było w lato, w wakacje, po burzy to się wszystko działo. I wyszła na zewnątrz i zobaczyła, że unosi się nad okolicznym lasem ogromny obiekt. Niebo było czarne, ale na tym niebie coś wisiało i miał być to obiekt w kształcie elipsy, który unosił się w zupełnej ciszy. Ona twierdziła, że był wielki jak pół lasu.
Po pewnym czasie on wykonał ruch w przód i ona usłyszała w uszach szum. Z jednej strony była to ta słynna cisza, ten słynny czynnik Oz, kiedy wszystko zamarło w chwili, kiedy ona wyszła na zewnątrz i zobaczyła ten obiekt, a z drugiej strony ten szum, który sprawiał, wywoływał swego rodzaju mrowienie w jej ciele. Jej zdaniem ten obiekt starał sięZbadać, co dzieje się na dole. Szukał czegoś, tak wyglądał. Po pewnym czasie się wycofał i, jak twierdziła, zaczął gdzieś osiadać, ale trudno mi uwierzyć w to, by znalazł tam do tego miejsce. Tak to wyglądało. Sprawa była bardzo fajna, bardzo charakterystyczna dla tego typu relacji. Ale teraz mała pauza. Wiem, Grzegorzu, że musisz skończyć, bo twoje obowiązki domowe cię wzywają.
[01:25:31] - Niestety tak. Moje ukochane dziecko paranormalne rośnie i mam nadzieję, że będzie miało po ojcu swoje zdolności. Ale niestety pewne czynniki zmierzają ku temu, że ja będę musiał państwa opuścić. Ale oczywiście Marek z Piotrem zostają i będą dalsze ciekawe historie.
[01:25:53] - Grzegorzu, jeszcze krótka sprawa. Gdybyś miał w kilku słowach określić, co się tutaj u nas dzieje, za jaką hipotezą byś optował? Czy to zjawiska naturalne, czy jednak bardziej ze sfery paranormalnej?
[01:26:18] - Ja powiem może tak: wszystkie zjawiska naturalne, które znam i my, Piotr, też znamy przez swoich kolegów nie tylko po naszym fachu, ale również meteorologów, łowcy burz i tak dalej. Choćby Darka Wierzbickiego tutaj powiem. Darek też z nami siedział długo i też wie, jak to się je. Wydaje mi się, że jednak nie możemy tego nazwać stricte zjawiskami naturalnymi, które możemy ugryźć. Nie wiemy, jak to się je i z czym mamy tak naprawdę do czynienia. Tutaj nakłada się typowo definicja NOL – niezidentyfikowany obiekt latający, bo tak naprawdę nie mamy świadomości, z czym w ogóle mamy spotkanie. To jednak jest inteligencja. Nie może się komunikować z nami coś natury ziemskiej. Chyba że nie poznaliśmy do końca burz, bo ponoć się mówi, że piorun nie trafia dwa razy w to samo miejsce, a jednak zdarza się, że trafia. Tak samo jest z tornadami: są legendy, że ponoć gonią ludzi.
Tak że nie wiemy, jak to wygląda do końca, ale to wszystko, co, Piotr, przeszliśmy przynajmniej na tym terenie, co zaobserwowaliśmy nie tylko razem i mieliśmy relacje, ciężko stwierdzić. Ja postawię na końcu, wydaje mi się, że to są zjawiska typowo paranormalne. Typowo z zakresu naszej wiedzy, przynajmniej, której jeszcze nie mamy. Tak zakończę rozmowę z mojej strony i serdecznie chciałbym podziękować Markowi i tobie, Piotrze, i oczywiście Radiu Paranormalium i naszej grupie Infra. Kochani, jeszcze raz komunikat z mojej strony: nie bójcie się, piszcie, rozmawiajcie, mówcie. Wszystko jest anonimowo. Tu chodzi o to tylko, żeby po prostu wiedzieć, żeby się dowiedzieć więcej. Prawda, Piotr?
[01:28:29] - Tak, dokładnie. Dziękuję ci, Grzegorzu.
[01:28:32] - Dziękuję, Piotr. Dziękuję, Marku. Dziękuję wszystkim. Do usłyszenia, mam nadzieję, na kolejnej audycji. Pozdrawiam.
[01:28:39] - Zapraszamy. Cześć.
[01:28:40] - I korzystając z tej małej przerwy, może przypomnimy kontakty do Radia Paranormalium. Co prawda dzisiejsza debata nie jest realizowana na żywo, ale cały czas czekamy na państwa sygnały, na komentarze, na pytania, a w szczególności również na relacje z obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających. Kontakty do Radia Paranormalium to e-mail radio@paranormalium.pl, numer telefonu 32 746 0008, Skype radio.paranormalium.pl. Można również kontaktować się z nami poprzez Katogadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Możecie się państwo również kontaktować z portalem Infra pod adresem infra@epoczta.pl. Na życzenie świadków zapewniamy pełną anonimowość.
[01:29:48] - Oczywiście. Grzegorz nas musiał niestety opuścić, ale ja dodam tutaj jeszcze parę historii z naszego podwórka, które razem z Grzegorzem zgłębialiśmy swego czasu. Przypomnę tym, którzy może dołączyli do nas teraz, że opowiadam dzisiaj o częstochowskiej strefie anomalnej, miejscu, gdzie dzieją się rzeczy niezwykłe i niesamowite. Bardzo zresztą homogeniczne, bardzo podobne do siebie. Ta częstochowska strefa anomalna składa się z dwóch części: ze słynnej góry Osona i z trochę mniej znanych Sokolich Gór, ale manifestują się tam te same zjawiska, podobne zjawiska, które trudno uznać za coś naturalnego. Ale powrócę teraz do innych spotkań z obiektami UFO na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, na terenie północnej części Jury Krakowsko-Częstochowskiej i okolicach Częstochowy, mówiąc prościej. Wspomniałem o zdarzeniu z miejscowości Sokole Pole, ze wsi Sokole Pole koło Lelowa, gdzie widziany był wielki obiekt, któremu towarzyszył gwałtowny szum. Co ciekawe, to była taka typowa ufologiczna dziwność, że tutaj mamy wieś, tutaj mamy środek lata, ludzi, którzy powinni to widzieć, a widzi to tylkoTak naprawdę jedna młoda kobieta, która jest tym zjawiskiem zszokowana i potem się boi wyjść z domu. Takich relacji o takich przypadkach mieliśmy więcej. Wspomnę chociażby słynne zdarzenie z Puław, gdzie dwie panie idące chodnikiem zobaczyły nad swoim blokiem unoszący się dziwny obiekt.
Co ciekawe, nikt tego nie widział. To samo miało przecież miejsce w Dąbrowie Górniczej w 2007 roku, kiedy też emanujący dziwne obiekty świetlne obiekt został zaobserwowany tylko przez jedną osobę. Także to jest jedna z takich ufologicznych dziwności, wcale nie wskazująca, że to zdarzenie nie miało miejsca. Naprawdę, ono było dla świadka obiektywne i prawdziwe. Ale skąd pochodziło i jakie były jego mechanizmy? Tego niestety nie wiemy. Dołożę tutaj jeszcze do tych jurajskich obserwacji sprawę z Rodaków. Tę sprawę z Rodaków żeśmy z Grzegorzem zgłębiali razem parę lat temu. Rodaki to taka nieduża miejscowość w okolicach Zawiercia. Bardzo fajna miejscowość, bardzo przyjazna, otwarta na turystów, malowniczo położona na wysokich wzniesieniach.
Zdarzenie, które miało tam miejsce, jest jednym z najstarszych, jakimi się zajmowaliśmy tutaj. I co ciekawe, jest to zdarzenie udokumentowane w tym przypadku w kronice miejscowej. Tak się ta publikacja nazywa. Oryginał tej kroniki zaprezentowały nam miejscowe nauczycielki. Autorem tejże kroniki był ojciec jednej z nich. Był to pan Julian Zieliński, zmarły w roku 1987. Całe jego dzieło nosiło tytuł „Kronika Gromady Rodaki” i opisywał on wydarzenie ze stycznia 1957 roku, kiedy, jak wspominał, pomiędzy godzinami 22:05 a 1:25 ukazało się na niebie, uwaga, sześć słupów ognistych. I jak pisze pan Julian, pionowo od ziemi do góry przeszły z zachodu na wschód. Trzy słupy wróciły potem z powrotem, a zjawisko oglądało masę ludzi. Myśmy spotkali się z jedyną chyba żyjącą świadkiem tamtych wydarzeń, panią Zofią.
Ona pamiętała w zasadzie to tak, jak opisał pan Zieliński w tej swojej kronice, że pojawiły się jakieś słupy ogniste, które szły z zachodu na wschód. Ona twierdziła, że one szły, czyli się poruszały. Słupy ogniste, jak wyglądały? Po prostu były to cygara, takie paróweczki, które poruszały się nad tą wsią ku przerażeniu miejscowych. Co ciekawe, myśmy mieli nawet taką teorię, że to zjawisko z Rodaków mogło być swego rodzaju rzadkim fenomenem pogodowym, jaki występuje czasami w miejscach, gdzie kiedy jest silny mróz, to kryształki lodu zawieszone w atmosferze czasami odbijają światło, które dobiega z dołu. Ale z drugiej strony wieś Rodaki musiałaby wtedy emitować bardzo silne światło. I tutaj jest pewien problem, dlatego że to był rok 1957. Nie wyjaśniliśmy tego zjawiska do końca, tym bardziej że ono wędrowało po niebie rzekomo. Co ciekawe, jest jeszcze kolejna wzmianka, bo kilka dni później nad Rodakami miało ukazać się tak zwane słońce poboczne. To już jest zjawisko w pełni wytłumaczalne, ale też ono musiało dodatkowo przerazić tych świadków, którzy byli bardziej zabobonni.
[01:34:47] - Piotrze, charakterystyczne dla rejonu Częstochowy są obserwacje latających kul światełek. Czym one mogą być? Jak reagujesz na relacje sceptyków twierdzących, że mamy do czynienia z gazem bagiennym albo piorunami kulistymi?
[01:35:03] - Tak naprawdę odpowiedzieliśmy już częściowo na to pytanie. Najlepszym argumentem przeciwko temu, że są to pioruny kuliste, niech będzie to, że te najciekawsze relacje miały miejsce nie w czasie wyładowań atmosferycznych. To po pierwsze. A po drugie, zachowanie tych obiektów było takie, że można je określić mianem inteligentnego. Wspólną cechą zarówno tych obserwacji z Góry Osona, jak i z Sokoli Gór, jak i jak tutaj Grzegorz przytoczył między innymi Złoty Potok, jest to, że te obiekty są nieduże, w miarę dość szybkie, trudne do zauważenia. I najbardziej zastanawia właśnie ta pewna homogeniczność, że i tu, i tu mamy do czynienia z tym samym. Co ciekawe, nie tylko ta częstochowska strefa anomalna jest miejscem, gdzie takie zjawiska się pojawiają, bo chociażby w książce „Arka Miazgi” mamy wiele podobnych przypadków takich obiektów, które ja nazywam UFO sondami. Mamy na przykład słynny przypadek z Hermanowej, gdzie pojawiły się dwa małe obiekty, również takie latające kule, nieduże. Mamy słynny przypadek z Dańca, którym się ja już zajmowałem, gdzie dwóch policjantów widziało takie obiekty, które jak na komendę odleciały. W obu przypadkach trudno powiedzieć, by to były pioruny kuliste lub jakiegoś typu wyładowania, dlatego że one się zachowywały tak, jakby były inteligentnie sterowane.
To znaczy reagowały po prostu na obecność świadków. W Częstochowie mamy do czynienia też z obserwacjami tych obiektów w mieście. Tutaj najlepszym przykładem niech będzie opowieść pewnego policjanta, który miał szczęście widzieć te obiekty dwukrotnie. To znaczy obiekty UFO, bo jego pierwsza obserwacja dotyczyła bardzo spektakularnego latającego cygara nad hutą szkła. Ale to zdarzenie prawdopodobnie ma swoje wytłumaczenie. Ale też ten sam pan, emerytowany w zasadzie milicjant, potem pracujący jako strażnik, leżał swego czasu w szpitaluW takiej niewielkiej lecznicy MSW, obecnie likwidowanej, w centrum Częstochowy. To był rok 2005 prawdopodobnie. On zobaczył przez okno szpitalne, że przez miasto leci sobie świetlista kulka, mająca około 30 centymetrów średnicy. Dosłownie sobie spokojnie manewruje po centrum Częstochowy. A jest to ścisłe centrum, choć oczywiście mało ruchliwe, ale jednak centrum położone u stóp Jasnej Góry.
Ten obiekt się porusza sobie bezstresownie, nie zważając na nic. Potem wlatuje gdzieś między bloki i znika. Także jest to bardzo ciekawe, że coś takiego miało miejsce nie tylko na odludnych terenach, bo często krytycy UFO, sceptycy mówią, że obiekty UFO pojawiają się tylko w miejscach, gdzie nikogo nie ma, gdzie nikt ich nie zauważy. Coś w tym jest jednak, ale mimo wszystko mamy też wiele ciekawych opowieści z samego miasta Częstochowa.
[01:38:24] - No właśnie, co z innymi rejonami Częstochowy? Czy i w nich dochodzi do dziwnych aktywności? Jak wygląda ufologiczna historia samego miasta i regionu?
[01:38:34] - Tak naprawdę tych obserwacji było sporo w samym mieście, bo pamiętamy, że mamy dwie strefy anomalne pod Częstochową i mamy też miasto. Można powiedzieć, że mogłoby się zdawać, że nic się nie dzieje, a jest wręcz przeciwnie. Dlatego że ta historia ufologiczna Częstochowy jest długa. Co prawda w ostatnich latach mieliśmy tych relacji mniej z samego miasta, podkreślam, ale dawniej pojawiały się różnego rodzaju historie i były one bardzo spektakularne. Warto tutaj wymienić między innymi takie zdarzenie z lutego 1989 roku z robotniczej dzielnicy Stradom. Z takiej części, w której znajdują się domki jednorodzinne. To było bardzo dziwne zdarzenie, dlatego że świadków było troje: 29-letnia matka i jej synowie, sześcio- i siedmioletni. Ci synowie obudzili się pewnego zimowego dnia i zobaczyli, to była jakaś siódma rano, że nad drzewem, które rosło w odległości około 50 metrów od ich domu, unosi się coś dziwnego. Wygląd tego obiektu był też bardzo nietypowy, bo oni relacjonowali potem, kiedy do obserwacji dołączyła matka, że ten obiekt był długi, spłaszczony, posiadał coś w rodzaju wybrzuszenia. Ale najciekawsze było to, że po jego obrzeżach wędrowała sobie dość szybko taka kuleczka.
Jeden z chłopców nazwał to przecinkiem. To znaczy to był tak jakby talerz i na tym talerzu na obręczy była kulka i ona wirowała wkoło. To było ciekawe. Ciekawe było też to, że ten obiekt był biały, prawie przezroczysty, ale na pewno było to coś materialnego z drugiej strony. Tak oni to opisywali. Po jakimś czasie to UFO uniosło się znad tego drzewa i odleciało. Co ciekawe, ten obiekt był wielki, bo z tego, co oceniono potem, miał jakieś 15 metrów długości. To wszystko się zdarzyło w biały dzień na Stradomie. Kolejna sprawa spektakularna, bo to były lata 90. i wtedy ja pamiętam, jeszcze jako dziecko, że tych relacji z Częstochowy w różnego rodzaju prasie było sporo.
Część z tego to na pewno były jakieś humbugi, ale była też sprawa, która odbiła się dość głośnym echem ze stycznia roku 1991. Została już dzisiaj przeze mnie wspomniana, bo Grzegorz wspominał o naszym dawnym koledze Sebastianie, który miał jakieś dziwne przeżycia po zaangażowaniu się w ufologię i badaniu Góry Osona. Analogiczne zdarzenie miało miejsce w owym 1991 roku. Jego świadkiem była pani Małgorzata K. To zdarzenie było badane przez lokalnych ufologów i opisane w książce Krzysztofa Piechoty „Bliskie spotkania z UFO w Polsce”. Zaczęło się w zasadzie od zbiorowej obserwacji. Pani Małgorzata stała wtedy na przystanku w Alejach, pod biblioteką. On tam cały czas jest. Wsiadała do autobusu, kiedy zobaczyła, że po prostu znad budynków, gdzieś tam niedaleko, dosłownie znad kamienic w Alejach, wylatuje dziwny obiekt. Ten obiekt był kulisty.
Znajdował się na wysokości kilkudziesięciu metrów. Miał też taki charakterystyczny element w postaci jakiegoś ogonka, który mu zwisał. Potem wzniósł się i po prostu poleciał na południe w stronę Rakowa. Jak mówi relacja, zdarzenie to widziało wiele osób. Pani Małgorzata, kilkunastu pasażerów oraz kierowca autobusu, który nawet wysiadł z pojazdu. No ale cóż, pojechali dalej i to zdarzenie wpłynęło tak mocno na panią Małgorzatę, że chwilowo straciła zdrowie rozsądek. Co ciekawe, słuchajcie państwo, ona się udała do domu i ona stwierdziła, że cóż, kiedy widziała coś takiego dziwnego, to jest otwarta na kontakt. Cały czas czuła czyjąś obecność obok siebie. Nawet szykowała się na spotkanie tych istot. Myślała, co ciekawe, nawet o poczęstunku.
Może się to wydać absurdalne, ale w pewnym momencie zobaczyła, że na jej balkonie stoją dwie postaci. Te postaci były bardzo niskie, ale bardzo szerokie jednocześnie. One przypominały trochę szaraków, ale tylko trochę.Ich twarze wyglądały bardziej jak maski. Miały też na sobie coś w rodzaju długich, drapowanych szat, czegoś w tym rodzaju. One były humanoidami co prawda, ale wyglądały bardzo dziwnie i troszkę nawet przerażająco. Ta pani się przeraziła tego strasznie, bo nie wiedziała, co z tym począć i wpadła w panikę. Na szczęście te postaci potem zniknęły. Sprawa może się wydawać z jednej strony absurdalna, a z drugiej mało wiarygodna, ale zawsze mieści się w jakichś ufologicznych kanonach. To nie wszystko, bo Częstochowa składa się z kilku dzielnic, jak każde miasto i taką dużą jej część stanowi Raków, czyli byłe miasto włączone do Częstochowy. I co się tam wydarzyło?
W roku 2002, czyli w tym samym roku, kiedy Grzegorz miał swoje spotkanie z dziwnym obiektem, w czerwcu lub lipcu, czyli to było dosłownie w okresie sąsiadującym z tym zdarzeniem spod góry Osa, które opisał Grzegorz, pewien mężczyzna zamieszkały w pobliżu dworca PKP Raków, w odległości kilku kilometrów na południowy zachód od góry zaobserwował coś bardzo niecodziennego, bo była późna noc i on oglądał sobie telewizję, kiedy zobaczył, że na niebie nad pobliską szkołą coś po prostu rozbłysło. Coś kolorowego. On wtedy wyjrzał przez okno i zobaczył, że coś zatrzymało się już nad terenami huty. Tam zaczęło krążyć. Mężczyzna pisze, że to coś zataczało kręgi, potem odleciało w kierunku stadionu i zaczęło krążyć nad koleją. Jak opisuje mężczyzna, obiekt potem znalazł się gdzieś w jego pobliżu i on miał możliwość dobrze mu się przyjrzeć i twierdził, że był to obiekt w kształcie spodka, dość niewielki, który mienił się kolorowymi światłami. Postanowił on zbudzić swoją rodzinę. Niestety, kiedy to uczynił, to obiekty już odleciały. Inne zdarzenie, o którym warto wspomnieć, to obserwacja dziwnego obiektu nad Hutą Szkła tutaj w innej części Częstochowy, o której wspominałem. Nie wiem, czy jest teraz coś z roztrząsać, dlatego, że doszły do mnie informacje, które rzucają na tę sprawę nowe światło.
Historia wyglądała tak, że po prostu dwaj strażnicy, z których jeden był byłym milicjantem, zauważyli nad tą hutą szkła przelot dziwnego, parówkowatego obiektu z dwoma silnymi światłami. I ten obiekt przeleciał nad nimi dwukrotnie. Było to bardzo tajemnicze, natomiast dowiedziałem się, że być może obserwowali oni tak naprawdę latający model, który zbudował jeden z okolicznych pasjonatów i często nim latał w tym obszarze. Ten pan wiem, że wyemigrował teraz gdzieś na Zachód, ale był znany z tego, że kursował sobie tym cepelinem swoim gdzieś po obrzeżach Częstochowy i być może sprawiał, że wiele osób brało to za obiekt UFO. Jest jeszcze jedna relacja, którą badaliśmy z Grzegorzem, która miała miejsce w okolicach Częstochowy, a dokładnie w miejscowości Biała, to znaczy w okolicach miejscowości Biała. Ta historia jest dość długa, dlatego, że zaczyna się w momencie, kiedy pewna pani bardzo interesująca się motoryzacją, będąca dobrym kierowcą, wyjeżdża z domu swego szefa i kieruje się do Częstochowy, by iść spać. Po prostu wraca z pracy. W pewnym momencie, a był rok 2007, ciemna noc, ona zauważa, że ktoś za nią jedzie. Droga była pusta. Ona tymczasem zauważyła, że ktoś za nią jedzie, co ją troszkę zirytowało, bo ktoś dosłownie siedział jej na ogonie.
Nie będąc blisko, ale nie będąc też daleko. Po chwili okazało się, że to coś jest bardzo blisko i dosłownie świeci w jej lusterka. Ona się zorientowała wtedy, że to nie jest pościg ani nie jest to nic normalnego. Nie jest to też motocyklista, jak myślała na początku. Był to obiekt, a właściwie latająca kula. Dość nieduża. Utrzymywała się od strony kierowcy na niedużej wysokości z tyłu, tak jakby była przyczepiona do jej samochodu. Kobieta przyspieszała, manewrowała, robiła, co mogła. Tymczasem ten obiekt nie dawał się zgubić w żaden sposób. On po prostu za nią leciał.
Jedyne, co ją wtedy troszeczkę niepokoiło, to było to, że co się stanie, kiedy ona zahamuje albo będzie musiała stanąć. Czy ten obiekt w nią uderzy? Czy też stanie się coś innego? Zadzwoniła wtedy nawet do znajomych, mówiąc, że coś takiego ma miejsce, że się po prostu boi i że chce jakiejś eskorty. Natomiast stało się wkrótce coś, czego się tak bała. Musiała zahamować dlatego, że przez drogę przechodziły jakieś zwierzęta, prawdopodobnie sarenki, i one przechodziły przez drogę. Ona zahamowała i w tym momencie obiekt zniknął. Prawdopodobnie gdzieś szybko bardzo odbił, w którąś ze stron i pognał do lasu. Także to jest kolejne potwierdzenie tego, że Częstochowa jest domem dla różnego rodzaju inteligentnie zachowujących się, czasami prześladujących ludzi, czasami robiących im na złość latających kul.
[01:49:14] - A czy w rejonie Częstochowy i w samej Częstochowie mają również miejsce wydarzenia innego kalibru?
[01:49:20] - Tak, jeżeli chodzi o zdarzenia bardziej spektakularne, to one są, tylko jak to zwykle w ich przypadku bywa, one pozostają zawsze naW dużym stopniu kontrowersyjności, bo jeżeli chodzi o samą Częstochowę, to dochodziły do mnie czasami relacje o tym, że tu i ówdzie widziano jakiegoś szaraka albo humanoida, albo coś jeszcze gorszego. To były miejskie legendy, być może inspirowane tym chwilowym wybuchem zainteresowania wokół Góry Osona w roku 2005, bo to wtedy miało miejsce. Ale pojawiły się też inne ciekawe historie. Nawiedzenia w Częstochowie to osobny problem i nie będziemy ich rozpatrywać w debatach ufologicznych, ale trzeba pamiętać, że Częstochowa ma też swoje punkty, w których straszy i te miejsca są dość znane wśród mieszkańców. Czasami o nich pisywano w gazetach, ale to już inna sprawa. Jeżeli zaś chodzi o humanoidy, bo to są najgrubszego kalibru wydarzenia w ufologii, to również to miało miejsce. Przypomnę może, ale to jest zdarzenie z innej strony Częstochowy. To jest miejscowość troszkę oddalona od naszego miasta, Witkowice. Każdy fan, entuzjasta ufologii zna dobrze spotkanie z humanoidami w Witkowicach, zgłoszone na komendzie MO w Częstochowie. Historia z czasów PRL-u.
Pewien pan wrócił do domu po roboczym spotkaniu i po prostu wchodząc do domu, po pewnym czasie zorientował się, że u niego w kuchni, kiedy jego małżonka i dziecko spali, są jakieś małe istotki. Chociaż małe to może jest niedobre słowo. Są jakieś miniaturowe istotki, które, jak on się wkrótce zorientował, muszą być kosmitami. Rozpoczął więc z nimi konwersację. Spytał o pewne sprawy. Oni się uśmiechali do niego dość dziwnie. Ostrzegli go przed jakimiś wydarzeniami, z tego, co pamiętam. A potem ten pan stracił przytomność. Obudził się rano. Jego żona miała takie pretensje: „Kogoś ty tam w nocy sprowadził do domu?
Z kim tam gadałeś, wódkę piłeś?” i tak dalej. On na tyle był zszokowany tym wszystkim, że co ciekawe, zgłosił to zdarzenie, to spotkanie z krasnalami gdzieś na komendzie milicji. Nie wiem, jaką minę miała pani, która przyjmowała to zgłoszenie. W każdym razie takie zdarzenie rzeczywiście zyskało sobie pewną sławę w ufologicznych kręgach w tamtym okresie. Warto nadmienić, że te istotki wyglądały jak zminiaturyzowani ludzie. Mieli nawet swetry. Były to jakieś skrzaty, chociaż wyglądały zupełnie jak ludzie. Jeżeli chodzi o drugie spotkanie z humanoidami, to miałem możliwość zajmowania się nim osobiście. Były to w zasadzie dwie relacje. Ta jedna była bardzo enigmatyczna, bo obejmowała spotkanie oko w oko z czymś, co nie wiadomo czym było.
Nie był w tym czasie obserwowany żaden obiekt UFO. Był to po prostu humanoid, na którego natknął się pewien młody chłopak w okolicach Olsztyna. Ale drugie spotkanie z okolic Olsztyna z roku 2004, kiedy miała to miejsce malutka fala obserwacji, było dużo bardziej kontrowersyjne i do dzisiaj jest taką legendą. Jak mówiłem, rok 2004, lato. Trzech chłopców okolicznych, nie będę wymieniał ich imion, dlatego, że dzisiaj już są ustatkowanymi mężczyznami, żonatymi może i tak dalej. Wiem, że jeden jest żonaty. Świętując po prostu sobie zakończenie wakacji udali się do pobliskiego lasu. To miejsce, do którego się udali, leży obok tego nawiedzonego lasu, o którym wspominałem. Nie sąsiaduje z nim, ale leży niedaleko. Była to polanka obrośnięta lasem i tam urządzono sobie ognisko.
Oni tam poszli, rozpalili ognisko, czekali prawdopodobnie na resztę swoich kolegów i w pewnym momencie jeden z nich zauważył, że tuż obok ogniska, bo dawało ono na tyle światła, żeby tą istotę zauważyć, musiało to być blisko. Ja odwiedziłem to miejsce nie raz. Zza bardzo chudego krzaczka, drzewka wygląda czyjaś głowa. Problem w tym, że ta głowa była totalnie biała. Początkowo nawet myśleli, że to jest reklamówka i tyle. Ale zauważyli, że ta głowa się rusza. Ta głowa była biała, oczy były czarne, usta też były dość nietypowe. To coś wyglądało zza drzewa i patrzyło na nich. Okresowo się za nim chowało. Dla nich to był szok, dlatego, że trzeba było uciekać.
Ale że chłopcy byli dość kumaci, to wiedzieli, że muszą zgasić ognisko, a kiedy zgaszą ognisko, to zapanuje ciemność i ten stwór tam będzie siedział w lesie, a oni będą musieli przejść przez taką ścieżkę w tym lesie i dotrzeć do domu. I to był poważny problem. W pewnym momencie zorientowali się, że najlepiej będzie to coś odgonić. Rzucali w to kamieniami, rzucali w jego kierunku jakieś inwektywy, bardzo brzydkie, ale to coś nie zareagowało, tylko się im przyglądało w zasadzie. Gapiło się na nich dość brzydko. Jeden z nich mówił, że wyraz tej twarzy był troszkę nieludzki. Oczywiście pojawiły się takie hipotezy, ja miałem taką hipotezę, że to mógł być po prostu jakiś troszeczkę niezrównoważony członek pewnej subkulturyJakiś goth, który pomalował sobie twarz na biało. Co ciekawe, on nie miał włosów w tej historii. Pomalował sobie twarz na biało, oczy na czarno i być może chciał w ten sposób kogoś nastraszyć. Z drugiej strony musiałby się zawsze liczyć z tym, że może porządnie dostać łomot, jeżeli komuś coś takiego zrobi, bo zaraz potem obok były domy.
Niedaleko biegnie bardzo ruchliwa droga, jest stacja benzynowa i tak dalej. Wydawało się to dziwne, ale zawsze wchodzi w rachubę takie wyjaśnienie. Problem w tym, że ta głowa była dość niewielka. Ponadto oni widzieli tylko głowę, nie widzieli tułowia. Gdyby ten ktoś chciał wyglądać zza drzewa w ten sposób, to musiałby to robić w oryginalnej pozycji, dlatego że musiałby wtedy leżeć na boku i wyczołgiwać się, bo inaczej nie mógłby tego zrobić. Nie ustałby w ten sposób na rękach. Rozumiecie państwo? On po prostu się wychylał zza drzewa, wysuwał swoją głowę na pewnej wysokości. Człowiekowi jest to robić trudno, tym bardziej przez długi okres. Gdyby kucał na przykład, prawdopodobnie widzieliby resztę jego ciała albo jakąś rękę na przykład.
W tym miejscu była sama głowa. Oni w pewnym momencie, kiedy już go sprali tymi szyszkami, on się chował, kiedy oni rzucali w niego patykami, to postanowili dać nogę. Zgasili ognisko i z duszą na ramieniu poszli tym lasem. Kiedy szli tym lasem, oczywiście nie powiem, jak się czuli, wszyscy wiedzą. Usłyszeli, dochodząc do wsi, a to naprawdę niedaleko, zajadłe szczekanie psów i pewnie w tym momencie pomyśleli, że już jest po nich. Na szczęście doszli do domów bladzi, przerażeni i rozpamiętujący to zjawisko do dziś w zasadzie. Bardzo ciekawa sprawa. Niewyjaśniona. Nie wiem, czy to wyjaśnienie jest, czy nie. Godne odnotowania i na pewno przypadek wysokiej dziwności, jeżeli rzeczywiście jest to sprawa, której nie da się wyjaśnić w żaden konwencjonalny sposób.
Z innej części Częstochowy miałem też doniesienia o bardzo ciekawych przypadkach w postaci obserwacji obiektów, które przypominały na niebie karuzelę. Kręcące się światła. Takie przypadki zawsze wchodzi w rachubę to, że trzeba liczyć się z tym, że mogą to być po prostu lasery lub silne lampy, dlatego że to się nie raz zdarzało.
[01:58:24] - Ewentualnie jakieś drony albo inne wynalazki.
[01:58:27] - Tak, nie raz się to zdarzało, chociaż jeden z tych przypadków z lat 90. był szczególnie interesujący. Też moja znajoma donosiła, że widziała coś takiego w okolicach Wrzosowej. Takie właśnie światło. Tutaj ta hipoteza o laserach raczej odpadała. A ten obiekt? Była to grupa świateł, która tak jakby kręciła się w kółko. Niestety żadnych innych informacji na ten temat nie posiadam. To też jest zdarzenie, które tylko odnotowałem, ale które nie ma jakiegoś większego wpływu na historię ufologii. Natomiast historia z Aleksandrii, miejscowości położonej po drugiej stronie Częstochowy niż moja, w okolicach Blachowni, takiego miasta satelickiego obok Częstochowy, jest świetna.
Świadkiem tego był mój kolega. To też były okolice roku 2000. To jest historia bardzo krótka. Przebywając u swoich dziadków, usłyszał nagły krzyk całego inwentarza. Krowy, świnie, kury, pies. Wszystko wpadło w popłoch. Dosłownie. W pewnym momencie, kiedy wyszedł na podwórze z dziadkiem i zobaczył, że przepływa nad tym podwórzem nic innego jak znana nam doskonale kula światła, która sprawiła, że wszystkie te stworzenia wpadły w popłoch. Nie tylko u nich, ale też u sąsiadów. Jak widać te kule, te ogniki, o których cały czas mówimy, mają zdolność nie tylko do wyłączania telefonów komórkowych, straszenia Grzegorza , bo wtedy, jak pamiętamy, jak nam opowiadał tutaj przed chwilą, troszeczkę spanikował, kiedy starał się skontaktować z jednym z takich obiektów i on mu odpowiedział.
Ale też mają szereg innych właściwości, które trudno przypisać jakimś obiektom pochodzenia naturalnego, które znamy. Być może jest to coś, czego jeszcze nie znamy, jakaś forma, której nie znamy. Mnie kiedyś nasuwało się skojarzenie tych wszystkich obiektów, o których mówimy w częstochowskim rejonie anomalnym z tymi światłami z Hessdalen, bo tam też mamy do czynienia z różnego rodzaju anomaliami. Jeżeli ktoś nie wie, co to Hessdalen, jest to dolina w Norwegii, gdzie od lat pojawiają się dziwne formacje świetlne, często w postaci kul, ale nie tylko. Są też różne inne kształty wykrywalne przez radary. Widoczne, ale raczej niematerialne w takiej formie, jak się wielu spodziewa. Wiele osób uważa to za UFO, natomiast jest to fenomen, który jest badany od bodajże 30, 40 lat przez uczonych z Norwegii i Włoch. Do tej pory nie doszli do żadnego konkretnego wniosku, czym są te światła z Hessdalen, które się pojawiają również nieregularnie. W pewnych latach jest ich więcej, w pewnych mniej. Wykazują niekiedy takie quasi inteligentne zachowanie.Czy coś podobnego ma miejsce w strefie anomalnej częstochowskiej?
A jeżeli tak, to czy odpowiedź leży na przykład w geologii regionu? Tego nie wiem, ale trudno mi uwierzyć w to, że anomalie naturalne mogą odpowiadać za tego typu relacje, o których mówiliśmy dzisiaj. Także na pewno gdzieś tam zawieruszy się jakiś piorun kulisty, ale trudno mi uwierzyć, by stało to chociażby za takimi incydentami jak ten z rozładowanym akumulatorem.
[02:02:26] - No właśnie, jak można by sklasyfikować to spotkanie Grzegorza, w którym obiekt przecież zareagował na sygnały świetlne? Jak częste są takie przypadki, gdzie NOL wydaje się reagować na sygnały od ludzi?
[02:02:38] - To zależy. Z terenu Polski takich przypadków znamy niewiele. Przychodzi na myśl chyba ten kontrowersyjny przypadek z Góry Świętej Anny. To był rok bodajże 1997, ale nie jestem pewien teraz. Na pewno lata 90., kiedy rzeczywiście miano się tam kontaktować z różnymi dziwnymi statkami. Ale pamiętajmy, że ten przypadek jest uważany i on krąży gdzieś na krawędzi między wiarygodnością a hucpą, także nie wiemy, jak jest naprawdę. Takich przypadków było naprawdę mało, takich, w których obiekt reagował na próbę kontaktu ze strony świadka. Bo musimy powiedzieć, że to była próba kontaktu ze strony Grzegorza. To nie był jakiś jego ruch, to nie była reakcja na postępowanie świadka, tylko reakcja na próbę kontaktu. Także to czyni dosłownie w przypadku z Góry Osona coś unikatowego, po prostu godnego odnotowania w światowych annałach.
Co mogę jeszcze dodać? Masz rację, że trudno tutaj powiedzieć, że mieliśmy do czynienia na przykład z piorunem kulistym, który zobaczył Grzegorza mrugającego latarką i światłami i zareagował na jego sygnał i komunikat.
[02:03:57] - I jeszcze takie pytanie na koniec: z kim mogą się kontaktować mieszkańcy rejonu, którzy widzieli coś dziwnego? Jakie miejsce powinni odwiedzić, jeśli chcą natrafić na coś nie z tego świata?
[02:04:10] - Oczywiście powinni się kontaktować z nami, między innymi przez Radio Paranormalium. Jeżeli nie mają innej możliwości albo chęci, to przecież współpracujemy i wymienimy się tymi relacjami. Także jeżeli ktoś ma jakieś historie z regionu, to proszę je nadesłać na adres radia. Marku, przypomnisz?
[02:04:32] - Tych kontaktów Radio Paranormalium ma bardzo, bardzo dużo. Zależnie komu jaka forma kontaktu odpowiada. Numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również pisać na numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. W trakcie audycji na żywo czekamy również na pytania i komentarze, a także na relacje na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można także pisać na adres e-mail radio@paranormalium.pl bądź też na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Zaglądamy również w Radiu Paranormalium na konto na Naszej Klasie. Jeżeli ktoś jeszcze korzysta z tej umierającej społecznościówki, to tam również można nas znaleźć. No i oczywiście możecie się także kontaktować z portalem Infra z Piotrem pod adresem e-mail infra@epoczta.pl.
No i co z tymi miejscami?
[02:05:46] - No właśnie. Trzeba powiedzieć, że w częstochowskiej strefie anomalnej te rzeczy nie dzieją się na zawołanie. Nie dzieją się w ten sposób, że jeżeli ktoś pójdzie, rozpali sobie ognisko, upiecze sobie kiełbaskę w lato i stara się skontaktować z UFO, to ono przyleci. Nie. My wyróżniliśmy na naszym wykresie kilka punktów, kiedy te obiekty chętniej, że tak powiem, się manifestowały i to były określone lata. To był, jak pewnie zauważyliście, rok 2002 i 2004. To duże zdarzenie w roku 2014 może sugerować, że w tym czasie również doszło do innych przejawów aktywności, bo skoro był widziany ten obiekt i ten strażnik stwierdził, że coś takiego miało miejsce w tym okresie już kolejny raz, to możliwe, że tam również doszło do innych zdarzeń, o których po prostu nie wiemy. A może się kiedyś dowiemy? Nie wiem. Także zachęcam wszystkich kolejny raz do kontaktu.
Także jeżeli się coś zacznie dziać, to pewnie będziemy o tym wiedzieć. Tych incydentów z roku 2004 było dużo więcej. Są naprawdę ciekawe, niektóre są wręcz szokujące, a dzisiaj o nich nie opowiem, bo myślę, że one wymagają zaprezentowania w oddzielnym kontekście. Poza tym wiele osób by powiedziało, że taki nadmiar zdarzeń jakoś uszedł uwadze wszystkich, w tym mojej uwadze. Nikt o tym nie opowiada. To dlatego, że ludzie po prostu zachowali to dla siebie. Oni mi opowiedzieli o tym często kilka dobrych lat później, chociaż miało to miejsce tak niedaleko mnie. Te sprawy są naprawdę ciekawe i pokazują, że to zjawisko rzeczywiście występuje falami. Tylko co je generuje, to nie mam pojęcia. Nie da się ukryć, że ten 2004 rok był czasem wielkiej fali, ale od tego czasu jest względny spokój, a wręcz totalny spokój.
Czasem pojawiają się jakieś relacje, ale są one bardzo rzadkie. I teraz pytanie, czy to coś powróci?Kiedyś i czy znowu będziemy mieli jakąś falę obserwacji nad Osonem i nad Sokolimi Górami w rejonie, czy nie? I to jest pytanie najważniejsze. Co więcej mogę powiedzieć? Dzisiejsza audycja pokazuje, jak wiele dzieje się w małych ojczyznach pod względem ufologicznym i mam nadzieję, że jest to pierwsza audycja z wielu, którą przeprowadzimy. Mamy jeszcze podobne koncepcje związane chociażby z Warszawą, gdzie ta ufologiczna historia jest rzeczywiście równie długa i równie ciekawa pod pewnymi względami. Mamy Warmię i Mazury, mamy województwo śląskie, mamy opolskie, mamy oczywiście Glinik, mamy Rzeszów, mamy Słocinę i inne rejony w Polsce, gdzie rzeczywiście dużo się dzieje. Także może kiedyś o nich opowiemy. Mam nadzieję, że już niedługo. No cóż, na dzisiaj to chyba wszystko.
[02:09:03] - I na tym możemy zakończyć dzisiejszą debatę ufologiczną online. Wyjątkowo nie na żywo, tylko wyprodukowaną, że tak powiem, taśmowo. Cały czas jednak czekamy na państwa komentarze, na wasze pytania, relacje. Kontakty do Radia Paranormalium znajdziecie jak zawsze na stronie www.paranormalium.pl. Czekamy 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Jeżeli akurat w danym momencie nikt nie będzie siedział przy naszym telefonie, to zawsze można nagrać swoją wiadomość albo też wysłać nam e-maila. A dzisiejszą debatę obsługiwał od strony technicznej Marek Sęki Velios, a po drugiej stronie Skype'a byli z nami: nieobecny już Grzegorz Tarczyński oraz współpracownik „Nieznanego Świata” i współzałożyciel portalu infra.org.pl Piotr Cielebiaś. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[02:09:54] - Ja również dziękuję i pozdrawiam, i zapraszam wszystkich na Jurę. Hej.