[01:00] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, trzydziestą szóstą już numerowaną debatę ufologiczną online. Dziś będziemy kończyć temat Nadzorców Ziemi. Po drugiej stronie Skype'a są z nami: Marek Żelkowski, pisarz i publicysta, współpracownik „Nieznanego Świata”. Witaj Marku.
[01:18] - Dobry wieczór, dobry wieczór wszystkim.
[01:20] - Współprowadzący debatę, jak zawsze współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” oraz współzałożyciel portalu Infra Piotr Cielebiaś. Witaj Piotrze.
[01:29] - Witam, witam.
[01:30] - Niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Mikina. Witaj Chrisie. A debatę od strony technicznej jak zawsze obsługuje Marek Sęk „Ivellios”. Tradycyjnie już na początku podam kontakty, pod którymi można się z nami kontaktować, wysyłać pytania, komentować audycję. Numer telefonu to trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem, trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero zero zero osiem. Skype radio.paranormalium.pl. Można również nadsyłać nam pytania drogą tekstową na Gadu-Gadu trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa, trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Czekamy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na czacie na naszej transmisji na YouTube. Czekamy także na pytania na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, a także na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również nadsyłać nam pytania drogą e-mailową pod adres radio@paranormalium.pl.
Panowie, w poprzednim odcinku zaczęliśmy penetrować zagadkę Nadzorców Ziemi, tajemniczej inteligencji, która może czuwać nad rozwojem naszej planety. Powiedzieliśmy o synach Bożych oraz aniołach obserwatorach. Dziś pójdziemy jeszcze dalej. Pierwszym krokiem będzie teoria Charlesa Forta. Kim on był i dlaczego także on uznał, że jesteśmy czyjąś własnością? Piotrze?
[02:57] - Tydzień temu zaczęliśmy rozważania nad czymś bardzo kontrowersyjnym, mianowicie nad hipotezą, że Ziemia jest pod kuratelą lub też jest bezpośrednio pod władaniem jakiejś inteligencji, która czuwa nad rozwojem naszej planety. I ta inteligencja nie robi tego w sposób delikatny czy też zakulisowy. Ona traktuje nas troszeczkę po macoszemu, rzekomo, według tych koncepcji, które przedstawiliśmy. Jest też wiele dróg interpretacji tej hipotezy. Punktem wyjścia są w zasadzie mity i zapiski ze świętych ksiąg. Przede wszystkim tutaj z Księgi Henocha, która mówi o tym, że aniołowie zbuntowani zstąpili na ziemię i zaczęli uczyć ludzi. Te same wątki odnajdujemy u innych autorów, między innymi u Sicyna i tak dalej. Ale prekursorem tego wszystkiego był Charles Fort i Charles Fort jest to postać, która jest dość znana, a jednocześnie niewiele o niej się mówi, bo funkcjonuje nawet takie pojęcie jak zjawiska fortańskie i ono jest dość, powiedziałbym, kalekie sformułowanie, bo ono moim zdaniem nie powinno mieć racji bytu, ale jest na tyle używane, że przecież czasopismo „Fortean Times”, czyli taki anglosaski odpowiednik „Nieznanego Świata”, ma właśnie w tytule to sformułowanie. I ono się wzięło od nazwiska Charlesa Forta. Kim był ten Charles Fort?
Był przede wszystkim pisarzem, literatem, dziennikarzem żyjącym na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Zmarł gdzieś chyba w latach trzydziestych. Czym się wsławił Fort? W zasadzie trzema książkami tworzącymi fundament jego filozofii, z których najsłynniejszą była „Księga Wyklętych”. I teraz kilka słów o tym, co ten Fort tam publikował. Te książki są trudne. One wyszły w języku polskim. One są dostępne na Allegro, gdzieś na aukcjach, w antykwariatach dosłownie za kilka złotych. To są publikacje z lat dziewięćdziesiątych. To są książki trudne.
To są książki pełne informacji, nieco archaiczne, a z drugiej strony bardzoTrudne w ocenie, dlatego, że jest to zbiór relacji, zbiór wycinków prasowych, które Fort latami kolekcjonował i w jego zamyśle miała być to trylogia, która mówi o tym, że nauka jest de facto w błędzie, że nauka już na samym starcie ma swoje aprioryczne założenia co do naszej planety, co do Ziemi, co do nauk przyrodniczych, natury, rzeczywistości. I ona w zasadzie nie akceptuje tego, co wychodzi poza ten wąski kanon. Fort zebrał mnóstwo relacji na temat bardzo różnych zjawisk, od choćby ognistych poltergeistów, po anomalne opady, po najdziwniejsze, o czym przeczytałem, to jakieś półmetrowe płatki śniegu, deszcze mięsa i tak dalej. Tego jest naprawdę mnóstwo. Są tam nawet przypadki z Polski. Ale głównym założeniem Forta, wynikającym z analizy tego wszystkiego, było to, że Ziemia jest poletkiem działania jakiejś inteligencji. W czasach Forta, kiedy pisał „Księgę wyklętych”, nie znano jeszcze zjawiska UFO. Co prawda znany był fenomen statków powietrznych z końca XIX wieku, natomiast latających spodków jeszcze nie było. Przynajmniej jeszcze o nich tak powszechnie nie mówiono. Ale Fort już zdawał sobie sprawę, że zjawisko, które my nazywamy UFO, istnieje.
Tylko że on też je utożsamiał co prawda z przybyszami z jakiejś innej domeny bytu. Nie precyzował tego dokładnie, czy są to kosmici, czy są to mieszkańcy innego wymiaru. Zresztą tutaj jeden z czytelników, jestem tak przyzwyczajony do tej formy, że czasami nadużywam. Jeden ze słuchaczy pyta nas, jak definiować w ogóle inny wymiar. Za chwilę może na to pytanie odpowiem. Ale powracając do Forta. Fort twierdził, że dosłownie jesteśmy czyjąś własnością i ten właściciel być może nie za bardzo zwraca uwagę na ziemian, ale odpędza tych wszystkich, którzy chcieliby wziąć naszą planetę pod swoje posiadanie. Oczywiście kojarzy się to z bitwą obcych inteligencji o naszą ziemię, ale też nie ma jednej drogi interpretacji. Fort pisał między innymi o takich formach, które pojawiają się w naszej przestrzeni powietrznej, tudzież oknach do innych wymiarów, z których te istoty mogą przybywać. Także ostatecznie, po przeanalizowaniu różnego rodzaju materiału, od ksiąg z wiedzą tajemną, po relacje prasowe o anomaliach, po doniesienia parapsychologiczne i relacje o dziwnych latających obiektach, Fort doszedł do wniosku, że jednak na Ziemi jest ktoś, kto tym wszystkim dyryguje i nie są to ludzie.
Musiał mieć podstawy mocne do tego, żeby stwierdzić, że Ziemia jednak czyjąś własnością jest. Jest to ktoś, kogo nie do końca rozpoznajemy. Jest to ktoś, kogo nie widzimy. Być może ktoś, kto nie ma wobec nas w ogóle żadnych zamiarów, w przeciwieństwie do tych nadzorców, o których mówiliśmy w tamtym odcinku. I ludzie są dla tego kogoś niczym mrówki. Reasumując, według Forta jest ktoś, kto nad nami stoi. Chris, jak widzisz działalność tego pana?
[09:16] - Myślę, że Charles Fort powinien być takim naszym świętym, bo właściwie był on wszechstronny, jeśli chodzi o wszelkie zjawiska anomalne i to, co według mnie ciągle jest super aktualne w jego osobie, mimo że wiadomo, przez lata wiele jego teorii już w jakiś sposób się zestarzało, bądź nawet już nie są brane pod uwagę, to fakt, że jego badania były tak wszechstronne i brał pod uwagę tak wiele zjawisk, szczególnie mnie to mocno pasuje. Bardzo mi odpowiada takie podejście do pewnych rozmyślań nad zjawiskiem jakimś anomalnym, nad jakimś fenomenem, którego nie potrafimy wyjaśnić, że możemy czerpać z najrozmaitszych dziedzin. Nie skupiamy się tylko na jednej, nie zamykamy się w klatce pod tytułem matematyka, fizyka, ufologia czy coś jeszcze innego, czy robótki na drutach, tylko staramy się znaleźć jak najwięcej możliwości, aby móc takie zjawisko spróbować przynajmniej nadgryźć. Spróbować je w jakiś sposób zrozumieć. Charles Fort robił to praktycznie na co dzień. Było mu o tyle łatwo, że jak wspomniałeś, zaczynał jako pisarz, pisał fikcję literacką, pisał powieści. Napisał ich sporo, wydał ich znacznie mniej. Popadł w straszną nędzę w międzyczasie, bo się za bardzo nie mógł z tego utrzymać, ale ponieważ był takim, można powiedzieć, pracoholikiem, zgromadził masę informacji, danych i nagle z tych powieści, które dotyczyły najrozmaitszych historii raczej ziemskich niż nieziemskich, zaczęło powstawać to jego oryginalne wówczas widzenie świata jako nie miejsca tylko ludzi, nas na jednej planecie, ale czegoś znacznie większego z włączeniem kosmitów, włączeniem jakiejś innej inteligencji, która ma wpływ na nas. Stał się dlatego w pewnym sensie tym naszym świętym, który pokazał, w jaki sposób należy patrzeć na ten problem. Także ja patrzę na niego w taki sposób, że Charles Fort mimo latKtóre upłynęły od czasu, kiedy zakończył swoją działalność, kiedy zmarł.
Jest ciągle aktualny, głównie ze względu na metody, jakie stosował. Był człowiekiem inteligentnym, pełnym pomysłów i potrafił je znakomicie wykorzystać. Oczywiście legendarny jest jego sposób gromadzenia informacji, gdzie tworzył miliony najrozmaitszych notatek. Co jakiś czas popadał w depresję, wyrzucał te notatki. Czasami robił to publicznie, po czym kilka minut później tworzył następne notatki. Niestety do naszych czasów niewiele z nich się zachowało. Najwięcej jest w Filadelfii, w jednym z muzeów. Któregoś dnia może się tam wybiorę na zlecenie Radia Paranormalium, żeby to wszystko pofotografować i parę apokryfów tego, którego ja sam nazwałem naszym świętym, pokazać słuchaczom, żeby można było nie tylko mówić, tak jak mówisz czytelnicy czy słuchacze, ale żeby można było to jeszcze zobaczyć na własne oczy. Myślę, że Charles Fort jest osobą, która ciągle w jakiś sposób żyje w tym, co dzieje się w tych wszystkich dziedzinach, które wykraczają poza kanon nauki, które odważają się dać krok w kierunku nieznanego i nie obawiając się kompromitacji, próbują znaleźć jakieś wyjaśnienie. I między innymi odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy czyjąś własnością.
Do takiego wniosku Charles Fort w pewnym momencie swojej pracy doszedł, że istnieje jakaś dużo potężniejsza inteligencja od nas i ma ona na nas niewątpliwy wpływ. Na podstawie zbierania informacji, tak jak stwierdziłeś wcześniej, od pism religijnych aż po badania naukowe czy po przypadki obserwacji najrozmaitszych obiektów czy zjawisk, których nie da się do dziś w żaden sposób wyjaśnić. Na tej podstawie to twierdzenie zostało zbudowane. Dziękuję.
[13:16] - Marku?
[13:18] - O Charlesie Forcie. To był przede wszystkim człowiek, który miał pewną, waham się, czy to nazwać manią. W każdym razie był człowiekiem, który gromadził niesłychanie dużo informacji. Ocenia się, tak przynajmniej do takich informacji dotarłem, że zgromadził ponad 40 000 fiszek mówiących o różnego rodzaju dziwnych wydarzeniach. Temu zresztą poświęcił swoje życie. I to były wydarzenia, Piotr już częściowo o tym wspomniał, Chris także. To były najróżniejsze wydarzenia, chociażby takie jak, Piotr już mówił o niektórych, ja wspomnę o innych, czyli na przykład o wiosce ludzi, którzy mierzyli 10 centymetrów wzrostu, o szkieletach i mumiach olbrzymów, notatki o niesamowitych znaleziskach, które miały 500 milionów lat, czy na przykład na temat urodzenia się dziecka o niebieskiej karnacji. Poza tym warto też wspomnieć, mówiąc o tym autorze, Chris o tym mówił, że facet nie miał szczęścia do swojej pracy literackiej czy w ogóle pracy, którą wykonywał. On napisał dwie książki, które dzisiaj wydają się, przynajmniej z mojego punktu widzenia, niezwykle ciekawe. To była książka, która nosiła tytuł „X” i książka, która nosiła tytuł „Y”.
Pierwsza z nich opisywała istnienie cywilizacji marsjańskiej, a poza tym wpływ, jaki owa cywilizacja wywiera na cywilizację ziemską. Druga książka to miał być zestaw dowodów na to, że na biegunie południowym istnieje wysoko rozwinięta cywilizacja. I tak krótka charakterystyka tych książek. Nie miałem do nich nigdy dostępu. Nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek miał do nich dostęp, ponieważ wydawcy nie byli zainteresowani ich publikacją. W związku z tym Fort spalił rękopisy i nie wiem, czy ktokolwiek, kto czytał te książki, później cokolwiek na temat ich treści zanotował, czy też jakieś fragmenty ocalały. Przypuszczam, że nie. I dzisiaj możemy tylko żałować. Może nie samych faktów, które Fort podawał, ale sposobu, w jaki to relacjonował. Śladem tego braku zainteresowania było później to zbieractwo, książki, które powstały później, które opierały się na publikacjach prasowych, na gromadzeniu tych publikacji.
Cóż jeszcze można o Forcie powiedzieć? Ja sobie przygotowałem, ponieważ wszyscy opieramy się na pewnych cytatach, takich jak, że Ziemia to gospodarstwo, a my stanowimy własność, czy też, że istnieje ktoś, kto posiada legalne prawo do ziemi. To są wyjątki ze stwierdzeń, które wygłaszał Fort. Ja mam przygotowany króciutki fragment. On jest króciutki, ale nieco dłuższy niż te, które wcześniej przytaczałem, wypowiedzi Forta. On mówił mniej więcej tak: „Myślę, że jesteśmy własnością. Właściwie powinienem powiedzieć, że należymy do czegoś, że w zamierzchłych czasach nasza planeta była ziemią niczyją, że eksploatowały ją i kolonizowały inne światy, walcząc ze sobą o objęcie jej w posiadanie. I teraz jest czyjąś własnością. To coś posiada tę planetę na własność, pozostali zaś mają się trzymać od niej z daleka. Przypuszczam, że mimo wszystko jesteśmy użyteczni, że pomiędzy walczącymi stronami doszło do porozumienia i że obecnie coś ma do nas legalne prawo, które nabyło w drodze przemocy, bądź płacąc za nas naszym poprzednim, bardziej prymitywnym właścicielom czymś analogicznym do szklanych paciorków.
Że wszystko to, co jest wiadome od wieków pewnym grupom ludzi żyjących pośród nas w postaci sekt lub zakonów, których członkowie pełnią rolę przewodników stada w odniesieniu do pozostałej części ludzkiej populacji, albo też ważniejszych niewolników lub nadzorców kierujących nami zgodnie z otrzymywanymi skądś instrukcjami, za którymi kryje się nasza tajemnicza użyteczność”. Ja skończę na tym fragmencie, który cytowałem i myślę, że na temat Charlesa Forta ode mnie tyle. Dziękuję bardzo.
[17:49] - Jeszcze chciałem parę groszy dorzucić Chris Mikina. Chrisie?
[17:52] - Ja tylko dwa słowa chciałbym jeszcze dodać do tego, że takim współczesnym wcieleniem Forta jest według mnie, wydaje mi się, David Childress Hatcher, który działa niemalże identycznie jak Fort. Jest to człowiek, który tworzy całą masęKsiążki są zwykle kompilacjami na podstawie jego notatek, doniesień prasowych, pewnych teorii i spotkań z ludźmi. David Hatcher wydaje się być mądrzejszy troszeczkę od Forta w tym, że potrafił umiejętnie swój sukces literacki zamienić także na sukces finansowy. Otworzył własne wydawnictwo, które wydaje się, że rozwija się świetnie i przynosi mu dość spore dochody, co pozwala Hatcherowi praktycznie być we wszystkich miejscach na Ziemi, w których coś się dzieje, coś wydobyto, coś odnaleziono, spotkać praktycznie wszystkich ważnych ludzi, którzy mają interesujące i ciekawe teorie na temat tego, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Myślę, że właśnie Hatcher będzie takim wcieleniem Charlesa Forta i w taki sposób należy go traktować. Dziękuję.
[18:58] - Chciałbym jeszcze dodać coś o Forcie. Fort, rzeczywiście, pierwsza faza jego kariery była troszkę nieudana, ale co ciekawe, on potem dostał spadek i mógł się poświęcić pracy twórczej w zupełności. Przesiadywał w bibliotece największej nowojorskiej, Chris pewnie wiedział w jakiej, ja już nie pamiętam, i zbierał tam swoje materiały prasowe. Problem w tym, że one rzeczywiście były bardzo różne i ich wiarygodność czasami, jak to w prasie, może być w różny sposób oceniana. Mimo to jest to lektura pasjonująca, choć trudna i na pewno zmuszająca do refleksji, bo zakres tematów, jaki porusza Fort, jest ogromny. Co ciekawe, mało kto wie, że to Fort jako pierwszy w zasadzie pisał o problemie, jakim jest teoria starożytnych kosmitów, chociaż poświęcił temu bardzo krótki fragment. Jest to na pewno pod jakimś względem ojciec współczesnej ufologii. Jeden z wielu ojców współczesnej ufologii, który choć tego terminu UFO nie znał, to miał na tyle przenikliwy umysł, albo też doszedł do takich wniosków, które były bardzo kontrowersyjne, bardzo współczesne, ale nie mógł o tym pisać wprost. Dlatego może tak bardzo zawoalowane treści skrywają się w jego trylogii, którą można dostać w większości antykwariatów, a już na pewno na aukcjach internetowych.
[20:36] - Przechodzimy do pytania numer dwa z naszej ściśle tajnej listy pytań. Brzmi ono następująco: zwolennikiem teorii o naszym zniewoleniu przez obcych jest również hiszpański pisarz, ufolog, były jezuita Salvador Freixedo. Ma on jednak nieco inną wizję. Według niego ludzkość uciskają nie tylko przybysze z innych światów, ale też innych wymiarów i rzeczywistości, karmiący się energią wytwarzaną przez nasze emocje. Co wy na tą okultystyczno-ezoteryczną teorię? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Megina. Chrisie?
[21:12] - Frixedo był jezuitą, a z tego, co wiemy z historii, jezuici są olbrzymim zakonem, niezwykle wpływowym. Chyba w tej chwili to jest najbardziej wpływowy zakon jezuitów, ponieważ ma nawet swojego papieża. To znaczy papieżem został jezuita, więc to świadczy o wpływach i potędze tego zakonu. Jezuici są spadkobiercami, można powiedzieć tego, co robili w średniowieczu dominikanie, czyli między innymi przejęli świętą inkwizycję. Mówię o tym, dlatego, że wskazuje to, że są niezwykle wnikliwymi badaczami Pisma Świętego, ale nie tylko, także zjawisk, które się rozgrywają w świecie. Zjawisk, które w jakiś sposób dotykają religii i jej interpretacji. Stali się oni z ramienia Kościoła w jakiś sposób takimi strażnikami religii i tego, żeby nie zbaczała z raz wyznaczonej, jedynie słusznej ścieżki. Freixedo był dobrym zakonnikiem, inteligentnym zakonnikiem, świetnym badaczem. Był chwalony przez swoich przełożonych, aż do któregoś momentu. Do tego momentu, kiedy nagle zrozumiał, że niekoniecznie wszystko to, czym się zajmuje, musi się dziać w sferze boskiej.
A właściwie doszedł do bardzo radykalnego wniosku, że właściwie wszystko, co dzieje się w naszym świecie pełnym niezwykłych wydarzeń, anomalii i różnych sytuacji, których nie potrafimy sobie wyjaśnić, a przypisujemy je sile boskiej, być może tą siłą sprawczą wcale nie jest Bóg, tylko jest jakaś bardziej rozwinięta od nas cywilizacja. I teraz na tej zasadzie prostej analogii doszedł do wniosku, że może się to dziać właściwie w takich dwóch formach. W pierwszej formie, tej, którą my obserwujemy w trzech wymiarach. Tak więc kiedy widzimy na przykład latający spodek, czy wydarza się coś, co dziś nazywamy zjawiskiem maryjnym, czy jest to na przykład jakiś inny cud, który jest uznawany za cud religijny i widzimy fizyczne znamiona tego cudu, że coś się wydarzyło i coś się zmieniło. Z jednej strony w taki sposób właśnie ta obca cywilizacja czy ci kosmici, czy ci ludzie z innej planety, spoza naszej Ziemi stoją za tym. A z drugiej strony doszedł do wniosku, że to, co dzieje się w naszym świecie duchowo, to co dzieje się w naszej głowie, ponieważ jesteśmy istotami niezwykle emocjonalnymi. W związku z tym wiele rzeczy na nas wpływa. Wielu ludzi ma niezwykłe zdolności nawiązywania kontaktów z czymś, co w wielu przypadkach trudno nazwać kontaktem na przykład z tą dobrą siłą nadprzyrodzoną. Często nazywamy to, że są to siły demoniczne, wcześniej nazywano, że są to siły diabelskie wręcz, które nakłaniają do złego.Freyciedo doszedł do wniosku, że być może znów nie ma to nic wspólnego z religią, a raczej z istotami pozaziemskimi, które także wpływają w pewien sposób na nas. Z jednej strony w formie fizycznej, ale z drugiej strony w formie emocjonalnej, która rozgrywa się gdzieś w naszej psychice.
Praktycznie można uznać, że Freyciedo, który został w końcu wyrzucony z zakonu jezuitów i wyklęty, doszedł do takiego prostego wniosku, że wszystko to, co my nazywamy religią, wcale religią nie jest. Jest to czysta, żywa ufologia, że za wszystkim tym nie stoi żaden Bóg, żadne anioły. To są tylko nazwy, które mają to przykryć. Natomiast stoją za tym jakieś siły pozaziemskie, inteligentne siły pozaziemskie, które mają różne cele. Mogą się zwalczać nawzajem, ale mogą też wiele rzeczy robić nam na przekór dla własnej zabawy. I tak mniej więcej z grubsza wyglądałoby pojmowanie tych istot pozaziemskich według byłego jezuity Freyciedo, który w ten sposób to widział. W swoich końcowych wnioskach doszedł do, że się powtórzę, wniosku, że jesteśmy poddawani jakiemuś programowi, jest prowadzony na nas jakiś test, olbrzymi eksperyment, który ma swój początek i koniec. W zasadzie jesteśmy tylko w pewnym sensie igraszką losu, igraszką tych istot pozaziemskich, które powołały nas do życia i jednocześnie są zdolne do tego, aby je zakończyć każdym dowolnym, wybranym przez siebie momentem, dopóki nie zaspokoją tych swoich potrzeb, jakie są z nami związane. Dziękuję.
[25:38] - Piotrze?
[25:39] - Tak. Freyciedo, dzisiaj pewnie już bardzo stary człowiek. Mam nadzieję, że jeszcze żyje. To hiszpański były zakonnik, ufolog, badacz zjawisk paranormalnych. Jego historia życia jest dość sensacyjna, dlatego, że pochodzi z rodziny. Wyjdźmy od tego, że napisałem o nim bardzo długi artykuł do „Nieznanego Świata” i w tym artykule streściłem wszystkie jego koncepcje. Bardzo kontrowersyjne. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, może sobie nabyć ten numer z tym artykułem, bo to było dość dawno. Freyciedo urodził się w rodzinie dość biednej. Bodajże jego brat i siostra też wybrali życie duchowne.
Sam Freyciedo miał lewicowe poglądy i po tym, jak wyjechał do Ameryki Południowej, przebywał między innymi na Kubie, bodajże na Portoryko i tam napisał kilka książek, które bardzo mocno uderzały w Kościół, a jako jezuita za bardzo nie mógł sobie na to pozwolić. Został nawet uwięziony na Kubie swego czasu przez ówczesny, jeszcze niesocjalistyczny rząd. Potem uwięziono go jeszcze gdzieś, bodajże w Boliwii. Tego już teraz nie pamiętam. Prawdopodobnie w latach 60. Freyciedo został wydalony z zakonu i ze stanu kapłańskiego i od tego czasu zajął się swoją drugą pasją, jaką były zjawiska niezwykłe. Jego teoria jest bardzo rozbudowana i ona tylko w pewnym względzie zbiega się z tym, co mówił Ford. Dlatego, że Freyciedo napisał taką książkę „Ludzka ferma” i ona automatycznie kojarzy się z tym, co mówił Ford, że jesteśmy czyjąś własnością. Tylko że Freyciedo troszeczkę bardziej to precyzuje. On uznaje, że może nie tyle Ziemia, co ludzie stanowią obszar działania pewnych inteligencji.
On się tutaj odwołuje do przykładu, o którym już kiedyś mówiliśmy. O tym, że ludzie nie muszą być szczytową formą ewolucji. Tutaj daje taki przykład miasta, w którym istnieją różne poziomy. Zarówno te, po których hasają sobie koty, czyli dachy, jak i kanały, w których żyją szczury. I teraz, kiedy taki szczur widzi człowieka wchodzącego do kanału, ma z tym pewnie spory problem. Tak samo my, widząc przybyszy albo z wyższych częstotliwości naszej rzeczywistości, albo przybyszy w ogóle z innego wymiaru, bierzemy ich za istoty magiczne bądź ufonautów. Natomiast on twierdzi, że ten świat tych istot, świat tych inteligencji, czasami cielesnych, a czasami niecielesnych, jest bardzo skomplikowany. To znaczy, w tym świecie istnieją zarówno istoty, które możemy nazwać geniuszami, jak i te, które możemy nazwać elementalami. Są to te, które w jakiś sposób wpływają na człowieka, ale w sposób niematerialny, które w jakiś sposób są w stanie wpływać na nasze myślenie czy się nam objawić. Natomiast jest też druga grupa istot, która ma wyraźnie złe zamiary.
Te istoty lubują się w tym, by generować w ludziach strach. Strach, przerażenie, nienawiść, złość. Wszystko, co negatywne. Dlatego, że Freyciedo wychodzi w pewnym momencie z założenia, że tym istotom potrzebne jest do funkcjonowania. Albo inaczej, one się po prostu zasilają naszymi negatywnymi fluidami i to wszystko, co dzieje się na Ziemi, wszystkie złe emocje, ponieważ człowiek jest istotą posiadającą mózg działający w sposób bardzo atrakcyjny dla tych istot. Wszystko to te istoty przyciąga tak naprawdę i one żywią się naszymi negatywnymi emocjami. Freyciedo też dochodzi do bardzo ciekawego wniosku ogólnie na temat religii.On mówi, że te istoty, ci tajemniczy przybysze z tych ezoterycznych krain. Nie do końca kosmici, ale też nie do końca duchy. Coś pośrodku. Jakieś inteligencje, powiedziałbym inne.
Chyba tak to można nazwać. Inna inteligencja. Jakąkolwiek definicję zastosujemy, to ona będzie kulawa. I te inteligencje, każda z nich wypracowała albo stała za rozwojem konkretnej religii. Popieranie danej religii, fanatyzm religijny sprawia, że my tylko wzmacniamy pewną grupę istot. Oczywiście nie mówię tutaj teraz swojego zdania. Mówię tutaj o zdaniu Freixedo. Wzmacniamy pewną grupę istot, które mówiąc brzydko pasą się tymi wszystkimi energiami, które są generowane przez ludzi. Do człowieka są podpięte pasożyty, których my nie widzimy, ale których działanie czasami odczuwamy. I on tutaj się powołuje między innymi na te wszystkie dziwne incydenty, począwszy od opętań demonicznych, poprzez objawienia maryjne, a nawet abdukcje.
Dla niego to jest wszystko w zasadzie wytwór jednej siły. Ale żeby troszeczkę rozjaśnić ten ponury obraz, powołuje się też na inne przykłady. Kiedy te istoty, kiedy te inteligencje mogące czasami przybierać różne formy, w zależności od tego, jak im się chce, przekazują ludziom bardzo konkretne informacje. Tutaj możemy dać za przykład między innymi owe objawienia maryjne. Tutaj możemy dać za przykład te wszystkie historie albo te wszystkie koncepcje krążące wokół tego, o czym mówił Terence McKenna, a dotyczące tego, że nasi przodkowie, mając kontakt z innym wymiarem bytu i z istotami, które tam mieszkają, które możemy porównać z ezoterycznym planem astralnym, pobierali od nich wiedzę. To od nich zyskały wiedzę podstawową na temat tego, jak przeżyć w przyrodzie i od nich zyskały wiedzę na troszkę wyższym poziomie. Stąd kult. Albo inaczej, może nie kult, ale stąd ta wielka waga, którą przypisywano dawniej wszelkiego rodzaju stanom transowym i narkotycznym. Dlatego że stamtąd właśnie pochodziła wiedza. Reasumując, Freixedo.
Chyba to będzie najlepsze porównanie. Uznaje, że jesteśmy. I to jest też taki element bardzo religijny w jego myśleniu, bo on tego myślenia religijnego mimo wszystko się nie wyzbył. I ja myślę, że ta jego koncepcja jest jednak religijna. Mimo wszystko, że go wywalono z zakonu i z Kościoła, to Freixedo pozostaje w kręgu tego myślenia stricte religijnego i buduje sobie taką drabinę bytów. Podobną do tych drabin bytów, o których mówili średniowieczni myśliciele, na której człowiek usadowiony jest gdzieś bardzo blisko. A wyżej są te istoty, które my określamy mianem anielskich, chociaż one się dzielą na różne grupy i my ich nie widzimy, ale one są absolutnie prawdziwe i one zwykle na nas pasożytują, dopóki się w jakiś sposób nie będziemy przed nimi bronić. Chociaż nie wiem, czy to jest możliwe. My zaś stanowimy rodzaj poletka, rodzaj wspomnianej fermy, z której te istoty w ten czy inny sposób korzystają. Natomiast to, co wyróżnia Freixedo od innych koncepcji, to fakt, że jest to według niego taka raczej niekontrolowana własność.
To znaczy jest to forma pasożytnictwa po prostu, ale bez, jak to określał Ford, formalnej własności. Czyli istniejemy w systemie, w którym jesteśmy na to pasożytnictwo ezoteryczno-astralne skazani. Dzięki.
[34:09] - Marku.
[34:10] - O Freixedo warto powiedzieć, że tak naprawdę z Kościoła według moich informacji został wywalony z powodu takiej swojej żyłki, nazwijmy ją społecznej. Jeśli mówimy o Kubie, to on na Kubie działał, kiedy jeszcze funkcjonowała administracja Batisty. Czyli jeszcze nie było Fidela. I w 1957 roku on opublikował książkę „40 przypadków społecznej niesprawiedliwości”, która tak rozsierdziła dyktatora, że zakonnik został wydalony, o ile pamiętam na Portoryko. Natomiast takim gwoździem do trumny kariery zakonnej człowieka, o którym mówimy, była książka jak najbardziej o problemach społecznych. „Mój Kościół śpi”. Chyba tak się nazywała. Taki był tytuł. „Mój Kościół śpi”. Gdzie w tej książce krytykował błędy i wszelkie patologie, które występują wśród kapłanów i hierarchów kościelnych.
I to by może jeszcze przeszło. To znaczy nie wiem, jaka wówczas była wrażliwość hierarchów kościelnych. Natomiast on pozwolił sobie w tej książce również zakwestionować niektóre dogmaty i właściwie podpisał na siebie wyrok, jeśli chodzi o swoją karierę zakonną. Bo za tę właśnie książkę, napisaną w 1968 roku Freixedo został wydalony z zakonu. Notabene była mowa o tym, że spędził też jakiś czas w więzieniu. Owszem, został za tę właśnie książkę uwięziony w Wenezueli. A książka, o której wspomniałem, czyli „Mój Kościół śpi" w Hiszpanii na długi czas została książką, która była zakazana. Po prostu była na indeksie.Jeśli chodzi jeszcze o poglądy, to później zaczął mówić o tym, że popełniamy duży błąd, jeśli wierzymy, że te istoty, o których mówił Piotr, o których mówił Chris wcześniej, są bardziej technicznie zaawansowane od nas, że obserwują nas z pojazdów, które gdzieś tam się unoszą, czyli z takich pojazdów, które określamy mianem UFO. Błędem jest to, jeśli uważamy, że jeżeli oni są bardziej zaawansowani technicznie, to muszą też być bardziej zaawansowani moralnie. On twierdził, że czyny tych istot, z którymi mamy okazję się stykać, wyraźnie wskazują na to, że jest zupełnie inaczej, że ich etyka jest zupełnie inna niż nasza.
Dalej twierdził, że te pojazdy, które obserwujemy nad Ziemią, mają bardzo różne pochodzenie. Mówił o tym, że chociaż wydaje się, że te pojazdy pochodzą z fizycznych światów podobnych, takich jak nasz, to równie dobrze jest bardzo możliwe, że pochodzą z innych wymiarów albo z innych rzeczywistości, że istoty, które przybywają do naszego świata, pochodzą ze światów, w których w ogóle panuje inna fizyka, w których panują inne warunki. Ważną rzeczą, o której mówił, to to, że chociaż pochodzą z innych światów, z innych wymiarów, to w momencie, kiedy przenoszą się do naszego świata, podlegają prawom fizyki, które obowiązują w naszym świecie. I to może jest taka ważna informacja. Natomiast mówił też o tym, że kontakt z innymi istotami może zachodzić na mentalnym poziomie, kiedy na przykład słyszymy jakieś głosy w głowie lub może być wizualny, ale rzekomo fizyczny, czyli kiedy obserwujemy jakąś istotę. Ale to wcale nie oznacza, że ona w naszym świecie znajduje się w sposób fizyczny. Te istoty, o których wspomina Friess, to mogą być istoty, które prezentują się człowiekowi pod postacią istot boskich, anielskich i one przekazują osobom, którym się pojawiają, różne przesłania. Są to różnego rodzaju prawdy, przekazy, mówił jednak o tym, że one zawierają w sobie zarówno dużą porcję prawd, jak i fikcji, nieprawd. Mówił o tym, że bardzo ciężko jest jedno od drugiego oddzielić. Myślę, że na ten temat chyba wystarczy.
Ja powiem tak. Dlatego się trochę wzdragam przed rozpowszechnianiem, ponieważ ja nie do końca ufam tym wszystkim rewelacjom Friess. Podejrzewam po prostu, że kiedy ta zakonna działalność, ta jego wrażliwość społeczna, którą przejawiał, ta dusza, nazwijmy to bojownika, człowieka, który walczył o pewne sprawy w obrębie Kościoła, kiedy to stało się niemożliwe, bo przestał być zakonnikiem, poszło w inną stronę. I ja nie do końca w te jego przesłania wierzę, aczkolwiek jeśli chodzi o samą ideę, sam pomysł, który Friess zgłasza, wydaje mi się to po prostu ciekawe. Istot, które przybywają do nas z innych wymiarów i żywią się naszymi emocjami, szczególnie tymi, z których nie jesteśmy dumni. Dziękuję bardzo.
[40:47] - I przechodzimy do pytania numer trzy. Przeskoczmy do innej koncepcji. John Ball, amerykański astronom, stworzył w latach 70. tak zwaną hipotezę zoo. Zakłada ona, że obcy, a w zasadzie ich uczeni, mogą się nam przyglądać jak wielkiemu ogrodowi zoologicznemu, ale nie ingerują w nasz rozwój. Czy rzeczywiście możemy żyć w wielkim kosmicznym zoo albo rezerwacie należącym do obcych nadzorców? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Marek Żelkowski. Marku?
[41:20] - Ja powiem tak, że ta hipoteza takiego zoo wydaje się bardzo ponętna. Znaczy ona jest na pewno bardzo ponętna i często wykorzystywana na przykład w literaturze SF. Natomiast ja odnoszę się dosyć sceptycznie. Zanim powiem dlaczego, to powiem o tym, skąd się wzięła. Hipoteza zoo jest niejako odpowiedzią na paradoks Fermiego, czyli braku dowodów na istnienie inteligentnego życia, tej prostej konstatacji, że skoro wszechświat jest taki ogromny i tyle jest potencjalnie światów nadających się do zamieszkania, to dlaczego nikt z nami się nie kontaktuje? To tak w skrócie mówiąc o paradoksie Fermiego.I to wydawało się dobrym wyjaśnieniem. Dlaczego obcy się z nami kontaktują? Ponieważ obserwują nas z daleka, nie ingerują. Jesteśmy dosłownie jak zwierzęta w zoo. Przyglądają się nam uważnie, ale nie ingerują w nasze życie.
Dlatego odnoszę się sceptycznie, ponieważ wcześniej mówiliśmy o kreowaniu konfliktów, o tym, że da się na Ziemi zaobserwować różnego rodzaju oddziaływania, które można na przykład przypisać obcym, którzy rzeczywiście ingerują w naszą rzeczywistość, którzy starają się poprzez pewne działania oddziaływać na nasz rozwój, na nasze wynalazki, na to, w jaki sposób postrzegamy wszechświat, w jaki sposób postrzegamy naukę. W związku z tym zasada nieingerencji wydaje mi się dosyć wątpliwa. Chociaż warto powiedzieć, że przy okazji kosmicznego zoo mówiono o tym, że być może istoty, które są twórcami tego zoo i obserwują Ziemian, mają różnego rodzaju aparaturę zgromadzoną, która przebywa w Układzie Słonecznym. Ona jest dobrze ukryta i dzięki niej obserwują aktywność ludzkiej cywilizacji, tak jak pracownicy zoo czy też zwiedzający obserwują aktywność zwierząt. Warto wspomnieć o tym, że istnieje cała literatura na temat różnych tajemniczych obiektów, które znajdują się w Układzie Słonecznym w różnych jego częściach, na przykład gdzieś na orbicie Jowisza, gdzieś w pasie asteroid i tak dalej. Myślę, że to nie jest w tej chwili tematem naszej debaty, ale warto o tym powiedzieć, że o ile nie do końca ta teoria mi się podoba, to warto powiedzieć, że jakieś przesłanki świadczące o jej prawdziwości pojawiają się. Warto też powiedzieć, że ta hipoteza Ball'a, która pojawiła się w 1973 roku zakłada, że nasza cywilizacja rozwija się w sposób oryginalny i dlatego jest obserwowana. Obce istoty chcą patrzeć na rozwój ludzkiej cywilizacji, żeby ta cywilizacja rozwijała się w sposób naturalny, bez ingerencji. W związku z tym, ponieważ jesteśmy tacy ciekawi, dlatego postępują w ten sposób. Z ciekawostek warto powiedzieć, że ta koncepcja zoo pojawia się później w cyklu „Star Trek”, gdzie jedna z zasad, bodajże pierwsza zasada, to jest zasada nieingerencji w rozwój obcych cywilizacji do momentu, kiedy te cywilizacje nie osiągną progu orbity wokół swojej planety.
W każdym razie nie odlecą w kosmos. I wtedy dopiero może nastąpić kontakt, a wcześniej mogą być tylko i wyłącznie obserwowane. Powtórzę się, ale podchodzę dosyć sceptycznie do tej teorii, którą sformułował radioastronom John Ball. Może tyle. Dziękuję.
[46:19] - Krysie. Teoria Ball'a jest wynikiem z jednej strony entuzjazmu, a z drugiej strony rozpaczliwej sytuacji nauki, która obserwując zjawiska fizyczne, stara się je wyjaśnić, bo na tym polega natura nauki, ale w żaden sposób nie potrafi. Stąd ten paradoks Fermiego. Stąd wiele problemów z tym, aby uznać, że może istnieć jakiekolwiek życie pozaziemskie. John Ball jako klasyczny, twardy naukowiec z Harwardzkiego Uniwersytetu próbował w jakiś sposób znaleźć rozwiązanie tego impasu, w który wpadła nauka. W czasach, kiedy on tworzył tą swoją teorię zoo, mamy do czynienia z dwoma wiodącymi hipotezami na temat życia pozaziemskiego. Pierwsza to jest ta hipoteza stworzona przez Sagana i Szukowskiego, która była hipotezą chemiczną. Oni uznali, że życie musi rozwijać się wszędzie we wszechświecie, gdzie tylko napotka jakiekolwiek warunki, które takie życie umożliwiają. Czyli generalnie sprowadzali oni życie do takiej reakcji chemicznej, która powstaje w sprzyjających warunkach. I to życie musi powstać, więc zakładając, że mamy miliardy planet dookoła, gdzieś muszą być podobne warunki i życie musi powstać.
Tyle że nie ma żadnych danych, aby móc to w jakiś sposób potwierdzić. Tą drugą teorią była teoria lansowana przez wówczas radzieckich uczonych Oparina i Fesenkova zwłaszcza, a także von Hernera na Zachodzie. I ona mówiła o tym, że statystycznie, ponieważ mamy wokół siebie tyle planet, tyle słońcTyle galaktyk i odkrywamy każdego roku następne, więc statystycznie życie gdzieś musi istnieć. Ale znowu nie mamy żadnej aparatury i możliwości, ażeby to sprawdzić. Jednocześnie i jedna, i druga teoria, jej słabością było to, że to życie, które rzekomo miałoby gdziekolwiek istnieć, w żaden sposób się z nami nie kontaktuje. Nie tylko my nie jesteśmy w stanie stwierdzić jego istnienia, ale jednocześnie to życie, które być może przyjęło zaawansowaną formę, bo skoro my przyjęliśmy zaawansowaną formę, to nie należy wykluczyć, że do podobnych zjawisk doszło w kosmosie i że być może są tam cywilizacje dużo bardziej rozwinięte niż nasza, która potrafi podróżować i pokonywać przestrzenie międzygalaktyczne. Nie ma tego kontaktu. I stąd ten rozpaczliwy paradoks Fermiego, który mówi, że ten wszechświat musi tętnić życiem. Tylko że nie mamy żadnego na to najmniejszego twardego, konkretnego dowodu, że tak rzeczywiście jest. W tym momencie pojawił się Ball, który stworzył prostą i bardzo atrakcyjną hipotezę tego zoo, która w skrócie mówi o tym, że ci wszyscy kosmici zostawili nas w spokoju.
My przechodzimy jakąś fazę rozwoju i w tej fazie rozwoju nie należy nam przeszkadzać, więc należy trzymać nas w jakimś rezerwacie. I podobnie jak zwierzęta w rezerwacie nie mają pojęcia o istnieniu nadzorców i strażników dookoła tego rezerwatu, podobnie jest z naszą planetą, z którą ograniczono kontakty. Nie nawiązuje się żadnych kontaktów, nie pozwala się też na zdobycie jakiegokolwiek konkretnego dowodu, że ta cywilizacja obca, pozaziemska rzeczywiście może istnieć. I jest to taki wyraz rozpaczliwej próby nauki, żeby móc w jakiś sposób zachować twarz w próbie odnalezienia odpowiedzi na to, czy rzeczywiście istnieje życie pozaziemskie. I można powiedzieć, że trwa to po dziś dzień, bo mamy straszny opór w nauce do tego, aby móc przyznać, że takie życie rzeczywiście istnieje, mimo że wiele wskazuje, że już na poziomie jakichś drobnoustrojów, bakterii, mikroorganizmów takie życie istnieje na Marsie, a więc musi istnieć także na Wenus i być może na innych planetach naszego nawet Układu Słonecznego, więc tym bardziej musi istnieć gdzie indziej. Mimo to ciągle ten opór istnieje i dlatego nauka ma z tym problem. Praktycznie od czasów Balla nie stworzono żadnej innej teorii, która by dawała ten krok do przodu. Dlatego już później operujemy na teoriach, które w jakiś sposób przypominają bardziej metafizyczne teorie, takie jak miał ksiądz Freisiedo i inni, i ufologowie czy ufolodzy, którzy budują swoje teorie już nie w oparciu o fakty naukowe, a pewne spekulacje teoretyczne, które również nie mają tego jądra dowodu potwierdzającego, czy jest tak, czy jest inaczej. Także tak w skrócie można określić teorię Balla. Dziękuję.
[50:54] - Piotrze?
[50:55] - Trudno będzie dodać coś po tak rozbudowanych wypowiedziach. Może najbardziej koncepcję Balla wyróżnia to, że o ile Freisiedo i Ford mówili o czymś, co przypomina w zasadzie teorię spiskową lub koncepcję religijną, tak Ball starał się na podstawie zebranych, może nie zebranych dowodów, tylko na podstawie pewnych koncepcji dać odpór paradoksowi Fermiego, czyli paradoksowi, który mówi, że tyle jest galaktyk we wszechświecie, a kosmos jakoś dziwnie milczy. A Ball mówi na to tak: „No cóż, kosmos milczy, ale musi milczeć, dlatego, że prawdopodobnie jakaś obca inteligencja ma nas pod kuratelą i traktuje nas jako swego rodzaju rezerwat. I wiedząc, że kontakt mógłby nam w dużej mierze zaszkodzić”. Myśmy o tym mówili w wielu debatach przy okazji problemu kontaktu. Społeczeństwo ziemskie jest polaryzowane. Gdyby kosmici się na Ziemi pojawili, to z kim się mają skontaktować? Skontaktowaliby się zawsze z przedstawicielem któregoś z kręgów kulturowych. Czy on by na tym skorzystał, czy nie, jakoś by go to dotknęło. Gdyby skorzystał, gdyby na przykład, strzelam, kosmici lądują w Burkina Faso i przekazują tamtejszemu rządowi recepturę na lek na raka albo na zbudowanie superbroni.
Oczywiście myślę, że coś takiego jak przekazywanie informacji z wyższej cywilizacji do niższej cywilizacji nigdy nie nastąpi. Natomiast sami kosmici mieliby problem z określeniem, kogo w ogóle wybrać. Także jeżeli woleliby lepiej nie ingerować, mając na pewno jakąś zaawansowaną wiedzę nie tylko technologiczną, ale i społeczną i historyczną, samemu, gdyby, jeśli istnieją, mogliby przerabiać już różnego rodzaju problemy. I Ball pewnie miał to wszystko na myśli i stąd też stworzył hipotezę o rezerwacie lub o zoo, która mówi właśnie o tym, że ktoś nas po prostu pilnuje i dogląda. Może nawet czasami troszkę ingeruje, na pewno się nami interesuje, ale nie pokazuje tego dlatego, że wie, że mogłoby to wpłynąć na nasz rozwój w jakiś sposób. I tutaj ten problem, bo to miałoby sens, gdyby w kosmosie istniała jedna cywilizacja zdolna do podróży międzygwiezdnych. Natomiast czy wobec potencjalnej mnogości obcych w kosmosie to odizolowanie Ziemi byłoby możliwe do utrzymania, prawda? To pierwsze pytanie. Także hipoteza Balla ma tylko sens w przypadku, kiedy istnieje jakaś wąska grupa cywilizacji, jedna cywilizacja albo też grupa cywilizacji, które umawiają się wspólnie w celu prowadzenia wspólnej polityki wobec cywilizacji na niższym poziomie rozwoju. Bo tak naprawdę gdyby istniało tych wielu obcych, to oni rzeczywiście musieliby się, brzydko mówiąc, prać na orbicie gdzieś tam.
Jedni musieliby nie dopuszczać do Ziemi innych, a to jakoś chyba nie zachodzi. Nie obserwujemy takich walk i wojen. Pojawiła się też taka koncepcja, która mówiła, że-Obcy obserwujący naszą planetę mogą się ujawnić wtedy, kiedy my osiągniemy zdolność do podróży międzygwiezdnych. To jest całkiem ciekawe, bo to mogłoby nas wynieść na pewien poziom z tego planetarnego przedszkola do pewnego rodzaju kosmicznych graczy, do cywilizacji, które są zdolne do postawienia kroków w kosmos i kształtowania tej kosmicznej polityki. Może istnieje jakaś cywilizacja, która nam się przygląda. Tego się nie da wykluczyć. Jestem zdania, że jest większe prawdopodobieństwo na to, że te małe sondy, małe obiekty UFO, najmniejsze obiekty UFO są obiektami pochodzenia pozaziemskiego niż na to, że tymi pozaziemskimi obiektami są latające spodki. Także hipoteza Bolla, mimo otoczki teorii spiskowych, była całkiem naukową próbą odpowiedzi na paradoks Fermiego i sformułowania pewnego scenariusza, który mimo wszystko dawałby nam nadzieję na spotkanie z obcymi kiedyś w pewnej dalekiej przyszłości. Co ciekawe, z jego wniosków wynika też, że ci obcy musieliby mieć ambiwalentny stosunek do nas. Zachowywaliby się raczej jak przyrodnicy.
Nie byliby ani dobrzy, ani źli, a sami wiemy, że jak już wspominaliśmy w tej ultradługiej debacie o cywilizacjach trzeciego rzędu, etyka i mentalność obcych może być zupełnie inna. Także na chwilę obecną myślę, na obecnym poziomie wiedzy, tą, którą mamy, bo na pewno jest też jakiś drugi poziom wiedzy, który jest niedostępny ludziom. Jest to jedna z możliwości, tylko czy w ogóle hipotezę Bolla da się zweryfikować? I to jest problem, bo jakby mieli nas ci obcy obserwować, jeżeli już, to do głowy przychodzą jakieś małe, niewielkie obiekty niedające się zauważyć, a obserwujące nas. Sprawiające, że oni wiedzą o nas wszystko, a my o nich nie wiemy nic. I tak to wygląda. Tutaj na czacie pojawia się wiele pytań. Jedno z tych pytań, które przyszło już dość dawno, to jest pytanie od pana Piotra i przeczytam je: „Mam pytanie, jak można, tak dla laika, zdefiniować inny wymiar z punktu widzenia fizyki? Czymże jest nasz wymiar i czym może różnić się hipotetyczny inny wymiar?” Panie Piotrze, ja napisałem jakiś czas temu bardzo ciekawy artykuł do „Nieznanego Świata”, oparty o przeżycia ludzi, którzy twierdzą, że odwiedzili inne wymiary. I co ciekawe, to były tylko historie z Polski.
I tam spotkałem się z tym problemem, bo my tego terminu „inny wymiar” używamy troszeczkę niepoprawnie naukowo, bo inny wymiar fizyczny dla nas, wyższy wymiar fizyczny dla nas byłby percepcyjnie raczej niepoznawalny. Istnieją bardzo rozbieżne zdania, ale na przykład posłużę się przykładem, który pojawił się w książkach Kaku. Kaku twierdził, że gdyby istota z czwartego wymiaru przechodziła przez nasz wymiar, to my byśmy mogli widzieć ją jedynie częściowo. Nie widzielibyśmy jej całości. Natomiast ta istota z czwartego wymiaru, twierdzi Kaku bodajże w książce „Hiperprzestrzeń”, mogłaby nas obserwować z kolei ze wszystkich stron naraz. Pomyślmy, co by było dalej. Co z istotami z piątego, szóstego, siódmego, ósmego, dziewiątego, dziesiątego i jedenastego wymiaru, które rzekomo według teorii strun przynajmniej w takiej ilości w naszym kosmosie funkcjonują. Oczywiście to wszystko są hipotezy i nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Istnieją też bardzo rozbieżne koncepcje związane z tym, czy my w ogóle jesteśmy w stanie skontaktować się z innym wymiarem, bo o ile w książkach sprzed kilku lat uznawane jest to za niemożliwe, tak parę miesięcy temu pojawił się taki artykuł, w którym czytamy, że jest to jak najbardziej możliwe hipotetycznie. Oczywiście nie rozwinę teraz tego, bo jest bardzo niezrozumiałe, aleAle niektórzy fizycy tak już to widzą.
Stąd też istnieje pewien problem między innym wymiarem a czymś, co możemy określić paralelną rzeczywistością, alternatywną rzeczywistością, czyli tą rzeczywistością z teorii Hugh Everetta, który twierdził, że przy każdym zdarzeniu kwantowym nasza rzeczywistość się rozpada na oddzielne linie i tak naprawdę funkcjonujemy, osadzeni jesteśmy jako my w nieskończonej ilości rzeczywistości równoległych do naszej, w której każdy z nas toczy sobie oddzielne życie. Życie Piotra Ćwierzbiaścia żyjącego w innej rzeczywistości może się nie różnić niczym od mojego, poza tym, że tam na przykład nie mam wąsów albo że tam mam na imię Zygmunt, albo że tam na przykład Marek Sęk też ma inne imię, albo że Chris nie mieszka w New Jersey, tylko mieszka w Suwałkach i tak dalej. Także przybysze z alternatywnych rzeczywistości to jest zupełnie inny temat i temat bardziej hipotetycznie możliwy, bo o ile my nie bylibyśmy w stanie odbierać tych istot z innego wymiaru, także ci goście z innej rzeczywistości byliby podobni do nas w jakimś sensie. To jest dlatego tak kuszące w kwestii obserwacji UFO. Odnoszę się tutaj do tych, którzy pytają na czacie, dlaczego tak często wiąże się ufologię z innymi rzeczywistościami. Bo te istoty są zaskakująco podobne do nas, czyli mogą pochodzić z rzeczywistości, w których historia ludzkości potoczyła się trochę inaczej i może są bardziej zaawansowani, może są już na innym stopniu ewolucji, może w ich biologii zaszły pewne zmiany, które sprawiły, że oni nie są podobni do nas. Ale nadal są humanoidami i nadal nas przypominają i w jakiś sposób są zdolni do uciekania z tych swoich rzeczywistości, odwiedzania naszej. I tak to wygląda, bo bardzo jest mało przypadków, w których moglibyśmy powiedzieć, że ktoś spotkał istoty z innego poziomu, z innego wymiaru, bo to by było coś, co w gruncie rzeczy jest niewyobrażalne, prawda? Coś jeszcze miałem powiedzieć, zapomniałem. Holender.
Uciekło mi. Tak. Czekajcie, czekajcie. Trzy sekundy. Muszę pomyśleć nad tymi innymi wymiarami. I tak to wygląda. Nie, przypomnę sobie. Tak to wygląda. Panowie, nie wiem, czy macie w tej kwestii coś do dodania. Wiem, że ma do dodania coś Marek Żelkowski.
[01:02:11] - Kiedy słuchałem wypowiedzi dyskutantów oraz swoich na temat swoistego kosmicznego zoo, którym jest Ziemia, przyszło mi do głowy, że to koncepcja zbieżna z trylogią Briana Aldisa, znanego pisarza science fiction. Trylogia o Helikonii, o planecie, której orbita krąży w tak dziwny sposób wokół Słońca, że pory roku trwają bardzo długo. To tak w skrócie. Nie będę wchodził w samą opowieść. Natomiast ta koncepcja jest bardzo zbieżna, którą przedstawił Aldis. To jest powieść z pierwszej połowy lat 80. Wielokrotnie nagradzana, która zresztą została wydrukowana w Polsce. Chodzi o to, że odległa planeta jest obserwowana. Tym razem to my, Ziemianie, jesteśmy obserwatorami. To my jesteśmy nadzorcami zoo.
Z tym że u Briana Aldisa to ma taki wymiar, dla mnie przynajmniej, dosyć okrutny, bo to, co dzieje się na planecie, ogromne zmiany, przemiany historyczne wręcz, one są źródłem obserwacji i rozrywki. To nie są obserwacje czysto naukowe, które jacyś naukowcy zbierają na temat tego, jak rozwija się owa cywilizacja na planecie Helikonia. Tylko tak naprawdę służy to wszystko rozrywce, ponieważ Ziemianie obserwują to, co dzieje, te przemiany pór roku na planecie Helikonia oraz przemiany społeczne, historyczne, kulturowe. Oni obserwują, Ziemianie, na zasadzie obserwacji telenoweli. Oglądają po prostu to, co dzieje się na owej planecie. I to jest uzupełnienie koncepcji, o której w tej chwili mówimy, tej koncepcji zoo, że z jednej strony możemy być przedmiotem obserwacji i ścisłej analizy tego, jak rozwija się nasza cywilizacja, ale nieco, przynajmniej dla mnie, dołujące byłoby, gdybyśmy byli tylko źródłem taniej rozrywki. Czyli obserwuje się nas po to, tak jak obserwuje się losy ulubionych bohaterów w jakimś tasiemcowym serialu. To, przyznacie państwo, nie można takiej koncepcji wykluczyć. Dlatego wspominam. Jeszcze raz powiem.
Powieść Briana Aldisa, trylogia poświęcona planecie Helikonia. „Wiosna”, „Lato”, bodajże „Zima Helikonii”. Dziękuję.
[01:05:00] - Chciał coś jeszcze dodać Chris Miękinia. Chrisie?
[01:05:03] - Ja tylko chciałem dodać dwa słowa na temat tej wielowymiarowości. Dlaczego my mamy z tym problemy? Mamy z tym problemy dlatego, że właściwie nie jesteśmy w stanie precyzyjnie, jednoznacznie nawet zdefiniować, co to jest ta wielowymiarowość i tak naprawdę, o co nam w tym wszystkim chodzi. I stąd mamy cały szereg definicji tego, czym jest ta wielowymiarowość, bo są definicje, wiele definicji, na przykład w matematyceKtóre mają się nijak do naszego praktycznego, oczywiście w sensie stricto trójwymiarowego życia. Mamy takie teorie w fizyce, mamy takie teorie w filozofii, mamy takie teorie w literaturze chociażby również. Tych definicji mamy całą masę. W zależności od tego, kto do tego podchodzi i jakie kryteria przyjmuje, wówczas zmienia się też forma definicji i forma postrzegania, czym jest wielowymiarowość i w jaki sposób się ona objawia. Myślę, że tutaj chyba najważniejszym czynnikiem jest nasz czwarty wymiar. Absolutnie nie reklamuję tego pisemka, o którym wspominał Piotr. Czyli czas.
Myślę, że czas jest tutaj najistotniejszym elementem, dlatego że on nas trzyma w pewnym więzieniu tych naszych trzech wymiarów. W momencie, kiedy czas się załamuje, wiele rzeczy staje się możliwe. Spojrzenie na świat, wszechświat, na wszystko wokół nas bez pojęcia czasu zupełnie się zmienia. Jest taka książka pani Madeleine L'Engle, która napisała opowieść pod tytułem „Zmarszczki czasu”. Ten przykład dotarł do mnie chyba najmocniej, bo ona mówiła o tym, że jeżeli przełamiemy tą płaszczyznę czasoprzestrzenną, wówczas ilość wymiarów i ich postrzeganie absolutnie się zmieni. Pozwoli to na praktycznie nieograniczoną nie tylko eksplorację kosmosu, ale jednocześnie rozwój naszej samej świadomości, ponieważ to ograniczenie, którym my żyjemy, przestaje w tym momencie istnieć. Załamanie czasoprzestrzenne jest właśnie szansą na to, żeby móc wymknąć się z tych trzech wymiarów plus czas, który jest ich ogranicznikiem i otworzyć sobie szeroko wrota na to, żeby móc odbierać wszechświat i ewentualnych mieszkańców tego wszechświata bez żadnych przeszkód. Dziękuję.
[01:07:28] - Przechodzimy do kolejnego pytania z naszej listy. Kolejna koncepcja związana z nadzorcami odnosi się do zjawiska abdukcji. Część badaczy, w tym doktor David Jacobs, uznaje, że istoty, które tym kierują, mają na celu powolną eksterminację ludzkości i zastąpienie jej inną rasą. Czy to możliwe? I dlaczego ogrodnicy Ziemi mieliby tego dokonać? Może pierwszy niech się wypowie tym razem Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[01:07:56] - Dzisiejsza debata i ta debata sprzed tygodnia zostały skonstruowane w dość specyficzny sposób. Mają one na celu ukazać państwu to, jak bardzo zróżnicowane są różnego rodzaju koncepcje dotyczące inteligencji, która ma nadzorować Ziemię. To takie szczególne mrugnięcie porozumiewawcze okiem wobec tych wszystkich spiskowych teoretyków i tych zagorzałych zwolenników AICA, którzy zasypują nas swoimi często bzdurnymi informacjami. Ma to na celu uświadomić, jak bardzo rozległy jest to temat. To znaczy, jeżeli ktoś wierzy w reptilian, to niech nie myśli, że złapał Pana Boga za nogi i już wie wszystko, i zna na wszystko odpowiedź. Nie. Tych koncepcji jest bardzo dużo i tak naprawdę reptilianie są ostatnią chyba w kolejności, która powstała. I ona czerpie z tego, o czym dzisiaj mówimy. Także najlepiej bazować na źródłach, najlepiej bazować na tym, co wynika z badań osób z krwi i kości. Jedną z takich osób jest David Jacobs, historyk, dzisiaj już emerytowany profesor historii.
Badacz abdukcji od lat, ale badacz o poglądach dość konserwatywnych. O ile na przykład omawiany doktor Mack, o którym często mówiliśmy, był zwolennikiem teorii, która mówiła, że abdukcje dzieją się na pograniczu rzeczywistości i jawy i są zjawiskiem w zasadzie po części parapsychicznym i wykraczają poza naszą rzeczywistość po prostu. O tyle Jacobs jest zwolennikiem teorii bardzo prostej, która mówi, że po prostu obcy przylatują na Ziemię po to, żeby wytruć ludzi i zastąpić ich nową rasą. I tutaj pojawia się pewien problem, bo Jacobs bada to zjawisko od lat i napisał na ten temat wiele książek. On się opiera o taki najprostszy wniosek, który wynika z tych wszystkich przypadków, że obcy po prostu od jakiegoś czasu tworzą hybrydy i te hybrydy według przekazywanych informacji mają za jakiś czas zastąpić ludzkość na Ziemi. Problem w tym, że obcy w zasadzie każdą swoją ofiarę traktują w odrębny sposób. Tak naprawdę to, co pisze Jacobs, jest tylko jedną z wielu możliwości na tym polu i to ukazuje nam w ogóle paradoksalną naturę zjawiska UFO. My nie jesteśmy w stanie wybrać obowiązującej teorii. Możliwości są dwie: albo to zjawisko cały czas nas wprowadza w błąd, albo ono po prostu pochodzi z rzeczywistości, której nasz rozum nie obejmuje, w której nie istnieje jedno konkretne rozwiązanie, tylko jest to szersze spektrum, które po prostu nam się nie mieści w głowie. Obcy z naszego punktu widzenia kłamią, mówiłem o tym nie raz.
Jednym mówią, że planeta im się rozsypała i stracili zdolność rozrodu. Drugim mówią, że to nasza planeta się rozpada i stracimy zdolność rozrodu. Trzecim mówią, że w ogóle ludzie są już niepotrzebni i teraz będą żyć hybrydy i powoli są wprowadzane. Czwartym mówią jeszcze coś innego i tak dalej. Każdy otrzymuje odrębny scenariusz i tak w zasadzie nie wiadomo, komu wierzyć ostatecznie. Oni się z jednej strony podają za ogrodników Ziemi i dobroczyńców, z drugiej strony gmerają przy ludziach, robiąc im jakieś nie wiadomo co.Nie wiadomo jakie operacje i zabiegi. Chyba jedyna spójna rzecz, która z tego wynika, to jest przestroga przed tym, aby ludzie się opanowali i przed tym, aby ludzie się zmienili. To tak jak w objawieniach maryjnych. Te wszystkie objawienia są różne. Maryja nazywa się za każdym razem inaczej, chce czegoś innego, mówi coś innego.
Czasami bredzi. Ale jeden punkt jest wspólny: poprawcie się, zmieńcie się, bo będzie źle. I tak samo jest w abdukcjach. Chociaż przypomina to porwania przez jakichś zielonych ludzików, kiedy wejdziemy w to głębiej, to zobaczymy, że to się nie klei, że można by przyjąć teorię jak Jacobs, że ktoś nas chce zamienić na Ziemi, bo to fajnie brzmi i jest straszne i na pewno przyciągnie uwagę, ale będziemy wtedy nieszczerzy. Nie obejmiemy całego spektrum tego zjawiska. Także trzeba patrzeć też na drugą stronę, bo Jacobs jak ślimak przykleił się do jednej szyby akwarium i nie widzi drugiej. Albo jak glonojad. Nie widzi drugiej i nie chce tej drugiej dostrzec. A po drugiej stronie są zupełnie inne argumenty i równie dobre kontrargumenty. Równie dobre jak ta jego teoria.
Czy to jest możliwe, że jakaś cywilizacja chce nas zastąpić i naszą rasę chce zastąpić inną? Oczywiście wszystko jest możliwe na pewnym stopniu rozważań. Gdybyśmy jednak na to popatrzyli, to abdukcje, jeżeli chociażby wierzyć samemu Jacobsowi, trwają od kilkunastu tysięcy lat. On twierdzi, że te istoty są na Ziemi od bardzo dawna. Skoro one od tego czasu tutaj pracują, to dlaczego nie widać efektów ich pracy? To też jest troszeczkę absurdalne, bo oni cały czas pracują, ulepszają te swoje hybrydy, natomiast ich jak nie było, tak nie ma. Także bardziej skłaniam się do hipotezy Macka, która mówi, że abdukcje to może być coś absolutnie innego, pokrewnego raczej lotowi szamańskiemu, pokrewnemu eksteriorizacji, pokrewnemu nawet OOBE, tylko że osadzonemu w stricte pewnych uwarunkowaniach związanych z naszą historią, z naszą epoką. Tak jak dawni szamani kontaktowali się z duchami roślin i otrzymywali od duchów przyrody, duchów zwierząt przesłania, tak samo my dzisiaj możemy kontaktować się z tą samą siłą, która przebiera się w troszkę inne ciuszki i pokazuje się nam już jako kosmici. Może ta siła wiedzie nas za rękę, może to ona jest tym obserwatorem Ziemi z hipotezy Bohra. Może to nie obca inteligencja wiedzie nas za rękę, tylko sam kosmos nas wiedzie za rękę, bo to też jest możliwe.
Tego też nikt nie wykluczył, bo może świadomość jest elementem składowym kosmosu, a wcale nie jest czymś, co się w tym kosmosie rozwija raz na jakiś czas. Może jest po prostu jedną z sił, która działa w jego ramach. Tutaj polecałbym bardzo książkę doktor Danuty Adamskiej-Rutkowskiej pod tytułem „Kwantowa rzeczywistość”. Tam jest to wytłumaczone w sposób poparty koncepcjami fizycznymi, kosmologicznymi. Także jest to niezwykle ciekawe zagadnienie. Czy te istoty mogłyby rzeczywiście zafundować nam eksterminację, tak jak mogły robić to wcześniej, bo nadzorcom możemy się po jakimś czasie nie spodobać. Pytanie też, czy kiedy nie zorientujemy się, że ci nadzorcy są wreszcie wszyscy, czy oni też jakoś nie zareagują? To są już pytania wykraczające poza koncepcję Jacobsa. Natomiast wydaje mi się, że gdybym miał odpowiedzieć, czy się z Jacobsem zgadzam, czy nie w tej kwestii, to bym powiedział, że nie. Dlatego, że jest zbyt wiele dziur w samym zjawisku abdukcji w jego rozumieniu, by przylegać do jednej konkretnej hipotezy i by forsować ją jako tą wiodącą.
Dlatego, że spektrum tego zjawiska porwań przez UFO jest tak ogromne, że błędem jest twierdzenie, że istnieje w tym jakiś jeden konkretny schemat. I może na razie na tyle. Marku?
[01:16:33] - Zanim o Jacobsie, to na chwileczkę chciałbym wrócić jeszcze do tego, o czym mówiłeś mówiąc o innych wymiarach. Bo warto też wspomnieć przy okazji tych wielu wymiarów o hipotezie zwanej wieloświatem, której odwołując się do fizyki kwantowej jej twórcy tłumaczą, że w każdej chwili pojawiają się kolejne odbicia Ziemi. Każda nasza decyzja, każda decyzja innych ludzi, każde wydarzenie na Ziemi powoduje, że powstaje kolejna wersja rzeczywistości. Tak się dzieje w nieskończoność i tak naprawdę bez przerwy się to multiplikuje. W związku z tym z jakiejś tam wersji rzeczywistości ktoś może do nas przybywać. Z wersji, która się bardziej rozbudowała. I to jest inne rozumienie tej wielowymiarowości, chociaż może nie do końca to słowo. Warto też wspomnieć o takiej koncepcji, która mówi o tym, że materia może drygać, bądź też w różnych częstotliwościach może funkcjonować i w związku z tym na jednej i tej samej planecie, niejako obok siebie, ale nie zauważając sięMogą funkcjonować, mogą działać, mogą żyć istoty wzajemnie o sobie nie wiedząc, że ta bariera owej częstotliwości, owych drgań materii może być na tyle znacząca, że po prostu nie dostrzegamy siebie nawzajem. Ja oczywiście w tej krótkiej wypowiedzi nie wytłumaczę tego dokładnie, ale polecam hasło wieloświat oraz tę drugą koncepcję, o której mówiłem. A teraz wracając do Jacobsa.
Ja powiem tak, że przy wszystkich zastrzeżeniach, szukając dziury w całym, dlaczego ta teoria może być prawdziwa, a dlaczego nie? Jeśli miałaby być prawdziwa, to przemawia za nią jedna przynajmniej sytuacja. Otóż kiedy w swoim czasie mówiliśmy o inwazjach na Ziemię, o możliwych scenariuszach takiej inwazji, mówiłem o tym, że taka inwazja, którą widzimy na przykład w „Dniu niepodległości”, aczkolwiek bardzo atrakcyjna, jeśli chodzi o dzieło filmowe, to mało prawdopodobna. Tego rodzaju frontalny atak na Ziemię wydaje się mało prawdopodobny. Oczywiście autorzy scenariusza sprytnie wybrnęli z całej sytuacji, mówiąc o tym, że te istoty to nie byli agresorzy w pełnym tego słowa znaczeniu, tylko istoty, które są pasożytami, które jak szarańcza zniszczą Ziemię i odlecą. Przy takiej koncepcji jest to rzeczywiście dopuszczalne. Natomiast jeśli pójdziemy śladem innych twórców SF albo innych koncepcji odwołujących się do inwazji, spotykamy się z taką oto sytuacją, że najeźdźcy najpierw atakują główne ośrodki Ziemi, później doprowadzają do ich unicestwienia, później tę bezbronną ludzkość podbijają. I są tutaj kolonizatorami. Dokonują oczywiście eksterminacji ludności. Być może jakaś część przeżywa, ale to jest właściwie margines.
Oczywiście jak każdej koncepcji, będą jej zwolennicy, bądź też przeciwnicy. Ja tylko zwrócę uwagę na to, że ta koncepcja Jacobsa, czyli takiej cichej inwazji, jest o tyle bardziej rozsądna, że każdy, kto obserwuje to, jak przebiegają konflikty, chociażby na Ziemi, widzi, że w tej chwili nie jest problemem opanowanie terytorium znacznie słabszego przeciwnika. I tu za przykład może posłużyć wojna w Iraku. Amerykanie pokonali Irak właściwie dwukrotnie. Raz zatrzymali się podczas pierwszej wojny w Zatoce, drugi raz poszli do końca. Opanowali Irak właściwie bardzo szybko. To była wojna błyskawiczna. Natomiast zawsze problemem pozostaje później utrzymanie tego terenu, kontrolowanie tego terenu. To Amerykanie znacznie większe straty ponieśli podczas, nazwijmy to okupacji Iraku, niż podczas samej akcji wojennej. I per analogiam, jeżeli skierujemy to na sprawę inwazji, to tego rodzaju inwazja, planiści, obcy musieliby również to uwzględniać, że samo zdobycie Ziemi byłoby prawdopodobnie igraszką.
To nie byłby żaden problem, szczególnie w przypadku cywilizacji, która znacznie przewyższa Ziemian swoim rozwojem technologicznym. Natomiast później utrzymanie owej Ziemi, kontrolowanie tej Ziemi myślę, że mogłoby sprawić, że obcy mieliby spore trudności. Tymczasem taka cicha wymiana, o jakiej mówi Jacobs, to może być z punktu widzenia innej cywilizacji i jej planów, takich wrogich, inwazyjnych, całkiem rozsądne wyjście. Wracając do Jacobsa, to człowiek, który interesuje się sprawą od bardzo dawna, bo o ile pamiętam od lat 60. XX wieku. Człowiek, który chociaż z wykształcenia jest historykiem, to tej sprawie cichej inwazji na Ziemię poświęcił bardzo dużo energii. Dość powiedzieć, że przyczynił się do ponad tysiąca regresji hipnotycznych osób, które były uprowadzone przez UFO i na tej podstawie wyciągał swoje wnioski, o których mówił Piotr.Dla wszystkich słuchaczy, którzy są zainteresowani tematyką pana Jacobsa polecę stronę anglojęzyczną www.ufoabduction.com, która jednocześnie odsyła nas do organizacji International Centre for Abduction Research, w skrócie ICAR. Tam można przeczytać bardzo wiele ciekawych artykułów na temat badań Jacobsa, na temat różnego rodzaju obserwacji, które prowadził, na temat wniosków, które wyciągał na podstawie tych obserwacji. To jest naprawdę dużo ciekawej, zajmującej, aczkolwiek trudno mi powiedzieć, czy prawdziwej lektury. Natomiast myślę, że z pewnością warto zerknąć i warto z całą tą literaturą zapoznać się po prostu.
Dziękuję bardzo.
[01:24:24] - Krysie?
[01:24:25] - Ja muszę się przyznać, że jak przyglądałem się tej teorii Jacobsa, to nagle wydała mi się ona w jakiś sposób znajoma, mimo że oczywiście nosi wszelkie znamiona oryginalności, bo mamy tutaj do czynienia z obcą cywilizacją, która usiłuje wtargnąć na Ziemię, usiłuje ją podbić, wyeliminować nas i przejąć to, co posiadamy właśnie dla siebie, w taki podstępny sposób. Gdzieś mi się to wydało znajome i za daleko nie trzeba było szukać, bo popatrzmy, jak rozwijała się cywilizacja starożytnego Rzymu. Dokładnie w taki sam sposób, jak opisuje Jacobs. Rzym stworzył coś swojego, oryginalnego, na bardzo wysokim poziomie technologicznym, z bardzo wyrafinowaną kulturą. Była to cywilizacja, która absolutnie musiała zrobić na wszystkich innych Europejczykach olbrzymie wrażenie. I co ci Rzymianie robili? Oczywiście próbowali podbijać siłą, ogniem i mieczem. Oczywiście zajmowali terytoria, ale szybko zdali sobie sprawę, tak jak mówił tutaj wcześniej Marek, że jest to takie chwilowe zwycięstwo. Więc co się stało później? Nastąpił taki właśnie podbój na zasadzie takiej samej, jak opisuje to Jacobs, że zabierano do Rzymu istotne osoby z najrozmaitszych kultur europejskich, które żyjąc na dworze cesarza rzymskiego czy wśród rzymskiej arystokracji, nabywały rzymskich zwyczajów i stawały się takimi hybrydami.
I teraz te osoby, wracając do siebie, było to, może to niezbyt dobre określenie, ale była to pewna forma takiej abdukcji, że wracały już do swoich plemion, do swoich starych obyczajów i swojego sposobu życia. Wracały już w jakiś sposób zmienione i skażone tą nową, rzymską cywilizacją. Stały się takimi swoistymi hybrydami. I ni stąd, ni zowąd okazuje się, że taka Galia, która miała swoją własną, silną kulturę, w ciągu kilkuset lat ją utraciła, że w momencie, kiedy Rzymianie bardzo sprytnie wprowadzili chrześcijaństwo na teren Europy, ultra druidzka Irlandia stała się ultra katolicką Irlandią i właściwie po Druidach nic nie zostało oprócz paru kręgów kamiennych i świętych miejsc na terenie tego kraju. I podobnie było także w innych miejscach całej Europy. Także ten schemat bardzo przypomina to, o czym mówi Jacobs. On oczywiście dodaje tutaj nowe elementy. Elementy, które są również niepokojące, takie jak na przykład coś nowego w historii ludzkości, jak psychologia i jedno z jej zjawisk, które ją w jakiś sposób charakteryzuje, to regresja przeprowadzana właśnie na przykład na pacjentach szpitalnych z problemami jakimiś psychologicznymi. Regresja, czyli sięganie gdzieś tam w przeszłość i wydobywanie czegoś, czego w sposób świadomy sobie taki pacjent czy taka osoba nie uświadamia, nie jest w stanie o tym wiedzieć. Dopiero w transie hipnotycznym odnajduje tą swoją zagubioną przeszłość czy historię, o której nie miała pojęcia.
I ta regresja w niepokojący właśnie sposób bardzo często wskazuje na jakieś istoty, na jakieś sytuacje, na jakieś wydarzenia, które miały miejsce u takiej osoby, że być może ta regresja wykazuje, że być może w życiu takiego człowieka doszło właśnie do abdukcji, do tego, że został porwany przez jakąś obcą cywilizację, przeprowadzono na nim jakieś badania naukowe czy eksperymenty nawet naukowe. I tutaj dla Jacobsa potwierdzeniem tego jest na przykład istnienie choćby implantów, które już w sporej ilości znaleziono w ciele różnych ludzi. Implanty są zbudowane ze stworzy, my nazywamy je metalami, ale do końca nie znamy ostatecznego składu chemicznego tych implantów. Stworzyw, które są nieznane na Ziemi, wykonane technologią, która również nie jest znana na Ziemi. Często ten implant ma jakąś w sobie dziwną sztuczną inteligencję, że potrafi na przykład przemieszczać się w ciele bądź potrafi stać się niewidzialny na przykład dla aparatu rentgenowskiego. Czasami on go widzi, a czasami implant po prostu znika i go nie ma. Tych implantów, tak jak powiedziałem, trochę wydobyto i to świadczy o tym, że rzeczywiście tu coś może się dziać, że ktoś usiłuje nas w jakiś sposób zmienić. I co by to miało być? Dlatego najłatwiejsze, to co nam przychodzi do głowy, przychodzi to nam właściwie w sposób naturalny, bo my sami myśląc ciągle o ekspansji, podobnie myślimy o istotach pozaziemskich, że one chcą dokonać tej inwazji na naszą planetę i próbują znaleźć jakąś najlepszą drogę. Być może istnieje coś na naszej planecie, co przeszkadza im, żeby móc zrobić to w sposób frontalny i przejąć tą planetę raz na zawsze i raz na zawsze nas wyeliminować.
Muszą to robić drogą jakąś i metodą prób i błędów. Inne jego myślenie jest takie, że być może jest to takie poletko do eksperymentów, które pozwoli zdobycie sposobów i technologii, aby móc opanowywać inne, podobne do naszej planety. Dlatego stąd właśnie nie ma ta inwazja znamion czegoś takiego frontalnego i na jakąś wielką skalę. No i wreszcie dochodzimy do takich, można też powiedziećKońcowych wniosków, że przez tą powolną inwazję, przez tą powolną hybrydyzację. Tu chciałbym jeszcze wspomnieć, na chwileczkę cofnąć się do regresji, bo właśnie jedną z osób, która przeprowadziła wieleset tego typu procedur jest Barbara Lamb, która odkrywa w ludziach na przykład pozaziemskie hybrydy i w jakiś sposób je selekcjonuje. Znajduje u tych ludzi sporą ilość różnic pomiędzy nimi na przykład a ich rodzinami. W tej chwili ona doszła do takiego punktu, że usiłuje przeprowadzać badania genetyczne i niektóre z takich badań już przeprowadzono i okazało się na przykład, że dziecko, które jest biologicznym dzieckiem dwojga rodziców, ma zupełnie inną genetykę, która w ogóle do nich nie pasuje. Więc tutaj zaczynają się kolejne problemy. Jak szeroko jest ten eksperyment przeprowadzany i jakie są jego następne elementy? Na przykład Barbara Lamb, jeżeli już jestem przy niej, mówi też o tym, że istotnym elementem jest właśnie ludzka kobieta.
Ta kobieta, na którą tak ostrzyli sobie zęby pierwsi kosmici, te upadłe anioły, które nagle ni stąd, ni zowąd pojawiły się na Ziemi. Ta kobieta ma o tyle znaczenie, że nie tylko przenosi ten bagaż emocjonalny, ale jednocześnie jest zbudowana biologicznie do tego, aby móc stworzyć czy móc przeprowadzić człowieka z nicości, ze stadium embrionalnego do stadium fizycznego, funkcjonującego w trzech wymiarach. I być może to jest dla kosmitów ważne. Ona sama jeszcze wspomina o tym, że robią to także dlatego, że sami, będąc bardzo starymi kosmicznymi cywilizacjami, na przestrzeni milionów lat rozwoju utracili możliwość rozmnażania się. W związku z tym szukają dróg, w jaki sposób to mogą zrobić, używając innych kosmicznych ras, między innymi nas, ludzi, do tego. I ich intencje nie są też jednoznaczne. Nie oznacza to, że są tak naprawdę do końca źli albo tak naprawdę do końca dobrzy. Jest wiele przykładów, że taki rodzaj abdukcji, który zazwyczaj jest kojarzony bardzo negatywnie, w niektórych przypadkach kończył się czymś bardzo pozytywnym. Mam tu na myśli osoby, które były na przykład bardzo ciężko chore, często na nieuleczalne choroby. I nagle po takiej abdukcji wszystko się w ciele zmieniało, ciało się naprawiało samoistnie.
To dochodziło niemalże do takiego medycznego cudu i osoby te są przekonane, że stało się tak w wyniku właśnie pozaziemskiej ingerencji. Jeszcze innym elementem tego zjawiska może być to, że my sami ewoluując między innymi w stronę technologii, w jakiś sposób strasznie silnie jesteśmy związani z technologią. Technologia jest czymś praktycznie dla nas najważniejszym. Jesteśmy nią w jakiś sposób opętani, nie potrafimy bez niej żyć. Kochamy wszelkie technologiczne gadżety. My sami przechodzimy taką ewolucję, która tworzy zjawisko transhumanizmu, że nagle oto z istoty biologicznej bliższej zwierzętom stajemy się istotą technologiczną, która oddala się od świata biologicznego, ale jednocześnie uzyskuje nie tylko olbrzymie możliwości poznawania świata zewnętrznego, otaczającego siebie w sensie fizycznym, ale także przetrwania w świecie, który być może byłby dla nas niedostępny. Bo wyobraźmy sobie człowieka, który będzie takim Borgiem, który będzie pół technologiczną, a pół biologiczną istotą. I taki człowiek będzie w stanie nie tylko żyć znacznie dłużej, ale będzie mógł wytrzymać warunki na przykład zabójczego promieniowania kosmicznego, jakie panuje w przestrzeni kosmicznej. I to między innymi utrzymuje nas ciągle na Ziemi i zatrzymuje naszą ekspansję w kosmos. I wreszcie ostatni element.
Jak wiemy, w większości przypadków, kiedy człowiek ma do czynienia z istotą pozaziemską, czy to jest szarak, czy to jakaś inna istota, czy to jest demon, za każdym razem kontakt, jaki ta istota nawiązuje, jest to kontakt telepatyczny. Natomiast my, ludzie, jesteśmy bardzo przywiązani do naszej prywatności. Skrywamy myśli, skrywamy nasze intencje, co doprowadza do całej masy nieporozumień. Być może obecność kosmitów i tu też w myśl tej inwazji Jacobsa jest właśnie po to, aby nam tę telepatię przywrócić, bądź jej nauczyć. I nauczyć nas do życia w społeczeństwie, które jest otwarte, gdzie każdy widzi i słyszy każdego myśli, gdzie nie ma ukrytych intencji, nie ma kłamstwa, nie ma planowanej zbrodni, wszystko jest z góry jasne. W związku z czym to ustawia kompletnie inaczej naszą cywilizację. Tak że być może intencje nie tyle są złe, co są bardzo szlachetne, bo dzięki temu będziemy w stanie funkcjonować w sposób szlachetny wobec siebie. Nie będzie tego wszystkiego, co doprowadza do całej masy nieszczęść, jakie towarzyszą historii na Ziemi, jakie towarzyszą niemalże każdego dnia ludzkości, gdzie czyjeś ukryte interesy są źródłem wielu nieszczęść, wielu katastrof i wielu problemów, jakie mamy na naszej planecie. W momencie, kiedy czegoś takiego nie będzie, kiedy nie będzie można ukryć tych myśli, a będziemy wszyscy poprzez telepatię słyszeć i rozumieć wszystkich dookoła w sposób jasny, wszystko to minie. Tak że ta teoria, można na nią patrzeć pod wieloma względami, na intencje tych ewentualnych obcych, którzy chcą tej hybrydyzacji naszej, czyli pewnej zmiany, pewnego skoku ewolucyjnego.
Nie tylko dlatego, że jest to w ich interesie, ale być może także i w naszym interesie. I zrozumiemy to dopiero w momencie, kiedy proces się zakończy. Wiemy to, co wiemy. Wiemy, że on jednak istnieje i funkcjonuje, bo ilość abdukcji, jaka została stwierdzona, jest olbrzymia. I zdajemy sobie również sprawę z tego, że wiele z nich ludzie ciągle ukrywają. Jest to temat wstydliwy i są ludzie, którzy niechętnie o tym mówią i zabierają swoją tajemnicę do grobu. Tak że cały ten problem może mieć wymiar o wiele bardziej masowy. Dziękuję.
[01:35:48] - Może jeszcze ja dwa zdania. RzeczywiścieChris tutaj ma dużo racji, natomiast i tak upatruję w tym wszystkim pewnych niescisłości, bo czegokolwiek by ci obcy, nawet jeżeli załóżmy, że Jacobs ma rację, że jego teoria jest prawdziwa, nawet gdyby ci obcy mieli jak najlepsze intencje, to mimo wszystko traktują ludzkość z góry, jakkolwiek by nie słodzili swoim ofiarom, jakkolwiek by nie czadzili i tumanili ich, to zawsze jest to stosunek głęboko może nie poddańczy, ale wręcz przedmiotowy. „No dobrze, my wam tutaj pomagamy się rozwijać”. Tere-fere, kuku. Ale z drugiej strony, przecież jakby na to nie patrzeć, robią coś zupełnie bez naszej wiedzy i mają nas głęboko w nosie tak naprawdę. Czyli chodzi im o coś zupełnie innego. Druga sprawa, jeżeli Jacobs ma rację, a zresztą to nie jest tylko jego koncepcja, to ich raczej nie interesuje tak naprawdę ludzkość, tylko Ziemia. I to stwierdzenie o ogrodnicy Ziemi nie wzięło się znikąd, bo wydaje mi się, że oni bardziej się interesują. Ta strona, która dokonuje abdukcji, która przekazuje pewne informacje, dba raczej o Ziemię. Czyli być może rzeczywiście jest jakaś forma kosmicznego nadzoru nad nami.
A może to nawet sama natura do nas mówi? Może istnieje jednak umysł planety? Może nasza planeta, która posiada na swojej powierzchni tak wspaniałą przyrodę, tak wspaniały, inteligentny organizm, jakim jest przyroda, wspaniały zegar naturalny, biologiczny mechanizm, komputer prawdziwy, zdolny do cudów. Może ta przyroda po prostu ma swój wewnętrzny system komunikacji ze swoimi dziećmi i tylko nie robi tego w sposób taki, jak my byśmy tego chcieli, tylko robi to na swój delikatny sposób. Może wiedząc, że jesteśmy nie tylko stworzeniami biologicznymi, lecz też głęboko świadomymi, choć nieznającymi może do końca tych swoich możliwości. Może ona nam daje po prostu do zrozumienia pewne fakty i tym kosmicznym obserwatorem może być sama Ziemia tak naprawdę. Bo obcy, jakkolwiek by się zachowywali i cokolwiek by nie mówili, to w czasie abdukcji mimo wszystko mi się wydaje, że strasznie kręcą. Bo z jednej strony są te hybrydy, które zawsze gdzieś są w tle, ale nigdy nie są rzeczywiste. To trochę jest absurdalne, że cywilizacja szaraków, która mówi, że: „Chcemy coś tutaj wam na Ziemi naprawić, by wam było lepiej”, a z drugiej strony ta sama cywilizacja mówi: „Wiecie, rozdupcyliśmy naszą cywilizację, ale teraz nam wyjdzie”. Można powiedzieć równie dobrze, że Hitlerowi też zależało, prawda?
Także gdyby zadać proste pytania do tych wszystkich teorii spiskowych odnośnie obcych szaraków i tak dalej, związanych z abdukcjami, to to się nie klei tak naprawdę. I bardziej miał rację tutaj doktor Mack, który mówił, że to jest coś, co wykracza troszeczkę poza granice funkcjonowania naszej rzeczywistości. I fakt, wszystkie teorie o hybrydach są fajne, tylko tak naprawdę pod tym może być drugie dno. Skoro ci nadzorcy z jednej strony potrafią wywołać u człowieka amnezję, a z drugiej strony tą amnezję można tak banalnym sposobem jak hipnoza pokonać, to wszystko jest troszeczkę grubymi nićmi szyte. Możliwe, że po drodze tkwi jakiś drobny szczegół, który sprawia, że ten scenariusz będzie wyglądał zupełnie inaczej. Takie jest moje zdanie. Widzę tutaj, że jest mnóstwo pytań. Jezus Maria, nawet nie mogę wybrać jednego, tyle ich jest. My kiedyś się do tych pytań ustosunkujemy. Wierzcie mi państwo, naprawdę to zrobimy.
Ale Marku, Marku i Weliasiu, przejdźmy może do kolejnego pytania, bo tak trochę zahaczyłem o tych kosmicznych pedagogów, mówiąc, że to sama Ziemia nas może prowadzić.
[01:40:54] - Zanim przejdziemy do kolejnego pytania z naszej listy, proponuję, abyśmy przypomnieli kontakty do naszego radia. Czekamy cały czas na państwa pytania, na wasze relacje, ale również gorąco apelujemy o zgłaszanie nam obserwacji UFO na terenie Polski i nie tylko. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Czekamy także na państwa pytania i komentarze, a także na relacje z obserwacji UFO na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również przesyłać nam korespondencję na adres e-mail radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do kolejnego pytania, które brzmi następująco: „Jeszcze inna teoria mówi, że ludzkość jest wiedziona za rękę przez kosmicznych pedagogów, ale nie bezpośrednio. Co jakiś czas ingerują oni w nasze dzieje poprzez promowanie pewnych postaw. Patrz: objawienia maryjne czy przekazywanie wiedzy.
Jeśli rzeczywiście ktoś kształtuje nasz rozwój w ten sposób, to gdzie chce nas doprowadzić? Czy celem tej inteligencji jest wprowadzenie nas na wyższy poziom rozwoju? A może ukształtowanie ludzkości tak, by była w stanie przyjąć wiedzę o istnieniu innych ras w kosmosie?” Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Miekin. Chrisie?
[01:42:35] - Prawdę mówiąc, nie mam żadnej odpowiedzi na to pytanie, dlatego, że zawiera się w nim wszystko, co powiedzieliśmy w obu tych debatach, tej sprzed tygodnia i tej dzisiejszej. Bo praktycznie całkowicie błądzimy, niemalże plączemy się po tym lesie pytań, odpowiedzi. Usiłujemy znaleźć jakiś sens w tym wszystkim, oprzeć się na czymś i za każdym razem okazuje się, że to oparcie jest marne i bardzo kruche. Bardzo łatwo się rozpada. Wszystko sprowadza się do intencji, a właściwie zaczyna się od tego, czy rzeczywiście jakaś obca inteligencja istnieje i rzeczywiście spogląda w naszym kierunku, w jaki sposób ingeruje. Wówczas pytamy: dlaczego i po co? Z jednej strony możemy patrzeć na to w taki sposób, że chcą oni naszego dobra i są takimi kosmicznymi pedagogami, jak brzmi to w pytaniu, i na podstawie różnych zjawisk, których oni są przyczyną, my będziemy się zachowywać tak, a nie inaczej. Co jakiś czas uzyskujemy dostęp do jakiejś wiedzy, najczęściej wiedzy objawionej, która przychodzi komuś we śnie. I to nie tylko mam na myśli jakichś starożytnych proroków, ale nawet i naukowców. Bo na przykład Crick, który odkrył budowę kodu DNA, również ta cała koncepcja przyszła mu do głowy we śnie.
Została mu w jakiś sposób objawiona. I dzieje się tak w wielu innych przypadkach. Czy również we śnie czasami widzimy coś, co jest uchyleniem rąbka czegoś, co wydarzy się w przyszłości i też nie wiemy, co za tym stoi. Czy stoimy my sami, nasze doświadczenia, czy też ktoś jest jeszcze oprócz nas i w jakiś sposób wpływa na nas, dostarcza nam to wszystko. Czasami mamy do czynienia ze zjawiskami na taką dużą skalę, gdzie podlega mu mnóstwo osób, czasami tysiące osób. I to są te objawienia maryjne, o których wspomniałeś. Ale są to także chociażby sytuacje, w których widzimy statki kosmiczne, widzimy UFO, widzimy coś, co nie należy do naszego świata i o wiele częściej widzimy je w pojedynczych sytuacjach, gdzie tych świadków jest niewielu, bądź są tylko wyłącznie pojedynczy świadkowie. To są przykłady, że widziało je tysiące ludzi. Te wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w Ameryce Południowej, czy chociażby w latach 50. ten słynny tydzień UFO nad Waszyngtonem, gdzie to UFO pokazywało się praktycznie codziennie, potem nagle zniknęło.
Co chwila też mamy do czynienia z takimi kosmicznymi nauczycielami od czasów starożytnych. Będzie to Wiracocha chociażby w Ameryce Południowej. Będą to najrozmaitsze postacie ze wszystkich innych kultur, że ktoś nagle gdzieś skądś przyszedł i zaczął nauczać ludzkość. Podobnie tę sytuację znowu znajdujemy w mitach, gdzie Prometeusz na przykład kradnie dla nas ogień, gdzie inni bogowie przynoszą nam jakąś inną wiedzę, jakieś inne dobra. Także mamy z tym do czynienia w sumie nieustannie, więc zakładamy, że w jakiś sposób ma to nauczyć ludzkość czegoś. Tyle że tak naprawdę nigdy się niczego nie nauczyliśmy chyba jako ludzkość i nie za bardzo rozumiemy te lekcje, bo za każdym razem podcinamy gałąź, na której siedzimy. Za każdym razem wiedzę, którą zdobywamy, najpierw używamy przeciwko nam samym i wyniszczamy się nawzajem. Ciągle jest z tym problem. Być może dlatego tym ostatnim masowym zjawiskiem w sensie czegoś nadprzyrodzonego, czegoś, co jest nie z tego świata, które ukazuje się większej ilości ludzi, jest właśnie pojawianie się UFO w momencie, kiedy my ludzie robimy eksperymenty z bronią nuklearną. Bo tych przykładów jest wiele i praktycznie można uznać, że są czymś absolutnie normalnym w sytuacji, kiedy ma dojść do takiego doświadczenia, że niemalże za każdym razem, kiedy doprowadza się na przykład do detonacji nuklearnej na kilka sekund czy na kilkanaście sekund przed taką detonacją ładunku nuklearnego pojawia się UFO, które nagle znika w tym wielkim grzybie atomowym, który gdzieś tam eksploduje.
Mamy też inne historie, chociażby jak ta z Bentwater czy z rozmaitych baz wojskowych, gdzie w tajemnicy przetrzymywano pociski nuklearne i były to supertajne instalacje nuklearne, wojskowe instalacje nuklearne i pojawiały się nagle jakieś pojazdy kosmiczne, które włączały je, wyłączały.Które robiły różne rzeczy i tak jakby chciały powiedzieć, że nie jest to zabawa zapałkami w magazynie z fajerwerkami i bardzo łatwo można doprowadzić do tego, że cała nasza planeta i my wszyscy na niej zostaniemy zniszczeni. W jaki sposób to się rozprzestrzenia na naszą sferę pozaziemską? Kiedy mówimy na przykład o ludzkich lotach w przestrzeń kosmiczną, na przykład to, że pojawiają się jakieś nieznane obiekty, jest czymś absolutnie normalnym i niemalże codziennym na stacji kosmicznej. Czy wielu astronautów czy kosmonautów, wędrując na naszej orbicie okołoziemskiej, również widziało coś, co jakby chciało nam się pokazać tylko dlatego, żeby móc zasugerować, że to, co robimy, jest obserwowane i być może będzie w jakiś sposób skorygowane. Być może taką korektą było na przykład zaprzestanie lotów na Księżyc. Do dziś nie znamy źródeł i powodów, dlaczego program kosmiczny został zatrzymany raptownie i ludzie przestali lecieć na Księżyc. Stracili nagle zainteresowanie Księżycem. Dziś jest taki jakby renesans Księżyca i jest chęć powrotu na Srebrny Glob. Ale idzie to bardzo ślamazarnie, mimo że technologia zwiększyła się, jej możliwości zwiększyły się dziesięciokrotnie, a może nawet i stukrotnie. Nie ma czegoś takiego.
Istnieje coś, taki rodzaj rezerwy przed zbyt gwałtowną eksploracją tej przestrzeni kosmicznej. Właśnie dlatego, że ma się wrażenie, że z uwagi, że istnieje tam coś, co raczej będzie nas przed tym powstrzymywało i być może ten nasz krok jest zbyt raptowny, zbyt pochopny. Być może do końca do niego nie dorośliśmy, bo tak jak powiedziałem wcześniej, niemalże każde nasze osiągnięcie przekładamy na to, żeby zrobić krzywdę drugiemu człowiekowi. Na przykład, o ile istnieje międzynarodowy układ, aby nie wprowadzić zbrojeń w przestrzeń kosmiczną, to dziś już nie ma wątpliwości, że wszystkie mocarstwa kosmiczne mają już w przestrzeni kosmicznej swoją broń. I o ile nie jest to za każdym razem broń, która może razić drugiego przeciwnika, no to są to satelity szpiegowskie czy jakieś historie, które mają wprowadzić dezinformację w sensie takim, że na przykład mogą doprowadzić do tego, że jakieś systemy technologiczne, na przykład, powiedzmy, jest elektrownia atomowa, którą zawiaduje komputer i poprzez wprowadzenie pewnej częstotliwości zakłóceń można zakłócić pracę tego komputera i doprowadzić do olbrzymiego nieszczęścia. Wszystko to można zrobić z przestrzeni kosmicznej i dlatego ta nasza zabawa w nasz rozwój, w naszą eksplorację świata, a później wszechświata, jest czymś, co może być niebezpieczne dla nich. I stąd być może ta koncepcja tych kosmicznych nauczycieli, którzy pojawiają się we właściwych momentach i próbują nam dać coś do zrozumienia. Nie robią tego w sposób bezpośredni tego, aby ukryć swoją tożsamość. Jak pamiętamy z tych wszystkich historii starożytnych, biblijnych i innych temu podobnych, bogowie zazwyczaj bardzo niechętnie tą swoją tożsamość przed nami odkrywali i te wszystkie tajemnice, skąd są i jaka jest sfera ich działania i funkcjonowania. Zawsze mieli do nas olbrzymią rezerwę, więc być może właśnie ten sposób wpływania na nas poprzez te zjawiska, o których wcześniej wspomniałem, jest taki właśnie bardziej dyskretny, ale jednocześnie na tyle mocny w swoim przekazie i dosadny, aby dotarło coś do nas i moglibyśmy zdążyć coś jeszcze w sobie zmienić, aby zażegnać to niebezpieczeństwo, jakie sami dla siebie każdego dnia produkujemy.
Dziękuję.
[01:50:53] - To może teraz Piotr Cielebiaś.
[01:50:55] - Ta tematyka wykracza tak naprawdę poza albo wkracza w inne rejony, które nie zawsze są z ufologią wiązane. Bo z jednej strony ci kosmiczni pedagogowie i nauczyciele z kosmosu kojarzą się z książkami Dänikena, które de facto gdzieś tam na początku przepisał od kogoś. O tym jeszcze kiedyś powiemy. Albo z serialem „Starożytni kosmici”. Ale mało kto już kojarzy tych kosmicznych pedagogów tak naprawdę z takim zjawiskiem jak objawienia maryjne, gdzie też pada pewne przesłanie. Do nas jako do ludzi docierają z różnych źródeł różnego rodzaju informacje i nie zawsze są to informacje, które zdobywamy w sposób typowy, czyli ucząc się. Czasami są to informacje, które przychodzą do nas jakimś systemem parapsychicznym i to jest jedna z tajemnic, która choć nie jest inkorporowana do ufologii, to bardzo blisko się od nią opiera, bo zarówno ci starożytni bogowie przekazywali jakąś wiedzę, chociaż bardzo konkretną, tak i w objawieniach maryjnych przekazywana jest pewna wiedza, choć już jest to raczej nie wiedza, ale sposób zapanowania nad ludzkością. Czyli jakaś siła, która za tym stoi, stara się powstrzymać ludzkość od pewnego rodzaju działań lub też przekazać pewien, często bardzo lapidarny komunikat, wzywając nas na przykład do porzucenia takiej drogi rozwoju, jaka jest obecnie i zaczęcia na przykład stopniowych reform społecznych, czy też nawet zmiany totalnej moralności. Ta sama nauka wynika w zasadzie ze spotkań z przedstawicielami obcych cywilizacji, rzekomych obcych cywilizacji, bo ci ufonauci też zaskakująco przypominają te istoty, które towarzyszą nam w różnej formie od zawsze. I ci ufonauci często mają bardzo zbieżny pogląd z Maryją, ze wszystkimi prorokami, z bogami.Z bytami channelingowymi, z duchami, ze wszystkimi informacjami, które wysyłane są do nas z tajemniczego źródła X.
Kosmici również nawołują do zmiany. Czasami po prostu straszą. Twierdzą jednak, że idzie coś złego, bo człowiek troszeczkę za bardzo sobie pozwalał na Ziemi, zniszczył ją w dużym stopniu i może na dobrą sprawę za 100, 200 lat kolejne pokolenia będą musiały myśleć nie o tym, czy dalej rozwijać technikę, tylko jak sprawić, by przeżyć i uciec z tej Ziemi. To może być niełatwe. Ktoś daje nam do zrozumienia, że na obecnym etapie rozwoju nasz postęp idzie w trochę złym kierunku i może się stać tak, jak mówiłem, że jako cywilizacja nie damy rady dalej. Załamiemy się i za kilka wieków nic po nas nie zostanie. Ziemia wyschnie na wiór. Nie będzie się tu dało żyć, ale też nie będzie się dało stąd uciec. I to jest coś, o czym mówią nam te wszystkie tajemnicze przesłania i źródła. One się koncentrują na takiej trochę banalnej sprawie, jak często moralizatorstwo, ale z drugiej strony dają nam coś do zrozumienia.
Uczą nas, czasami w sposób masowy. Skąd ci pedagodzy pochodzą? Czy oni są kosmiczni, czy pochodzą z innego wymiaru? Wspominałem już Terrance'a McKinnę, który twierdził, że człowiek jest zdolny do kontaktu z innymi wymiarami, ale musi wprowadzić się w odpowiedni stan. Nie zawsze jest to możliwe poprzez normalny stan świadomości. Czasami się trzeba wspomóc psychodelikami. Czyli ten kontakt nasz z czymś, co nazywamy inną rzeczywistością, z wyższym wymiarem bytu, z wyższą wibracją bytu. Wiem, że to są bardzo niesprecyzowane pojęcia. To są terminy funkcjonujące w ezoteryce od lat, głęboko niesprecyzowane. Ale też trudno użyć jakichś zamienników.
My wyczuwamy jakoś podskórnie czy też na podstawie analizy dostępnych tutaj poszlak, że istnieje coś jeszcze, że człowiek ze swoją świadomością i inteligencją jest tylko na pewnym poziomie i istnieje jakiś poziom wyższy, do którego nie wszyscy mają dostęp. Niektórzy się czasami na niego otwierają, niektórzy się tam dostają. On jest ogólnie dla człowieka zamknięty, ale stamtąd czasami wyciągana jest ręka do nas przez tych, którzy tam mieszkają i czasami dostępna jest pomoc. Oni czasami mogą na nas pasożytować, ale czasami też mogą w różny sposób pomagać. Problem jest taki, że oni nie mogą zrobić tego fizycznie, a skoro nie mogą tego zrobić fizycznie i przybierają różne formy, to także ten wymiar nie jest prawdopodobnie realny. Jest czymś innym. Jest czymś, co nie jest możliwe w 100% do zamanifestowania się w naszej rzeczywistości, bo dobrze wiemy, że natura zarówno UFO, jak i tych wszystkich wizji objawień maryjnych jest bardzo ezoteryczna. Niemniej jednak wszyscy, zarówno Fort, jak i Freisedo, jak i Keel zmierzali do jednego źródła, które tkwi gdzieś poza naszą rzeczywistością. Może to nawet jest złe porównanie, bo poza naszą rzeczywistością. Cóż to znaczy poza naszą rzeczywistością?
Poza tym, co odbieramy zmysłami. Czyli możliwe, że nasz kosmos, nasz wszechświat jest bardziej zróżnicowany, bardziej kompleksowy, tylko my tego nie rejestrujemy w żaden sposób. Nie będąc w stanie tego zauważyć, negujemy istnienie sił, które stoją poza nami i one są może nawet inteligentne. A z drugiej strony te siły ewidentnie na nas w jakiś sposób działają i z tego się biorą odwieczne problemy, o których my dyskutujemy, bo my tego nie widzimy, a to na nas działa. Czyli istnieje nad nami coś, co czuwa. Tutaj nie chcę wprowadzać dodatkowego zamętu, bo my, jak mówiłem, rozpatrujemy dzisiaj różne możliwości i te możliwości są czasami skrajnie odmienne. Jedne mówią o tym, że ktoś nad nami czuwa dosłownie, czyli jest nad nami ktoś z krwi i kości, kto nas pilnuje, kto nas wiedzie za rękę, trzyma palec na przycisku stop i kiedy ziemianie dojdą do pewnego punktu, to oni zareagują. Ale są też inne koncepcje, które mówią, że źródło tego nadzoru jest niefizyczne. Ono tkwi po prostu w naszym kosmosie i tylko my go nie widzimy. Stoimy na spodzie tej drabiny, nie mogąc się wychylić, nie mogąc zobaczyć tych, którzy są szczebel wyżej.
Natomiast odczuwamy w jakiś sposób ich istnienie i wąchamy ich buty od spodu. Tak to wygląda. Jest jeszcze kolejna możliwość, o której mówiłem. Taka, że tym nauczycielem, tym obserwatorem może być sama Ziemia. Te znaki, które otrzymujemy, ta wiedza, którą otrzymali nasi przodkowie, chociażby wiedza dotycząca roślin jadalnych i leczniczych. Wiedza dotycząca różnych innych aspektów związanych z przetrwaniem mogła pochodzić od samej Ziemi. Może być elementem, który jest głęboko wbudowany w przyrodę, tylko człowiek po prostu zapomniał, że on się też z przyrody wywodzi i nie umie z nią już rozmawiać. Nie potrafi. Przynajmniej nie wszyscy. Tak więc temat, jak to zwykle bywa w debatach ufologicznych, jest dużo bardziej kompleksowy, niż by się mogło wydawać tym, którzy przylgnęli do tej jednej hipotezy, że byli tam kiedyś bogowie z kosmosu, którzy nas czegoś nauczyli.
Oni mogą cały czas nas uczyć i to jest główny problem. Marku?
[01:59:26] - Jak to dobrze czasami być trzecim w kolejce, jeśli chodzi o wypowiedź. Powiem, że zarówno wypowiedź Chrisa, jak i Piotra bardzo mnie zainspirowała. Jeśli chodzi o Chrisa, kiedy mówił o snach, zdałem sobie sprawę, że tyle razy czytałem wypowiedzi naukowców, którzy mówili o tym, że czasami bardzo zniuansowane, bardzoBardzo odkrywcze koncepcje naukowe pojawiały się właśnie w snach. Proponuję słuchaczom zabawę, próbę odnalezienia, ile razy w historii nauki pojawiało się zdanie, że główna koncepcja danego odkrycia, danej teorii pojawiła się we śnie. Powiem, że na pewno przeczytałem tego rodzaju zdania przynajmniej kilkadziesiąt razy. Czy to jest przypadek? Można o tym dyskutować. W każdym razie wiem, że w historii nauki tego rodzaju zdania o odkryciach, o koncepcjach, które pojawiały się w snach, są bardzo częste. Wystarczy przeszukać wypowiedzi naukowców z historii nauki przynajmniej od średniowiecza, żeby odnaleźć tego rodzaju zdania. Natomiast wypowiedź Piotra zainspirowała mnie do tego, żeby powiedzieć o tym, że jeśli chodzi o różnego rodzaju nauczanie, przekazywanie różnego rodzaju koncepcji przez obcych, przez te istoty, o których rozmawiamy, takim przewodnikiem po różnego rodzaju koncepcjach przekazywanych przez obcych może być, i tu odrobina reklamy, książka Przemysława Nowakowskiego „Pomiarowi”.
Tam znajdziemy całą plejadę postaci z historii, które wymykały się prostym definicjom, które przekazywały nam pewne koncepcje, przekazywały nam pewne nauki. Tu odwołuję się do tego, co jest zawarte w pytaniu, czyli chociażby przekazów maryjnych, ale w ogóle wszelkich nauk, które są przekazywane. Tu krótka uwaga. Przemysław Nowakowski to jest osoba bardzo znana. Po pierwsze współpracownik „Nieznanego Świata”, który regularnie w „Nieznanym Świecie” pisuje o filmach. Te recenzje czytam zawsze z bardzo dużym zainteresowaniem, ale też wspólnie z Wojciechem Chudzińskim, zastępcą redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”, prowadzą dział, w którym miesiąc po miesiącu zapoznają czytelników z różnego rodzaju doniesieniami ze świata dotyczącymi spraw niezwykłych, spraw, które wymykają się akademickiej nauce. Dlatego wspominam o tej parze, ponieważ jeśli chodzi o przekazy maryjne, o których mowa była w pytaniu, obaj panowie, czyli Wojciech Chudziński oraz Przemysław Nowakowski, wydali w swoim czasie książkę pod tytułem „Kręgi. Cuda kwantu”, o której już mówiłem i która może być również przyczynkiem do tego, żeby zgłębić, a w każdym razie zainteresować się tajemnicą, o której cały czas rozmawiamy. Powiem tak: lektura tej książki w jednych wzbudza wręcz wściekłość. Znam takie osoby, które twierdzą, że to się wszystko nie skleja, że to w ogóle nie ma sensu.
Ja jestem zwolennikiem tego, że ta książka ma głęboki sens i trzeba poświęcić chwilę czasu, przeczytać ją bardzo uważnie, a wówczas to, co pojawi się po tej lekturze, może być bardzo frapujące. Przynajmniej dla mnie ta lektura taka była i warto zapoznać się z tą książką. Wracając do pytania, odpowiadając najkrócej, jak można na to pytanie, to każda z potencjalnych możliwości, które pojawiły się w pytaniu, jest możliwa. To jest duży stopień abstrakcji. Bardzo spekulatywnie należy podchodzić do tego wszystkiego. Dlatego tak jak powiedziałem, każda z koncepcji, która się w tym pytaniu pojawiła, według mnie jest możliwa. Jeśli chodzi o odpowiedź, tyle. Dziękuję.
[02:04:40] - I przechodzimy do ostatniego pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań. Panowie, czy nadzorcy sprawujący nad nami kontrolę muszą koniecznie być obcymi? A może to siły całkiem ziemskie, możne rody lub inne grupy nacisku, które od wieków kręcą bąkiem o nazwie Ziemia? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Marek Żelkowski. Marku?
[02:05:03] - Myślę, że to ostatnie pytanie to jest właściwie punkt wyjścia do kolejnej debaty, bo właściwie dotykamy teorii spiskowych dotyczących różnych zagadnień. Możemy do tych tematów podejść z różnych stron i tych koncepcji jest bardzo wiele. Powiem tak: zasługują one na kolejną debatę, która by poruszała te koncepcje, czyli możliwość tego, że UFO to tak naprawdę UFO dla malutkich, a dla możnych tego świata obiekty jak najbardziej zidentyfikowane.Bo dopuszczalna jest, myślę, z pozycji nawet elementarnej logiki taka koncepcja, że wszyscy badacze UFO zostali wyprowadzeni w pole, to znaczy przez ludzi, przez możnych tego świata, którzy w jakiś sposób manipulują naszą rzeczywistością, manipulują naszymi spostrzeżeniami, naszymi koncepcjami tego świata. I to jest teoria bardzo prawdopodobna, nieodwołująca się do istot z innego świata, do istot z innego wymiaru, tylko szukająca wyjaśnień tu na Ziemi. Ja powiem tak: dlatego mówię o kolejnej debacie, ponieważ rozmaitych koncepcji dotyczących, nie wiem, jak to nazwać, czy UFO, czy może to już nie UFO, w każdym razie obiektów, które pojawiają się na niebie, a które nie są związane z innymi wymiarami, z przybyszami z innych planet, tylko z ludzką cywilizacją, jest bardzo dużo. I żeby o nich mówić potrzeba sporo czasu. Wydaje mi się ta teoria tak samo dopuszczalna i tak samo ciekawa, jak te, o których mówiliśmy wcześniej. To znaczy tych koncepcji spiskowych, bo tu wkraczamy w teorie spiskowe. Ale jak udowadnia kilka filmów i kilka książek, o których moglibyśmy porozmawiać, samo pojęcie „teoria spiskowa” zostało tak wszczepione ludziom, na takim poziomie, że dzisiaj samo użycie tego sformułowania powoduje, że ludzie nie traktują poważnie wszelkich koncepcji, które ukrywają się, czy też są przypisane, czy też są nazwane teoriami spiskowymi. Tymczasem myślę, że warto o tym porozmawiać.
Warto porozmawiać o tym, że być może te wszystkie mniej lub bardziej demoniczne, mniej lub bardziej złowrogie koncepcje, które dotyczą zjawisk widywanych na niebie, być może wcale nie są związane, tak jak już powiedziałem wcześniej, z przybyszami z daleka, bądź z istotami odmiennymi od nas. A być może rzeczywiście mamy do czynienia z jakimiś knowaniami, bądź próbami przejęcia kontroli nad ludzkością. To są teorie ciekawe i warte rozważenia. Dziękuję bardzo.
[02:08:57] - Piotrze?
[02:08:58] - W starożytnym Egipcie szafarzami wiedzy, nie tylko w starożytnym Egipcie, ale to bardzo dobry przykład, byli kapłani. Oni znali tajniki astronomii, wiedzieli, jak opracować kalendarz, wiedzieli, kiedy wyleje Nil. Znali też medycynę, znali podstawy prostej chemii. Także byli w stanie w jakiś sposób mamić, posiadali pewną wiedzę. Wydaje mi się, że ten system, ten schemat funkcjonował też w późniejszych epokach. Tworzyły się pewne grupy, które daną wiedzę posiadały. Istnieją prawdopodobnie też grupy posiadające wiedzę, która była popularna w czasach, albo opierające się o filozofię, która była popularna w czasach starożytnych, kultywujące tą wiedzę, kultywujące chociażby filozofię hermetyczną, które w jakiś sposób widzą inaczej sposób funkcjonowania naszego świata, niż to ogólnie się przyjmuje. Bo światopogląd na świecie jest spolaryzowany, ale też jedynie pomiędzy pewnymi źródłami. Czyli mamy do czynienia zwykle z kręgami kulturowymi, w których funkcjonują dane koncepcje religijne lub polityczne. I zestaw tych idei jest ograniczony.
Natomiast istnieją pewne grupki, tajne stowarzyszenia, zresztą one istniały zawsze, które odwołują się do innych koncepcji działania naszej rzeczywistości lub historii. I teraz pytanie, czy te grupy mogą posiadać wiedzę, która jest w jakiś sposóbBardziej prawdziwa niż ta chaotyczna wiedza, o którą opiera się świat, który obecnie zmierza nie wiadomo w jakim kierunku. Wydaje mi się, że wiedza, filozofia kapłanów egipskich przetrwała w postaci hermetyzmu. Była dostępna pewnym określonym osobom. Potem to wszystko zaczęło funkcjonować jako okultyzm, potem jako filozofia ezoteryczna. Okultyzm od ezoteryki różni się tym, że okultyzm jest to wiedza tajemna, natomiast ezoteryka jest to wiedza tajemna dla wszystkich. Tylko pytanie, czy to, o czym mówimy, zawiera się w tych kręgach? Owszem, można powiedzieć, że nadzorcy Ziemi, kiedy chcieliby w pełni kontrolować naszą planetę, to musieli zawrzeć układ z pewnymi grupami, które w ich imieniu sprawowałyby rządy i to one byłyby pewnego rodzaju namiestnikami w rodzaju kosmicznego systemu lennego. I oni by za jakieś pewne określone dobroci, być może za ukonstytuowanie ich jako warstwy rządzącej, pełnili na Ziemi wiedzę. Tą koncepcję znamy z książek Sitchina.
Pamiętamy, że Sitchin nawet chciał pod koniec życia przebadać szczątki pewnej sumeryjskiej królowej, którą tytułowano półbogiem, twierdząc, że może ona kryć potwierdzenie jego teorii o tym, że w niektórych ludziach płynie krew tych przybyszów z kosmosu. Oczywiście jest to teoria spiskowa, bo jeżeli byśmy poszli tym torem, to dojdziemy do wniosków pokrewnych Ajkowi, że świat jest opleciony pewną strukturą zależności. Akurat to, że na świecie jest tak, że szczerze mówiąc, ręka rękę myje, szczególnie w tym systemie kapitalistycznym, to jest fakt. Jesteśmy na dole pewnej drabiny, którą jest większy system polityczno-społeczny i gdybyśmy go zaczęli rozbierać na czynniki pierwsze, to odkryjemy, że tam nie ma miejsca tak naprawdę na żadnych kosmitów czy na żadnych iluminatów. Są to po prostu grupy wpływu, grupy nacisku wywodzące się jeszcze z dawnych czasów, z XIX wieku lub wcześniej, które po prostu mając dawniej zasoby, mając kapitał, mając pieniądze potrafiły w jakiś sposób ukształtować tą politykę tak, żeby ich zawsze było na wierzchu. Ci ludzie zawsze pozostają z tyłu. To są decydenci grupujący się w różnego rodzaju klubach. To są osoby wpływające na politykę. Ale ich siłą napędową jest pieniądz, wydaje mi się, a nie kontakt z istotami z kosmosu. Natomiast to, czy oni kręcą bąkiem na nazwie Ziemia?
Tak! I to porównanie Ziemi do bąka, zarówno w odniesieniu do bąka zabawki, jak i do bąka innego, chodzi mi o owada oczywiście, jest jak najbardziej trafne. Ziemia od zawsze kręci się w jakimś szaleńczym tańcu. Jest po prostu grupa, która korzysta z tej zasady „dziel i rządź” i która korzysta z tej zasady, aby był wieczny bajzel. I to tyle ode mnie. Drodzy państwo, zapraszamy za tydzień, chociaż jeszcze na chwilę obecną nie wiemy, Marku, co będziemy za tydzień przerabiać. Skłaniamy się ku jakiemuś odcinkowi o UFO w Polsce.
[02:14:50] - Tak. Wstępnie ustaliliśmy, że za tydzień omówimy temat zapomnianych bliskich spotkań na terenie Polski.
[02:14:59] - Tak, ale to jeszcze zobaczymy. Fajna dzisiaj była audycja. Daliśmy, mam nadzieję, państwu szerokie spektrum do rozmyślań. Pokazaliśmy, że jest jednak wiele dróg interpretacji. A ja się już z wami żegnam i zapraszam za tydzień. Cześć. Cześć, Marku. Cześć, Kris.
[02:15:15] - Dobranoc. Dziękujemy, Piotrze. Bardzo serdecznie.
[02:15:19] - Cześć, Marku.
[02:15:19] - I do usłyszenia w następną niedzielę. Jeszcze teraz oddamy na koniec głos Krisowi Mikini. Krisie?
[02:15:26] - To pytanie, kto puszcza tego bąka? Czy ludzie, czy kosmici? Może jedni i drudzy razem, pospołu. Już tu panowie wcześniej wspomnieliście o tych najrozmaitszych teoriach konspiracji, które w jakiś sposób wskazują na jakieś najrozmaitsze tajne uwikłania i połączenia. Za każdym razem, kiedy przyjrzymy się tym teoriom zwanym teoriami konspiracji bardzo wnikliwie, za każdym razem, kiedy dojdziemy do ich źródeł, zawsze będzie jakaś siła nadprzyrodzona, jakaś siła pozaziemska. W najdawniejszych czasach będą to bogowie, którzy namaszczali władców, królów, proroków do tego, aby rządzili ludźmi na Ziemi. Później mamy do czynienia z grupami ludzi, którzy nagle nawiązują kontakt czy to z szatanem, czy to z jakimś innym duchem, czy to z jakimiś upadłymi aniołami, czy z jakimiś innymi siłami, które bardziej przypominają siły demoniczne, które ich w jakiś sposób wspierają i pomagają im w realizacji ich własnych celów. I za każdym razem w tej sytuacji możemy znaleźć to połączenie, że ta hybrydyzacja, o której wcześniej mówiliśmy, funkcjonuje od samego początku, od samego zarania, że ci ewentualni kosmici, którzy chcieliby nas czegoś nauczyć czy nas doprowadzić, czy zrobić nam krzywdę, czy przeprowadzić swoje własne eksperymenty, potrzebują pomocników tutaj na Ziemi.Potrzebują takich ludzi, którzy będą im oddani, a jednocześnie będą pilnować, żeby ich plan i program został zrealizowany. Niepokojącym elementem, który potwierdza, że tak właśnie jest, jest obsesja wszystkich władców. Obsesja czystości krwi, obsesja błękitnej krwi, obsesja tego, żeby nie mieszać jej z innymi.
Tak jakby coś w niej było specjalnego, jedynego w swoim rodzaju. Coś, co uzyskali od swojego boga, jakikolwiek bóg by to nie był, bo przecież królowie chrześcijańscy byli pomazańcami bożymi. Kiedy popatrzymy na to, co się działo z Mahometem, on miał ciągle do czynienia z istotami pozaziemskimi. Budda także wchodził w inny stan kompletnej świadomości. Był w zupełnie innym świecie, tym wielowymiarowym, który też omawialiśmy i z niego nauczał swoich ludzi. I tak dalej. Każda religia, która w swojej najprostszej formie kontroluje nasze zachowanie, ma transcendentne połączenie z siłą pozaziemską, którą możemy różnie interpretować, że być może nie jest to tylko i wyłącznie energia kosmiczna, ale być może jest to siła inteligentna i siła niekoniecznie boska, siła obcej cywilizacji, grupy, która pochodzi z innej planety i chce ingerować w nasze ziemskie sprawy. Dlatego mówiąc, kto kręci tą Ziemią, zbyt niepokojące dla mnie jest przywiązanie do tego, kto z jakiej rodziny pochodzi, z kim się zadaje, z kim się wiąże. Najbardziej wstrząsające w tym wszystkim jest to, że powiązania rodzinne grup krwi, które daleko wykraczają poza zasięg wyłącznie klanu, trwają od tysięcy lat w formie zupełnie niezmiennej. Nieoczekiwanie odkrywamy, że ludzie, którzy wydawałoby się nie mają żadnych powiązań historycznych z władcami historycznymi na świecie, nagle te powiązania gdzieś jednak znajdują.
Teraz widzimy obsesyjną pracę nad ludzkim genomem. Ktoś zbiera dane genetyczne. Istnieje genetyczny bank danych, który pracuje bardzo intensywnie, dość dyskretnie i cicho. Kolekcjonuje mnóstwo tych danych i chce objąć nimi praktycznie całą Ziemię, żeby unikalny kod genetyczny każdego z nas był w ich banku. Teraz tu się można zastanawiać nad celem. Oczywiście zbieranie tego typu danych kosztuje olbrzymie pieniądze i ktoś te pieniądze bez gadania wykłada. Nie ma problemu z pieniędzmi, żeby ten bardzo drogi genetyczny bank danych świetnie funkcjonował. Nieoczekiwanie ten genetyczny bank ma bardzo silny romans na przykład z mormonami. Mormoni, cała ta grupa religijna czy jak inni wolą sekta religijna miała obsesję genów i pochodzenia od samego swojego zarania i kolekcjonuje te dane od samego swojego początku i w jakiś sposób w tym banku genetycznym partycypują. Teraz pytanie by tutaj brzmiało, czy jest to chęć utrzymania pewnej linii genetycznej czy określenia dokładnie linii genetycznej i wiedzy na temat każdego z nas, czy też być może jest to poszukiwanie zagubionej błękitnej krwi, genu, który dano nam wprost od Boga czy wprost od ludzi z innej galaktyki, którzy przybyli dawno temu na Ziemię i ulepili nas takim, jakimi my jesteśmy teraz.
Ulepszali nas później, czy też według nas pogarszali nas nieco później, ale ci pierwsi, którzy pochodzili wprost od nich, gdzieś się rozmykli w ludzkim oceanie. Być może istnieje bardzo silne uzasadnienie, że jednak ich geny gdzieś istnieją. Stąd ten bank genów tak usilnie ich poszukuje i tak olbrzymią ilość danych stara się w tej chwili zebrać w jednym miejscu i móc je w jakiś sposób przeanalizować. Dlatego mnie ta linia krwi bardzo niepokoi. Zwłaszcza, że dochodzi w pewnym momencie do takiej sytuacji, że ludzie, którzy reprezentują taką linię krwi, za wszelką cenę starają się ją ukryć, starają się zatrzeć ślady, skąd przyszli. Ciągle widzimy, że mimo tego, że na świecie zmieniają się granice, jedne ludy wymierają, pojawia się mnóstwo innych historii, zmienia się technologia, zmienia się patrzenie na świat, zmienia się praktycznie wszystko, to linie krwi są praktycznie kompletnie niezmienne. Ciągle funkcjonują i funkcjonują tak samo skutecznie od momentu swojego powstania aż do czasów dzisiejszych. To mnie właśnie w tym wszystkim niepokoi i dlatego widząc ich oczywiście jako ludzi, nie jako kosmitów, mam przeczucie, że być może mają one jakiś związek z tym, że kiedyś kosmici przybyli na Ziemię i stworzyli nas takim, jakim jesteśmy dziś. Na przykład wiele sytuacji historycznych nawet można tłumaczyć pod tym względem. Na przykład taka historyczna sytuacja, to taka dygresja w zasadzie będzie na koniec, może niepotrzebnie przedłużam, ale zastanawiałem się kiedyś nad fenomenem, dlaczego dokonano rozbiorów Polski, jak to się stało.
Wcześniej nigdzie takiego fenomenu nie było, żeby nagle jedno państwo zostało rozłożone na części pierwsze i zniknęło z powierzchni ziemi. Tak potężne państwo, jakim była Polska, przez kilkaset lat była potężnym, olbrzymim mocarstwem ze swoją własną silną kulturą, potężną armią. Nagle to się wszystko rozsypało w proch, dosłownie rozpadło się w ciągu 100 lat i na następne 100 lat zniknęło z mapy świata. Nagle przyszło mi do głowy, że być może ma to związek z linią krwi, bo nagle w Polsce, kiedy wymarli Jagiellonowie, władcami Polski byli królowie elekcyjni. Każdy z nich miał inną linię krwi i w związku z tym Polska stała się trochę bękartem. Nikt nie wiedział, czy można na nią liczyć, kto nią będzie rządził, jaką linią ona podąża, jaka sieć zależności będzie występować, bo ona się może zmienić wraz z następnym królem elekcyjnym. DlategoWszystkie te kraje dookoła, które tą swoją linię krwi miały długą i pełną tradycji, doszły do wspólnego wniosku, mimo że były same wobec siebie bardzo wrogo nastawione, tu były idealnie zgodne, że trzeba to rozłożyć na części pierwsze i zlikwidować coś takiego, co jest kompletnie niestabilne i niezagospodarowane, gdzie linia krwi zniknęła, wyginęła i taki kraj praktycznie nie ma prawa do dalszej egzystencji. Na szczęście pomylili się i mam nadzieję, że tak to będzie dalej trwało. Ale to taka dygresja, która pokazuje, że linia krwi, która zawsze ma to swoje bardzo metafizyczne i wręcz kosmiczne pochodzenie, jest silna i ponieważ pochodzi nie z tego świata, siłą rzeczy wskazuje na to, że istnieje jakiś związek między człowiekiem, który kręci tą Ziemią, ale nie kręci ją we własnym imieniu. Kręci w imieniu kogoś, kogo nazywa bogiem Jahwe, Allachem, kimś jeszcze innym.
Tak mniej więcej widzę ten problem. Dziękuję bardzo.
[02:24:17] - I na tym możemy zakończyć kolejną, trzydziestą szóstą już debatę ufologiczną online. W dzisiejszej debacie wzięli udział: nieobecny już na Skypie Piotr Cielebiaś z portalu INFRA i czasopisma „Nieznany Świat”, a także pisarz science fiction i publicysta, również współpracownik „Nieznanego Świata” Marek Żelkowski. Dzięki jeszcze raz Marku.
[02:24:39] - Dziękuję bardzo. Dobranoc wszystkim.
[02:24:41] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz Chrisie. Oj, chyba rząd światowy Chrisa wzywa do zejścia z komputera.
[02:24:51] - Wszystkim się to już przydarzyło, także teraz była pora na mnie, że do mnie zadzwoni. Zwłaszcza po tej linii krwi, więc zaraz się dowiem, co jest grane i jeśli mnie nie będzie na następnej debacie, to znaczy, że mam problemy z rządem światowym.
[02:25:05] - Mamy nadzieję, że jednak żadnych problemów nie będzie. Do mnie też ktoś próbował dzisiaj dzwonić poza anteną. Na szczęście na antenie nie udało się wejść. Także z mojej strony żadnych dźwięków jeszcze nie było, ale może teraz właśnie coś takiego się pojawi. Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Ponownie usłyszymy się w debacie ufologicznej już za tydzień. Wstępnie ustaliliśmy, że tematem następnej debaty będą zapomniane polskie bliskie spotkania trzeciego stopnia. Jeżeli coś się zmieni, to oczywiście damy państwu znać w newsie na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, a także na naszym profilu na Facebooku facebook.com/radioparanormalium. A dzisiaj dziękujemy już za uwagę. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.