[00:58] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online. Dziś będziemy dyskutować o nadzorcach Ziemi. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami: Piotr Cielebiaś z czasopisma „Nieznany Świat” i portalu Infra. Witaj, Piotrze.
[01:19] - Witam, witam.
[01:20] - Jest z nami również pisarz science fiction oraz współpracownik „Nieznanego Świata”, Marek Żelkowski. Witaj, Marku.
[01:28] - Witam. Dobry wieczór wszystkim.
[01:30] - Oraz niezmordowany poszukiwacz prawdy, Chris Miakina. Witaj, Chrisie.
[01:34] - Dzisiaj zmordowany. Dobry wieczór.
[01:36] - Tradycyjnie na początku debaty podam kontakty do Radia Paranormalium. Debatę jak zawsze realizujemy na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy również na wasze pytania na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można również do nas pisać na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Czekamy także na czacie, na transmisji na YouTube oraz na pytania na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Zapraszamy również do dołączenia do grup Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można także wysyłać pytania na nasz e-mail radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do pytania numer jeden.
Jesteśmy czyjąś własnością. To motto dzisiejszego odcinka. Czy możliwe, że Ziemia jest czyjąś własnością, a ludzie są na niej hodowani tak jak na fermie albo w rezerwacie? Dziś postaramy się odpowiedzieć na te pytania. Najpierw jednak panowie powiedzcie, czy zgadzacie się z zacytowaną przeze mnie na początku opinią Charlesa Forta. Czy możliwe, że ktoś nad nami czuwa? Jako pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[03:02] - Dziękuję. Dzisiaj temat bardzo kontrowersyjny, a z drugiej strony bardzo bliski naszym ufologicznym rozważaniom. Wiele osób może dojść do takiego wniosku, że dzisiaj mówimy o kwestiach bardzo spiskowych. Otóż nie. Zaskoczę was. Kiedy pisałem swoją książkę, która wyjdzie w marcu, teraz się ostro reklamuję, pod tytułem „Prawdziwe UFO”, poddałem ten fenomen, jak pewnie wielu z was przeczyta, dość głębokiej analizie i w ostatnim rozdziale, pewnie zepsuję wam teraz trochę przyjemności z czytania, ale dochodzę do takiego wniosku, że jednak, holender, zawsze jesteśmy w tyle. Coś zawsze jest przed nami. Coś zawsze robi z nas, powiedzmy, głupków, coś gra nam na nosie, coś pokazuje, że jest, natomiast nie do końca się ujawnia. I teraz pytanie: czy to są kosmici? Czy to są jakieś istoty z innego wymiaru?
A może i jedno, i drugie? Może są jeszcze nawet inne rozwiązania? W każdym razie doszedłem do wniosku, że coś tak mi się wydaje, w pewnym sensie nad nami jest. Cała filozofia, mentalność zjawiska UFO, to, w jaki sposób ono się zachowuje, pokazuje, że w zasadzie jesteśmy dla tej siły, bo nie mówię, że to są kosmici, ale że jesteśmy dla tej siły obserwatorami, czasami ofiarami, ale na pewno nie jesteśmy równorzędnym partnerem do dyskusji w większości przypadków. Stąd wniosek, zresztą wielu badaczy, że tak naprawdę te istoty, przynajmniej te, które obserwujemy, które wypełniają relacje, o których relacje wypełniają te doniesienia na temat bliskich spotkań, one tak naprawdę nie są kosmitami. Oni mogą być czymś innym, dlatego że gdyby to byli kosmici, istoty przybywające do nas z innych światów w jakiś sposób podobne do nas, to one by się nie zachowywały tak absurdalnie. Kiedyś z nami by się skontaktowały. Ale one tego nie robią. Teraz pytanie: do jakiego wniosku nas to w ogóle prowadzi? To prowadzi nas na manowce, prowadzi nas na taką informacyjną pustynię, do punktu, w którym uświadamiamy sobie, że jeżeli chodzi o zjawisko UFO, jego cele, jego pochodzenie, nie wiemy nic.
I ten problem próbowało rozwiązać wielu badaczy, wielu ufologów, którzy podsumowali ten fenomen i osiągnęli bardzo różne wnioski. Na pewno znacie tego wałkowanego cały czas Johna Keela czy Jacques'a Vallee. My wspominamy o nichNieprzypadkowo, dlatego że to były osoby, które zdecydowały się pójść o krok dalej. Zdecydowały się podsumować to zjawisko. Nie biegały cały czas za relacjami o latających talerzach, nie podniecały się cały czas rosnącą ilością doniesień, ale naprawdę próbowały odpowiedzieć na pytanie, co za tym stoi. Tak samo jak Keel i Vallée wysunęli swoją teorię o tym, że może stać za tym siła o charakterze paranormalnym, tak wspominany tydzień temu Felix Zigel, ufolog radziecki, doszedł do wniosku, że istoty, które nad nami stoją, mogą w jakiś sposób kontrolować to, jak my odbieramy ich. Czasem wypuszczają przebierańców, czynią prowokacje po to, żebyśmy nigdy nie rozpoznali tego, jak oni się naprawdę zachowują. Stąd prosta droga do wniosku, że nad nami jest ktoś, kto trzyma tę Ziemię i Ziemian pod kuratelą i nie chce, abyśmy dowiedzieli się, kim on tak naprawdę jest. Nie tylko Zigel miał takie zdanie. W zasadzie ten pogląd podzielało wielu uczonych ufologów.
Wielu w miejsce tych kosmitów stawiało inne siły. Natomiast niezależnie od tego, jaką drogą byśmy poszli, czy wybierzemy teorię Keela, która mówi, że czuwa nad nami jakaś siła o charakterze naturalnym, coś w rodzaju inteligentnego żywiołu, ale ten inteligentny żywioł zawsze jest ponad nami. Jeżeli wybierzemy teorię Vallée, dojdziemy do tego, że istnieje jakiś system, który tym wszystkim kieruje, prawdopodobnie też o charakterze paranormalnym, to znaczy parapsichicznym, nadprzyrodzonym względem nas. Natomiast on też jest ponad nami. Nie kontrolujemy go. On może robić z nami, co zechce. Jeżeli wybierzemy teorię ETH czy to, co powiedziałem o Zigelu, dojdziemy do wniosku, że mogą istnieć istoty z innych planet, które również mają wobec Ziemi pewne zamiary, które kontrolują nas. Mają nas w zasadzie za nic i mają swoje własne, trudne do sprecyzowania plany na temat naszej planety. Teorii jest więcej, to było tylko kilka teorii. Którąkolwiek drogą pójdziemy, nawet tą nieufologiczną, możemy dojść do wniosku, że Ziemia, a właściwie ludzie, bo raczej nie chodzi o Ziemię, tylko o ludzi, znajdują się pod kuratelą kogoś lub czegoś, co popycha ich do przodu, ewentualnie ogranicza czasami możliwość rozwoju, ewentualnie czuwa nad naszym rozwojem.
I dyskusja nad tym, co to jest, czy to jest jakaś kolektywna świadomość, czy to są naprawdę kosmici, czy to są istoty z wyższych frekwencji wszechświata, zdominuje chyba dzisiaj nasze rozważania. Gdybym miał, szczerze mówiąc, odpowiedzieć na pytanie, czy ktoś nad nami czuwa, czy ktoś jest przekaźnikiem pewnych idei, to odpowiedziałbym tak. Tylko nie rozumiałbym tego w sposób dosłowny, tak jak rozumie to David Icke. Dlatego, że problem jest, jak to zwykle bywa w ufologii, mocno kompleksowy, jest bardzo złożony. Można go rozpatrywać na kilku płaszczyznach i tak naprawdę takie typowo spiskowe uznawanie, że kosmici coś robią i nam przeszkadzają cały czas, jest strasznym uproszczeniem. My dzisiaj postaramy się rozwinąć tych kilka kwestii. Także chętnych zapraszam do dzielenia się z nami swoimi wnioskami czy zadawania pytań, dlatego że wiem, że ta dyskusja dzisiaj na pewno zainteresuje czy zaintryguje wiele osób. Marku, jak sądzisz, czy jesteśmy czyjąś własnością?
[10:49] - Trudno będzie mi odpowiedzieć jednym zdaniem, w związku z czym sformułuję tych zdań przynajmniej kilka. Może na początek tytułem polecenia bardzo ciekawy artykuł na ten temat znajduje się na portalu, który reprezentujesz, czyli na portalu Infra. Bardzo polecam. To, myślę, jest kawał dobrej lektury. Ale wracając do pytania, odwołam się do słów Charlesa Forta: „Czy istnieje ktoś, kto posiada legalne prawo do ziemi?”. Albo inny cytat: „Ziemia to gospodarstwo, a my stanowimy czyjąś własność”. To oczywiście bardzo chwytliwe i pobudzające wyobraźnię. Kiedy będziemy szukać potwierdzenia tak postawionej tezy, możemy przytaczać, zresztą Piotrze o tym wspomniałeś, argumenty z bardzo różnych dziedzin. Na przykład taki, że znałem człowieka, dla którego najlepszym dowodem na to, że ktoś nad nami sprawuje pieczę, z tym, że w słowie „piecza” może być wymiar pozytywny bądź negatywny, w tym wypadku raczej będzie negatywny. Takim dowodem, że ktoś nad nami czuwa, sprawuje pieczęAle też powoduje to, że blokuje pewne nasze inicjatywy.
Dla niego najlepszym dowodem było to, że został wstrzymany program kosmiczny, który prowadzony był bardzo żywiołowo na przełomie lat 60. i 70. Warto sobie uświadomić, że ostatni raz człowiek na Księżycu postawił stopę w 1972 roku, a więc ponad 40 lat temu i od tego czasu owszem, różnego rodzaju sondy latają po Układzie Słonecznym. Niemniej człowiek właściwie poza orbitę Ziemi nie wychyla nosa. To takie gwałtowne zatrzymanie programu kosmicznego. Jedni mówią, że to nie jest zatrzymanie, że to jest logiczna konsekwencja pewnych działań. Dla innych natomiast jest to koronny dowód, że Ziemianie stracili rozpęd, że ktoś go wyhamował, że postanowił, iż ludzie nie powinni wyglądać zbyt daleko w kosmos. Jaki był powód? Trudno jest powiedzieć. Fakt jest faktem, że rzeczywiście wspominając tamte odległe czasy, kiedy byłem wtedy dzieckiem, ale ja byłem przekonany, że za kilkadziesiąt lat, kiedy będę dorosły, to problem podróży, czy powiedzmy wycieczki na Księżyc nie będzie żadnym problemem.
Tymczasem minęło prawie pół wieku, a nic takiego się nie dzieje. Jest to jeden z rodzajów argumentacji, taki bardzo fizyczny, bardzo wprost. Jakiś rodzaj wydarzeń bądź też brak tego wydarzenia powoduje, że to dla niektórych osób jest dowód na to, że ktoś w nasze życie, w rozwój naszej cywilizacji po prostu ingeruje. Innym takim dowodem na to, że tego rodzaju ingerencje odbywają się, mogą być chociażby to, o czym pewno będziemy mówić szerzej, ale wspomnę o tym. Różnego rodzaju objawienia, w tym objawienia maryjne. Tu warto przy okazji wspomnieć książkę „Kręgi, cuda, kwanty” Wojciecha Chudzińskiego i Przemysława Nowakowskiego. To nie jest książka dokładnie o tym, o czym dzisiaj mówimy, ale myślę, że jej lektura może pomóc w zrozumieniu niektórych zjawisk, o które dzisiaj będziemy na pewno zahaczać. Myślę, że jeśli chodzi o odpowiedź wprost, w takim razie, to wydaje mi się, że można dopuścić taką możliwość, że rzeczywiście ktoś nad nami czuwa. Tylko nie potrafiłbym dzisiaj powiedzieć, czy to odbywa się na poziomie takim, jak chce tego wspomniany David Icke, czyli takim bardzo fizycznym, bardzo wprost. Ta jego historia, którą on opowiada, która sięga odległych wieków i przenosi się do czasów dzisiejszych, odwołuje się do istot, które nad nami panują.
Owszem, to pewno może być kanwa do jakiegoś bardzo sensacyjnego filmu w gatunku science fiction. Natomiast nie wiem, pomimo że lubię gatunek, nie do końca przychylam się czy skłaniam się ku tego rodzaju teoriom. Myślę, że znacznie bardziej ciekawe są te, które mówią o różnego rodzaju istotach czy siłach, które niekoniecznie przynależą do naszego wszechświata, do naszej rzeczywistości. To może być ciekawe i warte rozważenia. Natomiast znowu nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o pewnym filmie, który pojawił się w zeszłym roku. Filmie z gatunku science fiction, który mówi o tym, do czego tak naprawdę Ziemianie są hodowani. Bo skoro przyjmiemy hipotezę, że jesteśmy czyjąś własnością, być może jesteśmy hodowani, być może jesteśmy istotami, nad którymi ktoś sprawuje pieczę, to można sobie zadać pytanie: a po co ktoś to robi? Jedną z takich podpowiedzi daje duet Wachowskich w filmie „Jupiter: Inkoronacja”. Ja nie wiem, czy powinienem opowiadać ten film i zdradzać jego zakończenie. Zakończenie może tak, ale w każdym razie na czym to polega?
W każdym razie Ziemianie są rozwój cywilizacji, dbałość o tę cywilizację, tak jak hodowca dba o swoje stada, które hoduje. To się wszystko odbywa do czasu, a w pewnym momencie zwierzęta jadą do rzeźni i również tego rodzaju teorie pojawiają się, są propagowane. Najlepszy dowód, że właśnie Wachowscy zrobili na ten temat film. To myślę, ponieważ to jest taki mocny wątek, kiedy rzeczywiście ludzkość porównuje się troszeczkę do bydła rzeźnego, to mocno uderza w świadomość ludzi, którzy śledzą ten temat i warto się również nad taką koncepcją zastanowić. Dziękuję.
[18:13] - Chris?
[18:14] - Myślę, że na pytanie, czy jesteśmy czyjąś własnością, trzeba zdecydowanie odpowiedzieć, że tak. I nie ma nic ryzykownego w tego typu odpowiedzi z tego względu, że jeżeli spojrzymy na całą naszą ludzką, znaną nam historię, do tych najstarszych możliwych źródeł i porównamy je do dzisiejszych, okaże się, że nigdy nie byliśmy na Ziemi sami. Zawsze towarzyszą nam istoty pozaziemskie i towarzyszą nam najrozmaitsi bogowie. Oczywiście przez te dziesiątki lat edukacji, jaką odbieramy w szkołach i dzięki powstaniu nauki, która próbuje zracjonalizować wszystko, sprowadzamy religię do kultu metafizycznego, do czegoś, co funkcjonuje w zupełnie innej sferze ludzkości. I nie bierze się tego serio pod względem realnym, że coś takiego mogło nastąpić, czy coś takiego może funkcjonować w sensie realnym, takim, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Natomiast gdy spojrzymy w przeszłość, ci bogowie, najrozmaitsi w najrozmaitszych kulturach zazwyczaj przychodzili z niebios, ingerowali bardzo żywiołowo w rozwój ludzkości. Praktycznie niemalże każde działania, jakie czynili ludzie, były albo pobudzone przez te istoty, przez tych bogów, albo w jakiś sposób kontrolowane i często doprowadzały do wniosków, które racjonalnie bardzo trudno jest zrozumieć. Mimo to jednak tu można się doszukać czegoś takiego, że to raczej człowiek był narzędziem w ręku tych bogów i to o coś im raczej chodziło i to oni coś chcieli przez to osiągnąć. Niekoniecznie dla dobra człowieka, zazwyczaj jego kosztem. To pokazuje, że ta kontrola nad naszą planetą, nad całą ludzkością praktycznie trwa od samego jej początku, od samego jej zarania.
My się doszukujemy, kiedy próbujemy w jakiś sposób zracjonalizować nasze powstanie i odwołujemy się do teorii ewolucji Darwina. Usiłujemy znaleźć ten moment, w którym ta małpa przeistacza się w człowieka, staje się kimś jakościowo nowym. Zawsze nam brakuje tego ogniwa, słynnego brakującego ogniwa, które spoiłoby tę teorię i dało nam wreszcie naukowe wyjaśnienie. Być może takiego spoiwa w tej sferze absolutnie nigdy nie odnajdziemy, bo jest ono niemożliwe. Pojawia się ono wraz z kimś, z jakimiś istotami, z jakąś myślą, ideą, z jakąś energią, która nagle odnajduje naszą planetę i tworzy, buduje coś zupełnie nowego. Coś, co nie jest porównywalne kompletnie do tego, co na tej planecie istnieje. Mam tu na myśli oczywiście świat zwierzęcy, roślinny, bakteryjny, jakikolwiek inny. Jest to świat, który funkcjonuje według pewnych określonych reguł i praw. To, co go odróżnia od nas, oczywiście jest to brak jakiejś samoświadomości i brak abstrakcyjnego sposobu myślenia. My jesteśmy wyjątkiem.
I tutaj, kiedy spróbujemy odnaleźć w najstarszych mitologiach ten moment, w którym my tę świadomość uzyskujemy, znów związani są z tym ci bogowie, którzy pojawiają się w jakiś sposób i coś nam przekazują. Coś absolutnie magicznego, jedynego w swoim rodzaju. Coś, czego my nie potrafimy określić, a tak naprawdę jest to proste do określenia, bo jest to nasz sposób patrzenia na świat, ten abstrakcyjny i nasza świadomość, która ma niezwykłą moc, ponieważ jest ona w stanie przełamać nasze więzienie trzech wymiarów. Przełamać je w taki sposób, że jest w stanie wejść w konwersację z tymi bogami. Jest w stanie nawet przy pewnych zabiegach, o czym pewnie będziemy mówić później, jest w stanie nawet tym bogom dorównać. Dlatego mamy też w historii te opowieści o takich momentach, gdzie człowiek niemalże zaczął sięgać swoją potęgą, potęgę bogów i zagroził niemalże ich istnieniu. Skończyło się to oczywiście bardzo źle dla człowieka, bo ci bogowie zorientowali się szybciej, czy też Bóg zorientował się szybciej i przed siebie wziął pewne kroki. I to, co wydaje mi się punktem najważniejszym, który pokazuje, w jaki sposób my, ludzie, jesteśmy hodowani na naszej planecie, obserwowani i kontrolowani, jest to ten jeszcze jeden ekstra wymiar, którego do końca nie potrafimy zrozumieć i ustawić go w tej samej perspektywie, jak te trzy pierwsze wymiary, w których funkcjonujemy. Mam tu na myśli oczywiście czas. Czas funkcjonuje dla niemalże każdej istoty inaczej.
Ja tu się odwołam do przykładu mrówek, chyba najpopularniejszego przykładu w naszych debatach ufologicznych. Ciągle te mrówki nam do czegoś pasują. Mnie dziś pasują właśnie do naszego tematu. I mam tu na myśli to, że taka mrówka w całym swoim życiu, kiedy patrzymy na nią z naszego punktu widzenia, ten czas, który jej jest mniej więcej dany, to jest około 90 dni, czyli jakieś trzy miesiące sobie żyje taka mrówka i to jest wszystko. To jest koniec. To jest całe jej życie. Nie wiemy, czy ono jest bogate, czy ono jest ubogie, czy jej się wydaje, że jest to za krótko. Prawdopodobnie gdyby przyłożyć naszą miarkę, taka mrówka jej się wydaje, że to życie jest spełnione. To tak, jakby człowiek żył 90 lat i uważa, że jego życie również w jakiś sposób jest spełnione, trwało wystarczająco długo i czas już powoli odejść. Ale obie te pojęcia czasu są w żaden sposób nieporównywalne do siebie.
Żyjemy w trzech wymiarach i mrówki, i my. Natomiast pojęcie czasu nasze jest inne i myślę, że tu jest klucz do zagadki tych naszych kontrolerów, że tak naprawdę kontrolowanie nas jest związane z kontrolowaniem czasu.I tylko w taki sposób przełamując tę barierę czasową, to więzienie, te kraty zbudowane z czasu, jesteśmy w stanie zrozumieć, z kim mamy do czynienia i nie tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, kim są ci obserwatorzy, kim są ci bogowie i czym jest w ogóle zjawisko UFO czy reszta innych zjawisk paranormalnych. Właśnie w momencie, kiedy tę barierę czasową przełamiemy, tak jak to na przykład było w przypadku wieży Babel, która niestety runęła i nam, ludziom, pomieszano zmysły za karę. Być może w tej chwili nadal budujemy wieżę Babel i wszystko to, co się wydarzyło na Ziemi od czasów tej pierwszej wieży, jest podporządkowane zbudowaniu następnej, bardziej chytrej i przemyślej, żeby w jakiś sposób dotrzeć do tych bogów czy naszych obserwatorów, czy może naszych kontrolerów. To jest może dobre słowo. I wyrwać się z tej pułapki, w której nas zamknięto, wyrwać nas z tej hodowli. Ale to cały czas pokazuje, że nie jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie, że zawsze istnieje ktoś, jakaś potężna siła, która usiłuje wpłynąć na wszystko, co my robimy. I jeszcze jedną rzecz, którą chciałbym tu dodać, to to, że zazwyczaj patrząc na tych, którzy nas kontrolują, widzimy ich jako taką jedną grupę. Jesteśmy my i tam są oni, którzy nas kontrolują. Być może jednak jest tak i tak przynajmniej mnie się wydaje z tych wniosków, które próbowałem wyciągnąć na podstawie najrozmaitszych przeczytanych książek na ten temat, jest to, że być może nie jest to wcale jedna grupa, że być może w tej grupie jest jakiś podział, że następuje jakieś tarcie, że są jakieś inne koncepcje, kompletnie inne koncepcje, w jaki sposób ta hodowla na Ziemi ma przebiegać i do czego ta ludzkość ma tak naprawdę służyć.
Jesteśmy w jakiś sposób atrakcyjni dla tych, którzy nas kontrolują, ale oni sami w jakiś sposób również zwalczają się między sobą, usiłują przeforsować swoje własne idee, co też w sposób oczywisty pokazuje nam niemalże każda mitologia, gdzie bogowie nawzajem ciągle uczestniczą w jakichś wojnach i podjazdowych przeciwko sobie, czasami kompletnie totalnych. Jedni bogowie odchodzą, przychodzą na ich miejsce inni. Są jeszcze i tacy, którzy eliminują całą konkurencję i sami stawiają się jako najwyższy Bóg, który pozornie jest tylko tym monoteistycznym pojedynczym bogiem. Bo jak popatrzymy na całą tę piramidę, jaką taki Bóg buduje, to mamy tutaj do czynienia z najrozmaitszymi półbogami, bożkami, świętymi, aniołami i tak dalej. Gradacja jest duża. Wszyscy oni są powyżej nas, powyżej naszego stopnia, ale wszyscy oni również wpływają na to, jak my działamy, jak my funkcjonujemy, co robimy i dokąd zmierzamy. Także na pytanie, czy jesteśmy czyjąś własnością, nie ma wątpliwości: jesteśmy. Wszystko na to wskazuje. Od najstarszych zapisków dostajemy te informacje olbrzymim potokiem, że ciągle ktoś jest, kto patrzy na nas z góry, z dołu, z boku, skądkolwiek i patrzy nam na ręce i robimy to, co on właściwie chce i realizujemy jakiś plan, który usiłujemy zrozumieć przez te tysiąclecia trwania naszej cywilizacji. Dziękuję.
[27:41] - I jeszcze raz Marek Żelkowski. Marku.
[27:44] - Ja chciałbym nawiązać do końcowej części wypowiedzi Chrisa. Otóż wspomniałem w pierwszym swoim wejściu o artykule zawieszonym na portalu Infra dotyczącym między innymi tej tematyki, o której dzisiaj rozmawiamy i mnie w tym artykule poza wieloma różnymi informacjami zafascynował taki fragment, a później pobudził do przemyśleń związanych ze swoimi zainteresowaniami. Otóż fragment dotyczył sytuacji, w której mnichom buddyjskim pokazano, przedstawiono miejsce, w którym odbywały się objawienia maryjne. I kiedy już było, powiedzmy, po wszystkim, kiedy pytano, jakie to wrażenie wywarło na mnichach, oni odpowiedzieli zupełnie spokojnie, że nie widzą w tym nic dziwnego, bo to nie było nic innego to objawienie jak manifestacja dew. To w ich religii istnieją takie istoty, które nazywane są dewami. Albo jest też druga kategoria, czyli aszury albo aszurowie. To w zależności od tłumaczenia. Te istoty pełnią dokładnie taką rolę, jaką pełnią, na przykład w islamie dżiny. W każdym razie nie jest to zjawisko sprowadzone do jednej religii. Na przykład tradycja wedyjska również mówi o istotach zwanych dewami, które dla ludzi pozostają niewidoczne i co prawda podobnie jak ludzie podlegają cyklowi narodzin, dorastania, śmierci oraz cyklowi reinkarnacji, natomiast są dla człowieka niewidoczne.
Według sanskrytu dewy to nic innego jak istoty zbudowane, stworzone ze światła i one żyją w wymiarze, który jest równoległy do naszego.Dbają o to, żeby nasz fizyczny wszechświat rozwijał się w sposób należyty i są, tak jak napisano w tym artykule, rodzajem wsparcia technicznego. Kontrolują wszystkie aspekty naszego życia. Powiem szczerze, że to dla mnie było o tyle ciekawe, ponieważ zacząłem szukać w różnych swoich notatkach oraz elementach, o których pamiętałem. Słowo Aszur, o którym wspomniałem, jest bardzo popularnym określeniem, które łączy bardzo wiele kręgów kulturowych. Na przykład w mitologii asyryjskiej Aszur to był bóg wojny, poza tym jeszcze słońca, ale i stwórca świata. Główny ośrodek tego kultu mieścił się właśnie w mieście Aszur. To jest pierwszy aspekt tego, ale warto o tym pamiętać, że nazwa Asura to termin, który odwołuje się do istoty poszukującej mocy, spragnionej mocy na przykład. Warto także wiedzieć o tym, że Asurowie albo podobne nazwy pojawiają się na przykład w takiej zapomnianej dzisiaj religii, o której mówi się bardzo często, że była jakimś pierwowzorem chrześcijaństwa, czyli zaratusztrianizmie, zorastryźmie, różnie to jest nazywane, która kiedyś była wielką, potężną wręcz religią, a dzisiaj resztki wyznawców to jest bardzo niewielka sekta, która funkcjonuje. A kiedyś to była religia, którą można by przez porównanie porównać do chrześcijaństwa. Religia o tej wielkości i tym znaczeniu.
Przez tysiąclecia ta religia prawie umarła. Ale wracając do Asurów, warto powiedzieć o tym, że te istoty pojawiają się również na przykład w hinduizmie. Te istoty pojawiają się także w buddyzmie. W buddyzmie w ogóle jest ciekawie, bo on wyróżnia 31 światów istnienia, a czwarty z nich, licząc od najniższego, to jest świat Aszurów. Ten świat należy do nieszczęśliwych miejsc przeznaczenia. Ale Asurowie to są istoty, które znowu według buddyzmu sprawują pewną pieczę właśnie nad ludzkością. Wracając z kolei do dewów, to nic innego jak świetliści, jaśniejący, oświeceni. To znowu jest określenie, dewy, dewowie, to się różnie odmienia w zależności jaką część literatury na temat weźmiemy. Liczne tłumaczenia powodują, że ciężko jest to odmieniać, ale warto wiedzieć, że odpowiedniki dewów znajdujemy w Tybecie, w Chinach, w Korei, w Japonii, jeszcze w wielu innych miejscach i wszędzie to są istoty nieposiadające ciała fizycznego, istoty nadprzyrodzone. Bogowie, półbogowie, w zależności od miejsca, występują w różnych kulturach azjatyckich.
Warto wyciągnąć z tego wniosek. To znaczy, że skoro to jest na tak ogromnym obszarze ciągnącym się od Bliskiego Wschodu po Daleki Wschód, to warto się zastanowić, czy to jest przypadek, że ta sama nazwa czy zbliżona nazwa pojawia się na tak rozległej przestrzeni. Warto o tym pomyśleć. Warto zastanowić się, czy może to jednak nie jest ślad tego, że te istoty, o których wspomniałem wcześniej, są czymś rzeczywistym, co w sposób faktyczny oddziałuje na życie człowieka. To na razie. Dziękuję.
[34:36] - I przechodzimy do pytania numer dwa, a brzmi ono następująco: koncepcja, że Ziemia, a także nasza cywilizacja znajduje się pod czyjąś kuratelą, nie jest nowa. Wskazują na to między innymi wskazówki zawarte w starożytnych źródłach, w tym w Biblii. Czy możliwe, że Jahwe i aniołowie to tak naprawdę obce istoty? Czy Bóg kosmita, zawierając przymierze z narodem wybranym, dokonał ingerencji w dzieje ludzkości? Jeśli tak, to po co? Może teraz dla odmiany pierwszy niech się wypowie Chris Miekina. Krisie?
[35:08] - Właśnie Jahwe i aniołowie to jedne z bardziej podejrzanych istot o możliwościach nadprzyrodzonych w naszej historii. Bo po raz pierwszy w przypadku Jahwe mamy do czynienia z sytuacją, kiedy tak naprawdę nie tworzy on żadnych sojuszy z innymi bogami, w ogóle nie uznaje innych bogów. Sam uważa siebie za jedynego, najważniejszego. Ma swoją armię aniołów, czyli bogów jakby mniejszego rzędu, którzy nawet nie dorównują mu siłą i potęgą. Pojawia się po raz pierwszy w formie, która jest niewidzialna i nie można go określić poprzez portret, poprzez opis słowny czy poprzez nawet zjawisko. Może się on objawić we wszystkim i wszędzie. Potrafi się objawić w sposób fizyczny. Potrafi się objawić także na przykład w jakiejś wizji.
[36:09] - I z tym Jahwe zaczyna się nowy rozdział ludzkiej historii. Bardzo krwawy rozdział ludzkiej historii, kiedy właściwie niemalże wszystko zaczyna mu być podporządkowane i wszystko, co jest przeciwko niemu, jest z całą bezwzględnością gładzone i niszczone. Jahwe jest bogiem bardzo zazdrosnym, bardzo złośliwym. Nie toleruje żadnej swobody. Wszystko chce mieć pod kompletną kontrolą i nawet ustanawia sobie naród wybrany, który jest mu absolutnie, zupełnie i ślepo posłuszny. I ten naród wybrany robi to, co on chce, niekoniecznie zdając sobie sprawę, czemu ma to służyć. Jahwe, jeśli chcieliby spojrzeć na korzenie, skąd on się pojawił i kim jest tak naprawdę Jahwe, trzeba tu sięgnąć do tych najstarszych, ale także i najbardziej znanych, najbardziej popularnych opowieści ze starożytności, spopularyzowanych przede wszystkim przez Sitchina. Oczywiście mam na myśli Annunaków. Tu trzeba dodać, że sam Jahwe powiedział, że nie powie swojego imienia. Można go określać imionami, natomiast żadne z nich nie będzie jego prawdziwym imieniem.
Jeśli szukać źródeł, kim jest przede wszystkim w tłumaczeniu biblijnym w Starym Testamencie, to Jahwe na pytanie, kim jest, sam odpowiedział: „Jestem tym, kim jestem”. Jest to tłumaczenie z języka hebrajskiego. Natomiast wiemy, że język hebrajski podlegał wielu ewolucjom. Był to język, który praktycznie stał się w pewnym sensie łącznikiem, pomostem pomiędzy Wschodem a Zachodem ówczesnego świata. Jeśli popatrzymy na mapę świata i popatrzymy, gdzie dzisiaj jest Izrael i wówczas był Izrael, a jeszcze wcześniej żyli sobie Kananejczycy, których Hebrajczycy pokonali i praktycznie wyeksterminowali, przejmując jednocześnie wiele ich wierzeń, wiele ich pomysłów metafizycznych i bardzo dużo z ich kultury i języka, to okaże się, że mamy tutaj dwa potężne ośrodki, które tworzyły naszą kulturę. Z jednej strony Mezopotamia, a z drugiej strony starożytny Egipt. Izrael i Hebrajczycy są pośrodku i to oni właśnie jak gąbka wciągają i wsiąka w nich kultura i egipska, i mezopotamska, sumeryjska. Oni natomiast sami nieustannie wędrują z jednego punktu świata do drugiego. Dziś to się nazywa, że byli w niewoli egipskiej. Historycznie nie byli w żadnej niewoli.
Był to ich dobrowolny wybór. Też się mówi o niewoli tak zwanej babilońskiej, czyli w Sumerze. To też nie była niewola. Zgodzili się sami, żeby tam żyć i mieszkać, i funkcjonować, i nawet zostali stamtąd w końcu wypędzeni, wypuszczeni, czy jak ktokolwiek chce to nazwać, ponieważ zaczęli ingerować w sprawy Sumeryjczyków i manipulować ich życiem. Dlatego właśnie język hebrajski i miejsce Jahwe w samym praktycznie centrum ówczesnego świata jest tutaj niezwykle istotne. Wracając do tłumaczenia i rozumienia pojęcia „Jestem tym, którym jestem”. Oczywiście tutaj chcę nawiązać do Annunaków. Tak naprawdę oznacza to, że jeśli spróbować zrobić analizę znaczenia tych słów w najbardziej starożytnych językach, oznacza to, że ten Jahwe mówi: „Jestem Enlil”, czyli jestem bratem Enki, czyli jestem jednym z Annunaków, czyli jestem kimś, kto przybył tutaj na tę ziemię z innej planety, z planety Nibiru, po to, żeby ją w jakiś sposób kontrolować i zrobić na niej porządek, uzyskać to, co się od niej chce. Oczywiście my do końca nie znamy właściwych i ostatecznych celów, jakie mogli mieć ci Annunaki, którzy przybyli na Ziemię. Wiemy, że szukali złota, szukali paru innych rzeczy.
W międzyczasie właśnie z „Gilgamesza” i wielu innych legend wiemy o tym, że stworzyli człowieka w takiej formie, w jakiej jest dzisiaj. Tchnęli w niego życie, więc oczywiście siłą rzeczy go kontrolują. Wiemy też, że Enlil i Enki w jakiś sposób rywalizowali ze sobą. Byli synami Anu. Jeden z nich dostał jedną część ziemi pod władanie, drugi inną część ziemi pod władanie i obaj byli w nieustannym konflikcie. Jeśli założyć, że Jahwe jest to nie kto inny, a Enlil, to wiemy z tych najstarszych zapisków, że właśnie Enlil nie był zbyt wielkim entuzjastą człowieka jako takiego. W przeciwieństwie do Enki nie chciał mu dać zbyt wiele swobody, nie pozwalał mu na za wiele. Chciał go utrzymać tylko i wyłącznie jako posłusznego, superposłusznego niewolnika, jako właściwie takie mięso armatnie do uzyskania swoich własnych celów. Natomiast Enki był tym kimś, kto tego człowieka bardziej lubił, więcej mu rzeczy opowiadał, bardziej go kształtował, przekazywał mu wiedzę, która była dostępna tylko dla bogów. I to doprowadziło oczywiście do konfliktu.
Stąd mamy te biblijne nieszczęścia, jakie nawiedziły ziemię, włącznie z tym największym, którym był potopem, który praktycznie stworzył historię człowieka od nowa. Zginęła tam masa populacji. Do tego worka wrzuca się mnóstwo różnych rzeczy. Wrzuca się i ludzi, wrzuca się gigantów, wrzuca się Nephilim, wrzuca sięWiele innych istot, które zniknęły z powierzchni ziemi, a które były twórcami bogów. To pokazuje nam, że można założyć, że w takim razie Jahwe, czyli Enlil, nie był nikim innym, a właśnie jak tu zawarto w pytaniu, był bogiem kosmitą, który przybył z innej planety po to, żeby stworzyć ziemski rezerwat w określonym dla siebie celu, w określonym interesie. W momencie, kiedy nie wypaliły do końca pomysły Enkiego, on sam przejął stery nad tym, co się dzieje na Ziemi. Zaczął ją kontrolować, wyeliminował praktycznie do zera wpływy Enki. Jeżeli pójść tą konsekwencją dalej, ten proces trwa do dziś. Ponieważ system religijny oparty na jahwiźmie jest najpotężniejszym systemem religijnym na Ziemi. Chrześcijaństwo ma swoje źródła właśnie w tym jahwiźmie, że tak to nazwę.
I podobnie islam. Praktycznie niemalże każda religia monoteistyczna, wyłączając oczywiście z tego buddyzm, który jest znacznie starszy, jest w jakiś sposób związana z Jahwe i z tymi wszystkimi historiami, które opisano w opowieściach o Anunaki. Dziękuję.
[43:33] - To może teraz Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[43:35] - Temat jest bardzo kontrowersyjny z tego powodu, że rzeczywiście judaizm na tle innych religii starożytnego Wschodu jest oryginalny, ale też w ostatnich latach pojawiło się wiele prób podważenia jego wizerunku, bo my mamy taką świadomość, że on się ukształtował tak, jak się ukształtował i nic się nie zmieniło od kilku tysięcy lat. Ale tak naprawdę Żydzi bardzo często zaczerpywali z innych religii pewne wątki. Pamiętamy słynną aferę sprzed kilku lat, kiedy się okazało, że Jahwe prawdopodobnie posiadał małżonkę. Jak każdy szanujący się bóg prawdopodobnie gdzieś na pewnych wczesnych etapach, może jeszcze tych niepisanych, zapewne ją posiadał. Potem niestety, znaczy niestety, nie wiem, czy niestety stał się bogiem monoteistycznym. Moglibyśmy o tym dyskutować. Bogiem religii monoteistycznej. Moglibyśmy o tym dyskutować długo. Natomiast kiedy to rozpatrujemy z punktu widzenia dzisiejszego, kiedy poddajemy analizie biblijne historie, historie ze Starego Testamentu, co się z nich wyłania? Widzimy, że jest istota, bo Jahwe, wizerunek Elohim właściwie ewoluuje w Biblii.
Jeszcze o jednym musimy pamiętać, że księgi Starego Testamentu nie są ułożone chronologicznie. To znaczy Genesis tak naprawdę nie jest najstarszą częścią Starego Testamentu i wychodzimy od tego, że mamy do czynienia z istotą, która zawiera przymierze z pewnym ludem przeciwko innym ludom. I ta istota szczyci się tym, że jest prawdziwsza niż bogowie innych kultur. Ludzkość w zasadzie nie zmieniła się wiele od tego czasu. Nadal w naszej cywilizacji dominują często konflikty typu: mój Bóg jest lepszy, bo ma większe przyrodzenie od twojego. Oczywiście dzisiaj już argument przyrodzenia się nie liczy tak bardzo, ale ludzie często nadal, jak widzimy, spierają się ostro o to, która religia i czyj Bóg ma większe prawo do władania nad światem. Ale jeżeli wracamy do Jahwe, to widzimy, że jest jakaś istota, jak już powiedziałem, mieniąca się prawdziwą, tą jedyną, która jak na Boga jest dość zaborcza. Objawia się też w dość dziwny sposób. Mało cudowny, bo o ile jej manifestacja tak zwanego kavod, czyli potęgi Jahwe na Synaju jest spektakularna, to jest też dziwna. Ona wzbudza podziw, ale wzbudza też przestrach.
Możemy odnieść łatwe wrażenie z dzisiejszego punktu widzenia, że jest to manifestacja wręcz technologiczna. To, co osiadło wtedy na Synaju i było widziane, mogło być tak naprawdę jakimś obiektem. Tutaj pojawia się problem, jak mamy to interpretować wszystko i jak mamy na to patrzeć. Ale mamy też obok Starego Testamentu wiele innych źródeł i one mówią nam więcej o naturze Jahwe. I dyskusja o hipotezie, czy Bóg biblijny jest kosmitą, czy nie, nie może być poruszana bez zagłębienia się w tradycję religijną, bez zagłębienia się w Talmud. I to już jest bardzo skomplikowane, bo odnajdujemy tam wiele aspektów, które są często bardzo dwuznaczne.Na pewno miłośnicy parastronautyki kojarzą te słynne dwie hipotezy. Pierwsza mówiła o trójce kapłanów żydowskich. To tak naprawdę opis ubioru roboczego do kontaktu z tym czymś, czym była Arka Przymierza, która miała być, według chociażby Mostowicza, nadajnikiem od Jahwe, jakąś tubą, przez którą przekazywał on narodowi wybranemu swoje wytyczne. Druga hipoteza mówiła o słynnej maszynie do produkcji manny. Doszukując się w Talmudzie pewnych bardzo hermetycznych, tajemniczych określeń, autorzy tej hipotezy twierdzili, że ta maszyna zwana starcem była tak naprawdę niczym innym, tylko urządzeniem, które produkowało mannę z alg, czyli pożywienie Izraelitom tylko po to, by mogli przeżyć.
Tutaj też troszeczkę nieprecyzyjnie używam takich słów jak Żydzi i Izraelici. W pierwszym etapie, o którym mówiliśmy, powinno się używać sformułowania Izraelici. Czy to samo wskazuje na to, że naród wybrany mógł w jakiś sposób, jego historia mogła być kształtowana przez istoty z przybysza z kosmosu? Nie odpowiem na to pytanie, bo nie wiem. Wiele osób uzna, że pewnie tak, ale kiedy popatrzymy na religie ościenne, kiedy popatrzymy na inne kręgi kulturowe znacznie starsze, to odkryjemy, że judaizm nie jest tak naprawdę wyjątkiem na mapie świata, że rzeczywiście zaczerpnął wiele zarówno z Egiptu, jak i z terenu Babilonu. I pozostaje pytanie, zawsze mnie to nurtowało w parastronautyce i teorii starożytnych kosmitów, kogo w końcu oni wybrali? Bo czy oni wybrali Sumerów, bo tam też są dowody na tą ingerencję w postaci boskich nauk. Czyli czy oni wybrali Izraelitów, czy wybrali Egipcjan, którzy byli w zasadzie najlepiej chyba rozwinięci, mieli najbardziej zaawansowaną wiedzę. I to jest główny problem, bo wydaje się, że siła, która za tym stoi, nie wybrała jednego ludu. Ona wybrała w zasadzie po części wszystkie.
Innymi słowy, jeżeli oczywiście ta hipoteza jest prawdziwa, stworzyła sobie pewne kręgi cywilizacyjne. Stworzyła sobie pewne grupy, które dysponując wiedzą, tworzyły zalążki cywilizacji, cywilizowały tą dziką planetę, jaką była Ziemia. Tak mogłoby wynikać z nieco ulepszonej teorii parastronautycznej. Bo musicie państwo wiedzieć, że większość autorów, począwszy od Dänikena, który tak naprawdę jest w wielu sprawach laikiem i u którego dla niego cezura sasowa się w ogóle nie liczy. Dla niego nie ma różnicy między Inkami a Sumerami, chociaż to są przecież tysiące lat. Trzeba na to spojrzeć pod kątem historycznym jednak. I nawet kiedy spoglądamy pod kątem historycznym, to teoria o starożytnych kosmitach ma sens. Problem tylko, że staje się strasznie zawiła i nagle okazuje się, że siła, która mogła stać za cywilizowaniem ludzkości, się rozmienia na drobne, bo pojawia się to w tej kulturze, to w tamtej i mamy straszny problem z ustaleniem, kto był tak naprawdę pierwszy. Czy byli to Sumerowie, czy był to Jahwe, czy to Izraelici zaczerpnęli mit o Jahwe, o jakiejś istocie nadprzyrodzonej z mitologii Sumerów, czy po prostu sami byli odbiorcami tego kontaktu. Tak że jest to strasznie zawiłe.
To nie jest takie proste, na jakie się wydaje. Natomiast gdybym miał szukać odniesień, gdybym miał szukać najważniejszych wskazówek, szukałbym tego w literaturze religijnej, to znaczy w Talmudzie oraz ewentualnie w tym, co pozostało z wiedzy kapłanów egipskich. Biblioteka Aleksandryjska uległa spaleniu. Pewnie gdyby się to nie stało, to byśmy dzisiaj dysponowali znacznie lepszej jakości materiałami. Natomiast wydaje mi się, że siła, która kierowała tym procesem, która nadzorowała ten proces, która czuwała nad wychowywaniem człowieka, nad stworzeniem podwalin cywilizacyjnych, była już wtedy dość przebiegła i zdawała sobie sprawę, że bardzo łatwo istota taka jak człowiek zagubi tą pamięć, zmitologizuje ją. Cokolwiek się stanie za kilka, kilkanaście pokoleń, znając naturę człowieka, może dojść do tego, że cywilizacja ulegnie upadkowi, że tak naprawdę historia, która była kiedyś żywa, przemieni się w mit. I tutaj rodzi się ogromny problem z próbą odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie związane z tym, kto był pierwszy. Natomiast mamy też bardzo sugestywne mity, bo o ile Biblia jestW dużej mierze poddana cenzurze i poddana różnego rodzaju zabiegom edytorskim. W przypadku niektórych mitów, na przykład bardzo sugestywnego mitu o Anesie, o Adapie, o siedmiu mędrcach sumeryjskich, mamy powiedziane wprost, że ktoś po prostu przyleciał, wyszedł z wody i nauczał ludzi. I to wszystko.
To strasznie daje do myślenia, że ktoś jednak był, ktoś ludzkość nadzorował. Pytanie, czy pozostał i czy na nas dalej patrzy. Marku?
[54:58] - Ja dosyć krótko. Powiedziałbym, ważne jest też to, że kiedy rozpatrujemy biblijne opisy, warto pamiętać, że to, co sprawia, że te opisy i przekazy są bogate, to to, że oprócz Biblii, którą znamy w naszym kręgu kulturowym, warto pamiętać o tym, że kanonów podstawowych Biblii jest bardzo dużo. Pewne księgi, takie jak na przykład Księga Henocha, o której pewno będziemy dzisiaj mówić, nie są w kanonie tej Biblii, którą znamy. O ile dobrze pamiętam, ta księga jest w prawosławnym Kościele albo w Kościele koptyjskim uznawana. Warto pamiętać o tym, że różnych tekstów apokryficznych odwołujących się czy też uznanych przez inne kanony biblijne jest dosyć sporo i to z jednej strony jest bogactwo, dzięki któremu docierają do nas przekazy nieocenzurowane, użyjmy tego słowa. W każdym razie mniej ocenzurowane. Ale mimo wszystko, przy całym tym bogactwie, Piotr o tym mówił, różnego rodzaju przekazów z różnych kręgów, które stykały się z tym kręgiem kulturowym, który stworzył Stary Testament. Warto pamiętać o tym, że my właściwie nie mamy odpowiedzi na pytanie albo częściowej odpowiedzi na pytanie, po co właściwie, jeżeli pojawili się bogowie, którzy byli istotami z odległych planet, gdzieś z głębi kosmosu, po co oni właściwie przybyli? Tu odpowiedzi może być bardzo dużo. To mogą być takie odpowiedzi, jakich udziela Sitchin, czyli po prostu inne istoty potrzebowały robotników.
To mogą być odpowiedzi, które sprowadzają się do tego, że jesteśmy rodzajem zabawki w rękach innych istot. Tutaj odwołam się po raz trzeci i obiecuję, że już ostatni do artykułu na portalu Infza, w którym znalazłem taki oto fragment. Otóż pewien człowiek o imieniu Donald, a o nazwisku Crowhurst. Chyba tak. Mam kłopoty z wyczytaniem tego nazwiska. Crowhurst chyba. Urodził się dokładnie w tym roku, w którym zmarł wspomniany już Charles Ford, czyli w 1932. To był człowiek bogaty i w swoim czasie wybrał się w podróż dookoła świata trimaranem, o ile dobrze pamiętam, ale w tak zwanym międzyczasie, w trakcie tej podróży przeżył załamanie nerwowe. To wszystko ludzka sprawa. Natomiast efektem tego załamania nerwowego i takim śladem był zapis, taki rodzaj dziennika, który liczył 25 000 słów, w którym taki oto fragment się pojawił, który świadczyć by mógł o tym, o czym powiedziałem wcześniej, że jesteśmy tylko zabawką w rękach bogów.
Ten fragment jest krótki i brzmi mniej więcej tak: „Bóg i jego syn bawili się w centrum kosmosu. On, ojciec, był doskonały, podobnie jak jego syn. Uprawiali cudowną grę, która polegała na przemienieniu małp w bogów. Było to nawet zabawne, a w tym wszystkim podążali oni jedną prostą zasadą: małpy nie mogły wiedzieć o obecności bogów”. To jest co prawda nie biblijny, ale przekaz czy pewna koncepcja tego, że być może jesteśmy tylko zabawką w rękach bogów. Powtarzam to po raz kolejny. Wreszcie szukając tych różnych celów, odwołajmy się do tego, co jest dosyć popularne w tej chwili i znajduje właściwie sporą rzeszę wyznawców. Specjalnie używam tego słowa „wyznawców”, bo chyba tak już należy określać ludzi, którzy uwierzyli albo których przekonał David Icke. To jest też pewna koncepcja, już wspomniałem o niej, ale to jest pełnoprawna koncepcja, która mówi o tym, że reptilianie od dawien dawna manipulują naszą rzeczywistością. Co więcej, oni też stoją za wydarzeniami.
Nie czas i nie miejsce, żeby o tym mówić szerzej, ale te gadzie istoty stoją również za wydarzeniami, które miały miejsce w Biblii. Co więcej, one posługują się przekazem biblijnym i staro i nowotestamentowym, aby realizować swojeSzukam słowa, mroczne cele, które im przyświecają. Ja prowadzę do tego, że warto, zastanawiając się nad przekazem biblijnym, nad słowami zawartymi w Starym Testamencie, myśleć, o co tak naprawdę chodziło istotom, które być może zostały przedstawione na łamach Starego Testamentu. Myślę, że to jest materiał do przemyślenia prawie jak dla Sztyrlica. Nie będzie łatwo odpowiedzieć na tego rodzaju pytania. Dziękuję.
[01:01:03] - Przechodzimy do kolejnego pytania. Z tradycją biblijną wiąże się także kwestia Grigorij, czyli aniołów obserwatorów albo czuwających. Byli to zbuntowani aniołowie, którzy przybyli na Ziemię i ucywilizowali ludzkość, wiążąc się z ludzkimi kobietami. Czy źródło, z którego pochodzi ta historia, czyli Księga Henocha, może odnosić się do prawdziwych wydarzeń? To jest zapoczątkowanie naszej cywilizacji przez buntowników z gwiazd. Czy obserwatorzy nadal patrzą? Może pierwszemu oddajmy głos Markowi Żelekowskiemu. Marku?
[01:01:37] - Już zacząłem o tym mówić w poprzednim wejściu. Te istoty zwane obserwatorami pojawiają się w dwóch księgach, to znaczy w Księdze Henocha, której jedynym Kościołem, który włączył ją do kanonu Pisma Świętego, jest Kościół koptyjski. Tak jak już powiedziałem, Kościół prawosławny. Poza tym jest jeszcze jedno miejsce, w którym o Grigorij się wspomina. To Księga Jubileuszów. To jest jeden z apokryfów Starego Testamentu, który z kolei znajduje się w kanonie biblijnym etiopskim. Tym mianem określa się upadłych aniołów. Oni zostali zesłani na ziemię przez Pana, aby opiekowali się ludźmi, ale zawiedli zaufanie Stwórcy. Między innymi dlatego, ponieważ spłodzili potomstwo z ludzkimi kobietami. Według niektórych interpretacji opis tego znajduje się również w Księdze Rodzaju.
Ich przewina polegała również na tym, że wyjawili ludziom szereg praktyk, które przez Boga były niemile widziane, były zakazane. Na przykład to oni ujawnili ludziom, w jaki sposób produkuje się broń, w jaki sposób produkuje się kosmetyki, czy też w jaki sposób uprawia się sztuki magiczne. Opowiadając historię do końca, karą za tego rodzaju występki było zesłanie, degradacja tej anielskiej hierarchii i sprowadzenie tych istot do poziomu demonów. Księga Henocha wspomniana już przeze mnie, wspomina o tym, że nefilim to były właśnie istoty, które pochodziły ze związków ludzkich kobiet z obserwatorami, z wysłannikami niebios. W tradycji hebrajskiej to jest historia dosyć znana, mocna. Brakuje mi słowa w tej chwili. W każdym razie historia, która jest po pierwsze znana, a po drugie bardzo mocna. W sensie takim, że ona ma wiele wątków. W tradycji hebrajskiej zachowane są nawet imiona aniołów. Co prawda nie wszystkich, ponieważ zstąpiło ich według przekazu około 200.
Ale takie imiona w Księdze Henocha jak Ezechiel, Azazel, Azrazizel i tak dalej. Mówiąc szczerze, w tym momencie pamięć mi nie służy. W każdym razie imiona demonów, które dzisiaj znamy, bardzo często to są właśnie imiona tychże obserwatorów. Warto powiedzieć, ponieważ mówiłem o tych tajemnych sztukach, które te istoty przekazały ludziom. Azazel przekazał ludzkości wiedzę o kowalstwie i jubilerstwie. To ważne, ponieważ to kowalstwo sprowadzało się tak naprawdę do wspomnianego już przeze mnie wytwarzania broni. Inny z obserwatorów nauczył ludzi zaklęć i zielarstwa, sztuk magicznych. To oni przekazali wiedzę o astrologii. Jest też taka istota jak Azradel. To istota, która wyjawiła ludziom tajemnice księżyca.W każdym razie myślę, że odpowiadając na to pytanie warto wziąć pod uwagę historię o obserwatorach, ponieważ ona znowu pokazuje, że to, co zwykliśmy traktować jako przekaz religijny, który mniej lub bardziej zbliża się bądź oddala od prawdy, to proszę zobaczyć, przynajmniej według mnie, jak konsekwentny jest ten przekaz, jakie niesie ze sobą wątki, które wydawałoby się, jeśli mielibyśmy do czynienia naprawdę z istotami nadprzyrodzonymi w sensie religijnym, to może nie wszystkie z tych wątków byłyby w ogóle potrzebne.
Tymczasem tu mamy bardzo racjonalne, konkretne podejście. Istoty, które zstępują z nieba i uczą ludzi określonych czynności, dają im określone umiejętności. To myślę jest niezwykle intrygujące i to są fakty, które mogą przemawiać za tym, że rzeczywiście gdzieś w starożytności doszło do kontaktu, który być może był pierwszym kontaktem i można sobie zadać pytanie, czy on się urwał w pewnym momencie, czy jest kontynuowany. Dziękuję bardzo.
[01:08:05] - To może teraz Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[01:08:08] - Trudno mi tutaj dodać coś do tej bardzo ciekawej i szczegółowej wypowiedzi Marka. To może tylko kilka drobnych moich spostrzeżeń. Otóż Księga Henocha w zasadzie nie jest wcale fascynującą lekturą. Prawdopodobnie została skompilowana z kilku źródeł. Także nie da się wykluczyć, że na przykład historia tych Grigori, jak określa się te istoty w słowiańskiej wersji, nie była po prostu tematem odrębnego mitu albo odrębnej księgi i została potem skompilowana przez skrybów do Księgi Henocha, gdzie została inkorporowana w sensowniejszy tekst. Co mnie na przykład zawsze zastanawiało, to fakt zbieżności imion upadłych aniołów z imionami, które zostały potem dokoptowane do ezoteryki, a w zasadzie do okultyzmu. Wiele z tych nazw, z wiele z tych imion spotykamy potem w księgach tajemnych. Są to imiona demonów często, także jeżeli ktoś poszuka, to zobaczy. Zresztą nawet sama nazwa Semjazy, czyli dowódcy zastępu Grigori, obserwatorów. Ona się przecież pojawia u Billy'ego Meyera, który się kontaktuje z Semjase, jak pamiętamy.
Chociaż oczywiście nie możemy porównywać tych dwóch systemów Billy'ego Meyera z Księgą Henocha. Sama księga jest rzeczywiście bardzo enigmatyczna i rzeczywiście opowiada pewną spójną historię, bo jeżeli przyjrzymy się innym księgom, to tylko niektóre są tak konsekwentne w tym opisie. Na przykład Księga Liczb, Księga Królewska. I tutaj mamy to samo. Pytanie, skąd ta opowieść została zaczerpnięta? Czy pochodzi ona gdzieś ze Wschodu? Jest ona wersją tych jeszcze sumeryjskich mitów? Sumeryjczycy żyli wcześniej, ale ich mity przetrwały. I czy u kolejnych ludów, i czy czasami te mity nie zostały potem przejęte również przez Izraelitów. A może jest to ich własna historia, którą pamiętali?
Także tutaj też pojawia się pewien dysonans. Czy miał miejsce jeden kontakt z obserwatorami i czy jest to jedna grupa, czy tak naprawdę było ich więcej? Czy każdy lud miał swoich dobroczyńców? I jeszcze jedna kontrowersyjna rzecz. Dlaczego nazwa tych istot jest tak sugestywna, że jest dziś nawet kwestią tak wielu teorii spiskowych? Dlaczego „obserwatorzy”? Jak ten epitet ma się do ziemi? Czego chcą lub czego chcieli? Bo w zasadzie ich rola na Ziemi się skończyła. Wiemy o tym.
Ona żyje natomiast w naszej cywilizacji, tak jakby. Teraz pytanie, czy ta wiedza na temat Grigori, na temat tych istot była znana kapłanom, była znana w starożytności i czy czasami to przeciwstawienie, inkorporowanie ich do okultyzmu, połączenie ich z siłami demonicznymi nie wynika z faktu, iż dobrze zdawano sobie sprawę, że te istoty były kimś bardzo odległym od ideału boskości. Czyli wbrew wszelkim mitologicznym wątkom można pokusić się o bardzo dosłowne potraktowanie tego tekstu, bo trudno zrobić to inaczej.Jakieś informacje. Mamy bardzo szczegółowe informacje, mamy podane liczby, co się często nie zdarza w mitach. Dlatego też wielką zagadką pozostaje, po pierwsze pochodzenie tego tekstu i to prawdopodobnie zagadka, której nie rozwiążemy, oraz to, jakie intencje kierowały tymi, którzy ten tekst spisywali. Czy oni chcieli utrwalić pewien mit, którego znaczenie już zatarło się w naszej pamięci, czy też raczej opisywali zdarzenia, które miały miejsce realnie? I to jest chyba największy problem, z jakim borykają się wszyscy autorzy podejmujący tematykę paleokontaktu. Dziękuję.
[01:13:34] - Krysie?
[01:13:35] - Właśnie mamy problem z tymi obserwatorami, a ja raczej nazwałbym ich kontrolerami, bo oni cały czas trzymają pieczę nad tym wszystkim, co się dzieje na Ziemi, sprawują dosłowną kontrolę nad wszystkim, co robimy. Jeżeli mają taki kaprys, uczą ludzkość nowych rzeczy, jeżeli mają zupełnie inny kaprys, doprowadzają do jej zguby i zniszczenia. I teraz te wszystkie przekazy. Ciągle odwołujemy się na temat tych kontrolerów, tych obserwatorów, ciągle odwołujemy się do Ksiąg Henocha, ciągle odwołujemy się do ksiąg ze Starego Testamentu. A tu właśnie panowie wcześniej sugerowaliście, że Stary Testament nie jest czymś oryginalnym, jest kompilacją, że Izraelici, użyję tego bardzo ładnego i eleganckiego słowa, nie wymyślili tego sami. Oni po prostu wędrując pomiędzy stolicami ówczesnej cywilizacji, pomiędzy Egiptem a Babilonem, nabywali tę wiedzę, zapamiętywali ją i stosowali ją do swojego własnego celu. Następnie spisali to wszystko po swojemu, przecedzili później przez własną cenzurę i w efekcie na końcu mamy na przykład Nowy Testament, który już jest obdarty kompletnie z tych starożytnych historii, gdzie liczba na przykład watchers, tych obserwatorów jest już zredukowana do trzech. Bo przecież w chrześcijańskiej, nie nazwę tego mitologią, żeby kogokolwiek nie obrazić, ale w chrześcijańskiej religii ci obserwatorzy to będą aniołowie. A oficjalnych aniołów jest tak naprawdę tylko trzech. Jest to Michał, Gabriel i Rafael.
I to wszystko. I jest nawet oficjalne stanowisko Watykanu w tej sprawie, które nie uznaje modlitw do innych aniołów i uznaje tylko i wyłącznie tych trzech aniołów. A wiemy przecież, że były ich setki, jak nie tysiące. Więc tu mamy właśnie taki problem. Kim byli i po co byli ci wszyscy aniołowie, ci wszyscy obserwatorzy, te wszystkie istoty o tak wielu imionach, ale których zawsze, kiedy próbujemy opisać, nieustannie koncentrujemy się właśnie na Starym Testamencie i tylko i wyłącznie na tym opisie? Gdzie ja widzę tutaj problem? Problem polega na tym, co zyskiwali Izraelici, wędrując z jednej strony na drugą. Oprócz tych historii, które później skompilowali w swoją własną, zyskiwali to, że poznawali absolutnie niezwykłą wiedzę. Bo jak wiemy, Egipt był słynny ze swoich osiągnięć, przede wszystkim w sferze tego, co dziś nazwalibyśmy twardą nauką. Starożytny Egipt w tamtych czasach nazywał się Kemet.
Później, kiedy nadeszli tam Arabowie, nazywali go Al-Kemet, a od tego słowa powstało słowo alchemia. Oczywiście alchemia. To oznacza, że Egipcjanie posiedli niezwykłą wiedzę na temat przede wszystkim fizyki, którą posługiwali się bardzo biegle. Byli w stanie, zresztą sami widzimy do dziś, zbudować niezwykłe budowle, a także tworzyć niezwykłe wynalazki. I dzięki temu powstało państwo, które liczyło sobie całe tysiąclecia. My jesteśmy dumni ze swojej własnej cywilizacji, która trwa już 2000 lat. A przecież egipska cywilizacja trwała dużo dłużej i była niezwykle rozwinięta. Miała potworną przewagę nad wszystkim, co było dookoła. Może oprócz Sumeru. I wydawałoby się, że powinna trwać tak dalej i Egipcjanie powinni latać w kosmos, a nie na przykład ci dzicy ludzie odkryci gdzieś tam dopiero przez Rzymian w lasach Germanii czy nad Wisłą.
I tak dalej. I tu wracam do tego mojego wątku. Z drugiej strony mamy Sumeryjczyków, których specjalizacją była astronomia. Wówczas astrologia. Astrologia, słowo to wyśmiano, uznano za nienaukowe, ponieważ łączyła ze sobą nie tylko wiedzę na temat tego, jak jest zbudowany kosmos, w jaki sposób są tam położone planety, ale jednocześnie wskazywała, że istnieje między nimi związek, który tworzy pewną określoną energię. I ta energia nie jest obojętna wszystkiemu temu, co się dzieje na Ziemi. W związku z czym, jeżeli zna się sposób, można ją w jakiś sposób wykorzystać do własnych celów i stworzyć coś absolutnie niezwykłego. Stworzyć coś, co dziś byśmy nazwali na przykład cudem, czymś absolutnie, co jest niewytłumaczalne w żadnej innej sferze. Izraelici wędrując znad Nilu aż po Tygrys i Eufrat, tę wiedzę powoli zasysali, wsiąkała w nich jak gąbka, wsiąkały w nich te historie i to, co Izraelici dali światu, to było pismo. Dlatego tak jesteśmy obsesyjnie skierowani, w jakiś sposób jesteśmy opętani wręcz czytaniem tego Starego Testamentu, wyciąganiem z niego wniosków i szukaniem w nim odpowiedzi.
Z tego powodu, żeJeżeli popatrzymy na pismo, którym posługiwały się te najstarsze narody, o których mówiłem wcześniej, było to pismo, dziś nazwalibyśmy obrazkowym. Były to hieroglify. Dopiero Izraelici wprowadzili pismo, które dało się w jakiś sposób skodyfikować, ucywilizować i określone głoski zaznaczyć określonymi literami. Co w konsekwencji dało zupełnie inny sens. Ponieważ jeżeli czyta się hieroglif, ma on znaczenie nie tylko w sensie tekstu, informacji, ale ma on jednocześnie znaczenie emocjonalne, które funkcjonuje w jednej wielkiej całości. Natomiast w piśmie, którym my się dziś posługujemy, możemy wyrwać dowolny fragment i w kontekście będzie on oznaczał zupełnie coś innego, natomiast wyrwany z tego kontekstu będzie odwrotnością tego, co przed chwilą potwierdzał w tym kontekście. Mówię o tym wszystkim dlatego, że to pokazuje, że szukanie informacji w Biblii to jest często rzucanie sobie samemu kłód pod nogi. Z tego powodu, że tworząc tego typu pismo, wiele informacji zostało praktycznie ukrytych, zaciemnionych. A tutaj musimy dodać jeszcze jedną izraelitą specjalność, którą była matematyka. Niezwykła matematyka, którą określa się jednym ogólnym słowem kabała, która była w stanie doprowadzić do pewnej filozoficznej syntezy tego, co się działo w świecie naukowym starożytnego Egiptu i tego, co się działo w świecie astrologicznym starożytnego Sumeru.
Znalazła pewne formuły matematyczne, które jednocześnie dały się przenieść na sens pisany i jednocześnie można było stworzyć zdanie, które oficjalnie oznaczało na przykład oddawanie czci bóstwu, a tak naprawdę było zapisem skomplikowanej formuły matematycznej, w której ukryta była wiedza. Bardzo znacząca, zasadnicza wiedza na temat jakiegoś niesamowitego zjawiska. Dlatego w tym momencie posiedli oni niezwykłą siłę i niezwykłą broń do tego, aby zdominować ówczesny i być może dzisiejszy świat. Właśnie dlatego, że mogli budować, zapisywać kolejne rozdziały, a jednocześnie doprowadzić do tego, że wszyscy konkurenci zostali zniszczeni. W momencie, kiedy pojawia się Jahwe, przestaje to być już zabawa, bo to jest jedyny bóg monoteistyczny. Właściwie to jest pierwszy bóg monoteistyczny, który nie znosi żadnej konkurencji. Zobaczmy, co się działo w starożytnym Egipcie w momencie, kiedy Echnaton ustanowił boga Atona, czyli wprowadził taki protomonoteizm po raz pierwszy na olbrzymią skalę. Nie wydarzyło się tak naprawdę nic. Egipt się podporządkował temu z niechęcią. Słuchał swojego faraona, był lojalny, natomiast nie było buntów, nie było wyrzynania przeciwników religijnych, nie było nic takiego.
Nic takiego się nie działo. Dopiero w momencie, kiedy do gry wchodzi Jahwe, zaczyna się holocaust, nomen omen, innych narodów. Zobaczmy, co się stało z Sumeryjczykami. Czy ktoś pamięta, gdzie oni poszli? Dokąd oni zawędrowali? Gdzie są dzisiaj Sumeryjczycy? Nie ma ich. W większości są na tamtym świecie albo są niewielkimi plemionkami, które tu i ówdzie, gdziekolwiek funkcjonują i mają swoje dziwne wierzenia, których ściga w tej chwili ISIS i bezwzględnie wybija do nogi tylko dlatego, że są inni. Być może także z tego powodu, że przechowują tajemnicę w swoich pismach, być może nie w sposób świadomy, tajemnicę dawnego starożytnego Sumeru, bo tych ludów zostało już naprawdę niewiele. Podobnie jest w starożytnym Egipcie.
Dzieje się podobna sytuacja. Co się dzieje? Egipcjanie, którzy mieli rzekomo budować piramidy i wznieść tą wspaniałą kulturę nad Nilem, nagle zniknęli. Stali się Arabami. Stali się raczej muzułmanami. Stali się wyznawcami boga, który w prostej linii wywodzi się ze Starego Testamentu. Podobnie jak bóg chrześcijański. I tu zaczyna się ten problem ze zrozumieniem istoty. Wracając do pytania, bo troszeczkę powędrowałem dookoła, ale chciałem przedstawić szerszy kontekst tego, że niekoniecznie szukając, analizując Biblię na wszelkie możliwe sposoby, uzyskamy odpowiedź, której właściwie poszukujemy: z kim mamy do czynienia? Ale zobaczmy z drugiej strony, że moglibyśmy to odnaleźć, podobnie jak odnaleźliśmy historię o Anunnakach i historię Gilgamesza i wiele innych.
Moglibyśmy odnaleźć to na tabliczkach sumeryjskich, których dziś zostały całe wagony. Nikt tego nie czyta. Dlaczego wszyscy czytają Biblię? Dlaczego wszyscy analizują Biblię? Na dodatek w momencie, kiedy ta Biblia, jak panowie stwierdziliście wcześniej, była wielokrotnie ocenzurowana, wielokrotnie przemielona przez najrozmaitsze filtry. Na dodatek przetłumaczono ją na masę języków. W tych językach powstały kolejne wersje tej Biblii. Nawet w Polsce mamy kilka rodzajów Biblii, które różnią się od siebie i w związku z czym ich interpretacja może być różna, co doprowadza do kompletnego zaciemnienia całej sytuacji i praktycznie uniemożliwia zrozumienie tego tak naprawdę, skąd przyszliśmy i po co tu jesteśmy i kto tak naprawdę nad nami jest i kto nas kontroluje. I tu mam taki problem z tymi obserwatorami. Dlaczego tak trudno jest nam określić, kim oni są?
Kim oni są tak naprawdę? Możemy jedynie czasami mieć takiTaki przebłysk czegoś, co być może ma silny związek z tym, jak było naprawdę. Bo spójrzmy na przykład na aniołów. Typowy anioł jest to mocno zbudowany facet i ma skrzydła. I teraz, kiedy popatrzymy na te płaskorzeźby sumeryjskie, tam też mamy skrzydlatych facetów, strasznie brodatych, którzy noszą jeszcze na dodatek dziwne torebki. Te torebki to nie jest wcale śmieszna rzecz. Te torebki po raz pierwszy zauważył Graham Hancock, który odkrył, że takie same torebki noszono w starożytnym Egipcie, w wielu innych miejscach, a na koniec okazało się, że te torebki znaleziono na płaskorzeźbach w Göbekli Tepe. Także jest tutaj coś na rzeczy. Są to jakieś dziwaczne mechanizmy, które być może powodowały, że taki obserwator mógł przemieszczać się dowolnie w czasie i przestrzeni, w wielu wymiarach, w zależności od tego, gdzie chciał być i w jakiej formie chciał się ukazać. Natomiast nam pozostaje forma zaciemniona, bo zobaczmy, co się dzieje dalej.
Powstaje kasta kapłańska, która pilnuje słowa, pilnuje tego zapisanego słowa. Zobaczmy. Izraelici mają swoją Torę. Jest to księga. Chrześcijanie mają swoją Biblię. Jest to księga. Muzułmanie mają swój Koran. Jest to księga. Wszystko jest zapisane właśnie po to, żeby nie móc odejść ani o krok od tego, w jaki sposób ma ta właściwa prawda być przed nami ukryta. Natomiast kapłani, którzy stają się silną kastą, manipulują całą resztą ludzkości.
Po prostu kontrolują, żeby nic się nie wydarzyło. W chrześcijaństwie, jak wiemy, zazwyczaj takiego delikwenta palono na stosie, a dziś się po prostu go jeszcze ekskomunikuje. Jeżeli jest księdzem, wywala się go z zakonu. Niemożliwa jest absolutnie żadna reforma. I ten proces trwa w sposób właściwie niezmieniony od tysiącleci. Praktycznie chcąc się dowiedzieć, kim byli ci obserwatorzy i jak to się wszystko zaczęło i kim jest ten, który jest, kim jest ten nasz stworzyciel, ciągle stoimy w tym samym punkcie. Dziękuję.
[01:27:17] - Kiedy mówiłeś Chris o tym, że aniołowie to takie dość masywne istoty z brodą, to mi się zrobiło miło, bo pomyślałem, że mówisz o mnie.
[01:27:26] - Masz skrzydła?
[01:27:28] - Dążę do tego, że gdybym był aniołem, to moje skrzydła, żeby mnie podnieść, musiałyby mieć tak hoho, z cztery metry wysokości.
[01:27:37] - Ale podobnie-
[01:27:39] - Wystarczy wsiąść w samolot. Już masz skrzydła.
[01:27:42] - Można je zapuścić jak brodę. Ci się dzisiaj jaja trzymają, Chris. Jak ja bym wsiadał do autobusu. Chciałem tutaj dodać, że jeżeli chodzi o losy tych wszystkich cywilizacji, które w swoich początkach zetknęły się z domniemanymi przybyszami, z obserwatorami, z nadzorcami Ziemi, to ich los był rzeczywiście dość smutny. Bo Egipcjanie, w zasadzie potomkowie starożytnych Egipcjan, to nie są dzisiejsi Egipcjanie. Oni tam stanowią pewną drobną kastę, dość biedną. Natomiast reszta to Arabowie w większości. Jeżeli chodzi o potomków Sumerów, to oni się gdzieś rozpłynęli w tym semickim żywiole, który cały czas napierał na te rejony Bliskiego Wschodu. Żywych Sumerów już nie ma, jak śpiewał Stan Borys. W każdym razie co chciałem powiedzieć.
Rzeczywiście jest to wszystko bardzo enigmatyczne, bo zobaczcie, że ci nadzorcy, jeżeli istnieją, to oni bardzo dobrze znają mechanizmy ziemskiej historii i wiedzą, że bardzo łatwo byłoby im się ukryć, nawet gdyby ingerowali. Problem w tym, dlaczego oni tak bardzo nie chcą objawiać nam swojego oblicza. Jeżeli rzeczywiście tam na samym początku doszło do jakiejś ingerencji, jeżeli przekazali jakąś wiedzę, dlaczego to wszystko nie jest zrobione wprost? Bo my cały czas obracamy się w przeszłości. My dopiero przechodzimy do możliwych teraźniejszych oznak działania tych obserwatorów i pewnie dzisiaj nie skończymy tego tematu. Natomiast pozostaje kwestia, o której już mówiłem. Skoro oni już wtedy działali w taki sposób zakulisowy, tak po angielsku. Czy robią to nadal? Czy fakt, że zostali zapomniani, gdzieś utonęli w tej historii, wiąże się z ich celowym działaniem, czy z tym, że po prostu odpuścili sobie Ziemię, że ich już tutaj nie ma, jak wielu autorów uznaje. Istnieją pisarze, którzy twierdzą, że jest odwrotnie, że my cały czas podlegamy oddziaływaniu tych istot, że aniołowie z Księgi Henocha mają wiele wspólnego na przykład z tymi istotami, które dzisiaj dokonują uprowadzeń, że na przykład istoty widywane podczas bliskich spotkań, ci dostojni ufolodzy są tymi samymi obserwatorami, strażnikami, o których wspominają starożytne źródła.
Także przejdźmy może panowie do teraźniejszej-
[01:31:04] - Formy tego fenomenu. Czy oni tutaj nadal są, czy też, jak powiedziałem, zdaniem wielu autorów odeszli, zniknęli i my możemy jedynie podążać ich śladami, które już są dawno przysypane piaskiem. Marku?
[01:31:27] - Kolejne pytanie brzmi następująco: amerykański pisarz William Bramley twierdzi, że obserwatorzy nad nami czuwają. W słynnej książce zatytułowanej „Bogowie Edenu” z początku lat 90. stwierdził, że obcy nadzorcy nie tylko mają baczenie na nasz rozwój, ale też trzymają naszą populację w ryzach, tworząc system, którego nieodzownym składnikiem jest konflikt. Jeśli w ten sposób nie mogą przetrzebić populacji, rozsiewają chorobotwórcze mikroby, które dziesiątkują ludzkość, jak w przypadku czarnej śmierci. Jak podchodzicie do koncepcji Bramleya? Piotrze?
[01:32:02] - Rzeczywiście Bramley jest autorem jednej z najpoczytniejszych książek minionego okresu, „Bogowie Edenu”. Co tę książkę wyróżniało? Fakt, że była dość kontrowersyjna, bo on przyznawał wprost, że nasza planeta jest we władaniu istot, które od wieków tutaj się pałętają, które nie wiadomo dlaczego, ale pasożytują na ludzkości. Ja miałem czasami problem ze zrozumieniem tej książki, dlatego, że ona jest dość chaotyczna. Z tego powodu obejrzałem parę wywiadów z Bramleyem dawniej i on tam twierdził wprost, że jest tutaj rasa istot, która z jakichś niewyjaśnionych powodów, nawet trudnych do ustalenia pobudek, bo tak naprawdę ten ich plan działania jest dość chaotyczny i niezrozumiały, hoduje nas. Czasami tego i owego spotka przyjemność bycia jakimś mięsem laboratoryjnym dla tych istot, ale tak naprawdę oni są kimś w rodzaju ogrodników Ziemi, którzy mają dziwne zadanie prowadzenia naszej cywilizacji wzdłuż pewnej linii rozwoju. I teraz pytanie: skąd Bramley to w ogóle wziął? Bo rzeczywiście to bardzo przypomina to, o czym do tej pory mówiliśmy. On, jak wiadomo, opierał się na źródłach, które zostały przez nas przerobione. Ale co ciekawe, on doszedł do jeszcze jednego ciekawego wniosku.
W zasadzie dwóch. Pierwszy był taki, że te istoty, kimkolwiek są ci nadzorcy Ziemi, muszą co jakiś czas kontrolować populację i uciekają się tutaj do pewnych trików. Jeżeli nie mogą tego zrobić w sposób naturalny, inicjując wojny, to sprowadzają na ludzkość choroby. I chyba najbardziej charakterystyczny element jego teorii, który zapada w pamięć, dotyczy właśnie tego, że te istoty stoją między innymi za czarną śmiercią i tymi wszystkimi epidemiami z przeszłości, których nie do końca udało się zidentyfikować, na przykład za słynną epidemią ateńską. I tutaj Bramley mówi wprost, powołując się na źródła, na folklor, że w czasie, kiedy wybuchła czarna śmierć, wtedy w okolicach miast i wsi, gdzie ona się pojawiała, widywane były dziwne istoty, które tak jakby coś rozsiewały. Ale to nie tylko ta koncepcja, bo jak mówiłem, jest ona bardzo skomplikowana i bardzo rozbudowana. Momentami dochodzi się do wniosku, że Bramley jest ojcem wszystkich teorii spiskowych, które dziś są tak popularne w internecie. Tak że nie chcąc odbierać moim kolegom przyjemności opowiedzenia o Bramleyu, którego osobiście nie lubię oddaję wam głos. Marku?
[01:35:25] - Ja powiem tak, że biorąc pod uwagę to, że nawet we współczesnym świecie pojawiają się zupełnie nowe jednostki chorobowe. Żeby nie sięgać daleko, 40 lat temu nikt nie słyszał o wirusie HIV i o AIDS. Wszystkie ptasie i inne grypy, które się pojawiają, czy też inne tajemnicze choroby, to może być potwierdzenie tego, o czym przed chwilą mówiłeś. Tego zjawiska kontrolowania populacji poprzez wywoływanie różnego rodzaju epidemii. Należałoby tylko powiedzieć, że jeśli rzeczywiście tak jest, to ptasia grypa czy też jakiekolwiek inne grypy, które się pojawiały w międzyczasie, należy podejrzewać, że były tylko przymiarkami do epidemii właściwej, bo tak naprawdę, pomimo wielkiego szumu medialnego, który wywołały, praktycznie ich zasięg, jeśli chodzi o kontrolowanie populacji był niewielki. Należałoby zatem podejrzewać, jeżeli pójść tym tokiem myślenia, że rzeczywiście kontrolowanie ludzkości odbywa się poprzez na przykład rozsiewanie chorób, to były zaledwie próbne balony wypuszczone. A grypa, która rzeczywiścieSkontroluje czy zredukuje, to lepsze słowo, naszą populację dopiero przed nami. Jakikolwiek przymiotnik ona uzyska, będzie zdecydowanie bardziej zjawiskowa niż te grypy, z którymi mamy do czynienia. Być może zresztą nie będzie to grypa. Ja powiem tak: w pytaniu, które zostało zadane przez Marka, istotną częścią jest również zarządzanie przez konflikt.
Kiedy przeczytałem to pytanie, zapaliła mi się czerwona lampka, ponieważ patrząc na współczesny świat, można odnieść wrażenie, że ilość konfliktów, która się pojawia, zdecydowanie zwiększyła się. 26 lat temu, kiedy na tapecie był koniec historii, wszystkim wydawało się, że świat jest bardzo spokojnym, przyjaznym miejscem, które będzie się rozwijało według pewnego modelu spokojnego, przyjemnego. Jeszcze chwila i świat zamieni się w raj na ziemi. Minęło niecałe 30 lat, a ilość konfliktów narasta lawinowo. Z roku na rok jesteśmy zaskakiwani coraz to nowymi konfliktami. Można powiedzieć, że konflikty w historii ziemi wybuchały zawsze i są cechą charakterystyczną dla ludzkości, że musi jakiś konflikt zawsze gdzieś pojawić się. To oczywiście prawda. Ja mam bardziej na myśli natężenie obecnych konfliktów. Można odnieść czasami wrażenie, kiedy słucha się wiadomości, że ludzkość wkracza w 10-lecie, miejmy nadzieję, że tylko 10-lecie, wścieklizny kompletnej. Każdy kłóci się z każdym.
Mam tu na myśli każdy w znaczeniu politycznym, czyli jakieś państwa, jakieś organizacje. Właściwie nie ma spokoju. Ten nieustanny konflikt, który się pojawia, jest męczący i dla ludzi, którzy pamiętają tak zwane spokojne czasy, nawet okres schyłkowy zimnej wojny może się wydawać całkiem spokojny, jeżeli porównamy to do sytuacji, która ma miejsce na świecie obecnie. A zatem zarządzanie przez konflikt to być może jest dobry trop. Natomiast mówiłem o tej czerwonej żaróweczce, lampeczce, która się zapaliła, kiedy usłyszałem o zarządzaniu przez konflikt. Bo my jako ludzie również znamy takie pojęcie. Zarządzanie przez konflikt, management by conflict, MBC, to jest metoda oddziaływania stosowana przez różnego rodzaju korporacje, przez różnego rodzaju firmy. To jest metoda oddziaływania na członków takiej organizacji, firmy, wszelkimi środkami, które mają na celu przeciwdziałanie niskiej aktywności, apatii, marazmowi. To ma na celu wywoływanie inicjatywy działania, wyzwolenia jakichś twórczych procesów. Dzięki temu rozwiązywane są różnego rodzaju problemy.
Powiem tak, że zgodnie ze współczesnymi teoriami zarządzania nie istnieje lepsza droga dla rozwoju organizacji firmy niż zarządzanie grupami ludzkimi przez konflikt. Dzięki temu wydobywane jest z ludzi to, co zdaniem zarządzających jest najlepsze. Takie zarządzanie konfliktem ma właściwie trzy etapy. To jest stymulowanie, pobudzanie konfliktu — pierwszy etap. Dalej, kiedy ten konflikt zaczyna już dobrze się rozpalać, wówczas następuje ze strony organizacji firmy ograniczenie, redukowanie owego konfliktu. To znaczy ma to na celu utrzymanie go w pewnych ryzach. Konflikt nie może rozlać się w sposób niekontrolowany. Ma być kontrolowany, ma podążać tą drogą, którą zażyczyli sobie organizatorzy. A następnie, kiedy zaczynają się pojawiać rozwiązania, kiedy kreatywność ludzka jest wyzwolona, następuje coś takiego, co nazywane jest w teoriach biznesowych konstruktywnym rozwiązaniem konfliktu. A zatem wyciągnięcie wszystkiego dobrego, co ten konflikt zrodził i odrzucenie wszystkiego złego, przynajmniej większości tego złego, co za sobą pociągał.
To jest żywcem przytoczona recepta z różnego rodzaju poradników dla managementu.A zatem skoro ludzie wpadli na coś takiego, że konflikt jest po pierwsze stymulujący i pozwala efektywnie zarządzać grupami ludzkimi, to myślę, że istoty, które ewentualnie nas kontrolują, wpadły na taki pomysł już bardzo dawno. Wpadły, obserwując zachowania ludzkie. Rzeczywiście jest coś takiego, że ludzie w obliczu problemu, w obliczu przeciwności mobilizują się i czasami powstają rozwiązania, które w przypadku braku konfliktu, tylko stabilnego, spokojnego rozwoju być może nigdy by nie powstały. A zatem takie zarządzanie przez konflikt, odwoływanie się przez inne istoty, przez tych zarządców. Czasami brakuje mi słów, żeby odpowiednio neutralnie określić te siły, które oddziałują być może na ludzkość. W każdym razie myślę, że jest to wielce prawdopodobne, że tego rodzaju zarządzanie może być wykorzystywane przez inne istoty, przez inne siły do tego, aby po pierwsze trzymać ludzkość w ryzach, po drugie, aby wykrzesać z ludzkości to, co najlepsze. Tu znowu wrócę do tego momentu, w którym mówiliśmy o tym, jakie cele przyświecają tak naprawdę ewentualnym nadzorcom. Jeśli tym celem jest neutralizacja ludzkości, czyli obserwowanie, taki rodzaj parku krajobrazowego, w którym ludzkość się rozwija, w którym można obserwować, jak ona się rozwija. To jest jedna z możliwości, a być może jeśli celem owych nadzorców jest przyspieszenie rozwoju ludzkości, skierowanie rozwoju tej ludzkości na określone tory, to być może zarządzanie przez konflikt, o którym wspomniałem, jest znakomitym rozwiązaniem, dzięki któremu można skierować nas jako zbiorowość w te obszary rozwojowe, których nadzorcy życzyliby sobie. Dziękuję bardzo.
[01:45:59] - Krysiu.
[01:46:00] - Ja myślę, że na zarządzanie przez konflikt trzeba patrzeć w drugą stronę, że być może wcale nie nasi zarządcy wpadli na pomysł, żeby nas kontrolować przez konflikt, ale oni sami ten konflikt nas wmontowali po to, żeby nas kontrolować. Czyli od odwrotnej strony to idzie, bo jak któryś z panów wcześniej zauważył, na Ziemi w ciągu nam znanego istnienia przewinęło się, może to złe słowo cywilizacji, ale przewinęło się wiele rodzajów życia. Wiemy o dinozaurach, wiemy jeszcze o innych istotach żywych na Ziemi. Wiemy też, że było wiele gatunków człowieka. To się wszystko pojawiało i znikało. I właściwie, kiedy nawet dziś popatrzymy na te dinozaury, to tak troszeczkę ze zdziwieniem, jak to się stało, że coś tak wspaniale zorganizowanego, nie w sensie oczywiście jakimś świadomym, ale w sensie biologicznym. Taka niezwykła symbioza, która funkcjonowała, została właściwie zniszczona przez jeden meteoryt. Może ich było więcej, ale praktycznie niewiele dziś z tego wszystkiego zostało. Tak to wygląda, jakby ktoś po prostu zakończył eksperyment, bo się nie powiódł, zaczął prowadzić na manowce i zaczął szukać jakiejś innej drogi. Dlaczego o tym mówię?
Dlatego, że kiedy mówimy o tym, że ludzkość można łatwo kontrolować przez konflikt i to mamy na myśli takich ludzi jak my, homo sapiens, a przecież wiemy, że przed homo sapiens była inna rasa ludzka, bardzo konkurencyjna dla homo sapiens. Neandertalczycy chociażby, którzy byli nieco inaczej zbudowani anatomicznie, mieli większy mózg od naszego, natomiast byli niezwykle łagodni. Nie byli wojowniczy, nie zwalczali siebie nawzajem, nie masakrowali siebie z byle powodu. I nagle pojawia się właśnie w taki magiczny wręcz sposób homo sapiens. I tu załóżmy, dla dobra naszej dyskusji, że ten homo sapiens to jest właśnie kolejna udoskonalona wersja istoty, którą ci obserwatorzy czy ci nasi właściciele implantują na Ziemię. I ta istota, homo sapiens nowa zaczyna spełniać pokładane w nim nadzieje. Bo co robi? Wymordowywuje bezwzględnie swoją konkurencję, czyli Neandertalczyków. I ma te wszystkie cechy, które pozwalają kontrolować taką populację poprzez ten konflikt. Bo rzeczywiście, jeżeli ktoś ma na myśli historię jako dziedzinę nauki, to praktycznie większość tego, czym wypełnione jest to słowo, to jest historia wojen.
Jak się nic nie dzieje, to po prostu nie ma historii. My jesteśmy wręcz opętani wojną. Musi być gdzieś walka, ktoś musi kogoś zwalczać, gdzieś musi być konkurencja, nieważne, jaki jest powód. Szaleństwo jest równie dobrym powodem, jak na przykład zdobycie przestrzeni życiowej, że odjazd jakiś religijny paru nawiedzonych ludzi jest równie dobry do rozpoczęcia wojny, jak na przykład migracja innych, którzy nie mają środków do życia w miejscu, w którym żyli przez tysiąclecia, a które nagle trapi dwustuletnia susza i tak dalej. Tych wojen jest cała masa. Nie potrafimy ich często zrozumieć z logicznego punktu widzenia, nawet w naszych dzisiejszych czasach. Pierwsza wojna światowa, jeśli chcieć się przyjrzeć jej przyczynomWłaściwie trudno jest je znaleźć. Nie ma żadnego logicznego powodu, żeby nastąpiła taka olbrzymia katumba ludzka w ciągu tych pięciu lat, jakie nastąpiły po zabójstwie arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie, co jest zjawiskiem peryferyjnym. Mówi się, że jest to początek wojny, że to pociągnęło za sobą pewne określone sznurki, ale mamy przecież do czynienia z logicznie myślącymi, cywilizowanymi ludźmi, władcami, którzy siedzą na swoich tronach od stuleci. Europa w tym czasie rzeczywiście dochodziła do fantastycznego rozwoju i właściwie od tego punktu, kilka lat przed pierwszą wojną światową, już tylko mogło się dziać lepiej.
Ludzie zaczęli żyć lepiej, zaczęli żyć dłużej. Pojawiły się fantastyczne rzeczy jak szkolnictwo, przemysł, wynalazki, nowy sposób przetrwania warunków atmosferycznych i tak dalej. I nagle mamy dziwną, dziką wojnę, gdzie ludzie mordują się nawzajem z niezwykłym okrucieństwem. Tu też panowie wspominaliście o tym charakterystycznym momencie, który jest w książce Bramleya o bogach Zenu, że kontrolują nas przez choroby. Być może to też nie jest kontrolowanie nas przez choroby, ale jest to pewien eksperyment, który ciągle i nieustannie na nas przeprowadzają. Eksperyment, który ma pewien określony cel, bo zauważmy, posłużę się innym sformułowaniem, że naród wybrany nagle okazał się być wolny od słabości wobec wszystkich zakaźnych chorób. Bo już w czasach Echnatona, niezbyt dobrze wyjaśnionych przez historię. Historia strasznie wstydzi się tego tematu. Co się wydarzyło tak naprawdę, kiedy Echnaton rządził Egiptem i usiłował wprowadzić boga Atona jako głównego boga? Okazało się wówczas, że Egipt zaczęły nawiedzać najrozmaitsze plagi.
Ludzie zaczęli umierać jak muchy. Oprócz wyznawców Echnatona, którzy na końcu okazali się być narodem wybranym, który pod wodzą Mojżesza wywędrował do dzisiejszego Izraela. W przypadku plag egipskich mamy zupełnie podobną sytuację. Nie, przepraszam, nie plag egipskich, plag europejskich, czarnej ospy, czarnej śmierci, różnych innych historii, które panoszyły się w Europie. Wówczas pokazuje się to jako czarną kartę w historii Europy, bo nagle atakuje się boguduchawinnych Żydów i są to pierwsze poważniejsze pogromy. I teraz trzeba się zastanowić, dlaczego ci ludzie atakowali tych Żydów. Bo oni nie zarażali się. Po prostu nie umierali. Wszyscy umierali oprócz nich. I się wszyscy zaczęli zastanawiać, dlaczego tak się dzieje.
Więc może oni mają jakiś sposób. Być może oni to wymyślili. Ja, broń Boże, w tej chwili nie mówię, że za tym oni stali i rozprzestrzeniali te choroby, ale byli na nie odporni. Dlaczego? Bo jak mówiłem wcześniej, byli narodem wybranym, których wybrał Jahwe do swoich własnych celów. I teraz w tym punkcie, przepraszam, że tak obsesyjnie do tej starożytnej historii wracam, ale wydaje mi się, że żeby móc odpowiedzieć na te pytania postawione dzisiaj, w naszych czasach, nie sposób jest nie sięgać do historii, nie sposób jest sięgać do źródeł, skąd się to wszystko wzięło, skąd się ten problem cały wziął. Kiedy cofniemy się znów do tej historii starożytnej, kiedy pojawia się naród wybrany i on zaczyna już funkcjonować i rozprzestrzeniać się w najrozmaitszych formach, takich jak islam czy chrześcijaństwo, mamy biblię Nag Hammadi gnostyków. Gnostycy mówią o kimś, kogo nazywają archontami. I ci archonci to są istoty pozaziemskie. Oni ich nazywali demonami.
To były istoty, które nie miały określonej fizycznej postaci. Tu widzimy pewne podobieństwo do tego, że ponieważ nie możemy ich opisać, w jakiś sposób są podobni na przykład do tego Jahwe, o którym mówiliśmy wcześniej. Usiłują przedrzeć się na Ziemię, usiłują zamieszkać na tej Ziemi, ale nie są w stanie. Nie są w stanie, bo Ziemię zamieszkuje taka masa bakterii, która nie pozwala im żyć i przetrwać. Nie są w stanie wytrzymać na Ziemi zbyt długo. Są w stanie wytrzymać najwyżej kilka dni i muszą natychmiast uciekać i leczyć się z ziemskiego środowiska, które ich niszczy. Człowiek jest dla nich wspaniałym pojazdem, przez który mogą się na Ziemię przenieść, a więc muszą wyewoluować człowieka w ten sposób, uodpornić go w ten sposób, aby móc, wcielając się w niego, w pewnym momencie stać się panami na Ziemi. Ma to swoje konsekwencje w rozumowaniu następnych myślicieli na temat kosmitów, na temat obserwatorów, tych wszystkich naszych władców z kosmosu, którzy mówią o tym, że my jesteśmy im potrzebni do tego, że tworzy się swego rodzaju hybrydę, która będzie pomostem pomiędzy jednym wymiarem, tym kosmicznym, a tym naszym ziemskim i pozwoli tamtym istotom przejść na naszą planetę, zamieszkać na niej i wreszcie nas wyeliminować. I na tym się nasza rola skończy. Być może właśnie z tego powodu, z tego tytułu jesteśmy farmą jak w „Zebranlu”.
Jesteśmy hodowani jak bydło, ulepszani co jakiś czas, ale jednocześnie co chwila poddawani kolejnym eksperymentom, które sprawdzają, na ile jeszcze bardziej można uodpornić nas czy w jakiś sposób zobaczyć reakcje na nieznane do tej pory patogeny, wirusy, najrozmaitsze historie. Chemia i przemysł chemiczny w dzisiejszych czasach. Spójrzmy, to są największe potęgi korporacyjne i gospodarcze, jakie znała Ziemia.Nic nie jest tak równie potężnego jak właśnie ta dziedzina. My mówimy o różnych rzeczach, mówimy o bankowości, mówimy o wydobyciu ropy i tak dalej. To są oczywiście zaawansowane historie, ale one się ograniczają do konsumpcji. Natomiast chemia jest swego rodzaju niezwykłym rozwojem. To chemia jest w stanie doprowadzić do tego, że możemy zacząć nowy etap tego typu eksperymentów poprzez manipulacje genetyczne. Możemy mieszać ze sobą gatunki, możemy zmieniać człowieka. Nie tylko możemy mu zmienić kolor oczu przed urodzeniem, ale możemy nie wiadomo jeszcze do czego doprowadzić. Możemy doprowadzić do krzyżówek pomiędzy różnymi gatunkami człowieka, zwierząt, a nawet roślin.
I dochodzimy do sytuacji, która również miała raz już miejsce w historii, bo przecież te wszystkie chimery to było nic innego jak efekty tego typu eksperymentów, które ktoś robił w jakimś celu. Być może starożytni gnostycy mieli rację, że ci nasi obserwatorzy, ci, którzy władają tą ziemią, są to takie istoty, które mają kłopot z przetrwaniem na tej ziemi i my im jesteśmy tylko potrzebni jako środek do tego, aby móc wreszcie wejść na tą ziemię i nad nią zapanować, a ucząc się na ziemi, zapanować nad innymi planetami podobnymi do naszej gdzieś tam we wszechświecie, których jak już teraz wiemy, są miliardy, bo tych egzoplanet jest bardzo wiele. Oczywiście na wielu z nich nie jesteśmy w stanie zamieszkać, ale dobrze przystosowana istota być może byłaby w stanie. I w tym momencie ta koncepcja Bramleya, która jest zbyt kolorowa, zbyt komiksowa, zbyt prosta wręcz. Być może ma rację, że ta planeta jest stworzona po to, żeby robić te eksperymenty w cichości i ukryciu, bo jak wiemy, nasz Układ Słoneczny jest oddalony bardzo daleko od wszystkiego innego dookoła nas. Do najbliższej gwiazdy mamy półtora roku świetlnego. Na dodatek dookoła naszego Układu Słonecznego jest ten olbrzymi rój asteroidów, przez który ciężko się przedrzeć, od którego odbijają się sygnały radiowe. Także jesteśmy w takiej jakby pułapce. Jesteśmy w probówce maleńkiego Układu Słonecznego, w którym dzieje się ten eksperyment, którego my jesteśmy częścią. Dziękuję.
[01:58:00] - Z drugiej strony te istoty z książki Bramleya zachowują się troszeczkę absurdalnie. To znaczy, owszem, Chris, jeżeli przyjmiemy hipotezę, że jest to eksperyment, okej, ma to wtedy sens. Natomiast jeżeli nie jest to eksperyment, to w zasadzie co? Wtedy ci nadzorcy Ziemi, te istoty tajemnicze i chcące cały czas pozostać w cieniu, wydają się troszeczkę zagubione w tym swoim planie. Natomiast ja mam jeszcze jedno pytanie do ciebie, czy one przez to, że chcą pozostać jednak niewidzialne dla nas, że chcą pozostać cały czas w cieniu, mogą też mieć jakiś plan wobec nas, bo jednakowoż nie ujawniają nam swojej tożsamości, co jest też troszeczkę dziwne. Jeżeli to eksperyment, to wtedy rzeczywiście ma to sens. Natomiast czy ten eksperyment twoim zdaniem do czegoś prowadzi?
[01:59:09] - Już o tym wspomniałem wcześniej, że być może prowadzi do tego, aby oni sami mogli nabyć cechy pozwalające żyć im w środowisku takim, jakie ma środowisko ziemskie. Zauważmy przecież od samego początku, kiedy pojawiają się obserwatorzy i kiedy podobają się ziemskie kobiety, to być może nie z czysto powodów estetycznych czy z ich wyuzdania, ale właśnie jest to pierwszy eksperyment. Jest to nic innego jak eksperyment. Zobaczmy, co się wydarzy, jeśli my połączymy się z tymi ludźmi tam na dole i jaki będzie tego efekt. Efekt miał opłakane skutki, bo , czyli jakieś olbrzymy, które później trzeba było gdzieś wyniszczyć i wytępić. Zauważmy też, jak w ogóle informacje o olbrzymach, cała ta historia o olbrzymach jest głęboko ukryta, jak jest praktycznie wyśmiana przez naukę, mimo konkretnych dowodów w wielu miejscach na świecie, a już szczególnie tutaj na terenie Stanów Zjednoczonych. I podobnie jest ze wszystkim innym, ze wszystkimi innymi tego typu, tak jak na przykład gnostycy. Praktycznie były to pierwsze tak naprawdę poważne ofiary chrześcijańskiej religii, która ścigała ich z olbrzymią bezwzględnością i po prostu zostali wszyscy wymordowani co do jednego, dlatego że ich myśli otwierały niebezpiecznie oczy na to zjawisko, do którego one mogły prowadzić. I mówiło wprost o tym, że niekoniecznie to są miłosierni bogowie, którzy są tylko wpatrzeni w nas i nasze dobro. Ale być może mamy do czynienia z istotami z innego wymiaru, z innej planety, z innej rzeczywistości.
To będzie chyba najlepsze słowo, bo nie wiemy skąd. I może właśnie to trzeźwe spojrzenie odkrywało ich tożsamość i być może odkrywało ich w jakiś sposób cele i dlatego właśnie zostali wyniszczeni, jak wszystko dookoła. Natomiast eksperyment trwa nadal, ale ma pewien określony cel. A tym celem, tak jak powiedziałem, według mnie przynajmniej, na to pozwala nasza logika, bo to nie jest mój jakiś oryginalny pomysł, że pozwoliłoby to właśnie na sprowadzenie tych istot, umożliwienie im życia na planetach takich jak Ziemia czy w warunkach podobnych do ziemskich. Dlatego my jesteśmy tą probówką, w której to wszystko się dzieje.
[02:01:43] - Marku, przemawia do ciebie ta hipoteza o tym, że możemy być częścią eksperymentu zapoczątkowanego daleko w czasie przez inną inteligencję z kosmosu i że to jest eksperyment o celach naukowych, o rozpiętości czasowej, której nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić choćby w konfrontacji z naszą nauką. Czy przemawia do ciebie ta hipoteza, czy raczej skłaniasz się ku opcji bardziej bramlejowskiej, która mówi, że te istoty mają w sobie coś demoniczno-piekielnego?
[02:02:28] - Powiem tak: cały czas mam wrażenie, że my jednak nawet w czasie tej zacnej debaty nie jesteśmy w stanie zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi. Bo z jednej strony rzeczywiście być może to jest właśnie tak, jak mówi Chris, ale nie żebym był specjalnie zwolennikiem teorii Davida Icke, ale cały czas pamiętam o tym, co on mówi. Dlaczego o tym pamiętam? Ponieważ w swoim czasie uświadomiłem sobie, że cała ludzka cywilizacja to jest 6000 lat. Jak przesuniemy granicę troszeczkę, to jeszcze 1000 lat więcej i właściwie wszystko. Jeśli popatrzymy na to, to 7000 lat historii człowieka, dodamy do tego jeszcze wcześniejsze etapy, to będzie jeszcze troszeczkę więcej. Jeżeli sobie to teraz porównamy z tym, co się dzieje, jeśli chodzi o historię, jeśli chodzi o czas trwania Ziemi, to widzimy wyraźnie, że to są miliardy lat rozwoju. Jeżeli mamy milion lat i dołożymy do tego te 7000 czy 6000 lat rozwoju, to jeśli zrobimy sobie to na wykresie, to te 6000 lat w porównaniu do miliona to jest ułamek. To jest ledwo widoczny fragment. Jeśli zrobimy z tego 100 milionów, to przestajemy widzieć te 6000 lat rozwoju.
Nawiązuję tutaj w sposób otwarty do tez Davida Icke o tym, że być może cywilizacja gdzieś w przeszłości, w tym oceanie czasu, w tych milionach, miliardach lat pojawiła się na krótką chwilę. Tak jak my jesteśmy krótką chwilą ze swoimi 6000, 7000 lat rozwoju. Pojawiła się jakaś inna cywilizacja. Być może to była cywilizacja ludzka, ale być może była to cywilizacja, tak jak chce tego David Icke, na przykład gadzia, która doszła do takiego poziomu rozwoju, że na przykład zresetowała rozwój. Może świadomie to zrobiła. Rozwój życia na Ziemi. I później zaczęła obserwować to, jak się rozwija zupełnie inne życie. To jedna z koncepcji. Ja dodam do tego oczywiście to, o czym się w różnego rodzaju wariantach tych teorii pojawiają tego rodzaju koncepcje, że na przykład gady nie miały duszy, a my jako ludzie mamy duszę. Tu wchodzimy w wątki religijne, więc może nie ciągnijmy sprawy.
Natomiast warto pamiętać. Może nie być wyznawcą. Ja nie jestem akurat zwolennikiem teorii Davida Icke, ale nie mogę o niej nie pamiętać. To jest zawsze teoria, która z punktu widzenia człowieka, który interesuje się fantastyką, jest atrakcyjna. Ona jest atrakcyjna w sposób właśnie literacki. I powiem w ten sposób, że jeśli chodzi o różnego rodzaju dywagacje, to warto o teorii Davida Icke pamiętać. O tym, że być może stąd się biorą wszystkie problemy, że jesteśmy jednym ogromnym eksperymentem, w dodatku prowadzonym przez nację, przez cywilizację, przez rasę, która jest nam zupełnie obca, która traktuje nas tak, jak my mniej więcej traktujemy zwierzęta w laboratorium. Raz się eksperyment uda, raz się nie uda. Być może takim nieudanym eksperymentem, o czym powiedział Chris, był eksperyment z neandertalczykiem. Notabene są tego rodzaju koncepcje, które mówią, że neandertalczyk pomimo tych wcześniejszych tez, że nie mógł się krzyżować z człowiekiem, z homo sapiens, to jednak podobno mógł.
Tak naprawdę on nie został wybity przez homo sapiens, tylko tak naprawdę rozpłynął się w... w nowym gatunku człowieka. Skrzyżował się z nim i rozpłynął. Naprawdę nie wiem. Oczywiście to, o czym mówię, to są rzeczy wyczytane w różnego rodzaju magazynach naukowych. Pewnie tego rodzaju koncepcji pojawi się w ciągu najbliższego dziesięciolecia jeszcze kilka. Neandertalczyk wbrew pozorom jest tematem, który mocno pobudza wyobraźnię nie tylko fantastów, ale także ludzi zajmujących się nauką. Warto pamiętać, że dopóki nie zrozumiemy, o co tak naprawdę chodzi, skazani jesteśmy na tego rodzaju pomysły, jak przed chwilą zaprezentowałem, biorąc jako podstawę teorię Davida Icke'a. Właściwie z każdą inną teorią można by postąpić analogicznie. Można by analizować teorie dotyczące tego, że jesteśmy nie eksperymentem, w tym wypadku Reptilian, czyli gadów, które się rozwinęły wcześniej na Ziemi w cywilizację.
Na przykład, bo to jest jedna z koncepcji. Być może ci Reptilianie to są przybysze z obcej planety. To się wszystko zaczyna mieszać, ale być może nie jesteśmy efektem eksperymentu Reptilian, ale może jesteśmy efektem albo bardziej przedmiotem eksperymentów prowadzonych przez inną rasę. Być może celem jest chociażby, o czym powiedział Chris, zdobywanie innych planet, kolonizowanie ich. A być może chodzi o eksperymenty natury, najbliższe słowo, które przychodzi mi do głowy, to socjologicznej. Być może jesteśmy taką planetą, na której bada się rozwoje, czy powiedzmy tendencje socjologiczne różnego rodzaju. To jest równie prawdopodobne i śledząc historię ludzkości, czyli tak jak Chris powiedział, historię działań wojennych. Nie pamiętam już w tej chwili tego przykładu, ale ktoś kiedyś posilił się na zbadanie, ile lat pokoju w ciągu ostatnich 2000 lat zdarzyło się ludzkości. I była to naprawdę liczba bardzo skromna, oscylująca w granicach dwóch dziesięcioleci. Nie pamiętam dokładnie.
W każdym razie było to mało budujące, jeśli chodzi o kondycję gatunku ludzkiego i jego agresywność. To jeśli chodzi o pytanie. Myślę, że tyle. Dziękuję.
[02:11:01] - Dziękuję. Ja nie jestem absolutnie zwolennikiem Icke'a i uważam, że jest to dość marny myśliciel. Jest to głównie kopista, jest wiele wątków, z których korzysta. Niestety zwolennicy Icke'a też nie do końca rozumieją pewne niuanse. Kiedyś zauważyłem, że ci, którzy tak zaciekle bronią Icke'a i jego książek, to w zasadzie znają tylko te książki. A tak naprawdę odwołują się do strasznych historycznych komunałów, do mechanizmów dziejowych, które są znane. Dlatego osobiście nie lubię dyskusji ze zwolennikami Icke'a, gdyż równie dobrze mógłbym porozmawiać z gołębiem i ten gołąb, tak jak w tym słynnym żarcie rysunkowym, czy też innym, nie pamiętam już jak to było, na końcu robi coś bardzo brzydkiego i myśli, że i tak ma rację. Więc tak to wygląda. Zobaczcie panowie, wyskoczyli z taką dziwną hipotezą, która nie do końca jest zrozumiała, bo nagle wychodzimy od tego, że ktoś rzeczywiście przekazuje na początku nam wiedzę, kształtuje naszą cywilizację, a potem cały czas jest gdzieś w tle, gdzieś pobrzmiewa. Natomiast skąd my o tym wiemy?
Jak my wyczuwamy ten dotyk drugiej strony? To też jest ciekawe, bo można przytoczyć wiele ciekawych przykładów, natomiast one zawsze będą jakieś takie spekulacyjne, pełne wątpliwości. Jedynym w zasadzie śladem obecności tych istot jest to, co nazywamy dzisiaj zjawiskiem UFO. Ono jest tak pełne sprzeczności, że też nam nie daje pełnego obrazu siły, która za tym wszystkim stoi. I teraz, czy ona się cały czas maskuje? Czy ona poprzez to zjawisko UFO przeprowadza swój kolejny eksperyment? Poza tym, skąd my w ogóle mamy pewność co do pozaziemskiej natury tej siły? To też jest ciekawe, bo w przyszłym tygodniu, bo dzisiaj nie skończymy tej debaty, będziemy mówić również o możliwych miejscach pochodzenia nadzorców Ziemi, ale miejsc innych niż inne planety. Będziemy mówić między innymi, mam nadzieję, o teorii Holender, wyleciało mi nazwisko z głowy teraz, Terrence'a McKenny.Bardzo ciekawej, według której to inny wymiar do nas przemawia, a my jesteśmy tylko wielkim mięsistym uchem, które tego wszystkiego wysłuchuje. Ale wiem, że Chris ma jeszcze coś do powiedzenia.
[02:14:13] - Chciałem tytułem wniosku dodać jedną kwestię, myślę, że ważną. Bo zastanawiamy się, Piotr tu słusznie zauważył, że jak to jest z tymi naszymi obserwatorami, że na początku nam dają to i owo, potem nagle odwracają się i ukrywają się i nie wiemy, o co im chodzi, dokąd zmierzamy, co oni od nas chcą i dokąd nas chcą doprowadzić. I tu powstaje dziwna sytuacja, mamy jakiś problem logiczny, ale on jest tak naprawdę łatwy do wyjaśnienia. A odpowiedzią jest wieża Babel. Wieża Babel, jak wiemy, jest to symbol czegoś, co stworzył człowiek, co pozwalałoby mu dorównać bogom. Ci bogowie, watchers, obserwatorzy, kontrolerzy zaczęli dawać ludziom to i tamto. My zaczęliśmy robić z tego użytek. Ponieważ oni nas lubili, dowiedzieliśmy się tego i tamtego i nagle okazało się, że ta sama potęga, jaką mają ci kontrolerzy, jest w zasięgu człowieka i może ją mieć na swój własny użytek, czyli w tym momencie może zdetronizować kompletnie tych bogów. Tyle że oni się zorientowali co jest grane i pomieszali nam w głowach. I od tej pory nie bardzo wiemy, o co im chodzi, ale wiemy, że coś się tutaj dzieje i podlegamy procesowi, który dokądś ma nas doprowadzić.
My sami też jako ludzie nie zasypiamy gruszek w popiele, ponieważ nasza ludzkość prawdopodobnie dzięki swojej agresywności ma także niezwykłą siłę odradzania się i tworzenia nowych pomysłów i rozwiązywania sytuacji, które wydawałyby się zabójcze jeszcze kilkaset lat temu. Bo zobaczmy, na przykład cywilizacja Majów padła przez 150, 200-letnią suszę. W dzisiejszych czasach myślę, że człowiek przy swojej pomysłowości, umiejętnościach i technologii być może dałby sobie w jakiś sposób radę, żeby przetrwać taką suszę. To pokazuje, że istnieje proces, istnieje ewolucja, rozwijamy się i kto wie, może coraz bliżej znów jesteśmy tej potęgi bogów. Bo spójrzmy na to, co się dzieje chociażby w fizyce. Kolejne jej odsłony, kolejne odkrycia naukowe pokazują, że możliwości są wręcz nieskończone. Tego, czego może dokonać człowiek. Mówi się o lotach międzygalaktycznych. Mówi się o pokonaniu bariery światła, która miała być kolejną naszą klatką uniemożliwiającą nam podróż dokądkolwiek. I wiele innych historii.
Okazuje się też, że to, co opowiadał Tesla, niekoniecznie musi być jego fantazją, że jest to do zrealizowania. Źródło i środek, jaki do tego służy, jest energia, pozyskanie olbrzymiej ilości energii kosmicznej. I tą świadomość mieli już starożytni. Wrócę obsesyjnie do nich, bo oni mieli świetną intuicję. Dlatego kiedy patrzymy na te ich budowle, dlatego one są zorientowane astronomicznie, są zorientowane w taki sposób, że potrafią czerpać energię z kosmosu, ale jednocześnie czerpać energię z Ziemi. Nie są postawione przypadkowo. Podobnie jak większość miast na świecie nie jest zbudowana przypadkowo. Jest zbudowana na pewnym określonym planie energetycznym, który nadawał temu miastu tempo rozwoju i energię. Dlatego myślę, że tu tkwi odpowiedź na to pytanie, o co im chodzi, dokąd my wszyscy zmierzamy. I także odpowiedź na to, dlaczego nic o nich nie wiemy.
Dlaczego ukrywają się przed nami? Dlaczego nie chcą się z nami za bardzo bratać? Raz to zrobili i prawie że gorzko tego pożałowali. Nie chcą drugi raz popełnić tego błędu. Dziękuję.
[02:18:00] - A ja myślę, że odpowiedź leży bardziej w tej części nauki, o której wspominałeś. Dlatego, że ta teoria o fizycznych nadzorcach, o tym, że jacyś kosmici rzeczywiście krążą po orbicie i czekają, patrzą jak się rozwijamy, to jest możliwe, ale to, że nas kontrolują nie jest dla mnie tak do końca pewne. Natomiast zwróćmy uwagę na kolejną rzecz. I tutaj wkraczamy już w pole działań parapsychologii. W jaki sposób ludzkość, masy mogą być kontrolowane? W dzisiejszych czasach jest to niełatwe. Natomiast kiedy się cofniemy do, i tutaj proszę słuchać uważnie, bo otrzymuję takie komentarze, że rzeczywiście nie ma dowodów na to, że ktoś nas kontroluje. Ale cofnijmy się jeszcze 100 lat wstecz. Cofnijmy się nie 100, 50, 60. Jak najlepiej kontrolować ludzkość?
Najlepiej poprzez religię. Najlepiej tak, jak robili to pierwsi prawodawcy, jak robili to pierwsi kapłani, czyli poprzez wprowadzenie nowych praw, wprowadzenie nowych idei. Innymi słowy przez cywilizowanie człowieka na nowo. Jeżeli zobaczymy, jak się to odbywało, możemy być zaskoczeni. Ale zwróćmy uwagę na objawienia maryjne. Objawienia maryjne, chociażby te z Garabandal, z Escogii, z Kibeho z lat 80. czy z Medjugorie. One już nie przekazują nam nowych wytycznychBardzo konkretnie, ale mówią o tym, gdzie powinna zmierzać nasza cywilizacja. One mówią wprost: „Opanujcie się”. One mówią wprost: „Zastopujcie, zwróćcie uwagę na drugą stronę bytu, na stronę duchową.
Zacznijcie się rozwijać w tym kierunku”. Nie jest przypadkiem, że istota podająca się za Maryję z Fatimy kazała dzieciom odmawiać różaniec, dlatego, że jest to nic innego jak mantra. Jest to nic innego jak utrwalanie pewnych wzorców, jak wychowywanie całych mas w pewnym duchu, którego chce ta druga strona. Najłatwiej widać działanie i sposób kontroli tej drugiej strony właśnie przez objawienia maryjne, które oczywiście objawieniami maryjnymi nie są. One są zjawiskami paranormalnymi o bardzo zbliżonym do ufologicznego charakterze. Dlatego moim zdaniem to właśnie tam najlepiej widać charakter strażników i kontrolerów Ziemi. Oni do nas mówią, ale nie mówią do nas wprost. Oni nie lądują w spotkach. Oni mówią do nas przez sferę psyche, oni mówią do nas przez świat parapsychologiczny. Oni mówią do nas przez myśli.
Dlatego ta wiedza nie pochodzi z — tutaj powiem kolokwialnie, bo oczywiście nie lubię tego stwierdzenia, ale ono jest zaskakująco trafne — tego wymiaru. Zwróćmy teraz uwagę na to, co mówią na przykład istoty z UFO w czasie abdukcji albo w czasie bliskich spotkań. Ich przekaz i postępowanie jest zwykle różne. Robią rzeczy, które są czasami bezsensowne, ale ich przekaz jest zaskakująco spójny z tym, co mówiła Maryja z tego czy innego objawienia, podczas których również te zjawy około maryjne, bo to nie były Maryje, one czasami się przedstawiały zupełnie inaczej. Kościół chciał zobaczyć w nich Maryję. One mówiły, jak już powiedziałem: „Nawróćcie się, poprawcie się”. To samo mówią istoty z UFO. One są trochę konkretniejsze. One mówią: „Dbajcie o Ziemię”. One mówią: „Niech zapanuje pokój”.
One zwracają uwagę na to, jak powinien potoczyć się rozwój naszej cywilizacji. One nie są takie złe. One nie wymuszają tego na nas, ale z drugiej strony najwyraźniej wiedzą, że my sami nie jesteśmy w stanie do tego dojść. One dają delikatnego kopniaczka w tyłek. Raczej inaczej: dają masom ludzkim tego delikatnego kopniaczka, zdając sobie sprawę, że człowiek w sensie tych mas, nad którymi tak trudno zapanować, musi być rzeczywiście istotą bardzo ułomną, że nie da sobie sam rady i nie wstąpi na tą drogę rozwoju. Teraz przychodzi mi do głowy to, że te istoty poprzez wybrane jednostki mogą kontrolować naszą populację. One mogą być źródłem objawienia. One dawniej, znając te same mechanizmy, o których mówiłem, mogły nie tylko przekazywać wiedzę w Sumerze, ale mogły stworzyć całe religie tylko po to, żeby trzymać ludzi w ryzach. Tylko po to, że może im jest zwyczajnie nas szkoda, albo tylko po to, że wiedzą, iż nasze istnienie to coś innego niż tylko ta sfera cielesna. Być może znają pewne zasady, które rządzą nie tylko ciałem, ale też świadomością.
I one przejrzały już to, jak wygląda ten rozwój. Może to, co mówię, jest dziwne, ale układa się w pewną całość, która jest niezwykle intrygująca. To znaczy skłania do wniosku, że ktoś rzeczywiście cały czas nas w jakiś sposób kontroluje, tylko robi to coraz bardziej subtelnie. Nawet to, co mówił Bramley, że te krwawe abdukcje to tak naprawdę porwania przez pozaziemskich masarzy i rzeźników, którzy robią kiełbasę z człowieka, nie są tym, na co tak naprawdę wyglądają z pozoru. Są czasami delikatną próbą powiedzenia, że dzieje się coś z naszą cywilizacją źle i powinniśmy zmienić sposób działania, by wejść na zupełnie nowy poziom. Główny problem w tym, że ludzkość chyba nie słucha się za bardzo tych rad i to wszystko zmierza jednak w bardzo złym kierunku. Resztę dokończymy za tydzień, panowie. Ja wam dziękuję za dzisiaj. Wszystkich zapraszam za tydzień. Powiemy między innymi o innych koncepcjach pozaziemskich nadzorców.
Powiemy o tych ludziach, którzy mogli mieć z nimi kontakt, a także o wielu innych ciekawych sprawach. Tradycyjnie zachęcam do zakupu „Nieznanego Świata”. Tam artykuł bardzo związany z naszym dzisiejszym tematem pod tytułem „Życie pod kontrolą obcych”, pierwszy odcinek. Zachęcam do zapoznania się. Chris, Marek i drugi Marek, dziękuję wam bardzo i do usłyszenia. Trzymajcie się. Hej. Dziękujemy Piotrze, do usłyszenia. A teraz jeszcze prosimy o wypowiedź Marka Żalkowskiego. Marku?
[02:25:33] - Ja nawiążę do tego, o czym mówił Piotr. My dzisiaj podczas rozmowy skupiliśmy się głównie na kosmicznym wymiarze nadzorców. Mówiliśmy dużo o tym, co się działo w przyszłości, troszeczkę o tym, co dzieje się obecnie. Natomiast ja myślę, że nawiązując do tego, o czym będziemy mówili w przyszłym tygodniu, wartoZastanowić się, czy opłaca się dzielić nasze rozważania w tak zasadniczy sposób. Czy podział na sferę kosmiczną i ewentualnie okultystyczną powinien być taki ostry? Czy rzeczywiście z jednej strony występują zwolennicy, którzy mówią, że nadzorcy Ziemi to istoty z innych planet, z odległych części wszechświata, którzy na skutek różnych swoich planów postanowili ludzkość kontrolować. Warto pamiętać również o tym, że jeśli mówi się o nadzorcach, to również są koncepcje, które wspominają o tym, że być może to nie z innych planet, tylko z innych wymiarów, z innych rzeczywistości pochodzą te istoty, które starają się nad ludzkością roztoczyć kontrolę. Stąd już jest bardzo blisko do tego, aby mówić o tym, że rządzą nami istoty, które my w swojej tradycji, w swojej kulturze postrzegamy jako istoty boskie, czasami demoniczne. Warto także to wziąć pod uwagę, ale warto również pomyśleć o tym, że być może ten podział na kosmiczne i okultystyczne jest w ogóle fałszywy. Być może te światy w ten sposób przedstawione, to oczywiście jest pewien schemat, ale być może te światy są ze sobą wymieszane.
Równie dobrze, tutaj chyba niczego nie odkrywam, tak jak powiedziałem, te światy mogą być wymieszane. Zatem przybysze z innych planet mogą posługiwać się, korzystać z energii, które my w swojej tradycji, w swojej kulturze postrzegamy jako energie okultystyczne, jako formy działalności czy sposób oddziaływania związany z tym, z czym najczęściej kojarzy nam się okultyzm. A może ten podział nie jest taki ostry? Może rzeczywiście jest tak, że to, co dla nas jawi się jako rzecz demoniczna, jako pewna działalność o charakterze, który w naszej tradycji bardzo często źle się kojarzy. Być może po prostu jest to jedna z form ich ekspresji. Być może są to całkiem materialne istoty. Być może w ogóle świat nie dzieli się na świat materialny i niematerialny. To pewno znowu kolejna oczywistość, o której mówię, ale być może to wszystko należy postrzegać jako pewną jedność, a wówczas troszeczkę inaczej jawi się nam obraz UFO i obraz nadzorców Ziemi. Dziękuję bardzo.
[02:29:31] - I jeszcze Chris Miekina. Chrisie?
[02:29:34] - Nie wiem, co by tu można było jeszcze dodać do tej całej naszej dyskusji. Może jeszcze, jak już kończymy, to chcecie jeszcze o mrówkach posłuchać? To wam opowiem. Myślę, ostatnich badań, jakie przeprowadzono na mrówkach, na naszym ulubionym zwierzęciu, najrozmaitszych przykładów. Pewien uczony zastanawiał się nad tym, jak to się dzieje, że mrówki o takim samym garniturze genetycznym, jedne stają się małymi, niezbyt dobrze wyrośniętymi robotnicami, natomiast inne stają się duże, tłuste i stają się arystokracją mrowiska. I praktycznie te małe, biedne mrówki na nich pracują. Tak jak powiedziałem, genetycznie nie różnią się niczym. I nagle zaczął eksperymentować troszeczkę nad tymi mrówkami. Zaczął wprowadzać im najrozmaitsze enzymy, które odnalazł w większej ilości w ciele tych właśnie mrówek robotnic. Wszczepił taki enzym mrówce, która była tą arystokratką i ta mrówka nagle zamieniła się w robotnicę i ta wielka mrówa z tymi małymi robotnicami poszła pracować, gryźć jakieś ogryzki jabłek, kopać tunele w mrowisku i tak dalej.
Trwało to przez miesiąc, zanim się ten poziom enzymów nie wyrównał i znowu nie wróciła do swojej dawnej postaci, znowu nie stała się arystokratką. Dlaczego o tym opowiadam i jak się to ma w kontekście tej całej naszej dzisiejszej historii? Ano ma się to właśnie tak, że my sami do końca być może nie rozumiemy skali eksperymentu, jaki się na nas przeprowadza. Jak wiele istnieje zjawisk, których my sami do końca nie rozumiemy. Wiemy, że człowiek ma pewien określony garnitur genetyczny, ale przecież popatrzmy, ile w nas jest emocji. A czy ktoś badał, ile waży emocja? Ile waży miłość, nienawiść i tak dalej? Sympatia czy zainteresowanie? Nikt tego nie zważył, a są to istotne aspekty, co do których nikt nie ma wątpliwości. Współczesna nauka, gdyby chciała to udowodnić, musiałaby udowodnić to w jakiejś formie materialnego dowodu naukowego.
Dlatego współczesna nauka unika tego typu tematów. Ewentualnie zostawia to psychologii i zostawia to ludziom, którzy zajmują się naszym zachowaniem. Ale mówię właśnie o tym, że z tego powodu, że przynajmniej ostatnie czasy pokazują, jak wiele tego typu nowych eksperymentów, właśnie chemicznych, poprzez regulowanie naszych stanów emocjonalnych, jak wiele nowych elementów jest wprowadzanych i być może jest to nowy efekt czy nowy sposób, w jaki nasi kontrolerzy próbują mieć nad nami pieczę bądź prowadzić dalej swój własny eksperyment.Spójrzmy na nasze jedzenie, na nasze powietrze, na smugi chemiczne, które się nad nami rozpyla, na eksperymenty ze zmianami klimatycznymi na Ziemi. Wiele innych elementów, które kompletnie zmieniają człowieka, zmieniają jego zachowanie. Widzimy przypadki, o których jakoś nie słyszało się w przeszłości. O tym, że nagle ludzie wychodzą na ulicę, strzelają do innych ludzi. Nie wiedzą, dlaczego to robią. Robią to jak opętani. Coś się wydarzyło w ich organizmie i my nie do końca wiemy, z czym mamy do czynienia. Być może właśnie my stajemy się tą kolejną fazą eksperymentu, która powoli, ale sukcesywnie i konsekwentnie zamienia nas w zombie, które tak strasznie lubimy.
Tak strasznie kochamy filmy o zombie i historie o zombie. Doprowadza nas do takiego, a nie innego efektu, który dla nas jest kompletnym zabójstwem, zniszczeniem tego, kim jesteśmy naprawdę. Natomiast być może dla tych, którzy chcą tego procesu, jest to bardzo wartościowy eksperyment, który do czegoś będzie w stanie ich doprowadzić. Może w ten sposób mało optymistyczny, ale za to z przykładem z mrówką zakończę dzisiejszą dyskusję. Dziękuję bardzo.
[02:33:35] - Te nieśmiertelne mrówki. Tak można zakończyć pierwszą część kolejnej, jak się okazuje, wieloodcinkowej debaty na temat nadzorców Ziemi. Dzisiaj w dyskusji na antenie Radia Paranormalium uczestniczyli: nieobecny już na Skypie Piotr Cielebiaś z czasopisma „Nieznany Świat” i portalu Infra, a także publicysta, pisarz science fiction i również współpracownik „Nieznanego Świata” Marek Żelkowski. Dzięki jeszcze raz, Marku.
[02:34:07] - Dziękuję bardzo. Dobranoc wszystkim.
[02:34:08] - Oraz nasz strudzony, ale jednak niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miękina. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:34:15] - Ja również dziękuję. Do zobaczenia za tydzień.
[02:34:18] - Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęki Velios. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Do usłyszenia już za tydzień.
[02:34:28] - Do usłyszenia.