[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:08] - Sobotni wieczór, człowieku, w Radiu Na Fali. Witam serdecznie. radionafali.com. Piękny wieczór. Leniwy strasznie, przynajmniej u mnie. Jestem dzisiaj w takim stanie lenistwa i bardzo dobrze. Także dzisiaj relaksacyjnie. Nowy rok. Chyba wszyscy troszkę zmaltretowani, przynajmniej część pewnie po imprezach. Ja nie jestem zmaltretowany, jestem całkiem okej.
Zapraszam cię, człowieku, żebyś tutaj został. Jeszcze kręcę troszkę gałkami, sobie tu wszystko ustawiam, żeby wszystko było tak, jak powinno być. Chyba nawet jest tak, jak powinno być. Ja mam na imię Tomek. Wszystko to nazywa się, pewnie wiesz, „Hiperprzestrzeń”. Jest retransmitowane w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam serdecznie słuchaczy Radia Paranormalium. W radiu Dream Time retransmitowane i przede wszystkim w Radiu Na Fali nadawane. Można sobie ściągnąć z Radia Na Fali. Otóż to.
Jak zwykle jakaś garść ogłoszeń na początek. I don't know. Może tak zwyczajnie chcę ci podziękować, człowieku, za to, że wspierasz radio. Peace and love. Wielkie dzięki. Dzięki temu można tu ogarnąć serwery, pozapłacać trochę rachunków i prowadzić tą inicjatywę dalej konsekwentnie, bo to w sumie chyba najważniejsza rzecz, żeby robić coś konsekwentnie i regularnie chciałoby się rzec. O tym troszkę dzisiaj będę chciał pomarudzić. Może nie pomarudzić. Nie będę marudził. Dzisiaj chcę się pozastanawiać troszkę nad kilkoma sprawami, dokończyć kilka wniosków, które się pojawiły z okazji podróży i w ogóle wszystkich tych rzeczy, które się kręcą dookoła mnie jak zwykle.
Bo ja jak zwykle mam swoje zabawy. Chciałem powiedzieć gry i zabawy. Mam swoje gry i zabawy, różne rzeczy, które się tu dzieją dookoła i refleksje, które wynikają z obcowania z tym moim wewnętrznym światem. Myślę, że ty też masz jakieś refleksje, które wynikają z obcowania z twoim wewnętrznym światem. Tak się rozglądam po tym całym zamieszaniu, które mam tu dookoła i myślę, że na sam początek może nie tyle ogłoszenia i tego typu rzeczy. To i tak zdążę dzisiaj powiedzieć, bo dzisiaj postanowiłem zrobić taki luźny, relaksacyjny wieczór, troszkę odparować ten nowy kalendarzowy rok. Nie wiem, czy jest potrzeba odparowania tego, bo chyba jeszcze nic nie ma do odparowania. Ledwo rok się zaczął, ale tak czy siak myślę, że doskonała okazja, żeby siąść na tyłku, rozwalić się na jakiejś sofie albo zrobić sobie jakąś kawkę. Ja mam jakąś kawkę przy sobie z mlekiem, doskonałą kawkę. I troszkę się popychać, trochę posłuchać, pogadać, pofilozofować i tak dalej.
Wszystkie te klasyczne historie. Tu jeszcze podłączam sobie mikrofon do Skype'a. Yes, wszystko jest gotowe, człowieku. Oprócz tego, że słuchasz Radia Na Fali, oczywiście jestem na Skypie radia. radionafali.com tak się nazywa Skype, tak że można się śmiało odezwać. Wszystkiego najlepszego wszystkim tym, którzy mają urodziny. Ja zawsze zapominam i to konkretnie zapominam całą tą sprawę bardzo często. A chodzi o to, że jak odpalam Skype'a radiowego tuż przed wejściem na antenę, kiedyś mówiłem, pojawia się taki plik nieodebranych wiadomości. Duży numer w każdym razie. Ja z reguły tam klikam taką funkcję pod tytułem „Zaznacz wszystkie jako przeczytane”.
Tam oczywiście przebieram troszeczkę, sprawdzam, co tam jest. Nie jest tak, że jestem takim kompletnym ignorantem. Ale człowieku, głównie generalnie klikam, że wszystko już odebrałem i tam zawsze mam tonę urodzin, bo część z nas ma wpisane w Skype swoje urodziny i zawsze mam powiadomienia o tym, kto miał urodziny. Wygląda na to, że masa słuchaczy radia zawsze, kiedy prowadzę audycję, ma urodziny. To jest trochę tak, że „Hiperprzestrzeń” przypada zawsze na pogoda dziesięciu czy pięciu urodzin. Nieźle. To chyba taka imprezowa audycja się zrobiła. Co tu dużo mówić. Same urodziny, same party, same imprezy. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Właśnie, to chciałem powiedzieć przy okazji tych urodzin. 100 lat, człowieku, 100 kosmicznych lat i 1000 nadkosmicznych lat, żeby się wiodło, powodziło, żeby się spełniły wszystkie twoje fajne marzenia, żeby wszystkie kiepskie pomysły wyparowały z głowy, żeby nie było żadnego strachu, żadnego lęku. Żeby była energia do przede wszystkim realizowania własnych rzeczy, bo to nie jest problem wstać, pójść do pracy, zrobić coś, co ktoś każe. To jest najłatwiejsza rzecz. Zawsze można wykonywać rozkazy. Najtrudniejsza rzecz jest czasami przekonać się do swojego własnego pomysłu na życie. Ja dzisiaj troszeczkę na ten temat będę dalej zawijał. A ty, człowieku, jak masz jakieś refleksje związane właśnie ze swoim pomysłem na życie, realizowaniem tego pomysłu, troszeczkę z boku tego całego szaleństwa, to dzwoń i rozmawiaj ze mną. radionafali.com tak to się nazywa na Skype. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Książę Edward. Książę jest na wakacjach. Nie wiem, czy teraz słucha. Podejrzewam, że nie. Może nie jest na drugiej półkuli, ale jest gdzieś tak w połowie drogi. Jest na Goa. Powinienem puścić jakąś indyjską muzykę, ale nie mam. Mam coś, ale nie będę szalał. Także pozdrawiam księcia, który nie sam, a w towarzystwie tam się buja po wyspie Goa. A tam się dzieją naprawdę ciekawe imprezy.
Ten człowiek obchodzi naprawdę nowy rok hucznie i bardzo dobrze.
[05:55] - To think for yourself and question authority.
[05:58] - Ulala, coś ci się włączyło nieszczęśliwie. Szczęśliwie, Timothy Leary. Tak. Kwestionuj autorytety. No właśnie. Żyj po swojemu, można powiedzieć. Gandhi kiedyś powiedział jedno zdanie, które bardzo lubię. Zdanie brzmi mniej więcej tak: „My life is my message”, czyli moje życie jest moim przesłaniem. Ostatnio miałem taką historię, że wypełniałem formularz, e-mail i tak dalej. Musiałem tam wypisać kilka rzeczy, kilka słów o sobie, tak na początek.
Na imię mam Tomek. Trzeba było wpisać te kilka słów i oczywiście jak zwykle w pewnym momencie nie wytrzymałem. Tam były takie uwagi pod tytułem: co chciałbyś jeszcze dodać? Nie pozostało mi nic innego, jak wpisać: My life is my message. Otóż to. Także dzisiaj troszeczkę na ten temat, a nawet chyba bardziej niż trochę. Także człowieku, zostań z Radiem Na Fali, zostań ze mną. Mam dzisiaj fajną muzę i przede wszystkim zacznę od fajnego numeru, który jest taki, że jak ktoś mieszka we Francji, to myślę, że doskonale wie, o co chodzi. A jak ktoś nie mieszka, właśnie bo ten człowiek ma taki specyficzny akcent, paryski akcent. I to nie chodzi o Paris, Paris, Paris.
To nie chodzi o Paris, Paris. Chodzi o Boeing, Boeing przez B-O-E-I-N-G. Chodzi o loty przez Atlantyk. Zatem posłuchajmy troszeczkę rock'n'rolla, a tam jest taki bas, że naprawdę wyrywa duszę i po prostu nie wiem, co zrobić. Nie wiem. Można się tylko położyć, ewentualnie zacząć skakać. Także człowieku, polecam ci. Albo zrób sobie miejsce na podłodze, albo zrób sobie też miejsce na podłodze albo w kuchni, gdziekolwiek. Weź swoją kobitę, która tam jest gdzieś w okolicy, albo ty kobito weź swojego faceta i troszkę się pobujajcie do tańca, żeby nie było tak wkręt, bo w końcu sobota wieczór. Jakieś tańce, jakaś imprezka.
Wiem, że wszyscy skacowani. Może nie wszyscy. Ja akurat nie pijam alkoholu, także nie mam tej opcji na kaca, ale niektórzy piją. W końcu taka impreza raz w roku. Pożegnanie starego roku, odpuszczenie wszystkich tych traum, które nas spotkały w ciągu ostatnich 12 miesięcy i czas przystąpić do nowego życia, które czy będzie traumą, czy nie będzie? No właśnie, dzisiaj troszeczkę na ten temat. Miałem taką propozycję. Z góry rzucam tą propozycję, żeby nie było tak, że jestem taki enigmatyczny jak zawsze z tymi tematami. Człowieku, czy myślisz, że twoje życie wywołuje u ciebie traumę? Czy wydaje ci się, że powinieneś zacząć robić coś własnego?
Czy w ogóle masz swój własny pomysł, który chciałbyś zrealizować, albo realizujesz, albo go w ogóle w jakiś sposób podejmujesz, albo i nie. Cokolwiek się z tym dzieje. W ogóle swój własny koncept na rzeczywistość, który nie ma nic wspólnego z tym momentem, kiedy wstajesz o 5:00, zakładasz buty i idziesz prosto na pierwszą zmianę do huty. Nic z tych rzeczy. Chodzi mi o twój własny, indywidualny koncept. Ja będę mówił troszkę o swoim własnym koncepcie, bo mam tu kilka rzeczy jak zwykle w głowie. Dziękuję w ogóle wszystkim bardzo serdecznie za komentarze à propos pod podcastami i za listy. Tam jest jedna rzecz, na którą muszę jeszcze odpisać. Jeden list. Dziewczyno, daj mi jeszcze chwilę.
Za chwilę siądę i ci odpiszę. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Właśnie. Z tej okazji to ja w ogóle przede wszystkim chcę puścić muzykę. Także dzięki za komentarze, dzięki za maile. Tak przy okazji, bo ja zawsze zapominam tych organizacyjnych rzeczy, wszystko sobie rozsypuję. A inna sprawa, że dzisiaj specjalnie wszystko rozsypałem, tak żeby było rozsypane, bo to w końcu ma być relaksacyjny wieczór i o to chodzi. Ma być troszkę bałaganu. Twórczego bałaganu. Zatem posłuchajmy muzyki w Radiu Na Fali, w hiperprzestrzeni.
Mówię to ja, Tomek. Posłuchajmy. Radio Na Fali oczywiście. Radio Na Fali jak najbardziej. Hiperprzestrzeń. Ja, Tomek i moja kawa. Dzisiaj, jako że jest taki leniwy dzień, bo zwykle mam zawsze jakieś notatki ze sobą, jakieś robię sobie taki lekki zapis o czym, co, jak i w jakiej kolejności. Ale dzisiaj jestem tak leniwy, że postanowiłem jak zwykle w takiej sytuacji, kiedy jest taki moment, że trzeba troszeczkę spuścić z tonu. Nie wiem, czy trzeba, ale ja tak mówię po prostu sam do siebie: „Tomek, trzeba czasami spuścić z tonu. Odłóż notatki, odłóż wszystkie rzeczy i zrób to z głowy, człowieku”.
Z głowy, czyli z niczego, jak się zwykle mawia. Bardzo mi się to podoba. Pamiętam swojego pierwszego szefa. Kiedyś pytałem, jak to zrobić, a on mówi: „Zrób to z głowy”. Ale jak? Ale jak mam to robić? On mówił tak: „Rób jak uważasz, i uważaj, jak robisz”. I tak to wyglądało. Myślę, że to się niewiele zmieniło do dzisiejszych czasów. Dokładnie dzisiejsza audycja jest właśnie w taki sposób, bez żadnej, że tak powiem, agendy.
Tak można to chyba najprościej opisać. Tu jeszcze troszkę jak zwykle sobie kręcę gałkami. To jest chyba jedyna agenda, którą dzisiaj mam, żeby tutaj pilnować, że ten dźwięk się elegancko nagra, że wszystko dotrze do twoich uszu, człowieku i nic z tego nie stracisz. Mam nadzieję. Ale wracając do mojego głównego tematu na dzisiaj: czy jesteś zmęczony swoim życiem? Czy jesteś zmęczony? Brzmi jak tandetna reklama. Tak, brzmi jak tandetna reklama i nie przez przypadek, bo myślę, że znakomita część tych wszystkich tandetnych reklam głównie opiera się dokładnie na tym, że czy chcemy, czy nie, niestety nie obejdzie się bez takiego bitchingu, jak się po angielsku mówi, zjechania tego szlaku i szlamu, którym jest współczesna cywilizacja. Właśnie wybija z nas taką opcję robienia swoich własnych rzeczy. Ja byłem w życiu zmęczony kilka razy robieniem nie swoich własnych rzeczy i to tak dosyć solidnie.
Przytrenowałem się w kilku takich sytuacjach, że siadłem, stwierdziłem: „Okej, zrobię coś dla kariery” i tak dalej. Wszystkie szalone pomysły, które człowiekowi czasami wpadają do głowy, kiedy się zastanawia nad tym, w co zainwestować swój potencjał. Potencjał zwany życiem, bo życie to jest potencjał na działanie, potencjał na zrobienie czegoś, potencjał na wykręcenie niezłej imprezy, potencjał na wykręcenie niezłego gówna. Potencjał na wszystko. Potencjał na nieskończoną ilość opcji, człowieku. To jest troszeczkę tak, jakbyśmy chcieli nagle odkryć potencjał w jedzeniu różnych dziwnych potraw. Każdego dnia można jeść zupełnie inną potrawę i myślę, że życia by nam nie starczyło, gdybyśmy chcieli codziennie jeść coś innego i spróbować w ciągu całego swojego życia przeżreć wszystkie unikatowe posiłki z różnych stron świata. Chodzi mi o takie unikatowe rzeczy. Jakbym się uparł, że na przykład od tej pory sensem mojego życia jest spróbowanie wszelkiego możliwego jadła z całego świata, to myślę, że życia by mi nie starczyło. I z wieloma rzeczami w życiu jest tak, że myślę, że życia by nam nie starczyło na to, żeby to wszystko ogarnąć i zorganizować i w ogóle spróbować wszystkich rzeczy.
Swego czasu oglądałem taki długi wywiad, właściwie ciężko nazwać to wywiadem, u Briana. Taki koleżka z Londynu, podcaster. Swego czasu właściwie videocaster i tak dalej. London Real tak to się nazywa. Swego czasu oglądałem tego troszeczkę więcej. W pewnym momencie odpuściłem, bo też Brian poszedł swoją własną drogą. Ja poszedłem swoją własną drogą i nie za bardzo mnie interesuje aktualnie to, o czym w ogóle tam jest mowa. Ale generalnie jeżeli lubisz, to sobie wpadnij i posłuchaj. Tam kiedyś swojego czasu pojawił się taki dżentelmen, którego nie wiem skąd wytrzasnął. Taki dżentelmen, który jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie.
Taka cicha eminencja, można powiedzieć. Może nie z takich najbogatszych typu Rothschild, Rockefeller, te wszystkie shadows eminence, czyli charaktery w cieniu, można powiedzieć, o których nikt nic nie wie. Wiemy tylko, że ktoś posiada te korporacje, które chcą nas wszystkich wymordować co do jednego, bez litości. No i niektórzy z tych ludzi... Zaczekajcie, co ja mówię? No i większość tych ludzi, którzy są takimi mega właścicielami całego świata finansowego, jest praktycznie niewidoczna z zewnątrz. Oni się tam chowają. Nikt właściwie nie zna nazwisk, ale jest kilku takich, którzy mają taką jazdę, że zawsze muszą być głośni, musi być o nich słychać. Może nie zawsze, ale lubią być showmanami, ponieważ pieniądze nie dały im władzy, przynajmniej w takim zakresie, w jakim marzyli, że tą władzę będą mieli w życiu albo cokolwiek innego. Była rozmowa z tym dżentelmenem, taka dosyć długa.
Trwała prawie niecałe dwie godziny i padło pytanie, po co właściwie on zarabia tą kasę. Jest to koleś, który robi naprawdę tak gówniane interesy, że człowieku, miałem co powiedzieć. I ty dziewczyno też nie wiem co powiedzieć, bo facet zajmuje się generalnie rynkiem ropy. To chyba już wiemy, o co chodzi. To na litr ropy możemy sobie tak przeliczać: jedno życie. Litr ropy, jedno życie. Dziecko, starzec, twoja babcia, ty, twoja mama, twój ojciec. Kogo to obchodzi? Trzeba kogoś odstrzelić, żeby ten litr ropy wyciągnąć z ziemi. Szczęśliwie tak się złożyło, że ani moja mama, ani twoja mama, ani mój tato, ani twój, ani jakoś tak, jeżeli jeszcze żyją na tej planecie, nie mieszkają w miejscu, w którym wydobywa się ropę.
Bo gdyby mieszkali w miejscu, w którym wydobywa się ropę, to moglibyśmy nie dojrzeć do tego momentu, że tutaj siedzimy rozwaleni w ten piękny sobotni wieczór i sobie dryfujemy myślami po tych wszystkich tematach przy radiu na fali. Ty i ja wspólnie. Mogłoby się nie wydarzyć, bo by nas wyorano. Jest ten koleś, który zarobił potężne pieniądze przy administracji Ronalda Reagana, administracji Busha, Margaret Thatcher. Człowiek sklejony z najbardziej brudnymi pedofilskimi gangami handlarzy ropy i handlarzy śmierci na świecie, jakich można sobie wyobrazić. Dostał pytanie i pytanie brzmiało tak: po co mu te pieniądze? A właśnie. Ale naświetlę ci sytuację, o co chodzi z tym dżentelmenem, bo ten dżentelmen jest taki troszkę psychopatyczny. To jest były marines. Ja nie pamiętam w tym momencie jego nazwiska.
Zresztą to nie jest istotne. To jest po prostu tylko i wyłącznie smutny stary człowiek z dużą ilością pieniędzy, który już nie wie chyba, co za bardzo robić w swoim własnym życiu. I cud, że jeszcze sobie nie strzelił w głowę. I bardzo dobrze. Może sobie nigdy nie strzeli w głowę. Może pewnego dnia dorośnie, zrozumie i może coś się w jego życiu zmieni. Obiecywał, że się wybierze na ayahuasca, ale chyba się nie wybrał. Chyba spękał. Wcale się nie dziwię. Z takim gównem w głowie to by była ciężka wyprawa.
Bardzo ciężka i myślę, że jego podświadomość, nadświadomość, cokolwiek w nim siedzi, mówi mu: „Człowieku, to może być dramatyczny punkt zwrotny w twoim życiu. Punkt zwrotny, po którym wiele spraw się zmieni”. A człowiek jest właścicielem jednego z takich ekskluzywnych zamków w Szkocji. Prowadzi jakieś mega szkolenia, takie warsztaty dla ludzi, którzy chcą zostać milionerami i polegają na tym, że Zapisujesz się na te warsztaty, płacisz gigantyczne pieniądze. To kosztuje chyba jakieś 100 000 funtów rocznie. Taki semestr to jest abstrakcyjna suma, taka, że praktycznie musisz wydać prawie pół miliona, żeby się tam dostać. I kiedy się tam dostaniesz, to masz takie zajęcia, które się odbywają raz na miesiąc, raz na dwa miesiące. Wpadasz tam na weekend do tego zamku w Szkocji. Ten koleś, że tak powiem, potrafi olśnić. Naprawdę potrafi.
Zamek jest naprawdę duży. Masa lokajów, gigantyczne schody, potężne posiadłości. Koleś jest ze Stanów. Koleś nie jest absolutnie ani z Anglii, ani ze Szwajcarii, także ma kompleks starego kontynentu. Musi sobie udowodnić, że jest warty więcej niż jego pieniądze, a w ogóle, że jest coś warty przede wszystkim. Coś więcej, że jest coś więcej. Bo koleżka jest już troszeczkę wiekowy, ma już po sześćdziesiątce. I te warsztaty polegają na tym... Warsztaty to jest szkoła, taki latający uniwersytet bycia milionerem. I trzeba tam wpaść raz na miesiąc po uiszczeniu tej kolosalnej, abstrakcyjnej opłaty i ma się zajęcia z tym dżentelmenem.
I on daje gwarancję, że jeżeli zrobisz wszystko tak, jak on mówi, wszystkie te historie, to po jego kursie wyjdziesz milionerem i on daje tą gwarancję. Ja wcale nie żartuję. On naprawdę daje gwarancję. Niewiele jest ludzi, którzy mogą dać ci gwarancję czegokolwiek. Ja na przykład należę do ludzi, którzy mogą ci dać jedynie gwarancję tego, że jutro będzie kolejny dzień i że właśnie teraz jest tu i teraz. To jest moja jedyna gwarancja, którą mam dla ciebie. I że nazywam się Tomek. Na imię mam Tomek, przepraszam. Otóż to. A ten człowiek sprzedaje ci gwarancję, że zrobi z ciebie milionera.
I faktycznie robi milionerów. Jest taki bezkompromisowy w tej szkole. Nie widziałem ani grama zajęć, tylko słyszałem o tych zajęciach troszeczkę, jak one wyglądają. Ale to mniejsza o to, bo ani mnie za bardzo nie ciągnie do tego zamku, ani do bycia popapranym idiotą, który ma obsesję na punkcie kasy. Ani nie ciągnie mnie w tamtym kierunku, ani żadne warsztatowe historie. Ale się dowiedziałem tak czy siak. Ale wracając do całej historii, bo człowiek ma tyle kasy, że właściwie nie jest w stanie już jej przejeść. Kupił sobie chyba bilet na lot w kosmos i jeszcze w ten kosmos nie poleciał, bo się chyba boi. Space Madness. Jeszcze się stanie coś w jego głowie i może się zmieni jego świat, kto to wie?
Ale jest to taki koleś, o którym czasami być może, wcale tak nie musi być, nasi rodzice mogli marzyć, żebyśmy w pewnym wieku osiągnęli taki status w społeczeństwie jak właśnie ów człowiek, żebyśmy byli bogaci, zamożni, żebyśmy byli tacy... Co tu dużo mówić. Tacy eleganccy, że tak powiem. I tacy konkretnie eleganccy, ale tacy eleganccy w taki troszeczkę, nie wiem, jak to powiedzieć, w taki dziwny sposób, bym powiedział. Bo to właściwie nie chodzi o żadną elegancję, tylko chodzi o dostosowywanie się do pewnego pomysłu na życie, który ma dla nas ta cywilizacja. Że w pewnym momencie, kiedy przytulimy basen, kiedy przytulimy luksusowe samochody, kiedy przytulimy te wszystkie garaże, kiedy przytulimy te wszystkie historie, to się może okazać, że nagle jesteśmy kochani przez wszystkich dookoła, bo wszystkie filmy nam to pokazują i tak dalej. Znamy tą rzeczywistość. Doskonale wiemy, że kiedy człowiek wygląda jak z reklamy, jakoś tak się okazuje, że wszyscy chętnie na niego patrzą, bo wszystkim się wydaje, że jego życie jest w jakiś sposób lepsze w czymś albo jakoś tak. Nie wiem. Jest taka dziwna historia dostosowania się do pewnych schematów, taka, która się ciągnie troszkę za nami.
I wracając do tego dżentelmena, kiedy padło pytanie, po co mu ta cała kasa, po co mu to wszystko? Odpowiedział, że to jest mu potrzebne. Znaczy niepotrzebne, że to są jego możliwości. On po prostu lubi mieć możliwości. I to jest taki chyba dobry moment, żeby się zastanowić właściwie, czym jest możliwość w naszym życiu. Bo dla tego dżentelmena cała możliwość w jego życiu to jest tylko to, co może kupić za swoje pieniądze, które zarobił na ludzkiej krzywdzie. I do tego się wszystko sprowadza. Na ropie, na mordowaniu, na ludobójstwie, na eksterminacji cywilów. Po to, żeby ta kasa tam płynęła. I on zwiększa swoje możliwości.
On cały czas siedzi na tej kasie i każdego dnia wie, że może wszystko. Oczywiście nic nie robi z tym wszystkim. Jedyne co robi, to produkuje kolejną armię popierdoleńców, których i tak już na świecie nie brakuje i łudzi się nadzieją, że skoro ma możliwości, to będzie miał te możliwości. To coś znaczy w ogóle w czymś. To jest to coś istotnego. Nie wiem. Ma to jakieś znaczenie w każdym razie dla niego. Zapomniał o tym, że życie jest tu i teraz. Wielu z nas lubi zapominać o tym, że życie jest tu i teraz. Ale jest to ciągle pytanie o tym, czym jest nasze życie, czym jest właściwie ta możliwość i tak dalej.
Bo dla mnie refleksja jest taka dosyć trywialnie prosta i banalna. Mianowicie całe nasze życie jest jedną wielką możliwością i żadna kasa, żadne historie związane właśnie z takim opisywaniem świata, zbieraniem czegoś, kolekcjonowaniem, klejeniem się do materii właściwie nie zmieniają nic w naszym statusie bycia tu i teraz, w tym, kim jesteśmy, co możemy zrobić i tak dalej. Oczywiście każdy może powiedzieć: „Ale jakbym miał więcej kasy, to bym zrobił coś więcej, to bym zrobił to, zrobiłbym tamto, zrobiłbym świat lepszy”. Ale prawda jest taka, że jest to ściema, bo nikomu się to jeszcze nie udało. Jeszcze czegoś takiego nie spotkałem w swoim życiu. To wszystko jest takie dosyć abstrakcyjne. Z reguły mówimy, że jeżeli będzie kasa, to coś z tą kasą zrobimy. Ale właśnie tutaj z pomocą przychodzi nauka, bo zrobiono kilka eksperymentów naukowych, takich socjotechnicznych, można powiedzieć, z cyklu zachowania społeczne. Co się dzieje, kiedy jesteśmy w tej cudownej interakcji z tym działaniem, które przynosi nam fortunę, która ponoć jest świadectwem naszych możliwości i konfrontujemy się z tym światem na co dzień? Co się w ogóle dzieje, kiedy nagle flota przypływa, zwycięstwo się pojawia na horyzoncie?
Co się dzieje z naszym mózgiem? Zbadano te wszystkie zjawiska i są one bardzo intrygujące. Ale zanim o tym opowiem, bo dzisiaj się chce troszkę pobyczeć przy muzyce, myślę, że czas najwyższy na jakiś radosny utwór rock'n'rollowy. A ty, człowieku, słuchasz Radia Na Fali i słuchasz Hiperprzestrzeni. A ja mam na imię Tomek. Tak, bez siebie gdzieś stąd. Wziąć siebie gdzieś stąd. Faith No More, Radio Na Fali oczywiście, Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek, a ty chcesz zadzwonić, powiedzieć, co ty w ogóle myślisz o tym działaniu w swoim własnym życiu. Na czym polega to całe zjawisko zwane życiem?
Na czym polega ten koncept, ten pomysł na własne życie u ciebie? Ja mam taki swój własny koncept wynikający z moich własnych podróży i czasami konfrontuję z opowieściami dżentelmenów, którzy nagle, nie wiadomo skąd się pojawili i okazuje się, że są panami jakichś bezkresnych włości, zamków, milionów. Potrafią zrobić z każdego milionera. Nie z każdego, tylko z tych, którzy mają już miliony. Skończę o tym dżentelmenie, jeszcze dwa słowa, bo to jest taka intrygująca historia, że ten człowiek oczywiście zakupił sobie bilet w kosmos, zakupił sobie sesję ayahuaski, zakupił sobie kilka innych możliwości w życiu. Poważnie. On za to zapłacił i to właściwie leży i czeka na ten pewien moment, kiedy on będzie na to gotowy. I mija już chyba drugi rok, czy chyba już trzeci w tym momencie i on dalej tego nie zrobił. I to jest właśnie to. To jest coś, co tak naprawdę, jak się okazuje, zatrzymuje wszystkich.
Wyobraź sobie, że facet, który się zoarał pół świata razem ze swoimi kumplami, jeden z tej bandy, tej psychopatycznej hołoty, nagle został sparaliżowany swoją kasą. Nawet on. Jedyne co właściwie potrafi w tym momencie zrobić, to potrafi cię zaprosić do swojego zamku. Też nie za darmo, bo tutaj zawsze działa mentalność Rockefellera. Jeżeli ktoś da ci obiad za darmo, to zjedz obiad i zabierz talerz. To jest definicja biznesu współczesnego. Ona się właściwie chyba nie zmieniła od prawie 200 lat. Na tym samym ciągle to polega i właściwie się okazało, że nawet żeby się z nim spotkać, żeby z nim pogadać, żeby cokolwiek zrobić, żeby się dowiedzieć czegoś, to ty już od razu musisz zapłacić. To wszystko jest takie bardzo komercyjne. Nie ma czegoś normalnie w relacji z drugim człowiekiem jako z żywą istotą.
Wszyscy wiemy, że coś w tym obrazku jest nie tak. Oczywiście nasz logiczny umysł podpowiada: wszystko jest okej, w końcu jest wiedza, jest coś tam i każdy z nas powinien dać coś od siebie człowiekowi, który daje coś od siebie. Ale pytanie właśnie, co daje tamten człowiek od siebie, skoro już wszystko ma? Co może dać więcej, skoro już wszystko ma? I skoro właściwie my mu dajemy i on też już wszystko ma, to to całe dawanie jest tylko i wyłącznie takim gestem, który służy niczemu. Służy tylko temu, żeby cała ta gra w zależności była nieustannie kontynuowana i nic więcej. I ciągle sparaliżowani, ciągle w tym strachu, ciągle sprzedający ropę, ciągle inwestujący w najbardziej paskudną technologię, najbardziej gównianą, jaką tylko można sobie wyobrazić i zarabiający te pieniądze tylko po to, żeby pewnego dnia, kiedy już wszystkie te biznesy zostaną dopięte, zamknięte i ruszy cała ta maszyna, żeby się przeprowadzić jak najdalej od tej fabryki, której jest się właścicielem, żeby nie mieć do czynienia z tą toksyczną rzeczywistością, zatrutą ziemią, zatrutym powietrzem, zatrutą wodą i tymi ludźmi, którzy umierają jak muchy, pracując w naszej fabryce. I trzeba się szybko zawijać, najlepiej gdzieś zainwestować pieniądze w jakimś funduszu inwestycyjnym, tak żeby nie widzieć za bardzo, gdzie one się podziewają. Zainwestować tak, żeby nie dotykać tych ludzi w fabryce. Słynna historia z firmą Apple, właściwie z każdą inną firmą, która produkuje rzeczy na tak zwanym Dalekim Wschodzie.
Okazuje się, że tutaj jak zwykle sprzedają nam opowieści jakieś wychudzone modelki, laski, które naprawdę już wyglądają tak krzywo, że jestem estetą. Lubię jak każdy chłopak spojrzeć na piękną kobietę, ale to co się dzieje już tam w Photoshopie i to co się dzieje w ogóle w tych okładkach magazynów, na tych zdjęciach, łącznie z tymi wszystkimi internetowymi historiami, to jest już jakieś pajacowanie, to jest już jakieś niezdrowe. Nie wiem, kto ma z tego sensację. Ja tego nie rozumiem. Wygląda to wszystko mocno chore i to jest taki pokręcony świat, co by tu nie mówić. Dziewczyny już wyglądają naprawdę nieapetycznie. Chłopaki wyglądają tak już ciężko powiedziałbym szczerze. I to jest taki fajny świat dla niektórych, do którego wszyscy gdzieś tam nie wiem, czy dążą, ale wszyscy nasłuchujemy, że powinniśmy gdzieś tam dążyć w tym kierunku swoim działaniem. Koncept na samego siebie. Koncept na życie.
Czym jest ten koncept? Jest konceptem na dekorację? Bo mamy taki bardzo jasny obraz. Ja troszkę tak motam dzisiaj jak zwykle. Tak to jest, kiedy się nie ma notatek. Ale o to chodzi w tym wszystkim, żeby dzisiaj było właśnie troszeczkę w ten sposób. Bo z jednej strony mamy obraz taki na pokaz, produkowany właśnie za pomocą wszystkich tych zamków w Szwajcarii, zamków w Szkocji, zamków gdziekolwiek. Potężnych posiadłości, basenów, samochodów, luksusowego życia tych ludzi, którzy wyglądają już tak nierealnie, że robi się to już mocno niesmaczne Przynajmniej dla mnie. Nie wiem jak dla ciebie. Dla mnie jest to mocno niesmaczna historia, patologiczna.
To jest dekoracja, a z drugiej strony jesteśmy my, którzy czasami próbujemy się wpasować w tą dekorację. Nie wiem, jak to nazwać. Ja szczęśliwie staram się jakoś uniknąć tych dekoracji i nie udało mi się jeszcze w życiu wpasować w tę historię. Próbowałem, ale nic z tego nie wyszło. Właśnie nawet chyba za bardzo nie próbowałem, bo ilekroć pojawiała się możliwość wdepnięcia w takie radosne igrzyska, to jednak wybierałem samodzielne robienie chleba i coś w tym stylu. I w ogóle odpuszczałem takie historie. Jakaś taka nie moja opowieść w tym wszystkim. Mam zupełnie inny koncept na rzeczywistość. Wydaje mi się, że dekoracja i w ogóle życie w dekoracjach jest troszkę trefnym pomysłem i niewiele zmienia. Oczywiście można się zastanawiać, po co to wszystko jest, po co to służy, czemu to służy i jeżeli już to jest, bo to jest taka pierwsza refleksja, która się pojawia.
Okej, jeżeli to już jest w okolicy, to ma to jakiś sens i próbujemy wybudować sobie jakąś logiczną, nie wiem, windę pomiędzy punktem A a punktem B, żeby złapać sens tego wszystkiego, żeby zrozumieć, że faktycznie jest jakaś opcja, którą daje nam kasa. Nie wiem, czy opcja pod tytułem „kasa coś daje” jest w ogóle jakąkolwiek opcją, bo przyglądając się na współczesny świat nie widać tego zupełnie. Ale właśnie dlaczego? Bo tak troszkę kluczę dzisiaj. No właśnie, to może przestanę kluczyć i do sedna sprawy. Właśnie z tym sensem życia, z tym konceptem na życie. Bo jeżeli koncept polega na wygrywaniu i przegrywaniu, to niesie za sobą pewne dosyć specyficzne konsekwencje. I nie jest to tylko czcza gadka i coś, co jest tylko i wyłącznie punktem mojej obserwacji indywidualnej. Chociaż to też, bo powiem ci szczerze, człowieku, że ciężko tego nie zauważyć, jeżeli po prostu się żyje, pracuje z ludźmi, robi różne rzeczy tak zwyczajnie, po prostu się żyje na tej planecie wśród wszystkich braci i sióstr, to ciężko tego nie zauważyć. Rzuca się po oczach.
Robiono badania naukowe w Ameryce na temat jak bogactwo, zasobność wpływa na naszą percepcję rzeczywistości. Takie konkretne badania trwały przez parę lat na Uniwersytecie w Kalifornii czy chyba Uniwersytetu w Pasadena, czy jakoś tak. Mniejsza o detale, to można sobie sprawdzić, gdzieś to jest. Ja postaram się jak zwykle znaleźć tego linka i wrzucić pod audycją. No i taki dżentelmen postanowił zrobić badania, czym różnią się ludzie zamożni od ludzi mniej zamożnych. I badania były szokujące. Może zacznę od metodologii. Jednym z pierwszych eksperymentów, które przeprowadzono, był eksperyment z pasami i przechodzeniem przez ulicę. Wybrano takie miejsce, w którym przejeżdżały samochody normalne oraz samochody bardzo luksusowych marek, które należą do mieszkańców bardzo ekskluzywnej dzielnicy w Hollywood. Jest tam taka dzielnica, w której domy kosztują miliardy i trzeba być milionerem, żeby w ogóle tam mieszkać.
Sprawdzono, co się dzieje, kiedy wypuści się człowieka na ulicę akurat wtedy, kiedy samochód nadjeżdża. I czy ten samochód się zatrzyma, czy się nie zatrzyma. Taki troszeczkę klasyczny numer, który ja znam trochę z dzieciństwa, o którym zaraz powiem. Aż sobie zanotowałem. I się okazuje, że jeżeli kierowca prowadzi samochód, który jest w takiej średniej klasie, nie jest to najbardziej wypasiona fura, nie jest to taka pokazówa z błyszczącymi felami aluminiowymi i tak dalej, nie jest to złota tapicerka i skórzana kierownica czy cokolwiek to miało być. Nie, nic z tych rzeczy. Taki normalny, zwykły samochód. To człowiek z radością zatrzymuje się tak zwyczajnie na drodze przed pasami i śmiało puszcza przechodnia przodem, nie spiesząc się nigdzie, machając mu jeszcze, robiąc mu kciuk do góry taki, że wszystko jest okej. I to jest ten standardowy model dla tak zwanego normalnego człowieka. I teraz co się dzieje, kiedy na drodze pojawia się samochód ekskluzywnej marki z tłuściochem finansowym w środku?
Okazuje się, że ci kolesie się zwyczajnie nie zatrzymują. Mają to w dupsku. Oni jadą jak przycinak i nawet jeżeli coś stoi na drodze, to on chętnie to przejedzie, bo z jakichś przyczyn ten człowiek mając droższy samochód, nie wiem, czy ładniejszy, to jest kwestia gustu, ale na pewno droższy. W tym momencie czuje się już kimś więcej. Czuje, że rzeczywistość, w której wszyscy funkcjonujemy, to, że jesteśmy żywymi istotami, ta sprawa już go nie dotyczy. On już jest ponad wszystkie żywe istoty i on w tym momencie ma w dupie to, że ty przechodzisz na pasach i w tym momencie dociska gaz i samochód przyspiesza. Musisz bardzo szybko przebiegać przez ulicę, żeby nie zostać trafiony przez tego kolesia. On się tym za bardzo nie martwi, bo zdaje sobie sprawę, że ma prawników. Ty przechodzisz w takim miejscu, że jak cię stuknie, to i tak wygra proces z tobą. On po prostu jest górą i każde jego zachowanie manifestuje jego potrzebę udowodnienia światu, że jest coś warty, że nie jest zwyczajnym, popapranym dupkiem, który z własnej chciwości okradł iluś tam ludzi, zrobił jakiś popaprany interes i teraz musi sobie odkuć na wszystkich dookoła, że on jest najlepszy.
On jest, bo on ma kasę i on potrafi coś zrobić. Się okazuje, że generalnie im więcej kasy, tym większy dupek. Szokujące? Dla niektórych być może tak, dla niektórych myślę normalne. Ja swego czasu jako młody chłopak podróżowałem dużo autostopem na wakacjach. To był taki klasyczny sposób spędzania wakacji. Brało się plecak, brało się swoją dziewczynę pod pachę, brało się gitarę, brało się przyjaciół. No i szło się na autostop. Normalne było to, że nigdy Te piękne samochody, w których siedział jeden koleś, który był bardzo zblazowany. Nigdy te samochody się nie zatrzymywały i nigdy nas nie zabierały nigdzie.
Zatrzymywali się normalni ludzie. Zatrzymał się facet, który jechał Żukiem 20 kilometrów na godzinę. Miał całego Żuka zawalonego jakimiś gratami, rurami i tak dalej. Zatrzymał się, otwiera drzwi i mówi: „Ej, wskakujcie! Może nie jestem najszybszy, ale przynajmniej jestem fajny i sobie pogadamy. Wskakujcie. Gdzie jedziecie?” I tak wyglądało spotkanie. A tamci kolesie w tych luksusowych furach, to jeszcze na drodze, jak widzieli cię machającego, to brali taki łuk, żeby cię w ogóle wyminąć, żeby jeszcze nie mieć z tobą kontaktu, bo może śmierdzisz. A oni właśnie zarobili tą kasę po to, żeby sobie kupić pachnący dezodorant, który jest najdroższy w sklepie i wejdą gdzieś i powiedzą: „Pachnę jak coś tam”. Klasyczny przypadek choroby psychicznej, takiej patologicznej, gdzie nie ma już innych ludzi, jest tylko dbanie o swoje własne możliwości, o tak zwany swój potencjał, który jest reprezentowany przez nasz status materialny.
To był pierwszy eksperyment z tymi pasami i przechodzeniem na pasach i bez pasów i sprawdzaniem, jak się będą zatrzymywały samochody w Kalifornii, w Los Angeles, w ekskluzywnej dzielnicy. I się okazało, że biedaki górą, bogacze popaprane dupki. Na to wyszło. I kolejny eksperyment, który został zrobiony na studentach uniwersytetu, młodych ludziach. Chodziło o zachowanie podczas gry, kiedy jest gra, do której ktoś nas zmusza. A wiadomo, że cała ta zabawa w cywilizację jest grą o to, kto najwięcej dutków na koncie zbierze, kto będzie miał najwięcej zasobów materialnych. I wszyscy uczestniczymy w tej grze, czy chcemy, czy nie. Jesteśmy, że tak powiem, uczestnikami tego całego cyrku. Wrobiono nas w to. Trudno.
Teraz się powoli staramy z tego wyplątać. Już właściwie jesteśmy wyplątani, tylko jeszcze chwilę to potrwa, ale o tym to może później. Zrobiono badanie, które polegało na tym, że dwóch ludzi grało. Monopoly to była ta gra, bo to jest taka piękna gra, w której zasoby są wszystkim. Kupuję Luksemburg. Pamiętacie tą grę? Każdy pamięta. Monopoly. Gra, która polega na zmonopolizowaniu całego rynku. Takie dziedzictwo wieku Rockefellera i Rothschilda i Banku Światowego i globalnej finansjery.
I co się okazało? Okazało się, że gracz, który zaczyna prowadzić, bo jest to taka dosyć parszywa gra, w pewnym momencie... Właśnie, ale dlaczego jest to parszywa gra? Co ja tu? To najprościej powiedzieć. W grze Monopoly jest ten moment, kiedy jeden z graczy staje się właścicielem większości i w tym momencie wszyscy muszą mu płacić. I właściwie sprawa jest mocno przegrana. To tylko do pewnego momentu jest ta gra na samym początku. Później wiadomo już, kto prowadzi i wiadomo, że cała zabawa polega na tym, żeby uniknąć stawania na tych polach, żeby mu nie płacić za obecność w jego hotelach, w jego wodociągach, w jego kolejach i całej tej reszcie. I w pewnym momencie ten człowiek jest już monopolistą i gra się kończy.
I są bardzo ciekawe zachowania uczestników gry. Mianowicie ci, którzy wygrywają, zaczynają się zachowywać jak bydło i to takie chamowate bydło. Zaczynają się takie docinki pod tytułem: „No, to jak przytulisz troszeczkę więcej banknotów, to porozmawiamy”. Takie delikatne słowne przepychanki, ale tylko z jednej strony, ze strony wygrywającego. Okazuje się, że takie materialne zwycięstwo, które daje nam w jakiś sposób, można powiedzieć, iluzję kontroli nad drugim człowiekiem, powoduje, że nam zwyczajnie odbija i dostajemy świra. I to tak niezłego świra. Widać te wszystkie patologie po biznesie, który jest prowadzony dookoła nas, po tym całym materialnym, nie wiem, jak to nazwać, po tym całym giełdowym świecie. Tam to nieustannie jest ta zabawa prowadzona. Co tu dużo mówić, wszyscy wiemy, gdzie mieszkamy. Nic się tutaj nie zmieniło od wczoraj, także myślę, że nikt z nas nie jest zaskoczony.
Właśnie tu jest to pytanie: czy to jest w zgodzie z nami? Czy to jest w zgodzie ze sobą? I gdzie właściwie jest ta zgoda ze sobą? Bo jak tylko zaczynamy przytulać materię, jak tylko zaczynamy zajmować się mnożeniem czegoś, co ktoś przez, podejrzewam, zupełny przypadek, myślę, że może chyba przez nierozumienie samego siebie nazwał możliwościami. Bo ciężko nazwać materię możliwościami. Jaką możliwość daje materia? Jaką możliwość daje coś? Nie ma żadnej możliwości. Możliwość to jest nasze działanie. To jest coś, co chyba my możemy zrobić, przynajmniej w mojej definicji.
Ale to jest mój koncept, a ty człowieku, jak masz jakikolwiek, to dzwoń i mów. Także odkładamy tą całą kasę i zastanówmy się, co jest innego poza tym konceptem. Bo w zgodzie ze sobą nigdy w historii człowieka, nigdy w historii żadnej żywej istoty nie oznaczało bycia właścicielem niewolników, bycia właścicielem czegoś i tak dalej. Bycie w zgodzie ze sobą zawsze oznacza symbiozę z naturą i z całym otaczającym światem. Dlatego też widać tą potężną dysharmonię tego całego zamieszania, tej współczesnej religii zwanej ekonomią i tego, co ona robi z rzeczywistością, że mamy wszystko, słuchajcie. Mamy loty teoretycznie w kosmos, mamy satelity, mamy telefony komórkowe, które do nas mówią, do których my mówimy i które reagują na nasz głos. Mamy cuda wianki, mamy szybkie czerwone samochody, mamy wojny, mamy karabiny, które szybko się przeładowują. Mamy wszystko, wszystkie te rzeczy. Tylko żadna z tych rzeczy nie służy żadnej, że tak powiem, zgodzie, asymilacji z mamą naturą. Gdzie jest ta zgoda ze sobą?
Nie ma tej zgody. Wszystkie te produkty produkują taki fantastyczny świat, który później oglądamy, jeżeli ktoś ma telewizor w newsach i widzimy tych wszystkich chłopców biegających z karabinami, zastawiających się, kogo by tu strzelić. Nie na obiad, tylko kogo by tu strzelić tak, żeby właśnie nie wiadomo po co. Po co? Jest to główne pytanie: po co? Anyway, gdzie jest ta zgoda ze sobą? Myślę, że zgoda ze sobą, taka jest moja refleksja, jest daniem sobie możliwości wyruszenia na poszukiwania do siebie, na to, żeby siebie samego odnaleźć. To jest ta pierwsza i elementarna rzecz, żeby być w zgodzie ze sobą. Trzeba być w zgodzie ze swoimi własnymi poszukiwaniami. Trzeba się wybrać na wyprawę po siebie, do siebie.
Zwał jak zwał. Kierunek jest zawsze jeden: zrozumieć świat, który nas otacza. Nie kolekcjonować ten świat, bo nie da się skolekcjonować tego świata. Jesteśmy tu bardzo krótką chwilę i tylko przez parę chwil możemy mieć te wszystkie rzeczy. Właściwie one nie stanowią ani istoty naszego życia, bo nie rodzimy się z portfelem w kieszeni ani nie umieramy. Możemy umrzeć z portfelem w kieszeni, ale nie rodzimy się z portfelem w kieszeni. Nie rodzimy się w oczekiwaniu sukcesu, nie rodzimy się w oczekiwaniu realizacji wszystkich tych cywilizacyjnych dążeń. Rodzimy się sami sobą. Rodzimy się w zgodzie ze sobą. Płaczemy, kiedy chcemy płakać.
Śmiejemy się, kiedy chcemy się śmiać. To jest zgoda ze sobą. Poszukujemy symbiozy ze światem. Małe dziecko poszukuje zawsze symbiozy ze światem i w pewnym momencie, kiedy to małe dziecko w cywilizacji dorasta, zapomina o tej symbiozie ze światem, zgodzie ze sobą samym. I zaczynają się historie pod tytułem: wiem, co chcesz zrobić, ale nie rób tego. Zrób coś, o co cię proszą ci ludzie. I w tym momencie zaczynamy wykonywać wszystkie te rzeczy. Część z nas być może zostanie milionerami, część z nas może kupi sobie basen, część z nas może kupi sobie czerwony samochód, który jest statusem w ich mniemaniu czegoś tam i oznacza coś tam, dzięki czemu czują się o wiele lepiej i nie czują się już tak samo jak ja na przykład. Nie wiem, jak się czuje taki człowiek, bo nie jestem takim człowiekiem. Także nawet tu nie chcę wskakiwać w cudze buty.
Nie jest to moja historia, ale co z tymi poszukiwaniami? Co ze zgodą ze sobą samym? Co z tą wyprawą po siebie? Myślę, że odbywa się zupełnie gdzie indziej. To co? Jakaś chwila na muzyczkę. Ja tu sobie łyknę kawkę i po muzyczce, po tych wszystkich eksperymentach, o których ci tutaj opowiedziałem, z których wynika jasno i wyraźnie, że pieniądze i władza upośledzają umysłowo. Faktycznie jest takie coś, ale o tym wszystkim, o tym, co zrobić, żeby się nie upośledzić umysłowo... Chociaż ja wiem? W sumie reguły nie ma, gwarancji żadnej dać nie mogę.
Czy będziesz upośledzoną umysłowo osobą, czy nie będziesz upośledzoną. Ja sam nie wiem, czy nie jestem upośledzoną. Według tej cywilizacji raczej tak, ale czym jest ta cywilizacja? Tymczasem, zanim polecę dalej ze swoimi refleksjami, to może puszczę jakąś muzyczkę, bo sobie przygotowałem troszeczkę muzyczki na tą okazję. I chyba czas najwyższy, żeby to poleciało. To puszczam. Nie chce mi się iść do roboty. Nie wstaję, zostaję w łóżku i palę papierosa. Nie ma żadnych spraw. Mniej więcej o tym śpiewa Edith Piaf w tej piosence, że nie wstaje.
Zostaje, odpala papierosa i zostaje w łóżku. Nigdzie nie idzie do roboty. Żadnej. Zapomnij, człowieku, tam jej nie ma. Gdzie jest ta wyprawa w poszukiwaniu samego siebie? Bo ta wyprawa jest zawsze indywidualna. Ciężko byłoby tu opisać wszystkie elementy takiej wyprawy. Co zrobić, żeby nie być zmęczonym swoim własnym życiem, żeby znaleźć w ogóle to swoje własne życie w zgodzie ze sobą? Można tutaj milion słów powiedzieć, ale myślę, że tutaj każdy z nas jest najlepszym adwokatem samego siebie i nikt za nas nie powie lepiej. Sami wiemy, co jest dla nas dobre, a co nie.
Ale są pewne elementy tej wyprawy, które są wspólne dla nas wszystkich, które dotykają między innymi tych szalonych eksperymentów socjotechnicznych, które były prowadzone w Kalifornii, gdzie okazało się, że jeżeli zarobisz dużo kasy, to musisz się liczyć z tym, że ci... Odsuń dzieci od głośników, bo będę klnął. Że ci odpierdoli, człowieku. Tak zwyczajnie. Dlaczego zakląłem? Ponieważ nie jest to kwestia ześwirowania, że zostaniesz zwykłym świrem, tylko naprawdę ci odjedzie i to tak na konkretną skalę. Był taki ciekawy film, o którym kiedyś dawno temu wspominałem, „Halne dokłady” czy jakoś tak. Taki ciekawy dokument zrobiony przez dzieciaka, który pochodzi z rodziny Johnson & Johnson. To jest taka potężna korporacja czy Procter & Gamble. Jego stary odziedziczył tą firmę i on dziedziczy razem ze swoimi braćmi i siostrami po tacie tą firmę.
Oni dziedziczą to wszystko po pradziadku, który właściwie zaczął to wszystko i mają ze sobą taką historię kolonialną, że w Afryce ludzie w koloniach, niewolnicy pracowali na nich i tak dalej. Mają takie zdjęcie rodzinne. I ten młody człowiek dotarł do tego wszystkiego, postanowił zrobić reportaż o tym, co właściwie robią młodzi ludzie z najbogatszych rodów na świecie, o których nigdy nic nie wiadomo. I zrobił taki reportaż, ponieważ sam pochodzi z takiej rodziny milionerów i jedynych ludzi, jakich zna, to są dzieci milionerów, bo wychował się w takim getcie. Getcie za zamkniętym murem, bo ci ludzie sobie budują takie getto po to, żeby nie dotknąć tej codziennej rzeczywistości. Oni mają tam te swoje Możliwości. Ocean of possibilities. That's a bullshit. Anyway. I ten człowiek zrobił reportaż i postanowił porozmawiać z kilkoma bardzo zamożnymi ludźmi, których zna, na temat ich dążności do sukcesu, tego, co widzą jako sukces i tak dalej.
Ja gdzieś ten temat poruszałem nawet z księciem Edwardem. Nie wiem, czy u niego w „Etykiecie zastępczej” i jakby co, człowieku, wpadnij do „Etykiety zastępczej” posłuchaj, bo jest świetną rzeczą i w ogóle powinieneś posłuchać sobie „Etykiety”, jeżeli jeszcze nie słuchałeś, zastępczej z archiwum Radia Nafali i nie tylko. Wpadnij w ogóle do archiwum. Zapraszam, jeżeli jesteś tu po raz pierwszy. Wracam do tego wywiadu, troszkę się rozbijam po bokach, ale do sedna. I jeden taki dżentelmen zapatrzony w kamerę, pytany o sukces, koleś go podpuścił, mówi: „A co? Chciałeś polecieć na Księżyc?” albo coś w tym stylu. On tak rozmarzony: „Tak, w sumie tak”. I że fajnie by było zobaczyć swoje duże logo na Księżycu. I to było takie: shit, man.
Pomyślałem w tym momencie: stary, ale przecież to wszyscy by musieli oglądać. To jest trochę tak, jakbyś chciał wytapetować każdemu jego własną sypialnię w swoje własne zdjęcia albo w logo swojej własnej firmy. To jest trochę taki klimat. Jakbyś chciał komuś skoczyć do głowy i sprzedać każdemu dokładnie ten sam bullshit, w którym ty żyjesz. Taka zabawna historia. Okazuje się, że tą patologię widać mocno. Widać, że to wykręcenie jest naprawdę ekstremalne. Sam miałem do czynienia z takimi dżentelmenami, którzy pracują na londyńskiej giełdzie i nie tylko. Ludźmi z potężnymi finansami, ludźmi, którzy właściwie już nie muszą zarabiać żadnych pieniędzy, bo suma, którą mają na koncie jest taka, że co tu dużo mówić. Właściwie robią to tylko i wyłącznie po to, żeby podtrzymać ten sport, podtrzymać te zasady.
Właściwie zaraz po ekskluzywnych studiach trafili od razu w takie miejsca i na takie stanowiska, o których normalny człowiek nawet nie może marzyć, bo one są zarezerwowane dla elity. Musisz się wychować w takiej szkole. Właściwie nie tylko w takiej szkole. Musisz pierw pójść do prywatnej szkoły, takiej normalnej, podstawowej. Później musisz skończyć jakąś prywatną szkołę w jakimś dobrym miejscu. Szwajcaria jest takim ciekawym miejscem. Poznaje się bardzo dużo ludzi. Praktycznie większość dzieciaków dookoła ciebie stanowią dzieciaki zblazowanych multimiliarderów z całego świata, szejków arabskich i tak dalej. Także generalnie jeżeli chodzi ci o dostęp do bogactwa, to jest nielimitowany w tym momencie. Jeszcze musisz po tym wszystkim, po tym college'u, po tej podstawowej szkole skończyć uczelnię, która też jest nielicha i też jest prywatna.
I to jest twój bilet do tego, żeby tam trafić. I to jest taka zaprogramowana droga, że właściwie ciężko z niej zboczyć. Jedna metoda, żeby z niej zboczyć, to po prostu wyjść z tej szkoły i już tam nie wrócić. Ale większość tych ludzi żyje w tym świecie, doskonale w nim funkcjonuje i im się to bardzo podoba. À propos, ten młody człowiek, który robił ten reportaż o tych zamożnych ludziach i przyglądaniu się temu, jak patologiczną sytuację to tworzy, ta cała historia, postanowił zaprosić do wywiadu przyjaciela swojej rodziny. A przyjacielem jego rodziny jest nie kto inny, jak taki dżentelmen znany bardzo wielu. Friedman tak się nazywa. Taki ekonomista, który doprowadził połowę Ameryki Południowej do kompletnej ruiny, twierdząc, że zrobił tam największy sukces i dzięki temu ludzie tam mają co jeść. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. To on zaorał Chile, to on zaorał kilka innych krajów, wprowadzając tak zwany neoliberalizm, czyli zamieniając spokojne życie na getto, w którym wszyscy do siebie strzelają po to, żeby spróbować przeżyć, żeby ten następny dzień mógł się wydarzyć, żeby móc sobie wrzucić coś do gardła.
Tam są fawelas, tam są te wszystkie krzywe dzielnice, gdzie jak przechodzisz, to czasami możesz dostać ołowianą kulką. I na tym się skończył cały ten rozwój ekonomiczny. Powstało getto bogatych, którzy szybko się ze swoim bogactwem wynieśli na Florydę albo gdziekolwiek indziej, zostawiając swoich pobratymców razem z brudną wodą, fabrykami i całym tym gównem kompletnie nieposprzątanym na ich głowie. Niech oni się teraz martwią. Oni już zarobili kasę, zwiewają stąd, a teraz ty, frajerze, tutaj się sam ogarniaj, a jak ci się nie podoba, to wyślemy tu armię i zrobimy jeszcze lepszy porządek. I tyle. Właśnie ten młody człowiek dotarł w tym wywiadzie do Friedmana i zadał mu to pytanie o tą patologię. Powiedział mu jasno i wyraźnie, że przecież żaden z tych ludzi ani nie tworzy żadnego biznesu dla ludzi, ani nie robi nic dla świata dookoła, ani nie buduje żadnej społeczności. Że to jest takie zamknięte, hermetyczne getto popierdoleńców, którzy chcą wysadzić cały świat w powietrze po to, żeby wydrukować swoje własne logo na Księżycu. I w tym momencie, kiedy Friedman nagle skumał, że rozmawia z człowiekiem, który zaczyna myśleć i zadaje mu takie pytania pod tytułem: okej, to mamy pieniądze, a teraz gdzie jest ekonomia?
Na co ten gość mówi: „A wiesz co? Nie rozmawiam z komunistami”. Tak się skończył wywiad. Nagle okazało się, że przyjaciel rodziny potraktował go jako komunistę, ponieważ padło bardzo niemiłe pytanie: ale co z ludzkością? Co z ludźmi? Co z drugim człowiekiem jako żywą istotą, której odbieramy coś w ramach naszej gry o pieniądze? I nagle cały ten wielki autorytet globalnej, totalitarnej ekonomii, tej współczesnej religii, tego ludobójstwa zamknął się w sobie, zamilkł i schował się pod dywan. Kazał mu wychodzić. Koniec wywiadu. Nie ma więcej rozmowy.
Jesteś komunistą. Doskonałe. I tak wygląda cała ta historia. No właśnie i co tu jest moim zdaniem wspólnego w tej całej opowieści? Bo wyprawa po samego siebie jest indywidualna. Ten młody człowiek, który robił ten reportaż, zaczął robić ten reportaż z jednego prostego powodu. Pewnego dnia w archiwum domowym znalazł stare filmy nakręcone jeszcze przez swojego tatę, kiedy jego tato był młodym człowiekiem i jego własny ojciec wysłał go do pilnowania tych kolonialnych fabryk w Afryce, żeby przyjrzał się, jak wygląda rodzinny biznes. No i chłopak wylądował z takiego ekskluzywnego życia, gdzie każdy ma po pięć jachtów Trzy samoloty, 20 różnych samochodów, pięciu służących, specjalnego sekretarza, który podciera mu tyłek, drugiego sekretarza, który się zastanawia, jaką serwetkę mu podać do obiadu. Nagle wylądował w świecie, gdzie ludzie mieszkają w domach zbitych z blachy, bo to jedyny budulec, który im tam został, bo wszystkie lasy wycięto. Właściwie nie mają nawet żadnego prawa, żeby tam mieszkać, bo przyszli biali kolesie z karabinami i tak się skończyła wolność w Afryce.
A jeżeli komuś się nie podobało, to biali, którzy byli tam 400 lat temu, go albo zastrzelili, albo zakuli w kajdanki i wywieźli jako niewolnika w inne miejsce. Ci, którzy zostali, zostali skonfrontowani z bardzo brutalną rzeczywistością. Przyjechał biały pan z Ameryki, który ma tu fabrykę i trzeba się słuchać białego pana, bo jak się nie posłucha białego pana, to biały pan zaprosi tutaj innych białych kolegów, którzy mają długie, grzmiące strzelby i będzie po wszystkim i przeniesiemy się do krainy wiecznych łowów wszyscy razem. Ojciec tego chłopaka, który kręcił dokument, zaczął kręcić te filmy i zobaczył, że nie wygląda to najlepiej. I właśnie na tych filmach są te slumsy, są te wszystkie rzeczy i troszkę go to przełamało, bo taki bogaty dzieciak w latach 60. myślący, że jego biznes, ta cała rodzina, że to ma jakikolwiek sens, że to wszystko czemuś służy. Nagle wylądował w takiej rzeczywistości, gdzie zobaczył, jak się naprawdę produkuje te wszystkie komponenty do kremów, opakowań, cokolwiek by nie było, że wszystko jest to kupione ludzką krwią i niewolnictwem. Nie ma tu nic dobrowolnie, to wszystko jest koncentracyjny obóz przymusowej pracy. Schował te filmy, jak je nakręcił i nigdy ich nie opublikował. Załamał się, wycofał troszeczkę, ale nie zrezygnował z rodzinnego biznesu.
Dalej jest największym, głównym udziałowcem firmy, ale firmą zarządzają menedżerzy. On raczej się nie dotyka do biznesu. Jedyną refleksję, jaką u niego wywołało spotkanie z prawdziwą rzeczywistością, w której na te wszystkie pięć jachtów ktoś musi nieźle zapieprzać i nie ma z tego nic, poza tym, że co najwyżej jak mu się nie spodoba, może dostać kulkę w głowę. Nagle zrobiło się tak mało przyjemnie i się okazało, że owszem, jest elitą, ale to nie jest elita intelektualna, to nie jest elita finansowa, to jest elita popierdoleńców. To jest elita chorych ludzi, którzy widzą sens swojego własnego życia w mordowaniu innych i zabieraniu im tego, co mają. Takie klasyczne, psychopatyczne ludobójstwo. Schował te wszystkie filmy, bo się tak przeraził, że nie mógł sobie chłopak z tym poradzić i schował to w szufladzie. One leżały. Nigdy o tym nic nie wspominał i jego własny syn, kiedy skończył studia, kiedy też wpadł na pewien radosny pomysł i zobaczył, że to wcale nie wygląda tak, jak mu menedżerowie opowiadają, że świat właśnie na tym polega, na rywalizacji, na zarabianiu pieniędzy i tak dalej. Gdzieś w szufladzie odkrył filmy własnego ojca z Afryki i postanowił w ten sposób zrobić swój własny reportaż o bogatych dzieciakach.
I co te bogate dzieciaki robią i czym się zajmują, o czym myślą, jak wygląda ich życie i tak dalej. Właśnie stąd się wzięło. Z próby znalezienia samego siebie w tym wszystkim. Taka była jego droga. Kręcenie reportażu i robienie filmu dokumentalnego z życia bogatych sfer. To nie jest nic dla mnie i podejrzewam nic dla ciebie, bo nikt z nas nie jest właścicielem Procter & Gamble albo jakichś innych korporacji typu Coca-Cola. Także to nie jest na pewno nasza droga, ale pewne elementy są wspólne tej wyprawy na poszukiwanie siebie. Czy siebie znajdziemy, czy nie, to jest inna sprawa. Ale do sedna, człowieku. Pierwszym głównym elementem według mnie jest wyprawa.
Czyli trzeba ruszyć dupę, udać się w miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy. I to nie chodzi o miejsce fizyczne, bo to, że sobie pojedziemy na wycieczkę do egzotycznego kraju, pobujamy się w ekskluzywnych warunkach albo dzikich warunkach to tylko wycieczka. Stare porzekadło mówi, że i tak człowiek w życiu robi jedną wycieczkę. Jest tylko jedna wyprawa, nie ma więcej. Wszystkie te wyprawy, które robimy po drodze, to jest konsekwencja tej jednej nieustannej wyprawy. Albo się nauczyliśmy, albo ciągle robimy dokładnie ten sam punkt zwrotny. Ciągle wracamy do miejsca, z którego wyszliśmy i ciągle nie możemy się nauczyć, jak zrobić krok do przodu. Ciągle wracamy na pole z napisem „start”, niczym w „Monopoly”, w tej dziwnej, toksycznej grze. Tak czy siak, pierwszą rzeczą jest wyprawa. Musimy się ruszyć.
Ruszyć z naszego miejsca do innego miejsca. Jeżeli się przyjrzysz na przypadek tego bogatego dzieciaka, który postanowił zrobić film o tym swoim bogatym otoczeniu, zobaczysz, że pierwszym elementem jego zmiany była wyprawa. On po prostu postanowił wybrać się w miejsce, gdzie nie ma zbyt dużo kasy i jak zobaczył to miejsce, gdzie nie ma zbyt dużo kasy, to skonfrontował to z miejscem, z którego on pochodzi. Czyli zmienił miejsce. Postawił się w innej pozycji. Czyli pierwsza rzecz: wyprawa. Druga rzecz, która jest konsekwencją wyprawy, to jest interakcja. To jest ta historia z tym eksperymentem robionym w Kalifornii na bogatych ludziach, gdzie okazało się, że wszyscy są niezłymi skurwysynami i są naprawdę tak posrani w głowach, że to ciężko w ogóle zrozumieć. Człowieku, lepiej nie wchodź na ulicę i nie przechodź sobie swobodnie przez ulicę w luksusowej dzielnicy, bo może być tak, że jeden z tych kolesi zwyczajnie nagle dostanie pierdolca za kierownicą i stwierdzi, że jego pieniądze są warte więcej niż twoje życie, a to jest jego droga i on za nią płaci, to przyciśnie, bo on za nią płaci. To jest jego i on tu wymaga.
I ty jesteś jego niewolnikiem i należy cię roztrzaskać samochodem. Także nie rób tego, człowieku. To, czemu on próbuje zapobiec, to jest interakcja. Każdy z tych ludzi buduje sobie taką wyspę, enklawę, getto po to, żeby uniknąć interakcji z innymi ludźmi. Prawdziwa wyprawa zawsze jest związana z jedną elementarną sprawą: z interakcją z innymi żywymi istotami. Jeżeli ruszasz na wyprawę, to spotykasz ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkałeś. I to jest właśnie ta interakcja. I to nie są ludzie, którzy pochodzą z twojego klucza i takiego konkretnie z twojego klucza. Czyli są tak samo pchani jak ty kasą przez swoich starych. Są z tego samego układu, bo wszyscy dorastaliście w tym samym getcie, w tej samej szkole, tej samej klasie.
Te same imprezy przez całe życie. Taka paczka z Beverly Hills, która jest hermetyczna i tak przez całe życie. Nie, wyprawa polega na tym, żeby porzucić getto w swojej własnej głowie. I to jest właśnie ten element, który przyciąga zupełnie innych ludzi i poznaje się wielu innych ludzi. Też jest to bardzo weryfikująca sytuacja, bo normalne jest to, że jeżeli wyskoczysz z jednego miejsca i stwierdzisz: „Okej, ja teraz ruszam na wyprawę i nie będzie mnie już tutaj. Czas najwyższy, żebym coś w sobie zmienił, żebym zobaczył inny aspekt własnego siebie, własnego ja w innym otoczeniu i skonfrontował się z interakcją z innymi istotami i czegoś się być może od nich nauczył o sobie”. Normalne jest to, że może to skolidować troszkę z takim zastanym obrazem rzeczywistości, który jest reprezentowany przez to wszystko, skąd wychodzimy. I wychodzimy z tego wszystkiego. I normalne jest to, że coś będziemy musieli stracić, ale zawsze edukacja wewnętrzna polega na tym, że coś zyskujemy, coś tracimy, ale przede wszystkim łapiemy chyba kontakt ze sobą samym. I ten kontakt ze sobą samym, oprócz tego, że dobrze jest czuć się ze sobą w swojej własnej skórze, bierze się właśnie z ludzi dookoła, z kontaktu z innymi istotami.
To jest ta szerokość spektrum ludzi dookoła. Dzisiaj się przyglądałem tak szybciutko, nie pamiętam, jak się nazywa ten eksperyment. Gdzieś chyba na 3cie Radio na Fali jeden ze słuchaczy wkleił. W tym momencie wskakuję, może uda mi się znaleźć. Wkleił linka z polskim tłumaczeniem. Ja ten dokument znam sprzed lat, bo jest to taki bardzo znany eksperyment naukowy, który postanowiono zrobić lata temu w Ameryce, żeby sprawdzić, na czym polega cała ta historia zwana kapitalizmem, wyścigiem szczurów. I do eksperymentu użyto co prawda nie szczurów, ale myszek. Określono maksymalną ilość myszy, która może się tam rozmnożyć. Limit wynosił jakieś chyba 3200 osobników. Wpuszczono kilka pierwszych osobników i sprawdzono, jak się będą zachowywać.
Dostarczano im wszystko. Dostarczano im jedzenie, dostarczano im wszystkie możliwe rzeczy i sprawdzano zachowania społeczne. Pozbawiono ich wszystkich możliwych stresów, zamknięto w takiej małej przestrzeni i sprawdzano wszystkie odruchy. I zaczęła się tresura tych myszek. Zaczęto wymyślać im rzeczywistość. W ogóle cała ta rzeczywistość była wymyślona przez naukowców od początku do końca. Takie warunki laboratoryjne. Próbowano odtworzyć zwyczajnie duże miasto, bo wiadomo będzie, że w pewnym momencie w tym samym eksperymencie zabraknie miejsc na norki dla tych myszek, także będą musiały zacząć się tłuc albo coś ze sobą robić, żeby przetrwać. Taki eksperyment pod tytułem „wrzucamy pięciu zawodników do małego pokoju, dajemy każdemu siekierę do ręki, nie dajemy im nic do jedzenia i czekamy, kiedy się pozabijają”. Taki klasyczny eksperyment.
Współczesna nauka nie za bardzo odbiega intelektualnie od współczesnego biznesu, ale sprawdzono to w praktyce, żeby sprawdzić, co się będzie działo w miastach. Takie troszkę parallel do ludzi. Szczęśliwie to myszy. Co się stało? Nastąpiła kompletna degradacja tego środowiska. Eksperyment jest dosyć znany. Gdzieś jest wideo na ten temat. Postaram się je znaleźć i podrzucić. Okazało się, że właściwie myszy przestały się kompletnie rozmnażać. Właściwie wymarły żeńskie osobniki i na samym końcu, po jakichś takich dziwnych patologicznych historiach okazało się, że w ogóle cała ta populacja zaczęła się zachowywać bardzo dziwnie.
W każdym razie koniec końców był taki, że przestały się rozmnażać. Żeńskie osobniki praktycznie wyginęły. Jeżeli cokolwiek się rodziło, to było martwe i w pewnym momencie w ogóle przestało się rodzić, bo już nie było miejsca. Wszyscy mieszkali już na kupie. Jak się przestali rozmnażać, to powstała taka kasta osobników. Nazwano ich w tym eksperymencie pięknisie. I to były takie myszy, które dbały o swoje własne futerko. Ślicznie wyglądały, nie wchodziły w żadne interakcje, nie biły się z żadnymi innymi szczurami. Po prostu miały wszystko w dupie. Generalnie spały, jadły i dbały o swoje futerko.
I nagle okazało się, że to było ostatnie pokolenie myszy w tym eksperymencie. Kiedy doszło właśnie do tego, że pojawił się ten gatunek dandysów, można powiedzieć, to był ostatni gatunek i ostatni moment zwrotu, można powiedzieć cywilizacyjno-ewolucyjnego w tym eksperymencie z myszami. Wszystkie wymarły. A teraz rozejrzyjmy się dookoła po świecie. Zobaczmy na reklamy, zobaczmy na ludzi. Zobaczmy na nas samych. Ile z tego dandysa, który wygląda tak, że śmierć go już ominęła dawno dalekim łukiem, że chce żyć wiecznie niczym właściciele firmy Google, bo zarobili już tyle kasy, że nie wiedzą, co z tą kasą zrobić, więc postanowili, że teraz sobie będą wymyślali, jak tu przedłużyć swoją własną egzystencję, żeby jeszcze więcej tej kasy wyszarpać, bo okazało się, że pomimo tego, że można mieć całe pieniądze świata, można mieć największą korporację świata na własność prawie, to wcale nie znaczy, że ma się swój własny umysł na własność. To wcale nie znaczy, że jest się w zgodzie ze sobą na własność. I nagle się okazuje, że wszyscy ci kolesie są naprawdę tak popierdoleni, że już bardziej być nie można. Po prostu transhumanizm.
Teraz nagle się okazało, że nie są w stanie przeżreć tej kasy za żadną cholerę w jednym życiu. Mają tyle, że już więcej nie mogą zrobić. Zrobili wszystko, co mogli. Bill Gates wymordował kilka tysięcy ludzi szczepionkami w Afryce. Dalej czuje się niespełniony. Dalej czegoś mu brakuje. Kilku innych ludzi zrobiło kilka innych zabawnych rzeczy, które spowodowały, że pół świata wyleciało w powietrze i reszta ludzi próbuje się do tej pory pozbierać po tym wszystkim. I dalej jest ciężko, ale też im za mało. Też za mało tych wybuchów, za mało eksplozji, za mało trupów, za mało tego wszystkiego, a kasa jest za duża. I wygląda na to, że może amunicja po prostu kosztuje za tanio i ci ludzie są troszkę niespełnieni, że za mało kasy na to wszystko wydali.
I don't know. Nie rozumiem tego wszystkiego troszeczkę, ale tak to wygląda. Jest taka zabawa. A z tą wyprawą jest taka dosyć prosta sprawa, że wyskakujemy z tego świata, nabieramy interakcji ze sobą samymi, interakcji z innymi ludźmi, kontakt z żywymi istotami w jakiejkolwiek formie. I tu się okazuje, że cała zasada getta nie działa. Bo z gettem jest tak, że ktoś sobie wymyśla, że zrobi tak jak z tymi myszkami: zamknie grupę ludzi na określonym kwadracie przestrzennym w jakiejś tam rzeczywistości, jakiejkolwiek. I teraz ci ludzie wyprodukują sami z siebie taką rzeczywistość, która zastąpi praktycznie cały świat. Mhm. Dokładnie o to chodzi, żeby stworzyć taką symulację świata i to na tyle doskonałą symulację, żeby móc wyeliminować te mało estetyczne getto, które powstaje z wyrzucania śmieci z tych bogatych domów. Przecież gdzieś te śmieci trzeba wyrzucić.
Wiadomo, że nikt nie zakopie tego we własnym ogródku w posiadłości wartej miliony dolarów, tylko wyśle ciężarówkę, żeby wyrzuciła jakiemuś biedakowi przed domem. Niech on to wącha. A co, ja to jestem bogaty i mnie stać. Takie podejście. Jest ciągle taka próba zamknięcia wszystkiego w takim getcie i wyeliminowania wszystkich czynników zewnętrznych, które miały potencjalnie wpływ na jakieś słabe samopoczucie tej garstki, tej radosnej elity. Ale okazuje się, że nie daje to gwarancji na przetrwanie, że nie daje to gwarancji na rozwój intelektualny, a wręcz odwrotnie. Pojawia się dokładnie to samo co u myszy. Pojawia się właśnie takie pokolenie takich dandysów, czyli wszystkie dzieciaki. Może przesadzam troszkę, nie wszystkie, ale znakomita część dzieciaków z tych rodów jest skazana na to, że będzie debilami, czy chce, czy nie, bo są wychowywani w getcie. Ich interakcja ze światem zewnętrznym jest praktycznie żadna.
Polega tylko i wyłącznie na tym, że wyciągają banknot z portfela i sprawa jest załatwiana. I to wszystko. I na tym się kończy cała interakcja. Także interakcja kończy się dokładnie w momencie wyciągania karty kredytowej. Także myślę, że ci ludzie mają więcej informacji na temat tego, jak jest zadrukowana karta kredytowa i jak się ją obsługuje, niż jak się rozmawia z normalnymi ludźmi. Tak mi się wydaje troszeczkę, bo tu nie ma nigdy żadnych gwarancji, że ktokolwiek w tym getcie wyprodukuje jakikolwiek content intelektualny, technologiczny, cokolwiek. Praktycznie wszystkie dokonania technologiczne, którymi posiłkują się te getta, są robione przez tak zwanych biedaków w cudzysłowie, czyli przez normalnych, zwykłych ludzi, którzy właściwie z reguły są okradani z patentów. Historię myślę wszyscy doskonale znamy, jak to wygląda i wiadomo, że te zastosowania technologiczne też są wprowadzane w taki sposób, żeby przypadkiem nikt z ulicy nie miał dostępu do tych wszystkich cudownych rzeczy, żeby to było tylko w domenie najbogatszego na wsi. No i ten najbogatszy na wsi ciągle kombinuje, jak by to zrobić tak, żeby jego syn albo jego córka przejęła ten content intelektualny, żeby była w stanie ciągnąć tą zabawę dalej. No i najczęściej się okazuje, że niestety wychodzi w drugą stronę.
Się okazuje, że ta generacja, która tam powstaje, nie ma żadnej możliwości na posunięcie się do przodu gdziekolwiek z czymkolwiek, poza oczywiście możliwością skorzystania z karty kredytowej, którą ktoś musi oprogramować, ktoś musi wyprodukować, ktoś musi stracić życie, żeby w ogóle ten bank mógł powstać. No i dopiero wtedy ten człowiek może zaistnieć. Nie ma interakcji z żadnymi żywymi istotami praktycznie w tym momencie. Tu dochodzi jeszcze historia związana z tą sprawą tak zwanej szerokości spektrum, które produkują osobnicy o nazwie żywe istoty. Ponieważ każdy z nas, o czym kiedyś mówiłem, produkuje pole energetyczne. To pole jest bardzo mocno widoczne nawet na urządzeniach mechanicznych. Tu nie będę się wbijał w ten temat, to zostawiam takie techniczne historie w tą sobotę. No w każdym razie tak, mamy swoją energię, tworzymy pole razem z tą planetą. I historia polega na tym, że z tego co widać, to to pole bardzo mocno wpływa. Szerokość tego pola spektrum, czyli im więcej różnych w cudzysłowie ludzi dookoła nas, z różnego backgroundu, z różnym doświadczeniem, z bardzo różnymi emocjami, z różnych miejsc, różnych ludzi.
Do tego się to sprowadza. Różnych ludzi, każdy z innym statusem intelektualnym, finansowym, cokolwiek chcesz opisać tym słowem. Każdy inny. Ta szerokość spektrum powoduje pojawianie się fantastycznych pomysłów. To jest ta historia związana chociażby z tymi centrami badawczymi. Dlatego tam kolesie siedzą nad jednym prostym pomysłem przez 30 lat, ponieważ jest to zamknięte, hermetyczne grono ludzi, którzy nie mogą nawet o tym mówić poza swoim laboratorium, ponieważ przepisy patentowe na przykład. I nie mogą zdradzić tajemnicy, nad czym pracują, bo pracują nad na przykład jakimś karabinem, który ma zabić nas wszystkich w ułamku sekundy. Jest to wielka tajemnica świata, że ktoś chce nas zabić w ułamku sekundy, jakbyśmy tego nie widzieli. I że jest taka broń i że można to zrobić. No i tam jest też takie getto i wiadomo, że rozwiązania, które tam się pojawiają, się pojawiają rzadko kiedy.
Właściwie wszystko się bierze ze świata zewnętrznego. Ci dżentelmeni tylko czekają na moment, kiedy ktoś wykupi nowego, utalentowanego dzieciaka i ten nowy, utalentowany dzieciak się pojawi w laboratorium i przez te pierwsze lata, zanim się wypali, próbując dostosować się do tego modelu, który tam funkcjonuje, to zanim się wypali, może wpadnie na jakieś kilka genialnych pomysłów, które zostaną wykorzystane do zbudowania tej gigantycznej broni, która roztrzaska wszystkich w ułamku sekundy. Ale wszystkie te pomysły przychodzą zawsze z zewnątrz. I to jest taka podstawowa informacja, która myślę, jest często lekceważona przez tą cywilizację, że nie da się funkcjonować zamykając się w getcie. Absolutnie. Przepływ informacji pomiędzy nami, tej niewidocznej informacji, nie jest limitowany do statusu finansowego, statusu narodowego, statusu jakiegokolwiek. To jest przepływ informacji pomiędzy jedną żywą istotą a drugą żywą istotą. Tego się nie da zastąpić niczym innym, tak samo jak nie da się zastąpić nas niczym innym. Chociaż próby trwają nieustannie, żeby wprowadzić ten transhumanizm, wybudować wreszcie biorobota, który sam będzie podejmował decyzje za swojego pana, kogo zabić, a kogo nie zabić i w zębach przyniesie mu wykonany rozkaz. I wszyscy będą szczęśliwi i każdy będzie się czuł, że może wymordowałem pół świata, ale to nie ja.
To robot, to nie moimi rękami. Ja nie wiedziałem, że ten robot tak zabija. To miała być cudowna technologia. To nie moja wina, że technicy spieprzyli sprawę. Ja myślałem, że jest dobrze. Zainwestowałem w to miliony. Jestem taką samą ofiarą jak ty. A to, że szczepionka zabiła miliony ludzi, to nie jest mój problem. Ja też jestem ofiarą. Wiesz ile na tym straciłem?
Miliony na tym straciłem. To jest dokładnie taka retoryka. Także jedyne elementy, które tutaj widzę wspólne, to jest ta wyprawa i interakcja i kontakt z innymi istotami. To zwiększa nasze spektrum myślenia. Spektrum myślenia o świecie, o życiu. Stąd się biorą nowe, genialne pomysły. To jest ta pełna radiacja. Każdy posiada ułamek tej częstotliwości, każdy posiada ułamek kosmosu w sobie, każdy jest kosmosem, każdy jest częścią kosmosu. I żeby to poskładać do kupy, to trzeba wszystkich wrzucić do jednego worka. To jest główny powód, dla którego cywilizacja wygląda, jak wygląda i dla którego całe to prawo, które jest dookoła, stara się stworzyć taką sytuację, żeby wrzucać niektórych w biedne miejsca, tworzyć takie grupy, oczekując, że ta grupa coś z siebie wypluje.
To są te wszystkie pomysły na think tanki, to są pomysły na specjalne strefy ekonomiczne, to są pomysły na luksusowe, bogate dzielnice, to są pomysły na izolowanie tych, którzy mają mniej kasy. Lepsze miejsca w autobusie i gorsze miejsca w autobusie, lepsze miejsca w samolocie, gorsze miejsca w samolocie. Większa porcja jedzenia, mniejsza porcja jedzenia. Mniej pracy w obozie koncentracyjnym, więcej pracy w obozie koncentracyjnym. Zarządzanie więźniami albo bycie więźniem. Do tego się to wszystko sprowadza. I to jest to, co mamy na co dzień. Teraz pytanie, gdzie tu jest zgodność z sobą samym? Gdzie jest ta wyprawa? Gdzie to wszystko się podziało?
Ja myślę, że jest, moi drodzy, jest i to bardzo mocno bym powiedział, ale o tym to może za chwilę. Na początek kręcąc się na krzesełku w tą i w tamtą i mówiąc do ciebie. Może odrobinę jakiejś muzyczki, bo jak zwykle jestem przygotowany na jakąś muzyczkę. Zaraz, właśnie to chyba mi uciekło. Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że mi nie uciekło, bo tu jestem przygotowany. Aż sobie tak ustawiłem, żeby puścić i jak zwykle zrobiłem sobie dowcip i zamknąłem. Nie, już mam. Elegancko. To posłuchajmy troszkę współczesnej wersji The Clash.
Taki blast from the past troszeczkę. The Clash. Otóż to. Takie zmiksowane, bo to właściwie nie The Clash, tylko Enigms Warriors Anderson Peak and Knowles Ledge. Tak to się nazywa. Dziwna, pokręcona nazwa, ale mam nadzieję, że wpada do ucha tak samo jak oryginał. Moim zdaniem jedna chyba z najlepszych ekstra wersji The Clash. Ale wrócę do swojego tematu. Czy jesteś zmęczony przypadkiem swoim życiem, czy jakoś tak? Czy zabrakło ci bycia gdzieś w zgodzie ze sobą?
Ja też się udałem pewnego dnia na wyprawę po zgodę ze sobą. Właściwie szczęśliwie jakoś tak dorastałem w takim momencie historii i w takich miejscach się zdarzyło. I w takich miejscach, że co tu dużo mówić, bardzo łatwo mogłem podjąć ten wybór, bo ciężko było nie zauważyć, co się dzieje dookoła. Ja dorastałem akurat w miejscu, gdzie teoretycznie jeden system się kończył, drugi system się zaczynał. Wiele iluzji, wiele marzeń, wiele oczekiwań jednych i drugich. Nic oczywiście z tego się nie wydarzyło, poza oczywiście jedną wielką frustracją, która aktualnie nazywa się Polska. Właściwie większość krajów aktualnie można nazwać frustracją. To, że mają jakieś flagi narodowe, to, że mają jakieś symbole i tak dalej. Jak się przejedziesz ulicą każdego dużego miasta w godzinie przysłowiowego szczytu, zobaczysz, że każde duże miasto, łącznie z Londynem, Paryżem, Berlinem, Nowym Jorkiem, Tokio, cokolwiek właściwie może się nazywać big frustration, czyli wielka frustracja. Co widzimy?
Widzimy ludzi z nosami spuszczonymi na kwintę, biegnącymi wszyscy do roboty i tak dalej. Każdy z nas ma taki moment, że może podjąć decyzję i właściwie ta decyzja jest codziennie. Co zrobimy swoim życiem i w którym kierunku pobiegniemy. Ja uparłem się na taką opcję troszkę karkołomną. Stwierdziłem, że wybiegam z opcji pod tytułem kariera i to tak dosyć mocno, co jest bardzo karkołomnym wyczynem, szczególnie kiedy się mieszka w Londynie, gdzie życie tanie nie jest. Szczególnie jeżeli jest to bardzo karkołomne zajęcie. I powiem ci, człowieku, że oczywiście można to zrobić i jest to okupione czasami stresem, czasami nawet dużym stresem, jak pozamykać wszystkie płatności i w ogóle jak się utrzymać na powierzchni w tym wszystkim i jak w ogóle to ogarnąć. Nie jest to łatwe zadanie, szczególnie w dzisiejszych czasach. To nie są czasy lat 60., gdzie w ciągu dosłownie czterech miesięcy człowiek zarabiał tyle, że mógł spokojnie się utrzymać przez pozostałą część roku. W dzisiejszych czasach wygląda to tak, że oczywiście można tak zrobić, można się zaorać.
Ja wykonałem taki numer parę razy w życiu, że się konkretnie zaorałem. Odłożyłem sobie jakąś kasę i ruszyłem dalej. Ale to też nie jest żadne rozwiązanie na nic, jak się okazało, bo właściwie zawsze wracam do punktu wyjścia i nic z tego nie ma, poza tym, że każdy moment, kiedy wracam z tej orki, to właściwie nie robię swoich rzeczy, tylko polega to zwyczajnie na tym, że muszę się leczyć po tej całej traumie wynikającej właśnie z tej całej napinki na gonki, żeby posklejać te wszystkie rzeczy ze sobą i żeby to wszystko działało, żeby całe życie jakoś funkcjonowało i żebym miał tą przysłowiową kanapkę z dżemem w lodówce do zjedzenia, jeżeli będę głodny, żeby po prostu zwyczajnie przetrwać. Nie jest to łatwe w dzisiejszych czasach, tak jak mówię, ale jest to możliwe do pewnego stopnia. Myślę, że nawet nie jest to kwestia realizowania tego w 100%, czy takiej wielkiej napinki, poświęcania się nie wiadomo jak, robienia z siebie ofiary, bo też nie o to w tym wszystkim chodzi. Chodzi o znalezienie moim zdaniem swojej własnej drogi. Ja swoją drogę, przynajmniej na dzień dzisiejszy znam. Nie wiem, czy nie będzie tak, że jutro się obudzę i stwierdzę, że zobaczyłem, że jest inna droga dla mnie, że jest coś innego i powinienem zmienić swój krok marszowy na jakiś zupełnie inny i kierunek, w którym idę na zupełnie inny. Być może. Całkiem możliwe.
Wcale tego nie neguję. Myślę, że to na pewno tak się wydarzy kilka razy w życiu. Zawsze tak się wydarza co jakiś czas. Te kroki już oczywiście dalej, jeżeli się zmieniają, to właściwie dalej kierunek pozostał w sumie ten sam w pewnym momencie. Tak myślę, że jest to możliwe do wykonania absolutnie, nawet w takim miejscu jak Londyn. Oczywiście, tak jak ci mówię, nie jest to łatwe zadanie, jest czasami troszeczkę stresu, ale też jest to niesamowita lekcja życia w sensie znalezienia siebie w swoim własnym świecie, z dala od tych wszystkich zabaw współczesnej cywilizacji. Kiedy żyjesz w taki sposób, normalne jest to, że nie będziesz partycypować do końca w tych wszystkich układankach i będziesz omijać te wszystkie historie. Konsekwencja tego, że chcesz żyć po swojemu, brzmi jednoznacznie. Jest dokładnie tym samym, czym niekupowanie gazet, nieoglądanie telewizji, w ogóle nieposiadanie telewizora, niepartycypowanie w tym całym reklamowym cyrku, który nas ciągle zaprasza do czegoś. Ja z tego wybiegłem.
Bardzo łatwo z tego wybiec. Oczywiście, tak jak mówię, nie jest to łatwe zajęcie, ale da się zrobić nawet w Londynie, co jest dosyć zaskakujące, bo okazuje się, że wyprawa jest zawsze indywidualną historią i zawsze mamy możliwość zrobienia tej wyprawy. Czasami jest trochę gorzej. Czasami niektórzy mają już rodzinę na karku, mają dzieci i zerwać się niczym Aborygen na taki dream time, na taki dream walk, że pewnego dnia Aborygen się budzi i mówi do swojej kobiety i do swoich ludzi przy ognisku, że miał sen i musi udać się w podróż. Po prostu w podróż. I że wróci. Nie wie jeszcze kiedy, nie wie jak, ale wróci. Po czym wstaje i po prostu odchodzi od ogniska. I pewnego dnia być może wróci, być może nie. Tego brakuje w naszej cywilizacji moim zdaniem.
Ja zrobiłem taki numer. Wstałem od tego ogniska kilka razy i tak się wybrałem na tą wyprawę. I tak się cały czas wybieram na te wyprawy. Cały czas jestem właściwie w tej wyprawie w tą i z powrotem. Nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi, ale jestem okej z tym wszystkim, bo uważam, że ta zgoda ze sobą, zgoda z tym, że jestem w ruchu w swojej własnej głowie z tymi wszystkimi sprawami jest dla mnie większą sprawą niż jakiekolwiek pieniądze, jakiekolwiek rzeczy, które kiedykolwiek miałem okazję widzieć, doświadczać, mieć w swoim zasięgu całą tą materię. Po prostu bije to na głowę. To jest zupełnie inny świat. I też z drugiej strony, przynajmniej na stan dzisiejszy rzeczy jestem absolutnie przekonany, że bycie w zgodzie ze sobą tak indywidualnie dla każdego z nas jest najlepszym rozwiązaniem i chyba jedynym rozwiązaniem na to, żebyśmy uniknęli tej historii, która nazywa się wysadzeniem całej planety w powietrze. Przede wszystkim wysadzeniem swojego własnego życia w powietrze, bo wysadzenie planety, niszczenie w ogóle całego środowiska to jest konsekwencja tego, że jesteśmy niepoukładani ze sobą w środku. To jest dokładnie tylko przeniesienie naszego własnego wewnętrznego konfliktu, o którym tu często mówię, na rośliny, bo w tym momencie po prostu ścinamy drzewo, bo nie rozumiemy, po co jest to drzewo.
Nie rozumiemy, po co my jesteśmy w tym wszystkim. Wymyślamy sobie jakiś piękny obrazek domu z basenem, w którym będziemy leżeli z drinkiem w ręku, w tym basenie. I co? I co chcesz mi powiedzieć przez to, że wylądujesz w basenie z drinkiem w ręku, z milionem na koncie? Co chcesz mi powiedzieć przez to? Spójrz mi w oczy, człowieku i powiedz mi coś, czego nie wiem. Doskonale wiem, że nic takiego się nie wydarzy, człowieku. Doskonale wiem. I też nie wiem, czy ja bym za bardzo chciał słuchać tych wszystkich frustracji. Ale wracając do tego wszystkiego, myślę, że tak naprawdę to jest ten kluczyk, ten tajemniczy kluczyk do tych właściwych drzwi, żeby ta cywilizacja troszkę stanęła na nogi.
Znaczy nie ta cywilizacja, tylko żeby powstała własna cywilizacja. Trzeba sobie ją zrobić we własnej głowie. Trzeba sobie ją samemu wymyśleć. Trzeba zapłacić cenę konsekwencji wymyślenia tej cywilizacji i wprowadzenia jej w życie w tak praktyczny sposób, a nie czysto teoretycznie, bo teoretycznie to można sobie poopowiadać masę rzeczy. Spotykam masę ludzi, którzy opowiadają niesamowite historie o uwolnieniu świata, a kiedy tylko położysz im banknot przed nosem, dostają kociokwiku i w tym momencie wszystkie piękne idee, które chcieli zamanifestować swoim własnym życiem, zaczynają kalkulować pod kątem czy sprzedamy bilety, czy będzie wystarczająco hajsu, czy na tym nie stracimy, czy na tym zarobimy, jak to się posunie dalej, co z tego będzie, jaki będzie następny krok. Strategia. Jednym słowem strategia. Wszystko to zaczyna przypominać tego faceta, który sobie kupił ten zamek W Szkocji. Bilet w kosmos. Siedzi i czeka.
I uczy innych, jak robić miliony po to, żeby mieli takie same możliwości jak on, bo się czuje bardzo samotny w tym swoim popapranym klubie świrów, którzy właściwie boją się już każdego normalnego człowieka. Po co sobie kupujesz luksusowy samochód z kuloodpornymi szybami i tymi wszystkimi rzeczami? Po co ci jest to potrzebne? Jest tylko jeden powód. Po to, żebyś nie dotykał normalnego życia. Po to, żebyś nie miał kontaktu z normalnym człowiekiem. Dlaczego szofer ci otwiera drzwi? Dlaczego masz asystenta? Dlaczego się biorą wszyscy ci ludzie? To jest dokładnie to.
Ostatnio jak gadaliśmy poza anteną, parując po kwasie z księciem Edwardem i jeszcze jedną postacią. Pozdrawiam serdecznie. I była ciekawa refleksja na bardzo ciekawy pomysł. Czekajcie, zbieram tą myśl, żeby zachować polską gramatykę. Mieszkanie na wyspach robi swoje. Chodzi o całe te zabawy, które są strasznie modne w Stanach ostatnio. Znaczy nie ostatnio, bo to ostatnio to jest chyba ostatnie 20 lat. Teraz to dotarło do Polski. Czyli kwestia tak zwanego prywatnego trenera. Ja znam takich ludzi tu w Londynie.
Poznałem. Może nie tyle znam, bo to za dużo powiedziane. Miałem okazję poznać tak zwanych personalny trener czy jakoś tak. Trener osobisty czy coach. Personal coach tak to się nazywa. I śmialiśmy się strasznie, bo nie uwierzysz, ale ci ludzie mają coś takiego jak certyfikat trenera osobistego. Shit, man. Certyfikat trenera osobistego. Zastanawialiśmy się, kto wystawia certyfikaty trenera osobistego. Kto jest tym osobistym trenerem dla osoby, która jest osobistym trenerem, żeby wystawić certyfikat osobistego trenera.
To jest taki paradoks, ale czemu to służy? Bo właściwie wszystkie te aberracje umysłu, jak można to nazwać, całą tą chorobę psychiczną właściwie nazywa się samotnością. Widać doskonale, że ten system nie działa, że tam się kupuje przyjaciół. Kupujesz sobie trenera osobistego, kupujesz sobie kolesia, który za ciebie myśli i kupujesz sobie kolesia, który robi to za ciebie. Kupujesz sobie kolesia, który robi tamto za ciebie. Po to wszystko, żeby móc tkwić w swoim własnym getcie, w swojej własnej strefie komfortu i żeby nie wybierać się na wyprawę. Namiastką wyprawy, co jest bardzo widoczne szczególnie w dzisiejszych czasach, są wszelkie te egzotyczne podróże do egzotycznych krajów. Siedzisz, zapieprzasz jak dziki osioł przez cały rok zbierasz kasę, łapiesz nadgodziny w firmie, starasz się spłacić kredyt, kupić coś, być właścicielem czegoś, żeby pewnego dnia poczuć się chociaż na chwilę właścicielem niewolników, a nie niewolnikiem, którym jesteś i raz w roku wyrwać się na dwa tygodnie gdzieś w jakieś miejsce, tak żeby nie czuć się niewolnikiem tych wszystkich spraw. Tam to ty jesteś właścicielem niewolników, tam to tobie usługują, tam to tobie podają drinka. Tam to ty za to wszystko płacisz.
Tam ty jesteś bohaterem. To dla ciebie jest posłane to łóżko w ekskluzywnym apartamencie. To dla ciebie jest ten basen. To dla ciebie jest ta taksówka. To dla ciebie jest to lotnisko. To dla ciebie jest ten kurort wypoczynkowy i to dla ciebie jest ta piękna plaża. Oczywiście nikt ci nie powie, że na tą plażę nikt z lokalesów tak zwanych, czyli nikt z ludzi, którzy tam mieszkają, nie ma prawa wstępu, bo jest to prywatna plaża tego kompleksu hotelowego. A ci ludzie, którzy mieszkają na tej wyspie, pięknej wyspie, gdzie ty wreszcie się czujesz królem albo królewną tej wioski, to oni zapieprzają na to wszystko za przysłowiowego dolara miesięcznie, starając się związać koniec z końcem i przetrwać w tych ekstremalnych warunkach, bo doprowadzono ich do bycia właściwie tylko i wyłącznie niewolnikami. Takimi za najtańszą miskę ryżu, jaką można znaleźć. Tak tylko, żeby ich utrzymać przy życiu, żeby się nie zbuntowali.
Żeby grzecznie w tym hotelu dla ciebie pracowali, nosili te walizki, żeby tam się nic nie zmieniło, tylko po to, żebyś ty mogła albo ty mógł się poczuć królem wioski. Tak z dala od siebie, bo u siebie jesteś niewolnikiem i dalej nie masz tej interakcji. Dalej ta wyprawa właściwie jest tylko namiastką wyprawy, bo nie jest to żadne doświadczenie. Bo czego można doświadczyć, kiedy znikasz gdzieś na dwa tygodnie i całe twoje doświadczenie polega na tym, że masz bilet powrotny w kieszeni i wiesz doskonale, że za dwa tygodnie przyjedzie po ciebie taksówka czy jakoś tak. Wsiądziesz w samolot, wrócisz do swoich spraw i masz wszystko to w dupie. Oczywiście. Oczywiście bardzo się przejmujesz lokalnym życiem. Bardzo się przejmujesz. Szczęśliwie u niektórych kończy się tak, że jak wracają z powrotem do swoich krajów, to zaczynają kupować produkty ekologiczne, bo czasami się uda tak, że gdzieś z tej trasy hotelowej tych popularnych zabytków zboczą gdzieś i przejadą przez prawdziwą dzielnicę i zobaczą, jak mieszkają ci ludzie, którzy im usługują w tym hotelu. I nagle jest chwila załamki.
Taka konkretnej załamki, bo się okazuje ja pierdykam, że pierdolony obóz koncentracyjny, to żebym ja tutaj mógł się czuć jak każdy turysta. Dokładnie. Jesteś takim gościem obozu koncentracyjnego. Zajebista sprawa. No właśnie, to na pewno nie jest wyprawa moim zdaniem. I tutaj chyba nic nie zostanie zrobione w tej materii. To jest tylko i wyłącznie zdejmowanie z siebie tej odpowiedzialności, tego odium. Tego odium. Przez chwilę poczuć się panem, przez chwilę nie czuć się niewolnikiem. Ale dalej unikamy tego szerokiego spektrum ludzi dookoła, bo to spektrum ma dosyć słabą kondycję i mentalną, i ekonomiczną, i fizyczną czasami.
Właśnie z tych wszystkich powodów. I jest zawsze taka obawa, że jak tylko dopadnie nas interakcja z tymi ludźmi, to poczujemy tą całą krzywdę, która się dzieje. I w tym momencie obudzi się w nas coś, co nazywa się być w zgodzie ze sobą. I nagle może być taki clash w głowie i teraz nie wiadomo, co z tym zrobić. Niektóre dziewczyny mają z tym poważny problem, bo chciałyby ratować świat, ale ta torebka, która kosztuje Ta bajko w sumie jest tak śliczna i te buty są tak ładne. Albo chłopaki, którzy chcą ratować świat, chcą żyć w lepszym świecie, ale pierwsze, o czym myślą, to o tym, żeby pojechać do sklepu, kupić sobie giwerę z dużą ilością nabojów, kupić sobie samochód, który jest odporny na wszystko i jeszcze jest szybki, tak żeby zadać szyku na dzielnicy, na swojej wiosce. I gdzie to jest? To nie jest żadna wyprawa. To jest ciągle próba zostania tam, gdzie jest. A wyprawa zawsze ma te same atrybuty.
Jest związana z interakcją ze światem taki, jaki jest, a nie ze światem tylko i wyłącznie naszych w cudzysłowie świadomych wyborów, naszego getta, z którym dorastaliśmy. Nagle doświadczamy tego, że inni ludzie mają inne warunki. Inni ludzie mają inne doświadczenie. Nie takie same jak my. Nie łączy ich to samo konto bankowe, nie łączy ich ilość zer. Nie mamy wspólnych seriali, nie mamy żadnych wspólnych rzeczy poza jedną rzeczą: że wspólnie możemy być ty albo ja w zgodzie ze sobą i ta nasza wewnętrzna zgoda tworzy coś, co jest niesamowite, bo stąd się biorą te wszystkie cudowne rzeczy na świecie. Stąd się bierze cały geniusz ludzkiego gatunku. Stąd właśnie się to wszystko bierze. Patrzysz na silnik elektryczny? Pomyśl Nikola Tesla.
To nie był koleś, który bujał się w towarzyskim klubie. Był zawsze stamtąd wykopywany i właściwie ten towarzyski klub zrobił wszystko, żeby Nikola Tesla nigdy nie zrealizował swojego snu, ponieważ mogłoby to zagrozić dominacji owego towarzyskiego klubu. Teraz historia się dzieje z Keshem, z generatorem Keshe, który dokładnie zaorał właściwie wszystkie firmy naftowe. Także w przyszłym roku, jeżeli masz, ja tu głośno mówię, naprawdę, człowieku, jeżeli masz jakieś akcje firm naftowych, to lepiej je sprzedawaj, bo właściwie jest już po wszystkim. Tylko kwestia czasu. Może to jeszcze potrwać. Może z rok, może maksymalnie dwa, chociaż nie sądzę, żeby aż tyle to trwało. Tak czy siak jest już po nich. Chociaż wcale nie sądzę, żeby to getto zniknęło. Myślę, że siła starych przyzwyczajeń jest potężna i nikt z tych ludzi nigdy tak naprawdę nie miał żadnej ambicji w sobie chyba znalezienia samego siebie i bycia w zgodzie z samym sobą.
To jest coś, co zostało tam sprzedane, zgubione, zatracone i nigdy już chyba nie wróci. Chociaż życzę im wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że świadomość bycia sobą samym i tej zgodności z sobą samym wróci każdemu z nas na tej planecie już niedługo. Właściwie wraca cały czas, nieustannie. To też jest proces. To nie jest historia, która się dzieje w ciągu łamka sekundy i nagle wszyscy są oświeceni. To jest historia związana z tym, co widzimy, jakie informacje przynosi nam podróż, jaki obrazek mamy przed sobą i w jaki sposób budujemy swoją rzeczywistość w oparciu o ten obrazek. No właśnie. I czy w ogóle akceptujemy to, że są takie obrazki. Ostatnio opowiadałem w hiperprzestrzeni troszeczkę o takiej historii, która się nazywa Strefa Gazy. Bardzo znamienita rzecz.
To się dzieje na naszych oczach cały czas te wszystkie historie i my naprawdę bardzo lubimy przymknąć na to oko, szczególnie wtedy, kiedy ktoś położy nam banknot na stole i zamanifestuje nam jakąś opcję na karierę, na sławę, na zrobienie czegokolwiek. Oczywiście jest do tego cała metodologia współczesnego świata. Wszystkie te warsztaty, które mówią: wiesz, myśl sercem, nie rozwiążesz tej sprawy, żadnej sprawy nie rozwiążesz. Możesz tylko usiąść i pomyśleć dobrze o świecie. To jest absolutnie kłamstwem. Jest to próba kanalizowania naszych własnych możliwości i to takiego konkretnego kanalizowania, bo w tym momencie zamieniamy się w warzywo, które właściwie poza dobrą intencją nie potrafi tej intencji zamienić w żadne działanie, bo każde działanie jest tylko i wyłącznie takim gestem bez żadnego znaczenia. Koniec końców na tych wielu stołach w Polsce tych wielu światłych ludzi, myślę, wylądowało wystarczająco dużo butelek Coca-Coli, żeby firma Coca-Cola dalej miała na amunicję, broń palną i wyposażanie wszystkich tych kolesi, którzy pilnują ich interesów tam, gdzie się produkuje te buteleczki i ten cały napój, żeby dotarł na te stoły. I nikomu jakoś ręka nie zadrżała, kiedy sobie polewał tą Coca-Colę, a myślę, że poczuł się doskonale i poczuł się bardzo spełniony i myślę, że poczuł się nawet twórcą jakiegoś, że tak powiem, dobrego samopoczucia na świecie, medytując w dobrej intencji. Nie no, medytacja w dobrej intencji jest bardzo dobrą rzeczą, ale sama w sobie niewiele zmienia, dopóki nie idzie za tym żadne działanie. I do tego się to sprowadza.
Właśnie ta wyprawa jest tylko i wyłącznie działaniem. Jest działaniem sklejonym z intencją, w zgodzie z sobą samym. Każdy ma własną wyprawę. Ja mam swoją własną wyprawę. Moja wyprawa jest właśnie taka, że porzuciłem wszelkie sny o karierze i jakoś tam funkcjonuję tu w Londynie. Nie jest to zawsze łatwe. Czasami jest naprawdę bardzo ciężki moment. Się zastanawiam do tej pory z księciem Edwardem wspólnie i jeszcze z kilkoma innymi znajomymi, jak to jest możliwe, że udaje się jeszcze robić to radio, chociaż właściwie budżet na to jest żaden i jestem świadkiem upadków potężnych komercyjnych biznesów tutaj, różnych przedsięwzięć i tak dalej, gdzie były zainwestowane miliony funtów, sztaby ludzi i tak dalej. Wszystkie te historie, taka napinka, nabieg, inwestycja, biznesplan i wszystko to trafił szlag. I wszystkie te rzeczy właściwie nie funkcjonują, nie ma w nich żadnej regularności, nie są żadnym cyklem w tej rzeczywistości, nie mają nic wspólnego w zgodzie z tą planetą, czyli z cyklem księżyca, z cyklem słońca, jakimkolwiek cyklem.
Jest to jednorazowe działanie, które jest po prostu pustym gestem samo w sobie. I jakoś tak się okazuje, że te wszystkie działania, które były planowane takie bardziej konkretne, że to będzie więcej niż pusty gest, że ktoś na tym przytnie coś naprawdę niezłego, się już dawno wysypały, chociaż fundusze tam były srogie. A ja tu sobie siedzę w tej swojej sypialni z tym mikrofonem, normalnie funkcjonując. Nie, człowieku, absolutnie nie stać mnie na żadne wakacje, człowieku, zapomnij. Nawet opcja pod tytułem, że wsiądę w samolot i polecę do ciepłych krajów nie obowiązuje mnie z prostego powodu. Wybrałem inną opcję i moja opcja jest taka, żeby Zamanifestować troszeczkę inną rzeczywistość i robić to regularnie i spędzić troszeczkę życia w ten sposób, żeby to wrzucić właśnie tak. Z tego nic nie ma, poza tym, że my tu jesteśmy i to wszystko. A jeżeli coś z tego będzie, to już jest indywidualna decyzja każdego z nas, nasza interakcja ze światem i to, jak się sami pobudzimy do tej interakcji, do tego kontaktu z innymi i jak szerokie będzie to spektrum ludzi, z którymi operujemy dookoła. Ta pełna radiacja tego świata to pełna wiedza, dostęp do czegoś zupełnie innego, do innej świadomości siebie na tej planecie, tak sobie myślę. Także można robić takie rzeczy.
Oczywiście, tak jak cały czas wspominam, jest to okupione w cudzysłowie odrobiną zaangażowania. Trzeba się po prostu zdecydować i być konsekwentnym, bo do tego się to sprowadza. Nie jest to żadne wielkie cierpienie, jest to tylko i wyłącznie konsekwencja. Nie możesz próbować robić lepszego świata, kiedy dajesz dupy centralnie na każdym miejscu ze sobą samym. Kiedy w poniedziałek mówisz jedno, we wtorek robisz drugie, to tego nie zbudujesz w ten sposób. Tutaj trzeba usiąść i w poniedziałek robić dokładnie to, co powiedziałeś w poprzedni poniedziałek i w kolejny poniedziałek zrobić dokładnie to samo, o czym mówiłeś wcześniej. I to ma być tak samo dobre. Jeżeli masz jakiś fajny pomysł, to rozwijaj to człowieku i tyle. I do tego się to sprowadza. I rób to systematycznie.
Jeżeli nie podobają ci się pieniądze takie jak mi, w sensie nie podoba mi się absolutnie ten pomysł na rzeczywistość, uważam to za patologię, to rób coś za darmo, niezależnie od tego, ile cię to kosztuje. Właśnie cena, którą każdy z nas płaci, nie jest w ogóle istotna. Taka jest moja opinia. Naprawdę to nie gra żadnej roli. Życie jest naprawdę zabawą i taką powinno być i zawsze tym jest. Jest takim dowcipem troszeczkę, można powiedzieć. I robienie z tego powagi za pomocą materii jest bardzo słabym dowcipem, chyba najsłabszym, jaki można sobie wyobrazić. I ja mam taki pomysł, że sobie wrzuciłem te wszystkie rzeczy po tylu latach i zacząłem sobie po prostu mówić do tego mikrofonu i opowiadać o tych wszystkich historiach, swoich refleksjach z tej mojej wyprawy w życiu. Bez oczekiwania czegokolwiek od ciebie. Jasne, że fajnie jak tam wrzucisz cokolwiek na serwery radia, bo to wszystko naprawdę, jeżeli chodzi o stronę finansową, to działa na sznurek, taśmę klejącą i kawałek gumy do żucia, którą jest to wszystko sklejone.
To wszystko. Jak się okazuje siła jednego człowieka w tym momencie. Nie jest to jeden człowiek, bo tu jeszcze jest książę Edward, jeszcze jest teoria chaosu, jeszcze inni ludzie, którzy to tworzyli. Ale generalnie tu i teraz jest jeden człowiek, który siedzi i to robi, i to działa. I to jest fenomen, że jeden człowiek pozbawiony iluzji tego gówna ma większą siłę niż wielkie budżety reklamowe, wielkie napinki, wielkie korporacje i ich popaprane biznesy, które nie były w stanie wytrzymać nawet połowy tego czasu, który ja wytrzymałem z tobą tutaj przy mikrofonie bez żadnego problemu. I naprawdę dalej nie mam z tym problemu. I chętnie się z tobą spotkam przy tym mikrofonie jeszcze nie raz, nie dwa i z tobą pogadam i naprawdę jestem okej. I jest to możliwe. Jest to żywy dowód na to, że gadka pod tytułem: kasa, robienie kariery, kapitalizacja wszystkiego jest po prostu chorobą psychiczną. Wielu ludzi ciśnie na to, żeby zrobić coś wielkiego, wielkie sprawy, być popularnym, sławnym.
Będą ciosać kasę, sprzedawać reklamy. A ja się ciągle zastanawiam, czy ich naprawdę już tak popierdoliło, że naprawdę nie wiedzą, nie widzą, nie czują smaku wody, którą mają w kranie? Nie widzą, jakie jedzenie jest im sprzedawane, nie widzą, co się dzieje dookoła. To takie troszkę szokujące. Widzi, ale nie widzi. Niby nie jest ślepy, bo gazetę potrafi czytać i potrafi nawet ją zacytować tą gazetę, ale w ogóle kompletnie nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Otóż to. A ja tu mam telefon na sam koniec, także odbieram. Halo, halo, misie krawcze.
[01:41:47] - Cześć, cześć, witam.
[01:41:49] - Witam serdecznie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:41:51] - No właśnie tak.
[01:41:54] - Słuchaj, przytulaj Zappera, Jan-Katataciu i tyle. Naprawdę działa. Ja nie choruję, człowieku, jak słyszysz.
[01:42:01] - Też w zasadzie nie choruję. Tak mi się zakaszlało. A dzwonię, żeby pogadać o kasiorze właśnie, o bogaceniu się i tego typu sprawach. Bo powiem ci, że od paru lat jakby zauważyłem takie zjawisko, że coraz mniej mam. Tak jakby, jak niektórzy mają coraz więcej, to ja mam coraz mniej. I jeszcze teraz jakby resztki mojego jakiegoś tam dobytku, który był schowany w takim boksie, który się wynajmuje, szlag trafił i już nie mam nic. Nic w zasadzie. I coraz lepiej się czuję z tym tak jakby. I przypominam sobie siebie z dawnych lat, jak ulegałem takiej modzie czy takiemu zachowaniu, które jest jeszcze dzisiaj dosyć popularne, czyli zbieractwo, nie? Jeden zbiera jakieś właśnie gry komputerowe, kolekcje sobie robi.
[01:42:57] - To samo miałem.
[01:42:57] - Tak?
[01:42:58] - Też się z tego musiałem wyleczyć w życiu i się wyleczyłem koniec końców.
[01:43:02] - No właśnie i tu chyba nie pogniewasz się, jak zdradzę. Nie wiem, czy zdradzać jest co, ale jesteś osobą, która może się przeprowadzić tak jakby dosyć szybko chyba, nie?
[01:43:13] - Tak.
[01:43:15] - Do plecaka większego, wiesz, parę książek, trochę ciuchów, coś tam. I ja tak samo teraz mam. I powiem ci, że wiesz, znakomicie się z tym czuję I pamiętam siebie sprzed lat, jak człowiek marzył o czymś, że „ale sobie kupię, ale będę miał”. I tak odkładałem. Nawet pamiętam jakieś zachowania z dawnych lat, takie przeliczanie pieniążków. Dobrze wiesz, ile tych pieniędzy masz, ale tak policzę sobie jeszcze raz. Jest tutaj 10, 20, 30. Takie jaranie się kasą, którą się ma. Oczywiście na taką skalę, na jaką można sobie pozwolić, na skalę biedaka, ale to i tak chore. A wyobrażam sobie, że ci milionerzy, różni bogacze, oni i tak te pieniądze swoje muszą liczyć często.
Chyba nie bez powodu się robi czasami jakieś komedie o takich właśnie sknerusach, że tak sobie przelicza. Albo jakiegoś Żyda się pokazuje, jak liczy te monety. I to wcale nie musi być taka parodia, za którą nie idą autentyczne zachowania. Myślę, że oni tak naprawdę się zachowują, ci bogaci ludzie.
[01:44:36] - Miałem taką sytuację, że rozmawiałem z kimś. Biznesowa sytuacja, zlecenie i tak dalej. Po tym wszystkim było takie spotkanie po zleceniu w knajpie przysłowiowej, żeby ładnie zamknąć to wszystko. Tam była historia związana z obcinaniem budżetów na to i tak dalej, takim kombinowaniem. Strasznie koleś gonił wszystkich, że: „Time is money”. I na koniec wszyscy wylądowali w tej ekskluzywnej restauracji tylko po to, bo koleś miał kompleks taki, że chyba nie potrafił gotować, nie potrafił nic robić. Są tacy ludzie, którzy koniecznie muszą chodzić do ekskluzywnej restauracji. Sami nic nie zrobią, nie potrafią. Oni po prostu muszą iść do restauracji, bo ktoś im musi służyć. Mają potrzebę taką, że muszą mieć niewolnika, który poda im talerz, bo oni są za wysoko.
To nie była tania restauracja. W Londynie jest kilka naprawdę bardzo ekskluzywnych knajp, gdzie żeby wejść, generalnie co dużo mówić, zwykły lunch będzie cię kosztował około 100 funtów na dzień dobry. Plus jeszcze jakiś kawałek czegoś do popicia tego lunchu, na jedną osobę. Raczej niemałe kwoty. Po tym lunchu on coś na temat biznesu wspomniał i ja w końcu nie wytrzymałem. Wiedziałem, że mój szef był obok i była troszkę taka sytuacja, nie powinienem tego mówić głośno, ale w końcu stwierdziłem: „Jestem w zgodzie ze sobą, mam to w dupie”. Tak się spojrzałem na kolesia, mówię: „Wiesz co, stary, więcej wydałeś na ten lunch niż ja zarobiłem na tym zleceniu. To nie ma żadnego sensu dla mnie. To nie jest nic wielkiego”. I on tak się spojrzał i nie wiedział, co ma powiedzieć, bo właściwie nagle się okazało, że jest takim centralnym dupkiem, który nie pozwoli nikomu przeskoczyć pewnego pułapu.
Zawsze będzie chciał kontrolować twoją kieszeń. Zawsze będzie chciał mieć więcej od ciebie, ale kiedy czuje się samotny i nie będzie miał z kim skonsumować tej swojej kasy, to właśnie ciebie zaprosi na kolację do restauracji. Taką ekskluzywną kolację po to, żeby się pochwalić, że on ma te pieniądze, że jego jednak stać i tak dalej.
[01:46:31] - Ciekawe. Ja myślę, że w to się brnie trochę coraz bardziej. Im więcej masz, tym więcej też chcesz mieć i idą za tym pewne zobowiązania. Bo jak już masz jakieś nieruchomości czy drogie samochody, to musisz to utrzymać i w to inwestować. Wiesz, o co mi chodzi? Że to pociąga za sobą pewną odpowiedzialność. I to niekoniecznie tylko ta choroba, ale też pewne zobowiązania, które potem cię ciągną.
[01:47:01] - Jakie masz zobowiązanie? Sprzedajesz wszystko to, co masz, wyciągasz tą całą kasę i masz tyle, że nie musisz robić nic do końca życia. Po prostu bądźmy troszeczkę w porządku ze swoim własnym umysłem. To nie są żadne zobowiązania. Ci ludzie zaprzeczają, pieprzą bzdury. Jakie zobowiązania masz, stary, jeżeli masz taką kasę na koncie? W stosunku do czego masz zobowiązanie?
[01:47:21] - Względem swojego własnego majątku, który trzeba utrzymać.
[01:47:27] - Masz ten majątek. Jak go chcesz utrzymać? To jest choroba psychiczna.
[01:47:32] - Słuchaj, powiem ci na przykładzie. Jak masz bardzo tani samochód, to jego utrzymanie cię kosztuje grosze. A jak masz bardzo drogi, to musisz w niego co jakiś czas całkiem sporo zainwestować.
[01:47:44] - Ale teraz pytanie, czy mieć samochód. Po co ci samochód? Jeżeli chcesz się przemieszczać, to kupujesz coś potrzebnego do przemieszczania. To nie jest kwestia statusu, tylko kwestia przemieszczania. Musisz przebyć drogę z punktu A do punktu B i pociąg się nie urządza, bo robisz to w troszkę innym czasie i na przykład nie zdążysz. Musisz być o innej porze i to wszystko. Pociągi się nie zgadzają z twoim timeline'em i do tego służy samochód. Utrzymanie drugiego samochodu, stary, jeżeli stać cię na utrzymanie drugiego samochodu, to znaczy, że jesteś popierdolony i stać cię na to, i tyle. Nic więcej.
[01:48:16] - Niekoniecznie popierdolony.
[01:48:18] - W cudzysłowiu.
[01:48:19] - Ja w pewien sposób rozumiem taką drogę, ale nie pochwalam jej po prostu i nie jest to moja droga. Człowiek sobie lubi ułatwiać. Jak masz lepszy samochód, lepszy komputer, jest ci łatwiej zrobić to i owo, ale grunt, żeby się nie pogubić w tym po prostu, żeby zachować jakiś balans. Tak samo jak można się cukru napierdalać tak, że się rozchorujesz, ale jak go trochę sobie dasz do herbaty, to jest to dobre czy potrzebne nawet dla twojego organizmu. Ale jak pogubisz się w tym i zaczniesz wpierdalać ten cukier na potęgę, to się rozchorujesz. Tak ze wszystkim jest.
[01:48:55] - Eksperyment naukowy jasno i wyraźnie pokazuje, że czy chcesz, czy nie, jeżeli wkroczysz do tej gry, gdzie wszystko jest oparte na wyścigu, to nie przeżyjesz tego. To po prostu twoja głowa tego nie przeżyje. Gdzieś zgubisz siebie i już nie będziesz w zgodzie z sobą. Gdzieś pojawi się hipokryzja. Na tym polega ten system, że musisz kogoś zaorać, żeby samemu mieć na koncie. Nie ma inaczej.
[01:49:19] - Taki jest biznes.
[01:49:20] - Ten twój luksusowy samochód kosztuje cudze życie. Ropa do tego samochodu kosztuje cudze życie. I co z tego, że ty to masz? Co z tego, skoro ktoś właśnie stracił życie? Jedyną różnicą pomiędzy tym kimś a tobą jest to, że To on stracił życie i to wszystko. I to jest jedyna różnica. Ale to nie zmienia faktu, że człowiek stracił życie na przykład po to, żeby ktoś miał fajną zabawę. Zbieranie samochodów, które spalają dużo ropy.
[01:49:46] - Ja to tak sobie staram się wszystko wytłumaczyć w ogóle tak od filozoficznej trochę strony. Po co człowiek stworzył pieniądz? To jest dosyć chyba proste. Stworzył go po to, żeby sobie ułatwić handel, bo ciężki jest handel wymienny. Chyba nie wyobrażasz sobie sytuacji, że ja maluję dwa obrazy i idę z nimi kupić sobie żarcia do sklepu na dwa miesiące.
[01:50:15] - Ja jestem okej z tym. Ja bym tak chciał.
[01:50:17] - Może i to by było fajne, ale to jest bardzo niepraktyczne i ja bym tak chyba nie chciał.
[01:50:23] - Ale zobacz co kalkulujesz. Kalkulujesz rzeczywistość z pieniędzmi jako coś defaultowego, że wszyscy rodzimy się, cywilizacja urodziła się z pieniędzmi, ludzie rodzą się z pieniędzmi, że my ciągle musimy mieć jakieś pieniądze, musimy operować tym konstruktem. To jest chore myślenie, moim zdaniem. Stąd się chyba bierze to, że układamy w głowie jakieś logiczne konstrukty, które są kompletnie chore. Inaczej się nie da tego opisać, bo nie opierają się na czuciu tego, co się dzieje na świecie. Przecież jak ktoś jest krzywdzony, to ty to czujesz, to czucie powoduje interakcję z tobą. To dlatego nie mordujesz kogoś. Dlatego nie robisz ludziom krzywdy, bo po prostu czujesz drugiego człowieka. Logicznie to ty możesz go zaorać, bo logicznie to to jest niby coś, bo logicznie ktoś ci powiedział, że pieniądze są potrzebne, bo jest łatwiej się wymieniać. Nie wiem, czy jest łatwiej wymieniać.
Pieniądze są potrzebne tylko w jednej sytuacji, kiedy ktoś trzyma łapę na zasobach. Tylko wtedy są potrzebne pieniądze.
[01:51:16] - Ale stary, jak chcesz wydać resztę? Jak chcesz kupić jakąś bardzo drobną rzecz, a nie masz akurat drobnej rzeczy na wymianę? Jak z przenoszeniem tego? Czy to nie jest wygodne, że możesz zapłacić kartą? Ja nie uważam, że biznes sam z siebie czy pieniądze same z siebie są złe. Broń cię Panie Boże, absolutnie. A ty tak uważasz?
[01:51:40] - Tak. Uważam, że skapitalizowaliśmy nasze życie. Uważam, że zamieniliśmy nasze życie na biznes cywilizacyjny. I to jest właśnie ta choroba, na którą chorujemy. Dlatego zastanawiamy się, czy pieniądze są dobre, czy pieniądze są złe, a nie zastanawiamy się nad tym, co zrobić dla drugiego człowieka, odkładając w ogóle pieniądze na bok.
[01:51:58] - Ale pieniędzmi też można zrobić coś dobrego dla człowieka w tym świecie, który już mamy, który się opiera na handlu, na pieniądzu. Można przelać komuś pieniądze, za które se kupi coś ten biedak, nie? Albo co innego. Albo czemu tak samo jak ja zbierasz datki na radio, skoro pieniądz jest bezwzględnie zły sam z siebie, to po co grasz w tę grę?
[01:52:23] - Bo utrzymuje to radio. Po prostu inaczej bym nie miał kasy na to, żeby zapłacić za to wszystko. Musiałbym zamknąć radio i to wszystko. Natomiast robię to za darmo i nie jest to komercyjny produkt. I to jest ta zasadnicza różnica. Jeżeli dorzucasz się do tego radia, to dorzucasz się intencjonalnie. To jest darmowa rzecz. Dzięki twojej kasie iluś ludzi może sobie wskoczyć i posłuchać tego za darmo, nawet niezależnie od tego, czy mają pieniądze, czy nie. Bo to nie chodzi o pieniądze. Widzisz, ja myślę, że jesteś troszkę niewolnikiem pieniędzy, krawiec i niewolnikiem tego pomysłu na to, że życie jest biznesem, a moje życie nie jest biznesem i nie widzę tutaj w ogóle żadnego pomysłu na pieniądz, na funkcjonowanie.
Po co to jest potrzebne? Jest technologia, która daje tyle rzeczy. Jest tak potężna technologia aktualnie dostępna na świecie, która eliminuje kompletnie kwestie biedy, kwestie głodu, kwestie chorób. Te wszystkie technologie są. Nie są ogólnie dostępne, ale są w sensie dostępne, są opracowane, są działające maszyny, urządzenia i tak dalej. Nie musisz płacić za prąd. Naprawdę. Nie musisz płacić za lekarza, nie musisz płacić za jedzenie. Wszystkie technologie są ogólnie dostępne. Znaczy ogólnie nie są dostępne.
Znaczy są już obecne. Może w ten sposób. Nie są dostępne dlatego, że ktoś chce, żebyś ty płacił, żebyś ty wierzył, że pieniądz i biznes, że ty się z kimś wymieniasz. Całe życie robisz deal. Że cywilizacja i twoja relacja z kimś polega na robieniu dealu. Nie polega na robieniu dealu. Nigdy na tym nie polegała. To jest coś, co nam wprasowano do głowy i my się zastanawiamy, czy pieniądz, jak daleko, że tak powiem, jest potrzebny i jak nie jest potrzebny. Człowieku, spójrz na technologię, zobacz na możliwości, na rzeczywiste możliwości. Na takie możliwości, które wynikają z bycia w zgodzie ze sobą samym, a nie na budowanie getta.
Jeżeli chcesz wybudować kolejną cywilizację, która się będzie opierała na tym, że koleś wymyśli genialne urządzenie, które daje prąd każdemu i leczy każdego i tak dalej, ale będzie za to opłata i to taka bardzo sroga, to doprowadzisz do getta. To będzie jak z tymi myszkami w tym eksperymencie. Na końcu wszystkie wymrą i cała zabawa się skończy.
[01:54:12] - Wiesz co? Gdybyśmy żyli w takim świecie opartym na takim prostym jakimś handlu wymiennym, w którym by nie było waluty, to byśmy się rozwijali na pewno bardzo wolno i nie powstałyby żadne elektrownie. Większości osób nie chciałoby się ruszyć albo tyłka, albo by wykorzystywali tą sytuację. Na przykład tak, że ktoś by przyszedł do ciebie jakiś łapserdak i powiedział: ja ci dam starą szczoteczkę do zębów, a ty mi telewizor, to uważam, że to uczciwe jest. A ty byś mu co? Dał, tak? Powiedział: dobra bracie, masz telewizor za szczoteczkę do zębów. Czy byś mu powiedział: nie. Bo ja bym mu powiedział: nie. I co?
[01:54:57] - Nie. Pierwsza rzecz, krawiec, to jest taka, że w świecie, gdzie nie funkcjonuje komercjalizacja wszystkiego, może się okazać, że nikt nie przyjdzie do ciebie po telewizor, bo nikt nie potrzebuje twojego telewizora. Ta potrzeba na telewizor, potrzeba na pieniądze. To, że ty musisz mieć pieniądze, wynika z funkcjonowania tego świata. Dlatego, że musisz zapłacić rachunki za prąd, za media i tak dalej. Stąd się bierze twoja potrzeba na pieniądze, a nie stąd, że pieniądze są potrzebne. Ty pieniędzmi-
[01:55:24] - Ciuchy, żarcie, wiele różnych drobnych rzeczy.
[01:55:27] - O tym mówię przecież. Ale pieniędzmi płacisz za to, żeby mieć dostęp do tych rzeczy, ponieważ te zasoby są bardzo ograniczone dla ciebie. Specjalnie, sztucznie. To nie jest tak, że nie ma jedzenia na świecie, ludzie muszą głodować i tak dalej, jest katastrofa. Jest wręcz odwrotnie. Wszyscy ludzie, którzy pracują w biznesie spożywczym, doskonale wiedzą, że ponad połowa żarcia z supermarketu jest od razu wyliczona jako do zmielenia, do wyrzucenia na śmieci. To nigdy nie zostanie zjedzone.
[01:55:52] - To już jest inna sprawa, że wiele jest marnowane, ale to już jest oddzielna sprawa.
[01:55:57] - To nie jest oddzielna. To jest dalej to samo. To jest ta współczesna ekonomia i to jest dokładnie to, o czym ty mówisz. I mówisz mi, że pieniądze są dobre.
[01:56:04] - To jest część tego i ewentualnie jakaś wykrzywiona i spaczona część, ale nadal będę się upierał, że handel to jest dobry wynalazek człowieka.
[01:56:16] - Zadam ci pytanie: po co chcesz handlować, skoro nie musisz handlować? Masz jakąś obsesję robienia dealów z kimś? Jeżeli daję ci urządzenie za darmo, które działa i robi ci dobrze, to co ty chcesz ze mną handlować? Mam to urządzenie dla ciebie za darmo.
[01:56:32] - Ty mi dajesz, ale większość osób raczej nie da nic nikomu za darmo, bo sama nie będzie miała.
[01:56:40] - To nie jest istotne, nie oglądaj się na innych.
[01:56:44] - Utopia.
[01:56:45] - To nie jest utopia.
[01:56:46] - Ty uważasz, że większość osób jest takich, które ci dadzą wszystko za darmo, nawet jak same mają mało?
[01:56:52] - To nie jest utopia. Utopią jest to, co ty mówisz, bo jeżeli się przyjrzysz uważnie wszelkim zasobom na świecie i zobaczysz te miejsca, gdzie są kopalnie, gdzie to się wszystko wyciąga i tak dalej, to zobaczysz ludzi żyjących w społecznościach takich samych jak dawno, dawno temu. I tam nikt nie zna pieniędzy, stary. Połowa Tybetu żyje bez pieniędzy. Pieniądze są papierkiem. Używa się, są, mają jakieś znaczenie, ale to znaczenie jest bardzo krótkie, tylko wtedy, kiedy można coś z tymi pieniędzmi zrobić. Jesteś zasypany śniegiem przez ponad pół roku i tak naprawdę ważniejsze jest dla ciebie to, co zbierzesz na swoim polu i to, czym się podzielisz ze swoimi sąsiadami i jak sąsiedzi się podzielą z tobą, niż ilość pieniędzy, które masz na koncie, bo one nie odgrywają tak naprawdę żadnej roli. Krawiec, żyjesz w świecie, który jest naprawdę produktem reklamy. Taki świat nie istnieje.
[01:57:38] - Ty, kolego, często podajesz za przykład małe społeczności, w których wiele zjawisk, zachowań i systemów działa, a nie działałyby, gdyby były w dużych miastach. Wiadomo, że w małej wiosce można bez pieniędzy żyć, jak najbardziej. Komuna też działa w małej społeczności fajnie, a komunizm, który obejmuje cały kraj, przeradza się w zbrodnie. Nie można porównywać tego, że w jakiejś małej wiosce żyją bez pieniędzy.
[01:58:15] - Komunizm zajmuje się dystrybucją dóbr. Komunizm zajmuje się dystrybucją zasobów, czyli nie różni się niczym od kapitalizmu. Nie wiem, o czym mówisz. Ja mówię o tym, że masz dostęp do ogólnych zasobów. Co chcesz handlować? Cokolwiek chcesz, stary, mogę ci to dostarczyć do życia. Jeżeli czegoś potrzebujesz, rozumiesz? I ja mogę się z tobą podzielić. Czym chcesz ze mną handlować, człowieku?
[01:58:33] - To chcę. Potem się dogadamy, co mi tam dasz.
[01:58:37] - To się odezwij. Może być tak, że coś mam i nie ma problemu, żeby dalej.
[01:58:42] - Dobrze, to proszę cię o sugestie.
[01:58:43] - Dobry wieczór, dobrej nocy.
[01:58:44] - Cześć, Kunradzie.
[01:58:46] - Tu są goście. Witam, Kunradzie. Kunrad44.
[01:58:48] - Witajcie, światli, oświeceni, przebudzeni kapitanie i krawcze. I witajcie, słuchacze. Nie mogłem się powstrzymać. Próbowałem, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie dołączyć do waszej rozmowy, która jest niesamowicie ciekawa i która, wybaczcie mi to, pośrednio odnosi się do mojej religii i dlatego nazwałem się Zbawicielem. I tutaj chciałem, jeżeli pozwolicie, wypowiedzieć, co ja myślę.
[01:59:19] - Zapraszam.
[01:59:22] - Jeszcze raz: niesamowita debata i mniej więcej, ale jednak chyba w tej debacie będę po stronie kapitana z różnych przyczyn, ale zaraz powiem dlaczego. Ty, Krawiec, powiedziałeś coś takiego: „Komunizm to się przeradza w system zbrodniczy”.
[01:59:46] - W większej skali przeradza się w patologię i wypacza się, a w komunie małej działa często bardzo fajnie.
[01:59:55] - Właśnie. A ja powiem tak: a kapitalizm i ten globalistyczny kapitalizm to co? To nie przeradza się w zbrodnie? Przecież jest oparty na zbrodni ten system, w którym teraz żyjemy.
[02:00:06] - Bo tak troszkę nie odrobiliśmy lekcji historii. Cały komunizm na świecie jest finansowany przez kapitalistyczne banki. Także obudźmy się troszeczkę może z tego snu, bo zaczynamy. Troszkę pojawia się takie bimbo, które ma różowe paznokcie.
[02:00:19] - Ja mówię o komunie żydowskiej na przykład, żeby podać jakiś przykład.
[02:00:24] - To jest to samo. Te knesety są za pieniądze z amerykańskich banków. Tam nic nie działa własnym rozpędem. To jest wszystko sztuczna rzeczywistość. Jest też Etamuśka.
[02:00:35] - Witaj, Etamusiek. Pojawił się mój najbardziej zagorzały przeciwnik, więc może ja powiem to, po co ja zadzwoniłem teraz. Etamusie, chcesz coś powiedzieć?
[02:00:47] - Tak, chciałem coś powiedzieć, bo wydaje mi się, że jesteście obaj w błędzie i obaj macie rację jednocześnie. Chodzi mi o kapitana i o Krawca. Pieniądz jest okej, natomiast jest taki problem. Problemem nie jest sam pieniądz, bo jeżeli my się na przykład w trójkę umówimy, że wymieniamy się i dajemy sobie żetony nawzajem, to jest wszystko okej. Problemem jest, że pieniądz stał się zasobem, tak samo jak ropa, tak samo jak wszystkie zasoby na Ziemi i ktoś rości sobie prawo do jego druku. A my za te pieniążki pracujemy.
[02:01:21] - Pusty pieniądz.
[02:01:23] - Dokładnie. Chodzi o to po prostu, że ktoś sobie rości prawo do jego emisji.
[02:01:26] - Nie powiem ci, że jesteś w błędzie. Absolutnie. Nic z tych rzeczy. Każdy ma swoją własną koncepcję, ale spójrz na to, pójdź krok dalej. Masz bardzo ciekawą refleksję i teraz zrób krok głębiej. Jeżeli mówisz, że pieniądz jest zasobem, teraz zastanów się: jeżeli mam dla ciebie zasoby, których potrzebujesz i daję ci technologię, która daje ci wszelkie zasoby, których potrzebujesz do życia, po kiego grzyba ci patologiczny pomysł pod tytułem pieniądze, który pozbawia cię odpowiedzialności za twoje własne czyny i kompletnie łamie, crashuje w ogóle twoją jakąkolwiek interakcję z innymi ludźmi dookoła, bo ona się redukuje tylko do przekazania sobie banknotu i przelania sobie sumy na konto.
[02:02:03] - Przepraszam, to może ja się włączę i powiem to, po co zadzwoniłem, żeby powiedzieć tę najważniejszą rzecz, która jest podstawą mojej misji jako zbawiciela. Otóż zgadzam się po części, o dziwo, teraz z tym, co powiedział Etamuciek, ale ja chcę powiedzieć to, co teraz uważam za najważniejsze. Otóż odkryłem po życiu w komunizmie, bo ja się urodziłem w komunizmie, żyłem za Kiszczaka, Jaruzela, upadek, później odrodzona Polska, kapitalistyczna transformacja, teraz na zachodzie Europy, w kapitalistycznej Anglii. I ja już dojrzałem do pewnych rzeczy. I to jest ta rzecz. Odkryłem, że nie da się... Bo wy mówiliście z Krawcem na poziomie ludzi: ja pracownik, mój szef, a ja to przenoszę na wyższy poziom, całych narodów i społeczeństw. Odkryłem, że nie można być w cudzysłowie bogatym bez kogoś, na zasadzie piramidy, dużej grupy ludzi, która jest biedna, jest robolami, która na mnie pracuje, żebym ja był bogaty. To samo jest z narodami. Nie może być kraj bogaty bez jakiegoś kraju, który za pół darmo haruje na jego tanie produkty.
To były w BBC takie programy, gdzie do Indii pojechano i pokazywano saszetkę, torebeczkę z herbaty ze sklepu w Londynie. Słuchajcie, to tyle kosztuje funtów. To ile musicie na tą torebkę herbaty pracować? Ponad tydzień. Wszyscy ci Hindusi rozdziawili usta i oczy. Po prostu bogactwo to jest pojęcie względne. Ono się opiera na wyzysku kogoś. Jeżeli jesteś bogaty i tutaj całkowicie stoję po stronie kapitana, jeżeli ty jesteś bogaty, taki bogaty w sensie bardzo bogaty, a nie tylko klasa średnia, zamożna, to znaczy, że gdzieś ktoś na ciebie pracuje. Może w tym kraju, może na innym kontynencie, ale ktoś-
[02:03:56] - Nazywa się to niewolnictwo.
[02:03:57] - Dzieci ma niedożywione i haruje i oni są bardziej biedni, to ty jesteś bardziej bogaty. To jest ta sytuacja.
[02:04:04] - Ja myślę, że nazywa się to wiara, że życie jest grą o sumie zerowej, tak?
[02:04:10] - No jednak to samo.
[02:04:11] - Po co ja to mówię dla was tutaj i słuchaczy? Ponieważ my wywodzimy się z Polski i nas oszukują. Powiedziano, że jak przyłączymy się do Unii Europejskiej, obalimy komunizm i przyjmiemy kapitalizm i brygady Mariotta i Goldman Sachs i Jeffreya Sachsa i Leszka Balcerowicza, to my będziemy nareszcie, ten komunizm nas hamował, trzymał za nogi, żebyśmy się bogacili i będziemy szli do bogactwa. Dogonimy Zachód, dogonimy Niemcy. A ja odkryłem, że to jest kłamstwo. Nigdy nie dogonimy. Myśmy zostali przyjęci do tego klubu po to, żebyśmy właśnie płodzili dzieci i dostarczali im taniej siły roboczej do fabryk. A teraz nawet nas odrzucają i stawiają na Arabów i Afrykanów, bo są jeszcze tańsi z Afryki.
[02:05:01] - Afryka się chyba niedługo wyłamie z tego schematu, już się wyłamuje i to dosyć mocno, bo tam przechodzą na troszkę inną technologię, o której tutaj dzisiaj nie będę mówił, ale za chwilę będą już mocno niezależni i z kilku miejsc w Afryce wykopano już duże koncerny, tak samo jak z Ameryki Południowej, bo się okazało, że oczywiście weszły, tak samo jak w Polsce, wszedł wielki biznes, fabryka jedna, druga, trzecia. Nagle się okazało, że nie mogę się napić zdrowej wody z kranu, a ludzie pieprzą mi głodne kawałki o tym, że jest jakiś rozwój, jest coś, że ja coś będę miał, że ja kupię sobie buty Nike i coś jeszcze i będzie mnie stać na luksusowe wakacje. Stary, ale ja mam, kurwa mać, zdrowej wody w kranie. O jakich wakacjach mówimy? Jezu, elementarne sprawy.
[02:05:44] - To też się odnosi do tego, co powiedziałem, bo te międzynarodowe koncerny, na przykład energetyczne, jak w tych dalekich krajach Ameryki czy Afryki wydobywają na przykład ropę czy coś, to przecież oni mają technologię, żeby zabezpieczyć środowisko naturalne.
[02:05:58] - Mają absolutnie.
[02:06:00] - Tylko to by było drogie, więc-
[02:06:01] - Nie, to by było tańsze. To by było nawet tańsze.
[02:06:04] - Po prostu dzikusów tam z Afryki, z Ameryki Południowej, którymi się w centralnej, w Nowym Jorku czy w Londynie nikt nie przejmuje i się nie używa tych technologii i zatruwają wodę, zatruwają glebę. I w Londynie to nawet nie trafi na jakieś tam dalsze strony gazet, więc nikt tego nie zauważy, więc po co w to inwestować?
[02:06:25] - Ktoś pójdzie na kolację, gdzie na jedną osobę wyda 100 funtów w ekskluzywnej restauracji, gdzie trzeba bookować miejsca pół roku wcześniej i będzie opowiadał o tym, jak fantastyczny biznes zrobił i że jutro leci na wakacje gdzieś na Malediwy, czy jakoś tak z tej okazji. I dokładnie tak to wygląda w praktyce. Tak że nie ma tutaj żadnego czegoś, co można wygrać. Tutaj nie ma, nikt nie wygrywa tutaj nic. Wszyscy są-
[02:06:48] - Ale tych obiadów drogich to się nie da komuś zabronić, żeby wydawał sobie kasę na zbytki.
[02:06:56] - No wiesz, krawiec, jeżeli wezmę, przyjdę do ciebie i cię okradnę w imieniu prawa, a później tą kasę wyładuję na swój kawior, no to chyba to nie jest w porządku.
[02:07:06] - Jeśli mnie okradniesz, to nie. Ale jeśli ktoś zarobił.
[02:07:10] - Ale to nie jest. Skąd się bierze to zarobił? No to zarobił. Bierze się krawiec. Naprawdę. Wiesz, czasami myślę, że czasami mamy taką mentalność małych dzieci. Wydaje mi się, że zarobił. Wiesz, jak się zarabia w Afryce? Wynajmujesz prywatną armię, stary, prywatną armię rzeźników, którzy pacyfikują ludzi. Wiesz, jak się wydobywa ropę do dzisiaj na Papui-Nowej Gwinei?
Lokalny rząd wysyła helikoptery, nieoznaczone wojskowe helikoptery i kolesie lądują, takie komando ląduje w wiosce, jeżeli jest tam ropa. I wiesz co robią? Wyciągają karabiny maszynowe i robią taką egzekucję jak naziści albo Sowieci na polskich wioskach, na Wołyniu i tak dalej. Dokładnie ta sama historia. Wyciągają sprzęt, rozstawiają i strzelają do wszystkiego, co się rusza.
[02:07:48] - Wiesz co? Powiem ci, że też-
[02:07:50] - Firma Shell.
[02:07:52] - Że też nie popieram mordowania. To może cię zdziwi.
[02:07:56] - To mnie cieszy bardzo. To jest to robienie interesów, Krawiec, o którym mówisz. Właśnie na tym to polega.
[02:08:01] - Ja mam raczej na myśli biznesmenów, którzy zarabiają uczciwie. Nie każdy jest chyba zły, kto ma dużo kasy, nie?
[02:08:11] - Wiesz co?
[02:08:12] - Przepraszam, że się wtrącę, ale z takich legendarnych przykładów. Słuchaj, Oskar Schindler w Krakowie Płaszowie też uczciwie zarabiał na swoje bogactwo.
[02:08:25] - Bardzo uczciwie.
[02:08:25] - To był uczciwy przedsiębiorca. Przepraszam, wycofuję to, co powiedziałem.
[02:08:32] - Bardzo uczciwa firma.
[02:08:33] - Rżnął państwo nazistowskie, hitlerowskie na kasie rżnął, ale ogólnie rzecz biorąc, tam mu się plus minus zgadzało.
[02:08:40] - Jego żona ratowała Żydów.
[02:08:43] - Płacił lepiej swoim robotnikom, niewolnikom żydowskim niż wszyscy inni dookoła. Był w tym sensie uczciwy.
[02:08:49] - To zapytam tak: nie znacie nikogo, kto jest bogaty, a jest dobrym człowiekiem?
[02:08:57] - Poznałem kilku ludzi w Londynie, takich bogaczy. W sensie mówimy o tym, że posiadasz w okolicy bardziej 50 milionów albo 100 milionów funtów, a nie dwóch milionów. I powiem ci, że to nie są normalni ludzie i nikt z nimi nie chce mieć kontaktu. Akurat tak się złożyło zawodowo, że pracowałem w takim miejscu, gdzie tacy kolesie się kręcili i wszyscy, wyobraź sobie dokładnie wszyscy ludzie, my pracownicy, my, niewolnicy tego systemu, unikaliśmy za bardzo kolacji z tymi ludźmi, rozmawiania. To są popierdoleni kolesie, stary. To są chorzy ludzie.
[02:09:33] - Ja znam na przykład moją rodzinę, ciotkę i wujka, którzy przez wiele lat pracowali ciężko, żeby sobie zbudować dom, żeby kupić sobie dwa samochody. Prowadzili sklepik, dokupywali sobie jakieś przyczepy kempingowe i wynajmowali je. Potem zaoszczędzili to, kupili bar i na barze zarabiali. I nigdy nikogo nie skrzywdzili. Wręcz przeciwnie.
[02:09:59] - Ale pracowali własnymi rękami. To nie jest kwestia.
[02:10:02] - Tak.
[02:10:03] - Natomiast jeżeli mówisz o prawdziwym biznesie, to tam się nie pracuje własnymi rękami. Pieniądz robi pieniądz, stary. To, o czym ty mówisz, to twoja ciocia z twoim wujkiem są nędzarzami, jeżeli chodzi o status w ogóle średniej klasy w Anglii. To są nędzarze, którzy ciągną swoje, bo mają mały sklepik i system pozwala im, że tak powiem, żyć trochę lepiej niż sąsiadom dookoła. Ale ciężko nazwać to bogactwem, bo bogactwo to jest coś bardziej niż 50 milionów funtów na koncie i to, że możesz sobie na przykład pstryknąć palcami i wydać na przykład dwa miliony na coś.
[02:10:34] - To aktor jakiś, który zarabia bardzo dużo i jest wielkim bogaczem. To co z nim?
[02:10:42] - Nie znam, podaj mi jakiś konkretny przykład, bo ja po prostu nie znam takich ludzi. Po prostu nie znam.
[02:10:46] - Cała masa aktorów, wszyscy ci, co w Hollywood grają.
[02:10:50] - Ale nie znam żadnego z nich prywatnie, Krawiec. Mówię ci, że ludzie, których poznałem prywatnie, którzy posiadają miliony funtów, posiadają potężne kwoty, potężne fundusze, to są pojeby.
[02:11:02] - Rozumiałem, że teza taka jest, że każdy, kto ma bardzo dużo kasiory, milioner jakiś, to jest już raczej zły, bo nie da się dochapać wielkiej kasiory i do bogactwa wielkiego dojść bez trupów, bez czynienia zła.
[02:11:22] - Nie w dzisiejszym świecie.
[02:11:24] - To podałem na przykład aktorów, którzy są bardzo bogaci.
[02:11:28] - Do milionów spokojnie dacie radę. Do milionów, miliardów.
[02:11:31] - Ja chciałem podać przykłady.
[02:11:32] - Albo sportowcy, którzy bardzo dużo zarabiają. Sportowcy też bardzo dużo zarabiają.
[02:11:37] - Ja chciałem podać przykłady. Po pierwsze to nie o to chodzi, Krawiec, że jeżeli jesteś bogaty, to ty musiałeś zatłuc siekierą czy motyką dziecko, które nie chciało harować na plantacji. Nie, to nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie ma takiej możliwości, żebyś ty był bogaty, nawet jeżeli ty w swojej fabryce żadnych dzieci nie wykorzystywałeś przy maszynie i tak dalej. Ty musisz być w tym systemie, bo nie możesz być bogaty, na przykład nie będąc klientem korporacji bankowych ogólnoświatowych, a one już kogoś tam wykorzystują. Po prostu musisz wejść w ten system.
[02:12:16] - Stary, mi też taka podpucha była na kasę, że daj spokój. John Lennon chyba największy hipokryta, jakiego mógłbyś spotkać na świecie.
[02:12:23] - Słuchaj, mam taki przykład nie z realnego świata, tylko przed świętami pokazywali tu komedyjkę. Ja po prostu sobie obejrzałem. Nazywa się to „Notting Hill”. Zresztą ja sam mieszkałem w tym Notting Hill po przybyciu do Anglii i znam tą ulicę. Polecam ci obejrzeć sobie komedię romantyczną „Notting Hill”. To jest właśnie przypadek tej aktorki. Ona nikogo nie krzywdzi. Ona jest piękną kobietą, która gra w filmach. Jest sławna, najsławniejsza na świecie i ona rzyga tym. Ona po prostu widzi to, co mówi kapitan wszystkich tych psychopatów.
Ona nie ma przyjaciół. Ona ma kupę pieniędzy. Ona nikogo nie krzywdzi. Ona ma talent, piękno, ale po prostu chce uciec od tego złego, chciwego świata i dlatego wybrała na męża narzeczonego biednego właśnie handlowca ze sklepu z książkami podróżniczymi. I płacze i żebra, bo ona szuka przyjaciela, żeby ją ktoś zrozumiał bez pieniędzy, rozumiesz?
[02:13:21] - Najlepszy numer jest taki, że ci sportowcy, Krawiec, o których mówisz, że niby tak zajebiście robią taki sukces. Poza tym, że ten sportowiec, kiedy zrobi sukces, robi sobie zdjęcie z puszką Coca-Coli. Jest to sprzedawane pięcioletniemu dziecku, któremu ty musisz później wytłumaczyć, że Coca-Cola jest niezdrowa, a on wszędzie na reklamach w całym mieście widzi tego sportowca, którym chce być. I wydaje mu się, że jak będzie pił, bo go sportowiec okłamał, bo to jest kawał skurwysyna, który wziął kupę kasy za reklamowanie tego gówna. I właśnie do tego się sprowadza. Ten koleś sobie kupi za to nowego jaguara, kupi sobie nową żonę, pojedzie na wakacje, ktoś zrobi mu zdjęcie. Będzie zdjęcie nowej ładnej dupy kolejnego piłkarza w gazecie. Stary, w ogóle o czym my mówimy?
[02:14:01] - Strasznie generalizujesz.
[02:14:03] - Nie, Krawiec, to nie jest generalizowanie.
[02:14:05] - Każdy sportowiec reklamuje Coca-Colę i przez to się przyczynia do zła, bo Coca-Cola wykorzystuje ludzi.
[02:14:11] - Ale widziałeś olimpiadę? Kto reklamuje duże imprezy sportowe? Taka jest ta cywilizacja. Krawiec, kto sponsoruje olimpiadę, stary? Przyjdzie się. Albo uczestniczysz w tym cyrku i mówisz: nie uczestniczę w tym, nie pracuję dla obozu koncentracyjnego, nie pracuję dla Adolfa Hitlera, nie zabijam ludzi, nie pomagam w tym wszystkim. Prosta rzecz. Albo uczestniczysz w tym wszystkim i podpierdalasz później, że to tylko taka reklama, bo zabrakło mi na czwartą willę i na piąty odrzutowiec. Konsekwencja, po prostu konsekwencja. Zwykła rzecz.
Albo się przejmujesz ludźmi dookoła i widzisz ludzi dookoła, albo widzisz kasę. I to jest naprawdę prosta historia.
[02:14:55] - Ja podam przykład prawdopodobnie kilku, ale nasuwa mi się przykład wspaniałego piłkarza Davida Beckhama, ale prawdopodobnie nawet ten obecny szczytowo sławny piłkarz, czyli Cristiano Ronaldo to samo robi. Tylko nie jestem do końca pewien, bo zapomniałem, nie interesuję się tym. Ale David Beckham przecież doszedł do sukcesu.
[02:15:16] - Dorosły facet reklamuje gacie.
[02:15:18] - Związku z pracą. I stał się bogaty. Ma na koncie miliony. Ale co będzie z tymi milionami zrobił? Przecież jak nie zainwestuje w cudzysłowie albo nie da do korporacyjnego banku, to rozkradną. W związku z tym David Beckham wchodzi w biznes odzieżowy i reklamuje majtki na swoim tyłeczku pięknym. Gdzie ty myślisz te majtki i kto robi te majtki? Właśnie pani jakieś dobrze opłacane pracownice szyją te majtki? Nie. Prawdopodobnie gdzieś w Bangladeszu za głodowe stawki, w katastrofalnych warunkach fabrycznych szyją to biedacy, a David Beckham tylko dostaje statkiem przywożone już gotowe produkty i jego nazwisko na majtkach jest napisane i kasuje forsę na swoje konto w korporacyjnym banku.
I tak to działa.
[02:16:12] - Otóż to. Dlatego to jest taka krzywa historia. Ja mam takie dosyć radykalne podejście do tego, o czym pewnie doskonale wiesz, bo znasz mnie od lat z tej strony, że albo jest się w zgodzie ze sobą, albo jesteś w zgodzie z mordercami, którzy tworzą ten system. Nie jest to łatwa opcja, bo wiadomo, że wszyscy jesteśmy uwaleni tą kasą. Ja też muszę płacić rachunki. Jest to naprawdę mocne zajęcie, że tak powiem, żeby to ogarnąć wszystko. Wcale nie widzę, żebym się rozwijał w ten sposób. Ja też widzę, ile rzeczy jest robione dzięki kasie, a ile rzeczy jest robione bez kasy. Jak się okazuje, te piękne rzeczy, które nas wszystkich budują, nawet ten moment, że jesteśmy tu i teraz, stary, ten moment jest bez kasy. Tu nie ma korporacji za nami, nie ma biznesplanu, nie ma budżetu.
[02:16:59] - Spoko, mi też nie podoba się wiele zjawisk, o których ty mówisz, wiele ludzkich zachowań, tylko po prostu nie jestem aż tak radykalny i nie generalizuję tak mocno aż.
[02:17:15] - Wiesz, nie jest to generalizacja.
[02:17:16] - Wystrzegam się, bo widzę, że takie opinie nie prowadzą raczej do rozwiązania.
[02:17:24] - Jedną rzecz ci powiem, Krawiec, à propos dobrego obrazu. Tylko jedną rzecz jeszcze wspomnę, bo tutaj Konrad wspomniał jedną ciekawą rzecz właśnie o tej aktorce, przyjaźniach i tak dalej. Dlaczego nikt nie chce mieć kontaktów prywatnie z tymi bogatymi ludźmi? Oni generalnie płacą za swoje przyjaźnie. Tam generalnie bujasz się z nimi jak chcesz, jak im przytakujesz.
[02:17:43] - Skąd ty to wiesz?
[02:17:43] - Bo miałem taką pracę, że tutaj pracowałem przy takich zleceniach.
[02:17:46] - Tak sobie wyobrażasz, że ci bogacze to tacy sami. Nikt ich nie lubi.
[02:17:51] - Krawiec, ty chcesz mnie obrazić?
[02:17:54] - Co to za generalizacja? To moją inteligencję takie generalizowanie obraża. To ja podam przykład.
[02:18:01] - Poczekaj, ale dajcie mi skończyć panowie. Więc Krawiec, mówię ci na przykładzie ludzi, z którymi pracowałem. Są ludzie pracujący dla londyńskiej giełdy, dla tak zwanego City. Bardzo takiej finansowej dzielnicy. I na podstawie tych ludzi opowiadam to, o czym mówię. Nie generalizuję. Cała moja generalizacja sprowadza się do ludzi, których poznałem, o czym jasno i wyraźnie tutaj powiedziałem nie raz, nie dwa i powtarzam chyba po raz 20 dzisiaj, że to są ludzie, których ja poznałem i rzecz, której ja się dowiedziałem z mojego doświadczenia, dlaczego jest to takie toksyczne? Bo tam nie ma przyjaźni, Krawiec. Tam wszystko jest na sprzedaż, tam nie ma żadnych przyjaźni. Tam tylko i wyłącznie chodzi o pieniądze i o możliwości.
Przyjacielem jesteś tylko wtedy, kiedy twoja suma na koncie się zgadza i kontrakt ci wyjdzie i masz finansowy sukces. Tam nie ma innych przyjaciół, rozumiesz? Kiedy coś ci się podwinie, noga ci się podwinie, cokolwiek. Widziałem takie sytuacje u kolesi. Mieli wszystko, nagle noga się podwinęła, stary, i nawet nie masz kumpla, do którego mógłbyś zadzwonić, bo nie ma już takich ludzi dookoła ciebie. Nawet twoja żona jest tylko z tobą po to, żebyś płacił za jej luksusowe życie. Twoje dzieci nawet cię nie znają, bo w sumie nigdy cię nie widziały na oczy. To jest takie życie. Ty masz właściwie sekretarza, który zajmuje się całym twoim prywatnym życiem. Dzwoni do ciebie i mówi ci, że twoje dziecko ma urodziny albo żona ma urodziny i że już kupił kwiaty i żebyś dzisiaj, jak możesz wcześniej skończył robotę w biurze i żebyś zadzwonił do żony, złożył dzisiaj życzenia.
Wiesz, to jest takie życie.
[02:19:24] - Ja przepraszam, ja doświadczyłem tego sam w Londynie na moim własnym życiu. Ja tu nie zawarłem przyjaźni. Wszystkie relacje, które próbowałem nawiązać tu w Londynie, zaczynały się od pytania: gdzie pracujesz?
[02:19:38] - Tak.
[02:19:39] - Tu nikt się nie pyta, jaki jesteś, co potrafisz czy znasz dowcip. Gdzie pracujesz? Trzeba to przetłumaczyć: ile zarabiasz? Tylko się nie pyta wprost: ile zarabiasz, tylko się pyta, gdzie pracujesz. To po pierwsze. Drugie, zachwycił mnie taki polski film „Londyńczycy”, który pokazuje właśnie idealistów i nie tylko, którzy przyjeżdżali do Londynu z Polski i próbowali tu życie na nowo założyć i zdobyć ten bogaty świat. I tam właśnie są tego typu sceny, że po prostu liczy się tylko to, ile możesz ukraść dla szefa. Ukraść w sensie dosłownie ukraść.
[02:20:16] - Na giełdzie się kradnie.
[02:20:17] - Dosłownie ukraść, być świnią podłym, to wtedy jesteś kimś w tej firmie, awansujesz w towarzystwie i tak dalej. Oczywiście to był film, ale domyślam się, że na jakichś faktach. A to, co ja tu wyjaśnię, bo Krawiec faktycznie broni idealistycznego postrzegania świata. Ja to odkryłem też i włączyłem do tej swojej ideologii. Otóż odkryłem tak, że okej, twoi jacyś krewni mają jeden samochód, drugi, mają dom. No to dobrze, niech mają drugi dom. Dlaczego? Bo to wytłumaczą w miarę łatwo. To dla dzieci, prawda? Żeby dzieci miały gdzie mieszkać.
[02:20:50] - Ale po co ci piąty dom?
[02:20:52] - Pracowaliśmy ciężko. Proszę?
[02:20:54] - Ale po co ci piąty dom? Po co ci szósty, siódmy, ósmy? Po co ci stare dwie firmy nieruchomości, w których jest po parę tysięcy domów? Po co ci to?
[02:21:02] - Tak jest. I ja odkryłem tą myśl, że w którymś momencie za 50. domem i 100. samochodem i 30 miliardem na koncie przestaje ci wierzyć w te twoje uzasadnienia, że nie ma innego wytłumaczenia. A ty dalej chcesz inwestować, dalej szukasz rynków, dalej chcesz wypieprzyć kogoś pod kim dole podkopać, żeby on się nie wzbogacił, tylko ty żebyś zdobył ten kontrakt. Ja zrozumiałem, że nie ma już dalej wytłumaczenia takiego łagodnego, idealistycznego, tylko jest jedno jedyne wytłumaczenie. To jest psychopata.
[02:21:40] - Wiecie co? Ja się śmiałem, ale mam taki przykład.
[02:21:41] - Psychopata, który ma ludzi, ludzkość, przyrodę, przyjaźń, miłość za nic. Tylko liczy się dla niego pieniądz.
[02:21:50] - Trzeba być takim kolesiem na sztandarze, prawda?
[02:21:52] - Greed is good. Chciwość jest dobra.
[02:21:54] - Greed is good.
[02:21:55] - Słuchajcie, skracajmy może trochę swoje wypowiedzi, bo też bym chciał coś powiedzieć, a nie chciałbym czekać 10 minut na wypowiedź swoją.
[02:22:02] - Dobra, dobra, śmiało.
[02:22:03] - Ty podawałeś kiedyś, Tomek, taki przykład o Indianach, którzy dali łódkę jednemu gościowi, canoe, i jak zobaczyli, że on tego nie używa, to mu zabrali. Widzisz, mi się taki system nie podoba. Dla ciebie to jest okej, mi się nie podoba. Ja bym był bardziej za tym, żebym miał tą łódkę na własność, żeby nikt mi jej nie zabrał, nawet jak jej nie używam. Jesteśmy różni.
[02:22:29] - Rozumiem cię, Krawiec. Ja się zgadzam z tobą, ale powiem ci jedną rzecz. Wiem skąd — w mojej opinii, wcale nie muszę mieć racji. Pierwsza rzecz i elementarna, wynika to z twojej niewiedzy tym, czym jest urządzenie, które masz. Tak zwyczajnie. Jeżeli nie używasz canoe, ono stoi oparte o szopę, to dosłownie po miesiącu jest do wyrzucenia. Rozumiesz? To jest urządzenie, które działa tylko wtedy, kiedy jest wykorzystywane. Jeżeli ty z niego nie korzystasz, to daj komuś, kto korzysta, bo inaczej nic z tego nie będzie. To jest prosta rzecz.
Możesz to wziąć i zniszczyć. Możesz to wziąć i zniszczyć. Tak robią to wszyscy biznesmeni. Kupują wielkie rzeczy i niszczą. Niszczą i zostawiają, i trzymają to, i szlag to trafia.
[02:23:07] - Znowu ja powiem o sobie. Ja na przykład jestem inwalidą. Chciałbym pojechać samochodem na zakupy, ale nie mam samochodu, bo mnie nie stać. Ale na mojej ulicy jest odkupa. Pod niektórymi domami są po dwa samochody i ja widzę, że one nawet nie wyjeżdżają do pracy i one stoją tam nieużywane, ale nikt mi nie użyczy samochodu w tym świecie, w tym systemie. A ja nie mogę wykorzystać, chociaż potrzebuję tego zasobu. To jest marnowanie zasobów po prostu. To jakieś takie hipisowskie.
[02:23:36] - Poruszyłeś, Konradzie, taki temat, który właśnie niedawno przerabiałem. Tak się nie odzywałem, bo byłem na spacerze przyznam szczerze, jak do was zadzwoniłem na 15-stopniowym mrozie. Nie wiem, czy jakieś tam pogłosu nie było ode mnie. Także przepraszam z góry. Poruszyłeś taki temat, ale za to pięknie widać Oriona dzisiaj. Poruszyłeś temat, Konradzie, który przerabiałem niedawno, bo tak się właśnie zastanawiałem na temat samochodu. Mam kolegę, który jest takim zapalonym kierowcą i jeździ w tą i z butą i nazad na różne krótkie zakupy i tak dalej. On mi wytłumaczył, że jego koszt — wchodźmy teraz w konkretne kwoty — jego koszt utrzymania tego samochodu jest około 600 złotych miesięcznie. Przeglądy, różnego rodzaju naprawy, paliwo i tak dalej. Teraz sobie wyobraźcie coś takiego: jak ja mieszkam w takiej małej mieścinie pod tytułem Szczecin, to ja mam za te 600 złotych 30 razy w miesiącu dwa razy taksówkę.
Czyli mogę sobie wynająć samochód z kierowcą i jeździć codziennie dwa razy. Naprawdę nie ma sensu w tym przypadku mieć samochodu.
[02:24:35] - Ja to też odkryłem, bo kiedyś też byłem w Polsce właścicielem samochodu i to też odkryłem, że to wszystko, ta zabawa nie ma sensu. Dlaczego by nie wynajmować raz na tydzień właśnie kierowcy z taksówką? Też to odkryłem.
[02:24:49] - I dokładnie do tego zmierzam. I ja tak właśnie robię. Ja zresztą słuchałem wcześniej Tomka, tak jak gdybym słyszał o samym sobie pewne rzeczy, bo ja sześć lat temu też podjąłem taką decyzję, że koniec z gonieniem za pieniędzmi. Dosyć tego. Nie będę się dalej oszukiwał, że praca jest czymś ważnym, że to jest odpowiedzialność i tak dalej. Nie, to jest właśnie dokładnie odwrotnie i to, o czym Tomek mówił. Tylko ja bym to nazwał w ten sposób: trzeba się postarać przeformatować jak gdyby swoje potrzeby, swoje oczekiwania. I jeżeli tak się zrobi, oczywiście nie da się wiadomo bez tych pieniędzy żyć, bo niestety gonią nas różnego rodzaju rachunki, obowiązki i tak dalej, szczególnie jak się ma rodzinę. Natomiast jeżeli swoje potrzeby zweryfikujecie, to naprawdę można znaleźć taki złoty środek między ilością tej pracy konieczną, tak? Żeby nie pracować za pieniądze i dla pieniędzy w kółko, tylko żeby to po prostu było jakoś zrównoważone.
[02:25:41] - Żeby robić może coś dla ludzi, wiesz, to jest ten rzeczywisty kapitał. Taką robotę, w której spotykasz drugiego człowieka, któremu to naprawdę jest potrzebne, to się przydaje, to ma sens, to daje inną w ogóle energię. I to jest ta prawdziwa energia życia, której- Temu biznesowi brakuje zawsze, kapitalizmowi tak zwanemu.
[02:25:58] - Ale tutaj narażę się wielu osobom i wsadzę kij w mrowisko. Otóż odkryłem jeszcze jedną rzecz: cóż z tego, że ty, ja i my tutaj odkryjemy, że tak naprawdę pieniądz nie jest najważniejszy, tylko przyjaźń, miłość i tak dalej. Ale niestety płeć piękna tego jeszcze nie odkryła. I jeżeli ty odejdziesz od korporacyjnego wyścigu szczurów do pieniądza, to przestaniesz mieć przyjaciółki i przestaniesz mieć seks.
[02:26:26] - Znowu generalizowanie.
[02:26:27] - Nasze rodaczki uważają, że jesteś przegranym człowiekiem, niewartym w ogóle spotkania się z tobą.
[02:26:35] - Wiesz, jesteś taki pyton.
[02:26:37] - Jasne.
[02:26:38] - Pierwsze pytanie na randce: gdzie pracujesz?
[02:26:43] - Czemu znowu generalizujemy? Ja uważam w ogóle, że taka jest prawda.
[02:26:46] - Kilka lat mieszkałem w Londynie i nauczyłem się, że to jest codziennością tu. Gdzie pracujesz?
[02:26:53] - Okej, takie kobiety akurat spotkałeś na swojej drodze. Ja mam taką filozofię: uważam, że przesada w każdą stronę jest niekorzystna i człowiek, który na przykład w ogóle nie pracuje, degraduje się też w pewnym sensie. Rozleniwia się, przestaje mieć jakiś pęd do życia. Praca jest potrzebna. Praca uszlachetnia. Tak samo skrajna bieda tworzy różne złe rzeczy i patologie.
[02:27:25] - Poczekaj, bo operujemy takim hasłem. To jest generalizowanie według mnie. Jaka praca? Co nazywasz pracą? Bo ja pracą nazywam pomysł, który chcę zrealizować. Mam pomysł, mam swój własny koncept i go realizuję. To jest moja praca. Moją rzeczywistą pracą nie jest pracowanie jak niewolnik na kogoś i to wcale nie czyni mnie szczęśliwym w żaden z możliwych sposobów. Jeżeli ja mam pracować jak niewolnik, ja mam naturę Indianina. Ja, stary, wolę usiąść i umrzeć.
[02:27:49] - Nie musisz jak niewolnik. Ja pracą nazywam po prostu jakąś aktywność, wytwarzanie na przykład czegoś i czerpanie z tego zysku. I towarzyszą temu często takie rzeczy, które wy powiecie tu wszyscy, że są z natury swojej złe, jak żądza sukcesu, rywalizacja. Ja nie uważam, że one są złe, tylko w nadmiarze są złe, jak ze wszystkim. Czemu nie wyznajecie takiej filozofii jak ja, że dobry jest po prostu balans, że młotkiem można zrobić sobie krzywdę, a można gwoździa wbić. Tylko młotek jest zły, bo ja znam przykład, że ktoś komuś łeb rozwalił młotkiem.
[02:28:31] - Nie, Krawiec niktego nie powiedział. To jest twoja, że tak powiem, peregrynacja intelektualna. Nikt tego tutaj nie powiedział. Absolutnie.
[02:28:37] - Zgadzam się. Ja też właśnie zgadzam się z tym, co ty powiedziałeś.
[02:28:39] - Ja po prostu jestem przeciwnikiem kariery, bo kariera zmusza cię do bycia częścią tego systemu. To jest ta sama historia z Davidem Beckhamem. Może być fajnym kolesiem, który nawet jest cool, jest fajnym piłkarzem, fajnie kopie piłkę, ma talent, szybko biega po boisku i potrafi jeszcze użyć głowy do tej piłki. Ale koniec końców skończył sprzedając gacie. Tak się skończyła kariera Davida Beckhama. Sprzedaje po prostu gacie. To jest żałosne. To jest trochę tak, jakby polegało to na tym, że robisz wielką karierę po to, żeby w wieku Davida Beckhama zacząć sprzedawać podpaski. Czy to jest kariera? Ja nie rozumiem w ogóle pojęcia kariera.
Czym jest w ogóle kariera? To znaczy co? Bo ja rozumiem słowo „relacja z ludźmi”, relacja z jednym człowiekiem i relacja z drugim człowiekiem. Nie wiem, o czym ty mówisz, jak mówisz mi, że kariera jest okej. Ja nie szukam kariery. Ja szukam relacji z tobą, człowieku.
[02:29:25] - Nie. Ja tu staję po stronie Krawca teraz. On to powiedział. Ja właściwie wyznaję ideologię, którą powiedział Krawiec. Krawiec powiedział o pracy, nie karierze. O pracy.
[02:29:35] - Nie, ja wspomniałem o tym, czy robienie kariery, że idziesz, pniesz się po szczeblach i tak dalej, i tak dalej, zarabiasz coraz więcej z tego i tak dalej.
[02:29:42] - Krawiec tego chyba nie miał na myśli. Miał na myśli właśnie mały i średni biznes na przykładzie swoich krewnych. I ja tak, zgadzam się. Tylko ja nie mówię o tym, Krawiec. Nie potępiam tego, wręcz pochwalam to. Tylko ja zauważyłem, że wpadliśmy po 1989 roku w ten system, który nie na tym polega, że ci, którzy to robią, ci, którzy w to wierzą, to są tak zwani pożyteczni idioci, którzy dobrze służą tym megachciwcom, psychopatom z korporacji. My im służymy, żeby oni zgarniali śmietankę z zasobów całego świata i naszej pracy. I to potępiam.
[02:30:29] - Do tego się to sprowadza, tak. Bo to, że ktoś jest rzemieślnikiem, sam jestem rzemieślnikiem zawodowo, mam nawet na to papier, także wiem, co znaczy usiąść i wykonać pewien produkt i to zrobić. Ale to jest mój deal z Kowalskim. Jeżeli Kowalski coś u mnie zamawia, to nie przychodzi do mnie, ja to często mówię, nawet chyba ostatnio mówiłem w radiu, nie przychodzi do mnie rząd, nie przychodzi do mnie nikt inny, nie przychodzi do mnie instytucja, nie przychodzi do mnie społeczeństwo. Mam coś do zrobienia dla Kowalskiego. Kowalski będzie we wtorek po odebranie swojej rzeczy. I do tego się sprowadza. To jest mój kontakt z Kowalskim. To żaden sukces, to jest normalne rzemiosło. Ja mam coś, co mogę zaoferować człowiekowi.
Człowiek ma coś, co może zaoferować mi. Git. Spoko. To jest relacja między ludźmi.
[02:31:08] - I dopóki możecie zrobić barter, czyli się wymienić tym czymś, to wszystko okej. Natomiast to, od czego się zaczęło, czyli ten pieniądz, bo od tego zaczęła się między wami sprzeczka.
[02:31:19] - No nie sprzeczka, to jest gorąca dyskusja.
[02:31:22] - Spór.
[02:31:22] - Dyskutujemy sobie.
[02:31:23] - Gorąca dyskusja.
[02:31:24] - Problem jesteś ty. Mówiliście o zasobach.
[02:31:26] - Czekaj. Tu na czat jeden-
[02:31:28] - Czekajcie, dajmy szansę Tamuśkowi, spokojnie. Jest taka sprawa, że mówicie o zasobach, że za te pieniądze, które oni sobie drukują, mogą wykupić wszystkie zasoby. I tutaj jest właśnie pies pogrzebany. Narzędziem jest pieniądz. To jest narzędzie. Tak samo jak zostało wynalezione koło. Jestem więcej niż przekonany, jeśli spotkamy jakąś cywilizację, będzie też jakaś forma pieniądza. Natomiast chodzi o to, żeby nie było zawłaszczenia, że ktoś może produkować tylko ten pieniądz, tylko jeżeli my się w trójkę umówimy, że jest jakiś umowny żeton To żebyśmy mogli przy pomocy tego żetonu tę wartość wymienić, bo to jest rzeczywiście odłożenie płatności w czasie.
[02:32:01] - Okej, rozumiem. Słuchaj, Tomusiu, czy słyszałeś o tym, jak wygląda kwestia obiegu finansowego na Polinezji? Taka oryginalna, rdzenna. Nie wiem, czy znasz.
[02:32:09] - Polinezja? Coś słyszałem.
[02:32:11] - Okej, to ja szybko powiem. To jest archipelag, kilka malutkich wysepek, na których żyją lokalne małe społeczności, które się między sobą cały czas wymieniają. Pływają pomiędzy swoimi wyspami, mają cały czas kontakt. Szukasz sobie żony w innej wiosce i tak dalej — wszystkie te historie. Ale też się wymieniają. Też jest coś w rodzaju wymiany i ta wymiana musi być fair. Czyli jeżeli ty dajesz komuś coś, to oczekujesz, że dostaniesz coś, co jest w równowadze z tym. To jest normalna rzecz. To nie ma nic wspólnego z biznesem. To jest kwestia relacji międzyludzkich.
To nie jest biznes, to nie pieniądze. To jest normalna natura, żeby był balans zachowany. Drzewo ma korzenie tej samej wielkości, które ma gałęzie. Balans jest zawsze zachowany. I jak oni zachowują ten balans? Raz w roku jest robiona taka specjalna wyprawa. Każda społeczność buduje swoje własne canoe, wybiera najsilniejszych facetów wioski, którzy najlepiej potrafią wiosłować. Nie każdy może się zabrać na tą wyprawę. Poważnie. Jest specjalna taka delegacja robiona tylko ci, którzy naprawdę potrafią.
To jest wielka nobilitacja się udać na tą wyprawę. To jest taki zaszczyt. Wtedy jesteś już starszyzną, że tak powiem, takim prawdziwym facetem w plemieniu. I chodzi o to, że musisz załadować na to canoe największy głaz, jaki masz w okolicy na swojej wyspie i przewieźć go na jedną taką specjalną wyspę, która znajduje się na środku archipelagu. I to jest świadectwo twojego rzeczywistego potencjału. Czyli to, co możesz zrobić jako społeczność dla innej społeczności. Czyli jeżeli cokolwiek się wydarzy i jakaś społeczność będzie potrzebowała pomocy i ty będziesz musiał im czegoś dostarczyć, to właśnie dlatego, że ty jesteś tym kolesiem, który potrafi zawieźć najcięższy kamień na tą wyspę od siebie, przewieźć przez wyspę. Oni nie używają GPS-a. Oni pływają na gwiazdy, słońce i chmury. Jeżeli to potrafisz zrobić, to w tym momencie świadczy to o tym, że jesteś w stanie pomóc nie tylko sobie, ale też komuś innemu w takiej ciężkiej sprawie.
I wszyscy ci, którzy przypływają na wyspę, widzą, że to jest kamień od twojej społeczności i znają wartość twojej społeczności. Dlatego jeżeli się z tobą wymieniają, to wiedzą, że ty masz taką, a nie inną wartość i będą zachowywali balans z tobą. I to jest właśnie pieniądz. Słuchaj, nikt nie ma pieniądza. Te pieniądze to są po prostu potężne głazy, które leżą na jednej z tych wysp. Co jakiś czas dochodzi kolejny głaz i na takiej zasadzie to działa. To jest właśnie taka zdrowa, można powiedzieć, ekonomia. Modeli na to na świecie jest dużo. Nam się o tym nie mówi, bo wszyscy chcą, żebyśmy uwierzyli w to, że musimy robić biznesy, musimy robić pieniądze i że to jest istotą naszego życia. Tak nam się to wdrukowało do głowy i ciągle staramy się złapać sens tych pieniędzy i jakoś logicznie wytłumaczyć, że jednak nie, że to wszystko jednak ma jakiś sens, że to służy dobremu i tak dalej.
Efekt jest dosyć piorunujący, bo jeżeli sprawdzimy rozwój ekonomii, rozwój finansjery po operacjach finansowych i sprawdzimy z historią, wystarczy sobie wziąć zwykły dobry podręcznik do historii, gdzie są wypisane wszystkie wojny na świecie i operacje finansowe, to zobaczymy jasno i wyraźnie, że pieniądze produkują wojny. Czy chcemy, czy nie. Możemy oczywiście to odrzucić, wyrzucić ze swojej własnej głowy, nie wierzyć w to. Możemy wymyślić swoją własną wiarę i religię i sobie wymyślić inny świat. Ale rzeczywistość jest taka, jaka jest i właśnie taka puka do naszych drzwi, niezależnie od tego, co my na ten temat myślimy.
[02:35:15] - Dobrze, może odrzućmy jednak ten wielki głaz. Ja nie chciałbym wtaczać się na jakąś górę głazu czy-
[02:35:21] - A ja bym chciał.
[02:35:22] - Żeby dostać potem bułkę.
[02:35:24] - Ale nie musisz dostawać.
[02:35:25] - A pomówmy o... Nie chcę nikomu udowadniać też, wnosząc ten głaz. A pomówmy może o czymś konkretniejszym, na przykład o kupiectwie. Czy kupiectwo waszym zdaniem, które polega- Zaczekaj chwilę. Jak skończę, to powiesz. Kupiectwo, kupiec, czyli ktoś, kto kupi taniej, sprzeda drożej. Czy to jest zły człowiek? Moim zdaniem nie. Jest to normalna praca i ja szanuję taką pracę. Lubię pójść do kupca i kupić od niego coś i zapłacić mu za to, że przewiózł mi ten towar, że dostarczył go.
Jest to normalna praca. Czy nie zgodzicie się z tym?
[02:36:08] - Ale tu nie ma rozmowy na ten temat, bo to w ogóle normalne. Pomagasz komuś coś zorganizować. Człowiek daje ci, balansuje tą sytuację dając ci coś ekstra za to, że pomagasz mu coś zorganizować.
[02:36:20] - Okej, czyli kupiec jest okej. Dobrze.
[02:36:23] - Krawiec, to jest ta sama sytuacja, jak ty wpadasz do kogoś.
[02:36:26] - Żeby kupiec mógł działać potrzebne jest coś takiego jak pieniądz, bo kupiectwo bez pieniądza nie istnieje. Nie może istnieć, bo kupiec, który by jeździł i wymieniał się na wszystko, to jest jakiś złomiarz, jakiś Heniek, który będzie jeździł i się wymieniał.
[02:36:46] - Krawiec, ty ciągle myślisz kategorią, że masz limitowane zasoby. Ty dalej nie wziąłeś pod uwagę tej najważniejszej rzeczy, o której ja tu mówię, że nie ma problemu z zasobami. Rozumiesz? Ty ciągle, nie obraź się, ale myślisz jak niewolnik, który ma jedną miskę ryżu na miesiąc i zastanawia się, jak ją rozdzielić na całe życie. A nie ma tego problemu na świecie. Zasobów jest tyle, że naprawdę tu nie powinno być nikogo głodnego, nikogo bez dachu nad głową. Naprawdę nie ma ku temu żadnego powodu. Rozumiesz? To nie jest rozmowa o tym, że czegoś brakuje. To jest rozmowa o tym, że wszystkiego jest, kurwa mać, w bród, w cholerę, stary, na tym świecie.
Jest do oporu, stary. Banki nie są w stanie przewalić tej kasy.
[02:37:21] - Ja chcę tutaj powiedzieć, bo to wyjaśni sytuację, oczyści atmosferę. Ktoś tutaj, jeden ze słuchaczy na czat napisał coś takiego: „Krawiec broni rzemiosła, a reszta gani biznes”. To nie jest prawda. Ja też bronię rzemiosła i też bronię biznesu. Tylko kluczowym słowem tutaj, którego ten słuchacz nie napisał w komentarzu, jest „wielki”. Krawiec broni rzemiosła, a reszta gani wielki biznes. I to jest kluczowe słowo. Nie ganiamy farmy.
[02:37:53] - Słuchajcie, bo my troszkę tak jakby wpadamy w jakiś dualizm mentalny. To nie jest kwestia ganienia, to jest kwestia- Tego, czy jesteśmy w zgodzie ze sobą, gdzie jest ta zgoda z nami wewnętrznie, gdzie mamy tą zgodę? Jak robimy życie dookoła z innymi ludźmi, wymieniamy się, mamy zasoby dookoła, to jaka jest zgodność tego świata, który próbujemy w logiczny sposób wytłumaczyć, ten syn wariata, jaka jest zgodność z tą rzeczywistą naturą nas samych? To jest to pytanie. I pytanie jest, jak długo jeszcze będziemy się oszukiwać wmawiając sobie, że jesteśmy wiewiórkami, że jesteśmy robotami, że jesteśmy kimś, zapominając o zgodzie ze sobą. Bo biznes tak zwany oficjalny i pieniądze nie dają nam odpowiedzi na bycie w zgodzie ze sobą. Wręcz odwrotnie, powoduje kompletną dychotomię i wszyscy stajemy świra. I zamiast, co widać po tej rozmowie, rozmawiać o zgodzie ze sobą samym i znaleźć sobie fajną opcję na poszukiwania, na wyprawę, tak żeby generalnie nie wylądować na samym dnie w cudzysłowie, a móc robić coś konstruktywnego i zostawić ten system. Zrobić to w zgodzie ze sobą, poza kasą, poza tymi wszystkimi rzeczami. Zrobić to dla siebie i dla kogoś, kto stoi obok nas tak zwyczajnie, bo ten człowiek tworzy naszą rzeczywistość, czy za nią płaci, czy nie.
I tak tu jest i tak ją tworzy. To nie polega na pieniądzach. To o tym jest cała mowa, że świat nie polega na pieniądzach. Pieniądze są tylko czymś, co właściwie obdziera nas z tej zgody ze sobą samym.
[02:39:19] - Ja może powiem zupełnie od początku. Wyjaśnię, dlaczego tak myślę i jak będę oceniał wszystko to, co wy powiecie i to, co powiedzą media. Otóż ja stwierdziłem, że dla mnie jako mnie człowieka i tak dalej, Zbawiciela i tak dalej, mniejsza o to. Najważniejszym jest, żeby mój naród albo moje narody, nasza grupa narodów, mam tu na myśli na przykład narody Europy, sąsiadów naszych, rozwijały się harmonijnie, w zrównoważony sposób. Nie niszczyły tym rozwojem swoim narodowym własnej przyrody, naszej europejskiej przyrody. I ten rozwój był sustainable, czyli żeby trwał z pokolenia na pokolenie, a nie tylko na przykład na mega długi, żebyśmy my mieli coś, a nasze wnuki będą musiały w nędzy harować, żeby te długi spłacać. I biorąc za punkt wyjścia takie założenia, żeby ludziom się żyło, jak to się mówi, żeby Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatnio. To jest komunistyczne hasło Gierka. Ja to wyznaję i ten system, jakby go zwało, czy kapitalistyczny, nieważne, nazwijcie go czy korporacjonizm, czy globalizm, nieważne. Nie o nazwę chodzi, tylko o sedno tego systemu.
Ten system nie wypełnia tego zadania, że ludziom się nie żyje dostatnio, się żyje coraz gorzej. Rośnie prekariat. Polska nie rośnie w siłę, tylko Polska upada na naszych oczach i to jest sedno sprawy. Ja nie potępiam kapitalizmu. Owszem, niech ktoś tą przedsiębiorczość robi w małych miasteczkach, zakłada fabryczki, ale mnie chodzi o te korporacje ponadnarodowe, które de facto używają całych narodów i państw do celów prywatnych rodzin, które mają te akcje na szczycie. I nie chcę, żeby ktoś brał moje słowa oburzenia, że ja potępiam ciężką pracę, przedsiębiorczość, organizowanie. Nie.
[02:41:21] - To nie jest problem. Jedynym problemem-
[02:41:24] - Big business, big pharma, big corporations
[02:41:24] - ... w dzisiejszych czasach jest to, że rzemieślnicy, którzy ciężko harują na te wszystkie rzeczy, tak naprawdę nie dostają nic z tej kasy. Kasę zgarnia tak zwana kasta menadżerów, którzy zarządzają tym wszystkim i stąd się bierze patologia. To są ludzie, którzy wprowadzili ten system fetyszu pieniądza, właśnie pośrednicy. Bo prawdziwy rzemieślnik normalnie ma zawsze swojego klienta, jest normalnym rzemieślnikiem, do którego klient przychodzi i dostaje swoje. I ten człowiek poznaje rzemieślnika, rzemieślnik poznaje swojego klienta. Jest zawsze relacja między ludźmi. To, jak się rozliczą, to już jest ich prywatna sprawa. Czy wymyślą sobie do tego pieniądze, czy zrobią to barterowo, to naprawdę nie jest ani mój, ani twój, ani niczyj problem. Naprawdę.
To jest problem tylko dealu pomiędzy tymi dwoma ludźmi i na tym to powinno polegać. Tak samo powinno być wszędzie na świecie. To jest normalne i tak jest wszędzie na świecie. Taka jest prawda. Tam, gdzie jeszcze wielkie banki nie otarły i nikt z tym jakoś od tysięcy lat nie ma problemu. Ja się zawsze śmieję, że wszyscy mówią o tej ekonomii, jaka to jest genialna, zajebista rzecz, ale żeby się wyleczyć, to zapieprzają wszyscy równo do Amazonii, do dzikich ludzi, którzy biegają na bosaka po pustyni, bo się okazuje, że w tym całym cudownym ekonomicznym świecie z tabletkami, z terapiami, z sukcesem wszyscy dostają opierdolca i nikt nie jest w stanie normalnie funkcjonować, bo dochodzi do momentu, kiedy chce skończyć ze sobą i musi lecieć do tej Amazonii, tam, gdzie ludzie nie wiedzą, co znaczy bankomat i tam dopiero nagle kuma: fuck, na czym polega moje życie? Fenomen, prawda?
[02:42:51] - Tomek, ty nie oglądasz brytyjskiej telewizji?
[02:42:53] - Nie.
[02:42:54] - No a ja oglądam. I tu był taki film jeden z pracowników telewizji brytyjskiej, kameraman, kamerzysta właśnie. Ma tu domek, rodzinę w Anglii i tak dalej. I postanowił, kupił ziemię w Amazonii, ziemię po prostu fizycznie kawałek Puszczy Amazońskiej tam-
[02:43:10] - Poznałem takich ludzi też. Też mają ziemię w Amazonii.
[02:43:12] - I właśnie on dokładnie opowiadał, porównywał życie w Anglii, życie tam oczywiście. Omawiał, pokazywał w tym swoim serialu szok intelektualny, jaki doznał, że tam są inne wartości i inaczej się tam to życie toczy. I najpierw to było trudne dla niego do zaakceptowania, a później dostrzegł wartości tego.
[02:43:35] - Fenomen. Chorujesz i jak jesteś chory-
[02:43:37] - Proste życie i tak dalej.
[02:43:39] - Ale wiesz, jaki jest fenomen w tej rzeczywistości właśnie tam, gdzie ludzie nie znają bankomatów? To jest przeciwieństwo na przykład krawiec do rzeczywistości, w której krawiec jesteś, w której na przykład my tu żyjemy. Czyli na przykład jeżeli coś ci się dzieje ze zdrowiem, to musisz wziąć pieniądze do kieszeni i pójść do lekarza. Natomiast tam jak coś ci się dzieje, to stary, wszyscy przychodzą do ciebie i się pytają, jak ci pomóc i nikt nie pyta się o pieniądze. I to jest świadectwo naszego człowieczeństwa. Czyli już tak zbydlęcieliśmy, już tak zamieniliśmy się w roboty- Że człowieku, czarczujesz drugiego człowieka, który jest w niedoli, który być może nie przeżyje, może coś będzie nie tak z jego zdrowiem. Mogą być srogie konsekwencje, a ty jak ostatni kutas katujesz go w tym najgorszym momencie jego życia na kasę. On nie może nic zrobić. On nie ma wyjścia, bo jest pod ścianą. I teraz powiedz mi, jaka jest jakość tej cywilizacji?
Jaka jest jakość pieniądza? Gdzie pieniądz prowadzi? Jeżeli pieniądz wszystkich nas uświadamia, jeżeli pieniądz wszystkich nas uwalnia, to gdzie, do szta twej nędzy, jest ta sytuacja, że jak czujesz się źle, to masz człowieka, który ci pomoże. Skoro mamy pieniędzy w bród, jesteśmy tak cywilizowani i to jest tak zajebiste, to gdzie to jest, człowieku? Dlaczego dalej za to płacimy? Na czym to polega? Czy to nie jest przypadkiem tylko i wyłącznie zabawa w konsekwencje? Tak długo, jak masz kasę, wydaje ci się, że jesteś panem wioski i królem wioski jest okej. A jak kasa się kończy, to wtedy zaczynam sobie przypominać o tym, że faktycznie są ludzkie odruchy i że jest troszeczkę inne życie. I nagle się okazuje, że ci kumple znikają z horyzontu i wtedy przez moment jest ludzkie życie na biedno.
Kasa wraca i z powrotem zaczyna się kolejka w drugą stronę.
[02:45:14] - Panowie, wy się spieracie w zasadzie bez szans na porozumienie z prostego względu, że nie zdefiniowaliście sobie podstawowych pojęć. Przede wszystkim ja na przykład bym się Tomka zapytał tutaj jako prowadzącego: jak według ciebie powinna wyglądać definicja własności? Co to jest ta własność?
[02:45:34] - A co ty uznajesz za własność?
[02:45:36] - No właśnie, najlepszą definicję, jaką słyszałem, to jest wtedy, kiedy masz jakiś kawałek ziemi. Kiedyś oglądałem taki film, bardzo stary film amerykański, gdzie kowboje kontra Indianie. On się zakochał w Indiance. Idą sobie, nie było zgody na to małżeństwo. Wyszli z tej wioski, idą sobie, widzą kawałek ziemi. I on powiedział: tu jest dobra ziemia, zetniemy drzewo, zrobimy sobie dom. I to była taka własność i taka podstawa, fundament moim zdaniem. Czyli kiedy mieszasz swoją pracę z zasobami.
[02:46:09] - To sobie właśnie odpowiedziałeś na pytanie. Twoja własność to jest dokładnie to, co wyprodukujesz swoimi rękami, nikogo nie krzywdząc. I to jest twoja aktywność.
[02:46:19] - Ja podam taką definicję, że dopuszczalna i tolerowana i pochwalana własność to jest tyle ziemi, żeby dana rodzina mogła wybudować na tej ziemi dom i utrzymać swoją rodzinę przez rok. Powiedzmy, że jeszcze żeby wytworzyli bogactwa zapasów na zapas, gdyby był gorszy rok czy dwa do przodu, żeby mieli z czego odłożyć. Jeżeli ktoś zagarnia całą prerię albo tak jak w Australii zagarnia się obszary wielkości na przykład całego województwa śląskiego i to jest w rękach jednego farmera, który lata po swojej farmie helikopterami, to już jest chciwość, to już jest kapitalizm zwyrodniały. On nie robi tego, żeby przeżyć. On robi dla bogactwa.
[02:47:09] - Poruszyłeś tym razie drugie pytanie, które chciałem zadać. Sorry, Krawiec, że tak wejdę, bo jak już zdefiniowaliśmy sobie tak mniej więcej własność, to teraz pytanie: czy społeczeństwo, to wszystko, co my widzimy jako jakąś grupę tutaj na Ziemi, powinno w jakiś sposób ograniczać tą własność? Czy powinno być systemowo, czy to nazwiemy ograniczone bogacenie się do pewnego poziomu? Do jakiego poziomu, jeżeli już?
[02:47:35] - Poziom jest zawsze związany z tym, jakie są twoje rzeczywiste potrzeby. Jeżeli mieszkasz w społeczności, a zawsze jest jakaś społeczność dookoła, to wszyscy widzą, że tak powiem, ściemniasz czy nie. Będzie jak z tymi Indianami. Jak ściemniasz, to przyjdą, wezmą ci kanu i tyle. Jeżeli jesteś tak głupi, że nie potrafisz zadbać o coś, co przynosi pożywienie ludziom i ty marnujesz zasoby, a są to naprawdę solidne zasoby. Nikt nie będzie biegał, szukał teraz jelenia, żeby go zabić, żeby wypatroszyć skóry specjalnie dlatego, bo ty masz taki kaprys, że to jest teraz twoja łódka. Oparłeś się o ścianę i będziesz na nią patrzył. Łódka nie jest po to, żeby się patrzeć. Samochód nie jest po to, żeby się na niego patrzeć. To są rzeczy do poruszania się, do przemieszczania.
Rzeczy, które mają swój sens. Ja myślę, że jeden z głównych problemów tej cywilizacji jest to, że my straciliśmy sens w ogóle rzeczy, które posiadamy. Zaczęliśmy to traktować jako fetysz. Mamy, bo jest fajne. Stary, jak masz rzecz po to, że jest fajna, to znaczy, że masz poważny problem w swojej głowie.
[02:48:30] - Ale to jest inaczej. Te rzeczy, samochody, domy. Na przykład w Wielkiej Brytanii się nawet nie mówi, że to jest dom. Oni tu używają innego słowa już: mansion. Dla Polaków biedaków nawet chyba nie ma słowa na przetłumaczenie słowa mansion.
[02:48:47] - Posesja.
[02:48:48] - Posiadłość.
[02:48:50] - Posiadłość, rezydencja. Mansion dosłownie znaczy dom, budowla, tylko to jest z mowy francuskiej wzięte. Czyli mansion kupuję, bo dom to by nie brzmiało dobrze. O co chodzi? O to chodzi, żeby pokazać: ja jestem lepszy w tym społeczeństwie, a ci, którzy tego nie mają, co ja mam, są gorsi. I to jest właśnie łechtanie tego chorego, psychopatycznego ego tych ludzi. I to jest wyścig szczurów do bogactwa po to, żeby się odróżnić od tych milionów tej hołoty, tego pospólstwa w Londynie ośmiomilionowym czy w Nowym Jorku i tak dalej. Ja to nazywam psychiatria polityczna.
[02:49:33] - Teraz w Polsce wchodzi taka nowa ustawa dla myśliwych, że zwierzęta są własnością państwa, ale myśliwy jak zabije jakieś zwierzę i ono tam padnie, to przechodzi na własność myśliwego. I to rozumiem, to jest dla was jakaś taka nowość.
[02:49:55] - Ja bym chciał skonfrontować.
[02:49:57] - Ale dajcie mi jeszcze coś powiedzieć. Mogę jeszcze coś powiedzieć? Już zaraz sobie idę. Nie będę wam przeszkadzał.
[02:50:04] - Spoko, men. Nie przeszkadzasz. Wylecz się z tych kompleksów, człowieku. Jesteśmy tu razem. Nikt sobie nie przeszkadza.
[02:50:09] - Zostaw, Krawiec, proszę.
[02:50:10] - Wszystko jest okej.
[02:50:11] - Spoko, spoko.
[02:50:14] - Kwestia własności chyba nie jest w ogóle do rozstrzygnięcia. Do tej pory tego jako cywilizacja nie rozstrzygnęliśmy i tego się nie da rozstrzygnąć, bo to jest względne.
[02:50:25] - Da się.
[02:50:26] - Ja wiem, że są ograniczone zasoby, ale właśnie jeśli chodzi o podejście do własności, stąd są różne systemy gospodarcze, jak mniemam. Stąd są cały czas spory o to. Nigdy nie dojdziemy do rozwiązania. Możemy co najwyżej starać się stworzyć tą sytuację jak najbardziej optymalną i zdrową dla nas, ale ja bym się wystrzegał tutaj czegoś takiego jak limit bogactwa na przykład, bo mi się to kojarzy strasznie z jakąś taką komuną wstrętną i to jest straszne. To jest antywolność. Wolność do posiadania jest dla mnie jedną z wyższych wartości. Wolna wola, wolność. Nie chcę żyć w świecie, w którym ktoś mi zabiera moją łódkę, bo nie używam, w którym ktoś mi nakazuje limit, że mogę mieć tylko jeden samolot.
[02:51:23] - Łódkę dostałeś od kogoś, Krawiec. Łódkę dostałeś od kogoś. Ktoś zrobił tą łódkę i ci dał ją w prezencie po coś. On nie dał ci jej tak, żeby ci zrobić gest, tylko dał ci po to, że zobaczył, że masz problem z jedzeniem i jak sobie weźmiesz tą łódkę, wypłyniesz na jezioro, to sobie nałowisz ryb i zawsze będziesz najedzony. Dlatego dostajesz tą łódkę, a nie po to, żebyś ją sobie stawiał jak obrazek oparty o ścianę. Jeżeli chcesz mieć własną łódkę i sobie ją postawić jako obrazek oparty o ścianę, to łap za swoją strzelbę, idź na poszukiwanie jedzenia i sam sobie zrób swoją własną łódkę, a tamtą oddaj ludziom, którzy wiedzą jak z tego korzystać.
[02:51:58] - Ale ja chcę kupić, a nie strugać, bo ani nie potrafię, ani się na tym nie znam. Jak zrobię, to się utopię, bo moja łódka będzie słaba. Chcę kupić od zawodowca, kto robi łódki. Najprościej będzie jak pieniądze mu dam, a nie przyjdę do niego z wielkim kamieniem i powiem mu, że wniosłem kamień na szczyt i to mnie uprawnia do łódki.
[02:52:24] - Krawiec, przekręcasz całą historię.
[02:52:26] - A on powie: „Nie, ja tak nie uważam”.
[02:52:27] - Krawiec, przekręcasz historię. Z tą łódką przypomniałeś mi pewną historię. Poczekajcie, bo łódkę dostałeś od kogoś w prezencie. Nie zrobiłeś tej łódki. Nikt nie chciał od ciebie pieniędzy za tą łódkę. Dał ci ją po to, żebyś przeżył. To nie jest kwestia, że ty masz jakąś zabawę w swojej głowie, bo ty chcesz coś kupować, sprzedawać i chcesz całe życie robić deale. To jest twój problem. Ci ludzie widzą twoje życie i chcą ci pomóc, żebyś był najedzony, a nie robić z tobą żadny interes. Oni nie mają interesu do zrobienia z tobą.
Jedyny interes jest taki, żeby ci pomóc, żebyś po prostu normalnie żył. Nic więcej.
[02:52:57] - Kto daje i odbiera, to się w piekle rozbiera.
[02:52:59] - Jeżeli ty chcesz sobie kupić tą łódkę, to znajdź kogoś, kto ją sprzeda. Oni nie sprzedają łódek. Jak chcesz sobie zrobić, to się naucz. Przyjdź do nich i powiedz: „Chcę się nauczyć robić łódkę”. To cię nauczą robić łódki i to wszystko.
[02:53:09] - Chcesz mnie zmusić do życia w prymitywnym świecie.
[02:53:13] - Nie w prymitywnym.
[02:53:14] - Bardzo prostym. Może nie prymitywnym.
[02:53:17] - Krawiec, to wymusza odpowiedzialność.
[02:53:18] - Bardzo prostym i takim wiesz...
[02:53:21] - Krawiec, bo dzięki temu dorastamy. To właśnie wymusza na nas odpowiedzialność. Wtedy musisz ruszyć swoją własną dupę i wiesz, ile to jest warte dla ciebie. Bo dopóki za to płacisz, gówno na ten temat wiesz. Wartość twoich pieniędzy jest wartością, w jaki sposób je zarobiłeś. Natomiast wartość rzeczywista rzeczy wynika stąd, ile nakładu pracy w nie włożyłeś. Jesteś cwaniak i ciągle chcesz się prześlizgać na cudzym, stary, a tu ta opcja nie wchodzi w rachubę. W tej cywilizacji daje radę, natomiast w normalnych układach każdy ci powie: „Sorry, stary, jeżeli jesteś tak leniwym cwaniakiem, który przychodzi do mnie, bo mu się nie chce, to sorry, stary, to mi się też nie chce”.
[02:53:56] - Ja wcześniej włożyłem dużo pracy, żeby zdobyć kasę.
[02:54:01] - Ale to twój problem, że ty wkładałeś pracę, żeby włożyć gdzieś kasę. To jest twój problem. Nikt nie musi respektować tej kasy.
[02:54:06] - Wszyscy ludzie dogadali się ze sobą, że ja zapracuję sobie na pieniądze i te pieniądze potem mogę przeznaczyć na coś innego.
[02:54:15] - Jakoś się ślizgamy, bo jesteśmy przy przykładzie złota, a przechodzimy już teraz na... Dajmy Kuzdrkowi może coś powiedzieć.
[02:54:20] - Bo mam dwie rzeczy. Przepraszam, będę starał się szybko, ale dwie rzeczy. Pierwsza w nawiązaniu do waszego sporu o łódkę. Ja dodam coś nowego. Spór nie jest o to, czy ktoś dał łódkę. I zgadzam się całkowicie z kapitanem, że łódkę dał. Jest jezioro nasze, jest osada i ty przybysz i masz swoją chatkę, ale nie masz łódki i umrzesz z głodu, więc osada daje ci łódkę, żebyś złapał sobie ryby, żeby przeżył ty i twoja rodzina.
[02:54:47] - Dokładnie.
[02:54:47] - Ale co robi przybysz? Przybysz bierze tą łódkę. Ja nie mówię, że opiera i nie używa. To jest inna kwestia. Tylko to, co się dzieje w tym systemie, to jest to, że przybysz bierze łódkę, łapie ryby dzisiaj od rana do wieczora. Wystarczy mu na wyżywienie siebie i rodziny, ale on łapie jutro też od rana do wieczora, jedzie do miasta, sprzedaje ryby. Znowu w środę też łapie od rana do wieczora z tego jeziora. On nie jest już głodny, tylko do miasta te ryby wywozi i bierze dolary za to, a w sobotę za te dolary kupuje sobie odstrzelony Porsche i tak dalej. A później w następny tydzień znowu łowi ryby z tego jeziora, żeby mieć Porsche dla żony i naszyjnik złoty. I za miesiąc nie ma żadnych ryb w tym jeziorze ani dla niego, ani dla osady.
I to jest problem.
[02:55:35] - I on się wyprowadza, bo ma kasę. Ale tak właśnie jest, Krawiec. Tak jest z tymi fabrykami Coca-Coli, które zatruwają wszędzie wodę.
[02:55:41] - Ale to podajecie same skrajne przykłady.
[02:55:43] - Krawiec, ale to nie jest skrajne. Krawiec, idź do łazienki, nawij się wody ze swojego kranu. To nie jest skrajny przykład. To jest coś, co widzisz codziennie na oczy. Nie wiem, czy wszyscy jesteśmy tak ślepi. Odkręć wodę w kranie i sprawdź, co jest w tej wodzie.
[02:55:56] - Ale mnie też się to nie podoba.
[02:55:59] - Krawiec is here now.
[02:56:00] - Mówię, że nie lubię skrajnych sytuacji i też powiedziałem, że moim zdaniem wszystkie skrajne sytuacje. Ale jeśli ktoś na przykład Nałowi tych ryb trochę więcej i sprzedaje. Dzięki temu ktoś inny nie będzie musiał iść na ryby i w tym czasie zrobi coś innego ciekawego, co z kolei przyniesie korzyść innym. A wy podajecie taki bardzo skrajny przykład, że to przedsiębiorca i fabrykę już zakłada i złapał te wszystkie ryby.
[02:56:30] - Ale ryby się łowi przez godzinę, a później masz cały wolny dzień.
[02:56:34] - Tak.
[02:56:34] - Także nie wiem, o czym jest w ogóle mowa. O jakim czasie dla siebie mówisz, stary? Jesteś wolnym człowiekiem, masz w cholerę wolnego czasu. Nie musisz pracować osiem godzin na to, żeby kupić rybę.
[02:56:44] - Ja nie mam wolnego czasu. Ja nie mam gdzie łowić.
[02:56:44] - Ja tak się wam przysłuchuję, chłopak.
[02:56:47] - Nie umiem łowić, nie mam gdzie łowić, nie mam wędki.
[02:56:50] - No bo ci zabrali wszystko. Tak to wygląda. A ty jeszcze ich usprawiedliwiasz, nie wiem po co. Ale mamy tu Muśka. Eta Muśku.
[02:56:57] - Ja przysłuchuję się wam. Może mam taką refleksję co do tego, co mówicie, bo w zasadzie mi osobiście jest bliżej w moim codziennym życiu temu, co mówi Tomek. Natomiast ciągle jest taka jedna niezgoda, bo nie zauważacie jednej rzeczy. Po prostu przy obecnym stanie, a rodzimy się w pewnym stanie zastanym, nie mamy na to wpływu, świat jest już na tyle skomplikowany, jest taki stopień komplikacji, że my po prostu nie jesteśmy w stanie się wymieniać bez tego pieniądza w jakiejś formie, jakkolwiek by to nie wyglądało, jakkolwiek by się nie nazywało. Poza tym jest jeszcze trzecia strona. To nie jest tylko, że my tutaj między sobą. Jest jeszcze rząd, który przy tej wymianie odbiera nam 80%.
[02:57:45] - Banki przede wszystkim całe.
[02:57:47] - Banki jak banki.
[02:57:48] - To jest rząd, bo rząd jest zatrudniony przez banki. To już nie ma ilu.
[02:57:51] - Ja mówię jako dawny przedsiębiorca, który porzucił swoją działalność gospodarczą. Na własnej skórze wiem, że oddawałem 83%. Jeżeli zakładamy taki układ, że coś wytwarzamy własnoręcznie i postępujemy zgodnie z tak zwanym prawem, czyli tą warstwą obudowaną nam przez to państwo, to niestety, ale będziemy sfrustrowani i będziemy narzekać i się spierać i tak dalej, bo my się ciągle poruszamy nie w tej płaszczyźnie.
[02:58:22] - Ale jest możliwość rewelacyjna. Jest kilka technologii, które teraz wchodzą i teraz jest pytanie, czy weźmiemy się za te technologie indywidualnie, każdy z nas bardziej, bo to nie jest nic do czekania na sklep, na laboratorium. To nie jest coś, co pójdziesz i kupisz. Przynajmniej nie będzie tak łatwo. To jest coś, co musisz generalnie sam zorganizować. To jest trochę jak z tym wypłynięciem po łów ryb, proszę pana. Musisz sobie sam wziąć tą swoją łódkę i wypłynąć. Innej opcji nie ma, bo wszyscy ci kolesie, których tu zastaliśmy i cała ta sytuacja, którą zastaliśmy, rodząc się w tym świecie, jest już z góry zmanipulowana i rola dla nas jest z góry ustalona. I teraz jest pytanie, czy musimy się na to zgadzać, czy nie lepiej pójść na zgodę ze sobą, na te poszukiwania, o których tu cały czas mówię, wybrać się na tą wyprawę. I może być tak, że efektem wyprawy i tej całej interakcji z ludźmi, ze światem, kontakt z innymi istotami i tak dalej, szerokość spektrum tych wszystkich ludzi dookoła nas stworzy inną rzeczywistość i nagle się okaże, że te problemy, które my tu próbujemy roztrząsać, nie istnieją, bo są to problemy tylko i wyłącznie funkcjonujące w tym zamkniętym, patologicznym układzie i tylko wtedy jest opcja, że coś się wydarzy.
Natomiast kiedy się pójdzie w drugą stronę, właściwie te niebezpieczeństwa znikają, bo tam w ogóle nie ma takiej opcji. Nagle się okazuje, że jest zupełnie inne rozwiązanie, że cała historia z zasobami jest zupełnie inaczej, że mamy te zasoby, że nikt się nie musi zaorać przez osiem godzin, siedem dni w tygodniu, żeby mieć co do garnka wrzucić i tak dalej, że to jest wszystko za darmo. Zwierzęta sobie nie płacą, a żyją o wiele lepiej niż my na tej planecie. Nie wymyśliły banków i radzą sobie świetnie. Natomiast my mamy troszkę problem z tym wszystkim, bo efekt tego działania, tej zabawy w pieniądz to jest masowe ludobójstwo. Czy chcemy tego czy nie.
[03:00:09] - Tobie może jest troszeczkę łatwiej, bo ty jak robisz tą substancję, audycję, to ja widzę, że masz spojrzenie być może troszeczkę wyższego pułapu, z tego czwartego wymiaru.
[03:00:19] - Bardziej z płaskiego. To bardziej takie spojrzenie z podłogi, bo widzisz takie relacje na miejscu.
[03:00:23] - Natomiast masz inną perspektywę, inną optykę zupełnie. Ja jestem już człowiekiem trochę wiekowym, dużo powyżej czterdziestki i też w pewnym momencie stwierdziłem, że mi się zmieniła całkowicie optyka, między innymi dzięki takim audycjom jak ta. Natomiast my, tak jak tłumaczę, jesteśmy w pewnym stopniu już komplikacji. Ten system, który jest, on już przerósł, to jest zepsute, to trzeba wrócić do jakichś podstaw. Natomiast pytanie, czy nam na to pozwolą. My możemy się zamknąć w takim swoim bąblu.
[03:00:51] - Sami musimy sobie rozwiązać.
[03:00:53] - Właśnie do tego zmierzam. Że musimy się zamknąć we własnym bąblu i przynajmniej te własne otoczenie starać się zmienić. Natomiast ponieważ było mówione o tej łódce na wystawie i Konrad wspomniał o kobietach i o pieniądzach z tym powiązane, że niestety mając kobietę musimy się liczyć z większymi kosztami, to ja mam taki przykład. Ja przez jeden dzień w życiu byłem posiadaczem samochodu i mam kobietę. Dla mnie samochód to są cztery kółka i możliwość przemieszczania się z punktu A do punktu B. To jest typowe narzędzie. Jak moja kobieta zobaczyła mój samochód, który miałem, to powiedziała: „Ja do tego nie wsiądę”. Skończyło się tym, że go po prostu oddałem wujkowi, który zadowolony go wziął. I to tak dla kontrastu chciałem to powiedzieć odnośnie tej łódki i spojrzenia z boku, że to ma służyć jako narzędzie, a nie na wystawę do gablotki.
[03:01:48] - Ja chciałem, jeśli mogę. Podesłałem na czat odnośnik do filmu na YouTubie. Jest kilka tych filmów. Taka z kultowego filmu „Matrix” kultowa scena, kiedy agent Smith tłumaczy chyba Morfeusowi. Ty, Krawiec, robisz fajne programy, spoiler, także to polecam uwadze odnośnie filmu. To jest kultowa scena. Agent Smith mówi, że human beings are a disease, a cancer of this planet. On mówi o modelu rozwoju ludzkości, że ludzkość się rozwija, zajmuje terytoria, te jeziorka, wyłapuje, wymorduje wszystkie ryby i się kończą zasoby. No to idzie na dalsze terytorium i dalej tam niszczy i dalej się rozwija i to się nigdy nie kończy. I on mówi, że żadne inne zwierzęta na tej planecie nie mają takiego modelu oprócz jednego.
Jest to wirus.
[03:02:39] - Że wirus po prostu zajmuje jakieś zasoby, terytorium wykorzystuje, niszczy i żeby nie umrzeć zajmuje, zakaża dalsze organizmy.
[03:02:49] - Wiesz Konrad, że to było dzisiaj w Dzienniku Telewizyjnym dokładnie to, co mówisz?
[03:02:53] - Ten model musi się skończyć, ponieważ zgadzam się z tobą Krawiec, wszystko, rozwój, motywacja, ale musimy się samoograniczyć, ponieważ zniszczymy siebie sami jako naród. Naród polski, naród europejski i narody świata. Musimy dojrzeć do samoograniczenia. I teraz chcę powiedzieć-
[03:03:15] - To nie jest samoograniczenie, może bardziej, przepraszam, że tak się wcinam, ale to jest kwestia bardziej do takiej rozmowy ze sobą. Czyli jeżeli ktoś z nas czegoś potrzebuje, to po prostu usiąść, porozmawiać ze sobą: „Hej stary, potrzebuję tego albo mam coś takiego i nie potrzebuję tego i mogę ci to dać”. Taka prosta historia.
[03:03:33] - To znowu wracamy do systemu.
[03:03:35] - Tu już nie ma żadnego systemu. To jest relacja z człowiekiem, który coś robi. Ja mam kilka takich sytuacji w życiu, że wszystko, co miałem, po prostu rozdałem. Tak się złożyło i to doskonałe doświadczenie i polecam każdemu. W taki sposób, że każdy dostał to, czego potrzebował i pewnie są używane niektóre z tych rzeczy do dzisiaj. I bardzo dobrze. I o to w tym wszystkim chodzi. Ja z tego już nic nie zrobię, ale ta łódka pływa sobie dalej i ktoś sobie na tej łódce łowi ryby i wszystko jest okej. I do tego się wszystko sprowadza. To jest zdrowy ekosystem.
[03:04:04] - To jest zdrowe, tak. Ja bym skomentował to, co Konrad powiedział. Faktycznie jesteśmy jako cywilizacja jak wirus, tylko ja uważam, że po prostu cytując na przykład Fredrę: „Znaj proporcje, mocium panie”, tak? Zdrowy rozsądek jest tutaj kluczem do tego, o którym wspomniał Demiurg na czacie. Tak, uważam też, że my nie możemy żyć nieekspansywnie, nie wzrastając, nie działając jak wirus, tylko to chodzi o to, żebyśmy to robili z głową i żeby to nie było celem samym w sobie, tylko narzędziem.
[03:04:42] - Absolutnie się zgadzam.
[03:04:42] - Ja mam już teraz zupełnie konkretny przykład i absolutnie nie teoretyczny, tylko wasze życie. Nie Tomka, nie moje, ale twoje i Adamuśka Krawiec. Wasze życie się zmieni odnośnie tego, co ja teraz powiem. Otóż Polska przyjęła system kapitalistyczny, właśnie prawo własności, że kto ma pieniądze, ten sobie kupuje co chce i to będzie tylko do niego, do jego rozporządzenia należeć. I przyjęto okres ochronny do chyba 2016 na polską ziemię. I teraz ten okres postkomuny się kończy i Polska wkracza już w pełni w system kapitalistyczny. Kto ma pieniądze, ten kupi polską ziemię i będzie mógł sobie robić z nią co chce i skończy się to umiłowanie tego świętego prawa nieograniczonej własności, o którym mówiłeś Krawiec tym, że Polacy przestaną być właścicielami polskiej ziemi, ponieważ jeżeli tu na zachodzie Europy za jednego piłkarza, który kopie piłkę, się płaci dziesiątki i chyba już idzie w kierunku 100 milionów euro za jednego piłkarza za sezon, to po prostu oni mają tyle pieniędzy, ci szejkowie arabscy i inwestorzy, że Polskę po prostu wykupią na pniu. Tylko po to, żeby zainwestować pieniądze. Oni nie muszą nic tam uprawiać na tej polskiej ziemi nic budować, będą tylko właśnie kapitalistycznymi właścicielami. A Polacy będą, i znowu się cykl zamknie, Polacy będą mówić tak, czy oni będą nam mówić: „No, wasze ulice, a nasze kamienice.
Wy tu możecie mieszkać. Jeszcze wam pozwalamy w Polsce mieszkać. Ale Polska jako ziemia polska należy już do nas, nie do Polaków”. I do tego prowadzi właśnie to święte, niczym nieograniczone prawo do własności. Jeszcze jedna rzecz, z którą się nie zgadzam z tobą Krawiec, bo powiedziałeś, że cywilizacja jeszcze tego nie rozwiązała. Nieprawda. To już problem w Ameryce. Europejczycy przybyli do Ameryki Północnej. Tam to było dawno rozwiązane. Tam była własność szczepu.
Do tej pory są rezerwaty w Pine Ridge i tak dalej w Dakocie, gdzie kapitalistyczne USA się umówiły z narodami pierwszymi Ameryki, że słuchajcie, no, my tu uprawiamy kapitalizm, ale w waszym rezerwacie róbta, co chcecie. I rezerwat nie jest wodza plemienia czy tam kogoś, jakiegoś bogatego Indianina Dakoty, tylko rezerwat jest własnością wspólną narodu Dakota.
[03:07:12] - Indianie mają inne określenie.
[03:07:14] - Oni mają kompletnie inne podejście do własności. To już od wieków zostało to rozwiązane.
[03:07:19] - Tam, jak patrzysz, jest takie słynne powiedzonko i jest prawdziwe. To jest prawdziwa rozmowa jednego z szefów indiańskich z białasami, którzy tam przybyli, który kiedyś wyłożył mapę i coś tam na tej mapie pokazywał i dostał taką odpowiedź, że mapa to nie jest terytorium, tylko miejsce. To nie jest niczyje terytorium, to jest po prostu ziemia. I to jest ta zasadnicza różnica pomiędzy pojmowaniem zasobów i korzystaniem z nich a byciem egocentrycznym dupkiem. Tak się wydaje trochę.
[03:07:48] - Może faktycznie w dzisiejszym świecie niepotrzebnie zbyt często reagujemy histerycznie na coś takiego jak własność wspólna. Może, no bo się przyjęło, że to takie jakieś lewactwo i komunizm, a może to nie do końca właśnie własność wspólna jest zła, zważywszy na to, że zasoby mamy ograniczone, że ziemia nasza faktycznie wspólna jest. Ziemia jako-
[03:08:15] - Woda, powietrze.
[03:08:15] - Jako planeta nie należy do nikogo. Ewentualnie kawałki tego staramy się przypisać komuś, że to jest tego, to jest tamtego. Faktycznie chyba zbyt popadliśmy w kolejną jakąś przesadę trochę.
[03:08:29] - Tak myślę właśnie.
[03:08:30] - Co dalej panowie? Jak żyć? Jak żyć? Co dalej?
[03:08:32] - Słuchajcie, szczęśliwie jest naprawdę nowa technologia, która roztrzaskuje wszystko. Także przed nami w przyszłym roku powrót do korzeni, tak bym powiedział. I do tych właściwych korzeni. Także wszystko jest już w drodze. Się dzieje. Także szczęśliwie wracamy do miejsca, gdzie obszar na mapie jest obszarem przestrzeni, a nie czyimś terytorium. Szczęśliwie. Chwilę to jeszcze potrwa, ale jesteśmy już właściwie we właściwym momencie. Wszystko już się wydarzyło. Teraz coś się będzie działo w tym roku.
Także wszystkie te koncerny teraz się już zatrzęsły. Jest takie duże spotkanie w tym roku wszystkich właścicieli ropy, tu w Londynie będzie organizowane właśnie z tych powodów, bo wiadomo, że już dalej nie pójdzie, bo gdzie tu dalej pójść? Wiadomo, że zasoby są nasze wspólne. Nasza cudowna cecha związana z tym, że tworzymy w ogóle dużo rzeczy, wcale nie musi być destrukcyjna. Ona jest destrukcyjna, ponieważ warunki, w których funkcjonujemy, są po prostu destrukcyjne dla nas. I to jest nasz wewnętrzny obraz, który się manifestuje w tym, co robimy. Ale jeżeli zdejmiemy tą destrukcję, nagle się okaże, że nasza pomysłowość, nasza wynalazczość, wszystkie generalnie dziedziny związane z tym, co mamy w głowie, ruszą tak do przodu, że wszelkie wojny o zasoby, które są robione tylko po to, żeby kilku frajerów na tym zarabiało kasę i mogło dominować całą resztę populacji, są już skończone. Nie ma już wojny o zasoby. Można sobie wyprodukować dowolne zasoby, jeżeli ktoś chce, we własnym domu praktycznie. Także nie ma już z tym problemu.
Jest już technologia. Szczęśliwie jest światełko w tunelu i to takie konkretne. Nawet nie światło, tylko to jest po prostu armia reflektorów, można powiedzieć, która ma rozmiar gigantycznego czołgu, który rozjedzie wszystko, co stoi na jej drodze. Także szczęśliwie jesteśmy w idealnym momencie historii, gdzie widać perspektywę. Także wszystko jest okej pod tym względem. Mam nadzieję, że szybko wrócimy do takiej normalnej, że tak powiem, rzeczywistości, gdzie ta interakcja i kontakt z drugim człowiekiem jest czymś, co definiuje w ogóle nasze życie, a nie nasza kasa, nie nasze zasoby. Bo właściwie po to jesteśmy na tej planecie jako żywe istoty, żeby mieć ze sobą interakcję. Ja z wami, wy ze mną i tak dalej, za liczbę mnogą.
[03:10:44] - Znam takie osoby. Ostatnio z nimi sporo przebywałem, dla których interakcja to jest nieustanna rozmowa o kasie tak właściwie. Tylko że z różnej strony. A kasiora z tego jest? A kasiora to? A ile to kosztuje? A w ogóle jakby kasiora była, to można by... I tak cały czas tylko taka gadka. To jest męczące okropnie, taka dyskusja z kimś takim. I ty chcesz nawet jakiś inny temat zaproponować, a ktoś to obraca znowu na kasiorę i pyta się na przykład: a kasiora z tego jest?
I znowu ta kasiora. To jest straszne, to jest chore, to jest jakaś choroba psychiczna, mi się wydaje.
[03:11:28] - Jest ten aspekt, ja dzisiaj nie chciałem poruszać tego aspektu za bardzo, bo jest taki... Znaczy ja w to wierzę, ale nie każę nikomu w to wierzyć. Dla kogoś może być to Harry Potter i to absolutnie będzie miał rację. Dla mnie nie jest to Harry Potter. Dla mnie jest to rzeczywistość. Pieniądz to jest przedmiot jak każdy inny. Jak każdy przedmiot zawiera energię, która pochodzi od żywych istot, które operują tym przedmiotem. Po prostu programujesz swoją własną energią każdy przedmiot, jak go dotykasz i tak dalej. No i pieniądze mają to do siebie, że są zaprogramowane przez dosyć specyficzną emocję, która nazywa się chciwość. Także za każdym razem dotykając pieniędzy, czy chcemy, czy nie, ten rezonans, który się bierze z tego przedmiotu, który jest tam zamrożony, jest zawsze ten sam i jest to zawsze chciwość.
I to jest taki delikatny problem. Można to nazwać taki biorezonator na chciwość, że my się po prostu robimy coraz bardziej chciwi, bo tak to działa. To jest ta energia i tak to jest sklejone, a wszystko jest właściwie, przynajmniej według mnie, tą energią. Wszystko jest stanem energetycznym. Także jeżeli dealujemy z taką energią, to bardzo łatwo popadamy w tą historię. Dlatego ja mam taki bardzo radykalny stosunek do pieniędzy i uważam, że przynajmniej na stan dzisiejszych rzeczy są toksyczne. Oczywiście nie jestem aż takim naiwniakiem i też muszę zapłacić swój czynsz, też muszę zapłacić za serwery radia i tak dalej, bo bez tego to nie ma radia i nawet Radio na Fali zależy od pieniędzy. Taka jest prawda. Ja też muszę się mocno nagimnastykować, żeby mieć czas, żeby móc to robić. Świat jest tak skonstruowany, że nie daje zbyt wielu takich możliwości.
Kosztuje to dużo wysiłku, żeby sobie taką możliwość stworzyć, ale niezależnie od tego, ile to wysiłku kosztuje, okazuje się, że da się. Tutaj nawiązuję do ciebie, Tamusiek, że da się to zrobić samemu. Czyli są rzeczy, które można jako swoja własna lokalna społeczność, przede wszystkim być samym ze sobą, swoją własną lokalną społecznością, czyli ja ze sobą. Czyli Tomek z Tomkiem, jak stoi przed lustrem, jest swoją lokalną społecznością. I teraz konsekwencja tego jest, że okej, jeżeli ja się dzielę ze sobą czymś, to chętnie się podzielę z tobą i z tobą, i z tobą. I to jest moja lokalna społeczność i jakakolwiek cena by za to nie była, ja mam podejście takie same jak Indianie. To nie jest niczyja własność. To jest ziemia, która należy do wszystkich. Ktoś o to dba. Jeżeli ktoś dba o tą łódkę, pilnuje, łowi na niej ryby, to jest to jego łódka do tego momentu.
Także ja sobie pływam tutaj po swoim oceanie, że tak powiem, łowiąc swoje ryby na tej łódce, którą dostałem w prezencie. I tak długo, jak ta łódka ma jakikolwiek sens i służy do pływania i do łowienia ryb, tak długo to działa. I nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi, ze strategią, z planem biznesowym i tak dalej. Dlatego wydaje mi się, przynajmniej nie zaorało mnie to do tej pory i jest to w sumie zdrowa rzecz dla mnie. Ja się czuję w tym zdrowo i myślę, że wszyscy się czujemy tutaj zdrowo. Mam nadzieję.
[03:14:07] - A wiecie co mnie spotkało ostatnio? Właśnie sobie tak uświadomiłem, że nawet teraz jeszcze mam tą sytuację, że przez jedną bliską mi osobę straciłem dużo kasy. W sensie takim, że będzie mnie to kosztowało sporo. Błędy, które ta osoba popełniła. I byłem przez pewien czas taki wściekły po prostu. Już sobie myślałem: ale nagadam tej osobie, ale się obrażę i w ogóle nie będę się odzywał. Ale tak w końcu zdałem sobie sprawę, że to jest takie płytkie i takie w ogóle, ile by tej kasy nie było-
[03:14:43] - Zauważyłeś, że tam ciebie nie ma w tym wszystkim.
[03:14:45] - Nie no, jestem trochę, bo ja będę musiał na przykład płacić i straciłem już sporo tej kasiory przez to, że ktoś dał dupy. Tak już powiem obrazowo, ale potem tak sobie myślę: ja pierdolę, ale to jest straszne jakieś, że ja chcę, że ja myślę o tym, że bliską mi osobę znielubię i nie będę z nią rozmawiał z powodu kasy. I powiedziałem sobie: a nie, ja właśnie zrobię inaczej i będę miły i przemilczę nawet to. Nie będę poruszał tego tematu. I poczułem taką dumę z siebie od razu, nie?
[03:15:19] - To jest jej problem. Będzie się głupio z tym czuć.
[03:15:21] - Dokładnie, ty zrobiłeś doskonałą rzecz. To jest normalne zachowanie. Bo co? Kasa ma determinować wszystkie rzeczy? Okej, ktoś zawsze traci, ktoś wygrywa. Uczy nas się od dziecka, żeby największą wartością w naszym życiu było to, kto wygra albo kto przegra. Ten, kto wygra, jest naszym idolem. Ten, kto przegra, fuck it. A tu jest zupełnie inna historia. Tu jesteśmy wszyscy żywymi istotami na tej planecie i jeżeli ubędzie któregoś z nas, to może być tak, że zabraknie tego genialnego pomysłu, który pozwoli nam produkować sobie dowolną ilość zasobów.
Musimy ciągle o tym pamiętać, bo to jest tak, że sami zabijamy swój własny geniusz. Wszystkie rozwiązania już mamy, tylko nie chcemy z nich skorzystać. My akurat chcemy z nich skorzystać, ale jest grupa ludzi, która stara się blokować te wszystkie rzeczy, wmawiając nam, że zasobem są pieniądze, że to nie ludzie, że ludzi nie ma na świecie. To są tylko banki, pieniądze i przedmioty. To jest kłamstwo, bo oni sami pustakami są centralnie. Nie mają żadnych przyjaciół. Wszystko kupują. Nawet przyjaciół muszą sobie kupić w postaci trenera osobistego, bo na tym polega cała ta zabawa. I proponują mi taki świat? Chłopaki, to ja tu proponuję wpaść czasami, jak ktoś jest w okolicy, ja mam czas i jestem, to zapraszam na kanapkę do siebie.
Kanapka jest za darmo, jest upieczona przeze mnie, mój własny chleb, własny zakwas. To wszystko. Nic więcej. Naprawdę jest miło.
[03:16:45] - Dokładnie. I jeszcze jedną ciekawą rzecz zauważyłem. Nie wiem, czy to faktycznie działa, czy to jest tylko moje wyobrażenie w głowie, ale być może też jest jakaś taka karma, że od czasu, kiedy zacząłem się mniej ciskać, starać o tę kasę, walczyć o kasę, oczekiwać jej, to ona zaczęła się pojawiać. Poprosiłem słuchaczy swoich o pomoc, bo nie miałem na rachunki i spotkałem się z bardzo miłym odzewem i popłynęła kaska sama od tych osób i od razu z miłym słowem. Przestały mnie dręczyć kłopoty finansowe. Czyli taka karma, że mniej się o tę kasę ciskasz, a ona i tak jest i zaspokaja te potrzeby, które są proste i elementarne. Nie będę miał na Porsche, ale żyję sobie spokojnie. Mam na rachunki, mam na jedzenie, więc nie wiem, może w tym też jest jakaś karma finansowa.
[03:17:51] - To są ludzie.
[03:17:51] - Ja powiem o sobie, jeśli mogę.
[03:17:52] - Ja tylko tak szybko na sekundkę wrzucę do Krawca. Krawcze, ja myślę, że to bardziej ludzie, bo to tak naprawdę ludzie, którzy sobie pomagają nawzajem. Jak pomagamy sobie nawzajem, to żadna sytuacja nie jest dla nas straszna. Dlatego ta zabawa à propos z tymi kamieniami, o której wspomniałem na wyspach Polinezji. Cały numer polega na tym, że jest to największe wydarzenie sezonu i później jest największa impreza i każdy z dzieciaków, każdy z chłopaków chce się załapać do tej łódki i chce popłynąć na tą wyprawę, bo jest to niesamowita przygoda i to nie jest związane z katorgą, walką o przetrwanie, nic z tych rzeczy. To jest zrozumienie samego siebie i kooperacja ze wszystkimi ludźmi dookoła w obliczu takich prawdziwych żywiołów i poznawanie siebie nawzajem, zdobywanie zaufania do siebie, budowanie relacji między sobą to jest to. I te relacje między sobą działają. Jak włożymy tam pieniądze, wszystko szlag trafia czasami. Fajnie jak mamy poukładane w głowie i mamy czasami odrobinę gotówki w kieszeni i potrafimy tą gotówkę puścić we właściwym kierunku. Jest kilku takich ludzi, kilku takich znam.
Chwała im za to, że są. Rewelacja i bardzo dobrze. Natomiast to nie jest kwestia pieniędzy i to nie pochodzi z finansów, tylko to pochodzi z tego, że to są normalni ludzie, którzy traktują to jako narzędzie i zdają sobie sprawę z tego, że to narzędzie jest bardzo toksyczne. Dlatego wolą się pozbyć nadmiaru po to, żeby nie wpaść w tą pułapkę, że przypadkiem się okaże, że nie mają żadnych przyjaciół dookoła. Są tylko konta bankowe.
[03:19:20] - Coś w tym jest.
[03:19:21] - Ja bym chciał o sobie powiedzieć, bo potencjalnie powinienem odnieść sukces. Mam ukończone studia medyczne, powinienem tam jakieś pozycje mieć, być może być dyrektorem jakiejś firmy farmaceutycznej i tak dalej, ale okazało się, że moje życie potoczyło się inaczej i wyjechałem tutaj do Londynu. W Polsce się nie udawało, więc w Londynie za granicą mogłem też dążyć do sukcesów, bogactwa, nie wiadomo czego. Ale się okazało, że zachorowałem i właściwie mogłem stracić nogę czy dwie nogi. Te zakażenia mogły mnie zabić. I teraz nauczyłem się mieć dystans do tego wszystkiego i cieszę się, że żyję. Cieszę się, że mam chore, ale mam dwie nogi jeszcze. Cieszę się, że nie marznę w zimie. Cieszę się, że nie jestem głodny, bo sobie kupię z przeceny tanią żywność, którą bogacze nie chcą kupić, więc przeceniają hipermarkety. I słuchajcie, ja nie mam poczucia nieszczęścia.
Zaakceptowałem to i wcale, nawet gdybym wygrał jakiś los na loterii czy coś, miał nagle dużo pieniędzy, to bym: „O, nareszcie sobie mogę kupić rolls-royce'a, nareszcie sobie mogę kupić jakieś tam gadżety. Nareszcie nie muszę mieć małego telefonu GSM drugiej generacji. Kupię sobie najnowszego iPhone'a z pozłacaną przykrywką”. Nie, ja już tego nie potrzebuję. Ja się cieszę, że mam nogi dwie, że żyję i że nie jest mi zimno w zimie. Po prostu da się być szczęśliwym z tym, co się ma. Naprawdę.
[03:21:02] - To tylko kwestia naszej głowy i przede wszystkim szczęście to chyba ludzie dookoła. Myślę, że Krawiec doskonale to poczułeś teraz przy tej okazji.
[03:21:10] - Na pewno jest świetne to, co Konrad powiedział. Właśnie taka umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. To znaczy te rzeczy potem się okazują wielkie To, że zjemy sobie coś dobrego, że pogadamy z kimś, a jak się koncentrujemy na pracy. Znałem wiele osób, które pracowały bardzo ciężko i były nieszczęśliwe, bo były zmęczone, zestresowane. Przecież to jest logiczne i to jest wręcz banał, że tak jest, prawda?
[03:21:43] - To prawda. Wiem, bo też uciekłem od tego po pięciu latach robienia kariery, w momencie, kiedy powinienem zacząć robić karierę, a się wszystko stało otworem przede mną. Tak się złożyło. Miałem takie szczęście w życiu. Ciężko na to zapracowałem jako pracoholik. Taka jest prawda. Porzuciłem to wszystko dokładnie w tym momencie, kiedy większość ludzi marzących o karierze dąży do tego momentu. To jest ten punkt, marzenie ich życia, żeby stanąć dokładnie w tym miejscu. Ja stanąłem i się okazało, że widzę coś zupełnie innego. I bardzo się cieszę z tego, co widzę, bo mówiąc szczerze, nie byłoby tego radia i nie byłoby tej rozmowy tutaj.
Dla mnie to jest konkretna rzecz, bo zdaję sobie sprawę z konsekwencji swoich własnych wyborów i decyzji w życiu, które podejmuję i wiem, jak się to toczy i w którą stronę się toczy, bo to w końcu moje życie. Dobrze, żebym wiedział coś na ten temat. Sprawa jest bardzo oczywista. Nie byłoby tej naszej rozmowy tu i teraz. Ja bym nie mógł z wami tak fantastycznie spędzić czasu. Nie byłoby tego klimatu, nie byłoby tej atmosfery. Miałbym może pieniądze i karierę, ale nie wiem, czy nie byłoby tak, że chwilę później, o czym Konrad wspominał, okazałoby się, że nie mam już żadnych przyjaciół. Prawda jest taka, że tam nie ma żadnych przyjaciół w świecie kariery. Czy ktoś chce, czy nie, czy się to podoba komuś, czy nie, czy godzi to w jego wyobrażenie o świecie wielkiego sukcesu. Ale moje doświadczenie jest takie i doświadczenie ludzi, których poznałem, robiących wielkie kariery, że nie ma tam żadnych przyjaźni, jest tylko pieniądz.
Ja dzisiaj czuję się bardzo szczęśliwy, będąc właściwie kompletnym bankrutem niż człowiekiem, który miał potężną karierę. Wydaje mi się, że miałem większe problemy z sobą samym, z tą karierą. Byłem naprawdę mocno w dupie, nieelegancko mówiąc. Z tą zgodnością ze sobą samym, z tą zgodą w sobie, ze swoją własną wyprawą, z interakcją z innymi ludźmi. W ogóle nic nie działało. Ale była kasa. I teraz było pytanie, którą stronę wybrać. Ja wybrałem tą stronę właściwą, gdzie są ludzie, a nie kasa. Efekt jest moim zdaniem całkiem okej. Może nie ma z tego nic kasy.
[03:23:44] - Nie ma kasiory?
[03:23:46] - Nie ma, panie, kasiory. Nie ma kasiory, ale za to są ludzie i jeżeli będzie taka potrzeba, że coś trzeba będzie zorganizować, coś załatwić, coś ruszyć do przodu. Bo to też nie chodzi o zbieranie kasy. Chodzi bardziej o realizację tego konceptu, żebyśmy wszyscy mieli absolutnie wolny, otwarty dostęp do wszelkich możliwych zasobów, które są nam potrzebne do życia. I to jest mój pomysł i na to idą moje fundusze, moja energia i tak dalej. I tylko po to. Pewnego dnia to już w ogóle nie będzie potrzebne, bo to w ogóle się nie będzie liczyło, bo każdy z nas będzie miał to, czego potrzebuje i wtedy będziemy mogli sobie spokojnie usiąść, już nie zajmować się tymi ciężkimi rozmowami i popatrzymy sobie w ciszy w piękne ognisko na przykład. I to będzie okej. I to jest ten kierunek.
[03:24:29] - Jeszcze jest taka sprawa, że życie mamy jedno i ci, którzy poświęcą na przykład połowę tego życia na karierę i wspinają się na ten szczyt, to potem jak spadną, to jest taka trauma i tragedia, że się ludzie zabijają, że stracili to wszystko, na co poświęcili to, co najważniejsze, czyli swój czas, który mają tu na ziemi. I to jest wartość. Oddali coś, co jest najcenniejsze, bo życie jedno jest, za coś, co stracili. Za koraliki.
[03:25:08] - Dokładnie.
[03:25:10] - Za koraliki, które ktoś im pozabierał i spadli z góry. I jest też tak, że ktoś, kto się nie wspina na górę, to nie spadnie na łeb, na szyję.
[03:25:19] - Powiem tak: na pewno jest to świetne doświadczenie i wcale nie żałuję tego, że stanąłem na progu kariery, że wszystkie drzwi były przede mną otwarte. Miałem taki moment. Nawet więcej niż jeden. I bardzo fajnie było stanąć w tym miejscu, bo co innego teoretycznie widzieć sprawy i być takim teoretycznym buntownikiem, a co innego zwyczajnie nie będąc żadnym buntownikiem. Bo to nie chodzi o żaden bunt, tylko po prostu zobaczyć i zrozumieć, kim ja jestem w tym wszystkim i podjąć swoją własną decyzję w zgodzie ze sobą samym, a nie w zgodzie z obliczem, które jest tu sprzedawanym jako jedna, jedyna prawda. Czyli wszyscy muszą robić karierę, wszyscy muszą robić to, tamto, siamto. Spoko, jestem z tym naprawdę happy. I to, co mówisz, Krawiec, esencja jest dosyć prosta, bo zostają ludzie. Pieniądze jak to pieniądze. Różnie to bywa.
Nawet nie wiem, ile mam w portfelu anyway wstawianych rzeczy. To nie jest istotne. Najważniejsze jest to, że są po prostu ludzie i to wszystko. De facto, Krawiec, jeżeli ktokolwiek mi pomoże, a będę we Wrocławiu, a będę na przykład w ciężkiej dupie, to jeżeli już, to właśnie będę dzwonił do żywego człowieka, czyli na przykład będę dzwonił do ciebie. A ty jak będziesz tutaj, będziesz dzwonił do mnie. Mamy siebie i jeżeli mamy siebie, to teraz zróbmy jakąś fajną strukturę, tak żebyśmy mogli się komunikować z dala od kasy, żeby nie psuła relacji między nami. Jeżeli jest ta kasa, bo ona jest, bo naprawdę nie żyjemy w idealnym świecie, jest bardzo daleko do idealnego świata. Ja naprawdę nie jestem idealistą, który wierzy w różowe jednorożce, tęczowe skrzydła i wszystkie te historie. Naprawdę w to nie wierzę. Jeżeli jest ten obieg finansowy, to możemy go spróbować wykorzystać we właściwy sposób.
To jest jedyna szansa. I to wszystko.
[03:27:03] - Ja dodam od siebie, że tu Krawiec powiedział, że ci, którzy doświadczyli tego bogactwa, mieli wiele i to tracą, to dostają szaleństwa, nie potrafią żyć. I ja dodam i to wiemy, bo było to też w filmach, odbierają sobie życie. Mnóstwo było samobójstw podczas wielkiego kryzysu. W filmie „Ziemia obiecana” też. Jak się komuś fabryka spaliła, to on nie jest w stanie tego wytrzymać, strzela sobie w łeb. I dlatego ja to nazywam psychiatria polityczna, ponieważ te zjawiska nie są typu prawo własności. „Straciłem wszystko, teraz będę żył jak zwykły robotnik”. Nie, to jest tak głęboko osadzone w psychice człowieka, że jak oni nie są hiperbogaczami, to oni sobie są w stanie życie odebrać. To są syndromy psychiatryczne. Nie można tego tak oceniać, że wszyscy jesteśmy równi.
Nie, ci ludzie mają inną psychikę już.
[03:27:59] - Ja bym to nazwał konsekwencją, nawet nie chorobą, bo jak ktoś przeznaczył wiele lat na pracę, na zarabianie i stracił wszystko, to on ma prawo się czuć z tym bardzo źle. I to nie jest choroba. Problem w tym, żeby on właśnie tego nie robił, żeby nie poświęcał wszystkiego dla kasy i tyle.
[03:28:22] - Nie ma szans. Presja jest za duża. Jesteśmy ze wszystkich stron bombardowani. Obowiązkowość, praca, szkoła. To jest niestety tak, jak Krawiec mówiłeś, że jak się rozmawia w towarzystwie, ja też mam ten sam objaw. Tutaj jest między ludźmi, z którymi się spotykam najczęściej w szkole, gdzieś rodzice, powiedzmy. I jest pytanie: co robicie? Jeden: prawnik jestem, drugi: jestem doktor, trzeci: jakiś windykator, też się zdarzają. I patrzą na mnie takim pytającym wzrokiem, co ja. To mówię zgodnie z prawdą: siedzę i myślę.
Szok, totalny szok wśród tych ludzi. Jak można siedzieć i myśleć? Co robisz? Siedzę i myślę.
[03:29:04] - Tomusiek, ja jestem w podobnej sytuacji, chociaż nie doświadczyłem jeszcze tego typu scen, ale mam wspaniałe wyjście z takiej sytuacji. A kim ty jesteś? Ja jestem zbawicielem i ciekawi mnie reakcja towarzystwa. Ja wiem, jak to będzie.
[03:29:27] - A kasiora z tego jest?
[03:29:30] - Nie, ale jest niesamowita satysfakcja życiowa.
[03:29:36] - Może ujmujesz to w zbyt szokujący sposób. Ja bym powiedział, że mam potrzebę nauczania.
[03:29:41] - Nie, ale właśnie o to chodzi, że można nie mieć pensji w korporacji, pozycji. Jestem zbawicielem. Powołanie, misja społeczna i tak dalej. I ciekawe, czy ktoś mnie wyśmieje w związku z tym.
[03:30:04] - Wrócił kapitan.
[03:30:05] - Dokładnie, wróciłem. Chciałem się oddalić na chwilę. Herbata robi swoje . Przemknęła mi chwila waszych dyskusji.
[03:30:16] - Ja piję teraz herbatę z czerwonokrzewu. Jest pyszna.
[03:30:20] - Ja mam miętową z kolei dzisiaj. To co panowie, ja myślę, że powoli kończymy ten długi odcinek „Hiperprzestrzeni”. Czas najwyższy chyba po tych wszystkich refleksjach.
[03:30:32] - I zapraszamy na wieczorową porę.
[03:30:33] - Ja bardzo krótko. O wieczorową porę zapraszam wszystkich bardzo serdecznie. Oczywiście w Radiu Na Fali. Nie wiem, jak obrobię ten odcinek. Jest troszkę długi, ale spoko. Myślę, że damy radę. Myślę, że warto było wrzucić to na ruszt i strasznie się cieszę, że zadzwoniliście, że się odezwaliście i że generalnie wrzuciliśmy taki temat na ruszt dosyć konkretnie. Ja myślę, że to jest taki czas, żeby zacząć powoli myśleć o tym, jak być w zgodzie ze sobą. I to konkretnie, bo mamy już narzędzia, technologia jest już dostępna. Za chwilę w Radiu Na Fali będzie o tej technologii dosyć sporo.
Także za parę chwil odłączamy się od elektrowni i pokazujemy duże fuck off wszystkim tym, którzy chcą zarządzać naszym życiem i co najwyżej, i to właściwie powinniśmy zrobić, przynajmniej ja mam taki plan, chętnie zaproszę tych wszystkich, którzy do tej pory zarządzali moim życiem, moich byłych szefów i chętnie im postawię to urządzenie przed oczami. Niech się skonfrontują z tym.
[03:31:30] - Trzymam kciuki za twoje urządzenie.
[03:31:34] - Działa już połowę, także jest okej.
[03:31:36] - Ciekawy jestem.
[03:31:37] - Wiesz co, Magrav, to jest dokładnie to, o czym mówi Cashe. To jest dokładnie to urządzenie. Nazywa się Magrav. Tu stoi obok jeden taki unit. Teraz jest wyłączony, ale chodzi przez ostatnie dwa dni. Naprawdę nieźle to działa. Także wszystko jest okej. Ja się ciągle tego uczę, bo tam jest troszkę edukacji, nauki i tak dalej, ale inna sprawa, że ja chcę się tego nauczyć. To jest taki mój wybór. Nie trzeba wcale iść tą drogą, którą ja idę, to ja mam taką obsesję naukową trochę, bo to jest właśnie ta historia, która jest kompletnie w zgodzie ze mną samym.
To są te właściwe poszukiwania, to jest ta wyprawa w tym kierunku, że jak ja będę potrafił sobie zapewnić zasoby w taki sposób, to znaczy, że każdy będzie mógł sobie zapewnić zasoby w taki sposób i że jest to duplikowalne i że i ty, Krawiec, i ty, Atomuśku, i ty. Tak, apostole.
[03:32:26] - Dobra panowie.
[03:32:27] - Wszyscy będziemy wolni.
[03:32:28] - Super się z wami gadało.
[03:32:31] - Ja dla wszystkich słuchaczy, jeżeli pozwolisz, znowu Krawiec na ciebie tutaj, użyję ciebie jako przykładu, ponieważ rzadko się zdarza, żeby w debatach publicznych ktoś wykazał, że zmienia zdanie. A ty w tej debacie na początku byłeś bardzo pewny siebie i tak dalej. Spierałeś się z Tomkiem i ta debata doprowadziła, że Powiedziałeś: „Tak, faktycznie jest druga strona”. To jest tak rzadka postawa. Ludzie mają coś w sobie, że jak mają poglądy, to nie potrafią przyznać drugiej stronie w żaden sposób racji. A ty potrafisz. To jest niesamowita rzecz i polecam słuchaczom, żeby się nauczyli od ciebie tej postawy, bo to jest sens wymiany poglądów, żeby być może dać się przekonać.
[03:33:27] - Spoko.
[03:33:29] - Ja zawsze ciągle mam ten przykład w głowie ze słoikiem i kolorowymi kulkami i szacowaniem, ile jest kolorowych kulek w słoiku na podstawie sprawdzenia, ile jest w jednej garści. Każdy się myli, każdy z nas absolutnie się myli. Nikt z nas nie jest w stanie podać prawidłowej odpowiedzi. Ale jeżeli się zbierzemy ze sobą do kupy, każdy z nas poda swoją indywidualną odpowiedź. Zsumujemy te wszystkie odpowiedzi, to wychodzi zawsze poprawna ilość. To jest taki fenomen. To jest świetna lekcja i taka lekcja w praktyce pokazująca, jak funkcjonujemy jako żywe istoty. Jesteśmy niezależni. Każdy z nas ma swój własny numer buta, każdy z nas ma swoje własne linie papilarne, swoje własne życie, swoje własne sprawy. I bardzo dobrze.
Ale oprócz tego tworzymy razem coś. Jeżeli się razem zbierzemy, to coś, co powstaje, jest zawsze idealnym rozwiązaniem, tylko musi bazować na zgodzie ze sobą samym. Bo jeżeli włożymy tam jakieś pieniądze, włożymy tam jakieś inne rzeczy, włożymy tam chciwość, to jest, jak jest. To już wiemy. Także teraz mamy o tyle jasną sytuację i klarowną, że wiemy, co nie działa, wiemy, co działa. Jest powoli technologia, która jest już dostępna. Panowie, piękny rok przed nami. Piękna hiperprzestrzeń na początek roku w ogóle. Wow! I taka długa.
Doskonale. Dzięki wam jeszcze raz serdecznie za obecność.
[03:34:47] - Ja bardzo dziękuję.
[03:34:49] - Szalenie miło.
[03:34:49] - Idziemy na herbatkę.
[03:34:51] - Dokładnie. Szalenie miło było mi was gościć. Zapraszam na wieczorową porę, panowie, jak jeszcze macie siły. Rewelacja.
[03:34:57] - Pewnie.
[03:34:59] - No to co? To do usłyszenia. Trzymajcie się.
[03:35:01] - To do usłyszenia wszystkim.
[03:35:02] - Dobrego roku. Pozdrawiam.
[03:35:05] - Dziękuję bardzo. Trzymajta się. Okej, goście już rozłączeni. Zostałem z wami sam. No i tak, cała ta opowieść pod tytułem „W zgodzie ze sobą” na poszukiwania samego siebie. Ta wyprawa po to, żeby spotkać życie. To prawdziwe, swoje własne życie. Nie to, które jest opisywane miarą sukcesu, miarką konta, miarką czegokolwiek. Prawdziwe życie, prawdziwy człowiek. Emocje.
I to te właściwe emocje i technologie, które działają, które są puszczane w ludzi. Ale o tych technologiach to będzie już niedługo. Dzisiaj miałem coś tam powiedzieć, a na razie odkładam. Inna sprawa, że to wszystko jest w robocie. Ja jeszcze jestem troszeczkę nieprzygotowany. Nie chcę za bardzo mieszać, motać, ale tak czy siak niedługo wszystkie informacje się pojawią. Także nasłuchuj człowieku, nasłuchuj. A ja tymczasem na koniec jeszcze puszczę jakąś muzyczkę, bo po prostu nie mogę. Tyle gadania, tyle tej opowieści, a ja w ogóle nie puściłem muzyczki. Ja to sobie przygotowałem, miałem tą muzyczkę i gdzieś mi to wszystko...
Okej, teraz jak zwykle muszę to odnaleźć. Czekajcie, już sekunda. Trochę zamieszania, jak zwykle podczas tych rozmów. Się skoncentrowałem na rozmowach. Dokładnie. Mam już ten utwór. Zatem posłuchajmy jeszcze odrobiny rock and rolla na koniec i zapraszam cię, człowieku, na wieczorową porę. Też Radio Na Fali. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, którzy wyjątkowo dzisiaj zostali przetrzymani. Sorry kochani, mam nadzieję, że było warto.
Peace and love, moi drodzy. Dziękuję wszystkim mecenasom Radia Na Fali za to, że wykonują naprawdę fajną robotę, wspierając ten szalony projekt, który tutaj się cały czas odbywa. Myślę, że jest to jeden z tych fajnych projektów na świecie. Za darmo kompletnie. Każdy z nas dba o to tak, jak potrafi i jakoś działa. Jak się okazuje, potrafimy chyba o to zadbać. Ja potrafię zadbać o swój kawałek roboty. Ty, człowieku, potrafisz zadbać o swój kawałek. Z drugiej strony w zgodzie ze sobą, tak żeby się wspólnie tu razem znaleźć, porozmawiać ze sobą tak normalnie, pobyć ze sobą. Ty i ja, goście, inni ludzie, inne opinie.
You know, you know, you know all that things.