[00:24] - Witamy bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Nafalin, czytelników portalu Infra, Nieznanego Świata i wszystkich innych stron, radiostacji i miejsc, w których nas słychać i czytać, a czasami nawet widać. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a jest z nami nasz gość, pan Less Hoduń. Dobry wieczór, panie Lesu.
[00:51] - Dobry wieczór państwu. Dobry wieczór, panie redaktorze.
[00:53] - Nasza dzisiejsza rozmowa będzie się obracała wokół książki naszego gościa, debiutanckiej książki zatytułowanej „Lekcja paranormalności”. Natomiast nim przejdziemy do konkretów i zjawisk paranormalnych w różnych formach i konfiguracjach, chciałbym, aby opowiedział nam pan coś o sobie. Jest pan bardzo znaną postacią, nie zawsze kojarzoną pewnie ze zjawiskami paranormalnymi. Kiedy i jak zaczął się pan nimi interesować i jak narodził się pomysł na książkę?
[01:22] - Tak, to prawda. Ja jestem znany z tego, że sięgam do bardzo różnych aktywności. Kiedy mówię o sobie, to zaczynam od tego, że jestem wokalistą, multiinstrumentalistą. Komponuję, piszę teksty, bo przeważnie rośnie we mnie muzyka, jeżeli mogę tego sformułowania użyć. Mam też w pewnym sensie doświadczenie dziennikarskie. Pracowałem w radiu, tworzyłem własne audycje. Jestem grafikiem od wielu lat, również z wykształcenia i aktywnie pracuję jako grafik. Uczestniczyłem w wielu projektach muzycznych. Utwory moje i z moim udziałem były i są nadal emitowane w wielu krajach na świecie. Złoty medal Międzynarodowych Targów Poznańskich mam również na swoim koncie za współudział w projekcie związanym z maszyną do ćwiczeń w podciśnieniu.
I tak dalej. Mógłbym to mnożyć. Jeżeli chodzi natomiast o sprawy związane z tak zwanym nieznanym, to mogę powiedzieć o sobie tyle, że miałem swoją własną aktywność, którą nazwałem ideą społeczną pod tytułem „Ukryta rzeczywistość”. W ramach tego prowadziłem między innymi sympozja w Miejskim Ośrodku Kultury w Policach. Były to sympozja interdyscyplinarne, bo oprócz osób, które zajmują się z pasji poznawaniem nieznanego, to zapraszałem również ludzi nauki, którzy przyjmowali moje zaproszenie i chcieli uczestniczyć w potencjalnej rozmowie na temat dociekania, co tak naprawdę w tej naszej rzeczywistości się dzieje. Prowadziłem również cykl programów radiowych w Radiu Szczecin. Było tego troszeczkę. Natomiast wydaje mi się, że od samego początku, o ile pamiętam, to sięgałem do tematów pod tytułem astronomia i tego typu ciekawe rzeczy. Gdy byłem mały, tworzyłem sobie zestawienia w specjalnych grubych zeszytach, takich brulionach akademickich, gdzie spisywałem wszystkie cechy charakterystyczne Układu Słonecznego planet. Później zaczęło się to wszystko rozwijać i zacząłem sięgać po sprawy mniej wymierne, czyli związane z takimi rzeczami, których nauka nie rozumie.
Mogę chyba tak niestety powiedzieć. Do których się za bardzo nie przyznaje. Natomiast jeżeli chodzi o temat książki, to po wielu latach moich doświadczeń z tego typu sytuacjami, przeżyciami, rozmowami z ludźmi, przeczytanymi artykułami, obejrzanymi programami i tak dalej, przyszedł czas na stworzenie czegoś własnego, czyli danie ludziom czegoś od siebie. Więc stworzyłem „Ukrytą rzeczywistość” bodajże już po pierwszym sympozjum. Tak naprawdę wiedziałem, że chciałbym zawrzeć to wszystko, co wiem, bo skoro mam jakąś wiedzę, to warto tą wiedzą się podzielić właśnie w postaci książki. I w naturalny sposób przyszedł do mnie tytuł „Lekcja paranormalności”. A wydaje mi się, że jest dobrym wyznacznikiem tego, co z nami dzieje się tutaj.
[04:22] - We wstępie do książki stwierdza pan, że to jest czwarte podejście do jej napisania. Skąd tyle prób? Co było powodem, dla którego odkładał pan czy też porzucał na pewnych etapach pisanie?
[04:37] - W zasadzie było to zatrzymywanie się podczas podejmowania prób rozpoczęcia książki. Cóż, ja jako żółtodziób, jeżeli chodzi o pisanie tego typu wydawnictw jak książka. Mówię tego typu dlatego, że mam już na swoim koncie tomik autorski z poezją i fragmentami prozy. Natomiast tam to było troszeczkę inne doświadczenie. Książka jako coś bardzo dużego wymagała trochę innego podejścia. I tutaj bardzo dużo nauczyłem się podczas samego pisania, jak później podczas kontaktów z osobami, które wspierały mnie w powstawaniu tej książki, jak Wojtek Chudziński, który czuwał nad tym wszystkim, jak Tadek Krajewski, który zajął się redakcją i włożył naprawdę dużo swojego potencjału w to, żeby ta książka wyglądała i chciało się ją czytać. Sam Tadek mówił o mnie, że ja jako stary radiowiec lubię opowiadać, natomiast książka rządzi się troszeczkę innymi prawami i warto pewne sprawy zmodyfikować. Warto pewne zdania poprzerabiać po to, żeby lepiej się je czytało. I stwierdziłem, że jednak to prawda. Tadeusz, który ma doświadczenie w redagowaniu książek.
Zdecydowanie to było dobre podejście, więc na pewno jeżeli podejmę się albo kontynuacji, nie wiem, czy będzie kontynuacja „Lekcji”, albo kolejnej publikacji, które już czekająDo napisania, to na pewno będę bardziej przygotowany do tego, będę bardziej wiedział i myślę, że te początki już nie zamkną się w liczbie czterech, siedmiu czy piętnastu, tylko będzie to zasadniczo chyba już jeden początek. A czemu cztery? Bo trudno było mi ogarnąć samą gonitwę myśli i pomysłów na to, w jaki sposób chciałbym tę książkę rozpocząć. Po jakimś czasie pomyślałem sobie, że spróbuję to zrobić w sposób niepokorny, czyli taki, jaki jestem. Pewne fragmenty, które są bardzo moje, tam pozwalam sobie na pisanie zupełnie swawolne, wręcz kolokwialne czasami. Tadeusz po kilku stronach, które poprawiał, stwierdził, że to jestem właśnie ja i pozostawiał te specyficzne sformułowania, które próbowałem przemycić. Także książka jest bardzo bogata w tego typu słownictwo i wyrażenia.
[06:59] - Na pierwszych stronach pana książki można znaleźć takie oto sformułowanie: „niestosowne aktywności medialne” i w związku z tym nasunęło mi się pytanie, jaki jest pana stosunek do obecnych w mediach programów poruszających tematykę paranormalną? Mówię tu głównie o telewizji, ale nie tylko, między innymi również o audycjach radiowych, o serwisach internetowych i tak dalej.
[07:25] - Z tymi medialnymi przekazami właśnie bywa tak, że generalnie to, co dociera do nas w postaci informacji, zasadniczo jest przekazywane w taki sposób, aby światopogląd kreowany przez naukę akademicką, która jest uznawana i w zasadzie jest, a nawet kreuje siebie jako nośnik mający dać nam pojęcie o tym, że świat taki, jaki kreuje nauka akademicka, takim dokładnie jest. Świat nie jest tylko taki, jaki podaje nauka akademicka. Tutaj akurat mówię o tym wyraźnie w mojej książce i mówię o tym wyraźnie podczas rozmów, czy to prywatnych, czy z osobami, które są w jakiś sposób z nauką związane. Media akurat lubują się w podawaniu tego typu informacji bardzo zasadniczo, żeby kogoś nie urazić, żeby nie ukierunkować na jakąś informację, na jakieś myślenie. I tam podaję przykład pewnego programu, który żongluje. Jest to sformatowane w taki sposób, jakbyśmy oglądali sitcom. Czyli mamy przez kilkanaście sekund ujęcie z jednej rodziny, później ujęcie z drugiej rodziny, później jedna postać, druga postać, jedna sytuacja, druga sytuacja. I tak się operator miota między tymi sytuacjami. Więc tutaj dostajemy taką oto konstrukcję w postaci: wypowiada się ten, później tamten i na końcu czy tak, czy nie. Wyraźcie opinię sami.
[08:54] - Albo prawdy dowiemy się po przerwie, po czym po przerwie okazuje się, że prawda jest dosyć prozaiczna.
[09:02] - Tak bywa. Dokładnie tak bywa i powiem szczerze, że to według mojej opinii stanowi taką papkę medialną na zasadzie przekazania informacji, które gdzieś możemy przeczytać, pozyskać. Ja uważam, że jako nośnik pewnej wiedzy jesteśmy zobligowani do tego. Czy ja jako osoba, która napisała książkę, która z ludźmi rozmawia, a która posiada jakąś wiedzę i chce coś sobą przekazać, to nie przekazuję czegoś bla, bla, bla, tylko po prostu staram się to zrobić w taki sposób, żeby może komuś podsunąć jakąś informację, jakąś sugestię, z której być może ten ktoś skorzysta. Nie musi, ale może. Tak samo i tutaj uważam, że powinno się iść troszeczkę dalej, bo są tak samo programy, które w naprawdę przyjemny sposób prezentują tematy, nawet bardzo czasem dziwne, ale są też takie, które po prostu wyśmiewają. I powiem szczerze, że już czasami po kilku, kilkunastu sekundach rodzaju będzie to program. Tak jak chociażby ten, o którym wspomniałem w książce dotyczący Ericha von Dänikena. Jak w trakcie programu osoba prowadząca mówi, że Däniken wygląda na oszołoma, którym w istocie jest. Według mnie jest to po prostu obrażanie drugiej osoby i to się kwalifikuje do sądu.
I tego typu programy są puszczane dla ludzi, więc uważam, że coś jest jednak nie halo w przekazywaniu wiedzy.
[10:31] - Oprócz radia i telewizji mamy również internet i tutaj również występuje duża ilość aktywności o tematyce paranormalnej, że tak to ujmę. Jak pan odnosi się do różnych serwisów, które w internecie poruszają tematykę niestanego? Czy robią one lepszą robotę od tych telewizyjnych, radiowych i tak dalej produkcji, czy też nie?
[10:54] - Myślę, że zarówno internetowy nośnik, jak i prasowy, radiowy czy telewizyjny, czy nawet spotkanie bezpośrednie, bo również tak jak te moje sympozja, na które przyjeżdżało bardzo wiele osób, mogą być lepsze lub gorsze. Co to znaczy? Mogą przekazywać w mniej lub w bardziej rzeczowy i ciekawy sposób informacje, z którymi ludzie powinni się zetknąć. Natomiast jest rzeczą dodatkową, sam charakter przekazywania tej informacji. Ja na przykład jestem zdania tego typu, że nie wystarczy przekazywać informacji tylko i wyłącznie w sposób informacyjny, czysto podawczy. Ja jako osoba, która taką informację podaje, chciałbym w nią wpleść również moje przemyślenia po to, żeby uruchomić u odbiorcy te czynniki, które sprawiają, że on nagle zaczyna budować swój światopogląd. Bo być może okaże się, że ja lub ktoś, kto prowadzi program telewizyjny lub ktoś, kto jest w audycji radiowej, powie jedno słowo wręcz lub dwa słowa, które na kimś zrobią wrażenie i komuś w głowie zostaną. I być może te słowaCzasami zdarza się, że one są wypowiedziane przypadkiem, czasami są zupełnie świadomie powiedziane i te słowa mogą komuś pomóc w podążaniu w dobrą stronę, bo przecież o to chodzi. Człowiek stara się robić coś lepiej, ciekawiej, piękniej, bardziej spektakularnie i tak dalej, bo zrobimy jedno, chcemy zrobić coś większego, ciekawszego, fajniejszego i jeszcze dalej podążamy przed siebie. Na tym polega życie człowieka.
Więc czy są gorsze, czy lepsze, to zależy tylko i wyłącznie od intencji osoby, która akurat tym nośnikiem zawiaduje. Pamiętam jedną z audycji, bardzo popularną w naszym kraju, „Nautilus” Radia Zet. Jeden z szefów Radia RMF mówił, że zawsze jak pojawiała się ta audycja, on jak był w trasie, zatrzymywał się. Stał godzinę, bo był bardzo zafascynowany tą audycją. I wiele ludzi, których spotykam, jest potencjalnie zainteresowanych tego typu informacjami. Tylko oczywiście warto do tych informacji podchodzić rzeczowo i z tak zwanym zdrowym rozsądkiem, bo również można.
[13:17] - Tak mi teraz przyszło na myśl, że teraz taką sytuację mamy często z debatami ufologicznymi, bo wielu słuchaczy donosi nam, że bardzo lubią nas słuchać w trasie albo w pracy. Ale przejdźmy teraz do książki „Lekcja paranormalności”. Czy „Lekcja paranormalności” wyrosła na podstawie osobistych doświadczeń, argumentów naukowych, czy też może odczuwanej przez pana konieczności zmiany paradygmatu? Czy zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że media, szkoła, ogólnie wszystkie ośrodki socjalizacji prezentują nam nieco wykrzywiony i uproszczony obraz świata i działających w nim sił?
[13:54] - Myślę, że tak. Myślę, że mogę tak powiedzieć. Natomiast tak samo jak panuje przekonanie, że nie ma dobra ani zła, tak samo i tutaj wydaje mi się, że to wszystko jest związane z tym, kto i co zamierza osiągnąć pewnymi działaniami. Wydaje mi się, że sprawy związane z edukacją szkolną, z tego typu aktywnościami ludzkimi, w których uczestniczy wiele osób, to jest tak naprawdę systematyzowanie pewnych zachowań, względem których ludzie mają poruszać się jak masa. Ja tutaj być może klepię tak zwane banały, o których ludzie wiedzą, ale tak po prostu jest. Jest wiele zachowań, które mają nas względem pewnych zasad, względem pewnych norm ujednolicić po to, aby zachowania ludzkie nie odbiegały i żeby się nie wyłamywać gdzieś. Na szczęście zauważam, że coraz więcej jest tak zwanej aktywności, która chłonie. Ludzie chłoną i chcą słuchać. Z coraz większą ilością osób rozmawiam i oni bardzo chętnie rozmawiają na takie tematy, chociaż niezupełnie wyznają taki światopogląd, że coś jest zdecydowanie niewyjaśnionego, coś jest zdecydowanie paranormalnego i tak dalej. Dlatego, że oni wyrośli na takim poletku bardzo pragmatycznym.
Natomiast tutaj akurat pojawiam się ja i zaczynam mówić w bardzo spokojny i bardzo stonowany sposób, prowadząc kulturalną rozmowę z osobą, która wyznaje inny światopogląd. Nagle jest to zainteresowanie, czyli wydaje mi się, że to nie jest taka konieczność zmiany tego paradygmatu. Raczej cieszyłbym się, gdybym jako jeden z tych twórców, którzy przekazują w jakikolwiek sposób wiedzę, jaką posiadają, mógł stanowić źródło inspiracji dla innych ludzi. Przyznam, że nierzadko spotykam się z reakcjami, że to czy tamto komuś zostało w głowie, że to czy tamto komuś pomogło, że ktoś jest czymś zachwycony albo coś się komuś bardzo podoba. Super, że ludzie chcą podejmować takie wyzwanie pod tytułem „chcę wiedzieć więcej, ale chcę wiedzieć dobrą wiedzę”, czyli tak zwaną dobrą wiedzę, nie taką, którą będę się zachłystywać i mówić: „O Jezu, jakie to jest wspaniałe, bo to jest paranormalne”. Nie. Ja powiem panu, i to ostatnimi czasy skonstatowałem, jak to wygląda. Zwróciłem uwagę na to, że oglądając programy naukowe, właśnie tam mam okazję widzieć reakcje, kiedy osoba prowadząca dany program, dajmy na to, skacze jak dziecko i mówi: „Tak, tak, tak, to jest właśnie to”, kiedy ktoś wykonuje doświadczenie jakiegoś rodzaju. Nie wiem, być może czepiam się szczegółów, ale uważam, że taka infantylność w wyrażaniu emocji jest oczywiście zdrowa, bo przecież w każdym z nas jest dziecko. Natomiast mówię tutaj o tym, że akademickie tematy i akademicki sposób prezentacji świata raczej powinien odbywać się w sposób żartobliwy, ale niech to będzie fajne, przyjemne, ale niech to nie będzie dziecinne, bo jak cię widzą, tak cię piszą.
Więc dobrze jest być w porządku względem siebie, ale też względem widza czy słuchacza.
[17:23] - I właśnie jak pan mówił o tym infantylizmie, o tych dziecinnych dosyć reakcjach niektórych ludzi na coś, czego nie rozumieją, coś, co wygląda na zjawisko paranormalne, nasunęło mi się teraz takie pytanie: skąd się właśnie bierze ta infantylność, ta ślepa dążność do uznawania za paranormalne czegoś, co tak naprawdę może być całkiem prozaiczne?
[17:47] - Sięgam w pewnym sensie do tego tematu w pierwszej części książki, która jest poświęcona właśnie relacjom ze światem nauki. To nie jest zdanie wyroczni. To jest moje osobiste spostrzeżenie, które może być, ale wcale nie musi być miarodajne. Natomiast nasuwa mi się tutaj taka charakterystyka osób, które jak gdyby nie potrafią wyrosnąć ze swojego dzieciństwa.Za nerwowość i taką po prostu dziecinną bezradność w trakcie pewnych reakcji. Niestety zbyt często zauważałem tego typu zachowanie i zbyt często kojarzyło mi się właśnie z reakcją bezbronnego dziecka, które nie potrafi odnieść się do pewnego tematu, ponieważ w trakcie rozmów, czasami telefonicznych, a w dużej mierze również bezpośrednich, polegało to na tym, że osoba taka nagle zaczyna być jak gdyby rozdygotana troszeczkę i to zachowanie naprawdę... Ja być może zbyt dużo analizuję, jeżeli chodzi o zachowania ludzkie, ale staram się obserwować po to, żeby wyrobić w sobie opinię, zdanie, żeby mieć jakąś wiedzę na jakiś temat. I stąd ta moja obserwacja, ta wnikliwość, a później poddawanie tego wszystkiego, co widziałem, pewnego rodzaju analizom, budowanie współzależności między tym, co wiem, terminy i tak dalej. To wszystko sprowadzało się do tego, że te wrażenia o obserwacji takich osobowości dziecinnych były. I one były. To nie to, że ja chciałem, żeby one były, bo to nie na tym rzecz polega.
Zawsze staram się być otwarty względem rozmówcy. Rozmówcę szanuję jak najbardziej. Szanuję drugiego człowieka. Natomiast dobrze jest, kiedy coś sobie tworzę mentalnie, opowiadam sobie o tym, co widziałem, bo również to jest takie dobre ćwiczenie. W ten sposób też poszukuję odpowiedzi na pewne pytania. I ta infantylność pojawiała się bardzo często. Jest tutaj też taka cecha charakterystyczna, którą jest uciekanie od odpowiedzi na pytanie. Czyli w momencie, kiedy dochodzi do konfrontacji słownej, to kiedy dana osoba nie wie, co powiedzieć, zaczyna mówić szybko, zaczyna czasami mówić troszeczkę nieskładnie i zaczyna zmieniać temat. To jest właśnie tak jakby uciekanie od kontekstu rozmowy, od finału tej rozmowy. Czyli do czego my dążymy.
Jeżeli nie mogę sobie poradzić z tym, do czego dążymy, to po prostu muszę od tego uciec. Pamiętajmy też, że kiedyś Einstein powiedział, że zdrowy rozsądek, bo akurat tutaj mówimy o tak zwanym zdrowym rozsądku, co się zawsze chyba praktycznie pojawia przy rozmowach z osobami z obszaru nauki akademickiej. Sam Einstein powiedział, że zdrowy rozsądek to jest zespół uprzedzeń, jakie człowiek nabył przed 18 rokiem życia. Czyli to, w jaki sposób ktoś wpłynął na nas lub w jaki sposób my zaakceptowaliśmy sami taką wizję świata, a nie inną. To chyba właśnie te elementy są czynnikami, które tworzą nas później w tym świecie dorosłym.
[21:09] - A może to jest taka cecha, którą odziedziczyliśmy po przodkach? Coś w typie takiej paranormalnej pareidolii, gdzie człowiek doszukuje się w prostych rzeczach jakichś elementów nie z tego świata. Jedni z tego wyrastają, inni nie. I niestety wydaje mi się, że przynajmniej w internecie, w dyskusjach na tematy paranormalne dominują ci drudzy. Ja już niestety zostałem zbanowany na wielu serwisach i grupach tematycznych za takie zbyt racjonalne podejście do pewnych spraw. Na przykład dyskusje, w których dysputant podaje jakieś zdjęcie, jakieś kropki na zdjęciu i usiłuje wszystkich za wszelką cenę przekonać, że tak, oczywiście na tym zdjęciu jest duch. Na tym zdjęciu występuje zjawisko paranormalne, którego nauka nie potrafi wyjaśnić. Wszyscy przytakują i nagle pojawia się taki Less Hoduń albo Marek Sęk Ivellios i próbuje wytłumaczyć naukowo w prosty sposób, że jest to rzecz zupełnie prozaiczna i dostaje bana. Skąd się to bierze? Czy to jest może taka cecha, którą odziedziczyliśmy po przodkach?
Bo wiemy, że ludzie dawniej bardziej otwarcie podchodzili do tematyki nieznanego.
[22:20] - Tak, myślę, że cywilizacja wpłynęła na nas tak bardzo, że poprzez gonitwę za pieniądzem, za sobą chyba tak naprawdę, bo próbujemy robić coś, oszukując chyba siebie. Zgubiliśmy te wszystkie sprawy, te wszystkie właściwości naszego umysłu, naszej duszy, które sprawiały, że byliśmy bardziej częścią natury. Takie przynajmniej zdanie wyrobiłem sobie pod kątem przeczytanych materiałów i wydaje mi się, że informacja pod tytułem, że niejako genetycznie mamy przekazywane pewne cechy, pewne informacje również może w tym coś być. Mówię tak w sposób taki dosyć bezpieczny. Może nie dlatego, że nie chcę o tym mówić, ale tak jak pan tutaj sam wspomniał, dobrze jest podchodzić do tematu w sposób nie tyle obiektywny, bo jakkolwiek byśmy podchodzili, to każde podejście o każdej osobie jest subiektywne, bo subiektywne jest dlatego, że ktoś ma takie widzenie, a nie inne. Może być szczere lub mniej szczere. Może być związane z próbą wmanipulowania pewnej informacji, ale wszystko w mojej opinii jest subiektywne, więc jakkolwiek będziemy podawać informacje i z czegokolwiek czerpać, to to, że zostaje nam przekazywane w genach coś, co później w jakiś sposób nas charakteryzuje, może być prawdą. Kto wie. Ja sam nie jestem aż tak bardzo do tego przekonany, aczkolwiek czytałem wiele artykułów, wiele wywiadów, które w naprawdę ciekawy i rzeczowy sposób o tym opowiadały. Poza tym przecież sam pan wie, że ludzie może nie tyle nasycają się tajemnicamiBo na pewno są takie osoby i zapewne pan, słuchacze i ja tak samo mieliśmy okazję spotykać ludzi, którzy byli dosyć dziwni w kontakcie i byli bardzo namolni tym, jak bardzo chcą pokazać, że w każdym zachowaniu, które mieli i spisywali to po prostu, że było tam gdzieś coś paranormalnego, że odpowiadają za to duchy, UFO i tak dalej.
Część rzeczy to są sprawy, które są normalne dla naszej rzeczywistości. Generalnie wszystko jest normalne, jeżeli mogę powiedzieć. Tylko część rzeczy niestety jeszcze nie jest rozumiana ani przez człowieka, ani przez urządzenia, czy akceptowana przez nasze przekonania.
[24:53] - A dlaczego nauka nie akceptuje zjawisk paranormalnych? Ogólnie rzecz biorąc, jak sam pan definiuje zjawiska paranormalne i czy jest to rzeczywiście trafne określenie? Niektórzy z naszych słuchaczy, z czym się nieraz spotkaliśmy, uznają, że to zjawiska właśnie w pełni normalne i przedrostek „para” jest zupełnie niepotrzebny.
[25:15] - Dokładnie tak. Ja też jestem tego zdania, że wszystko, czegokolwiek doświadczamy, wszystko, czegokolwiek używamy, co spotykamy, co nas spotyka, wszystko jest normalne. Chociażby to było nie wiadomo jak dziwne, niewytłumaczalne, nieznane i coś, co może zupełnie połamać nam widzenie świata, jakie do tej pory mieliśmy. Tak jak osoby, które są policjantami, akademikami, czyli wyznają naukę akademicką, którzy są politykami, którzy są matematykami i tak dalej. Ja mówię o tych wszystkich informacjach, które zaczerpnąłem, a które związane są z tym, że jedna, druga czy trzecia osoba nagle doświadczyła pewnego stanu lub pewnej sytuacji, która dla ich pragmatycznego umysłu nijak się miała do tego, co oni wyznają. Natomiast było to tak wyraźne, że ufając swoim zmysłom, wierząc w swoje postrzeganie świata, wiedzieli, że to wydarzyło się, choć było bardzo dziwne. I później nagle takie osoby mogą, aczkolwiek również nie muszą stawać się, że użyję takiego słowa, orędownikami nieznanego. Czyli oni będą informować o tym, że naprawdę coś w tym jest. Tak jak Pim van Lommel, który napisał książkę „Wieczna świadomość”, którą strasznie trudno było mi przejść, bo była napisana językiem naukowym, ale generalnie miała w sobie tyle informacji, z którymi się zgadzałem, że wkładając karteczki, zaznaczając po to, żeby gdzieś tam wykorzystać te pewne cytaty, pewne fragmenty do mojej książki, książka stała się bardzo gruba. I ten człowiek, Pim van Lommel, który jest holenderskim lekarzem, doświadcza spotkań z ludźmi, którzy przeżyli stan śmierci klinicznej.
On bada takie rzeczy. On bardzo naukowo stara się ten temat ogarnąć. On, jak wielu jemu podobnych naukowców, jak chociażby wymienię Raymonda Moody'ego, który jest bardzo szeroko znany i jeszcze wiele nazwisk innych, które podejrzewam, ludziom nic specjalnie nie powiedzą. Jest też, dajmy na to przykład lekarza, który przeżył tygodniową śpiączkę. Eben Alexander, który napisał książkę „Dowód”. Ten pan doktor, który był po Harvardzie, był bardzo szanowaną postacią, był naukowcem, który jak sam twierdził, dla niego nauka to była religia i wcale nie było mu ochocze zaglądanie poza nią dlatego, że wyznawał ją po prostu jako religię i w niej znajdywał wszystkie odpowiedzi na swoje pytania. Nagle doświadczył śpiączki i to śpiączki dosyć paskudnej, bo spowodowanej przez pałeczkę okrężnicy. A pałeczka okrężnicy powoduje takie spustoszenie, że w zasadzie chyba tylko 10% osób, które zostają dotknięte czymś takim, mogą przeżywać. Ale jeżeli już przeżywają, to niestety jest to tylko wegetacja. On nie dość, że przeżył, to wrócił do pracy, normalnie zaczął pracować, funkcjonować i zaczął opowiadać o tym, że odkrył niebo.
Nie będę mówił, co tam się działo podczas tej jego podróży, ale miałem totalne ciarki na plecach, kiedy to czytałem. Niektórzy być może czytelnicy będą zdystansowani do tej książki. Może niektórzy poczytają to sobie jako próbę wpłynięcia na czytelnika, tak jak próba była za pomocą Blair Witch Project, kiedy stworzono film dokumentalny po to, żeby stworzyć wrażenie na widzu, a tak naprawdę był to film, który został stworzony po to, żeby pokazać go widzom, a nie jakiś tam zapis. I z takimi opiniami się spotykałem, że kiepska historia, nudna trochę, rozciągliwa i tak dalej. To jest zapis przeżyć tego człowieka, o czym on pisze na samym początku książki. I teraz nagle ten człowiek otworzył ogromne oczy, kiedy mówi o tym, że nagle widzi, jaka bogatość literatury jest związana z tymi tematami, których on między innymi doświadczył podczas tej śpiączki, że on wcześniej tego nie wiedział. Dlaczego nauka może nie chcieć odkrywać takich rzeczy? Dlatego, że te rzeczy nie są związane z formułkami, które nauka już zna. Nauka posługuje się pewnymi dogmatami, które są po prostu już usankcjonowane doświadczeniem, nazwiskiem, społecznością i tak dalej. Taka jest moja opinia i wszystko, o czym mówię, jest moją opinią.
Natomiast ja to tak widzę i tak to prezentuję. Więc w jaki sposób ludzie, którzy są zdeklarowani w widzeniu świata w sposób naukowy, mają od tego odejść, kiedy tylko to wydaje im się racjonalne, kiedy tylko to wydaje im się pewne. To, co jest niepewne, nie istnieje. Krótko.
[30:11] - A czy może być tak, że wielu naukowców nie chce się zajmować tematyką nieznanego ze względu na to, jak traktuje ją społeczeństwo?
[30:21] - Może tak być, dlatego że w mojej książce piszę, żeby ktoś nie myślał, że walczę z nauką. Jest totalnie w błędzie ktoś, kto będzie miał tego typu zdanie po przeczytaniu mojej książki. Walczę tylko i wyłącznie z pustostanem, jak ja to określam z pustelnią parmeńską, gdzie huczy coś w głowie, tylko nie wiadomo co tam huczy w tej głowie. Nawet kilka dni temu rozmawiałem z dosyć młodym adeptem naukowym, z którym bardzo dobrze nam się czasami rozmawia, aczkolwiek zszedłem na tematy między innymi związane z GMO, żartując odnośnie pewnej sytuacji, o której wcześniej rozmawialiśmy i opowiadam o tym, że są tego i tego typu zboża, że są tego i tego typu zachowania, co pozyskałem na podstawie książek czy filmów dokumentalnych, które są znane i dostępne. Po czym usłyszałem: „A gdzie są fakty? Czy znasz bezpośrednio te osoby?” Mówię: „Osób, które mieszkają w Indiach, w Brazylii, w Stanach Zjednoczonych nie znam, natomiast ufam, że ludzie, którzy to tworzą, którzy mają tytuły, którzy są znani w swoich społecznościach jako ludzie, którzy rzeczowo zajmują się tematami, że oni to robią bardzo profesjonalnie i te informacje, które są podane, są przez nich sprawdzane, bo taka jest ich rola jako dziennikarzy śledczych chociażby czy ekspertów od pewnych tematów globalnych”. „Tak, ale jakie są fakty?” I powiem szczerze, że troszeczkę przeszła mi ochota na brnięcie dalej w tę rozmowę. Może w ten sposób to zwerbalizuję, bo jak gdyby tutaj od razu było widać stop. Jakie są fakty? Ale co to są fakty?
Bo ktoś pozyskuje informacje z książek. To teraz pytany: ale jakie są fakty? Ale czy ta osoba poznała bezpośrednio tego autora? Czy jest pewna, że ten autor przeżył dokładnie to, o czym pisał? Czy wierzy temu autorowi na tyle, że on w dobry sposób przeprowadził doświadczenia, które w swojej książce opisuje i tak dalej.
[32:27] - Równie dobrze może ktoś zadać pytanie: a co to są dowody? Jakie są dowody? Nasunęło mi się takie pytanie właśnie przed chwilą, bo przypomniałem sobie sytuację, która miała miejsce w 2008 roku podczas jednej z debat ufologicznych, które odbyły się w Katowicach na Akademii Ekonomicznej. Była to taka debata „Ufolodzy kontra ludzie nauki”. Było tam chyba czterech ufologów czy trzech, z tego, co pamiętam, i trzech przedstawicieli nauki, jeden student i dwóch doktorów z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Śląskiego. Ufolodzy pokazali dosyć sporo dowodów, oczywiście głównie wizualnych, w postaci cyfrowej, zapisanych na istnienie UFO. Dużo filmów, dużo zdjęć, relacje świadków. A naukowcy jak mantrę powtarzali: „Nie ma dowodów, nie ma dowodów”. Skąd się może brać takie podejście, takie negowanie, mimo że przecież dowody widzieli, mimo że dostali relacje.
[33:28] - Świat został opisany przez naukę. Tak nauka twierdzi. Nie ma nic poza tym, co zostało opisane, dlatego że to, co nie podlega możliwości opisania, to jest nienamacalne. Jest to nieuchwytne i jest to nieprawdziwe. Podobnie jak rozumienie pewnych terminów, o czym też piszę. Kiedyś podczas jednej z audycji „Ukryta rzeczywistość” w Radiu Szczecin zaprosiłem pana profesora Jerzego Stelmacha, niestety nieżyjącego już dzisiaj, który był dziekanem Wydziału Matematyczno-Fizycznego na Uniwersytecie Szczecińskim i rozmawialiśmy właśnie o tym, dlaczego nauka nie lubi sięgać do tematów związanych z nieznanym, jak chociażby obiekty UFO, jak chociażby jasnowidzenie, jak inne tego typu tematy. Pan profesor odniósł się do mojego pytania w sposób następujący, że UFO jest to zjawisko nieuchwytne, generalnie jest ono niepowtarzalne. Skoro jest nieuchwytne, niepowtarzalne, to trudno się do niego odnieść. I teraz na jeden punkt pod tytułem „Rozumienie terminu zjawisko” i co dalej za tym nastąpiło, czyli powtarzalność, laboratoryjna powtarzalność, bo o to mniej więcej chodzi. Nauka uznaje, że na przykład takie UFO jest to zjawisko, a jeżeli jest to zjawisko, to znaczy, że dzieje się coś tak jak śnieg, deszcz, mgła, pioruny i tak dalej.
I że tak samo jak kiedyś Tesla próbował swoje łuki elektryczne generować w laboratorium, tak jak zajmują się gazami czy optyką, że również można by było spróbować to wygenerować. Właśnie to nie jest zjawisko. Tutaj podsuwam również w książce podpowiedź, że być może powinniśmy używać terminu „zdarzenie”. Dlatego, że jeżeli chodzi o opisy najprzeróżniejszych sytuacji z wielu lat, od dzisiaj wstecz do bardzo głębokich czasów, są to informacje, które podają jednoznacznie, że za obecnością obiektów latających może się kryć inteligencja. I nierzadko jest tak przecież, że się czyta, słyszy lub ogląda kogoś, kto informuje o tym, że doświadczył spotkania bezpośredniego z przedstawicielami, z załogantami, jakkolwiek by to zwać. Więc tego typu rzeczy po prostu nie występują, ponieważ są pozanaukowe, ponieważ nie sposób na nie trafić, nie sposób je zmierzyć.Więc skoro nie sposób je zmierzyć, trudno na nie trafić, to znaczy, że ktoś, kto je opowiada, jest niespełna rozumu. Bo gdyby był spełna rozumu, to coś, co ten ktoś opisuje, można by było zobaczyć. O 16:15 dzisiaj przylatuje UFO, pyk, pyk, zrzucili bombkę, bach! Przyleciał zielony, wysiadł, zabrał bombkę. „Przepraszam, to nie tutaj mieliśmy zrzucić” i tak dalej.
W ten sposób żartując, można powiedzieć: o co chodzi? Przecież jest na przykład piorun kulisty, którym nauka w pewnym sensie się zajmuje, bo interesują się nim, który jest bardzo trudno uchwytny, bo nie występuje wszędzie i w bardzo specyficznych okolicznościach. I też nie wiadomo do końca, w jakich okolicznościach, jak na przykład tematy związane z wyładowaniami atmosferycznymi, które w porównaniu z widzianymi przez nas błyskawicami są kolosalnie większe i które wędrują od chmur do góry, a naukowcy wcześniej o tym nie wiedzieli. Ja również bym o tym nie wiedział, gdybym nie obejrzał programu dokumentalnego na ten temat. I były przecudne rejestracje wideo prezentowane przez naukowców, którzy to zarejestrowali i to badają. Są to bardzo duże wyładowania, które lecą w przestrzeń kosmiczną, ale są też krótkie, tak zwane spryty. Nie pamiętam, jak się nazywają te dłuższe, ale te krótkie to są właśnie spryty i one tak takimi strzałami wyskakują z chmur ku górze. Niesamowite. Czyli niedawno można było poznać coś, czego człowiek się nie spodziewał tak naprawdę. A jednak.
[37:39] - Będziemy szli w dzisiejszej rozmowie po różnych szczeblach tajemnic. Zacznijmy od pierwszego, podstawowego. Co sądzi pan o naturze naszej rzeczywistości? Czy jest iluzoryczna? Czy mózg i zmysły zamykają tak naprawdę człowieka w klatce percepcji? I jak pana zdaniem wygląda prawdziwa, pozazmysłowa rzeczywistość?
[38:02] - Prawdziwa, pozazmysłowa rzeczywistość. Trudno jest się odnieść do tego pytania, aby sprostać swoją odpowiedzią temu pytaniu, dlatego że również w książce odnoszę się do pewnego cytatu marszałka Piłsudskiego, który miał kiedyś powiedzieć: „Z prawdą jest jak z dupą, każdy ma własną”. Czyli dla jednej osoby prawda może być taka, dla drugiej może być inna, bo jest związana z jego doświadczeniem życiowym, z tym, co wyznaje, jakich ludzi spotykał na swojej drodze, co lubi i tak dalej. Więc prawdziwa, pozazmysłowa rzeczywistość. Jak czytuję opowieści o tym, jak ludzie opuszczają na przykład swoje ciało, jak na przykład Darek Asuger, którego miałem przyjemność poznać osobiście i który wystąpił również na moim sympozjum, to opowiada, że tak naprawdę to chyba jest rzeczywistość, którą my sami możemy kreować. Natomiast czy jesteśmy w stanie wyjść ze swojego ciała i zobaczyć naszą fizyczną rzeczywistość? Wydaje mi się, że również, bo jak można się dowiedzieć z pewnych filmów, jak choćby „Życie po życiu” Raymonda Moody'ego. Powstał kiedyś taki film, który w bardzo przyjemny wizualnie sposób opowiadał historię kilku osób wybranych z książki, które to opowiadały o tym, że będąc w stanie śmierci klinicznej, nagle błyskawicznie przenosiły się o tysiące kilometrów dalej. Jak pani, która odwiedziła swoją siostrę i dokładnie była w jej domu, bo nagle to połączenie mentalne okazało się bardzo mocne. I ta pani już tam się znalazła.
Opisała całą sytuację, jaką zauważyła, czyli co w domu, jak się znajdowało i tak dalej, że to była mniej więcej ta pora, że tam nikogo nie było i tak dalej. Nie miała prawa wiedzieć co gdzie było, jak co wyglądało, a jednak informowała o tym. Czyli w pewnym sensie opuszczając nasze ciało możemy widzieć naszą tak zwaną fizyczną rzeczywistość. Natomiast czasami, doznając głębszych chyba stanów śmierci klinicznej, przenosimy się gdzieś do świata, który jest dosyć nietypową rzeczywistością. Bo również osoby o różnych wykształceniach, o różnie wyznawanych poglądach duchowych czy religijnych informują, że to była taka postać, że widziały takie sytuacje i tak dalej. Więc podejrzewam, że to też jest zależne od danej osoby, która akurat o tym opowiada. Natomiast czy nasza rzeczywistość jest iluzoryczna? Bo od tego pan zaczął. Uważam, że zdecydowanie tak. Kiedyś, myślę, nie byłbym w stanie odpowiedzieć na to pytanie w taki sposób, a dzisiaj, znając już pewne informacje, rozmawiając z wieloma ludźmi, a także wiedząc co nieco na temat świata, chociażby biorąc za podstawę wiedzę na temat, z czego składa się materia i tak dalej.
To wiedząc, że materia składa się z cząsteczek, a każda cząsteczka z kilku elementów i one krążą wokół siebie, to nawet kiedyś sam pan profesor Stelmach i również temu jest poświęcony dział w mojej książce. Pan profesor Stelmach powiedział, że nauka uznaje akurat takie coś, że gdyby pozabierać całą przestrzeń pracy wszystkim cząsteczkom, to z całej planety Ziemi, ze wszystkiego, co jest na niej, generalnie mamy cały glob i zabieramy przestrzeń pracy. Co nam zostaje? To jest mniej więcej około paczki, dwóch paczek papierosów. Więc jak tu nie mówić, że teoria Matrixa nie istnieje? Z tym, że możemy powiedzieć teoria Matrixa, ponieważ bardzo mocno osadził się w naszej popkulturze kontekst filmu. I akurat teraz mówimy popularnie, że jest to teoria Matrixa. Wcześniej nazywało się to inaczej, jeszcze wcześniej nazywało się to jeszcze inaczej i tak dalej. Wszystko jest to związane z tym, jak daleko świat idzie, kto na niego wpływa i jak głęboki ten wpływ jest. Natomiast sama rzeczywistość tak, jest zdecydowanie iluzoryczna, bo już pomijając fakt budowy materii, która tak naprawdę zbudowana jest z tego samego, czyli człowiek jest zbudowany z takich samych cząsteczek, z których zbudowany jest stół, góra, chmura czy cokolwiek innego sobie wymyślimy.
Natomiast tylko sama specyfika pracy danej cząsteczki sprawia, że postrzegamy to w pewien sposób. I światło padające na te cząsteczki, które są akurat tak, a nie inaczej uformowane. Ciekawostką jest to, żeGeneralnie można by było pomyśleć, że materia. Okej, mamy te cząsteczki, jest ich tak malutko, ale one muszą być jakieś, więc to nie może być nic. Z pomocą przyszło mi spotkanie, jakie, wydaje się niby przypadkiem, człowiek doświadczył podczas jednej z podróży kolejowej, kiedy to poznałem osobę, która również zajmuje się szerzeniem tego typu informacji i wykładami na temat duchowy. Rozmawiamy sobie o budowie materii, o tym, skąd człowiek pochodzi, tego typu bardzo ciekawe egzystencjonalne tematy. I w pewnym momencie przytaczam kontekst sympozjum, gdzie pan profesor Stelmach prezentował zdjęcie z mikroskopu tunelowego, który pokazywał budowę atomu. Okazało się, że pokazał tylko jakąś tam rozjarzoną kulkę. I człowiek mówi: „A teraz wyobraź sobie, że te wszystkie składniki i cząsteczki nie są materialne, tylko...” I wtedy wszystkie ciarki urosły mi na plecach, bo prawie z nim skończyłem. Impulsami energetycznymi.
Bo tak naprawdę dzisiaj nauka też nie ma pewności jednak, czy te składniki są materialne, czy nie są materialne, bo wciąż nauka polega na wyliczeniach Nilsa Bohra. Czyli nie jest to pewność. Pewność będzie wtedy, kiedy zostanie skonstruowany mikroskop neutrinowy, który w końcu pokaże, jak atom jest zbudowany. Ale przecież po mikroskopie tunelowym tego samego się spodziewano. Więc jak daleko to pójdzie?
[44:05] - Czy świadomość człowieka jest nieśmiertelna? Czy jakaś cząstka w nas jest w stanie przetrwać śmierć ciała? Jak wyobraża pan sobie ten moment, samą chwilę przejścia i widok tamtej strony?
[44:19] - Myślę, że moment przejścia to jest traumatyczny kontekst rozmowy na ten temat. Dlatego, że sam moment śmierci jest postrzegany przez ludzi dosyć boleśnie. Mamy swoje ciało, które doświadcza w taki a w taki sposób rzeczywistości. Jeżeli upadniemy, to się potłuczemy, to będzie bolało. Jeżeli rozetniemy się, to będzie piekło i będzie leciała krew. Każde ciało reaguje inaczej, bo są ludzie, którzy nie odczuwają bólu, którzy robią sobie po prostu totalną krzywdę, ale taki jest ich organizm. Więc ten moment przejścia do tak zwanej innej rzeczywistości, do śmierci klinicznej czy do życia po życiu jest chyba najbardziej nieciekawym momentem. I gdyby nie to, podejrzewam, że ludzie być może bardziej ufnie spoglądali w stronę śmierci. Co ciekawe, te osoby, które wróciły stamtąd, opowiadają o tym, że były, że poznały wiedzę wszelką, tylko że ta wiedza wszelka po prostu zostaje po tamtej stronie, za tą granicą. I kiedy człowiek ma możliwość powrotu, to zmienia się i chce tam wrócić.
Chce tam wrócić i czeka na ten moment. Czyli tak naprawdę widocznie ta nasza egzystencja materialna tutaj jest w jakimś sensie chyba mniej miarodajna. Nie wiem, czy jest to właściwe słowo, ale tak samo jak na przykład Darek Sugier informuje o tym, że podczas wyjścia poza ciało, podczas swoich podróży on nie chce wracać stamtąd. On się bardzo dobrze tam czuje. Czuje się zintegrowany. Podejrzewam, że dlatego, że w pewnym sensie nasze blokady, które mamy chyba gdzieś w DNA, blokady mentalne również, nie pozwalają nam na to, żeby pewne rzeczy rozumieć tak, a nie inaczej. Chyba ta egzystencja ludzka ma właśnie wyglądać w taki, a nie w inny sposób, po to, żeby pewnych rzeczy doświadczyć, podszkolić się chyba w swojej egzystencji, pewnego etapu swojej egzystencji. Jeżeli przyjmiemy, że reinkarnacja jest faktem, a chyba wszystko na to wskazuje, więc skoro wszystko jest energią, jak mówi mądrość dalekowschodnia, to tak naprawdę my jesteśmy tutaj chyba tylko gośćmi w tych ciałach i ciała są nam użyczone po to, żebyśmy mogli doświadczyć pewnych tematów mentalnych.
[46:52] - A czy istnieje coś takiego jak wspólna nić, jeden zmysł łączący wszystkie umysły? Czy jesteśmy połączeni ze sobą niewidzialnymi nićmi? Zjawiska takie jak telepatia, prekognicja, intuicja wskazują na to, że tak. Ponadto były to jedne ze zjawisk, którymi zajęła się nauka. Jakie wnioski w tych sprawach osiągnięto?
[47:16] - Wnioski są takie, jacy są ludzie. Jeżeli metodologia nauki zakłada, że doświadczenie A lub B powinno zaowocować takim a takim wynikiem, to trudno mi się spodziewać, aby była zbyt duża otwartość na to, co nauka bada i co ewentualnie może wziąć jako element, który pojawi się, a będzie nieoczekiwany. Więc to wszystko zależy od tego, jaki jest człowiek, w którą stronę podąża i o co mu chodzi. Metodologia jest bardzo ważnym narzędziem i ona bardzo pomaga, natomiast umysł naukowca prowadzi jego szczerość, prowadzi jego potrzeba wewnętrzna i tak dalej. Na pewno jest coś takiego jak wspólna nić. Wydaje mi się, że to jest tak zwany kolokwializm, żebyśmy mogli pewne wątki zrozumieć. Natomiast ja funkcjonowanie człowieka bardziej rozumiem jako... Chyba najbardziej prosto będzie sobie to wyobrazić, zobrazować jako wodę. Mamy wodę i wyobraźmy sobie, że ta woda jest zamarznięta. I teraz popatrzmy na nią.
Jest mnóstwo wzorów, a przecież to jest jedna i ta sama woda. Dlaczego te wzory w tej wodzie są? Z jakiego powodu? Dlaczego w tym, a nie w innym miejscu? Dlaczego taki, a nie inny kształt? Dlaczego w tym-... w którymś miejscu woda jest bardziej przejrzysta, to znaczy ten lód, który jest zamarznięty, który jest zamarzniętą wodą. Dlaczego w tym miejscu jest bardziej przejrzysty, dlaczego w tamtym jest mniej i tak dalej. To wszystko, co jest związane z aktywnością człowieka, ja dokładnie tak widzę. My jesteśmy częścią pewnego rodzaju przestrzeni mentalno-duchowej.
Niektórzy nazywają to świadomością, niektórzy jaźnią. Myślę, że niezależnie od tego, jak nazwiemy, to wszystko przenika nas tak samo, jak na przykład hel, który jest najrzadszym z gazów, potrafi przeniknąć przez wszystko. Przecież są cząsteczki kosmiczne, które przenikają przez nas. Są sygnały telewizyjne, radiowe, telefoniczne, które są wszędzie, które przenikają przez budynki. Jesteśmy w budynku, potrafimy odebrać telefon komórkowy. Jesteśmy na szczycie Mount Everestu, jesteśmy w stanie nie tylko odebrać rozmowę, ale zrobić zdjęcie, nagrać film i wysłać to wszystko do odbiorcy, który jest po drugiej stronie świata. Są to informacje. Są to pewnego rodzaju impulsy, które przenikają wszystko. Takie coś jak jaźń, jak duch, jak mental, jakkolwiek to nazwiemy. Uważam, że my jesteśmy nieodłączną częścią, bo poruszamy się w tym.
Nie tworzymy tego, jak chce nauka. Naukowcy mówią, że wszystkie informacje typu emocje, odczucia, świadomość są tworzone przez mózg. Ale przecież nie raz mogłem przeczytać w książkach o tym, że są ludzie, którzy żyją bez mózgu i było to podobno potwierdzone medycznie, że oto nagle ktoś się w jakimś momencie zorientował, że dana osoba nie posiada mózgu i jednak żyje. Dlaczego? Ja jestem taką osobą, która uważa, że jeżeli są podawane jakieś informacje i te informacje są podawane w taki sposób, że ja decyduję się na ich przeczytanie, bo widzę, że sposób pisania danego autora jest rzeczowy, jest przyjazny, to ufam, że te podawane informacje są związane z rzeczywistością. Nie chce mi się sięgać do wiedzy, która coś tam wyraża, ale nie wiadomo, czy ona jest prawdziwa, czy nie, bo to jest kulą w płot i to nie tędy droga zupełnie. Czymś takim można się zajmować, kiedy jest się dzieckiem, kiedy jest się małą osobą, istotą, nie wie się jeszcze nic na temat świata, to wówczas można sięgać do różnych informacji, bo na tej podstawie człowiek wyrabia w sobie swoje przekonania, swoje nastawienie do świata, swoje zdanie na temat tego, co widzi, jak to rozumie. Ja ufam, że takie podawane informacje w książkach, w artykułach, które wiem, że mogą być rzeczowe, że one są prawdziwe. Na pewno wiele artykułów, które starałem się czytać, wiem, że są pisane w dziwny sposób. Zauważam ich szybkość, natychmiastowość, nierzetelność.
To się da wyczuć. Następna rzecz, którą można obejrzeć sobie chociażby na YouTube, która pokazuje mężczyznę czarnoskórego, który rysuje panoramę Nowego Jorku. Przez chwilę przeleciał się nad Nowym Jorkiem i ma pamięć fotograficzną. Czy jest to możliwe? Według naszego normalnego, standardowego pojęcia nie. A jednak ten człowiek taką umiejętność posiada. Dlaczego? Oto pytanie.
[52:07] - A jak się pan odnosi do koncepcji wyższego „ja”?
[52:11] - Wyższe „ja” jest to bardzo ciekawy temat, ponieważ sam czasami próbuję nawiązać aktywną rozmowę z moim wyższym „ja”. Cóż, jeżeli chodzi o zdanie na temat wyższego „ja”, to nasze wyższe „ja” jest tak zwanym wyrazem obecności źródła, Boga, Jahwe czy jakkolwiek nazwiemy tę najwyższą moc. Jest to rodzaj tłumacza między źródłem, ja to nazywam źródłem, a nami, ludźmi, po to, żebyśmy pewne rzeczy mogli bardziej zrozumieć, żeby coś do nas dotarło. Można się z tym wyższym „ja” komunikować i to wyższe „ja” może, mówię cały czas może, dlatego, że jest taka możliwość, bo sam sprawdzałem i wiem, że taka możliwość istnieje, może generować zachowania, może generować sytuacje, może stworzyć nas jako kogoś, kim chcielibyśmy być. To jest taki rodzaj filtra, przez który możemy dojrzeć, odczuć niesamowitość i nieskończoność tego czegoś, w czym istniejemy. Tak chyba mogę to prostymi słowami powiedzieć.
[53:32] - Tę koncepcję ciężko ubrać w takie proste słowa, które byłyby do zrozumienia dla każdego. Ja również praktykuję różne takie czynności, które również włączają kontaktowanie się ze swoim wyższym „ja” i mogę właściwie potwierdzić wszystko to, co pan w tej chwili powiedział. Coś w tym chyba faktycznie jest.
[53:52] - Uważam, że jeżeli taka możliwość jest i jeżeli takie coś lub taki ktoś daje nam szansę, abyśmy mogli z tego skorzystać, więc korzystajmy z tego jak najlepiej. Również w książce o tym piszę, że najlepiej jest konstruować siebie na podstawie dobrych myśli, dobrych doświadczeń. Dlatego, że to wyższe „ja” bazuje na tym, co my myślimy, czego my chcemy i daje nam to samo, czego my bardzo byśmy chcieli. Jeżeli chcemy dobrze, będzie dobrze. Jeżeli chcemy źle, to niestety tak może być.
[54:28] - Przez ostatnie dwie dekady doszło do prawdziwej rewolucji w historii. Długo by o tym mówić, ale odkrycie Göbekli Tepe czy coraz to nowsze odkrycia w sprawie Stonehenge rzucają nowe światło na korzenie naszej cywilizacji. Jak pana zdaniem to wszystko się zaczęło? Czy przed nami na Ziemi istniała jakaś inna cywilizacja? A może pomogli nam bogowie z kosmosu?
[54:51] - Bardzo ciekawe pytanie. Jak to wszystko się zaczęło? To tak, jakbyśmy chcieli zapytać: a gdzie zaczyna się nieskończoność? I teraz jak mamy odpowiedzieć na to pytanie? Albo gdzie kończy się nieskończoność? Ostatnimi czasy zacząłem się zastanawiać nad pewnym tematem, mianowicie jak bardzo człowiek jest w stanie wniknąć w głąb cząsteczki. Czyli jeżeli mamy skalę makro w postaci wszechświata i tego, co nauka wie na temat wszechświata, a co wiemy i jaka jest relacja do tego, co ludzie jako reprezentanci nauki, którzy ten świat badają w taki wymierny sposób, wiedzą o tej skali mikro. Bo okazuje się, że coraz to nowe możliwości, odkrywane są coraz nowe cząsteczki, że ostatnio odkrywa się cząsteczki, które tak naprawdę istnieją tylko wtedy, kiedy obserwator na nie patrzy. Tak samo wydaje mi się, że im dalej człowiek będzie podążał w tworzeniu mikroskopów, które głębiej i głębiej w cząsteczkę będą sięgały, to zarówno jak wszechświat jest nieskończony i trudno się na ten temat myśli, bo zaraz głowa zaczyna boleć od tego, to podejrzewam, że podobnie może być z tym, co jest ukryte pod mikroskopem, czyli tym, czego nie widzimy tak naprawdę, co jest bardzo maleńkie, bo wydaje mi się, że cały czas moglibyśmy coś powiększać. To jest dosyć dziwne myślenie na ten temat, ale tak samo wydaje mi się, że dziwnym jest pytanie, jak to się zaczęło.
My tak naprawdę żyjemy tylko i wyłącznie w wyrywku czasu, który też jest wartością bez początku i bez końca. Ktoś postrzega go jako linearność, czyli coś, co się toczy jak strumień, a ktoś inny postrzega go jako sferę, czyli jako coś współtworzącego przestrzeń. I jedno, i drugie jest ciekawe. I jedno, i drugie jest wyzwaniem do poznania świata, do poszukania odpowiedzi. Natomiast jeżeli my jesteśmy tutaj tylko gośćmi przez chwilkę i mówię nie tylko o nas jako cywilizacji technologicznej, która teraz akurat jest, ale generalnie o obecności życia na Ziemi. Czy my tak naprawdę wiemy, czy przed nami, czyli przed Ziemią, było tu coś jeszcze? Jeżeli tak, to co było? Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że przecież proszę popatrzeć, nowe odkrycia naukowe mówią, że naukowcy już nie są tak pewni jego wieku. Co to znaczy?
To znaczy, że cała informacja o tym, jak jest nasz wszechświat zbudowany, może być w jakimś sensie mylna. Może być niepełna. Jeżeli tak, to w jaki sposób? Czego brakuje? Jeżeli przestrzeń się nie kończy, jeżeli czas nie ma końca ani początku, to czy my tak naprawdę jesteśmy tutaj tylko teraz i tutaj? Absolutnie nie. Wydaje mi się, że skoro my mamy dzisiaj 2015 rok, odkrycie w Göbekli Tepe cofnęło nam granice społeczności zorganizowanej ludzkiej. Kiedy inteligencja połączona jest z tym, co ludzie tworzą, będąc razem ze sobą, także to nie jest już tak zwane małpoludztwo, tylko po prostu są to już społeczności, które czemuś służą, są jakieś zasady, normy i tak dalej. Ze względu na Göbekli Tepe to się cofnęło z 5000 lat przed naszą erą do chyba 9500 lat. Bo o ile pamiętam, tak się mniej więcej Göbekli Tepe datuje.
Tak samo jak się w dziwny sposób datuje piramidy czy tego typu inne budowle, jak moje ukochane Puma Punku, gdzie jest dużo elementów typu H, jak początek mojego nazwiska, gdzie te elementy budowlane są tak przygotowane, że trudno jest powiedzieć, żeby zrobili to ludzie, którzy przez dzisiejszych naukowców są postrzegani jako ludy koczownicze, jako zbieracze, myśliwi i tak dalej. Tam była użyta technologia, tam były użyte najprawdopodobniej, mówię najprawdopodobniej, bo wszystko na to wskazuje, że użyte były narzędzia, ponieważ wyobraźmy sobie, że te budowle były wykonane między innymi z diorytu, który jest bodajże najtwardszym minerałem lub jednym z najtwardszych minerałów na Ziemi. Więc o czym to świadczy? Ktoś może sobie pasąc owce czy zbierając grzyby lepić z gliny, natomiast nie używa przy tym szlifierki i innych. Ja mówię tylko kategorią rozumienia, że tak powiem, naszych dzisiejszych czasów. Więc tych cywilizacji na samej Ziemi mogło być jeszcze kilka, czego dowodem są chociażby znaleziska na dnie morza, które informują o tym, że kiedyś najprawdopodobniej coś się działo. Bo zatopione są kompleksy różnych miast, osiedli, miejsc różnego rodzaju. Przecież odnajduje się w głębokich skałach, które są datowane czasami na setki tysięcy lub miliony lat, jakieś narzędzia, jakieś metalowe elementy. Są to sprawy abstrakcyjne, na które nauka sobie nie pozwala, dlatego że po prostu jeżeli wiemy, że lud- to znaczy, że wcześniej tego nie było. Nie jest to prawdą, więc myślę, że trzeba tu troszeczkę więcej pokory względem tego, czego doświadczamy, bo jeżeli coś znajdujemy na przykład na dnie morza, jeżeli coś znajdziemy w wykopaliskach, to znaczy, żeDzięki temu poszerza nam się światopogląd, że coś jest nie halo z tym, co powiedzieliśmy, ponieważ to, co odkryliśmy dzisiaj, związane jest z przełożeniem datowania o ileś set lub tysięcy lat do tyłu.
Niestety takie są wymierne informacje. Jeżeli naukowiec na coś takiego trafi, uważam, że powinien się do tego odnieść, a nie zamiatać pod dywan.
[01:00:51] - Teraz przejdziemy do tematu, który ucieszy zapewne słuchaczy debat ufologicznych. Panie Lesław, czy Ziemia jest odwiedzana przez istoty z kosmosu? Na jakiej zasadzie się to odbywa i czy są oni naszymi stwórcami, nadzorcami, obserwatorami, a może pasożytami? Dlaczego w zjawisku UFO jest tyle dziwności, jak pan sądzi?
[01:01:16] - To pasożytnictwo mnie tutaj troszeczkę przyciągnęło. Podejrzewam, że ze względu na to, iż gros informacji związanych z tego typu doświadczeniami związana jest albo z tak zwanymi szarakami, albo im podobnymi lub z czarnookimi. Generalnie zachowanie tych jednostek jest związane z czymś, co wykracza poza nasze postrzeganie jako człowieka. Mamy jakieś swoje normy. Społeczeństwa zbudowały nam pewnego rodzaju postrzeganie świata, pewne zasady, względem których się poruszamy, które akceptujemy mniej lub bardziej, natomiast które pozwalają nam ogarnąć naszą rzeczywistość w jakikolwiek sposób. Bo niezależnie od tego, co akceptujemy albo co nie akceptujemy, mamy jakąś bazę informacyjną w postaci właśnie takich norm i takich zasad. Te normy mówią nam o tym, że dajmy na to ktoś, kto przylatuje tutaj, mówię „ktoś” na zasadzie takiej, że są to najwidoczniej jakieś istoty żywe. Skoro przylatują tutaj, to ludzie oczekują, że to będzie jakieś spotkanie oficjalne, parlament się spotka. Ludzie mają swoje oczekiwania, chcieliby coś wiedzieć i chcieliby, żeby coś się w końcu wydarzyło, żeby w końcu się dowiedzieć, czy te UFO istnieją, czy one nie istnieją. Dla jednych być może istnieją, tak jak pan wcześniej powiedział, jako kropki na zdjęciach, a dla innych będą istnieć jako osobnicy, którzy dokonali na tych oto osobach pewnego rodzaju zabiegów.
I to jest bardzo skrajne. Od tej kropki do tego, co powiedziałem przed chwilką, bo takie spektrum tematyczne właśnie jest. Niektórzy mówią o tym, że widzieli światła. Czasami te światła widywane na nocnym czy dziennym niebie mogą być czymś różnym, natomiast równie dobrze mogą być nieznanym tajemniczym obiektem, o którym możemy powiedzieć jako UFO. Czasami są to spotkania, kiedy coś przylatuje bardzo blisko i widzimy, że nie ma prawa coś takiego się poruszać. Czasami są to sytuacje, kiedy ludzie widzą, że ktoś wysiada z tego pojazdu, czasami widzą wewnątrz pojazdu przez coś w rodzaju szyb, okien czy jakkolwiek to inaczej ująć pewne postacie załogantów, jak to się mówi, a czasami są zapraszani na pokład, czasami są porywani, czasami mają wspomnienia z obecności, a czasami mają wspomnienia z tego, że są po prostu elementem doświadczeń, bo są nakłuwani, nacinani, naświetlani, są robione różne inne rzeczy. Są informacje, że kobiety potrafią być zapładniane, że potrafią te później ciąże, które nagle im się rozwijały, nagle te ciąże znikają, o czym mówi się, że to prawdopodobnie była ciąża urojona. Czy tak jest w każdym przypadku? Trudno jest to zweryfikować. Natomiast cały szereg informacji tego typu docierają i trudno mówić, że jest to coś nierzeczowego, kiedy przede wszystkim musimy wiedzieć, że takie informacje docierają z całego świata i to od wielu lat.
To nie jest tak, że jednego rodzaju ludzie o tym opowiadają, tylko są to ludzie czasami bardzo prości, mieszkający w specyficznych społecznościach, które absolutnie nie mają zamiaru kłamać i kłamstwo jest czymś bardzo be. Czasami są to ludzie bardzo wykształceni, którzy po prostu nie mieści im się to w głowie, że przeżyli coś takiego. Później mają traumę. Czasami idą z tym do psychologa, do psychiatry. Różnie losy tych ludzi wyglądają. Niektórzy próbują dopuścić do siebie taką możliwość, że z czymś tego typu się zetknęli. Inni uważają, że był to przykład dziwnej wizji i tak dalej. Więc rany Julek, to jest temat rzeka. Bo cokolwiek byśmy nie powiedzieli, to jest i tak tylko i wyłącznie wierzchołek góry lodowej. Tak jak były polityk z Kanady, który bodajże był premierem, o ile pamiętam, który zaczyna mówić o tym, że mając dostęp do dokumentów, bo on akurat zajmował się między innymi obroną kraju, wie o tym, że tego typu zapiski są, jak obserwacje lotnicze czy nie tylko lotnicze obiektów UFO, jak zatajanie informacji.
A po co się robi zatajanie informacji? Po to, żeby czerpać korzyści potencjalne z tego, że jakaś informacja będzie tylko i wyłącznie znana nam. Bo być może jest szansa na to, żeby nawiązać kontakt z tymi akurat istotami, co czasami jest zarzucane niektórym rządom świata, że współpracują, że dzięki temu mamy taki skok technologiczny, że dzięki temu mamy nowe materiały i tak dalej. Czy tak jest na pewno i za każdym razem? Trudno jest powiedzieć. Spektrum odpowiedzi podejrzewam, że jest tak szerokie, jak tylko możemy sobie wyobrazić.
[01:06:17] - A czego mogą chcieć od nas obcy? Jak ustosunkowuje się pan do teorii, że wielu z nich to potencjalni przybysze z alternatywnych rzeczywistości albo z innych wymiarów?
[01:06:28] - Człowiek jest istotą, która może nie tyle lubi, ile ma w swoim charakterze relatywizowanie. My sięgamy do tego, co już znamy po to, żeby wyjaśnić sobie pewne rzeczy, żeby, jak to niektórzy mówią, włożyć sobie coś do pewnej szufladki, do pewnego pudełka w pewnym miejscu w głowie, żeby sobie to leżało. Coś, czego nie rozumiemy, odsuwamy od siebie, bo nie jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Nasz umysł nie jest w stanie wygenerować żadnej z nici, które łączyłyby nasze doświadczenie, nasze widzenie świata i nasze słownictwo przede wszystkim, a także wyobraźnię czasami, bo ludzie również mają przeróżny potencjał, jeżeli chodzi o wyobraźnię. Nie ma czegoś takiego, więc trudno powiedzieć, że ktoś da radę się do tego odnieść. Natomiast czego mogą chcieć od nas ci, których nazywamy obcymi? Życzyłbym sobie, żeby to były kontakty, które mają na zasadzie polepszenie nam życia tutaj, przekazanie pewnych informacji, które mogą nam w czymś pomóc. I podejrzewam, że pewnie znakomita część osób, które się interesują takimi tematami, tego by sobie życzyła. Natomiast jak zakwalifikować to, do czego wstęp zrobiłem na samym początku? Jak zakwalifikować to, co dzieje się z ludźmi, którzy są brani na pokłady?
To się nazywa wzięcia. I jak my to mamy traktować? Człowiek nie jest przyzwyczajony do tego, że się go porywa, że się go ubezwłasnowolnia. Często czyta się o tym, że ludzie, którzy doświadczyli tego typu sytuacji, nie mieli w pewnym sensie własnej woli, tylko poddawali się temu, co się działo. Czy to, co obcy tutaj robią, czy zaglądając chociażby do nas, ja tak to nazywam, bo to jest właśnie takie ludzkie pojęcie, czy zaglądają do nas poprzez przelatywanie. Zdarza się czasem, że puszczą snop światła. Co robią? Czy szukają czegoś? Czy jest to rodzaj badania? A może zasilanie energetyczne?
Cokolwiek by robili, trudno jest nam zweryfikować, czego oni tutaj tak naprawdę chcą. Są potencjalne tak zwane teorie. Myślę, że można to postrzegać jako teorię, że ci szarzy, bo generalnie cokolwiek by nie powiedzieć, myślę, że kojarzą nam się zaraz szaraki, że obcy, którzy są tutaj na naszej Ziemi, przybywają po to, żeby nauczyć się od nas czegoś, w czym jesteśmy dobrzy, a co tworzy się za pomocą naszych emocji. Emocjonujemy się różnymi rzeczami, myślimy, reagujemy w taki, a nie w inny sposób na to i na tamto, i tak dalej. Są teorie mówiące o tym, że ludzie na Ziemi są owocem życia zasianego kiedyś, dawno temu, być może przez mieszkańców Nibiru, kto to wie? A być może w inny sposób. Czy oni przyjechali tutaj i zastali ryby, dinozaury, kijanki lub komórkowce i tchnęli w nie życie, tchnęli w nie rozwój? Czy były to małpy, które się już rozwinęły i małpy zaczęto przekształcać w jednostki ludzkie? Trudno to powiedzieć. Są to tylko teorie, ale niech one będą, bo one dają bogactwo dojrzewania do pewnych odpowiedzi, które być może kiedyś nadejdą.
Bo jeżeli Nibiru ma się pojawiać co, o ile pamiętam, trzy i pół tysiąca lat, to być może to Nibiru przyleci za jakiś czas. Być może jeżeli nie za nas, to za tych, którzy przyjdą po nas, a być może nigdy nie przyleci. Tego nie możemy powiedzieć. Natomiast są pewne zapisy, które uzmysławiają nam, że to nie jest tak, że my sobie wymyśliliśmy UFO, tylko to jest po prostu część jakiegoś planu. Chyba tak to można powiedzieć. Czy oni przybywają z alternatywnej rzeczywistości albo z innych wymiarów? Wydaje mi się, że to badania mogą odpowiedzieć. Badania i współpraca, może tak to ujmę, mogą odpowiedzieć na tego typu pytania, czyli pozyskiwanie informacji zarówno z tego, co robi nauka, jak i z tego, co w rzeczowy sposób i bardzo konkretny, namacalny robią ludzie niezwiązani z nauką akademicką. Bo przecież są ludzie, którzy są jasnowidzami, którzy mają wysoki procent odkrywalności pewnych rzeczy, tak jak pan Jackowski chociażby. Są ludzie na świecie, którzy też szczycą się tym, że wiedzą, tak jak była kiedyś pani Wanga, o której ostatnio czytałem.
Niesamowita osoba, tak jak było wiele innych osób i na pewno one są, były i będą. I takie osoby powinny właśnie z ludźmi nauki współpracować, bo wtedy łącząc te dwa światy uważam, że o wiele szybciej i o wiele pełniej moglibyśmy ten nasz świat zrozumieć, a przede wszystkim go ulepszyć. Więc czy ci obcy przybywają z alternatywnych rzeczywistości poprzez kanały, poprzez wrota rzeczywistości? Czy oni się pojawiają na zasadzie przenikania się? Czy wszechświat ma budowę strunową, czy jakąkolwiek inną? To, wydaje mi się, nie jest aż tak istotne jak to, żeby w tym kierunku podążać. Ja sam przyznam, nie jestem aż tak przekonany do żadnej z tych teorii, natomiast uważam, że w każdej z teorii, która w dobry sposób stara się mierzyć z tematem, jest iskra do tego, żeby z tej teorii wyciągnąć coś więcej. A przecież o to chodzi, o poszukiwanie.
[01:12:11] - Panie Leszu, czy wierzy pan w istnienie Kroniki Akaszy, takiego hipotetycznego zbioru wiedzy kosmicznej? Czy człowiek może zyskać połączenie ze źródłem, kosmosem czy z innym rodzajem jedni? Jak do tego dążyć?
[01:12:27] - Tak, jeżeli chodzi o tak zwaną wszechświadomośćO tak zwaną jaźń, świadomość, czy jakkolwiek to nazwiemy, bo w różnych kulturach, społecznościach i przez różnych ludzi nazywane może być to w zupełnie inny sposób. Wydaje mi się, że wiedza, którą możemy wykorzystać do tego, żeby być kimś lepszym albo tworzyć lepszy świat wokół nas, jest wokół nas, mówiąc bardzo kolokwialnie. Czyli my poruszamy się w tej wiedzy. Wielokrotnie bywa tak, jak na przykład z intuicją, kiedy nagle nachodzi nas myśl o kimś, więc ta Akasza jest dostępna. Z Akaszy czerpią jasnowidze, z Akaszy czerpią ludzie, którzy tworzą tak jak ja, kiedy tworzę grafiki, muzykę, sztukę w różnej formie. Wszyscy z czegoś czerpią. Tak jak Mark Twain kiedyś powiedział, że to nie ja piszę swoje książki. Ja po prostu spisuję to, co mi mówią. Więc czerpiemy inspiracje. Ja również miewam nieraz takie sytuacje.
Przytoczę jeden z przypadków, o którym lubię opowiadać. Moja rozmowa z jednym z klientów: „Wie pan co, ma pan taką różnorodność, jeżeli chodzi o logosy. Bo zauważyłem na kalendarzu, ma pan inaczej, tutaj na planerze na biurku ma pan inaczej, na wizytówkach ma pan inne. Nie myślał pan o tym, żeby to ujednolicić?” „Czemu nie? Proszę mi coś zaproponować.” I to była cała rozmowa na temat logo. Zaznaczam, że jest to tylko jedna z wielu rozmów tego typu, które zostały przeze mnie z klientami przeprowadzone. Czerpanie intuicyjne. Przyznaję, że pracuję z intuicją, pracuję z podświadomością, z wyższym ja i coraz lepiej ta współpraca idzie zarówno w kontekście muzycznym, jak i tworzenia grafik czy pisania. Jak się kończy ten wątek związany z tym logo? Siadam do projektowania.
Po kilku dniach przychodzę do owego właściciela tej firmy i prezentuję mu wszystko. I klient mówi tak: „O, bardzo fajne i nawet moje ulubione kolory.” Na temat kolorów nie było rozmowy. Kolory umieszczam w taki sposób, żeby określały to, co forma, kształt, dana kompozycja sobą prezentuje. Jaki firma ma charakter, czym należy wesprzeć tę firmę, czyli jaki kolor zamknięty w jakim kształcie będzie dobrze oddziaływać i tak dalej. Więc to są tego typu rzeczy, które z tą tak zwaną jednią współpracują. Czyli jeżeli jesteśmy otwarci na to, to będzie to do nas docierać. To jest tak samo jak z nauką. Jeżeli chodzimy do szkoły, to wiemy coraz więcej. Jeżeli uczymy się pisać, to piszemy coraz lepiej. Ja jako pianista czy multiinstrumentalista mogę też powiedzieć, że poznawanie dźwięków to też jest proces.
Wiem, że młodzi ludzie, którzy uczą się, bo też miałem styczność z takimi rzeczami, którzy uczą się grać na przykład na instrumencie, irytują się, że coś im nie wychodzi, bo chcieliby to robić doskonale. Okej, ale trzeba wykształcić w sobie umiejętność, poznać dźwięk, wiedzieć, na którym miejscu leży. Mówię tutaj o pianinie na przykład. Jeżeli uderzymy go mocno, to zabrzmi tak. Jeżeli uderzymy cichutko, to zabrzmi tak. I teraz grając różne dźwięki, możemy czasem uderzać mocno, czasami cicho, w zależności od tego, co chcemy przekazać. I ucząc się tego coraz bardziej, wyrabiamy w sobie umiejętność nawet zapamiętywania, gdzie jaki dźwięk. Nie musimy patrzeć na klawiaturę, a później, jeżeli umiemy już to robić, możemy sparafrazować dany utwór na swój sposób. Czyli ja bym to słyszał tak i tak. Ale to już jest wyższa szkoła jazdy.
I podobnie jest z odbieraniem Akaszy, z odbieraniem wiedzy. Po prostu trzeba do tego podejść Dobre i pomocne. Przede wszystkim jest to dobre w znaczeniu dobre. Jak do tego dążyć? Wydaje mi się, że jednym z elementów jest otwieranie się i życzliwe myślenie o tym, że chcielibyśmy coś wiedzieć, coś jest nam potrzebne i otwieramy się na to. Ale narzędziem dobrym do tego może być medytacja, jakakolwiek medytacja. Nie musi być to specjalistyczna medytacja. Na temat medytacji można znaleźć wiele szkół i poradników, nawet na YouTube, czy w postaci artykułów, czy książek, czy nagrań. Jest muzyka, którą możemy sobie podczas medytacji słuchać i tak dalej. Nawet zwykła kilkuminutowa medytacja może nas wyciszyć, a wyciszenie z tego, co ja się dowiedziałem i czego się nauczyłem, prowadzi do uregulowania przesyłu informacji przez nas, mówiąc tak bardzo prosto.
Więc jeżeli będziemy medytować i będziemy starali się to robić regularnie, to wówczas ta medytacja, nawet właśnie krótka, relaksacyjna, pięcio-, dziesięciominutowa, zaleca się 20-minutowe, bo z tych krótkich medytacji ponoć 20-minutowa jest taka najbardziej efektywna. Ciekawą rzecz odkryłem swego czasu właśnie na jednym z filmów na YouTube, gdzie osoba, która prowadziła osobę, w jaki sposób ma się odbywać medytacja, informuje o czymś takim: jeżeli możesz przeznaczyć kilka chwil na medytację, to medytuj w każdej chwili. A jeżeli nie masz czasu, to medytuj godzinę.
[01:18:00] - To ja chyba nie mam czasu, bo ja zawsze medytuję co najmniej godzinę. I teraz właśnie takie pytanie mi się nasunęło: jak pan się odnosi do nagrań medytacyjnych zawierających dudnienia różnicowe? Czy miał pan może jakieś doświadczenia z tymi nagraniami? Miał pan z nimi styczność?
[01:18:17] - Oczywiście, miałem styczność i mam wiele takich nagrań, które nabywam gdzieś na sklepach, które oferują właśnie takie nagrania.Trudno jest mi powiedzieć, jeżeli chodzi o efektywność, bo akurat nie jestem osobą, która odsłuchuje i zapisuje sobie, że tak powiem, kiedy i jaką długość odsłuchałem i co to przyniosło. Natomiast myślę, że jeżeli chodzi o kształtowanie takiej kreatywności, to może być jak najbardziej pomocne. Mówię może dlatego, że zasadniczo nie każda osoba chyba potrzebuje takiego stymulatora, którym jest muzyka. Może to być na przykład światło. Jeżeli zamkniemy oczy, zaświecimy sobie światło w kolorze czerwonym, pomarańczowym, błękitnym, w zależności od tego, na jaki temat medytujemy, to być może światło wpłynie lepiej. Być może będzie to muzyka. Być może to będzie świeże powietrze. Ktoś będzie chciał sobie otworzyć okno nawet zimą. Może będzie to szum wiatru, który dociera do nas zza okna albo deszcz, który wielu ludzi uspokaja. Tutaj stymulatorów może być wiele, jak na przykład sam pan Jackowski mówi, że to, że on bierze sobie te wszystkie przedmioty, przykłada do czoła, to też jest tak naprawdę gadżet, więc jest to jeden z elementów, który może nam pomóc, może nam uprzyjemnić, pod warunkiem, wydaje mi się, że nie będziemy się skupiać.
Bo jeżeli sobie włączamy muzykę i na przykład ja jako osoba miałem z tym trudności na początku. Jako muzyk, który gra na instrumentach, gęste dźwięki umiem generować w różny sposób i z różnych przedmiotów. Sięgałem nieraz tak, że nagle znam utwór i nagle gdzieś wchodzę, wizualizuję sobie te dźwięki. Nagle gdzieś tam plumkanie jakiejś wody czy właśnie szum wiatru, czy specyficzne zagranie pewnego instrumentu skojarzy mi się z czymś i widzę już, wizualizuję sobie to coś. Nie. Wyciszam się na tyle, żeby nic nie widzieć, o niczym nie myśleć. Jeżeli przychodzi mi jakaś myśl, po prostu swobodnie sobie to odsuwam. Czasami próbuję medytować z muzyką, czasami medytuję bez muzyki. Jedno i drugie jest bardzo przyjemne. Uważam, że trudniejsze jest bez muzyki, bo wtedy naprawdę trzeba się wyciszyć i zaufać sobie.
Ale polecam, bo jest to dobre. Zresztą pan może potwierdzić.
[01:20:40] - Właśnie, jak tak pan mówił o tym świetle, to przyszło mi na myśl, że niektórzy nie muszą go nawet włączać, bo pojawia się ono w trakcie medytacji czy słuchania nagrań Hemising. Ja teraz dużo słucham takich właśnie nagrań na otwarcie trzeciego oka między innymi i oprócz mrowienia na środkowej części czoła doznaję również różnych takich dziwnych innych rzeczy, jak na przykład rozbłyski światła czy też światło, które nagle włącza mi się pod powiekami. Mimo że fizycznie go nie włączam, to jednak widzę światło. Widzę, że coś jasnego się pojawia. I takie pytanie mi przyszło teraz do głowy: czy pan również doświadcza takich różnych efektów fizycznych? Z czego one mogą wynikać?
[01:21:26] - Ma pan na myśli kontekst światłości podczas medytacji w czerni, tak?
[01:21:31] - Bardziej ogólnie różne odczucia fizyczne, typu mrowienie, otoczenie przez jakieś ciepło, przez światło i tak dalej.
[01:21:39] - Przede wszystkim zauważam absolutne uspokojenie, coraz większe za każdym razem jak medytuję, nawet w bardzo krótkich odstępach czasu, to jest to bardzo zbawienne, bo totalnie wycisza. Totalnie pomaga. Dzięki temu, że zacząłem medytować, to już wiele lat temu, nauczyłem się też czegoś takiego, że w momencie, kiedy następuje jakaś interakcja personalna, niezbyt sprzyjająca dla dwóch osób, mówiąc kolokwialnie kłótnia czy coś w tym stylu. Kiedyś byłem skłonny do tego typu rzeczy. Dzisiaj bardzo rzadko się to zdarza, dlatego, że nauczyłem się pewnego rodzaju rozumienia drugiej strony, że każdy jest inny, więc każdy inaczej rozumie świat. Aczkolwiek czasami to widzenie świata, które jest narzucane, ono dzieje się w tak dziwny i w tak impulsywny sposób, że faktycznie podnosi mi się ciśnienie i wolę w jakiejś formie nie uczestniczyć w tym. Więc albo jest to podniesienie głosu, ale zaraz następuje wycofanie, wyciszenie albo odejście, albo po prostu już zamiar wcześniejszy nieuczestniczenia, odczuwanie, że coś takiego może nastąpić. Więc przede wszystkim jest to błogość. Błogość, spokój i faktycznie to światło zaczyna się pojawiać. Ja nie mam zbyt dużo czasu, podobnie jak pan, bo ja generalnie jestem bardzo zajęty ostatnimi czasy różnego rodzaju projektami muzycznymi i to są bardzo aktywne i bardzo tak zwane nagłe, jeżeli tak mogę wyrazić, projekty, bo one pochodzą z komunikatu mojego wyższego ja, które generalnie już tak mnie nasączyło tego typu specyfiką mojego umysłu, że ja odbieram to jako przykaz posthipnotyczny, więc wiem, że muszę teraz zintensyfikować swoje działania.
Co po prostu czynię, a że kocham, robię to po prostu z wielką radością. Mimo wszystko wiem, że czasami warto się wyciszyć i nawet przed samym snem pozwalam sobie na kilka, kilkanaście minut takiego medytowania, czyli wyłączenia zupełnie świadomości, kiedy wsłuchuje się swój oddech. I ja na przykład medytuję w ciemności, czyli wyobrażam sobie, że dookoła mnie jest ciemno, jest totalna czerń i próbuję tę czerń wyczuwać pod oczami. W tym momencie jestem po prostu totalnie uspokojony, więc wychodzenie później z takiego czegoś jest bardzo przyjemne, bo wracamy do tej rzeczywistości. Jesteśmy faktycznie rozluźnieni. Ładuje to akumulatory w pewnym sensie. Natomiast właśnie, paradoksalnie rzecz biorąc, patrzymy sobie w czerń, nawet leżąc w ciemnym pokoju i kiedy dłużej medytujemy, zaczynają się nam różnego rodzaju pojawiać impulsy. Najpierw małe, później są to jakby rozbłyski, fraktale i jest tego trochę więcej. I te kolory są bardzo różneWięc również takich stanów doświadczam. Trudno mówić o mrowieniu, dlatego, że tak jak powiedziałem, nie stosuję za każdym razem muzyki, która ma zastymulować na przykład do wyjścia z ciała czy medytacji w jakimś konkretnym celu.
Więc może nie odczuwam tego mrowienia, raczej odczuwam błogość. Błogość, która sprawia, że wiszę sobie gdzieś w przestrzeni. Wyobrażam sobie, że praktycznie lewituję nad sobą, kiedy akurat stanie się to stanem faktycznym, bo taka wizualizacja być może któregoś razu przyniesie efekt. Natomiast sama z siebie wizualizowanie tej czerni, czyli spokojne wpatrywanie się w dobrą, ciemną bardzo czerń jest dla mnie naprawdę świetnym ładowaniem baterii. To jest niesamowite.
[01:25:20] - A jak wygląda pana obraz świata? Jak tłumaczy pan sobie istnienie swoje i świata w połączeniu z tym, co wyniósł pan jako osoba zainteresowana różnego rodzaju zjawiskami parapsychicznymi?
[01:25:33] - Dziwnie to zabrzmi, dlatego, że coraz bardziej jestem skłonny uważać, że świat jest dokładnie taki, jakim go widzimy, jakim go chcemy widzieć i jakim go sobie konstruujemy. I jednocześnie świat tworzymy, czyli tworzymy rzeczywistość, zachowania i okoliczności takie, jakie byśmy sobie życzyli. Zbyt wiele razy doświadczałem sytuacji, które są odpowiedzią na moje życzenie, które czasami sprawiały, że o mało nie spadłem z krzesła. A są to jeszcze małe rzeczy, dlatego, że jako osoba doświadczająca rzeczywistości w sposób raczej namacalny, bo pomimo tego, że bardzo interesuję się tajemnicami, że nikt mi nie musi mówić, czy UFO istnieje, czy nie istnieje, nikt mi nie musi mówić, że istnieje życie po śmierci, czy nie istnieje i tak dalej. Ja odczuwam świat na swój sposób. On jest bardzo energetyczny i przede wszystkim coraz większą wagę przywiązuję do tego, żeby generować od siebie samego w przestrzeń dobry sygnał w postaci prostych chociażby myśli. Słowo „dziękuję”, które generuje bardzo silną falę, która płynie w przestrzeń. Przestrzeń odpowiada nam. To jest zasada przyciągania, jedna z zasad kosmicznych, która mówi: „Jako w niebie, tak i na ziemi”, co oznacza, że kto coś sieje, to coś zbiera. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.
Więc ja zawsze mówię: jeżeli chcesz przyciągać do siebie dobro, to bądź dobry dla ludzi. Jeżeli komuś podasz rękę, to ktoś będzie życzliwy, uśmiechnie się do ciebie i być może nawet spotkasz reakcję o wiele bardziej życzliwą niż zakładałeś. A jeżeli komuś przyłożysz w dziób, to nie oczekuj, że ktoś cię będzie wielbił za to. Więc ze względu na to, że nic, co widzimy i czego doświadczamy w świecie, nie jest parapsychiczne ani paranormalne, tylko wszystko jest normalne, to do tego sami możemy być odpowiedzialni za to, czego doświadczamy. Jedna z sytuacji, jakie mi się przydarzyły, jest zawarta w książce. Moja obecność w jednym z zespołów to zespół Fantrasz z Lublina, z jakim miałem przyjemność kilka lat temu współpracować. Po reaktywacji, bo ja na samym początku funkcjonowania zespołu byłem w tej ekipie. Później nasze drogi się rozeszły, bo ja wyjechałem do innego miasta, później wyjechałem zupełnie gdzie indziej. Po wielu latach ludzie mnie znaleźli. Ojciec założyciel znalazł mnie, zapytał, czy zechcę współpracować z nim przy reaktywacji zespołu, bo okazało się, że niedługo po tym, jak wyjechałem, zespół przestał istnieć.
Natomiast Grega, który był ojcem założycielem i inspiracją całą do powstania tego zespołu, nurtowały dylematy muzyczne. Krzewił w sobie wiedzę, był na bieżąco z muzyką. Gitara była jego częścią przez cały ten czas. Stwierdził, że jednak trzeba wrócić do tematu. Pierwsze co, to telefon do mnie, więc powiedziałem, że jasne, bardzo chętnie. Rozmawialiśmy generalnie przy reaktywacji tak średnio godzinę do półtorej dziennie. I to on dzwonił do mnie. Więc pomyślałem sobie któregoś razu, że kupię kartę u jego operatora i on dołączy mnie do swoich kilku znajomych i będziemy mogli sobie gadać do woli za kilka złotych, za dwa czy pięć złotych miesięcznie. Ale za chwilkę powiedziałem sobie tak: nie. Z premedytacją powiedziałem coś takiego: chcę, żeby Greg kupił mi telefon z numerem tylko i wyłącznie dla mnie.
On pracował wtedy akurat w bardzo dużej firmie, gdzie tak naprawdę jeden telefon to była żadna różnica, a nam miało służyć tylko do tego, że ja się miałem z nim kontaktować, to generalnie on do mnie dzwonił. I tak dokładnie było. Natomiast kilka dni później, kiedy Greg do mnie zadzwonił, rozmawiamy, oczywiście to już zbliża się godzina rozmowy. Ja mówię: „Gregu, słuchaj, mam taki pomysł. Kupię sobie kartę u twojego operatora, a ty mnie dodasz do swoich znajomych. Będzie łatwiej gadać, bo wydzwaniasz po prostu krocie pieniężne”. A on mówi: „Fajny pomysł, ale wiesz co, jeszcze się wstrzymaj z tym”. I tak mniej więcej nasza rozmowa się zakończyła. Po trzech czy czterech dniach, jakoś tak już teraz dzisiaj nie pamiętam zbyt dobrze, ale jakiś taki właśnie czas upłynął. Greg dzwoni, po czym mówi mi: „Wiesz co?
Czeka na ciebie telefon z numerem tylko dla ciebie. Jak przyjedziesz na próbę teraz, na koncert pojedziemy, to będziesz sobie mógł odebrać”. I to był jeden z tych momentów, kiedy ja z premedytacją wygenerowałem sobie jakąś sytuację. Czy ona miała możliwość się zdarzyć? Nie mam takiej pewności. Greg jest specyficzną postacią. Nie oczekuję od niego, że będzie nagle altruistą, który kupuje mi telefon. Natomiast takie coś się wydarzyło i to była materia, bo dostałem ten telefon i miałem, i używałem go przez kilka lat, więc wygenerowanie dobrego impulsu skutkuje powrotem czegoś dobrego do nas. Więc im więcej dobrego wygenerujemy, tym więcej dobrego do nas wróci. Chcesz zmieniać świat?
Zacznij od siebie.
[01:30:34] - Na kartach swojej książki zawarł pan taki cytat Blaise'a Pascala: „Przypadkowe odkrycia zdarzają się tylko umysłom przygotowanym”. Czy więc prawdą jest, że aby odkryć coś przypadkiem, trzeba się do tego wcześniej przygotować?
[01:30:50] - Czasami wydaje mi się, że te tak zwane przypadkowe odkrycia trafiają na osobę, którą chcą zastymulować do tego, żeby zostało to coś właśnie odkryte. Pisze tam: „W jaki sposób można być przygotowanym?” Jeżeli coś się dzieje przypadkiem, to jak się przygotować do czegoś, co jest przypadkowe? Jeżeli coś jest przypadkowe, to znaczy, że może być to coś, do czego absolutnie nie jesteśmy przygotowani, bo przypadek losuje. Przypadek nie generuje zachowawczości, nie jest przewidywalny. Przypadek jest przypadkiem. On się wydarzy wtedy, w taki sposób, w takim miejscu, że nas to po prostu zaskakuje. To są tak zwane przypadki. Ja uważam, że nie ma przypadków. Coraz większa ilość osób, z którymi rozmawiam, uważa, że nie ma przypadków. Gdybyśmy retrospektywnie spojrzeli na nasze życie, a także zwrócili uwagę na to, co i w jaki sposób o czymś mówimy lub o czym myślimy, z jaką siłą, to być może okaże się, że sami w tym momencie przyciągamy to coś, co z jakiegoś powodu zdeterminowaliśmy naszym zachowaniem, naszym myśleniem, słowem, gestem i tak dalej.
Nie ma przypadków.
[01:32:03] - Tak, właśnie teraz mi się nasunęło na myśl, że żeby naukowiec mógł zbadać na przykład UFO, mając w ręku dowód materialny, żeby to UFO się pokazało, trzeba wygenerować przypadek. A naukowiec nawet widząc taki dowód na własne oczy i tak powie, że dowód nie istnieje.
[01:32:22] - W takiej sytuacji staram się generować życzenie. Jeżeli nie wierzysz, życzę ci, żebyś tego doświadczył w dobry sposób, który otworzy ci oczy. Po prostu. Jeżeli ktoś doświadczy czegoś w sposób traumatyczny, to może to stać się swoistym wyparciem z jego umysłu. Natomiast jeżeli doświadczy tego w taki sposób, że będzie mógł się z tym zmierzyć. O! Pani doktor, którą kiedyś oglądałem w jednym z filmów na YouTube. Nie pamiętam, jak pani doktor się nazywa, ale to chodziło o coś w rodzaju wlewu krwi do mózgu. To był chyba udar mózgu. Ona opowiadała o tym na konferencji, gdzie dzieliła się swoimi spostrzeżeniami jako naukowiec, który doświadczył czegoś dziwnego i mógł na to spojrzeć jako osoba nauki.
I nagle się okazuje, że pani doktor nie jest w stanie czegoś zobaczyć, ponieważ wszystko, co widzi, to są jakieś poruszające się kropki. Bierze wizytówkę, chce zadzwonić do szpitala i nagle okazuje się, że nie może. Nagle wyobraża sobie jakieś myśli: „O Jezu, co to się stanie? Co moja siostra, co moja rodzina?” I nagle jakieś dziwne, różne myśli przychodzą do głowy i wszystko, na co patrzy, staje się takim dziwnym zbiorem pulsujących jakichś kropek, dziwnych rzeczy. Nie pamiętam, jak to się nazywało, ale jeżeli ktoś będzie umiał na to trafić, to gorąco polecam, bo naprawdę tego typu rzeczy otwierają oczy. Więc jeżeli naukowiec ma na coś trafić, niech trafi na to. Niech to coś przetrawi. Mówię tu już w taki sposób bardziej może obcesowy, natomiast chyba przetrawienie jest dobrą formą werbalizacji tego, co chcę powiedzieć, bo doświadczyć, przetrawić, być może zrozumieć. Jeżeli zrozumieć, to postarać się z tym zintegrować. Przykład również podany przeze mnie w książce.
Jest to Lloyd Pye. Pan ten doświadczył spotkania z przedmiotem, który w ogóle nie mieścił się w jego pojmowaniu świata. Dostał do ręki coś, co tak naprawdę wykraczało poza naukowe widzenie świata i to, w jaki on sposób miotał się ze sobą, można przeczytać w jego książce „Najbardziej zagadkowa czaszka” o biednym dziecku, kiedy to następne doświadczenia upewniały go w przekonaniu, że jednak ta czaszka nie jest czymś, co pochodzi stąd, z Ziemi. Książkę czyta się jak powieść kryminalną, dlatego że tam są totalne zwroty akcji, bo nagle okazuje się, że nie można czegoś zrobić. Później okazuje się, że jednak ktoś się pojawia i daje pieniądze i następne badania można wykonać i następne badania znowu przynoszą niesamowite informacje i tak dalej. W ten sposób nauka powinna się otwierać, ale przede wszystkim uważam, że leży to w gestii każdego człowieka, bo jeżeli ktoś nie zechce się na coś otworzyć, to żeby najlepsze dowody dano mu dookoła, to podejrzewam, że nie zechce tego uwzględnić.
[01:35:20] - I takie pytanie na koniec: jak pan sądzi, panie Leszu, kiedy nauka zaakceptuje wreszcie istnienie zjawisk, które określamy jako paranormalne? Dlaczego tak bardzo uczeni wzbraniają się przed mówieniem na ten temat?
[01:35:35] - Wydaje mi się, że nauka jako nauka, jako twór nie zaakceptuje istnienia tak zwanych zjawisk, dlatego że nauka jest już w obszarze mentalnym. To są ludzie, którzy już reagują na to, co się nazywa naukowe, którzy już się do tego odnoszą. Tak jak kilka dni temu rozmawiałem z tym młodym adeptem nauki i on był już bardzo zasadniczo oddalony, bardzo zdystansowany do tego, co ja chciałem mu powiedzieć. To jest związane z ludźmi, którzy widocznie oczekują takiej postawy i którzy taką postawę z jakichś powodów chcą wyznawać. A podejrzewam, że tak samo jak istnieje noc i dzień, tak jak istnieje cyrkulacja wszystkiego innego w naszym życiu, w naszym świecie, tak samo jak istnieje dobro i zło, które tak naprawdę chyba nie istnieje, ale mimo wszystko jest wyznawane przez całe rzesze ludzi. Więc jeżeli jest takie spektrum, to wydaje mi się, że również tak zwana nauka będzie istniała. Życzyłbym natomiast sobie, żeby ta nauka miała swój dystans, ale żeby była otwarta na to, co dzieje się dookoła i żeby przede wszystkim bardziej szanowała to, co robią ludzie, którzy nierzadko poświęcają całe swoje życie na to, aby poznawać, badać, doświadczać, jeździć i próbować tym dzielić się w dobry sposób z innymi ludźmi. Bo musimy pamiętać, że zarówno w świecie nauki istnieją szarlatani, jak i w świecie tak zwanych zjawisk paranormalnych istnieją ci, którzy chcą po prostu się zabawić kosztem innych, więc nie jest to miarodajne. Dlatego nauczenie się odczuwania tego wszystkiego pozwoli nam zarówno rozmawiaćW gronie nauki zarówno mieć przyjaciół, jak i znajomych, tak jak ja mam. I bardzo przyjemnie mi się czasami rozmawia, chociaż wyznajemy z ludźmi zupełnie różne światopoglądy.
Dzięki temu, że będziemy otwarci na tak zwaną inność. A przecież o to chodzi, żeby doświadczać różności, bo ta różność nas wzbogaca.
[01:37:39] - I tak już całkiem na koniec wywiadu chciałbym, aby w kilku słowach zachęcił pan naszych słuchaczy, czy też powiedział, dlaczego powinni sięgnąć po „Lekcję paranormalności”.
[01:37:54] - Polecam przede wszystkim barwną informację podaną czasami bardzo niepokornie, czasami żartobliwie, czasami uderzam głośno ręką w stół. Piszę w sposób niepokorny i niekonwencjonalny, czyli w taki sposób, jakim ja jestem. Jestem sobą i tę moją osobowość staram się przekazać czytelnikowi w mojej książce. Ludzie, którzy czytali moją publikację twierdzili, że czasami ubawili się przy niej, a czasami musieli się mocno wytężyć umysłowo. I tak jak świat jest bogaty, tak i moja książka jest bogata, więc polecam, bo myślę, że nie będzie się nikt nudził podczas czytania „Lekcji paranormalności”.
[01:38:34] - I na tym możemy zakończyć naszą dzisiejszą audycję. Ja tylko przypomnę, że książka Lesa Chodunia „Lekcja paranormalności” jest dostępna do kupienia na stronie księgarni Galerii Nieznanego Świata, a patronat medialny nad książką objęły: Nieznany Świat, portal Infra oraz Radio Paranormalium. Naszym gościem był dzisiaj autor książki pan Less Hoduń. Bardzo serdecznie chciałbym panu podziękować za przyjęcie zaproszenia dzisiaj do Radia Paranormalium.
[01:39:07] - Ja również dziękuję panu. Dziękuję za cierpliwość wysłuchania.
[01:39:10] - Pana Lesa Chodunia usłyszymy jeszcze nie raz na antenie Radia Paranormalium, a dzisiaj już dziękujemy wszystkim wam za uwagę. Audycję zarejestrował i obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.