[00:55] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejną, trzydziestą trzecią już numerowaną debatę ufologiczną online. Dzisiaj wzięliśmy dosyć luźny temat. Będziemy dyskutować o znanych, którzy dyskutują publicznie o UFO. Będzie między innymi Kubrick, będzie Bill Clinton, będzie John Lennon i wielu innych, mniej lub bardziej znanych, którzy odważyli się publicznie mówić o nieznanych obiektach latających. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj są z nami: Piotr Cielebiaś z portalu Infra i czasopisma „Nieznany Świat”. Witaj Piotrze.
[01:35] - Witam, witam.
[01:36] - Oraz znany słuchaczom z audycji „Paralaxa” Chris Miekina. Witaj Chrisie.
[01:41] - Dobry wieczór.
[01:42] - Tradycyjnie podam już na początku wszystkie kontakty, pod którymi można się z nami kontaktować. Na żywo można dzwonić i pisać. Nasz numer telefonu to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Zapraszamy również przy tej okazji do dołączenia do grup tematycznych Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Można również nadsyłać nam pytania drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Panowie, dzisiejsza debata poświęcona będzie rewelacjom dużego kalibru pochodzącym od ludzi wielkiego formatu. Nie przedłużając, zaczniemy od Kubricka.
Ostatnio pojawiło się wiele kontrowersji w związku z domniemanym wywiadem, w którym wielki reżyser miał przyznać, że sfingował lądowanie na Księżycu. Ale Kubrick był też bardzo zainteresowany UFO. Co o nim sądził i czy rzeczywiście sfingował lądowanie Apollo 11? Pierwszy może niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[03:06] - Dziękuję. Może podzielę moją wypowiedź na dwie części. Ta pierwsza część będzie się odnosić do tego, co ostatnio wypłynęło w sprawie Stanleya Kubricka. Powiem o tym dosłownie trzy słowa, bo pewnie Kris będzie miał więcej do powiedzenia o tym. Ostatnio okazało się, że pojawiło się w sieci nagranie, na którym rzekomy Stanley Kubrick miał przed śmiercią wyznać, że sfingował lądowanie na Księżycu. W zasadzie to troszkę się rozeszło po kościach, bo okazało się, że film jest prowokacją. Natomiast to nie zamyka tak naprawdę drogi do dyskusji o tym, że Kubrick może nie tyle sfingował lądowanie na Księżycu, co po prostu dokręcił do niego część reprezentacyjną, oficjalną. Te wszystkie zdjęcia, które są tak sugestywne, które są tak ikoniczne w zasadzie, pokazujące Amerykanów na Księżycu w roku 1969, są dość, jak powiedziałem, sugestywne. Patrząc na nie, od razu odnosimy wrażenie, że jest to coś wiekopomnego. I teraz rodzi się pytanie, czy Amerykanie rzeczywiście byliby w stanie w tamtych warunkach i przy tak dużym stopniu skomplikowania, jakim było lądowanie na Księżycu, wykonać tak dobre zdjęcia?
Tak naprawdę, nawet jeżeli ten film, który się pojawił w internecie, nie był prawdą, to nie zamyka nam drogi do rozważań o tym, że Kubrick rok po nakręceniu „2001: Odysei kosmicznej” rzeczywiście mógł się na coś takiego porwać. Ale, i tutaj przejdę może do meritum mojej wypowiedzi. Kubrick, o czym mało kto wie, był mocno zainteresowany zjawiskiem UFO. Nie tylko UFO, ale też zjawiskami paranormalnymi, takimi jak percepcja pozazmysłowa i tak dalej. On o tym mówił często w wywiadach, tych wcześniejszych, z lat po nakręceniu „Odysei kosmicznej” czy „Śnienia”. Kubrick był człowiekiem niezwykle inteligentnym. Ja dotarłem do takiego wywiadu, który przeprowadził z nim „Playboy”. Znaczy nie jakiś „Playboy”, tylko dziennikarz „Playboya”. I w tym wywiadzie Kubrick mówi o UFO. Padają pytania oczywiście, które są dość mało inteligentne, o latające spodki i tak dalej.
Natomiast Kubrick odpowiada bardzo rzeczowo i ma się wrażenie, czytając jego wypowiedzi na temat UFO, że on o tym zjawisku wie trochę więcej.Dotarł za kurtynę tego zjawiska. Jak inaczej to wytłumaczyć? Ameryka w tamtym okresie miała już za sobą kilka fal zainteresowania zjawiskiem UFO, głównie latającymi spodkami. Temat się przewalał przez media, pojawiały się książki, filmy, co tylko sobie można wymyślić. Temat był naprawdę bardzo popularny. Natomiast, i to jest moja teoria, Kubrick zdał sobie sprawę, że istnieje za tym tematem coś jeszcze. Że tak naprawdę latające spodki są rodzajem kreacji. Są rodzajem troszeczkę, a może nawet bardziej niż troszeczkę, współczesnego mitu, współczesnej legendy, tworu popkultury, który jest troszeczkę napędzany przez amerykański rząd po to, żeby przykryć prawdziwy sens zjawiska UFO, które jest totalnie nieuchwytne, które ma nas może w nosie, a może nami steruje, które w każdym razie jest czymś, do czego się nie potrafimy zbliżyć. O tym w zasadzie mówimy, ja mówię od początku debat ufologicznych i prawdopodobnie Kubrick też to wiedział. Pytanie tylko, gdzie widział korzenie zjawiska UFO?
I tutaj, co ciekawe, on, i to był wywiad z roku 1968, twierdził, że niekoniecznie muszą to być kosmici, że w grę mogą wchodzić różnego rodzaju inne zjawiska, które tylko dają nam takie wrażenie, że są kosmitami. Przypomina nam to przecież te wszystkie teorie, o których tutaj mówimy, które wałkujemy, teorię Jacques'a Vallee, teorię Keela i tak dalej. Stąd pytanie, czy Kubrick się sam domyślił, że zjawisko UFO to jest coś więcej niż latające talerze i teorie o kosmitach, czy po prostu został o tym poinformowany jako człowiek dość wpływowy? Moim skromnym zdaniem jego własna filozofia zjawiska UFO została zakodowana w filmie „2001: Odyseja kosmiczna”, którego głównym bohaterem jest słynny monolit. W zasadzie jak podsumujemy najbardziej ogólnie, to monolit jest czymś, co jest katalizatorem ludzkiej świadomości. Czyli innymi słowy, jeżeli ktoś go dotknie, to automatycznie wskakuje na wyższy poziom świadomości. W pierwszych scenach mamy te słynne małpoludy, które również znajdują monolit i jest to taki dla nich motor postępu cywilizacyjnego. I być może ze zjawiskiem UFO jest tak samo. Potwierdzają to relacje świadków, to znaczy osób, które po bliskim spotkaniu z UFO doznały czegoś w rodzaju poszerzenia świadomości. My to zjawisko znamy.
UFO jako katalizator przemian czy ewolucji świadomości jest tematem może nie tabu, ale dość rzadko poruszanym. Natomiast jeżeli się przyjrzymy historiom ludzi, którzy się zetknęli z UFO, czasami bardzo blisko, szczególnie tych, którzy przeżyli abdukcję, zobaczymy, że u tych osób również dochodzi do zmiany świadomości. Otwierają się na nowe idee, otwierają się na nowe koncepcje, często nabywają nowe umiejętności. Mówiliśmy o tym nie raz. I teraz pytanie, czy Kubrick wiedział to i nie zakodował czasami tego przesłania w symbolu owego monolitu? Także sprawa jest bardzo ciekawa i z tych osób, o których dzisiaj będziemy mówić, Kubrick jest chyba jedyną, która starała się nie owijać w bawełnę. To znaczy próbowała przeskoczyć poza pewien próg, poza który nie wychodzi większość. Bo większość ludzi obija się cały czas o latające spodki, o kosmitów. Natomiast Kubrick poszedł o krok dalej i starał się dotrzeć do jądra zjawiska, co się zdarza rzadko i co nie jest dane każdemu. Także ja to tak widzę.
I rzeczywiście była to bardzo ciekawa, choć ufologicznie nieco zapomniana postać. Oddaję głos Chrisowi.
[10:46] - Przede wszystkim rzeczywiście absolutnie masz rację, że film „Odyseja 2001” jest filmem kompletnie niezwykłym. Właściwie możemy na to patrzeć z każdej dowolnej strony i dostrzec tą niezwykłość, zważywszy na bardzo prosty fakt, że był to film wysokobudżetowy, a każdy film wysokobudżetowy produkowany przez Hollywood musi mieć gwarancję tego, że on na siebie zarobi. Takie kraksy, kiedy film nie zarabia na siebie, są tragedią reżysera i całej jego ekipy i producenta oczywiście, bo traci się pieniądze i taki człowiek później bardzo długo walczy o swoją drugą szansę. Tymczasem ten film, który pochłonął olbrzymie pieniądze, opowiadał o rzeczach niezwykle trudnych. Nie miał akcji pościgów, strzelania, nie miał jakichś efektownych zwrotów sytuacji, natomiast był pewną opowieścią. Opowieścią o źródłach tego, kim my jesteśmy i skąd być może pochodzimy i w jaki sposób to się wszystko stało. Więc film skłania do tej refleksji i jednocześnie, tak jak powiedziałem wcześniej, decyzja o tym, żeby ktoś zezwolił mu na nakręcenie, musiała z czegoś wypływać, musiała mieć jakieś swoje własne źródło. I tutaj właśnie zaczynają się całe serie najrozmaitszych teorii konspiracji oczywiście. Bo w jaki sposób Kubrick, który już był wówczas uznanym reżyseremMiał za sobą kilka filmów, które odniosły sukces. W jakiś sposób Kubrick był w stanie praktycznie zawładnąć całym wielkim, potężnym studiem.
A studio to jest olbrzymia maszyna. Jest to mnóstwo ludzi, którzy często nawet nie pojawiają się w liście płac, która zazwyczaj towarzyszy filmom na początku i na końcu. Dlatego, że ktoś musi zbudować dekoracje, ktoś musi obsługiwać sprzęt, ktoś musi nawet kawę przynieść aktorom, reżyserowi i innej obsłudze. Więc mamy tutaj do czynienia z armią ludzi i oczywiście z morzem pieniędzy. I Kubrick decyduje się na kręcenie właśnie takiego filmu, który ma nikłe gwarancje osiągnięcia sukcesu. Jednak taki film jest kręcony zupełnie bez przeszkód, trafia na ekrany. I tu jest następny niemalże cud, bo film nagle zyskuje olbrzymią popularność, staje się legendą, która trwa nieodmiennie do dziś i pewnie długo będzie trwać jeszcze po nas. Będą dyskusje na ten temat, co chciał Kubrick przez to powiedzieć i w jaki sposób rzeczywiście widzi to, jak my przyszliśmy na ten świat, w jaki sposób powstało człowieczeństwo i z czego ono mogło wynikać. No i właśnie te teorie konspiracji właściwie ciągle krążą wokół jednego i tego samego, bo istnieje taka bardzo silna opinia o tym, że lądowania na Księżycu nigdy nie było, a nakręcił je właśnie Kubrick w studiu filmowym. W tym samym studiu, w którym nakręcał „Odyseję 2001”.
I „Odyseja”, film kompletnie niekomercyjny, na który mu zezwolono, była właśnie tą przykrywką, bo właściwie tam niczego nie musiał zmieniać, ponieważ nawet i tam zbudowano plan powierzchni Księżyca, gdzie w jednej ze scen astronauci znajdują właśnie czarny obelisk na Księżycu, który z tej wysokości Księżyca, tej latarni morskiej Ziemi miał oświecić ludzkość i doprowadzić ją do stanu, w którym jesteśmy właśnie teraz. Dlatego ta teoria mówi, że w ówczesnej sytuacji w 1969 roku, kiedy wystartowała ta słynna pierwsza wyprawa na Księżyc, poziom technologiczny Stanów nie był w stanie zagwarantować sukcesu takiej wyprawy. Wręcz przeciwnie, taka wyprawa musiała być kompletnym fiaskiem. Mimo to Amerykanie mieli w myśl tej teorii konspiracji dokonać olbrzymiej mistyfikacji po to, aby wygrać wyścig zbrojeń ze Związkiem Radzieckim i polecieć w kosmos w sposób fikcyjny. I właśnie Kubrick, reżyser, który jak wiemy, używał bardzo rewolucyjnych technik w swoim filmowaniu, kilka z nich odkrył, kilka z nich jest klasykami, był w stanie stworzyć iluzję, że wszystko odbyło się naprawdę. No i od tego czasu właśnie te plotki, pogłoski krążą. Wiele z nich skłania do myślenia, bo rzeczywiście, jeśli wrócimy do tych początków eksploracji przestrzeni kosmicznej, to widzimy, jak to się wszystko zaczyna. Jest mnóstwo nieudanych lotów. Zanim wprowadzono pierwszego satelitę radzieckiego Sputnika w przestrzeń kosmiczną, dokonano wielu prób i błędów. Później były pierwsze loty orbitalne i radzieckie, i amerykańskie.
Również za cenę olbrzymich ofiar, głównie w ludziach i sprzęcie. Mamy mnóstwo zdjęć z najrozmaitszych eksplozji na tych kosmodromach, kiedy po prostu z trudem i z mozołem zdobywało się dane i informacje, w jaki sposób można rzeczywiście wysłać coś z Ziemi, żeby przebiło się przez naszą atmosferę i wyleciało przynajmniej na naszą orbitę. I w ciągu tych kilku lat zaledwie dokonano olbrzymiego postępu. Było co najmniej 20 lat. Dokonano nagle olbrzymiego postępu, że człowiek właściwie z takiego niemalże przyziemia, gdzie poruszał się wyłącznie samolotami, było to jeszcze w czasach po II wojnie światowej, więc te samoloty były w miarę nowoczesne, ale mogły tylko osiągnąć pewien określony pułap. Nagle dokonał olbrzymiego jakościowego skoku i wyrwał się w przestrzeń kosmiczną. I ci teoretycy konspiracji, którzy uważają, że lot został sfingowany, często powołują się na przykład na wypowiedzi von Brauna, który był autorem tego programu kosmicznego, który doprowadził Amerykanów do Księżyca. Zanim do tego doszło, kiedy zapytano go, czy jest to możliwe, odpowiedział, że nie jest to możliwe. Inną z takich przesłanek jest to, że Rosjanie, Związek Radziecki po locie amerykańskim na Księżyc określił, że w sytuacji, jeśli obliczyć tempo rozwoju radzieckich, dzisiaj rosyjskich technologii kosmicznych, do takiego lądowania przez rosyjską załogę może dojść dopiero w 2030 roku. Więc to też pokazuje, że pewnego skoku zrobić nie można.
Pod warunkiem oczywiście, że używa się wszystkiego tego, co nam się pokazuje w telewizji, gdzie oglądamy te olbrzymie radzieckie rakiety, te gigantyczne amerykańskie atlasy, które wynoszą najrozmaitsze sputniki, czasami ludzi właśnie w przestrzeń kosmiczną. Jak wiemy, wyprawy kosmiczne trwały tylko przez jakiś czas, zostały przerwane i nigdy do nich nie wrócono. Minęło wiele lat. Zakładając, że ten postęp technologiczny będzie rozwijał się nadal w sposób niezwykle gwałtowny, powinniśmy być już nie tylko na Księżycu. Powinniśmy mieć tam przede wszystkim bazę, ale powinniśmy już zacząć raczkować co najmniej na Marsie, zakładając, że ten postęp będzie tak samo szybki jak ten moment, w którym konstruktorzy doszli od właśnie prostego, zwykłego sputnika, prawie że ślepego i głuchego, który ledwie był w stanie orbitować przez jakiś czas dookoła Ziemi, aż do właśnie skomplikowanej sytuacji, gdzie leci stacja kosmiczna z załogą, gdzie odrywa się od niego lądownik, dokonuje właśnie lądowania na obcym ciele niebieskim, jakim jest Księżyc, który ma zupełnie inne właściwości, zupełnie inną fizykę niż Ziemia, gdzie prawa NewtonaPrzestają działać i ten lądownik doprowadza tych ludzi szczęśliwie na powierzchnię Księżyca. Pozwala im dokonać najrozmaitszych badań, dokonać masy zdjęć. Pozwala im wystartować z powierzchni tego ciała niebieskiego, tego naszego Księżyca i bezpiecznie powrócić do statku orbitującego Księżyc, a następnie powrócić bezpiecznie na Ziemię. Nawet dla laika wydaje się to być coś, co niemalże aż zakręca w głowie, kiedy pomyśli się, jak wiele wysiłku, jak wielka armia ludzi musiała w tym uczestniczyć, jak olbrzymie pokłady nauki musiały być poświęcone tylko temu, aby móc dokonać czegoś tak niezwykle precyzyjnego. I stąd ci, którzy wątpią w tego typu lądowanie, w wielu sytuacjach mają rację, mówiąc, że rakieta kosmiczna, która wynosiła Apollo w przestrzeń i skierowała go w stronę Księżyca, prawdopodobnie nie miała na tyle paliwa, aby móc dolecieć do Księżyca i załoga musiałaby gdzieś umrzeć po drodze z zimna, ponieważ utknęłaby w połowie drogi bez paliwa. Następnie jest kwestia statku orbitującego, który orbituje na tyle szybko, że każdy pojazd startujący z powierzchni Księżyca musi mieć dość sporą siłę i energię, dość mocne silniki, aby był w stanie dogonić go czy spotkać się w wyznaczonym precyzyjnie punkcie.
Jedynym w swoim rodzaju punkcie, gdzie te dwa obiekty pędzące przecież z olbrzymią prędkością są w stanie zbliżyć się do siebie, a następnie idealnie połączyć. Obserwujemy przecież teraz, w jaki sposób następuje połączenie, na żywo często obserwujemy połączenie się tych wszystkich transportowych statków, które lecą w stronę bazy kosmicznej ISS na naszej orbicie i widzimy, że takie połączenie się dwóch obiektów w kosmosie jest niezwykle trudne. Jest tak bardzo trudne, że Kanadyjczycy wybudowali specjalne ramię, które przechwytuje ten transportujący pojazd, niewielki transportowiec z Ziemi i następnie tym ramieniem skierowuje go do śluzy, do której można go przykręcić i dopiero wówczas zabrać wszystko to, co przywiózł. A tutaj mamy do czynienia z pędzącym orbiterem i z maleńkim lądownikiem, który musi gdzieś spotkać ten orbiter po to, żeby bardzo precyzyjnie, bez żadnego ramienia, bez żadnych wyrafinowanych komputerów, które idealnie namierzą moment, czas, prędkość i całą masę innych parametrów, aby oba te statki się ze sobą połączyły i pozwoliły załodze powrócić bezpiecznie na Ziemię. Także tego typu sytuacje wzbudzają masę wątpliwości i są to słuszne wątpliwości. Słuszne, ale do momentu, gdy założymy, że rzeczywiście do lotu na Księżyc użyto technologii, którą nam się pokazuje na zdjęciach. Coraz częściej do głosu dochodzą inne wiadomości, które mówią o tych czarnych programach, o tym, że gdzieś w tle tego, co robi NASA, tworzony jest drugi czarny program kosmiczny realizowany w zupełnej tajemnicy i dysponujący zupełnie innym sprzętem, ponieważ musi dysponować infrastrukturą. Taki program, żeby mógł funkcjonować, musi dysponować infrastrukturą, czyli musi dysponować hangarami, laboratoriami, musi dysponować miejscami, gdzie dokonuje się obliczeń i musi dysponować miejscami, gdzie buduje się tego typu statki. Musi także dysponować kosmodromem, czymś, co pozwoli wysłać taki obiekt w przestrzeń kosmiczną. Więc to są wszystko rzeczy olbrzymie.
Zajmują masy obszaru, kosztują dużo pieniędzy i żaden czarny program nie byłby w stanie tego ukryć. Dlatego ci, którzy wierzą, że istnieje taki właśnie drugi obieg eksploracji kosmosu, uważają, że właśnie NASA została stworzona po to, aby stała się taką przykrywką dla tego, co się robi rzeczywiście. NASA tak naprawdę, jeśli spojrzeć na jej działalność, to jej najaktywniejsza działalność była w momencie takim, kiedy służyła polityce amerykańskiej, czyli kiedy walczyła o prymat w przestrzeni kosmicznej z Rosjanami. Jeśli przyjrzeć się temu wyścigowi w kosmosie, to widzimy, że jeśli Rosjanie wymyślili coś nowego, to Amerykanie wymyślili coś następnego, ale tylko troszeczkę lepszego. Jeśli na przykład Rosjanie wymyślili bardzo silną rakietę nośną, Amerykanie wymyślili lepszy orbitowiec na przykład. I ten wyścig był taki niemalże łeb w łeb, że co jakiś czas niewielką przewagę zyskiwało tylko jedno z państw. Miało się nawet takie wrażenie, że konstruktorzy po obu stronach są ze sobą świetnie skomunikowani i informują się nawzajem o tym, co będą robić i żeby dać szansę tym drugim, żeby ich dogonili. Także patrzymy na ten wyścig, przynajmniej ja patrzę z takim lekkim zdziwieniem, bo nie wygląda to wcale na wyścig. To jest zdumiewające i może zaskoczy niektórych, ale wygląda to o wiele bardziej na współpracę. Wspólnym mianownikiem tego wyścigu pomiędzy Rosjanami i Amerykanami są oczywiście niemieccy naukowcy i konstruktorzy.
I tutaj być może dochodzimy do samego źródła tego, co się dzieje i co leży u fundamentów tego, co w tej chwili obserwujemy i nazywamy właśnie zdobywaniem kosmosu. Jest to ten moment, kiedy nieoczekiwanie w latach 30. niemieckie technologie, tuż przed II wojną światową, i niemieccy naukowcy doznają niezwykłego olśnienia i to na skalę masową. Oni oczywiście nie dostali tej wiedzy zapakowanej w prezencie na Mikołaja pod choinkę.Bo sami reprezentowali bardzo wysoki poziom tej wiedzy naukowej. Natomiast w wielu tych nawet często bardzo wyrafinowanych koncepcjach poruszali się w granicach pewnej teorii, można powiedzieć pewnej naukowej fantazji, wierząc, że pewne reakcje czy sytuacje, czy pewna fizyka może być zastosowana w jakichś teoretycznych warunkach. Nagle okazało się, że tą fizykę są w stanie realizować w rzeczywistości i stąd mamy nagle te nieoczekiwane niemieckie wynalazki, o których rozmawialiśmy, a nawet mamy tą historię, której poświęciliśmy chyba ze dwie debaty o tym, czy Niemcy rzeczywiście posiadali latające spodki, czy też nie. I być może z tej właśnie plotki wypływa to, że można sądzić, że niemieccy naukowcy tak bardzo wyrafinowani i tak bardzo uzdolnieni, posiadający coś niezwykle praktycznego, co potrafili w życiu zastosować. Bo spójrzmy na całą drugą wojnę światową. Jeden naród wypowiada wojnę reszcie świata i radzi sobie w niej całkiem dobrze. Pomysł jest z punktu widzenia zdrowego rozsądku, jeśli patrzy się na to bez emocji dziś, wydaje się być kompletnym szaleństwem, że jeden kraj robi wszystko, żeby cała reszta świata go zniszczyła i tej całej reszcie świata zajmuje aż pięć lat, żeby tego dokonać.
Jeśli popatrzeć na to jeszcze dokładniej, to ma się wrażenie, że to zwycięstwo jest w jakiś sposób niepełne, że chodzi o coś zupełnie innego. I tutaj być może tworzy się kolejna taka teoria konspiracji. Być może za bardzo rozszerzam ten temat. Mam nadzieję, że jest to ciągle jeszcze jasne w jakiś sposób i zrozumiałe, przynajmniej dla mnie. Zwłaszcza przed świętami wszyscy jesteśmy zajęci ganiami za prezentami, zakupami, czekamy na gości i już mamy świąteczne bardzo nastroje. Czasami bardziej niż mniej świąteczne. Ja taki mam dzisiaj, więc będę próbował się już streszczać, żeby nie zabierać za długo głosu. Więc mamy tutaj do czynienia z tymi niezwykłymi naukowcami, z tą niezwykłą wiedzą, która najpierw buduje potęgę niemiecką, następnie rozlewa się w stronę tych dwóch mocarstw Rosji, Związku Radzieckiego wówczas i Stanów Zjednoczonych. I okazuje się, że to się dzieje tak, jakby ta sytuacja była zaplanowana. Często z tych informacji, które mamy na ten temat, wiemy, że naukowcy z rodzinami po prostu siedzieli na walizkach i czekali, kiedy odpowiednie służby, czy radzieckie, czy amerykańskie ich po prostu zabiorą do tamtych swoich laboratoriów.
I tutaj właśnie mam takie podejrzenie, że oni być może leżą u źródeł tego drugiego, czarnego, tego realnego programu kosmicznego. I stworzyli właśnie technologię, która pozwoliła na taki lot na Księżyc. Tylko że takiej technologii nie można było pokazać publicznie. Byłby to być może wstrząs, ale w tym sensie, że nie, że ludzie byliby zaskoczeni i krzyczeli z przestrachem i biegaliby przerażeni po ulicach, a dlatego, że rozsądni ludzie przynajmniej zapytaliby się, dlaczego tego typu technologie nie służą ludzkości. Dlaczego na przykład nie ma lepszych systemów energetycznych? Dlaczego nie ma bardziej wyrafinowanych samochodów? Byłoby tych pytań masa. Dlaczego ta technologia po prostu nie została przekazana ludzkości do użytku, tylko funkcjonuje gdzieś zupełnie indziej i służy nie wiadomo czemu? I tutaj właśnie wracamy po tym moim przydługim ględzeniu na ten temat do Kubricka. I teraz dolecieli na Księżyc.
No i co? I teraz trzeba by to pokazać, czym dolecieli i jak dolecieli. I teraz tu taka moja, i nie tylko chyba moja teoria, bo może to nie jest zbyt oryginalne, jest taka, że Amerykanie rzeczywiście dolecieli do tego Księżyca. Dolecieli, ale niekoniecznie tym, co oglądamy w telewizji. I żeby świat mógł spokojnie obserwować to, na co był przygotowany i o czym mniej więcej wiedział i czego się spodziewał, obserwuje to, co być może właśnie Stanley Kubrick, który wiadomo, był człowiekiem bardzo dobrze ustosunkowanym, miał świetne znajomości w najwyższych sferach amerykańskiej władzy. Właśnie on, korzystając z tego wielkiego planu filmowego, na którym pozwolono mu nakręcić „Odyseję 2001”, nakręcił to słynne lądowanie na Księżycu. Miało to podwójne zadanie. Przede wszystkim ukryć technologię. A drugie to oczywiście wprowadzić kompletnie w błąd Związek Radziecki, który na pewno tego typu filmy szczegółowo analizował, zastanawiając się, w jaki sposób Amerykanie tego dokonali. Bo dziś już wiadomo, że lądownik, który został użyty do tego, by astronauci mogli stanąć na Księżycu, musiał mieć potężny motor i olbrzymie silniki paliwa, żeby wyrwać się ze strefy przyciągania Księżyca, która jest niewielka, ale mimo wszystko ciągle istnieje.
Ciągle potrzebna jest masa energii, żeby wyrwać go właśnie z tej powierzchni i następnie, tak jak mówiłem wcześniej, precyzyjnie spotkać się z orbiterem, który z zawrotną prędkością lata dookoła tego niewielkiego ciała niebieskiego. I tu podejrzewa się na przykład na podstawie ostatnich różnych odkryć naukowych, że być może zastosowany tu został na przykład bardzo mocny silnik jonowy, który był w stanie wynieść taki statek z powrotem w przestrzeń kosmiczną, wystartować go z Księżyca, który nie potrzebuje aż tyle paliwa, który właściwie niemalże wcale nie potrzebuje paliwa. Teraz jest kwestia tylko techniczna, jak wielką moc można dzięki niemu uzyskać. Praktyka pokazała, że taki silnik jest absolutnie możliwy. Tego typu silniki już funkcjonują w kosmosie. Napędzane są nimi najrozmaitsze sondy, między innymi ta, która bada Ceres i Westę, dwie największe planetoidy w naszym Układzie Słonecznym.Taką pierwszą sondą, wstrząsającą sondą była sonda Hayabusa. Była to sonda japońska, którą wysłali na bardzo niewielką planetoidę. Sonda Hayabusa była w stanie na niej wylądować. Zajęło to wiele lat. Japończykom zajęło to niemalże 10 lat.
Ten cały proces dolecenia do tej planetoidy, pobrania próbek i następnie szczęśliwego powrotu na Ziemię. To już pokazuje, że technologia jest realna i mogła zostać zastosowana. Kubrick był tym, który miał stworzyć pewną fikcję. Fikcję, w którą świat uwierzy, ale fikcja ta niekoniecznie pokazuje komiks, nie pokazuje wymyśloną historię, tylko przykrywa historię, która wydarzyła się zupełnie inaczej, w zupełnie inny sposób. Do dziś mamy wiele wątpliwości, co tak naprawdę dzieje się na Księżycu, czy cokolwiek się działo na Księżycu i czym tak naprawdę jest Księżyc. Mamy coraz silniejsze podejrzenia, że jest to bardzo unikalne ciało niebieskie, że nie ma takiego drugiego w naszym Układzie Słonecznym, że jest w idealnym punkcie pomiędzy Ziemią a Słońcem, że bez niego życie na Ziemi praktycznie byłoby niemożliwe, że nie wiemy sami, z czego on jest tak naprawdę do końca zbudowany i co jest w jego środku. Nawet astronauci, którzy przebywali na Księżycu, opowiadali o tym, że kiedy wpada w wibracje, wydaje dźwięk, jakby był dzwonem, jakby był pusty w środku, jakby był jedną wielką, gigantyczną bazą kosmiczną. Oczywiście tu jest już wielka i daleko posunięta fantazja, ale w każdej fantazji jest gdzieś maleńkie ziarenko prawdy, do której powoli się chyba w jakiś sposób zbliżamy. Zwłaszcza że do tej pory wszystko, co wiedzieliśmy na temat Księżyca, wiedzieliśmy od Amerykanów, którzy przez długi czas mieli monopol na to, co się na Księżycu dzieje, jak on jest zbudowany i co tam w ogóle jest. Rosjanie próbowali dorównać im kroku, wysłali swojego łunochoda, zrobili parę zdjęć.
Później Związek Radziecki zaczął podupadać finansowo, więc nie mógł tak intensywnie eksplorować Księżyca. Przez długi czas mamy olbrzymią przerwę, gdzie właściwie wokół Księżyca podejrzanie nic się nie dzieje. Aż do momentu, kiedy do tego wyścigu kosmicznego weszli Chińczycy i wysłali swoją własną sondę. Planują wysłanie następnej lepszej i na dodatek planują, myślą o swojej własnej wyprawie kosmicznej, załogowej tym razem. Zresztą podobnie jak Rosjanie i też zamierzają przynajmniej zrobić to między rokiem 2025 a 2030. Ciągle mamy mnóstwo pytań, mamy niewiele odpowiedzi, ale mamy wiele takich sugestii, które być może naprowadzą w przyszłości na świat. Dlatego uważam, że w tej kwestii szczególnie trzeba się wstrzymać od ocen, od zdecydowania się, czy wierzy się w taką wersję, czy też nie. Bo w tej kwestii nie przeszkadza wiara tak naprawdę w obie wersje, dlatego że obie wersje są niezwykle dynamiczne. Rozgrywają się nieustannie i dochodzą do tego nowe elementy, jak ten filmik, który narobił tyle szumu w internecie ostatnio, który szybko okazał się być fikcją. Okazał się być tą ściemą, mimo że był świetnie zrobiony.
Tu można zastanawiać się, co się właściwie wydarzyło, co chciał osiągnąć człowiek, który to zrobił i dlaczego akurat teraz ten filmik pojawił się i został właśnie w taki sposób wprowadzony do ludzkiej świadomości. Mówię dlatego, że filmik nie został zamieszczony na YouTubie. Został zamieszczony na stronie PlayStation. Oprócz ludzi, którzy trochę grają w PlayStation, być może mieli szansę zobaczyć ten filmik, ale strona PlayStation jest raczej mniej używana niż na przykład YouTube. Mimo to ten pan, Mari, reżyser zdecydował, że zrobi to na PlayStation i niemalże w kilka godzin, w magiczny sposób ten filmik został wielokrotnie powielony na YouTubie i oczywiście momentalnie i błyskawicznie obiegł cały świat. Wszędzie były nagłówki na ten temat, czy rzeczywiście Kubrick to sfingował, czy nie. I można się zastanawiać nad celem. Chyba rzeczywiście już mówię za długo, ale chciałbym szybciutko jeszcze skończyć temat i dać taki mały wniosek. Dlaczego akurat teraz i dlaczego właśnie Mari zdecydował się na coś takiego? Według mnie wygląda to na to, że Mari nie stworzył tego pomysłu sam, że być może ktoś mu pomagał w tym pomyśle.
To jest oczywiście wyłącznie moja spekulacja, że ktoś go nakłonił do tego. Film nakręcił w taki sposób, że Stanley Kubrick, rzekomy oczywiście w cudzysłowie, jest niezwykle podobny do oryginału i mówi nawet w podobny sposób jak Kubrick. Ale film ma wiele takich momentów, przynajmniej kilka mocnych, gdzie można powiedzieć, że nastąpiła jakaś reżyserska pomyłka, że właściwie jeśli przyjrzeć i przysłuchać się temu wszystkiemu bliżej, to ten sam film mówi o tym, że jest naprawdę nieprawdziwy, że jest sfingowany. Tyle że ten huk i hałas dookoła niego i ta masa komentarzy, miliony komentarzy ludzi i olbrzymie zainteresowanie, jakie wzbudził, skłania do myślenia. To mnie osobiście się kojarzy z tym, że kiedy zmarł Stanley KubrickW 1999 roku było dużo rozmów na jego temat. Też były konspiracyjne teorie o tym, że być może pomogły mu w tym jakieś ciemniejsze, mroczniejsze siły, które obawiały się, że Kubrick wyjawi tajemnice, które mu powierzono. I wówczas żona Kubricka miała powiedzieć, że Stanley był na tyle przewidującym człowiekiem, że wszystkie informacje, które posiadał, ukrył w taki sposób, aby one mogły się same rozwikływać. Jakby stworzył pewien ukryty mechanizm, który miałby te informacje, te wszystkie jego rewelacje, te wszystkie tajemnice, które przez tyle lat trzymał, miałyby się odkrywać w pewnym przedziale czasowym, który on ustalił. W ten sposób zostałyby zabezpieczone przed tymi, którzy mu te informacje kiedyś przekazali i próbowali uniemożliwić mu poinformowanie świata o tym wszystkim. I wydaje mi się, że dochodzimy do takiego właśnie momentu, kiedy któraś z tych informacji być może jest już gotowa do ujawnienia.
Tych informacji, które posiadał Kubrick. I wydaje mi się, że ten filmik jest właśnie taką prowokacją, czymś takim, co ma być kijem w mrowisko. Ma wzbudzić tych, którzy być może służą przechowywaniu tej informacji schowanej przez Kubricka, a być może sprowokowaniu ich do jej ujawnienia. To z jednej strony, a z drugiej strony w momencie, kiedy wszyscy nagle krzyczymy: „O, ściema, fałszywy film, nieprawdziwy Kubrick, kolejne kłamstwo dobrze zrobione”, to w momencie, kiedy zobaczymy na przykład prawdziwy film z wywiadem Kubricka na przykład za miesiąc lub dwa, pierwsze, co sobie pomyślimy, to że jest to następny hoax, następna nieprawda. Ktoś znowu usiłuje nam coś wcisnąć. Także mamy tutaj do czynienia z bardzo sprytnym sposobem na to, żeby zmniejszyć wagę działania czegoś, co być może właśnie miało siłę zmiany poglądów i zmiany widzenia takiego problemu jak lądowanie na Księżycu, które mamy do tej pory. Także ja próbuję w ten sposób na to patrzeć. Jednocześnie w tym filmiku ten pan posługuje się wieloma cytatami z Jaya Weidnera, który jest jednym z obecnie najwybitniejszych badaczy twórczości Kubricka, najwnikliwiej się Kubrickowi przyjrzał. Wie o nim chyba najwięcej i jego teorie na ten temat są najbardziej spójne. I posługując się tymi cytatami z Weidnera, jednocześnie starał się wciągnąć Weidnera w pułapkę tego, że zostanie on uwikłany w taki właśnie hoax, w taką ściemę i jednocześnie tym samym straci autorytet, który obecnie posiada.
Także to zagranie było nie tylko na wzbudzenie sensacji, ale miało bardzo sprytny efekt psychologiczny, który ciągle trwa. I dlatego właśnie myślę, że bardzo trudno jest myśleć w sposób jednostronny i opowiedzieć się po jakiejkolwiek stronie na temat tego, co naprawdę wydarzyło się na Księżycu i czy rzeczywiście tego typu loty się tam odbyły. Tutaj właśnie mamy osobę Kubricka, która jest uwikłana. Piotr miał z pewnością rację mówiąc, że „Odyseja 2001” jest jego najwybitniejszym dziełem. Chociaż jeśli popatrzeć na całą jego twórczość, to zauważymy, że każdy następny film jest konsekwencją tego pierwszego, który stworzył, że dopiero wszystkie filmy razem tworzą jedną olbrzymią opowieść z wieloma wątkami, ale jednocześnie na tyle spójną, że pokazują te macki ośmiornicy, które rozchodzą się we wszystkich kierunkach i zawijają się w najrozmaitsze kręte zakręty, a jednocześnie łączą wszystkie rzeczy w jedną całość, oplatając jeszczelnie, zasłaniając czasami zasłoną dymną tej czarnej sepi coś, czego nie powinniśmy zobaczyć. Innym razem pokazując nam coś w świetle dziennym, ale na tyle krzywym zwierciadle, abyśmy po prostu żyli pewnym złudzeniem. I dlatego myślę, że na filmy Kubricka trzeba patrzeć właśnie w ten sposób przez całą twórczość, że pełniejszy obraz wtedy zobaczymy, niż weźmiemy sobie jakiś jeden film i będziemy go analizować. Choć oczywiście każdy z nich jest osobnym dziełem i każdy z nich ma również tą warstwę samą w sobie, tak jak „Odyseja” na przykład opowiadała o ludzkości jako całości, jest opowieścią filozoficzną. Tak na przykład film „Lśnienie”, następne znakomite arcydzieło Kubricka, opowiada wbrew pozorom wcale nie o tym, że jeden pan oszalał, biegał z siekierą tylko dlatego, że miał niemoc twórczą po jakimś zimowym ogrodzie gdzieś w północnym New Yorku i szukał swojej rodziny, żeby ją tą siekierą zarąbać. A to jest po prostu opowieść wspaniale opowiedziana i wspaniale ukryta w symbolach.
Opowieść o tym, w jaki sposób doszło do lotu Apollo na Księżyc. Właśnie tak. I znajdujemy to w całej masie elementów i trzeba tylko po prostu szerzej otworzyć oczy, aby móc najpierw dostrzec kod Kubricka, a później go złamać. Dziękuję i przepraszam za tą długą wypowiedź.
[42:30] - Osoba, o której ostatnio mówiono, to także John Lennon, którego 30. rocznicę śmierci obchodziliśmy w 2015 roku. On także był zainteresowany zjawiskiem UFO, głównie na podstawie własnych przeżyć. Co widział i dlaczego tak bardzo zmieniło to jego podejście do życia? Piotrze?
[42:49] - Tak, jeżeli chodzi o Lennona, to historia jest bardzo dobrze znana, a jest też dość tajemnicza, bo Lennon jako człowiek
[43:01] - Na pewno wielkiego duchowego formatu, który przeszedł drogę od człowieka, który w latach 60. mówił, że jest popularniejszy od Jezusa, po człowieka, który był bardzo świadom wielu problemów planety. Tutaj się kłania to, co powiedziałem wcześniej, czyli fakt, czy czasami to zetknięcie z UFO tak mocno go nie odmieniło. Z Lennonem wiąże się przede wszystkim jedna opowieść o spotkaniu z UFO. Ta najsłynniejsza z Nowego Jorku. Ona ma kilka wersji. Ta chyba najbardziej popularna pochodzi od May Pang, która była wtedy jego partnerką życiową i pewnego dnia Lennon siedział, komponował i nagle wyszedł na balkon, bo było strasznie gorąco i zobaczył, że całkiem niedaleko ich mieszkania unosi się bardzo dziwny obiekt. I on był bardzo niedaleko. To był w zasadzie latający talerz. To wszystko się działo, jak mówiłem, na balkonie jego mieszkania na Manhattanie przy 52.
ulicy. Ten pojazd Lennon opisywał jako rodzaj spłaszczonego stożka czy coś w tym rodzaju. Oczywiście usiany cały światełkami. Miało to miejsce w roku 1974, dokładnie 23 sierpnia. I teraz pytanie: co działo się potem? Natrafiłem na takie relacje, że Lennon na przykład miał chwycić aparat i zrobić zdjęcie. I potem się okazało, że na tym zdjęciu nic nie ma, kiedy je wywołano zaraz potem. I to rozpoczęło długą opowieść o tym, co się tak naprawdę w życiu Lennona działo, bo zarówno May Pang, jak i Yoko Ono mówiły, że on zjawiskiem UFO i życiem pozaziemskim był bardzo mocno zainteresowany. I to odbiło się między innymi w tym, że na jednej ze swych płyt uczynił nawet coś w rodzaju takiej małej deklaracji. Na okładce możemy znaleźć napis, który mówi o tym, że Lennon widział UFO.
Natomiast jest też piosenka „Nobody Told Me”. Ta piosenka się tak nazywa, bardzo fajna. Ta piosenka ogólnie opowiada o tym, że świat jest źle urządzony. W jednej z ostatnich zwrotek pada takie stwierdzenie, że nad Nowym Jorkiem lata UFO, a ja się temu nie dziwię. I dlaczego tak jest? Dziwny jest ten świat. Wiele osób zastanawiało się, czy czasami Lennon nie miał też innych spotkań z UFO. Rozbierano na czynniki pierwsze jego różnego rodzaju deklaracje. Między innymi te, które czynił wśród znajomych. Natomiast nie jesteśmy pewni, jak było naprawdę.
Istnieje małe prawdopodobieństwo, że rzeczywiście jako dziecko miał on jakieś wcześniejsze spotkanie, natomiast nie jest ono udokumentowane i niewiele o tym wiemy. Fakt faktem, że Lennon był jednym z tych piosenkarzy, którzy mieli to spotkanie z UFO w najbliższej i chyba najciekawszej formie. Był też osobą, która przekazała informację o tym w sposób bardzo ciekawy, nie wolny od sensacji, jak to było w przypadku innych celebrytów. Natomiast jest jeden minus, że chociaż my wiemy, że to miało miejsce, bo Lennon to zarówno przyznał w piosence, jak i w tej deklaracji, o której powiedziałem, to my nie mamy tak naprawdę pewności, jak to wszystko wyglądało. Czyli coś się stało. Być może to zmieniło nawet pogląd Lennona na różne sprawy, natomiast nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak to tak naprawdę wyglądało, dlatego, że ta wersja, którą podawała May Pang, była tak naprawdę jedną z wielu. Wtedy na balkonie przy 52. ulicy coś się rzeczywiście wydarzyło. Chris?
[47:47] - Jest ten temat. Rzeczywiście ten moment, kiedy John Lennon widzi to UFO z balkonu w Nowym Jorku, powinien być, tak mi się wydaje, takim sztandarowym punktem całej naszej dzisiejszej debaty, dyskusji na ten temat. Ponieważ można powiedzieć, że po raz pierwszy celebryta tego formatu, opowiadając o swoim przeżyciu, jakim było spotkanie z UFO, kiedy zobaczył coś, czego nie potrafił sobie wytłumaczyć nad miastem Nowy Jork, spoglądając gdzieś tam w siną dal, sprawił, że ten problem UFO czy w ogóle temat UFO, który do tej pory był gdzieś tam ściśnięty w najrozmaitszych kącikach najrozmaitszych kółek zainteresowań na ten temat, stał się w tym momencie przedmiotem ogólnoświatowej debaty. Ponieważ ludzie kochali Johna Lennona, kochają go do tej pory, uwielbiali muzykę Beatlesów.I całe te czasy, kiedy ta muzyka powstaje, kiedy powstaje kompletnie nowa subkultura, którą wówczas nazywano flower power, a dziś my ją nazywamy troszkę pogardliwie New Age, doprowadziła do zmiany widzenia świata. Ponieważ na świat przestano patrzeć z punktu widzenia Ziemi, a zaczęto patrzeć z punktu widzenia kosmosu. Kosmosu w sensie planetarnym, w tym fizycznym, jak i metafizycznym, gdzie nagle ludzie zdali sobie sprawę, że wszystko wskazuje na to, że coś tam jeszcze istnieje oprócz nas. Kontaktuje się z nami w najrozmaitszych formach. Czasami nam się tylko pokazuje, czasami nam przekazuje informacje, czasami dokonuje czegoś bardzo złego, jak na przykład porwania. Ale ludzie zdali sobie z tego sprawę. Ta wizja Lennona, uwieczniona później w jego twórczości i jednocześnie rozpropagowana wśród milionów jego wielbicieli czy nawet wyznawców, doprowadziła do tego, że myśl o latających spodkach stała się bardziej wolna, szersza.
Trafiła wszędzie, trafiła pod strzechy, bo wydarzenie to stało się bardzo popularne. I od tego czasu zaczyna się nagminne poszukiwanie tego UFO. Każdy usiłuje je znaleźć. Czy to w gwieździe Wenus, czy rzeczywiście ludzie zaczynają baczniej obserwować nocne niebo, szukając jakichkolwiek śladów. I te ślady, jak się okazywało, znajdują. Ma to swój obraz w najrozmaitszych festiwalach, które były organizowane w różnych punktach, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, bardzo często na dziko, którym często towarzyszyły obserwacje czegoś, co miało się pojawić na niebie i co ciekawe, coś rzeczywiście pojawiało się na niebie, jakby za dotknięciem zaczarowanej różdżki. Dlatego mamy tutaj rzecz o tyle bez precedensu, bo UFO i latające spodki stają się częścią powszechnej ludzkiej świadomości, której nigdy by się nie stały, gdyby nie postać bardzo popularnego rockmana i późniejsze jego życie, które w jakiś sposób to potwierdzało. Bo jednocześnie mamy tu przede wszystkim wzrost świadomości duchowej. Ludzie zaczynają coraz częściej i coraz mocniej patrzeć na to, kim tak naprawdę są, rozmyślać nad sensem życia, rozmyślać nad istotą swojego istnienia we wszechświecie. Dlatego film Kubricka, o którym przed chwilą tak długo i zawile ględziłem, jego sukces jest właśnie efektem tego, że ta świadomość została rozbudzona w jakiś sposób i myślę, że jest to największe chyba dokonanie, jakiego dla ufologii dokonał John Lennon, opowiadając o swoim przeżyciu i popularyzując je właśnie w taki sposób, że nagle oczy ludzi zwróciły się w niebo, wcale nie szukając Boga tym razem, a szukając naszych kosmicznych braci, bo wówczas wierzono, że wszyscy kosmici są bardzo przyjaźni.
Raczej powinni być przyjaźni. I my czekamy na nich z otwartymi rękami. Efektem tego jest to, że w wielu filmach, które opowiadają o UFO, a zwłaszcza o ataku obcych na Ziemię, często widzimy taką sytuację, która jest w zaskakujący sposób opisywana niemalże zawsze tak samo: że jest grupa ludzi, niemalże sekta religijna, która czeka właśnie na to, żeby ten statek kosmiczny zabrał ich ze sobą gdzieś w przestrzeń kosmiczną. Grupują się gdzieś w jakimś miejscu, wywieszają transparenty, malują się na kolorowo po to, żeby zostali zabrani na inną planetę. I to widzimy w wielu filmach. Widzieliśmy to w „Fourth of July”, widzieliśmy w „Locie nad kukułczym gniazdem”. Przepraszam, nie w „Locie nad kukułczym gniazdem”. Mam na myśli „Kokon”. W filmie „Kokon” chociażby też taką mamy historię i mamy wiele innych. Coś takiego, że to są nasi zbawiciele.
Kiedy nad nami przelatywała ta ostatnia kometa, wielka kometa Hale’a-Boppa jeszcze pod koniec XX wieku, roku dokładnie nie pamiętam, ale wydarzenie było niezwykle spektakularne i trwało przez kilka miesięcy, gdzie można było obserwować przelot olbrzymiej komety z pięknym ogonem na pięknym nocnym niebie, która powoli przesuwała się i mijała naszą planetę. Przez te kilka miesięcy powstawały sekty religijne, które wierzyły, że za tą kometą ukryty jest statek kosmiczny i że trzeba się jakoś na niego dostać. I uznano, że najlepszy sposób będzie wtedy, kiedy ci ludzie popełnią samobójstwo i w sposób duchowy przetransportują się na statek kosmiczny obcych. Myślę, że w sposób pośredni jest to wynikiem tej obserwacji, jaką miał właśnie Lennon w Nowym Jorku i tego rozbudzenia świadomości istnienia obcych, istnienia kosmitów, istnienia latających spodków, który dotarł do powszechnej masowej świadomości. Dziękuję.
[54:42] - Ja tylko dodam może, że temat New Age'u i UFO jest dość rozbudowany, dlatego że my mamy tam kilka wątków. Oczywiście Lennon był tam bardzo mocnym głosem i głosem dość konkretnym. Natomiast pamiętajmy, że była cała masa różnego innego rodzaju kultystów, którzy zajmowali się propagowaniem informacji o UFO w formie kosmicznych braci. I tutaj rodzi się pewien problem dla mnie osobiście, dlatego że pracując nad książką, która ukaże się w marcu, robię sobie teraz reklamę, pod tytułem „Prawdziwe UFO”. Miała się ukazać w grudniu, ale troszkę nam zeszło.Pracując nad tą książką musiałem się odnieść do tematu obecności UFO w kulturze i nagle pojawił się spory problem, dlatego że to, jak ludzie odczytują UFO, to, co sobie o nim myślą, nawet te pierwsze skojarzenia ze słowem UFO, są nieadekwatne do tego, czym to zjawisko tak naprawdę jest. Z jakichś dziwnych powodów od lat 40. ktoś forsuje pewną wizję tego zjawiska, która jest niezgodna ze stanem faktycznym. New Age rzeczywiście był swego rodzaju ruchem filozoficznym, bo do takich jest zaliczany, który bardzo mocno skupiał się na człowieku i jego obecności w kosmosie. I w troszkę bezkrytyczny sposób podchodził do fenomenu, jakim jest UFO, widząc w nim tak zwanych kosmicznych braci. Wtedy pojawiły się wszelkiego rodzaju kulty, raelianie i tak dalej.
Nie wszystkie miały charakter negatywny. Czasami były to bardzo uniwersalistyczne formy filozoficzne, oparte zwykle o ludzi, którzy twierdzili, że są w kontakcie telepatycznym z jakąś istotą z innej planety. Co to było naprawdę, pomijam. Natomiast sam fakt lansowania tego zjawiska jako kosmicznych braci, jakiejś nadzorującej nas inteligencji, jak mówiłem, był sprzeczny z tym, jak to zjawisko się zachowywało, bo tak naprawdę ono ma naturę bardzo chaotyczną. Ono w zasadzie cały czas wprowadza nas w błąd i ta jego natura bardziej pasuje do jakichś istot z folkloru, które były bardziej nawet do takiego słowa jak demoniczne. To znaczy nieobjęte naszym umysłem. Także to, jak New Age wyobrażał sobie zjawisko UFO, było troszkę destrukcyjne i bardzo dezinformacyjne, dlatego że jeżeli się przyglądamy dokładnie, jeżeli porzucimy wszelkie dotychczasowe ustalenia, wszelkie schematy myślenia, wszelkie stereotypy, to zobaczymy, że to zjawisko tak naprawdę jeżeli ma plan, to bardzo długofalowy i jeżeli o coś mu chodzi, to chodzi o podnoszenie naszej świadomości, ale w sposób bardzo chaotyczny i niesprecyzowany. Trudno mi na tą chwilę powiedzieć, czy podnoszenie świadomości to jest cel jego główny, czy tylko odprysk działania tego zjawiska. Mając bardzo silnie energetyczną naturę, być może związaną z elektromagnetyzmem, kontakt z UFO powoduje to, że mózg człowieka fizjologicznie się zmienia, przyspiesza i może to odblokowuje w nim pewne rejon dotąd ukryte. Niemniej jednak być może, bo nie jestem w stanie tego powiedzieć, nie mamy o tym żadnych źródeł, że z Lennonem było to samo.
On stykając się z tym zjawiskiem dokonał ciekawego przeskoku, o którym mówiłem przy „Monolicie” Kubricka. A mianowicie zaczął zwracać baczniejszą uwagę na problemy planety. Zróbmy prostą analizę twórczości Lennona w okresie Beatlesów i w okresie późniejszym, nowojorskim, kiedy działał już solo. To są nieporównywalne dwie formy twórczości. Przekaz jest absolutnie inny. Nie będę tutaj śpiewał, bo nie umiem, ale każdy może sobie to sprawdzić. Także to zaangażowanie się Lennona w sprawy ważne dla Ziemi być może w jakiś sposób rzeczywiście wiązało się z tym, co się stało w '74 roku. Marku?
[59:42] - Słowa jeśli można.
[59:44] - Tak.
[59:44] - Chciałbym do tego dodać, bo wraz z New Age i z epoką, którą nazywamy często Flower Power, dochodzi jeszcze jeden element, bo mamy nagle niezwykle popularne psychodeliki w najrozmaitszych formach i spożywane, że tak powiem, w sposób masowy. One również trafiły do powszechnej kultury, zaczęły być przez ludzi wykorzystywane w najrozmaitszy sposób. Być może nie miałoby to żadnego znaczenia. Można by było to tylko wrzucić do jednego worka tego, że ludzie rzeczywiście pojechali po bandzie i żeby było fajniej, już nie bawiła ich tylko gorzałka i piwo, tylko brali jeszcze coś innego, żeby sobie poprawić swoje wizje, żeby bardziej im było przyjemnie czy wesoło. Gdyby nie Graham Hancock i jego ostatnie przemyślenia na temat psychodelików, który uznał, że psychodeliki przez swoje działanie były znane już ludziom od niemalże zarania całej naszej cywilizacji. Zdawali sobie sprawę z ich siły i potencji tych psychodelików i wykorzystywali je właśnie do kontaktu. Kontaktu, dziś powiedzielibyśmy, z jakimś innym wymiarem. Ale zauważył on to też, że być może przejście w ten inny wymiar jest możliwe wyłącznie dzięki tego typu psychodelikom, które właśnie to, o czym mówiłeś, Piotr, zmieniają nasz umysł, zmieniają jego sposób myślenia, patrzenia i percepcji tak zwanej rzeczywistości, którą ma do swojej dyspozycji dookoła w ogólnej opinii.Panuje przeświadczenie, że one dokonują chwilowej zmiany mózgu i to wszystko jest jednym wielkim przywidzeniem. Natomiast dzięki Hancockowi wiadomo, że używano tych psychodelików w sposób świadomy. Używano nie rekreacyjnie, ale jako narzędzia i używali ich wyspecjalizowani ludzie, którzy byli szamanami, którzy wiedzieli, w jaki sposób, korzystając z tego typu psychodelika, są w stanie nawiązać kontakt pozaziemski.
Można absolutnie z całą pewnością powiedzieć. Robiono to często i doprowadzono tego typu działanie do perfekcji. Być może dlatego dziś, kiedy psychodeliki stały się dostępne dla wszystkich, są aż tak silnie zwalczane i są tak strasznie silnie zdemonizowane, aby zabezpieczyć wyłączność ludzi wyspecjalizowanych w tym kontakcie tylko do ich możliwości, do ich działania, a nie dać takiej możliwości wszystkim, bo nie wiadomo, do czego to może doprowadzić. Do kompletnego chaosu, a być może nawet niebezpieczeństwa. Ale nie to jest najważniejsze, co chcę powiedzieć. Chcę powiedzieć, że zmiana tej percepcji, sposobu patrzenia to coś, co zmienia nasz mózg i widzenie świata dookoła. To coś, co być może jest w takich środkach jak LSD, czy marihuana, czy ostatnio ayahuasca. Coś absolutnie niebywałego. Coś, co nie może być narkotykiem rekreacyjnym. Coś, co działa w zupełnie inny i nowy sposób na ludzką świadomość.
Być może zażycie czegoś takiego spowodowało, że kontakt z tym nieznanym, kontakt z obcymi czy widzenie tego typu świata innego, widzenie latających spodków jest w jakiś sposób związane, że następuje zacieranie tych wymiarów, tej klatki, w której my istniejemy i dzięki temu można dostrzec coś, czego w innych warunkach by się zupełnie nie zobaczyło, nie zwróciłoby się na to uwagi. Jak wiemy, cała kultura muzyczna tamtych czasów, w których tworzył Lennon, między innymi wypromowała korzystanie z rekreacyjnych psychodelików i dlatego musiało to w jakiś sposób zmienić spojrzenie i patrzenie ludzi na świat i odbieranie go także przez ten pryzmat. Dziś patrzymy na to tylko i wyłącznie jako na halucynacje i złudzenia, ale być może powinniśmy jeszcze dołożyć tutaj pod uwagę to, że w pewnych określonych warunkach ludzie w takim stanie mogli mieć o wiele bardziej otwartą wizję. Nie wiedząc, co zrobić z tą wizją, kiedy docierali do miejsca, którego nie za bardzo rozumieli, stworzyli całą filozofię New Age, ponieważ tam mogli spotkać się z kimś, kto nie żyje na tej planecie, bądź widzieć na niebie coś, co siedzący obok człowiek, który nie był pod wpływem tego typu psychodelików, nie był w stanie absolutnie dostrzec. Nie mamy w tej chwili konkretnego narzędzia, które by oddzieliło, odcedziło, co jest prawdziwą wizją, a co wyłącznie halucynacją. Ale myślę, że coś w tym jest. Przede wszystkim dlatego, że w sposób świadomy tego typu substancje były stosowane i używane z sukcesem od tysiącleci i istnieją, funkcjonują niemalże w każdej cywilizacji, bo widzimy, że robiono to w starożytnym Egipcie, robili to Majowie, robiono to w Sumerze, robiono to praktycznie wszędzie. Robiono to nawet w Anglii w tamtych czasach, kiedy nie było jeszcze organizacji państwowej, kiedy nie było silnych nurtów religijnych, których celem było nie oświecenie duchowe, a kontrola populacji i tak dalej. W tamtych czasach, kiedy nikt nie był w stanie wyobrazić sobie, że można stworzyć granicę między ludźmi i ustawić budki ze strażnikami. W tamtych czasach patrzono na świat, a przede wszystkim na kosmos, gdzie Ziemia była jego nieodłączną częścią i istniała w ścisłej relacji z tym kosmosem.
Patrzono inaczej. Myślę, że te psychodeliki odgrywały swoją bardzo ważną i istotną rolę. Dziś bardzo często zdemonizowaną. Często słusznie, bo ludzie nadużywają to, robią to w sposób kompletnie nieodpowiedzialny, tylko dlatego, żeby się poczuć fajniej i inaczej. To jest jedyny raz, kiedy człowiek w naszych czasach używa tego w celach rekreacyjnych. Zawsze wcześniej w historii stosowane były one wyłącznie przez szamanów i w jaki sposób inni ludzie nigdy nie myśleli o tym jako o sposobie rekreacji. To mnie zawsze ciekawiło, dlaczego starożytni takiej rekreacji nie dokonywali, dlaczego nie chodzili z jointami marihuany i nie popalali sobie czy robili sobie coś innego, żeby zamiast na przykład pić na umór piwo czy coś mocniejszego. To jest dla mnie zaskakujące i być może przez to, że używanie było nieodpowiedzialne tu i ówdzie, udawało się przetrzeć granicę, która dzieli nas od nieznanego. To tylko tyle chciałem dodać. Dzięki.
[01:07:10] - Przechodzimy do kolejnego pytania z naszej listy, a brzmi ono następująco: zaczęliśmy może nie od najważniejszych ludzi według rangi, ale teraz do nich przejdziemy. Było mnóstwo amerykańskich prezydentów, którzy w ten czy inny sposób odnosili się do problemu UFO. Od Trumana po Obamę, który raczej znany jest z zaprzeczeń aniżeli czegoś konkretnego. Najciekawszą postacią na tym polu był chyba Bill Clinton, z którego kadencją, o czym niewiele osób pamięta, łączono nadzieje na ujawnienie prawdy o UFO i obecności obcych na Ziemi. Piotrze?
[01:07:47] - Jeżeli chodzi o Billa Clintona, to ogólnie jest tak
[01:07:52] - Zacznę może inaczej. Zacznę od głównej tezy. Otóż amerykańscy prezydenci to w zasadzie jedyni politycy na świecie, którzy regularnie odnoszą się do kwestii istnienia zjawiska UFO od co najmniej 50, 60 lat. Tak to nazwijmy. Czyli w zasadzie od początku. Każdy prezydent, może za wyjątkiem Nixona, robił albo w czasie kampanii, albo już jako prezydent jakieś dziwne odniesienia, bardzo dwuznaczne do zjawiska UFO. Oni się zawsze wypowiadali tak, że nie wynikało z tego nic konkretnego, ale zawsze był wokół tego spory szum. Wyglądało to tak, jakby oni specjalnie robili jakieś prowokacje, żeby przekazywali jakieś informacje tylko po to, żeby rozbudzić po raz kolejny dyskusję na ten czy owy temat, żeby UFO znalazło się znowu na tapecie i żeby społeczeństwo znowu przekonało się, że jednak ktoś ukrywa jakąś wiedzę na temat UFO. Ja doszedłem w swoich analizach do innego wniosku. Oni rzeczywiście specjalnie prowokują, żeby wzmocnić wizerunek UFO, który jest utrwalany od 60 z hakiem lat przez kulturę masową, przez głównie amerykańskie media, przez amerykańskich polityków.
Bo musimy mieć świadomość taką, że UFO jako zjawisko posiada swoją własną kulturę. UFO folklor, UFO kulturę. I tak jak w przypadku westernów czy muzyki rockowej, amerykańska wizja tego fenomenu promieniowała na inne kraje. I tak w zasadzie cały UFO folklor, który istnieje na świecie, jest związany z tym, jak przedstawiano to w Stanach Zjednoczonych. Do czego zmierzam? Moim zdaniem tak naprawdę ani wojsko, ani rząd, ani żadna instancja na świecie nie wie dokładnie, czym jest zjawisko UFO. Nikt tego nie wie. Natomiast istnieje bardzo użyteczna instancja, jaką jest UFO mit, która pozwala na pewne manipulacyjne zagrania. Z jednej strony oni twierdzą, że UFO nie istnieje, chociaż wszyscy dobrze wiedzą, że istnieje i utrwalają obraz kosmitów, którzy może są, może ich nie ma. Ma to swoje plusy.
Po pierwsze, zaprzeczając istnieniu zjawiska UFO troszeczkę umywają ręce od problemu, dlatego, że mówiąc, że go nie ma, nie poczuwają się w zasadzie do obowiązku kontrolowania go. A nagle gdyby się okazało, że trzeba to zjawisko kontrolować, to nikomu by nie starczyło na to pieniędzy, dlatego, że w zasadzie trzeba by było sprawować permanentny nadzór nad przestrzenią powietrzną i sprawdzać każde doniesienie. Olewamy to dlatego, że wiemy, że to zjawisko jest nieuchwytne, ale nie jest też na szczęście groźne. Druga sprawa to, że utrwalanie mitu o UFO jest im szczególnie na rękę z tego powodu, że mogą ukrywać za tym różnego rodzaju własną aktywność. Mogą tłumaczyć tym różnego rodzaju własne zagrania, nie tylko program kosmiczny, nie tylko tajne maszyny, nie tylko nowe samoloty i nowe technologie, ale też różnego rodzaju dziwne zdarzenia, podczas których na przykład przepadają w nieznanych okolicznościach ludzie. Pamiętamy program MK-Ultra. Właśnie wtedy narodził się mit o abdukcjach. CIA dopuszczało się różnego rodzaju dziwnych procedur związanych z hipnotyzowaniem ludzi, z narkotyzowaniem ich i wymuszaniem wspomnień. Potem zrzuciło wszystko na kosmitów i umyło ręce. Tworzenie mitu o UFO jest też im na rękę z tego powodu, że bardzo łatwo można odwrócić uwagę ludzkości od innych problemów, grając właśnie tą kartą.
Obawiam się, że kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy ktoś postanowi ją zagrać już na dobre i po prostu swinguje inwazję obcych na Ziemię. Ale o tym będziemy może jeszcze kiedyś mówić. Powracając do Clintona. Clinton był jedną z tych osób, która jak nieoficjalnie mówiło się w kuluarach, była UFO zainteresowana dość mocno prywatnie. Skąd o tym wiadomo? Głównie z jakichś prywatnych przecieków. Istnieje taka strona „Presidential UFO”, która bardzo dobrze opisuje tego typu wątki w życiu każdego amerykańskiego prezydenta i z tego powodu wiadomo, że Clinton był fanem. Był osobą, która zjawiskiem UFO mocno się interesowała. Prawdopodobnie też jako gubernator miał wgląd w pewne dokumenty odnośnie zdarzeń, które być może nie zostały do końca wyjaśnione lub też docierały pewnie do niego, przed objęciem fotela w Białym Domu, jako do polityka jakieś sygnały o zdarzeniach, które są niewyjaśnione, które obywatelom nie dają spokoju. Clinton w tamtym roku pojawił się w talk-show, takim dość zabawowym, ale został zapytany o UFO, o Strefę 51 i powiedział takie dość ważne słowa, iż nie będzie on zaskoczony, kiedy oni tutaj przylecą.I było to bardzo ciekawe, dlatego że to się szybko rozeszło.
Na pewno słowa te, chociaż wypowiedziane w niezobowiązujący sposób i w zasadzie przez byłego prezydenta, być może pierwszego męża przyszłego w USA, wynikały też na pewno w jakiś sposób z jego osobistych przekonań. To znaczy nagle wszyscy zaczęli się pytać, czy Clinton rzeczywiście dowiedział się coś o UFO jako prezydent, że twierdzi, iż nie będzie zaskoczony, że kiedyś się to stanie, że nas odwiedzą. Oczywiście nikt nie był w stanie ustalić, jak było naprawdę. Czy Clinton coś się dowiedział, czy nie. Oni z reguły zresztą zaprzeczają, że cokolwiek dowiadują się za swojej kadencji. Mówię o prezydentach. Natomiast wcześniej on też czynił wiele odniesień. Na przykład raz został zapytany, bodajże podczas jakiejś wizyty w szkole, o Roswell i powiedział wtedy, że Roswell nie miało miejsca w ogóle. Natomiast trzeba też pamiętać, że kadencja Clintona była tą kadencją, z którą wiązano wielkie nadzieje na postęp w jakimkolwiek odtajnieniu informacji na temat UFO. Dlatego, że pojawiła się taka inicjatywa ze strony słynnego filantropa, biznesmena Lawrence'a Rockefellera, który był znajomym zresztą Clintona, która odwoływała się do prezydenta, prosząc go o ujawnienie dotychczas tajnych informacji na temat UFO.
I ta inicjatywa została, brzydko mówiąc, przepchnięta. Coś tam wtedy udostępniono z tych archiwów narodowych. Natomiast w tych dokumentach nie było nic specjalnego. Ciekawy wątek miał też miejsce w czasie słynnej obserwacji UFO w Phoenix, kiedy pojawił się ten legendarny latający trójkąt. Latający bumerang, który przeleciał nad tą pustynią, nad wieloma obszarami, został sfilmowany. Związana była z tym wielka sensacja, jak zapewne starsi entuzjaści UFO pamiętają. Odbyły się konferencje prasowe i tak dalej. Co ciekawe, w chwili, kiedy obiekt pojawił się nad Phoenix i w chwili, kiedy rozpoczął się alarm zarówno w mediach, jak i w służbach porządkowych, że coś jest widocznego, nagle Clinton znikł oficjalnie. Clinton wtedy nagle trafił do szpitala i pojawiło się takie ciekawe przypuszczenie, że w chwili, kiedy obiekt pojawił się, ten dziwny obiekt przelatywał nad Arizoną, prawdopodobnie, chociaż oczywiście jest to tylko domysł, służby specjalne, wiedząc, że coś leci po prostu po ich terytorium, coś niezidentyfikowanego, ewakuowały prezydenta, twierdząc, że miał jakieś tymczasowe problemy ze zdrowiem. Także to było bardzo ciekawe.
Oczywiście jest jeszcze jedna postać związana z Clintonem, John Podesta, który obecnie kieruje kampanią wyborczą Hillary Clinton i który jest jednym z głównych, że tak powiem, ufologystów w Stanach Zjednoczonych. Jest takim poważnym graczem, poważną osobą, która stoi na stanowisku, że w zasadzie jego filozofia odnośnie problemu UFO jest bardzo ciekawa i bardzo prosta. On mówi, że po tych kilkudziesięciu latach zmagania z tym zjawiskiem warto byłoby cokolwiek o nim powiedzieć, dlatego że to ciągłe zaprzeczanie ze strony Białego Domu nie ma sensu z tego powodu, że oficjalnie nic się nie dzieje, natomiast wszyscy widzą, że jest inaczej. I pasowałoby może wreszcie cokolwiek na ten temat obywatelom powiedzieć. Tak to wygląda według moich poszukiwań, które jakiś czas temu odbyłem w sprawie tych prezydenckich przecieków odnośnie UFO. A Chris, jak to wygląda z bliska?
[01:18:16] - Ja nie sądzę, że mam bliżej do Clintonów niż ty, bo to ludzie ze szczytów władzy, z którymi nie mam szans, podobnie jak i zwykły obywatel, spotkać się w jakiejś tam sytuacji. Ale też i nie za bardzo i tęsknię za tego typu ludźmi, żeby się móc spotykać. Natomiast prezydent Clinton był taką osobą specjalną chyba w tej najnowszej amerykańskiej historii z tego powodu, że to był pierwszy prezydent, którego lubiano niezależnie od tego, czy wierzyło się w to, co robi, czy też nie. Świetnie opowiadał dowcipy. Był bardzo sympatyczny i miły w zachowaniu. Po prostu nie dał się nie lubić. Miał oczywiście swoje słabostki, które bardzo często mu wybaczano. Kiedy zebrano te dowody słynne w związku z aferą z Monicą Lewinsky, żeby mu po prostu przeprowadzić impeachment. I było to oczywiste jak dwa razy dwa, bo okazało się, że ze względu na tą sympatię całego narodu do niego po prostu mu to wybaczono i jego powiedzonka często wracają w najrozmaitszych takich już przysłowia i są powtarzane, stały się częścią popkultury. Także to jest efekt działania prezydenta Clintona i w związku z tym był to prezydent, który mógł od czasu do czasu pozwolić sobie wspomnieć coś niby żartem na temat właśnie UFO i zainteresowanie tego typu zjawiskami chyba towarzyszyło mu od bardzo wczesnych lat.
Jemu, podobnie jak i jego żonie Hillary, która również ma swoje historie związaneWłaśnie z UFO, z obcymi. Jedną z nich opowiedziała też w talk show, takim śmiesznym talk show z Jay Leno, bardzo mocno rozrywkowym. I tam opowiadała, żartem oczywiście, o swoich kontaktach z istotami pozaziemskimi. Jay Leno wówczas żartował, jakiego rodzaju to są kontakty. Ona opowiadała to w taki sposób, że są to takie kontakty, które tworzą mnóstwo pary na szybach z emocji. Tak że podobno absolutnie pozaziemskie doznania miała w związku z tym. Ale są jeszcze sytuacje troszkę niepokojące, jeśli chodzi o kontakty Clintonów czy o wiedzę Clintonów na temat zjawiska UFO i na temat kosmitów. Jest historia, która pojawiła się zupełnie niedawno. Jest to wydarzenie, które miało miejsce w 2007 roku. Było to na wyspie Wright.
Wyspa Wright leży u wybrzeży Kalifornii. U wybrzeży Kalifornii leży łańcuch niewielkich wysepek, z których największa jest Catalina, na której znajduje się mnóstwo tajemnic, gdzie odkryto dziesiątki tysięcy kości gigantów, gdzie podejrzewa się, że właśnie tam UFO ma swoje bazy podwodne, gdzie niektórzy sądzą, że właśnie na tych wyspach istnieje podziemny tunel, którym można wpłynąć w głąb terytorium Stanów Zjednoczonych, na przykład okrętem podwodnym gdzieś do środkowych Stanów, gdzie może on być na przykład remontowany czy dozbrajany, czy w jakiś sposób przechowywany. Oczywiście są to takie miejskie legendy, ale tak jak często powtarzam, w każdej legendzie jest trochę prawdy. Wyspy są absolutnie niezwykłe. Znajduje się u wybrzeży olbrzymi, gigantyczny rów. Jest tam pełno najrozmaitszych anomalii, które trapią wszystkich, którzy żeglują w tym rejonie. Są też te wyspy eleganckim miejscem do spędzania wolnego czasu z tego powodu, że dotrzeć do nich jest niełatwo. Ale jeżeli już się dotrze, ma się zapewniony spokój, ciszę, wyłączność, idealny serwis i masę różnych przyjemności. W związku z czym wielcy tego świata przybywają często na te wyspy, by móc odpocząć, oderwać się trochę od swojego życia. Ta wyspa, o której wspomniałem, wyspa Wright, leży najbliżej San Diego.
Znajduje się tam miasteczko Coronado i w 2007 roku miał tam być Clinton, który miał tam uczestniczyć, jakbyśmy dziś to nazwali, w jakiejś troszkę wesołej imprezie, dość newage'owym, nieco okultystycznie nastawionym gronie, które spotkało się w luksusowym domu na tej wyspie. I wówczas doszło tam do bardzo dziwnego zdarzenia, ponieważ wiele z tych osób, które były tej samej nocy, w której znajdował się tam również Clinton, opowiada o tym, że w tym domu nastąpiła inwazja przybyszów z obcej planety. I ludzie ci mieli tę regresję psychologiczną przeprowadzoną później, po tym, co się wydarzyło. I ich opowieści były zaskakująco spójne o tym, że w tym domu pojawiły się istoty, które przypominały swoim wyglądem modliszki i dokonywały najrozmaitszych manipulacji na ludzkim ciele. Niektóre z tych manipulacji zostawiały widzialne ślady, jak na przykład krwawe ślady w okolicy ucha czy jakieś znaki na rękach i innych częściach ciała. I teraz pytanie brzmi, czy ten efekt miał również jakiś wpływ na Clintona. Był on w tym samym domu. Nigdy oficjalnie nie chciał się wypowiedzieć na temat tego, co tam się wydarzyło i czy rzeczywiście on sam spotkał się z takim właśnie kosmitą, o którym opowiadają inni. Wiele wskazuje na to, że tak, dlatego że pokój prezydenta był pilnowany przez Secret Service i w pewnym momencie, na skutek tych wypadków, które miały pewne konsekwencje, jak na przykład przerażeni ludzie w pewnym momencie zaczęli wzywać pomocy, oczywiście Secret Service wszedł do pokoju prezydenta i okazało się, że prezydenta w tym pokoju nie było. Po prostu zniknął.
Nastąpiła olbrzymia konsternacja, poszukiwanie Clintona, który znalazł się po kilku minutach. W taki sam sposób dziwny, jak zniknął, w taki sam sposób dziwny się pojawił. Nikt nie potrafił tego wytłumaczyć. Oczywiście prezydenta jeszcze tej samej nocy ewakuowano helikopterem na ląd. Secret Service nie miał żadnej odpowiedzi na to pytanie. Sam Clinton wyglądał na przerażonego i poprosił wszystkich o zachowanie tajemnicy, dopóki sprawuje swój urząd jako głowa państwa, ponieważ był tam prywatnie i nie chciał, aby tego typu informacja jeszcze bardziej dołożyła mu najrozmaitszych kłopotów i problemów, w które nieustannie wpadał. Tak że jest to bardzo interesująca historia, która mam nadzieję doczeka się szerszego opisu i analizy tego, czy wydarzyło się to rzeczywiście i czy rzeczywiście Clinton w końcu naprawdę miał spotkanie najbliższego stopnia właśnie z takim kosmitą. Dlatego wspomniałem wcześniej o tej wypowiedzi Hillary Clinton, choć jej nazwisko nigdy nie padło, że była w tym domu, ale możemy założyć, że właśnie w tym domu byli razem w tym samym czasie i być może ona również była przerażona efektem tego, co tam miało miejsce i stąd jej wypowiedzi.Na temat UFO i jej olbrzymie zainteresowanie tematem, bo co jakiś czas do niego najczęściej żartem wraca, a co jakiś czas pojawia się na przykład z książką ufologiczną pod pachą, którą wścibscy dziennikarze oczywiście szybko dostrzegają i robią olbrzymie powiększenia, żeby każdy wiedział, czym interesuje się Hillary Clinton. Myślę, że pod tym względem jest to sytuacja ciekawa i wskazująca na to, że prezydent Clinton miał bardziej intensywne życie ufologiczne, niż byśmy o tym tak na spokojnie pomyśleli w tej chwili.
[01:26:47] - Chris.
[01:26:48] - Tak?
[01:26:48] - Chris, słuchaj, takie mam pytanie, trochę prywatne. Nie wiesz, jak tam dotrzeć pod tą pachę? Bo jakbym tam wsadził swoją książkę , to bym miał chyba najlepszą reklamę, jaka może być.
[01:27:02] - Największym twoim przyjacielem niestety chyba w tej sytuacji musi być mister Photoshop.
[01:27:09] - To było brutalne. Ale dobra, może kiedyś znajdziemy.
[01:27:15] - Taki dostęp jest jak najbardziej możliwy i to byłoby świetne takie zdjęcie. Wtedy byśmy pytali Clintonów: „Czy smakowała ci zupa pomidorowa?”
[01:27:29] - O Boże. Nie wyobrażam sobie siebie.
[01:27:33] - Wtedy nawet bym ci wynajął mój prezent, który na razie zamierzam zachować. Ja się tu przyznam w takim razie na antenie, skoro już tak się śmiejemy. Dostałem fantastyczny prezent. Jest to butelka w kształcie głowy zielonego ludzika o dość obfitych rozmiarach. Ona jest pełna podobno płynu nie z tej ziemi.
[01:27:57] - Nie jest to mleko.
[01:28:00] - Nie jest to mleko.
[01:28:01] - Tak. Dobrze, może źle sformułowałem to pytanie, jak trafić pod pachę Hillary Clinton. Może to było nie za bardzo, nawet powiedziałbym eleganckie.
[01:28:11] - Powiedziałeś, że w objęcia. Pod pachę już byłoby bardziej elegancko. Którą tak specjalnie nie darzę sympatią, ponieważ jej żarłoczność i ambicje polityczne po prostu mnie przerażają. Obawiam się, że ta kobieta jest zdolna do wszystkiego, że tkwi w niej jakiś szalony demon i może strasznie narozrabiać w świecie, gdyby została prezydentem. Zrealizowała swoje chyba największe mokre marzenie, jakie posiada i wykorzystała tą potęgę, jaką w tej chwili posiadają Stany: polityczną i militarną i jeszcze inną, do kompletnej zmiany wizerunku świata, jaki mamy teraz. Co nie byłoby-
[01:28:49] - Ja jeszcze dodam może taką małą ciekawostkę. Jakiś czas temu, to chyba kilkanaście dobrych lat, pojawiła się w środowisku ufologicznym taka plotka, że świadkiem jednego z najbardziej niezwykłych zdarzeń w historii ufologii miał być, uwaga, Lech Wałęsa. Wałęsa, przebywając w tym czasie w Nowym Jorku, miał widzieć słynną scenę, kiedy Linda Napolitano lub też Linda Cortile wylatywała przez okno w towarzystwie kilku szaraków w kierunku obiektu UFO. Tą sprawą zajmował się Budd Hopkins. Była bardzo kontrowersyjna, bardzo głośna swego czasu i tam był jeden bardzo ciekawy wątek. Badacze tej sprawy, Hopkins i nie tylko, mieli dotrzeć do takiego wątku, w którym bardzo znana osoba z pierwszych stron gazet, jadąc przez most, nie pamiętam już który, zobaczyła tą scenę, kiedy ta Linda Cortile wyfruwa z tego okna. Oni się zatrzymali. Dwaj agenci, którzy pilnowali tej postaci, tej osobistości, wyszli, zobaczyli, że dzieją się tam straszne rzeczy. Oczywiście widzieli to nie tylko oni. Miało to widzieć mnóstwo osób.
I pojawiły się dwie sugestie: albo że był to ówczesny sekretarz ONZ, albo właśnie Lech Wałęsa. Niestety cała sprawa okazała się grubymi nićmi szyta i dzisiaj historia Lindy Cortile uważana jest niestety za mistyfikację. A szkoda, bo może na następną audycję zaprosilibyśmy gościa, jakiego tu jeszcze nigdy nie było, prawda, Marku? Nie mówię tu o Lindzie, tylko o Lechu.
[01:30:47] - Zapraszamy Lecha Wałęsę.
[01:30:49] - Wałęsę tylko, nie!
[01:30:53] - To jest człowiek z innej planety.
[01:30:55] - Tak, ale to całkiem niezły pomysł.
[01:30:58] - Właśnie, czy było już może o dyskusji na grupie Nieznanego Świata?
[01:31:04] - Właśnie przed chwilą na grupie czytelników Nieznanego Świata na Facebooku rozpoczęła się dyskusja, dlaczego prawda na temat UFO jest ukrywana przez rządy i przez armie świata. Czy ta prawda w ogóle istnieje, czy może jest zbyt trudna i czego obawiają się te ośrodki władzy? Czy chodzi o popłoch, czy może chodzi o chaos, który miałby zapanować? Czy może raczej o wzrost świadomości ludzkości? Zachęcam do tej dyskusji wszystkich naszych słuchaczy. Tam już pojawiło się sporo komentarzy, bardzo ciekawych. I to tyle. Przejdźmy do kolejnego pytanka.
[01:31:43] - Pytanie numer cztery brzmi następująco: którzy z pozostałych prezydentów USA w najciekawszy sposób odnieśli się do problemu UFO i czy waszym zdaniem ich często dwuznaczne słowa nie były czasem zagraniem pod publiczkę? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Chris Niki na Chrisie.
[01:32:02] - Zapewne chodzi tutaj o osoby prezydenta Reagana, któryCo jakiś czas robił takie odniesienia do tego, że istnieje ktoś inny we wszechświecie, dookoła nas. Jednocześnie będąc świetnym aktorem, z Gorbaczowem właściwie niemalże robił, co chciał. Grał dla niego różne role i być może dzięki rolom Reagana, które nigdy nie doczekały się Oscara, upadł ten nieszczęsny Związek Radziecki, który już w końcu nie wiedział, co tak naprawdę ci Amerykanie mają, czego nie mają, czy w ogóle kosmici ich wspomagają, czy nie, bo już są Gwiezdne wojny, które Reagan fantastycznie sprzedał w świetnym opakowaniu Rosjanom. Myślę, że był absolutnym mistrzem. Poza tym sama jego osoba człowieka, który był uwikłany w okultyzm, miał własnego astrologa, przestrzegał najrozmaitszych przesądów, w które wierzył. W określone dni nie występował, w inne z kolei robił coś, co nie wszyscy mogli do końca zrozumieć, dlaczego on to robi, a było to częścią jakiegoś okultystycznego rytuału. Myślę, że jeśli chodzi o granie pod publiczkę, Reagan jest największym mistrzem wśród wszystkich amerykańskich prezydentów. Zresztą jest fachowcem w temacie, bo jako aktor radził sobie z tym wszystkim znakomicie. Także z pewnością on dzięki.
[01:33:38] - Piotrze? Halo, halo, Piotrze, czy się słyszymy? Coś się stało. Piotra nie słychać. Halo, halo, Piotrze.
[01:33:52] - Ja nie mogę. Skype mi się zaciął.
[01:33:57] - Nie pierwszy raz i nie ostatni.
[01:33:59] - Po prostu to jest jakaś paranoja. Nie wiem.
[01:34:01] - To rząd światowy działa. Czekaj, muszę sprawdzić, czy mamy jakieś wejścia z domen rządowych. Może to ktoś od nich.
[01:34:09] - Wątpię. Oni są dzisiaj zajęci innymi sprawami. Jest kolejny odcinek „M jak miłość” czy coś. W każdym razie, jeżeli chodzi o prezydentów Amerykan-
[01:34:22] - Niestety, tak jak państwo-
[01:34:23] - Nie wiem, co się dzieje.
[01:34:26] - Ja muszę cały czas albo chrząkać, albo jakieś inne dźwięki tu wydawać, bo wtedy połączenie z tobą wraca.
[01:34:32] - Świetnie. Nie wiem, co się dzisiaj dzieje. Serio. Przecież to jest niezdrowe.
[01:34:41] - Ale myślę, że to jest taka tradycja naszych debat, że oprócz tematu to mamy jeszcze niezidentyfikowane sytuacje, które co jakiś czas nas trapią.
[01:34:52] - Tak.
[01:34:53] - Bez których jakoś czasami, jak ich nie ma, to aż mi czegoś brakuje. Myślę, że może sam coś.
[01:35:00] - Jakiś słuchacz ostatnio mówił, że jakaś muzyczka mu grała, jak mówiliśmy. Nie był to podkład, ale to była inna muzyczka. Nie wiem, co to było. W każdym razie poczułem się bardzo nieswojo, tak jakbym miał w pokoju skrzypka albo coś. Straszne. Ale powracając do prezydentów, to powiedziałem już sporo na temat tego, jak wygląda ich polityka informacyjna odnośnie UFO. Na kilku przykładach możemy zobaczyć, że wtedy, kiedy są kandydatami, rozpalają emocje. Na przykład Bush senior tak robił, mówił, że jak on wejdzie, to zrobi tak, żeby wszystko było ujawnione. Natomiast potem mówił, że UFO nie istnieje, że problemu w ogóle nie ma. I tak to wyglądało.
Moim zdaniem najciekawszy wątek ufologiczny wśród prezydentów amerykańskich, oczywiście ten oficjalny, bo tych nieoficjalnych było ponoć znacznie więcej. Kiedy przejrzymy tą stronę, o której mówiłem, Presidential UFOs, to zobaczymy, że w zasadzie każdy prezydent miał jakąś przygodę albo był pośrednim świadkiem tej przygody. Chociaż nie wszyscy o tym mówili. Miał taką przygodę ponoć nawet Kennedy. Chociaż jestem osobiście dość sceptyczny wobec wielu tych informacji, to są one przedstawione w bardzo przekonywujący sposób. To znaczy wiele z nich to nie są humbugi prasowe, ale coś, co potencjalnie mogło mieć miejsce. Jedną z osób, które jak pewnie wszyscy wiecie, miała własne przeżycie związane z niezidentyfikowanym obiektem, był Jimmy Carter, który ostatnio wyleczył się z bardzo ciężkiej choroby. Carter w roku 1969, jeszcze przed objęciem urzędu, podczas wystąpienia w jednym z klubów zrzeszających lokalne elity w Georgii, był świadkiem przelotu bardzo dziwnego obiektu. Chociaż nie było to bliskie spotkanie, to i tak zrobiło na nim spore wrażenie. Carter mówił o tym wprost.
Kiedy inni kluczyli, kiedy inni robili bardzo dwuznaczne deklaracje, to Carter powiedział wprost, że coś takiego widział. Na pewno nie był to obiekt konwencjonalny, na pewno nie było to nic normalnego i zrobiło to na nim pierońskie wrażenie. Carter był tym, który działał in plus, natomiast w sposób dość haniebny, kluczący, moim zdaniem niegodny polityka. Osobami, które rozgrywały, które starały się coś osiągnąć tym zjawiskiem był Bush przede wszystkim, senior. Bush junior chyba niewiele o tym mówił. Obama, z tego, co pamiętam, co jakiś czas podgrzewano atmosferę wokół tego, co ma tam w kieszeni schowane. Natomiast on osobiście chyba jest sceptykiem.Także jeżeli przeanalizujemy historię amerykańskich prezydentów i UFO, to rzeczywiście pasjonująca epopeja, tylko kiedy to podsumujemy, to okazuje się, że oni rzeczywiście, moim zdaniem, grają na emocjach. Marku?
[01:38:27] - To może teraz zróbmy małą przerwę w temacie i troszeczkę rozpropagujmy, co nowego w „Nieznanym Świecie”. Piotrze?
[01:38:37] - No właśnie. Co ciekawe, w grudniowym „Nieznanym Świecie” był mój obszerny raport o latających trójkątach i bumerangach. Otrzymałem kilka fajnych relacji, w tym kilka od słuchaczy radia, za które dziękuję. Jedna z tych relacji była z Poznania. Była bardzo ciekawa i rzuciła troszkę nowego światła na jeden z przypadków, który opisałem w tym artykule. Jeżeli ktoś czytał, to pewnie skojarzy. Chodziło o tą fotkę rzekomego latającego trójkąta z Lazarza. Ale w styczniowym „Nieznanym Świecie”, który jest już dostępny w kioskach, jest coś równie pasjonującego dla wszystkich fanów debat. Jest tam pierwsza część, z bodajże czterech, mojego artykułu pod tytułem „Życie pod kontrolą obcych”. Jest to artykuł poświęcony zarówno zagadce implantów, jak i zagadce uprowadzeń.
Rozbieram tam to na czynniki pierwsze zarówno w kwestii implantów, jak i w kwestii uprowadzeń, z włączeniem w to słynnych abdukcji wojskowych, tak zwanych MILAB. Także jeżeli ktoś miałby chęć zapoznać się z tym materiałem, z tym długim artykułem podzielonym na kilka części, to zapraszam. Wnioski na pewno będą bardzo ciekawe. Szczególnie końcowa część tego artykułu. Myślę, że powinna zrobić na was spore wrażenie. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zorganizować audycję o MILABs. Wtedy część z tych wniosków zaprezentujemy na antenie. Dziękuję.
[01:40:27] - I to były reklamy. Wracamy do programu, do tematu przewodniego. Panowie, spośród polityków najgłośniej było o byłym ministrze obrony Kanady, leciwym już Paulu Hellyerze, który również otwarcie mówił o tym, że obcy są już na Ziemi i że Amerykanie zawarli z nimi tajny pakt. Jak podchodzicie do jego rewelacji, Piotrze?
[01:40:50] - Tak. Jest tutaj główny problem, który niestety pojawia się bardzo często przy tego typu sensacjach. Pamiętamy, jakiś czas temu pojawił się facet, który się nazywał Boyd Bushman. Był to gość dość leciwy, który twierdził, że ma zdjęcia kosmitów i tak dalej. Facet był ewidentnie troszeczkę już niekontaktujący i trudno było powiedzieć, czy sobie żartuje, czy to jest wynik choroby. Z Hellyerem jest podobnie, bo Hellyer był kiedyś ministrem obrony Kanady, ale to było bardzo dawno temu. To były lata dość zamierzchłe. On przez długi czas pełnił rolę deputowanego do parlamentu. Natomiast z czego on jest znany przede wszystkim? Znany jest z tych bardzo kontrowersyjnych teorii na temat zjawiska UFO.
To znaczy to się zaczęło od tego, że on w zasadzie był kiedyś świadkiem jakiegoś dziwnego zdarzenia i to zainicjowało u niego zainteresowanie tym zjawiskiem. Natomiast Hellyer zaczął mówić o zjawisku UFO bardzo późno i kiedy był już dość leciwy, to chyba było z 10 lat temu, powiedział, że nie tylko oczywiście widział, ale że posiada też jakieś informacje związane z tym, że Amerykanie są w kontakcie z istotami pozaziemskimi i doszło między nimi do wymiany technologii i tak dalej. I w zasadzie to było potwierdzenie spiskowe, które znamy z internetu. Czyli: obcy są tu od dawna, kontrolują nas, są w kontakcie z Amerykanami i tak dalej. I teraz troszeczkę taka, może z mojej strony niemiła dygresja, bowiem Hellyer jako człowiek starszy, czasami się zdaje, bo on cały czas jest aktywny, cały czas co ileś miesięcy pojawiają się jego rewelacje. On już teraz ma 92 lata, cały czas o tym mówi i czasami się zastanawiam, czy on mówi to świadomie, czy po prostu pewne procesy związane z aktywnością mózgu są już u niego zaburzone i czy to, co on opowiada, wynika z wiedzy, którą zdobył jako bardzo krótkotrwały minister. Minister, który pełni tą kadencję dość krótko. Czy też są to jego własne przekonania i wykorzystuje on tylko tą swoją dawną pozycję, żeby przykuć czyjąś uwagę. Także ja to widzę tak. I Hellyer jest dla mnie troszeczkę taką postacią, która chce coś powiedzieć, a w sumie nie wiem, czy to, co on mówi, ma większą wartość.Dziękuję.
Chris, jak to widzisz?
[01:44:27] - Nieco podobnie, ponieważ wierzę, że to, co robi w tej chwili Hellyer, który stał się osobą publiczną, a więc osobą, która wpływa na losy Kanady, ale nie tylko, powszechnie znaną i uważaną osobą publiczną. Zakładamy, że osoby wybrane na tego typu stanowiska są osobami godnymi w jakiś sposób zaufania. Myślę, że to, co zrobił w szeregu tych wywiadów, jest pewną projekcją jego poglądów na temat UFO, istot pozaziemskich, tego, w co on tak naprawdę wierzy. Być może właśnie jest to jego rodzaj, może to niezbyt szczęśliwe określenie, prywatnej religii, że doszedł do wniosku, że kosmici istnieją, muszą gdzieś istnieć i z tych wszystkich pogłosek, które do niego dotarły, stworzył sobie wizję tego świata z kosmitami, latającymi spodkami i z różnymi sytuacjami, w których oni wchodzą w interakcje z Ziemianami i z naszą planetą, że doszedł do wniosku, że jego była pozycja i to miejsce, które on osiągnął w społeczeństwie, uprawnia go do tego, by móc głośno swoje wnioski wypowiadać właśnie dlatego, by móc to propagować. Gdyby był zwykłym, prywatnym, szarym człowiekiem, być może niezbyt wiele osób by go usłyszało. Kiedy jest byłym ministrem obrony Kanady i opiera się na różnych informacjach, do których miała dostęp bardzo wąska grupa ludzi, wówczas na takie rzeczy zwraca się uwagę inaczej. Dlatego jest on dzisiaj przedmiotem naszej dyskusji. Gdyby był Joe Schmo, nie byłby nikim ważnym. Nie rozmawialibyśmy o nim dzisiaj, ale sprawował stanowisko bardzo poważne. Kontaktował się z amerykańską generalicją, więc miał dostęp do informacji, wiele z nich nadal pewnie ma klauzulę tajności.
Natomiast one wszystkie razem spowodowały stworzenie tej wizji. Tego, że istnieją kosmici i żyją w naszym sąsiedztwie, bo on uważa, że kosmici mają swoje bazy na Wenus, na Marsie, na księżycach Saturna. Opowiada o tym publicznie, daje rzeczywiście wywiady, troszkę tłumaczy to jego gadulstwo fakt, że jego przeszłość to jest przeszłość dziennikarska. Zanim został politykiem, był dziennikarzem w „Toronto Sun”, publikował najrozmaitsze historie, więc ma dość dobrą wprawę w opowiadaniu i tworzeniu tego typu historii. Teraz najtrudniejszy moment: czy można mu wierzyć? Czy trzeba to wszystko rzeczywiście zepchnąć do kosza na śmieci razem z Bushmanem? Bo z Bushmanem również mam taki problem i taki poważny ból. Co z tym człowiekiem zrobić? Bo człowiek z takimi osiągnięciami, z taką powagą. Być może powaga i osiągnięcia Hellyera są mniejsze, ale też stawia go na pewnym piedestale i stawia go jako osobę ważną.
Dlaczego tacy ludzie decydują się w tak nieodpowiedzialny sposób na eksponowanie swojej wizji świata i swoich poglądów, jednocześnie praktycznie strzelając sobie nie tylko w kolano, ale praktycznie unicestwiając się, popełniając medialne samobójstwo, stając się pośmiewiskiem i kimś, kto już nie jest żadnym dobrym czy konkretnym źródłem na cokolwiek, jeśli chodzi o kwestie UFO czy istot pozaziemskich. Dlaczego tak się dzieje? Co tych ludzi popycha w tym momencie ich życia, kiedy nie mają już tak naprawdę nic więcej do roboty, gdzie tak jak Bushman oczekują na śmierć. Czy Hellyer, który praktycznie prowadzi sobie wesołe życie celebryty, który, jeśli ktoś chciałby usłyszeć jego zdanie na UFO, to chętnie udziela odpowiedzi każdemu. Ostatni jego wywiad był dla „Russia Today”, gdzie mówił nie tylko o UFO, ale mówił także i o globalizmie, gdzie z kolei opowiadał o tym, że jego misją jest również ochrona Kanady przed tym, aby nie stała się prowincją podległą Stanom Zjednoczonym i nie była częścią światowego globalnego państwa. Także tu dochodzą dwa elementy. Jeden to jest wszystko, co jest związane z UFO, a drugi to, że jest przeciwko globalizmowi i światowemu porządkowi, który tak często psuje nam radio i być może dzisiaj znowu zadziałał, stosując najnowszą kosmiczną technologię prosto z Melmak na przykład, która zakłóciła nam Piotra bardzo ostro, zwłaszcza kiedy zaczął opowiadać o ewentualnym spotkaniu z Hillary Clinton. Wracając do Paula Hellyera, ten kłopot mam cały czas, dlatego bardzo trudno mi jest w sposób zdecydowany skonstruować swoją opinię na ten temat. Bardzo trudno, bo ciągle nie rozumiem do końca przesłanek, które kierują tego typu ludźmi. Wydaje mi się, że zbyt naiwne jest myśleć, że zrobili to tylko dla jakiegoś poklasku czy dla chwilowego zainteresowania.
Mam wrażenie, że jest to naiwne podejście, że na pewno nie o to chodziło, że cel tych ludzi jest inny i naprawdę coś wiedzą. Natomiast ich interpretacja tego, co robią, spotyka się z bardzo brutalnym odbiorem. Zresztą w jaki sposób, być może tu ja będę teraz tworzył teorię konspiracjiByć może sterowanym odbiorem, gdzie robi się wszystko w sposób bardzo mocny i brutalny, aby zdyskredytować takiego człowieka, tak jak było to na przykład w przypadku Bushmana, kiedy ktoś powiedział, że tego typu kosmitów, tego typu lalki sprzedawano w Walmarcie. Próbowałem kupić taką lalkę. W sklepie ich oczywiście już nie było, więc szukałem na eBay i w różnych miejscach. Coś podobnego, co pokazywał Bushman. Nigdy czegoś takiego nie spotkałem. Skoro taka rzecz była na tyle popularna i tak niedawno wyprodukowana, to gdzieś byłaby do kupienia. Ona nigdzie nie jest do kupienia. Natomiast wszyscy powiedzieli: „Tak, jest to lalka.
Bushman kłamał. Stary, schorowany staruszek, coś mu się w głowę stało i gadał bzdury”. Interesująca jest sama kontrreakcja, kiedy ktoś natychmiast pojawił się, pokazał fotografie tego typu lalki. Troszkę się ona różniła, miała swoje niedociągnięcia, co uznano wówczas, że jest to jakaś chińszczyzna zrobiona na masową skalę, niedokładnie i byle jak. A być może była robioną lalką na zamówienie po to właśnie, żeby Bushmana zdyskredytować i ośmieszyć kompletnie to, co powiedział tuż przed śmiercią, to, co wydawało mu się, że jest niezwykłej wagi, jedyne w swoim rodzaju. Nigdy nie widziałem takiej lalki. Nigdy też nie spotkałem się z prezentacją, która by w jakiś sposób chciała go obronić. Dlatego ciągle czekam, że może któregoś dnia wystąpi ktoś w jego obronie i znajdzie mądrzejsze argumenty niż te, które ja potrafię znaleźć. Ale mam wrażenie, że tak w przypadku Bushmana, jak i teraz w przypadku Heilera, w jakiś sposób wyrządza mu się krzywdę, dlatego że intencje tych ludzi wydaje się szczere, że nie jest to tylko chęć krótkotrwałej, głupiej popularności. Przecież to są ludzie, których poziom umysłowy, intelektualny jest wysoki.
Ich znajomość życia, ich kultura osobista, ich pojęcie świata, ich filozofia życiowa sugeruje, że bardziej powinno się potraktować ich wypowiedź poważniej niż jako kupę śmiechu i wielką ściemę, kompromitację i w ogóle coś bardzo godnego pożałowania. Czekam na tego typu opinie i mam wrażenie, że się mogę doczekać, że do końca nie jest tak, ponieważ zdajemy sobie sprawę, jak wiele robi się po to, żeby zniszczyć nam ostrzejszą percepcję UFO, że bardzo często, a może coraz częściej pojawiają się filmy, pojawiają się informacje, które są tworzone specjalnie, z pewnym zamysłem. Są tworzone właśnie po to, żeby kompletnie zamieszać nam w głowach, zbić nas z pantałyku, zepchnąć nas z właściwego śladu i ciągle trzymać nas w tym samym punkcie. Punkcie, gdzie wierzy się w coś, czego w ogóle może nie ma, co jest tylko i wyłącznie złudzeniem, w który wierzą ludzie być może naiwni czy którzy w ogóle nie wiedzą nic o świecie i dlatego wymyślili sobie takie właśnie zjawisko. Widząc tak wiele działań mających właśnie ten jeden cel, żeby zaciemnić, a jest ich wiele i są robione dobrze i w sposób niezwykle sprytny. Jestem przekonany, że być może coś podobnego zaszło w obu tych przypadkach i Bushmana, i Heilera, który niestety zniknął, bo nawet ufologia już omija jego wystąpienia, jakby już uznała, że to, co miał powiedzieć, już powiedział, już więcej nic mądrego nie powie, już więcej nie trzeba go słuchać. Dlatego mam ten kłopot. Nie chciałbym go zrzucić kompletnie do zsypu, ponieważ nie sądzę, że ludzie dostają takiego napadu szaleństwa, zwłaszcza pod koniec własnego życia i robią coś, żeby zabawiać się cudzym kosztem na tak bardzo ważny i istotny temat. Dziękuję.
[01:54:58] - Ja jeszcze może dwa słowa. Miałem do czynienia wielokrotnie z ludźmi starszymi, w różnym wieku, często zaawansowanym, i widziałem ich różne reakcje, różne podejście do wielu spraw i byłbym ostrożny czasami w ocenie w ogóle tego, co mówią. Już mówię, o co mi chodzi. Nie mam pojęcia, czy Bushman był w pełni sprawny. Niezależnie nawet od jego dawnych zasług, demencja, pewne procesy starzenia związane z mózgiem potrafią człowieka odmienić zupełnie. I nie mówię tu już o chorobach zwyrodnieniowych, nie mówię o Alzheimerze, który zmienia człowieka zupełnie. W każdym razie spotkałem też wielu starszych profesorów historii. Słuchałem ich wystąpień, słuchałem ich słów i też byłem zaskoczony czasami dziwnością ich sądów. One z jednej strony były zawsze bardzo uproszczone. Mówię tutaj o historii teraz.
Z jednej strony były uproszczone, a z drugiej strony było to często chodzenie na wielkie skróty. Wydaje mi się, że po prostu na pewnym okresie życia człowiek przystosowuje się do określonych rozwiązań tylko po to, żeby o nich już więcej nie myśleć. Akceptuje pewną prawdę o świecie, która jest iCzasami jest dziwaczna, czasami wręcz śmieszna, natomiast dla niego jest jak najbardziej realna. Tutaj musimy mieć na uwadze, że sądy wygłaszane przez wielkich uczonych, czasami pod koniec życia, jak możemy zobaczyć na innych przykładach, były często również bardzo kontrowersyjne. Także w przypadku przynajmniej Bushmana mogło wchodzić w grę ten czynnik psychologiczny, o którym mówię. Natomiast w przypadku Helliera jest jeszcze jedna ciekawa sprawa, która też obejmuje Bushmana jako pracownika rządowego. Oni prawdopodobnie mieli podpisane jakieś klauzule, mieli podpisane jakieś dokumenty, które nakazywały im milczeć o tych czy owych sprawach. I oni dlatego się decydują, przynajmniej niektórzy ludzie, na mówienie o różnego typu sprawach, bo wiedzą, że w tym okresie, na którym są, ujawnienie prawdy nie będzie miało żadnych konsekwencji, łącznie z utratą emerytury. Oni się tego nie boją, dlatego że wiedzą, że śmierć jest blisko, są wystarczająco zabezpieczeni i nikt tak naprawdę nie ma już nad nimi władzy. I to też może być pewna wskazówka, dlaczego większość młodszych oficjeli milczy w kwestii UFO.
Dlatego, że jest to rzecz objęta klauzulą tajności i być może, gdyby złamali owe postanowienia, gdyby ujawnili jakieś informacje, odebrane by im zostały świadczenia. Tak to widzę. Natomiast kiedy się przyjrzymy na przykład świadkom z Roswell, których badano przez lata, to zobaczymy, że często zmieniali, na przykład w starszym wieku już podawali troszeczkę inne wersje. Także musimy mieć to zawsze na uwadze, kiedy otrzymujemy takie informacje od ludzi w bardzo zaawansowanym wieku, bo tylko w wybitnie rzadkich przypadkach ta jasność umysłu jest niezmącona. Nie mówię, że takie przypadki się nie zdarzają, ale są bardzo rzadkie. Marku, ponieważ mamy ograniczony czas, przeskoczmy do pytania numer sześć, które też w zasadzie odnosi się do zmarłego już człowieka.
[01:59:16] - Panie i panowie, słuchacze i słuchaczki. Postać znana wszystkim fanom UFO, a jeżeli jej ktoś nie zna, to właśnie teraz ją pozna. Edgar Mitchell niejednokrotnie mówił on, iż ma potwierdzone informacje o tym, że obcy odwiedzają nas od tysięcy lat. Skąd szósta osoba, która postawiła stopę na Księżycu, ma tego typu informacje? Krysię?
[01:59:40] - Rzeczywiście był szóstym kosmonautą. Chyba wsławił się najbardziej tym, że był jedynym golferem na Księżycu, ponieważ uderzył kijem golfowym w piłeczkę na Księżycu i ta piłeczka dzięki temu, że przyciąganie na Księżycu jest tak niewielkie, prawdopodobnie do tej pory wędruje gdzieś w przestrzeni kosmicznej, uderzona ręką Mitchella. Mitchell jest także najbardziej kontrowersyjnym amerykańskim astronautą. O ile wszyscy żyjący do tej pory astronauci w miarę utrzymują jakąś dyscyplinę w kwestii UFO i nawet jeśli coś sugerują, to za dużo na ten temat nie opowiadają. Z Mitchellem jest odwrotnie i ma rację Piotr mówiąc, że on pasuje w jakiś sposób i do Hellarda, i do Boydmana, bo im dalej, im starszy się staje, tym bardziej niesamowite historie opowiada i coraz częściej, i chętniej mówi na temat UFO. Czasami dochodzi do sytuacji, że NASA musi w jakiś sposób dementować to wszystko i odcinać się od wypowiedzi Mitchella, który będąc astronautą jest częścią NASA oczywiście. Jest jednym z tych amerykańskich bohaterów narodowych, którzy zdobywali kosmos dla swojego kraju, i być może dla całej kuli ziemskiej, mam nadzieję. Praktycznie od wielu lat mamy do czynienia z różnymi kontrowersyjnymi wypowiedziami Mitchella na temat UFO. Na przykład powiedział on, że w 90% wszystkich przypadków, w jakich mamy do czynienia z obserwacją czegoś niezidentyfikowanego na niebie, są to z pewnością przybysze z innych planet. Także nie miał problemu, żeby coś takiego ogłosić.
Ogłosił również, że cała ta sytuacja w Roswell, jaka miała miejsce w latach 40., ten najsłynniejszy chyba wypadek rozbicia się latającego spodka na Ziemi był absolutnie prawdą i że rząd amerykański, a także sugerował, że rząd światowy stoją za tym, aby to wszystko ukryć. Sugeruje on także, że istnieje nie tylko drugi obieg badania przestrzeni kosmicznej, ten czarny program, o którym wspominaliśmy wcześniej. Ale istnieje także drugi obieg rządzenia, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, że ludzie, którzy stoją oficjalnie na ważnych stanowiskach, tak naprawdę nie mają za wiele do powiedzenia, bo za nimi istnieje jakiś rząd cieni, który każe im coś zrobić, co służy niekoniecznie interesom kraju, a ich własnym. Między innymi przez to, żeUFO i kosmici są czymś, co jest nie tylko trudne do zrozumienia, ale jednocześnie jest praktycznie niemożliwe do kontrolowania. Robi się wszystko, aby jak najmniej konkretnych informacji na ten temat ujawnić. Tak jak powiedziałem, Mitchell wraz z wiekiem staje się coraz odważniejszy. Jego rewelacji niestety nie przyjmuje się zbyt serio, bo być może przykładany jest ten sam szablon, że wesoły staruszek zaczyna mieć wesołe pomysły i coraz większą fantazję i wyobraźnię. Poza tym nudzi się i chciałby gdzieś wystąpić czy gdziekolwiek dać wywiad, więc opowiada coraz bardziej niestworzone rzeczy. Ale też przez swoją pozycję, przez to, że był jednym z elitarnej grupy amerykańskich astronautów, że był w przestrzeni kosmicznej, że sam widział z pewnością wiele. Myślę, że trzeba mu dać przynajmniej szansę na to, żeby jego słowa mogły potwierdzić się choćby w przyszłości, że to, o czym on mówi, być może miało miejsce, bo nie mamy dowodów na to, żeby powiedzieć, że nigdy tego miejsca też nie miały, ponieważ to działa w obie strony.
Nie mamy dowodu na temat UFO, ale nie mamy też dowodu na to, że zjawiska nie ma. Więc wszystko opiera się na pewnej spekulacji, na wierze, że ten problem istnieje. Myślę, że na tej samej zasadzie, jak tych dwóch panów, o których rozmawialiśmy wcześniej, trzeba patrzeć właśnie na Mitchella. Może tyle. Dziękuję. A ja mam inne zdanie. Wydaje mi się, że Mitchell w ogóle stoi dużo wyżej niż Chitrai po Stalin. Dlatego, że on sprawami, o których mówi, zaczął się interesować bardzo dawno. Jest takie zjawisko, kiedy astronauta leci w kosmos, troszkę zmienia się jego świadomość. Po powrocie czuje się troszeczkę wypłukany z emocji.
Oczywiście ja tego nie doświadczyłem. Czytałem o tym, bo nigdy w kosmosie nie byłem. Jeszcze. W każdym razie Aldrin, z tego, co pamiętam, kiedy wrócił, zaczął troszeczkę drinkować. Inni też mieli podobne problemy. Natomiast Mitchell doznał dość dużego skoku świadomości. On potem założył swój słynny Instytut Nauki Noetycznej, który skupił się na badaniu zjawisk paranormalnych i jakiś czas później, nie jestem teraz w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie to było, ale on o UFO mówi od dość dawna. To znaczy, nie są to jego rewelacje z teraz. Miałeś rację, Chris, że on dodaje co jakiś czas pewne nowości. Zaraz o takiej nowości powiem.
Natomiast on w zasadzie powtarza już to samo od lat. Jest tylko jeden problem. Mitchell mówi to w ten sposób: „Wiem na podstawie kontaktów z wysoko postawionymi kolegami tudzież przyjaciółmi, że zjawisko UFO jest realne i że obcy odwiedzają naszą planetę”. Kropka. I tu pojawia się pytanie, bo Mitchell nigdy nie podaje szczegółów, nigdy nie podaje nazwisk. Tłumaczy to tym, że nie może tego robić dlatego, że to jest tajemnica państwowa i osoby, które mu o tym mówiły, robiły to w tajemnicy. To byłaby z jednej strony zdrada przyjaźni, a z drugiej strony naruszenie tajemnicy państwowej. Ale kiedy na to patrzymy, to po pewnym czasie staje się to z całkowicie ludzkiego punktu widzenia trochę niewiarygodne, bo kiedy ktoś cały czas mówi: „Słyszałem, że ktoś kiedyś powiedział”, to po 10. razie odczytywane jest to jako plotka. Natomiast wydaje mi się, że w przypadku Mitchella nie możemy tego tak traktować.
On rzeczywiście coś wie, ale jego przypadek pokazuje, jak bardzo hermetyczna jest to wiedza i na jakich poziomach jest ona zakamuflowana. Jest to niezwykle ciekawe, że człowiek tego pokroju, człowiek o tak wielkich koneksjach, bo one były rzeczywiście duże. Dlatego że jak sam twierdzi, czytałem z nim jeden wywiad, miał dostęp nie tyle do informacji, miał dostęp do większości ludzi. On tych ludzi znał, dlatego że po powrocie zrobił doktorat. Jak mówiłem, otworzył Instytut Nauki Noetycznej i wtedy troszeczkę zszedł na boczny tor. Ale pozostały znajomości i prawdopodobnie stamtąd czerpał te informacje. Szkoda tylko, i to mnie strasznie dziwi, że nawet jeżeli posiadał te informacje, nawet jeżeli nie mógł powiedzieć, to przynajmniej powinien spisać to, co wie i postarać się z tego wysnuć jakiś wniosek. Bo wiele osób, na przykład Nick Pope, krytykuje Mitchella za to, że w zasadzie operuje strasznymi ogólnikami w tak ważnej sprawie. Czyli informacje, które mają potencjalnie przełomowe znaczenie, są często ukazywane w mediach jako przecieki, jako poczta pantoflowa. To raczej nie podnosi rangi zjawiska UFO.
Tutaj rodzi się też pewien paradoks. Z jednej strony facet oferuje bardzo ciekawe informacje i rzeczywiście co roku rozszerza swoją paletę. Ostatnio nawet powiedział, że dowiedział się od pewnych oficerów, od żołnierzy i tak dalej, że UFO było obecne na przykład na manewrach wojskowych i strącało pociski balistyczne. Że były takie przypadki, że ktoś to widział i mu ujawnił. Także mamy do czynienia z sytuacją bardzo unikatową.
[02:08:48] - Wiarygodną, natomiast z drugiej strony nieco paradoksalną, iż Mitchell albo nie chce, albo nie może wyjawić tych informacji. Ja mam jeszcze jedno podejrzenie, że Mitchell ma już opublikowane coś, co w Ameryce jest dość popularne i nazywa się oświadczeniem pośmiertnym. Być może kiedyś dowiemy się, co on wiedział, ale musimy na to jeszcze poczekać, bo nikt się nie spieszy, żeby go wyprawiać na tamten świat. Może się to nie stanie teraz, może się to stanie za kilkanaście lat, ale te informacje, o których mówi, mogą się kiedyś pojawić. Dlatego, że moim zdaniem jest to zbyt inteligentny człowiek, żeby rzucać te słowa na wiatr. I ten paradoks, o którym mówiłem, może być kluczem do pewnej sytuacji, która gdzieś na horyzoncie się rysuje i która może potencjalnie kiedyś być wielką sensacją. A mówię tu o tych informacjach, które Mitchell opublikuje w odpowiednim czasie.
[02:09:54] - Przechodzimy do przedostatniego dzisiaj pytania. Powstała kiedyś książka o dziwacznym tytule „Alien Rock: The Rock'n'Roll Extraterrestrial Connection”. Sugeruje ona, że gwiazdy rocka również mają za sobą spotkania z UFO. Na tej liście jest między innymi Mick Jagger, a nawet Elvis Presley. Co sądzicie o tego typu rewelacjach, Piotrze?
[02:10:15] - Oj, tu mam pewien problem, dlatego że Jagger rzeczywiście miał widzieć UFO i to parę razy. Raz nawet na jakimś koncercie, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, w jakim Jagger był wtedy stanie świadomości. Elvis też ponoć coś widział i to w Graceland. Jakieś latające kule i tak dalej. Ale to też jest rzecz z drugiej ręki. Z pierwszej ręki pochodzi za to relacja Robbiego Williamsa, który rzeczywiście miał też własne spotkanie z UFO. Jest też ponoć zapalonym ufomaniakiem. Podejrzewam, że słucha debat ufologicznych teraz na pewno. Żart oczywiście. Także te historie, w które są zamieszani tak zwani celebryci, one też są w jakiś sposób wartościowe, bo trzeba pamiętać, że to nie są tylko piosenkarze, ale mamy też do czynienia na przykład z Muhammadem Ali, który miał bardzo bliskie spotkanie.
Mamy do czynienia z kilkoma aktorami. Mamy do czynienia między innymi z pisarzami i tak dalej. Nie wiem, Marku, czy podałeś na Facebooku link do tego artykułu, który kiedyś skrobnąłem.
[02:11:27] - Tak, podawałem.
[02:11:30] - Jeżeli się państwo przyjrzycie, tam jest dość pokaźna grupa osób, które miały się zetknąć ze zjawiskiem Nol. Nie wydaje mi się, żeby chciały w ten sposób jakoś się wypromować czy sprawić, by ich nazwisko było powtarzane w mediach. Raczej było to dla nich coś trudnego. Większość z nich mówiła o tym, ale w kręgu ścisłych przyjaciół. Tak więc sprawa tego, co oni widzieli, jest bardzo zróżnicowana, bo w kwestii rockandrollowców moim zdaniem nie zawsze były to wizje z naszego planu rzeczywistości, tylko było to raczej coś, o czym mówił Chris, a więc jakieś podróże wcale nie szamańskie, ale również pod wpływem psychodelików.
[02:12:27] - Chrisie?
[02:12:28] - Ja mam jedyny problem tutaj trochę z samym sobą, ponieważ ja sam za bardzo za tymi celebrytami nie ganiam i nie obserwuję zbyt dokładnie tego, co oni sądzą, jakie mają zdanie na wiele tematów. Głównie z tego powodu, że zazwyczaj ich zdanie w jakiś sposób jest reklamowane czy powielane tylko dlatego, że jest często po prostu śmieszne bądź głupie. A że powiedział to celebryta, więc wszystko to nabiera innego rozpędu. Jest to bardzo medialne. Wtedy można to publikować na przykład w najrozmaitszych magazynach gorszego sortu i tak dalej. Zasługą największą celebrytów, którzy ewentualnie mieli kontakt z UFO, widzieli takie zjawisko, interesowali się takim zjawiskiem, jest przede wszystkim jego popularyzacja. Myślę, że to jest chyba najważniejszy punkt ich spotkania z UFO, ponieważ słuchają ich miliony ludzi. Wówczas dociera to do bardzo szerokiej gromy tych osób, ich fanów, ich słuchaczy, którzy propagują to dalej sami. Być może dzięki temu zastanawiają się nad tym problemem głębiej, sami szukają odpowiedzi. Problem ten dociera znacznie dalej niż bez tych celebrytów.
Tak było chociażby w przypadku jednej z sióstr Kardashian, która gdyby nie wypowiedziała kilku kontrowersyjnych wypowiedzi na temat UFO, wówczas nikt by o tym nie wiedział za bardzo czy nad tym się nie zastanawiał. Ale ponieważ ta niezbyt mądra istotka coś tam sobie powiedziała, obiegło to świat dookoła i w jakiś sposób odbiło się to w świadomości ludzi, którzy wcześniej by się nad tym nie zastanawiali. I wszystko to razem w jakiś sposób buduje to pojęcie kosmitów i UFO w naszej kulturze. Zastanawiamy się, czy oni istnieją, czy nie istnieją. Oni już istnieją. My ich przyjęliśmy do własnej świadomości. Oni są tutaj już z nami. Tworzą się jeszcze, być może bardziej w naszej wyobraźni czy w naszej próbie zinterpretowania tego zjawiska. Ale sam fakt, że już są w jakiejś tam formieJuż to jest za nami. Także jeżeli ktokolwiek mówi, że być może zbulwersujemy się, czy religie padną, raczej nie, ponieważ to właśnie celebryci sprawili, że stało się to zjawiskiem kulturowym.
Stało się częścią życia każdego człowieka na kuli ziemskiej, który ma dostęp do najprostszych mediów, jak telewizja czy codzienne gazety. A w przypadku internetu mamy absolutną eksplozję rozprzestrzeniania się tego typu informacji, które bardzo szybko trafiają do ludzi i bardzo szybko są przyjmowane do wiadomości, często analizowane, czasami ośmieszane. Ale sam fakt, że są przedmiotem tej dyskusji, jest absolutnie budujący. Także w taki sposób patrzę na kontakt celebrytów z UFO, z latającymi spodkami. Książki „Alien Rock” nie czytałem i chyba na razie jeszcze nie zamierzam przeczytać, choć z pewnością jest to książka na tyle sympatyczna i ciekawa, żeby móc pomyśleć sobie o tych wielkich gwiazdach rocka czy filmu, którzy mieli bliższe spotkania z czymś nieznanym, z czymś, co jest przedmiotem naszej dyskusji już przez drugi rok w drugiej rundzie debaty. Dziękuję.
[02:16:18] - Mam ciekawostkę. Może nie wszyscy wiedzą, bo ja też nie jestem wielkim fanem tak zwanego celebryckiego świata, tych wszystkich newsów i pierdół. Uważam, że to są brednie i tak naprawdę większość ludzi interesując się życiem jakiś tam Zenonów różnych z pierwszych stron gazet, robi sobie tylko krzywdę, bo można ten czas poświęcić na coś innego. Natomiast co ciekawe, ja będąc w księgarni Nieznanego Świata zapytałem się kiedyś pani kierownik Eli, którą pozdrawiam, czy tutaj przychodzą jakieś postaci z pierwszych stron gazet i otrzymałem taką długą listę osób zainteresowanych ezoteryką i szeroko pojętym nieznanym w tym gronie, że byłem zaskoczony, bo byli to aktorzy, były to piosenkarki. Ciekawi mnie tylko, czy oni sięgają po to z takiej własnej, nieprzymuszonej woli, czy raczej pod wpływem pewnych doświadczeń, bo po latach orientuję się, że większość ludzi, którzy się interesuje tego typu sprawami, jednak rozpoczyna tą swoją podróż z nieznanym właśnie pod wpływem pewnego rodzaju swoich doświadczeń. Także byłoby to ciekawe kiedyś dowiedzieć się, czy ktoś z tego polskiego światka miał jakieś tego typu doświadczenia.
[02:17:56] - I przechodzimy do ostatniego pytania w dzisiejszej debacie, a brzmi ono następująco: jedną z najbardziej tajemniczych deklaracji ze strony polityków były słowa prezydenta Reagana, który kilkakrotnie mówił o tym, że wizyta obcych stałaby się przyczyną pojednania ziemskich narodów. Słowa te skierował między innymi do Gorbaczowa. Czy odnosił się do realnego zagrożenia? A może był to tylko wytwór jego fantazji? Piotrze?
[02:18:24] - I właśnie nad tym się wszyscy zastanawiają. Do dzisiaj nikt tego nie wie, co miał Reagan na myśli, bo on tak naprawdę ten przykład dawał kilkakrotnie, nie tylko na spotkaniu z Gorbaczowem, chociaż było to spotkanie z tych wszystkich na najwyższym stopniu, ale też podczas kilku innych wystąpień, między innymi w jednej szkole. Pamiętam też, że na pewnej konferencji w Chicago. Zawsze też były to jedne słowa i może to po prostu było jedne przemówienie. W każdym razie chodziło o to, że Reagan twierdził, że jeżeli kiedyś obcy, nie daj Boże, nas zaatakują, to wtedy może dojść do unifikacji ziemskich narodów. To jest bardzo ciekawa obserwacja zresztą. Reagan Gorbaczowowi powiedział chyba, że jeżeliby do tego doszło, to Stany Zjednoczone i Związek Radziecki wspólnie podejmą wysiłek i zjednoczą swoje siły we wspólnej walce. Natomiast kiedy spojrzymy na to od takiej innej strony, to rzeczywiście on miał rację, że być może dlatego nie mówi się o zjawisku UFO, ewentualnie obcych, którzy mogą gdzieś być na Ziemi, bowiem wpłynęłoby to bardzo mocno na naszą świadomość jako istot, jako mieszkańców planety, bo na razie jesteśmy sobie tam podzieleni na narody, podzieleni na wyznania, podzieleni na grupy, pod względem majątkowym, pod innym. Jesteśmy strasznie spolaryzowani. I rząd, która jest wręcz genialna, korzysta z tego w całej rozciągłości.
Najpierw trzeba ludzi podzielić. Najpierw trzeba ich zantagonizować, spolaryzować, sprawić, że nie będą myśleć jako jedność, nie będą solidarni, a potem można robić z nimi, co się chce. I wydaje mi się, że gdyby ludzie skonfrontowali się z jakąś obcą istotą, a jeżeli już była to agresja z kosmosu, to chyba wręcz nasza świadomość jako homo sapiens eksplodowałaby. Nagle byśmy zaczęli widzieć swoich braci nie tylko w rodakach, ale też w Aborygenach na przykład. Aborygeni wyglądają jak my.
[02:20:59] - Mają tylko inny kolor skóry. Natomiast obcy może na przykład mieć macki, dwie głowy, oko na brzuchu i tak dalej. Reagan miał pod tym względem sporą rację i pojawiają się takie hipotezy, że być może dlatego właśnie prawda o UFO jest ukrywana, bowiem wpłynęłoby to dość mocno na rozwój tak zwanej świadomości planetarnej. Ludzie nie chcieliby więcej wojen, zaczęliby się buntować. Żądaliby równości. Żądaliby równego traktowania innych obywateli, innych państw. A jak wiemy, w systemie kapitalistycznym to jest niemożliwe, dlatego że on żyje z nieustannego wyzysku. Wiele spraw mogłoby ulec przewartościowaniu, chociaż wydaje mi się, że osoby, które tym wszystkim sterują, nie miałyby takich problemów. Ja to tak widzę. A czy Reagan miał rację?
Nie wiem, dlatego że on był też pasjonatem UFO. On interesował się science fiction. I teraz pozostaje pytanie, na które nie odpowiemy: czy on odnosił się do swojego konceptu, czy do sytuacji realnej, o której jako prezydent wiedział? Ja to tak widzę. Panowie, ja muszę niedługo iść. Żegnam się z wami. Życzę wam wesołych świąt. Pewnie jeszcze wam będę składał życzenia. Życzę też wesołych świąt wszystkim słuchaczom. Spotykamy się chyba kiedy, Marku?
27?
[02:22:37] - Chyba za tydzień 27.
[02:22:40] - Zobaczymy jeszcze, jak to będzie, bo to jednak święta. Nie wszyscy mogą się na audycję stawić. Natomiast po Nowym Roku uderzymy z nową falą. Mamy jeszcze zaległą audycję o „Gwiezdnych wojnach”, która będzie ciekawa. Miała być dzisiaj, ale niestety wyszło, jak wyszło. Nie ma Marka Żelkowskiego, a bez niego to bez sensu. Są też inne ciekawe tematy. Wpadł mi do głowy fajny temat, Chris. Co byś powiedział na taką debatę, też kameralną jak dzisiaj, o Przełęczy Diatłowa gdzieś w styczniu?
[02:23:19] - To świetny temat, bardzo atrakcyjny, ale myślę, że w takiej debacie na temat tej przełęczy, ze względu na masę materiałów, do których masz dostęp, a ja znacznie mniejszy, moje szanse tutaj maleją. Ale myślę, że bardzo chętnie do tego podejdę. O Przełęczy Diatłowa rzeczywiście pisano w „Moim Amerykańskim Świecie” wiele razy, ale za każdym razem niestety z niezadowoleniem się to przyjmuje. Brakuje zrozumienia tej sytuacji, może jakiegoś głębszego. Traktuje się to raczej płytko, jako wydarzenie związane z UFO i z abdukcją raczej niż z jeszcze innymi elementami.
[02:24:07] - Pamiętaj, że ty masz asa w rękawie, którym jest książka Paula Aidisa odnosząca się do zaginięć, bo UFO to tylko jedna z hipotez, która przejawia się w sprawie diatłowowców, jak to mówią Rosjanie. Dobrze, będziemy o tym wszystkim myśleć. Tak że na razie dobranoc i trzymajcie się tam. Cześć.
[02:24:34] - Dobranoc, Piotrze.
[02:24:36] - Dzięki.
[02:24:36] - Po ustaleniach kwestii tematu kolejnej debaty ufologicznej oczywiście poinformujemy was na naszej stronie www.paranormalium.pl. A teraz jeszcze ostatnie pytanie. O odpowiedź na ostatnie pytanie dzisiejszego wieczoru prosimy Chrisa Mikine. Chrisie?
[02:24:56] - Ja tutaj chyba za wiele nie mogę dodać po tym, co Piotr powiedział. Doskonale opisał tą całą sytuację. Rzeczywiście obsesją Reagana była inwazja z kosmosu. Czy rzeczywiście była to obsesja realna i coś za nią stało? Być może. Reagan miał kilka doświadczeń z UFO. W jednym przypadku wraz z własną żoną, w innym przypadku, kiedy leciał samolotem jeszcze jako gubernator Kalifornii i wówczas zobaczył UFO. Zawrócił pilota i postanowił przez jakiś czas ścigać, a przynajmniej śledzić to UFO, które nagle przyspieszyło w charakterystyczny sposób i zniknęło gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej. Reagan, jak już wspomniałem dzisiaj wcześniej, był też opętany okultyzmem i astrologią. Kiedy zostawał gubernatorem Kalifornii, zrobił to o północy w pewien specyficzny dzień tylko dlatego, że była to dobra wróżba astrologiczna.
Okazało się później, że miał rację, ponieważ to, co zrobił dla Kalifornii, utorowało mu drogę do amerykańskiej prezydentury. Został prezydentem przez dwie kadencje. Do dziś uważany jest za prezydenta, który odniósł największe sukcesy w historii Ameryki: wyprowadził ją na prostą, pokonał komunizm, zbudował potężną, świetnie działającą gospodarkę i tak dalej. Większość zdań jest bardzo przychylna temat Reaganowi. I właśnie ta jego obsesja, która pojawiała się publicznie w wielu wystąpieniach. Nawet jedno z tych wystąpień zatytułowano umownym tytułem: „Przemówienie dotyczące inwazji z kosmosu”. Dzięki temu, co Reagan osiągnął dla Ameryki, nigdy nie ośmieszono w jakiś sposób tych jego wizji. Uszanowano go przez to w jakiś sposób i traktuje się to jako ciekawostkę. Zwłaszcza że Reagan, co wspomniałem wcześniej, tak naprawdę jest bardzo niedocenianym aktorem. Ja myślę, że ta sztuka aktorska tak naprawdę przyczyniła się do tego, że ten Związek Radziecki upadł.
I kiedy on opowiadał przewrotne ad rem... że dobrze by było, żeby Związek Radziecki i Stany zjednoczyły się razem, bo czeka nas ewentualna kosmiczna inwazja. Myślę, że Szewardnadze to kupił, mimo że był twardogłowym, materialnym dialektykiem, który nie wierzył w nic, czego się nie dało dotknąć, uchwycić i zamknąć gdzieś na Łubiankach w więzieniu pod kluczem. Mimo wszystko coś musiało i do Gorbaczowa, i do Szewardnadzego w tamtych czasach w jakiś sposób dotrzeć. Rozmiękczył ich Reagan swoim aktorskim obyciem, świetnym panowaniem nad sytuacją, znajomością astrologii, która w jego wykonaniu jest potwierdzeniem, że ta starożytna sztuka wykorzystywania energii kosmicznej do własnych celów absolutnie działa, bo Reagan zdał ten egzamin znakomicie. Związek Radziecki dał się oszukać. Uwierzył w amerykański program kosmicznych zbrojeń. Uwierzył, że jest otoczony satelitami uzbrojonymi z kosmosu i przyspieszył, stracił oddech i padł na zawał serca. Już dziś nie istnieje. Dlatego prawdziwej oceny tego, kim był Reagan, czy miał rację i czy rzeczywiście takie zagrożenie gdzieś nad nami wisi, możemy jedynie przypuszczać i powiedzieć: „Rzeczywiście może wisi, może ktoś czai się na nas w kosmosie”, ale z całą pewnością tego powiedzieć nie możemy.
Możemy jedynie spekulować i być może dopiero w momencie, kiedy do tego dojdzie, będzie można powiedzieć, że prezydent Reagan miał wizję czegoś, co może stać się niebezpieczeństwem olbrzymim dla Ziemi. A być może tylko zapowiedział coś, o czym już wcześniej mówiłem w przypadku Wernhera von Brauna, który uznał zagrożenie z kosmosu za jeden z elementów, które mają nie tyle prowadzić do inwazji obcych na Ziemię, a być jedynie pretekstem do tego, aby ci, którzy stoją w cieniu, ten gabinet cieni, który naprawdę rządzi globalnym światem, nowy światowy porządek, użyje tego argumentu do tego, aby móc wszystkich, tym łatwiej nas samych zniewolić i użyć jako straszaka tej kosmicznej inwazji. Dlatego dziś możemy patrzeć jedynie w sposób bardziej anegdotyczny na prezydenta Reagana i na jego wizję ewentualnej inwazji z kosmosu na Ziemię. Było to ciekawe i dość oryginalne, ponieważ żaden z wcześniejszych prezydentów amerykańskich, a także i po nim, nawet jeżeli robił jakieś uwagi na temat UFO, nigdy nie mówił tego w sensie kosmicznej inwazji, jak to miał na myśli Reagan. Dziękuję bardzo.
[02:29:49] - I na tym możemy zakończyć dzisiejszą kameralną debatę ufologiczną online, ostatnią przed świętami. W debacie wzięli udział: nieobecny już na Skypie Piotr Cielebiaś z czasopisma „Nieznany Świat” i portalu Infra oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:30:09] - Dziękuję bardzo i wesołych świąt wszystkim. Dziękuję.
[02:30:12] - Do usłyszenia w „Paralaksie” po Nowym Roku.
[02:30:15] - Tak, będzie „Paralaksa” po Nowym Roku. Może bardziej się do tego przyłożę. Mam parę fajnych tematów ufologicznych, mam parę mniej ufologicznych i zastanawiam się nad tym, co byście powiedzieli, gdybyśmy więcej porozmawiali na temat zaginionych cywilizacji, których mi troszkę brakuje. Od zaginionych cywilizacji zaczęło się moje zainteresowanie strefą bardziej paranormalną, ale i tą, która stała się częścią alternatywnej nauki. Dzięki temu udało mi się inaczej patrzeć na wiele innych zjawisk. Początek tego tkwił w zaginionych cywilizacjach, których istnienie nagle sobie uświadomiłem i nagle obszar pojmowania świata, wszechświata czy naszego otoczenia nagle się zwiększył. Przynajmniej tak mnie się wydaje. Trafiłem do radia i rozmawiamy w debatach ufologicznych o UFO, ale myślę, że zaginione cywilizacje równie dobrze są w jakiś sposób z UFO związane i są związane również z ewentualną cywilizacją pozaziemską, która być może sprowadziła się na Ziemię dawno temu i stworzyła parę rzeczy, których do dziś nie potrafimy sobie wyjaśnić. Być może nadal nad nami w jakiś sposób nie tyle czuwa, co nas obserwuje, steruje, być może podgląda. Sam nie wiem, ale zaginione cywilizacje są, wydaje mi się osobiście, może tylko ze względu na moje własne preferencje, czymś interesującym, wartym porozmawiania i od czasu do czasu uzupełniania najrozmaitszych nowych faktów, które tu i ówdzie się pojawiają.
Coraz więcej jest odkopane z Göbekli Tepe. Mamy niesamowite odkrycia w Indonezji. Warto by omówić najnowszą książkę Hancocka, który opowiedział w niej o swojej wieloletniej podróży po tego typu miejscach, których istnienie trudno jest wyjaśnić, a tym bardziej technologię, jaka została do tego wykorzystana. I oczywiście nowe rzeczy w Puma Punku, bo w Puma Punku kopie się dalej. Atrakcyjność Puma Punku, która miała swój szczyt parę lat temu, gdzieś znikła i coraz mniej w internecie widzę dyskusji na temat tego niezwykłego, fantastycznego, wspaniałego miejsca. Dziękuję bardzo, jeszcze raz wesołych świąt.
[02:32:37] - Dziękujemy jeszcze raz. To była 33. już debata ufologiczna online. Dziękujemy wszystkim za uwagę. Życzymy zdrowych, wesołych świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2016. Oczywiście przed Nowym Rokiem jeszcze się usłyszymy 27 grudnia w debacie ufologicznej oraz w innych audycjach na antenie Radia Paranormalium. A dziś już mówimy wszystkim słuchaczom dobranoc. Do usłyszenia. Życzymy pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”.
Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.