[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Nie, to nie ten las. Cześć, człowieku, co słychać? Jak się czujesz? I ty jak się czujesz? I ty jak się czujesz? I ty, słuchający tego o zupełnie innej porze, w innym czasie, w innej przestrzeni, jak się czujesz? Bo ja się czuję doskonale. Jestem wymęczony, wyorany. Telefon dzwoni. Słuchajcie, nie odbieram jeszcze, za wcześnie.
Nie powiedziałem ani słowa jeszcze, o czym dzisiaj jest audycja, to już mi dzwoni telefon. Odrobina szacunku! Czy jakoś tak. To może zacznijmy jak normalni ludzie, zwyczajnie. I nareszcie mogę poczuć las za plecami. Skoro się przywitałem i jeszcze nie odbieram telefonów, także człowieku, na razie nie dzwoń, bo i tak nie odbiorę. Skoro się przywitałem, to jeszcze joł, drodzy mecenasi. Pozdrawiam serdecznie. Pisen od serca za wspieranie radyjka. Nie wymieniałem jeszcze w hiperprzestrzeni wszystkich mecenasów.
Nie wymieniałem, to chyba czas najwyższy, żebym podziękował tu imiennie. A tobie, człowieku, który nie jesteś mecenasem, bo tak się złożyło, wcale nim musisz być, jasna sprawa, a lubisz na przykład Radio na Fali, ale nie masz nic w kieszeni albo jakoś tak. Ja to się w ogóle nie pytam, nie rozliczam. Wiesz, co u ciebie słychać, także tutaj nie namawiam na żadne historie. Sam wiesz, co robisz, ale jakbyś miał chwilę i zupełnie tak bez kasy, bez gotówki, bez żadnej kombinacji, bez alpejskich skoków, tak zwyczajnie. Jeżeli lubisz słuchać moich opowieści, opowieści Edwarda, opowieści, które się sączą w radiu czy Michała opowieści, „Czasu snu”, w ogóle granica tego zamieszania na żywca i w podcastach, i z archiwum, to podziękuj, człowieku, lajkiem jakimś na Facebooku mecenasom. Jeżeli masz profil na Facebooku oczywiście, to wtedy cię to dotyczy. Na Twitterze też możesz podziękować, możesz się dołączyć. To taki miły gest. To nie chodzi o kasę, ale chodzi o robienie miłej atmosfery, żebyśmy wszyscy doceniali ten kawałek roboty, który wkładamy w to, żeby było miło.
Dzisiaj hasłem u mnie w domu jest słowo „nice”. Od dwóch dni jakoś tak chodzi dookoła. Nice. Odpowiedź na wszystko jest zawsze taka sama: nice. Po prostu jest nice. A ja dzisiaj tak troszeczkę z biegu na tą hiperprzestrzeń. Właśnie, ale zanim jeszcze zacznę hiperprzestrzeń, to przecież pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Oczywiście. Jestem na czacie Radia na Fali, jest jeszcze czat Radia Paranormalium, na którym mnie nie ma nigdy. Nie mam podzielności uwagi.
Kiedyś to zrobię wreszcie, kiedyś tam wpadnę. Pozdrawiam wszystkich tam obecnych. I co jeszcze chciałem powiedzieć? Że mamy tego Facebooka, to już wspomniałem i Twittera. To chyba samo przez się wynika. I jest Skype do radia: radionafali.com. Co niektórzy znają, bo nawet nie zdążyłem się przywitać, a tu już dzwonił. Także chyba nie jest tak źle z tym. Jakby co znajdziesz na stronie radionafali.com. Co jeszcze chciałem tak gwoli ogłoszeń?
Mam tylko jedną prywatną sprawę, moi drodzy. To jest direct to my man. Mateusz, człowieku, czekam na wieści. Odzywaj się, człowieku i tyle. Ja tu czekam na wieści, także nie zwlekaj z odzywaniem się, panie Mateuszu. Otóż to. To była moja prywatna wiadomość. I o czym dzisiaj będzie? Jeszcze nie powiedziałem, o czym będzie, a tu już dzwoni telefon. Nie wiem, czy ci ludzie w lesie mieszkają.
Chyba tak. Bardzo dobrze. Każdy powinien mieszkać w lesie. Ale dajcie mi rzecz powiedzieć, na jaki temat dzisiaj chcę opowiedzieć kilka spraw. O czym w ogóle chcę opowiedzieć? Może tak, to chyba bardziej logicznie brzmi. Więc o czym dzisiaj? Bo ostatnio się pastwię troszeczkę nad tą przeszłością. Jakbym zamieszkał w takim kraju, który jak często powtarzam, nie istnieje. Nie ma paszportu do tego kraju, nie ma swojego hymnu, chociaż ma swoje ulubione piosenki.
Faktycznie nie, przeszłość jeszcze ma swoje hymny, chociaż właściwie nie istnieje. To jest zabawne. To jest taki teoretyczny świat, który już dawno nie istnieje, jest za nami, a niektórym z nas się wydaje, że on jest tu i teraz i że trzeba tam mieszkać w przeszłości. Jest to taka kraina wirtualna już z tego punktu, w którym tu stoimy. I przyszłość, druga wirtualna kraina. To jest właśnie kraina, do której nikt nie widział nigdy paszportu, nikt nie widział nigdy flagi tego kraju, tej krainy, nikt nie słyszał nigdy hymnu tej krainy. To jest przyszłość. I tak czasami mieszkamy w jednej nieistniejącej krainie i krainie, która kiedyś zaistniała i jest gdzieś tylko i wyłącznie wspomnieniem. I tak opowiadam troszeczkę o tej przeszłości, przyszłości. I myślę, że czas najwyższy spuścić troszeczkę nogi na ziemię, nawet jeszcze bardziej, jeżeli nawet chodziły po tych wykopaliskach archeologicznych i macały te wazy, to czas najwyższy tutaj usiąść troszeczkę i zastanowić się nad tu i teraz, bo dzieją się takie rzeczy aktualnie na świecie, że ja jestem centralnie w szoku.
I dzisiejsza audycja jest poświęcona temu, bo jest to między innymi powód, dla którego jestem koszmarnie niewyspany, wyorany i zmęczony. I w ogóle się zastanawiałem, czy podchodzić do mikrofonu dzisiaj, czy nie dać sobie na luz i zwyczajnie nie położyć się i nie pospać. Bo troszeczkę słabo spałem. Mało. W sensie sypiam doskonale, nie mam z tym absolutnie problemu, ale strasznie krótko albo prawie w ogóle. Ale był ku temu powód i jest ku temu powód, o którym ci opowiem, ponieważ sprawa robi się coraz głośniejsza. Ja o niej opowiadałem w zupełnie innym podcaście, który się nazywa „Synteza” w Radiu na Fali. Jeżeli słuchałaś, nie wiem, czy dziewczyny słuchają takich rzeczy aż tak często. Przepraszam bardzo, tu jeszcze robię jakiś klik z komputerem. Przepraszam, technikalia, ale już wracam.
Dostałem wszystkie druty i kable. Tak czy siak Jeżeli słuchałaś syntezy i ty słuchałeś syntezy, to wiesz, że jest to o wolnej energii. A jeżeli nie słuchałaś i ty też nie słuchałeś, to już wiesz, o czym jest, bo powiedziałem przed chwilą. O urządzeniach wolnej energii, urządzeniach, które dają energię, jak to się w cudzysłowie mówi, z niczego. Ja lubię to określenie free energy, czyli wolna energia, a niektórzy się czepiają tego określenia i ja swoje stanowisko wobec tych czepialskich dosyć jasno i wyraźnie wypowiedziałem i wypowiadam nie raz, nie dwa w podcaście o nazwie Synteza. Także zapraszam serdecznie. I chodzi o te urządzenia właśnie, bo ja mam taką koncepcję, o której tu mówię chyba od samego początku, od kiedy funkcjonuję z tym projektem „Radio na fali”. Zaczęło się od wieczorowych pór, które dawniej się nazywało afterparty i tak dalej. Mniejsza o historię, to kraj, który nie istnieje, ale chodzi o to, że było dużo czasu, żeby o tym pomyśleć, bo sprawa jest mi znana od dawien dawna, od czasów, kiedy wyjechałem z Polski. Nagle mi się obiło o uszy, mieszkając wtedy w Manchesterze, 2000 któryś tam rok, bardziej 2007, 2006 coś takiego, że jest taki dżentelmen, który nazywa się Keshe, pochodzi z Iranu i zbudował pewną bardzo ciekawą maszynę i jest to naprawdę intrygujące zjawisko.
I brzmiało to tak, jak opowieści o wynalazku, który się nazywał i nazywa do tej pory zimna fuzja. Taka sama historia. Nagle dwóch naukowców odkrywa coś, co rozsadza wszystkim głowy. Okazuje się, że nikt nie musi płacić za żadną energię, że możliwości tej, jak to się po angielsku mówi aplikacji, znaczy to też po polsku słowo, ale pochodzi z języka angielskiego. W taki sposób wymawiają, że aplikacji, czyli gotowego zastosowania. Ach, ten angielski precyzyjny sposób nazywania sytuacji. To jest obsesyjny język pod tym względem. Tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym albo dobrym poetą. Nie da się tak dwuznacznie. I bardzo dobrze.
Także mamy taką sytuację, że pojawia się jeden wynalazek, który wymaga substancji radioaktywnych, żeby ruszyć, żeby ten generator zaczął działać i produkować gigantyczną ilość energii. Ale te substancje radioaktywne nie promieniują. Czyli jest to coś zupełnie innego od reaktora jądrowego. Generalnie mówiąc, w wielkim skrócie mamy w cholerę prądu, mamy w cholerę wszystkiego. Mamy dziwne reakcje, transmutację metali, zamianę ołowiu w złoto, wszystkie rzeczy. I w tym momencie nagle się okazuje, że to nie promieniuje i nie trzeba reaktora jądrowego do tego wszystkiego. I to było pierwsze odkrycie. Później się okazało, że można zrobić to inaczej i pan Keshe zrobił to inaczej. Mam telefon, więc szybko odbieram, żeby nie przeciągać sprawy. Ojejku, nie mogę ci odebrać człowieku jeszcze, bo nie podłączyłem mikrofonu.
Ojejku, zaraz ci odbiorę. Ha! Wiedziałem, że czegoś zapomniałem. Zapomniałem, drogi dzwoniący, Doesn't Matter przypiąć sobie mikrofonu do komputera, gdyż jest to nowa maszyna po pewnych perturbacjach. Także sekundę, sekundę. Już podłączam. Jeziorany po prostu jeziorany. Jeszcze ktoś powinien szczękać łyżką i widelcem. Dobrze, że przynajmniej żaby mam w tle. Żabciu, dzięki.
Dzięki słodka żabciu. Właśnie. Tymczasem odbieram, odbieram i odebrałem. I czy ja słyszę kolegę? Czy kolega słyszy mnie?
[09:36] - Bardzo, bardzo cieszę się. A ty mnie słyszysz?
[09:40] - Słyszę cię doskonale. Także wszystko jest okej. Uff, bo się bałem, że nie zadziałało. Ale zadziałało.
[09:45] - Nie no, dzwonię, żeby sprawdzić mikrofon, bo co będę ci dupę zawracał, nie?
[09:48] - Tak, oczywiście. Słuchaj, słyszałeś na pewno o wynalazku pana Keshe, bo dzisiaj chcę dużo na ten temat wspomnieć, bo jest to powód mojego niewyspania, taki dosyć praktyczny, o którym za parę chwil powiem.
[10:00] - Dużo tych informacji wyrzucił z siebie, nie?
[10:03] - Wiesz co, on wyrzuca od jakiegoś czasu i ja na razie nie chcę tego komentować, bo to tak troszkę nie chcę wrzucać ciebie słuchaczko i ciebie słuchaczu na minę, jeżeli nie wiesz, o co chodzi, bo my zaczniemy teraz branżowo rozmawiać jak kolesie, którzy doskonale wiedzą, o co chodzi, a ty się zastanawiasz. Zaraz, zaraz, o czym ci ludzie mówią?
[10:18] - No tak, no ale mówię, wiesz, przede wszystkim to ma być prosta technologia dla każdego. Ale słuchaj, tu jest 300 stron do rozpatrzenia, nie?
[10:27] - Tu jest szczęśliwie, nie ma 300 stron, jest dosłownie parę kartek. To jest fenomen. To jest tak prosta technologia jak schemat CEPa. Jest oczywiście dużo informacji na ten temat. Sam człowiek, który wynalazł tą technologię od nowa po zimnej fuzji, taką reakcję, która produkuje w cholerę prądu tyle, ile chcemy, daje nam niesamowite zjawiska. Też możemy robić transmutację metali. Wiele rzeczy się dzieje w tym zjawisku. Jestem tego świadkiem aktualnie, ale to już inna historia. O tym troszeczkę później. I ciekawe jest to, że to nie promieniuje żadną szkodliwą substancją, jest bardzo zdrowe i jest wręcz potężnie zdrowe.
Dzieją się cuda, o których też dzisiaj powiem. To jest właśnie takie urządzenie. I nagle się okazuje, że każdy z nas, ty słuchaczko, szczególnie dziewczyny to robią, poważnie. Ostatnie informacje, które do mnie dochodzą, mówią o inwazji dziewczyn, które robią te urządzenia. Jest to urządzenie, które możesz sobie zrobić. Tak, ale posłuchaj, jest to urządzenie, które możesz sobie zrobić i ty Doesn't Matter i ty, drogi słuchaczu i droga słuchaczko w kuchni, na stole kuchennym nie potrzeba nawet lutownicy, co jest największym dowcipem. Wyobraź sobie, że robisz urządzenie, które daje ci energię do końca twojego życia i nawet nie musisz wyciągać za bardzo lutownicy. To jest fenomen. Działa na troszeczkę innej zasadzie. Tu jest taki powrót do trochę innych praw, praw eteru, mocy sympatycznych.
[11:44] - Muszę się trochę uspokoić, wiesz, bo-
[11:46] - Musisz się trochę uspokoić.
[11:47] - Takiego poziomu, że to będzie jak sonda, nie? Ty jesteś ten, co tam-
[11:50] - Nie, nie, nie, nie. Ci kolesie byli-
[11:52] - Ja mówię nie, nie, nie. Czekaj, gościu, czekaj, czekaj. Pokaż mi, jak to działa, nie?
[11:56] - Oni byli tacy tępi ci kolesie. Ja oglądałem ich program kiedyś. Lubiłem, jak byłem młody i dalej lubię. Znaczy mam sentyment, ale to jest taki sentyment jak do takiego kiepskiego filmu, który jest tak kiepski, że jest aż zabawny. Takie wiesz, wszystko się przewraca w drugim planie, dekoracje się przewalają, bohaterowi wystaje zegarek, a jest kostium jest sprzed 300 lat, rozumiesz? I to takie ordynarne historie, bo jest niski budżet. I tak wygląda sonda Zawsze w tle mikrofon najeżdża na nich, oni coś mówią i słychać dźwięki ze studiów obok, gdzie są nagrywane zupełnie inne programy. Zong na maksa. Wszystko taką amatorką jedzie. Zabawne to było.
[12:34] - I ci pokazują, że takie wspaniałe-
[12:37] - I koncepcje panów, którzy nawet-
[12:39] - Rozpieprza w oku, a ty mówisz: „No, ale czary”.
[12:42] - I ich kompletny, permanentny brak przygotowania do jakiegokolwiek tematu, o którym mówią, polegający tylko na tym, że wyświetlają reklamówki firm technologicznych z Wielkiej Brytanii, które dostawali za pośrednictwem ambasady brytyjskiej w Warszawie. Dokładnie, to była tak zwana wymiana handlowa, wymiana technologiczna i tam był dostęp do folderów. I to była promocja dla tych korporacji. One wywalały im te materiały wideo, a to i tak było piractwo, więc kogo to obchodziło. Wszystko grało. Ale zabawna historia. Tak czy siak lubię oglądać sobie czasami, chociaż odcinek o Nikoli Tesli, pamiętam, powalił mnie na kolana. Się śmiałem do rozpuku mocno. Oni nic nie zrozumieli. Cokolwiek by tam było, nic nie zrozumieli.
Tak że zostawmy sondę. Wystarczy. Nie bądźmy kalkomanią innych kalkomanii. Słuchaj, co myślisz o tej technologii? Tak w skrócie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, już ci mówię, żebyś wiedziała i żebyś ty wiedział naprawdę, o co chodzi. Chodzi o to, że masz urządzenie, które daje ci zasilanie nie na całą chatę. Chodzi o 3 kW dokładnie.
[13:44] - Zależy widać-
[13:45] - Poczekaj. Te pierwsze, te, które robisz, podstawowe, te, które teraz jest razem z planami, daje 3 kW. Ile to jest w praktyce? To znaczy, że zasilisz swój komputer, laptopa, zasilisz wszystkie urządzenia w swojej sypialni, łącznie ze światłem. Swój telefon naładujesz i zupełnie niezależnie od sieci nie zapłacisz za to ani pensa, ani dolara, ani centa, ani złotówki, ani grosza. Ani nic nie zapłacisz za to. To już jest wolna energia i możesz cały dom sobie tak zrobić. Trochę to trwa. Za chwilę opowiem troszeczkę w detalu, o co w tym wszystkim chodzi, żeby to nie było takie enigmatyczne, bo to nie chodzi o wiarę, tylko chodzi o wiedzę, a jest to bardzo konkretna wiedza. W przeciągu trzech miesięcy jesteś kompletnie niezależną energetycznie osobą i też w wielu aspektach medycznych, bardzo wielu, od korporacji farmaceutycznych i tych ludzi, którzy dostarczają ci prąd, ogrzewanie i wiele innych rzeczy.
Ciekawa historia. Brzmi rewolucyjnie. Wszyscy chcieli tej rewolucji. Wszyscy mówili, że niech tylko się wydarzy, niech będzie zmiana. Zmiana się wydarzyła, a oni: „Łe?”. Możesz być wolny od dzisiaj. „Łe? To tylko tyle?”.
[14:58] - Właśnie to jest cały ten dowcip, że mówisz: „Ludzie, słuchajcie, wy możecie być wolni”, a oni mówią: „Łe?”.
[15:08] - Ale nie mówmy o ludziach, bo to troszeczkę takie wrzucamy sobie na plecy reprezentację, której wcale nie reprezentujemy. Ale co ty myślisz na temat tej przyszłości? Bo to jest właśnie ta futurystyczna przyszłość. Jestem taki cwaniak, bo teraz mogę powiedzieć: „To o tym właśnie mówiłem”. Bo mam taką jakąś jazdę, że tak właśnie widzę przyszłość. Nie wiem, czy jest to jakieś wielkie wydarzenie, czy wielka zasługa, po prostu tak już mam i miło, że też się miło z tym czuję i do tego się to sprowadza i miło mi, że ty też się miło z tym czujesz.
[15:38] - Czuję się z tym miło.
[15:39] - To miło. Nice. To jest słowo, naprawdę, nie może wyjść z domu od dwóch dni. Nice. Wszystko jest nice.
[15:45] - Nice. Dlaczego nie?
[15:47] - Nice.
[15:47] - Mogę sobie dwa dni poleżeć, jak chcę.
[15:49] - Nice.
[15:51] - Co jest?
[15:51] - Otóż to. Nice. Po prostu jest nice.
[15:53] - Jest nice. Chcę leżeć, leżę dwa dni.
[15:55] - Na przykład. Nice. Ja nie leżę, bo jest robota do zrobienia, bo już nie trzeba leżeć. Do tej pory było tak, że fajnie było sobie poleżeć i moim zdaniem było to zdrowe rozwiązanie, bo lepiej jest czasami, jak niektórzy mówią, a ja twierdzę, że to bardziej jest taka stała, że lepiej jest w ogóle nie dotykać toksycznego systemu. Absolutnie. Lepiej się położyć, leżeć wentylem do góry, czasami ograniczyć pewne sprawy w swoim życiu, ale nie produkować pewnych toksycznych sytuacji w swojej mikroskali, jeżeli jest to możliwe. Nie każdy może sobie pozwolić na dużą skalę, ale robić to w takiej, w jakiej każdy z nas ma możliwość. Dostosować do swoich własnych potrzeb, jak by powiedział jakiś towarzysz z KC dawnego. I do tego się to sprowadza. Ja jakoś tak skleiłem sobie ten swój garniturek na tą swoją miarę.
Ścisnąłem tym krawatem i tak sobie elegancko, że tak powiem, studiowałem te wszystkie zagadnienia, robiąc też eksperymenty, robiąc kilka innych spraw.
[16:50] - I dla każdego „dzień dobry”.
[16:53] - Ale tak spokojnie, rozumiesz pana, tak spokojnie robiłem te wszystkie rzeczy. Mam taki, że tak powiem, harmonogram prac badawczych, które tutaj sobie przeprowadzam, eksperymentów, bo po prostu lubię. Niektórzy tak mają, inni chodzą na piwo, jedni oglądają mecz w telewizji, trzeci I don't know. Ja po prostu lubię to.
[17:10] - O trzecich dzisiaj nie wspominamy, bo oni są naprawdę pojebani.
[17:14] - To jest całkiem prawdopodobne, ale być może my też. Tak że wszystko jest możliwe. Koniec końców się okazało, że można było sobie troszeczkę odpuścić, bo też nie było aż takiej potrzeby wsadzania w jakieś takie wielkie sprawy, bo też kwestie pozyskiwania energii, budowania takich urządzeń były bardzo kosztowne, więc bardzo dużo czasu kosztowało myślenie i rozwiązywanie pewnych problemów w skali makro, w bardzo małych modelach tych urządzeń. Właśnie po to, żeby zaobserwować zjawisko, żeby później móc je wyeliminować albo kontrolować, albo wzmacniać. Cokolwiek. Po prostu mieć kontakt z tym zjawiskiem, tak zwyczajnie mówiąc, niezależnie od tego, w którą stronę ten kontakt będzie.
[17:53] - Mieć na to wpływ po prostu.
[17:53] - Nie wpływ, mieć kontakt to jest lepsze, bo mówimy o plaźmie, bo ja się akurat zajmowałem plazmą i właściwie dalej się wygląda na to, że zajmuję, z nawet pozytywnym skutkiem. Jak wiele set ludzi aktualnie, dzisiaj, w tym momencie na świecie, właśnie używając pomysłu i rozwiązania pana Keshe'go, bo to jest genialne rozwiązanie, o którym zaraz powiem. I się okazywało, że zawsze trzeba było mieć dużo kasy, dużo urządzeń, potężny warsztacik z dużą ilością przede wszystkim urządzeń pomiarowych, które kosztują fortunę, ale naprawdę taką konkretną fortunę finansową. Niektóre z tych urządzeń, ja tu czasami powtarzałem W okolicach 5000 funtów za jedną małą skrzynkę. Tych skrzynek musiałbym kupić parę, żeby mieć takie precyzyjne pomiary. I też nie jest pewne, czy miałbym precyzyjne pomiary, bo musiałbym laboratorium zbudować, które specjalnie jest zaprojektowane tak, żebym nie miał pewnych interakcji elektromagnetycznych na przykład. Szaleństwo, po prostu niczym budowanie zamku w środku pola. Szczerego, z pustymi kieszeniami. Taka dosyć słaba wyprawa. Także spokojnie szukałem sobie rozwiązań, nie ścigając się za bardzo z niczym, bo też nie było z czym się ścigać.
Nagle się okazało, że jest rozwiązanie na wszystkie te problemy, na które ja szukałem osobiście, bo oczywiście każdy ma inne zasoby technologii, które penetruje i być może nie dla każdego jest to rozwiązanie, które cokolwiek mu daje. Natomiast akurat w moim przypadku okazało się, że to jest to z mojego, że tak powiem, ogródka. Zadziałało. Jest w robocie. Rewelacja. Się okazało, że po prostu jest takie coś takiego. Jest takie coś takiego. Jest takie coś takiego! Jest takie coś. O.
Rozumie pan. I teraz możemy być wolni. Jak się czujesz, człowieku? Bo to taki fenomen. Jak powiedział Timothy Leary kiedyś, ja to też powtarzam, że „revolution is a silent and invisible process”, czyli rewolucja jest niewidocznym i cichym procesem. I zawsze się z nim zgadzałem pod tym względem. Do tej pory się zgadzam i wygląda na to, że właśnie jesteśmy świadkiem tej prawdziwej rewolucji.
[20:01] - Tak, czujesz się tak, że jesteś zarówno tu i tu. Jesteś i w tej rzeczywistości, która jest jakaś twarda, jakaś taka nieprzychylna. Tak ci się wydaje, że nieprzychylna, bo spotykasz jakieś-
[20:18] - No dobra, już tak nie straszmy. Wiemy, jaka jest. To doskonale wszyscy wiemy. Tu żyjemy. Płacimy rachunki jeszcze czasami za prąd, jeszcze ostatnie rachunki.
[20:27] - A z drugiej strony patrzysz, mówisz: „Nie, to nie tak. To wszystko inaczej wygląda. Gdzie wy idziecie? Co wy chcecie osiągnąć?”. I jesteś po prostu pomiędzy tym i tym i patrzysz na to. Niech sobie to idzie w tą czy w tą stronę. Każdy wybiera indywidualnie. Tu nie możemy powiedzieć: „Gościu, podobasz nam się, wskakuj”. Nie, nie. Ten gość musi sam sobie znaleźć na tyle odwagi, żeby chciał wskoczyć.
[21:01] - Wiesz co, ja myślę, że to jest świetny moment. Przede wszystkim pierwszy moment, żeby przestać mówić „gościu, ktoś musi”. To jest moment, że właściwie każdy z nas musi sobie złapać w ręce ten miedziany drut, żeby zrobić to urządzenie i sobie go skręcić. Urządzenie, jak mówiłem, co jest największym dowcipem tej rewolucji, wszyscy spodziewali się bardzo zaawansowanego technologicznego rozwiązania. Poważnie. Było wiele prac. Ja to śledzę, czasami o tym mówię. Mam masę linków na ten temat. Odpuszczam.
[21:30] - Poznające i tak dalej.
[21:31] - Tak. Odpuszczam w ogóle te tematy, bo to jest tak potężny research, tego się dzieje tyle na świecie, że to można zwariować. W ogóle samych tych oficjalnych badań, na przykład związanych z superconductivity, czyli z nadprzewodnictwem. To jest po prostu szaleństwo teraz. Codziennie chyba, może przesadzam, ale w tygodniu jakieś dwie, trzy prace na ten temat się pojawiają, ale takie laboratoryjne, badawcze.
[21:52] - Nie śledzę tego.
[21:54] - Także ciężko czasami to już tak kontrolować. Już tak przerzucam momentami kartka po kartce. Szukam po prostu po tytułach, tak przelatuję treść. Nie mam już czasu przewalać tego wszystkiego. I nagle się pojawia koleś, który goli to wszystko do zera. Rozumiesz? Goli absolutnie. Sprowadza wszystko do zawartości, która mieści się na pięciu stronach takich kartek jak z drukarki A4, wydrukowanych dużym drukiem. Głównie obrazki. Duże obrazki.
Łatwo zrozumieć, o co chodzi. Masa wideo aktualnie robionych przez różnych ludzi w różnych językach. Niemieckim, angielskim, włoskim, bułgarskim. Kurczę, jest tego trochę generalnie. Także nie ma co narzekać. Masa dokumentacji, masa ludzi się za to wzięła. Masa ludzi już zrobiła. Masa ludzi dzieli się doświadczeniem i mówi, czego nie robić, na co uważać, co jest istotne, bo już robią trzeci albo czwarty unit i widać na przykład, gdzie są te kluczowe elementy, co czasami trzeba przesunąć, jeżeli coś ci nie działa, gdzie masz się przyjrzeć, co może zrobiłeś źle. Także już jest taki helpdesk, że głowa mała, jest wszystko. Rozumiesz?
I możesz sobie zrobić to na kuchennym stole.
[23:03] - No tak.
[23:03] - I kosztuje to niecałe 100 dolarów. Kosztuje to grosze. Kosztuje to tyle, że wydajesz więcej na prąd w ciągu roku. A to urządzenie będzie ci służyło do końca twoich dni i może zasilać lodówę, bo sobie dobudowujesz to urządzenie. Możesz zwiększać moc, przy czym ono jest tak zaprojektowane, że poczekajmy chwilę, bo tam już są w drodze rozwiązania, które zwiększają moc tego urządzenia. Jeżeli ktoś jest taki techniczny i spędził trochę czasu z Nikolą Teslą, znaczy może nie tyle z Nikolą Teslą, bo Nikola już dawno odszedł do innego wymiaru. To ktoś był bardzo stary. To może ciężko byłoby się dogadać. Ale jeżeli ktoś spędził z patentami Nikoli Tesli i jego refleksjami na temat energii trochę czasu, to też myślę, jest naprawdę potężne pole do popisu, bo nagle się okazuje, że nie potrzebujemy tego dodatkowego urządzenia z lampami najlepiej, które nam czyści, że tak powiem, całą sytuację dookoła, że możemy dogadać się z każdym zjawiskiem osobno, czyli z magnetyzmem osobno i z grawitacją osobno.
[24:09] - Do tego to zmierza.
[24:10] - Teraz nagle się okazuje, że budujesz w kuchni za pomocą najprostszych rzeczy dosłownie. Zaraz powiem, czego potrzeba. Dosłownie na palcach jednej ręki wszystkie elementy można policzyć. Wszystkie znajdują się w większości domów. Pewnie masz to wszystko pod ręką. Może nie wszystko, ale większość z tych rzeczy. I robisz to na stole. Może nie na stole w kuchni, gdzieś tam wyjdź, bo chodzi o to, żebyś nie wąchał tych oparów. Czyli wyjdź sobie na zewnątrz, na balkon albo do ogródka i tam sobie w drzwiach ogródka zrób to wszystko. Potrzebujesz czajnik z gorącą wodą, sodę kaustyczną.
Siatkę metalową, na której położysz sobie miedź. Potrzebujesz do tego plastikowe, szczelne, hermetyczne pudełko, że jak tam zalewasz wrzącą wodę. Wszystko jest opisane w wideo, także ja tutaj będę skracał na zakrętach, bo sobie obejrzysz to, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, już sobie samodzielnie na YouTubie czy gdziekolwiek, jak to wygląda. Wkłada się do tego pudełka tę rzecz na siatkę metalową i zalewa się wrzącą wodą z czajnika sodę kaustyczną i się szybciutko zamyka tak, żeby nam para nie uciekała z tego pudełka. Trzeba tak zrobić, żeby najmniej pary stracić. Na tym polega cała sztuczka. Zamykamy. Możemy to włożyć do drugiego pudełka, które jest większe i zrobić, jak nasze babcie robiły kaszę manną, że się zakrywało poduchami i tak dalej, żeby się długo kisiła, że tak powiem, w temperaturze. I robimy taką kąpiel dokładnie w sodzie kaustycznej. Jest procedura, robi się jedną, drugą kąpiel.
Po trzeciej kąpieli zaczyna się suszenie. Traktuje się prądem, bierze się miernik elektryczny. Jest wszystko opisane, co trzeba mieć. Miernik kosztuje parę groszy na bazarze przysłowiowym. Najtańszy miernik wystarczy i się, że tak powiem, ściąga napięcie, stabilizuje się przepływ plazmy przez owe płytki podczas suszenia. Robi się to co parę godzin. Zostawia się to. To jest jak chleb. Po prostu rośnie sobie samo. Co parę godzin trzeba podejść, dosypać zakwasu, zamknąć tak nieszczelnie, bo już później otwieramy, żeby tam była lekka szpara.
Niech sobie stoi w miejscu, w którym nie śpimy albo coś w tym stylu, żebyśmy nie oddychali tymi oparami i sobie schnie. I tak trzy, cztery dni. Im dłużej, tym lepiej. Jeżeli masz czas – rewelacja. Polecam zrobić sobie parę pudełek eksperymentalnie. Ja zrobiłem jedno, drugie i trzecie i czwarte zrobiłem. Jedno z tych pudełek zrobiłem tak ekstremalnie długo i wrzuciłem przedmioty z poprzedniego. To jest właśnie nano coating. Tak się pokrywa miedź owym specjalnym czymś, tą specjalną powłoką, którą odkrył Keshe. Jak ją nakładać w najtańszy sposób, jak ona się robi naturalnie w naturze, bo to się dzieje w naturze, tylko nikt nie wiedział, jak to zrobić.
Okazuje się, że metoda jest prosta jak schemat cepa. Bierze się przedmioty, które są z czystej miedzi, wrzuca się do pudełka, zasypuje sodą kaustyczną, tą do czyszczenia toalet, tą żrącą sodą. Trzeba sobie rękawiczki założyć, bo nie można mieć kontaktu ze skórą i zalewa wrzątkiem i zamyka w pudełku. Dobre sobie. I to są te milionowe budżety CERN-u na zbudowanie generatora, który odklei im falę magnetyczną od fali grawitacyjnej. Dobre sobie. Małe dziecko robi to na stole w kuchni za trzy, cztery funty cała operacja. Nie mówię o trzech bilionach na wybudowanie centrum badawczego i projekty badawcze.
[27:21] - CERN istnieje dzięki zezwoleniu ludzi, którzy mówią: „Tak, taki CERN nam jest potrzebny”. Tylko dlatego.
[27:29] - Jest to intrygujące. Jest to fenomenalne, jak się okazuje, że w domu po prostu powstaje nam coś w rodzaju drugiego słońca. Otóż to, powstaje druga galaktyka, powstaje zjawisko plazmowe, bo ja to będę tak tłumaczył w ogóle tobie i jeżeli nie wiesz, o co chodzi, jeżeli wiesz, to sorry, że cię tak zamęczam, ale słuchacz, ty na pewno nie wiesz, dziewczyno i ty, chłopaku, może też nie wiesz. Także ci szybko powiem, żebyście kumali wszyscy, jak tu jesteśmy, żebyśmy wszyscy skumali, o co chodzi, bo jest to prosta sprawa i naprawdę nie chodzi tu o wiarę, tylko chodzi o wiedzę. Więc ta warstwa nano coatingu, tak to się nazywa po angielsku, czyli nanowarstwa po polsku. Nanowarstwa, a nie warstwa nano coatingu. Takie masło maślane trochę, ale mówmy po prostu oryginalnie, czyli nano coating. I kiedy mamy ten nano coating, to druty zmieniają swój kolor i są już po prostu czarne. I od tego momentu zaczyna się zabawa. Kiedy wysuszymy te wszystkie rzeczy, są potraktowane prądem elektrycznym delikatnie i mamy je w ręku.
Cały czas wszystko robimy w rękawiczkach i dochodzimy do momentu suszenia. I co dalej? Opowiem wam za chwilę po muzyczce. I tobie też. Także ja się rozłączam, człowieku.
[28:40] - Dobre, dobre.
[28:40] - Zapraszam na nasłuch i będę dalej kontynuował.
[28:44] - Dobrze, dobrze.
[28:45] - Smacznego.
[28:46] - Dziękuję.
[28:47] - Proszę bardzo. I to jest zdrowe. Coś trzeba zjeść, czasami się pokrzepić. I bardzo dobrze, coś przy tym kominku do tej kawki. Ja tu mam takiego jointcika, którego sobie popalam, bo się już po prostu relaksuję. Jestem wyorany i zmęczony i już tylko czas na relaks. Dzisiaj bardzo relaksacyjnie, ale bardzo też rewolucyjnie. To też znak czasów. Dzisiejsza rewolucja nie jest rzeźnicza. Dzisiejsza rewolucja jest rewolucją relaksu.
Tak sobie myślę. Mam tu muzyczkę dla nas wszystkich. Dla ciebie, dla mnie. I właśnie à propos tekstów w utworach muzycznych to myślę, że znany utwór. Znany, bo ja go czasami puszczam nawet częściej niż czasami, ale trudno. Tak jest z niektórymi piosenkami, że nie mogę się odkleić. Może pewnego dnia się odkleję, puszczę nowe piosenki i później z nimi się skleję na jakiś czas. Kto wie? Nadchodzi nowa przyszłość. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Tymczasem zanim się pojawią nowe piosenki, to stara piosenka z doskonałym tekstem. Czego my właściwie chcemy? Tak osobiście takie pytanie: so what you want? Czyli czego ty chcesz, człowieku, właściwie, kiedy wszystko już jest? Posłuchajmy zatem. No właśnie, czego chcesz? Pytał się chłopaki z legendarnego bandu Beastie Boys, jakby ktoś nie załapał. Jak można nie złapać na czacie? Widzę, że ludzie się pytają, co to jest Nie wiesz co to jest? Człowieku, ja muszę zostać twoim nauczycielem od muzyki.
Jest to bardzo kosztowna sprawa i obawiam się, że będziesz musiał porozmawiać ze swoimi rodzicami i dziadkami, i prawdopodobnie z dalszymi krewnymi, ale niestety bez tego nie da się obejść. Wszelkie wpłaty kieruj na konto, które znajdziesz na stronie radionafali.com. Że niby wspierasz radio, a ja tam już cię nauczę troszkę ogłady w świecie muzycznym. Jak można być takim troglodytą? Może nie totalnie, ale oducę cię tego. Żartowałem. Dobra, mam nadzieję, że jeżeli odkryjesz teraz ten zespół Beastie Boys po raz pierwszy w życiu, to już nigdy go nie opuścisz. Zawsze zostanie w twojej głowie i w twoich uszach. Miłego słuchania. Peace and love.
Tymczasem mam szczątkową notatkę na dzisiaj. Naprawdę szczątkową. Nawet nie miałem czasu ogarnąć jakichś takich rzeczy, żeby się przygotować. Jestem właściwie w biegu z tym urządzeniem. Organizuję wszystko dookoła tego urządzenia. Odpalam to urządzenie, robię elementy do tego urządzenia i nie tylko do tego, bo jest kilka aplikacji związanych z tą technologią. Ale zanim wyłuszczę co i jak, co wiem w ogóle na ten temat, bo nie będę za bardzo wymyślał, opowiadał bajek. Po prostu powiem, co wiem. Powiem, na jakim momencie jestem i powiem wam, co wiem od innych ludzi, którzy też robią kilka rzeczy i może akurat nie przyjdą tutaj do radia i nie powiedzą tego na głos, bo jakoś tak. Nie każdy ma obowiązek, ale dali mi cynę i pokazali co i jak.
Także powiem wam, co się dzieje z urządzeniami, bo oni wystartowali trochę wcześniej. Ale inna sprawa, że ja robię jeszcze oprócz tego takie, jak to się właśnie po angielsku mówi, aplikacje, troszeczkę inne zastosowania i testuję kilka innych rozwiązań przy tej okoliczności. Eksperymentuję sobie i uczę się troszkę tej technologii od podstaw, ale o tym to może za parę chwil. Na razie, zanim cokolwiek powiem o technologii, o tym zamieszaniu, ale powiem w najprostszy sposób, tak że wszyscy skumamy, o co chodzi. Nawet ja mówiąc skumam, o co chodzę. O co chodzę? Gdzie wychodzę? Do mikrofonu wychodzę. Do twojego ucha wychodzę. Dobra, to może kim jest wynalazca, właściwie odkrywca tej metody?
Odkrywcą jest niejaki Keshe. Mam taką ściągę ze strony oficjalnej. Naprawdę nie będę się kusił startował jakichś wymyślanych historii związanych z tym, kim Keshe jest, a kim nie jest. Opowiem, co jest wiadome oficjalnie na stronie, tak żeby nie było, jak ktoś nie zna angielskiego, to może nie chcę mu się tłumaczyć tak szybko i tak wrzucę, bo myślę, że jeżeli prowadzisz w tym momencie samochód, to co? Będziesz wskakiwał na stronę i czytał, kim jest Keshe? No nie, nie będziesz. A przecież nie na darmo ja tu o Keshe mówię, prawda? Także odsyłanie do linka w audycji to trochę trefna sprawa. Ale wracajmy do tematu. Urodzony w Iranie w 1958 roku, jest synem inżyniera od X-ray, czyli promieni X.
Ale to jeszcze były czasy, gdzie te promienie X miały troszkę inny standard. Było kilka różnych rodzajów promieniowania X. To jeszcze były czasy, gdzie ludzie pamiętali o kimś takim jak Tesla i jego lampie, która prześwietlała, ale nie parzyła, Lakowskim i kilku innych dżentelmenach, Kingu Royalu. To troszkę inne czasy były w nauce i w wiedzy ogólnie, także trochę inna generacja panów inżynierów, bo wtedy inżynier znał się na robocie. Taki Tesla to był właśnie inżynier technik, bo wiedział, jak wkręcić tą lampę i wiedział, jak nawet tą lampę sobie skonstruować od podstaw. Takie informacje posiadali ci ludzie i takie umiejętności. Oczywiście z tej okazji został przedstawiony światu radiacji i nuklearnej nauki. W bardzo młodym wieku jego tato zaczął pracować w tych projektach badawczych związanych z programami nuklearnymi. W 1981 roku został absolwentem oficjalnym Queen Mary College University of London, czyli bardzo prestiżowej szkoły. Bardzo prestiżowej, jeżeli chodzi o dyplom z ziemniaka z pieczątką z kartofla i z zakładką z buraka na pamiątkę.
Naprawdę bardzo szacowna instytucja w tej buraczanej dziedzinie. Został specjalistą na tej uczelni od technologii reaktorów jądrowych i w ogóle systemów kontroli owych reaktorów. Jako że Anglia jest krajem, który posiada reaktory niedaleko, może nie aż tak daleko, ale nie aż tak blisko, że niby za Londynem, ale tuż przy ujściu Tamizy jest duża elektrownia jądrowa i jest też składzik odpadów radioaktywnych zakopany w betonie, ołowiu i tak dalej. Zdrowe to dalej nie jest, bo to dalej sobie promieniuje i nikt nie wie, co z tym zrobić. Nie wiedział, ale się okazuje, że ta technologia radzi sobie doskonale z promieniowaniem. To kolejna zabawna sytuacja, jak rzecz zrobiona na kuchennym stole może zmienić świat. Wręcz nie do uwierzenia. Film science fiction. Wszyscy chcieli zmiany. Takiej zmiany, która się wydarzy pstryknięciem palców.
I zmiana jest pstryknięciem palców. Dosłownie. Ale wracając do pana Keshe'ego. O co chodzi i w czym się specjalizował? Bo pierwsze lata, jak wspomniałem, spędził na systemach kontroli technologii reaktorów, później troszeczkę lat zajmując się systemami produkcji grawitacji i energii osobno, czyli właściwie dogadywaniem się z tymi tajemniczymi zjawiskami, o których wspomniałem, używając radioaktywnych reaktorów właściwie. I miał taki pomysł, żeby zrobić to w sposób czysty, żeby to nie promieniowało, żeby to nie było taką toksyczną historią, bo wszyscy wiedzieli już wtedy o zimnej fuzji i wiadomo było, że nie musi wcale promieniować. Nie musi wyrastać trzecia ręka na plecach, nie musi odpadać głowa, nie musi być choroby radioaktywnej. Nic z tych rzeczy. Żadnego raka, żadnych takich szalonych pomysłów na życie. Można zrobić to normalnie.
No i się okazało, że przecież zimna fuzja została zakazana z tego powodu i właściwie utrudniona i taka niedostępna jest do tej pory, że pewne komponenty do wykonania tego generatora są na liście kontrolowanych przez każdy rząd substancji i jest taki rodzaj metalu, który funkcjonuje praktycznie tylko w stopach, jeżeli chce się go kupić. Nie pamiętam już dokładnie, o jaki metal chodzi. Auć, zapomniałem. Moja doskonała pamięć, ale wszystko na ten temat jest w odcinku o zimnej fuzji właśnie w podcaście Synteza, do którego serdecznie zapraszam. Przepraszam, że tak reklamuję Ten serial, ale dzisiaj ma to sens, ręce i nogi. Nie po to to zrobiłem, żeby teraz od nowa wszystko tłumaczyć. Właśnie po to to jest, żeby jeżeli jesteś zainteresowana i ty zainteresowany, żebyście sobie tam wpadli, posłuchali i się sami zmierzyli z tą informacją. W każdym razie okazało się, że można to zrobić. Można zrobić to w bardzo prosty sposób. Chodziło tylko o materiały i Keshe miał genialny pomysł, bo on jest taki bardzo chemiczny z wykształcenia, żeby zmienić powierzchnię jakiegoś materiału, zmienić strukturę i ta struktura ma inne właściwości.
No i zaczął się tym zajmować właśnie w tych plazmowych, nuklearnych systemach od samego początku, od kiedy właściwie pojawiło się na taką badawczo-akademicką skalę, bo to zawsze gdzieś tam funkcjonowało, ale mówiąc szczerze, w latach 60. gdzieś tak w połowie zniknęło, przynajmniej z pola widzenia. Wojsko się może tym zajęło. Nie wiadomo nic na ten temat. Znaczy wiadomo, że się zajmowało. Los Alamos, kilka innych centrów wojskowych. Wiadomo, że Rosjanie się bawili plazmą, wybudowali ten reaktor, o którym zaraz powiem. Tokomak tak się nazywa. I to była taka niszowa troszkę nauka. Człowiek był pionierem, mówiąc szczerze.
Oczywiście po tym wszystkim zrobił ten reaktor, zaprojektował, przetestował i przygotował wszystkie tak zwane praktyczne aplikacje. Wszystko to wydarzyło się dokładnie w 2002 roku, czyli trochę lat trwało. On opowiadał niesamowite przygody. O tym oficjalnie się w jego biografii nie wspomina, ale miał poważne problemy z belgijskim rządem, bo ten dżentelmen, pomimo że urodził się w Iranie, to właściwie jest obywatelem Belgii, bo jest takim belgijskim chłopakiem z irańskiej rodziny. To tyle. I się okazało, że belgijski rząd ma bardzo poważny problem z tą technologią i nie chce dopuścić do jej publikacji. No więc zaczęły się szykany policyjne i różne problemy. Zaczęto grozić mu, że zabiją żonę, że zabiją mu dzieci, że zrobią mu krzywdę, że skończy mu się kariera. Kariera mu się tak czy siak skończyła. A jak na ironię był to jeden z takich dżentelmenów, który kręcił się jeszcze będąc w tej mainstreamowej nauce, w takich bardzo, można powiedzieć, wysublimowanych buraczanych kręgach, ale naprawdę exclusive mademoiselle, le exclusive i jak ekstremalnie.
Wisienka na torcie. To już sami nobliści. Także tacy koledzy, że gdyby koleś sprzedał tą technologię, a dostał propozycję sprzedania tej technologii za jakąś absurdalną sumę, jakieś miliony, biliony dolarów, poważnie, od jakiejś poważnej korporacji. Nie chcę na ten temat głośno mówić, bo też nikt za bardzo nie lubi na ten temat głośno mówić, bo też nie o to chodzi. To jest robienie reklamy owej korporacji, ale jednej z tych korporacji, która reprezentuje ten rząd globalny, który ponoć nie istnieje, a jednak powiązania są widoczne. Obcięto konta, finansowania jego prywatnym programom badawczym. Robiono mu problemy w Belgii bardzo poważne. No i nagle się okazało, że ryzykuje życiem i musi wiać z tej Belgii. No więc wiał z tej Belgii z całym laboratorium. Jak zwykle jest to zamieszanie, bo przeniesienie całego życia badawczego, w ogóle jak ktoś z was, ty słuchaczko i ty słuchaczu się przeprowadzałaś i ty też o parę tysięcy kilometrów albo chociaż o 100 kilometrów, ale tak z pełnym życiem.
Nie tak, że tam jest opcja gdzieś tam wyrywania się na weekendy, tylko tak na 100%. I tak po paru latach mieszkania w jednym miejscu, robienia czegoś konkretnie, łącznie z laboratorium, to jest troszkę do przewidzenia, prawda? Nie jest to łatwe zajęcie. No i się okazało, że wdepnął w niezłe bagno. Odrzucił tą ofertę, odrzucił prawdopodobnie Nobla, bo tam oficjalnie tak głośno nie lubi o tym mówić, ale słuchaj, to nie od niego, a od bardzo poważnych ludzi. Dotarły do mnie gdzieś tam. Nie to, żebym ja znał tych poważnych ludzi. Znam pośredników pomiędzy tymi poważnymi ludźmi a kimś tam innym. I taka plota do mnie dotarła, oczywiście nie wiem, czy to jest prawda, że koleś dostał taką ofertę, że rozpatrzą jego nominację do Nobla i nie będzie z tym za bardzo problemu, jeżeli pójdzie na taki układ, że technologię, którą opatentował, bo on w międzyczasie sobie to elegancko opatentował. Znaczy tam się coś patentowało, przygotowywało kawałek po kawałku, tak żeby nikogo tam nie niepokoić, żeby tam nikt mu nie zamieszał za bardzo w tym wszystkim.
Także generalnie w 2005 roku już był taki raport uniwersytecki, że energia działa i tak dalej. On tak spokojnie to robił przez kawał lat. Do 2005 roku były prace akademickie. On tak ściemniał troszeczkę, nie wiedział, tak się wahał. Oni myśleli, że on jest już dawno kupiony, a on wcale nie był taki sprzedany. I tak mu pozwalali troszeczkę rozwijać tą technologię, bo liczyli, że tak czy siak koniec końców oni staną się właścicielami tego całego zamieszania. No i podczas właśnie tego jakże radosnego akademickiego czasu robiono masę testów. Wszystkie wypadły pozytywnie i to bardzo poważne uniwersytety, bo to nie takie, że tak powiem, w kij dmuchał, tylko ludzie właśnie związani między innymi z CERN-em i to bezpośrednio, bo tam były też prowadzone badania nad tym wszystkim. No bo to takie właśnie zjawisko, jak odcedzić jedną moc od drugiej, żeby się z tym wszystkim dogadać, żeby pojawiła się ta energia i to jeszcze, że można było się dogadywać na zasadzie, że jeżeli chcemy więcej, to mamy więcej bez problemów, a jeżeli chcemy mniej, to też możemy sobie ściągnąć troszeczkę w dół. To nie ma problemu, to się dostosowuje do naszych potrzeb.
Takie troszeczkę science fiction bym powiedział w dzisiejszych czasach dla niektórych. 100 lat temu wcale nie. 100 lat temu wszyscy myśleli, że dokładnie to jest naturalna sytuacja, która się wydarzy i za parę lat tak będzie wyglądał świat i nikt nie będzie jeździł samochodem, tylko wszyscy będą latali w lewitujących pojazdach nad ziemią. Takie były czasy za czasów Nikoli Tesli. Później wszyscy troszkę zwariowaliśmy. Uwierzyliśmy, że jesteśmy chyba, nie wiem, potomkami kamienia łupanego czy jakoś tak. Chociaż piramidy, Egipcjanie i inne rzeczy pokazują nam troszkę inną historię, o której już mówiłem. Także dzisiaj nie będę do tego wracał, przynajmniej w tym odcinku hiperprzestrzeni. Koniec końców, po zebraniu tych raportów i zrobieniu sobie całej dokumentacji w kwietniu 2005 przez jakąś tam rządową organizację został podpisany taki Commercial Developer Partnership. No i to był początek praktycznie Nie, to nie teraz.
Właśnie. Coś się włączyło, ale to nie teraz wieczorowa pora. Będzie krótka pauza, także zapraszam serdecznie na krótką pogadankę po wieczorowej porze. Jeżeli nie zaśniesz, człowieku i nie padniesz. Naprawdę krótko, bo dzisiaj jestem, pomimo że mam rześki głos i rześko brzmię, to dlatego, że po prostu rześki jestem w ogóle w życiu, ale nie znaczy, że nie jestem wyorany. Po prostu cieszę się, że siedzisz tam z drugiej strony i że słuchasz i że fajnie się słucha i że może coś z tego będzie. Posłuchaj, może coś znajdziesz dla siebie. Ja znalazłem więcej, niż się spodziewałem. Anyway. I kiedy ta organizacja była gotowa, wszystko zostało przygotowane do produkcji tych systemów.
To był taki europejski międzynarodowy partnership technologiczny i tak dalej. W 2005 roku, chyba we wrześniu, wszystkie możliwe sprawy technologiczne zostały zamknięte i zostały wszystkie patenty potwierdzone, jakaś setka aplikacji. Pod koniec 2005 roku, na początku 2006 została wybudowana seria tak zwanych statycznych plazmowych reaktorów po to, żeby udowodnić wszystkie teoretyczne pryncypia, bo po drodze jeszcze były pisane prace naukowe, co to jest i jak to się zachowuje. Cała koncepcja opisana. Bo to taki naukowiec, który jest normalnie fizykiem jądrowym od plazmy i w ogóle kosmosu i tak dalej. Także pan nie jest wariatem i nie wychodzi na mównicę i mówi: „Bo miałem sen”. On robi badania. On powie, że miał sen, ale miał sen 30 lat temu i 30 lat zajęły mu badania, wydanie fortuny, sprawdzenie, pracowanie w największych centrach badawczych w Europie i w ogóle na świecie, jeżeli chodzi o reaktory jądrowe. Też w Rosji, bo człowiek spędził troszeczkę czasu, pracując właśnie z największymi specjalistami od reaktorów jądrowych w Rosji. I to nie jest dowcip.
To stamtąd się wziął ten główny koncept na tę cewkę, o czym zaraz powiem. Oczywiście zaczęły się jakieś problemy. Wtedy ja usłyszałem o Keshe, że jest koleś, który coś dokładnie zrobił. To był właśnie ten moment, że pojawiły się reaktory, bo dostałem cynk, że jest link i tak dalej. Wszedłem i była dokumentacja techniczna. Nie techniczna, przepraszam, była dokumentacja naukowa. Nie pamiętam już, którego uniwersytetu. To nie był Queen Mary College, ten, do którego on chodził. To był MIT i coś jeszcze. Taka dokumentacja, że oni robili właśnie nad tym badania.
Nie było dokładnie opisane, o co chodzi. Było tytułami aplikacji i na końcu było właśnie, że to są aplikacje przygotowane przez pana Keshe. I wyglądało to jak po prostu „Star Trek”. Może nie tak do końca, ale naprawdę nieźle. Coś tam było takiego niesamowitego, coś, co wielu ludziom łącznie ze mną nie dało spokoju. Tym bardziej, że pan Keshe zaczął formułować bardzo śmiałe tezy, co po dla niektórych. A te tezy dla mnie brzmiały bardzo znajomo, ponieważ było to rozwinięcie tej historii plazmowej, o której mówił Tesla. I to takie rozwinięcie, że kurczę blade, po prostu nogi mi się ugięły. I to takie idealne rozwinięcie. O tym samym, żeby było zabawniej, pisał Ed Leedskalnin, ten koleś od koralowego zamku.
Jest przetłumaczona już pierwsza część. Ja myślę, że nie będę za bardzo czekał i postaram się jak najszybciej dostarczyć tak, żeby była już do ściągnięcia dla każdego. Tak samo jak patenty Tesli. Przynajmniej ta pierwsza część teoretyczna, która jest przetłumaczona, Eda Leedskalnina, bo w ogóle nie wyrabiam już z czasem z takimi rzeczami ostatnio. I tam jest też bardzo ciekawy opis, który co żywo przypomina dokładnie to samo. Nie jest to aż taki oryginalny pomysł, bo to są czasy eteru i przede wszystkim tak zwanych sympathetic forces. To jest Warren Kiwi, ten koleżka, o którym też było właśnie w syntezie. Ale wracając do pana Keshe'go. Generalnie w tym momencie ja o nim usłyszałem i też usłyszałem, że nagle zaczęły się problemy z generatorami, znaczy reaktorami, bo pracują, ale nagle zaczyna się robić zadyma. Nagle jakaś policja, nagle jakiś zakaz.
Okazuje się, że materiał użyty do produkcji właśnie owych reaktorów, którego nie można używać, ponieważ trafił z nagła na listę takich specjalnych substancji kontrolowanych przez rząd. Wiadomo, są terroryści, trzeba kontrolować wszystko. To można zrobić bombę. To jest niebezpieczne. Okazało się, że jest problem. Oczywiście udało się problem rozwiązać i to w taki bardzo prosty sposób. Okazało się, że policja zapukała właśnie wtedy do niego. Zaczęły się telefony, zaczęły się pogróżki, że straci życie, że dzieci stracą życie. A to taki rodzinny facet, który sobie normalnie żyje i jest naprawdę okej. Jest po prostu nice.
Po prostu nice. Just nice, nie? Właśnie. I stwierdził, że się wyprowadza z Belgii. Wyprowadził się z Belgii do Włoch, bo dogadał się z włoskim rządem, ponieważ oddaje im tą technologię na ich własny użytek. On nie chce z tego kasy. Mogą korzystać z tego patentu na zasadzie otwartej licencji. I wpadł na genialny pomysł, że każdy rząd na świecie, który będzie chciał dostać tą technologię od niego, tak właśnie na takiej zasadzie, żeby ją rozdać swoim obywatelom. Niech się czuje wolny, jak się po angielsku mówi feel free. Do what you like it, whatever you like it.
I tak się stało, że parę rządów się zgłosiło, ale większość to zlała. Dookoła pana Keshe'go były problemy, straszenie i tak dalej. On się przeniósł do Włoch z tym wszystkim. Wpierw jeszcze na moment do Bułgarii, troszeczkę w Rumunii, gdzieś tam się bujał po różnych takich miejscach. Tam dalej są te laboratoria. One aktualnie teraz działają. Może nie wszystkie, niektóre zostały zamknięte, ale zostały przeniesione po prostu w bezpieczne lokacje. Zaczęły się problemy z kontami bankowymi fundacji, bo jest fundacja, która się tym zajmuje, organizacją tego wszystkiego. On sam organizuje kasę, sam organizuje sponsorów, żeby to wszystko działało. Nie chce pieniędzy od nikogo.
Taki bardzo etyczny dżentelmen i bardzo konkretnie podchodzący do sprawy. Odrzucił gigantyczną sumę kasy, o której marzy pewnie 90% milionerów. Mam nadzieję, że tak nie jest. Mam nadzieję, że po prostu jestem czarnowidzem. Teraz już chyba nie marzą, już chyba im przeszło. Koniec końców wylądował z prototypem w 2006 roku. Później zaczęły się historie z robieniem właśnie CO2, CH4, czyli tego Gans, materiału w stanie plazmowym można powiedzieć dokładnie. I od tego momentu zaczęła się jazda, żeby zrobić z tego ogólnie dostępną technologię. Problemy trwały. Długo trwały, niewiele można było zrobić.
A właśnie, bo tak mówiłem, co się stało w Belgii? Bo jak Keshe opuścił Belgię, to nie wszystko. Rząd belgijski zakazał, wprowadził prawo, czyli zakazał używania technologii nano-coatingu każdemu obywatelowi bez zezwolenia rządowego. Czyli jeżeli sobie weźmiesz kawałek miedzianego druta, obcęgi, pójdziesz do kuchni, odkręcisz sobie gaz, a jeżeli masz elektryczną kuchenkę, to odkręcisz na maksa duży palnik i położysz ten miedziany drucik na palniku, tak jak się stawia tam garnek. Albo sobie podgrzejesz nad gazem. Weźmiesz sobie taki kubeczek po jogurcie albo szklankę, kubek z zimną wodą i sobie zanurzysz. Rozgrzejesz tak, że metal zaczyna ciemnieć. Nie żeby się robił żółty, zaczynał świecić tak, jak miałby się topić. Nie grzejesz tak mocno. Grzejesz do momentu, dopóki zaczyna zmieniać kolor.
Jak zaczyna zmieniać kolor i ciemnieć, to w tym momencie wkładasz do wody i robisz taką operację przez 20–30 minut i on robi się czarny. I to jest nielegalne w Belgii. Trzeba mieć specjalne zezwolenie. To jest tajna technologia. Nie można tego stosować. Nie można pokrywać nano-coatingiem żadnych substancji i używać w żadnych aplikacjach, czy to prywatnie, czy komercyjnie. Jest to tak zabroniona wiedza w tych krajach Beneluksu. Fenomen. I od tego się zaczęło. Włoski rząd w to wszedł.
W międzyczasie wszedł w to rząd Kenii i kilka takich małych państw z trzeciego świata, jak się popularnie mówi. Czyli ludzie, którzy nie mają już nic do stracenia, bo Bank Światowy wydusił z nich wszystko, cokolwiek się dało, a teraz nawet nie ma już żadnych fabryk, bo fabryki zatruły wszystkie zasoby wody. A jak zatruły wszystkie zasoby wody, to nie ma z czego korzystać, więc się wyprowadziły stamtąd w miejsce, gdzie mogą czerpać inne świeże zasoby wody. A ludzie zostali z tymi śmieciami i czasami zrobiono z tych miejsc jedne wielkie śmietniska. Przerażająca historia o naszej ludzkiej naturze na tej planecie, jak bardzo zwariowaliśmy. Koniec końców Keshe stwierdził, że plan polega na tym, żeby dostarczyć właśnie tym ludziom szansę, bo oni właściwie tworzą nasze wszystkie zasoby, które są do tej pory. Dzięki tym ludziom mamy miedziany kabel, którym możemy się posłużyć, budując to urządzenie. Nic więcej, nic mniej. I musimy dbać o siebie nawzajem i wyciąć tego pośrednika, który się komuś w głowie pojawił. Taki był pierwszy pomysł.
Pogadać z rządami, niech rządy to wprowadzą. Pan Keshe był takim naiwnym akademikiem, który wierzył, że wszyscy chcą dobra ludzkości. Nie wierzył w rząd światowy chyba za bardzo. Koniec końców okazało się, że uwierzył i w 2009 roku opublikował pierwszą książkę, która się nazywa „Universal Order of Creation Methods” was published in 2009, czyli troszeczkę lat temu. Tyle mógł zrobić. Nie mógł wyprodukować urządzenia, bo co chwilę startował, to się okazało, że to fabryka straciła licencję, a to status fundacji nagle był niepotwierdzony. Na przykład taki numer, który się wydarzył w Bułgarii, że fundacja dostała zezwolenie na trzy lata, że niby tak już jest i za trzy lata jak przyjdą, to automatycznie im się przedłuży tej organizacji publicznej. Po trzech latach okazało się, że nikt za bardzo nie chce przedłużać statusu fundacji, bo jest chyba nie na rękę komukolwiek, kto rządzi w tamtym kraju i komukolwiek, kto rządzi wszędzie. I koniec końców, po tych wszystkich przygodach z rządami Keshe postanowił, że weźmie sprawy we własne ręce. A jak to zrobił?
Opowiem ci po muzyczce, człowieku, bo historia jest naprawdę niezła. A tymczasem „Push the Tempo” też wszyscy znają. Myślę, że wszyscy znają. Wszyscy muszą znać ten numer. Kto widział klip? Zamknęli chłopaków. Zamknęli za towar chłopaków. Straszna awaria. Straszna. Ale trudno.
Bywa. Bywało i tak. Świat się zmienia, także i ta sytuacja się kończy. I to szaleństwo też dobiega do końca. Ale ja nie o tym. Ja dzisiaj o troszkę bardziej groźniejszym szaleństwie, które też szczęśliwie już dobiegło do końca. Właściwie się skończyło. Już po bankach i już po korporacjach naftowych. Co tu dużo mówić. Mogę sobie smokać pod nosem i smokać i niewiele to zmieni, bo te korporacje właśnie skończyły swój żywot.
Tadam! Właśnie nawracałem do pana Keshe'ego, bo dużo się działo. On ciągle zmieniał lokację, działy się różne rzeczy dookoła tej całej historii. Urządzenie było cały czas rozwijane. Ciężko było to rozwijać, kiedy trzeba zmieniać lokację i tak dalej. Ale szczęśliwie człowiek zdeterminowany wiedział, co robi i poszedł mocno za ciosem. I przygotował kolejną książkę w 2011, która się nazywa „The Structure of Light”, czyli struktura światła. Później wydał książkę, dokładnie w tym samym roku, trzecią już „The Origin of Universe”, czyli pochodzenie kosmosu, można powiedzieć. W 2006 roku całe swoje tak zwane intellectual property związane z tą technologią zostały przetransferowane Do fundacji Keshe'go. Czyli właściwie on nie jest jako osoba właścicielem tych wszystkich rzeczy.
To jest fundacja, którą założył. Założył ją w Holandii i to wszystko. I teraz ta fundacja, zdaje się, jest przenoszona z Holandii. Wciąż tam funkcjonuje, bo zdaje się jakoś się tam dogadał, a problem dalej został w Belgii. Ja tu nie wiem, jak wygląda, bo to jest tak zakręcona sprawa. To jest człowiek, który był pilnowany specjalnie, żeby mu się krzywda nie stała przez włoską policję i przez takich carabinieri i poważnych policjantów, bo to nie są takie krawężniki zwykłe. I był pilnowany przez tajną policję, żeby belgijski rząd go nie sprzątnął za tą technologię, że nie chciał sprzedać jakimś korporacjom, które były związane z rodziną królewską belgijską, jak chodzą słuchy, czyli cały ten Babilon. I koniec końców udało się to wszystko zrobić po latach zapowiedzi, bo to troszeczkę trwało, ale nie były to czcze zapowiedzi. Każda zapowiedź była zawsze obdarzona sowicie dokumentacją techniczną. Może nie wszystko, bo nie było wszystko podane, ale były takie rebusy.
Teraz jak to widzę, to już łapię, bo robiłem kilka błędów w tej technologii, bo rebusy już są podawane od dwóch lat. Zresztą chyba dwa lata temu nawet w syntezie o tym wspominałem. I te rebusy były tak po kolei. Każde pojawienie się pana Keshe'go było ujawnieniem kawałka koncepcji tak zwanej teoretycznej, która jest z tym związana oraz kawałka urządzenia, które pokazuje dokładnie to zjawisko, cokolwiek to jest. I zawsze dokumentował to z idealną precyzją, można powiedzieć wręcz niemiecką, stereotypową precyzją. Chociaż człowiek niby urodził się w Iranie. Bardzo precyzyjny dżentelmen, bardzo taki, że tak powiem, niewystudiowany, ale bardzo dokładny w tym, co mówi, bo spędził lata na uniwersytecie, całą swoją karierę akademicką zrobił i taki poważny naukowiec odkrył poważną rzecz. Każdy może być wolnym człowiekiem, a oni mu kłody pod nogi kładą. No jak to można tak? To ja ich zaoram.
I koniec końców w pewnym momencie, ciągle pukając do tych rządowych bram, udało mu się na tyle dopukać, że rozesłał im dokumentację. Było to jakieś dwa lata temu, czyli mamy 2015, to był 2012. Tak jakieś dwa, trzy lata temu. Rozesłał pełną dokumentację z tym pendrivem, z informacją o tym, jak to budować, z całą dokumentacją, żeby przekazali swoim naukowcom i wszystkim, którzy chcą spróbować zbudować to urządzenie. Nikt się nie odezwał, nikt nie wspomniał słowem. Ale oprócz tego były spotkania nieformalne przedstawicieli rządów różnych krajów właśnie z panem Keshe, o czym te rządy nigdy nie mówiły. Kilka krajów po drodze po cichu dołączyły do tego planu, czyli między innymi Tajlandia, Chile. Ameryka dalej się wstrzymuje, Anglia też się wstrzymuje. Kilka krajów ruszyło pełną parą, kilka w ogóle to spełniło. Taka historia.
Na Filipinach to weszło jak ogień, jak burza. To już inna historia, ale o tym też za chwilę wspomnę. Koniec końców pan Keshe dalej bujał się z tą ideą, że politycy muszą pomóc mu zmienić świat i że to jest jedyna opcja. I kiedy okazało się, że politycy po trzech latach dalej pokazują mu swój tyłek, człowiek się wkurzył i zrobił takie zaproszenie. A że to bardzo szanowany dżentelmen i to nie jest taki koleś, co jak wysyła zaproszenie do ambasady, to w ambasadzie sekretarka odbiera, mówi: „Co za świr, dajcie spokój” i odrzuca do kumula śmieci. Tylko to jest Mr Keshe. Jeżeli ktoś jest tłukiem, to nie wie, kim jest Mr Keshe. A jeżeli ktoś wie, to wie. Ci ludzie wiedzą, bo aż tak głupi nie są. Wiedzą, na czym siedzą.
Te dokumenty tajne mają na swoich biurkach. To tylko ty i ja możemy o tym nie wiedzieć. Chociaż myślę, że zarówno ty i ja od jakiegoś czasu o tym wiemy, co najwyżej w mniejszym lub większym stopniu, a ten stopień właśnie się teraz wyrównuje, tak że będziemy wiedzieli dokładnie tyle samo. Kiedy się zdenerwował tak konkretnie, to stwierdził, że zwołuje zebranie ambasadorów. Ambasadorzy się zgłosili. Nie pamiętam już, ile ich było. Wszystko jest opisane na stronie internetowej. Stu paru ambasadorów dostało zaproszenie. Nie wszyscy osobiście przybyli, ale praktycznie wszyscy wysłali ci, którzy nie przybyli, swojego attaché. Także na przykład nie było polskiego ambasadora na spotkaniu, ale był attaché polskiego ambasadora, czyli jego zastępca.
Też dostał pudełko, też dostał działający generator. Wszystko dostał razem z dokumentacją. I przemówienie pana Keshe'go, taka krótka mowa do tego wszystkiego była i jest dostępna w internecie na YouTubie. Jeżeli znasz angielski, to sorry, że ci przynudzam troszeczkę i mówię rzeczy oczywiste, o których wiesz od dawna. A ty, człowieku, który nie kuma za bardzo angielskiego i jeszcze się nie wgryzłeś w temat, bo po prostu się zdarza. Różnie bywa. Każdy jest zajęty czasami swoim życiem i nie musi wiedzieć o wszystkim absolutnie. I tam na tej przemowie pan Keshe powiedział, że panowie ambasadorowie i panie ambasadorki, to jest właściwie ostatni moment, kiedy możecie wykonywać swoją pracę, kiedy jesteście komukolwiek do czegokolwiek potrzebni, do negocjowania czegokolwiek, do ustalania czegokolwiek pomiędzy kimkolwiek z ramienia kogokolwiek, bo właściwie nikogo już w tym momencie nie reprezentujecie. Teraz reprezentujecie zasoby. Daję wam zasoby, nieskończone zasoby wszystkiego, co jest potrzebne każdemu człowiekowi do przeżycia spokojnego życia i funkcjonowania na tej planecie bez problemów.
Przekażcie to swoim ludziom i to jest ostatni chyba raz, kiedy się widzimy w takiej sytuacji, że wy jesteście ambasadorami. Mam nadzieję, że staniecie się ambasadorami tej idei. Tak mocno pojechał po tych ambasadorach, ale konkretnie dał gotowe urządzenie. Wszyscy ci kolesie doskonale wiedzieli, co odbierają, bo każdy z nich znał tą sprawę. Tam były różne historie. W niektórych krajach próbowano zdyskredytować to urządzenie i zawsze okazywało się dokładnie to samo, co w przypadku zimnej fuzji, że konstrukcja została specjalnie źle zrobiona, źle podłączono całą tą instalację, specjalnie wpinała jakieś dodatkowe urządzenie. Tam jest licznik prądu używany do uczenia tej instalacji, jak ma się zachowywać. Bo tak mówię o świecie plazmy i wszystko z plazmy. Takie plazmatyczne odkrycie. Może zostawię na moment temat pana Keshe'go i skoro już zacząłem o tym układzie, to może najwyższy czas, żebym powiedział ci, jak jest zbudowana ta maszyna.
Powiem ci tak, żebyś ty zrozumiał, to nie chodzi o to, że musisz spisywać teraz i ja ci daję przepis, bo jest tego na internecie sporo. Jest już nawet polska wersja przetłumaczona, która opisuje dokładnie, co zrobić. Ja ci opowiem w wielkim skrócie, na czym to polega. Bo zacząłem od tego drucika miedzianego, który jest pokryty tą czarną warstwą, czyli nano-coatingiem. Ślicznie to wygląda, bo jak drucik jest taki świeży, ładny, błyszczący, bez żadnej izolacji, to jak się go tak na czarno zrobi, to jest taki czarny, połyskujący. Ślicznie to wygląda, ma to swój urok. Fajnie wygląda plazma na dużych miedzianych płytkach. Trzeba sobie kupić miedziany drut o grubości 1,6. Ponoć ciężko kupić w Polsce, jest dostępny 1,7 i chyba 1,5 i nie ma rozmiaru 1,6. Jeżeli masz z tym problem, to wybierz się na niemieckiego albo czeskiego albo angielskiego eBay'a.
Na pewno masz kogoś, kto mieszka w kraju anglojęzycznym. Prawie dziewięć czy osiem milionów Polaków nieoficjalnie wyjechało z Polski do krajów anglojęzycznych głównie, także na pewno ktoś z rodziny może pomóc na eBayu. A jeżeli chcesz sama albo ty sam, to na eBayu można sobie kupić bez problemu drut miedziany dowolnej grubości. Lepiej, żeby był jeden drut. To jest wytłumaczone w prezentacjach wideo, o których zaraz powiem i tam się wszystkiego dowiesz. Co się robi dalej? Kiedy ma się ten drucik i miedzianą blaszkę z nano-coatingiem, to ślicznie wygląda, jak się robi, bo widać jak plazma chodzi po blaszce i się rysują takie fajne wzorki. Widać jak się krystalizuje materia na zewnątrz metalu. Robisz taką substancję, roztwór wody z solą morską, koniecznie z morską solą. To nie może być czyszczona sól, najlepiej taka raw, troszkę brudna.
Doskonała jest woda morska. To jest idealny składnik i już nie trzeba solić. Po prostu karnistry słonej morskiej wody to wystarczy. W Bałtyku rewelacyjna woda jest idealnie słona. I to wszystko do pojemnika, spina to się razem i zaczyna się reakcja plazmowa w owej solance, w naszym kawałku morza, oceanie, prywatnym oceanie i na dnie oceanu zaczyna pojawiać się substancja, która jest dokładnie tą samą materią, którą tam wkładamy. Bo jedna część, nie do końca katoda, nie do końca noda, chociaż wielu chciałoby tak to wytłumaczyć. Tak się to opowiada, ale to chodzi o inny proces. Tam zupełnie inna reakcja zachodzi. Ale mniejsza o to. Po prostu jedną płytkę z czystego cynku, takiej blachy, którą się obija dachy.
Dokładnie, cynkowa blacha. Nie bierzcie śrubek, bo śrubki są często, nawet jak jest opisane, że jest cynkowa śrubka. Ja już to sprawdziłem na kilku śrubkach. Miałem tu dwa tygodnie robienia eksperymentów z różnymi materiałami, przygotowywaniem sobie pewnych ułatwień w robieniu owej substancji, o której zaraz opowiadam i sprawdziłem takie rzeczy. Bierze się właściwy cynk, blaszkę cynkową podłącza się żabką albo drucikiem się obwiązuje. Zanurza się, nie z tym drucikiem, tylko samą blaszkę się zanurza w tym roztworze, w naszym małym oceanie. Drugą końcówkę drutu się zawiązuje dookoła drugiej miedzianej blaszki. Można przyśpieszyć proces, stosując coś w rodzaju elektrolizy. Znacznie przyśpieszyć, używając direct current, czyli DC. Tak masz na zasilaczu.
DC tak musi być. I małych mocy, jeden volt do trzech volt, 100 miliamper poniżej. Bateria jest fajna od tego. Małe takie moce. Jeżeli chcesz, żeby proces przyśpieszył. Tak czy siak, jak zostawisz w tym oceanie te dwie blaszki naprzeciwko siebie w takim dużym pudełku jak pudełko na kanapki, takie plastikowe, żeby ze sobą wziąć na wycieczkę, to takie wysokie pudełko. Zobaczysz wszystko na tych filmach na YouTubie. Sorry, że tak odsyłam, ale tutaj naprawdę nie mam co wymyślać i opowiadać na nowo coś, co istnieje do oporu. Jest na dużej ilości zdjęć, także dowiesz się, o co chodzi. Później, kiedy się zbierze ten materiał na samym dole, to jest plazma.
To wszystko wygląda jak chmury, wygląda jak plazma w kuli plazmowej. Wygląda jak zjawiska plazmowe robione poza kulą plazmową. Tak to wygląda i zbiera się z cynku taki biały materiał. I to jest CO2 w stanie plazmy. Fenomen, bo to jest ten sam materiał, którym jest właściwie cynk i miedź, ale pozbawiony właściwości grawitacyjnych. Takie rozdzielenie mocy. Nagle osobno można puścić magnetyzm i osobno magnetograwitację czy jakoś tak. Jest to fajnie wytłumaczone u pana Keshe'go. Chodzi o te dwie moce przyciągania, które normalnie kasują się nawzajem, o których opowiadam w tych technicznych opowieściach w syntezie. I zawsze jest problem, żeby jedną moc troszeczkę albo spowolnić, albo przesunąć, albo coś z nią tak zrobić, żeby nie kasowała na zasadzie interferencji tej drugiej mocy.
I wtedy, kiedy się udaje to zrobić, nagle powstaje potężne morze plazmy. To jest ten numer z tymi błyskawicami na słupach wysokiego napięcia, które tam strzelają z wysokiego napięcia. Czasami jakieś kable polecą, coś się zwali, to tak strzela. To jest właśnie ta sytuacja, kiedy te moce są rozdzielone i to dosyć mocno przez ułamek sekundy i później z powrotem się łączą i nie ma śladu po tym piorunie na niebie. Poza oczywiście wypalonym miejscem ziemi, gdzie piorun trzepnie, jeżeli trzepnie w ziemię. Dobrze, żeby nie trzepnął w nas. I tu jest dokładnie ta sama historia, tylko że nagle rozdzieliśmy zjawiska i mamy dwa zjawiska, dwa osobne zjawiska i możemy kontrolować sobie w dowolny sposób tą całą historię. Głowa mała, taki fenomen, o którym, co tu dużo mówić, wszyscy marzyli, bo największy problem wolnej energii tak zwanej i wszystkich tych urządzeń właśnie polegał na rozdzielaniu tych zjawisk. A teraz jest tak zwana jedna cewka, która bierze na siebie tak zwane właściwości, ma właściwości magnetyczne i druga, która ma właściwości grawitacyjne. Także magnetyzm mamy osobno i grawitację mamy osobno.
To są dwie zupełnie inne moce i tak to należy traktować. Robisz taką cewkę, która wygląda jak pączek z amerykańskiego filmu o policjantach. Widać na zdjęciach. Robi się jedną większą, drugą mniejszą. Wygląda to jak taki palnik gazowy trochę. Jedną cewkę w środku, jedną cewkę na zewnątrz. Każda cewka składa się z dwóch spiralek, jednej zewnętrznej i drugiej wewnętrznej. To się podpina. Można to skręcić sobie siedząc przy stole w kuchni, dosłownie za pomocą ręki. Ja to skręcałem, siedząc sobie przy biurku.
Założyłem sobie tylko rękawiczki, żeby nie porobić sobie bąbli. I tak sobie porobiłem bąble na wiertle i na kawałku metalowego pręta, który mam w imbryku do kawy, bo się okazało, że ma idealną grubość i fajnie się na nim nakręca ten drut właśnie do środka do cewki. Także wyszedłem do kuchni, znalazłem wszystko, czego potrzebowałem. Okazało się, idealnie pasuje do rozmiarów cewki. Tam jest wszystko podane, ile ma być zwojów, jak to skręcić, jak to zrobić. Kiedy się już ma coś takiego, taką cewkę i ma się tą substancję, która jest tam na dole, w tym czymś i tą cewkę się robi nano-coated, także ona się robi cała czarna, to się pokrywa właśnie tą substancją. Jest odpowiednia konfiguracja do tego, wszystko jest opisane. Nagle się okazuje, że mamy wyeliminowane zjawiska, które... znaczy nie mamy wyeliminowanych zjawisk, tylko mamy taką sytuację, gdzie te zjawiska hulają sobie na całego, nie robiąc sobie nawzajem krzywdy, a szaleją jak dzikie. I nagle mamy prąd nie wiadomo skąd.
Nagle powstaje plazma, taka samowzbudzająca się, można powiedzieć, plazma, wejście do innego pola. I tu zaczynają się naprawdę czary. Tu już się opowieści o alchemikach kłaniają i to konkretnie. Taka historia brzmi może kosmicznie, ale wszystko jest konkretnie naukowo opisane i jeżeli ktoś ma ochotę to studiować, to zapraszam serdecznie. Jestem po chyba z 50 wykładach, każdy po dwie, trzy godziny. Na początku miałem problem, bo Keshe mówi takim bardzo technicznym, uniwersyteckim angielskim, którego ja nie używam aż tak na co dzień w takim stopniu, takiego opisowego, direct. Ja to tak bardziej potocznie chyba rozmawiam i na początku miałem taką lekką trudność, żeby się przestawić na mentalność mówcy, żeby zrozumieć, o czym mówi. Także były takie odcinki, gdzie albo on był zmęczony bardziej, albo ja po prostu byłem zmęczony i słabo docierało. I tak sobie oglądałem raz jeszcze. Się skończyło, nie zrozumiałem czegoś, to sobie cofałem o pięć minut.
Jeszcze raz cały kontekst wypowiedzi, żeby nie cofać tylko do ostatniego zdania, tylko żeby jeszcze raz cały kontekst. Troszkę żmudna robota, ale było trochę czasu, bo się okazało, że właściwie nie mam nic do zrobienia tych cewek. Nie mam zbyt wiele materiału. Wszystko, co mam, jest związane z budowaniem takiego urządzenia do eliminowania tego zjawiska troszeczkę w taki sposób jak Tesla, czyli ekstra cewek z izolacją, także wszystkie druty miedziane, jak się okazało, mam nieźle poizolowane i właściwie nie mam żadnego takiego właściwego. Także trzeba było się ogarnąć, zrobić zakupy, kupić dodatkowo wszystkie rzeczy, które są niezbędne, zrobić listę, zacząć robić pierwsze eksperymenty. Ale szczęśliwie jestem w tej sytuacji, że zacząłem je robić chyba dwa czy trzy lata temu, jakoś tak. A było to związane z pokrywaniem właśnie nano-coatingiem, kiedy Keshe po raz pierwszy ogłosił tą informację. Właśnie też miedzi, takich cienkich kabelków, bo myślałem, że na cienkim będzie lepiej, ale nie wiedziałem, bo nie była podana substancja, w jakiej robi nano-coating, a ja się w ogóle nie domyśliłem, w czym to robi. Stwierdziłem, że sobie poeksperymentuję na przykład z solą jodowaną i w ogóle ze związkami soli, substancjami, które właśnie budują taką warstwę polimerów dookoła, która bardzo szybko nasiąka wilgocią. Ma bardzo dużą pojemność na wodę, można powiedzieć, taki storage, magazyn, a zdrowa woda ma bardzo fajną częstotliwość drgań.
Także nagle na krysztale, na takim dużym krysztale kwarców, przypuśćmy w okolicach siedmiu centymetrów, dosyć szerokim, takim na trzy na przykład centymetry, nieregularnym, takim naturalnym, zanurzony w tym całym roztworze i wysuszonym. Trwało to w cholerę długo, bo ten proces był powtarzany ileś tam razy, żeby ta warstwa nano-coatingu się pojawiła na tym. Ona jest taka lekko niewidoczna. Znaczy na krysztale było widać, bo od razu zmatowiał. W kilku miejscach nie zmatowiał do końca i się tak fajnie skrystalizował, także ciekawie to w ogóle wyglądało. Kiedy już był suchy, bardzo delikatnie za ścianki i za tylko jedne mogłem go wziąć, przenieść w taki specjalny uchwyt, żebym mógł go zacząć testować, jak się zachowa, kiedy puszczę przez niego prąd, direct current i co się będzie działo z drugiej strony, jak podłączę go jako wzmacniacz do odbioru czegoś. Niestety nie można było nawinąć cewek, więc wszystko robiłem taką plazmową metodą, ale też wzbudzałem urządzenie plazmą. Taka jest prawda. Nie wiedziałem, jak zrobić tą plazmę, znaczy nie miałem możliwości. Także sobie kupiłem lampę plazmową i załatwiło to wszelkie problemy związane z puszczaniem plazmy w obwodzie i sprawdzaniem, jak zachowa się nano-coating właśnie w takim plazmowym środowisku.
I fenomen był niezwykły, kiedy właśnie podłączyłem sobie w ten sposób taki układ plazmowy przez lampkę, przez wzmacniacze zrobione z wody, tak jak u Keshe'ego, tylko że robiłem z wody na butelkach po winie. Dobrze, że sąsiad jest miłośnikiem dobrego wina. Przynajmniej butelek czasami mam parę pod ręką i można sobie zrobić taki eksperyment. Wygląda zabawnie. Taka bateria siedmiu butelek, która stoi na podłodze połączona szeregowo drucikiem. Wygląda jak takie coś sprzed stu lat na czarno-białych zdjęciach. Czyste szare nieco, później mogę jakiś frak do tego założyć, jeszcze zawalić taką fajkę wygiętą i w ogóle z akcentem sprzed stu lat powiedzieć coś dżentelmeńskiego na temat mojego ekstrawaganckiego odkrycia naukowego, które zrewolucjonizuje świat sytuacji elektrycznych, mości panie. Trochę tak vintage wyglądało, bo cewki jak u Edda Leckiego, czyli powijane butelki drutem dookoła odpowiedniej ilości zwojów. No i się okazywało, że wzmocnienie sygnału było naprawdę potężne. Sama woda w ogóle, ale nie sama woda, woda z solą.
I to był właśnie ten pomysł z nanocoatingiem. Tym bardziej że on był już dawno stosowany, ale właściwie nikt nie opracował robienia tego nanocoatingu grafenem, właśnie taką substancją, która ma takie właściwości. Dlatego był owiany taką sensacją, bo grafit był używany między innymi właśnie w taki sposób. Nagle się okazało, że można napylić grafit w bardzo prosty sposób, taką bardzo nanowarstwę na każdy materiał, jeżeli da się przykleić. Tylko że nie możesz później zginać materiału, bo grafen się wykrusza. Drobna awaria. Koniec końców udało się zrobić coś takiego właśnie z tej solanki. Podłączyłem ten kryształ, podłączyłem z drugiej strony żarówkę, czyli taki układ świetlny, bo sprawdzałem na takich dużych jarzeniówkach, takich, które mają raczej większą moc niż mniejszą. Mam taki komplet, żeby wiedzieć, jak je stosować, jakie są zakresy, czy się zmniejsza, czy zwiększa i tak dalej. Kondensatory skokowe takie, które wyglądają jak takie grzyby.
Tak, żeby wszystko było otwartym układem, żeby tam plazma nie była zamykana, żeby to wszystko latało w powietrzu tak jak trzeba, jak Walter Kiwi opowiadał i Tesla, i inni. Żarówka zaświeciła mocniej niż bez tego nanocoatingu po drodze. Tylko ta cewka nie wytrzymała pół godziny. Się zaraz rozsypała, bo troszeczkę ciepło w pokoju było. Ta sól zaczęła zaraz parować, ta wilgotność zaczęła znikać i tyle. Próbowałem zrobić to w wodzie i w wodzie wychodziło rewelacyjnie. Tylko że woda jest woda, się przelewa i tak dalej. Ciężko traktować to jako urządzenie solid state, czyli takie nieruchome, bo co się stanie, jak na przykład machnę ręką i przewrócę, i się wyleje na dywan? No właśnie, kto będzie sprzątał? To nie o to chodzi.
Keshe opracował właśnie metodę, jak zbudować tą warstwę. I to jest właśnie nano GANS. Ten osad, który zostaje w słoiku po zrobieniu tej reakcji alchemicznej miedzianej blaszki z cynkiem albo z miedzianą blaszką, albo ze srebrem, albo ze złotem. Różne metale się stosuje, podobnie jak ormus się robi, bo ormus właściwie to jest część tego procesu, taka zatrzymana, która poszła w drugą stronę, a to jest zrobienie substancji takiej prawdziwej, plazmowej w stu procentach. Dalej się dzieje to, ten osad, który jest na dole, w zależności od metalu ma konkretny kolor, się ładnie osadza, tworzy się taka warstwa. Bierzesz jej strzykawę. Trzeba założyć rękawiczki, bo to jest plazma i ta plazma ma, po angielsku się mówi density, czyli taką gęstość i wibracje jak my, bo my jesteśmy zbudowani z plazmy i o ile sama nie przenika przez skórę i nie wyżera dziur, to zachowuje się bardzo podobnie energetycznie. To jest plazma, normalnie żywa plazma, moja droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Także gumowe rękawiczki, takie szczelne, silikonowe, jakoś tak. Jak do zmywania naczyń w kuchni, takie bardziej heavy duty niż less duty.
Albo kupić sobie parę kompletów. Ja już tak strzeliłem ze trzy czy cztery komplety, robiąc różne testy właśnie, próbując różne metody nanocoatingu, bo mam jakąś tam wiedzę sprzed lat na ten temat i sobie poprzypominałem troszeczkę i sprawdzam różne inne technologie. Na przykład łączenie, czyli odpuszczanie metalu do pewnego stopnia, żeby się wyrównała struktura właśnie. To jest ta zmiana koloru, jak się podgrzewa miedź odpalnikiem. Ta zmiana koloru to jest zmiana struktury atomowej wewnątrz metalu. Dlatego on później jest miękki, można bardzo łatwo go wyginać. To jest bardzo przyjemne. I żeby pierwszą warstwę zrobić w ten sposób czy pierwsze trzy warstwy, taką delikatną nanocoatingu, a później wkładam do procesu chemicznego, czyli robię dwa procesy w taki sposób. Kiedy grzeję, to automatycznie odprowadzam wszystkie ładunki elektrostatyczne z owego kawałka metalu, dzięki czemu doskonale się nadaje na właśnie coś takiego. Dlatego się później miernika używa, żeby odprowadzić te ładunki elektrostatyczne, żeby to się wszystko wyrównało.
One zawsze tam będą troszkę pływały, ale generalnie robi się do momentu, dopóki nie pływają. Chociaż współczesne mierniki zawsze to pokazują, szczególnie cyfrowe, jako lekkie pływanie. Tak czy siak wszystko działa. Jakby co, można sobie skręcić jeszcze raz, potrzymać trochę dłużej. Można zrobić dwa komplety, jeden zostawić na trochę dłużej, jeden na krócej, żeby ta nanowarstwa sobie wyrosła. I później, kiedy mamy właśnie tą cewkę czy kawałek druta, mamy tą substancję, którą nazywamy GANS. Ten osad ze słoika, który sobie odcedzamy strzykawką, wlewamy do słoika. Wszystko robimy w gumowych rękawiczkach, żeby tam się nie dostała ani kropelka na skórę. Następnie odstawiamy i to się elegancko osadza na dół. Robi się taka maź, woda sobie odparowuje, odparowuje i robi się coś, co ma strukturę szpachli i w rękawiczkach na patyczku tak, żeby się nie upaćkać tym, brońcie losie, dziewczyno i chłopaku.
Trzeba w odpowiedni sposób zapaćkać kawałek papieru i zawinąć troszeczkę jak kanapkę kawałek metalu. Następnie nakłada się na to cewkę i tak dalej. Proste jak schemat cepa. Lepienie pierogów wymaga większej wprawy niż robienie tego reaktora, a gotuję i potrafię robić naprawdę niezłe pierogi. Także sorry, nie ma lipy, cwaniaku. Do ciebie mówię, człowieku. Dobra, żartowałem. Tak czy siak, w ten sposób otrzymujemy właśnie idealną strukturę czegoś takiego, co jest owym reaktorem. Znaczy częścią reaktora, bo to nie jest cały reaktor. W środku, bo mamy ten nano GANS, znaczy mamy GANS, czyli te cząsteczki, nanocząsteczki substancji, kiedy one są nano.
Właśnie, bo na czym polega fenomen tego odkrycia? Bo tak brzmi jak troszkę alchemia, ale ja nie rozumiem. To jest takie magiczne. Nie, nic magicznego. Jeżeli metal jest stanem materii, to co ma materia? Materia ma właściwości magnetyczno-grawitacyjne razem. Tego się praktycznie nie da odcedzić. I ten numer z tym rozłączaniem tych mocy to jest takie oszukiwanie mamy natury, żeby ją tak przechytrzyć w sprytny sposób, cofając rezonans, zmieniając rezonans, tak troszkę podchodząc ją na różne sposoby. Tesla wiedział, jak z mamą naturą rozmawiać i nie musiał jej specjalnie podchodzić. Wychodziło mu to świetnie, ale też miał inne urządzenia.
Niektórzy też wiedzą, jak to robić i Jan Taratata do takich ludzi należy. Mariusz do takich ludzi należy. Oni tam używają na przykład swojej technologii, ale też doskonale wiedzą, o co chodzi u Keshego, bo też śledzą temat. Jest trochę ludzi, którzy siedzą w temacie i śledzą te wszystkie historie i to w praktyce, bo budują repliki tych urządzeń na bieżąco, tak żeby śledzić postęp technologiczny, jaki się dokonuje i samemu czasami wpaść na jakiś pomysł. Tak samo robię ja. Wielu ludzi to robi. Takie normalne historie. Mam wiadomość, że już jest dostawca w Polsce na drut 1,6 milimetra. Moi drodzy słuchacze, do wszystkich chcę powiedzieć. Też tak mówię, jak do grupy, ale wiesz, słuchajcie mnie, będzie możliwość kupienia drutu.
Wow, dobry news. Dobrze słyszeć dobry news. Wracam do tej mazi. Używa się CO2, czyli tej substancji, tej plazmy, która jest zrobiona z cynku i pokrytej nanocoatingiem miedzi. Z tego się robi taka biała substancja, która jest taką plazmą pływającą. Fenomen tej substancji polega na tym, że nie jest materią, bo już jest plazmą, czyli rozbiła się na wielkość atomów. To są już takie, można powiedzieć, poszczególne atomiki, które tam krążą dookoła siebie. Dlatego to ma taką strukturę dziwną. Jeżeli będziesz robiła i ty jeżeli będziesz robił, to gwarantuję ci, że usiądziesz i jak zahipnotyzowana postać będziesz się gapić w to, jak to w ogóle się dzieje w tym słoiczku. Ja to robię w szklanym słoiku takim, bo lubię oglądać, lubię to widzieć i też nie lubię za bardzo robić w plastiku, bo mam kilka issue z tym związanych, o których też jest u pana Keshego.
Chodzi o to, że w tej substancji zapamiętuje się część otoczenia, które jest dookoła w taki bardzo sprytny sposób. To jest jedna z wielu aplikacji związanych z tą technologią, bo to też się używa i wolę, jak to jest w szkle, bo szkło ma zdrowszą strukturę polimerów niż plastik i wolę robić w szkle. A szkło daje też fantastyczną przeźroczystość, także widać niesamowicie. To wygląda jak chmury na niebie. Kosmicznie to wygląda. Te cząsteczki są w pewnym stanie atomowym. Tam część atomów nagle znika. To formuje się trochę. Nawet nie trochę. To podobna historia, że część atomów znika, ale substancja dalej jest ta sama.
Dalej się tak samo zachowuje, ale zmienia kolor i w ogóle jest białą taką ciapą, co sobie elegancko rośnie tam na dnie zbiornika. Jak sobie to osuszymy, to mamy coś takiego, co jest taką mazią, szpachlą i jest taki fajny pomysł, który się pojawił właśnie na świeżo, dosłownie chyba dwa czy trzy dni temu. Też zastosowałem do jednego ze swoich gans. Zrobiłem gans z żelaza, bo robi się z różnych materiałów. Zależy na jakie zastosowania. Tu sobie przygotowuję troszeczkę takie pole do eksperymentów i mam kilka różnych szalonych pomysłów. Bo o to chodzi, żeby rozwijać tą technologię. Na tym polega ta technologia. Moczymy sobie w takiej kąpieli, w takim płynie właśnie nasze cewki i one się pokrywają z zewnątrz właśnie tą warstwą. Jak to wysycha, to jest idealnie takie białe, fajnie wygląda, takie dziwne, jak skorodowane, jak zepsute.
Robimy do tego układ odpowiedni, robimy do tego kondensatory w podobnej technologii dokładnie. Kawałek drutu, kawałek tej mazi zawijanej w papier, na to drugi drut. Wszystko musi wyschnąć. Niektóre musimy zaizolować, żeby tego nie dotykać, niektórych nie musimy. Zostawiamy układem otwartym. Składamy te cewki jedna na drugiej na trzech talerzach i to wszystko podłączamy do układu. Odpalamy światło, włączamy do instalacji i czekamy dwa do trzech, do czterech tygodni, bo w tym momencie reaktor startuje i uczy się tych wszystkich rzeczy. W tym momencie krystalizuje taka, można powiedzieć, struktura, którą wytwarza, a w środku jest reaktor. Reaktor jest sercem tego systemu. To jest taka mała Ziemia, małe Słońce, można powiedzieć.
W środku znajduje się nanogans. On jest czasami właśnie albo w postaci szpachli. Niektórzy wrzucają tak gęsto, żeby było albo troszeczkę taki płynny, jak kisiel. Trochę tak to wygląda. To nie ma znaczenia, bo woda, kiedy znajduje się w niej nanogans, automatycznie zmienia swoje właściwości na dokładnie takie same jak ów gans material, który się tam rozpuścił. Nabiera dokładnie takich samych cech i właściwości. Także nie jest to jakieś wielkie issue. Nie trzeba być aptekarzem. Generalnie technologia, jak zauważyłaś i jak ty zauważyłeś, nie powiedziałem ci ani słowa o żadnych numerach, o wymiarach, rozmiarach. Tylko takie proste rzeczy.
Trochę jak pieczenie chleba, że zostawić to sobie, postoi dwa dni, co parę godzin podejść, tak dotknąć miernikiem, niech tam poskacze na skali, wyłączyć, odstawić, niech paruje, zająć się życiem, powoli składać sobie po kolei. Wszystko jest tak łatwo opisane, że ciężko się pogubić. Tak wygląda to urządzenie, także więcej nie będę o nim mówił. Przynajmniej jak na razie, bo to wystarczy. Reszta informacji jest ogólnie dostępna. Ale wrócę do pana Keshego, bo w pewnym momencie się wkurzył na polityków i minęły te prawie trzy lata. Zaprosił tych ambasadorów, rozdał pudełka i powiedział im jeszcze jedną bardzo ważną rzecz na tym spotkaniu. „Panowie, daję wam i waszym rządom, które reprezentujecie dwa tygodnie czasu na opublikowanie tej technologii jako ogólnie dostępnej dla każdego do korzystania na świecie, znaczy w waszym kraju.” Minęły dwa tygodnie. Nic się nie stało. On jeszcze powiedział, że jeżeli nie opublikujecie tego, to ja to opublikuję za dwa tygodnie.
I to wszystko. Minęły dwa tygodnie. Keshe wyszedł, powiedział: „Tak jak widać, chyba rządy nie są naprawdę zainteresowane. Straciłem zbyt dużo czasu na tych ludzi. Zbyt dużo mnie to kosztowało. Czas, żeby ta technologia dostała się wreszcie we właściwe ręce. Niech dostanie się w te ręce, które będą chciały po nią sięgnąć. To jest pokojowa technologia, która daje życie, daje energię, daje zdrowie, daje zasoby, daje wszystko, co jest potrzebne. Także trafia do właściwych rąk. Do tych rąk, które sobie ją pierwsze zbudują.” I tyle.
Opublikował to wszystko i puścił. I zaczęło się pojawiać tak kawałkami. Pierwsze pojawiło się takie enigmatyczne troszkę wideo, też taki rebus i dosłownie dzień czy dwa dni później po tym wideo nagle pojawiła się pełna dokumentacja właśnie jak robić ten nanocoating, z jakich materiałów I jakiej chemii używać? Jakie są istotne zasady przeprowadzania tego procesu? Bo ja robiłem tyle błędów, że mogę powiedzieć, że okej, robiłem dobrze, bo widziałem, że nanocoating robiłem poprawnie i tak dalej. To był nanocoating, działał, ale to było jak odświeżająca bryza pięknym oceanem. Piękne uczucie. Nagle zacząłem widzieć robię błędy. I doskonale zrozumiałem całą istotę, bo jest to też genialnie opisane i genialnie opowiedziane. Oczywiście trochę to trwa i trzeba mieć cierpliwość, ale czymże jest ta odrobina cierpliwości w porównaniu do wszystkich rachunków za prąd, które masz zapłacić do końca swojego życia?
Czymże jest do wielu wizyt u lekarza, bardzo wielu, jeżeli nie prawie wszystkich wizyt u lekarza, za które zapłacisz w swoim życiu? Myślę, że warto się zastanowić nad tym, co jest warte czego w tej sytuacji, w której się znajdujemy. To jest chyba wystarczające. Niech każdy decyduje sam za siebie. Ja myślę, że warte i tyle. Co tu dużo mówić, jestem w trakcie robienia kilku rzeczy związanych z tą technologią, tak że lecę po kolei. Właśnie teraz testuję jedną rzecz, bo jeszcze zanim wrócę do pana Keshe'go na moment, bo tak sobie przypomniałem, bo z eksperymentów z nanocoatingiem w soli, właśnie podczas zjawisk plazmowych zauważyłem, że kable czernieją i że pojawia się nanocoating w bardzo dziwny sposób, bo kable traciły na swojej sprężystości, pękały, strzelały i chodziło o kilka dodatkowych zjawisk, które się tu pojawiły, których nie udało mi się wyeliminować. Za cienkie były te druciki. Koniec końców dwie cewki ocalały z tamtych czasów i teraz, jak robiłem porządki, zbierając całe graty i robiąc sobie listę wszystkich rzeczy, których potrzebuję, żeby bez problemów odpalić wszystkie te cewki i odpalić kilka innych pozostałych urządzeń właśnie w tej technologii, to się okazało, że znalazłem tą cewkę i jeszcze jej nie sprawdzałem, a wygląda na to, że to też jest ciekawa metoda, żeby zapłonu plazmy. Pewnego pięknego dnia, czyli dokładnie parę godzin temu, oglądając jakieś wideo, bo nie wszystko obejrzałem, tam jest kilka odcinków, których jeszcze nie obejrzałem, bo nie zdążyłem, takich wykładów.
Jest mowa o tym, że urządzenie się świetnie uczy, kiedy na początku i na końcu układu jest spięte właśnie w taki przekaźnik plazmowy. Można powiedzieć, że nie tylko jedno urządzenie plazmowe w obwodzie, tylko dwa. I faktycznie to jest dokładnie to, co miałem u siebie. To mi propagowało po kablach. Miałem problemy, że mi cewki siadały. Dokładnie ta sama historia co z grzałką Dave'a u Jana Tarajcia, że wszystko działało, wszystko było ekstra i nagle w pewnym momencie druciki się przepalały. Jak dawałem grubsze, to już zjawisko się wykasowywało, bo za dużo ściągało z zewnątrz wszystkich mocy i już nie można było tego oddzielić i wszystko szlag trafiał. Były takie zabawne historie, że trzeba było to przekładać na cewki z wodą, która po posoleniu nagle okazywała się cudownym wzmacniaczem energii, takim overunitem 10–25%. Odpowiednio cewki obwiązane dookoła butelki. Tylko tak, chodzić z butelką?
Okej, ustawiłem sobie na tym oświetlenie, na tych pierwotnych wersjach nanocoatingu. Ono chodziło tu przez pół roku w sypialni. Dało się na tym czytać normalnie książkę. Tak, to prawda. Można było sobie oświetlać sypialnię. Nie za bardzo tak na maksa, ale też to był naprawdę ekstremalnie prostacki układ i zrobiony na taśmę klejącą i sznurek, bym powiedział. Kable porozpiżane wszędzie. Codziennie rano wstając, czasami zahaczałem o kabel. Kilka razy straciłem jakieś dwie lampy po drodze. Musiałem szukać nowych, bo oczywiście wdepnąłem w to wszystko, bo to porozkładane, porozciągane, ciągle przypinane eksperymenty.
Tak czy siak, jak głupi byłem, tak głupi byłem i zostałem. Kiedy wyszła ta publikacja, pełne dokumenty od pana Keshe'go, to mnie oświeciło. Rewelacja! Wrócę do pana Keshe'go, bo to też jest istotna sprawa, a czas leci. Jak się okazało, jak pan Keshe się wkurzył i rozesłał to wszystko, to sprawa ruszyła naprawdę mocno z kopyta, bo też te patenty mają taki specyficzny status. Jeżeli ktokolwiek z was chce zacząć produkować, tak, do ciebie mówię, grupa biznesowa, zorganizowana grupa przestępczo-biznesowa. Tak, człowieku. Jeżeli chcesz robić z tym biznes, chcesz robić fabrykę, chcesz produkować te rzeczy, to jak mówi pan Keshe i jest to opisane na stronie internetowej, feel free, czyli czuj się wolny i swobodny. Produkuj, co chcesz, w jakiej technologii chcesz. Jeżeli chcesz sprzedawać, bo nie masz na przykład sklepu internetowego i wszyscy ci czardżują prowizję za to, że chcesz u nich sprzedawać, powstaje platforma, że będziesz mógł wpaść i korzystać z platformy fundacji, bo fundacja, jak pan Keshe mówi, zarobiła tyle kasy i ma tyle kasy, że nie musi zarabiać kasy.
Fundacja nie jest po to, żeby miała kasę. On ma wystarczająco w życiu. Wszyscy mają tu wystarczająco. Mają wszystkie zasoby, które potrzebują, które mogą zrobić z tego urządzenia. Tak że naprawdę kasa jest ostatnią rzeczą, którą potrzebują do szczęścia, bo mogą sobie wyprodukować tony złota na przykład. I w sumie co z tego? Im to już zwisa kompletnie i wszystko jest w publicznej domenie, tak że możesz otwierać fabrykę, możesz to produkować, możesz się zgłaszać i pracować nad swoimi aplikacjami, za co pan Keshe jest bardzo wdzięczny i namawia wszystkich mocno do tak zwanej developing progress, żeby wymyślać, żeby kombinować, żeby szukać nowych rozwiązań. To jest naprawdę dopiero początek, to jest tylko pierwsza rzecz, która się pojawiła. Tylko początek. To jest tylko pierwsze spojrzenie na te sprawy, a tu jeszcze tyle dookoła.
Te wszystkie materiały. Na razie mamy tylko raptem parę metali poskręcanych w jednym typie cewki. Nie do końca. Byłem taki cwany, że sobie skręciłem cewkę Nikoli Tesli o nazwie Pancake Coil i sobie oczywiście ją zrobiłem nanocoatingiem. Następnie postanowiłem, że jej użyję do robienia nanoguns jako właśnie tej Cewki, do której wchodzi tak zwany plus, bo się podłącza prąd i wtedy ta historia dzieje się o wiele szybciej. Cynk podłącza się na minus. Miedź, tą z nanocotingiem, tą czarną miedź zawsze podłącza się na plus, przynajmniej podczas procesu robienia. Taka jest zasada. I co? Powiem szczerze, że pracuje doskonale.
Testuję, czy jest coś bardziej wydajniejszego niż blaszka, ponieważ chodzi o zjawiska plazmowe i to nie jest kwestia przeliczania czegoś na powierzchnię, tylko przeliczanie czegoś na powierzchnię oddziaływania. Wytwarzamy coś jak powierzchnia oddziaływania, a nie miejsce czy moc, która oddziałuje pojedynczo. To jest zupełnie inna filozofia. Co tu dużo mówić, Pankesze po prostu wywrócił świat do góry nogami. Odpalił z powrotem technologię, która była znana parę tysięcy lat temu i wszystko na to bardzo wyraźnie wskazuje. Odpalił ją ponownie i możemy sobie teraz spokojnie wszyscy zacząć budować reaktory i za dwa miesiące, bo to trochę trwa. Też nie ma co się napinać z tym całym procesem. Jeżeli ktoś z słuchających, może ty ogarniasz to szybko, to zrobisz to dosłownie w parę dni i tam tylko te procesy nanocotingu, wietrzenia, suszenia i rozelektryzowania cię mogą na chwilę przytrzymać, bo w sumie reszta się sama robi. Niewiele tam jest do roboty. Bardzo łatwa sprawa.
Jak schemat cepa i można to zrobić w parę dni, a można też zrobić to inaczej. Cewkę można zrobić w parę dni, to wystarczy. Trochę dłużej zajmie, bo tam trzeba poczekać, ale roboty jest na może trzy dni w odstępie trzech tygodni i tyle. Wszystko jest gotowe. Jeżeli chcesz robić eksperymenty, to już wiadomo, że troszeczkę więcej czasu i przygotowań. Ja po tych pierwszych zderzeniach z nanocotingiem i przeczytaniu tej dokumentacji już wiedziałem, czego potrzebuję, jak muszę sobie to wszystko porozkładać, żeby wszystko mi tutaj zagrało tak, jak ja chcę, żeby była moja orkiestra. Jeszcze chwilę czekam na dodatkowe komponenty, bo nie mam wszystkiego, aczkolwiek cewki już są porobione. Tam już jest wszystko z nanocotingiem, nanoguns się produkuje. Są już wyprodukowane takie cewki do roślin z nanoguns, które już są w roślinach, już są testowane. Także to już leci.
Mam taki ciekawy pomysł, żeby łączyć to z materiałami naturalnymi, czyli z woskiem, drewnem. W specyficzny sposób, żeby też, że tak powiem, nie zniszczyć tej propagacji plazmy, tylko żeby to organizować sympatycznie. Można robić na różne sposoby. Można robić w plastiku, można robić w pleksi, w szkle. Tego unitu nie można zamykać szczelnie dookoła. On jest oryginalnie w takiej obudowie, a ona ma w środku taki trik, że te cewki mają dużo miejsca dookoła siebie. One nie są przy ściance, tam powierzchnia nie jest zamknięta. Jest tak sprytnie powiększona w środku, że mają gdzie oddychać w cudzysłowiu i najlepiej działają reaktory, które nie są pozamykane. Najlepiej takie otwarte. Ciekawa historia.
To ja może puszczę muzyczkę i wracam po muzyce i opowiem ci historię, która wywróci ci świat do góry nogami, której możesz się nie spodziewać. Polecam jakiś może fotel. Jeżeli jesteś wrażliwą osobą i bardzo mocno wierzysz w tą cywilizację i możliwości technologiczne tej cywilizacji, szczególnie w zakresie na przykład medycyny, to usiądź sobie lepiej w poważnym fotelu, bo to, co powiem, naprawdę nie jest żartem, chociaż brzmi tak, że I need a break. Radio afali.com, „Hiperprzestrzeń”, którego właśnie słuchasz. Retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Ja, a nie Tomek. Tak rzutem na taśmę, bo to pewnie nie jest ostatni odcinek ani jedyny na temat tej technologii, bo i tak powiedziałem dzisiaj bardzo niewielką część z tego, co chciałem powiedzieć, bo temat jest naprawdę gruby i fenomenem właśnie, bo to chcę koniecznie powiedzieć, jest to, że prostota tego urządzenia, prostota zrobienia czegoś takiego jak generator własnej wolnej energii, który będzie nam służył do końca życia. Metoda jest tak łatwa, że okazało się, że damy strasznie zasmakowały w robieniu się wolnymi damami, które nie muszą już płacić za prąd elektryczny. I masa dziewczyn w Stanach i w ogóle na świecie rzuciła się na robienie takich rzeczy i za bardzo nie chce czekać, aż ich faceci kiedyś tam dojrzeją, zrozumieją, bo mają jakieś problemy natury technicznej, bo myślą, że coś wiedzą na ten temat. Dziewczyny łapią i skręcają.
I to jest fenomen. Dzieciaki łapią i skręcają, bo to jest taka robota, że 12-latek spokojnie sobie poradzi absolutnie bez problemów. Także cała chata dzięki 12-latkowi może być wolna od płacenia haraczu za prąd. Plus jeszcze, jeżeli siądziesz i posłuchasz tych wykładów, przeczytasz, o czym jest w ogóle mowa, to zaczniesz stosować pozostałe aplikacje, do których też już się pojawiają kolejne plany. Bo rzecz jest niesamowita. Mówimy o pojazdach antygrawitacyjnych lewitujących w powietrzu, ale ja nie o tym. Chcę opowiedzieć o najbardziej szalonej rzeczy, której się nie spodziewałem, że doczekam w swoim życiu Słuchy chodziły, że jest to możliwe, że czasami gdzieś wydarzyły się takie przypadki, że człowiek, który stracił rękę, stracił palca, stracił kawałek swojego organizmu, nogi, w jakiś cudowny sposób odzyskał taką moc, że to coś odrosło. Są takie przypadki. Amerykanie, w cudzysłowie armia amerykańska ma taką technologię. Ma taki specjalny proszek zrobiony właśnie za pomocą bardzo podobnego procesu, takiego rozbijania skóry świńskiej na atomy, na taką nanosubstancję.
Taki gans zrobiony ze świńskiej skórki i tym gansem, nie wiem, czy tam do końca jeszcze jest poza świńską skórką coś jeszcze jest. Spryskują miejsce, gdzie człowiek na przykład stracił palec albo coś w tym stylu i po dwóch, czterech, trzech tygodniach zaczyna to wszystko sobie spokojnie odrastać. I teraz trzymaj się fotela mocno. Technologia Keshe'ego polega na tym, że możesz sobie zrobić taki płyn, że jeżeli nie masz palca, nie masz ręki, nie masz nogi, nie żartuję, widziałem zdjęcie ze szpitala właśnie parę dni temu dosłownie. Jest to normalnie oficjalna historia. To nie jest tak, że któryś z tych lekarzy, który spędził całe życie, pracując w szpitalu zawodowo, całą jego karierę z profesorem w kilku kierunkach, ma praktykę zawodową 50 lat, tysiące pacjentów. Jest to normalny, profesjonalny szpital i są to normalne badania, w których uczestniczy chyba setka lekarzy. Nie do podważenia sprawa i jest pełna dokumentacja, łącznie z filmem wideo, łącznie z tym, że dziewczyna mówi, jak się nazywa, skąd jest. Wszystko jest jasne. Tu nie ma żadnych tajemnic.
I co się dzieje? Dziewczynie odrasta noga, odrasta pół stopy. Skaleczyła się duży palec, dostała się gangrena, zakażenie. Jak gangrena się dostała, to zaatakowała całą nogę, więc lekarze w akcie desperacji, żeby ocalić w ogóle jej nogę, odcięli pół stopy, która była zaatakowana gangreną. Okazało się, że gangrena poszła po kościach i dziewczynie grozi bardzo nieprzyjemna śmierć. Po prostu zginię od środka i nikt nie ma na to lekarstwa, bo to nie jest coś, co podobnie jak z nowotworem współczesna nauka oficjalna potrafi w jakikolwiek sposób zatrzymać, wręcz odwrotnie, potrafi tylko przyśpieszyć i zabić człowieka. Taka jest moja opinia, ale nie jestem lekarzem, także mogę się mylić. Mam swoją własną opinię i generalnie częściej mi się to kojarzy z Sejm Konowa niż lekarz. Taka opinia. Oficjalnie tak głośno, jakoś tak chciałem to zaakcentować, ale zostawmy te akcenty głośne, nieskuteczne podejrzewam zupełnie, ale musiałem się unieść.
Musiała być jasne. Czasami trzeba sobie dać po garkach. Wracając do sprawy, są zdjęcia, są filmy wideo, bo to wszystko jest monitorowane. Cała ta akcja jest śledzona właśnie po to, żebym ja, żebyś ty, żeby ktokolwiek, kto jest zainteresowany tym, że jutro obudzisz się w nowym świecie i to już nie jest świat, o którym czytałaś, o którym słyszałaś, o którym cię uczono, że będzie. To jest świat, w którym ludziom odrastają nogi z kośćmi, bo tam jest kość, która odrasta i są zdjęcia tego. Wygląda to troszkę dramatycznie, także jak masz problem z oglądaniem, jak wygląda odcięty kawałek nogi, to uprzedzam. Przepraszam, jeżeli pijesz kawę, sorry, ale to jest troszkę ważniejsze od kawy w tym momencie tak mi się wydaje. Przepraszam, taki gastryczny widok czasami dla niektórych. Mają problem z krwią i z tym, że człowiek to też mięso. Plazma w postaci mięsa.
Dokładnie. No właśnie. Z tej okazji, proszę państwa, jest to naprawdę taki przełom. Loty w kosmos, odrastanie kończyn, wolna energia, plazma. To, nad czym prawdopodobnie zawsze podejrzewam pracował Nikola Tesla i że udało mu się znaleźć jakiś genialny moment i motyw i jakiś sposób, cokolwiek to było na to, żeby puścić to w jakiś ekstremalnie prosty sposób. Ale nie zdążył. Stuknęli go. Taką mam refleksję przy tym wszystkim i musiało to trochę poczekać. I przyszła pora, że pojawił się Mr Keshe i przypomniał z powrotem, jak rozdzielić te zjawiska. Nie wiem, czy powiedziałem, mówię, na czym to polega, że ten nanogaz jest taki specjalny.
Czy powiedziałem? Bo się zapomniałem troszeczkę. Jeżeli nie, to jeszcze raz powtórzę, dlaczego ten gans, ten materiał, który się robi właśnie z tych miedzianych płytek, które są czarne już i z tych innych metali, jest taki ciekawy. Dlaczego nie powinno się go dotykać? Bo to jest plazma taka sama jak nasz organizm, czyli przenikalność energii jest praktycznie taka sama, bo to jest taki sam stan skupienia. Jakby zniknęło pole magnetyczne dookoła, to byśmy się zamienili w taką mokrą, ciapatą plamę, taką chrupiącą pod nogami troszeczkę. A jakby odparowało, to zostałby proszek. Dokładnie to samo jest z tą plazmą. Jak odparuje, to zostaje proszek taki nanoatomowy jak ormus. Otóż to.
Tylko że to jest ta właściwa substancja, bo ormus to jest taki proces w połowie. Z wody słonej można wszystko wyciągnąć. Co ja mówię? Z wody morskiej można wyciągnąć każdą dowolną substancję, ponieważ woda morska jest takim największym skarbcem całego depozytu informacyjnego minerału wszystkiego, co jest w ogóle w oceanach, co jest na świecie w jednym kawałku, bo w oceanach znajduje się wszystko i jak sól powstaje, to ma taką zasadę, że przyciąga wszystko do siebie, z czego powstaje. A że w oceanach jest wszystko, także sól składa się z wszystkiego. I można zrobić ormus, aczkolwiek jest to tylko połowa drogi. Też jest to substancja nanoatomowa, a tu mamy gans, czyli już konkretne substancje, które mają konkretne właściwości. Jeżeli robimy na przykład taki gans metalu, dlaczego się nazywa gans? Czekajcie, bo ja już motam. Dlaczego robimy tą substancję z metalu?
Dlatego, że metal normalnie, jak podepniemy jakiekolwiek napięcie elektryczne, to napięcie znika tak zwyczajnie. On normalnie ma napięcie w sobie. Zawsze coś tam daje, bo to jest natura, zawsze jest energia, ale pola się wytłumiają nawzajem i tego nie widać. I kiedy rozpuścimy na atomy, to w tym momencie pole grawitacyjne nie może ingerować w działanie plazmy i plazma zachowuje się jak jeden wielki generator. Właściwie ta plazma, którą mamy w tych pojemnikach po tej reakcji, to jest generator i tą plazmę właśnie ładujemy do tej piłeczki pingpongowej, która jest w środku, reaktorem pomiędzy cewkami. Dlaczego nazywa się GANS? Ponieważ jest to gaz w tak zwanym nano state, czyli gaz w stanie atomowym. Plazma dosłownie, bo to już nie jest materia jako taka. To nie ma żadnej wagi. To jest po prostu coś, co jest w wodzie.
Taki pył biały, który ma dziwną anomalię, tak jak opowiadałem o Ormusie, że ma anomalię przy dwustu paru stopniach, to nano GANS, szczególnie z CO2, czyli z dwutlenku węgla, ma niesamowitą anomalię przy chyba ośmiuset paru stopniach. Ale to tak wygląda na wykresie, bo tam wszystkie te prace naukowe, całe te badawcze wysiłki zostały opublikowane, także można sobie sprawdzić. Ja sobie sprawdziłem. Robi wrażenie. Dobra, to ja może kończę na dzisiaj, zostawię cię z tym tematem i tyle. Wszystkie linki pod audycją, zarówno linki do takiej podstrony osobnej, na której jest informacja głównie o tym, jak budować dokładnie ten generator poświęcona właśnie owej maszynie, bo ona ma swoją nazwę. Ja ciągle mówię generator, a nie mówię, jak się ta maszyna nazywa. Magnetograwitacyjny generator. Mag-grav generator Keshego. I tak jak wspomniałem, jeżeli chce ci się otwierać w tym momencie fabryczkę i robić te generatory dla przyjaciół, dla znajomych, to zapraszam serdecznie.
Pan Keshe zaprasza, żeby każdy to robił. To jest otwarte, nikt nikogo nie czaruje za kasę. To jest po prostu odkrycie naukowe. Każdy może z tego skorzystać, a im szybciej z tego skorzystamy, tym szybciej skończą się wojny, tym szybciej skończą się cwaniacy, banksterzy. Już się skończyli, ale tym szybciej odejdą i nie będą śmierdzieć. Zajmą się jakąś normalną, uczciwą robotą albo pójdą na długi spacer do lasu i może zje ich jakaś dzika krowa i świat będzie od tego lepszy i smaczniejszy, bo ja na przykład nie zjem tej krowy. Albo jakoś tak. A może pójdzie do lasu, zje grzyba, zrozumie, kim był i kim jest i kim może być i kim właściwie jest. Wróci normalny i zacznie pomagać przy budowie urządzeń. Tego sobie życzę i życzę każdemu z nas.
Ja do tematu wrócę prawdopodobnie za tydzień, bo siedzę w tym po uszy aktualnie. Dosyć dużo czasu na to poszło. Dużo czasu w każdym razie. Mniejsza o to, bo to już takie robienie z siebie bohatera. Ile czasu przy tym spędziłem? Dużo. Wystarczająco dużo, żeby dowiedzieć się kilku rzeczy, które naprawdę tak mnie podrapały po głowie, że wow, wstaję i już w innym świecie, moja droga i mój drogi. To już jest inny świat. Także jeżeli chcesz zamieszkać w tym innym świecie, to droga jest otwarta. Nie ma już żadnych wymówek.
Nie ma już tego, że korporacje pilnują wynalazków, nie ma, że korporacje nam każą to, siamto, politycy owamto i jesteśmy niewolnikami. Teraz możesz być tylko i wyłącznie niewolnikiem swojego własnego lenistwa, bo urządzenie już jest. Oczywiście zawsze można snuć wątpliwości. Trzeba by działać. Czy te parę godzin, które poświęcę na zbudowanie tego urządzenia, są tego warte? Jeżeli tyle warta jest twoja wolność, czyli warta jest mniej niż twój strach, to ja ci powiem, że prawdopodobnie dowiesz się jako ostatnia osoba na tym świecie. I bardzo dobrze. I może tak ma być. Może masz być ostatnią osobą na tym świecie, która z tego skorzysta. Jest nas tutaj paręnaście milionów, także dużo czasu.
Dużo czasu, żeby zrozumieć, zanim to się rozejdzie. Chociaż generalnie myślę, że za rok, za trzy lata już nie będzie kamienia na kamieniu z tej cywilizacji, która jest aktualnie, bo to stawia duży znak zapytania na temat pieniędzy, duży znak zapytania na temat ich roli w życiu, duży znak zapytania na temat państw, duży znak zapytania na temat religii, na temat polityki. Jest kilka ciekawych anomalii, które się pojawiają dookoła urządzeń, o których wspominałem, substancji, czyli inne stany świadomości związane właśnie z tymi podróżami między innymi do innych wymiarów w urządzeniach działających. Normalnie urządzenie wstaje, odlatuje, samochody latają nad ulicą. Autentycznie. To wszystko będzie ujawniane teraz po kolei. Procedura jest taka, że to jest opisane na stronie internetowej, także nie muszę nic wymyślać. Jeżeli ktoś z was nie wie, na czym to polega, ma dużo wątpliwości, szuka spisku w tym, bo był zbyt leniwą dupą, żeby pójść na oficjalną stronę, sprawdzić czy skręcić chociaż jedną prostą rzecz i ściemnia, to po prostu nie rób tego człowieku. Nie ściemniaj, bo szkoda twojej przyszłości. Dostałeś szansę, człowieku.
Skorzystaj z szansy. Ja korzystam i sieję tą zarazę, żebyś też korzystał. Taka szansa nie przydarzyła się naszym pradziadkom za czasów Tesli. Oni mieli trochę gorzej. Nie mogli skorzystać sobie tak straight z pomysłu Tesli. Wszystko było opatentowane, komponenty były opatentowane, fabrykę lamp wyłączano i nagle dziadek zostawał i pradziadek bez komponentów do urządzenia. A to była ostatnia rzecz, której brakowało. A my jesteśmy w tej sytuacji, że jedyne co jest potrzebne, to drut miedziany, trochę chęci, sodę kaustyczną, którą się czyści toaletę, jak jest usyfiona, pudełka plastikowe. Zobacz sobie wideo. Naprawdę się uśmiejesz jak koń, człowieku i ty dziewczyno też.
A ty dziewczyno się nie oglądaj na chłopaka i nawet się nie pytaj, tylko każ mu kupić sobie drut miedziany 1,6. Pokaż mu to urządzenie i powiedz, że dopóki nie poskłada, to będzie cicho w domu. Żartowałem. Nie rób tego, dziewczyno. Absolutnie. Nie strasz człowieka. Ale polecam. Polecam wziąć się do roboty, bo to szkoda już czasu. Może być to pierwsza zima dla każdego z nas i dla niektórych z nas to już jest pierwsza zima, podczas której nie zapłacą już rachunków za prąd. Dla niektórych z nas także.
Doskonale. No ale jeszcze oprócz tego są dziadkowie, są przyjaciele. Przede wszystkim pomyślcie o rodzinie, bo to się tak mówi rodzina, rodzina. Enigmatycznie, ale wszystkie dziadki, które płacą za prąd, a emerytura jest z cyklu pięć złotych na bułkę albo na połowę bułki. To warto się zebrać ekipą. Jeżeli są jakieś problemy, weźcie kumpla, weźcie znajomą. W dwie osoby fajnie się nakręca tej cewki. Ja ze swoim kumplem, żona go wypuściła. Mój dobry przyjaciel przyleciał. Siedzieliśmy i kręciliśmy cewki, nakręcaliśmy, przygotowaliśmy praktycznie wszystko do urządzenia, także szybciutko poszło.
Pamiętam, że wtedy nam się z kolei drut skończył, bo nie mieliśmy odliczonej ilości i tak dalej. Potrzeba kilogram drutu o grubości 1,6 milimetra, jeżeli chcesz być taki precyzyjny. Kilogram drutu powinien ci wystarczyć na jeden cały pełny unit plus jeszcze te aplikacje medyczne. Ten healing pen, czyli leczący długopis. Urządzenie jest niesamowite. Ja to tak teraz, z jednej strony Zapper, z drugiej healing pen. I don't know, I gonna be a superman. Alright, to ja się chyba zawijam, moi drodzy. Też może jakąś muzyczkę puszczę, tak, żeby nie było, że zagadałem wszystko, trochę się przeciągnęło. Zapraszam ciebie i ciebie, człowieku za tydzień, bo myślę, że wrócę do tematu, bo ciągle w nim grzebię, siedzę i szkoda czasu, żeby go zakopywać w popiele i czekać na jakieś oklaski albo nie wiadomo co.
Tym bardziej że znając życie, nie chcę tu źle wróżyć, krakać i wróżyć jakiejś złej wibracji, bo to nie o to chodzi. Co tu dużo mówić. Doświadczenie jest takie, że wszyscy ludzie mówiący o niezależnych sprawach i tak dalej, wielcy duchowi przywódcy, guru generalnie zleją to i mogą mieć z tym problem. Dużo ludzi, którzy siedzą niby w technikach, w technologiach nowej wynalazczości też to zleje, bo tutaj się włącza ego, że taka prosta rzecz, dlaczego ja na to nie wpadłem? I moje opatentowane wynalazki. Ja tu wydałem miliony, fortunę na to, żeby opatentować w Szwajcarii, w Ameryce. I nagle mój wynalazek jest gówno wart, bo jest rozwiązanie, które powoduje, że nikt nie będzie nigdy korzystał z mojego wynalazku, bo jest przeznaczony tylko i wyłącznie do wyprodukowania w wielkiej fabryce na super obrabiarkach i potrzeba inwestora, który kupi tą fabrykę, żeby wyprodukować pięć urządzeń pierwsze prototypowe, to tam idzie jakiś milion dolarów. To dzięki za coś takiego i wszyscy mamy płacić za zabawę innych. Tym kolesiom teraz będą chodziły gule mocno. Dlatego tak się składa, że we wszystkich, szczęśliwie nie wszystkich, bo są prawdziwe źródła informacji, które nie nazywają się niezależne, tylko po prostu informacja jest informacja.
Nie ma niezależnej albo zależnej. To jak z dobrym samopoczuciem. Albo człowiek się dobrze czuje, albo się nie czuje dobrze. Informacja jest albo nie, prawda jest albo nieprawda. To wszystko. Życie jest naprawdę proste. Albo słońce, albo księżyc, albo ziemia, a nie wszystko naraz. Jak się okazuje, też nie jest to taka idea, która łatwo przejdzie. Tam jest już trochę informacji na temat takich szkodników, które się pojawiają na profilach facebookowych, w różnych komentarzach ludzi, którzy próbują wnieść, że tak powiem, zamęt do sprawy. Szczęśliwie urządzenie działa jak złoto i to naprawdę potężnie działa, także nie ma co do tego żadnych dyskusji i trzeba sobie robić to urządzenie i nie oglądać się na tą propagandę, która nam opowiada o tym, że zaraz mamy się z kimś bić, bo z nikim się nie mam zamiaru bić.
Przynajmniej ja. Nie wiem jak ty, ale człowieku, jeżeli masz się zamiar z kimś bić, to ja bym cię złapał za ramię i wiesz, chodź na jointa, człowieku, też dziewczyno, chodź na jointa w ogóle, zrelaksuj się, zostaw to. Nie ma problemu z Arabami. Mieszkałem dwa lata na arabskiej dzielnicy, takiej w centrum arabskiej dzielnicy. Dwa lata mieszkałem, nie miałem samochodu, chodziłem na piechotę. Dzielnica taka, że każdy biały się bał wejść. Znaczy nie każdy. Normalni ludzie wchodzili. Ci, którzy byli wytresowani przez propagandę, nie wchodzili, bo myśleli, że tam mieszkają terroryści. A ci ludzie są tak samo normalni jak wszyscy inni.
Nikt nie chce wojny na świecie. Wszyscy chcemy normalnie żyć, tylko nikt nie chce, żeby nam spadała na głowę bomba. Także jest okazja załatwić sprawy dookoła własnego dupska. Jest okazja załatwić sprawy w troszeczkę globalnej skali. Czyli nareszcie mamy narzędzie. Działaj lokalnie, myśl globalnie. Piękne, prawda? Także zapraszam do przeglądania sobie tych dokumentacji. Może nie teraz, bo teraz zapraszam na wieczorową porę bardzo krótką do Radia na Fali oczywiście. Jeżeli słuchasz Radia Paranormalium, się przełącz do matczynego Radia na Fali, człowieku.
No! A my się usłyszymy. Jeżeli się nie usłyszymy w wieczorowej porze teraz, bo odsłuchujesz tego gdzieś po drodze albo gdzieś później o innej porze, to zapraszam na kolejny odcinek. No właśnie, a wszystkich pozostałych na wieczorową porę i tyle. Ja będę troszkę kontynuował ten temat, bo dzisiaj tylko tak liznąłem. Chciałem wrzucić takie same konkrety troszeczkę z technicznej strony, żeby jeżeli czujesz się niespokojnie, że nie wiem, jest jakaś skomplikowana sprawa, kurde, bo jest po angielsku, a ty nie znasz i w ogóle nie wiadomo co. Zluzuj, chill down. Po prostu wykorzystaj prostą metodę postępowania, którą się stosuje wszędzie na świecie. W Polsce nie jest ona niestety znana. Metoda brzmi tak: krok po kroku.
Czyli patrzysz jak się skręca drut i jak długie są cewki, ile mają zwojów i skręcasz sobie pierwszą, drugą po kolei. Nie myśl, co będziesz robić dalej. Robisz krok po kroku. Zostań głową tam, gdzie jesteś. Bądź tu i teraz. Skończysz, robisz kolejną. Kończysz, robisz kolejną. Kończysz, robisz kolejną. Skręcisz cewki. Okej, chwila odpoczynku.
YouTube, wideo tego jest masa. Każdy robi inne metody. Możesz sobie wybrać to, co ci pasuje najbardziej. Jeżeli masz jakieś pytania to się koniecznie odezwij na maila do mnie. Chętnie ci pomogę, bo w sumie już jakieś doświadczenie mam, także chętnie się z tym dzielę. Jeżeli masz jakieś tam pytania, masz forum Fundacji Keschzego oryginalne. Jeżeli posługujesz się angielskim to waltam. Jest masa odpowiedzi, jest masa tych workshopów, gdzie są odpowiedzi praktycznie na wszystkie pytania i masa wiedzy i tak potężnej wiedzy, że ja to znikam na takie wykłady po sześć godzin dziennie i czasami jak mam trochę więcej czasu, to staram się jeszcze więcej. Bo naprawdę gruba sprawa. Tłusto jest, naprawdę tłusto.
Kamień na kamieniu nie został w tej cywilizacji. Właśnie się skończyła. W czas. Już się troszkę martwiłem, że to przydługo będzie trwało. Ta męczarnia przydopasów, a jak się okazało już jest po. Także Proste sprawy można zrobić na stole w kuchni. Żadnych komplikacji. Duet. Wszystko to już się wydarzyło właściwie, co tu dużo mówić. I to tyle.
A ja wrócę do tego tematu oczywiście, jak wspominam i przyniosę trochę więcej newsów. Także skręcaj to. Jakieś pytania to wal na maila do Radia Na Fali info@radionafali.com. Jeżeli są jakieś specjalne pytania, ale mam prośbę, jeżeli coś robisz, a jest to opisane na stronie internetowej, są zdjęcia na profilach facebookowych, są zdjęcia na profilu Fundacji Keshe'go, są zdjęcia na stronie Keshe'go, są wideo na YouTubie. To zanim zadasz mi pytanie, sprawdź człowieku, czy przypadkiem nie znajduje się to prosto przed twoimi oczami, tak żebyśmy nie tracili swojego czasu na duperele. Ale jeżeli z czymś utknąłeś, coś się stało, to dawaj znak, a też się chętnie dowiem, wypytam o twoje doświadczenia, bo cała historia z tym polega właśnie na tym, żebyśmy wszyscy to mieli, o czym doskonale wiemy. Ale zanim pojawią się pierwsze komercyjne unity, bo już są w produkcji, to jeszcze szybko wspomnę na sam koniec taka doskonała nutka, która mam nadzieję wszystkich napełni radością i szczęściem. No więc w marcu przyszłego roku rusza masowa sprzedaż już tych normalnie działających unitów i rusza sprzedaż bardzo fajnej rzeczy, czyli wszystkich możliwych komponentów do budowania sobie własnych unitów. Będzie można kupić osobno cewki, zamówić te stackery, czyli te pudełka, w których się ustawia te cewki tak, żeby tam nic nie latało, żeby wszystko było dopasowane. Można będzie zamówić każdy komponent pojedynczo, kulki, wszystko wyliczone we właściwych rozmiarach i dopasowane, żeby się na przykład nie użerać z czymś.
Ale to dopiero będzie w marcu i praktycznie wygląda na to, że pierwsze cztery miesiące cały stuff jest już od razu wysprzedany w tym momencie. Także nie wiem, jak to będzie. Keshe mówi, że udało im się załatwić jeszcze więcej ludzi, którzy to produkują. Także szczęśliwie ten cały peak udało się trochę rozładować, ale zanim to trafi do ciebie tak normalnie komercyjną drogą może trochę potrwać. Zima się skończy, a zimą są największe rachunki, a urządzenie robi się w cztery tygodnie i to leżąc, jak to się przysłowiowo mówi wentylem do góry, czyli brzuchem do góry i naprawdę ciężko się przy nim spocić. A można się nauczyć wiele rzeczy o samym sobie i o świecie dookoła i przede wszystkim poczuć wiatr wolności we włosach, człowieku, bo do tego się sprowadzam. Także zakupy to dopiero do marca, a do tego momentu rozwijamy technologię. Jeżeli ktoś tutaj wpadnie na genialny pomysł, ty wpadniesz na genialny pomysł, ja wpadnę, no to daję znaka i wszyscy jedziemy, korzystamy z tego pomysłu i nikt już z nas nie potrzebuje portfela. No, chyba żeby nosić tam zdjęcie jakiejś fantastycznej osoby albo dzieci, albo kogoś tam, które musimy mieć przy sobie, bo strasznie je lubimy i mamy sentyment. Jeżeli do takich celów będą służyły portfele, a nie do przenoszenia pieniędzy, tylko do przenoszenia radosnych wspomnień, to będzie dobrze.
To będzie dobrze. Dzięki za cierpliwość ten przydługawy odcinek i znikam i do usłyszenia następnym razem. Właśnie jeszcze na koniec pozdrawiam cię mecenasie i mecenasko Radia Na Fali Peace and love i zapraszam każdego do wspierania Radia Na Fali. Jeżeli masz parę drobnych w kieszeni, które ci zostaną po kupnie tego drutu miedzianego, zostaną ci po kupnie tych wszystkich komponentów. Nie jest takie drogie i chcesz postawić tutaj odrobinę sprzętu, który jest potrzebny do nadawania, to ja bardzo chętnie poproszę. Jeżeli mogę prosić o wsparcie i z góry bardzo wielkie dziękuję. I tyle moi drodzy i za tydzień mam nadzieję, że będę miał trochę fajnych informacji na temat właśnie generatora Keshe'go, także na pewno się czymś podzielę i na pewno kilka informacji na temat pozostałych aplikacji, bo temat wydaje mi się ważniejszy od troszeczkę grzebania w starych historiach. Do starych historii wszystkich tych solarnych kultów, templariuszy i różnych innych hec wrócę, tylko czekam na ten moment. Uwierz mi człowieku, ale tu mamy ważną sprawę, naprawdę ważną, która nie czeka zwłoki. Także skoro nie trzeba się zastanawiać i czekać, aż zgnije, to zjedzmy to ciastko, kiedy jest świeże.
O to chodzi. A ciastko ma jeszcze wisienkę na górze, także nie można było dostać lepszego prezentu i lepszej opcji na zmianę świata na lepszy. Taki, jaki ja przynajmniej chcę widzieć. Nie wiem jak ty, ale to jest mój świat i on już się wydarzył. Także dzięki za słuchanie. Zapraszam do następnego odcinku, do archiwum Radia Na Fali, do Teorii Chaosu zapraszam. Zapraszam na środę godzinę 23:00 do Księcia do Etykiety Zastępczej. Książę tu widział ten rozgardiasz związany z tymi cewkami Keshe'go jak tu był przynajmniej początek tego montowania, tego wszystkiego zamawianie komponentów, zastanawianie się, co będzie potrzebne, co nie. To zostawię, to i tak na pewno będzie opowiedziane. I zapraszam jeszcze do czasu snu, moi drodzy i w ogóle do archiwum Radia Na Fali, do wszystkiego, co tam jest i do Substancji.
W czwartek o godzinie 22:30. I to tyle. I to było RadioNaFali.com.