[00:01] - To think for yourself and question authority. Taramram. RadioNaFali.com Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Witam cię, słuchaczko. Witam cię, słuchaczu. Witam ciebie, Mecenasko i ciebie, Mecenasie. Dzięki wielkie za wsparcie. O wsparciu radia za chwilę wspomnę, bo to koniec miesiąca w sumie, ale to za chwilę. To takie szybko prywatne ogłoszenie.
Messire Mateuszu, człowieku, jeżeli mnie słyszysz, czy słyszysz mnie z podcastu, czy na żywo, niezależnie od kartki dźwiękowej, człowieku, odzywaj się natychmiast do mnie na maila. Jasna sprawa. Także nie czekaj, nie zwlekaj. Mateuszu, się odzywaj natychmiast. To tyle prywaty, moi drodzy, a ja tymczasem wracam do takich oficjalnych początków, jak zwykle w Radiu Na Fali, jak zwykle w Hiperprzestrzeni musi być opieczętowana oficjalna rozbiegówka. Jak zwykle, bo dawno mnie tu nie było. Proszę ja ciebie, dawno. Sprzęt mi siadł, była duża awaria, się troszeczkę działo. Miałem tu jednego gościa, drugiego gościa. Hece nieprzeciętne, ale może o tym wspomnę za chwilę.
Tymczasem gwoli ogłoszeń, żebyś wiedziała i żebyś ty, człowieku, też wiedział, gdzie szukać Radia Na Fali. Oczywiście szukać na Twitterze, na Facebooku, na czacie Radia Na Fali. Ikonka jest w rogu na stronie radionafali.com. Możesz szukać w archiwach Radia Na Fali, ale nie w tym momencie, bo w tym momencie ja oczywiście sobie tutaj mówię do ciebie, człowieku, także nie idź do archiwum, odłóż je na później. Tam jest dużo, dużo rzeczy. To po audycji zapraszam serdecznie i na Skype'a zapraszam. Radionafali.com taki jest adres na Skype. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj po tej długiej przerwie wymuszonej sprzętem wracam do kontynuacji swojego tematu, takiego troszkę spiskowego. Tematu związanego z moją hipotezą. A dzisiaj odcinek, który mogę śmiało zatytułować: Globalne kosmiczne zasoby, bo w sumie do tego się to troszeczkę sprowadza.
Nawet nie wiem, czy trochę. Moim zdaniem trochę bardziej niż trochę mniej, ale o tym wszystkim dzisiaj opowiem ci, człowieku, tutaj przy radiu w sobotę wieczorem. I pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń bardzo serdecznie i pozdrawiam wszystkich obecnych na czacie Radia Paranormalium, bo tam też jest czat, ale ja jestem na czacie Radia Na Fali. Tam czasami jednym okiem rzucam, spoziram i tyle. Mam muzyczkę na dzisiaj, mam wszystko, jestem chyba przygotowany, tak mi się wydaje po tej awarii sprzętu. Słuchajcie, wysiadł komputer, wysiadł mój komputer, na którym było wszystko. Całe archiwa Radia Na Fali. One oczywiście są zbackupowane i zawsze były zbackupowane jeszcze na innych dyskach. Także spokojna głowa człowieku, nie panikuj, nic się strasznego nie stało, poza tym, że oczywiście wywaliło cały sprzęt w powietrze. Straciłem trochę czasu, bo danych to tak nie za bardzo.
Znaczy poza oczywiście tym, że straciłem komputer, straciłem samochód. Jak mówił bohater „Hydrozagadki”, ja straciłem tylko komputer. Wszystko się, że tak powiem, wysypało. Maszyna odeszła do krainy wiecznych łowów, także była wielka, poważna awaria, sięganie do kieszeni, martwienie się o gotówkę, wszystkie inne rzeczy i tak dalej. To główna maszyna, na której robię całe radio i oprócz radia jeszcze sobie trochę pracuję na tej maszynie. Także był taki moment, że się zastanawiałem, czy ulec atakowi paniki i w ataku szału powyrywać sobie włosy, czy też zrobić coś innego. Oparłem się o biurko, zapaliłem jointa i tak zdealowałem ten moment, kiedy okazało się, że moja ulubiona maszyna, która towarzyszyła mi i tobie... Tak, tak, bo duża część muzyki, wiele rzeczy związanych z Radiem Na Fali, praktycznie całe radio zostało zrobione na tym komputerze, łącznie z designem do strony internetowej, który oglądasz, kiedy wchodzisz na stronę internetową. Wszystko było na tej maszynie zrobione i maszyna odeszła do krainy wiecznych łowów. Także zatem jeżeli masz parę drobnych w kieszeni, parę drobnych groszy i stać cię na kawę, lemoniadę i takie tam i chcesz wesprzeć Radio Na Fali, to zapraszam serdecznie, bo to jest taki moment, kiedy kasa się dosyć istotnie liczy, bo okazało się, że troszeczkę był tu odpływ, żeby to wszystko uruchomić.
Jeszcze nie jest to uruchomione na 100%. Ja tak dzisiaj, prawda jest taka, na prowizorycznych kablach jadę. Nie jest to tak, jak powinno być. Trochę się martwię o początek dźwięku, także tu będzie troszeczkę zamieszania, jak zwykle, ale zostawię te techniczne niuanse. Jak zwykle musi być element jeziora, takie słuchowisko radiowe, że ja tu walczący z kablami. Tak czy siak, dzięki wielkie z góry za wszelkie wsparcie finansowe dla Radia Na Fali. Dzięki temu będzie można odgruzować tę część sprzętu, dokupić kartę muzyczną, kable i tak dalej. To wszystko szlag trafił. Bywa. Zmiany.
No bywa, ale dzięki temu jest krok do przodu o kolejną pozycję, można powiedzieć, w kolejną sytuację. Zobaczymy, co się wydarzy na tej maszynie, jakie wątki tu się pojawią i co się wydarzy, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Taki znak czasów. Książę Edward ode mnie wyjechał. Miał takie przeprawy na lotnisku. Jeżeli słuchacie etykiety zastępczej, sorry, tak zbaczam i jeszcze ta Hiperprzestrzeń taka rozsypana. Zaraz skoczę na ten temat tych globalnych kosmicznych zasobach. Także chill down. Napij się herbaty, człowieku, jeśli jesteś za nerwowy. Albo kawy, żeby podnieść sobie ciśnienie.
No to zapraszam. Wpadnij sobie do etykiety zastępczej. Tam książę opowiada. Wyjeżdżał ode mnie w zabawny sposób. Cztery razy chyba wyjeżdżał. Jakoś tak. Za każdym razem na lotnisku dowiadywał się, że ma odwołany lot i dzwonił do mnie: „Wiesz, słuchaj, w sumie okazało się, że mam trochę wolnego czasu.” Ja mówiłem: wpadaj. I tak sytuacja się odbywała kilka razy pod rząd. W pewnym momencie zaczęło to już wyglądać niczym hollywoodzki film o nazwie „Dzień Świstaka”. Ale rewelacja!
Tu pozdrawiam księcia serdecznie, jeśli słucha. Peace and love, człowieku. Czas najwyższy, żebym ja skoro już ogarnąłem tą całą techniczną stronę tych maszyn, tego, że się działo. W ogóle znaki czasu, się dzieje. Ale dzisiaj też między innymi o tych znakach. Właśnie, bo ja tak mówię o tych znakach, a tu znaki pukają do mnie tuż na progu do drzwi. Pukają, komputer wysiada, rzeczy się dzieją. Książę nie może trafić na samolot i inne rzeczy się dzieją. I w ogóle dzieje się granie. Dobrze się dzieje.
Nie jest tak, żeby się źle działo. To ja może troszeczkę o tych zmianach dzisiaj. Skończę z częścią tej swojej hipotezy o tych kosmicznych i globalnych zasobach. O tym, co się dzieje na świecie. Bo musi być ktoś, kto wie, o co tu w tym wszystkim chodzi. I dzisiaj sobie wymyśliłem, że to będę ja. Przynajmniej przez ten kawałek czasu. Przez dwie godziny będę wiedział, o co chodzi. Co wcale nie znaczy, że wiem, o co chodzi. Ale przypuśćmy, że wiem, o co chodzi.
Tu już są na czacie pytania od słuchacza. Jakbyś nie była na czacie i ty też, bo nie wszyscy są na czacie, ja o tym doskonale wiem. Ja tam zaglądam czasami. Obowiązki. Czuję się zobowiązany jako kapitan tej łajby. No i zaglądnąłem i tam przeczytałem pytanie, czy testował instalację Free Energy dokumentację Keshe. Moi drodzy, a czego innego się można po mnie spodziewać? Ale o tym to może innym razem. Słuchajcie, jeżeli ktoś jest ciekawy tego tematu, to zapraszam do komentarzy pod chyba ostatnią „Wieczorową Porą” w Radiu Na Fali. To jest „Wieczorowa Pora” pozwól człowieku, że spojrzę, by ci powiedzieć, o której godzinie i kiedy się wydarzyła.
To jest „Wieczorowa Pora” czy hiper...? Nie. To jest „Hiperprzestrzeń” numer 157. I tam w komentarzach wysadziłem pewne zdjęcie ze swojego biurka. I to tak na temat tego komentarza, na temat technologii Keshe'go i takich tam, ale do tego wrócę, bo to jest poniekąd związane z tematem mojej dzisiejszej opowieści. Tej refleksji, którą noszę sobie w głowie. Zatem zmuszę cię dzisiaj, żebyś wysłuchała i żebyś ty wysłuchał ze mną opowieści. Dobra, to ja teraz się przełączam. Słuchaj, teraz będzie wymiana kabli, tak zwana honorowa wymiana kabli. Udało się.
Ale zanim opowiem to wszystko, to zacznę od muzyczki. I to jest taki temat muzyczny, który jest tak na czacie, że... Co ja mówię, nie na czacie. To jest taki temat muzyczny, który jest tak na czasie, że bardziej na czasie być nie można. Rock the Kasbah. Kasbah to jest takie miasto, które zdominowało kiedyś całą okolicę i doprowadziło do dziwnych rzeczy. Ta-da-dam! Po przepinaniu kabli z powrotem z lasem, z powrotem w hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek. Oprócz tego, że w Radiu Na Fali jest też jeszcze retransmitowany w Radiu Paranormalium.
Piosenka, która poleciała przed chwilą to kultowy numer zespołu The Clash z Londynu. Inna sprawa, że ja też nadaję do ciebie, człowieku prosto z Londynu i tak się jakoś złożyło, że dokładnie to samo miasto. Ale tu nie o to chodzi. Chodzi o tekst tej piosenki. Nie będę może cytował całego tekstu i tłumaczył na język polski. Numer się nazywa „Rock the Kasbah”. Kasbah to jest takie legendarne miasto, które istniało dawno, dawno temu. Jeżeli nie jesteś na czacie Radia Na Fali, to tam sobie wpadli na czata, wkleiłem linka z Wikipedii. Cóż to było za miasto! Takie na Bliskim Wschodzie.
Taka twierdza, która górowała nad okolicą. I kolesie, którzy tam się bujali, wymuszali swoje zasady na wszystkich ludziach dookoła. Taka historia jak i patologii z cyklu: kilku bandziorów, watażków kontroluje cały świat. I dokładnie cokolwiek by nie mówić, taka sytuacja dzieje się tu i teraz. Dzieją się różne rzeczy. Ja wspominałem, mówiłem, przypominałem, opowiadałem o tym, że oczywiście wszystko to jest związane z kosmosem, ze słońcem, z cyklami gwiazd i planet. Mówiłem takie rzeczy? Mówiłem. Jeżeli spojrzymy na aktywność Słońca i zauważymy, kiedy dzieją się te wszystkie dziwne rzeczy, tak zwane zamachy terrorystyczne. Nie wiem, dlaczego nazywa się to zamachami terrorystycznymi.
Być może dlatego, że ciężko jest powiedzieć, że jest to akcja operacyjna firmy, która nazywa się CIA po to, żeby zarobić jeszcze więcej pieniędzy na ropie, jeszcze więcej pieniędzy na dominacji, kontroli, panowaniu nad światem. A to wszystko zrobić w takim momencie, żeby przeszło dokładnie razem z aktywnością Słońca. Przynajmniej Tak to wygląda trochę w moich oczach, bo wszystkie te rzeczy zawsze dzieją się wtedy, kiedy słońce ma tak zwany peak, czyli ta wartość magnetyczna, energetyczna, która się tam wyzwala, jest stosunkowo duża. Burza magnetyczna tak zwana na słońcu, która dociera na Ziemi. To jest nasza percepcja prędkości, czyli tak zwana prędkość światła, jak to nazywamy w nauce. Nie jest to żadna graniczna prędkość ani nic z tych rzeczy, ale tu nie będę się rozwijał nad tym, czym prędkość światła jest, czym światło jest, a czym nie jest, bo nie chce mi się tu i teraz na ten temat mówić. W każdym razie chodzi tylko i wyłącznie o skorelowanie pewnych działań z cyklami. Jak już wspominałem dawno, dawno temu. Przepraszam, więcej nie będę. Jak już mówiłem kiedyś.
Mówiłem, że więcej nie będę. Jak mówiłem dawno temu, to może powtórzę jeszcze raz. Chodzi o to, żeby rewolucje, każde przewroty, każdy wał, który się robi, przepychać razem z aktywnością słoneczną, ponieważ wtedy nasz mózg dostaje niezłego kopyta. Można w skrócie, takim bardzo dużym skrócie, w dużych nawiasach, zawiasach powiedzieć, że nagle wszyscy zaczynamy lewitować i troszeczkę się odklejamy od planety Ziemia. Jesteśmy bardziej emocjonalni, nasza uwaga jest bardziej intensywna. Emocje, które wysyłamy są o wiele mocniejsze. I nagle w tym momencie wszyscy dostajemy wspólnego newsa. News nie jest dobry. News nie jest fantastyczny. Bynajmniej.
News brzmi tragicznie i wszyscy w tym momencie zaczynamy się bać. Wszyscy w tym momencie biegniemy gdzie? Biegniemy do władzy. Biegniemy do tych watażków z owego miasta, którzy rozliczają się między sobą dolarem transferowym za transakcje związane z obrotem ropą naftową, metalami szlachetnymi, półszlachetnymi, transportem globalnym, komunikacją, telekomunikacją, polityką i przede wszystkim, bo to wszystko ma jedną wspólną nazwę, nazywa się zasoby. Dokładnie, czyli kontrolą naszymi zasobami. Mamy grupę ludzi, która kontroluje nasze zasoby. Historia nie jest nowa, właściwie dzieje się od bardzo dawna. To jest ta część mojej hipotezy, do której wszystko zmierza. O kulcie słońca opowiem, ale nie dzisiaj. Obiecuję ci.
Przysięgam z ręką na sercu. Opowiem wszystko, co wiem na ten temat. Ale dzisiaj troszkę odpuszczę, bo to gruby temat sam w sobie i myślę, że dobrze będzie wykończyć ten kawałek hipotezy, a później dopiero skoczyć w takie konkrety na temat słońca i kosmosu. Tymczasem chodzi o to, że żyjemy według mnie, nie wiem, jaka jest twoja opinia, w czymś takim, co jest bandą właśnie owych watażków, która próbuje doprowadzić do maksymalnej polaryzacji, ponieważ oni z tego żyją. I kiedy wbijam łopatę w ziemi, kiedy cofam się do tych zabytkowych czasów, o których ja tu tak często mówię, do tej kultury globalnej, która spozira spośród tych piramid, wykopalisk archeologicznych. Wszędzie te same patterny na kamieniach, wszędzie tak samo twarde kamienie, jakiś granit, bazalt. Standardowo od siedmiu do dziewięciu w skali Mohsa, jeżeli chodzi o twardość kamienia. Czyli właściwie do dzisiaj byśmy sobie nie za bardzo poradzili z wytłoczeniem wzorków w takich kamykach, przynajmniej wybiciem ich za pomocą jakiegoś dłuta. Widzimy ślady potężnej kultury, która zostawiła po sobie gigantyczną ilość informacji. Cała ta informacja wygląda bardzo podobnie.
Wygląda prawie tak samo, jeżeli nie tak samo. Oczywiście oficjalne stanowisko archeologiczne za każdym razem opowiada nam historię, że są to inne kultury. Przechodziły z jednej na drugą, że jest to ewolucja, że zawsze się zabijaliśmy, że zawsze się mordowaliśmy. I to jest oficjalne stanowisko historii, które jest kłamstwem. Bo największy problem z historią, tą oficjalną, polega na tym, że nie ma żadnych dowodów archeologicznych, które w jakikolwiek racjonalny sposób, gdziekolwiek i kiedykolwiek podparłyby tą oficjalną wersję. Nie mówię o oficjalnej wersji w postaci wydarzeń, bo wiele z tych wydarzeń zostało popartych wykopaliskami archeologicznymi, ale mówię o interpretacji tych wydarzeń, czyli co w rzeczywistości działo się w danym miejscu. Historia sięga tak daleko, jak tylko można sięgnąć wstecz, począwszy od starożytnego Egiptu, gdzie mamy nieprzeciętnie zmanipulowaną historię, o czym mówiłem chociażby na przykładzie starożytnych hieroglifów. Wspomniałem o dwóch pismach hieroglificznych z tak zwanego okresu predynastycznego, czyli tego, gdzie właściwie nie wiadomo, co się działo. Wszyscy mówią, że właśnie wtedy się działa ta cywilizacja, która budowała te piramidy. I coś jest na tej rzeczy, coś tutaj jest, aczkolwiek nie wiemy, czy przypadkiem nie była to pozostałość po tej cywilizacji.
Może nie już ona w sensie stricto samej sobie, ale bardziej spuścizna, która ocalała po jakiejś katastrofie 12 000 lat temu, której ślady są rozrzucone wszędzie, na całym globie, bez wyjątku, pod każdą szerokością i długością geograficzną. I widzimy takie dwa pisma hieroglificzne, czyli jedno, które właściwie jest niemożliwe do datowania, drugie, które pochodzi z czasów już faraonów. Kolejne pismo, które pochodzi z czasów już Aleksandrii. Ale jest jeszcze jedno pismo z Egiptu, takie bardzo intrygujące. Pismo, które znajduje się na tylnich piaskowych, piaskowe. To są właściwie z piaskowca takie stele, które nie wiadomo jak stare są, bo nie każda z tych steli jest oczywiście z piaskowca. Niektóre są z takiego dosyć miękkiego, można powiedzieć, granitu. Nie jest to taki super ultra twardy granit, ale tak czy siak jest to niezły kamyk do wyrzeźbienia w nim czegokolwiek. Nie jest to takie łatwe. Nawet gdybyśmy wzięli dłuto, to jest to kawał roboty, żeby to elegancko zrobić.
Nie trwa to na pewno pięciu minut. I tam jest taka bardzo ciekawa rzecz, bo z jednej strony tej steli, to jest niezbyt wielka, niezbyt duża stela. Mam nawet zdjęcie tej steli z jednej strony, żeby nie być gołosłownym, ale w tym momencie ci nie pokażę. pojawi się w linkach pod audycją na stronie radionafali.com. Także zapraszam do linków, jeżeli słuchasz tego offline człowieku, bo pozdrowiłem wszystkich, a ty może słuchasz tego gdzieś w pracy albo w samochodzie, albo gdzieś i cię nie pozdrowiłem. Buraczano troszkę się zachowałem. Także pozdrawiam cię, miłego prowadzenia, miłej jazdy i miłego dzionka życzę i miłego słuchania. Tymczasem wracam do tej steli kamiennej. Z jednej strony mamy piękne hieroglify, które wyglądają rewelacyjnie, zjawiskowo. Wyglądają jak odbite od pieczątki, a z drugiej strony mamy odręczne pismo, które absolutnie nie ma nic wspólnego z pismem hieroglificznym.
I to jest jeden z pierwszych zapisów, ponoć oficjalnie w archeologii, tak się twierdzi, przynajmniej wykopanych na temat Ozyrysa. I że to jest napisane tak patykiem w mokrym piaskowcu. Nie wiadomo, jak to zrobiono. Tak po prostu wypisane patykiem. Jakbym wziął patyk i sobie odręcznie pisał po kolei: Ozyrys, Ozyrys, Ozyrys. Taki ciąg kilku liter na takiej tablicy, która jest wielkości może 50 na 40 centymetrów. Z drugiej strony są takie normalne hieroglify, ale już z tego okresu predynastycznego i właściwie nikt do końca nie wie, co te hieroglify oznaczają. Także jest tu wielka zagadka. Oczywiście jest spekulacja na temat, co oznaczają te hieroglify, bo ten język z okresu już dynastycznego, czyli faraonów, został odczytany. Pierwszym dżentelmenem, któremu się udało scrakować ten kod, był Champollion, francuski uczony, któremu właściwie chyba nigdy nie udało się dojechać do Egiptu i zobaczyć tego wszystkiego na własne oczy, bo zmarł chwilę przed.
Taka złośliwość losu i przedmiotów martwych troszeczkę. Ale do czego zmierzam? Bo zostawię Champolliona i jego śmierć. I wrócę troszeczkę do tych tajemniczych pism i tajemniczych historii z przeszłości. Widać bardzo często, właśnie chociażby po fragmentach tego trzeciego pisma, które pochodzi z Egiptu, o którym się prawie w ogóle nie mówi, bardzo duże podobieństwa do charakteru pisma, które właściwie występuje wszędzie, globalnie na całej planecie. Jest bardzo intrygująca historia związana z tymi wykopaliskami, właściwie można powiedzieć hieroglifami egipskimi zostawionymi w Australii, w Kimberley. Tam jest teraz taki rezerwat, dżungla. Można zwiedzać to miejsce. Ale o tym to może kiedy indziej. Bo w Kimberley w Australii są egipskie hieroglify i to na dodatek oryginalne.
I to nie jest dowcip. I Aborygeni twierdzą, że potrafią to odczytać. I żeby było zabawniej, Aborygeni potrafią odczytać tą historię. Dzięki temu wiemy, co jest wypisane tymi hieroglifami. Ja zostawię ci tutaj rąbek tajemnicy. Nie będę dzisiaj opowiadał tej całej historii. Trochę wspomniałem poprzednim razem o tych historiach z Australią i Egiptem, ale historia jest jeszcze bardziej rozwojowa. Ja właśnie teraz śledzę temat, ale dzisiaj nie będę się zanurzał w ten temat, bo jak zwykle wątków jest dużo i można się pogubić w tych wątkach. Bo dzisiaj o zasobach. No i wracając do tego wszystkiego, cała historia jest o tym, że była cywilizacja, która była przed i wszędzie jest bardzo podobna.
Właściwie wszędzie jest dokładnie ta sama cywilizacja. Tajemnicza Atlantyda tak to niektórzy nazywają zaginiony kontynent. Ja bym to nazwał jako zaginioną cywilizację w całości, kompleksowo i nie tylko ograniczoną do jednej wyspy, która mogła zaginąć w przypadku jakiejś katastrofy. Myślę, że nie jestem tu jeden. Była to taka globalna, potężna cywilizacja, dlatego jej ślady znajdujemy wszędzie. Dlatego ten charakter pisma jest podobny. Dlatego budynki są podobne. Dlatego matematyka jest taka sama. Dlatego astronomia jest dokładnie taka sama. Stąd się wszystko to bierze.
Taka jest moja opinia i to jest ta rzeczywistość, nasza prawdziwa natura, której wzrastaliśmy jako istoty na tej planecie. I daj losie, będziemy wzrastali w przyszłości. Bo patrząc na to, co się dzisiaj dzieje, mieszkamy w zupełnie innej kulturze. Tamta kultura globalna pokoju, spokoju i chilloutu nie ma nic wspólnego z tą dzisiejszą kulturą bandy wariatów, psychopatów, którzy każdemu rozdają broń i prowokują konflikty na wszelką możliwą skalę po to, żeby mieć więcej przedmiotów. Bo wydaje im się, że dzięki większej ilości przedmiotów, dzięki kontroli innych ludzi będą lepiej kontrolowali swoje własne życie? Nie wiem. To jest pytanie do ciebie i do mnie samego, do każdego z nas z osobna. Po co właściwie robimy takie rzeczy jako żywe istoty? Dlaczego niszczymy? Otóż to.
Ale to jest indywidualna historia, myślę, bo to się dokładnie dzieje w każdym z nas. Ale wracając do tej ogólnej historii, ogólnego wątku globalnej katastrofy, globalnych kosmicznych zasobów. Chodzi mi o to, że wydaje mi się, że owa watażka powstała dokładnie dlatego, że chciała kontrolować pewne zasoby. Zasoby, które były dane każdemu. Bo jeżeli się przyglądamy tej starożytnej cywilizacji, ty i ja, wsparci na swoich ramionach przyglądamy się śmiało na te posągi. To, co widzimy, to widzimy potężną technologię, która nie da się absolutnie w żaden możliwy, sensowny sposób wytłumaczyć tym, co oficjalnie się nam sprzedaje jako prawa naukowe, jako prawa działania czegokolwiek, kosmosu albo czegokolwiek. Nie da się. Absolutnie się nie da. To się w ogóle wymyka z czegokolwiek, jakiejkolwiek metodologii poznawczej, żeby to odtworzyć. Bo zasada jest prosta każdy cwaniak, który mówi: „Ee, ale ja znam technologię, wiem jak to zrobić”, musi udowodnić to, czyli wykonać dokładnie podobny przedmiot w tej samej technologii i udowodnić, że da się i że mamy taką samą technologię.
Tak się zdarzyło, że dosłownie parę dni temu miałem okazję oglądać taką wazę. Waza była zrobiona— właściwie nie była, bo waza cały czas jest. Waza jest zrobiona z bazaltu, z jasnego bazaltu, takiego dosyć paskudnego, jeżeli ktoś jest kamieniarzem, bo jest to najgorszy kamień. No Może przesadziłem. Są gorsze, ale ten jest jednym z paskudniejszych kamieni do szlifowania i zawiera potężne ilości różnych minerałów. Ten, który ja oglądałem, przynajmniej ten kawałek bazaltu, z którego była zrobiona ta waza, zawierał potężne kawałki kwarcu. Przerośnięcia, które miały od trzech do sześciu centymetrów długości i około trzech do półtorej centymetra szerokości. Takie paski, troszeczkę jakby ktoś taką taśmą klejącą oblepił duży dzban średnicy około 65 centymetrów, wydrążony w środku. I dowcip polega na tym, że oryginalnie ten dzban jest datowany na okolicach tysięcznego roku przed naszą erą. Oficjalnie, bo został wykopany w stanowisku archeologicznym w Egipcie.
Natomiast najlepsze jajko zaczyna się, kiedy wkłada się rękę do tego dzbana, ponieważ on został wydrążony w taki sposób, że wszystkie ścianki są idealnie równe, tak jak zrobiony z gliny, a nie tak jak zrobiony z kamienia. Dzisiaj jest problem, żeby wytoczyć taki wazon, bo nie mamy technologii, żeby skrzywić głowicę w ten sposób, żeby podjechać od wewnątrz ten wazonik i taki gładny, zaokrąglony zrobić w środku. Jest technologia. Są takowe głowice, ale nie przy takich średnicach, nie przy takich materiałach. Trzeba by zastosować przekładnię w tej głowicy i te przekładnie w ciągu dosłownie pięciu minut by się rozsypały, bo jest to bazalt, czyli kamień, który ma skalę twardości dziewięć albo osiem i pół. Diament ma 10. To jest tak, jakbyśmy chcieli za pomocą młotka wyszlifować coś w diamentowej tafli. Nie za bardzo się da. Oczywiście można sklepać, bo diament jest kruchy i może nam strzelić, ale bazalt już kruchy nie jest. Powiem ci szczerze, że roztrzaskasz sobie każdy młotek i każde dłuto na bazalcie.
Rozklepiesz na blaszkę, a bazaltu nie ruszysz. Nie ma żadnej szansy. Absolutnie. I sobie wystarczy włożyć rękę do tego wazoniku. Ja miałem to szczęście, że mogłem włożyć rękę. Zawsze na tych zabytkach w muzeum piszą, żeby nie dotykać, ale ja zawsze dotykam i włożyłem rękę do tego. I co jest w środku, w tej bazaltowej wazie? W tej bazaltowej wazie od wewnątrz są ślady tak, jakby ktoś robił ręką. I kiedy się, że tak powiem, maca od wewnątrz, to czuć dosłownie palce. Jest w kilku miejscach odbita ludzka ręka, tak jakby ktoś sobie wygiął cały ten dzbanek nie z bazaltu, ale z gliny albo z plasteliny.
Zrobił to na miękko i w pewnym momencie zamienił tą plastelinę albo glinę, cokolwiek to było, na piękny bazalt, który pięknie przerasta kryształami kwarcu. Gdybym chciał to zrobić w dzisiejszych czasach, musiałbym zatrudnić firmę, która musiałaby postawić specjalną głowicę. Kosztowałoby to fortunę i zajęłoby około od 15 do prawdopodobnie 25 lat oszlifowanie z dużej bazaltowej bryły takiego kształtu z taką perfekcją. Bo jeszcze inna historia, że dzban jest zrobiony wręcz perfekcyjnie i tego się nie da wytłumaczyć. Nie ma żadnej rysy, żadnych śladów. Wszelkie rysy, które na nim są, wyglądają tak, jakby ktoś próbował zdewastować ten dzban i próbował go obtłuc. Być może był używany przez parę tysięcy lat. Jest to całkiem prawdopodobne. W wielu stanowiskach archeologicznych znajdujemy masę starych zabytków, które wcale nie pochodzą z tego miejsca, tylko ktoś je tam przywiózł. To jest ta klasyczna historia, że gdyby cała cywilizacja się zapadła teraz i ktoś po tysiącach lat odgrzebał muzeum, w którym są zabytki z innego miejsca na świecie, z innego okresu, w innym czasie, to być może wpadłby na pomysł, że co za ciekawa kultura i bogata tam żyła.
A to wcale nie ta kultura. To było muzeum i w ogóle była o czym innym cała ta historia. I często tak to wygląda. Także technologia, która wtedy panowała, jest zupełnie inna. Czyli nie było problemu z zasobami, bo jeżeli ktoś ma takie zasoby technologiczne i energetyczne, żeby za pomocą ręki kleić sobie z bazaltu wazy, które mają ponad pół metra szerokości, średnicy. I te wazy istnieją do dzisiaj i można je sobie oglądać i nic nie jest w stanie zniszczyć tych waz. I do tej pory właściwie nie wiadomo, jak to zrobiono. Normalne jest to, że był czas, była energia, były możliwości, że nikt nie spinał dupska, żeby to zrobić, że to nie było kwestią życia i śmierci. Tym bardziej że takich dzbanków, o których mówię, wykopano prawie tysiąc w jednym miejscu w Egipcie. Tak nagle kolesie jakieś 100 lat temu z kawałkiem tak się przekopywali i znaleźli składzik z glinianymi naczyniami, troszeczkę zmumifikowanych zwierzaków.
I nagle się okazało, że poniżej tego składu jest drugi skład z innymi dzbankami. Te dzbanki już nie są gliniane, są kamienne. I stwierdzono, że to jest jedna warstwa archeologiczna, zatem wszystko należy do jednej epoki. Te kamienne dzbanki były dla bogatych, a te gliniane dla biednych. Taki był pomysł. Nie sądzę, żeby tak było. Myślę, że co najwyżej mogło być tak już w czasach późnego królestwa, wtedy, kiedy istniało niewolnictwo, istniało troszkę innych rzeczy. Wspomniałem o tym piśmie, trzecim piśmie i tak dalej. Właśnie, bo tu jeszcze chcę na moment wrzucić kilka informacji na temat tej hipotezy dotyczącej pisma, tych wielu rodzajów pisma. Hipoteza jest trywialnie prosta.
Pierwsza mówi tak, że to pismo odręczne jest tym pismem rzeczywistym, którym zapisywano normalne notatki, historie, normalne opowieści, tak jak ja piszę na przykład list do ciebie albo ty piszesz list do kogoś. Takie normalne pismo. Drugie pismo to ikonograficzne, czyli wszystkie te piktogramy to są instrukcje. To jest coś związane z technologią. To jest coś związane z cywilizacją i to jest coś, co ma zupełnie inny status cywilizacyjny niż takie odręczne pismo. Zresztą widać to doskonale na przykładzie historii, chociaż nie wiadomo, bo jest też jedna intrygująca zagadka związana Ze wszystkimi tymi wykopaliskami z Egiptu. Nie tylko z Egiptu, bo podobna historia dzieje się i w Azji, i w Ameryce Południowej, i w wielu miejscach, że kluczowe elementy kilku postaci, kilku figurek są sklepane, są skute. Posągi są zniszczone w dosyć specyficzny sposób. Nie jest to niszczenie posągów przez przypadek, takie na pałę, że z nabiegu, rozbiegu, z wielkim młotkiem i przywalił tam, gdzie poleciał ten młotek przez pewny przypadek. Takich sytuacji nie ma.
Widać bardzo wyraźnie ślady skuwania informacji. Przynajmniej taka jest moja opinia. A jak jest, to się dowiemy. Ale tymczasem jakaś muzyczka, bo tak się rozgadałem w tych wszystkich hipotezach i takim mało konkretnym się zrobiłem troszeczkę. Ale zanim przejdę do konkretów, to odrobina muzyczki już troszkę lepszej jakości. A co! radionafali.com, Hiperprzestrzeń. Radionafali.com. Hiperprzestrzeń, człowieku, Hiperprzestrzeń. I ja przy mikrofonie, a ja mam na imię Tomek.
A jak chcesz zadzwonić to radionafali.com na Skypie i ja to odbieram. Właśnie muszę jeszcze chyba mikrofon podłączyć. Ojejku, bo te nowe zamieszanie. Już sekundę, już wszystko podłączam, żeby nie było tak, że człowiek dzwoni, a ja jestem w proszku. Z tym sprzętem teraz troszeczkę zamieszanie, a mogę robić słuchowisko radiowe o człowieku, który miotał się pomiędzy kablami. Ale wracając do mojego tematu, tematu mojej hipotezy. Co się dzieje? Co się dzieje? Bo ja dzisiaj przez dwie godziny twierdzę, że wiem, co się dzieje. Czy jakoś tak.
Mówię, jak jest. No to mówię, nie? Wrócę na chwilę jeszcze do tego zaginionego pisma trochę, bo tu jest intrygująca historia, że część tych instrukcji, które są poskuwane, przynajmniej te, o których ja mówię, że są poskuwane. To jest oczywiście moja hipoteza. To wcale nie znaczy, że tak musiało być. To jest moje podejście do tego i to jest mój sposób widzenia tego wszystkiego. Ale wygląda na to, że poskuwane zostały bardzo kluczowe elementy sekwencji, można powiedzieć. Jeżeli mamy jakiś zapis, który jest przypuśćmy, bo taka jest moja koncepcja, metaforyczny, czyli widzimy serię znaczków i zaczynamy kojarzyć, o co chodzi, że coś jest pełne, coś jest puste, coś jest wibracją, coś jest taką energią, coś jest siaką energią, coś jest cewką, coś nie jest cewką, coś jest rozładowaniem, coś jest naładowaniem. Widzimy takie podstawowe archetypy przepływu energii w kosmosie, o których wszyscy wiemy doskonale, że istnieją od tysięcy lat. Nie jest to żadną tajemnicą.
Alchemicy o tym wiedzieli. Dzisiaj dzięki temu istnieje coś takiego, co stało się szarlatanerią, ale nosi znamiona nauki czasami, czyli współczesnej akademickiej nauki. To się dokładnie stąd wzięło. To są te metaforyczne opisy działania energii. Jeżeli mamy takie pismo, tak jak dzisiaj są pisane podręczniki akademickie, różne wzory matematyczne. Jeżeli mamy coś takiego, co jest zapisane jako wzorki, no to może być tak, że jeżeli wybijemy część z tych wzorków, zmanipulujemy, pousuwamy wszelkie możliwe tłumaczenia i inskrypcje, które mogłyby komukolwiek pomóc dojść do tego, o czym jest mowa na tych tablicach kamiennych, no to jesteśmy, że tak powiem, panami świata. Bo w tym momencie, jeżeli zniszczymy coś takiego, to informacja jest nie do odtworzenia. Jest dosyć sporo tych starożytnych języków na świecie, których do tej pory nie odczytano, nie odtworzono. Ten najbardziej spektakularny język Rapa Nui. Rongorongo tak się nazywa wyspa Rapa Nui, czyli tam, gdzie są te dziwne kamienne postacie, które patrzą się w horyzont.
Wyspa Wielkanocna dokładnie. Intrygująca rzecz. Wszyscy biją się z tym językiem do dzisiaj. Zostały zatrudnione miliony ludzi. Może przesadzam z tymi milionami, ale na pewno setki ludzi, jeżeli nie tysiące. Masę programów komputerowych, których autorzy próbują udowodnić, że ich software potrafi złamać praktycznie każdy kod. I o ile udaje się złamać jakieś tam logiczne kody w języku angielskim i deszyfrować teksty, szyfrować teksty i robić taką całą kryptologiczną zabawę z tymi współczesnymi językami, no to niestety z tymi językami, które pochodzą z tej przeszłości, które gdzieś tam znajdujemy na kamiennych tabliczkach, na różnych dziwnych artefaktach, które wyglądają jak nie z tego świata, są kompletnie nie do odczytania. I widać, że ktoś systematycznie wykonywał taką potężną robotę przez kilkaset lat, usuwając wszelkie możliwe opcje i elementy, które pozwoliłyby zrozumieć, na czym polegała historia tej cywilizacji w całości, zanim nastąpił ten crash, zanim te dziwne rzeczy się wydarzyły. To są w ogóle bardzo ciekawe opowieści, chociażby właśnie z Egiptu, na którego punkt jestem troszeczkę zafiksowany. Ale to każdy ma swoją fiksację.
Także wybacz mi, to jest moja psychoza maniakalna A mianowicie w czasach predynastycznych nie było niewolnictwa w Egipcie, w ogóle nie było niewolnictwa nigdzie na świecie. Niewolnictwo pojawiło się dosyć wcześnie i wcale nie było czymś normalnym. To jest ciekawa historia, bo razem z niewolnictwem zaczyna się upadek cywilizacyjny. I to jest bardzo dobrze widoczne, jeżeli zwiedzasz jakieś muzea, jeżeli masz chwilę czasu i czasami się bujasz po Europie w dużych miastach typu Londyn, Paryż. W tym momencie Paryż chyba nie każdy by się chciał tam bujać, chociaż kto wie. Berlin, kilka innych miejsc na świecie, chociażby muzeum w Kairze. Można się przyjrzeć, jak to wyglądało na własne oczy, samemu zobaczyć jak to wyglądało. Widać jasno i wyraźnie, że te rzeczy, które są stare, są o wiele lepiej wykonane niż rzeczy, które są nowe. Widać bardzo wyraźnie, że zaczyna się upadek cywilizacyjny. Zaczyna się brak technologii.
Zaczyna się walka o zasoby i zaczynają się bardzo ciekawe obrazki. Tak mówię, że ciągle coś się zaczyna. Taki początkowy jestem zaczynalski dzisiaj, można powiedzieć. Ale wracając do naszego tematu, nagle w pewnym momencie widzimy na obrazkach wojnę. Wcześniej nie ma wojny na obrazkach są przedstawienia geometryczne i trochę inny zestaw informacji. Ja tu się posłużę jako przykładem biżuterią celtycką. To jest intrygująca historia. Mianowicie na wszystkich tych broszkach, na wszystkich tych zapięciach, na wszystkich tych kunsztownie zrobionych rzeczach jest masa wzorków i to wzorków, które wyglądają, jakby ktoś pracował w laboratorium plazmy i robił sobie eksperymenty z plazmą elektryczną, bo niekoniecznie trzeba pracować w laboratorium, można sobie samemu zrobić laboratorium takie mikroplazmowe w domu. I powiem ci szczerze, że te same wzorki widuję u siebie. I to nie jest taka tajemnica.
Wielu ludzi widuje te wzorki. Jest kilku badaczy, tak zwanych niezależnych, którzy siedzą w temacie Egiptu starożytnego i mają bardzo mocne hipotezy, takie bardzo sprawdzalne, że ten oryginalny język, ten oryginalny zapis, od którego pochodzą właściwie wszystkie hieroglify, jest czymś w rodzaju zapisu stanu plazmy, takiego zapisu energetyki plazmy. I stąd się to wszystko bierze. I te rezonanse są niczym innym jak pewnego rodzaju swoistą instrukcją obsługi do tego czegoś. Nie wiemy dokładnie do czegoś, przynajmniej oficjalnie. Moim zdaniem są to maszyny, które dostarczają nam wszystkiego, czego potrzebujemy, czyli zasobów niezbędnych do tego, żeby taka istota, którą jesteśmy na tej planecie, mogła sobie spokojnie funkcjonować i nie musiała orać nikim dookoła. I to jest taka moja pierwsza podstawowa i elementarna dygresja na ten temat. Jest taki wątek, który się pojawia w Egipcie. Jakaś świątynia, która jest nazywana świątynią człowieka. Czyli cofając się trochę do tyłu, trafiamy na zapis, który mówi jasno i wyraźnie, że centrum, w cudzysłowie centrum świata dla nas powinniśmy być my sami.
Nie chodzi o takie egocentryczne podejście, tylko chodzi o kosmologię, o to, jak odbieramy świat. Taką trywialną prawdę, jeżeli coś jest niepoukładane w nas, to jest niepoukładane w świecie dookoła. Czyli wszystkie problemy zaczynają się w nas i wszystkie problemy w nas się kończą. To, co się dzieje na zewnątrz, jest tylko emanacją tego całego zjawiska, które pęcznieje w nas niczym zakwas na chleb w odpowiednim pojemniku, tak jak się to dzieje w mojej kuchni aktualnie. I ślad tej religii prowadzi nas zupełnie gdzie indziej. Prowadzi nas w miejsce, gdzie nie ma liderów, nie ma przekaźników boskiej idei w postaci papieży, duchowych mędrców, tego typu historii. Prowadzi nas jasno i wyraźnie do czegoś, co się nazywało religią człowieka, czyli do momentu, gdzie każdy był równy. To jest ta historia, o której wspominałem z niewolnictwem. Dawno temu nikt nie wpadł na pomysł, żeby drugi człowiek był mu coś dłużny i żeby musiał dla niego pracować, żeby zapewnić sobie swoją własną egzystencję. Ponieważ jest to taki troszkę irracjonalny pomysł, tym bardziej jeżeli są zasoby.
Ale co się dzieje, kiedy kończą się zasoby? Kiedy kończy się możliwość pozyskiwania energii albo komuś odjeżdża, albo coś się stało, albo być może tych maszyn do pozyskiwania energii zostało trochę mniej, ponieważ uszkodziły się albo ktoś zapomniał informacji o tym, jak odpalić te maszyny. Może być tak, że maszyn jest więcej niż nam się wydaje. Tych maszyn do robienia tej niesamowitej energii. Jedna z tych maszyn to prawdopodobnie właśnie mitologiczny zapis Arki Przymierza. Myślę, że to właśnie jedna z tych maszyn, która pochodzi z Egiptu. Taka jest moja koncepcja. Myślę, że masoneria ma coś z tym wspólnego. Myślę, że ci ludzie też szukają informacji o tych tajemniczych energetycznych zjawiskach, które popularnie przeszły do kultury masowej jako religie. Bo jakoś trzeba było zmanipulować tą całą historię, bo z jednej strony mamy stado ludzi, którzy uganiają się w czarnych projektach, różnych tajemniczych instytucjach, rządach za tajemniczą technologią, a z drugiej strony mamy te oficjalne opowieści, które nas ciągle kierują w kierunku jakichś liderów, bogów, w kierunku po prostu kultów, czyli wiary, że musimy w coś wierzyć, że nauka coś odkryła, powiedziała, że tak jest i naszą odpowiedzią na to wszystko jest wiara.
My mamy w to wierzyć. Nie mamy tego wiedzieć, nie mamy rozumieć, mamy w to wierzyć. Także wygląda dokładnie jak prawie tysiące lat temu. W pewnym momencie religia zastąpiła informację, wzięła te całe metaforyczne znaczenia, obudowała w jakieś inne rzeczy, zamieniła, podmieniła, pokombinowała. To jest trochę jak z rodzynkami w cieście. Skąd pochodzą rodzynki w cieście? Nie wie nikt. Ale wiadomo, że rodzynki są i wiadomo, że gdzieś rosną i wiadomo, że jest to prawda. Ale czy rodzynki wyrosły w tym cieście? To raczej nie jest możliwe, ale jeżeli ktoś o tym nie wie, to być może zdarzy się taka sytuacja, że ktoś inny siłą perswazji go przekona, że rodzynki rosną w cieście.
Moim zdaniem bardziej niż być może dokładnie taka sama sytuacja się wydarzyła ze wszystkimi religiami. To był ten moment, kiedy ludziom powiedziano, żeby zapomnieli o tej technologii, żeby jej nie obsługiwali, że ona jest niebezpieczna, należy do Boga, należy do bogów jednego, drugiego, trzeciego, czwartego. Wymaga specjalnej obsługi, jest zarezerwowana tylko dla elity i tylko ona może z niej korzystać i tylko w ten sposób może być dystrybuowana. Bo to jest ciekawa historia związana z tymi potężnymi wojnami, które gdzieś tam dawno temu, tysiące lat temu się działy. W pewnym momencie i wskazują na to wszystkie wykopaliska archeologiczne, mamy do czynienia z potężnymi centrami zamieszkanymi przez gigantyczne ilości ludzi, którzy żyli w sposób ekstremalnie pokojowy. Nie znajdujemy tam ani murów obronnych, nie znajdujemy tam żadnej biżuterii, która miałaby jakieś elementy walki. W sensie jakieś atrybuty brutalności, można powiedzieć miecze i tak dalej. Nie znajdujemy żadnej broni, nie znajdujemy żadnych zapisków, które mogłyby świadczyć o jakichkolwiek wojnach i podbojach. Nic z tych rzeczy. Przede wszystkim to, co chyba najbardziej zaskakuje archeologów, to właśnie brak owych murów obronnych, ponieważ był taki moment w historii, do którego w ogóle coś takiego nie istniało i był taki moment, że nagle pojawiają się armie, pojawiają się mury obronne, pojawiają się jakieś państwa, miasta, które starają się zdominować całą okolicę.
I fenomenem jest, jak to się mogło wydarzyć, ponieważ nikt przy zdrowych zmysłach nie oddałby swoich zasobów i swojej wolności jakiemuś watażce, jakiemuś wariatowi po to, żeby tamten go zakuł w dyby i zrobił z niego niewolnika. Musiał być jakiś inny powód i myślę, że powodem była technologia i ta technologia do pewnego stopnia jeszcze parę tysięcy lat temu całkiem nieźle działała i była wykorzystywana przez bardzo elitarną grupę ludzi, którzy strzegli tej technologii, pilnowali, żeby nikt nie położył na niej łapy. Wykorzystywali ją być może tylko dla swoich własnych potrzeb i być może był taki moment, w którym włączali te urządzenia po to, żeby wszyscy odczuli, że nie muszą już jeść, że są zdrowi, że wszystko jest okej. Nagle pojawiało się takie pole plazmowe, które napełniało wszystko właściwą energią i wszystko było okej. Panowie wtedy wychodzili i mówili: „To jest nasza robota, to jest nasz Bóg. Musisz przed nim uklęknąć i pamiętaj, od tego momentu jesteś jego sługą”. A jeżeli ktoś wpadł na pomysł, zrozumiał, że to nie jest kwestia boska, to jest technologia, powiedział: „Ej, chłopaki, zaraz, zaraz, zaraz. To jest urządzenie i to nie jest tak, że wy macie wyłączne na to urządzenie, bo to urządzenie zostało zostawione przez naszych przodków dla nas wszystkich, żebyśmy wszyscy z tego mieli pożytek, a nie tylko wy, garstko cwaniaków”. Ale garstka cwaniaków chyba wiedziała, jak obsługiwać urządzenie i chyba włączała i wyłączała to urządzenie. Nie wiem, czy kiedyś nie wspominałem.
Mam takie zawsze podejrzenie, że to się właśnie stąd wzięło, z włączania i wyłączania, bo jest to bardzo specyficzna technologia. Przynajmniej tak to wygląda. Ja próbuję ją troszeczkę rozkminić. Mam swoje różne przypuszczenia na ten temat, ale o tym to za chwilę, bo to jest właśnie historia z globalnymi zasobami dzisiaj w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, gdzieś pomiędzy Egiptem a nie wiadomo czym, a kosmosem. Zatem posłuchajmy sobie muzyczki, a ty możesz zadzwonić. Poza tym, że sobie radośnie słuchasz tej hiperprzestrzeni, możesz zasponsorować Radio Na Fali. Dzięki temu być może jakieś maszyny tu wrócą do mnie i się ogarnę troszkę lepiej z tym całym sprzętem po tej awarii. Z góry dzięki i namaste za wszelkie wsparcie. A tymczasem troszeczkę muzyczki. Właśnie, chwileczkę, moment, bo tu jak zwykle jest pewien drobny problem z kablami i ja próbuję to w tym momencie okiełznać, żeby ta muzyczka nam się już pojawiła.
I myślę, że chyba już się finalnie pojawi. Zatem pojawiaj się muzyko, pojawiaj, czekam na ciebie. Słuchajcie, mam tu jakieś drobne zamieszanie z tym całym sprzętem. Wygląda na to, że nie zawsze i nie wszędzie to urządzenie chce działać. Przynajmniej dzisiaj przy tych podłączeniach dzisiejszego kabla. Jak mówiłem, wszystko jest troszeczkę na taśmę klejącą dalej po rozsypce tego sprzętu. Szkoda, że tak wysypał, ale próbuję. Słuchajcie, próbuję, bo pierwszy się udał, poleciał, wszystko było okej. Także nie widzę powodów, dla których tutaj coś mogłoby nie zadziałać. Może teraz poleci.
Zobaczymy. Centralnie brak dźwięku powiem szczerze. Drobne zamieszanie, mam nadzieję, że przeżyjecie. Jak zwykle muszę być jakiś ziorany, szaleję z kablami i staram się to wszystko podłączyć, a nuż widelec w końcu to zadziała. Powinno w końcu. Powinno. A może nie powinno? Zobaczymy. Zaraz się dowiemy. Jak zwykle tajemnica poliszynela.
Co tu się w ogóle wydarzy z tym wszystkim, z tym urządzeniem? Właśnie. Ja tu siedzę z tymi gałkami, człowieku i nie wiem, nie mogę tutaj nic sobie wymyślić prawie że. Nic tu nie zadziała jak należy. Co za historia! To się wydarzyło, moi drodzy. To się zadziało. To nie wiem, co powiedzieć. Tyle muzyki było, tyle tego wszystkiego, a ja tu nagle się okazało, wylądowałem tylko i wyłącznie z szumem lasu. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak skorzystać z zapasowego urządzenia i puścić wam Jakiś zapasowy dźwięk.
Kompletnie spontanicznie, zupełnie innego urządzenia. Bo tylko to mi zostaje. Tylko to. Co za historia! A tu była taka playlista. Ja tu szaleję cały czas, żeby coś z tym zrobić. Zabawne, ale tymczasem po prostu posłuchajmy sobie jakiejś muzyczki, proszę państwa. Ahoj, ahoj, słuchaczko i słuchaczu. Okazało się, że udało się okiełznać problemy techniczne, tak że będzie jeszcze dzisiaj troszkę fajnej muzy. W hiperprzestrzeni szczęśliwie.
Uff, był moment stresu. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Telefon do ciebie: radionafali.com, jak chcesz zadzwonić i się odezwać. Co w ogóle myślisz na temat tej hipotezy? Zapraszam serdecznie. Oprócz tego jestem na czacie Radia Na Fali i tam też zaglądam jednym okiem. A tymczasem pośród tego radosnego świergotu ptaków wracam do tej hipotezy. Bo nie tylko w Egipcie nie było niewolnictwa, ale o czym wspominałem, bo lubię mówić o tych historiach, lubię opowiadać te historie o tajemniczych wykopaliskach i może jeżeli słuchasz „Hiperprzestrzeni” wcale nie od wczoraj, wcale nie od dziś, to kojarzysz historię z Terra Preta, tym niesamowitym terenem dookoła rzeki zwanej Amazonką, usypanym sztucznie przez nie wiadomo kogo. Ślady po tej cywilizacji są dosyć brutalne dla współczesnej archeologii, bo nie ma tam ani grama wojen, ani grama broni, ani grama murów obronnych.
I to jest dosyć poważny problem. Problem dlatego, że ta kultura funkcjonowała dokładnie w tym samym czasie, kiedy kilku ludzi ześwirowało i postanowiło odgruzować piramidy i postawili tam takie bardzo dziwne, krwawe kultury. Indianie Inka, Indianie Maja. Bardzo dziwne historie. Ofiary z ludzi, różne psychopatyczne jazdy. Ale oni mówili, że to nie oni wybudowali te miasta. Oni zastali te miasta. Miasta zostały wybudowane przez bogów. Nie wiem, czy mieli tą technologię, czy nie. Wiadomo było, że takie miejsca istnieją, że wiadomo było chyba od zawsze kilku ludziom na świecie, że dawno temu istniała taka globalna kultura i wielu ludzi, którzy zawodowo zajmowali się tworzeniem organizacji o nazwie Watykan, doskonale sobie z tego zdawało sprawę.
Zresztą korzeniami istnienia tej organizacji, jak i pozostałych organizacji, które powstały na kanwie cudownego, jedynego Boga, jest dokładnie nic innego jak zacieranie śladów tej oryginalnej cywilizacji, z której wszyscy pochodzimy, czyli takiej normalnej, ludzkiej, humanitarnej. Jest ten ślad religii człowieka, który jasno i wyraźnie mówi, że to nie jest kwestia bicia kolanem przed jakąś ścianą, modlenia się na klęczkach przed krzyżykami i tak dalej, że jest to sprawa związana dla mnie z technologią, ale troszeczkę inaczej pojmowaną, bo jest to technologia w pełnym humanitarnym wymiarze, czyli to, w jaki sposób funkcjonujemy na tej planecie, w jaki sposób pobieramy zasoby, które są niezbędne do utrzymania tego ciała, w którym tu podróżujemy, w tym wymiarze, w tej przestrzeni przez te parę lat. I nie ma to nic wspólnego z byciem długowiecznym, byciem wiecznie na chodzie i tak dalej. Chodzi o bycie i doświadczanie tego miejsca. I ta opowieść o religii człowieka gdzieś tam dawno, dawno z Egiptu mówi właśnie o tych rzeczach. Mówi, że świat został tak ułożony i że mamy taką technologię, że została nam dana i że nie musimy się niczego obawiać. Bo mówiąc szczerze, mamy wszystko, czego potrzebujemy. A jeżeli czegoś nam zabraknie, to są takie tajemnicze miejsca jak podziemia, które znajdują się pod piramidami, gdzie jest zbackupowana cała cywilizacja, cała kultura, cała technologia, którą można w dowolnym momencie odtworzyć, odpalić i po kłopotach. Ale jak się okazało, ten pomysł był niezbyt mile traktowany. Chyba nie trafił za bardzo na podatny grunt i efekt tego wszystkiego był taki, że zaczęliśmy się bić o zasoby.
Zamiast korzystać z zasobów, zaczęliśmy korzystać z siebie, widzieć siebie jako zasoby. Nie technologie, którą zostawili nam przodkowie. Nie te wszystkie historie z przeszłości, nie to, skąd pochodzimy, nie naszą rzeczywistą naturę, ale zupełnie inny koncept. Taki koncept związany właśnie z niewolnikami, z religią, z tym, że ktoś kontroluje percepcję czasu, że ktoś w ogóle kontroluje naszą percepcję rzeczywistości. Bo właściwie do tego się to sprowadza, że jest ktoś, kto podejmuje decyzje za nas i część naszej aktywności, znamienita część, mniejsza lub większa, jest realizowana tylko po to, żeby mu było lepiej, żeby mu było wygodniej, żeby on czuł się bezpieczniej. I do tego się to wszystko sprowadza. A tymczasem, żeby zostać właścicielem naszego czasu, trzeba wykonać wiele szereg takich manipulacji. Jedną z wielu takich manipulacji jest kalendarz, który nieustannie jest manipulowany. Ile mamy dni w roku? Na pewno mamy więcej niż normalnie wynosi kalendarz astronomiczny.
O czym chyba wszyscy doskonale wiedzą, że ten oficjalny rok jest dłuższy. Jest dłuższy dlatego, że te dni doliczano z okazji płacenia podatków, specjalnych świąt i tak dalej. Po to, żeby wszystkich zapędzić do jednego budynku, kazać im bić pokłony w tym samym kierunku lub coś w tym stylu, tak żeby mieć opcję kontrolowania dużej rzeszy populacji i na tyle wygodnej kontroli, że będzie można oferować im dowolne zasoby i na dodatek, co najważniejsze kontrolować zasoby, które oni posiadają. Bo to jest najistotniejsza sprawa. Bo właściwie jeżeli nie mamy urządzeń, które dają nam wszelkie możliwe zasoby, to kto może je dać człowiekowi? No nie żadne zwierzę, bo zwierzę nie jest zainteresowane budową ekskluzywnych apartamentów, tylko drugi człowiek, który może zrozumieć metaforę z tak zwanym ekskluzywnym apartamentem lub cokolwiek innego, ekskluzywnym złotym zegarkiem lub cokolwiek innego w ten deseń. Zwierzęta nie kupują tego kitu tak łatwo. Są jeszcze ludzie na świecie, którzy też tego kitu nie kupują i szczęśliwie nie pobiegli w tym kierunku. Dzięki temu świat ocalał i jeszcze chyba trzyma się w kupie w jednym kawałku. No bo to jest ta różnica.
To jest ta opowieść o cywilizacji, którą próbują nam opowiedzieć dzisiaj, że wszyscy mamy biec za materią, że materia jest jedyną rzeczą, że pochodzimy od wojen. Naszą naturą są czasy konfliktu i to jest coś, co determinuje nasze całe życie i wszystkie nasze zachowania dookoła. A historia jest zupełnie inna. I to jest ten nieustanny problem oficjalnej historii z każdymi wykopaliskami archeologicznymi. Bo to nie jest tylko ta potężna pokojowa kultura, której ślady są odnajdowane, tak jak mówiłem, chociażby w Egipcie, chociażby w Azji, chociażby w wielu innych miejscach. W Ameryce Południowej jest to samo i to nie tylko w jednym miejscu, i to nie tylko dookoła Amazonki, bo jest takie miejsce w Peru, tuż niedaleko stolicy Peru, na północ zdaje się. Tak wzdłuż wybrzeża się jedzie. Właściwie ciągnie się i na południe, i na północ, i w górę, i w dół tego miasta. Znajduje się tam potężny site archeologiczny, o którym też kiedyś wspominałem. Site archeologiczny gigantycznego miasta, metropolii i to takiej potężnej metropolii.
Gdyby to porównać do współczesnych miast, no to tak Londyn razy pięć, Londyn razy sześć, coś koło tego. Tak wzdłuż wybrzeża potężne miasto, można powiedzieć potężne osady ciągnące się po horyzont przez kilometry. Miliony ludzi tam mieszkało. No i znowu ten sam problem. Żadnych murów obronnych, żadnej broni, żadnych śladów jakiejkolwiek sztuki, która opiewałaby zwycięstwa w bojach. Nic z tych rzeczy, żadnej takiej patologii. No jest poważny problem. Co robić dalej? Bo oficjalna definicja mówi o tym, że to wszystko gdzieś ze krwi powstało, z mordowania się nawzajem. I dopiero pojawił się jakiś mądry człowiek, który był albo wyznawcą jakiegoś boga, albo jakimś mesjaszem, albo pojawił się jakiś znany polityk, władca, generał armii i dopiero on ustanowił porządek na ziemi.
A do tego czasu wszyscy się wycinaliśmy w pień nieustannie. No, okazuje się, że jest to absolutnie kłamstwo. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Tam jeszcze są inne opowieści pod tytułem jak wyglądały w rzeczywistości te sposoby zasiedlania Ziemi, jak to się odbywało po kolei. Czy zaczynało się od tego, że ludzie coś zbierali, a dopiero później na zasadzie ewolucji zaczynali coś uprawiać, później budowali miasta i tak dalej, i to się rozrastało, czy też wręcz odwrotnie? Bo wykopaliska archeologiczne mówią o czymś zupełnie innym. Pokazują, co tu dużo mówić, taki desant potężnej cywilizacji, która nagle nie wiadomo skąd się pojawiła, wybudowała gigantyczną ilość kamiennych struktur, zostawiła po sobie niesamowite rzeczy i zniknęła. A na jej miejsce przyszła banda troglodytów, która twierdzi, że oni, że tak powiem, posiadają spuściznę po tych bogach, którzy to wybudowali. I teraz każdy z nas, i ty, i ja musi do nich bić czołem, płacić im podatki, robić cokolwiek, partycypować w tej całej zabawie, w tym całym cyrku, który oni nazwali cywilizacją i który polega na rządzeniu zasobami. Rządzenie zasobami.
Dlaczego tak ciągle wracam do tych starych kamieni? Bo logicznie i jest to tak mocny argument, którego niezależnie od technologicznych aspektów sprawy nie da się przebić. Wyobraź sobie, że musisz zebrać grupę profesjonalistów i to tak potężną grupę, żeby obrobiła te wszystkie kamienie, żeby to zaprojektowała i żeby to wyprodukowała. Czy wyobrażasz sobie, że kiedykolwiek jakikolwiek profesjonalista na tym poziomie wiedzy, posiadający tak potężną informację, jak obrabiać kamienie niczym plastelinę, kiedykolwiek ulegnie woli wariata, który ma scyzoryk w ręku albo nawet tego scyzoryka nie ma i prosi go: „Wybuduj mi scyzoryk, zrób mi scyzoryk, którym pozabijam wszystkich albo wynajmę kogoś, kto pozabija wszystkich”. Ktoś, kto ma tak potężną technologię, nie ulega wariatom. To nie jest w ogóle kwestia dyskusji. To nie jest kwestia dogadywania się z czymkolwiek. Jest tylko jedna opcja. Ktoś musiał kogoś usunąć. Tak sobie myślę.
Na pewno tego nie zbudowali niewolnicy. To jest wręcz fizycznie niemożliwe. Nie ma profesjonalistów na świecie, którzy by posiadali taką technologię i dawali się, że tak powiem, tak manipulować i tak zastraszyć przez kogoś, kto właściwie, z ich perspektywy jest, można powiedzieć, pyłkiem. W sumie mając taką technologię, każdego takiego wariata, który przychodzi do nas ze scyzorykiem, można po prostu zdmuchnąć i nie ma z tym żadnego problemu. No właśnie i co się stało z tą technologią? Co się stało z tymi ludźmi? Bo ja mam taką swoją hipotezę dotyczącą tych właśnie piramid. No jedną z wielu hipotez. Też tu nie jestem oryginalny ani odkrywczy, ale tak ciągle za mną to chodzi. I to tak się właśnie ciągle lepi w ten sam wątek tej historii o zasobach, że były zasoby i one ciągle są i że nie ma z tym problemu i jest- A w dzisiejszych czasach, właściwie nie tylko w dzisiejszych.
Od tysięcy lat, od kiedy zapanowała jakaś dziwna banda, która rządzi tym wszystkim, sprzedaje się nam historię, że zasoby są limitowane i żeby cokolwiek mieć, musimy przystać na bardzo specyficzny rodzaj interesu, który polega na tym, że musimy zrobić komuś krzywdę dla kogoś po to, żeby ten ktoś nam dał coś. W skrócie mówiąc, musimy się ciągnąć do armii po to, żeby ten generał nas wysłał na drugi koniec świata, żebyśmy kogoś zamordowali, po to, żebyśmy mogli dostać nasz kawałek własnego życia, tudzież zasoby, dzięki którym będziemy mogli realizować swoje własne życie, takie jak ropa, prąd elektryczny, cokolwiek, co jest nam potrzebne w postaci jedzenia. I wygląda, że utkwiliśmy w takim schemacie. Dziwnym schemacie, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistą naturą nas samych i cywilizacji, z której się wszyscy wywodzimy, z której pochodzą wszystkie te, dla niektórych tajemnicze kamienie. Ale o tych zasobach to po muzyce. Tak się rozgaduję, rozgaduję, a muzyka już działa. To posłuchajmy tej muzyki wreszcie. No! Taka prawdziwa barowa piosenka, można powiedzieć. „No future“ zespół Sex Pistols, ale w troszkę innym wykonaniu.
Nouvelle Village prosto z Paryża. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni“ w radiu na fali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. I wracam do tej historii z tymi piramidami. Zanim opowiem o tych piramidach, bo ciągle odwlekam to, dużo wątków i ciągle w głowie nowe wątki się pojawiają. Może nie ciągle się pojawiają nowe, ale jak zwykle mam taką tendencję, żeby gdzieś się rozbiec po bokach, to może skończę o piramidach, a później wrzucę to, co mam do wrzucenia. Cokolwiek by nie mówić, przynajmniej z mojej perspektywy, piramidy wyglądają na część konstrukcji energetycznej, na urządzenia do produkcji zjawiska plazmowego. I naprawdę nie jestem tu jedynym dżentelmenem, o czym często mówię, który też ma takie wnioski. Zdarzyło mi się już robić eksperymenty, o których jakiś czas temu wspominałem, nie będę jeszcze raz tego powtarzał, które dosyć mocno potwierdziły tę hipotezę, że nie jest to byle jaki kształt i że doskonale się nadaje na generator plazmowy. Doskonale się nadaje do przesyłu energii wireless. Doskonale się nadaje do wielu rzeczy.
Jest doskonałą konstrukcją, jeżeli chodzi o propagowanie tych zjawisk, o których pisał między innymi Nikola Tesla i wielu innych. Sprawdziłem, widziałem, lampki się świeciły, wszystko działało. Ciężko mi uwierzyć, że jest inaczej. Podobnie sprawdziłem struktury megalityczne, czyli te tajemnicze budowle, gdzie jeden duży kamień jest oparty na trzech kamieniach. To też wygląda jak reaktory. Specjalna podstawka pod reaktory i cała ta historia dla mnie wygląda, jakby w pewnym momencie świat zaczął się po dużej, wielkiej katastrofie odbudowywać, rekonstruować. Postawiono kilka dużych generatorów, można powiedzieć reaktorów trochę innej mocy, która opiera się na zupełnie innych zjawiskach. I świetnie to działało i zaczęto rozbudowywać to wszystko. I coś się stało takiego strasznego, że jak walnęło w to, to rozwaliło w drobny mak. Nie wiadomo, co to było.
Być może była to historia związana z ową katastrofą 12 tysięcy lat temu. Wiele zapisów związanych z przepytywaniem Indian i wszystkich tych ludzi żyjących w dżungli, pamiętających legendy przodków o tych starych budynkach, mówi często tą samą historię, że to są budowle sprzed wielkiej katastrofy. Czyli w naszym mniemaniu możemy zakładać te 12 tysięcy lat do tyłu, kiedy wszystko się zmieniło. Mamy ślady tej wielkiej katastrofy wszędzie na świecie i później mamy moment stawiania właśnie menhirów, tych dziwnych kamiennych megalitycznych konstrukcji, które są troszeczkę młodsze. Właściwie nie wiadomo, która jest młodsza, a która starsza, bo to też jest w dużej mierze nasza spekulacja, ale kilka z nich jest teoretycznie młodszych. Przynajmniej tak wyglądają i wyglądają, jakby były stawiane w panice. Może nie do końca w panice. Były stawiane tak, żeby zrobić to bardzo szybko. Nie było zbyt wiele czasu, coś się działo i widać bardzo wyraźnie ślady próby odzyskiwania tej energii na małą, lokalną skalę. Właściwie nie wiadomo, na jaką skalę tak do końca.
Ja mówię tak na małą, lokalną skalę. Chodzi mi o budowanie sobie takich reaktorów gdzieś tam lokalnie, tak jak jest cała Szkocja zawalona, cała Anglia tymi budowlami, cała Francja. Właściwie te budowle są wszędzie, łącznie z Polską, Ameryką, każdym dowolnym kontynentem na świecie. Teraz się okazuje, że na Syberii są potężne megalityczne konstrukcje, które biją na głowę nawet te z Bliskiego Wschodu. Te obeliski zwane Baalbek z miejscowości, która się nazywa Baalbek i nikt nie wie, jak to zostało zrobione. Nikt nie wie, kto to zrobił, kto tam dotarł, jak to jest możliwe. Ale ślad wiedzie nas 12 tysięcy lat temu. Później jest zagłada i później jest, przynajmniej tak to wygląda, taka ponowna rekonstrukcja tej cywilizacji, ale już- Nie do końca udana. Być może udało się w kilku miejscach. Być może udało się częściowo ocalić część tego wszystkiego w Egipcie, może gdzieś w Azji i przez jakiś czas to wszystko funkcjonowało.
Skąd przypuszczenia, że udało się coś ocalić? Dlatego, że ślady po tym zostały w tych zapiskach, które nawet są robione owymi charakterami pisma, które już potrafimy rozczytać. Jest duża ilość zagadkowych, metaforycznych opisów urządzeń. Można oczywiście się spierać, czy to naprawdę chodzi o urządzenia, czy też chodzi o bóstwa i tego typu historie, ale ja bym obstawał bardziej przy urządzeniach. Tym bardziej, że mamy wykopaliska archeologiczne i jest ciekawa rzecz. Biżuteria, która jest robiona. Cała biżuteria jest robiona praktycznie za pomocą tej samej techniki. Czyli ktoś musiał wyprodukować tonę drutu bardzo podobnej średnicy i nagle cały świat starożytny, cywilizacje, które ponoć się nie znały, oszalały i zaczęły dokładnie z tego samego druta wszystkie robić sobie kolczyki, wisiorki i pierścionki. Jakieś takie nietypowe troszeczkę, że co? Wszyscy się umówili na ten sam rozmiar druta i na tą samą technikę pracy z tym drutem.
Intrygujące. Kolejny ślad, który znaleziono w Irlandii. Odkopano swego czasu, jak głosi fama, czyli twierdzenia archeologów, jedną z koronowanych głów w Irlandii. Jakąś taką królewnę. Nie wiadomo właściwie. Kogoś wysokiego stanu. Tylko tyle możemy powiedzieć, bo to, czy to był król, czy nie, to już są naprawdę mocne spekulacje. Według nas, ponieważ dookoła w grobie było bardzo dużo artefaktów, była to osoba o wysokim statusie społecznym. Tak się oficjalnie mówi. I był tam pewien drobny naszyjnik.
Naszyjnik zrobiony z niebieskiego malachitu. I nie byłoby problemu, gdyby nie to, że grób ma jakieś 2000 lat przed naszą erą czy prawie 3000 lat. Jest stary w każdym razie. Datowanie kości pozwoliło sprawdzić, jak stare. Mniej więcej tak 3000 lat do tyłu plus 2000 teraz. Jakieś 5000 lat od dzisiaj do tyłu. I przy zwłokach był naszyjnik z malachitu. Ale ten malachit nie pochodził nigdzie z Irlandii. Ten malachit pochodził z Egiptu i to z bardzo specyficznej kopalni owego malachitu w Egipcie. Podobny znajdowano przy faraonach w Egipcie.
Jest legenda, która mówi o tym, że praktycznie, można powiedzieć, ród koronowany, tudzież tak zwana władza w cudzysłowie, pojawiła się w Irlandii, tudzież na tych wyspach dokładnie z Egiptu. Jest masa opowieści na ten temat. Zresztą, co by tu nie ściemniać, bo wcale nie trzeba nic wymyślać, wystarczy prześledzić historię, która ciągnęła się dalej, łącznie z Rzymianami. Tutaj rodzili, w sensie w Anglii, w Londynie, rodzili się cesarze Rzymu w rzymskiej kolonii. To były normalne rzymskie kolonie. Jak nigdy nic. Jak gdyby nigdy nic. Tak zwyczajnie. Także kontakty pomiędzy tymi wyspami były cały czas, nieustannie. I moja koncepcja brzmi tak, że były nawet większe kontakty.
Zresztą udowodniła to pani, która przebadała mumię faraona, w której odkryto kokainę oraz tytoń, że kontakty były o wiele większe, ponieważ kokaina i tytoń rośnie tylko w Ameryce Południowej i tylko stamtąd można ją przywieźć. Czyli te kontakty musiały być spore. Wygląda na to, jak ktoś w pewnym momencie zaczyna limitować kontakty, limitować informacje, wmawiać nam, że świat jest mniejszy, że jest jakiś Bóg, że wszyscy mamy się kogoś słuchać, że nie ma niczego za darmo, że cała technologia musi być okupiona ofiarami ze krwi i to ludzkiej najlepiej. I żeby cokolwiek mieć, trzeba kogoś dorwać i odstrzelić mu głowę. I taki model historii nam sprzedano wszystkim. I teraz jest taka dosyć intrygująca zabawa na polu archeologii, bo nie wiadomo, jak wyjaśnić całą historię świata. Bo cokolwiek by nie mówić, wszystkie te opowieści nie mają nic wspólnego z rzeczywistym przebiegiem wydarzeń. Zresztą chyba doskonałym przykładem dla każdego z nas, i ciebie, i mnie, jeżeli śledzisz temat archeologii historii, jest chociażby historia Polski, zapomnianego kraju. Że niby kraj nagle powstał nie wiadomo skąd, łącznie ze chrztem Polski. A monety, które tam są znajdowane, sięgają parę tysięcy lat do tyłu.
Ale kraj powstał, kiedy był chrzest, a wcześniej nie było nic, tylko lasy i drzewa, które produkowały monety spontanicznie. Potężna ilość zakłamania, potężna ilość hipokryzji, a to tylko po to, żebyśmy nie wpadli na ten pomysł, że wcale nie musimy się strzelać, że mamy zupełnie inną opcję. Bo moim zdaniem cała ta historia służy tylko i wyłącznie do tego, żebyśmy nie byli świadomi swoich rzeczywistych zasobów. Ktoś nas ciągle okłamuje i mówi, że zasoby są zdecydowanie mniejsze niż są i że tego nie możemy, tamtego nie możemy. To jest zarezerwowane dla tamtego, to dla tamtego. Właściwie na dobrą sprawę w dzisiejszym świecie nawet nie ma żadnego limitu. Nie istnieją. Jedynym limitem jest ilość posiadanych pieniędzy. Do tego się to wszystko sprowadziło. I kiedy chcemy cokolwiek mieć, musimy mieć bardzo dużo pieniędzy.
A żeby mieć dużo pieniędzy, wszyscy doskonale wiemy, że musimy zrobić komuś krzywdę, bo tak działa ten biznes. Największe pieniądze robi się, obracając cudzymi pieniędzmi, a cudze pieniądze są zainwestowane w takie biznesy, że to głowa mała. Zresztą wystarczy się przyjrzeć na to, co się dzieje aktualnie na świecie. Wystarczy spojrzeć na Syrię, na Irak, Afganistan, kilka krajów w Afryce, Ameryce Południowej, kilka innych krajów okupowanych radośnie przez Trzecią Rzeszę, która teraz się nazywa Giełda Nowojorska i demokracja. Czy jakoś tak. I konsekwencje tego są piorunujące. I ciągle się nas uczy o tym, że są lepsi i gorsi. Jest rasa panów i rasa władców. Wraca troszeczkę taka retoryka jak za czasów Adolfa Hitlera, że ci, którzy mówią innym językiem, mieszkają na innym kontynencie i nie jedzą tego samego jedzenia co my, w taki sam sposób co my i generalnie wierzą w zupełnie inne sprawy, to to jest motłoch, który nie nadaje się nawet na ludzi. A my jesteśmy cywilizacją.
Zresztą wystarczy spojrzeć na tytuły współczesnych gazet, które się drukuje w dzisiejszych czasach, gdzie jest bardzo jasny i wyraźny podział na tak zwaną zachodnią cywilizację i kulturę oraz Bliski Wschód. Jedni są kulturą, a drudzy są Bliskim Wschodem. To jest dokładnie taka sama zabawa, robiona zresztą przez spadkobierców tej samej zabawy, która się odbyła w III Rzeszy. Przecież nie kto inny jak giełda nowojorska zafundowała tą zabawę w III Rzeszy całemu światu i nie tylko tą zabawę, bo wiele innych zabaw. Teraz próbuje zafundować kolejną. I to jest ta historia związana właśnie z tym prawem morskim, z tym niewolnictwem, które aktualnie panuje wszędzie na świecie. Inny poziom cywilizacji, zupełnie inna cywilizacja. Cywilizacja braku zasobów i niewolnictwa. Człowiek stał się sam zasobem dla siebie. Musi przynieść te zasoby w zębach drugiemu człowiekowi, inaczej go nie ma.
Wszystko jest oparte na prawie morskim własności towaru, którego kontynuacją jest biznes, marketing, statystyka, analizy finansowe, analizy giełdowe, giełda, handel niewolnikami. Otóż to. Handel zasobami, tymi niewolnikami, którzy się uwijają jak te małe mrówki przy tych statystykach, analizach ekonomicznych, fabrykach i tak dalej, po to, żeby to prawo morskie mogło działać. To jest w ogóle taka zabawna historia z nami samymi, bo to nie jest problem ze światem. To jest moim zdaniem problem albo ze mną, albo z tobą. To jest nasz indywidualny problem, człowieku. To nie jest problem świata. To jest problem twój albo mój. Albo płyniemy na łódce i spędzamy cały czas poddając się tyranii jakiegoś kapitana, który jest tyranem i chce wszystkich zagłodzić na okręcie, zmusić do morderczej, nadludzkiej pracy za wiosłami. I ci, którzy siedzą za wiosłami, czyli my, zamiast obalić tego kapitana, zaczynamy sobie opowiadać bajki o potworach morskich.
Zaczynamy się pokrzepiać, że może kiedyś jakiś potwór morski, a ktoś widział potwora morskiego. Opowieści o potworach morskich, a ciągle kieruje nami psychopata. I zamiast oderwać się chociażby na te pięć sekund od tych wioseł, trzepnąć tego jołopa w czaszkę, jak trzeba to go wyrzucić z pokładu tego okrętu i przestać się orać, że tak powiem i popłynąć sobie w jakimś miłym kierunku na jakąś miłą plażę i się troszkę zrelaksować i zająć się swoim własnym życiem, to my indywidualnie mamy takie zgięcie chyba wszyscy jeszcze w cywilizacji, że lubimy opowiadać sobie bajki o smokach, zamiast zająć się rzeczywiście przetwarzaniem cywilizacji, która jest dookoła nas, naszego życia i naszego potencjału, który jest i odgruzowywaniem tego potencjału. Co w dzisiejszych czasach jest dosyć widoczne, bo niektórzy nieustannie o wojnie, a niektórzy siedzą i zwijają różne urządzenia, klepią urządzenia, działają. Świat się zmienia po cichutku. Dlatego po cichutku, że głośno nikt nie chce o tym mówić, bo głośno wszyscy chcą mówić o wojnie, głośno wszyscy mają konflikt i są wychowani w konflikcie. Ja też byłem wychowany w konflikcie i trochę tego we mnie jest, jak i w tobie, w każdym z nas. I teraz pytanie, czy to będzie determinowało mój obraz rzeczywistości, czy też nie? Moim zdaniem nie. Taką mam opcję.
Jakoś nie czuję się niewolnikiem tego systemu i nie mam zamiaru doglądać cudzego biznesu, szczególnie patologicznego biznesu. Jakoś tak nie czuję się swobodnie z tym, że ktoś ma mentalność władcy nade mną. Inna sprawa, że tą mentalność władcy mamy sami w sobie i sami produkujemy ten scenariusz dla świata. Tak długo, jak nam się wydaje, że jesteśmy lepsi od kogoś, że ktoś jest taki, bo mieszka w innym miejscu, a my reprezentujemy jakąś cywilizację ponoć wyższą, no to w tym momencie już jest po nas. Już właściwie się okazało, że niewiele różnimy się od tych chłopaków, które tam zakładały brązowe mundury i razem z okrzykiem „Sieg Heil" maszerowały tam, gdzie wódz im powiedział, żeby maszerować. Takich ludzi zawsze jest pełno na świecie. Dobrze, żebyś ty ani ja, żebyśmy się nie zamienili w takiego człowieka, bo to jest poważny dramat dla świata, jak widać tutaj dosyć mocno dookoła. Iluzja wyboru i iluzja ratowania świata, że jak założymy mundur i dokonamy tego wyboru, to uratujemy świat przed zagładą, nie zdając sobie sprawy, że to my jesteśmy tą zagładą, która doprowadza wszystko do kompletnej ruiny. Ale wracając do źródłowych informacji, moi drodzy i pojawiających się odkryć, bo to są właśnie te sprawy związane z tym, że te odkrycia — jest taki moment w historii — nagle się zaczęły pojawiać i to w skali masowej. Jest coraz więcej trzęsień ziemi, coraz więcej wykopalisk archeologicznych, coraz więcej się dzieje, coraz więcej ludzi odkrywa, jak działają w rzeczywistości urządzenia, jak działa moc, która odpowiada za nasze zasoby i nie można tego zatrzymać.
Jest to związane też z aktywnością słoneczną. Jest to w ogóle związane z aktywnością całej planety i podejrzewam, że dżentelmeni, jak ich tutaj grzecznie nazywam, którzy siedzą i próbują pociągać za te sznurki, żeby ciągle te karabiny się sprzedawały za dobrą cenę wszędzie na świecie, są chyba troszeczkę przerażeni, bo świat wymyka im się z rąk. Nie da się zatrzymać fali rozwoju, nie da się zatrzymać tej fali powracających wspomnień, tej fali, która zaczyna się od nostalgii, tej fali, która kończy się przypomnieniem sobie od początku do końca, kim się jest i kim się nie jest na tej planecie i co, i jak powinno się robić i czego przede wszystkim nie powinno się nigdy robić. Ta fala wraca i myślę, że ci kolesie teraz trzęsą się mocno w portkach. Mocno. I robią wszystko, co tylko mogą, żeby przykryć tą falę, żeby wykorzystać każde uderzenie słoneczne, każdy pojawiający się impuls burzy słonecznej do na przykład sprowokowania jakiejś fali agresji, żeby w naszej głowie zamieszkał strach przed kimś, kto przyjdzie z pistoletem i pozbawi nas i naszych bliskich życia. Na pewno będzie to wyświetlane w gazetach, w telewizorach, wszędzie, żeby ten obraz stał się bardzo plastyczny, żebyśmy z tym zasypiali, żebyśmy budzili się z tym obrazem, żebyśmy z tym obrazem Siedzieli na toalecie, żebyśmy z tym obrazem otwierali lodówkę. Żebyśmy się bali, żebyśmy myśleli, że jedynym wyzwoleniem jest to, co nam proponuje banda owych cwaniaków. I do tego się to wszystko sprowadza. Jaki news i jaka informacja zdominuje mój umysł o zagrożeniu czy o rozwiązaniu?
To jest elementarne pytanie, które każdy z nas powinien sobie zadać codziennie w dzisiejszych czasach, szczególnie jeżeli mieszka w dużym mieście, gdzie ma dużo reklam i dużo newsów na temat co się aktualnie dzieje według kogoś i co według kogoś jest ważne w tym wszystkim. Jaki jest sens tego wszystkiego? Moim zdaniem trywialnie prosty. Ciągle chodzi tylko i wyłącznie o to, żebyśmy siedzieli cicho jak trusie i wierzyli w to, że są limitowane zasoby na świecie i że są mądrzy ludzie, którzy wiedzą jak dzielić te zasoby. I że jeżeli ten mądry człowiek coś mówi, to nie możemy mu się sprzeciwić. A jeżeli przyjdzie taki pomysł nam do głowy, to nie zdziwmy się, kiedy przyśle tu policję w uniformach antyterrorystycznych tylko dlatego, że nie podoba mu się nasze zdanie. On wie, on zna się, on to potrafi robić i on jest odpowiedzialny. Taka jest bajka, która nam się sprzedaje. W rzeczywistości wiemy, że są to naćpani kokainą starcy, z reguły często mocno pijani, których rozrywki są co najmniej, delikatnie mówiąc, patologiczne. Czasami, jak wspominam, wyciekają te fakty na zewnątrz, historie z małymi dziećmi i tak dalej.
Nawet nie chcę w to wnikać, bo szkoda naszego życia na martwienie się i życie w zagrożeniu. Chodzi o to, że jest rozwiązanie, moi drodzy. Tych rozwiązań nawet jest więcej niż jedno. Jest ich parę. I to jest właśnie ta tajemnica. To jest właśnie to, dlaczego chowa się te technologie. To jest dokładnie to, dlaczego skuwało się te wszystkie tajemnicze rzeźby. Ten jedyny powód, dla którego skuwało się całą informację z tych steli, to jest powód, dla którego się manipuluje historią do dzisiaj na bieżąco. To jest jedyny powód. Właśnie ta tajemnica, że jesteśmy spokojnie, bez żadnych problemów w stanie zapewnić sobie spokojne funkcjonowanie jako całego gatunku na tej planecie i jeszcze podróżować po innych planetach, jak to bywało dawniej.
Niektórzy w to nie wierzą. To już kwestia przeglądnięcia wykopaliska archeologicznych i sprawdzenia kilku proporcji kosmicznych w budowlach, które małe nie są. Znajdują się w Egipcie, w Meksyku, na Jukatanie, w Azji się znajdują. Trzeba wziąć linijkę, pomierzyć, a później trzeba się zastanowić, kiedy nie ma satelitów, skąd wziąć taki pomiar? Skąd wziąć te dokładne wyliczenia, które są proporcjami kosmicznymi znanymi tylko i wyłącznie nam z satelit, z tego, że posiadamy taką technologię. Można się wtedy zastanowić, skąd się brały te zasoby wtedy, jak wyglądała ta gospodarka zasobami. Tymczasem jakaś miła i spokojna piosenka, bo tu deszcz się rozpadał, a w Londynie już jest chłodno, czuć zimę, liście zwiały już z drzew. Kurczę, takie coś. A my posłuchajmy sobie muzyczki. Ty i ja razem tutaj.
Tarara, muzyczka gra. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek, a oprócz tego ta audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. I pozdrawiam ciebie, człowieku słuchający tego offline, gdzieś tam pędzisz w swoim samochodzie. I na koniec, moi drodzy, wszyscy jak tu jesteśmy i ja, i ty, i ty na czacie, tak mówię wszyscy. No właśnie, to ja mam takie pytanie do ciebie. Ja też sobie zadaję to pytanie. To jest takie dosyć mocne pytanie, moim zdaniem i dobre pytanie. Nie ma jak to dobre pytanie.
A co jeśli wszystkiego jest w bród? Wyobraź sobie, że nie musisz już iść do roboty. Nie musisz piłować innych ludzi. Nie musisz od nikogo niczego wymagać, bo nagle się okazuje, że masz coś w rodzaju, że tak powiem, posłużę się metaforą z filmu „Star Trek”. Masz coś takiego jak replikator, takie urządzenie, które robi ci dowolnie to, czego potrzebujesz. Masz w cholerę miejsca, jeżeli ci za mało na ziemi, to możesz sobie polecieć gdzieś dalej. Możesz sobie zrobić jakąś przestrzeń wielowymiarową w innym wymiarze. Nigdy nie brakuje miejsca do mieszkania. Jest go pełno. Nigdy nie brakuje jedzenia, nigdy nie brakuje rzeczy.
Jedyne co może brakować, to ochoty na wieczne gonienie za swoimi żądzami i na robienie tych rzeczy. Także jeżeli nagle się okazuje, że wszystkich zasobów jest w bród, nie musisz tankować nic do swojego samochodu, bo samochód po prostu jedzie. Wsiadasz do niego i jeździ tak długo, jak nim nie wyrżniesz w drzewo i nie poprosisz kogoś, żeby ci naprawił. Tak długo samochód jedzie i nie trzeba nic w nim naprawiać. Po prostu działa. Jedzie. Zupełnie inny rodzaj poboru energii. Zupełnie inna energia. Lewituje sobie nad ziemią, po prostu sobie płynie. Nie potrzebujesz niczego więcej.
I co wtedy? Co wtedy, kiedy nie potrzebujesz prądu, żeby zasilić swojego laptopa, na którym chcesz obejrzeć swoje wspomnienia z wakacji, wideo swoich przyjaciół, które ci wysłali, przeczytać coś, cokolwiek zrobić. Co wtedy, kiedy nie musisz już płacić za to? Co wtedy, kiedy żaden producent, taki mały domowy producent, nie mówię o korporacjach, które mają to w dupie. Mówię o małych producentach. Nagle Obniża cenę swojego produktu, czy to jest kanapka, pieczywo, linijka, długopis, efekt do gitary, zupa, garnek. Obniża cenę o koszta energii, które musiał ponieść, żeby wyprodukować to coś, tworząc tą materię, czyli pozyskując ten metal i robiąc z niego na przykład garnek albo cokolwiek. Co wtedy się stanie z cenami? Nagle okazuje się, że właściwie nie ma ceny. Nie ma czegoś jak cena za bardzo, poza tym, że ktoś musi usiąść i zrobić dla nas, jeżeli mu się chce, bo właściwie każdy z nas ma takie zasoby.
Każdy z nas może pozyskać, każdy z nas może sobie coś takiego zrobić. I co w tym momencie? Wtedy nie ma potrzeby na deal, nie ma potrzeby na biznes, nie ma potrzeby na analizę gry i zabawy towarzyskie w strategię i mordowanie ludzi. Jeżeli już masz wszystko, czego potrzebujesz do życia, możesz zjeść, cokolwiek chcesz zjeść. Możesz jeść codziennie trufle, jeżeli się uprzesz. Nawet jeżeli nie lubisz ich zbierać, bo ci to urządzenie daje dokładnie to, czym trufle są. Czujesz ich smak, czujesz konsystencję, masz swojego trufla. Cokolwiek. Chcesz sztaby złota? Masz urządzenie, które daje ci milion sztab złota.
Daje ci tyle, że właściwie nie wiesz, co masz z nimi zrobić. To co wtedy? No właśnie, czego się będziesz bać? To jest dobre pytanie. Kim się wtedy staniesz? Cwaniakiem, który próbuje rządzić innymi ludźmi? Zarządzać za pomocą giełdy? Dociskać innych do ściany czy też coś innego? Kiedy nagle się okaże, że wszystkiego jest w bród, to kim wtedy staną się te cwaniaki, które rządzą tym światem? Jaka będzie ich rola wtedy?
To jest dobre pytanie. I to jest dobra odpowiedź, żeby się zastanowić, dlaczego kilku ludzi na świecie dalej uparcie brnie w tą zabawę. W tą zabawę, to też jest inna sprawa, brnie każdy z nas. Ty i ja. Potrafimy w to brnąć. Oczywiście nie musimy. Nie wiem, czy ty brniesz. Ja tak niespecjalnie chyba brnę w tą zabawę. Raczej ją omijam. Mam nadzieję, że ty też ją omijasz.
Ale są tacy, którzy brną w tą zabawę i też swego czasu ja brnąłem w tą zabawę i pewnie ty też. I to się też stąd wzięło, że uwierzyliśmy, że zrobimy jakiś deal, wykonamy jakąś transakcję, wykonamy jakiś strategiczny ruch zaplanowany, który przyniesie nam spokój od tych kolesi, którzy zarządzają tym wszystkim dookoła. Bo właściwie jaki jest powód, dla którego pracujemy? Dla którego kupujemy sobie mieszkanie, izolujemy się od ludzi, dla którego uciekamy od świata. Bierzemy swoją kasę, którą dostajemy jako wypłatę w kieszeń i biegniemy jak najszybciej do swoich spraw, żeby zapomnieć o miejscu, z którego się wzięła kasa najczęściej. Czego się boimy? Boimy się tego, że nasza egzystencja zostanie zagrożona i cała ta cywilizacja nie jest żadną cywilizacją dla mnie. To jest nic innego jak tylko nieustanne dealowanie strachu. Czasami coś się pozytywnego wydarzy i pojawi się prąd elektryczny, pojawi się internet, pojawi się kilku ludzi, którzy się nie bali i zrobili to tak, jak należy i dzięki temu się komunikujemy. I nagle okazuje się, że relacje między nami nie są oparte na strachu, że cywilizacja, którą tworzymy tu, ty i ja, tu teraz, dokładnie, nie opiera się na lękach, tylko opiera się na tym, że każdy ma jakąś refleksję i każdy ma odwagę, żeby ją wypowiedzieć.
Jeżeli się spojrzy na te stare zabytki, to nie jest taki świat, jaki my znamy dzisiaj. To musi być zupełnie inny świat. I ja się czuję bardzo przyjaźnie, bardzo znajomo z tym światem, który jest właśnie w tych starych kamieniach. Nie wiem jak ty. Zawsze mam taki instynkt, jak widzę te stare rysunki, że wiem, o co chodzi, że to jest moje, że to jest część mnie, że to jest moja spuścizna, że to jestem ja. Tylko że zapomniałem, o co w tym wszystkim chodzi. Inną sprawę sobie troszeczkę poprzypominałem z czasem i zagadnienia pod tytułem pozyskiwanie energii nie są już dla mnie aż taką tajemnicą. Wiem, że jest to możliwe i wiem, że to się dzieje. Dzieje się wiele rzeczy na świecie. Świat się naprawdę bardzo mocno zmienia w bardzo dobrym kierunku.
Aczkolwiek trzeba pamiętać, żeby nie ulec temu szaleństwu, tak sobie myślę. Właśnie nie wiem, czy trzeba o tym pamiętać. Dobrze jest być świadomym, że rozwiązanie nie ma nic wspólnego z lękiem. I to jest zasadnicza sprawa, na której warto się oprzeć. I taki jest koncept. I to, co się nam sprzedaje w postaci cywilizacji, historii, zawsze będzie nas od tego odciągało. I to jest związane z negowaniem owej cywilizacji też, bo jest taka opinia, że można sobie wziąć coś z niej, wykorzystać, przetrawić po swojemu, że nie można się tak odcinać od wszystkiego, że to jest zbyt ryzykowne, niebezpieczne, bo dużo ludzi w to wierzy, bo takie są zasady, bo tak już jest. Ja się tak zastanawiam, kto powiedział, że tak już jest? Kto powiedział, że tak już było? Kto powiedział, że tak musi być?
Kto powiedział, że to jest cokolwiek? To jest nic innego jak nasze mówienie, że coś musi tak być, ale wcale nie musi. To jest kwestia tego, czy sobie powiemy, że musi, czy nie musi. Jeżeli powiemy sobie, że musi być zupełnie inaczej, to będzie zupełnie inaczej i to tylko zależy i wyłącznie od nas. Teraz jest taka piękna historia związana z Panem Keshe, który opublikował wyniki swoich badań. To jest człowiek, który zajmował się pracą naukową chyba praktycznie całe swoje życie. Pracował w CERN-ie, był taki fizyk nuklearny, jądrowy, który siedział przy reaktorach i uczył się na bieżąco takich rzeczy, obsługując te maszyny i siedząc właśnie przy tym wszystkim. O czym niewielu ludzi wie, niewielu ludzi chce powiedzieć, bo oczywiście najlepiej zrobić z pana Keshe'go jakiegoś szaleńca, wariata i psychopatę, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że rozmowa jest o jednym z największych fizyków jądrowych, aktualnie żyjących, który odrzucił nominację Nobla. Zgłoszenie swojej własnej osoby do nominacji Nobla i kilka innych zaszczytów odrzucił. Lepiej jest powiedzieć o kolesiu, że jest wariatem i świrem i nie doczytać do końca.
Lepiej jest być tłukiem i nieukiem w dzisiejszych czasach i to się lepiej sprzedaje. To jest klimat owego pomysłu na limitowanie zasobów, że jak mamy w głowie wylimitowane te zasoby, to każdy, kto nam się pojawi, kto ma rozwiązanie, zawsze będzie wariatem, bo jedyną naturalną opcją na świat jest to, że mamy limitowane zasoby i każdy, kto mówi, że jest inaczej, jest świrem i trzeba dzwonić po karetkę. I to nie jest prawda. I tak dalej. O ile każdy rzuca się bardzo chętnie do gazety. Myślę, że dzisiaj setki, jeżeli nie tysiące ludzi wydało swoją własną kasę na to, żeby kupić co najmniej parę gazet i przeczytać, co w gazetach napiszą o tym, co się wydarzyło we Francji, to troszkę mniejsza ilość ludzi rzuciła się na to, żeby kupić sobie miedziany drut i sprawdzić to, co mówi pan Keshe w praktyce. Taka prosta historia. Każdy robi to, co robi, a później się dziwimy, że świat jest taki, jaki jest. I to jest ten numer związany z tą cywilizacją. Bo wierząc w tą cywilizację i żyjąc według tych zasad, czy chcemy, czy nie, jesteśmy w takiej bardzo prostej roli.
Roli niewolników dla bardzo wąskiej, jednoprocentowej grupy panów zasobów tego całego świata. I oni nam wytyczają kierunki, w których idziemy. Oni nam wytyczają model telefonu komórkowego, który będziemy mieli. Oni wytyczają nam standardy telekomunikacji, jak będziemy ze sobą rozmawiali, czy Skype się zawiesi, czy nie. I oddajemy im to wszystko tak lekką ręką. Oddajemy wszystko z siebie. A pomysł jest bardzo prosty. Zbuduj sobie coś samemu. Nic więcej. Zacznij robić swój własny świat.
I to jest chyba ta historia związana z tymi starożytnymi wykopaliskami i starożytnymi budynkami, które nie do końca zostały zniszczone. Że to jest inna cywilizacja. Cywilizacja, w której nie brakuje zasobów. I to jest powrót do tej cywilizacji, o czym nam się nie chce mówić, bo jeszcze jakiś cwaniak troszeczkę straci i się okaże, że już nie jest tak wyjątkowy i ta jego fura nie robi na nikim wrażenia. W sytuacji, kiedy każdy może mieć taki samochód, no to co? To już nie może zaspokoić swoich kompleksów. I nagle cała ta misterna układanka się przewraca. No właśnie, ciągle to samo pytanie: co zrobisz, kiedy wszystkiego będziesz mieć w bród? Co wtedy zrobisz? Co wtedy zrobisz, kiedy najbardziej ekskluzywne rzeczy, które wydają ci się upa-dupa, nie wiadomo co i że warto za to zabić.
Nagle się okaże, że możesz mieć dowolną ilość tych rzeczy i nie musisz nikogo zabijać. Gorzej, każdy może mieć dowolną ilość tych rzeczy i też nie musi nikogo zabijać. Przez co tracisz jakąkolwiek swoją wyjątkowość. Żaden przedmiot nie będzie mógł cię zdeterminować. Dzisiaj jak wsiadasz do samochodu, na który wydasz 200 000 funtów na ruchliwej ulicy, to wielu się obejrzy i kiedy ruszysz tym samochodem, wielu chłopaków, wielu znajomych właśnie powie: „Też bym taki chciał”. Wiele dziewczyn powie: „Och, też bym taki chciała”. No właśnie, gdzie jest nasza głowa? Gdzie jest umysł? Gdzie jest istota człowieka? Czy o to chodzi, żebyśmy chcieli właśnie taki po to, żeby zaimponować komuś?
To jest taka kultura braku wiary w samego siebie. Kupujemy przedmioty po to, żeby zaimponować innym ludziom na zewnątrz. I taki ślad cywilizacji widać, kiedy się cofamy w starożytnym Egipcie, kiedy się cofamy w Ameryce Południowej. Widać, że do pewnego momentu cywilizacja wyglądała zupełnie inaczej. I w pewnym momencie stało się coś takiego, że nagle komuś wpadło do głowy, że jak roztrzaska urządzenie, które przynosi wszystkim pożywienie, przynosi wszystkim energię i robi wszystkim zdrowie, to jak roztrzaska to urządzenie, to sobie z tego drutu nawinie kolczyki albo jakieś bransolety i będzie paradował z tymi bransoletami po wiosce. A że nie będzie miał żadnych skrupułów, to będzie chodził z nożem. Jak ktoś do niego podejdzie, to będzie go chciał potraktować nożem. Albo wynajmie kogoś. Znajdzie kogoś, kto będzie też chciał nosić złoto i powie: „Dam ci tyle samo, co ja mam, ale musisz zrobić komuś krzywdę”. I tak powstało to całe, że tak powiem, stowarzyszenie ludzi uważających się za forpocztę cywilizacji nie wiem jakiej.
Ciężko nazwać to cywilizacją w jakikolwiek sposób. Szczęśliwie nie da się zatrzymać wiedzy, nie da się zatrzymać odkryć archeologicznych, nie da się zatrzymać wynalazczości. Nie da się zatrzymać przede wszystkim działających urządzeń, które nie wymagają ani płacenia rachunków, ani brania kredytu, ani robienia innych głupich rzeczy, które doprowadzają nas do poziomu bycia niewolnikiem. Szczęśliwie świat się zmienił i teraz jesteśmy w takim momencie, że tylko i wyłącznie do ciebie albo do mnie należy wybór, w jakim świecie się będziemy budzić. Ja to często mówię, ale teraz jest idealny moment, bo to widać wręcz jak na dłoni. Mr Keshe opublikował dokumentację urządzenia. Jest łatwe jak schemat cepa do zrobienia. I co się dzieje na świecie dookoła? Na świecie nagle dzieje się news, który mówi o tym, że jest wielki konflikt i ten news zaprasza nas wszystkich do konfliktu. Ten konflikt ma być czymś, czym żyjemy.
Nie ma rozwiązania. Wszyscy ciągle szukają konfliktu. A co by było, gdyby ktoś nas zaprosił do rozwiązania? No więc słuchaj, ja siebie zapraszam do rozwiązania. Nie wiem jak ty. Jeżeli potrzebujesz jakiejś otuchy, ekstra zaproszenia, to ciebie też zapraszam do rozwiązania. Kup sobie troszkę miedzianego druta, sprawdź sobie wszystkie te rzeczy. Wynalazków na świecie, jeżeli chodzi o odłączenie się chociażby czysto energetyczne od tej sieci infrastruktury jest trochę. To nie jest tylko i wyłącznie jedno rozwiązanie. Jest tego naprawdę sporo już w dzisiejszych czasach i będzie tego coraz więcej.
Już za parę chwil pojawią się kolejne urządzenia i nie tylko od pana Keshe'go. Także nie pozostaje nic innego, jak zastanowić się, i to tak już całkiem serio, nad tym, co się stanie, jeśli będziemy mieli wszystkiego w bród. Co wtedy zrobimy ze swoim własnym życiem i czy może nie jest to właśnie ten moment, że chyba powinniśmy zacząć to robić dokładnie tu i teraz ze swoim własnym życiem? Bo właściwie to się zaczęło. Ten świat już istnieje, a jak się potoczy dalej, to już zależy tylko i wyłącznie ode mnie, od ciebie i od każdego z nas z osobna, tak sobie myślę. Historia jest dosyć oczywista i nie pozostawia za bardzo złudzeń na temat tego, co się działo w przeszłości. I ja myślę, że jeżeli się mnie zapytasz, czy chcę wracać do tego pomysłu na troszeczkę inne funkcjonowanie, na normalne funkcjonowanie, gdzie wszystkiego jest w bród, zasobów jest w bród i nikt nie musi się martwić o to, czy się naje, czy będzie miał dach nad głową, czy wszystko będzie okej z jego zdrowiem, to ja do takiego świata zdecydowanie. Ten drugi mnie nie interesuje. Uważam, że jest produktem chorych, biednych ludzi i chyba czas najwyższy się z tego wszystkiego wyleczyć. Taki mam pomysł i o tym dzisiaj chciałem powiedzieć.
To jest moja hipoteza na temat wszystkich tych spiskowych rzeczy, tych strachów na lachów, tego, co się ukrywa. Bo za tym wszystkim jeszcze stoją, o czym wspomniałem chyba w poprzednim odcinku, nasze kosmiczne połączenia. Bo za chwilę, jak się okaże, że nie mordujemy się nawzajem, że zrozumieliśmy siebie samych i potrafimy dać sobie spokój, ciszę, relaks i frajdę oraz radochę i w ogóle fajne życie wszyscy nawzajem, to za chwilę zapukają do nas nasi sąsiedzi z kosmosu, bo mamy troszeczkę sąsiadów w innych wymiarach, którzy latają po kosmosie tak jak nasi przodkowie latali po kosmosie. I to się za chwilę może bardzo wyraźnie pokazać na niebie. Ale kto to wie? Kto to wie, moi drodzy? Taka jest moja spekulacja. Taka jest moja hipoteza, że taka historia nas tutaj czeka. Taka dosyć, że tak powiem, mocna historia, bo kilka mitów runie tak czy siak. Już runęło, tylko że się o tym głośno nie mówi.
No ale runie jeszcze więcej. I myślę, że te, które runą, uch, nie pozostawią z tej cywilizacji kamienia na kamieniu. I bardzo dobrze, bo właściwie nie ma czego żałować. No chyba że ktoś ma jakieś konto w szwajcarskim banku, gdzie nazbierał parę ton złota i myślał, że czyni go to wyjątkowym, specjalnym i szczęśliwym w życiu. I nagle się okaże, że całe życie zmarnował na zbieranie nieruchomości. Nagle się okazało, że nie mają żadnej wartości te biedne nieruchomości. A on i jego życie? On cały czas w pracy. Dzieci to widział tylko w przerwach, czyli w weekend, jak nie pracował. I tak powstawały generacja za generacją, generacja za generacją nieszczęśliwych ludzi.
I nagle się okazało, że wow, nie trzeba już niczego robić, nie trzeba już niczego mieć. Wszystko jest. I co wtedy? Dobre pytanie. Myślę, że warto się zastanowić i myślę, że jest to jedno z najbardziej poważnych serio pytań, jakie można sobie zadać w dzisiejszych czasach. Właśnie w tym momencie, kiedy wszystko ulega kompletnej transformacji na świecie. Co właściwie będę robił, kiedy wszystkiego będzie w bród? Ja już tu mam odpowiedź, co będę robił. Ale to ja. Na pewno będę robił trochę radia.
O i tyle. Także zapraszam na następny odcinek „Hiperprzestrzeni”, gdzie jak zwykle o jakichś zabytkowych historiach. Ja to już kończę ten odcinek, także dzięki za słuchanie. Nie odbieram już telefonów, moi drodzy, bo to koniec tego odcinka. Koniec. Zapraszam na wieczorową porę z telefonami i zapraszam cię słuchaczko i słuchaczu, żebyś wpadła do Radia Nafali tak zwyczajnie, poza Radiem Paranormalium, które transmituje „Hiperprzestrzeń” do archiwum i żebyś wpadła i żebyś ty też wpadł do moich zacnych kolegów, którzy mają też inne audycje. W środę „Etykieta zastępcza” księcia Edwarda, który się ostatnio troszeczkę obijał. Później w czwartek „Substancja”, później „Teoria chaosu”, a później w sobotę „Hiperprzestrzeń”. Także zapraszam serdecznie sobie odwiedzać i słuchać. I usłyszymy się następnym razem.
I to było tyle na dzisiaj, drogi słuchaczu i droga słuchaczko. I jeszcze raz na koniec dziękuję wszystkim mecenasom Radia Nafali i wielkie dzięki z góry wszystkim wam, którzy wesprą Radio Nafali w tym momencie, bo jest to krytyczny moment finansowy ze sprzętem. Także dzięki z góry. Peace and love i do usłyszenia następnym razem. I słuchaliście radianafali.com.