Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority
[00:06] - Radionafali.com oczywiście. Ja mam na imię Tomek. Wysłuchacie podcastu o nazwie „Hiperprzestrzeń” w Radiu Nafali oczywiście. Oprócz tego retransmitowany w Radiu Paranormalium. Ja jestem oczywiście na czacie Radia Nafali jak zwykle. Radionafali.com, taka ikonka w prawym dolnym rogu. Trzeba kliknąć, zalogować się i wskakujcie na czata. Mam dzisiaj właściwie tylko jeden link, ale taki ciekawy link. No dobra, może będą dwa linki. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Oczywiście chciałem pozdrowić wszystkich mecenasów Radia Nafali. Dzięki wielkie za wspieranie radia w poprzednim miesiącu. Niestety nie mam jeszcze danych z polskiego konta, ale to jak zwykle musi poczekać. Przepraszam wszystkich bardzo serdecznie i dziękuję z góry za okazaną cierpliwość. Zatem czytam tego, kogo tu mam. Pozdrawiam cię Katarzyno, Grzegorzu, Kamilu, Jarosławie, anonimowy Nosorożcu, Patryku, Przemysławie, Arturze, Mateuszu i Tomaszu. Peace and love. Wielkie dzięki za wsparcie oraz wielkie podziękowania tobie, drogi mecenasie i droga mecenasko, która wsparłaś radio na polskie konto. Ja za chwilę dostanę dane i też ci podziękuję imiennie. Także wielkie dzięki.
I oczywiście dzięki Rafałowi, Radkowi, Patrykowi, jeszcze Grzegorzowi, bo tu nie dopisałem, za wsparcie w tym miesiącu. Peace and love. Wielkie dzięki za wspieranie i finansowanie tego projektu. Dzięki temu jak zwykle się to kręci. No właśnie. Ja oczywiście pozdrawiam ciebie, słuchaczko i ciebie, słuchaczu słuchających tego offline, bo ja tu jestem wieczorem w sobotę po godzinie 22:00 w samym centrum globalnej finansjery, czyli w Londynie. Ale jestem z dala od globalnej finansjery. Jestem w miejscu, gdzie dawniej były sady i te sady zdziczały, bo miasto się rozrosło i spacerując przez tą część miasta człowiek spotyka drzewa owocowe. U sąsiadów mam jabłonkę. Jestem zazdrosny.
Ale mniejsza o jabłonki, mniejsza o moje londyńskie, że tak powiem, sąsiedzkie historie. Zostawmy wszystkie lokalne sprawy. Dzisiaj chcę ci opowiedzieć i sobie też, i nam wszystkim taką refleksję na temat tych dni ciemności, bo ostatnio pojawił się news. Taki news elektryzujący poniektórych. Taki ciekawy news. Właśnie. A może zanim przejdę do tego newsa, to jeszcze dziękuję wszystkim za maile bardzo serdecznie. Dajcie mi chwilę, żebym odpisał. Dzisiaj próbowałem się ogarnąć, żeby znaleźć czas na takie zajęcie, ale nie znalazłem czasu na odpisanie maili, zatem musicie jeszcze chwilę poczekać. Wszystkie dostałem.
Dajcie mi chwilę i też z góry dziękuję za cierpliwość. Ale wracajmy do tematu, bo mnie zelektryzował news, który się pojawił w paru miejscach, różnych miejscach, różnej wiarygodności. Ale pojawił się taki news pod tytułem: „NASA przepowiada 15 dni ciemności”. Taki news. No właśnie. I ja dzisiaj wrócę do tego tematu totalnego zaciemnienia, bo ja tak ostatnio sobie chyba zaciemniam i rozjaśniam w głowie sukcesywnie i myślę, że to dobry pomysł, żeby zaciemnić i rozjaśnić niebo nad sobą, przynajmniej metaforycznie, i wrócić troszeczkę do tych opowieści, bo ciągle nie mogę wyrzucić z siebie tego swojego pewnego pomysłu. Zawsze gdzieś staję na jakichś pobocznych wątkach i myślę, że dzisiaj dobrnę do celu. A więc wchodźcie: radionafali.com. Tak się nazywa nasz profil na Skype'ie. Znaczy nasz, mój w tym momencie.
I zadzwonisz do mnie. Ja jestem absolutnie live. Jest sobota w Polsce po 23:00, w Londynie po 22:00. W innych miejscach na świecie jest dokładnie w takiej samej strefie czasowej jak wszystko inne w tamtej strefie czasowej. I może zacznijmy od muzyczki. Ja mam taki utwór na dzisiaj. Od tego chciałem zacząć. Zaraz, bo tu się jak zwykle troszeczkę pogubiłem. Nie, to nie to. No cóż, odrobina Jeziora musi być w tej audycji.
Odrobina takiej ekspresji na żywo z cyklu moja zamota podczas prowadzenia audycji. No dobra, ale już mam ten utwór, bo dzisiejszy odcinek poświęcony jest troszkę takiej utopii, która nas ogarnia tym dniom ciemności też. Taki utopijny odcinek. Zatem posłuchajmy utworu muzycznego, który troszeczkę na ten sam temat. Radionafali.com. Hiperprzestrzeń. Oczywiście transmitowana też w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam Ivelliosa bardzo serdecznie. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Jak zwykle wszystkich, bo ja taki pozdrawialski jestem.
Ale zostawmy moje pozdrawialskie Obsesje maniakalne i przejdźmy troszkę do tematu utopii. Dni ciemności. Wspomniałem, że jakiś czas temu, nie tak dawno, świat obiegł news, który brzmiał mniej więcej tak, że 15 grudnia, dokładnie w tym roku, tuż przed świętami, święty Mikołaj w sklepie, kupuje się prezenty, spłukuje się z kasy do końca i w tym momencie nagle gaśnie światełko na niebie. Bang! I nie ma słońca. I tak do 30. Brzmiał news. Tam były oczywiście podane godziny i tak dalej. Ja o tym wspominałem, bo już mówiłem o tym news naprawdę ciekawy, ekscytujący, bo jest taka stara przepowiednia i to nie jedna, która mówi o trzech dniach ciemności. A tu taki ząb, bo wyskakuje news, w którym jest mowa o 15 dniach ciemności.
News ekstrawagancki, ciekawy, dlatego wam podałem, ale też jako że lubię śledzić takie wątki i mam naturę szperacza, to postanowiłem przeszperać troszeczkę w NASA. Na tyle, na ile się da przeszperać za pomocą komputera oczywiście, bo nie wsiadłem w samolot, nie poleciałem, nie rozmawiałem z ludźmi. Także przeszperałem, sprawdziłem. Też wróciłem trochę do astronomii, bo nie dawało mi spokoju troszeczkę to stwierdzenie, że to jest 15 dni. Tak się zastanawiałem, w jaki sposób planety mogą się ustawić w taki sposób, żeby przez 15 dni nie było słonka, żeby występowała taka interpolacja. Nie mówię koniecznie o zasłanianiu słonka czymś jak zasłonką albo kotarami, nic z tych opowieści. Myślę o czymś innym. Za chwilę wam opowiem, bo dzisiaj właśnie na ten temat. I jak się zastanawiałem, jak to możliwe, żeby utrzymać tak długo taki stan i stwierdziłem: coś tutaj jest nie tak. Zacząłem sprawdzać.
I się okazało bardzo szybko przy takim konkretnym sprawdzeniu, NASA oczywiście nie podała żadnego komunikatu na ten temat, a sprawdziłem wszędzie, gdzie się dało. Okazuje się, że jest to taki news, który gdzieś tam wypłynął na jakimś takim sajcie z newsami, później został przejęty przez drugą stronę internetową, później na końcu pojawił się na stronie internetowej dosyć słynnej z tego, że publikuje u siebie nie do końca sprawdzone newsy. To się nazywa News Watch 33. Zresztą właśnie chyba stamtąd na końcu podawałem. I tak sobie sprawdziłem w końcu tego News Watcha, bo tak mi to spokoju nie dawało. Nie mogłem zasnąć. Przewracałem się z boku na bok przez całe noce, całe noce, całe dnie. Bez przesady, ale generalnie spokoju mi nie dawało i postanowiłem sprawdzić. Okazało się, że jest w tym lipa i że jest to tak zwany hoax. False.
Błąd. Kłamstwo, ściema. Ale anyway, ciągle kwestia zaćmienia słońca pozostaje moim zdaniem i w mojej kwestii otwarta z wielu różnych powodów, o których będę chciał dzisiaj powiedzieć. Właściwie zlepić do kupy kilka powodów, o których czasami wspominałem w przeszłości i trochę je rozwinąć i troszkę pociągnąć ten temat, bo w końcu czas leci. 2012 skończył się dawno, piosenka przeszłości. Otóż to. A my żyjemy w nowych czasach. Jest kilka konceptów na ten temat. Ja myślę, że coś z tymi dniami ciemności jest na rzeczy. Myślę, że te wszystkie legendy, te wszystkie opowieści muszą mieć ziarenko prawdy.
Nawet nie mają, ale po prostu muszą. Czy ty mnie słyszysz? No właśnie. I taki pomysł na dzisiaj. Będę się roztkliwiał troszkę z tym klimatem, bo wygląda na to, że te 15 dni to nie do końca, ale może coś się wydarzy. Kto to wie? Ale żeby od czegoś zacząć, to chyba powinienem zacząć od właściwie o co chodzi z tym słońcem? Może zacznę od herbaty. Nie wiem jaką macie herbatę, ale ja dzisiaj sobie wypasiłem. Sorry, że taki off topic, ale nie mogę się oprzeć.
Anyway, herbata wypaśna. Gdzieś znalazłem w szafce jakiś kawałek nie wiadomo skąd, jakieś ostatnie paczki czasami gdzieś zawsze kilka jakichś się zapodzieje herbat gdzieś tam. I dzisiaj takim rzutem na taśmę wrzuciłem sobie taką herbatkę i powiem wam szczerze nie wiem co to jest, nie mam pojęcia. Nie wiem jak tam długo leżała, ale damn, jest cholernie dobra. Po prostu agencik super. Doskonała. Mam nadzieję, że też macie wyborną herbatę albo wyborną kawkę. Przepraszam was za ten off topic, za tą przerwę, ale musiałem się troszkę nawodnić. Ale wróćmy do kultu solarnego, bo te wszystkie kosmiczne rzeczy jak zwykle nie biorą się znikąd. Był jeden odcinek „Hiperprzestrzeni”, który niestety z powodu mojej nieuwagi, gapiostwa, co tu dużo mówić i troszkę awarii drobnej ze sprzętem wyleciał w kosmos.
Wyleciał tak daleko w kosmos, że nie jestem w stanie już go w ogóle złapać. I zniknął. A to był odcinek poświęcony temu, co tak naprawdę czci Watykan. Na czym polega istota tego kultu, który na zewnątrz jest sprzedawany jako biblijne opowieści o zbawicielu Bogu jakimś tam, który jest nieprzeciętnym rzeźnikiem i każdego sprawdza na zasadzie: ej koleś, a odstrzelisz mamie głowę i tacie? Bo jak nie wierzysz we mnie i nie odstrzelisz mamy i taty, to ja w ciebie nie wierzę. I taki delikwent mówi: dobra, Boże, złożę ci ofiarę, zabiję wszystkich. I jest taka bajka, na którą się wielu załapało. Później jest taka bajka o kolesiu, który przyszedł i chodził po wodzie. Po wodzie chodził i robił wino ponoć. I kolesia nikt nigdy nie widział.
Całość wygląda jak opis kultu solarnego od początku do końca. Jest taka ściema, którą się sprzedaje na zewnątrz. Kto chce, niech wierzy. Ja tu nie chcę nikogo urazić ani obrazić. Ja w to zwyczajnie nie wierzę i dla mnie jest to ściema, tak że proszę ode mnie nie wymagać żadnych pobłażliwych refleksji na ten temat. Uważam, że w ogóle jest to chore, patologiczne i niezdrowe. Generalnie jest to dyktatura w naszej głowie, tyrania wiecznego poczucia winy za grzechy całego świata. Nieustanne traumatyzowanie się tylko po to, żeby grupa ludzi mogła nas kontrolować. Ale za tym wszystkim stoi coś zupełnie innego. Może zostawię wątek z tamtej audycji, która mi gdzieś tam zniknęła i się nie pojawiła nigdy w archiwum.
Wrócę do tej opowieści i opowiem troszeczkę więcej na ten temat dzisiaj. Robię tylko taki wkręt, który nieźle przygotuje tą opowieść. Troszkę po łebkach, a później opowiem więcej. Ale wracajmy do naszego głównego tematu, utopijnego tematu dni ciemności i kultu słońca, czasu radości. Się rymuje, się wie. Dawniej, przynajmniej tak wygląda ze wszystkich wykopalisk archeologicznych, to jest ta rzecz odkopywana nieustannie wszędzie. Wracając nawet do najstarszej kultury na świecie, o której wiemy, że jest najstarsza, czyli do Aborygenów. Dużo spraw kręci się dookoła zjawiska zwanego słońcem. Czy chcemy, czy nie, się kręcą dookoła słoneczka. Wschody, zachody, księżyc też oczywiście.
Księżyc jest połączony ze słońcem. Księżyc odbija światło słoneczne. Ciągle jest dokładnie ta sama bajka. To nie jest tak, że tylko księżyc. „Ej kolego, ale zapomniałeś o słońcu albo o księżycu”. Nie, wszystko jest razem sklejone. Gwiazdy też są na miejscu. Generalnie słońce jest takim wytycznym dla nas. Ja tam mam koncepcję, że jest to plazmowa historia, że jest to kawałek plazmy, który sobie wisi w kosmosie, który jest pusty w środku. Jest to zjawisko, można powiedzieć, plazmatyczno-elektrostatyczno-magnetyczno, pełne kosmicznych mocy.
Dokładnie to samo zjawisko, które mamy w mózgu i kiedy się patrzymy na słońce, to tak naprawdę łączymy się ze swoim własnym portalem. To jest portal w naszej galaktyce, przejście przez tą galaktykę, nie wiadomo co. Tam są zdjęcia bardzo ciekawych obiektów, które są schowane za słońcem, o czym bardzo wielu wie. Ty też na pewno o tym wiesz. Wszyscy chyba widzieliśmy już to wideo na YouTubie i to wiele wideo z różnych dziwnych obserwatoriów, gdzie za słońcem pojawia się bardzo dziwny obiekt. Jest bardzo ciekawa historia z tym czymś, co nazywamy słońce. Nie widać niczego za tym słońcem, także nie wiemy, czy na przykład jesteśmy w układzie z paralelą z jakąkolwiek inną planetą. Są takie opowieści, że są anomalie tak zwane grawitacyjne. Nie wiem, jak to poważnie traktować, bo jak ktoś mówi, że wylicza anomalie grawitacyjne pomiędzy planetami, to tak troszeczkę nie mówię, żeby od razu kaftan bezpieczeństwa do szpitala, ale może gdzieś na długi spacer do parku albo coś w tym stylu. Właściwie nikt nie wie, co tam się do końca dzieje.
Wiadomo tylko tyle, że jest prąd i tego prądu jest tam w cholerę i że właściwie wszystko się dzieje z powodu tego prądu gazów i generalnie pewnej siły, której tutaj nie dopuszczamy, tej struktury eteryczno-kosmiczno-energetycznej, orgonalnej czy jak to zwał, energia chi i wiele innych nazw. Ion na przykład to jest taka tybetańska nazwa, która funkcjonuje w tybetańskich buddyjskich manuskryptach albo jeszcze prebuddyjskich. Ion, najmniejsza cząsteczka. Ta cząsteczka, którą my widzimy, to co ta kultura nazwała atomem, ta utopia nazywa właśnie to atomem, cząsteczką, neutronem, protonem i tak dalej. Ale wracając do kultu solarnego. Generalnie chyba nie trzeba nikomu potwierdzać ani ja nie muszę sobie potwierdzać, ani chyba ty sobie, że słoneczko jest takim pięknym elementem na niebie, do którego nas ciągnie naturalnie. Leżaczek na plaży albo w góry z plecakiem. Piękne niebo, słońce albo gdziekolwiek po lesie hasać. Wszyscy wiemy, o co chodzi. Każdy to lubi.
I ze słońcem jest związana nasza aktywność, życie i tak dalej. Ja tu nie będę opowiadał, bo tu w ogóle można godzinami snuć opowieści. Powstały całe dziedziny nauki, na przykład takie jak biologia, które zauważyły, że jest pewne parallel pomiędzy tym czymś, co jest na niebie, co świeci, a czymś, co oni nazwali fotosyntezą. I że w ogóle generalnie tych tak zwanych parallel, czyli wspólnych punktów jest więcej niż mniej. Ciężko jest się urodzić i funkcjonować w ciągu nieustannej nocy. Jak się okazuje, dzień jest nieodłącznym składnikiem tego wszystkiego. Do tego jeszcze dochodzi oczywiście historia tajemniczych urządzeń wymyślanych przez Nicolę Teslę, czyli silnika elektrycznego. Tego, którego używamy wszyscy. Kolega sobie poszedł na plażę, usiadł sobie na ławce, wziął sobie kijek i tam siedział sobie, patrzył na słońce, rysował wzorki, rysował rzeczy na piasku i na końcu narysował wzór silnika elektrycznego, po czym wrócił do firmy, zbudował ten silnik i się okazało, że do dzisiaj z tego silnika wszyscy korzystamy. Twierdził, że odwzorował ruch słońca.
Odwzorował te energie, które tam funkcjonują pomiędzy Słońcem, Księżycem i Ziemią. Te kosmiczne siły. I wygląda na to, że kult solarny, o ile my traktujemy to jako wiarę, jest troszeczkę czymś innym w swojej istocie i jest czymś zupełnie innym, co tu dużo mówić. Jest informacją, jest wiedzą. Zresztą wszystkie te zapiski, o których ja tu często mówię, sięgają Aleksandrii i tak dalej, zanim pojawiło się pojęcie religii, bogów, bóstw i tłuczenia czołem w podłogę, w ścianę albo cokolwiek innego, wierząc, że jest ktoś, kto jest większy, kto nas stworzył, kto nas przeprowadzi przez cały świat. Jest pewna siła, która nas stworzyła. Kosmiczna siła i kosmiczna siła tworzy wszystko dookoła. Ja przynajmniej w to wierzę. Ale czy kosmiczna siła jest czymś, przed czym powinienem padać plackiem? To tak chyba nie za bardzo.
Tym bardziej że ze mną jest troszkę tak, że ja się czuję emanacją tej kosmicznej siły, tak że ciężko było padać plackiem przed sobą. Musiałem sobie postawić takie duże lustro i troszeczkę w układzie baletowym ćwiczyć te pady przed sobą. I tak jeszcze sobie można nagrywać na kamerze jakieś selfie takie z tych: „Robię pokłony przed swoim Bogiem”. No właśnie. Ale jest z tym taka historia, że w pewnym momencie zdarzyło się coś takiego na świecie, że zgłupieliśmy ludzie. Po prostu zwariowaliśmy i zaczęliśmy się modlić do wiedzy. I coś, co było informacją, przynajmniej według mnie, takim kluczem do energii, do rozumienia wielu procesów kosmicznych, w których partycypuje Ziemia oraz my, ci przebywający na tej uroczej planecie, jest związana właśnie z informacją na temat, czym Słońce jest, jak ono operuje w kosmosie, jaki to jest rodzaj energii, o czym my w ogóle rozmawiamy, czyli czym jest to diabelne Słońce. Diaboliczne Słońce. Był problem z tym, żeby zrobić diaboliczne Słońce. Wielu bardzo chciało.
Kult Jezusowy nieustannie i te wszystkie kulty, które były monoteistyczne i właściwie wymyśliły na przykład religię, wymyśliły pojęcie miejsca ceremonialnego, ale w taki dziwny sposób. Do tej pory przetrwało. Właściwie nagle okazało się, że nasze codzienne życie nie jest na tyle warte, ile warte są miejsca kultu, miejsca mocy. Także jak gdzieś działa się rzeź, to ludzie się zbierali w grupę i biegli do świątyni, wierząc w to, że bóstwo ich uratuje w tej świątyni. Były jeszcze w starych czasach takie zasady, że jeżeli ktoś w tym momencie odwoływał się do siły wyższej i chował się w świątyni, to ci ludzie odpuszczali. Ale to chyba tylko na krótko, bo z tego, co wiemy doskonale ze wszystkich zapisków historycznych, była to wręcz atrakcja dla tych, którzy atakowali, ponieważ w tym momencie mieli wszystkich zlokalizowanych w jednym miejscu i bardzo łatwo mogli się ich pozbyć, wysyłając w inny stan skupienia, dzięki czemu stawali się właścicielami ich ziemi i dobytku, mówiąc w skrócie. Także jak się okazuje, to święte miejsce, które miało być tym świętym miejscem, właściwie nie za bardzo nigdy spełniało jakiekolwiek święte funkcje. Jest to takie nasze, podejrzewam, troszkę szaleństwo, taki kult kargów, który wszyscy popadliśmy cywilizacyjnie, że modlimy się do młotka. I tym młotkiem jest na przykład symbol słońca, czyli krzyżyk w kółku. To jest ciekawa historia, bo ten symbol jest właściwie na wszystkich zabytkach neolitycznych.
Przesadziłem może, mówiąc, że na wszystkich, ale jest prawie na wszystkich. To jest to wydziobane gdzieś tam na tym kamyku, który jest z granitu i nie wiadomo, do jasnej cholery, jak ktoś tam zrobił to coś. Te krążki, kółka, krzyżyki. Bardzo ciekawy zapis informacji. Coś, czego właściwie oficjalnie nie rozumiemy do końca. Jest oczywiście wielu ludzi, którzy twierdzą, że potrafią odczytać hieroglify. Ja też mam takie wrażenie, że niektóre z tych rzeczy, które tam widzę, wydają mi się bardzo znajome. Wydają mi się na przykład opisami technologii, czymś, co może być doskonałym planem na zbudowanie cewki. Może nie dosłownie zbudowanie cewki, tylko chodzi o przewidywanie pewnych rezonansów, które tam się manifestują, których ja na przykład nie widzę, ponieważ nie mam takich uszu jak nietoperz, nie mam takich oczu jak: „Babciu, dlaczego masz takie duże zęby i dlaczego masz takie duże oczy?”. Nie jest tak dobrze.
Także czasami warto się przyjrzeć mamie naturze, jak funkcjonuje. I mama natura pokazuje te wszystkie rzeczy i Słońce, i te wszystkie moce są właśnie z tym sklejone. Jak chcemy to zobaczyć, to musimy się temu przyglądnąć. I wygląda to trochę tak, że te wszystkie opowieści o tym, jak używać tej mocy, przynajmniej dla mnie, są właśnie związane z tą informacją i że to jest taka konkretna informacja. Ja tu sobie zrobiłem serię eksperymentów, sprawdzając, jak to działa. Poczytałem sobie jeszcze o eksperymentach i urządzeniach budowanych przez innych ludzi, takich działających urządzeniach, które można sobie sprawdzić. Jest otwarta dokumentacja na ich temat. To naprawdę nie jest żadną tajemnicą od co najmniej 100 lat. Zresztą tą samą dokumentację znajdziecie na stronie Radia Nafali w zakładce Download. Otóż to.
I galerie. I tam jest cała dokumentacja Nikoli Tesli, patentowa, przetłumaczona na język polski. Też są te rzeczy opisane. Koniec końców tak to widzę, że jest to taka technologiczna troszkę wyprawa. Ciężko mi to traktować jako objawienie bóstwa z nieba. Tak jak mówię, musiałbym chyba sobie niczym Manson wytatuować jakiś wzorek na czole, postawić lustro przed sobą i może bym wtedy w jakieś bóstwo uwierzył. Oczywiście mam pewną percepcję pewnych mocy dookoła, które jak najbardziej są świadomymi istotami i są niewidoczne z tego poziomu, ale to już inna historia i to zostawiam gdzieś tam z boku. Mnie interesuje ta cała sprawa związana z kultem solarnym, tym, że kiedyś, według mojej hipotezy, była to informacja bardzo holistyczna, bo ona jest związana z tym, jak się czujemy, z naszymi emocjami, z naszą świadomością, jak to niektórzy nazywają, z percepcją rzeczywistości. Wcale nie tylko i wyłącznie z tym, jak sobie skleić drucik z prawo w lewo i go zawinąć dookoła długopisu i podłączyć, i dostać szału. Nic z tych rzeczy.
To jest taka kompleksowa wiedza. I tak sobie myślę, że tak właśnie jest. Zresztą przyglądając się budowie katedr, bo nie jest to tylko i wyłącznie na starych kamykach, które mają nie wiadomo ile tysięcy lat, znajdziemy ten sam pattern. Jeżeli wrócimy do Indian Hopi, wrócimy do Indian Navajo, wrócimy do Ameryki Południowej, wybierzemy się do Australii, do Aborygenów, czyli do najstarszej żyjącej kultury przekazującej sobie informacje w stanie dokładnie takim samym od tysięcy lat, czyli Aborygenów. Tak, to są najstarsi ludzie na świecie. To nie jest dowcip. Nie ci w Afryce, właśnie ci w Australii. A o tym to może kiedy indziej. I tam też występuje dokładnie ten sam symbol. Zresztą jest dosyć mocno i konkretnie opowiedziana cała historia dookoła tego symbolu, co oznaczają te drobne elementy, bo oczywiście poza tym, że jest to symbol, to każda kwarta, każdy element tego rysunku ma pewne znaczenie i poza tym symbolicznym opisem jest też czymś, co się dzieje w rzeczywistości dookoła nas.
Tak jak ze słońcem. Słońce jest na zachodzie, mamy południe, czyli słońce jest gdzieś tam na samej górze nad nami. Mamy zachód, czyli słońce zachodzi. To też są różne stany, w których się różnie czujemy. Zachód i wschód słońca, samo południe. Właśnie może coś w tym jest, że się strzela i w samo południe, że tylko w samo południe. Wtedy słońce grzeje mocno na czaszkę i to naprawdę mocno grzeje na czaszkę. I jeżeli ktoś nie pójdzie na sjestę, stanie na środku jakiej ulicy gdzieś w Teksasie i jeszcze w tych kowbojskich butach i mu tak przygrzeje od podłogi, to może się chłopak tak zagotuje, że wypluje z siebie troszeczkę ołowiu jeden do drugiego. Taka atmosfera. A wieczorem?
A wieczorem to już z jakąś senioritą jakaś kolacja przy świecach. No właśnie. A rano to do roboty, pasać bydło. I don't know, ale jest coś w tym, jak się czujemy z różnymi porami. Sobie tak żartuję z tymi westernami, ale jest taka historia, która się nazywa ragi. To jest muzyka, którą się robi w Indiach. Taka bardzo stara tradycja, która jeszcze się wywodzi prawdopodobnie, oficjalnie się mówi o ośmiu tysiącach lat, wywodzi się od braminów, czy jeszcze nie wiadomo skąd. Właściwie nikt tak do końca nie wie, skąd się wzięły te indyjskie rzeczy. Oczywiście jest ta święta indyjska księga w cudzysłowie „święta”. Ten opis, skąd się to wszystko wzięło.
Wojen bogów, jak latali na vimanaach i tak dalej. Są jeszcze te przedprabramińskie zapiski, które mówią o cywilizacji, która przyszła gdzieś z okolic Syberii. Są takie opowieści, ale to może zostawię na inny temat, bo one są oczywiście jak najbardziej na miejscu, moi drodzy. To wcale nie jest takie science fiction, tak jak ten news o tym, że będzie 15 dni ciemności. Nie do końca. To jest dosyć mocno sprawdzalne i wytrzymuje sprawdzanie, w przeciwieństwie do tego newsa, który jak się okazuje nie wytrzymuje sprawdzenia w internecie nawet zwyczajnie i skonfrontowania ze stroną NASA. Otóż to. Ale to wcale nie znaczy, że jakichś ciemności może nie być. Może być tak, że będą ciemności. Kto to wie?
Wracając do tych rag, to na każdy moment dnia jest zupełnie inna raga. To jest taki rodzaj indyjskiego dźwięku. Myślę, wszyscy doskonale znają. Tu mamy jakieś ragi, może za parę chwil wam puszczę. O właśnie, jeżeli nie kojarzycie albo kojarzycie i na przykład słuchacie „Czasu snu”, czyli snów Grzegorza, to ta muzyczka w tle, która tam leci, ten podkładzik, przy którym Grzegorz opowiada swoje sny, to jest dokładnie raga. No powiedzmy, to jest taka biała wersja ragi, europejska wersja ragi, która ma mało wspólnego z oryginałem, ale taki mniej więcej styl. Skojarzycie, o co chodzi. Takie instrumenty, bębenki typu tabla i tak dalej. I tak dalej. Takie szybkie granie albo powolne, z takimi dziwnymi egzotycznymi dźwiękami.
I z ragami jest tak, że na każdy moment dnia, na każdą porę dnia jest zupełnie inna raga, bo chodzi o dostrojenie się energetyczne do słońca i się w ogóle gra tak siedząc na przykład na zachodzie słońca i gra się do słońca te ragi. Jest to bardzo intrygujące zajęcie i ludzie się uczą tego przez 20, 30 lat trzymać te etniczne instrumenty, bo one są takie, no dosyć, że tak powiem, precyzyjne. Niektóre instrumenty wymagają o wiele większej wirtuozerii niż te, które funkcjonują w naszej kulturze, czyli fortepian i tak dalej. Gra się na zupełnie innych podziałach rytmicznych, takich arytmicznych, apolifonicznych, różnych dźwiękach. Skale są o wiele dłuższe, zawierają czasami 18, czasami 20 dźwięków, a nie tylko siedem podstawowych. W ogóle jest to taka bardzo kompleksowa, złożona historia. Za każdą piosenką jest jakaś opowieść, którą trzeba zagrać, że tam Bóg Wisznu coś tam właśnie nadleciał albo słońce, energia do słońca, jakaś mantra, która jest tam śpiewana i tak dalej. To jest takie bardzo złożone i kompleksowe zagadnienie. Granie bardzo skomplikowane i trzeba spędzić lata, żeby się nauczyć, o co w tym wszystkim chodzi, żeby to poprawnie grać. No ale tam jest to idealnie uchwycone.
Właśnie ten moment, że każda pora dnia związana z tym słońcem ma zupełnie inny, można powiedzieć, temperament. Inaczej się czujemy w jednej części dnia, inaczej się czujemy w drugiej części dnia. Chociaż teoretycznie właściwie nie zmieniło się zbyt wiele, poza tym, że słońce zmieniło swoje położenie, ale właściwie my dalej tacy sami. I to jest ta podstawa związana troszeczkę właśnie, nawet nie troszeczkę, z tym kultem solarnym i z wiedzą, która za tym kultem solarnym stoi. I wygląda na to zresztą dosyć mocno, że praktycznie wszystkie te monoteistyczne religie to takie podpierdółki, które się próbują nieustannie podszyć właśnie pod tą informację, która jest schowana za tym kultem solarnym. No i kazało się wszystkim modlić do młotka. Święty młotek, święty krzyżyk albo święte coś innego. Jeżeli się przyjrzymy na te wszystkie symbole tych najstarszych monoteistycznych tak zwanych religii, czyli kultów, to się okazuje, że wszystkie są, można powiedzieć, zaawansowane, jeżeli chodzi o opis technologiczny. Każdy z nich mógłby być świetnie symbolem opisującym jakąś technologię związaną na przykład z plazmą, związaną z elektrostatyką, z grawitacją. Jeżeli ktoś z was ma takie hobby konstrukcyjne, że lubi sobie nawijać cewki i tym śrubokrętem sobie w oku grzebać albo w uchu, albo w śrubkach, albo gdzieś tam sprawdzać, prostować sobie włosy prądem, robić wszystkie te szalone eksperymenty, ma taką jazdę w życiu, to zauważa to paralo od razu, że pewne kształty są dokładnie tymi kształtami, po których energia propaguje najlepiej i nie da się zrobić tego lepiej.
To jest takie naturalne, że to jest informacja. I teraz patrząc się na te wszystkie święte symbole, człowiek się zastanawia: „Zaraz, zaraz, czy ktoś przypadkiem nie każe mi się modlić do schematu technicznego?”. Może tak być, proszę państwa. Taka jest moja troszkę hipoteza na ten temat. A myślę, że czas najwyższy na jakąś piosenkę. Zatem posłuchajmy. RadioNaFali.com. Odsięcie hiperprzestrzeń, retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. A ty człowieku i ty dziewczyno, możesz tu zadzwonić.
RadioNaFali.com. Tak to się nazywa. A ja dzisiaj troszeczkę o utopii, o dniach ciemności. To chyba czas najwyższy, żebym wspomniał troszkę więcej o tym kulcie solarnym, na temat wiedzy w niej zawartej i tej pewnej kompleksowości i holistyczności tej wiedzy. Bo wygląda, że jest to taki zapis, można powiedzieć metaforyczny, ale sprawdzany w 100% na działających urządzeniach. Zapis pewnej energetyki, która dotyczy właściwie całego tego układu zwanego naszym wszechświatem. Właśnie, łącznie z tym wiatrem, który dmucha nam w twarz. To jest ta cała rzeczywistość dookoła i jest to, że tak powiem, vortex. To są te dziwne opisy dla niektórych. Opisy Viktora Schaubergera, opisy Nikoli Tesli, Waltera Russella.
Wszystkie te sprawy związane z kolesiami, którzy wymyślali tak zwaną wolną energię. Właściwie nie tyle wymyślali, ile budowali maszyny, żeby okiełznać tą energię w najlepszy sposób. Prowadzili też badania oprócz technologicznych i budowania działających urządzeń, czysto teoretyczne, gdzie tak jak kiedyś wspominałem, pewnie nie raz, bo wielu z nich było naturalistami. Widzieli to paral, widzieli to połączenie z siłami natury. A te siły natury, cudu dużo nie mówić, są czymś, co nieustannie rośnie. To jest ta paproć, która wyrasta ciągle sama z siebie. Wszystkie te historie związane z mamą naturą, tym fraktalem, który nieustannie propaguje. I te kształty są po prostu wszędzie. Ciężko od nich uciec. I to połączenie właśnie z tymi mocami.
Wszystkie sprawy związane z rezonansami. Jest takie coś, że ta spirala, niektórzy nazywają święta geometria. Święta dęta. Złota geometria. Dokładnie. Złoty podział oznacza dokładnie ten vortex. To właściwie prawdopodobnie jest chyba najlepsza metafora, taka fizyczna do zapisu tego, czym jest ten stan energetyczny, w którym tu wszyscy funkcjonujemy na tej planecie. Jak nic, moi drodzy. I ten zapis metaforyczny opowiada bardzo ciekawą historię. Okej, zobaczmy pierwszą rzecz, czyli zapis w skali czasu.
Bo wszystkie te historie, łącznie z tym, co mówili owi panowie, o których wspomniałem, głoszą jedną wspólną tezę, która brzmi mniej więcej tak: ten cały vortex energetyczny jest tożsamy dla każdego poziomu tego wymiaru, w którym funkcjonujemy. Czyli niezależnie od tego, w którym miejscu jesteśmy, zawsze obowiązuje nas dokładnie ten sam vortex energetyczny, bo jest to natura całego kosmosu, z którego jesteśmy ulepieni. Tak zachowują się te atomy w nas i wiele innych rzeczy. Jeżeli ktoś z was widział zdjęcia z roztrzaskiwanych atomów w zderzaczu owych cząsteczek, który się znajduje tam na granicy Szwajcarii, Francji i tak dalej, to coś, co niepokoi bardzo wielu ludzi, to zobaczy dokładnie wszystkie te tak zwane złote zawijasy. Ja to tak nazywam w skrócie. Czyli zobaczy dokładnie tą spiralę, kiedy te wszystkie cząsteczki nagle znikają gdzieś tam w polu tej eksplozji, tego roztrzaskiwaniu się atomów i znikają. I nikt nie wie, gdzie znikają, bo masa znika. Widzisz tylko takie smugi po tym, jak masa gdzieś tam sobie w tym vortexie energetycznym zmierza. I jedyne co wiemy to to, że jest ten vortex energetyczny i że on jest na każdym poziomie. Jest skalowalny, czyli zarówno w najmniejszym atomie, jak i w gigantycznych tornadach oraz takich ruchach galaktycznych widzimy przedstawienie tego samego ruchu.
I pierwszy taki koncept, który został przeniesiony. Nie wiem, czy pierwszy, ale taki, który dotarł do naszych czasów. To jest koncept, który właśnie tkwi w tych indyjskich mitologiach. Nazywa się Saga Joga. To jest ten podział czasu, epok na różne rodzaje z różnymi właściwościami. Tak chyba najłatwiej powiedzieć. Wyobraźmy sobie kółko. Podzielmy je na cztery, tak jakbyśmy kroili pizzę z góry na krzyżyk. I mamy na godzinie 12:00 pierwszą część. Później mamy 3:00, 6:00, 9:00 z powrotem 12:00 i tak sobie lecimy w kółko, niczym wskazówki dookoła zegarka.
Więc na samej górze mamy tak zwany złoty wiek. Później schodzimy do srebrnego wieku, później jest jakiś brązowy, później jest żelazny, który jest największym syfem, jaki można sobie wyobrazić. Później z powrotem wracamy na samą górę. Koncept jest dosyć prosty. Ja tu nie będę opowiadał o całej tej historii z Saga Joga, bo to puszczamy, ścinamy na zakrętach, jak tylko możemy. Sens jest dosyć prosty. Mówi o tym, że cały cykl rozwoju cywilizacji obejmuje około 26 000 lat. Od 24 000 do 26 000 lat. Ten ruch wynika z przesunięcia ekliptyki Ziemi. Raz Ziemia przyśpiesza, raz zwalnia i jeżeli mierzy się czas w jednym miejscu, to wychodzi tego 24 000 lat.
A jeżeli mierzy się w miejscu, w którym czas przyśpiesza, w cudzysłowie przyśpiesza, to w tym momencie wychodzi nam 26 000 lat. Jakoś tak. Generalnie to jest mniej więcej ten sam okres czasu, widziany różnie z różnych stron. Nazwijmy, że to jest 26 000 lat. I ten okres sobie dzielimy dokładnie tak jak kółko na cztery kawałki i te wszystkie ery. Czyli mamy podział 24 000 lata, przypuśćmy, będzie nam łatwiej dzielić. Czyli mamy co 12 000 lat mamy jedną erę i drugie 12 000 lat kolejną erę. I teraz każdą z tych er dzielimy jeszcze na mniejsze ery, czyli na 6 000 lat. I później dzielimy jeszcze te 6 000 lat na Trzy i to trzy dzielimy na półtora tysiąca lat. To są symboliczne podziały sekwencji w cywilizacji, gdzie cokolwiek byśmy nie zrobili, jakaś cholera nas trafia.
Albo piorun oświecenia, albo piorun zdebilenia. Kto to wie? Nikt właściwie do końca nie wie. Cała ta historia, saga Yuga dokładnie o tym mówi, że właściwie oni twierdzą, że wiedzą, co nas trafia. I powiem wam szczerze, że może być coś na rzeczy. Może być dokładnie tak, jak opowiada ta historia. Mianowicie jest tak zwany Złoty Wiek, kiedy trafia nas olśnienie i wtedy wszystko jest okej. Wtedy budujemy te piramidy albo budujemy cudowne cywilizacje, takie, które na przykład stworzyły chociażby terra prete w samym sercu Amazonii albo te potężne budowle neolityczne, które później Indianie, Maja i Aztekowie odkryli. Zawsze mówili, że to nie są ich budynki. Oni przyszli, zobaczyli te budynki w dżungli, odkopali je i tam postanowili zamieszkać i czcić bogów, którzy zbudowali te budynki według ich miarki.
Tak mówili wszystkim konkwistadorom. Nigdy nie twierdzili, że to oni budowali te budynki. Jest wiele takich historii. Myślę, że doskonale wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, że doskonale znamy przede wszystkim masę wykopalisk archeologicznych, bo w dzisiejszych czasach wypływa tego troszeczkę na powierzchnię. Tych wszystkich dziwnych, starych budynków budowanych z bardzo dziwną, precyzyjną technologią, o której pojęcia nie mamy do dziś. Jeżeli sobie spojrzymy na ten cykl saga Yuga, to mamy ten wiek złoty, to się nazywa Era Złota. Później mamy Erę Srebra, kiedy wszystko powoli schodzi w dół. Zachód słońca, bez przesady może z tym zachodem, ale coś tam już nie gra. Później mamy Erę Brązu. To już tak sobie, pojawia się jakaś agresja.
Później mamy Erę Żelaza i szlag wszystko trafia i wszyscy łapią za żelazo i strzelają sobą do siebie. Później z powrotem wszystko wraca do góry. To jest taki długi cykl obejmujący te 26 000 lat, a jednocześnie będący odzwierciedleniem w naszym dniu. Czyli w połowie dnia mamy tą Erę Żelaza po południu, czyli wtedy nie warto się z nikim, że tak powiem, droczyć, bo może być tak, że głupota nas oświeci, wtórny debilizm nas trafi i złapiemy za coś ostrego i żelaznego. A już rankiem albo po południu i wieczorem mamy troszkę, że tak powiem, większy dystans do siebie, większy dystans do świata i już przyjmujemy troszkę inne moce. Już jesteśmy w stanie zbudować porozumienie z drugim człowiekiem, a nie konfrontację. Ciekawa rzecz. O tym też mówi bardzo wiele różnych tak zwanych systemów filozoficznych, wielkich, bardzo starych historii związanych z czymś, co my nazywamy właściwie religiami, a co nie do końca jest religiami, czyli tych wszystkich przekazów z bardzo starych kultur, które gdzieś tam na granicach tego cywilizowanego świata, w dżungli albo na sawannie gdzieś jeszcze żyją. Co prawda już mają w rękach urządzenia wyprodukowane w dzisiejszych czasach, czasami jakieś metalowe siekierki, maczety. Już mają krótkie spodenki i koszulki z krótkim rękawem wyprodukowane w Chinach.
Może nie wszyscy, ale niektórzy. Nie wszyscy już biegają w przepaskach biodrowych, ale dalej mają tą informację i posiadają te oryginalne mity i legendy, którymi nas zdzielają czasami. Tam jest dużo na temat tego podziału. Żeby było zabawniej na temat tego samego podziału wpadli psychologowie, nawet Carl Gustav Jung, Freud. Wszyscy używali czegoś takiego, że nagle zauważyli, że są pewne grupy archetypów przeciwstawne sobie jak miłość i zawiść, dobro i zło. Szukali, jak to opisać. Jednym z pierwszych pomysłów na to, jak to opisać, było rysowanie tego właśnie w postaci krzyżyka, który znajduje się w środku kółka i każde ramię krzyżyka oznacza kierunek do innej emocji. Później swoje pierwsze refleksje opracował i opublikował Timothy Leary właśnie w oparciu o taką rzecz, że jeżeli się przyjrzymy na rysunek mandali takiej prawdziwej, nie takiej malowanej w Europie dla turystów, tylko takiej prawdziwej mandali usypywanej z piasku w Tybecie, gdzieś tam w Nepalu, cholera wie gdzie. Gdzieś tam w tym oryginalnym miejscu, z tego kolorowego piasku. Oprócz tego, że jeżeli zbudujemy transformator w tym kształcie, to naprawdę będzie nieźle działał, to jeszcze oprócz tego reprezentuje to dokładnie sposób przemieszczania się tych archetypów.
Zresztą owi europejscy tak zwani ojcowie psychiatrii nie byli wcale takimi bystrymi kolesiami, co to sobie sami to wymyślili, tylko kolesie wzięli z powodu fascynacji Dalekim Wschodem, czyli tego wszystkiego, co przyszło w XVII, XVIII wieku do Europy. Wszyscy mieli parawany z chińskimi akwarelami i tak dalej. Ci, których było na to stać oczywiście. Podróżowali do Chin. To była taka megapopularna egzotyka. Okultyzm, Egipt i Daleki Wschód. Jeszcze opium, które w Europie było sprzedawane właściwie tak, jak aktualnie są sprzedawane fajki na każdym rogu. Były to troszkę inne czasy. I też ci psychiatrzy, psychologowie, właściwie nawet nie psychiatrzy, tylko ta grupa szarlatanów, która założyła współczesną psychiatrię, wzięła te swoje pomysły dokładnie stamtąd. To nie jest wcale takie oryginalne, wymyślone tu w Europie.
Żeby było zabawniej, te same pomysły, te same koncepcje na to, jak podróżują siły i energie, tylko że tam właśnie siły i energie, a nie archetypy, tak jak w Europie, jest to opisywane w Ameryce Północnej i w Ameryce Południowej. U Aborygenów jest ta sama historia. To samo się dzieje na Syberii wśród szamanów i nie tylko wśród szamanów, wśród tych wszystkich ludzi, którzy pamiętają tą oryginalną tradycję. Hinduizm w Japonii ta sama historia. Zresztą do tej pory można to oglądać pod postacią logotypów japońskich korporacji, bo to żyje i funkcjonuje jako, można powiedzieć, taki żywy, wizualny język. W przeciwieństwie do na przykład łaciny, która jest martwym językiem. Te wszystkie piktogramy, te oznaczenia energetyczne Doskonale sobie radzą do dzisiaj. Jeżeli macie jakieś japońskie urządzenia, logo firmy Yamaha wygląda jak kamertony, ale nie do końca są to kamertony. Są to piktogramy projektowane na podstawie herbów rodowych, bo herby rodowe w Japonii są właśnie tak projektowane. Są bardzo specyficzne i w większości logotypy tych japońskich korporacji to są właśnie herby rodowe owych rodzin, które są właścicielami owych korporacji i na tym polega cała ta zabawa.
Stąd się to wzięło i jeżeli się przyjrzycie na proporcje, to tam dalej ta tradycja istnieje. Dalej się pamięta o tym podziale. Ja o nim opowiadałem już dawno temu w hiperprzestrzeni w Quadridium. To ja może sobie zrobię przerwę, napiję się herbaty, posłucham muzyki i wrócę i opowiem wam więcej na temat tych wszystkich cykli. Bo to nie tylko kwestia cywilizacyjna, że mamy moment, kiedy cała cywilizacja wariuje, świruje. Ale o tym może po muzyce. Jejku, a szkoda, że się tak szybko skończył taki fajny numer. Mógł tak lecieć w nieskończoność do rana. A wy słuchacie nie do rana i też w nieskończoność i nie do końca, ale jeszcze przez parę chwil „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek.
Wszystko to się dzieje w Radiu Na Fali. radionafali.com. Retransmitowane też w Radiu Paranormalium. Tymczasem jeżeli chcesz zadzwonić człowieku, bo masz jakiś pomysł i cię świerzbi, ale na temat to zapraszam. radionafali.com. Wszystko jest absolutnie live, przynajmniej w tym momencie, tu w sobotę. Ja jestem na południu Londynu. Nie wiem, gdzie ty jesteś. Mam nadzieję, że w tak samo fajnym miejscu. Każde miejsce jest fajne tak długo, jak my jesteśmy fajni.
Anyway. Dostałem te swoje cytaty z makaty, mądrości z gęstości. I wracam na temat mianowicie tego solarnego kultu, bo wspomniałem o tym saga Yuga, a to jest tylko jedna z wielu takich opowieści, które funkcjonują na świecie, opisuje jak wygląda ten cały cykl cywilizacyjny, jak to się składa i odradza z powrotem. I o ile właściwie można by to kwestionować, o tyle ciężko to kwestionować. Wystarczy spojrzeć na jedną prostą sytuację. Cofnijmy się w czasie o jakieś 50 lat do tyłu, przypuśćmy 60, 70 i zobaczmy, co się wtedy wydarzyło. Licząc pewnie wszystkich naukowców w tamtym momencie na świecie około 50 000 ludzi pracowało nad tym, żeby wybudować bombę, która rozpieprzy miliony ludzi. Koniec końców do produkcji tej bomby zatrudniono jakieś 200 parę tysięcy ludzi, bo to przecież wszystkie te działy badawcze i tak dalej. I wymyślono bombę atomową. Powstał potężny dział gospodarki, przemysłu, ekonomii obsługujący coś takiego.
Koniec końców setki tysięcy ludzi włożyło swoją własną pracę po to, żeby zbudować bombę, która rozpieprzy wszystko w drobny mak i spowoduje, że ta planeta będzie nie do zamieszkania przez jakąkolwiek żywą istotę w formie organicznej pochodzącej z węgla, czyli na przykład nas, roślin i zwierząt oraz chrabąszczy. I tych chmurek, które nad nami latają i wszystkiego dookoła. Zakażenie radioaktywne jest po prostu śmiertelne. I tyle set tysięcy ludzi poszło budować bombę, która rozpieprzy wszystko. Taki czas cywilizacji. A były czasy, gdzie nie wiadomo ilu i nie wiadomo jak, ale ktoś używał nieprzeciętnej technologii, żeby zbudować backup cywilizacyjny na wypadek, gdyby coś pieprznęło i gdybyśmy po prostu stracili rozum, zwariowali i wydarzyło się coś, co wydarzyło się teraz. O tym backupie cywilizacyjnym, ponieważ jest to oczywiście hipoteza, nie można tutaj oficjalnie powiedzieć, że tak, jest to backup cywilizacyjny, bo nikt nie wszedł jeszcze do tych tajemniczych labiryntów, które poznajdywano pod piramidami, o których swego czasu opowiadałem. Nikt jeszcze nie zrobił kilku innych rzeczy, żeby udowodnić na 100%, a jeżeli próbował, to bardzo szybko w okolicy pojawia się armia, pojawia się władza, pojawia się policja, pojawiają się agenci, pojawia się ostracyzm, pojawiają się podwójne standardy w nauce i nagle sprawa znika. Pojawiają się później takie hoaxy z cyklu 15 dni ciemności. Po sprawdzeniu się okazuje, a jednak podpucha.
Ale co może być z tymi rzeczywistymi dniami ciemności? Bo o tyle, o ile podpucha podpuchą, to ciągle nad nami krąży ta tajemnicza przepowiednia o tym, że nastąpi, ja tak z angielskiego nieelegancko powiem, wiem, że wszyscy mówimy po polsku i angielski nie jest naszym narodowym językiem, ale jest takie doskonałe słowo, które doskonale to opisuje. Po polsku tak poważnie brzmi zwrot, a po angielsku jest flip. Po prostu flip, że coś się flipsnęło na drugą stronę. To zmiksujmy może te dwa języki, zróbmy coś nowego, włóżmy jakiś swój własny akcent cywilizacyjny do kultury świata, szczególnie tej lingwistycznej. Także będzie taki moment, przynajmniej tak mówią stare legendy, że Ziemia sobie flipsnie i jak sobie flipsnie To ten moment flipśnięcia jest taki, że coś się może dziać. I tu jest mowa zawsze o tym, że coś się będzie działo ze Słońcem. Jest ta słynna historia. Jak to się nazywa? Zaraz, bo to mam nawet w książce, ale książkę mam pod mikrofonem, bo dzisiaj za statyw do mikrofonu służą książki.
Na szczęście jestem miłośnikiem grubych książek w twardych okładkach i takich naprawdę grubych. Także nie potrzeba było wiele, żeby ustawić taką wieżę. Dzięki temu doskonale słychać. Mikrofon przynajmniej jest w takim mądrym miejscu, że zawsze mogę powiedzieć, że na książkach, także od razu się mądrzej i inteligentniej czuję. Tymczasem szukam w książce tego zjawiska, bo jest takie zjawisko, które było teraz, tuż po owym zaćmieniu Księżyca na niebie, przynajmniej było widoczne w Anglii. Zrobiłem nawet zdjęcie tego zjawiska. Nie wyszło tak idealnie, bo akurat w tym momencie znajdowałem się w samochodzie i mknąłem na północ Londynu obwodnicą dookoła. Tam jest taki fajny widok, ale niestety nie na całe niebo, tylko na jego zachodnią część. Nie udało mi się sfotografować tej całej łuny, aczkolwiek trochę udało mi się złapać takie dziwne zjawisko, które się wytwarza w bardzo dziwnych momentach czasu. Zaraz powiem, jaka jest z tym legenda związana.
Dookoła Słońca, podczas zachodu Słońca robi się takie zjawisko jak tęcza, taki dodatkowy okrąg. Czasami przybiera to formę krzyża na niebie. Ja może to zostawię i nie będę szukał w tym momencie w książkach jak to się nazywa. Chociaż nie! Uparłem się i chyba myślę, że gdzieś to zaraz znajdę. W którymś z tych tomisków to jest, bo to ma swoją nazwę. I to zjawisko dokładnie wydarzyło się na niebie wtedy, kiedy armia jednego z cesarzy Rzymu postanowiła podbić Rzym i ta podbita armia wprowadziła ową sektę wyznawców Jezusa na tron i zaczęły się wieki ciemności. Niestety, tak to bywa w historii. To był ten czarny moment. Era żelaza, można powiedzieć.
I ta nowa wiara o miłości i braterstwie też wkroczyła dosyć rzeźnicko na mieczach do miasta. Mamy, już wiem, jak to się nazywa. To się nazywa ice helios, czyli taki dziwny układ, taka łuna, która się pojawia dookoła Słońca. Ona jest często widoczna. Mam nawet całe dział o ten temat. If you are lucky you will see a part of rainbow. To się nazywa sun dogs, czyli psie słońce i występuje, kiedy Słońce znajduje się na wysokości 22,5 stopni kątowych nad horyzontem podczas zachodu Słońca i powstaje takie halo Słońca, czyli takie jakby duplikaty Słońca. Czyli Słońce znajduje się w środku. Rysujemy taki krzyżyk i teraz pierwszy okrąg. I w miejscach, gdzie się łączy okrąg z ramionami tego krzyża, powstają tak zwane halo Słońca.
W zeszłym tygodniu, dokładnie w poniedziałek, tuż o zachodzie Słońca dokładnie zaczęło się to zjawisko. To zjawisko jest bardzo intrygujące. Nie jest związane tylko i wyłącznie ze Słońcem, bo jest to dosyć mocno kosmiczna sprawa i jest związana z orbitą Wenus i orbitą Marsa. To jest takie specyficzne ustawienie. Ja tu nie będę się wbijał w cały temat, bo tu nawet jest specjalny dział w tej książce, którą mam w ręku na ten temat i nie chce mi się w tym momencie tłumaczyć, ale generalnie takie bardzo kosmiczne ustawienie. Tam jeszcze Merkury wchodzi w to wszystko. Ta planeta, która jest teraz bardzo jasno widoczna, już powoli znika z nieba, nad ranem jest widoczna. Tak bardzo intensywnie i dziwnie wygląda. Już znika Księżyc, jeszcze Słońce widać, a jeszcze widać takie coś, co świeci na niebie. To właśnie to.
I to jest zjawisko, które się aktualnie pojawiło na niebie. Też taki znak czasów, bo o tym zjawisku często jest mowa właśnie wtedy, kiedy albo jakaś tyrania się kończy, albo jakaś tyrania się zaczyna. Ja mam oczywiście nadzieję, że tyrania się kończy, bo to zjawisko się pojawiło. Ja po raz pierwszy widziałem coś takiego. Ponoć się pojawia w takich kręgach podbiegunowych, polarnych. Cholera wiem. Czekajcie, nie wiem, czy tu mam opis w ogóle, ile to zajmuje, jaki jest cały ten czas. Jakieś 13 lat. Od 5 do 13 lat. Ja się muszę w to wczytać.
Nie będę w tym momencie szukał, jak często się to powtarza. Nie mam bladego pojęcia. Generalnie jest to taki idealny balans pomiędzy Słońcem a Księżycem, bo na tym polega cały numer, że to jest właśnie tuż po zaćmieniu Księżyca, kiedy wszystkie planety, znaczy wszystkie te trzy planety, czyli Słońce, Ziemia i Księżyc są dokładnie w jednej linii. I to zjawisko dokładnie wtedy się wydarza. I jeszcze oprócz tego, że my stoimy w jednej linii, wszystkie planety, o których jest mowa, czyli Wenus, Merkury i tak dalej, muszą być w odpowiednich miejscach. Takie nie wiadomo co. I ten znak pojawił się na niebie i był symbolem do ruszenia do ataku poprzez Tybr na Rzym i wprowadzenia tam nowej tyranii. Tak to się zaczęło, proszę państwa. Czyli sun dogs, psie słońce albo halo sun. Pozwólcie, że książka wróci na swoje miejsce.
Także cokolwiek by nie mówić, wygląda na to, że mówiąc alchemicznym językiem: tyle znaków na niebie dookoła, moi drodzy, tyle znaków. I odbieram telefon. Halo, halo, witam serdecznie, Konradzie. Halo, halo, panie Konradzie, nic pana nie słyszę. Nic pana nie słyszę. Nie wiem, co tu się dzieje. Mój Skype powinien działać. Proszę sprawdzić jeszcze albo mój Skype świruje. Proszę zadzwonić jeszcze raz. A ja tymczasem, słuchajcie, tak się nakrzyczałem o tym psim słońcu, bo to taki ciekawy znak.
Znak czasów. Dobra, odbieram jeszcze raz telefon. Halo, halo, próbuję tu odebrać telefon, a tu nie działa. Chociaż już działa. Halo, halo. No witam serdecznie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[54:37] - Bardzo dobrze. Generalnie wypoczywam sobie po ciężkim tygodniu.
[54:41] - Słuchaj, ja mam takie pytanie. Czy ty widziałeś to halo sun, to psie słońce na niebie?
[54:48] - Nie widziałem, ale aktualnie bardzo mnie zaciekawiło to, o czym mówiłeś, że zrobiłeś zdjęcie tej tęczy.
[54:56] - Mam. Moi znajomi widzieli. Rozmawialiśmy o tym przez parę dni ze znajomymi. „Widziałeś tę łunę dookoła słońca, to halo sam po bokach?” Tak, było coś takiego.
[55:03] - Powiem ci, że to bardzo ciekawe zdarzenie.
[55:09] - Jest ciekawe, bo ja o tym przez całe życie czytałem, że to wyjątkowe, że to alchemicy mieli informację, kiedy coś takiego nastąpi. Nietrudno przewidzieć, zaraz po zaćmieniu Księżyca albo w momencie, gdzie jest bardzo blisko zaćmienia Księżyca. Może niekoniecznie widoczny przez nas, bo Księżyc może być na drugiej półkuli. To zaćmienie nie jest widoczne na przykład na Trynidadzie i Tobago albo w Ameryce Południowej, albo na Pacyfiku, a nie u nas. Ale też jest zaćmienie Słońca i ten efekt halo sun też powstaje. Czyli jeżeli alchemik i astrolog jest kuty na cztery nogi i zna cykle Księżyca, to jest w stanie przyjść do takiego cesarza i powiedzieć: „Jutro znak od Boga na niebie się pojawi”. Zaczekajcie, ja to zrobię troszkę bardziej dramatycznie. „Jutro na niebie pojawi się znak od Boga, znak krzyża i wtedy ruszysz do ataku. To znak Pana, który rządzi całym światem”. I taki kit mu sprzedano.
I powiedziano mu, że on wygra tą bitwę i że wygra tą bitwę i to jest Jezus. Jezus jest patronem tej armii, bo Jezus jest Bogiem Słońca. I wszyscy żołnierze kupili ten kit. Wymalowali sobie na tarczach znak Jezusa, Boga Słońca i tak oto ruszyli do rzezi na Rzym. Spacyfikowali wszystkich. Wycięli dzieci, kobiety, wszystkich wycięli w pień, starców też, łącznie z całym synodem. Niektórzy się uchowali, bo mieli dużo pieniędzy i koneksji, ale to tak niewiele. I tak oto zaczęła się nowa era Rzymu. Chrześcijańska. Zaraza dotarła nawet tutaj.
[56:43] - Czyli to jest jakieś nawrócenie do pogańskich religii. Przynajmniej ja to tak widzę.
[56:51] - Dokładnie. Cała ta religia, jak widać, się opiera i wszystkie znaki obecności Jezusa na Ziemi są niczym innym jak dobrą wiedzą astronomiczną i znajomością tych wszystkich cykli. Tak że na to wygląda. To jest właśnie ten Jezus chodzący po wodzie.
[57:07] - Tak. W zasadzie to chciałem się też odwołać do tego kultu solarnego. Nie wiem, czy to po łacinie brzmi Sol Invictus czy coś w tym stylu.
[57:21] - Słońce wspaniałe, wspaniałe słońce, słońce wielkie czy jakoś tak. Sol Invictus. Jakoś tak. Nie pamiętam już. Moja łacina umarła. Jest językiem martwym. Tak jak greka.
[57:31] - Akurat tutaj sobie otworzyłem link, który jest po polsku, który opowiada o tym kulcie solarnym w starożytnym Rzymie. Właśnie mówią o tym, że ludzie na różne sposoby oddawali częć bogom.
[57:52] - Ja to wiem. Tam taka ściaczka. Na różne sposoby jak na różne sposoby. Chodzi po prostu o to, że nazywało się to Jowisz. Dokładnie tak się nazywa ten bóg i do tego się to sprowadza. A wcześniej nazywał się jeszcze trochę inaczej, a wcześniej jeszcze trochę inaczej, a wcześniej nazywał się Helios, Heliopolis, czyli Miasto Słońca i tak dalej. To można do Egiptu jeszcze ciągnąć dalej. Ponoć.
[58:15] - Tak, dokładnie.
[58:16] - Dużo jest tego.
[58:17] - Tam generalnie chodziło o to, że Słońce jest symbolem początku wszystkiego i ma nieograniczony wpływ na wszystko, że to było.
[58:26] - Cała jazda z religią, tak mi się wydaje, polega na tym, że ktoś nam wciska, że ma nieograniczony wpływ. Ale jeżeli wiesz, na czym polega ta łuna dookoła Słońca, to wiesz, że nie polega tylko na ustawieniu Słońca i Księżyca, ale jeszcze na korelacji pozostałych planet. To nie tylko Księżyc i Słońce, to jeszcze cała reszta musi być okej z tym, że tak powiem. Tylko wtedy się pojawia.
[58:45] - Tak, dokładnie. Jeszcze tutaj też można chyba to związać z kultem solarnym w chrześcijaństwie.
[58:57] - To właśnie o tym wspomniałem. Tak się zaczęło chrześcijaństwo, proszę pana. To ja może jakąś muzyczkę, proszę pana. Chyba że widziałeś to na niebie. Polecam ci, przyjrzyj się, bo może... Nie, już za późno.
[59:09] - Powiem ci tak, bo ja ogólnie byłem jeszcze na etapie tego, jak mówili o tym czerwonym Księżycu, co był w Polsce widoczny chyba parę dni temu.
[59:18] - No był.
[59:19] - Ale niestety nie miałem okazji tego oglądać, bo akurat pracowałem wtedy i nie bardzo mogłem, bo było trochę późno.
[59:31] - Oka to, oka. Nie będę ciągnął za język, jak wyglądał, skoro nie oglądałeś tego zjawiska.
[59:37] - Ale szkoda.
[59:38] - Szkoda. Powiem ci, że wyglądało to niesamowicie. Ja się nie domyślałem, bo ja znałem tą historię o psim słońcu i tak dalej. To jest taka dosyć znana historia, która jest zapisana w rzymskich kronikach i tak dalej. Jeszcze nie tylko w rzymskich kronikach. Grecy o tym wiedzieli, wielu innych o tym wiedziało. Kepler o tym wiedział. W kilku innych pracach było opisane. Jak zwykle jezioralne muszą jakieś być. Ale nie sądziłem, że zobaczę to na własne oczy w życiu.
Właśnie to halo sun. I się okazało, że zobaczyłem. Wyglądało zjawiskowo. Mam parę zdjęć troszkę nieudanych, ale mam. Przynajmniej o tyle dobrze. Wrzucę jedno z tych zdjęć, takie troszeczkę z drzewami, bo niestety słońce mi uciekło za drzewa. Taki był widok z samochodu i nie udało się zrobić tego inaczej. Ale widać to właśnie jedno z tych halo sun po lewej stronie. Wrzucę na Twittera pod audycją, moi drodzy, jakby co.
[01:00:30] - Wychodzę z założenia, że po prostu trzeba zobaczyć, bo tego raczej nie da się opisać.
[01:00:37] - Da się. Robisz zdjęcie i widać na zdjęciu, bo to też nie jest jakaś mistyczna tajemnica. Jest to zjawisko, które naprawdę jest widoczne. Tak jak w tysiąc sto którymś tam roku widziała to cała armia Luda, która stała pod bronią, żeby właśnie wkroczyć i wykonać rzeź w całym mieście. Tak samo w dzisiejszych czasach każdy to widzi. To się wcale nie zmieniło. Ale teraz mamy chyba inne czasy troszeczkę. Tak mi się wydaje.
[01:01:02] - W sumie racja.
[01:01:04] - Otóż szczęśliwie nikt nie kazał nam malować sobie na tarczach różnych symboli i iść pod imieniem nowego boga. Chociaż niektórzy tak się zrywają troszeczkę, mają ten problem, ale to już inna sprawa.
[01:01:17] - Generalnie w tym kulcie chyba też chodzi o to, że człowiek potrzebuje w coś wierzyć. Że człowiek żyje w wiarę. Że jedni wierzą w Chrystusa, drudzy w Allaha i trzeci w Buddę.
[01:01:34] - Budda nie jest czymś, w co wierzysz. To akurat trzeba odłożyć buddyzm, bo buddyzm nie jest religią. To jest nieustannie mylona rzecz przez wszystkich dookoła w Europie i w tak zwanej kulturze zachodniej wszyscy traktują buddyzm jako religię, ale to nie ma nic wspólnego z religią. Buddyzm to jest system informacyjny, można powiedzieć, obsługi tego, czym jesteśmy i to jest chyba najlepsza i najzdrowsza definicja. Taki system treningowy troszeczkę, jeden z wielu modeli, dosyć udany.
[01:02:02] - Islam też nie jest religią do końca.
[01:02:06] - Islam jest już religią, bo jest tak samo jak chrześcijanizm, jak judaizm, jak zaratusztrianizm, jak każda inna religia monoteistyczna. Czyli wierzy się w to, że Stwórca jest jeden i wszyscy są przyporządkowani do tego jednego Stwórcy. I tak czy siak ja, mówiąc o innym Stwórcy, jestem z nieprawdziwym Stwórcą, bo każdy z tych oryginalnych monoteistycznych bóstw jest takim dualistycznym bóstwem, czyli on jest dobry, a gdzieś tam jest zło, które jest reprezentowane przez wszystkich tych innych, którzy twierdzą, że są głównymi bóstwami, rozumiesz? To zawsze na tej samej zasadzie działa, także ciężko traktować to poważnie w jakikolwiek sposób i tych, którzy wałą czółem w kierunku Mekki i tych, którzy całują drewniany krzyżyk. Także i jedni, i drudzy, łącznie z tymi, którzy klepią czołem ze smutkiem Ścianę Płaczu. Wszyscy ci ludzie są biedacwami moim zdaniem. I polegli na takiej iluzji nie wiadomo czego. Ale widać konsekwencje ich działań. Wystarczy się przyjrzeć na świat. Owi religijni ludzie prowadzą najbardziej brutalne, krwawe eksterminacje cywilnej ludzkości na tej planecie.
Taka jest brutalna prawda. Nie ma inaczej.
[01:03:17] - Tak, dokładnie.
[01:03:18] - Także zostawmy ich, bo to takie przyszywane. Co dużo mówić, banda podpierdalaczy, która podszywa się pod kult solarny i próbują, jak tylko mogą, wziąć tyle informacji, ile mogą i sprzedać to jako własne objawienia tobie, mi, tobie słuchaczko, tobie słuchaczu, jako ich objawienia, w które musimy uwierzyć, bo właśnie są to rewelacje, które wszyscy wiedzą. I to nie jest kwestia, że tu jest autor. Kolejny frajer, który próbuje podpisać się pod słońcem i powiedzieć: „To jest mój Bóg i ja jestem właścicielem kontaktu z tym Bogiem”. Spieprzaj, kolo. Takie mam podejście.
[01:03:50] - Tak, dokładnie.
[01:03:52] - Dokładnie. Też widzę to słońce.
[01:03:53] - Chciałem się odwołać do pewnej rzeczy, ale to nie wiem, czy będzie miało związek z tematem tak do końca, bo nie wiem, czy słyszałeś o takim afrykańskim szamanie Credo Mutwa, coś w tym stylu.
[01:04:03] - Wiesz co, ja to odkładam, bo ja dzisiaj mam zupełnie inny temat. Zostawiam afrykańskich szamanów i lecę dalej z tym słońcem, kultem solarnym i tymi dniami ciemności, proszę państwa i nie tylko.
[01:04:15] - Pamiętam, że podesłaliśmy ci chyba z kolegami ten artykuł odnośnie tych dni NASA.
[01:04:22] - Dokładnie, jak się okazało, bo sprawdziłem. Tak jak mówiłem, okazało się ściemą, ale w każdym pomyśle może być ziarenko prawdy. Tym bardziej że to było wymyślone z tego powodu, że jest oficjalna taka legenda, która mówi o trzech dniach ciemności. I panowie robiąc ten dowcip, doskonale poczuli się i wpasowali pod ten pomysł. Także to nie jest tak, że to oni to wymyślili. To jest bardziej rozciąganie do absurdu pewnej koncepcji, która tutaj istnieje i która wcale nie do końca jest taka głupia. Ale to może za parę chwil o tym wszystkim. A na razie jakaś muzyczka. To ja dziękuję za telefon, proszę pana.
[01:04:58] - Wzajemnie. Dzięki za rozmowę.
[01:04:59] - Dzięki wielkie. Trzymaj się. To był telefon od słuchacza, a teraz muzyka ode mnie, od prowadzącego. Posłuchajmy sobie troszeczkę takiego egzotycznego rock and rolla, który ma pewne elementy indyjskiej muzyki. Z pozdrowieniami dla parującego księcia Edwarda. Mam nadzieję, że rower cały i zdrowy. Peace and love. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń oczywiście. Ja mam na imię Tomek, a ty możesz śmiało zadzwonić.
RadioNaFali.com taki jest adres na Skype. Ja wracam do swojego szalonego tematu tych dni ciemności, końca tej utopii, tej cywilizacji. Dystopii właściwie, bo chyba tak można nazwać tą cywilizację poprawnie, czyli nieudanej utopii, dystopii, takiej patologicznej utopii, w której wszyscy się popsuli lekko. Bo zamiast potraktować słońce jako zbiór informacji o świecie, który nas otacza, zaczęli się modlić do słońca i bić pokłony, zamiast troszkę zrozumieć, o co tu w tym wszystkim chodzi. Ale w ogóle o co chodzi z tymi dniami ciemności? Bo ja sobie ciągle śledzę ten temat. Nie jest to taka martwa rzecz w moim życiorysie. Też jest to taka historia, która gdzieś tam się kolebie obok moich innych zainteresowań, tych głównych zainteresowań związanych z szukaniem w świecie nauki rezonansów, częstotliwości, Nikoli Tesli, prądu, plazmy i w ogóle nie wiadomo czego. Tam się pojawia kilka ciekawych informacji na ten temat. Oprócz tego wspominałem, że tam Nikole Tesle, druty, cewki i prąd, który kopie, to jeszcze neurobiologia.
Otóż to. Neurochirurgia i kilka takich rzeczy pobocznych, które są związane z informacjami o tym, jak funkcjonuje nasz organizm. Może nie z informacjami, jak funkcjonuje, tylko co właściwie znajduje się w środku naszej głowy, naszego serca, naszej komórki i co właściwie naukowcy znajdują. W sensie nie wyjaśnień, bo wyjaśnienia i takie koncepcje, które się później pojawiają, żeby nam wytłumaczyć, co się dzieje na monitorze urządzenia, to ja też sobie mogę wyjaśnić. Taki głupi to nie jestem. Grunt, żeby mi pokazali to urządzenie i co się dzieje na ekranie. To już sobie resztę spokojnie też w głowie znajdę. Na ekranie pojawiają się bardzo dziwne rzeczy i są z tego powodu bardzo dziwne wnioski, bo te rzeczy na ekranie się pojawiają z tego powodu, że prąd elektryczny, takie bardzo mikro, małe ładunki, nie wiadomo jak małe, bardzo małe. Te, które mają już kształt spiralki, gdzieś się pojawiają w naszym mózgu i zasuwają czymś takim, o czym ostatnio, jakiś czas temu ktoś mi nawet linka podsyłał. Nawet chyba wiem kto, bo pozdrawiam serdecznie.
Gdzieś się pojawił na Facebooku Radia Nafali o takim amerykańskim neurochirurgu, neurobiologu, który dokonał takiego ciekawego odkrycia. Mianowicie przyjrzał się połączeniom neuronowym w naszym mózgu i okazało się, że mamy coś takiego jak takie nanotubes. I to było wielkie odkrycie dla niego. Dla mnie był taki moment iluminacji, uśmiechu radości, bo nagle się okazuje, że właściwie dokładnie to połączenie neuronowe jest zbudowane tak samo, jak postulował Viktor Schauberger i wielu innych 100 lat temu. Czyli dokładnie tak samo jak pień drzewa jest zbudowany, jak właściwie każda inna struktura. I chodzi o te mikrokanaliki w środku, które są czymś takim jak wiązka kabli w środku jednego dużego kabla. I te ładunki sobie przeskakują i tak dalej. Tych wiązek jest tam dosyć dużo. One potrafią kompresować sygnał. To troszeczkę jak światłowód i najlepszy numer w tym światłowodzie polega na tym, że jak się pojawia informacja w naszym mózgu, jest brau, to nagle informacja pojawia się wszędzie, a w takich najbardziej oddalonych częściach naszego mózgu pojawia się nawet z wyprzedzeniem.
Co jest zaprzeczeniem wszelkich oficjalnych teorii na temat, jak funkcjonuje ludzki organizm, o których nam się opowiada na uniwersytetach i tak dalej. Jest to też związane ze Słońcem, bo się okazuje, że nasza energetyka jest związana ze Słońcem i jest to dziwne połączenie właśnie z tymi rezonansami. Przecież jak jest aktywność słoneczna, coś się dzieje na Słońcu, to od razu widać w rezonansach Schumanna, od razu wybija do góry. Rezonanse Schumanna, siedem takich specyficznych pasm częstotliwości, które się spontanicznie emitują. Tak to można wyjaśnić najprościej. Dookoła nas, cokolwiek by się nie działo, zawsze słyszymy taką kompilację siedmiu częstotliwości. Jakby ktoś włączył siedem płyt naraz i każda ładuje inny rodzaj szumu. Tam oczywiście są poziomy tych szumów, bo siedmiu herców z kawałkiem i tak dalej, są te przedziały tego szumu. I to jest coś, co nazywamy pulsem elektrostatycznym, energetycznym szumem, który jest pulsem serca mamy planety i kosmosu całego oczywiście, bo to nie jest tylko związane z Ziemią. To jest związane z Księżycem, latencją Księżyca, czyli jak blisko, jak daleko jest.
Teraz właśnie był bardzo blisko. To jest ten specjalny moment. I z ruchem Wenus, z ruchem Marsa, z ruchem Słońca i wszystkim dookoła jest związana ta siła. I wygląda na to, że te ładunki elektrostatyczne wpadają prosto do naszej głowy. Właściwie może nie tyle wpadają, ile indukują pewne połączenia w naszym mózgu i w ogóle w naszym organizmie, bo prawdopodobnie to nie jest tylko tak, że mamy te nanokanaliki w mózgu. Wygląda na to, że właściwie cały nasz organizm jest zbudowany właśnie z takiej nanostruktury. Ktoś to nieźle zaprojektował. Tam widać w kodzie DNA jest taka jedna ciekawa sekwencja, która wygląda tak, że jak 99% genetyków się na nią patrzy, to mówi: „Stary, to nie jest natura, to jest zaprojektowane”. A ten 1%, który o tym nie mówi, nie mówi o tym, bo się boi. Ale wszyscy to widzą.
Jest tam jeden taki element, który wygląda tak dziwnie, że się nie mówi o tym elemencie. Jest kilka takich zagadek dookoła naszego kodu DNA. Pewnego dnia wylądowaliśmy tutaj i chyba się dobrze przygotowaliśmy nawet, na to wygląda. Może nie najlepiej, jest może kilka defektów. Może niektórzy traktują to jako defekty. A może na tym to polega? A może tak właśnie ma być? Kto to wie? To też moje takie radosne spekulacje. Anyway, w każdym razie wracając do tej struktury energetycznej, do tych wszystkich anomalii, do częstotliwości Schumanna, o których wspomniałem.
Są one, tak jak wspomniałem, związane z rezonansami w naszym mózgu. Ten rezonans, te siedem melodyjek wygrywanych przez tą planetę dookoła jest dokładnie tymi samymi siedmioma melodyjkami, które są znajdowane w naszym rezonansie jako żywego organizmu. Jak się podłączymy pod druty, kable i podepniemy pod monitory, na których są tajemnicze ping, ping, ping, to właśnie zobaczymy dokładnie to samo. Czyli nagęstwienie się impulsów w paśmie czegoś, co nazywamy częstotliwościami o konkretnych rezonansach. Teraz to się nazywa częstotliwości herca od pana Hertza, ale słowo „częstotliwości” jest znane wcześniej, bo herce właściwie nie do końca oddają to, czym to jest. Bo to nie do końca jest tylko i wyłącznie dźwięk. To jest naładowanie pola elektrostatycznego, czyli taka można powiedzieć gruba sprawa, chmura czegoś o konkretnym rezonansie, która rezonuje w konkretny sposób. Właściwie nie mamy siedmiu melodyjek. Mamy siedem chmurek. Siedem świnek, siedem chmurek, siedem wilków.
Mamy siedem. Na to wygląda. Jest może tego więcej. Po prostu urządzenia, które mamy Rejestrują tylko i wyłącznie siedem świnek , siedem chmurek. Tak to wygląda. W naszym organizmie jest dokładnie to samo i oryginalnie nazywa się to PCS, czyli period per second. Czyli cykl na sekundę. Jest wyliczane ile tych cykli na sekundę, bo chodzi o to, że coś się zwiększa, zmniejsza, jest jakaś pulsacja, bo to nie do końca tylko i wyłącznie herce, czyli fale tak zwane w cudzysłowie „radiowe”, czyli eteryczne, ale tylko łapane przez urządzenie, które funkcjonuje na dosyć dużych częstotliwościach w stosunku do Mamy Natury. Tutaj są inne rezonanse, inne harmoniczne i żeby było zabawniej . Ja wiem, że dla niektórych może nie brzmi to najlepiej, a dla niektórych, mam nadzieję, brzmi doskonale.
Te rezonanse definiują zaangażowanie naszego mózgu w nasze życie tyle, ile nam działa tego mózgu. Jest kilka teorii na temat mózgu. Jedna mówi o tym, że jest lewa i prawa strona, co jest tylko i wyłącznie teorią, która została obalona nie tak dawno temu, bo się okazało, że lewa strona to jest wtedy, jak używamy prawej ręki i machamy w prawą stronę. Natomiast kiedy tą prawą rękę przesuniemy na lewą stronę, nagle zarządzanie tą ręką przechodzi na drugą półkulę, tą teoretycznie intuicyjną, a nie werbalną. I podobnie jest z dźwiękiem i tak dalej. I nagle się okazuje, że nikt nie potrafi wytłumaczyć fenomenu Mamy Natury, że półkule mózgu nie są definiowane, jak myśleliśmy przez ostatnie 100 lat, tylko same się definiują w zależności od sytuacji i potrzeby na tyle, na ile muszą. To jest ten fenomen, który odpowiada za to, że ludzie po paraliżach, po ciężkich urazach głowy i tak dalej, gdzie mają rozłączone dwie półkule od siebie, z powrotem nagle wracają im funkcje manualne i to w tej części, która właściwie jest kompletnie niekontrolowalna. Jest takie ciekawe zjawisko, nie wszędzie i nie zawsze, aczkolwiek występuje. I to jest właśnie, jak się okazuje kwestia tego, że mózg, nasze półkule porozumiewają się na zasadzie systemu wireless za pomocą tych częstotliwości. Te częstotliwości są troszkę jak te częstotliwości telefonów komórkowych.
Niosą sygnał dalej. Właściwie stwarzają pole, w którym się manifestuje ten sygnał i generalnie z jednej półkuli do drugiej. Hops, hops. Taki wireless. Okazuje się, że ten wireless nie jest tylko i wyłącznie związany z półkulami, ale wireless jest pomiędzy ziemią, na której stoimy. A jak sobie wbijemy takie urządzenie w ziemię, to nagle się okazuje, że ma dokładnie te same siedem chmurek, te same siedem świnek na wykresie. Jak wbijemy urządzenie i w jonosferę wyślemy na balonie, to dokładnie jest to samo. I dokładnie to samo jest w naszej głowie, w naszym sercu. Siedem grup podstawowych mięśni. Ten ósmy, który to opakowuje.
Ale te siedem głównych mięśni to są te mniej więcej siedem rezonansów, które są wyczuwalne dla nas w tym, co my nazywamy cyklami przez sekundę. Jest takie połączenie. Im więcej tego rezonansu jest w głowie, w sercu i we wszystkim w nas. Może nie jakieś tam miliony więcej, żebyśmy nie wybuchnęli jak na filmie science fiction, kiedy nagle znika powietrze z kapsuły i widać tylko czerwoną planetę na szybce. Nie, nic z tych rzeczy. Chodzi o takie bardzo drobne rezonanse. My nawet tego nie czujemy, bo jesteśmy na statku kosmicznym, który się automatycznie adoptuje za każdym razem w czasie rzeczywistym do warunków dookoła. Czyli my właściwie nie widzimy, co się dzieje dookoła nas, ponieważ jesteśmy w pociągu, który jedzie środkowym torem pomiędzy dwoma innymi pociągami. I właściwie to, co widzimy przez okna jest wypadkową tego, co zobaczymy przez pozostałe pociągi. Mamy taki filtr tych wszystkich mocy, które są założone i one dla niektórych może wydawać się ograniczają nas, ale w rzeczywistości chronią nas.
To są między innymi te zjawiska związane. I tu właśnie muszę wspomnieć o pasie Van Allena, bo rezonanse Schumanna, jak to się nazywa, to nie jest nic innego jak dokładnie rezonanse pasów Van Allena. To są rezonanse, które otaczają Ziemię i Księżyc dookoła. Takie pierścienie wirującej plazmy, można powiedzieć elektromagnetycznej dookoła naszego układu Ziemio-księżycowego. Bo jak się okazuje, Księżyc wcale nie lata dookoła Ziemi. O czym wiedzą ci, którzy znają się troszkę na astronomii. Księżyc i Ziemia jest takim układem wspólnym, a ten środkowy punkt, wokół którego się kręcimy, jest bliżej Księżyca. Tylko tyle. Dlatego nam się wydaje, że kręcimy się dookoła Księżyca, ale nie do końca. Ten punkt jest pomiędzy nami.
Jest jeszcze jedna taka mała, niektórzy mówią ekstra mały księżyc, taki mały kawałek skały, który lata jeszcze dookoła nas. Taki drugi księżyc. Jest to w ogóle ciekawa historia z tym Księżycem, który wygląda na to nie jest zbudowany naturalnie, jest zbudowany czyjąś ręką. Tak to jakoś wygląda i się zachowuje, ale zostawmy wszystkie teorie na temat czym Księżyc jest i nie jest i wróćmy troszkę do naszego słonka, żeby się trochę pogrzać w tym słonku. No właśnie, co wynika nam z tych rezonansów? Wynika, że jak na Słońcu walnie, to dokładnie w tym samym czasie, a nawet jeszcze chwilę wcześniej sygnał o tym pojawia się w pasach Van Allena oraz w jonosferze, w naszym mózgu, w naszym sercu, na ziemi, po której chodzimy oraz w wodzie. Praktycznie jest to taki rezonans, który nagle się pojawia wszędzie, jak cokolwiek się dzieje. Oficjalnie mówi się, że opóźnienie sygnału ze Słońca jest w okolicach siedmiu minut, ale to nie jest opóźnienie sygnału, bo jak na ironię sygnał radiowy ze Słońca dociera do Ziemi w czasie rzeczywistym bez opóźnienia. Tak, natomiast sygnał rejestrowany przez urządzenia radarowe, ponieważ one wywołują taką interferencję, opóźnia ten sygnał o jakieś siedem minut, zanim dotrze do czytnika, który go odczyta i sprawdzi, co się dzieje. Dlatego zwierzęta, o czym nikt nie chce głośno mówić, znaczy nie chcą mówić dlaczego.
Dlatego zwierzęta czują trzęsienie ziemi, zanim się zacznie, ponieważ ta aktywność elektromagnetyczna Którą można usłyszeć na falach eteru. Dokładnie się dostroi do tej częstotliwości, się podłącza radyjko i słychać anomalie, takie pasma szumów. To znaczy, że coś się zaczyna dziać i nadchodzi trzęsienie ziemi. Takie trzaski, wyładowania elektrostatyczne słychać. Stara sprawa znana od stu lat. Nie mówi się o tym popularnie, bo oczywiście się okazuje, że można przewidywać trzęsienia ziemi z niezłym wyprzedzeniem, trochę jak zwierzątka i usunąć się z miejsca, gdzie łupnie. Ale oczywiście trzeba inwestować w satelity, lasery, karabiny, broń atomową i tak dalej. Normalna sprawa. I oczywiście szczepionki. Szczepionki koniecznie.
A tu można coś zupełnie innego. Zwierzęta słyszą ten sygnał. Dlatego zanim zacznie się trzęsienie ziemi, one tak na tydzień wcześniej, parę dni wcześniej dostają świra i od razu znikają. Ptaki się wyprowadzają. One słyszą ten sygnał, eteryczny sygnał. Mają działające radio w głowie. I my też mamy takie radio w głowie, bo nie tylko zwierzaki. Tylko że nasze radio działa na troszeczkę innych częstotliwościach. Działa na tych rezonansach, które nawet opakowaliśmy sobie w postaci szumów Schumanna, rezonansów Schumanna. To są szumy po prostu.
Okazuje się ostatnio, że za te rezonanse odpowiada właściwie, przynajmniej tak się oficjalnie twierdzi, jest taki oficjalny trop akademicki, że jest to związane właśnie z pasem Van Allena, że tam się generuje całe to zamieszanie, całe to zjawisko, które dociera do Ziemi. To tam się wzbudza to pole, a my jesteśmy czymś w środku takiej kuli plazmy. I to pole Van Allena, jak widzicie takie rysunki, jak plazma słoneczna wybucha na słońcu i próbuje się nas straszyć, że plazma słoneczna zmiecie, wyczyści planetę do poziomu pustyni i do takiej Sahary, że będzie tylko piasek. To jest raczej trudne i niemożliwe, ponieważ pasy Van Allena dokładnie ochraniają Ziemię. To jest taki nieustanny vortex. Wracając do tego vortexu, tej złotej spiralki. Wszystkie zachowania energetyczne pola magnetycznego i elektrostatycznego właśnie w pasach Van Allena wykazują dokładnie taką anomalię, że jeżeli ją zapiszemy w postaci graficznej na papierze w jednym wymiarze wygląda jak spirala złotego podziału. Czyli dokładnie mamy ten sam okrąg. I teraz numer z tym całym zaćmieniem. Zanim przejdę do zaćmienia, to może jakąś muzyczkę puszczę, żebym, że tak powiem, sam się nie zaćmił tymi swoimi rewelacjami.
Zatem posłuchajmy troszkę rock and rolla. To też się tak skończyło szybko. Myślałem, że troszeczkę potrwa. Pozwolicie, że sobie łyknę herbaty. Kurczę, skończyła mi się. Po prostu tak pazernie i łapczywie piłem tą herbatę, że zasłuchałem się w muzykę i zostałem bez płynów. Trudno. I tak słońce jest ze mną. Może po drugiej stronie planety w tym momencie, bo u mnie jest raczej księżyc, ale tak czy siak słońce tu jest odbite od księżyca. Anyway.
Albo od gwiazd. Wracajmy do naszego tematu. Wracajmy do naszej nociemności. Właśnie, bo ja dzisiaj o tej anomalii, o tej utopii, która funkcjonuje jako dystopia dzisiaj i tej legendzie o dniach ciemności, które nastąpią niczym cygan . Powróży z ręki. Te dni ciemności nadejdą. Pan zrobi zakupy, kupisz pan ryż, cebulę i ziemniaki, olej i butlę z gazem zapasową, świece. Ciemności, panie, nadejdą. Pieniądze pan z banku weź, połowę cygance daj, na Radio na Fali wpłać. Oczywiście.
Tak, jak najbardziej. Na Radio na Fali jak najbardziej należy wpłacać i wspierać, ale to nie w tym momencie. Chociaż tak, właśnie w tym momencie. Ja tu sobie pogadam, a ty tam cały portfel, wszystko śmiało. Taki gest zawsze jest mile widziany. Anyway, wracając do naszej anomalii związanej z dniami ciemności, ciemnymi dniami i rezonansami naszego mózgu. To są bardzo ciekawe historie z ostatnich dni, można tak w cudzysłowie powiedzieć, ostatnich właściwie miesięcy, a nawet lat. A mianowicie chodzi o to, że jest ta opowieść o tym, że rezonanse Schumanna się zmieniają i coś w tym jest. Ciężko to zaobserwować tak oficjalnie, dopóki się nie zacznie samemu robić eksperymentu. Czyli nie weźmie się dużej miedzianej rury, takiego rulonu miedzianego nie włoży do szklanej fiolki, nie zaleje specjalnym roztworem i nie wystawi na działanie słońca i nie sprawdzi się po paru latach, jak to będzie korodowało.
Jak to w ogóle koroduje podczas wyparowania tego kwasu. Można zwyczajnie popatrzeć się troszeczkę, jak ktoś ma jakieś kawałki miedzianych płytek, które są narażone na kontakt z wodą i mniej więcej wiecie, w jakim czasie one śniedzieją i na jakie kolory. Miedź tak fajnie na różne kolory się krystalizuje. Wtedy widać, że na przykład nagle jest taki sezon, w którym metal śniedzieje troszeczkę szybciej, trochę na inne kolory, a jest taki sezon w roku, gdzie śniedzieje na troszeczkę inne kolory, w innym kierunku. To jest właśnie ten eksperyment. Bardzo łatwo go zrobić. On pokazuje też troszkę więcej rzeczy. Oczywiście wszystko zależy od tego, gdzie się go ustawi, w sensie tą fiolkę gdzie się ustawi, jaki jest wpływ warunków zewnętrznych i tak dalej, bo wiadomo, że nie jest to tylko i wyłącznie aktywność rezonansów Schumanna, ale to jest ta główna aktywność, bo to ona kształtuje przez swoją wibrację wzrost kryształów, wszystkich kryształów, wszystkich form żywych na tej planecie. Przynajmniej tyle wiemy na ten temat. Wszystko ma w sobie ten oryginalny rezonans i jest zasilane oryginalnym pulsem z kosmosu.
W ogóle to wygląda jak źródła zasilania dla wszystkich żywych istot. Był taki numer, który zrobiła armia amerykańska wywalając dwie bomby atomowe czy chyba nawet więcej w pasie Van Allena. On jest tak skonstruowany, że wszystko zawija na ziemię. Kiedyś wspominałem o tym. To jest ta inwazja nowotworów w dzisiejszych czasach, bo całe te ładunki termonuklearne elegancko owiały ziemię. To jest taki płaszcz, który idealnie owiewa ziemię. Jakbyście chcieli rozpylić coś nad ziemią, to jest to idealne miejsce. Należy tylko załadować w pasy Van Allena i się naturalnie rozpyli wszędzie. Od najwyższych gór w Himalajach do pustyni w Afryce. Wszędzie.
Tak to już działa. I jest jeszcze inna historia, że kosmonauci, przynajmniej nieoficjalnie się mówi, że ta cywilizacja dostała zakaz od tak zwanych obcych wylatywania właśnie poza pasy Van Allena. Dlatego nie ma żadnych misji załogowych gdzieś tam w kosmos, nie wysyła się ludzi gdzieś tam daleko, ponieważ kosmici przejmują urządzenia. I tam było kilka takich dziwnych rzeczy. Jest nawet to słynne wideo z sondą THEDAR. THEDAR Incident tak to się nazywa, gdzie kosmici buchnęli sondę z taką dużą cewką, która miała produkować prąd do satelitów wojskowych. Nagle zniknęli razem z tym całym urządzeniem. Podjechali, odcięli kewlarowe linki i pojechali w swoim własnym kierunku, znikając gdzieś za horyzontem. Jeżeli gdzieś w kosmosie jest horyzont. Są takie opowieści, moi drodzy, nie chcę tutaj ich uwiarygadniać, ale takie opowieści słychać.
Sami sobie sprawdźcie. Ja dalej sprawdzam te opowieści. Oczywiście kieruje mnie bardziej w tą stronę, żeby im wierzyć niż nie wierzyć, ale to już moje zboczenie, co wcale nie oznacza, że muszę mieć rację. Niemniej te całe zjawiska energetyczne w pasie Van Allena występują i nie ma co do tego żadnych pytań, żadnych wątpliwości, nic z tych rzeczy. I wiadomo, że jest to dokładnie już teraz ten sam rezonans, który jest związany z naszym mózgiem. I dokładnie to odkrycie panów neurologów z tymi nanotubes w naszym mózgu jest związane właśnie z odkryciem tej struktury. Jak to wygląda? Prześwietlili przekrój i sprawdzili. Okazuje się, że jest tam jeszcze taka dodatkowa żyłka, która odprowadza dodatkowy ładunek elektrostatyczny. Znaczy tak powiedział pan doktor, ale pan doktor nie jest specjalistą od elektryki.
Ja tu troszkę poprawię bardzo nieelegancko, bo tak publicznie bardzo nieelegancko, ale poprawię troszeczkę ten koncept. Chodzi o to, że ładunek elektrostatyczny się manifestuje na całej pojemności anteny, bo to się nazywa anteną. Można to też nazwać kondensatorem. To jest taki kondensator skokowy, czyli przytrzymuje energię przez ułamek sekundy tylko na tyle, na ile ma swojej własnej pojemności. I okazuje się, że kiedy stymulujemy mózg dokładnie w ten sposób, to robią między innymi substancje psychoaktywne. Dlatego nazywają się neurotransmiterami, ponieważ pomagają w transmisji ładunków, które nazywamy neuronami, a są to ładunki plazmy, które się pojawiają i manifestują w naszej korze mózgowej. I dokładnie podwyższona sytuacja elektrostatyczna powoduje większą propagację neurotransmiterów w naszym mózgu. Mówiąc brutalnie, jesteśmy mądrzejsi i niby lepiej łapiemy, lepsza koncentracja, lepsza uwaga, więcej refleksji, co nie znaczy do końca, że zawsze lepsze samopoczucie. Tu chciałbym rozdzielić te dwie rzeczy od siebie z pewnych dosyć prostych powodów, o których opowiadam w troszkę innym podcaście. Tu was zapraszam.
Przepraszam za taką krypciochę, ale muszę ją pouprawiać. Zapraszam was do podcastu nowej serii o nazwie Substancja, gdzie opowiadam o substancjach psychoaktywnych ze swojego prywatnego, indywidualnego punktu widzenia jako użytkownika i to takiego regularnego od lat. Także zapraszam serdecznie, tam troszkę więcej na ten temat będzie. Ale wracając tutaj do naszych tych elektrycznych historii, bo dowód na to, że tak się właśnie dzieje, że lepiej się czujemy, lepiej ogarniamy i fizycznie nasz organizm jest zdrowszy, istnieje wszędzie dookoła nas. Jeżeli ktoś z was ma fajne koneksje gdzieś na fajnej zadupiastej polskiej wsi, ale takiej starej, starej, starej, której tam nie tknęła za bardzo okupacja, nie tknął za bardzo katolicki wyczyn, ta sekta z Watykanu, nie została tknięta za bardzo zębem czasu i gdzieś tam u starszych ludzi są takie opowieści o miejscach, które leczą, o miejscach, które dają moc i tak dalej, i tak dalej. Od niecałych 15 lat są już dostępne na rynku komercyjnym urządzenia do mierzenia czegoś, co popularnie się w nauce i w ogóle technicznych historiach nazywa nanoteslami. To jest, można powiedzieć, natężenie pola elektromagnetycznego, ale takiego elektrostatycznego, nie tego, z którego się robi normalny prąd, taki jak w laptopie, tylko takiego jak, można powiedzieć, dookoła kuli plazmowej Nicoli Tesli, dookoła pioruna. Taki troszkę inny prąd i taki prąd o bardzo niewielkich potencjałach. W sensie na naszych urządzeniach. Nasze urządzenia go ledwo, ledwo co widzą.
I są takie urządzenia. I pewnego razu kilku ludzi postanowiło pomierzyć owe miejsca we Francji, w Hiszpanii, Belgii. Te stare miejsca, takie stare kamienne kręgi, że wszyscy miejscowi opowiadają dookoła, że kiedy kobieta niepłodna jest, powinna pójść, przytulić się do tego kamyka i dziecko się pojawi. I don't know, może tam z chłopakiem chodzi. Anyway, w takim kamiennym kręgu pod gwieździstym niebem to muszą być kosmiczne dzieci później z tego i bardzo dobrze. Anyway, wracając do naszych kosmicznych kręgów i kosmicznych miejsc, które ponoć leczą ludzi, są takie opowieści. I panowie ruszyli z tymi urządzeniami pomiarowymi, żeby sprawdzić właśnie właściwości owych kamieni. I okazuje się tadam, coś bardzo dziwnego Ponieważ każdy kamień, jeżeli go wytniemy z dużego bloku skalnego, ma swoje pole elektromagnetyczne. Jest jak magnes. Właściwie wszystko jest, można powiedzieć, magnesem trochę słabszym, trochę silniejszym, ale tak zwany magnetyzm jest siłą składową tych wszystkich mocy dookoła.
Właściwie główną siłą składową. Ów magnetyzm, owe sympatyczne moce przyciągania, jak dawniej mawiano 200 lat temu. SVP, zdaje się takim skrótem się teraz to określa. Ale wracając do rzeczy. I każda skała, która gdzieś tam stoi, ma swój własny, że tak powiem, biegun. Jeżeli wycinamy z niej kawałek mniejszej skały, czyli robimy taki blat granitowy do stołu, to oczywiście po wycięciu ten kamień zachowuje swoje oryginalne pole elektromagnetyczno-statyczne w środku i można to zmierzyć. Można sprawdzić, w jakim położeniu oryginalnie się krystalizowały wszystkie te kryształki, które tam są w środku tej granitowej skały. No i ma to swoje pole. I tego pola właściwie nie widać, bo my o tym polu wiemy od niedawna i to całkiem od niedawna. Zresztą kto to sprawdza?
Widzieliście jakiegoś kamieniarza, który używa urządzenia wartego parę tysięcy dolarów do mierzenia nanotesli, żeby ustawić nagrobek? No come on. Nie widziałeś? Ja też nie widziałem. Absolutnie nigdy w życiu. Ale za to byli ludzie, którzy mierzyli te melhiry i te kamienne kręgi, o których wspominałem. No i co się okazuje po pomiarach? Jaki jest efekt tych pomiarów? Wnioski i konkluzje, moi drodzy. Wygląda na to, że ludzie, którzy je stawiali, doskonale wiedzieli, jak przebiega ten poziom magnetyczny.
Ta oś magnetyczna w środku kamyka i wszystkie te kamienie, chociaż są przywiezione gdzieś z kamieniołomów, które nie wiadomo w ogóle, jak to przywieziono, nie wiadomo, jak to w ogóle wyciosano, nie wiadomo, kiedy to zrobiono. Nic właściwie nie wiadomo, poza tym, że mniej więcej się szacuje na zasadzie tego, że jest to odwzorowanie kalendarza gwiezdnego na Ziemi i się dzięki temu można zorientować, że byli to kolesie, którzy wiedzieli o właśnie tych cyklach typu saga Yuga 26 000 lat, 24 000 lat. Taką wiedzę mieli ci dżentelmeni. No i się okazuje, że jeszcze mieli wiedzę właśnie taką, że wszystkie te kamyki są poustawiane idealnie biegunami do ziemi, tak że jest taka właściwa, można powiedzieć, propagacja pola elektrostatycznego i magnetycznego, przede wszystkim tego oryginalnego magnetyzmu, czyli nanotesli. I to się zachowuje jak takie duże baterie. No tym to de facto jest. Taką dużą baterią, takim kondensatorem, który sobie zbiera energię. Na górze jest ładunek dodatni, na dole jest ładunek ujemny albo odwrotnie. To jest w odpowiednich konfiguracjach pobudowane. Okazało się, że część z tych kamiennych kręgów ma właśnie takie specyficzne konfiguracje energetyczne.
No, niektóre z tych kamieni są takimi dodatnimi kondensatorami i trzeba się, że tak powiem, przytulić do takiego kamyka, postać przez parę chwil, bo to cały czas rezonuje. Przecież to jest kwarc i nie tylko kwarc. Z reguły takie skały, które zawierają bardzo dużo minerałów, czyli takiego czegoś, co nieustannie rezonuje. Sam kwarc rezonuje jakieś 760 000 gdzieś w tej okolicy herców, znaczy 0,70. Zaraz, jeszcze raz, bo się pogubiłem. 0,760 000 herców, czyli PCS na sekundę. Potężna ilość. To jest taki rezonans, że my właściwie nie widzimy. To jest coś, co w ogóle funkcjonuje wielowymiarowo, taki kryształ. To w ogóle funkcjonuje nie wiem jak w wielu wymiarach.
To jest kosmiczna sprawa i my też jesteśmy tym kryształem. To jest już w ogóle inna sprawa. Mamy w głowie kryształy i to już w ogóle trzecia sprawa. Wow, cały świat jest z kryształu tak jakby. I wracając do tego rezonansu, się okazuje, że można w naturalny, analogowy sposób wybudować taką konstrukcję, która jest jak taka bateryjka, naturalna bateria, czyli taki naturalny kondensator na wszystkie te naturalne moce kosmiczne. I się tak ładują, ładują, ładują, ten cały orgon się ładuje, ładuje, człowiek się przytula do tego najlepiej na bosaka, bo wtedy jest uziemiony i wtedy cała ta energia przechodzi przez nas. To jest taki, można powiedzieć, dużego rozmiaru i dużego kalibru biorezonator. Takie urządzenie Janka Taratajcio, ale kamienne i ze starych czasów. I jak się okazuje, wszystkie legendy opowiadają o tym, że ludzie się leczą, jak tam wejdą, że się lepiej czują, że coś jest innego, że mają inną percepcję rzeczywistości. Są takie miejsca.
Opowiadałem wam o tym. Są takie tunele w Szkocji, że się wchodzi, bierze się bęben, tłucze się w bęben. Jeżeli ma się odpowiedni rezonans na tym bębnie, dobrze nastrojony. Ja nie mówię o takim flaku, tylko odpowiedni rezonans. To nagle to, co się dzieje, nasza percepcja. Słyszymy muzykę trójwymiarowo. Wrażenie jest niesamowite i te rezonansy się elegancko zawijają we wspólne harmoniczne. Nie ma żadnego echa akustycznego, które coś tam by wytumiało. Jest zbudowane lepiej niż współczesna najlepszej jakości sala filharmoniczna aktualnie na świecie, a wygląda tak, jakby było ono właśnie z takich kamieni dużych poukładane tak troszeczkę. Ten wystaje o 20 centymetrów, tamten wystaje trochę w lewo jeszcze mniej.
Tutaj trochę wygląda, jakby się miało zawalić, ale jest tak solidne, że się nigdy nie zawali. Takie w sumie takie dziwne, bo precyzyjne jak jasna cholera po prostu. Precyzja jest niesamowita. Zresztą cała ta historia z tym, że jak tam słonko wpada, to jeszcze dotyka specjalnego punktu. Właśnie. Wszystko jest związane ze słonkiem. Znowu kolejne potwierdzenie tego wszystkiego, że to paralo jest nieustanne, wszędzie funkcjonuje. Tak to wygląda troszkę dziadowsko, a technologia, którą tam zastosowano, jest potężna, rezonansowa i ktoś o tym wiedział. I to jest fenomen. I teraz, jeżeli spojrzymy na te trzy dni ciemności, I don't know, może wreszcie się pojawi taki rezonans, bo wszystko wygląda na to, że rezonansy się zmieniają, tak jak wspomniałem wcześniej, i te urządzenia troszeczkę notują pewne anomalie dookoła tego zjawiska, bo też ciężko powiedzieć, że rezonans się zmienia z czytania wyników urządzeń, bo widzimy skoki i tylko ten skok jest momentem, kiedy widzimy, że coś się dzieje, bo później wraca zaraz do normy.
To jest trochę tak, że przez ten pociąg, który jedzie równolegle z tym pociągiem, w którym my jedziemy, nagle przez moment nasze okna się synchronizują i widzimy troszeczkę dalszy kawałek krajobrazu, który normalnie nam umyka, bo widzimy tylko pędzący pociąg obok. I może tak właśnie być, że to jest właśnie ten kawałek rzeczywistości, który do nas dociera. Ten prawdziwy kawałek rzeczywistości, z którego wszystko jest skonstruowane i być może te dni ciemności, I don't know. Ja bym chciał, żeby to były dni ciemności, takie normalne. Takie, że gaśnie słonko, że go nie widać zwyczajnie. Bo może być coś takiego. Może być taki rodzaj rezonansu, który zostanie wyprodukowany, czy to przez jakieś kosmiczne zjawisko, a widać, że coś się dzieje na niebie. Taki naprawdę oficjalny news, który możecie sobie sprawdzić z NASA, żeby było zabawniej. Brzmi, że w środku Drogi Mlecznej to, co Indianie nazywają Dark Reef. Ta ciemna zatoka, ciemne miejsce.
Te wszystkie obserwatoria astronomiczne, takie radarowe, bo to też nie są normalne teleskopy, tylko takie urządzenia radiowe bardziej. Znalazły obiekt, który wygląda, jakby się przybliżał do nas. Jest to nazwane jako obiekt energetyczny. Ma swój kryptonim. Nie jest to określone jako planeta, nie jest to określone jako cokolwiek innego. Oni nie wiedzą. Oficjalnie mówią, że nie mają pojęcia. Po prostu znaleźli coś, co ma znamiona obiektu kosmicznego. Przyporządkowali temu numer i to dokładnie odkryli w tym miejscu. I to całkiem niedawno, bo rok temu.
I to się robi, nie wiem, czy coraz większe aż tak dramatycznie, ale generalnie gdzieś ten news troszeczkę o tym pojawia, że faktycznie obiekt robi się wyraźniejszy. I to też jest związane z tymi wszystkimi legendami, bo masa tych legend jest orientowana na te astronomiczne cykle, o czym nie chce się dzisiaj zbyt popularnie mówić w szkołach. Szczęśliwie dużo ludzi pisze o tym książki, mówi o tym głośno w swoich blogach i tak dalej. Robi o tym masę ciekawych materiałów. O tych kosmicznych początkach, tej całej informacji, która jest związana z tym, co na końcu jest zwieńczone tym znakiem, sygnaturą słońca. Ten właśnie kult solarny, to, co zamieniło się w kult solarny. Chodzi o całą tą kosmiczną informację, o to, jak funkcjonują wszystkie te rezonanse. I być może coś takiego się wydarzy. Nie jesteśmy w stanie tego wykluczyć. Jest tyle ciekawych rzeczy, które się aktualnie pojawiają.
Ciekawych na tyle, na ile, jeżeli zajrzysz do książek pisanych 100, 200 lat temu, to hipotezy. Ponieważ wtedy nie było teleskopów, nie było możliwości mierzenia tych wszystkich rzeczy i przyglądania się temu w taki zaawansowany sposób. Wtedy pojawiały się hipotezy i wiele z tych hipotez pojawiło się na bazie eksperymentów, które były robione właśnie z elektrostatycznością. To są czasy Tesli. W dzisiejszych czasach się okazuje potwierdzać bardzo wiele z tych hipotez. Bardzo wiele i to tak dosyć mocno. Cały ten koncept z tym, że świat jest elektryczny, taki plazmatyczny, że to jest plazma elektrostatyczna, cały ten kosmos, że to nie jest kwestia czarnych dziur i tak dalej, że cała ta historia Einsteinowa, cały ten bełkot od początku był bełkotem. Ciekawa historia, bo to w ogóle wiedzie nas i ciągnie w zupełnie inną drogę. Patrząc się na słońce, człowiek może zobaczyć coś zupełnie innego, troszeczkę inny set informacji. I jest to związane z naszą percepcją świata, bo w tym momencie zaczynamy troszeczkę lepiej, tak mi się wydaje, rozumieć, bo to nie jest kwestia nauczenia się, przepracowania, przerobienia, tylko zrozumienia takiej koneksji, którą ma się z całym tym kosmosem.
Przynajmniej dla mnie jest to zrozumienie właśnie tego połączenia i świadomość taka na co dzień. Taka, że jak idę ulicą, to widzę słońce, to czuję to słońce. To nie jest tak, że jest to taki abstrakt. Energia słońca. Słońce daje energię. Nie, spokojnie, jeszcze nie oszalałem. Nie zamierzam tutaj wykonywać nowego kultu cargo i salta do tyłu z podwójnym przewrotem. Żadnych takich rzeczy. Jest to mi zupełnie obce. Chodzi o wiedzę.
Wtedy jest ciekawie widzieć tą propagację tych mocy, jak się dzień zamienia w wieczór i jak nasze charaktery troszeczkę melt, jak troszeczkę spływają w inne miejsce, w inne obszary. Jest to taki zupełnie inny świat, taki chyba bardziej rzeczywisty, jak się okazuje, taki bardziej ludzki. Książe Edward kiedyś u siebie opowiadał, że gdzieś czytał artykuł, doczytał i sprawdził, jak dawniej ludzie spali, jak funkcjonowali. I się okazuje, że dawniej, kiedy świat był w miarę normalny, można powiedzieć, w miarę analogowy, to jeszcze w tym analogowym świecie, chociaż już wtedy pewne szaleństwo dotykało dosyć mocno bardzo dużą grupę ludzi. Zachowano normalne godziny spania i zupełnie inaczej wyglądała nasza aktywność dobowa i to powodowało, że troszeczkę zdrowiej żyliśmy. A teraz mamy masę chorób cywilizacyjnych, które wynikają właśnie z takiego mocnego niezgrania tej informacji, którą mamy od chyba nie wiadomo kiedy, od samego początku z naszym aktualnym trybem funkcjonowania. To jest ta utopia, w której funkcjonujemy aktualnie tak cywilizacyjnie. Ta dystopia. Właśnie, że słońce zamieniło się w religię. Większość kultów się pod tym podpisało.
Albo pod księżycem, albo pod słońcem, albo cholera pod wie czym. Zawsze z kosmosu, z reguły właśnie na słoneczko. Wszyscy są tam bossami, a nikomu nie wpadło do głowy, żeby troszeczkę poluzować zwieracze i żeby, że tak powiem, nie katować się nawzajem, że to o coś zupełnie innego w tej opowieści chodzi. O tym zapomnieli. Nagle informacja wyparowała, a to jest ta główna informacja. To jest świetne do budowania maszyny. To jest fajne, żeby zrozumieć, jak wygląda rozkład naszego normalnego, takiego psychicznego potencjału w ciągu dnia. To jest ciekawe, jeżeli przyjrzymy się temu od strony medycznej. Bardzo ciekawe. Słońce naprawdę leczy.
Wielu ludzi o tym doskonale wie. Szczególnie ci, którzy mają nowotwory. Wystawiali się na dużą emisję słoneczną, to nie warto mieszkać w ciemnościach wtedy. Może być tak z tymi dniami ciemności, że te interferencje się jakoś ustawią, bo właśnie przyglądając się wszystkie dane aktualnie z jedynych dwóch miejsc właściwie, z których można zebrać te dane. Właściwie to z jednego, z takiego rosyjskiego laboratorium, które jest gdzieś tam w strefie podbiegunowej, w wiecznej zmarzlinie zakopane i czasami podaje częstotliwości Schumanna, to od jakiegoś czasu jest kompletna cisza. Zawiesili się i nie chcą nic podać, a dokładnie 21 września przestali emitować jakiekolwiek informacje na swojej stronie internetowej, także nie wiemy co się dzieje. I są takie bardzo dziwne ślady, które są widoczne po tych uniwersytetach. Tak można powiedzieć, że nagle co jakiś czas jakieś urządzenia pomiarowe do mierzenia emisji słonecznej są wyłączane i na przykład nie ma odczytów z danego dnia wszędzie. Takie dziwne historie. Później rezonanse Schumanna.
Nagle dostępność tych odczytów dla takiego użytkownika jak ja albo ty kompletnie znika. Jak ktoś zapomina włączyć te urządzenia, a wiadomo, że coś się dzieje, bo co jakiś czas pojawiają się tam takie dziwne skoki, których ponoć dawno nie było. Ja nie obserwuję tego od 20 lat, także ciężko mi to opisać, ale są ludzie, którzy to robią i są ludzie, którzy nawet głośno o tym mówią, że następują takie dziwne skoki. Te skoki wyglądają na coś takiego, o czym kiedyś wspominałem. To jest trochę jakby dwie fale wchodziły w siebie jak interferencja. I ostatnio pojawiła się bardzo ciekawa praca naukowa prosto z Indii. Takiego dżentelmena, który zbudował taki, co się nazywa Unit Free Energy, czyli urządzenie wolnej energii. Wszystko to jest open source i zrobił potężną dokumentację. To się nazywa scientific papers, czyli te wszystkie papiery naukowe, gdzie wyjaśnia całą tą koncepcję od strony teoretycznej i w taki sposób, że można na podstawie tej teorii zbudować urządzenie i odtworzyć eksperymentalnie wszystkie te zjawiska, które tam zachodzą. I zajął się właśnie atomem.
Zaczął postulować bardzo ciekawą rzecz, ale w taki już bardzo konkretny sposób rozpisany na wzorach. Potężna robota naukowa. Nie wiem, ile facet spędził nad tym lat, ale naprawdę jest to mind blowing thing. Po prostu niesamowita robota. Właściwie nic nowego. Jeżeli ktoś z was przeglądał prace Waltera Russella, to jest dokładnie to samo, ale opisane w taki jeszcze bardziej konkretny sposób. Taki mniej alegoryczny, a taki konkretny, pokazujący konkretne przykłady, badania rzeczy w laboratorium, tego jak się rozsypują, jak się sklejają do kupy i tak dalej, i tak dalej. Wygląda na to, że cały ten dodatkowy potencjał energetyczny, który może nas potencjalnie oślepić, jest właśnie tym czymś, co spowoduje taki impuls, który doładuje nas, a jednocześnie spowoduje, powoduje automatycznie przeskok na inne rezonanse częstotliwości. I to jest być może powód, dla którego dzieje się, nie być może. Wygląda na to, że to jest właśnie powód, dla którego teraz dzieje się tak wiele dziwnych rzeczy i dziwnych zjawisk i anomalii dookoła w całym Układzie Słonecznym, o których tutaj często wspominam.
Są takie odcinki, że mówię, co tam się dzieje z tymi chmurami na innych planetach i wygląda na to, że chyba coś tam rusza. Także nie wiem, co będzie z dniami ciemności. Na pewno nie będzie 15 dni ciemności, bo się okazało, że jest to ściema. Ale legenda o trzech dniach ciemności, o tym, że będzie jakiś moment przestrojenia, który będzie na tyle mocno odczuwalny i pójdzie właśnie po tych rezonansach, które są dla nas odczytywalne, czyli po naszych siedmiu świnkach, że to zobaczymy i to tak mocno zobaczymy. A może właśnie to się dzieje tu i teraz? Może właśnie mądrzejemy? Słuchaj, czy ty mądrzejesz? Czy ty w ogóle, człowieku, mądrzejesz tam? Dziewczyno, czy też mądrzejesz? Słuchaczu offline, słuchaczko offline, czy ty też mądrzejesz?
Ja nie wiem, ale powiem wam szczerze, że kiedy człowiek się rozgląda po świecie, to myśli się coraz ciekawiej. Także może jest to znak nowych czasów. Może te 12 dni ciemności, znaczy 15 dni ciemności nie nastąpią, bo jest to ściema. Ale zawsze jest szansa i to nawet, no może nie tyle szansa, ile wygląda na to, że ta podpowiedź od tych starożytnych kultur, które były o wiele mądrzejsze niż my, tacy dystopiści, utopiści. Oni powiedzieli, że coś się wydarzy, a skoro się jeszcze nie wydarzyło, w takim razie szanse rosną. To jest troszeczkę tak, jak jeździć windą. Statystycznie, nie pamiętam dokładnie numerów, ale przypuśćmy, taka moja spekulacja, że winda urywa się co 10 tysięcy zjazdów w górę i w dół. No więc właśnie wyrobiliśmy 99 999. Czyli właściwie został nam ostatni zjazd. I wygląda na to, że jeżeli to nie jest statystyka i to nie jest hoax, a nie wygląda na hoax absolutnie i na statystykę.
Wygląda to na konkretną informację, to nie mamy do czynienia z prawdopodobieństwem, ale bardziej z takim określeniem, że raczej, jeżeli czegokolwiek mamy oczekiwać, to chyba czegoś w tym stylu. Może tak być, proszę państwa, aczkolwiek nikt nie zna daty ani godziny. Wiemy, że jest to proces, bo taką informację nam zostawiono, że jest to proces, który będzie miał swoje manifestacje. No ale jak zwykle z manifestacjami trzeba być uważnym, żeby je zauważyć. Uważnym, bo w dzisiejszych czasach, gdzie uwaga jest skradziona przez media, telewizję, rozrywkę, to tak ciężko czasami spojrzeć na niebo i zobaczyć, że właśnie mamy takie hollow sun. Wyjątkowa historia. Także zostawiam was z tymi wszystkimi refleksjami. Dzięki wielkie za słuchanie tego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam do, do moich pozostałych kolegów. W środę do księcia Edwarda, który będzie już odparowany i myślę, że miał ciekawe rzeczy do powiedzenia.
Pozdrawiam serdecznie. Śladami Alberta. I oczywiście zapraszam do siebie na czwartek do „Substancji”, gdzie mówię o substancjach. Zapraszam później na wieczorową porę krótką. Teraz też zapraszam na krótką wieczorową porę. Niezbyt długą, ale, ale będzie. No i zapraszam oczywiście w piątek o godzinie 24:00 boskiego czasu do „Teorii chaosu” do Michała, a później z powrotem do „Hiperprzestrzeni” i do archiwum. A tam czas snu między innymi i nie tylko. I zobaczycie sami. Po prostu idźcie i sprawdzajcie, i wspierajcie radio.
A ja tu w ogóle jeszcze raz wielkie dzięki drodzy Mecenasi, jako że mam tu pod ręką wszystkich tych, których mam, przynajmniej z PayPala, jeszcze z polskiego nie mam. Także sorry, dajcie mi chwilę, chwilę cierpliwości i mi, i sobie. Także sorry. Pozdrawiam serdecznie ciebie Katarzyno, Grzegorzu, Kamilu, Jarosławie, Anonimowy Nosorożcu, Patryku, Przemysławie, Arturze, Mateuszu, Tomaszu, Rafale, Radku i Patryku. Peace and love, panie i panowie. Wielkie dzięki za wspieranie. Namaste. I ja sobie znikam. Bo było tak, że właśnie słuchaliście sobie „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com i do usłyszenia następnym razem. Nara.