[00:00] - To think for yourself and question authority. Jak zwykle las. I las jak zwykle jest przyjacielem człowieka, moi drodzy. Zatem witam was serdecznie w kolejnym odcinku podcastu audycji mojej zwyczajnej gadki, czyli w hiperprzestrzeni w radionafali.com. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich obecnych na czacie Radia na Fali. I przede wszystkim mecenasko i mecenasie, pozdrawiam cię serdecznie. I ty, słuchaczu offline, i ty, słuchaczko offline, ciebie też pozdrawiam i ciebie będącego tutaj obecnym duchem i ciałem też pozdrawiam bardzo serdecznie. Także witam was wszystkich bardzo serdecznie. Słuchajcie mecenasi, bo jak zwykle mamy jakieś opóźnienia z książkami i tak dalej, ale już za chwilę kolejna partia książki wyląduje u was.
Grzegorz za chwilę będzie ogarniał tą sprawę. Ja to jeszcze trochę zwlekam i trochę opóźniam całą tą akcję, ale jest troszkę rzeczy do roboty przy radiu. Takie, można powiedzieć, jesienne porządki. Ostatnie dwa dni praktycznie non stop siedzenie i sprawdzanie, przeklikiwanie i w ogóle porządki po prostu zwyczajne. Jak to w życiu, troszeczkę zawsze pracy wymaga prowadzenie każdego projektu, jak i tego. Ale tak czy siak jest już po tym. Także jestem już spokojny, zrelaksowany, wypoczęty i gotowy, żeby wam poopowiadać troszeczkę kilka historii, które mi siedzą w głowie. Jak zwykle w sobotni wieczór w Radiu na Fali siebie. Przypominam, że oczywiście jest to absolutnie live. Tu, teraz, w sobotę wieczorem.
Jestem co prawda w Londynie, ale cuda współczesnej technologii o nazwie komunikacja internetowa działają, także możecie śmiało złapać ze Skype'a. Skype do radia to radionafali.com. Tak to się nazywa. Trzeba dodać do swoich przyjaciół na Skype. Ja to muszę zaakceptować, jeżeli oczywiście jeszcze nie jesteście zaprzyjaźnieni z profilem Radia na Fali na Skype, i wtedy mogę was śmiało odbierać nawet na konferencjach, o czym tu już chyba nawet czasami wspomniałem. Ale mniejsza o te techniczne sprawy. Co jeszcze? Dzięki za maile, dzięki za komentarze pod audycjami. Sprawa Ormusu wywołała jakąś nieziemską sensację. Nie wiem, to chyba strasznie modne w Polsce jest.
Ja przepraszam, bo ja mieszkam w Londynie i jestem troszkę nie na bieżąco z gwiazdami polskiej sceny niezależnej, można tak powiedzieć w cudzysłowie. Także nic na ten temat mi nie wiadomo za bardzo. Słyszałem, że popularne, jak widzę w komentarzach się dzieje. Ja pewnie będę chciał coś o tym powiedzieć. Może niekoniecznie dzisiaj, niekoniecznie teraz, ale szykuje się taka ciekawa akcja i zanim zacznę opowiadać to wszystko, to może tak. W ogóle opowiem, o czym dzisiaj chcę wam opowiedzieć na sam początek, bo jeszcze mam jedno ogłoszenie, takie specjalne dla wszystkich miłośników pewnej substancji, a właściwie pewnych substancji. Ale to za sekundę. Na razie, co ja chciałem powiedzieć? O czym jest ta audycja? No więc dzisiejszy podcast, dzisiejsza gadka, dzisiejsze historie i to, co mi siedzi w głowie, cała ta refleksja jest o iluminacji, o oświeceniu, o tym, co ja właściwie o tym wszystkim myślę.
To jest takie popularne modne hasło, taki wytrych. I też jest doskonały moment, bo ja swego czasu mówiłem cztery lata temu w Radiu na Fali o trzech dniach ciemności. NASA właśnie wyrzuciła news, że to nie będą trzy dni, ale więcej. Jakieś sześć, może nawet 15, ale do tego przejdę może nawet później. Nawet nie tyle nawet. Co ja taki nawet jestem. Może powinienem być bardziej taki nawet albo taki i nawet. Okej, zostawmy te lapsusy językowe języka polskiego. Także dzisiaj dokładnie o tym, co w ogóle uważam za iluminację. Jeżeli macie jakieś przemyślenia swoje własne na temat, czym dla was jest iluminacja, czym dla was jest to wydarzenie zwane oświeceniem i co w ogóle myślicie o tym zjawisku, bo dzisiaj jest taka, można powiedzieć, fala ludzi, która uderza, mówiąc nam o oświeceniu, próbując sprzedać nam jakieś historie za kasę, jak najczęściej, mówiąc, że jeżeli zaczniemy partycypować w wydawaniu kasy na tego typu rzeczy, zaczniemy się szkolić, czegoś od nich uczyć i tak dalej, to nas oświeci.
Ja nie wiem, co nas oświeci. Może grom z jasnego nieba. I don't know. Ja tu często powtarzam się, nie nadaję do takich rzeczy. Mam swoją własną refleksję na temat właśnie owej iluminacji, owego oświecenia. Słowo iluminacja zostało strasznie sprofanowane w dzisiejszych czasach. Jest to, myślę, zaleta takich troszeczkę, nie wiem, jak to powiedzieć, niedoczytanych dzieciaków, które dorastały na filmach z Hollywood. I słowo iluminacja bardzo często dzisiaj się kojarzy z organizacją, która w rzeczywistości istnieje. Też próbuje się nazywać, że są olśnieni i że wiedzą wszystko. Nazywają się Illuminati, ale też nie jest to oryginalna nazwa, ponieważ nazwa Illuminati pochodzi z bardzo starych czasów i bierze się jeszcze z oświecenia, bo oświecenie, cokolwiek by nie mówić, to po polsku iluminacja.
A jedno i drugie to słowo oznacza dokładnie to samo. I dzisiaj dokładnie o tym aspekcie mojego własnego życia. A ty jak masz jakiś swój własny aspekt oświecenia, iluminacji, dzwoń, człowieku, dzwoń. Także zapraszam. Właśnie, bo jeszcze zostało jedno ogłoszenie. Powiedziałem już, o czym będzie dzisiejsza refleksja. Także zostało ogłoszenie. Takie słodkie, doskonałe ogłoszenie, które się wyczekało chyba z rok czasu. I myślę, że czas najwyższy, żebym zaprezentował to ogłoszenie. Słuchajcie, to może się zapytam, co robicie w czwartek wieczorem?
Poważnie. Bo jak się nudzisz w czwartek wieczorem, poważnie, jak nie masz nic do roboty, jesteś chilled out, chcesz sobie usiąść w domu, złapać herbatę jeszcze w piątek do pracy albo jakoś tak i już później weekend, to w przyszły czwartek, dokładnie ten, który nadchodzi, zapraszam cię, żebyś wpadła i żebyś ty też wpadł do Radia na Fali. Odpalam nową serię podcastów. Seria, która czekała grubo ponad rok i ciągle się przekładała. I w końcu wystartowała. I ta seria ... No właśnie, to jest taki kawałek jingle'a tej serii, która nadchodzi już niedługo, a dokładnie w ten czwartek. Ma nawet troszkę większy kawałek jingle'a, który tam się pojawi. Już sekundę, zaraz go wam puszczę. Tylko gdzie on jest?
Gdzie to wszystko jest? Słuchajcie, ja to ogarnę i znajdę. Tak czy siak, nie ominie was ta cała frajda i usłyszycie wszystkie te historie, które się już w ten czwartek pojawią w Radiu Na Fali, a dokładnie nowy serial podcastów o nazwie „Substancja”. I tyle. Myślę, że zacznie się o godzinie 21:30, tak samo jak „Wieczorowa Pora”. Rzuć jeszcze okiem na Facebooka przed tym czwartkiem. Zobacz, czy przypadkiem coś się nie zmieniło, czy ja tego nie przesunąłem na inną godzinę albo coś w tym stylu. Mogłoby się tak wydarzyć. Może o pół godziny do przodu, może pół godziny do tyłu. Także zapraszam, żebyście sobie sprawdzili.
Tak, tak, sprawdź sobie to wszystko, człowieku. No jak sobie sprawdzisz, to w czwartek, jak nie masz nic do roboty, siedzisz w domu, się relaksujesz, czekasz na ostatni dzień tygodnia, żeby zamknąć wszystkie sprawy z robotą i sprawami egzystencjalnymi, to zapraszam bardzo serdecznie do Radia Na Fali. Otóż to, moi drodzy, ja tu jeszcze sekundę. Myślę, że zaraz uda mi się jeszcze odpalić i zrobić premierę jingle'a, ale to zaraz zobaczymy, bo coś mi się tu lekko zamieszało. Jeszcze to wszystko jest w robocie. Ja to wszystko przygotowuję, żeby w ten czwartek już wszystko generalnie bez problemów poleciało. Tymczasem mam tu już jingle'a. Sorry za lekkie zamieszanie. Jak zwykle musi być odrobina jeziora w tym wszystkim. Zatem posłuchajcie, jak to się wszystko zacznie.
Cała ta historia o substancjach psychoaktywnych, a dokładniej pewnej grupie substancji psychoaktywnych, które nazywają się popularnie neurotransmiterami. Już w ten czwartek. W każdy czwartek. Tak, tak. W czwartek wieczorem czas na substancje. Tak, właśnie będziemy się dostrajać do substancji w każdy czwartek, od teraz przez jakiś czas. Także zapraszam, jeżeli nie masz nic do roboty. To tyle zapowiedzi. Zdążyłem się wygadać z tym wszystkim, ale mi to zajęło. No trudno.
Tak czy siak, jesteście wszyscy poinformowani, co i jak. Ja oczywiście zapraszam po hiperprzestrzeni dzisiaj na „Wieczorową Porę” do Radia Na Fali, żebyście zostali z Radiem Na Fali. Jeżeli słuchacie Radia Paranormalium, to przełączcie się na Radio Na Fali w tym momencie, jeżeli oczywiście nie będziecie spali. I zapraszam do słuchania. Może uśniecie przy radiu, przy moim aksamitnym głosie. Dobrze, żartowałem. Zatem zacznijmy ten temat iluminacji. Właśnie, bo wspomniałem, że iluminacja jest niczym innym jak oświeceniem i w dzisiejszych czasach jest taki mocny pęd. Duża grupa ludzi, która nam opowiada o tym, że koniecznie musimy się oświecić, nawrócić albo coś ze sobą zrobić. Jest to ciekawy sposób na życie w dzisiejszych czasach.
Wygląda to troszeczkę na nową rozrywkę zblazowanej klasy średniej. Dokładnie tak to wygląda w moich oczach czasami. Ale nie zawsze i nie w każdym momencie. Także dzisiaj będę chciał o tym wszystkim opowiedzieć. To co? To może zanim zacznę opowiadać, to wspomnę, od czego w ogóle wychodzę z tym całym pomysłem. Jest taka ciekawa książka. Mam ją tutaj. Może nie pod ręką, ale jest tuż obok. Książka Gabora Maté nazywa się „Kiedy ciało mówi nie”.
„When Body Says No”. Jest bardzo ciekawą publikacją, jest potężnym opracowaniem naukowym. To jest zawodowy lekarz. Sprawdźcie sobie, kim był niejaki Gabor Maté. Kim jest, bo on cały czas żyje, prowadzi terapię. Bardzo poważna postać. Oczywiście wszystkie linki znajdziecie na stronie radionafali.com pod tą hiperprzestrzenią. Także człowieku, jeżeli tego słuchasz w samochodzie, to naprawdę nie musisz parkować w tym momencie na poboczu i szukać, kim jest Gabor Maté w internecie. Jak wrócisz do domu, sobie kliknij na linka i tyle. Ja będę troszkę ścinał po zakrętach jak zwykle.
Gabor Maté ma taką bardzo konkretną tezę. O nim kiedyś opowiadałem. Właściwie o części jego pracy. Nie o wszystkim, ale tylko o kawałku tego wszystkiego. W ramach opowiadania o stresie pourazowym w jednej z hiperprzestrzeni. O co chodzi w ogóle z Gaborem Maté? Tak szybko zdefiniuję, od czego chcę wyjść. Mianowicie on używa bardzo ciekawego terminu, opisując nasze krzywe zachowania, nasze choroby psychiczne, skrzywienia, to jak nam odjeżdża na głowę i zostajemy świrami. Zawsze polega to na tym, że mamy coś takiego jak attachment w języku angielskim, czyli załącznik, można powiedzieć po polsku. To jest kwestia tego, z czym się identyfikujemy, z jaką sytuacją, z czym w ogóle się identyfikujemy.
Albo jest jakaś doktryna, w którą wierzymy, albo jest oświecenie. W dzisiejszych czasach, jak zwykle w takich intensywnych czasach wiele się dzieje i chyba nastąpiło czasami w kilku miejscach pomieszanie z poplątaniem i ktoś zamienił znaczenie słowa doktryna i identyfikacja z doktryną z czymś takim, co oznacza słowo oświecenie. Gabor Maté bardzo ciekawie o tym mówi, w bardzo rozsądny sposób i bardzo medyczny. Na przykładzie konkretnych pacjentów, którzy w pewnym momencie swojego życia albo od początku swojego życia identyfikowali się z czymś, mieli coś, do czegoś dążyli. Ambicje w życiu, zostanie kimś, zarobienie pieniędzy, odniesienie sukcesu. Chodzi po prostu o to, że ludzie bardzo często czują się, tak już mamy, szczególnie w tej cywilizacji, niedowartościowani. Brak własnego oddechu, brak własnego miejsca. I próbujemy to zrealizować za pomocą identyfikacji z czymś. Gabor Maté nazywa to attachment, że mamy jakiś attachment, czy to w postaci religii, czy to w postaci czegokolwiek innego. Czegoś, co właściwie nie jest rzeczywistością, jest jakąś naszą iluzją, projekcją naszego ego.
Słowo ego też jest modne w dzisiejszych czasach. Są niesamowite opowieści na ten temat. Ja mam bardzo krótką, szybką definicję. To nie jest moja definicja. Ja z niej korzystam. Tu pozdrawiam Mateusza, który idealnie to opisał słowami, że ego jest po prostu naszą przeszłością. Nie ująłbym tego lepiej. Pozdrawiam serdecznie. Właśnie tym jest nasze ego. Ale to jest zbyt krótkie, żeby to sprzedać, bo jeżeli powiem komuś, że twoje ego to jesteś ty z przeszłości i potencjalny kawałek ciebie, który myślis że mieszka w przyszłości i to jest strategia rozpięta pomiędzy tym punktem do przodu, a tym punktem do tyłu.
Żaden z tych punktów nie istnieje. Nie ma go, nigdy go nie było. Jesteśmy tylko tu i teraz, a ty jesteś rozpięty pomiędzy tymi punktami. I jak ty żyjesz, człowieku? I się okazuje, żeby wytrzymać w tej sytuacji, kiedy wszystko nam wylatuje z rąk, bo nasza przyszłość jest niedościgniona w przyszłości, która nie istnieje. Nasza przeszłość, która próbuje być teraźniejszością, jest już dawno za nami i nawet nie możemy powąchać, jak śmierdziała. I efekt jest taki, że budujemy sobie jakiś tak zwany attachment, czyli budujemy sobie załącznik, do którego się sklejamy i próbujemy być szczęśliwi. Próbujemy doznać iluminacji, żeby nas oświeciło. Wielu ludzi ma taką bardzo pedantyczną drogę. W skrócie myślą, że jeżeli spełnią oczekiwania społeczeństwa, spełnią oczekiwania swoich rodziców, spełnią oczekiwania swoich nauczycieli, spełnią oczekiwania swoich wykładowców, spełnią oczekiwania swoich szefów i spełnią oczekiwania swoich bliskich to doznają olśnienia, oświecenia.
Efekt jest taki, że kończą z chorobą psychiczną albo stresem pourazowym i budują taką cywilizację, która jest dookoła. Tak się to kończy. Gabor Maté o tym bardzo fajnie napisał. Ja troszkę zetnę ten temat i nie będę tutaj cytował Gabora Maté, bo właściwie nie jestem Gaborem i zapraszam do jego książki. Nie wiem, czy jest przetłumaczona na polski. Podejrzewam, że nikt nawet na to nie spojrzał, żeby to przetłumaczyć na język polski, bo po pierwsze za świeża rzecz, a po drugie chyba za bardzo konkretne troszeczkę i nie jest to opowiadanie bajek. Nie jest to sprzedawanie ludziom kitu. Jest to taka rzeczywista historia, która się dzieje tu i teraz i sposób, w jaki z nią pracować bez całej tej ściemy i wymyślania nam attachmentów. Bo z reguły jak się człowiek przyjrzy, przynajmniej ja mam taką tendencję, że jak się przyglądam na niektóre takie historie, czyli na ludzi, którzy obiecują mi zbawienie, to jedyne, co ci ludzie są w stanie mi obiecać, to to, żebym przykleił się do czegoś, do jakiejś idei, jakiś attachment, żebym jakiś załącznik dołączył do swojego życia. Wilhelm Reich nazywał to zbroją, bo ten koncept nie jest nowy.
Gabor Maté nie jest pierwszym człowiekiem, który wpadł na ten pomysł, ale świetnie go opracował. To jest inna sprawa. Także oddaję mu cześć i honor. Chyba że genialna książka, genialna praca naukowa, potężny dorobek, tysiące wyleczonych ludzi z raka, z potężnych nałogów, z depresji samobójczych i tak dalej. Także oddaję mu cześć w całości. Ale takim dżentelmenem, o którym wcześniej wspomniał, był nie kto inny jak Wilhelm Reich. Jeszcze parę chwil przed nim był nie kto inny jak Carl Gustav Jung, który mówił podobne rzeczy, chociaż nie do końca, bo Carl był, czyli Karol po naszemu. Mówmy tak normalnie. Karol był troszkę zahukany, można powiedzieć dosyć mocno zahukany. Miał tyle załączników w swoim życiu, że jak był stary, to zaczął budować taką wieżę, żeby się z tych załączników wytrzepać.
I każdy z tych załączników, który mu się tam manifestował, wykuwał w kamyku jakiś symbol albo coś tam i umieszczał go w tej swojej kamiennej wieży. Wieża jest do obejrzenia nad Jeziorem Genewskim w Szwajcarii. Jest to taka prywatna posesja, ale można zwiedzać. To jest wieża wybudowana przez Carla Gustava Junga. Pod koniec swojego życia postanowił, że coś zrobi konkretnego i wybuduje wieżę ze swoich lęków i wszystkich frustracji i je nazwie po imieniu. Ale to już na starość. Także jak widać załączników ten dżentelmen miał przy sobie więcej niż chyba ja włosów na głowie. Ale tak czy siak dzięki niemu Się to troszeczkę sformalizowało i powstała zgraja ludzi, która twierdzi, że jest w stanie wyleczyć innych, czyli banda psychologów. Ja z bardzo dużym dystansem podchodzę do nauki zwanej psychologia, bo jest to dla mnie czysta szarlataneria. Równie dobrze można ludziom czytać „Harry Pottera”, ale myślę, że czytanie „Harry Pottera” dzieciom daje im więcej frajdy i jest to lepsza przygoda niż czytanie podręczników psychologicznych, które mają ten problem, żeby zidentyfikować nas samych jako żywą istotę, jako jedną istotę.
Wszystkie te podręczniki i wszystkie te szkoły psychologii mają ciągle nieustanny problem z jedną podstawową rzeczą. Oni ciągle szukają pod, nad, wewnątrz świadomości, ultraświadomości, subświadomości, betaswiadomości. Nikt z tych oświeconych kolesi nie wpadł na ten pomysł, że ma dwie ręce, które są przyczepione do jednego korpusa, ma dwie nogi, które są przyczepione też do korpusu, ma głowę, która też jest do tego korpusu i ciężko oderwać te rzeczy, bo jeżeli oderwie sobie rękę, to jest ciężko ją przyszyć z powrotem. Jest taki problem z pojęciem obserwacji w życiu. Tak mi się wydaje w dzisiejszej cywilizacji, że cała ta banda ludzi, która uprawia tą szaloną szarlatanerię zwaną psychologią i wszystkimi tymi historiami akademickimi, ma ciągle nieustanny problem i nie rozumie, że są w jednym kawałku. Oni ciągle myślą, że są częścią jakiegoś attachmentu, jakiegoś załącznika, że jest załącznik o nazwie ego, świadomość, załącznik o nazwie podświadomość, załącznik o nazwie coś tam. A w rzeczywistości, przynajmniej nie wiem jak oni, ale ja jestem tu i teraz taki, jaki jestem. Jeden. Nie ma mnie więcej. Jestem jeden tu i teraz.
I tak się manifestuję przed tym mikrofonem. I to jest ta zasadnicza różnica między spojrzeniem na świat, tak sobie myślę, tą rzeczywistą iluminacją a podpuchą, która jest nam sprzedawana jako attachment. Jest wielu lekarzy psychologów z tym wykształceniem psychologów i tak dalej, którzy się wyłamali z tego kieratu i zaczęli rozsądnie mówić, zrozumieli, na czym polegają te wszystkie sprawy. Ale ich jest stosunkowo mało, ale szczęśliwie są na tyle głośni, że można czasami na nich trafić. Ja tu troszkę pominę te wszystkie nazwiska. Tak czy siak one i tak się pewnego dnia pojawią, bo ja dzisiaj o iluminacji chcę powiedzieć, a nie cytować mądrych ludzi, ich prace i tak dalej. Od siebie tak zwyczajnie, bo mam taką historię, że w ogóle jakiś mam problem z identyfikowaniem się z doktryną, natomiast czuję się świetliście tak sam sobie, ale zupełnie nie czuję się świetliście, kiedy obok mnie stoi jakakolwiek doktryna. Wręcz odwrotnie, czuję, że coś rzuca cień na moją świetlistość. Właśnie. I tu trzeba by wspomnieć o naszej intencji, bo myślę, że to jest poniekąd też klucz do rozwiązania tej zagadki, przynajmniej u mnie w głowie, w moich refleksjach.
A tymczasem, skoro już się tyle wygadałem i ten teges, to może czas najwyższy, żebym włączył jakąś muzyczkę, bo jest tego troszeczkę dzisiaj. Zatem posłuchajmy muzyki, a wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium no i transmitowana oczywiście w matczynym radiu Na Fali, proszę państwa, radionafali.com. I oczywiście jest czat. Także zapraszam na czata, ja tam już rzucam okiem. A tymczasem trochę dźwięku. Tak, „Hiperprzestrzeń” radionafali.com. Ja mam na imię Tomek. Jeżeli chcesz zadzwonić to radionafali.com.
Teraz, tu i teraz, w tym momencie live. Anyway, bo tak wspomniałem o tej szarlatanerii zwanej psychiatrią, psychologią i tak dalej, całym tym bullshicie i wyjaśniłem wam, dlaczego jest to bullshit i skąd się bierze całe to poplątanie z pomieszaniem. Moim zdaniem, to jest taka moja opinia, jeżeli ktoś naprawdę szuka rzeczywistej informacji zawsze, czy chce, czy nie, jest na to skazany. To jest taki wewnętrzny drive, który nas pcha w tym kierunku. Zawsze dążę, przynajmniej ja, nie wiem jak ty, u mnie jest to normalne. Dążę do początku informacji. Nie jestem kolesiem, który ogląda film pod tytułem „Hollywoodzkie gówno”, po czym cały świat utożsamia z tym gównianym filmem i właściwie cała moja, można powiedzieć, teologia, całe moje życie zaczyna się i kończy na opowiadaniu tego filmu oraz na porównywaniu mojego życia do jakichś ruchomych obrazków z hollywoodzkich produkcji albo czegokolwiek innego. Właśnie ten termin podświadomość, bo to jest największy bullshit, który jest nam sprzedawany i ego. Skąd się w ogóle to wzięło? Może zacznę od ego, bo ego w tym terminie, który jest używany dookoła, wziął się nie tak dawno temu, raptem niecałe 200 lat temu.
Ale może zanim jeszcze sekundę, to jeszcze jedną rzecz wam powiem, o co chodzi z tym całym zamieszaniem. Jakby to nazwać w takim bardzo wielkim skrócie, żeby tutaj nie bić godzinami piany na ten prosty i jakże łatwy temat. No właśnie łatwy. Chodzi o to, że ci dżentelmeni, którzy wymyślali coś, co się nazywa psychologią, byli kompletnie niepoukładani ze sobą. I właściwie kiedy się czyta ich prace, widać taką uporczywą próbę poskładania całości ze swoich wszystkich niekonsekwencji, z bycia kompletnie roztrzaskanym człowiekiem, który nie jest w stanie podążać za swoją intencją, bo nasza intencja ma prędkość, jest cały czas w ruchu. Jest jeden lekki, delikatny problem. Znaczy nie jest to delikatny problem. Jest to bardzo poważny problem dzisiejszej cywilizacji. Problem polega na tym, przynajmniej w mojej opinii, że nie jesteśmy panami naszej intencji. Nie dlatego, że nie jesteśmy, bo nie jesteśmy, tylko dlatego, że nam się nie chce.
Tak zwyczajnie i tylko na tym to polega. Nie jesteśmy w stanie utrzymać tej samej intencji przez 24 godziny. Bardzo niewielu ludzi to potrafi. Dlatego mamy wszystkie te wynalazki, budziki, telefony, całą tą kulturę, która jest organizowana dokładnie w ten sposób, żeby sobie codziennie przypominać ten swój załącznik, do którego jesteśmy dołączeni i non stop wskakiwać w to samo i nie zapomnieć, żeby w to wskoczyć. To jest właśnie całe to szaleństwo, próba poskładania całości z naszej niekonsekwencji, która wynika stąd, że w rzeczywistości nie potrafimy utrzymać intencji nawet przez 24 godziny. To jest ta cała historia z tymi wszystkimi ludźmi, którzy są oświeceni, przynajmniej tak twierdzą. Są tacy w porządku, są nawiedzeni i tak dalej, i tak dalej. Wszyscy wszystkim dobrze życzą, wszyscy mają cudowne intencje. Tych ludzi jest masa i dawno już przekroczyli 10% populacji, ale problem polega na tym, że ich intencja niestety działa, ale tylko przez parę minut, ewentualnie może godzinę. Jak muszą zamanifestować naprzeciwko kogoś swoje pomysły i tak dalej, to wtedy jeszcze czasami ta intencja wystarcza, żeby przez godzinę jeszcze pamiętać, skąd wyszli, jak chcą iść i dokąd chcą dojść.
I że są właśnie w drodze, bo z reguły po paru minutach zawsze ta droga jest zapomniana czy jakoś tak. Z reguły mamy notes od tych wszystkich rzeczy, żeby to wszystko pamiętać, bo się okazuje, że to wszystko jest tak rozsypane, że ciężko to poskładać do kupy. Kolesie, którzy byli tak rozsypani, że właściwie mieli największy problem z poskładaniem swojej własnej intencji w życiu. Carl Gustaw Jung potrzebował prawie 80 lat, żeby dotrzeć do najprostszego wniosku, jaki może przyjść człowiekowi do głowy w ciągu 15 minut obcowania z psylocybiną. Mu zajęło to 80 lat. Jeden taki ciężki trip meskalinowy. Ciężki jak ciężki, którego chyba nie zrozumiał, się przestraszył i wrócił do siebie do Szwajcarii. Już więcej tego nie powtarzał. Przez tyle lat, zajęło mu tyle czasu, żeby wreszcie skumać, że ma historie w głowie, do których jest przyklejony i że te historie trzeba z głowy wyrzucić. Trzeba się od nich odkleić, jeżeli chce się być normalnie sobą, samodzielnym.
Ci ludzie wytworzyli te wszystkie terminy i ci ludzie stworzyli podwaliny, właściwie fundamenty tego całego bełkotu, który nas otacza dookoła. Tych wszystkich szarlatanów, którzy nam mówią, że oświecą nas, nauczą nas, dadzą nam jakąś wiedzę. Bullshit, centralny bullshit. Taka jest moja opinia. Anyway. Ego się bierze z prostego. Skąd się bierze to ego? Ego się wzięło w sumie od Freuda. Słowo ma troszkę starsze korzenie, ale zostawmy korzenie językowe, bo one nas w ogóle zupełnie nie obchodzą. Chodzi o tak zwane superego, id, ego i tak dalej, czyli tak zwany model strukturalny, tak to można powiedzieć.
W ekodomi jest to wykorzystywane też. Pierwszy raz ten termin tak poważnie zrobił karierę dzięki nie komu innemu jak Zygmuntowi Freudowi, facetowi, który miał obsesje seksualne nieprzeciętne i nie potrafił się, że tak powiem, dogadać sam ze sobą i z tym, co nosi pomiędzy spodniami, czyli z własnymi genitaliami. Miał straszną obsesję na tym punkcie. Jego córki były wychowane w tej obsesji, też sobie z tym nie za bardzo poradziły. Tu historia Wilhelma Reicha się kłania, który miał nieszczęście, że zakochała się w nim córka Freuda, która była tak niepoukładana, że właściwie sama nie wiedziała, w kim jest zakochana. Nie wiedziała, czy kocha dziewczyny, czy chłopaków, czy swojego tatę, czy tego faceta, czy tamtego faceta. Bo ona ma ego i musi realizować swoje ego, żeby poczuć się szczęśliwa. Efekt był taki, że właściwie nikt z tamtej ekipy od Zygmunta Freuda się nie uszczęśliwił. Wszyscy pozostali nieszczęśliwi. Właściwie wszyscy twierdzący, że Freud miał rację, są do dzisiaj wyjątkowo nieszczęśliwi.
Jest to ta gałąź psychologii, gdzie właściwie jak człowiek wchodzi do pokoju pełnego psychiatrów, to ci psychiatrzy i psychologowie wyglądają jak ludzie, którzy koniecznie potrzebują jakiejś terapii i to takiej poważnej terapii, bo wyglądają jak w poważnym stresie pourazowym, jakby wrócili z wojny i nic nie kumają. Są tak rozpieprzeni i rozsypani na kawałki, jeszcze próbują poskładać innych ludzi, co jeszcze w ogóle im wypada wszystko z rąk i w ogóle wszystko się tłucze z hukiem. To się zaczęło od tego dżentelmena, że ten niepoukładany koleś postanowił poukładać wszystkich innych. Niepoukładany koleś postanowił, że będzie naprawiał innych. Ale to jest zwykle taki syndrom. Wielu ludzi idzie na psychologię z tego powodu, że są sami, niepoukładani ze sobą, mają niepozałatwiane sprawy, wiecznie kłamią przed sobą. Są, że tak powiem, nietransparentni w relacjach pomiędzy sobą samymi, pomiędzy lewą a prawą ręką, nogą jedną a drugą. To jest ta konsekwencja w działaniu. Jeżeli ktoś mówi, że na przykład coś zrobi, nawet nie tyle mówi, ile ma intencję, że coś zrobi, bo nie mówię o tym, że czasami nie robimy pewnych rzeczy, bo po prostu nam się nie chce. To troszkę o czym innym mowa.
Nie mówię tu o realizowaniu zadań produktywności i zarabianiu na życie i ścieraniu się z egzystencją w dzisiejszych czasach. Mówię o czymś takim, co chcemy zrobić. Coś, co wynika z naszej natury. Jeżeli chcemy to zrobić, mamy taką potrzebę, to po prostu to robimy. To jest taka naturalna rzecz. Nie ma tutaj żadnego szaleństwa. Po prostu mamy intencję, wiemy, co chcemy zrobić i dochodzimy do tego konkretnego celu. Właśnie ta intencja jest tu kluczem do wszystkiego. Jak się okazało, słowo ego niestety nie pasuje do intencji. To dlatego, że psychologowie, tudzież ludzie, którzy posługują się tym słowem, nie chcą zauważać tego, że świat jest intencjonalny.
Dla nich wszystko ogranicza się do żądzy. Jeżeli ich intencje ukradł jakiś obrazek, tak jak w przypadku Zygmunta Freuda, była to przypuśćmy roznegliżowana, piękna niewiasta w bardzo kuszącej pozie, to po prostu nie mógł wytrzymać i musiał się zacząć drapać po kroczu. Taki już koleś. Oczywiście wszystkim mówił, że że on wie, jak doprowadzić do szczęścia. A prawda jest taka, że od tego drapania się po kroczu chłopak nie za bardzo był szczęśliwy. Właściwie nigdy nie był szczęśliwy, tak jak cała reszta, która przyszła po nim. To jest ta historia z ego. Okazało się, że grupa nieszczęśliwych ludzi postanowiła tworzyć różne warianty słowa ego, lokacje, tłumaczyć, czym jest ego. W ogóle z ego jest taka zabawna sprawa, bo Freud się pomylił we własnych książkach i właściwie raz używał terminu, który się nazywa superego, a raz terminu, który się nazywa id. Generalnie wszystko zostało kompletnie pomieszane nawet przez niego samego w jego oryginalnej książce, gdzie potrafił być tak niekonsekwentny.
Jego intencja znikała dosłownie w ciągu jednej strony książki. Na jednej stronie jest o tym, że jest ego, jest opis ego, a na drugiej już jest posługiwanie się ego w kategorii superego. Facet nie potrafił utrzymać własnej intencji w gaciach przez 15 minut i to była cała jego mądrość. Tak to bywa, proszę państwa, tak to bywa. Stąd się wzięło właśnie słowo ego. Później pojawił się termin pod tytułem podświadomość. Tak samo głupi termin, który właściwie był związany ze szkołą, można powiedzieć, nie do końca Freuda, ale takie histeryczne spraw, też związane z hipnozą oczywiście. A mianowicie dżentelmenem, który to wymyślił, był niejaki Pierre Janet. I on wymyślił słowo podświadomość, bo też nie kumał za bardzo, że jest sklejony z tej całej materii, z której jest cały kosmos, że nie ma czegoś takiego jak świadomość. Po prostu jesteśmy tu i teraz, a świadomość to jest taki termin, żeby się załączyć do czegoś.
Bo też był chyba mocno roztrzaskany. Zresztą też często mylony jest ten termin świadomość z pojęciem tak zwanej przedświadomości, o czym jest nawet w Wikipedii. Freud też miał z tym nieustanne problemy. Też ten problem z intencją, która ciągle znika. Tego samego terminu podświadomość używał Carl Gustav Jung, który dopiero w wieku lat 80 zrozumiał, że życie polega na tym, żeby był fun i żeby było okej. Długo zajęło to ludziom. Długo, bardzo długo. I powstały właśnie takie terminy jak nieświadomość indywidualna, jak indywidualizm, podświadomość, nadświadomość, wszystkie te bełkotliwe słowa, które właściwie oznaczają tyle co nic. Bez przesady, dzięki sprawnemu wykorzystywaniu tych słów w miarę logiczny sposób i elokwentny, zgodnie z ich definicją, przez parę lat możecie się dorobić kartki papieru z takim czerwonym paskiem z napisem „dyplom uniwersytetu” i będziecie mieli przed nazwiskiem jakiś taki skrót literowy, który będzie oznaczał, że możecie się dołączyć, możecie się identyfikować. Już nie musicie się identyfikować ze sobą, jeżeli macie kompleks, że jesteście zbyt słabi, zbyt miałcy, niewielcy albo coś w tym stylu.
Dzięki temu możesz się, mój drogi słuchaczu i droga słuchaczko, identyfikować z dyplomem, za którym stoi tysiąc ludzi. Historia, która jest dłuższa niż nasza historia. Tylko gdzie jesteśmy my w tym wszystkim? Gdzie jest cała ta iluminacja? Gdzie jest radość życia, która jest nieustannie, cały czas razem z nami i tylko czeka, żebyśmy pozwolili jej spokojnie ekstrapolować? Po prostu wyjść na zewnątrz i cieszyć się tym wszystkim. Otóż to. Właśnie. Tu jest to słynne powiedzonko o łapaniu królika, że nie chodzi o to, żeby złapać królika, tylko o to, żeby łapać królika. I to jest chyba taki piękny ślad, takie idealne świadectwo, jak popaprana jest ta cywilizacja, skoro wszyscy się łapią na takie powiedzonka i wszyscy naprawdę myślą, że…
Może nie wszyscy, szczęśliwie. Ja należę do tych nie wszystkich. Myślę, że ty też szczęśliwie należysz do tych nie wszystkich albo kto to wie. Jest takie powiedzonko o tym, że chodzi o łapanie królika, a nie złapanie. To jest taka głupota permanentna. Ślepota, tak bym to nazwał. Bo jaka jest intencja, kiedy wszystko polega na łapaniu nieustannym królika? Po co właściwie łapiemy królika? Dlaczego chcemy złapać królika? Jaki jest sens, że mamy królika już złapanego?
Co zrobimy ze złapanym królikiem? To są te pytania intencjonalne. Jaka jest ta cholerna intencja, która stoi za tym łapaniem cholernego królika? Przecież nie będziemy biegać z tym cholernym królikiem przez całe życie. No chyba, że ktoś jest debilem, idiotą i koniecznie musi się uganiać po polu za królikiem. Nie wiem, może czuje się królikiem. Niektórzy być może czują siebie wiórką, niektórzy może czują się kimś innym. Znam takich, którzy czują się swoimi zawodami, czują się nauczycielami, czują się aktorami, architektami i tak dalej. Nie usłyszycie od tych ludzi, że czują się ludźmi. To jest dokładnie ta sama historia.
O co tu chodzi? Jak to, o co chodzi? O strach przed spełnieniem. Przed tym, że kiedy przytrzymamy naszą świadomość troszeczkę dłużej, nie będziemy takimi, że tak powiem, matołkami, którym ta świadomość wiecznie ucieka i wypada spomiędzy palców, to się nagle okaże, że musimy sobie zadać pytanie, po jaką cholerę gonimy za tym pieprzonym królikiem. Przecież co, będziemy go obdzierać ze skóry czy co? Co my zrobimy z tym królikiem, skoro i tak mamy pełną lodówkę w domu? Prosta sprawa, prawda? Obawiam się, że nasza intencja tutaj jest w rzeczywistości gówno warta, jeżeli traktujemy życie w ten sposób, wiecznie za uganianie się na czymś, za uganianie. Moim zdaniem nie o to chodzi. Do ciebie mówię, człowieku.
Nie o to mi chodzi w życiu. Nie wiem, o co tobie chodzi. Nie chcę brać odpowiedzialności za twoje całe życie, ale moim zdaniem cała ta ściema z łapaniem królika, że życie polega na gonieniu królika, to jest jakiś bełkot. Jakiś bełkot kolesia, który nie potrafi zapamiętać, co tak naprawdę chce zrobić ze swoim życiem w przeciągu najbliższych 15 minut. Także ktoś mu zamacha zdjęciem z dziewczyną, która ma gołą pupę i widać sutki, i nagle cała intencja znika. Dziewczynie się pokaże jakąś torebkę, taką z odległości zamacha jak marchewką na kiju, taką luksusową torebkę z dużym błyszczącym logiem. A jak jeszcze ktoś zamacha takim sportowym samochodem, apartamentem i obietnicą ostatniego życia przed telewizorem i oglądaniem gównianych seriali w poczuciu spełnionego obowiązku w życiu. Któż mógłby się oprzeć przed taką pokusą, żeby nie zacząć gonić za tym królikiem, który jest gówno warty, właściwie i tak go nigdy nie dogonimy. Właśnie. To jest ta doktryna strachu.
Doktryna strachu, która stoi w kompletnej kontrze naprzeciwko wiedzy, bo wiedza jest ową intencją, niczym innym. Jeżeli gonisz za królikiem, poważnie do ciebie mówię, jeżeli uważasz, że gonisz za królikiem, że to jest sens twojego życia, człowieku, weź się usiądź na moment na swoim własnym dupsku na tym krześle. Jeżeli siedzisz, to bardzo dobrze i zastanów się, po jaką cholerę ty chcesz złapać tego królika. Czego ty chcesz się nauczyć od tego królika? Chcesz się nauczyć obierać królika ze skóry? Chcesz się nauczyć gotować potrawkę z królika? Jest doskonała. Bardzo lubiłem, kiedy jadłem mięso, ale wcale nie uważam, że trzeba biegać za królikiem. Otóż to! Otóż to.
To jest ta doktryna strachu, że jeżeli nie zrealizujemy czegoś, czym ktoś nam zamacha przed oczami, nie popędzimy w tym kierunku, w którym wszyscy biegną, bez tej intencji, ze zgubioną refleksją, wszyscy ci zagubieni, to gdzieś stracimy siebie. A wiedzą jest informacja pod tytułem: po jaką cholerę chcesz żreć tego królika? Jeżeli nie chcesz go żreć, nie chcesz go łapać, nie chcesz za nim biec. Właściwie po co ci ten królik w życiu? To jest ta wiedza. Jeżeli się dowiesz, po co ci ten królik w życiu, to wtedy zrozumiesz, że nie chodzi o bieganie za królikiem i nieustanną próbę złapania tego królika. Otóż to. Świetnie wygląda w bajkach animowanych. Jestem fanem takiego starego, może fanem to za dużo powiedziane, ale jak byłem małym dzieciakiem, byłem wielkim fanem jednej genialnej kreskówki o strusiu pędziwiatrze i kojocie. Chłopaki nieustannie się ścigali i nieustannie sobą gonili w slapstickowy sposób.
Kiedy spojrzymy na cywilizację, wygląda dokładnie tak samo. Widzimy te masy ludzi, które wychodzą sprzed telewizora, sprzed radia, sprzed gazety, sprzed tego attachmentu, tego załącznika i są przerażeni sytuacją na Bliskim Wschodzie, po czym wsiadają do swojego samochodu, jadą na stację benzynową i tankują ropę do swojego samochodu. I debilowi do głowy nie przyjdzie na myśl jedna elementarna sprawa: ta pieprzona ropa pochodzi właśnie z Arabii, właśnie stamtąd, gdzie się ten cały syf dzieje. Niestety intencja się kończy. Może po drodze zobaczył zdjęcie jakiejś nagiej dziewczyny i zwiało tą intencję. Who knows? Who knows? Ludzkie życie, właściwie ludzka intencja jest tak krucha w dzisiejszych czasach, szczególnie u establishmentu, który próbuje się oświecić, że generalnie za dużo młodzież jest gówno warta, bo efekt jest taki, że koniec końców ci wszyscy mądrzy ludzie z tą intencją, iluminacją, z tymi pytaniami o ego, życie i jego sens, podjeżdżają na stację benzynową, tankują benzynę i dzięki temu ktoś może kupić karabin, przeładować ten karabin i rozjechać kilku cywili po to, żeby cena ropy dalej była na odpowiednim poziomie. Albo cena diamentów, cena złota, cena czegokolwiek, co jest tam wykopywane w tych miejscach, w których mieszkają ludzie, których ta cywilizacja popularnie nazywa „brudasami”. Tak to wygląda, tak to wygląda i nie chce wyglądać inaczej.
To jest właśnie ta doktryna strachu. My się boimy. I wcale się nie dziwię, że wielu, wielu z nas, może nie ty, może nie ja, ale myślę, że zauważyłeś i zauważyłaś to nie raz, że wielu z nas się kompletnie boi tej refleksji. Bo kiedy nagle staną w miejscu i zaczną myśleć, po jaką cholerę oni łapią tego królika, to dotrze do nich wiedza. I nagle może się okazać, że ta wiedza stoi w bardzo mocnej kontrze w stosunku do ich całego życia, do tych wszystkich attachmentów, wszystkich tych opowieści i tak dalej, i tak dalej. Całej tej ściemy, która tam wibruje, udając życie i żywą historię. Może się okazać, że to wszystko runie z łoskotem i nic z tego nie zostanie. Tak to jest. Doktryna strachu kontra wiedza. Zawsze tak było i do dzisiaj chwilowo tak jest.
Mam nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni. Wygląda na to, że być może szybko się zmieni. Kto to wie? Ja tu nie chcę nic krakać ani nic obiecywać, bo nie jestem od wróżenia. Od wróżenia są inni. Podejrzewam. Na pewno nie ja. Anyway, to jest taka klasyczna historia pioruna, słuchajcie. Znak na niebie. Dawniej jak piorun walnął, to ludzie na polskich wsiach, moja babcia tak mówiła: „Ojejku, Maryja się gniewa” czy jakoś tak.
Szaleństwo, pełne szaleństwo. Ja z babcią miałem tak, że pewnego razu, nie raz i nie dwa, babcia nigdy nie rozumiała, dlaczego nie chcę iść z nią spędzać czasu w jakichś instytucjach kościelnych. Ciężko było jej to złapać. I pewnego dnia musiałem jej powiedzieć i wytłumaczyć, o co chodzi. A rozmowa wyglądała tak, że babcia, która miała swój własny attachment, była załącznikiem do jakiejś idei, załącznikiem do jakiejś doktryny, pewnego dnia się zapytała mnie: „Wnuczku, ale jak to jest? Bo ty nie chodzisz do kościoła. Jehowy nie jesteś. Żydem też nie jesteś. Takim nie jesteś, takim. To co ty wierzysz?” Ja się tak popatrzyłem na babcię i powiedziałem: „Babciu, w ludzi wierzę, w ciebie wierzę, w siebie wierzę” i przytuliłem się do babci.
I babcia mi już nic nie odpowiedziała. Inna sprawa, że moja babcia niestety nie była w stanie utrzymać swojej intencji przez dłużej niż 15 minut, jak podejrzewam większość populacji. I niestety następnego dnia po tej rozmowie od razu pobiegła realizować swoją doktrynę, identyfikację z doktryną w jakiejś instytucji. Bywa. Ja tego nigdy nie zrobiłem. Jakoś tak szybko wyrosłem z tego szaleństwa. Ach, wiecie, takie życiowe doświadczenia, że generalnie jakoś tak nie po drodze mi z tą doktryną strachu. Wolę podążać w kierunku wiedzy. Wolę podrążyć troszeczkę temat, skąd się biorą rzeczy. Bo dawniej, zanim panowały terminy ego, świadomość, nadświadomość, punkty, dwupunkty, trzystupunkt, wszystkie te bełkotliwe historie, była jedna prosta informacja i ta informacja została nam po naszych przodkach, po naszej starszyźnie i jest bardzo prosta.
Jesteśmy żywą istotą, jedną żywą istotą, jednością z całym kosmosem. Jesteśmy jedni w samym sobie, jesteśmy kosmosem jednocześnie. Właśnie, będąc w kosmosie. To my jesteśmy tym kosmosem. Otóż to, który jest na zewnątrz. Jesteśmy częścią. Dobra, tu już chyba taki bełkot uprawiam. Kosmiczny bełkot o tym, jak wszyscy jesteśmy kosmicznym kosmosem. To może zanim przejdę do kolejnego punktu swoich wynurzeń i opowieści, jakaś muzyczka, proszę państwa, w tym Radiu Na Fali w hiperprzestrzeni o wieczorowej porze, w sobotni wieczór. Mam nadzieję, że jesteście rozentuzjazmowani, bo w sobotni wieczór.
To jakaś muzyczka, która podniesie nam poziom entuzjazmu. Troszkę element imprezy, sobotniego party czy jakoś tak. Zatem posłuchajmy o człowieku, który miał intencję. Je, je, je. Kung-fu. A wy słuchacie Radia Na Fali w hiperprzestrzeni i mojej refleksji na temat iluminacji, bo dzisiaj dokładnie o tym w hiperprzestrzeni, w radionafali.com. Retransmitowane też w Radiu Paranormalium. Oczywiście na imię mam Tomek, jakbyście zapomnieli. Jeżeli chcecie zadzwonić to Skype: radionafali.com. A ja wracam do tej historii z moją babcią, bo troszkę urwałem w połowie.
Bo tak, babcia na widok pioruna się modliła. I to jest właśnie ta doktryna strachu. Wojna, okupacja, te historie. Człowiek miał prawo żyć do końca życia w stresie pourazowym. Jasna sprawa. Rozumiem doskonale moją babcię. Przeżyła dużo. Cud, że przeżyła. Anyway, ale mogła też spojrzeć na to w inny sposób. Mogła spojrzeć na to troszeczkę w cudzysłowie jak Nikola Tesla.
Spojrzeć na ten piorun i stwierdzić: „Wow, to już nie muszę wyłączać telewizora, nie muszę wyłączać prądu. Mogę skorzystać z tej wiedzy, z tej energii i zasilić wszystko dookoła darmowym prądem”, prawda? Zupełnie odmienna perspektywa. To samo zjawisko. Dwie osoby, zupełnie inny świat. I teraz jest pytanie, kto tu ma rację? Czy ludzie, którzy nieustannie gubią swoją świadomość, w cudzysłowie, jak to się nazywa, świadomość, czyli gubią swoją intencję w ciągu 15 minut, nie potrafią jej przytrzymać nawet w wiadrze. Nawet z tego wiadra im wycieka ta intencja. Czy nie? No właśnie.
Tak czy nie? Ja myślę, że tak. Myślę, że zdecydowanie jest to kwestia intencjonalna i że jest to kwestia owej doktryny strachu, w której się nas wychowuje. Otóż to. Tak jak wspomniałem, dwóch ludzi. Jeden ma wiedzę, drugi ma tylko strach w sobie. Jeden widzi możliwości i realizuje coś dla całego świata. Wszyscy inni mogą skorzystać. Drugi chowa się w piwnicy, wyłącza prąd elektryczny i czeka, aż burza przejdzie. Prawie że, prawda?
Prosta historia. I teraz pytanie, o co chodzi z tą iluminacją? Właśnie. A może świat jest zupełnie inny, niż nam się wydaje? Może ta iluminacja jest nieustannie. Każdego dnia budzisz się z tą iluminacją, zasypiasz z tą iluminacją, cały czas jesteś oświetlony. Cały czas świecisz, bo jesteś życiem. Gdyby cię postawić na taką maszynę, która się nazywa aparat kirlianowski, to zobaczysz, jak świecisz taką potężną łuną dookoła, raz większą, raz mniejszą. Są ludzie, którzy tą łunę widzą non stop dookoła ludzi. Cały czas świecimy.
Jak powiedzieć, że iluminacja? Jak tu szukać iluminacji, skoro właściwie siedzimy w środku tej iluminacji? To troszeczkę jak wskoczyć do jeziora i szukać w nim wody. Gdzie jest woda w jeziorze? Gdzie jest ta woda? No właśnie. I trochę tak wygląda w moich oczach. Cała historia związana jest przede wszystkim z konfrontacją. Iluminacja, oświecenie jest konfrontacją ze strachem. Cokolwiek by nie mówić, jesteśmy na to skazani.
Albo się skonfrontujemy i damy naszej intencji czas. Przede wszystkim przypilnujemy naszej intencji, bo to nie jest obca osoba, to nie jest obcy byt, to jesteśmy my, to jest nasza ręka, to jest ten wąż, który na swoich nakryciach głowy mają posągi w Egipcie. To jest nasza intencja. To jest owo oko węża, które wszędzie patrzy. Intencja. Wszystkie zwierzęta są intencyjne. Zwierzę nigdy nie atakuje bez potrzeby. Zwierzę zawsze atakuje tylko z jedną intencją. Poszukuje jedzenia. I są zwierzaki, które mają ekstremalnie czystą intencję, także nic nie jest w stanie jej roztrzaskać.
I tych zwierzaków boimy się zawsze we wszystkich lasach, dżunglach i innych miejscach najbardziej, bo wiemy, że nie ma przelewki. To nie jest zwierzak, który zapomni o tym, że ma obiad do zjedzenia, który właśnie maszeruje przed jego nosem w ciągu 15 minut, bo ktoś mu pokaże news w gazecie albo powie: „Hej stary, jeżeli zostaniesz na nadgodziny, to szef da ci podwyżkę”. Nie, tej opcji nie ma. Obiad spaceruje przed moimi oczami. Nie będę czekał. Obiad pachnie jak obiad i smakuje jak pełny brzuch. I wszyscy są najedzeni. I to jest bardzo konkretna intencja. Je się po to, żeby być najedzonym, przeżyć i nie polować więcej, a nie po to, żeby biegać za jakimś polęgiem. Kto by biegał?
Wiecie jak są skonstruowane wszystkie te zwierzęta, które są takie drapieżne? One w rzeczywistości, myślę, że niektórzy z was doskonale wiedzą. Ty na pewno wiesz. Biegają bardzo krótko przez 5 do 15 minut, nie dłużej, ponieważ właściwie nie są w stanie utrzymać tej prędkości przez tak długi czas. To jest tylko taki moment zrywu, dosłownie parę minut, żeby dogonić tą ofiarę, złapać ją, zrealizować intencję. To nie chodzi o bieganie. Nikt nie będzie biegał po prerii, po sawannie, po dżungli, bo nikt nie jest głupi. Za wyjątkiem chyba naszego gatunku, który nieustannie biega właśnie do tej identyfikacji, do tej doktryny. Biegnie do tych swoich kościołów, które sobie wybudował w postaci banków, w postaci pożyczek, w postaci układów, w postaci biznesu, w postaci wiary. I biegnie, biegnie, biegnie, biegnie, biegnie i tak sobie dalej biegnie.
Człowieku, biegnij dalej, nie zatrzymuj się. Ja tu sobie postoję i naprawdę nie będę biegł za tobą. Nie chce mi się biec absolutnie. I to jest ta konfrontacja, że albo biegniemy jak szaleńcy za czymś i nie widzimy, co się dzieje dookoła, albo w tym momencie stajemy jak wryci, niczym słup soli i zaczynamy obserwować rzeczywistość i zaczynamy widzieć, jakie efekty, jakie skutki, jakie są konsekwencje używania intencji. Krok po kroku, kiedy prowadzimy ją niczym wściekłego psa na smyczy albo coś w tym stylu. Inna sprawa, że intencja nie musi być wściekła, nie jest wściekła, nie jest to coś paskudnego, nic z tych rzeczy. To jest coś, czemu my nadajemy znaczenie. I jeżeli chcemy, żeby ta intencja była taka, a nie inna, to taka jest. I nie ma tu miejsca na ego, nie ma tu miejsca na świadomość, podświadomość, superświadomość, dwupunkty, strupunkty i cały ten bełkot. Absolutnie nie ma na to miejsca.
Jesteśmy tylko my. Być może dla niektórych jest to przerażająca prawda, bo nagle odkrywają, że przychodzimy na ten świat sami z łona kobiety i odchodzimy sami. I nikogo nie ma. Jesteśmy tu sami. Poza tym, że mamy intencję, dzięki której możemy zbudować relację z każdą żywą istotą, która się manifestuje dookoła nas. Tadam! No właśnie. I czy budujemy tą relację? Przyglądając się na losy świata w ciągu ostatnich, powiedzmy, 6000 lat, wygląda na to, że cała relacja sprowadziła się do braku relacji, właściwie do kawałka miecza, kawałka ołowiu, który przelatuje ze świstem przez powietrze gdzieś obok naszej głowy, po to, żeby ktoś mógł zrealizować swoje egocentryczne żądze z reguły. Bo na tym to polega.
Jedyny moment, gdzie potrafimy, jako społeczność w cudzysłowie, jako troszkę większa zbiorowość, jako pojedynczy ludzie zebrani w kupę utrzymać swoją intencję troszeczkę dłużej, to jest kwestia egzystencjalna tego, że boimy się, że nie zapłacimy rachunku, że nie przeżyjemy do jutra i tak dalej. I tutaj mamy intencję, o której nie zapominamy, żeby pójść do pracy, żeby się wyspać do pracy, żeby nie być tam zaoranym, bo szef spojrzy być może na nas i powie: „Może wezmę kogoś, kto bardziej świeżo wygląda do tej roboty”. Właśnie, tu tej intencji nam nie brakuje. Cały czas pamiętamy o tym, żeby się pilnować, być w ryzach i dążyć do konkretnego punktu, który ma zostać zrealizowany. Cokolwiek jest tym punktem. Ja nie jestem od oceniania, czy to jest dobre, czy złe. Mam swoją własną refleksję na ten temat i zamierzam ją zostawić z boku. Niemniej cały sens tego wszystkiego znajduje się w tej intencji, że dochodzimy od początku do końca i mamy całą ścieżkę, którą przechodzimy. I to nie jest przypadkowa historia. Żaden z ruchów, które wykonujemy na tej ścieżce, żaden krok nie jest krokiem przypadkowym.
Okej, mogą być kroki chybotliwe, niepewne, nawet zdradzieckie, ale wiemy, gdzie idziemy, bo nasza intencja jest czysta. Idziemy po cholerną wypłatę. Otóż to. Natomiast kończymy tą historię z wypłatą, wracamy już z wypłatą w kieszeni. I nagle zaczyna się moment z oświeceniem, że intencja się skończyła. Nie ma już intencji. Wracamy i zostajemy konsumy. Już chciałem po angielsku mówić. To jest to przekleństwo mieszkania w anglosaskim kraju i mówienia po polsku. Anyway, że zostajemy konsumentami, takimi samymi jak wczoraj, jak ci konsumenci, których widzieliśmy w gazecie, jak widzieliśmy w filmie.
Zostajemy konsumentami. To jest nasz attachment. Bycie konsumentem oznacza nic więcej jak tylko i wyłącznie identyfikowanie się z przedmiotami materialnymi, które kupujemy po to, żeby zapewnić sobie iluzję szczęścia, czyli substytut żywej istoty. Kiedy wiemy, że żadna żywa istota nie jest w stanie nas zadowolić, ucieszyć, wtedy kupujemy sobie przedmiot. Jest potężny rynek, szczególnie rynek związany z relacjami bardzo gorącymi, relacjami damsko-męskimi, w ogóle relacjami seksualnymi, tymi relacjami, gdzie ta energia przepływająca pomiędzy dwoma istotami jest potężna. I proszę bardzo, przyjrzyjmy się, jak wygląda ta konfrontacja rzeczywistej wiedzy tym, na czym polega budowanie relacji, z tym, jakie my relacje budujemy i z czym właściwie budujemy relacje. To jest takie dobre pytanie, jak się chłopaki przyglądają dziewczynom i co mają w głowach, kiedy myślą o tych dziewczynach oraz jak dziewczyny się przyglądają chłopakom i co mają w głowach te dziewczyny. Czym jest ta intencja? Czy ta intencja jest jakimś kolejnym nie wiadomo czym z serwisu, z gazety, czymś, co polega na dopasowaniu się do jakiegoś modelu, na robieniu jakiejś strategii? Czy rzeczywistość dookoła nas odpowiada i pasuje do modelu, który jest tym modelem, z którym się chcemy skleić?
Bo ktoś na przykład ma taką wizję, że nie wyobraża sobie życia w inny sposób niż na przykład w sportowym samochodzie albo coś w tym stylu. Ostatnio taki fajny dowcip na YouTubie zrobiony w Brazylii. Taka prankerska sprawa, nie prankerska, tylko taki eksperyment. Taki bardzo ciekawy eksperyment, że chłopak sobie stoi na ulicy oparty o sportową niezłą furę, taki kabriolet. Wszystko się dzieje gdzieś na jakiejś ulicy w Rio de Janeiro. Stoi oparty o tą furę w krótkich spodenkach, puka w telefon i idzie dziewczyna. I jak to zwykle na południu: „Hello, hello, co słychać?”. Od razu zagadał do dziewczyny. Dziewczyna spojrzała na niego. Ładny chłopak i oparty o taki samochód.
I zaczęła się rozmowa, zaczęła się konwersacja i tak dalej. Konwersacja potoczyła się dalej. Może na jakąś kawę? Dziewczyna, wow! Jak się okazuje, chyba myślała, że fajny chłopak. Zaraz się dowiemy, co myślała. Bo ona oczywiście zgodziła się na tą kawę, że super, w relacja bardzo chętnie. Chłopak obchodzi samochód i zza niego wyprowadza rower. Nagle dziewczyna zaczyna na niego wrzeszczeć: „Ty taki, owaki. Myślałam, że jest twój samochód, a nie, że jesteś biedakiem, który jeździ na rowerze”.
To zabawna scenka. Widać było, jak ta dziewczyna wpadła w sidła swojej własnej gównianej intencji. Właściwie braku jakiejkolwiek intencji, attachmentu, że polowała na księcia z bajki. Cóż, brutalna prawda o życiu jest taka, że książęta już dawno zginęli na wyprawach krzyżowych albo umarli na syfilis. Taka scenka na co dzień. Kiedy przyjrzymy się na samych siebie, jak konstruujemy swoją własną rzeczywistość, gdzie podąża nasza uwaga jako społeczności, to zauważymy konkretne punkty, że kawał tego gówna na świecie, które się dzieje dookoła, nie dzieje się przez przypadek. I nie jest to kwestia związana z organizacją o nazwie Illuminati i z tym całym biznesem. Nie. Oni wysyłają nam zaproszenie. Ci ludzie mają swoje egocentryczne odpały pod tytułem, że muszą mieszkać w takim domu, w którym nie mogą już policzyć ilości sypialni, bo muszą mieć więcej, bo jak będą należeli do dużego starego budynku i się przykleją do niego, to może zniwelują swoje kompleksy z dzieciństwa.
Może coś ich drapie pomiędzy dwoma nogami. I don't know. Ciężko tutaj znaleźć rozwiązanie dla tych biedaczy. Muszą się męczyć, muszą mieszkać w tych potężnych budynkach i na tych potężnych włościach. Muszą mieć gigantyczną służbę, bo mieszkają już w taki sposób, że właściwie nie są w stanie posprzątać za sobą. Przypomina mi się historia żony Marcosa, Emmanuelle Marcos, biedna obrończyni uciśnionych kobiet podczas dyktatury swojego męża Marcosa. Jak się okazało, kiedy on uciekał do Ameryki, bo kraj opanowała rewolucja tych, którzy nie mieli co do garnka włożyć, Maria Marcos miała drobny problem. Okazało się, że miała gigantyczną kolekcję butów, bo miała attachment do butów i nie potrafiła funkcjonować bez kupienia sobie przynajmniej codziennie jednej pary ekskluzywnych butów za tysiąc dolarów co najmniej. Jak tam wjechali rewolucjoniści, się okazało, że pani Marcos ma gigantyczne apartamenty, które praktycznie w 80% składają się z ekskluzywnych damskich butów, które nawet chyba nigdy nie były zakładane na jej nogę. Po prostu kupowała, bo musiała.
Jest taki syndrom. Kiedyś ktoś mi opowiadał historię, co robią te wszystkie zamożne dziewczęta, które pochodzą z Bliskiego Wschodu, są żonami szejków tu w Londynie. Osoba pracująca w sklepie, gdzie sprzedaje się ultraluksusowe rzeczy dla owych szalonych kobiet. One mają taki pomysł, że się odkuwają na swoich mężach za to, że wyszły za nich za mąż tylko i wyłącznie dla kasy, kupując najdroższe produkty, jakie mogą kupić. To jest taki rodzaj zemsty. „Chcę mieć ten pierścionek. Nie, chcę mieć ten najdroższy. Nie, ten najdroższy chcę mieć. I chcę, żeby był jeszcze droższy”. Jak Rosjanie, taki kompleks.
Nieustanny kompleks, że jest się niedowartościowanym, że przedmiot buduje nas. Gdzie jest nasza intencja? Gdzież ona pobiegła? Gdzież to oświecenie? Mamy bardzo ciekawą sytuację, bo dokładnie dzisiaj jest ten dzień, w którym NASA oficjalnie opublikowała bardzo ciekawy news à propos wiedzy, bo oczywiście część tej informacji o tym, że musimy kochać przedmioty, musimy wymyślać strategie i tak dalej, musimy się trzymać historii, są jakieś zasady, jeszcze inne losy biblijne i tak dalej. I nagle wycieka taki news, który jest czystą wiedzą. Niektórzy mogą mieć problem, jak się pogodzić z tą wiedzą. A news brzmi tak, moi drodzy: NASA ujawniło oficjalne zdjęcia Marsa, takie dokładne i na zdjęciu z Marsa zgadnijcie, co widać. Stonehenge. I to nie jest dowcip.
Ten Stonehenge jest potężny. Kamienny krąg. Widać potężny kamienny krąg. Jest to oficjalny news NASA. Ja tak szczęśliwie, cwaniacko mam troszeczkę wcześniej. Podejrzewam, że jutro będzie o tym głośno. Już niedługo powinno być o tym bardzo głośno. Anyway, historia jest bardzo ciekawa. Okazuje się, że na Marsie ktoś był. I teraz jest pytanie: kim jest ten ktoś, kto był na Marsie?
Jak wygląda rzeczywista historia z naszą przeszłością? Kim my właściwie jesteśmy? I tu też trzeba było mieć intencję do tego wszystkiego, żeby zbadać te wszystkie zagadki. Ja tu często mówię o tej archeologii zakazanej i tak dalej. Jest takie stanowisko archeologiczne w Meksyku, które jeżeli jesteś archeologiem, droga słuchaczko albo drogi słuchaczu, i masz już dosyć swojej kariery, naprawdę masz już dosyć, rzygasz już na bycie archeologiem, jest świetne stanowisko archeologiczne w Meksyku. Napisz maila, to ci powiem gdzie. Pojedziesz i jak tylko zaczniesz tam wykopaliska, zostaniesz zbanowany i zbanowana ze wszystkich papierów naukowych. Nikt nie będzie chciał publikować twojej pracy, ponieważ te wykopaliska jasno i wyraźnie potwierdzają to, że cały ten bełkot archeologów o tym, że człowiek funkcjonuje na Ziemi gdzieś tam od może 10 000 lat, epoka kamienia łupanego, że właściwie dopiero cywilizacja zaczęła się 3000 lat temu, czy może nawet krócej, a wcześniej wszyscy biegali w skórach, nie za bardzo działa, bo problem polega na tym, że mamy Stonehenge na Marsie, kamienny krąg na Marsie. I teraz co z tym zrobić? Bo w sumie wszyscy powinni biegać w skórach.
I w tych skórach powinni wyskoczyć po powietrzu, biec w powietrzu niczym bohaterowie filmów o sztukach walki. Biegną w powietrzu tak i z rozpędu dobiec aż na Marsa, tam wybudować Stonehenge, a następnie wrócić na Ziemię dalej w skórach i oczywiście opasani rzemieniami. I to wszystko za pomocą kamieni łupanych. To jest ten podstawowy konflikt pod tytułem nasza intencja. Czy naprawdę chcemy się czegoś dowiedzieć o świecie, o nas samych, o tym, skąd pochodzimy i kim jesteśmy, czy też jak zwyczajnie wcale nie mamy żadnej intencji? Poza czym? Poza strachem, moim zdaniem. I nasze życie jako społeczności, bo nie mówię o pojedynczych egzemplarzach. Każdy z nas jest tak czy siak pojedynczym egzemplarzem tej społeczności, a jedyną wartość dodatnią, jaką zrobiła ta cywilizacja, to jest ta kultura strachu, doktryna strachu, która stoi w kompletnej opozycji do wiedzy. Bo jeżeli mamy takie dziwne budynki na Marsie, to co z tym zrobić, proszę państwa?
Wiadomo, że nie powstały od siedzenia i oglądania telewizji ani nie wiadomo czego, ani hollywoodzkich filmów. Wiadomo, że to nie jest sama historia. I teraz nie wiadomo, co zrobią jeszcze ci, którzy wierzą w niewidzialnych przyjaciół biblijnych, bo ci to mają teraz przewalone, bo się okazuje, że kolesie, którzy wyznawali Trygława i Swaroga w cudzysłowie, przynajmniej według nich, byli dzicy i biegali w skórach opasani rzemieniami. Kurde, budowali kamienne kręgi na Marsie. Shit. A gdzie Jezus? Jezus chodził tylko po wodzie. Fuck. Chodzić po wodzie każdy frajer potrafi. Wystarczy się rozpędzić.
A na Marsa? Shit, man. Ten koleś po prostu nie daje rady i teraz trzeba coś z tym zrobić, żeby historia zaczęła z powrotem dawać radę. Nie wiadomo, co się wydarzy. Co z tym zrobić? To jest ta opowieść o wyzwoleniu w imię Pana. Czy przypadkiem, jak zobaczą ten Stonehenge na Marsie, to się okaże, że zaczną znowu opowiadać o tym, żebyśmy wyzwolili się w imię ich pana, że ich pan nas wyzwoli. I don't get it. Nie kupuję tego shitu. Każdy próbuje sprzedać dokładnie tą samą historię.
Moim zdaniem, jeżeli chodzi o komercyjne sprawy, jeżeli pojawiają się pieniądze, to wiadomo, że prosta intencja jest jedyna. Intencja jest pod tytułem „biegnę do kasy z wywalonym jęzorem”. I na tym polega cała ta zabawa. To jest biznes, to jest definicja biznesu. Go się robi z jedną klarowną intencją, żeby dobiec do kasy. Nic więcej. Gdzie jest to wyzwolenie? Chyba że wyzwoleniem jest bieg do kasy. Ale to już mamy. Wszyscy już biegną do kasy od dłuższego czasu.
Inna sprawa, że to już jest tak zorganizowane, że właściwie wielu już musi biec do kasy, bo inaczej nie wyrobią. A jest taka część ludzi, która uwierzyła w to, że bieg do kasy jest sensem życia. Jest jeszcze taka grupa ludzi, która zadaje sobie nieustanne pytanie: czym jest sens mojego życia? I to jest ten problem z krótką refleksją i krótką intencją, bo jeżeli intencja kończy się na własnym kroczu albo jakoś tak w przeciągu 30 sekund, to wiadomo, że odpowiedź na pytanie, czym jest życie, jaki jest jego sens, niestety nie zostanie udzielona. 15 sekund zdaje się jest chyba za długim okresem czasu, a właściwie za krótkim okresem czasu, żeby taka intencja mogła się objawić. Podejrzewam, że trzeba było usiąść i posiedzieć troszkę dłużej i przede wszystkim usiąść i przestać łapać królika. Usiąść i zastanowić się, jaki jest sens łapania królika. Wtedy dopiero może pojawi się gdzieś tam w głowie taka elementarna refleksja czym jest sens życia. Właściwie sprawa jest tak banalnie prosta, że najbardziej zaskakującą sytuacją w tej cywilizacji, która nie ma problemów, żeby zbudować silnik diesla, który składa się nie z trzech tysięcy elementów, nie ma problemu, żeby zbudować rakietę. Samoloty, które składają się z miliona elementów, śrubek, kabli i połączyć to razem, żeby jeszcze nie wyleciało w powietrze i przesunęło się z jednego punktu w drugi, jeszcze z ludźmi na pokładzie, co jest dość zabawne w tym wszystkim.
Tak jakby wszyscy latali na latających bombach, na wielkich zbiornikach z paliwem. Świetny pomysł, ale taki mamy. Słuchajcie, też nie raz latałem na zbiornikach z paliwem, także chyba wiem, o czym mówię. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale wracając do tego wszystkiego, to właśnie na czym polega cała ta intencja? Gdzie ona się podziała? Jeżeli potrafimy w swojej głowie okiełznać maszynę składającą się z miliona elementów, zbudować team ludzi, który ma tysiące ludzi, żeby zbudować jedną bombę. Bombę atomową budowało chyba 20 tysięcy ludzi. Teraz nie wiem ile buduje. Też tysiące ludzi siedzą, robią oprogramowanie do tego, drudzy skręcają nakrętki, czwarty robi coś tam, piąty coś tam.
Wszyscy wiedzą, że tylko po to, żeby zabić niewinnego człowieka, że tylko tak zostaną użyte. Ale ich intencją jest ride on for fucking money i tylko pieniądze ich interesują. Bieg do kasy i po ambicję. Tak to wygląda. Świat jest brutalny, przynajmniej część tego świata. Ale co z tym zrobić, moi drodzy? Co z tym zrobić? Wiadomo, że część z nas już się nie nabierze po raz kolejny na ten sam bullshit, czyli na to, że ktoś nam sprzeda to oświecenie w jakikolwiek sposób, bo już po prostu nie jesteśmy ślepi. Widzimy, że próba sprzedawania tego oświecenia trwa od nie wiadomo kiedy i widać jasno i wyraźnie, że wszyscy ci, którzy sprzedają oświecenie, łącznie z takim Sai Babą, który jak zmarł, to okazało się, że ma pod łóżkiem miliony dolarów w banknotach. Może się bał, że pewnego dnia przestanie już produkować złoto, dlatego uzbierał te jakieś 17 milionów dolarów na koncie.
Może się bał. Ta doktryna strachu. I tak się jakoś porobiło, że niektórzy wpadają w takie sidła i robią coś takiego i w ogóle ignorują całą rzeczywistość, a później się dziwią, że świat wygląda tak, jak wygląda. To jest ta nieustanna zagadka człowieka, który zastanawia się nad problemem z Bliskim Wschodem, tankując jednocześnie benzynę do swojego baku, dolewając olej do silnika i tak dalej. On dalej stoi przy tej stacji benzynowej z dużym napisem Shell, BP i tak dalej, z tymi wszystkimi wielkimi nazwami. Stoi i się zastanawia, na czym polega problem w tej cholernej Zatoce Perskiej. Ma chyba problem z intencją. Nie wiem, może w radiu puszczają mu jakieś reklamówki, może jakaś piosenka leci modnej gwiazdy i chłopak z powrotem zgubił swoją intencję. A może pomyślał o wypłacie? A może pomyślał o nowym samochodzie, że zrobi sobie nową kierownicę, taką drewnianą, żeby drożej wyglądał i tak dalej.
Różnie bywa, proszę państwa, różnie bywa. Niektórzy mają niesamowite rzeczy w głowie, czasami zaskakujące. Ale wracając do tego wszystkiego, bo to jest taka historia z tym intencjonalnym planowaniem, bo do tego właściwie się sprowadza. Intencja i posiadanie intencji jest, tłumacząc dla niektórych, świadomością tego, jaki jest cel, jaki jest skutek, jaka jest przyczyna naszych działań, skąd wychodzi energia, jaki ma potencjał w tym momencie i nasza intencja, jak ten potencjał wykorzystać. Nikt nie jest idiotą i wszyscy doskonale wiemy, jak tu siedzimy i stoimy, gdzie prowadzą konsekwencje działań, które wykonujemy na co dzień w życiu. Ja tu nie chcę nikogo osądzać, rozsądzać i krytykować, bo nie mam bladego pojęcia, co robisz, człowieku, w życiu. Ja robię swoje. Ty, mam nadzieję, robisz też swoje i wszystko jest naprawdę okej. Niemniej gdzieś części z nas ta refleksja umyka i bardzo szybko, zupełnie bezwiednie, nieświadomie. Posługuję się terminem: „Bo to moja podświadomość”.
Nie twoja podświadomość, tylko swoje lenistwo, dupku. Po prostu chcesz zarabiać kasę z mordowania innych ludzi i masz swoją teologię, która pomaga ci okiełznać tą historię w głowie i wydaje ci się, że doznałeś iluminacji, jak dostajesz wypłatę albo coś w tym stylu. No cóż, może być tak, że będziesz smutny pewnego dnia i przyjdzie ta refleksja i się zastanowisz: „Zaraz, dlaczego ja przez całe życie pracowałem po to, żeby zabijać ludzi? Czy tak miał wyglądać świat?” Bo generalnie to jest taki paradoks, że ludzie wykonują gigantyczną robotę, żeby stworzyć broń, która rozpieprzy cały świat. Gigantyczną. Oczywiście udając, że pracują w warunkach pokojowych i że tak naprawdę to nie oni naciskają na przycisk. „To nie ja, to nie ja. Ja tylko wykonuję rozkazy” . Klasyczny tekst wszystkich żołnierzy wielkich zbrodniczych armii. „Ja jestem niewinny.
Ja wykonywałem tylko rozkazy. To nie ja naciskałem na przycisk”. Otóż to. No właśnie taka historia. I gdzie jest ta konsekwencja w tym wszystkim? Bo przecież gdybyśmy odpuścili to wszystko i przestali robić takie rzeczy, to nagle by się okazało, że świat wygląda zupełnie inaczej. Ale efekt jest zupełnie inny. Robimy takie złe rzeczy jako społeczność, napuszczamy się na siebie, traktujemy się tak, jak się traktujemy, produkujemy produkty, które nas wykańczają. Znakomita część z nas robi to w nadziei, że dzięki temu osiągnie większy, wyższy standard życia i będzie bardziej doceniana na przykład zawodowo. Może polega to na tym, że są kompleksy w życiu i nikt nie ocenia tych ludzi za to, że żyją tak, jak żyją, także muszą osiągnąć sukces w zawodzie.
Muszą zarobić dużo pieniędzy po to, żeby się dowartościować, ponieważ prawdopodobnie z wewnątrz zionię już taką pustką, że jakbym wrzucił kamień, to nigdy nie usłyszałbym dźwięk, jak odbija się od dna. Ja mógłbym jednak czekać tysiące lat i nigdy bym nie usłyszał. Taką pustką wionie tam ze środka. I efekt jest taki, że kleją się, identyfikują z tym załącznikiem o nazwie praca. I ta identyfikacja jest tłumaczona jako: „Okej, ale ja się rozwijam, robię karierę, zarabiam pieniądze, przechodzę na wyższe szczeble elity i tak dalej. A jak będę bogaty, to całe swoje bogactwo zużyję na dobroczynną działalność” . Wielu już tak próbowało. Bill Gates nie jest jedyny. Jak się okazuje, ta dobroczynna działalność po tym, jak się wysadzi pół świata, właściwie sprowadza się tylko do wymiany technologii produkcji nowych magazynków w nowych karabinach maszynowych. Taka działalność dla pokoju.
Dla pokoju spuszczamy bomby i dla pokoju skręcamy karabiny. To wszystko jest w imię pokoju i miłości na świecie. Dokładnie w tej intencji. Absurd. To wszystko w imię miłości i pokoju na świecie. Taka jest nasza szczera intencja. Tak mówią ci ludzie. W rzeczywistości chodzi o karierę, bo wiadomo, że kompleks militarny, zbrojeniowy daje nieprzeciętne możliwości awansu i gigantyczną kasę. Taka jest prawda. Jak ktoś morduje ludzi, to zarabia gigantyczne pieniądze.
Zresztą na tym polega ta zabawa. Trzeba gdzieś temu człowiekowi stworzyć warunki odparowania tego stresu, że jest zabójcą, jest mordercą, pośredniczy strukturze, która służy tylko i wyłącznie do eksterminacji niewinnych ludzi. Jest pracownikiem obozu koncentracyjnego, który służy do eksterminacji ludzi i to się nigdy nie zmieni. To, że nie naciska na spust niczego nie zmienia. Dalej pracuje w tym obozie koncentracyjnym i produkuje te zwłoki. Może on nie pociąga za spust na końcu, ale gdyby nie jego robota, to nikt tam za spust by nie pociągnął. I koniec końców ta cała historia musi zostać rozładowana. Jedyna metoda rozładowania, taka współczesna metoda, czyli wymyślić człowiekowi attachment, czyli to, do czego będzie mógł się podłączyć, załączyć, dać mu jakąś doktrynę, z którą będzie się mógł identyfikować. I najlepszą, najbardziej uniwersalną doktryną są pieniądze. Ponieważ jeżeli damy człowiekowi wiarę, może być tak, że ta wiara nie będzie pasowała do niego.
Może sobie wymyślić inną wiarę, może pójść nie w tą stronę, może go nagle olśnić i zobaczyć, że: I don't know. Może to jest tak, że wszyscy jesteśmy tymi samymi ludźmi na świecie i nie chodzi o to, żebyśmy się mordowali. Shit. Ale tego nie szukamy w tej refleksji. Przynajmniej ci ludzie, którzy pracują w kompleksach zbrojeniowych. Tam jest troszeczkę inna historia. Tam raczej chodzi o to, żeby człowiekowi dać kasę i dać bardzo dużo, tak żeby nie było żadnych pytań, nie było żadnych wątpliwości. Jeżeli się pojawia wątpliwość, pojawia się duża suma na koncie i nie ma już wątpliwości. I to jest nasza intencja jako społeczności. Dlatego wielu ludzi się dziwi, dlaczego na świecie jest tak, jak jest.
Jest tak, jak jest. Otóż to. Dokładnie. Ponieważ jest ten problem z intencją i to taki bardzo konkretny problem. Właśnie, bo mówiłem o tym intencjonalnym planowaniu spraw, które lubimy sobie odpuszczać. Ja tu mam telefon i już odbieram. Halo, halo, witam, Konradzie.
[01:12:45] - Witam cię, Tomku.
[01:12:46] - Zdrowko szanownemu panu. Sorki, ja jak zwykle niepodłączony mikrofon. Już ci podłączam, żebyś mnie lepiej słyszał. Wy słuchacze słyszycie dobrze. Sorry.
[01:12:53] - Bardzo dobrze cię słyszę cały czas.
[01:12:55] - Idealnie.
[01:12:57] - U mnie bardzo dobrze. Generalnie odpoczywamy sobie z kumplami po weekendzie. Tfu, po ciężkim tygodniu.
[01:13:05] - Rozumiem. Po weekendzie? To musi być niezły weekend. Co ty myślisz o tej iluminacji, proszę pana? Co pan myśli na ten temat? Halo, halo, czy pan tam jest? Czy pan tam jest? Ach, coś nie zadziałało. Skype się rozłączył, a ja myślę, że czas najwyższy. Puszczę muzyczkę, poczekajcie z telefonami, a ja troszkę odświeżę atmosferę.
Troszeczkę dźwięku. Tak się rozgadałem, poleciałem z tym tekstem o intencji. Ale wiecie, takie mam przemyślenia i staram się wyrzucić z siebie wszystkie naraz, żeby być transparentny sam ze sobą. Nie lubię, jak niektóre rzeczy parkują mi w głowie. Nie wiem jak ty, ale ja lubię tą transparencję. Lubię być szczery sam ze sobą. Przecież nie będę ściemniał ani sam sobie przede wszystkim nie będę ściemniał do mikrofonu. Bo jaki byłby tego sens? Jaka jest intencja robienia czegoś, co jest nieprawdziwe i robienie tego regularnie? Jakie to ma konsekwencje na życie, jeżeli zakopujemy się w coś, co nie jest prawdą o nas samych?
Dosyć żałosne, bym powiedział. Także ja tu stoję w opozycji do takiej sytuacji i zdecydowanie, transparentnie z tymi refleksjami. To posłuchajmy muzyki. Radio Na Fali. Ale chuchnąłem do mikrofonu. A wysłuchać oczywiście w hiperprzestrzeni, bo w Radio Na Fali ja mam na imię Tomek. Możecie śmiało dzwonić. Radionafali.com. Wiem, że mi Skype tam puka, jeszcze go nie sprawdziłem. Wiem, że tam się odezwało troszkę ludzi, ale wiecie co?
Po prostu nie czytam w tym momencie. Może przy następnym songu rzucę tam okiem, co tam się w ogóle dzieje. Jeżeli chcecie, to po prostu dzwońcie. Prawda jest taka, że to jest dobra lekcja na temat intencji. Jest człowiek przy mikrofonie, który coś do ciebie mówi. Słyszysz mnie? Mówię do ciebie. I mówię do ciebie. Nie piszę do ciebie, nie stukam alfabetem Morse'a, nie wysyłam znaków dymnych, nie rozpaliłem ognisk na wieżach. Mówię do ciebie.
Słyszysz mnie? Raz, dwa, trzy. Słyszysz mnie? Słyszysz. Jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, to musisz użyć aparatu mowy tak jak ja. Raz, dwa, trzy. Zadzwonić do radia. Bo na czacie to ja mogę sobie poczytać. Natomiast tu się dzwoni. I już odbieram telefon.
Witam serdecznie.
[01:16:16] - Witam cię Tomku.
[01:16:17] - Witam serdecznie. Ależ masz niezły nickname. Szczurek. Witam serdecznie.
[01:16:23] - Szczurek. To już jest stare, sprzet.
[01:16:25] - To zostawmy to. Jak twoje zdrówko? Mam nadzieję, że doskonale.
[01:16:29] - Ze zdróweczkiem jak najlepiej.
[01:16:31] - No właśnie. Co myślisz o tej całej historii z iluminacją? Ja dzisiaj rozpatruję ten wątek. Pewnie jestem nawet nie w połowie. Co dla ciebie jest iluminacja? Jak ty na to patrzysz?
[01:16:42] - Iluminacja? Jestem trochę medialny człowiek, także iluminacja dla mnie to jest coś, co ludzie trzymają w tajemnicy.
[01:16:52] - Ja mówię o troszkę innym znaczeniu. Ops, proszę ściszyć Skype'a. Nie ściszaj Skype'a. Wyłącz w ogóle radio, przejdź na słuchawki, bo ja tu słyszę.
[01:17:04] - Teraz na głośnik ogólnie, bo nie chciałem trzymać telefonu przy uchu, rozumiesz?
[01:17:08] - Rozumiem. Masz jakieś słuchawki do telefonu, to zawsze pomaga. Jeżeli coś takiego masz. Sorki w ogóle za to grzanie ci ucha telefonem, bo chodzi mi o troszkę inną iluminację. Wrócę do tej iluminacji. Nie iluminację w sensie tajemnic, które są zaszyfrowane i wiadomo co. Tylko oświecenia, czyli rzeczywistego oglądu tego, co się dzieje dookoła nas, tego spostrzeżenia. Faktycznie mamy dwie nogi, które są przyczepione do korpusu, dwie ręce, które są przyczepione do tego samego korpusu i głowę, która też jest w tym samym korpusie, w tym samym elemencie, tą samą całością z tym wszystkim. No właśnie, czym jest iluminacja pod tym względem? W końcu jesteśmy w sumie oświeceni, prawda?
A niektórzy ciągle szukają oświecenia. Co ty w ogóle myślisz na ten temat?
[01:17:54] - Kurczę, oświecenie. Jeżeli patrzeć na to z tej strony. Oświecenie, kosmos. To troszeczkę działa wyobraźnia tak na dobrą sprawę.
[01:18:06] - A co myślisz o intencji? To jest mój indywidualny koncept, że cała ta historia związana z iluminacją jest tak naprawdę kwestią związaną z intencją. Jeżeli mamy szczerą, czystą intencję, czyli wiemy, gdzie chcemy dojść, wiemy, czego szukamy i wiemy, co nas interesuje, to to jest właśnie iluminacja. To stąd się bierze. Taką mam refleksję.
[01:18:30] - Ciekawie. Wybacz, tu troszeczkę moja publika szaleje.
[01:18:37] - Spoko. Nie ma problemu. Pozdrowienia dla publiki.
[01:18:42] - Pozdrawiam. Intencja. Mówisz tak: intencja. Dobrze. Ja też dążę do jakiegoś celu. Ale w jakim znaczeniu intencję przekazujesz?
[01:18:55] - Znaczenie zostawiamy już indywidualnie. Ja mam swoją własną intencję i moim jedynym zmartwieniem w życiu, jeżeli jakiekolwiek mam, to jest właśnie to zmartwienie, czy moja intencja jest naprawdę skonstruowana okej, czy nie będzie tak, że przez przypadek gdzieś tam mi ucieknie i coś, co robię, narobi bigosu, zamieszania komuś w życiu na przykład. Taka prosta rzecz, że odpryski moich spraw będą dotyczyły kogoś innego. To jest niepożądana rzecz, to jest disaster, to jest katastrofa. Prawdziwa moja intencja jest zawsze czysta, żeby zbudować wartość dodatnią, ale nie na zasadzie budowania wojny.
[01:19:31] - Nie. Jeżeli moja intencja powstaje z niczego tak naprawdę. Jest taka historia, gdzie siedzę sobie z matulą, rozmawiamy o jakimś powstaniu. Ona wierzy w Boga usilnie. Ja wierzę w coś, co jest nadprzyrodzone dla nas. W to, że jesteśmy z kosmosu. To jest moja intencja: nie chcę wierzyć w Boga, który istniał dwa tysiące lat temu. Był synem Boga.
[01:20:06] - To jest taka bajka. Ja to traktuję naprawdę bajkowo i to taka bardzo kiepska bajka, brutalna, krwawa, o jakichś rzeźnikach, którzy składali ofiary z ludzi. Popaprani ludzie, chorzy psychicznie. To trzeba do leczenia, a nie do kościołów. To leczyć trzeba. Leczyć naprawdę mocno.
[01:20:25] - Jest to zawarte historycznie. O coś to musiało być oparte. Nie przemawia to do mnie. Moja intencja to jest coś z kosmosu. Coś głębszego. Coś, co nie jest dla nas zrozumiałe.
[01:20:43] - Mam taką refleksję, że to jest zrozumiałe, że troszkę nas się wychowuje w takim sposobie patrzenia na świat, żebyśmy traktowali to jako coś niezrozumiałego. Cała ta zabawa, która jest związana z używaniem psychologii, tych mądrych słów o nadświadomości, podświadomości, ego, bogach i tak dalej, odciąga nas od tego podstawowego konstruktu, którym w istocie jesteśmy, czyli że jesteśmy kosmosem tak czy siak. Właściwie my jesteśmy nadprzyrodzeni, tak samo jak nadprzyrodzony jest cały kosmos. Jesteśmy częścią tego zamieszania, a nie dodatkiem. Nie jesteśmy guzikiem, który jest przyszyty do owego płaszcza. Jesteśmy wszystkim, tak samo jak kosmos dookoła nas.
[01:21:26] - À propos kosmosu. Jak przechadzam się nocami, bo zazwyczaj to są spacery nocne, kiedy chmury są czyste, gwiazdy świecą mi po oczach, wtedy otwiera się umysł i żąda więcej.
[01:21:48] - Dobre podejście, proszę pana.
[01:21:51] - To jest zawsze tak. Nie chce mi się tak naprawdę chodzić z ludźmi, którzy szerzą herezję. Wolę iść w nocy, kiedy ludzi już nie ma.
[01:22:03] - Z własną intencją. Rozumiem, że kolega z własną intencją lubi wyjść na spacer.
[01:22:09] - Tak. Wtedy nie dość, że jesteś sam, to do tego masz czas na te swoje wszystkie przemyślenia dotyczące wszystkiego tak naprawdę.
[01:22:21] - Absolutnie się zgadzam. Mam dokładnie tą samą przypadłość, przyznam się szczerze. Wyjść, spojrzeć w gwiazdy, popatrzeć się na niebo samemu ze swoją własną intencją i zastanowić się, gdzie jestem, gdzie chcę wykonać następny krok. Ale dlaczego chcę wykonać następny krok? Co będzie efektem, kiedy połączę te wszystkie kolejne kroki w jedną wielką całość, w długi marsz? Co będzie na końcu tego marszu? To jest moje pytanie. To jest mój koncept na odbieranie tego tu i teraz.
[01:22:50] - To jest moja myśl życiowa. Co będzie na końcu? I tak na dobrą sprawę to nie mogę się doczekać. Jeżeli już tutaj mówimy o końcu, to koniec rzeczywistości materialnej, czyli nas, naszego istnienia ludzkiego. Umrzesz. I co wtedy?
[01:23:09] - Ja nie mam tego problemu. Przypomina mi się taki dowcipny rysunek satyryczny, gdzie siedzi dwóch tybetańskich mnichów, dwóch lamów.
[01:23:17] - Tybetańskich. Cały czas krąży wokół mojej głowy ten temat. Tybet.
[01:23:21] - Mojej też ostatnio. Taki miałem sen. Zapraszam wszystkich do „Wieczorowej Pory”, która w archiwum parkuje numer 24. To wiele wyjaśnia. Anyway, przynajmniej fiksację aktualną na tym punkcie. Ten dowcip rysunkowy polega na tym, że siedzi dwóch lamów tybetańskich w takiej kawiarence. Jeden trzyma szklaneczkę w ręku, popija kawkę i jeden mówi do drugiego: „Nie uwierzysz, co mi powiedziała. Nie uwierzysz, co ona mówi. Że życie ma się tylko jedno”. I chłopaki tak się śmieją.
Kwestia percepcji, podejścia do życia. Dla mnie to jest kwestia bardziej imprezy, cokolwiek by nie mówić. Wyjście stąd już takie ostateczne, takie bez powrotu jest największą imprezą, która nam się wydarza w życiu. Taka jest moja refleksja, takie są moje doświadczenia z tym związane. To jest naprawdę najlepsza impreza, powiem szczerze. Na tą imprezę czekamy całe życie. Yeah.
[01:24:16] - Ja bym wolał życie wieczne. Życie wieczne, przyziemskie. W sensie nie przyziemskie, tylko po prostu kosmiczne. Błąkać się gdzieś po kosmosie, zwiedzać. To bardziej do mnie przemawia.
[01:24:30] - Wiesz co? Ja myślę, że coś takiego może cię spotkać. Zaraz jak opuścisz ten wymiar, to może być tak, że-
[01:24:37] - Jeżeli by mnie coś takiego spotkało, to bym był naprawdę najszczęśliwszą mocą szwendającą się po kosmosie.
[01:24:45] - Podejrzewam. Nie chcę tu krakać, nie chcę tu wróżyć, ale powiem to słuchaczom. Słuchajcie, on będzie najszczęśliwszą istotą w kosmosie. Wszyscy będziemy.
[01:24:56] - Trzymam za to kciuki i wy na pewno też trzymacie za mnie kciuki. Mam nadzieję.
[01:24:59] - Absolutnie. Ja za ciebie trzymam kciuki i wszyscy słuchacze trzymają za ciebie kciuki. I za siebie też trzymamy kciuki, bo to też jest ważna sprawa, żebyśmy za siebie sami też. Bo to też jest kwestia naszej intencji, żebyśmy sami mieli dobre intencje dla siebie, dla samych siebie. Yeah.
[01:25:14] - Ja myślę, że wiem, to naprawdę się wydarzy.
[01:25:18] - Ja też tak myślę, proszę pana. Dziękuję za telefon zatem.
[01:25:22] - Siła woli, nie?
[01:25:23] - Dokładnie.
[01:25:24] - Dzięki wielkie.
[01:25:25] - Trzymaj się. Dzięki wielkie za refleksje. Na razie. Do usłyszenia następnym razem.
[01:25:29] - Do usłyszenia.
[01:25:32] - A my zostaliśmy sami. Dobra, włącz jakąś muzyczkę i po muzyczce opowiem wam pewną refleksję, którą mam z obserwacji rzeczywistości dookoła, związanej z naszą iluminacją i tym, jak próbujemy to postrzegać aktualnie. Co wydaje mi się dosyć trefnym pomysłem, ale o tym może po piosence. Troszeczkę muzyki, bo tak dzisiaj zagadałem wszystko, mało muzy. Szkoda, prawda? Niech troszkę dźwięku więcej poleci nam do ucha. A co! Yeah, all sexy girls on the floor, all the guys, joł! Otóż to. Trochę bitu w sobotni wieczór, a wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” jak gdyby nigdy nic.
I czas najwyższy, żebym uderzył do tych swoich refleksji, od których właściwie zaczęło się to wszystko. A mianowicie taka prosta refleksja: poszedłem dzisiaj na zakupy kupić kilka rzeczy do zjedzenia, żeby sobie ugotować coś do zjedzenia, a okazało się, że koniec końców nie zrobiłem żadnych zakupów. Postanowiłem, że się tylko przejdę, bo okazało się, że jest tyle w lodówce, że naprawdę nie ma żadnej potrzeby robić jakichś wielkich rzeczy. I się okazało, że okej, to idę na spacer. I tak sobie oczywiście spacerując, żeby się trochę dotlenić przez kawałek troszkę bardziej zurbanizowanej przestrzeni, minąłem kilka sklepów i tak dalej. I taka refleksja, moi drodzy, że z tą iluminacją i tym, czym jest to całe oświecenie, jest trochę jak z opakowaniem. Właśnie, ja tu odbieram telefon. Halo, halo, halo!
[01:27:28] - No witam cię, tam.
[01:27:29] - Witam serdecznie.
[01:27:31] - Generalnie tam coś przerwało chyba wcześniej, dlatego nie mogłem się połączyć.
[01:27:36] - No, ale już jesteś, już wszystko działa. Nie wiem, czy może u mnie nie przerwało, ale już jest okej. Słuchaj, jaka jest twoja idea tej sprawy związanej z iluminacją, z tym oświeceniem? Czy to jest intencja, czy masz jakiś inny koncept na to?
[01:27:51] - Wiesz co, mi się wydaje, że generalnie ludzie cały czas poszukują sensu swojego istnienia tak generalnie na świecie. I tak jak mówił mój poprzednik, że te wszystkie historie związane z religią to są takie trochę zrzędne, bym powiedział.
[01:28:11] - Trefne. Trefny towar. Nie bierzcie tego, to jest trefny towar.
[01:28:15] - Wiesz co, przypomina mi się pewna przypowieść jeszcze z okresu, jak byłem w technikum. Mieliśmy taką powieść, to było ogólnie wierszem pisane. To było o stworzeniu świata. Na początku był chaos. Nie wiem, czy wiesz. To jest takie trochę, wiesz.
[01:28:36] - Ja myślę, że chaos był w głowach tych ludzi, którzy tworzyli tą książkę. Myślę, że po prostu napisali to, co mieli w głowach, bo co mogli innego napisać? W mojej głowie jest chaos, więc napiszę: świat zaczął się od chaosu. Jego świat na pewno.
[01:28:48] - Gdyż nie wiem, czy to będzie miało związek z tematem, ale to oświecenie ma chyba trochę wspólnego z tą epoką literacką.
[01:28:55] - Też, bo to był taki moment, gdzie nagle się okazało, że ludzie przestali tłuc pokłony do krzyżyków, a część z nich przestała się ukrywać jako alchemicy i zaczęli być naukowcami. Bo to jest ten moment właśnie zmiany alchemii w nazwie, że już się nie mówiło alchemia, ale nauka. I wtedy już można było w miarę oficjalnie wykonywać eksperymenty naukowe na uniwersytetach. I tak się zaczęło poniekąd „oświecenie” w cudzysłowie. Właściwie zaczęło się od uznania tego, że mieszkamy w systemie słonecznym i że poza Ziemią te punkty na niebie to nie są takie świeczki, które Pan Bóg zapala, tylko to są inne planety. I od tego właściwie zaczęło się oświecenie.
[01:29:40] - I też generalnie, jeżeli chodzi o te epoki literackie, to jest pomiędzy chyba okres, jeżeli kończy się romantyzm, a zaczyna się pozytywizm. W pozytywizmie chodziło o to, żeby państwo funkcjonowało jako organizm. Kładiono nacisk na to, żeby właśnie ludzie-
[01:30:00] - Takie platońskie ideały Republiki Platona się nauczyli chłopaki, ale nie za bardzo skumali, o czym jest mowa w Republice. Tak, te wszystkie ruchy republikańskie, ale ja chcę opuścić dzisiaj troszeczkę politykę i historię literatury. Przepraszam, tak brutalnie cię zaatakowałem. Chcę to opuścić. Sorry.
[01:30:15] - Nie ma problemu.
[01:30:16] - Moja wina. Przyznaję się bez bicia, bo z tymi epokami literackimi to było troszeczkę tak, że właściwie w każdym kraju trochę inaczej to wyglądało i to troszeczkę za każdym razem po prostu inaczej. Także ciężko się tego złapać i pilnować tego jako takiego początku. Na pewno wiemy jedno, że oświecenie zaczęło się od uznania tego, że Ziemia jest planetą, która podróżuje dookoła Słońca. Takiego oficjalnego uznania tego faktu.
[01:30:44] - Jeżeli że Ziemia jest w centrum galaktyki, Słońce sobie lata dookoła niej w ogóle. Jeszcze powiem ci, że śmieszą mnie niektóre poglądy na temat islamistów, bo oni twierdzą, że Ziemia nadal jest w centrum galaktyki i w ogóle, nie?
[01:31:03] - Właśnie nie do końca. To zależy kto, bo nie ma czegoś takiego jak islam. Islam jest wynalazkiem zachodniej propagandy, bo to nie jest takie jednolite. Jeżeli ktoś mówi, że jest muzułmaninem, to znaczy muzułmanin po arabsku oznacza w tłumaczeniu dosłownym na język polski człowiekiem wierzącym i to oznacza dosłownie osobę wierzącą w to, że jest wyższa istota stworzyciela. Nic więcej. Natomiast oczywiście są mowy, są różne odłamy tego wszystkiego.
[01:31:35] - Tak.
[01:31:36] - Także to jest taki propagandowy tekst pod tytułem „Muzułmanie, Arabowie”. Wiadomo, od nich jest siorbana cała ropa, także trzeba ich wszystkich podpisać jako brudasów, których trzeba skasować oczywiście z tego świata, bo przecież ropa musi być nasza. No. Halo, halo.
[01:31:55] - No tak.
[01:31:56] - Słuchaj Monto, ja cię może rozłączam i dokończę swoją refleksję z spostrzeżeniami z dzisiejszego spaceru, bo ona jest właśnie w temacie iluminacji i zapraszam później na telefony, tak czy siak, proszę pana.
[01:32:07] - No dobra.
[01:32:08] - Okej, to dzięki za telefon i zapraszam później.
[01:32:12] - Może później się odezwę.
[01:32:14] - Zapraszam zatem.
[01:32:15] - Hej.
[01:32:16] - Narazicho. Ja wracam. To zawsze taka niezręczna sytuacja jest, bo ja tu mam zdanie do powiedzenia. Czas leci na liczniku, widzę, jak minuty lecą, a mam taką intencję, żeby ten przekaz był skondensowany, żebym nie był aż tak rozwlekły. I pilnuję tej swojej intencji jak pies kości. I nie ma, że jest inaczej. To jest moja intencja. Otóż to. Jak pies kości. I wracając do tych opakowań.
Otóż to. Przyjrzyjcie się, jak wygląda świat, którym jesteśmy otoczeni. Świat, który tworzymy mimowolnie i to od jakiegoś czasu. Nie było to zbyt popularne lata temu. Były takie momenty w historii cywilizacji, że produkt był zawsze produktem. Jeżeli człowiek kupował chleb, to dostawał chleb do ręki. Jeżeli kupował krzesło, dostawał krzesło do ręki. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj kupujemy krzesło, które jest zapakowane jak stół. Dzisiaj kupujemy chleb, który jest zapakowany jak czekoladki.
Wszystko jest zapakowane i opakowanie imituje coś, czego produkt nie posiada. To jest zasadnicza cecha. Jako człowiek, który zawodowo jest sklejony z takimi historiami zwanymi reklamą, doskonale sobie z tego zdaję sprawę i przyglądałem się temu przez lata w swoim życiu zawodowym. Jak gówniane coś, które nie ma żadnego znaczenia, żadnego sensu dla naszego życia, jest opakowywane w taki sposób, żeby stworzyć u ciebie iluzję, że tego potrzebujesz, żeby stworzyć u ciebie identyfikację z tym załącznikiem, bo wiadomo, że masz jakiś załącznik. Musisz mieć załącznik. Pierwszym załącznikiem, do którego przylegasz teoretycznie według definicji, jest wypłata, którą musisz odebrać i kasa, którą musisz wydać po to, żeby mieć o czym rozmawiać z innymi ludźmi bardzo często, ponieważ w dzisiejszych czasach jest tak, jak jest i część z nas rozmawia tylko o tym, co zrobiło w pracy i ile pieniędzy zarobiło. Natomiast inne tematy nie istnieją. Nie ma życia poza tym bardzo często. Poza oczywiście opowieściami z wakacji w egzotycznych miejscach. Równie nudne podejrzewam.
Anyway, czasami ciekawe. To zależy, kto opowiada. Jeżeli jest to osoba, która podróżuje z dala od hoteli i podróżuje swoim własnym szlakiem, to jest to osoba, która ma intencje i podróżuje z intencją. I to jest osoba, która może mieć dużo informacji i dużo ciekawej wiedzy. Natomiast z drugą strony wiemy, o co chodzi. Widzieliśmy te miliony zdjęć z kurortów, gdzie się wychodzi na plażę, potem wraca się do hotelu, idzie na basen w hotelu, pije się drinki hotelowe, następnie spać do hotelu. I tak przez dwa tygodnie w tą i z powrotem plus jedna wycieczka autokarem do lokalnej atrakcji turystycznej. To były nasze cudowne wakacje. I tak to często wygląda. Anyway.
Albo czasami te wakacje wyglądają jak podążanie wzorem jakiejś postaci filmowej. Książę Edward w jednej z etykiet opowiadał bardzo ciekawą rzecz. Historia z Tokio. Dlaczego białe dzieciaki obsesyjnie, nie wszystkie, ale duża część białych dzieciaków dostaje pierdolca i zasuwa do Tokio? Bo oglądali film o samotności w Tokio i cała zabawa polega na tym, że biegają po tym Tokio, żeby się, że tak powiem, skleić z tymi miejscami, żeby poczuć się, jakby należeli do tego miejsca, jakby po prostu tutaj się urodzili. I wracając do tej całej historii z opakowaniem. Jeżeli się przyjrzymy na tą całą konstrukcję, nie tylko na opakowanie, tylko na produkt w środku, tylko weźmiemy to jako jedną całość, zauważymy jedną rzecz, taką konsekwencję tego, że właściwie zaczęliśmy wierzyć w to, że opakowanie jest ważniejsze od produktu. O tym wie każda agencja reklamowa, każdy człowiek zawodowo pracujący w tym biznesie, że to opakowanie sprzedaje produkt. Ba, swego czasu Pablo Picasso powiedział chyba najmądrzejsze zdanie w swoim życiu. Był to taki troszkę, można powiedzieć, prosty bęcwał, który był bardzo prosty z rozrywki, byle było dużo dziewczyn, dużo wina i dużo płacili za obrazy.
To mu wystarczało. Ale kilka obrazków mu się fajnych udało namalować. Ja nie jestem wielkim fanem malarstwa Picassa. Uważam to za tandetę, mówiąc szczerze. Za wyjątkiem kilku rzeczy, które namalował dla siebie, które są naprawdę niesamowite i za wyjątkiem ilustracji, rysunków przede wszystkim wykonanych jego ręką, bo miał niesamowity talent do rysowania. Ale tu odstawiam te wszystkie rysunkowe historie. Więc Picasso zauważył jedną cenną rzecz, że nie sprzedaje się obrazu, sprzedaje się ramę. I to samo powtarzał Salvador Dali. To samo mówili praktycznie wszyscy, łącznie z impresjonistami, że sprzedaje się ramę, a nie obraz w dużej mierze. My kupujemy opakowanie.
To jest długość naszej intencji. Na to wygląda, bo całe życie według mnie, to jest moja definicja. Nie wiem, czy się z tym zgadzasz, ale wszystko jest intencją. Nasze życie tutaj, nasza obecność to zjawisko intencjonalne. Nic więcej, nic mniej. Nie ma tu podświadomości, nadświadomości, żadnych takich rzeczy. Absolutnie. Jesteśmy jedną istotą i to jest to doświadczenie, które mamy. Nic więcej. I jak się okazuje, manifestujemy, przynajmniej w moim odczuciu manifestujemy dokładnie to nasze wewnętrzne rozbicie, tak zwane górnolotnie powiem cywilizacyjne, właśnie tą naszą identyfikację z doktryną, że budujemy sobie jakąś iluzoryczną doktrynę albo ktoś ją zbudował, a my podążamy za nią.
I to jest to opakowanie. I tu się kończy nasza intencja. To jest nasze pięć sekund tak zwanego unboxing, czyli odpakowywania produktu, a później jest już seria rozczarowań, czy jakoś tak. W cudzysłowie oczywiście rozczarowań, bo oczywiście nie musi być rozczarowania. Może być wielka, duża radość z opakowania prezentu. Dawniej było tak, że prezenty Opakował się specjalnie na specjalne okoliczności. Pamiętacie jeszcze z dzieciństwa prezenty pod choinkę? To jest intencjonalna sprawa. Dajemy komuś coś i pięknie to opakowujemy, żeby opakowanie wyrażało naszą dobrą intencję, żeby go ucieszyć, żeby dać mu radość z posiadania czegoś, co dla nas też jest radosne. Coś fajnego, zrobić miłą sytuację, dobrą atmosferę.
I się okazuje, że nasza intencja została tak... Sami się przećwiczyliśmy troszeczkę, bo nikt za nas tego nie zrobił. To sami robimy każdego dnia. Sami stawiamy ten krok w tą stronę. Nikt nas nie popycha, nikt nam nie każe. Robimy to dobrowolnie przez całe życie. Wiem, że są ludzie, którzy twierdzą, że ktoś ich opętał i każe im to robić, ale to jest ściema pod tytułem: „Mam w dupie swoją własną intencję. Nie obchodzi mnie to. Niech będzie, co będzie. O!
Właśnie wydarzyła mi się krzywda. To nie moja wina. O! Ale mam w dupie swoją intencję. Nie interesuje mnie, co się dzieje”. Nie ma oczywiście ich intencji. To moja podświadomość. Takie zwalanie odpowiedzialności za swoje życie na cały świat dookoła. Te opakowania są niczym innym jak manifestacją dokładnie tej sytuacji. Element konsekwencji.
Otóż to , który występuje nieustannie, czy chcemy, czy nie. Czy opakowanie jest w stanie zastąpić produkt? My już uwierzyliśmy, że tak. I kupujemy głównie opakowania, które zastępują nam produkty. Później odpakowujemy i się okazuje, że coś jest do naprawy, coś nie działa. Z reguły opakowanie zawsze jest w idealnym stanie. Zauważyliście? Opakowania są super, natomiast jak się wyciąga produkt, to się okazuje, że czasami jest trafiony. Nie zawsze, ale czasami. Także cała para idzie na opakowanie.
A czym jest owa iluminacja? Czy ta iluminacja jest tylko i wyłącznie opakowaniem? Ja swego czasu zachęcony komentarzami, tym, że zdaje się w Polsce stało się to strasznie modne, popularne, niczym gówniane gwiazdy muzyki disco z lat 80., których na Zachodzie nikt nie był w stanie słuchać. Te płyty się w ogóle nie sprzedawały. Ale w Polsce, która była za żelazną kurtyną, gdzie trafiała jedna taka płyta, jakiś koleś nagle stawał się gwiazdą nawet nie sezonu, gwiazdą paru sezonów, gwiazdą parkietów. I fenomen polegał na tym, że ktoś przyjeżdżał z Zachodu albo jakiś Polak jechał na Zachód i się pytał o tą swoją gwiazdę, bo to wielka gwiazda, najbardziej znany muzyk na świecie. I nagle się okazywało, że nikt tego kolesia nie zna, jest tylko wielką gwiazdą w Polsce. Trochę jak historia z Davidem Hasselhoffem, który jest wielką gwiazdą muzyki pop w Niemczech, natomiast w Ameryce nikt nie wie o tym, że on nawet nagrał jakąś płytę, zdaje się. Tam go znają z serialu „Baywatch” i tak dalej. Czym jest ta iluminacja?
Czym to wszystko jest? Słuchajcie, wniosek jest banalnie prosty, przynajmniej w moim ogarnięciu tego tematu. Więc już ci mówię, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Iluminacja według mnie to jest element konsekwencji rutyny, która nie jest rutyną, którą wykonujemy w życiu. Czyli jeżeli masz coś, jakąś intencję, nie jest coś, bo to jest intencja na wykonanie konkretnej rzeczy z całą konsekwencją wzięcia wszystkiego na pokład, czyli jakie będą konsekwencje, że to zrobimy, co się wtedy może wydarzyć i tak dalej. Nie mówię o psychopatycznym sprawdzaniu i próbie planowania przyszłości i wszystkich wydarzeń, które potencjalnie mogłyby się wydarzyć, bo to by nas sparaliżowało w jeszcze większym strachu, podejrzewam, niż cała dotychczasowa strachu już istniejąca. Tylko chodzi o radosną rutynę i konsekwencję w wykonywaniu i realizowaniu swojej intencji. Nie chodzi o obsesyjną rzecz, że co do minuty, co do sekundy, co do ułamka sekundy. Nie. Chodzi o to, żeby robić to regularnie w naszym tego słowa pojęciu, w moim tego słowa pojęciu, jeżeli chodzi o moją regularność, w twoim własnym pojęciu regularności.
Dla ciebie może być to poniedziałek, wtorek i czwartek, a dla mnie będzie to zupełnie inny moment tygodnia i zupełnie inne godziny i w zupełnie innych odstępach czasu. Może tak być, ale to jest dokładnie ta sama rutyna. To jest rutyna, która pomaga mi realizować moją intencję, która jest jasna, klarowna dla mnie i nie pozostawia żadnych pytań i żadnych złudzeń. Jeżeli coś się wydarza po drodze, a cóż, ta intencja odpada. I tu muszę wrócić do tych szaleństw związanych z tymi rzeczami, które się opowiada ludziom, czyli szkolenia z dwóch punktów i tym podobnych rzeczy, które ostatnio stały się tak strasznie popularne w Polsce. Słuchajcie, zerknąłem za namową przyjaciół na wideo, gdzie ludzie, którzy się zajmują tymi rzeczami, opowiadają o tym, na czym polega ta metoda i tak dalej. Nie chcę tu specjalnie krytykować ani nic. Nie chciałbym, żeby to zostało odebrane jako krytyka. To jest moja własna, prywatna refleksja i dla mnie jest to taki bullshit, taki bełkot, że głowa boli. Słuchajcie, zobaczyłem smutnych, przerażonych życiem ludzi.
Może nie przerażonych, ale mocno przestraszonych ludzi, którzy mają problem, żeby skumać, że ich własne życie jest intencją i budują sobie jakieś punkty, do których będą się jak załączniki przylepiać i w ten sposób będą próbowali manewrować swoją własną świadomością, podświadomością. Wymyślają milion słów. Czyż może być coś bardziej chorego w dzisiejszych czasach? Czyż ta kultura, którą mamy za oknem, nie jest właśnie taką kulturą attachmentu, gdzie wszyscy są przerażeni? Może nie wszyscy, znakomita część i szuka wiecznie pocieszenia w jakimś kompletnym zatraceniu. Począwszy od giełdy, począwszy od tych wszystkich finansowych spraw, a skończywszy na prywatnym życiu i na relacjach między ludźmi. Jedna ciekawa rzecz, która jest zaskakująca, że wszystkie te informacje o tym, że można się samemu przestawić i nastawić, są informacjami komercyjnymi. To jest w ogóle fenomen. To jest jak pójść do jakiegoś wyznania, do jakiejś sekty i im zapłacić za to, że nam wypiorą mózg. To jest dokładnie taka sama sytuacja.
Według mnie kompletna nieświadomość tego, kim jesteśmy, czym jest proces iluminacji, który następuje w każdej sekundzie naszego życia. My jesteśmy nieustannie oświeceni, jesteśmy nieustannie okej. Tylko pytanie, czy my chcemy to w ogóle zauważyć z tego całego zamieszania, poza tymi wszystkimi załącznikami i tak dalej, tymi wszystkimi bzdurami, do których się przyklejamy. Czy naprawdę jest taki problem? Problem jest bardzo poważny. Dlatego też z tych rzeczy robi się komercyjne terapie i dlatego na tych komercyjnych terapiach nikt nigdy, moim zdaniem, nikogo z niczego nie wyleczy. Taka jest moja opinia. Mogę się absolutnie mylić, mogę w ogóle nie mieć racji, ale to moja opinia i bardzo ją lubię i mam powody ku temu, żeby tak twierdzić. Bardzo solidne. Jest to działalność komercyjna, gdzie uczy się ludzi, próbuje się nauczyć ludzi tego, żeby wyszli z siebie, nie wychodząc z siebie i żeby potraktowali siebie jako taki worek załączników, a nie jako jedną całość.
Taka jest moja koncepcja i przede wszystkim taka monopolizacja. Z każdą terapią jest dokładnie taka sama historia. Taką, która właściwie nie jest żadną terapią, która jest tylko i wyłącznie szarlataństwem. Polega na tym, że deprecjonuje coś, co działa. Mnie roztrzaskała jedna rzecz, że ludzie, którzy zajmują się teoretycznie naprawianiem innych ludzi, odsądzają od czci i wiary substancje psychoaktywne, a dokładnie neurotransmitery, twierdząc, że to szkodzi w konsolidacji samego siebie. Czyż może być większe kłamstwo? Ale to kłamstwo ma swoje podstawy, ponieważ normalną rzeczą jest to, o czym wszyscy ci ludzie wiedzą, bo oni sami siebie nie wyleczyli, sami nie mają czystej intencji. Oni w ogóle nawet jeszcze nie dotarli do momentu, żeby zrozumieć, że to ich pieprzone życie jest intencją. Czy ty w to uwierzysz? Spędzili całe życie, uczą innych, warsztaty, reklamują się, promują, książki piszą, wszystko robią na ten temat.
Uwierzysz mi, że przez całe swoje zasmarkane życie nie wpadli na pomysł, że jedyne czym są, to jedna pieprzona intencja, która się buja po kosmosie. Na to nie wpadli. Dalej nie wpadli na to, czym jest ego. Dalej nie wiedzą, że dzień, który był wczoraj, jest dniem, który już nie istnieje. I chcą leczyć innych ludzi. Czyż to nie jest zabawne? Czyż to nie jest ironia losu? Nikt się nie naprawi z tego powodu. Każdy będzie taki, jaki był. Jest to taka zabawa dla zamożnej klasy średniej w Polsce, którą stać na jeżdżenie na warsztaty, na robienie tych wszystkich rzeczy.
Po prostu stać ich na to, żeby się zabawić, żeby znaleźć w swoim życiu coś, co nigdy nie skonfrontuje ich z rzeczywistą naturą ich własnego życia, ich właściwej intencji. Tylko znajdą sobie jakąś fajną rozrywkę, która będzie w miarę blisko, będzie takim dobrym attachmentem, takim załącznikiem do ich życia, dzięki któremu będą mogli sobie wyjaśnić, że właściwie poza tym, że nic nie robią tak, jak należy, to wszystko jest okej, bo są po jakiejś metodzie, która ich wyleczyła z czegoś. Efekt jest żaden. Nie ma żadnego efektu. No i ta monopolizacja tego, że są jakieś metody, które są wyjątkowe. Ta historia ciągnie się za nami od jakiegoś czasu. Wpierw były różne sekty, które próbowały zmonopolizować nasze życie. Później pojawił się Zygmunt Freud, który swoim męskim członkiem i obsesją na punkcie swojego własnego męskiego członka próbował zbudować rzeczywistość dla wszystkich ludzi dookoła i stworzyć problem, który obowiązuje wszystkich, przeniósł swój problem na każdego. Oczywiście za kasę, bo nigdy nie było to za darmo. Później kolejni ludzie, kolejni ludzie, kolejni ludzie.
I dalej mamy do czynienia z jedną i tą samą działalnością, komercyjną działalnością, gdzie opowiada nam się bajki, a nikt z tych ludzi opowiadających bajki nie ma pojęcia, w mojej prywatnej opinii o tym, że życie jest intencją. Sam tego nie kuma. Być może to jest droga tego człowieka do tego, żeby pewnego dnia, po zrobieniu tysiącu warsztatów dla tysiąca ludzi albo paru tysięcy ludzi, nagle usiadł sam ze sobą i się zastanowił: „Co ja w ogóle robiłem przez te lata? Przecież to głupota była”. Może o to chodzi w tym wszystkim. I don't know. Oby tak się skończyło. Wtedy jest szansa, że wszystko wróci na normalne tory. A ta historia z substancjami psychoaktywnymi i częścią psychiatrii, warsztatów i tak dalej, tego, że to odrzuca, to jest właśnie to szaleństwo. Ci ludzie widzą tylko opakowanie.
Oni nigdy nie zauważą mamy natury, nie zauważą tego, że ich mózg jest skonstruowany po to, żeby partycypować w tym całym zjawisku. Nie zauważą kosmosu, nie zauważą niczego. Są ślepi tak jak byli, a moim zdaniem są jeszcze bardziej ślepi po tych terapiach, bo to jeszcze bardziej oślepia i odcinają wszystkie połączenia, z których są zbudowani. Efekt jest taki, że świadomie, za pomocą gówno wartych nie wiadomo czego, po prostu mambo-dżambo, doprowadzają się do czego? I don't know. Do rozsypania chyba na jeszcze większą ilość kawałków. Taka próba poskładania później tego wszystkiego z tego śmietnika kończy się tak jak próba poskładania zegarka z rozebranego tostera i żelazka. Ciężko złożyć zegarek z tych dwóch urządzeń, moim zdaniem. Chyba że ktoś potrafi, to oddaję tutaj honor, ale trzeba chyba by było pozmieniać kilka elementów, bo tak normalnie to się nie da. A za tym wszystkim stoi jedna prosta informacja, która jest za darmo.
I to jest taki papierek lakmusowy każdej sytuacji. Informacja jest zawsze za darmo. Jeżeli jest ktoś, kto żąda pieniędzy za informację, to albo kłamie, albo tylko w wyjątkowej sytuacji ma ku temu powody, bo musi opłacić wydanie książki albo coś w tym stylu. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale jeżeli jest to w ten sposób robione, to dla mnie jest absolutnie kłamstwo. Powód jest prosty. Jeżeli ktoś ignoruje i neguje to, że jesteśmy kosmicznie połączeni, jesteśmy kosmosem, z tym całym światem dookoła To w jaki sposób może zrozumieć albo wyleczyć kogokolwiek, skoro sam nie widzi w sobie połączenia z małą naturą, nie widzi siebie jako całości w tym kosmosie, to w jaki sposób będzie mógł przekazać tą informację dalej? Nigdy nie będzie mógł, bo zawsze będzie człowiekiem rozsypanym na milion kawałków, próbującym poskładać z tych bzdur, które są dookoła coś, co na końcu będzie przypominało Quasimodo. Znowu się rozsypie, znowu będzie składany, znowu się rozsypie. No właśnie, o sens życia, prawda?
Ludzie się zastanawiają, jaki jest sens życia. Niech mi ktoś powie, jaki jest sens mojego życia. To wielkie pytania, na które próbują odpowiedzieć filozofowie. Powstała cała nauka. Miliony dolarów przepływa w jedną i w drugą stronę, żeby zaspokoić twoją i moją potrzebę wiedzenia, na czym polega ten pieprzony sens życia. Jak to, na czym polega sens życia? Jest to naprawdę trywialnie proste. Polega na tym, że to my nadajemy sens naszemu życiu właśnie naszą intencją. I mówię ci szczerze, że nie ma nic innego, przynajmniej w moim oglądzie rzeczywistości. Można się z tym zgodzić lub nie, ale moim zdaniem, jeżeli szukasz odpowiedzi na sens życia, to daję ci tutaj za darmo.
Sens twojego życia polega na tym, że musisz nadać sens swojej intencji. Musisz po prostu wiedzieć, jaka jest twoja intencja i nic więcej. To jest wszystko. To jest cały sens twojego życia. I naprawdę nie musisz mi tutaj nic płacić. To jest absolutnie za darmo, człowieku, czuj się dobrze. Porzuć te iluzje o ego, podświadomościach, nadświadomościach. Bądź tu, gdzie jesteś, a i tak jesteśmy zawsze tylko w jednym momencie, tu i teraz. Nie ma większej ilości momentów, w których przebywamy. Nawet jeżeli ktoś wywędrował do innych wymiarów, to też jest tylko tu i teraz.
To jest taka elementarna prawda o całym świecie dookoła. Dlatego przyszłość jest tylko przyszłością, a przeszłość jest przeszłością. I wszystkie te terapie, całe te szkoły, które powstały, cała ta psychologia, całe to wciskanie kitu powstało tylko po to, żeby nas odciągnąć od tego wszystkiego. Inna sprawa, że nie da się sprzedać prawdy. To jest też druga elementarna sprawa w tym wszystkim. Po pierwsze, że sprzedaje się kit, a druga prawdy się nie da sprzedać, bo prawda nie podlega tym wartościom. Pierwsza rzecz, jeżeli robisz biznes i twój biznes polega na masowaniu ludzi, którzy są niespełnieni sobą, ale tak naprawdę wcale nie chcą się zmieniać, są po prostu klasą średnią, która jest zadowolona ze swojego Mercedesa, jest zadowolona ze swojej willi, jest zadowolona ze swojej posady, ze swojego życia. Oczywiście wie, że gówno robi. Relacje z ludźmi dookoła są żadne. Wszystko, co zostawia za sobą to zgliszcza i popiół.
Ale żeby sobie odbić i dowartościować ten problem, że nic z tego nie wychodzi, idzie na takie warsztaty i te warsztaty pozwalają tym ludziom trwać dalej w tej postawie. Bo przecież nikt nie powie swojemu klientowi czegoś takiego jak: „Hej man, musisz to wszystko zostawić”. I to nie jest kwestia tego, czy ty chcesz, czy nie. Twoje ego nie istnieje, po prostu to jest twoja przeszłość. Świadomość jest przyszłością, która nie istnieje. To nie ma nic więcej. A cały sens twojego życia polega tylko i wyłącznie na tym, jaką intencję mu nadasz. Ja tu nie jestem od robienia za ciebie życia. Jeżeli ktoś komuś powie, szczególnie tak zwany nauczyciel powie taką sentencję swojemu klientowi, to wiadomo, że jego klient poczuje się w mocnym dyskomforcie. Bo kolejna refleksja tuż za tym jest dosyć prosta.
Okej, to skoro my nadajemy sens swojemu własnemu życiu swoją własną intencją, to jeżeli moje życie jest tak gówniane, to? No właśnie. I wyobrażacie sobie, jak teraz czuje się klient i czy klient ma ochotę płacić za takie warsztaty? Nie, nie sądzę. To nie jest po to, żeby kogoś zmienić. To wszystko jest po to, żeby zarobić kasę i żeby utrzymać ten radosny status quo, tak zwany po angielsku z amerykańskiego comfort zone, czyli strefę własnego komfortu, żeby bynajmniej się nie zmienić, ale żeby było już troszeczkę fajniej, żeby nie było tak, że robię, to ja coś będę udawał, że robię innego. To jest ta kwestia związana z opakowaniem. Moim zdaniem wszystkie te rzeczy są absolutnie opakowaniem. Inna sprawa, że jeżeli komuś kiedykolwiek jakakolwiek historia, o której tu mówiłem, że jest bullshitem i dalej tak mówię, i dalej tak twierdzę, pomogła to cud. To gratuluję.
To człowieku, miałeś szczęście. Bo ja tu rozmawiałem z wieloma ludźmi w swoim życiu, którzy przerobili już takie wynalazki, łącznie z siedzeniem w Nepalu, łącznie ze szlajaniem się po Indiach, w innych miejscach. I powiem wam szczerze, byli to szczęśliwie dla mnie mądrzy ludzie, którzy jasno i wyraźnie widzieli, że to oni nadają sens swojemu własnemu życiu swoją własną intencją i nie za bardzo szukali oświecenia w tamtych miejscach, bo też nie ma tam żadnego oświecenia do znalezienia. Oświecenie jest pod własną czaszką, we własnym sercu, jest codziennie rano, kiedy wstajemy z łóżka. Jest codziennie wieczorem, kiedy kładziemy się spać. Nie ma innego oświecenia. To jest nasz sens życia. Innego nie ma. That's the point, guys. I to jest moja refleksja na temat owej iluminacji, która się wydarza nieustannie dookoła nas.
I żeby zrozumieć tą iluminację nie da się inaczej, jak zaakceptować wszystko to, co jest dookoła nas. Zaakceptować to, kim jesteśmy. Jeżeli wydaje nam się, że widzimy gdzieś dysonanse, jeżeli myślisz, że gdzieś jest dysonans, pójdź i sprawdź. Może się okazać, że gówno wiesz na ten temat, za przeproszeniem i nie ma tam żadnego dysonansu. Jest wręcz odwrotnie. Znajdziesz połączenie. Może się okazać, że spotka cię historia z piorunem. Tak jak moja babcia, która uciekała przed piorunem, prawie że chowała się do piwnicy. A ty się może okażesz Nikolą Teslą i dla ciebie piorun będzie czymś, co zamienisz na niesamowitą wartość dla wszystkich ludzi dookoła. To są te dwie odmienne, skrajne postawy.
Doktryna strachu oraz wiedza, która jest związana właśnie z ową iluminacją, z tą konsekwencją i rutyną, że nam się chce Czegoś dowiedzieć i że nam się chce postawić krok we właściwym miejscu z całą konsekwencją stawiania tego kroku we właściwym miejscu, a nie na zasadzie, że stawiamy jeden krok do przodu, a później ktoś zamacha nam gazetą przed oczami albo newsem w gazecie, albo telewizorem, albo czymś, albo cholera wie co. Albo jakimś ekskluzywnym produktem, tudzież sutą wypłatą i nagle zapomnimy o tym, gdzie tak naprawdę wędrowała nasza intencja. Już jej nie ma w tym momencie. Jest inna intencja, której panem jest zupełnie ktoś inny. Otóż to. Myślę, że sens życia jest naprawdę banalnie prostą sprawą i czasami się zastanawiam, dlaczego ludzie spędzają tyle czasu zastanawiając się nad sensem życia. Przecież to my sami nadajemy sens własnemu życiu własną intencją. Sens twojego życia to jest twoja intencja, mój drogi i moja droga. Nie ma innej i nie ma innego sensu życia. I nigdy nie będzie.
Wiem, że wielu szuka. Nigdy nie znajdziecie. Nie ma takiej opcji. Taka jest moja opinia. Enough. No to się wygadałem z tych swoich wszystkich refleksji na dzisiaj. Dzięki za słuchanie. Mam nadzieję, że niektórzy, którzy prowadzą warsztaty albo coś takiego, mogli się poczuć urażeni, że nazywam ich robotę gówno wartą. Ale taka jest prawda. Taka jest prawda według mnie.
Staram się trzymać od tego z daleka. Nie uważam, żeby kapitalizowanie czegokolwiek było zdrowe. Uważam, że jest to toksyna, która niszczy wszystko. Efekty tego widzimy dookoła. Jakiś czas temu rozmawiałem z człowiekiem gdzieś tam na czacie, czy jakoś tak, była rozmowa w radiu, na Fali parę dni temu po jakiejś audycji i człowiek mówi, że jeżeli on zarobi, on się dorobi, będzie mieszkał w lepszym miejscu i tak dalej. I tak czytam tą litanię tych attachmentów, tych załączników, że jak będzie miał, to będzie. To dopiero wtedy będzie kimś, jak będzie miał. I tylko chłopak zapomniał, że nawet jak będzie miał tą kasę, to i tak dalej będzie pił tą samą gównianą wodę, która się bierze stąd, że taka jest nasza intencja budowania cywilizacji. Budujemy cywilizację, nie oglądając się na nasze zasoby i on dalej chce ją tak budować. Po prostu chłopak się nie zastanowił.
On myślał, że to jakiś postęp technologiczny, postęp cywilizacyjny, że my się rozwijamy, że ta cała technologia, to wszystko idzie naprzód, że to w ogóle będzie lepiej. Tylko zapomniał chłopak, że po rozwoju tej zajebistej cywilizacji dalej nie ma czystej wody w kranie. A właściwie jeszcze gorzej. Jedzenie, które mu się serwuje, właściwie nie nadaje się do, jak to się po angielsku mówi human consumption, czyli do spożycia przez człowieka. Ja bym powiedział nawet do spożycia przez jakąkolwiek żywą istotę z powodu ilości zawartości detergentów w środku, różnego rodzaju dopalaczy. I ten człowiek naprawdę wierzy w to, że to, co robi, ma sens. Sam się zabija, produkuje toksyczny świat, ale gdzie on widzi swoją intencję? I czasami tak się zastanawiam. No właśnie, taka prosta sprawa, prawda? Znaczy nie zastanawiam się nad nikim, bardziej zastanawiam się nad swoją własną intencją czasami, gdzie ląduje w jakichś sytuacjach i okej, to teraz mam dwie opcje albo więcej opcji, albo 300 opcji, albo niezliczoną ilość opcji.
Ale jest zawsze jedna opcja, taka najważniejsza. To jest opcja związana z moją intencją, ze szczerością tej intencji. Z tą intencją, która nada sens i nadaje sens mojemu życiu, tak jak ma być. Otóż to. I do tego się to wszystko sprowadza. I taką refleksję mam na koniec. Także moi drodzy, jeszcze raz, żeby nikt z was nie zapomniał, jaki jest sens naszego życia. Jeżeli ktoś jeszcze nie wpadł na ten prosty wniosek, jeżeli to zajęło tyle lat, słuchajcie, to nie musicie już dłużej myśleć. Daję wam ten wniosek za darmo. Absolutnie.
Dzielcie się nim ze wszystkimi. Sens życia, nasz sens życia jest taki jak nasza intencja, której nadajemy samodzielnie kierunek. Taki jest sens naszego życia. A jaka będzie twoja intencja? I don't know. Czas pokaże. I czy będzie zbrodnicza, czy też będzie konstruktywna, czas pokaże. Za parę lat, nawet nie za parę lat. Jutro każdy z nas wstanie, obudzi się, wyjdzie na świat i spotka konsekwencje swojej intencji w postaci ludzi. Albo niektórzy może nawet jeszcze dzisiaj wyjdą z domu i spotkają konsekwencje właśnie swojej iluminacji, swojego oświecenia i swojej intencji w postaci tego świata dookoła.
I każdy z nas zobaczy, gdzie właściwie mieszka i co go otacza. I co ma w środku, co jest w środku tej głowy, jaka tam jest intencja. Otóż to. I to tyle mojego gadania na ten temat. Uff, to się nagadałem. Troszkę się przeciągnęło. Przy okazji, słuchajcie, zapraszam do archiwum Radia na Fali, radionafali.com, do pozostałych podcastów, audycji moich pozostałych kolegów tu nadających. Czyli oczywiście Etykiety Zastępcze i Czasnu, który zaraz się pojawi. W sensie premierowe odcinki o wieczorowej porze. Teorii Chaosu, która też jest w Radiu na Fali.
Konwentu Wiedzy Alternatywnej, materiału właśnie z owego ostatniego konwentu, który się pojawiał. Generalnie zajrzyjcie do archiwum, jest tam troszeczkę rzeczy do słuchania. Mam nadzieję, że sobie coś wybierzecie, coś, co będzie wam pasowało. Who knows? To jest wasza intencja. Tak samo jak moja intencja jest moją intencją, prawda? Dla niektórych przerażające. Niektórzy naprawdę się tego boją. Uwierzcie mi. Widziałem takich ludzi.
Może ty się boisz? Nie no, daj spokój, nie ma się czego bać. To jest nasza intencja. Jeżeli jest szczera, to naprawdę nie ma się czego bać. Otóż to. I tyle na dzisiaj, moi drodzy. Zatem dzięki wielkie za wysłuchanie kolejnego odcinka Hiperprzestrzeni i mojej opowieści o intencji, iluminacji i takich tam warsztatowych historiach. Dzięki wszystkim mecenasom za wspieranie Radia na Fali. Dzięki ci, mecenasko. Dzięki ci, mecenasie.
Peace and love. Dzięki temu można szerzyć tą herezję. I pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchających tego offline, jako że nie możecie tu być razem ze mną. Trzymajcie się i do usłyszenia następnym razem w kolejnym odcinku Hiperprzestrzeni w radionafali.com.