[00:37] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Po kilku miesiącach przerwy powracamy z nowymi debatami ufologicznymi online na antenie Radia Paranormalium. Witamy wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Nafani i wszystkich innych serwisów i stacji radiowych, w których nas słychać. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Będę obsługiwał, jak zawsze, debatę ufologiczną od strony technicznej, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Damian Trela. Witaj, Damianie.
[01:07] - Witam serdecznie.
[01:08] - Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Witaj, Arku.
[01:12] - Witaj, dobry wieczór wszystkim.
[01:14] - Znany i lubiany Chris Niekina, autor audycji „Paralaxa” oraz redaktor serwisu nowaatlantyda.com. Witaj, Chrisie.
[01:22] - Dobry wieczór.
[01:23] - Mam nadzieję, że pokona za chwilę problemy techniczne i dołączy do nas również Piotr Cielebiaś z portalu INFRA i czasopisma „Nieznany Świat”. Debatę oczywiście jak zawsze realizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można również się z nami kontaktować poprzez Facebooka na kontach Radia Paranormalium, portalu INFRA, a także w grupie tematycznej czytelników „Nieznanego Świata”. Jesteśmy również od niedawna obecni na Twitterze na koncie Radia Paranormalium. Oczywiście mamy także e-maila: radio@paranormalium.pl. Dużo mamy tych kontaktów, ale w dzisiejszym internecie trzeba trzymać kontakt z odbiorcami na wszystkich frontach.
Tak więc można do nas pisać. Można zadawać pytania, komentować przebieg dyskusji. A w międzyczasie dołączył do nas Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[02:39] - Witam wszystkich. Skype mi coś nie chciał odpalić, ale już jestem.
[02:43] - Bardzo się z tego powodu cieszymy, że już do nas dołączyłeś. Przejdźmy może od razu do tematu dzisiejszej audycji. Dzisiaj będziemy podsumowywać to, co się działo w ufologii przez ostatnie lata. Panowie, od końca ostatniej debaty minęło trochę czasu i zanim wejdziemy mocno w kolejne tematy, postanowiliśmy zrobić przegląd wydarzeń na polu ufologii z ostatnich kilku lat. Jesteśmy świadkami coraz dziwniejszych sensacji, a z drugiej strony pojawia się coraz mniej konkretów. Czy to znaczy, że ufologia umiera? Czy doniesienia pojawiające się w necie są w ogóle cokolwiek warte? Piotrze, jak sądzisz?
[03:21] - Ja może jeszcze tak tytułem wstępu. Miło się spotkać może nie po roku, ale rok temu zaczynaliśmy z debatami. To się okazał świetny pomysł. Dostaliśmy bardzo dużo pokrzepiających informacji o tym, że się to podoba i tak dalej. Musicie państwo wiedzieć, że ogólnie nasza działalność w debatach ufologicznych, może właśnie dlatego to jest takie fajne, że to wszystko się dzieje spontanicznie i na żywo. My się nie przygotowujemy za bardzo do tego wszystkiego. Mówimy z głowy. Nie brzmimy jak Piotr Kraśko, ale jest ciekawie. Zawsze się pojawia jakaś burza mózgów. Jeszcze chcę tylko dodać na początku, że dzisiejsza audycja jest taka trochę podsumowująca, startowa, pilotażowa.
Natomiast już może nawet za tydzień zaczynamy z grubej rury. Na stronie Radia Paranormalium są tematy. Tych tematów jest 25, czyli akurat na drugą serię audycji. Prosimy też wszystkich, żeby podsyłali własne propozycje tematyczne na może kolejne serie. Dzisiaj powiemy tak troszeczkę ogólnie o tym wszystkim, a jak mówiłem, w kolejnych tygodniach będziemy uderzali z grubej rury i będą tam takie tematy, jak dzisiaj wymyśliliśmy z Markiem na przykład hybrydy, szaraki, implanty, milabs. To wszystko, o czym nie powiedzieliśmy do tej pory. Także serdecznie zapraszam na kolejne odcinki. Ale przechodząc do meritum, rzeczywiście ta audycja miała być poświęcona wydarzeniom z tego roku. Natomiast kiedy tak się przyjrzałem im wszystkim całkiem niedawno, to się okazało, że tak naprawdę to w tym roku nie działo się zupełnie nic. Takie naprawdę duże przypadki.
Chociaż mamy w tym roku ten ciekawy incydent z tym nagraniem z Portoryko, o czym jeszcze będziemy może mówić, który w jakimś tam stopniu rzeczywiście jest ciekawy, chociaż rodzi się koło niego taki trochę niezdrowy szum. Natomiast ostatni duży incydent to są dopiero światła nad Stephenville, a to było kupę czasu temu. To były słynne obserwacje z lotniska O'Hare. To było na początku XXI wieku. Mieliśmy po drodze jeszcze takie relacjonowane przez prasę przypadki, które też miały jakiś tam stopień wiarygodności. Natomiast cały czas jesteśmy zalewani w zasadzie co dzień jakimiś bzdurami. Nie oszukujmy się, bzdurami. Jakimiś zdjęciami much, jakimiś pierdołami.Na pierwszy rzut oka widać, że to są historie niewiele warte. Wiele osób to zauważyło i często spotykam się z pytaniem, czy to, co w ufologii było najlepsze, już minęło. Uważam, że i tak, i nie.
Wiele osób się ze mną nie zgadza w kwestii, o której zaraz powiem. Dla niektórych jest to zbyt obrazoburcze i kontrowersyjne. Natomiast mnie się wydaje, że ufologia się zmieniła. Może nie ufologia jako ruch, ale pole zainteresowania ufologii, czyli te przypadki po prostu są inne teraz niż były. Można to bardzo łatwo zauważyć, ale za chwilę o tym powiem. Co jakiś czas obiekty czy kontekst spotkań z UFO zmienia się. Jeżeli spojrzymy na lata 40., 50. to była epoka klasycznych latających talerzy. Potem mieliśmy przejście w kierunku innych form. Pojawiły się latające trójkąty.
To się wszystko pojawiało rzutami. Potem mieliśmy klasyczną epokę spotkań z humanoidami, incydenty wysokiej dziwności. Natomiast obecna ufologia nie charakteryzuje się niczym oprócz zwiększonej ilości obserwacji latających trójkątów. Natomiast nie ma prawie spotkań z humanoidami. To jest dziwne, prawda? Nie ma takich przypadków jak Travis Walton, nie ma takich przypadków jak Hillowie, jak Andreassonowie, jak Wolski. To rzeczywiście dziwi. Wiele osób mówi, że po prostu bum już minął. Sugeruje to, że to wszystko było uzasadniane inaczej niż realnością tych przypadków. Natomiast mnie się wydaje, że to zjawisko ewoluuje i wcale nie przeminęło.
Zaskakuje nas teraz pewnymi nowymi formami. O tym za chwilę powiem. Te nowe formy mogą nie zawsze być podobne do tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. A to dlatego, że moim zdaniem zjawisko UFO to nie są w 90% kosmici, tylko to jest nieznane nam zjawisko paranormalne, które mieszka z nami tutaj. Natomiast istnieje mały procent obserwacji, który rzeczywiście może dotyczyć wizytacji pozaziemskich, natomiast jest on niewielki. To są te przypadki, w których nie ma wysokiej dziwności. To są te przypadki, które na przykład obejmują obserwacje jakichś sond czy robotów, jak powinni wyglądać odwiedzający nas kosmici. Natomiast reszta to mogą być emanacje jakiegoś tajemniczego systemu albo przybysze, jak twierdzą niektórzy, z paralelnych wymiarów. I właśnie tutaj tkwi klucz, bo nagle się okazuje, że ufologia przeszła do badania tych sfer, jak inne rzeczywistości, jak równoległe wymiary bytu. Chociaż nie lubię słowa „równoległe wymiary” czy „inne wymiary”, dlatego że to też jest dość duża nieścisłość, ale o tym za chwilę powiem, może jak będzie okazja.
I o to mi chodziło, że ufologia może nie umarła, natomiast skończył się pewien okres, bo przez kilkadziesiąt lat badań, w zasadzie od lat 40., 50. nie poczyniono wielkich postępów w rozumieniu tego zjawiska. Tutaj czytam informację od Eveliosa, ale nie za bardzo rozumiem. Ktoś nam zadał pytanie pierwsze, ale może za chwilkę do niego przejdę. Szczerze mówiąc zapomniałem, o czym mówiłem. W każdym razie ufolodzy doszli do ściany poznania. Okazało się, że UFO jest. Jest ciekawe, okej, ale my nie wiemy, co to jest i się nigdy nie dowiemy, co to jest, dlatego że ono zawsze ucieka. To jest zjawisko pełne wewnętrznych sprzeczności i jest tak zaprojektowane, żebyśmy je wiecznie gonili. To, co za tym stoi, nie chce być rozpoznane, natomiast chce się pokazywać.
To jest dziwne. Wiele osób może tego nie zaakceptować. Osoby, które zostały wychowane na „Roswell” i „Archiwum X” powiedzą, że to niemożliwe, przecież to są wszystko kosmici. Natomiast prosta analiza tego zjawiska pokazuje, że jest inaczej i ufolodzy, nawet ci, którzy wierzą w hipotezę o pozaziemskim pochodzeniu tych obiektów, zdają sobie podświadomie sprawę, że w tym tkwi coś innego. Zatem ufologia nie umarła. Po prostu musi albo już zwraca uwagę na pewne teorie traktowane do tej pory po macoszemu. Są też inne problemy. Jednym z tych problemów jest to, że większość organizacji nie współpracuje ze sobą. Tak naprawdę mamy dużo organizacji ufologicznych na świecie, natomiast nie mamy żadnej wymiany informacji. Na przykład w Europie nie ma absolutnie żadnej wymiany informacji między ufologami.
To, co funkcjonuje w powszechnym obiegu, jest głównie z języka angielskiego. Natomiast istnieje taka grupa jak Euro UFO, nieformalna grupa badaczy, do której też należę, którzy się wymieniają informacjami. Natomiast tak naprawdę tego nie robią, bo im się nie chce. Po prostu musieliby tłumaczyć wszystkie swoje raporty z języków narodowych na angielski. I to jest też ogromny problemMyślę, że jeden z głównych, który powoduje, że wielu osobom się wydaje, że tak naprawdę się nic nie dzieje. A uwierzcie mi, że się dzieje. Tak jak ktoś mieszkający w Niemczech, patrząc na Polskę, na polskie media, może powiedzieć, że w Polsce, w polskiej ufologii się nic nie dzieje, bo nie słychać o tym w mediach w ogóle. Natomiast mieli przecież przez tyle lat, przez ostatnie pięć lat tak spektakularne przypadki i po prostu nie mieliśmy czasu, żeby o nich napisać coś na Zachód. Raz żeśmy to zrobili z Michałem Kuśnierzem, chyba w tamtym roku. I to są takie problemy, które tą ufologię toczą.
A się rozgadałem, rozgadałem trochę za długo. Oddaję głos Damianowi Treli.
[13:14] - Piotrze, przyznaję ci rację. Absolutnie w ostatnim czasie dzieje się tyle, co nic, bym powiedział wręcz. Szczególnie przez ostatni rok. Ale w ogóle jak popatrzymy na te statystyki nawet z punktu polskiej ufologii, to jest taka trochę równia pochyła przez ostatnie 10 lat, bo ilość tych obserwacji, tych incydentów, która wpływała do ufologów, z każdym rokiem była coraz mniejsza. W tym roku mam wrażenie, że możemy na palcach policzyć, ile było różnych zdarzeń, które wpłynęły czy to do mnie, czy do innych osób, którzy tak samo jak ja zajmują się dokumentowaniem takich relacji. Ale czy to faktycznie oznacza, że ta ufologia umarła? Myślę, że nie. I tutaj też ci przyznaję rację, Piotrze, że jest to pewien taki zastój, który być może też coś oznacza, bo jak wiemy, to zjawisko potrafiło pojawiać się falami. Mieliśmy różne fale na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci i w chwili obecnej być może jesteśmy w fazie takiego zastoju, a to zjawisko być może się znowu uaktywni. Nie wiemy kiedy, ale patrząc na poprzednie dekady, to nie da się ukryć, że tak było.
Mieliśmy na przykład falę na przestrzeni końca lat 80. i 90., po czym był dosyć długi zastój, trwający kilka lat. Tych relacji wtedy, w tamtych czasach, na początku lat 90., też niewiele wpływało. Później się to troszeczkę zmieniło, więc myślę, że może jesteśmy w tym samym etapie historii. Ale faktycznie, jak spoglądamy na te relacje, które teraz wpływają, w większości są to obserwacje dalekie. Nie są to bliskie spotkania, te klasyki ufologiczne, które tak bardzo lubimy, a których było mnóstwo jeszcze w XX wieku, czy to w Polsce, czy w ogóle za granicą. I faktycznie ma się takie nieodparte wrażenie, że to zjawisko przeszło taki etap ewolucji, że teraz być może będziemy mieli do czynienia z czymś zupełnie innym. Mamy dużo relacji dotyczących obiektów w kształcie trójkątów, delty. Tak jak wspomniałem, są to przeważnie dalekie obserwacje, a więc świadkowie obserwują takie obiekty z dosyć dużej odległości. Mało jest relacji, gdzie dochodzi do obserwacji jakichś istot humanoidalnych, gdzie, jak wiemy, w tamtych czasach, w czasach XX wieku, tego było sporo, więc zjawisko dalej pozostaje nieuchwytne.
Wiedza, jaką wyciągnęliśmy z tych relacji, z tych raportów, jest ciągle w powijakach. Spore grono ludzi dalej kategoryzuje je jako zjawisko pozaziemskie. Wszystko wskazuje na to, że jednak jest inaczej. I czekamy, co będzie dalej tak naprawdę. Co przyniosą następne lata.
[16:05] - Może teraz Arek Kocik. Arku?
[16:07] - Tutaj zgadzam się z moimi przedmówcami, jeżeli chodzi o ocenę tego zjawiska do tej pory. W sumie można by powiedzieć, że to, co napisał Allan Hynek w swojej książce podsumowującej jego działanie w projekcie Blue Book, to w zasadzie na tym całą ufologię można zakończyć. To jest po prostu wszystko, co może być. Wszystkie doniesienia, które są, były rzetelnie sprawdzone, wywiady przeprowadzone. I to było to. Minęło od tego czasu 50 lat. Jesteśmy w tym samym punkcie. Dalej czegoś tam szukamy, zbieramy te informacje, ale one specjalnie wbrew pozorom nie różnią się od tych doniesień, które były wcześniej i naprawdę są tylko troszeczkę bardziej ubogie. Natomiast czy doniesienia pojawiające się w internecie są coś warte? Podobnie jak w gazetach niegdyś też były takie rzeczy, które liczyły tylko na sensację i w zasadzie nic z nich nie było i być może były wymyślone przez dziennikarzy.
Tak i w internecie, żeby zasłynąć, żeby mieć jakąś tam ilość kliknięć, lajków czy czegokolwiek innego, robi się jakiegoś tam dziwnego fake'a i wtedy wychodzi, że jesteśmy fajni i w ogóle, bo zobaczcie, udało nam się oszukać takie gremio, takie grono ludzi, badaczy. Ale przy kontaktach, tak jak jeździmy i rozmowa z konkretnymi osobami, i to, co my publikujemy w Warmińsko-Mazurskiej Grupie Ufologicznej, to jest sprawdzone przez nas i w jakiś tam sposób podobnie robi Arek Miazga, też sprawdza, jeździ, Damian, i też umieszcza takie rzeczy, takie informacje w internecie, więc one owszem, myślę, że są dużo warte. Natomiast już wspomniany Hynek mówił, że same zdjęcia bez kontaktu z osobami, które to przeżyły, które zrobiły te zdjęcia, są niewiele warte, bo zawsze można coś zrobić takiego, żeby to zdjęcie podrobić w jakikolwiek sposób. Także nic się w kwestii samej ufologii, zbierania materiałuW sumie nic się nie zmieniło przez tyle czasu. Mamy tylko większy wgląd w to, jak wielka jest różnorodność tego zjawiska, tych incydentów. Jeszcze długi czas będziemy mieli co badać, co zbierać do kupy, a być może uda się w jedną sensowną teorię to wszystko kiedyś połączyć.
[19:05] - Krysie?
[19:06] - Ja tu dostrzegam pewien paradoks w całym zjawisku. Zauważmy, mamy wysyp najrozmaitszych sytuacji, kiedy ludzie widzieli UFO, kiedy kontaktowali się z rzekomymi istotami pozaziemskimi. Wszystko to jest w latach, nazywam to latami analogowymi, kiedy praktycznie środków, nośników technologii było bardzo mało, były niewygodne do przenoszenia i polegaliśmy na ludzkim słowie, na opowieści, ewentualnie bardzo rzadkich fotografiach. Dziś jesteśmy w czasach, kiedy każdy ma przy sobie w telefonie aparat fotograficzny, może nakręcić filmik, może nagrać całą sytuację, może momentalnie skontaktować się przez internet z innymi ludźmi i na przykład jeżeli zjawisko trwa dłużej, może ono być obserwowane na kilku kontynentach jednocześnie, bo można to filmować i zrobić stream, który będzie widzialny dla wszystkich innych. I nagle, mając do dyspozycji tego typu niesamowite technologie osobiste, tego nie ma. Urywa się to, znika, czegoś takiego nie widzimy, nie obserwujemy, a za to najczęściej w necie widać najrozmaitsze produkcje, lepsze lub gorsze, w wielu przypadkach powiedziałbym na bardzo profesjonalnym poziomie zrobione, ale przez to też mało wiarygodne. Kiedy na przykład obserwujemy, że jakaś grupa pięknie ułożonych i sfilmowanych kosmitów wysiada z jakiegoś statku i podąża dokądś albo oglądamy rozstępujące się niebo, z którego ląduje wspaniały, rozświetlony jak dyskoteka statek kosmiczny, to wszystko od razu, oczywiście zdajemy sobie sprawę, że jest to fejk. Po chwili staramy się o tym zapomnieć i nikt sobie tym głowy w zasadzie nie zawraca. Ale to wszystko razem jako całość tworzy pewien nowy fenomen, nowy smak ufologii, która według mnie dzisiaj przeżywa pewien kryzys, albo jest w takim punkcie zwrotnym, że musi zmienić swoje podejście do zjawiska i musi zmienić też swoje metody. Dlatego, że metody, które były dobre przez ostatnie 50 lat, są już niewystarczające dzisiaj.
Już dziś nie wystarczy opowieść. Dziś zdjęcie czy film jest czymś właściwie bardzo mocno podejrzanym, nie jest żadnym dowodem, wręcz przeciwnie. Każdy, kto na to patrzy, szuka, gdzie jest tego słaby punkt i stara się znaleźć ten moment, który wskaże, że zostało to zrobione specjalnie, że jest to oszustwo w nie wiadomo jakim w zasadzie celu. To doprowadza do jeszcze jednego wniosku. Oznacza to, ponieważ jest to skala masowa, globalna podejścia do zjawiska UFO, że od jakiegoś czasu ktoś usilnie na tym pracuje, żeby ufologię do parteru sprowadzić i rozłożyć ją kompletnie na łopatki. Znając wielu ludzi, którzy na przykład zajmują się tworzeniem najrozmaitszych produkcji filmowych, nagle zdałem sobie sprawę, że nie aż tak wielu z nich jest w stanie stworzyć coś, co jest na poziomie obecnych filmów Hollywood. Tymczasem w internecie takich filmów się wręcz roi i są to osoby, które najczęściej ukrywają się pod pseudonimami. Wspominałem o tej historii i mówiłem o mojej podejrzliwej teorii, że ktoś usiłuje to zjawisko nie tyle ośmieszyć, co praktycznie wyeliminować, sprowadzić je do skraju ludzkiego zainteresowania i uznać je nawet nie za sensację sezonu ogórkowego, a jakąś dziwną, niegroźną zabawę ludzi, którzy tak naprawdę nic więcej nie mają do roboty, więc opowiadają jakieś historyjki o kosmitach. Myślę, że jest to związane z tym, że jeżeli ktoś rzeczywiście się tym zajmuje i jeżeli rzeczywiście jest tak, że ktoś stara się kontrolować te wszystkie informacje, te filmy, te wszystkie przekazy, jakie pojawiają się w necie i jedne z nich kompletnie dyskontować, inne reklamować, ale w taki sposób, że właściwie nie pozostawiają one większej refleksji, to sugeruje, że ta kontrola ma sprawić, że cały ten proces będzie w jakiś sposób nam wydzielany, reglamentowany. To oznacza też dla mnie to, że komuś bardzo zależy na tym, żeby sposób myślenia i patrzenia na UFO, ufologię, na zjawiska paranormalne czy jakieś historie, które bardzo trudno jest wytłumaczyć z prostego czy naukowego punktu widzenia, żeby to, co będzie wynikiem wniosków ludzi, którzy będą takie zjawisko obserwować, nie poszło zbyt daleko, żeby ten cały proces był utrzymany w pewnych określonych karbach, w jakimś jednym ściśle określonym celu, którego być może w tej chwili my sami nie dostrzegamy, a dostrzeżemy to na samym końcu.
Myślę, że kryzys ufologii polega na tym, że być może zaczynamy kręcić się w kółko z tego względu, że ktoś chce, żebyśmy się kręcili w kółko, badając to zjawisko i ktoś już doprowadził do tego, że nawet najlepsze i najciekawsze odkrycie właściwie nie zrobi na nikim większego wrażenia. Co oznacza, że chyba jest czas już najwyższy znaleźć jakieś nowe metody i nowy sposób, żeby wyjść z tego impasu.
[24:41] - Dziękuję.
[24:42] - Dziękuję. Wiem, że Damian ma ograniczoną ilość czasu i wiele osób się zastanawia nad tym, co powiedział Chris, czyli nad tym, dlaczego w zasadzie z lat 50. było takie mnóstwo zdjęć niezidentyfikowanych obiektów, a teraz jest, powiedzmy ubogo. To też nie jest tak do końca, bo zdjęcia UFO, które są godne uwagi tak naprawdę w ostatnich latach wykonano sporo, nawet w Polsce. I ja mam pytanie takie może do Chrisa. Nie do Chrisa, bo wiem, że Chris, jak pewnie wiecie, mieszka za oceanem i do niego skieruję pytanie to samo, tylko troszkę zmodyfikowane. Panowie, wiele osób się zastanawia właśnie nad tymi zdjęciami. I teraz, czy jesteście w stanie powiedzieć, czy w ostatnich, dajmy na to 15 latach trafiło w wasze ręce zdjęcie, które byście z czystym sercem polecili jako potencjalny dowód na... albo nawet nie dowód, tylko jako coś, czym ufologia powinna się zająć. Mieliśmy to zdjęcie z kopalni miedzi w Kolałasi.
Mieliśmy parę lat temu fajne zdjęcie takiej latającej sondy, które otrzymał Arek Miazga. Niestety nie było dość wyraźne. Dlatego też Damianie, czy przypominasz sobie, czy w ostatnich 15 latach w Polsce pojawiły się jakieś ciekawe zdjęcia NOLI?
[26:30] - Mówiąc krótko, nie było ich zbyt wiele. Ostatnio chociażby wpłynęła do mnie informacja od mojego informatora z Dolnego Śląska, z miejscowości Godzięcin, który regularnie obserwuje niebo i często fotografuje, robi nagrania, niejakiego Irka Krokowskiego. Jemu się ostatnio udało coś nagrać na kamerę i przy okazji zrobić też zdjęcia temu zjawisku. Może nie jest to spektakularne, bo na zdjęciu widać po prostu szereg ułożonych świateł. Tylko co jest ciekawe, on zjawisko widział w postaci punktu świetlnego, który pojawiał się i znikał w różnych obszarach nieba, a kiedy udało mu się go uchwycić na kamerę, na zdjęciu było widać tak naprawdę rozszczelnienie różnych punktów świetlnych, jakby taki pierścień świateł. Będę na temat tej sprawy pisał niebawem na swoim blogu, ale jeśli sięgam pamięcią na temat zdjęć takich już powiedzmy bardziej klasycznych, gdzie faktycznie widać coś w postaci obiektu niezidentyfikowanego za dnia, przychodzi mi na myśl zdjęcie, które kiedyś, jeszcze za dawnych czasów badałem, jak jeszcze działałem w klubie LKPN Kontakt w Legnicy. To było zdjęcie, które wykonał pewien mieszkaniec spod Głogowa w 2001 roku. Też na ten temat zresztą pisałem jakiś czas temu na swoim blogu i to zdjęcie zamieszczałem. Jemu się udało zaobserwować taki ciekawy obiekt. To zdjęcie zresztą bardzo przypomina takie bardzo stare zdjęcia polskie, chociażby z Muszyny, gdzie widać właśnie obiekt w kształcie kapelusza.
I on też widział taki obiekt, który wyglądał dosłownie jak klasyczny kapelusz. Tak go widział i tak go też uchwycił na zdjęciu. To były czasy, kiedy jeszcze nie wszyscy posiadali aparaty cyfrowe. One dopiero pomału zaczynały wchodzić, jak wiemy. Wtedy akurat on zrobił zdjęcie przy użyciu aparatu na kliszę i udało mu się uchwycić właśnie taki obiekt na pięknym błękitnym niebie w kształcie kapelusza. I wydaje mi się, że to jest jedno z takich ciekawszych zdjęć z ostatnich 15 lat. Nic poza tym w zasadzie mi nie przychodzi do głowy, bo mamy lata 90. Oczywiście tam było wiele innych, ciekawszych zdjęć, ale z tych ostatnich 15 lat to raczej niewiele było takich, które faktycznie by się rzuciły w oczy i były czymś takim niezwykłym.
[29:03] - Ja na przykład doszedłem do wniosku, że otrzymywaliśmy swego czasu dosłownie mnóstwo zdjęć, na których były obiekty, których ktoś nie widział na przykład, ale które kojarzyły się z UFO. Kiedy się oczywiście robiło przybliżenie, okazywało się, że to ma takie dziwne odnóża, czyli skrzydła. To było wszystko w większości ptakami lub robakami. Oczywiście ten wizerunek był czasami bardzo sugestywny. Nie ukrywam, że sam się na początku tej ery cyfrowej kilkakrotnie łapałem na to, że jakiś tam ptak mógł być latającym spodkiem. Przyznaję się do tego, ale muszę powiedzieć, że była jedna historia, która strasznie mnie zaskoczyła. To było bodajże w roku 2006. Otrzymałem od pewnego mieszkańca Drohiczyna. Nie pamiętam, czy on był mieszkańcem, ale zdjęcie było z Drohiczyna. Przedstawiało jakiś miejscowy zabytek, bodajże pałac czy kościół.
Chyba kościół. To była seria zdjęć, wiecie. I on tego nie widział. Natomiast tylko on nie pozwolił tego publikować. Niestety musicie mi wierzyć na słowo. On na tych zdjęciach uchwycił coś, co wyglądało jak jakieś dziwne przebarwienie nieba i z tego przebarwienia nieba, wyobraźcie sobie, wyłaniało się coś, co wyglądało jak wypisz, wymaluj latający spodek. To była najdziwniejsza sytuacja, z jaką się spotkałem. Ten szaciec się nie zgodził na publikację. Nie wiem czemu. Jeżeli nas słucha, to mam nadzieję, że się zgodzi.
Ja pamiętam jeszcze takie nagranieZ jakiejś miejscowości pod Łodzią. To było nagranie bardzo słabej jakości, niestety. Sprzed kilku lat, kiedy pracownicy jednego z zakładów widzieli obiekt, który nad nimi przelatuje. Niestety nagranie bardzo słabej jakości, po prostu coś białego u góry. Prawdopodobnie właściciel zakładu wprowadził jakieś reperkusje za mówienie o tym. Dlatego nikt się nie wychylał. Ja otrzymałem tę relację od jednego z pracowników. Można to zresztą znaleźć w tym rocznym spisie na naszej stronie. Tych zdjęć w ostatnich latach trafiało do nas sporo. Na przykład ostatnio otrzymałem serię wręcz kilkudziesięciu fotografii nieznanego zjawiska świetlnego.
Nie wiem do końca, co to było. Z Opolszczyzny, z okolic Nysy. Ciekawe. Natomiast każdy wymaga, żeby to były jakieś zjawiska spektakularne. W tym przypadku było to po prostu światło. Dlatego moim zdaniem, jeżeli zaliczymy do tego wszystkie światełka latające i tak dalej, to tych zdjęć z tej 15-latki rzeczywiście było dużo. Pamiętajmy, że wiele z tych przypadków rzeczywiście było interesujących. Ale Arku, jak to tam na Warmii i Mazurach było? Czy przypominają ci się jakieś fotografie, które można powiedzieć, że były interesujące?
[32:23] - Tak, oczywiście. Mamy całą serię zdjęć z miejscowości Budniki, z tego, co pamiętam w tej chwili, gdzie pani widziała srebrzysty obiekt, który leciał i robiła mu zdjęcie. To nie było przez przypadek. Zrobiła sekwencję zdjęć. Wyszła przed budynek i jeszcze robiła, także się powoli przemieszczało. To jest na naszym blogu. Innym takim przykładem jest zdjęcie Arka Miazgi. To, które jest u niego jako zdjęcie główne. To zdjęcie badałem troszeczkę i tam jest właśnie taki świecący obiekt. Dlaczego ważne jest to, że ten obiekt jest faktycznie w tym miejscu i że to nie jest nic innego, to nie jest jakieś odbicie w szybie?
Cienie, które się układają w budynkach widocznych w tle na kominie są takie, jakie powinny być, gdyby ten obiekt znajdował się mniej więcej w tamtym miejscu. Do tego jeszcze, jeżeli ten obiekt poddałem procesowi wyeliminowania poszczególnych widm, temperatury kolorów i tak dalej, wyszło, że tam po prostu coś jest. To nie był jeden punkt, który świecił, tylko to było coś, co miało przebarwienia, czyli ta barwa światła była różna w różnych miejscach i to się układało w jakiś sposób. Innym jeszcze przykładem jest to zdjęcie, które wykonali policjanci, które Infra dała. Muszę powiedzieć, że to jest bardzo ciekawe zdjęcie. Ja na to zdjęcie bardzo długo patrzyłem i próbowałem coś z niego zrobić. Wydawało mi się, że taki odbłask był koloru niebieskiego lekko, że to jest po prostu odbicie w szybie z tego obiektu i nic się nie da zrobić. Ale jeżeli się dołączy do tego opis tego, co ci policjanci widzieli w momencie robienia tego zdjęcia, że ten obiekt oświetlał ziemię w tym miejscu, w tym momencie, to nie będziemy widzieli źródła światła, tylko właśnie ten wielkości boiska do piłki nożnej oświetlony teren. I właśnie ten teren to jest to odbicie, które wtedy było widać na tym zdjęciu. Tak mi się wydaje przynajmniej.
Także to jest następne takie zdjęcie. Oni przecież widzieli latający spodek, który oświetlał ziemię pod spodem. I to nie jest stara historia wcale. Do tego jeszcze mieliśmy zgłoszenie obserwacji radarowej, z tym że obserwacja, nie zdjęcie. Takich rzeczy jest dosyć dużo. Zwłaszcza jak jeździmy, rozmawiamy z ludźmi, to mamy. Zdjęcia są rzadkością, trzeba przyznać. Niemniej jednak to zdjęcie z Budników to jest po prostu srebrzysty obiekt. Tego się nie da z niczym innym pomylić. Nie samolot, nie szybowiec, nic.
Po prostu nisko lecący srebrzysty obiekt. I tyle. Dziękuję.
[35:50] - Ja jeszcze bym dorzucił do wątku, który tutaj poruszamy, jeśli chodzi o zdjęcia. Przyszła mi na myśl też pewna historia, którą ja osobiście analizowałem. Akurat to nie były zdjęcia, ale nagranie. I to było bardzo ciekawe nagranie, też z bardzo odległych czasów, bo z 2001 roku w Polkowicach. Pewnej osobie udało się nakręcić na kamerę bardzo ciekawy obiekt, który leciał na dosyć dużej wysokości. On przemieszczał się mniej więcej na wysokości pułapu samolotu, co zresztą udało się też na nagraniu uchwycić. Z naprzeciwka było widać, jak leci samolot pasażerski. Ten obiekt sobie sunął po linii prostej, wpadł w chmury w pewnym momencie, przeleciał dalej. W zasadzie było widać na nagraniu, że mijał samolot z odległości kilku, kilkunastu kilometrów, a więc teoretycznie wzrokowo pilot mógł widzieć ten obiekt. I później, gdy analizowaliśmy to nagranie
[36:51] - Bo tak naprawdę na nagraniu widać punkt, który też odbijał światła słoneczne, a więc wydawał się być metaliczny, ale po analizie okazało się, że miał kształt klasycznego spodka, bo gdy zrobiliśmy powiększenia, gdy robiliśmy narzucenie różnych kolorów w programach, okazało się, że miał kopulasty kształt i był dosyć sporych rozmiarów, porównywalnych z rozmiarem samolotu pasażerskiego, który mijał obok. Więc to też jest ciekawa relacja, ciekawe nagranie z ostatnich 15 lat, jakby nie patrzeć.
[37:25] - To może teraz Chris.
[37:26] - Właśnie w kwestii zdjęć mam parę myśli, dlatego że wydaje się zazwyczaj, że fotografujemy to, co widzimy i właściwie zdjęcie jest odzwierciedleniem rzeczywistości wokół nas. Takie mam wrażenie, że chyba nie jest tak zawsze, a może nie w każdym przypadku. Zaczęło się to od momentu, kiedy zaczaiłem się bardzo dawno temu na ostatniego Concorda, który wystartował z Nowego Jorku i leciał do Londynu. Miał to być ostatni lot tego samolotu. Historyczny, piękny samolot, więc pomyślałem sobie, że bardzo chciałbym go jeszcze raz zobaczyć w powietrzu. Zrobiliśmy parę zdjęć, uzbroiłem się w teleobiektywy, w cały sprzęt. Pogoda była fantastyczna. Zasadziłem się na niego w Fort Tilden. To jest dość niedaleko od lotniska JFK, więc wiedziałem, że ten samolot jeszcze nie będzie zbyt wysoko, więc będzie w moim zasięgu, żeby zrobić mu fotografie. Ten samolot rzeczywiście wystartował.
Wszystko było zgodnie z planem. Dostrzegłem go w miarę szybko. Zacząłem robić mu zdjęcia i cały czas miałem wrażenie, że robię dobre fotografie. Widziałem ten samolot dokładnie. Wypełniał on praktycznie cały mój wizjer w aparacie. Pstrykałem zdjęcie za zdjęciem, bardzo podekscytowany, że mi się to udało, że nie było żadnych kłopotów. Wróciłem do domu i zacząłem oglądać to, co zrobiłem. Okazało się, że tak naprawdę sfotografowałem jakiś krzyżyk na niebie. I teraz taki rodzaj konfuzji nastąpił. Co się stało?
Przecież miałem wrażenie, że widziałem go dobrze. Myślę, że w jakiś sposób często nasze emocje związane z pewnym określonym zjawiskiem wpływają na to, co widzimy. Być może nie przez zaciemnienie tego, a wręcz przeciwnie. Po to, żeby na przykład wyostrzyć nasz sposób patrzenia, że widzimy więcej i lepiej. Natomiast fotografia w jakiś sposób nie jest w stanie tego oddać. I właśnie tu widzę pewien problem, dlaczego wiele z tych fotografii tak naprawdę nie robi już na nikim wrażenia. Bo są to te same fotografie, które robiono dawno temu z jakichś zamazanych świateł, zamazanych kształtów, zamazanych obiektów i trudno właściwie znaleźć coś nowego, interesującego. Ale z drugiej strony są sytuacje przypadkowe, gdzie czasami fotografuje się coś, o czym się nie ma pojęcia. Mój dobry kolega był na wycieczce ze swoją żoną w Arizonie. Akurat był w górach Cochise.
Wędrował sobie, fotografował sobie krajobrazy. Jest on absolutnym sceptykiem, za bardzo w UFO nie wierzy. Pstrykał sobie te zdjęcia. I któregoś dnia, niedługo po swoim powrocie zadzwonił do mnie, że ma dla mnie coś ciekawego, żebym zobaczył, co jemu się udało sfotografować. Przesłał mi to zdjęcie i na tym zdjęciu jest niemalże wyraźnie w świetle słońca na czystym niebie, z lekkimi zamazaniami, prawdopodobnie od prędkości migawki, która nie była zbyt szybka na tego typu zdjęcie, latający spodek, który ma metaliczny charakter. Takie ma się przynajmniej wrażenie. On nie jest jakimś specjalistą od elektroniki, także kompletnie wykluczam, że robił jakieś kombinacje po to, żeby zrobić mi jakiś żart. On powiedział, że nie miał pojęcia, że to w ogóle fotografuje. Nie miał w ogóle świadomości, że taki obiekt pojawił się na niebie. Pstrykał po prostu krajobraz, zdjęcie za zdjęciem.
Zazwyczaj klikał kilka ich naraz pod rząd, wierząc, że jedno z nich będzie miało absolutnie idealne warunki. I na jednym z tych właśnie zdjęć jest to, co nazwaliśmy wspólnie, że jest to latającym spodkiem, że jest to jakimś zjawiskiem, które jest niezwykłe, niecodzienne absolutnie. I zrobił je w takim momencie, że o tym absolutnie nie wiedział. Zdjęcie poprzednie, które zrobione było ułamek sekundy wcześniej, nie ma tego obiektu i zdjęcie po tym, które było robione w całej serii zdjęć również nie ma tego obiektu, tylko to jedno zdjęcie ma ten metaliczny obiekt. Tak że tak to wygląda. Powracając na chwileczkę jeszcze do emocji, które towarzyszą nam w obserwacji zjawiska. Ja też jestem wielkim miłośnikiem patrzenia na rozgwieżdżone niebo i mam takie wrażenie, że ono jest pełne życia. Ciągle się coś dzieje. Ja sam w ciągu ostatniego roku miałem co najmniej kilkanaście interesujących obserwacji, może nie będę ryzykował, że nazywały się one UFO, choć powinienem, bo przecież nie wiem, co to było. Więc w ramach definicji jest to UFO, to, co obserwowałem.
Ale być może to były na przykład jakieś sputniki czy inne tego typu historie. I kiedy rozmyślałem sobie o tym, jak to sfotografować czy jak to sfilmować, od razu przychodziła taka myśl, że w sfilmowaniu czegoś takiego będzie to po prostu kawałek światełka poruszającego się bardzo słabo świecącego gdzieś na jakimś niebie i tylko w sytuacji, kiedy jesteśmy w tym właśnie miejscu i dokonujemy tej obserwacji, towarzyszą temu emocje. Nie tylko robi to na nas większe wrażenie, ale jakby widzimy lepiej, w sposób bardziej doskonały.Czy zdajemy sobie sprawę z wagi tego zjawiska? W tym sensie, że wiemy, że mamy do czynienia z czymś absolutnie niezwykłym. Akurat w zeszłym tygodniu przydarzyła mi się taka historia, że popijałem kawę bardzo wcześnie rano. Słońce jeszcze nie zaszło. Była piękna gwieździsta noc i oczywiście gapiłem się w niebo i nagle po niebie zaczął przesuwać się taki rozświetlony punkt. Przesuwał się on bardzo szybko. Na początku myślałem sobie, że jest to jakiś może nisko lecący samolot, dlatego tak szybko pokonuje ten dystans, ale później okazało się, że chyba jednak nie, bo to coś było bardzo daleko i kiedy tak przemierzało sobie niebo przed moimi oczami w dość szybkim tempie, nie błyskawicznym, a bardzo szybkim, nagle w pewnym punkcie nieba rozbłysło, zgasło i taki maleńki, żarzący się punkcik rozpłynął się w czerni nocy. To też było coś absolutnie niezwykłego.
Pomyślałem sobie, w jaki sposób właściwie można byłoby z tego stworzyć dobry film bądź dobrą fotografię. Fotografię na pewno nie, bo będzie to tylko jedno z większych świateł na niebie, więc będzie wyglądało to jak helikopter, samolot lub cokolwiek innego, czy nawet świetlik. Filmik z kolei prawdopodobnie będzie miał tylko nieco lepszy efekt. Tylko ta gra świateł w naszej obserwacji, w połączeniu z naszymi emocjami, w jakiś sposób może wpłynąć na wagę tego zjawiska. Kiedy myślałem o tym, co to mogło być, takie mam wrażenie, że to, co właśnie widziałem, było prawdopodobnie jakimś sputnikiem, który akurat dotarł do punktu, gdzie jego baterie słoneczne trafiły właśnie w promienie słońca. Odbiły je i stąd był ten rozbłysk i to coś poleciało dalej. Kto wie, może to była stacja kosmiczna. Nie miałem już wtedy czasu sprawdzić, co akurat przelatywało nad głową, więc do dziś nie wiem i pewnie już się nigdy nie dowiem. Ale myślę, że nie powinniśmy zapominać o tym elemencie emocjonalnym każdej naszej obserwacji, że emocje dodają wagi takiej obserwacji, co zresztą widać doskonale na przykład w opisach tego typu zjawisk wśród ludzi, którzy nie mieli ze sobą nic do sfotografowania i tylko obserwowali zjawisko. Sam opis tej obserwacji jest o wiele bardziej szczegółowy i jest o wiele bardziej przekonywujący niż na przykład punkcik, który przemierza z jednego punktu do drugiego punktu gdzieś tam na niebie.
Nie ma w tym nic za bardzo fascynującego. Dziękuję. Taka uwaga.
[45:28] - Przejdźmy może teraz już do pytania numer dwa na naszej ściśle tajnej liście pytań. Damian ma niestety dzisiaj mocno ograniczony czas, dlatego pierwszego poprosimy o zabranie głosu właśnie jego. W ciągu ostatnich lat było wiele incydentów, w których UFO sprawiały problemy pilotom i kontrolerom lotu. Przypomnijmy choćby obserwacje nad Guernsey czy nad lotniskiem O'Hare. Czy to oznacza, że władze najbardziej zaawansowanych krajów powinny jednak podjąć badania nad UFO? Jak sądzisz, Damianie?
[46:03] - Przepraszam. Ja jeszcze dodam jedno pytanie dla Damiana, bo wiem, że to jest człowiek, który ociera się o lotnictwo cywilne. Damianie, pytanie, czy w swojej karierze zetknąłeś się na przykład z jakimiś relacjami od osób pracujących na przykład jako piloci czy kontrolerzy, czy w jakimkolwiek innym charakterze na temat UFO?
[46:32] - Może zacznijmy od tego, że generalnie środowisko pilotów, w ogóle środowisko, nazwijmy umownie, awiacji jest bardzo hermetyczne, zamknięte. Generalnie piloci bardzo często, jeśli nawet obserwują jakieś dziwne zjawiska na niebie, zwykle się z nimi nie dzielą. Nie dzielą się tymi przeżyciami z innymi. Często jest też nawet tak, że nie raportują tych zdarzeń, bo mają taką możliwość. Jest cała procedura składania takich raportów właśnie ze względów bezpieczeństwa poprzez swoją stronę pracowniczą. Te raporty później wpływają gdzieś dalej do różnych organów administracyjnych czy też międzyrządowych z działu lotnictwa. Ale przeważnie dzieje się tak tylko wtedy, kiedy faktycznie dochodzi do jakiegoś rażącego naruszenia bezpieczeństwa, jak miały miejsce różne incydenty, chociażby wspomniany w pytaniu incydent z lotniska O'Hare. Tu już nie mieliśmy do czynienia z jedną relacją świadka, pilota czy też dwóch pilotów, ale tak naprawdę był to cały sztab ludzi, pracowników lotniska, którzy obserwowali jedno i to samo zjawisko. Więc tutaj nie można było w żaden sposób zbagatelizować tego. Ale w większości dzieje się tak, że niestety piloci raczej unikają tych tematów, ale paradoksalnie również większe pole do popisu mają tak naprawdę zwykli pasażerowie linii lotniczych, bo pilot ze swojej pozycji, wykonując jakiś rejs od punktu A do punktu B, tak naprawdę przechodzi całą procedurę startu, żeglugi, a później lądowania.
Jest to skomplikowana procedura i bardzo często tak naprawdę nie ma paradoksalnie czasu czasami nawet spoglądać w niebo, bo jest albo wsłuchany w to, co mówi mu wieża kontroli lotów, albo jest wpatrzony w listę całych checklistów, które musi wykonać, przechodząc z danego pułapu na inny pułap w trakcie lotu. Częściej jednak słyszymy przeważnie od pasażerów o tym, że coś widzą, niż piloci. Ja osobiście mam jedną relację od pilota, która do mnie wpłynęła już parę lat temu. Mimo tego, że ja się staram czasami z pilotami rozmawiać na te tematy, ale generalnie oni pozostają niezruszeni. Mam taką relację, która akurat nie dotyczy Polski. Dotyczy rejonu Hiszpanii. Ja chyba nawet o niej wspominałem kiedyś na którejś z audycji, gdzie dwóch pilotów, wykonując rejs w okolicach Malagi
[49:11] - Z południe Hiszpanii zaobserwowali obiekt cylindryczny o kształcie cygara. Znajdowali się wtedy na pułapie około 10, 11 kilometrów nad ziemią, natomiast obiekt, który widzieli przed sobą, był na o wiele wyższym pułapie. Ja rozmawiałem z jednym pilotem, który zasugerował, że ten obiekt mógł być na wysokości nawet orbitalnej. Jeśli był na takiej wysokości, to był naprawdę olbrzymich rozmiarów. Oni go widzieli oczywiście w postaci małego punkciku, ale jeśli mówimy o takich odległościach, to rozmiar tego obiektu był fenomenalny. Co ciekawe, udało się pilotowi zrobić zdjęcie tego obiektu i nawet całkiem ładne zdjęcie mu wyszło, gdzie widać w tle wybrzeże południowe Hiszpanii i ten obiekt zawieszony gdzieś tam w górze. Zdjęcie jest dosyć ciekawe. Ja akurat nigdy go nie publikowałem. Może kiedyś opiszę tą sprawę, ale też tak naprawdę nie mam zgody pilota, aby to zdjęcie publikować. Musiałbym się do niego odezwać, a z tym kontaktem to może być różnie.
To jest tak naprawdę jedyna relacja, która do mnie wpłynęła w trakcie mojej kilkuletniej pracy w tej branży. Tak jak mówię, generalnie to jest tak hermetycznie zamknięte środowisko, że pewne informacje nie wypływają tak łatwo na zewnątrz. Dzieje się to częściej, gdzie właśnie jakiś pasażer podczas lotu uda mu się przypadkiem coś nagrać. I takich nagrań mamy całe multum na stronach YouTube, jak wiemy. Wiele z nich pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o ich wiarygodność. Ale wspominając o tym zdarzeniu z O'Hare z lotniska Chicago, to zdarzenie jest bez wątpienia spektakularne. Ono przeszło z dużym echem. Mieliśmy tam wielu świadków, pracowników lotniska. W ogóle takie zdarzenia mnie bardzo fascynują, chociażby z tego względu, że ludzie, którzy relacjonują je, a więc piloci, czy też inni pracownicy lotniska, mając jakąś wiedzę na temat lotnictwa, na temat samolotów i tak dalej, są w stanie pewne kwestie wykluczyć i dostarczyć do takiej relacji wiele bezcennych danych. Bo jak wiemy, przeważnie kiedy rozmawiamy z jakimś zwykłym świadkiem, który nie ma za bardzo pojęcia na temat lotnictwa, często wiele rzeczy przeinacza.
Natomiast tutaj relacje pilotów są bardzo bogate w informacje i to zdarzenie O'Hare jest szeroko opisane, jak wiemy. Nawet był na ten temat program dokumentalny. Zresztą chyba nie jeden. Podobno też, o ile dobrze kojarzę, były jakieś zdjęcia robione tego obiektu, który zawisł nad lotniskiem i unosił się przez kilka dobrych minut i spowodował zamknięcie lotniska na chyba dobre dwie, trzy godziny, bo taka jest zresztą procedura. Jeśli wieża kontroli lotów stwierdza obecność jakiegoś obiektu niezidentyfikowanego w przestrzeni w pobliżu lotniska, automatycznie włączają się wszystkie procedury bezpieczeństwa i lotnisko jest zamykane. I tak też się stało w tamtym przypadku. Ten obiekt wisiał. Widzieli go pasażerowie, widzieli go pracownicy lotniska. W pewnym momencie nagle wystrzelił w górę i zniknął. Tak się zwykle kończą takie obserwacje.
Także to zdarzenie jest bez wątpienia interesujące. Wspominaliśmy też, w pytaniu padło o zdarzeniu z Guernsey. To zdarzenie też chyba w tym czasie miało miejsce. Mniej więcej to był 2007 rok, gdzie piloci obserwowali obiekt, w zasadzie dwa obiekty, które wisiały nisko, znaczy nie nisko, ale znajdowały się blisko wybrzeża Wielkiej Brytanii. To był rejs małej linii lotniczej z lotniska, o ile dobrze kojarzę, z Southampton do Alderney. I oni właśnie na niewielkiej wysokości, bo chyba nawet wydaje się, było tam wysokość dwóch kilometrów nad ziemią, widzieli ten obiekt. Dwa obiekty olbrzymich rozmiarów. Bo jak piloci opisywali, a szczególnie jeden pilot tak naprawdę, który się odważył na ten temat mówić. Myślę, że odważył się tylko dlatego, że był zmuszony napisać raport. Bo jeśli widzieli to również pasażerowie i sprawa się rozdmuchała, to był zmuszony sporządzić raport, a w tym momencie otworzył mu się zwyczajnie usta i ta sprawa gdzieś wyciekła do mediów.
A przeważnie niestety wiele takich relacji gdzieś umyka i daję sobie rękę uciąć, że takich obserwacji jest cała masa, jeśli chodzi od strony pilotów. A to zdarzenie było ciekawe, bo te dwa obiekty miały olbrzymie rozmiary, były w kształcie jakby dysku i emanowały jasnym światłem. Obserwacja była za dnia, więc to też samo w sobie jest ciekawe. I oczywiście podczas kontaktu z wieżą kontroli lotów obiekty nie były widoczne na radarach. Więc to są takie interesujące zdarzenia, mnie one szczególnie interesują. Niestety jest ich niewiele, bo jak wspomniałem, środowisko jest bardzo zamknięte w sobie i wyciąganie takich informacji jest bardzo trudne.
[54:06] - Dziękujemy Damianie. Wiem, że masz ograniczony czas, dlatego chciałbym ci podziękować za dzisiejszą wizytę. Mam nadzieję, że będziesz tutaj zaglądał częściej na debaty, dlatego, że twój głos jest moim zdaniem kluczowy w tych audycjach. Chciałbym jeszcze powiedzieć jedną rzecz. Może nie jest związana akurat z dzisiejszym tematem, natomiast otrzymałeś jakiś czas temu bardzo ciekawą relację o takim spotkaniu wysokiej dziwności z miejscowości Huta. Ta historia jest jedną z najlepszych, jakie czytałem w ostatnich latach. Pokrótce powiem, że chodzi o spotkanie z jakimś dziwacznym humanoidem. Może takie nie do końca ufologiczne, bo nie występował tam żaden obiekt, natomiast wpisujące się w kwestie wysokiej dziwności. Wszystkim polecam lekturę tego artykułu na blogu Damiana „Czas Tajemnic”. Także serdecznie ci dziękuję i zapraszam.
[55:15] - Dziękuję serdecznie. W miarę oczywiście swojego czasu wolnego postaram się pojawiać się na naszych debatach. Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie i pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Do widzenia.
[55:26] - My również pozdrawiamy. Marku, mam taką prośbę, czy mógłbyś tą historię przemieścić na Facebooka dla naszych słuchaczy, dlatego, że ona jest naprawdę mocna. A my przejdźmy do kontynuacji tego pytania. Chris, rzeczywiście w ostatnich latach miały miejsce takie wydarzenia, które po raz kolejny kazały nam się zastanowić, czy aby te wiodące państwa na świecie, mocarstwa tak zwane, nie powinny odnowić zainteresowania zjawiskiem UFO. Mieliśmy te incydenty, o których mówił Damian. Mieliśmy kilka incydentów w Chinach, kiedy również lotniska były zamykane. Mieliśmy bardzo kontrowersyjne incydenty w Indiach, gdzie również na granicach kraju obserwowane były dziwne obiekty, które skłoniły nawet armię do jakiejś reakcji. I teraz pytanie, czy rzeczywiście jest szansa na to, żeby mocarstwa światowe, do których dołączają Chiny, Indie, także chociażby Brazylia jest takim aspirującym krajem. Czy one nie zmienią czegoś w naszym stanie wiedzy o UFO, tym faktycznym, tym, o którym mówił projekt Blue Book i wszystkie inne. Jednym słowem, czy jest szansa na to, by badania nad UFO z tego oficjalnego szczebla były kontynuowane?
Chris, czy jest szansa na to, że badania nad UFO na oficjalnym szczeblu zostaną wznowione w najbliższym czasie? Bo wiemy, że na świecie dochodziło do tych incydentów przeróżnych, które budziły obawy o kwestie bezpieczeństwa. Damian wspomniał o kilku tego typu przypadkach. Między innymi wiemy z prac Roberta Hastingsa, że te zdarzenia z obserwacjami UFO nad placówkami z bronią jądrową w zasadzie też się cały czas toczą. Słyszymy o incydentach w Chinach, gdzie jakieś tam obiekty. Tylko że Chiny to też nie są zbyt wiarygodnym źródłem informacji, ale niby jakieś obiekty zatrzymują ruch na lotniskach. Słyszymy doniesienia z Indii, gdzie wojsko bada pojawianie się jakiegoś dziwnego obiektu, który możliwe, że tam nawet sobie mieszka, jak twierdzili. Pojawia się pytanie, czy te zakończone przed laty badania w postaci projektu Blue Book, w postaci tych wszystkich innych przedsięwzięć wojskowych, czasami nie powinny zostać rozpoczęte na nowo? Jak myślisz, czy istnieje szansa na to, że na przykład Chiny, Indie, czyli te kraje aspirujące do rangi mocarstw, mogą w przyszłości rozpocząć własne projekty badawcze na temat UFO?
[58:28] - Myślę, że z pewnością tak. I tyle, że chciałbym tu jeszcze nawiązać do tego, od czego zaczęliśmy naszą debatę. Tyle że właśnie mam takie wrażenie, a właściwie coraz częściej jest to przeświadczenie o tym, że istnieje potrzeba kontrolowania tego, w jaki sposób dokonuje się percepcji i badania całego zjawiska UFO czy ewentualnie cywilizacji pozaziemskich. I teraz mamy te odtajnione książki Blue Book, kolejne państwa odtajniają swoje akta UFO. Szybko się okazuje, że te wszystkie akta są odtajniane w sposób bardzo selektywny, że znikają z nich co ciekawsze przypadki, że ta cenzura trwa niemalże cały czas, bo przeglądając na przykład Blue Book okazuje się, że tydzień później rzeczy, które tam były, nagle odparowały, później pojawiają się w jakiejś przeredagowanej formie. Czyli widać wyraźnie, że ktoś nad tym pracuje i jest jakiś zamysł, który gdzieś za tym się kryje. I teraz czy to zjawisko będzie nadal badane? Myślę, że absolutnie tak, tylko że w sposób kompletnie kontrolowany. I ma to też związek z tym pierwszym problemem, który omawiamy. Dlaczego takie amatorskie czy niezależne obserwowanie tego zjawiska po prostu utknęło w martwym punkcie?
Właśnie dlatego, że jest nieobliczalne, że trudno je kontrolować. Trudno powiedzieć, co się wydarzy po jakiejś tam obserwacji, jakie wnioski ludzie wyciągną. I nie daj Boże, jeżeli na przykład dana grupa ufologiczna zyska sobie na tyle renomy i będzie na tyle wiarygodna, że na przykład przekona zbyt dużą grupę innych ludzi czy ich słuchaczy, czy odbiorców do tego, że mamy do czynienia z czymś, z czym ten rząd, jakby go nie nazwać, światowy, nieświatowy, czy ten nasz konkretny, czy NSA, czy ktokolwiek inny, nie bardzo wie, co dalej z tym zrobić i jak go nam wyjaśnić. Także myślę, że badania nad tym zjawiskiem będą trwały i myślę, że trwają w tej chwili, tylko że przybierają bardziej kontrolowaną formę. A widać to głównie na przykładzie coraz większej grup naukowców, którzy wchodzą w temat. Nagle nauka przestaje się bać tego problemu i sama zaczyna szukać dróg i pomysłów, jak to wszystko wyjaśnić i w jaki sposób do tego podchodzić. Jednocześnie mamy taki ogólny trend, że powolutku zbliżamy się do momentu, że już trzeba będzie ogłosić, że życie pozaziemskie istnieje. Być może w formie mikrobialnej czy jakiejś tam innej, niezbyt groźnej i niezbyt efektownej, ale będzie to już coś absolutnie niezwykłego, bo okaże się, że nie jesteśmy wyjątkiem we wszechświecie, że tylko na naszej planecie kwitnie życie. Więc to wszystko właśnie wymaga pewnej teoretycznej czy ewangelicznej pracy nad ludźmi, nad społeczeństwem. I dlategoJestem pewien, że badania te będą trwały dalej, ale będą prowadzone w takiej formie, aby wyeliminować indywidualnych badaczy czy grupy, których nie sposób dziś kontrolować, z tego typu badań i nadać jej bardziej oficjalne formy przekazu, nadać jej ramy naukowe, co w jakiś sposób bardziej potwierdzi wiarygodność tego typu zdarzeń czy zjawisk.
Tak widzę ten problem, że on będzie się rozwijał w przyszłości i widać to już dziś, kiedy rozglądamy się dookoła i widzimy, że coraz więcej bardzo poważnych naukowców zaczyna o tym pisać całe rozprawy. Na dodatek ci naukowcy często są powiązani w bardzo dziwny sposób z instytucjami wojskowymi czy instytutami naukowymi, które współpracują przy tworzeniu supernowoczesnych, nowych technologii. To samo buduje pewne podejrzenie, że ktoś chce cały ten problem kontrolować, absolutnie go przejąć i mieć kontrolę nad każdym aspektem, w jakim się objawia.
[01:02:45] - Ja się może pochwalę. Napisałem książkę o UFO, którą będę na debatach reklamował. Nazywa się „Prawdziwe UFO. Bardzo bliskie spotkanie”. To jest książka, która opowiada o esencji tego zjawiska. Zarówno o potencjalnych przybyszach z kosmosu, jak i całym mechanizmie, który temu zjawisku towarzyszy. Oczywiście panowie tutaj wszyscy dostaniecie po kopii. Ona jest jeszcze spodziewana w tym roku. Ja tam dochodzę do takiego wniosku, że w zasadzie, kiedy się przyjrzymy na przykład wnioskom panelu Robertsona, czyli grupy badawczej, a w zasadzie oceniającej relacje UFO z lat 50. Czy jeżeli się przyjrzymy raportowi Kometa, który był chyba najciekawszym wnioskiem naukowym na temat UFO, to dojdziemy do takiego wniosku, że w zasadzie uczeni, rządy, wojsko nie wiedzą o tym zjawisku więcej niż my.
Oni wiedzą to samo. Natomiast prawdopodobnie w latach 50. zauważono już, że to coś, czymkolwiek to jest, jest realne. Jest jak najbardziej realne, tylko nieuchwytne. Prawdopodobnie też w jakimś stopniu niematerialne i nam nie zagraża, bo UFO, czymkolwiek jest, nie jest groźne w masowej formie. Natomiast jeżeli już to są spotkania rzeczywiście bardzo bliskie, wtedy jakiś czynnik ryzyka zawsze jest. Podejrzewam, że rządy nie wiedzą więcej niż my. W niektórych przypadkach. One mogą wiedzieć na przykład, że jakaś niezidentyfikowana aktywność jest faktem, natomiast ona jest zawsze o krok przed nami i prawdopodobnie jedyne, co przychodzi im zrobić, to zaprzeczać, bo nagle by się okazało, że gdyby przyznano, że zjawisko UFO istnieje, ludzie zaczęliby wymagać ochrony, bojąc się, że to kiedyś może przecież zaatakować. Bo jeżeli latające spodki udają obojętność, to przecież przez tych kilka dekad mogą wprowadzać nas w błąd, aż kiedyś uderzą.
To może być jakaś zakamuflowana inwazja. Tak przez wiele lat uważano. Natomiast wszelkie projekty badawcze w zasadzie nigdy nie doszły do żadnego konkretnego wniosku. Oprócz tego, że wśród obserwacji zgłaszanych ufologom, organizacjom oficjalnym, prywatnym tudzież swego czasu zgłaszanym też do wojska, wśród tych relacji istnieje 5-procentowy, mówię o uśrednionej ilości, bo na przykład Francuzi podają, że ilość relacji, na przestrzeni lat, prawdziwego UFO we wszystkich zgłoszeniach to około 22%. Amerykanie obniżają znacznie ten pułap do średnio 5–8%. Czyli 5–8% wszystkich zgłoszeń UFO to są realnie tajemnicze zdarzenia, których nie sposób wyjaśnić. I prawdopodobnie na tym się kończy rządowa wiedza o UFO. Owszem, nie zaprzeczam, kiedyś mogło dojść do przełapania na gorącym uczynku wizytacji z obcej planety. Natomiast nie sądzę, jak już wcześniej mówiłem, żeby za tym zjawiskiem w pełni stali kosmici. Jeżeli zaś chodzi o planowane badania nad UFO, to wydaje mi się, że niestety wszystko zostało powiedziane i teraz możemy gonić tego zajączka dalej i do niczego to nie doprowadzi.
Albo po prostu go monitorować. I chyba monitorowanie będzie lepszym wyjściem niż badanie. Monitorować go trzeba, dlatego że zdarzały się przypadki, kiedy te obiekty rzeczywiście wchodziły w jakąś interakcję z samolotami i tak dalej, czy stwarzały jakieś zagrożenie dla bezpieczeństwa. Natomiast nigdy nie było to zagrożenie takie, które skończyłoby się jakąś katastrofą. Owszem, zdarzały się wypadki na przykład, ale nigdy UFO nikogo intencjonalnie nie zabiło. Oprócz kilku przypadków w Brazylii, ale to zupełnie inna historia. Także czy jest sens w badaniach nad UFO? Szczerze mówiąc nie wiem. Takich oficjalnych. Dlatego że nie dojdziemy do wniosków innych niż te, które już są ustalone.
Tak jak powiedział dr Edward CondonMoże wiele osób się teraz śmieje z tego nazwiska, ale Edward Condon był jednym z czołowych fizyków lat 50., 60. I został kierownikiem projektu naukowego z ramienia amerykańskiego lotnictwa, który miał zebrane relacje przez wojsko, przez projekt Blue Book i przez organizacje cywilne poddać ocenie. Condon znany jest z tego, że na polecenie lotnictwa amerykańskiego zamknął w zasadzie oficjalne dochodzenie, że tak powiem, badawczą. To znaczy od czasów Condona, od czasów jego wniosku, że UFO nie istnieje, tego oficjalnego, Amerykanie nie badają UFO. Natomiast on już tak pozakulisowo mówił, że to zjawisko jest po prostu takie, że się go nie da badać. Możliwe, że w przyszłości będą takie możliwości, że będziemy to zjawisko mogli badać, natomiast teraz możemy je tylko śledzić. I chyba miał rację. Moim zdaniem, mimo tego, że w ufologii Condon uważany jest za synonim wszystkiego, co złe. Chris, wiem, że chcesz coś powiedzieć.
[01:09:11] - Takie tylko trzy centy chciałem dorzucić, że właściwie, mimo że masz wiele racji w tym, co mówisz, bym się jednak z tym nie zgodził z bardzo prostej przyczyny. Wydaje się jednak, że badanie nad tym zjawiskiem ma jak najbardziej absolutnie sens i myślę, że ciągle stoimy przed absolutnie nowymi odkryciami. Jest to związane z naszym własnym postępem technicznym i z niesamowicie dynamicznie rozwijającą się w tej chwili fizyką, która coraz bardziej odstaje od fizyki klasycznej. W fizyce klasycznej rzeczywiście, jeśli będziemy próbowali wyjaśnić zjawisko UFO, wówczas dojdziemy do martwego punktu. Zaczniemy rzeczywiście boksować w miejscu i do niczego nie dojdziemy. Dojdziemy do takich wniosków, do jakich doszedł ten Condon. A w momencie, kiedy okazuje się, że jest jeszcze inna fizyka od tej klasycznej, że fizyka kwantowa jest w stanie również wykroczyć poza swoje własne ograniczenia i bariery, i dołożymy do tego najrozmaitsze odkrycia, które zrobiono na przykład w CERN-ie i robi się w tej chwili w wielu innych miejscach na całym świecie, w takich krajach jak chociażby Chiny czy Indie. Wówczas na tej podstawie, na podstawie odkrywania zupełnie nowych praw fizyki, możemy dojść do wniosku, że to daje nam więcej argumentów, więcej narzędzi do tego, aby zbadać zjawisko, bo możemy popatrzeć na nie pod innym kątem i możemy je wówczas o wiele łatwiej zrozumieć czy znaleźć jakiś sens tego zjawiska. Także myślę, że w tym momencie to, że nauka chce uczestniczyć w badaniu zjawiska UFO, jest czymś chyba bardzo zbawiennym, zwłaszcza właśnie z punktu widzenia fizyki, bo inaczej nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć na przykład sposobu przemieszczania się tego typu obiektów, czy też w ogóle samego problemu istnienia życia pozaziemskiego. W jaki sposób jest możliwe gdzie indziej i czy jest w ogóle możliwe gdzie indziej i czy istnieje możliwość jakiegokolwiek kontaktu na różnych płaszczyznach.
Dlatego myślę, że to jest sprawa otwarta i ma absolutnie sens. Myślę, że właśnie teraz stoimy przed absolutnie wielkimi odkryciami i z tym właśnie kojarzę tą próbę kontrolowania problemu. Właśnie dlatego, żeby go nie rozwadniać albo nie iść w jakieś ślepe zaułki, a pozwolić wyciągnąć wnioski ludziom, którzy zajmują się właśnie specyficznymi dziedzinami nauki, którzy dzięki ich olbrzymiej wiedzy czy dzięki temu, że mogą uczestniczyć w bardzo unikalnych doświadczeniach i mają niesamowite efekty tych doświadczeń, mogą w jakiś sposób przybliżyć nam cały ten fenomen.
[01:12:01] - Ja tylko dodam dwa słowa, bo wiem, że Arek jest na pewno niecierpliwy. Badania nad UFO do tej pory polegały w zasadzie na dwóch rzeczach. Po pierwsze śledzenie tych obiektów z punktu widzenia naszej aeronautyki i fizyki. Druga sprawa to potwierdzenie ich kosmicznego pochodzenia, potwierdzenie teorii o pozaziemskim pochodzeniu UFO, tak zwanym ETH. Ale to, o czym mówisz, to w zasadzie już nie byłoby poszukiwanie kosmitów, czyli to byłoby odejście od tego starego paradygmatu, tylko to byłoby poszukiwanie prawdopodobnie istot, które są obcymi w jakimś sensie, ale one tak naprawdę mogą nie być kosmitami. One mogą przybywać na przykład z innej linii czasu, z równoległej rzeczywistości, z przyszłości, z przeszłości. Z przeszłości to trochę głupio brzmi, ale mogą na przykład przybywać z równoległego wszechświata i tak dalej. Do tej pory tego nie rozważano. To znaczy, trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że już w latach 50. zdano sobie sprawę prawdopodobnie, czym to UFO jest i od tego czasu głównie Amerykanie tworzyli, głównie za pośrednictwem CIA, do czego ona sama się przyznaje, teorię o pozaziemskim pochodzeniu tego zjawiska, co w swojej książce dokładnie opisuję i o czym nie chcę teraz mówić za długo, bo jesteśmy dopiero przy drugim pytaniu, panowie.
Żeby badać UFO, to trzeba przede wszystkim dwóch rzeczy: materialnych pozostałości, a z tym jest bardzo różnie, kiedy się temu przyjrzymy, ewentualnie śladów. Śladów jest więcej i to jest jeden z plusówJeden z obszarów, które można badać naukowo. Natomiast czymś, co jest niemal w 100% wymagane do zbadania tego zjawiska, jest kontakt. Tego kontaktu nie ma i zdaje się, że może jeszcze długo nie będzie. Dlatego badanie tego za pośrednictwem nowej fizyki będzie tylko tworzeniem modeli. My możemy to zjawisko obserwować, natomiast nie nazwałbym tego badaniem, dlatego że na przykład nie da się tego zbadać przez pryzmat chociażby równoległych wymiarów, gdyż to wszystko jest jeszcze bardzo niesprecyzowane. Możemy tworzyć modele, możemy w nie wierzyć. Natomiast do potwierdzenia jakichkolwiek wniosków potrzebne jest złapanie tego UFO za nogi, bo może się nawet okazać, że te obiekty w większości nie są materialne. Tak jak pisał John Keith, że UFO, czyli niezidentyfikowane obiekty latające, to nie są ani niezidentyfikowane obiekty, ani obiekty latające. To może być w większości coś, szczególnie w przypadkach związanych z wysoką dziwnością, co wykracza troszkę poza nasze rozumienie rzeczywistości.
Dlatego ja, Chris, dodałbym jeszcze do tej fizyki kwantowej psychologię, dodałbym kosmologię i dodałbym jeszcze sfery związane z kulturą, wszystkie nauki, socjologię, historię. To nam pokazuje, jak to zjawisko jest potężne, jak ono jest rozbudowane. To, że ludzie uważają, że to są kosmici, którzy przylatują i odlatują i tak robią już od dziesiątków lat, to jest błąd. To jest naprawdę bardzo rozbudowane, rozgałęzione zjawisko i jeżeli wchodzi się na inne pole analiz, jak powiedziałeś, fizycznych na przykład, psychologicznych, psychospołecznych, to to, co tam odkrywamy, jest porażające. Piszę o tym w „Prawdziwym UFO”. Będzie pora, żeby o tym porozmawiać. Ale Arku-
[01:16:09] - Chyba to wzbogaca cały problem. Absolutnie to wzbogaca, bo inaczej jeżeli powiemy, że UFO to jest latający spodek i nie możemy do tego nic więcej dodać, to właściwie donikąd nie dojdziemy. Będziemy sobie tylko o tym spodku rozmawiać i o wszystkich klasycznych historiach. Natomiast to, że coś się rozwija i daje nam dodatkowe możliwości. Na dodatek żyjemy w czasach, kiedy nagle te wszystkie paranauki, że jest psychologia, ale i parapsychologia, zaczynają mówić swoim własnym głosem. Coraz bardziej są akceptowane przez te wszystkie mainstreamowe, także to daje jeszcze dodatkowe narzędzia, ponieważ pozwala to wyjaśniać wiele rozmaitych zjawisk. Okazuje się, że UFO to nie jest taki prosty, klasyczny przykład, że coś przybyło z kosmosu czy z innej planety, tylko być może jest to coś znacznie szerszego, co mieści się, tak jak powiedziałeś, w wielu wymiarach i wielu aspektach.
[01:17:08] - Tak. Już, Arku, oddajemy ci głos. Ja bym tylko dodał jedną rzecz. Ale się rozgadałem dzisiaj. My to rozumiemy. Natomiast przez lata istniały służby, istniały grupy interesu, które skutecznie uformowały społeczną percepcję zjawiska UFO, że teraz w zasadzie, jeżeli ktoś pierwszy raz wchodzi na debaty ufologiczne i nas słucha, albo jeżeli ktoś wychował się, jak mówiłem, na „Archiwum X” i teraz dostanie moją książkę w rękę, to powie: „Cerebias, ty zgłupiałeś chyba. Co on tu za brednie opisuje?” Prawda o UFO jest zupełnie inna, niż do tej pory się mówiło. Niestety trzeba się z tym pogodzić. Arku, co sądzisz o możliwych, potencjalnych, przyszłych projektach badawczych nad zjawiskiem NOL?
[01:18:04] - Wszystkie projekty badawcze wartościowe już były. Chodzi przede wszystkim o Blue Book i to, co później napisał o uczestnictwie w tym projekcie astrofizyk dr J. Allen Hynek. On był powołany do tego programu po to, żeby wyeliminować wszystkie tego typu rzeczy, jak obserwacja Wenus, przelot meteorytów, jeszcze inne rzeczy. Mimo tego, że na podstawie tego, co napisał Condon, zamknięto projekt Blue Book na zasadzie, że to nie stanowi zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych i badanie tego nie przysporzy nic nauce. Natomiast dr Hynek złożył votum separatum od tego, napisał swoją książkę, jak to było, jak zauważył, jak jest pomijany przy badaniu bardziej wartościowych spraw, że jest w ogóle niepowiadamiany o tym nawet. I ta książka zawierała praktycznie wszystko. Tam były obserwacje. Pierwsza obserwacja Kennetha Arnolda z 1947 roku. Zresztą wcale nie latających spodków, tylko latających bumerangów, mniej więcej tak to opisał, które leciały, skacząc jak kamienie rzucane na wodę.
Więc do obserwacji i opowieści ludzi, policjantów czy nawet atakówLatających spodków na jeżdżące samochody, bo inaczej tego nie można określić. Mamy do czynienia ze wszystkim. Przez jakiś czas mieliśmy do czynienia z pojawianiem się UFO nad lotniskami, nad bazami lotniczymi i uruchamianiem bądź kasowaniem z pamięci rakiet celu, wpisywaniem czegoś do tego. Była bardzo duża panika. Mamy w końcu zdjęcia z promów kosmicznych ze stacji ISS, takich rzeczy, które nie powinny tam być, które wylatują z Ziemi w przestrzeń kosmiczną z ogromnymi prędkościami. O co chodzi? Nauka akademicka mówi, że to jest niemożliwe, ale trzeba przypomnieć, że uznanie meteorytu, czyli kamieni, które spadły na Ziemię, które są już na Ziemi, miało miejsce bodajże w 1706 roku. Wcześniej mówiono, że to jest niemożliwe, żeby kamienie z nieba spadały, bo w niebie nie ma kamieni. To jest zapieranie się nauki akademickiej rękami, nogami, wszystko to, tylko nie przyznać, że mogą nas odwiedzać inne cywilizacje. O ile można było zrozumieć to w Ameryce lat 40., 50.
i wcześniejszych, że przyznanie, że są obce inteligencje, że gdzieś w kosmosie może być życie, jeszcze wtedy nie mówiono o wielowymiarowości światów, bo już któryś papież przyznał, że istnienie nieskończonej ilości wymiarów musi być. Tak jest na świecie, dlatego, że Bóg jest nieograniczony, więc i tworzenie wymiarów miałby nieograniczone. Nawet na tej zasadzie. A to było mniej więcej w latach 20. ubiegłego wieku, więc już o tym się mówiono, ale nikomu faktycznie do głowy nie przyszło, żeby o tym powiedzieć, że mogą przylecieć. Ktoś może być z innego wymiaru, przenikać, niemniej jednak przyznanie tego mogłoby zburzyć porządek świata. Tak wówczas myślano o tym, że ludzie przestaną raptem wierzyć w dekalog, więc zaczną się wzajemnie mordować, kraść, bo nie będą czuli bata po śmierci. Natomiast porządek świata, nawet po przyznaniu tego typu rzeczy, że na Marsie faktycznie jest woda, że są planety, egzoplanety, które są gdzieś w przestrzeni kosmicznej, które za chwilę odkrywamy, że być może na tych planetach, niekoniecznie chodzi o to, że stamtąd mogą przylecieć do nas ludzie, ale że jest możliwość taka, że tam jest też i życie. Ono nie musi być takie jak u nas, że krowa chodzi po trawniku, po łące czy po pastwisku, ale że jest taka możliwość istnienia. Tak samo jest na Marsie, że jest możliwość, że tam też jest życie, że jest życia więcej we wszechświecie, niż się tego spodziewamy.
Tutaj jakieś zasady, które tworzą państwo, tworzą prawo pańskie, nie są uzależnione od wydumanego Boga i jeszcze kogoś innego. Nauka musi stanąć w tej chwili przed nowym faktem. Musi pójść dalej. O ile kiedyś mówiono o tym, że odległości kosmiczne uniemożliwiają podróż, tak w tej chwili mówi się, że energia, jaka potrzebna jest do tego, żeby się z tymi światami w jakiś sposób wyekspediować, jest tak ogromna, że nie jesteśmy w stanie tej bariery pokonać. Ale weźmy pod uwagę to, że jeszcze 600 lat temu siłą pociągową główną były albo ludzkie ręce, albo zwierzęta pociągowe i maksymalnie można było tych koni pociągowych w jednej linii mieć 30, 40. Więcej się nie dało. Natomiast w tej chwili skala produkcji energii już w jednej tylko elektrowni to są ileś tam gigawatów. Tak że skala jest nieporównywalna. Nie wiemy, co nas spotka dalej, czy przypadkiem przez badania subatomowych cząstek nie odkryjemy sposobu na pozyskiwanie energii praktycznie nieograniczone, bo tak podejrzewam, jest we wszechświecie, że łatwo to wszystko wyłuskać i mieć. Nie znaleźliśmy jeszcze tylko sposobu, ale myślę, że w tę stronę idzie, żebyśmy ten sposób znaleźli.
Jeżeli odnajdziemy sposób na pozyskanie energii, znajdziemy też sposób na to, żeby przemieszczać się w dowolne punkt we wszechświecie w ludzkiej skali. Jaki ma to wpływ na to, co my widzimy iI te UFO, które tam czasami niektórzy widują. To, co UFO potrafi dokonać, to znaczy przemieszczać się z prędkościami, które gdyby tam ktoś w środku był, musiałyby go zmiażdżyć, bo takie przyspieszenia są, zadaje to naszej wiedzy o fizyce dużego ćwieka. Nie jesteśmy w stanie ani tego powtórzyć, ani wyjaśnić. Dlatego to ucieka w sferę niebytu, duchowości. Nie ma innego sposobu na to, żeby to wyjaśnić. Pojawia się obiekt, wynurza się przede wszystkim z głębin morskich, przelatuje w pobliżu samolotu, by ulecieć w kosmos albo wlatuje do aktywnego wulkanu i wylatuje stamtąd po tygodniu. To też jest szok. Nauka sobie z tym nie może poradzić, a jeżeli sobie nikt z tym nie może poradzić, najlepiej udawać, że tego nie ma. Dziękuję.
[01:27:16] - Nauka rzeczywiście może mieć problem, ale to jest tylko jedna część zjawiska UFO. Jest jeszcze druga, która jest wręcz absurdalna i o której nawet UFO-olodzy nie mówią, bo wolą wierzyć, że to są kosmici, którzy przylatują do nas jak „Star Trek”. Dlaczego na przykład kosmici wyglądają zawsze tak jak ludzie? Dlaczego niektórzy wyglądają dosłownie jak ludzie? Dlaczego oni się czują na Ziemi jak u siebie? Przecież to nienormalne. Jeżeli jakaś cywilizacja chciałaby nas odwiedzić, jeżeli byłaby starsza od nas, to my sami widzimy, że dla kogoś takiego jak nasi pradziadkowie istnienie endoprotezy było niesamowite. Także za jakieś 30 lat ludzie będą, nie powiem, że wszyscy, ale będą się zdarzały cyborgi. Także przedstawiciele obcej cywilizacji raczej nie powinni wyglądać jak my. Nie powinni się czuć jak w domu.
Dlaczego wszelkie przekazy z ich strony zawsze są kłamliwe? Nie oszukujmy się. Dlaczego oni wprowadzają ludzi w błąd? Co więcej, dlaczego wszyscy wyglądają inaczej? Dlaczego nie ma praktycznie dwóch takich samych ufonautów? To są problemy, które moim zdaniem wskazują na prawdziwą naturę zjawiska. Ja nie przeczę, że mogliśmy zostać odwiedzeni przez obcą cywilizację, bo na to też nieco wskazuje, ale moim zdaniem większa część fenomenu UFO po dokładnym przeanalizowaniu zupełnie nie wskazuje na hipotezę pozaziemską, tylko na to, że UFO jest zjawiskiem paranormalnym. Ale przejdźmy dalej, panowie, bo czas ucieka nieubłaganie. Jesteśmy dopiero przy czwartym pytaniu, a mamy ich więcej. Marku?
[01:29:22] - Pytanie numer cztery brzmi następująco: w ostatnich latach byliśmy świadkami ujawnienia dokumentów zbieranych przez lata między innymi przez rząd brytyjski. Słynne UFO Acta nie pokazały jednak wiele, oprócz tego, że ktoś zadał sobie sporo trudu w ich cenzurowanie. Czy po latach ujawniania dokumentów możemy powiedzieć, że UFO jednak istnieje? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:29:51] - Tak jak mówiłem, to nie jest kwestia wiary, a wiedzy. Tutaj te wszystkie dokumenty, jakie są przedstawiane, praktycznie cały świat, który badał, ujawniał te dokumenty, zaczęwszy od Ameryki Południowej, ujawnia to, co może ujawnić. Podejrzewam, że niektóre smaczki, jak w Wirginii, w Brazylii, w dalszym ciągu nie są odtajnione i ciężko dokładnie prześledzić toku całej tej sprawy. Natomiast takie pobieżne rzeczy jak obserwacja przez pilotów jakichś statków, coś takiego, co jednoznacznie nie wskazuje, co to jest, są ujawniane. Być może te rzeczy, które są ujawniane, przechodzą jakąś cenzurę dodatkowo. Tutaj wcześniej Piotr mówił, że to, że UFO nie jest takie same, jednorodne i tak dalej, sugeruje, że jest to zjawisko parapsychiczne albo opiera się o parapsychologię. Natomiast nawet Keel pisał, że to, że niektóre takie rzeczy mogłyby się odbywać tylko w przestrzeni parapsychicznej, nie oznacza, że nie mogą do nas przylatywać ludzie z obcych planet. To tak zapobiegawczo. To jest tak, jak cząsteczki Einsteina. Owszem, bariera światła jest nieprzekraczalna, ale być może istnieją cząsteczki, które się poruszają z wyższą prędkością światła, więc to jest mniej więcej tak samo.
Dużo rzeczy podejrzewam jeszcze z takich, które są potrzebne dla rozwoju armii czy mogą być utajnioneZ powodu bezpieczeństwa narodowego są w dalszym ciągu utajniane i dowiadujemy się tylko na zasadzie, że ktoś komuś coś przekazał czy jakiś dokument gdzieś wypłynął lub nie wypłynął, ale ktoś go przeczytał i go opisał. Na tej zasadzie. Czy państwa coś tam ukrywają? Na pewno ukrywają, bo broń, która jest ujawniona powoduje wyścig zbrojeń i po niedługim czasie wszyscy ją mają. Mamy najlepszy przykład z samolotami o niskiej wykrywalności, bo już pojawiły się ukradzione z USA projekty. Te, które były wykradzione, zostały użyte w Chinach i Chińczycy budują już swoje. Dopóki się nie ujawni, co się ma w zanadrzu, nikt nie będzie wiedział, czego ma szukać. Może na tej zasadzie. Jeszcze długo podejrzewam, że takie rzeczy nie będą ujawniane. Chyba że zdarzy się coś naprawdę strasznego.
Nic dziwnego.
[01:33:12] - Chris, co sądzisz o tym, co wynika z tych wszystkich ujawnionych akt ufologicznych? Zresztą odnosiłeś się już do tego, ale jak byś rozwinął tą myśl?
[01:33:31] - Myślę, że tak naprawdę ten proces, który w tej chwili obserwujemy, czyli utajnianie tego wszystkiego, selektywne zresztą bardzo, jest tak naprawdę zamiataniem wszystkiego pod dywan. Z tego względu, że o istnieniu Blue Book i o istnieniu tych wszystkich najrozmaitszych archiwów, gdzie kolekcjonowano tego typu informacje, fakty, zdarzenia, wiadomości, zdjęcia, filmy, cokolwiek to było i co było związane ze zjawiskiem przez nas niezrozumiałym, a często nazywanym UFO, bądź sytuacją, gdzie być może mieliśmy jakiś kontakt z istotami pozaziemskimi. Myślę, że świadomość tego, że my wszyscy o tym wiedzieliśmy, tylko nie wiedzieliśmy, co tam jest, narastała w taki sposób, że w pewnym momencie mogłaby doprowadzić do kompletnie niepożądanych konsekwencji, czyli otwarcia tego typu akt. Nie zapominajmy, że żyjemy w świecie, który generalnie w większości jest tak zwany demokratyczny, więc ta biurokracja, która nami rządzi, tak naprawdę jest na naszych usługach. Teraz wyobraźmy sobie, że któryś z bardzo wysokich biurokratów, a paru się już takich zdarzyło, przynajmniej w XX wieku, nagle doszedłby do wniosku, że jednak służy swoim obywatelom i ujawniłby coś, co miałoby niekontrolowane konsekwencje. Myślę, że to wisiało jak miecz Damoklesa nad tego typu historiami jak Blue Book. Dlatego ktoś wreszcie wpadł na pomysł, że trzeba coś z tym zrobić. Trzeba to ujawnić, oczywiście selektywnie i zamknąć sprawę raz na zawsze. Z kolei zbieranie tego typu informacji zrobić w zupełnie inny sposób, albo przez jakiś czarny projekt, albo przez jakąś korporację, bo tu nagle mamy do czynienia z zupełnie innym prawem. W momencie, kiedy robi coś agencja rządowa, my jako obywatele mamy prawo wiedzieć, co ona robi, na co wydaje pieniądze i w jaki sposób przeprowadza badania.
Rozumiemy, że niektóre są tajne, ale rozumiemy też, że po 50 latach wypada coś na ten temat powiedzieć i wówczas różne rzeczy wychodzą na jaw. Dlatego, aby temu zapobiec, przenosi się tą działalność w strefę korporacyjną, gdzie tajemnica obowiązuje jako tajemnica handlowa i praktycznie można ją z łatwością ukryć przed całą resztą społeczeństwa. Widzimy to na przypadku eksploracji kosmosu, kiedy nagle w ciągu ostatnich kilku lat NASA zaczęła tracić na swoim znaczeniu, kiedy obcinano jej budżet, kiedy praktycznie doprowadzono do tego, że NASA to już jest tylko jedno wielkie, ładne brzmienie i parę fajnych statków kosmicznych, które jeszcze gdzieś tam krążą po wszechświecie, po naszym Układzie Słonecznym tylko dlatego, że zaczęto je projektować czy tworzyć bardzo dawno temu. Natomiast obecnie większość tych badań przejmuje wojsko i przejmują różne prywatne instytucje typu na przykład prywatna firma SpaceX czy wiele innych tego typu historii, które w zasadzie mogą nam powiedzieć tylko to, co chcą albo kompletnie nic i nie możemy od nich niczego żądać. Myślę, że odtajnienie tych akt jest aktem pozamiatania wszystkiego i zamknięcia tej sprawy raz na zawsze. Dlatego wszystko to, co było, te najlepsze wiśnie, jakie w tej kolekcji były, zostały usunięte. O nich się jeszcze tu i tam mówi, że coś tam było, ale nikt nie jest pewien, czy tak było. Ci, którzy ujawniali to, mówią, że oczywiście przekazali wszystko, ale ta sprawa z czasem powoli ucichnie, przestanie mieć znaczenie i już nie będzie drugiego takiego archiwum, do którego moglibyśmy dotrzeć, dlatego, że robią to już zupełnie inne instytucje, których być może nawet w tej chwili nazw nie znamy. Nie znamy programów, które zajmują się kolekcjonowaniem tego typu danych, bo przecież zdrowy rozsądek wskazuje, że wypada, żeby ktoś jednak mimo wszystko to zbierał. Nieważne, czy się to do czegoś teraz przyda, czy też nie, czy potrafimy wyjaśnić, czy też nie.
Natomiast sam fakt zbierania tego typu informacji myślę, że jest czymś bardzo obowiązkowym dla wielu instytucji czy pewnych jakichś ciał badawczych, które robią to właśnie w ramach korporacji bądź czarnego programu, który jest dla nas niedostępny. Myślę, że to na tej zasadzie niestety działa. Zresztą wielokrotnie ci, którzy mieli dostęp do Blue Book, kiedy jeszcze był tajny, są to często emerytowaniOficerowie, którzy pracowali przy składowaniu tego typu danych, sami mówią, że nie wszystko tam jest, że pewne rzeczy, które pamiętają, które umieszczali w tym indeksie, gdzieś jednak zniknęły. Co jakiś czas łapie się na kłamstwie tych, którzy to ujawniają. Tak chyba było w przypadku brytyjskich akt, kiedy okazało się, że bardzo dużej ilości najciekawszych wypadków po prostu brakuje w tej kolekcji. Natomiast jeszcze chciałbym wrócić na chwileczkę do tego, co powiedziałeś, bo zahaczyłeś o bardzo interesującą rzecz, mówiąc o tym, kim by byli ci kosmici, jak ich pojmować i czy będą tacy jak my, czy raczej nie będą tacy jak my, czy nie powinni być tacy jak my, bo przecież żyją gdzie indziej i wyglądają inaczej. Przy tej okazji myślę, że to jest dobra okazja, pewnie do tego wrócimy jeszcze w następnych debatach, ale myślę, że to, co powiedziałeś, w ciekawym świetle ustawia słynną i trochę śmieszną dla wielu wypowiedź papieża Franciszka obecnego o tym, że nie widzi problemów, żeby ochrzcić kosmitów, jeżeli tacy się pojawią. To wywołało troszeczkę zdziwienia i wszyscy traktują to jako żart, zapominając o tym, że Kościół rzymskokatolicki jest to instytucja, która funkcjonuje już od 2000 lat, ma wielką wprawę w swoim działaniu i papież, który jej przewodniczy, nie mówi rzeczy dla żartu. Każda rzecz, którą wypowiada, jest doskonale przemyślana i niesie ona pewien ze sobą kontekst. W tym sensie, w jakiś sposób odnosi się to do tego, co powiedziałeś o istotach pozaziemskich, bo być może te istoty pozaziemskie to jest nic innego jak my sami, jacyś inni ludzie.
Być może okaże się, że rodzina ludzka, członkowie naszej ludzkiej rodziny są rozsiani po różnych zakątkach kosmosu. Być może właśnie w ten sposób należy to rozumieć. Zwłaszcza że na przykład co jakiś czas pojawiają się takie dokumenty jak ten, który opisał Milton Cooper, jeden z ludzi, którzy byli związani z Majestic 12. Opisywał sytuację, w której analizowano to, co znaleziono w rozbitym statku kosmicznym. Z tych dokumentów wynika, i on tak to rozumuje, że powinniśmy szukać wyższego pola jedności między biologią i fizyką, bo wygląda na to, że ta ludzka forma nie jest wcale unikalna dla Ziemi. Mamy jeszcze parę innych nazwisk, które w jakiś sposób pojawiają się w tym kontekście. Jest to Detlev Bronk, Howard Menzel. To z kolei w jakiś sposób też odzwierciedla, czy w jakiś sposób można zestawić w całym procesie myślenia nad teorią ewolucji, jaka rzekomo rozgrywa się na Ziemi i w jakiej my wszyscy podlegamy i w jaki sposób my sami powstaliśmy, że rzekomo wyewoluowaliśmy z jakichś niższych form. Niektórzy mówią, że niekoniecznie tak było, że być może nasza rasa przybyła skądś z innej planety, gdzie jest więcej takich jak my i na innych planetach również. Tu opieram się na opinii wielkiego amerykańskiego biologa Gaylorda Simpsona, który obliczył, że osiągnięcie ludzkiej formy, jaką dziś posiadamy w przypadkowym, bo przecież miał to być przypadek, w jaki sposób ta ewolucja przebiegała, jest jak jeden do 10 000.
To też wskazuje, że trudno jest liczyć na taki przypadek i na takie unikalne zjawisko w kosmosie. Być może jest to wszystko tak, że ci wszyscy kosmici to są ludzie tacy jak my, być może nawet odwiedzają nas, mijamy ich na ulicy i nie mamy nawet świadomości, z kim mamy do czynienia. To taka myśl w świetle tego, co mówi papież i w jaki sposób Kościół zachowuje się wobec tematu badań kosmicznych, tematu pojmowania UFO i jak bardzo jest zainteresowany tym wszystkim, jak wiele inwestuje i wiedzy, i środków, żeby zdobyć tego typu informacje. Jeżeli robi to taka instytucja i wydaje na to miliardy dolarów, to coś w tym może jednak być. I być może tak, jak brzmi to trochę sensacyjnie i może mało prawdopodobnie, jednak warto na to spojrzeć pod tym właśnie kątem.
[01:42:58] - Podczas pisania tej książki, bo tam poruszam mnóstwo tematów, w zasadzie większość pytań, które zadawaliśmy tutaj w tamtej serii debat, znalazła jakąś odpowiedź. Co do tej hipotezy, ale to też nie jest coś, co będziemy dyskutować dzisiaj, co do hipotezy humanoidalności obcych. Sprawa jest bardzo skomplikowana, dlatego że najpierw byśmy musieli zobaczyć, ile jest tych typów humanoidów. Gdybyśmy posłuchali, wgłębili się w analizy doktora Vale, to byśmy zobaczyli, że tak naprawdę większość ufonautów, to znaczy tych istot widzianych na statkach kosmicznych, to są karły jakieś brodate, czyli ktoś, kto wygląda tak jak ja na przykład. Ale gdzie indziej pojawiają się już na przykład jacyś Nordycy, gdzie indziej się pojawiają istoty, które wyglądają zupełnie inaczej.
[01:44:01] - Które wyglądają zupełnie inaczej?
[01:44:06] - Tak. Teofolog na przykład powszechnie znany jak niejaki Tomasz z Akwinu, ojciec Kościoła, przecież wręcz pasjami rozpisywał się o istotach pozaziemskich, o aniołach na przykład.No właśnie.
[01:44:20] - To też pokazuje tę ewolucję.
[01:44:23] - Gdybyśmy szukali korzeni rodzaju ludzkiego, to paleoastronautyka rzeczywiście, pomimo tych wszystkich swoich dziwaczności i spaczeń, które zafundował vaniken i Sitchin, to mimo wszystko tam jest jeszcze duży potencjał. Z tą hipotezą ja bym się nawet zgodził, że ludzie mogą być po prostu osiedleńcami. Jakąś grupką, która została tu zaszczepiona. Są też inne teorie, które mówią na przykład, że żyjemy w czymś, co ogólnie jest zaprojektowane, a ci, którzy to projektują, też mogą korzystać z pewnych matryc, z pewnych schematów. Natomiast jeżeli chodzi o astrobiologów, to ich zdanie jest już troszeczkę inne. Powiem bardzo krótko: część zgadza się z tym, że forma humano-idealna jest optymalna, natomiast nie wiemy nic w zasadzie o warunkach na obcych planetach. Realnych. Możemy sobie stworzyć tylko modele i tam może już się nie przydać. Z drugiej strony ta różnorodność życia na Ziemi pokazuje, że jeżeli na obcych planetach istnieje coś takiego jak przyroda, to ona może też sobie działać w sposób bardzo różny. Ta paradoksalna sytuacja, że nagle mamy mnóstwo form kosmitów, ras kosmitów, rodzajów, którzy nas odwiedzają, według mnie sugeruje, że w tym zjawisku tkwi jednak coś dziwnego.
Że ono stara się nam raczej coś powiedzieć poprzez te obrazy, niż jest kosmiczną wizytacją. Natomiast panowie, przejdę do sedna. Akta UFO. Też się tym zajmowałem w książce bardzo dokładnie w rozdziale „Co rządy wiedzą o UFO” i doszedłem do jednego wniosku, do którego już mówiłem: UFO istnieje. Każdy sceptyk, jeżeli usłyszycie od niego: „Pokaż mi dowody na UFO oficjalne, bo nie ma”. Jeżeli sceptyk coś takiego powie, odsyłajcie go do chociażby tego projektu Blue Book. Odsyłajcie go do wszystkich oficjalnych studiów, badań nad UFO przeprowadzonych przez rządy Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Związku Radzieckiego, Australii. Kto tam jeszcze był? Kanady i Francji. Tam zostało dokładnie powiedziane, że wszyscy doszli do jednego wniosku.
Część tych obiektów jest niewyjaśnionych. To jest prawdziwe UFO i to istnieje. Czy chcecie, czy nie, to istnieje, sceptycy. Co wynika z akt? Przede wszystkim akta potwierdzają istnienie obiektów UFO. Nie potwierdzają hipotezy pozaziemskiej. Co więcej, tak jak powiedział Chris, one są w większości ocenzurowane. Nie oszukujmy się, gdybyśmy chcieli my, tutaj w Polsce, poszlibyśmy do archiwum wojskowego. Takie ogromne jest pod Warszawą. Zajmuje wielką przestrzeń.
To byśmy stanęli przed problemem klauzuli dokumentów. Oczywiście w każdym kraju to wygląda inaczej, natomiast u nas inaczej, ale podobnie. Czyli z jednej strony są dokumenty udostępnione, które są udostępnione, bo zdjęto z nich klauzulę tajności, mimo że mogły ją kiedyś mieć. Natomiast są takie, do których nikt nie będzie nigdy miał dostępu. Nie wiadomo jak, nie wiadomo gdzie by prosił. Jeżeli nie będzie człowiekiem na odpowiednim stanowisku lub człowiekiem z odpowiednią rangą, może się tylko pomodlić, żeby je dostać. Tak samo jest w innych krajach. Dokumenty na pewne sprawy nie były przekazywane do Blue Booka. O tym, co warte są okrzyknięte, osławione akta brytyjskie MON-u brytyjskiego świadczy fakt, że najbardziej spektakularny przypadek, jakim było lądowanie obiektu w lesie Rendlesham, jest tam praktycznie niereprezentowany przez ani jedną kartkę. To już sugeruje, że jeżeli nikt się nie zainteresował obecnością dziwnych obiektów nad placówkami, gdzie przechowywano broń jądrową, to jak to jest możliwe?
Oczywiście, że to było badane, a fakt, że nie ma tego w aktach sugeruje tylko jedno: zostało to po prostu przekazane gdzie indziej. Natomiast co ciekawe, ufolodzy angielscy to zauważyli i stworzyli taką akcję, która ma na celu w tym albo w przyszłym roku ujawnienie tych zaginionych akt, tych prawdziwie tajnych akt. Nie tego śmiecia, który tam jest teraz, co było do ściągnięcia, teraz jest płatne, ale tych prawdziwie tajnych rzeczy i to będzie na pewno ciekawe. Pamiętajmy też, że akta ufologiczne to też możemy sobie myśleć, że to jest coś bardzo wysublimowanego, bardzo konkretnego. Nie, niestety nie. Blue Book słynny, słynna siatka to były projekty, które się opierały po prostu, to były tony papieru. Jedyne co się liczyło, to opracowanie tego materiału i na przykład w Ameryce korzystano z pomocy firm zewnętrznych, między innymi Instytutu Battelle, gdzie po prostu przetwarzano informacje. Druga sprawa, musimy pamiętać o tym, że te dokumenty są w większości takim surowym materiałem. Ich czasami nikt po prostu nie przeglądał, nikt ich nie oceniał na nowo.I gdybyśmy teraz się zabrali za to, to zajęłoby nam to bardzo dużo czasu. Kolejna sprawa, czyli informacja o UFO cenzurowana od samego początku.
Kiedy w '46 roku w Szwecji doszło do słynnych obserwacji wigmowych rakiet, to rząd wprowadził prewencyjną cenzurę na informacje o pojawianiu się tych obiektów. Potem zrobili to Anglicy. W zasadzie za kilka lat, na początku lat 50., kiedy pojawiła się pierwsza fala UFO w Wielkiej Brytanii, RAF wprowadził dosłownie zakaz informowania o tych obiektach. Także w brytyjskiej ufologii istnieje taka nawet luka, dość spora, kiedy zwyczajnie o tym nie donoszono w gazetach, dlatego że istniał swego rodzaju zakaz. Amerykańskie siły powietrzne wprowadziły podobną cenzurę w postaci słynnego rozporządzenia też z lat 50., które mówiło, że o UFO dana placówka lotnicza może informować tylko wtedy, jeżeli to jest przypadek wyjaśniony albo jeżeli to jest przypadek, który jakoś wpłynie na odbiór tego zjawiska. My nie pamiętamy czasami o takich bzdurnych rzeczach, ale tak mocno starano się ingerować w społeczny odbiór tego zjawiska, że CIA próbowało nawet nakłonić Disneya do takiej specjalnej kampanii, która wymusiłaby na ludziach, albo inaczej, która by sprawiła, że zaczęliby postrzegać ten problem UFO jako coś zupełnie bzdurnego. Z tego powodu wiele osób uważa, że filmy science fiction, które się pojawiają, w jakiś sposób też są modelowane i mają kształtować nasze myślenie. Ale to są kwestie, nad którymi jeszcze będziemy dyskutować. Prawda UFO jest trzymana w zamknięciu. Natomiast bywa, że król jest nagi i prawdopodobnie ta prawda nie różni się, jak powiedziałem, wiele od tego, o czym my mówimy tutaj.
Natomiast ktoś zdał sobie sprawę z tego, że manipulując tą prawdą, można osiągnąć całkiem wymierny sukces. Można na przykład podszywając się pod UFO, prowadzić na wręcz niekontrolowaną skalę różnego rodzaju testy. Można wykonywać w zasadzie loty testowe jakichś obiektów wojskowych, nie przejmując się, że zostanie się rozpoznanym, bo za chwilę prasa napisze, że to UFO. Także ten potencjał dezinformacyjny, który się wkradł w ufologię w latach 80., też był ogromny. Musimy zatem pamiętać o jednej rzeczy. Większość spraw, tych głośnych, takich jak Strefa 51, takich jak Roswell czy wszystkie te, które były w centrum uwagi i w centrum rewelacji tak zwanych informatorów, są po prostu z gruntu podejrzane. Niestety. I właśnie tego tyczy się nasze kolejne pytanie, Marku, bo w tym roku mieliśmy bardzo ciekawą i bardzo, jak się okazało, żenującą akcję związaną z tak zwanymi slajdami Roswell.
[01:54:14] - No właśnie, jedną z afer, jakie wybuchły ostatnio, były słynne slajdy Roswell. Co się w tej sprawie okazało i jaki był jej finał? Czy po prawie 70 latach można w ogóle dodać coś jeszcze do tamtej historii? Dlaczego nagle przestały się pojawiać relacje o rozbitych UFO? Może tym razem niech pierwszy się wypowie ten z naszych uczestników, który do Roswell ma najbliżej geograficznie, czyli Kris Miki. Krisie?
[01:54:43] - Już Roswell opowiadałem wielokrotnie w poprzednich debatach i nawet mieliśmy taką burzliwą dyskusję na temat tego, czym właściwie było to zjawisko i co tam się rozbiło naprawdę. Stałem wówczas na stanowisku takim i nadal je utrzymuję, że nie miało to żadnego związku z UFO czy cywilizacjami pozaziemskimi, a było to tylko przejawem, w skrócie mówiąc, pewnych tajnych technologii, nazistowskiej technologii, a poświęciliśmy na ten temat kilka debat i miało to na celu wymuszenie pewnych działań ze strony Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej. W tym procesie właśnie doszło do katastrofy. Coś się rozbiło, co na początku uznano za statek kosmiczny, później uznano za balon meteorologiczny, a później już dodawano do tego całą masę historii. Miasteczko Roswell stało się mekką dla wszystkich tych, którzy kochają ufologię i zielone ludki. Żyje praktycznie z UFO. Co jakiś czas pojawia się jakaś nowa informacja, która pobudza wszystkich do myślenia, do działania. I taką tą najnowszą właśnie miały być zdjęcia znalezione w archiwum przez jedno z prominentnych małżeństw, którzy jak się okazało zmarli bezdzietnie, nie mieli żadnych potomków. Ich dom został zajęty przez państwo czy przez kogoś, kto był do tego upoważniony i po wykatalogowaniu tego, co zostawili po sobie, okazało się, że znaleziono szereg najrozmaitszych fotografii. Widać tam oni ze wszystkimi wielkimi tego świata, w którym oni żyli.
Było to mniej więcej właśnie w latach 40. i w latach 50. Także są tam zdjęcia ich ze znanymi politykami, z prezydentami nawet.
[01:56:39] - I między innymi podczas jednej ze swoich podróży w południową część Stanów w okolice Roswell mieli oni sfotografować, zrobić dwa zdjęcia pasażerów statku kosmicznego, który rzekomo miał się właśnie Roswell zdobyć. Zrobił się wokół tego spory szum. Mieli pokazać te zdjęcia na wielkiej konferencji naukowej, która została zorganizowana przez Jaime, jak na niego kto mówi, Mosana, czyli super znanego ufologa z Meksyku, tylko troszkę mniej znanego niż Piotr Cielebiaś w Polsce. Ktoś, kto jest tam bardzo istotny i ważny i ma do powiedzenia wiele na tematy pozaziemskie i nie z tego świata. Tam te zdjęcia miały być po raz pierwszy pokazane przy wielkim gremium, przy masie ekspertów. I to zrobiono. Krótkie oględziny wykazały, że coś z tymi zdjęciami jest nie tak. Końcówka była żenująca, bo wyszło na to, że są to zdjęcia mumii raczej prehistorycznych, bardziej zbliżonych do tego, co mnie również interesuje, czyli wydłużonych czaszek. Wskazywały na to, że są to mumie być może Azteków, a być może nawet Inków, a być może jakichś ludów południowoamerykańskich. Są sfotografowane nie w rozbitym statku, a w gablocie jakiegoś muzeum, bliżej niezidentyfikowanego.
Wybuchł z tego krótki skandal i o całej sprawie zapomniano. Tak pokrótce wygląda ta historia. Dla wszystkich była żenująca i właściwie tylko to była taka kropka nad i, że właściwie już pora kończyć temat Roswell, bo tam już naprawdę nic nie można dodać, że cokolwiek będziemy próbowali nowego stworzyć w tej całej historii, to już nie będzie się nadawało w ogóle do żadnej dyskusji, bo są to już bardzo wysoko posunięte, wysokooktanowe fantazje na ten temat. Ten przypadek skojarzył mi się troszeczkę z innym przypadkiem, który również rozbiegł się szerokim echem. To był przypadek Boyda Bushmana i jego zdjęć kosmitów, rzekomo, których znaleziono w rozbitym statku w Roswell. Ci kosmici z kolei okazali się być plastikowymi lalkami sprzedawanymi w sieci Walmartu. Też taka żenująca historia, bo jak to jest, że naukowiec tej klasy, człowiek o tej pozycji, ktoś, kto na dodatek stał na progu śmierci, bo był śmiertelnie chory na raka i wiedział, że umiera, nagle w swojej ostatniej spowiedzi życia pokazuje zdjęcia, które kompletnie nie tylko kompromitują jego osobę, ale w ogóle cały problem. W jakiś sposób mi się te dwie historie nakładają i mam w związku z tym pewne podejrzenia. Oczywiście są to wyłącznie spekulacje, bo dowodów na to nie sposób znaleźć. Można jedynie próbować zrozumieć całe to zjawisko, do czego tam doszło i zrozumieć pewne intencje ludzi, którzy chcieli o czymś mówić, coś pokazać, a inni na to wszystko zareagowali.
Tak jak w przypadku Boyda Bushmana, bardzo trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś jego formatu zrobił coś tak żenującego, coś tak strasznie bezsensownego i jednocześnie kompletnie uciął wszelką dyskusję na tematy tych, których znaleziono w sytuacji, kiedy rozbijał się jakiś pojazd tak zwany pozaziemski. Najpierw zadałem sobie taki trud, żeby spróbować znaleźć tego typu lalki, które rzekomo miały być powszechnie sprzedawane w różnych sklepach, w różnych sieciach na terenie Stanów. Nie znalazłem nic takiego. Walmart sprzedaje masową produkcję, więc powinno być tego wszędzie pełno. Nigdy czegoś takiego nie znalazłem. Próbowałem pytać różnych ludzi, czy coś takiego widzieli. Nigdy takiej lalki nie znalazłem. To był pierwszy moment, kiedy zacząłem troszeczkę wątpić w tą super żenującą stronę tego całego problemu. Kiedy usłyszałem kilka wywiadów, między innymi Davida Seredę i paru innych osób, którzy w jakiś sposób są związani z tymi sprawami, znów odniosłem wrażenie, że są to poważni ludzie, którzy ryzykują ogromnie, podpisując się pod tym wszystkim, akceptując ten fakt, że jednak tego typu fotografie, zdjęcia są czymś absolutnie prawdziwym, co ktoś inny z łatwością, wręcz dziecinną łatwością udowadniał, że nie jest. Okazało się, że słowo naukowca w porównaniu do tak zwanego dowodu kogoś, kto podpisuje się na dodatek pseudonimem, nie są absolutnie niczym.
Wszyscy się ucieszyli bardzo, rozchachali się nad tym wszystkim i cała sprawa uległa zapomnieniu i wstydliwemu zapomnieniu. Wspomina się o tym jako o dość czarnej kartie ufologii. Tu mamy sytuację z tymi zdjęciami pokazanymi na kongresie. Mamy dosłownie identyczny scenariusz, kiedy szybko okazuje się, że coś jest z tymi zdjęciami nie tak i że na pewno nie pokazują one kosmitę. Cokolwiek one pokazują, kosmitą to nie jest. Teraz zastanawiam się nad osobą Mosana, który nie zaczął ufologii wczoraj, który żyje z ufologii i jest najpopularniejszym ufologiem w Meksyku. Jest człowiekiem, którego się słucha uważnie, który ma różne, często kontrowersyjne opinie, ale jednocześnie ma dostęp do wielu specjalistów w tym temacie. Jestem pewien, żeTo, że zdecydował się pokazać te zdjęcia na tym kongresie wynikało z szeregu konsultacji, których dokonał na ten temat. Gdzieś po drodze musiało się wydarzyć coś, co sprawiło, że błyskawicznie tę sytuację ośmieszono i błyskawicznie ją również zamknięto. Nie chcę twierdzić, że były to zdjęcia prawdziwe, ale to, co widzę tutaj, co jest wspólnym mianownikiem, że informacja, że gdzieś ktoś ma zdjęcie kosmity, wywołuje szereg bardzo gwałtownych reakcji z zewnątrz.
Na tyle gwałtownych, że starają się one w każdy, często bezpardonowy sposób, kompletnie zdusić ją w zarodku. Nie próbować nawet dyskutować nad nią, rozmawiać nad nią, tylko po prostu ją zdusić i natychmiast wyeliminować. Przede wszystkim oczywiście ośmieszenie jest najpotężniejszą bronią i tą broń się najczęściej do tego wszystkiego wykorzystuje. Nie chcę przez to powiedzieć, że wierzę, że te zdjęcia były prawdziwe, ale uważam, że gdzieś tu jest coś nie tak i że gdzieś tu jest jakaś historia, jakaś sytuacja, że być może te zdjęcia dotykają czegoś bardzo istotnego w tej sprawie. Że istnieje jakieś podobieństwo pomiędzy tymi zdjęciami a tymi, co znaleziono na przykład w Roswell czy w innych miejscach, gdzie rzekomo zebrano fragmenty rozbitego statku kosmicznego. I że to podobieństwo przynajmniej jest tak bliskie, że należy temu jak najszybciej uciąć głowę po to, aby już więcej nie musieć dyskutować na ten temat i po prostu zapomnieć, uznać to jako rzecz, która jest śmieszna i niewarta dyskusji. Także cieszę się, że takie pytanie padło w naszych debatach. Okazuje się, że jesteśmy czujni i zauważamy różne elementy i różne strony danego problemu. I niekoniecznie, według mnie przynajmniej, trzeba to od razu potępić w czambuł. Ja mam taką tendencję, że zanim kompletnie zrezygnuję z jakiegoś problemu czy z jakiegoś przypadku, zostawiam go jeszcze w rezerwie, żeby on sobie wisiał w oczekiwaniu, że być może pojawią się jakieś inne ciekawe, interesujące fakty, które dodadzą troszeczkę do tej sprawy.
I tak właśnie było z tym Boydem Bushmanem, kiedy zebrałem wszystko, co było możliwe do zebrania w internecie. Zebrałem te zdjęcia, zrobiłem sobie moje małe, własne prywatne archiwum X czy mój własny prywatny bluebook i trzymam sobie tego typu sprawy. I nagle ni stąd, ni zowąd pojawia się ta historia z rzekomymi zdjęciami z Roswell pokazanymi właśnie w Mexico City. Tak patrzę na tą sprawę. Dziękuję.
[02:05:43] - Może tutaj powiem o czymś, co mi przyszło do głowy. Ja się przyglądałem tym zdjęciom i porównaniom z mumiami na wystawie i akurat się przechylam do tego wniosku, że ktoś próbował tutaj coś zachachmęcić, ale w drugą stronę. Chris, nie przypomina ci to czasami, ta sprawa z tymi zdjęciami, innych dziwnych spraw typu na przykład Majestic 12? Zawsze jest ten sam schemat. Ktoś coś dostaje nie wiadomo skąd, ktoś coś znajduje nie wiadomo skąd. Zawsze w tym jest Roswell.
[02:06:24] - Tak.
[02:06:25] - Zawsze w tym są dziwni ludzie i zawsze jest Stanton Friedman. Tutaj może Stantona ostatnio nie było, ale wydaje mi się, że doszedłem do takiego wniosku, bo osobiście Roswell mi się przejadło. Nie jestem wielkim zwolennikiem zagłębiania się w takie historie, bo odkryłem, że w latach 80. ktoś próbował coś strasznie namieszać na polu ufologicznym i jedną z ofiar był właśnie Stanton Friedman. Zauważ, że to Friedman brał też udział w słynnej sprawie z Betty Hill. W zasadzie w tej słynnej sprawie z mapą z abdukcji Betty Hill. Jeżeli ktoś nie wie, o czym mówię, to tak na szybko wyjaśnię. Betty Hill i Barney Hill to byli w zasadzie pierwsi uprowadzeni ludzie w Stanach Zjednoczonych, wokół których zrobił się dość spory szum. Oni zostali potem poddani regresji hipnotycznej i w zasadzie na ich podstawie narodził się cały folklor związany z uprowadzeniami. W pewnym okresie Stanton Friedman i Marjorie Fish bodajże wykonali z Betty Hill taki eksperyment, bo ona miała pamiętać, że te istoty pokazały jej mapę i Fish i Friedman opracowali tą mapę.
I wyszło, że te istoty pochodzą z Zeta Reticuli. I od tego się zaczęło. Rozpoczął się mit Zeta Reticuli. Nigdzie o tym nie ma, nikt o tym nie pisał, ale powiedział Stanton Friedman i się przyjęło. I teraz jeśli pojawia się szarak, to od razu ktoś mówi: „Zeta Reticuli, stamtąd pochodzi”. To są mity, to jest folklor ufologiczny. To była jedna rzecz. Potem lata 80., Majestic 12, bo będę w ten sposób to nazywał. Nagle ktoś podrzuca jakiemuś producentowi list i w liście nagle są tajne dokumenty. Gromadzi się wokół tego Stanton Friedman i Bill Moore, który jest czarną owcą totalną.
Bill Moore był człowiekiem, który się przyznał do tego, że brał udział w operacjach psychologicznych i dezinformacyjnych względem ufologów. I on nagleZnajduje się wokół sprawy Majestic i ma tam wiele do powiedzenia. Znajduje się tam Stanton Friedman. W dokumentach Majestic mamy oczywiście mowę o Roswell i kilkunastu innych przypadkach katastrof. Mamy mowę bodajże Aztek. Rodzi się kolejny mit. Dla wielu osób Majestic jest wyznacznikiem, ale to zostało też szybko ucięte jako mit, że to są dokumenty mistrzowsko spreparowane tylko po to, żeby ktoś wprowadził tutaj jakieś informacje na pole ufologiczne, prawda? To były informacje o Roswell, kolejne informacje o spiskach i tak dalej. I to się tak zakorzeniło, że Majestic w dzisiejszym folklorze ufologicznym jest traktowane jako coś świętego. Natomiast nikt nie pyta, skąd się to wzięło.
Ten biedny Stanton Friedman znowu został wykorzystany jako słup, dzięki któremu służby specjalne, które manipulują obrazem UFO i ufologii w społeczeństwie, wprowadziły znowu do obiegu pewne koncepcje. I znowu mamy Roswell. Dlatego wydaje mi się, że wszędzie tam, gdzie słyszymy tą nazwę, jest jakiś element podejrzany. Może się zgodzić ze mną Chris. Dla Amerykanów Roswell to jest coś jak dla nas bitwa pod Racławicami. To jest hasło. To jest coś, co przyciąga uwagę nawet tych, którzy totalnie nie interesują się UFO. Mistrzowska akcja dezinformacyjna prowadzona od bardzo dawna. W zasadzie powiem inaczej. Roswell wydarzyło się w 1947 roku.
Nie wiemy, co tam się stało. Przychylam się do tego, co powiedział Chris, chociaż myślę, że sprawa jest bardzo skomplikowana, ale Roswell przez wiele lat tak naprawdę nie funkcjonowało w niczyjej świadomości. Odkopał to kto? Stanton Friedman w latach 70.
[02:11:07] - Zresztą powiedział, że to nie tyle Roswell, a Corona i w ogóle to było trochę inaczej niż było. Praktycznie przez to, że wszystko to usystematyzował, ta legenda nabrała kształtów, wymiarów i można ją było dalej w jakiś sposób eksploatować.
[02:11:24] - I teraz Chris, moje pytanie do ciebie, czy ten Stanton Friedman jest ofiarą, czy jest po prostu tym, który doprowadza tutaj do nas te wszystkie historyjki, w które masy wierzą, bo masy mają w to wierzyć i na tej podstawie buduje się pewien mit. Mit o tym, że rząd coś wie, że ukrywa i tak dalej. A tak naprawdę to jest tak jak ze strefą 51. Przyciągnięto uwagę do pewnego punktu na pustyni i wszyscy się jarają, że tam są latające spodki, że tam są kosmici. A tak naprawdę kilkadziesiąt kilometrów dalej jest druga baza, o której nikt nie wie. Tonopah. Tam się odbywają prawdziwe projekty i we wszystkich innych miejscach. Natomiast uwaga jest skupiona w jednym miejscu. Uwaga społeczna, uwaga społeczeństwa. Tak samo tutaj uwaga jest przyciągnięta do Roswell, natomiast do innych spraw nie.
Dlatego, że Roswell stało się krzepkie, stało się produktem tak naprawdę służb, które w ten sposób manipulują obrazem i publicznym odczytem zjawiska UFO. Chris, co sądzisz o tym Friedmanie ogólnie?
[02:12:38] - Myślę, że jest to człowiek bardzo użyteczny. Jeżeli ktoś rzeczywiście chciałby zasiać pewną dezinformację. Jest użyteczny, bo jest niesamowicie elokwentny, wokalny, dobrze wygląda jak na ufologa. Ma rozbiegany wzrok, długą brodę i wszystko to, co mówi, mówi w sposób niezwykle przekonywujący. Ludzie kochają go słuchać. Przychodzą na spotkania z nim. Wszyscy ostatnio bardzo się o niego martwili, bo ma jakieś tam problemy z sercem, więc mniej się w tej chwili udziela, ale ciągle jest aktywny i ciągle oczywiście jego zdanie się liczy w ufologii, w związku z czym siłą rzeczy ma on olbrzymi wpływ na to wszystko. Ale wracając jeszcze na chwilkę do tego nieszczęsnego Roswell. Dlatego właśnie mówiąc o tym w debatach w zeszłym roku, ja cofnąłem się do tych wszystkich danych przed Stantonem Friedmanem, kiedy pojawia się szereg najrozmaitszych dokumentów wojskowych i niektóre z nich są dziwne. Typu na przykład stwierdzenie generała Schwiega, który między innymi pisał raport z tej sprawy, która się tam wydarzyła, który w ogóle się nie interesował żadnymi kosmitami, a powinien, tylko zadaje tam dramatyczne pytanie: a gdzie są bracia Horton?
Gdzie oni się znajdują? Co w jakiś sposób ilustruje i pokazuje, że cała ta sytuacja nie była wcale związana od początku z kosmitami, a była związana zupełnie z czymś innym. To, co my nazwaliśmy w zeszłych debatach nazistowskim UFO i historiami, które mam nadzieję, jeszcze będziemy mieli okazję porozmawiać o tym w przyszłości, bo cały czas wynikają nowe rzeczy, nowe historie i pewien proces logiczny. Jeśli do tego nałożyć, a jednocześnie zobaczyć pewne efekty tego procesu logicznego, które rozgrywają się w tej chwili na naszych oczach w obecnym świecie, kiedy ten świat się coraz bardziej polaryzuje, a jednocześnie się dąży do pewnej określonej globalizacji, kiedy widzimy pewne ruchy, których nie widać było jeszcze parę lat temu, do czego to wszystko zmierza. Na tej podstawie można wyciągnąć najrozmaitsze wnioski, które niekoniecznie już będą wnioskami związanymi z UFO, a z siłami bardziej ziemskimi, bardziej mrocznymi, brutalnymi niż nam się wydaje. I w tym sensie to, co mówisz o Stantonie Friedmanie jako użytecznym narzędziu dezinformacji, absolutnie odegrało swoją świetną rolę i nadal ją odgrywa. Jest on bardzo płodnym autorem. Napisał kilka książek, które uważane są za książki wręcz encyklopedyczne, poruszające najrozmaitsze aspekty.
[02:15:09] - UFO, zwłaszcza te wszystkie klasyczne historie z Roswell oczywiście na czele. Dlatego stał się kimś bardzo istotnym i ważnym. Dlatego oczywiście wpływa na opinię publiczną i na wszystkich tych, którzy na tym polu usiłują coś zrobić. Trudno sobie wyobrazić kogoś, kto by chciał w jakiś sposób mówić i opisywać zjawisko UFO, kto nie znałby rzeczy, książek, które napisał Stanton Friedman. Właśnie, zanim oddamy Arkowi głos, to tutaj dodam jeszcze taką sprawę. Rzeczywiście Friedmana było dość łatwo wykiwać, albo on sam był prowokatorem, bo kiedy dostały się w obieg dokumenty Majestic, to tam było napisane coś takiego, że planowane spotkanie. Inaczej to powiem. Były dokumenty Majestic i chodziło o to, że była to grupa, która przedstawiała prezydentowi swoje stanowisko w sprawie UFO i Friedman chciał potwierdzić, że takie spotkanie miało miejsce. Udał się do Archiwów Narodowych i wiecie, co powiedział? Że zupełnym przypadkiem znalazł w archiwach dokument, który potwierdzał, że takie spotkanie miało miejsce.
Pod tym dokumentem był podpisany doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta Stanów Zjednoczonych. I wiecie, co się potem okazało? Że tego dnia, kiedy miało się to spotkanie odbyć, ten doradca prezydenta, już zapomniałem teraz nazwiska, był w Europie. Czyli dokument był fałszywy. W jakim świetle to stawia Stantona Friedmana? W jak najgorszym. Nie chcę mu wjeżdżać na autorytet, natomiast dla mnie coś takiego jest szokujące. Piszę o tym dokładnie w 11 albo 10, albo 9 rozdziale mojej książki, chyba w 9. Nie atakuję tam osobiście Friedmana, natomiast kiedy na to spoglądam, to jestem przerażony, bo człowiek, który kiedyś był uważany za ikonę ufologii, nagle okazuje się kimś, kto po pierwsze zupełnie nie myśli, a po drugie może mieć cel w tym, że mówi tak sensacyjne rzeczy. Ale to już zupełnie inna sprawa.
Arku, długo milczałeś. Teraz twoja kolej. Dlaczego dzisiaj nie ma już katastrof UFO? Co sądzisz też o tym przypadku ze slajdami Roswell?
[02:17:44] - Z zaciekawieniem słuchałem tego, o czym mówiliście. Wracając do spraw, może Roswell zaczniemy. Moje zdanie jest takie, że faktycznie coś się wydarzyło. Nie wiemy dokładnie co, ale dla mnie to jest całkowicie nie do zweryfikowania. Mógłbym bazować jedynie na dokumentach, jakie są w internecie i to wszystko. W sumie potwierdzeniem tego, że coś się tam stało takiego, jest usilne zaprzeczanie strony rządowej amerykańskiej, że coś tam ewidentnie było. Wymyślanie projektów Mogul i innych rzeczy, które faktycznie nie wiem, czy znalazł się operator, który coś takiego wysyłał w tym czasie. Podejrzewam, że się nie znalazł, ale pewnie wszystko było tak tajne, że się nie mógł znaleźć. Coś tam było, coś na pewno było. Nigdy ten, który w Roswell był, ani Brazel, ani nikt inny nie mówił, przynajmniej ja nie pamiętam, żeby mówili kiedykolwiek o tym, że znaleziono tam jakichś humanoidów, ale to kwestia taka, jaka mogła być.
Natomiast jeżeli chodzi o katastrofy, to one się zdarzały przez cały czas, powiedzmy, od 40. czy 50. roku co jakiś czas. Była ta katastrofa domniemana w Wirginii, gdzie niedaleko tego miasta złapano całkiem niedawno, w latach 90., nie pamiętam, chyba 1996 rok, złapano te postacie. Tym zajęła się armia brazylijska i to w sumie tam gdzieś utknęło, nie wiadomo gdzie. Rzekomo przekazali to Amerykanom. Także te wszystkie ścieżki w tamtą stronę idą, ale Wirginia jest w jakiś sposób, też tylko bazujemy tutaj na tym, co zostało nam przedstawione i bazujemy na opinii ufologów, których reputacja z czasem okazuje się wątpliwa. W Polsce mieliśmy taki rzekomy incydent na poligonie w Lidzbarku Warmińskim, gdzie podobno coś tam spadło i się rozbiło, i tam grom był, grzmiał i wywieźli, ale nikt tego nie potwierdza. Nie ma żadnych przesłanek ani kto tam był, co tam było. Nikt na ten temat nic więcej nie ma, oprócz tego, że znalazło to się w kwartalniku „NOL” i opisał to chyba Rzepecki.
Ostatnio nie słyszałem o czymś takim, żeby coś tam miało się rozbić. Jeżeli coś by się takiego stało, informacje można łatwo w internecie zdobyć, bo po prostu ludzie sobie przekazują na portalach....społecznościowych. Także jeżeli coś takiego by miało miejsce, na pewno by nie zostało to przemilczane w jakiś sposób. Jeżeli chodzi o wszystkie narodowe agencje, to w tej chwili, o ile Brytyjczycy rzekomo zaprzestali badań w kierunku UFO, to francuski działał i działa chyba do tej pory przez cały czas, nieprzerwanie od lat 50. bodajże z tego, co pamiętam. Także to nie jest tak, że wszyscy przestali, ujawnili swoje dokumenty i się wszyscy zakumowali, że tak powiem. Ale nie wiem. Jest zmniejszona ilość obserwacji UFO tak naprawdę niż była to w latach 50., 60., a nawet początku lat 80. Być może, że to się wiąże z tym, że im mniej tych obserwacji, tym mniej rozbitych UFO. Same rozbite UFO są dosyć ciekawe, dlatego że mało wiarygodnych informacji o rozbitych UFO mamy z Rosji wbrew pozorom.
Dlatego że tam, jako kraj zmilitaryzowany i nastawiony bardzo na wroga zewnętrznego, który przez cały czas próbuje na nich napaść, jedna z najliczniejszych grup obserwatorów to właśnie Rosja i stamtąd to są bodajże trzy czy cztery informacje o rozbiciu UFO. I to wątpliwej wiarygodności, dlatego że ujawnione w momencie, kiedy można było na Zachodzie sprzedać akta KGB za dobre pieniądze, a akta KGB to znaczy obojętnie co napisać i przyłożyć pieczątkę, co nie jest wielkim problemem. A za to brali po 10 tysięcy dolców, czyli konkretne pieniądze. Nie chciałbym, żeby się zdarzały jakiekolwiek katastrofy, ale mimo wszystko to by był koronny dowód na to, że coś się tam faktycznie dzieje, coś faktycznie lata i w tej chwili ciężko by było tę sprawę zamieść pod dywan, gdyby takie faktycznie miało miejsce i społeczność międzynarodowa mogłaby się z tymi kamerkami małymi, większymi, mniejszymi po prostu puścić w świat. Dziękuję.
[02:24:04] - Przyszło do nas pytanie, już mówię: „Nasuwa mi się pytanie, czy może się rozbić coś, co nie jest materialne w związku z Roswell?” Napisał Roman. Romanie, tak. To jest jeden z problemów, które zwolennicy teorii o parapsychicznym UFO mocno rozważają. Również o tym piszę. Jest tak: Jacques Vallee, który jest jednym z twórców teorii o parapsychicznym UFO, jest też jednym z ojców internetu przy okazji, o czym warto pamiętać. To był człowiek, który miał sporo pieniędzy, który poświęcił się ufologii, który może nie był zbyt popularny z wielu powodów, ale on też miał wyrobione zdanie na temat katastrof. Ja mam podobne. Roswell, moje zdanie znacie. Tam się rzeczywiście coś stało, ale nie dowiemy się, co się stało. Roswell to jest bajka stworzona przez CIA i inne agencje.
Bajka, która trwa do dziś. Natomiast są chyba jeszcze dwie historie, które mógłbym sklasyfikować jako realne katastrofy obiektów niezidentyfikowanych: Kecksburg w Stanach Zjednoczonych oraz Dalnegorsk w Kraju Primorskim w Rosji. Tylko że te dwie katastrofy, bo wiemy, że one miały miejsce naprawdę, bo znaleziono szczątki, jest dużo świadków. Te dwie katastrofy równie dobrze mogły być katastrofami obiektów militarnych. Kecksburg — z czym się wiąże? Mieliśmy przecież debatę o nazistowskim UFO. Mówiliśmy o tym, chyba, tak mi się wydaje, a jeżeli nie, to powiemy. Rozbity obiekt w kształcie żołędzia. Dalnegorsk — coś, co spłonęło. Prawdopodobnie jakaś sonda, satelita lub jakiś dron, który aktywował system autodestrukcji.
Co do innych katastrof UFO, tak naprawdę one są tak obładowane mitami i tak niewiarygodne momentami, w sensie mało wiarygodne, że możemy je uznać po prostu za bajki. Varginha, okej. Tylko też mam z nią problem. Varginha jest fajną historią, tylko istnieje pewna bariera językowa. Nie wiem, na ile można ufać tym wszystkim. Tam się coś stało, ewidentnie. Natomiast czytałem sporo doniesień z Ameryki Łacińskiej i Południowej i tam też nie zawsze jest tak, że fakt jest tak samo oceniany jak u nas. Tam fakty traktuje się troszeczkę czasami z przymrużeniem oka. W zależności od regionu to jest zupełnie inna mentalność mimo wszystko. Dlatego zawsze trzeba mieć na uwadze to, że doniesienia z Ameryki Południowej mogą być momentami przesadzone.
To inna sprawa. Wydaje mi się, że jeżeli jakieś katastrofy UFO miały miejsce, to przynajmniej te dwie. I w tych dwóch przypadkach, tak mnie się przynajmniej wydaje,Były to obiekty wojskowe. Natomiast co do realnych katastrof UFO musimy się z tym pogodzić, bo przecież prawda jest najważniejsza w ufologii i tylko o prawdzie mówimy. Nie zamydlamy oczu, bo gdybyśmy organizowali debaty ufologiczne i usiedli i powielali te same mity, to ten program byłby nudny i byłby nieprawdziwy. Natomiast my mówimy o prawdzie taka, jaka jest i czasami ona jest niewygodna. Wiele osób nie będzie się umiało rozstać z mitem Roswell. Jestem tego świadomy. Nie dodałem do tej grupy katastrof UFO jeszcze przypadku z Gdyni, który też był realny, tam też się coś rozbiło. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę z innej rzeczy.
Wszyscy znamy historię z Gdyni w tej wersji: coś spada do basenu portowego, potem znajdują jakiegoś kosmitę i przewożą go do szpitala. Natomiast nikt przez lata, kiedy ta historia się rozrastała w internecie, nie zadał sobie pytania, skąd pochodzi ta druga część historii. Pierwsza była jak najbardziej wiarygodna o tym, że coś spadło w basenie portowym. Natomiast druga wersja pochodzi tak naprawdę z książek angielskiego autora i została potraktowana w Polsce jak pewnik. I to jest śmieszne. Tak się rodzi UFO folklor i ten UFO folklor jest obecny przy wszystkich katastrofach UFO. To są przypadki, na które należy najbardziej uważać. Jeżeli nie umiecie się pogodzić z tym, jaka jest prawda o Roswell, jeżeli wolicie wierzyć w tą wersję podawaną przez Santosa Friedmana, ona jest fajna, natomiast wydaje mi się, że jest niestety obładowana strasznymi dezinformacyjnymi minami. Marku, przejdźmy do kolejnego pytania.
[02:29:07] - Pytanie numer sześć brzmi następująco: ostatnio Edward Snowden powiedział w wywiadzie, że jego zdaniem kosmici cały czas nadają. Tymczasem w projekcie SETI może nie wieje nudą po ostatnim oświadczeniu Jurija Milnera, że wspomoże badania, ale rezultatów brak. A może są one ukrywane? Coraz więcej spekulacji pojawia się odnośnie słynnych szybkich rozbłysków radiowych. Czy w najbliższych latach uda się znaleźć coś, co zakończy żywot paradoksu Fermiego? Arku?
[02:29:40] - Snowden. Myślałem, prawdę powiedziawszy, że jak zacznie ujawniać rzeczy o UFO, faktycznie dowiemy się czegoś nowego, mądrego i jednoznacznego i będziemy po prostu wszystko wiedzieli. Natomiast jego zdaniem to jego zdanie i tyle. Projekt SETI był już parokrotnie zawieszany z powodu braku efektów, nawet po odnalezieniu tego słynnego łowu, z powodu braku efektów i chętnych do finansowania. Owszem, teraz się znalazł Rosjanin, przeznaczy tam parę milionów, ale to jest wszystko analogowe, że tak powiem. Ustalimy gdzieś tam i być może, że oni będą nadawali, usłyszymy coś tam, ale to wcale nie znaczy, że jakakolwiek cywilizacja musi się posługiwać falami elektromagnetycznymi w komunikacji. To jest w jakiś sposób ograniczenie, które my im narzucamy, że muszą akurat w danym zakresie, w danym czasie do nas emitować jakieś promieniowanie i to o określonej częstotliwości. To nie jest całe spektrum częstotliwości, tylko to jest bodajże częstotliwość wodoru. Program SETI może był fajny w latach 70., 80. Może miał jakiś sens na sprawdzenie, czy coś takiego jest możliwe, ale w momencie, kiedy przelatują nad nami, nad głowami statki obcych, obojętnie skądkolwiek by miały pochodzić, zagłębianie się, czy może ich usłyszymy przez radio, bo to będzie potwierdzenie.
No i dobra, przyszedł sygnał „wow” i dalej nic nie wiemy. I tyle. Na dodatek, jeżeli popatrzymy, jakie są możliwości na przykład podsłuchania rozmów telefonicznych w telefonii komórkowej na sprzęcie radioelektronicznym z lat nawet 2000 czy 90., to żadne by były praktycznie. Raz, że małą mocą nadają, a drugie, że jest to tak wszystko cyfrowo zaszyfrowane, że nie bylibyśmy w stanie i tak tego odczytać. Więc jak dla mnie program SETI to jest w ogóle pomyłka i jest może jakimś stałym źródłem dochodu dla Szostaka, ale nic więcej. Dziękuję.
[02:32:39] - Krysiu, mówiąc o SETI, ja mam wrażenie, że cały ten program SETI i jego chroniczny brak efektów działalności, mimo że inwestowane są tam jakieś pieniądze, zainwestowany jest sprzęt i praca ludzi, fachowców, z tego, co słyszymy na temat tego, żeby wysłuchać, co się tam dzieje w kosmosie, złapać jakiś sygnał. I ten brak tych efektów i wyników myślę, że wynika z tego, że chyba źle może rozumiemy i źle odcyfrowujemy SETI. Według mnie, a jest to oczywiście czysta spekulacja, SETI wcale nie jest stworzone do tego, żeby słuchać sygnałów pozaziemskich, tylko
[02:33:27] - Bardzo wygodnym, ukrytym systemem na naszych oczach do działań zupełnie innych i być może one są bardziej przyziemne i mają mroczny cel: podsłuchiwanie kogoś czy obserwowanie czegoś w przestrzeni kosmicznej, co wcale nie jest pozaziemskie. Jest jak najbardziej ziemskie, ale należy do innej sfery. Także wydaje mi się, że SETI to jest jedna wielka ściema i nie ma nic wspólnego z poszukiwaniami obcej cywilizacji, a jedynie służy pewnemu programowi badawczemu, którego nazwy nie znamy, bo jest on częścią jakiegoś bardziej szeroko zakrojonego czarnego programu kosmicznego czy wojskowego związanego z kosmosem. Taka jest moja myśl na temat SETI, bo z kolei tu mamy duży dysonans z tym, co odkryto w Parkes Observatory w Australii, gdzie odebrali te 10 bardzo szybkich sygnałów radiowych, które trwały zaledwie kilka milisekund, ale miały niezwykle dużą moc. I była to tak wielka moc, że porównuje się ją, żeby ją sobie wyobrazić, do tego, jaką energię produkuje słońce przez miesiąc. Także sygnały były krótkie i silne i analiza tych sygnałów doprowadziła do wniosku, że nie mogło je stworzyć nic, co jest znane nauce w przestrzeni kosmicznej, co byłoby czymś naturalnym. Czyli wniosek powstał samoistnie taki, że musiał zostać wysłany przez kogoś w sposób świadomy. A więc istnieje ten ktoś po drugiej stronie, być może galaktyki czy w innej galaktyce, kto stworzył ten sygnał i go wysłał. Sygnały były bardzo silne i bardzo regularne. Miały swój wspólny mnożnik, którym była liczba 187,5, co charakteryzuje ich regularność.
W tej chwili rachunek prawdopodobieństwa uznaje, że możliwość wysłania takiego sygnału w sposób przypadkowy jest jak jeden do 2000, więc dość niewielka. Jest to dość frapujące, interesujące. Czeka się na następne tego typu sygnały. Być może one w jakiś sposób trochę bardziej odkryją tą tajemnicę, co jednak samo przez się daje już nam bardzo wiele do myślenia, że coś się dzieje, że jest coś bardzo interesującego. I z jednej strony mamy kompletnie nieudolny program SETI, a z drugiej strony mamy podstawy sądzić, że istnieje możliwość odbierania sygnałów radiowych z kosmosu i mogą mieć one jakieś nienaturalne pochodzenie, że mogą pochodzić od kogoś, od jakiegoś podmiotu, który istnieje i funkcjonuje gdzieś bardzo daleko.
[02:36:28] - Krysia, a jak zapatrujesz się na wyjaśnienie, że w Parkes Observatory za te sygnały odpowiedzialna była mikrofalówka? Bo takie wyjaśnienie jest teraz upowszechniane w internecie.
[02:36:42] - Myślę, że jest to następny przykład tego, jak łatwo jest coś ośmieszyć, prawda? Że poważny instytut naukowy, który przez kilka lat, od 2001 roku ma ciągle problem z tą samą mikrofalówką?
[02:36:59] - Chyba dłużej, bo od 1998 roku pierwsze doniesienia się pojawiły o tych sygnałach.
[02:37:04] - Właśnie. I taki wielki instytut, bardzo dobrze wyposażony i ciągle ma tą samą mikrofalówkę. Samo to przez się wydaje mi się po prostu śmieszne. Ktoś sobie chyba to wymyślił, że było po prostu fajnie, bo skoro się nie da wytłumaczyć, a skoro z drugiej strony stawia ten problem w bardzo poważnej skali, bo potwierdza, że jednak coś tam jest. I nagle staje się to serio problem, bo sygnał jest bardzo regularny. Tyle że mikrofalówka w tym samym miejscu przez tak długi okres czasu, to już jest kilkanaście lat i tylko te 10 razy, prawda? Czyli co 10 razy sobie tylko to coś odgrzewali, mimo że instytut pracuje codziennie. Tak ja na to patrzę. Myślę, że po prostu jest to zabawna idea, która ma ośmieszyć ten cały temat, który być może jest o wiele bardziej poważny niż z pozoru on wygląda na taki.
[02:38:05] - W kilku ostatnich latach wiele znanych osób mówiło o problemie UFO lub obcych. Byli to między innymi Clinton, Miedwiediew, Edgar Mitchell, znany z licznych wypowiedzi na ten temat oraz inni. Na usta aż ciśnie się pytanie: komu nadal na rękę jest ukrywanie prawdy o UFO i dlaczego ciągle ma to miejsce? Arku?
[02:38:27] - Tak jak już mówiłem wcześniej, jeżeli ukrywamy technologię, którą przewidujemy, że będziemy się bronić, którą użyjemy do produkcji broni, to tak długo, dopóki jej nie pokażemy, świat nie będzie o niej słyszał i nie będzie pracował ani nad antidotum na nią, ani nad zbudowaniem podobnej. Mamy w tej chwili bardzo duży rozwój technologii wojennych, wojskowych i być może, że jest to pokłosie właśnie odzyskania jakichś rzeczy z aparatów latających i wykorzystanie tego. To będą między innymi te hełmy, które są w tych F-35, F-36, które są horrendalnie drogie i niemalże odczytują myśli pilota, jak ma lecieć. Być może to jest to.Być może widzimy tę technologię przed oczami. Być może mamy to jako społeczeństwo w zasięgu wzroku, ręki, a nie potrafimy tego skojarzyć z tym, co oni odzyskali. Oni, czyli rząd amerykański, bo nikt inny nie jest w stanie na tym etapie im dorównać pod względem technologicznym. Skoro wiemy mniej więcej, kto za tym stoi, to wiemy, komu na rękę są tego typu rzeczy i kto nad tym wszystkim trzyma łapę. Wszystkie sznureczki ciągną się do jednego kłębka.
[02:40:16] - Krysiek?
[02:40:18] - Temat ukrywania UFO i zaciemniania wszystkich informacji, jakie wpływają o tym zjawisku czy fenomenie, wskazuje cały czas według mnie na jedno i to samo: że UFO czy zjawisko życia pozaziemskiego, czy cokolwiek związanego z tym tematem, przestanie być wielką tajemnicą w momencie, kiedy możni tego świata będą mieli sposób, jak je opanować, kiedy będą mogli w jakiś sposób je kontrolować. Dopóki takiej kontroli nie będzie, nadal będzie zaciemnianie, ukrywanie i dezinformacja przy okazji. Kiedyś podałem przykład, który ciągle uważam za dobry: z problemem UFO jest tak samo jak z problemem odkrycia Ameryki. Przed Kolumbem masa osób doskonale wiedziała o tym, że istnieje kontynent po drugiej stronie Atlantyku, ale oficjalnie nie dało się tego w żaden sposób udowodnić. Oficjalnie krążyła cała masa najrozmaitszych dezinformacji, bo ciągle z tamtych czasów możemy obejrzeć rysunki najdziwniejszych stworów, które mieszkają po drugiej stronie oceanu, że gdzieś Ziemia się kończy i robi się olbrzymia przepaść z wielkim wodospadem i tak dalej. Te legendy były podsycane i dziś mam wrażenie, że robiono to w celowy sposób, po to, żeby ukryć w takiej dyskusji, często dość szalonej na temat tego, co można spotkać po drugiej stronie oceanu, potrzebę mówienia o tym, co tam jest naprawdę i o tym, że coś tam istnieje. Tak jak powiedziałem, dziś nie mamy wątpliwości, że masa ludzi wiedziała o tym, że istnieje inny ląd po drugiej stronie oceanu. Natomiast dla większości była to jedna wielka tajemnica, która została wreszcie rozwikłana, kiedy Kolumb zrobił to oficjalnie. Ale jak wiemy, w tych czasach już możni tego świata wiedzieli, jak Amerykę zagospodarować i zagospodarowali ją bardzo szybko. Widać wyraźnie, że mieli już plan, jak to zrobić, jak to podbić i wykorzystać do swojego własnego celu.
Myślę, że identycznie jest z sytuacją UFO: dopóki nie będą mieli takiej mocy, aby móc to zjawisko kontrolować, dopóty będzie ono utrzymywane w formie fantazji i najrozmaitszych dezinformacji. W momencie, kiedy będzie to możliwe, wówczas ogłoszą nam, że wszystko to jak najbardziej istnieje. Czyli jest to właściwie identyczny schemat i działa na identycznej zasadzie. Zresztą nawet przedmiot tego jest bardzo podobny, bo to jest na takiej zasadzie: czy jest możliwe życie na przykład na Marsie? Wielu ludzi, którzy interesują się tym tematem, mówi, że jest. Spójrzmy na to, jak działa tak zwana nauka, która opisuje to, co się wydarzy na Marsie. Jeszcze 20 lat temu było to środowisko marsjańskie opisywane jako środowisko nieznośne dla człowieka. Tam nic nie było w stanie przetrwać. Oglądaliśmy obrazki, gdzie powietrze było złowrogo czerwone, mroczne, bardzo ponure i bardzo nieprzyjazne dla człowieka. Z upływem czasu dochodzą nowe historie, nowe informacje, nowe zdjęcia i obraz Marsa w jakiś sposób staje się coraz bardziej przyjazny.
Nagle jest tam błękitne niebo. Nagle okazuje się, że krajobrazy przypominają krajobrazy ziemskie, te z Arizony. Niedawno dowiedzieliśmy się, że jest tam woda, więc jak jest woda, wiadomo, że jest wielka możliwość istnienia życia w takim środowisku. A jeszcze chwilę temu uważano, że woda w stanie płynnym nie ma prawa istnieć na Marsie, bo fizyka i model, który przypisano Marsowi, wskazują na to, że woda powinna albo natychmiast odparować, albo natychmiast zamarznąć. Tymczasem okazuje się, że w stanie płynnym jest możliwość, żeby pojawiała się ona na powierzchni tej planety. To już implikuje różne pomysły na ten temat, że na tej planecie być może da się żyć, da się ją troszeczkę zmienić, terraformizować i stworzyć warunki do istnienia ludzkiej cywilizacji. Że któregoś dnia będziemy się mogli na niej osiedlić. Ale będzie to dzień, w którym wielcy tego świata, którzy kontrolują tego typu informacje, uznają, że coś takiego będzie można już ogłosić. Oczywiście oni będą pierwsi i będą kontrolować cały ten proces. Tak samo jak kontrolowano proces odkrycia Ameryki, gdzie tylko określone kraje, określoni władcy już z góry sobie ten nowo odkryty kontynent podzielili pomiędzy siebie, zbudowali tam swoje kolonie i stworzyli warunki do uzyskania niesamowitych zysków z tego odkrycia.
Myślę, że podobnie jest w tym przypadku i dlatego utrzymuje się to w tajemnicy aż do momentu, kiedyKiedy już nie trzeba będzie tego trzymać, bo będzie wiadomo, że całość już jest kontrolowana. Ale oczywiście nie przez nas, tylko przez tych, którzy gdzieś tam są na górze, przez te tajemnicze elity, które czasami nam tutaj wyłączają Skype'a czy zakłócają nasze dyskusje.
[02:45:50] - Jeszcze warto by było dodać, wspomnieć o prezydencie Jimmy Carterze, który widział UFO w swojej kampanii wyborczej. Mówił, że ujawni wszystkie dokumenty, które dotyczą tego typu zdarzeń. Po zapoznaniu się prawdopodobnie z tym, co ma na biurku przedłożone w tej sprawie, nabrał wody w usta i milczy do tej pory. Także tutaj też jest takie dziwne. Obiecał i tu nagle cisza. A z drugiej strony wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy tak powiedzmy 10 lat temu zostało to ujawnione, dostalibyśmy dodatkowe źródło energii praktycznie niewyczerpalne i moglibyśmy produkować pojazdy trzymetrowe pakujące trzy, cztery osoby, które mogą się przemieszczać w dowolnej chwili w dowolny punkt ziemi. Co by było w tej chwili z tą całą falą uchodźców, z tą islamizacją, dżihadem i tym wszystkim innym? Przecież nie moglibyśmy wyjść z domu my tutaj w Polsce, tak sądzę, żeby nie zostać strąceni o głowę, bo do tego się to tyczy. Także ten rozwój technologii jest tak ściśle związany z rozwojem społecznym i tutaj jedno goni drugie i jedno z drugim się zaplata. Nie możemy przeskoczyć do następnej ligi, do następnego stopnia, jeżeli nie zaliczymy rozwoju społecznego do jakiegoś tam stopnia.
I tutaj wygląda na to, że jesteśmy faktycznie kontrolowani. Dziękuję.
[02:47:43] - To mi nasunęło jeszcze jedno porównanie z tym odkryciem Ameryki przez Kolumba, że wówczas istniała ta bariera technologiczna również, bo żeby wydostać się z Europy i przedrzeć się na drugą stronę oceanu, trzeba było posiadać jakiś statek. Statek tego typu to jest duża, spora inwestycja i mało kogo było stać na to, żeby posiadać go na własność. Jeszcze do tego trzeba było znaleźć załogę, ją opłacić, wyposażyć i wziąć ryzyko, że ta wyprawa się powiedzie. I jak pokazuje to przykład Kolumba i później wszystkich innych wielkich odkrywców czy mniejszych odkrywców, za każdym razem mamy ten sam schemat, że mamy najpierw władców, którzy zezwalają, dają licencję na taką podróż. Potem mamy banki, które inwestują w tego typu statek, jednocześnie na przykład zapewniając mu zabezpieczenie, jeżeli coś by się nie powiodło, czyli dając mu po prostu ubezpieczenia takie, jakie mamy w przypadku dziś przewożenia towarów, że ubezpiecza się dany towar na daną podróż. I za każdym razem mamy banki, świetnie działające w tamtych czasach banki weneckie czy banki z Genui. Nomen omen Kolumb pochodził z Genui, więc w jakiś sposób reprezentował to środowisko bankowe. Tu się jedną rzecz nasunąłeś, to podobieństwo do tego, że technologia, którą się wykorzystuje do tego typu działań, jest kontrolowana. A drugą rzecz, którą mi Jarku nasunąłeś, to właśnie ta historia z Carterem nasuwa mi inną historię z Hillary Clinton, która jakiś czas temu pokazywała się często z książką o UFO. Dość sporych rozmiarów książką o UFO.
Gdzieś tam pod pachą ona biegała. W tej chwili nie pamiętam tytułu, bo jest to po prostu rzecz, która mi w tej chwili przyszła do głowy pod wpływem tego, co powiedziałeś. Ale idąc tym tropem i że nie robiła tego w sposób przypadkowy i że w jakiś sposób chciała w taki sposób zareklamować i przesłać jakąś interesującą informację, być może wskazuje na to. A wiemy o tym, że Clinton, w ogóle Clintonowie są ogromnie zainteresowani problemem UFO. Zresztą sam będąc prezydentem tuż po swojej prezydenturze, kiedy zaczął pojawiać się w różnych talk showach, było mu często to pytanie zadawane. Odpowiadał troszeczkę enigmatycznie, zazwyczaj bardzo w sposób rozrywkowy i wesoły, ale każdy wiedział, że Clinton się tym interesuje i coś jest tutaj na rzeczy z tym wszystkim UFO. I tak mi się to teraz skojarzyło, że nagle mamy do czynienia w czasie tej bardzo wczesnej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w przyszłym roku w Stanach, że istnieje takie dziwne przymierze wszystkich niemalże sił politycznych w Stanach, które chcą absolutnie, kompletnie zniszczyć Clintonów. Tych możnych, potężnych Clintonów, którzy mieli wpływy wszędzie, mieli dojścia wszędzie, są bardzo niebezpiecznymi graczami politycznymi. Którzy mają nieograniczone ilości środków finansowych do prowadzenia swojej kampanii. Nagle okazuje się, że wszyscy sprzymierzają się przeciwko nim.
I lada chwila mam takie wrażenie, i to jest moja tu przepowiednia, że pani Hillary wycofa się z tych wyborów i będzie już tylko ratować samą siebie, żeby na przykład nie zostać posądzoną o zdradę stanu i wtrąconą do więzienia czy coś podobnego. I tak mi się to kojarzy, że być możeObie te rzeczy mają jakiś związek, że być może właśnie w tym nowym pomyśle Clintonów na to, jak rządzić nie tylko Stanami, ale i światem, który się globalizuje w potwornie szybkim tempie, było przyspieszenie nie tyle ujawnienia, co wskazanie na to, że istnieją możliwości, jakiś sposób funkcjonowania w nowym wymiarze w kwestii technologii, być może odkryć międzyplanetarnych czy nawet odkrycia życia pozaziemskiego. Już nie chcę iść aż tak daleko, żeby mówić o kontakcie z istotami pozaziemskimi, ale być może ma to jakiś wpływ, jakiś związek. Tę atrakcyjność tematu UFO dla Clintonów, a jednocześnie obserwowany w sposób wyraźny upadek kampanii wyborczej Hillary i upadek całej tej polityki myślenia o przyszłości politycznej Stanów i świata przez możnych Clintonów.
[02:52:19] - Zgadzam się. Nie będę tutaj dodawał niczego, co powiedział Chris jako insider, że tak powiem. Ktoś, kto ma bardzo dokładny wzgląd na te kwestie polityczne w Stanach Zjednoczonych. Natomiast warto powiedzieć o innych osobach, które miały coś kiedyś przebąknąć na temat UFO. Jedną z tych osób, jak już mówiliście, zapewne jest Edgar Mitchell, który też troszeczkę na tym polu od lat miesza. Nie jestem sceptyczny wobec jego twierdzeń, absolutnie, dlatego że to jest człowiek o, wydaje mi się, czystych zamiarach. Natomiast to, co on mówi, to w zasadzie jest od lat to samo. Chciałbym kiedyś się dowiedzieć, kim są jego tajemniczy informatorzy, od których zdobył fakty i informacje, które mówią, że zostaliśmy odwiedzeni. Ale pamiętajmy, że wśród tych ludzi, którzy mieli na ten temat coś do powiedzenia, miała być między innymi Margaret Thatcher, która raz miała wysypać się i powiedzieć coś o UFO i szybko się potem z tego wycofać. Także to grono jest naprawdę spore.
Pytanie tylko, czy ci ludzie wszyscy rzeczywiście grają do jednej bramki, czy na przykład pamiętne słowa Reagana, który poklepując Gorbaczowa – i nie tylko, bo mówił to wiele razy – mówił, że gdyby przyszło skonfrontować się z obcymi, to na pewno ludzie by się zunifikowali i byłoby to w jakiś sposób dla naszej cywilizacji dobre, bo nagle zniknęłyby te wszystkie partykularyzmy. Mówienie o tym, kto co mówi, jest też trudne, dlatego, że nie wiemy, jak poszczególni prezydenci, na przykład Stanów Zjednoczonych, bo nie mówimy o prezydentach Polski, prawda? Bo ci zajmują się zupełnie innymi sprawami. Na przykład wynoszeniem obrazów z kancelarii czy czymś takim, a nie o prezydentach innych krajów. Tutaj najwięcej do powiedzenia mieli jednak prezydenci Stanów Zjednoczonych. Ja się zastanawiam, czy czasami rozgrywanie tematu UFO nie jest jednym z elementów ich polityki, który jest konsultowany ze służbami specjalnymi. Może nawet zwrócę z takim pytaniem do Chrisa, że to jest coś, czym należy zawsze pogrywać. Coś, co zawsze jest w odwodzie na wypadek, gdyby inne problemy nie wypaliły. Innymi słowy, jeżeli nie będzie czym zająć ludzi, jeżeli już znikną terroryści, komuniści, islamiści i wszyscy inni wrogowie, zawsze w odwodzie jest UFO i zawsze można z nim walczyć. Jak myślisz, Chris, czy ta teoria spiskowa, która mówi o tym, że rząd amerykański może wykorzystywać, tutaj w cudzysłowie oczywiście, mit o UFO.
Mówiąc o micie UFO mam na myśli tę wersję albo koncepcję tego zjawiska, które służby amerykańskie sobie wypracowały. Czy używając tego mitu amerykański rząd, amerykańskie służby mogą w jakiś sposób przyczyniać się do ograniczania swobód obywatelskich? Oczywiście wiele osób może powiedzieć: „Jak to może mieć miejsce? Przecież to jakaś zupełna bzdura, nie?” Natomiast pamiętajmy, że istniało coś takie jak MK-Ultra i są realne dowody na to i przesłanki świadczące o tym, że jednak podszywano się pod kosmitów w czasie programu MK-Ultra. Możliwe nawet, że dzieje się to cały czas. I teraz takie pytanie: czy rzeczywiście Chris za oceanem cały czas pogrywa się tym tematem w celach politycznych?
[02:56:52] - Oczywiście pogrywa się, bo temat jest bardzo wygodny, plastyczny, elastyczny. Da się z niego stworzyć niemalże wszystko. Ja chyba ostatnio nawet jedną taką paralaksę popełniłem, która była poświęcona tak zwanej przepowiedni von Brauna, gdzie miał on ogłosić kolejną serię zagrożeń dla ludzkości tylko po to, żeby móc tę ludzkość kontrolować. I na samym czubku tej listy było zagrożenie asteroidem, a ostatecznym zagrożeniem, które rzekomo miało spaść na ziemię i miało spowodować, że ludzie oddadzą resztę swoich swobód demokratycznych po to, żeby możni tego świata ich uratowali, miał być właśnie atak UFO. Miał być atak kosmitów na ziemię. To już pobudza bardzo mocno wyobraźnię.W jakiś sposób widać, że w sposób niebezpieczny ta przepowiednia von Brauna się realizuje, bo te kolejne punkty rzeczywiście z zastraszającą dokładnością po kolei wchodzą w takiej kolejności, w jakiej on je wymienił, wchodzą do gry i powoli zbliżamy się do zagrożenia asteroidą. Na koniec będziemy mieli kosmitów na karku i trzeba będzie nas przed nimi obronić. Dlatego będzie trzeba stworzyć taką federację jak Star Trek. Kto wie, być może Star Trek, cały pomysł i idea tej całej historii Star Treka jest właśnie stworzona w tym celu, że Ziemia już nie jest reprezentowana przez jakieś określone państwa. Jest reprezentowana przez całą federację, która myśli i działa globalnie.
I Star Trek, który jest obrońcą ludzkości, a jednocześnie najdalej w kosmos wysuniętą szpicą, która odwiedza najdalsze zakątki wszechświata, reprezentuje jeden globalny świat. Myślę, że z pewnością temat jest w jakiś sposób używany do tego, by móc nie tylko manipulować ludźmi, ale być może także ukryć wiele bardzo mrocznych historii. Dlatego tu na myśl przychodzi cała historia z MILAB-ami, czyli że gdzieś istnieją jakieś tajne bazy wojskowe, które w jakiś sposób związane są z kosmitami i gdzie prowadzi się nieludzkie badania na ludziach związane z nowymi odkryciami. I to też w jakiś sposób wpływa na ludzi, na ich postrzeganie problemu UFO, na ewentualne zagrożenia z tamtej strony i pozwala na manipulację w każdą dowolną stronę. Myślę, że temat UFO, jak i wiele innych, jak na przykład globalne ocieplenie czy wiele innych najrozmaitszych historii, które są na tapecie w głównych nagłówkach gazet czy mediów rozmaitych, właśnie takiej manipulacji. Jednocześnie może to działać również w drugą stronę, że produkując zjawiska, które w jakiś sposób imitują UFO bądź wydarzenie, gdzie spotyka się kosmitów, jednocześnie testuje się, w jaki sposób reagują na to ludzie. I tu mamy do czynienia z klasyczną, bardzo głośną historią, kiedy Orson Welles czytał książkę Wellsa „Wojna światów” i rzekomo ludzie w New Jersey, czyli w stanie, w którym obecnie mieszkam, myśleli, że jest to prawdziwy atak kosmiczny i z tym, co mieli pod ręką, z widłami, dwururkami wyskoczyli na ulicę w poszukiwaniu UFO, żeby się przed nim obronić. Okazało się, że cała ta historia jest od początku do końca wymyślona, że tak naprawdę mało kto słyszał tę audycję radiową i nigdy coś takiego nie miało miejsca, że nigdy nie doszło tak naprawdę do paniki czy do próby jakiejś konfrontacji z tym UFO, że jest to jedna z legend, która dziś jest bardzo często używana jako przykład tego, że w obliczu nieznanego człowiek traci głowę. Dlatego potrzebne są odpowiednie służby, które wiedzą, co zrobić, jak to kontrolować i jak tych biednych ludzi, którzy nie potrafią opanować swoich emocji, uratować od takiego zjawiska. Tak że mamy do czynienia z tym wszystkim na każdym kroku.
Sam wspominałeś o Disneyu, któremu miano zaproponować, aby wziął udział właśnie w czymś takim. Do dziś krążą legendy o Stanleyu Kubricku i jego filmach i jego udziale na przykład w legendzie Apollo, który rzekomo wcale nigdy nie był na Księżycu i tak dalej. Myślę, że jest to wszystko tworzone w sposób świadomy, bo przecież skoro te plotki poszły aż tak daleko, przecież chyba bez trudu NASA mogłaby udowodnić, że była na Księżycu i zamknąć sprawę raz na zawsze, a mimo to jakoś nie jest zainteresowana tym, żeby ten problem rozwiązać. I on tli się co jakiś czas, wybuchając większym płomieniem, wzbudzając większe lub mniejsze dyskusje na ten temat, co się naprawdę wydarzyło wtedy na Księżycu, jeśli cokolwiek się wydarzyło i tak dalej. Tak że z manipulacją mamy do czynienia nieustannie. Sam wspomniałeś Majestic 12. Teraz wspomniałeś następną niesamowitą instytucję MK-Ultra, czyli instytucję, która stworzyła seks, narkotyki, rock and roll w czasach flower power, czyli tych najpiękniejszych hipisowskich czasach, które przedstawia się w sposób wspaniały i legendarny jako czas buntu i wolności przeciwko establishmentowi, który w sztywnych garniturach, wyprasowanych koszulkach starał się uczynić z ludzi takich półrobotów. Okazało się, że tak naprawdę MK-Ultra stworzyła programy, które używały różnych socjotechnicznych technik do manipulowania ludźmi, używając do tego narkotyków, a także muzyki i wpływu subkultury na ludzkie społeczeństwo. Efekt tego był olbrzymi i w sumie mamy jego pokłosie do dziś. I to, co widzimy, kiedy rozpadają się tradycyjne wartości, kiedy świat socjalnie zmienia się na naszych oczach w sposób błyskawiczny, gdzie okazuje się, że preferencje seksualne jednych ludzi są w ogóle najważniejszą rzeczą na świecie, ważniejszą niż cokolwiek innego i tak dalej.
To wszystko jest wynikiem tych manipulacji, które wymyślono dawno, dawno temu, jeszcze w latach 60. Tak że nie mam absolutnie żadnej wątpliwości, że używa się tych technik do dziś i używa się do tego celu właśnie UFO czy kosmitów, tych extraterrestrials jako elementu tej całej rozgrywki.
[03:03:50] - Tak. Tutaj wiele osób może pomyśleć: my tutaj gadamy cały czas o Stanach Zjednoczonych, o tamtejszych realiach. Natomiast nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ufologia amerykańska i tamtejsze idee poprzez internet, poprzez książki, tak samo jak westerny, jak muzyka rockowa, oddziaływały na cały świat, na Europę, na tutejsze wyobrażenia, nasze wyobrażenia. Tak naprawdę ufologia jest silnie zamerykanizowana i nie mówilibyśmy o tym, gdyby to też nie dotyczyło nas w pewnym sensie w każdym kraju. Po drugie, techniki manipulacyjne na polu ufologicznym to jest tylko coś, czym my się zajmujemy, a one tak naprawdę istnieją na każdym innym polu: w kwestii nauki, medycyny, w przemyśle farmaceutycznym, w polityce przede wszystkim. Podział dokonany w ciągu dosłownie kilku lat w społeczeństwie polskim, ta wojna polsko-polska, ta sytuacja paranoiczna, w której my tutaj żyjemy, jest czymś podobnym. Tylko u nas się nie wykorzystuje kosmitów, tylko jakieś inne, drobniejsze powody. Ale musimy też zrozumieć jedno, że jeżeli mówimy o tej manipulacji na polach ufologicznych, to wcale nie oznacza, że problem nie istnieje. Problem UFO istnieje i owszem, cały sęk w tym, że to zjawisko jest bardzo tajemnicze. Być może Kubrick wiedział tutaj coś jeszcze o tym.
Arek musi iść. Arku, trzy słowa do słuchaczy. My też już kończymy zaraz.
[03:05:50] - Dobranoc. Dziękuję za to, że siedzieliście tak długo i słuchaliście mnie.
[03:05:56] - Dobranoc i do zobaczenia następnym.
[03:05:58] - Do usłyszenia następnym razem.
[03:06:00] - Do usłyszenia, nie zobaczenia. Zresztą i tak cię widzę w tym obrazku tutaj. W każdym razie Kubrick może też coś wiedział o tym, że UFO nie jest tym, czym pewne grupy chcą, żebyśmy myśleli, że jest. Pamiętacie sprawę słynnego monolitu? I to jest chyba ostatnia kwestia, o której dzisiaj powiem. „2001: Odyseja kosmiczna” kręci się wokół słynnego monolitu, który w zasadzie działa tak, że jest akceleratorem lub katalizatorem świadomości każdej istoty, która się go dotknie. Nawet nie istoty, ale też komputera. Przecież to on poniekąd mógł zbuntować HAL-a, słynny komputer, do przeciwstawienia się człowiekowi. I teraz Kubrick i paru innych w tamtych czasach ludzi, między innymi sir Arthur Gurd, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że UFO jest tak naprawdę problemem głębszym. Nawet Kenneth Arnold, pierwszy człowiek, który widział latające spodki, twierdził później, że ten fenomen jest w zasadzie czymś innym niż to, jak przedstawia go prasa.
A sama skala manipulacji w ufologii w przypadku Arnolda niech się ujawni chociażby w tym, że on tak naprawdę nie widział latających talerzy. On tak naprawdę widział obiekty, które przypominały półksiężyc. A dzisiaj wszyscy mówią, że Arnold widział latające spodki. Także fenomen UFO jest bardzo głęboki, bardzo zróżnicowany i co ciekawe, to jest jedno z takich zjawisk, które nie do końca są definiowalne. Nie możemy go z niczym porównać, bo z jednej strony jest to coś, co ma formę wizualną. My widzimy te obiekty. Natomiast z drugiej strony sam fakt ich istnienia oddziałuje głęboko na naszą podświadomość. Zobaczcie, jaki to jest paradoks. My sobie tego nie uświadamiamy na co dzień. Wiele osób myśli: latający spodek, kosmici, kosmiczna wizytacja.
Ale kiedy tak naprawdę homo sapiens zderza się z tym problemem, to porusza on w nim taką lawinę intelektualną jak ten rzeczony monolit, że wywołuje to prawdziwą burzę mózgów. Ale o tym się mówi niestety rzadko, dlatego że to już jest wejście na takie pola, które są zupełnie nienaukowe. Tam już nie działa nauka, tam działa metafizyka, heurystyka czy jak ktoś chce to nazwać. Dziękuję ci, Chris, dzisiaj za udział.
[03:09:07] - Nie ma za co.
[03:09:09] - Mam nadzieję, że spotkamy się niebawem. Przypominam wszystkim słuchaczom, że na radiu Paranormalium, na stronie jest lista tematów, którymi się będziemy zajmować. Nie wiem, Chris, co byś preferował za tydzień na przykład?
[03:09:31] - Trudno jest mi powiedzieć w tej chwili. Właściwie każdy temat jest dowolny. Wszystkie są ważne, wszystkie są w jakiś sposób interesujące. Także ja nie mam preferencji. Za to podążam za preferencjami słuchaczy i kierownictwa Radia Paranormalium. Także tu mam pełne zaufanie i z przyjemnością powalczę w następnej debacie.
[03:09:55] - Czekamy zatem na sugestie, Marku. Możemy zrobić tak, że czekamy do wtorku na sugestie słuchaczy w jakiejś sondzie albo w innej formie wymyślonej przez ciebie. Niech głosują, a my się po prostu dostosujemy i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tematy są w tej...
[03:10:17] - Jedyne, co chciałbym zasugerować, co mnie na przykład osobiście by bardziej odpowiadało, myślę, że być może nam wszystkim, a także i słuchaczom, byłoby to, żeby taki temat ustalać z większym wyprzedzeniem, niż się dzieje to teraz, na kilka dni przed debatą, bo to pozwoli nie tylko przemyśleć parę problemów, ale też przy okazji znaleźć parę nowych informacji, przygotować się być może lepiej do takiej dyskusji i sprawić, że będzie bardziej interesująca, głębsza i przez to ciekawsza, bardziej atrakcyjna. Absolutnie. Myślę, że to miałoby jakiś taki zysk w tym sensie. Przy okazji pozwoliłoby to też słuchaczom, żeby zanim ona się odbędzie, już mogli kolekcjonować i zadawać swoje pytania, do których my byśmy się próbowali w jakiś sposób ustosunkować. A może nawet kogoś zaprosić? Sam nie mam pojęcia. Jak mówię, ja jestem absolutnie otwarty, ale myślę, że to w jakiś sposób jakościowo poprawiłoby całe debaty.
[03:11:20] - Dobrze, pomyślimy nad tym z Markiem. Myślę, że takie głosowanie po prostu pozwoliłoby ustalić, jak to wszystko będzie dalej wyglądało. W tej rundzie debat mamy naprawdę dobre propozycje tematyczne, choć niektóre są kontrowersyjne. To chyba lepiej, prawda? Także ja dziękuję wszystkim. Pozdrawiam. Zapraszam.
[03:11:42] - Wśród propozycji są też milaby.
[03:11:44] - Zapraszam wszystkich.
[03:11:45] - Słuchaczy Radia Paranormalium bardzo nakręciło w poprzednim sezonie debat, co niestety z różnych powodów nie doszło do skutku, ale wśród propozycji tematycznych milaby również są. Tak więc jeżeli macie jakiś swój ulubiony temat, to zachęcam już teraz do głosowania. Będzie już niedługo na stronie Radia Paranormalium oraz na profilu na Facebooku zrobiona ankieta, w której będzie można zagłosować na wybrany przez siebie temat.
[03:12:15] - To w zasadzie tyle. Zachęcam wszystkich do wizyty na grupie czytelników „Nieznanego Świata”. Tam można podyskutować na fajne tematy. Tam się tymczasowo udzielam. Są fajne informacje. Codziennie staram się znaleźć coś nowego. Także jeżeli ktoś by chciał, proszę szukać. Polecam też październikowy numer „Nieznanego Świata”, w którym z tematów ufologicznych znaleźć można między innymi mój artykuł o Swedenborgu i jego opisach na temat wizyt na innych planetach, których dokonywał przy pomocy percepcji pozazmysłowej. Jest jeszcze bardzo ciekawy artykuł o katastrofie w Dalnegorsku, o której dzisiaj mówiłem. Także polecam i dobranoc.
Trzymajcie się panowie.
[03:13:10] - Dobranoc. Kończymy pierwszą pilotażową debatę ufologiczną rozpoczynającą drugi sezon naszych debat. Dzisiaj może nie było rekordu słuchalności, ale frekwencja i tak była bardzo duża. Również na czacie Radia Paranormalium odbyła się gorąca dyskusja. Zachęcamy do głosowania na swoje ulubione tematy. Tak jak mówiłem przed chwilą, będzie dostępna już niedługo ankieta, w której będzie można zagłosować. Nie ma czegoś takiego, że jeden słuchacz równa się jeden głos. Można wybrać kilka tematów. Głosowanie odbywa się w komentarzach. We wtorek podliczymy wszystkie tematy i ogłosimy, który z nich pojawi się w debacie za tydzień.
A tymczasem Radio Paranormalium życzy wszystkim słuchaczom pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. W pierwszej pilotażowej debacie jesienią 2015 roku udział wzięli Piotr Cielebiaś z portalu Infra i czasopisma „Nieznany Świat”, Damian Trela, ufolog z Legnicy, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej oraz nasłuchujący tu mnie jeszcze na Skypie ostatni sprawiedliwy Kris Miechina. Nasłuchuję, bo przyszedł mi do głowy pewien pomysł jeszcze, że skoro Piotr powiedział, że napisał i wydał swoją książkę, to ja myślę, że jest to znakomita sytuacja, żeby tę książkę móc czytać w Radiu Paranormalium i żebyś, tak jak czytasz o katastrofie tunguskiej, mógł właśnie przeczytać tę książkę. To byłaby absolutnie super sytuacja. Tak mi się wydaje.
[03:14:51] - Przeczytanie całej książki chyba nie wchodzi w rachubę, ale na pewno postaramy się z Piotrem przynajmniej na zachętę przeczytać, zaprezentować na antenie przynajmniej część. Mamy to nawet chyba w planach. Z tego, co pamiętam, z Piotrem już rozmawiałem o tej książce i o promocji na antenie jakiś czas temu. Także możecie się państwo spodziewać, że gdy tylko książka ukaże się na rynku, będzie bardzo aktywna promocja. Będzie również zaprezentowany fragment na antenie Radia Paranormalium. To była pierwsza debata otwierająca drugi sezon. Dziękujemy bardzo za uwagę. Debatę technicznie obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.