[00:02] - Portal Infra prezentuje „Paralaxa” – spojrzenie Chrisa Miekiny. Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Na Fali i wszystkich innych radiostacji i stron internetowych, na których nas słychać. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Paralaxa”. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a jest nasz gospodarz, nasz poszukiwacz prawdy, Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[00:31] - Witam wszystkich. Dobry wieczór. Widzę, że przyczepiło się to do mnie, ten poszukiwacz prawdy. Już nawet się świadkowie jacyś pytali mnie, czy bym czasami nie przystąpił. Witam wszystkich raz jeszcze.
[00:42] - W dzisiejszym odcinku będziemy dyskutować o postrzeganiu pozazmysłowym, czyli extrasensory perception, w skrócie ESP. Może na początek spróbujmy, Chrisie, zdefiniować, co należy rozumieć przez zdalne postrzeganie. Czym ESP jest, a czym nie jest?
[01:02] - Właściwie są dwie odpowiedzi na to pytanie. Są dwie definicje. Definicja bardzo krótka i druga taka, która praktycznie pewnie zajęłaby nam resztę nocy i być może połowę następnego dnia i być może znowu byśmy skończyli na tym, że nadal nie wiemy, co to jest właśnie takie zdalne postrzeganie, postrzeganie pozazmysłowe. Ta krótka definicja została stworzona przez jednego z klasyków zdalnego postrzegania, Lynna Buchanana, który powiedział, że jest to metoda sformalizowania podświadomości, która polega na zadaniu pytania i uzyskaniu odpowiedzi. Czyli nic prostszego pod słońcem. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i ponieważ mamy tutaj do czynienia z historią kompletnie pozazmysłową, więc bardzo trudno jest nam określić w jakichś sformułowaniach, słowach, definicjach, bardzo trudno jest nam to określić, czym tak naprawdę jest takie pozazmysłowe postrzeganie, na czym ono polega, z czym się ono wiąże, ponieważ tutaj mieszają się ze sobą najrozmaitsze historie. Miesza się to, co nazywamy jasnowidztwem, miesza się tu z snami najrozmaitszego rodzaju. Miesza się to z różnymi przewidywaniami czy na przykład instynktem i tak do końca nie jesteśmy w stanie powiedzieć, na czym dokładnie polega to postrzeganie pozazmysłowe. Wiemy, że ono istnieje i funkcjonuje. Ci wszyscy, którzy je wykorzystują do jakiegoś rodzaju pracy, każda z tych osób wypracowuje sobie swoją własną metodę i realizuje ją właśnie w tym swoim codziennym życiu.
Także myślę, że o tą drugą definicję może się nie pokuszę teraz, ale być może w trakcie naszej rozmowy w jakiś sposób ona się spróbuje przynajmniej wykrystalizować. Ja w ogóle mam nadzieję, że ta dzisiejsza „Paralaxa” poświęcona zdalnemu postrzeganiu, czyli postrzeganiu pozazmysłowemu czy ponadzmysłowemu, będzie początkiem pewnej serii, która będzie dotyczyła tego zdalnego postrzegania, ponieważ mamy tutaj do czynienia z bardzo ciekawymi indywidualnościami, które działają na tym polu i każda z nich jest zupełnie inna, bardzo oryginalna i metody, które stosują w swojej pracy, są niezwykle interesujące.
[03:38] - Do tych osobistości powrócimy jeszcze i będziemy nawiązywać w dalszej części naszej audycji. Spróbujmy natomiast tak na dobry początek scharakteryzować osobę posiadającą ESP. Czy oprócz tej zdolności wyróżnia się ona czymś jeszcze spośród reszty społeczeństwa?
[03:56] - Właściwie to wszyscy posiadamy takie zdolności. Posiada je Ivellios, posiadam ja, posiada każdy z was, którzy słuchają tej dzisiejszej audycji. Problem polega jedynie na tym, w jaki sposób użyć ją w praktycznym działaniu. I tu już sprawa zaczyna się bardzo mocno komplikować. Według jednego z klasyków zdalnego postrzegania, Johna McMonigle'a, takim elementem, który właściwie jest niezbędny do tego, żeby zostać dobrym postrzegaczem pozazmysłowym, użyję takiego sformułowania, jest to, żeby w przeszłości czy w jakiejś części swojego życia przeżyć doświadczenie śmierci. Jest to oczywiście bardzo dramatyczne wydarzenie w życiu każdego człowieka. Właściwie „życiu” tu też można użyć w cudzysłowie, bo to życie w pewnym momencie w zasadzie zaczyna się już kończyć i okazuje się, że poza nim jest coś jeszcze. Jest to klasyczne doznanie. Wiele osób je przeżywa, niektórzy przeżywają wielokrotnie, ale to doznanie pozwala popatrzeć na świat zupełnie innym okiem, a przede wszystkim pozbyć się strachu czy obawy. Obawy, która bardzo często powoduje, że boimy się dokonać w życiu jakichkolwiek działań.
Boimy się zadać pytań, że strach paraliżuje to, co robimy i przez ten paraliż nie możemy wykonać czy spróbować dojść do celu, który sobie wyznaczyliśmy.
[05:32] - To chyba nie tylko doznania z pogranicza śmierci pozwalają uaktywnić ESP. Ja znam na przykład dziewczynę, u której to się objawiło z taką dużą naprawdę mocą, z takim powerem po tym, jak poroniła.
[05:45] - Z pewnością jest to dramatyczne wydarzenie. Nie da się zaprzeczyć, ale tu trzeba by zobaczyć właściwie, na czym polega ta jej umiejętność. Czy to zdalnego postrzegania, czy przewidywania pewnych wypadków. Właściwie, ponieważ ja tej dziewczyny nie znam, nie wiem, w czym się to objawia. Może ty byś, Ivelliosie, opowiedział w takim razie. Czym się objawiają te jej specyficzne zdolności czy umiejętności, które nabyła po takim tragicznym wydarzeniu w swoim własnym życiu?
[06:15] - To są takie rzeczy typu czucie jakichś ataków energetycznych, widzenie istot, których nikt inny nie widzi, a które okazuje się coś tam działają w świecie fizycznym, coś psują, komuś szkodzą. To jest jasnowidzka. Ona potrafi wyczytać bardzo wiele informacji, czy też wyciągnąć nie wiadomo skąd, które później się w dużym stopniu, czy prawie w całości potwierdzają, praktycznie nie znając osoby, z którą ona rozmawia.
[06:44] - Właśnie. Przede wszystkim fajnie, że się w tej chwili nam te role odwróciły. Teraz ja tobie zadaję pytania, a nie ty mi. To jest znacznie fajniejsze i wygodniejsze. Zaczyna mi się to podobać. Natomiast wracając do jej przykładu, tutaj dochodzimy do pierwszego elementu, który w jakiś sposób być może uściśli naszą definicję zdalnego postrzegania, nad którą zaczynamy pracować. I jasnowidztwo, jakkolwiek jest częścią zdalnego postrzegania, nie jest elementem, który określa zdalne postrzeganie, ponieważ w zdalnym postrzeganiu wszystko, co się robi, jest pewnym aktem zupełnie świadomym. To oznacza, że na przykład jeżeli chcemy dowiedzieć się, co się dzieje w danym miejscu na świecie czy określić, co jest w danym budynku, czy znaleźć jakiegoś człowieka, wówczas ten cały proces, który zostaje uruchamiany, jest aktem świadomym, ale w sensie takim, że praktycznie wyłączamy swoją świadomość z działania. Jakkolwiek brzmi to bardzo mocno paradoksalnie i wydaje się, że jest to głupota, bo jak można świadomie coś robić, wyłączając kompletnie świadomość? To właśnie na tym polega to zdalne postrzeganie.
Właśnie ten John McMoneagle, o którym wspomniałem wcześniej, uzyskuje to w ten sposób, że uprawia zen, kompletnie oczyszcza swój umysł z wszelkich doznań zewnętrznych, praktycznie zostaje niezapisana biała karta i dopiero wówczas, po zakończonym seansie przystępuje do pracy, wyszukując miejsca bądź człowieka, bądź czegokolwiek od niego się wymaga. Tutaj też jest taki jeden bardzo ważny element, że polega to również na tym, że ten pozazmysłowy postrzegacz nie może sam sobie wyznaczać celów, dlatego, że w tym momencie uruchamia świadomość i wszystko, co się z nią wiąże. On po prostu musi dostać pewne zadanie, czyli musi dostać tę informację z zewnątrz po to, żeby mógł z kompletnie białą, niezapisaną tablicą świadomości przystąpić do swojej pracy.
[09:02] - No właśnie zahaczyliśmy o Johna McMoneagle, który jest uważany za najwybitniejszego człowieka posiadającego ESP, a przynajmniej za jednego z takich właśnie najwybitniejszych. Dlaczego? Co można o nim powiedzieć? Czy mógłbyś przybliżyć naszym słuchaczom jego sylwetkę?
[09:21] - Z wielką przyjemnością. John McMoneagle był jednym z tych ludzi, którzy praktycznie rozpoczęli program zdalnego postrzegania w armii amerykańskiej. Był człowiekiem, który udowodnił naukowcom, że coś takiego naprawdę istnieje i nawet jeśli nie można tego w sposób naukowy udowodnić, to fakty wskazują na to, że taka metoda, jakkolwiek bardzo kontrowersyjna, działa i przynosi efekty. Był on częścią projektu Stargate. Był amerykańskim szpiegiem, który stosuje w swoim działaniu te wszystkie techniki pozazmysłowe. Miał swój kod. Jego kod nie był jak Jamesa Bonda 007. Jego kod to 001. Był więc numerem jeden i pierwszym, praktycznie można powiedzieć, pozazmysłowym agentem, który działał dla armii amerykańskiej. I myślę, że nawet dziś, kiedy jest już od dawna na emeryturze, nie jest już w armii, myślę, że ciągle uczestniczy w najrozmaitszych projektach, które w jakiś sposób służą armii, służą jej projektom.
Niekoniecznie najlepszym, ale McMoneagle jest patriotą i nie ma wątpliwości, że stoi po właściwej stronie. Pracuje jako zdalny postrzegacz już od co najmniej 36 lat i chyba pracował dla wszelkich tych trzyliterowych agencji rządowych, jakie znamy i jakich pewnie niektórych nie znamy. Nawet pracował dla straży przybrzeżnej, co wydaje się dziwne, ale okazuje się, że straż przybrzeżna też ma swój własny wywiad, też szuka informacji i też wykorzystuje takich ludzi właśnie jak McMoneagle do odnajdywania odpowiedzi na dręczące ich pytania. Jego kariera zaczęła się od czasów wojny wietnamskiej. On wstąpił do armii na ochotnika. Bardzo chciał pracować w wywiadzie, ponieważ był niezwykle inteligentny i miał olbrzymią wiedzę. Dlatego do wywiadu go przyjęto. A ponieważ był też silnym i zdrowym facetem, więc bardzo często uczestniczył w akcjach dywersyjnych w czasie wojny, prowadząc gdzieś swój pluton po to, żeby zniszczyć jakiś bardzo ważny cel. Co jakiś czas, kiedy wracał z tym swoim plutonem z akcji bądź szedł na taką akcję, ni stąd, ni zowąd miał takie przeczucie, że trzeba zmienić drogę, trzeba pójść na przykład nie pięknym, ubitym traktem, a wspinać się po wzgórzach czy przedzierać się przez jakąś dżunglę. I nie umiał tego wyjaśnić, dlaczego coś mu takiego podpowiada, że coś mu podpowiada, żeby właśnie tę drogę zmienić.
Ci żołnierze przeklinali go mocno, a później okazywało się najczęściej, że gdyby nie zmienił tej drogi To czekała na nich albo zasadzka, albo akurat w jakiejś wsi stacjonował duży oddział Wietkongu i dzięki niemu żołnierzom udało się uniknąć, przynajmniej kilku udało się uniknąć śmierci. Żołnierze to szybko docenili. Zresztą nie tylko oni, docenili to jego dowódcy i zaczęli wykorzystywać jego umiejętności do bardziej spektakularnych działań. Wówczas został klasycznym szpiegiem. Po wojnie wietnamskiej został wysłany do Europy. On sam, kiedy wspomina tamte czasy w książce, którą napisał „Stargate Cronica”, czyli kronika Stargate, tego tajnego, super tajnego projektu, do którego później przystąpił, a właściwie był pierwszym, który wszedł w skład grupy zdalnych postrzegaczy pracujących dla armii amerykańskiej. Właśnie tu wracam do mojej historii. Kiedy był szpiegiem w Europie, był bardzo skutecznym szpiegiem. Praktycznie udawało mu się uzyskać wszystko, co od niego wymagano. I w pewnym momencie zaczął myśleć więcej o rodzinie, o tym, żeby się ustatkować.
Poznał, jak się później okazało, kobietę swojego życia. Było to w Austrii. Zaprosił ją do restauracji, mieli zjeść razem obiad. Miał przyjść jeszcze jeden z jego przyjaciół na ten obiad, kiedy nagle poczuł się bardzo źle. Postanowił wyjść na zewnątrz, przewietrzyć się i kiedy przekraczał drzwi restauracji, usłyszał taki dźwięk, jakby to było takie pstryknięcie palców. Wyszedł na zewnątrz, padał deszcz. Deszcz był nienaturalnie ciepły. Wystawił rękę tak, jak każdy z nas wystawia, nie dowierzając, że ten deszcz pada. I nagle zobaczył, że krople deszczu bez przeszkód przechodzą przez jego rękę na drugą stronę. Odwrócił się, spojrzał na drzwi restauracji i zobaczył samego siebie leżącego w tych właśnie drzwiach.
I wtedy nagle doszło do niego, że coś się wydarzyło z jego ciałem, że chyba umiera, że stoi obok i przygląda się temu wszystkiemu. W tym momencie z restauracji wyszedł jego przyjaciel, zapakował go do samochodu, zawiózł go do szpitala, gdzie go reanimowano. McMoneagle obserwował tą reanimację i jak sam dziś opowiada, tą obserwacją się znudził. I wówczas właśnie otworzył się dla niego ten słynny tunel z wielkim, silnym, ciepłym, białym światłem. Zaczął podążać tym tunelem na jego drugi koniec i kiedy tam dotarł, poczuł się tak, jak czuje się ktoś, kto wraca do domu po długiej podróży. Poczuł, że nigdy nie chce odchodzić z tego miejsca, że jest to miejsce, w którym chce zostać na zawsze. I kiedy tak nad tym rozmyślał, usłyszał głos, że czas już wracać. I znów był taki dźwięk, jakby pstryknięcie palców i obudził się już w szpitalnym łóżku. Kiedy to powoli dochodził do siebie po tym, jak w szpitalu uratowano mu życie. Rozmyślał trochę nad tym.
Sądził, że to białe światło jest Bóg. Dziś już nie sądzi w ten sposób, nie myśli w ten sposób. I kiedy lekarze zaczęli go badać i sprawdzać jego reakcje po tym wydarzeniu, które zaszło, okazało się, że jest on facetem niespełna rozumu. On tego nie rozumiał, ponieważ poprzez to doświadczenie śmierci praktycznie stracił całą pamięć, co to znaczy być normalnym, a co to znaczy być nienormalnym. Wówczas na szczęście w szpitalu zaprzyjaźnił się z lekarzem, który był psychiatrą żołnierzy, którzy wracali z Wietnamu i przeżywali traumę wojny. I ten lekarz zrobił wszystko, żeby McMoneagle mógł po prostu funkcjonować jak każdy normalny człowiek. Okazało się, mimo że lekarze uważali, że ma on jakiś defekt mózgu, że jednak tego defektu na szczęście nie ma. Wyszedł ze szpitala i wszystko wskazywałoby na to, że wojsko oczywiście podziękuje mu za współpracę. Tymczasem był on tak świetnym agentem, że pracował jeszcze jako szpieg przez następne siedem lat. I wówczas właśnie doszło do tej olbrzymiej zmiany w jego życiu, kiedy armia amerykańska rozpoczęła super tajny program.
Zaczęło się to od tego, że Amerykanie nie byli w stanie zrozumieć, jak to się dzieje, że informacje z wielu super tajnych baz, miejsc, różnych historii, o których wróg nie powinien wiedzieć, jakoś do Rosjan docierają. Nie mieli pojęcia, w jaki sposób, kto przekazuje te dane i w jaki sposób. I wówczas przyszła taka informacja ze Związku Radzieckiego, że Rosjanie stosują właśnie to postrzeganie ponadzmysłowe do tego, żeby szpiegować Amerykanom. Amerykanie zaczęli się nad tym zastanawiać, a ponieważ Amerykanie to nie jest naród z wielką abstrakcyjną fantazją, nie potrafili zrozumieć, jak coś, co jest nienaukowe, nie do uchwycenia, nie do opisania, może przynieść tego typu efekty. Ale zainteresowało ich to bardzo i postanowili, że jedyny sposób, jak się można o tym dowiedzieć, to będzie właśnie poprzez założenie własnej tego typu jednostki. Zaczęli szukać ludzi, którzy mieliby takie właściwości. Oczywiście jest to niezwykle trudne w takiej organizacji jak na przykład CIA czy tego typu inne agencje wywiadowcze, dlatego że każdy człowiek, który takiej agencji przyzna się do takich swoich paranormalnych możliwości, po prostu wskaże na siebie, że jest niestabilny psychicznie i to skończy jego karierę. Więc selekcja uczestników tego programu Którego później nazwano Stargate. Trwała praktycznie rok, kiedy to z ludźmi, u których podejrzewano paranormalne możliwości, zaczęto przeprowadzać rozmowy i zaczęto przeprowadzać testy. Między innymi brał w nich udział słynny Robert Monroee, który jest prekursorem zdalnego postrzegania.
Chyba on jako pierwszy określił, na czym ono mniej więcej polega i do czego można go wykorzystać. On również opisał, prawdopodobnie także jako pierwszy, co to znaczy odczuwanie śmierci i w jaki sposób wchodzi się w taki stan, w jaki sposób z niego się można wydobyć i co on oznacza w ogóle dla takiego człowieka. Oczywiście na tej podstawie wylosowano, że McMonegal będzie się świetnie do tego typu pracy nadawał. Kiedy przechodził testy wraz z innymi kandydatami do tego projektu, zrobiono tych testów sześć. Był to rodzaj współzawodnictwa. Okazało się, że pięć wygrał właśnie McMonegal i w jednym był drugi. Dlatego na tej podstawie został agentem 001. I tak to się wszystko zaczęło. Później rozpoczęła się legenda tej jednostki, gdy okazało się, że amerykańscy postrzegacze, ci zdalni postrzegacze są w stanie wniknąć w rosyjskie struktury militarne i opowiedzieć, co się w nich dzieje, w jaki sposób one działają, jakie instalacje tam funkcjonują i tego typu historie. Także jednostka ta, jakkolwiek nieoparta na naukowych podstawach, potwierdziła, że tego typu działanie ma sens i przynosi niesamowite efekty.
[20:13] - A jak wygląda praca czy też warsztat Joego McMonagle'a? Czy skupia się on na sprawach typu znajdowanie ludzi czy obiektów? Na czym polegały jego zadania?
[20:24] - Jego zadania są bardzo różnorodne. To, od czego zaczął, to oczywiście były obiekty militarne. Jedną z jego najsłynniejszych historii, które odkrył, oczywiście tu trzeba wziąć pod uwagę to, że wciąż wiele informacji na temat tego, co zrobił dla armii, jest ściśle tajne. Na jego prośbę, ponieważ jest już człowiekiem w podeszłym wieku, ostatnio uwolniono z klauzuli tajności 100 000 stron na temat tego, co robił dla armii, jakie cele wykonywał, jakie działania i jakie efekty osiągnął. I cała masa ciągle pozostaje jeszcze tajna. Ale to, co na przykład dziś z tych dokumentów można wyczytać, to na przykład historia pewnego supertajnego obiektu w Związku Radzieckim, za kołem polarnym, blisko Oceanu Lodowatego, gdzie Rosjanie zbudowali gigantyczny budynek. Nikt nie wiedział, co się mieści w środku. Nie było szans, żeby tam dotrzeć. Rosjanie uszczelnili to tak, że praktycznie przez dwa lata Amerykanie głowili się, co tam może być. Nie mieli na to żadnej odpowiedzi.
Co tam może być? Co tam się może znajdować? Co tam Rosjanie mogą robić? Wówczas postanowiono skorzystać ze specjalistów od zdalnego postrzegania. McMonegal był kimś takim, którego zaproszono do takiej pracy. I wówczas on stwierdził, że w tym budynku buduje się olbrzymie atomowe okręty podwodne. Oczywiście przyjęto to z wielkim niedowierzaniem, bo ten budynek stał około kilometra od morza. Morze było poza tym zamarznięte. Poza tym nikt tak nie buduje okrętów podwodnych, żeby to było w zamkniętym pomieszczeniu. Oczywiście olbrzymim, ale w jaki sposób takie olbrzymie okręty transportować do oceanu?
Przez jakiś czas trwała dyskusja na ten temat. Jeden z bardzo ważnych generałów, który brał udział w dyskusjach na ten temat, był bliski tego, żeby uznać tę całą metodę za szarlatanerię. Wówczas McMonegal powiedział mu, że za 120 dni się to wszystko wyjaśni. Ten admirał, żeby mieć wreszcie z głowy tych szarlatanów, kazał swojemu adiutantowi zapisać datę i poinformować się, co wydarzy się za 120 dni. Kiedy ten czas minął i nad tymi obiektami przeleciał amerykański samolot szpiegowski i zrobił zdjęcie. Okazało się, że Rosjanie kopią gigantyczny kanał, że wewnątrz tego budynku były już zbudowane potężne atomowe okręty podwodne typu Tajfun. Była ich liczba niebagatelna, co zmieniało kompletnie układ sił na oceanach. I Rosjanie byli to w stanie utrzymać w tajemnicy tak długo. Także okazało się, że bardzo precyzyjnie określił, co się znajduje w takim obiekcie i w czym absolutnie wywołał zdumienie. Innym takim spektakularnym sukcesem McMonegal było odnalezienie generała Doziera.
Generał Dozier był szefem NATO we Włoszech i został porwany przez Czerwone Brygady. W tamtych czasach Czerwone Brygady siały postrach po całej Europie i nie tylko, po całym świecie. Były słynne z tego, że porywały jakieś znane osobistości, często ze świata polityki, żądając ogromnych okupów. A kiedy ich żądania nie były spełniane, to zazwyczaj wysyłali pokawałkowane ciała takiego delikwenta paczkami w różnych odstępach czasu do tych, którzy tego okupu nie zapłacili. Więc porwanie generała Doziera było dużym wstrząsem, bo był to bardzo ważny wojskowy. Na dodatek człowiek, który znał wiele tajemnic, więc obawiano się, co się dalej z nim stanie, komu zostanie przekazany, kto da więcej pieniędzy Czerwonym Brygadom, żeby dostać taką ważną osobistość. Wówczas zaproszono McMoneagle i jeszcze jednego zdalnego postrzegacza do tego, żeby pomogli w odszukaniu generała. I wówczas McMoneagle odnalazł go w Padwie i nie tylko stwierdził, że jest w tym mieście, ale dokładnie opisał budynek, w którym jest. Drugi zdalny postrzegacz z kolei wszedł w jakiś sposób do tego budynku. Dokładnie opisał, co się w nim znajduje.
Opisał, że generał jest zamknięty w dużej skrzyni, że ma opaskę na oczy, że ma słuchawki na uszach, żeby nic nie słyszał, co się dzieje dookoła, żadnych rozmów. I ten zdalny postrzegacz był nawet w stanie powiedzieć, jaka muzyka leci w tych słuchawkach. Wówczas w bardzo krótkim czasie odbito generała. Uratowano mu życie, uratowano też NATO przed utratą bardzo ważnych tajemnic wojskowych. I wszystko to dzięki zdalnemu postrzeganiu, które znów jest bulwersujące w swojej skuteczności, w swoim działaniu. Ale tu trzeba dodać, że nie za każdym razem się to udaje, że to nie jest tak, że w każdej sytuacji, w którą wchodzi człowiek, który postrzega poza zmysłowo, jest w tym celu świetnie wyszkolony i ma wspaniałe umiejętności, jest w stanie odkryć cel swojego działania bądź odnaleźć kogoś, czy stwierdzić, co znajduje się w danym miejscu. Nie zawsze się tak dzieje i tak naprawdę u dobrego zdalnego postrzegacza skuteczność mniej więcej ogranicza się do około 10%. Znakomity ma 20% skuteczności. John McMoneagle ma 50% skuteczności i te 50% utrzymuje już od prawie 37 lat. Także jest to absolutnie coś niezwykłego w tym świecie, że nie wszystko mu się udaje, ale kiedy zabiera się za jakąś sprawę i dociera rzeczywiście do tego miejsca, do którego chce dotrzeć, jest nieprawdopodobnie skuteczny.
Odnalazł już tysiące ludzi. Współpracuje z policją. Często robi to anonimowo, ponieważ policja, która również w swoich strukturach jest oparta generalnie na zdrowym rozsądku i nauce, bardzo niechętnie współpracuje z takimi osobami. A jeśli one mają sukcesy, to nie chce robić tego w sposób jawny, z rozgłosem, bo policjanci mają wrażenie, że to źle o nich świadczy. Natomiast McMoneagle utrzymuje to wszystko, tego typu współprace w tajemnicy, bo zależy mu wyłącznie na odnalezieniu ludzi. Między innymi do takiej współpracy zaprosili go Japończycy, gdzie na 15 sesjach, które przeprowadził w tym kraju, odnalazł ponad 50 osób i to osób, które były rozrzucone nie tylko po Japonii, ale również w innych częściach świata. Także to pokazuje, jak bardzo skuteczny jest ten człowiek, jak niezwykłą maszyną do odkrywania prawdy jest Joseph McMoneagle.
[27:44] - A co wiadomo o tym drugim postrzegaczu? Ponieważ zainteresowała, zaciekawiła mnie jego osoba, gdy opowiadałeś o odnajdywaniu tego wojskowego. Co można o nim powiedzieć?
[27:57] - O tym, kim on był McMoneagle nie mówi z tego powodu, że było to działanie wojskowe, więc było utrzymane w tajemnicy. Jemu pozwolono mówić o sobie. Nie pozwolono mu mówić o innych ludziach, którzy brali udział w różnych akcjach wojskowych i z tego powodu ten drugi postrzegacz stał się osobą anonimową, ale można się domyślać, kto to był. Mógł to być właśnie Lyn Buchanan. Mógł to być Samingos Swan, mógł to być major Ed Dames czy Harry Puthoff, czy być może Russell Targ. Ta grupka jest tak naprawdę bardzo niewielka i bardzo niewielu z nich jest osobowościami niezwykłymi, bo ich zdolności są na tyle niezwykłe, by na siebie mogli zwracać uwagę. A trzeba przyznać, że jeśli ktoś jest w stanie wniknąć do budynku, opisać dane miejsce, nawet usłyszeć, jaka muzyka leci w słuchawkach przetrzymywanego tam człowieka, jest to coś absolutnie niezwykłego. Więc musiał to być ktoś z tej grupy, którą właśnie wymieniłem. Być może jest to Lyn Buchanan, który zajmuje się zdalnym postrzeganiem, którego specjalnością jest tak zwane kontrolowane zdalne postrzeganie i w tym kontrolowanym zdalnym postrzeganiu taki człowiek jest w stanie nie tylko wnikać gdzieś w jakieś miejsce, do jakiegoś budynku czy nawet na inną planetę, ale jest w stanie również coś tam zmienić w tym miejscu. Czyli na przykład jest w stanie przełączyć jakiś przełącznik, jest w stanie wyłączyć coś w gniazdkach i jak to było w przypadku Buchanana, jest w stanie uszczypać chińskiego oficera w tyłek, czym zresztą się głośno chwali.
[29:53] - Robert Monroee też podczas jednej z podróży poza ciało szczypał koleżankę, więc to jest potwierdzenie, że coś takiego jest możliwe. Pomówmy teraz może o innym zdalnym postrzegaczu, majorze Edzie Damesie. Czy mógłbyś przybliżyć słuchaczom sylwetkę tego człowieka? Dlaczego określa się go mianem piątego jeźdźca Apokalipsy?
[30:17] - Major Ed Dames jest chyba najbardziej kontrowersyjny z tych wszystkich osób, o których dziś rozmawiamy. Dlatego, że major Dames jest osobą niezwykle kontrowersyjną ze względu Między innymi na sposób życia, jaki prowadzi. Jest to bardzo kolorowy sposób życia, niekonwencjonalny. W przeciwieństwie do innych zdalnych postrzegaczy nie zamyka się w zaciszu swojego domu. Nie szlifuje swojego talentu, natomiast dużo podróżuje. Podróżuje, poszukuje pieniędzy, poszukuje złota. Trzeba powiedzieć, że większość tych ludzi, o których dziś rozmawiamy, nie ma tego pędu za pieniądzem, nie ma tej chciwości. Major Ed Dames mówi, że on też nie ma, ale ma swoje wydatki i tych pieniędzy potrzebuje. Dlatego otwiera dużo kursów zdalnego postrzegania, a także wybiera się często w podróże, które mają mu przynieść bogactwo w postaci złota, diamentów. Co jakiś czas wypowiada się, że wie, gdzie znajduje się Arka Przymierza i podobno inne słynne artefakty.
Jedni mu wierzą, inni mu nie wierzą. Major Dames utrzymuje się ciągle na powierzchni i co jakiś czas udowadnia, że jednak jego zdolności trzeba brać poważnie. I tak było w przypadku Boba Fossetta, który był znanym biznesmenem, człowiekiem, który uprawiał sport balonowy. Chciał oblecieć balonem dookoła świata. Nie udało mu się. Balon spadł. Fossett zginął. Tyle że nikt nie mógł odnaleźć jego ciała. Balon spadł gdzieś w górach Sierra Nevada. Mimo że jest to Kalifornia i znajduje się tam wiele baz wojskowych, okazuje się, że nie sposób było wraku tego balonu zlokalizować.
Miesiące mijały. O Fossetcie, o ciele Fossetta, bo wówczas zdano sobie sprawę, że już nie może żyć, skoro do tej pory nigdzie się nie pokazał. Już śluch powoli zaczął ginąć, kiedy odezwał się major Ed Dames, który z absolutną prostotą wskazał na mapie punkt, gdzie znajduje się ten balon i ciało tego poszukiwacza przygód. Kiedy udano się na to miejsce, okazało się, że tam jest. To było absolutnie coś niezwykłego, co znowu zrobiło na wszystkich wrażenie i pokazało, że major Ed Dames wciąż ma kły i wciąż potrafi ten swój talent wykorzystać w taki sposób, żeby coś odnaleźć, stwierdzić coś czy po prostu odpowiedzieć na dręczące jakieś pytanie. Jest on nazywany piątym jeźdźcem Apokalipsy z tego powodu, że jest to chyba najbardziej ponury człowiek, z jakim można rozmawiać, bo wszystko sprowadza się w rozmowie z nim, że lada chwila będzie jakaś olbrzymia katastrofa, będzie koniec świata. I on w tej chwili lansuje taką teorię, że będzie to tak zwany kill shot, czyli będzie to wybuch na słońcu, który będzie tak potężny i silny i skierowany w stronę Ziemi, że po prostu kompletnie zniszczy naszą planetę. Major Ed Dames od paru lat czeka na ten kill shot. Co jakiś czas o nim przypomina. Ja nawet kupiłem jedną z jego płyt.
Też byłem tego ciekawy, kiedy wreszcie się skończy nasza męka na tym ziemskim padole. Do tej pory musimy się jeszcze trochę pomęczyć. Ale major nie rezygnuje i ciągle mówi, że ciągle to jest jeszcze przed nami. I w tej chwili jeszcze wskazuje miejsca na Ziemi, gdzie jest szansa przetrwać. Jedno nawet takie miejsce ma blisko siebie, także może zdążę. Jak mi się oczywiście uda.
[34:10] - Do majora Eda Damesa jeszcze powrócimy, prawdopodobnie w kolejnych odcinkach „Paraneksy”. A teraz spróbujmy się zastanowić, Krysiu, czy za pomocą ESP można przemieszczać się tylko w obrębie Ziemi, czy też można wykroczyć poza nią. Jak to jest z ESP na innych planetach?
[34:28] - Właśnie wygląda na to, że zdalne postrzeganie tak naprawdę nie ma granic. I znów tu powrócę do mojego ulubionego bohatera Joe McMoneagle, który dostał takie zadanie. I tutaj też należy dodać, że każdy z tych zdalnych postrzegaczy, musimy popracować nad jakimś lepszym słowem, bo „zdalny postrzegacz” tak niezbyt dobrze brzmi, ale nazywajmy póki co roboczo, że każdy zdalny postrzegacz, który dostaje zadanie do wykonania, nie ma pojęcia, gdzie ma dotrzeć i czemu ma to służyć. Ponieważ za każdym razem, gdyby poinformować go o miejscu czy o celu tego typu działania, wówczas jego świadomość zakłóciłaby cały proces tego pozazmysłowego postrzegania i praktycznie uniemożliwiłaby mu jakiekolwiek działanie. I właśnie ten wspomniany przeze mnie po raz kolejny dziś Joe McMoneagle dostał zadanie. Dostał takie dane z GPS-u, żeby dotrzeć w to miejsce. I kiedy dotarł tam, okazało się, że tym miejscem jest nic innego jak planeta Mars. Okazało się, że jest na Marsie. Zaczął rozglądać się dookoła. Miał spenetrować siedem takich punktów.
I okazało się, że we wszystkich tych punktach znajdują się jakieś struktury, jakieś piramidy, jakieś budowle, jakieś mury. To jest coś absolutnie niezwykłego i wyglądającego bardzo dziwnie. Opisuje on, że jedna z piramid, do której dotarł, była pięć razy większa niż ta, która stoi w Gizie. Podczas tej obserwacji zauważył również, że słońce wygląda jakoś bardzo dziwnie. Wyglądało dziwnie, bo Mars jest troszkę dalej od Słońca niż Ziemia i dlatego Po prostu nie jest to to samo doznanie. To jeszcze raz potwierdzało, że jest właśnie na innej planecie. Najciekawsze było to, że całe to zadanie zostało zlecone przez JPL, czyli Jet Propulsion Lab, firmę, która ściśle współpracuje z NASA, budując rakiety, statki kosmiczne, łazik Curiosity i różne satelity. To już daje dużo do myślenia. Dlaczego akurat tam go skierowano? Skąd wiedziano, że w tym miejscu znajdują się jakieś ruiny?
NASA wyraźnie wykazuje zainteresowanie tym, co dzieje się na Marsie. Oczywiście świadczy o tym ilość sprzętu, jaki tam do tej pory wysłano. Nie tylko tego jeżdżącego po Czerwonej Planecie, ale też tego, który lata dookoła. I również to, jak bardzo mocno Amerykanie pilnują swojego monopolu wobec Marsa. Być może właśnie wysłanie kogoś, kto do perfekcji opanował sztukę zdalnego postrzegania na Marsa, miało być potwierdzeniem, że Mars był kiedyś miejscem, gdzie rozwijało się i kwitło życie. Później okazało się, że McMoneagle został wysłany na Marsa około roku milionowego przed naszą erą, czyli cofnięto go bardzo daleko w przeszłość. Cofnął się sam bardzo daleko w przeszłość. Wówczas to, co widział, opisuje w ten sposób, że ta planeta zaczynała powoli obumierać, że coś stało się z jej atmosferą i widać było, że za jakiś czas ta cywilizacja się skończy i ludzie muszą się z niej przenieść. Bo okazało się, że mieszkańcami Marsa są osobniki takie jak my ludzie. Może nie są do końca ludzie, ale wyglądali dla niego tak jak my ludzie.
Wszedł do środka kilku tego typu budowli i opisując je, uznał, że miały one służyć przechowywaniu wiedzy tamtych ludzi. Nie wiedzieli, po co to przechowują. Wierzyli jedynie, że któregoś dnia cywilizacja znów wróci na Marsa i ta wiedza będzie niezbędna, żeby móc funkcjonować dalej. Jak się okazuje, dzięki zdalnemu postrzeganiu można nie tylko przemieszczać się w przestrzeni ziemskiej, ale można wykroczyć również poza Ziemię i na dodatek jeszcze przenieść się w czasie. Co dodatkowo wprowadza jeszcze większe zamieszanie w sposób, w jaki rozumiemy, na czym polega ESP, czyli zdalne postrzeganie czy postrzeganie pozazmysłowe. Jest to coś absolutnie niezwykłego. W swoich podróżach po innych miejscach w naszej przestrzeni kosmicznej McMoneagle spotkał się kilkakrotnie z przedstawicielami jakiejś obcej cywilizacji. To znaczy spotkał się i nie spotkał się, bo było to coś takiego, że za każdym razem, kiedy usiłował nawiązać jakiś kontakt, jedyne, co widział, to była odwrócona litera „Y” i nie był on w stanie przez nią przebrnąć. Próbował różnych metod. Pracował nad tym prawie dwa lata i nie dał rady.
Wówczas doszedł do wniosku, że te istoty pozaziemskie, z którymi ma do czynienia, dobrze wiedzą, że są postrzegane przez kogoś z Ziemi i czując, że są obserwowane, wprowadzają coś w rodzaju bariery. Uświadomił to sobie wtedy, kiedy nagle dostrzegł, że ta odwrócona litera „Y” jest takim kątem wewnętrznego pudła, w którym go zamknięto i nie pozwala mu się za nie wyjrzeć, co się znajduje po drugiej stronie.
[40:35] - Taki trochę sandbox.
[40:37] - Troszeczkę coś w tym rodzaju. Dlatego ma świadomość tego, że ktoś tam gdzieś istnieje we wszechświecie, ale z jakiegoś powodu nie chce nawiązać kontaktu. To, czy istnieje jakieś życie pozaziemskie, czy istnieje życie na innych planetach, chyba najpiękniej wytłumaczył Carl Sagan, który pokazał to na przykładzie zapalanej zapałki. Zapalał zapałkę, trzymał ją w palcach i mówił, że w momencie odpalenia tego ognia, w momencie potarcia tą zapałką o drewienko powstaje życie i trwa ono tak długo, jak płonie zapałka. Życie całej cywilizacji wygasa wraz z jej zgaśnięciem. To, co na naszych oczach w przypadku zapałki trwa kilkadziesiąt sekund, może oznaczać miliony lat na przykład na jakiejś planecie. I to samo stanie się z naszą cywilizacją. Logika i rachunek prawdopodobieństwa wskazują na to, że takich zapałek we wszechświecie nie może zapalać się zbyt wiele, a już bardzo trudno jest o to, żeby dwie zapaliły się równocześnie. Czyli to oznacza, że spotkanie kogoś z innej planety, jakiejś istoty myślącej, jakiegoś osobnika innej kultury, jakiejś cywilizacji pozaziemskiej jest niezwykle znikome, a praktycznie można powiedzieć niemożliwe. Co potwierdza z kolei to, co chce współczesna i obecna nauka, że jesteśmy tak naprawdę sami w kosmosie, sami we wszechświecie.
Ale często, kiedy podaje się ten przykład Sagana, nie mówi się o tym, co powiedział po tym wszystkim. Powiedział, że jest z tego wyjście z sytuacji. Bo jeśli Naszą cywilizację doprowadzimy do takiego stanu, żeby móc na przykład odbywać podróże międzygwiezdne, czyli osiągnąć odpowiednią technologię i poprzez te wszystkie technologie, które w tej chwili budujemy i tworzymy, jeżeli jesteśmy w stanie stworzyć taki wehikuł czasu, żeby móc podróżować z prędkością większą niż prędkość światła, czyli pogwałcić ten czwarty wymiar, czas, kompletnie. Jeżeli jesteśmy w stanie, a fizycznie jest to możliwe, w fizyce jest to teoretycznie stwierdzalne, że maszyna w czasie jest możliwa do zbudowania, to wówczas okaże się, że tak naprawdę w tym wszechświecie płoną wszystkie możliwe zapałki, jakie tylko istnieją. Dlatego, że przemieszczając się w czasie, możemy podróżować do rozmaitych cywilizacji, niezależnie od tego, czy istniały bardzo dawno temu, czy będą istnieć dopiero w przyszłości. Także jest to coś, co kompletnie miesza w głowie i niesamowicie buzuje w wyobraźni. Taka właśnie możliwość. Natomiast to, że te inne cywilizacje, które być może osiągnęły taki poziom, że są w stanie podróżować, być może właśnie z tego powodu nie nawiązują z nami kontaktu, być może jesteśmy dla nich kompletnie niedojrzali i obserwują nas, jak Ivellios obserwuje ćmę w słoiku, która mu wleciała w tej chwili do studia. Tak ta sytuacja wygląda i ci wszyscy zdalni postrzegacze nie mają wątpliwości, że nie jesteśmy sami we wszechświecie.
[44:33] - A jak wizje Buchanana mają się do tego, co później udało się uwiecznić na zdjęciach Marsa?
[44:40] - Okazało się, że Buchanan i jego wizje nie były kompletnie przypadkowe, ponieważ on sam był również związany z amerykańskimi agencjami. Wykorzystywały go właśnie do tego, żeby móc spenetrować część Czerwonej Planety, podobnie jak to było w przypadku MacNega. I później tak jeden, jak i drugi odkrył, że to, co widział na Marsie, miało potwierdzenie w jakiejś rzeczywistości i że są to elementy obserwowalne z Ziemi za pomocą teleskopu nawet. Ci, którzy to obserwowali, nie byli do końca pewni, dlatego postanowili wykorzystać tak niecodzienną metodę właśnie jak zdalne postrzeganie. Także to jeszcze raz pokazuje, jak niezwykłe możliwości daje umiejętność zdalnego postrzegania, jak w wielu kierunkach ono może prowadzić, jak bardzo trudno jest je zdefiniować i jak bardzo trudno wytrenować w sobie taką umiejętność. Mimo że każdy z nas ją posiada, to aby dotrzeć do mistrzostwa w wykorzystywaniu tego typu techniki, wymagana jest praktycznie gigantyczna praca i poświęcenie się temu, tylko i wyłącznie działaniu. W innym przypadku żylibyśmy w świecie, w którym byłoby pełno milionerów, bo każdy by pewnie chciał sobie przewidzieć albo numery Totolotka, albo na przykład co ma przeciwnik w kartach grający w pokera i tak dalej. Czy wygrać na wyścigach koni. Zresztą z kartami wielu tych znanych zdalnych postrzegaczy wielokrotnie robiło takiego rodzaju pokazy. Na przykład Ingo Swann był w stanie odgadywać, jakie karty znajdują się w talii, jaka będzie wyłożona.
Wielokrotnie wspomniany MacNega trzy razy publicznie był w stanie powiedzieć wszystkie karty, które będą po kolei wyłożone w 52-kartowej talii. Także to też pokazuje, że jest to wiedza nieprzypadkowa, że to nie jest skutek szczęścia, jest to na czymś oparte. Natomiast większość tych ludzi ma w sobie niezwykle wysoki poziom etyczny. Dlatego można właściwie powiedzieć, że nie będzie go wykorzystywać w jakimś złym celu czy po to, by skrzywdzić kogokolwiek. Bo zdalne postrzeganie na obecnym etapie, zwłaszcza to, o którym często mówi Buchanan, może doprowadzić również do tego, że taki człowiek jest w stanie zabić kogoś nawet na odległość. Jest to, jak się okazuje, bardzo prosta czynność. Wystarczy wniknąć w ciało drugiego człowieka i powoli wyłączać wszystkie nerwy, które wspierają pracę serca. I mamy tutaj takiego mordercę, który zabija bez broni, zabija umysłem i to już samo to też daje wiele do myślenia. Rosjanie bardzo dużo pracowali właśnie w tej dziedzinie. Usiłowali stworzyć kogoś takiego.
Tak przynajmniej mówią ci amerykańscy postrzegacze. Nie wiadomo, czy im to wyszło, czy im to nie wyszło. Wiadomo, że są w tej dziedzinie zaawansowani, chociaż Russell Targ uważa, że problem Rosjan polega na tym, że wymagane jest od nich zbyt dużo, że presja, jaka na nich się nakłada i nacisk na to, że musi być sukces albo Syberia, powoduje, że tacy ludzie nie czują się komfortowo i efekt ich działania jest mizerny. W tej amerykańskiej armii czy najrozmaitszych agencjach, czy też w instytutach naukowych jest to bardziej rozluźnione. Ci ludzie mają większy komfort, dzięki temu mogą być bardziej efektywni. Tu chciałbym jeszcze na koniec powiedzieć, że ta jednostka słynnych zdalnych postrzegaczy, która była częścią armii amerykańskiej, została zlikwidowana w 1984 roku i w tej chwili oficjalnie armii amerykańską nie interesuje zdalne postrzeganie. Ale wszystko wskazuje na to, że nie jest to prawda. Wycofano tego typu działania z pierwszego obiegu, gdzie działa wojskowy aparat biurokratyczny, który rozlicza pieniądze, jakie wydaje się na tego typu historie, gdzie liczy się ołówki i kredki, które zostały na coś przeznaczone, pieniądze, które zostały wypłacone i tak dalej. I funkcjonuje to w drugim obiegu, czyli prawdopodobnie w czarnych projektach. Istnieje również wiele instytutów naukowych, które zatrudniają tego typu ludzi z takimi niezwykłymi zdolnościami i prowadzi się tam w cudzysłowie badania naukowe.
Są to z pewnością badania naukowe, natomiast one muszą czemuś służyć, ponieważ zwykle instytuty są instytucjami prywatnymi, które są nastawione na zysk i przyjmują po prostu zlecenia. Być może wiele prywatnych, potężnych korporacji również korzysta z usług takich zdalnych postrzegaczy.
[50:06] - Może na koniec tego odcinka spróbujmy jeszcze zastanowić się: skoro wszyscy ludzie mają potencjał do ESP, to dlaczego tak niewielu potrafi to wykorzystać?
[50:16] - Tutaj prawdopodobnie w grę wchodzi przerost naszej świadomości. Myślę, że powinniśmy być bardzo szczęśliwi, że tak mało z nas ludzi ma tego typu umiejętności. Gdyby prawie wszyscy mieli tego typu umiejętności, żylibyśmy w prawdziwym piekle. Nasza cywilizacja prawdopodobnie nie mogłaby się wydarzyć. Dlatego, że gdybyśmy się potrafili wszyscy zdalnym postrzeganiem posługiwać, wówczas wszelkie działania na to, żeby rozbudować, popchnąć do przodu to, co budujemy od tysięcy lat, byłyby torpedowane przez innych, którzy przewidywaliby i robiliby kontrdziałania. Działoby się to na takim etapie, który byłby praktycznie już nie tylko nie do zatrzymania, ale w żaden sposób nie byłby kontrolowany, ponieważ nie byłoby żadnej jakiejkolwiek instytucji czy też, może złe słowo instytucji, autorytetu, który byłby w stanie w jakiś sposób wstawić to w jakiekolwiek reguły, co wolno, a czego nie wolno zrobić. Zdalne postrzeganie otwiera niezwykłe możliwości. Myślę, że kilka tych, które wymieniłem w dzisiejszej dyskusji mojej z Ivelliosem, już samo one wskazują na to, że praktycznie nie ma granic i barier dla kogoś takiego, że jest w stanie dokonać rzeczy w sumie niezwykłych, budzących czasami grozę, niebezpiecznych i pobudzających niesamowicie wyobraźnię. To, że każdy z nas rodzi się z takimi umiejętnościami, zdolnościami, jest to wymyślone przez matkę naturę po to, abyśmy w jakiś sposób uchronili się przed niebezpieczeństwem. Ten właśnie instynkt, przeczucie, coś, co mówi nam, żebyśmy tędy nie szli, poszli inną drogą, że coś złego się może zdarzyć.
To wszystko ucz tego człowieka pierwotnego, jaskiniowego. Sprawiało, że nie dał się zjeść jakiemuś szablozębemu tygrysowi czy jakiejś innej potężnej hienie, czy niedźwiedziowi. Był w stanie uciec, przewidzieć, że coś się może złego wydarzyć i dzięki temu przetrwał w tej jaskini wystarczająco długo, by później móc zbudować sobie broń, miasto, stworzyć grupę, rodzinę, państwo i tak dalej i być panem tej naszej planety. Także z tego powodu zawdzięczamy zdalnemu postrzeganiu praktycznie wszystko. Z drugiej jednak strony, gdyby każdy posiadał takie umiejętności, to, co spowodowało, że nasza cywilizacja w ogóle powstała, zniszczyłoby ją kompletnie. Tak na koniec chciałbym jeszcze tu dodać, à propos jednej z debat, która była prowadzona na temat skinwalkerów i tego rancza Skinwalkera w Utah. Zdalni postrzegacze również ruszyli tam. Zostali zaproszeni przez badaczy na ranczu po to, ażeby stwierdzili, o co tam właściwie chodzi. I właściwie potwierdzili oni te wszystkie poprzednie teorie o tym, że jest to punkt, gdzie następuje pęknięcie w strukturze czasoprzestrzennej i mieszają się tam ze sobą najrozmaitsze wymiary. Dlatego dochodzi tam do takiej sytuacji, że widuje się tak UFO, jak i Bigfoota, jak i najrozmaitsze postaci, demony, olbrzymie zwierzęta i inne najrozmaitsze, budzące grozę często zjawiska.
[53:58] - Na tym możemy zakończyć dzisiejszy odcinek „Paralaksy”. Do tematu ESP na pewno będziemy jeszcze wracać. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a był z nami nasz poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz Chrisie za audycję.
[54:19] - Ja dziękuję za zaproszenie. Chciałem jeszcze tutaj dodać, że do tej audycji podchodziliśmy z Ivelliosem już z dziewięć albo i z 10 razy i pewnie by tego nawet nie przewidział, kiedy do niej dojdzie. Nie przewidziałby nawet taki zdalny postrzegacz. Tyle razy okazywało się, że z jakichś powodów nie można jej zrobić. I dzisiaj było podobnie. Dlatego moja kondycja absolutnie dołuje, bo jestem po bardzo ciężkim, wyczerpującym dniu pracy. Jestem niezbyt dobry w warunkach, co prawdopodobnie słychać za moimi plecami czasami. Dlatego poprosiłem Ivelliosa, żebyśmy zrobili z tego część pierwszą i do zdalnych postrzegaczy jeszcze powrócimy. Do majora Eda Damesa, do Buchanan i do paru innych. Do Russella Targa, który jest również bardzo kolorową postacią.
Jako człowiek niewidomy widzi lepiej niż niejeden człowiek z sokolim wzrokiem, a nawet jeździ na motorze, co samo w sobie jest niesamowite. Niewidomy na motorze. To się w głowie nie mieści, tak jak większość rzeczy, o których dzisiaj wspominałem na temat zdalnego postrzegania. Jeszcze jedna uwaga na koniec, jedno małe postscriptum. Prawdopodobnie wiele osób, które wysłucha tej mojej historii, którą dzisiaj opowiedziałem, będzie sceptyczna i będzie mówić, że coś tu nie gra, że to za dużo dobrego. To jest za bardzo fantastyczne i w ogóle nielogiczne i są to jakieś czary-mary abrakadabra. To chciałbym tylko powiedzieć, że dla wszystkich sceptyków odpowiedzią na pytanie, czy zdalne postrzeganie ma sens, czy nie, są efekty pracy tych ludzi. A efekty są zdumiewające i są na papierze. Także wszystkich krytyków ewentualnych zapraszam do przeczytania efektów pracy zdalnych postrzegaczy i wówczas dopiero będzie można w pełni zbudować sobie opinię na temat tego niezwykłego zjawiska. Ja podchodzę w sposób bardzo entuzjastyczny, ponieważ jest to dla mnie fascynujący świat i fascynujący ludzie.
Dlatego czasami zapominam o zdrowym sceptycyzmie. Ponosi mnie troszeczkę ta energia i emocje, ale widząc, że coś jest na rzeczy, po prostu podążam śladem i sam chciałbym kiedyś tego spróbować. Na czym to polega? Także być może kiedyś również zapiszę się na taki kurs zdalnego postrzegania i przynajmniej przez ten podstawowy trening przejdę. Być może nie dlatego, żeby zobaczyć, co tam się dzieje po drugiej stronie góry, ale tylko zrozumieć tak naprawdę, na czym polega ten absolutnie niezwykły fenomen. Fenomen, który zbudował nas, stworzył naszą cywilizację i nas takimi, jakimi jesteśmy dzisiaj. Dziękuję jeszcze raz wszystkim za to, że przyszli posłuchać tej audycji. Dobranoc.
[57:05] - A zanim się pożegnamy tak na dobre, to jeszcze pozwolę sobie nadmienić, iż sporo o efektach prac zdalnych postrzegaczy możecie państwo poczytać na łamach serwisu nowaatlantyda.com prowadzonego przez naszego poszukiwacza prawdy, a także w artykułach na łamach strony Radia Paranormalium pod adresem www.paranormalium.pl. A dzisiaj już się z państwem żegnamy. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, miejmy nadzieję już za tydzień. Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl