[00:02] - Portal Infra prezentuje „Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny”. Witamy bardzo gorąco wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Na Fali i wszystkich innych miejsc i stacji, w których nas słyszycie. Rozpoczynamy kolejny z tych nowych odcinków „Paralaxy”. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a naszym poszukiwaczem prawdy jak zawsze jest gospodarz tej audycji, czyli Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[00:31] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[00:33] - Nowe odcinki „Paralaxy” cieszą się bardzo dużym wzięciem, bardzo dużą słuchalnością. Bardzo nas to cieszy. Tak więc dziś kontynuujemy tę udaną serię, a tematem przewodnim dzisiejszej audycji będą wydłużone czaszki. Chrisie, na początek chciałbym, abyś przybliżył naszym słuchaczom, o co dokładnie chodzi, bo chyba nie chodzi o jakieś deformacje czaszek powstałe w wyniku na przykład chorób bądź celowego działania?
[01:01] - Nie. Jest to pewien fenomen, który występuje w globalnej kulturze ludzkiej od wielu tysięcy lat i praktycznie można powiedzieć, że stał się kopciuszkiem troszeczkę w naszej historii. Niezbyt wielu historyków zwraca na to uwagę. Jeśli zwraca się na to uwagę, to traktuje się to jako pewien rodzaj rytuału bądź ewentualnie sposobu na to, żeby wyglądać inaczej niż na przykład inne plemię, odróżniać się jakoś od innych. Coś w tym rodzaju. Nikt tego nie traktuje poważnie. Do tej pory nie powstała żadna większa monografia na temat wydłużonych czaszek. Ale jeśli przyjrzymy się temu fenomenowi troszeczkę bliżej, okazuje się, że jest on bardzo rozległy, bardzo szeroki i rzeczywiście wymaga szerszego omówienia. Chociaż nie jest to łatwe, bo informacji niestety jest jak na lekarstwo. Myślę, że żyjemy w o tyle ciekawych czasach, że możemy jeszcze za naszego życia odkryć być może tajemnicę wydłużonych czaszek.
Z jakim fenomenem mamy do czynienia i o co właściwie z nimi chodzi? Ja już wcześniej robiłem wiele lat temu, może nie aż tak wiele lat temu, bo ze dwa lata temu, „Paralaxa” na ten temat. Powoli staję się tutaj w Radio Paranormalium w cudzysłowie takim specjalistą od czaszek, bo trochę jest tych kryształowych czaszek, którymi się interesuję. Teraz są wydłużone czaszki. Interesuję się też ostatnim etapem II wojny światowej, gdzie naukowcy spod znaku SS, czyli spod trupiej czaszki, szczególnie dali o sobie znać. Tak że te czaszki gdzieś mnie prześladują w różnej formie, w różnym kształcie i w różnym stanie grozy.
[02:56] - A gdzie odkryto te czaszki po raz pierwszy i gdzie jest ich najwięcej?
[03:02] - Po raz pierwszy taką wydłużoną czaszkę odkryto, co jest ciekawe, w Iraku, w jaskini Shanidar. Do tej pory znana jest jedna kompletna taka czaszka, wydłużona czaszka. Jest mnóstwo szczątków innych czaszek, które są niestety porozbijane z różnych powodów, przede wszystkim ze starości, bo ocenia się, że czaszki te mają między 300 000 a 30 000 lat. Tak że są rzeczywiście bardzo stare. I mamy taką jedną pełną czaszkę z Iraku. I niestety nie ma innych, żeby móc je w jakiś sposób porównać. Natomiast kolejne czaszki znajdowane są praktycznie we wszystkich miejscach, gdzie rozwijała się jakaś starożytna cywilizacja. Jeśli chodzi o czas, to mniej więcej mamy tutaj do czynienia z wiekiem między 3000 lat p.n.e. a powiedzmy pierwsze tysiąclecie n.e.
[03:59] - Porozmawiajmy teraz o Pumapunku. Co wiadomo o historii tego miejsca? Czy wszyscy jego mieszkańcy posiadali takie właśnie wydłużone czaszki?
[04:09] - Wygląda na to, że nie wszyscy, że w Pumapunku i przede wszystkim całym tym rejonie, który nazywany jest Tiwanaku, wydłużone czaszki posiadała praktycznie wyłącznie arystokracja. Więc tu możemy przyjąć, że te wydłużone czaszki zostały stworzone w sposób sztuczny, że były w jakiś sposób kształtowane. Nie znamy powodów, dla których to robiono. Zresztą bardzo mało wiemy o kulturze Tiwanaku. Jest ona dopiero na etapie odkrywania i prowadzone są od być może 10, 15 lat pierwsze prace archeologiczne. Część Tiwanaku, jeden z większych kompleksów już odkryto. Obok stoi Pumapunku, która ciągle jest na etapie odkrywania. Pumapunku zupełnie do niedawna nie była uznawana w ogóle za jakieś miejsce ważne archeologicznie. Kilkadziesiąt lat temu doszło wręcz do skandalicznej sytuacji, kiedy to kamienie, z których budowano Pumapunku, po prostu wysadzono w powietrze dynamitem, bo potrzebowano surowca, kruszcu. Potrzebowano, nie skasuj to, bo potrzebowano kamieni do budowy torów kolejowych.
I w tak bezmyślny sposób zniszczono prawdopodobnie absolutnie bezcenne i unikalne zabytki kultury, która jest nazywana megalityczną, ponieważ nie mieści się w naszych czasach historycznych. Nie możemy tak do końca umiejscowić źródeł, kiedy zbudowano pierwsze megality w regionie Tiwanaku i Pumapunku. Nie wiemy, kto to zrobił. Nie mamy pojęcia, kto to zrobił. Ludzie, którzy później zajęli Tiwanaku, których w ogóle nazywamy Tiwanaku, po prostu zajęli to miejsce i zasiedlili je od nowa i wykorzystali po raz kolejny to, co zastali, czyli opuszczone budowleNiesamowicie wielkiego megalitycznego miasta, które leży dziś w Boliwii.
[06:01] - Inną taką tajemniczą, mało znaną kulturą jest Paracas. I właśnie z kultury Paracas pochodzi najdłuższa znana czaszka. Co można powiedzieć na jej temat? Czy zostały nad nią przeprowadzone jakieś badania naukowe?
[06:15] - Kultura Paracas jest jeszcze mniej znana niż ta Tiwanaku. Nikt nie wie, skąd przyszli Paracas i kim w ogóle oni byli. Nie wiemy za bardzo nawet, jak oni wyglądali. Natomiast to, co było dla nich charakterystyczne, to że posiadali również te wydłużone czaszki i to szczególnie wysokie. Niektóre sprawiają wrażenie, że wręcz jest niemożliwe, aby zostały sztucznie wykształtowane, że być może ci ludzie rodzili się z takimi czaszkami. Ponieważ główny problem, jeśli chodzi o wydłużone czaszki, polega na tym, że nie ma zgody na to, w jaki sposób one powstały. Czy są one tworem naturalnym, czy też zostały w sposób sztuczny ukształtowane poprzez zniekształcanie czaszki niemowlęcia. Wówczas czaszka jest miękka, łatwo ulega deformacji i poprzez pewne zabiegi i techniki można mniej więcej zmienić jej kształt do tego pożądanego kształtu, do tego wydłużonego kształtu w tym przypadku kultury Paracas. Wiele tych czaszek wskazuje, że rzeczywiście zostały stworzone sztucznie. Jednak jakieś 5 do 7% tych czaszek łamie wszelkie zasady logiki czy łamie zasady natury i pokazuje, że być może właściciel tej czaszki urodził się z głową, która była wydłużona w górę w kształcie konusa i była nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do reszty ciała.
Kiedy przeprowadzono pierwsze pomiary zawartości mózgu, ile mózgu mieściło się w takiej czaszce, okazało się, że większość z tych czaszek jest w stanie pomieścić 20%, a nawet więcej mózgu niż czaszka typowego człowieka. To jest absolutnie coś niezwykle sensacyjnego, niezwykłego, bo gdybyśmy mieli tutaj do czynienia na przykład z wodogłowiem bądź z bardzo brutalnym wydłużaniem czaszki, to prawdopodobnie mózg nie zdołałby wypełnić całej czaszki. Powstałyby puste przestrzenie. A dziś wiemy, że te przestrzenie były wypełnione mózgiem, ponieważ na czaszkach, które są obecnie znajdowane i badane, można znaleźć resztki tego mózgu, który przez te 2000 lat przetrwał do naszych czasów tylko dlatego, że klimat w Paracas jest bardzo suchy. Spada tam bardzo niewiele deszczu i jest to idealne miejsce, żeby móc mumifikować, przechowywać najrozmaitsze artefakty czy w ogóle całe ludzkie ciała. Zresztą mumifikacja w Paracas znana była już jakieś 5000 lat p.n.e., czyli było to znacznie wcześniej niż nauczono się tego w Egipcie. Także pierwsze mumie powstały właśnie tam, w Peru. Jest to na półwyspie Paracas, jakieś cztery godziny jazdy samochodem od stolicy tego kraju, Limy. Miejsce jest dziś bardzo nieprzyjazne, bo jest to praktycznie pustynia i nie rośnie tam praktycznie nic. Nie ma tam roślin, nie ma rolnictwa i niestety do dzisiejszych czasów kultura ta się nie zachowała.
Około 1 roku n.e. na to miejsce przybyli Nazca, od których powstała nazwa Pustyni Nazca i prawdopodobnie dokonali eksterminacji Paracas, ponieważ nie wiemy, co się stało z tym ludem, który zniknął w ciągu zaledwie 100 lat. Więc można przypuszczać, że doszło do walki o teren i niestety Paracas przegrali tę walkę i zostali kompletnie wyniszczeni przez Nazca, którzy znani byli ze swojej wojowniczości. To jest akurat łatwo udowodnić. Także po Paracas dziś zostały czaszki, zostały wspaniałe tekstylia, zostały garnki. I to jest następna rzecz dość niezwykła, ponieważ Paracas korzystali z koła garncarskiego. Natomiast koło garncarskie nie było znane innym ludom Południowej Ameryki. Nie znali go Inkowie, nie znali go Tiwanaku, natomiast Paracas tworzyli przepiękną ceramikę, używając koła garncarskiego, także to dodaje jeszcze tajemniczości. Kim byli ci ludzie i skąd właściwie się pojawili w Ameryce Południowej? Ponieważ w żaden sposób nie pasują do tej mozaiki starożytnych ludów Ameryki Południowej.
Nie wiadomo, skąd przyszli i kim tak naprawdę byli.
[11:00] - W kontekście wydłużonych czaszek mówi się najczęściej o Ameryce Południowej, a przecież podobne znajdowano bliżej naszego obszaru geograficznego, między innymi w Bułgarii, Rosji i Belgii. Skąd te czaszki się tam wzięły? Co wiadomo na ich temat?
[11:15] - Wydłużone czaszki, które są znajdowane w Europie, najczęściej są pochodzenia azjatyckiego i są to pozostałości po inwazjach, jakich dokonywano z Azji w stronę Europy. Przede wszystkim chodzi tutaj o Hunów, którzy docierali nawet do Wysp Brytyjskich, docierali do Skandynawii. Oczywiście byli na terenie dzisiejszej Polski, byli także i w Belgii i, co jest absolutnie zrozumiałe, byli także i w Bułgarii. Także to głównie za ich przyczyną te wydłużone czaszki w Europie istnieją. Znajdują się w różnych kurhanach, grobowcach, które zostawiali po sobie. Natomiast co jest ciekawe, to to, że Hunowie, podobnie jak inne ludy stepowe, pochodzą z Azji.Azja jest kolejnym potwierdzeniem tego, że Azja jest źródłem tych wydłużonych czaszek. Wcześniej wspominałem o grocie Shanidar, gdzie znaleziono najstarszą wydłużoną czaszkę. Tutaj mamy Hunów, którzy również pochodzą z Azji, mniej więcej z tego samego regionu Bliskiego Wschodu albo Środkowego Wschodu. To, co nazywamy Sumerem czy Mezopotamią. Pochodzą z miejsca, gdzie teoretycznie powstała nasza obecna cywilizacja.
Czyli coś się musiało tam wydarzyć, co wpłynęło na tych ludzi, że zaczęli zniekształcać swoje głowy i tworzyć, z jakiegoś nieznanego nam do dziś powodu, tego typu czaszki. Mamy trzy wytłumaczenia, dlaczego w ten sposób postępowano z tymi czaszkami. Dlaczego tak brutalnie zmieniano wygląd głowy dziecka, żeby później mogło ono mieć wydłużoną czaszkę. Pierwszym elementem jest najbardziej trywialny. Po prostu wszystkim się to podobało. Była to moda. Im wyższa czaszka, tym przystojniejszy był wojownik i dlatego to robiono. Oczywiście niezbyt to przemawia do wyobraźni i trudno uwierzyć, że chciano zadać dziecku tyle cierpień po to, żeby mu zniekształcić głowę, a mogło się to skończyć w różny sposób. Mamy do dyspozycji drugi powód. Drugi powód, o którym kiedyś wspominałem, to to, że wydłużona czaszka zmieniała pozycję mózgu w tej czaszce i jednocześnie w jakiś sposób eksponowała szyszynkę.
A szyszynka jest to ta część mózgu, gdzie niektórzy wierzą, że znajduje się element, dzięki któremu jesteśmy w stanie funkcjonować w świecie paranormalnym. Jesteśmy w stanie bardziej polegać na naszym instynkcie. Ówcześni szamani byli w stanie rozmawiać z bogami, spotykać się z nimi w innym wymiarze. Być może to było powodem, że podnoszono czaszkę, wydłużano ją po to, żeby odkryć szyszynkę. Ciekawe jest też to, że wśród wielu ludów południowoamerykańskich, które miały wydłużone czaszki, często dochodziło do trepanacji. Początkowo sądzono, że trepanacja była wynikiem tego, że właściciel tej czaszki brał udział w walce, dostał po głowie czymś ciężkim, ostrym. Czaszka pękła i trzeba ją było naprawić, więc dokonano trepanacji i wycinano kawałek kości. Później wstawiano na to miejsce złotą lub srebrną płytkę. Ale być może chodziło o coś zupełnie innego. Chodziło o to, żeby usunąć kość, która przeszkadzała szyszynce kontaktować się z zewnętrznym światem.
To jest drugi powód. Trzeci powód, który mnie najbardziej przekonuje, to jest taki, że ci ludzie robili to, bo chcieli się upodobnić do swojego stwórcy bądź do swoich stwórców. Tutaj otwiera się nam puszka Pandory, bo jeśli założyć, że tak rzeczywiście było, że chcieli się do kogoś upodobnić, to mamy pytanie: kim był ten ktoś? Czy ci inni stwórcy, którzy stworzyli rodzaj ludzki, pokazali mu nową drogę życia i byli dla niego bogami, kimś tak ważnym, że wiele ludów na całej ziemi starało się do nich upodobnić? Te trzy powody są w stanie ewentualnie dać wyjaśnienie, dlaczego wśród tych ludów zmieniano kształt czaszki, wydłużano ją. Wcześniej mówiłem o wątku sumeryjskim. Ciekawe jest to, że z jednej strony mamy Hunów i inne ludy stepowe, które przybyły do Europy i miały wydłużone czaszki. Z drugiej strony mamy mieszkańców Środkowego Wschodu, którzy posiadali takie czaszki. Mamy do czynienia z ogromną liczbą wydłużonych czaszek w Ameryce Południowej i na pierwszy rzut oka nie ma żadnego połączenia między tymi dwoma elementami, bo według standardowej historii było za daleko, by tego typu cywilizacje mogły się kontaktować, że nie były w stanie żeglować, że oceany były granicą, a nie autostradą, która łączyła. Były granicą, która dzieliła od siebie cywilizacje.
W tym przypadku okazuje się coraz bardziej, że tak akurat nie było, że ocean był taką autostradą i wiele wskazuje, że pierwsi ludzie, którzy przybyli do Ameryki Południowej, przybyli z Azji i przybyli z Sumeru bądź nawet ze starożytnego Egiptu. Jest taki maleńki archipelag Vanuatu, gdzie żyje sobie ludność, która jest rdzenna dla tej wyspy. Nikt nie wie od jak dawna, ale żyje sobie od co najmniej kilku tysięcy lat. Ci ludzie przekazują sobie tradycję oralną z pokolenia na pokolenie. Mówią, że ich przodkowie przybyli z Egiptu, co samo w sobie jest sensacyjne. Oczywiście naukowcy im nie wierzą, bo naukowcy zawsze wiedzą lepiej. To jest najbardziej wkurzające w nauce, że pan, który ma tytuł doktorski, profesorski uważa, że on wie lepiej, jak wszystko robiono, w jaki sposób przesuwano kamienne figury na Wyspie Wielkanocnej, w jaki sposób budowano piramidy. Tacy profesorowieDoskonale wykształceni mówią, że oni wiedzą lepiej niż tradycja, która w tym rejonie jest przekazywana od tysięcy lat.
[18:06] - Bo chyba nie po to ten profesor tyle lat studiował, tyle lat pracował na swój tytuł naukowy, żeby teraz się zgodzić z czymś, co stoi w dychotomii z jego poglądami.
[18:17] - Mamy do czynienia z tym niemalże cały czas i nauka przez to kompletnie skostniała. Do tego dochodzi jeszcze nasze osobiste wychowanie. Wychowani jesteśmy przede wszystkim przez szkołę, już nie przez naszych rodziców, a przez szkołę. Chodzimy do szkoły, spędzamy w niej masę czasu i ja często wypełniając mojego bloga, pisząc różne artykuły, wpisy, spotykam się z takim stwierdzeniem, czy aby jest to twierdzenie naukowe, albo czy aby jest to udowodnione w sposób naukowy. I teraz sobie sam zadaję takie pytanie. Właściwie co to znaczy naukowy? W którym momencie jest to szukanie odpowiedzi na jakieś pytania, a w którym momencie jest to czysta, zwykła religia, której dogmat jest nie do przełamania? Bo często jest tak, że niestety nauka blokuje jakikolwiek rozwój jakiegokolwiek tematu. Będę tu jeszcze mówił później na temat tego, co się stało dzięki nauce, a właściwie przez naukę z badaniami nad wydłużonymi czaszkami.
[19:23] - Wiemy, że wydłużone czaszki odnaleziono w wielu miejscach na całym świecie. Czym się one charakteryzują? Czy posiadają jakieś cechy wspólne?
[19:33] - Oczywiście główną cechą wspólną jest ich wydłużoność. Są bardzo mocno podniesione do góry poprzez najrozmaitsze techniki deformacyjne. Najbardziej popularne były dwie deseczki i sznury, którymi obwiązywano czaszkę dziecka. Te deseczki spowodowały spłaszczenia w różnych miejscach czaszki, a jednocześnie ona rosnąc miała tylko jedną drogę, żeby wzrastać, czyli wzdłuż i dlatego powstawał taki kształt wydłużony. Niektóre ludy, na przykład ludy afrykańskie, robiły to w troszeczkę inny sposób, bo tam obwiązywano czaszkę sznurami. Tyle że ten kształt już nie był tak szlachetny jak u Paracas, a był bardziej jajogłowy. To są dwie główne techniki, w jaki sposób wydłużano czaszkę. Albo przez deseczki i sznury, albo przez same sznury. Tym się one charakteryzują. W przypadku czaszek z Paracas dodatkowe jest to, że czaszka ta ma większą pojemność niż czaszka typowego człowieka, co jest samo w sobie sensacyjne, ponieważ czaszka jest w stanie osiągnąć pewien rozmiar.
Nie jest w stanie przerosnąć samej siebie przez to tylko, że jest zgnieciona. Jest genetycznie zakodowana, więc nie może mieć drastycznie większej pojemności niż u innych ludzi. Samo to, samo w sobie jest absolutnie sensacyjne i interesujące, wymagające badań, a nikt się tym za bardzo nie interesuje. Nauka nabiera wody w usta i omija to praktycznie w milczeniu, uważając, że nie jest to temat ciekawy do dalszego badania. Co ciekawe, kultura Paracas, ostatnie badania, jakie zostały przeprowadzone w tym miejscu w Ameryki Południowej, były przeprowadzone w 1914 roku, czyli już bardzo dawno. I od tamtego czasu nie było tam naukowców, archeologów. Nikt niczego nie szukał oprócz poszukiwaczy skarbów i nie napisano żadnej pracy naukowej na ich temat. Nie dokonano też żadnych wykopalisk. Co też o czymś świadczy.
[21:56] - Krysie, mówiliśmy już o argumentach przemawiających za tym, że wydłużenie czaszek to efekt na przykład obwiązywania głowy w okresie niemowlęcym, ale są też pewne argumenty sugerujące, że jest inaczej i że czaszki należą na przykład do nieznanego gatunku człowieka czy też nieznanej rasy. Jakie to są argumenty?
[22:16] - Są to przede wszystkim argumenty genetyczne, ponieważ pobrano próbki takich czaszek i rozpoczęto pierwsze badania genetyczne nad tym, z kim mamy do czynienia. I teraz, niezależnie od tego, czy te czaszki powstawały w sposób naturalny, czy też były kształtowane sztucznie, aby osiągnąć taki kształt. A jeszcze raz powtórzę, zaledwie niewielki procent tych czaszek wskazuje, że mogły one powstać i być wydłużone w sposób naturalny. Znakomita ich większość, 93 do 95% są to czaszki, które nie ma wątpliwości powstały na skutek kształtowania. Ten fenomen wydłużonych czaszek musimy tutaj umieścić w pewnym kontekście. Tylko niewielka ich część być może, nie wiemy tego do końca na pewno, powstała w sposób naturalny. Natomiast pierwsza seria badań genetycznych przyniosła absolutnie sensacyjne efekty. Okazało się, że mamy do czynienia z rasą ludzką kompletnie nieznaną historii, że nie byli to Homo sapiens, nie byli to Neandertalczycy, nie była to Denisowa. Geny, jakie znaleziono w wydłużonych czaszkach ludzi z Paracas nie mają żadnego odnośnika do świata ludzkiego i do świata zwierzęcego. Nie ma ich w ogóle w tym gene bank, czyli zbiorze wszystkich genów ze wszystkich badań, jakie przeprowadzono na Ziemi we wszystkich najrozmaitszych instytutach naukowych.Także mamy do czynienia z czymś absolutnie nowym, kompletnie nieznanym i przez to niezwykle sensacyjnym.
Jako ciekawostkę można jeszcze dodać to, że wiele tych genetycznych elementów wskazuje, że istnieje powiązanie pomiędzy ludźmi z Paracas a właśnie tym Środkowym Wschodem, czyli z Sumerem. To w jakiś sposób potwierdza, że przybyli oni stamtąd. Ale tutaj zaczynają się bardzo poważne kłopoty. Poważne kłopoty wynikają z tego, że takie badania psują obecny paradygmat, w którym my żyjemy. I oczywiście tak naprawdę naukowcom się one nie podobają. W obecnej chwili Brien Foerster, który stoi za większością tego typu badań, ma bardzo poważne kłopoty. Dlatego, że w czasach, kiedy żył jeszcze Lloyd Pye i badał swoją Starchild, obaj panowie znaleźli jakąś nić porozumienia i Lloyd Pye postanowił pomóc Foersterowi, żeby jego genetycy mogli przeprowadzić pierwsze badania genetyczne właśnie na czaszkach z Paracas. I wówczas Foerster przywiózł pierwsze próbki do Stanów do zbadania. I rozpoczęto te badania. I kiedy ogłoszono, że mamy tutaj do czynienia z nieznanym gatunkiem człowieka, cały worek problemów natychmiast się rozerwał i okazało się, że Brien Foerster, który chciał dobrze i chce nadal dobrze, został nazwany przestępcą.
Przede wszystkim okazało się, że wwiezienie nawet fragmentu takiej czaszki do Stanów już samo w sobie jest przestępstwem, ponieważ każdy obiekt, który ma wartość historyczną, a bezsprzecznie taka czaszka ma wartość historyczną, powinien być zgłaszany i powinno być biurokratycznie przyznane prawo importu takiego artefaktu do Stanów i dopiero poddaniu go badaniom. Jeżeli ktoś tego nie zrobi, automatycznie staje się przestępcą. Z drugiej strony wywiózł fragmenty tych czaszek bez pozwolenia z Peru. W związku z tym został tam nazwany złodziejem, że ukradł dorobek peruwiańskiej kultury. Nieważne, że w wielu miejscach Peru kości ludzkie, szczątki, szczególnie właśnie przy pustyni Nazca, walają się po piachu całymi tonami. Wygląda to bardzo drastycznie i dramatycznie. Nikt się tym nie przejmuje, nikt się tym nie zajmuje, ale wywiezienie malutkiego kawałka okazuje się, że już jest kradzieżą. I dlatego ktoś tutaj zainterweniował. Od razu ożywił oba aparaty ścigania. Brien wpadł w bardzo poważne kłopoty i o ile załagodził sytuację w Peru, o tyle nie ma pewności, czy jeśli kiedykolwiek pojawi się w Stanach, nie zostanie na przykład na lotnisku aresztowany.
Właśnie z tego powodu, że wiózł czaszki do Stanów, do laboratorium, które jest w stanie zbadać tak stary fragment kości. Bo o ile na przykład, jeśli ktokolwiek z was, drodzy słuchacze, tak was nazwę, chciałby sobie zrobić badania genetyczne, to 100 dolarów wystarczy, żeby taką usługę sobie zamówić. Natomiast gorzej jest, jeśli mamy do czynienia z kawałkiem kości, która ma wiele tysięcy lat. Tam DNA jest bardzo mocno zniszczone, jest zanieczyszczone bakteriami i potrzeba rzeczywiście wyrafinowanego sprzętu i znakomicie wykwalifikowanych naukowców, aby mogli taki kod DNA wyodrębnić i stworzyć kolejne sekwencje tego kodu DNA. Dlatego jest to proces bardzo długotrwały i bardzo drogi. Nikt w tej chwili wśród tych alternatywnych badaczy nie ma na to pieniędzy. Próbował zdobyć je Lloyd Pye. Próbował je zdobyć Brien Foerster. Stworzył nawet na Indiegogo taki fundraising, żeby zbierać pieniądze. Ja też się do niego dorzuciłem.
Ale przez to, że zaczęło tych pieniędzy tam przybywać, ludzie, którzy tacy jak ja chcieli poznać, co się dzieje, jaka jest prawda na temat tych czaszek, okazało się, że został oskarżony o to, że zrobił to wszystko po to, żeby zdobyć pieniądze w nielegalny sposób, żeby je wyłudzić. Także sytuacja jest bardzo brzydka i nie wiadomo, czym się ona skończy. Wiadomo jest jedynie tyle, że badania nad tymi czaszkami, jeśli będą nawet prowadzone, będą prowadzone dalej w ścisłej tajemnicy, że będzie bardzo trudno te badania ogłosić, a nawet jeśli się ogłosi i nie będzie odpowiedniej dokumentacji, pozwoleń, tej całej biurokratycznej otoczki, to takie badania nie zostaną przyjęte do publicznej wiadomości, nie zostaną przyjęte przez naukę, zostaną kompletnie zignorowane, a nikt tego przecież nie chce. Także sytuacja jest trudna.
[29:06] - To wygląda jak kolejna realizacja zasady „dajcie nam człowieka, a znajdzie się paragraf”. Wspomniany Brien Foerster przytoczył właśnie sporo argumentów przemawiających za opcją z nieznanym gatunkiem czy rasą człowieka. Jak zareagowali na nie naukowcy z głównego nurtu?
[29:25] - Właściwie już to opisałem wcześniej, bo tego typu informacje można przyjąć do wiadomości tylko wtedy, kiedy będzie przeprowadzany cały szereg badań. Tych badań musi być bardzo dużo, tych par genów ze sobą złożonych w sekwencje muszą być miliardy. Trwa to długi czas. Jest pewien naukowy wymóg, który wskazuje, w jaki sposób musi to być zrobione. Dlatego dopóki nie ma przynajmniej 50% pracyZrobionej nad odtworzeniem takiego genotypu. Wówczas nauka nie chce się jeszcze na ten temat wypowiadać. Żaden naukowiec nie zaryzykuje swojej opinii. O tym przekonał się już wcześniej Lloyd Pye, badając czaszkę Starchild. Mimo że wykonał ogromny ogrom pracy, gdzie wszystko wskazywało na to, że mamy do czynienia z osobnikiem zupełnie innym, w ogóle nie ludzkim. Nie był to człowiek.
Być może była to istota z kosmosu. Naukowcy nie chcieli o tym rozmawiać, nie chcieli dyskutować i dlatego potrzebne były kolejne miliony dolarów po to, żeby móc dokończyć tego typu prace. Co ciekawe, kiedy Lloyd Pye był już prawie na samym końcu swojego dążenia do tego, aby móc wreszcie światu pokazać, kim jest naprawdę Starchild, nieoczekiwanie zachorował i umarł na raka. Nie doszukuję się tutaj żadnej teorii konspiracji, ale jest to dziwna sytuacja, bo Lloyd Pye był super zdrowym facetem, wysportowanym. Zresztą w przeszłości był sportowcem i nagle przytrafiła mu się choroba nieuleczalna w żaden sposób. Zastanawiam się często, czy rzeczywiście tak olbrzymie znaczenie ma to, skąd pochodzimy i czy jesteśmy unikalni dla Ziemi, żeby dla kogoś mogło być ważne czy warte tego, aby móc w taki drastyczny sposób zatrzymać badacza, jakim był na przykład Lloyd Pye. Ale z drugiej strony to, co przydarzyło się Brianowi Forsterowi, w jakiś sposób to potwierdza, że jest to jakby granie z ogniem, że przez tyle lat większość kultur w Ameryce Południowej praktycznie było niezauważalna. Jeśli kogokolwiek zapytać o jakąś starożytną kulturę w Ameryce Południowej, to zazwyczaj odpowie, że byli to Inkowie i właściwie nic poza nimi. Mało kto wie, jakie inne ludy czy jakie inne kultury żyły w Ameryce Południowej. I Inkowie przez to, że byli ostatnią, dynamicznie rozwijającą się kulturą, choć nie najbardziej wyrafinowaną w Ameryce Południowej, praktycznie są odpowiedzią na wszelkie pytania, które sobie historycy czy badacze tego tematu zadają.
A odpowiedzi na te pytania często trafiają w ślepą uliczkę, w ślepy zaułek. I w momencie, kiedy jest taka sytuacja jak w przypadku, gdy Brian uruchomił tę maszynę i był w stanie przynajmniej otworzyć proces, aby móc dowiedzieć się na końcu, z kim mamy naprawdę do czynienia, nieoczekiwanie wszystkie możliwe siły, jakie można sobie wyobrazić, sprzysięgły się przeciwko niemu i zatrzymały go w połowie drogi. Tak że jest on teraz w dość nieciekawej sytuacji i właściwie trudno powiedzieć, co się wydarzy dalej. Znam go osobiście, więc wiem, że jest bardzo upartym człowiekiem, ogromnie upartym człowiekiem i na pewno nie odpuści tego tematu, będzie dalej go drążył i będzie te badania dalej robił w tajemnicy. Nawet jeżeli świat tego nie zaakceptuje, to być może zaakceptują to ludzie tacy jak my. A jeśli nawet my nie zaakceptujemy, to prawdopodobnie robi to po to, żeby móc odpowiedzieć samemu sobie na to pytanie, móc samemu znaleźć odpowiedź, zaspokoić ciekawość. Jest on niezwykłym człowiekiem. Praktycznie nie potrzebuje domu, bo bez przerwy jest w terenie. Ciągle podróżuje, odwiedza nowe miejsca. Odwiedza miejsca nie tylko w Ameryce Południowej, ale przynajmniej raz w roku jeździ do Egiptu, gdzie szuka połączeń pomiędzy megalitycznymi budowniczymi w Ameryce Południowej a Egiptem.
Wbrew pozorom okazuje się, że oba te miejsca mają wiele ze sobą wspólnego. Jeździ też i podróżuje po basenie Pacyfiku, szczególnie południowego Pacyfiku. Był kilka razy na Wyspie Wielkanocnej. Obecnie wybiera się do Nowej Zelandii, gdzie również znaleziono, i tu uwaga, nomen omen, szkielety z wydłużonymi czaszkami. Tak że to jeszcze raz pokazuje, że wydłużone czaszki, kultura wydłużonych czaszek czy moda na wydłużone czaszki było czymś powszechnym w pewnym momencie istnienia naszej ziemskiej cywilizacji. Problem polega na tym, że do dziś nie mamy wspólnego mianownika. Dlaczego? Dlaczego tak robiono?
[34:42] - A czy w Nowej Zelandii to jest świeże odkrycie, czy są już znane pewne informacje na temat tych czaszek, tych szkieletów?
[34:53] - Te informacje są w miarę świeże, dlatego, że szkielety, które znaleziono, nie są szkieletami Maorysów, czyli nie są szkieletami ludzi tych, którzy teoretycznie żyli w Nowej Zelandii od zawsze. Szkielety, które znaleziono, wskazują wiele cech, które są charakterystyczne dla Europejczyków. I to jest bardzo interesujące. Skąd Europejczycy tam, w tamtym miejscu i z wydłużonymi czaszkami? Dlatego tutaj znów archeolodzy i historycy nabierają wody w usta. Znów ten administracyjny aparat stara się to w jakiś sposób powstrzymać i idzie to wszystko bardzo wolno. Tak że nie wiadomo, co się wydarzy. Brian jedzie tam, żeby rozejrzeć się w sytuacji, zrobić zdjęcia, porozmawiać z ludźmi, porozmawiać z lokalnymi badaczami, którzy widzieli te kości. Być może uda się je znaleźć w jakichś prywatnych kolekcjach tego typu kości i czaszki. Tak że to otwiera nowy rozdział wydłużonych czaszek, tym razem w Nowej Zelandii.Jeszcze jednym ciekawym elementem jest to, że rozmawialiśmy wcześniej o Tiahuanaco i Puma Punku.
Okazało się, też zupełnie niedawno, że na terenie Altiplano, tej wielkiej równiny, w środku której stoi właśnie Puma Punku i Tiahuanaco, odnaleziono podziemne miasto. Prawdziwe podziemne miasto, które jest zbudowane z potężnych megalitycznych bloków. Odkopano jego fragment, ale ponieważ rząd boliwijski nie ma pieniędzy, aby prowadzić dalej tego typu wykopaliska, uznano, że trzeba czekać na lepsze czasy i całość zasypano. Trzyma się to w tajemnicy. Nie dlatego, żeby nie informować świata. Akurat rząd boliwijski jest najbardziej fair, ponieważ on jest poza tym globalnym obiegiem. Jest buntowniczy, nie lubi za bardzo świata zachodniego, stwarza mnóstwo problemów na przykład amerykańskim turystom, czy w ramach takiej wymiany, jaką się stwarza boliwijskim turystom w Ameryce i tak dalej. Można powiedzieć jedno: naukowcy boliwijscy, historycy boliwijscy na pewno nie są pod tak silnym wpływem światowej globalnej akademii, jak na przykład w innych rejonach świata. Powodem zakopania z powrotem tych nowych odkryć, które przecież brzmią niezwykle sensacyjnie i muszą być niezwykle ciekawe, jest tylko to, żeby nie doprowadzić do dzikich wykopalisk, żeby ludzie sami nie zaczęli kopać szukając skarbów, szukając złota.
[37:45] - Do sprawy zagadkowych wydłużonych czaszek swoje trzy grosze dorzucił również Graham Hancock.
[37:51] - Tak, oczywiście. Graham jest zawsze, w każdej sytuacji, gdzie pojawia się jakieś nowe odkrycie, wspaniałym, znakomitym badaczem naszej starożytnej albo jeszcze najstarszej kultury, tej megalitycznej historii, której dziś jeszcze nie znamy. Nie jest on kimś, kto chciałby sobie przez to w jakiś sposób przygłaśzać pewne odkrycia. Jest on swego rodzaju filozofem naszej megalitycznej historii i jego niezwykłą umiejętnością jest łączenie ze sobą najrozmaitszych faktów i na podstawie kilku elementów stworzenia pewnej struktury teoretycznej, która w jakiś sposób wyjaśnia i uzasadnia, że coś tu mogło istnieć, dlaczego to mogło istnieć i jakie są logiczne powody do tego, żeby istniała tutaj dana kultura. W momencie, kiedy te sensacyjne wiadomości na temat genetycznej inności wydłużonych czaszek wyszły na światło dzienne, odezwał się, ale była to taka przestroga. Był przerażony tym, co zrobił Brien Foerster. Uważał to za nieodpowiedzialne, że informuje świat, kiedy zaledwie rozpoczął się proces badania kodu genetycznego w wydłużonych czaszkach i jest zbyt mało argumentów, by móc nimi szermować. Jest zbyt wcześnie, by móc informować świat o tym wszystkim. Przestrzegał go przed tym, że ten świat naukowy rzuci mu się do gardła. I miał rację.
Niestety miał rację. Obaj panowie spotkali się raz. Miałem to szczęście, że byłem w tym samym czasie razem z nimi. Ponieważ obaj mają niesamowicie silne charaktery, jakoś im nie za bardzo było po drodze. Bardzo trudno znajdowali jakiś wspólny język, ale jeden drugiego szanuje i myślę, że ta przestroga nie była złośliwością Hancocka, a była czymś, co on sam doskonale zna z własnego doświadczenia, bo nie raz wieszano na nim najrozmaitsze psy, zarzucano mu najrozmaitsze rzeczy, że jest szarlatanem, narkomanem i różne inne tego typu historie. Tak że na własnej skórze przeżył już to wszystko wcześniej i chciał przestrzec Briena. Ten mu jednak nie uwierzył. Bardzo chciał światu opowiedzieć o tym, że mamy do czynienia z czymś niezwykłym i że on jest w samym środku tego odkrycia. I stało się to, co się stało.
[40:33] - A może wydłużone czaszki należały do biblijnych Nefilim? Krysiu, co o tym sądzisz?
[40:39] - Nie jest to wcale głupi pomysł. Jest to coś, co może okazać się bardzo prawdopodobne. Tutaj nie będę mówił mojego własnego zdania na ten temat, bo są lepsi ode mnie i takim kimś jest Elaine Marzuluk, ten, który nakręcił już całą serię filmów pod tytułem „Watchers” i napisał ostatnio również książkę „Na szlaku Nefilims”, gdzie całe swoje życie praktycznie podporządkował poszukiwaniu tych mitycznych biblijnych Nefilims. Elaine Marzuluk oprócz tego, że jest badaczem, odkrywcą, jest historykiem, dziennikarzem, jest jednocześnie człowiekiem głęboko religijnym. W swojej karierze był już także pastorem i stara się swoją religijną wiarę w jakiś sposób przełożyć na to, co wydarzyło się w najbardziej zamierzchłej przeszłości Ziemi. Stara się połączyć religię z najnowszymi tego typu odkryciami. Ponieważ poszukuje tych Nefilims po całym świecie, kim oni mogli być, bądź czy coś po sobie zostawili, pojechał również do Ameryki Południowej, do Paracas, żeby obejrzeć te czaszki. Między innymi on sam również wziął kilka maleńkich kawałków tego typu czaszek, żeby móc przeprowadzić badania genetyczne w laboratorium w Los Angeles, gdzie mieszka.Także ten element, który wskazuje na jakiś związek ze Środkowym Wschodem, czyli z Sumerem, wskazuje również to, że teoria Nefilims nie jest taka nieprawdopodobna. Bo jeśli Nefilims gdzieś zeszli z nieba na ziemię, to właśnie tam, w Mezopotamii i na Bliskim Wschodzie. Także trzeba to traktować serio, nawet jeżeli brzmi to niezbyt poważnie, to ja przynajmniej traktuję wszelkie tego typu historie, legendy, podania bardzo poważnie i szukam w nich informacji, które dałyby się w jakiś sposób odnaleźć lub wskazówek, które pomogłyby odnaleźć coś, po czym ślady, wydawałoby się, są już dawno zatarte.
[43:04] - Krysie, a co wiadomo o zagadkowej czaszce z Peru zwanej Huáiquí? Nie wiem nawet, jak tę nazwę się wymawia, szczerze mówiąc.
[43:13] - „Łajki”. Wymawia się po prostu „łajki”. Prawie jak pies łajka, ale to jest Huáiquí i nie jest psem, a jest szkieletem dziecka. To dziecko teoretycznie zmarło, kiedy miało dwa lata. Jest to pełny szkielet i to, co jest w nim takiego niezwykłego, jest właśnie jego czaszka, która jest olbrzymich rozmiarów. Praktycznie połowa ciała jest to czaszka u tego dziecka, u tego szkieletu. Ma ciągle niepołączone ciemiączka na swoim własnym szczycie. Ma kilka zębów, które po zbadaniu okazało się, że powinny należeć do dziecka, które ma siedem, osiem, bądź może nawet 10 lat. I nie są to zęby mleczne, tylko normalne zęby dorosłego człowieka. Także jest to coś absolutnie niebywałego.
Klatka piersiowa tego szkieletu ma dziwny kształt, bo jest tak jakby do góry nogami. A także posiada 10 żeber, nie jak typowy człowiek 12. Także brakuje tutaj żeber. Jednocześnie najbardziej takim elementem, który skupia na sobie uwagę, są oczy. Oczy są olbrzymie. Oczodoły oczywiście. Oczodoły w tej czaszce są olbrzymie. I teraz jeśli wyobrazić sobie, że tam kiedyś były oczy, to gdy patrzyło się na Huáiquí, to tak jakby się patrzyło na takiego kosmitę szaraka, który też miał takie wielkie, olbrzymie, lekko skośnawe oczy. I te oczy Huáiquí były wyłupiaste i ponieważ oczodoły są bardzo płytkie, odstawały mocno od czaszki, także widok musiał być troszkę przerażający. Myślę, że tych ludzi, wśród których urodził się Huáiquí, też przerażało to.
I niestety biednego Huáiquí złożono w ofierze, bo bliższe oględziny przez lekarza wskazały, że Huáiquí został zamordowany, czyli prawdopodobnie złożony w ofierze przez uderzenie pałką w tył głowy. Tam jest złamana podstawa czaszki i Huáiquí zmarł. Natomiast jego kręgosłup przechował się w doskonałym stanie do dziś. Znajduje się on w niewielkim muzeum, prywatnym muzeum w Andahuaylillas. O ile dobrze zapamiętałem tę nazwę. Niektóre nazwy są tak długie i kręte, że można sobie na nich język złamać. W przepięknym miejscu, gdzie produkuje się masę srebrnych wyrobów na podstawie srebra, które wydobywa się w okolicy. Właśnie ten Huáiquí tylko dlatego jest na widoku publicznym, ponieważ jest w rękach prywatnych. Prawdopodobnie gdyby znalazł się w jakimś państwowym muzeum, nigdy byśmy go nie zobaczyli. Tak się na przykład stało z dzieckiem, które się nie narodziło, a które miało jeszcze w łonie matki wydłużoną czaszkę.
I tego typu wysuszoną mumię nienarodzonego dziecka wystawiało kiedyś muzeum w Limie. Już więcej go nie wystawia. Zniknął ten artefakt, że tak to nazwę. Zniknął i nie wiadomo, co się z nim stało.
[46:46] - Wiemy, że od kilku lat prowadzone są badania genetyczne wydłużonych czaszek kultury Paracas i Nazca. W badaniach tych brał udział między innymi nieżyjący już Lloyd Pye. Czy są już znane jakieś wyniki tych badań? Jak wygląda sytuacja z tymi badaniami po jego śmierci?
[47:03] - Jeśli chodzi o czaszkę Gwiezdnego Dziecka, nad którą pracował Lloyd Pye, to chyba prace utknęły gdzieś w martwym punkcie. Po jego śmierci te prace przejęła po nim jego żona, Amy Vickers. Odgrażała się, że doprowadzi te badania do końca, ale ostatnio bardzo mocno ucichło wokół tej czaszki i wokół tych badań. I teraz nie wiadomo z jakiej przyczyny. Czy Amy Vickers po prostu nie ma pieniędzy, czy też ktoś wytłumaczył jej, że nie powinna dalej prowadzić tego typu badań. Także nie wiemy, co się naprawdę dzieje i być może jest jeszcze trzecia możliwość, że prowadzone są w kompletnej tajemnicy i będą ogłoszone wtedy, kiedy wszystko będzie już gotowe, kiedy wszelkie badania genetyczne będą kompletne i nie będzie możliwości ich podważenia w żaden sposób. Po to, żeby wepchnąć to odkrycie nauce do gardła, żeby ona musiała to zaakceptować, czy tego chce, czy też nie. Także ja wierzę, że do tego dojdzie, bo Amy Vickers to bardzo wojownicza kobieta. Jest naukowcem również i wie, co robi, wie, do czego dąży.Kilka lat była z Lloydem Pye, pomagała mu w tym wszystkim. Była jego siłą napędową.
Lloyda Pye nie ma już między nami, także mam nadzieję, że jego praca, jego wysiłek nie pójdzie na marne.
[48:38] - Ale pani Vickers z tego, co zrozumiałem, jest przedstawicielem nauki akademickiej, tak?
[48:44] - Jest wykształcona na uniwersytetach. Oczywiście jest akademikiem, natomiast jej podejście jest zupełnie nieakademickie. Jest banitą ze świata akademickiego, bo nie każdy naukowiec, być może ich 80%, będzie się trzymało doktryny i dogmatów akademickich, ale wielu z naukowców aż pali się do przeprowadzania tego typu badań i po cichu marzy o tym, żeby móc wyrwać się ze szponów akademii i pokazać światu, że coś wygląda inaczej. Myślę, że ona należy do tego buntowniczego odłamu i że nie odpuści i będzie kontynuowała pracę, którą rozpoczął Lloyd Pye. Również ci sami genetycy, którzy pracowali dla Lloyda Pye i pracują obecnie dla Amy Vickers, prowadzą badania nad wydłużonymi czaszkami z Paracas. Oni sami, będąc naukowcami, są zakonspirowani tak mocno, że nawet Brian Forster nie zna ich nazwiska. Nawet nie wiemy, kto prowadzi tego typu badania. Jednego można być pewnym, że Lloyd Pye zorganizował to w taki sposób, żeby nie było żadnych wątpliwości czy problemu z tego powodu. Myślę, że jest stworzona sytuacja, że kiedy tego typu badania zostaną ogłoszone, ujawnią się również ci, którzy to badają i laboratoria, które przeprowadzają tego typu badania i wówczas stanie się jasne i oczywiste, kto za tym stoi i kto wykonał tego typu badania.
[50:30] - Wraz z momentem rozpoczęcia badań czaszek Paracas i Nazca z muzeów na całym świecie zaczęły znikać takie właśnie eksponaty. Dlaczego? Może komuś zależy na ukryciu prawdy o nich?
[50:43] - To się chyba łączy z tym, co mówiłem wcześniej, z niechęcią do złamania dogmatu o tym, że jesteśmy wszyscy tacy sami, jesteśmy wszyscy Homo sapiens sapiens i tak naprawdę wszystkim rządzi ewolucja. Gdy tymczasem ludzie z Paracas udowadniają, że tej ewolucji w jakiś sposób nie podlegali, bo nie mają nic wspólnego z nami jako gatunkiem ludzkim, że są jakimś alternatywnym gatunkiem ludzkim. Być może wówczas doszło nawet do tego, że nie byli w stanie krzyżować się z człowiekiem. Jest to w jakiś sposób możliwe. Być może wymarli nie dlatego, że wybili ich do nogi Nazca, a być może dlatego, że ich kod genetyczny zdegenerował się do tego stopnia, że nie byli w stanie już dalej kontynuować swojej własnej rasy. I to właśnie jest wszystko niewygodne dla obecnego systemu naukowego i prawdopodobnie z tego powodu usuwa się wiele artefaktów z muzeów. Ja sam tego również byłem świadkiem, że artefakty, które istniały wcześniej, były wystawiane w różnych miejscach muzeum, znikały pod pozorem tego, że następuje konserwacja takiego artefaktu albo że następuje konserwacja budynku, pomieszczenia i pokoju i tego typu elementy już nie wracały z powrotem na wystawę. W Państwowym Muzeum w Limie wiadomo jest, że w magazynach znajduje się co najmniej 500 wydłużonych czaszek z Paracas. Wystawionych jest trzy lub cztery. I to tylko dlatego, że przedstawiają one sposoby trepanacji w tamtych czasach.
Zresztą samo to w sobie jest niezwykłe. Wspomniałem wcześniej, że w otwór w głowie wstawiano złotą lub srebrną płytkę. Złoto, jak wiemy, jest metalem szlachetnym, nie reaguje ze środowiskiem naturalnym dookoła siebie, nie jest w stanie podtrzymywać życia bakterii, a srebro na przykład jest antybiotykiem. Oba te metale stosowane przy trepanacji do tego, żeby zatkać tą dziurę, która czasami była dość dużej wielkości. To spowodowało, że te potworne rany na głowach goiły się szybko i ci ludzie po takiej operacji długo jeszcze cieszyli się swoim życiem i zdrowiem. W wielu przypadkach widać wyraźnie to, że kilka lat po trepanacji kość czaszki zaczęła się odbudowywać i sama zalepiać ten otwór w głowie. To wskazuje, że taki człowiek żył jeszcze co najmniej 10, 15 lat po tym, jak mu tą dziurę w głowie nawiercono i odbudował kompletnie kości swojej czaszki siłami natury. Jest to coś absolutnie niezwykłego nawet w dzisiejszych czasach, kiedy medycyna takiej sztuki nie potrafi, a potrafili robić to ludzie z Paracas. Niesamowici magicy, jeśli chodzi o kształtowanie czaszki. Jeśli powiedziałem, że większość tych czaszek jest tworzona w sposób sztuczny, to wcale nie umniejsza z ich kulturze, ponieważ byli mistrzami kształtowania tego typu czaszki.
Robili to tak precyzyjnie, że w żaden sposób nie wpływało to na stan zdrowia czy stan psychiczny człowieka, który miał taką czaszkę i nie wpływało to też na śmiertelność.Tego typu ludzi przez na przykład błąd w kształtowaniu tej czaszki. Także wiedzieli, co robili i byli znakomitymi fachowcami w tej dziedzinie. Tu można dodać jako taki kontrprzykład, że jeśli chodzi na przykład o Inków, którzy również wydłużali sobie czaszki, ale tylko w obrębie rodziny królewskiej. Również wydłużano czaszki u ludu Aymara. Lud Aymara był takim tradycyjnym wrogiem Inków. Prowadzono wiele wojen i kiedy wreszcie Inkowie zdominowali Aymara, chyba ich król Manco Cápac i Mancu Inca Yupanqui wydali takie dekrety, które nakazywały, aby każde dziecko Aymara miało wydłużoną czaszkę. Ale nie po to, żeby wyglądało tak jak Inkowie, a dlatego, żeby poprzez nacisk na czaszkę w pewnych punktach po prostu sprawić, że Aymara nie będą tacy błyskotliwi jak Inkowie, że po prostu będą głupolami i dlatego będzie o wiele łatwiej będzie nimi rządzić.
[55:47] - I już na sam koniec naszego dzisiejszego odcinka mam takie oto pytanie do ciebie, Krysie. Co wydłużone czaszki mogą nam powiedzieć o pochodzeniu człowieka i o tożsamości nas jako gatunku Homo sapiens?
[56:02] - Może nam powiedzieć przede wszystkim to, że nie jesteśmy jedyni ani wyjątkowi. Że człowiek jest to bardzo szerokie pojęcie, że być może równolegle do siebie istniały całe kultury ludzi, które różniły się od siebie w sposób tak poważny, że nie były w stanie nawet krzyżować się pomiędzy sobą. Że być może nasza przeszłość jest o wiele bardziej interesująca i inna, niż nam się nawet wydaje, dlatego, że ciągle być może nie wiemy o jeszcze innych ludach, które nie były Homo sapiens, a żyły w tym samym czasie, kiedy żył Homo sapiens. I to w jakiś sposób zatrzymuje w miejscu teorię ewolucji Darwina, którą obecna nauka wyznaje. Dlatego, że pokazuje, że nie jest to udoskonalanie się rodzaju Homo sapiens od Cro Magnon lepiej, wyżej, mądrzej, doskonalej, a że istnieje kilka odrębnych od siebie nurtów człowieczeństwa, które podążały swoją własną drogą. I pierwszy taki wyłom, jaki mieliśmy, to właśnie mieliśmy w przypadku Homo floresiensis odnalezionego w Indonezji. Był to rodzaj takiego, nazwano go często hobbitem, bo był to człowiek niewielki, który tam ledwo przekraczał metr wysokości. Naukowcy długo i zażarcie walczyli, aby uznać, że ci niewielcy ludzie byli takiego wzrostu, bo po prostu mieli jakąś chorobę genetyczną, której podlegało całe plemię. Okazało się w sposób niezbity, że Homo floresiensis jest osobnym gatunkiem człowieka. I właśnie ten wyłom został dokonany.
I teraz następnym, o wiele większym wyłomem byliby ludzie z Paracas. A gdyby udowodnić, że Paracas było osobnym gatunkiem człowieka, który nie ma nic wspólnego z Homo sapiens, to następną rzecz, jaką można by prawdopodobnie udowodnić, byłoby to, że giganci istnieli naprawdę, że giganci byli osobną, inną rasą. Coś, co obecnie uznawane za bajkę, to po udowodnieniu, że Paracas byli osobnym gatunkiem człowieka, byłoby czymś, co byłoby właściwym naukowym pytaniem. Czy tak olbrzymie istoty rzeczywiście istniały w przeszłości Ziemi i czy rzeczywiście coś takiego miało miejsce? Wiele wskazuje na to, że tak, bo tych kości gigantów znaleziono wiele. Poznikały one, zostały skrzętnie posprzątane przez Smithsonian Institute i być może gdzieś kiedyś wypłyną na powierzchnię ziemi. W momencie, gdyby udowodnić właśnie, jeszcze raz wrócę do Paracas, że Paracas są osobnym gatunkiem człowieka, to otworzyłoby szeroko drzwi do badania właśnie w celu znalezienia innego jeszcze gatunku czy człowieka, czy jakiejkolwiek innej istoty, która dziś wydaje się być istotą mityczną czy istotą z legend i z bajek. A tak, to mamy to, co mamy. Badania zostały na razie w jakiś sposób zatrzymane i pewnie długo nam przyjdzie czekać na ich końcowy efekt.
[59:26] - No i tak już zupełnie na koniec dzisiejszego odcinka takie pytanie z innej beczki tematycznej. Starej Atlantydy jeszcze nie znaleźli, jeszcze jej nie wyłowili, a tymczasem ty, Krysie, od kilku już lat prowadzisz nową. No właśnie, co na Nowej Atlantydzie ciekawego słychać?
[59:45] - Tak naprawdę w ostatnim tygodniu na Nowej Atlantydzie niewiele nowego się działo, bo jak już powiedziałem wcześniej, jestem niestety ograniczony swoją własną pracą, wolnym czasem, najrozmaitszymi obowiązkami. No i akurat teraz tego czasu nie było, ale jest tam około 2000 różnych artykułów. Dlatego myślę, że jest wiele rzeczy ciekawych do odnalezienia, do przeczytania dla każdego. Znam wielu takich, którzy przeczytali wszystko od deski do deski. Być może jeśli ktoś jest tam po raz pierwszy, to być może właśnie szybko okaże się, że znajdzie tam dla siebie również coś ciekawego. Jeśli chodzi o wydłużone czaszki, jest tam co najmniej kilkanaście artykułów, które pokazują taki pewien proces, w jaki sposób poznawanie tych wydłużonych czaszek rozwijało się i trwało. Oprócz tego jest jeszcze jednaAntyczna już Parallaxa z dawniejszych czasów, która jest również poświęcona wydłużonym czaszkom. Tyle że w tamtych czasach ja byłem o wiele bardziej entuzjastycznie nastawiony do nowej rasy w Paracas i wówczas jeszcze wydawało mi się, że tych czaszek są tysiące, że cała ta grupa ludzi miała w naturalny sposób wydłużone czaszki. Dziś moje poglądy troszeczkę się na ten temat ustabilizowały i są one budowane w oparciu o to, co znaleziono w ostatnich latach. Także można sobie to jeszcze raz samemu prześledzić.
Jest sporo różnych zdjęć, które pokazują te wydłużone czaszki z rozmaitych regionów świata. Praktycznie ze wszystkich kontynentów oprócz Antarktydy. Także zapraszam serdecznie.
[01:01:33] - Na tym możemy zakończyć dzisiejszy, kolejny z nowych odcinków Paralaxy. Ja w imieniu swoim i słuchaczy Radia Paranormalium bardzo serdecznie ci dziękuję za to, że po raz kolejny przyjąłeś, Krzysie, zaproszenie do naszej audycji na naszą antenę.
[01:01:51] - A ja serdecznie dziękuję za to, że mnie zaprosiliście. Dziękuję bardzo.
[01:01:55] - Do usłyszenia w kolejnym odcinku Paralaxy. Jeszcze nie wiemy, o czym on będzie, ale niedługo się dowiemy. Mamy nadzieję, że pomożecie nam podjąć decyzję co do wyboru tematu kolejnego odcinka. A na razie życzymy wszystkim słuchaczom pięknych, zdrowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Jeżeli słuchacie tej audycji w nocy. Miłego dnia, gorącego, słonecznego. Jeżeli słuchacie w dzień gdzieś nad jeziorem, w górach czy gdzie tam wyjechaliście. Do usłyszenia ponownie, mam nadzieję już za tydzień. Produkcja i realizacja: Portal Info. www.info.org.pl