[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne Divaldo Pereira Franco. Siła wiary. Kiedy mówimy o wierze, nie możemy zapomnieć o naturalnym zaufaniu, które istnieje w każdej istocie ludzkiej. Allan Kardec w książce „Ewangelia według spirytyzmu” w pełnych piękna stronach opisuje naukę wiary, korzystając z niektórych przypowieści Jezusa. W najsłynniejszym kodyfikatorze spirytyzmu, analizując wiarę, odnosi się głównie do naturalnej wiary. Wiara może być ludzka lub boska. Ponad wszystkim ta wiara pochodzi od naszego wzniosłego Ojca Stwórcy. Allan Kardec pogłębia kwestię wiary. Pokazuje, że może być ona nakładana. Starożytna wiara, tradycyjna, zwana ślepą wiarą i inna zdobywana przez logikę, rozum, nazywana racjonalną wiarą.
I nie bez powodu Allan Kardec wybrał paradygmat spirytyzmu. Prawdziwą wiarą jest tylko to, co można spotkać twarzą w twarz w dowolnym momencie ludzkości. Najjaśniejszy koder spirytyzmu, który starał się przeniknąć istotę ludzkich problemów, aby zrozumieć sens życia, który zawsze był wyzwaniem dla filozofii. Allan Kardec zrozumiał, że wiara musi być uzasadniona. Musi być logiczna, racjonalna, oparta na faktach. Ponieważ Allan Kardec, zanim stał się koderem spirytyzmu, był emerytowanym nauczycielem. Rozwijał swoją kulturę tutaj, w Szwajcarii, w mieście Yverdon, jako Hippolyte Léon Denizard Rivail. Jako uczeń Pestalozziego, wybitnego mistrza, ojca współczesnej pedagogiki. Ustanowił konieczność szukania Boga jako podstawę życia dla każdej jednostki ludzkiej. Chłopiec Denizard Rivail urodził się 3 października 1804 roku w katolickim domu.
Mama Allana Kardeca przyprowadziła go do znakomitego myśliciela. Pestalozzi jest granicą, która rozdziela pedagogikę dorosłego od psychologii dziecięcej. Bogate rodziny ze Stanów Zjednoczonych i Europy posyłały swoje dzieci do szkoły w Yverdon, gdzie wybitny mistrz, który kochał dzieci, oferował im głęboką wiedzę o prawdzie. Przede wszystkim o istnieniu Boga, o Ewangelii Jezusa Chrystusa. Później jednak, kiedy Allan Kardec otrzymał tytuł profesora, przybył do Paryża, by pokazać metody edukacji Pestalozziego. To było naturalne, że kultura francuska XIX wieku opierała wszystko na sceptycyzmie. I w tym czasie słynny filozof przedstawił swoją doktrynę zwaną pozytywizmem. Pozytywizm Auguste Comte'a był reakcją na tradycje religii, a także reakcją na materializm. W 1842 roku Auguste Comte stworzył słowo, które stanie się podstawą ludzkiej solidarności. Ten niezwykły myśliciel był wielkim mistykiem i choć nie wierzył w Boga, założył, że miłość jest źródłem życia.
Jego filozofia była tak ważna dla świata, że flaga Brazylii ma pozytywistyczną frazę: „Ład i postęp”. Jest to fraza Augusto Comte. Jak sama nazwa mówi, pozytywizm jest doktryną do ustalenia faktów przez doświadczenie. Możemy tylko wierzyć w to, co widzimy, czego dotykamy, co doświadczamy. Profesor Rivail przyjął tę wiarę racjonalną wiarą. Jak mógł wierzyć w nieśmiertelność duszy, jeśli dusza była tak abstrakcyjna? Jeśli koncepcja duszy była teologiczna i nie miała żadnych podstaw natury materialnej, nie miał on powodu, by uwierzyć w nią. Więc przyjął to pozytywistyczne zachowanie i dzięki temu zachowaniu pozytywistycznemu narodził się później Allan Kardec. Po zapoznaniu się ze zjawiskami duchowymi, łączność z duchami poprzez słynny wirujący stolik. Były to po prostu niegrzeczne instrumenty, gdzie duchy były w stanie zaoferować nam tę doktrynę, która w istocie była logiczna, głęboko racjonalna i oparta na doświadczeniu naukowych faktów.
Jak wszyscy wiemy, spirytyzm jest nauką. Nauką badającą charakter, pochodzenie, przeznaczenie duchów i powiązań, jakie istnieją między ciałem a światem duchowym. Ale spirytyzm to nie tylko nauka obserwacji. Posiada ona również wnioski filozoficzne. Od czasu swojego powstania opiera się na wierze w Boga, wierze w nieśmiertelność duszy, możliwości duchów komunikacji z nami, reinkarnacja, istnienie innych światów zamieszkałych. I najważniejsze, opiera się na etyczno-moralno-religijnych tezach zawartych w Ewangelii. Jest zatem doktryną potrójną. Jest to nauka, która bada. Filozofia, która wyjaśnia i religia, która pociesza. W ramach tego postulatu spiritualizm potwierdza obietnicę Jezusa, który pożegnał się z ludźmi i powiedział, że zbliża się czas jego świadectwa.
Rozgoryczeni uczniowie powiedzieli do Jezusa: „Nie zostawiaj nas sierotami”. Jezus współczuł im. Tym, którzy czuli się opuszczeni i obiecał im wysłać ambasadora nieba. „Jeśli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był. Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ go nie widzi ani nie zna. Ale wy go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie Rzecznik natomiast, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu. On was o wszystkim pouczy i przypominać wam będzie wszystko, co ja wam powiedziałem.” Allan Kardec kontynuuje: „Kiedy duchy wracają na Ziemię jak gwiazdy spadające z nieba na światło nocnej Ziemi. I tak otworzyły się horyzonty świata. Zabić śmierć.
Był to wielki duch filozofii.” Filozofia jest bardzo stara i opiera się na atomizmie greckim, który mówi, że życie jest wynikiem trzech czynników, zwłaszcza życie człowieka. Atom, próżnia i ruch. Kiedy jeden z tych czynników zawiedzie, życie rozpada się i następnie wraca do początku, do chaosu. Atomizm w przeciwieństwie do doktryn Sokratesa, Platona, Arystotelesa, którzy mówili, że życie składa się z dwóch fundamentalnych elementów: byt, nieśmiertelna dusza i niebyt, materia przejściowa. Te dwa nurty, spirytualizm i materializm, innymi słowy idealizm Sokratesa i atomizm grecki zaawansowały w historii. Dopiero później, kiedy Kościół rzymskokatolicki wszedł w posiadanie Imperium Rzymskiego, nałożył wiarę bez logiki. Dogmatyczna wiara. Kultura XIX wieku była całkowicie materialistyczna. Były tam bardzo ciekawe wydarzenia. Tego samego dnia, kiedy te zdarzenia miały miejsce w Hydesville w nocy 31 marca 1848 roku w USA, kiedy siostry Fox pozostawały w kontakcie ze światem duchowym.
W Londynie tego samego dnia Karl Marx miał prezentację swojej doktryny dialektycznej, jego manifestu komunistycznego. Marx powiedział: „Religia to opium dla mas”, bo religia była rodzajem opium, które mówiło ludziom, żeby wstrzymywali ból. Pracownicy powinni kochać swoich szefów, bo źli zostaną ukarani, a ofiary pójdą do królestwa niebieskiego. Ale kiedy bogaty, wpływowy, wielki właściciel przemysłowy, właściciel ziemi umiera, Kościół mu przebaczy podczas mszy żałobnej i idzie prosto do nieba. Marx zbuntował się przeciwko Kościołowi. Mówił, że Kościół jest opiatem, rzeczywistą formą oszustwa. Nastał spirytyzm i głosił, że dusza nadal żyje i może to udowodnić poprzez zjawiska medialne dzięki łączności duchowej. Mediumizm jest darem, nieodłącznym elementem każdego człowieka. Allan Kardec wykazał, że mediumizm nie jest darem ani przywilejem. Jest potencjałem organicznym, który wszyscy posiadamy poprzez inteligencję, pamięć, zdolności artystyczne, kulturę.
Ponadto posiadamy potencjał medialny. Ten potencjał jest wpisany w naturę człowieka w różnym stopniu w trakcie ewolucji. Widzimy tutaj, że wszyscy jesteśmy inteligentni, ale są tacy, którzy są geniuszami i tak zwani kretyni. Inteligencja więc posiada dużą zmienność, jakość i ilość. Taki też jest mediumizm. Allan Kardec podzielił mediumizm na naturę materialną i naturę intelektualną. Są to zjawiska psychograficzne, psychofony, sztuka muzyczna i tym podobne i inne efekty fizyczne. Materializacja, dematerializacja, transport obiektów natury materialnej. Ale mediumizm jest przedstawiony w dwóch aspektach: potencjał otwarty, który posiadamy z dzieciństwa, prezentowany w krzykliwy sposób i drugi, który jest naturalny, miękki, subtelny, gdzie możemy się edukować z czasem, a gdy osiągnie taką równowagę, może to być tak samo cenne, jak w pierwszym jawnym etapie. Tak więc wiara odgrywa kluczową rolę w spirytyzmie, ale wiara logiczna, racjonalna, ponieważ jest to doktryna, która nie akceptuje przesądów, nie posiada rytuałów, ceremonii, nie ma duchownych, nie ma żadnego zewnętrznego kultu i która niczego nie wymaga.
Spirytyzm jest kultem pomiędzy istotą a jej Stwórcą. Nie ma tu potrzeby, aby wstawiać się za nami. Mówimy do Boga przez modlitwę. Bóg odpowiada nam przez natchnienie, poprzez miłość, pomoc, którą oferujemy bliźnim. Bóg idzie do tych ludzi, którzy cierpią, ale wiara jest podstawą. A my znaleźliśmy wiarę w różnych miejscach na Ziemi, na przykład w latach 1930-1950 były sławne zjawiska jak Grota Massabielle w Lourdes, słynna cudowna grota, gdzie Matka Boska ukazała się dziewczynce o imieniu Bernadeta Soubirous i od tego momentu z niewielkiej fontanny w kamieniu tryskała woda, która stała się dobrodziejstwem dla ludzi. Okazało się to być cudownym miejscem, gdzie zbudowano wielkie katedry. Prawdopodobnie Matka Boska poprosiła tą młodą dziewczynę o to, a ta jaskinia stała się miejscem pielgrzymkowym na świecie. Tak też stało się w grocie da Iria w Portugalii, kiedy to Matka Boża objawiła się trzem dzieciom, trójce dzieci, dwójce rodzeństwa i ich kuzynowi. Byli oni tylko pasterzami i wielki francuski naukowiec Alexis Carrel, który był lekarzem, postanowił sprawdzić, czy to naprawdę możliwe, że przez wiarę człowiek mógłby znaleźć lekarstwo i zmienić strukturę organiczną.
Cudownie ozdrowieć. Postanowił on odbyć pielgrzymkę do Lourdes. Wsiadł do pociągu w Paryżu, pociągu pielgrzymów. Podążał razem z pacjentami w tej pielgrzymce. Zwrócił szczególną uwagę na młodą kobietę chorą na gruźlicę. W tym czasie, w latach 40. XX wieku gruźlica była nieuleczalna i nazywano ją białą plagą, ponieważ zabiła miliony ludzi na świecie. I dzięki związkom chemicznym odkrytym w latach 50. gruźlica jest dziś uleczalna. Ona nie jest już chorobą, która dziesiątkuje ludzi z wyjątkiem ludzi biednych, głodnych i rozwiązłych.
Następnie Alexis Carrel jedzie w pociągu, gdzie podąża za chorą dziewczyną, która ma bardzo wysoką gorączkę i nie przestaje pluć krwią. Jej płuca były jak jaskinie dla pałeczek Kocha, bakterii. Doktor był przekonany, że ona umrze podczas tej podróży Ale ona dojechała do Lourdes. W Lourdes byli chorzy ludzie z różnymi chorobami: chorobami skóry, problemami ze zdrowiem psychicznym, osoby z obsesją, zakażeniami. Lekarz obserwował zachowanie dziewczyny. Był to ktoś, kto wierzy w Matkę Boską z Lourdes. Podąża on za dziewczyną i doznaje pierwszego szoku, kiedy dociera do miasta, ponieważ była tam duża liczba wolontariuszy, którzy przenosili chorych, sparaliżowanych, niewidomych, kalekich. Przenosili ich do dużego obszaru, na którym znajdował się kościół. Ale Sis Carrel chciał wiedzieć, kim są ci wolontariusze. Ci wolontariusze to byli sparaliżowani ludzie, którzy odzyskali swoje zdrowie i aby podziękować Matce Boskiej, zostali tam, by pomagać innym chorym.
Lekarz nadal prowadził swoje dochodzenie. Noc w pociągu była straszna. Ból, krzyk, wielkie cierpienia. I kiedy się tam dostał, w miejsce pełne ludzi, wciąż podążał za dziewczyną chorą na gruźlicę, aby zobaczyć, co może się stać. Czy byłoby to oszustwo? Nasłuchiwał, badał dziewczynę. Znał bardzo dobrze tą chorobę jako lekarz. I kiedy kapłan odprawiał mszę, dziewczyna leżała i patrzyła na ołtarz. I kiedy ksiądz podnosił Eucharystię i dawał błogosławieństwo, lekarz spojrzał na dziewczynę, która drżała. Twarz dziewczyny była blada i oblewała się zimnym potem.
Zaczynała się zmieniać i zdał sobie sprawę z tych zmian. Na jej twarzy pojawił się czerwony kolor. Kaszel ustawał. Krople krwi, które miała w kąciku ust, również zniknęły. Dziewczyna zamknęła oczy i zasnęła. Kiedy msza dobiegła końca, on sprawdził jej puls. Był normalny, a temperatura ciała wynosiła 36,5 stopnia Celsjusza. Była zwyczajnie normalna. Następnie osłuchiwał płuca, które były w doskonałej formie. On, lekarz, właśnie doświadczył cudu, bo to było sprzeczne z kanonami medycyny.
Ale czy cuda istnieją? Zgodnie z wizją doktryny spiritualistycznej cuda nie istnieją. Przecież cud jest naruszeniem praw Boga. Ale Sis Carrel nie rozumiał dokładnie, co się stało, patrząc przez pryzmat naukowego punktu widzenia. Opowiada o tej dziewczynie i innych wyleczonych. Pozostaje tam, w tym miejscu, przyglądając się pielgrzymom, którzy przychodzą i odchodzą, by się wyleczyć. I widzi, że wiara ma coś wspólnego z uleczeniem ciała, jak głosi Ewangelia. Później, znacznie później, nasza kultura zaprezentuje nam myśl Alberta Einsteina. Gdy pewnego dnia ktoś zapytał go: „Myślisz, że cud jest możliwy?” A on odpowiedział: „Są dwa rodzaje ludzi w społeczeństwie. Ci, którzy wierzą w cuda i ci, którzy w nie nie wierzą.
Ja należę do tych, którzy wierzą w cuda”. Ale ktoś zapytał: „Ale jak to? Cud jest naruszeniem praw kosmicznych”. Einstein odpowiedział: „Tak naprawdę tak nie jest. Cud jest wydarzeniem, którego nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Na przykład, jeśli przenieślibyśmy telefon komórkowy do lat 40., byłby to cud. Ta mała rzecz komunikuje nas ze światem, robi zdjęcia. Podobnie komputer albo iPod czy inne urządzenia byłyby cudem, bo ludzie w tamtych czasach, nie tak jak dzisiaj, nie rozumieli, na czym polegają fale Hertza”. Od momentu zidentyfikowania fal Hertza stworzono radio, telefon, telewizję. Komunikacja całkowicie zmieniła życie.
Dzięki technologii i high-tech możemy nosić w kieszeni ten cud, który pozwala nam komunikować się ze światem. Na jednej z moich podróży byłem w Paryżu około ośmiu lat temu i zobaczyłem Japonkę z telefonem. Rozmawiała i śmiała się, więc podszedłem do niej. Ponieważ nie jestem ciekawy, mężczyźni nie są ciekawscy. Kobiety tak. Mężczyzna nie przejmuje się, ponieważ wie, że kobieta mu powie. I zobaczyłem, że ona rozmawiała i szukała czegoś. Podszedłem więc dyskretnie z boku i zobaczyłem, że ona pokazuje Wieżę Eiffla, Łuk Triumfalny, Luwr, Pola Elizejskie. Patrzyłem, jak powiedziała do telefonu: „A teraz pokażę ci Łuk Triumfalny”. I pomyślałem: „Ona musi być szalona”.
Podszedłem do niej, przywitałem się. „Bonjour, comment ça va?” I subtelnie powiedziałem: „Ciekawe”. Powiedziała: „Rozmawiam z Tokio i pokazuję Paryż mojej przyjaciółce, która jest w Tokio”. „Pokazujesz Paryż? Jak?” „Przez telefon”. I pomyślałem: „Ona musi być niesamowicie szalona”. I to jest telefon, a nie telewizja. Ale teraz nawet ja mogę pokazać każde miejsce na świecie, używając programu Skype. Skype jest wszędzie i możemy rozmawiać. Dla mnie to był cud.
Tego śmiesznego japońskiego telefonu nie można porównać do naszych lepszych brazylijskich telefonów. Ten telefon przesyłał obrazy. Cud. Ponad 300 lat temu Isaac Newton powiedział: „Cud jest wynikiem korzystania z nieznanych praw”. Tak więc to, co nazywamy cudownym zjawiskiem, jest normalnym zjawiskiem w strukturze praw jeszcze nierozumianych. Fizyka kwantowa i neurobiologia mają za zadanie wykazać, że cud jest rzeczywiście prawem w zasięgu zjawisk mikrocząsteczek atomowych. Dwóch wielkich naukowców z Uniwersytetu Harvarda, lekarze David Bohm i Stewart Wolf Słynni uczeni odkryli coś wspaniałego. Okazało się, jak wszyscy wiemy, że nasze neurony produkują hormon zwany neuropeptydem. Nasza komunikacja, neurokomunikacja, synapsy są wynikiem zjawisk elektrochemicznych. Substancje chemiczne i elektryczne.
I wtedy mamy komunikację i mózg zmienia się w to magiczne pudełko. Fantastyczne, by utrzymać życie. W latach 70. nauka odkryła, że my, ludzie, mamy 64 rodzaje tych neurokomunikatorów. Ja wymienię tylko kilka: serotonina, noradrenalina, dopamina. Kiedy człowiek jest w depresji, brak mu serotoniny, noradrenaliny, które są produkowane w tyłomózgowiu. Ta część odpowiedzialna jest za radość. Pamiętamy, że 20 lat temu zwykliśmy mówić: „Kocham cię z całego serca”. To jest głupie, bo nikt nie kocha z serca. Serce nie kocha.
To pompa, która wprawia w ruch krew. I przyjaciele mówią mi: „Ale Divaldo, gdy kocham, czuję coś”. I odpowiadam: „Ja też czuję, gdy cierpię, gdy jestem zazdrosny, bo to coś, to emocje”. Kochamy poprzez serotoninę i noradrenalinę. Jeśli ktoś z was kocha, może powiedzieć: „Kochanie, kocham cię z całej serotoniny i noradrenaliny”. I ta osoba będzie zaskoczona, nie wiedząc, co to jest. Ale gdy te związki przestaną dobrze funkcjonować, wpadamy w depresję. Słowo „depresja” pochodzi od łacińskiego „depressus” i oznacza „poniżony”. Jesteśmy na dnie. Tych dwóch naukowców, David Bom i Stuart Wolf, stwierdzili, że kiedy kochamy, należy pamiętać, że niezwykłe rzeczy, kiedy kochamy, gdy wybaczamy, kiedy się przyjaźnimy, kiedy przepraszamy, mózg wytwarza oprócz tych 64 substancji foton drgań.
Foton ten jest mikrocząsteczką, cząsteczką energiczną. Ta cząsteczka jest wchłaniana przez ośrodkowy układ nerwowy, który przenosi ją do układu hormonalnego, a stamtąd do układu odpornościowego. I tak otrzymujemy zdrowie. Dlatego ten, kto kocha, ma więcej zdrowia niż ten, kto nie kocha. Ten, który smuci się, jest częściej chory niż ten, który się nie przejmuje. Carl Gustav Jung, ojciec współczesnej neurologii i psychiatrii, mówił, że introwertycy chorują więcej niż ekstrawertycy. Dlaczego? Ponieważ oni trzymali cierpienie w sobie. Miałem brata, starszego, który od dziecinnych lat mówił: „Jeśli ktoś cię obrazi, trzymaj złość aż do śmierci. Nigdy nie wybaczaj”.
Mój brat był jak wrak, który był chory cały czas. I kiedy zostałem spirytualistą, rozmawiałem z nim o przebaczeniu. On mówił: „To patologia, brak honoru, bezczelność. Jeśli mnie obrażasz, zrób to dobrze, bo to będzie na zawsze”. I po śmierci nadal cierpi, ponieważ nosi w sobie te śmieci. Ten, kto trzyma w sobie te urazy, staje się toksyczny, nieekstrawertyczny. Ludzie, którym nie zależy, mówią: „A, to nie mój problem. On jest psychopatą. Nic na to nie poradzę. Bo jeśli ktoś mnie nie lubi, to jest problem tej osoby.
Za każdym razem, jak będą mnie widzieć, będą czuć się źle. Ich problem. Ja będę czuł się dobrze”. Zawsze używam tego przykładu. To bardzo proste. Zawsze przyjmuję prezent, jeśli tego chcę. Jeśli ktoś daje mi dobry prezent, akceptuję. Jeśli daje mi zły prezent, odrzucam. „Ale Divaldo, ktoś mówił źle o tobie”. Dziękuję bardzo, ale nie chcę jego prezentu.
Niech zostawi go dla siebie. Więc nie męcz mnie w żaden sposób. Mam 83 lata i nie mam żadnych chorób. Kiedy byłem młodszy, miałem więcej chorób niż dziś. Miałem zatrzymanie akcji serca. Miałem pozorną śmierć. Miałem różnego rodzaju choroby. Miałem raka prostaty. I oto jestem młody i piękny. Tych dwóch naukowców powiedziało: „Ci, którzy nienawidzą, ci, którzy trzymają ból, ci, którzy mają żale, pokazuje moc przebaczenia, ale nie trzymam ich.
Oni wytwarzają nie neofotony, a elektrony. Elektron likwiduje cząstki, wchłania się do ośrodkowego układu nerwowego, który przenosi się do gruczołów wydzielania wewnętrznego, następnie do układu odpornościowego i człowiek staje się bezbronny na pastwę chorób. Te problemy są tak poważne, że powstała nowa nauka. Nazwa tej nauki jest bardzo skomplikowana. Ta nazwa to psychoneurohormonoimmunologia. To, co nasz umysł produkuje do ośrodkowego układu nerwowego, stamtąd przenosi się do gruczołów, które przenikają do układu immunologicznego, a to przyczynia się do produkcji zdrowia lub choroby. Możemy więc leczyć się poprzez siłę naszego umysłu. Wiara pozwoli nam produkować w naszym polu mentalnym te substancje. Obserwując szczegóły z życia Jezusa, gdy ktoś przyszedł do niego z prośbą, by go wyleczył Jezus nigdy nie leczył ludzi, nie zadając wcześniej pytania. A pytanie to brzmiało: czy naprawdę wierzysz w to, że cię wyleczę?
Ponieważ wiele osób pyta, ale nie wierzą, jak ludzie często mówią. A ja tylko pytam. Jeśli to nie zadziała, nic nie stracę. I ludzie mówią: wierzę. A gdy ktoś mówi wierzę, jego umysł zaczyna proces samoleczenia. To przyspieszenie cząsteczek sprawia, że ludzie myślą, że to cud. Innym razem Jezus pytał: czy naprawdę wierzysz, że mogę cię uzdrowić? Naprawdę chcesz, żebym cię uzdrowił? To jest naturalne, kiedy prosimy o coś. Mówimy, że chcemy.
Ale są ludzie, którzy chcą, ale tak naprawdę nie chcą. Jest piękna historia w Ewangelii. Była tam studnia z Betesda w miejscu w pobliżu Jerozolimy, gdzie były różnego rodzaju łaźnie. Wybudowana przez Rzymian służyła do kąpieli. Tradycja mówiła, że nie było to źródło. Raz na jakiś czas anioł poruszał wodę. Pierwszy chory, który kąpał się w tej wodzie, został uleczony. I tak chorzy z różnych miejsc udawali się do tego źródła. Paralitycy, ślepi, trędowaci i tym podobni. Spodziewali się oni anioła i gdy anioł przyniósł wodę, chorzy rzucali się do niej.
Był tam człowiek, który od 28 lat przychodził do tego źródła. I pewnego dnia Jezus przyszedł do tego źródła. I kiedy Jezus przyszedł, mężczyzna, paralityk był wzruszony Jego jasnością, magnetyzmem i siłą psychiczną. Spojrzał na Jezusa. Był bardzo poruszony i powiedział: Panie, ulecz mnie. Jezus zapytał: Czy wierzysz, że mogę leczyć? Wierzę. Chcesz, żebym cię uzdrowił? Chcę. Więc chodź.
Mężczyzna wstał i podszedł. Chciał być wyleczony, bo przez 28 lat przychodził tu i nigdy nie wyzdrowiał, bo nie chciał się wyleczyć, bo był daleko. Więc jeśli ktoś zauważył, że woda się porusza i krzyknął woda w ruchu, inni wskoczyli do wody przed nim, bo on był za daleko i uzdrowiony został tylko ten pierwszy. Joanna de Angelis mówi, że jeśli naprawdę chce być wyleczony, musi usiąść przy fontannie, patrzeć na wodę. Ale nie, był za daleko. Kiedy byłem urzędnikiem, miałem przyjaciela, kolegę, który był typem osoby szczęśliwej w swoim nieszczęściu. Ponieważ są ludzie, którzy lubią być nieszczęśliwi, aby kreować współczucie. Ktoś mówi biedactwo i człowiek jest szczęśliwy. Byłem chory, schudłem dużo, a moi przyjaciele powiedzieli: biedactwo. Więc zapytałem, dlaczego biedactwo?
W Bahia zwykle mówią: nie mam rany w plecach, bo kto ma ranę w plecach, nie może leżeć. Jest biedactwem. A, ale AIDS to nie jest AIDS. To problemy z sercem. Ludzie są straszni. Jesteś za chudy. Ale nie AIDS, to problemy z sercem. To jest ciekawe. W tym czasie zauważyłem, że moi koledzy, zwłaszcza moja przyjaciółka, która była dla mnie wyjątkową osobą, przyszła z włosami ulizanymi, z przedziałkiem na pół. Ona ma szczęście.
Pracowałem przy drzwiach i powiedziała: Divaldo, jak wyglądam? Czy to ja musiałem wiedzieć, jak wygląda? Optymistycznie powiedziałem: wyglądasz świetnie, ale jeżeli użyjesz szminki, pomalujesz się, zrobisz coś z włosami. Odpowiedziała: nie. Potem idź do kina. Nie. Wyszła szczęśliwa. I następnego dnia to samo. Divaldo, jak wyglądam? I odpowiedziałem to samo.
Ale pewnego dnia nie czułem się dobrze, a ona zapytała. Odpowiedziałem: kiepsko. Ona chciała mieć chłopaka. Kto się chce umawiać z kimś, kogo twarz wygląda jak śmierć? Nikt nie chce takiego czegoś. Ona powiedziała: o, jesteś gorszy niż ja. I wyszła jakby ozdrowiona. Nigdy nie zapytała mnie już ani razu. I kiedy przyszła następnym razem, podniosłem głowę i powiedziała: czuję się dobrze. Poprawiła fryzurę, znalazła chłopaka, wyszła za mąż, a ja byłem tak optymistyczny i nie ożeniłem się aż do tej pory.
Jakie życie jest ciekawe. Ale to to samo zjawisko z fizyki kwantowej, które stało się w Lourdes. Osoba, która nie chciała, wyzdrowiała. Spójrzmy na stare powiedzenie: chcieć to móc i kto chce robi, ale jeśli chce mniej lub więcej, nie zrobi tego. Niezbędne jest opracowanie racjonalnej wiary. Powtórzę. Cud jest zjawiskiem, którego nie znamy, ale wiemy, że istnieje. Prawa natury. Allan Kardec studiuje piękno tej przypowieści. Mówi, że wiara jest matką miłości i nadziei.
Dlatego ten, kto nie ma wiary, nie ma nadziei, nie ma miłości. Ach, Kowalska jest bardzo dobrą osobą, ale nie wierzy w nic. Więc to dobro nazywa się filantropią, hojnością. Kiedy czynimy dobro, to jest jak specjalny dotyk, ponieważ złe uczynki mogą być również filantropią. Znam złych ludzi, którzy są szczodrzy. Są hojni wobec swoich przyjaciół, ale nie mają wiary. Zamiast tego mają negatywne i niepokojące uczucia. Wiara daje nam wewnętrzne piękno. Wiara spirytualistyczna, która jest uzasadniona, jest całkowicie oparta na doświadczeniu. To nie jest to, co ludzie mówią.
To jest to, co ustalimy, sprawdzimy i to jest logiczne. Allan Kardec mówi, że jeśli coś jest nielogiczne, lepiej to zostawić i kontynuować w naszych ramach. Więc moc wiary objawia się w naszych tysiącu postawach. Bo jesteśmy tu wszyscy Brazylijczycy, Hiszpanie, ponieważ wierzymy, że jeśli żyliśmy w Austrii, powinniśmy mieć lepsze życie. Nasza wiara jest tak cenna, że zostawiliśmy nasze korzenie i przyszliśmy tutaj i próbujemy. Hiszpanie opuścili miasto, ponieważ wierzyli w propozycję ducha, który powiedział: pójdziemy, bo chcemy mieć profity. Będziemy się często przemieszczać z miasta do miasta, ponieważ nasza podróż to co dzień nowe miasto. Śpimy godzinę rano, wstajemy o piątej rano. Wsiedliśmy do samolotu, pociągu. Dla nas to jest wielki atut, bo budujemy nowy świat.
Więc wierzymy w ten nowy świat. Spirytyzm otwiera ogromne horyzonty wiary. Miałem w 1954 roku raka gardła. Lekarze chcieli mnie operować. Byłem w São Paulo. Miałem wykład i kiedy straciłem głos, nie mogłem mówić. Odczuwałem silny ból. Zrobiłem testy, z których wynikło, że mam guza. Lekarz powiedział: „Musimy zrobić biopsję i inne testy. W każdym razie straci pan głos.” Ten guz miał wpływ na struny głosowe.
Później z wielkim trudem powiedziałem, że mieszkam w mieście Salvador. Musiałem wrócić do mojego miasta, bo byłem urzędnikiem państwowym, żeby udać się na zabieg, za który może zapłacić moja instytucja, w której pracowałem. Moim bardzo dobrym przyjacielem był w tym czasie Chico Xavier. Zostaliśmy przyjaciółmi w 1948 roku. Postanowiłem więc opuścić São Paulo, przejeżdżając przez Belo Horizonte, aż dojechałem do Pedro Leopoldo, gdzie mieszkał Chico. 45 kilometrów od Belo Horizonte. Wysłałem telegram do Chico i pojechałem do Belo Horizonte, a stamtąd przyjaciele zabrali mnie do Pedro Leopoldo, gdzie w piątek wieczorem poszliśmy na psychograficzną sesję Chico. Jak wszystko w spirytyzmie, spotkanie było bardzo skromne. Nie ma tu nic do zaimponowania. On siedział na krześle przy stole, a z nim jedna osoba, która zabierała zapisane kartki.
Przy stole siedziały osoby, które omawiały Ewangelię według spirytyzmu, Księgę duchów i dwa inne teksty. Publiczność siedziała i zaczęła spotkanie o godzinie 20:00 wieczorem i trwało ono aż do świtu. Ta psychografia odbyła się bez przerwy. W tym czasie Chico odpowiadał ludziom poprzez ducha doktora Bezerra de Menezes. Dawał im porady homeopatyczne. Chico odebrał około 500 do 600 recept w ciągu nocy i na koniec przychodziły listy od duchów. A ja jak zwykle byłem przyzwyczajony i Chico powiedział: „Divaldo, chcę, żebyś zinterpretował Ewangelię.” Odpowiedziałem: „Nie mogę, bo moje gardło płonie.” I odpowiedział: „Ale spróbuj.” I nie mogłem mu odmówić. I na znak, że mogę zaczynać, zrobiłem wysiłek i ze łzami w oczach zacząłem interpretację. I kiedy spotkanie się zakończyło o świcie, poszliśmy do domu brata Chico na kawę mineiro. Nazwa od stanu Minas Gerais.
Z bolo do fubá, placek kukurydziany, który uwielbiam. Szwajcarska czekolada nie umywa się do bolo de fubá. Więc szliśmy ulicą i Chico powiedział: „Ale mój synu, nie możesz mówić?” Odpowiedziałem: „Nie.” Towarzyszyło nam czterech przyjaciół z Belo Horizonte. Wszyscy mężczyźni. Kiedy dotarliśmy do domu brata Chico, Andre, Chico powiedział: „Divaldo, weźmiemy passe?” Passe to przesuwanie rękoma wzdłuż ciała, uwalnianie fluidów poprzez dobre duchy. Chciałem, ale nie pytałem go. Poszliśmy. Weszliśmy do pokoju. Pokoju z jednym oknem. Ten szczegół jest ważny.
I z jednymi drzwiami wejściowymi. Rozstawił krzesła. Był tam również kredens. Poprosił, żebym usiadł na krześle przy drzwiach, więc nikt nie mógł wejść, bo blokowałem wejście. Okno było zamknięte na zasuwkę. Taki kawałek drewna. Potem oparł się o kredens, oparł głowę i powiedział: „Wyłączę światło.” I wyłączył. I powiedział: „Teraz modlitwa.” Z wielkim wysiłkiem zacząłem się modlić i powiedziałem do Jezusa, że jesteśmy tu dla ciebie. I powiedziałem: „Panie, jeśli taka jest twoja wola, ulecz mnie.” Wierzę, że Jezus może mnie uzdrowić. I nagle usłyszałem kobiecy głos: „Divaldo, otwórz usta.” I otworzyłem usta, ale nie wiedziałem, co się dzieje.
I głos powiedział: „Odpowiadam na twoją prośbę, Divaldo.” Pomyślałem: „Ciekawe. To musi być wcielenie.” Trzymałem oczy zamknięte. Ona powiedziała: „Mam zamiar wypalić chorobę.” I pomyślałem: „Mój Boże, kim ona jest?” Duch przechwycił moje myśli i postać powiedziała: „Ich bin Schneila. Jestem Schneila, Divaldo. Opuściłam moje ciało w Hamburgu w 1942 roku, w czasie wojny. Byłam pielęgniarką i opuściłam moje ciało na polu bitwy. A teraz otwórz oczy.” I otworzyłem oczy. Przede mną stała młoda, 16-letnia kobieta ubrana na czerwono, tak jak w czasach II wojny światowej. Blondynka o nienagannej fryzurze. Twarz owalna, typowa dla ludności Niemiec i Austrii.
Śmiała się i powiedziałem: „Mój Boże, to halucynacje.” Ponieważ było tam pięciu mężczyzn i jeden duch młodej dziewczyny. Było tak jasno, że widziałem dokładnie cegły na podłodze. Pomyślałem: „Mój Boże.” Wyglądała jak lampa i trzymała coś, co wyglądało jak pióro z końcówką. W tym czasie nie było piór kulkowych i ta mała kropka emitowała niski poziom hałasu i zielone światło. I powiedziała: „Mam zamiar wypalić tą zieloną substancją gardło i będzie bolało. Mężczyzna nie może znieść bólu. Ból jest dla kobiet. Mam znajomego, który mówi: Jeśli mężczyźni mogliby rodzić, ludzkość by wyginęła, bo tylko pierworodny syn by się narodził.” Drugi w ogóle. Wtedy, gdy mówiła, że będzie bolało, żałowałem. Ona wprowadziła urządzenie do ust i dwukrotnie przycisnęła coś.
I krzyknąłem tak, że sąsiedzi słyszeli. Wyciągnęła obiekt z moich ust i powiedziała: „Będę wypalać raz jeszcze”. Powiedziałem: „Nie, wolę raka”. I zrobiła to ponownie. Wyjęła i znowu krzyknąłem. I powiedziała: „A teraz?” Odpowiedziałem: „Teraz jest dobrze”. I znowu miałem mój głos. I w tym momencie powiedziałem: „Sheila, to jest niemożliwe. Kiedy to się skończy?” To wyglądało na uzasadnioną wiarę. Kiedy to się skończy, uwierzę, że to był sen.
Ponieważ się zdematerializujesz. Chcę, żebyś mi coś dała, żebym wiedział, że to naprawdę się wydarzyło. Poza zjawiskami. Byłem kolekcjonerem fiołków z Alp. Te małe fiołki zwano także African. I nagle ona poruszyła dłonią i fiołki zaczęły spadać i otworzyłem chusteczkę, żeby je zebrać. I przypomniałem sobie o przyjaciółce ze Szwajcarii, która mieszkała w Rio de Janeiro, która opowiadała mi dużo o szarotkach alpejskich. Zwykle mawiała, że szarotki są bardzo piękne. Gdy była w Szwajcarii na Mont Blanc, miała okazję zbierać szarotki. Zapytałem Sheilę: „Czy byłaś w Niemczech?” „Tak, urodziłam się w Niemczech”.
„Czy kiedykolwiek byłaś w Alpach szwajcarskich, austriackich i włoskich?” „Bardzo często, Divaldo. Nawet jeździłam tam na nartach. Znasz szarotki?” I rzuciła mi kilka na kolana. Te szarotki były białe z odcieniami szarości. Wyglądały jak nasze brazylijskie kwiaty sempre viva. Po polsku kocanka ogrodowa. Potem spojrzałem na nie. Ona podniosła lekko swój strój pielęgniarki i powiedziała: „Urwij kwiatek”. I zerwałem. I przed moimi oczami kawałek, który zerwałem, naprawił się.
Ona uśmiechnęła się i poszła do innej osoby, a ja trzymałem w ręce kwiatki i chusteczkę. Kupiłem małą skrzynkę z mosiądzu do przechowywania tych rzeczy. Mam ją do dziś. Co jest ciekawego w tej tkaninie? Wysłałem ją do kilku znajomych fabryk zajmujących się tymi rzeczami. Chciałem zobaczyć, czy ta tkanina została wykonana na Ziemi. Nie była. Nie mieli takich maszyn, by produkować tak delikatne tkaniny. Była tak lekka i cienka. Mam ją aż do dziś.
Zabarwiona pyłkiem od kwiatów. Sheila odeszła, a ja zostałem uzdrowiony aż do dziś. Minęło 50 lat. Nigdy nie miałem chrypki, nigdy nie odwołałem wykładu z powodu problemów z gardłem. A w dni, w które mam wykład, na przykład w Salvador, wykładam od 9 rano do 18 z przerwą, a później jeszcze konferencja. I nie czuję zmęczenia w głosie. Ale wiara jest całkowicie uzasadniona. Ona dokonała cudu? Nie. Kiedy wypaliła komórki rakowe, zniszczyła je.
Ciało zaczęło produkować tylko zdrowe komórki. Ponieważ rak jest wynikiem utraty komórek pamięci. Nasze komórki mają pamięć. Co to jest ta pamięć? Zawsze powtarzam to samo. One zawsze powtarzają tą samą komórkę. Komórki zębów, komórki wątroby, która jest bardzo wrażliwa. Komórki trzustki, neurony, których nie wymienię. Komórki mają pamięć do 30 dni. Rozdzielają się na dwie.
Stara komórka umiera i rodzą się inne. Zawsze. Jest to miarą naszej witalności. Ale nagle prawo karmy przez nasze emocje może przyspieszyć to mnożenie się komórek i zamiast co 30 dni staje się to codziennie. Powstaje więc guz. Jego komórki dominują nad innymi, które nie mogą rozmnażać się tak szybko i powstaje guz nowotworowy z różnymi objawami i z patologiami, które komplikują życie. Więc była to moc wiary. Uzdrowienie Divaldo. Także później, kiedy miałem zatrzymanie akcji serca i zostałem praktycznie uznany za zmarłego. Miałem dzieci lekarzy, przebrane dzieci i kiedy upadłem, jedno z moich dzieci, które jest lekarzem, powiedziało: „Wujek Divaldo po prostu umarł”.
Bardzo się pociłem i wkrótce potem badał mnie i powiedział: „Wujku Nilsson, wujek Divaldo umarł”. Było tam wtedy kilku lekarzy, którzy spotkali się, przyszli do mnie i zaczęli płakać. Czułem się, jakbym wyszedł z ciała. Zobaczyłem moje ciało i przypomniałem sobie, że Joanna de Angelis powiedziała mi: „Jeśli widzisz swoje ciało, będąc poza nim i wołasz kogoś i nikt ci nie odpowiada, oznacza to, że opuściłeś swoje ciało definitywnie. Nie idź nigdzie i czekaj, aż przyjdę”. Potem podszedł Nilsson, a ja powiedziałem: „Nilsson, Nilsson”. A on nie odpowiedział. Zawołałem mojego syna Ediltona, ale on nie odpowiedział, więc powiedziałem wtedy: „Odszedłem, więc zostanę tu i będę czekać, aż przyjdzie Joanna de Angelis”. Ale to było coś logicznego. Widziałem tak wielu ludzi płaczących i pomyślałem, czy oni płaczą z radości?
Bo są ludzie, którzy płaczą z radości, gdy ktoś umiera. Ale wątpiłem, ponieważ oni za bardzo płakali. Płaczą ze szczęścia, ponieważ uwolnili się ode mnie? Poszedłem do recepcji. Zostałem poddany wielu badaniom. Przeprowadzono wiele testów, ale miałem naruszoną dużą powierzchnię serca i lekarz dał mi maksymalnie sześć tygodni życia. Leżałem, nie mogłem mówić, nie mogłem chodzić, nie mogłem normalnie jeść. Moje menu żywieniowe całkowicie zostało zmienione i doktor powiedział: „Jeśli chcesz mieć trochę więcej czasu, życia, zostań i zobacz, co się stanie w dniu seansu mediumistycznego”. Nasza wspólnota ma 52 budynki. To bardzo duży obszar.
80 000 metrów kwadratowych. Dom spiritualistyczny jest blisko administracji. Leżałem. Była prawie 20:00 wieczorem, gdy Joanna de Angelis znalazła się w pobliżu mojego łóżka i powiedziała: „Co się dzieje?” I pomyślałem: „Jezu, jest moim duchowym przewodnikiem i nie wie, co mi jest?” I powiedziałem: „Moja siostro, jestem w 95% martwy”. Uśmiechnęła się i powiedziała: „I co z tego? Rozmawiasz ze mną, choć ja jestem w 100% martwa. Wstań, przestań być leniwy i chodź na seans mediumistyczny, ponieważ spotkania te są bardzo ważne dla spiritualizmu. To duża odpowiedzialność. Duchy oczekują, że tam będziemy i osoby niepoważne, które będą dziś, a jutro już nie, są naturalnie izolowane, by nie przeszkadzać.” W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis wykładu Divaldo Pereira Franco „Siła wiary”. Polskie tłumaczenie udostępnił na swoim kanale na YouTube Erik Mika von Möller.
Czytał Ivellios.