[00:30] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest kolejna debata ufologiczna w Radiu Paranormalium. Jak co niedzielę, krótko po godzinie 19:00, dyskusje o UFO i sprawach z tym związanych. Mówi do państwa Marek Sęk „Ivellios”, a na Skypie są z nami dzisiaj: Damian Trela, współprowadzący dzisiejszą debatę Piotr Cielebiaś z portalu INFRA. Witaj, Piotrze.
[00:56] - Witam.
[00:57] - Jest z nami również nowy uczestnik naszych debat ufologicznych, pan Bogusław Zabielski, członek Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Witamy, panie Bogusławie.
[01:08] - Witam wszystkich.
[01:11] - Oczywiście podam na początku kontakty do Radia Paranormalium, ponieważ debata ufologiczna jak zawsze realizowana jest na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Tam również będziemy odbierać od państwa pytania. Można również do nas pisać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu INFRA. A jeżeli ktoś ma na przykład jakąś ciekawą obserwację, chciałby ją nam zrelacjonować, to może to zrobić na naszym e-mailu radio@paranormalium.pl. Posiadamy także komunikator SMS-owy 517 986 778. Trochę dużo mamy tych kontaktów, ale kontakt ze słuchaczami trzeba trzymać na wszystkich frontach.
I nie ma zmiłuj. Dzisiaj będziemy dyskutować o najciekawszych spotkaniach z UFO w Polsce z ostatnich 25 lat, głównie o spotkaniach z lat 90. Najpierw jednak chciałbym, aby krótko naszym słuchaczom przedstawił się pan Bogusław Zabielski. Prosimy, panie Bogusławie.
[02:49] - Witam jeszcze raz. Jestem członkiem naszej grupy warmińsko-mazurskiej w malutkim składzie, w tej chwili dwuosobowym. Prowadzimy naszą działalność, która opiera się na rejestracji wszelkich dziwnych zdarzeń z terenu Warmii i Mazur. Ograniczamy się do naszego rejonu, ponieważ jest to łatwiejsze do ogarnięcia, jeśli coś się wydarzy, chociaż wszelkimi innymi wydarzeniami z całej naszej Polski czy też ze świata również się interesujemy. W składzie naszej grupy jest Arek Kocik, którego często tutaj słyszę na falach naszego radia. Aktualnie, zdaje się, ma jakiś problem z komputerem, także nie mogę nawet się z nim skontaktować mailowo. On też przebywa za granicą w tym czasie. Naszą działalność prowadzimy od kilkunastu lat. Trzy lata temu nasz skład się uszczuplił o jednego członka, bardzo zresztą aktywnego, pana Mieczysława Szczepanika, który był motorem naszej grupy. Ale staramy się kontynuować to, co można dalej.
Dziękuję.
[04:03] - Przejdźmy już może do pierwszego z naszej listy pytań. Tutaj widzę, że napływają pytania z czata Radia Paranormalium i z naszych pozostałych kontaktów. Wszelkie kontakty do nas, jak zawsze, znajdziecie państwo na naszej stronie www.paranormalium.pl. A pytanie numer jeden z naszej ściśle tajnej listy brzmi: lata 90. to w polskiej ufologii trochę zapomniany okres. Działo się wtedy wiele ciekawych rzeczy, które pozostają bliżej nieznane. Okres ten można nazwać „Dekadą kontrowersji”. Jak się za chwilę dowiemy, doszło między innymi do dwóch domniemanych katastrof NOLi na terenie Polski, słynnego incydentu w Nadarzycach i bliskiego spotkania nad górą Świętej Anny. Jak wy określicie lata 90. w polskiej ufologii?
Wiele się wówczas pozmieniało. Czy usprawiedliwione jest nazywanie ich właśnie „Dekadą kontrowersji”? Jak zawsze głos jako pierwszemu oddam współprowadzącemu naszą debatę Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[05:11] - Tak, jestem. Witam wszystkich słuchaczy. Widzę, że gromadzimy się tutaj dzisiaj tłumnie i jest do tego powód. Dzisiaj będziemy mówić o rzeczach bardzo kontrowersyjnych. To nie będzie opowiadanie o wydarzeniach, które były dawno i nieprawda, ale zajmiemy się rzeczami bardzo poważnymi, ale zapomnianymi z różnych powodów. Tak jak powiedziałeś, Marku, lata 90. to był okres troszeczkę przełomowy w polskiej ufologii. Dla mnie osobiście, dlatego, że przedtem ona była ograniczona. To była bardzo hermetyczna dziedzina, którą się zajmowało pewne grono osób. Był magazyn ufologiczny.
Natomiast lata 90. to już ten okres, kiedy zaczął się pojawiać internet. Jeszcze go wtedy nie byłoNie był dostępny, nie było szerokopasmowego Internetu, nie było Neostrady. Natomiast już w XXI wieku ufologia weszła w nowy wymiar. Można było dzięki Internetowi zyskiwać nowe relacje, szybciej komunikować się z czytelnikami, zawiązywać nowe kontakty i tak dalej. Ale nie o to chodzi. Lata 90. to były sprawy, które czasami trafiały oczywiście do tych periodyków, które były, jak mówiłem, dostępne wąskiej grupie, ale nie były znane na całą Polskę. Tak jak dzisiaj mamy przypadki dzięki Internetowi, dzięki stronom, dzięki blogom znane i nagłaśniane, tak wtedy wydarzyło się bardzo wiele ciekawych rzeczy, unikalnych rzeczy, moim zdaniem, które zostały, brzydko mówiąc, zapomniane. Pierwsza z tych spraw to jest incydent jerzmanowicki.
On tutaj jest troszkę przyszyty do ufologii, natomiast jest sprawa bardzo kontrowersyjna. To był wybuch, do którego doszło na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zdarzenie o w zasadzie nieustalonej przyczynie. Zdarzenie być może powiązane z wojskiem, być może powiązane z testami jakiejś broni. Totalnie zakopane i zapomniane. Chyba specjalnie. Mamy też słynną drugą katastrofę UFO. Tu pan Bogusław o niej na pewno troszkę więcej powie, bo to jego rejon, która też jest znana w zasadzie z może nie wątpliwego źródła, ale jest to sprawa bardzo kontrowersyjna. Mamy przypadek Zofii Namlik, w zasadzie jedyną sprawę na świecie, w której w głowie człowieka odnaleziono implant. W głowie osoby, która miała jakieś doświadczenia z abdukcjami.
Odnaleziono implant i ta kobieta nie powinna żyć zdaniem lekarzy. Mamy wydarzenie w Nadarzycach, kiedy nad poligonem pojawia się dziwny obiekt. Także tych spraw było naprawdę bardzo dużo. I jak mówię, one są nieznane i na pewno nasi słuchacze o wielu z tych spraw nie pamiętają, albo może nawet nie wiedzą. Dzisiaj postaramy się rzucić na to troszkę więcej światła i moim zdaniem to określenie „Dekada kontrowersji” jest tu jak najbardziej na miejscu. Oddaję głos Damianowi.
[08:26] - Lata 90. to też taki bardzo szczególny okres w polskiej ufologii. Sporo się jeszcze wtedy działo i w ruchu ufologicznym, i w samych obserwacjach było jeszcze stosunkowo dużo. Dopiero później można powiedzieć, że skala tego zjawiska zaczęła stygnąć, delikatnie mówiąc, i tych relacji było coraz mniej. Ale w latach 90. działo się sporo. Działały jeszcze organizacje ufologiczne. Było ich wiele. Były nawet już formy tworzenia organizacji o charakterze bardziej ogólnopolskim. Był właściwy obieg informacji między różnymi ufologami.
Dzięki temu wiele ciekawych spraw, wiele ciekawych relacji wyszło na światło dzienne. Być może dla słuchaczy niektóre te zdarzenia są mało znane, gdyż pojawiały się informacje o nich w takich specjalistycznych periodykach ufologicznych, które były jeszcze w latach 90. wydawane, między nimi „Czas UFO” czy też „Wizjach peryferyjnych”. Same obserwacje były też w jakiś sposób wyjątkowe. Będziemy o nich mówić dzisiaj. Były, tak jak Piotr wspomniał, również domniemane katastrofy UFO. Chociaż tutaj ja nabieram zasadniczo sceptycyzmu w przypadku takich zdarzeń, ale będziemy się wypowiadać na ten temat za chwilę. Dla mnie jest to też szczególny okres, chociażby z tego względu, że ja pod koniec lat 90. sam czynnie się włączyłem w działalność ufologiczną, zaczynając działalność swoją z ramienia Legnickiego Klubu Badań Zjawisk Nieznanych KONTAKT. Tak więc miałem taką pierwszą styczność terenową ze świadkami obserwacji UFO.
Także ja traktuję okres lat 90. jako bardzo szczególny dla mnie.
[10:16] - Dziękujemy. Panie Bogusławie?
[10:18] - Właśnie lata 90. też mi się kojarzą głównie z czytanymi, papierowymi przekazami informacji. Tak jak tutaj Damian wspomniał, ukazywały się wtedy „Czas UFO” wydawany przez pana Bronka Rzepeckiego, który potem się przekształcił w „Świat UFO”. Był kwartalnik „UFO”, „Wizje peryferyjne” i jeszcze do dzisiaj chyba ukazujący się „Nexus”. I co tam dominuje? Głównie opisy. Jak przystało na lata 90., tak jak wspomnieliście panowie, nie było jeszcze oficjalnie Internetu działającego przynajmniej dobrze. Sprawy przekazywano właśnie poprzez takie wydawnictwa i ja to z wielkim sentymentem wspominam. Mam całą kolekcję zeszytów właśnie z poprzednich lat. Dzisiaj już to jest raczej chyba nie do uzyskania, bo ostatnimi czasy, przed końcem edycji chociażby „Czasu UFO” pan Bronek sam pisał do mnie, że chyba zaprzestanie, bo tylko ma zapotrzebowanie, tak w cudzysłowie, na jakieś 100 egzemplarzy, więc jakoś to umarło taką drogą może nie naturalną, ale jakiejś selekcji, że coś innego zaczęło się wypierać.
To tyle z pierwszych moich wrażeń z tamtych czasów. Dziękuję.
[12:04] - Panowie, jeszcze jedno pytanie, które tutaj nie zostało zadane. DlaczegoW zasadzie twarz fenomenu UFO zmieniła się bardzo. Musimy o tym powiedzieć, zanim przejdziemy do konkretnych przypadków, o których mówiliśmy, bo w PRL działo się dużo. W latach 90. w zasadzie też działo się dużo, a potem mniej. Można na to różnie patrzeć, bo my prowadzimy ewidencję tych spotkań z UFO i tych materiałów jest sporo, obserwacji jest sporo. Natomiast pod względem spektakularności one dość ustępują temu, co się wtedy działo. Może poza kilkoma wyjątkami. Dlaczego twarz tego fenomenu się zmieniła? Jak sądzicie, z czym to mogło mieć związek?
Czy może po prostu UFO, jak na przykład ja uważam, ewoluuje? Damian?
[13:02] - Być może tak jest, że to zjawisko w jakiś sposób ewoluuje i przybiera różne formy, które teraz możemy bardziej obserwować w postaci obiektów, które pojawiają się od czasu do czasu nad naszym niebem w postaci latających trójkątów czy obiektów toroidalnych. Zwykle te obserwacje są dalekie, a więc w odległości powyżej 250 metrów. Jak sięgamy pamięcią, w latach 90. było jeszcze sporo bliskich spotkań z UFO, a więc spotkań bezpośrednich, z bliskiej odległości. Statystyki mówią same za siebie, że to zjawisko stopniowo zaczynało zanikać. Choć myślę, że za parę lat, być może za pięć, 10 lat, będziemy docierać do relacji dzisiejszych, które miałyby charakter spektakularny. Tylko że obecni świadkowie być może nie chcą się ujawniać. Tak więc teraz, przynajmniej patrząc na swoje statystyki, na swoje relacje, do których dziś docieram, to zwykle są to relacje z lat 80., lat 90. Relacje, które jeszcze nie wypłynęły na światło dzienne wtedy na świeżo. Więc myślę, że to też jest kwestia uświadomienia sobie tego, że z takimi zdarzeniami warto wychodzić do ludzi, którzy zajmują się dokumentacją takich rzeczy.
Druga sprawa jest taka, że chyba jednak mimo wszystko stopniowo to zjawisko troszeczkę zaniknęło. Z czego to wynika, tego nie wiemy. Być może odpowiedzi na te pytania przyjdą z biegiem czasu, ale warto zwrócić uwagę, że generalnie ciekawość poznawcza ludzi była zdecydowanie większa wtedy, a szczególnie już w latach 80. Natomiast w latach 90. jeszcze w jakimś stopniu, chociażby za sprawą tych różnych czasopism, o których wspomnieliśmy, które mimo tego, że były wydawane w bardzo wąskim nakładzie, bardzo niskim nakładzie, ale obiektem informacji były zasadniczo. Ludzi to ciekawiło generalnie. Później przyszła doba internetu i paradoksalnie stała się rzecz taka dziwna z tego względu, że mimo tego, że jest dostęp do informacji dosyć spory, nie zawsze te informacje, po które sięgamy w internecie, są wiarygodne i prawdziwe. Ale przez to, że każda osoba w jakimś stopniu zainteresowana tym zjawiskiem ma tak łatwy dostęp do informacji, to mimo tego postępuje trochę leniwie i nie ciekawi ludzi to aż tak bardzo, jak kiedyś, kiedy było trudniej dostać na przykład taki periodyk jak „Czas UFO”, który był przecież wydawany w nakładzie 100 czy iluś egzemplarzy i trafiał z ręki do ręki. A wtedy jednak więcej się o tym dyskutowało. Były organizowane różne konferencje ufologiczne na terenie Polski, różne UFO- foro, gdzie można powiedzieć, czasami sale pękały w szwach.
Ludzie z wielkim zainteresowaniem wsłuchiwali się w to, co osoby zajmujące się badaniem takich zjawisk mieli do powiedzenia. Więc myślę, że trochę mentalność ludzi się też zmieniła w tej kwestii.
[16:16] - Panie Bogusławie, jak pan sądzi, czy to UFO ewoluuje, czy to my się zmieniamy? Dlaczego tych spotkań jest troszkę mniej albo są mniej spektakularne?
[16:29] - Ja myślę, że być może UFO ewoluuje, ale na pewno my ewoluujemy. Tak jak Damian powiedział, dostępność informacji jakichkolwiek na temat UFO teraz praktycznie nie sprawia żadnego problemu. Wchodzimy w Google i wpisujemy „UFO” i nam się wysypuje masa informacji. Tylko trzeba powiedzieć, tak jak tutaj wspomniał przedmówca, że są to informacje różne, bardzo różne, począwszy od głupich kawałów czy celowo robionych na ten użytek programów. Można po prostu to w jakiś sposób różnie potraktować. Myślę, że to poprzez takie działanie, między innymi poprzez internet, spowszedniało nam to wszystko. Nie ma żadnego problemu, żeby dotrzeć. Nie ma żadnego problemu, żeby jakiś filmik obejrzeć nagrany przez kogoś w różnych zakątkach świata. To jest ogólnie dostępna rzecz, natomiast już chyba troszkę mniej czasu poświęcają ludzie na analizę tego, co to by mogło być, jak to się stało i tak dalej. Przechodzą do porządku dziennego, bo tuż za informacją o pojawieniu się obiektu jest wynik o jakimś tam spadku na giełdzie czy coś takiego i to wszystko się jakoś miesza i powszednieje.
Już nie wzbudzimy tutaj jakiejś sensacji wśród swojego towarzystwa. Gdzieś jesteśmy u kogoś i wspomnimy, że tam ktoś widział UFO, to w zasadzie już nie robi większego wrażenia, niż to było, tak jak mówimy, w latach 90., gdy
[18:15] - Przeczytało się o czymś z zapartym tchem, próbowało się do kogoś innego zwrócić, dowiedzieć jakichś szczegółów. Dochodzenie do kontaktów, do relacji, do jakichś osób. Trzeba było to zrobić z dużym trudem czasami. W tej chwili jest wielkie ułatwienie, ale jakoś spada to na dalszy plan. Mimo iż byłaby to najbardziej sensacyjna wiadomość, ona traci swoją ważność, wagę czy rangę przytłoczona innymi informacjami.
[19:01] - Dziękuję. Mnie się ogólnie zdaje, że zainteresowanie UFO jest ogromne. Problem w tym, że jest to troszkę inaczej traktowane i tak jak jeszcze kilkanaście lat temu, nie ma teraz w Polsce opiniotwórczych mediów. To znaczy internet to jest coś, gdzie każdy może sobie coś powiedzieć. Telewizje w zasadzie straciły totalnie na wiarygodności. Ludzie, nawet jeżeli zobaczyliby coś, to się boją po prostu z powodu ośmieszenia zwracać się do Polsatu czy do TVNu. Ale to inna sprawa. Panowie, przejdźmy do konkretów, na które czekają pewnie nasi słuchacze. Jednym z tych konkretów jest zdarzenie jerzmanowickie. Jak powiedziałem wcześniej, ono jest troszeczkę połączone z ufologią.
Niektórzy podejrzewali, że rzeczywiście rozbiło się tam coś dziwnego. Coś się tam na pewno zdarzyło. Był 14 stycznia 1993 roku, około godziny 19:00, kiedy mieszkańcy Jerzmanowic na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej usłyszeli najpierw dziwny dźwięk. Nie wszyscy go słyszeli, trzeba go część. Inni zobaczyli niesamowite światła, a potem rozległ się huk. Jak się okazało, jakaś nieznana siła uszkodziła mocno ostaniec zwany Babią Skałą. Co ciekawe, w tym samym czasie w wielu domach spaliły się sprzęty AGD, telewizory. Ludzie wylegli na ulicę, nie wiedząc, co się stało. Poczuli w powietrzu dziwny zapach. Niektórzy określali go jako zapach nawozu, inni twierdzili, że był to jakiś mineralny smród.
I tutaj w zasadzie pojawia się ogromny znak zapytania. Coś się stało, coś uderzyło w skałę. Pojawili się na miejscu naukowcy z Krakowa, między innymi profesor Andrzej Manecki, ale niestety niewiele byli w stanie pomóc. Okazało się, że tam nie ma śladów działania wysokiej temperatury. Nie był to zatem piorun, jak niektórzy sądzili. Potem zjawiło się wojsko i pojawiło się mnóstwo kontrowersji. Co to tak naprawdę było? Ten huk był tak ogromny, że słyszany był nawet w Krakowie. Pamiętam, jak jeden z naukowców, który znajdował się wówczas na krakowskim rynku, twierdził, że kiedy usłyszał ten wybuch, to myślał, że zaczyna się wojna. Sprawa jest rzeczywiście bardzo kontrowersyjna.
Przypomina nieco historie z innych części świata, na przykład słynne uderzenie czegoś w Bell Island. Ale pojawiła się też taka koncepcja, że Babia Skała została trafiona przez nieznanego rodzaju, może nie nieznanego, ale przez niezidentyfikowaną do końca broń lub pocisk. Panowie, jak patrzycie na ten problem? Damian?
[22:15] - Trudno tutaj obrać jakieś stanowisko w tej sprawie, gdyż tak jak wspomniałeś, ta sprawa bolidu jerzmanowickiego, bo tak on został okrzyknięty w prasie, tak troszeczkę, według mnie przynajmniej, na siłę została przypięta do tematyki ufologicznej. Ewidentnie zdarzenie miało miejsce, coś faktycznie się wtedy tej nocy wydarzyło. Coś upadło, coś uderzyło w Babią Górę. Zainteresowanie było jakieś, ewidentnie wojska, które przybyło na miejsce zdarzenia. Teren podobno, o ile dobrze kojarzę, był ogrodzony przez grubo parę dni, jak nie siedem dni. Podobno pozostawał poza zasięgiem cywilnym. Później pojawili się tam naukowcy, meteorolodzy, geolodzy. Nic faktycznie ciekawego nie znaleziono. O ile dobrze kojarzę, to w prasie pojawiła się trochę na siłę teoria mówiąca, iż był to piorun. Faktycznie wtedy podobno przez ten obszar przeszła jakaś burza, dosyć intensywna, aczkolwiek teoria pioruna może w jakimś stopniu tłumaczyć efekty powstałe w związku z tym, że w okolicy doszło do uszkodzeń budynków.
Niektóre dachy były nieco uszkodzone. Były też dziwne uszkodzenia sprzętów elektronicznych w niektórych domostwach, więc ten efekt działania można w jakiś sposób powiązać z falą elektromagnetyczną, którą niejako można na siłę naciągnąć pod teorię pioruna. Ale to tylko na siłę tak naprawdę, bo przecież mało prawdopodobne wydaje się, bo przecież jak wiadomo, kawałek skały szczytu Babiej Góry został oderwany i był to spory kawałek, około 2,5 metra miał szerokości, więc siła uderzenia była naprawdę duża.Dlatego też w zasadzie nie bez kozery później w kręgach ufologicznych zdarzenie w Wierzba Nowicjach określano jako taką polską Tunguską, gdyż scenariusz wydarzenia był trochę zbliżony do katastrofy tunguskiej. Coś uderzyło, ale nie wiadomo co. Był wpływ jakiegoś pola elektromagnetycznego, skoro niektóre urządzenia, zegary w domostwach siadły. Podobno nawet zwierzęta w gospodarstwach domowych w okolicznych wioskach też się bardzo dziwnie zachowywały, a więc zareagowały na to w jakiś sposób. Jest sporo różnych takich dziwnych elementów, wątków, które przewijają się w tym zdarzeniu i które pewnie nigdy chyba nie zostaną wyjaśnione. Chyba że dowiemy się, jeśli będziemy mieli wgląd w raporty wojskowe, bo raporty naukowe, które wypłynęły z różnych czasopism, nie wnoszą zbyt wiele. Pojawiła się między nimi teoria meteorytu. Jeden z naukowców pisał o czymś takim jak meteoryt elektrofoniczny.
Faktycznie takie zjawisko występuje, ale jest bardzo rzadkie. Jest to meteoryt o dużej masie, który potrafi przedostać się do atmosfery i on wokół siebie wytwarza plazmę, która w jakiś sposób może tłumaczyć efekty elektromagnetyczne, które być może były podyktowane za awarię niektórych sprzętów elektronicznych w okolicy. Nie tłumaczy na pewno faktu, że spory kawałek skały się oderwał od Babiej Góry i tego, że tak naprawdę na miejscu zdarzenia nie znaleziono żadnych śladów, które można byłoby powiązać z meteorytem. Pojawia się oczywiście teoria UFO, jak to zwykle bywa, bo tak naprawdę polscy ufolodzy sprawą w Wierzba Nowicach zainteresowali się kilka lat później, bodajże w 1998 roku. Grupka, między nimi Robert Leśniakiewicz i parę innych osób pojechało w to miejsce, rozmawiało ze świadkami. Udało im się dotrzeć do kilku świadków, którzy wzrokowo widzieli jakiś jasny punkt, świetlny, przemieszczający się szybko, opadający w dół. Był moment błysku, a zaraz później moment wielkiego huku, hałasu, który jak wspomniałeś Piotrze, był nawet słyszany w dużej okolicy, między innymi nawet podobno w Krakowie. Poza tym nic więcej nie dało się ustalić. Na miejscu zdarzenia, już po takim czasie, bo to było zdaje się cztery, pięć czy sześć lat po zdarzeniu, kiedy tam polscy ufolodzy dotarli, nie stwierdzono żadnego wpływu promieniowania radioaktywnego w tym miejscu, gdzie domniemanie coś uderzyło. Więc sprawa jest bardzo zagmatwana i prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, co spadło.
Ja też w zasadzie bardziej bym dywagował i skłaniał się ku temu, że mógł to być jakiś pocisk wojskowy, który gdzieś ewentualnie mógł się wymknąć, skoro wojsko zainteresowało się tym tematem. A z tego, co mi wiadomo, to nie dotarły tam żadne specjalne jednostki wojskowe, tylko żandarmeria, która otoczyła teren. Myślę, że nie było to aż na tyle spektakularne, jeśli moglibyśmy to ewentualnie powiązać z jakąś katastrofą UFO, aby zaangażować w to jakieś poważniejsze jednostki wojskowe. Była tam podobno żandarmeria tylko, a więc w grę mogło wchodzić coś takiego jak pocisk balistyczny, który po prostu gdzieś tam wymknął się spod kontroli. A może był pociskiem z zewnątrz? Tego nie wiemy. Akta są zamknięte w tej sprawie. Nic na ten temat nie wiemy. Może się dowiemy za 40, 50 lat, jeśli ujawnią takie informacje. Ale na tą chwilę wszystko opiera się w sferze domysłów.
[28:13] - Panie Bogusławie?
[28:14] - Akurat o tym przypadku ja również dowiedziałem się z tych czytanych broszurek. Myślę, że było to jakieś niewyjaśnione dotąd zjawisko atmosferyczne. Nie wiązałbym tego z czymś wojskowym, a obecność wojska na miejscu tłumaczyłbym tym, że po prostu na wszelki wypadek, gdyby jednak okazało się coś wojskowego. Tak jak po danych informacjach tam jest o tym incydencie, nie znaleziono tam żadnych śladów innych niż odłamki tej skały, która się odłupała. Chociaż jeden z naukowców, o których wspominał Damian, też wysnuwał taką tezę, że mógł to być meteoryt, ale o bardzo małej masie, o masie pół kilograma, jak on sam ocenił i z racji swojej wielkiej prędkości mógł uczynić taką dużą szkodę w tej skale. Zainteresowanie ufologów tą sprawą myślę, wzięło się stąd, że było to niezwykłe zjawisko. Nie uderza takie coś w ziemię raz w tygodniu czy raz w roku. Dlatego trzeba było sprawdzić również wątek ufologiczny. Myślę, że nasi koledzy po fachu zrobili to dobrze i nic tam nie odkryli. Nie można w tej chwili powiedzieć nic konkretnego na ten temat.
Być może tak jak mówimy, dowiemy się o tym za parę lat. Ja mówię, ze swojej strony nie wiązałbym tego z jakimś obiektem wojskowym czy pociskiem, tylko z jakimś nieznanym zjawiskiem atmosferycznym. Być może bolidem. Chociaż meteoryt tunguski porównywany tutaj do tego w mniejszej skali i też nie pozostawił w zasadzie śladów.
[30:12] - Ja bym tylko dodał dwie rzeczy, panowie, bo to jest kontrowersyjna sprawa. Impuls elektromagnetyczny nie towarzyszyłby jakiemuś tam małemu obiektowi, prawda? Jakiemuś małemu bolidowi. Tutaj w 30 domach spaliły się różnego rodzaju sprzęty. Widziane były łuki elektryczne, reagowały zwierzęta, także natężenie powstałego pola musiało być ogromne.
[30:38] - Jeśli coś takiego się zadziało. Po drugie, teoria o meteorycie elektrofonicznym to było naciągane jak guma admai, tak jak to potrafią robić tylko polscy uczeni. To istnieje, natomiast to towarzyszy tylko ogromnym obiektom. Elektrofonia była swego czasu uznawana za zjawisko, którego nie ma. Dopiero potem to zarejestrowano. Porównajmy wydarzenia z Czelabińska: szkody, huk z tym, co działo się w Jerzmanowicach. W zasadzie wydaje mi się, że w Jerzmanowicach było gorzej i było to coś ciekawszego. Albo było to jakieś zjawisko rzeczywiście niezadanego pochodzenia, ale atmosferyczne. Może jakiś anomalny piorun? Nie jestem tego w stanie powiedzieć.
Natomiast fakt, że pojawił się ów impuls, który zniszczył urządzenia, że był widziany jakiś obiekt, rzuca na tą sprawę nieco inne światło. Jak powiedziałem na samym początku, sprawa jerzmanowicka jest doszyta do ufologii, ale z tego względu, że był to nierozpoznany obiekt. To nie było coś, czym ufolodzy zajmują się na co dzień. To była anomalia. Natomiast to nie była katastrofa UFO, to było coś arcydziwnego i mam nadzieję, że skłoni to naszych słuchaczy do głębszego zainteresowania się sprawą, dlatego, że my ją wyczerpaliśmy w tym jednym pytaniu. Nic o tym więcej nie wiadomo. Owszem, mogą pojawić się jakieś nowe hipotezy. One nic nie zmienią. Dodam tylko jedną rzecz, że to miało miejsce na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w moim rodzinnym regionie. I to nie jest jedyne zdarzenie z tego obszaru, dlatego że trafiłem na ślad czegoś bardzo podobnego, co miało miejsce na początku lat 90.
lub, bo nie jestem pewien dokładnej daty, lub tuż w końcówce PRL-u. Miało miejsce bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania. Niestety byłem wtedy troszkę nieduży i nie mogłem tego pamiętać. Z tego, co ustaliłem, doszło do identycznego zdarzenia za dnia nad jedną z lokalnych tutaj rozdzielni prądu. Miało to taką formę, że pojawiła się, jak twierdzili świadkowie, nagle jakaś anomalna chmura, która zrobiła się, jak twierdzili, z niczego. Pojawiła się ogromna chmura. Następnie rozległ się tak potężny huk. Innymi słowy tak pieprznęło zdrowo, że niektórzy ludzie, którzy znajdowali się na przykład na polu czy wówczas w tej rozdzielni, przewrócili się. Taka była skala energii wyzwolonej przez to zjawisko. Co ciekawe, niczego nie uszkodziło, oprócz tego, że pojawił się ten monstrualny wybuch.
Jeszcze jedną sprawą, która była ciekawa: niestety tego nie widziałem, znaleziono ponoć na miejscu tak zwane sferule, czyli malutkie, drobniutkie, zastygnięte fragmenty materii, prawdopodobnie żelaznej. Co by z kolei sugerowało, że to w tym przypadku, o którym mówiłem, mógł być jakiś rzeczywiście niewielki bolid. Pojawił się tutaj jakiś ekspert, mówił, że to piorun kulisty i te sferule to z piorunu, ale jak piorun może się rozpaść na metalowe kawałki? Co to za brednie? Odsyłam wszystkich do skąpej literatury na temat obiektu jerzmanowickiego. Jest to moim zdaniem jedna z najciekawszych anomalii w Polsce. Ale przejdźmy może do kolejnej sprawy, Marku.
[34:33] - Czy w latach 90. miały miejsce jakieś przypadki związane z obserwacjami pilotów lub ludzi pełniących funkcje społecznego zaufania? Pytanie bierze się z tego faktu, że wiele osób zauważa, że po wejściu Polski do NATO w 1999 roku wszelkie relacje pilotów i wojskowych dosłownie się urwały. Czy rzeczywiście na UFO spadła zasłona milczenia? Może tym razem pierwszemu oddajmy głos panu Bogusławowi Zabielskiemu. Panie Bogusławie, prosimy.
[35:06] - Myślę, że tak, że data wejścia naszego kraju do struktur NATO wiązała się niewątpliwie z pewnymi zobowiązaniami wobec tych, którzy nas przyjęli do tego. Między innymi na pewno sprawa relacji o jakichś niewyjaśnionych zdarzeniach musiała najpierw trafiać do naszych mocodawców, czyli w tym przypadku do rządzących NATO. W poprzednich latach na pewno wszystkim znany jest przypadek pana Ryszarda Grońmana, który nawet wydał taką pozycję razem z panem Bronisławem Repeckim „Polscy piloci a UFO”. Tam jest opisane kilka jego przypadków i to zupełnie wyglądających prawdopodobnie i takich niezwykłych. Natomiast co do samego przekazu informacji w strukturach wojskowych, może podam troszkę taki przykład bardziej współczesny, ponieważ się z nim zetknąłem. Któregoś wieczoru zadzwonił do mnie zupełnie nieznany mi człowiek, który podał się jako pracownik wojska, aktualnie pełniący służbę w wojsku na jednej z placówek na Wschodzie.
[36:43] - W obwodzie kaliningradzkim w moim przypadku. Opowiedział mi historię tego, co widział. A widział konkretnie obiekt w kształcie trójkąta, który sobie przyleciał znad obwodu kaliningradzkiego na nasz teren. Ale może teraz samym przypadkiem się nie będziemy zajmować, tylko właśnie tym, jeśli chodzi o przekazanie informacji. Z tego, co mi powiedział, to dostał oficjalny zakaz przekazywania komukolwiek jakichkolwiek informacji o tym. Raport na temat tego, co zobaczył na radarze, musiał zostać osobiście przez niego zniszczony i mówi, że zrobił to w towarzystwie swoich przełożonych i dostał również zakaz umieszczania informacji o tym incydencie w raporcie dziennym z pełnionej służby. Być może właśnie teraz, jak jesteśmy w NATO, tak dalej to trwa.
[37:49] - Damianie?
[37:51] - Faktycznie w latach 90. sprawy dotyczące obserwacji polskich pilotów zanikły całkowicie. Mieliśmy, jak wiemy, sporo różnych relacji, doniesień, meldunków z poprzednich dekad, lat 80., 70. i jeszcze wcześniejszych. Dużo w tej kwestii, jak wiemy, miał w swoim udziale Ryszard Grudmann, który te wszystkie sprawy katalogował, zbierał, działając jeszcze dalej, czynnie pełniąc swoją czynną służbę wojskową. Robił to bardziej prywatnie. Tworzył taką własną komórkę, do której wpływały takie informacje. Gdy się zmienił ustrój polityczny w Polsce, taka komórka już nie istniała bądź przejął ją ktoś inny, o ile w ogóle przejął. Nic na temat struktur, które w formie organizacyjnej zbierałyby takie meldunki, czy to w latach 90., a już w ogóle po tym, jak weszliśmy do NATO, niewiele wiemy. Być może takie istniały i istnieją dalej, ale już zmieniła się po 1999 struktura hierarchiczna przekazywania takich raportów w momencie, kiedy weszliśmy do NATO.
I na pewno zupełnie inaczej to wyglądało. W każdym razie meldunków jako takich, obserwacji pilotów ja osobiście znam w zasadzie tylko dwa takie przypadki. Tak naprawdę wydaje mi się, że tych przypadków było znacznie więcej i myślę, że tutaj wiele do powiedzenia miałby Paweł Czuchnowski, człowiek, który jeszcze w latach 90. i po latach 90. czynnie działał w wojsku tutaj we Wrocławiu, na lotnisku. I on zbierał prywatnie relacje obserwacji UFO przez pracowników, przez wojskowych, przez pilotów. Jak kiedyś z nim rozmawiałem, ale to już było bardzo dawno, bo teraz on już aktywnie nie działa na tym polu. W zasadzie nie mam z nim żadnego kontaktu, ale jak jeszcze wiele lat temu z nim rozmawiałem, to mówił, że miał skatalogowane aż 40 różnych przypadków, które dotyczyły obserwacji czy to wzrokowych przez pilotów, czy to obserwacji pracowników wieży kontrolnej lotów. Tak więc te zdarzenia były. Tylko tak naprawdę w zasadzie, jak on twierdził, nie było jako takiej komórki, która mogłaby to zbierać.
On to zrobił prywatnie, tak jak to robił Ryszard Grudmann jeszcze w czasach PRL-u. Troszeczkę się być może narażał na pewne kłopoty, bo wojsko różnie na to mogło patrzeć. W każdym razie pamiętam jedną taką relację, o której mi wspominał. To była relacja obserwacji pilota z Dęblina bodajże. W 1994 roku jeden z pilotów podczas ćwiczeń migów na samolocie MiG-21 na wysokości gdzieś bodajże 3000 metrów zauważył obiekt taki w kształcie opony, kilkunastometrowy, który obracając się bardzo szybko, zbliżał się w stronę jego samolotu. On musiał wykonać gwałtowny manewr skrętu, aby nie zderzyć się z tym obiektem. On sobie przeleciał po prostu ten obiekt, jak kłoda poleciał w dół i w zasadzie on stracił kontakt wzrokowy. Nic się nie działo akurat z samolotem wtedy, ale było to bardzo bliskie spotkanie i on o tej sprawie wiele razy wspominał. Ja tak w skrócie telegraficznym ją opowiadam, gdyż nie miałem wglądu do jego raportów, a wiem, że takie sporządzał Paweł Czuchnowski. Szkoda, że aktywnie nie działa.
Być może byśmy mogli poznać dzisiaj wiele ciekawych takich spraw. W każdym razie reasumując, tych spraw jest bardzo niewiele. Znam jeszcze jedno zdarzenie z 1997 roku, ale to już była obserwacja pilotów, którzy obserwowali na ziemi obiekt w kształcie cygara. Była to wiarygodna relacja, bo przekazana do Bronisława Rzepeckiego. Pamiętam, że wspominał o niej w swojej książce, którą napisał właśnie wspólnie z Ryszardem Grudmannem „Polscy piloci i UFO”, ale nie pamiętam dokładnie, nad jaką miejscowością był ten obiekt obserwowany. W każdym razie, jak widać, wydaje się, że tych relacji na pewno jest w dalszym ciągu sporo, tylko tak naprawdę proceduralnie przekazanie takiego meldunku przez pilota, meldunku jakiejś obserwacji jest trochę skomplikowaną sprawą, bo jest to bardzoTo biurokratycznie zawiłe, że tak powiem, bo aby napisać taki raport, on musi spędzić nad tym co najmniej godzinę. Ja to znam z doświadczenia swojej pracy, kiedy piloci u nas w pracy muszą zameldować o jakimkolwiek zdarzeniu o charakterze bezpieczeństwa. Często nawet takie raporty składają się z kilkunastu, kilkudziesięciu stron i na to trzeba naprawdę sporo czasu poświęcić. Dlatego wielu z nich po prostu nie melduje o tym nigdzie, nie zgłasza tego nigdzie i dla świętego spokoju i dlatego, że jest to czasochłonne i stwarza wiele różnych problemów. Dlatego tak niewiele wiemy o zdarzeniach z Polski dotyczących relacji pilotów z okresu lat 90.
i współczesnych.
[43:30] - Moim zdaniem mamy do czynienia z jakąś formą cenzury jednak. Dlatego, że co prawda w latach poprzednich, w latach 90. mieliśmy relacje pilotów, którzy przestali latać, którzy przeszli na emeryturę. Natomiast teraz to się zupełnie urwało. Nie mamy relacji od byłych pilotów, nie mamy nowych relacji, co może wskazywać, że albo istnieje odgórny prikaz, żeby nie mówić o tym w ogóle, albo po prostu istnieje pewna niepisana zasada w ramach naszego funkcjonowania w NATO, która mówi, że ujawnianie jakichkolwiek raportów na temat UFO, na temat intruzji obcych obiektów, obcych oczywiście nie mam tu na myśli kosmicznych, ale na przykład sąsiedzkich obiektów w polską przestrzeń powietrzną. Nagłaśnianie tego typu przypadków mogłoby automatycznie rzutować na wiarygodność Polski jako tego granicznego członka NATO graniczącego ze ścianą wschodnią, z wielkim konkurentem. Także z tych powodów czysto trochę prestiżowych, na pewno też trochę, że tak powiem, tajnych, to wszystko jest utajniane. Nie widzi światła dziennego. Wydaje mi się, że te sprawy, które mogą mieć jakieś znaczenie dla bezpieczeństwa kraju, one na pewno zyskują jakąś uwagę i na pewno są badane. Dziwi mnie tylko, że my, kontaktując się na przykład z różnego rodzaju bazami wojskowymi, z urzędami i tak dalej, my nigdy nie otrzymujemy jakichś konkretnych odpowiedzi.
Zazwyczaj nie otrzymujemy ich w ogóle. Także sprawa jest tak jakby zamknięta, nie wiadomo dlaczego. To samo się przekłada na polskie media. Kiedyś rzeczywiście, jeszcze w latach 90. można było zobaczyć jakiś program o UFO, jakąś relację, jakiś materiał w programie informacyjnym. Teraz tego nie ma, dlatego zmieniła się struktura funkcjonowania mediów, które są ściśle podporządkowane elicie rządzącej. Ale wydaje mi się też, że ten prikaz, ten zakaz mówienia o UFO obejmuje także tak zwany mainstream. Jest jeszcze jedna sprawa, o której warto powiedzieć, bo tutaj cały czas pojawiają się pytania. Niedługo się do nich jakoś odniesiemy. Wszystkim osobom, które są zainteresowane tymi sprawami, wydarzeniami, incydentami z Polski przypominam, że myśmy już kiedyś poświęcili jedną debatę na bliskie spotkania i najbardziej kontrowersyjne incydenty z UFO w PRL-u.
Można ją znaleźć w archiwum Radia Paranormalium, ale jeżeli mówiliśmy o ludziach społecznego zaufania, warto powiedzieć też o policjantach. Z lat 90. pochodzą dwie relacje, które otrzymałem, dotyczące obserwacji właśnie dokonanych przez stróżów prawa. Jedna miała miejsce w okolicach Opola, koło miejscowości Daniec. Tam policjanci, którzy zatrzymali się, że tak powiem, za potrzebą, mieli takie szczęście, że po prostu natknęli się na dziwne, unoszące się w powietrzu kule. Te obiekty były dość blisko. Te obiekty poruszały się, chociaż niezależnie względem siebie, to tak jakby były związane ze sobą w pewnym układzie, a po chwili, tak jakby zauważając świadków, odleciały. Druga relacja z tego samego regionu dotyczy przyszłych policjantów, którzy w okolicach Nysy natknęli się na dziwny obiekt. Tam też doszło do bardzo ciekawego incydentu. Oni w pewnym momencie, tak jakby chcąc dokończyć obserwację, bo oni jechali dużym fiatem i ten obiekt po prostu ich wyprzedził i poleciał dalej.
Oni zauważyli, że jeżeli pojadą tą drogą cały czas, to prędzej czy później trafią w miejsce, gdzie on im zniknął z oczu. No i okazało się, że on tam rzeczywiście wisi. To był bardzo jaskrawy obiekt. Nie mogli dostrzec kształtu, gdyż światło tak gryzło w oczy. Natomiast oni wjechali na pewną górę, która się tam znajduje i zrobili coś, co zrobił Grzegorz Tarczyński podczas słynnego incydentu koło Góry Osona, czyli mrugnęli światłami do tego obiektu. On wtedy gwałtownie, będąc dość daleko, zaczął się zbliżać w ich kierunku. Ten jeden pan, który był na zewnątrz, wystraszył się okropnie, wskoczył do samochodu i obaj szybko odjechali. Także takie wydarzenia były. Trudno tutaj dodać coś jeszcze do tego, co panowie powiedzieli. Wydaje mi się, żeTych spraw jest naprawdę dużo, a są raportowane tylko wtedy, kiedy sprawiają realne zagrożenie, czyli kiedy taki obiekt znajdzie się w bezpośrednim sąsiedztwie na przykład samolotu.
Ale jest jeszcze jedna sprawa, jeżeli mówimy o wojsku. Sprawa z lat 90. Nadarzyce. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych spraw w polskiej ufologii. Historia, która stała się niemalże legendą. Otóż ona ma kilka wątków. Właściwie trudno znaleźć ten wiodący wątek. Natomiast ta legendarna strona wydarzeń w Nadarzycach mówi, że w roku 1997 nad poligonem w Nadarzycach zdarzyło się coś niezwykłego. Otóż jak mówili mieszkańcy, przepraszam, to był rok 1994. Jak mówili mieszkańcy 8 października 1994 roku, nad tym miejscem pojawiło się coś nie z tego świata.
Otóż jedna z obserwatorek, pani Wanda P. twierdziła, że był to obiekt, który przypominał kwadrat z jakimiś kołami czy jajowatymi obiektami dookoła. Inni twierdzili, że to było jajo otoczone jakimiś kulistymi obiektami. Sprawa szybko stała się głośna. Pojawiły się takie informacje, że wojsko nawet chciało przechwycić ten obiekt, że zrobiło nagranie, na którym widać UFO unoszące się nad poligonem. Ale szybko pojawiły się też informacje, które rzuciły na tą sprawę nieco inne światło. Jak to było w Nadarzycach, panowie? Czy mamy na ten temat już jakąś ostateczną odpowiedź? Dlatego, że pojawiły się teorie, ale to może powiemy o nich później, które starały się podejść do tego w sposób dość sceptyczny. Damianie, co sądzisz o incydencie w Nadarzycach?
[50:59] - Sprawa bardzo odległa w czasie. Sporo pojawiło się publikacji na jej temat już w połowie lat 90. za sprawą Bronka Rzepeckiego i jego grupy GBNOL, która się zajmowała tą sprawą. Jest wiele wątków, tak jak wspomniałeś, tego zdarzenia. Niektóre, można powiedzieć, się wykluczają w niektórych kwestiach. Jedno jest faktem. Faktycznie tamtej nocy, czyli 7 października 1994 roku, doszło w zasadzie chyba nie do jednej obserwacji, ale do bardzo wielu obserwacji. I to nie tylko w obszarze Wielkopolski, ale i w innych obszarach Polski. Ale o tym to za chwilę. W każdym razie, jeśli chodzi o Nadarzyce, stamtąd napłynęło najwięcej relacji nie tylko z miejscowości Nadarzyce, ale okolicznych wiosek i z samego nawet Poznania.
Dużo mieszkańców z tych okolic donosiło o różnych obserwacjach tej nocy. W zasadzie pewne zdarzenia podobnych obserwacji już się gromadziły wiele tygodni wcześniej i wiele tygodni później, ale kulminacja miała miejsce właśnie tej nocy, 7 października. I oczywiście w sprawę zostało zamieszane niejako wojsko, bo jak wiemy, tej nocy wielu żołnierzy z pobliskiego poligonu Nadarzyce obserwowało właśnie paradę obiektów bądź też obiektu. Bo trudno tutaj mówić tak naprawdę, czy była to eskadra obiektów, które się pojawiły nad Nadarzycami, czy też był to jeden obiekt. Jeśli był to jeden obiekt, to na pewno był bardzo duży, bo według relacji świadków mógł mieć nawet 100 metrów długości, a więc olbrzymi pojazd. Tutaj są różne wątki, bo niektórzy opisywali go jako, jak wspomniałeś Piotrze, obiekt w kształcie centralnej kuli eliptycznej czy też jaja kształtnego, który był centralną częścią tego obiektu i ta część była otoczona pierścieniem różnych punktów świetlnych, które się obracały wokół tego. Niektóre relacje mówią nawet o tym, że były dwa takie obiekty, które zawisły bardzo nisko nad horyzontem i które się przemieszczały w przeciwnych kierunkach do siebie i podchodziły do siebie coraz bliżej. Oddalały się i przybliżały. Ta obserwacja trwała bardzo długo, bo niektórzy świadkowie mówili nawet o kilkudziesięciu minutach, a nawet do kilku godzin. Relacje wojskowe mówią właśnie nie o obiekcie, który był centralną częścią tej eskadry, ale o światłach, które tworzyły taką formację eliptyczną.
Te światła świeciły się, mieniły się różnymi kolorami, obracały się i obracały się w jednym kierunku. Zdaje się, że zgodnie z wskazówkami zegara i ta formacja przemieszczała się też. Opadała w górę, raz w dół. Pojawił się wątek nagrania. Podobno faktycznie takie nagranie było. O ile dobrze pamiętam, to jeden z członków grupy Bronka Rzepeckiego, z grupy GBNOL, starał się dotrzeć do tego nagrania i został wystosowany list bodajże w tej sprawie do szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Pile z zapytaniem właśnie o tą taśmę filmową. Odpowiedź oczywiście była negatywna. Raczej tak, nagranie faktycznie było jakieś.I z odpowiedzi tego listu można było wnioskować, że zostało przekazane do analizy przez specjalistów z Poznania, ale nie wiadomo przez jakich. I tutaj sprawa się urywa, bo tak naprawdę nie wiemy, co tam ustalono. Później informacja pojawia się, o ile dobrze pamiętam, w takiej gazecie, która była wydawana przez wojsko.
Był to wewnętrzny periodyk „Polska Zbrojna”. W takiej gazecie pojawiła się informacja, która nieco bardziej urozmaiciła tą całą historię, bo tutaj mieliśmy dotychczas informacje, które wypłynęły z lokalnych gazet od świadków, które mówiły o tym, że ten obiekt wisiał bardzo nisko nad horyzontem. Ale z informacji, jakie można było wyciągnąć z tej gazety i artykułów tam zamieszczonych wynikało, że oprócz tego, że był obiekt, to podobno również zostały wysłane dwa Migi w stronę tego obiektu, wysłane z lotniska pod Poznaniem, z Krzesiny. Piloci ci nawiązali kontakt wzrokowy z tym czymś. Podobno doszło nawet do jakichś zakłóceń urządzeń pokładowych w momencie, kiedy piloci podlatywali blisko do tego obiektu. Być może próbowali je przechwycić. Tego nie wiemy. Tam akurat taka informacja nie padała w treści artykułu. W każdym razie skończyło się to na tym, że obiekt prawdopodobnie się w tym momencie oddalił, kiedy doszło do bliższego spotkania w powietrzu. Samoloty wylądowały z powrotem na lotnisku w Krzesinie.
Podobno również nawiązano kontakt radarowy z tymi obiektami. Namierzono je na radarze, a ta informacja absolutnie nie pada w liście, który przyszedł w odpowiedzi na zapytanie odnośnie taśmy filmowej. Tak więc pojawia się tutaj wiele różnych wątków. Ale mówiąc jeszcze o samych obserwacjach, to warto również tutaj nadmienić, że kulminacją tych obserwacji nie była tylko Wielkopolska. Bo jeśli założymy, że ten obiekt był tak duży i obserwowało go tak wielu różnych mieszkańców z różnych okolicznych wiosek i większych miejscowości w Wielkopolsce, w okolicach Poznania, to oprócz tego w tym samym czasie podobne obiekty obserwowano w innych częściach Polski. Ja znam relacje, które wpływały jeszcze w latach 90. do archiwum grupy, w której działałem, LK BezKontakt. Były to relacje właśnie z okolic Szklarskiej Poręby, Jakuszyc, Przesieki bodajże i paru innych miejscowości z Dolnego Śląska, z rejonu bardziej górzystego, które dotyczyły obiektów, które przypominały bardzo relacje z Nadarzyc. Były to obiekty w takiej pierścieni świateł eliptycznych, obiektów, które wirowały, przemieszczały się po niebie bardzo wolno. I jest kilka relacji z tego okresu 7 października.
Czy możemy to wiązać ze zdarzeniem w Nadarzycach? Być może tak. Być może było to wiele równolegle rozgrywających się zdarzeń w tym samym czasie. W każdym razie jest to na pewno bardzo ciekawy przypadek. Jeden z takich najbardziej sensacyjnych właśnie z okresu lat 90.
[58:20] - Damianie, a co powiesz o tej koncepcji, że tak naprawdę żołnierze dali się nabrać? Bo to rzeczywiście była dość dziwna sprawa. Najpierw pojawiają się wzmianki w prasie, między innymi w „Gazecie Poznańskiej”. Potem jest szum medialny, potem jeden z ekspertów wojskowych twierdzi, że to jest jakieś naturalne zjawisko. Ono się tu zdarza co roku. To już była totalna bzdura. Wydaje mi się, że to obnażyło dość mocno inteligencję ludzi, którzy siedzą tam na różnych szczeblach. I potem pojawiła się jeszcze jedna wersja, że to były światła cyrku. Jak odnosisz się do tego? Może za chwilkę o tym powiesz.
Teraz oddam głos panu Bogusławowi. Co z Nadarzycami? W zasadzie minęło 20 lat, jak by nie było i ta sprawa nadal nie zyskuje takiej uwagi, jak powinna. To znaczy, czy ona została zamknięta, czy po prostu skutecznie ją wyciszono?
[59:23] - Trudno w tej chwili powiedzieć po tylu latach, jaki ona miała finał faktycznie w tamtym czasie. Wydaje mi się, że jednak została jakoś troszeczkę przytłumiona, trochę zgaszona, jakby ktoś chciał umniejszyć wagę tego zjawiska, które tam zaszło, obserwacji tego obiektu. A niewątpliwie był to obiekt materialny, skoro był widoczny na ekranach radaru i był zauważany również przez tych pilotów, tych myśliwców, które zostały tam wysłane. Nie dowiemy się prawdopodobnie w najbliższym czasie, a może w ogóle, co to w zasadzie było, ale skłaniałbym się ku temu, że jednak sprytnie i w jakiś sposób taki może trochę długotrwały, ale troszeczkę odstąpiono od tej sprawy. Nie wiem, dlaczego tak się akurat stało, bo myślę, że to ja pamiętam właśnie w tamtych czasach informacje o tych Jerzmanowicach, to aż huczało o tym, że to w Polsce takie rzeczy, nie tylko z zagranicy się słyszy.
[01:00:48] - Na jakichś obserwacjach, ale nasze rodzime wydarzenie, nie mamy do niego takiego dostępu, żebyśmy mogli coś o nim więcej powiedzieć. Trochę może szkoda, że nie udało się tego do końca zrobić, ale wiadomo, jeśli w sprawie jest zamieszane wojsko, zazwyczaj nasze możliwości kończą się dosyć szybko. Można tak powiedzieć.
[01:01:22] - Damianie?
[01:01:24] - Co ja mogę dodać od siebie? Ja pamiętam relacje z Dolnego Śląska, które z tego okresu były rejestrowane i dotyczyły obiektów eliptycznych, które tworzyły formacje różnych punktów świetlnych. W jakiś sposób możemy je wiązać ze zdarzeniem w Nadarzycach. Pamiętam, jak starano się wyjaśnić w prasie. Przeważnie tłumaczono je jako światła dyskotek. Tylko cały problem polegał na tym, że bardzo często te relacje dotyczyły obserwacji w momencie, kiedy niebo było praktycznie czyste i przejrzyste, bezchmurne, a więc dziwne, żeby światła utrzymywały się w przestrzeni na bezchmurnym niebie. Czy wojskowi mogli się pomylić w ocenie tego, co obserwowali? Wątpię, powiem szczerze. Zwłaszcza że te relacje, jeśli nawet założymy, że wątek wojskowy, który gdzieś tam wypłynął, jest mało wiarygodny, to myślę, że relacje świadków, mieszkańców okolicznych wiosek wskazują wyraźnie, że było to jakieś nieznane zjawisko. Czy było to zjawisko UFO?
Tego nie wiemy. W każdym razie okres połowy lat 90. był takim dosyć charakterystycznym momentem, gdy bardzo wiele takich relacji było w tym okresie. Obiektów takich, które troszeczkę się kamuflowały. To jest taka ciekawa informacja, bo jak wiemy, bardzo często starano się wytłumaczyć światłami dyskotek. Dzisiaj przykładowo obiekty deltaidealne czy też trójkątne, które czasami do nas wpływają, obecnie tłumaczy się jako tajne eksperymenty wojskowe. I wydaje się, jakby te obiekty troszeczkę się kamuflowały, przyjmowały taką dziwną formę. Być może była to jedna z takich faz tego zjawiska UFO w tamtym okresie, kiedy właśnie światła dyskotekowe były bardzo popularne. Myślę, że akurat w kwestii próbowania zinterpretowania tego zjawiska jako coś normalnego, co się zdarza często, bo takie były przecież tłumaczenia, jako zwykłe normalne zjawisko, jest to po prostu zwyczajnie ukręcenie w sprawie UFO. Myślę, że ta historia ma swoje drugie dno.
Szkoda, że nie znamy nagrania filmowego z tego okresu, bo być może moglibyśmy powiedzieć coś więcej na ten temat dzisiaj. Jak do dzisiaj wiemy, sprawa jest tak naprawdę sprawą otwartą. Być może za parę lat dotrzemy do więcej informacji na ten temat, ale to jest tylko gdybanie.
[01:04:02] - Dziękuję. Przypominamy wszystkim słuchaczom, którzy być może dołączyli do nas właśnie teraz. Dzisiaj rozmawiamy o latach 90. w polskiej ufologii, dekadzie kontrowersji, kiedy doszło do bardzo wielu zdarzeń, które są niepamiętane, a przyćmiewają swoją spektakularnością przypadki, które mają miejsce dzisiaj. Mówiliśmy o wydarzeniu w Nadarzycach, czyli incydencie, który trudno opisać, kiedy dziwny obiekt widziany był nie tylko nad poligonem w Nadarzycach, ale też w innych punktach Wielkopolski, ale jak się okazuje również i kraju. Rzeczywiście sprawie próbowano ukręcić głowę na różne sposoby. Mnie troszkę bawiła ta próba tłumaczenia tego niekiedy, bo skontaktowano się z tym cyrkiem, który miał emitować to światło lasera. Cyrk nazywał się bodajże Olimpia i pan dyrektor chyba powiedział, że rzeczywiście światła były w użyciu. Ale wydaje mi się, że jest to troszeczkę naciągane tłumaczenie. Bo jeżeli z jednej strony Polska Zbrojna przyznaje, że na misję wyleciały dwa Migi, a tutaj mieliśmy do czynienia z jakimś tam reflektorem, to trochę w złym świetle stawia cały personel.
Nie oszukujmy się, ktoś, kto nie potrafi odróżnić światła jakiegoś reflektora od dziwnego obiektu. Wydaje mi się, że tutaj wojsko nie pomyślało, jak to często robi. Nie chcę oczywiście ubliżać polskiej armii. Dzisiaj za to coś grozi ponoć. Wydaje mi się jednak, że te sprawy rzeczywiście są wielokrotnie tuszowane. Przypomnijmy sobie chociaż inne słynne wydarzenie z lat 90. nie z Polski, czyli sprawę świateł z Phoenix, kiedy ona była również, jak wydarzenie z Nadarzyc, bardzo kompleksowa, bo tam mieliśmy do czynienia z przelotem jakiegoś ogromnego obiektu. Wszyscy dzisiaj wydarzenia z Phoenix kojarzą tak naprawdę z jakimiś tam racami, które zapalały się i gasły. A tak naprawdę była to próba ukształtowania tego dziwnego zdarzenia. Ogromny obiekt przeleciał nad Arizoną.
Widziało to mnóstwo ludzi, pojawiły się nawet jakieś filmy, pojawiły się relacje. Natomiast wojsko tutaj przy pływie czyjegoś dobrego pomysłu postanowiło szybko wypuścić materiałZ racami jako domniemane wytłumaczenie. Przypomnijmy, że w czasie incydentu z Phoenix ówczesny gubernator, pan Symington, po latach przyznał, że on to widział również. Natomiast wtedy starał się uspokoić naród i nie powodować paniki. Być może to samo kierowało decydentami z Nadarzyc, chociaż wydaje mi się, że bardziej chodziło o zamknięcie sprawy, żeby nikt już o tym nie dyskutował. Czekamy na państwa pytania. Zebrało się ich sporo. Wszystkich, którzy je zadali, proszę o chwilę cierpliwości. Postaramy się niebawem do nich odnieść. Są wszystkie bardzo ciekawe.
Ale przejdźmy do kolejnej sprawy z dekady kontrowersji. Zdarzenie na Górze Świętej Anny. Marku?
[01:07:42] - A więc kolejne pytanie z naszej listy brzmi następująco: kolejna sprawa godna uwagi to słynne spotkanie z UFO na Górze Świętej Anny. Zdarzenie zostało rozpropagowane i rozdmuchane między innymi przez pewien program, którego tytułu nie będę wymieniał, nadawany w pewnej stacji komercyjnej późną porą w niedzielę. Wszyscy wiedzą, o jaki program chodzi. W dużym skrócie dotyczyło to spotkań z dziwnymi obiektami, czego świadkiem była grupka przyjaciół. Ich kulminacją było bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Potem pojawiły się jednak kontrowersje. Może pierwszemu oddajmy głos tym razem Damianowi. Damianie?
[01:08:28] - Zdarzenie na Górze Świętej Anny jest absolutnie sensacyjnym zdarzeniem. Bardzo wiarygodnym, bo sam osobiście rozmawiałem z jednym ze świadków wiele lat po tym zdarzeniu i w zasadzie mogę ręczyć, że to zdarzenie jest o bardzo wysokim współczynniku niezwykłości i jak najbardziej autentycznym zdarzeniem. Ono się bardzo trwale odbiło na psychice niektórych z tych świadków, między innymi na psychice Grzegorza Nowaka, który był głównym bohaterem tych wydarzeń. Ale tak pokrótce opowiadając to zdarzenie, ono jest wielowątkowe. Było opisywane szeroko w prasie ufologicznej, pojawiło się również w telewizji na ten temat właśnie w jednym z programów TVN-u zdaje się. Zdarzenie miało miejsce właśnie na Górze Świętej Anny niedaleko Opola w 1997 roku, w czerwcu. To jest bardzo ciekawe miejsce, bo Góra Świętej Anny, w ogóle się z tym miejscem wiąże wiele ciekawych legend, ale też wiele obserwacji miało miejsce jeszcze wcześniej, przed 1997 rokiem w tym rejonie. Grupka osób, bodajże czwórka, wybrała się nocą na obserwację nieba. W pierwszą noc w zasadzie nic się ciekawego nie dzieje, oprócz tego, że kilku z uczestników tej grupy doświadcza dziwnego missing time. Mają wrażenie, że zegarki im się dziwnie zachowują, spóźniają.
Następnego dnia oni postanawiają się ponownie wybrać w to miejsce. Wtedy już dochodzi do jakiejś obserwacji. Niektórzy widzieli tam dziwne światła przemieszczające się nisko nad drzewami, które dziwnie zachowywały się w przestrzeni. Pirowały, latały w różnych kierunkach. Ta pierwsza obserwacja trwała podobno bardzo długo, o ile dobrze pamiętam godzinę. I w pewnym momencie nagle wszystko zgasło. Znikło. Te wydarzenia tak mocno zaprobowały tych świadków, że oni postanowili wybrać się w to miejsce jeszcze raz kolejną noc. I rzecz ciekawa, znów się coś zaczyna dziać i zaczyna się dziać naprawdę sensacyjnie, bo oprócz tych obiektów, które ci świadkowie widzieli w poprzednią noc, pojawia się jeszcze dziwny ekran, który się przybliża bardzo blisko w stronę świadków, na odległość kilkanaście metrów. I z tego ekranu zaczynają wylatywać różne kule w różnych kolorach, które ewoluują w powietrzu w zadziwiający sposób.
Ale jeszcze dzieje się dziwna rzecz, gdyż w trakcie tej obserwacji dwójka osób z tej grupy odeszła od miejsca obserwacji i poszła na spacer, przejść się po okolicy. Podobno cała obserwacja trwała około dwóch godzin, o ile dobrze pamiętam i po dwóch godzinach ta grupka osób wraca, kiedy już praktycznie obserwacja ma się ku końcowi. I oni, co ciekawe, stwierdzają, że tak naprawdę wydawało im się, że nie było ich tak naprawdę może 10, 15 minut. A jak tamci twierdzili, nie było ich ponad dwie godziny. Więc pojawia się taki konkretny missing time w tym zdarzeniu. Bardzo sensacyjny. Znów zjawisko wyłącza się w pewnym momencie i kolejną noc kolejny raz świadkowie ci sami obserwują praktycznie takie same zjawisko, więc nieprawdopodobna rzecz, żeby kilka nocy z rzędu w tym samym miejscu tym samym ludziom pojawiało się zjawisko wprost niewiarygodne. Tym razem oni obserwują cygara wręcz, które się pojawiają na niebie. Podlatują te cygara. Cygara podobno o bardzo dużych rozmiarach, rzędu kilkuset metrów, które podlatują w stronę tych świadków.
Z tych cygar też wylatują jakieś dziwne kule. Wtedy już ci świadkowie widzą postacie. Właśnie, nie wspomniałem w ogóle, że w poprzednią nocOni również widzieli dwie dziwne postacie w trakcie obserwacji tych obiektów. Jak wspominał Grzegorz Nowak, jeden z głównych bohaterów tego zdarzenia, z początku, jak oni tam stali, bo to była taka łąka tak naprawdę, obok przebiegała droga. Zaparkowali sobie samochód koło tej drogi i tą drogą nagle szła dwójka mężczyzn. Grzegorz Nowak bodajże ich pierwszy dostrzegł. On chciał im zwrócić uwagę na to coś, co obserwują. I kiedy tamci mężczyźni odwrócili się w jego stronę, on zobaczył, że wyglądają identycznie. Ci mężczyźni powiedzieli mu, że tutaj nie ma nic ciekawego i żeby natychmiast stąd odjechali, po czym odeszli z tego miejsca. To jest też ciekawy wątek, bo w kolejną noc znów pojawiają się dziwne postacie.
Już bardziej eteryczne, takie wyglądające w zasadzie jak sylwetki różnych postaci, które wyłaniają się z tych kul. Podlatują w stronę świadków, po czym odlatują z powrotem. Trwa taka zabawa, która chyba wyraźnie gra na nerwy świadkom. Oni, jak dobrze pamiętam, włączyli radio w tym czasie w samochodzie, kiedy to obserwowali. Też rzecz dziwna, w tym momencie nie mogli złapać żadnej stacji radiowej, tylko było słychać w eterze niebiańską muzykę, jak wspominali. Znów obserwacja trwała grubo ponad godzinę. Grzegorz Nowak, który, jak wspomniałem, był głównym bohaterem tego zdarzenia, chciał zainteresować tym innych ludzi. Sporo osobom wspomniał o tym zdarzeniu, ale z tego, co kojarzę, nikt nie był zainteresowany, żeby się w to miejsce po raz kolejny wybrać. Zainteresował tym natomiast paru dziennikarzy z lokalnej gazety i kolejną noc wszyscy wybrali się w to miejsce. A raczej tak: on się wybrał z ojcem i z dziennikarzami w to miejsce.
Co ciekawe, on obserwował wtedy to zjawisko, znów pojawienie się dziwnych kul. Natomiast obecni świadkowie nie widzieli tego. Tutaj został Grzegorz Nowak potraktowany jako dziwak, któremu coś się przyśniło ewidentnie albo ma jakieś problemy psychiczne. O ile dobrze pamiętam, został mocno obsmarowany w prasie lokalnej. Ale to jeszcze nie koniec tych wydarzeń, bo tak naprawdę ciąg następujących po sobie wydarzeń już bezpośrednio dotyczył Grzegorza Nowaka, bo on zaczynał w kolejnych tygodniach mieć klasyczne bedroom visitors. W swoim mieszkaniu obserwował pojawiające się czy to na balkonie, czy to gdzieś w ciemnym pokoju przemieszczające się postacie. Postacie zakapturzone, które wyglądały jak jakieś zjawy wręcz, jak jakieś duchy. Zaczynał słyszeć różne głosy w głowie. Tą sprawą, że ta sprawa wypłynęła na światło dzienne, było zasługą Janusza Zagórskiego, do którego Grzegorz Nowak dotarł i który troszeczkę nie fair potraktował, bym powiedział, Grzegorza Nowaka, bo on się nim zainteresował dosyć mocno. Grzegorz Nowak występował na wielu forach ufologicznych organizowanych przez Janusza Zagórskiego we Wrocławiu.
Potraktował go trochę jako dobry materiał sensacyjny, natomiast dalej już nie pociągnął tej sprawy, bo tak naprawdę to zdarzenie ma swój ciąg dalszy. To, o czym wiedzieliśmy z prasy, to, o czym wiedzieliśmy z programu telewizyjnego, to jest jedna strona tego medalu. Drugą stroną medalu są już doświadczenia bezpośrednio dotyczące Grzegorza Nowaka, który od wielu lat miał później, można powiedzieć, klasyczne wzięcia. Ten wątek tego zdarzenia jest bardzo rozbudowany i w zasadzie bezpośrednio skupia się wokół tej postaci. Grzegorz miał trochę, jak pamiętam, raz miałem z nim przyjemność rozmawiać we Wrocławiu kiedyś. Miał trochę żal do Janusza Zagórskiego, że potraktował go troszeczkę nie fair w związku z tym, że pozwolił mu występować na forach, ale później nikt się nie interesował tym zdarzeniem. Myślę, że sprawa jak najbardziej wiarygodna, bo rozmawiałem z nim, poznałem w szczegółach jego relację i bez wątpienia coś miało miejsce. Zresztą zdarzenie zostało potwierdzone też niejako przez innych, niezależnych świadków, bo w kilka nocy, kiedy ta grupka osób obserwowała różne zjawiska nad Górą Świętej Anny, jednocześnie kilku innych mieszkańców okolicy też widziało dziwne światła nad Górą Świętej Anny. Oprócz tego również jednostka straży pożarnej, która podobno była wysłana przez jednego z mieszkańców, którzy zanotowali gdzieś, potraktowali te światła jako jakiś pożar i która pojechała w miejsce zdarzenia. Może nie podjechała bezpośrednio pod Górę Świętej Anny, natomiast w trakcie jazdy na miejsce zdarzenia mieli awarię silnika samochodu i doszło również do awarii instalacji elektrycznej w pojeździe.
Może to przypadek zwykły, prawda? Nie wiemy, czy możemy to wiązać w jakiś sposób z tym zdarzeniem. W każdym razie jest to ciekawy element, który ewentualnie możemy powiązać z tym zdarzeniem. W każdym razie ewidentnie zdarzenie dotyczyło bezpośrednio jednej postaci, Grzegorza Nowaka. Szkoda, że nikt dalej się później nie zainteresował tym dogłębniej, bo być może przez regresję hipnotyczną moglibyśmy poznać wiele innych ciekawych wątków dotyczących tego zdarzenia.
[01:18:47] - Dziękuję za wyczerpującą wypowiedź. W zasadzie trudno Damianie coś do tego dodać. Powiem tylko, że odnośnie pana Nowaka i sprawy na Górze Świętej Anny zaczęły krążyć jakiś czas temu z różnych źródeł informacje, że rozpuszczano taką plotkę między innymi, że to wszystko była nieprawda i tak dalej. RzeczywiścieMoże to miało na celu to, żeby nikt już nie zadawał więcej pytań.
[01:19:19] - Niestety nie mam kontaktu z Grzegorzem Nowakiem, ale jak poznałem osobiście jego relację, myślę, że była wiarygodna i jestem w stanie zaręczyć, że na pewno w tym zdarzeniu jest dużo ciekawych informacji, które być może też nie do końca były przedstawione w sposób rzetelny. Ale na pewno wydarzenie miało miejsce.
[01:19:41] - Tak. Nie chcę mówić, kto te plotki rozpuszczał. Nie będziemy się do personalnych pretensji odnosić. Ta osoba rzeczywiście zachowała się dość brzydko. Sprawa jest mocno zagmatwana, ale pamiętajmy, że to zostało potwierdzone, bo to się pojawiło w różnych programach i zarówno w „Nie do wiary”, jak i w telewizji lokalnej. Sam widziałem kilka tego typu materiałów i tam świadkowie postronni rzeczywiście byli. Już ta słynna akcja ze strażą pożarną. Pamiętam wypowiedź jednego ze strażaków, kierowcy tego bodajże stara, który twierdził, że ta awaria miała taki dość dziwny charakter, dlatego że tam doszło nie tylko do awarii, ale też ten samochód zaczął się w jakiś anomalny sposób nagrzewać. Druga sprawa jest taka, że kilka osób z okolicznych miejscowości widziało te kule. Sprawa pana Nowaka rzeczywiście miała charakter, który nosi elementy wysokiego stopnia dziwności.
Nie ma się co dziwić, bo to zawsze tak działa w takich przypadkach. Świadek zostaje poddany tak dużej presji i tak dużemu naciskowi psychologicznemu nie tylko ze strony środowiska, bo pamiętajmy, że tutaj ten nacisk ze strony środowiska był duży, ale też ze strony samego zjawiska, że on po prostu nie wytrzymuje i w pewnym momencie zachodzi w nim przemiana, która z boku może wyglądać troszkę inaczej. Łatwo przyszyć takiemu człowiekowi jakąś łatkę. Mamy do czynienia ze zjawiskiem dziwnym, niewytłumaczalnym i zachowującym się w sposób taki, którego my w pełni nie rozumiemy. Szkoda rzeczywiście, że to wszystko się skończyło. Sprawa z Góry Świętej Anny była naprawdę interesująca. I tak jak w przypadku Nadarzyc i innych spraw z tej dekady kontrowersji urwała się i nie wiemy, jaki był ciąg dalszy. Panie Bogusławie, chce pan coś dodać jeszcze do tej historii? A może macie w swoich archiwach jakieś podobne wydarzenia?
[01:22:13] - No faktycznie, sprawa z Góry Świętej Anny jest bardzo ciekawa. Bardzo dużo tych wątków, bardzo dużo obserwowanych zjawisk przez Grzegorza Nowaka. Ja może tylko dodam, że osobiście się z nim spotkałem na jednym z forum we Wrocławiu, bodajże w 2010 chyba albo wcześniej, nie pamiętam. Sposób jego relacji, opowiadania, te wrażenia, wszystko jak najbardziej to potwierdzało, że on to osobiście przeżył, że był w to zaangażowany bardzo emocjonalnie. Zresztą po tym całym zdarzeniu w '97 on po kilku latach nie mógł sobie dać rady z tym, że ta sprawa go cały czas dręczyła. Poza tym wiemy wszyscy, w opisach jest, zresztą on sam mówił, miał te wizyty domowe jakiejś postaci z dużymi oczami, z takimi samymi, jak widzieli wtedy na tej Górze Świętej Anny. On na jakiś czas po tym zdarzeniu, chcąc otrząsnąć się z tego, oderwać, wyjechał na kilka lat bodajże do Danii czy do Norwegii za pracą, ale głównie z powodu, jak sam zresztą opowiadał, żeby zapomnieć, oderwać się, zmienić. Ale niestety nie dało to oczekiwanych rezultatów. Ta cała sprawa wlokła się za nim, gdzie by nie był. Kilka lat po tym wydarzeniu, bodajże w 2006 roku zaczynał mieć kolejne niewyjaśnione zjawiska.
Między innymi jak chcieli kiedyś pojechać na dyskotekę wieczorem samochodem, przydarzył mu się taki incydent, że zobaczył parking po drodze i coś mu kazało na tym parkingu się zatrzymać. Nie będę tu może szczegółowo opowiadał tej relacji jego, ale bardzo dużo dziwnych elementów zawierała. Między innymi, że ten parking jakby się nie kończył nigdy. Wyszedł za koniec parkingu i parking się zaczynał na nowo. Poza tym podczas powrotu już do swojego domu dwukrotnie widział postać, która raz prowadziła rower w ciemnym kapturze i gdy się zbliżyli do niej, zaczęła się rozrastać w monstrualnej wielkości, jak on to nazwał, maszynę, bo to nie był człowiek. Coś na podobę naszych dzisiejszych Transformersów. Potem jeszcze drugi raz na jakimś mostku widział tą postać. Także on ciągle w psychice siedzi u niego to zdarzenie, jest to ciągle żywe. On był poddawany regresji hipnotycznej przez pana Kraśnickiego w obecności bodajże JanuszaZagórskiego i w pewnym momencie jego relacja z tego zdarzenia, a konkretnie chodzi o moment, gdy on wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, prawdopodobnie zostaje wzięty, tak przynajmniej wynika z opisu, na pokład statku. On się wybudza z regresji, na co pan Kraśnicki żywo reaguje.
Jest bardzo wkurzony, że pacjent mu się tak zachowuje, co w ogóle nie powinno mieć miejsca u doświadczonego terapeuty. Taki jeden z wątków. Poza tym on jest kierowcą zawodowym, wozi ludzi autobusem, systematycznie jest poddawany badaniom psychotechnicznym, testom. Nic u niego nie stwierdzono, że w jakiś sposób jest psychicznie skrzywiony. Nazwijmy to tak. Jeszcze jeden fragmencik mi się przypomniał z tej opowieści. Jak byli na tej górze, te dwie postacie, które tam wchodziły, były w ubiorze milicjantów ówczesnych. On wtedy poleciał za nimi i chciał ich uwagę zwrócić na to, żeby oni się zainteresowali z kolei tymi światłami. To tak już marginesie. Niemniej jednak uważam sprawę za bardzo wiarygodną.
Na tych forach, na których głosił kilkukrotnie, naprawdę widać było, że to jest relacja od serca, na żywo, z przeżyciami. Być może ktoś, kto słuchał jego bezpośrednich relacji, może odnieść wrażenie, że te relacje są troszkę chaotyczne, trochę jakby nie po kolei. Tak jakby on opowiadał o czymś, o czym wie bardzo dobrze, nie dbał o szczegóły przekazania wątków tej sprawy, szczegółowych. Myślę, że to tym bardziej potwierdza całą prawdziwość i niezwykłość tego wydarzenia. Dzięki.
[01:27:56] - Ja może w zasadzie nie chcę powtarzać tutaj powiedzianych szczegółów. Dodam może, że osoby, które przeżyły spotkanie i to czasami niezależnie od stopnia jego skomplikowania, bardzo często doznają czegoś, co ja osobiście nazywam takim małym oświeceniem. Albo nie bójmy się tego słowa. Takie osoby, być może pod wpływem tego, co wywołuje to zjawisko, ja nie mówię, że to ma źródło kosmiczne, ale w jakiś sposób doznają przewartościowania wewnętrznego i zmiany postrzegania świata. W przypadku pana Nowaka te sprawy były tak bliskie, że rzeczywiście mogło mieć to na niego ogromny wpływ. Szkoda, że z tym został zostawiony sam sobie, ale też nie umiem powiedzieć, czy ktoś umiałby mu pomóc. Oprócz badaczy, oprócz audytorium, które by go wysłuchało, nikt nie znałby remedium na pytania, które się w nim piętrzą. Ja tylko podzielę się trzema uwagami. Pierwsza uwaga jest taka, dwie będą się wiązały z samym przypadkiem. Pierwsza uwaga jest taka, że był tam taki wątek, że pan Nowak widział obiekty, a inne osoby tego nie widziały.
Znam wiele przypadków, gdzie miało miejsce coś podobnego zarówno za dnia, jak i w nocy. Jeden z najsłynniejszych to rok 2007, Dąbrowa Górnicza. W zasadzie droga wiodąca z Dąbrowy Górniczej do Katowic. Sobotnia noc letnia. Pewna kobieta wraca do domu i widzi wpadające światło do niej, do samochodu. Wygląda przez okno, widzi obiekt. Obiekt zdaje się ją ścigać. Ma kolor bardzo intensywnie niebieski. Ona robi wszystko, żeby uniknąć wypadku. Droga jest pusta.
Po czym dzwoni do znajomych, mówi, że widzi UFO. Oni tam nie wierzą. Każą zrobić zdjęcie. Ona próbuje, ale to oczywiście nie jest proste. Po chwili obiekt się oddala. Ona wybiera inną drogę, obiekt leci prosto i kiedy ona wraca do domu, nad jej blokiem ten obiekt jest znowu. I ten obiekt wypuszcza mniejsze sondy. Nikt tego nie widzi, co dziwne. Ja ten przypadek znam bardzo dobrze i jestem w stanie w 100% powiedzieć, że ta osoba nie kłamała, mimo że nie zostało to potwierdzone przez inne osoby, bo to było bardzo późno w nocy. To było około 2 w nocy.
Natomiast to było takie silne przeżycie, że ona bała się wejść. To była bardzo wiarygodna kobieta, która tam była jakby wyrwana z rzeczywistości. Mimo wszystko, że ona to widziała, nie widziały tego osoby obok, prawda? Nie dostałem do tej pory żadnego potwierdzenia od osoby, która by również widziała to zjawisko. Natomiast dla niej to było realne. I to jest pewien paradoks ufologiczny, paradoks rzeczywistości UFO, że te obiekty, ta siła, która za tym stoi, potrafi wyciąć dziurkę w naszej rzeczywistości, wciągnąć tam świadka albo wciągnąć tam jego psychikę i rozgrywa się to na zupełnie innej płaszczyźnie. To jest płaszczyzna nierzeczywista czasami. Dlatego tak trudno to tłumaczyć ludziom. Ktoś powie: „A, to takie jakieś tam bajery są”.Nie do końca. Druga sprawa, o której chciałem powiedzieć tak na szybko, to kwestia coraz większej liczby osób twierdzących, że mają spotkania z istotami, których nie są w stanie jednoznacznie sklasyfikować.
Natomiast te doznania są bardzo kompleksowe. Obejmują w zasadzie to, co u pana Nowaka. Obejmują jakieś przejścia między rzeczywistościami, obejmują jakieś podróże mentalne, świadomościowe. Dobrym przykładem jest książka, która się ukazała niedawno „Kwantowa rzeczywistość”, gdzie pani Danuta Dudzik, mam nadzieję, że ją kiedyś będziemy tutaj gościć, opisuje swoje niezwykłe doznania, czyli obserwacje rzeczywistości nie tylko naszej, ale i paralelnej. Zauważam, że takich osób jest coraz więcej. Zacząłem się zastanawiać, czy ta siła, która stoi za zjawiskiem UFO, wiem, że to nie jest temat na dzisiejszą debatę, ale czy czasami nie wchodzimy w nowy etap, może nie tyle zjawiska UFO, tylko tego, co zawiera w sobie zjawisko UFO, tego całego mechanizmu. Być może niedługo będziemy mieli do czynienia z coraz większą rzeszą osób, które mają podobne doświadczenia co pani Dudzik, co pan Nowak, co dziesiątki innych ludzi. Spotykam taką historię przynajmniej raz na tydzień i to jest dziwne. Kolejna sprawa, która również mnie nurtuje w tym, to możliwość dobrowolnej manipulacji świadomością obserwatora. Dlatego, że pan Nowak rzeczywiście został wciągnięty w tą UFO rzeczywistość i to zjawisko działa tak, że ono wciągając człowieka w tą swoją rzeczywistość, z jednej strony samo się broni przed wykryciem, bo osoba, która o tym opowiada, zaczyna być postrzegana przez innych jako niewiarygodna.
Ostatnia rzecz, o której chciałem wspomnieć w związku z Górą Świętej Anny, to kwestia dwóch postaci, które wyglądały identycznie, które miał obserwować Nowak. Arek Miazga swego czasu wspominał mi o przypadku w Słocinie, który jest bardzo kontrowersyjny, bardzo złożony, jeszcze bardziej złożony niż Góra Świętej Anny. Dzieje się od kilku lat. Nie wiem, czy Arek kiedykolwiek o nim opowie, dlatego, że to jest bardzo trudna sprawa. Natomiast tam takie doświadczenia są udziałem matki i córki, obu bardzo wiarygodnych, z wykształceniem albo inaczej działających w dziale edukacji. Więcej niestety nie mogę powiedzieć o nich. Te osoby mają notoryczne spotkania z UFO oraz coś, o czym powiedziałem wcześniej. Jakieś przebitki innowymiarowe. UFO jest tam dodatkiem do dziwnych doświadczeń, nie zawsze pozytywnych. I w tej Słocinie doszło do takiego incydentu, kiedy to kobiety obserwowały kolejny raz dziwny obiekt.
Tamte obiekty są również widziane tylko dla nich często, bo to nie jest powiedziane, bo ostatnio się pojawiły relacje od ludzi, którzy potwierdzali obserwacje na Słocinie. Tam pojawia się taka relacja, że te kobiety obserwowały dziwny obiekt i w pewnym momencie, bo Słocina to jest dzielnica peryferyjna, one akurat mieszkają tam w pobliżu jakichś łąk i w pewnym momencie obserwując ten obiekt zauważyły, że idzie ktoś do nich. Były trochę przerażone, ale patrzą, a to idzie dziewczyna. Po prostu wyszła stamtąd kobieta, dziewczyna i one się jej pytają, czy ona to widzi. „Jak ty możesz iść stamtąd i tego nie widzisz?”. Przeszła koło nich bez mrugnięcia okiem. Dziwna sprawa. Nie wiem, jak to komentować poza stwierdzeniem, że ten czynnik psychiczny w przypadku spotkań z UFO jest ogromny. Moglibyśmy o tym mówić godzinami. Może kiedyś poświęcimy całą debatę na takie spotkania z dużym ładunkiem skupionym na psychice.
Ale przejdźmy teraz do kolejnej sprawy, bo się trochę rozgadałem. Może niepotrzebnie. Powiedziałem na początku, że dekada kontrowersji wiąże się z dwoma katastrofami UFO, domniemanymi. Pierwsza to były Jerzmanowice, które oczywiście nie były katastrofą UFO w takim powszechnym rozumieniu. Owszem, mógł być to niezidentyfikowany obiekt latający, ale nie pochodzenia sztucznego lub niepochodzący z innej planety. Ale była też sprawa, która przyciągnęła znacznie więcej uwagi. Chodzi o słynne wydarzenie z Węgorzewa, o którym pisał Bronisław Rzepecki. Chodziło o to, w dużym skrócie, że grupa żołnierzy z jakiejś jednostki specjalnej podczas ćwiczeń. To zostało nagłośnione bodajże w „Gazecie Olsztyńskiej" w marcu 1997 roku. Grupa tych żołnierzy znalazła w lesie dziwny obiekt tkwiący w jeziorku lub bagnie.
To, co działo się dalej, było bardzo niesamowite, wręcz momentami niewiarygodne. Oddaję głos panu Bogusławowi, bo to jest przypadek z jego terenu. Panie Bogusławie, jak to było z tym Węgorzewem?
[01:37:26] - Właśnie. Węgorzewo trzeba może na początku dodać toTeren wielkiego poligonu wojskowego, ówczesnego. W tych czasach jest troszkę inaczej, ale na tamte czasy to był jeden z większych poligonów na północnym wschodzie naszego kraju. Jeszcze zanim o szczegółach, to powiem, że sam autor tego opisu, czyli Bronek Rzepecki, sam nie jest pewien, czy samo zdarzenie było wiarygodne, czy może jest to bzdura wyssana z palca i że on tylko przyczynił się do jego rozpowszechnienia. Taką jego refleksję słyszałem, zresztą rozmawiając z nim kiedyś osobiście. Całe zdarzenie zaszło w marcu 1997 roku właśnie na tym poligonie. Taka była kompania rozpoznawcza pułku specjalnego. Ona sobie szła. Wysadzili ich wcześniej ze śmigłowca i mieli dokonać takiego zwykłego rozpoznania w terenie. To było około godziny 17, czyli tak po południu.
Idą sobie tym terenem. Jest ich w sumie 22: 21 żołnierzy i dowódca. I nagle na niebie widzą smugę jasnego ognia z nieba do ziemi, tak jakby coś spadło i zostawiło za sobą taką smugę. Czyli typowy upadek jakiegoś meteorytu z początku czy coś takiego. Najdziwniejsze w tej pierwszej fazie jest to, że to nie oni powiadamiają swoich przełożonych czy też tych, którzy kierowali tymi manewrami o tym, że coś takiego spadło, tylko właśnie od kierownictwa manewrów, od dowództwa dostają polecenie udania się w miejsce, w które prawdopodobnie spadł jakiś obiekt i zostawił ten ślad na niebie. Oni udają się w tamtym kierunku. Idą. Zajmuje im ten marsz około 40 minut, czyli to było dosyć daleko, bo wojskowy marsz zazwyczaj nie jest taki wolny. Docierają na miejsce. Na miejscu okazuje się, że faktycznie w tym miejscu, które było widać końcem tej smugi, która spadała z nieba, w takim niewielkim jeziorku, bajorku leży dyskoidalny obiekt wbity częścią swojej powierzchni w ten muł, w tą wodę, częściowo zanurzony, częściowo na powierzchni.
Nie podchodzą za blisko do tego obiektu. Widzą tylko, że emanuje on taką zielonkawo-żółtą poświatą. Jest częściowo zanurzony w wodzie, ale daje się z grubsza określić jego wymiary, czyli średnicę ocenili na około pięć metrów, a grubość obiektu na dwa metry, czyli spłaszczona mocno kula, owal. Kolor tego obiektu: spotkałem się z opisami, że był srebrny albo nawet koloru czystej rtęci, rtęciowy. Nie wydobywał się tam żaden dym, żaden jakiś szum, syk. Co jeszcze do kształtu obiektu: wystawało z jego powierzchni taki jakby wysięgnik. Może obrazowo, żeby to przybliżyć: jak czasami sobie zakładają skoczkowie spadochronowi taki przedłużacz na hełm, żeby siebie samemu filmować. Coś takiego wystawało z tego obiektu i zakończone to coś było również owalem, ale troszkę innym, podobnym do strusiego jaja, tak jak tu w opisie pan Bronek pisze. I to wszystko sobie leżało w tej wodzie. Oni otoczyli kordonem to miejsce i czekali na dalsze dyspozycje.
Niestety te dyspozycje dopiero zapadły po około sześciu godzinach, bo tam stali od godziny gdzieś powiedzmy 18, a około północy, czyli już jak zrobiło się całkiem ciemno, na miejsce przybyła grupa GROM-u. Nie wiem, czy w tej chwili GROM istnieje, czy nie, ale wtedy specjalna jednostka wojskowa do reakcji terrorystycznych i innych. Panowie się zamienili miejscami, czyli skład GROM-u, żołnierze GROM-u otoczyli ten obiekt. Tamci żołnierze: wsadzono ich do helikoptera i kazano odlecieć, wracać do jednostki, do swojego miejsca zakwaterowania. I tutaj w zasadzie cały ślad informacji o tym, co się dalej z tym obiektem stało, się urywa. Stąd można wnioskować, że świadkiem opisu tego był jeden z tych żołnierzy, których potem oddelegowano po tymPo zamianie miejsc z Gromem. Nie wiadomo, co się stało z tym obiektem, czy go przetransportowano, w które miejsce zabrano. Sprawa bardzo dociekliwie badana przez Bronka. Niestety większych informacji po takim czasie zwłaszcza nie mamy. Chociaż z lat sąsiednich, to było akurat w 1997.
Trzy lata wcześniej, w roku 1994 w Rudziskach, to jest niedaleko Węgorzewa. Z kolei pogranicznik, który tam pracował na granicy zauważył wielką choinkę, jak on to nazwał, ze świecącymi się lampkami wielkości około 100 metrów wiszącą i zapalającą się nad horyzontem, która po jakimś czasie zgasła. On z racji swojego zawodu chciał się dowiedzieć, czy jego koledzy pogranicznicy po drugiej stronie granicy, czyli Rosjanie coś widzieli. Niestety nie uzyskał żadnych informacji i na tym się również jego relacja urywa. Jest o tym krótka wzmianka w Gazecie Olsztyńskiej z 1994 roku. To w zasadzie obserwacja jednego świadka. Tyle w sumie na temat tej relacji. Nie mam więcej informacji, co tam dalej nastąpiło. Czy ten obiekt był znaleziony? Jakie były jego losy?
Nie udało się dotrzeć, mimo że po latach próbowaliśmy na swoim terenie coś zrobić, dowiedzieć się. Muszę powiedzieć, że niektórzy nie kojarzyli takiej sprawy. Pytali się, skąd ja mam takie informacje. Niestety tak to się zakończyło.
[01:46:06] - Dziękuję za wyczerpującą relację. Damianie, co byś dodał do tego? Jakiś komentarz do sprawy węgorzewskiej katastrofy domniemanej?
[01:46:17] - Ja osobiście sprawy Węgorzewa przede wszystkim znam tylko i wyłącznie z relacji, z artykułu Bronisława Rzepeckiego, który tą sprawę pilotował, prowadził i który miał kontakt z jedynym informatorem, zdaje się całej tej sprawy. Ja osobiście do spraw katastrof UFO przejawiam programowy sceptycyzm. Dla mnie generalnie zawsze tego rodzaju zderzenia po pierwsze są kontrowersyjne, to na pewno, ale przede wszystkim po drugie mają dużo luk takich, które bardzo często albo wypaczają całą historię, mają swoje logiczne wyjaśnienia, bądź też stawiają sprawę w zupełnie innym świetle niż takim, jak często prasa ufologiczna stara się przedstawiać różnego rodzaju zdarzenia, Roswell przykładowo. Mamy polskie katastrofy, jest ich niewiele. Jednym z nich jest Węgorzewo. Sprawa jednak dla mnie ma kilka słabych punktów. Przede wszystkim to, że tak naprawdę wyciekła tylko z jednego źródła, anonimowego źródła. Nie wiemy, kim był pan, który nawiązał kontakt z panem Bronisławem Rzepeckim. Możemy tylko i wyłącznie spekulować, czy faktycznie był świadkiem tych wydarzeń, czy też po prostu wyssał sobie z palca całą historię. Druga rzecz, w samej historii pojawiają się kontrowersyjne rzeczy, jak chociażby to, dlaczego jednostki wojskowe mając na radarze obiekt, który domniemanie gdzieś spadł i spadł na terenie jednostki wojskowej, wysyła zwykły pułk do przejęcia, przechwycenia tego obiektu i że tak powiem kolokwialnie przypilnowania go na czas przybycia specjalnych jednostek.
Ten wątek całej historii wydaje mi się trochę słaby. Druga kwestia taka, że przecież jak wynika z historii, pułk specjalny, który pilnował tego obiektu przez kilka godzin, nie posługiwał się prawdziwą bronią palną. Oni mieli tak naprawdę broń palną wyposażoną w ślepaki. Skoro otrzymali rozkaz pilnowania obiektu przed niepostronnymi gośćmi, to tak naprawdę czym mieli bronić tego obiektu? Ślepakami? Sprawa trochę dziwna. Druga rzecz, dlaczego trwało tak długo zorganizowanie jakiejkolwiek ekipy specjalnej, która przybyła na miejsce zdarzenia i przejęła obiekt? Przecież jak wynika to z treści historii, to trwało aż sześć godzin. To trochę organizacyjnie kiepsko wypada. Jeśli tak mają odbywać się przechwycenia domniemanych obiektów UFO na terenie Polski, to polskie wojsko chyba blado wypada na tym tle.
Reasumując te wątki, dla mnie tą sprawę przedstawiają w bardzo słabym świetle i ja odnoszę się bardzo sceptycznie do historii Węgorzewa, jak i w ogóle jakiejkolwiek katastrofy UFO, czy to z Polski, w ogóle ze świata, bo te historie wypływają. Pewnie jeszcze usłyszymy nie raz o różnych historiach, być może nawet WęgorzewoZa parę lat może otrzyma jakieś swoje drugie dno, może się pojawi drugi świadek, ale cóż z tego? W dalszym ciągu to będzie historia, którą możemy potraktować jako ciekawostkę i nic więcej.
[01:49:56] - Dziękuję. Tutaj nie można dodać wiele do tej sprawy niż to, co padło. Nie będę się powtarzał, nie będę zabierał nam cennego antenowego czasu. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Słucha nas teraz ponad 200 osób. Tym, którzy dołączyli się niedawno zdradzę, że odsłaniamy dzisiaj kulisy najciekawszych wydarzeń z lat 90., z których wiele pewnie nie znacie. Jest z nami dzisiaj Bogusław Zabielski z WNGU oraz Damian Trela. Panowie, kolejna sprawa z lat 90. W zasadzie z przełomu lat 80. i 90., bo ona w latach 90.
zyskała uwagę. Zofia Namlik. Kobieta twierdząca, że została wielokrotnie uprowadzona na pokład owcego obiektu, gdzie wszczepiono jej dziwny implant. Sprawa zaczęła się w roku 1986 w Wolsztynie. W okolicach w zasadzie. Tam pani Zofia wybrała się z mężem, panem Andrzejem, na grzyby. To było w październiku i w pewnym momencie usłyszeli dziwny dźwięk, będąc w lesie. Pomyśleli, że to piła motorowa, jednak kiedy się rozdzielili, pan Andrzej usłyszał krzyk. Przybiegając na miejsce zobaczył oddalającą się dziwną postać. Pani Zofia powiedziała mu, że to był jakiś stwór przedziwny o smoliście czarnych oczach, który miał na nadgarstkach, na przegubach wiry, coś, co ją hipnotyzowało.
Kolejna rzecz z jej udziałem miała stać się rzekomo w 1992 roku. Kobieta twierdziła, że miała zostać abdukowana, wzięta na pokład obiektu UFO, gdzie zostało jej coś wszczepione i ona czując się źle od tego czasu, mając migreny oraz przeżywając w domu dziwne incydenty związane na przykład z zatrzymaniem się urządzeń elektronicznych czy z powodowaniem zaburzeń takich urządzeń w jej okolicy, czy też z wyczuwaniem czyjejś obecności w domu. Ona udała się do lekarza, bojąc się, że coś może dziać się z jej zdrowiem i kiedy wysłano ją na badanie, okazało się, że prześwietlenie wykazało w jej głowie dziwny obiekt. Prawdopodobnie implant. Tak myślano. Tak myślał między innymi Kazimierz Bzowski, który się tym zajmował. Ten implant znajdował się w takim miejscu, jak stwierdza tutaj orzeczenie lekarza, który wykonał to badanie, że zagrażał jej zdrowiu. Ale potem stało się coś dziwnego z przypadkiem pani Namlik, który był i mógł być przełomowym w historii wszystkich abdukcji. Dlatego, że my kiedyś opowiadaliśmy o implantach wyciąganych z ciał ofiar przez między innymi doktora Leira, ale mało kto z ofiar posiadał udokumentowany implant w części ciała innej niż ręka i noga. Pani Zofia Namlik miała go prawdopodobnie w głowie i był to obiekt stały o geometrycznych kształtach.
A potem stało się coś tak dziwnego i tak nieoczekiwanego, że ta sprawa również się skończyła. Tak jak na Darzycy, tak jak w Węgorzewie i wszystkich, o których mówiliśmy. Damianie, jak podchodzisz do tej kwestii? Czy to była abdukcja, czy to była kolejna z dziwnych opowieści snutych przez świadków?
[01:53:49] - Myślę, że bardziej bym się przechylał do tej drugiej wersji. Ja bardzo entuzjastycznie do przypadku pani Zofii Namlik nie podchodzę osobiście. Nigdy nie miałem z nią styczności. Znam jej historię z ankiet, które przeprowadzali moi koledzy z klubu LKPN Kontakt kiedyś z nią. Znam historię też oczywiście z treści różnych artykułów. Historia wielowątkowa, rozbudowana. Tak moglibyśmy potraktować przypadek Zofii Namlik jako ten wyjątkowy, spektakularny, bo wszak mamy do czynienia tutaj z rzekomym implantem bądź czymś mechanicznym, co zostało niby domniemanie wykryte w głowie pani Zofii Namlik, co miały niby potwierdzać zdjęcia rentgenowskie. Tylko właśnie kwestia tych zdjęć. O ile dobrze pamiętam, pani Zofia Namlik otwarcie mówiła o tym, że wykryto u niej implant. Ta informacja padała wielokrotnie, jak pamiętam w prasie świbodzkiej, bo z tej miejscowości pochodzi i dalej mieszka pani Zofia Namlik, ale z tego, co kojarzę, to nigdy tak naprawdę chyba nie udostępniała publicznie tych zdjęć rentgenowskich.
Sprawą, jak wiem, interesował się Kazimierz Bzowski. Pani Zofia Namlik kilka razy gościła u niego w Warszawie. Były przeprowadzane różne seanse, może nie hipnotyczne, ale takie właśnie dosyć kontrowersyjne, bo Kazimierz Bzowski miał takie bardzo specyficzne metody badawcze właśnie takich przypadków jak Zofia Namlik, bo on się posługiwał łysikiem Begera właśnie przy wykrywaniu domniemanych implantów w głowie, czy też w innych częściach ciała świadków, co dla mnie dosyć było takie trochę dziwne i naciągane, bo w jaki sposób miał w ten sposób stwierdzić obecność implantu? Z tego, co mi wiadomo, pani Zofia Namlik była oporna dosyć na aparaturę pana Kazimierza Bzowskiego, bo za każdym razem twierdziła, żeWidzi swoją obecność, widzi w miejscu przeprowadzania tych eksperymentów jakieś postacie, czy też słyszała głosy, które zakazywały jej brania udziału w tym eksperymencie i ona za każdym razem wychodziła z płaczem, z histerią. W ogóle te wątki, które coraz bardziej rozbudowywały historię Zofii, przebijały się przez jeszcze parę lat w prasie regionalnej przede wszystkim, bo tylko w zasadzie ta najbardziej się interesowała przypadkiem pani Zofii Namilk. Te historie później same sobie zaprzeczały, bo pani Zofia później, po latach prawie w ogóle nie wspominała o historii z lat 80., kiedy miała bliskie doświadczenie. Mówiła o tym, że tak naprawdę wszystko się zaczęło z początkiem lat 90. A jak wiemy, pierwszą prawdopodobnie historią, którą możemy wiązać z UFO, jest właśnie to zdarzenie z 1986 roku. Ona później już tylko się skupiała na tych swoich wzięciach z początku lat 90. Wspominała też bardzo często, jak dziennikarze, niektórzy ją odwiedzali w jej domu, o tym, że ona w tym momencie widzi na przykład jakąś postać sferyczną, która ją odwiedziła i która w tym momencie im mówi, że ona nie może więcej nic powiedzieć, więc dziennikarze muszą opuścić jej pomieszczenie.
Dochodziło do takich kuriozalnych sytuacji. Okej, możemy założyć, że tak faktycznie się dzieje. Zjawisko UFO jest bardzo wielowątkowe, rozbudowane i może się tak dziać, że niektórzy obserwują coś, natomiast inni tego nie widzą, gdyż wszystko rozgrywa się na płaszczyźnie świadomości. Ja jednak uważam, że w przypadku Zofii Namilk jest wiele naciąganych historii, które po prostu pani Zofia sobie świadomie bądź też nieświadomie rozbudowała. Albo inaczej, może faktycznie jakieś ziarenko prawdy jest w tej całej historii, natomiast pani Zofia poczuła parcie na sławę w związku z tym, że jej historie znalazły jakieś zainteresowanie dziennikarskie i zaistniała w prasie, to myślę, że na kanwie tego coraz bardziej rozbudowała tę historię, opowiadając przeróżne niezwykłe historie. Nie wiem, na ile jest wiarygodna historia dotycząca implantu. Trudno mi się na ten temat wypowiadać, ale wydaje mi się, że nie jest do końca aż tak wiarygodna, jak byśmy tego chcieli. Druga sprawa, sprawa się urwała. To jest ciekawe. Sprawa się urwała, bo pani Zofia Namilk przestała opowiadać swoje ciekawe historie.
Ale jak wiemy, pani Zofia Namilk mieszka dalej w Świebodzicach. Ma się bardzo dobrze, prowadzi nawet własną stronę internetową. Jest certyfikowanym energoterapeutą, a więc zaczęła zarabiać jakieś pieniążki z tytułu prowadzonych swoich działalności bioenergoterapeutycznych. Zresztą ten wątek dotyczący bioenergoterapii pojawił się w historii pani Zofii Namilk. Ona twierdziła, że po bliskich spotkaniach z UFO zaczynała mieć właściwości uzdrawiające i zaczęła leczyć ludzi. Z tego tytułu zaczęła brać pieniążki. O ile mi wiadomo, niemałe. Cieszyła się w jakimś stopniu przez jakiś czas uznaniem w Świebodzicach i okolicach swoich z tego tytułu. Nie wiem, na ile były skuteczne jej leczenia, ale później, o ile dobrze pamiętam, ludzie już trochę zaczęli patrzeć na nią z dystansem, na to, co robi. Wiem, że działa dalej, ale nie chwali się już za bardzo historiami dotyczącymi jej spotkań z UFO.
Wręcz chyba mam wrażenie, że unika tych historii. Tak więc sprawa pani Zofii Namilk jest, powiedziałbym, troszeczkę zmyślona raczej. Raczej tak.
[01:59:45] - Dziękuję. Wydaje mi się, że sprawa była podejrzana. To znaczy ona była bardzo ciekawa, kiedy pojawiła się w mediach i dotyczyła tych dwóch głównych incydentów, o których mówiłem, czyli historii o wydarzeniu w lesie, jednym i drugim. Równie ciekawe było zdarzenie z implantem. Natomiast kiedy okazało się, że on w magiczny sposób znikł z jej głowy, gdzieś się ulotnił, to stało się już troszeczkę, nie powiem, dziwne ani podejrzane, ale takie jakieś wzbudzające poważne wątpliwości. Panie Bogusławie, jak pańskim zdaniem było ze sprawą Namilkowej?
[02:00:36] - Ciężko powiedzieć, jak było naprawdę. Myślę, że właśnie większe zaciekawienie i zainteresowanie całą sprawą budzi to spotkanie istoty w lesie o tym dziwnym wyglądzie i działającej na nią jakimś rodzajem hipnozy czy czegoś, które miała na rękach u siebie. Potem ta historia trochę traci na swojej niezwykłości. Odnalezienie tego implantu na tomografii komputerowej być może jest tutaj jakimś też niezwykłym wydarzeniem, ale zastanawia to nagłe urwanie całej sprawy, że mieliśmy implant, mamy zdjęcia, widzimy go, możemy coś się domyślać o nim i nagle nie ma go. Nie ma go i nie ma sprawy. Myślę, że tak to się zakończyło. Wraz ze zniknięciem implantu zniknęła cała sprawa. A to, że odkryła w sobie zdolności
[02:01:49] - Jakieś leczące ludzi. Być może jest jej jakimś subiektywnym odczuciem. Nie wiem, trzeba by było to w jakiś sposób potwierdzić, chociaż przez paru uleczonych. Dziękuję.
[02:02:09] - Tak. Dziwne jest to, że ona nigdy nie powróciła do tego tematu, mimo faktu, że rzeczywiście mogła to zrobić. Miała jakieś możliwości. Nie zostało to potwierdzone, a moim zdaniem ktoś, kto aspiruje do czegoś takiego jak bycie przypadkiem o międzynarodowym znaczeniu, jak powiedziałem na początku, powinien to jakoś kontynuować, nawet wyjaśnić rodzące się wątpliwości. Tutaj tego nie mamy. Trudno zrzucić wszystko na magicznie działające istoty. Na to, że coś było i nie ma. I to jest na pewno sprawa ich, a jak nie ich, to tamtych lub tych. Zwykle tak to wygląda. Szkoda, jak mówiłem.
Nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa i wydaje mi się, że ufologi czasem o tym zapomina. Dobrze, że to tak może się skończyło. Nie zakończyło się na samej historii o spotkaniu w lesie, ale oczywiście musimy pamiętać o tym, że zawsze w tych doświadczeniach, ponieważ one wywołują u ludzi szok i przemianę, zawsze może tkwić jakieś ziarno prawdy. Nie wszyscy zareagują jednakowo, nie wszyscy będą drążyć i dążyć do ujawnienia prawdy czy zgłębienia tych doświadczeń. Niektórzy po prostu zechcą na tym zarobić albo jakoś ulepszyć swoją opowieść na tyle, żeby zyskać w oczach innych. To się też często zdarza. Nie zawsze, ale czasami. Panowie, otrzymaliśmy mnóstwo pytań od słuchaczy. Zostało nam jeszcze jedno pytanie z listy. W międzyczasie wyrównaliśmy rekord słuchalności.
Czy wśród tych przypadków z lat 90. są takie, które są jeszcze godne poruszenia? Coś z waszego archiwum, coś, o czym nie mówiliśmy, a powinniśmy. Albo coś, co jest nieznane, a powinno zyskać uwagę. Damianie?
[02:04:23] - Jest kilka takich spraw. Trudno tutaj przedstawić wszystkie. Zależy, o jakich mówimy spotkaniach według naszej klasyfikacji ufologicznej. Jeśli mówimy o bliskich spotkaniach trzeciego stopnia, to patrząc na lata 90., już wtedy było coraz mniej tych spotkań. Był przypadek Zofii Nami, który pozostaje kontrowersyjny, ale tak naprawdę zdarzeń bliskich spotkań trzeciego stopnia ubywa. Nie ma ich już tyle w annałach ufologicznych, co w poprzednich latach. Latach 80. czy 70., o których szeroko rozpisywał się Bronisław Rzepecki czy Krzysztof Piechota. Przychodzi mi na myśl jedno zdarzenie z tego okresu. To Krosno Odrzańskie, o którym wspominałem też tutaj na niektórych debatach.
Zdarzenie bardzo ciekawe, o troszeczkę dużym współczynniku niezwykłości. Dotyczy jednego świadka, ale to bardzo często się tak zdarza, że tak naprawdę te niezwykłe zdarzenia o takim sensacyjnym podłożu zwykle są obserwowane właśnie przez pojedyncze osoby. Tak pokrótce tylko wspomnę, że zdarzenie miało miejsce w 1990 roku niedaleko Krosna Odrzańskiego, dokładnie w pobliżu miejscowości Brzózka. Pewien świadek, mieszkaniec Żabna, miejscowości położonej niedaleko Bolatowa, gdzie rozgrywało się wiele ciekawych wydarzeń o podłożu ufologicznym przez wiele lat. Właśnie wracał wtedy z Niemiec do siebie do domu i tam zatrzymał się na chwilę, aby odpocząć. Znalazł się akurat w pobliżu takiej łąki koło lasu i tam przepływała rzeka. Nad tą rzeką nagle zobaczył obiekt, który znajdował się w pobliżu rzeki. Stał w miejscu i obok tego obiektu zobaczył kilka bądź kilkanaście istot humanoidalnych, które krzątały się wokół tego obiektu. Jak twierdził, były niewielkiego wzrostu. Miały gdzieś około metra trzydziestu wzrostu, mniej więcej, ale wyglądały bardzo dziwnie.
Ten wygląd właśnie tytułuje tą sprawę jako taką niezwykłą, bo wyglądały troszeczkę jak jakieś roboty. Miały bardzo krępą sylwetkę ciała. Były wypchane jakby workiem. Ich ręce były takie trochę wężowate, elastyczne wręcz. Niektóre z tych istot podchodziły do rosnącej w pobliżu roślinności. Miały w ręku jakiś taki dziwny przedmiot, którym jakby schylały się i jakby prowadziły jakieś badania, czynności badawcze. W ogóle na głowie miały taką dziwną maskę spawalniczą, wyglądającą jak maska spawalnicza. Nogi też wyglądały dziwnie w przypadku tych istot, bo one były połączone ze sobą i według świadka tak naprawdę nie poruszały się w sposób normalny, tylko jakby podskakiwały, czyli wykonywały takie dziwne ruchy. Mnie się to zdarzenie bardzo skojarzyło z takimi przypadkami znanymi jak właśnieW Czuchnowie zdarzenie polskie bliskiego spotkania trzeciego stopnia czy też Pascagouli. Tutaj ten wygląd i zachowanie tych istot było bardzo podobne, analogiczne.
On obserwował te istoty przez może minutę, dwie minuty i w pewnym momencie stracił przytomność. Kiedy się ocknął, to już tam nic nie było widać. Tak więc był taki missing time w tym zdarzeniu, ale dla mnie jest to jedno z ciekawych zdarzeń z mojego osobistego archiwum z lat 90. Bliskich spotkań jest sporo. Trudno tutaj omówić wszystkie przypadki. Może przy okazji innej debaty ufologicznej możemy o nich podyskutować.
[02:08:41] - Dziękuję. Panie Bogusławie, czy w archiwum BMG jest jakaś sprawa z lat 90., która wymaga jeszcze ujawnienia z tej racji, że może niewiele osób o niej słyszało?
[02:08:56] - Może nie do końca z lat 90. Pójdziemy dalej, do roku 2001. Co byście państwo powiedzieli, gdy nagle w cywilizowanym świecie, normalnym mieście wojewódzkim w radiu podają komunikat, że u zbiegu ulic takich a takich wylądował srebrzysty spodek? Co się dzieje? Jako mieszkańcy Olsztyna kto mógł i kto żyw dawał biegiem w to miejsce, gdzie niby miał ten spodek leżeć. Zdarzenie faktycznie miało miejsce. To było 23 sierpnia 2001 roku w Olsztynie, na zbiegu ulic Kościuszki i Niepodległości, niedaleko Domu Harcerza, jeśli ktoś z Olsztyna mnie słucha. Faktycznie, co się okazało? Teren ogrodzony taśmami biało-czerwonymi. Dwa samochody wojskowe, stare, do tego żołnierze, tylko troszkę inni.
Inność polegała na tym, że na przykład dół od spodni od moro, a góra od wyjściówki czy z kolei czapka od moro, a ubiór zwykły. Pasy jakieś takie też dziwne. Broń mieli, co prawda. Nie wiem, czy to były atrapy, czy to były prawdziwe kałasznikowy. I co się dzieje? Sensacja. Samochody ustawiają się, gdzie tylko można na ulicy. Jest zablokowany ruch. Pojawia się policja. Radio nasze lokalne jeszcze dolewa oliwy i mówi, że za chwilę na miejscu pojawi się ekipa chemiczna w celu zbadania zagrożenia środowiska i tak dalej.
Ten obiekcik sobie leży. Jest to typowy spodek srebrzysty o średnicy około trzech metrów i wylatuje z niego niewielki dymek, jakby po jakiejś awarii zaczął się palić czy coś takiego. Oczywiście bliżej nikt nie może podchodzić. Ludzie robią masę zdjęć. Ja osobiście na miejscu też się pojawiłem, chociaż już trochę to trwało, bo to było od godziny 11:00 w dzień. Ja się pojawiłem po około półtorej godziny. Nie wiem, czy trafiłem na zainscenizowaną scenkę, czy to było faktycznie, bo ktoś, kto robił zwykłym aparatem, jeszcze wtedy na klisze były aparaty, zdjęcia z mostu znad Łyny, zdjęcia tego spodka. Dolatuje do tego faceta dwóch tych wojskowych przebierańców. Wyrywa mu aparat, wyciąga kliszę, prześwietla i aparat mu oddają, ale tylko jednemu. A obok jest kilkunastu fotografujących jeszcze.
Sprawa jest coraz bardziej ciekawa. W międzyczasie pojawia się policja, tak jak mówiłem. Ale policja dziwnie nie jest zainteresowana samym obiektem, tylko tym, gdzie parkują ludzie i wlepia wszystkim stojącym mandaty, bo stają na zatoczkach autobusowych, na chodnikach, gdzie popadnie. Wiadomo, każdy żądny sensacji. W pewnym momencie odpala jeden z tych wojskowych starów silnik, podjeżdża tyłem, wyskakuje ze środka trzech czy czterech tych niby wojskowych. Szybkim, sprawnym ruchem ładują ten spodek na pakę. Chyba nie był zbyt ciężki, bo nawet nie przykładali się specjalnie, bo widziałem sam ten moment, że jak walnęli to na skrzynię, to zapinają burtę, opuszczają płachtę z tyłu, wyjeżdżają na ulicę i gdzieś znikają w kierunku jednostki wojskowej na Pstrowskiego. Co się okazuje? Że radio RMF w ramach jakiejś akcji promocyjnej szukania szpiegów, kiedyś taka była audycja, ktoś się miał gdzieś chować na terenie miasta, a wszyscy inni mieli go namierzyć i zyskiwał jakieś punkty czy pieniądze. Nie wiem dokładnie, jak tam było.
Niemniej jednak, jak się stało wśród tych ludzi, którzy to obserwowali, patrzyli na ten spodek, na tych żołnierzy. Reakcje przeróżne, od zatrważających, przerażających po sceptyczne, aż do zwykłego normalnego śmiechu z całej sprawy.Na koniec może tylko dodam jeszcze, że sama gazeta wykorzystała tytuł „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” i zatytułowała cały artykuł „Bliskie spotkania z mandatami”.
[02:14:22] - Widać pomysłowość ludzka nie ma granic. Ja natomiast chciałbym dodać od siebie historię z lat 90. z mojego regionu, z mojego miejsca zamieszkania. UFO nad zamkiem olsztyńskim. Bardzo fajna sprawa, zapomniana i szczerze mówiąc ona nawet nie jest znana tutaj, dlatego, że te osoby, które to miały widzieć, podejrzewam, że widziało ich więcej, nie ujawniają się, nie chcą o tym rozmawiać. Zamek Olsztyn wiele osób może kojarzy. Jeżeli nie, to polecam zobaczyć. Ja mieszkam bardzo niedaleko. Jak ktoś przyjedzie to mogę pokazać. Tam w listopadzie roku bodajże 1996 pewną osobę, która mieszkała dość blisko ruin, zbudziło światło i ta pani zobaczyła jakieś światło, które znajdowało się na stoku góry zamkowej.
To światło się przemieszczało, robiło jakieś dziwne ewolucje, potem zniknęło, schowało się i ona obudziła syna. Oboje to obserwowali. Dość intensywne to było zjawisko. Potem znikło. Inny obiekt albo ten sam miał być widziany koło tak zwanej baszty kwadratowej. I tu jest taka ciekawa relacja, że obiekt był kulą, natomiast tak jakby miał na powierzchni narysowane takie, albo jakby był otoczony drucikami żarzącymi się. Przypominało mi to bardzo relację słynną z okolic Tropów Sztumskich, o której mówiliśmy w debacie poświęconej UFO w PRLu, gdzie tam obiekt zatrzymał wtedy, pamiętamy karetkę, w której jechała ekipa medyczna wraz z ciężarną kobietą. Ten obiekt wyglądał podobnie. Potem wystrzelił i zniknął. Poleciał w stronę mojego domu.
Ponoć. Ja się wtedy jeszcze nie zajmowałem tak dokładnie ufologią. Sprawa została zbadana między innymi przez Roberta Leśniakiewicza, ale ja bym dodał tylko tyle, że to nie była pierwsza i nie była ostatnia obserwacja dziwnego obiektu w tym miejscu w okolicach zamku olsztyńskiego. Ja pamiętam krążące się czasami dziwne pogłoski. To zwykle się rozbijało. To było w latach 90., kiedy miały tu miejsce jeszcze międzynarodowe pokazy ogni sztucznych i laserów. Pamiętam, jak raz rozniosła się plotka. Oczywiście ona nie została przez nikogo potwierdzona. Nie dotarłem do żadnych informacji nigdy, do osób, które miałyby to widzieć. Po tych pokazach zostawały zwykle tony śmieci i pamiętam, że była taka opowieść o ludziach, którzy mieli sprzątać te śmieci, że widzieli przelot jakiegoś dziwnego, niezidentyfikowanego obiektu.
To też było w latach 90. To znaczy to się zdarzyło w latach 90. Ja otrzymałem tą relację dużo później, całkiem niedawno. Bardzo krótka sprawa. Też przelot obiektu, tym razem trójkątnego, bardzo blisko nad znajdującym się tam pod zamkiem Olsztynem. Co ciekawe, to była obserwacja dokonana we mgle. Dość rzadko się zdarza. Także zwróciłbym uwagę na to anomalne miejsce na mapie Polski. Nawet podzieliłem się tym ostatnio z Darkiem Miazgą, że w okolicach Gór Sokoli, zamku olsztyńskiego odkryłem co najmniej kilkanaście miejsc, gdzie dochodziło do takich zdarzeń. Myślę, że każdy, kto poszuka w swoim regionie, w swoim miejscu zamieszkania, również odkryje takie historie.
Ale to tyle z naszej listy pytań. Nadeszło natomiast dużo ciekawych-
[02:18:39] - Piotrze, taka prośba, bo Damian zasygnalizował przed debatą, że ma ograniczony czas.
[02:18:45] - Tak. Jeszcze parę minut dam.
[02:18:47] - Żeby mógł jeszcze podsumować i się pożegnać.
[02:18:50] - Damianie, mam pytanie do ciebie. Pojawiło się pytanie o przypadkach masowych, gdzie świadkami było kilkadziesiąt osób. Pamiętam, że wspominałeś w jednym ze swoich artykułów o serii obserwacji dziwnego obiektu właśnie na początku lat 90. Dokładnie nie pamiętam, jak to było, ale czy mógłbyś się jakoś do tego odnieść? Bo pamiętamy, że lata PRL-u to były często masowe obserwacje i one się też częściowo przeniosły na te 90., a potem zniknęły. Czy przypominasz sobie takie zdarzenie? Masową obserwację w kilku miejscach, w kilku regionach obiektu NOL?
[02:19:36] - Przypuszczam, że chodzi tutaj o takie słynne zdarzenie z 5 listopada 1990 roku. W zasadzie to była masowa obserwacja nie pojedynczego obiektu, ale kilkudziesięciu, nawet kilkuset różnych obiektów, które przemieściły się prawie przez całą Polskę, przez całe terytorium Polski, z południowego zachodu na północny wschód.Ja w swoim archiwum mam bardzo wiele relacji właśnie z tego okresu z Dolnego Śląska, bo na obszarze Dolnego Śląska było takie silne ognisko obserwacji tych obiektów. Ale w ogóle skala tego zjawiska z 5 listopada miała szerokie spektrum, bo prawie identyczne obiekty obserwowano również w wielu innych krajach, w tym czasie nad Europą, między innymi we Francji, a także w Portugalii i Hiszpanii. Tak więc była to naprawdę masowa obserwacja. Takich zdarzeń to już naprawdę można powiedzieć, nie ma w ogóle w naszych annałach ufologicznych, a jak wiemy, było wiele takich masowych obserwacji jeszcze w latach 80. A to zdarzenie jest wyjątkowe pod tym względem, że wszystkie te relacje, które mi są znane, dotyczą, a możemy domniemywać, że zdarzenie to było na pewno spektakularne, bo coś ewidentnie przeleciało prawie przez pół Europy. I wszystkie relacje, jakie znamy, pochodzą z relacji cywilnych. Nie mamy żadnych relacji wojskowych z tego okresu, z tego dnia. Około godziny 19 przyleciały obiekty. Najpierw były to pojedyncze punkty świetlne, z takimi ogonkami, czyli wyglądało to troszeczkę jak kometa.
Później za tymi obiektami wielu świadków widziało już takie formacje, czy to dwóch, czy też trzech obiektów. Niektóre formacje tworzyły formę trójkątów, kwadratów, a nawet jakichś takich pierścieni. A więc coś naprawdę spektakularnego. I to była pierwsza faza tej obserwacji. Po tym niektórzy świadkowie, ale to już tylko niektórzy, przynajmniej z rejonu Polski, donosili o pojawieniu się zaraz za tymi obiektami takich dużych obiektów cigaro-kształtnych o naprawdę olbrzymich rozmiarach. Niektórzy świadkowie donosili nawet, że te obiekty mogły mieć ponad 100 metrów długości. I co ciekawe, ja znam tutaj relację z Legnicy, bo właśnie w Legnicy bardzo dużo relacji z 5 listopada wpłynęło. Relacje z osiedla Piekar, gdzie dwóch świadków, niezależnych co ciekawe, obserwowało właśnie te obiekty, takie gigantyczne, które jakby wieńczyły całą tą formację. Oni opisali te obiekty niemalże identycznie jak obiekty, które widziano również w takim samym charakterze nad Francją. I rozbieżności czasowe między pojawieniem się tych obiektów w Polsce, nad Legnicą chociażby, a tymi relacjami z Francji to w zasadzie kilkadziesiąt minut, bo obserwacje w Polsce miały miejsce o 19 mniej więcej 15, 20, a po godzinie 18 obserwowano je nad Francją i obiekty wyglądały prawie że identycznie.
Leciały dosyć nisko nad ziemią i wysyłały w ziemię takie reflektory światła. Coś spektakularnego, coś naprawdę sensacyjnego, można powiedzieć. Ja do tego zdarzenia z 5 listopada mam duży sentyment, bo kiedy w ogóle zainteresowałem się ufologią, kiedy zacząłem czynnie działać z ramienia właśnie legnickiego klubu, w zasadzie pierwszą ankietę ufologiczną, jaką zrobiłem właśnie ze świadkiem, to był świadek 5 listopada '90 roku. Także mam do tej sprawy duży sentyment, a relacji naprawdę było bardzo dużo. Zresztą nawet Arek Miazga ma w swoim archiwum też kilka takich przypadków z 5 listopada, bo to zjawisko było też obserwowane na Podkarpaciu, na obszarze Podkarpacia, więc nie tylko i w innych częściach Polski. Podobno są też relacje z obszaru kaliningradzkiego. Nie wiem, ile w tym jest prawdy. W każdym razie relacje dolnośląskie są bardzo ciekawe. Samych takich obserwacji zarejestrowanych w klubie LKZ Kontakt jest bodajże około 40 i w wielu kwestiach te relacje się bardzo pokrywają. Są takie bardzo charakterystyczne.
Także to jest jedna z wyjątkowych, takich masowych obserwacji, które ja mam zanotowane w swoim archiwum.
[02:24:24] - Damianie, jakbyś już tak na koniec swojego udziału w debacie podsumował te lata 90. Czy coś z tych przypadków, o których mówiliśmy, jest godne uwagi? Jest godne dalszego zgłębiania, jest godne dalszych studiów, czy jakkolwiek to nazwiemy. Choć musimy zdawać sobie sprawę, że raczej nie dotrzemy do sedna spraw takich jak Nadarzyn czy Jerzmanowice. Jak widzisz te lata 90? Czy było wtedy w ufologii lepiej, czy teraz jest lepiej?
[02:24:59] - Jeśli mówimy o samych sprawach, relacjach, o których dzisiaj dyskutowaliśmy, to myślę, że te sprawy w wielu kwestiach utknęły w martwym punkcie i na pewno albo bardzo prawdopodobne jest to, że już niewiele możemy na ten temat cokolwiek więcej powiedzieć. Może jakimś cudem w niektórych zdarzeniach gdzieś tam jakieś informacje wypłyną na światło dzienne po latach, choć osobiście wątpię, jak w przypadku chociażby Nadarzyc. No cóż, zobaczymy. Może kiedyś, jakby otworzyli akta MON-u, może byśmy się dowiedzieli coś więcej na temat Nadarzyc. Na razie tylko możemy bazować na tym, co wiemy, ale lata 90. dla mnie są szczególne. Jak już wspomniałem, koniec lat 90. ja sam aktywnie zacząłem działać na poletku ufologicznym. To raz. A dwa uważam, że generalnie w tym okresie jeszcze działo się dużo dobrego, chociażby ze względu na publicystykę, na wydawane różne pisma.Po transformacji ustrojowej.
Poza tym to, że generalnie organizacyjnie w kwestii działalności stricte ufologiczno-terenowej działo się sporo. Było wiele różnych stowarzyszeń, organizacji, które na swoich obszarach w różnych częściach Polski działały, wymieniały się informacjami i dosyć fajnie to wyglądało. Sprawnie to działało. Gdzieś w którymś momencie to się urwało. Teraz pojedyncze osoby tylko się tym zajmują i to jest wielka szkoda. Dlatego ja mam duży sentyment do tego okresu, bo faktycznie zainteresowanie tym zjawiskiem było zdecydowanie większe niż dzisiaj, mimo takiego dostępu do informacji, jaki mamy teraz w dobie internetu.
[02:26:47] - Dziękujemy ci bardzo, Damianie, za to, że po raz kolejny przyjąłeś zaproszenie do udziału w naszym podcaście.
[02:26:53] - Dziękuję serdecznie.
[02:26:56] - Do usłyszenia przy kolejnej okazji. Będziemy w kontakcie.
[02:27:00] - Do usłyszenia. Dziękuję. Pozdrawiam.
[02:27:03] - Pokrzepmy Damiana tym, że padł kilkakrotnie rekord słuchalności.
[02:27:10] - To cieszy.
[02:27:10] - Tak, dzisiaj dosłownie przed chwilą padł kolejny rekord słuchalności Radia Paranormalium. W szczytowym momencie słuchało nas 212 osób. Licznik cały czas oscyluje powyżej 200.
[02:27:23] - To cieszy.
[02:27:25] - To bardzo cieszy. Dziękujemy jeszcze raz, Damianie.
[02:27:27] - Dziękuję serdecznie.
[02:27:28] - Do usłyszenia.
[02:27:29] - Pozdrawiam. Do usłyszenia.
[02:27:31] - A w międzyczasie dołączył do nas nasz słuchacz Yubi. Witaj, Yubi.
[02:27:35] - Witam cię bardzo. Słuchajcie panowie, ja tak chciałem się tylko wtrącić, bo rzeczywiście, jak tu kolega wcześniej mówił, ja byłem jednym ze świadków, który rzeczywiście w tym okresie od lat 80., 90. na własne oczy widział te różne obiekty. I to nie tylko byłem ja, tylko to była garstka ludzi, bo ja wtedy miałem raptem 10, 12, 13 lat, więc to był taki młodzieńczy okres.
[02:28:09] - Mogę przerwać? Odnosi się pan do tego, co mówił Damian, czy do jakiegoś innego wydarzenia?
[02:28:18] - Tak. Bo kolega mówił o Śląsku, później też mówił o Podkarpaciu, o tych obiektach, więc w tym sensie się do tego odniosłem i chciałem do tego nawiązać.
[02:28:36] - Tak, proszę.
[02:28:38] - Więc ja mówię, nie chciałem za bardzo... Przepraszam, bo się teraz wytrąciłem z wątku.
[02:28:46] - Niech się pan nie stresuje, tutaj sami swoi.
[02:28:48] - To jest na żywo, więc ja to rozumiem. W każdym razie ja pewną relację też kiedyś tam zdałem. Ja już kiedyś tutaj również pisałem i informowałem o takich sytuacjach i że muszę zebrać ludzi, że tak powiem, bo wszyscy są rozsiani po świecie. Natomiast rzeczywiście były takie wątki, ale chciałbym zadać jedno pytanie jeszcze szczególne, bo bardzo dużo rzeczy, które się działy w tym okresie przełomowym, gdzie te kraje socjalistyczne upadały w dawnym Związku Radzieckim, bardzo dużo rzeczy się działo nie tylko w Polsce, ale na przykład w Litwie, Łotwie, Estonii i tak dalej. Czy nie miało to może też jakiś wpływ na to? Czy jak by to nazwać? Chodzi mi o to, że to była jakaś wyższa ingerencja tych może wyższych istot, kosmitów i tak dalej, różnie nazywajmy tego, anunaki i tak dalej. Tylko czy oni mieli jakiś wpływ na nas? Albo inaczej, żeby to nie miało takiego... Nie wiem, jak to nazwać.
Przepraszam, wytrąciło mnie.
[02:30:10] - Chodzi o to, czy to się jakoś przekładało w dwie strony? Czy z jednej strony upadek ZSRR mógł sprowokować jakieś zjawisko społeczno-psychologiczne?
[02:30:22] - Zrobił taki wysyp tych wszystkich pewnych dziwnych zdarzeń na przykład u nas w Polsce, w naszym rejonie, bo mówimy o Polsce, prawda? Ale tak samo były przypadki w innych miejscach na świecie i tak dalej. Ale omówimy tu o Polsce. Czy to jakoś nie miało takiego wpływu, że nagle ci obcy, kosmici, UFO postanowili, że coś zrobią takiego, żeby zamanifestować nam się: „Okej, my mamy was, my was widzimy, obserwujemy, nie wchodzimy w wasz teren, póki nie będziecie chcieli i tak dalej, ale wy musicie o to poprosić”. Nie wiem, czy się dobrze sformułowałem. Przepraszam.
[02:31:05] - Spróbujemy na to pytanie odpowiedzieć. Rzeczywiście ma pan rację, że rok 1990, 1991 to jest fala obserwacji.
[02:31:15] - Ja pamiętam, że po prostu była w tym moment masakra. Była obserwacja, bardzo duża obserwacja tych dziwnych obiektów i w pewnym momencie to jakby to po prostu przystopowało, prawda?
[02:31:28] - Jeżeli na przykład ktoś z słuchaczy chce się o tym przekonać, to jest coś takiego jak baza spotkań z humanoidami, którą prowadzi nasz kolega Albert Rosales. Ona jest po angielsku. Jeżeli sobie wejdziecie na lata 1989-1991, to w niektórych rocznikach większość przypadków jest z terenu byłego ZSRR.
[02:31:53] - Są takie skoki po prostu, że jest pełen jakiś dziwny wysyp i jest nie wiem, 5, 10, 15 lat jakiegoś stopu i później z powrotem to się zaczyna dziać, prawda?
[02:32:06] - NatomiastW przypadku tego radzieckiego flapu, tej radzieckiej fali trudno mi się wypowiadać, dlatego, że dobrze sobie zdajemy sprawę, jak wyglądał tam obieg informacji i niestety mamy utrudniony dostęp do niektórych źródeł. Trzeba sobie też zdawać sprawę, że część tych obserwacji to są rzeczy z tabloidów, z gazet albo z publikacji mało wiarygodnych. Natomiast rzeczywiście tam się dużo działo. Działo się mnóstwo rzeczy. Szkoda tylko, że w ufologii jest czasami tak, że po czymś zostaje mała notka. Archiwa są nie wiadomo gdzie, przypadek przepadł, tak jak to było z wieloma sprawami w Polsce. A ta sprawa okazuje się bardzo ciekawa, prawda? A niekiedy o sprawie wiadomo mnóstwo rzeczy, a okazuje się ona humbugiem czy jakimś wymysłem. Ma pan rację odnośnie tych fal UFO. W Polsce tak było w latach od chociażby 78-82, że to zjawisko się zintensyfikowało i z jakichś powodów manifestowało się częściej.
Prawdopodobnie. Tak mi się wydaje.
[02:33:20] - Przepraszam, wtrącę się, bo mam takie swoje prywatne obserwacje, że na przykład zauważyłem bardzo duży wysyp tych zjawisk UFO w momencie, kiedy weszliśmy w NATO. Pisałem na forum wcześniej, miałem zdjęcia, nagrania wideo, gdzie nie tylko ja byłem, ale też miałem dwie osoby przy sobie, którymi nagrywałem pewne zjawiska, gdzie to nie był jeden, dwa czy pięć obiekt. To były dziwne obiekty. Mało tego, te obiekty się naprawdę dziwnie poruszały i tak dalej. Do tego jestem też miłośnikiem gór, więc bardzo dużo chodzę sam własnymi ścieżkami po górach i obserwuję dziwne obiekty. I to nie jest jeden, dwa czy pięć obiekt i tak dalej. Ale to były, pamiętam początki lat 90. i troszkę jeszcze później, w momencie, kiedy przechodziliśmy do NATO i później te zjawiska nagle jakoś umilkły. Przypuszczam, że może dwa, trzy, cztery, może pięć lat i z powrotem te zjawiska powrócą. Bo zauważyłem, że to są pewne fale.
Bardzo często interesuje, oglądam na przykład fale Schumanna, obserwuję. Tak samo porównuję sobie to na przykład do relacji snu i tak dalej. Nie wdawajmy się w to dalej, ale widzę tutaj takie, nie wiem, jak to nazwać, ale pewne cykle.
[02:34:48] - Prawidłowości.
[02:34:49] - Prawidłowości. Dokładnie. Coś, co ciągle się powtarza w określonym czasie. Kwestia tylko to wziąć i zbadać. Nie wiem, chyba tak to mogę rozumieć.
[02:34:58] - Właśnie jest pewna trudność, dlatego, że my nigdy nie będziemy mieli pełni obserwacji. Na przykład teraz mogę powiedzieć, że kiedy zaczynaliśmy działalność, to było tego mało. Lata 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, to tego było niedużo. To wszystko się zintensyfikowało w latach 2010, 2011, 2012, 2013. 2014 już mniej, a teraz bardzo mało i nie wiem, od czego to zależy. Panie Bogusławie, jakie ma pan zdanie na temat fal UFO?
[02:35:32] - Dobre panie Bogusławie, wiem, że to pana pierwszy dzisiaj debiut, więc bardziej miło mi słuchać pana słuchać.
[02:35:39] - Witam. Dziękuję bardzo.
[02:35:41] - Ja również.
[02:35:43] - Zgadzam się z tym, że zjawiska dotyczące UFO występują pewnymi falami i nawet na swoim przykładzie mogę tak powiedzieć, gdyż w pracy mam kolegów, którzy wiedzą, czym się interesuję i ciągle proszą mnie o jakieś nowości na temat UFO. I od jakiegoś czasu muszę ze smutkiem powiedzieć, że nie mam o czym im powiedzieć. A pamiętam, jak parę lat temu dosłownie w tygodniu były dwie czy jakieś nowości, wiadomości, które ich ekscytowały i prosili o szczegóły i tak dalej. Naprawdę jest to faktem, ta fala. A z czego to wynika? Nie wiem. Trudno powiedzieć.
[02:36:32] - To jest, panowie, zastanawiające, dlaczego w pewnym momencie zrobiło się coś takiego, że okej. Wiem, patrzę, że pan Davida Icke nie lubi i tak dalej. Jest też masa innych ludzi. Natomiast rzeczywiście moment, zakończyło się i koniec. Tak naprawdę nie ma nowych ludzi na świecie. Już nie mówię tutaj, ale mówię o anglosaskich krajach i tak dalej. Z tej strony nie ma. Okej, są jakieś zdjęcia, ale tak naprawdę dzisiaj przecież nie jest żaden problem wziąć Photoshopa czy cokolwiek i zmajstrować coś i próbować na siłę ludziom udowodnić, że to jest czysta, jedyna i oczywista prawda.
[02:37:20] - Wie pan, ja mam taką teorię na ten temat, że zjawisko UFO to w małej części rzeczywiście, ja już wielokrotnie o tym mówiłem, że to w małej części gdzieś tam są kosmici. W niedużej części. Natomiast reszta to jest coś, czego my dokładnie nie rozumiemy i to przybiera różne formy określone w danym stuleciu, związane z tym, co akurat absorbuje ludzki umysł. I tak jak w XIX wieku mieliśmy przypadki obserwacji widmowych balonów, widmowych statków powietrznych, widmowych sterowców i tak dalejOne miały zawsze taki sam charakter jak zjawisko UFO. Były nieuchwytne, głupio się zachowywały, były wręcz absurdalne. Prasa o tym pisała, było o tym głośno. Traktowano to jako temat poboczny, ale mimo wszystko zdarzały się wiarygodne przypadki. Potem mieliśmy wiek XX. Mieliśmy widmowe rakiety, fo fightery, jakieś cuda niewidy. Potem trafiły się latające spodki, potem latające trójkąty.
To się być może odnosiło do tego, czym się wówczas zajmowano, do techniki i tak dalej. Natomiast jak powiedziałem na początku, wydaje mi się, że to, co kieruje zjawiskiem UFO, jest niekoniecznie przez nas rozumiane i ono się zmienia. Dlatego my na przykład dzisiaj nie widzimy już tylu latających spodków, choć to nie jest prawda, że one wyginęły. Są rzadziej, ale są. Wydaje mi się tylko, że to przybiera nową formę. Mieliśmy już tutaj wysyp latających trójkątów, to jedno. A druga sprawa, że przybiera formę nowych doświadczeń i te doświadczenia oscylują wokół, powiedziałbym, raczej bliskich spotkań, spotkań o charakterze mentalnym, związanych z innymi stanami świadomości. To są ludzie, którzy twierdzą, że mają jakieś przekazy, że widzą istoty z innego wymiaru i tak dalej. Być może to zjawisko jest rodzajem inteligencji, który manifestuje się przed nami, chcąc nam coś udowodnić. Tak jak zauważył to na przykład Carl Gustav Jung, który interesował się zjawiskami niezwykłymi, że to, czym jest zjawisko UFO, ma związek strasznie głęboki z naszą psychiką.
Jak to działa? Nie wiadomo. To, że my w tym widzimy kosmitów, to jest tylko sprawa tego wieku. Nie wiem, jak to UFO będzie wyglądało za 200 lat. Może to będzie zupełnie nowe zjawisko. Także to są bardzo trudne tematy. Mamy tu jeszcze kilka-
[02:40:18] - Chcę spróbować wtrącić jedno słowo, bo ja kiedyś tutaj zapodam taki temat. Przepraszam, może się pomylę, to proszę mnie sprostować albo przerwać moją wypowiedź. Natomiast ja kiedyś zakładowałem coś takiego jak zjawisko UFO, a świadomie śnienie. Bo słuchajcie panowie, po 2000 roku jest taka teoria, że przechodzimy pełną transformację Ziemi, że ludzie się zmieniają i wchodzimy w jakiś inny, dziwny etap. Nikt do końca tak naprawdę nie wie, bo AJ o czym innym mówi, inne osoby o innym i tak dalej. Barbara Marciniak o czym innym, Plejadianie i tak dalej. Nie wnikajmy w to. Ale chodzi o to, że weszliśmy w pewny etap, jak to niektórzy uważają i w pewnym momencie, przynajmniej z moich obserwacji, może nie to, że obserwacji, ale domysłów, zjawisko UFO to jest jedna iluzja. Ludzie w pewnym momencie bardziej się otwierają na siebie, myślą bardziej trzeźwo. Ale tak naprawdę to wszystko to jest jeden sen i po prostu śnię.
Nam się wydaje, że śnimy, a niektórzy mają tak realne sny, że im się wydaje, że to jest aż tak realne. Ja wstałem jako osoba świadomie śniąca od 30 lat i nie ukrywam tego. Wiele przypadków różnych miałem, na przykład, że spotykałem dziwne osoby, które mi tu przychodziły, proponowały różne rzeczy, zwiedzałem kosmos, latałem po różnych planetach i tak dalej. Natomiast ja zawsze byłem w pełni kontrolowany, kontrolowałem siebie i ja wiedziałem, co jest fikcją, a co jest realne. Ale na przykład niektóre osoby po prostu nie mogą tego kumać. Nie ma co się oszukiwać, nie każdy będzie wiedział i te osoby mogą kojarzyć to tylko właśnie z takim zjawiskiem jak UFO.
[02:42:29] - To jest ciekawe, co pan mówi. Trzeba by to trochę wyprostować w jakiejś debacie, dlatego że na pewno to realność, w jakiej dzieją się niektóre bliskie spotkania, jest-
[02:42:41] - Tu jest to pytanie, pojęcie realności. Dla mnie, na przykład osoby świadomie śniącej od 30 lat, realność jest, może nie to nigdy, bo nie pyszczę się, że tak powiem, że 100% jestem realny, bo nigdy nie jestem realny. Nigdy nie będę mówił, że 100% jestem pewien. Natomiast dla osoby, która nagle ma OBE, nagle ma LG i zobaczy coś w pokoju, nagle dwie, trzy osoby coś zaproponują, poleci w kosmos i tak dalej, i nagle jej się zdaje: „Okej, to są UFO. Porwali mnie. Koniec. Jestem opętana, mam chipa” i tak dalej. O takie aspekty mi chodzi tutaj.
[02:43:28] - Dobrze, bo trochę wychodzimy poza spektrum. Zajmiemy się tym kiedyś, tylko musimy dobrze się do tego przygotować, bo wiele osób nas pytało.
[02:43:40] - To jest bardzo trudny temat i naprawdę tu trzeba by było-
[02:43:42] - Wiele osób nas pytało o na przykład doświadczenia Ingo Swana z jego zdalnym postrzeganiem obiektów UFO. Także my się tym zajmiemy. Przechodzimy-
[02:43:56] - Nie będę wam tutaj psuł dalej tematu. Dziękuję bardzo za rozmowę.
[02:43:59] - Dziękujemy.
[02:43:59] - Pozdrawiam nowego kolegę, Kubusia.
[02:44:03] - I do usłyszenia kiedyś w przyszłości. Dobranoc.
[02:44:06] - Dziękujemy. Panie Bogusławie, przyszło pytanie od Arka Paterka, którego pozdrawiamy: czy polskie wojsko w latach 90. mogło mieć jakikolwiek związek z obserwacjami UFO? Czy to wojsko mogło odpowiadać za niektóre sprawy? Jak pan uważa?
[02:44:29] - Ten temat kiedyś poruszaliśmy, ale sądzę, że nie. Myślę, że nasze wojsko było na tyle w tyle, może to trochę nieelegancko zabrzmi, że nie dawaliśmy sobie rady z tym. Owszem, były obserwacje. Wojsko przeważnie we wszystkim milczało. Nie potwierdzało, nie zaprzeczało. Myślę, że to było innymi rzeczami spowodowane, ale wojsko raczej nie brało w tym udziału, bo byliśmy jeszcze po prostu za słabi. Chodzi o nowe technologie, o obserwacje dziwnych obiektów. Jeśli już, to być może nasi wschodni sąsiedzi bardziej w tym temacie kombinowali. Jeśli chodzi o te przemiany, które Jupi wspominał, to nasunęła mi się pewna teoria, że związek z tym ma niewątpliwie ilość kręgów zbożowych, które się pojawiały i pojawiają się teraz, ale prawie o kręgach się nie mówi. Sami panowie, proszę państwa.
Taka dziura jest, przynajmniej w Polsce, w kręgach od czterech, pięciu lat.
[02:45:55] - Chyba od 2008 roku takie coś.
[02:45:58] - Właśnie, od końca wysypu w Gylatowie i okolicach. Tutaj sobie archiwizuję różne doniesienia o kręgach. Na przykład teczka ze świata z 2003 do 2005 jest bardzo gruba. 2006–10 również, ale 2010 do 2015 umieściłem tylko w jednej teczce. Jakoś staram się na bieżąco to wszystko-
[02:46:28] - Jak wyglądała sprawa z kręgami w latach 90.? Jak wtedy spoglądano na to zjawisko? Czy w ogóle występowało?
[02:46:36] - Pojedyncze przypadki, dosłownie pojedyncze przypadki. Może nie tyle za granicą, bo jakoś nie wiem, czy nie docierały do nas. Może ja nie wiem o wszystkich, ale zdarzały się. Natomiast w Polsce rzadkością było. Tak jak w moim regionie dosłownie jedno na dwa lata, na trzy i potem długo nic. Znowu jeden przypadek. Być może wiąże się to z tym, że nie o wszystkich donoszono, bo to też trzeba wziąć pod uwagę. Niemniej jednak odrzucając te wszystkie doniesienia fałszywe czy inne, mało było tych przypadków i myślę, jakiś może związek między tym jest.
[02:47:20] - Ja pamiętam, oczywiście to nie jest do zweryfikowania, to pochodzi z opowieści pewnego człowieka. Pamiętam takie relacje dotyczące przełomu lat 80. i 90., kiedy miały pojawiać się tak zwane protokręgi. Nie były to piktogramy, były to miejsca dziwnie wygniecione przez nieznaną siłę i to się stało lokalną sensacją. To miało miejsce na wschód od Częstochowy. Sensacją było to, że te miejsca powodowały dziwne zachowanie zwierząt. Ten pan mi opowiadał, że jak szedł z krową, ta krowa nie chciała za Chiny Ludowe wejść do tego miejsca. Stanęła i koniec. Szkoda, że nie zachowały się z tego okresu żadne fotografie lub informacje. Było to niezwykle ciekawe.
Kolejne pytanie, które się pojawiło, to tak na szybko może. Dorpat się pyta, czy obserwacji jest więcej, czy mniej, bo już się pogubił. Dorpacie, sprawa wygląda tak, że jak powiedziałem, nie da się tego monitorować i nie da się robić statystyk, bo nie mamy dostępu do całego spektrum zjawiska. My się zajmujemy tylko tym, co dostajemy, a na przykład musimy mieć świadomość, że część ludzi wysyła swoje obserwacje na przykład do Nautilusa i one do nas nigdy nie trafią i tam gdzieś przepadną. Zawsze to tak wygląda. Nikt nie ma spojrzenia na całość tego zjawiska, ale można oczywiście tworzyć jakieś protostatystyki, niepełne statystyki po ilości obserwacji, które otrzymujemy. I rzeczywiście lata 2000 w naszym przypadku, w przypadku INFry na przykład, nie wiem, jak w przypadku WMG-u, zaraz się zapytam pana Bogusława, że najbardziej gorący był rok w ostatnich latach 2010, 2011, 2012, 2013. Teraz jest tego dużo mniej, tych wszystkich obserwacji. Panie Bogusławie, jak to wyglądało w WMG-u na Warmii i Mazurach? W którym okresie było tam najwięcej obserwacji?
[02:49:37] - Właśnie tak, jak tutaj spoglądam na swoje archiwum, 2008, 2009, 2010 na pewno było takie skumulowanie zjawisk, dużo obserwacji zarówno na niebie, jak i kręgów. Ostatnie lata. Zeszły rok mogę wspomnieć z takim troszeczkę jeszcze dreszczykiem nawet emocji.To jest ta sytuacja, o której wspominałem na początku audycji. Obserwacja 16 przelotów obiektów ułożonych w kształcie trójkąta bez podstawy, które leciały do nas znad wschodniej granicy, czyli dokładnie znad obwodu kaliningradzkiego. Dostrzeżone i wykryte na radarze wojskowym, potwierdzone przez wojskowych i ślad się urywa. Nie chciałbym za dużo mówić akurat o tej sprawie, bo mógłbym tutaj parę szkód wyrządzić swojemu informatorowi. Ale takie zjawisko się zdarza raz na kilkanaście lat.
[02:51:01] - Możemy powiedzieć, że w pewnej chwili w którymś miejscu w Polsce był UFO alarm ogłoszony.
[02:51:14] - Tak.
[02:51:15] - Ciekawa rzecz. Kolejne pytanie, które nadeszło, już bardzo skomplikowane, odnosi się do obserwacji formacji nad Śląskiem w 1996 roku. Świadek pisze, że działo się to w czerwcu. W różnych miejscowościach widziano na niebie formację kul lecących jedna za drugą. Zgłoszenie kierowano do Planetarium w Chorzowie. Pisano, że obiektów było dużo. Sprawa została wyciszona. Czy mamy o tym jakieś informacje? Rozmawiałem z osobą, która była świadkiem tych wydarzeń. Znaczy prawdopodobnie tych wydarzeń, bo to był mieszkaniec Chorzowa z tego samego okresu, 1996 rok.
Zapewne to jest jedna z tych ostatnich masowych obserwacji w Polsce. Ja tylko dodam, że takie kule były również widziane nad regionami Częstochowy w tym okresie. To były obiekty pojedyncze i co ciekawe widywane nisko. Jedno z takich zdarzeń miało miejsce niedaleko Częstochowy. Taki obiekt przeleciał nad jednym gospodarstwem. Było to bardzo ciekawe, dlatego, że uczynił straszny hałas. Wszystkie zwierzęta dosłownie oszalały, kiedy ta kula znalazła się nad tym gospodarstwem. Opowiadał mi o tym świadek tych wydarzeń, mój kolega. Dobiegliśmy chyba do końca dzisiejszej audycji, Marku. Jest jeszcze jedno pytanie do pana Bogusława.
„Jak to jest z tymi kręgami?” — pyta nasz słuchacz. „Czy to jest czarna dziura, czy biała dziura odnośnie kręgów zbożowych i dlaczego pan łączy te dwie sprawy: UFO i piktogramy?”
[02:53:10] - Na początku może takie małe wyjaśnienie, że akurat nie znam przypadku takiego, w którym obecność pojawienia UFO by się ściśle pokrywała z pojawieniem się kręgu. Czyli idąc na skróty, w miejscu, po którym hipotetycznie by wylądowało UFO, zostawia ono ślad w postaci kręgu zbożowego. Nie. Takich przypadków ja przynajmniej nie znam. Chodzi mi o to, że w tezach o powstawaniu kręgów zbożowych jest mowa o tym, że jest to nieznane zjawisko przyrodnicze i ono w jakiś sposób pomaga i przyczynia się do przemian, które zachodzą na Ziemi. Czyli to, o czym wspominaliśmy jakiś czas temu w rozmowie, że Ziemia przechodzi w jakiś inny wymiar w rozwoju. I te kręgi, przynajmniej tak głosi jedna z teorii, pomagają Ziemi zrobić ten krok naprzód. Dlatego tak nawiązałem do tego w związku z taką tezą, z którą się spotkałem.
[02:54:42] - Tu chodzi pewnie o tę teorię, że kręgi są emanacją jakiegoś zbiorowego umysłu planety, stąd ta zawarta w nich symbolika. Może nie kręgi, tylko piktogramy. Natomiast jeżeli chodzi o ten przypadek, kiedy UFO odpowiadałoby, w Polsce przynajmniej, za powstanie kręgu, to Damian Trollę pisał o incydencie w Żabnie z lat 70. To było coś bardzo ciekawego, gdyż tam rzeczywiście istniało podejrzenie, że obiekt mógł wygnieść coś takiego, gdyż był tam obserwowany nol lądujący oraz gromadzące się wokół niego istoty. Jeszcze jest jedno pytanie: czy ma pan z rejonu Krainy Wielkich Jezior jakieś relacje o USO czy obserwacjach UFO w pobliżu zbiorników wodnych?
[02:55:45] - Akurat o obiektach, które się poruszały pod wodą nie. Ale jak wspominaliśmy jeszcze o tych latach 90., to mam taką relację z 1995 roku, dokładnie z 11 lipca. Przelot bardzo spektakularny obiektów o różnym kształcie, w większości prostokątów, kwadratów.Coś na podobę pociągu oglądanego z dala, który sobie jedzie i ma te okienka podświetlone. Bo zjawisko to trwało około godziny i również zaczęło się z nadrejonu kaliningradzkiego i było widoczne w kilkunastu miejscowościach na terenie Warmii i Mazur. I z tych miejscowości mamy właśnie te informacje o przelocie tych obiektów. Według wyliczeń, które robiliśmy na podstawie kąta obserwacji zjawiska, wychodzi nam, że był to przelot obiektu na wysokości około 120 kilometrów, czyli bardzo wysoko jak na nasze możliwości. Jednak sygnały, które się pojawiały po drodze przelotu tego obiektu, są bardzo zbliżone do siebie. Plus do tego jest jeszcze nagranie wideo pana, który akurat przebywał na jeziorze Nałubce. Tam jest taki około pięciominutowy fragment nagrania tego zjawiska, jak to wyglądało. Natomiast samych wylatujących czy wlatujących z wody relacji ja przynajmniej nie mam w swoim archiwum.
[02:57:37] - Pojawiło się jeszcze jedno pytanie o UFO. Są takie przypadki rzeczywiście, między innymi w archiwum Arka Miazgi, ale może kiedyś o tym powiemy. Kiedyś zamierzamy poświęcić całą debatę na temat UFO. Nie wiem, Marku, może powoli będziemy kończyć dzisiejsze spotkanie. Nie widzę nowych pytań.
[02:58:00] - Tak, właściwie strumyczek z pytaniami pozornie wysechł tymczasowo. Tutaj jeszcze Neolog na czacie napisał coś takiego: „Nie wiem czemu, ale mi się nasunęła myśl, że ta apogealna aktywność UFO zależy od czegoś takiego jak energetyczny metabolizm meridian ziemskich. Dla mnie nie jest tajemnicą, że obiekty te często pojawiają się koło tak zwanych czakr ziemskich, jak zwał, tak zwał, na przykład Stonehenge. Wiem tyle, że tak jak piktogramy, są to różnego rodzaju portale międzywymiarowe ściśle związane ze świętą geometrią, w głównej mierze związane z pentagramem i wpisaną w niego spiralą Fibonacciego. Jak dla mnie te okresy aktywności są związane z astrologicznym kontekstem podróży między wymiarami przez te właśnie portale. Jestem ciekaw, co myślą na ten temat debatujący”. Takie troszeczkę pytanie, powiedzmy bardziej kosmiczne, ale może spróbujmy jeszcze znaleźć na nie odpowiedź na koniec.
[02:59:11] - Trudno mi powiedzieć, czy możemy w ogóle łączyć te wszystkie wątki. Dlatego, że jak powiedziałem, jeżeli chodzi o obserwacje UFO, nie mamy stuprocentowej pewności, czy to, czym dysponujemy, jest próbą reprezentatywną. Z tego powodu, że dysponujemy tylko częścią relacji, a zdajemy sobie sprawę, że część relacji na pewno do nas nie dotarła. Na pewno świadkowie się z jakichś powodów nie odzywają. Pardon. Zawsze będzie trudne w ocenie to, czy dany rok obfituje w UFO czy nie. Taki przykład dam: mamy Podkarpacie, gdzie tych relacji jest bardzo dużo. Mamy Śląsk, gdzie jest relacji bardzo dużo. Mazowsze, gdzie jest relacji dużo. Ale mamy takie województwo lubuskie i tam w ogóle się nic nie dzieje pod względem ufologicznym.
Dlaczego na przykład? A może się dzieje, tylko po prostu nikt stamtąd o czymś takim nie donosi. Także jest to bardzo dziwne. Jeżeli zaś idzie o te miejsca święte tak zwane, gdzie mają się pojawiać te obiekty, może coś w tym jest. Problem w tym, że czasami trudno zidentyfikować przestrzennie, w jaki sposób klasyfikować takie pojawianie się obiektów nad tymi miejscami. Jaki to jest zasięg kilometrowy. Co prawda są takie punkty krajobrazu, które przyciągają ludzką uwagę i być może przyciągają też w jakiś sposób nasze myślenie o dziwnych zjawiskach, ale w tych falach UFO jest zdaniem niektórych coś jeszcze. To znaczy jest taka współzależność, bo musimy wiedzieć, że ta fala UFO ze Związku Radzieckiego, jak powiedziałem, mogła być spowodowana rzeczywiście jakimś czynnikiem, o którym nie wiemy. Natomiast dużo z tego to na pewno są jakieś historie wymyślone. Dlatego ja bym był bardzo ostrożny w takiej ocenie.
A jeżeli chodzi o fale UFO, to też trudno znaleźć w nich jakąś prawidłowość. To po prostu się pojawia, znika, a potem się okazuje, pojawia się w drugiej części świata. Na przykład z tego, co pamiętam, to od kilku lat takie fale przetaczają się przez Argentynę. Mieliśmy falę chyba trzy, cztery lata temu w Stanach Zjednoczonych, chociaż niewiele się z niej zachowało, ale ponoć było dużo obserwacji. TakżeMoim zdaniem czasami bardzo trudno wyróżnić taką falę na tle innych zdarzeń. Gdybyśmy na przykład porównali te nasze spisy obserwacji NOLi, to z 2010 roku mamy mnóstwo zdarzeń, potem mamy ich coraz mniej. Ale to nie znaczy wcale, że ten 2010 był falą, dlatego że było ich tylko troszeczkę więcej. Natomiast dobrym przykładem fali, moim zdaniem, jest to, co zaczęło się w roku 1978 i kontynuowało się w następnych latach, dlatego że to był po prostu nagły skok z tych lat 70., gdzie nie działo się nic. Potem nagle zrobiła się cała masa relacji. Troszkę dzięki między innymi Janowi Wolskiemu, ale wydaje mi się, że to jest najlepszy przykład tego, jak taka fala wygląda.
Także kończymy chyba. Panie Bogusławie, podsumowałby pan jakoś te lata 90.? Co z nich zostało? Czy warto zgłębiać te tematy?
[03:03:06] - Myślę, że zawsze warto, ponieważ ja osobiście czuję taki sentyment lekki do tych lat. Chociażby z tego powodu, że trzeba było troszkę więcej trudu włożyć w całe zbadanie jakiejś sprawy, uzyskanie informacji. Trzeba było wysłać list, trzeba było gdzieś pojechać. Teraz mamy dużo łatwiej w tym względzie. Myślę, że te sprawy pozostaną w naszej pamięci, w naszych archiwach jeszcze jakiś czas, póki coś nowszego i bardziej spektakularnego ich nie przykryje. Myślę, że warto o nich wspominać. A nuż ktoś kiedyś jakieś wyjaśnienie danej sprawy, nowy pomysł wniesie. Warto próbować przynajmniej, ale bez tych spraw byłoby mniej ciekawie. Dużo mniej ciekawie niż to jest w tej chwili.
[03:04:06] - Też mi się wydaje, że sprawy przynajmniej takie jak Jerzmanowice czy jak Nadarzyce są godne uwagi. Góra Świętej Anny też godna zainteresowania i godna utrwalenia, bo trochę zostały zapomniane. Ja myślę, że dzisiaj troszeczkę żeśmy o nich przypomnieli.
[03:04:27] - Odświeżyliśmy, tak.
[03:04:29] - Marku, czym zajmujemy się za tydzień?
[03:04:33] - Plan jest taki, żeby w razie obecności Chrisa Niklinu zrobić temat UFO a MILAB. Natomiast musimy jeszcze zapytać Chrisa, czy będzie uczestniczył w debacie za tydzień. Jeżeli będzie, to oczywiście ten temat poruszymy, ponieważ bardzo wielu słuchaczy pytało właśnie o MILAB, o kontrolę umysłu i o powiązanie UFO z tą sprawą. Tak więc spodziewajcie się, że już za tydzień albo w którejś z kolejnych najbliższych debat właśnie ten temat przedyskutujemy. Będziemy już powolutku kończyć. Piotrze, masz może jeszcze coś do przekazania słuchaczom na koniec? Parę słów.
[03:05:20] - W zasadzie to już chyba wszystko powiedziałem. Fajnie, że dzisiaj odświeżyliśmy takie przypadki sprzed lat. Zdajemy sobie też sprawę, że pewnie za jakiś czas dostaniemy, bo regularnie otrzymujemy także ciągle listy o sprawach z tamtego okresu. Niektóre są ciekawe, niektóre są mniej ciekawe. Osoby, które są zainteresowane wszystkimi tymi zdarzeniami, zarówno Nadarzycami, jak i chociażby przypadkiem z Węgorzewa, odsyłam zarówno na nasze forum, jak i na portal infra.org.pl, gdzie te informacje można znaleźć. Można się do nich dokopać, korzystając umiejętnie z wyszukiwarki. Natomiast nasz spis spotkań z UFO z ostatnich lat obejmujący nie tylko obserwacje z danego roku, ale też obserwacje zgłoszone w tym roku, pełen jest odniesień do przypadków z lat poprzednich. Także jeżeli ktoś jest zainteresowany przypadkami archiwalnymi czy starszymi, to znajdzie je nie tylko w tych naszych spisach obserwacji UFO dostępnych w dziale „Zjawisko UFO” na infra.org.pl, ale też na przykład w dziale o spotkaniach z UFO w Polsce. Tak samo jest z portalem Paranormalium. Także jeżeli ktoś jest zainteresowany starszymi sprawami z Polski, może sobie pobrać te dwie debaty poświęcone najciekawszym sprawom PRL-u oraz bliskim spotkaniom z humanoidami w Polsce.
Prawda, Marku?
[03:07:04] - Tak. Wszystkie debaty, które do tej pory zostały wyemitowane na naszej antenie. To jest informacja dla nowych słuchaczy, którzy dzisiaj dopiero odkryli Radio Paranormalium. Wszystkie nasze debaty są dostępne do pobrania i odsłuchania w naszym archiwum na www.paranormalium.pl. Można również zajrzeć i podyskutować z uczestnikami debat na forum portalu Infra pod adresem paranormalne.eu. Tam jest taki specjalny dział debatowy „Debaty ufologiczne online” i tam dyskutujemy przed i po emisji każdej z debat. Kończymy już powolutku 19. kolejną rekordową debatę ufologiczną online. Dzisiaj w szczytowym momencie słuchało nas 212 osób. W dzisiejszej debacie wzięli udział: nieobecny już na Skypie Damian Trela, badacz ufologii z Legnicy.
Tutaj przy okazji polecamy bloga Damiana Treli czastajemnic.blogspot.com. Współprowadzącym dzisiejszą debatę był Piotr Cielebiaś z portalu infra.org.pl. Dziękuję jeszcze raz, Piotrze. Bez ciebie tych debat chyba by nie było.
[03:08:21] - Ja również dziękuję i zapraszam wszystkich na następny odcinek.
[03:08:26] - Był z nami również dzisiaj Bogusław Zabielski z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej.Dziękujemy panie Bogusławie.
[03:08:34] - Dziękuję również bardzo. Pozdrawiam.
[03:08:36] - Zapraszamy znowu.
[03:08:39] - Chętnie. Dziękuję bardzo.
[03:08:41] - Dzisiejsze pojawienie się pana Bogusława spotkało się z bardzo ciepłym odbiorem ze strony słuchaczy. Mamy nadzieję, że jeszcze się usłyszymy na następnych debatach. Wiem, że Warmińsko-Mazurska Grupa Ufologiczna prowadzi swoją stronę w internecie. Czy mógłby pan podać jej adres?
[03:09:00] - To jest nasz troszeczkę może niedoceniany blog, ale jest to archiwa.wmguolsztyn.blog.pl.
[03:09:10] - Oczywiście link do strony Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej również będzie udostępniony w opisie zapisu tej debaty w naszym archiwum na www.paranormalium.pl. Jeżeli ktoś przegapił dzisiejszą debatę, to wiele nie stracił. Zaraz biorę się do obrabiania i jeszcze dziś w nocy debata będzie dostępna do pobrania i odsłuchania. Można również komentować. Zachęcamy także do dzielenia się debatami ze swoimi znajomymi. A na razie kończymy 19. debatę ufologiczną online. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios". Słyszymy się ponownie już za tydzień, jak zawsze o godzinie 19:00. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu.
Dobranoc i do usłyszenia.