[00:18] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest czternasta już debata ufologiczna online, jak co niedzielę po godzinie 19:00 w Radiu Paranormalium. Propozycji tematów do debat nadesłaliście państwo tyle, że dziś postanowiliśmy poruszyć nie jeden, a kilka wątków. Dziś będziemy rozmawiać o paranormalnym UFO, przypadkach wysokiej dziwności, UFO niekosmicznym, a także zahaczymy o temat Men in Black, czyli tak zwanych ludzi w czerni. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[00:57] - Witam.
[00:58] - Piotr jest jak zawsze współprowadzącym debatę, a naszym ekspertem, gościem specjalnym jest prawdziwy skarb polskiej ufologii, autor pierwszej od bardzo wielu lat poważnej publikacji ufologicznej „UFO nad Podkarpaciem”. Arek Miazga. Witaj, Arku.
[01:15] - Witam serdecznie.
[01:16] - Dziś w drodze wyjątku, z uwagi na pewne ograniczone możliwości czasowe, nie odbieramy pytań z czata. Jeżeli jednak macie państwo jakieś pytania do naszego dzisiejszego gościa, zapraszamy na forum Infry pod adresem paranormalne.eu do specjalnego działu „Debaty ufologiczne”. Tam, z tego, co wiem, zaglądają wszyscy uczestnicy naszych debat. Można tam zadać pytanie, podyskutować, skomentować, otworzyć nowy temat i tak dalej. Tak więc jeżeli macie pytania, to zapraszamy na paranormalne.eu. Piotrze, oddaję ci głos.
[01:53] - Dziękuję. Jak może niektórzy z was pamiętają, ci, którzy są stałymi słuchaczami, zawsze mówiliśmy, że w naszym gronie dyskutantów brakuje Arka Miazgi. Działo się różnie, bo z powodów rodzinnych czy zawodowych Arek nie mógł być z nami o stałej porze. Ale stało się i dzisiaj jest. Dzisiaj będziemy eksploatowali Arka do granic możliwości. Będzie to taka debata, a może nawet dialog ufologiczny raczej, poświęcony bardzo ciekawym sprawom. Pamiętam, że Arek wiele razy opowiadał się za teorią tak zwanego niekosmicznego UFO, czyli jest przeciwny panującej hipotezie pozaziemskiej. Dzisiaj przyjrzymy się tym wszystkim dziwnościom, które występują w ufologii. Porozmawiamy o bliskich związkach ufologii z folklorem, o przypadkach wysokiej dziwności, które są bardzo ciekawe, i też o najciekawszych sprawach z jego archiwum. Tak jak Marek powiedział, ponieważ nie mamy dzisiaj zbyt dużo czasu, prosimy o kierowanie pytań na forum portalu Infra.
Tam Arek się pojawia i z pewnością na niektóre pytania odpowie. Arku, w zasadzie chciałem na początku zapytać o ten słynny przypadek. „Słynny”, bo znamy jego wiele szczegółów, ze Słociny, ale może zacznijmy po prostu od początku. Wiele osób zastanawia się, jaki jest w zasadzie stan polskiej ufologii. Ty jesteś jednym z wyjątków, którzy tworzą albo kontynuują to, co zostało dawniej zaczęte. Powiedz mi może, jak zainteresowałeś się ufologią? Jakie są korzenie tej twojej pasji? Możesz też wytłumaczyć niektórym, czym według ciebie różni się ufologia dzisiejsza od tej dawnej. Może jeżeli już mówiliśmy o tym twoim archiwum, opowiedz nam o pierwszym przypadku, jaki badałeś.
[04:08] - Dobrze, bardzo mi miło. A więc korzenie mojego zainteresowania, jeżeli chodzi o ufologię, zaczęły się tak naprawdę około roku 1996. Wówczas to byłem świadkiem obserwacji. Nie tylko ja, bo wracaliśmy z wędkowania w okolicach słynnych magnezytów i cukrowni w Ropczycach i wspólnie z ojcem i z moim kolegą natknęliśmy się na zjawisko świetlne w postaci świetlistej kuli wiszącej pod chmurami. To w tamtym okresie mnie szczególnie bardzo zainteresowało, bo nie miałem jeszcze pełnej wiedzy ufologicznej, nie wiedziałem, czym to może być. Dlatego skontaktowałem się z panem Bronisławem Rzepeckim, pionierem, jeżeli chodzi o ufologię polską. Tak poniekąd to się zaczęło. Tak naprawdę rozpocząłem swoje, że tak powiem, badanie własnej obserwacji, czym ta dziwna kula była. To było naprawdę bardzo ciekawe, ponieważ była to kula o kształcie kulistym, barwy takiej czerwonawej, która się unosiła poniżej pod chmurami. To było jeszcze za widoku, także to nie było widzenie czy jakaś gwiazda.
Oczywiście było wielkości dość sporej, bo powiedziałbym na dzisiejszy język, przełożył na wielkości planety Wenus. Także to była taka obserwacja, która mnie popchnęła w kierunku zainteresowania się ufologią. W późniejszym czasie to już potoczyło się w kierunku takim, że poznałem różnych badaczy tego zjawiska, jak pana Rzepeckiego, Krzysztofa Piechotę, Kazimierza Duńskiego, Roberta Leszczakiewicza. Było jeszcze kilku innych z tego, co pamiętam, ale tak się złożyło z pewnych przyczyn i rzeczy, że na tym polu już niewielu ludzi zostało wśród badaczy i poniekądPodejmuję w czasie wolnym i zajmuję się tym tematem do dzisiejszego dnia.
[06:14] - Arku, a jak patrzysz na ten problem, który powstał na początku XXI wieku w polskiej ufologii? Bo wtedy doszło do takiej sytuacji, że zniknął ten magazyn ufologiczny. Panowie Rzepecki i Piechota odeszli z tego pola, zostawiając po sobie troszkę dziwne wrażenie. Nie kwestionuję tutaj ich dorobku. Natomiast pamiętam ten ich ostatni artykuł w magazynie „UFO” i oni twierdzili, że ufologia polska i ufologia w ogóle się skończyły. Wiemy, że oni mieli troszkę lepiej z niektórych względów, prawda? Jak sądzisz, czy ludzie w czasach PRL-u, bo nie było cię na tej debacie, kiedy dyskutowaliśmy o UFO w PRL-u, byli bardziej otwarci na ten temat? Czy media były bardziej otwarte? Z jakimi ty postawami się spotykasz w swoich lokalnych mediach, w których swego czasu byłeś częstym gościem?
[07:16] - Jeżeli chodzi o media w okresie PRL-u, to bym powiedział, że mimo wszystko, że był taki, a nie inny ustrój, to jednak media były bardziej otwarte i przychylne, jeżeli chodzi o to zjawisko. To jest paradoksalnie śmieszne, ale fakty na to wskazują, bo nawet jeżeli wziąć pod uwagę kronikę prasy ufologicznej, która powstała właśnie z inicjatywy Krzysztofa Piechoty. On tam opisał bardzo wiele, setki przypadków różnych obserwacji zjawisk UFO na terenie Polski. Ta kronika, z tego, co wiem, chyba jest kontynuowana jeszcze po dziś dzień. Ja akurat w ostatnim czasie dostałem tę kronikę od jednego mojego czytelników bloga. Jest naprawdę bardzo ciekawa. Natknąłem się na bardzo interesujące zdarzenia, faktycznie nawet mało znane w ufologii. Z perspektywy czasu patrzę tu trochę sceptycznie, bo faktycznie jeszcze na początku, gdy zacząłem zajmować się tematyką ufologiczną, faktycznie lokalne media i nawet tutaj te podkarpackie, rzeszowskie były zainteresowane tą tematyką i dzięki temu uzyskałem takie zielone światło do poznania różnych relacji, bo jednak trzeba sobie powiedzieć, że poprzez media spotykamy się z większym napływem takich zgłoszeń obserwacji, jeżeli chodzi o zdarzenia UFO. Z czasem wydaje mi się, że to coraz mniej interesuje, przynajmniej moje regionalne media. Spotykam się raczej z małym zainteresowaniem, acz czasami są przypadki, że się kontaktują ze mną dziennikarze.
Tak jak w ostatnim czasie to miało miejsce z telewizji publicznej między innymi. Tu bym się skłaniał do tego, że jednak w okresie PRL-u ta wiedza, jeżeli chodzi o komunikację w mediach, była zupełnie na innym poziomie i to dużo lepszym, bardziej efektownym niż w dzisiejszych czasach.
[09:24] - Mam taki problem, który też mnie od pewnego czasu dość nęka i zastanawia. Otóż my dzisiaj będziemy mówić w toku programu o teoriach na temat pochodzenia kosmitów na przykład. I wydaje mi się, że polscy ufolodzy w zasadzie nie wyszli poza pewien krąg hipotez. Ich interesowała zwykle hipoteza pozaziemska. Czy spotkałeś się z innymi próbami tłumaczenia kosmitów, które de facto są bardziej racjonalne od tej hipotezy, że wszystko to są przybysze z kosmosu?
[10:03] - Tak. W okresie, gdy na początku przyjąłem się do ufologii polskiej, rzeczywiście spotykałem się głównie z relacjami i teoriami czysto pozaziemskiej wizyty zjawiska UFO. I tak naprawdę jeden badacz od drugiego się nie różni w tym kontakcie między sobą. Takie różnice i pewne wianki podawał świętej pamięci Kazimierz Bzowski. On miał troszkę inny pogląd na to zjawisko. Do dzisiejszego czasu niektórzy ludzie mu zarzucają jakieś pseudo oszustwa, co nie jest prawdą. Właśnie Kazimierz Bzowski troszkę inaczej patrzył pod tym kątem. On nie widział w tym typowej wizyty pozaziemskiej i był takim troszkę badaczem na uboczu, bo nie był orędownikiem tej teorii, a traktowali go w tym okresie jako takiego dziwaka. Tak bym powiedział. Faktycznie ja tak samo, jak należałem na początku do Małopolskiego Centrum Badań Zjawisk Anomalnych, potem ona się przekształciła w organizację dość prężną i potężną, organizację Centrum Badań Zjawisk Anomalnych.
Zresztą do dzisiejszego dnia uważam, że bardzo wiele zrobiła w tym zakresie. Też nie były podejmowane jakieś szersze i większe opinie na temat hipotezy, czym to zjawisko może być. Raczej takim motorem była teoria pozaziemska i tak się większości badaczy skłaniało ku temu. Ja zazwyczaj jestem takim sobie buntownikiem i nie do końca mi się to podobało. Ja miałem swój własny pogląd i charakter tego zjawiska nie do końca mnie przekonywał z uwagi na to, że moje pierwsze takie prace w terenie, moje badania, że tak powiem, badaniami ciężko nazwać, ale dokumentacje. Stwierdziłem je w takim przekonaniu, że nie do końca mamy tutaj do czynienia z klasycznymi hipotezami pozaziemskiego pochodzenia, tak jakby sobie to chcieli wyobrazić niektórzy badacze czy nawet media i społeczeństwo, bo to jest bardzo ciekawa teoria.Bardzo fajna i chwytliwa. Ona jest popularna już prawie 70 lat i ciężko się przebić do opinii publicznej, czy nawet niektórych badaczy, że tak naprawdę ta teoria może być zła. Nie do końca jest trafna w kontekście tego zjawiska. Zacząłem poszukiwać na podstawie własnych badań związku pomiędzy słabymi punktami teorii pozaziemskiej a tym, co zjawisko ewentualnie nam proponuje. Doszedłem do podobnych wniosków jak między innymi Jacques Vallée czy John Keel.
To są naprawdę porażające, czasami ciężkie do akceptacji opinie, nawet w pewnym gronie entuzjastów czy badaczy.
[13:07] - Arku, pewnie wiele osób zastanawia się, jak od strony wewnętrznej wygląda praca ufologa. Czy możesz nam powiedzieć, ile przypadków do tej pory trafiło do twojego archiwum? Bo wiem, że widać taki podział, że najpierw zajmowałeś się zjawiskami UFO takimi typowymi, a teraz dryfujesz bardziej ku przypadkom wysokiej dziwności. Powiedz, ile do tej pory udokumentowałeś spraw i czy są tam historie szczególne, które darzysz szczególną uwagą, które są dla ciebie szczególnie ważne?
[13:54] - Tak. Troszkę się tego nazbierało przez te prawie 18 lat takiego aktywnego dokumentowania w terenie. Jak słuchacze i czytelnicy mego bloga wiedzą, głównym miejscem tej dokumentacji, tych badań jest teren Podkarpacia i z tego terenu zebrałem w tym okresie, jeszcze nie liczyłem wszystkiego, ale mniej więcej na dzisiejszy dzień mam tego ponad 200. To nie jest dużo, bo ja wiele obserwacji potem wyrzuciłem, bo one dotyczyły nic nieznaczących światełek, różnych takich rzeczy, które większego nie mają znaczenia, jeżeli chodzi o poznanie tego zjawiska. Ale najciekawsze jest w tym wszystkim, że dotarłem do obserwacji już od 1892 roku. To są obserwacje opisane w ówczesnej prasie. Bodajże w Przemyślu była opisana obserwacja, która dotyczyła takiej świetlistej kuli w okolicach Jarosławia i ona była obserwowana w tamtym okresie przez dwóch astronomów. Ta kula poruszała się w okolicach Molina, Zgoda, a proszę pamiętać, że w tych miejscowościach w latach 80. doszło do słynnej serii obserwacji UFO, tego zjawiska. Potem bodajże mam też w archiwum dwie obserwacje z 1913 roku z Rzeszowa.
To jest bardzo ciekawe, bo jedna obserwacja dotyczy klasycznego balona, na którym też miały być obserwowane jakieś istoty, jakieś osoby. Tylko to było o tyle interesujące, że ten balon był obserwowany z ulicy 3 Maja w nocy. To jest bardzo dziwne, żeby ktoś nocą poruszał się takim balonem. Tym bardziej we wcześniejszych czasach, chociaż balony wiadome były już w użyciu. Kolejna obserwacja, też z tego samego roku, dotyczyła świetlistej kuli, która nadleciała z okolic Chociny w okolice Nowego Miasta i zawisła nad koszarami austro-węgierskiej armii wtedy, bo Podkarpacie było pod tym zaborem. Ta kula emitowała różnego rodzaju promienie świetlne w kierunku tych koszar. Z tego, co prasa regionalna pisała, w kierunku sądu rejonowego w Rzeszowie. To są najwcześniejsze obserwacje, ale wiem, że w archiwum dysponuję ponad 50 obserwacjami tak zwanych bliskich spotkań. To są chyba te najbardziej obserwacje z górnej półki, od których ciężko się odnieść, że to były zjawiska meteorologiczne, astronomiczne. Ja tworzę w tym momencie taką bazę danych, taki katalog, chociaż jestem troszkę leniwy, jeżeli chodzi o statystykę, bo żaden badacz nie lubi tego robić, ale muszę kiedyś się wziąć do konkretnej, systematycznej pracy i to zrobić.
Na dzień dzisiejszy, z tego, co wiem, mam ponad 50 obserwacji bliskich spotkań. To są spotkania od pierwszego rodzaju do spotkania trzeciego rodzaju. Jest tego naprawdę dość dużo i to jest mocny materiał. Mocny materiał z tego względu przedstawiłem go między innymi w mojej książce „UFO nad Podkarpaciem”, która prawdopodobnie ukaże się tego roku w wersji klasycznej. Z tych wszystkich obserwacji mógłbym powiedzieć, że na dzisiejszy stan to byłoby grubo około 30. Już nie liczę samych obserwacji poza Podkarpaciem, bo też dość dużo tego otrzymałem. Nawet jak uczestniczyłem w akcji w Bełchatowie w 2003 roku, to żebraliśmy wtedy za okres 10 dni, z tego, co pamiętam, około 30 czy 40 obserwacji różnych zdarzeń. To były głównie zdarzenia bliskie. Niestety to zostało w archiwach Archiwum Centrum Badań Zjawisk Anormalnych. Nie wiem, kto w tym momencie to posiada.
A nawet gdyby mi to było przydatne do pisania mojej książki, niestety gdzieś to tam ktoś ma. Myślę, że to się nie zniszczy.
[18:06] - Po tym wstępie uderzmy z grubej rury. Arku, większość ludzi uznaje, że UFO to zjawisko pozaziemskie, ale ty jesteś jednym z tych badaczy, którzy mają na ten temat troszeczkę odmienne zdanie. Czy możesz naświetlić ten problem słuchaczom Radia Paranormalium? Skąd twoim zdaniem pochodzą kosmici?
[18:26] - Tak. Ja też na początku, gdy zacząłem zajmować się problematyką UFO, tak samo jak większość badaczy, byłem przekonany, że za zjawiskiem UFO stoją typowi kosmici. Cywilizacje, które przybywają do nas z jakiejś tam X planety i próbują nas badać, kontrolować czy w jakimś innym sensie realizować swój pozytywny dla nas zamiar. Moje pierwsze lata badań, szczególnie jeżeli chodzi o przypadki z Gliniku, bo akurat przypadki Gliniku poznałem w 2000 roku, spowodowały u mnie to, że stwierdziłem, że to zjawisko jest bardzo plastyczne i niekoniecznie musi odzwierciedlać typowych śladów jakichś kosmitów, takich cywilizacji pozaziemskich, bo same obserwacje w zasadzie negują to. Wielu badaczy się może ze mną nie zgodzić, ale tak naprawdę jeżeli się przyjrzeć samym obserwacjom, szczególnie bliskim spotkaniom pierwszego czy drugiego, trzeciego stopnia, to one są bardzo absurdalne i nie pasują do typowych wizyt jakichś cywilizacji pozaziemskich z kosmosu. Dlatego właśnie na podstawie już niekoniecznie literatury, jaką przedstawił John Keel czy Jacques Vallée, bo oni też byli raczej krytykami tej teorii. Ja też stwierdziłem to właśnie po swoich obserwacjach w terenie, po dokumentacjach. Obraz sam z siebie się wyłonił. Według mnie to raczej nie mogą być przedstawiciele jakichś cywilizacji kosmicznych, którzy przylatują na Ziemię i robią absurdalne rzeczy. Bo czym może być na przykład porzucenie jakiegoś pana Kowalskiego w samochodzie czy badanie gleby czy jakichś kawałków drewna?
Bo wiadome, badając zjawiska UFO, często takie obserwacje mają miejsce. Także ja tutaj jestem raczej sceptyczny, jeżeli chodzi o tą teorię. Też dopuszczam jakąś tam możliwość, wiadome, bo człowiek nie zamyka się tylko w jednej teorii i dopuszczamy zawsze możliwość tego UFO-zjawiska, ale według mnie ono nie ma takich podstaw, żeby uważać, że to są typowe wizyty pozaziemskie gdzieś z panienkosmosu. Nie wiem, jakie jest wasze zdanie, ale ja już od dłuższego czasu mam takie i próbuję też tą opinię przedstawiać na moim blogu między innymi.
[21:16] - To może ja tutaj rzucę dwa słowa. Otóż takie wyjaśnienia dla tych, którzy z ufologią mają do czynienia rzadko albo są na pierwszych etapach zaznajamiania się z nią. Otóż zgodnie z tą obowiązującą przez kilkanaście czy przez kilkadziesiąt, bo tak naprawdę w kręgach zachodniej ufologii hipoteza o pozaziemskim pochodzeniu tych obiektów upadła bardzo szybko. Natomiast ona była powielana przez lata, między innymi w polskiej ufologii, dlatego, że te inne koncepcje się nie przyjęły. A te inne koncepcje są takie, że na przykład, jak twierdzi Jacques Vallée, UFO jest to rodzaj inteligencji bądź systemu, nie wiem, do czego to porównać. Czegoś w rodzaju żywiołu absolutnie niezależnego od nas, który potrafi oddziaływać na ludzką świadomość. Może być tak na przykład, tłumaczy Vallée, że jest to rodzaj inteligencji, która istnieje z nami na planecie, natomiast ona ma charakter niematerialny. Może natomiast przybierać określone formy. I tak, kiedy na przestrzeni wieków ta siła się manifestowała ludziom jako bogowie, jako latające podniebne statki, jako fu fightery, jako widmowe rakiety, tak teraz, w epoce lotów w kosmos przybrała formę latających spodków. Jakie były argumenty Jacques'a Vallée?
Pierwszy był taki i Arku, może kilka słów na ten temat. Pierwszy był taki, że hipoteza o pozaziemskim pochodzeniu kosmitów jest podważana przez w zasadzie wszystko to, co udało się zebrać, bo nagle okazuje się, że nie ma dwóch takich samych przypadków. W każdym przypadku, w każdym incydencie te istoty, obiekty wyglądają inaczej. Byłoby to dziwne, bo okazałoby się nagle, że odwiedza nas właściwie codziennie inna rasa, prawda? Jak ty się ustosunkowujesz do tego argumentu, że po prostu wszystkie istoty spotykane w relacjach UFO to humanoidzi? A przecież patrząc z punktu widzenia astrobiologii, powinno być inaczej.
[23:46] - Tak, właśnie masz całkowitą rację. Tak jak Vallée, tak samo ty podjęłeś ten istotny temat, gdzie te istoty są ukierunkowane właśnie humanoidalnie. Rzadko kiedy bywa, aby ktoś widział te istoty w innych formach. Oczywiście są tam spotykane takie wynaturzone, bym powiedział, ale jednak ta forma jest bardziej humanoidalna. I jeszcze możemy powiedzieć, że jeżeli chodzi o istoty, to samo zjawisko cechuje się, jeżeli chodzi o obserwację samego obiektu. Tak naprawdę nie ma takiego samego obiektu. To zjawisko jest, jak mówiłem, bardzo plastyczne.I każdy obiekt, każda obserwacja jest zupełnie inna. To też nie do końca pasuje do zjawiska pozaziemskiego. Nawet własnym archiwum dysponuję wieloma obserwacjami i każda jest inna. Każdy obiekt tak naprawdę w zupełności wygląda inaczej.
Sam Jacques Vallée też w swoich książkach opisywał, że jest zbyt duża liczba lądowań samych obiektów. Oczywiście w dzisiejszych czasach współczesnych już tych lądowań niestety nie ma. Do końca nie wiadomo, dlaczego to zjawisko nagle zanikło, ale faktycznie od lat 50. do końca 80. to była bardzo duża liczba lądowań. Z tego, co pamiętam, on bodajże wyliczył, że w archiwum posiada 2000 lądowań takich obiektów, ale tak naprawdę były one obserwowane do godziny 23:30. Tak statystyka mówiła, ale według jego obliczeń wykazał, że prawdopodobnie takich lądowań mogło być nawet 300 000. To jest wręcz gigantyczna suma, jeżeli chodzi o lądowanie jakichś istot pozaziemskich, które dokonują tutaj jakichś pomiarów, badań. I to jest troszkę nielogiczne z naszego punktu widzenia. Nie wiem, Piotrze, jak ty się na to zapatrujesz, ale to jest troszkę nawet śmieszne, bym tutaj rzekł.
[25:55] - Tak, musimy kilka rzeczy wyjaśnić naszym słuchaczom, bo z jednej strony słyszycie państwo, że UFO nie pochodzi z kosmosu, a z drugiej strony, że są lądowania. Problem polega na tym, jak twierdzi Jacques Vallée, że te istoty nie dość, że zawsze wyglądają inaczej, to w dodatku poruszają się po ziemi czasami bez skafandrów, bez jakichś ochronnych masek. Nie dość, że posiadają dwie nogi, dwie ręce i głowę, to czasami nawet wyglądają zupełnie jak ludzie. Czasami nawet mówią. Wydaje się to dziwne, bo jeżeli się przyjrzymy tym opiniom astrobiologów, to okaże się, że przecież jest bardzo nikła szansa na to, żeby w kosmosie pojawiło się życie jako takie, nie mówiąc o życiu inteligentnym. Ono przecież mogło wyewoluować na planecie, gdzie te warunki są zupełnie inne i tak naprawdę może przybrać każdą dowolną formę. Dlaczego zatem mamy do czynienia tylko z humanoidami? Ale problem jest szerszy, dlatego, że pojawia się na przykład kwestia lądowań, co by mogło sugerować, że rzeczywiście są to przybysze spoza ziemi. Natomiast Jacques Vallée i John Keel twierdzą, że ta siła, która stoi za zjawiskiem UFO, może przybierać dowolną formę. Ona się manifestuje na przykład w objawieniach maryjnych.
Ona się dawniej manifestowała w jakichś objawieniach religijnych, które stały się podstawą świętych ksiąg. Ona odpowiadała za spotkania z dziwacznymi istotami, które utrwaliły się w folklorze. Czyli reasumując, w zasadzie ta siła przybiera taką formę, jaką chce lub jaką odczyta z psychiki obserwatora. Innymi słowy jeszcze UFO ewoluuje, prawda? Najpierw mieliśmy do czynienia, jak mówiłem, z tym wszystkimi historycznymi obserwacjami. Potem pojawiło się UFO w tej znanej nam formie, a teraz od jakiegoś czasu mamy do czynienia z zalewem latających trójkątów. Nagle okazuje się, że praktycznie giną latające spodki. Jest ich coraz mniej. Pojawiają się latające trójkąty i Arku, moje pytanie jest takie: skoro UFO ewoluuje, to jaka będzie jego forma za kilka lat? Bo moim zdaniem ewoluujemy w zupełnie nowym kierunku nowych doznań i wydaje mi się, że po prostu zawód ufologa niedługo zniknie, dlatego, że ta siła, jeżeli ona rzeczywiście jest, przybierze zupełnie nową postać.
[28:41] - Tak, Piotrze, masz całkowitą rację. Sam się zastanawiam, jeżeli chodzi o zjawisko UFO, w jakim ono kierunku się potoczy w najbliższych 10, 15 latach. Nie do końca jest to dla mnie zrozumiałe, jaki obraz może przybrać następne zjawisko, ale tutaj bym się bardziej skłaniał, jeżeli chodzi o teorie, może was to zaskoczy i też słuchaczy, bardziej duchowe. Tu w tym kontekście bym się odniósł, ale też nie oznacza, że całkowicie zaniknie charakter takich typowych technicznych zjawisk typu spodek czy jakieś tam obserwacje trójkątów, ale bym się raczej zastanawiał, jeżeli chodzi o zjawisko duchowe w tym kontekście, dlatego że z perspektywy czasu widać, że faktycznie zjawisko ewoluuje i na przykładzie nawet słynnej fali sterowców nad Stanami Zjednoczonymi od 1897 chyba któregoś roku, już nie pamiętam. Jeżeli się pomyliłem, to Piotrze mnie popraw. Też widać było tą falę takich bardzo dziwnych sterowców, które raczej nie miały punktu odniesienia, jeżeli chodzi o faktyczne źródło i tych pojazdów, które ewentualnie zostały skonstruowane, bo tak naprawdę nikt się do tego nie przyznał. I tak jak fala nagle powstała, tak fala nagle zanikła bodajże w ciągu kilku miesięcy. I to też szeroko opisywał Keel czy Jacques Vallée. Myślę, że też zauważyłem takie podobieństwo, jeżeli chodzi o sterowce z falą tych trójkątów współczesnych. Nie wiem, może się mylę, ale zauważam pewne podobieństwo.
Być możliwe. Teraz wiadomo, że ta fala trójkątów nie jest usuwana, zanikła, bo nie wiem, czy wy dostajecie jakieś zgłoszenia, bo ja w ogóle nie dostaję żadnych.Chociaż region Podkarpacia w ogóle to jest jakiś taki, gdzie to zjawisko trójkątów w ogóle omija, bym tak mógł nawet powiedzieć. Ale w przyszłości sądzę, że to zjawisko będzie podążało w kierunku raczej duchowym. W tę hipotezę, tę teorię bym tutaj mógł wejść. Niż takie typowo technologiczne jak spodki. To jest moja taka robocza teoria.
[31:09] - Kolejnym argumentem przeciwko kosmicznemu pochodzeniu obcych był fakt, że tych obserwacji, może teraz nie jest ich tak dużo. Natomiast były takie lata, na przykład rok 1954, gdzie było ich mnóstwo. Rok 1989. W Polsce to były lata 1978, może 1981. Przeciwnicy hipotezy o pozaziemskim pochodzeniu UFO twierdzą, że musielibyśmy być czymś w rodzaju przystanku na jakiejś ogromnej drodze międzygalaktycznej, na którym zatrzymują się kosmiczni podróżnicy. I tak naprawdę Arku, jeszcze jedna taka sprawa. Keel i Jacques Vallée w zasadzie uznawali UFO za zjawisko ziemskie z tego powodu, że te pojazdy się tu pojawiają. Natomiast my, mając takie spojrzenie na naszą planetę z przestrzeni kosmicznej, tej najbliższej okołoziemskiej, w zasadzie nie widzimy, skąd one przybywają. Wniosek z tego taki, że albo produkuje je jakaś inteligencja, która tutaj siedzi z nami, albo są to, jak twierdzą niektórzy podróżnicy z innych wymiarów. Ta hipoteza Jacques'a Vallée czasami właśnie była nazywana międzywymiarową, chociaż on sam tak tego nie ujmował.
I właśnie zmierzając tutaj może do sedna tego problemu niekosmicznego UFO, przedstawię może jeszcze pogląd Johna Keela, wymienionego tutaj amerykańskiego badacza i pisarza, który twierdził, że UFO i wszelkie dziwne zjawiska, bo on akurat wkładał do tego worka też inne zjawiska, jest pochodną tak zwanego superspektrum. Tej samej siły, którą Jacques Vallée nazywał systemem, która objawia się ludziom w zasadzie tak, jak chce. Może się objawiać w sposób w pełni materialny, może nawet wejść w fizyczny kontakt z człowiekiem. Natomiast ona nie ma określonej formy. John Keel nazywał obiekty UFO koniem trojańskim i z tego powodu, że on był zdania, że ich powierzchowność, ich forma to jest iluzja. W środku zjawiska UFO, w środku tych obiektów znajduje się coś, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Arku, jeszcze jedna rzecz. Mówiłeś o tych dziwnych zachowaniach ufonautów. Jacques Vallée nazywał to metainteligencją, czyli oni się zachowują z naszej perspektywy tak dziwnie, że my tego nie rozumiemy. Czy ty znalazłeś w swoim archiwum takie przypadki, które by świadczyły właśnie o tym syndromie dziwaczności zachowania obcych?
[34:08] - Tak, wielokrotnie. Tak jak Keel czy Vallée. Tak samo ja znalazłem w archiwum i na nurt czy własnych badań takie przypadki. Między innymi miały miejsce w Gliniku. Tam, w tej małej miejscowości 15 kilometrów od Ropczyc doszło do różnych bardzo przeróżnych zdarzeń, nie tylko związanych z UFO, ale takich zdarzeń związanych, bardziej bym się tutaj kierował w stronę obserwacji zjawiska natury demonicznej nawet. Bo tam się pojawiały takie bardzo dziwne postacie. Nie tylko w nocy, bo przeważnie każdy myśli, że jak się coś pojawia, jakaś postać, to przeważnie ma to miejsce w nocy. Nie, tam też pojawiały się w ciągu dnia. Te istoty też się zachowywały bardzo dziwnie, nietypowo. W dwóch przypadkach były to postacie, które się unosiły nad ziemią, nad gruntem się unosiły.
Doszło bodajże w jednym zdarzeniu do kontaktu nawet. Nie wiem, Piotrze, jak pamiętasz, tam była taka historia takiego pobożnego człowieka, który natknął się na podwórku na taką istotę, którą po prostu wziął za Jezusa. Tak naprawdę było. On to wziął za Jezusa. Miał na tyle niski poziom wiedzy na temat takich zjawisk, że dla niego ta istota była Jezusem. Z tego, co pamiętam, ta istota nawet sugerowała, bo nie pamiętam, czy telepatycznie, czy w jakiś inny sposób, żeby ten człowiek do niej podszedł. Tyle że on tam odczuwał dość duży lęk i jakby starał się w dalszej odległości trzymać od tej istoty. Ale tak, jak już tutaj zauważył słuchacz, tego dziwactwa tych istot, już nie pamiętam, który to autor czy badacz opisywał, taką statystykę wykonał nawet jeżeli chodziło o zachowanie się tych istot w okolicach tych obiektów, czy w ogóle podczas bliskich spotkań. Sugerowałoby to, że te istoty mają świadomość takiego czternastolatka nawet, że mają taką świadomość i tak dziwne zachowania kreują. Dlatego tutaj jestem bardzo zgodny z tymi twierdzeniami Keela czy Vallée.
Uważam, że w pewnym sensie oni trafili do sedna sprawy, jeżeli chodzi o to zjawisko.
[36:28] - A gdybyś miał szukać tych przypadków prawdziwych kosmonautów, prawdziwych obcych, którzy lądują na Ziemi i wchodzą w interakcje z człowiekiem?To jakie byś postawił tutaj wyróżniki? To znaczy, które przypadki według ciebie mogą wskazywać, że te istoty są prawdziwymi kosmitami z ciała, krwi i kości, a nie są produktami tego systemu, który oddziałuje na naszą psychikę?
[37:00] - Osobiście nie znajduję takich wniosków, do jakich ty dochodzisz. Ja bym tutaj bardziej się sugerował, jeżeli faktycznie mamy związek z jakąś cywilizacją pozaziemską, taką typową, to bym sugerował, że oni wcale nie muszą nas odwiedzać w sposób materialny, jak to właśnie widzimy na przykładach zdarzeń związanych z UFO, tylko na przykład mogą wysyłać obiekty typu UFO sondy, a to znamy z ufologii i one mogą dostarczyć im tego wszystkiego, co potrzebują tak naprawdę. Wydaje mi się, że to jest dla mnie osobiście najbardziej rozsądne wyjaśnienie ewentualnego kosmicznego pochodzenia UFO. Jeżeli chodzi właśnie o te małe UFO sondy. My to samo przecież robimy, prawda? Na orbicie okołoziemskiej też dysponujemy wieloma satelitami, które zbierają przeróżne informacje i w zasadzie bardzo wiele wiemy o naszej planecie czy o innych planetach w naszym układzie. Także nie potrzebujemy często wysyłać całej załogi, żeby się dowiedzieć o kształcie tej planety, tylko są zbierane informacje z większej, dalszej odległości, tak jak to właśnie w przypadku satelit okołoziemskich. Ja, Piotrze, ci powiem, nie znajduję specjalnych związków, jeżeli chodzi o istoty i typowe istoty pozaziemskie, które mogłyby ewentualnie pochodzić z kosmosu. Wiem, że większość badaczy będzie utrzymywała się raczej przy tym teorium, ale ja jestem raczej innego zdania, ponieważ te istoty potrafią się bardzo dziwnie zachowywać. Samo pojawianie się i znikanie jest bardzo dziwne.
Nawet znikanie postaci w takiej formie, jak włączamy stare odbiorniki telewizyjne, jak się dawniej włączało, prawda? Ten obraz sukcesywnie, powoli znikał. Także to bardziej by nawet skłaniało ku temu, że to jest jakaś projekcja nawet niż żywa istota. Ciężko jest w gruncie rzeczy coś powiedzieć, czy to są faktycznie istoty z krwi i kości. Ja bym sugerował, że raczej nie. Osobiście moje zdanie jest, że nie.
[39:18] - No właśnie, bo dochodzi jeszcze do tego jedna sprawa. Zawsze w momencie, kiedy, prawie zawsze, ale w większości przypadków, kiedy dochodzi do jakiegoś bliskiego kontaktu, coś włącza się w świadomość ludzi. To znaczy wchodzimy w inny stan odbierania rzeczywistości. Jest to albo spowolnienie czasu, albo przyspieszenie czasu, albo jakieś nietypowe odczucie, prawda? To też wskazuje, że w momencie kontaktu z UFO ta siła przejmuje kontrolę nad umysłem świadka i w zasadzie może pokazać mu i zrobić z nim, co tylko chce. Ja pamiętam ze swojego archiwum taki bardzo ciekawy przypadek. Jeden z niewielu tego rodzaju w Polsce, a może nawet i na świecie. Kiedy świadek obudził się, to było bodajże jeszcze za PRL-u. Obudził się, zobaczył światło za oknem w odległości bodajże kilkuset metrów, po czym usłyszał albo poczuł taki przymus, że musi tam wyjść, prawda? Możesz coś powiedzieć o tym przypadku i o innych sprawach, które wiązały się z takim silnym psychicznym oddziaływaniem na obserwatora?
[40:31] - Tak. To zdarzenie akurat nie tak dawno otrzymałem. Tamtego roku bodajże. Ono dotyczyło obserwacji. To w zasadzie była obserwacja trzeciego stopnia typu bodajże F, gdzie świadek odczuwał jakieś telepatyczne przekazy. Do zdarzenia doszło w latach 80. W połowie lat 80. w okolicach Jasła. Tam jest taka mała miejscowość. Już nie pamiętam w tym momencie.
Wiem, że to są wzgórza Jasła. Chodziło o to, że świadek wtedy 14- albo 15-letni bodajże chłopiec obudził się około drugiej w nocy i zauważył w odległości niespełna 400 metrów nad takim starym jarem bardzo dużą kulę światła. To była bardzo duża kula światła, takiego zielonego koloru, która on to opisał tak, jakby to żyło dosłownie. Miał wrażenie, że to jest istota właśnie żywa, że ona żyła własnym życiem. I to było bardzo dziwne, ponieważ świadek był na tyle zauroczony tym zjawiskiem, że postanowił wyjść na pole, na balkon, bo mieszkał w domu jednorodzinnym, pomimo że był śnieg i mróz. To zauroczenie było do tego stopnia, że on chciał zeskoczyć z tego balkonu, a tam było około dwóch do trzech metrów wysokości. Prawdopodobnie, o ile by nie zginął, to mógł sobie zrobić wielką krzywdę. I w tym momencie, przed tym skokiem otrzymał taki telepatyczny przekaz. To był taki głos. On nie do końca potrafił go określić, czy był jakiś metaliczny, ale ogólnie głos brzmiał.
Mówił mu w ten sposób, że nie możesz tam iść, nigdy ci tam nie wolno podejść w to miejsce. Tak mniej więcej ten przekaz brzmiał, telepatyczny. Co dziwne, ten świadek właśnie jak ja do dzisiejszego dnia z nim mam kontakt. On był tak zauroczony charakterem tego zjawiska, że według niego to wykraczało poza naszą trójwymiarową przestrzeń, bo miał takie wrażenie, gdy wstawał z łóżka, to w ogóle to zjawisko obserwował inaczej. W ogóle to zjawisko było w dziwnym kształcie nawet. Gdy podszedł do okna, ono też jakby się zmieniło. TakżeNie wiem, czy to było oddziaływanie na psychikę, na świadomość świadka tego zjawiska. Sądzę, że to był typowy obiekt UFO, który sobie gdzieś tam stał. To też trzeba określić jakieś zjawiska świetlne od klasycznych obiektów UFO, prawda? Najciekawsze było to, że ten świadek, zresztą to był w późniejszym czasie policjant też między innymi, na tyle się zainteresował tą tematyką UFO, że go doprowadziła do takich własnych przekonań, do własnych opinii, takich podobnych między innymi jak wyciąga przede wszystkim Keel.
Bo Keel ma często negatywną opinię o tym zjawisku. I być możliwe, że ma rację akurat. Z tego, co pamiętam, to zjawisko, które oddziaływało na świadka w Jaśle, spowodowało u niego takie zauroczenie, bliskość, duchowość z tym zjawiskiem. Był w takiej jakby ekstazie, można nawet powiedzieć. Rzeczywiście zjawiska tego typu wpływają bardzo często, jak nie zawsze, na świadka czy świadków, bo takie obserwacje miałem nie tylko pierwszy raz, ale między innymi charakter tych zjawisk był nocowy, doszło do bliskiego spotkania trzeciego stopnia. I jeszcze bodajże, z tego, co wiem, to innych. Musiałbym troszkę pogrzebać w moim archiwum, żeby to wydobyć w tym momencie.
[44:22] - Miało dzisiaj być mniej pytań albo w ogóle nawet od czytelników. Natomiast uderzyłeś chyba w dość czuły punkt Arku, bo powiedziałeś, że niektóre zdarzenia miały charakter demoniczny i widzę, że to bardzo ludzi niektórych zainteresowało. Co masz na myśli, mówiąc o tym negatywnym, złym, demonicznym charakterze UFO? Czy trzeba to rozumieć przez pryzmat religijny, czy raczej odnosisz się do faktu, że po prostu w grę wchodzi jedna siła, która dawniej była nazywana demonami, a dziś po prostu przybrała formę kosmitów? Jak na to patrzysz? Bo to jest bardzo kontrowersyjny temat, chyba czasami źle przez niektórych rozumiany.
[45:06] - Tak. Ja też po latach dochodzę do pewnych swoich wniosków, swoich opinii i zaczynam się też interesować takimi zjawiskami demonologicznymi w kontekście zjawiska UFO. Bo jakby nie było, co jest, to musimy wiedzieć, że te zjawiska mają bardzo wiele ze sobą wspólnego. Nawet sam John Keel twierdzi, że tak naprawdę ufologia to jest inną wersją demonologii. I miał dużo racji w tym, co pisał, w tym, co mówił. Często na blogu poruszam już takie pytania, takie swoje wnioski, opinie, przemyślenia i wiem, że to ludzi poniekąd elektryzuje w takiej postaci, że objawiają się te zjawiska jako negatywne. Być możliwe, że jest w tym coś negatywne dla nas. Nie wiemy tego do końca. Wiadomo, że takie zjawiska podobne były opisywane w Biblii i wydaje mi się, że w późniejszych czasach tak samo jest. Ten punkt odniesienia tych samych zjawisk, tak jak i dzisiaj właśnie.
Wydaje mi się, że mają ten swój punkt wspólny, ten mianownik, wszystkie te zjawiska, że w pewnym sensie one wcale nie są zjawiskami materialnymi, tylko bym powiedział właśnie duchowymi. Parafizycznymi, w tym kontekście bym to określił. Nie do końca zauważam tutaj typowe wizyty kosmitów, tylko bardziej powiedziałbym z jakichś zupełnie innych światów. To są istoty, to jest ta siła, przez które ewentualnie to coś nami kieruje.
[46:49] - Uderzamy chyba w bardzo czułe tony i kontrowersyjne aspekty ufologii, ale od tego są debaty ufologiczne. Wiele osób moim zdaniem rozumie troszkę źle ten wątek demonologiczny w ufologii. To znaczy zdaje im się, że kosmici to są diabły, szatany, których należy wypędzać przy pomocy egzorcystów. Nie. Chcemy delikatnie zasugerować, że ta inteligencja, która się przejawia w zjawisku UFO, w bliskich spotkaniach, w przypadkach przekazywania jakichś orędzi i tak dalej, ona jest podobna do tego, czym zajmowali się na przykład renesansowi magowie, tacy jak chociażby John Dee, tacy jak wszyscy ci, którzy twierdzą, że mieli bezpośredni kontakt z inną rzeczywistością, skąd otrzymywali przekazy, prawda? To samo poniekąd miał Crowley. Chris mówił tydzień temu o Crowleyu i Lamie, czyli tej istocie, którą on widywał i która była podobna niezwykle do współczesnego Charaka. Także jest to rzeczywiście temat rzeka, dlatego że moglibyśmy o tym mówić długo i dawać wiele przykładów. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do, niestety angielskojęzycznej lektury książek Jacquesa Vallée i Johna Keela. Pozwoli to szerzej zrozumieć różne konteksty kulturowe tego zjawiska.
Arku, ale my cały czas poruszamy się po takim obszarze bardzo abstrakcyjnym, jeżeli idzie o ufologię, bo najpierw mówiliśmy o tych wszystkich dziwnościach, mówiliśmy o teorii, a właściwie lukach i dziurach w teorii o pozaziemskim pochodzeniu UFO. Mówiliśmy o tym tricksterowym, demonicznym. Właściwie to słowo trickster byłoby lepsze, tylko ono nie ma chyba w języku polskim dobrego odpowiednika.Nawet chyba w literaturze psychologicznej, kiedy pojawia się mowa o archetypach Junga i jest archetyp trickstera, nie ma dobrego tłumaczenia. Musimy wymyślić dobry zamiennik tego słowa, lepszy niż demonologiczny. Ale Arku, skoro rzeczywiście UFO nie jest tym, za co wszyscy je uważają, skoro John Keel miał rację i tylko ono z wierzchu jest tym, za co powszechnie uchodzi, natomiast w środku drzemie jakaś nieznana siła, to jaka jest celowość tego zjawiska? Jakie ono ma zamiary? Czy w ogóle jest jakaś celowość? Czy ono do czegoś prowadzi? Mam na ten temat akurat kilka osobistych poglądów, ale chciałbym raczej poznać twoje.
[49:46] - Na pewno jest jakaś celowość, bo nie uważam, żeby mimo wszystko, z tej absurdalności, która się wyłania z tych obserwacji, to był groch z kapustą. Jest jakaś celowość, to na pewno. Albo my tego nie potrafimy jeszcze zrozumieć, odgadnąć. Chociaż wydaje mi się poniekąd, że próbujemy na siłę tłumaczyć tą siłę, która jest gdzieś tam ukryta, naszym własnym językiem. Często ją usprawiedliwiamy nawet, mimo że w pewnych sytuacjach jest negatywna, próbujemy ją usprawiedliwiać. Faktycznie John Keel miał w tej rację, nazywając to koniami trojańskimi, jeżeli chodzi o te obiekty, ponieważ nie do końca wiadomo, co się za nimi kryje, bo nie ma takiego człowieka na razie na Ziemi i też nie za bardzo wierzę w te spiski i teorie rządowe, że jest jakaś osoba na wysokim stanowisku, która to wie. Ja akurat nie kupuję tego wyjaśnienia, tych teorii. Uważam, że chyba jeszcze za wcześnie i być możliwe, że nigdy nie poznamy tak naprawdę, o co w tym zjawisku chodzi, bo to zjawisko wydaje mi się, że też wywiera na nas wpływ i to wpływ na naszą całą historię, jak tutaj rzekłem. Przede wszystkim przybliża nas do jakiejś formy kosmicznej. Wcześniej jedyną formą była forma boża.
Ludzkość odnosiła się, w zależności kto ma jaką wiarę, ale do formy bożej. Od roku 1947 bardziej kierujemy się, jeżeli chodzi o naszą świadomość, przekazy ufonautów, bo jednak takie przekazy są i te przekazy wielu ludzi utwierdzają w tym, że jest coś nawet wyższego niż siła boska. A ludzie sugerują, że to są właśnie ci w cudzysłowie ufici. Wydaje mi się, że ta siła, za którą stoi to zjawisko, ma zarówno pozytywny wpływ, i negatywny. Ciężko określić do końca, przeważyć szalkę, która jest cięższa, która lżejsza u tych wpływów, ale wydaje mi się, że światopogląd się nie zmienia. Nawet tak jak John Keel bodajże stwierdził, że tak naprawdę fale od obserwacji UFO w latach powojennych miały swój cel, bo dziś tych fal nie ma. One zanikły. Największa fala chyba w historii światowej była w 1994 roku, w szczytowym momencie nawet we Francji, gdzie zaobserwowano nie tylko masywne, niby materialne obiekty, ale i istoty różne robotopodobne. One miały, wydaje mi się, te fale, spowodować jakiś wpływ na samo ludzkość. I wydaje mi się, że w tej sile to się udało poniekąd, bo spowodowało to, że już większość ludzi nie neguje tego, że zjawisko UFO istnieje.
Oni faktycznie dopuszczają, większość ludzi prawdopodobnie dopuszcza taką możliwość. Ci ludzie oczywiście muszą mieć rozwiniętą świadomość, że dopuszczają takie możliwości. Wydaje mi się, że ta siła właśnie chciała sprawić ku temu, żeby ludzkość osiągnęła taki stopień w cudzysłowie wtajemniczenia. Co też kryje się za tym wszystkim, nie wiadomo do końca, bo wydaje mi się, że badacze tego problemu za bardzo poszli w kierunku materialnych cech UFOzyyska, a zbyt mało poświęcają, ja tak samo, zbyt mało poświęcałem uwagi, jeżeli chodzi o przekazy tych istot, bo chyba tutaj jest kwintesencja tego wszystkiego, co w tym zjawisku drzemie tak naprawdę. Wydaje mi się, że teraz po tylu latach powinniśmy spoglądać przez pryzmat tego, co już mamy z tej ufologii, bo naprawdę jest na tyle materiału, że kolejne obserwacje już wiele nie wniosą, tylko potwierdzają pewną regułę. Teraz już pasowałoby się naprawdę zabrać do takiej analizy rzeczowej tego UFOzyyska i wysunięcia pewnych, nawet się nie boję tutaj użyć, kontrowersyjnych tez i opinii, bo trzeba faktycznie już po tylu latach zadawać sobie pytanie, z czym naprawdę mamy do czynienia i próbować szukać tych wyjaśnień. Wydaje mi się, że za sprawą tego UFOzyjska coś faktycznie się ukrywa. Nie wiem do końca co. Jestem całkowicie otwarty, dopuszczam pewne inne możliwości. Wspomnieliśmy wcześniej o zjawiskach demonologicznych.
Tak samo nie chciałbym tutaj nikogo straszyć, ale nie powinniśmy się aż tak za bardzo otwierać na coś, co nie do końca znamy, bo nawet John Keel, jak Piotrze wiesz, pisał z „Operacja UFO” o koniu trojańskim, że zjawisko UFO jest bardzo niebezpieczne, wręcz nawet ostrzegał.młode osoby, żeby się tym nie zajmowały, ponieważ to zjawisko bardzo często rujnuje psychikę ludzi. Niejednokrotnie wiemy z różnych spotkań bliskiego rodzaju przede wszystkim czwartego stopnia. Wydaje mi się, że to zjawisko nie dba, bo wiem, że badacze by chcieli widzieć w tym zjawisku dobrych braci z kosmosu, którzy ewentualnie dbają, zamiatają po nas wszelkie brudne nieczystości, ale wydaje mi się, że to zjawisko tak naprawdę nie dba o nas. Tak jak Vale swobodnie nas wykorzystuje i kontroluje na swój sposób. Po prostu osiąga cel, co do którego nie mamy pełnej jasności.
[55:35] - A co masz na myśli mówiąc o tym niebezpieczeństwie? Bo wiem, że Kill mówił to w zasadzie w oparciu o autopsje, bo on otarł się o to zjawisko i miał pewne dziwne, nieprzyjemne przygody, z którymi człowiek inteligentny jest w stanie sobie poradzić. Natomiast ja sam znam przypadki i ty na pewno też ufologów czy publicystów czy osób zainteresowanych zjawiskiem UFO, którym brzydko mówiąc przegrzała się pałka trochę od pewnych rzeczy. Jest w tych przypadkach szczególnie bliskich spotkań pewien bardzo niepokojący element. Osoby, które miały bliski kontakt czy to z jakimś światłem nieznanego pochodzenia, czy z obiektem, czy z istotą, zawsze doznają gwałtownych przemian. Może nie tyle osobowościowych, co przewartościowania najpierw swojej wiedzy o świecie i potem sięga to coraz dalej. Może być różnie. Spotykaliśmy się niejednokrotnie z bardzo różnymi reakcjami ludzi. Wspólny mianownik po tych obserwacjach był taki, że UFO, w zasadzie obserwacja zmieniła ich podejście do życia. To jest, wydaje mi się bardzo ważne w zjawisku UFO, że za każdym razem, kiedy ktoś się z tym styka, otwiera się w nim coś, co do tej pory było ukryte.
Głównie chodzi o swego rodzaju oświecenie. Jeżeli osoby, które nas słuchają, są zainteresowane chociażby okultyzmem albo historią okultyzmu, to one wiedzą, że to w zasadzie potwierdza troszeczkę to, o czym mówiliśmy wcześniej, o tym elemencie demonologicznym. Chociaż jak podkreślałem, nie jestem zwolennikiem używania tego określenia. Jest to po prostu siła, która oddziałuje na nasz umysł od niepamiętnych lat, chociaż nie wiadomo w sumie po co. Jest ona niematerialna, natomiast jest silniejsza od naszej psychiki, od naszej osobowości i ma w zasadzie możliwość narzucenia nam swojej woli. Jeżeli mówiliśmy jeszcze o celowości zjawiska UFO, to wydaje mi się Arku, że dobrze zasugerowałeś, bo cokolwiek odpowiada za UFO, za latające spodki i bliskie spotkania, to tak naprawdę zdołało po tych kilkudziesięciu latach przekonać ludzkość do tego, że kosmici istnieją. Czyli system, o którym mówił Jacques Vallée, system, który chce czegoś nauczyć ludzkość, chociaż może nie jest takim dobrym bratem z kosmosu. On działa. On pokazał w XIX wieku ludziom, że możliwe jest latanie. On być może przekazywał informacje niektórym osobom.
Będziemy jeszcze o tym mówić, mam nadzieję w innych programach. O tym powstała książka „Poranek magików”. O tych wszystkich dziwnych przypadkach w życiu wielkich wynalazców i myślicieli. Ten system być może otwarł nam umysł na możliwość, na kosmos, na rozważania o kosmosie. Chociaż może przybrał fałszywą formę albo podszywał się po prostu pod kosmitów. I teraz ten system może chce nam pokazać coś jeszcze innego. On za każdym razem wyprzedza, jak pisał Vallée epokę. On przygotowuje ludzkość na działanie nowych prądów, nowych idei. To jest coś w rodzaju zbiorowej nieświadomości Junga na przykład, która jest aktywna i to aktywna na tyle, że ma moc pokazywania człowiekowi rzeczy, których tak naprawdę nie ma. Także osoby, które nas słuchają, mogą dzisiaj odnieść wrażenie, że jesteśmy jakimiś UFO heretykami, ale niestety Arku, tak jest.
Z tysięcy, dziesiątek tysięcy przypadków w zasadzie wynika to, o czym mówimy. Wynika wewnętrzna sprzeczność natury zjawiska UFO. I teraz pytanie do ciebie, jeszcze króciutkie, zanim przejdziemy do dalszych kwestii, już takich troszkę lżejszych. Czy według ciebie ważniejsze jest zbieranie nowych obserwacji, które cały czas się pojawiają, czy ważniejsze jest tworzenie podsumowań w ufologii?
[59:57] - Jeszcze się Piotrze odniosę do pytania wcześniejszego. Jeżeli chodzi o całokształt tego zjawiska, bo mówimy też, że stoi za nim pewna siła, co do której nie mamy pojęcia. Trzeba sobie też powiedzieć, że będą sceptycy, którzy stwierdzą, że za zjawiskiem stoją tajne technologie. Takich ludzi i osób jest bardzo wiele. Też ja nie wykluczam do końca wszystkiego, ale załóżmy, że za obserwacjami powojennymi, a to gigantyczna była skala obserwacji UFO spotków, jakieś armie świata stały, to gdzie się teraz te podziały, wyparowały? Że tak powiem przesiedli się teraz na trójkąty lepszej generacji? Można troszkę dywagować, ale to tak mi właśnie przyszło tak pół żartem, pół serio na myśl takie coś. Jeżeli chodzi o twoje pytanie, które mi zadałeśJa już wcześniej bodajże coś o tym wspominałem, ale wydaje mi się, że owszem, naturą badacza, ja się nie kreuję jako badacz, ale bardziej jako człowiek-dokumentalista, dokumentator w terenie. Mimo wszystko, jeżeli chodzi o obserwacje bliskie, to powinni zbierać w dalszym ciągu, bo jest bardzo mało w tym momencie ufobadaczy w Polsce. Już na palcach jednej ręki można ich policzyć i chyba spada jakość tych badaczy.
Wydaje mi się, że na podstawie tego, co już mamy, powinniśmy wyciągać pewne wnioski. I tak jak mówię, nie bać się tych wniosków, spróbować nowe, często jakieś interesujące pomysły. Być może w przyszłości, jak nie nas, to może inne pokolenie doprowadzi do jakiegoś rozwiązania tego problemu, bo należy pamiętać, że tak naprawdę nad zjawiskiem debatowano w latach 50. Przecież z tego, co pamiętam, któryś z dowódców RAF-u, już nie pamiętam w tym momencie, jak się nazywał, w latach 50. podjął takie kluczowe wnioski, że tak naprawdę nie mamy do czynienia z obserwacjami UFO w sensie kosmicznym, tylko właśnie w sensie jakiegoś świata paranormalnego, który gdzieś tutaj między nami istnieje. Dał taki ciekawy, bardzo fajny punkt odniesienia. Już w tej chwili nie pamiętam, kto to dokładnie powiedział, bo musiałbym szukać, ale wydaje mi się, że ludzkość przyzwyczaiła się do tego, że faktycznie UFO równa się zjawisko pozaziemskie i nawet Spielberg w filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” na prośbę, przecież konsultantem tego filmu, jak wiadomo, był Jacques Vallée i on zasugerował reżyserowi, aby zjawisko UFO przedstawić w takim stopniu, jakim ono faktycznie jest. Ale Spielberg powiedział: „Jacques, ok, ty pewnie masz rację, ale ja muszę dać ludziom taki obraz, jaki oni oczekują. Po prostu kosmitów”.
[01:03:15] - No właśnie. Pewnie nasze słowa dzisiaj podniosą bunt na czacie. Zapraszamy wszystkich, którzy mają jakieś pytania albo jakieś wątpliwości, albo jakieś uwagi do podzielenia się nimi na paranormalne.eu na forum Infra, tam jest specjalny dział, tam będzie można dyskutować. Zachęcamy również do dyskusji na blogu Arka, o którym jeszcze nie mówiliśmy, ale zaraz o nim powiemy. Jego adres to arekmiazga.blogspot.com. I jeszcze jedna sprawa. Rzeczywiście zjawisko UFO wydaje się bardzo złożone. Niektórzy nam zarzucają: a co na przykład z katastrofami UFO? A co z przypadkami lądowań? A co z przypadkami śladów?
A co z porwaniami? A co ze sprawami, kiedy UFO spowodowało uszczerbek na zdrowiu? No właśnie, ale my dzisiaj ograniczamy się do większości przypadków, a niestety większość przypadków to są sprawy o wysokim stopniu dziwności. Te przypadki na przykład, kiedy UFO pojawia się w pobliżu samolotu i wykonuje jakieś dziwne manewry, w zasadzie też są to przypadki wysokiej dziwności, dlatego że takie zdarzenie nie ma z naszego punktu widzenia żadnego sensu. Te obiekty pojawiają się tylko po to, żeby się zamanifestować tak, jak mówiłeś na początku, żeby się pojawić, żeby kogoś nastraszyć. I w zasadzie to jest wszystko. A potem znikają i człowiek zostaje ze swoimi przemyśleniami. Może to jest właśnie cel tego zjawiska, że ono w jakiś sposób zmusza nas do myślenia. Nie wiem, jakie będą dzisiaj reakcje słuchaczy, ale to, co mówimy, jest w zasadzie esencją analizy przypadków wysokiej dziwności. Archu, ale dajmy odpocząć tym skołatanym umysłom.
Przejdźmy do spraw bardziej takich, nie powiem przyziemnych, ale takich, z którymi się zetknąłeś, z którymi miałeś osobisty kontakt, które badałeś. Pierwsza rzecz, która mi przychodzi na myśl, to Glinik. Glinik stał się słynny w Polsce dzięki temu, co się tam działo, bo nagle okazało się, że ta mała wioska, która specjalnie nie jest chyba ani za bardzo szczęśliwie położona, ani urokliwa, stała się słynna z racji dziwnych wydarzeń, jakie miały tam mieć miejsce. Otóż od bodajże lat 60., bo wtedy zanotowany został pierwszy przypadek, dochodzi tam do spotkań z dziwnymi obiektami, chociaż są to raczej niekonwencjonalne obiekty. Nie jest to takie typowe UFO. Dochodzi tam również do obserwacji latających humanoidów. I te przypadki powtarzają się co kilka lat. Wygląda na to, że Glinik jest takim polskim ranczem Skinwalkera, gdzie raz na jakiś czas otwiera się jakby portal do innej rzeczywistości i przesiąkają tam byty o naturze paranormalnej. Oczywiście napisałem o tym kiedyś artykuł. On się ukazał w Onecie i wywołał sensację, dlatego że wiele osób, pamiętam, pisało nawet w komentarzach o swoich własnych doświadczeniach.
A potem historia się potoczyła trochę dziwnie z tego, co pamiętam, bo zgłosiła się do ciebie telewizja, nawet zgłosiło się do ciebie radio i inne media, które na siłę chciały zrobić z Glinika polski Trójkąt Bermudzki. Wiem, że nawet były tam organizowane jakieś wyprawy i automatycznie zrodziło to problem, bo wiadomo, że ludzie zamkną się w sobie i nie będą chcieli o tym mówić. Archu, co tak naprawdę działo się w Gliniku? Bo wiele osób o to pyta.Na przykład na forum, pod tekstami, w komentarzach. Czy to, co się działo w Gliniku, jesteś w stanie powiedzieć, że to wszystko była prawda, bo ty z tymi ludźmi się spotkałeś?
[01:07:18] - Tak. Glinik jest taką specyficzną miejscowością w okolicach Ropczyc. Sprawę Glinika odkryłem dzięki temu, że podglądałem w jakiejś regionalnej prasie artykuł na temat zjawisk UFO i skontaktował się ze mną pewien mieszkaniec tej miejscowości, bardzo młody zresztą, który opowiedział mi telefonicznie w skrócie o swoich historiach, które przeżył na przestrzeni kilku lat. To mnie zaciekawiło i podjąłem dalszą współpracę z tym panem. Przeraziło mnie to wręcz nawet, bo nie przypuszczałem, że na tak małym odcinku, bo to naprawdę można o sobie powiedzieć, mały odcinek Glinika, doszło do wielu obserwacji bardzo dziwnych zjawisk. To były obserwacje bardzo małych obiektów różnego kształtu, obserwacje monumentalnych postaci zarówno w nocy, w warunkach dziennych. Z tego, co pamiętam, pierwszą obserwacją była relacja pewnej mieszkanki Glinika, która w latach 50. nawet zauważyła w odległości kilku metrów humanoidalną postać, która stała na polance obok jej domu. To było o tyle dziwne, że ta postać stała tyłem do niej i w pewnym momencie uniosła się do góry i znikła. To było bardzo ciekawe.
I właśnie w tym miejscu, tam, gdzie ta postać stała, w tej właśnie okolicy, w późniejszym czasie doszło do serii kilku spotkań, jak mówiłem, z dziwnymi małymi obiektami. W jednym przypadku bodajże sześciu- czy siedmioletni chłopiec, z którym też utrzymam bardzo dobry kontakt, nawet taki obiekt dotknął ręką. Także znam jego odczucia, reakcje, bardzo dobrze to zapamiętał, mimo że to jest osoba, która w tym czasie miała siedem lat. Ktoś może powiedzieć, że nie pamięta, a otóż pamięta. Ja w wieku dziewięciu lat widziałem obiekt UFO w 1994 roku i też bardzo dobrze pamiętam tę scenę. Doszło tam do serii niezwykłych obserwacji i to mi właśnie zrodziło pytanie, że tam naprawdę nie mamy do czynienia z klasycznym pojęciem zjawiska UFO, lecz serią różnych zjawisk, które się w tym miejscu pojawiają. Były tam obserwacje nocnych gości w domu pewnej mieszkanki, która zauważyła ciemną, wręcz chudą postać, która ją nękała. I co właśnie ciekawe, bo pewnym punktem odniesienia jest to, że to wszystko doszło w bliskiej odległości tych zdarzeń, gdzie wcześniej zauważono inne monumentalne postacie, małe obiekty. Esencją tego wszystkiego było to, że po roku 2009 komentowałem ostatnie zdarzenie związane właśnie z taką obserwacją. Opisywałem je na blogu.
Będę też opisywał w książce, którą mam nadzieję mi się uda wydać w tym roku w wersji klasycznej. Zdarzenie dotyczyło dziwnej postaci, która została zauważona koło starej szopy i po tym zdarzeniu wszystko się uciszyło. Od 2009 roku nie mam żadnego doniesienia z tego terenu, pomimo że mam swego informatora w tym miejscu. Dzięki niemu mogłem uzyskać dojście do wielu osób i trzeba sobie powiedzieć bardzo trudne dojście do osób, bo wiele świadków wręcz nie chciało ze mną rozmawiać. Dopiero ta osoba przekonywała, że tak naprawdę nie jestem żadnym dziennikarzem, nie jestem żadnym człowiekiem, który ich wykorzysta, wykorzysta ich materiały i ich historie, żeby na tym zarobić czy ich nawet ośmieszyć wręcz. Także w kilku przypadkach musiał ten mój znajomy ich przekonywać do spotkania ze mną. Dlatego tak jak tu Piotr słusznie powiedział, po tej publikacji, Piotrze, na Onecie, pamiętasz? Zgłosiło się do mnie bodajże trzy telewizje, nawet jedna telewizja z Niemczek chciała zrobić program dokumentalny na temat tych wszystkich zjawisk. Poniekąd jestem otwarty na takie sprawy, ale mimo wszystko, jeżeli słyszałem program jednego pana dziennikarza, który chciał zrealizować swój pomysł w Gliniku, to włosy stanęły mi na głowie. Ci ludzie musieliby dodatkowo jeszcze ubarwiać pewne szczegóły, pewne rzeczy.
Wydaje mi się, że pewien krach, jeżeli chodzi o obserwacje tego rodzaju, położył też rzekomo słyszalem, że ksiądz, po jednym z artykułów, bodajże Piotra z tego, co pamiętam na Onecie, zakazał kontaktowania się z różnymi ludźmi, może i ze mną, może z innymi badaczami, bo po prostu te zjawiska nie istnieją, że są bzdurą. Zresztą tak jak wielokrotnie też ludzie w komentarzach pisali, że po alkoholu to piszą, ubarwiają i w ogóle. To jest nieprawda. Znam te osoby osobiście. W niektórych przypadkach kilka osób równocześnie brało udział podczas obserwacji z tego, co pamiętam. Także sprawa była przynajmniej rozwojowa, bo w tym momencie, tak jak mówię, nic tam się ciekawego nie dzieje. Także jak się coś tylko stanie, chociaż tam, gdzie się to manifestowało, ta osoba, która mi to donosiła, raczej by chciała, żeby to już nie miało miejsca na jej posesji, bo raczej nie jest ku temu pozytywnie nastawiona. Raczej boi się tego zjawiska, które się tam manifestuje. Także w tym momencie nie mam nowych relacji, ale z perspektywy tego, co mam, to się nakreśla taki faktycznie obraz bardzo dziwny i złożony, bo tam się manifestowały zjawiska zarówno stricte ufologiczneTo były obserwacje dziwnych obiektów, małych czy większych. Obserwacje istot, obserwacje małych kul świetlnych, obserwacje dziwnych postaci w sypialni, w jednym prawie punkcie tej miejscowości.
Także wydaje mi się, że Piotr słusznie tutaj powiedział, że być może tam się otwiera jakaś, czasowo jakaś brama nawet. Tego nie można wykluczyć, bo wiadomo, że w przypadkach Rancho Skinwalkera też donosili badacze, że coś tam wychodziło, otwierało się i wychodziły wręcz takie, nie chciałbym nazwać demonologiczne, ale bardzo brzydkie postacie. Z tego, co czytałem.
[01:14:03] - A jeszcze taka sprawa dość nietypowa. Jestem ciekaw Arku, to prawda z tym, że ksiądz ich potem ostrzegał, żeby nie rozmawiali o takich rzeczach, kiedy to wszystko zostało nagłośnione?
[01:14:15] - Wiesz co, Piotrze, z tego, co wiem od jednego informatora z Glinika, to podobno tak było, tylko nie pamiętam i nie powiem ci tego na 100%, czy to mówił w kościele, czy to było w innej formie robione, ale rzekomo ostrzegał właśnie, żeby nie kontaktować się, że takich zjawisk nie ma w Gliniku. Coś takiego miało miejsce faktycznie. Zresztą jak wiesz, ja cię informowałem, nawet w tamtym roku przyjechała grupa jakichś młodych reżyserów, bodajże ze Śląska z jakiejś telewizji. Mój kolega informował z Glinika, że się kręcą, rozpatrują, wypytują ludzi właśnie o takie dziwne zjawiska, ale najwyraźniej nikt nic ciekawego nie powiedział. A wracając jeszcze do tych obserwacji, teraz sobie przypomniałem, że przecież po tym twoim bardzo ciekawym artykule o Gliniku, który był na Strefie Tajemnic w Onecie, tam też się pojawiły obserwacje rzekomych glinizian. Obserwacje bardzo dziwnych zjawisk. I w jednym przypadku prawdopodobnie faktycznie musiałoby chodzić o Glinik, bo były podane pewne szczegóły terenowe, które faktycznie tam występują. I szkoda, że te osoby akurat się z nami nie skontaktowały, bo dobrze byłoby poznać te relacje. Czy naprawdę były, czy faktycznie z jakimiś zjawiskami, czy zjawiskami nie do wytłumaczenia. Chociaż to, co tam przedstawiano poniżej w komentarzach, wyglądało to bardzo interesująco.
[01:15:48] - Dlatego wszystkie osoby, które mogły być świadkami niezwykłych zdarzeń na Podkarpaciu, a także w sąsiednich rejonach, zachęcamy do kontaktu z Arkiem. Można go znaleźć na jego blogu arekmiazga.blogspot.com. Ale z tego, co wiemy, Glinik to nie jedyne takie miejsce na Podkarpaciu, gdzie dzieją się dziwne rzeczy w stopniu z dużym natężeniem. Tak to lepiej będzie. Drugim miejscem jest... W zasadzie takich punktów jest kilka, bo wiemy na przykład, że są takie miejsca w Rzeszowie, gdzie te obiekty były widywane z jakichś przyczyn częściej. Natomiast jest jeszcze miejsce szczególne, które być może stanowi dom niezwykłych zjawisk, serii niezwykłych zjawisk. Mówię o Słocinie, mówię o tym przypadku, który jest jeszcze nienagłośniony, który jest w twoich archiwach, którym się zajmujesz, a który może być porównany w swojej spektakularności nawet do sprawy Andreassonów. Arku, czy mógłbyś zdradzić nam kilka szczegółów tej niezwykle interesującej sprawy dwóch pań, matki i córki, których kontakt ze zjawiskiem UFO w bardzo różnej formie trwa od tylu lat? I z tego, co ja zauważyłem, w ich przypadku może się potwierdzać pewien pogląd, pewna koncepcja o raczej niematerialnym charakterze tego zjawiska.
Także Arku, kilka słów na temat słynnej sprawy Słociny.
[01:17:32] - Okej, to w takim razie Słocina, bo może od tego zacznę. To jest południowa dzielnica Rzeszowa, bo dawniej to była odrębna miejscowość, potem została przyłączona do Rzeszowa. Także to jest południowa dzielnica Rzeszowa. Bardzo urocza zresztą. Tam znajduje się bardzo ładne Wzgórze Świętego Rocha, widać stamtąd panoramę Rzeszowa. Bodajże w okolicach 2012 roku otrzymałem informację właśnie tych pań, która mówiła o relacji z obserwacji takiego klasycznego UFO spotka nad okolicznymi działkami. Ta obserwacja mnie bardzo zaintrygowała, bo dzisiaj raczej jak wiemy, już nie ma tak dużego napływu tego typu relacji. A ta relacja dotyczyła obserwacji bliskiej z odległości 70 metrów. Te dwie panie to była córka z mamą. Może nie będę zdradzał jakichś szczegółów personalnych tych pań, bo wiem, że też miałem takie uwagi moich czytelników, którzy pytali się, czy to są osoby wiarygodne.
Może w późniejszym czasie przedstawię coś więcej na ten temat. One spacerowały. Pamiętam, to był 23 września 2012 roku. One spacerowały w niedzielę na okolicznych działkach i się natknęły tam na nieużytkach na taki klasyczny obiekt w odległości 70 metrów. I to było bardzo ciekawe, dlatego że wyobraźcie sobie, stoicie w odległości 70 metrów i macie obiekt około 8-10 metrów średnicy. To był taki ładny obiekt błyskający od słonka, bo słonko się świeciło wtedy, oświetlało tę powierzchnię obiektu. Ale bardzo dziwne było to, że te panie nie zauważyły padającego cienia tego obiektu na trawie, bo tam trawa była. I to zdarzenie udokumentowałem w późniejszym czasieZrodziło się bardzo wiele pytań: dlaczego te panie w tamtym momencie, a miały telefony komórkowe, dlaczego nie wykonały filmu czy zdjęcia? Owszem, telefony nie były najwyższej klasy, ale to było bardzo dziwne, bo gdyby one chciały faktycznie mnie okłamać, wprowadzić w błąd, to dosłownie zostawiłyby ten telefon w domu czy nie miały go przy sobie. I byłaby sprawa wyjaśniona.
Nie musiałbym zadawać im podstępnych pytań. Dlatego sprawa Soczyny jest o tyle ciekawa, ponieważ tam narosło bardzo wiele obserwacji UFO i te obserwacje cechuje bardzo wysoki wskaźnik dziwności. Relacje zaczęły dużo wcześniej, jak się okazało, bo tę rodzinę znam nie tylko pod względem zgłaszania i przekazywania relacji obserwacji UFO, ale zostaliśmy dobrymi znajomymi, kontaktujemy się co jakiś czas. Te zdarzenia cechuje duży czynnik dziwności, ponieważ co jakiś czas któraś z tych pań albo dwie równocześnie, albo jedna z nich obserwuje w bliskiej odległości w okolicach swojego domu klasyczne obiekty UFO. To są różnego rodzaju kształty, ale przeważnie obiekty, które są obserwowane nocą. Pamiętam taką relację, którą przekazały mi te panie. To była obserwacja obiektu, gdzie oprócz nich jeszcze obserwowały małe dzieci to zjawisko. I faktycznie dotarłem też do tych dzieciaków, tyle że rodzice tym dzieciakom zakazali kogokolwiek o tym informować, żeby nie narobiły sobie wstydu. Wiadomo, w oczach społeczeństwa temat UFO, naszego szczególnie polskiego, jest traktowany z perspektywy z mrugnięciem oka. Jeszcze wracam do Socziny.
W ostatnim czasie naliczyłem tam najwyżej pięć obserwacji bliskiego stopnia, które te panie przeżyły i w ostatnim czasie byłem tam u nich 5 albo 6 sierpnia 2014 roku. Tam doszło do bardzo ciekawej obserwacji. Ja wtedy ją otrzymałem dosłownie na żywo. Panie przebieg tej obserwacji relacjonowały mi na żywo. To było bardzo dziwne, bo ja wtedy słyszałem pewne rzeczy, które tak jakby córka ostrzegała matkę, żeby tam nie szła, bo tam coś stoi, tam coś jest. A chodziło o bardzo dziwne światła, które stały nad łąkami. Ja tam byłem w tym terenie. Tam faktycznie jest taka dziwna przestrzeń i te światła się rozłożyły nad tymi łąkami i tam tkwiły. I najdziwniejsze było to, że ta córka krzyczała wręcz do mamy, żeby ona tam nie szła. Ja prosiłem, żeby oni wykonali zdjęcie, jakiekolwiek zdjęcie, ale żeby wykonali.
To było bardzo dziwne, że mimo moich trzech prób tak naprawdę zdjęcia nikt nie wykonał. I jeszcze było dziwniejsze to w tym wszystkim, że młodsza córka straciła świadomość. Ona nie pamięta około 4–5 minut, co się z nią wtedy działo. Ja pamiętam, jak przyjechałem do nich, to jej mówiłem, że mówiłaś to dosłyszałem telefonicznie czy inne słowa. A ona stwierdziła, że ja po prostu sobie to barwię, ale faktycznie matka to też potwierdzała. Także doszło tam do bardzo dziwnego czynnika, dla niej zgubienia świadomości albo czasu. Dlatego ja chciałem znaleźć jakiegoś dobrego hipnotyzera, który by mógł ewentualnie pomóc, ale w tym momencie w Rzeszowie nie znalazłem żadnego takiego wyrzeczonego człowieka. Możliwe, że gdzieś na terenie Polski moglibyśmy znaleźć taką osobę. Ale wracając jeszcze do tych przypadków. W ostatnim czasie też miałem takie historie od tych pań, które dotyczyły tego, co nazywamy właśnie seplenianymi gośćmi.
Zawsze jak byłem u tej rodziny, to dopytywałem się, czy ewentualnie takie zjawisko nie występowało nigdy do czasu 27 grudnia 2014 roku. Wtedy młodsza córka tej rodziny zauważyła, prawdopodobnie bardzo późną nocą, gdy się ocknęła w pokoju, bardzo dziwne istoty i to bardzo wysokie. Generalnie zazwyczaj opisują te postacie jako niskie, jako małe, zapachurzone. Bardzo wysokie te postacie były, które w pewien sposób oddziaływały na tą śpiącą dziewczynę, która straciła w pewnym sensie świadomość. Także nie pamięta, co się działo dalej. Obudziła się rano bardzo zmęczona, o dużym pragnieniu i chyba w późniejszym czasie się jeszcze z tego, co pamiętam, rozchorowała. To było takie bardzo dziwne zdarzenie, które aktualnie staram się dokumentować i w ostatnim czasie, 1 lutego, tutaj taka nowość w tym temacie, też zostałem poinformowany, że nad Socziną zaobserwowano przed drugą w nocy bardzo dziwny obiekt w bliskiej odległości. Jak zwykle bywa, jedną z obserwatorką była akurat starsza pani, mama tej córki i opisałem ten obiekt jako bardzo duży, owalnego kształtu, o ciemnej barwie, który emitował takie dziwne promienie, które ścinały, urywały w powietrzu. To znamy z relacji ufologicznych z całego świata. Czym te promienie ewentualnie są i jakie mają oddziaływania?
I żeby było ciekawiej, tym samym otrzymałem relację od zupełnie niezależnej osoby, młodej studentki z Rzeszowa, która ten sam obiekt widziała tylko w innym miejscu nad Rzeszowem. To wynikało po prostu z tego, że pierwsza obserwacja dotyczyła tej młodej studentki. Potem ten obiekt przemieścił się w okolice Socziny, gdzie został zaobserwowany przez matkę, z którą aktualnie koresponduję. I jeszcze, żeby było ciekawiej, pierwszy raz się spotykam, żeby obiekt emitował takie olbrzymie dudnienie. One to porównały, te panie. Zarówno ta pani z Rzeszowa i ta pani z Socziny. To był taki grom jak zbliżająca się burza. Ten obiekt wydawał z siebie takie dźwięki. Także to jest taka sprawa najświeższa.Ja w tym momencie akurat się zajmuję dokumentacją. To potwierdza cały czas aktywność w okolicy tego UFO-zjawiska.
Czymkolwiek jest, czy to jest materialne, czy nie, ale pewne opinie ich czy moje mogą sugerować, że to zjawisko, które się ukazuje jest materialne. Tym bardziej, że oprócz tego, jak się okazało, następują tam zjawiska paranormalne. Z czasem, gdy się poznaje ludzi, a ja tę rodzinę znam będzie prawie trzy lata, bo oprócz ufologii ich ufologia jako tako nie interesuje. I to jest bardzo ciekawe, bo nawet artykuły, które o nich piszę tak naprawdę są nieczytane przez nie, bo myślałem, że oni to może gdzieś czytają na blogu. Nie, w ogóle ich to nie interesuje. Córka, jeżeli chodzi o to zjawisko, ma bardzo negatywne zdanie. Ona bardzo traumatycznie to przeżywa. Czasami ma naprawdę przykre doznania psychiczne po tym zjawisku. Dlatego tutaj są bardzo różne opinie na ten temat. I chciałbym jeszcze tutaj dodać, że oprócz klasycznych obiektów tego rodzaju, które przed chwilką opisałem, w 2014 roku jedna z pań zauważyła coś, co może być wręcz absurdalne, ponieważ to było na wyjazdach albo na lecie.
Zauważyła coś, co nazywamy starym folklorem albo współczesnymi skrzatami. Tak, to nie są żarty. Taką postać około 30-centymetrową chyba z pani dojrzała w okolicach pewnego drzewa w ogrodzie. Tylko że to był bardzo krótki czas. Opisała to w postaci takiego ciemnego konturu. Na początku myślała, że to może jakiś ptaszek tam chodzi. Tylko że ta postać miała coś jak długi pręt. Na końcu tego pręta było takie światełko, które generowało jakieś płomień światła czy coś w tym rodzaju. To są naprawdę zjawiska bardzo ciekawe z tego, co też mi wiadomo. Podejrzewałem, miałem taką swoją intuicję, że młodsza córka prawdopodobnie jest osobą sensytywną, bardzo głęboką.
Widzi po prostu inny zakres, prawdopodobnie widma. I to mi się potwierdziło, ponieważ matka rzeczywiście po tym czasie powiedziała, że od szóstego roku życia potrafiła widzieć aurę, potrafiła widywać osoby zmarłe w otoczeniu. Także wspieramy się na takie różne dziwne opinie, o których pisał King czy Vale. I to mi się fenomen suciński potwierdza tę analogię pomiędzy tymi dwoma autorami. Myślę, że tak jak powiedziałem tym paniom, że jeszcze nie raz wrócę i przyjadę do was, to się potwierdza, że co jakiś czas tam wracam i dokumentuję te zdarzenia. A tym bardziej, że właśnie wracając do tego, czy one są wiarygodne. Jak najbardziej. Oczywiście, że tak. Już może nie będę mówił wieku i może nie będę pisał, czym one się zajmują, bo to są wysokie stanowiska społeczne, ale są wiarygodne te osoby, ponieważ nie mają nic z tego tak naprawdę. Gdyby się upubliczniały prywatnie ze swoimi historiami, to by się chyba spaliły ze wstydu w oczach sąsiadów, bo proszę pamiętać, okolice Suciny są zamieszkałe przeważnie przez doktorów, lekarzy, adwokatów.
Wyższej maści osób. Także tutaj generalnie muszę dbać o ich anonimowość i nie będę tutaj ukrywał, że będę ich chronił w tym przypadku, żeby jak najdłużej nie było wiadomo, o kogo chodzi. A to, że pojawiają się takie opinie nieraz na moim blogu, że czy dalej te same panie obserwują to i to jest taki uśmiech w oczach czytelnika czy ewentualnie kogoś innego. Nic na to nie poradzę, że to akurat ich doświadcza. Bo to może doświadczać zarówno inna osób, innego kogoś w innym miejscu kraju czy w skali światowej. Mamy takie relacje między innymi co Piotr wcześniej powiedział. Także jakaś siła wręcz uparła się na te osoby i wydaje mi się, że to tylko one tego doświadczają. Niekoniecznie jest to obserwowane przez innych mieszkańców Suciny, bo mam takie sugestie, że raczej tych zjawisk tam nikt nie widuje. Chociaż pamiętasz Piotrze, że ostatnio do was dotarło zgłoszenie, prawda? Gdzieś na początku stycznia właśnie ze Suciny, że ktoś tam rzekomo miał widzieć jakąś dziwną postać na śniegu.
Ja się tą sprawą zacząłem zajmować, ale te osoby mi nie odpowiedziały w ogóle na mój kontakt w stosunku do nich.
[01:30:38] - Tak, była taka sprawa. Wszystko to, co dostajemy, przekazujemy od razu tobie. Ja poinformowałem świadka, że zajmie się tą sprawą. Z tego, co pamiętam, to też był przypadek bardzo dziwny, dlatego że w sumie nie wiadomo, o co chodziło. Oni twierdzili bodaj, że widzieli jakieś światło, mieli jakieś dziwaczne doświadczenia. Potem, kiedy podali dokładną lokalizację, kiedy ty to przejrzałeś, okazało się, że w zasadzie było to w tym samym miejscu, gdzie te panie mieszkają, w tym samym rejonie Suciny.
[01:31:09] - Tak, dokładnie. Nawet bym mógł powiedzieć, że to było w tym samym rejonie, gdzie pojawia się to UFO z 3 września 2012 i 2013 roku i te światła, które były tamtego roku na południu zatkiły. Także to właśnie gdzieś mniej więcej ten rejon był, ale z uwagi na to, że świadkowie nie odpisali mi na wiadomość, to traktuję to raczej tak z przymrużeniem oka. Chociaż akurat się kontaktowałem w tym dniu z tą osobą w Sucinie, z tą jedną z pań. I powiedzmy sobie szczerze, że miała bardzo nieciekawe sny, bo trzeba sobie też powiedzieć, że oprócz tego, że doświadcza obserwacji takich obiektów, to czasami ją prześladują bardzo takieKoszmarne sny związane może nie z obecnością jakichś dziwnych istot, ale z obecnością obiektów, które gdzieś tam ją gonią, napastują ją. Coś w tym rodzaju. W jednym przypadku nawet, co dziwne, po mojej wizycie miała kontakt telepatyczny, którego się niesamowicie przestraszyła. Ona myślała, że to jest skierowane do niej. Tak też mi mówiła. Słowa, które usłyszała, brzmiały: „Nie zajmuj się tym, do niczego ci to nie jest potrzebne”.
Mam to zapisane. Tak mówiłem: „Przecież ty się tym nie zajmujesz, nie interesujesz się, a wręcz nawet odpędzasz to zjawisko od siebie, bo to jest dla mnie negatywne”. Ona chce być normalną osobą. Zresztą jest normalną osobą, ale chciałaby to zjawisko wyrzucić, żeby nigdy już tego nie widziała. Próbuje to ignorować i jej to bardzo dobrze wychodzi. Zachowuje pełną osobowość, pełną świadomość, nie zwariowała, jak niektórzy świadkowie częstych obserwacji UFO. Jest całkowicie normalną osobą. To jest bardzo ciekawe, że nie spowodowało to takiego strasznego uszczerbku jej osobowości, bo jednak trzeba sobie powiedzieć, że często zjawiska UFO mają to do siebie, że rozregulowują psychikę świadka. Często wpada w depresję. Są samobójstwa.
Dlatego to właśnie są takie negatywne przypadki tych obserwacji.
[01:33:23] - Właśnie czasami jest tak, że w życie niektórych, czasami nawet rodzin, wdaje się tajemnicza siła, która wywołuje całe spektrum różnego rodzaju doznań. Istnieje nawet taki angielski termin „experiencerzy”. „Doświadczacze” po polsku, chociaż głupio to brzmi. To są osoby, które przeżywają całe spektrum dziwacznych zdarzeń, być może jakoś związanych ze zjawiskiem UFO. Powstało na ten temat wiele książek, natomiast nikt nie potrafi tego ująć w jakieś ściślejsze ramy. Może rzeczywiście klucz do tych zjawisk leży w sensytywności, w otwarciu na pewne inną rzeczywistość lub inne doznania. Tak z pewnością jest też w przypadku pani ze Słodziny. Ta sprawa będzie się jeszcze długo ciągnęła i myślę, że znajdzie kiedyś finał w formie jakiejś publikacji. Wniosek z niej jest taki, że mnóstwo osób po prostu może przeżywać oprócz codziennych traum, radości, smutków, tego, co nas spotyka na co dzień, także taką małą prywatną paranormalną gehennę. To znaczy w ich życie ingeruje siła, z którą oni nie są w stanie sobie w żaden sposób poradzić.
Ale Arku, mówiliśmy tutaj o ciemnej stronie życia. Powiedz mi, co sądzisz o przypadkach abdukcji? Czy w swoich archiwach posiadasz jakieś tego rodzaju relacje? Ewentualnie czy twoim zdaniem przypadki tak zwanych nocnych odwiedzin wszystkie mogą być zaliczane jako zjawiska okołoufologiczne? Czy są to raczej zdarzenia, które się dają w pełni wytłumaczyć na przykład zjawiskiem hipnagogii? Wiem, że w swoich archiwach na pewno masz taki przypadek, który jest bardzo dyskusyjny i dotyczy nocnych odwiedzin, kiedy świadek nie tylko zachował świadome wspomnienie, ale również znalazł rankiem na ciele pewien ślad. Mówiliśmy kiedyś o tym zjawisku. Wspominałem nawet taki ciekawy przypadek, bodajże znaleziony ostatnio w „Nieznanym Świecie”. Ale Arku, trzy słowa na temat zjawiska abdukcji i nocnych sypialnianych odwiedzin.
[01:35:49] - Dobrze, jeżeli chodzi o abdukcje, to osobiście nie mam takiego, co dziwne, przypadku w swoim archiwum. Nie spotkałem się na terenie Podkarpacia z takimi zdarzeniami. Możliwe, że one oczywiście są, istnieją, tylko że świadkowie się do mnie jeszcze nie zgłosili. Ale miałem wielokrotnie do czynienia z obserwacjami odwiedzin nocnych, tak jak żeśmy to wcześniej mieli, zakapturzonych, przedziwnych postaci. Miałem z różnych miejsc na terenie Polski. Tak jak pamiętam, w ostatnim czasie właśnie dokumentowałem takie zdarzenie z Łodzi, gdzie mężczyzna po przebudzeniu się w nocy zobaczył taką klasyczną istotę, takiego szaraka, jak to współczesna ufologia określa, która się nad nim natulała i coś prawdopodobnie chciała przy nim zrobić. Potem świadomość się temu człowiekowi urwała i było to bardzo dziwne, bo to był bardzo potężny mężczyzna i jak żona mówiła, on się bał. Pan nieco się bał. W kolejnej nocy to dla niego była gehenna. Zresztą ten przypadek był opisany bodajże też na moim blogu, na waszym portalu można się z nim zapoznać.
Aby było ciekawiej jeszcze tutaj dodam do tego, że mam kolejny przypadek nocnych odwiedzin pewnej pani też z Łodzi. Tylko że na tą sprawę natrafiłem w 2003 roku, ale ona przeleżała przy mnie w archiwum. Po prostu o niej zapomniałem. Gdzieś tam w segregatorze leżała i dojrzewała widocznie. W ostatnim czasie ją odnalazłem i ona dotyczyła obserwacji z bardzo wysokim wskaźnikiem dziwności w ogóle tego zdarzenia. Bo nie dość, że tam się pojawiły gado-podobne istoty, co już samo w sobie jest mocno kontrowersyjne. Mówię takie gado-podobne istoty o skórze gada, to w okolicy tych istot, bo było oczyszczanie mieszkania, pojawiła się zmarła matka tej pani, która się nią opiekowała. To było bardzo dziwne, ponieważ ta pani po przebudzeniu się w nocy zauważyła, że w pokojuStoi chyba pięć albo sześć istot bardzo wysokich, bardzo potężnych, rosłych, które się okładały to bardzo śmieszne, rękami. Taka przepychanka pod oknami była i w tej przepychance uczestniczyła właśnie zmarła matka, tak jakby próbowała te istoty powstrzymać. I w pewnym momencie ta matka, zmarła oczywiście, podeszła do tej leżącej pani, która była sparaliżowana, bo ona mogła tylko ustami reagować na to, co się dzieje w okolicy pokoju i oczyma.
I ta matka powiedziała jej, żeby była spokojna, że nic się nie stanie. W tym momencie jakby straciła świadomość, jak większości zresztą tych kontakterów. I na tym zdarzenie się skończyło. Teraz takie pytanie było skierowane do mnie, czy faktycznie w zdarzeniu brała udział jej zmarła matka czy nie. I to było bardzo interesujące i intrygujące, bo jednak wydaje mi się, że tam ktoś przybrał odpowiednią maskę do odpowiedniej sceny. To jest takie moje zdanie i prawdopodobnie ktoś za tym stał. Oczywiście można powiedzieć, że ta pani czy wiele innych osób tego typu, że miała paraliż senny. To jest znane zjawisko i tutaj też Piotr ma duże pole do powiedzenia, bo się też tym zajmował wielokrotnie. Owszem, tak, dokładnie. To jest jak najbardziej naturalna sprawa.
Tylko że my się zajmujemy tymi przypadkami, jeżeli chodzi o nocnych gości sypialnianych, gdzie świadek już jest konkretnie świadomy, że nie ma snów. On jest wybudzony, tak jak w przypadku ostatnio pani w Szczecinie. Ona też była wybudzona. Ona szukała po pokoju, coś dziwnego wyczuła, coś dziwnego się dzieje i w tym momencie nastąpił paraliż. Mogła zobaczyć te postacie. W innych przypadkach jest też podobna analogia. Także owszem, jestem takiego zdania, stwierdzić, że większość przypadków może mieć naturalne podłoże. Ale wiele innych zdarzeń, takich na przykład te dwa przypadki z Łodzi, które tutaj opisałem. Potem miałem też inne przypadki. Z tego, co pamiętam, w Inowrocławiu był jeden przypadek, gdzie pani się położyła spać i w czasie około do pięciu minut zobaczyła pewną istotę, która się zmaterializowała w okolicach jej łóżka.
Także to jest traumatyczny przypadek, bo istota ją złapała za nogę. Ona zaczęła wtedy się mówić, ta istota odpuściła i odeszła w to samo miejsce, z którego się pojawiła. Także tutaj nie można mówić, że wszyscy mają paraliż senny, chociaż też wielokrotnie się z tym spotykałem i w otoczeniu moich znajomych też wiem, że takie rzeczy mają. I tu mówię właśnie, że to jest paraliż senny, bo na to wszystko wskazywało akurat.
[01:40:43] - Mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do tego tematu. Jeżeli ktoś by się jeszcze pytał, co to są przypadki wysokiej dziwności, to Arek właśnie o nich cały czas mówi. Jest to cenne z jednego powodu. Większość ufologów, badaczy zjawisk tajemniczych i anomalnych posiada takie relacje w swoich archiwach. Natomiast na ich publikację decyduje się jedynie skromny, maleńki odsetek. Z tego powodu nie pasują do żadnego obszaru. A być może właśnie to w nich, jak twierdził John Keel, drzemie natura zjawiska UFO, w tych wszystkich dziwnościach. I ona wskazuje na to, że tak naprawdę UFO jest tylko emanacją i częścią pewnej siły, która może przybierać dowolną formę. Arku, pytanie takie z radiowego GG, które uważam za tak ciekawe, że je zaraz zadamy. Czy jeżeli dziecko opisuje takie nocne odwiedziny, to wierzyć mu, czy nie?
A ja poszerzę to pytanie czytelnika o taki wątek: czy relacje dzieci, które obserwowały UFO zdarzają się, zdarzały się tobie i czy są wiarygodne, czy raczej odwrotnie?
[01:42:09] - Tak, jak najbardziej. Mi się wydaje, że przede wszystkim nie powinniśmy odrzucać niczego, dopóki nie poznamy. I tutaj to, że dziecko w wieku przykładowo sześciu czy siedmiu, czy 10 lat obserwuje rzeczy, które z perspektywy naszej logiki nie mają miejsca bytu w naszym świecie realnym, nie do końca mnie przekonują. To właśnie krytyka sceptyków, ponieważ sam się wielokrotnie spotykałem z relacjami dzieci, które bardzo precyzyjnie określały obserwacje UFO. Taką relację, z tego, co pamiętam, to była obserwacja w Pilanówce, gdzie powstał, koło Rzeszowa, pierwszy piktogram zbożowy w Polsce w 2015 roku. Tam, pamiętam, był ośmioletni chłopiec, który faktycznie obserwuje coś niezwykłego, bo myśmy tam byli całą grupą badawczą. Myśmy dokumentowali to zdarzenie. Wydaje mi się, że dzieci mają, nie wiem, jak to określić nawet, jakiś dar w ogóle, jakiś powiększony zakres postrzegania naszej pewnej innej rzeczywistości, gdzie mogą postrzegać pewne rzeczy, których dorośli w ogóle nie zauważają. I to, że dziecko może widzieć jakieś dziwne postacie w okolicach swego łóżka, to nie wykluczałbym tego całkowicie. Wiadomo, że przede wszystkim musimy podchodzić sceptycznie i krytycznie do wszystkiego.
Nie możemy się zaprzysięgać każdą informacją, że to jest pewnik. Musimy to odfiltrować. Czy to nie jest jakiś fejk? Czy to nie jest faktycznie coś naturalnego? Ale spotykam się z takimi relacjami osobiście i w książce „UFO Podkarpacie” jest kilka opisów tego typu. Także tutajJak najbardziej skłaniam do tego. Tyle że tylko po sprawdzeniu tych relacji można stwierdzić, czy dziecko jest wiarygodne czy nie. Bo w dzisiejszych czasach naprawdę dobrze to wszystko robić, aby nie paść często ofiarą specjalnej celowej mistyfikacji.
[01:44:20] - Przejdziemy teraz do sprawy, o którą przed debatą pytało kilku słuchaczy Radia Paranormalium. Jakiś czas temu zainteresowałeś się, Arku, tak zwanymi ludźmi w czerni. Men in black. Możesz coś więcej o nich opowiedzieć? Czy zdarzały się w Polsce jakieś spotkania z takimi istotami?
[01:44:42] - Tak. Temat mnie już od dość długiego czasu interesował i postanowiłem to swego czasu opisać na swoim blogu. W Polsce jako tako spotkałem się z takimi klasycznymi przypadkami ludzi w czerni. Z tego, co pamiętam, opisywał śp. Kazimierz Bzowski takie zdarzenie pewnego człowieka z Warszawy, który zajmował się ufologią i według jego słów został ostrzeżony przez tą istotę, bodajże w domu, która się zmaterializowała i go strzegła. I tym sposobem ten człowiek faktycznie odszedł od grupy ufologicznej Bzowskiego, ale ja tej historii na tyle dobrze nie znam. Wiem, że na ten temat dość dużo mógłby powiedzieć Przemek Więcławski. Opisywał to na swoim blogu, z tego, co pamiętam. Też przypominam sobie takie zdarzenie, które było opisywane w „Nieznanym Świecie” w latach 90. i autorem jej był Krzysztof Piechota i chyba to też jego dotyczyło.
On się natknął w Parku Saskim na bardzo dziwną postać starszego pana w kapeluszu, który się bardzo dziwnie zachowywał. Miał punkty analogiczne do ludzi w czerni. Mogło to z tego wynikać. Mam jeszcze jedno takie zdarzenie z Warszawy z lat 80. pewnego człowieka. Ona była znana nawet w sferze badaczy ufologów w latach 80. Osoba ta, idąc w pewnym miejscu w Warszawie, natknęła się na ciemną postać o rysach azjatyckich. I to było bardzo ciekawe, bo ta postać podeszła do tego, to jest mój znajomy zresztą, były badacz z grupy Bzowskiego. Podeszła do tego pana i wręczyła mu taki pewien kryształ. W tym krysztale była zatopiona bardzo dziwna, skomplikowana elektroniczna rzecz.
Z tego, co pamiętam, Przemek Więcławski to widział osobiście i to można uznać za faktyczne, autentyczne zdarzenie. Ale wracając do ludzi w czerni, to rzeczywiście wylew tego dziwnego zjawiska, można to określić, już był w latach powojennych. Tym się zaczął zajmować tak naprawdę pierwszo John Keel. I on sam odczuł to na własnej skórze. Oddech, że tak powiem, tych ludzi w czerni, którzy nie są zbytnio pozytywnie czy wręcz nastawieni do osób, które się zajmowały UFO lub samych świadków, którzy zaobserwowali te dziwne obiekty. Ja pamiętam z opisu Johna Keela takie przypadki, w których te istoty niby próbowały podać się za agentów rządowych czy agentów sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, ale jakoś nie do końca im to wychodziło. Zawsze coś ich zdradzało. Dlatego John Keel był takim pionierem wyjaśnienia tego zjawiska ludzi w czerni. Zasugerował, że w tym wypadku nie chodzi wcale o jakichś agentów, którzy nawiedzają świadków UFO czy badaczy, ale pewna siła, która się ukrywa właśnie za tym, co opisujemy mianem UFO. Tak jak wiemy, już my tu wcześniej powiedzieli z Piotrem, że ta siła potrafi przyjmować wszelkie obrazy, wszelkie formy.
To nie jest jakiś problem specjalny, aby przyjęła formę człowieka w czerni, krasnala czy na przykład klasyczny obiekt UFO. John Keel książkę bodajże napisał na ten temat. Bardzo ciekawe podał szczegóły tych zdarzeń. A wiem, że nie tylko w Ameryce miały miejsce takie obserwacje ludzi w czerni, ale nawet między innymi w Chinach. Także to zjawisko było przynajmniej w tamtym czasie może nie powszechne, ale bardzo kontrowersyjne. W tym momencie już nie słychać, ja w ogóle nie słyszałem w mojej karierze badawczej o takich właśnie osobach w czerni, które ewentualnie w jakiś sposób nachodziły na wycachy ufobadaczy czy samych świadków. A tym się zajmuję już w tym momencie 18 lat. Także od tej pory nie słyszałem, chyba że są takie spotkania, o których nie jestem informowany.
[01:49:20] - A co z czarnookimi, cienistymi ludźmi i podobnymi postaciami, fenomenami?
[01:49:27] - Wiesz co, Marku, słyszałem o tych sprawach i czasami mam takie wrażenie, to jest tylko takie moje wrażenie oczywiście, że to czasami może być zamiennik tego wszystkiego, co było wcześniej jako ludzie w czerni. I czasami to może być kontynuacja tego właśnie w tej formie, ale to jest tylko oczywiście spekulacja, taka dość fantastyczna.
[01:49:50] - Arku, mówiłeś o ludziach w czerni. Ja również nie pamiętam żadnych przypadków z Polski, które można by tak sklasyfikować. Oprócz tego przypadku z kryształem.Który był jedynym MIB-em w Polsce, który się klasyfikował jako typowy przypadek, taki jak miał miejsce na przykład w czasie słynnej fali spotkań z Mothmanem w Point Pleasant. Tam też była nagła fala pojawiania się potwora i nagły napływ dziwnych ludzi. Wydaje mi się, że jest to bardzo oryginalny element UFO folkloru, ale też samego zjawiska UFO, dotykający bardzo blisko tego, o czym dzisiaj mówiliśmy na początku. Są też inne kwestie, które jeszcze musimy poruszyć. Wiem, że mamy dziś ograniczony czas. Kolejna sprawa, Arku, to latające trójkąty. Dużo o tym mówiliśmy, była temu poświęcona debata. W zasadzie nie osiągnęliśmy żadnych konkretnych wniosków.
Natomiast dzisiaj już powiedziałeś, że nie przekonuje cię ta hipoteza, że są to w ogóle, jeżeli mówimy o UFO, pojazdy testowe czy pojazdy wojskowe, dlatego że tak naprawdę pierwsze latające trójkąty to nie jest wymysł ostatnich 20 lat, 30, ale pierwsze przypadki miały już miejsce w latach 50. Nawet wspominany dzisiaj tak często Jacques Vallée wspominał o sprawie gdzieś z okolic Kołobrzega, gdzie taki obiekt miał się wyłonić z morza. Niestety nie podawał ani większej ilości informacji, ani źródeł. Co sądzisz o latających trójkątach? Czy na Podkarpaciu miały miejsce jakieś szczególnie ciekawe przypadki? Bo wiem, że miałeś kilka przypadków obiektów może nie trójkątnych, ale wpisujących się też w tę rodzinę obiektów. Jakieś trapezy, jakieś ogromne pojazdy, które zachowywały się podobnie do owych trójkątów i bumerangów.
[01:51:59] - Tak, miałem takie przypadki kilkakrotnie z terenu Rzeszowa i okolic. Co prawda one, tak jak słusznie zauważyłeś, nie dotyczyły klasycznych trójkątów, bo to były raczej takie trapezy. Nawet taka płyta nagrobna, można powiedzieć. Wiesz co, ja nie wiem. Ja myślę, bo próbowałem tę obserwację trójkątów ugryźć z kilku stron. Pierwsza strona to było, jak każdy, logiczne, że to są jakieś testy wojskowe, niekoniecznie polskiej armii, ale może innych armii świata. W porządku, zakładam, że to są takie testy. Ale dlaczego nad takimi dużymi miastami? Bo wiadomo, że ja akurat tutaj nad samym Rzeszowem nie miałem obserwacji klasycznych trójkątów. To były takie zbliżone, ale nie klasyczne.
Ale znamy takie relacje z innych części Polski, gdzie na przykład wyście dokumentowali, Damian Trela między innymi. Te obserwacje, te obiekty wręcz naginają, naruszają nasze bezpieczeństwo. Przepraszam. Tutaj jest ciężko powiedzieć, że faktycznie tu mamy do czynienia z testami. Bo jeżeli obiekt leci na wysokości, zakładam te obserwacje, które były najbliższe, bo to są najbardziej dla mnie najciekawsze, bo obserwacja, że był 2, 3 kilometry w górę, to już nie daje takiego materiału poznawczego. Ale tutaj obserwacje były nie dość, że na bardzo niskich pułapach nad dużymi aglomeracjami miejskimi, to bardzo dziwnie to wszystko świadczyłoby o tych rzekomych testach. Bo przecież od testów to są poligony, a jakoś nie słyszałem kiedykolwiek, żeby ktoś donosił z okolic poligonów o takich trójkątach czy w ogóle jakichkolwiek podobnych obiektach. Tutaj możemy pójść dalej nawet. Zasugerujemy, że te obiekty faktycznie są jakiegoś pochodzenia ziemskiego i konsekwencji wojny na Ukrainie, że mają jakieś podłoże, coś tam realizują. Ale powiedzmy sobie co, tak naprawdę wojna na Ukrainie się toczy.
Jaka jest, to jest. Ale z tego, co pamiętam, bo, Piotrze, z tobą chyba pisałem, korespondowałem nawet i pytaliśmy się badaczy rosyjskich, ukraińskich, czy oni dostają takie obserwacje trójkątów. To by potwierdzało faktycznie, że wchodzi w grę jakieś państwo z jakąś dziwną tajną bronią. Ale z tego, co pamiętam, żeśmy nie dostawali żadnej takiej pozytywnej odpowiedzi, że faktycznie jest zalew obserwacji z takimi obiektami, a wręcz nawet bym powiedział, że chyba w ostatnim czasie nie ma takich obserwacji, bo ja na przykład od długiego czasu w ogóle nie dostaję, jeżeli chodzi o trójkąty, żadnego takiego zgłoszenia, bo na terenie Polski otrzymałem kilka. To też były ciekawe obserwacje pod tym kątem, że niby te obiekty nie dość, że lecą na niskiej wysokości, się kamuflują w pewien sposób. Zazwyczaj jest obserwowana pomiędzy nimi jakaś dziwna mgiełka, która kamufluje ich kształt, ale ten kamuflaż jest taki nie do końca doprecyzowany. Wydaje mi się, że my już w tej chwili mamy lepsze, armia ma lepszy kamuflaż niż ten, który świadkowie opisują w postaci trójkątów. Bo leci olbrzymi trójkąt wielkości, dajmy na to 50 czy 100 metrów, świecący jak choinka. To się pytam, gdzie tu jest jakaś logika tego kamuflażu? To jest bardzo nielogiczne z mojej strony.
To są troszkę absurdalne obserwacje i dają naprawdę dużo do myślenia, bo zarówno cechuje ich ten syndrom typowego UFOzbiska, ale też możliwe, że jakaś tam armia świata, a wiadomo, nad Polską mogą się różne rzeczy dziać.Mnie w pewnym sensie nie do końca przekonuje to wyjaśnienie czynnika ludzkiego, jeżeli chodzi o trójkąty. Tym bardziej że badacze z NIC zajmowali się też tą tematyką i oni też doszli na początku do przekonania, że to jest sprawa człowieka, a potem, jak pamiętasz dobrze, stwierdzili, że jednak według nich za tym się ukrywa jakaś inna siła.
[01:56:31] - Tak. Zresztą w naszym przypadku polskim też to wygląda podobnie, że są takie fale tego zjawiska. One się koncentrują na miesiącach letnich, a potem znikają. I to trwa już bodajże drugi rok z rzędu. Wcześniej to były sporadyczne przypadki obserwacji. I co ciekawe, rzeczywiście są w tym pewne dziwaczności ukryte. Te obiekty są zakamuflowane, a z drugiej strony bardzo dobrze widoczne. Pojawiają się w miejscach wcale nie odludnych. Manifestują się przede wszystkim, po czym odlatują.
[01:57:02] - Jeszcze bym, Piotrze, dodał, przepraszam, że ci przerywam, że przeważnie obserwatorami jest pojedyncza osoba. To jest też bardzo dziwne. Trójkąty się zwyczajnie pojawiają tylko w warunkach nocnych. To chyba tylko przypadek jedyny znany, co wyście udokumentowali z Hrubieszowa, prawda? Tam się pokazał dość duży i bardzo egzotyczny obiekt właśnie w okolicach tego miasteczka. Także to chyba jedna z rzadszych relacji dziennych z tego, co sobie przypominam.
[01:57:30] - Tak. Ten obiekt, który był widziany w okolicach Hrubieszowa, to moim zdaniem było coś trochę spoza tej sfery, dlatego że to nie był typowy trójkąt. To był taki jakby napompowany dysk z trzema rogami. On w środku przypominał taki jakby balon. W każdym razie w tamtym przypadku była jedna rzecz dziwna: ten obiekt zniknął w sposób paranormalny, rozpłynął się w powietrzu. Ale jeżeli mówimy o świadkach, to przy trójkątach tak naprawdę my mieliśmy chyba kilka przypadków, że świadków było co najmniej dwóch. Sam pamiętam. I był jeszcze ten przypadek, który ty dokumentowałeś w pobliżu Radomska i który do nas też trafił, gdzie świadków mogło być więcej, tylko po prostu nikt się nie odezwał. Choć bodajże zgromadziliśmy dwie niezależne relacje. Były takie przypadki, które mogły być masowe.
Pamiętam taką sprawę z Piotrkowa Trybunalskiego bodajże z roku 2010, kiedy też to miało miejsce nad drogą. Natomiast ten pan twierdził, że po prostu nikt się nie zatrzymywał, chociaż samochody zwalniały. Natomiast były przypadki, pamiętam, w Łosicach. Pamiętam, potem był przypadek badany przez Damiana Trele chyba z Bełchatowa, jeżeli dobrze pamiętam. Tam świadków było więcej. Natomiast jest fajna sprawa. Ja na to trafiłem przypadkiem. Jest to opis obserwacji latającego trójkąta w dzień, bo wszystkie relacje rzeczywiście pochodzą z wieczora. I taki typowy latający trójkąt widziany był przez żołnierza zawodowego, byłego, na Mazurach. Jest to opisane w „Nieznanym Świecie” sprzed kilku lat i ten pan twierdzi, że po prostu wstał rano i zobaczył, jak koło drzewa unosi się ogromny obiekt.
I co ciekawe, on był taki jakby nieświetlisty, z drugiej strony jaśniejący i złoty. Co ciekawe złoty, bo my od dłuższego czasu głowimy się nad tym, jak w zasadzie wygląda taki latający trójkąt w dzień, prawda? Ale rzeczywiście to zjawisko jest pełne luk, pełne dziur i pełne niejasności. Chyba nie wyjaśnimy go tak łatwo. Natomiast Arku, wiąże się z tym kolejna sprawa. Czy nasze wojsko, czy nasz rząd interesuje się nadal tym zjawiskiem i jaką wiedzę ty jako badacz zgromadziłeś od ludzi powiem, powiązanych z wojskiem, bo wiem, że miałeś takie przypadki i miałeś takich informatorów. Czego od nich się dowiedziałeś?
[02:00:07] - Tak, były takie przypadki. Ta sprawa, którą właśnie przypominasz mi, dotyczyła zdarzeń z lat 2003, 2004, gdzie wtedy byłem w Dylatowie w 2003 roku. Wówczas poznałem, co prawda nie z Dylatowa, ale poznałem wtedy policję, pewnego pana, który przedstawiał się jako człowiek związany z lotnictwem i w ogóle. Osoba była znana też panu Rzepeckiemu. Pan Rzepecki bodajże mnie ostrzegał przed tym osobnikiem, ale rozmowa była generalnie bardzo ciekawa na takim fajnie neutralnym poziomie. To wynikało z relacji tego człowieka, że faktycznie wojsko się polskie interesuje tym fenomenem, acz daleko wykracza poza ich sferę poznania. Także tutaj dał jasną do zrozumienia. Wiem, że wtedy, w tym czasie był zainteresowany chyba bodajże dwoma czy trzema filmami, jakie miałem archiwum obiektów uchodźstwa nagranego, zarejestrowanego nad Rzeszowem przez pewnego człowieka. I te filmy chciał zobaczyć. Naświetlił mi kilka takich szczegółów, kilka zdarzeń, co do których niestety tutaj nie poszedłbym z wołowem.
Tajemnice i nie chciałbym tego jednak tutaj przekazywać, bo nie wiem do końca, czy one były realne, czy nie, ale z tego, co wygląda, wydaje mi się, że w tym momencie wojsko nie zajmuje się tym problemem, bo nie wiem, jakie mają procedury. Bo jeszcze w czasach PRL-u coś niecoś żeśmy widzieli tę sprawę polscy piloci i UFO, tej książki, którą Robert Żelaziewicz wydał. Nie Robert Żelaziewicz, przepraszam, tylko Brynisław Rzepecki z panem Grunwaldem. To jeszcze coś było. Moglibyśmy coś powiedzieć. A dzisiaj? Dzisiaj jest bardzo szczelnie, hermetycznie zamknięta ta informacja i ciężko w ogóle stwierdzić, czy faktycznie wojsko jest zainteresowane tym fenomenem, czy nie. Wiadomo, jesteśmy-W strukturach NATO, jeżeli już, to wiadomo, kto się tym interesuje. A z informacji, jakie do nas dochodzą, wiem, że nawet w ostatnim czasie radary w okolicach Mazur wykryły wręcz eskadrę takich obiektów. Także tutaj ta sprawa jest dość ciekawa.
Też można powiedzieć w sprawie ostatniego nagrania pana Gerharda Groschela, niemieckiego badacza, który zainstalował system monitoringu w Ratowie. Nie wiem, czyście widzieli to, ale zarejestrował bardzo ciekawe zjawisko tamtego roku, chyba bodajże w październiku. To zjawisko było fenomenalne moim zdaniem. W kierunku bazy lotniczej w Powidzu, bo kamery w tym kierunku są rozłożone. Kamera zarejestrowała potężne dwa błyski jakichś świetlistych obiektów. Bardzo mocno. To można zobaczyć na jego kanale lub stronie internetowej. I teraz takie pytanie było, bo pamiętam na forum jutra żeśmy tam dyskutowali, czym ono mogło być? Arek Kocik bodajże napisał, że to przypomina mu rakietę bojową wieloczłonową. Jeżeli faktycznie byłaby to rakieta, to litości, można powiedzieć.
Jak Wojsko Polskie może testować rakietę bojową nad terenami zamieszkałymi? To byłby punkt odniesienia w kierunku bagatelizowania wszelkich norm, wszelkich zasad bezpieczeństwa, jeżeli chodzi o nasze społeczeństwo. Ale ja właśnie w tym przypadku chciałbym, żeby się media tym zajęły akurat. Jestem daleki od tego typu informacji, ale media by mogły się zająć tym i popytać rzecznika Wojska Polskiego, co się tam faktycznie dzieje. Dlaczego, jeżeli już to były jakieś faktycznie rakiety, dlaczego się testuje takie rzeczy nad terenami zamieszkałymi? O ile to faktycznie rakiety były, a nie jakieś tam przykładu pozowisko. Ale faktem jest nagranie i z tego się nikt nie wyprze, bo nagranie mówi za siebie. Nie wiem, czyście to widzieli, ale tu, na kanwie tej rozmowy to jest bardzo ciekawe, że to przytoczyłem, bo uważam, że to powinno być znane i szerszej opinii.
[02:04:28] - Jeżeli już mowa o rzecznikach i informacjach zdobywanych z oficjalnych źródeł, przyszła mi teraz do głowy sprawa sprzed kilku lat. Był to w zasadzie ciąg wydarzeń, którym się zajmowaliśmy poniekąd wspólnie. My zajmowaliśmy się wydarzeniami z Krakowa, serią obserwacji dziwnych spotków w okolicach Balic, a także w różnych miejscowościach w okolicach Krakowa. Były to zdarzenia bardzo spektakularne. Chyba jedna z niewielu takich silnych manifestacji latających spodków typowych w tym okresie.
[02:05:01] - Fala UFO, prawda? Wtedy.
[02:05:03] - Tak. I w zasadzie przez kilka dni to się działo nad Krakowem. Potem się przeniosło do Podrzeszowa, w okolice bardzo niedalekie od Ropczyc, gdzie mieszkasz. Powiedz, co zostało z tych zdarzeń? Czy ktoś jeszcze złożył jakieś relacje? Tam miałeś bardzo fajną sprawę, jedną z najbardziej spektakularnych z tej fali marcowej, gdzie pewna rodzina po prostu przejechała pod bardzo dziwacznym obiektem. My mieliśmy podobną, ale u nas świadkowie nie byli tak rozmowni. Ale ty byłeś w stanie porozmawiać z nimi. Czego się dowiedziałeś? Czego się dowiedziałeś przede wszystkim od tych przedstawicieli wojska lub urzędów lotniczych?
Bo nie pamiętam gdzie pisałeś.
[02:06:00] - Sprawa miała miejsce, z tego, co sobie przypominam, 11 chyba marca 2011 roku i ona dotyczyła obserwacji nad jeszcze wtedy ówczesną A4. Drogą w okolicach Brzozowa, to jest w odległości z tego miejsca, gdzie się teraz znajduję, w odległości trzech kilometrów. Tak naprawdę, gdybym dobrze popatrzył z okna, to bym może i to zobaczył, to zjawisko. To było bardzo ciekawe, ponieważ pewna rodzina: mąż z żoną i dwoje dzieci wracali z Dębicy. To było przed godziną 19:00. Wracali z Dębicy i natknęli się właśnie na takim wzniesieniu na trądkowe światła. Ale gdy podjechali bliżej, co ciekawe, ani przed nimi, ani za nimi nie jechały żadne samochody. To jest bardzo ważne, interesujące. Na początku stwierdzili, że to pewnie samolot, prawdopodobnie do lądowania czy coś tego podobnego. Jak podjechali bliżej, znaleźli się dosłownie pod tym obiektem.
To był obiekt wielkości, jak żeśmy ustalili, jak tam komentowano na miejscu zdarzenia w tamtej okolicy, najmniej miał 30 metrów, a prawdopodobnie miał więcej niż 40. Tak wychodzi wyliczenie, bo był szerszy niż dwa pasy po dwie strony. Tak to wygląda, że było około 40 metrów. To był bardzo dziwny obiekt, bo spód tego obiektu był o takim ciemnografitowym kolorze, okrągły, w kształcie takiego okręgu na niebie, na wysokości. Świadek to określił na jakieś 100, 200 metrów, ale to wielokrotnie przewyższy prawdopodobnie. Moim zdaniem wisiał na wysokości około 450 metrów. Tak wychodziło z naszych, moich wyliczeń. Tutaj była bardzo ciekawa sprawa, bo pod spodem obiektu była taka kopuła zielona, oświetlona, a koło niej takie właśnie czerwone światła w kształcie takich prostokątów. I świadkowie zauważyli strukturę tej powierzchni, tego obiektu. Struktura wyglądała tak, jakby struktura takich kamieni potłuczonych albo popękanej ziemi, wysuszonej, coś takiego właśnie.
Takie były dziwne jakby szczeliny właśnie w tym. I ta rodzina przejechała troszkę dalej, próbowała nocować pod najbliższym komnicem.Dlatego, że postanowili sfotografować to zjawisko i w tym momencie to zjawisko odleciało w kierunku Dębicy. I aby było ciekawiej, to może maksymalnie 10 minut albo 5 minut później inna rodzina nauczycieli jechała z Sędziszowa Małopolskiego i oni ten obiekt, ten albo podobny, zobaczyli też stojący bardzo blisko drogi, tylko już dużo wyżej. Ten obiekt emitował promienie świetlne w kierunku pobliskiego lasu. Tam taki las właśnie przebiega. W momencie tej obserwacji, będąc w domu, widziałem osobiście, potem korelacja tych godzin wszystkich, w których świadkowie obserwowali te zdarzenia, określiłem, że widziałem śmigłowiec Mi-8 wojskowy, który leciał od strony Rzeszowa właśnie w tym kierunku. Teraz takie było pytanie: skoro to śmigłowiec wojskowy, to co on tam robił? Akurat ja nieczęsto widuję takie śmigłowce wojskowe na tak niskiej wysokości. Dlatego postanowiłem napisać w tej sprawie po pierwsze do Jasionki, do portu lotniczego w Jasionce. Tam nie dostałem żadnych informacji, tylko że faktycznie to był lot wojskowy, ale nie napisali nic innego, ponieważ to było widocznie ścisłe tajne.
Zwróciłem się do rzecznika Sił Powietrznych w Warszawie i on mi odpisał. Bodajże pan, już nie pamiętam nazwiska, wiem, że generał w każdym razie. Mam ten list od niego. I faktycznie napisał mi, że to był wojskowy śmigłowiec Mi-8. Leciał z Jasionki i wykonywał jakąś misję do Barlic. Ale według niego nie mógł to być ten śmigłowiec, ponieważ śmigłowiec inaczej wygląda, ten obiekt też inaczej wyglądał, ale przeanalizowali sprawę zapisów radarowych i nic nie wyglądało na to, że tam coś się musiało znajdować. Także wojsko zarówno nie potwierdziło tej obserwacji, ale też nie zaprzeczyło, co było najciekawsze. Opublikowałem ten list rzecznika Sił Powietrznych Obrony na moim blogu. Także możecie w którymś z archiwalnych artykułów moich odszukać to i przeczytać, bo to jest naprawdę bardzo ciekawe i tym bardziej duże słowa dzięki należą się wojsku, bo jednak nie zignorowali mojego pytania, tylko postanowili odpisać. Czy mówili to szczerze?
Nie wiem, ale w każdym razie historię tych obserwacji potwierdzają jeszcze inne osoby, między innymi chyba policjant z ropczyckiej drogówki. Ale do tego pana nie dotarłem, ponieważ nie chciał ze mną rozmawiać. Także z tego, co wiem, tych świadków obserwacji tego dużego, wręcz gigantycznego obiektu było bardzo wielu.
[02:11:19] - Czy zdarza ci się przy rozmowie ze świadkami, że na przykład odmawiają ci udzielenia informacji z racji pełnionej wysokiej funkcji?
[02:11:30] - Niewątpliwie miałem takie przypadki. Teraz już może mniej, ale w dawnych czasach, na początku owszem, tak, miałem przypadki i wojskowych, miałem przypadki policjantów, a jeżeli już, to musiałem na tyle ich ukrywać, żeby nie wyjawić ich personaliów, bo to mogłoby się odbić na ich karierze w środowisku pracy.
[02:12:01] - Podkarpackie spotkania z UFO znane są z dość dużej spektakularności. Jednym z takich legendarnych wydarzeń była seria incydentów w Będzinicy Nockowej pod koniec lat 80. To był bodajże rok 1987. I tam doszło do bardzo wielu wydarzeń, które w zasadzie przy bliższej analizie ujawniają duży ładunek anomalności tkwiący w tych wydarzeniach. Arek to za chwilę może przytoczy. Powiem tylko, że był to chyba jeden z najciekawszych przypadków bliskich spotkań w Polsce. Dlatego, że on z jednej strony był absolutnie materialny, takim się wydawał, ale potem przy bliższej analizie okazało się, że tak naprawdę on tak jakby wystawał poza naszą rzeczywistość, troszkę kolidował z nią, a nawet wykraczał poza barierę zmysłów świadków. Ale może o tym powie Arek. Arku, jak to było w tej Będzinicy Nockowej i czy nadal dzieją się tam czasami jeszcze jakieś ciekawe rzeczy?
[02:13:13] - Piotrze, nie słyszałem o niczym nowym, żeby tam się działo w tej okolicy, chociaż chciałbym osobiście. Ale wracając do twojego pytania, faktycznie sprawa niesamowicie ciekawa. Odkryta zupełnie przez przypadek. To był przypadkowy wyjazd w to miejsce i odkryliśmy niesamowite, ciekawe rzeczy z jednym z badaczy między innymi, który też się zajmował wtedy ze mną. Okazało się, że była to tak rozbudowana obserwacja, że musieliśmy tam bodajże dwu- albo trzykrotnie jeździć, żeby to naprawdę sensownie poznać, ująć to wszystko. Przybliżę wam w skrócie mniej więcej, jak to było, bo to jest naprawdę rozległa sprawa. Zdarzenie zaczęło się gdzieś około godziny 21, gdy świadkowie wracali, chyba cała rodzina, mąż, żona, bodajże trójka dzieci z kuzynem jeszcze w dodatku, wracali z pobliskiej cegielni. Wtedy prowadzili cegielnię. Zobaczyli, że nad nimi przeleciało coś takiego jak dwa walce. Obiekty o czerwonej barwie w kształcie dwóch połączonych walców i opadły jakby na horyzoncie.
To ich bardzo zdziwiło. Potem zastąpili do swoich prac, czynności domowych i po pewnym momencie zauważyliNa wzniesieniach, tam takie są wzniesienia w okolicy, że pojawiło się coś takiego jak à la trójkąt. To było takie zjawisko świetlne przedstawione przez trójkąta, które wznosiło się do góry i opadało, przy czym wydawało bardzo dziwne dźwięki. Świadek nie potrafił takich dźwięków dokładnie opisać. On powiedział, że takiego dźwięku nie słyszał w życiu w ogóle, także nawet nie potrafił tego jakoś ująć, nawet przybliżyć i opisać. To ich zaciekawiło. Prawie w tym samym czasie po lewej stronie domu zostali tak jakby oświetlone jakąś emanacją światła, takiego dziwnego, jasnego na tyle, że po prostu te okoliczne pola były tak jakby skąpane tym światłem. A to było, proszę pamiętać, już noc, około godziny 22:00, prawdopodobnie, jeśli nie więcej te godziny czasowe. I ten świadek niewiele myśląc, pomyślał, że się pali pobliski dom sąsiada. Odległości były jakieś maksymalnie około 600, 700 metrów.
Wziął ze sobą dwie córki, młodszą i starszą. Tam, pamiętam, jedna miała 15 lat, druga bodaj 13 i pojechali Weską, to była Wesna nowa, w kierunku tego domu. Patrząc nawet stąd przygaszeniu ewentualnego pożaru, bo tak świadek myślał. Jednak się okazało, że żadnego pożaru nie było, a dom był oświetlany przez takie trzy kule, które wydawały się w dalszej odległości. I co dziwne, one nie emitowały żadnych promieni. Ale ten dom był oświetlany. To było bardzo dziwne. I w momencie, gdy świadkowie stali na tym wzgórzu, tak zwanych Nastawiskach, gdy stali na tym wzgórzu, jedna z córek tego pana pociągnęła go za ramię i powiedziała coś takiego, ja to pamiętam do dziś. Przepraszam. Powiedziała coś takiego: „Tato, od strony Rzeszowa tam zieloni ludzie”.
To było takie bardzo dziwne. I rzeczywiście w kierunku na Nosówkę, na Zgłobień widać było taki potężny obiekt rodzyń monitora, bardzo jasny i w jego centrum widać było dwie istoty. I to bardzo ciekawe, że zielonej barwy. Może to właśnie celowe było, że zielonej, ale o tym może później. Zielonej barwy, które były na tym monitorze i ten monitor cały czas się przybliżał do nich bardzo szybko, co spowodowało ogromny lęk i traumę tych, w szczególności młodych dziewczyn, które tam piszczały. Trzeba było uciekać, tyle że motor, ta nowa Weska nie potrafiła odpalić. To było bardzo dziwne. Też dziwiło tego ojca, który próbował ją uruchomić, przywrócić do użytku. I z tego, co pamiętam, jak opisywały mi córki historię tego zdarzenia, wyglądałoby na to, że ojciec zupełnie inaczej widział ten monitor, a córki też odebrały to zupełnie inaczej. Chodziło o to, że córki widziały przeobrażanie się tego monitoru w różne figury geometryczne.
Po prostu jeżeli był kwadrat, to w tym momencie były dwie istoty. Była wyższa i niższa, o takim zielonkawym zabarwieniu, jakby taki stroja nurka i o trójkątnych głowach. To nie były głowy lekko trójkątne, tylko trójkątne były z tego, co pamiętam, opisywały. I w momencie ten obiekt zmieniał formę, to niezauważalne było. Był kwadrat, za chwilę był trójkąt, za chwilę było koło. Jeżeli był trójkąt, były trzy istoty. Jeżeli był kwadrat, były cztery. I to tak się następowało bardzo szybko. Wiem, że była też taka forma figury geometrycznej, w której te dziewczyny zobaczyły dwie istoty, które wyciągały ręce w ich kierunku, tak jakby te dłonie były rozłożone. To było bardzo dziwne.
Także całe zjawisko trwało, już nie pamiętam jak długo. Niezbyt długo, ale w każdym bądź razie o tyle to było wszystko dziwne i absurdalne, ponieważ ten monitor zawisł nad miejscem, gdzie był dom i tak naprawdę raz, że powinien widzieć ten obiekt osoby, które tam mieszkały, pobudzić nawet do obrony, jak wiadomo, tam też psy były z tego, co pamiętam. Psy też powinny zareagować, a nie było żadnych takich reakcji zwierząt. I to dało mi taką opinię moją, że prawdopodobnie to zjawisko wcale nie musiało być materialne, tylko jakąś taką iluzoryczną sceną właśnie jakby skierowaną do tych dość prostych osób, bo generalnie one nie miały żadnego pojęcia o UFO, nie miały żadnego pojęcia o ufologii, a tak naprawdę mówiły to samo. Tyle że po tym zdarzeniu ten pan, ojciec tych dzieci, na drugi dzień już się bardzo źle czuł, że nawet do lekarza poszedł. Miał problemy z sercem, bo to nawet wiem, że tam w naszym raporcie było to opisane. Także sprawa naprawdę o bardzo wysokiej dziwności. Jeszcze tutaj nadmienię taką sprawę, że w miejscu, gdzie ten pojawił się obiekt z tymi istotami, bo to było w 1988 roku, dokładnie 9 sierpnia, jak udało mi się ostatecznie ustalić, to w 2004 roku w tym miejscu powstał piktogram. Co dziwne, prawda? Daje trochę do myślenia akurat, że to miejsce i piktogram był autentyczny.
Mało kto o nim wiedział. Ja niestety się dowiedziałem o nim za późno. Tam przyjechałem nawet z żoną moją, to on był skoszony i nawet siedlisko było wypalone, bo tyle, że tylko zostały zdjęcia pamiątkowe okolicznych ludzi, którzy tam sobie porobili i dzięki temu mogłem spojrzeć na to światło, czy faktycznie piktogram był prawdziwy, czy jakąś fałszywką, ale nic nie wskazywało na to, żeby ktoś jakiś żart zrobił. Po prostu ludzie tam mają inne standardy życiowe niż zajmowanie się depaniem zboża, tak bym to mógł ująć.
[02:20:11] - Tak, Archu, zbliżamy się do końca. Może jeszcze ostatnie pytanie takie. Masz jeszcze czas na dwa pytanka?
[02:20:21] - Oczywiście.
[02:20:23] - To będą dwa. PosłuchajZapomniane bliskie spotkania trzeciego stopnia. Będzinica Nockowa to jest legenda, ale są też sprawy, które przeszły w zapomnienie. Była o nich mowa, były publikowane, były fajne, ciekawe, były czasami nawet ciekawsze od Emilcina, ale nagle zniknęły. Wiem, że jeden z takich przypadków, bardzo kontrowersyjny, udało ci się poniekąd odświeżyć w bardzo ciekawy sposób. Świadek tego zdarzenia, które przez lata było uznawane przez niektórych za żart, przez innych za prowokację, odezwała się do ciebie. Chodzi mi o zdarzenie z Linówka. Prosiłbym bardzo o kilka słów dla słuchaczy, którzy mogą tego zjawiska nawet nie kojarzyć, dlatego, że ono gdzieś, jak mówię, rozpłynęło się w tej ufologicznej historii.
[02:21:18] - Sprawa Linówka wyszła zupełnie przypadkowo, bo już nie pamiętam od kogo, bodajże chyba od Krzysztofa Piechoty, dostałem kserokopię wstępnego raportu, opisu tego zdarzenia. Tak naprawdę nie zostało ujęte w katalogu obserwacji bliskich spotkań UFO w Polsce, nie było też w książce opisane. Takie zapomniane było, nawet ktoś tam mi sugerował, że to jest jakiś fake. Mimo wszystko postanowiłem przybliżyć tę sprawę na moim blogu. Tam były rysunki tych świadków. Z tego, co pamiętam, historia dotyczyła w 1984 roku obserwacji na terenach północnej Polski. Pamiętam pojawienie się takiego obiektu kulistego nad dziećmi, które się ślizgały na łyżwach na pobliskiej łące zalanej wodą, która stała. I z tego, co pamiętam, te dzieci zaobserwowały coś, co według nich mogło być takimi jakby robotami. To były takie istoty grzybopodobne. Z tego, co kojarzę, pamiętam jeszcze.
I to przedstawiłem w takiej formie, jaka była w treści tego listu. Tam się odezwał jakiś pan, anonimowy komentator. Prawdopodobnie wiem, o kogo mogło chodzić. Ujął to w taką sprawę, że to jest fake, że nie mam świadomości, co piszę i tak dalej. Faktycznie, ja też na końcu artykułu napisałem, że nie ma żadnego potwierdzenia, że to jest autentyk, że to jest wiarygodna sprawa. Do czasu, gdy w 2014 roku odezwała się jedna starsza pani z tego zdarzenia, bo wtedy miała 10 lat ta dziewczyna. Z tego, co wiem, pani Dorota, bo nazwiska nie mogę mówić, ale odezwała się i mówiła, że było jej bardzo przykro, bo mówi, że faktycznie ona to widziała. Chyba jeszcze dwóch jej kolegów. Tyle że mówi, że już wiele nie doda do tej sprawy, do tej historii. To, co tylko wtedy przekazała temu panu, to był jakiś człowiek, z tego, co wiem, chyba zajowy z KKK, z organizacji Klubów Kontaktu Kosmicznych.
I on to postanowił chyba tak wstępnie w miarę udokumentować. Ona mi mówiła, ta pani, że przepytywał jedną osobę w innym pokoju, potem brał kolejną. Taka standardowa procedura, prawda? Ale to by wynikało, że z Linówek jest wiarygodne zdarzenie, ponieważ osobiście pisała do mnie trzykrotnie ta pani, nawet jeszcze w ostatnim czasie przed końcem roku nawet mnie prosiła. Pytała mnie, czy potrzebuję jeszcze jakichś dodatkowych pytań. Zadałem jej kilka pytań i tylko jej dostałem odpowiedzi. Może były się przypomnieć jej, ale mówiła, że to jest jak najbardziej autentyczne zdarzenie, którego przeżyła, była świadkiem. Nie potrafi powiedzieć, co to było, ale faktycznie się to zdarzyło w tej miejscowości.
[02:24:12] - I na koniec rzecz, która ostatnio poruszyła mnóstwo osób. Arku, umieściłeś na swoim blogu bardzo ciekawą publikację dwuczęściową pod tytułem „Magonia po polsku”. Magonia to taka legendarna kraina średniowiecza, z której, jak twierdzili ówcześni ludzie, wypływają czasem podniebne statki, które potem tułają się po ziemi. Była to taka średniowieczna wersja hipotezy o pochodzeniu UFO. W każdym razie, Arku, zgromadziłeś mnóstwo relacji na temat dziwnych istot porównywalnych ze skrzatami. Jestem zaskoczony ilością tych relacji. To są przypadki bardzo wysokiej dziwności. Przypadki nienotowane do tej pory, niepublikowane. Ja podejrzewam, że takie sprawy były, tylko badacze bali się tego publikować. Jak podchodzisz do tego tematu osobiście?
Bo wiele z tych relacji jest bardzo wiarygodnych. One kryją w sobie pewne szczegóły, pewną charakterystykę, ale kiedy spogląda na to taka osoba niezaznajomiona z meandrami ufologii i różnymi teoriami, może powiedzieć, że to są jakieś wierutne bzdury, a tak naprawdę osoby te wydają się poważnie zaskoczone tym, że spotkało ich coś tak dziwnego, prawda? Jak odniósłbyś się do tych zarzutów? Albo inaczej, jak wytłumaczyłbyś znaczenie tych relacji o tak zwanych skrzatach dla osoby będącej zwolennikiem tej teorii o pochodzeniu wszelkich dziwności z kosmosu?
[02:25:53] - Ja akurat tą sprawą się zajmowałem już naprawdę wiele lat wcześniej, tylko że nie starałem się tego publikować. Z tego, co pamiętam, już pisywałem tutaj w swoich relacjach na terenie Podkarpacia takich analogicznych spraw związanych z charakterystyką, z pojawieniami lodowymi. Nie było to, co bym chciał, prawda? Czyli współczesnych odniesień, relacji, które by mogły potwierdzić to, co właśnie między nimi Vale w „Paszport do Magonii” przytaczał, opisywał, co dla wielu osób może się wydawać nonsensem nawet, jakąś bzdurą nierąbną, jakby nie zauważyły. Zresztą teżNie ukrywam, że potraktowałem i potraktowałem bardzo przy okazji całych tych wszystkich historii ze skrzatami, krasnalami, gromami, koboldami i tak podobnie. Co spowodowało mój inny stosunek do tego zjawiska? To, że to zjawisko operuje nadal we współczesnym świecie, że to, co nazywamy przenośni skrzatami, faktycznie jest obserwowane dalej w XX wieku. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Opisałem kilka przykładów wybranych, które otrzymałem. Są przypadki bardziej wiarygodne i mniej.
W szczególności to są te przypadki z pierwszej ręki. Do świadków, do których dotarłem osobiście i pamiętam, pierwszym takim przypadkiem był przypadek z 1975 roku w miejscowości Rygielnice Leśne koło Wyszkowa. Tam była bodajże dziewięcioletnia dziewczynka, będąc na kolonii. Zresztą bardzo miła i sympatyczna osoba. Jeżeli mnie też teraz słyszy, to pozdrawiam serdecznie, bo możliwe, że słucha nas teraz. Zaobserwowała, będąc na kolonii coś, co nie pasuje do naszej rzeczywistości w ogóle. Ciężko to zaakceptować dla człowieka, który tu i teraz żyje. To jest mi ciężko zaakceptować, ale fakty są takie, a nie inne. Ona zobaczyła, śpiąc koło okna, bo nie mogła wtedy jakoś zasnąć, z tego, co pamiętam, zauważyła na gałęzi sosny pobliskiej. Faktycznie takie sosny były dawniej koło szkoły, bo sprawdzałem to, bo są na blogu zdjęcia tej szkoły.
Zobaczyła kilka istot z wyglądu podobnych do skrzatów. Miały maksymalnie metr wielkości, które biegały po gałęzi z dziwnymi pakunkami. To były jakieś skrzynie, pudełka. Biegały bardzo żwawo i co najciekawsze, wchodziły w pień sosny, tak jakby przenikały i wychodziły. To było bardzo absurdalne, ale realne. Ona nie obserwowała tego we śnie. Widziała to normalnie w realu dość długi czas, bo pamiętam tej pani, jak długo to trwało. Mówi, że dość długo, około pół godziny. Była niezwykle przestraszona tym wszystkim. Na blogu opisałem bardzo dokładnie tę relację.
Jest bardzo dokładnie opisana i zbudowana. Zachęcam wszystkich słuchaczy do zapoznania się z tym. Wydaje mi się, że to zjawisko było tylko preludium do tego, co miało ją czekać w przyszłości, bo jej kolejne lata w życiu niestety były napiętnowane często przykrymi zjawiskami w postaci bardzo przedziwnych snów związanych z dziwnymi istotami, często niestety demonicznymi, jak wcześniej powiedzieliśmy. Jest ciekawy wywiad z tą panią na moim kanale YouTube, można się zapoznać. Same istoty były bardzo ciekawe w wyglądzie, bo nie wyglądają jak typowe skrzaty. My mamy określony taki pogląd, że skrzat to jest typowa czapeczka czerwona, buty zaokrąglone czy z noskami i tak podobnie. A tu one w zasadzie wyglądały bardzo groźnie, powiedziałbym, jak tacy gangsterzy nawet. Rysunek sam odzwierciedla wygląd tych postaci. Ale to była pierwsza historia taka. Mam też historię bardziej współczesną.
To był 1975 rok, a mam historię z okolic Kłuska. To jest historia pewnego małżeństwa, które spacerowało w 1998 roku końcem zimy w lesie i w momencie, gdy żona tego pana zaciszała sznurówki od bucie, bo się rozwiązał jeden but, zobaczyła coś, co ją zaintrygowało. Dosłownie ją zaskoczyło. Zobaczyła istotę około 40-centymetrową, biegnącą w odległości jakich 20 metrów od niej. Ta istota miała wygląd typowego skrzata, jak podałem na rysunku na dole bloga. Ta pani opowiedziała historię swojej potem córce, którą urodziła i narysowała tą postać, jak ona wyglądała. Ta postać, pomimo że biegła po śniegu, nie zostawiała żadnych śladów, mimo że potem powiedziała szybko mężowi, który przybiegł z psem, bo tam też byli z psem, mówiąc, że pies niczego nie wyczuł, chociaż tych śladów nie było tak naprawdę. Dlatego z kolegą Pińcłasem doszliśmy do takiego przekonania, bo on też się akurat tymi sprawami zajmuje, że niekoniecznie te istoty są tak naprawdę fizyczne z krwi i kości, bo wiele osób mi często zarzucało w komentarzach czy nieraz na Facebooku, a nawet bardziej ostre docinki, że te istoty nie mają prawa życia w naszym świecie. Oczywiście zgadzam się z tym jak najbardziej, że nie mają prawa egzystencji, niekoniecznie w naszym świecie, bo nie wiadomo, co jest w innych światach, w innych wymiarach równoległych do naszego i podobnych. Ale tak jak tutaj ktoś wcześniej wspomniał i ja, wydaje mi się, że za tym wszystkim kryje się to zjawisko, za którym jest ufo.
Ta siła się kryje i ona przyjmuje określone obrazy. Dostosowuje się do określonych elementów scen i rzutuje nam to, co poniekąd chcemy zobaczyć. Nie wiem, czy w przypadku każdej osoby tak może być, bo są też takie przypadki, że nie są regułą, ale to mnie cieszy, że nabrały naprawdę bardzo dużego zainteresowania. Samych wejść na mój blog było bardzo wiele.Przemek Więcławski zajmował się historią pana Witolda Ruska, gdzie natknął się na dziwną istotę, typowego szata w okolicy Wielkiej Pieprzy w Zakopanem w latach 80. To było jeszcze bardziej absurdalne, dziwne zdarzenie, ponieważ istota grała na skrzypcach, po pewnym czasie znikając. Doszło tam do kontaktu telepatycznego między tym człowiekiem a tą istotą. To może się wydawać co do słuchaczy czy czytelników absurdalną rzeczą, ale takie relacje tak naprawdę pochodzą z całego świata i mają punkt odniesienia naszych historii naprawdę daleko wstecz. Tu bym nie spreślał tego, że to są relacje mało wiarygodne, tylko żeśmy powinni zacząć się tym zajmować i analizować, czym ewentualnie to mogło być. Bo mi się wydaje, tak jak tutaj Piotr wcześniej mówił, że to pasuje do siły, która stoi za tym wszystkim, która generuje w nas takie, a nie inne uczucia, a często właśnie takie iluzoryczne obrazy, jak szaty. Miałem też postacie bardziej jak czupakabra przybywające tu z obszaru Podkarpacia.
Bodajże to był 90. któryś rok. To jest temat, w który wchodzę tak naprawdę i chciałbym, żeby inne osoby poznały historie takich zdarzeń.
[02:34:15] - Właśnie, bo to spektrum, jakie przybiera ta iluzoryczna siła, jest dość szerokie. Na przykład przypadek badany przez bodajże PGU, Poznańską Grupę Ufologiczną, kiedy świadek widziała coś, co wyglądało jak gigantyczny owad. Też było materialne, tak jakby, tak jej się zdawało. Rzeczywiście są to przypadki bardzo kontrowersyjne, ale też skłaniające do zastanowienia się nad naturą naszej rzeczywistości. Niektórzy przypisują te zdarzenia na przykład ingerencji jakichś innych wymiarów, inni pojawianiu się manifestacji wyższej inteligencji, która posiada zdolność do kreowania właściwie tego, co chce. Nie należy się zamykać na te tematy, dlatego że, jak mówię, przeanalizowaliśmy zjawisko UFO. Arek, jak mówi, robi to od 18 lat. Kiedy przyszedł czas na podsumowania, wyszło, że tak naprawdę teoria o pochodzeniu UFO z kosmosu jest gdzieś chyba na drugim czy trzecim miejscu. Poważnie należy się nad tym zastanowić, dlatego że nie są to mrzonki, nie są to bajki. Wiele osób tak naprawdę zauważyło to już dawno, w latach 50.
Arku, fajnie się rozmawiało. Dziękujemy ci za odwiedziny i jeszcze mamy nadzieję, że będzie taka sytuacja, że pojawisz się na debacie ufologicznej. Marku, czy masz jeszcze jakieś pytanie od siebie?
[02:35:55] - Ja mam tutaj jeszcze jedno pytanie, dosłownie jedno, o USO. Arku, co sądzisz o USO, czyli o podwodnych UFO? Czy słyszałeś może o przypadkach obserwacji takich obiektów na terenie Polski lub któregoś z krajów sąsiednich?
[02:36:12] - Tak, oczywiście. Jeżeli chodzi o USO, sprawa jest analogicznie podobna co do zjawiska UFO. Z tym że, jak wiadomo, pojawia się nad albo pod wodą, na różnych akwenach, a nawet stawach z tego, co wynika, bo takie naukowi logiczne nam donoszą. Ja osobiście dokumentowałem, co prawda korespondencyjnie, bo nie jestem w stanie udać się nad polskie morze, nad Bałtyk. Dokumentowałem jedno zdarzenie w 2000 roku, gdzie na promie było około 50 polskich turystów. Prom wypłynął bodajże z Gdyni albo z Gdańska, tego nie pamiętam, w kierunku Szwecji i jeszcze na wodach terytorialnych Polski bardzo wiele osób, około 50 osób, zaobserwowało coś takiego jak boja zbliżająca się z dalszej odległości. Ona się wynurzyła z wody. Była o kształcie boi. Emitowała dziwną poświatę wokół siebie. To nie był zbytnio duży obiekt.
Miał wielkości dwóch, trzech metrów średnicy. Nie był zbyt duży. Był w odległości 50 metrów w najbliższym miejscu. Z tego, co wiem, bardzo wiele osób przyglądało się temu obiektowi. Nawet te osoby, które to obserwowały, sugerowały, żeby się wtedy skontaktować z załogą tego statku. Już nie pamiętam, jaki to był prom. Ja to opisywałem dawno temu, swego czasu na blogu. Jeszcze bardziej ciekawym przypadkiem była obserwacja mojego czytelnika z bloga. Ja też opisałem potem to zdarzenie. Też na wodach terytorialnych, prawdopodobnie jeszcze Polski, on wyszedł się przewietrzyć wieczorem i zobaczył coś, jak wyszedł ze swojej kajuty, że tak powiem, zobaczył coś, co go zatkało dosłownie.
On w odległości 50 metrów zobaczył bardzo dużą kulę światła. Ta kula miała około pięciu, sześciu metrów. Stwierdził, że to była kula, a w środku niej była widoczna lawa z wulkanu. Coś takiego to przypominało. Z tej kuli wyłoniły się mniejsze kule. One się wyłamywały, łączyły. Świadek nie wiedział, co ma zrobić, ponieważ miał Zenita w swojej kabinie i chciał po niego zejść, żeby ten widok utrwalić, aleWiedział, że mu to zajmie około trzech, czterech minut, a w tym czasie zjawisko może zniknąć. Z tego, co mi powiedział, świadkami było dwóch Szwedów. Tylko że panowie byli pod wpływem i nie wiadomo, czy faktycznie zapamiętali to zdarzenie. To były takie dwa zdarzenia, z którymi osobiście się zetknąłem.
Wiadomo, że takich zdarzeń było bardzo wiele, nawet w Jeziorze Zegrzyńskim była obserwacja obiektu, który z niego wyleciał. Udokumentował pan Czowski. To było bardzo ciekawe, bo samo jezioro w najgłębszym miejscu miało kilka czy kilkanaście metrów, a obiekt był jeszcze większych rozmiarów. Obserwował to człowiek, który potem rzekomo miał być uciszony przez NIW-u. Tak mnie potem słuchy doszły.
[02:39:45] - Świetnie, Arku. Dziękujemy ci za udział w dzisiejszej audycji. Zapraszamy oczywiście wszystkich zainteresowanych na twojego bloga: arekmiazga.blogspot.com. Jak mówiliśmy od początku, wszystkie pytania, jakie macie do Arka w związku z tym, co dzisiaj powiedział, możecie mu zadać na forum portalu Infra. Podaję adres: paranormalne.eu. Tam jest dział „Debaty ufologiczne”. Tam można dać upust swoim myślom. Oczywiście Arek w miarę możliwości będzie się starał ustosunkowywać do tego, co piszecie. Jest użytkownikiem forum, poznacie go na pewno. Cóż więcej mógłbym dodać?
Dziękuję jeszcze raz, Arku i mam nadzieję, jak już powiedziałem, że kiedyś spotkamy się na debatach w szerszym gronie jeszcze raz.
[02:40:46] - Dziękuję i pozdrawiam serdecznie wszystkich. Dziękuję. Dobranoc.
[02:40:49] - Dziękuję również i ja w imieniu swoim oraz słuchaczy Radia Paranormalium. Po drugiej stronie Skype’a byli z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś i Arek Miazga. Jak zawsze na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl już niedługo będzie udostępniona uaktualniona lista tematów. Liczymy na waszą skromną pomoc w wyborze tematu 15. już debaty ufologicznej online. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”. Dobranoc i do usłyszenia.