[00:21] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest kolejna, trzynasta już debata ufologiczna online na antenie Radia Paranormalium. Dzisiaj będziemy dyskutować o UFO i tajemniczych zniknięciach. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Arkadiusz Kocik, Warmińsko-Mazurska Grupa Ufologiczna. Witaj Arku.
[00:43] - Dobry wieczór.
[00:44] - Kris Miekina, autor audycji „Paralaxa”. Witaj Chrisie.
[00:48] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[00:49] - Jest z nami również współzałożyciel portalu infra.org.pl oraz współprowadzący dzisiejszą debatę Piotr Cielebiaś.
[00:58] - Witam wszystkich serdecznie jak zwykle.
[01:01] - Zanim rozpoczniemy dyskusję podam oczywiście kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas dzwonić i pisać. Nasz numer telefonu to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy również na pytania i komentarze na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również wysyłać pytania na nasz e-mail: radio@paranormalium.pl oraz pod numer naszego komunikatora SMS-owego 517 986 778. Panowie, jednym z tematów tabu w ufologii są bliskie spotkania, których konsekwencją była śmierć lub zniknięcie świadków. Nim przejdziemy do szczegółów, powiedzcie, czy waszym zdaniem możliwe jest, by obcy dokonywali trwałych, w cudzysłowie, porwań ludzi. Czy w ufologii znane są takie przypadki, kiedy ktoś zniknął na zawsze podczas spotkania z UFO?
Jak zawsze jako pierwszemu oddam głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:28] - W dzisiejszej debacie zajmiemy się czymś bardzo kontrowersyjnym, mianowicie przypadkami trwałych zaginięć ludzi podczas domniemanych kontaktów z UFO. Tak naprawdę tych przypadków było bardzo dużo. One krążą jednak w jakby drugim obiegu informacyjnym, dlatego, że to są, jak powiedziałem, sprawy bardzo problematyczne i kontrowersyjne. Bo obok takich przypadków jak test Trójkąta Bermudzkiego, kiedy tam ktoś widuje dziwne obiekty i dochodzi do zaginięć samolotów lub statków, mamy też do czynienia z przypadkami rzadko nagłaśnianymi, kiedy ludzie znikają na przykład bezpośrednio po kontakcie z UFO. Miało to miejsce w kilku przypadkach, zarówno z udziałem pilotów wojskowych. To było na początku współczesnej ery UFO, zaraz po II wojnie światowej, ale to są sprawy, o których mówi się rzadko i my dzisiaj o nich powiemy. Będziemy mówić o słynnym incydencie z Przełęczy Dyatłowa i tym ufologicznym wątku, który cały czas tam gdzieś pobrzmiewa. Opowiemy o kilku strefach anomalnych, gdzie ludzie przepadają bez wieści i gdzie ma mieć to związek ze zjawiskiem UFO. A czy rzeczywiście może być tak, że dochodzi do takich incydentów, w których ludzie giną? Jak powiedziałem, można to podzielić na dwa obszary tematyczne.
Pierwszy to ten związany z UFO folklorem, czyli wszystkimi tymi opowieściami, które są niezweryfikowane i które krążą w internecie jako legendy. A drugi obszar to ten, którym zajmuje się bardzo mało badaczy. Jednym z nich jest Baczyński-Witkowski, o którym będziemy mówić. Pozostaje też kwestia rozważań abstrakcyjnych, hipotetycznych. Czy rzeczywiście może być tak, że podczas spotkań z UFO dochodzi do takich incydentów, kiedy ludzie są zabierani na zawsze? Poprosiłem znanego badacza amerykańskiego, kompilatora, kronikarza UFO w zasadzie, Alberta Rosalesa o przesłanie mi kilku takich przypadków z jego przepastnego archiwum. On znalazł ich bardzo dużo. Sam powiedział, że mają różny stopień wiarygodności, ale warte są uwagi. Będziemy o nich jeszcze mówić w dalszej części programu, ale pewnie wszyscy są ciekawi, czy były takie przypadki abdukcji, kiedy ktoś na przykład nie wracał. To również jest sprawa bardzo kontrowersyjna, ale w tym archiwum przepastnym, grupującym przypadki z 70 ostatnich lat badań ufologicznych znaleźć można dosłownie wszystko.
Nawet te najdziwniejsze przypadki istnieją. Mówi się jednak o nich rzadko. My dzisiaj spróbujemy poruszyć ten temat. Także panowie, zwracam się teraz do was. Jak patrzycie na te tematy, w których konsekwencją jest śmierć lub zniknięcie świadków? O tych przypadkach niebezpiecznych, które niosą trwałe konsekwencje zdrowotne lub wręcz skutkują śmiercią obserwatorów lub świadków obserwacji UFO, będziemy jeszcze mówić. Natomiast Kris, czy twoim zdaniem takie przypadkiTe niebezpieczne, zagrażające bezpieczeństwu ludzi są nienagłaśniane z jakichś oficjalnych powodów. To znaczy, czy one są zbyt dziwne, żeby badacze o tym pisali? Bo sam wiem, że są takie przypadki, z których publikacją ufolodzy się wstrzymują.
[06:23] - Oczywiście takich przypadków jest olbrzymia ilość i rzeczywiście one są troszeczkę zamiatane pod dywan, bo nie mają swojego logicznego wytłumaczenia. Zazwyczaj w takich sytuacjach w grę wchodzi policyjne śledztwo. Zaznacza coraz szersze kręgi, zwłaszcza kiedy podobne przypadki w danej okolicy zaczynają się powtarzać i kiedy po dłuższym czasie nie ma wyników, nie ma logicznego wytłumaczenia. Wówczas coś trzeba zrobić. Gdyby to nagłośnić, to otwiera puszkę Pandory, może wzbudzić panikę bądź zupełnie inne nieoczekiwane konsekwencje. Dlatego te przypadki są w jakiś sposób uciszane. I tu będziemy mówić o historiach, które zebrał David Paulides i wiele innych historiach, jak historia Todda Seessa. Oczywiście cała masa innych, które nie mają swojego logicznego wytłumaczenia. W wielu przypadkach nie ma nawet ciała, bądź to ciało znajduje się po wielu latach w bardzo dziwnych okolicznościach, w miejscu, gdzie nie powinno być, gdzie nie ma szans, żeby było. Albo w stanie wskazującym na to, że wydarzyło się coś naprawdę strasznego i okropnego.
W zasadzie tylko nasza wyobraźnia nam może podpowiedzieć, co tam miało miejsce. Możemy tego typu historie przypisać spotkaniom z obcymi, z UFO, ale dla wielu tych, którzy badają te zjawiska, jest to część świata paranormalnego, że ofiary tych przypadków wstępują w jakieś miejsce, które tworzy coś w rodzaju portalu do innego wymiaru, do innego świata. Spotyka się z istotami z tamtej strony i to spotkanie kończy się zazwyczaj tragicznie. Wiele tego typu przypadków nigdy nie ujrzało światła dziennego i prawdopodobnie o milionach tego typu historii nigdy się już więcej nie dowiemy. Na przykład podczas II wojny światowej zaginęło miliony ludzi, o których nie mamy pojęcia. Nie ma śladu, żeby zginęli w walce, żeby zostali przez kogoś zabici, żeby wyjechali dokądś. Ci ludzie zniknęli bez śladu. Wojna jest zawsze momentem, gdzie panuje ogólne i potężne zamieszanie, zwłaszcza gdy jest to wojna światowa i tych przypadków jest znacznie więcej. Giną ludzie, którzy nigdy nie byli uwikłani w historie polityczne, w związku z czym nie byli na celowniku danych służb. Powiedzmy w przypadku II wojny światowej, takich jak gestapo czy wywiadów, czy czegoś innego.
Nagle okazuje się, że wyparowali czasami wraz z całą swoją rodziną, nie wiadomo w jakim kierunku. I zanim do tego doszło, ślady po nich były dokładnie zacierane, aby nikt nigdy nie dowiedział się, co mogło się wydarzyć z taką osobą i taka postać już nigdy więcej nie wypłynęła, że tak to ujmę, na światło dzienne. Nigdy o niej więcej nie usłyszano. W czasie wojny dużo łatwiej jest te ślady zatrzeć. Natomiast w pokojowych czasach, w jakich żyjemy dziś, wchodzi w grę śledztwo policyjne i zazwyczaj kiedy dochodzimy do paranormalnej albo ufologicznej historii, na samym końcu jest ono tuszowane, wyciszane, czasami obkładane klauzulą tajności, także właściwie nie ma dalszego dostępu do większej ilości informacji. Dlatego te przypadki są tak tajemnicze. Dziękuję.
[09:43] - Arku?
[09:44] - Nie wiem, czy coś można dodać jeszcze, ale oprócz tego, że ludzie giną w niewyjaśnionych okolicznościach, jest jeszcze coś innego, że się pojawiają ni z tego, ni z owego. Gdzie takim przypadkiem najlepszym jest sprawa Kaspara Hausera, który się pojawił, nie znał języka, nie wiedział nic i pojawił się w środku miasta. Takie rzeczy też bywają. Tutaj ciężko cokolwiek dodać do przedmówców. Myślę, że w toku dyskusji wyjdą następne sprawy, o których będziemy mówić. Dziękuję.
[10:24] - Tak. Właśnie, bo z tymi przypadkami zaginięć związanymi z UFO jest zwykle tak, że ten, który mógłby powiedzieć najwięcej, przepadł bez wieści. Nie ma go. Coś go zeżarło, mówiąc brzydko. Bardzo rzadko zdarza się tak, że są świadkowie drudzy, trzeci, którzy mogą coś do tej sprawy wnieść. Rzeczywiście, jeżeli spojrzymy w głąb historii zjawisk paranormalnych, bo Chris dobrze powiedział, że to jest taki obszar, to znaczy tajemnicze zaginięcia ludzi, że wkraczamy tutaj do całej domeny świata zjawisk paranormalnych. UFO jest tylko jednym z wytłumaczeń, ale takie sprawy znane są już z dawien dawna. Przypomnę na przykład słynny incydent z udziałem zaginionego batalionu Norfolk, który przepadł w czasie pierwszej wojny światowej, podczas walk na półwyspie Gallipoli. Ta historia jest dość dobrze znana. Nieraz była poruszana w programach, na przykład na Discovery.
Opowiada po prostu o batalionie, który ruszył do walki, wszedł w dziwną mgłę i zniknął. Pojawiły się z czasem takie relacje osób, które rzekomo miały to obserwować, że żołnierze ruszyli do ataku, zaś nad polem bitwy wisiał obiekt. Może nie był to obiekt, opisywany był on jako rodzajNie wiem, gęstej mgły, czegoś w tym rodzaju w kształcie bochenka chleba. I kiedy żołnierze ruszali, ten obiekt zaczął się zniżać, aż w końcu osiadł. Powstał tuman, opar, żołnierze znikli i nigdy ich nie widziano. Historia jest fajna, daje do myślenia, natomiast niestety jest to legenda. Ten batalion został zdziesiątkowany podczas walk. Rzeczywiście, prawdopodobnie miało to miejsce w czasie mglistej pogody, natomiast oni nie zostali zabrani do nieba, nie zniknęli, tylko po prostu dostali się pod ogień karabinów. Mieliśmy też przecież słynną sprawę zaginięcia całej wioski inuickiej Angikuni. Będziemy może jeszcze o tym mówić.
Tak więc tych tajemniczych zaginięć jest naprawdę dużo i nie są to sprawy nowe, ale przejdźmy może do tematu pierwszego i chyba najbardziej popularnego, jakim są zaginięcia w Trójkącie Bermudzkim. Marku, oddaję ci głos.
[13:17] - Właśnie na świecie jest wiele miejsc, tak zwanych stref anomalnych, gdzie dochodzi do tajemniczych zaginięć. Zgodnie z teorią niektórych badaczy są one oknami do innych wymiarów. Jednym z takich regionów jest Trójkąt Bermudzki, gdzie doszło do zaginięć statków i samolotów. Czy jest to tylko współczesna legenda? A może rzeczywiście jest to obszar anomalny? Najbliżej tego miejsca mieszka Chris Miekina. Dlatego tym razem Chrisowi proponuję jako pierwszemu oddać głos. Chrisie?
[13:54] - Wystarczająco daleko, żeby czuć się bezpiecznie, ale za kilka dni będę tuż obok tego miejsca i być może troszeczkę sobie zawadzę o nie tylko po to, żeby poczuć ten dreszczyk emocji, że się jest w takim właśnie miejscu i zobaczyć, czy coś się wydarzy w związku z tym. Mam nadzieję, że nie i że będę mógł ewentualnie w przyszłości nadal uczestniczyć w debatach ufologicznych w Radiu Paranormalium. Natomiast kwestia Trójkąta Bermudzkiego rzeczywiście, masz rację, jest jednym z absolutnie najsłynniejszych momentów, kiedy badamy te tajemnicze zaginięcia, do jakich dochodziło tu i ówdzie na Ziemi. W przypadku Trójkąta Bermudzkiego mamy tu do czynienia z zaginięciem nie tylko statków, pojedynczych ludzi, ale także całych eskadry samolotów. I właściwie sława tego trójkąta zaczęła się właśnie od tego, że w latach 50. w 50. roku eskadra szkoleniowa amerykańskich bombowców wyleciała na jeden ze swoich lotów. Przez jakiś czas wszystko było w porządku. Po chwili jednak dowódca tej eskadry zaczął notować pewne kłopoty. Łączył się z bazą, że traci orientację, że nie wie do końca, gdzie jest.
Skończyło się to tak, że cała ta eskadra zaginęła właśnie przelatując przez Trójkąt Bermudzki. To wydarzenie właściwie wywołało lawinę informacji na temat innych podobnych, które były na tyle niewytłumaczalne, że skłaniano się do tego, że istnieje w tym rejonie jakaś dziwna sytuacja. Być może jest to specyficzne pole elektromagnetyczne, być może jest to baza UFO i pozaziemscy po prostu porywają czy pojazdy, czy całe statki z tego rejonu, ponieważ one znikają bez śladu. Może tutaj ominę te wszystkie ostatnie wydarzenia związane z Trójkątem Bermudzkim, a wrócę do takiego, który wydarzył się w historii i jest mało znany. Ja ostatnio o nim sporo czytałem. Ponieważ jest związany z żeglarstwem, a ja bardzo lubię ten sport i interesują mnie różne historie z nim związane. Jest to historia żaglowca Mary Celeste, który właśnie przepłynął przez ten rejon. Cała załoga zniknęła. Okazało się jednak, że ten żaglowiec znów się gdzieś pojawił. Nie miał już niestety na sobie załogi, która w tajemniczych okolicznościach kompletnie wyparowała.
Na jego pokładzie znaleziono wszystko w najlepszym porządku, a całą tą historię można było w jakiś sposób odtworzyć z tego względu, że kapitan Mary Celeste bardzo dokładnie prowadził swój dziennik pokładowy i ten dziennik pokładowy został na statku i dlatego można było pokusić się o odtworzenie losów tych ludzi. Co się z nimi wydarzyło, mimo że pogoda była w miarę dobra, że statek był w świetnej kondycji i właściwie nic nie powinno się wydarzyć takiego nieprzewidywalnego, co mogłoby się dla załogi skończyć tragicznie. Mimo to załoga opuściła statek i zniknęła bez wieści. Ci, którzy badali historię Mary Celeste, doszli do wniosku, że być może w tym rejonie Trójkąta Bermudzkiego tą tajemniczą siłą, która oddziałuje na ludzi, jest coś, co produkuje jakiś rodzaj infradźwięków. Infradźwięki nie są słyszalne dla nas w taki sposób, w jaki słuchamy muzyki. Jednak wpływają one na nasz stan psychologiczny, doprowadzają do kompletnego braku orientacji, wzbudzają silny strach, wręcz czasami panikę. Te wszystkie historie o latających Holendrach, o statkach bez załóg właśnie są między innymi związane z działaniem tego typu zjawiska, że załoga opętana paniką po prostu wsiadła w szalupę, odpłynęła i okazało się, że już nigdzie więcej nikt o nich nie usłyszał. I prawdopodobnie to samo mogło się wydarzyć z Mary Celeste. Także to jest jedna z tych teorii, które tłumaczą fenomen Trójkąta Bermudzkiego. Inna historia, która w sposób racjonalny stara się to wyjaśnić, jest to teoria mówiąca o tym, że ta część dna Atlantyku posiada olbrzymie zasoby gazu ziemnego.
A ponieważ dno jest popękane, co jakiś czas olbrzymi bąbel metanu odrywa się od dna i wypływając na powierzchnię takiego oceanu, po prostu nagle zabiera olbrzymią ilość wody spod statku. Taki statek czy samolot spada jak w przepaść, woda się nad nim zamyka i tyle o tym słyszymy. A ponieważ jest tam kilka kilometrów głębokości, nie sposób jest sprawdzić
[18:24] - Czy rzeczywiście to coś jest na dnie i jak rzeczywiście dno Atlantyku wygląda? My mówimy tu często o innych planetach naszego Układu Słonecznego czy jeszcze dalej. Mówimy o planetach zamieszkałych przez istoty pozaziemskie, a tak naprawdę to ciągle bardzo mało wiemy o naszej własnej planecie, o procesach, jakie na niej zachodzą i różnych tajemnicach, które co jakiś czas wychodzą na światło dzienne. Jedną z nich jest tajemnica Trójkąta Bermudzkiego i w ten sposób ja bym ją określił. Oczywiście Trójkąt Bermudzki, mając swoją legendę, nie działa za każdym razem w ten sam sposób. Miliony ludzi przekracza go codziennie w jedną i w drugą stronę i się nic po prostu nie dzieje. Natomiast od czasu do czasu zdarza się coś nieoczekiwanego i nigdy właściwie nie pozostają świadkowie tego typu historii. Oprócz kilku lotników, o których pewnie inni koledzy jeszcze opowiedzą, którzy zaobserwowali dziwne zjawiska podczas przelotu nad właśnie tym rejonem. Dziękuję.
[19:23] - No właśnie, ta zła sława Trójkąta Bermudzkiego nie wzięła się znikąd. Problem natomiast w tym, że po pierwsze obszar ten nie ma wyznaczonych granic. Jest to umowny trójkąt, którego granice wyznaczają między innymi Bermudy i Floryda, bodajże jeszcze Portoryko. Co więcej, oficjalnie nigdzie nie jest zaznaczony. To jest też taka troszkę legenda. Natomiast moim zdaniem zaczęła ona się budować wraz z incydentami, które miały miejsce po II wojnie światowej, czyli tym sławnym już przypadkiem zaginięcia pięciu TBF Avenger w grudniu 1945 roku, które wyleciały na lot treningowy i przepadły. Po nich wysłano na akcję poszukiwawczą kolejny samolot, który również przepadł. Tak że jednego dnia zginęło sześć maszyn wojskowych i 27 pasażerów. Oczywiście oddziaływało to na wyobraźnię. Nie trzeba było czekać na kolejne incydenty.
Miało to miejsce kilka lat później. W roku 1948 nastąpiła kolejna taka seria dziwnych incydentów. Zaginęły kolejne samoloty pasażerskie. Były to trzy, z tego, co pamiętam, samoloty. W sumie na każdym z nich było od 20 do 30 pasażerów. Czyli w sumie było to około 100 osób, które w tej końcówce 1948 roku przepadły bez wieści. Nie liczę tutaj oczywiście innych jednostek, nie liczę statków. Dodam tylko, że zdaniem Charlesa Berlitza, słynnego autora książek poświęconych Trójkątowi Bermudzkiemu, takich obszarów jest w zasadzie więcej. On wyznaczył ich wręcz kilkanaście. Ten najbardziej znany oprócz Trójkąta Bermudzkiego to słynny Diabelski Trójkąt lub Diabelskie Morze.
Tutaj pojawia się kilka lokalizacji tego Diabelskiego Morza. Dlatego że ja spotkałem się na przykład z taką wersją, że leży ono po prostu na południe od Japonii. Druga wersja mówi, że rozciąga się wokół Pescadorów, takiego archipelagu w pobliżu Chin. Mamy tutaj mnóstwo pytań. Proszę o chwilę cierpliwości wszystkich. Ale widzę jedno o Trójkącie Bermudzkim. Zaraz sobie tutaj na nie zerknę i jeżeli coś, to wtrącimy trzy słowa. I tak naprawdę trudno powiedzieć, ile w tych historiach związanych z trójkątami bermudzkimi w cudzysłowie jest konkretów. My wiemy, że dochodzi do zaginięć, natomiast wiadomo z tego rzeczywiście bardzo mało. Gdzie w tym wszystkim rola UFO, prawda?
Można by zapytać. Takim bardzo ciekawym incydentem, o którym może Chris też słyszał i które na pewno pamięta, jest sprawa pana Gernona lub Gernona, nagłaśniana kilkakrotnie, który lecąc samolotem gdzieś w latach 70. nad obszarem Trójkąta Bermudzkiego wpadł w coś, co nazwał elektryczną mgłą lub takim wirem. On twierdzi, że dostał się tak jakby w obszar, który zupełnie nie przypominał ziemskiego nieba. Historia ta była niejednokrotnie przytaczana na przykład w programach dokumentalnych, chociaż ten pan nie był taki chętny do opowiadania tych swoich przygód i robienia z nich sensacji. Opowiadał o tym po prostu w taki suchy, faktograficzny sposób. Była to bardzo ciekawa historia i stanowiła ona właściwie podstawę do uznania, że Trójkąt Bermudzki rzeczywiście może kryć w sobie rodzaj bramy do innej rzeczywistości. To znaczy te feralne statki i samoloty, które dostaną się w obszar pewnej anomalii, trudno mi powiedzieć jakiej, ale takiej podobnej do tej, którą przeżył Gernon, znajdują się po prostu na chwilę w innym świecie. Niektóre może utykają tam nawet na zawsze. Mimo wszystko temat Trójkąta Bermudzkiego nie jest zamknięty i mimo że tych przypadków było dużo, wydaje mi się, że ta legenda powoli słabnie.
Ale to na razie tyle. Arku, ja tutaj przejrzę pytania, które sięKtóre się mnożą. Co ty sądzisz o zagadce Trójkąta Bermudzkiego i podobnych mu miejsc? Czy jest tam miejsce na dywagacje o UFO?
[24:32] - Tak, jak najbardziej. Taką pierwszą obserwacją pisaną mniej więcej z tego rejonu jest słynny wpis w dziennikach okrętowych Kolumba, który widział na dzień przed odkryciem Kuby światło z drugiej strony, które się unosło, opadało w jedną, w drugą stronę. I to jest zapisane w dzienniku pokładowym. To w sumie jest pierwszym zapisanym sygnałem. Natomiast warto przytoczyć w ogóle całość tego zdarzenia, jakie miało miejsce w 1945 roku, to zaginięcie Corsairów. Na pomoc tym samolotom ruszył wodnosamolot i słyszano również statki. Słyszano w powietrzu wybuch ze statku. Pojawiła się plama ropy czy oleju na powierzchni, ale nie było szczątków. Natomiast na pokładzie tego samolotu było, z tego, co pamiętam, około ośmiu osób do obsługi. Każdy na pewno był wyposażony w kamizelki wypornościowe.
Także nawet gdyby to wybuchło gdzieś w środku, a obowiązkiem obsługi jest to, żeby byli w tych kamizelkach, więc nie ma opcji, żeby któreś z nich po prostu nie pływało czy nawet zwłoki nie pływały. Niemniej jednak samolot, który ruszył im na pomoc, też zaginął.
[26:12] - Z tego, co pamiętam, przepraszam, że wchodzę w słowo, ale z tego, co pamiętam, to Lucjan Znicz w jednej z książek z cyklu „Goście z kosmosu”, poświęconej właśnie Trójkątowi Bermudzkiemu, wspomina coś, że z któregoś statku zaobserwowano eksplozję właśnie w tym czasie, jak miały trwać poszukiwania.
[26:32] - Tak, ale nawet jeżeli to była eksplozja, to jest wodnosamolot z około 1940 roku. Czyli na pewno wiele elementów powinno być drewnianych i po prostu utrzymywać się na wodzie, a w każdym razie zbiorniki z paliwem, a tego po prostu nie było. Tak jak mówię, powinny się unosić nawet szczątki ludzkie. Jeżeli do wybuchu doszło w powietrzu i to po prostu musiało wylądować. Jeżeli słyszeli ten wybuch w powietrzu, na pewno się skierowali i tutaj odnalezienie szczątków ewentualnych tego samolotu nie powinno być wielkim problemem. Poderwana została cała flota do odnalezienia zaginionych Corsairów i ani śladu po nich. A przecież piloci latający nad morzem też są wyposażeni w kamizelki. Jeżeli by byli gdzieś w powietrzu przez jakiś czas, z całą pewnością unosiłyby się na powierzchni wody spadochrony. Także to nie jest takie łatwe do wytłumaczenia. Tak próbuję się tłumaczyć, że po prostu zagubili się we mgle, zabrakło paliwa, wylądowali na wodzie gdzieś tam i po prostu utopili się.
Ale nie ma żadnych śladów takich bardziej materialnych, że coś takiego miało miejsce. Nie wspomina się też, bo to jest bardzo ruchliwy akwen w sumie i podejrzewam, że bardzo turystyczny, gdzie wiele osób wynajmujących jachty pływa, płynie właśnie z Florydy na Bermudy, mniej więcej w tych kierunkach. I te statki i te małe łodzie też potrafią przepadać. I też się zdarza, że zostają odnalezione same jachty bez ludzi w środku. Tutaj teorii jest wiele. Między innymi jedna z teorii mówi o tym, że są odpowiedzialne za to infradźwięki, które powodują uczucie strachu, paniki i po prostu rzekomo ludzie mają wtedy wyskakiwać z łodzi, statek lub czas odpływa czy jacht i topią się. Jest wiele takich rzeczy. Niemniej jednak odkąd cywilizacja europejska się tam pojawiła, na tym akwenie coś się dzieje, coś tam jest. Kiedyś był taki pomysł, żeby z Polski wyjechali tam radiesteci i inni ludzie obdarzeni czułością zmysłów na tego typu rzeczy, ale nie pamiętam, czy to doszło do skutku, czy nie. W każdym razie żadnych wyników tego typu badań nie znamy.
Jest to bardzo ruchliwy akwen i prawdopodobnie też mogą się zdarzać zwykłe przypadki kolizji, które po prostu są wpisywane w to, że Trójkąt Bermudzki i to wszystko. Dziękuję.
[30:01] - Tak. Poza tym jest to obszar ogromny i tak naprawdę z tego, co sobie jeszcze przypominam, to takim drugim przyczynkiem do tej ufologicznej legendy wokół Trójkąta Bermudzkiego były wydarzenia na Portoryko. Portoryko jako jedno z ramion, można tak powiedzieć, jeden z rogów tego trójkąta, było swego czasu krajem nękanym przez zjawisko UFO. Były takie lataDziewięćdziesiąte, początek XXI wieku, kiedy Południowa Ameryka, szczególnie Brazylia oraz właśnie Portoryko, przeżywały falę obserwacji UFO. Mam nadzieję, że Chris zaraz doda do tego parę słów. Potem słynna sprawa chupacabry, dziwne obiekty, dziwne istoty. Przez pewien czas Portoryko rzeczywiście było ufologiczną stolicą świata, a potem bach i koniec. W zasadzie z moich obserwacji i prowadzenia wywiadów w środowisku mogę powiedzieć śmiało, że od długiego czasu niewiele się tam dzieje. Może dlatego ufologiczna legenda wokół Trójkąta Bermudzkiego wygasa. Wszystkich zainteresowanych tą sprawą odsyłam do książek Charlesa Berlitza.
Były wydane po polsku bodajże dwie, z tego, co pamiętam. Była też książka Hansa Bellamiego. Albo nie, coś pomyliłem. W każdym razie mam je nawet gdzieś tutaj. Nie chce mi się grzebać na półce. Hans Bellami pisał akurat o Atlantydzie. Przepraszam, nie dojrzałem. Natomiast Berlitz nazywał te wszystkie miejsca, gdzie dzieją się dziwne rzeczy, złymi wirami. Jak mówiłem wcześniej, też na naszym czacie jest mnóstwo pytań o Trójkącie Bermudzkim. Widzę, że ludzi to bardzo interesuje.
Postaram się zaraz wrzucić na facebookowe konto portalu Infra trochę informacji, dlatego że my będziemy przechodzić do kolejnej kwestii. Chris, czy dodałbyś jeszcze coś do legendy Trójkąta Bermudzkiego? Gdzie niebawem się wybierasz?
[32:18] - Wybieram się ze względów właściwie czysto i wyłącznie żeglarskich. Przy okazji, jeżeli chcieć w jakiś sposób nawiązać do bardziej tajemniczego elementu, można jeszcze dodać to, że po drodze wzdłuż jednego z ramion Trójkąta Bermudzkiego mamy wyspę, wysepkę właściwie Bimini na Bahamach, gdzie znajduje się tajemnicza Droga Bimini. Od wielu lat mamy najrozmaitsze informacje, w większości niestety niesprawdzone, że dno morza w tym miejscu kryje pod sobą szczątki po tajemniczej przedpotopowej cywilizacji, że dostrzeżono tam kryształowe czy szklane piramidy pod wodą. Nawet istnieje coś takiego jak Kula Atlantów. Tak nazwano ten przedmiot, kryształową kulę, którą zresztą sam widziałem na własne oczy. Rozmawiałem z człowiekiem, który ją posiada. Jej historia jest absolutnie niezwykła i różne wydarzenia, jakie są z nią związane. Wszystko to jest bardzo tajemnicze. Tam badania prowadzi Greg Little, który ma wystarczająco dużo prywatnych pieniędzy, aby móc w miarę często nurkować w tym rejonie, fotografować dno morskie. Dno morskie jest tam piaszczyste i zachowuje się troszeczkę jak pustynia.
Jest to związane z tym, że prądy morskie ze względu na ruch Golfstromu zmieniają swoje położenie i czasami odkopują coś z tego piasku na dnie, a czasami zakopują. Greg Little wiele razy sfotografował jakieś struktury wystające właśnie z dna, które po kilku miesiącach znikały. Mamy jego zdjęcia i nie ma wątpliwości, że nie są w żaden sposób montowane bądź fałszowane na Photoshopie. Tyle że jego informacje nie wzbudzają zainteresowania u nikogo więcej oprócz ludzi, których ten problem interesuje. Dlatego ciągle funkcjonują na skraju tego, czy to jest prawdziwe, czy nie. Ja jestem osobiście przekonany, że coś tam jest i być może to zjawisko ma rzeczywiście związek z tajemnicą Trójkąta Bermudzkiego i być może rzeczywiście w jakiś sposób możemy to połączyć także z pewnymi geologicznymi historiami, jakie są z tym wszystkim związane. Tu na momencik chciałbym wrócić do Trójkąta Smoka, który znajduje się na Pacyfiku i gdzie mamy podobnie jak w Trójkącie Bermudzkim do czynienia z zaginięciami całych statków, kutrów rybackich. Jest mnóstwo legend z przeszłości, że ludzie, którzy wpływali na ten rejon, ginęli bez śladu. Nigdy nie wracali. Jedna z japońskich legend opowiadała o tym, że ten obszar morski jest bardzo niebezpieczny, ponieważ zamieszkuje go olbrzymi, potężny smok ziejący ogniem.
Dużo później, w dzisiejszych czasach właściwie okazało się, że na dnie oceanu w tym miejscu znajduje się wulkan, który od czasu do czasu eksploduje. Tak racjonalny powód wyjaśnia tajemnicę zaginięć w Trójkącie Smoka. Być może coś podobnego istnieje, nie wulkan oczywiście, właśnie w Trójkącie Bermudzkim, które powoduje, że mamy do czynienia z takim fenomenem, któremu staramy się nadać czasami paranormalny wymiar, a wynika on tylko z niezrozumienia do końca zjawisk, jakie w tym rejonie występują właśnie ze względu na zmienność i ruch Golfstromu, który jest bardzo szeroki. Ma od 60 do 100 mil szerokości. Przemieszcza się nieustannie od kontynentu północnoamerykańskiego zimą bardziej w głąb oceanu, więc zmienia swój kierunek. Być może on jest przyczyną tego, że dochodzi tam do różnych anomalii, których efektem czasami są właśnie te zaginięcia. Dziękuję.
[36:16] - To może ja przypomnę, że cały czas czekamy na państwa pytania. Zachęcamy też do propagowania naszej audycji wśród znajomych. Przypominam też o nowości. Otóż na forum Infra dostępnym pod adresem paranormalne.eu można znaleźć kontynuację naszych debat w formie pisanej. Otworzyliśmy specjalny dział na forum, gdzie każdy z was może wyrazić swoje zdanie na temat danej debaty. Oczywiście nie to, czy była fajna, czy nie, ale dodać coś konkretnego, wyrazić swój wniosek o tym czy owym albo dodać parę fajnych przemyśleń. Przypominam adres: paranormalne.eu forum Infra w Googlach. Cały czas napływają pytania związane z Trójkątem Bermudzkim, natomiast przejdziemy teraz może do innej sprawy. Otóż te bardziej konkretne zaginięcia związane z UFO rozpoczęły się w zasadzie od historii feralnych lotów tuż po wojnie. I nie były to loty cywilne, tylko wojskowe.
W historii amerykańskiej ufologii było kilka przypadków, kiedy piloci poderwali swoje maszyny w pogoni za dziwnymi obiektami i potem znikali. Niektórzy przepadli bez wieści, nie wiadomo gdzie. Niektórzy po prostu zginęli dlatego, że na przykład przekroczyli dopuszczalny pułap, goniąc coś dziwnego. Takim pierwszym przypadkiem była sprawa kapitana Mantella z roku 1948, który należąc do obrony powietrznej stanu Kentucky, w odpowiedzi na doniesienie o pojawieniu się dziwnego obiektu metalicznego, niezidentyfikowanego, wyleciał na swoim samolocie P-51. Co ciekawe, w tym przypadku ten obiekt tajemniczy był widziany przez wiele innych ludzi. Mantell go ścigał, natomiast potem stało się do końca nie wiadomo co. Według akt Amerykańskich Sił Powietrznych Mantell wzniósł się po prostu za wysoko i stracił przytomność. Jego maszyna oczywiście straciła nośność i roztrzaskała się gdzieś na granicy stanów Kentucky i Tennessee. Spróbowano zamieść to pod dywan, twierdząc, że Mantell ścigał tak właściwie balon pogodowy. Tutaj świadkowie, którzy to widzieli, nie byli tego oczywiście tacy pewni.
Ale zdarzały się inne, gorsze przypadki. Gorsze dlatego, że jak powiedziałem wcześniej, piloci przepadli bez wieści. Były to między innymi sprawy kapitana Monkley oraz wielu innych. Arku, pytanie do ciebie. Mówiliśmy w którejś debacie o tych przypadkach, o których opowiadał generał Czernow i on twierdził, że w historii polskiego lotnictwa również było kilka takich incydentów, kiedy piloci wyruszali w pogoń za nieznanym obiektem i znikali. Czy naświetliłbyś, przypomniałbyś w kilku słowach te przypadki? Chociaż trzeba powiedzieć, że Czernow nie mówił o nich dużo.
[39:56] - Jemu znane były takie dwa przypadki. Jeden, który był nad terytorium Polski. O drugim przypadku mówił, który był nad terytorium bodajże Rumunii. W obu tych przypadkach piloci skierowali samoloty, już odrzutowe, w stronę obiektów i po prostu kontakt z nimi się urywał. W przypadku rumuńskim nie znaleziono szczątków samolotu. W przypadku polskim, z tego, co pamiętam, znaleziono szczątki samolotu. Samolot z nieznanych przyczyn uległ destrukcji. Niestety nie pamiętam, nie mam w tej chwili żadnych notatek, więc ciężko mi powiedzieć dokładnie nazwisko pilota i w którym momencie był. Jednak generał Czernow mówił o bardzo wielu przypadkach, kiedy byli piloci polscy podrywani i ścigali tajemnicze obiekty. W sumie dlatego, że spodziewano się, że z Zachodu będą w balonach wysyłane na terytorium Polski ulotki propagandowe.
I żeby to zwalczyć, najlepiej wysłać samoloty i po prostu strącać je. I takie też było zalecenie. W wielu przypadkach z tego, co opowiadał generał Czernow, to, co mówił pułkownik Grundmann, w wielu przypadkach piloci lecieli i nie byli w stanie zbliżyć się do tych obiektów. Te obiekty zaczynały nabierać prędkości, rozwijały prędkości większe niż ówczesne samoloty, czyli tam Migi-19 i Migi nawet 21. z tego, co pamiętam.Te pojazdy nie pozwalały zbliżyć się do siebie w bezpośrednim locie na odległość mniejszą niż około 2, 3 km. Natomiast jeden z polskich pilotów po zauważeniu takiego obiektu latał w kółko dookoła niego i zbliżył się na odległość około 200 m. Jedyne co powiedział to, że obiekt miał około 12 m średnicy, miał kopułę i w momencie, kiedy tą barierę odległości przekroczył, po prostu wystrzelił w górę i tyle go widziano. Generał Czernow bardzo dużo opowiadał na ten temat i wiele ciekawych rzeczy. Innym pilotem, który zbierał informacje na temat UFO był mjr Grundman i nie zbierał tego instytucjonalnie. To znaczy polskie wojsko w sposób specjalny nie zajmowało się tym.
Należało zbierać takie informacje i on się tego podjął. Był, z tego co pamiętam, szefem sztabu wojsk lotniczych w Polsce, więc takie informacje do niego dochodziły i piloci przesyłali do niego. Długi czas zbierał to, natomiast po naszych przejściach ustrojowych w tej chwili nikt tego prawdopodobnie nie robi. Tego typu informacje są gdzieś wysyłane, a z jego archiwum, z tego, co się zdążyłem zorientować, niewiele zostało. Nie ma żadnych publikacji na ten temat. Jedyne, co zostaje, to wywiady, które są ze starymi polskimi pilotami przeprowadzone. O tych spotkaniach polskich pilotów z obcymi obiektami, które się nie dają sklasyfikować, opowiadał też major Makieła, pilot myśliwski. On też miał parę takich bliskich spotkań ze świecącymi obiektami, do których podlatywali, które uciekały dużo szybciej, niż byli w stanie na Migach 21 je dogonić. Tak że tutaj na pewno coś latało i na pewno coś tam było. Są to w sumie takie dwa zaginięcia pilotów, o których generał Czernow mówił.
Wracając do generała Czernowa, tyle na naszym niebie się tragicznych rzeczy wydarzyło. Dziękuję.
[44:47] - Właśnie, były to przypadki tajemnicze, natomiast nie mówiono o nich wiele. W zasadzie one nie wyszły poza środowisko ufologiczne. Prasa o nich nie pisała. Natomiast w historii amerykańskiej ufologii, jak już mówiłem, były takie sprawy, kiedy obiekt UFO był widziany przez osoby postronne i często było tak, że podrywane samoloty znikały. Jeden to był przypadek wspomnianego kapitana Mantella, ale były też inne, w tym bardzo nieciekawa i smutna historia pilota Moncla, którego bodajże do tej pory nie znaleziono. Chris, mógłbyś opowiedzieć coś o tym przypadku?
[45:33] - Porucznik Felix Moncla miał akurat lot na swoim samolocie Scorpion i wszystko działo się nad terenem Wielkich Kanadyjskich Jezior na granicy między Stanami a Kanadą. Tajemnicza historia polega na tym, że dostrzeżono jakiś punkt na radarze, który był obiektem niezidentyfikowanym, a w tym miejscu pomiędzy granicą amerykańską i kanadyjską bardzo trudno o taki obiekt, ponieważ oba kraje są połączone ze sobą silną siecią współpracy militarnej i cywilnej, w związku z czym każdy obiekt jest bardzo łatwy do zidentyfikowania. Ten jednak okazało się, że jest czymś absolutnie nieznanym. Poderwano myśliwiec. Porucznik Moncla był jego pilotem i wysłano myśliwiec w kierunku punktu, który pojawił się na radarze. Dalsza część tej historii jest absolutną tajemnicą, ponieważ w pewnym momencie kontrolerzy, którzy obserwowali ekrany radaru, zobaczyli, że oba te punkty połączyły się w jeden i doszli do wniosku, że amerykański samolot leci nad tym drugim obiektem. Później okazało się, że ten drugi odparował i właściwie oba samoloty zniknęły. Przez jakiś czas prowadzono poszukiwania, co się stało z maszyną porucznika Moncla. Znaleziono bardzo wiele niejasności na temat tego, co tam się mogło wydarzyć i takim właściwie nieoficjalnym wnioskiem z tego zdarzenia było to, że myśliwiec zderzył się z tym latającym spodkiem i dlatego właściwie nie wiadomo, co na ten temat myśleć. Próbowano znaleźć szczątki jego maszyny w Jeziorze Górnym, jednak właściwie nie znaleziono nic.
I dlatego ta historia jest tak bardzo tajemnicza, bo zniknął i samolot, i poruszający się na nim pilot. I było to w strefie, która jest teoretycznie łatwa do kontrolowania. Stąd właśnie ta tajemnica i tragedia jednocześnie amerykańskiego porucznika.
[47:40] - A czy słyszałeś o innych tego typu przypadkach, późniejszych na przykład, takich mało znanych, rzadko publikowanych, że samolot znikał na przykład wskutek kontaktu z UFO?
[47:54] - Chyba ostatnia historia to jest samolot pasażerski linii malezyjskich, któryMH17, który kompletnie zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Takich przypadków spotkań, jeśli mówimy o samolotach wojskowych z UFO, było bardzo dużo i niektóre z nich były szczególnie kontrowersyjne. Na przykład dotyczyły tak zwanych rakiet zjaw, że nagle w okolicy lecącego samolotu bądź w zasięgu wzroku pilota pojawiał się obiekt, który przypominał rakietę typu cruise, która podróżowała z olbrzymią prędkością przez przestrzeń. Czasami była ona iluminowana różnymi światłami i było to w czasach, kiedy o takich rakietach jeszcze w ogóle nie było mowy i nie można ich było wykonać. Tego typu historie pojawiają się właśnie w końcu lat 40. Właściwie można powiedzieć, że puszkę Pandory tego typu historii i spotkań otworzyło wydarzenie w Roswell. Ten słynny spodek, który spadł w tamtym miejscu. Od tamtego momentu mamy nieustannie do czynienia z tego typu przypadkami. Wcześniej były mniej zauważalne. Pojawiają się tylko czasami, są inaczej opisywane.
Od 1947 roku nie ma takiego roku, w którym nie byłoby przynajmniej kilkudziesięciu spotkań z UFO bądź kraks UFO, latających spodków na Ziemi bądź spotkań militarnych z UFO i wielu innych. Myślę, że o wielu przypadkach zniknięcia tego typu samolotów nie wiemy, ponieważ dokumentacja na ten temat objęta jest tajemnicą wojskową. Można powiedzieć, że jedyna organizacja, która jest w stanie nawiązać kontakt bezpośredni z tego typu pojazdem, jest to organizacja wojskowa, która ewentualnie posiada odpowiedni sprzęt, by móc go odpalić, wystartować, dogonić bądź przechwycić w locie tego typu obiekt. Nie zawsze się to kończy dobrze. Te wszystkie historie i wydarzenia, które znamy, znamy od pilotów, którzy zazwyczaj opowiadają o tym, gdy już przejdą na emeryturę i przestaje ich obowiązywać klauzula dotrzymania tajemnicy wojskowej. Natomiast większość przypadków tragicznych, do których niewątpliwie doszło, nadal jest tą klauzulą objęta i nawet w przypadku ujawnienia tych wszystkich wojskowych akt, jak to miało miejsce w przypadku ostatnio Blue Book czy wcześniej brytyjskich sił zbrojnych, tego typu dokumenty ciągle zostają w aktach wojskowych i z tego powodu nic o nim nie wiemy. Jest wiele przypadków, gdzie piloci wojskowi informują o dziwnych zjawiskach, które spotykają podczas lotu, jak na przykład jeden z belgijskich pilotów obserwował obiekt wielkości lotniskowca, który poruszał się w powietrzu. Obleciał go strach i właściwie był przekonany, że lada chwila się zderzy z tym obiektem, gdy ten nagle po prostu zniknął. Przyspieszył i rozpłynął się w powietrzu dosłownie. Także to był akurat szczęśliwy przypadek dla tego pilota.
Natomiast niewątpliwie do wypadków z UFO dochodziło i kończyły się one dla tych pilotów tragicznie i dlatego dziś o nich bardzo mało wiemy. Tylko niektóre z nich, jak w przypadku kapitana Moonka, przechodzi troszeczkę dalej i wiemy na ten temat troszeczkę więcej. Dziękuję.
[51:16] - Ja w różnego rodzaju materiałach dopatrzyłem się bardzo różnych historii. Tych materiałach, o których mówiłem na początku, przesłanych mi przez Alberta Rosalesa, którego pozdrawiam. Oczywiście nie słucha nas, bo nie mówi po polsku, ale tego wymaga grzeczność. Tam była taka historia, ja ją potem jeszcze zacytuję. Muszę sobie przypomnieć, skąd jest, że jeden ze świadków rozentuzjazmowany i przerażony zadzwonił na policję, twierdząc, że widział lecący samolot wojskowy oraz UFO, które ten samolot pożarło, mówiąc brzydko. To znaczy zniknęło go, zdematerializowało, wchłonęło. Jak można to nazwać inaczej? Nie wiem. Nim przejdziemy do tych ciekawszych przypadków, bo to, co powiedzieliśmy do tej pory, było tylko wstępem. Konkurs.
Drodzy państwo, wydawnictwo Illuminatio ufundowało dwie książki pod tytułem „Sekretne historie świadomości”. Nim zadam pytanie konkursowe, zachęcę wszystkich do odwiedzin portalu wydawnictwa Illuminatio, ich sklepu oraz fanpage'a na Facebooku. Pierwsze dwie osoby, które na adres radio@paranormalium.pl wyślą prawidłową odpowiedź na pytanie, które za chwilę padnie, otrzymają nagrody książkowe przesłane przez wydawnictwo Illuminatio. Pytanie brzmi: gdzie znajduje się siedziba wydawnictwa Illuminatio? Podpowiem tylko, że wskazówek możecie szukać na fanpage'u facebookowym wydawnictwa. Pierwsze dwie osoby, które podadzą prawidłową odpowiedź, gdzie znajduje się siedziba wydawnictwa Illuminatio i wyślą odpowiedź na radio@paranormalium.pl otrzymają nagrodę książkową. Także jeżeli ktoś jest zainteresowany, Marek czeka na prawidłowe odpowiedzi. Panowie, zrobiliśmy właściwie taki mały przegląd dziwnych miejsc i dziwnych incydentów. Rzeczywiście istnieją przypadki, kiedy UFO odpowiada za dziwne zniknięcia ludzi. Cały czas kierujemy się w ich stronę.
Mówiliśmy o Trójkącie Bermudzkim, gdzie być może jakieś anomalie sprawiają, że znikają tam ludzie. Mówiliśmy o dziwacznych przypadkach zaginięć samolotów.Które albo rozbijały się, albo po prostu znikały, wylatując na spotkanie z UFO. Ale był też przypadek szczególny w historii ufologii, którego cień właściwie ciągnie się do dzisiaj. Chodzi mi o sprawę Valentich'a z roku 1978. Dla tych, którzy nie wiedzą, był to młody australijski pilot, który wyleciał lekkim samolotem nad cieśninę Bassa, kierując się, z tego, co pamiętam, na King Island, gdzie miał podjąć pasażerów. W pewnym momencie skontaktował się z kontrolerem lotów z Melbourne, z tego, co pamiętam, mówiąc mu, że widzi dziwny obiekt. Ten obiekt miał unosić się nad samolotem biednego Valentich'a przez długi czas. Najpierw wyglądało to tak, że leci po prostu równolegle z nim. Przerażony młody pilot opisywał go jako coś metaliczno-zielonego. Cały czas przez ten krótki okres kontroler lotów próbował dowiedzieć się, co się tak naprawdę dzieje.
Natomiast Valentich był spanikowany i twierdził, że ten obiekt bawi się z nim, aż w końcu doszło do tragicznych wydarzeń. W zasadzie nie wiadomo do dziś, co się stało. Valentich znikł. Nim znikł, w słuchawce pojawił się przerażony głos, jakieś dziwaczne trzaski i tyle go widziano. Nigdy nie znaleziono jego samolotu. Nie wiadomo, co się stało z samym pilotem, mimo szybko podjętej akcji ratunkowej. Arku, co sądzisz o tym przypadku? Czy jest to prawda? Czy jest to legenda? Na ile możemy powiedzieć, że Valentich zniknął z powodu dziwnego obiektu, który obserwował?
[55:27] - Ja jestem troszeczkę sceptyczny, jeżeli chodzi o akurat ten przykład, dlatego że z tego, co się doczytałem, on był fanem ufologii, że tak powiem. Był przeświadczony o tym, że coś tam lata, że on widzi parę razy wcześniej i podobno wychodząc z domu i wsiadając do samolotu powiedział: „Ja wam teraz udowodnię”. Ten jego lot nie był taki, jaki był zgodnie z planem. Jestem sceptycznie do tego nastawiony. Czy ten młody człowiek po prostu nie zrobił teatrzyku takiego, żeby zwrócić uwagę na to, że on jednak miał rację, on ma wszystko i po prostu poświęcił się dlatego, żeby udowodnić coś wszystkim tym, którzy przez długi okres czasu się z jego poglądów naśmiewali. Podobno widziano zarówno samolot Valentich'a, jak i UFO koło siebie, gdzieś tam, w jakichś rejonach Australii, ale nie jestem pewny, czy to po prostu nie jest wytwór. „Dobra, tam zaginął, to my go tam widzieliśmy”. Po prostu, żeby zasunąć, żeby się dostać do gazety, żeby ktoś tam o mnie napisał. Ten przypadek uważam, że jest mocno problematyczny. Dziękuję.
[56:56] - Tak, ale mimo wszystko, nawet jeżeli przyjmiemy, że były tam pewne niejasności, bo Valentich rzeczywiście był młodym pilotem, był pilotem niższej kategorii, dlatego, że nie dostał się bodajże na akademię wojskową. Jeżeli nawet będziemy uważać, że odwalił jakiś numer, to niestety zniknął. Zniknął on, zniknął samolot. Rodzina do dzisiaj nie wie, co się z nim stało. Jest uznany prawdopodobnie za zmarłego. Na wybrzeżu, gdzie ostatnio widziano go odlatującego w stronę wspomnianej wyspy, ustawiono taki mały monumencik. Jego ojciec, który zmarł całkiem niedawno, powiedział, że wolałby, żeby ta wersja z UFO okazała się prawdą niż miałoby się okazać, że on po prostu się rozbił. Pojawiło się też dość sporo takich wątpliwości, łatwo przychodzących do głowy, kiedy analizowało się tą taśmę lub słuchało relacji owego kontrolera. Zapomniałem niestety nazwiska. Dlatego, że było to dość realistyczne.
Realistyczne było to jego przerażenie i to, co mówił. Pojawiła się koncepcja, że on na przykład mógł się po prostu odwrócić samolotem, mógł lecieć do góry nogami i obserwował wodę. Był tym przerażony, ale z drugiej strony podawał dość dokładny opis tego obiektu, który się nad nim unosi. Chris, jak myślisz, jak to było z tym Valentich'em? Dlatego, że cały czas mimo wszystko pojawiają się nowe informacje. Ja na przykład usłyszałem ostatnio, że on ponoć po tym zaginięciu widziany był gdzieś w Chinach, ale tych słów „ponoć”, „rzekomo”, „hipotetycznie” w przypadku Valentich'a jest bardzo dużo. Jak to było według ciebie?
[58:47] - Ja myślę, że tu już chyba właściwie wyczerpaliście wszystkie możliwości z tego powodu, że właśnie to „ponoć”, „prawdopodobnie”, „być może” to są w zasadzie jedyne informacje, na jakich bazujemy. Nie mamy żadnych realnych faktów. Mamy jedynie pewne przesłanki, na których można zbudować taką czy inną teorię. Dlatego bardzo trudno jest w jakiś ścisły sposób określić, do czego doszło w tym przypadku, co się wydarzyło i jak to się stało. Bo mamy też do czynienia z podobnymi historiami, gdzie nie były w jakiś sposób związane one z jakimś zjawiskiem nadprzyrodzonym, że tak to powiem, a jednak po jakimś czasie czy odkrywano ciało takiej osoby, czy wrak takiego pojazdu, czy jakieś ślady, które wskazywały na prawdziwy przebieg danej katastrofy i miała ona absolutnie normalne i naturalne źródła. Często był to czy to błąd kogoś w podejmowaniu decyzji, czy też po prostu pewien zbieg okoliczności, który doprowadził do jakiegoś wydarzenia i katastrofy. Dopóki takich dowodów się nie znajdzie, zawsze mamy całą masę znaków zapytania i to otwiera drogę do najrozmaitszych teorii. A jak wiemy, jeśli w taką teorię wprowadzimy UFO, to wówczas właściwie wszystko jest możliwe, wszystko można wytłumaczyć.
[01:00:10] - Ale czy myślisz, że ta jego relacja na żywo, relacjonowanie obserwacji tego dziwnego obiektu nie jest takimDostatecznym dowodem, żeby sądzić, że jednak coś tam miało miejsce, coś anomalnego.
[01:00:24] - Z pewnością coś miało miejsce i tych właściwie odpowiedzi mogłoby być wiele. Rzeczywiście coś tam ocierało się o jego samolot, słychać było chrzęst metalu, ale jednocześnie nie było słychać w tym czasie Valenticha. I właściwie nie wiemy, mimo że połączenie istniało i nie wiemy właściwie, co było tego przyczyną. Stąd te znaki zapytania, co tak naprawdę się wydarzyło i czy rzeczywiście w jakiś sposób wpadł na pomysł, że zyska tym samym sobie popularność jakąś czy sławę, po prostu nie wiemy, co mu strzeliło w tym momencie do głowy, że opisując to zjawisko, opisując najpierw pojazd, który leciał nad nim i który później zbliżał się do niego. I właściwie dochodzimy w pewnym momencie do wniosku, że ten niezidentyfikowany pojazd po prostu przejął jego samolot, który tym samym przepadł bez wieści. Mamy tutaj klasycznego bohatera naszego dzisiejszego tematu o tym, że ktoś został porwany i zniknął na zawsze razem ze swoją maszyną. Dlatego również mi trudno w jakiś sposób definitywny wypowiedzieć się na ten temat, ponieważ mamy tylko kilka faktów, których możemy się trzymać, a wnioski mogą pójść w każdą stronę.
[01:01:43] - Ja może przytoczę kilka cytatów Valenticha, które przekazał do kontrolera lotów, bodajże Stevena Robeya. Ta ich krótka wymiana komunikatów rozpoczęła się o 19:06, zakończyła około 19:12. I tutaj Valentich relacjonował mu tak na początku, że zdaje mu się, że to światła lądowania na tym obiekcie dziwnym, który się do niego zbliża. Potem powiedział, że nie umie ustalić prędkości tego obiektu. Pytał Robeya, czy są w pobliżu jakieś wojskowe samoloty. Robey mu powiedział około 19:07, że tych samolotów nie ma. Potem pytany, czy potrafi zidentyfikować ten pojazd, Valentich potwierdzał, że nie, nie potrafi. Potem powiedział, że kiedy przelatuje, widać, że jest podłużny, że wiruje nad nim, że ma zielone światło. Jest metaliczny, cały błyszczący. Czyli wydaje mi się, że istnieją pewne przesłanki, żeby uważać, że Valentich nie mógł żartować, dlatego, że ostatni komunikat brzmiał tak: „Silnik zwalnia.
Ten samolot nadal się unosi. Unosi się i to nie jest samolot”. I to było wszystko. Potem na kilkanaście sekund zapadła cisza. Pojawiły się jakieś tak zwane suche trzaski i Valentich się rozłączył. Zniknął. Nigdy potem go już więcej nie widziano. Sprawa jest bardzo kontrowersyjna do tego, że jak powiedziałem przed chwilą, ciągle dodawane są nowe fakty. Raz pojawia się jakaś informacja, że ktoś widział jego samolot potem na pustyni, potem, że ktoś go widział w Chinach. Wydaje mi się to troszeczkę nie na miejscu, dlatego że sprawa została mimo wszystko bardzo dokładnie zbadana kilka lat temu.
Żeby nie skłamać, to powiem, że było to już wam mówię, było to dwa lata temu. Trzy lata temu opublikowano akta związane z zaginięciem Valenticha nad Cieśniną Bassa. Do tej pory były one ograniczone, natomiast nie wynika z nich nic konkretnego. Po prostu zniknął i ostateczny wniosek z badania Komisji Bezpieczeństwa Ruchu Lotniczego mówił, że samolotu nie odnaleziono. I to było wszystko. I sprawa jest zamknięta. Mimo wszystko wydaje mi się, że można powiedzieć, że Valentich padł ofiarą czegoś dziwnego. Dlatego, że gdyby sobie to wszystko ukartował, to byłby mistrzem. Po drugie musimy pamiętać, że jego poszukiwano. Poszukiwano zarówno z lądu, jak i z powietrza, więc gdyby chciał kogoś wprowadzić w błąd, musiałby liczyć się ze srogimi konsekwencjami.
Ale panowie, o reszcie, panie słuchacze, możecie sobie przeczytać w linkach, które niedługo podam. Sprawa Valenticha rzeczywiście się jeszcze bardziej ciągnie się sprawa Przełęczy Diatłowa, do której teraz przechodzimy. Marku, oddaję ci głos.
[01:05:04] - Najsłynniejszy na świecie przypadek zaginięcia łączony z UFO to historia grupy Diatłowa. Dziewięciorga studentów, którzy zginęli zimą 1959 roku w bardzo dziwnych okolicznościach. Wiadomo z ustaleń śledczych, że miejscowe plemię Mansów widziało nad okolicą latające kule. Co ciekawe, jedno z ostatnich zdjęć wykonanych przez Jurija Krivonischenko właśnie przedstawia taki obiekt. Czy waszym zdaniem to zdarzenie mogło być spowodowane przez dziwne obiekty latające? Może na początek niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[01:05:44] - To jest bardzo ciekawa historia i to w sumie należałoby przytoczyć wszystko, powiedzieć wszystko od początku, kim była grupa Diatłowa. Byli to po prostu studenci rosyjscy, którzy się wybrali na zdobywanie gór i właśnie ten Diatłow był ich szefem ekipy. W sumie wyruszyło ich dziesięciu. Jeden gdzieś tam podczas podróży źle się poczuł. Szli dalej i właśnie na przełęczy, która później została nazwana jego imieniem, rozbili obóz i następne ekipy, które przyszły ich ratować, zobaczyły ten namiot, pod którym oni spali, że jest rozcięty od wewnątrz w paru miejscach, a po jakimś czasie dopiero zaczęli odnajdywać zwłoki.
[01:06:38] - I okazało się, że oni pouciekali z tego namiotu rozebrani, czyli coś musiało ich bardzo intensywnie przestraszyć. Tutaj ciężko jest powiedzieć, czym był spowodowany ten atak paniki, dlatego że w czasie mrozu oni wybiegali rozebrani praktycznie z tego namiotu. W różnych grupkach znaleziono ich wszystkich z bardzo ciężkimi obrażeniami, niektórymi śmiertelnymi nawet. Obrażenia, jak się czyta o tym, wyglądały w ten sposób, że stłuczona czaszka, połamane prawie wszystkie żebra, żebro, które przebiło serce. Łatwo było nawet zrobić sekcję, dlatego że pozamarzali, te ciała pozamarzały i przykryte po odnalezieniu można było to zrobić. Akurat trafili na czas, kiedy w Związku Radzieckim była taka odwilż polityczna i to wszystko było gruntownie zbadane i dostawało się do prasy. Na początku próbowano zrzucić winę na to plemię Mansów, które miało napaść na nich i próbować ich pozabijać. Niemniej jednak ich obrażenia, które były, nie sugerowały, że jakiekolwiek osoby mogły to zrobić. Bardzo ciekawy jest rozkład kto, gdzie, w którym miejscu umarł i na co, dlatego że oni po ucieczce z tego namiotu, takiej bardzo szybkiej, gwałtownej, bez ubierania się, a było wtedy minus 10 stopni, minus 25 bodajże, tak szacują. Część rozpaliła ognisko i przy nim siedziała, natomiast troje z członków ekipy próbowało mimo wszystko wrócić i pozamarzali w trakcie próby dojścia do namiotu i prawdopodobnie zabrania stamtąd odzieży czy czegokolwiek ciepłego.
Rozkład obrażeń, jakie tam były, był naprawdę bardzo straszny. Powstało parę filmów fabularnych, które nie oddają tego, co tam się zdarzyło. Ciężko mi tutaj cokolwiek wyrokować, czy było to jakieś UFO, bo z tym się najbardziej człowiek kojarzy, ale nie była to pierwsza tego typu tragedia ani nie ostatnia w tym rejonie. Ale to, że trafiła właśnie na okres takiej odwilży, którejś z kolei w Związku Radzieckim, była ona bardzo dokładnie prześwietlona, bardzo dokładnie opisana. Bardzo dokładnie były opisane patologiczne zmiany tych wszystkich osób. Troje z nich próbowało wrócić do namiotu i zmarło z wychłodzenia, prawdopodobnie wcześniejszej utraty przytomności z powodu obrażeń, a następnie zamarznięcia. Czworo z nich rozpaliło ognisko i przy tym ognisku, nie podkładając nic do tego ogniska, zmarło. Następnych troje, było ich dziewięcioro, troszeczkę dalej od ogniska, najcieplej ubrani, schowani między skałami oni byli. Na pewno jakaś tajemnicza siła na nich próbowała zadziałać i zadziałała skutecznie. Część obrażeń, których członkowie tej grupy doznali, były naprawdę straszne.
Między innymi u którejś z dziewczyn był obcięty język. Być może, że był odgryziony przez samą nią podczas jakiegoś skurczu. Niemniej jednak bardzo dużo z nich miało połamane żebra i to nie jedno, a prawie wszystkie z jednej czy z dwóch stron, urazy czaszek. Naprawdę przerażająca sprawa. Dziękuję.
[01:11:15] - Właśnie, przerażająca, Diatłowa, straszna sprawa. Straszna tragedia. Dziwna tragedia, dlatego, że ja pytałem tutaj mamy Michała Kuśnierza, właściciela serwisu Infrag, czy ona pamięta, czy w Związku Radzieckim ta sprawa była sławna, czy o tym się mówiło w tych latach. I ona mówi, że tak, to było dość głośne. Mając na uwadze charakter tej sprawy, podejrzewam, że musiało być to coś naprawdę dziwnego i nietypowego, że w ogóle to nagłośniono. Dlatego że powiedzmy sobie szczerze, takie zakopanie tej sprawy, zrzucenie winy na ich samych nie było trudne. Wystarczyło po prostu odpowiednio pokierować śledztwem i powiedzieć, że diatłowowcy zginęli, bo nie uważali albo zamarzli po prostu. Sprawa jest jednak bardzo tajemnicza, dlatego że sam charakter obrażeń i to, że pochowano ich w ołowianych trumnach, świadczy o tym, że obawiano się czegoś. Prawdopodobnie oni byli lekko napromieniowani. Te ślady napromieniowania nosiły też ich przedmioty osobiste.
Nie wiadomo, skąd one się wzięły. Charakter obrażeń był rzeczywiście dziwny. Z tego, jak ja to widzę, po prostu oni wyszli z namiotu, zbiegli w dół dość dalekoW kierunku drzewa wybiegli w tym, co mieli. Coś musiało ich zmusić do ucieczki z tego namiotu, dlatego że prawdopodobnie rozpalili ognisko i potem jeden z nich wszedł na dość duże drzewo, żeby zobaczyć, co się dzieje prawdopodobnie w pobliżu obozu. Z tego, co próbuję sobie zrekonstruować, bo oczywiście tych rekonstrukcji jest mnóstwo, wydaje mi się, że tkwiło tam coś, czego się bali, bo normalnie przecież podeszliby pod ten obóz, prawda? Nawet gdyby to była niewielka lawina, próbowaliby dojść z powrotem w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Nawet jeżeli ktoś z nich by przeżył, to jako ostatni próbowałby dostać się do tego obozu. Próbowałby coś przynieść, bo to przecież nie było daleko. Ale to były warunki górskie, choć ponoć wszyscy byli dobrze do nich dostosowani. Natomiast ten charakter obrażeń, tu też trzeba czasami patrzeć na to z perspektywy troszeczkę bardziej sceptycznej.
Na przykład niektórzy twierdzą, że byli cali żółci od tego, że zostali napromieniowani. To była nieprawda, dlatego, że ciało zamarzniętego człowieka będzie żółte. Twierdzono na przykład o tych obciętych językach. Bodajże Dubinina miała język przygryziony, natomiast nie był obcięty. Tajemnicą pozostaje, dlaczego niektórzy byli w lesie, niektórzy byli pod lasem. Dziwna sprawa. Tych niewiadomych jest więcej. Chris, co ty sądzisz o tej niesamowicie intrygującej sprawie?
[01:14:20] - Historia rzeczywiście jest niesamowita i miejsce, w którym się wydarzyła, tak odległe od cywilizacji, jednocześnie mamy tutaj Związek Radziecki, który w ogóle od wszelkiego reszty świata oddzielił się żelazną kurtyną i mimo to te informacje do nas docierają. To wszystko wskazuje na to, że być może ten ślad został stworzony w sposób celowy. I tutaj oprę się na pewnych przemyśleniach Josepha Farrella, który uważa, że zjawisko UFO oczywiście istnieje, istnieje od tysiącleci, jest obserwowane, ale dopiero od pewnego czasu ono się nasila. Nasila się dopiero w latach 40. i aż do dziś, kiedy właściwie niemalże każdy dzień przynosi nową obserwację. I on stworzył taką teorię, że ci, którzy pracują nad tymi wszystkimi czarnymi programami w jakimś swoim określonym celu i na razie o nim nie będę mówił, w jakim to może być, w każdym razie oni po to, żeby ukryć te wszystkie swoje doświadczenia z najnowszymi technologiami, nowymi wynalazkami, nową bronią, tym wszystkim, które jest tworzone i dokonuje się tego, wpadli na pomysł, żeby ukryć to właśnie pod tym płaszczykiem UFO, tych zjawisk niewyjaśnionych. I być może mamy tutaj do czynienia właśnie z jakimiś doświadczeniami wojskowymi o super ściśle tajnym charakterze. I właśnie w takich przypadkach, ażeby ukryć tego typu działania, buduje się tak zwane fałszywe ślady. A ponieważ problematyka, o której rozmawiamy, jest niezwykle popularna i działa na ludzką wyobraźnię, wówczas bardzo łatwo taką wyobraźnię zapłodnić. Bo tak jak powiedziałeś, zauważyłeś, Piotrze, miejsce i czas, w którym to się wydarzyło, bardzo łatwo było temu uciąć głowę, a jednak mimo to ktoś zadał sobie trud, aby kontynuować ten temat, aby tworzyć tą całą historię w takiej niesamowitej otoczce, tajemniczej bardzo i właśnie z włączeniem tych świateł, które pojawiają się gdzieś na horyzoncie, z włączeniem tego, że całe to miejsce jest wyjątkowej tajemniczości, ma swoją ponurą historię i ponure legendy, które temu towarzyszą.
Ta góra Mansów, przy której zginęli ci wszyscy studenci jest nazywana Górą Umarłych. Więc cóż może być bardziej ponurego niż umrzeć przy Górze Umarłych? Być częścią jakiegoś tajemniczego zjawiska. Być może właśnie mamy tutaj do czynienia z jakimś tajnym programem, z wykorzystaniem jakiejś technologii, która akurat była próbowana w miejscu i w czasie, kiedy pojawili się ci studenci, a być może oni sami przez to, że byli odcięci kompletnie od reszty świata, byli doskonałym celem takiego eksperymentu. Nikt nie liczył się z tym, że stracą życie, po prostu trzeba było coś sprawdzić, a ich życie było tutaj już najmniej ważne. Idealnie nadawali się do przeprowadzenia takiego eksperymentu i być może właśnie przez to zginęli. Stąd to właśnie pieczołowite zacieranie śladów, zamknięcie ich ciał w ołowianych trumnach po to, żeby już nikt więcej ich nie otworzył i nie mógł przeprowadzić jakichś ewentualnych testów, które być może odkryłyby część tej tajemnicy, w jaki sposób oni zginęli. Także można na to patrzeć pod tym względem. Dziękuję.
[01:17:50] - Rzeczywiście, sprawa Diatłowa jest otoczona pewną tajemnicą. Natomiast zrobiono już na tyle dużo i wiadomo na tyle, że można pokusić się o pewne wnioski. Oczywiście niektórzy wyciągają z tego, próbują zbudować jakiś model. Dopasowują poszczególne elementy tak, żeby pasowało to pod lawinę, pod panikę, pod uderzenie na przykład jakiegoś pocisku. Natomiast jest jeszcze dużo takich śladów, które są tajemnicze, które sprawiają, że otwierają się nowe drogi. I tak na przykład Anatoli Iwanowicz Gusin, bardzo znany badacz przypadku Diatłowa twierdzi, że ojciec jednej z ofiar, ojciec Jurija Krivonisenko, badał tę sprawę na własną rękę i on na przykład odkrył, że ognisko obok tej sosny, o której mówiłem, gdzie oni tam zbiegli, zgasło w zasadzieNie dlatego, że nie było czego dołożyć. Dlatego, że to był jakiś las, zagajnik. Oni mieli tego drzewa tam prawdopodobnie trochę naszykowane, pod ręką. Tylko dlatego, że nikt nie dokładał tego drzewa. Prawdopodobnie powstała taka hipoteza, że oni to ognisko rozpalili jakoś po omacku dlatego, że część z nich mogła być na przykład oślepiona.
Taka była jedna z hipotez. Inna mówiła na przykład, że jeden z nich, nie wiadomo kto oczywiście, doznał ataku paniki, śnieżnej paniki, górskiej paniki. Takie przypadki się zdarzają. Wybiegł, możliwe, że ich poturbował, ale oczywiście nie odpowiada to na pytanie, dlaczego oni wszyscy uciekli z namiotu w zasadzie na pewną śmierć. Kolejna koncepcja, z jaką się zapoznałem, że na przykład oni wszyscy zatruli się jakąś konserwą, doznali zbiorowej halucynacji, pobiegli na pewną śmierć. Oczywiście to mieści się w granicach rozumowania, natomiast ich było dziewięcioro. Byli to ludzie w miarę doświadczeni, na przykład Diatłow, na przykład Krivonisienko, o którym mówiłem. Także to, że posiadali takie ślady jak złamane żebra, potłuczenia, stłuczenia, otarcia, świadczy o tym, że oddziaływała na nich pewna siła. Jaka siła? Tego my do końca nie wiemy.
Na pewno było to o tyle ciekawe, że ona nie zostawiła śladów na ich ciałach. Oni posiadali obrażenia wewnętrzne bez śladów obrażeń zewnętrznych, także było to niezwykle ciekawe. I ten Gusin, o którym mówiłem, wspominał wiele podobnych historii. Ja niebawem wrzucę link z jego artykułem na nasz fanpage, żeby sobie każdy to przeczytał. Natomiast panowie, kolejna sprawa, czy waszym zdaniem ten wątek z lawiną na przełęczy Diatłowa ma sens? Na przykład, czy waszym zdaniem można mówić o tym, że studenci znaleźli się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, kiedy prowadzono tam jakieś testy? Czy oni mogli stać się przypadkowymi ofiarami jakichś wojskowych manewrów? Nim oddam wam głos, wspomnę o jeszcze jednej rzeczy. To są debaty ufologiczne. Mówimy o UFO, jak pewnie wiecie.
Latające kule nad przełęczą Diatłowa to był jeden z tematów, który uczynił z tego sprawę do „Archiwum X”. Jakiś czas temu w internecie pojawiło się zdjęcie rzeczonego Krivonisienki. Właściwie to było jedno z ostatnich wykonanych przez niego zdjęć, dlatego że to archiwum fotograficzne zarówno samego Diatłowa, samej ekipy Diatłowa, ekipy poszukiwawczej jest dość duże. Można je znaleźć w internecie. Jedno z ostatnich zdjęć Krivonisienki pokazywało coś w rodzaju kuli świetlnej, latającej. Było to zdjęcie nieostre, niewyraźne, natomiast wiele osób uznało, że rzeczywiście może to być jeden z obiektów, który odpowiada w zasadzie za to, co im się stało. Wspomniany Gusin wspomina, że śledczy, którzy badali sprawę Diatłowa, a wśród nich śledczy Karatajew, znalazł 10 świadków z plemienia Mansów twierdzących, że tamtego dnia w okolicach przełęczy nazwanej potem Przełęczą Diatłowa, gdzie ci studenci zginęli, widziane były tajemnicze, latające świetlne kule. Nie wiadomo, co to było. Do jakiej, Arku, Chrisie, wersji się skłaniacie? Czy to wszystko, te kule, to była tylko późniejsza legenda dopisana do tej historii?
Czy może zabiła ich lawina? A może godny uwagi jest ten wątek wojskowy? Może Arek?
[01:23:01] - Wątek wojskowy z całą pewnością należałoby według mnie odrzucić, dlatego, że jest to miejsce niedostępne, owszem, ale też i niedostępne, trudno dostępne dla wojskowych. Jest bez sensu, by było całkiem w takim miejscu, mając normalne poligony, pchać się gdzieś tam na miejscu armii sowieckiej oczywiście, w takie rejony się pchać, gdzie oni sami mieliby trudności z dotarciem. Cała ucieczka z namiotu wskazuje na to, że oni uciekali w bardzo ostrej panice. Nie wybiegali z namiotu przez drzwi, przez otwór wejściowy, tylko rozcięli namiot i uciekali przez to rozcięcie. Trzeba też dodać do tego, że oni, o ile tam chyba jeden czy dwoje miało buty, pozostali łapali to, co mogli w rękę i wybiegli na mróz bez praktycznie ubrania jakiegokolwiek. Koszula nocna czy jakaś piżama, ale to wszystko. Zbiegli poniżej tego namiotu i próbowali, według rozłożeń ciała, trzy osoby próbowały do tego namiotu zobaczyć, co się dzieje, czy można tam wrócić, czy można te rzeczy zabrać. I tak zostali na śniegu, tak ich znaleziono na tym śniegu: zamrożonych, zamarzniętych. Mimo wszystko mieli już te obrażenia, o których mówimy: obrażenia czaszki, obrażenia, połamania rąk, przede wszystkim połamania żeber, tak jakby spadali z dużych wysokości, ale naprawdę dużych. Dlatego, że połamać sobie prawie wszystkie żebra, bo jak wymieniano tam żebra, które są połamane, to w sumie brakowało chyba bodajże dwóch, że były całe, reszta były połamane.
Więc nie można spaść ze świerku, nie nabijając się na nic, a łamiąc sobie tyle żeber.Właśnie ciekawa sprawa jest z ogniskiem, dlatego że ognisko wygasło samo, a pod ręką nawet dla osoby niewidzącej, gdyby coś ich oślepiło, były w zasięgu drzewa. Były gałęzie, z których nie wykorzystano. Widać, że nie jednocześnie wszyscy zginęli, dlatego że niektórzy byli poubierani w rzeczy, które należały do innych osób, więc prawdopodobnie, jeżeli jeden zmarł, drugi się w to ubierał. Ta tragedia trwała prawdopodobnie kilka godzin, około trzech. Bardzo krótko i bardzo długo. Owszem, widziano tam świetliste kule. Jaki to miało wpływ bezpośredni na nich? Na pewno nie były to testy jakiejkolwiek ziemskiej technologii wojskowej czy czegoś takiego. Nawet armia radziecka czymś takim nie dysponowała. Po prostu byli w złym miejscu, w złym czasie i mieli spotkanie z tymi, że tak powiem, złymi obcymi, albo po prostu nie zostali nawet przez nich zauważeni i skutki tego typu ponieśli.
Natomiast jeżeli chodzi o zdjęcie, jest takie wcześniejsze zdjęcie, gdzie oni jeszcze byli w lesie i już na zdjęciu jest jedna czarna kula, taka która dookoła nich. W sumie nie wiadomo, co to jest, bo robienie zdjęcia w takich ciężkich, trudnych warunkach zimowych, z rękawicami, ze wszystkim może powodować to, że jakiś paproch zostanie na obiektywie. Niemniej jednak jedno z pierwszych zagadkowych zdjęć przedstawia las z właśnie taką goniącą ich, czy może idącą za nimi czarną kulą. I to jest takie pierwsze zdjęcie. Czarną, widoczną na zdjęciu, czyli ona nie wiem, w jaki sposób mogła oddziaływać na błonę filmową. Niemniej jednak to jest takie pierwsze zdjęcie. Do tej pory nierozwiązana sprawa i nie wiem, czy kiedykolwiek zostanie rozwiązana. Dziękuję.
[01:27:46] - Arku, czyli jesteś zwolennikiem tej hipotezy, powiedziałbym nawet ufologicznej w przypadku Diatłowa, tak?
[01:27:55] - Zdecydowanie tak. Otworzyło się coś, jakiś obszar, styk portali czasowych czy przestrzeni, jakichś wymiarów, czy czegokolwiek innego. Przeniknęło coś do naszego i po prostu byli akurat w tym miejscu. Sama nazwa tej góry świadczy o tym, że takie rzeczy zdarzają się tam po prostu dosyć, może nie często, ale zdarzają się i tubylcy bardzo dobrze o tym wiedzą. W żadnym wypadku nie jest coś, co była w stanie zrobić i przeprowadzić armia radziecka, bo i bez sensu to by było i nie byliby w stanie technicznie tego zrobić.
[01:28:43] - Ale z drugiej strony, gdyby tak naprawdę ich coś trafiło, to chyba nie znaleźlibyśmy tam po prostu rozerwanego namiotu, bo zwyczajnie by go nie było już, prawda?
[01:28:53] - Po prostu zostali bez wieści w górach wtedy.
[01:28:55] - Tak. A poza tym, gdyby znaleźli się rzeczywiście w złym miejscu o niewłaściwym czasie, pośrodku jakichś testów, dajmy na to, że one nawet były, to chyba nikt by nie patyczkował się z tworzeniem tej całej szopki wokół tego zdarzenia. Ale jeżeli wspomniałeś o tych okolicznych ludach Mansach, którzy mówili o tym dziwnym miejscu Holat Siahyl lub Holat Sahl, Górze Umarłych, Górze Śmierci. Istnieje kilka różnych wersji. Jedna mówi, że przepadło tam bez wieści właśnie dziewięciu Mansów myśliwych. Ów Gusin twierdzi, że w latach 60. doszło tam do jeszcze jednego incydentu, który jest w ogóle nieznany, z udziałem geologów. Jeden z nich o nazwisku Poliakov po prostu poczuł, że ogarnia go jakiś paniczny strach. Kiedy wrócił, okazało się, że jego towarzysze nie żyją. Takich historii w Rosji było więcej.
To znaczy przypadek Diatłowa nie był jedyny. Ja na nasz profil na Facebooku facebook.com/portalinfra wrzuciłem bardzo ciekawe artykuły, w tym artykuł Gusina właśnie o przełęczy Diatłowa i takich dziwnych przypadkach. I on tam, mimo że podaje kilka spraw, które są dość fantastyczne, ciekawe, a jednocześnie budzą wątpliwości, to Gusin w tych swoich publikacjach dochodzi do takiego wniosku, że czasami za tego typu incydenty może odpowiadać coś, co on nazywa taką paniką śnieżną. To znaczy ludzie nieprzyzwyczajeni do przebywania w głuszy, nieprzyzwyczajeni do otwartych przestrzeni, być może nawet pod wpływem infradźwięków, być może nawet pod wpływem tego, co u nas wywołuje wściekłość wywołaną wiatrami fenowymi, którą ja czasami też odczuwam, między innymi halny. Może to działać tak na niektóre ofiary, że one doznają właśnie ataku paniki, wylatują, potem uciekają w pustą przestrzeń i umierają. I on podaje kilka takich przypadków. Co prawda nie wszystkie miały miejsce na lądzie, niektóre miały miejsce na wodzie, ale na przykład według niego w 1971 roku w okolicach jeziora Bałchasz znaleziono na przykład pięciu członków wyprawy badawczej. Oni byli rozmieszczeni w różnych punktach na brzegu jeziora.Nie wiadomo, co się z nimi stało. Nie znaleziono oczywiście śladów walki. W Rosji było wiele takich dziwnych historii.
Pamiętam nawet krążącą po sieci taką legendę opowiadającą o tym, jak dziwny obiekt miał zaatakować stację arktyczną, dosłownie powystrzeliwać tamtejszych badaczy. Wszystkie te informacje możecie państwo przeczytać na portalu Infra, w tych wrzuconych na Facebooka artykułach poświęconych przypadkowi Przełęczy Diatłowa. Ale Chris, do której wersji ty się tutaj bardziej odnosisz? Czy do tej militarnej, czy do tej paranormalnej, jeżeli chodzi o diatłowowców?
[01:32:32] - Ja bym tu chciał jeszcze dołączyć jedną wersję, ale zanim o niej będę mówił, chciałbym troszeczkę nie zgodzić się tutaj z Arkiem, który mówi, że radziecka armia nie mogła mieć z tym nic wspólnego, bo jej było niewygodnie, bo było za odlegle i mieli poligony i mogli to robić tam. Myślę, że niekoniecznie akurat tak musiało być, dlatego że od wielu lat mówimy o tym, że w różnych miejscach na świecie te wszystkie wielkie mocarstwa, takie jak USA czy Rosja, tworzą te swoje czarne programy. I teraz musimy sobie uświadomić, że te czarne programy to nie są programy wojskowe. To są programy równolegle do wojska. Wojsko o nich właściwie nie ma pojęcia. Jest kompletne zaszufladkowanie najrozmaitszych procedur, jakie występują na przykład w armii amerykańskiej, że nawet jeżeli armia amerykańska uczestniczy w części takiego czarnego projektu, ci ludzie, którzy w tym uczestniczą, nawet nie zdają sobie z tego sprawy, ponieważ nie widzą całości, nie widzą całego problemu. Dlatego właśnie miejsce takie jak obecna Przełęcz Diatłowa jest miejscem idealnym do przeprowadzania eksperymentów, które byłyby poza oczami kogokolwiek innego, a zwłaszcza kolegów czy konkurentów z armii, którzy musieliby na poligonie być świadkami tego, co tam się dzieje. I taki czarny projekt przestałby być czarny, zacząłby szarzeć, aż stałby się po prostu jawny. Dlatego bym nie odrzucał tego wątku z armią, ponieważ do tego dochodzi jeszcze kilka innych historii. Na przykład historia jednego z geologów, który wędrując w rejonie Kemerowa podczas zimnej nocy rozłożył sobie namiot, śpiwór, zapalił ognisko, zbierał chrust i nagle natrafił na bardzo ciepły kamień.
Nie bardzo wiedział, co to jest, ale doszedł do wniosku, że jest to świetny przedmiot, żeby spędzić z nim noc. Włożył go sobie do śpiwora. Wyspał się świetnie, nie było mu zimno, a później okazało się, że ten kamień jest ogromnie napromieniowany. I ten geolog żył jeszcze niecały tydzień i zmarł na chorobę popromienną z tego powodu. Nikt nie wie, skąd się wziął ten kamień. Czy był częścią jakiegoś eksperymentu? Nikt nie słyszał, bądź nikt nie miał zanotowanych w żadnych ujawnionych dokumentach wojskowych czy naukowych, że prowadzono by tam jakiekolwiek eksperymenty. Jednak do czegoś takiego dochodziło. I teraz mamy jeszcze jeden element, który tu mógłby wejść w grę. Ten być może dla wielu bardzo fantastyczny.
I mam tu na myśli Bigfoota, bo my już mamy trzynastą debatę i ani razu właściwie nie wspomnieliśmy Bigfoota, który najczęściej w świadomości ludzi występuje w sposób bardzo anegdotyczny, że jest to jakiś wielki małpiszon, który tak naprawdę żyje w ludzkiej wyobraźni, bo nie ma takiej możliwości, żeby podobne stworzenie mogło żyć na Ziemi. Ale z mojego punktu widzenia, kiedy żyję na kontynencie północnoamerykańskim, ta tradycja Bigfoota jest niezwykle żywa i bardzo intensywna. Jest cała grupa, armia wręcz ludzi, która zajmuje się tym problemem. Jedni mniej poważnie, drudzy bardziej poważnie. To wszystko wskazuje, że jest jakiś sens w tym, że taki stwór, taka postać, taka istota, może to najlepsze słowo, być może istnieje naprawdę i niekoniecznie należy do świata zwierzęcego. Być może ma ona taki dualistyczny charakter, nieco ziemski, a nieco pozaziemski. Tu odniosę się do takiego porównania komiksowego, ale spójrzmy na „Gwiezdne wojny”, na Chewbaccę. Jak on wygląda? Przecież on wygląda jak wielki Bigfoot. Porykuje, jest włochaty, jest niezwykle silny.
Jest jednocześnie bardzo inteligentny, więc kto wie. Być może właśnie na Przełęczy Diatłowa mamy nieoczekiwane spotkanie z takim Bigfootem, który potrafił być bardzo agresywny. A wiemy to z kolei z najrozmaitszych indiańskich legend, od północnoamerykańskich Indian, którzy z Bigfootem mają do czynienia od samego swojego początku i ich życia i funkcjonowania na kontynencie północnoamerykańskim. I wiemy, że Bigfooty potrafią być agresywne, potrafią porywać ludzi, potrafią ich zabijać, potrafią też z nimi współpracować. Być może właśnie na Przełęczy Diatłowa mamy spotkanie z takim kryptoidem jak Bigfoot, na którego natrafili ci studenci. Przerazili się, być może usiłowali coś zrobić, zrobili coś głupiego i doprowadziło to w konsekwencji do ich śmierci, bo nawet obrażenia wskazują, że uderzyło ich coś z ogromną, niezwykłą siłą, ale jednocześnie była to siła fizyczna i bardzo brutalna. Jednocześnie z tych wszystkich obserwacji Bigfoota, jakie ja tu znam z terytorium północnoamerykańskiego, to, co jest charakterystyczne dla Bigfoota, to fakt, że bardzo trudno jest go w jakiś sposób umiejscowić w danym określonym rejonie. Oznacza to, że mimo bardzo przemyślnych polowań na Bigfoota, zastawiania na niego najrozmaitszych pułapekObserwacji jego istnienia czy funkcjonowania. Nigdy nie udało się go schwytać albo upolować. Za każdym razem, mimo że wiedziano, że ten bigfoot jest osaczony, że tam coś jest, że jest jedno wielkie, duże, brutalne, porykujące zwierzę, że nie ma żadnej innej drogi wyjścia, bigfoot w jakiś tajemniczy sposób się dematerializował.
To by wskazywało na jego podwójną tożsamość, że być może jest trochę ziemski, a trochę pozaziemski, być może trochę w naszym wymiarze, a trochę w innym wymiarze, dlatego, że porusza się z ogromną łatwością i co jakiś czas zostawia bardzo fizyczne ślady, które nagle znikają. Dlatego ci krytycy problemu bigfoota mówią, że są to ślady zrobione sztucznie po to, żeby podkręcić czyjąś uwagę, doszukać się jakiejś sensacji. Mimo tego wszystkiego ja sam osobiście skłaniam się, że istnienie takiej istoty jest jak najbardziej możliwe w świetle badań Melby Ketchum, której dostarczono najrozmaitsze fragmenty sierści takiego stwora. Ona zaczęła je badać i doszukała się czegoś absolutnie niesłychanego. Tego, że mamy do czynienia z czymś, co różni się bardzo od człowieka, a jednocześnie nie przystaje do świata zwierzęcego. Tak że jest jakiś sens w tym wszystkim. Natomiast w tym rejonie Rosji ta tradycja istnienia takiego stwora jak najbardziej istnieje, jak najbardziej jest żywa. Tym centrum rosyjskiego bigfoota, którego chyba najsłynniejszym rosyjskim badaczem jest Burcev, jest w Kemerowie i wzdłuż gór Ałtaj, które są najbardziej tajemniczymi rosyjskimi górami. Podobno tam zaczęła się wszelka ludzka cywilizacja i mamy tam do czynienia z całą masą paranormalnych zjawisk, ze zjawiskami UFO, innymi tego typu historiami. Być może przejawem tego był ten nieszczęśliwy wypadek, który został nagłośniony z tego powodu, że ani rosyjska milicja, ani rosyjscy urzędnicy, radzieccy wówczas, czy armia nie potrafili tego w żaden sposób wyjaśnić.
Jedyną moją próbą znalezienia odpowiedzi, dlaczego to wszystko ujawniono, zamiast ukręcić temu głowę, było chyba sprowokowanie kogoś, bo doszli do wniosku, że jeżeli to ujawnią, to być może ta informacja ujawniona sprowokuje prawdziwego sprawcę tego, nazwijmy to wprost, morderstwa, żeby w jakiś sposób popełnił błąd i się ujawnił. Lub być może po to, żeby znaleźć świadków podobnych wydarzeń z przeszłości, które być może umknęły uwadze oficjeli. Dlatego myślę, że tę informację podano do wiadomości i również dziś o niej rozmawiamy. Ale nikt bądź mało kto bierze pod uwagę ten element paranormalny z udziałem bigfoota, który tak naprawdę nie wiemy skąd jest, czy jest istotą z naszej planety, czy już może spoza naszej planety, czy być może jakimś kosmicznym podróżnikiem, który może przesuwać się pomiędzy wymiarami. Dziękuję.
[01:40:17] - Nim oddam jeszcze głos Arkowi, może chciałby coś do tego dodać, to ja krytycznie odnoszę się do tej hipotezy o śnieżnym człowieku, który miałby zabić diatłowowców, dlatego, że nie znaleziono tam jednak żadnych śladów, które mogłyby to potwierdzać. Mimo wszystko uważam, że istnienie stworzeń zwanych w Rosji śnieżnymi ludźmi jest moim zdaniem faktem, dlatego, że tamtejsi hominoidzy, bo tak badacze owi się nazywają, zgromadzili taką ilość informacji odnośnie tych istot, że nie podlega to wątpliwości. Moim zdaniem problem jest taki, że ktoś powie: „Dobrze, one niby są, a gdzie są dowody?”. Ja bym radził sobie usiąść z mapą i zobaczyć mapę Rosji. Tam są takie obszary zielone, które są wielkości Polski. Teraz wyobraźcie sobie taki ogromny obszar i wyobraźcie sobie poszukiwania na nim. Po drugie, zarówno Burcev, Sapuno, jak i wszyscy inni badacze hominoidów z Rosji doszli do wniosku, że te istoty migrują. One nie mają stałego miejsca pobytu. Są pewne szlaki, po których oni się poruszają. My w tej części Europy zdajemy sobie sprawę, że świat jest mały i tak naprawdę za lasem leży następna miejscowość.
Tak naprawdę ten bigfoot nie miałby się gdzie skryć, ale Rosja to jest zupełnie inne środowisko. Są miejsca w tym kraju, gdzie te istoty widuje się bardzo często. To wiem, nie jest dzisiaj temat na dzisiejszą dyskusję. Natomiast jeżeli mówimy już o śnieżnych ludziach, chciałbym polecić wszystkim książkę Wojciecha Grzelaka „Ziemia szamanów”, jak i książkę „Między człowiekiem a zwierzęciem” Walentyna Sapunowa. Są to naprawdę bardzo ciekawe pozycje opowiadające o anomalnych strefach w Rosji, także o dziwnych miejscach, w których przepadają ludzie lub zwierzęta. Jednym z takich miejsc jest na przykład Diabelski Cmentarz. Książka Wojciecha Grzelaka „Ziemia szamanów” została wydana przez wydawnictwo Illuminatio. Jeżeli już mówimy o wydawnictwie Illuminatio, to mogę powiedzieć, że konkurs dobiegł końca. Prawidłowa odpowiedź brzmi Białystok. To tam znajduje się siedziba wydawnictwa Illuminatio.
Szczęśliwców rzeczone wydawnictwo obdaruje dwoma książkami „Sekretna historia świadomości”, które wysłane zostaną do nich w tym tygodniu. Co do Diatłowa i tych innych hipotez, wydaje mi się, że sprawa jest ciekawa, natomiast wydaje mi się również, że ta hipoteza z ingerencją jakichś tam kryptyd jest troszkę pójściem w złą stronę, dlatego że dysponujemy relacjami zarówno o tych światłach dziwacznych, jak i napromieniowaniu pewnych elementów ich ubioru. Czy miałoby to miejsce w przypadku spotkania z jakimś de facto zwierzęciem dziwacznym? Chyba nie, ale to już zupełnie inna sprawa, dlatego, że dzisiaj nam się strasznie debata rozciąga. Arku, dodałbyś coś jeszcze do tego?
[01:43:33] - W sumie raczej jeżeli chodzi o bigfooty, wersję azjatycką tego, to raczej bym odrzucił to z jednego prostego względu. Zawsze bigfooty zostawiały wielkie stopy czy jak je określać. Tam bodajże się nazywają aumysy.
[01:43:56] - Zostawiłyby jakieś ślady. Poza tym ludzie, którzy byliby przestraszeni przez jakiekolwiek zwierzę większe od siebie, zabraliby ze sobą broń. Natomiast oni uciekali w panice i szybciej im było przeciąć namiot i uciec bokiem, niż pchać się do wyjścia do namiotu. To naprawdę musiała być panika. Gwałtowne zajście, które nie pozostawiało czasu na myślenie i zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Każdy brał to, co mógł i od razu uciekał stamtąd. Trójka próbowała wrócić i nie doszła. Część zamarzła przy ognisku, zmarła od odniesionych ran, część jeszcze dalej uciekła poza ognisko. Poza tym aumysy by pozostawiły tam jakiekolwiek ślady, byłyby ślady sierści. A jeżeliby napadli na nich jako na coś, co można zjeść, to podejrzewam, że próbowaliby przynajmniej.
Tutaj nie było żadnych tego typu śladów. Ślady wewnętrzne dopiero zauważono przy sekcji zwłok. Nie było widać żadnych oznak tego zewnętrznie. Także tutaj raczej nie sądzę. Nawet gdyby tam było obok, niedaleko jakieś siedlisko aumysa, podejrzewam, że ta wielka azjatycka stopa również by stamtąd uciekała. Dziękuję.
[01:45:37] - Zanim oddamy jeszcze na chwilę głos Chrisowi Mieklinie, pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Pytania cały czas spływają, jednak tych kontaktów mamy troszeczkę więcej. Pytania zadajecie państwo głównie poprzez naszego czata. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 0008. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numer 36 08 80 02. Czekamy również na pytania na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również wysyłać pytania pod nasz numer SMS-a 517 986 778. Czekamy również na naszym e-mailu radio@paranormalium.pl. Chris tutaj chciał jeszcze dodać jedną teorię.
Tak więc oddamy jeszcze na chwilę głos Chrisowi i później przejdziemy do kolejnego pytania. Chrisie?
[01:46:59] - Skoro już jestem tak kontrowersyjny, to dodam jeszcze jedną taką bardzo super kontrowersyjną teorię, jaka mi teraz przyszła do głowy. A mianowicie jest ona związana z teorią Johna Keela, którą nazywa „superspektrum”. I tu jako przykład dam to, co wydarza się często wśród ludzi, którzy obserwują zjawisko UFO. Nie wszyscy, ale jest grupa ludzi, którzy obserwują zjawisko UFO na przykład, czy jakieś inne historie, czasami paranormalne, które występują, ktoś by powiedział, że w pijanym widzie. Na przykład ci ludzie biorą jakiś narkotyk albo znajdują się w miejscu, które ma szczególny odcisk elektromagnetyczny i tworzy się coś w rodzaju portalu. I tutaj zjawisko superspektrum polega na tym, że tacy ludzie na przykład obserwują coś niecodziennego na niebie, latające dyski, światła, różne rozmaite historie, snopy tych świateł wędrujące wzdłuż ziemi. Na przykład są w środku osiedla ludzkiego i widzą to tylko oni, nikt więcej. I teraz jest to grupa ludzi. Są w stanie o tym rozmawiać. Wszyscy wiedzą, o czym mówią.
Pokazują te elementy sobie nawzajem. Także tworzy się pewna forma rzeczywistości i coś takiego istnieje. I to jest taki najbardziej, powiedziałbym, niewinny sposób, w jaki sposób to superspektrum się przejawia. Ale tutaj chciałbym właśnie nawiązać do pewnych odkryć Aleistera Crowleya, który na bardzo podobnej zasadzie, poprzez stworzenie pewnej sytuacji, czy to przez zażywanie środków halucynogennych, czy przez na przykład hipnozę, czy monotonny dźwięk. Słyszymy mnichów buddyjskich, często w swoich modlitwach wydają oni jakiś taki monotonny dźwięk, wymawiają ciągle jedną i tą samą mantrę, wywołują drgania i to wszystko powoduje, że dla nich jest to jakiś kontakt z tym ich absolutem, którego poszukują, ale jednocześnie oznacza to, że otwierają się drzwi do jakiegoś innego wymiaru. I teraz ten inny wymiar jest portalem, który może zaprowadzić nas w różne strony. Dlatego tutaj w przypadku na przykład Aleistera Crowleya była to postać o nazwie Lam. On odkrył postać, która była istotą pozaziemską. Próbował ją naszkicować i ze szkicu wynika, że był to po prostu zwykły szarak, o którym Aleister Crowley w zasadzie nie bardzo mógł mieć pojęcie, bo dopiero o szarakach wiemy od połowy XX wieku, że one istnieją, funkcjonują w różnych momentach pojawiania się istot pozaziemskich na Ziemi. Dlatego być może, tutaj zakładam, biorąc pod uwagę niezwykłość miejsca, a jednocześnie sam fakt, że
[01:49:56] - Ich ciała były w jakiś sposób napromieniowane. Zakładam, jako moją radykalną teorię, że być może studenci rozbili swój namiot w miejscu, które jest swego rodzaju portalem i nie mam pojęcia, czy zażywali coś, czy pili coś, ale przez być może sam fakt tego, że myśleli o czymś absolutnie wspólnym, stworzyli sytuację, która otworzyła ten portal na inny wymiar. I to spowodowało właśnie to zdarzenie, z którym tu mamy do czynienia. Całość jest oczywiście niezwykle kontrowersyjna i ktoś może się śmiać z tego, że otwieramy drzwi, przez które może wlecieć cały statek kosmiczny, ale kto wie, być może tak właśnie było i być może przyczyną tej śmierci jest jakaś demoniczna postać, która wtargnęła do ziemskiego świata z innego wymiaru i po prostu ich zamordowała. Dziękuję, tyle.
[01:50:54] - Kris, ja bym tylko dodał, że ta teoria super spektrum nie jest tak bardzo kontrowersyjna dlatego, że ona ma kilku zwolenników w polskim środowisku ufologicznym. Ostatnio Arek Miastko opublikował taki artykuł, który się nazywa „Magonia po polsku” i on tam podaje spotkania, które otrzymał od ludzi, od czytelników. Niektórzy nawet zdecydowali się przekazać trochę więcej informacji odnoszących się do spotkań ze skrzatami. Myśmy w toku dyskusji różnych, także wcześniejszych, doszli z Arkiem do takiego wniosku, że w zasadzie ludzie widujący dziwaczne postaci przy UFO czasami oraz ludzie widujący skrzaty, bigfoota, demoniczne istoty, czasami jakieś hybrydy, chimery i tak dalej, oni w zasadzie mogą ocierać się o super spektrum. Tylko że tak naprawdę to super spektrum decyduje o tym, co ci ludzie zobaczą. Każdy widzi coś, co jest wyciągane z głębi jego myśli tak naprawdę. Natomiast Kris rzeczywiście mówił, że to super spektrum może czasami przyjmować takie częstotliwości, które są w miarę materialne i potrafią oddziaływać na człowieka. Czy to ono zabiło ekipę Diatłowa? Trudno powiedzieć. Dziewięć osób nie żyje, ale wydaje mi się, że ofiar tego typu incydentów jest znacznie więcej.
I przeskakujemy na drugi kontynent. Kris, pan Paulides, powiem tak z niemiecka, choć pewnie wymawia się to w Ameryce inaczej, jest badaczem, który wywodzi się właśnie z badań nad reliktowymi hominidami, czyli nad Wielką Stopą. I on kilka lat temu wywołał małą sensację w środowisku badaczy zjawisk paranormalnych, twierdząc, że każdego roku na terenie Stanów Zjednoczonych dochodzi do mnóstwa przypadków zaginięć ludzi. Szczególnie wiele z nich ma miejsce na obszarze parków narodowych. I teraz pytanie, dlaczego tak dużo ludzi przepada tam bez wieści? Czy są to naturalne przypadki? Może polują na nich mordercy lub jest to jakaś tajemnicza siła? Co możesz powiedzieć o tych incydentach i czy byłbyś w stanie podać jakieś przypadki?
[01:53:07] - Tak, oczywiście. W tym kraju wymawiają go Paulides i pan Paulides jest byłym policjantem. 20 lat spędził w policji. Był śledczym, więc jest to człowiek o wytrenowanym oku i pewnych rutynach, które są rutynami profesjonalnymi, jeżeli chodzi o takie przypadki, jak na przykład poszukiwanie zaginionych osób, morderstwa czy inne tego typu historie. Dlatego myślę, że dla wszystkich badaczy na przykład istnienia Bigfoota w Stanach na terenie Ameryki Północnej, ktoś taki w grupie badawczej jest po prostu nieoceniony, ponieważ wie, w jaki sposób można postępować z tego typu materiałem badawczym. Zanim dojdę do tych zaginięć, chciałbym jeszcze właśnie powiedzieć, już wspomniałem wcześniej o Bigfoocie, to tylko dodam jeszcze, że materiał, który został przekazany pani Ketchum, między innymi Paulides uczestniczył właśnie w jego pobieraniu i w odpowiednim traktowaniu, zanim ten materiał został przeniesiony do laboratorium. Ponieważ największy problem tego typu znalezisk, na przykład jeżeli znajdzie się jakieś niewiadomego pochodzenia futro czy jakieś inne historie, które chciałoby się zbadać pod mikroskopem, to zawsze eliminuje go zanieczyszczenia. Zanieczyszczenie wynika ze złego sposobu przechowywania. Bo jeżeli na przykład włożymy taki włos do torebki, w której były wcześniej dropsy, to wiadomo, że materiał się nie nadaje już do badania. Albo włożymy do kieszeni, czy włożymy do książki, on zostanie zanieczyszczony i każdy naukowiec natychmiast taką próbkę odrzuci.
W przypadku znalezienia sierści Bigfoota, której wynikiem było odkrycie kompletnie nowego materiału genetycznego, znaleźli go najpierw policjanci, którzy kolegowali się z Paulidesem i którzy zanim pobrali ten materiał, zadzwonili do niego, w jaki sposób mają postępować, żeby móc właśnie ten materiał odpowiednio zabezpieczyć. Dlatego nie ma tu mowy o żadnych zanieczyszczeniach i o żadnych innych trikach. Dlatego ten materiał jest tak kontrowersyjny. Pan Paulides obecnie zajmuje się tajemniczymi zaginięciami na terenie parków narodowych. Dlatego parków narodowych, bo są to właściwie jeszcze jedyne takie części Ameryki Północnej, które nie są zamieszkane, są chronione prawnie, więc nie można tam się osiedlać. Jest wiele ograniczeń, w związku z czym może tam przebywać tylko określona liczba ludzi. Oczywiście dominująca jest dzika przyroda. Skala tych parków jest olbrzymia, bo na przykład taki najbliższy mojego miejsca, gdzie mieszkam, park narodowy to jest Adirondack, który jest większy niż województwo lubelskie obszarowo. Także są to olbrzymie połacie, a mamy przecież jeszcze wiele innych parków słynnych jak Yosemite czy Yellowstone i parę jeszcze innych. Właśnie on zainteresował się przypadkami zaginięć ludzi w parkach narodowych.
W jaki sposób, co działo się, że ci ludzie zginęli? Bo oczywiście możemy założyć, że grasują tam przestępcy, dzikie zwierzęta, że bardzo łatwo jest o niebezpieczny wypadek. Po prostu zejście ze szlaku i podążanie niebezpieczną granią może spowodować śmierć. Zwłaszcza że ciało ginie w jakimś bardzo trudno dostępnym miejscu. Nikt go już więcej nie jest w stanie znaleźć, a reszty dokonają dzikie zwierzęta, które po prostu takiego nieszczęśnika zjedzą. Ale jest część przypadków, gdzie te ciała znaleziono i znaleziono to w zdumiewająco dziwacznych okolicznościach. I to wzbudziło ciekawość Paulidesa, który zaczął kolekcjonować tego typu przypadki.Dlatego, że wyraźnie działały tutaj jakieś siły, które bardzo trudno było zracjonalizować. Żeby dać obraz tego wszystkiego, na przykład opiszę tu kilka takich historii. Bardzo często przydarzają się z udziałem jakiegoś młodego człowieka bądź na przykład dziecka. W jednym przypadku z domu stojącego na skraju parku narodowego zniknęło dziecko, które było pod opieką matki.
Ona usłyszała, że coś dzieje się na zewnątrz, że są jakieś stukoty, hałasy. Myślała, że to może kojot podszedł pod dom czy coś takiego. Wyjrzała, kiedy wróciła do domu z powrotem okazało się, że dziecka nie ma. Okno jest otwarte. Oczywiście narobiła krzyku i rabanu. Jej mąż zorganizował natychmiast poszukiwania w tym lesie. Zorganizowano kilkuset wolontariuszy, którzy przeczesywali ten las i policjant, który prowadził te poszukiwania, sprowadził także psy gończe, które miały wyczuwać ślad tego dziecka. Rzeczywiście psy złapały ślad i po przejściu kilkunastu mil, to jest około 20 kilometrów, co już wydawało się niemożliwe, jak takie dziecko może przejść tak olbrzymi dystans, doszli do rzeki. Rzeka była szeroka, bardzo rwąca i wówczas policjanci doszli do wniosku, że dziecko musiało utonąć w tej rzece, bo dziecko, powiedzmy, sześcioletnie, pięcioletnie, siedmioletnie nie jest w stanie takiej rzeki pokonać o własnych siłach. Ale prowadzący te poszukiwania policjant jakimś takim siódmym instynktem zdecydował się przekroczyć rzekę i spróbować poszukać po jej drugiej stronie, mimo że było to absolutnie nielogiczne i właściwie bezsensowne.
Zrobił to, przeprowadzono psy i psy kilkaset metrów dalej znowu złapały ślad i po następnych kilku milach natrafiono na ciało tego dziecka pod drzewem. Dziecko było już martwe. Nie było żadnych śladów obrażeń, złamań, pęknięć. Natomiast rzeczą charakterystyczną, która później okazała się być częstą w podobnych przypadkach, było to, że było nagie, a ubranie tego dzieciaka było złożone prawie w kostkę tuż obok niego. Paulides zaczął kolekcjonować te fakty i mniej więcej wszystkie kończyły się w sposób podobny, że czy dorośli, czy dzieci za każdym razem, jeśli odnajdywano w jakiś sposób ich ciała, to albo byli nadzy, albo ich ubrania były założone na lewą stronę. Za każdym razem to był taki punkt charakterystyczny, który wskazywał, że dzieje się coś absolutnie niezrozumiałego i nie mogła być to w żadnym wypadku robota jednego człowieka, na przykład jakiegoś dewianta, który by w ten sposób polował na ludzi i doprowadzał do tego typu wydarzeń. Dlatego, że niektóre przypadki działy się mniej więcej w podobnym czasie, w kompletnie innych rejonach Stanów Zjednoczonych. Jego poszukiwania coraz bardziej się rozszerzały na coraz więcej parków narodowych i znajdował tam na przykład takie historie jak znalezienie dziecka trzydzieści kilka kilometrów dalej od domu, gdzie to dziecko wyszło z tego domu czy zniknęło z tego domu, nie mając butów. Teraz kroczyło po kamienistej drodze, bardzo trudnej do przebycia dla dorosłego, nawet dla kogoś, kto bardzo lubi wędrówki po lesie czy po górach. Doszło na szczyt bardzo zimnej góry.
Tam znaleziono martwe ciało tego dziecka. Natomiast na jego stopach nie było żadnych zadrapań, żadnych śladów takiego długiego marszu. Nikt nie wiedział, jak ono się tam dostało. Jeszcze inny przypadek miał miejsce w Yosemite, gdzie cała wyprawa wędrowała konno przez Yosemite i dotarli do przepięknej doliny, gdzie postanowiono rozbić obóz i córka prowadzącego tą wyprawę razem ze swoim dziadkiem weszli na górę, ponieważ chciała zrobić zdjęcie z góry całemu swojemu obozowisku, krajobrazowi. Weszli z dziadkiem na górę i wówczas ona podbiegła za kilka dalszych sosenek i po prostu słuch po niej zaginął. Po prostu zapadła się pod ziemię. Została po niej tylko zatyczka z jej aparatu fotograficznego. Ponieważ tata był wpływowy i bardzo zamożny, prowadzono poszukiwania przez wiele miesięcy, przeczesując rejon olbrzymiej odległości dookoła tego miejsca zdarzenia. Nie znaleziono nic. Nie znaleziono nic do tej pory.
Tego typu historie są niezwykle tajemnicze. I wówczas Paulides poprosił Zarząd Parków Narodowych, ażeby przedstawiły mu taką statystykę. Ile tego typu przypadków wydarza się rocznie, przez dekadę, czy w całej historii działalności parku. Nieoczekiwanie natrafił na olbrzymie trudności w tej sytuacji. Nikt nie chciał mu podać takiej cyfry i kiedy stawał się bardziej natarczywy, stawał się w takim parku po prostu persona non grata. Próbował wówczas dyskusji z władzami parku na wyższych stopniach, gdzie spotykało go jeszcze chłodniejsze przyjęcie. Wreszcie kiedy, ponieważ będąc policjantem miał również swoich znajomych i swoje dojścia i znając prawo wiedział, w jaki sposób używać go do tego, aby uzyskać od osób odpowiednio interesującego dokumenty. Okazało się, że może te dokumenty zdobyć, jeżeli zapłaci za to, żeby ktoś je w tym celu uzbierał, ponieważ zarząd parku uznał, że w takim razie musi wydelegować jedną osobę, która będzie zbierać tego typu informacje i taką osobę trzeba będzie zapłacić, jak sam Paulides powiedział, że oczywiście, że zapłaci. I kiedy podliczono ten rachunek, to był to rachunek 1 400 000 dolarów. Po prostu suma niebagatelna, na którą Paulidesa nie było stać, ale zrobiono to tylko po to, żeby uniemożliwić mu dalsze prowadzenie, dalsze badanie tej niezwykłej kwestii.
W międzyczasie Paulides rozszerzył swoje poszukiwania na teren okolicznych państw, czyli Kanady i Meksyku, a później coraz dalej na Amerykę Południową, aż nawet dotarł w swoich poszukiwaniach do Europy. Okazało się, że podobnych przypadków w tych miejscach jest również wiele.I z tego właśnie powodu jest to bardzo niepokojące zjawisko, ponieważ nagle mamy tutaj do czynienia z czymś, czego kompletnie nie znamy. Nie wiemy, jak to określić. Nie wiemy, czy to jest świat paranormalny. Nie wiemy, czy to jest Bigfoot. Nie wiemy, czy to są kosmici. Nie wiemy, czy to jest jakaś organizacja szaleńców, nie wiemy, czy to są debilanci. Nie wiemy po prostu nic. Te wszystkie przypadki są zdumiewające. Ich cechą charakterystyczną jest to, że za każdym razem mamy do czynienia z kimś, kogo interesuje rozbieranie tej ofiary, a później wkładanie tych ubrań z powrotem, niekoniecznie w tej samej kolejności.
Tak było na przykład w przypadku młodego studenta, który wybrał się na narty w piękną zimową pogodę w jednym z parków narodowych i zniknął bez śladu. Jego ciało znaleziono dopiero kilkanaście lat później. Znaleziono je przypadkiem w miejscu szczególnie niedostępnym dla zwykłego podróżnika po parku narodowym. Ci, którzy znali ten park narodowy, dziwili się, w jaki sposób w ogóle mógł tam dotrzeć. Znaleziono go w bardzo dziwacznej pozycji. Znaleziono siedzącego sztywnego szkielet, nawet nieobjedzony, siedzącego z nogami zanurzonymi w małym bajorku. Miał na sobie swoje własne ubranie, ale kompletnie odwrócone na drugą stronę. Ubranie wzięto do analizy policyjnej. Nie znaleziono na nim śladów ani brutalnego wydarzenia, ani śladów krwi, ani niczego, co mogłoby wskazywać, kim był ktoś, kto doprowadził do tej śmierci, w jaki sposób doszło do tej śmierci. Historia jest długa i bardzo sensacyjna.
Niekiedy kończy się happy endem, tak jak to było w przypadku pięcioletniej dziewczynki, która również w podobny sposób zniknęła ze swojego domu. Dom był położony na skraju parku narodowego. Również wysłano olbrzymią pogoń w poszukiwaniu tej dziewczynki i znaleziono ją kilka dni później. Miała sukienkę założoną znów na lewą stronę, ale była nietknięta, nienaruszona, żywa, uśmiechnięta. Kiedy próbowano w jakiś sposób dowiedzieć się, co się wydarzyło, opowiadała o tym, że była u wielkiego, puszystego misia, który przynosił jej maliny i że jej było ciepło i przyjemnie i że to był rodzaj zabawy. Czy ten przypadek w jakiś sposób jest w stanie korespondować z tym, co wydarzyło się w podobnych innych przypadkach? Trudno powiedzieć, ale jest to jedyny ślad, jaki może rzucić światło na to, co dzieje się w parkach narodowych, nie tylko amerykańskich. Dziękuję bardzo.
[02:05:16] - Pamiętam, że szukając informacji na ten temat, jeszcze chyba przed czasami, kiedy Paulides opublikował swoją książkę, natknąłem się na opowieść o tak zwanym Trójkącie vermontskim w okolicach miasta Bennington. Okazało się, że tam zaraz po wojnie zaginęło w dziwnych okolicznościach kilkoro osób i te zaginięcia koncentrowały się w zasadzie na przestrzeni kilku lat. Objęły prawdopodobnie około siedmiu osób, ale najprawdopodobniej ofiar było więcej, do czego potem próbowali dochodzić miejscowi dziennikarze. Dlaczego o tym mówię? Historie, które tam miały miejsce, były bardzo interesujące i wręcz przerażające, dlatego że tam te zaginięcia miały miejsce na takiej zasadzie, że na przykład grupa osób szła, lokalnych, miejscowych znających teren, po czym kiedy jeden z panów, nie pamiętam nazwiska, wyprzedził ją o kilka kroków, zwyczajnie przepadł. Szukano go, nigdy go nie znaleziono. Przepadł na ścieżce. Głośny był przypadek bodajże Polly Welden, która była córką jakiegoś miejscowego notabla. Wyszła i zniknęła bez śladu. Nigdy jej nie widziano.
Jej zaginięcie spowodowało jedną chyba z pierwszych masowych akcji poszukiwawczych w Stanach Zjednoczonych. Był też przypadek dziecka, które się nazywało Jepson. To było jego nazwisko. To dziecko zniknęło z siedzenia samochodu w środku miasta. Zostało zabrane przez kogoś lub samo wyszło. Znaleziono ślady, właściwie trop. Psy podjęły trop, który się urywał. Takich historii było mnóstwo. Dziecko jakby wyparowało, przepadło, zniknęło. Do dzisiaj nie wiadomo, co się z tym stało.
W przypadku Trójkąta vermontskiego ciekawe było to, że po bodajże roku 1950 czy 1953 to wszystko przestało się dziać. Sugerowano, że odpowiedzialny był za to jeden człowiek, który zniknął lub został zamknięty do więzienia. Natomiast nigdy nie wyjaśniono prawdziwych przyczyn tych zdarzeń. Powątpiewano również w to, że mógł być za to odpowiedzialny człowiek. Jeżeli mówimy o tych dziwnych zaginięciach w Stanach Zjednoczonych, tych anomalnych zaginięciach przypisywanych bądź UFO, bądź dziwnym istotom, to pojawia się kolejna postać nam trochę bliska. Butch Witkowski. Arku, co wiesz na jego temat? Co mogłeś powiedzieć na temat bardzo kontrowersyjnejPrac, jaką on wykonuje. Dlatego, że on twierdzi, że szuka osób, które zostały trwale uszkodzone przez obcych.
[02:08:20] - Czyli innymi słowy porwane i nie wróciły w ogóle albo wróciły martwe. Jeżeli chodzi o strefy anomalne, gdzie ludzie giną, mamy u nas w Tatrach rejon Czerwonych Wierchów. Z tego, co pamiętam, tam też było parę zaginięć. Jeszcze takie są historie w górach, gdzie wyjdzie grupa turystów, ginie jeden z nich, szukają go wszyscy, nie mogą znaleźć. Po parunastu latach okazuje się, że jego szczątki znajdowane są parę kroków od szlaku. Po prostu gdzieś tam na serce czy na coś takiego umiera i nikt nie wpadnie na to, żeby go szukać bardzo blisko. Wszyscy szukają bardzo daleko, nie są w stanie znaleźć i góry po jakimś czasie same go oddają. Do tego jeszcze należy dodać, że w górach są dzikie zwierzęta, które skutecznie, że tak powiem, wyjadają ludzi. Tych, którzy oczywiście w jakiś sposób podupadli na zdrowiu i ich nie jesteśmy w stanie nigdy znaleźć. Należy to wziąć pod uwagę, że takie rzeczy się zdarzają.
Natomiast Paweł Witkowski jest byłym policjantem z tego, co pamiętam. Po przejściu na emeryturę zajął się właśnie uprowadzeniami przez obcych i miał na swoim koncie jeden czy dwa przypadki takie właśnie, że odnalazł trupy, które wcześniej zostały zabrane czy zaginęły. Powiedzmy w ten sposób, że z miejsc, gdzie widziano statki latające nieziemskiego pochodzenia. W ten sposób będzie można najłatwiej to określić. Cóż tu więcej? Chyba Piotr więcej na ten temat będzie mógł powiedzieć, bo jest z nim w kontakcie jakimś. Także ja dziękuję.
[02:10:41] - Wspominałem o Witkowskim, dlatego że nazwisko takie, że tak powiem, obtrzaskane. On sam przyznaje, że jest Polakiem. Niestety jest Polakiem z pochodzenia. Niestety nie mówi w naszym języku. Rzeczywiście wsławił się kilkoma bardzo głośnymi przypadkami. Chris, czy sądzisz, że praca Witkowskiego, jego osiągnięcia udowadniają, że dziwne zaginięcia mogą być dziełem istot z UFO?
[02:11:17] - Oczywiście dlatego, że zajmuje się on chyba najbardziej kontrowersyjną formą okaleczenia. Są to okaleczenia na przykład na ludziach. Znajduje się co jakiś czas ludzkie szczątki, które są okaleczone w podobny sposób, jak na przykład okaleczane są znane do tej pory różne przypadki okaleczenia bydła czy innych zwierząt. On poszukuje tego typu historii, które przydarzyły się ludziom i to pokazuje bardzo tę niebezpieczną i niepokojącą stronę ewentualnych istot pozaziemskich czy istot z innego wymiaru, które przybywają na Ziemię i poszukując czegoś, z czego nie zdajemy sobie sprawy, używają ludzi do swoich eksperymentów czy poszukiwań. Myślę, że w tej sytuacji ta jego praca ma chyba największe znaczenie. Poszukiwanie tego typu przypadków, opisywanie ich i wskazanie na tę dużo bardziej niebezpieczną naturę ewentualnego kontaktu z istotami pozaziemskimi tutaj, u nas, na naszej Ziemi. Najwięcej tego typu historii chyba wydarzyło się w stanie Pensylwania, który jest stanem gór i lasów, który jest stanem rzadko zaludnionym, a jednocześnie jest miejscem, gdzie dochodzi do wielu zjawisk paranormalnych, gdzie MUFON, organizacja w Stanach badająca przypadki UFO, ma naprawdę dużo roboty i tych przypadków, które tam się obserwuje, jest bardzo dużo, a jednocześnie jest sporo takich punktów, o których wspominałem wcześniej i rozmawialiśmy również wcześniej. Może nie na skalę i czy na wielkość Trójkąta Bermudzkiego, ale mają bardzo charakterystyczne cechy geofizyczne, które powodują, że jest tam unikalne pole elektromagnetyczne, które jest w stanie również wpływać na ludzką świadomość, jest w stanie spowodować dezorientację, jest w stanie doprowadzić do tworzenia najrozmaitszych halucynacji, a być może również i spotkań tego typu, które nie zawsze kończą się dobrze. Może tyle na ten temat na razie.
[02:13:30] - To może teraz przejdźmy do kolejnego pytania z naszej listy. Chyba że panowie chcielibyście jeszcze coś dodać.
[02:13:38] - Jeśli mógłbym coś jeszcze dodać w kwestii Paula Hildisa. To, co on znalazł takiego charakterystycznego wśród tych wszystkich miejsc, które zbadał, gdzie były przypadki zaginięć ludzi w parkach narodowych i w tego typu miejscach, to zauważył, że zazwyczaj te miejsca miały w sobie imię diabła. To był Diabelski Szlak, Diabelski Kanion, Diabelskie Jezioro, Diabelska Góra. Za każdym razem było to coś wspólnego z diabłem, co nie oznacza, że rzeczywiście diabeł ma coś z tym wspólnego, ale że już wcześniej ludzie, którzy tam dotarli, zauważyli, że jest w takich miejscach coś niepokojącego, które sprawiło, że nazwali je w ten sposób, jakby w ostrzeżeniu dla innych, żeby raczej ich unikać, niż z nich korzystać. Zanim poznałem historię Paula Hildisa, a sam kiedyś wybrałem się na Diabelski Szlak w górach Catskill, które znajdują się w stanie Nowy Jork. Dopiero później, po wielu latach uświadomiłem sobie, że być może w jakiś sposób otarłem się o to, o czym w tej chwili rozmawiamy.Bo rzeczywiście szlak jest diabelsko trudny. Nie wydaje się zbyt efektowny, gdy patrzy się na niego z odległości, ale jest niezmiernie wyczerpujący. Z gołoborzami, z klifami, po których trzeba się wspinać, kaleczyć ręce i pokonywać. Na szczycie tego diabelskiego szlaku znajduje się coś w rodzaju płaskowyżu. Na tym płaskowyżu jest kompletnie płaski szczyt, jak lądowisko niemalże dla spodków, moglibyśmy powiedzieć.
Albo dla helikopterów. Na tym płaskowyżu rośnie niewielki lasek, pośrodku którego jest bardzo malownicza polana. Ta polana ma mniej więcej 30 metrów szerokości. To, co bardzo mnie zaniepokoiło, kiedy tam dotarłem, to była absolutna cisza, jaka tam panowała. Kompletna cisza. Nie było ani jednego sygnału śpiewu ptaków, nie było cykania świerszczy. Nie było po prostu nic. Nie było znaków żadnego życia. Kiedy poruszałem się przez tą polanę, nagle przez coś w rodzaju ścieżki przeciągnięta była pajęczyna, co mnie troszeczkę nawet rozbawiło, bo to już w ogóle wyglądało jak scena z horroru. Przerwałem tę pajęczynę.
Pajęczyna była olbrzymiej wielkości, ponieważ 30 metrów rozpiętości to musiał się nieźle ten pająk napracować, żeby coś takiego zbudować. Nie była ona taka efektowna jak w filmach horrorowych, jednakże to była pajęczyna. Przerwałem tę pajęczynę, przeszedłem dalej i nagle ten niepokój, który we mnie powstał, zaczął rosnąć i rosnąć. Próbowałem w jakiś sposób go wyciszać, tłumacząc sobie, że to wszystko jest mój własny strach, że jestem sam, że może troszeczkę to na mnie działa, więc dlatego powinienem coś z tym zrobić. W końcu jestem w górach na bardzo przyjemnej wycieczce, w bardzo pięknym miejscu, wśród wspaniałej przyrody, bez ptaków i bez żadnych śladów życia. Kiedy ten płaskowyż się skończył, to zejście z niego było bardzo strome i ginęło dosłownie w mroku kompletnej ciemności. Cień był tak gęsty, że nie mogłem dojrzeć, co w ogóle się tam dalej kryje. I w tym momencie pomyślałem sobie: „No dobra, wystarczy mi tej wycieczki. Wracam z powrotem”. Ta podróż od pajęczyny do tego miejsca być może trwała 20 minut, może 25 minut.
Kiedy wracałem, pajęczyna znowu zasłaniała tą całą ścieżkę, przez którą przeszedłem. To już zupełnie mnie przeraziło. Po drodze miałem jeszcze parę takich przeczuć, które też tłumaczyłem sobie moim własnym strachem, jak na przykład to, że obtarłem sobie strasznie nogi. Znalazłem jakiś potok i usiadłem, żeby troszeczkę te nogi odmoczyć, bo czułem dosłownie palące czyjeś spojrzenie na moich plecach. Nie mogłem dostrzec, kto patrzy, ale za każdym razem, kiedy się odwracałem, to palące uczucie na plecach wracało. Założyłem buty bez skarpet i zacząłem schodzić dalej. W tym momencie z lasu wyleciała olbrzymia sowa, która kluczyła między drzewami. Prawie byłem bliski paniki i krzyku, ale w jakiś sposób to się we mnie wszystko uleżało. Już nie będę właściwie wspominał o tym, jak wyglądała przyroda tam, ponieważ... A może wspomnę.
Ponieważ te lasy rosną na skałach, jest tam bardzo mało gleby, więc te korzenie mają bardzo mało miejsca do zaczepienia się. Włażą w każdą szczelinę, wykorzystują każdą wolną przestrzeń, żeby w jakiś sposób utrzymać pień drzewa, więc wyglądają one tak, jakby to były dosłownie szpony, które trzymają się kurczowo tej skały, co jeszcze dodaje tego efektu straszności. Na początku, kiedy na to patrzyłem, pomyślałem sobie, że to jest właśnie przyczyna, dlaczego ten szlak jest nazywany diabelski. Ale po tym wszystkim, parę lat później, kiedy dowiedziałem się o odkryciach i różnych wnioskach Paula Idsa, doszedłem do wniosku, że kto wie, być może mało brakowało, a sam bym wkroczył w taką właśnie strefę, z której być może nie ma powrotu. To tylko tyle z własnego doświadczenia. Mam wrażenie osobiście, że nie przesadzam tutaj i nie próbuję tworzyć żadnej sensacji, tylko po głębokim przemyśleniu doszedłem do wniosku, że jest coś rzeczywiście niepokojącego w najrozmaitszych miejscach, często tych właśnie oddalonych od ludzkich skupisk, takich jak właśnie góry Catskill, parki narodowe czy Przełęcz Diatłowa, gdzie mogą się wydarzać rzeczy, których nie tylko nie rozumiemy, ale być może są poza naszym zrozumieniem, a mogą się skończyć dla nas samych czy dla innych ludzi bardzo nieszczęśliwie. To tyle chciałem dodać. Dziękuję.
[02:19:15] - Tutaj mamy dużo pytań, ale kiedy już tak rozmawiamy o tych bigfootach, o tych dziwnych porwaniach, muszę wam powiedzieć jedną rzecz. Otóż w mojej rodzinie od pokoleń powtarza się taką legendę o tym, jak moja praprababcia została uprowadzona przez śnieżnego człowieka lub jak kto chce to nazywać. Została uprowadzona tutaj właśnie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej przez jakąś włochatą istotę, właściwie rodzinę tych włochatych istot. Tam przejawia się właśnie ten motyw, Chris, o którym mówiłeś, tego ubranka. Dlatego, że te istoty były zainteresowane w zasadzie tylko ubrankiem i na szczęście tą babcię maleńką, bo one ją porwały z takiej kołyski ustawionej przy polu, gdzie rodzina pracowała. To się działo wszystko w okolicach wsi Trzebniów.I te istoty przyszły, pożyczyły sobie dziecko i poszły. Ta legenda przekazywana mi przez babcię była jedną z rzeczy, które rozpaliły moje zainteresowanie zjawiskami niezwykłymi już od małego. Te istoty porwały sobie to dziecko i kiedy rodzina poszła je odbić, dlatego że wiedziano, gdzie one mniej więcej mieszkają, okazało się, że one wydały praprababcię. Natomiast ona była pozbawiona swoich ubrań, jakie miała i te istoty prawdopodobnie zabrały je dla siebie, dla ich dziecka. Niestety potem zostały brutalnie zacepowane, prawdopodobnie, jak mówi ta legenda.
Także fajna historia. Nie musimy ich szukać daleko, jak się okazuje, prawda? Przełamałem się, żeby opowiedzieć to na antenie, dlatego, że jest to ciekawe. Ale przerywając nasze rozważania, pada pytanie o Todda Seese'a. Dziwny przypadek. Rok 2002. Pan Todd, tak jak wielu innych, wybiera się na łono dzikiej przyrody i nagle okazuje się, że ginie. Znaleziony zostaje potem w bardzo dziwnych okolicznościach, w bardzo nieciekawym stanie. Oczywiście nie żyje. Chris, jaka była recepcja tego przypadku?
Bo to było coś, co złamało pewne ufologiczne tabu, prawda? Jak rozpatrywali to amerykańscy ufolodzy? Czy patrzy się na ten przypadek raczej jak na taki outsiderski przykład, czy raczej coś, co powinno budzić naszą obawę odnośnie zamiarów istot z UFO?
[02:22:04] - Z pewnością tak powinien być rozpatrywany. Zwłaszcza, że temat ten niezwykle dobrze wpisuje się w temat dzisiejszej naszej rozmowy i dyskusji. Seese wybrał się na polowanie. To było tuż przed sezonem łowieckim. Chciał zobaczyć, dokąd wędrują stada jeleni. Było to właśnie w Pensylwanii. Był on doświadczonym myśliwym. Znał doskonale las. Był tropicielem, świetnym strzelcem, zdrowym facetem, któremu niestraszne było wszystko, co tam się dzieje w tych pensylwańskich lasach. Wybrał się swoim pojazdem z napędem na cztery koła, terenówką.
Podróżował po lesie. Nie wrócił do domu. Żona się zaniepokoiła. Zaczęto go szukać. Znaleziono ten jego samochód. Po nim nie było ani śladu. Nie było też śladu po jakichś ewentualnych brutalnych, drastycznych historiach, które mogły się wydarzyć temu myśliwemu. Ponieważ czas upływał, nadal nie znaleziono jego ciała. Te poszukiwania były coraz szersze. Zaczęto nawet przeszukiwać dno stawu, który był w okolicy, przeszukiwać okoliczne lasy.
Ciągle bez skutku, aż wreszcie ktoś dostrzegł w takim kolczastym trochę buszu, w krzakach gęstych, że prześwituje coś bardzo białego. Zainteresowano się tym, wycięto te krzaki i znaleziono tam ciało tego Seese'a, nieszczęśnika, który już nie żył. Nie miał na sobie nic, mimo że był świetnie ubrany i przygotowany do takich podróży po lesie. Miał kamuflażową kurtkę na sobie, ciepłe ubrania, mocne buty. Nie miał na sobie nic, ale to, co szczególnie wzbudziło uwagę, to był wyraz jego twarzy. Wyraz jego twarzy przedstawiał nieprawdopodobne poczucie strachu i przerażenia. Czyli spotkał się z czymś kompletnie dla niego niezrozumiałym, niespodziewanym, przerażającym i w ten sposób zakończył życie. Ten wyraz twarzy był tak straszny, że jego ciała nie pokazano nawet jego żonie, mimo że próbowała wielokrotnie ostatni raz pożegnać się z mężem i spojrzeć na niego. Bardzo dokładnie go pilnowano, aby sama nie mogła na to spojrzeć. I dlatego właściwie wszystkie wnioski, jakie wyciągnięto z jego poszukiwań i z tego, co mogło się wydarzyć, są praktycznie w jakiś sposób utajnione.
W całą sytuację weszło FBI, bo na początku uważano, że jest to morderstwo i później okazało się, że to morderstwo może mieć przyczyny niekoniecznie wynikające z działalności drugiego człowieka, innego przestępcy, że być może jest to efekt działania czegoś innego. To z kolei pokazuje, że te wszystkie wydarzenia związane z istotami pozaziemskimi, z UFO, z tego typu przypadkami, te wszystkie historie paranormalne, które tak niezwykle atrakcyjnie brzmią. Ludzie ich szukają, wywołują duchy, otwierają portale, szukają tego typu kontaktów, oglądają horrory, ponieważ uwielbiają ten dreszczyk emocji, który temu towarzyszy. One mogą istnieć w realnym życiu i mogą się bardzo źle dla kogoś takiego skończyć, w sposób jak najbardziej nieoczekiwany. I tak właśnie skończyła się tutaj ta historia, że to jest taka niepokojąca część tego całego fenomenu, o którym rozmawiamy. I trzeba mieć zawsze to na uwadze, że nie wszystko skończy się dobrze, że nie zawsze jest to piękny obrazek i że ci, z którymi się spotykamy, niekoniecznie są po to, żeby nam pomóc i są zbawcami ziemi. Mogą oni być po prostu niebezpieczni. Dziękuję.
[02:25:51] - Zanim przejdziemy do kolejnego pytania z naszej listy, pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Ponieważ debata ufologiczna online, 13. już debata, pod pewnymi względami najlepsza z do tej pory emitowanych debat, jest realizowana jak zawsze na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na pytania i komentarze na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również pisać do nas na nasz numer komunikatora SMS-owego 517 986 778, 517 986 778 oraz pod naszego radiowego e-maila radio@paranormalium.pl. Przechodzimy do pytania numer siedem z naszej tajnej listy pytań, ściśle tajnej listy pytań ułożonych w oparciu między innymi o to, co nam podesłali słuchacze. W Polsce każdego roku giną tysiące ludzi.
Niektóre ze spraw przedstawione w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” są zastanawiające. Ludzie często znikają bez śladu. Oczywiście przyczyny mogą być różne i najczęściej są to problemy osobiste lub zaburzenia psychiczne. Ale czy snując czysto teoretyczne rozważania mogą wśród tych ludzi być także osoby porwane przez obcych? Czy i w Polsce zdarzały się zaginięcia, które można by uznać za anomalne? Wiele legend krąży wokół wspomnianych już dzisiaj podczas debaty Tatr. Może pierwszy w tym temacie niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[02:28:01] - Owszem, uznaje się wiele osób za zaginione. Wiele osób wyjeżdża do pracy za granicę i traci lub chce stracić kontakt z rodziną. Wybiera inne, łatwiejsze, lepsze może życie. Część spośród ludzi, których się uznaje za zaginionych, robi to celowo. Po prostu wyjeżdżają. Zbyt duża presja jakaś tutaj na kogokolwiek, materialna, że tak powiem, nakładana. Ten człowiek, nie mogąc sobie poradzić z tą presją, po prostu wyjeżdża lub zostawia rodzinę. Nie kontaktuje się przez wiele lat. Mamy coś takiego. To jest jedna z przyczyn zanikania tajemniczego ludzi.
Inna sprawa to są oczywiście takie przypadki turystów górskich, którzy po prostu wyjeżdżają w góry z jakąś tam grupą. Wcześniej siedzieli dużo w domu, nie uprawiają sportu, więc wchodząc na górę, gdzie jest przesilenie, dodatkowo jeszcze lekko zmniejszone ciśnienie, dostają ataku serca gdzieś przy ścieżce, przy stoku. Giną, są za jakimiś tam małymi drzewkami. Dopiero po wielu latach odnajdują się, ale uznaje się ich przez wiele lat za zaginionych i nie można ich w jakiś sposób odnaleźć. Jest też wiele osób, które spacerują nawet po takim, wydawałoby się, fajnym terenie, jakim jest teren Warmii i Mazur. Potrafią wejść w miejsce, w torfowisko niskie, które wygląda wszystko ładnie, pięknie, ale na środku jest mały zbiornik wodny. Wystarczy do tego wpaść i po prostu nie ma takiej możliwości, żeby z tego wyjść, a tym bardziej nie ma możliwości, żeby ktokolwiek przez najbliższe ileś tam lat znalazł. Takie są też przypadki. Część ludzi nie wytrzymuje presji społecznej, rodzinnej, materialnej, po prostu chce uciec, zamknąć za sobą jakiś tam etap życia. Czy w Polsce zdarzały się zaginięcia, które można przypisać w jakiś tam sposób UFO, że tak powiem w skrócie?
Ja nie spotkałem się z czymś takim bezpośrednio. Raczej nie pamiętam, żeby były takie jednoznaczne. Chodzi mi tylko i wyłącznie o Polskę. Wiadomo, że jeżeli chodzi o świat, to takie rzeczy bywają. Natomiast zdarzało mi się słyszeć o takich zaginięciach w czasoprzestrzeni, gdzie osoba jadąca samochodem ustaloną drogą do pracy nagle ocknie się w całkiem innym miejscu. Jest przez długi okres czasu zdezorientowana, gdzie jest. Z takim przypadkiem parę lat temu się spotkałem. Natomiast góry zawsze będą generowały jakieś legendy wokół siebie. Wiadomo, że tak jak w tej chwili mieliśmy napływ bardzo niskiego ciśnienia, jeżeli na taki napływ czy raczej odpływ powietrza w okolicach gór, napływ zimnego, niskiego ciśnienia dojdzie osoba, która wcześniej nie uprawiała sportu takiego, nie jest przyzwyczajona do tego i po prostu wyjdzie w góry, z całą pewnością należy liczyć się z tym, że zasłabnie i znajdziemy go gdzieś tam za parę ładnych lat. Dziękuję.
[02:31:53] - Mimo wszystko, że rzeczywiście nie było w Polsce takich przypadków, które można jednoznacznie przypisać zjawiskom anomalnym, zdarzały się bardzo ciekawe historie. Powiem wam szczerze, że gdyby nawet przejrzeć sobie, gdyby on oczywiście było dostępne archiwum programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, zaręczam, że znaleźlibyśmy tam przypadki, które są owiane tajemnicą i które gdyby je rozwinąć, ukazałyby nam pewne spektrum anomalności. Oczywiście musimy pamiętać, że ludzie przepadają z różnych powodów. Natomiast sam pamiętam kilka przypadków w tym programie, które były dziwaczne. Nie mogę po prostu ich teraz rozwinąć, dlatego że one były bardzo lapidarnie wzmiankowane. Pamiętam na przykład taki przypadek, że pewien pan starszy po prostu zaginął koło domu. Nigdzie nie poszedł. Chodził w kółko wokół domu, miał tak w zwyczaju i po prostu znikł. Co się z nim stało? Niewiadomo.
[02:32:58] - Natomiast jeżeli mówimy o górach, a także okolicach takich jak na przykład Jura Krakowsko-Częstochowska, gdzie mieszkam, to również zdarzają się takie przypadki. Pamiętam, że chyba dwa lata temu zaginął starszy pan z Częstochowy tutaj w okolicznych lasach. Do dzisiaj go prawdopodobnie nie znaleziono. Przyjechał tu i znikł. Być może zasłabł, wpadł do jakiejś rozpadliny, do dziury, do jaskini i nadal tam przebywa. Jeżeli chodzi z kolei o Tatry, to tutaj sprawa jest ciekawsza, dlatego że chociażby w 1909 roku zaginął nauczyciel Ernest Weiss i szukano go bardzo długo. Okazało się, że cztery lata później, kilkanaście metrów od miejsca, gdzie szukano go wcześniej, spoczywał partogłaz, szkielet tegoż Weissa mający przy sobie jego dokumenty. Prawdopodobnie go wtedy ominięto lub nie zauważono. Takich przypadków było mnóstwo. Natomiast były też sprawy kontrowersyjne.
Jedną z nich była sprawa Karola Kozaka. Z tego, co pamiętam, ona miała miejsce w latach 20. On się po prostu odłączył od swojej grupy. Znikł. Szukano go przez kilka dni w dolnych partiach, jak tutaj czytam w źródle, w Dolinie Mięguszowickiej, w okolicach Podleckiego Stawu. Nie znaleziono go. Dopiero po bodajże roku górale znaleźli owego nieszczęsnego młodego człowieka w miejscu, które zostało, co ciekawe, kilkakrotnie przeszukane przez ratowników. To właśnie jest jedna z tych zagadek. Natomiast mało kto pamięta dzisiaj o sprawie z lat 80. Była to dwójka studentów, Katarzyna bodajże i Piotr.
Tak się nazywali. Oni przepadli w tak dziwnych okolicznościach, że ta sprawa pozostaje tajemnicą do dziś. Wątek ufologiczny w tym jest taki, że z tego, co pamiętam, ich rodzice zwrócili się do jasnowidzów z prośbą o informację. Okazało się, że owi jasnowidze stwierdzili, że młodych ludzi porwało UFO. Oni zginęli w Dolinie Kościeliskiej. Pojawiły się także takie sensacyjne, chociaż rzeczywiście mniej niż porwanie przez UFO, wątki, jak na przykład teorie, że owi młodzi ludzie padli ofiarą służb, kłusowników czy ludzi trudniących się innym nielegalnym procederem. W każdym razie, jak mówiłem, tego typu przypadki w Polsce, kraju dość niedużym, nie przeszłyby pewnie dziś bez echa, ale jak zwróciłem uwagę, za każdym zaginięciem stoi jakaś rozbudowana często historia i niektóre z tych przypadków, takie, którymi policja zajmuje się bardzo niechętnie lub po macoszemu, mogą potencjalnie zawierać w sobie pewne anomalne elementy. Anomalne, czyli takie, które nie dadzą się wyjaśnić przy pomocy konwencjonalnych hipotez. Nie mówię, że od razu w grę musi wchodzić coś tajemniczego, prawda? Natomiast są przypadki rzeczywiście, nawet jeżeli przebadamy to archiwum Fundacji Itaka, które budzą sporo może nie tyle wątpliwości, co zadumy nad tym, że w dzisiejszych czasach człowiek może przepaść w biały dzień.
[02:36:51] - Przejdźmy może teraz do pytania numer osiem z naszej listy pytań przygotowanych przed debatą. Wszyscy znamy historię malezyjskiego Boeinga MH 370. Boeinga, który przepadł w marcu ubiegłego roku. Czy możliwe, jak sugerują niektórzy, że to zdarzenie miało jakiś związek z UFO? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś. Piotrze?
[02:37:18] - Przepraszam, mam tu małe problemy, dlatego że obsługuję teraz Facebooka, na którego wrzucam dodatkowe materiały dla wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o tajemniczych zaginięciach związanych z UFO lub innymi tajemniczymi zjawiskami. Co do samego Boeinga, sprawa jest oczywiście nadal bardzo niejasna, a twierdzenie, że w tym przypadku brały udział jakieś siły nieziemskie, jest troszkę nieuzasadnione. Jeszcze tak mi się wydaje. Nie będę rozwijał tego tematu zbyt szeroko. Moim zdaniem zaginął on w bardzo przyziemnych okolicznościach. Być może został po prostu strącony, zastrzelony przez siły państwa, światowego żandarma, które niekoniecznie chcą się do tego z różnych powodów przyznać, ewentualnie przez państwo, które nigdy się do tego nie przyzna. Zaszło tam coś tajemniczego, o czym niejednokrotnie mówiono i te wszystkie wątki finansowe, terrorystyczne każą mi wysnuć hipotezę, że raczej jest to dobry materiał na thriller lub książkę z gatunku political fiction. Wątpię, czy dowiemy się prawdy w najbliższych dziesięcioleciach. Może kiedyś wyjdzie ona na jaw. Natomiast obecnie jestem pełen sceptycyzmu odnośnie tego, że tak się stanie.
Natomiast sprytnie będzie się budowało chyba wokół tej sprawy taką legendę lub teorię spiskową. Chris, powiedz mi może, jakie wnioski na ten temat panują za oceanem?
[02:39:11] - Ja będę starał się w takim razie odpowiedzieć równie dyplomatycznie jak ty.
[02:39:15] - Bo wiadomo, że zdecydowanie są tacy, którzy wiedzą, co się stało, do czego doszło. Chociażby ze względu na to, że cała nasza Ziemia jest opleciona całą masą najrozmaitszych satelit, które obserwują wszystko i wszystkich. Dlatego przedmiot, element czy obiekt taki jak samolot nie bardzo może umknąć ich uwadze. Jeżeli odkrywa się dużo mniejsze elementy czy naruszenia jakichś granic, no fly zone i innych tego typu historii, to tym bardziej samolot. Olbrzymi samolot pasażerski, który na dodatek wyposażony jest nie tylko w czarne skrzynki, nie tylko w nadajnik, który nieustannie informuje o pozycji jego w danym miejscu lotu, ale także jego silniki. Każdy z osobna jest wyposażony również w instrumenty, które wskazują położenie geograficzne tego pojazdu. Myślę, że w tej sytuacji odnalezienie prawdy na temat lotu MH 370 powinno być w zasadzie proste i zamknąć się w kilku zdaniach. Tymczasem tak nie jest. Co sugeruje tajemnicę, co buduje tory konspiracji i oczywiście będzie w jakiś sposób wykorzystane w przyszłości, jak wszystko do tej pory. Jak większość wydarzeń, z którymi mamy do czynienia, począwszy od wypadków 11 września, poprzez wszystko po kolei, aż do naszych współczesnych czasów, włącznie ze strzeleniem samolotu nad Ukrainą, którego tajemnica jest równie ściśle strzeżona jak tego, który zniknął, MH 370.
Do dziś nie wiemy, kto tak naprawdę pociągnął za spust, na czyj rozkaz i z jakiego powodu, dlaczego ten samolot zboczył z trasy i tak dalej. Dlatego myślę, że zamiast snuć tutaj teorie konspiracji i mieszać w to UFO, myślę, że ten temat chyba należałoby odłożyć na jakąś inną okazję, bo sam w sobie po prostu jest w stanie rzeczywiście być świetnym tematem na książkę, film czy cokolwiek na ten temat. Ale faktów z kolei na ten temat wiemy bardzo niewiele. Oprócz tego, że samolotu nie było, nie ma, zniknął. Co się z nim dalej stało? Nikt nie ma absolutnie bladego pojęcia. Arku?
[02:41:29] - Tragiczne zdarzenie, które było wręcz aż śmieszne, dlatego, że oplecioni jesteśmy właśnie siatką satelitów szpiegowskich, wszelkich możliwych czy geodezyjnych. Dosłownie robi się zdjęcia metra pola, czy rolnik za dużo w jedną czy w drugą stronę zrobił. Robi się zdjęcia, gdzie pokazane są ławice ryb. Ziemia obfotografowana jest w każdej chwili z setek tysięcy miejsc. A tutaj samolot wyposażony w wszystko, co możliwe. To znaczy transpondery, nie tylko samolotowe, ale właśnie też silników, łączność. Ciężko powiedzieć, czego w tej chwili na tych samolotach nie ma. Ginie bez wieści. Teorii o tym, kto stoi za tym, jest tyle, ilu pasażerów. Bo mówiło się, że pilot miał depresję.
Później mówiono, że w samolocie były jakieś ważne osobistości. Ich śmierć mogła spowodować to, że inni przez to stali się bardziej bogaci. Także możliwości rozwinięcia fabuły to dosłownie jak w dobrej książce. Można z tego zrobić 10 filmów i każdy będzie bardzo zajmujący. I to jest właśnie ciekawe, że w XXI wieku ginie coś, co jest dosyć duże i nie jesteśmy w stanie stwierdzić na dobrą sprawę, co się z tym stało. Był polski ślad w tym. To znaczy taki, że jeden z polskich generałów wypowiedział się, nie wiem, czy żartobliwie, czy nie, że być może porwało ich UFO. Póki co każda teoria jest dobra. Ludzi nie ma. Telefony przez jakiś czas zgłaszały obecność, stacje przekaźnikowe, obecność telefonów.
Te telefony nie były tam, gdzie spodziewano się je znaleźć, czyli gdzieś na dnie oceanu, tylko w innym miejscu. Nie ma ich nigdzie. Ludzi nie ma. Także jest dosyć ciekawa historia. Z całą pewnością za jakiś czas będzie na ten temat wiele filmów, tyleż owców i będziemy to oglądać. Tutaj ciężko jest powiedzieć, co się z tymi ludźmi mogło stać. Być może to jest ostatnia taka zagadka cywilizacyjna, że taki dosyć duży samolot znika bez śladu. To może mieć związek z UFO w potocznym rozumieniu. Każda teoria, dopóki nie poznamy wszystkich faktów, jest dobra. Nie wiem, czego się dowiemy za jakiś czas.
Z całą pewnością, tak jak są zdjęcia z przelotu tego samolotu, który leciał nad Ukrainą, że on leciał w tym i w tym momencie był tam i tam. W podobny sposób musiały być robione zdjęcia tego wycinka i tego samolotu, który leciał. I to nie jest tak, że pilot mógł sobie wyłączyć transponder i już nikt nie wie, gdzie jest, bo te urządzenia zawiadamiają, pokazują, kto leci w danym miejscu dla cywilnych radarów. Natomiast wszystkie radary wojskowe z całą pewnością muszą namierzać wszystkie obiekty, które latają bez ich własnej odpowiedzi, czym są. Także nie dałoby się po prostu zniknąć tak od sobie. Ktoś gdzieś na ziemi musi wiedzieć, co z tym samolotem się stało. Teraz jest pytanie, dlaczego tego nie ujawni? Dlaczego tego nie powie?
[02:45:48] - Te przypadki dość dobrze pokazują, w jaki sposób rodzą się legendy. To znaczy pamiętam tą wypowiedź, chyba nawet oglądałem to na żywo.
[02:45:59] - Co powiedział chyba generał Dukaczewski, jeżeli się nie mylę. Teraz naszła mnie taka refleksja, czy on powiedział to na serio? Pamiętam, że rozmowa została urwana. Czy on powiedział to na serio, czy po prostu była to taka próba puszczenia dezinformacji w akurat ten temat, żeby ciemny lud, jak oni myślą, zaczął snuć swoje teorie i żeby to żyło własnym życiem. Wiadomo, że polska władza, polskie wojsko często mówi to, co jest im narzucone przez wyższą instancję. I w tym przypadku też tak na pewno jest. Oczywiście polski rząd ma do tego nic. Natomiast tutaj ci eksperci wojskowi chcąc zapewne wesprzeć jakoś swoich zachodnich sojuszników, których można by oczywiście podpytywać o to, jaki był los zaginionego samolotu, skoro de facto chwalą się, że wiedzą wszystko, mogli w jakiś sposób wspierać powstawanie różnych dziwnych teorii. Ja czytałem wiele hipotez, widziałem nawet zdjęcia, które miały świadczyć o tym, że ten obiekt został pochłonięty przez UFO. Przypomina mi się też sprawa tak zwanego Stendeka sprzed kilkudziesięciu lat.
To była bliźniacza sprawa. W zasadzie samolot zniknął, nie wiadomo, co się z nim stało. Ów Stendek to był ostatni sygnał, jaki od niego nadszedł. Nikt nie wiedział, co to znaczy. Chyba po latach okazało się, że on się po prostu rozbił. Ale to były zupełnie inne czasy. Maszyna też była zupełnie inna. Tamten samolot miał prawo zniknąć dlatego, że rozbił się w górzystym rejonie. Panowie, kolejna sprawa, bo rozważamy różne możliwości. Od miejsc, gdzie dzieją się dziwne rzeczy, takie jak Trójkąt Bermudzki, jak Trójkąt Vermoncki.
Nie powiedzieliśmy o wszystkich tego typu miejscach, bo ludzie znikali też w słynnej strefie M, w M-skim trójkącie w pobliżu Permu w Rosji. Ludzie znikali w Dolinie Czarnego Bambusa w Chinach. Jest nawet taka opowieść, bardzo lapidarna, pojawiająca się w internecie, że zaginęła tam cała wojskowa ekipa, choć tam akurat oskarżono o to warunki przyrodnicze terenu. Mówiliśmy też o Przełęczy Diatłowa, gdzie mogło stać się coś przerażającego. Mówiliśmy o tych parkach narodowych w Ameryce, gdzie giną ludzie i dotarliśmy wreszcie do przypadków, kiedy te wątpliwości, czy zrobiło to UFO, czy nie UFO, są już dużo mniejsze. Panowie, czy zdarzały się przypadki, kiedy ufolodzy oficjalnie przyznawali, że ktoś zniknął z powodu ingerencji lub spotkania z UFO? Albo czy zdarzały się takie przypadki, kiedy ktoś został porwany i twierdził, że przebywał tam, to znaczy w tej innej rzeczywistości tych istot, dłużej niż jeden dzień? Są przypadki znane i są przypadki mniej znane. Ja pozwoliłem sobie zapytać o te mniej znane Alberta Rosalesa, o czym już mówiłem dwa razy dzisiaj i pozwolę sobie przedstawić za chwilę kilka przypadków, które od niego otrzymałem. Otrzymałem ich 20 stron.
Pozwolę sobie zacytować kilka. Pierwszym, który zacytuję, będzie przypadek z Piranhas z Brazylii, ze stanu Goiás. Albert podaje, że miało to miejsce w styczniu 1978 roku. Nie będę tego przytaczał dosłownie. Jeżeli ktoś chce poznać te przypadki, może poprosić Marka na profilu Radia Paranormalium. Tam umieścimy ten plik do pobrania. On jest w języku angielskim. Ten przypadek z Piranhas opowiada o sześciu młodych chłopcach. Sześciu chłopcach. Wszyscy chłopcy są młodzi, którzy grali w piłkę, zobaczyli lądujący obiekt w kształcie dysku.
Poruszał się w zupełnej ciszy. Czterech chłopców uciekło. Dwaj kuzyni, jak podaje Albert, Manuel Roberto i Paulinho Roberto, pozostali na miejscu. Co się stało potem? Nie wiadomo, dlatego, że Manuel odnalazł się w pobliskim mieście Rondonópolis, zziębnięty i głodny. Natomiast tego Paulinho nie odnaleziono nigdy. Policja ponoć urządziła poszukiwania, natomiast nic to nie dało. Ów Manuel, który przeżył, twierdził, że chłopcy zostali jakby przyciągnięci w kierunku obiektu. Znaleźli się wewnątrz w dziwnym pomieszczeniu, gdzie spotkali osiem dziwnych istot humanoidalnych w czerwonawych strojach. Bardzo ciekawy przypadek w tym opracowaniu pochodzi z kolei z Francji.
Ja już dzisiaj o nim mówiłem. Z 1 maja 1967 roku z regionu Doullens niedaleko Sommy. I to jest ten przypadek, który mówi o tym, że dwaj świadkowie obserwowali, jak wojskowy samolot ściga obiekt UFO, który był w kształcie metalicznego cylindra. Był znacznie większy od tego samolotu. Następnie, jak twierdzili, i to niezależni świadkowie, ten obiekt wyprzedził samolot, po czym go pochłonął, tak jakby. Oczywiście wojsko nie potwierdziło tego incydentu. Kolejny przypadek godny uwagi, bo nie wszystkie, jak mówi Albert, są godne uwagi, miał miejsce, już wam mówię, w Barcelonie i to jest bardzo ciekawy przypadek. Posłuchajcie. Rok 1992.Student opowiadał o obserwacji UFO na ulicy, które zawisło nad jego domem. Miało tam wylądować.
Zobaczył trzy istoty i najgorsze w tym wszystkim było to, że kiedy wpadł do domu, kiedy obiekt się oddalił, on już nie znalazł tam swojej matki, a jej poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. Kobieta zniknęła. Kolejny przypadek, bardzo ciekawy, pochodzi z archiwum Johna Keela, wspominanego już dzisiaj, z jego książki „Nasza nawiedzona planeta”, jednej z najciekawszych. Pochodzi przypadek z maja 1965 roku i opowiada o Carlu Robercie Dishu, 26-letnim naukowcu przydzielonym do antarktycznej stacji Byrd, który po prostu wyszedł na obchód i zniknął. Nie znaleziono go nigdy. Jego koledzy mówili, że gdyby przewrócił się i leżał w śniegu, z pewnością zostałby znaleziony przez nich albo przez psy. Natomiast co się okazało po kilkudniowych poszukiwaniach? Niektórzy zdecydowali się na wyznanie, że w miejscu i w chwili, kiedy Dish zaginął, widziane były dziwne światła i słyszane dziwne dźwięki. Tych przypadków jest tutaj więcej. Niektóre są bardzo kontrowersyjne, inne wręcz fantastyczne.
To wszystko zależy od źródła. Starałem się przytoczyć te najciekawsze. Panowie, czy wy w swoich poszukiwaniach ufologicznych natrafiliście kiedyś na podobne przypadki? Nie oszukujmy się, że jedną z takich spraw było zaginięcie Travisa Waltona. Chris, Travis jest do dzisiaj aktywny. To był człowiek, który został porwany przez UFO i odnalazł się po kilku dniach. Pojawiło się wiele zastrzeżeń, kontrowersji. Jak ty patrzysz na ten przypadek?
[02:54:18] - Coś rzeczywiście się tam musiało wydarzyć. Travis Walton był prostym drwalem i myślę, że nawet jeśli w jego głowie zaistniał plan, aby stać się sławnym i robić coś innego niż do tej pory, niż rąbać drewno, to myślę, że to przekroczyłoby jego właściwie wyobraźnię i możliwości, gdyby do czegoś takiego nie doszło. Myślę, że jego przypadek w jakiś sposób można traktować poważnie, zwłaszcza że w momencie, kiedy to się wydarzyło, był razem ze swoimi kolegami. Wszyscy razem dostrzegli to światło. Tylko on jeden odważył się do tego światła podejść i wówczas został przez to światło porwany. Pojawił się dopiero kilka dni później. Był kompletnie zdezorientowany, wyczerpany. Zaczął opowiadać o tym, co wydarzyło się w czasie, kiedy zniknął. W międzyczasie usiłowano go znaleźć, ponieważ koledzy zawiadomili policję i innych, że zaginął. Nie znaleziono go w tym lesie, nie znaleziono żadnych śladów czegokolwiek jego, więc musiało się coś wydarzyć.
Dlatego traktuję jego historię jako historię, która wydarzyła się naprawdę. Zwłaszcza że żyje nią po dziś dzień. Organizuje różne spotkania ufologiczne. W zeszłym roku nawet zorganizował spotkanie dokładnie w miejscu, w którym go porwano. Było to atrakcyjne spotkanie. Bardzo miałem ochotę się na nie wybrać. Nie udało się. Ja jego historię traktuję poważnie. Natomiast co do pytania o te wszystkie historie, które wspomniałeś, o zaginięciach i powrotach, to może ja tutaj przytoczę pewną historię, którą opowiedziano zupełnie niedawno, dopiero w styczniu tego roku. Jest to historia pilota takiej specjalnej jednostki wojskowej, która się nazywa Antarctic Development Squadron Six.
Jest to jednostka wojskowa, która lata samolotami transportowymi nad Antarktydą, głównie z bazy McMurdo i obsługuje różne instalacje antarktyczne, bardzo często wojskowe, ale także i naukowe na całym tym kontynencie, który jest kompletnie dla nas nieznany. Myślę, że jest tak samo dla nas nieznany jak Księżyc, ponieważ o ile Księżyc możemy obserwować, Antarktydę wcale. Ilość ludzi, jaka przebywa na Antarktydzie i możliwości jej poznania są bardzo niewielkie. Bardzo trudno tam dotrzeć, przetrwać. Nie ma hoteli, biur turystycznych, nie ma możliwości nawet dokonywania różnych przejść i badań w najrozmaitszych miejscach, ponieważ trzeba uzyskać specjalne pozwolenia. Cała Antarktyda została podzielona na strefy wpływów, gdzie oczywiście największą strefę wpływów mają Rosjanie i Amerykanie. I właśnie ów pilot, który jest obecnie na emeryturze, zdecydował się opowiedzieć parę niepokojących historii, jakie wydarzyły się w trakcie jego służby na Antarktydzie. Spędził tam 14 lat, od 1983 do 1997 roku, więc jest to w miarę historia współczesna i myślę, że w jakiś sposób interesująca. Mówił on o tym, że jest strefa bardzo blisko bieguna południowego, której nigdy nie pozwolono przelatywać jego samolotu. Bardzo często dokonywał on przelotów transkontynentalnych na drugą stronę Antarktydy i wówczas musiałby lecieć nad biegunem południowym, a właściwie nawet lądował zawsze na biegunie południowym, żeby móc zatankować swój samolot.
Pewnie się niektórzy zastanawiają, w jaki sposób paliwo dociera na biegun południowy i w jaki sposób można je tankować, skoro nie samolotami. Otóż to akurat nie jest kwestia ufologiczna, ale tylko i wyłącznie techniczna. Są tam takie olbrzymie, ciężkie ciągniki, które wloką za sobą cysterny w takim żółwim tempie i one są zdalnie, satelitarnie sterowane. Docierają na miejsce, zapinają puste cysterny i wracają z powrotem do bazy w McMurdo.Która jest chyba największym miastem na całym Antarktydzie. Jest to prawdziwe wielkie miasto. Mieszka tam kilkadziesiąt tysięcy osób, ponad 20 tysięcy osób, naukowców, wojsko. Są najrozmaitsze instalacje. Nie ma tam praktycznie możliwości dotrzeć bez zezwolenia armii amerykańskiej. Próbowali to zrobić dziennikarze z BBC. Również się nie udało wjechać do McMurdo.
Właśnie tam też stacjonuje wspomniany przez nas dywizjon i za każdym razem, kiedy ten pilot leciał do tej stacji na biegunie południowym, aby zatankować swój samolot, musiał omijać pewną strefę. Mówiono mu, że musi ją omijać, ponieważ istnieje tam aparatura, która bada czystość powietrza i wyziewy z jego samolotu by tą czystość powietrza w jakiś sposób zmieniły. Wówczas odczyt byłby inny i byłby nienaukowy. W związku z tym powinien to omijać. Oczywiście taki pretekst jest śmieszny, ponieważ wysokość, na której latały te samoloty jest olbrzymia, więc o żadnych zakłóceniach czystości powietrza nie mogło być mowy. Natomiast za każdym razem, kiedy on omijał tą no-fly zone, przez którą nie mógł przelatywać, za każdym razem w tych górach, które są nazywane Górami Transantarktycznymi, pojawiały się latające dyski i ten pilot dokładnie wiedział, że jedynym pojazdem latającym o danym czasie w tym danym miejscu na tym kontynencie jest jego pojazd. Nie może być żaden inny. Natomiast pojawiały się latające dyski, które poruszały się w sposób niezorganizowany, szarpiąc raz ostro do góry, raz spadając w dół, ciągle nad tymi samymi swoimi punktami. Nigdy nie mógł się do nich zbliżyć, ani te dyski się do niego również nie zbliżały. Natomiast widział je dziesiątki razy, za każdym razem, kiedy przelatywał, omijał tą strefę, w którą zakazano mu wlatywać.
I któregoś dnia zdarzył się taki przypadek, że w australijskiej bazie Davis wydarzył się jakiś bardzo nieszczęśliwy wypadek. Wybuchł bojler. Był człowiek ciężko poparzony, który natychmiast potrzebował szpitala, a szpital był w bazie McMurdo. Natomiast Davis Station był dokładnie po drugiej stronie Antarktydy. Poproszono o natychmiastową pomoc. Oczywiście jedyną pomoc, jaką można było mu udzielić, to przewieźć go do tego szpitala i wysłano tego pilota razem z jego załogą, tym ciężkim samolotem transportowym, aby poleciał po tego nieszczęśnika z Australii i przywiózł go do szpitala. Oczywiście, ponieważ sytuacja była taka emergency, silnej potrzeby, w tym czasie musiał dotrzeć jak najszybciej i najkrótszą drogą do miejsca wypadku po to, żeby zatankować się na biegunie południowym. Postanowił tym razem nie omijać tej strefy, do której zazwyczaj zakazywano mu wlatywać, a przelecieć nad nią. I wówczas zobaczył coś absolutnie niezwykłego. Zobaczył olbrzymią dziurę w ziemi, dziurę w lodzie.
Dziurę tak olbrzymią, że jak sam to określa, mógłby swobodnie wlecieć do niej swoim samolotem. Było to dla niego absolutnie zdumiewające odkrycie. Doleciał na biegun południowy, zatankował samolot, zabrał nieszczęśnika z Australii, wrócił z powrotem i wówczas miał rozmowę z panem, którego nigdy na oczy nie widział. To był jeden z tych smutnych panów, którzy krążą zawsze wokół jakichś tajnych instalacji wojskowych bądź jakichkolwiek wojskowych, który przeprowadził z nim rozmowę wychowawczą na temat tego, co zobaczył. Zapytał go tylko, czy to widział. On powiedział, że widział. „No to pamiętaj o tym, że ty niczego nigdy nie widziałeś”. Co ciekawe, nigdy nie przedstawiono mu dokumentów do podpisania, żeby nigdy o tym nie opowiadał czy nie mówił. I dlatego uznał, że skoro jest już na emeryturze, jest zwolniony z tego słowa i dlatego o tej historii opowiedział. Do tego dodaje się jeszcze jedna historia, która łączy się dokładnie z naszym tematem.
Mary Birdland jest to część Antarktydy, gdzie znajduje się niewielka taka podstacja naukowa. Prowadzili badania naukowcy amerykańscy, australijscy i nowozelandzcy. Prowadzono tam bliżej nieznane badania i oni musieli dostawać co jakiś czas regularnie zaopatrzenie. Jednocześnie przez radio mieli codzienny kontakt z McMurdo. Co się dzieje, czy wszystko jest w porządku, czy nic się nie wydarzyło. Nie ma kogoś chorego, nie ma jakichś chorób, nie ma jakichś problemów i tak dalej. Normalna, zwykła rutyna. Oczywiście samolotem, który dostarczał im jedzenie i sprzęt i przywoził ich na miejsce i wywoził z powrotem, był jeden z samolotów tego dywizjonu, o którym wspomniałem wcześniej. Któregoś razu radio z tej małej naukowej podstacji po prostu się nie odezwało przez cały dzień. Zaczęto się niepokoić.
Radio nie odezwało się przez drugi i kolejny dzień i wówczas postanowiono wysłać samolot, żeby sprawdzić, co tam się dzieje. Wyleciał właśnie ów pilot, o którym opowiadam, który nadal utrzymuje swoje nazwisko w tajemnicy i przedstawia się swoim tylko pierwszym imieniem Brian. Natomiast przedstawił wystarczającą ilość dowodów, aby wiedzieć, że mamy do czynienia nie z fantastą, a osobą rzeczywiście pracującą na Antarktydzie w swojej przeszłości. Więc ów Brian wystartował swój samolot, wylądował w miejscu, w którym zwykle lądował z zaopatrzeniem dla tych naukowców i wszedł do ich obozu. Nie znalazł tam nikogo. Nic nie wskazywało na to, że wydarzyło się tam coś tragicznego. Radio świetnie działało. Nadał z radia meldunek, że jest w obozie. Nie ma w obozie nikogo.I zameldował też, że wszystko jest w porządku, że wszystkie urządzenia działają poprawnie i że nie ma śladów po jakimś tragicznym wydarzeniu. Nakazano mu powrót z powrotem do bazy McMurdo i tydzień później okazało się, że naukowcy po dwóch tygodniach nieobecności w sposób niemalże magiczny pojawili się z powrotem w swoim obozowisku z prośbą, aby wysłać po nich samolot.
Znów akurat wypadła kolej tego pilota Briana, który poleciał na tą Marie Byrd Land, do tej minibazy. Zabrano tam cały sprzęt, zabrano naukowców, praktycznie tą minibazę zlikwidowano, wszystko spakowano na ten samolot. I to, co opowiedział Brian, to to, że ci ludzie mieli strach i przerażenie w oczach, że z takich półsłówek, jakie czasami rzucali, wynikało, że gdzieś tutaj, gdzieś w tej okolicy istnieje laboratorium, gdzie ludzie współpracują z istotami pozaziemskimi, mają wspólne laboratorium i coś wspólnie nad czymś pracują i coś robią. Natomiast ludzie ci byli wstrząśnięci. Ci naukowcy byli wstrząśnięci czymś, co ich spotkało przez te dwa tygodnie i praktycznie niewiele się odzywali. Kiedy wrócili z powrotem do McMurdo, przyjechała natychmiast po samolot specjalna ekipa, która cały sprzęt, jaki przywieziono z powrotem w samolocie, zamknęła w specjalne skrzynie. Jak powiedziano, bali się, że mogło dojść do jakiegoś być może trującego zanieczyszczenia i muszą to zbadać. Wszystkie skrzynie zostały wysłane do Stanów. Natomiast jeszcze tej samej nocy naukowców spakowano w inny samolot i wysłano ich do Nowej Zelandii, do miasteczka Christchurch. I ów pilot Brian nigdy o nich więcej nie słyszał.
Także tu taka trochę przydługa historia, ale myślę, że ponieważ pojawiła się jako jedna z ostatnich i bardzo pasuje do naszego tematu, a jednocześnie do całego tego naszego ufologicznego, tych naszych ufologicznych ram, to właśnie chciałem ją opowiedzieć. Dziękuję. Posnęliście pewnie. Wiem.
[03:05:37] - Tutaj troszkę taka cisza. Cisza na antenie zapanowała przez moment. Tyle się dzieje na czacie i wokół Radia Paranormalium, że po prostu ja już nie ogarniam. Nie pamiętam, czy może Arek Kocik już się wypowiadał na ten temat.
[03:05:56] - Jeszcze nie.
[03:05:57] - No to może oddajmy cię głos, Arku.
[03:06:00] - Do spraw Antarktydy to należałoby dodać jeszcze wyprawę admirała Byrda z bodajże 1947 roku, gdzie chciano sprawdzić, czy tam nie ma hitlerowców, którzy by tam uciekli w jakiś tam sposób i tam mieli na Nowej Szwabii swoją bazę. Wyprawa całej armii bardzo szybko się skończyła. Planowali tam być chyba półtora roku. Byli półtora miesiąca i właśnie rzeczony admirał Byrd, lecąc samolotem, miał właśnie jakieś tam spotkanie właśnie w Antarktydzie, gdzie wylądował gdzieś tam, gdzie miał spotkanie z obcymi o obląd włosach i w takim jak my kształcie humanoidalnym. No i wrócili Amerykanie stamtąd. Cisza na ten temat. Admirał Byrd po jakimś czasie tam coś tam chyba opisał, tą swoją wizytę tam i czyli coś tam się kręci dookoła tego południa naszej ziemi. Natomiast wracając do Travisa Waltona, badano ten przypadek w ten sposób między innymi, że poddano wszystkich uczestników tego zajścia na wykrywaczu kłamstw. Okazało się, że wszyscy jego kumple mówią prawdę. To znaczy, że było, no powiedzmy w skrócie UFO, które porwało Travisa, a sam Travis, który to samo mówił, okazuje się, że kłamał według tych danych z tego wykrywacza kłamstw.
Czyli podejrzewam, że na początku starano się w jakiś sposób tą historię maksymalnie uprościć i tak zrobić, by poszła w zapomnienie. To oznacza celowe działanie w tej dziedzinie. Próba jakiegoś tam dezawuowania tego przypadku. No cóż, więcej do tego, jest już późno, to raczej mało można dodać. Dziękuję.
[03:08:13] - To teraz zadajmy może ostatnie pytanie z naszej listy, którą sobie przygotowaliśmy przed debatą. Panowie, w kolejce czeka jeszcze drugie tyle pytań od słuchaczy, które przyszły w trakcie dzisiejszej debaty. No niestety z góry muszę uprzedzić wszystkich słuchających, że raczej nie uda się na wszystkie pytania dzisiaj odpowiedzieć, ale postaramy się jeszcze kilka tych waszych interesujących was spraw poruszyć. Panowie, jeśli przyjmiemy, że niektórzy ludzie znikają właśnie z powodu porwań przez obcych, to jaki los może ich potem spotykać? Arku?
[03:08:55] - Jedni wracają podejrzewam z uśpioną pamięcią i nie są w stanie sobie tego przypomnieć. Inni, którzy wracają, próbują, jeżeli sobie coś tam przypomnieli, zwłaszcza to, co im do głowy próbują wbić ci, którzy ich porwali, próbują zakładać swoje sekty i jakieś tam idą w kierunku krzewienia tej jednej niepowtarzalnej wiary. Nie wiem, chcą jakiś absolut czy coś takiego. Są tacy, którzy owszem, uciekają po takich przeżyciach w stronę wiary jakiejś takiej ogólno, że tak powiem, dostępnej. Nie próbują tworzyć nowych, tylko gdzieś tam w jakichś tam niuansach dostępnych wierzeń próbują się tam... wpasować to, co ich spotkało. Jest tylko kilka takich przypadków, gdzie ludzie ginęli przy kontaktach z obcymi. Jest kilka czy może kilkanaście przypadków, o których wiadomo, że pojazdy czy kontakty z tymi pojazdami źle wpływały na stan zdrowia. Osoby były napromieniowane przez wiele lat, później źle się czuły i w efekcie kończyły żywot szybciej niż statystycznie powinny kończyć. UFO nie zawsze pozytywnie oddziaływuje.
Należy dodać do tego niechęć reszty społeczeństwa do przyjęcia możliwych kontaktów z obcymi jako normalnej rzeczy, która może się zdarzyć. To powoduje z kolei duży uraz psychiczny i ocenę własnej osoby jako wyobcowanej ze społeczeństwa. To ma też negatywny wpływ na ludzi. Czasami dochodzi nawet, podejrzewam, na tym punkcie do rozstania z partnerami i zamknięcia się na kontakty z innymi ludźmi. W efekcie depresja i problemy natury psychicznej, takie głębsze. Spotkania z obcymi to raczej nie jest nic fajnego. Nie znam osoby, która by z tego w jakiś sposób coś dobrego pozyskała dla siebie, dla własnego rozwoju. Z reguły to nie jest nic fajnego i z tym jest wielki zawsze problem dla osoby, która takie rzeczy przeżywa. Dziękuję.
[03:11:47] - Po chwilowej nieobecności wrócił do nas Piotr Cielebiaś. Dlatego teraz zadam to pytanie Piotrowi. Piotrze, co się dzieje? Czy też co może się dziać z osobami porwanymi?
[03:12:00] - Totalnie nie mam pojęcia. Jeżeli kiedyś zostanę porwany, to mam nadzieję wrócić i wam o tym opowiedzieć. Tak zupełnie na serio, to jeszcze chciałbym na chwilę powrócić do przypadku żołnierza o nazwisku Valdez, który spotkał UFO w 1977 roku niedaleko miasta Putre. To jest ten słynny przypadek, wielu pasjonatów ufologii zapewne go kojarzy. Był to mężczyzna, który po kontakcie z dziwnym światłem wrócił z przestawionym zegarkiem i brodą, czyli świadectwem tego, że nie golił się przez kilka dni. Czas upłynął inaczej, niż on to postrzegał. Wskazuje to, że rzeczywistość obiektów UFO, czymkolwiek są i skądkolwiek pochodzą, jest inna od naszej także w ramach czasu. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, co dzieje się z ludźmi. Hipotez może być kilka. Są porywani do eksperymentów, są porywani jako okazy do kosmicznych kolekcji, może nawet do zoo jakiegoś pozaziemskiego ekscentryka.
Tak naprawdę zakres hipotez może być szerszy. Po pierwsze, jeżeli wyeliminujemy te przypadki, które mogą mieć konwencjonalne wyjaśnienie, jak na przykład ten cytowany Karol Kozak czy inni, to znajdziemy takie sprawy jak historia z 2002 roku, o której przed chwilą była mowa. Kiedy ten nieszczęśnik został znaleziony w dziwnej pozycji, z wyrazem przerażenia na twarzy. One nam mówią, że niekoniecznie może odpowiadać za to UFO. Być może jest to ta, jak to nazywa Chris, trzecia siła. Nie do końca znane nam agencje, organizacje rządowe, które próbują coś w pewien sposób testować. I to porywanie ludzi może mieć ściśle określony cel. Musimy też dodać inne procedery, o których nie zawsze mówi się głośno, takie jak choćby porywanie dla narządów, porywanie dla późniejszego handlu ludźmi i tak dalej. Są takie przypadki, kiedy obserwacja UFO była w ścisłej korelacji z zaginięciem i wtedy możemy mówić o tym, że jedno z drugim się łączy i może za to odpowiadać. A co się może dziać z tymi ludźmi?
Jak powiedziałem, ranga możliwości jest naprawdę wielka. My dzisiaj poruszyliśmy tylko część tematu niebezpiecznych spotkań z UFO. Którąś dyskusję poświęcimy sprawom śmierci świadków po kontakcie z UFO. Wtedy będziemy mogli odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Przede wszystkim, czy to, o czym mówimy, jest potencjalnie niebezpieczne i wrogie i czy należy się tego obawiać? Myślę, że dopiero wtedy będziemy mogli poruszyć temat tego, co dzieje się z ludźmi, którzy nie wracają. Kilka debat temu mówiliśmy o abdukcjach. Abdukcje przebiegają moim zdaniem troszkę inaczej niż reszta spotkań z UFO. Ja bym postawił nawet pewną granicę między abdukcjami, które charakteryzuje wewnętrzna spójność, a resztą fenomenu UFO. I ta reszta fenomenu UFO może odnosić się, jak to powiedzieć, żeby zostać zrozumianym, do czegoś zupełnie innego.
Moim zdaniem, jeżeli zjawisko UFO traktować jako pochodną kilku czynników, to abdukcje moim zdaniem są tym elementem, który chociaż zawiera jakieś sprzeczne czasamiElementy wobec siebie są oparte na tym samym scenariuszu. Jeżeli byśmy szukali gdzieś śladów prawdziwych kosmitów, to nie w zjawisku UFO, które jak już wałkujemy od kilku debat, może mieć różne źródła, ale właśnie w zjawisku abdukcji. Problem w tym, że zjawisko abdukcji pokazuje nam, że świadek jest zawsze zwracany. Chociaż przeżywa traumatyczne chwile, chociaż dzieje się z nim coś dziwnego, zawsze jest zwracany. Tych istot nie interesuje zabranie go na zawsze. Jak wyjaśnić te wszystkie dziwne przypadki, o których dzisiaj mówiliśmy? Naprawdę trudno powiedzieć. Jest to taki paranormalny kocioł, gdzie te elementy tajemnicy mieszają się z ludzkimi tragediami i tak naprawdę dotykają naszych najgłębszych obaw związanych z fenomenem UFO. Myślę, że na to ostatnie pytanie bardzo trudno odpowiedzieć.
[03:16:45] - Może jeszcze Chris spróbuje.
[03:16:47] - Ja już tu chyba niewiele mogę dodać. Może jeszcze tylko tyle, jeszcze jeden kąt spojrzenia na tą samą sytuację, że być może ci wszyscy ludzie, którzy zostali w jakiś sposób porwani przez te istoty, skądkolwiek by one nie przybyły i później wracają, być może następuje tam coś w rodzaju pewnego nieporozumienia. W tym sensie, że być może zostali wybrani do tego, żeby przekazać im jakąś informację. Natomiast tutaj strach czy jakieś inne elementy wzięły nad sobą górę. Mówię to z takiego powodu, że próbując na przykład zrozumieć historię, chociażby taką bardzo starożytną Enocha, który właśnie spotkał się z takimi istotami i później podróżował z nimi w najrozmaitsze miejsca i zakątki świata, który nie był światem ziemskim. Później opisał to wszystko w swojej księdze i w tej księdze zawarł również sposób i przepis na to, w jaki sposób kontaktować się z tymi siłami. Między innymi to spowodowało, że Księga Enocha została w 400 roku wyłączona z kanonu biblijnego i dziś funkcjonuje zupełnie na jego poboczu. Być może dochodzi właśnie ten element, że dziś przez to, że nasza cywilizacja nagromadziła szereg różnych zachowań wobec nieznanego, my sami nie potrafimy w jakiś sposób zareagować właściwie na ten nowy świat, który otwiera przed nami pewne możliwości. Następuje nieporozumienie i wychodzą te wszystkie historie i sytuacje, o których tutaj panowie wcześniej wspomnieliście, jak problemy ze zdrowiem, depresje, różne inne sytuacje, które niekoniecznie wychodzą na dobre komuś takiemu, który był przedmiotem abdukcji. Może tyle.
Dziękuję.
[03:18:31] - Reasumując, panowie, wyłania nam się bardzo niespójny obraz, bo chciałbym to wszystko spiąć taką klamrą. Dla słuchających nas dodam, że cały czas na radiu Paranormalium mamy ponad 160 słuchaczy. Jeżeli dołączą się jeszcze dwie osoby, to padnie kolejny rekord. Natomiast chciałbym to wszystko ująć w pewne ramy, bo wyszliśmy od Trójkąta Bermudzkiego, przez dziwne przypadki zaginięć samolotów, przez Przełęcz Diatłowa, potem te wszystkie dziwne zaginięcia, nie tylko mogące być powodowane przez UFO, ale czynniki paranormalne. W sumie wyłania nam się z tego taki obraz, że wciąż na świecie są takie miejsca, może nawet nie są to miejsca, tylko takie wędrujące strefy i człowiek, który znajdzie się tak jak nieszczęsna grupa Diatłowa w złym miejscu, o złym czasie może przepaść. Jak to się dzieje? Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie wytłumaczeniem są tu jakieś zjawiska naturalne lub fizyczne. Może tkwi w tym jakiś element paranormalny? Nie wiem.
Natomiast kolejna sprawa, czy ludzie, którzy przepadli w dziwnych okolicznościach, nie mówimy tutaj oczywiście o zaginionych samolotach na przykład, ale o tych wszystkich, którzy wychodzili z domu i znikali, których nigdy nie znajdywano. Czy oni wszyscy mogli, waszym zdaniem, natrafić na jakieś przypadkowo otwarte okno do innej rzeczywistości? Jeżeli mówimy o oknach, to polecam wszystkim bardzo ciekawy artykuł w „Nieznanym Świecie” najnowszym, lutowym, odnoszący się właśnie do okien w naszej rzeczywistości. Zachęcam jeszcze wszystkich do zadawania ostatnich pytań, dlatego że niebawem będziemy kończyć. Cały czas, przypominam, na naszej antenie ponad 160 osób. Arku, jak sądzisz, czy możliwe jest istnienie na Ziemi takich miejsc, które stanowią przebitkę do innego wymiaru mogącą pochłonąć człowieka?
[03:20:41] - Zdecydowanie tak. O tych strefach, o tych punktach pisali państwo Fossa. Niestety nie pamiętam dokładnie, ale nazwisko się zgadza. Oni byli z Niemiec i oni zauważyli taką strefę, w której najczęściej dochodzi do kolizji samolotów i ona się dała w jakiś sposób im przewidzieć. Po prostu, w jakich miejscach samoloty, o jakim czasie będzie katastrofa samolotowa. Być może to ma związek z łączeniem się w jakiś sposób czasoprzestrzeni i wtedy będziemy mieli coś takiego właśnie jak zaginięcie i pojawianie się ludzi. Tak jak Kasper Hauser ni z tego, ni z owego pojawił się w środku miasta i nie wiadomo było, skąd on jest.... co niektórzy giną i to by było dobrym wytłumaczeniem bardzo wielu anomalii, które mamy, między innymi te słynne medaliki czy łańcuszki w węglu, czy ślady człowieka sprzed dwóch milionów lat. Takie punkty łączenia, które umożliwiają przejście czy przeskok przez wymiar do całkiem innych punktów przestrzeni i czasu. To jest teoria taka, która wszystko próbuje do kupy złożyć i w sumie jest bardzo sensowna, dlatego że tylko w ten sposób można wyjaśnić to, że w węglu kamiennym wydobytym z kopalni odnajdujemy łańcuszek złotych.
Nikt nie mógł go w okresie karbonu czy kształtowania się tego węgla wykuć, bo jeszcze nie było komu go wykuć. Połączenie tych wszystkich stref daje nam to, o czym mówisz, że zarówno na Przełęczy Diatłowa, czasami ten sam system występuje w Trójkącie Bermudzkim. Są trójkąty, które gdzieś tam na Morzu Południowochińskim. Część miejsc, gdzie się te anomalie pokazują, nie są w jakiś sposób zamieszkałe. Są w dalszym ciągu puste. O wielu rzeczach, które występowały wcześniej, nie dowiadywaliśmy się z takiego powodu, że w tej chwili jest bardzo duży przepływ informacji i to, co się zdarzy w tej chwili gdzieś tysiące kilometrów dalej, my o tym wiemy prawie natychmiast. I to powoduje to, że się o tym dopiero dowiadujemy. Niektóre rzeczy, które zaistniały, są gdzieś ukryte w bibliotekach i dopiero po jakimś czasie zapaleńcy, studiując historię danego rejonu, pokazują to. I taki obraz z tych wszystkich miejsc, z tych wszystkich zaginięć, tych wszystkich nagłych pojawień, pojawia się coś takiego, że mamy do czynienia do takich połączeń czasoprzestrzennych, które umożliwiają tego typu przeskoki. To jest jakaś teoria, która próbuje to wszystko do kupy złożyć, żeby to miało sens.
Do tego jeszcze jeśli dołączymy, że odwiedza nas ileś tam ras obcych, bo były kontakty z insektoidami, humanoidami, którzy w sumie niczym się nie różnili od ludzi, z wyjątkiem postawy. Byli troszeczkę wyżsi, mieli jasne włosy, tak zwani Nordycy. Do tego jeszcze mali szarzy, do tego jeszcze współpraca, czyli możliwość z nimi jakichkolwiek kontaktów na poziomie państwa. To wszystko składa się w taki obraz raczej, że mamy do czynienia z bardzo ciekawym fenomenem, o którym nie jesteśmy informowani przez władze i który jest w jakiś sposób przed nami skrywany zarówno przed obcych, jak i przed tymi, którzy wiedzą, ale nie powiedzą. Dziękuję bardzo.
[03:25:19] - Kris, pamiętasz może w książce „Polowanie na skinwalkera” opisującej słynne ranczo Gormanów, ranczo skinwalkera, gdzie działy się dziwne rzeczy, jest taki rozdział, gdzie jest opisane pojawienie się takiego portalu, przez który oni, jak twierdzili, a byli wśród tych osób nawet uczeni z grupy NIC, mieli zaobserwować inne miejsce. To znaczy przez portal, który się ukazał na ciemnym niebie, obserwowali inne niebo. Była to taka troszeczkę metafora odnośnie tego wszystkiego, co działo się na tym ranczu, iż pochodziło ono nie z tego świata. Jak myślisz, czy na świecie istnieją takie miejsca, przez które również można przejść do innego świata? I czy przez te portale ludzie czasami pechowo wpadają w miejsca, z których już się wydostać nie mogą?
[03:26:18] - Myślę, że absolutnie tak i to istnieje. To wszystko istnieje od tysięcy lat. Ale mówiąc o ostatnich historiach, jakie zrobiły na mnie wrażenie, to chciałbym tutaj zachęcić wszystkich do obejrzenia filmu „Interstellar”, gdzie jest pokazana właśnie podróż w czasie i przestrzeni, gdzie taki portal się pojawił gdzieś w okolicy Saturna, z którego można było wylecieć z naszego Układu Słonecznego, z naszej galaktyki i trafić do zupełnie innej galaktyki, bardzo daleko od nas. To właśnie było takie okienko w ten inny świat, gdzie nagle można było z pewnej odległości zobaczyć inne gwiazdy, inne układy słoneczne, inne planety krążące tam. Rzecz absolutnie fascynująca. I rzeczywiście te wszystkie portale, o których wspomniałeś, portal z rancza skinwalkera, w ogóle sam fenomen skinwalkerów, który cała nazwa została stworzona przez Indian Navajo i została nadana pewnym zjawiskom paranormalnym, do których dochodziło na tym ranczo. Ale sam portal, którym można kontaktować się z kompletnie innym światem, jest absolutnie do stworzenia i do zbudowania i
[03:27:35] - Właśnie jest to część tego, co wspomniałem wcześniej. Tego, co wynika z Księgi Enocha. Jest to część tak zwanej magii enochiańskiej, gdzie możemy stworzyć taki portal i spotkać inną cywilizację, inne postaci, inny wymiar. Na przykład Aleister Crowley stworzył taki rytuał, który się nazywał Amalantrah. I ta Amalantrah to było coś w rodzaju misterium, które potrzebowało medium. To medium w przypadku Crowleya była tak zwana szkarłatna kobieta, która była pośrednikiem między naszym światem a tym światem obcym, który nagle otwierał się tak jak portal, tak jak drzwi do kompletnie innego miejsca. Tego typu historie były badane nie tylko przez Crowleya i eksperymentowane nie tylko przez niego. To prowadził już w naszych czasach, nie wcale prehistorycznych, prowadził John Dee, znany mag, który prowadził szereg tego typu eksperymentów. W naszych czasach współczesnych tacy ludzie jak Parsons czy Hubbard, którzy byli bardzo mocno zaangażowani w technologie kosmiczne, również byli świadomi tego, że być może ten świat pozaziemski ma właśnie tego typu charakter, że można do niego dotrzeć w ten charakter właśnie z innego wymiaru, że można dotrzeć przez niego przez specyficzny portal. Niektórzy uważają, że rok 1947, kiedy spadł spodek Roswell, jest właśnie rokiem, w którym ktoś ten portal za bardzo uchylił.
Te wszystkie zjawiska, które do tej pory były za szczelną zasłoną wymiarów, wkroczyły do naszego świata. Dlatego obserwuje je aż tylu ludzi. Jest to bardzo ciekawa historia. Myślę, że warto ją w jakiś sposób zgłębiać. Chciałem jeszcze dodać właśnie, że sama ta idea Enocha została znaleziona w tych zwojach z Qumran, które przechowały się jakby cudem przez te wszystkie tysiąclecia. Natomiast wcześniej przez te wszystkie lata były skutecznie niszczone przez Rzymskie Cesarstwo, które nie dopuszczało równoległego istnienia jakichkolwiek dokumentów jakiejkolwiek innej cywilizacji niż oni sami. Dokumenty z Qumran również znaleziono w 1947 roku. Te zwoje. Także następna charakterystyczna rzecz, która łączy to wszystko ze sobą. Zresztą sam Parsons, który również prowadził eksperymenty z innymi wymiarami, źle na tym skończył.
Eksplodował w swoim własnym garażu. Policja twierdzi, że był to wypadek. Ci, którzy go znali, twierdzą, że po prostu zadarł nie z tym, co trzeba, że spotkał istoty, którym się nie spodobał. I tak skończył, jak skończył. Natomiast Hubbard z kolei jest założycielem Kościoła Scientologicznego, takiej dziwacznej religii, która łączy ze sobą trochę chrześcijaństwa, trochę kosmologii, trochę nauki i trochę wiary w istoty pozaziemskie. Także temat tych portali i otwierania się, i zamykania jest rzeczywiście interesujący. Dziękuję.
[03:30:42] - Tematyka na skraju okultyzmu, duchowości, ufologii to jest coś, co będziemy jeszcze poruszać. To nie jest rzecz, od której należy uciekać, bo pewne elementy ufologii są w tych dziedzinach mocno osadzone. Powoli zmierzamy do końca. Jeszcze tak z pięć minutek. Pojawiło się kilka pytań. Pozwolę sobie na szybko odpowiedzieć na nie. Pierwsze od użytkownika Fleur odnosi się do tego, czy znane są przypadki porwań dzieci, które po odnalezieniu opowiadały, co się z nimi działo podczas ich nieobecności i mogło to sugerować abdukcję. Drogi Fleurze, ja przytaczałem kiedyś taki przypadek opisany w „Nieznanym Świecie”. Jego autorem był pan Tadeusz Kujda. Starszy pan, który przypominał historię, która miała miejsce w jego dzieciństwie w okolicach Głuchołaz, kiedy wraz z grupką znajomych dzieci wybrał się nad rzekę.
Tam całkiem przypadkowo spotkali dziwny obiekt. To ich zaskoczyło, wystraszyło, przeraziło. Prawdopodobnie doszło do przypadku albo do zjawiska zaginionego czasu. Oni później rozbiegli się do domów. Natomiast to, co się działo potem, było dość dziwne, dlatego że wszyscy — z tego, co on jeszcze wiedział, bo potem oczywiście już nie rozmawiał z tymi przyjaciółmi z dzieciństwa przez wiele lat — mieli dziwne objawy. On sam twierdzi, że to spotkanie, które potem wielokrotnie przeżywał w snach na przykład, wpłynęło mocno na jego inteligencję. Stał się dzięki temu troszkę lepszym uczniem. Poprawia mu się pamięć, jak twierdził. Natomiast w dziwny sposób pogorszyły mu się zdolności do orientacji przestrzennej. Była to bardzo ciekawa relacja opisana w „Nieznanym Świecie” w dziale Dotknięcie Nieznanego, który zawiera relacje czytelników tego magazynu.
Pan Tadeusz Kujda twierdził także, że posiadał jakieś znamiona. Zaraz po tym wydarzeniu odkrył u siebie jakieś narośla. Myślał, że to coś poważnego. Potem, kiedy dowiedział się o zjawisku UFO, uznał, że właśnie padł czegoś takiego ofiarą. Kolejne pytanie, czy w miejscach zaginięć ktoś badał zaburzenia magnetyczne? To jest trudne pytanie, dlatego że miejsca zaginięć to jest termin bardzo nieścisły. Czasami są to całe regiony, obszary. Nie ma punktów, są rejony właśnie. Ale zaburzenia magnetyczne owszem, jest to chyba najczęściej wykonywane badanie. Ciekawe badanie przeprowadzano w słynnej strefie M wokół wsi Molieбка koło Permu.
To jest też bardzo ciekawa historia. Tam obok zaginięć i serii anomalnych incydentów dochodziło doCzęstych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów. Kolejne pytanie od Artemusa: jeśli miejsca były postrzegane jako diabelskie od setek lat, czy można to w ogóle łączyć z UFO? Jest to zjawisko z pogranicza folkloru, okultyzmu, duchowości. Są tacy, którzy wierzą, że UFO jest emanacją pewnej inteligencji, która od wieków pokazuje się nam w różnych formach. Człowiek z wcześniejszych epok tą samą inteligencję dla niego przybrała formę istoty mitycznej, Boga, natomiast dla ludzi współczesnych objawia się ona jako UFO. Niewykluczone, że dla kolejnych pokoleń będzie ona ewoluować i przybierać nowe formy. Jest to inteligencja, która może po prostu mieszkać z nami na planecie i wywoływać w człowieku pewne odczucia albo pewne reakcje psychiczne. To jest temat, który jest wart rozwinięcia. Natomiast chyba przejdziemy do sedna, bo oprócz tego, że padł nam tutaj rekord słuchalności, to zbliżyliśmy się jednocześnie do czwartej godziny naszej debaty i chyba pasowałoby wreszcie ją zakończyć i przekazać jakieś podsumowanie.
Myślę, jakie to mogłoby być podsumowanie, panowie, bo w zasadzie w tych kilku ostatnich pytaniach zrobiliśmy już to, co mieliśmy zrobić. Może po prostu oddam wam głos, jeżeli chcielibyście jeszcze dodać coś do tematu. Arku?
[03:35:20] - Po tylu godzinach raczej jest człowiek wyeksploatowany zlepką, przynajmniej ja. Natomiast z tego wszystkiego, o czym dzisiaj mówiliśmy, można wysnuć taki wniosek, że po prostu mamy na Ziemi strefy, mieliśmy strefy, które są miejscami o nieprzewidywalnym zachowaniu otoczenia. W nich występują różne fluktuacje, które powodują to, że ludzie giną, dochodzi do kontaktu z obcymi formami i to całkiem obcymi. Nawet nie sposób tego rozumieć jako obcymi z innej planety, ale po prostu nie wiadomo skąd i nie wiadomo, być może nawet z innych wymiarów. Być może to są nasi bliscy sąsiedzi, których nie jesteśmy w stanie nawet odczuwać na co dzień. Akurat w tych punktach, w tym czasie i w tej przestrzeni stykamy się z nimi. Dochodzi właśnie do takich spotkań, które nie są dla nas, dla przeciętnych ludzi korzystne. Bardzo często spotyka się to, że doznają ludzie uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Te strefy, żeby nie wiem jak świat oczy na to przymykał, naprawdę istnieją. Mają bezpośredni wpływ na to, co robimy.
Rzutują zarówno na naszą religię, jak i pojmowanie świata, nawet na rozwój cywilizacji. Po prostu jesteśmy połączeni z tymi strefami, z tym wszystkim i to oddziaływuje na nas. Zapewne my też w jakiś sposób oddziaływujemy na tych, którzy są z tymi strefami powiązanymi. Tutaj wspominacie o Ranchu Skinwalkera, gdzie było w sumie o tyle dobrze, że dłuższy czas występowało i pozwoliło to na ściągnięcie sprzętu i naukowców, którzy byli w stanie to w jakiś sposób przebadać. Jest wiele stref, które działają w krótkim okresie czasu i po prostu nie da się tego zrobić. Temat ciekawy i na pewno jeszcze do rozwinięcia na następnych spotkaniach. Dziękuję.
[03:38:01] - Krysie?
[03:38:03] - Wszystko to wskazuje, co do tej pory powiedzieliśmy, że nasza planeta nie jest wyspą, która nie ma wpływu na wszystko, co się dzieje dookoła niej. Wręcz przeciwnie, jest jednym z ziarenek jednego wielkiego, olbrzymiego systemu najrozmaitszych sił kosmicznych, najrozmaitszego rodzaju fizyk, czy też ewentualnie kontaktów pomiędzy istotami, energiami, wymiarami. To wszystko na nas oddziaływuje. W jakiś sposób wchodzimy w reakcję z tymi zjawiskami i mamy do czynienia z takimi historiami, o których opowiadaliśmy dzisiaj. Dlatego powinniśmy mieć oczy na takie rzeczy szeroko otwarte, obserwować je, próbować zrozumieć i próbować wyciągnąć wnioski, chociażby takie, jak wyciągnęli Dogoni 3200 lat p.n.e., kiedy oni sami spotkali się z jakąś obcą cywilizacją i zamiast z nią wojować czy od niej uciekać, po prostu przejęli od niej wiedzę, którą dziś ze zdumieniem odkrywamy jako informację na temat dokładnego położenia Syriusza, ukrytej gwiazdy Syriusza i tak dalej. Są to rzeczy zdumiewające, które miały kiedyś miejsce. Dziś patrzymy na to troszeczkę z innego punktu widzenia. Dziś patrzymy na to przez pryzmat abdukcji czy też różnych eksperymentów, których możemy być przedmiotem ze strony pozaziemskich, ale także ewentualnie niektórych ukrytych na Ziemi sił, które kto wie, być może, jak wynika z opowieści pilota nad Antarktydą, pracują.
[03:39:45] - Ramię w ramię z ziemskimi naukowcami nad czymś, nad czym nie mamy pojęcia. Takie jest moje podsumowanie. Dziękuję.
[03:39:53] - Panowie, przebiliśmy niedawno cztery godziny. Będziemy już powolutku kończyć. Ja pozwoliłem sobie napisać w międzyczasie, bo dzisiejszy rekord nie pozwala przejść obok tej liczby słuchających obojętnie. Dlatego dziś pozwolę sobie zakończyć debatę ufologiczną krótkim przemówieniem. Była to już 13. debata ufologiczna online. Dziś padł rekord słuchalności nie tylko debat ufologicznych, ale Radia Paranormalium w ogóle. W szczytowym momencie debaty na żywo słuchało 174 osoby. Była ona oczywiście wcześniej bardzo aktywnie promowana za pośrednictwem Facebooka, gdzie spotkała się z dużym odzewem ze strony użytkowników, szczególnie młodych. I pewnie ta promocja też troszeczkę pomogła osiągnąć tak świetny wynik.
Mamy również duże grono wiernych, stałych słuchaczy, którzy spędzają z nami każdą niedzielę, a jeżeli nie mogą, to bacznie obserwują archiwum, aby już w ciągu minuty od udostępnienia zapisu każdej z debat pobierać je i chłonąć przekazywaną w nich wiedzę. Niektórzy ze słuchaczy w swoich komentarzach piszą nam, że debaty stały się dla nich pozycją obowiązkową i że wchodzą już do kanonu polskiej ufologii. Chciałbym z tego miejsca bardzo serdecznie podziękować uczestnikom dzisiejszej debaty oraz wszystkich pozostałych debat za to, że przyjęli zaproszenie do radia i że poprzez udział w naszych audycjach przyczyniają się do zwiększenia świadomości polskiego społeczeństwa na temat niezidentyfikowanych obiektów latających. Panowie, nasze spotkania na antenie otwarły bardzo wielu ludziom oczy na to, z czego istnienia i wagi do tej pory nie zdawali sobie sprawy. Duża liczba słuchających na żywo oraz pobierających zapisy debat z naszego archiwum świadczy o tym, jak bardzo popularny jest temat UFO w Polsce i jak wielki głód wiedzy wykazują osoby interesujące się tą tematyką. Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo udaje nam się ten głód zaspokoić, choć zapewne także i dziś usłyszymy głosy, że debata nawet trwająca ponad cztery godziny i tak była za krótka i powinniśmy debatować do białego rana. W dzisiejszej debacie wzięli udział Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dziękujemy Arku.
[03:42:23] - Dziękuję i dobranoc.
[03:42:24] - Kris Miekina z serwisu Nowa Atlantyda, autor audycji „Paralaxa”. Dziękujemy Krisie.
[03:42:31] - Dziękuję bardzo.
[03:42:32] - Był z nami również Piotr Cielebiaś z portalu Infra współprowadzący debatę.
[03:42:37] - Ja również dziękuję i chyba pójdę już spać. W każdym razie zachęcam wszystkich do zadawania pytań. Pamiętajcie, że na forum Infra na paranormalne.eu otwarty został specjalnie dział, gdzie można dyskutować na tematy poruszone w dzisiejszej debacie. Temat będzie nosił taki sam tytuł jak debata, także z łatwością traficie. Zachęcam też do zgłębiania wiedzy na poruszone dzisiaj tematy, bo jak zapewne wiecie, mimo tych czterech godzin większość spraw zaledwie liznęliśmy. Materiały znajdziecie w internecie, znajdziecie na Radiu Paranormalium, Nowej Atlantydzie, Infrze, Strefie Tajemnic, Nieznanym Świecie i wszędzie w innych dobrych źródłach. Także zachęcam do zgłębiania i dyskusji, bo świat jest rzeczywiście ciekawy i nie zawsze taki, jak chce nam powiedzieć telewizja. Dobranoc.
[03:43:33] - A ja ze swojej strony również chciałbym zachęcić słuchaczy do pomocy w wyborze tematu 14. już debaty, którą planujemy zorganizować za tydzień. Lista tematów jest już dostępna na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Będzie również już niedługo udostępniona na naszym profilu na Facebooku facebook.com/radioparanormalium. A dzisiaj dziękujemy wszystkim słuchaczom za uwagę. To była 13. debata ufologiczna online. Zapis już niedługo trafi do naszego radiowego archiwum, a my ponownie usłyszymy się w debacie już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”.
Dobranoc i do usłyszenia.