[00:20] - Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, czytelników portalu Infra, słuchaczy Radia Wolne Media oraz Radia Na Fali. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Rozpoczynamy dzisiaj kolejną, dwunastą już debatę ufologiczną online, podczas której poruszymy temat, który zaproponował początkowo jeden ze słuchaczy Radia Paranormalium na Facebooku. Temat spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem pozostałych słuchaczy. Wygrał przewagą głosów nad tematami, które były umieszczone pierwotnie na liście. Dziękujemy jeszcze raz panu Michałowi za propozycję. Dziś będziemy dyskutować o konsekwencjach kontaktu z obcymi i możliwym rozwoju wydarzeń. A skład na dzisiejszą debatę będzie następujący: po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Arkadiusz Gocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Witaj Arku.
[01:22] - Dobry wieczór.
[01:23] - Piotr Cielebiaś z portalu Infra, współprowadzący naszą debatę. Witaj Piotrze.
[01:28] - Witaj.
[01:29] - Znany i lubiany przez słuchaczy Radia Paranormalium autor audycji „Paralaxa” Chris Miekina.
[01:35] - Dobry wieczór wszystkim.
[01:36] - A także pasjonat tematów ufologicznych, artysta malarz Leszek Ostoja-Owsiany.
[01:42] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[01:43] - Podam jeszcze tylko kontakty do Radia Paranormalium, ponieważ jak zawsze nasza dzisiejsza debata jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również nadsyłać pytania drogą SMS-ową pod numer 517 986 778, a także na nasz e-mail: radio@paranormalium.pl. Panowie, pomówimy dzisiaj o konsekwencjach kontaktu, ale nim zaczniemy, zadajmy podstawowe pytanie: dlaczego do tej pory, mimo ciągłych obserwacji UFO, do kontaktu nie doszło? Jak zawsze oddam jako pierwszemu głos Piotrowi Cielebiasiowi z portalu Infra. Piotrze, prosimy.
[03:10] - Dziękuję. Wydaje mi się, że dzisiejsza audycja jest może nawet nie w pełni ufologiczna, ale też naukowa. Poruszymy wiele zagadnień, o które pytają naukowcy. My możemy to pytanie, dlaczego obcy się nie kontaktują, rozciągnąć zarówno na sferę ufologiczną, która jest nieakceptowana przez naukowy mainstream, jak i też na astronomię i astrobiologię lub radioastronomię. Trudno powiedzieć, do której sfery przynależy ta dziedzina kontaktu z obcymi. Wydaje mi się, że to jest najtrudniejsza z odpowiedzi. Ona jest trudna z kilku powodów. Pierwszy jest taki, że astronomowie w większości, także ci pracujący przy projekcie SETI, wyobrażają sobie, że w kosmosie czeka gdzieś na nas druga ludzkość, która jest na takim samym poziomie technologicznym, może nawet troszkę wyższym i też ma takie same problemy jak my i chce się po prostu z nami skontaktować. Albo obwieścić na przykład to, że istnieje i że poszukuje kosmicznych sąsiadów. Problem jednak w tym, że niekoniecznie musi tak być.
Obcy, jak będziemy jeszcze mówić, mogą po pierwsze myśleć zupełnie inaczej niż ludzie, zachowywać się inaczej niż ludzie, a to, na jakim stopniu rozwoju są, może warunkować ich zachowanie. To znaczy oni po prostu nie muszą posiadać takich wrodzonych chęci do kontaktu. To jest może jedna z odpowiedzi na pytanie w zakresie astronomii. Natomiast jest jeszcze to pytanie w kwestiach ufologicznych. Dlaczego mimo tych 70 lat obserwacji UFO mamy do czynienia z brakiem prób oficjalnego kontaktu? Przez oficjalny kontakt rozumiemy tutaj na przykład próbę wysłania emisariuszy istot, które przybywają tutaj w obiektach, które my nazywamy UFO, do między innymi któregoś z ośrodków, powiedziałbym, mocarstwowych, czyli na przykład na Kreml czy do Białego Domu, lub wysłanie swojego posła do ONZ. Z czymś takim nie mieliśmy do czynienia, przynajmniej oficjalnie. Oczywiście pod względem nieoficjalnym jest inaczej. Są osoby, które twierdzą, że ten kontakt na szczeblu oficjalnym nastąpił i to dawno temu, już gdzieś po II wojnie światowej, ale mimo wszystko obiekty UFO nadal pozostają o krok przed człowiekiem. NigdyNigdy nie dążą do kontaktu.
Ich celem jest przede wszystkim manifestacja. Nawet w tych przypadkach, kiedy piloci wojskowi widzieli UFO, o czym mówiliśmy tydzień temu, celem tych obiektów było właściwie pokazanie swoich możliwości, pokazanie siebie, może nawet wywołanie reakcji stresowo-nerwowej u pilota. Nigdy natomiast nie było tak, żeby ten obiekt lądował lub próbował lądować na przykład w bazie lotniczej któregokolwiek z państw. Mówimy oczywiście o oficjalnych danych, dlatego, że jeżeli posłuchamy sobie rewelacji informatorów, głębokich gardeł, to dowiemy się czegoś zupełnie innego. Ale dzisiaj mówimy o tym, co wiemy powszechnie. Istnieją też inne hipotezy. Jedna jest taka, że obcy się nie kontaktują, dlatego, że nie chcą zaburzać naszego naturalnego rozwoju. Oni są dla nas kimś w rodzaju nadzorców. Może nadzorców nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale taki amerykański astronom John Ball, może mało znany, wysunął taką koncepcję kiedyś, że Ziemia jest niczym zoo, a ci, którzy tutaj przylatują, obserwują nas i w zasadzie do tego sprowadza się ich rola. Trudno uznać, żeby było to dobre wytłumaczenie dla zjawiska UFO.
Chociaż Ball nie stworzył tego odnośnie obserwacji niezidentyfikowanych obiektów. Dlatego, że jak powiedziałem, te obiekty są takimi harcownikami i w ich naturze leży szokowanie ludzi, pokazywanie się i tak dalej. To w każdej relacji znajdziemy taki wątek. Kolejna hipoteza mówi, że obcy mogą być po prostu niechętni do kontaktu i tyle. Oczywiście musimy sobie zadać też pytanie, ilu ich jest? Ile z tych obcych tak naprawdę przylatuje na Ziemię? A jeszcze inna hipoteza badaczy, takich jak na przykład Jacques Vallée stwierdza, że tak naprawdę to nie mamy do czynienia z obiektami czy istotami. Mamy do czynienia z emanacją swego rodzaju inteligencji, która w zasadzie ogranicza się tylko do tego, żeby pokazywać się ludzkości, wywoływać pewne zachowania, pewne procesy myślowe i pewne zmiany w świadomości ludzi. Dlatego ze względu na kompleksowość zjawiska UFO i fakt, że w tej całej ufologicznej przestrzeni, w tych wszystkich obserwacjach mogą zawierać się zarówno rzeczywści przybysze z kosmosu, jak i jakieś elementy tego systemu, o którym mówił Jacques Vallée, możemy założyć, że odpowiedzi może być kilka tak naprawdę, ale nad tym się będziemy jeszcze zastanawiać. Ja może oddam głos Chrisowi.
[08:58] - Myślę, że w tym pierwszym pytaniu, gdzie zadajemy sobie je, pytając się, dlaczego nie ma tego kontaktu, myślę, że tutaj z góry narzucamy sobie pewne wyobrażenie, jak ono musi wyglądać, że to musi być koniecznie latający spodek, który gdzieś wyląduje i będą emiserjusze, którzy będą działali w naszym stylu, na naszą modłę, na nasze wyobrażenie. Nasza wyobraźnia jest budowana przez takie filmy jak „Star Trek” czy „Gwiezdne wojny” i wydaje nam się, że cały ten wszechświat i ewentualne cywilizacje, które go zamieszkują, działają w taki sam sposób jak nasza, bądź na podobnej logice. Natomiast myślę, że jeśli spojrzeć na ten problem troszeczkę głębiej, to ten oficjalny kontakt mamy właściwie już od zarania ludzkości. Można powiedzieć, że sama ludzkość powstała na tym kontakcie. Spójrzmy na przykład, panowie, na te wszystkie pierwsze cywilizacje, które powstały pięć, siedem tysięcy lat temu. One wszystkie mają przybyszów skądś, którzy nauczyli ludzi robić to czy tamto i zaczęli budować tą cywilizację. Mamy przecież Wirakoczę u Inków, mamy Quetzalcoatla u Azteków czy u Majów. Mamy dalej Annunaków w Sumerze, mamy Thota i Ozyrysa w Egipcie. Każda ta starożytna cywilizacja ma swoje źródło w kontakcie z obcą cywilizacją pozaziemską. Także Chińczycy.
Chińczycy na przykład sami uważają, kiedy przeczytamy te ich najstarsze dokumenty, że ich cała rasa wywodzi się z innej planety. Dlatego oni troszeczkę wyglądają inaczej. I ponieważ ci, którzy wylądowali tam kiedyś w Chinach i przynieśli tam swoją wiedzę, nie mieli jak wrócić i zaczęli łączyć się z ludźmi, którzy tam powstali. Chińczycy wyglądają dziś tak, a nie inaczej i różnią się troszeczkę od innych ludzi. Zupełnie podobną historię mamy wszędzie indziej, za każdym razem. I teraz oczywiście cywilizacje rosną, te historie gdzieś uciekają w legendę i dochodzimy do naszych współczesnych czasów. I gdyby im się przyjrzeć bliżej, być może mamy do czynienia z zupełnie podobną sytuacją, że pojawia się ktoś bardzo charyzmatyczny, z olbrzymią ilością wiedzy, kto zmienia losy świata. I teraz spójrzmy na taką postać kontrowersyjną, sławną. Masa ludzi się nią fascynuje, jak na przykład Tesla. Oczywiście to wszystko, co mówię, jest to absolutnie bardzo radykalne podejście, może troszeczkę do tematu i trudno się z nim zgodzić, ale spójrzmy na przykład na takiego Teslę, który nieoczekiwanie myśli inaczej niż cała reszta świata dookoła niego.
Stwarza wynalazki i pomysły i widzi świat zupełnie w inny sposób, niż my widzimy. Jego wyobraźnia nawet skonstruowana jest inaczej, kiedy on sam opowiada, że w swojej wyobraźni buduje sobie te wszystkie fantastyczne urządzenia, które świetnie działają i później wystarczy mu obserwować tą swoją wizję w swojej głowie, żeby ją w jakiś sposób zapisać i zacząć ją realizować, korzystając z tego, co ma do dyspozycji na Ziemi. Nawet jego życie prywatne wskazuje, że mamy do czynienia z kimś zupełnie innym, bo Tesla nie był zainteresowany ani w poszukiwaniu wdzięków pań, ani panów, ani nie interesowało go życie rodzinne. Interesowało go tylkoJego własne pomysły, jego własny sposób patrzenia na świat. Być może na ten kontakt możemy patrzeć właśnie z tego punktu widzenia, że on właściwie następuje cały czas, że nie musi się wydarzać na poziomie politycznym, który sobie wyobrażamy. Bo my sobie zaraz wyobrażamy, że muszą posłowie jacyś przyjechać z kosmosu, przywieźć dwa nagie miecze i powiedzieć, że mieczów ci u nas dostatek i powtórzyć jeszcze raz te historie, które my na naszej Ziemi rozumiemy doskonale i ciągle wśród nich żyjemy. Ten rodzaj kontaktu może być zupełnie inny i wyglądać właśnie w ten sposób. Z tego powodu być może nieustannie mamy taki kontakt, tylko nie potrafimy w jakiś sposób umiejscowić go w tej obcej cywilizacji, która ten kontakt z nami nawiązuje. Nie potrafimy go zrozumieć, czy w jakiś sposób pojąć i nadajemy temu łatki i inne terminy, jak na przykład, że jest to jakiś ruch religijny, czy jest to szaleństwo kogoś, albo na przykład geniusz kogoś innego. Ja bym popatrzył właśnie z tego punktu widzenia.
Dziękuję.
[13:26] - No właśnie, Kris, a jeżeli ktoś by chciał poszerzyć sobie horyzonty tej koncepcji, którą przedstawiłeś, to polecam klasyk literatury ufologicznej, książkę „Poranek magików” Powelsa i Bergiera. Jacques Bergier był troszkę Polakiem, w Polsce nazywał się Bergier. Byli to autorzy, którzy twierdzili, że wiele osób, które miały przełomowe znaczenie dla historii nauki, czy też świata, posiadało długą historię kontaktów paranormalnych lub nadnaturalnych. To znaczy oni przyznawali oficjalnie, że stykali się z istotami nie z tego świata, które przekazywały im pewne koncepcje. Ale to już inna historia. Może będziemy o tym mówić. Natomiast Arku, dlaczego nie doszło jeszcze do kontaktu?
[14:29] - Powiedzieliście w sumie bardzo dużo na ten temat i powiedziałbym, że wręcz wyczerpaliście wszystkie możliwości, bo zarówno nasz odbiór ich może być nie taki, jak oni się spodziewają, czy my się spodziewamy. Jest wiadomo, że jest to bardzo dużo różnych postaci, różne cywilizacje. One mogą być różnie zbudowane społecznie. Mogą nie chcieć kontaktu, mogą nawiązywać te kontakty, ale ja bym tu przytoczył raczej nasz ziemski punkt widzenia. Otóż jeszcze do niedawna, najlepszym przykładem są Aborygeni. Gdy biały człowiek tam się pojawił, do końca lat 50. próbowano Aborygenów przerobić na białych ludzi, że tak powiem. Natomiast w tej chwili, gdy jakiekolwiek plemię znajdzie się za plemię oni, zostawia się je w spokoju, żeby oni po prostu żyli swoim życiem bez zmian żadnych, bez dżinsów, bez jakiejś tam wymiany handlowej, bez udomowiania ich czy tego typu rzeczy. W przeciągu niecałych 50 lat zmieniło się nasze własne spojrzenie na cywilizacje, które są ludzkie, ale w sumie zapóźnione albo po prostu inne. Takiego samego należałoby się spodziewać po obcych.
Jeżeli oni przybywają tutaj, to w tym momencie, kiedy my już mamy broń atomową i możemy w sumie zagrozić im, po prostu takiego kontaktu nie pragną. Nie jest to im do niczego potrzebne. I nie chcą wpływać na nas. Wyobraźmy sobie, co w tej chwili, gdyby taki kontakt był. Dostajemy statki kosmiczne o nieograniczonej możliwości. Troszeczkę przesadzam, ale na tej zasadzie. I co? Wieziemy naszą broń i naszą chciwość gdzieś w pustkę kosmiczną? Tyle. Dziękuję bardzo.
[17:16] - Leszku?
[17:19] - Temat został bardzo dogłębnie wyczerpany. Ja jedynie mogę się przyłączyć do wielogłosu, a moje trzy uwagi to takie, że ten kontakt jest, tylko że należy być świadomym i jeśli ktoś świadomie podejdzie do życia i tego, co nas otacza, to samo zjawisko przestanie być już kwestią wiary, a będzie to już na zasadzie wiedzy. I w tym momencie ta świadomość się rozwija. Jeśli zaczniemy otwierać te swoje półki, które nas bardzo skrzętnie nauczyli posługiwać się wszelkiego rodzaju instrumenty, które nas ograniczają od dzieciństwa i narzucają nam postrzeganie tego, co nas otacza, to te świadome, czyli wolne myśli zaczną nam otwierać oczy na to, co nas otacza. Kontakt istnieje od dawien dawna. Jeśli istnieje na szczeblu państwowym, to jest ukrywany skrzętnie.Także temat przez kolegów został naprawdę wyśmienicie poruszony. Dziękuję.
[18:37] - Przechodzimy do pytania numer dwa z naszej tajnej listy pytań, które sobie opracowaliśmy przed debatą. Lista zawiera między innymi pytania od słuchaczy. Kim będą kosmici, którzy się z nami skontaktują? Możliwości są różne. Nie będzie to raczej jakaś zaawansowana rasa, a jeśli już, to nie będą to jej żywi przedstawiciele. Wielu astrobiologów podkreśla, że gorszym scenariuszem jest spotkanie z kosmicznymi podróżnikami. Co panowie sądzicie na ten temat? Może pierwszy niech się wypowie tym razem Arek Kocik.
[19:18] - Kim będą kosmici? Kosmos jest w sumie przeogromny, więc odległości kosmiczne raczej uniemożliwiają taką tradycyjną podróż. Być może jest to możliwe przy napędach grawitacyjnych, które w jakiś sposób zakrzywiają przestrzeń, że być może wtedy się spotkamy z kimś takim, ale to wtedy będzie po prostu zaawansowana rasa. Inną możliwością jest to, że to nasi ziemscy bracia z innych wymiarów. Podobno tych wymiarów jest 11, ale już w końcu XIX wieku mówiono, że takich wymiarów może być nieograniczona ilość, także ciężko powiedzieć, skąd oni będą, jak będą nawet wyglądali. Ciężko powiedzieć, czy będą to żywe biologicznie istoty, czy jakieś roboty. Z naszego punktu widzenia my wysyłamy jakieś maszyny, ale ta maszyna musiałaby lecieć w tradycyjny sposób miliony lat. Szanse na to, żeby dotarła w sposób trwały i dalej funkcjonowała, są raczej nikłe. Natomiast jeżeli chodzi o to, czy jacyś kosmiczni podróżnicy się z nami skontaktują, nie widzę powodu, dla którego to miałoby być groźne. Bo jeżeli tacy istnieją, po prostu przylecą, popatrzą na nas, zobaczą, jak fajnie ze sobą wojny toczymy, jaką fajną rozpierduchę robimy tu i tam.
Potem może przelecą się dookoła Ziemi i polecą sobie dalej. Także tutaj nie będzie kontaktu, który by nam jako Ziemianom miał przynieść cokolwiek fajnego i dobrego. Pozostaje tylko nadzieja taka, że ci, którzy tutaj przylecą, będą to uduchowieni profesorowie, którzy będą chcieli w jakiś sposób etnograficznie zbadać słabiej rozwinięte cywilizacje. Bo jeżeli będą mieli charakter choć w części podobny do nas, czyli nastawieni konsumpcyjnie i żeby tylko brać, to może być dla nas problem. Ale skoro do tej pory nie było takiego problemu, a kontakty z obcymi mieliśmy od zarania dziejów, to nie sądzę, żeby dalej miały być jakieś problemy. Dziękuję.
[22:34] - Może teraz Chris Miekina. Chrisie, prosimy.
[22:38] - Tu Arek Kocik zwrócił uwagę na bardzo fajną, ciekawą rzecz. Właśnie myślę o tym, kiedy wspomniał, że kosmici być może nie kontaktują się z nami, bądź nie szukają z nami jakiegoś bliższego spotkania ze względu na nasz bardzo wojowniczy i agresywny charakter. Tutaj właśnie przypomina mi to indyjskie yogi, indyjskie pisma, które dzielą pewien cykl tworzenia się świata naszej cywilizacji właśnie na te yogi, że żyliśmy na początku w tej erze złotej. Później było coraz gorzej, a obecna era jest to Kali Yuga, ta najgorsza, najbardziej mroczna i agresywna. Po prostu ci z innych miejsc we wszechświecie cierpliwie czekają, aż ta era i epoka się skończy, przywróci nam w jakiś sposób rozum i staniemy się bardziej otwarci na świat i wszechświat. Wówczas może dojść do takiego kontaktu. Na razie nie ma żadnej potrzeby, bo być może po pierwszych pięciu minutach potrząsania sobie dłoni rzucimy się im do gardła i nie będzie żadnego kontaktu, tylko będzie to, co zwykle, czyli rozleje się krew, bo jesteśmy bardzo agresywną rasą. Być może z tego powodu nie ma takiego kontaktu między nimi a nami. Natomiast wracając do centrum pytania, które mówi o tym, kim będą ci kosmici, którzy ewentualnie się z nami skontaktują, myślę, że właściwie to jest tylko kwestia naszej fantazji i wyobraźni, dlatego że bardzo trudno nam jest określić w ogóle, czym jest życie we wszechświecie. W ogóle nie jesteśmy w stanie się zdecydować, czy ono w ogóle istnieje, takie życie we wszechświecie.
Mamy z tym bardzo poważny problem. Cała nasza filozofia istnienia i życia na Ziemi tak wpoiła nam naszą wyjątkowość, że nawet jeżeli zakładamy istnienie życia pozaziemskiego, zakładamy to w takiej sferze szeroko pojętej fantazji, a nie pewnych konkretów. Właściwie taki pierwszy przełom, który w tym wszystkim nastąpił, to byłWłaściwie zupełnie niedawno, bo w połowie grudnia zeszłego roku, kiedy to w mainstreamowych gazetach typu New York Times ogłoszono, że na Marsie wykryto metan, a metan może oznaczać, że istnieje jakieś życie biologiczne. Czyli jest to pierwszy moment, kiedy w zasadzie przyjmujemy możliwość istnienia tego życia i właściwie już jesteśmy otwarci na to, żeby ten fakt zaakceptować. Jest to fakt w naszej całej filozofii bardzo rewolucyjny, ponieważ zmienia praktycznie kompletnie nasze życie i patrzenie na cały świat i na nasze życie własne, nawet pojedynczego człowieka. Rozmawialiśmy o tym już w poprzednich debatach. Natomiast to, że dopiero teraz, tak niedawno, kilka miesięcy temu, półtora miesiąca temu, dochodzimy do takiego wniosku, że przyjmujemy coś takiego do wiadomości, że możemy przyjąć, że istnieje jakieś inne życie i możemy przyjąć pewien sposób, pewien schemat, formułę, jak ono może wyglądać, jak ono może funkcjonować. Wiele świadczy o tym, jak patrzymy na możliwość takiego kontaktu i z tego tytułu taki kontakt być może już nastąpił i ci kosmici pierwsi, którzy zlądowali na tej Ziemi, to po prostu były zwykłe mikroby. Bo tutaj przypomina mi się ta historia, kiedy wiele lat temu na Antarktydzie znaleziono meteoryt, który zaczęto badać i po jego przecięciu i wydobyciu rozmaitszych próbek, po oglądaniu ich pod mikroskopem znaleziono skamieliny, które wskazywały na to, że istnieje jakiś rodzaj życia, którego efektem własnej fizjologii jest właśnie produkcja metanu. To sugeruje nam, że odkrycie, którego dokonał łazik Curiosity na Marsie, wykrywając duże ilości metanu na tej planecie, wskazuje nam, że być może ten proces trwa nadal.
Albo być może dzieje się inaczej. Być może dzieje się tak, że następuje tam na Marsie jakiś pewien proces geologiczny, który produkuje coś w rodzaju szczelin, przez które wydobywa się ukryty gaz gdzieś tam bardzo blisko pod powierzchnią tej planety. Dlatego ta sytuacja jest bardzo ciekawa, bardzo interesująca i być może w jakiś sposób naświetli nam bądź ustawi sposób naszego patrzenia na to, kim mogą być ci wszyscy, którzy reprezentują życie poza naszą planetą, jak oni mogą funkcjonować i wyglądać. I wówczas będziemy mogli o wiele bardziej konkretnie mówić o tym wszystkim. Jeszcze tu przy okazji przypomnę, że w stronę Plutona leci misja, New Horizons się nazywa, która leci już dziewięć lat. Już prawie większość ludzi na naszej planecie o niej zapomniała, a ta niewielka sonda pracowicie pokonuje olbrzymie dystanse i w lecie tego roku doleci do planety Pluton i na swoim pokładzie ma urządzenia, które będą w stanie zbadać poziom metanu na planecie Pluton. Na podstawie tego, co odkryto na Marsie, że ten metan tam istnieje i że może być wynikiem fizjologii tych mikrobów, które przynajmniej mikrobów, które żyły bądź żyją wciąż na tamtej planecie, to samo będzie na Plutonie. Co z kolei mówi nam i potwierdza w pewien sposób teorię panspermii, że cały nasz wszechświat jest właściwie jednorodnie zbudowany. Jest zbudowany z tych samych elementów, z tych samych enzymów, z tych samych bloków, z których składa się życie. W związku z tym cokolwiek znajdziemy na naszej planecie Ziemi, znajdziemy również na Marsie, znajdziemy również poza naszym Układem Słonecznym i być może poza naszą galaktyką.
Także być może największym zaskoczeniem może okazać się fakt, że kiedy wreszcie spotkamy inteligentne życie pozaziemskie, okaże się, że jest ono niezwykle przypominające nas samych. Z takiego punktu widzenia bym na ten problem spojrzał. Dziękuję.
[29:02] - Leszku?
[29:06] - Tak jak przedmówcy mówili, te rasy, które jeśli już się będą chciały skontaktować z nami, to będą zainteresowane w nas czymś niepodobnym do naszej, czyli niezbyt przyjemnej. Nie stanowimy rasy przyjaznych istot, które chętnie chciałoby się mieć za przyjaciół swoich. Jakby mieli możliwość poobserwowania nas z zewnątrz dłuższą metę, to raczej wstrzymywaliby się z kontaktem. Jak już to zamieścili gdzieś w okolicach jakąś sondę, która będzie ograniczała naszą możliwość ekspansji i monitorowania nas. Tak że jeżeli już będą kontakty, to na zasadzie pilnowania, żebyśmy się za bardzo nie rozbrykali z tym naszym wirusem, bo stanowimy zagrożenie dla siebie samych, a co dopiero dla potencjalnych nowych. Ten kontakt cały czas jest. Cały czas możemy go obserwować. Na jakikolwiek fragment historii naszej nie spojrzelibyśmy, to zjawisko, które my w tej chwili pojmujemy jako UFO, jako przybysze, nadzorcy istnieje. Moim zdaniem naprawdę chodzi o samą świadomość. Ludzie świadomi zaczynają przyjmować pewne rzeczy, które do tej pory uważali zaBrednie, wymysły.
Tutaj jest ten problem, bo możliwości poznania nawet dla ludzi, którzy się nie zetknęli z tym, to w tej chwili jest tyle materiału nagromadzonych i tak łatwa dostępność do tego rodzaju materiałów, że człowiek, który zadaje pytania, znajduje też i odpowiedzi. Ta odpowiedź sugeruje, że nie jesteśmy sami i ta forma nadzoru nad nami istniała i istnieć w zasadzie musi. Trzymajmy kciuki, żeby to była raczej pozytywna forma, nie sprawiająca nam wielkiego problemu w rozwoju. Bo jeśli oni są zainteresowani nieświadomości, to ta świadomość może być niebezpieczna i możemy się spodziewać raczej skierowania nas o mniejszej możliwości oddziaływania w społeczeństwo, populację. Czyli jak to światowe teorie spiskowe krążące ostatnimi czasy głoszą: ma zajść depopulacja, fragmentacja na tych panów i mniejszą grupę. Ale to już są zupełnie inne tematy. Dziękuję.
[32:27] - Piotrze?
[32:31] - Dużo zostało powiedziane. Ja może dodam tylko tyle, że się nie do końca zgadzam z tym, że zjawisko UFO i jego pochodne są produktami istot z kosmosu, naszych bliższych czy dalszych sąsiadów. Dlatego, że ono zawiera kilka anomalii, które wskazują, że może raczej chodzić o to, co mówił doktor Jacques Vallée, że to co prawda jest inteligencja, natomiast jest to inteligencja o transcendentnej naturze, takiej troszkę wyższej niż nasza i być może ona potrafi oddziaływać na nasze zmysły. Przybiera formę zjawiska UFO, przybiera formę kosmitów. Wcześniej przybierała formę czegoś innego za każdym razem, żeby wywoływać w ludziach pewne reakcje. O tym mówiliśmy nie raz. Jeżeli zaś chodzi o to, jacy będą kosmici, którzy się zjawią na Ziemi, to możliwości leżących w naszym zakresie rozumowania jest kilka. Wszystkie je znamy z literatury czy z filmu. Nie będę może rozwijał tego wątku, dlatego że on jest powszechnie znany. Jeżeli będą, to oczywiście dobrze.
Kosmici, możemy liczyć na pewne profity. Chociaż wątpię, żeby kiedykolwiek jakaś rasa podzieliła się z drugą rasą wiedzą, dlatego, że one przybywają z miejsc, które są najprawdopodobniej bardzo od siebie różne. I ta technologia czy nawet pewne rozwiązania mogą nie dać się wcielić w życie, na przykład na Ziemi. Tak samo z lekami czy ze znajomością biologii. To mogą być wielkie problemy. Jeżeli będą to kosmici źli, to rzeczywiście mamy kłopot. Natomiast plus jest taki, że jeżeli istnieje tak dużo planet podobnych do Ziemi, które oferują przyjazne warunki, to oni raczej nie powinni tworzyć sobie dodatkowego problemu i oczyszczać naszej planety z ludzi. To by wymagało sporego zachodu jednak. Także jeżeli istnieją kosmici, którzy chcą na przykład podbić obcy świat, to pewnie znajdą sobie taki, który jest łatwiejszy do podbicia albo taki, na którym nikt nie mieszka. Jest jeszcze trzecia możliwość.
Taka, która mówi, że ci kosmici nie są tacy, jak przedstawiał ich „Star Trek”. Czyli nie przypominają ludzi z drobnymi modyfikacjami, na przykład, że jedni mają dłuższe uszy lub bardziej niekształtne głowy. W zasadzie może być inaczej. Nikt nie wie jak. Możliwości, które daje kosmos i ewolucja są nieograniczone. My na przykładzie Ziemi widzimy, jakie formy może przyjąć życie. Wyobraźmy sobie teraz obcy świat z dogodnymi warunkami, dający szansę rozwoju istot radykalnie innych. Już nawet nie chcę rozwijać tych scenariuszy. Nie chodzi tylko o wygląd zewnętrzny, który może odbiegać od humanoidalnej formy, ale też o coś takiego jak różnica w filozofii życiowej. Kosmici mogą myśleć zupełnie inaczej niż my.
I zdaje mi się, że to jest największa bariera, której wiele osób nie potrafi przeskoczyć. Na przykład Seth Shostak, słynny astronom działający w ramach projektu SETI. On zawsze uparcie twierdzi, że tam gdzieś są obcy jak ludzie i oni będą się z nami kontaktować. Tam gdzieś jest drugi Seth Shostak, co myśli tak jak ja. Formalnie to jest możliwe. Natomiast jest też możliwe, że te rasy kosmiczne nie tylko są egzotyczne do granic, ale też mogą rozwinąć inteligencję w sposób taki, która jest dla nas niepojęta. I my tego nie pojmiemy, nie pojmiemy ich zamiarów. I dlatego to jest takie stąpanie po bardzo śliskiej powierzchni. Możemy nigdy się nie dowiedzieć, jakie są ich zamiary, nawet jeżeli oni już tu są i przebywają. Bo nie twierdzę, że całe zjawisko UFODa się wyjaśnić z tym systemem Vallego.
Może rzeczywiście gdzieś tam są pewne elementy pozaziemskie w tym charakterze, że są to po prostu przybysze, obcy astronauci, ale rzeczywiście problem jest ogromnie kompleksowy. Tym bardziej, że ponadto, jeżeli są to istoty, które ewoluują od dawna, które tworzą swoją technologię, technikę od nie kilkuset lat, ale kilkuset tysięcy, to one mogły już wyjść poza to stadium biologiczne. Nie muszą przypominać istot organicznych. Poza tym, jak zgadzają się niektórzy badacze, nawet Michio Kaku o tym pisał, inteligencja na pewnym stadium rozwoju w pewnej formie może przyjmować postać bezcielesną, czyli możliwe formalnie oczywiście, że są tam gdzieś istoty, które nie posiadają ciała, bo one już doszły do tego, jak egzystować w formie bezcielesnej, bezbiologicznej. To, jak oni wyglądają i czym są, okaże się, kiedy tu przybędą. Natomiast ja odnoszę, nie wiem, czy się ze mną zgodzicie panowie, odnoszę takie wrażenie od kilku lat, że jesteśmy nieustannie przygotowywani na takie rozwiązanie, że ktoś prędzej czy później się pojawi. Moje pytanie jest takie: czy ci, którzy nas przygotowują, bo oczywiście to nie jest polski rząd, bo oni mają swoje problemy typu grunt w Smoleńsku czy pani Bakłażan, czy pani Ogórek, natomiast można zauważyć, przyglądając, i tu może Chrisa poproszę o wypowiedź, pewną tendencję w Stanach Zjednoczonych do bardziej otwartego mówienia o pewnych możliwościach. Chris, jak myślisz, czy rząd amerykański, bo jesteś obywatelem tego kraju, przygotowuje ludzi na obwieszczenie faktu, jakim jest istnienie życia poza Ziemią? Możliwe, że w formie inteligentnej.
[39:06] - Myślę, że absolutnie tak. Oczywiście. I to nie tylko robi to rząd amerykański, ale wiele innych. Rozmawialiśmy niedawno o roli Watykanu w przygotowywaniu ludzi do przyjęcia faktu istnienia życia pozaziemskiego. Mamy teraz właściwie wręcz epidemię odtajniania akt najrozmaitszych UFO. Ostatnie wydarzenie to odtajnienie całego projektu Blue Book. Wcześniej mieliśmy do czynienia z odtajnieniem brytyjskich akt, wszelkich akt związanych z pojawianiem się UFO i obserwowaniem ich przez wojsko. Podobnie się dzieje w innych krajach. Zrobiła to większość krajów południowoamerykańskich, o czym się mówi mniej. Także istnieje pewna tendencja do tego, żeby mówić o tym więcej, przygotowywać ludzi do przyjęcia faktu istnienia ewentualnego życia pozaziemskiego.
I teraz próbuje się to rozpatrywać na rozmaite sposoby i co ciekawe, robią to dokładnie tak samo, jak my to robimy w tej serii debat, która jest tu przeprowadzana w Radio Paranormalium co tydzień. Są rozważane najrozmaitsze możliwości, okoliczności, sposoby, sytuacje, w których może do czegoś takiego dojść. I w zasadzie generalnie badana jest reakcja ludzi na to, co się wydarzy, co ci ludzie powiedzą i w jaki sposób się zachowają, jeżeli ogłosi im się pojawienie życia pozaziemskiego. Przed paroma minutami wspomniałem o artykule w „New York Times”. „New York Times” jest najbardziej mainstreamową gazetą amerykańską, jaką sobie można wyobrazić. I nagle ta gazeta opisuje sytuację z metanem i opisuje okoliczności, w jakich może dojść do wykrycia istnienia życia pozaziemskiego na Marsie. I podobna sytuacja jest z Plutonem. Już dziewięć lat temu przewidziano, że Pluton w jakiś sposób będzie planetą interesującą dla nas, że może tam się coś wydarzyć bądź dziać. I dlatego dziewięć lat temu wysłano New Horizon właśnie w stronę tej planety uznawanej za planetę drugiej kategorii. Do tego mamy serię najrozmaitszych doświadczeń, jakie zostały przeprowadzone między innymi w związku z nawiercaniem gigantycznych otworów w arktycznych jeziorach, takich jak Wostok na przykład, gdzie okazuje się, że pod wieloma kilometrami warstwy lodu istnieje woda w stanie ciekłym i w tej wodzie znajduje się życie.
I ostatnio nawet znaleziono, że żyją tam ryby. Co to oznacza? Wcześniej, zanim do tych doświadczeń doszło, bardzo dużo rozmawiano na temat księżyca Europa, który jest jednym wielkim oceanem i który jest pokryty lodem, który jest pocięty szczelinami i coś się z tych szczelin wydobywa, co może świadczyć, że istnieje tam jakiś proces biologiczny, czyli że być może wody księżyca Europa kryją w sobie jakieś życie. I doświadczenie z jeziora Wostok potwierdza taką możliwość, że w tak ekstremalnych warunkach życie jest możliwe. Więc skoro jest możliwe na Antarktydzie, być może jest tak samo możliwe na planecie Europa. I dlatego mamy te najrozmaitsze elementy, które mają nas zbliżyć do oficjalnego ogłoszenia istnienia życia pozaziemskiego. A ja jeszcze przypomnę jedną rzecz, o której tu już być może zbyt często wspominam. O tym, że na tym naszym świecie, w tej naszej chrześcijańskiej cywilizacji, która trwa od roku zerowego do dziś, czyli już nieco ponad 2000 lat, nic w zasadzie nie dzieje się przypadkiem. Każdy fakt, każdy element istotny dla życia naszej planety jest, jeśli mu się tak dobrze i dokładnie przyjrzeć, serią wydarzeń i sytuacji, które przygotowują ten świat do akceptacji czegoś. I sztandarowym, najbardziej charakterystycznym punktem jest odkrycie Ameryki, nowego kontynentu, poszerzenieŚwiadomości mieszkańców Ziemi, że za oceanem nie znajdują się Chiny czy Japonia, ale jeszcze po drodze jest jeden wielki, olbrzymi, gigantyczny kontynent, który daje kolejne możliwości.
I aby do tego doszło, muszą zajść pewne warunki, a przede wszystkim ci, którzy sterują tymi procesami, muszą mieć nad tym wszystkim pełną kontrolę. Nie mogą sobie pozwolić na żadną przypadkowość. Nie mogą sobie pozwolić na to, żeby wydarzyło się coś, czego by w jakiś sposób nie przewidzieli. A przede wszystkim trzeba doprowadzać do sytuacji takiej, żeby wyciągnąć z tego maksymalną korzyść. Oczywiście tylko i wyłącznie dla siebie. I tak też stało się z odkryciami nowych lądów. Tak też staje się z odkryciami kosmicznymi, które obserwujemy. My obserwujemy to przez taki pryzmat naukowy, a nagle dowiadujemy się, że właściwie nauka nauką, a tak naprawdę to chodzi o biznes i wielkie pieniądze. Chodzi o to, żeby lądować na asteroidach, wydobywać z nich te wszystkie metale, czy inne składniki chemiczne, które się na nich znajdują, eksplorować je i po prostu zarabiać na nim ciężkie pieniądze. A kto wie, być może zbudować Ziemię 2, na przykład stworzyć Ziemię 2 na Marsie, dokonać terraformacji Marsa, o czym na przykład ostatnio mówi dużo Elon Musk.
Elon Musk jest to ten człowiek, który mając olbrzymie prywatne pieniądze stworzył swój własny kosmodrom i już w tej chwili z sukcesem wysyła swoje statki kosmiczne do naszej stacji kosmicznej, a planuje wysłać stację kosmiczną na Marsa i z niego powrócić. I jego obsesją jest to, żeby dolecieć do Marsa, eksplodować tam jakąś gigantyczną rakietę, która rozsypie na jego powierzchni olbrzymią ilość najrozmaitszych żywych substancji, związków chemicznych, enzymów, ziaren i różnych innych rzeczy po to, żeby ten Mars się zazielenił. Po to, żeby tam stworzyć, nieważne jakie istnieje życie na Marsie, stworzyć życie takie, jakie znamy na Ziemi. I żeby stworzyć Ziemię 2, żeby ta nasza planeta troszeczkę odetchnęła od tej ilości ludzi, jaką posiada i część z nich, żeby wyemigrowała właśnie tam na Marsa. Są teorie, że my sami pochodzimy z innej planety, że jesteśmy potomkami uchodźców z planety, która została zniszczona. Ten pas asteroid pomiędzy Marsem a Jowiszem, gdyby go złożyć w jedną całość, dałby całkiem solidnych rozmiarów planetę. Być może my jesteśmy efektem czegoś takiego. I ta wiedza na ten temat ciągle istnieje i funkcjonuje, tylko jest gdzieś tam ukryta. Ukryta jest na przykład, jak przechować wiedzę w taki sposób, żeby przetrwała przez tysiące, a może i dziesiątki czy setki tysięcy lat. Utrwalić ją w czymś, co niszczy się najmniej, czyli na przykład w kamieniu.
I być może taka wiedza zawarta jest w tych wszelkich megalitycznych budowlach, których sensu nie rozumiemy, ale jednocześnie zauważamy, że są one niezwykle precyzyjnie ustawione wobec różnych kosmicznych planet, ale także i zjawisk, które zachodzą w kosmosie. I ta precyzja w jakiś sposób poraża nas, że ci prymitywni ludzie tak dawno temu, którzy powinni siedzieć w jaskiniach i krzesać te swoje kamienie, czy tam łupać, co tam mają do złupania, potrafili stworzyć coś tak wyrafinowanego. I to nam podpowiada, że nasza własna historia jest nieco inna. Oczywiście nie przyjmuje tego ta mainstreamowa nauka. Nie uczą się tego dzieci w szkole. W związku z tym ta ogólna wiara i pojęcie w to, jak ma wyglądać to życie pozaziemskie, jest po prostu taka, jaka jest dzisiaj, że jeżeli odkryjemy bakterie na Marsie, to będzie to gigantyczna sensacja. Ale jednocześnie na podstawie tego, co powiedziałem przed chwilką, samo uświadomienie sobie tego, że istniała cywilizacja przedpotopowa, która miała olbrzymią, gigantyczną wiedzę, która niekoniecznie jest ziemską wiedzą, jest czymś w zasadzie niezwykle logicznym i bardzo łatwym do uzasadnienia, o wiele łatwiejszym niż życie pozaziemskie. A mimo to nie jest to dopuszczone do świadomości. To pokazuje tą socjotechnikę, tą inżynierię, jaką ci, którzy nami władają i rządzą od tysięcy lat, nieustannie stosują po to, żebyśmy wierzyli w to, co oni chcą, żebyśmy wierzyli i żebyśmy myśleli ich sposobem myślenia. I dlatego stąd to przygotowanie i ta nieustanna i ciężka praca, ich ciężka praca na tym, abyśmy myśleli pewną określoną torem myślenia.
A dla tych wszystkich, którzy ewentualnie mają jakieś inne, bardziej rewolucyjne pojęcie, to są takie zjawiska, jak na przykład zjawisko UFO, latające spodki, różne inne tego typu historie, które być może są, tu przepraszam panowie, to jest tylko taka teoria, że być może są tylko taką przynętą, żeby te niespokojne mózgi czymś zająć. Bo wiele na przykład wskazuje na to, że ta eksplozja UFO, tych wszystkich przypadków, kiedy to UFO się pojawia. Przeglądałem ostatnio ten Project Blue Book, który został ujawniony. Żeby to wszystko przeczytać tylko, prawdopodobnie to zajmie kilka lat. Na przykład mnie, żeby przeczytać dokumenty, które są w nim zawarte. Jest ich ogromna ilość. Niemalże każdy miesiąc ma kilka, kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt przypadków pojawiania się UFO. I jest to wystarczający materiał, żeby zająć umysł na wiele lat, wyłączyć go zupełnie po to tylko, żeby nie znalazł odpowiedzi w zupełnie innej dziedzinie i zupełnie nie popatrzył na ten wszechświat i funkcjonowanie nas w jakimś większym czy szerszym systemie życia nie tylko w naszym Układzie Słonecznym, ale być może międzyplanetarnego, galaktycznego, żeby właśnie nie popatrzeć przez zdrowy rozsądek i logikę, by uświadomić sobie, że jesteśmy tylko jedną małą cząstką czegoś, co istnieje wszędzie i dookoła nas. I dlatego następuje ten proces, któryZaczyna zaznaczać coraz szersze koła, jest coraz mocniejszy po to, żebyśmy przyjęli do wiadomości pewien fakt, że nie jesteśmy sami w kosmosie, ale jednocześnie myślę, że tym samym wprowadza się w nas pewną pułapkę myślową, która później będzie umiejętnie wykorzystana do tego, abyśmy zgodzili się na coś, co już jest dawno zaplanowane. Tu też wrócę jeszcze raz do przykładu odkrycia Ameryki.
Kiedy pojawiają się konkwistadorzy, właściwie my ich nazywamy konkwistadorami, ale nazwijmy ich odkrywcami czy wysłannikami wielkich tego świata. I oni napotykają tubylców, Indian. I teraz co się dzieje? Ci konkwistadorzy pytają papieża, co my mamy właściwie z nimi robić? Pytają swoich władców, jak właściwie mamy z nimi postępować? Bo to nie byli tylko i wyłącznie psychopaci, krwiożerczy ludzie. To byli odważni żeglarze, podróżnicy, zdobywcy, patrioci dla swoich krajów i wykonawcy woli swoich panów. I teraz oni spoglądają na tych Indian i zastanawiają się, w jaki sposób mają dalej z nimi postępować. Od papieża jaką odpowiedź dostają? Dostają taką, że skoro to nie są ludzie, trzeba ich traktować jako zwierzęta.
Są to po hiszpańsku zwykli brutales, więc można je traktować jak dzikie i niebezpieczne zwierzęta, bo mogą rzucić włócznią i mogą skaleczyć czy nawet zabić. W związku z tym trzeba zabijać jak szkodniki tych Indian. Bardzo wiele czasu trzeba było, żeby papież mógł zmienić zdanie i zmienić świadomość jednocześnie ludzi na sposób patrzenia na tych Indian. W momencie, kiedy nastąpiło pozwolenie na kompletne wyniszczenie tego tubylczego życia w nowo odkrytej Ameryce, nikt nie miał problemu z ich zabijaniem, wyrzutów sumienia nawet. Bo nawet jeśli wyglądali tak jak ci konkwistadorzy, to każdy z nich wiedział, że to jest mój władca. To jest człowiek mądrzejszy ode mnie. To jest człowiek, który ma wizję. Ja jestem jego poddanym. Ja muszę mu zaufać. Więc jeżeli on uważa, że to nie są ludzie, to tym bardziej ja nie muszę.
Myślę, że właśnie to pokazuje pewien schemat, jak patrzymy na życie pozaziemskie i do pewnego przyjęcia sposobu i paradygmatu patrzenia na życie pozaziemskie jesteśmy w tej chwili urabiani i przygotowywani. I robi to każdy rząd na swój własny sposób, bo każdy kraj ma troszeczkę odrębną kulturę, odrębny sposób patrzenia i dlatego za każdym razem musi mieć troszeczkę inny odcień, barwę, smak i tak dalej. Myślę, że tak wygląda ten problem w całej szerokości i rozciągłości. Dziękuję. Przepraszam, że się tak rozgadałem.
[51:49] - Tak, bardzo możliwe, że pewne informacje, pewna polityka informacyjna, która utrzymuje się w mainstreamowych mediach, przygotowuje po prostu odbiorców na fakt, że w kosmosie istnieje życie. Może nawet życie w formie mikrobów, ale będzie to ogromny skok intelektualny lub powiedziałbym ogromny skok mentalności, kiedy się okaże, że jednak nie jesteśmy sami w kosmosie i możliwe, że na tych światach zimnych, nieprzyjemnych i brzydkich też coś istnieje. Ale panowie, przeskakujemy do kolejnego pytania. Bardzo ważnego, dlatego że od ponad 50 lat projekt SETI wsłuchuje się w sygnały radiowe z kosmosu, niczego nie otrzymując oficjalnie. Ale powstała też taka dyskusja, czy my w ogóle powinniśmy wysyłać w kosmos sygnały obwieszczające naszą obecność. Mniejsza już o to, że te sygnały telewizyjne i radiowe są słabo słyszane gdzieś w pewnej odległości poza Ziemią już. Chodzi jednak o to, czy my powinniśmy informować obcych o sobie, o naszym dorobku, także mniej godnym pochwały, czego świadkiem była historia XX wieku. Powstała nawet taka dyskusja wśród amerykańskich astronomów bodajże 10 lat temu, czy rzeczywiście obwieszczać tą swoją obecność kosmitom. I wtedy nawet dwóch astronomów, jeden z nich ma na nazwisko bodajże Billingham, wystąpiło nawet w bodajże Amerykańskiej Unii Astronomicznej, nie pamiętam dokładnie, w proteście przeciwko temu, żeby nie ogłaszać kosmitom tego, że tutaj jesteśmy, gdyż może się okazać, że oni są krwiożerczy. Arku, jak sądzisz, czy to ogłaszanie się w kosmosie, zwracanie na siebie uwagi jest dobrą taktyką?
[53:55] - Ten temat się łączy bezpośrednio z tym, o czym mówiliście poprzednio. To znaczy jeszcze niedawno, gdy Orson Welles zrobił tą słynną audycję w Stanach Zjednoczonych o inwazji Marcjan na Ziemię, była kompletna panika. Następnie 30 lat potem pojawiły się pierwsze doniesienia o latających spodkach i w tym momencie była już też panika, bo co się stanie, jak przyznamy to, że gdzieś tam jest życie i to życie nie pochodzi od Boga i tutaj się załamie wszystko: i praworządność, i wiara, i system wartości, i tak dalej. W tej chwili jesteśmy bardziej przygotowani, tak mi się wydaje, bo po prostu dochodzi do nas to, że tak jak w głębinach ziemskich żyją organizmy, które nie potrzebują światła, tylko po prostu korzystają z tego, co jest rozpuszczone w wodzie i temperatury, jaka jest gdzieś głęboko, nie przeszkadza im ciśnienie, jakie tam panuje. Więc prawdopodobnie takie same życie może być na przykład na Europie.
[55:16] - I dochodzi do świadomości tego, że faktycznie gdzieś tam może coś być. Do tego jeszcze, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że zarówno nasza gwiazda Słońce, jak i Ziemia nie jest szczególnym wybrykiem natury kosmicznej, tylko przeciętnym. To jest gwiazda typu bodajże G7, czy G4, nie pamiętam w tej chwili. Ziemia jest w jakiejś tam odległości, jakąś tam temperaturę powierzchni ma, woda jest w stanie ciekłym. Jakieś nasłonecznienie, które kiedyś spowodowało to, że coś tam zaiskrzyło i pojawiło się życie biologiczne, ale ono może być równie dobrze wszędzie. Jeżeli my, jako szczyt ewolucji w tym momencie, o jakim wiemy przynajmniej na pewno, doszliśmy do takiego momentu, że próbujemy podbić kosmos, zabrać stamtąd coś z planetoid, metale, wodór, czy cokolwiek innego do tego, żeby tutaj mieć, czy coś tam wybudować, czy zasiedlić nowy ląd, nową planetę. Jest to działanie w sumie bardzo agresywne i wygląda z boku patrząc na to, że niczym się nie różnimy specjalnie od wirusów, które próbują zasiedlić jakiś tam organizm i tam się zagnieździć. Jeżeli przyjmiemy, że my się w ten sposób rozwijamy i nie jesteśmy jakimś tam ewenementem, więc wszystkie inne cywilizacje, które powstają, które powstały i dotrwały do momentu ekspansji swojej, będą pewnie zachowywały się tak samo jak my. Stąd powiadamianie ich, że jesteśmy na planecie, jest nas siedem, czy za jakiś czas będzie osiem miliardów, którzy nie wiemy, co ze sobą zrobić, tutaj mamy jakieś tam bogactwa, a nie potrafimy tego w jakiś tam sposób wykorzystać. A bogactwem jest samo życie na tej planecie, więc można domniemywać, że oni mogą przylecieć, zapukać.
„Słuchajcie, jesteśmy od was silniejsi, oddajcie nam to i to, a was będziemy traktować jako pokarm”. Można się czegoś takiego bać. O tym mówił między innymi Hawking. Z tego, co pamiętam, nie należy być zbyt głośnym, bo wszyscy inni, którzy dotarli do jakiejś tam ekspansji, będą zachowywali się agresywnie w stosunku do innych. Inna strona medalu jest taka, że my z tymi obcymi żyjemy już od zarania dziejów. I tak jak mówię wielokrotnie, do tej pory nic specjalnie złego z ich strony się nie zrobiło. Nie mieliśmy jakiegoś tam najazdu. Próbują nas uczyć czegoś tam, natomiast my wykorzystujemy tą wiedzę od nich pozyskaną różnie. Tutaj Chris wspominał o Indianach Ameryki Południowej i konkwistadorach. W momencie, kiedy oni tam pojechali, zobaczyli, jak nikłą wartością ludzką jest życie ludzkie tam z punktu widzenia białego człowieka, to nie jest wcale dziwne, że byli zaskoczeni i weszli w klimat człowieka epoki kamienia gładzonego, że tak powiem.
Tam nie znano zastosowania koła. Mordowali się. Jeżeli podczas jednej imprezy potrafili zabić 25 tysięcy ludzi, wyrywając im serca i pokazując gdzieś tam, to z punktu widzenia człowieka białego, który to widział, to jest coś strasznego, niewyobrażalnego. Wcale nie jest dziwne, że takie było podejście. Skoro nie przestrzegacie wartości ludzkich, nie jesteście ludźmi. Nikt nie wnikał w to, czym ta cywilizacja faktycznie jest. Spalono wszystkie książki, niemalże zostały bodajże trzy kodeksy z ich pismem i zniszczono tą całą cywilizację. I to było właśnie zderzenie cywilizacji. Tak samo to może nas również spotkać. Dziękuję.
[01:00:15] - Tutaj słuchacze nas informują o problemach technicznych. One rzeczywiście występują dzisiaj z jakichś powodów. Są problemy z serwerem, także niektórzy niestety mogą je odczuwać i będą chyba zmuszeni do słuchania audycji w formacie potem MP3. Widzimy straszne fluktuacje, jeżeli chodzi o liczbę słuchaczy. Przepraszamy za te niespodziewane usterki. Nie leży wina po naszej stronie. Leszku, powiedz mi, co ty sądzisz o tym wysyłaniu wiadomości w kosmos?
[01:00:53] - Niestety to już ta chwila, kiedy mogliśmy rozważać, czy wysłać, czy nie wysłać, minęła. Rozważniej by było siedzieć cicho, nie wysyłać tego rodzaju informacji. Niestety jako barbarzyńcy najpierw zaczęliśmy głośno bawić się zabawkami wszelkimi, jakie wpadły nam w ręce i głośno nimi walić, żeby wszyscy dookoła mogli usłyszeć. Ta chwila, kiedy mogliśmy wziąć tą
[01:01:22] - Kwestie pod rozwagę już są za nami. Jeżeli ktoś słuchał, to usłyszał nas wyraźnie. Przypuszczam, że dobitnie daliśmy znać o tym dookoła. Jesteśmy taką trochę zarazą. Póki co, póki nie nauczymy się żyć ze sobą, będziemy stanowić zagrożenie. Ograniczanie nas leży w interesie wyżej rozwiniętych uczestników tej zabawy. Tyle.
[01:02:02] - Tak. Chris, co ty sądzisz o tym? Ja tylko dodam może, że jeżeli ktoś się już od nas dowiedział, to co najwyżej najbliższe sąsiedztwo. Jeżeli ci kosmici krwiożerczy mieszkają trochę dalej, to jeszcze trochę im to zajmie. Poza tym nim przylecą, to ho, ho, minie trochę czasu. Chris, jak myślisz, czy to obwieszczanie o swoim istnieniu może nam jakoś zagrozić?
[01:02:29] - W zasadzie musimy tu wziąć pod uwagę dwie rzeczy, które się dzieją właściwie na bieżąco i dotyczą kwestii niezidentyfikowanych obiektów latających i przybyszów z kosmosu, o których rozmawialiśmy również w poprzednich debatach. Mam tu na myśli abdukcje i okaleczenia. Te dwa fakty wskazują, że skoro ich autorami są przybysze z innych planet, to jeżeli my tak będziemy intensywnie reklamować naszą obecność, to podobnych przypadków będzie znacznie więcej, a być może któregoś dnia wydarzą się na skalę, na którą nie będziemy potrafili odpowiedzieć i zareagować. Myślę, że to właśnie te zjawiska spowodowały ten niepokój u naukowców takiej klasy jak Hawkins, który jest przecież naukowcem mainstreamowym. Jest dla jednych uważany za geniusza, za innych za nieco zwariowanego naukowca, ale myślę, że bierze pod uwagę właśnie taką możliwość, że któregoś dnia mogą się pojawić następni kosmici, którzy również zakosztują porywania nas. Czy będą chcieli robić na nas doświadczenia, czy po prostu będziemy im służyć jako rezerwuar, jako lodówka żywności, z której będą mogli sobie korzystać. Z tego powodu, zważywszy na to, że nasza cywilizacja jest jeszcze młoda, my jesteśmy dumni z naszej technologii, ale nasza technologia nie dorównuje tym, którzy są w stanie pokonać olbrzymi dystans i przylecieć do nas z innej planety. Siłą rzeczy logika wskazuje, że nie możemy się im oprzeć, więc być może lepiej będzie, jeśli nadal będziemy siedzieli cicho i robili to, co robimy po to, aby móc sami dokonać takiego odkrycia gdzie indziej. Dlatego sam Hawkins daje ten przykład Kolumba, o którym mówiłem troszeczkę wcześniej, że kiedy Kolumb przybył na nowy ląd, to była to tragedia dla tego lądu. Ludzie, których napotkał, nie byli w stanie się oprzeć tym wszystkim najeźdźcom, którzy mieli lepszą technologię.
I my stajemy w tej samej sytuacji, tylko że to nie my jesteśmy Kolumbami, a ci, którzy nas odkrywają, co daje im olbrzymią nad nami przewagę. Efekt będzie taki sam, jak w przypadku odkrycia Ameryki dla tubylców. Dlatego właśnie stąd ta teoria, by tych sygnałów nie wysyłać i nie hałasować zbyt dużo, nie robić sobie reklamy w przestrzeni kosmicznej. Dziękuję.
[01:05:00] - W międzyczasie od słuchacza, którego oprzyrządowanie i te problemy nie wyrzuciły z audycji, dlatego że rzeczywiście nagle odcięło nam dostęp do bardzo dużej grupy słuchaczy. Dostaliśmy takie pytanie: czy to jakaś zmowa kosmitów, jakiś układ między nimi, że się nie kontaktują? Jest taka teoria opierająca się trochę o serię „Star Trek”, że kosmici mogą rzeczywiście, jeżeli istnieje ich wąska grupa albo po prostu jedna grupa, ujawnić się ludzkości dopiero wtedy, kiedy my osiągniemy zdolność do podróży międzygwiezdnych, a na razie traktują nas po prostu jak trochę niższy rodzaj istot, z którymi dyskusja jest niepotrzebna, dlatego, że nie mają zbytnich możliwości. Z takim troszkę przymrużeniem oka patrzę też na ten głos, że ludzie to istoty niebezpieczne i kosmici się nie kontaktują dlatego, że się nas boją. Ale z drugiej strony, jeżeli oni by potrafili przylatywać tutaj z dalekich gwiazd, to prawdopodobnie byliby bardzo zaawansowani i te nasze pociski, możliwe, że mogłyby im nic nie zrobić. Albo posiadaliby systemy pozwalające unikać tego niebezpieczeństwa albo po prostu jeszcze lepszą broń. W zasadzie na każdą hipotezę istnieje kontrhipoteza i tak dalej. Chyba rzeczywistość dopiero zweryfikuje, jak będzie naprawdę. Ale żeby było ciekawiej, przejdźmy do jeszcze bardziej pesymistycznego scenariusza, panowie. Czy kosmici mogą chcieć podbić Ziemię?
A jeśli tak, to w jaki sposób? A może ten proces, jak twierdzą niektórzy zwolennicy teorii spiskowych, już dawno trwa? Leszku, jak sądzisz?
[01:07:09] - Ja jestem zwolennikiem tych teorii konspiracyjnych, które określają nas mianem takiej hodowli. Jesteśmy od zarania swojegoNarażeni na kontakt z kimś, o tym na początku określaliśmy to mianem Bóg. Byli bogowie, którzy zstąpili z niebios i dali nam wszystko, począwszy od nas samych. Powołali nas do życia jako niewolników swoich. Duże prawdopodobieństwo, jak było tutaj już wielokrotnie omawiane, że powstaliśmy jako hybryda. Może jest to ta łączność i to zainteresowanie ze strony obcych, którzy tutaj mieszali, że jesteśmy w jakiś sposób przez nich powołani do istnienia i pewna odpowiedzialność ciąży na nich na dopilnowaniu nas. Może stąd się bierze to przyjmowanie, że jesteśmy takim ogródkiem. Bo jeśli tak przyjmiemy, że te wszystkie doniesienia z całej naszej historii opisują kontakty z wyższymi istotami, różnie określanymi, teraz przez nas przyjmowanymi jako obcych, to ci obcy już nie są tacy obcy. Oni są tutejsi, oni biorą udział w tej zabawie i dużo robi to, że istniejemy jako grupa społeczna pod dyktando pewnych grup bardzo wąskich, bardzo zainteresowanych utrzymaniem tego status quo, abyśmy istnieli w pewnych ramach. Ludzie świadomi są niebezpieczni, są mniej obliczalni.
I tutaj jest duży problem z tymi masami, które przyjmują cały temat w sposób ironiczny, taki z przymrużeniem oka. Moim zdaniem ta świadomość dużo robi, a zagrożeniem są kosmici. Jeżeli już by prawdziwi obcy pojawili się, to przypuszczam, jeżeli materialnie by nas nawiedzili, to by byli tak daleko posunięci, że ciężko nam w tej chwili określić to, ale zaskoczyliby nas na wszystkich frontach. Może by tak.
[01:09:56] - Dziękuję. Przypominam wszystkim, że nękają nas problemy techniczne. Nie wiem, kogo winą obarczyć za nie. Może Marek zaraz powie. Natomiast rzeczywiście ucięło nam troszkę słuchaczy. Wracajcie, wracajcie, wszystko jest prawdopodobnie już dobrze, bo będziemy mówić o ciekawych rzeczach. Takich jak to, czy nasza planeta może zostać podbita przez złych kosmitów z kosmosu. Arku, jak sądzisz, czy oni tu przylecą i zrobią nam krzywdę?
[01:10:31] - Jest kilka teorii na ten temat. Jeżeli wierzyć w teorię tego zoo, to jesteśmy chronieni przez jakieś tam układy i nic nam nie grozi. Dopóki będziemy zapóźnieni w stosunku do innych i będziemy dalej pozostawać jako eksponaty w tym zoo. Jest inna całkiem sprawa. Otóż bierzemy pod uwagę tylko taką społeczność tych gości z kosmosu, jaką my sami mamy. To znaczy, że mają jakiś tam rząd, że mają jakieś tam dalsze systemy społeczne, ale w sumie nie odstają one od nas, od tego, co my zbudowaliśmy tutaj. Natomiast to może być całkiem co innego. To mogą być na przykład mrówki, które zamiast tchawicy mają płuca, troszeczkę są większe. Zrobiły coś takiego jak inteligencja zbiorowa i one nie będą się kierowały bezpośrednio jakimś tam interesem kolonii, tylko po prostu jeżeli spotkamy jakiś tam statek pojedynczy, nic sobie ani nam nie przekażą, ani nic. Po prostu będą traktowały nas obojętnie, czyli tak jak w tej chwili.
Czy grozi nam coś z ich strony? Żyjemy na tej planecie, różne daty się pojawiają, ale mniej więcej najstarsze ślady to około dwóch milionów lat. Nic nam do tej pory nie grozi, bo jeżeli by chcieli pozyskać jakieś surowce, to jestem pewny, że o wiele łatwiej jest pozyskać, wyszukując je w jakimś tam asteroidzie. Zarówno złoto, jak i wszystko inne pojawia się w momencie wybuchu supernowej i gdzieś tam w kosmosie jest tego dużo większe ilości niż na Ziemi. Łatwiej wydobywalne nawet podejrzewam. Więc nie ma takiej potrzeby, żeby wydobywać cokolwiek z Ziemi. A więc skoro nie ma potrzeby wydobywać złota z Ziemi, więc prawdopodobnie też nie zostaliśmy stworzeni po to, żeby być górnikami, niewolnikami dla Annunaków. Być może, że ingerencja taka miała miejsce po prostu, żeby przyspieszyć rozwój, bo sposób działania na przykład dinozaurów nie jest jakimś tam rozwojowym, a mimo wszystko dinozaury miały o wiele więcej czasu na dojście do jakiejkolwiek cywilizacji niż my do tej pory żyjemy. Także nie sądzę, żeby nam coś groziło z ich strony bezpośrednio. Niemniej jednak takieTakie domniemanie może być.
Należy się spodziewać, że przy kontakcie będziemy musieli mimo wszystko mieć jakąkolwiek broń w kaburze i rękę położoną na tym, jak kowboje. Ale wątpię, żeby był jakiś cel obcych zabijania. Zresztą bardzo fajnie pokazuje to cała literatura fantastyczna. W „Dniu niepodległości” próbują nas obcy zabić nie dlatego, że coś tam mamy, tylko dla samego zabijania. To samo predator też zabija tylko dlatego, że lubi. To trochę psychopatyczne, że tak powiem. Ale być może taki jest świat. Dziękuję.
[01:14:34] - Arku, a co się stanie, jeżeli takie istoty rzeczywiście istnieją? To znaczy jeżeli my się zetkniemy nawet z całymi rasami, które mają zamiary patologiczne, mają w naszym odczuciu patologiczną naturę i są po prostu z gruntu złe. Tutaj też się rodzi takie pytanie, jak z nimi postępować? Kosmos rzeczywiście jest tak ogromny, że daje nieograniczone możliwości. Słyszałem nawet taką wypowiedź, nie pamiętam kogo, jakiegoś astronoma, w zasadzie nie wiem, czy to nie był Kaku, który twierdził, że w zasadzie cokolwiek byśmy sobie nie wymyślili, to wszystko gdzieś jest. Chris, czy zgodzisz się z realnością zagrożenia ze strony złych obcych? To znaczy, czy może na nas kiedyś napaść predator? Albo inaczej, czy może nas kiedyś dotknąć gorsza plaga, czyli jakiś ksenomorf z kosmosu, który w zasadzie jest szkodnikiem lub pasożytem i zabija tylko żeby zabijać?
[01:15:44] - Pięknie i kolorowo to ująłeś i dla dobra tej dyskusji zgodzę się, że tak może być. I powiem jeszcze, że być może pod takim atakiem jesteśmy już od paru tysięcy lat. On ciągle istnieje i ciągle ktoś, kto ma mnóstwo tego czasu do dyspozycji, cały czas próbuje się na tą naszą Ziemię dostać i ją w jakiś sposób przejąć. I mamy tego ślady od tych naszych najdawniejszych czasów. Bo kiedy czytamy na przykład Nag Hammadi, Biblię gnostyków, dowiadujemy się o takich istotach jak archonci. Gnostycy nie byli jedyni, którzy o nich wszystkich mówili. Możemy znaleźć ślady tego w księdze Enocha. Możemy ślady archontów znaleźć w całym systemie zoroastriańskim. Ślady są także w innych religiach. Rzecz polega na tym, że pięknie to ujął Platon, nazywając tych archontów demiurgami, czyli swego rodzaju istotami demonicznymi.
Istotami, o których mówiłeś wcześniej, które żyją w jakimś innym wymiarze i w związku z tym nie mogą dokonać bezpośredniego ataku z tych latających spodków, zejść na Ziemię, zabić nas wszystkich i sobie na naszej Ziemi zamieszkać. Ponieważ żyją w innym stanie skupienia i nieco być może innej rzeczywistości niż my i być może w innym wymiarze. Ich droga, aby dotrzeć do nas, aby podbić Ziemię, jest przez nas samych. Więc aby przejść na Ziemię, muszą w jakiś sposób złączyć się z nami. Według gnostyków ta wojna rozpoczęła się już bardzo dawno i trwa ciągle i nieustannie. Ponieważ cała ta historia jest taka fantastyczna, troszeczkę kolorowa i można by było wierzyć lub nie, ale spójrzmy na to z punktu widzenia tego, co się dzieje obecnie. Obecnie jednym z takich podstawowych problemów ludzkości są manipulacje genetyczne nie tylko na roślinach, ale i na zwierzętach, a także i na ludziach. Dochodzimy do takiego przełomowego momentu w historii naszej cywilizacji, kiedy może się okazać, że my sami będziemy w stanie tworzyć kompletnie nowe rasy i nowe rodzaje nie tylko ludzi, zwierząt, ale kto wie, czego jeszcze. Być może w jakiś sposób to koresponduje z tymi wszystkimi legendarnymi chimerami tworzonymi kiedyś w czasach mitologicznych, o których wiemy jedynie z tych starożytnych opowieści. Ale dziś te rzeczy są absolutnie realne.
I kto wie, czy na przykład, i tutaj mój taki dla dobra dyskusji troszeczkę twist, czy takie firmy jak Monsanto nie tworzą tych wszelkich zmian, ponieważ bardzo trudno nam jest znaleźć logikę w tym, co Monsanto robi. Bo to, że chcą zarabiać pieniądze, to jest jedno, ale to, że robią czasami wynalazki kompletnie bezsensowne, jak na przykład zmieniona genetycznie kukurydza, która jest słabsza niż ta naturalna, wydaje mniejsze plony, w ogóle jest trująca i w ogóle nie służy niczemu dobremu. Jednak mimo wszystko oni uparcie to robią. Powodują, żeby inni ludzie to uprawiali. Oszukują, sprzedają to, rozprzestrzeniają za wszelką cenę, przekupują najrozmaitsze rządy, czego mamy ostatnio przykład w tym, co wydarzyło się na Ukrainie, że Ukraina dostała gigantyczną pożyczkę, która być może będzie bezzwrotna tylko dlatego, aby odtworzyła swoje wspaniałe uprawne pola, kiedyś nasze dzikie pola, na to, aby przeprowadzać tam najrozmaitsze eksperymenty biologiczne. A co to oznacza? Oznacza to oczywiście uprawy zmienione genetycznie. I przede wszystkim stoją za tym właśnie firmy takie jak Monsanto, które będą hodować tam jakieś eksperymentalne ziarno i nie wiadomo, co z tego dalej wyniknie. I teraz ta ich upartość, aby to robić i ten czasami brak konsekwencji, czasami brak logiki w jakiś sposób nawiązuje do tej sytuacji, o której wspominałem na samym początku, że być może istnieje ktośKto cierpliwie próbuje przedrzeć się przez naszą nie tyle ziemską atmosferę, co nasz sposób i sytuację życiową, jaką mamy. Bo żeby to tak najprościej wyobrazić sobie, jaka jest trudność takiego archonta czy demiurga, który usiłuje osiedlić się na Ziemi, to są nasze na przykład bakterie.
My jesteśmy do nich przystosowani. Ewolucja nas wspaniale wyposażyła w system obronny i potrafimy z tym wszystkim żyć. Niektórych bakterii i mikrobów wręcz potrzebujemy, by dalej żyć. Natomiast taki przybysz z kosmosu, dla niego jest to absolutne zabójstwo. On potrzebuje szczelnego skafandra jak my na Księżycu, aby móc przetrwać choć kilka chwil. Dlatego z tej prostej przyczyny taka bezpośrednia inwazja jest niemożliwa. Natomiast stopniowa inwazja jak najbardziej. Monsanto, jak prawdopodobnie wszyscy wiecie, ich celem jest, aby zmienić na Ziemi każdą roślinę i każde zwierzę dostosować bądź zmienić genetycznie. Jest to absolutnie bezwstydny, jedyny w swoim rodzaju taki statement, takie oświadczenie, które wydała ta firma wiele lat temu, które wręcz swoim prostactwem zwala z nóg. Ci ludzie chcą po prostu zmienić wszystko na tym świecie.
A żeby to zmienić, przecież nie wszystko jest złe, żeby to zmieniać i na ich sposób poprawiać, musi istnieć jakiś cel. Więc być może łącząc te obie historie, tą bardzo starożytną z tą bardzo współczesną i dziejącą się dosłownie jeszcze wczoraj i przedwczoraj razem, być może takie firmy jak Monsanto właśnie produkują warunki, na jakich ci kosmiczni najeźdźcy mogliby na tej Ziemi funkcjonować. Bo jeżeli wszystko na tej Ziemi zostanie w jakiś sposób genetycznie zmodyfikowane, zmienione, dostosowane, wówczas zmieni się kompletnie struktura Ziemi. Wówczas te mikroby nie będą dla tych ewentualnych najeźdźców groźne i będą oni mogli wreszcie zejść i przejąć tą naszą planetę i zrobić z nami to, co będą uważali za stosowne. Także dla dobra tej dyskusji tutaj taką bardzo mocno konspiracyjną teorię chciałbym podrzucić. Dziękuję.
[01:22:06] - Leszku, jak odniesiesz się do tej koncepcji?
[01:22:12] - Bardzo przychylnie. Jest to bliskie temu, co sam przyjmuję jako pewnik i przychylam się w całej rozciągłości. Dokładnie tyle.
[01:22:28] - Widzę, że wracają powoli słuchacze, którzy zostali, brzydko mówiąc, wyrzuceni z radia, ale cały czas nadajemy. Panowie, kolejna sprawa. Dla tych, którzy dopiero co się włączyli do debaty, do słuchania, to przypominam, że dzisiaj mówimy o konsekwencjach kontaktu z obcymi lub z istotami z UFO. Nie stawiamy tutaj znaku równości, a obecnie jesteśmy na etapie rozważania tych wszystkich czarnych scenariuszy. Przerabiamy właśnie, przerobiliśmy koncepcję złych kosmitów, ale pozostaniemy przy tych nieciekawych wizjach. I panowie, zapytam was teraz o następującą rzecz: czy ludzkość na wypadek agresji jakichś obcych istot lub jakichś obcych sił, na przykład robotów pozaziemskich, statków pozaziemskich lub samych obcych istot, niekoniecznie inteligentnych, ale na przykład jakiejś chmary kosmicznych pasożytów, mogłaby się przed takim atakiem bronić? Czy istnieją jakieś scenariusze na ten wypadek? Ja pamiętam, że powstała nawet w Ameryce książka, która starała się odpowiedzieć na pytanie, jak bronić się przed atakiem z kosmosu. Autorzy doszli bodajże do wniosku, i to autorzy, którzy mieli, z tego, co pamiętam, jakieś wojskowe zaplecze, że najlepszym wyjściem będzie wojna partyzancka, dlatego że ludzi jest na tyle dużo, że kosmici po prostu mogą nie dać sobie rady. I ten najprostszy rodzaj walki może przynieść skutki.
Arku, jak sądzisz, czy ludzie mogą obronić się przy pomocy dostępnych środków i dostępnego arsenału przed ewentualną inwazją z kosmosu?
[01:24:27] - Wszystko zależy od tego, jacy to będą obcy, jaką będą dysponowali technologią, techniką i co im będzie potrzebne. Najlepszy przykład zawsze jest w takich rozważaniach z fantastyki najprościej zaczerpnąć. Tam jest w sumie bardzo wiele rzeczy opisanych i wszystkie możliwe dywagacje są roztrząsane. Jeżeli to będzie coś w stylu „Star Trek”, że przylecą jakimiś olbrzymimi statkami i będą w stanie zniszczyć powierzchnię ziemi całą, tylko po co mieliby to robić? Gołych planet pełno jest wokół. Jeżeli to by było coś w stylu, w pewnym razie chodzi o insekty, które atakują, to w sumie nie bylibyśmy w stanie na ten moment cokolwiek zrobić. Jedynym ratunkiem by dla nas było ewentualnie tak, jak jest w powieści Wellsa, że po prostu nasze mikroby załatwią to wszystko. Tylko że jest tak: jest jeden gatunek na Ziemi, który niszczy planetę.
[01:26:03] - To jesteśmy my, ludzie. Jeżeli nas by na tej planecie zabrakło, wszystkie inne zwierzęta, całe ekosystemy, pooradzają się. Natomiast wystarczy, żeby pszczoły wyginęły i jest wielce prawdopodobne, że nasza cywilizacja ulegnie zapaści. Jesteśmy wpasowani w tą Ziemię. Nie jesteśmy w stanie wygrać czegoś takiego, że gdyby przylecieli, dokładnie zlustrowali naszą biologię, wcale nie muszą nas atakować. Wystarczy, żeby zniszczyli nam pszczoły. Z głodu będziemy atakować siebie nawzajem i bardzo szybkim tempie nas wykończą. Jeżeli by to chcieli, oczywiście. Ciężko cokolwiek powiedzieć takiego, czy akurat wojna partyzancka fajnie wygląda na hollywoodzkich filmach, że strzelają, pozyskali broń obcego i wiedzą, jak go zabić. Nawet jeśli, to zawsze wszystko opiera się o to, w filmach tego nie pokazują, co można zjeść w przeciągu miesiąca czy dwóch miesięcy od zaprzestania korzystania z upraw.
Chris mówił o Monsanto wiele lat temu. Nie chcę straszyć wszystkich, ale kukurydza sprowadzana do Polski, którą karmi się drób i inne zwierzęta, jest genetycznie zmodyfikowana. Nie jest traktowana jako materiał siewny, więc prawdopodobnie jest sprowadzana, bo nie ma innej. My to jemy. Do czego prowadzi takie genetyczne wysublimowanie? Do tego, że wszyscy będziemy za jakiś czas wyglądać jednakowo. Jeżeli dokładnie znamy genom ludzki i odłączymy od tego geny, które są odpowiedzialne za powstawanie chorób genetycznych, do tego jeszcze dojdzie preferowany wygląd, to niedługo wszyscy ludzie będziemy wyglądać jednakowo. A przez to będziemy bardzo łatwo podatni na to, żeby nas w jakiś sposób uzależnić od siebie czy zniszczyć wręcz nawet. Nie jesteśmy w stanie obronić się przed czymś, co do nas przyjedzie i będzie chciało nas unieszkodliwić. Cała nadzieja w tym, że skoro do tej pory nie było czegoś takiego, to i w dalszym ciągu nie będzie.
A nawet wystarczy skierować na Ziemię planetoidę wielkości przeciętnej siedem kilometrów średnicy. Dinozaury wykończyła taka, która miała około 10 kilometrów, a tutaj wystarczy podejrzewam, że nawet mniejsza. Dziękuję.
[01:29:24] - Ja również dziękuję. Przyszło mi jeszcze coś do głowy, kiedy mówiłeś o tych produktach i magazynach. Okazuje się bowiem, że polityka steruje różnymi emocjami społecznymi, że są w stanie powołać wroga. Tutaj chyba Stany Zjednoczone i my w pewnym sensie jako Europa też, dlatego że to do nas przeniknęło, że sterowanie tymi emocjami społeczeństwa tworzy często jakiegoś wroga. Tym wrogiem byli najpierw terroryści, potem Putin, teraz islamiści. Ta spirala ciągle się kręci. Pamiętam taką sytuację sprzed kilku lat, kiedy jeden z ekonomistów stwierdził, że w zasadzie chyba nie było tylko jeszcze takiej sztucznie napędzanej akcji pod tytułem atak kosmitów do tego, żeby w jakiś sposób wspomóc gospodarkę wielkich mocarstw. To znaczy byłaby to świetna okazja do spożytkowania na przykład starego sprzętu czy żywności zakonserwowanej, która się kisi w tych magazynach od wielu lat. Może to nie jest taka w pełni teoria spiskowa, ale twierdzono, że taki napad z kosmosu może zostać zainicjowany w sposób sztuczny. Pamiętamy nawet, że to jest w sposób sztuczny, jako masowa panika, jako celowo rozsiewana plotka.
Pamiętamy nawet to słynne spotkanie Reagana z Gorbaczowem, gdzie powiedzieli, że w przypadku napadu z kosmosu trzymać się będą razem. Na szczęście, oczywiście mówię to z pewnym przymrużeniem oka, pojawił się inny wróg w postaci bin Ladena, Al-Kaidy, czy jak sobie tego nie nazwiemy, z którym się walczy, którego się goni, robiąc przy tym ogromne interesy, między innymi związane z surowcami, z ropą naftową. Stworzenie legendy o kosmitach po prostu stało się niepotrzebne. Natomiast kiedy ci wrogowie znikną, możliwe, że ten wróg wyimaginowany pojawi się. Ale to jest inna sprawa. Chris, jak sądzisz, czy my się będziemy w stanie obronić?
[01:31:40] - Myślę, że jeśli spojrzeć na to logicznie, to w żadnym wypadku. Kiedy oglądamy takie filmy jak „Dzień Niepodległości”, „Battleship”, „Predator” czy inne tam historie, gdzie jesteśmy bohaterami, walczymy partyzancko, jesteśmy pomysłowi, rzucamy wszystko na jedną szalę, jesteśmy bohaterscy i wspaniali, bronimy się przed tymi kosmitami, zwyciężamy ich i Ziemia znów jest tylko dla nas, to wydaje się to być z punktu widzenia logiki absolutnym nonsensem, bo
[01:32:13] - Dlaczego ci kosmici czekaliby aż tak długo? Przez tysiące lat mają nas jak na widelcu i czekają, aż wreszcie będziemy mieli coś, czym zdołamy się im sprzeciwić, czy w jakiś sposób się im oprzeć i dopiero wtedy atakują. Skoro już ustaliliśmy, że są obecni w życiu Ziemian już od tysięcy lat, to dlaczego akurat wybraliby taki, a nie inny moment? A jednocześnie mając taką technologię, dlaczego wykorzystują ją w sposób aż tak bardzo nieudolny? Dlatego myślę, że tego typu filmy i tego typu propaganda właśnie służy temu, o czym mówiłeś, Piotrze. Po to, żeby trzymać to w zapasie. Kiedy się wszystkie bin Ladeny skończą, wtedy będziemy mieli problem z UFO i znowu będziemy czerpać korzyści z naiwności ludzkiej, która będzie wierzyć, że będziemy musieli się przed nimi bronić. To jest jeden punkt widzenia. Drugi punkt widzenia i tu chciałbym nawiązać do mojej poprzedniej wypowiedzi, jest taki, że wspominałem o tych zmianach genetycznych, że taki rodzaj ataku na Ziemię może już istnieć i ponieważ on istnieje w bardzo szerokiej rozpiętości czasu, ponieważ dla nas czas ten jest ogromny, natomiast z punktu widzenia kosmosu jest to chwilka i być może kosmici mają mnóstwo czasu, aby osiągnąć swój własny cel. I być może osiągnięcie tego celu jest poprzez dokonanie tych zmian genetycznych.
Być może właśnie taką najpoważniejszą zmianą genetyczną, jaka się w nas dokonuje, jest to, że stajemy się powoli społeczeństwem psychopatów. Bo w dzisiejszych czasach, kiedy medycyna posunęła się bardzo daleko, jest w stanie badać ten kod genetyczny, jego zmiany, mutacje i sposoby, jak on się niszczy i naprawia, i poznaje sposób jego działania i funkcjonowania, bardzo skomplikowany zresztą. Dochodzimy do pewnych wniosków. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zbadać kod genetyczny psychopatów i okazało się, że psychopaci od reszty populacji, tej znacznie lepszej, mają ten kod zupełnie inny, bardzo różny. I coś się dzieje, coś się wydarzyło. Okazuje się, że ten kod genetyczny spowodował, że predyspozycje tych ludzi, którzy działają przeciwko swojej własnej cywilizacji, kiedy siedzą z nami na gałęzi i to będą właśnie ci, którzy ścinają tą gałąź, z której wszyscy razem spadniemy, nie patrząc na konsekwencje tego, okazuje się, że już w jakiś sposób są genetycznie zmienieni. I wnioski nie były zbyt optymistyczne, bo mówiły o tym, że ten procent psychopatów naszej cywilizacji, jaką sobie stworzyliśmy, ciągle i nieustannie rośnie. Na razie jest to zaledwie 1%, ale to już jest 1%. Czyli co setny człowiek jest w jakimś sposób psychopatą. Na dodatek ze względu na predyspozycje tych ludzi, to są ludzie, których bardzo często podziwiamy.
To są na przykład bohaterowie, którzy rzucają się na ogień karabinów maszynowych w okopach. To są politycy, którzy mówią, że nigdy się nie poddamy i będziemy walczyć do upadłego. To są prawnicy, którzy wyciągną z więzienia najgorszego bandytę, zbrodniarza, przestępcę, jaki istnieje. To są ludzie wreszcie, którzy żyją tylko i wyłącznie dla siebie. Są absolutnymi samolubami, ale sposobem swojego funkcjonowania, sposobem tego, że podejmują błyskawiczne decyzje, że mają mocne charaktery, wzbudzają podziw całej reszty. I ta cała reszta, jak te owieczki za tymi psychopatami podąża. I to jest właśnie ten drugi scenariusz, że być może właśnie w taki sposób nasza cywilizacja się zmieni i w końcu sama siebie doprowadzi do zguby. Sama ludzkość siebie doprowadzi do zguby, a jednocześnie otworzy drogę tym, którzy chcą przejąć tą naszą planetę, aby wreszcie na niej mogli zamieszkać. I tymi pojazdami, którymi będą poruszać się po naszej planecie, będziemy my sami. Być może cząstka tych archontów jest właśnie w tych psychopatach, w tej zmianie w kodzie genetycznym.
Jest jeszcze trzecia możliwość. I ona już jest bardziej praktyczna i taka, do której już doszło. To jest to, że rzeczywiście być może jesteśmy w stanie w jakiś sposób oprzeć się takim najeźdźcom. I tutaj właśnie przychodzi na myśl ta najsłynniejsza historia związana z UFO. To właśnie ta, która wydarzyła się w Roswell, gdzie nagle miał rozbić się latający spodek i dzięki niemu mogliśmy zajrzeć do środka, poznać martwych już niestety kosmitów, czy ledwo żywych, jak niektórzy uważają. No i przy okazji spróbować zobaczyć, jakie technologie mieszczą się w środku i zobaczyć, czy uda się je w jakiś sposób pozyskać. Istnieje teoria, która mówi, że to, co się wydarzyło w Roswell, to nie był żaden crash czy przypadek takiego spodka, a było to praktyczne zastosowanie promieni śmierci, które wymyślił Tesla. Jak wiemy, Tesla wymyślił tą swoją niesamowitą maszynę, która na olbrzymią odległość potrafiła niszczyć całe flotylle, gdyby się pojawiły. Pracowali nad tym Japończycy. Wiele instytutów naukowych brało je serio.
Cała ta historia zniknęła w legendzie Tesli i tak naprawdę nie wiemy, czy te promienie śmierci istnieją, czy nie. Natomiast są tacy, którzy mówią, że istnieją, że widzieli te urządzenia na własne oczy. I właśnie przez takie urządzenie został zestrzelony nie tylko spodek nad Roswell, ale w kolejnych innych miejscach. Już tak naprawdę to nie są żadne wypadki, a jest to już walka z tymi pojazdami patrolowymi kosmitów, którzy wysyłają na razie w naszą stronę roboty, żeby sparadować naszą planetę i zdobyć jakieś informacje, a my już stawiamy opór. Także możemy patrzeć pod wieloma kątami na ten problem. Dziękuję.
[01:38:23] - Pojawia się na czacie mnóstwo pytań. Jest ich tak dużo i są tak ciekawe, że jestem zaskoczony i zaraz do nich przejdziemy. Jedno pytanie, które się powtarza, mówi o tym, czy istnieje jakiś traktat, który wstrzymuje kosmitów przed kontaktem. Ja na to pytanie troszkę wcześniej odpowiedziałem. Przypominam też, że ci, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę na niektóre tematy, mogą zajrzeć na naszego Facebooka portal.facebook.com/portalinfra. Tam postaram się wrzucić kilka ciekawych artykułów. Przypomina mi się jeszcze jedna rzecz odnośnie tej wojny z kosmitami albo sposobu, w jaki kosmici mogą zrzucić się do nas, albo nas zaatakować. Mówię „zrzucić” dlatego, że mam tu na myśli historię, o której piszę w nowym numerze „Nieznanego Świata”. Jest to numer lutowy i tam piszę o tak zwanej kuli Betzów. To jest historia sprzed 40 lat.
Dość ciekawa, dlatego, że ona opowiada o pewnym małżeństwie, dość dobrze sytuowanym, które nagle znalazło na swojej posesji dziwną kulę. Była to po prostu kula odlana z metalu i oni się zastanawiali, co to jest. Po pewnym czasie ta kula zaczęła się poruszać po ich domu, wibrować. Okazało się, że samoczynnie jest w stanie przewidzieć pewne niebezpieczeństwa. To znaczy, kiedy oni ją kładli na przykład na stole i ten stół przechylali, to kula manewrowała tak, żeby nie spaść. Oddano ją do kilku ośrodków badawczych i okazało się, że w zasadzie, mówiąc kolokwialnie, głupiej metalowej kuli trudno wykrzesać jakieś informacje. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co to jest. Oczywiście pojawiły się sceptyczne głosy, że to po prostu kulka. Natomiast profesor Janice Harder, znany ze swoich niekonwencjonalnych opinii, stwierdził, że tak naprawdę, oczywiście posiłkował się pewnymi odkryciami, dlatego, że tą kulę prześwietlono, zauważając, że w środku są tak jakby dwie inne kule. Ona była dość ciężka w sumie i okazało się, że on uznał, że to jest coś w rodzaju puszki Pandory.
To znaczy jest to niechciany prezent od kosmitów. On twierdził, że to jest nawet rodzaj bomby. Jeżeli my byśmy się zdecydowali przepiłować tą kulę, czego nikt nie zrobił, to być może doszłoby do jakiejś strasznej reakcji. Była to bardzo ciekawa koncepcja. Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się więcej na temat kuli Betzów i jej dziwacznych losów, zachęcam do zapoznania się z nowym numerem „Nieznanego Świata” na stronie nieznanyświat.pl. Leszku, jak ty podchodzisz do tej koncepcji wojny partyzanckiej z kosmitami?
[01:41:21] - Ta partyzantka nie wiem, czy by była fajna dla nas. Można upatrywać w tym jakiś ratunek, ale tutaj zasiedlenie przebiegałoby w trochę inny sposób. Także wątpię, żebyśmy musieli się martwić kosmitami, którzy nagle pojawiają się nad naszymi głowami i wielką kawalkadą najeżdżają nas w taki klasyczny sposób. Raczej przychylam się do koncepcji, że będziemy zasiedlani stopniowo. To jest zasiedlanie, o którym szeroko mówił Chris i pozostała reszta grona. To cały czas jest realizowane. Jesteśmy pod prąd zmian. Może jesteśmy w jakimś kluczowym momencie. Może ten rozwój nasz jest w tej chwili przyspieszony, spowodowany zmianami, które tak w zasadzie następują niezależnie od nas. Możliwe, że ta koncepcja energetyczna jest bardziej istotna niż ta cielesna, na której się skupiamy.
Jesteśmy w momencie astrologicznym, takim, gdzie wartości zostają zmienione. Wszystkie te przejścia er były nacechowane zmianami, dokonywały się kolosalne zmiany i cywilizacje, które miały swój rozkwit w tym momencie, ulegały tak drastycznym zmianom, że zazwyczaj upadały. Także tutaj zmiany nas czekają, bo jesteśmy w momencie, kiedy Era Ryb skończyła się i Era Wodnika następuje. Jest to dla nas, dla naszego pojęcia cyklu długi okres, ale jesteśmy w trakcie. Ta zmiana energetyczna może nieść ze sobą trochę zmiany naszego pojmowania rzeczywistości, która nas otacza. Całkiem możliwe, że ta Kali, która przemija, która już się kończy w zasadzie, spowoduje to, że ten duch, który został stłamszony, który został zamknięty do jakichś mrocznych komórek, otworzy się i przejrzymy na to trzecie oko. Zrozumiemy, że jest to plan dużo szerszy niż nam się tutaj stara utrwalić, że to jest ten właściwy, ten jedyny. Tak naprawdę to ten plan jest dużo szerszy. Gdy spojrzy się na trochę większe horyzonty, to ta cała układanka zmienia sens i logikę.Wszystko przyjmuje swój punkt odpowiedzi. Zrozumienie następuje.
Świadomość. Polecam każdemu. Jesteśmy rządzeni, neoncząstki stworzyły taką listę, jak sterować idealnie społeczeństwem i to jest takie dosyć adekwatne. Ja to zamieszczę na Facebooku, także będzie dostępna, każdy będzie mógł przeczytać po kolei odcinki. Dziękuję.
[01:45:02] - Dziękuję Leszku. Pojawiają się głosy, pojawiają się pytania. Pojawia się pytanie o kule Betzów. Jak to znaleźć? Najłatwiej na portalu „Nieznanego Świata”, a najlepiej w kiosku. Przypominam adres: nieznanyświat.pl.
[01:45:25] - Polecam „Nieznany Świat”, bo tam jeszcze poza tym artykułem jest inny artykuł, który mówi o wąwozie, który jest bardzo ciekawy i jeśli rozpatrujemy możliwość istnienia obcych na naszej ziemi, na naszym podwórku, to wąwóz jest takim przykładem, który mówi nam, że bazy istnieją. Także polecam przejść się, zakupić analogową gazetę i zapoznać się z numerem. Tyle.
[01:45:54] - Właśnie, o jaki wąwóz chodzi, to się dowiemy. Może nawet sami o nim kiedyś powiemy w kontekście baz UFO i stref anomalnych. Joszko. Pozdrawiamy Joszka serdecznie i całą rodzinę. Joszko pisze tak: „Wojna partyzancka z obcymi jest ułudą. Mierzymy takie walki własną miarą. Jako przykłady armia bierze pod uwagę walki z Talibami, z kulturami, które są niżej podstawione technologicznie, a jednak należące do naszego gatunku, myślące jak my i działające jak my. Obcy mogą być diametralnie inni, mogą mieć inne taktyki i partyzantka może nie mieć racji bytu tak samo, jak otwarta wojna”. Oczywiście masz rację Joszko. Jak powiedział Arek i chyba najlepiej to podsumował, wszystko zależy od tego, kto nas zaatakuje.
I wszystko zależy od tego, jaką taktykę podejmiemy. Jedno będzie uzależnione od drugiego. Kolejne pytanie się pojawiło: jak władze mogą uzasadnić symulowany atak z kosmosu? Na przykład może pojawić się takie ostrzeżenie, że musimy jako Ziemia, bo na pewno nie zbuduje tego Polska, czy Rumunia, czy Bułgaria, tylko najpewniej Stany Zjednoczone lub Chiny, ale może pojawić się w mediach taka informacja, że obcy się tutaj kręcą i trzeba zbudować na Księżycu na przykład jakąś bazę, może jakąś bazę wojskową i wtedy pierwsze mocarstwo, które tam trafi, które zagarnie sobie ten grunt, będzie na pozycji wygranej. Oczywiście będzie to baza czy też placówka sfinansowana z pieniędzy podatników. A żeby oni nie krzyczeli, trzeba ich po prostu dobrze nastraszyć. Ale na razie wojna na Ziemi toczy się o coś innego, głównie o Europę. Także pewnie na ten scenariusz przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać. Kolejne pytanie i będzie to pytanie od słuchacza. Bardzo ciekawe, chyba jedno z najciekawszych pytań, jakie padły w ogóle w debatach.
Pojawia się nam nowa koncepcja. Pytanie to zadał pan Stefan, nasz stały słuchacz. Nie mogę tego pytania znaleźć. Już mam. Pan Stefan Kuśnierkiewicz pisze: „Mam takie przemyślenie, zapytanie. Może w kosmosie panuje swego rodzaju wędrówka ludów, taka jak u nas miała miejsce między innymi w starożytności, a nasza planeta jest regularnie odwiedzana przez ciąg takich podróży. Jak panowie myślicie, czy w kosmosie mogą istnieć tacy nomadzi?” Czyli istoty, które niczym Hunowie lub niczym Germanie, którzy obalili Cesarstwo Rzymskie, poruszają się przez kosmos w poszukiwaniu w sumie nie wiadomo czego. Chris.
[01:49:08] - Oczywiście teoretycznie absolutnie mogą istnieć. Dlatego chociażby, że widzimy to na przykładzie naszej Ziemi, ale w sensie kosmicznym, bo popatrzmy na taką daleką, bardzo odległą, wręcz miliardową historię Ziemi. Nasza planeta podlega najrozmaitszym kataklizmom. Co jakiś czas dzieje się coś strasznego, uderza nas jakaś wielka kometa, meteoryt. Coś się dzieje i życie na Ziemi ginie bądź zmieniają się radykalnie warunki życia na Ziemi. Następuje lodowiec czy nasze powietrze nie nadaje się więcej do oddychania. Więc to są warunki, które dla żyjącej na naszej Ziemi, ewentualnie na tyle rozwiniętej cywilizacji, która byłaby w stanie się przenieść gdzie indziej, byłyby wystarczającym powodem, aby to właśnie zrobić. Więc to poruszanie się po kosmosie dla chyba wszystkich innych ewentualnych cywilizacji kosmicznych będzie tak samo naturalne. Dlatego wcześniej wspominaliśmy o tym, że być może my sami jesteśmy takimi podróżnikami, że przybyliśmy właśnie z innej planety, która została zniszczona. Podobnie dzieje się to także i w innych przypadkach.
Na przykład widać to na Marsie. Mars prawdopodobnie w swojej bardzo odległej historii był wspaniale rozwijającą się, kwitnącą bujnym życiem planetą, a dziś jest praktycznieMartwą, ewentualnie sterylną pustynią. Nie ma na nim nic, a jednocześnie widać ślady ogromnego, straszliwego kataklizmu, który przeszedł przez Marsa. Ktoś niemalże chciał na pół laserem przeciąć tą planetę. Być może było to zjawisko naturalne, być może był to efekt wojny kosmicznej. Także coś na ten temat wiemy, że coś takiego się dzieje. Być może właśnie taka migracja funkcjonuje. Z drugiej strony mamy bardzo naturalną migrację, bo kiedy obejrzeć te wszystkie meteoryty, które spadły na Ziemię i przyjąć jeszcze oficjalną teorię naukową, która mówi, że życie na Ziemi przyszło z kosmosu wraz właśnie z uderzeniem jakiejś komety, która przyniosła ze sobą ten podstawowy materiał, te bloki do budowania życia, z którego to życie mogło w jakiś sposób powstać, a mając nieograniczoną ilość czasu przed sobą, mogło doprowadzić do efektu takiego, jakim jesteśmy my sami. Także to samo już wskazuje na wędrówkę. Oczywiście nie w takim kolorowym i pięknym przykładzie, jak zazwyczaj to mamy na myśli, że wsiadamy na statki kosmiczne i odlatujemy w siną dal do innej galaktyki.
Tą naszą wizję pokazuje właśnie ta cała epopeja „Star Trek”, gdzie właśnie szuka się tych nowych planet. Ale z drugiej strony, o ile „Star Trek” jest tylko historią, my sami naszymi teleskopami, takim jak Hubble, szukamy po całym wszechświecie miejsc, w których moglibyśmy zamieszkać. Szukamy Ziemi numer dwa bądź numer trzy. Szukamy podobnych planet, gdzie ewentualnie ludzkość mogłaby wyemigrować w obliczu zbliżającego się nieuchronnego kataklizmu. Istnieje taka teoria dotycząca Marsa, która mówi o tym, że Marsjanie na 200 lat wcześniej wiedzieli o tym, że w stronę ich planety zbliża się potężny meteoryt i zderzenie jest nieuniknione. Nie mają oni możliwości opuszczenia planety co prawda, ale mają możliwość przystosowania swojego życia do nowych, zupełnie innych warunków, bo ich życie miałoby się zmienić w sposób diametralny i rewolucyjny. To chociażby wskazuje, że jeżeli ma się taką wiedzę, to istnieją warunki, które zmuszają do podróżowania w kosmosie. I o tym mówi wspomniany wcześniej Elon Musk, który chce dokonać takiego ożywienia Marsa i stworzenia takiej zapasowej Ziemi na wypadek, gdyby w Ziemię rzeczywiście coś leciało. A przecież nad Ziemią wisi cień meteorytu Apophis, który podobno w 2036 ma uderzyć w jakiś punkt Afryki i być tym samym elementem, który kiedyś skończył życie dinozaurów. A tym razem zakończylibyśmy nasze życie i cywilizację my sami.
Dlatego istnieje silna potrzeba, aby właśnie znaleźć taką egzoplanetę, na którą być może moglibyśmy się przenieść. I być może to samo robią wszystkie te inne cywilizacje, które przemieszczają się po kosmosie, szukając dla siebie ciągle, nieustannie nowego miejsca. Chociażby nawet też jeszcze może być zupełnie inny, prosty powód, niekoniecznie katastroficzny, jak na przykład wyczerpanie wszelkich surowców naturalnych, które są potrzebne do życia na takiej planecie bądź zniszczenie jej kompletnie. Takie infrastruktury czy zniszczenie jej atmosfery powoduje, że pewne zniszczenia są nieodwracalne i zamiast walczyć z wiatrakami i próbować to ożywić, już będzie łatwiej się przenieść gdzie indziej, znaleźć coś nowego. Może tyle na ten temat. Dziękuję.
[01:54:33] - No właśnie. Cywilizacja albo też kultura, rasa, która poruszałaby się po kosmosie jako nomadzi, niczym jak mówiliśmy hordy Mongołów, Hunów, w zasadzie musiałaby być cywilizacją bardzo destrukcyjną, prawda? Dlatego, że oni by szukali określonego miejsca z jakichś powodów, najprawdopodobniej takich, że niezdolni byliby do życia na wcześniej zasiedlonym świecie. A jakie mogłyby być tego powody? Po pierwsze albo by go zniszczyli, albo zasiedliliby go tak szybko, że musieliby szukać nowego miejsca. Dlatego to są takie dwa scenariusze. Jeżeli są tacy nomadzi, to są chyba istoty dość niebezpieczne z tego powodu, że albo się szybko mnożą, albo mają jakiś niezwykle destrukcyjny potencjał. Albo na przykład są to roboty, prawda, które automatycznie opanowują te światy, co znamy między innymi ze „Star Treka”. Chris odpowiedział. Arku, jak sądzisz, czy tacy nomadzi kosmiczni mogą szwędać się po naszej galaktyce?
[01:55:42] - Trochę tak jak autostopem przez galaktykę, tak? Że jest już jakaś cywilizacja, próbują coś tam robić, latać i po prostu jesteśmy im na drodze. Nie można tego wykluczyć. Do tego, co mówiłem przed chwilą, dodałbym jeszcze, że niekoniecznie jest tak, że oni sami musieli zniszczyć swoją planetę. Wystarczy, że po prostu musieli uciekać przed błyskiem wybuchu supernowej i po prostu to zajmuje tyle czasu, że jeszcze wciąż są w podróży, a być może nie chcą zasiedlać zasiedlonych planet takich jak Ziemia, nie chcą niszczyć, tylko po prostu szukają czegoś takiego, co by było właśnie puste, gdzie dopiero życie mogłoby się rozwijać i gdzie oni mogliby dopiero się osiedlić. Także to nie oznacza bezwarunkowo, że po prostu chcieliby nas zniszczyć, gdyby obok tylko nas
[01:56:48] - Przylatywali. Ktoś mówił dużo o Marsie, ale o wiele ciekawszy jest Fobos, jeden z księżyców Marsa, który w środku jest pusty. Ma fragmenty, które są pustymi przestrzeniami. Stąd wychodzi, że nierównomiernie się obraca. Poza tym za jakiś czas, jakieś 10 milionów lat, spadnie na Marsa. To znaczy, że nie jest wytworem bezpośrednio naszego układu, tylko przyleciał skądś. Może to być obcy statek. Tego też nie można wykluczyć. Natomiast żadna misja do tej pory, która miała lądować na Fobosie czy zbliżyć się do niego, nie udała się. Ostatnia była ta rosyjska, która zaginęła prawdopodobnie i nie wiadomo, co się z nią dzieje.
Mars stracił atmosferę głównie dlatego, że oficjalna wersja głosi, że stracił swoje pole magnetyczne i wiatr słoneczny zdmuchnął tę atmosferę. Ale bardziej ciekawa jest Wenus, gdzie prawdopodobnie kiedyś istniały lepsze warunki do życia niż są w tej chwili, gdzie miała o wiele niższe ciśnienie, była bardziej przyjazna. W tej chwili to jest piekło gorące i nie nadaje się do życia. Z tymi naszymi planetami, które są bezpośrednio blisko Ziemi, jest coś nie tak. Ni z tego, ni z owego na jednej życie się kończy. Druga też jest niemożliwa do przeżycia. Jakieś księżyce, które nie są jednorodne, nie stworzył ich nasz układ słoneczny, nie powstały z pyłu. Do tego jeszcze na Marsie, prawdopodobnie z tego, co tam można się dopatrzeć, są struktury, które wyglądają jak całkiem kształtne ruiny miast. Być może część z nas może pochodzić z Marsa, być może były zasiedlone dwie planety. Jest w tej chwili jedna.
Czy mogą być podróżnicy? Czy mogą przylatywać? Nic nie jest wykluczone. U nas jest tak dużo różnych informacji o kształcie, kolorze zarówno statków, jak i bezpośrednio postaci, że niczego nie można wykluczyć. Dziękuję.
[02:00:01] - Tak. Tutaj wracam do pana Stefana Kuśmierkiewicza, który pytał nas o kosmicznych nomadów. Chciałem tylko dodać, że tacy nomadzi, jeżeli by funkcjonowali na tej samej zasadzie co Mongołowie czy na przykład Hunowie, czyli inne ludy, które poruszały się w poszukiwaniu ciągle nowych siedlisk, to musielibyśmy założyć, że oni rzeczywiście niszczą planety, dlatego, że są w ciągłym ruchu i to jest idea nomadztwa. Dlatego poruszyłem ten temat, że albo mnożą się szybko, albo rzeczywiście są tak paskudni, że niszczą swoje środowisko. Ale teraz Leszek. Leszek, co powiesz o koncepcji kosmicznych podróżników? Czy takie pasożyty mogą kiedyś przybyć na Ziemię?
[02:00:44] - Możliwości jest bardzo dużo. Przypuszczam, że nasza wyobraźnia jest zbyt uboga, żeby wyobrazić sobie to, co może zaserwować nam wszechświat. To jest tak olbrzymie zbiorowisko energii, która mogła przybrać tak różne formy, że wow! Nasza wyobraźnia jest słaba pod tym względem. Tacy nomadzi może gdzieś rządzą. Cieszmy się, że na razie na nich natrafiliśmy i miejmy nadzieję, że ominą nas szerokim łukiem. Może tyle.
[02:01:20] - Co to się dzisiaj dzieje? Ciągle problemy na radiu. U Veliosa, jak teraz się dowiaduję, wywaliło korki w domu. Coś złego wisi w powietrzu. Mam nadzieję, że dotrwamy jakoś do końca tej audycji. Tutaj pojawiają się kolejne pytania.
[02:01:38] - Dotrwamy. Laptop chwilowo przełączył się na baterię. Na baterii również jest mój router, z którego korzystam, więc raczej nawet jak nie będzie prądu, to możemy nadawać. Sypnął się też przez moment jeden z programów nagrywających debatę, ale dwa pozostałe programy, z tego, co widzę, bo nagrywam na trzy fronty, działają, jak powinny. Piotrze, może przypomnimy kontakty do Radia Paranormalium, pod które słuchacze mogą przesyłać pytania do debaty? Kontakty do nas to numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na nasze Radio Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. O Boże, widzę, że tutaj bardzo dużo pytań się pojawiło.
Zaraz je przekażę Piotrowi. Jesteśmy też na Facebooku, na
[02:02:46] - Kontach Radia Paranormalium i portalu Infra można również wysyłać pytania drogą SMS-ową pod numer 517 986 778. Za chwilę również zajrzę zobaczyć, czy jakieś pytania się pojawiły na naszym e-mailu. Można wysyłać na adres radio@paranormalium.pl. Właśnie, po tych wszystkich informacjach, jak można przesłać do nas pytanie? A tych pytań jest bardzo dużo. Pozwolę sobie odpowiedzieć na jedno tak na szybko. Pan Patryk Piętowski zadał w zasadzie dwa pytania. Po pierwsze, jak ludzie mogą odeprzeć atak kosmitów i czy na Ziemi mogą być już kosmici zbierający informacje na nasz temat? Panie Patryku, tak, mogą być i to jest chyba nawet całkiem możliwe i wydaje się sensowne założenie, że obiekty UFO w jakiejś niewielkiej części mogą być sondami kosmicznymi, które zbierają jakieś informacje o naszej planecie. Ja nawet byłbym w stanie założyć, że te najmniejsze obiekty, te najmniejsze UFO mogą być sondami bezzałogowymi, gdyż to się wydaje najbardziej racjonalnym sposobem zbierania informacji o naszej planecie.
Natomiast to wszystko inne, co jest w UFO folklorze, czyli lądowania kosmitów, abdukcje, jakieś przypadki wysokiej dziwności, nie zawsze jest, moim zdaniem przynajmniej, czymś pochodzenia pozaziemskiego. Ja się bardziej skłaniam ku teorii Jacques’a Vallee, o której jeszcze będziemy mówić. Z kolei odnośnie działań wojennych z kosmitami, tutaj chyba można podejrzeć możliwy rozwój wydarzeń w filmach takich jak „Dzień Niepodległości”, „Battleship”. Potem był taki film z Cruise’em z tamtego roku. Tak naprawdę tych możliwości jest dużo. Prawdopodobnie skończyłoby się na hekatombie, użyciu broni nuklearnej, ale wszystko jest uzależnione od tego, jakie siły wysunęłaby druga strona. Gdyby to był na przykład pojedynczy obiekt, ale posiadający jakieś zadziwiające właściwości, chyba problem mógłby być bardzo oryginalny. To znaczy nie wiadomo, jak byłoby na niego zareagować. Jeżeli z kolei byłaby to cała flotylla, mielibyśmy do czynienia z dosłownie zmasowaną wojną. O matko, pytań jest tak dużo, że nie wiem, które przeczytać.
Joszko pisze do nas o cywilizacji nomadycznej. Pozwolę sobie przytoczyć. Joszko pisze: „Cywilizacje nomadyczne byłyby niesamowicie niebezpieczne ze względu na to, że ich jedynym celem będzie przetrwanie gatunku, na przykład podam mrówki. Ich celem jest przeżycie. Cywilizacje nomadyczne poruszałyby się po kosmosie, eksploatując wszystko na swojej drodze, nie przejmując się tym, czy ktoś na nich mieszka, czy nie. Przypomina mi to trochę sytuację na Ziemi, gdzie przejmuje się grunty, by wydobywać to, co na nich jest, nie przejmując się tymi ludźmi, którzy na nich mieszkają”. Joszko ma rację. Tak jak powiedziałem, cywilizacja nomadyczna byłaby rzeczywiście bardzo niebezpieczna. Ale panowie, kończmy z negatywnymi scenariuszami i przejdziemy zaraz do bardziej łagodnych sytuacji, bardziej miłych, ale na chwilę oddam jeszcze głos Chrisowi, bo ma coś do powiedzenia odnośnie kosmicznych nomadów.
[02:06:38] - Bo tak rozmawiamy o kosmicznych nomadach i właściwie nie powiedzieliśmy o tych najsłynniejszych kosmicznych nomadach z planety Nibiru, o których wiemy tak dużo. Mamy tak wiele rozmaitych przekazów i właśnie oni podróżują na swojej planecie przez wszechświat. Docierają do różnych punktów. Być może potrafią nawet sterować Nibiru i dotarli na naszą Ziemię w ściśle określonym celu, żeby pozyskać złoto i przy okazji wystartowali naszą cywilizację na skalę taką, do jakiej dorośliśmy dziś. Także to jest taki bardzo klasyczny i charakterystyczny przykład kosmicznych nomadów, których tak naprawdę interesuje ich własny interes i to, w jaki sposób to zrobią, nie ma już dla nich znaczenia. Ważne jest, żeby dostali tylko to, czego szukają w tym wszechświecie, a co jest im niezbędne do życia. W tym przypadku teoretycznie było to złoto. Chciałem tylko dodać jeszcze ten przykład, bo jest najbardziej chyba kolorowy, szczególnie znany, a w ogóle nie wspomnieliśmy o nim ani słowa. Dziękuję.
[02:07:41] - No właśnie, wyleciało nam to z głowy. Ja przypominam tylko facebook.com/portalinfra. Tam wrzuciłem kilka ciekawych materiałów, z którymi państwo się możecie zapoznać. Szukajcie portalu Infra na Facebooku. Ale kończymy z mało ciekawymi koncepcjami złych kosmitów, którzy zrzucają na nas kule Becsów albo którzy atakują nas gromadnie, i przyjrzyjmy się kolejnemu scenariuszowi. Panowie, była o tym mowa, dlatego przeczytam tylko pytanie, bo moją opinię chyba znacie. „Czy możemy spodziewać się od dobrych obcych receptury choćby lekarstwa na raka czy darmowego paliwa? A może dobrzy kosmici nie pojawią się, bo świadomi są tego, jak wywrotowy wpływ mogłoby to mieć na nasze społeczeństwo?” Arku?
[02:08:42] - Jeżeli chodzi o lekarstwo na raka, to nie sądzę, żebyśmy takie coś otrzymali.Dlatego że być może mamy całkiem inną strukturę komórkową i ten rak jest wpisany w nas, że tak powiem. To jest fragment naszej ewolucji i bez tego nie jesteśmy w stanie sami jako ludzkość funkcjonować. Być może. Natomiast jeżeli oni by byli faktycznie dla nas dobrzy, to z całą pewnością nie chcieliby się z nami skontaktować. Właśnie z tego względu, żebyśmy my mogli sami wypracować to, co mamy. A w tej chwili mamy tak, że nasza wiedza z dziedziny fizyki niewiele się różni od fizyki opisanej przez Newtona. Owszem, potrafimy budować układy scalone, gdzie bramką są już atomy, ale w sumie oprócz tego, że możemy w tej chwili rozmawiać na olbrzymie odległości, nic takiego nie zrobiliśmy. W dalszym ciągu spalamy, silniki mamy głównie chemiczne, zanieczyszczamy planetę, wykorzystujemy jej zasoby w sposób straszny. Dlatego że gaz łupkowy czy ropa pozyskana z łupków to jest nic innego jak zanieczyszczanie podziemia. To wciskanie tam środków chemicznych, które powodują, że ten gaz jest pozyskiwany.
Więc my szkodzimy sobie najbardziej, jak możemy w tym momencie. Może kiedyś przyjdzie opamiętanie, ale gdyby przyleciała jakaś obca, dobra dla nas, Ziemian, cywilizacja, to z całą pewnością byśmy dokonali większej zniszczeń naszej planety, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Tak już jesteśmy skonstruowani. Ta nasza pazerność jest tak olbrzymia, że to nie byłoby dobre dla nas, gdyby nam przekazali cokolwiek. Gdyby nam przekazali napęd, który, najprostszy przykład, funkcjonuje w tych latających spodkach. Bierzemy pod uwagę, że one latają na jakimś napędzie w tym momencie. Niechby trafiło to do takich gości z Państwa Islamskiego, którzy ścinają głowy wszystkim innym. A jedyne, co nas broni przed nimi tutaj w Europie, to jest to, że mają daleko. A gdyby mieli możliwość przylecenia, pstryknięcia palcem, pojawienia się w dowolnym miejscu, to sami byśmy siebie unicestwili. Także dla naszego dobra z całą pewnością nie skontaktowaliby się z nami.
Dziękuję.
[02:12:11] - Sypią się pytania, jak nie wiem. Jestem zadowolony. Joszko, tak jak pan Stefan Kuśnierkiewicz, przytoczył kolejną bardzo ciekawą hipotezę lub metaforę. Nie wiem, jak to nazwać. Nie będę czytał, tylko podam sens. Joszko pisze, że wytłumaczeniem obserwacji UFO czy też tego wszystkiego, co zawiera się w tym zjawisku, może być to, że, cytuję: „Mamy otwarte Wi-Fi z kosmitami 24 godziny na dobę, a to, co widzimy, to jedynie to, co chcemy widzieć”. Bardzo ciekawa koncepcja. Nie wiem, czy się dzisiaj do niej odniesiemy, dlatego że czas nas goni. Ale rzeczywiście to jest jedna z hipotez, taka troszeczkę już bardziej skrajna, dlatego że nie da się jej w żaden sposób udowodnić, która twierdzi, że te wszystkie obiekty przybywają do nas z innego wymiaru. Co prawda jedno z zaplanowanych pytań tyczy się właśnie tej hipotezy międzywymiarowej, więc może o tym będziemy jeszcze mówić.
Także chwila cierpliwości. Użytkownik Fiszbon pyta: „Dlaczego zakładacie, że wyprzedzający nas w ewolucji obcy używają ciał 3D, trójwymiarowych, a nie bardziej subtelnych ciał duchowych?” Drogi Fiszbonie, mówiłem o tym na początku, chyba w pierwszym pytaniu czy w drugim, że możliwe, że inteligencje już na tym poziomie najwyższym znalazły sobie możliwość rozwoju istnienia postbiologicznego. Kto tam jeszcze? Leszek. Leszku, czy masz coś do dodania w tej kwestii dobrych obcych? A może ja coś pokręciłem i się wypowiadałeś?
[02:14:03] - Nie, nie wypowiadałem się.
[02:14:05] - Dlatego proszę bardzo.
[02:14:06] - Odwołam się też do tych słów, które przed chwilą mówiłeś, że obcy przybrali wyższy poziom. To może też się tyczyć tych złych, demonicznych istot, które też już tą cielesność zatraciły i są na pewnym wyższym stopniu rozwoju, ale są niematerialne i złe. Także tutaj i ci dobrzy, i ci źli mogą być w formach zupełnie niecielesnych, zupełnie odbiegających od naszego pojmowania. I ten kontakt pozytywny, to właśnie w tym aspekcie bym widział raczej. Jest sporo przesłanek mówiących za tym, że te potrzeby duchowe są nam bardzo przychylne, czyli są pozytywne, raczej po stronie białej byśmy mogli je zakwalifikować. I tam te rozwiązania na raka, na inne dolegliwości nasze są podawane.
[02:15:06] - Bardzo często ci, którzy potrafią praktykować rdzenne metody, dochodzili do takich efektów, że farmaceuci z zazdrości mogą jedynie pęknąć. Na tym polega to, że w tej chwili się stara położyć łapkę na wszelkiego rodzaju lekach ziołowych. Te ustawy, które się promuje, które zabraniają zwykłym zjadaczom chleba korzystania z dobrodziejstw natury, odwodzą nas od tego po to, żeby nas kontrolować. Także ten kontakt pozytywny z pozytywnymi istotami istnieje, ma miejsce, mamy do czynienia i z takimi, i z takimi. Tyle.
[02:16:00] - Ja tylko przypomnę, że na Facebooku, na koncie portalu Infra macie dodatkowe informacje. Macie też bardzo ciekawe materiały od Leszka w postach na strony. Tam możecie sobie je znaleźć. Zachęcam. Facebook.com/portalinfra. Chris, jak to jest z tymi dobrymi kosmitami? Czy oni w ogóle się ujawnią? Czy po prostu będą świadomi tego, że poprzez swoją manifestację, swój kontakt, ewentualnie przekazaną wiedzę, mogą tak naprawdę nam zaszkodzić?
[02:16:32] - Jeden z ostatnich dobrych kosmitów, który się ujawnił, to był E.T. z filmu Spielberga. I od tamtej pory ciągle mamy do czynienia z groźnymi kosmitami. Ale zastanawiając się serio nad pewnymi konsekwencjami, jakie dla nas by wynikały z ich pozytywnej działalności, myślę, że z tym jest jeden jedyny problem i tym problemem jesteśmy my sami. Jeżeli założymy, że otrzymamy od nich coś, jak na przykład technologię czy sposób leczenia dla nas nieuleczalnych bądź trudnych do wyleczenia chorób czy innych tego typu rozwiązań, to musimy założyć, że sposób rozwiązania tego problemu jest w jakiś sposób skomplikowany. Czyli kto musi się tym zająć? Muszą się zająć tym ludzie, którzy są przygotowani, aby go zrozumieć i móc go zastosować. Więc kim będą ci ludzie? Będą to oczywiście naukowcy. A z doświadczenia wiemy, że wszystkie wynalazki, jakie stworzyła ludzkość, zanim zostały użyte dla jej dobra, najpierw zrobiono wszystko, żeby sprawdzić, w jaki sposób można tym wynalazkiem zabić drugiego człowieka.
I to jest największy problem wszelkich technologii czy sposobów, które możemy pozyskać od ewentualnych dobrych kosmitów, którzy chcieliby nam je przekazać. Spójrzmy na takie przykłady, jak pierwszy parowy ciągnik Yota. Został pokazany Napoleonowi. Pomysł był taki, żeby stworzyć z niego pierwszy pojazd pancerny. Na szczęście do tego wtedy nie doszło, ale nie trzeba było do tego długo czekać, żeby stworzono je i stało się to, co się stało. Spójrzmy na energię atomową. Najpierw zbudowano bombę, zanim zbudowano pierwszą elektrownię. Nawet kiedy zbudowano elektrownię, to zbudowano je tak byle jak, że mamy do czynienia z takimi historiami jak ta w Fukushimie czy w Czarnobylu. I kto wie, czy na horyzoncie nie wiszą następne. Wracając do naszych poprzednich pytań, być może to one zmuszą nas któregoś dnia, że będziemy musieli emigrować z naszej planety, bo sami ją tak zniszczymy, że nie będziemy w stanie dalej na niej żyć.
Dlatego trzeba czym prędzej przygotowywać Marsa na to, żeby przyjął uchodźców z Ziemi. Dlatego z kosmitami może być różnie i sposób, w jaki my przyjmujemy ewentualne wszelkie nasze odkrycia i wynalazki, jest niestety bardzo jednostronny i zawsze, za każdym razem, dosłownie za każdym razem, praktycznie bez żadnego wyjątku, nakierowany na to, żeby najpierw zabić drugiego człowieka, a dopiero potem mu pomóc. Czyli dobry Indianin to jest martwy Indianin, dobry człowiek to jest martwy człowiek. Ta stara zasada ciągle funkcjonuje wobec nas samych. I znowu podcinamy gałąź, na której siedzimy. I tak się dzieje na okrągło. Dlatego bardzo trudno jest uwierzyć czy przyjąć, czy zaakceptować fakt, że otrzymamy taki prezent i rzeczywiście on będzie służył ludzkości. Ja tylko przy okazji jeszcze wspomnę taką książkę pułkownika Fulhama „Challenges of Change”. Nigdy nie została przetłumaczona na polski. Zresztą nawet i tutaj, na kontynencie amerykańskim jest ona mało znana.
Pułkownik Fulham był człowiekiem bardzo kontrowersyjnym. Był on jednym z kontrolerów lotów NORAD, amerykańskich siłach zbrojnych, które strzegły północnej granicy kontynentu przed Rosjanami. I będąc tym kontrolerem lotu, wielokrotnie podrywał myśliwce, które startowały w stronę różnych niezidentyfikowanych obiektów latających. I to spowodowało, że człowiek na jego pozycji uwierzył w istnienie istot pozaziemskich. Później, kiedy przeszedł na emeryturę, zajął się tym praktycznie, to stało się pasją jego życia i końcowym efektem tej pasji było nawiązanie kontaktu z istotami pozaziemskimi, które właśnie tu, w tym wyjątkowym przypadku mówiły o takim prezencie dla Ziemi. Te istoty, z którymi się kontaktował, a byli to Plejadianie i Syrianie, mówiły o tym, że jednym z największych zagrożeń dla Ziemi jest jakość powietrza, którym oddychamy, które skutecznie jest niszczone przez rozwijającą się naszą cywilizację, która zatruwa to powietrze. I wówczas ci panowie z kosmosu, z innych planet oświadczyli, że dla nich Ziemia jest czymś specjalnym. Jest tym samym, czym była Pandora w filmie „Avatar” – miejscem jedynym w swoim rodzaju.I że będą chcieli je zachować. I kiedy dojdzie do momentu, że sytuacja stanie się wręcz nieodwracalna, wówczas to oni przybędą na Ziemię tylko po to, żeby nam to powietrze oczyścić i umożliwić nam dalsze istnienie. A właściwie nie tyle nam, co istnienie naszej planety.
Ale to są oczywiście fantazje. Natomiast te wcześniejsze logiczne i niezbyt optymistyczne wnioski wydają się być bardziej realne. Dziękuję.
[02:21:36] - To, co powiedziałeś, dotyczy pytania, które padło jakiś czas temu i o którym zapomniałem. Tutaj jeden ze słuchaczy pytał o to, co w sumie o tym kontakcie mówią istoty dokonujące abdukcji. My o tym szeroko mówiliśmy w audycji poświęconej abdukcjom, o tym, co słyszą ludzie porywani. Oni słyszą bardzo różne rzeczy. Jedni, że właśnie jak powiedziałeś, Ziemia jest wyjątkowa, drudzy, że te istoty w zasadzie nie chcą nic oprócz jakiegoś materiału genetycznego. Trzeci twierdzą, że Ziemię czeka zagłada i dlatego się pojawiają. I tak dalej. Zainteresowanych odsyłam do tej audycji, do debaty poświęconej abdukcjom. Ja osobiście uważam z kolei, że takie przekazywanie informacji, przez kosmitów podczas kontaktu, jest to ostatnia rzecz, która się stanie. Dlatego że każda cywilizacja, która będzie świadoma konsekwencji kontaktu, będzie wiedzieć, że tak naprawdę pod wieloma względami będzie to niemożliwe.
Pierwsza rzecz to oczywiście ta nierówność między technologią naszą a ich technologią. Druga sprawa to różnice środowiskowe, chociażby w geologii, co przekłada się na inżynierię materiałową. Wyobraźmy sobie, że obcy pochodzą z planety, w której jest znacznie więcej pierwiastków tak zwanych u nas ziem rzadkich niż na przykład żelaza. Z jakich materiałów oni będą korzystać? Z jakich materiałów oni będą korzystać, jeżeli ich cywilizacja techniczna rozwija się od 10 000 lat. Dlatego oni nie podadzą nam żadnych odpowiedzi. Podejrzewam, że to jest chyba jeden z powodów, dla których obcy, jeżeli istnieją, jeżeli nas obserwują, się nie odzywają. Siedzą cicho dlatego, że wiedzą, że mogło to by mieć konsekwencje jedynie złe albo takie, że po prostu ich nie zrozumiemy. Tutaj nasza słuchaczka pisze na GG bardzo ciekawą uwagę. Pozwolę sobie zacytować.
„Teoria, że obcy są dobroczynnymi istotami, które obdarowują nas lekami na wszelkie zło, jest według mnie absurdalna. Oni nie muszą być dobrzy ani źli. Nie możemy ich mierzyć naszą miarą, bo kosmici wcale nie muszą kierować się tymi samymi priorytetami czy mieć takie same odczucia i uczucia jak ludzie”. Tak, oczywiście. Zgadzam się w 100%, dlatego, że dobro i zło to są bardzo subiektywne miary. Ponadto my rozpatrujemy te czynności lub przebieg kontaktu w kategorii dobry, zły, a tak naprawdę może być jeszcze trzecia droga, może być czwarta droga. To wszystko zależy od inteligencji tej drugiej strony. Ona może przewyższać nas na wiele względów. To może być metainteligencja, jak twierdził Jacques Vallée. Metainteligencja, czyli coś, co nam może się zdawać na przykład absurdalne.
Oni się mogą zachowywać w sposób absurdalny, a jednak będzie to coś, co po prostu tak dla nas wygląda, bo nie możemy tego zrozumieć. To tak jakby mrówka dostała się na wesele polskie i obserwowała ludzi, co robią. Jakie by odniosła wrażenie, prawda? Ciekawa sprawa. Panowie, kolejna sprawa. A co się stanie w naszej kulturze i świadomości, jeżeli ci kosmici już się pojawią? To znaczy jak będzie wyglądał dzień po ogłoszeniu tego, że kosmici są i są to kosmici inteligentni? To znaczy, że istnieje w kosmosie inna rasa. Może Leszek.
[02:25:51] - Inna rasa. Ciężko powiedzieć, jak zareagujemy. To jest dybanie nasze.
[02:26:13] - Mamy chyba jakieś drobne problemy. Leszku, słyszysz nas? Aj aj. Halo, halo. Ziemia do Leszka. Leszku, czy się nie słyszymy? Oj, trapią nas dzisiaj straszne problemy techniczne, proszę państwa. Ale spokojnie, całą debatę nagrywamy na trzech programach. Właśnie widzę, że Leszek się rozłączył. Coś tutaj jednak jakiś problem z połączeniem występuje.
Arku, może w takim razie ty nam powiesz, jak będzie wyglądał ten dzień po kontakcie według ciebie. Co powiedzą media?
[02:27:00] - Przede wszystkim zależy od miejsca, skąd będzie to nadawane. Będzie od pełnej euforii typu: w końcu spotkaliśmy naszych kosmicznych braci.Bo oni są zagrożeniem. Trzeba się szykować. Najlepiej wykupujcie wszystko, co można ze sklepów, żeby móc przetrwać jak najdłużej bez żywności. I wtedy te wszystkie magazyny opustoszeją i będzie super. Wszyscy wszystko kupią, zwłaszcza te rzeczy, które mają terminy przydatności do spożycia praktycznie nieskończone. To, co tam gdziekolwiek komu zalega. Zależy od kontynentu. Wydaje mi się, że najbardziej przystosowani do takiej informacji będą Chińczycy. Wbrew pozorom, dlatego, że to jest takie państwo, że po prostu: „No dobra” i tyle.
Do tego jeszcze Indie. Podejrzewam, że też na spokojnie do tego podejdą. Natomiast problem będą miały wszystkie państwa, których podstawą rozwoju czy wartości moralnych jest to, co prezentują Kościoły chrześcijańskie. Dlatego, że zawsze jest problem, że to mogą być diabły i coś takiego jest, że jednak Bóg może niekoniecznie stworzył nas na swoje podobieństwo, bo to znaczy, że tamtych też by stworzył na podobieństwo. A skoro są inni, więc coś tam nie pasuje jednoznacznie. Natomiast po co do tego islam? Po prostu oni są wredni, źli i trzeba ich o głowę skracać. Także zależnie od państwa, od kontynentu tak by było. Niewątpliwie by się zrobiło bardzo ciekawie w mediach. Chciałbym coś takiego przeżyć, powiem szczerze.
Zobaczyć, jak to będzie. Na pewno będzie wtedy bardzo dużo rozmawiać. SETI na pewno od razu się pojawi i będzie gwiazdą wszystkich mediów. Jeżeli będzie to w ten sposób, że SETI wyłapie coś innego poza wow i będą w stanie zinterpretować coś takiego. Nie wiem, jak by miało wyglądać to odkrycie obcej cywilizacji, dlatego, że w sumie SETI ma parę impulsów, które można by było traktować jako, że coś tam odkryli. I jest to tylko zaznaczone wow i to wszystko. Pismo, nawet jeżeliby to wysłali do nas ichniejszym morsem, to na przykład nasze ziemskie rongo rongo w dalszym ciągu nie jest poznane. Mało tego, nawet nie jest poznane pierwsze pismo, które było na Krecie, więc tu bardzo blisko. Też nie jest poznane ani odcyfrowane. Także tutaj nie wiem, jak by to miało wyglądać technicznie.
Niemniej jednak ciekawie by było, podejrzewam. Dziękuję.
[02:31:03] - Nie wiem, czy już Krys się wypowiadał w tym temacie. Krysiu?
[02:31:08] - Jeszcze nie, ale mam wrażenie, że ten następny dzień i jego konsekwencje wyglądałyby dokładnie tak samo, jak jest w filmie „Star Trek”. Po prostu byłby to znakomity sygnał do tego, żeby skończyć te wszystkie narodowe bzdury, tak zwane osobne kultury, odrębności religijne, historie. Tylko trzeba natychmiast stworzyć Ziemską Federację, budować Enterprise i wyruszyć w przestrzeń kosmiczną po to, żeby poznać te wszystkie światy, które istnieją i ewentualnie zdać sobie sprawę, jakie ma to konsekwencje dla Ziemi. Na podstawie tego, co powiedzieliśmy do tej pory, takie wydarzenie nie byłoby czymś absolutnie przypadkowym. Nie będzie to po prostu doniesienie jakiegoś dziennikarza czy pojedynczego człowieka, że oto mamy do czynienia z obcą cywilizacją, ale coś doskonale przygotowanego i od dawna przygotowywanego z zaplanowaniem wszelkich konsekwencji tego typu wydarzenia. Ponieważ gdyby to się wymknęło spod kontroli, konsekwencje mogłyby być absolutnie nieobliczalne. Na przykład uznaje się czy uważa się prawdopodobnie od czasów Churchilla, któremu przedstawiono taki dokument, że gdyby ogłosić, że istnieje życie pozaziemskie, to być może ludzie religijni po prostu straciliby głowę bądź doznali jakiejś głębokiej depresji czy czegoś jeszcze podobnego. Uderzyłoby to w dogmaty religijne mówiące o wyjątkowości Ziemi i Ziemian, i o tym, że Bóg stworzył Ziemię i Ziemian. I jest to absolutnie unikalne i wyjątkowe tylko dla naszej planety. Ale tak naprawdę zagrożenie dla religii i całej struktury religii jest zupełnie inne, bo uznanie istnienia takiej cywilizacji pozaziemskiej oznaczałoby, że oto nagle pojawia się człowiek, tak jak w przeszłości wspomniany przeze mnie Viracocha czy Quetzalcoatl i powiedzieliby: „Słuchajcie, ja jestem z innej planety i przynoszę wam zupełnie nowy rodzaj wiedzy i nowy rodzaj-jakichś obietnic na przyszłość, jeżeli zrobicie to czy tamto, mógłby stworzyć swoją własną potężną religię, która byłaby absolutnie zagrożeniem dla tych, którzy rządzą tym światem.
I coś takiego byłoby absolutnie nieobliczalne dla naszych losów i konsekwencji. A z pewnością już teraz znajdują się, nawet co jakiś czas spotykamy kogoś, kogo uważamy zazwyczaj za nieszkodliwego szaleńca, kto mówi właśnie, że jest w ścisłym kontakcie z kosmitami i przynosi ich wiadomość. Także w sytuacji, kiedy ta wiedza na temat istnienia kogoś poza Ziemią jest skutecznie blokowana i ośmieszana, w momencie, gdyby ją potwierdzić, mamy nagle do czynienia zupełnie z inną sytuacją. I nie trzeba by czekać było zbyt długo, żeby tacy właśnie tak zwani w cudzysłowie prorocy, kosmiczni misjonarze stamtąd, tak zwani kosmiczni misjonarze, żeby się pojawili i z pewnością zdołaliby przekonać wielu ludzi. Ponieważ ludzie ze swojej natury są tacy troszeczkę leniwi. Zamiast troszeczkę pomęczyć się, żeby sobie odpowiedzieć na te trudne pytania, o wiele łatwiej jest im uwierzyć w gotowe odpowiedzi, a jednocześnie czuć pewien komfort duchowy z tym związany i przez to tworzy się religia, której cel jest znakomity i bardzo zbożny i myślę, że w sensie teoretycznym bardzo pozytywny, to w sensie praktycznym jest niczym innym jak kontrolą populacji i do tego to się sprowadza. I dlatego ogłoszenie istnienia kosmitów mogłoby spowodować upadek czegoś takiego, a tym samym upadek pewnego porządku, jaki jest na świecie, doprowadzenie do chaosu i wymknięcia się tego świata spod kontroli. Dlatego to zjawisko, ten moment będzie doskonale zaplanowany. I tu mi się przypomina wypowiedź Wernhera von Brauna, tego właśnie Niemca, który wystrzelił Amerykanów na Księżyc, który tuż przed swoją śmiercią powiedział, że to wszystko, co się dzieje wokół Ziemi, to jedno wielkie oszustwo. Że ktoś przejmuje nad tą Ziemią władzę, bo chce rządzić całą planetą i na początku będzie straszył ludzi komunistami, potem terrorystami.
Później będzie to asteroid czy meteoryt, który będzie leciał w stronę Ziemi, a na końcu będzie atak kosmitów. I to będzie ten ostateczny moment, który ma zjednoczyć Ziemię w jedno globalne państwo. A jak wiemy, globalizm i cała ta teoria, ideologia globalizmu jest nieustannie lansowana i powoli dochodzimy do punktu, z którego już nie będzie dalej odwrotu, że trzeba będzie zjednoczyć olbrzymie części Ziemi ze sobą po to, żeby walczyły z tymi przeciwnymi częściami, a konsekwencją tego musi być absolutne połączenie i kompletne skupienie władzy w pewnych określonych rękach. Być może nie w jednym ręku i nie jednego Cezara czy cesarza, ale być może pewnej grupy ludzi, która konsekwentnie przejmuje tą władzę. Być może od tysiącleci, bo na to wskazuje historia, gdy przyjrzeć jej się troszeczkę uważniej i analizować różne przypadki, do jakich doszło w trakcie jej trwania. Dziękuję.
[02:36:29] - To może przejdźmy do kolejnych pytań z naszej listy, którą sobie przygotowaliśmy przed debatą. Pytania opracowane w oparciu o to, co przesłali nam słuchacze. Z kim skontaktują się kosmici? Czy będzie to Biały Dom, Pekin, Kreml? A może dadzą znać nam w inny sposób? Może na początek niech się wypowie teraz w tym temacie Leszek Ostoja-Owsiany, który powrócił do nas po przygodach technicznych. Leszku, prosimy.
[02:37:03] - Witam, przepraszam najmocniej. Biały Dom już był zaliczony. Była fala, która została utrwalona na filmie i na zdjęciach, gdzie nad Białym Domem wisiały obiekty, które do dnia dzisiejszego nie znalazły wytłumaczenia swojego racjonalnego. Wspominaliśmy niejednokrotnie o kontaktach, które prawdopodobnie mają miejsce z tymi wyższymi bytami. Także tu ten kontakt istnieje. On na pewnych szczeblach ma miejsce i po prostu nie jesteśmy tak publicznie powiadamiani o tym. Jeżeli już się coś przedostanie, to przedostaje się to w formie takiego przecieku, czasami kontrolowanego, czasami przypadkowego. I wtedy możemy mówić o szczęściu wielkim, bo dochodzą do nas wiadomości, które wcześniej ci, którzy mieli możliwość, to ukryli. Także te ośrodki Pekin, Biały Dom czy to Kreml to przypuszczam, że one są już na tyle świadome, wiedzą, o co chodzi i jeśli są w kontakcie, to na pewno nie są zainteresowane tym, żeby się podzielić ogółem. Co prawda ostatnio widzę na różnego rodzaju przekazach, że jest lansowane takie podejście otwarte.
Jak jeszcze parę lat temu wstecz te wszystkie programy naukowe, które traktowały ten temat, brały pod uwagę przypadki, które były wiadomych lotów i były wykorzystywane takie najgorsze przykłady, jakie można było wykorzystać na to, żeby przedstawić sprawę w danym świetle. W tej chwili zmienia się to na tyle, że rozpatrywane już są przypadki, które są przez nasz ogół przyjmowane jako te właściwe. Te, nad którymi powinniśmy się pochylić, także już społeczeństwoW takim szerszym pojmowaniu jest informowane, że to zjawisko jednak nie jest tak niepewne i takie dziwne. Warto przyjrzeć się temu. Ten kontakt istnieje. Jesteśmy powoli nastawiani. Kiedy te elity stwierdzą, że jest dany moment odpowiedni, to wtedy zostanie program uruchomiony. Tutaj rządzą nami nie tylko ci przybysze, ale są te elity nasze ziemskie, które siedzą w tych żłobach i na pewno są niechętni do tego, by podzielić się i wiedzą, i władzą. Może tyle.
[02:40:04] - Może teraz oddajmy głos Arkowi Kociekowi. Arku?
[02:40:09] - Kontakt jak kontakt, ale trzeba zwrócić na jedną rzecz uwagę. Te wszystkie programy badawcze tajnych służb, które zbierały informacje, czy będzie to projekt Blue Book, czy te trzy były programy amerykańskie, które zbierały te informacje. Do tego jeszcze ten brytyjski urząd obrony, który zbierał te informacje, które niedawno zostały opublikowane. Wszystkie kończą się i rozpatrywane są pod jednym względem. Nie to, czy faktycznie coś tam lata, przylatuje i nie mamy przed tym obrony, tylko czy stanowi zagrożenie bezpośrednio dla tego państwa, czy stanowi zagrożenie dla Ameryki, czy stanowi zagrożenie dla Wielkiej Brytanii. Tutaj oni patrzyli z całkiem innej perspektywy. Jeżeli pojawia się przez 15 lat UFO nad Ameryką, jest spisywana większość takich zdarzeń. Do tego są dorabiane jakieś dziwne rzeczy, a podstawową konkluzją jest taka: czy to zaatakowało? Czy to jest w stanie nas zaatakować i czy to atakuje? Okazuje się, że nie.
Nie ma wpływu na nas dlatego, że nie to, że nie może, bo jak się pokazywało nad bazami wojskowymi, w których wyłączało systemy obrony, to znaczy, że wpływ jakby chciało, to by miało, ale mimo wszystko nie robi tego i nie chce mieć takiego wpływu. Nie stwarza zagrożenia bezpośredniego, nie próbuje nas atakować i niezaatakowane nie atakuje nas bezpośrednio, więc nie ma takiego zagrożenia. Takimi konkluzjami w sumie kończą się wszystkie te programy, które były. Czy taki kontakt prawdopodobnie jest? Dopuszczam to, że taki kontakt jest na stałe. Podejrzewam, że w Stanach Zjednoczonych. Mało tego, te wszystkie katastrofy, przynajmniej większość z nich, miały faktycznie miejsce. One są zaprzeczane, wyśmiewane i tworzone dokumenty, żeby w jakiś sposób umniejszyć im. A to z jednego prostego powodu. W 1947 roku, jeżeli w Roswell się cokolwiek rozbiło i gdyby to podać tak, jak podali do wiadomości: „Dobra, mamy statek kosmiczny obcych”, to zaraz by było tak, że ONZ prosi o to, żeby pokazać, przedstawić.
Więc druga strona, czyli Rosja, Związek Radziecki wówczas, na pewno by chciała do przebadania. I w momencie, kiedy próbuje się z tego spodka cokolwiek odzyskać dla obronności swego kraju, dzielenie się tymi informacjami czy tym spodkiem z wrogiem jest w sumie bez sensu, więc można wymyślić wszystko, łącznie z nasłuchem fali dźwiękowych uderzeń atomowych po drugiej stronie globu. Wytłumaczenie jest tak debilne, że normalnie ręce opadają, dlatego że w momencie wybuchu wyzwala się taka energia i wszelkie możliwe spektra fali elektromagnetycznej, że wyłapanie czegoś takiego jest jakimś tam problemem. Nie potrzeba wysyłać mikrofonów, które mają nasłuchiwać nad terytorium Ameryki czy po drugiej stronie globu coś tam wybuchło. To by było śmieszne. Więc wymyśla się różne rzeczy, żeby temu przeciwstawić się, żeby w jakiś sposób ośmieszyć, żeby odzyskać. Stąd wydaje mi się, że te teorie spiskowe, które mówią o tym, że jest taki kontakt, czy był, jest w dalszym ciągu prowadzony i ci obcy w jakiejś formie u nas coś próbują robić. Może nie wszystkie. Niektóre są takie, że się nie da. Niemniej jednak niektóre są, że ten kontakt faktycznie jest i to już mamy za sobą, tylko jest kwestia powiadomienia społeczeństwa i ewentualnych skutków tego powiadomienia.
Ale tu, jak już mówiliśmy w tej debacie, to jest powoli przygotowywane wszystko. W momencie, kiedy zdecydują się władze, podejrzewam, że to wszystko się kręci wokół władz Ameryki, jeżeli się Stany Zjednoczone zdecydują, to będzie ogłoszone. Dziękuję.
[02:45:12] - Widzę, że wrócił do nas Piotr Cielebiaś po chwilowej nieobecności. Dlatego oddamy Piotrowi głos. Piotrze?
[02:45:20] - Tak, jeżeli chodzi o kwestię kontaktu
[02:45:25] - Wszystko zależy od tego, co ci obcy będą wiedzieli o Ziemi. Prawdopodobnie jeżeli znają nas dobrze, to uderzą do ONZ najpierw. A jeżeli znają nas naprawdę dobrze, to w ogóle się nie będą kontaktowali. Po pierwsze, dlaczego by mieli to robić? Sądząc na taki chłopski rozum, to w zasadzie kontakt powinien mieć obopólną korzyść. Jeżeli to by były istoty, które prawdopodobnie przylatując do nas miałyby znacznie większe możliwości, to kontakt nie byłby im potrzebny. Oni mieliby o nas wiedzę, mogliby sobie zabrać, co by chcieli i prawdopodobnie nie skorzystaliby na tym kontakcie w ogóle. Oprócz chyba zaspokojenia jakiejś swojej ambicji czy chęci. Natomiast nie mam pojęcia, kogo wyznaczyć na beneficjenta tego pierwszego kontaktu, bo podejrzewam, że każdy byłby na tyle samolubny, że zatrzymałby to dla siebie. Także przypuszczam, że byłby to nie lada problem.
Tym bardziej, że tak naprawdę, kiedyby się pojawił taki obcy pojazd na Ziemi, to tak naprawdę nie miałby gdzie wylądować. Bo gdzie? Na Kremlu, w Białym Domu, a może w Brukseli? Albo bardziej w Nowym Jorku. Także stwarza to całą gamę problemów. I wydaje mi się, że tutaj uczeni z SETI mają w jednym rację: że spodziewają się tego kontaktu w innej formie niż takiej bezpośredniej. To znaczy poprzez pewnego rodzaju manifestację techniczną może bardziej. Nazwijmy to chyba właśnie manifestacją niż kontaktem, że będzie to po prostu pokazanie się, jeżeli po drugiej stronie będzie jakaś naprawdę rozwinięta cywilizacja tylko po to, żeby dać o sobie znać, ale nie ingerować. I to tyle. Wszyscy już odpowiedzieli chyba na to pytanie z tego, co wiem, bo Marek nam znowu zniknął.
Znowu problemy. Panowie, przychodzą tutaj cały czas pytania. Nie wiem, czy my dzisiaj wszystkie przerobimy, natomiast zostało nam z naszej listy bardzo ciekawe pytanie, zmuszające do głębokiego zastanowienia się nad naturą UFO i nie tylko. Bo jak mówiłem od początku, dużą popularność zdobywa tak zwana hipoteza międzywymiarowa. Ona mówi o tym, że obcy lub istoty, lub też pojazdy, które pojawiają się na Ziemi, nie są tak naprawdę podróżnikami przez kosmos, tylko pojawiają się tu w wyniku interakcji fizycznych, które nie są nam do końca znane. To znaczy mogą oni pochodzić z innego wymiaru i pojawiają się tutaj albo przypadkowo, albo celowo. Jeżeli jest to prawda i jeżeli obiekty UFO lub obcy, o których się ciągle donosi, pojawiają się na Ziemi w ten sposób, to czy możliwe, że z nimi uda się nam skontaktować? Innymi słowy, czy ten inny wymiar jest dla nas dostępny? A może on jest dostępny cały czas, tylko nie mówi do nas bezpośrednio, a poprzez bardzo delikatny wpływ i oddziaływania? Leszku, co na ten temat sądzisz?
Bo myślę, że będziesz miał dużo do powiedzenia.
[02:49:25] - To jest aspekt taki duchowy, gdzie ten inny wymiar, ta inna rzeczywistość przenika nas. Jesteśmy cząstką, która jest w nas wpisana. Tylko że jest przez nas nierozpoznawalna i to przenikanie wymiarowe może toczyć się na wielu aspektach. Te inne wymiary mogą mieć również taki bardzo fizyczny swój aspekt niedaleko od nas, który ma możliwość przenikania do nas. I tutaj może być oddziaływanie takie materialne. Ale większość tych istot, które u nas się pojawiają, odciskają piętno takie właśnie duchowe, energetyczne, gdzie ta inna rzeczywistość, inny wymiar mówi nam, że jest w nas wpisane coś, co dałoby nam możliwość kontaktu. Tylko nie wiem, czy to jest na zasadzie wypracowania, bo są ludzie, którzy potrafią wypracować pewne zdolności, które ułatwiają im albo lewitację, albo biolokację. Różne są zdolności, które osiągali na przykład hinduscy jogini czy też chrześcijańscy mnisi, którzy praktykując ten aspekt duchowy, potrafili zmieniać ten nasz realny wymiar, a zarazem mówić o tym właśnie duchowym aspekcie innego wymiaru, w który mieli wgląd, mieli możliwość zajrzenia. O tym mówi ta cała sfera animizmu, która w szamanizmie byłaGdzie ten aspekt duchowy był na tyle mocny, że ci ludzie mówili o tym, że wstępują do zupełnie innego świata. Także te istoty, jeśli istnieją, a przypuszczam w 100%, że istnieją, to przenikają do nas właśnie w takich formach, które opisywaliśmy w formie baśniowej, ulotnej.
Czymś, co jest czasami namacalne, ale w większości na tyle ulotne, że nie mogliśmy przypisać im aspektu materialnego. Ten inny wymiar był obecny przez cały czas u nas i to podejście jest takim lansowaniem zrozumienia rzeczywistości, które w nas się wtłacza. Są cywilizacje, które mają większe otwarcie na duchowość, na ekspresję energetyczną i uzyskują trochę większe efekty. My poszliśmy zupełnie inną ścieżką i aspekt duchowy, energetyczny jest dla nas trochę zamknięty i musimy się uczyć tego od nowa. Przypuszczam, że ta pierwotna forma, która była nam przypisana, została z czasem zagubiona i w tej chwili te próby odtwarzania, sięgania do innych kultów, innych wzorców czasami nie za dobrze nam wychodzi i te kontakty są właśnie z istotami, z którymi wolelibyśmy nie mieć kontaktu. Dla mnie ten aspekt duchowy, wielowymiarowy jest istotny i myślę, że ten kontakt istnieje cały czas. Tyle.
[02:53:21] - Właśnie, takie teorie i hipotezy, że ten inny wymiar skulony, zwinięty, powstały gdzieś po wielkim wybuchu, w zasadzie nie zniknął z naszej rzeczywistości, ale jest trudny do odnalezienia, a drogą do niego jest nasz umysł. To jest temat trudny i długi, ale zdaniem wielu badaczy niekonwencjonalnych, zresztą hipoteza o pozaziemskim pochodzeniu UFO tak naprawdę dominuje. Nie o pozaziemskim, o międzywymiarowym pochodzeniu. To tak naprawdę dominuje w wielu kręgach. Dziś odchodzi się już od hipotezy pozaziemskiej ze względu na dużą ilość przypadków wysokiej dziwności i pewnych aspektów w spotkaniach z UFO, które są zastanawiające. Dochodzą do tego te wszystkie wnioski płynące z doświadczeń z psychodelikami, z wchodzeniem w inny wymiar przy pomocy własnego umysłu, o innych stanach świadomości i tak dalej. Wiele osób uważa, że poprzez pewnego rodzaju doświadczenia czy praktykę można ten inny wymiar osiągnąć. Można te kontakty, a przynajmniej tą inteligencję sobie przybliżyć. Ona zacznie do nas mówić i może nie przybierze formy UFO, bo może zmieniać formy, ale odbierzemy sens tej informacji. Innymi słowy, te wszystkie doznania paranormalne, channelingi, w których zawsze się przejawiają te same treści, a także inne dziwne zjawiska, mogą właśnie być głosami z wymiaru, którego nie widzimy.
Czy kryje się tam też UFO? Czy my zdołamy się z tym skontaktować? Chris, jak sądzisz?
[02:55:17] - Myślę, że tak. Myślę, że żyjemy w czasach, w których nastąpiło pewne nieporozumienie, pomieszanie z poplątaniem, bo żyjemy w dwóch kompletnie opozycyjnie do siebie ustawionych realnościach. Jedna to jest realność nasza technologiczna, gdzie dysponujemy urządzeniami, które pozwalają nam penetrować najrozmaitsze sfery od kosmicznej poprzez kompletnie mikroskopijną. Potrafimy zbadać, wyciągnąć wnioski, ale jednocześnie powoduje to, że stajemy się swego rodzaju cyborgami, bo nawet sam fakt, że siedzimy teraz przed komputerami i rozmawiamy ze sobą, używamy narzędzia, które w jakiś sposób umożliwia nam komunikację, oznacza to, że jesteśmy cyborgami. Udoskonalamy to, kim jesteśmy, w jaki sposób zostaliśmy stworzeni przez naturę, dokładając do tego maszynę, by móc osiągnąć ten pewien określony cel. A z drugiej strony mamy to, o czym mówił Leszek i o czym również ty wspominałeś. Sferę duchowego kontaktu, sferę międzywymiarową. Wiemy, że coś istnieje. Nie potrafimy tego ogarnąć. Bardzo trudno nam jest to zracjonalizować, ale jednocześnie mamy dowody istnienia tego typu komunikacji właściwie niemalże pod ręką.
I mam tutaj na myśli te wszystkie megalityczne budowle, których sensu ciągle nie rozumiemy. Nie rozumiemy ich twórców i nie rozumiemy celu ich działania, ale bardzo dużo wskazuje na to, że właśnie te wielkie megality, takie jak piramidy, jak te wszystkie mury w Sacsayhuamán w Peru, jak inne budowle w innych miejscach świata, jak zigguraty w Sumerze i wszystkie te inne wymykające się historii budowle, to były rodzaje maszyn, które umożliwiały kontakt bądź stymulowały kontakt międzywymiarowy właśnie z kosmosem. Świadczy o tym specyficzne ustawienie tych obiektów. One nie były rzucone przypadkowo, bo pięknie wyglądały w krajobrazie bądź cieszyły oko tego, który je zamówił. One miały pewien ściśle specyficznie określony cel. Po zbadaniu ich matematycznej charakterystyki okazuje się, żeNie dość, że są niezwykle proporcjonalnie zbudowane w oparciu nie tylko o fizykę Newtona, ale o fizykę kwantową. Są zorientowane astronomicznie, są nakierowane na określone gwiazdozbiory, a jednocześnie w jakiś sposób reagują z pewnymi sytuacjami kosmicznymi. Kiedy ta energia kosmosu przenosi się z jednego miejsca galaktyki na drugi. Leszek wspominał o tym, że przechodzimy z epoki Ryb do epoki Wodnika. Co to oznacza?
To nie oznacza tylko horoskopu. Oznacza to olbrzymie zjawisko kosmiczne, któremu podlegamy. Tego typu maszyna, ten megalit był pomocą, czymś, co umożliwiało nam kontakt ze wszechświatem, a jednocześnie z obcą cywilizacją, z kosmitami, z mieszkańcami Syriusza czy Plejad, czy innych planet, czy Draco gdzieś tam we wszechświecie. Gdyby nie kataklizm, być może to byłby nasz naturalny stan życia i naturalny stan pojmowania świata. Właśnie w ten sposób. Dla porównania wcześniej wspomniałem, że jesteśmy cyborgami, bo używamy komputerów. Być może w myśl założeń tej pierwszej przedpotopowej cywilizacji, która pojmowała rzeczy w sposób bardziej intuicyjny i porozumiewała się być może telepatycznie, my robilibyśmy to właśnie teraz. Znaleźlibyśmy określoną falę, na której moglibyśmy się porozumieć, a jednocześnie znaleźć punkt gdzieś w przestrzeni kosmicznej, gdzie wszyscy nasi słuchacze mogliby przyłączyć się do tej dyskusji i również czerpać z niej informacje, bądź być na bieżąco o tym, o czym w tej chwili rozmawiamy. Elementem zwrotnym, kiedy przechodzimy z tego pierwszego elementu, intuicyjnego, wielowymiarowego w ten trójwymiarowy, w którym żyjemy teraz w oparciu o cywilizację techniczną, jest właśnie moment wieży Babel. Wieża Babel to jest symbol jedności ludzkości.
Wiemy wszyscy chyba dobrze o tym, że Bóg, kiedy zobaczył, że człowiek buduje wieżę Babel, to ją zburzył i pomieszał im w głowach, pomieszał im języki, żeby nie mogli się porozumiewać ze sobą. Co to oznacza? Oznacza to, że być może coś się wydarzyło, że ucięło kontakt telepatyczny pomiędzy ludźmi. Kontakt poza tymi trzema wymiarami, w których funkcjonujemy. Bo tylko w taki sposób można rozumieć porozumiewanie się jako pewien rodzaj abstrakcji. Ponieważ w porozumiewaniu się telepatycznym nie używamy słów, nie wysyłamy słów tak, jak wysyłamy je teraz, mówiąc do siebie, a jest to tylko projekcja naszej myśli, która jest fantastycznie rozumiana przez kogoś, kto mówi w zupełnie innym języku, prawda? A jednak mimo wszystko dociera to do niego i jest świetnie rozumiane. Próbą uratowania tego wszystkiego jest hieroglif, który przez historyków uważany jest za prymitywne podejście do pisma. Ale jeśli przyjrzeć się strukturze hieroglifu, to zawiera on informację, która łączy ze sobą przekaz informacji w formie zapisu, a jednocześnie daje jeszcze inny rodzaj. Tworzy w mózgu projekcję tego słowa czy tego zagadnienia w taki sposób, aby móc zostawić go na naszym ludzkim hard drive, a drugi raz, żeby go przesłać komuś innemu.
Ta próba niestety skończyła się fatalnie, bo dziś mamy pismo, które jest abstrakcyjne i nie ma odniesienia między sposobem zapisu dziś a tym, co było zapisywane hieroglifami. Podobnie skończyła się nam kultura megalityczna. Ja chciałbym wierzyć, że te wszystkie budowle służyły tego typu kontaktowi, że te budowle były siecią. To, co dzisiaj byśmy nazwali Wi-Fi, które nas otacza, internet światowy był stworzony w sposób telepatyczny kiedyś, a jednocześnie w połączeniu z energią kosmosu pozwalał na wielowymiarowy kontakt z innymi cywilizacjami i wymianę informacji nawzajem pomiędzy nimi. Ponieważ my sami jako cywilizacja obecnie techniczna mamy jedno podstawowe ograniczenie. Nie jesteśmy w stanie wykroczyć poza trzeci wymiar. Na dodatek jest czas, który jest ostateczną kratą więzienną, przez którą nijak nie umiemy się przedrzeć. I tylko zaledwie w ostatnich latach, niedawno zupełnie, jesteśmy w stanie rozumieć, w jaki sposób działa powłoka czasoprzestrzenna i jakie są ewentualnie możliwości, aby się przez nią przebić i dostać gdzie indziej. Być może te kosmiczne cywilizacje posiadły już taką umiejętność i są w stanie używać tego sposobu. My wciąż nie.
Tak bym na ten problem spojrzał. Dziękuję bardzo.
[03:02:59] - Zmierzamy powoli ku ostatecznym odpowiedziom. Dlatego proszę wszystkich, jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś pytania, sugestie, niech zada je teraz. Przypominamy, że rozmawiamy dzisiaj o kontakcie z obcymi i konsekwencjach kontaktu. Jak zwykle okazuje się, że problem nie jest taki łatwy i ma bardzo wiele rozgałęzień. Jest niezwykle kompleksowy. Arku, co sądzisz o przekazach i istotach z innych wymiarów? Czy kontakt z nimi też jest możliwy?
[03:03:39] - To, o czym ostatnio mówił w ostatnich słowach Chris o powłoce czasoprzestrzennej i samej barierze czasu. Ja się skłaniam ku tego typu hipotezom.
[03:03:54] - W fizyce teoretycznej jest pojęcie wielowymiarowej przestrzeni. Prawdopodobnie tych wymiarów jest około jedenastu, z tym że nie jesteśmy w stanie przejrzeć czy przejść do innych wymiarów. Podstawą przejścia do innych wymiarów jest zmiana grawitacji. O tym mówi teoria Robaczka, polskiego matematyka, kałuży Kleina. O tym się mówi, że mogą istnieć tunele czasoprzestrzenne i po osiągnięciu pewnych możliwości technicznych będziemy mogli sobie podróżować przez kosmos. Ja się skłaniam ku tego typu teoriom. Daleko mi jest do przejścia do samej duchowości i tego typu rzeczy, że przez medytację czy channeling możemy spotkać się gdzieś w przestrzeni z bezpośrednią istotą jakąkolwiek. Oczywiście istnieje coś takiego jak telepatia. Jest to współbranie dwóch umysłów. Niemniej jednak umysł obcego jest tak daleko, że nie jesteśmy w stanie załapać wspólnych pojęć.
W tej chwili myślimy językiem, myślimy słowami, wyrazami konkretnymi. Nawet jeżeli przejdziemy do myślenia rzeczami, gdzie będziemy sobie wizualizować poszczególne elementy i w ten sposób przekazywać sobie dane rzeczy, to jesteśmy w stanie nawiązać kontakt tylko z istotami, które mają podobne skojarzenia, podobne wyobrażenia. Natomiast ciężko sobie wyobrazić, żeby szara z odległych wymiarów czy kosmosu jest w stanie zrozumieć to, o co nam chodzi. Odwrotnym dowodem na to, o czym mówię, jest to, co spotkało panią Irenę Orkisz. To było takie medium, które w okresie międzywojennym współpracowało z Towarzystwem Vril i Thuli. Do tych organizacji należał też Hitler i stąd oni mieli przekazy z obcych cywilizacji, które im przekazały między innymi sposób budowy spodków kosmicznych i tak dalej. Dlatego skoro ta pani mogła mieć kontakt, to wydaje się, że powinien taki kontakt być możliwy. Ale z drugiej strony jak można przekazać komuś coś, o czym ten ktoś nie ma bladego pojęcia, co to ma być? To tak, jakby próbować połączyć się telefonem z kimś, kto nadaje Morse'a przy pomocy reflektora. Nie da się po prostu.
Obcy z innych wymiarów. My nie jesteśmy w stanie przeniknąć przez to, dlatego że tak jak na kartce jest cywilizacja płaszczatków i teraz dla tego płaszczaka coś, co będzie przechodziło przez jego przestrzeń, niech to będzie kula, będzie zaczynała się od tego, że będzie punktem. Później rozrośnie się przez odcinek duży, który będzie z każdej strony wyglądał jednakowo do tego, żeby z powrotem zniknąć. Tak samo my obserwujemy to, czasami są takie doniesienia, pojawianie się obiektów UFO, których widoczne są światła. Jedno, drugie, trzecie gasną, znikają, a nagle się pojawia kula czy pojawia się cokolwiek innego. To, co oni by obserwowali z punktu widzenia swojej kartki, my obserwujemy, widząc obiekty, które do nas przylatują czy ukazują się nam. Do tego jeszcze należy dołożyć to, że w kilku obserwacjach dochodziło do zmiany parametrów czasu. Taka zmiana była między innymi widoczna i fajnie opisana przy okazji badania kręgu w Dalniegorsku bodajże w Rosji, gdzie widać było wyraźnie, że wewnątrz kręgu wypalonego prawdopodobnie przez statek obcych czas biegnie inaczej niż na zewnątrz. Była różnica. Z różnicą w upływie czasu zetknął się też w Elotowie podczas badań kręgu pan Szymański.Gdzie czas przyśpieszył, zwolnił.
Jesteśmy na etapie tego, co widzimy i co jesteśmy w stanie opisać, czyli niewiele się różnimy od tego, co miał do swojej dyspozycji Newton. Droga przed nami jeszcze daleka. Być może wystarczy tylko jedno odkrycie, które zmieni całkowicie to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Wystarczy odkryć coś, co będzie zaburzało grawitację i podejrzewam, że to grawitacja jest łącznikiem tych wymiarów, jak i daje możliwość podróży przez czas i przestrzeń. Tak to mniej więcej wygląda. Jeżeli chodzi o cywilizacje stare, to taki pomysł, że faktycznie kiedyś na Ziemi istniała lepsza i bardziej zaawansowana cywilizacja niż to, jest nam przekazywane, jest bardzo prosty. Jeżeli popatrzymy na ruiny zarówno w Ameryce Południowej zwłaszcza, jak i te, które są w Egipcie, Duża Piramida i Sfinks, tylko te dwie w sumie, to widać, że kiedyś to, co było zrobione, było zrobione z olbrzymich megalitów, było zrobione z olbrzymią dokładnością i w sposób, których nie jesteśmy w tej chwili nawet w stanie odtworzyć. Bo ściągnięcie 700-tonowego głazu i postawienie go, jego wyrównanie wewnątrz, obudowanie go dwoma milionami kamieni, tak jak jest to w Wielkiej Piramidzie, to przekracza w tej chwili nasze możliwości. Mało tego, w Ameryce Południowej, w okolicach Machu Picchu jest postawiony głaz, który jest postawiony na skałach. Człowiek XXI wieku nie byłby w stanie go tam wstawić, dlatego że nie jesteśmy w stanie tam dojechać dźwigiem jakimkolwiek, żeby go postawić, a poza tym nasze dźwigi nie są w stanie podnieść go na taką wysokość i tak przestawić, bo on waży kilkadziesiąt ton.
Na pewno coś takiego było, że oni w jakiś sposób to robili. Jest jakiś nieodkryty sposób. Jesteśmy po prostu daleko od tego. Dziękuję.
[03:12:53] - Pozostaje pytanie, czy my możemy kontaktować się z mieszkańcami takiego świata równoległego albo innego wymiaru? Obecna nauka twierdzi, że to jest niemożliwe z wielu względów. W jaki sposób mieszkańcy tamtego wymiaru mogliby się tutaj pojawiać, też nie jest do końca ustalone. Podejrzewam, że gdyby się to wytłumaczyć, trzeba by się odwoływać do bardzo skomplikowanych dociekań fizycznych. Z drugiej jednak strony wydaje się, że rzeczywiście niektóre obserwacje UFO wskazują na to, że te obiekty mogą naginać rzeczywistość. Stąd wniosek, że mogą być podróżnikami przez tkaninę rzeczywistości. Ale czy my możemy rzeczywiście odbierać te przekazy z innej strony? Albo czy my nie do końca jesteśmy w stanie zdefiniować źródło tych wszystkich doznań? My to nazywamy innym wymiarem, inną rzeczywistością, a tak naprawdę nie wiadomo, co to jest. Nie wiadomo, w jakiej pozycji to przylega do naszej rzeczywistości.
To też jest duży problem. Wiem, że Chris chciał coś jeszcze powiedzieć.
[03:14:17] - Przy okazji tego, co tu opowiada Arek i wcześniej jeszcze ja mówiłem o tych megalitach, które miały być swoistym systemem Wi-Fi dookoła Ziemi, które pozwalałoby ludziom nie tylko komunikować się ze sobą, ale także być może z innym wymiarem, czy też z inną cywilizacją gdzieś daleko w przestrzeni kosmicznej, skoro wszystkie te megality są w jakiś sposób precyzyjnie umieszczone astronomicznie wobec pewnych galaktyk czy innych systemów planetarnych. Doświadczenie z mojej własnej wyprawy do Peru, o której czasami tutaj wspominam w tych debatach, ponieważ obserwowałem te megality także pod tym kątem, ale właściwie przy większości nich nie odczuwałem nic takiego, co by mogło spowodować we mnie coś w rodzaju przemiany. Może nie tyle przemiany, co w jakiś sposób próbowałoby otwierać do tej pory zamknięte sposoby patrzenia na mój świat. I nie myślę tutaj o podejściu w stylu New Age, czy medytacyjnym, czy może jeszcze jakimś innym, tylko czysto fizycznym jako kompletnego laika czy człowieka jedynie otwartego na tego typu doświadczenie. Właściwie to tkwiło sobie u mnie w jakimś kącie głowy i nie zawracałem sobie tej głowy tymi problemami za bardzo, aż do momentu, kiedy pojechaliśmy do takiego miejsca, które się nazywa Amaru Muru.Jest to kilkanaście kilometrów od jeziora Titicaca, tuż przed granicą Peru i Boliwii. Amaru Muru jest to właściwie skalny klif, niezbyt wysoki i jest w nim wykute bardzo dziwne wejście. Zresztą wykute jest w sposób bardzo precyzyjny, tak jakby ktoś kroił masło nożem. Reszta skały jest pocięta w jakieś niezrozumiałe nacięcia czy żleby. Widać wyraźnie, że są wykonane one w sposób sztuczny, że natura nie miała z tym nic wspólnego. I nagle, będąc przy tej skale, przy tym klifie, który jest dosłownie położony w szczerym polu, nie ma tam kompletnie nic dookoła, gdzieś tam na horyzoncie jedna mała wioska, gdzie tubylcy, gdy zobaczyli, że autobus zatrzymał się przy Amaru Muru, zaczęli galopować ze swoimi straganami, żeby dopaść nas jakoś i próbować sprzedać te swoje różne tak zwane pamiątki.
Zajęło im to co najmniej dobre pół godziny, 45 minut, żeby przez te szczere pola dotarli. A ponieważ nie rosną tam drzewa, widać ich z daleka. Dlatego było sporo wolnego i spokojnego czasu, by móc poprzebywać właśnie w otoczeniu tego dziwnego i wydaje mi się bardzo specjalnego miejsca. I właśnie będąc tuż przy nim, nagle, nieoczekiwanie poczułem niesamowicie silny, ogarniający mnie niepokój. Nie mogłem kompletnie zrozumieć tego faktu. Oczywiście można to tłumaczyć najrozmaitszym promieniowaniem elektromagnetycznym, które ma tu specyficzny objaw, różne inne historie. I za każdym razem im bliżej byłem tej ściany, tym niepokój rósł. Kiedy oddalałem się od niej, niepokój mijał. Tak właściwie mój kontakt z tą ścianą trwał. Jednocześnie w międzyczasie przechadzając się raz bliżej, raz dalej i przyglądając się, jak szaleją tam różdżki, które koledzy powyciągali i zaczęli badać to pole elektromagnetyczne, zacząłem rozmyślać nad tym, jaki jest sens, co tu się dzieje w ogóle, jaka jest sytuacja.
I wówczas przyszła mi do głowy idea, pewnie nie za mocno oryginalna, o tym ziemskim telepatycznym Wi-Fi. Dlatego że niemalże w przypadku 90% megalitów na całej Ziemi czegoś takiego nie ma. I można sobie zadać pytanie dlaczego. Odpowiedź jest tu prosta. Odpowiedzią są archeolodzy albo cywilizacja, która narastała na tych megalitach. I przez to, że narastała bądź została zniszczona przez archeologów, te budowle straciły swoje właściwości. Pewna równowaga, harmonia, którą tworzyły, została na tyle silnie naruszona, że przestały one spełniać swoją funkcję. Nie wysyłają nic bądź nie tworzą nic. Natomiast w przypadku Amaru Muru struktura jest absolutnie nietknięta. Nikt tam niczego nie szukał w tej ziemi, nikt tam niczego nie grzebał, nie zawraca to płotu.
Tam są dookoła orne pola. Jest taka polna droga, jak można znaleźć jeszcze tu i ówdzie na polskiej wsi, żeby tam dojechać. Jest to kompletny koniec świata, mało ludzi, nieprzyjazny za bardzo krajobraz, pustawy i też taki niezbyt fascynujący. A jednak ta budowla przez fakt tego, że nie była nigdy w jakiś sposób modyfikowana, być może ciągle działa. I to działanie właśnie odczułem na samym sobie, że nagle zaczęło się coś w mojej głowie otwierać i przybierało ono objaw, w moim przypadku, niepokoju, ale to tylko dlatego, że nie potrafiłem tego wykorzystać. Być może to wyglądałoby tak, jakby ktoś zobaczył nasze gniazdko z prądem elektrycznym, włożył tam drucik, zastanawiając się, co jest w środku i gdyby go kopnął prąd na przykład, i pomyślał sobie: „O, jakaś dziwna siła tutaj się mieści”. A jest to energia, którą my dobrze znamy i potrafimy się z nią obchodzić i wykorzystywać do własnych celów. I podobnie ja wobec takiej budowli, która ciągle funkcjonuje i ciągle działa, nie wiedziałem, w jaki sposób zachować się, w jaki sposób móc wykorzystać czy w ogóle podłączyć się do tego megalitycznego internetu, który tu i ówdzie gdzieś tam ciągle jeszcze istnieje. I właśnie to nasuwa mi ciekawe skojarzenie, że gdy nawet spojrzymy na rozłożenie megalitów na całym świecie, okazuje się, że one same również nie są położone przypadkowo. One same są też zorientowane wobec siebie, istnieją w tej pewnej świętej geometrii, jak czasami się to nazywa, tworzą absolutnie pewien rodzaj połączonej ze sobą sieci, która jako całość być może miała niezwykły wpływ na całą kulę ziemską i na tą przedpotopową cywilizację, która tutaj kiedyś funkcjonowała.
I my tego nigdy nie potrafiliśmy odtworzyć. I teraz sami robimy to za pomocą technologii, którą wymyślamy. I to taki tylko dodatek do tego, o czym mówiłem, że te historie ciągle istnieją i być może coś w tym jest. Dlatego chciałbym na to zwrócić uwagę tu wszystkich moich dyskutantów, a także słuchaczy. Dziękuję.
[03:21:19] - Tak zwana sprawa świętej geometrii, geografii uroczysk, jak to się zwie w słowiańskiej tradycji, jest rzeczywiście inspirująca i ciekawa. Wiem, że Leszek chciał coś jeszcze powiedzieć.
[03:21:33] - Tak, tutaj Chris ma dużo racji, że to, co się dzieje w danym miejscu, rzutuje na energetykę samego miejsca. Mam tutaj przykład swojego podwórka. W Toruniu mamy dwa miejsca, tak zwane miejsca mocy, gdzie radiestezyjnie możemy odczuć miejsce, które jest połową mocy tego, co jest na Wawelu. Tak poglądowo. I te miejsca mają takie swoje przesłanie.Budynki, które zostały posadowione na tych miejscach, są formą takiego kagańca. To miejsce ma energię, światłość, ale ta światłość jest za kratą. Jest też taki fajny przykład. Niedaleko nas jest miejsce, gdzie jest stare grodzisko. To jest grodzisko Kałdus w Kałdusie, stara lokalizacja Chełmna. Jest tam grodzisko, które ma mniej więcej około pięciu, sześciu tysięcy lat.
Na tym grodzisku chciano postawić świątynię chrześcijańską za czasów Polski, gdy przyjmowała chrześcijaństwo. Miała być tam trzecia z kolei po Poznaniu i Gnieźnie duża bazylika. Jednak poganie, ruch na tyle mocny, że spalili całe miasto i nie pozwolili zabudować. Ta zabudowa nie została ukończona i pozostało to tak pierwotnie, jak było kiedyś. Do dnia dzisiejszego ktokolwiek tam nie pójdzie, ta energia jest wyczuwalna. Ludzie chętnie przebywają w tym miejscu. Tak po prostu intuicyjnie odbierają, że to miejsce jest dla nich pozytywne. Byłem w paru takich miejscach, gdzie człowiek nie do końca zmienił to otoczenie od długiego okresu czasu i oddziaływanie energii, która emanuje z ziemi, jest na tyle czytelne, że to wyczuwa właściwie każdy. Natomiast w tych miejscach, gdzie ta cywilizacja zaczyna coś przerabiać, coś modyfikować, zmieniać, czy też to są archeolodzy, którzy przychodzą i zabierają większość eksponatów do pudełek i odstawiają w magazynach. Zmienia się całą energię danego miejsca i te miejsca energetyczne są odłączane od tej sieci, o której Chris wspomina.
Tyle, moje trzy grosze.
[03:24:20] - Dobrnęliśmy chyba do końca debaty. Debatujemy już trzy i pół godziny. Najwyższa pora na podsumowanie dosłownie w trzech zdaniach. Panowie, czy ten kontakt w ogóle jest możliwy i czy on się odbędzie? Bo niektórzy mogą się pogubić, ale okazuje się, że nie będzie to takie łatwe, że przylecą kosmici i się nam pokażą, dlatego że to może mieć poważne konsekwencje. A po drugie, ci kosmici wcale nie muszą przybyć gdzieś tam z głębi wszechświata. Oni mogą być na pewnym innym poziomie tego, co nazywamy rzeczywistością. Także panowie, trzy słowa dosłownie odnośnie tego, o czym dzisiaj mówiliśmy. Jak to podsumować i czego się spodziewać? Leszku?
[03:25:21] - Może taki otwarty kontakt, jeśli nastąpi niebawem, to będzie to za sprawą rządu światowego, który będzie chciał wykorzystać tego rodzaju zjawisko do swoich celów. Natomiast czy kontakt bezpośredni z taką cywilizacją, która się nagle pojawi, czeka nas w najbliższym czasie? Raczej wątpiłbym. Jesteśmy w trakcie zmian. Te zmiany są na tyle powolne, że nie rokują nam, przynajmniej naszym pokoleniom, które w tej chwili zasiadają na tym padołku, możliwości do takiego kontaktu. Jesteśmy zbyt prymitywną cywilizacją, żebyśmy byli godnym i poważnym dyskutantem i żebyśmy mogli zabrać głos w szerszym gronie. Jesteśmy jeszcze prymitywną cywilizacją, która musi się jeszcze bardzo dużo nauczyć. Tyle.
[03:26:25] - Przekażmy może teraz głos Arkowi Kocikowi. Arku?
[03:26:30] - Myślę, że taki kontakt jest od jakiegoś czasu. Jest tylko kwestia powiadomienia społeczeństw o nich. Głupio się przyznać, że dobra, mamy ten kontakt od dłuższego czasu i wam nic nie mówiliśmy, a wy nas wybraliście i my powinniśmy być dla was, a mimo wszystko zatajaliśmy wszystko. Powiedzmy, że dla waszego dobra. Taki kontakt jest i nie wiem, kiedy zostaniemy o nim poinformowani. Na razie w najbliższym czasie nie sądzę, by tak miało być. Po prostu jest tyle w tej chwili zamieszania na świecie. Rosja, państwa islamskie, coś tam jeszcze innego, że na razie to zostanie odciągnięte w czasie. Na jak długo? Ciężko powiedzieć, bo nie widać końca tych problemów, które mamy w tej chwili.
Dziękuję.
[03:27:39] - Chris. Trzy słowa.
[03:27:42] - To bardzo krótko w takim razie. Jeśli chodzi o inteligentny kontakt, wydaje mi się być to utopią. Myślę, że nie nastąpi ogłoszenie tego oficjalnie, nie nastąpi za naszego życia. Być może nawet następne pokolenia o tym nie usłyszą. Jeżeli już cokolwiek usłyszymy, to że gdzieś na jakiejś planecie żyją jakieś mikroby i to akurat powinno wystarczyć.Tak to widzę. Ze względu na co? Myślę, że z tego powodu, że tak naprawdę historia kołem się toczy, mimo że nasza cywilizacja mierzy ją liniowo, linią prostą, to są to kolejne cykle. I te cykle, kiedy popatrzymy w przeszłość, właściwie ciągle się w jakiś sposób powtarzają, troszeczkę zmieniając się jakościowo, natomiast ich zawartość pozostaje ta sama. Więc jeśli wcześniej nie zostało to ogłoszone, nie zostanie ogłoszone i za naszych czasów. Będą tylko i wyłącznie przesłanki, teorie konspiracji, domysły, ewentualnie jakaś informacja, która niewiele zmieni w naszym sposobie patrzenia na świat i życie.
Dziękuję.
[03:28:51] - Tak, przed nami więcej trudności niż wiele osób przypuszcza. Ufologia, jak pokazują debaty, okazuje się bardzo trudna. Nie jest taka łatwa, jak pokazywało to choćby „Archiwum X”. Pełna jest pytań i to pytań związanych nie z jakimiś tam zielonymi ludkami, latającymi talerzami czy Foxem Mulderem, ale tak naprawdę pytań o naszą przyszłość, naszą rolę w kosmosie, naszą rzeczywistość. Szkoda tylko, że wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy i przejmuje się aż nadto, głównie wskutek manipulacji mediów i tej nieustannej wojny, w jaką są wciągane nasze umysły. Dlatego fajnie, że jest z nami tyle osób i że tyle osób słucha debat. Kończymy na dzisiaj. Jeżeli ktoś chciałby kontynuować dyskusję, zapraszamy na forum Infra. Tam Marek otworzy wątek niedługo poświęcony tematowi dzisiejszej debaty.
[03:30:09] - Wątek już jest, Piotrze.
[03:30:11] - Jest już wątek? To super.
[03:30:13] - Jest już od kilku godzin.
[03:30:15] - Super. Tam będzie można dyskutować o konsekwencjach kontaktu z obcymi. I cóż mi pozostaje? Pozostaje mi wszystkich zaprosić na portal Infra, na nasze konto na Facebooku. Tam wrzucam materiały związane z dzisiejszą debatą. Moje teksty publikowane tu i ówdzie. Tam można poszerzać swoją wiedzę. Zapraszamy oczywiście do głosowania na kolejne tematy debat ufologicznych i mam nadzieję, że usłyszymy się już za tydzień. Zachęcam też do sugerowania własnych tematów, jak to miało miejsce w tym tygodniu. I jak się okazuje, wyszła niezła burza mózgów.
Także dziękuję wszystkim i do usłyszenia.
[03:31:08] - Ja również ze swojej strony chciałbym podziękować wszystkim naszym słuchaczom, którzy tak wiernie nas dzisiaj słuchali, pomimo tych problemów technicznych. Chciałbym tutaj podziękować za przyjęcie zaproszenia do dzisiejszej debaty dzisiejszym uczestnikom dyskusji: Piotrowi Cielebiasiowi z portalu Infra, który już się zdematerializował ze Skype'a, Arkowi Kocikowi z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Chrisowi Mieklinie oraz Leszkowi Ostoi-Owsianemu. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia za tydzień. Na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszym profilu na Facebooku właśnie ukazały się uaktualnione listy proponowanych tematów.