[00:30] - Ten mroczny, dark ambientowy podkład muzyczny zwiastuje tylko jedno. W Radiu Paranormalium rozpoczyna się właśnie kolejna, dziewiąta już debata ufologiczna. Jak zawsze prowadzona na żywo. Można już teraz zadawać pytania, tak jak przy kilku poprzednich debatach. Temat dzisiejszej debaty zostawiliśmy również naszym słuchaczom do wyboru, a w drodze głosowania wybraliście: UFO w kosmosie i obcy w Układzie Słonecznym. Dzisiaj na Skypie są z nami Piotr Cielebiaś, portal INFRA.
[01:06] - Witam.
[01:06] - Leszek Ostoja-Owsiany.
[01:08] - Witam wszystkich.
[01:09] - Przy naszym paranormalnym radiowym telefonie Arek Czaja.
[01:13] - Witam wszystkich.
[01:14] - A po drugiej stronie oceanu, po drugiej stronie Skype'a Chris Miekina.
[01:19] - Dobry wieczór.
[01:20] - Można do nas oczywiście dzwonić, można wziąć aktywny udział w debacie. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można do nas również pisać na nasze radiowe gadu-gadu pod numer 36 08 80 02. Dzisiaj czynny jest również nasz komunikator SMS-owy. Można pisać SMS-y, wysyłać pytania pod numer 517 986 778. Koszt jednego SMS-a to około 23 groszy z VAT-em, a abonenci sieci Orange mogą wysyłać za darmo. Można również zadawać pytania na naszym czacie na www.paranormalium.pl. Czekamy także na pytania na naszym radiowym fanpage'u na Facebooku facebook.com/radioparanormalium, a także na fanpage'u portalu INFRA. Przychodzą już pierwsze pytania od słuchaczy, ale zaczniemy może od pytań, które przyszły przed debatą i które już sobie opracowaliśmy na takiej naszej ściśle tajnej liście.
Panowie, czy waszym zdaniem obiekty UFO krążą w przestrzeni okołoziemskiej? Dziś wydaje się, że nie mogłyby być niezauważone przez obserwatoria czy choćby załogę ISS. A tymczasem dowodów brak. A może jest tak, jak twierdzi na przykład Arek Miazga, że UFO to zjawisko bądź co bądź ziemskie? Może, jak zawsze, pierwszy niech zabierze głos Piotr Cielebiaś z portalu INFRA. Piotrze?
[03:19] - W ogóle tematyka obecności UFO w kosmosie, gdzie człowiek w zasadzie wystawił dopiero nos, jest bardzo kontrowersyjna, bo to tak naprawdę jest jedna z tych sfer, gdzie najprostsze pytania sprawiają najwięcej problemu, bo okazuje się, że analizując te wszystkie doniesienia, wszystkie raporty, w zasadzie po tych kilkudziesięciu latach obecności w kosmosie astronauci, obserwatoria, różnego rodzaju pojazdy kosmiczne i tak dalej, ci, co mają oko na kosmos, jednym słowem, powinni zauważyć przebywanie tych obiektów w wręcz masowej ilości. Tymczasem tak nie jest. Nawet jeżeli założymy, że nie wszystko, co się tam dzieje, do nas dociera, to choćby materiały docierające z obserwatoriów astronomicznych są również dość skąpe. Nie mówię, że ich nie ma, ale one są dość skąpe. Także temat UFO na orbicie moim zdaniem jest jednym z tych, który udowadnia, że jednak korzeni tego zjawiska należy szukać chyba gdzie indziej. To znaczy nie jest tak, jak sobie wyobrażano pierwotnie, że leci do nas po prostu latający spodek z innej planety, zatrzymuje się, krąży i tak dalej. Owszem, nie wykluczam hipotezy pozaziemskiej odnośnie zjawiska UFO, natomiast uważam, że stanowią one tylko małą część wszystkich obserwacji i to, co powiedział Arek Miazga, jest moim zdaniem prawdą. Natomiast nie da się wykluczyć, że na przykład wokół Ziemi krążą obce sondy. Nie da się wykluczyć, że rzeczywiście gdzieś tu kiedyś zatrzymała się jakaś, na przysłowiowy piknik, ekipa podróżników z innej galaktyki, z innego układu słonecznego. To wszystko są kwestie otwarte.
Przy czym istnieje jeszcze temat bardzo kontrowersyjny, jakim jest tajny plan kosmiczny w zasadzie jedynego światowego mocarstwa obecnie, czyli Stanów Zjednoczonych, o których my też będziemy mówić. Ale jeżeli mam być szczery, nie natrafiłem na coś, co jednoznacznie przekonałoby mnie do tego, że astronauci widzieli na orbicie coś dziwnego. To znaczy zawsze pojawiało się jakieś „ale”.Ale będziemy o tym mówić jeszcze. Także tych dowodów paradoksalnie jest dużo, natomiast one nie mówią nam niczego wprost, ale nie będę tutaj uprzedzał tego, o czym będziemy mówić za chwilę. Także oddaję głos Chrisowi.
[06:22] - Myślę, że jeżeli przyjmujemy, że to UFO rzeczywiście istnieje i prowadzimy już na ten temat dziewiątą debatę, to wydaje się być czymś absolutnie naturalnym, że takie obiekty krążą wokół Ziemi. Mogą pochodzić z odległych planet, z innych układów słonecznych, ale mogą też pochodzić z Ziemi, z tych bardzo pradawnych czasów. Mogły być wystrzelone w czasach przedpotopowych, przedhistorycznych, kiedy to Ziemię nawiedziła gigantyczna katastrofa, która zniszczyła tę wyrafinowaną cywilizację, która była na Ziemi. I te satelity były zaprogramowane tak, że być może po iluś tam latach miały wrócić i przywieźć z powrotem ten przekaz historyczny czy jakąś informację, która została wówczas w takiej kapsule zawarta i wysłana. Myślę, że rzeczywiście tu Piotr ma absolutną rację, że temat jest bardzo kontrowersyjny, bo właściwie wszyscy uczestnicy lotów kosmicznych mają swoje własne doświadczenia, mają swoje różne niedomówienia na ten temat, spostrzeżenia, które potem albo kompletnie giną, albo ci ludzie się z tego wycofują, że coś takiego widzieli, albo jest to wytłumaczone w taki sposób, że jest to zjawisko normalne, naturalne, że był to jakiś kosmiczny kamyk albo fragment statku kosmicznego, jednego z jego stopni, który się oddzielił, czy jakieś osłony. I tu będzie właśnie coś takiego, jak to jest nazwane przez niektórych, że jest to być może jakiś obiekt z innej planety, jakiś sputnik, który nas otacza i bada, i kontroluje to, co my robimy na Ziemi. Także tematyka i w ogóle zasięg tego pytania jest tak chyba szeroki, jak szeroki jest cały temat UFO, bo ciągle mamy z nim do czynienia. Także samo UFO już implikuje fakt, że coś krąży wokół Ziemi. Być może jest to sterowane przez ludzką inteligencję czy jakąś inną inteligencję, a być może jest to tylko sztuczna inteligencja, bo być może taki sputnik z innego systemu jest po prostu czymś, co jest sterowane sztucznie poprzez jakiś samoreplikujący się program, uczący się i gromadzący jakieś dane, o których my nie mamy pojęcia. Dziękuję.
[08:43] - Ja może dodam tylko, bo może nie wszyscy, brzydko mówiąc, załapali, o co mi chodzi i o co w ogóle rozbijała się ta kwestia, że UFO to zjawisko ziemskie. Otóż w zasadzie w ufologii, powtarzam to dla tych, którzy mogą tego nie wiedzieć, trwa od lat debata na temat źródeł zjawiska UFO. Niektórzy stoją przy tej hipotezie pozaziemskiej, w skrócie ETH, że są to obiekty spoza Ziemi, czyli są to po prostu kosmici. Natomiast w ostatnich latach coraz więcej zwolenników zdobywa ta hipoteza, że jednak jest to zjawisko anomalne lub paranormalne, natomiast jego pochodzenie jest ziemskie. Jest ono ściśle związane z najnowszą fizyką, najnowszymi odkryciami psychologicznymi i tak dalej. Czyli jest to konglomerat bardzo skomplikowanych zjawisk, do których poznania dopiero dążymy. Jest to zjawisko transformujące. Jest to zjawisko odwołujące się do pewnych symboli, do świadomości człowieka, natomiast nie zawsze są to kosmici. O to mi chodziło. Czasami się spotykam z takim zarzutem, że nie wszystkie rzeczy tłumaczymy.
Dlatego chciałem to wyjaśnić. A teraz odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście możemy brać na serio te doniesienia o UFO na orbicie? Proszę, Arka Czaje.
[10:18] - Tak. Czy naszym zdaniem takie obiekty krążą w przestrzeni okołoziemskiej? Ja myślę, że jak najbardziej. Raporty o tym właśnie tak mówią. Świadkowie raportują, że UFO nie odpływa rzeką, nie odjeżdża drogą, tylko właśnie ucieka gdzieś tam w niebo, w kosmos. I takie są prawie wszystkie raporty. Muszą być jakieś ślady gdzieś tam na niebie, w kosmosie przelotu takich statków, które zostały zauważone przez astronautów albo astronomów. To jest dla mnie niezaprzeczalna rzecz. Czy takie nagrania w ogóle mogą nam być udostępnione? Tego to ja nie wiem.
Można sobie przemyśleć, jak to tam wygląda. Jeżeli astronomowie nagrają taki przelot na filmie, oni też nie mogą robić tak, jak im się podoba. Jest ktoś przełożony, który pozwoli lub nie, żeby udostępnić takie materiały telewizji oraz prywatnym badaczom. Co do pytania, czy zjawisko jest ziemskie. Ja osobiście myślę, że UFO nie za bardzo przylatuje do nas z kosmosu, z innych galaktyk, tak jak często ufonautci nam to mówią.Po prostu wychodzę z tego założenia, że oni nam całej prawdy nie mówią, a ile razy było już tak, że kłamali. Już były terminy wyznaczane na spotkania, na lądowania. Ludzie się zjeżdżali, wielkie imprezy robili, na koniec nic z tego nie wyszło. A więc ich przekazy, skąd oni pochodzą, z kosmosu, tak samo są dla mnie bardzo niewiarygodne. Ja osobiście uważam, że UFO i te różne postacie zjawiają się u nas z innych równoległych światów. W jaki sposób?
Oczywiście tego my nie wiemy, nie mamy takich możliwości, ale widocznie oni odkryli tę drogę, żeby się tutaj do nas przedostać. Ale to moje osobiste przekonanie. Dziękuję.
[13:13] - Leszku, co ty o tym sądzisz?
[13:16] - Mamy na pewno do czynienia z wieloma zjawiskami, które próbujemy upchać do jednego worka podpisanego „UFO”. Tak jak wspominaliście, jest tutaj bardzo dużo aspektów tego wszystkiego i próba powiedzenia, że to są tylko i wyłącznie jakieś obce cywilizacje, nie wyczerpuje całego zjawiska. Na pewno jest aspekt duchowy, jest i aspekt życia, którego jeszcze nie poznaliśmy. Mamy tutaj chociażby przykład tych pałeczek, które zostały odkryte dopiero niedawno, bo umożliwiła to nam technologia fotograficzna, gdzie mogliśmy dostrzec istoty, które nie są zaklasyfikowane. Także tutaj to pojęcie jest duże. Ciężko określić, czy to są istoty pozaziemskie. Na pewno mamy do czynienia również z czymś takim. Dowodów na to mamy stanowczo dużo. Na tyle dużo, żeby już nie przyjmować tego jako wiara, tylko jako wiedza. Od niedawna mamy możliwość obserwowania nieba nie na Ziemi, tylko na Marsie.
Mamy lądownik, który cały czas przesyła zdjęcia, na których ludzie, którzy śledzą przesłane zdjęcia, odkrywają obiekty, które poruszają się po tamtejszym niebie. Czyli nie jest to zjawisko ograniczające się do naszej planety. Mamy przykład sondy, która sfotografowała coś, co leciało w pobliżu księżyca marsjańskiego. Także tych przykładów na to, że coś się dzieje, że jest zaangażowana jakaś myśl technologiczna, jest tyle, że możemy powiedzieć, że to zjawisko jest realne. Nie wiemy natomiast, co to jest. Co to jest, to jest tylko i wyłącznie nasze gdybanie. Dzięki wielkie.
[15:40] - Zanim przejdziemy do kolejnego pytania, które zada Ivellios, chciałbym zaprosić wszystkich na fanpage portalu Infra. Tam znajdziecie kilka artykułów, które odnoszą się do tego, o czym będziemy mówić. Tam można znaleźć dodatkowe informacje. Tam można będzie znaleźć nawet zdjęcia. Za chwilę to tam wszystko umieszczę. Natomiast przed kolejnym pytaniem mały wstęp. Właściwie taka data graniczna pojawienia się UFO i lotów w kosmos. Dla niektórych te dwa aspekty są ze sobą ściśle związane. Niektórzy socjologowie twierdzą, że w zasadzie UFO nabrało takich cech, jakie my chcemy przypisywać kosmitom właśnie po tym, kiedy ludzie postawili pierwszy krok w kosmos. Warto dodać, że rozmyślania o miejscu człowieka w kosmosie, o tym, czy na innych planetach istnieją inne istoty, wcale nie jest nowe.
Wcale się nie pojawiło wraz z lotem Gagarina. Wcale się nie pojawiło wraz z misją Apollo 11. Tak naprawdę było bardzo stare. Nie jesteśmy nawet w stanie podać, kiedy tak naprawdę zaczęto na ten temat spekulować. Natomiast w Europie było to już obecne w epoce renesansu. Zadawano sobie wtedy takie pytanie, dość naiwne, czy na przykład na Księżycu, czy innych planetach mogą istnieć ludzie? Mało kto wie, że do lat 60. wiele osób uznawało de facto, że Mars i Wenus są zamieszkane, że mają jakieś swoje cywilizacje i być może kiedyś się z nimi skontaktujemy. Natomiast jeżeli ktoś byłby ciekawy tego, jak Europejczycy dawniej myśleli na temat kosmitów, to zapraszam do zgłębiania literatury naukowej, przede wszystkim o historii nauki. Jedną z osób, które, co ciekawe, mówiła o tym, był słynny mistyk, słynny uczony Emanuel Swedenborg, który twierdził, że podczas swoich podróży astralnych, czy jak to nazwać, trafiał też na inne planety.
Nawet opisywał ich mieszkańców. Jest to bardzo ciekawy materiał, ale przejdźmy do kolejnego pytania, bo właściwie tą datą graniczną był lot Gagarina, wystrzelenie Sputnika, ale tak naprawdę największą pożywką dla wyobraźni było lądowanie na Księżycu. Ludzie zaczęli sobie zadawać wtedy pytania
[18:23] - Czy astronauci będąc właściwie najbliżej źródła mogli natknąć się tam na kosmitów?
[18:31] - Właśnie niektóre źródła twierdzą, że Armstrong i spółka widzieli tam wówczas coś dziwnego. Wspomina nawet o tym chyba, z tego, co pamiętam, Arnold Mostowicz w książce „My z kosmosu”, którą mam przyjemność prezentować w odcinkach na antenie Radia Paranormalium. Jak to było naprawdę, panowie? Może na początek Chris Miekina?
[18:56] - Oczywiście pierwszy lot na Księżyc to było chyba najbardziej sensacyjne wydarzenie, jakie miało miejsce w ostatnich chyba co najmniej dwóch wiekach, bo po raz pierwszy przekroczyliśmy granice naszej planety i wreszcie można było sprawdzić, czy tak naprawdę jesteśmy sami w tej przestrzeni kosmicznej na naszej planecie, czy być może ktoś jeszcze tam sobie gdzieś żyje. Można sprawdzić na przykład, czy pan Twardowski rzeczywiście poleciał na Księżyc. Kiedy ta wyprawa amerykańska pierwsza dotarła na ten Księżyc, wiadomo było, że te pytania będą się pojawiać, ale nigdy się jakoś tak nie pojawiły. Z bardzo prostej przyczyny. Wszystkie wywiady, jakich udzielali amerykańscy astronauci, były właściwie w jakiś sposób z góry ustawiane. Pytania były zgłaszane wcześniej i odpowiedzi były też w jakiś sposób przygotowane, także nie było możliwości udzielenia jakiejś sensacyjnej informacji i właściwie niewiele działo się w tym temacie aż do czasu, kiedy ci pierwsi amerykańscy bohaterowie kosmiczni troszeczkę się już zestarzeli i zaczęli troszeczkę mówić więcej i przełamywać tą ścianę milczenia. I chyba takim najbardziej kontrowersyjnym z tych pierwszych dwóch astronautów, którzy wylądowali na Księżycu, był Aldrin. Bo o ile Armstrong rzeczywiście trzymał język za zębami i nie mówił nic, Aldrin co jakiś czas sugerował, że tak naprawdę nie byli tam oni do końca sami, że widzieli to i coś innego. I wreszcie ta bomba wybuchła mniej więcej w 2005 roku, kiedy to Aldrin udzielił wywiadu dla Science Channel i wówczas powiedział, że podczas lotu Apollo 11 na Księżyc, równolegle do ich statku kosmicznego leciał inny obiekt i że na pewno nie był to obiekt ziemski. Ten obiekt towarzyszył Apollo 11 przez wiele godzin.
Oczywiście wywołało to momentalną reakcję nie tylko słuchaczy czy widzów, ale i ze świata nauki. Aldrin natychmiast się z tego wycofał, ale co jakiś czas wracał do tego tematu i opowiadał coraz więcej. Okazało się, że ten obiekt był w kształcie litery L, potem że zmieniał nieco swój kształt w zależności od punktu widzenia, z jakiego go obserwowano. Obserwowano go przez teleskop, próbowano go fotografować. Wreszcie ci astronauci tak się przyzwyczaili do tego widoku, że właściwie przestał już na nich działać i po prostu zasnęli. Kiedy Aldrin w kolejnym swoim wywiadzie jeszcze raz o tym zaczął mówić i potwierdził to, odezwali się wówczas inni naukowcy związani z NASA, którzy próbowali to dementować i zaczęli tłumaczyć, że była to jakaś osłona z jednego ze stopni rakiety, która wyniosła Apollo 11. Ta osłona nie była rejestrowana, jej lot nie był rejestrowany, w związku z czym nie można było astronautów poinformować o tym, że to jest właśnie taki obiekt, który nie jest pozaziemski, że jest on absolutnie znany i wiadomo, czym on jest. Mimo to kontrowersje pozostały i myślę, że astronauci rzeczywiście widzieli coś więcej niż tylko martwy Księżyc, na którym nic się nie działo oprócz kilku kamieni i kraterów, na którym wylądowali. Dziękuję.
[22:37] - Oddamy teraz głos Arkowi Czaji. Arku, prosimy.
[22:43] - A ja czytałem właśnie, że także Armstrong odpowiedział na zadawane mu pytania, ponieważ była taka historia, że pomiędzy Apollo 11, między Armstrongiem a Houston była prowadzona rozmowa, że Armstrong zobaczył, gdy już byli na Księżycu, obce statki, które gdzieś tam były, ale czy zaparkowane, to nie wiadomo z tego tekstu. Że były tam w szeregu poustawiane. I właśnie on to relacjonował do NASA, a oni o niczym niby nie wiedzieli. Wypytywali się go, co on ma dokładnie na myśli. Jak on to powiedział? Że tam na obrzeżu krateru stoją w szeregu. „Ktoś tu jest jeszcze z nami”, tak to powiedział. Później oficjalne zapytania, gdy astronauci już byli na Ziemi, to Armstrong wszystko odwołał, że nic takiego nie było. Jakiś czas później człowiek, który z innego źródła to potwierdził, był pracownikiem NASA. On się nazywał Maurice Chatelain.
Był specjalistą od systemów komunikacyjnych.
[24:29] - I już bardzo długo pracował dla NASA. On powiedział w 1979 roku, że ta rozmowa między Armstrongiem a NASA naprawdę miała miejsce, że to nie jest żaden wymysł ludzi, którzy chcą w to wierzyć, że tak naprawdę było. Ale NASA oczywiście oficjalnie nic o tym nie powiedziała i podobno do dzisiaj ta rozmowa nie miała miejsca, nie istnieje. Zapisów nie ma. Także Szetelain powiedział, że było dużo więcej takich raportów od astronautów z innych misji do NASA, które mówiły o dziwnych statkach, które były widywane w pobliżu Księżyca albo podczas podróży w kosmos. Ale to były zawsze takie informacje, które NASA wycinała z oficjalnego reportażu. Także były inne misje. Inni astronauci także mówili o tym.
[25:57] - Z tego, co pamiętam, to chyba było coś takiego, że były dwa kanały radiowe, jeden do prowadzenia publicznych przekazów, publicznych transmisji, a drugi już ściśle tajny. Z tego, co kojarzę.
[26:12] - Ja ci powiem, że czytałem książkę o astronautach i w tej książce nic nie było takiego pisane. Tam były całe te dialogi, wszystko, co się działo. Oni to mówili, opisywali osobie, ale nic tam nie było wspomniane, że jakiś inny kanał, z którym się łączyli. Oczywiście, ale to jest książka oficjalna.
[26:43] - O takim kanale wspomina na przykład Arnold Mostowicz, „My z kosmosu”. Mówi na przykład, że przez ten kanał można było usłyszeć wiadomości nadawane tajnym szyfrem, że pojawił się Święty Mikołaj i to pojawienie się Świętego Mikołaja oznaczało, że astronauci zauważyli coś dziwnego.
[27:08] - Ach tak, ja gdzieś czytałem o tym. Chyba nawet na Info był artykuł. Dobrze, to ja dziękuję. Oddaję głos następnemu.
[27:22] - To może teraz poprosimy o wypowiedź Leszka Ostoi Owsianego.
[27:30] - Sam Księżyc jest bardzo ciekawy jako taka planetka, która w zasadzie tworzy z Ziemią układ podwójny. Jest to duży obiekt, jest umiejscowiony w dosyć szczególnym miejscu. Od dawien dawna przyciąga naszą uwagę i anomalie obserwujemy właściwie przez cały czas. Donoszono o różnego rodzaju wydarzeniach, które dało się zaobserwować dzięki teleskopom na powierzchni Księżyca. Dla mnie cała misja Apollo świadczy o tym, że natrafiono tam na coś, czego nie potrafiono ugryźć do końca i zaprzestano wysyłania już przygotowanych całych ekspedycji, które były gotowe, były opłacone i przygotowane. Nagle zaprzestano całego projektu i zarzucono w ogóle eksplorację naszego satelity na bardzo długi okres czasu. Dopiero od niedawna zaczyna się ruch w tym kierunku, ale to chyba spowodowane jest tym, że włączyły się do gry inne niż tylko te dwie, czyli rosyjska i amerykańska strona. Pojawili się Chińczycy i Hindusi, parę innych prywatnych przedsiębiorstw, które są zainteresowane tym, żeby eksplorować Księżyc. To, co astronauci powoli zaczynają nam opowiadać, to jest początek. Ci ludzie byli dobierani odpowiednio, byli bardzo mocno ukierunkowywani na to, żeby zachowywać wysoki stopień tajności.
I to, że tylko nieliczni z nich są na tyle odważni, żeby powiedzieć cokolwiek, świadczy o tym, że to są bardzo często wyprani ludzie, którzy są odpowiednio wyszkoleni. I dzięki temu, że pojawiają się tacy, którzy starają się nam przekazać, że jednak nie jesteśmy sami, to dowiadujemy się o tym, że i oni również widzieli. Także bardzo dużo się przed nami ukrywa. Tutaj Amerykanie biorą prym, a cała misja Apollo to była amerykańska. Rosjanie mają tutaj trochę więcej do powiedzenia, ale za chwilę. Dziękuję.
[30:17] - Piotr Cielebiaś, portal Info. Prosimy, Piotrze.
[30:22] - Jeżeli chodzi o misję Apollo 11, to rzeczywiście tam, gdzie przyłożymy ucho, tam zawsze usłyszymy coś innego. Pamiętam Aldrina jeszcze przed kilkoma laty, kiedy po tych niejasnościach związanych z jego poprzednimi wypowiedziamiTo było bodajże tak, że jakiś dziennikarz kazał mu przysiąc na Biblię, czy widział tam obcych. On powiedział, że nie przysięgnie i od tego czasu zaczęły się różnego rodzaju domysły w amerykańskich mediach. Pamiętam, że przed kilkoma laty, bodajże w jakimś programie publicystycznym na CNN, Aldrin złożył oficjalne totalne dementi, że tam się cokolwiek działo i że cokolwiek widział. Natomiast zawsze pozostaje element wątpliwości odnośnie astronautów, dlatego, że to są ludzie, którzy mogli, tak jak różnego rodzaju inni funkcjonariusze, podpisać odpowiednie oświadczenie warunkujące to, czy będą się dzielić swoją tajną wiedzą, czy nie. Za podzielenie się pewnymi informacjami, tak jak w przypadku pracowników szczebla rządowego, wywiadu czy tajnych służb, mogą ich spotkać konsekwencje, łącznie z utratą emerytury. Także o tym zawsze trzeba pamiętać. Druga sprawa to, że fakt, że oni coś widzieli na Księżycu, jest potwierdzony przez NASA oficjalnie. I ta wersja idzie tak, że kiedy oni już wylądowali, całkiem przypadkiem w rejonie krateru Aristarchus, jeżeli to dobrze wymawiam. Zaraz zobaczę.
Tak, Aristarchus. Całkiem przypadkiem zupełnie zauważono tam jakieś zjawiska świetlne. Te zjawiska świetlne noszą nazwę TLP. Przejściowe lub tymczasowe zjawiska księżycowe lub lunarne. Są nieznanego pochodzenia. Przypuszcza się, że geologicznego lub chemicznego. Nikt nie wie, co to jest. Obserwowano to także z Ziemi. One się bardzo często pojawiały w sąsiedztwie rzeczonego krateru. Obserwowane były od dawna.
Polega to na tym, że po prostu nagle ulega zmianie barwa Księżyca na danym obszarze w sposób niewytłumaczalny. Trwa to krótko. Ja osobiście w zasadzie zastanawiałem się do dzisiaj, co to było. I akurat pech chciał, kiedy ci kosmonauci tam polecieli, znowu było TLP i wtedy otrzymali komunikat umieszczony nawet w oficjalnych transkrypcjach, by spojrzeli w stronę Aristarchusa, bo tam się coś dzieje. Spojrzeli i potwierdzili, że rzeczywiście widać tam coś w rodzaju fluorescencji. Także coś tam widzieli na pewno, na 100%, ale co to było? Nie wiadomo. Jest jeszcze trzecia sprawa, o którą zapytam Chrisa, ale może nie teraz, tylko później. Ale jest jeszcze jedna sprawa. Edgar Mitchell, bodajże szósty człowiek na Księżycu.
Osoba bardzo znana w kręgach badań zjawisk anomalnych i ufologii. Osoba, która twierdzi oficjalnie, że nigdy nie widziała UFO, ale była na tyle uprzywilejowana, zarówno poprzez swoją działalność w wojsku, jak i potem w NASA, jak i potem w środowisku naukowym, że poprzez pewne koneksje i osobiste znajomości Mitchell wymusił po prostu na pewnych osobach, by mu się przyznali, czy zjawisko UFO istnieje. I on uzyskał to potwierdzenie, że jesteśmy od dawna odwiedzani przez kogoś. Mam takie małe pytanie do Chrisa. Chris, co sądzisz o panu Mitchellu? Moim zdaniem bardzo ciekawej postaci, dość wiarygodnej. Dziś już niestety staruszku. Jednej z niewielu osób, którą możemy nazwać stuprocentowym mentorem, nie bojącym się w zasadzie już opinii publicznej, ani opinii swoich kolegów. Mentorem zjawiska albo inaczej mentorem badań ufologicznych.
[35:11] - Jedna bardzo ważna myślę informacja, która jest tutaj szczególnie istotna i ma zasadnicze znaczenie, kiedy mówimy o tych wszystkich astronautach z NASA, to jest taka, że NASA nie jest organizacją cywilną. Ona jest organizacją państwową, ale jest silnie związana z wojskiem, w związku z czym wszystkich tych ludzi obowiązuje tajemnica wojskowa. To, o czym wspominałem wcześniej, to było uświadomienie sobie takiego faktu, że wszyscy astronauci, którzy pracowali dla NASA, latali na Księżyc, odbywali loty kosmiczne, wszyscy oni są właściwie żołnierzami. NASA jest przebudówką armii, jest tylko z pozoru taką organizacją cywilną. To siłą rzeczy tworzy masę ograniczeń dla wszystkiego, co ci ludzie mówią i w jaki sposób opisują to, co napotkali na swojej drodze. Obowiązuje ich tajemnica wojskowa. Poza tym są jeszcze inne ograniczenia, które wpływają nie tylko na ich los, ale los także ich rodzin czy nawet ich kolegów, czy nawet na kariery całych instytucji, które ich promują do tego, żeby mogły odbyć taki lot kosmiczny czy uczestniczyć w jakichś doświadczeniach związanych z lotami kosmicznymi. Dlatego tutaj sytuacja jest bardzo skomplikowana i dlatego tak wiele jest kontrowersji w tych wszystkich wypowiedziach, czy Mitchella, czy Aldrina, czy wcześniej Armstronga z samego Księżyca i paru innych amerykańskich astronautów. To jest właśnie główny problem, bo za każdym razem właściwie musimy się domyślać, że coś jest nie tak i że zobaczyli oni coś więcej i że istnieje coś poza tą oficjalną wersją.
[37:02] - Myślę, że tak przede wszystkim należy na ten problem patrzeć, stąd taka niepewność ich wypowiedzi. Bardzo często odwołują te swoje wypowiedzi. W przypadku na przykład Aldrina była to słynna rozmowa z Larry Kingiem, który był dziennikarzem. W tej chwili jest na emeryturze, ale był dziennikarzem, który był powszechnie w Stanach znany. Miał bardzo popularny program telewizyjny, który oglądała cała Ameryka. I wreszcie Larry King postanowił zapytać Aldrina wprost, czy rzeczywiście widział coś tam w kosmosie, czy nie widział i po prostu Aldrin, nie wiedząc, co powiedzieć, opowiadał o budowie rakiet, o teorii lotu, różne historie związane z fizyką, z mechaniką. I wreszcie King postawił go pod ścianą i zapytał go, czy widział, czy nie widział czegoś z okna Apollo 11. Na to Aldrin po długiej chwili milczenia powiedział, że nie, nie widział. Ta sytuacja powtarza się z innymi amerykańskimi astronautami. Mitchell jest swego rodzaju wyjątkiem, ale właściwie możemy powiedzieć, że też nie dowiadujemy się od niego zbyt dużo.
Tak ja to widzę, przynajmniej tu z mojej strony. Moim zdaniem jest to tyle ciekawe, co mówi Mitchell, że ukazuje nam w zasadzie ideę na szczeblu rządowym, wbrew temu wszystkiemu, co się mówi w wojsku, nie tylko amerykańskim, może być wiadome o UFO. To znaczy, skoro Mitchell nie był w stanie się dowiedzieć wielu rzeczy, to podejrzewam, że wielu rzeczy rzeczywiście oni nie wiedzą i są to tak naprawdę szczątkowe informacje, nawet jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone. Drodzy państwo, historie astronautów o UFO to nie tylko Aldrin, Armstrong, to także Gordon Cooper. Tutaj na konto portalu Infra, facebook.com/portalinfra, brzydko mówiąc, wrzucam teraz artykuł, który opisuje tego typu doświadczenie. Jeżeli ktoś chce poszerzyć swoją wiedzę, zapraszam tam. Natomiast Marku, przeskoczmy do kolejnego pytania, bo na świecie istnieli nie tylko astronauci amerykańscy, ale też radzieccy i oni widzieli, zdaje się, nawet więcej rzeczy, chociaż też również-
[39:44] - Chińscy i koreańscy.
[39:46] - Tak, ale to już nie są astronauci. Oni mają osobną nazwę, z tego, co pamiętam. Są bodajże taikonauci. Nie wiem, z czego to wynika, natomiast swego rodzaju ciekawostka.
[39:59] - Właśnie, panowie, co sądzicie o równie ciekawych ufologicznych obserwacjach astronautów radzieckich? Zdaje się, że oni byli w tej sprawie bardziej otwarci. Może na początek Arek Czaja?
[40:15] - Czy byli bardziej otwarci? Ja nie wiem. Wprawdzie amerykańscy astronauci też dużo o tym mówili. Muszę powiedzieć, że tutaj w Niemczech, gdzie mieszkam, około 95% wszystkich programów, reportaży, które są w telewizji, to właśnie są programy o amerykańskich astronautach. O radzieckich kosmonautach jest bardzo mało. W ogóle nie przypominam sobie, kiedy ostatnio coś było o nich. Ale z prasy, z internetu na pewno można się dowiedzieć o różnych ciekawych przypadkach radzieckich kosmonautów. Pamiętam jeden taki, który mi utkwił w pamięci. Był to przypadek Władimira Kowaleniuka, który ze swoim kolegą, Sawinkiem się nazywał, obserwowali przelot bardzo dziwnego obiektu. Kowalenuk zobaczył to jako pierwszy.
Obserwował przez pewien czas. Później zawołał swojego kolegi. Tamten chciał zrobić jeszcze zdjęcie tego, ale nie doszło, ponieważ ten obiekt wybuchnął. Tylko, jak to się mówi, kupa dymu została po nim. A więc tych dwóch kosmonautów widziało ten obiekt. Próbowali go sfotografować, ale nie udało się. Ten obiekt wybuchnął i dryfował. Poprzez przelot kosmosu mogli go jeszcze obserwować, a potem zniknął. Ta wiadomość dotarła też w Związku Radzieckim do prasy. Była bardzo szeroko komentowana, chociaż z tego, co czytałem, te komentarze były bardziej sceptycznie napisane.
Trochę się naśmiewano z tych kosmonautów, co się panu Kowalenukowi bardzo nie podobało. Próbował w jakiś sposób swoją wypowiedź uzasadnić, ale to już było trochę za późno. Na koniec tylko pisał, że on sobie życzy, żeby inni, wszyscy ci sceptycy, co go wyśmiali, najpierw zobaczyli to samo, co on zobaczył.
[43:09] - A później mogą na ten temat dyskutować. Muszę powiedzieć, że te inne przypadki też widziano nieraz. Opisywano to. Chociaż ja nie znam bardziej szczególnych, bardzo ciekawych. Może koledzy inni znają takie przypadki. Dziękuję.
[43:38] - Myślę, że taką bardzo ciekawą historią związaną ze śladami obcych czy innych cywilizacji, jaką odkryli Rosjanie, to były sondy z serii Zond. Rosjanie w latach 60. szczególnie mocno interesowali się Marsem i zaczęli wysyłać w jego stronę najrozmaitsze sondy. Jedną z nich była sonda Zond 1. Wysłano następnie sondę Zond 2 na Wenus i sonda Zond 3 również miała polecieć w stronę Marsa. Te dwie pierwsze sondy zaginęły w przestrzeni kosmicznej. Śluch po nich zaginął, nic się o nich nie dowiedziano. Natomiast sonda Zond 3, z niewyjaśnionych przyczyn jej start opóźnił się. To okienko, gdzie Mars był osiągalny z Ziemi przez tą sondę, zaczęło raptownie się kurczyć. W końcu okazało się, że Zond 3 nie może już polecieć na Marsa.
Mimo to uznano, że można uratować tą misję i wysłać Zond 3 w stronę Księżyca i w ten sposób dokonać serii badań, w jaki sposób można sterować statkiem kosmicznym w warunkach stanu nieważkości po drugiej stronie Księżyca i tak dalej. Zond 3 poleciał w stronę Księżyca. Wszystko się świetnie udało. Sonda wykonała ponad 120 zdjęć. Kilka z nich było w ultrafiolecie. I kiedy te zdjęcia wywołano na Ziemi, okazało się, że na jednym z nich dostrzec można gigantyczną szklaną kopułę. Podobną szklaną kopułę, jaką dostrzeżono później na przykład z misji Clementine czy na przykład z Apollo 14. Myślę, że ta misja, mimo że była bezzałogowa i nie było tam kosmonautów, sama w sobie jest niezwykle interesująca i dowodzi tego, że coś rzeczywiście na Księżycu istnieje. Coś, co nie do końca można wyjaśnić, a przede wszystkim zdjęcia, które zrobiono, zrobiono jeszcze w czasach przed Photoshopem, więc nie ma mowy o żadnym retuszu. Myślę, że ta historia jest interesująca, jeśli chodzi o rosyjskie czy radzieckie w tym czasie eksploracje kosmosu.
Dziękuję.
[46:08] - Leszku?
[46:13] - Rosjanie swoje trzy grosze dołożyli do całości układanki i było parę osób, które zaczynały mówić o temacie w miarę otwarcie. Wspominały, że natrafiały na takie zdarzenia podczas swoich lotów, że obserwowali inne obiekty, które nie pasowały do naszych ziemskich pojazdów. Całość Rosjanie, również tak jak i Amerykanie, ukrywają. Jest tajne porozumienie między mocarstwami, aby pewną tematykę pomijać, pewną tematykę dystansować. Dziwne jest to, że tak odmienne bieguny potrafiły dogadać się w tak dziwnym temacie, jakim jest UFO. Jest to na tyle mocne, że jednak potrafili się porozumieć. Rosjanie od pewnego czasu więcej dają nam dowodów na to, że coś jednak jest na rzeczy. Dużo by tutaj powiedział Robert Leśniakiewicz, który bardzo dużo opracowań z języka rosyjskiego na polski przełożył i dzięki temu można mieć wejrzenie w to, co się dzieje. Polecam jego blog, gdzie jest sporo materiału. Rosjanie dołożyli swoje trzy grosze i w tej układance przejaśnia się bardziej.
Dziękuję.
[48:04] - Piotrze, czy jesteś już z nami? Bo widziałem, że były jakieś problemy z połączeniem znowu. Jesteś, Piotrze?
[48:12] - Tak, jestem. Coś mnie wywaliło. Nie słyszałem, panowie, o czym była mowa. Znaczy wiem, o czym było pytanie. Słyszałem, jak Arek napomknął tutaj o Sawienychu i Kowalionoku. Rzeczywiście było to dość ciekawe bliskie spotkanie na Saliucie 6. Ciekawe, natomiast bardzo kontrowersyjne, dlatego, że z tymi źródłami rosyjskimi jest jeden problem. Do nas zwykle docierają jakieś szczątki tych informacji.
[48:45] - Docierają w formie już przemielonej przez ich agencję TASS, która czasem w niektórych relacjach miesza bardzo mocno.
[48:59] - Tak, natomiast do nas po 1989 roku pojawiła się niestety spora bariera językowa. I tak naprawdę, mimo że w rosyjskim internecie tych materiałów jest mnóstwoI one są wiarygodne, dlatego że są strony, które robią coś bardzo brzydkiego z naszego punktu widzenia jako twórców . To znaczy publikują po prostu książki. Stare, ale jednak książki, między innymi Siegela i innych ufologów. Tam można się bardzo wielu rzeczy dowiedzieć. Rosja ma organizację Kosmopoisk. Organizację, jakiej nie ma nikt na świecie, która nie szczędzi sobie trudu, żeby dotrzeć na drugi kraniec Rosji i zbadać jakieś zjawisko. To jest naprawdę organizacja, jaka ja bym chciał, żeby istniała wszędzie, dlatego że nie są napaleni na różne sprawy. Natomiast jeżeli chodzi o źródła rosyjskie, do nas dociera zwykle materiał drugiego sortu. Tak naprawdę tych spotkań radzieckich kosmonautów z dziwnymi obiektami na orbicie było sporo.
Między innymi kosmonauta Striechałow i jego partner mieli takie przeżycie. Szczegółowe informacje znaleźć można na naszym portalu i na naszym koncie na Facebooku. Tam cały czas umieszczam informacje. Jakby ktoś chciał poszerzyć swoją wiedzę, to tam znajdzie linki. Ale o czym chciałem jeszcze powiedzieć? Nie wiem, czy napomnieliście o słynnym zdarzeniu z udziałem Fobosa 2. To był chyba jeden z najsłynniejszych incydentów.
[50:50] - Tak. Sonda, która podobno rzekomo miała być zestrzelona przez obiekt, podejrzewają niektórzy, który pojawił się w jej pobliżu, tak?
[51:01] - Tak. Rzeczywiście Fobos 2 poleciał na Fobosa i ostatnim materiałem, jaki dostarczał, był obraz takiego w życiu niewydarzonego obiektu, prawda? Marina Popowicz, która to zdjęcie rozpowszechniła. Marina Popowicz, czyli-
[51:19] - Żona Pawła Popowicza.
[51:21] - Tak. Nawet jej książka ukazała się w Polsce, która się nazywa „Moje spotkanie z UFO”. To jest dość dziwaczna książka, także nie wiem, jak ocenić zawarty w niej ładunek faktograficzny. Na pewno dość nisko. Ale sam Popowicz, astronauta pochodzenia ukraińskiego, jej mąż, również widział UFO. To wie, że na Ziemi UFO w formie trójkąta. Także to jest coś strasznie pokręconego. Jeżeli wejdziemy w tę historię, zobaczymy, że rzeczywiście pojawiają się pewne pogłoski, często oparte na faktach albo, tak jak w przypadku Sawiniewa i Kowalonowa, oparte na pewnych domniemaniach. Bo ja sądzę, że ta historia, której oni byli bohaterami, została zniekształcona przez kulturę masową i w zasadzie funkcjonuje jakaś miejska legenda na ten temat. Natomiast nie jest to to, co oni widzieli naprawdę.
Ale jak powiedział Leszek, Rosja jest taką skarbnicą wiedzy. Problem w tym, że należy oddzielać pewne informacje, mówiąc dyplomatycznie, nie zawsze prawdziwe, od tych prawdziwych. I to jest główny problem. Ja widziałem często nawet w opracowaniach bardzo wiarygodnych autorów powielane jakieś brednie. Zresztą sami żeśmy to widzieli w przypadku Przełęczy Diatłowa, prawda? Kiedy tutaj zachodni autorzy mnożyli jakieś bzdury, czasami okropne, a uczeni rosyjscy podchodzili do tego tak naprawdę z dość chłodną głową i z takim zdrowym podejściem. Także jeżeli chodzi o astronautów radzieckich, bo będę już kończył swoją wypowiedź, rzeczywiście były takie przypadki. O wielu można przeczytać. Kowalonow i wydarzenie z Saliuta 6 to zdarzenie najsłynniejsze. Natomiast były też zjawiska dużo mniej znane i takie, do których niestety trudno dotrzeć.
To znaczy, do których źródeł trudno dotrzeć, bo do samych materiałów jest łatwo dotrzeć. Natomiast jeżeli chodzi o źródła, o to, kto to powiedział, kiedy i skąd to pochodzi, to jest problem. I to jest właśnie główna bolączka przy materiałach pochodzących z byłego Związku Radzieckiego.
[53:56] - Ja pozwolę sobie przypomnieć naszym słuchaczom, że debata ufologiczna, dziewiąta już debata ufologiczna na antenie Radia Paranormalium jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Działa również nasz komunikator SMS-owy, więc pytania i komentarze można również pisać drogą SMS-ową: 517 986 778. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu Infra. Tam czekamy na pytania do dzisiejszej debaty. Przyszło dosyć dużo pytań od słuchaczy. Proponuję tutaj, żebyśmy przeszli do jednego z nich. Wojciech za pośrednictwem fanpage'a Radia Paranormalium zapytał, czy mała ilość relacji z kosmosu nie jest czasem spowodowana tym, że
[55:18] - Obcy mogą używać kamuflażu, który sprawia, że dla naszego oka pojazdy będą niewidoczne. Ludzkie oko bardzo łatwo oszukać. Już dzisiaj naukowcy potrafią zastosować czapkę niewidkę i dla ludzkiego oka obiekt znika. Co panowie sądzicie o tym, jak się do tego odniesiecie? Może Piotr Cielebiaś na początek. To jest pytanie, które byśmy sobie może zostawili gdzieś na koniec. Dlatego, że uważam, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To jest możliwe, natomiast to nie musi być prawda. Rzeczywiście nasza percepcja nie tylko w warunkach kosmicznych jest dość łatwa do oszukania. Nieraz się to pojawiało przy ocenie filmów czy materiałów z kosmosu mających przedstawiać domniemane niezidentyfikowane obiekty.
Tak naprawdę mamy już dość duży obszar przestrzeni okołoziemskiej na oku, by zaobserwować jakiś dziwny, duży obiekt, który poruszałby się albo gdzieś wokół Ziemi, albo wokół sąsiednich planet. Także możliwe, że najlepszym miejscem do ukrycia takiego czegoś byłby pas asteroid. Ale tak jak mówiłem na początku, w tym zakresie takie domniemania w zasadzie do niczego nie prowadzą, bo wszystko jest możliwe. Jeżeli przypisujemy kosmitom jakieś niezwykłe umiejętności czy niezwykłą technikę, to w zasadzie nie ma dla nich żadnych barier. I niezależnie, jakie pytanie byśmy zadali, odpowiedź zawsze będzie taka, że dysponują oni takimi możliwościami, że mogą zrobić to i to. Także ja bym opierał się raczej na faktach, a jeżeli już nie mamy stuprocentowych faktów, to chociaż na jakichś przesłankach lub domniemaniach, bo dobrze wiemy, że na to, czego się dowiadujemy od agencji kosmicznych, nałożony jest pewien filtr. Filtr. W każdym razie jest sporo pytań, które chcielibyśmy jeszcze zadać. Przejdziemy do tych pytań od słuchaczy może za jakiś czas. Natomiast panowie, kolejna sprawa, poniekąd wiążąca się z obecnością na orbicie dziwnych obiektów, chociaż niekoniecznie obcego pochodzenia.
Pamiętamy przypadek hakera brytyjskiego Gary'ego McKinnona, który dość dawno temu przy pomocy prostego komputera domowego włamał się między innymi na serwery NASA, włamał się do Pentagonu i kilku innych agencji. Ta historia była bardzo długa, natomiast McKinnon buszował przez dość długi czas po różnych agencjach i instytucjach amerykańskich i co ciekawe, natknął się tam na bardzo ciekawe informacje. Jak sam mówił, jego motywacją było szukanie informacji o UFO i właściwie je znalazł. On twierdzi, że znalazł między innymi po pierwsze listę z nazwiskami osób, które były określane jako nieziemscy oficerowie, z tego, co pamiętam. Znalazł także jakiś wykaz pojazdów prawdopodobnie znajdujących się na orbicie, z tego, co sam wywnioskował, oraz dotarł do bardzo ciekawej fotografii. On tą fotografię zobaczył w niedużym fragmencie, dlatego, że nie załadowała mu się cała. Natomiast był to jakiś obiekt znajdujący się na orbicie Ziemi. I teraz pytanie, panowie, bo od wielu lat krążą pogłoski, że Stany Zjednoczone mogą posiadać tajną flotę kosmiczną, prawda? To znaczy nawet część z tych obiektów, o których relacje docierają do nas jako UFO, mogą być tak naprawdę pojazdami zdolnymi do lotów na orbitę, pojazdami ziemskimi. Chris, czy uważasz, że są to wiarygodne domniemania i informacje?
[01:00:06] - Myślę, że w kwestii McKinnona będzie to typowa dezinformacja. Jakoś mam wielki problem, żeby uwierzyć w tą historię, że jakiś sobie taki haker z domowego komputera z taką łatwością buszował po najrozmaitszych ściśle tajnych komputerach, z łatwością się do nich włamywał. Ja myślę, że cała sytuacja została stworzona od samego początku do końca, że zdjęcia, które on zdobył, informacje, które on zdobył, po prostu są wręcz komiczne i że nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Myślę, że chodziło głównie o to, żeby przestraszyć innych ewentualnych chętnych, którzy chcieliby zrobić coś podobnego. I dlatego na tym biednym McKinnonie ciągle ciąży ta ekstradycja. On mieszka w Anglii. Nadal, mimo jego choroby Aspergera, chcą go ściągnąć do Stanów, sądzić go za to rzekome włamanie i oczywiście osadzić w więzieniu. Nie wiadomo, co z nim nawet zrobić. Co jakiś czas ta sytuacja odżywa i wybucha, ale myślę, że stworzono taki specjalny straszak, bo trudno jest uwierzyć, że istnieje jakaś amerykańska flotylla kosmiczna i tylko McKinnon o niej się dowiedział. Nikt więcej o tym nie wie.
Nie wiedzą Chińczycy, nie wiedzą Rosjanie. Nikt nie ma pojęcia. W samych tylko StanachLudzi, którzy obserwują przestrzeń kosmiczną przez bardzo skomplikowane często i bardzo drogie teleskopy. Jest to cała olbrzymia, gigantyczna grupa. Ja teraz patrzę na to zdjęcie, które opublikował McKinnon. Jeżeli coś takiego rzeczywiście by wisiało i funkcjonowało gdzieś na naszej orbicie, z pewnością ci ludzie by to dostrzegli, raportowali o tym. Zresztą często wspominają o najrozmaitszych pojazdach UFO, niezidentyfikowanych historiach. Można by to skojarzyć z elementami jakiegoś tajnego amerykańskiego programu kosmicznego, ale wydaje się, że taki program kosmiczny wymaga olbrzymiej jak na dzisiejsze czasy, mimo że zaawansowaną, jesteśmy z niej dumni, to wciąż nie najlepiej działającą technologią. Myślę, że to byłoby po prostu zbyt widoczne i ktoś wreszcie by o tym opowiedział. I nie byłby to haker, który ze swojego pokoiku wdarł się do tych ściśle strzeżonych komputerów.
Zwłaszcza że większość tych komputerów, a właściwie wszystkie te super ściśle tajne komputery, są praktycznie poza Internetem. Internet to jest wynalazek stworzony przez DARPAę i został oddany do użytku nam tu wszystkim tylko dlatego, że wynaleźli sobie coś znacznie lepszego, co ma zupełnie inny obieg informacji, więc można założyć, że nasz Internet nie ma praktycznie żadnej możliwości dotarcia do takiego ściśle tajnego systemu, jaki ma Pentagon czy NASA, czy Rosjanie, czy Chińczycy. Myślę, że to zupełnie na czym innym polega. Można tylko dotrzeć do pewnych portali, gdzie jest jakieś połączenie, ale z drugiej strony trudno jest uwierzyć, że zostawiono to tak na łaskę i niełaskę hakerów, którzy potrafią się z łatwością tam wedrzeć i coś stamtąd ukraść. Myślę, że te historie wszystkie o włamaniu się do komputerów Pentagonu czy ta historia z McKinnonem, o której rozmawiałem, że tam dostrzeżono jakąś flotę kosmiczną amerykańską, że jest to specjalnie preparowana i robiona tylko po to, żeby zamieszać bardziej ludziom w głowach i troszeczkę ich przestraszyć, żeby w ogóle nie próbowali tego robić. Dziękuję.
[01:03:55] - Chris, jak się odniesiesz do tej kwestii, że bodaj w dziennikach Reagana pojawia się taka notka, którą chyba całkiem przypadkiem sporządził, zacytuję ją z pamięci. Oczywiście będzie to moja wersja, że zamierza się spotkać z czołowymi naukowcami i dodał gdzieś tam obok, że stan wahadłowców pozwala na zabranie na orbitę 300 osób, a z czego wiemy było to niemożliwe, prawda?
[01:04:27] - Tak.
[01:04:27] - Czy sądzisz, że może być to kolejna przesłanka mówiąca nam o tym, że jednak ten czarny program kosmiczny trwa?
[01:04:39] - Zdecydowanie jestem pewien, że czarny program kosmiczny trwa i jest on realizowany, ponieważ ilość pieniędzy, jaka ginie w czarnej dziurze budżetowej Pentagonu i innych organizacji, jest tak olbrzymia, jest astronomiczna, że pozwala rzeczywiście na stworzenie czegoś absolutnie niezwykłego i niebywałego. Ale z drugiej strony uważam, że takie historie jak z McKinnonem są po prostu zbyt prymitywne, aby móc uwierzyć w to, że gdzieś tam latają olbrzymie statki kosmiczne i Stany Zjednoczone mają swoją flotyllę kosmiczną. Tajny program kosmiczny jest z pewnością realizowany i myślę, że takim najciekawszym jego przykładem i w jaki sposób możemy go obserwować czy otrzeć się o niego, są te historie z samolotem kosmicznym X-37B, który od czasu do czasu startuje gdzieś z bazy wojskowej w Kalifornii, wylatuje w przestrzeń kosmiczną, w której niknie i wraca na przykład po roku albo i więcej na Ziemię. Nikt nie wie, gdzie był, co on tam robił i co on tam działał. I teraz patrząc na wielkość tego samolotu kosmicznego i to, że wszystko, co jest z nim związane, jest absolutnie ściśle tajne i że musi być związane z jakąś tajną historią, tajną misją wojskową. Ale z drugiej strony fakt, że my o tym wiemy, wskazuje, jak bardzo trudno jest ukryć tego typu historie. Jeżeli taki mały samolot, a pamiętajmy, że na początku jego pierwszy lot od razu został zaobserwowany przez tych wszystkich astronomicznych obserwatorów, o których wspomniałem wcześniej. Po prostu dla nich to był taki rodzaj sportu, kto go pierwszy dostrzeże w kosmosie. A jest to przecież taka igła w stogu siana. Udało im się go zlokalizować i później obserwować go dokładnie, co zresztą zostało też sprowokowane przez amerykańską Wojskową Agencję Kosmiczną tylko po to, żeby zobaczyć, w jaki sposób inni ludzie będą chcieli namierzyć go i dostrzec, i żeby później uniknąć tego typu sytuacji.
Zresztą podobną historię mają za sobą Rosjanie, bo mamy tutaj tą historię z ich teoretycznie nieudanym lotem sondy Phobos-Grunt, która utknęła podobno w przestrzeni kosmicznej, ale tak naprawdę za wiele nie wiemy, co się wydarzyło dalej. Także dlatego uważam, że czarny program kosmiczny z pewnością istnieje i myślę, że jeżeli jest realizowany na Ziemi, jest on bardzo trudny do ukrycia. Jeżeli miałby być realizowany gdzieś dalej, na innej planecie, na ciemnej stronie Księżyca, na Marsie, trudno jest mi to sobie wyobrazić w sposób masowy czy praktyczny, czy na olbrzymią skalę z tego powodu, żeŻeby coś takiego powstało, trzeba by założyć dużą intensywność lotów kosmicznych po to, żeby coś tam dowieźć, coś tam przewieźć. Znikaliby ludzie, naukowcy. Ktoś w końcu by o tym powiedział. Dlatego myślę, że trzeba tutaj troszeczkę brać z ziarenkiem soli takie informacje pod uwagę i patrzeć na nie nieco sceptycznie. Z pewnością coś się dzieje, ale myślę, że nie na taką skalę, jak chciałby o tym opowiedzieć McKinnon. Tu myślę, że jest historia wyłącznie hollywoodzka, obrazkowa i ma działać na wyobraźnię. Natomiast Ronald Reagan, o którym wspomniałeś wcześniej. Wiemy, że on był świetnym aktorem.
Poza tym program kosmiczny, program „Wojen Gwiezdnych” był majstersztykiem propagandowym. Z pewnością jakieś zręby były oparte na prawdzie, bo rzeczywiście Amerykanie budowali taki system i tworzą go do dziś. Ale samo stworzenie wrażenia, że coś takiego już jest i już istnieje, było na tyle wspaniałe, że po prostu powaliło Rosjan, Związek Radziecki wówczas, na kolana, ponieważ oni rzeczywiście w to uwierzyli i przestraszyli się, że Amerykanie coś takiego mają. Co dziś wiadomo, że nie jest.
[01:08:51] - Tak, ale z tego co wiem, te dzienniki zostały opublikowane chyba w ciągu ostatnich pięciu lat. Nie było wtedy do tego dostępu, ale to jeszcze będziemy o tym mówić, bo panowie czekają na swoją kolej. Ja się przyjrzałem sprawie McKinnona wtedy, kiedy ona się toczyła, kiedy się narodziła. Także przyjrzałem się jej dość dobrze. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy on blefuje, natomiast zawsze mnie zastanawiało, dlaczego on jeszcze nie powiedział, bo dziwi mnie, że on znalazł tylko to, prawda? Że odkrył tam kilka informacji, w zasadzie błahych. I czy on czasami po tym, kiedy mu zagrożono, nie postanowił zakończyć już przysłowiowe puszczanie pary i nie powiedzieć nic więcej, a może coś więcej wiedzieć. Arku, jak sądzisz?
[01:09:43] - Dla mnie ta cała historia z nim jest naprawdę bardzo ciekawa, chociaż trudno powiedzieć, co do końca on tam zobaczył i na ile prawdziwe są te informacje. On tam zaczął grzebać, ponieważ szukał informacji o wolnej energii. Takich tam właśnie nie znalazł, ale bardzo dużo zobaczył o UFO i tym tajemnym planie pozaziemskich oficerów. Cała ta historia jest bardzo ciekawa. Jak on to opisywał, jak po raz pierwszy go tam przyłapano, ale się jeszcze z tego umiał wykręcić, podając fałszywe personalia. I właśnie te zdjęcia, co widział. Mnie bardzo interesowało, jak on tam w ogóle umiał, był w stanie tyle komputerów obejść, żeby się tam dostać. To, co już Chris wspomniał przed chwilą w swojej wypowiedzi. Mówi on, że tam w ogóle nie trzeba było żadnych haseł wpisywać. Po prostu hasło było takie, że puste pole, tylko „zaloguj” trzeba było nacisnąć i bez żadnego hasła już był połączony z danym komputerem i mógł sobie tam grzebać, ile chciał.
To jest naprawdę coś, co nam się wydaje bardzo śmieszne. I tak jest z reguły, ponieważ bardzo ważne informacje muszą być jak najbardziej dobrze chronione. To nie jest tak, że ktoś sobie tam wchodzi, ponieważ to już było po 2001 roku, to mogły być właśnie bardzo dziwne organizacje z Bliskiego Wschodu, które chciały zaszkodzić Amerykanom. Myślę, że w tamtych czasach kładziono bardzo wielki nacisk na hasła, na takie rzeczy, żeby wszystko było nie do rozwalenia. A tu taki sobie człowiek wchodzi i przez dwa lata, tak jak on mówi, sobie różne komputery oglądał. Bardzo dużo rzeczy wprawdzie nie mógł ściągnąć, ponieważ jak on sam powiedział, te zdjęcia, które oglądał, ładowały się bardzo długo. One miały między 200 a 300 MB pojemności, a on miał modem komputerowy o mocy 64 KB. I to było niemożliwe, żeby takie rzeczy ściągnął. Ale jeżeli to w ogóle prawda, to ja w to nie wierzę, ponieważ on się tym interesował i na pewno chciałby mieć jakieś dowody. Myślę, że jeżeli te zdjęcia umiał po paru minutach otworzyć u siebie na ekranie albo te dokumenty zobaczyć, to jeżeli już nie umiał ściągnąć na dysk albo na pamięć komputera, to były inne możliwości.
Mógł na przykład zrobić zdjęcia aparatem fotograficznym.Ja myślę, że jeżeli on to widział, a on wiedział dobrze, co widział, to na pewno w jakiś sposób zrobił kopie. Wprawdzie teraz się nie przyzna, byłby głupi, jakby się teraz przyznał, ponieważ i tak ma bardzo wielkie kłopoty i to by mu w ogóle nic nie pomogło. To by mu jeszcze bardziej zaszkodziło. Trzeba powiedzieć, że na niego w USA czeka 60 lat więzienia. Tyle mu wyliczono, a więc udaje niewinnego baranka. To jest najlepsza droga, jaką może teraz iść. Tak samo w tej wypowiedzi, którą czytałem, wspomniał, że od tego czasu, jak policja mu wzięła wszystkie komputery, to nie ma w ogóle połączenia z internetem. Nie wchodzi, ponieważ ma to zabronione. Oczywiście to jest taka sprawa, kto mu w to uwierzy. Ale tak oficjalnie mówi i lepiej, jak pokazuje skruchę niż strugę jakiegoś bohatera, ponieważ nie wiadomo, jak się ta cała sprawa dla niego skończy.
[01:15:00] - Z tego, co wiem, to chyba w tamtym roku już zapewniono mu, że nie będzie tej ekstradycji. Natomiast Arku, tobie też się wydaje, że on mógł rzeczywiście coś jeszcze mieć, a niekoniecznie chce o tym mówić, żeby nie pogarszać swojej sytuacji?
[01:15:14] - Tak, to na pewno. To jest całkiem zrozumiałe, że nie wszystko powie, co widział albo jakie kopie zrobił, które jednak nie znaleziono na komputerze, ponieważ mógł to jakoś ukryć w różny sposób. Na pewno nie powie, ponieważ czym więcej by powiedział, tym bardziej by sobie zaszkodził. Czym więcej tajemnic by wyjawił, tym bardziej by Amerykanie robili presję, żeby go dostać w swoje ręce i całej sprawie ukryć łeb. Podczas tych wypowiedzi pamiętam, jego rozmówca rzucił hasło Projekt Serpo. Nie wiem, czyście czytali. Już od paru lat w internecie jest opisane. To jest kilka tomów tej całej opowieści o ziemskich oficerach, którzy polecieli na tę planetę Serpo. Ile? 13 tysięcy lat świetlnych, czy jakoś tak.
I tam pracują, tam są zajęci swoimi sprawami. Oczywiście to jest taka dziwna sytuacja, ponieważ-
[01:16:43] - Tak, że oni mają tam żyć wśród tamtych istot. To jest taka trochę-
[01:16:48] - Tak.
[01:16:49] - Że oni tam sami nie polecieli, bo to za daleko, tylko że zostali zabrani przez jakieś cudowne istoty. Także ta sprawa rzeczywiście jest dość długa. Arku, dziękuję za wypowiedź, bo teraz jeszcze Leszek, a mamy tu jeszcze całe mnóstwo pytań, bo tutaj nas poganiają słuchacze, dlatego żadne pytanie od nich nie pada. Leszku, co powiesz jeszcze o McKinnonie, jeżeli jest coś jeszcze do dodania?
[01:17:18] - Nie, w zasadzie nie ma co dodawać. Ten człowiek jest niewiarygodny. Jeżeli trafił przypadkiem, jeżeli jest wiarygodny w tym, że odkrył coś, to była to specjalnie spreparowana podpułka dla publiczności, przygotowana przez ludzi, którzy chcą zamieszać w temacie. Także tutaj nie jest to fajna, czysta opowieść. To jest raczej ściema. Dziękuję.
[01:17:41] - To w takim razie proponuję, abyśmy przeszli do kolejnego pytania. To sprawa, o którą pytają między innymi również teraz słuchacze Radia Paranormalium. Przyszło pytanie drogą SMS-ową między innymi: co sądzicie o tak zwanym Black Knightcie, czyli Mrocznym Rycerzu, Czarnym Rycerzu, tajemniczym obiekcie wyśledzonym kilkakrotnie w latach 50., który zdaniem części ówczesnych naukowców mógł być sondą pozaziemską. Ten obiekt chyba z tego, co pamiętam, miał też być sfilmowany, czy też sfotografowany pod koniec lat 90. Czy ten obiekt to tylko miejska legenda, czy fakt? Może na początek Arek Czaja.
[01:18:31] - Tak, Czarny Rycerz. Niestety bardzo mało informacji jest o nim. W 1953, kiedy Sputnik wystartował, to wtedy bardziej Amerykanie patrzyli w kosmos. To w ogóle cały ten okres zimnej wojny był takim, że jeden drugiemu do talerza patrzył, co się dzieje. I trzy lata później pierwszy raz go chyba odkryto. Podczas robienia zdjęć Sputnika 1 i 2 odkryto Czarnego Rycerza. Ja widziałem te zdjęcia, które w internecie są. Powiem tak, tak się zastanawiałem kiedyś nad tym.To był czas zimnej wojny. Co Amerykanie albo radzieccy agencje próbowały wystrzelić jako szpiegowskie satelity. Wprawdzie się mówi, że wielkością ten obiekt jest dużo większy niż cokolwiek, kiedyś Związek Radziecki albo Amerykanie byli w stanie wystrzelić pod względem objętości.
Pomimo tego myślę, że być może to mógł być jakiś szpiegowski satelita, которому coś się nie udało i został już na orbicie i sobie lata bez jakiejkolwiek kontroli. Może radziecki, może amerykański, tego nie wiadomo.
[01:20:39] - Była nawet taka hipoteza, z tego, co pamiętam, nawet lansowana przez polskich autorów, że jest to obiekt pochodzenia dający się połączyć z hipotezą paraastronautyczną. Ja może się tutaj wtrącę, żeby nie przedłużać już tej naszej rozciągającej się dyskusji. Dodam, że panowie, Czarny Rycerz to taka legenda, która niby ma podstawy, kilka zdań w zasadzie, czyli wszystko, co wiadomo, jak powiedział Arek, można znaleźć w książce Johna Keela na przykład „UFO: Operacja Koń Trojański”. Keel informuje, że to był obiekt wyśledzony, bardzo masywny, ważący zdaniem ówczesnych ekspertów kilkadziesiąt ton. Z tego, co pamiętam, mówił o nim nawet NORAD. Tak że to było dość wiarygodne. Pamiętam, że wzmianki pojawiły się nawet w „New York Timesie” i nikt nie wiedział, co to jest. Jak Arek powiedział, to był rok 1953 lub 1954. Potem ten obiekt był widywany jeszcze raz. Pojawił się na orbicie biegunowej, co ciekawe.
Co więcej, czasami były nawet dwa. Nikt nie wiedział, co to jest. To na pewno nie był satelita ziemski i spekulowano, co to może być. Oczywiście pierwszy wniosek, że był to satelita lub statek obcych. Leszku, co o tym sądzisz?
[01:22:15] - Jest trochę koncepcji na ten temat. Przez lata ten obiekt do takiego kultowego wręcz próbowano przypisać wiele rzeczy, między innymi te sławne spóźnione sygnały radiowe, które docierały do nas. Obliczano na podstawie jego trajektorii i parametrów, że krąży od 13 000 lat i tak dalej. Bardzo ciekawa obserwacja, która do dnia dzisiejszego wymyka się zrozumieniu. Nie był to raczej nasz obiekt ziemski, który nagle się pojawił. Tutaj wspomniano, że w tym okresie bacznie przyglądano się temu, co się dzieje nad naszymi głowami, bo jedna, jak i druga strona bardzo w tym okresie rywalizowały i chciały być tymi pierwszymi i bacznie obserwowano, co tam się dzieje nad głową. Może tyle.
[01:23:17] - Kris, a co ty powiesz o Czarnym Rycerzu i właściwie o tych nowych fotografiach, które raz na jakiś czas się pojawiają? Bo rzeczywiście po latach 50. to się zrobiła taka miejska legenda. Natomiast co sądzić o tym teraz?
[01:23:34] - Myślę, że to miano Czarnego Rycerza być może jest nadawane najrozmaitszym zjawiskom, że nie jest to jedno zjawisko. Jest ich kilka i w jakiś sposób one wszystkie razem pasują do tej jednej teorii. Bo zaczynając od samego początku, Czarnego Rycerza jako pierwszy odkrył Nikola Tesla jeszcze w XIX wieku, w 1899 roku, kiedy prowadził te swoje doświadczenia radiowe w Colorado Springs. Uzyskał jakiś sygnał z kosmosu i wówczas on sam powiedział: „Hej, nie jesteśmy sami, coś nad nami lata i coś wysyła sygnały”. I tak się zaczęła ta legenda Czarnego Rycerza. I ona jeszcze raz powróciła na wielką skalę właśnie w latach 50. i 60. w samym środku wyścigu zbrojeń i w pewnym sensie zaczęła być nawet wygodna, dlatego że Amerykanie prowadzili wówczas taki rodzaj doświadczeń z jednym ze swoich sputników. To był Discoverer 8. I ten sputnik również poruszał się po orbicie biegunowej z tego powodu, że dzięki takiej trajektorii mógł obserwować właściwie wszystkie kontynenty i wszystkie miejsca na świecie przez praktycznie cały czas, dlatego że po prostu poruszał się z północy na północ bądź odwrotnie i co jakiś czas jakiś dany kontynent czy dane miejsce na świecie było pod jego okiem.
No i ten Discoverer 8 to była taka misja właściwie CIA, gdzie próbowano montować w kosmosie pierwsze kamery i aparaty fotograficzne po to, żeby fotografować, co robią Rosjanie. I teraz ten cały pomysł z tym aparatem fotograficznym był taki, że on miał zrobić zdjęcia, ale trzeba go było w jakiś sposób odzyskać. Wówczas ten aparat fotograficzny był wystrzeliwany ze sputnika i miał spadać powoli na ziemię, i miał go przejąć w powietrzu samolot.Który miał się z nim spotkać w danym punkcie i przejąć aparat fotograficzny. Można wówczas było wywołać zdjęcia i zobaczyć, co robią Rosjanie. Przeprowadzono szereg tych doświadczeń i być może właśnie ta legenda Czarnego Rycerza przysłużyła się temu, żeby troszeczkę ukryć to, co robią Amerykanie naprawdę, bo wówczas nikt nie miał takiej technologii fotografowania od drugiej strony. Oczywiście po krótkim czasie to się wszystko zmieniło i technologia poszła bardzo mocno do przodu. Już takie rzeczy nie były potrzebne. I podobnie legenda Czarnego Rycerza zaczęła zamierać aż do lat 70., kiedy mamy taką teorię Duncana Lunanana, który zaczął analizować ten sygnał, jaki odebrano z Czarnego Rycerza. Doszedł do wniosku, że źródło tego sygnału jest w odległości 13 000 lat od Ziemi i pochodzi on z gwiazdozbioru Wolarza, i że tam jest planeta, która jest zamieszkana przez obcą cywilizację. I ta cywilizacja poprzez Czarnego Rycerza usiłuje z nami nawiązać kontakt.
Właśnie dlatego ten Czarny Rycerz wysyła takie niezrozumiałe wciąż dla nas sygnały, które co jakiś czas ktoś odbiera. Ta teoria bardzo się spodobała, bo my wszyscy szukamy braci w kosmosie i chcielibyśmy, żeby gdzieś ktoś na innej planecie zamieszkał. I to było takie apogeum kariery Czarnego Rycerza. Już później wszyscy o tym zapomnieli, że Lunan powiedział publicznie, że troszkę się pomylił i trochę przecholował w swoich wytłumaczeniach, i że nie ma to nic z Wolarzem wspólnego, a być może nawet i z Czarnym Rycerzem. Po raz ostatni chyba Czarnego Rycerza widziano z wahadłowca Endeavour, gdzie dokonano serii zdjęć. Te zdjęcia pokazały się na stronie NASA. Po kilku dniach zniknęły, potem znowu powróciły. I rzeczywiście można tam dostrzec bardzo interesujący obiekt o bardzo nietypowym kształcie. Teraz NASA mówi, że to nie jest żaden statek kosmiczny, tylko to jest jakiś koc termiczny, który urwał się z wahadłowca, który miał dotrzeć wówczas do stacji Alfa. Ten koc miał takie dziwaczne kształty i tak wyszedł na tych zdjęciach.
Ale do dziś dla nas są to zdjęcia Czarnego Rycerza i ciągle nie wiemy właściwie, jak to z tym wszystkim jest. Jeszcze tu się włączył we wszystko wspomniany kilka razy wcześniej Gordon Cooper, który powiedział, że coś zobaczył, lecąc na swoim statku Mercury 9. Że coś zobaczył, zielone światło, które się zbliżało w jego kierunku. I wówczas też krzyk: „Ha! To jest właśnie Czarny Rycerz”. To jest kolejny element legendy Czarnego Rycerza, ale NASA szybko to zdementowała, ponieważ powiedziano, że poziom dwutlenku węgla w kabinie Coopera był tak wysoki, że dostał halucynacji i tak naprawdę to niczego nie widział. Co prawda Cooper bronił się, że australijska stacja, która akurat wtedy przejmowała jego sygnał i kontrolowała jego lot, również odkryła takie odbicie radarowe, że coś było w kosmosie, ale nikt tego nie potwierdził. 100 osób pracowało w tej stacji w australijskiej maleńkiej miejscowości Mucci, gdzie ten radar się znajduje, i żadna z nich nie potwierdziła rewelacji Coopera, że rzeczywiście mijał się z tym Czarnym Rycerzem. Myślę, że jest to jednak legenda i że łączymy tutaj w jedną całość wiele zupełnie osobnych faktów, być może często tak prozaicznych, jak taki koc termiczny, który gdzieś tam się od czegoś oderwał i zaczął sobie orbitować w takiej odległości od wahadłowca, że zdjęcia tego obiektu wykonane właśnie z jego pokładu pokazywały nam coś absolutnie niezwykłego, a tak naprawdę było to coś po prostu najprostszego i najbardziej oczywistego pod słońcem. Dziękuję.
[01:30:04] - Tym bardziej że przy dzisiejszej technice raczej chyba nie ukryłby się nam Czarny Rycerz w kosmosie. Chyba że coś z nim się stało, o czym nie wiemy. Ale panowie, jeżeli jesteśmy przy temacie potencjalnych obcych sond na orbicie Ziemi, to w roku 1991 wyśledzono obiekt okołoziemski o sygnaturze, nazwano go potem 1991 VG. Jego odkrywca zauważył, że on dziwnie się dość zachowuje, bo podąża po orbicie bardzo przypominającej ziemską. Po drugie, raz na jakiś czas trzykrotnie zwiększa swoją jasność. On był dość daleko w tym czasie, natomiast za kilka miesięcy miał się zbliżyć do Ziemi. Ów astronom, pan Scotti, odkrywca wielu obiektów okołoziemskich, dość zasłużony astronom, wysunął taką hipotezę, że to jest jeden z potencjalnych kandydatów do miana obcego próbnika, obcej satelity w pobliżu Ziemi. Wcześniej w nauce funkcjonowało bardzo wiele koncepcji, między innymi sond von Neumana, sond Brasellla, które były takimi koncepcjami zakładającymi, że obcy mogą wysyłać w pobliże w kosmos automatyczne, robotyczne sondy, które po dotarciu do potencjalnie zamieszkanych planet osiadają tam i ewentualnie czekają ażAż ta druga strona będzie gotowa na kontakt. Takich koncepcji było dużo, natomiast pojawiło się kilka obiektów, które podejrzewano o to, że mogą być obcymi satelitami Ziemi. I teraz, panowie, pytanie do was, czy rzeczywiście w naszej przestrzeni okołoziemskiej mogą krążyć obiekty, próbniki, sondy, czy jak to nazwiemy, pozostawione przez obcą cywilizację?
Czy obcy mogą nas obserwować z kosmosu? Leszku?
[01:32:22] - Raczej mogą. Nie wykracza to w zasadzie z tego, co wiemy, poza możliwości tych cywilizacji. Pamiętajmy, że nie mamy do czynienia z jedną cywilizacją. Są różnego rodzaju istoty o różnym stopniu rozwoju i różnych technologiach. Te technologie są bardziej lub mniej zbliżone do tego, co my posiadamy. Niektóre są na tyle inne, że trącają dla nas magią. Jest to szeroki wachlarz, także przypuszczam, że znajdą się też tego rodzaju cywilizacje, które mają w miarę zbliżony poziom do nas i te obiekty będą się zachowywać w sposób taki, jak my znamy i jak potrafimy wykorzystywać go, czyli za pośrednictwem tych najprostszych praw grawitacyjnych. Zainstalowanie próbnika, który ma krążyć nieprzerwanie wokół planety, która ma być obserwowana pod kątem rozwoju cywilizacji, to na pewno idealnym jest rozwiązaniem, że ten próbnik co jakiś czas wchodzi w kontakt z daną planetą i sprawdza poziom rozwoju. Także tego rodzaju obiekty, jeśli istnieją, jeśli potrafimy je zauważyć, a potrafimy, to na pewno są wokół nas. Takim przykładem jest chociażby wiele obserwacji, które dokonujemy niedaleko Słońca.
Obserwatorium SOHO, które było zainstalowane, przekazuje nam bardzo ciekawe zdjęcia. Są różne inne satelity, które są skierowane w stronę Słońca i wyraźnie widać, że jest tam jakaś aktywność, którą możemy przypisać do jakiejś technologii. Także moim zdaniem tego rodzaju zjawiska są dostrzegane. Dzięki.
[01:34:40] - Arku, co sądzisz o tej koncepcji, że obcy mogą posiadać wokół Ziemi swoje sondy, tudzież satelity, które nie do końca są dla nas wykrywalne? Chodzi mi o obiekty, które są automatami. Nie są pojazdami załogowymi.
[01:35:01] - O ile obcy w ogóle potrzebują sondy, żeby przekazywać informacje na ich macierzyste planety. My potrzebujemy. Nasza technologia jest tak zrobiona, że potrzebujemy satelity, żeby przekazywać informacje z Ameryki poprzez satelitę do Europy. Ale czy obcy też potrzebują taką technikę, to ja nie wiem. Widać po ich statkach, które się tutaj u nas pokazują, ich technika jest bardziej zaawansowana i trudno mi powiedzieć, czy oni też potrzebują takich satelit do wymiany informacji. Wracając do tego obiektu 1991, była taka teoria, że mogło to być tak, że jakiś meteoryt uderzył w Księżyc i stamtąd grupa głazów, kamieni wyleciała na orbitę. Niektóre spadły na Ziemię, które znaleziono, a większy taki obiekt mógł latać przez pewien czas na orbicie ziemskiej. To jedna z możliwych wytłumaczeń. Ja wprawdzie nie jestem wielkim fanem teorii spiskowych, ale myślę, że być może ten obiekt 1991 to był jakiś szpiegowski satelita, tak jak i Czarny Rycerz. Dlaczego tak myślę?
Bardzo się mało słyszy o takich satelitach, które wojsko wrzuciło na orbitę, ponieważ nikt się do tego oficjalnie nie przyznaje. Tym, czym nas karmią, są wyprawy astronautów na ISS albo na Księżyc, albo łazików na Marsa. To jest wszystko oficjalnie, co nam się mówi. A ile w tym czasie było projektów wysłanych szpiegowskich satelit, o tym nas nikt nie informuje. Kto się do tego przyzna? I to nie tylko ze strony USA, ale także i Związku Radzieckiego.Prawdopodobnie może i Chiny, nie wykluczam tego. Być może takie bezpańskie satelity gdzieś sobie tam latają. Nikt o nich oficjalnie nic nie wie. Jeżeli astronomowie odkryją coś takiego, to jest wielkie zapytanie: co to jest teraz? Nie mamy w ogóle żadnego porównania.
Nie mamy meldunków, że coś takiego się w tym miejscu teraz powinno znajdować, ponieważ to wszystko jest ściśle tajne. To takie moje przemyślenie.
[01:38:38] - Właśnie. Krótko po tym, kiedy ten obiekt został odkryty, pojawiły się różne hipotezy, natomiast z biegiem czasu okazało się, że takich obiektów może być więcej. Dziś właściwie uznaje się, że 1991 VG to raczej jest obiekt naturalny. To znaczy jakaś kosmiczna skała, jakiś kosmiczny okruch. Chris, co sądzisz na temat tej koncepcji o obcych satelitach?
[01:39:09] - Można do tych wcześniej wymienionych przez kolegów koncepcji dodać jeszcze jedną, mianowicie koncepcję tych antycznych satelit. Załóżmy na przykład, że wiele tysięcy lat temu istniała jakaś pozaziemska cywilizacja, która funkcjonowała i docierała także do Układu Słonecznego, ale coś się wydarzyło i doszło do jakiejś olbrzymiej katastrofy, bądź być może nawet kosmicznej wojny i jej pozostałości to są właśnie te starożytne satelity, czyli takie bazy wojskowe czy bazy kosmiczne, które być może kiedyś znakomicie funkcjonowały, ale w wyniku czegoś, co się wydarzyło po drodze, po prostu zamarły. Natomiast poruszają się po pewnej trajektorii i często nazywamy je albo księżycami, albo asteroidami, planetoidami. Pewnie jeszcze do tego tematu wrócimy. Taka jest koncepcja w kwestii Fobosa, który jest księżycem Marsa, ale także mówiąc o tych asteroidach, które przelatują, czy tych, załóżmy, satelitach pozaziemskich, które przelatują w okolicach Ziemi. To była bardzo ciekawa historia z 2005 Yu 55, tak się nazywała ta planetoida. Została odkryta w 2005 roku, ale okazało się, że cyklicznie ma orbitę dookoła Ziemi. Co kilka lat przelatuje dość blisko. I w pewnym momencie powstał taki pomysł, że być może właśnie jest to taki antyczny, historyczny satelita, że po prostu już nie funkcjonuje i nie działa, natomiast ciągle porusza się po tej trajektorii, jaka została mu nadana wiele tysięcy lat temu. Doszło do takiej bardzo interesującej historii chyba w 2011 roku, kiedy ta planetoida przeleciała rzeczywiście blisko Ziemi i była w zasięgu dwóch obserwatoriów astronomicznych.
Jeden to był Goldstone w Kalifornii, a drugi Arecibo na Portoryko. Wszyscy się szykowali do tego, że obejrzą ją dokładnie z bliska, że będzie można obejrzeć na niej każdy kamyczek, bo te obserwatoria dysponują znakomitym sprzętem. Nagle okazało się, że nic z tego nie wyszło. Planetoida przeleciała. Zdjęcia były zamazane. W Goldstone powiedziano, że akurat robili tam remont i coś tam nie wyszło, bo wymieniali sprzęt na lepszy i jeszcze nie był dobrze ustawiony i dlatego im się akurat te zdjęcia nie udały. Natomiast w Arecibo powiedziano po prostu, że niczego nie widzieli. Ta cała historia była taka dość sensacyjna, bo w tym samym czasie z bazy wojskowej Vandenberg odpalono rakietę Atlas, która jest w tej chwili używana do wynoszenia w przestrzeń kosmiczną tych małych szpiegowskich samolotów, tak jak XB-7B. Być może właśnie ten samolot poleciał za tą planetoidą po to, żeby ją dokładnie zaobserwować i sfotografować. Interesowali się nią też Rosjanie, którzy rok później — i tu jest taka troszeczkę teoria konspiracji, troszeczkę może pofantazjujemy, ale w każdej fantazji jest też jakieś ziarenko prawdy — którzy pod pozorem lotu na Fobosa wystartowali rok później po to, żeby znaleźć się w pewnej osiągalnej odległości pomiędzy Ziemią a Yu 55, żeby do niej dotrzeć i móc również ją nie tylko sfotografować, ale najprawdopodobniej przejąć ewentualne technologie, jakie wciąż znajdują się w takim satelicie.
Dziś już dysponujemy sprzętem i technologią pozwalającą nie tylko sfotografować dany obiekt kosmiczny, ale także go prześwietlić. I w niektórych przypadkach okazuje się, że takie obiekty są puste w środku, co już pobudza wyobraźnię i wskazuje, że być może nie mamy do czynienia ze zwykłym kamykiem. Że skoro przestrzeń jest pusta, a na dodatek panuje tam jakieś określone inne ciśnienie, to być może jest to coś więcej niż tylko właśnie planetoida. Może jest to właśnie taki archaiczny, sprzed wielu tysięcy lat statek kosmiczny, który w tej chwili już bez swojej załogi wciąż porusza się po nadanej mu wcześniej trajektorii. I to właśnie taka troszeczkę ciekawostkowa teoria na temat tych ewentualnych satelitów, które być może krążą dookoła Ziemi.
[01:43:47] - Ja przypomnę tylko słuchaczom Radia Paranormalium, że słuchacie państwo dziewiątej już debaty ufologicznej online. Cała debata jest realizowana jak zawsze na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08, Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas wysyłać pytania drogą tekstową pod numer SMS-a 517 986 778. Koszt jednej wiadomości to około 23 groszy z VAT-em. Abonenci sieci Orange mogą wysyłać za darmo. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, a także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Czekamy również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy pytań, którą powolutku, stopniowo ujawniamy, brzmi następująco: co sądzicie o koncepcji przedstawionej niedawno przez uczonego o nazwisku Brandenburg, według którego na Marsie istniała cywilizacja, która została unicestwiona w wyniku katastrofy nuklearnej? Pod koniec 2014 roku napisał on nawet na ten temat książkę.
Czy fotografie przedstawiające różne dziwadła na przestrzeni Czerwonej Planety mogą być na to dowodem? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Piotr Cielebiaś.
[01:45:36] - Od ładnych kilku lat w internecie pojawiają się często zaskakujące, często tak naprawdę błahe i pierdołowate fotografie przedstawiające różne dziwne obiekty na powierzchni Marsa. Pamiętam, że była taka strona kiedyś, Mars Anomaly Research i tam był podział nawet zastosowany tych fotografii. Tam były zdjęcia od marsjańskich kości, przez marsjańską broń, po marsjańskie lasy. Także tam było tego naprawdę dużo. Wszystko to należy ująć oczywiście w cudzysłów. Jak ja się zapatruję na tego typu znaleziska? Według mnie niektóre są ciekawe. To znaczy, to było intrygujące wszystko do czasu, aż nie zaczęło się pojawiać w formie masowej. Dzisiaj takie fotografie i zdjęcia anomalne przesyłane przez łaziki, sondy i tak dalej, pojawiają się nawet w mediach mainstreamowych. Często znajdują wyjaśnienie.
Nawet czytałem taką teorię, że one się pojawiają dlatego, by ludzie przestali spekulować na ten temat, bo zwykle tym publikowanym w mediach głównego nurtu towarzyszy jakieś proste wyjaśnienie. Natomiast rzeczywiście tych zdjęć jest sporo i nie można tu ująć ich jedną klamrą. Ja pamiętam jedno, które mnie naprawdę zainteresowało. Pochodziło bodajże ze Spirita. To było coś w rodzaju posągu siedzącego człowieka sfotografowanego na przestrzeni skalnego rumoszu. To było naprawdę ciekawe i nawet jeżeli to było zjawisko naturalne, jeżeli ten głaz, ta skała pojawiła się w wyniku procesów przyrodniczych, to naprawdę brawo Marsie i twoja przyroda. Natomiast jeżeli chodzi o teorię Brandenburga, bo my mamy tu jeszcze pytanie przygotowane specjalnie o marsjańskiej twarzy. Nie wiem, bo te pytania się łączą i może dokonamy takiego małego połączenia. Otóż badania „tego uczonego” dotyczą płaskowyżu Cydanii. To był płaskowyż, gdzie w 1976 roku sonda Viking wykonała zdjęcie, na którym pojawiła się ta słynna twarz, która przez dziesięciolecia rozpalała umysły i wyobraźnię.
Już wtedy pojawiły się twierdzenia, że tam w zasadzie koło tej twarzy widoczne są inne struktury, na przykład piramidy, jakieś dziwaczne ruiny. Późniejsze wyprawy już z XXI wieku potwierdziły w zasadzie, że tej twarzy nie ma jako takiej, że jest to forma skalista, forma skalna, góra tak naprawdę. A to wszystko, te oczy, ta twarz, ten nos to tak naprawdę była pareidolia. Pokazano zdjęcia tej twarzy. To chyba jest jeden z najlepiej sfotografowanych obiektów na Marsie. Natomiast te koncepcje odnośnie Cydonii przetrwały i trudno mi się do nich odnieść, bo rzeczywiście Mars jest pełen dziwactw i tajemnic. Dopiero się to wszystko wyjaśni, kiedy stanie tam noga człowieka i kiedy będziemy mogli na to wszystko spojrzeć obiektywnie. Na razie mamy tylko fotografie i domniemania. Wydaje mi się jednak, że twierdzenie, iż istniała tam kiedyś cywilizacja, która unicestwiła się w wyniku wojny jądrowej, jestJest hipotezą trochę zbyt daleko idącą, dlatego że nawet gdyby to była prawda, to wydaje mi się, że powinny tam się zachować nawet już widoczne na tych zdjęciach, które mamy, bardziej namacalne ślady. Mówiąc w dużym skrócie, to, co otrzymujemy, jest materiałem, który można określić jako „na dwoje babka wróżyła”.
To jest albo kamień, albo coś dziwnego. Przy wskazaniu, że kamienie rzeczywiście czasem mogą nam, szczególnie na fotografiach, wyrządzić niezłego psikusa. To znaczy nasz mózg jest zaprogramowany tak, żeby widzieć znajome rzeczy w przypadkowych układach. Ta hipoteza jest fajna, ciekawa, natomiast brakuje w niej podstawowego ogniwa. Brakuje dowodu na to, że na Cydunii, na tym płaskowyżu, rzeczywiście znajdują się obiekty, które mogą świadczyć o tym, że istnieje tam cywilizacja. To jest przypuszczenie, a pokazanie przez kilka statków sond, między innymi Mars Reconnaissance Express, tego, że słynna twarz z Cydunii była i jest tak naprawdę górą, troszeczkę sprawia, że ta hipoteza o cydońskiej albo marsjańskiej cywilizacji wydaje mi się mało prawdopodobna. Może Chris teraz.
[01:51:40] - Wspominałem o tym, że kwestia Marsa, która wzbudza tyle kontrowersji i sensacji, cała ta historia jest absolutnie od początku do końca kontrolowana przez NASA, ponieważ wynika z ostatnich przynajmniej badań tej planety, że to właściwie Amerykanie sobie zmonopolizowali te wszystkie badania, że już nikt więcej nie ma dostępu do Marsa. Chcę tutaj przypomnieć, że Amerykanie mają przynajmniej dwa działające łaziki i szereg innych instrumentów pomiarowych, również satelitę, który krąży dookoła Marsa, rejestrując wszystko to, co się na nim dzieje, ewentualne anomalia, zmiany pogodowe i żadne inne państwo właściwie nie jest w stanie zweryfikować tych wszystkich odkryć. Dlatego czy jest to twarz, czy jest to tylko pareidolia, czy istnieją rzeczywiście jakieś struktury w Cydunii, tego rzeczywiście nie dowiemy się, dopóki ktoś tego monopolu nie przełamie. Na razie na to się nie zanosi, mimo że Chińczycy odgrażają się, że to zrobią. Do tego dochodzą jeszcze prywatni przedsiębiorcy, jak opętany wizją podróży na Marsa Elon Musk, który już w tej chwili odniósł olbrzymi sukces, ponieważ jest w stanie dostarczać najrozmaitsze materiały na stację kosmiczną, więc posiada technologię odpowiednią do tego, żeby móc wysłać lud załogowy na Marsa. Szykują się do tego Rosjanie, którzy rozpoczęli te badania bardzo wcześnie, bardzo wcześnie się tym Marsem interesowali, o czym już rozmawialiśmy wcześniej. I teraz jest kwestia taka, czy rzeczywiście tam coś było, czy nie. To, co wskazuje, że być może warto jest wierzyć w te piękne legendy, że jednak na Marsie istniało jakieś życie, jakaś cywilizacja, to chociażby to, że Mars bardzo przypomina naszą Ziemię. Jeżeli przyjrzeć się tym zdjęciom, które w tej chwili robi Curiosity na powierzchni tej planety, to one do złudzenia przypominają Arizonę, Sedonię, przypominają Dolinę Śmierci. Niektórzy mówią nawet, że wszystkie te zdjęcia właśnie stamtąd pochodzą, że żadne z nich nie jest tak naprawdę marsjańskie i że na Marsie nikogo nie ma.
Ale załóżmy jednak, że rzeczywiście coś się tam dzieje i ktoś rzeczywiście tam zaczyna coś badać i sprawdzać. I co ciekawe, kiedy zrobiono pierwsze zdjęcia Marsa z Vikinga, wszyscy je pamiętają. One były tak straszliwie ponure, czerwone. Wydawało się, że po prostu jest to planeta śmierci, że tam nic nie jest w stanie przetrwać. Po iluś tam latach okazało się, że NASA tak sobie wspomniała mimochodem, że te zdjęcia tak naprawdę nie są takie czerwone, że oni dodali ten czerwony filter po to, żeby uwypuklić pewne szczegóły na tych skałach, żeby każdy mógł je sobie dokładnie obejrzeć i w jakiś sposób wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie. I dziś wiemy, że nad Marsem znajduje się błękitne niebo, a jest oczywiście olbrzymia zawartość dwutlenku węgla, która nie pozwala żyć człowiekowi. Ale istnieje możliwość terraformowania tej planety, żeby móc sprawić, żeby była bardzo podobna do Ziemi, żeby móc nawet się przenieść z Ziemi na Marsa. I być może stąd jest to olbrzymie zainteresowanie Marsem Amerykanów i innych krajów, które próbują tam w jakiś sposób dotrzeć i próbują coś, tak mi się wydaje, stworzyć. Myślę, że misja Curiosity jest czymś absolutnie niezwykłym i kto wie, być może dowiemy się czegoś, czego kompletnie się jeszcze dziś nie spodziewamy, jak na przykład życie na Marsie. Ponieważ Curiosity jest w stanie dokonać pewnych doświadczeń fizycznych, by móc stwierdzić istnienie na przykład życia jakiegoś bakteryjnego na Marsie, a także co się dzieje w tym kraterze Gale, bo Curiosity wylądowała w kraterze Gale i w samym centrum tego krateru, który jest olbrzymi, znajduje się taka struktura, która do złudzenia, być może znowu jest to pareidolia, przypomina właśnie piramidę.I być może jest to jakaś pozostałość po czymś, co istniało wcześniej.
Tutaj można wrócić do Brandenburga i innych. Brandenburg mówi, że Mars został zniszczony w wyniku wojny nuklearnej. Jest jeszcze jedna teoria, która mówi, że w Marsa uderzyła olbrzymia asteroida i Marsjanie, mieszkańcy Marsa o tym doskonale wiedzieli i przygotowywali się do tego uderzenia przez 200 lat. I że oni ciągle tam żyją, istnieją i pobudowali szereg takich podziemnych kanałów i struktur i żyją właśnie pod ziemią. Także ciągle istnieją mieszkańcy Marsa, którzy są inteligentni, być może bardziej rozwinięci, niż nam się wydaje. Oczywiście dziś uśmiechamy się lekko na samo wspomnienie takiej ewentualności, ale tak naprawdę o tej przestrzeni kosmicznej wiemy niewiele i o naszych sąsiadach, planetach będących tuż po sąsiedzku wiemy jeszcze mniej. Mars jest jedną z nich. Coraz więcej dowiadujemy się. Inną taką planetą jest Wenus, gdzie istnieje również prawdopodobieństwo istnienia czegokolwiek, życia biologicznego chociażby. A nie wiemy o Wenus praktycznie nic.
Także tu wszystko przed nami.
[01:57:14] - Chris, jeszcze pozwolę sobie wykorzystać ten moment. W zasadzie krążymy wokół tematu, czy na sąsiedniej planecie mogło istnieć życie, co tam może być, czy mogą tam być obcy i tak dalej. Natomiast trzy słowa: Richard Hoagland. Właściwie dwa słowa. Co sądzisz o jego teoriach? Bo on się tutaj nam nie zmieścił w tych naszych rozważaniach dzisiejszych. Natomiast wiele osób kojarzy. To jest ten pan, który twierdzi, że analizuje fotografie Księżyca i na tych fotografiach widać na przykład szklane kopuły na Księżycu czy też inne podobne struktury. To jest człowiek, którego wiarygodność bardzo trudno ustalić i to też rzutuje w zasadzie na ocenę tego, co on mówi. Jak ty do tego podchodzisz z perspektywy takiego, bym powiedział, insidera w tym środowisku ufologicznym za oceanem?
[01:58:21] - Ja patrzę na Hoaglanda w sposób bardzo przyjazny i pozytywny. I to nie dlatego, że wierzę w te wszystkie jego teorie, ale to, co w nim podziwiam, to przede wszystkim odwagę wypowiadania bardzo odważnych poglądów, bo są one rzeczywiście wstrząsająco odważne i to często rzutuje na jego reputacji. A drugim elementem, którym w nim podziwiam, jest jego absolutnie niezwykła inteligencja, umiejętność kojarzenia najrozmaitszych faktów ze sobą. Także nawet jeżeli czasami ta jego teoria sypie się w kompletne gruzy, w proch i pył i ludzie wytykają go palcami, mówią: „Hoagland, nie wymyślaj, nie twórz, nie kombinuj, bo znowu nic z tego nie wyszło”, to myślę, że sam proces myślowy, jaki on stosuje do opisu tych zjawisk, daje niezwykle dużo do myślenia. Po prostu jest on niezwykle cenny, ponieważ łączy ze sobą olbrzymią ilość najrozmaitszych elementów, często, których byśmy w normalnych warunkach ze sobą nie łączyli. Na przykład łączy ze sobą najrozmaitsze odkrycia w dziedzinie fizyki, zwłaszcza tej fizyki skalarowej, z tym, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej. W jaki sposób na przykład wyglądała historia naszego Układu Słonecznego w oparciu właśnie o to i wiele innych tego typu teorii. Mars był przez wiele lat takim jego konikiem głównym i myślę, że do tej pory jest. Hoagland właściwie ostatnio troszeczkę przycichł, głównie dlatego, że najpierw miał swoje wystąpienie na temat komety Lenin, gdzie uznał, to znowu łączy się z naszym tematem, że Lenin jest niczym innym jak właśnie takim pozaziemskim sputnikiem, który podąża z jakąś informacją w stronę Ziemi. Jedną z takich kolorowych bardziej teorii jego na ten temat było to, że ten sputnik wystrzeliliśmy my sami, a właściwie wystrzelili ludzie z Atlantydy, widząc, że idzie zagłada, wystrzelili właśnie w kosmos te informacje, nadali im odpowiednią trajektorię i uznali, że jeżeli wróci po kilkunastu tysiącach lat, Ziemia znowu się odrodzi, ludzkość znowu się odrodzi, może przejąć tę informację i kontynuować to dzieło, które zostało zniszczone właśnie przez ten kosmiczny kataklizm.
To była taka właściwie nie tyle jego wpadka, bo tak naprawdę do dziś nie wiemy, jaka była prawdziwa natura komety Lenin. My ją nazywaliśmy kometą, natomiast było to bardzo dziwne ciało kosmiczne, które zmieniało wygląd, zmieniało energię i właściwie rozpadło się nagle i nie mamy pojęcia tak naprawdę, czym to było. Następna jego teoria była z następną kometą, która miała eksplodować w noc wigilijną w zeszłym roku i nie eksplodowała. Miała stać się tą właśnie gwiazdą wigilijną i po tym właśnie Hoagland ucichł troszeczkę, ale myślę, że jego sposób patrzenia na problemy, jeżeli odrzucimy tą taką sensacyjną, bardzo kolorową i komiksową wręcz część, to myślę, że jego proces myślenia jest na tyle cenny, że warto obserwować, o czym on mówi, w jaki sposób on myśli i myślę, że można wiele się od niego nauczyć. Ja osobiście go ogromnie cenię i nawet te jego najbardziej radykalne teorie przyjmuję jako coś, co być może po prostu, że jego może nie tyle geniusz, ale jego sposób myślenia wykracza poza wszystko to, co nam w tej chwili przychodzi do głowy i że być może zamiast to odrzucać, warto z tym poczekać na jakąś sprzyjającą sytuację, by móc właśnie ten proces zastosować i spróbować wyciągnąć jeszcze wnioski na inne tematy. Także w taki sposób na niego patrzę.
[02:02:09] - Dziękuję za wypowiedź. Arku, może teraz tobie oddamy głos w kwestii Marsa i odkryć, hipotez i przypuszczeń, przede wszystkim tych dziwnych fotografii.
[02:02:20] - Tak. Marsjańska twarz to jest jeden z moich sentymentów. To był chyba jeden z pierwszych tematów, o którym się dowiedziałem 20 lat temu, jak zaczynałem czytać bardzo ciekawe książki o tematyce paranormalnej. Bardzo lubię, że tak powiem. Mam przed sobą teraz trzy zdjęcia tej twarzy. Te bardzo słynne, zrobione przez Viking 1 w 1976. Potem następna fotka zrobiona przez Mars Global Surveyor w 2001 roku i następna, jeszcze późniejsza fotka o bardzo wysokiej rozdzielczości, która została zrobiona przez Mars Reconnaissance Orbiter. Co tu powiedzieć? Myślę, że tak jak się powszechnie uważa, że to jest jedynie gra świateł i cieni, ponieważ tylko na pierwszej fotce zrobionej przez Vikinga widać dokładną twarz, którą nietrudno pomylić. Te następne fotki nie są już takie wyraziste.
Nie ma tego cienia, nie ma prawego oka. Prawe oko już w ogóle zanikło. A ta fotka, która jest najlepszej jakości, prawie wcale nie przypomina tej twarzy. Jeżeli ktoś by ją po raz pierwszy zobaczył, myślę, że nawet gdyby nie uległ pareidolii czy apofenii, nie pomyślałby, że to mogłaby być twarz. Proponuję dla zainteresowanych po prostu wpisać na Wikipedii „marsjańska twarz” i tam te trzy fotki są pokazane. Można sobie porównać i każdy dla siebie wyciągnie odpowiednie wnioski. Ponadto jest też inna fotka robiona przez Mars Global Surveyor na przełomie 2000 i 2001 roku, która pokazuje całkiem inną twarz i ta twarz jest naprawdę superancka. Oraz fotka krateru Galle, która przypomina uśmiechniętą twarz, tak zwany lol, jak my to piszemy. W 1976 roku jeszcze tego nie znano, ale są takie dziwne dziwności, które my naszym zrozumieniem przez oglądanie tego podpisujemy. Jest to piramida, jest to twarz, ponieważ nam się wydaje, że właśnie tak to wygląda.
Tak samo te inne zdjęcia, które już bardzo często opisywaliśmy i gorąco debatowaliśmy na forum Infra albo na forum Paranormalium parę lat temu. Tak przedstawiałem różne artefakty, które wyglądają jako być może pozostałości pozaziemskich cywilizacji. Ale czy jest tak naprawdę? To bardzo trudno ocenić. Myślę, że zanim taki posąg kręcącego człowieka by tam został, to powinniśmy widzieć całkiem inne struktury, na przykład struktury zburzonych miast, jeżeli takie były. Jeżeli była naprawdę tam jakaś cywilizacja, jakieś inne ślady, że coś tam budowano, coś tam stało, coś wielkiego. Myślę, że nawet już zawalone struktury czegoś by zobaczyć mogliśmy niż na przykład ten posąg albo co to jeszcze było? Jakieś skamieniałe zwierzątko. Też coś było takiego, że w ogóle myślę, że nie ma o czym tutaj wiele dyskutować. To po prostu coś, co nam przypomina coś znajomego i to tyle.
[02:07:34] - Dzięki. Rzeczywiście tutaj przykładów można podać mnóstwo, bo oprócz tego posągu, który rzeczywiście jest ciekawy, nie da się ukryć, że to jest ciekawe, fajnie wygląda, to tych zdjęć jest bardzo dużo. Natomiast w wielu przypadkach są to po prostu zbliżenia na jakiś fragment kamienia, który wygląda ciekawie i dopisywana jest do tego interpretacja. Ja widziałem na przykład kości, widziałem czaszki i różne inne dziwne rzeczy, łącznie z jakimiś humanoidami. Ale rzeczywiście, jak Eryk powiedział,Trudno byłoby dzisiaj chyba, wiedząc, jakie warunki panują na Marsie, łącznie z burzami piaskowymi, pyłowymi, z wiatrami, z erozją wiatrową, spodziewać się tego, że to coś by tam wystawało ewidentnie. Mówię o tym posągu, że pojawiłby się i nie byłby na przykład uszkodzony czy przewrócony, czy nawet zniszczony po prostu działaniem warunków atmosferycznych. Chyba że był z innego materiału niż kamień, ale to oczywiście są nasze dywagacje. Pamiętam jeszcze, panowie, taką jedną teorię, że te zdjęcia między innymi z MRO przedstawiające marsjańską twarz to jest w ogóle coś innego. One są spreparowane i nie przedstawiają wcale tego, co pokazał Viking, ale przekażemy teraz głos Leszkowi odnośnie Marsa. Co sądzisz o tych wszystkich koncepcjach?
[02:09:12] - Są bardzo ciekawe, Chris ma tutaj rację, że jest monopol Amerykanów na to, co widzimy i co jest nam przedstawiane. Nie przekreślałbym tak do końca tego, że na Marsie nie było jakiejś cywilizacji wyżej rozwiniętej. Mogła to być równie dobrze jakaś baza przesiadkowa, która służyła komuś. Niekoniecznie musiała być to cywilizacja, która rozwinęła się na Marsie. Mogła po prostu tego Marsa używać w pewnym momencie dziejowym, gdy sprzyjały warunki ku temu. Wiadomo, że uległ jakiejś wielkiej katastrofie. Nie wiadomo, co to było, czy to było uderzenie jakiejś asteroidy, czy też wojny, które wybuchły między jakimiś cywilizacjami. Mars uległ znacznej degradacji i od tego czasu minęło bardzo dużo lat. Warunki, które tam panują, zniszczyły już te pozostałości i w tej chwili te zdjęcia, które są nam prezentowane, mogą przedstawiać rzeczywiście jakieś pozostałości po wysoko rozwiniętej cywilizacji. Aczkolwiek może być to nasza nadinterpretacja.
Tutaj dwoje babka wróżyła i ciężko wyrokować, co jest rzeczywistością. Dopóki tam rzeczywiście nie staniemy, to będziemy gdybać. Ale te zdjęcia dają do myślenia. Te formacje, które są niedaleko Macedonii, które prezentują jak gdyby skupisko budynków i piramid, bardzo ciekawie wyglądają i dają dużo do myślenia. Także tutaj do końca bym tak nie przekreślał, że Mars był taką pustynią pod względem cywilizacyjnym. Czekałbym raczej na to, co się ukaże podczas kolejnych misji. Mam nadzieję, że nie tylko Amerykanie będą tam i w końcu jeszcze z innych źródeł będziemy mieli wiadomości stamtąd. Dziękuję.
[02:11:35] - Panowie, kiedy tutaj dyskutowaliśmy o Marsie, to cały czas napływają do nas pytania i Marek je segreguje, i niedługo będą zadawane. W każdym razie, jeżeli jesteśmy już przy tym Marsie, to pozostańmy jeszcze na chwilkę. Sprawa jego księżyców, Phobos i Deimos. Obiekty również zajmujące, powiedziałbym, nie tyle ważne, co intrygujące swą naturą. To są księżyce, które są w zasadzie troszkę anomalne, inne od reszty księżyców. Są to malutkie obiekty prawdopodobnie, które we względnie niedługim czasie spadną po prostu na powierzchnię Marsa. Z nimi wiąże się mnóstwo spekulacji, o których mówił między innymi Chris. Wspomnieliśmy już, że Marina Popowicz, słynna radziecka pilotka, ufolożka, zaprezentowała kiedyś zdjęcie rzekomo wykonane przez próbnik Phobos 2, na którym widać było obiekt taki wrzecionowaty i to był ostatni obiekt, jaki miał zobaczyć ów statek kosmiczny przed jego dziwacznym końcem. Także panowie, jeżeli ktoś chciałby zabrać głos w sprawie Phobosa, to chętnie. Co sądzicie w ogóle o tajemnicy otaczającej to ciało niebieskie, które według pewnych koncepcji ma być albo resztką obcego satelity, albo nawet jakąś zakamuflowaną bazą?
[02:13:26] - Może ja, bo najbardziej sensacyjnego odkrycia w kwestii Phobosa odkryła nie NASA, a ESA, Europejska Agencja Kosmiczna, która wysłała w stronę Marsa sondę Mars Express. I trajektoria tej sondy była ułożona w ten sposób, że co jakiś czas sonda przelatywała blisko właśnie Phobosa, mogąc dokładnie sfotografować jego powierzchnię i dokonać szeregu badań. O jednym już wcześniej wspomniałem, było to właśnie, że posiadają oni kamerę, dzięki której można było dokonać prześwietlenia tego księżyca. No i okazało się, że księżyc ma wewnątrz, w swoim wnętrzu wiele pustych przestrzeni. Na dodatek te przestrzenie są czymś wypełnione, bo w zależności od miejsca panuje w nich różne ciśnienie.Co oznacza, że są szczelne. To od razu tworzy taki pomysł, że jest to właśnie baza kosmiczna. Do tego dochodzą informacje, że na powierzchni Fobosa stoi coś, co wygląda jak monument z „Odysei kosmicznej” Stanleya Kubrica, który ma olbrzymią wysokość, bo na zdjęciach, na których został sfotografowany, rzucał bardzo długi cień. Także mamy tutaj wiele bardzo interesujących elementów wyglądu samego księżyca, który co prawda wyglądem swoim przypomina trochę kartofel, ale kiedy przyjrzeć się mu bliżej i przyjrzeć się tym rozmaitym kraterom, które go pokrywają, niektóre z nich ułożone są w sposób absolutnie geometryczny, co wskazuje na to, że być może kiedyś służyły jako luki takiej bazy kosmicznej, którą właśnie Fobos mógł być. Podobnie jak Deimos, drugi księżyc Marsa, również niewielki i praktycznie w ogóle niezbadany do tej pory. To rozpalające informacje, te wszystkie badania rozpalały chęć poznania Fobosa.
Główną przyczyną tego wyścigu do Fobosa było to, że jeżeli ktoś wreszcie stanie na tym Fobosie, będzie mógł wejść do środka, będzie mógł pozyskać technologie, o których nikomu się na świecie jeszcze nie śniło dziś. Stąd rozpoczął się ten wyścig pomiędzy Stanami a Rosjanami, kto pierwszy do tego Marsa dotrze. Na razie wszystko wskazuje na to, że wygrywają Amerykanie, bo ta sławetna olbrzymia sonda kosmiczna Phobos-Grunt, którą Rosjanie wystrzelili w 2012 roku i miała dolecieć właśnie do Fobosa, wylądować na księżycu, pobrać próbki i wrócić z powrotem. Byłoby to coś absolutnie niezwykłego, bo w tej chwili właściwie nie mamy takich przypadków, że statek kosmiczny leci dokądś, pobiera próbki i wraca z taką próbką na Ziemię z jakiejś innej planety, z innego ciała niebieskiego niż księżyc. Czegoś takiego dokonali Japończycy, którzy wylądowali swoim niewielkim stateczkiem kosmicznym Hayabusa na niewielkiej asteroidzie. A gdyby udało się Rosjanom dolecieć na Fobosa, wówczas byłoby to absolutnie sensacyjne, ponieważ z całą pewnością moglibyśmy stwierdzić, z czego on jest zbudowany. Na przykład to prześwietlenie, jakiego dokonał Mars Express, wskazuje na to, że cała struktura Fobosa zewnętrzna to są jakieś węglowe kompozyty, więc jest to coś, co zostało wykonane sztucznie. Żadna natura by tego nie wykonała. Co jeszcze bardziej podpowiada, że ten twór jest o wiele ciekawszy, niż nam się to wszystko wydaje. Oczywiście z Phobos-Grunt, z rosyjską sondą wszyscy wiemy, co się wydarzyło.
Wystartowała z Ziemi, dotarła na orbitę okołoziemską, z której miała odbić się w stronę Marsa. Było już dawno po tym terminie, po tym okienku, żeby dolecieć do Marsa. Wszyscy się dziwili, że Rosjanie wystrzelili ją jednak i że szanse tej misji były niewielkie. Sonda zamilkła i po kilku tygodniach, właściwie dwóch tygodniach takiego milczenia uznano ją za straconą. Podobno spadła gdzieś do Atlantyku. Chociaż tu już też wspominałem wcześniej, być może właśnie przeznaczeniem tej sondy wcale nie był Fobos. Przeznaczeniem sondy była ta planetoida Ju 55, o której również wspominałem wcześniej, która również wiele wskazuje na to, że jest też takim właśnie rodzajem stacji kosmicznej należącej do kompletnie innej cywilizacji. Dlatego sonda Fobos, wylatując w przestrzeń kosmiczną, kompletnie wyłączyła jakiekolwiek nadawanie po to, żeby po prostu zniknąć, rozpłynąć się dosłownie w tej próżni, która ją otaczała i żeby nikt ją dalej nie mógł śledzić. I być może w tej chwili gdzieś nadal podąża za tą planetoidą, a my uważamy ją za straconą. Co ciekawe, Rosjanie podali miejsce, w którym spadła do oceanu, do Atlantyku.
Spadła w takim miejscu, gdzie nie było właściwie żadnych szans na jakiegokolwiek świadka, który mógłby dostrzec taki obiekt spalający się w atmosferze. A sonda Fobos była potężną strukturą, największym satelitą, jaki wyprodukowali Rosjanie. Miała olbrzymie zbiorniki ze skroplonym paliwem, które by na pewno efektownie eksplodowały w przestrzeni kosmicznej, gdyby spadała i spalała się w naszej atmosferze. Nikt czegoś takiego nigdy nie dostrzegł. Sprawie głowy okręcono i właściwie już nikt nie pamięta o tej sondzie. Wydaje się, że jest to klęska Rosjan, ale tego typu doświadczenia i tego typu zainteresowania wskazują na to, że być może jest rzeczywiście coś w tych legendach, które istnieją na Ziemi już od tysięcy lat. O tym, że kiedyś przybyli na Ziemię bogowie, że przybyli z innych planet, że te planety były zamieszkałe, że walczyły między sobą, że bogowie prowadzili między sobą wojny, do których mieszali również ich ziemian. Być może właśnie tego typu ukryte satelity jak Fobos są właśnie tego przykładem i dowodem na to, że to nie była legenda. To wszystko kiedyś wydarzyło się naprawdę. Dziękuję.
[02:20:03] - Chris, czy mogę zapytać ciebie, czy chodziło może o misję Phobos-Grunt, która wystartowała w 2011 roku?
[02:20:17] - Tak, o tej misji właśnie mówię.
[02:20:19] - Aha, tak, bo ja czytałem kiedyś o tym. Chiny też miały być współpartnerem. I jak to się skończyło? Przynajmniej ja tak czytałem, że ta sonda nie wystartowała z orbity Marsa planowo. Coś tam nie wyszło i 15 stycznia 2012 roku ta sonda miała powrócić na Ziemię i spaść nad Wschodnim Pacyfikiem. Tak ja to czytałem.
[02:21:04] - Tak. Nikt tego faktu nie dostrzegł. I takim elementem, który skłania do tego, że niekoniecznie było tak, jak mówi oficjalna wersja, było to bardzo mocno naciągane spóźnienie Rosjan. Jeżeli mamy do czynienia z taką kosztowną misją, jaką był Fobos-Grunt, do której przygotowywano się latami, która miała dokonać przełomu w nauce, w badaniach nad Marsem, to jak to się stało, że w tak dramatyczny sposób spóźniono się na właściwy moment? Bo do Marsa nie jest łatwo dolecieć. Trzeba odbijać się najpierw od orbity Ziemi, potem zrobić kółeczko dookoła Księżyca i wystrzelić siebie jak z procy w stronę Marsa, który akurat będzie w danym momencie i w danym czasie osiągalny dla takiej satelity. Więc jest to bardzo skomplikowany proces i Rosjanie praktycznie się na to wszystko spóźnili. Nikt nie wróżył im sukcesu. Oni jednak uparcie to robili. Wystrzelili tą sondę, ona utknęła na orbicie okołoziemskiej.
Tak powiedzieli wszystkim, że komputery się nie odzywają, a komputery na tej sondzie właściwie kompletnie zamilkły. I teraz właściwie jest to pierwszy tego typu taki przypadek, że praktycznie nic nie działa. Nagle, że ktoś tak jakby wyłączył z kontaktu wszystko i nagle sonda umarła śmiercią naturalną. Jest to trudne do uwierzenia na tym etapie technologii, jaki mamy dziś. Zwłaszcza że, tak jak powiedziałem wcześniej, była to bardzo ważna misja, do której przygotowywano się długo. Istnieje następna teoria, że sonda została na orbicie dlatego, by móc podążać za tą planetoidą, o której wspomniałem wcześniej, ale przy okazji być tak długo, aż Rosjanie upewnią się, że nikt nie jest w stanie jej dostrzec, nikt nie jest w stanie nic zrobić, bo właściwie w krótkim czasie, w ciągu kilku dni tak naprawdę nikt nie miał pojęcia, gdzie ta sonda jest. Amerykanie nam się odgrażali, że oni pomogą, że oni jej poszukają. Bez skutku, bo jeżeli nie wydaje z siebie żadnego sygnału, więc jest gorzej niż igła w stogu siana. Nie mamy o niej żadnych danych. No i słuch po niej zaginął.
Ale ja osobiście uważam, że było to coś więcej i że była to część rosyjskiego tajnego programu kosmicznego, bo nikt za bardzo po tym nie płakał. Tam nawet za bardzo głowy nie pospadały w ich agencji kosmicznej. I ten ich program jest ciągle w jakiś sposób kontynuowany. Nie został zawieszony. Rosjanie nadal są mocno zainteresowani badaniami obiektów takich jak Mars. Także tak patrzę na tą historię troszeczkę szerzej niż te wszystkie informacje, jakie były w tamtym czasie w gazetach. Obserwowałem to wtedy bardzo dokładnie, bo historia była fascynująca. Widzę ją może bardziej kolorowo niż powinienem, ale wydaje mi się, że było w tej misji coś więcej niż tylko nieudana próba Rosjan, którzy mają doskonałe doświadczenia w kosmosie. Mają bardzo bezpieczne statki kosmiczne. Mają w zasadzie bardziej wypróbowaną technologię niż Amerykanie, ponieważ sprawdzona jest wielokrotnie.
Może nie jest najnowocześniejsza i najwspanialsza, ale tak łatwo się nie rozpada. Dlatego uważam, że nie mogło tak się wydarzyć w przypadku sondy Fobos-Grunt, że coś się z nią w tej chwili dzieje, że ona gdzieś jest i że jeszcze o niej usłyszymy.
[02:24:43] - Ja niestety pamiętam, że kiedyś coś czytałem o tym, ale teraz niestety nie mam tych informacji już w głowie. Zapomniałem po prostu. Więc nie mogę wiele o tej misji powiedzieć. Ale tak jak mówisz, było coś o tym. Ja mogę tylko dodać z mojej strony, że te dwa księżyce Marsa występowały, kiedyś pisano o tym fikcyjnie i to w roku 1727 w książce „Podróże Guliwera”. To tam fikcyjnie było opisane o dwóch księżycach, które biegną przy Marsie na bardziej niskiej orbicie. I tak się dziwnym trafem stało, że później, gdy to odkryto, też były na niskiej orbicie i dwa, tak jak już w 1727 roku Jonathan Swift to w swojej książce opisał. Dziękuję.
[02:26:00] - Ja jeszcze może jedno słówko dodam, bo jak już o takich różnych teoriach konspiracji zacząłem opowiadać, to może jeszcze skończę na jeszcze jednej takiej już naprawdę ostrej teorii konspiracji, którą w zasadzie podczas niemalże każdej audycji naszej debaty, mamy do czynienia, bo ten rząd światowy nieustannie usiłuje nam tu przeszkodzić, wyłączyć nam Skype'a, naprzeszkadać nam tutaj troszeczkę. I ta teoria, o której tu wspominam, mówi o tym, że te wszystkie elityOne tworząc tę sieć kontroli nad Ziemią, tych wszystkich takich jak my, nieposłusznych i niechętnych do współpracy z systemem, wysyłali gdzieś do francuskiego Quebecu, do Australii, gdzieś do Afryki. Ale potem świat się rozszerzał, stawał się coraz bardziej globalną wioską. Już nie można było nigdzie takich niedobrych i niewspółpracujących ludzi wysłać. Więc powstał inny pomysł. Zamiast ich gdziekolwiek wysyłać, przenieśmy się sami, a najlepiej przenieśmy się na Marsa. Uformujmy sobie tak, żeby przypominał Ziemię. Użyjmy wszystkich możliwości technologicznych, jakie mamy do naszej dyspozycji. Osiedlimy się na Marsie, a Ziemię zostawimy tym ludzikom, którzy tak się strasznie buntują i zrobimy im taką fajną planetę więzienną, którą można sobie zobaczyć na jednym ze zdjęć w „Odysei kosmicznej” Kubricka. Jeżeli przyjrzycie się bliżej, podczas tego pięknego walca Straussa, gdzie dookoła Ziemi krążą najrozmaitsze satelity i jeszcze jakieś bazy kosmiczne wręcz, przelatuje tam też taki ogórek.
Jest to statek kosmiczny, wojenny statek kosmiczny z niemieckim krzyżem na burcie. On tej Ziemi pilnuje, żeby nikt z niej nie wyleciał, przynajmniej żywy. Także to taka konspiracyjna teoria o tym, że Mars jest tą ziemią obiecaną tych całych elit, które już są zmęczone tym, że mają problem z kontrolowaniem nas tutaj, więc wolą sobie żyć w takim raju, który stworzą sobie na Marsie.
[02:28:19] - Zanim przejdziemy do kolejnego pytania, takie pytanie do Leszka: czy chciałbyś może coś dodać do tego, co powiedzieli tutaj współdysputanci?
[02:28:28] - Nie, tutaj został temat dosyć obszernie wyczerpany, także nie mam w zasadzie co dodawać.
[02:28:39] - To w takim razie przechodzimy do kolejnego pytania z tajnej listy pytań, jaką sobie przygotowaliśmy przed debatą. Pytanie od słuchaczy: w jakim stopniu agencje kosmiczne i astronomowie ukrywają według was informacje o anomaliach w kosmosie? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Czaja.
[02:29:06] - Oj, w jakim stopniu? Trudno powiedzieć. To zależy, jak dany człowiek patrzy na to pytanie. Niektórzy są tacy, co powiedzą, że wszystko, co NASA nam prezentuje, to szczera prawda. Oni nie mają powodu, żeby coś ukrywać. Z drugiej strony jest wiele ludzi, którzy są przekonani, że NASA jak najbardziej wiele trudnych do odpowiedzenia pytań ukrywa przed nami i nie mówi nam całej prawdy. Tak jak już mówiliśmy o tym angielskim hakerze. Także i on w swoim wywiadzie wspomina o pewnym budynku, w którym całe skrzydło ma tylko jedno zadanie. Ci ludzie w tym skrzydle, co tam pracują, mają za zadanie te zdjęcia, na których różne dziwne obiekty się pojawiły, wyretuszować, żeby po prostu one zniknęły. Tak jak on dalej mówił, NASA zdjęcia z podróży kosmicznych oddaje na uniwersytety odpłatnie i takie artefakty, które po prostu nie pasują w te zdjęcia, nie mają być i mają być usuwane.
Cóż, moje osobiste zdanie. Ja myślę, jeżeli coś się na zdjęciach pokaże, czego tam nie powinno być, może jakiś satelita, który jest bardzo ściśle tajny albo naprawdę prawdziwe UFO bardzo blisko sfotografowane, to myślę, że to jest takie bardzo trudne zdjęcie dla NASA, które by musiało być w jakiś sposób później też wytłumaczone i prawdopodobnie takie zdjęcie nie zostanie udostępnione dla szerszej publikacji. Z drugiej strony powiem tak, już nieraz mówiliśmy, dyskutowaliśmy o różnych dziwnych zdjęciach, które też jak zawsze są autorstwa NASA. I można zapytać, jeżeli oni by nas naprawdę chcieli kłamać i nam nic takich informacji nie dawać, to dlaczego oni się w ogóle zgodzili, żeby te zdjęcie, które teraz oglądamy i nad nim dyskutujemy, dlaczego ono się w ogóle znalazło w internecie? Ja osobiście myślę, że są zdjęcia, które nam nie zostaną pokazane, ponieważ pokazują coś, czego powinniśmy nie widzieć. Ale nie jestem takim wielkim fanatykiem teorii konspiracyjnych, żeby wszystko winić NASA.
[02:32:42] - Tak, jestem w połowie. Dziękuję, proszę następnego.
[02:32:47] - Krysie?
[02:32:48] - Chciałbym przytoczyć historię, jakiej świadkiem miał być Ken Johnson, który pracował w programie lotów Apollo. Wspomina historię, która wydarzyła się, kiedy dokonał Apollo 14. Wówczas przywieziono te wszystkie kanisty z filmami, w których między innymi uczestniczył w wywoływaniu tych filmów. Odbył się pokaz i wówczas na jednym z tych filmów nakręconych ze statku, który krąży wokół Księżyca, okazało się, że w kraterze Czołkowskiego jest jasne światło, że coś się tam pali, że coś tam rzeczywiście się dzieje. Po prostu coś absolutnie zdumiewającego. Johnson wspominał, że filmik ten później obejrzeli jacyś nieznani panowie o smutnych minach i potem jeszcze kilku naukowców, niektórych z nich znał osobiście, bo wiedział, że pracowali dla programu kosmicznego NASA, a na trzeci dzień pojawili się striptizerzy. Wcale nie chodziło o jakieś rozbieranie, ale chodziło o strypowanie, czyli zdzieranie wszystkiego, co by wskazywało, że istnieją na Księżycu jakieś anomalie. Jedne rzeczy były zamalowywane, inne rzeczy były wypuklane. Dokonywano absolutnego i totalnego retuszu. On próbował wtedy interweniować, jakoś uratować to wszystko.
Oczywiście nic nie udało mu się zrobić. Na drugi dzień powiedziano mu, że cała rolka filmu jest do wglądu i do dyspozycji. Kiedy obejrzał jeszcze raz ten film, nie znalazł żadnych anomalii, jakie widział dzień wcześniej. Natomiast zauważył, że film nie ma żadnych sklejeń, ani poprawek, ani niczego. Co oznacza, że posklejany odpowiednio film był jeszcze raz sfilmowany na taśmę i już jako kopia był przekazany do wglądu publicznego. O podobnych historiach słyszymy tu i ówdzie. Między innymi Arek zadał ciekawe pytanie, dlaczego w takim razie, gdyby NASA nie chciała, to by nam nic nie pokazała? Nie może tak do końca tego zrobić, ponieważ przynajmniej jeszcze do tej pory udaje, że NASA jest agencją państwową, służy swoim podatnikom i funkcjonuje za ich pieniądze, w związku z czym musi pokazać nam, co robi. Dlatego jakieś zdjęcia muszą być pokazane i jakiś przynajmniej teatr musi być odgrywany. A to, że agencje pracują na własną rękę i nie informując o tym nas czy innych ludzi, nie publikując swoich badań, jest to chyba coś w tej chwili absolutnie nagminnego, ponieważ liczba czarnych programów wzrasta.
Wzrasta, chociażby wiadomo z tego powodu, że giną pieniądze, znikają gdzieś olbrzymie fortuny i nie wiadomo, na co one idą. Teraz na dodatek NASA kurczy się, ponieważ jej profil jako agencji udającej cywilną już przestał odpowiadać tym mocodawcom, bo ludzie zaczynają zadawać coraz więcej pytań. NASA przestaje być potrzebna i powoli przekazuje swoje obowiązki i swój budżet wojsku. Teraz właściwie wojsko przejęło pałeczkę badań nad przestrzenią kosmiczną, a od wojska nie dowiemy się już nic. Wszystko tam jest absolutnie ściśle tajne, zastrzeżone i nie ma żadnych szans, żeby dotrzeć do jakiegokolwiek wycieku. To, co było możliwe w NASA, nie jest już możliwe obecnie z wojskiem. Wiadomo jest tylko, że dokonuje się kolejnych lotów kosmicznych. Nie wiemy, co tam lata, co jest wystrzeliwane z bazy wojskowej, najczęściej z Vandenberg w Kalifornii. Wystrzeliwane są kolejne rakiety w dużej częstotliwości i realizują one jakiś program wojskowy, o którym nie mamy pojęcia. Także prawdopodobnie w przyszłości będziemy wiedzieli jeszcze mniej albo tylko to, co zechcą nam powiedzieć, bo wiadomo, że wiedza to potęga.
Nikt nie chce nam takiej potęgi włożyć w ręce. Natomiast wiedza, z drugiej strony, może być używana jako coś w rodzaju religii i kontroli nad społeczeństwem. Dlatego jeżeli Kościoły, czyli szkoły, uniwersytety utrzymają pewien poziom wiedzy i wszystko, co będzie poza nią wykraczać, będzie uznawane za odszczepieństwo, szaleństwo i głupotę, wówczas wszyscy my będziemy łatwiejsi do kontrolowania. A ci, którzy myślą inaczej, można im zaaplikować to, co się aplikuje w przypadku tych wszystkich śmiesznych obrazków z Marsa, o których Piotr wspominał. Te obrazki są czasami tak wstrząsające, że wydaje się, że tym ludziom nawet wyobraźni brakuje, żeby coś znaleźć, chociażby inteligentnego, żeby na przykład zmylić naszą czujność i pokazać nam coś bardziej prawdopodobnego niż to, co oglądamy. To też jest pewna metoda, bo im więcej tych śmieci się nam będzie podawać, tym bardziej będziemy się starali być na nie wyczuleni i w końcu przeoczymy coś rzeczywiście ważnego. Zobaczymy Marsjanina, przejście na Marsie i pomyślimy sobie, że to jest jeden z takich obrazków. To wszystko składa się w taką jedną, Arek by powiedział konspiracyjną koncepcję, że tej wiedzy na temat przestrzeni kosmicznej mamy paradoksalnie dziś mniej, niż mieliśmy 20 lat temu. Wtedy kosmos był jeszcze pełen entuzjazmu i wiele elementów tej wiedzy na temat tego, co tam znaleziono, odkryto, sfotografowano, przeciekało jednak do opinii publicznej, do nas. Dziś z tym jest troszeczkę gorzej.Zobaczymy.
Może to jednak się w jakiś sposób musi zmienić, bo być może bez współpracy całego globalnego świata kolonizacja Marsa czy dalsze wyprawy kosmiczne, czy jakaś kompletnie nowa technologia nie będzie absolutnie możliwa. Wtedy nasi władcy będą zmuszeni, aby nam o pewnych rzeczach opowiedzieć, żeby uzyskać naszą zgodę, żebyśmy się już nie buntowali. Dziękuję.
[02:39:20] - To może teraz Leszek Ostojow-Owsiany. Leszku?
[02:39:27] - Na pewno jest kontrola tego, co jest nam przedstawiane i dla mnie nie ulega wątpliwości, że podlegamy manipulacji. Do tego, co mówiły poprzedniczki należałoby dodać w tym temacie autocenzurę, którą się nałożyło. Starano się, żeby ten temat był wyszydzony na wszystkie możliwe sposoby. Ludzie, którzy się tym interesują i zajmują, byli oczerniani i przedstawiani jako umysłowi dewianci, szaleńcy, którzy zajmują się rzeczami bardzo dziwnymi. Tu mam ze swojego podwórka taki przykład. Opowiadał mi to pewien człowiek, który się zajmuje zawodowo astronomią, o profesorze, który jechał do obserwatorium toruńskiego do pracy wieczorem, kiedy zbliżała się pora obserwacji nieba. Zbliżając się do obserwatorium, zauważył znacznych rozmiarów obiekt, który przelatywał tuż nad czaszami teleskopu toruńskiego i wpadł w wielkim podnieceniu do środka. Zaczął się dopytywać swoich kolegów po fachu, którzy byli już wcześniej na miejscu, czy czegoś nie zauważyli, czy coś im przypadkiem nie przeleciało, co nie pozostawiło śladu na urządzeniach. Sprawdzono. Niestety nic tam nie było.
Nic nie potwierdzało, że coś przeleciało. Jednak ten pan profesor, który wszyscy widzieli, że był bardzo podekscytowany tym, co go przed chwileczką spotkało, szybko zaczął prosić swoich kolegów o to, żeby nie wspominali, nie mówili nic, bo czeka go kariera zawodowa, którą chciałby kontynuować. Nie chciałby być odstawiony na boczny tor z powodu tego, że zaczyna wariować. Taka autocenzura, w którą wtłoczono nas, jest chyba najskuteczniejszą metodą kontroli nas i odsunięcia od tematu. To jest niski poziom, a ten najwyższy, jak sami tutaj mówiliście, ma rację bytu i istnieje cały czas. Swego czasu Polka, która mieszkała w Stanach Zjednoczonych, która trafiła do NASA już po ekspertów pracy swojej będąc w podeszłym wieku, wyjawiła, że brała udział w tego rodzaju praktykach. Była tą osobą, która starannie wymazywała z klisz filmowych te niechciane obiekty, fragmenty, które chciano zataić. Takich głosów na przestrzeni historii badań kosmicznych było już sporo i świadczy to o tym, że jest kontrola nad tym, co jest publicznie do wiadomości podawane. Może tyle.
[02:43:05] - Jak zapewne państwo słyszycie, drodzy słuchacze, mamy tutaj problemy techniczne. Rząd światowy chyba robi wszystko, żeby przerwać nam tę debatę, ale my się nie damy. Mogą sobie obniżać nam jakość dźwięku. My i tak będziemy debatować. Piotra Cielebiasia chwilowo z nami nie ma, ale niedługo wróci, więc zadam również jemu pytanie numer dziewięć. A teraz przejdźmy do pytania 10, które brzmi następująco: jeśli wierzyć w to, że obcy rzeczywiście pojawiają się na Ziemi, to są tu bardzo często. Wniosek z tego taki, że mogą mieć bazę gdzieś w Układzie Słonecznym. Jak panowie zapatrujecie się na tę koncepcję? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Chris Miekina. Chrisie, prosimy.
[02:44:03] - Możemy tylko spekulować na ten temat, czy mają bazę kosmiczną w naszym Układzie Słonecznym, czy też nie. Wiemy, że nasz Układ Słoneczny jest zbudowany w sposób niezwykle specyficzny. Jest to jak wielka pułapka na asteroidy, które wpadają do środka z przestrzeni kosmicznej, ale jednocześnie są stworzone tak, że nie pozwalają nam wydobyć się na zewnątrz tego układu, trzymając nas jak w więzieniu. Ci obcy do nas przyjeżdżają. Gdzie mogliby mieć taką bazę kosmiczną? Oczywiście pierwsza, jaka przychodzi na myśl, jest na Księżycu, a zwłaszcza po ciemnej stronie Księżyca.O którą za bardzo mamy pojęcie, bo jej po prostu nie widzimy i rzadko jakiś sputnik przelatuje tamtędy, by móc sfotografować, co tam się dzieje. Sama historia Księżyca jest na tyle owiana tajemnicą, że kto wie, czy jest to naturalnie powstałe ciało kosmiczne, czy też jest to absolutnie sztuczny satelita, bo i takie teorie istnieją. Są tacy, którzy uważają, że Księżyc jest absolutnie pusty w środku. Jeśli mu się przyjrzymy, jest on zbudowany troszeczkę jak pomarańcza z dokładnie wyznaczonymi elementami, liniami, które wyznaczają granice tych płaszczyzn, z których go budowano i łączono. Oczywiście naukowcy mają na to swoje wytłumaczenie, niemniej jednak doznanie jest takie, że tak olbrzymie ciało niebieskie jak Księżyc jakoś nie wygląda na naturalne i być może jest miejscem, z którego właśnie operują obcy i kontrolują nas.
Słuchają naszej audycji dzisiaj razem z nami i zaśmiewają się. Rozlewają sobie piwo po kolanach, tych zielonych ludków. Inne takie miejsca, jakie przychodzą na myśl, to są księżyce planety Saturn, a być może nawet ona sama. Planeta Saturn spełnia niezwykle istotną rolę w całym naszym Układzie Słonecznym. Ma straszliwie silne pole elektromagnetyczne. Przez swoje krystaliczne pierścienie może działać jak olbrzymia stacja nadawcza i odbiorcza. Może przesyłać sygnał, ale prawdopodobnie może tak samo przesyłać energię. Same księżyce Saturna, których jest masa, wyglądają, jakby były na wielkim parkingu przed tą olbrzymią planetą. Księżyce te różnią się od siebie tak diametralnie, że trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób matka natura mogła zbudować coś tak od siebie odrębnego, jak na przykład księżyc Europa, który jest jednym wielkim, olbrzymim oceanem czy ten księżyc, który wygląda jak Gwiazda Śmierci. Jak on się nazywa?
Io. Więc sugeruję, że być może w jakiś sposób tam coś się dzieje, co być może przygląda się nam, próbuje nas kontrolować. Zwłaszcza że Saturn w tych wszystkich najstarszych religiach czy systemach kontroli człowieka w całej naszej historii ma zawsze dominującą rolę, jest gwiazdą bogów. To jakby tu byłby następny taki typ, gdzie taka baza obcych mogłaby się znajdować. Jeśli obcy mają swoją doskonałą technologię i potrafią doskonale z niej korzystać, to tak naprawdę nie potrzebują żadnej bazy. Wystarczy, że coś tutaj będzie fruwało nad naszą Ziemią i zbierało informacje albo i nie. Albo i sami sobie przylecą i zbiorą je w ciągu 15 minut. Ponieważ wiedzą, że ciągle jesteśmy w powijakach, nie jesteśmy dla nich groźni, więc te 10 czy 15 minut badań nad nami kompletnie wystarczy. Także porwą sobie ewentualnie jakąś krowę z pastwiska czy dokonają abdukcji po drodze. To wszystko wystarczy, ponieważ ich statki kosmiczne, skoro mogą podróżować na tak olbrzymich dystansach, przemierzając galaktyki całe, doskonale mogą trwać latami w dowolnym miejscu przestrzeni kosmicznej i tam funkcjonować i działać niemalże jak osobna planeta.
Coś takiego można było sobie wyobrazić, że czymś takim był kiedyś księżyc Phobos. Być może. Był właśnie takim gigantycznym statkiem kosmicznym, który mógł poruszać się w dowolnym miejscu galaktyki. Dziękuję.
[02:49:10] - Może teraz oddajmy głos Arkowi Czaji.
[02:49:15] - No cóż, Chris wymienił te najlepsze miejsca, gdzie się mogliby schować, gdzie mogłyby istnieć takie bazy. Ja myślę tak samo. Ciemna strona Księżyca to miejsce numer jeden. Pas asteroidów tak samo to jest miejsce, gdzie ziemskie sondy się za bardzo nie pojawiają, bo to jest bardzo niebezpieczne, trudne do wyliczenia, żeby taka sonda nie została strącona. Takich miejsc jest naprawdę bardzo dużo, gdzie mogliby się przed nami ukryć i byśmy ich nie widzieli. Tak samo mogliby parkować, że tak powiem, w naszej atmosferze i też ich nie wykryjemy. Ponieważ jak wiemy, te obiekty UFO, które były obserwowane na Ziemi, umieją tak samo nagle, że powiem w cudzysłowie, zniknąć. Mogą włączyć jakąś instalację, która pozwoli im zniknąć, chociaż oni mogą tam być dalej, w tym samym miejscu, tylko że my ich nie widzimy. Tak samo statki matki albo całe bazy mogłyby gdzieś blisko nas istnieć, tylko po prostu być dla nas niewidzialne. Myślę, że to jest wszystko do zrobienia.Dla nas też, chociaż technologia nie jest jeszcze do końca opracowana, ale dla cywilizacji pozaziemskich na pewno są dalej niż my, ponieważ umieją do nas dotrzeć z odległych planet.
Myślę, że dla nich to nie jest takie trudne. To by było na tyle. Mogą się gdzieś kryć, ale tak samo mogłyby takie stacje kosmiczne istnieć bardzo blisko nas, tylko że my ich po prostu nie zauważymy. To nie jest centrum Warszawy, gdzie dużo ludzi chodzi, ogląda, dużo kamer jest. Z perspektywy lat, wiele było misji na Księżyc albo w kosmos. Żeby się przed nami ukryć, to naprawdę nie jest wielka filozofia. Tak ja myślę. Dziękuję.
[02:52:15] - Za chwilę dołączy do nas Piotr Cielebiaś z portalu Infra. Dołączy ponownie, bo chwilowo był niedostępny. A teraz jeszcze proszę o wypowiedź Leszka Ostoję-Owsianego. Leszku?
[02:52:29] - Tutaj przedmówcy wymienili wszystkie w zasadzie substytuty poza naszą planetą, kochaną Ziemią. Jest wiele przesłanek świadczących za tym, że obcy mają swoje miejscówki tutaj u nas. Może być wykorzystywany do tego wszechoceán, który jest bardzo rozległym terenem, gdzie w niewielkim stopniu jesteśmy w stanie kontrolować. Jest dużo przestrzeni, które istnieją w globie, które są wolne od masy ziemskiej. Są to wolne przestrzenie, które po niewielkich przeróbkach mogłyby służyć za różnego rodzaju bazy. Przesłanki do tego mogą być takie chociażby, że widzimy na filmach, które są czasami udostępniane, wlatujące w ziemię duże przedmioty, duże statki, które wlatują i wylatują. Takim przykładem jest tutaj Popoca Tepe, który ostatnio się budzi, a który jest bardzo bacznie obserwowany i tam zamontowane kamery uwieczniły wielokrotnie wzmożoną aktywność. Taki bardzo duży obiekt zarejestrowany w 2012 roku miał około 200 metrów długości. Także nie był to mały pojazd. Jest dużo doniesień o tym, że obiekty tego rodzaju nurkują w wodach oceanu i tam ukrywają się.
Także niekoniecznie musimy szukać dookoła, poza Ziemią. Te bazy, te stacjonujące obce istoty mogą być tutaj u nas, możemy wspólnie zamieszkiwać naszą kochaną Ziemię. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę, że część z tych pojazdów może przybywać do nas z innego wymiaru. Ten inny wymiar może być tuż za progiem. Nie musi być nie wiadomo jak daleko. Jednak jest to inny wymiar i aby się tam dostać, należy przeskoczyć tę barierę. Ta bariera może być niewielka, także oni nie muszą podróżować nie wiadomo jak daleko. Wystarczy umiejętność przemieszczania się pomiędzy innymi wymiarami i znalezienia się w naszych realiach, w naszej rzeczywistości. Także ci obcy nie muszą być koniecznie z jakiegoś głębokiego kosmosu, żeby być obcymi. Może tyle.
[02:55:30] - W międzyczasie wrócił do nas na skype Piotr Cielebiaś. Piotrze, teraz padło pytanie numer 10, także proszę ciebie o odpowiedź. O wypowiedź w tym temacie.
[02:55:44] - Tak, w zasadzie wyczerpaliśmy po raz pierwszy w historii debat ufologicznych wszystkie pytania z naszej listy.
[02:55:51] - Ale pojawiła się w międzyczasie druga lista pytań od słuchaczy zebranych podczas debaty. Jeszcze dłuższa od tej, którą sobie przygotowaliśmy.
[02:56:02] - Nie osłabiaj mnie. Pojawiło się 13 pytań od słuchaczy. Podejrzewam, że to, co spisał Marek, to jest i tak niewielka część. W każdym razie ja uważam, że jak już powiedziałem na początku, jeśli przyjmiemy, że obcy mają nieograniczone możliwości, to oni się mogą chować wszędzie i mogą robić, co chcą. Natomiast to jest nasze wyobrażenie, ale przesłanki, które płyną z ufologii, wskazujące na to, że w zasadzie jest to zjawisko ziemskie, bo pojawiające się w tej formie nam znanej, w formie znanej z bliskich spotkań, z tych wysokich stopni dziwności. Ono się pojawia w zasadzie tylko na Ziemi, prawda? Mamy tutaj chwilowe problemy.Na Skype.
[02:57:00] - Niestety Chrisa nam wywaliło, ale być może za chwilkę wróci. O, już wrócił.
[02:57:09] - Dlatego wydaje mi się, że takie poszukiwania miejsc, gdzie obcy mogliby się schronić, to w zasadzie jest pytanie do nas samych, gdzie my, mając do dyspozycji bardziej rozwiniętą technologię, moglibyśmy założyć placówkę, malutką kolonię. Oczywiście byłyby to planety, byłyby to księżyce jak Europa, byłby to Mars. Ale jeżeli przyjmiemy, że istnieją istoty o znacznie większych możliwościach, w zasadzie one mogą być wszędzie. Problem w tym, że istnieje spory rozdźwięk, moim zdaniem, między zjawiskiem UFO obserwowanym na Ziemi, tym zjawiskiem UFO, które powoduje, jak mówiłem, bliskie spotkanie z dziwnymi obiektami, z dziwnymi istotami, a tym, jak chcemy szukać życia pozaziemskiego. To znaczy, to razem się nie klei. Innymi słowy, wydaje mi się, że to są w ogóle dwa różne aspekty. Jeżeli tam gdzieś są kosmici, to wydaje mi się, że oni nie odpowiadają za te różne anomalie, które są obserwowane na Ziemi. Ale rzeczywiście, jeżeli przyjąć, że odwiedzają nas jacyś kosmici, bo może po prostu wśród tego natłoku przypadków są rzeczywiści obcy astronauci, to prawdopodobnie nie są to ich pojedyncze wojaże. Chyba będziemy to jeszcze poruszać w innej debacie. Natomiast wydaje mi się, że najsensowniejszym byłoby wysyłanie, tak jak mówiłem przy okazji sond von Neumanna, robotycznych sond, robotycznych, sztucznych astronautów.
I oni mogliby podróżować przez cały wszechświat i zaczepiać się okazjonalnie na którejś planecie, potem się replikować i wysyłać gdzieś dalej. Jeżeliby trafili na inteligentne istoty, wtedy mogliby rozpoczynać komunikację. Ale drodzy państwo, my będziemy mieli niebawem debatę pod tytułem „Poszukiwanie obcych w kosmosie”. Wtedy pomówimy o tych wszystkich pro i kontra, o tych wszystkich hipotezach, o tym, czym różni się nasze postrzeganie ufologii od istot pozaziemskich. Natomiast dostaliśmy mnóstwo pytań. Jeszcze się nie zastanowiłem, nie wgłębiłem we wszystkie. Ale drodzy panowie, takie pytanko, które właściwie ociera się o to, co już powiedzieliśmy. Czy wierzycie w teorię, według której obcy umyślnie niszczyli niektóre sondy i statki kosmiczne, jak rzeczonego Fobosa? Może Chris?
[03:00:22] - Jeśli chodzi o Fobosa, to jeżeli moglibyśmy troszeczkę sobie gdybać, co tam się wydarzyło i dlaczego tak się stało, że ten statek przestał funkcjonować, to właśnie będzie to ta wielka, gigantyczna kosmiczna wojna, jaką mamy opisaną w mitologiach na naszej Ziemi, gdzie walczą tytani między sobą, gdzie się obrzucają piorunami, gdzie Zeus walczy z Kronosem. To wszystko dzieje się nad ludźmi, gdzieś nad Ziemią, na niebie. I prawdopodobnie właśnie była to wojna obcych samych ze sobą. Być może i tu znaleźli sobie pole bitwy w naszym Układzie Słonecznym. Także w ten sposób możemy to traktować. A jaka była druga część pytania? Bo chyba tylko pierwszą-
[03:01:11] - Chodzi mi o to, wydaje mi się, że o to chodzi. Po prostu sondy pozaziemskie zbyt często się psują i pojawiła się taka teoria spiskowa, że po prostu one są unieszkodliwiane, jak rzeczony Phobos 2. Jak zapatrujesz się na to?
[03:01:35] - To jeszcze mogę dodać to, że nasze ludzkie sondy też są w jakiś sposób psute, bo Voyager, które właśnie opuszczają przestrzeń kosmiczną, właściwie już prawie nic nie nadają. Lecą w takim właściwie szumie elektromagnetycznym, który powoli unicestwia te sondy. Są one oczywiście prymitywne, bo wykonane jeszcze w latach 70., kiedy ta technologia bardziej była analogowa niż cyfrowa, taką jak mamy dziś. Niemniej jednak można tą szerszą metaforę przełożyć na nasze własne sondy, które właściwie utknęły w tym naszym Układzie Słonecznym i nie są w stanie go opuścić, aby dalej eksplorować i badać resztę wszechświata. Natomiast te, które są takie jak właśnie Phobos czy ten IU55, o którym wcześniej wspomniałem, czy parę innych tego typu obiektów, są to obiekty starożytne. Są to obiekty, które być może funkcjonowały miliony lat temu. Także dziś są one tylko przysypane pyłem kosmicznym, wrakami, które jeszcze gdzieś dryfują w tej przestrzeni kosmicznej, zaczepiają się o te orbity, tak jak orbita Ziemi czy orbita Marsa. Zresztą najlepszym dowodem na to, że Fobos nie jest takim naturalnym księżycem, jest to, że on po prostu powoli zaczyna spadać na powierzchnię Marsa.A w przypadku gdyby był naturalnym księżycem Marsa, coś takiego właściwie byłoby niemożliwe, bo te wszystkie siły grawitacyjne utrzymywały go w pewnej odległości od planety i utrzymywały jego stabilną orbitę, obliczalną orbitę. Natomiast tutaj dzieje się coś innego. Na dodatek jeszcze w przypadku Fobosa dostrzeżono, że coś właściwie z niego wycieka.
Jest jakiś gaz, który gdzieś ulatnia się i jest dostrzegalny, czyli coś jeszcze wewnątrz się tego wszystkiego dzieje. Ale jeszcze raz wrócę do tego, że wszystkie te satelity, takie jak Phobos, są na tyle stare, że na pewno nie znajdziemy na ich pokładzie żadnego kosmity, nawet jeżeli wejdziemy do środka, ponieważ minęło zbyt wiele czasu od wypadków, które doprowadziły do takiego stanu, w jakim są teraz. Ale to, co możemy się spodziewać tam odnaleźć, to pewne rozwiązania technologiczne, których tak właśnie usilnie poszukujemy. Chociażby po to, żeby móc w miarę szybko i bezboleśnie przenieść się z Ziemi na Marsa. Bo teraz ta podróż na Marsa trwa ponad pół roku i właściwie nadal są niewielkie szanse, żeby w najbliższym czasie jakaś ludzka załoga dotarła na tą czerwoną planetę. A nawet jeżeli dotrze, to w jaki sposób wróci? Nie będzie miała czym, bo żeby wrócić, znowu trzeba będzie wyrwać się z pola grawitacyjnego Marsa. Czyli potrzebna jest już na miejscu nowa rakieta, która wyniesie do góry statek kosmiczny jeszcze raz i wyśle go w stronę Ziemi. Także przedsięwzięcie jest olbrzymie i skomplikowane i wymaga absolutnie rewolucyjnych zmian w technologii. I na to liczy się właśnie w przypadku poznawania i badania tych starożytnych satelit, które jeszcze się ostały w naszym Układzie Słonecznym.
Właśnie one wskażą pewne rozwiązania, co zrobić, żeby móc skutecznie penetrować przestrzeń kosmiczną.
[03:05:00] - Dziękuję. Mamy tutaj dużo więcej pytań. Nie wiem, czy one będą dzisiaj wszystkie przerobione, dlatego że pasują też tematami do przyszłych audycji. Natomiast jeszcze jedno pozwolę sobie zadać. Od Szyszlela pytanie następujące: „Na YouTubie jest dość sporo filmików pokazujących przelatujące obiekty widziane z orbity. Jak odróżnić faktyczny NOL od śmieci kosmicznych, których jest na orbicie pełno?” I właśnie tu się rodzi pewien problem, dlatego że tych filmów jest sporo, a te filmy wszystkie bardzo często nie mają źródła. Po pierwsze, jest tylko kilka, które zostały wypuszczone przez agencje kosmiczne. Kolejna sprawa, te obiekty często są niezidentyfikowane i raczej trudno mieć nadzieję, że będą. Moim zdaniem, jeżeli na orbicie, wyróżnikiem tego, że obiekt widziany tam z kabiny na przykład stacji kosmicznej jest niezidentyfikowany, byłoby to, że on by się po prostu poruszał w sposób jednoznacznie niewskazujący, że jest inteligentnie sterowany. Mieliśmy bodajże kilka podobnych.
W większości te obiekty się obracają, jakby się oddalały. Rzadko kiedy wykonują zygzaki. Bodajże jest jeden taki film, na którym widać, jak obiekt zygzakuje. Ale z drugiej strony, jaki byłby sens w zygzakowaniu? Bo to troszkę dziwne, po co ten obiekt miałby zygzakować, skoro powinien lecieć prosto. Także to też nie jest takie łatwe. Jest jeden filmik, który pokazuje obiekt, ale to jest obiekt, który wylatuje z Ziemi. Nie pamiętam już, gdzie go nagrano, w jakich okolicznościach. Natomiast obiekt, bodajże z wahadłowca, wylatuje z Ziemi. Nie da się tego przypisać kryształkowi lodu.
Dlatego, że jedno z typowych wytłumaczeń to jest właśnie, że są to kryształki lodu lub niewielkie obiekty krążące w pobliżu wahadłowców lub stacji kosmicznych, które mogą wprowadzić w błąd z tego powodu, że ocena odległości w kosmosie jest wysoce utrudniona. Mały obiekt znajdujący się blisko może wywołać wrażenie jakiegoś ogromnego tworu, prawda? Crism wspominał tu na przykład o tym rzeczonym ręczniku i tak dalej. Tutaj użytkownik Słuchać Się pyta, jak odróżnić ten obiekt od zwykłego śmiecia kosmicznego. To wszystko chyba będzie zależało od przypadku. Natomiast ja teraz skieruję tutaj pytanie do panów: czy natrafiliście na filmik, film, nagranie na YouTubie lub w którymś z dokumentów, które jednoznacznie może być dowodem na to, że właśnie w przestrzeni okołoziemskiej poruszają się niezidentyfikowane obiekty? Może Leszek.
[03:08:28] - Na taki jednoznaczny dowód to raczej nie natrafiłem. Było tych filmików sporo, ale jedynie można przypuszczać, domniemywać, że są to pojazdy, które możemy uważać za pojazdy cywilizacji obcych. Jest też trochę takich filmów, które niestety, ale wprowadzają w błąd, są przefabrykowane. Trzeba uważać. W współczesnej technice to nie jest większy problem, żeby sprokurować jakiś ciekawy filmik, który może namieszać dosyć znacznie.
[03:09:11] - Było parę takich ujęć, które dają do myślenia. Można dopatrywać się w tych ujęciach istot, które są czysto energetyczne, które bytują w pobliżu Ziemi i pojawiają się w takich miejscach, gdzie jest nasza aktywność. Także ciężko wyrokować na temat 100% pewności po obejrzeniu jakiegoś filmu. To jest zbyt niematerialne, zbyt ulotne, żeby wyceniać to na 100%. Może tyle.
[03:09:57] - Arku, a czy ty przeglądając różnego rodzaju materiały natrafiłeś na taki film, nagranie, zdjęcie, które jednoznacznie by potwierdzało, że na tej orbicie coś się jednak kręci?
[03:10:11] - Niestety nie. Nawet były takie filmy, gdzie już autor był na 100% ustalony, a więc oficjalny film NASA. Powiem, że tak. Ale to mogły być naprawdę różne rzeczy i nawet wytłumaczenie NASA jest bardziej prawdopodobne niż inne wytłumaczenia. Były filmy bardzo kontrowersyjne, ale trudno powiedzieć, co tam naprawdę widać. Ja w ogóle nie za bardzo lubię takich filmów na YouTubie, gdzie jest jakiś nick bez imienia, nazwiska, że ktoś tam coś wrzucił. Mieliśmy nawet takie przykłady. Pamiętasz na forum, że kolega tam wrzucił właśnie taki filmik. Bardzo ciekawie wyglądał. Opisał wszystko tak, jak to miało się odbywać.
Nazwiska astronautów, załogi ISS, którzy to filmowali i innych, którzy potwierdzili to, co wtedy się tam wydarzyło. Przelot tego właśnie obiektu, który nie tylko świecił jednostajnie, ale także było wyraźnie widać, że się ten obiekt obraca. Później nasi koledzy wzięli ten film i posprawdzali te dane. Okazało się, że ta załoga ISS w ogóle w tamtym czasie nie była na pokładzie, a więc znów fejk. Trudno powiedzieć. Inne ciekawe filmy były bardzo fascynujące, które miały ukazywać zapomniane, zburzone miasto na Księżycu. To także okazał się fejk. Albo te biegające zwierzęta na powierzchni Księżyca zrobione przez astronautów. Na pewno fascynujące, ale z grubsza wszystko, co się fascynujące wydawało, okazało się, że to jest fejk. Ktoś gdzieś tam zrobił dla wyśmiewania się.
Ja niestety nie spotkałem takiego, który by mnie bardzo przekonywał. A ty, Piotrku?
[03:13:02] - Szczerze mówiąc było ich kilka. One były zwykle pokazywane w jakichś dokumentach i tak dalej i trudno było powiedzieć, skąd one są. Oczywiście były wykonane w kosmosie i tak dalej. Ja tutaj staram się znaleźć kilka z nich, żeby nasi słuchacze mogli sobie je przejrzeć. Spróbuję to potem umieścić na naszym fanpage'u. Tak jak mówiłem, jest jedno nagranie, teraz nie pamiętam skąd, gdzie przez ból po prostu widać obiekt, który wystrzeliły z ziemskiej atmosfery. Rzeczywiście jest to ciekawe, natomiast trzeba pamiętać, że tak jak powiedziałeś, sensację jest niełatwo powołać do życia. Ale my szukamy jednego dobrego dowodu, jednego dobrego filmu. No i niestety mamy trudności. Chris, co ty na ten temat sądzisz?
[03:14:08] - Tu się zgodzę z moimi przedmówcami. Rzeczywiście jest bardzo trudno znaleźć prawdziwy, realny dowód na istnienie czegoś pozaziemskiego na takich filmikach z prostej przyczyny: monopol na tego typu filmiki mają tylko i wyłącznie ci, którzy w ten kosmos latają, więc oni je otrzymują, oni je ewentualnie obrabiają, pokazują bądź nie, więc mamy do nich bardzo ograniczony dostęp. No i mamy mnóstwo magików, którzy tam dorysowują różne rzeczy na After Effects, żeby dodać, zamieszać troszeczkę i zdobyć sobie troszkę tych ludzi, którzy tam podążają za takim magikiem czy wzbudzą sensację. Widocznie są z tego powodu bardzo szczęśliwi. Ale korzystając z okazji chciałbym powiedzieć coś zupełnie w odwrotną stronę, że można zrobić fejk, jak to panowie mówicie, na podstawie czegoś, co być może jest realne. Jest taki bardzo niedoceniany film, troszeczkę o baśniowej fabule. Jest to „John Carter”, film hollywoodzki na podstawie powieści Burroughsa.Który w zdumiewający sposób na początku XX wieku pisał o Marsie. Miał olbrzymią wiedzę na temat Marsa w czasach, w których nikt nie wiedział, co na tej planecie można zastać. I teraz twórcy tego filmu „John Carter”, kiedy tworzyli tę cyfrową scenografię planety, na której przygody przeżywa tytułowy John Carter, oparli się na współczesnej wiedzy na temat tego, jak Mars wygląda i z uwzględnieniem tych wszystkich elementów, które są kontrowersyjne. Dlatego kiedy widzimy tam taką scenę, gdzie w rozbitym amfiteatrze siedzą Marsjanie i oglądają walki jakichś stworów, to ten cały amfiteatr jest wkomponowany w ruiny w taki sposób, że to koresponduje ze zdjęciem Marsa, jakie z tego miejsca zrobiono, że przy odrobinie wyobraźni, kto wie, być może są to ruiny.
Można oczywiście uznać, że jest to fajna kreatywność. Tak sobie panowie wymyślili, żeby troszeczkę podrasować to, co na Marsie zostało sfotografowane. Ale tutaj jest taki następny element. Ten film, mimo swojej efektowności, świetnej fabuły, wspaniałym efektom specjalnym, dobrym scenom, po prostu nagle upadł i to tej produkcji podcięli krytycy, którzy rzucili się na ten film z tak dziką zajadłością, że właściwie nie mogłem się zorientować, o co im tak naprawdę chodzi, dlaczego atakują ten film. Kiedy rozmyślałem o tym, doszedłem do wniosku, że jedynym racjonalnym wytłumaczeniem tego jest to, że dostali polecenie, że muszą ten film zniszczyć, żeby wręcz stało się niemodne go oglądać, żeby wszyscy mówili: „To jest byle jaki film”, że nie warto, że ten, kto idzie, jest godny osądzenia i tak dalej. Być może prawdziwą przyczyną było to, że pokazano Marsa w taki sposób, jaki być może właśnie jest, kryjąc na sobie szczątki po starożytnej cywilizacji, kryjąc na sobie szczątki cydoni, piramid, struktur najrozmaitszych i czegoś, co działo się dawno, dawno temu. Dziękuję.
[03:17:52] - I jeszcze jedno pytanie, panowie, takie w zasadzie, które bardzo często dotyka poruszanych przez nas spraw, bo często mówimy, że coś jest ukrywane. Tutaj nasz użytkownik się pyta, co by się stało, gdyby nagle doszło to do wiadomości publicznej. Czy jakoś by to zmieniło nasze pojmowanie świata, gdyby się okazało, że na Marsie rzeczywiście istniała cywilizacja? To jest daleko, nic nam nie zagraża i w zasadzie po co ukrywać tą wiedzę? Jak myślicie? Może Leszek?
[03:18:27] - Są zainteresowani tym, żeby ukrywać, a jeśli są zainteresowani, to ciągną z tego zysk. Raczej wątpię, żeby tak chętnie chcieli podzielić się informacjami, które już posiedli. To jest w interesie chociażby samych wojskowych, żeby jeśli taką technologię rozpracowują, to żeby to było rozpracowywane potajemnie i cichaczem. Nie sądzę, żeby byli zainteresowani tym, żeby gros ludzkości poznało prawdę. Świadome społeczeństwo nie jest wygodne. Może za bardzo dokazywać i być nieobliczalne dla takich ludzi, jacy są przy władzy obecnie. To, że trzymają nas w niewiedzy, jest w ich interesie i myślę, że jak najdłużej będą starali się przeciągnąć. Chociaż ostatnio dają do zrozumienia, że jednak nie jesteśmy sami, że życie poza Ziemią istnieje. Coraz częściej się mówi właśnie o Marsie, że jednak to życie przynajmniej było i życie może być na tyle powszechne, że wcześniej czy później możemy zetknąć się z tymi cywilizacjami obcymi. Powoli to społeczeństwo jest wyrabiane już w stronę tego, że nie jesteśmy jedyni, nie jesteśmy pępkiem świata, Wszechświata w zasadzie, a zaczyna być lansowany pogląd, że jednak to życie jest na tyle powszechne, że wcześniej czy później zetkniemy się z tą cywilizacją.
Może tyle.
[03:20:18] - Tak?
[03:20:19] - Ja powiem tak: myślę, że nikomu by nie przeszkadzała taka informacja, gdyby naprawdę na Marsie odnaleziono ślady dawnej kultury, że tam jakaś cywilizacja żyła. Myślę, że nikomu by się nic nie stało, gdyby taką informację przekazano ludziom. To jest bardzo ciekawe. Tak samo jak te łaziki, które w ostatnich latach odkryły, że na Marsie kiedyś płynęła woda. Odkryli okrągłe kamienie, otoczaki, które się formują tylko pod wpływem płynących rzek. Powiem więcej, myślę, że ludzi by to bardzo zainteresowało i to by nawet pomogło instytucji NASA w przyszłych podróżach na Marsa. By mieli
[03:21:20] - Ludzie by chcieli wiedzieć, co się naprawdę z tamtą cywilizacją stało i by byli za tym, żeby pieniądze inwestować w takie misje, żeby takie misje powstały na Marsa, by ujawnić albo pokazać, co tam było z tamtą dawną cywilizacją. Takie moje zdanie.
[03:21:49] - Masz rację, oczywiście. Fakt, mnie się również wydaje, że takie ukrywanie tego, co jest na Marsie, ma chyba tylko sens.
[03:22:04] - Nikomu by to nie zaszkodziło, Piotrku.
[03:22:07] - To znaczy wiesz, nikomu by to nie zaszkodziło, jakby to były na przykład tylko ruiny. Natomiast jeżeli, cały czas mówimy o hipotezach, rzeczywiście coś tam jest i jeżeli rzeczywiście jest ukrywane i jeżeli rzeczywiście ktoś wie, co to jest, to musi być na tyle cenne, że jest ukrywane, czyli musi przynieść jakiś dochód. I teraz możemy sobie zadać pytanie: co to? Podejrzewam, że te wojny kosmiczne jeszcze długo, dużo czasu minie, dużo wody upłynie w Wiśle i w Warcie i w Nilu, zanim dojdzie do takiej rywalizacji. Na razie to są chyba tylko takie przedbiegi, bo pierwsza rzecz, o którą się będzie rywalizowało, to jest Arktyka, potem pewnie oceany, potem pewnie Księżyc i na koniec dopiero Mars. Oczywiście bardziej zapobiegliwe nacje, do których oczywiście Polacy nigdy nie należeli, już coś tam myślą. Chris, jakie jest twoje zdanie na ten temat?
[03:23:14] - Myślę, że nie ujawniają z bardzo prostej przyczyny. Tu chodzi o kontrolę, mechanizm kontroli. Jeżeli coś takiego by ujawniono i nie mieliby pomysłu na to, w jaki sposób kontrolować tą informację i czerpać z niej zysków, wówczas zrobiliby sobie coś w rodzaju takiego strzału w kolano. Już nawet daję przykład. Identyczna historia na olbrzymią skalę wydarzyła się z odkryciem Ameryki. Już kiedyś chyba o tym wspominałem, że o Ameryce mnóstwo ludzi wiedziało, że ona istnieje, że jest kontynent, ale nie można było go ujawnić. Tak samo, jak dzisiaj mówimy o życiu pozaziemskim, że może jest, może nie ma, nie ma dowodów. Ciągle szukamy, coś się nie udaje. Ale ci, którzy się tematem zajmują, doskonale zdają sobie sprawę, że nasz Układ Słoneczny przynajmniej jest w jakiś sposób zbudowany w podobny sposób, w związku z czym istnieje wielkie, olbrzymie prawdopodobieństwo, że życie przynajmniej bakteryjne będzie istniało na Ziemi, będzie istniało na Marsie, na Wenus, być może nawet na innych planetach naszego Układu Słonecznego. Ale ciągle czekamy, zwlekamy nie wiadomo na jaki moment.
Tak się wydaje. Czy to może zaszkodzić, czy nie? Dlatego przywołuję ten przykład z Kolumbem, że Ameryka, istnienie Ameryki ogłoszono z fanfarami dopiero wtedy, kiedy już stworzono pomysł, co z nią dalej zrobić, jak ją podzielić i w jaki sposób to wszystko będzie funkcjonować. Myślę, że podobna sytuacja jest także i teraz, że dotąd będziemy trzymani w niewiedzy, dopóki ci możni tego świata nie wymyślą sobie sposobu, jak to wykorzystać tylko i wyłącznie na własną korzyść. W innym przypadku nic więcej się nie wydarzy. Na przykład wyobraźmy sobie taką sytuację, że nagle okazuje się, że istnieje jakieś życie pozaziemskie i ono jest może w miarę inteligentne. Myślimy sobie: co by się stało? Choćby mogło się stać coś takiego, że nagle jakiś człowiek powiedziałby: „Słuchajcie, ludzie tego świata, ja tych panów, co nami rządzą, już nie reprezentuję. Ja reprezentuję tego pana z drugiej planety. Ja z nim mam świetny kontakt.
Rozmawiamy ze sobą trzy razy dziennie. On mnie przekonał, że on ma dla nas świetny pomysł. Wiecie co? Kopnijmy tych wszystkich panów, którzy nami obecnie rządzą w tyłek i posłuchajmy tego pana z innej planety i podążcie za mną”. I to jest właściwie taka recepta na stworzenie nowej religii, bo wszystkie religie w taki sam sposób powstały. Przychodził jakiś człowiek i mówi: „Słuchajcie, ja mam układy z kimś tam nie z tego świata i będzie nam wszystkim tylko lepiej. Także zróbmy tu rewolucję”. I tego właśnie boją się ci, którzy nami rządzą. Właśnie takiej rewolucji, że ten drobny kamyczek może wywołać absolutnie nieprzewidywalną lawinę. Dlatego te rzeczy są kontrolowane, ukrywane i im mniej wiemy, tym właściwie lepiej i dla nich, i może nawet i dla nas, bo sobie krzywdy nie zrobimy.
Dlatego właśnie tak proste i oczywiste, wydawałoby się niekiedy, informacje nie przeciekają dalej, nie są ujawniane.
[03:26:15] - Poruszyłeś tutaj taki temat, o którym moglibyśmy dyskutować pewnie do 5 rano naszego czasu. Masz rację, z życiem pozaziemskim jest inaczej trochę, bo ono rzeczywiście może otworzyć dużo więcej dróg. Tym bardziej zależy, ale będziemy o tym dyskutować przy najbliższej okazji może, z czym mielibyśmy do czynienia. I tu chyba religia gdzieś stoi na końcu prawdopodobnie. Pierwszy to jest opór naukowców, taki zupełnie naturalny, bo to są dość oporne stworzenia. Nauka to jest dziwny twór ogólnie, szczególnie ta zarówno humanistyczna, jak i ta ścisła. Ta ścisła, na przykład fizyka eksperymentalna, nie fizyka teoretyczna, nie podlega takiemu obciążeniu autorytetów.Natomiast w przypadku chociażby archeologii, historii ten nadziew jest tak ogromny, że tam przepchnąć jakąś hipotezę to jest po prostu czasami niewykonalne. Jedyny argument, jaki się słyszy, dlaczego tak być nie może, to jest taki, że ktoś przed dwustoma laty napisał, że tak nie może być i tyle w zasadzie. Wiele rzeczy może być ukrywanych. Rzeczywiście.
Natomiast część nie musi. Mnie się wydaje, że zawsze jeżeli o coś chodzi, to chodzi przede wszystkim o zysk, brzydko mówiąc pieniądze. Myślę, że jeżeli chodzi o jakiś kryzys ziemskiej tożsamości, nikt się z tym nie liczy, bo nikt się nigdy nie liczył z podobnymi wydarzeniami. I w zasadzie zawsze chodzi tylko o kasę, prawda? Była reformacja, niewiele się stało, ludzkość nie upadła. Była rewolucja mentalna lat 60. Ludzkość też nie upadła. Zawsze chodzi o trzymanie ludzkości w ryzach i ci, którzy to robią, niektórzy nazywają to NWO, niektórzy nazywają to jakimiś tam tajnymi grupami. Ja to po prostu nazywam kapitalizmem. Jest grupa ludzi uprzywilejowanych, którzy po prostu zrobią prędzej czy później na pewnych tajemnicach jakąś kasę, a jedyne co im może przeszkodzić, to jest chyba inwazja z kosmosu tak naprawdę.
Panowie, pora podsumowań. Doszliśmy do następującego wniosku. Tak mi się wydaje, że mamy taki dualizm przebrzydły znowu, że to zjawisko UFO, które znamy z Ziemi, to zjawisko z przekazami, powtarzam się chyba piąty raz. To zjawisko z przekazami od obcych, z latającymi spodkami, z obcymi w ogóle, z humanoidami. Ono jest znane tylko z Ziemi. UFO w zasadzie nie pojawia się w kosmosie, bywa rzadko widywane, a jeżeli już, to te relacje o tym są co najmniej podejrzane. Czy to oznacza, panowie, że ta hipoteza o innym niż kosmiczny rodowodzie zjawiska UFO jest usprawiedliwiona? Według mnie tak. Ja nie będę już tego rozwijał, bo już o tym mówiłem. Według mnie tak.
Natomiast ja nie twierdzę, że rzeczywiście wśród tego skalnego rumoszu nie fruwają jakieś małe sondy obcych. Wszystko jest jeszcze możliwe. Paradoksalnie, prawda? Arku, co o tym sądzisz?
[03:29:57] - Ja myślę, w czeluściach kosmosu, co możemy tak nie widać, ale ilu ludzi tam było? Gdyby tych wszystkich astronautów policzyć, to by było kilkudziesięciu i wszystkich godzin obserwacji na kilkadziesiąt, kilkaset powiedzmy. I pomimo tego były. Co oni widzieli naprawdę, to trudno powiedzieć. Oni do końca też nie wiedzą, ale to właśnie wszystko podchodzi pod tę samą klasę. Niezidentyfikowane obiekty latające. Takie rzeczy widzieli i myślę, że nawet tak naprawdę częściej widzieli niż tutaj na Ziemi. Ja się z tym nie do końca zgodzę.
[03:30:58] - To znaczy chodzi mi o to, że wiesz-
[03:31:01] - Kilkudziesięciu ludzi, co tam byli, to są obserwacje jakichś obiektów. Nie idzie ich wytłumaczyć. Ale to jest to samo co świadkowie tutaj widzą na Ziemi.
[03:31:13] - Ale wiesz, na przykład w kosmosie nie widywano latających talerzy ani latających trójkątów. I to mnie dziwi.
[03:31:20] - Tak blisko to nie byli. Te obiekty nie były tak blisko świadków, że nie mogli rozpoznać kształtu. Jedynie co oni widzieli, to były jasne punkty. Tak, masz jak najbardziej rację. Tak. Nie umieli rozpoznać, że to były latające spodki albo trójkąty i miały czerwone, zielone i niebieskie światełko. Tak, oczywiście. Czegoś takiego nie występuje w relacjach astronautów.
[03:31:53] - Leszku, chodzi mi o jakieś podsumowanie tego wszystkiego, bo jak powiedziałem, w zasadzie znajdujemy straszną rozbieżność między zjawiskiem UFO, jakie znamy z Ziemi, a relacjami z kosmosu. To znaczy, innymi słowy, kosmonauci nigdy nie widzieli latających spodków ani nie relacjonowali w zasadzie tego w takich szczegółach, jak robią to świadkowie obserwacji UFO z Ziemi. Teraz czas na krótkie podsumowanie. Jak według ciebie rozwiązać ten problem rzadkiej obecności UFO w kosmosie z częstą obecnością UFO na Ziemi?
[03:32:34] - Tutaj widzę to, że jest duża część obserwacji, które pokazują na przenikanie światów równoległych, innych wymiarów, czegoś, co my dopiero zaczynamy rozumieć. Zaczynamy dywagować na ten temat. Także tutaj jest takie duże pole do popisu, dla wytłumaczenia, skąd tyle aż pojazdów może się pojawiać u nas. Jest to, że jest stała obecność tych istot tutaj na miejscu, także one nie muszą nigdzie skądś tam przybywać, one mogą być permanentnie wśród nas.Także jest na pewno gro doniesień, które albo nam umykają, albo są dla nas niedopuszczalne. Także nie znamy wszystkich kart w tym rozdaniu, ciężko powiedzieć, dlaczego jest to tak blisko związane z Ziemią. Może tylko i wyłącznie przez to, że siedzimy na tej ziemi i jesteśmy do niej na tyle przywiązani, że nie znamy innego punktu widzenia. Może tak?
[03:33:55] - Też fakt. Chris, jak ty patrzysz na ten problem?
[03:34:01] - Bardzo podobnie jak Arek, bo rzeczywiście dysproporcja jest gigantyczna, jeśli chodzi o to, ile jest tych obserwacji z Ziemi, a ile z kosmosu. Ale jest to związane z tym, że latamy rzadko i jest nas bardzo mało. Nie latamy też za daleko, bo najdalsze wyprawy ludzkie doleciały w zasadzie tylko do Księżyca i to jest koniec naszej eksploracji kosmosu, tak szumnie nazwanej. Natomiast z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się temu wszystkiemu, co ci kosmonauci opowiadają, niemalże każdy z nich ma jakieś doświadczenie czegoś nie z tego świata. Dostrzega coś, co nie pasuje do obrazka, który mu przyswojono na Ziemi. I nawet jeśli nie jest to obecność istot pozaziemskich, to widzi, że coś nie pasuje do tej naukowej układanki i że coś wymaga być może szerszego i dokładniejszego zbadania. I praktycznie każdy z nich ma tego typu historie na swoim koncie. Większość tych doświadczeń, jak wcześniej się zgodziliśmy, prowadzona jest z udziałem głównie wojska i są utrzymywane w ścisłej tajemnicy, więc ci ludzie mają praktycznie takie kagańce założone na informacje, jakie przekazują, więc nie mogą mówić o tym otwarcie. Ale od czasu do czasu dowiadujemy się czegoś i to jeszcze bardziej sprawia wrażenie, że tych obserwacji w przestrzeni kosmicznej jest mniej. Ale one też głównie wynikają właśnie z tego, że lotów kosmicznych jest mało.
Zobaczmy, taka stacja kosmiczna jest zaledwie 250, 300 kilometrów nad Ziemią, wisi. I my to nazywamy już eksploracją kosmosu. A to jest zaledwie jeszcze ciągle orbita naszej kochanej Ziemi. A na Księżycu dawno już nikogo nie było. Polecieli Chińczycy swoim biednym, malutkim łazikiem i od razu, wcześniej wspomniany również tutaj, w dzisiejszym spotkaniu Ryszard Hoagland od razu znalazł ciekawe rzeczy, ciekawe spostrzeżenia. Oczywiście, jak zawsze wywołały one masę kontrowersji. Ale czas pokaże, kto miał tak naprawdę rację. Bo Chińczycy zamilkli jak grób. Ani nie zdementowali, ani nie potwierdzili. Tak to widzę.
Także zgadzam się absolutnie z Arkiem. My na Ziemi będąc, widzimy tego znacznie więcej. A jeszcze oprócz tego zapomnieliśmy o jednym bardzo ważnym elemencie, którym są te wszystkie tajne programy kosmiczne. Bo my nawet właściwie nie zdajemy sobie sprawy ze skali tego, w jaki sposób się to rozgrywa. Bo jeżeli dołączymy takie historie do siebie, jak ta dziwna historia z admirałem Byrdem na Antarktydzie, zestrzelenie statku kosmicznego nad Roswell, ten dziwny statek kosmiczny, który był nad Los Angeles i strzelano do niego z dział i parę innych w Rosji, to być może okaże się, że to wcale nie są żadne istoty pozaziemskie, ale jakaś kompletnie nowa, trzecia siła, o której w ogóle nie mamy pojęcia. I to będzie największa rewolucja, jeżeli nagle odkryjemy, że na naszej Ziemi istnieje jeszcze coś oprócz tradycyjnego podziału sił między my i oni. Są jeszcze ci trzeci, którzy stworzyli coś swojego własnego i niezwykłego. Kto wie, czy taka na przykład spirala, którą mam nadzieję wszyscy pamiętacie, ta w Norwegii, która miała chyba miejsce, wydarzyła się w 2009 roku. Być może jest tego przejawem, kiedy to rosyjska rakieta, która leci kilkanaście tysięcy kilometrów na godzinę, zwolniła do kilkuset kilometrów na godzinę, wpadając w tą spiralę i rozpadając się później na kawałki. Czyli ktoś, kto posiada tę technologię, niekoniecznie musi być z kosmosu, może być z Ziemi, a technologia powstała gdzieś w takich zakątkach, o jakich nam się nie śniło i w sposób, który przeoczyliśmy po prostu.
Być może powinniśmy brać to pod uwagę, bo co jakiś czas dowiadujemy się nowych sensacji. A to, co mówię w tej chwili brzmi to może troszeczkę tak aż za bardzo sensacyjnie, ale powiem tylko jedną historię, która na przykład skłania mnie do takiego myślenia. Na przykład uwielbiany przez wszystkich Nikola Tesla w 1914 roku, sfrustrowany niepowodzeniami z tymi wielkimi magnatami finansowymi, z Morganem, ta była klęska finansowa i innymi tymi historiami. Sfrustrowany tym wszystkim postanowił sprzedać swoje pomysły. Komu? Admirałowi Tirpitzowi w 1914 roku. Później była pierwsza wojna światowa. W zasadzie Niemcy ją sromotnie przegrali, ale później, czyż nie zdumiewające jest nagle, że nagle w jednym miejscu na świecie, w niemieckich laboratoriach powstają tak niezwykłe wynalazki? Skąd to się wzięło? Nikt nie kojarzy tego z tym, że Tesla współpracował przy tym wszystkim, że sprzedał mnóstwo pomysłów i przez długi czas w jakiś sposób pilotował niektóre projekty do tego stopnia, że następną informacją, która również jakoś wybiega poza ten normalny obieg, jest to, że tacy ludzie jak von Braun robili doświadczenia w Los Alamos na długo przed wybuchem drugiej wojny światowej, bo byli tu w 34, 35 roku.Los Alamos był von Braun zanim został Standartenführerem w Peenemünde.
Tu są takie dziwne historie, które być może wskazują na to, że gdzieś tam coś innego powstaje jeszcze oprócz tego tradycyjnego podziału sił. I być może niektóre niezidentyfikowane obiekty, jakie oglądamy, są niezidentyfikowane właśnie dlatego, że nie jesteśmy jeszcze w stanie zidentyfikować tych, którzy je stworzyli, a którzy żyją tu obok nas na Ziemi.
[03:39:55] - Dziękuję.
[03:39:57] - I tak chyba dobrnęliśmy dziś do końca. Wydaje mi się, że debata była ciekawa. Jak zwykle na wiele pytań udało się odpowiedzieć i jak zwykle nie znaliśmy też części odpowiedzi, ale to chyba nic.
[03:40:13] - W bardzo dużej części większość pytań od słuchaczy wysłanych podczas debaty niestety nie doczeka się dzisiaj odpowiedzi, ale mamy nadzieję, że uda się na nie odpowiedzieć podczas którejś z przyszłych debat. Tym bardziej że pytania pasują przecież w dużej części tematycznie właśnie do nich.
[03:40:35] - Tak. Ja chciałbym podziękować dzisiaj panowie za dyskusję i pożegnać się, dlatego że pora już późna i pora się chyba zbierać. Tak że dziękuję i pozdrawiam, i do usłyszenia.
[03:40:49] - Dobranoc.
[03:40:50] - My również w imieniu wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Dzisiaj w naszej debacie brali udział Piotr Cielebiaś z portalu Infra, Leszek Ostoja-Owsiany.
[03:41:03] - Dobrej nocy wszystkim.
[03:41:05] - Przy naszym telefonie był Arek Czaja.
[03:41:09] - Dziękuję wszystkim.
[03:41:11] - Oraz po drugiej stronie oceanu Chris Miekina.
[03:41:14] - Dobranoc raz jeszcze.
[03:41:16] - A debatę od strony technicznej wspomagał Marek Sęk „Ivellios”. Do usłyszenia wszystkim słuchaczom już na następnej debacie. Pozdrawiamy słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media oraz Radia Na Fali. Wiem, że kapitan Radia Na Fali, Tomek bardzo się interesuje naszymi debatami. Bardzo mu się te debaty podobają. Tak więc możliwe, że już niedługo zadebiutujemy na żywo również i tam. A na razie Radio Paranormalium mówi wszystkim słuchaczom dobranoc, do usłyszenia. Prawdopodobnie wybór tematu kolejnej debaty, tak jak już od kilku tygodni, pozostawimy wam. Listę tematów znajdziecie na naszej stronie www.paranormalium.pl.