[00:01] - Teoria chaosu.
[00:22] - Welcome to the real world. Deny everything. Trust no one.
[00:43] - The truth is out there.
[01:11] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest audycja Teoria Chaosu. Jak co tydzień w piątek po północy audycja o spiskach, rzeczach niewyjaśnionych w dwóch polskich radiach, w Radiu Na Fali oraz Radiu Paranormalium. Dzisiaj audycja w Nowym Roku. Dzisiaj jest 2 stycznia. Jak mogłem nie wiedzieć, czy drugi, czy trzeci? Może i trzeci. Tak, w Polsce może być już trzeci. Śnieg jest w Polsce. Tu chciałbym sprostować, że na 100% był już podczas świąt śnieg, w większości chyba miejsc w Polsce.
Nie wiem, czy nie we wszystkich, ale z kolei tutaj, w Irlandii, w Wielkiej Brytanii śniegu nie było. Może miejscami gdzieś w górach, w jakichś specjalnych miejscach. Jest całkiem ciepło tutaj. W Polsce podobno nawet temperatury spadały do minus 15 stopni, więc jest dosyć chłodno. Nici z globalnego ocieplenia, można powiedzieć. Tutaj w Irlandii to jest kilkanaście stopni na plusie. Różnie, od pięciu do 10. Ale dobrze, zostawmy pogodę. Polecam stronę audycji teoriachaosu.com, żebyście odwiedzili, zobaczyli, co tam się dzieje. Także polecam oczywiście strony radiów, w których możecie tej audycji słuchać, czyli radionafali.com i paranormalium.pl.
Wielkie dzięki za sponsorowanie audycji, także dzięki, że jesteście, słuchacie. Podoba wam się? To jest chyba największy sukces nadawania, jeżeli komuś się ta audycja podoba. Chciałem jeszcze tutaj przeprosić wszystkich, którzy jeszcze nie otrzymali kubków. Kubki będą. Otrzymacie je ze względu na to, że będę za niecałe dwa tygodnie w Polsce na chwilę i wtedy załatwię te wszystkie wysyłki. Jest problem z tą wysyłką, także wybaczcie. Jest ciężko, jeśli chodzi o to. Ktoś musi to fizycznie załatwić, a nie jest to proste. Wiadomo, że nie mogę kogoś opłacać, bo to bym poszedł kompletnie z torbami.
Niestety taka jest rzeczywistość, że trzeba sobie radzić jakoś. Różnie to bywa. Dobrze. Przejdę może do rzeczy, które ostatnio się działy. Wyobraźcie sobie, że tuż po zeszłotygodniowej audycji, w której rozmawialiśmy o bardzo dziwnych dwóch zniknięciach samolotów malezyjskich, to znaczy jeden samolot został zestrzelony, to wiemy, natomiast drugi zniknął bez śladu. Without a trace. Zniknął samolot nie tylko z radarów, ale z rzeczywistości, można tak powiedzieć. Malezyjski. I w grudniu trzeci samolot malezyjski zniknął. Właściwie trzeci nie wiadomo, czy spadł.
Wiem, że znaleziono chyba wrak, więc nie jest to tajemnicza katastrofa. Natomiast jest tajemnicze, że trzy samoloty malezyjskie spadły w dziwnych okolicznościach w zeszłym roku. To bardzo zastanawia i rodzi kolejne pytania. Co się dzieje? Dlaczego akurat malezyjskie? Co Malezja uczyniła? Niektórzy twierdzą, że być może spowodowane jest to, że w Malezji powstał sąd dla globalistów. Jedyny sąd na świecie, który chce skazywać globalistów powstał w Malezji. Nie tylko globalistów takich, o których mówimy, czyli Rockefellerowie, Rothschildowie, Bushowie i inni pojedynczy ludzie, którzy stanowili establishment, tworzyli zręby globalizmu końca XX wieku i początków XXI wieku. Do nich się oprócz Bushów zaliczał też na przykład Cheney, Wolfowitz i wielu innych, ale także Ten trybunał chce skazywać takich ludzi jak papież Benedykt, czy też chyba nawet ostatniego papieża Franciszka za promowanie globalizmu.
I przede wszystkim tych zbrodniczych pedofilii, które się odbywają i odbywały się na świecie pod egidą Kościoła katolickiego. Być może za to globaliści skazują Malezję. Nie wiadomo. Jest jakiś trop, bo trop tych inżynierów, którzy lecieli tym samolotem MH370 jednak nie za bardzo przekonuje. To jest jeden samolot, a co z resztą tych samolotów? Drugim samolotem, trzecim samolotem, który też ostatnio spadł. Więc coś jest na rzeczy, że być może właśnie przez ten trybunał. Wydaje się to bardzo śmieszne, ale jeśli połączymy fakty, które wiemy. Wiemy, że globaliści istnieją, że ci ludzie masoni, iluminaci istnieją i działają aktywnie, są na bardzo wysokich stanowiskach. Tworzą bardzo wpływowe organizacje, mniejsze widoczne, czyli na przykład CFR czy Trilateral Commission, czyli Komisja Trójstronna, czy też Okrągły Stół, Round Table.
Dzisiaj to się nazywa chyba Międzynarodowy Instytut Królewski, RIAA to się chyba tak w skrócie pisze. Natomiast nie powtórzę wam, jak się nazywa, bo wyleciało mi w tej chwili. W każdym razie Instytut Spraw Międzynarodowych Królewski, Royal tak się nazywa. Ten instytut istnieje, państwowy jak najbardziej w Wielkiej Brytanii, bardzo wpływowa organizacja. Chyba nawet bardziej niż CFR czy Komisja Trójstronna. Trudno powiedzieć. I oczywiście Klub Bilderberg, na którym się ci globaliści spotykają ze zwykłymi śmiertelnikami, jak można by tak nazwać. To nie jest tak, że podczas zjazdów Grupy Bilderberg wszyscy są globalistami. Nie, niektórzy są wtajemniczeni, ale większość nie, którzy tam przyjeżdżają. Po prostu tam oznajmia się podczas spotkania Klubu Bilderberg, co te pacynki mają robić.
Bo przyjeżdża na przykład taki zielony człowieczek jak Olechowski i jemu trzeba mówić, co on ma robić. Nie mówi mu się bezpośrednio, bo on nie jest aż tak ważny, tylko pokazują mu się różne wykłady, jak globaliści w tej chwili planują, co się będzie działo na Ziemi. Tak samo było z Rostowskim. To też jest mały gonzo, bardzo mały, któremu pokazano wojnę przyszłą, jakieś różne dziwne rzeczy, które go przeraziły, bo się nagle przeraził i zaczął o tym mówić. O dziwo. Także nie wiem. Niedługo chyba pożyje, bo globaliści wiedzą, że zaczął parę puszczać z ust w Polsce i uciekł teraz w Wielkiej Brytanii. Jest bardzo łatwo dostępny, ale kto wie? Zobaczymy jak to będzie. Wracając do Malezji, po prostu jest jakiś trop.
Ale dobrze. Kolejny news troszeczkę bardziej można powiedzieć dziwny i zarazem przerażający. Wyobraźcie sobie, że w Wielkiej Brytanii skazano 72-letnią babcię za przytulanie wnuczki. Wnuczki, nie jakiegoś dziecka, bo dzisiaj to już chyba nawet dziecka nie można przytulać. Ojciec chyba nie może dziecka przytulać, bo od razu może być oskarżony o pedofilię. Nie wiem, to są po prostu absurdalne rzeczy. W jakim świecie my żyjemy? Ale oskarżono ją o nieprzestrzeganie prawa brytyjskiego, gdzie chyba nie można przytulać, bo Ebola, bo jakieś inne bzdury. Po prostu jest to coś niewyobrażalnego. Ale to miało miejsce.
Co prawda znalazłem ten news w Daily Mail, więc to nie jest taka gazeta poważna, ale wydaje się, że wszystko jest okej, że to miało miejsce. Po prostu została aresztowana. Trzy dni co prawda przesiedziała, natomiast groziło jej trzy miesiące odsiadki. Coś absurdalnego, niewyobrażalnego wręcz. Nie wiem, jak to skomentować. To jest po prostu coś, co mógłby wymyślić Monty Python tylko. Nie wiem. Dla mnie to jest coś niebywałego, co się dzieje i ktoś mówi, że żyjemy w normalnym świecie. Jest to po prostu świat kompletnie postawiony na głowie, że już nawet za przytulanie się skazują, czy aresztują w krajach. Niektórzy nazywają te kraje wolnymi krajami, jakim jest Wielka Brytania.
To chyba w Polsce nie wiem, czy coś takiego by przeszło. Może w Polsce też by to przeszło, bo to jest też kraj policyjny, jak i Wielka Brytania. I jeden news polski, ostatni taki troszeczkę może mniej spiskowy, ale zawsze jednym oddechem mówi się o masonach, cyklistach no i Żydach. Więc tutaj jest ciekawa sprawa o tym, że ta ustawa, która cichaczem przeszła o prywatyzacji polskich lasów, być może czy jest już prawie że to potwierdzone, ma posłużyć, aby zapłacić roszczeniom żydowskim Roszczeniem żydowskiego lobby na pokrycie zagrabionego mienia przez komunistów po II wojnie światowej w ramach rekompensat. Te pieniądze mają pójść dla Żydów. I to jest niesamowite, bo Żydzi kupią te lasy za pieniądze, które dostaną z Polski. Wezmą kredyty w bankach, kupią te lasy polskie, a później te pieniądze, które polski rząd dostanie, z powrotem dadzą Żydom, czyli Żydzi po prostu przejmą lasy. Bardzo niezły myk, że ciężko będzie im odzyskać mienie, które ciężko przeliczyć i tak dalej, ale odzyskają przez to lasy i te lasy będą mieli właśnie w ramach tych rekompensat. Super deal. Myślę, że nawet woleliby dostać te lasy, bo wiadomo, że jak dostaną lasy, to będą ich.
Natomiast jak mieliby darować lasy temu lobby żydowskiemu, to od razu podniósłby się ryk tych wszystkich prawicowców, że jak to Żydom się oddaje lasy, a tu po cichu dostaną te lasy. Może coś w tym jest. Ciekawe. Zobaczymy, jak to będzie. Zacznę jak zwykle cytatem. Może przejdę już do tematu dzisiejszej audycji. Jeszcze na koniec tylko dziękuję za wszelkie maile. Nie wszystkim udaje mi się odpisywać, natomiast wszystkie czytam, także wielkie dzięki. Bardzo przydatne informacje i bardzo ciepłe maile, wielkie dzięki za nie. Życzę wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku, bo jeszcze nie życzyłem, żeby ten rok był bardziej wolny niż poprzedni.
Taki lepszy dla nas. Więcej informacji wypływało w stosunku do 2014 roku. Dobrze, przejdę już do cytatu, o którym zawsze zaczynam audycję. „Istnieją dwie możliwości: albo jesteśmy sami we wszechświecie, albo nie. Obie są równie przerażające” — to powiedział Arthur C. Clarke, jeden z najwybitniejszych pisarzy science fiction XX wieku. I dzisiejszy temat właśnie jest związany z tą sentencją. „You can't get here from there. It's impossible. It's too far”.
Czyli po polsku: „Nie możesz tutaj dotrzeć. To niemożliwe. To za daleko”. Już chyba większość słuchaczy, większość z was wie, o co chodzi. Jak nie, to tutaj wytłumaczę, że chodzi oczywiście o podróże kosmiczne przez bezkresne, ciemne rejony wszechświata. Możecie dzwonić, telefon 33 482 72 32 lub Skype teoriachaosu.com. I już jest oczywiście pierwszy telefon. Dzwoni stały słuchacz. Witaj stały słuchaczu, czy się słyszymy? Znowu jest chyba jakiś problem.
Stały słuchaczu, czy się słyszymy? Witaj, jesteś na antenie.
[15:27] - Test łączności. Czy dobrze mnie słychać?
[15:30] - Bardzo dobrze.
[15:31] - Filmik, linki z filmem „Nazistowskie UFO”. Bardzo ciekawy, z 2014 roku. Dużo kręcone w Polsce. Wysyłam linki do oglądania wszystkim.
[15:43] - Tak, tu widzę. „Historia nazistowskiego UFO”, tak?
[15:47] - Tak, to jest bardzo świeży program i bardzo dużo fajnych nowych rzeczy. Są fotki, których wcześniej nie widziałem.
[15:53] - Ja muszę powiedzieć, że śledzę na YouTubie twoje konto, bo bardzo ciekawe filmy wklejasz. Bardzo ciekawy film. Ja uważam, że może troszkę naciągany, ale warto zobaczyć.
[16:08] - Nie, ten film, który właśnie wrzuciłem, nie jest taki naciągany. Jeszcze w TVP, w „Wiadomościach” było. Tam w tej Riz-e jest ściana, przewiercili ją, ona ma osiem metrów grubości. Wprowadzili kamerę i tam są zrobione, wykończone te konstrukcje i one się ciągną. I oni dostali zgodę na przebicie się przez te osiem metrów zbrojonego betonu, totalnie zbrojonego betonu, mając kasę, wszystkie pozwolenia i będą w tym roku się przebijać przez tą ścianę do tych komór, które są odcięte tymi betonowymi plombami.
[16:46] - Super, jeżeli by to wyszło, ale z drugiej strony to byłby koniec świata, bo przecież odkryto by napędy nieznane.
[16:53] - Nie wiadomo, że tam jest pod tym, tylko że wprowadzili kamerę, że tam wykończone, stoją pudła. Takie rzeczy powiedzieli.
[16:59] - Tak, jakby to było prawdą, bo oczywiście nie mamy 100% tego.
[17:02] - Oni już dostali zgodę, pieniądze już na to zebrali, wszystko mają przygotowane, ludzi, sprzęt i w którymś miesiącu ruszą. Mają wszystko zaklepane na finito, żeby się za to zabrać. I przez tą ścianę się przebiją. Nie wiadomo, co tam jest dalej za zakrętem tych korytarzy. Nie wiadomo, co tam jest, tylko tyle było w wiadomościach, że są przygotowani. A w tym o UFO jest bardzo ciekawe, dużo z Polski się w tym programie wypowiada ludzi, co się tym zajmują na serio, badają tę Riz-e. Było o dzwonie, o napędach antygrawitacyjnych. Wszystko w tym programie było. Bardzo ciekawe i to do oglądania. A drugie, co wrzuciłem, to jest o ekologii, też bardzo ciekawe.
W jednym programie, tym ostatnim o ekologii, było o urządzeniu do elektrolizy, dodawaniu tlenu i wodoru z elektrolizy do silnika diesla, że to podnosi ekonomikę spalania. Bardziej czyste spaliny są. Efektywniej spalamy to paliwo, które już posiadamy. W dużych traktorach na farmie mają to zamontowane i chwalił to, że to zmniejsza zużycie paliwa przez to, że się efektywniej spala diesel. Czyli mniej trzeba zużyć, żeby mieć tę samą moc na silniku. To tyle było w tym programie ekologicznym. Bardzo ciekawy program. Tam jest 13 odcinków, fajny do oglądania.
[18:37] - Stały słuchaczu, jak uważasz z tym nazistowskim UFO? Czy to faktycznie naziści zbudowali napęd nieznany dzisiaj?
[18:46] - Naziści badali naprawdę dziwne rzeczy i może prototyp jakiś mogli w pierwszej fazie wyklepać. Mogli coś skonstruować, ale to było za późno, żeby wpłynęło na bieg wojny. Po prostu prototyp był tak rewolucyjny. Jeszcze tam było w tym filmie, że ci naukowcy ginęli podczas pracy tego prototypu i były pewnie problemy z ekranowaniem załogi przed promieniowaniem, więc mogli coś skombinować, ale widać im się nie udało, bo byśmy wygrali wojnę. Nie zdążyli po prostu wprowadzić do masowej produkcji. A z tym malezyjskim samolotem.
[19:32] - Tym ostatnim.
[19:34] - Jest nagranie. Pilot prosi o zmianę kursu, bo przed nim była potężna burza. To jest strefa tropikalna, tam są niezwykle silne burze. Polscy piloci latali z LOT-u w tym rejonie i jeden pilot wleciał w taką chmurę i o mało samolotu nie rozerwało. Było blisko, żeby samolot się rozleciał jak ten malezyjski. Tam są takie siły, wiatry w środku, które rzucają samolotem, że one potrafią rozszarpać taki samolot na strzępy. Tam jest taka siła. Pilot powiedział, że to jest taka siła, jakby obok samolotu wybuchła bomba atomowa. Jak samolot przed tym nie ucieknie, to samolot potrafi taki pasażerski rozszarpać na strzępy. Więc pilot prosi o zmianę kursu, a tam było zatłoczone niebo.
Z tych nagrań tłumaczonych na polski, że pilot nie zdążył uciec przed tą chmurą. Po prostu go dopadła ta chmura i prawdopodobnie samolot rzuciło w wodę. Tam był taki prąd zstępujący podejrzewają, że rzuciło tym samolotem o ziemię, rozszarpało, a przyciążenie urwało mu skrzydła. Jeżeli on spadł gdzieś płytko, to jak znajdą te skrzynki, to będzie zapis, że pewnie będą odczyty bardzo dużych przeciążeń. To zniszczyło samolot. On prosił o zmianę kursu, uciekał przed tą wielką chmurą i nie zdążył i ta chmura go dopadła. Więc prawdopodobnie to była przyczyna atmosferyczna. Nie pociski rakietowe czy bomba na pokładzie, tylko atmosferycznie go dopadły i rozszarpało. Pogoda zniszczyła samolot. Nad lotniskami jest taki prąd zstępujący.
[21:19] - Możliwe, ale nie dziwi cię, że trzy akurat malezyjskie?
[21:25] - Nie. Każdy samolot mógł w to wpaść i mógł ulec zniszczeniu. Ta linia na tej trasie latała, miała bardzo dużo kursów na tej trasie i często latała na tej trasie i na nią padło. Trzeba poczekać, aż wyciągną czarne skrzynki, wtedy się zobaczy, co było na nagraniu z czarnych skrzynek.
[21:45] - Tak, tutaj coś może wyjść.
[21:47] - Tak, bo tam są bardzo silne burze w tym rejonie, bo to są tropiki. To nie jak w Polsce, że jest chmurka, tylko to jest chmura, która potrafi się wypiętrzyć na wysokość 30 kilometrów. Żaden samolot pasażerski nie jest w stanie uciec w górę przed taką chmurą, tylko w bok albo spróbować dołem. Jeżeli pilot nie zdąży, to prąd powietrza potrafi rzucić takim samolotem o dwa, trzy kilometry. Tak piloci mówili w Polsce, co tam czasami latali, że potrafiło samolotem rzucić o 10 kilometrów w dół, po prostu cisnąć samolotem. Pilot robił, co mógł. Gaz do dechy, stery do góry, a samolot pędził w dół. I pilot o mało nie rozbił samolotu z LOT-u. Było blisko, żeby nie wrócił, nie wylądował.
[22:43] - Tak.
[22:43] - Jeżeli wpadł samolot, coś takiego, to pilot nie dał rady uciec. To jest siła natury.
[22:53] - Stały słuchaczu, zostawmy może tą Malezję już na dzisiaj. Dzisiaj rozmawiamy o podróżach kosmicznych.
[23:01] - O podróżach kosmicznych, to tam wysyłałem linki takie o wyliczeniach i symulacjach statku z napędem nadświetlnym. Jeszcze oglądałem najnowszy film, taka gigantyczna seria, chyba 20 odcinków o kosmosie było ostatnio o napędzie, że pokazali stanowisko testowe, które w miniaturze miało potwierdzić właśnie te wyliczenia napędu nadświetlnego, czyli warp. Żeby odtworzyć ten warp w miniaturze na mikroskopijną skalę. Czy to jest faktycznie możliwe? Jeżeli ten eksperyment się uda, to znaczy, że napęd warp istnieje i można go zbudować w przyszłości.
[23:41] - Ja myślę, że tak, że ten eksperyment to jeszcze jest troszeczkę chyba na wyrost, bo po prostu nie potrafimy zakrzywić czasoprzestrzeni. To trzeba czasoprzestrzeń zakrzywić przecież.
[23:55] - Właśnie chcą tą przestrzeń zakrzywić na mikroskopijną skalę.
[24:00] - A to nie jest prosta sprawa.
[24:01] - 10 lat temu fizykowi udało się pozyskać mikroskopijną ilość energii punktu zerowego i dzięki temu wyliczył, że na większą skalę to by było najpotężniejsze źródło energii w naszej części galaktyki, gdyby się udało pozyskiwać na większą skalę energię punktu zerowego. Ten eksperyment został zrobiony chyba z sześć lat temu. Pokazali to urządzenie, tylko że nie wiadomo, jak zwiększyć wydajność tego urządzenia. Nikt nie wie, jak to zrobić na większą skalę. To by było najpotężniejsze źródło w tej części Układu Słonecznego. Tak z wyliczeń wynika. Biłoby nawet Słońce na głowę.
[24:40] - Stały słuchaczu, a jak sądzisz z tymi podróżami kosmicznymi? Czy jest możliwe, że jakaś cywilizacja na przykład już podróżuje w naszej galaktyce?
[24:51] - My technologię rozwijamy od 200, może 300 lat, licząc od maszyny parowej. To 200, 300 lat. A inna cywilizacja, która nie przeżyła średniowiecza, tylko od czasów rzymskich poszła dalej z technologią, to pewnie dawno już panowała napęd nadświetlny.
[25:11] - Nadświetlny sugerujesz, że nawet mogła mieć.
[25:13] - Tak, tylko napęd umożliwia podróże między układami planetarnymi, bo napęd 80 prędkości światła umożliwiałby wygodne podróże w naszym Układzie Słonecznym, nawet w połowę prędkości światła. Czyli kilka dni by się leciało na Marsa. Na Marsa czy do Jowisza połowa prędkości światła by wystarczyła do podróży wewnątrz naszego Układu Słonecznego. Ale do podróży między układami trzeba już napęd nadświetlny mieć. Bo czas lotu podświetlny liczony jest w setkach. Do najbliższej gwiazdy to jest około 10 lat.
[25:48] - Znaczy nie, chyba pięć lat. Cztery coś.
[25:50] - Cztery lata świetlne jest do najbliższej gwiazdy, ale tam według astronomów wokół tej gwiazdy nie ma nic. To jest samotna gwiazda, więc lot do najbliższej-
[25:58] - Teoretycznie, bo być może na przykład mogą być jeszcze małe planety czy coś tam. Nie wiemy.
[26:06] - W tej najbliższej gwiazdzie, bo to oglądałem, też było. W tej najbliższej gwiazdzie, ona jest na tyle bliska, teleskopy na tyle mają wysoką rozdzielczość, że małą planetę wielkości Ziemi byśmy wykryli. W tej najbliższej gwieździe, co jest najbliżej naszego Układu Słonecznego, więc tam na pewno na 99% nie ma planety wielkości Ziemi, w tej najbliższej nam gwieździe. Bo już w dalszych planetach, w dalszych pozycjach gwiazd planety zbliżone do wielkości Ziemi już jesteśmy w stanie wykryć, że one tam istnieją. Te układy planetarne, planety to się wykrywa już na pęczki. Astronomowie już liczą je w tysiącach.
[26:47] - Nawet już chyba takiej wielkości teoretycznie mniejszej od Ziemi, tak?
[26:50] - Mniejsze też wykrywają, takie duże Ziemie już wykrywają, więc już nie ma problemu, bo technologia już poszła naprzód na tyle. Rozdzielczość i są nowe te teleskopy na orbicie ustawione o bardzo dużej czułości, więc ilość wykrywanych planet rośnie astronomicznie, więc nie ma problemu pod tym kątem. Tylko teraz głowią się astronomowie, jak wykryć atmosfery na tych planetach. Teraz nad tym myślą, żeby badać zdalnie atmosferę na tych planetach. Bo jest możliwość, tylko że musi być dwukrotnie większa czułość teleskopów, żeby złapać to światło, które przenika przez gwiazdę macierzystą. Czyli mamy tak: macierzysta gwiazda działa jak lampa, a odbiornikiem jest teleskop i on musi odebrać sygnał tego światła, żeby zbadać planetarną atmosferę. Tak jak zdjęcie rentgenowskie. Aparat jest źródłem, czyli gwiazda, my jesteśmy planetą, a pliszczyn jest odbiornikiem. Tylko ona musi być ileś miliardów razy czulsza, żeby wykryć te minimalne zmiany, żeby zbadać skład atmosfery. Podstawowe gazy można wykryć, bo zmienia się struktura światła.
A pan ma jakieś informacje?
[28:10] - Tak, dużo.
[28:11] - To ja już kończę i przechodzę na osłuch.
[28:14] - W tym temacie. Dzięki ci, stały słuchaczu za te informacje, które podałeś.
[28:19] - Jeszcze jedna ciekawostka. Piątego w przyszłym miesiącu będzie nowy program o astronomii na Discovery Science, więc kto ma dostęp, to może sobie pooglądać.
[28:29] - O planetach, tak?
[28:30] - Też będzie o planetach. Będzie też trochę o dzisiejszej astronautyce, o stacjach kosmicznych, tego typu rzeczach, bo już o podróżach międzygwiezdnych było świeżutkie, więc za rok coś powinno być świeżego. I jeszcze sonda dolatuje do Plutona, więc będą fajne, wysokiej jakości zdjęcia.
[28:53] - Których nie było jeszcze w historii.
[28:55] - Tak, pokazywali zdjęcia jakieś dzisiejsze najlepsze, to tylko widać takie piksele Plutona. A jak doleci ta sonda, będą piękne zdjęcia wysokiej rozdzielczości.
[29:06] - Super.
[29:06] - Bo ona leciała 10 lat do Plutona.
[29:09] - Nieźle. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Będą, mam nadzieję, dostępne nieocenzurowane te zdjęcia. Dzięki ci, stały słuchaczu za te informacje. Dzięki, hej. To był stały słuchacz, który jak zwykle miał porcję bardzo dużo ciekawych informacji dotyczących między innymi właśnie planet. Eksoplanety, to się tak nazywa, eksoplanety, czyli planety poza Układem Słonecznym. Dzisiaj troszeczkę o astronomii porozmawiamy, ale nietypowo. Nie tak, jak rozmawia się w programach na Discovery czy w innych telewizjach, czy też nie tak, jak się rozmawia na uniwersytetach. Bo tutaj, w tej audycji będziemy rozmawiali o tym, co jest ponad to, o rzeczach pochodzących ze spisków, rzeczy niewyjaśnionych, ale także wybiegamy nie jeden krok do przodu w stosunku do nauki, ale aż dwa kroki do przodu w stosunku do nauki.
Bo jeżeli chcemy myśleć o tych napędach tak zwanych warp, żeby docierać do innych gwiazd, nie możemy użyć nawet zwykłych rakiet nuklearnych O tym jeszcze powiemy, bo to już jest krok w stosunku do dzisiejszych napędów, bo dzisiejsze napędy są napędy chemiczne, w ogóle bardzo prymitywne w stosunku nawet do napędów atomowych. A gdzie jeszcze nam do napędów nadświetlnych, czyli tak zwanych warp. Więc powiemy sobie dzisiaj o tych napędach, których jeszcze technologia ziemska nie stosuje. Natomiast na pewno muszą być zupełnie inne technologie użyte, aby dokonywać tego typu podróży. Mało tego, nawet podróży w naszym Układzie Słonecznym nie wyobrażam sobie, używając rakiet chemicznych. To jest po prostu technologia, jakbyśmy zbudowali tratwę i chcieli przepłynąć ocean. Jest to możliwe. Nawet to udowodnił jeden Szwed w latach 70. czy w 60., czy w 50. Kurczę, już nie pamiętam.
Chyba w 50. Wariactwo kompletne. Używając technologii sprzed kilkunastu, tysiąca, nawet kilkudziesięciu być może nawet tysięcy lat p.n.e., przepłynął bardzo prymitywną tratwą Ocean Spokojny. Niech was nie myli nazwa spokojny, wcale nie jest spokojny. Przepłynął chyba 7000 km. To było Kon-Tiki, chyba tak się nazywała ta wyprawa. Coś niebywałego. I to mu się udało. Zresztą wielu nie dowierzało, że mu się udało. I tak samo dzisiejsze napędy rakietowe, chemiczne to jest właśnie coś takiego, które są bardzo niebezpieczne.
Wielu astronautów czy kosmonautów zginęło. Bardzo skomplikowane, bo zabierając potrzebne paliwo na to, żeby sobie swobodnie operować w przestrzeni kosmicznej, to nie mamy możliwości takich technologicznych. Więc paliwa mamy tak, aby gdzieś się dostać, wykorzystać przyciąganie grawitacyjne jakiejś planety, księżyca, żeby nas wystrzeliło jak z katapulty, wykorzystując na przykład atmosferę ziemską, żeby hamować. Tego typu triki, aby paliwa za dużo nie pakować do rakiety. Czyli to wszystko jest tak robione na sznurek, można by powiedzieć, pomimo że to pięknie wygląda. Te amerykańskie białe czy francuskie, czy rosyjskie rakiety, piękne. Natomiast to wszystko jest naprawdę na sznurek robione i jeden mały błąd i po prostu jest wielki wybuch. Łubu du i koniec. I po prostu jest spalenie żywcem. Gdzie mieliśmy na przykład katastrofa Challengera w latach 80., czy teraz też była katastrofa chyba Discovery, czy już nie pamiętam którego.
Wybaczcie mi, ale po 2000 roku chyba to było, 2001 czy 2002. I też to pokazuje. Także dzisiaj powiemy sobie bardziej od tej strony troszeczkę dalej wybiegającej niż nauka. Zacznę może od tych spraw, od błędów nauki. Tych błędów nauki była cała masa. Wiemy, proces Galileusza, wtedy może bardziej nie tyle nauka, co Kościół, ale Kościół trzymał rękę na pulsie, na nauce i wszystko to, co Kościół zaakceptował, było uznane. Wszystko to, co Kościół nie zaakceptował, nie było uznane, bo groziło za to nie tylko tak jak dzisiaj wyśmianie, jeżeli coś głosimy, ale groziła nam śmierć po prostu. Wiele osób zostało ukaranych, wiele nieznanych naukowców, którzy zostali spaleni na stosie. Z takich najbardziej znanych to Giordano Bruno. Galileuszowi też być może groził stos, natomiast się wyparł całej swojej wiedzy.
Zmiękł. Każdy by zmiękł na widok ostrza do czerwoności rozgrzanego, każdy by raczej mógł się wyprzeć swojej wiedzy, bo tak naprawdę każdy w sercu wiedziałby, że ma rację, ale jednak rozgrzane ostrze się nie myli i zawsze przypala niewiernych czy heretyków. Poza tym chyba nieheretyków też przypala. To jest właśnie trochę dziwne, bo nawet świętych też chyba by przypaliło takie rozgrzane ostrze. Ale już tak mówiąc nie żartobliwie, to mnóstwo rozwoju było zahamowanego właśnie przez to, że uznawano fałszywy dogmat w różnych sprawach. Chociażby to, co Kopernik próbował wprowadzić, czyli heliocentryczny system, niestety nie został uznawany. Nie tylko oczywiście chodziło o taki dogmat Kościoła, co też było wielkim wpływem, pomimo że przecież Kopernik był duchownym. Może właśnie dlatego bał się opublikować. Nigdy nie opublikował za swojego życia swojego dzieła wielkiego. Musieli to zrobić jego następcy.
Ale Galileusz właśnie poddał dokładnej obserwacji za pomocą stworzonych przez siebie instrumentów obserwacji nieba i potwierdził, że jest tak, jak mówi Kopernik. Kopernik miał rację. To się oczywiście nie bardzo podobało Kościołowi. Natomiast system ptolemejski, czyli system, gdzie Ziemia jest w centrum, bardzo dobrze był poznany i z dużo większą precyzją potrafił obliczać ruchy planet niż system kopernikański. System heliocentryczny wraz z rozwojem nauki okazywał się bardziej dokładny. Jednak nie zmienia to faktu, że nie badano tego za bardzo. Ludzie bali się po prostu spojrzeć prawdzie w oczy. Do dzisiaj zresztą mamy jeden wielki przekłamany paradygmat, że człowiek jest centrum wszechświata, co jest kompletną nieprawdą, bo człowiek nie jest centrum wszechświata. Wiemy już z obserwacji kosmicznych, że nie jesteśmy w centrum wszechświata, bo wszędzie jest centrum wszechświata. Wszechświat jest nieskończony, zakrzywiony i jeżeli byśmy w jedną stronę polecieli, to byśmy wrócili z drugiej strony.
Wrócilibyśmy przez to, że jest zakrzywienie wszechświata. Chociaż nie wiem, czy się nie mylę, bo być może jest to wszechświat otwarty. Są debaty teraz, to są bardzo skomplikowane sprawy. Natomiast jest ta sprawa z tym, że jednak wielu ludzi i naukowców uważa nadal, że ludzkość i człowiek jest centrum wszechświata, że najbardziej inteligentni jesteśmy, najbardziej rozwinięci i wszystko naj. Może też najokrutniejsi, najbardziej bezwzględni. Chyba też można by powiedzieć, chociaż nie wiem, czy to jest do końca prawda. Natomiast to, że tak wielu ludzi uważa, co jest kompletnym zaprzeczeniem tego, jakie mamy fakty, o których dzisiaj sobie powiemy. Nie jest to prawdą, że jesteśmy naj i jesteśmy najbardziej rozwiniętą cywilizacją w naszej galaktyce. Nie mówimy we wszechświecie, bo niektórzy uważają, że jesteśmy sami we wszechświecie. Niektórzy uważają, że jesteśmy najbardziej rozwiniętą cywilizacją we wszechświecie.
Fakty empiryczne, które możemy zaobserwować, świadczą o tym, że jest zupełnie inaczej. Ale zanim do tego przejdę, opowiem troszkę o błędach nauki. Pomijając błędy Kościoła, który przejął naukę, mam z początku XX wieku dwóch naukowców bardzo wybitnych w swoich dziedzinach, którzy jednak popełnili, mógłbym powiedzieć, kardynalne błędy, za które odpowiadają do dzisiaj. Moralnie, może nie tyle moralnie, co swoim nazwiskiem firmują to, że mówili kompletne bzdury, pomimo że z wyliczeń naukowych, które dokonywali na tamten czas, wszystko się zgadzało, ale nie uwzględniali bardzo ważnych rzeczy, o których sobie dzisiaj powiemy i które my uwzględnimy, aby stwierdzić, że to, co mówi dzisiejsza nauka, jest kompletną bzdurą w stosunku do tej nauki, która będzie za 100, 200, 300, 500, 1000, a nawet dziesiątki tysięcy lat. Można powiedzieć, że jesteśmy tutaj czy Giordano Bruno, możemy się porównać, że jesteśmy takiej dzisiejszej XXI-wiecznej nauki w tej audycji. Można o tych sprawach dyskutować, ale od początku. Na przełomie XIX i XX wieku pan doktor Simon Newcomb, bardzo znany amerykański astronom, napisał w 1903 roku, jeszcze to oczywiście podał obliczenia, pokazał i tak dalej. W 1903 roku napisał, że maszyny latające, które są cięższe od powietrza, są nierealne. Chodzi o wszelkie rodzaju samoloty, o których dzisiaj wiemy, że istnieją. Trochę mnie zawsze dziwi, kto takie rzeczy mógł mówić.
Zresztą to nie tylko on, bo tak samo mówił jeszcze lord Kelvin na ileś lat jeszcze przed panem Newcombem, że maszyny latające cięższe od powietrza są niemożliwe. Ale przecież ptaki są cięższe od powietrza, a latają. Uważali, że człowiek nie jest w stanie potwierdzić tego, co przyroda robi, ale to nie to, że to głosili, jest przerażającą indolencją w stosunku do ludzkości. Natomiast przede wszystkim to, że zapewne wiecie, co się zdarzyło w dniu 17 grudnia 1903 roku. Podejrzewam, że większość z was wie, co się wydarzyło. Ja za chwilkę powiem, ale jeszcze jak ktoś nie wie, to niech spróbuje pomyśleć, skupić się, co się wydarzyło 17 grudnia 1903 roku. Już nie będę was trzymał w niepewności, bo większość z was na pewno wie, co się wydarzyło. Kilka miesięcy po tym, jak ukazał się ten artykuł doktora Simona Newcomba, wydarzyło się coś znaczącego. Inżynierowie, którzy mieli swój warsztat wytwórczy, rowerowy, William i Orville Wright dokonali pierwszego lotu maszyny cięższej niż powietrze. Maszyna oczywiście nie miała, tak jak wcześniej próbowano użyć mięśni rąk, nie tylko rąk, mięśni ludzkich.
Mięśnie ludzkie są za słabe, żeby tego dokonać. Próbowano silniki parowe, jakieś różne zastosować. To wszystko się nie udawało. Próbowano też wcześniej silników różnych użyć, ale też się nie udawało, bo chodziło o to, że nie tylko silnik był ważny, ale jeszcze system aerodynamiczny. Bracia Wright jako jedni z pierwszych, bo chyba oni właśnie skonstruowali prawa aerodynamiki w tym sensie, że robili tunel aerodynamiczny, w którym testowali różne skrzydła, robili po prostu eksperymenty. Zobaczcie, jak naukowcy są oderwani od rzeczywistości. Nie mówię wszyscy, ale duża część naukowców jest kompletnie oderwana od rzeczywistości, że człowiek pisze w artykule, że nie jest to możliwe na kilka miesięcy przed lotem braci Wright. To nie był pierwszy lot. Jeszcze były wcześniejsze udane loty, tylko nie są znane i nie są potwierdzone. Ja zaraz jeszcze może zobaczę, dokładnie wam powiem, jaki to był lot wcześniejszy.
Nawet braciom Wright nie wierzono, że oni dokonali tego. Dopiero potem musieli przy większej liczbie świadków dokonać tego. Chociaż tam też byli świadkowie, to nie to, że nie było świadków. To jest możliwe. Ptaki latają i wiemy, że to na pewno jest możliwe, że coś cięższego od powietrza może latać. Ba, nawet dzisiaj wiemy, że były dinozaury, które latały. Nie wiem, czy to się mówi dinozaury, czy ichtiozaury. To jakoś tak było. Czyli takie dinozaury latające, które były dosyć ciężkie, ale chyba wtedy atmosfera była trochę inna i łatwiej było im latać. A może to tylko moje jakieś wizje, bo nie jestem tego taki pewny.
To pierwsza osoba, która sromotnie się pomyliła. Tak jak mówiłem wam, jeszcze bardzo znany fizyk XIX-wieczny lord Kelvin to samo twierdził, też sromotnie poniósł klęskę w tych swoich buńczucznych twierdzeniach. Kolejny przypadek to jest przypadek doktora fizyki z Nowej Zelandii, doktora Alexandra Williama Bickertona. Bickerton wydaje mi się, że Bickerton się wymawia. 1926 rok. Wyobraźcie sobie, też opublikował wyliczenia swoje, że lot na Księżyc jest kompletnie niemożliwy, bo wyliczył, że rakieta czy w ogóle statek, który ma wynieść kosmonautów na Księżyc i przywieźć ich z powrotem, będzie ważyła miliony ton. I to wszystko naprawdę było zrobione skrupulatnie, świetną naukową robotą, z wyliczeniami, które dokładnie potwierdzały, że faktycznie wszystko się zgadza, że rakieta musiałaby mieć miliony ton, aby wysłać ludzi na Księżyc. Ale to z punktu widzenia nauki. Inżynierowie mają wykorzystać to, co mamy do tego, aby się udała realizacja danego celu. Nie potrzebujemy budować elektrowni atomowej, jeśli chcemy zasilić sobie mieszkanie, na przykład komputer.
Wystarczy nam mały wiatraczek i powiedzmy, tutaj w Irlandii cały czas wieje, więc taki wiatraczek bez problemu wystarczy. Jeżeli potrzebujemy zasilić komputer, to jest coś absurdalnego w myśleniu. Wyobraźcie sobie, jaka skala błędu była pana doktora Alexandra Williama Bickertona. W 1969 roku wiecie, co się wydarzyło? Oczywiście. Wystartowała rakieta Saturn V na Księżyc. Misja Apollo 11. Udana misja. Astronauci wrócili z próbkami z Księżyca, ze zdjęciami, z filmami i tak dalej. Zgadnijcie, ile ważyła rakieta Saturn V.
Największa do dzisiaj, co o dziwo, to była najpotężniejsza rakieta do dzisiaj zbudowana. Oficjalnie, ale podejrzewam, że nieoficjalnie też. Najpotężniejsza rakieta do dzisiaj. To trochę dziwne. 1969 rok. Ta rakieta ważyła 3000 ton, nie miliony ton. 3000 ton. Pomyłka pana Bickertona była o współczynniku 300 milionów. Niesamowite. 300 milionów pomylił się.
Jest to zadziwiające, że tak wybitni naukowcy, którzy są świetni w swojej dziedzinie popełniają tak kardynalne błędy, jeśli chodzi o dziedziny, o których nie mają dużego pojęcia. Dlaczego osiągnięto wynik trzech tysięcy ton zamiast milionów ton? Milion milionów ton, miliardy powiedzmy ton. Dlaczego? Ze względu na pewne triki, które się stosuje. Na przykład nie bierzemy paliwa na powrót, tylko wykorzystujemy atmosferę ziemską do hamowania. Wykorzystujemy grawitację do przyspieszania i hamowania. Grawitacji nie wiem, czy można do hamowania użyć. Chyba można. Może się mylę.
Grawitacji tak, można chyba użyć do hamowania. Można oczywiście, bo można na orbitę wejść Księżyca i wyhamować. Tak właśnie było to robione. Można wykorzystać wystrzelenie rakiety na równiku, gdzie sama Ziemia obraca się bardzo szybko. Teoretycznie wolno, ale w 24 godziny robi obrót dookoła swojej osi. Poza tym jeszcze Ziemia obraca się w stosunku do Słońca, więc to jest dodatkowa prędkość i wiadomo, że na równiku będzie to wyższa prędkość niż na wyższych szerokościach geograficznych. Więc jeśli umieścimy tą rakietę na równiku czy blisko równika, tak jak na Florydzie, przylądek Canaveral, to rakieta od razu dostaje takiego kopa jakby darmowego i tego paliwa potrzeba dużo, dużo mniej. I z tych wyliczeń po prostu nic nie zostało. Pan doktor Alexander William Bickerton został zmiażdżony dosłownie ile? 43 lata później.
43 lata. Niby niemało, ale nie aż tak dużo. Natomiast to jest o dziwo, że w latach już 20. byli tacy naukowcy jak na przykład Robert Goddard, Konstanty Ciołkowski czy Herman Oberth, którzy zrobili niesamowity wkład w rozwój napędów rakietowych i zdobywania kosmosu. Szczególnie Konstanty Ciołkowski chyba był najbardziej takim wizjonerem. Jednym z pierwszych, który opisywał. To był naukowiec, fizyk, który pokazywał, że jak najbardziej jest to możliwe. Że zdobywanie kosmosu nie jest aż takie trudne, jak się wydaje. Te pomysły, które proponowali. To, co oni proponowali w tamtym czasie, w XIX wieku jeszcze Konstanty Ciołkowski, czy już w XX wieku Robert Goddard, czy już później, w latach 20.
Herman Oberth i inni, bo to nie tylko oni oczywiście i inni, którzy włożyli wielki wkład w astronautykę, nie mieli czego złapać po prostu. Mieli tylko powieści science fiction i tyle tylko, że wiedzieli, że jest Księżyc, jest Mars i tak dalej, ale tutaj potrzeba było inżynieryjnego pomysłu, jak tego dokonać. I pan William Bickerton, doktor Bickerton nie czytał tych wybitnych ludzi, bo wtedy oni nie byli popularni. Nie byli popularni, bo lepiej było poczytać pisarzy science fiction jak Verne'a czy Wellsa i to było dużo ciekawsze niż poczytać zupełne realia. Także to są takie historyczne, zamierzchłe sprawy, które są trochę taką ujmą na nauce, że takie rzeczy się zdarzają i się zdarzają dzisiaj. Nic nie zmieniło się. Jeżeli myślicie, że się coś zmieniło, nic. Tylko zupełnie skala się zmieniła, bo o innych rzeczach teraz mówimy. Odbiorę kolejnego słuchacza. Jest z nami Szymon.
Witaj Szymonie.
[53:44] - Witam. Słychać mnie?
[53:47] - Tak, bardzo dobrze.
[53:49] - Tak, właśnie słucham audycji nie pierwszy raz, ale pierwszy raz się dodzwoniłem. Tu dodzwonić się to strasznie ciężko.
[53:58] - Dzisiaj po prostu trochę poprowadziłem, ale widziałem, że długo próbowałeś, więc odebrałem.
[54:06] - Chciałem się wypowiedzieć w temacie, bo bardzo ciekawy temat jest, mianowicie tych podróży międzygwiezdnych, tak? Jak dobrze słyszałem.
[54:14] - Tak. Międzygwiezdne oczywiście to jest na razie póki co science fiction, bo większość naukowców uznaje, że to jest niemożliwe, żeby do innej gwiazdy dolecieć.
[54:25] - Może nie tyle niemożliwe, ale-
[54:26] - Znaczy za życia ludzkiego, tak powiem.
[54:29] - No tak, ale można podejść do tematu, jak to się mówi dwojako, że albo biorąc pod uwagę tradycyjne, tak jak tu wspominałeś napędy, że tak powiem, stworzyć jakąś barkę, kolejne pokolenia będą na tym statku. Wiadomo, o co chodzi. Lecieć do na przykład najbliższej gwiazdy. Najbliżej nic ciekawego w Proxima Centauri Chyba nie ma. Ale nie wiem. Jakiś waypoint sobie ustalić w kosmosie i tam lecieć przez setki pokoleń, ale nie wiem, czy to by logistycznie dało radę, bo by trzeba było wprowadzić botanikę na tym statku, żeby wyżywić te pokolenia następne. To pierwszy sposób. Drugi to teoretycznie już Einstein chyba w latach 30. Z teorii względności wyszła taka ciekawa rzecz. Potem to nazwali chyba mostem Einsteina-Rosena, czyli tym zakrzywieniem czasoprzestrzeni, dzięki któremu odległość między tymi dwoma punktami w przestrzeni kosmicznej wynosi wtedy zero albo jest bliskie zeru.
[55:46] - Coś jak w filmie „Sliders” chyba, prawda?
[55:51] - To ten serial, tak?
[55:52] - Tak. Piąty wymiar „Sliders” tak nazwany był.
[55:55] - Chociaż tam chyba do innych wszechświatów.
[56:00] - Czyli jeszcze gdzieś zupełnie inna przestrzeń, zupełnie odległa.
[56:07] - Ale to matematycznie udowodniono, że istnieje coś takiego, tylko nie wiemy, pewnie sporo energii potrzeba, żeby wygenerować taki wormhole, chyba z angielskiego to się mówi.
[56:19] - Robacza dziura czy coś takiego.
[56:21] - Tak. To jest drugi sposób. Jeszcze à propos tych science fiction, to chyba film „Interstellar” ostatni traktuje o takich podróżach. Jeszcze nie byłem.
[56:36] - Czy możesz przybliżyć, co to za film jest?
[56:39] - „Interstellar” to jest Christophera Nolana, czyli tam co „Batmany” stworzył. Generalnie film mówi o ludziach, którzy za pomocą chyba zbliżyli się do czarnej dziury. Nie byłem, więc tak tylko zgaduję. Nie chcę tutaj głupio gadać, ale chyba weszli za czarną dziurę, za horyzont zdarzeń czarnej dziury i znaleźli się, wykorzystując tą czarną dziurę gdzieś w odleglejszym miejscu we wszechświecie i tam dotrafili chyba do planety typu ziemskiego, czyli takiej zbliżonej do Ziemi. Podobno bardzo dobry film science fiction.
[57:20] - Może się wybiorę do kina, bo chyba do kina warto, żeby te efekty zobaczyć. Jeżeli dobrze zrobiony film oczywiście, bo nie wiem, jak dzisiaj te filmy się robi, ale tam jak ktoś się podnieca filmem „Gravity”, że jest świetnie zrobiony. Tylko ten film, jak ja tam widziałem fragmenty, nie oglądałem całego, ale to po prostu film o niczym. To jest taka jakby soap opera w kosmosie. To trochę kiepskie, bo to są rzeczy, które już były w „Odysei kosmicznej” w 69 roku robione.
[57:48] - No tak.
[57:49] - Więc 40 lat temu niemalże. Ponad, przepraszam, 45 lat temu robione efekty, więc pół wieku. Dzisiaj powinniśmy robić ten „Interstellar” się ciekawie zapowiada, bo tu czarne dziury gdzieś, takie rzeczy, które już trochę wyprzedzają ten czas.
[58:07] - Generalnie ma bardzo wysoką ocenę ten film widzę. I tak w skrócie to jest, że byt ludzkości na Ziemi dobiega końca wskutek zmian klimatycznych. Grupa naukowców odkrywa tunel czasoprzestrzenny, który umożliwia poszukiwanie nowego domu, więc idealnie w tą audycję.
[58:22] - Ale troszkę tak podkręcone, prawda? Czyli to globalne ocieplenie, zmiany klimatyczne i tak dalej. To jest trochę głupie. Sorry, że tak wtrącę, ale był taki fizyk Nikołaj Kardaszew, który zaproponował skalę różnych cywilizacji. Zerowego typu, pierwszego. Znaczy zerowego nie proponował, ale pierwszego typu, drugiego, trzeciego. My jesteśmy zerowego typu, nawet nie jesteśmy pierwszego typu cywilizacją. Jeżeli cywilizacja osiąga pewien stan, to kontroluje pogodę. Już cywilizacja pierwszego typu, która nie ma możliwości do zbliżenia się do czarnej dziury, nie ma takiej technologii, ale ta cywilizacja już kontroluje pełną pogodę na Ziemi, czyli potrafi wywoływać i hamować tsunami. Wszelkie zjawiska atmosferyczne kontroluje na planecie pierwszego typu.
Więc cywilizacja, która może gdzieś tam z czarnymi dziurami mieć kontakty, to jest już cywilizacja drugiego typu, więc to już jest kosmos. Dla nas to jest około 100 lat, żeby stać się cywilizacją pierwszego typu. Około, może więcej, trudno powiedzieć.
[59:27] - Podobno HAARP już istnieje.
[59:30] - Tak. Być może już po części jesteśmy cywilizacją pierwszego typu, ale jeszcze może tak nie do końca jawnie. Natomiast cywilizacją drugiego typu to na pewno nie będziemy nawet w przeciągu kilkuset lat. Nie mamy szans. Nawet tysiąca lat podejrzewam, że możemy nie być. Więc to jest takie trochę pomieszanie z poplątaniem, bo jeżeli ktoś się potrafi zbliżyć do czarnej dziury, to nie ma problemów na swojej planecie, prawda?
[59:55] - Nie no, zbliżają się do czarnej dziury, czas hamuje, aż w końcu zatrzymuje się. Tak teoretezując.
[01:00:02] - Jest udowodnione, to chyba też nawet Kardaszew pisał, ale późniejsi już futurolodzy pisali, że cywilizacja drugiego typu już jest cywilizacją nieśmiertelną. Czyli żadna znana nam katastrofa oprócz śmierci wszechświata, czyli na przykład, że wszechświat stygnie czy coś się w całym wszechświecie stanie, czyli nam znana katastrofa nie jest w stanie zagrozić cywilizacji drugiego typu, czyli na przykład supernowa, cokolwiek.
[01:00:31] - Ale mówimy o cywilizacji, nie o człowieku, jednostce w tej cywilizacji.
[01:00:34] - Nie.
[01:00:35] - Dalej będziemy śmiertelni, tak?
[01:00:36] - To znaczy nie. Ja nie mówię nieśmiertelna jako cywilizacja. To znaczy cywilizacja potrafi na przykład zahamować supernową gdzieś tam.
[01:00:45] - Albo uciec.
[01:00:47] - Nie, nawet nie. Po prostu potrafi kontrolować już supernowe cywilizacja drugiego typu gdzieś tam. Więc żadne znane zjawisko nie jest w stanie zagrozić cywilizacji drugiego typu. Natomiast pierwszego tak, ale jak mówiłem, żeby dotrzeć do czarnej dziury, to trzeba być już cywilizacją drugiego typu. Ale ci ludzie, którzy oczywiście tworzą te filmy, nie mają takiej wiedzy naukowej, takiej logiki. Po prostu wrzucają coś tam, a tutaj dobry temat, że dostają od sponsorów globalistów pieniądze na taki film. Wrzućcie, że tam jest to globalne ocieplenie, że ta cywilizacja, że tu walka, że tu podatek na CO2 musi być i tak dalej. Sorry za to, bo zawsze widzę gdzieś tam drugie dno.
[01:01:27] - Jeszcze kończąc, jeżeli nie przeszkadzać ci, bo chociaż mam dużo wątków, ale kończąc jeszcze à propos tych podróży. W ufologii często dużo jest takich przypadków, że jak ci rzekomo porwani przez UFO, jak czasem się pytają, jak tu do nas dotarliście i tak dalej, bo jakieś tam są przypadki, już nie pamiętam dokładnie.
[01:01:52] - Będę opowiadał trochę o tym.
[01:01:54] - Często jest wątek jakiegoś pierwiastka albo rtęci szybko wirującej w tym napędzie, w tym rdzeniu statku, który być może wytwarza jakieś lokalne, może nie tyle czarną dziurę, ale jakieś lokalne zakrzywienie przestrzeni, dzięki któremu możemy w tą nadprzestrzeń wejść.
[01:02:14] - Troszkę uważam, że pomyliłeś rzeczy, ale to jest moje zdanie oczywiście. Z tą rtęcią to bardziej nie tyle kosmici mówią o tym, co ludzie na przykład, którzy... To znaczy tak. Przepraszam, może kosmici też, ale chodzi o zupełnie inne napędy. Te napędy rtęciowe to są właśnie tak zwane Nazi UFO, czyli naziści po prostu kopiowali to, co było w starych księgach. Ta mika i rtęć jest opisana w starożytnych księgach indyjskich, hinduskich. I naziści próbowali to skopiować. Niektórzy twierdzą, że nawet otrzymali spodek od mnichów tybetańskich czy model spodka i próbowali to skopiować. Ale spodek, z tego, co wiem z ufologii, nie pozwala wylecieć w nadprzestrzeń. Nie ma tego napędu tak zwanego warp.
Być może na spodkach są dwa napędy. Ten napęd rtęciowy to jest tylko napęd antygrawitacyjny. On po prostu pozwala świetnie poruszać się po ziemi, czyli na przykład robić manewry, robić cuda niewidy. Ale im się bardziej oddalamy od ziemi, tym ten napęd coraz słabszy jest. Coraz słabszy. Bo to jest napęd antygrawitacyjny, czyli im bliżej ziemi, tym on jest mocniejszy. Im dalej od ziemi, to jest właśnie dużo słabszy, więc on się nie nadaje do podróży międzygwiezdnych, ale nadaje się bardzo dobrze do podróży na planetach.
[01:03:52] - Takie lokalne podróże.
[01:03:54] - Tak, bo z kolei napęd warp kompletnie się nie nadaje tutaj na Ziemi, bo przecież może jakąś czarną dziurę stworzyć. Nie wiem, ja się nie znam na tym, ale to się nadaje dopiero na olbrzymie odległości ten napęd. Czyli mamy dwa różne napędy, które musimy używać. I podejrzewam, że właśnie z tą rtęcią to jest ten napęd antygrawitacyjny. Także oczywiście to jest science fiction kompletna. I w ogóle nauka mówi, że to bzdura jest i to w ogóle jest tylko dla świrów wiedza.
[01:04:23] - Przepraszam, że ci przerwałem. Generalnie ten napęd warp to musi zakrzywiać, bo naukowo, teoretycznie w równaniach to istnieje, Einsteina nawet w teorii względności, więc musi być jakiś sposób dostarczenia bardzo dużej ilości energii, żeby tak jak kartkę papieru mamy, to ten słynny eksperyment myślowy, najprostszy. Kartka papieru, zaznaczamy dwa punkty w linii prostej. Powiedzmy na kartce jest 15 centymetrów między punktami. Jak zagniemy, to się punkty stykną ze sobą i zerowa jest wtedy odległość między nimi. I chodzi o to, żeby znaleźć ten sposób, żeby tą energię, nie wiem, czy to nawet z tego równania E równa się mc kwadrat, ta ilość energii potrzebna do wygenerowania tego worm hola jest, to mówię, to jest trochę science fiction, ale oparte na jakiejś tej wiedzy Einsteinowskiej, że tak powiem.
[01:05:25] - Podejrzewam, że potrzebujemy trochę wiedzy już takiej poza Einsteinem nawet i podejrzewam, że może być taka wiedza, że Einstein to nie wszystko, że mogą być rzeczy, które są być może nawet sprzeczne, tak jak było tam zgłoszone ostatnio, co potem stwierdzono, że to był błąd w obliczeniach, że neutrina potrafią szybciej się poruszać niż prędkość światła. Może coś takiego się okaże, że tachiony istnieją, że cząstki, które wędrują szybciej niż prędkość światła. Może coś takiego będzie. Nie wiemy. Nie można tego założyć, że to nie istnieje. Póki co oficjalnie coś takiego nie istnieje. Ale kto wie, może w przyszłości to będzie.
[01:06:11] - Jeszcze już na koniec. Naukowcy, jak ktoś mówi teoretycznie, nie wiem, czy to nie jest ta sprawa związana z mechaniką kwantową, czyli te przekazywanie informacji, spin elektronowy, że jak w jednej cząsteczce jest spin dodatni, to nieważne, gdzie jest druga cząsteczka splątana, to wtedy będzie zawsze przeciwny. I to jest przyszłość teleportacji. Na razie udało się teleportować w świecie mikroskopowym. W skali makro jeszcze, jak wiadomo, science fiction teleportacja, ale w skali mikro teleportacja istnieje i oni zakładają w tych obliczeń, że nieważne we wszechświecie, gdzie byłaby druga cząstka splątana, to momentalnie informacja z tej pierwszej cząstki na Ziemi Była wymiana informacji, chociaż nieważne jakie odległości we Wszechświecie są, więc teoretycznie to jest szybsze od światła. Przekazywanie informacji między tymi cząstkami.
[01:07:20] - Ale z tego, co wiem, to naukowcy twierdzą, że nie można przekazać informacji, tylko przekazujesz po prostu cząstkę. Coś takiego jest. Nie wiem, nie do końca to rozumiem, ale mówią, że nie da się informacji przesłać szybciej niż prędkość światła. Czyli po prostu zakazuje przesyłania informacji ta teleportacja. Tylko możesz przesłać z prędkością światła informację. Czyli informacja idzie z prędkością światła, a sama cząstka po prostu zmienia swój spin za pomocą szybciej. Natomiast jeśli chcemy wykorzystać informację, to wtedy nam wyjdą bzdury. To splątanie wtedy nie będzie działało. To coś jak w fizyce kwantowej, jak mierzymy coś. Jak nie mierzymy czegoś, to mamy jakiś chaos, a jak zaczynamy mierzyć, to zaczyna nam się robić coś dziwnego.
W tym na przykład eksperymencie szczelinowym. Jeżeli zaczniemy mierzyć te cząstki, to okaże się, że zniknie nam ta interferencja. Takie dziwne rzeczy się robią.
[01:08:31] - To jest zasada nieoznaczoności. Chyba o to chodzi.
[01:08:34] - Więc chyba tak to jest. Ale mówię, to trzeba by było bardziej fizyka się pewnie pytać. Dzięki za ten telefon.
[01:08:44] - To już się wyłączam. Cześć.
[01:08:46] - Wielkie dzięki. Hej! To był Szymon z dużą porcją informacji ciekawych o Wszechświecie. Także możecie dzwonić. Telefon 33 482 72 32. Skype teoriechosu.com audycja Teorie Chosu. Dzisiaj rozmawiamy o podróżach międzygwiezdnych. Międzygwiezdnych z naciskiem na słowo międzygwiezdne. Odbiorę może jeszcze szybko jeden telefon i za chwilkę wracam dalej do tematu audycji. Jest z nami Mateusz.
Witaj Mateuszu.
[01:09:28] - Cześć, dobrze mnie słychać?
[01:09:29] - Bardzo dobrze.
[01:09:30] - Okej, a jak zdrówko? Zapytał na początku.
[01:09:33] - Bardzo dobrze. A jak u ciebie dzieje?
[01:09:36] - Super, świetnie, dzięki. Taki kosmiczny temat dzisiaj. To zacznę tak też trochę od kosmicznej strony. Może trochę z innej właśnie. Według mnie, tak uważam, że każdy z nas może latać w kosmos tak naprawdę i nie potrzeba do tego statków, nie potrzeba do tego napędów, na które wydajemy setki miliardy tysięcy, milionów.
[01:10:00] - Środki jakieś, tak?
[01:10:01] - Nie, niekoniecznie.
[01:10:03] - Specjalne.
[01:10:03] - Środki też psychoaktywne, o których zapewne myślisz, ale można to zrobić stosując pewne takie rzeczy jak medytacja. Po prostu chodzi mi o to, aby iść w tą stronę takiej duchowości, aby odciąć od siebie te instynkty najniższe.
[01:10:25] - Coś jak OOBE. Out of Body Experience.
[01:10:29] - Czyli sen. Każdy z nas moim zdaniem wychodzi z ciała tak naprawdę podczas snu, tylko nie każdy jest tego świadomy.
[01:10:35] - To nie jest jeszcze sprawdzone do końca.
[01:10:37] - Wiesz co, ale słuchaj, jak to można tak naprawdę sprawdzić? Nie da się, bo to jest takie osobiste, indywidualne doświadczenie. Tak mi się wydaje, że nie można wejść do głowy drugiego człowieka.
[01:10:48] - Ale dało by się eksperymentalnie sprawdzić. Jeżeli człowiek wychodzi z ciała i po prostu zostawiając jakąś jedną rzecz, żeby tą rzecz zobaczyć. I jednak eksperymenty są niejednoznaczne, że jest częściowo potwierdzane, częściowo niepotwierdzane.
[01:11:06] - A wiesz dlaczego? Bo z tego, co ja wiem i z tego, co się trochę zagłębiałem w temat, to wychodząc z ciała wychodzimy często na różne płaszczyzny, czy to tak zwane ciało eteryczne, ciało astralne i to są zupełnie inne poziomy, że nie widzimy tego świata materialnego, fizycznego, tak jak tutaj. I wychodząc z ciała widzimy po prostu zupełnie inne rzeczy. A jeszcze wracając do tego tematu, to tak mi się wydaje, że te całe podróże kosmiczne, latanie statkami wygląda mi to na ucieczkę z tonącego statku z pokładu, kiedy po prostu mamy bałagan u siebie na podwórku, a chcemy iść do sąsiada. Tak mi to wygląda. Mamy tutaj, wiadomo głód, wojny i nie potrafimy tego okiełznać i mi to wygląda po prostu na ucieczkę i nieradzenie sobie z tym wszystkim. I tak to czuję, tak o tym myślę. I jeszcze uważam, że są ludzie właśnie tak jak wspomniałeś, na przykład używając środków psychoaktywnych, którzy niekoniecznie nawet przez medytację czy przez właśnie wnikanie w głąb samego siebie, w ten świat duchowy mają wgląd właśnie w te głębokie poziomy duchowości. I są na przykład szamani czy ludzie, którzy mają dostęp do tak zwanej kroniki Akaszy, którzy mają wgląd w gwiazdy, mają wgląd w te głębsze światy duchowe.
[01:12:25] - Ale tak się nie mogą przenieść. A nie lepiej na przykład robić i to, i to? Że zobacz i podróżować fizycznie i podróżować tak jak mówisz duchowo, zamiast tylko duchowo albo tylko materialnie, bo materialnie w ogóle nie podróżujemy, bo praktycznie się nasz rozwój zdobywania kosmosu zatrzymał we wczesnych latach 60.
[01:12:45] - Myślę, że podróżując fizycznie widzimy tylko pięcioma zmysłami. Nie dostrzegamy tej części, która jest moim zdaniem esencją tego wszystkiego. Tego, co się tak naprawdę dzieje wewnątrz nas samych i w tym całym wszechświecie, w tym całym świecie. Tak mi się wydaje, że to, co czujemy teraz właśnie pięcioma zmysłami jest tylko taką małą cząsteczką tak naprawdę. Można wiadomo próbować tego i tego, ale Nie wiem. Ja uważam, że jednak lepszą opcją, przynajmniej dla mnie, jest podróżowanie do wnętrza samego siebie i wtedy odkrywamy ten kosmos w nas samych. Dziwnie to brzmi i kosmicznie, ale skoro taki temat, to się dzielę.
[01:13:29] - Kiedyś mi się przypomina taka rozmowa Himilsbacha z Maklakiewiczem w jednym filmie, gdzie on tam był reżyserem Maklakiewicz, a Himilsbach był, już nie pamiętam kim on tam był, ale był podróżnym. Gdzieś w pociągu się spotkali i razem imprezowali w Zakopanem chyba. I Maklakiewicz mu mówi Himilsbachowi, że on jest reżyserem i chce ambitne dzieła tworzyć. A Himilsbach mówi: „To wie pan. Albo kasa, albo ambitne dzieła”. A Maklakiewicz właśnie odpowiedział: „I to, i to”. Właśnie mi się tak skojarzyło, że faktycznie może by było dobrze zrobić, że i to, i to, zamiast tylko z jednej strony.
[01:14:12] - Jasne, też tak uważam, ale myślę, że warto zbalansować tak jak mówisz, że to i to, ale w obecnym świecie, może nie dla wszystkich, bo są ludzie, którzy robią to albo to, ale ta strona duchowa, wnikanie w głąb samego siebie, przez co wnikamy w kosmos, jest zupełnie ignorowana i ci twardogłowi naukowcy zupełnie ignorują to wszystko. To dla mnie jest temat bardzo indywidualny. Tak mi się wydaje.
[01:14:43] - Nie tylko naukowcy, ludzie tak samo. Przecież ludzie dzisiaj są zupełnie odduchowieni, odmóżdżeni, bym powiedział, bo większość osób to po prostu tylko, tak jak kiedyś moja nauczycielka od chemii mówiła, że jedzą i wydalają.
[01:14:59] - Ale słuchaj, myślę, że są bardzo proste sposoby tego się pozbyć. Tak mi się wydaje. Takie rzeczy jak na przykład zacząć od odrzucenia tego toksycznego jedzenia, tego środowiska, tych rzeczy, które nas trują. Potem zacząć albo nawet na początku zacząć od samego siebie, czyli nie tylko kontrolowania, obserwowania swoich myśli, czyli okiełznania tego chaosu w głowie. Wtedy, przynajmniej zauważam to po samym sobie, że zaczyna z tej głębi samego siebie wydobywać się coś innego. To nie jest już powierzchowna myśl, chaotyczna, która lata cały czas po głowie i zmienia zdanie pięć razy na minutę, tylko pojawia się coś innego, głębszego. Tak to czuję, ale ciekawy temat mimo wszystko.
[01:15:47] - Jasne. Dobra, dzięki ci za ten temat, Mateuszu.
[01:15:49] - Dobra, dzięki. Dzięki i powodzenia w Nowym Roku życzę.
[01:15:52] - I wzajemnie.
[01:15:53] - Ciekawych tematów.
[01:15:54] - Dzięki.
[01:15:54] - Cześć.
[01:15:55] - To był Mateusz, który twierdzi, że lepiej troszkę może jednak od strony duchowej badać kosmos, wszechświat, prawda? Ja jeszcze raz powiem jak Maklakiewicz: i to, i to. Ambitne dzieło i kaska. Dobrze, wracając do tematu. Teraz o współczesności chciałbym troszeczkę porozmawiać, bo to było kiedyś i to wiemy, że się mylili. To wiemy, że na 100% się mylili, bo maszyny latające mogły bez problemu, cięższe niż powietrze mogą latać i latają. Zdobyliśmy Księżyc w 69. Niektórzy twierdzą, że nigdy tam nie byliśmy i w ogóle, że to są mrzonki. I Rosjanie swoje, bo pierwsi na Księżycu byli Rosjanie, umówmy się. Pierwsi w Księżyc przywalili rakietą Rosjanie.
Dopiero później Amerykanie przywalili swoją, ale miękkie lądowanie pierwsze też mieli Rosjanie. Te łunochody swoje. Więc to nie tak, że Amerykanie byli pierwsi, ale Amerykanie oczywiście, jeśli chodzi o ludzi, byli pierwsi. Rosjanie jednak ich program był zbyt prymitywny, aby wysłać ludzi i Rosjanie to wiedzieli, że po prostu oni jak będą próbowali wysłać ludzi, to może się skończyć niepowodzeniem, a to byłoby wielkim blamażem dla potęgi sowieckiej z lat 60. I nie chcieli tego robić, bo wiedzieli, że nie są tak potężnym krajem, nie mają tak rozwiniętej gospodarki, aby temu podołać. Technologia radziecka była zbyt kiepska po prostu i nie ryzykowali. Bardzo dużo kosmonautów zginęło. To potwierdzają bracia, zawsze ich nazwisko mi wypada, bracia, którzy podsłuchiwali NASA i Rosjan. Włoscy bracia lekarze, którzy byli radioastronomami amatorami. Mieli swoje radioteleskopy.
Dobrze, przejdę do dzisiejszych spraw. Bo już mówiłem też o tym dlaczego właśnie tak się dzieje. To jeszcze powiem za chwilę, ale jeszcze o współczesnych naukowcach, których jest cała masa, którzy negują podróże międzygwiezdne, że to mrzonki, że nie opłaca się tu przylatywać w ogóle, bo po co tu przylatywać na Ziemię po złoto? Przecież to za duży koszt jest i tak dalej. To jest też wchodzenie w umysł kosmity. Nawet niektórzy mówią, że są ci kosmici, tam są, ale sobie siedzą na swoich planetach, przy swoich gwiazdach, wygrzewając się na słoneczku swoim jakimś tam. Nie będą tutaj przylatywali, bo to za duży koszt jest. Też tak chyba porównują, że zatrzymał się rozwój zdobywania Księżyca, że też był 69. W 72. roku ostatni raz na Księżyc polecieliśmy, czyli 42 lata temu ostatni raz byliśmy na Księżycu.
Wyobraźcie sobie. Ja pamiętam, jak robiłem teorię chaosu na żywo w roku 2012, czyli dwa lata temu. Już ponad dwa lata temu, kiedy była 40. rocznica, kiedy ostatni raz byliśmy na Księżycu. Aż nie chciało mi się wierzyć. 40 lat. Wyobraźcie to sobie. A już 42 lata temu byliśmy na Księżycu i to będzie rosło. I podejrzewam, że 50 lat będzie i też to się nic nie zmieni, bo musi się zmienić paradygmat. Ja uważam, że latamy na Księżyc w tajnych projektach, w tajnych misjach.
Uważam, że latamy jak najbardziej, zupełnie innymi statkami, nie rakietami. Mamy zupełnie inne statki, ale o tym będzie kiedy indziej. Dzisiaj będzie o bardziej naukowej stronie tego, co widzimy i rzeczywistości, którą widzimy. Nie tego, czego nie widać, tylko o takim klubie Bilderberg, tylko w nauce, w zdobywaniu kosmosu. Klub Bilderberg już wiemy, że istnieje. I tak samo tutaj wiemy, że rakiety istnieją. Wiemy, że byliśmy na Księżycu. Niektórzy twierdzą, tak jak mówię, że nie byliśmy. Ale to już zostawmy. Są pewne rzeczy, które można sprawdzić, że byliśmy na Księżycu.
A to, że fałszowano zdjęcia i filmy, to jest inna sprawa. Trzeba patrzeć na to z trochę szerszej strony. Dzisiaj naukowcy uważają, że dlaczego nie możemy latać, znaczy nie my tylko, ale że kosmici nie przylatują tu i tak dalej, bo to jest zbyt drogie i niewykonalne praktycznie. Doktor Neil deGrasse Tyson, bardzo znany astronom, dyrektor Planetarium Hayden w Nowym Jorku, zresztą bardzo popularny. On bardzo często występuje w telewizji, w różnych popularnonaukowych programach. Jest bardzo medialny, to trzeba przyznać, że bardzo ciekawie opowiada, fajnie, bardzo dobrze się go słucha. Natomiast on też, jak większość naukowców dzisiejszych, ma takie twierdzenia trochę z kosmosu, które można porównać, ale on jest przedstawicielem tylko. Ja nie chcę tylko na jego głowę zrzucać tego brzemienia. Absolutnie większość naukowców tak myśli. Tak jak ci naukowcy naszych czasów, czyli Bickerton i Newcomb naszych czasów.
I on twierdzi, że sonda Voyager potrzebuje 70 tysięcy lat, aby dotrzeć do najbliższego układu gwiezdnego, do naszego Układu Słonecznego. Więc dlatego to jest nieprawdopodobne, że ktoś do nas będzie chciał docierać. 70 tysięcy lat. To jest najszybsza sonda i najszybsza jednostka, którą wysłaliśmy kiedykolwiek w historii Ziemi i ona będzie potrzebowała aż 70 tysięcy lat. Przyznacie, 70 tysięcy lat jest trochę sporo, prawda? A to tylko cztery lata świetlne. Cztery lata świetlne. Światło potrzebuje tylko czterech lat, aby do tego układu planetarnego dotrzeć. Teoretycznie to nie jest układ planetarny, bo tam nie ma planet według nauki, ale uważam, że mogą być, tylko po prostu nie potrafimy jeszcze ich wykryć, bo wydaje mi się, że jest bardzo nieprawdopodobnym, aby nie tworzyły się żadne planety wokół gwiazdy, że planety są częściej spotykane niż brak planet. Po prostu nasze instrumenty nie pozwolą wykrywać.
Już trochę wykrywamy i okazuje się, że tych planet są miliardy. Już dzisiaj szacuje się na podstawie statystyki, matematyki. Już dzisiaj wiemy, że może być w naszym układzie od 50 do 100 miliardów planet. Nie w układzie, w galaktyce, przepraszam, w galaktyce, a nawet więcej. Gdzie gwiazd mamy od 100 do 400 miliardów około, bo też się szacuje. Nie da się wszystkich gwiazd po prostu zobaczyć, sprawdzić, policzyć. Zabrakłoby po prostu ludzi, żeby to zrobić, czy nawet komputerów. Ale dobrze, wracając do pana Tysona, deGrasse Tysona. Jest to prawdą, ale jest też prawdą to, że Voyager nie ma żadnego napędu, nie ma żadnego silnika, który napędzał tą jednostkę. My po prostu posługujemy się za pomocą sznurkowej astronautyki, czyli wysyłamy najszybciej jak możemy rakietą chemiczną, najmniej sprawną energią, którą mamy na Ziemi.
Wysyłamy rakietę i właśnie tego Voyagera wielkim wysiłkiem, ale on ledwo leci, ledwo, ale pokonuje ledwo przyciąganie ziemskie. Znajduje się na orbicie, ale jeszcze ma energię, żeby z orbity wylecieć za pomocą, już nie pamiętam, jak on, za pomocą Wenus chyba. Po prostu dzięki Wenus, grawitacji Wenus dostaje tak jakby kopniaka, żeby lecieć później do tych planet zewnętrznych, Marsa, Jowisza, Saturna i dalszych Urana, Neptuna i Plutona. I dzięki przede wszystkim Jowiszowi i Saturnowi dostaje dodatkowego przyspieszenia ta sonda i dzięki temu się bardzo szybko porusza. Ale i tak to jest nic w stosunku do tego, co to jest prędkość światła, którą oficjalnie da się uzyskać. Znaczy jej nie da się uzyskać, ale niemal prędkość światła można uzyskać, czyli na przykład 99,99% prędkości światła. To już jest wystarczająca prędkość, myślę. To jest po pierwsze. Po drugie zakłada, że kosmici będą używali prymitywną technologię, jaką my dysponujemy. Czyli nie będzie napędów warp, nie będzie napędów nadświetlnych, nawet świetlnych napędów, czyli zbliżonych do prędkości światła napędów nie będzie.
To wszystko jest zakładaniem zatrzymania się technologii, co jest absurdem zupełnym. Dodatkowo nawet nie uwzględnia się energii nuklearnej, która z łatwością by mogła rozpędzić statek do połowy prędkości światła bez problemu, a nawet łącząc nasze dzisiejsze technologie, czyli energię nuklearną z silnikami plazmowymi można by było uzyskać, podejrzewam, niemal prędkość światła, czyli w naszej technologii już dałoby się to zrobić. Co prawda potrzeba nam jeszcze trochę lat, bo dzisiaj czym się zajmujemy? Jakimiś iPhone'ami, jakimiś bzdurami kompletnymi zamiast rozwojem cywilizacji. Cywilizacja stoi i kwiczy, że nie ma ani pomysłów, nie ma takich ludzi jak Konstantyn Ciołkowski, a jak są, to są po prostu niszczeni. Niszczeni, wyśmiewani, często nawet zabijani. Tak jak mówiłem o Paulu Brownie, to była rzeczywista osoba, która żyła i która zajmowała się bateriami nuklearnymi. Prostą sprawą, nie wysyłaniem ludzi w kosmos i tak dalej, ale bateriami nuklearnymi, które umożliwiłyby nam odejście od paliw kopalnych, także i ropy. Więc nie uwzględnia się kompletnie energii nuklearnej i nie uwzględnia się prędkości światła. Nie wiem, czy sobie zdajecie sprawę, że lecąc z prędkością światła 99,99% prędkości światła nie zajmie nam podróż na przykład o 40 lat świetlnych.
Ja tu nie policzyłem sobie, bo to można by było policzyć ile cztery lata, to z proporcji trzeba, za chwilkę policzę. Także wybaczcie. Czyli jakieś pół miesiąca, trochę ponad, jakieś 16 dni zajęłaby nam podróż na... Zaraz, dobrze liczę? Nie, źle liczę chyba. Nie, dobrze liczę. 16 dni. 16, 17 dni zajęłoby nam dotarcie do najbliższej gwiazdy z prędkością, jak ja mówię, 99,99% prędkości światła. Oczywiście nie czasu naszego ziemskiego, bo czasu naszego ziemskiego to by zajęło cztery lata, nawet ponad cztery lata coś. Ale czas zwalnia.
Jeśli rozpędzamy się, nasze zegary zwalniają. Biologiczne też. Wszystkie zegary zwalniają. To odkrył Einstein. To nie jest science fiction. To nie jest coś, co sobie wymyślam. To sobie sprawdźcie. Naprawdę taki jest efekt i tego efektu nikt nie uwzględnia. Niestety, tak jak mówił Einstein, przychodzi jakiś jełop, jak ja na przykład i mówię profesorom, tak jak panu Neilowi deGrasse Tysonowi, że się myli, że nie potrzeba 70 tysięcy lat, bo czas na statku zwalnia. I oczywiście nie każdy się zgodzi, bo wracając potem z takiej podróży, już wszyscy będą raczej nieżywi, jeżeli nie będziemy mieli nieśmiertelności.
Z rodziny, dzieci nawet już nie będą żyły tego człowieka albo będą bardzo stare, więc to będzie bardzo dziwne. Jest to po prostu dziwny efekt, który nie jest intuicyjny, ale to już jest znane. To jest już ponad 100 lat znany ten efekt, sprawdzony, bo to jest sprawdzone w laboratorium, sprawdzone w różnych miejscach. Einstein za to co prawda Nobla nie dostał, ale to jest fakt. I tak to działa. Dodatkowo energia nuklearna, wyobraźcie sobie, o ile potężniejsza jest od energii chemicznej. Bomba zrzucona na Hiroszimę była 1200 razy potężniejsza niż najpotężniejsze bomby zrzucane podczas II wojny światowej, które bardzo mocno nie odbiegają od tego, co dzisiaj mamy, jeśli chodzi o ładunki konwencjonalne. 1200 razy jedna mocniejsza. A wyobraźcie sobie, że mamy jeszcze ulepszoną technologię, że niewiele większe ładunki dzisiaj potrafią mieć 4000 razy więcej mocy niż ładunki zrzucone na Hiroszimę. Czyli energia nuklearna jest tak potężna, że są ładunki 50-megatonowe, które są niewiele większe od ładunku zrzuconego na Hiroszimę, a które są potężniejsze 4000 razy jeszcze, czyli 4000 przemnożone razy 1200.
Po prostu jest masakra. To są miliony. Miliony razy potężniejsza moc jest tkwiąca w energii nuklearnej niż w energii chemicznej. Więc to są naprawdę zabójcze rzeczy. O tych bombach mówię, bo niestety ich się używa w zabójczych technologiach, ale już się używa. Baterie nuklearne mamy, rozszczepianie, elektrownie atomowe. Co by nie myśleć o nich, to jednak jest jakiś postęp. Może nie są zbyt czyste, nie są zbyt dobre, ale są. Dają ten prąd, więc istnieją, ale być może będą niedługo fuzyjne. Czy zimna fuzja, czy ciepła fuzja będzie w końcu w użyciu i to już jest niemalże czysta energia.
Bardzo dobra. To, co na słońcu mamy, czyli wodór łączy się w hel i lit, później się wytwarza i tak dalej w tym całym schemacie. Tutaj jeszcze pisze Etam, że przekładaniec Sacharowa miał 53 megatony. Chyba właśnie o to chodziło w sumie, ale zostawmy tę niszczycielską broń. Tak to wygląda. A wyobraźcie sobie, bo niewielu ludzi wie o tym. Może wiedzą, ale ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, że istnieją rzeczy, niedokładnie to, co robił Paul Brown, niedokładnie na baterie nuklearne, które mogły być stosowane w samochodach. Ja podkreślam baterie nuklearne, które praktycznie nie promieniują, bo większość promieniowania była przechwytywana i przekształcana na prąd elektryczny i energię do poruszania na przykład samochodu, to było na prąd przetwarzane. Czyli ta reakcja nie była jednoetapowa. Ale dobra, nie będę zagłębiał się w to, bo to nie jest prosta sprawa, sam jej nie rozumiem.
Natomiast to nie była jednoetapowa, tak jak się mówi, że mamy uran, on promieniuje i trzeba go osłaniać. Trzeba dwie rzeczy było wziąć do tego, żeby to zaskakiwało. Taki klej na przykład z dwóch substancji różnych, które powodują dopiero powstanie czegoś bardzo promieniotwórczego i wychwytywanie tego. Nawet baterie Paula Browna bazowały bardziej na torze, na odpadach, które można było wykorzystać z elektrowni atomowych. Na odpadach, rozumiecie? Właśnie te odpady przekształcało się, które są mniej szkodliwe niż na przykład taki uran wzbogacony, który używa się w elektrowniach atomowych, który jest naprawdę bardzo niebezpieczny. Natomiast paliwo zużyte jest już dużo mniej szkodliwe i dużo łatwiej je zabezpieczyć. Ale to zostawmy. Dzisiaj używane są rzeczy z napędem atomowym. Co prawda tylko militarne z reguły, ale jednak.
Wyobraźcie sobie 300-metrowy statek. Istnieje taki statek, lotniskowiec. Nie tylko lotniskowce są 300-metrowe, ale są 300-metrowe lotniskowce. Wielki statek, 300 metrów. Wyobraźcie sobie, większy niż blok. Znacznie większy niż blok. No chyba że falowiec w Trójmieście, który ma 900 metrów. Ale abstrahując od tego, mówię zwykły blok. 300-metrowy statek, lotniskowiec. Wyobraźcie sobie, że on pływa 18 lat bez tankowania.
18 lat non stop pływa bez tankowania. 300-metrowy wielki statek, na którym jest od 5 do 10 000 osób załogi. Miasto dosłownie mieszka na nim. Są, można, da się? Można, tylko niestety militarnie. I kto to buduje? Państwo buduje, państwowe firmy. To wyobraźcie sobie, jeżeli prywatne firmy mogłyby budować atomowe jednostki jeżdżące. Ja wiem, że to źle brzmi, że można zawsze mówić o broni atomowej z tego i tak dalej. Tak naprawdę jakby ktoś chciał zrobić broń atomową, to i tak można by ją zrobić.
Ktoś by zrobił. Dużo walizek atomowych poginęło i nie wiadomo, czy nie będą użyte. Tej broni atomowej już dużo poginęło. Także naprawdę, jak ktoś będzie chciał, to i tak odpali. To już jest za późno. Jak ktoś będzie chciał zbudować, to i dzisiaj nawet może zbudować za pomocą naukowców. Dzisiaj Korea Północna ma. Wariaci kompletni mają broń atomową. Mają. Iran, Izrael też przecież wariaci, mają broń atomową.
Dużo wariatów dzisiaj ma tą broń atomową i też nie wiemy, kiedy zostanie użyta. W każdym momencie może. Możemy jutro już zginąć, bo wariaci odpalą swoje ładunki. Więc rozwój musi nastąpić. I owszem, może dojść do tego, ale i tak dojdzie. Nawet jeżeli nie będziemy mieli samochodów atomowych, to i tak w końcu dojdzie do jakichś wybuchów atomowych, bo wariatów jest dużo na świecie, a najgorzej, że ci wariaci rządzą. Więc straszenie nas, że każdy wariat będzie mógł zbudować broń atomową w domu. I tak może dzisiaj. Ale będzie łatwiej. Tak samo jak z bronią jest mówienie: każdy wariat będzie mógł mieć broń.
Dzisiaj też może mieć broń, tylko zwykły człowiek nie może mieć broni. Tak jak ten wariat od PO. Były tam jakiś polityk PO, który zabił polityka PiS-u z broni nielegalnej oczywiście. Użył nielegalnej broni. Także takie statki pływają, są, mają się dobrze. Łodzie podwodne bardzo popularne dzisiaj są, praktycznie wszystkie się atomowe robi. Te lepsze, bo mogą pływać bez wynurzenia bardzo, bardzo długo. Latami mogą pływać, bez wynurzenia mogą pływać latami. Niesamowite. A wiecie ile energii potrzeba dla takiego statku?
Jak potężne energie muszą być? To pokazuje, jak potężna jest energia atomu. To jest miliony, nie wiem, czy dziesiątki, setki tysięcy, miliony razy potężniejsza. Zależy co porównamy do siebie. Wiadomo, jak weźmiemy reakcję wodoru z tlenem, która jest bardzo mocna, bardzo energetyczna, to może na przykład setki tysięcy razy. Nie wiem. To trzeba by obliczyć. Nie chcę się wypowiadać, ale jest wielokrotnie potężniejsza. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tacy światli naukowcy tak się zachowują jak dzieci?
Zakładają, że nasz rozwój będzie stały, że nie będziemy się rozwijali, że nie będziemy osiągali prędkości światła, że nie będziemy mieli napędów warp, że nikt do nas nie dociera. Przede wszystkim dlatego to robią, bo boją się. Wszystko bierze się ze strachu. Nie z wiedzy. Ze strachu. Ktoś, kto tutaj do nas dociera, to nie są krasnoludki, to nie są elfy, jednorożce, jakieś baśniowe stwory i tak dalej. To są realne byty, które także mają naukowców, Elvisów, Chrystusów być może, kto wie. Mają swoich szamanów, mają swoich duchownych. Może teraz nie, może kiedyś mieli, nie wiadomo. Mają swoich wojskowych, mają swoich przywódców, być może.
Mają swoich inżynierów. I naukowcy się tego boją, bo nikt nie chce być na gorszej pozycji. Na przykład tutaj na Ziemi pan doktor Neil deGrasse Tyson może być jednym z bardziej wybitnych astronomów, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy. Jest najlepszy czy jednym z lepszych i świetnie mu to wychodzi. Jest bardzo dobry w tym. Ale bardzo dużo nie wie o astronomii. Bardzo niewiele wie w stosunku do takiego astronoma, który jest z cywilizacji, która jest o kilka tysięcy lat starsza od naszej cywilizacji. A jeżeli to jest milion lat albo dziesiątki milionów lat, to jest różnica niewyobrażalna, większa niż my w stosunku do Indian, którzy w dżungli z dzidami biegają. Ta różnica jest większa, jeżeli oni mają milion lat do przodu. Bo nasza różnica to są dziesiątki tysięcy lat w stosunku do Indian, plemienia zbieracko-łowieckiego.
To są dziesiątki tysięcy lat, a tutaj mamy miliony. To różnica jest kosmiczna. Ja nie potrafię wam powiedzieć, co to jest za technologia. To jest magia. To tak, jak mówił Arthur C. Clarke, którego dzisiaj przytaczałem. To jest magia. To jest przechodzenie przez ściany, to jest teleportacja, to są rzeczy przekraczające być może nawet „Star Trek”. Czyli to może być już cywilizacja trzeciego typu albo może niekoniecznie trzeciego typu, ale być może już drugiego typu cywilizacja ma olbrzymie możliwości, bo twierdzi się, że „Star Trek” to jest cywilizacja drugiego typu. „Star Trek” faktycznie ma możliwości.
Może niekoniecznie przechodzenie bezpośrednio przez ściany, ale miał teleportację, miał lasery, jakieś bronie dziwne, miał napęd warp oczywiście. Tak dużo tam nie było wymyślone w tym „Star Treku”, ale leczenie ze wszystkich chorób, skanowanie ciała zdalne, teleportacja. Kogoś można było przenieść, znając jego namiary. Nie wiem, jakieś takie dziwne rzeczy. Ale to jeszcze nie była taka magiczna jak dla nas technologia. Dla nas najbardziej magiczna technologia to chyba przechodzenie przez ściany, prawda? To jest coś takiego. Robi wrażenie. Jak ktoś przechodzi przez ściany, to już wiemy, że to jest supermag. A tak naprawdę to jest tylko kwestia technologii.
Nic więcej. Człowiek prymitywny, który ma małe pojęcie o rzeczywistości, powie, że to jest magia, że to jest szatan albo Bóg. Nie wiem. Anioł. Anioł tu mi przeszedł przez ścianę. Natomiast człowiek rozważny, który ma pewną wiedzę, który potrafi założyć do przodu, jesteśmy ludźmi myślącymi, wie, że to jest tylko i wyłącznie technologia. Nie ma żadnej magii w tym. Tak samo my myślimy, że to jest duchowość, że to jest rozwijanie duchowości, różnych myśli i tak dalej, a to jest tylko technologia, którą nasz mózg wytwarza. Sam mózg być może wytwarza nam taką technologię, że możemy ekstrapolować ten mózg i sterować jakimiś polami. Możemy wchodzić w interakcje z innymi wymiarami za pomocą naszego mózgu.
Być może takie są możliwości. Tego nie wiemy. To jest jeszcze przed nami do odkrycia wszystko. Ale nie można zakładać już bytów fantastycznych. Ja wiem, że można to zrobić, że jest jakiś szatan i tak dalej, że czyha za każdym drzewem, ale jesteśmy na wyższym poziomie, wydaje mi się. I nawet jeżeli zakładając, że istnieje szatan, to nie uważajmy wszystkiego, że szatan. Wiem, że są takie w Polsce też czasopisma znane, prawicowe, już nie będę mówił z nazwy, takie rzeczy wypisują, że ja się łapię za głowę i stwierdzam, czy ja jestem Z tego samego narodu po pierwsze, z tej samej cywilizacji europejskiej i z tej samej planety. Czy jestem z tymi samymi ludźmi po prostu z czymś związany? Bo uważam, że chyba łatwiej byłoby mi się dogadać z kosmitą, takim szarakiem niż z kimś z takiego czasopisma, które opisuje, że wszędzie szatana widzi, nawet jak otwiera jakąś bajkę, Harry'ego Pottera czy coś, też widać szatana, wszędzie istnienie szatana i tak dalej. Ci ludzie w to wierzą.
Ja wiem, że globaliści wierzą w tego szatana i mają te moce i tak dalej, ale my nie wiemy, czy ci już na wyższych poziomach nie wiedzą dokładnie, o co chodzi. Wiedzą, że to jest tylko taka przebieranka, że są pewne energie, różne byty, różne wymiary. Ale zostawmy to. To jest po prostu dla nas magia dzisiaj. Przechodzenie przez ściany, wytwarzanie na przykład, że pojawia się jakiś przedmiot znikąd, a wystarczy tylko dobrać się do czwartego wymiaru. W czwartym wymiarze dla kogoś nie byłoby problemem wyjąć nam serce bezkrwawo. Cokolwiek, organ wyjąć i włożyć z powrotem. Nie wiem, czy bezkrwawo, może tam krwotok byłby jakiś, ale po prostu mógłby to zrobić, bo w czwartym wymiarze mamy dostęp do wszystkich wymiarów w trzecim wymiarze. Kiedyś wam opowiadałem o płaszczakach. Ciężko nam sobie wyobrazić, ale bardzo łatwo wyobrazić sobie płaszczaka i trójwymiarową istotę, która manipuluje płaszczakiem.
Wyobraźcie sobie, że ta istota czwartowymiarowa mogłaby nas obrócić, ale obrócić tak, że serce będziemy mieli po prawej stronie. To będzie tylko dla niej pyk, pyk i już. Bardzo prosta sprawa. Naprawdę, dla niej to jest nic, żeby obrócić nam serce, obrócić nas. Nie jesteśmy w stanie tego w trzecim wymiarze zrobić. Dla nas byłaby to magia, żebyśmy nagle byli obróceni. Mielibyśmy serce po prawej stronie. To, co mieliśmy po prawej, będziemy mieli po lewej i nasze półkule mózgowe też, lewa półkula stanie się prawą półkulą, a prawa półkula lewą półkulą. Takie rzeczy. Dla niej to jest po prostu takie coś.
Tylko wystarczy być w czwartym wymiarze. Tu nie ma żadnej magii. Ale dla kogoś, jeżeli coś takiego by się stało, to byłby szatan, Bóg czy cokolwiek. To byłaby tylko magia. A to nie musi być magia. I to nie jest magia. Ja uważam, że wszystko to jest technologia. Wszystko, absolutnie wszystko. Nawet to, co nam się wydaje, że jest magią. Ale dobrze, to tylko wyjaśnienie dla was, czym jest technologia i dlaczego ci naukowcy uważają absolutnie, że to nie jest możliwe, bo się boją.
Boją się tego, co nas czeka. Tak jak Arthur C. Clarke mówił, że czy jesteśmy sami, czy nie jesteśmy sami, obie te rzeczy są równie przerażające. I naukowcy to doskonale wiedzą, czy podświadomie, czy świadomie. Witaj słuchaczu, jesteś na antenie.
[01:47:02] - Dzień dobry jeszcze raz, stary słuchacz.
[01:47:04] - Witaj stary słuchaczu. Tak.
[01:47:06] - I ten stellar to obcy nam otworzyli ten tunel w tym filmie. Nie myśmy otworzyli.
[01:47:12] - Ale czekaj, stary słuchaczu. Nie obcy zrobili ten film, tylko że obcy w filmie, tak? W fikcji.
[01:47:18] - Nie, nie w filmie. Obcy nie, bo pan mówił, że myśmy otworzyli ten tunel. Mówię o starszym filmie.
[01:47:25] - Dobrze, rozumiem.
[01:47:27] - Myśmy byli cywilizacją, że kryzys energetyczny to obcy otworzyli ten tunel i zostawili go otwarty na orbicie. Myśmy skręcili rakietę z tego, co było i polecieliśmy w ten tunel tą rakietą.
[01:47:40] - Aha, słusznie. To logiczne. To jest okej.
[01:47:46] - Że się scenariusz nie zgadza.
[01:47:48] - Nie, przepraszam, bo ja nie wiedziałem. Ja mówiłem, bo słuchacz powiedział, nie wiedziałem.
[01:47:53] - Kryzys energetyczny na planecie, tego typu rzeczy, to się wszystko zgadza, bo myśmy nie otworzyli tego tunelu.
[01:47:58] - Aha, to się zgadza, że byśmy dalej zerowego typu cywilizację, prawda? Prymitywną taką.
[01:48:02] - Tak. I cywilizacją jakby były tego czwartego typu w „Star Treku” to był Q. On wszystko mógł.
[01:48:08] - Oni byli nawet nie trzecim, tylko czwartego typu był Q.
[01:48:12] - Czwartym, że on mógł wszystko zrobić drugorzędnym cywilizacjom drugiego typu.
[01:48:17] - Nawet Kardaszew tak daleko nie szedł chyba. Nawet do czwartego typu to już chyba Kaku zaproponował czwartego typu.
[01:48:23] - Tak, on był tym. I wysłałem linki na temat tego napędu warstw NASA i baterii atomowych, które wiszą.
[01:48:34] - Dzięki.
[01:48:34] - Silników plazmowych.
[01:48:35] - Dzięki stary słuchaczu. Jeszcze o tym będę rozmawiał, bo mam jeszcze trochę informacji o tych sprawach.
[01:48:41] - Tylko chciałem o tym stellar podać. I jeszcze jedną rzecz. Tam jeszcze w którymś linku jest, udało się fizykom zrobić splątanie, ale nie atomów, tylko dwóch niewielkich kawałków diamentu, że one się wibrowały dokładnie tak samo. Stukniemy w jeden diament, on natychmiast wibruje ten drugi w temperaturze pokojowej od siebie odsunięty. I to jest to więzienie. Ale to trwało kilka sekund to splątanie tych dwóch diamentów. Jest teoretyczna możliwość zrobienia z tego radia o nieskończonym zasięgu.
[01:49:18] - Ale jaka prędkość jest pomiędzy przesyłu informacji?
[01:49:21] - Nieograniczona. Tak jak przy sprzężeniu kwantowym nie ma zasięgu. Reaguje natychmiast, bez opóźnienia.
[01:49:28] - Ale informacji nie możemy przekazać.
[01:49:30] - Informacje tak. Bo jakbyśmy mieli kodować, drgać tym diamentem, przesyłać cyfrowo zera, jedynki, natychmiast ten diament na przykład na Marsie mógłby sterować łazikiem mariańskim zdalnie, bez opóźnienia czasowego.
[01:49:45] - Aha, to super, to byłoby coś innego.
[01:49:47] - Artykuł o tym. Wysłałem linki, że udało się to zrobić w temperaturze pokojowej i teoretycznie wydłużając ten czas splątania można by zrobić przekaźnik bez opóźnienia czasowego.
[01:50:01] - To byłaby rewelacja.
[01:50:05] - Zamiast wysyłać komendy, co ma tam zrobić, to byśmy mieli kamery i zdalnie moglibyśmy sobie sterować łazikiem czy robotami na Marsie jak dronami na Ziemi.
[01:50:17] - Mhm. Super rzecz. Jeszcze do tego wrócę, bo jeszcze będę trochę też o SETI rozmawiał i właśnie tam wyjaśnię, o co w tym wszystkim chodzi.
[01:50:30] - Ja uważam, że łączność radiowa, ta tradycyjna, obcy ją wykorzystują, ale na krótki dystans, na przykład statek nisko czy orbita planety, statek na orbicie. Jest to łączność krótki zasięg, której nie można posłuchać, jakby ktoś inny chciał z innego planetu. Krótki zasięg, mało mocy potrzeba na krótkich dystansach, czyli orbita planety jest tak szybka, że nie ma tak dużego późnienia, że po prostu można spokojnie. Pewnie nadal ją używają na krótki dystans do łączności, a do łączności dalekiego zasięgu to jest albo to sprężenie kwantowe, albo jakaś łączność podprzestrzenna czy coś takiego.
[01:51:10] - Super. Dzięki ci stały słuchaczu za te informacje.
[01:51:14] - To się już rozłączam.
[01:51:16] - Trzymaj się. Cześć. Hej. To był stały słuchacz. Niespodziewanie telefonicznie zadzwonił, ale prostuję tutaj oczywiście i odwołuję to, co powiedziałem. Czyli nie, logiczne jest. Jeżeli kosmici, to jak najbardziej logiczne, bo nielogiczne byłoby, jeżeliby to byli ludzie, którzy nie radziliby sobie z planetą, a byliby cywilizacją już drugiego typu. Dobrze, wracając, mówiłem o tym, dlaczego naukowcy nie chcą tego, nie docieraj do nich, bo po prostu wiedzą. To już o tym zawsze powtarzałem. Nikt nie chce być sprowadzony do roli mrowiska, tak jak to zawsze Michio Kaku mówi, że po prostu byśmy byli sprowadzeni do roli mrowiska w stosunku do kosmitów.
Taka różnica technologii, taka różnica nauki, wszystkiego, nawet podejrzewam, że duchowości być może nawet. Kto wie. Mogą być dużo bardziej uduchowieni, a może właśnie mniej uduchowieni. Tego nie wiemy zupełnie nic. I tego się boimy, co nas czeka. Naukowcy się boją, że na przykład ich teorie, nad którymi całe życie pracują, okażą się zupełną bzdurą. I to też się tego boją naukowcy. Więc nie można mieć pretensji do naukowców, że boją się UFO i mówią, że to bzdura jest i kosmitów nie ma. Jak są, to są jacyś prymitywni, na naszym poziomie, a przynajmniej nie mają szans docierać. I wiemy przecież, że docierają kosmici.
Ja wiem, że możemy się teraz spierać, czy to kosmici, że to wcale nie kosmici, że to UFO jest i tak dalej. Możemy cały czas debatować na ten sam temat. To już myślę, że XX wiek nam załatwił, że wiemy, że to są kosmici. Inne pytanie, kim są ci kosmici, skąd przybywają, co tu planują, co robią, dlaczego przybywają tutaj, jakie rasy, ile tych ras i tak dalej. To są zupełnie otwarte pytania i tu są już zupełne dywagacje. Ale to, że przybywają tutaj i byli tu od zawsze praktycznie naszej cywilizacji, bo są ślady dawne, z dawnych czasów. W serialu „Ancient Aliens” można zobaczyć też między innymi dowody na to. Ja nie mówię, że wszystko, co w tym serialu „Ancient Aliens” jest słuszne. Nie, nie o to chodzi, tylko chodzi o to, że możemy sobie zobaczyć artefakty, które są artefaktami faktycznymi, to nie jest sobie wymyślane. A to, co oni mówią, tamci eksperci, to myślę, że specjalnie trochę zostało zrobione.
Ci tacy w cudzysłowie eksperci specjalnie zrobione, żeby troszeczkę umniejszyć to, co naprawdę widać, to, co naprawdę jest w tym filmie. Byli tutaj zawsze. Jeżeli sobie zdamy sprawę, że są tutaj cały czas, robią sobie, załatwiają swoje jakieś interesy czy cokolwiek. Nie wiem, oglądają nas jako zoo, powiedzmy. Może nie zoo, to się mówi zoo na to, że jesteśmy takim zoo odseparowanym. Ziemia jest hipoteza tak zwane jego zoo, ale bardziej sawanną taką, że może i polują na nas. Kto wie. Może jak predatory w tym filmie. Trudno powiedzieć. Wszystko jest w grze.
Raczej z polowaniami to raczej chyba nie. Nie są aż tacy, jak można powiedzieć, źli jak my, bo my robimy polowania. Natomiast kosmici raczej polowań nie robią. Porywają ludzi, tak, ale porywają w jakimś celu. Tak jak my bierzemy zwierzę i badamy jakieś tam różne narządy, coś tam, wszczepiamy czipa takiemu zwierzęciu i to zwierzę sobie tam hasa, gania, my sobie śledzimy, co tam, jakie migracje, co tam robi. Oczywiście też zabijamy zwierzęta dla jedzenia, żeby się najeść, żeby jakieś trofea zdobyć, czy też jakąś kość, na przykład słoniową. Takie różne rzeczy, które jeszcze się do dzisiaj uprawia. Natomiast kosmici w tym punkcie jednak wydają się dużo bardziej cywilizowani. Nawet jeżeli zdarzają się pojedyncze przypadki zabójstw ludzi czy porwań, gdzie człowiek nie wraca, to są raczej rzadkie przypadki. Natomiast dużo częstsze to są okaleczeń ludzi czy takich, gdzie ludzi nie zabijają.
Bardzo często na przykład zabijają bydło, ale tak naprawdę za tym okaleczeniem bydła nie wiemy, co stoi. Nie wiemy na 100%, czy to chodzi faktycznie o kosmitów. To jest zupełnie już inny problem. Także to zostawmy, bo tu nie wiemy. Także tu nie dyskutujemy o to, co oni tam robią i tak dalej, tylko czy są, czy ich nie ma. Ja uważam, że dowody są absolutnie za tym, że są. Można powiedzieć, że to są podróżnicy w czasie, ale podróże w czasie są jeszcze bardziej skomplikowane niż podróże międzygwiezdne. I to jest dziwne, że naukowcy akceptują. Na przykład Stephen Hawking wychodzi i mówi: „To są podróżnicy w czasie. Te UFO to są podróżnicy w czasie”.
Jeden z najwybitniejszych fizyków takiego babola wali bez żadnych dowodów, bez zapoznania się z ufologią, bez niczego. Mówi: „To są podróżnicy w czasie”. Dlaczego? Bo boi się tego, że to mogą być nie podróżnicy w czasie, tylko inne cywilizacje, które mogą mieć wiedzę dużo większą niż ma Stephen Hawking i mają dużo wiedzy większą niż Hawking. Jeśli tu docierają, to jest oczywiste dla przedszkolaka. Naprawdę używać logiki czasem warto, chociaż niektórzy zarzucają mi, że absolutnie nie mam, ale absolutnie mam. Nie da się powiedzieć, że ktoś, kto tutaj dociera, ma mniejszą wiedzę niż Stephen Hawking. Nie można tego powiedzieć. Absolutnie. To jest absurdalne.
Może być mniej inteligentny, ale wiedzę ma dużo większą. To tak, jakby powiedzieć, że dzisiejszy przedszkolak ma wiedzę dużo mniejszą niż astronom z XII wieku czy nawet z X wieku. Astronom, jeden z wybitniejszych. Przedszkolak ma dużo większą wiedzę, bo nawet potrafi powiedzieć, że jakieś gwiazdy są, galaktyki. A taki astronom mówi: „O czym ty mówisz? Co to jest? W ogóle pierwszy raz słyszę o takich rzeczach. Że jest układ heliocentryczny, że Ziemia krąży wokół Słońca”. Przeceniam może niektórych przedszkolaków, bo niektórzy dorośli są na poziomie niższym niż dzieci w przedszkolu. Zresztą wystarczy zobaczyć sobie „Matura.
To bzdura!” program, że nie jest zbyt dobrze. Czy amerykańskie różne programy. Ale myślę, że nie jest też tak źle, bo może przeciętna nie jest zbyt wybitna. Natomiast wielu ludzi ma jakiś poziom ogólny, więc nawet taki człowiek, który jest daleko od nauki jak Alex Jones ma sporą wiedzę i o wszechświecie, o kosmosie. Ogląda różne rzeczy, stara się. Także nawet ludzie, którzy poszukują spisków, mają wiedzę. Nie tylko naukowcy. A wydaje się, że ludzie, którzy zajmują się spiskami, to są największe oszołomy i kretyni najwięksi. Może nie jest tak do końca. Tak to jest.
Dlatego tak jest, a nie inaczej, że naukowcy nigdy nie przyznają, nawet jak będzie jasny dowód na to. Będą się bali po prostu tego. Chodzi o strach. Już wybitnym przykładem takiego odjechania umysłowego jest SETI, czyli Silly Effort to Investigate, czyli głupi wysiłek do badania. Ja oczywiście się śmieję, bo tak naprawdę to się nazywa Search for Extraterrestrial Intelligence, czyli poszukiwanie pozaziemskiej inteligencji ten skrót dokładnie, ale Silly Effort to Investigate, czyli głupi wysiłek do poszukiwań uważam, że jest bardzo słuszny. Ja kiedyś, ponad 20 lat temu, lata 90. byłem wielkim zwolennikiem SETI. Wtedy było to modne. Początki internetu, wiadomo, ten SETI, Archiwum X wtedy, UFO. To się wszystko zaczynało.
Byłem wielkim zwolennikiem SETI. Większość moich znajomych się z tego trochę śmiała, że tam szukają, coś tam znajdują, nie znajdują, ale każdy też instynktownie czuł. Ja wtedy nie, bo nie interesowałem się tak UFO za bardzo, raczej nauką, tymi sprawami. Natomiast znajomi może też nie za bardzo wierzyli w UFO i w te sprawy, w kosmitów, ale instynktownie czuli, że to nie ma sensu. Bo jeżeli ktoś tutaj dociera lub jest cywilizacją dużo bardziej zaawansowaną, a niechybnie raczej jest, bo jeżeli ktoś ma radio, a my radio mamy od 100 lat tylko, więc raczej cywilizacja z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że musi dłużej tym radiem operować, więc raczej ma inne technologie dużo bardziej rozwinięte niż radio. Chociażby być może to splątanie wykorzystują, czyli teleportację z prędkością większą niż prędkość światła, przesyłanie informacji. Jeśli jest, bo może to jest humbug, może tego nie ma, ale zakładając, że jest możliwość przesyłania informacji z prędkością większą niż prędkość światła i uważam, że teleportacja właśnie taka jest, że ona operuje w większej liczbie wymiarów niż trzy i wtedy nie musi być prędkość większa niż prędkość światła. Po prostu przerzucamy. Jesteśmy w czwartym wymiarze. Czwarty wymiar może się zbliżyć do ciebie bardzo szybko.
Do trzeciego wymiaru. Byłem tym zwolennikiem i oni uważali to za głupotę, bo instynktownie czuli, że przecież ktoś tak rozumnie nie będzie się posługiwał takimi talerzami skierowanymi w gwiazdy. Może to ładnie wygląda, nowocześnie. Pamiętam film „Kontakt” jeszcze wtedy też wielkie wrażenie w kinie na mnie zrobił. Bardzo oczywiście ten film promuje SETI, ale to nijak się ma do rzeczywistości. Rzeczywistość jest zupełnie inna i dużo bardziej z jednej strony przerażająca, ale z drugiej strony dużo bardziej ciekawa. Mnie to nie przeraża, ale niektórych naukowców być może to przeraża, że kosmici tutaj przylatują i robią testy na ludziach. My robimy na zwierzętach, oni robią na nas. Ja tutaj nie widzę nic zdrożnego. Dla nas jest to może straszne, ale uważam, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Tak powinno być. Dlaczego nie? Mają prawo do tego. Jeżeli my sobie bierzemy prawo do innych gatunków, to oni też mają prawo do tego, żeby nad nami robić różne eksperymenty. Dlaczego SETI jest poronionym pomysłem? Przede wszystkim SETI operuje na radiu, na częstotliwościach radiowych, które są być może w kosmosie łatwo przesyłalne, ale po pierwsze ich prędkość jest prędkością światła, czyli nikt nie będzie używał technologii, która operuje na skończonej prędkości, bardzo niedużej. Wiem, że dzisiaj nauka zabrania wyższych prędkości, ale uważam, że coś takiego jak tachiony może być. Może być przesyłanie informacji. Ja zakładam. Dlaczego nie?
Mogę założyć. Naukowcy mówią, że bzdury gadam, ale trzeba założyć różne rzeczy. Większość jednak się potwierdziła, że jest możliwa. Kiedyś mówili, że nie można na Księżyc dolecieć, że wszechświat to jest tylko to, co widać, czyli gwiazd trochę i trochę Słońca, czyli Układ Słoneczny, który nie jest za duży i trochę gwiazdeczek dookoła nas i jest okej. Okazało się, że wszechświat się tak powiększył, miliardy razy się powiększył w stosunku do tego, jakie mieli tylko tysiąc lat temu ludzie wyobrażenie. Więc absolutnie powinniśmy zakładać różne scenariusze i uważam, że nikt nie używa radia. Jeżeli nawet zakładając, że nie ma nic szybszego od prędkości światła, to lepiej używać rozbłyski gamma, laser, światło. Przecież informacji można znacznie więcej światłem przekazać niż radiem. A nawet jeśli radiem przekazują, to kodują ten sygnał w postaci rozproszonej. Nie wiem, czy wiecie, jak komórki działają, że nie przesyłają tak jak zwykły radioodbiornik czy radionadajnik ciągłego sygnału na danej częstotliwości, tylko po różnych częstotliwościach pakiety wyrzuca.
I jeżeli my nie mamy tego systemu odbioru, to nie odbierzemy informacji i nie złożymy do całości. W komórkach tak jest, w telefonii komórkowej. I odbierając te pakiety, znając algorytm odbierania, możemy tą wiadomość odtworzyć czy głosową, czy SMS-a, czy MMS-a, czy cokolwiek. Inaczej dla nas to będzie bełkot jeden, szum. I tak oni robią. Poza tym na pewno ukrywają. Być może jeszcze stosują fraktalną kompresję i jeszcze dodatkowo szyfrowanie do tego algorytmami, aby postronni ludzie nie mogli słuchać rzeczy. Dzisiaj nawet telewizję, którą nadaje się do milionów ludzi, szyfruje się, aby płacić pieniądze za tą telewizję. Czyli coś, co publicznie chcemy, żeby było dostępne, ale kodujemy, żeby tylko ci, którzy nam za to płacą, za tą usługę. Szyfrujemy i bez znania kodów nie jest prosto odkodować tej telewizji.
Zresztą sami, jeżeli próbowaliście się bawić dekoderami satelitarnymi, na pewno widzieliście, że to nie jest taka prosta sprawa. I to jest ile? To jest kilkadziesiąt lat rozwoju telewizji satelitarnej czy ogólnie nadawania satelitarnego sygnału. A ile jeszcze przed nami? Samo to jest już absurdem. I to, że będą do nas wysyłani. Jeżeli na pewno będą odizolowywali sygnał, czyli nie będą chcieli, aby sygnał wychodził ich radiowy. Nawet jeżeli radiem się posługują, to na pewno nie będą chcieli. Dlaczego ktoś ma ich słuchać? Jeżeli są już na wysokim rozwoju, oni wiedzą, gdzie my jesteśmy, oni wiedzą, gdzie są inne rozwinięte cywilizacje i nie będą chciały, żeby ta informacja trafiła do nas.
I stąd jest to, że jest cisza w eterze. Czasami tylko jakieś sygnały się, ten „wow” znajdują, ale potem nie wiadomo, co to jest ogólnie i tak dalej. Nikt nic nie wysyła. Wszechświat jest cichy. Cisza w eterze. Nic nie ma. Kompletnie. Jest to, uważam, kompletna bzdura. Nawet naukowcy zwracają uwagę, że SETI błędnie operuje częstotliwościami. Też Michio Kaku mówi, że mamy gdzieś...
Porównał szukanie SETI do kogoś, kto zgubił kluczyki koło samochodu, ale szuka ich pod latarnią, bo tam jest więcej światła, łatwiej się szuka. Jest to bzdurą. Niekoniecznie kosmici muszą korzystać z tych częstotliwości, które są takie czyste, żeby łatwo przez wszechświat przechodziły, żeby nie były zakłócone. Tam, gdzie jest pod latarnią. Może zupełnie stosują pakietowe, stosują światło, rozbłyski gamma w skali na przykład rentgenowskiego promieniowania, też jest być może dobre. Nie wiem, nie znam się na tym. Nawet naukowcy się dzisiaj nie znają, co kosmici mogą robić. A mówię, może mają zupełnie inną technologię, co jest bardzo prawdopodobne. Przesyłanie metodą szybszą niż prędkość światła. Dlaczego nie?
Trzeba zakładać rzeczy, które są dużo bardziej rozwinięte niż nauka twierdzi, że mogą być. Bo wystarczy cofnąć się o 100 lat. 100 lat temu nie było energii nuklearnej. To była fikcja. Nikt nie wiedział, jak słońce funkcjonuje. Nie było elektroniki, nie było lamp. Nie, 100 lat temu już lampy były, sorry. Podstawy elektroniki były, ale 200 lat temu elektroniki nie było, więc nie było prawie niczego. Nie było prądu elektrycznego 200 lat temu. Prąd elektryczny był?
No był 200 lat temu. Niech będzie wam. Prąd elektryczny zresztą był już tysiące lat temu. Jak wiecie, bateria z Bagdadu i to jest fakt. Używano prawdopodobnie do galwanizacji tej baterii, ale być może do zasilania. Może mieli też żarówki. No czemu nie? Trzeba czasem wariackie pomysły mieć. Być może mieli jakieś pomysły różne ciekawe starożytni. Nie mówię, że akurat żarówki, ale może coś jeszcze innego wykorzystywali do prądu.
Kto wie. Także SETI jest jak najbardziej pomysłem bzdurnym i o tym też wiedziało dużo polityków, którzy cofnęli dotacje dla SETI. Nie tylko dlatego, że mogli mieć informacje o tajnych programach rządowych, w których wiedziano, że UFO jest, czyli kosmici, że tu latają, że operują i tak dalej, że być może przechwyciliśmy spodek. To znaczy Amerykanie prawdopodobnie, a może jeszcze inne nacje i próbują zbadać ten spodek, co jest, technologię uzyskać z niego. Więc jeżeli już jest potwierdzenie, że są te cywilizacje, które tutaj dolatują, więc szukanie nie ma sensu zupełnie, bo to już jest po zawodach. I tak samo SETI szuka pod latarnią, a niekoniecznie pod latarnią jest najjaśniej. To było trafne spostrzeżenie Micho Kaku, chociaż trochę z innej strony. To jest właśnie XX wiek, myślenie XX wieku, które przekłada się na XXI wiek i neguje się wszystko to, co wiemy na przykład z ufologii, a to są fakty. To nie jest, że sobie wymyślamy różne rzeczy, to są obserwacje radarowe, obserwacje fizyczne wojskowych. Ja rozmawiałem z pułkownikiem Grundmanem osobiście i on mówił, że jest w 100% przekonany, że to są kosmici i tak dalej.
Pułkownik, który był szefem ruchu lotniczego w Polsce w latach 80. Rozmawiałem z nim osobiście i mi to powiedział. On publicznie za bardzo nie chce o tym mówić, bo zawsze go na jakichś konferencjach pokazują. On wychodzi, potem jakaś inna baba zacznie opowiadać o tym, że UFO porywa i tak dalej. I on nie chce być utożsamiany z takimi ludźmi. Natomiast mówi takie rzeczy w Polsce, już nie trzeba daleko szukać. Na Zachodzie takich wojskowych jest cała masa. Jest z nami Phantom Key. Witaj.
[02:12:04] - Dobry wieczór. Ja chciałem nawiązać do tego wątku z SETI. Nie wiem, jakie jest opóźnienie między Irlandią i Polską.
[02:12:13] - Nie ma, ale musimy się w Skype słuchać.
[02:12:17] - Tak, wyciszyłem komputer, żeby nie przeszkadzało. Co do sygnałów myślę, że SETI mogło już wykryć jakiś sygnał. Tylko oczywiście tego nie powiedzą nam, bo po co? I raczej wykryjemy sygnał, tak jak napisałem na Skype, cywilizacji, która była mniej więcej na naszym poziomie rozwoju, czyli tak jak widzimy gwiazdy, takimi, jak one były kiedyś, nie są teraz, więc z opóźnieniem. Jeśli w pobliżu jest jakaś cywilizacja bardziej rozwinięta, to jej nie wykryjemy, bo mamy niekompatybilną technologię.
[02:12:50] - No tak, ale sugerujesz, że o tym też Micho Kaku wspominał, że jak na przykład odkryli sygnał, to nie powiedzą. Ale przecież naukowcy mogą coś tam puścić parę z ust, któryś tam whistleblower powie, że jednak SETI odkryło coś, bo to dla nich pieniądze będą przecież też.
[02:13:07] - Wiadomo, że jak coś, to wiedzą to rządy. Zwykli ludzie o tym nie wiedzą.
[02:13:13] - Ale rząd oficjalnie nie sponsoruje SETI. To jest sponsorowane przez prywatne fundusze. Ja wiem, że rząd może zakazać mówienia o takich sprawach, ale nie jestem przekonany, że nie będą mówić.
[02:13:27] - Nie do końca wiadomo, czy nie mają tam jakichś swoich układzików.
[02:13:32] - Że kasę dostają, ale cicho siedzieć od rządu. Może być. Ale nie uważasz, że to zakładanie, że kosmici, którzy są, już nie mówię nawet miliony lat, bo może być taka sytuacja, że są miliony lat bardziej rozwinięci, ale nawet tysiące lat bardziej rozwinięci niż nasza cywilizacja, dalej używa tej technologii, która była można powiedzieć, że z połowy XX wieku, bo tak jak mówię, już nawet te pakiety komórkowe są na zupełnie innych częstotliwościach. To już wszystko idzie w inną zupełnie stronę.
[02:14:05] - Raczej jeśli jest jakaś cywilizacja, która jest na naszym poziomie technologicznym, to ją będziemy w stanie odkryć dopiero za ileś miliardów lat, ale nasza technologia już pójdzie do przodu wtedy, jeśli w ogóle będziemy istnieć, że nie będziemy ich w stanie odkryć, bo te sygnały, które dotrą, będą prymitywne. A cywilizacja, która już jest bardzo rozwinięta i jest bardzo daleko od nas, to możemy ją wykryć, jak ona była na dawnym rozwoju, czyli ileś tam miliardów lat, w zależności jak daleko jest od Ziemi i jak długo ten sygnał prymitywny, który jest na naszym poziomie, dotrze do nas. Może dotrzeć za późno, kiedy my się już rozwiniemy i nie odczytamy w ogóle tego sygnału.
[02:14:44] - Tak, bo nie będziemy sprawdzani raczej chyba. Bo będziemy wysyłali te próbniki czy samemu już latali po wszechświecie. Tak jak „Star Trek” dobrym przykładem jest, gdzie przecież oni nie wysyłali jakichś radiowych informacji, tylko po prostu lecieli gdzieś tam, jak mieli jakąś misję, to używali ten napęd świetlny.
[02:15:07] - Tam używali technologii przesyłu informacji podprzestrzennej. Była komunikacja.
[02:15:13] - Była jednak podprzestrzenna?
[02:15:16] - Podprzestrzenna. Była szybsza niż najszybszy statek Federacji, który miał warp 9,9.
[02:15:21] - Ale to jak? Komunikacja była szybsza niż statek, a poniżej prędkości światła komunikacja?
[02:15:28] - Nie, komunikacja jest powyżej, bo warp 1 to jest prędkość światła. Jest gdzieś na necie przelicznik, ile warp 9 ma. To jest bardzo dużo.
[02:15:37] - Ktoś mi przesyłał, widziałem. Nie, znalazłem to w internecie, bo mam tutaj prędkość. Jest 1, to jest prędkość światła, a 10 to jest nieskończona w ogóle. Warp 10. Nie ma chyba takiej prędkości nieskończonej. A może jest nieskończona.
[02:15:52] - To było w jednym odcinku „Voyagera”, że statek był w jednym momencie wszędzie.
[02:15:58] - Ciekawe.
[02:16:00] - A podprzestrzenna prędkość przesyłu danych to było warp 9,9999 i jeszcze kilka dziewiątek. Nie pamiętam dokładnie.
[02:16:08] - A warp 9 to jaką prędkością? Bo wiem, że jesteś fanem serialu „Star Trek”. Jaką prędkością poruszał się ten, już nie pamiętam, jak nazywał się ten statek. „Star Trek”. Nie, inaczej się nazywał.
[02:16:24] - Było wiele statków w zależności od serialu.
[02:16:27] - Na przykład „Następne pokolenie”. „The Next Generation”.
[02:16:30] - To był Enterprise. Galaksy, on leciał, miał maksymalną chyba prędkość 9,7.
[02:16:37] - O kurczę, to bardzo szybko.
[02:16:40] - „Voyager” latał warp 9,9.
[02:16:44] - To jeszcze więcej niż warp 2. Widzę 3, 4, 5, 6. 9,9 to już kosmiczna prędkość jest.
[02:16:52] - Na przykład ten pierwszy serial, potem to ujednolicili, czyli TOS, czyli najstarszy, to niby te statki latały do warpu 5 mniej więcej. A serial „Enterprise”, który powstał, tam był chyba warp 4 czy coś takiego. W zależności od wielkości statku i reaktora statku.
[02:17:15] - A „Enterprise” to był ten „The Next Generation” z tego filmu czy nie?
[02:17:20] - „Enterprise'ów” było dużo. W zależności od ery. To były statki różnych klas, ale zawsze one miały nazwę Enterprise.
[02:17:32] - A „Voyager” już miał „Voyager”. To był inny.
[02:17:34] - Tak, „Voyager” był klasy Intrepid. To był w ogóle inny statek, innej konstrukcji.
[02:17:40] - To były ciekawe rzeczy. Wiem, że napisałeś mi tutaj na Skypie te ciekawe technologie, że też było przechodzenie przez ściany w tym „Star Treku”.
[02:17:51] - Któraś rasa akurat w „Star Treku”, nie pamiętam która, to robiła i tylko na chwilę była pokazana. Potrafiła po prostu zmieniać stan materii wokół siebie i przechodzić. Ściany wchodziły w dryf, materii można powiedzieć, stawała taką wodą, przez którą można było przejść.
[02:18:10] - To na pewno Q taką cywilizacją było, to bez wątpienia, ale taka bardziej bliższa temu „Star Trekowi” cywilizacja.
[02:18:19] - Taka bliższa technologicznie była bardziej pokazana w „Gwiezdnych Wrotach”. Była rasa, którą uratowali i oni mieli urządzenia, które przyczepiali do skafandrów, naciskali i mogli przechodzić przez ściany, przez materię, przez przesłony, którą mieli na Wrotach bez problemu.
[02:18:38] - Ciekawe rzeczy są. Z tego, co wiem z ufologii, to też są takie rasy, które takie rzeczy dokonują. Bardzo dużo jest takich ras. Bardzo często nawet porwania ludzi przebiegają właśnie w ten sposób, że człowieka się po prostu, niektórzy mówią, że okno się otwiera. To różnie bywa, ale bardzo często jest tak, że się przez zamknięte okno przechodzi człowiek, że po prostu przechodzi przez ściany, że to jest w ogóle jakaś technologia kosmiczna.
[02:19:06] - Pewnie coś podobnego do teleportacji star trekowej. Coś w tym stylu pewnie. W „Stargate” też coś takiego było na statkach Asgard.
[02:19:17] - Właśnie z tą teleportacją w ufologii, ja mówię o realnych tych rzeczach, bo ufologia to jest sprawa realna. Tutaj wiadomo, „Star Trek” to jest science fiction. Muszę ci powiedzieć, że o teleportacji nie czytałem nigdy nic. Czyli nikt nie miał takiego doświadczeń z teleportacją, tylko właśnie z takim unieruchamianiem ciała, czyli przechodzeniem przez ściany tak. Czyli wynika z tego, że teleportacja to chyba nie jest taka prosta sprawa jednak.
[02:19:50] - W „Star Treku” jest to świetnie wyjaśnione, bo w ogóle „Star Trek” bazuje na teoriach naukowych. Bardzo dużo programów na Discovery można znaleźć, gdzie poruszają te tematy, które w „Star Treku” funkcjonują. W rzeczywistości jest to teoria. W „Star Treku” to funkcjonuje. Teleportacja w „Star Treku” polega na tym, że obiekt jest rozkładany na energię, przenoszony z jednego punktu do drugiego i tam ponownie składany.
[02:20:18] - Ja czytałem kiedyś książkę Lawrence'a Kraussa tak chyba on się nazywa, który zrobił właśnie „Fizyka Star Trek”. Omawiał dokładnie wszystko od A do Z. Fizyk, który napisał książkę popularnonaukową, bardzo ciekawą, z lat 90. Polecam każdemu. I on tak mówi, że teleportacja jest trudna, bo bardzo olbrzymia energia powstaje, jak się rozbije człowieka na tę energię. To może rozwalić planetę nawet.
[02:20:48] - Nawet nie mamy komputera i długo nie będziemy mieli, który by był w stanie to przeliczyć i poskładać.
[02:20:54] - Właśnie to niebezpieczne. A potem czy ten sam człowiek powstaje? To takie dziwne rzeczy, bo tam pisał, że dusza się przenosi.
[02:20:59] - Właśnie to też mnie zastanawiało zawsze. Zwłaszcza może być kiedyś taki wypadek jak na przykład w tym filmie „Mucha”, „Fly”. Gdzie człowiek eksperymentował z teleportacją, wleciała mu mucha i poskładało dwa organizmy, i on się zmienił.
[02:21:16] - I to był horror z tego, co pamiętam. Niby klasy B, ale ten fajny motyw teleportacji był. Pamiętam ten film jeszcze z lat 80., bo to był z lat 80.
[02:21:27] - Nie pamiętam już, z których, ale film bardzo dobrze pamiętam.
[02:21:32] - Ciekawie to jest. A jak ty, patrząc przez pryzmat science fiction tych seriali, bo jednak tam są bardzo kosmiczne rzeczy wręcz umieszczone, że takie podróże to jest codzienność. Pojechanie nawet do innej galaktyki to nie wiem, ale zdarza się.
[02:21:51] - Do galaktyki to bardziej w „Stargate”, tam mieli lepsze napędy.
[02:21:55] - Bo w „Star Treku” oni z galaktyki nie wychodzili nawet, tylko chyba operowali na jakimś rejonie galaktyki.
[02:22:01] - Operowali mniej więcej 10 do 100 lat świetlnych. Nawet nie, galaktyka nasza ma chyba 150. Jakoś tak, nie pamiętam. „Voyager”, żeby wrócić na Ziemię z drugiego końca galaktyki, potrzebował 80 lat z maksymalną prędkością. Więc star-trekowy napęd był mało wydajny. Natomiast w „Stargate” Asgard i Starożytni mieli napędy pozwalające podróżować po całym wszechświecie praktycznie. Oczywiście dużo czasu to zajmowało, ale między dwoma galaktykami dwa miesiące.
[02:22:34] - W „Stargate”, tak? Mówisz?
[02:22:36] - Tak, w „Stargate”, bo tam był taki motyw, że był drugi serial „Atlantis” i to była druga galaktyka, galaktyka Pegaza. I tam statki ziemskie z nowym napędem asgardzkim latały w dwa miesiące.
[02:22:49] - Ja tego serialu za bardzo nie lubiłem. On dobrze zrobiony jest, tylko nie lubiłem, że nagle ludziom dali tą technologię. Tak ludzi docenili jakby.
[02:23:00] - Nie docenili, bo bardzo długo Asgardzi kontrolowali tą technologię. Tylko że Asgardzi byli rasą wymierającą. Oni byli genetycznie zniszczeni. Oni się klonowali, przenosili świadomość z poprzedniego klona. To był klon klona od iluś tam miliardów lat już.
[02:23:18] - Aha, rozumiem. To są tak zaawansowani.
[02:23:20] - W końcu wymarli.
[02:23:24] - W końcu wymarli. Musieli komuś technologię zostawić. Fajny prezent. Pamiętam, że tam były w „Stargate”, jeszcze do tego serialu wrócę, te statki, takie piramidy. To były tych takich egipskich jakby bogów.
[02:23:41] - Starożytnych, którzy przejęli-
[02:23:42] - Robaków takich.
[02:23:44] - Przejęli potem technologię czyjąś.
[02:23:46] - A Asgardzi latali jakimiś spodkami?
[02:23:49] - Nie, oni mieli takie podłużne statki. Później mieli drugą technologię statków. Oni byli z innej galaktyki, tylko że oni walczyli z wrogiem o wiele potężniejszym od siebie.
[02:23:58] - Ale te piramidy to był potężniejszy wróg?
[02:24:02] - Nie. Piramidy to były słabe statki. Asgardzkie były bardzo silne. Od nich były silniejsze statki replikatorów, z tego, co pamiętam. Porównywalnie silne, ale tylko w dużej ilości były statki Widmy z drugiej galaktyki, z tego serialu „Atlantis”. Tam była rasa jeszcze groźniejsza.
[02:24:23] - Ja wiem, to byli chyba jak reptilianie, prawda? Ci Widma czy coś takiego. Dobrze mówię?
[02:24:28] - To bardziej ewolucja robaka, idea na człowieka, coś w rodzaju wampira, który wysysało życie.
[02:24:34] - Aha. To takie ciekawostki. Miałbym do ciebie pytanie, jak znasz te science fiction sprawy. Czy w realu, co myślisz na temat UFO, spodków, kosmitów? Czy oni tutaj docierają? Według ciebie jak to jest prawdopodobne?
[02:24:57] - Według mnie docierają i sobie przeprowadzają jakieś badania. Mogą obserwować tak, jak my obserwujemy jakieś zwierzęta gdzieś tam na safari. Mogą być ciekawi po prostu tak dziwnej kultury planety, która nie jednoczy się dla wspólnego dobra, jak to było na przykład w „Star Treku”, tam się zjednoczyła ludzkość, tylko się wybijamy sami. Po prostu nas obserwują, badają. Niektórzy może czegoś szukają dla siebie.
[02:25:23] - Wybijamy się i jeszcze, pomimo że moglibyśmy już dawno problem głodu rozwiązać, problem różnych niedostatków, to moglibśmy rozwiązać w przeciągu kilku miesięcy nawet. Bo to wystarczyłoby tylko zahamować zbrojenia i po prostu byłoby tyle kasy, że w ogóle niewyobrażalna liczba. Ja to chyba wyliczałem kiedyś, że kilka tygodni zbrojeń w Stanach Zjednoczonych pozwoliłoby rozwiązać problem głodu na świecie. To jest niewyobrażalna sprawa. Tylko zatrzymać to. Na zbrojenia wychodzą biliony dolarów dosłownie. Rocznie to może są setki, znaczy biliony na cały świat wydaje. Nie wiem, czy bilion, czy ileś. Jakieś potworne sumy to są na zbrojenia.
[02:26:03] - Nie wiem, czy kojarzysz, jak to się stało, że w „Star Treku” jest opisana geneza, jak w ogóle powstała Federacja. Ludzkość się zjednoczyła. Na początku były nasze czasy obecne. Korporacje zaczęły rządzić światem. To się dzieje. Byli ludzie bogaci, którzy w korporacjach pracowali. Reszta to biedota. I w końcu doszło do wojny światowej. Ileś tam miliardów zabitych. To jest powiedziane w ósmym kinowym „Star Treku”, „First Contact”.
Oni się cofają w czasie i się dowiadują. Więcej informacji jest podanych. Po prostu była wojna. Już nie było państw, bo praktycznie się rozpadły po wojnie. I przyleciała obca rasa, która się ujawniła ludzkości dzięki temu, że jeden naukowiec przebudował pocisk nuklearny na statek z napędem warp jedynką. Poleciał nim, wrócił.
[02:26:56] - Pamiętam ten film, oglądałem. Nawet chyba go mam gdzieś.
[02:27:01] - Właśnie dzięki temu ludzkość się zjednoczyła. Ale najpierw potrzebna była totalna wojna na Ziemi.
[02:27:09] - Rozumiem. Czyli niezbyt optymistycznie.
[02:27:12] - Nie zaczęło się optymistycznie.
[02:27:15] - Ja pamiętam, że tam jeszcze Borgowie gdzieś się pojawiali, że w czasoprzestrzeni gdzieś tam się zawieruszyli i ten sześcian Borgów.
[02:27:24] - Borg to w sumie nie wiadomo jak powstał do końca. Jest wiele teorii, ale jest najgroźniejszą cywilizacją.
[02:27:29] - A ja słyszałem gdzieś tam w opisach, że jeszcze jest jakaś groźniejsza, biotechnologiczna.
[02:27:34] - Gatunek 8472 z innej przestrzeni płynnej. Jak u nas jest próżnia, to u nich była materia i Borg ich zaatakował, tylko że nie był w stanie ich pokonać. I oni przylecieli do nas.
[02:27:51] - I byli pokojowo nastawieni czy nie bardzo?
[02:27:53] - Nie bardzo. Oni chcieli zniszczyć wszystko. Jak chciałbyś zobaczyć, jak ten konflikt przebiegł, to są dwa odcinki. To jest ostatni odcinek trzeciego sezonu i pierwszy czwartego „Voyagera”. Odcinki mają tytuł „Skorpion”.
[02:28:07] - To jest w „Voyagerze”, tak?
[02:28:09] - Tak, w „Voyagerze”, w tym serialu. Tu odpowiadającie konflikt ten.
[02:28:13] - Jakie rzeczy! Takie bardziej mroczne chyba, bo ten następny „The Next Generation”, czyli z kapitanem Picardem. Czy dobrze mówię? Ten Picard?
[02:28:23] - Tak, Jean-Luc Picard.
[02:28:25] - To ten łysawy, tak? Patrick Stewart.
[02:28:28] - Tak.
[02:28:28] - To był taki bardzo sympatyczny, fajny serial. Może troszeczkę efekty specjalne nie były super, ale na tamte lata to myślę, że dają radę.
[02:28:36] - Były bardzo dobre. To były przecież lata 80.
[02:28:39] - Tak, 80. i początek 90. Polska kinematografia nigdy nie osiągnęła poziomu takich efektów specjalnych, nawet do dzisiaj.
[02:28:46] - Ten pierwszy kontakt, o którym wspomniałem, tam, gdzie jest ten pojedynek z sześcianem Borg, to jest, jeśli dobrze pamiętam, '96 rok. To niesamowite efekty. Chociaż same „Star Warsy”, które są z '78, te pierwsze, nieodnawiane, też niesamowite miały efekty przecież.
[02:29:05] - Właśnie jak w 70. latach, jeszcze komputerów specjalnie nie było, takie efekty robili jak w tych „Gwiezdnych wojnach”. Po prostu rewelacja. Pamiętam dzisiaj w kinie ten film to rewelacyjnie wygląda. A tak naprawdę te nowe „Gwiezdne wojny” wcale nie są dużo lepsze. Wiadomo, te efekty troszkę lepsze są, ale nie ma już takiej różnicy jak pomiędzy tymi „Gwiezdnymi wojnami” a filmami z lat 60. To jednak była przepaść. To akurat się udało. Dobrze, dzięki ci za te informacje. Chyba że jeszcze chciałbyś coś na koniec dodać.
[02:29:45] - Jak będzie jakiś temat z medycyny, to po prostu znowu zadzwonię.
[02:29:48] - Super, dzięki za globalne informacje o „Star Treku” i innych serialach. Dzięki.
[02:29:54] - Dzięki. Dobranoc.
[02:29:55] - Hej.
[02:29:56] - Hej.
[02:29:58] - To był słuchacz Phantom Key. Dużo słuchacz wiedział o serialach. Bardzo ciekawe. Zresztą seriale myślę, że dużo bardziej są science fiction, dużo bardziej otwarte na różne możliwości, aczkolwiek pokazują zupełnie inną rzeczywistość. My tutaj mamy taką piękną, lukrowaną z reguły fajną, taką hollywoodzką rzeczywistość przyszłości. Natomiast rzeczywistość nasza aktualna jest zupełnie inna. Jest mniej lukierkowa, ale równie, a nawet może bardziej ciekawa, bardziej niesamowita, bardziej zaskakująca. To wszystko pokazuje w jakiś zupełnie inny sposób. Dobra, żeby już powoli zbliżać się do końca, jeszcze możecie dzwonić. Telefon 33 482 72 32 lub Skype teryhos.com.
Dzisiaj rozmawiamy o podróżach międzygwiezdnych. O napędach sobie troszeczkę porozmawiamy. Ja tutaj zrobiłem dwie propozycje napędów do podróży międzygwiezdnych. Właściwie trzy są. Jeden to jest ten, który już mamy, czyli silnik plazmowy połączony z napędem nuklearnym, który może rozpędzić do bardzo dużej prędkości statek, ale w długim czasie. Rozpędzać, rozpędzać i mieć sporo paliwa. Ale jest w stanie za jednego życia, powiedzmy jednego pokolenia dotrzeć do innej gwiazdy. Natomiast jest to bardzo prymitywny napęd. Jest to dobry napęd do podróży na Jowisza w naszym Układzie Słonecznym. Natomiast do innych układów gwiezdnych nie jest to dobrym napędem.
On zbliżony jest do warp 1. Można powiedzieć, że zbliża się do tego napędu. Nie przekracza prędkości światła, ale zbliża się. Kolejnym napędem, który jest bardzo podobny, ale być może jest dużo bardziej wydajny, to jest magnetohydrodynamiczny napęd. To jest, wydaje mi się, napęd, który jest zbliżony do jonolotu, do liftera. On chyba, tak mi się wydaje, mógłby być zasilany między innymi reakcjami nuklearnymi w jakiś sposób. Nie wiem, nie znam się na tych sprawach. Natomiast jest to ciekawa sprawa. Magnetohydrodynamika. MHD.
Jak wpiszecie MHD w internet, to wam wyskoczy co to jest. Poczytajcie. Whistleblowerzy mówią, że mamy napędy MHD, które unoszą się w powietrzu jak UFO i że mamy to, że to po prostu lata. Mówią whistleblowerzy, czyli ci świadkowie, którzy budowali to w latach 70. i dzisiaj tego typu napędy są. To oczywiście nie jest UFO, nie porusza się jak UFO, nie ma tych manewrów, ale porusza się w zupełnie inny sposób niż zwykłe samoloty. I to jest klucz. MHD. Jak jesteście fizykami, inżynierami i pracujecie nad nowymi napędami to sobie wklepcie MHD. Czytajcie co to jest i tam jest klucz.
Kiedyś zrobię audycję o napędach MHD, czyli magnetohydrodynamicznych. Ja kompletnie nie mam pojęcia co to jest. Natomiast są ludzie, którzy badali to. Po prostu robili te napędy i one działają i o nich opowiadają. Opowiem o tych ludziach, oni też opowiedzą swoją opowieść i troszkę sobie o tym powiemy, co jest bardziej science fiction, bo nie mamy na to dowodów. Tu mamy tylko relacje ludzi i różne plany, patenty nijakie, więc można sobie to pooglądać, ale to nie jest prosta sprawa, żeby zrobić. Po to właśnie idą te olbrzymie nakłady na wojskowość też między innymi, dla wojska. To wszystko dla wojska, jest to nic dla cywilnych. Oczywiście dla nas ma nie być tego, bo jeżeli by to wyszło, to by została ujawniona wielka tajemnica. To jest od dawna taki napęd.
Niemcy też mieli, Nazi UFO było też. Oni latali takimi UFO. A MHD napęd, jeżeli to jest ten lifter à la to jonolot, on może się poruszać także w próżni. Że są napędy, może nie taki zwykły jak zrobiony w domu. Liftera można sobie w domu zrobić, tego jonolota. Natomiast wiem, że NASA już ma takie napędy jonowe, które w kosmosie działają normalnie. Poruszają się i on może się rozpędzić do bardzo dużych prędkości, a paliwo jest bardzo wydajne. To jest napęd. I napędy warp, czyli zakrzywianie czasoprzestrzeni. Być może, a być może po prostu opanowanie prędkości wyższej od prędkości światła.
Być może też tak, bo napęd warp to jest napęd, który zakrzywia czasoprzestrzeń. Czytałem, że trzeba mieć do niego ujemne ciśnienie, ujemną masę, energię i voilà, mamy. Nie wiem, o co chodzi. Co to jest w ogóle ujemna masa i ujemna energia. Są jakieś absurdy. Ujemne ciśnienie. Jest niskie, wysokie ciśnienie albo brak ciśnienia. Ujemne ciśnienie. To ja nie wiem, co to jest nawet. Nie wiem.
Mówię jakieś dziwne rzeczy, ale coś takiego znalazłem w naukowych opracowaniach. Ale napęd warp to nie jest fikcja. To nie jest, że sobie ktoś coś wymyślił w „Star Treku” i tak dalej. To naprawdę jest oparte na nauce. Naukowcy pomagali przy robieniu tego „Star Treka”. I jest coś takiego jak napęd zakrzywiający czasoprzestrzeń. Nazywany on jest napędem warp właśnie ze „Star Treka”. Jeden warp to jest prędkość światła. Warp 1. Warp 2 to jest 10 razy większa prędkość światła, a warp 3 to jest 39 razy większa prędkość światła.
Warp 4 102 i tak dalej. Warp 9 to już jest 1500. 1516. Nie wiem skąd to się bierze, że 1516 ktoś wymyślił. A warp 10 to jest nieskończoność. To jest chyba skala wykładnicza tutaj. Wykładniczo rośnie, że 9 mamy warp, a już jest 1500. To jest po prostu wykładnicza skala. Być może. Nie wiem.
Albo jakaś taka. I ten warp, który naukowo został udowodniony, to się nazywa napęd Alcubierre'a. Jest taki meksykański naukowiec, Miguel Alcubierre, profesor z Uniwersytetu Meksykańskiego, który obliczył to i wykazał, że jest możliwy napęd warp i go opisał. Stworzył go za pomocą równań. Wypisał, że jest to możliwe. Jak on ma wyglądać, to już jest inna sprawa, inżynieryjna. To nie jest prosta rzecz, nikt nie mówi, że to jest proste. I to jest tak zwana materia egzotyczna, o której mówiłem, mająca ujemną masę lub inne źródło zakrzywienia czasoprzestrzeni. Może być inne źródło, na przykład słońce albo czarna dziura. Jakieś takie dziwne rzeczy.
Ale wystarczy wam ujemną masę, ciśnienie, energię i też możecie to zrobić. Co to oznacza, to ja kompletnie nie wiem, ale to jest naukowo udowodnione, więc to już jest w naszej nauce. To już nie trzeba nauki z XXI, XXIII, XXV, XXX wieku, tylko normalnie z XX wieku nauka umożliwia takie rzeczy. Zresztą to chyba został nawet stworzony ten napęd w 1994 roku. Wyobraźcie sobie 1994 rok, czyli już 20 lat temu. Także napędy są jak najbardziej możliwe. I jak mówiłem, być może są napędy, które nie muszą zakrzywiać czasoprzestrzeni, ale po prostu potrafią. Jakiś napęd tachionowy, powiedzmy. Nie wiem, co tam było w „Star Treku”, czy to był napęd zakrzywiający czasoprzestrzeń, czy co, ale po prostu tachionowy, czyli coś, co się porusza szybciej niż światło. Takie jakieś cząsteczki.
I teraz przejdźmy do rzeczywistości. Jakie mamy dowody na to, że ktoś tutaj dociera i raczej dociera szybciej niż prędkość światła, że zakrzywia czasoprzestrzeń, bo raczej nie ma czasu na takie bzdury, żeby wolno tutaj docierać. Są na to dowody, niejednoznaczne oczywiście. To nie są takie dowody naukowe, że mówię wam, że tak jest i to na 100% jest ta wiedza. Nie jest na 100%, natomiast na 100% jest wiedza, że te fakty, o których wam powiem, miały miejsce. W 1961 roku Betty i Barney Hill, mieszane małżeństwo amerykańskie, jechało sobie, wracając chyba do domu, z tego, co pamiętam. Ich podróż została przerwana przez nie wiadomo kogo. Niektórzy twierdzą wojskowych, a niektórzy twierdzą, że kosmitów. W regresji hipnotycznej wychodzi, że kosmitów. Nie wiem, czy wojskowi mają taką technologię, żeby ludziom wgrać tego typu rzeczy, aby później sobie kosmitów wyobrażali.
Sądzę, że nie. Nawet przy programach MK-Ultra, wszystkich programach to nie jest do zrobienia, szczególnie w tak krótkim czasie. Można powiedzieć, że sobie wymyślili, że Betty i Barney Hillowie sobie to wymyślili, ale nie jest to taka prosta sprawa. Tę sprawę badał między innymi Stanton Friedman. Zresztą badało to wielu badaczy ufologów. Natomiast Stanton Friedman zwrócił uwagę na jedną ważną rzecz, którą można odnieść do naszej rzeczywistości, potwierdzić, że coś takiego mogło mieć miejsce. Betty Hill była urzędniczką na poczcie, zresztą chyba nawet kierowniczką poczty. Zadawała bardzo takie pytania tym kosmitom. To byli oczywiście szaracy. Niskie, metr czterdzieści istoty.
Istoty niskie, ale mające wielkie głowy. Może wielkie mózgi też. Oni porozumiewali się telepatycznie. Głos w głowie. Zresztą o tym mówili Barney i Betty, że głos w głowie słyszeli. Porozumiewali się za pomocą telepatii i Betty po prostu po pytaniu, które zadała tym kosmitom, zapytała się tych kosmitów, skąd oni pochodzą. Natomiast ci kosmici odpalili jakąś wirtualną, trójwymiarową mapę gwiazd z takich punktów świetlnych, które były połączone różnymi liniami, które Betty dokładnie skopiowała. Z tego, co pamiętam, właśnie po jednej z regresji hipnotycznych chyba, że przypomniała sobie tą mapę i po prostu ją narysowała i mówiła, że to była mapa zupełnie inna niż nasza. Była trójwymiarowo wyświetlona i przedstawiła tą mapę oczywiście jako dwuwymiarową mapę. I znalazła się jedna astronomka, Marjorie Fish.
Kobieta, która zadała sobie dużo trudu, aby zbadać otoczenie Ziemi tej mapy, żeby zobaczyć, czy być może da się zlokalizować, z której gwiazdy pochodzą. Oni nie powiedzieli, skąd pochodzą. Betty Hill. Dlaczego nie powiedzieli? Bo wyświetlili tą mapę i powiedzieli: „Wskaż, gdzie jesteśmy. Wskaż Słońce”. To znaczy wskaż swoją gwiazdę Słońce. No i Betty, wiadomo, nie znała się na astronomii. Zresztą to jest astronomia już zupełnie kosmiczna, bo trzeba mieć pojęcie nie tylko o naszym niebie, ale trzeba mieć pojęcie, jak gwiazdy są od siebie oddalone, jak to wszystko wygląda. Bardzo wam polecam.
Kiedyś grałem sporo w taką grę „Frontier Elite”. Taka gra, gdzie się handlowało, strzelało się, latało się po kosmosie, po najbliższej okolicy. Można było po całej galaktyce latać, ale niestety to były takie uproszczone silniki, więc można było tam najwyżej kilka, kilkanaście, maksymalnie kilkadziesiąt lat świetlnych latać, nie więcej. I tam była przedstawiona mapa w trójwymiarze. Można było sobie oglądać odległości pomiędzy danymi gwiazdami. Część gwiazd była tam bardzo dobrze umieszczona zgodnie z rzeczywistością, więc można sobie to zobaczyć, jak to wyglądało. Betty właśnie zapamiętała tą mapę, narysowała ją na kartce, bo kosmici jej powiedzieli: „Jak mamy ci pokazać, skąd my jesteśmy, jak ty nie wiesz, skąd ty jesteś?” Więc więcej nie pokazali, ale ta mapa była dosyć jednoznaczna, bo były dwie gwiazdy w centralnym punkcie i bardzo blisko siebie. I okazuje się, że taka mapa istnieje, że można taką mapę znaleźć w dosyć bliskiej odległości od Ziemi, bo Wydawało się, że tam gdzieś musiało być na tej mapie słońce, bo oni wyświetlili to, żeby pokazać. Jeżeli ona wskaże, to my pokażemy, skąd my jesteśmy, jak ty pokażesz, skąd ty jesteś. Ale na takim poziomie intelektualnym była.
Zresztą chyba każdy z nas by nie potrafił wskazać, gdzie jest słońce. Podejrzewam. Więc tutaj nie chodzi o to, aby umniejszać postać Betty Hill, bo ona jednak zadała to pytanie, odważyła się zadać im to pytanie i wiedziała, o co pytać, co mówić w ogóle, prawda? Nie że „jesteście szatanami, zgińcie, przepadnijcie szatany” i tak dalej, tylko już mówiła konkretnie. Wiedziała, o co chodzi. Że to są kosmici. Miała o tym pojęcie. Niestety nie udzielono, ale mapa została. I właśnie pani Marjorie Fish zrobiła trójwymiarowy model tej mapy i wyszło jej, że najlepiej to obrazuje dwie gwiazdy. Tymi dwoma gwiazdami były Zeta Reticuli.
Jeden i dwa. Dwie gwiazdy, które oddalone są od siebie o jedną ósmą roku świetlnego, czyli dosyć blisko. I praktycznie te gwiazdy są starsze niż słońce. Świecą nawet mocniej i cały czas jest w miarę jasno, to znaczy na tych planetach. Jeżeli tam planety okrążają te gwiazdy, to te gwiazdy są na tyle blisko siebie, że dosyć mocno oświetlają, muszą oświetlać atmosferę takiej planety, więc zawsze jest tak w miarę jasno. Chyba że w takiej koniunkcji gdzieś są, może tak się zdarzyć, że planeta czy się obraca, zawsze jest ta strona ciemna. Może tak się ułożyć, że nie z dwóch stron będzie ta planeta tylko z jednej strony. Czyli może być czasami i noc. Oczywiście może się tak zdarzyć. Dobrze, ale to już abstrahujemy zupełnie od rzeczywistości.
I co się stało z tą mapą? Zeta Reticuli jest oddalona o 39 lat świetlnych od Słońca około. Więc w przeliczeniu, jakbyśmy się poruszali prawie z prędkością światła, 99,99% prędkości światła, potrzebujemy sześć miesięcy tak naprawdę na lot. Rzeczywistego czasu ziemskiego 39 lat, ale naszego biologicznego sześć miesięcy. Więc to nie jest nic niemożliwego, ale to tylko jeżeli podróżujemy z prędkością podświetlną. Natomiast możemy, tak jak mówiłem, wyżej rozwinięte cywilizacje mają dużo lepsze technologie, więc może mają te napędy warp, więc może to im trwać na przykład tydzień rzeczywistego czasu. Taka eskapada, kto wie. I od tego właśnie się wszystko zaczęło, że szaraki pochodzą z Zeta Reticuli i coś w tym jest. Myślę, że możliwe to jest bardzo, że faktycznie stamtąd mogą pochodzić. Gwiazda jest o miliard lat starsza niż nasza.
Te dwie gwiazdy właściwie. I jest też gwiazda podobna do Słońca. Jest klasy słonecznej, więc światło jest jak najbardziej przyjazne dla rozwoju życia. Skąd wiem? Na Ziemi jest też przyjazne. Nie zabija nas słoneczko. Więc to jest jakieś potwierdzenie. Carl Sagan, sceptyk, fan SETI i egzobiolog, astronom, pracował dla NASA także, bardzo to krytykował. Mówił, że można różne mapy stworzyć, że to nie ma jednoznaczności. Potwierdził, że tak, to jest prawda, że zbieżna jest ta mapa, którą stworzyła Marjorie Fish, zbieżna jest z rzeczywistością astronomiczną i zbieżna jest z tym, co narysowała Betty Hill.
Tylko sugerował, że mogą być inne połączenia. Inaczej to może wyglądać, bo te połączenia, te kreski, które tam narysowała, to były szlaki handlowe czy coś takiego. Oni nie powiedzieli jej dokładnie, albo powiedzieli, już nie pamiętam, że to są szlaki handlowe. W każdym razie wyglądały tak, jakby były połączone, że tutaj mają jakieś interesy w tych miejscach. Słońce też było w tym miejscu. Także to jest jedna rzecz. Oczywiście gdyby to był jeden przypadek na świecie, to można by było to skreślić, że to przypadek, coś tam sobie wyobrazili i tak dalej. Ale tych przypadków są tysiące, albo już dziesiątki albo setki tysięcy. Są nawet takie przypadki jak Travisa Waltona. To jest taki przypadek, nad którym powinni się wszyscy zatrzymywać i myśleć, co się stało wtedy.
Do dzisiaj Travis Walton mówi, co się stało. Nic nie zmienia z tego swojego. Zresztą mało tego, jego koledzy, którzy byli świadkami tego, jak go UFO wciągnęło, po prostu strzeliło do niego z lasera. Później oni po prostu się przestraszyli, uciekli. Przyszli potem z powrotem po kolegę swojego, tego Travisa Waltona. Jego już nie było. On się znalazł po kilku dniach. Po kilku dniach. Szukano go wszędzie. Ekipy, setki ludzi przeczesywały teren.
Rozpłynął się po prostu. Rozpłynął się. Więc przypadek Travisa Waltona jest jednoznaczny. Nie można powiedzieć, że nie wiemy, co się stało. Można powiedzieć, że wojsko go wciągnęło, ale takiej technologii wojsko nie posiada, żeby obiekt wielkości kilkudziesięciu metrów, który mógł zawisnąć nad drzewami, który strzela jakimiś laserami, nie wiadomo co robi, po prostu bezgłośnie świeci, unosi się nad tym. Można powiedzieć, że wojsko w latach 70. już miało takie technologie, ale to równie dobrze dzisiaj możemy latać na Zeta Reticuli i porywać ludzi. Nie. Jest pewien poziom absurdu, do którego nie można dotrzeć. Byłoby więcej whistleblowerów, którzy by o tym mówili.
Są tacy, którzy mówią, że na Marsa latamy i tak dalej, ale bez żadnych dowodów. Nie ma nic po prostu. Muszą być fabryki, które to wytwarzają. Muszą być ludzie, którzy się tym zajmują. Nie da się tego tak zrobić. To są już potężne, wielkie obiekty. Niektóre obiekty mają kilka kilometrów wielkości. Były takie przypadki w Polsce, że obiekty, które miały kilka kilometrów, unosiły się nad Polską. I mówił o tym major Makieła Wojska Polskiego, który widział to na radarze. I to nie była fikcja, nie była jakaś mgła i tak dalej.
Samoloty poleciały, wzbiły się i widziały te obiekty. To nie był jeden obiekt. Największy z nich miał dwa czy ileś kilometrów, czy nawet więcej. Niesamowite. To mówią ludzie z wojska z Polski, nawet nie trzeba daleko szukać. To są jednoznaczne rzeczy, że to nie są rzeczy tutaj stworzone. To nie jest cywilizacja podziemna. Mówi się, że cywilizacja pod ziemią jest jakaś. Reptilianie, którzy to stworzyli. Na Marsie, na Wenus czy na Saturnie stworzyli.
Można wszystko twierdzić, ale uważam, że bardziej prawdopodobne, że to musi być cywilizacja bardziej widoczna. Ja uważam, że są tam wielkie obiekty koło Saturna, ale to zupełnie inne cele. Nie fabryki, że wytwarzają coś. Może i wytwarzają coś, trudno powiedzieć, ale uważam, że coś tam zbierają, coś kolekcjonują. Minerały, energie. Nie wiemy co, ale coś tam się dzieje. Natomiast czy wytwarzają te wszystkie niesamowite obiekty? Trudno powiedzieć. Może i tak. Może jest tam Gwiazda Śmierci koło Saturna, która zbiera gdzieś tam coś, przesiewa jakieś diamenty dla kobiet, dla kosmitek, które czekają na diamenty.
Raczej w innych celach oczywiście to wszystko jest robione. Już powoli będę kończył. Nie wiem, czy jeszcze coś, o czym jeszcze chyba miałem mówić. Także jeszcze możecie zadzwonić, jeśli chcecie. Telefon 33 482 72 32 lub Skype teoriachaosu.com. Jeszcze dzwoni Mateusz. Mateusza odbiorę. Witaj Mateuszu, jesteś na antenie.
[02:53:48] - Witam ciebie, Michale. Jak mnie słychać w ogóle?
[02:53:50] - Bardzo dobrze. Głośno i wyraźnie.
[02:53:52] - Bardzo się cieszę, bo tutaj testuję słuchawki USB, dlatego tak. Jesteś pierwszą osobą, do której dzwonię z tych słuchawek. Dlatego się pytam.
[02:54:03] - Super.
[02:54:04] - Generalnie to chciałem ci życzyć szczęśliwego Nowego Roku, bo nie zdążyłem, poza tym, że wysłałem ci tą wiadomość przed chwilą.
[02:54:11] - Dzięki, wzajemnie.
[02:54:12] - Słuchaj, ja mam pytanie do ciebie, bo tak rozmawiasz o tym, mówisz, opowiadasz z namaszczeniem. Ja mam takie do ciebie pytanie, czy tobie się to nie wydaje trochę dziwne, jeżeli taka cywilizacja istnieje, na przykład jeżeliby istniała, to nie wydaje ci się, że ich rozwój psychologiczny, psychiczny powinien być na tyle etyczny, na tyle wysoki, że raczej nie porywaliby nikogo tak jak my zwierzęta? My zachowujemy się gorzej od zwierząt, bo my je zabijamy, porywamy.
[02:54:45] - Zwierzęta też cię zje w lesie. Jak się spotkasz z tygrysem, z tygryskiem, to raczej jak będzie głodny, to cię szybciutko zje. Więc czy gorzej, czy lepiej? Trudno mi powiedzieć. Każdy ma jakieś cele. Ja nie mówię, czy oni są dobrzy czy źli. Niekoniecznie musi rozwój duchowy iść wraz z rozwojem naukowym, technologicznym. Trudno powiedzieć. To jest zupełna niewiadoma. Ja wiem tylko tyle, że tu przylatują.
Są i badają, coś robią, porywają ludzi. Ale jakie mają cele dokładnie, to tylko możemy się domyślać. Jakie to są cywilizacje, też możemy się domyślać po opisie ludzi, którzy o tym mówią. Po opisie też na przykład whistleblowerów, którzy pracowali na najwyższych stanowiskach w służbach specjalnych, mówię NATO-wskich na przykład, i mówili o czterech różnych rasach, ale prawdopodobnie jest więcej, tylko akurat w latach 60. już te służby wiedziały, że są cztery rasy różne. Jedna z tych ras dokładnie tak jak my wyglądają i są jak ludzie, tylko że są stamtąd. I jeszcze trzy inne rasy. Prawdopodobnie wśród nich byli szaracy. I o tych właśnie rasach się mówi. Mówią dużo ludzie, którzy są porywani.
Mówią, tak jak Jan Wolski był porwany, ten rolnik z Emilcina i opowiadał o takich płazoidalnych istotach. Więc różne są istoty. Są też reptilianie. Mówią niektórzy o reptilianach. Reptilianie może są raczej trochę przereklamowani, bo bardziej chyba to jest tak Chociaż trudno powiedzieć. Może też są.
[02:56:50] - I ty sądzisz, że to są cztery różne rasy, które są niezależne od siebie?
[02:56:54] - Nie. Ja uważam, że może być ich znacznie więcej. Cztery rasy to w latach 60. najwyższe służby natowskie wiedziały, że są cztery rasy. A czy są cztery rasy, czy więcej, tego nie wiemy. Od whistleblowerów to wiadomo, bo to jest do dzisiaj ściśle tajne. Jeden whistleblower o tym mówił. Nie tylko jeden, ale mówił o tym otwarcie, że dowiedział się o czterech różnych rasach, z których jedna była właśnie jak ludzie. Ale dużo mówi ludzi tych porwanych, jak oni wyglądali i tak dalej. Można mówić, że wojsko porywa, ale to jest dla mnie nierealne, żeby wojsko robiło jakieś przebierańce w tańce i w Emilcinie porywają Jana Wolskiego.
To jest bzdura kompletna, że wojsko rosyjskie porywa Jana Wolskiego i przebierają się za jakichś tam.
[02:57:54] - Ale słuchaj, to są takie rasy, które są ze sobą w komitywie, one dokładnie wiedzą, co to są wszystkie cztery, są ze sobą w zmowie, czy to są takie osobne? My jesteśmy, oni tam są, ktoś jeszcze tam jest i ktoś jeszcze tam jest i osobno.
[02:58:05] - Nasza ułomna wiedza służb specjalnych, które miały komórki, żeby zbierać informacje o UFO, jak najwięcej się dało wszystkich informacji i to były zebrane informacje. Natomiast tych ras może być sto, może być tysiąc, a mogą być dwie rasy, a natowskie służby tam poplątały. Trudno powiedzieć, to jest wielka niewiadoma. Natomiast że ktoś przylatuje i robi różne dziwne rzeczy, to są pewne rzeczy. Tak jak z Travisem Waltonem. Też mu jakieś złe rzeczy ci kosmici robili i tak dalej, on opowiadał. Ale go nie zabili. Go potem puścili po kilku dniach, ale na kilka dni zniknął. Robili kilka dni eksperymenty na nim. Można powiedzieć, że to wojskowi robili, ale świadkowie widzieli, jaki wielki obiekt miał, 100 metrów czy kilkadziesiąt metrów, który się unosił nad lasem bezgłośnie i wisiał nad lasem.
Pulsujące światło. I to widziało chyba siedem osób plus Travis Walton. Ci świadkowie do dzisiaj żyją. Wszyscy do dzisiaj to samo mówią.
[02:59:07] - A myślisz, że ci whistleblowerzy, po prostu nie znudziło im się nudne życie i nie chcieli sobie ulaknąć bycia w mediach, zaistnienia, zabłyśnięcia i dlatego sobie nie wymyślili na przykład czegoś takiego? Nie myślisz, że tak może być?
[02:59:24] - Zawsze może być, że sobie coś wymyślili, ale tak naprawdę oni na tym niewiele zyskują. Co zyskują? Nic nie zarobią na tym. Mogą mieć tylko poklask w mediach, ale nie w mediach mainstreamowych, tylko w mediach alternatywnych, bo nikt z mainstreamowych mediów do nich nie przychodzi. Jest na przykład ta organizacja, która zbiera tego typu ludzi. Projekt Camelot. Teraz tam jest projekt Avalon i się podzielił na dwa projekty. I naprawdę to tylko dlatego funkcjonowało, że mieli sponsora multimilionera, który powiedział, że ma dosyć tego świata. On mówi, że zna globalistów, wie, jak wygląda nowy porządek świata i tak dalej. I on z tym walczy.
Mówi, że nie chce dla swoich wnuków tego i wydał trochę pieniędzy, żeby zasponsorować właśnie te projekty. Sponsoruje inne jeszcze projekty, żeby walczyć z tym, co się dzisiaj dzieje dookoła. I tylko dlatego to zafunkcjonowało. Oni naprawdę tam kokosów nie zarabiają. To są takie mity z jednej strony, a z drugiej rozgłos zyskują jako wariaci w mainstreamie, bo ci ludzie są uważani teraz za przekręconych starych dziadków.
[03:00:33] - To jest oczywiste. Ale co chciałem powiedzieć, tak się właśnie zastanawiam, czy to są naprawdę whistleblowerzy, tacy ludzie, którzy naprawdę mieli kontakt z tymi służbami?
[03:00:47] - Tak. To są sprawdzeni. Można sprawdzić, że oni pracowali dla służb specjalnych na najwyższych stanowiskach. Tak, to można sprawdzić.
[03:00:53] - Że mają jakieś dokumenty na ten temat?
[03:00:55] - Takich dokumentów nie ma, bo takich dokumentów nie można ani znieść. To jest tak zwane eyes only. Oni mogliby go zabić za to. Oni wiedzą, że jeżeliby taki dokument wyciekł, to mogą go zlikwidować tak jak ciach. Tak jak Litwinienkę. Wyciągnął te informacje, powiedział te informacje o służbach rosyjskich, które wysadzały bloki w Rosji, Związku Radzieckim. Jedna ryba, jak określamy. O tym mówił. Miał być może dokumenty, zabezpieczył się i go musieli usunąć. Był bardzo niebezpieczny dla Putina.
Czy to Putin go zabił, czy ktoś inny, trudno powiedzieć, bo nie ma na to dowodów, ale to jest raczej Putin chyba.
[03:01:35] - Zawsze tak jest, że jeżeli ty pracujesz dla jakiegoś kraju właśnie w takim charakterze, to jesteś zobligowany tajemnicą na piśmie nawet przedstawioną, że do końca życia, może nie do końca życia, ale że nie masz prawa w ogóle ujawnić żadnych tajemnic związanych z twoją pracą dla tego państwa tak naprawdę. W ogóle dla służb, bo to się dla ciebie źle skończy generalnie.
[03:01:55] - Tak. Myślę, że bardzo dużo informacji tego typu miał, chociaż on trochę później już pił sporo, ale bardzo niedoceniona postać, czyli Milton William Cooper, który był też w służbach specjalnych. Pracował i on widział podczas służby w wojsku UFO. Tylko to kompletnie wytuszowano. Ale się zainteresował tym tematem. On bardziej interesował się tematem ogólnie. NWO, kosmitów i tak dalej. Chociaż on później twierdził, że kosmitów nie ma i jest tylko wojsko, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy nie był w tym manipulowany, bo on Bo on nie miał informacji, nie wykradł żadnych dokumentów. Nie miał dostępu do dokumentów o UFO. Nic.
Nie był na takim poziomie. On w służbach zwykłych specjalnych pracował, tak jak na przykład w Polsce ktoś by pracował. Co prawda on był w marynarce, ale nie miał dostępu do tych dokumentów. Natomiast jemu ludzie przysyłali różne dokumenty i dawali. I on miał całe archiwum tych dokumentów. Zresztą do dzisiaj jest to archiwum. Nie wiem, czy już nie jest rozparcelowane, czy służby nie powpadały, bo na pewno powpadały. Miał informacje też o zamachach z 11 września, przed zamachami z 11 września i zabili go na kilka miesięcy po zamachach z 11 września. Po prostu miał dużo informacji, co globaliści planują, co robią i on o tym wszystko opowiadał, pisał w swoich książkach. I załatwili go.
Po prostu wysłali FBI. Tak kończą ci ludzie. Już nie mówię whistleblower, bo on nie był whistleblowerem. On zbierał informacje jeszcze w latach 90. i 80. On był jednym z pierwszych takich jeszcze przed Alexem Jonesem, przed Davidem Icke'em, przed większością. Zbierał te informacje i publikował, nadawał swoją audycję radiową „The Hour of the Time”. I usunęli go, bo był bardzo niewygodny. Dzisiaj nie wiem, nie usuwają. Można powiedzieć, że on po prostu w służbach pracował.
Alexa Jonesa nie zabiją czy Davida Icke'a, bo nie pracowali w służbach specjalnych i dziennikarzy się w ostateczności zabija. Jest taki kodeks troszkę. Można tak powiedzieć, że jest kodeks. Jeżeli ktoś pracował dla służb, to ma dochowywać tajemnic, które obowiązują go do końca swojego życia. To nie jest tak, że sobie może wyjść, jest na emeryturze i może robić, co chce. Musi trochę się liczyć.
[03:04:33] - Ale wiesz, z drugiej strony to dla mnie takie nielogiczne. To muszą być technologie wojskowe. Dlatego, że jeżeli to by było tak, jak ty mówisz, że to są jakieś inne rasy i tak dalej, to komu by tak naprawdę zależało, żeby ktoś to specjalnie utajniał, żeby zamykać usta i tak dalej? Po co?
[03:04:52] - Strach. Ja o tym wielokrotnie mówiłem, że jeżeli okaże się, że kosmici istnieją i dolatują tutaj, i porywają ludzi, to nie ma rządu, aby zapewnił bezpieczeństwo komukolwiek na Ziemi. Więc po co płacić podatki? Ludzie wpadają w panikę. Większość mówi, że nikt w panikę nie wpadnie, wszyscy wiedzą. A nieprawda. Większość uważa, że może są, może nie ma, jacyś tam kosmici. Ale jak się okaże, że to jest prawdą, Barack Obama wyjdzie i powie, że jest, to jest panika. Na drugi dzień giełda pikuje w dół, wszystko po prostu się wali dookoła. Do kościoła ludzie zaczną chodzić albo odchodzić z kościoła.
Nie wiadomo. Będzie chaos, jeden wielki chaos, który się będzie dział. Co innego, jak na przykład jakiś aktor powie czy ja mówię, czy setki, tysiące innych ludzi, którzy mówią o tych sprawach, a inaczej jak wyjdzie Barack Obama. Jeden gość, który nie ma pojęcia w ogóle o UFO niczym, ale mówi: „Mam tutaj dokumenty, proszę, kładę, jest. Kosmici istnieją, jest to potwierdzone” i tak dalej. To przecież będzie chaos na Ziemi.
[03:05:52] - Czy ja wiem? Ale z drugiej strony, jeżeli tobie się nic nie stało przez tyle lat, żyjesz 30 lat na świecie i jakoś nie widziałeś takiego-
[03:06:00] - Troszkę dłużej.
[03:06:02] - No troszkę dłużej, powiedzmy. Myślisz, że jakby wyszedł jakiś, kto tam teraz jest prezydentem? Komorowski, tak? Wyszedł i powiedział do 30 milionów Polaków, że coś takiego istnieje, to każdy by poszedł do roboty normalnie, do sklepu potem po chleb, podejrzewam. I na tym by się rozmyło. Że zdarzają się sporadyczne przypadki gdzieś w jakichś Stanach, by powiedział i tyle.
[03:06:28] - Nie, to co innego jest. Co innego, jeżeli by ktoś powiedział, że tu mam dokumenty potwierdzające, że za częścią obserwacji UFO stoją kosmici. Kosmici istnieją. Tu są dowody. To co innego jest jakby tak Barack Obama. Polacy nie wiem, czy mają takie dowody. Chyba raczej nie. Więc po prostu niezbierane są takie dowody. Raczej wszystko jest przekazywane NATO, że to wszystko do NATO idzie. Ale powiedzmy ktoś, Donald Tusk, czyli prezydent Unii Europejskiej, by wyszedł, powiedział: „Jestem szefem Unii Europejskiej, jednego z największych krajów na świecie.
Oto są dowody na UFO. Tutaj NATO przekazało mi, proszę, ujawniam”. I jest. I wszystkie kamery są skierowane na to. Co prawda on raczej nie udziela za bardzo wywiadów, bo się boi, angielski ma słaby, ale zakładam hipotetyczną sytuację, że po angielsku dałby radę, czy po francusku, czy w jakimś innym. A nawet po polsku. Przetłumaczyliby. I naprawdę wszystkie media by były skierowane i byłby chaos. Bo wtedy nie wiadomo, co się zacznie dziać. Czy się zaraz kosmici ujawnią, czy zaczną porywać wszystkich, czy będzie wojna światów.
To się nam wydaje.
[03:07:39] - Ale to jest jakieś takie dziwne. Dlaczego akurat Stany są bardzo przez nich ukochane i dlaczego tam jest najwięcej tych przypadków?
[03:07:46] - Bo oni się tym zajmują. Od początku stworzyli ekipy, które przejmowały wszystkie artefakty, informacje UFO. Już od końca lat 40.
[03:07:57] - Nie, nie o to chodziło.
[03:07:58] - Mają dokumenty.
[03:08:00] - Tylko odwrotnie pytanie. Dlaczego akurat, jak ty to uważasz, te rasy interesują się nimi akurat, a nie Polakami?
[03:08:09] - Wszędzie. Przecież jak mówiłem, Jan Wolski, Polska, porwany. Mnóstwo różnych innych jeszcze przypadków. Ta kobiecina z jakiejś tam-
[03:08:22] - Coś mówiłeś, jak rozmawialiśmy ostatnio.
[03:08:24] - Zofia Namlich. Zofia Namlich miała tego implanta w głowie. Ma nadal. I też prawdopodobnie jest porwana przez jakąś rasę. I ona opowiada o tej rasie. Ona opowiada, że ją na planetę zabrali, że pokazali jej różne rzeczy. Kto wie, może i jest to prawda, może faktycznie ją zabrali i ona opowiadała o tym, jak jest. Nie wiemy po prostu. Nic nie wiemy w tym.
[03:08:49] - To jest jedna strona medalu, a druga jest taka, że może ma schizofrenię kobieta i tyle.
[03:08:53] - Ale zdjęcia rentgenowskie nie da się tak sfałszować. Wkleiła sobie do mózgu coś? Taki sześcianik, prawda? Jeden na jeden centymetr. Kończą się dywagacje, jeśli mamy pewne dowody na coś. Jeżeli mamy dowody na coś, to nie mamy już dyskusji, że ona sobie coś wymyśla.
[03:09:20] - Może się dziwne te dywagacje, bo mówiłeś, że na NTV czy na Porozmawiajmy TV, ale nie na TVN, nie na Polsacie, nie na Canal+, nie na TV4 czy gdzieś.
[03:09:32] - Dlaczego tam musi być akurat? I co to zmieni? Jak tam będzie, to co to zmieni? To nic nie zmieni. Tam to się będą ludzie śmiali z tego, bo tamto lemingi oglądają tę telewizję, więc dla nich istnienie kosmitów jest równie śmieszne jak to, że Lepper sobie beknął w Sejmie. To jest taki poziom intelektualny tych ludzi, że nie dopuszczają nawet myśli takiej, że ktoś tu może być.
[03:09:57] - Nie, poczekaj. Jeżeli jest to zdjęcie i jeżeli to istnieje naprawdę w jej głowie jakiś sześcianik, to jeżeli to przedstawiłaby w mediach mainstreamowych, to jest tak samo prawdopodobne i tak samo jest ważne, jak przedstawienie innych badań czy dowodów.
[03:10:14] - Ale nie będzie przedstawić w mediach mainstreamowych, bo nikt nie jest tym zainteresowany. Media mainstreamowe nie są zainteresowane tematem UFO kompletnie. Tylko żeby wyśmiać. Janusz Zagórski opowiadał wiele razy czy u mnie, czy w różnych audycjach, że co roku robi UFO forum i zaprosił generała Armii Polskiej, od lat 50. pilota myśliwców różnych, Apoloniusza Czernowa. I on opowiadał o swoim spotkaniu z UFO, z tymi obiektami UFO. Nie jednym, bo miał ileś takich spotkań. I co? Puściła telewizja? Puściła telewizja jakąś tam babę, nie wiem, czy to Zofię Namlik, ale oczywiście bez zdjęcia, tylko to, co ona tam mówi, że „na planecie coś tam widziałam”.
Różnie, mogło się jej pomieszać, wyobrażać sobie może różne rzeczy. Trudno powiedzieć, czy to prawda jest, czy nie. Ale pominęli w ogóle wzmiankę, że jacyś wojskowi byli, którzy opowiadali o tych sprawach. Rozumiesz? Żeby ten temat wyśmiać tylko. Ja nie wiem, czy to jest specjalnie robione.
[03:11:26] - Bo może tak być, że to pod publiczkę, żeby się dobrze ludzie bawili, to niby wojskowego tam.
[03:11:33] - Ja uważam, że to nie jest tak robione, że ktoś nakazuje im, żeby ośmieszać temat UFO, tylko oni sami z siebie tak robią, że naukowcy się śmieją z tego, że ci się śmieją, wszyscy się śmieją i to się tak nakręca temat UFO, że jest po prostu straszno śmieszne. A to tak nie jest. Ale już zaczynają w różnych mediach przebąkiwać o tym, już nawet na Discovery znowu powracają, że trochę się śmieją, ale trochę już jest na poważnie. Bardziej teraz mówię nazi UFO, że teraz mamy nazistowskie UFO, że mamy wojskowe UFO, że to nie kosmici, ale to ludzie już tworzą. Sorry, Gregory, ale obiekt o wielkości 100 metrów latający nie jest możliwy w stworzeniu w podziemnych bazach na Ziemi. Ja nie wierzę w to, że Ziemianie tworzą takie potajemnie obiekty a la cygaro 100-metrowe czy 300-metrowe i one sobie latają. Bo są też i zdjęcia, i na radarach to wszystko się pokazuje, już nie mówiąc o kilometrowych.
[03:12:35] - Ja się na tym nie znam. Ja słucham po prostu ciebie. Czasami tego Marka sobie posłucham bardziej dla rozrywki w sumie. Sam mam te swoje problemy, co ci opowiadałem.
[03:12:45] - Wiem, że wierzysz w wojska, a nie wierzysz w kosmitów.
[03:12:51] - Słucham?
[03:12:51] - Wierzysz w wojska, a nie wierzysz w kosmitów.
[03:12:54] - Tak. Ja jestem przekonany, że to ludzie ludziom gotują ten los, że my jesteśmy taką rasą podłą i że my jesteśmy tacy źli moralnie.
[03:13:03] - Jedno drugiemu nie zaprzecza, że porywa się ludzi do eksperymentów. To ja twierdzę, że to jest możliwe, że zamyka się w podziemnych bazach ludzi, robi się jakieś genetyczne horrory dosłownie. Że to nie muszą być kosmici, że to mogą być Ziemianie. Ja nie mówię o wszystkich, ale latające spodki, nie tylko spodki, bo to są i cygara, i kule, różne obiekty. Ja nie wierzę w to, że na tym wylatowie, gdzie się pojawiała ta kula, gdzie wylatywały te małe obiekty z niej, które tworzyły te kręgi, że to wojsko robi jakieś eksperymenty. Ja tego nie kupuję. Po pierwsze uważam, że wojsko nie ma takiej technologii ani rosyjskie, ani amerykańskie.
[03:13:41] - Może jakiś rolnik sobie poszedł na to pole, narysował sobie te kręgi i już.
[03:13:45] - Nie. To trzeba uważać, że Janusz Zagórski kłamie, że wszyscy kłamią. Co by nie mówić o Bernatowiczu, że on kłamie. Nie, to są ludzie uczciwi, mówią jak jest. Mówią jak widzieli to, że to miało miejsce, że nie oszukują.
[03:14:05] - To nie jest taki prosty temat, że masz tlen i wodór i jest z tego. Wiesz, o co chodzi? Nie jest to taki temat naukowy, że to jesteś w stanie potwierdzić. I dlatego tak jest. Dlatego ludzie tak do tego podchodzą, bo on jest niemierzalny, niezbadany. Nikt tego nie widział poza jakimś panem, panią Zofią i tym drugim panem.
[03:14:23] - Nie, bo mamy setki, tysiące, nawet już miliony świadków. Ja sam widziałem też UFO. Kosmitów nie widziałem, ale widziałem UFO. Obiekt w kształcie kuli, który miał jasność Niebieskawo-biały barwa.
[03:14:41] - Może satelita był?
[03:14:43] - Nie, to było wielkie. To musiało być coś nie z tej ziemi. Nie mówię, że mógł być to jakiś wojskowy dron czy coś. To był rok chyba 2004, z tego, co pamiętam.
[03:14:56] - To jeszcze w Polsce byłeś wtedy?
[03:14:57] - Tak. Jeszcze w Polsce. Góry Sowie właściwie to były, więc to było też dziwne, że akurat w Górach Sowich. Mogę powiedzieć, że to wojskowy obiekt i tak dalej sobie wymyślać, ale jeżeli przechodzimy do przypadku Travisa Waltona czy podobnych przypadków, to już nie ma mowy o wojsku. Nie ma mowy o tym, że Travis Walton widział wojskowych. Travis Walton nie widział wojskowych, tylko kosmitów na tym obiekcie, gdzie go porwali. A ci ludzie, którzy tam widzieli ten obiekt, widzieli, bo im nikt nie wymazał pamięci i policja chciała ich oskarżyć o morderstwo, że zabili tego Travisa Waltona i wymyślili sobie, że zobaczyli ten obiekt, to UFO. Że sobie wymyślili, że zabili go. A potem, jak po kilku dniach się znalazł, to wszyscy w szoku, bo zbadali cały teren. On się znikąd wziął.
Jeszcze był nagi.
[03:15:50] - Kowalowo.
[03:15:52] - Dokładnie wszystko przeczesali, bo myśleli, że oni go zabili. I cały czas im mówili „pokażcie, gdzie jest to ciało, gdzie jest jego ciało, gdzie zakopaliście” i tak dalej. Wciskali, że był wypadek czy coś tam próbowali sugerować. A potem jak on się znalazł i zaczął opowiadać to samo, co oni widzieli, dokładnie potwierdza ich wersję. Można mówić, że wszyscy kłamią, że nie ma ludzi uczciwych, żeby zarobić. Oni nic na tym nie zarobili. Nic. Null. Zero. Bo jak żyli, oni byli drwalami zwykłymi i musieli dalej całe swoje życie pracować normalnie, fizycznie czy gdzieś tam robić różne rzeczy.
Nic na tym nie zarobili. Więc to są mity, żeby to wykorzystać, żeby zaistnieć. Oni nawet nie chcieli o tym mówić, bo robiono z nich oszołomów, takich wariatów. Tak jak wszędzie. Tak jak i z Janem Wolskim był przypadek, to też przecież tam był jeszcze jeden świadek. Dzieci, które widziały ten obiekt.
[03:16:51] - Tak, tylko że mamy mało filmów, mało dowodów, a dużo gadaniny, dużo świadków.
[03:16:57] - Jak chcesz mieć dowód filmowy, jest trochę zdjęć dobrych. Filmów z UFO też trochę jest. Teraz dużo fałszywek jest, więc to trudno powiedzieć. Nie ma jednoznacznego dowodu, bo najlepsze dowody to są zdjęcia na przykład kosmitów. Takie zdjęcia fenomenalne, że robią olbrzymie wrażenie. Szaraków. Ale to wszystko zostało skonfiskowane przez służby specjalne i później wypłynęły. Whistleblower je ujawnił. Więc te zdjęcia zostały zabrane gościowi, który zrobił te zdjęcia. I on potem potwierdził: „Tak, to są moje zdjęcia, które mi zabrano”.
Zabrano aparat, wszystko. Rząd ma takie ekipy, że od razu następnego dnia faceci w czerni przychodzą czy choroba wie kto, jakieś ekipy i wszystko czyszczą.
[03:17:45] - Jeżeli byś nie pokazał albo ja bym wysłał tobie do jakiegoś radyjka, które ma 300 słuchaczy, to tam by nic się nie działo. Właśnie musiałbyś to pokazywać na Wolności.
[03:17:54] - Wszystko mogą śledzić. Dokładnie. Ja uważam, że śledzą te rzeczy na słowa kluczowe. Ale to zostawmy, to jest zupełnie inny temat. Ja uważam, że ten temat jest dużo szerszy i uważam, że istnieją kosmici. Docierają tutaj, badają nas i wiemy, że podróże kosmiczne są możliwe i nie na zasadzie 70 000 lat do najbliższej gwiazdy, bo to jest absurdalne. Voyager, który dotrze. Dzięki ci za ten telefon, Mateuszu.
[03:18:23] - Dziękuję. Napisałbyś mi jeszcze jakieś parę tytułów ciekawych? Ty się znasz na tym. Oglądasz dużo.
[03:18:28] - Ale jakich tytułów?
[03:18:30] - Jakichś seriali takich science fiction, takich ciekawych naprawdę, wartych obejrzenia.
[03:18:37] - Jakie ciekawe seriale? Ja dawno, dawno nie oglądam ani telewizji, ani seriali. Raczej tylko dokumentalne w tej chwili. „Archiwum X” przede wszystkim jest bardzo fajne, natomiast „Archiwum X” jest bardziej...
[03:18:49] - Spiskowe bardziej. To mi się tak nie aż tak bardzo podoba.
[03:18:52] - Ale o UFO też jest trochę fajnych rzeczy. Dobry był taki serial „Dark Skies”. Chyba tak się nazywał. Tylko że on jest kiepski, odwrotność „Archiwum X”. Lepszy od strony faktograficznej. Czyli dobre są te rzeczy, które tam są umieszczone, ale od strony fabularnej jest beznadziejny. Ta gra aktorska i te pomysły, że tam jakichś ufoków wrzucają, tam zabijają się, coś tam. To przegięte było.
[03:19:23] - Mi się bardzo „Star Trek” podobał. Też jestem fanem jak kolega, tylko „Voyagera” zrobili z tym dubbingiem takim polskim się zaśmiałem.
[03:19:28] - „Star Trek” jest dobry, tylko że to już jest science fiction takie już odlecione o 500 lat w przód czy tam 400 lat w przód, więc to trochę wybiega.
[03:19:40] - Ja raczej takiego szukam.
[03:19:41] - Aha, takiego. To „Star Trek”. „Stargate” też był dobry. „Ziemia: Ostatnie starcie”. Chociaż „Ziemia: Ostatnie starcie” też twórcy „Star Treka” właśnie robili.
[03:19:52] - To też jest serial taki.
[03:19:53] - Tak. O kosmitach, którzy tu przylatują na Ziemię i tam w pokoju, ale tak naprawdę nie wiadomo. Oni są trochę jak takie węże, że niby w pokoju, niby to ten, ale tak naprawdę mają swoje interesy, jakieś tam załatwiają, robią dziwne.
[03:20:10] - Zobaczę. Tego „Stargate” też nie znam.
[03:20:12] - Na pewno „V”. Czyli o tych, przylatują tutaj na Ziemię reptilianie. I są dwie wersje. Jest z lat 80. „V” i jest ta „V” najnowsza. Ta taka „Visitors” czy tam coś takiego było. „V”.
[03:20:26] - Aha. To polecam.
[03:20:30] - Czy o reptilianach, jak lubisz, nie?
[03:20:33] - Nie wiem. Wszystkie takie upędy łykał pewnie. Jak będą miał dobrą fabułę, to wszystko.
[03:20:37] - Jest cała masa, tylko dużo jest shitu też. Trzeba uważać, że kosmici wśród nas, prawnikami są, policjantami. To już takie przegięte. Taka telenowela z kosmitami. Też bywały takie filmy. To już zupełna tragedia. Natomiast „Star Trek” jak najbardziej. Polecam ci film, jak jesteś zainteresowany, „Roswell”. Zajebisty film. Nie serial.
Absolutnie. Nie serial, tylko film. Powstał film fabularny z Kyle'em MacLachlanem w roli głównej. On był też w „Twin Peaks”. W „Twin Peaks” grał. Kyle MacLachlan w „Diunie” też grał. Bardzo dobry aktor. David Lynch go bardzo zawsze promuje i on grał główną rolę w filmie, nie serialu, w filmie „Roswell”. Zajebisty film, bardzo przemilczany, w ogóle nie puszczany nigdzie. Nie można go na DVD łatwo znaleźć.
O tym mówiłem, że to jest taki pułkownik trochę, żeby nikt go nie widział, bo on otwiera oczy. Normalnie jest niesamowicie zrobiony. Zresztą Martin Sheen gra w tym filmie też. Bardzo dobra obsada aktorska jest. O Roswell. Pokazane Roswell na podstawie zeznań. Wiadomo, troszeczkę naciągnięty, ale dosyć zgodnie z tym, jaka była prawdopodobnie rzeczywista wersja wydarzeń w Roswell. Powstał film fabularny, świetnie zrobiony. Gra aktorska na poziomie mistrzowskim. Martin Sheen zły charakter gra, takiego ze służb specjalnych, który każe tuszować wszystko.
Kyle MacLachlan jest tym oficerem, whistleblowerem, który powiedział o tej całej sprawie. Jeszcze przed śmiercią chyba ten film powstał. Czy nie? Film chyba powstał już po śmierci głównego bohatera, tego whistleblowera.
[03:22:33] - Ja podejrzewam, że ci twórcy „Star Treka” robią najlepsze. Na pewno pierwszy, jaki będzie, to zobaczę ten, co ty mi polecasz o tej Ziemi. „Ostatnie starcie”, tak?
[03:22:46] - „Ziemia: ostatnie starcie”. On jest dobrze zrobiony, tylko „Star Trek” jest dużo lepszy, jest ciekawszy. Natomiast „Ziemia: ostatnie starcie” to jest film taki trochę bardziej, jak to by określić? Psychologiczny może bardziej powiedzieć. Więcej technologii jest, takiej różnej dziwnej technologii, relacji pomiędzy kosmitami a ludźmi. Taki bardziej rzeczywisty, bo wiadomo, że to się dzieje tu i teraz na Ziemi. A „Star Trek” jest taki odległy, że tam się coś dzieje w kosmosie, gdzieś na tym statku. Bardzo dobry jest. Też gra aktorska jest bardzo dobra. Dobrze zrobiony jest po prostu serial, co tu dużo mówić.
A polecam ten film „Roswell” każdemu. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tu i teraz i to, co się działo w latach 40. to „Roswell” jest rewelacyjny. Ja kilka razy widziałem ten film. Mam go na wideo. Kupiłem go kiedyś jeszcze na kasecie wideo. Mam, ale na DVD jeszcze mi się nie udało. Chyba też można na DVD gdzieś dostać, chociaż nie jest to proste.
[03:23:52] - Podejrzewam, że ściągnąć można. Ja tam ściągam seriale.
[03:23:54] - Można. A w polskiej wersji nie wiem, czy można, ale z napisami na pewno można. Wersja oryginalna jest też, polecam, bardzo dobra.
[03:24:05] - Niestety ja z moim angielskim to żadnych oryginalnych wersji żadnych dobrych filmów niestety nie mogę obejrzeć.
[03:24:13] - Tak. To z lektorem najlepiej. Dobrze. Dzięki ci, Mateuszu.
[03:24:19] - Dziękuję.
[03:24:19] - Wszystkiego dobrego. Trzymaj się. Cześć.
[03:24:22] - Dzięki. Na razie.
[03:24:25] - Dobrze, to już na dzisiaj ostatni telefon. Także dzięki za wszystkie telefony. Troszkę przedłużyłem z Mateuszem, bo bardzo fajnie się rozmawiało o tych różnych sprawach. Taki był niewierzący jaki, jak to się mówi, w kosmitów. Nie mam dowodów jednoznacznych, czy istnieją, ale wszystko przemawia za tym, że istnieją, że są, docierają do nas tutaj i wiemy, że muszą mieć technologię zupełnie inną niż nasza. Nie są to rakiety ani rakiety chemiczne, ani nuklearne. Zupełnie inne technologie. Jeszcze miałem tutaj powiedzieć też o napędzie, ale już nie powiem do końca Boba Lazara, o którym on mówił, bo Bob Lazar jest bardzo niewiarygodnym człowiekiem. To znaczy zdolnym, ale niewiarygodnym. Zresztą też Stanton Friedman udowodnił, że on po prostu oszukuje w różnych sprawach.
Bob Lazar mówi, że tu się gdzieś uczył, tu się w ogóle nie uczył, nie pamięta wykładowców, że coś mu z pamięcią zrobili. Jakieś takie tłumaczenia w ogóle. Można mówić, że tak, że wszystko globaliści ci od spisków mogą zrobić i tak dalej, ale powinien troszeczkę więcej wiedzieć tych rzeczy i nie oszukiwać. Więc to jest niewiarygodne. Że pracował gdzieś tam w Strefie 51 i robił jakieś rzeczy to fakt. Mógł coś tam robić, ale był jakimś pracownikiem, a nie głównym inżynierem Strefy 51. Ale te rzeczy, które opowiadał o tych UFO i tak dalej, są mało wiarygodne. I o tych napędach, o których mówił, że tam jest antymateria, że jest pierwiastek 115. Nie będziemy wiedzieli, dopóki takiego napędu nie będziemy mieli czy pierwiastka nie stworzymy 115, który będzie stabilny, bo na razie to się nie udaje. Więc mówiłem o tych rzeczach od bardziej naukowej strony.
I przypadków porwań UFO jest naprawdę cała masa. Wiele z nich jest udokumentowanych. A wielu whistleblowerów wojskowych, którzy opowiadali, że widzieli UFO na radarach, widzieli fizycznie UFO, które poruszało się niebywale. W latach 40., 50., 60., 70. się nic nie zmienia. Do dzisiaj się nic nie zmienia. Można obserwować wszystko, tylko trzeba chcieć. Trzeba obserwować więcej, wychodzić na dwór, oglądać, robić zdjęcia. Więc tego troszkę jest. Co prawda trochę mniej było tych spotków, więcej innych rzeczy.
Być może jest jakaś wojna o Ziemię, że jednak ci nie mogą przylatywać, ci mogą. Różnie to może być, ale zdarzają się i spotki nadal. Więc to nie jest tak, że tego po prostu nie ma. Bo UFO najbardziej interesujące są spotki. Latające obiekty, które są w formie spotków. Widać, że to są rzeczy, które są nie z tej ziemi. Dobrze. Myślę, że na dzisiaj to już tyle. A jeszcze jedna ostatnia informacja, taka niespodzianka. Dziewiąta debata ufologiczna będzie w najbliższą niedzielę, 4 stycznia o godzinie 19.00.
UFO w kosmosie. Właśnie o tym, co dzisiaj mieliśmy. Patrzcie, jak się złożyło. I dziwnych śladach na innych planetach. Także to, o czym dzisiaj będzie rozszerzone i pokazane, że nie tylko na Ziemi operują kosmici, ale także w kosmosie, w naszym otoczeniu, co świadczyłoby o tym, że to są obiekty, które wylatują gdzieś w kosmos. Zdjęć NASA ma też mnóstwo, ale to wszystko jest totalnie cenzurowane. Dobrze, to na dzisiaj Radio Paranormalium. Jeszcze dodam, bo nie pamiętam, czy dodałem. To na dzisiaj myślę, że już będzie wszystko. Dzięki, że byliście, wysłuchaliście długiej audycji.
Trzy i pół godziny. Kurczę, nie wiedziałem, że aż tak długo będę mówił. Ale temat bardzo ważny. Bo związany. Spiski tu się wiążą z rzeczami niewyjaśnionymi. Ewidentnie UFO to jest taki temat, który z dwóch stron można go hapsnąć. UFO dociera. Kosmici są. Po prostu wiemy, że to jest możliwe. To, co robią.
Docierają z innych gwiazd tutaj. I my też możemy. Także trzymajcie się. Za tydzień. Cześć.
[03:32:56] - Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near, have you traveled too far? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near, have you traveled too far? Do you know the story?