[00:01] - To think for yourself and question authority. Tadam! Witam wszystkich serdecznie w kolejnym odcinku Hiperprzestrzeni w sobotni, chciałem powiedzieć sobotnio-piątkowy, sobotni wieczór. Właściwie bardziej w taki niedzielno-sobotni wieczór. Ja jestem w takim nastroju dzisiaj po, w cudzysłowie, świątecznej kolacji, także dzisiaj się toczę, a nie chodzę. Łatwiej mi się toczyć. Także dzisiaj wytoczę wam ciekawą historię, która ciągnie się za nami chyba od początku. Jeżeli słuchacie razem ze mną, ja to mówię generalnie, a jeżeli słuchacie Hiperprzestrzeni, ta historia ciągnie się od dawien dawna, chyba od początku istnienia tego podcastu. Także dzisiaj dalej będę toczył tę historię o dziwnych rzeczach, które się dzieją aktualnie na świecie. O tych wszystkich dziwnych sprawach, które nie wiem, czy przepowiednia, czy nie przepowiednia.
Taki mamy czas ponoć, taki krytyczny czas troszeczkę, tak bym to powiedział. Chociaż kto to wie. Dzisiaj będę się przyglądał temu tematowi z troszeczkę innej perspektywy. Taki jest pomysł na dzisiejszy wieczór. Jak zwykle mam zamieszanie. Notatki latają ku szwedzkiego kucharza w serialu Muppet Show. Zaraz zacznę rzucać wszystkim za siebie. Dobra, zanim zacznę całe te dzisiejsze opowieści, chciałem was bardzo serdecznie przywitać, wszystkich was, wszystkich bez wyjątku. Chciałem bardzo serdecznie podziękować mecenasom Radia Pisenoff. Kochani, wielkie dzięki za wspieranie tej, moim zdaniem, szczytnej inicjatywy.
A co! Nie będę tutaj skromny. Także dzięki wielkie za wsparcie. Dzięki wielkie wszystkim wam za maile. Przepraszam, bo jeszcze dalej nie odpisałem. Dalej się zbieram z tym wszystkim, a mam troszkę rzeczy na głowie. Także co tu dużo ściemniać. Po prostu przesuwam to na jakiś taki okres, kiedy już część rzeczy zdejmę z głowy, będę mógł usiąść i stwierdzić: okej, te następne kilka godzin, które mam przed sobą dedykuję tylko i wyłącznie na odpisywanie na maile. Także dajcie mi parę chwil. Te parę krytycznych godzin się już zbliża.
Nie wiem, czy się zbliża koniec świata, ale te parę godzin na pewno. Także już za chwilę wam wszystkim podpisuję. Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy offline, którzy słuchacie tego nie wiadomo gdzie. I ciebie słuchaczko, i ciebie słuchaczu. Nie wiadomo jak, nie wiadomo którędy, nie wiadomo dokąd, ale gdzieś tam ta hiperprzestrzeń leci. Także pozdrawiam was. Miło, że słuchacie. Pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy online. Świat Chat, Chatango, którego używamy. Ten czat jest taki globalny, siada wszędzie na świecie.
Także sorry kochani, nie zalogujecie się na czata, nie wejdziecie, bo po prostu nie działa. Tadam! Tadam! Taka historia się wydarzyła. Myślę, że przeżyjemy bez żadnych problemów. Także pozdrawiam was wszystkich będących online, próbujących się wbić na czata. Daremne wasze starania, daremne wasze tęsknoty. Nie będzie czata dzisiaj, a może odżyje, może wstanie. Także zobaczymy się gdzieś tam na czacie. Być może.
A w międzyczasie zapraszam oczywiście na Twittera radiowego, żebyście wpadali sobie, sprawdzali, żebyście wpadali na Facebooka radiowego. Jak chcecie na przykład popromować radio, pchnąć dalej na jakieś nieznane oceany, to możecie podawać sobie na Facebooku dalej. Bardzo miłe, bardzo mnie to cieszy. Dzięki wielkie za podrzucanie, linkowanie i za robienie hałasu dookoła tego zamieszania. Także wow! Dzięki kochani wielkie. To naprawdę szalenie miłe widzieć, że robicie takie rzeczy dookoła tego zjawiska zwanego Radio Na Fali. Pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Hiperprzestrzeń. Tam też się trochę dzieje, bo ja zawsze tutaj mówię o swoim radiu. A co!
Ale tam też się troszkę dzieje. Tam są różne debaty ufologiczne, debaty o świadomych snach i tak dalej. Także jak nie słuchacie Radia Na Fali, to czasami zaglądnijcie. Warto. Ja oczywiście oprócz tego zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, czyli w matczynym radiu, moi drodzy, żebyście tam śmiało, dziarsko grzebali sobie we wszystkich tych podcastach, które tam parkują w archiwum, czyli Teorii Chaosu, Syntezy, Etykiety Zastępczej, Pichontarium, Konwentu Wiedzy Alternatywnej, Czasu Snu. Właśnie, będą dzisiaj dwa kolejne sny, bardzo ciekawe, ale to o wieczorowej porze. Także zapraszam, żebyście sobie zrobili coś pobudzającego, jeżeli jesteście lekko lśnięci przy spaniu czy jakoś tak. Mam nadzieję, że nie pośpicie przy tym radioodbiorniku. Zapraszam do wieczornych pór, do Dokładki, Zakazanej Wiedzy, Spektrum Rozwoju i tak dalej. Generalnie jest tam tego trochę.
Myślę, że jeżeli trafiliście na to radio całkiem niedawno, to myślę, że macie niezłą zabawę i naprawdę godziny słuchania. I bardzo dobrze, proszę państwa. Także zapraszam, żeby sobie tam grzebać. Także to już wszystko wiecie. To tyle względem ogłoszeń. Ale szybko dzisiaj! Po prostu tak się ogłosiłem, zagłosiłem. Wow! Aż po prostu się zdziwiłem z tego wszystkiego. Dobra, bo dzisiaj taki kolejny element tej całej opowieści.
Tak po kawałku powinienem powiedzieć, bo to chyba taki powinien być tytuł dzisiejszej audycji: Po kawałku. Bo wiedzę, proszę państwa, odkrywamy po kawałku. Tak mawiali drzewiej, tak mawiali dawniej. Tak i ja sobie myślę, że odkrywamy to wszystko po kawałku i że cała ta informacja o tym, co się dzieje na świecie, w którą stronę to wszystko zmierza i tak dalej, jest przed naszymi oczami. Tylko my nie do końca sobie zdajemy sprawę z tego, na co patrzymy i co w rzeczywistości widzimy. Dzisiaj kolejny element tej układanki związany z tematem, który jest troszkę jak gorący ziemniak trzymany w ręku bez kuchennej rękawicy. Generalnie parzy w łapę. Chodzi o ten czas transformacji, który zaczął się już jakiś czas temu. Niektórzy mówią, że w 1993 roku, zdaje się, czy jakoś tak. Były takie pierwsze wydarzenia astronomiczne, które zapoczątkowały ten moment transformacji.
Później słynny 2012 rok w grudniu. Gdzie było to idealne ułożenie wszystkich planet w jednej linii, ale z jednej linii z naszego punktu widzenia. Dzisiaj troszeczkę o tym będzie. Jesteśmy świadkami różnych naprawdę dziwnych wydarzeń. Ludzie czasami wariują dookoła nas. My czasami wariujemy, świat czasami wariuje. Mamy potężną, zaawansowaną, jak na swoje w cudzysłowie możliwości dzisiejsze, nie wiem, czy to jest dobre słowo, jak na swoje ograniczenia intelektualne, to i tak całkiem daleko zaszliśmy jako cywilizacja i dalej nie wykorzystujemy tych wszystkich rzeczy. Dalej jesteśmy gdzieś, ja bym to nazwał, przeciągiem. Stoimy w korytarzu, szarpiemy się z płaszczem, szarpiemy się ze wszystkimi ludźmi dookoła. Krzyczymy na tych, co na korytarzu.
Krzyczymy na tych, co w pomieszczeniach. Jest taki troszkę świat w rozkroku. I trudno to ukryć. Widzimy to na co dzień, obserwując nagłówki gazet, obserwując newsy, wszystkie te zjawiska dookoła nas. Widzimy, że to nie jest normalne, że jest pewna transformacja, która się odbywa. Coś się moje, że tak powiem, interpretowanie tej sytuacji. Ktoś mógłby powiedzieć, że nadinterpretacja, ale mniejsza o to, moi drodzy. Dzisiaj dokładnie o pewnej zakazanej wiedzy, w cudzysłowie zakazanej, bo ona jest ogólnie dostępna, aczkolwiek nie jest promowana. Nikt tego w szkole dzieci nie nauczy. Trzeba zupełnie innymi torami wyłapać.
Inna sprawa, że jest też spychana na margines nie wiadomo czego, bo w dzisiejszych czasach żyjemy w wykręconych czasach. A dzisiaj o odkrywaniu wiedzy i o transformacji świata, bo jest kilka rzeczy dookoła tego tematu, chociażby związanych z tak zwanymi spiskami i różnymi dziwnymi zachowaniami dużych instytucji finansowych, polityków, armii, pewnych rzeczy, które się dzieją dookoła. Słuchajcie, każdy z was na pewno słyszał, że większość tych szczwanych, psychopatycznych generałów, tych, co zawsze wysyłają cudze mięso armatnie na front, a sami siedzą, popijając koniak i debatując nad tym, czy ta linia frontu zadziała w tym miejscu, bo oni swojego dupska nie narażają nigdy, w żadnej sytuacji. Generałowie zawsze wychodzą zwycięsko z każdej bitwy. I są tacy generałowie do dzisiaj. Ci generałowie finansowi, militarni i polityczni, ci wszyscy, którzy czują się właścicielami świata i właścicielami cudzego życia, mają różne dewiacje na punkcie astrologii, na punkcie wróżb, na punkcie przepowiedni. Na pewno słyszeliście nie raz o tym, że Hitler miał wróżkę albo coś w tym stylu. Tego typu historie. Jest tego trochę. Także dzisiaj będę próbował odpowiedzieć na to pytanie, skąd to się w ogóle bierze?
Bo też nam się sprzedaje czasami takie rzeczy jako kompletne szaleństwo, że świat jest, jaki jest, że pewni ludzie oszaleli i tak dalej. Ale właśnie ile w tym szaleństwa? Gdzie jest to szaleństwo? W którym miejscu się zaczyna? W którym się kończy? I co się kryje za tą całą zagadką związaną z tajemniczymi stowarzyszeniami i nie tylko. Także dzisiaj to wszystko na konto zmian na świecie. Moi drodzy, jeżeli macie różne wizje, przeczucia, jakieś sytuacje związane z tym, co się wydarzy z tą planetą w przyszłości, to zapraszam serdecznie. RadioNaFali.com taki jest adres na Skype. Możecie śmiało zadzwonić i się podzielić informacją, tym, co myślicie na ten cały temat.
A ja tymczasem jak zwykle zacznę od muzyczki, proszę państwa, co by nie było, że tylko gadam i gadam. A wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. RadioNaFali.com taki jest maczyny adres. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zatem posłuchajmy muzyczki, zanim zaczniemy się zastanawiać, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. RadioNaFali.com. „Hiperprzestrzeń” oczywiście. Ja mam na imię Tomek. Jakbyście chcieli zadzwonić to RadioNaFali.com na Skype.
Tak mnie znajdziecie. Wszystko jest absolutnie live. Na dodatek transmitowane też przez Radio Paranormalium. Serdecznie pozdrawiam. Tam zdaje się czat nie padł. Także jeżeli ktoś ma ochotę czatować to tam jest najbliższy czynny czat. Przypomina troszkę film Barei, że najbliższe schody widokowe na lotnisku w Warszawie są we Wrocławiu. Ale zostawmy może Bareję. Rzucajmy się na nasz temat. Właściwie nie tyle rzucajmy, bo dzisiaj jestem w takim nastroju, że się bardziej toczę z lewa do prawa po tym świątecznym obiedzie.
Wiem, że jeszcze przed świętami, a tu w Anglii świąteczne obiady są troszkę wcześniej i kiedyś o tym opowiem. Zupełnie inna tradycja, inne miejsce. Anyway. A ja tak sobie nadaję spokojnie z Londynu, owego angielskiego, anglosaskiego Londynu. Właśnie miejsca, które jest związane bardzo mocno z tym tematem, o którym dzisiaj mowa zdecydowanie. Bo o czym chcę wspomnieć? O projektowaniu wydarzeń. Właściwie nie tyle wspomnieć, ile opowiedzieć troszkę większy obraz tej całej rzeczywistości, która się prawdopodobnie roztacza przed nami. To są informacje, do których ja dotarłem. Moja zbieranina tego wszystkiego.
Tak po kawałku latami zbieram tą wiedzę. Zbieram i końca nie widzę. I bardzo dobrze. Ale tak jak powiedziałem, wiecznie odkrywamy, całe życie odkrywamy wszystkie te informacje po kawałku. I właśnie od czegoś trzeba by zacząć. Od projektowania wydarzeń. Na pewno część z was, która gdzieś się buja po różnych spiskowych historiach Nie przegapiła jednego dziwnego wystąpienia niejakiej Christine Lagarde. Pani, która była szefem funduszu bankowego, międzynarodowego i tak dalej. Generalnie tłusta świnka, tak można powiedzieć. Taka skarbonka, taka naprawdę tłusta świnka.
Tłustą świnkę, a monety nigdy nie przestaną się sypać. Mniej więcej tego typu stanowisko globalnej finansjery. I ona wyszła i opowiedziała swego czasu taką historię, że siedem lat, siedem, siedem, siedem, siedem. To było 15 minut i przez te 15 minut chyba z x razy wspomniała siedem, siedem, siedem, siedem. Robię siedem kroków, obracam się siedem razy. To będzie siedem lat szczęśliwości. Będziemy szczęśliwi w siódemkę i tak dalej. O co w tym wszystkim chodziło? Część ludzi załapała całą tą historię i to załapała na tyle konsekwentnie, że skumała, że stoi za tym coś w rodzaju tajnego stowarzyszenia, coś w rodzaju tajemnej, mistycznej wiedzy. Nie jest to aż tak tajemna, aż tak mistyczna wiedza.
Jest to wiedza hermetyczna. Stała się hermetyczna bardzo dawno temu. To jeszcze czasy Grecji i Egiptu, gdzie cywilizacje wyorały to wszystko. Wpierw Grecy zniszczyli to wszystko, Egipcjanie też zniszczyli, później Rzymianie dokończyli, zwieńczyli dzieła zniszczenia, zamieniając Europę w śmierdzący ściek. Nie da się ukryć, żeby nie było inaczej. Moi drodzy, ja wiem, że Rzymianom się przypisuje wynalazki i cywilizację, ale w rzeczywistości zamienili Europę w jeden wielki ściek. Później się pojawił Watykan, jeszcze większy ściek i tak dalej. Zacznijmy tą przygodę, tą całą opowieść od Greków, od tak zwanej symboliki, bo właściwie można to nazwać symboliką. Od symbolicznej trójki. To by było chyba najsensowniej powiedziane w tym wszystkim.
Czyli od Pitagorasa, od pitagorejskiej trójki, tak zwanego symbolu tajemnej szkoły pitagorejskiej. Niewielu ludzi o tym wie, ale takie były czasy, że już wtedy były tajemne szkoły. O co chodzi w tym pitagorejskim trójkącie? On się dzieli jak każdy trójkąt na trzy odcinki jeżeli sobie narysujecie na kartce papieru. Pierwszy odcinek będzie miał długość trzech centymetrów. Później prostopadle do niego 90 stopni jest odcinek, który ma cztery centymetry, a to, co łączy te dwa odcinki i nadaje kształt trójkąta, ma dokładnie pięć centymetrów. I to jest taki specjalny sprytny symbol, który ma swoje specjalne znaczenie. To nie jest tylko i wyłącznie matematyka. To nie jest tylko i wyłącznie kwestia geometrii, wyliczania czegoś z cyrkla, tylko jest za tym troszkę większa historia schowana. Nazywa się to trivium, czyli cały koncept na funkcjonowanie świata.
I w tym koncepcie zawierają się trzy podstawowe elementy. Pierwszy to jest gramatyka, drugi to jest logika, a trzeci to jest retoryka. Ja teraz wam wyjaśnię, o co w ogóle chodzi z tymi trzema elementami, bo one brzmią może tak troszkę nie wiadomo, jak to ugryźć. Jest to banalnie prosta i trywialna sprawa. Gramatyka oznacza wiedzę. Taką wiedzę, którą możemy opisać kto, kiedy, gdzie i jak. Czyli budowa metafory opisującej naszą fizyczną rzeczywistość. Także możemy sprecyzować informację i powiedzieć, że coś tam gdzieś i to ma sens. Ktoś przynajmniej skuma, o czym w ogóle mówimy. Kolejnym elementem jest owa logika.
Logika to jest rozumienie dlaczego. Ustanawianie wspólnych relacji pomiędzy faktami i budowanie tak zwanego działającego modelu opartego o ową logikę. O tym, że połączyliśmy dwie rzeczy, że woda jest mokra, a szklanka z herbatą jest sucha. Także jak dolejemy sobie mokrej wody do szklanki z herbatą, to mamy zaparzoną herbatę, jak jeszcze podgrzejemy tą wodę. To jest właśnie logika. I do tego jest trzeci element, owa retoryka, po angielsku się nazywa wisdom, czyli właściwie wizje. To było chyba najlepiej powiedziane, bo w dzisiejszych czasach retoryka jest traktowana troszkę inaczej niż w starożytnych czasach. My w ogóle przeszliśmy pewną ewolucję w pojęciach i w dzisiejszych czasach wiele pojęć, wiele słów, łącznie ze słowem filozofia, właściwie oznaczają kompletnie coś innego niż u zarania swojego istnienia, niż w intencji autorów tego słowa. Ale to już opowieść na zupełnie inną historię. Generalnie retoryka tutaj oznacza wizję, ale wiedzę wynikającą z wizji, mówiąc szczerze.
Czyli jeżeli na przykład strzeli was piorun i niczym Nikola Tesla widzicie, jak macie zbudować urządzenie, to znaczy dokładnie macie wiedzę. Taką wiedzę, która wynika ze zrozumienia, czyli to, jak to działa. Ale tu jest jeden trik, ponieważ logika zajmuje się łączeniem już istniejących faktów, natomiast retoryka zajmuje się rozważaniem, jak to działa poza obiektem rozważań, czyli zastanawianie się nad zewnętrzną przestrzenią, w której odbywa się manifestacja owej materii. Czyli jeżeli wiatr wieje z lewej, wiatr wieje z prawej, to gdzieś pośrodku powinno nam być w miarę wygodnie. Wiatru oczywiście nie widać, także bierzemy pod nasze obiekty rozważania zewnętrzne, niewidoczne siły, które stwarzają materię. I to jest właśnie w tym oryginalnym, pitagorejskim znaczeniu owa retoryka. I to jest tak zabawnie, że jak sobie narysujemy ten trójkąt pitagorejski, to ten najkrótszy odcinek trzy będzie taki pionowy. To jest ta pionowa linia prosto do góry, łącząca ziemię z kosmosem. Nie przez przypadek, bo każda z tych liczb na tych kątach, każda z tych proporcji, bo to jest stosunek wartości trzy do czterech i cztery do pięciu i później pięć do trzech, ma swoją mistyczną, alegoryczną i tak dalej formę. Ma swoje alegoryczne, mistyczne znaczenia.
To jest ta tajemnicza symbolika tej tajemnej pitagorejskiej szkoły. Co oznacza trójka? Trójka oznacza Co tu dużo mówić. Jak mówić oznacza, gdzie nas uczą w szkole. W szkole uczą nas, jak mamy mówić poprawnie, żebyśmy byli zrozumiani przez pozostałą część populacji. Uczy nas się zasad gramatyki, konstruowania zdania tak, żebyśmy mogli się wysłowić. W trójce zawiera się też to, co myśleć, czyli owa logika. To ewoluowało potwornie do dzisiejszych czasów. Dzisiaj logika została zastąpiona kompletnie propagandą, czyli w szkole mówią nam, jak mamy mówić i jak mamy myśleć. A retoryka została zastąpiona przez poniekąd matematykę, przez abstrakcyjne numery.
To jest ten pierwszy człon, taki podstawowy człon istnienia tego trójkąta. Bez tej pierwszej proporcji nie wyliczymy pozostałych. Wyliczymy, ale generalnie to jest ta najistotniejsza. Łącznik między ziemią a niebem. Mamy kolejną liczbę tego trójkąta, czyli czwórkę. Quadrivium, który oznacza matematykę. Ale w jakim sensie matematykę? Matematyka dzieli się na trzy elementy, w tym pitagorejskim znaczeniu. Dzieli się na geometrię, czyli numery w przestrzeni. Dzieli się na muzykę, czyli numery w czasie.
Bo tym jest muzyka. To są te same numery, te same częstotliwości. Bla, bla, bla. Wszystkie te rzeczy, o których myślę, doskonale wiemy. Tylko że rozłożone w czasie. Nie dzieje się naraz, tylko rozkładamy. Ten akord jest grany po kolei. Jeden, drugi, trzeci. Nagle powstaje z tego muzyka. I astronomia, czyli numery w czasie i przestrzeni, połączenie tych dwóch elementów, czyli geometrii i muzyki.
Quadrivium właściwie poprawnie. Tak to się powinno po łacinie z greki czytać. Quadrivium. Ja zawsze mam zamieszanie z tymi nazwami. A piąty, czyli ta linia, która łączy te nasze dwa odcinki, które są pod kątem 90 stopni do siebie. Czyli liczba numer pięć. Proporcja pięć reprezentuje nasze zmysły. Stąd pochodzi cała nasza wiedza o rzeczywistości. Od zmysłów, moi drodzy. Z matematyką jest jeszcze tak, że w matematyce, w tym quadrivium jest jeszcze tak zwana złota sekcja, czyli opis matematyczny życia dookoła.
W tych abstrakcyjnych numerach możemy troszeczkę więcej zapisać. Możemy zapisać jedną rzecz. Ową złotą sekcję, która oznacza ni mniej ni więcej, że coś żyje i że się porusza, że coś jest w nieustannej dynamice. Tu myślę, niektórzy z was doskonale kojarzą bryły platońskie. To jest właśnie taki klasyczny opis świata kosmosu i przestrzeni pomiędzy materią, która w ogóle się manifestuje. Bo co tu mamy w tych bryłach platońskich? Mamy po prostu puste bryły w środku, w których jedna zawiera się w drugiej i tworzą te punkty na swojej zewnętrznej otoczce. Jak sobie połączymy te punkty, to mamy idealne kółko. Sfery niebieskie, muzyka sfer i tak dalej. Wszystkie te historie.
Wiadomo, że nie pochodzi to od Platona, bo te bryły platońskie wykopano w kilku miejscach na świecie i to w o wiele starszych miejscach niż tylko Grecja, łącznie ze Szkocją i tak dalej. Okazuje się, że była to informacja świetnie znana naszym przodkom i to co najmniej świetnie znana, jeżeli nie doskonale znana. Wspomniałem o tych bryłach platońskich, że to jest opis świata i kosmosu, a właściwie przestrzeni pomiędzy tymi kosmicznymi obiektami, które gdzieś tam krążą dookoła nas. To się nazywa pitagorejska koma, czyli to jest różnica pomiędzy. W muzyce oznacza to różnicę pomiędzy strojem, czyli tym niskim a wysokim, więc temper ton niskim, czyli takim, jak się orkiestra filharmoniczna stroi, a tym dosyć kiepskim strojem na 440 herców, który jest wysokim temper tonem. Tu zaczynają się bardzo ciekawe rzeczy związane z ową pitagorejską szkołą. Takie dosyć, powiedziałbym, alchemiczne. To są chyba, myślę, takie dobre wskazówki, żebyśmy złapali, o czym czasami mówią wszyscy ci dziwni ludzie, finansjery. Te tłuste świnki, które czasami przez 15 minut nie potrafią się zamknąć i mówią non stop siedem lat. Siedem.
Obsesja siódemki. Co wiedzą te elity? O co w ogóle chodzi i jaki to ma związek z projektowaniem wydarzeń, o którym wspomniałem, że dawni generałowie pytali się magów: „Czy to jest dobry moment na walkę? Czy ja powinienem ruszać, czy poczekać, aż księżyc będzie w nowiu?”. World Trade Center jest doskonałym przykładem. Jest to historia, która się wydarzyła w bardzo specyficznym momencie czasu i przestrzeni. To też nie wygląda na takie przypadkowe, jeżeli się spojrzy na to z punktu widzenia astrologa, który sprawdza planety i tak dalej. Ja wiem, że niektórzy uważają, że ta wiedza jest niepoważna, bo jest taka troszeczkę no valid. Nie da się tego sprawdzić za bardzo za pomocą miar i tak dalej. Ale jakimś dziwnym trafem większość tych dziwnych rzeczy, które się dzieją na świecie i to wymyślane właśnie przez duże rządy, przez tych bandziorów i skarbonki, dzieją się w konkretnych momentach czasu i przestrzeni, czyli w konkretnych datach.
Mamy na to masę przykładów. Chociażby inwazja dokonana przez Anglików na plaże Normandii. Przecież tam też wiadomo, że tam był astrolog. Sama historia z Hitlerem i astrologami. Historia z ludźmi, którzy przepowiadają przyszłość, tudzież aspirują do przepowiadania przyszłości i politykami współcześnie. I bardzo mocna historia związana z giełdą, czyli z tymi gigantycznymi finansami, które są wykradane z kieszeni zwykłych ludzi i przekazywane na konta banksterów. Tam też się okazuje to przewidywanie przyszłości, czy jak to nazwiemy, próba bardziej przewidywania przyszłości, organizowania się w jakichś tam cyklach. W ogóle próba rozumienia tych wszystkich cykli jest taką bardzo istotną rzeczą. Ja to tak w skrócie sobie nazwałem projektowanie wydarzeń na potrzeby dzisiejszego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Tak będę tego używał Ale wróćmy do naszej pitagorejskiej tajemniczej szkoły, o której nikt za bardzo nie chce mówić, bo uczą nas jak wyrysować ten trójkąt na matematyce, ale nie uczą podstaw, które stały pod tym trójkątem, można powiedzieć, który reprezentuje ten trójkąt.
Tu jest cała historia związana z owymi platońskimi bryłami, pitagorejską komą i tak dalej. Z tą tajemną, hermetyczną wiedzą, która zaczęła robić się bardzo hermetyczna i tajemna w czasach starożytnej Grecji. Jeżeli wybudujemy bryły według tych, że tak powiem, platońskich pomysłów i pitagorejskich wyliczeń, to otrzymamy właśnie oktahedron, cube, tetrahedron, dodekahedron i ikosahedron. To są takie geometryczne przestrzenne bryły, które wyglądają troszkę jak piłki posklejane z trójkątów. Myślę, że bez problemu znajdziecie je w internecie. Jeżeli nie wiecie jak to wygląda, to w slajderze akurat Radia Nafali platońskie bryły się pojawiają razem z napisem Radio Nafali. Tak to wygląda. Zresztą możecie sobie śmiało wpisać bryły platońskie w Google i znajdziecie bez problemu. O co chodzi z tymi bryłami? One są podporządkowane pod konkretne zjawiska i to nie bez przyczyny.
Oktahedron definiuje powietrze. Cube oznacza ziemię. Tetrahedron oznacza ogień. Dodekahedron oznacza kosmos. Ikosahedron oznacza wodę. Tu zaczyna się cała ciekawa sprawa, bo musimy wrócić do pitagorejskiej komy, czyli tej różnicy pomiędzy jednym kształtem a drugim. Tu troszeczkę nawiążę do rzeczy, która się nazywa sfery Keplera. Taki bardzo ciekawy rysunek, zresztą gdzieś tam kursujący na świecie, czasami chyba nawet na Radiu Nafali też kursujący. Myślę, że bez problemów. Takie przestrzenne bryły, inny układ świata, taki widziany z Ziemi, gdzie wszelkie planety, orbity tych planet są wyliczane właśnie na takich geometrycznych bryłkach i to się właśnie nazywało muzyka sfer Keplera.
Taki dżentelmen Kepler, który to opisał, wymyślił jeszcze grubo przed Kopernikiem, czy jakoś tak. To był taki inny pomysł na kosmos dookoła. Ten pomysł się mocno rozszerzył, o czym wspominałem swego czasu w Syntezie. Polecam w ogóle serdecznie, jeżeli lubicie takie troszkę bardziej techniczne rozważania, gdzie te połączenia leżą jeszcze bliżej siebie, to zapraszam serdecznie do Syntezy. Dzisiaj się tak podeprę troszkę, bo to już czas na Goethego, moi drodzy. Goethe mój Goethe, czyli jego genialne odkrycie, którym skasował Newtona i wszystkich pozostałych. Do dzisiaj encyklopedia Britannica jest wydawana z błędem, bo model rozbicia światła jest Newtonowski, a w rzeczywistości jest to ściema taka, bo to jest tylko i wyłącznie wyliczone z matematyki. Koleś zrobił jeden eksperyment, po czym stwierdził: „To już wiem, jak to działa”. Wyliczył sobie wzorek, powiedział: „To już zawsze tak będzie”. Okazało się, że nigdy nie ma tak, jak on wyliczył.
Jest zupełnie odwrotnie. Co odkrył nasz Goethe? Goethe odkrył, że światło rozbija się na takie dwa główne czynniki. Czyli mamy dzień i noc. Dokładnie taka sytuacja. W ciągu dnia czerwony i żółty, w ciągu nocy niebieski i fioletowy. Podstawowe kolory. Mówię, że mamy cztery podstawowe kolory i że nie są to te kolory, o których nas się uczy w szkole, o których nas się uczy wszędzie, że mamy paletę podstawowych kolorów i tak dalej. Nie, tu podstawowymi kolorami jest czerwony, żółty, niebieski i fioletowy. Natomiast kolorami składowymi jest magenta i zielony.
Czyli zupełnie inne podejście do sprawy. A skąd się bierze to podejście do sprawy? To podejście do sprawy bierze się z eksperymentów i obserwacji polaryzacji światła, tego, jak się tam wszystkie rzeczy dzieją. Tu należy wrócić troszeczkę do naszych szkół czasów edukacyjnych. I nie tylko, też sporo do starożytnej Grecji, do Arystotelesa, który uknuł taki termin jak sztuka rozumienia. Co to jest ta sztuka rozumienia? Sztuka rozumienia życia? Właśnie, o co tu chodzi? Sztuka nie jest od tego, żeby wyrażać, opisywać zewnętrzny wygląd, ale wewnętrzne znaczenia. I o tym pisał Arystoteles, że nie chodzi o to, żeby tam na zewnątrz, tylko żeby opisać swoje własne doświadczenia.
Ten jego pogląd składał się z trzech elementów. Czyli konceptu, czyli tego, że nasz umysł musi być gotowy do akceptacji rzeczywistości takiej, jaka bezpośrednio jest, do doświadczania tej rzeczywistości, a nie żadnego konstruowania wiary, żadnych takich konstruktów, które polegają na wierze po prostu. Czyli do akceptacji rzeczywistości jako bezpośredniego doświadczenia, a nie żadnej regułki i wiary. To jest taka pierwsza rzecz. Mimetic concept. Kolejną rzeczą jest tak zwane wzniesienie. Można to przetłumaczyć jako odtwarzanie, używanie wiary i systemów do wzmacniania właściwie wyższej wiedzy. I tu nam się pojawia po raz pierwszy taki oficjalny termin, że jest wyższa wiedza. Jak ktoś mówi o siódemkach, to może ma tą wyższą wiedzę. Generalnie chodzi o to, żeby użyć pewnych narzędzi, które mamy dookoła.
Jeżeli oczywiście te narzędzia działają, bo te narzędzia pomogą nam sobie przyswoić wyższą wiedzę. Słuchajcie, czy kojarzycie sprawy związane... Zresztą nie mówię o grupie Bilderberg, ale Bohemian Group, czy jakoś tak. Wszystkie te tajne stowarzyszenia. One mają swoje specjalne rytuały i każdy członek tych stowarzyszeń podlega pod te rytuały. Musi przejść wszystkie te bzdury. Te wszystkie bzdury są właściwie po to, żeby w jakiś sposób go nauczyć używania wiary i tych wszystkich systemów do wzmacniania swojej wyższej wiedzy. To taki troszkę wzmacniacz w jedną stronę, w drugą też, ale to już inna historia. Mniej więcej tak to można określić. Trzeci element tego wszystkiego, czyli uczenie się jak trzymać samobójcze myśli z dala od procesu doświadczania, czyli z dala od naszego życia, tak żeby generalnie się nie zaorać, żeby nie myśleć cały czas kiepsko o sobie.
Tu doświadczenie jest traktowane jako teoria wyższej wiedzy. Generalnie chodzi o to, żeby po prostu siebie nie zabić w tej materii, żeby nie polec w tej nieustannej gonitwie i nie uwierzyć w to, że światem rządzi tylko i wyłącznie materia i że my jesteśmy tylko i wyłącznie materią. To jest taki elementarny element tego zjawiska, żeby się nauczyć, jak trzymać się od tego samobójstwa z daleka. Bo jeżeli zaczniemy myśleć w ten sposób, w tym momencie nasze całe doświadczenie na wyższą wiedzę zostaje automatycznie odcięte, bo w tym momencie się koncentrujemy tylko i wyłącznie na kawałku materii i już nie mamy tej wyższej percepcji. Goethe kiedyś powiedział, że wyobraźnia tworzy narzędzia, a tym narzędziem jest właśnie ludzka świadomość i że trzeba mieć tą wyobraźnię. Także dokładnie tak to można w skrócie opisać. Wracając do Goethego, bo tu jest taka historia związana z Newtonem versus Goethe. Goethe, taka jest prawda, był największym naukowcem tamtych czasów, ale jako że Niemcy nie były największą kolonią i nie rządziły całym światem, dlatego Goethe został poetą, a naukowcem został okrzyknięty Newton, który nawet się naukowcem nie czuł. Czuł się po prostu zwykłym alchemikiem, zresztą nawet kiepskim, jak sam twierdził, który właściwie sam operuje więcej matematyką niż eksperymentalnie, bo nie do końca tego wszystkiego rozumie. Generalnie tak wyszło, tak się porobiło, a my zostaliśmy zostawieni gdzieś w pół kroku z tym wszystkim i wypadło na to, że musimy poszukać sobie sami tej prawdy, cokolwiek za nią stoi.
Jest takie stare powiedzonko, że tylko prawda nas wyzwoli. I tak to w rzeczywistości wygląda. Bo jak to jest z tą sztuką? Sztuka w dzisiejszych czasach rzadko kiedy już wyraża, opisuje wewnętrzne znaczenia naszego świata w ogóle dookoła. Z reguły opisuje jakieś tam zewnętrzne trendy, to, co się dzieje dookoła. Tak samo jak cała ta historia związana z naszą edukacją, tym, co mówimy, skąd się bierze to, co mówimy, że bierze się stąd, co myślimy, a to, co myślimy, jest projektowane przez retorykę, która stała się naszą współczesną wiarą. Generalnie na to wygląda. I stała się taką religią, w którą wszyscy uwierzyliśmy. I nie uczymy się za bardzo, nie szukamy za bardzo prawdy. Częściej szukamy religii, dogmatu i jeżeli nam jakaś pasuje, to się pod nią podpisujemy.
I tak oto powstała współczesna nauka zwana matematyką, chemią, fizyką, cokolwiek tam jest. Dlatego mamy takie nieustanne problemy z tymi wszystkimi teoriami, które gdzieś tam się kolebią po świecie i nikt nie jest w stanie ich wyjaśnić. Ci ludzie wiecznie siedzą i zastanawiają się, jak to zrobić, żeby to działało, jak to zrobić. A w międzyczasie wychodzi sobie właśnie taka pani Lagarde i mówi: „Siedem, siedem, siedem, siedem, siedem, wszystko będzie siedem”. I te dziwne daty wyburzenia budynków World Trade Center przez amerykańską elitę finansową, która postanowiła zrobić takie masowe ludobójstwo i później kontynuować to ludobójstwo gdzieś na Bliskim Wschodzie. Wszystkie te dziwne wydarzenia, które dzieją się właśnie w specyficznych odstępach czasu, specyficznych momentach, takich astrologicznych, bo to nawet nie są astronomiczne, to są już takie astrologiczne momenty. I czy ci ludzie poszaleli? Czy też ci ludzie posiadają jakąkolwiek tajemną wiedzę? No właśnie, się dowiemy, proszę państwa. Tymczasem jakaś muzyczka po tych starożytnych Grekach i tej starożytnej greckiej szkole pitagorejskiej, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w RadioNaFali.com.
RadioNaFali.com, „Hiperprzestrzeń”, a ja mam na imię Tomek. To co, lecimy dalej z tą opowieścią, bo tak się zawiesiłem na tym Goethe na kolorach. Ale nie przez przypadek, moi drodzy, nie przez przypadek, bo jest ku temu bardzo solidny powód połączenia tego wszystkiego razem, opowiedzenia wam tej historii o Grekach i tej pitagorejskiej tajemnej szkole. Bo o co chodziło w tej szkole? Chodziło o to, że taki doskonały trójkąt nie istnieje bez tych proporcji, że tylko one dają mu te magiczne właściwości. Jeżeli przyjrzycie się na właściwości kątowe takich trójkątów, w ogóle czysto konstrukcyjnie, to zauważycie, że to są najbardziej wytrzymałe kąty, które najlepiej się sprawdzają w budynkach i tak dalej. Jest masa różnych ciekawych opowieści, różnych takich dziwnych teorii, że to jest niesamowite, bo budynek, który ma taki element w sobie, zawsze będzie stał, nikt go raczej nie wyburzy, coś w tym stylu. Coś takiego jest oczywiście, jak najbardziej, ale chodzi o reprezentację tych wszystkich tajemnych elementów razem ze sobą, że to nie może działać osobno. Ale o co chodzi z tym działaniem osobno i działaniem razem? Zanim skoczę z powrotem do kolorów Goethego, szybko wam opowiem pewną historię o wilkach.
Tak, o takich zwierzakach, które biegają na czterech łapach w parku Yellowstone. Ponieważ park Yellowstone swego czasu po ingerencji białych szalonych ludzi zaczął po prostu umierać, obumierać. Strumienie zaczęły wysychać, woda zaczęła wysychać, zaczęła się robić jakaś taka toksyczna sytuacja generalnie. Nic nie chciało działać jak należy. A to dlatego, że owi traperzy, którzy postanowili przejąć ów park, wymyślili sobie, że oni będą kontrolować mamę naturę i że generalnie wyznaczą ileś tam zwierzaków do odstrzału, ileś tam nie, bo oni wiedzą, jak to wszystko działa i że w ten sposób stworzą doskonały park przyrodniczy Yellowstone. Efekt był wręcz odwrotny. Właściwie zaorali parkiem kompletnie, doprowadzili do takiej degradacji biologicznej gatunków. I się okazało, że coś trzeba z tym zrobić. I ktoś wpadł na genialny pomysł, że takimi zwierzakami, które żyją na dużych dystansach, formują taką w ogóle dziwną grupę morfogenetyczną, tak to można chyba w skrócie powiedzieć, są wilki. Są właśnie owe wilki.
Wpuszczono pierwsze wilki do parku Yellowstone. Efekt był niesamowity po latach. Wróciły jelenie, rzeki wróciły do swoich oryginalnych koryt. Wiem, że to może brzmi troszkę egzotycznie. Nie chcę robić wywodu o biologii, jak działa ten ekosystem, ale okazało się, że wilki były tak kluczowym elementem ekosystemu, że właściwie spowodowały zmianę nurtów lokalnych rzeczek, które sobie tam w parku płynęły, ponieważ okazało się, że zaczęło coś tam rosnąć. Coś, co zostało przyniesione na sierści wilka i to się rozsiało gdzieś w okolicy strumyka. To spowodowało kolejny element całej układanki. Pojawiły się bobry. Ta rzeka popłynęła w inne miejsce, tam, gdzie miała popłynąć. Koniec końców park nagle odżył.
Okazało się, że tym brakującym elementem, składnikiem tego wszystkiego są zwyczajnie wilki. Akurat w tym ekosystemie one uratowały cały ten park Yellowstone przed gigantyczną zagładą ekologiczną. Dokładnie tak samo jest w owych hermetycznych szkołach, łącznie z tą pitagorejską, która jeszcze pochodzi od Egiptu, od nauk Hermesa. Tylko tam oczywiście Grecy, jak zwykle przypisywali, tak jak Rzymianie zresztą później, wszystko sobie, że to oni odkryli matematykę, oni odkryli geometrię, oni wszystko odkryli. To my, Grecy. Nikt inny tego nie wiedział. To taka ściema dosyć mocna, bo wiemy, że ta wiedza funkcjonowała bardzo długo przed pojawieniem się jakichkolwiek Greków na tej planecie. Ma tysiące lat i mówi dokładnie o tym samym, że jest coś w rodzaju, po angielsku to się nazywa key element, czyli po polsku kluczowy element układanki. I gorzej, bo biały człowiek i ta cała cywilizacja wyobrażał, że znając częściowo całą tę układankę, będzie wiedział, co jest tym kluczowym elementem i jak go włożyć do systemu tak, żeby system zadziałał i żeby jeszcze kontrolować ten system. Okazało się, że jest zabawniej, bo właściwie wszystko jest tak zwanym kluczowym elementem.
Cała historia z wilkami w parku Yellowstone polegała na tym, że po prostu wybito wilki, ponieważ stwierdzono, że coś tam za dużo jedzą i że jak zjedzą za dużo, to będzie niebezpiecznie. Chociaż tam wilki były czymś normalnym. I kiedy wyciągnięto tylko jeden element z tej całej układanki, cały ten schemat rozsypał się niczym domek z kart po wyjęciu tej jednej karty na samym dole. I dokładnie tak samo jest w owych alchemicznych, hermetycznych szkołach, łącznie z tą pitagorejską. Dlatego ten trójkąt jest w cudzysłowie perfekcyjny i działa tylko wtedy, kiedy jest oparty na tych proporcjach trzy, cztery, pięć. Nic więcej, nic mniej. Tylko wtedy reprezentuje wszystkie te sprawy, które dotyczą nas tutaj, na tej planecie i nie tylko. W ogóle dotyczą całego kosmosu, w którym mieszkamy. Nie przez przypadek te platońskie bryły mają przypisane owe znaczenia, że oktahedron jest przypisany powietrzu, kub ziemi, tetrahedron ogniu, dodekahedron kosmosowi i icosahedron wodzie. Nie przez przypadek, ponieważ co mamy zaraz po wodzie, zaraz po powietrzu, po ziemi, ogniu, kosmosie i tak dalej?
Mamy substancje chemiczne, mamy minerały, proszę państwa, mamy coś, co się manifestuje w taki sposób, że widzimy to codziennie. I tak krok po kroku, wychodząc od owej alchemicznej wiedzy, która opisuje, że są pewne elementarne, nawet nie cząsteczki, są pewne stałe elementy w tej rzeczywistości, bez których nie da się jej zbudować. Mają swoje reprezentacje w geometrii, a co za tym idzie mają swoje reprezentacje w żywiołach, które są dookoła nas. A co za tym idzie, bo jak wspomniałem o tym Goethe, mają swoją reprezentację w kolorach, w spektrum światła, które widzimy na co dzień wszędzie dookoła nas. To wszystko jest przetłumaczalne na tak zwaną abstrakcję, czyli na numery. Możemy sobie to zapisać w postaci geometrycznej, możemy sobie zapisać w postaci muzycznej, tudzież w postaci tak zwanych liczb, czyli abstrakcyjnych numerów, które coś tam dla nas znaczą. Nazwijmy je abstrakcyjnymi, bo to chyba najlepsze na dzisiejszy wieczór. Także nie chcę tu rozwijać tego wątku z numerami, bo sama historia z numerami, moi drodzy, to jest opowieść na długie godziny albo i nawet jeszcze dłużej. Ale wracając do naszych kolorów i Goethego. O co chodzi?
My żyjemy w takim oszukanym świecie, w którym prawdy się nam absolutnie nie opowiada, nie uczy się nikogo prawdy, wręcz właściwie zakłamuje się. Nie wiem, czy celowo prawdę, bo wygląda na to, że niektórzy ludzie mają troszkę szersze pojęcie o tym, co się dzieje dookoła i trochę z tego korzystają. Natomiast reszcie w szkołach, w wielu innych miejscach, na uniwersytetach wmawia się nieprzeciętne bzdury. Tresuje się ich tak, żeby uwierzyli, wzięli to za religię, która obowiązuje i to staje się ich religią. I tak jak nauczono ich mówić, nauczono ich myśleć i nauczono ich owej retoryki, że numery rządzą światem, nie ucząc ich, że numery reprezentują pewną abstrakcję, która się dzieje, że to jest owa sztuka rozumienia według Arystotelesa, a nie wiedza, jak to działa. To jest tak, jak z tymi wilkami w Yellowstone, że jak wypuszczono te wilki, po paru latach nagle cały park krajobrazowy zaczął wracać do normy. Pojawiły się zwierzęta, które uznano już za dawno wyginięte dla tego regionu i które już nigdy się tam nie powinny pojawić z powrotem, a jednak wróciły. Co jest takiego przekłamanego w tej całej historii, którą nam się sprzedaje tak oficjalnie w szkołach, na uniwersytetach, w Encyclopedia Britannica i tak dalej? Mianowicie spektrum światła, czyli kolory. To jest ta prawda skutecznie przemilczana od 200 lat.
Mianowicie spektrum kolorów, które widzimy, to nie są kolory. To jest zniekształcenie, moi drodzy, które do nas dociera. To jest nic więcej, takie zniekształcenie. I to zniekształcenie następuje w pewnym polu dookoła nas. Ja nazywam to pole eterycznym, według starych zasad alchemicznych, bo tym to według mnie jest, ale to już inna historia. Właśnie to pole ulega zniekształceniu i dzięki temu widzimy kolory. Ale w rzeczywistości jest jeszcze dodatkowa rzecz, że jeżeli sobie wytniemy taką wstążkę i zrobimy sobie tą właściwą paletę kolorów, tą, która funkcjonuje w naturze, tą, którą widzimy na niebie, tą, którą widzimy w lesie, w strumyku, gdziekolwiek Czyli od czerwonego, żółtego, niebieskiego do fioletowego, to otrzymamy zupełnie inne spektrum kolorów. To, co nam się pokazuje w podręcznikach do fizyki, chemii, wszystkich tych ciężkich nauk, jak na przykład spektrum elektromagnetyczne i rozbicie na spektrum kolorów, że to jest taka częstotliwość, to siaka taka i owaka. To jest kłamstwo, proszę państwa. To jest takie ordynarne kłamstwo, ponieważ spektrum kolorów w ogóle wygląda zupełnie inaczej.
I przez to, że wygląda inaczej, zmusza do zupełnie innych wniosków. Przede wszystkim nas się uczy, że to spektrum się gdzieś tam zaczyna, gdzieś tam się kończy, a dalej już jest jakaś ciemność, kosmos i tak dalej. Wiemy już eksperymentalnie od 200 lat, dzięki właśnie Goethemu, że nie ma czegoś takiego jak czarny kolor. Nie ma czegoś takiego jak brak koloru. Mnie uczono jeszcze, że czarny to jest absencja koloru, czyli brak jakiegokolwiek koloru, a biały to jest po prostu światło. To jest takie nasilenie światła, że już nie widać żadnego koloru. Wszystkie inne pasma zostały wycięte. Ale tu się okazuje, że to wszystko to taka ściema i to taka, nie wiem, czy specjalnie ktoś o to zadbał, bo wygląda, jakby naprawdę specjalnie ktoś dbał o to, żeby ta wiedza nigdy do nas nie dotarła. Okazuje się, że to spektrum jest zupełnie inne i że wnioski wynikające z tego, że jest inne, stawiają nas w obliczu zupełnie nowego świata i zupełnie nowej percepcji tego świata przede wszystkim. Wracając do kolorów, jeżeli sobie wyrysujemy te spektrum według Goethego na tasiemce papieru i ją zawiniemy w takie kółeczko i skleimy niczym ozdobę na choinkę, to w tym momencie widzimy, jak kolor przechodzi, wraca i z powrotem.
Widzimy transmutację koloru. Widzimy, że nie ma czegoś takiego jak pasmo, gdzieś nam znika, ucieka i tak dalej. Nie. Po prostu widzimy proces. I to jest ta zasadnicza różnica. Te cztery kolory, które reprezentują ten cały proces. I nagle się okazuje, że kiedy robimy zdjęcia Słońca i to w postaci jakiejś takiej bardzo zaawansowanej, za pomocą teleskopu Hubble'a, za pomocą statków na orbicie kosmicznej Ziemi, wszystkie te historie, to Słońce jest fotografowane właśnie dokładnie w tych spektrach, ponieważ w innych spektrach jest po prostu niewidoczne. Dlatego nie przez przypadek widzicie zdjęcia wyładowań na Słońcu w czterech kolorach. Zauważyliście to, że jedno zdjęcie jest czerwone, czyli pokazuje promienie podczerwieni, kolejne jest na przykład żółte i pokazuje na przykład jakieś tam fale radiowe i tak dalej. Kolejne zdjęcie jest niebieskie, a kolejne jest fioletowe.
I dopiero złożenie tych kolorów do kupy daje nam coś, co my nazywamy obrazem rzeczywistym tego, co się dzieje na Słońcu, bo wszystkie inne kolory wynikają właśnie z miksowania tych czterech podstawowych kolorów. Czyli to, że tam się zielony pojawia i magenta, to właśnie wynika z tej podstawowej palety, a nie dlatego, że ten zielony gdzieś istnieje. Zielony w ogóle nie istnieje jako kolor. To jest taka nasza iluzja. My tylko widzimy zielony. Może być tak, że zwierzaki i nikt poza nami tego zielonego nie widzi, bo to jest taki trik, który się odbywa w naszych oczach. Ale wracając do tego wszystkiego, do tego Słońca, okazuje się, że Słońce to nic innego jak polaryzacja dwóch skrajnych barw z tej palety, czyli z tego spektrum światła, czyli niebieskiego i żółtego. I wszystko to, co się dzieje po drodze. Jedno przechodzi przez drugie, po czym wraca z powrotem, tak jakbyśmy byli w nieustannym cyklu. To jest ta logika symboliczna, jak to się mówi.
Pamiętacie może gdzieś tam przeglądaliście jakieś rysunki na internecie albo w jakichś książkach alchemiczne, gdzie słońce jest podzielone na cztery żywioły? Ta wiedza jest bardzo stara i naprawdę funkcjonuje to na tej planecie od tysięcy lat. Nam się o tym nie mówi. Nam się opowiada jakieś głodne kawałki o jakimś spektrum elektromagnetycznym, które wygląda jak tęcza. W rzeczywistości nic nie wygląda jak tęcza, poza oczywiście rozbiciem światła w wodzie. Kiedy pada sobie deszczyk, wtedy tęczę widzimy na niebie. Ale to też jest taka iluzja optyczna, proszę państwa, to nie ma nic wspólnego z tymi rzeczywistymi mocami, ponieważ tak jak wspomniałem przy tych bryłach geometrycznych występują konkretne kąty, konkretne napięcia, naprężenia. To produkuje jakąś tam swoją energię i tak dalej. Wszystko jest powiązane ze wszystkim. I przechodząc od tych właśnie platońskich brył, poprzez te żywioły powietrza, ziemi, ognia, kosmosu i wody docieramy do kolorów.
I kolory dokładnie reprezentują to samo, bo jest to nic innego jak tylko przetłumaczenie tego samego konceptu, tylko że już na troszeczkę inne medium, na medium płaskie, kolorystyczne można powiedzieć, chociaż kolory można widzieć 3D, absolutnie. Tak sobie myślę. I to jest ta logika symboliczna, która jest przed nami ukryta we wszystkie starożytne symbole. Dlaczego na przykład wąż zjada swój ogon? A już ten klasyczny alchemiczny symbol, gdzie są dwa węże, które zjadają się nawzajem. Te miejsca, gdzie węże się zjadają, to są miejsca właśnie niebieskiego koloru i żółtego koloru. To jest ten moment przejścia przez tą całą transformację. Nam się o tym absolutnie nie mówi. Nie opowiada się tych wszystkich rzeczy, bo oficjalnie w Encyclopedia Britannica istnieje model Newtonowski i wszędzie, na wszystkich wykresach jest nam pokazywany właśnie ten model i nam się uczy, że tak właśnie świat jest skonstruowany, co jest absolutnie kłamstwem. Kolejny krok i lądujemy w archetypach, proszę państwa.
Czym są archetypy? Archetypy opisują tworzenie świata. Świat kosmiczny, świat materialny to jest opis, czy potrzebujemy wilka, właściwie czego potrzebujemy do parku Wild West Town. Co jest tym key elementem. Archetypy są tymi kluczowymi elementami tego całego świata. I na te kluczowe elementy składa się tworzenie, świat kosmiczny i świat materialny. Czyli mamy tą trójkę, słynną trójkę trivium z pitagorejskiej szkoły. I tutaj jest bardzo proste przełożenie na naturę, ponieważ nie przez przypadek się pojawiły te wszystkie kolory, ponieważ one wzięły się z eksperymentów. Goethe cały czas były eksperymenty i nie tylko on, bo wspominałem Schedę po Goethem przejął Rudolf Steiner, który robił takie eksperymenty. Później tą schedę przejęli uczniowie Rudolfa Steinera, później Lilly Kalisko między innymi, ale o tym za parę chwil.
Na razie zostanę przy archetypach troszeczkę, bo ten archetyp opisuje praktycznie metodę funkcjonowania tej całej układanki. My możemy oczywiście twierdzić, że nie wiemy, jak to działa, nie do końca. Świat jest niepoznany, nieznajomy, dziki, nieogarnięty. Nie do końca. Okazuje się, że ci, którzy robią dużo zła na świecie, jakoś tak za bardzo tym nie przejmują i starają się zawsze wycelować w pewne konkretne daty w kalendarzu, w pewne konkretne momenty, kiedy cykl planet nad planetą Ziemia jest taki, a nie inny. Nie przez przypadek, moi drodzy. Tutaj nawiążę do steinerowskiej szkoły, szczególnie tej związanej z uprawą rolnictwa. Jeżeli ktoś z was sadzi jakieś rośliny i tak dalej, polecam bardzo serdecznie, bo tam jest doskonałe zrozumienie tego wszystkiego. Takim człowiekiem, który się tym zajął po Steinerze była jego poniekąd prawa ręka Rudolf Harschke, który opracował cały ten system do roślin. Opisał rośliny, formowanie się minerałów, związków chemicznych i tak dalej.
Wszystko to, co się tam dzieje. Ale zacznijmy od takiej prostej rzeczy. Od tego, co widzimy, że świat, który widzimy, jest dokładnie tym światem, który jest, że to nie jest iluzja. Bo nam się też opowiada troszkę, że widzimy pewną iluzję i że nie warto się tym sugerować. I kończymy na końcu w takiej sytuacji, że mamy banksterów i tak dalej, a my uparcie wbijamy sobie do głowy: „Nie, to tylko iluzja”. Nie do końca. To nie jest iluzja. To jest absolutnie rzeczywistość, która się dzieje dookoła nas. Szczęśliwie nie jest to jedyna rzeczywistość, ale to jest rzeczywistość fizyczna, materia. Tak to wygląda, tak to funkcjonuje.
Także nie ma co się kopać z koniem. Trzeba to zaakceptować, bo inaczej nie będziemy mogli nigdy skorzystać z tego, z czego prawdopodobnie korzystają obimożni tego świata. Ale wracając do roślin. Wystarczy się przyjrzeć na roślinę, jak jest skonstruowana. Takie samo przedstawienie tych samych mocy i te same zjawiska, które występują przy owych podziałach na oktahidron, cube, tetrahedron, dodekahedron, na wszystkie te żywioły powietrza, ziemi, ognia, kosmosu i wody, na wszystkie te czerwone, żółte, niebieskie, fioletowe i tak dalej. Całą tą historię o naturalnym przebiegu polaryzacji światła, tego rozbicia światła, tego, jak naprawdę wygląda to spektrum dookoła nas i że to spektrum nie ma końca ni początku, tylko jest taką zawiniętą wstęgą, można powiedzieć Mobiusa wręcz. Są rośliny i one to reprezentują idealnie. Zacznijmy od początku. Kwiaty i owoce, czyli to, co jest na samej górze rośliny, to, co pojawia się spontanicznie tylko raz, jednorazowo. Są rośliny, które owocują ileś tam razy w roku, ale generalnie chodzi o ideę.
Reprezentują numer jeden. Liście, które posiada roślina to jest numer dwa. Łodyga możemy nazwać to numerem trzy. Pędy, które się wypuszczają z rośliny to jest numer cztery, a układ korzeniowy to jest numer pięć. Także wszystko nam się zamyka w owej alchemicznej piątce. I generalnie tu też jest taki fenomen, który odkrył właśnie Rudolf Harschke. O co chodzi z tym fenomenem? Że jak roślinka rośnie, pojawią się korzenie, to pojawiają się pędy. Pędy są czymś osobnym od liści i od gałązek w roślinie. Z pędów wyrasta łodyga.
I z tej łodygi dopiero wyrastają nasze pozostałe elementy. I tu się okazuje, że te pozostałe elementy energetycznie, konstrukcyjnie zaczynają dokładnie ten sam proces. Czyli zaczynają od bycia pędem, później przeistaczają się w gałązkę, później z gałązki wyrastają liście, później pojawiają się jakieś tam owoce lub nie. I że generalnie cała roślina jest takim mikrokosmosem, takim fraktalnym układem. Bo my oczywiście z reguły traktujemy fraktale, przynajmniej w normalnej, popularnej kulturze, jako rzecz tylko czysto i wyłącznie wizualną. Mamy problem czasami, żeby dostrzec to w roślinie, ale to jest dokładnie ten sam pattern, który się powtarza w każdej roślinie. Troszeczkę jakbyśmy pomyśleli, że każda gałąź drzewa jest osobnym drzewem w momencie, kiedy wyrasta. I tak to w praktyce wygląda. Natomiast układ korzeniowy zasila to wszystko i taka główna łodyga, na której jest to wszystko postawione, jest takim akumulatorem, doładowuje to spektrum. To układ, który cały czas się odtwarza w nieskończoność.
Odtwarza, regeneruje. W alchemii takim obrazem tego zjawiska jest przedstawienie nieba. Na pewno kojarzycie, że dużo obrazów, które pochodzą od takich malarzy, co to niby nie wiadomo, czy to mieli coś wspólnego z alchemikami, z jakimiś tajemniczymi szkołami. Dziwna symbolika na tych obrazach ma taki duży element nieba. Tam zawsze jest sporo miejsca na niebo i te chmury zawsze są spektakularne. I tam też jest przedstawienie pewnej klasycznej prawdy owej starożytnej szkoły, którą odkrywamy kawałek po kawałku, że zaczyna się malować od nimbusów, czyli od tych potężnych deszczowych chmur, tych na samej górze. Później tak zwane cirrusy, chmury, które funkcjonują w układzie paralo, lecą w każdym kierunku, bo to jest ich charakterystyka. Później są cumulusy, czyli to są chmury, które rosną w górę od linii horyzontu, tak cały czas w górę. I stratusy, czyli szeroko rozciągające się po niebie, rosną od dołu. My oczywiście mamy większe spektrum w dzisiejszych czasach, bo to zostało podzielone, skatalogowane i oficjalnie mamy tych gatunków chmur chyba z 40 rodzajów.
To jak ktoś się uczył latania na paralotni albo spadochroniarstwa, to doskonale wie, o czym mowa. Ale taka elementarna miarka tych chmur, taki elementarny podział jest właśnie na nimbusy, cirrusy, cumulusy i stratusy. I to wynika właśnie z owej alchemicznej prawdy. Spektrum elektromagnetyczne, moi drodzy. Jeżeli przez te chmury przepuści się światło, to dokładnie na samym końcu otrzymujemy ten sam efekt, o którym mówił Goethe, czyli dokładnie otrzymujemy tą paletę. Tak chmury filtrują to całe światło. Dlatego- Się rozdziela na te elementy, ponieważ te dodatkowe chmury, które my już sobie wymyśliliśmy w dzisiejszych czasach, dodatkowo je nazwaliśmy, są niczym kolory składowe. Są czymś pomiędzy. Są niczym więcej jak ową pitagorejską komą, czyli różnicą pomiędzy. Dlaczego więc ekologia się myli i czy myli się świadomie?
Bo to jest dobre pytanie. Skoro okazuje się, że właściwie cały świat zasuwa w kółko i my jesteśmy perpetum mobile, tak to można nazwać, spektrum światła widzialnego, technicznego i tak dalej. Wszystko to, co jest związane z technologią, jest zupełnie inne i nikt nam nie chce o tym mówić. O co tu w tym wszystkim chodzi? Skoro od 200 lat eksperymenty wykonywane nieustannie i tu mowa jest o tysiącach eksperymentów, mówią coś zupełnie innego, niż nam się wtłacza do głów, niż nam się mówi w szkołach, opowiada w telewizorach, gazetach i tak dalej. Co w tym jest takiego ciekawego? Rudolf Hauschka, ten człowiek Rudolfa Steinera, badając te rośliny według alchemicznych zasad, zauważył bardzo ciekawą rzecz, że dookoła rośliny formują się minerały i różne związki chemiczne w tej roślinie. To chyba wszyscy doskonale wiemy, że jak roślinka rośnie, zaczyna produkować te wszystkie rzeczy. On zaczął to mierzyć, ale nie tak normalnie, tylko zaczął mierzyć to względem cyklów Księżyca. I to nie w ciągu tygodnia, dwóch, trzech czy pięciu, tylko w ciągu roku.
On sobie rysował strzałki, jak to rośnie, kiedy nie rośnie, kiedy rośnie szybciej, kiedy wolniej i tak dalej. Było trochę lat, było trochę czasu, była okazja zrobienia eksperymentów. To były jeszcze inne czasy, inny wiek. Okazało się, że te cykle mają dominujące elementy, że są pewne momenty w czasie i przestrzeni, które są bardzo kluczowe dla rozwoju rośliny i jeśli się je zlekceważy, to szlag trafi uprawę. A jeżeli zadbamy o te elementy, to nagle okazuje się, że zboże rośnie jak dzikie. My się z tego śmiejemy, bo to jest podstawa do wielu dowcipów pod tytułem: „Co to za marchewka? Hodowana po wschodniej stronie wzgórza, sadzona przy pełni księżyca i zbierana podczas zaćmienia słońca”. Faktycznie okazuje się, że może brzmi jak opowieść z bajki, ale wcale nie jest bajkowe. Okazuje się, że rośliny współpracują nieustannie i stale, są częścią tego całego ekosystemu. Ekosystemu, który tak jak wspomniałem o tych bryłach Keplera, jest zorientowany według bardzo specyficznego układu rozłożenia gwiazd na niebie.
I nie jest to układ kopernikowski, moi drodzy, nie ma to nic wspólnego z Kopernikiem, z pomysłem tym, że jesteśmy trzecią planetą od Słońca i że wszystko się kręci dookoła Słońca i tak dalej. Nie, to nie jest układ heliocentryczny. To jest wszystko według układu geocentrycznego. I tu następuje pewien solidny clash cywilizacyjny, bo nas się uczy o tym, że jesteśmy w układzie heliocentrycznym, czyli generalnie słonecznym, co też nie do końca jest prawdą, bo Słońce nie jest w środku naszego Układu Słonecznego. Nawet jeżeli badamy ruch naszego Układu Słonecznego z Ziemi, z naszych satelit, to Słońce jest właściwie obok tego punktu, który jest centrum. To nie jest centrum. Słońce jest obok. Słońce jest jedną z wielu planet, które też latają dookoła pewnego tajemniczego punktu, który właściwie jest jedną wielką pustką w kosmosie. I to jest centrum naszego Układu Słonecznego. Tak to w praktyce wygląda i nie chce być inaczej.
Ale to się okazuje, że wszystkie rośliny i całe cykle na Ziemi są bardzo mocno przyporządkowane właśnie nie temu układowi heliocentrycznemu, że my się kręcimy dookoła słoneczka i że stąd się biorą sezony, tylko geocentrycznemu, czyli że centrum świata, w ogóle kosmosu, jest Ziemia i że wszystkie te sytuacje muszą być wyliczane z naszego punktu widzenia, czyli z Ziemi. Na pewno kojarzycie, wspominałem o dosyć specyficznych wykresach geometrycznych tego, jak Wenus sobie zasuwa po naszym niebie. To jest kwestia związana z pentagramem, który został odsądzony od czci i wiary i wyklęty przez Kościół katolicki tak, żeby przypadkiem nikt nie zaglądnął za tą kurtynę i się nie dowiedział, że oni są największymi, że tak powiem, ściemniaczami tej całej historii, że ukrywają wiedzę. Bo o co chodzi z tymi właśnie kształtami, takimi jak pentagram? Tu się kłania cała tak zwana sacred geometry, czyli święta geometria. Nie lubię tego słowa „święta geometria”, bo to nie jest święta geometria, moi drodzy, to jest po prostu złota geometria. Tak to się dawniej nazywało. My mamy taką tendencję, żeby wszystko uświęcać w dzisiejszych czasach. Mam nadzieję, że już przechodzi ta tendencja, także zostawmy ją gdzieś tam na boku. I o co chodzi z tymi roślinami, Rudolfem Hauschką, cyklami Księżyca, Rudolfem Steinerem i tak dalej?
Okazuje się, że nie tylko rośliny i nie tylko związki chemiczne, które są zawarte w roślinach, ale też minerały reagują dokładnie tylko i wyłącznie na te cykle kosmiczne, ale wyliczane z Ziemi, a nie z kosmosu. Czyli jak się okazuje, brzmi to troszkę jak herezja dla współczesnej nauki, czyli geocentrycznie, że Ziemia jest centrum energetycznego kosmosu. I tu pojawia się pojęcie energii, którego za bardzo nie chce skonsumować współczesna nauka. Bo jak wiemy, energia jest czarna, jest ciemna, jest niepoznaną mocą i trzeba się trzymać z daleka i to tylko teoria. Ale nie do końca oczywiście, bo teoretyczna to jest raczej współczesna fizyka i współczesna matematyka. To już są takie teorie. Myślę, że pewnego dnia będzie niezły kabaret, kiedy nasi przodkowie zajrzą do tych bibliotek, przeczytają i zrobią: „Men, ci ludzie naprawdę myśleli takie rzeczy? Skąd im się to brało?”. Tak chyba będzie pewnego dnia. Okazuje się, że minerały dokładnie tak samo jak rośliny i nie tylko minerały, bo praktycznie wszystko dookoła, każda substancja organiczna, która ulega jakiejkolwiek transmutacji, a każda ulega transmutacji na tej planecie, każda ulega procesom, my to nazywamy starzenia, utleniania się, zmiany swojej formy i tak dalej, jest związana dokładnie z cyklami Nie heliocentrycznymi, tylko geocentrycznymi.
I teraz bądź tu mądry człowieku, bo Kopernik mówił, że my się kręcimy dookoła Słońca, a tu się okazuje, że nie ma na świecie ani jednego procesu, który byłby związany z obrotem dookoła Słońca. Nie, nic z tych rzeczy. Wszystko jest związane z owymi sferami Keplera, z muzyką sfer, czyli podporządkowane pod wykresy, które rysują gwiazdy przechodzące po naszym niebie, ale tylko wtedy, kiedy potraktujemy Ziemię, na której stoimy jako centrum kosmosu. Taka ciekawa informacja. To co? Jakaś muzyczka, proszę państwa. Wysłuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Ja dzisiaj odkrywam po kawałeczku wiedzy troszeczkę o tych trochę tajnych stowarzyszeniach. O tym, co niektórzy mogą wiedzieć, a niektórzy nie wiedzą o tym, co z tym czasem transformacji, który ponoć nadchodzi. A wy słuchacie Radia Nafali, a na imię Tomek.
„Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali oczywiście słuchacie. „Hiperprzestrzeń” jest oprócz tego jeszcze retransmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i Radia Nafali. Przypominam, że czat nam chwilowo zdechł. Zdechł wszędzie na świecie, wszystkie chyba czaty angopadły, także czekamy na rekonstrukcję. Zatem jak chcecie poczatować, być troszkę bardziej towarzyscy, to zapraszam was na gościnnego czata Radia Paranormalium, zanim czat Radia Nafali odżyje, przejdzie tą tajemniczą, magiczną, alchemiczną transmutację i wróci z powrotem do miejsca, w którym my go zostawiliśmy ostatnim razem. Wracając do naszego tematu zmian, bo chyba czas najwyższy, żebym po tych opowieściach o układach helio-, geocentrycznych — myślę, że niektórzy się domyślają, o co chodzi — wskoczył na giełdę nowojorską, wskoczył do tematu World Trade Center, czyli jednego z największych ludobójstw zaplanowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych na ludności cywilnej. Walić w to, że to banksterzy i bandziorzy tam pracowali. Bo to też taka prawda, że pracowali tam ludzie, którzy dbali o to, żeby świat się nigdy nie zmienił, żeśmy wszyscy ssali ropę do oporu, ssali od kołyski do trumienki nieustannie tą baryłkę ropy za cenę, którą sobie tam wymyślą i kupowali sobie wszystkie te diamenty, złoto i konta w banku i żeśmy udawali, że będziemy z tym szczęśliwi. Tak czy siak nie zmienia to faktu, że było to potworne ludobójstwo.
George Bush, CIA i tak dalej dalej za to nie odpowiadają i dalej twierdzą, że to terroryści zrobili. I wielu ludzi uwierzyło, bo w dzisiejszych czasach, tak jak wspomniałem, uczy się nas mówić w taki sposób, żebyśmy od razu wiedzieli, co mamy myśleć. Taki abstrakt nam zaserwowano troszeczkę i wielu ludzi ma mocno wyprane mózgi pod tym względem i zdecydowanie twierdzi, że przecież to terroryści, samoloty wpadły i tak dalej. To taki przypadek. Nie do końca, moi drodzy. Z giełdą jest związana pewna sprawa, której poświęciłem odcinek „Hiperprzestrzeni” dawno temu, a mianowicie związana z cyklami. Otóż ludzie pracujący na giełdzie już w minionym stuleciu — i mowa tu jest o kolesiach takich jak JP Morgan, tych kolesiach typu Rockefeller etc. — zauważyli, że są okresy, w których zarabia się lepiej i okresy, w których zarabia się gorzej. I zaczęto to analizować. Okazało się, że nie jest to żadna tajemnicza wiedza.
No, może tajemnicza dla ludzi wychowanych w takich normalnych szkołach i normalnych akademickich uczelniach, gdzie się mówi, że wszystko jest tak, jak Kopernik powiedział, a to nie do końca tak właśnie jest. Oni posiedli tą wiedzę i zauważyli, że te procesy są niczym owe alchemiczne symbole. Zakręcają i wracają do punktu wyjścia. Jest jak roślina, że jest ciągle ten fraktalny pattern, który się wszędzie powtarza nieustannie. I postanowili z tego powodu zastosować ten patent prawdopodobnie — „prawdopodobnie” to w dużym cudzysłowie, bo to nawet nie jest prawdopodobnie — do kontroli populacji. Wiemy doskonale o tym, że wszelkie krachy finansowe przypadają na momenty dużej aktywności słonecznej. Wtedy z pewnych powodów ludzie wolą zajmować się polityką i to taką już naprawdę abstrakcją, która nie ma żadnego wpływu na nasze życie. Poza tymi, którzy oczywiście chcą, żeby polityka miała wpływ na ich życie, bo to jest nasza indywidualna decyzja. Ci ludzie się zajmują szaleństwem jakimś na ulicy, bieganiem, manifestowaniem, wybieraniem sobie partii politycznych, szukaniem nowej frakcji, do której się mogą zapisać, ale żaden z nich nie zajmuje się rozwiązywaniem rzeczywistego problemu. I dokładnie wtedy, kiedy słoneczko ładuje trochę większe moce magnetyczne i elektryczne od swojej strony — właściwie nie wiadomo, z której strony, ale przyjmijmy, że od strony Słońca — to w tym momencie zawsze banksterzy, wszyscy ci bandziorzy projektują jakieś takie dziwne rzeczy.
Klasycznie skok na kasę. To jest normalna sytuacja w takim momencie, że wtedy jest na bank skok na kasę. I wiadomo, że po tym momencie załamania ludzie są zajęci czymś innym i że będą generalnie darli ze sobą koty, także sytuacja będzie bardzo mocno spolaryzowana. I tu wracamy troszkę do takich alchemicznych opowieści, właściwie horoskopu można wręcz powiedzieć, że są momenty, w których rządzi chaos, w którym jest problem z ogarnięciem jakiejś koncepcji. I w tym momencie rzucamy się w wir jakichś chaotycznych działań. Horoskopy astrologiczne dokładnie o tym mówią, że są wpływy konkretnych planet i one na przykład powodują, że w tym momencie, zamiast pomyśleć o tym, żebyśmy sobie zasznurowali buta, żeby się nie potknąć o własną sznurówkę, zajmujemy się wrzeszczeniem na sąsiada czy jakoś tak, albo w drugą stronę. I giełda nowojorska oraz ludzie związani z bardzo dużymi pieniędzmi doskonale o tym wiedzą. Spędzili gigantyczną fortunę Żeby śledzić te cykle i te cykle były śledzone, są śledzone nieustannie. To samo robią wszelkie duże organizacje wyznaniowe, religijne i tak dalej. Po co się zbiera kroniki zaćmień słonecznych?
Po co się to wszystko spisuje? Po to, żeby mieć tą informację. Bo ten, kto ma wiedzę, ten rządzi światem. I to nie chodzi o wiedzę o nanotechnologii, o mikrochipach. To nie chodzi o żadne tego typu sprawy. To chodzi o prostą, elementarną wiedzę, którą posiadali nasi przodkowie, że kosmos, który jest dookoła nas widziany z punktu widzenia geocentrycznego, czyli że my jesteśmy centrum wszechświata, oddziałuje na nas. To jest taki system naczyń połączonych. Jest trochę jak z tymi wilkami w Yellowstone'ie i że jest taki moment, że można wytłust te wilki i nikt nawet tego nie zauważy i ktoś na tym nieźle zarobi. No i tak oto zostało zaprojektowane wydarzenie, które przeszło do historii pod nazwą zamachu terrorystycznego. Tylko właśnie nikt nie nazywa rządu amerykańskiego terrorystami.
Nie wiem dlaczego. Jakieś dziwne przejęzyczenie. Może zapomnieli, a może w szkołach ich od razu nauczyli, co mają myśleć razem z tym, jak mówić i jak pisać. Może to stąd się bierze. To wydarzenie zostało zaprojektowane w bardzo specyficznym momencie aktywności całego tego kosmosu. Miał być taki moment szczęśliwości. To miało być tak, że ta fala szczęśliwości, która przyjdzie po tym, jak się zamorduje kilku ludzi, ta fala szczęśliwości przykryje wojnę na Bliskim Wschodzie. Ta fala szczęśliwości i dobrobytu przykryje wszelkie te zbrodnicze działania wykonywane przez administrację amerykańską oraz wszystkie kraje, które podlegają tej samej psychozie maniakalnej i uważają, że mordowanie się nawzajem jest właśnie tym, czego potrzebujemy do życia na tej planecie. No i zrobili dokładnie w tym momencie, właśnie takim specyficznym momencie. To każdy z was, kto się zajmuje takim profesjonalnym horoskopem astrologicznym, takim wyliczanym z ruchu planet.
Ja nie mówię o bzdurach w gazetach, tylko takim konkretnym. Doskonale sobie zdaję sprawę, że to nie była przypadkowa data, że to taki moment przejścia kilku planet przez siebie, Saturna i tak dalej. Tu nie będę się wbijał w ten temat, bo to w ogóle jest chyba na osobną audycję. No i dokładnie w tym momencie trzy wieżowce znikają. Dwa niby od samolotu, a jeden się wystraszył i sam siebie się zawalił. Ale zdarzyło się coś bardzo dziwnego, bo cała sytuacja była projektowana jak zawsze, żeby dokładnie w momencie dużej aktywności słonecznej przywalić jakimś czymś. My będziemy zajęci czymś innym. Będziemy zajęci albo skakaniem sobie do gardeł, albo zarabianiem kasy. Będziemy skoncentrowani na innym aspekcie naszej rzeczywistości, ponieważ energia, która idzie z kosmosu, koncentruje naszą uwagę na pewnych aspektach rzeczywistości, czy chcemy, czy nie. Możemy temu ulegać mniej lub bardziej.
To jest już nasz świadomy wybór. To jest jasna sprawa, myślę dla każdego, ale pewne predyspozycje, które powstają dla takiej sytuacji, tak czy siak są obecne i tym predyspozycjom ulega pewna grupa ludzi. No i tu wchodzi tak zwane prawo 10%, czyli jeżeli 10% populacji się tak zachowuje, czyli wystarczy, że tylko urzędnicy rządowi powtarzają, że to terroryści, no to w tym momencie jest duża szansa, że pozostałe 90% kupi ten kit i też zacznie to powtarzać. To tak jak z medytacją. Ta dziesięcioosobowa grupa medytująca stawia do pionu i przywraca jakość życia liczbie około 90 ludzi, ponieważ ich energia jest tak zaraźliwa, tak emanuje, tak działa ten cały mechanizm w przyrodzie. Ludzie, którzy zajmują się giełdą, zajmują się generalnie pilnowaniem swojej kasy, żeby im nigdy nie ubyło, chociaż już tak rzygają tą kasą, że i tak nigdy nie przeżją tej kasy, ale ciągle muszą mordować, żeby mieć jeszcze więcej. Oni doskonale wiedzą o tym, ponieważ to jest jedyną gwarancją zachowania ich fortuny. Innej gwarancji nie ma. Każdy z nich zdaje sobie sprawę, że świat jest chybotliwy. Wszystko jest procesem.
Praktycznie nic nie można zaplanować. Możemy sobie zrobić plany, ale to jest takie elementarne pytanie, co wyjdzie z tych planów? Czy one w ogóle wyjdą? Także projektuje się spod specjalne okoliczności, które stwarzają pewne predyspozycje, tak jak Napoleon, który czekał na ten właściwy dzień, żeby zaatakować armię wroga, żeby wygrać. I tam się pytał różnych, czy to jest ten moment, czy to jest ten. A tam wróżbita mówił: „Poczekaj jeszcze dobę”. Jakoś tak. Potem się okazało, że wróżbita był przekupiony i powiedział, że dwa dni później i generalnie Napoleon przegrał, czy jakoś tak. Jest masa takich historii w dziejach cywilizacji, gdzie czasami los bitwy zależał właśnie od takiej przepowiedni. Dzisiaj bitwy się dzieją na naszych kontach bankowych, także dokładnie tam się odbywa cała ta historia.
No i co z tym World Trade Center, moi drodzy? Bo zaprojektowano to dokładnie w takim momencie, że fala ogólnej szczęśliwości i zadowolenia miała przykryć to wszystko i okazało się, że nie do końca. Że tego układu też się nie da tak bardzo sterylnie planować i projektować. Okazało się, że niczym w „Fausie” Goethego zły duch pojawił się nad miasteczkiem i ludzie zaczęli umierać. No i okazało się, że to wydarzenie wywołało takie poruszenie w naszych umysłach. Spowodowało, że poczuliśmy się tak kiepsko, nawet jeżeli o tym głośno nie powiedzieliśmy, nawet jeżeli o tym głośno nawet nie myślimy sami ze sobą, to jednak wiemy, co jest grane. Po prostu wiemy, że jesteśmy już tylko i wyłącznie w takim obozie koncentracyjnym przymusowej pracy i że jeżeli jakiś przygłup z amerykańskiej administracji wymyśli sobie, że znowu wymyśli nową wojnę, to zrobi taką Ukrainę na przykład w Polsce. Bo czemu nie? Przecież to liczy się tylko i wyłącznie kasa. Przecież jasne, o co chodzi.
Cała amerykańska administracja tylko na tym polega. Nie tylko amerykańska, bo praktycznie chodzi o tych kilku ludzi, którzy stoją za ową administracją. Chodzi o tych kilku ludzi, którzy trzymają praktycznie cały kapitał świata w swoich wąskich, malutkich, tłustych rączkach. Takie małe świnki, które tam próbują sterować wszystkim. To poczucie tego kryzysu emocjonalnego, które wydarzyło się nam w głowach po tym wydarzeniu w Nowym Jorku, kiedy te trzy budynki wyparowały, okazało się tak przytłaczające dla tej sytuacji, że nie było siedmiu lat tłustych Nagle cykl został zachwiany i to była wielka panika dla systemu, bo okazało się, że nie da się tego kontrolować. Tu z powrotem wszyscy wrócili do punktu wyjścia i okazało się, że jeśli się wyciągnie te wilki z parku Yellowstone, to ten park Yellowstone zdechnie. Okazało się, że ktoś wybił wszelkie wilki i doprowadził do sytuacji, że nie ma za bardzo miejsca na to, żeby nowe się pojawiły. Efekt jest taki, jaki mamy, proszę państwa. To jest owa kontrola populacji. Stąd wielu młodych ludzi, którzy szukają teorii spiskowych, się zawiesza na symbolice, nie zdając sobie absolutnie sprawy, co oznacza ta symbolika.
Bo ta symbolika nie ma nic wspólnego z owymi szaleńcami, którzy próbują non stop kontrolować populację, wykorzystując te procesy kosmiczne, które się dzieją dookoła. Jest to stara alchemiczna opowieść. Właściwie to jest ilustracja do tego, jak działa ten mechanizm. Możemy oczywiście winić ilustracje i obwiniać je za wszelkie zło całego świata, ale możemy też skorzystać z tych ilustracji rozumnie. Możemy skumać, o co chodzi i że na przykład jeżeli mamy symbol dwóch węży, które się zjadają dokładnie po przeciwnej stronie, to co to oznacza? To oznacza, że w tym momencie to pasmo wibracyjne, pasmo tej energii, w której funkcjonujemy, zawraca i robi taki okrąg z powrotem do punktu wyjścia, że raz jesteśmy w jednym położeniu, raz w drugim i tak cały czas krążymy. Wszystkie te wydarzenia, o których mówię, prowokowane przez światową finansjerę, są z reguły robione w tych właśnie momentach, gdzie wąż zjada swój własny ogon. To jest ten punkt na grafie, gdzie następuje mocne przesilenie energetyczne i w tym momencie można każdy wał, każdy kant starać się upchać pod dywan i liczyć na to, że nigdy nie wypłynie. Christine Lagarde wyszła i mówiła: „Siedem lat!", bo dla nich to jest ten moment dokładnie teraz. Zresztą nic dziwnego.
Ten moment tak naprawdę był w 2012 roku, 21 grudnia, kiedy wszystkie planety stanęły dokładnie w równym układzie i stworzyły pewne wydarzenie energetyczne, tak można to określić, które wielu postanowiło wykorzystać do swoich własnych celów. Dlatego żyjemy w takim świecie, w jakim żyjemy. To jest ta wiedza o tym, jak te komponenty zebrać do kupy tak, żeby dały szansę, że zadziałają. Oczywiście szczęśliwie dla nas wiemy doskonale, że ten las bez wilków nie działa, także jakakolwiek próba wyprodukowania syntetycznego wilka, takiego plastikowego, nadmuchanego, takiej zabawki, postawienia w lesie i powiedzenia: „Zobacz, tam jest wilk, wszystko jest okej”, nie zadziała i że cały ten system i tak jest skazany na to, że szlag go trafi, bo innej opcji nie ma. Niemniej jest tak naprawdę wiedza tajemna. Jest coś, co wiedzą elity i z czego elity korzystają nagminnie i nałogowo. Ale za tym kryje się jeszcze jedna sprawa, moi drodzy, i to taka dosyć konkretna, bo jest to sprawa związana z naszą przyszłością. Ponieważ starożytni nie byli głupkami i to, że tą wiedzę tak kodowali, począwszy od Pitagorasa, począwszy od owego Platona, potem idąc po kolei przez te wszystkie nazwiska, dochodząc do Goethego, Steinera, Hauske i tak dalej, odkryli, że pewne procesy są przewidywalne i że to jest tak jak to, że jutro wstanie słońce i nie ma lewara i nie ma tak, żeby się tak nie wydarzyło. I że jeżeli to wiemy, to jesteśmy w stanie z tego skorzystać. Właśnie, tylko czy my to wiemy?
I co my wiemy w ogóle na ten temat? Chyba czas na jakąś muzyczkę, moi drodzy. To ja jakąś muzyczkę włączę, to końcu sobotni wieczór, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Zatem wracamy do lasu, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Wspomniałem o tym World Trade Center i to był taki szok dla systemu, moi drodzy, bo to był taki naprawdę bardzo poważny szok dla systemu. Okazało się, że system nie zadziałał. Miało być inaczej, ale nie zadziałało i nikt nie wie dlaczego. Tu się pojawiła koncepcja pól morfogenetycznych i się nagle okazało, jak z tymi wilkami, że ktoś lekko przeholował. Komuś naprawdę mocno odjechało na czaszkę. Kupił sobie dom z 30 sypialniami i 20 łazienkami i właściwie nie wie, co z tym zrobić i na dodatek jeszcze posiada żądzę posiadania 300 takich domów dookoła wszędzie na świecie, chociaż nigdy w żadnej z tych sypialni nie będzie sypiał.
Taki troszeczkę odpał współczesnej cywilizacji, odpał ludzi, którzy gonią za kasą i są tym złym duchem z Goethego. Dostali złoty naszyjnik, złoty łańcuch od Mefista. Tak można to opisać. Dzisiaj tak troszkę pod wpływem Goethego mocno. Ale to też czas najwyższy oddać hołd chyba najbardziej wpływowej postaci ostatnich 200 lat i chyba jednemu z największych naukowców ostatnich 200 lat. Nie właśnie Newton, nie ci kolesie, tylko właśnie Goethe, bo od niego tak naprawdę ta wiedza zaczęła się ujawniać, to zaczęło wychodzić na zewnątrz, zostało to opisane i generalnie wiemy mniej więcej, o czym mówimy. Ale dobra, wracając do tematu, bo to troszkę tak egzotycznie brzmi, że tam panują sobie, ktoś może się podrapać po głowie i powiedzieć: „O, men, to niemożliwe, że dorośli ludzie robią takie... Przecież oni tam liczą wszystko z cyferek. Tam jest giełda, programy komputerowe, równania matematyczne, Nagrody Nobla”. Nie, tam nie ma idiotów.
Tam wszyscy doskonale wiedzą, że numerki zapisane na kartce papieru są tylko numerkami abstrakcyjnymi zapisanymi na kartce papieru, która jest troszkę mniej abstrakcyjna. Mimo że atrament, który do tego posłużył, też nie jest aż tak bardzo abstrakcyjny, ale rzeczywistość jest tu i teraz i ona nie podlega, że tak powiem, owym numerom, bo to tylko nasze abstrakcyjne wyobrażenie o rzeczywistości, że jest jeden, dwa albo trzy i tak to nazwaliśmy. Ale żeby to wszystko miało ręce i nogi, musi zajść pewna korelacja pomiędzy tymi wszystkimi siłami. Tak jak roślina musi mieć korzenie, pędy, łodygi, liście po to, żeby pojawiły się kwiaty, a później owoce. Tak samo jest w każdej innej dziedzinie. Tak samo jest na tej planecie. Nie to, że jest to tylko i wyłącznie alchemiczna prawda, ale w latach 50. pojawiły się bardzo ciekawe badania zrobione przez Lily Kolisko, która wydała na ten temat książkę, która się nazywa „Metals and Planetary Alignments", czyli metale i ich dopasowanie do planet. Ułożenie względem planet. Dokładnie tak to można nazwać.
Tam jeszcze jest jedna książka innego autora, która się nazywa „Metal Power: The Soul Lives of the Planets". Tak to się chyba nazywa. Nie pamiętam już w tym momencie autora, ale generalnie powstało masę opracowań naukowych. I co mówią te opracowania naukowe? Mówią bardzo ciekawe rzeczy. Pierwsza rzecz związana chociażby z rynkiem złota i w ogóle z tym, co się dzieje ze złotem. Niektórzy mają obsesję na punkcie gromadzenia kasy i w ogóle kapitału i tak dalej. I temat złota się pojawia nieustannie w każdym newsie chyba na świecie. Jesteśmy prasowani tym, żebyśmy się tym przejmowali. Nie przez przypadek ktoś dba o to, żebyśmy ciągle mówili o cenie złota.
Bo złoto oznacza słońce. Jest związane ze słońcem. Jeżeli się zrobi wykres tak zwanej krystalizacji i się sprawdzi, jak złoto reaguje z innymi substancjami, jak wyglądają wszystkie te zjawiska popularnie nazywane krystalizacją, wszystkie te eksperymenty, to się okazuje, że na przykład pierwsza ciekawostka i to dotycząca nie tylko złota, ale srebro reprezentuje księżyc i tak dalej. Nie będę was tu zanudzał. Każdy metal ma swoją planetę. Ale o co chodzi? Kiedy planeta jest nachylona 15 stopni pod kątem naszej planety, ale z tego układu geocentrycznego, czyli jeżeli potraktujemy Ziemię jako środek kosmosu, to następują pewne anomalie podczas krystalizacji. Po prostu ten proces przebiega troszeczkę inaczej, kiedy ten kąt nachylenia planety jest 15 stopni. Kiedy on się zwiększa, krystalizacja nabiera troszeczkę innego wymiaru i dzieje się w troszeczkę inny sposób. Albo przyspiesza, albo zwalnia.
Generalnie te 15% jest takim kluczowym momentem. 15, 3 razy 5, prawda? Jest coś w tym. Owa starożytna szkoła, jeszcze pochodząca z Egiptu. Pitagoras się podpisał, że to niby jego. Ciekawe badania są dokładnie ze złotem. Dlaczego nas się ciągle próbuje ładować w ten praktycznie niewiele znaczący w tym momencie dla nas kruszec? Coś zupełnie bez wartości, bo ani złotem się człowiek nie naje, ani się złotem nie nacieszy. No chyba, że ma jakąś obsesję, taki fetysz po prostu złota, to wtedy sytuacja zmienia się diametralnie. Niemniej jeżeli nikt z nas nie jest fetyszystą ogarniętym manią posiadania błyszczących przedmiotów i nie ma syndromu sroki, to właściwie złoto jest do niczego niepotrzebne.
Jest tylko zbędne. Jest ciężkie, jest miękkie, jest bardzo plastyczne. Fajnie, ale właściwie niewiele da się z niego zrobić. Jest taką zakałą troszkę wśród minerałów. Znaczy zakałą w cudzysłowie. Po prostu nie utlenia się, bo jest tak zwanym szlachetnym metalem. Czyli ten proces transmutacji, jeżeli zachodzi, to zachodzi tylko i wyłącznie za pośrednictwem innych metali, które tam są dodane, ponieważ czyste złoto żyje w takiej przestrzeni czasu, którą my nazywamy wiecznością i tam się nic nie zmienia z naszego punktu widzenia oczywiście, czy punktu widzenia pokoleń wręcz. Mniejsza o to. Z tym złotem była taka historia. Okazało się, że od '64 roku procesy krystalizacji powodowane przez złoto i związane z tą substancją, czyli ze złotem, zniknęły.
Przestały w ogóle zachodzić. Od 1964 roku to nie działa. Gorzej, okazało się, że nie nadaje się już do homeopatii od tego czasu, czyli przestało reagować w jakiś dziwny sposób z naszym organizmem, w taki, w jaki powinno reagować teoretycznie według przodków. Czyli coś się wydarzyło, jakaś historia energetyczna dookoła tej planety, na której jesteśmy. Czyli generalnie mówiąc tak po ludzku, żeby zostać zrozumianym przez wszystkich, złoto nie ma już tych właściwości, które się przypisuje owej materii w legendach i we wszystkich tych opowieściach. To już jest po prostu ściema. Na to wygląda. Generalnie od 1964 roku okazało się, że ani nie przyspiesza, ani nie zwalnia żadnych procesów. Po prostu zaczęło być obojętne i nie nadaje się już absolutnie do leczenia, do homeopatii. Po prostu straciło swoje właściwości krystalizujące.
A o co chodzi z tymi właściwościami krystalizującymi? Bo to też tak troszkę brzmi, że straciło właściwości i tak dalej. Chodzi o łączenie się ze słońcem, ponieważ słońce jest, tak jak wspomniałem, przedstawicielem, reprezentacją złota na niebie, tak jak księżyc reprezentacją srebra na niebie. I chodzi o połączenie energetyczne. Doskonale wiemy, że wszechświat jest elektryczny. Nie ma co do tego dwóch zdań i to wiemy już od 30 lat. Tak już oficjalnie, a nieoficjalnie właściwie ciężko mówić, czy oficjalnie, czy nie, ale generalnie od 100 lat wiadomo wszystkie te rzeczy od czasów Nikoli Tesli, który jako pierwszy próbował te eksperymenty, pokazał, że tak właśnie jest i do tej pory nauka ma problem się zastanawiać, czy na pewno elektryczny, czy na pewno elektryczny. Minęło 100 lat od momentu używania grzałki elektrycznej, żeby sobie zagrzać tą cholerną wodę na herbatę, ale oni dalej myślą, się zastanawiają, czy świat jest elektryczny. Jakby nie był elektryczny, koleżko, to byś nigdy sobie tej wody w tym elektrycznym czajniku nie zagotował, tylko musiałbyś wiecznie palić jakieś ognisko w ogródku. Ale to już kwestia percepcji.
Nauka jest bardziej religią niż poznawaniem tego, czym jest prawda i co za tą prawdą stoi. Anyway, wracając do złota. Złoto po prostu ma tak zwany stream energetyczny ze słońcem. To jest dokładnie ten sam rodzaj wibracji. Złoto bardzo ładnie przenosi te wszystkie częstotliwości, tak samo jak srebro przenosi częstotliwości z księżyca. Nie przez przypadek niektórzy ludzie czują się lepiej ze złotem i lubią słoneczne dni, a niektórzy, którzy są tak zwanymi sowami, celują bardziej w srebrze, bo czują się po prostu intuicyjnie lepiej ze srebrem. Bo jest to ta energia z księżyca, która dociera do ziemi i odbija się z powrotem. Tak powiem, nieustanny bumerang energetyczny. Złoto straciło owe właściwości właśnie dlatego, że zostało zerwane połączenie pomiędzy słońcem a złotem. Koncepcji jest kilka, dlaczego tak się wydarzyło.
Jedną główną koncepcją jest elektryfikacja, że wszędzie pojawił się prąd elektryczny i pojawiły się zakłócenia z tego wynikające, czyli ów smog elektromagnetyczny. Kolejna rzecz to są radary, którymi Ziemia jest opleciona dookoła. Już w dzisiejszych czasach nie ma takiego miejsca, które nie byłoby monitorowane i prześwietlane przez radar. I ta fala radarowa wybija falę eteryczną i ją po prostu niszczy, przez co propagacja tej energii nie zachodzi tak, jak trzeba. Dlatego trzymajcie się z daleka od złota, bo może być tak, że będzie bardziej szkodliwe dla ludzkiego organizmu, że już jest bardziej szkodliwe dla ludzkiego organizmu niż zdrowotne w jakikolwiek sposób. To taka ciekawostka, bo złoto ciągle odbija wszelkie radiacje, które są dookoła nas. Jak każdy metal, bo każdy metal ulega procesowi krystalizacji. To jest fizyczny objaw, bo nie widzimy tej radiacji i nikt nie jest w stanie zbadać. Wiemy, że ona tam istnieje na jakimś poziomie beta, ultra, theta, gdzieś tam 400 poziomów pod ziemią w specjalnym betonowym bunkrze. Tego nie wiemy, ale wiemy, że jest efekt tej radiacji, bo widzimy go właśnie w postaci śniedzenia metalu.
Ze złotem stało się coś bardzo strasznego. Także proszę uważać na złoto, bo ono tak czy siak przyciąga te wszystkie radiacje, a że dookoła Ziemi teraz są radiacje bardzo toksyczne, wynikające właśnie z radarów, z owej elektryfikacji i to tym jeszcze parszywym prądem. Efekt jest taki, jaki jest. Przestało działać. Te eksperymenty były robione przez bardzo poważnych ludzi. To nie jest tylko kwestia pięciu czy sześciu naukowców, którzy są co prawda wielkimi naukowcami i napisali o tym książki, robili badania, wykresy i tak dalej, przez około 40 do 50 lat. I to wszystko jest opublikowane. Jeszcze w latach 70. się publikowało te rzeczy i w latach 80. Teraz też powoli taki renesans wraca, także część z was gdzieś może trafić na te prace.
Bardzo polecam. Bardzo naukowe swoją drogą, także trzeba się przygotować. Taki bardzo akademicki język, ale masa informacji. Wracając do tych pozostałych, to eksperymenty firmy o nazwie RCA i tej firmy, która odpowiadała za radio w Stanach Zjednoczonych i za wszelką możliwą taką nazwijmy komunikację. RCA już nie istnieje dzisiaj, to się inaczej nazywa, ale generalnie władcy są dalej ci sami. Może nowe pokolenie władców. Może w ten sposób. RCA robiło eksperymenty z układem helio- i geocentrycznym i relacjami pomiędzy ruchem planetarnym a krystalizacją i roślinami. I się okazało, że tak, te relacje są i są bardzo bezpośrednie. Można porobić wykresy, można sobie z obserwacji na przykład zachowań fal radiowych elegancko wymierzyć, kiedy są burze słoneczne i tak dalej.
I nagle się okazuje, że to wszystko idealnie ze sobą działa. Wyższy porządek świata, owa archetypiczna konstrukcja, o której już Pitagoras swego czasu pisał. Owe archetypy, czyli coś, co jest esencją tego, jak to jest wszystko poukładane, nie jest esencją nas samych, ponieważ my sami decydujemy o tym, co się dzieje dookoła nas. Ale są pewne kosmiczne porządki na tym świecie, jest pewien kosmiczny, wyższy porządek tego świata, w którym żyjemy. I żeby było zabawniej, eksperymenty RCA wykazały, że ten wyższy porządek świata, ten ów alchemiczny porządek świata jest układem heliocentrycznym, a nie geocentrycznym. Znowu taki kamyk do ogródka wszystkich kosmologów i wszystkich tych, którzy mówią, że Kopernik miał rację. Myślę, że Kopernik też była kobietą. Na to wygląda. Generalnie okazuje się, że elektromagnetyzm jest tą fluktuacją owego spektrum, tej kosmicznej fali, która dociera tu na Ziemię, która jest częścią tego wyższego porządku świata. I między innymi właśnie dlatego złoto straciło swoje właściwości.
Ja mam jeszcze takie podejrzenia, że chodzi o ilość na przykład prób jądrowych wykonywanych w jonosferze, o czym się oficjalnie nie mówi, ale wywalono około chyba 100 prób atomowych w jonosferze i to wszystko lata sobie nad nami. Radioaktywny opada ten pył. My się przyzwyczailiśmy do tego. Stwierdziliśmy, że jest jakaś norma radioaktywna na świecie i po prostu żyjemy z tym i dziwimy się, że co drugi człowiek ma raka na tej planecie. Ale to nie przez przypadek, moi drodzy, nie przez przypadek. Ktoś po prostu wycelował. Myślał, że będzie tak, że słońce i wszystkie te procesy na planecie zniwelują to wszystko, ale okazało się, że idiota jeden z drugim nie założył, że jak wybije te wszystkie wilki w Yellowstone, to już nic nie wróci. To postawienie sztucznego wilka, który jest z plastiku i nadmuchiwany i może sobie pływać jako taki ponton w jeziorku, tutaj nie zmieni sytuacji, że tu muszą być prawdziwe wilki, musi być prawdziwa sytuacja, że wszystko jest jednością i wszystkie te elementy ze sobą współpracują. Że w ogóle samo pojęcie key element nie działa, tego kluczowego elementu, ponieważ nie ma czegoś takiego jak kluczowy element. Wszystko na tej planecie jest kluczowym elementem.
Każdy kamień, każda roślina, każdy człowiek. I nie ma tak, że czegoś jest za dużo, za mało albo nam nie pasuje. To znaczy, że coś jest z nami nie tak. Generalnie wszystkiego jest tu tyle, ile ma być, a największy problem jest właściwie z nami, że wymyśliliśmy sobie, że właśnie przestawimy te wilki z Yellowstone gdzieś indziej. I efekt jest taki, jaki jest. Polecam, żebyście uważali na złotą biżuterię w dzisiejszych czasach, bo nie wiadomo, co to może teraz przyciągać. Ona nie przyciąga tej mocy eteryczno-orgonalnej odbijanej ze Słońca z pewnych powodów. Tak jak wspomniałem, koncepcji na to jest kilka. Może być tak, że są wszystkie te powody po prostu zebrane razem do kupy i po prostu nie działa. I też dzieją się inne rzeczy, bo tak wspomniałem, że transformacja, proszę państwa, bo owe kręgi elit, kiedy coś planują, to planują do konkretnego punktu.
Tam są ludzie, którzy sobie zdają sprawę z tego, że wszystko podlega transformacji. Są takie bardzo ciekawe badania, co się dzieje aktualnie z Ziemią. Nam się opowiada o globalnym ociepleniu i tak dalej. Wspominałem o tym, zdaje się w jednej z poprzednich „Hiperprzestrzeni”. Wymyśla się ludziom różne bajki. Ludzie bardzo chętnie to kupują, bo czują się ofiarami tego systemu i generalnie każda bajka, która pozwoli nam się czuć jeszcze lepszą ofiarą, jeszcze bardziej spełnioną ofiarą, idealnie pasuje do naszej współczesnej religii zwanej cywilizacją. Co z tym porządkiem świata, proszę państwa? Okazuje się, że w przeciągu ostatnich dosłownie 15 lat Ilość trzęsień ziemi wzrosła w taki sposób, że skończyło się miejsce na grafie. Nie żartuję. Jest taki wykres, takie rolki duże wkładane do takich maszyn, gdzie pokazują ile tego jest.
I tam się liczy generalnie ilość tak zwanych eventów, czyli wydarzeń dziennie. Okazuje się, że ilość tych wydarzeń, które są na tej planecie, to, co się aktualnie dzieje pod naszymi stopami, nad naszymi głowami, dookoła nas, jest niesamowite. To się nie działo, nie wiemy kiedy. Nie ma w ogóle śladów, żeby coś takiego się działo za życia jakiegokolwiek przodka, który potrafił pisać i przekazać tę informację dalej. Jedyne, co wiemy, to o tym gigantycznym kataklizmie, który się wydarzył 12 000 lat temu, 9 500 lat temu, czy jakoś tak. To jak zwykle dyskusyjna data. Nagle mamy gigantyczną ilość trzęsień ziemi na świecie. Nie wiemy skąd. Po prostu jest gigantyczna ilość. Zmieniają się rezonanse Schumanna, po prostu rosną do góry.
I nagle okazuje się, że ten cały system zmierza do jakiegoś dużego wstrząsu. Właściwie ten wstrząs jest codziennie. My go nie odczuwamy, bo się już przyzwyczailiśmy do tego, pomimo że porównując, przypuśćmy 100 lat temu było jedno trzęsienie ziemi dokładnie jednego dnia. Dzisiaj mamy około 150 trzęsień ziemi, drobnych, lokalnych i tak dalej, tak zwanych wydarzeń. Jeszcze 20 lat temu ich było trzy, cztery, pięć. Teraz powyżej stu. Cały czas rośnie. Aktywność Słońca się nie zmienia. Ba! Robi się ciekawiej, bo okazuje się, że pasmo podczerwieni, podczerwień w kosmosie nagle się zwiększa, robi się jej coraz więcej.
Przy czym robi się jeszcze bardziej zabawniej, bo według oficjalnych teorii powinno być od razu większe elektromagnesys, czyli powinna nas przyciągać do planety bardziej i tak dalej. Nie, nic takiego się nie dzieje. Po prostu powiększa się spektrum promieniowania podczerwieni. Nie wiadomo skąd. I tu są wszystkie te katastroficzne historie. To jest coś, czego nas uczono w szkołach. Uczono nas jak mówić i co mamy mówić i jak myśleć. Takiej retoryki nas nauczono. I nie kumamy jednej elementarnej rzeczy, że to jest naturalny proces odrodzenia się natury. Był taki moment, że ktoś, zdaje się, zapytał jednego z tych specjalistów od Rudolfa Steinera i Rudolfa Hauschki, że trzęsienia ziemi, że katastrofa idzie.
Człowiek się patrzy na niego jak na wariata, mówi: „Nie. To jest właśnie zdrowe. Ziemia się budzi”. Tak to wygląda w praktyce. Te ładunki elektryczne zaczynają powoli dochodzić i Ziemia się wybudza, stara się jakby otrząsnąć z tego wszystkiego. Jest taki naturalny, zdrowy proces. W medycynie nazywa się to kryzysem ozdrowieńczym. Klasyczna rzecz, którą znają, myślę, wszyscy użytkownicy zaperów Janka Taratajcio, że ten moment, kiedy organizm zaczyna wracać do siebie, to jest moment osłabienia, kiedy wszystkie te wirusy, bakterie trafiają do naszej krwi i organizm wydala to wszystko z siebie, ale jeszcze to w nas jest i jest taki moment, że jesteśmy troszkę przygięci, przełamani i to wszystko musi się wydarzyć. I dopiero później nagle wskakujemy na taki normalny tryb funkcjonowania. Czujemy się niczym młody Bóg, niczym konie na pastwisku.
Po prostu naprawdę zdrowo i rewelacyjnie. I właśnie ten moment, który teraz nadchodzi, to jest ten moment ładowania się prądem Ziemi. Na to wygląda. To są te wszystkie duże dziury, które znikają, nagle się pojawiają nie wiadomo skąd. Duża dziura w ziemi, krater, który się pojawił, chociaż nie było żadnego wstrząsu sejsmicznego, nie było niczego. Czyste wyładowanie plazmowe, bo mówimy o plazmie. Bo ten prąd, o którym jest mowa, jak się mówi, że elektryczny kosmos, właściwie chodzi o to, że plazmowy kosmos. On się składa z plazmy, która przenosi te wszystkie dziwne ładunki, które się manifestują w dziwny sposób, właściwie nie wiadomo niczym co. Troszkę jak taka winda w „Doktorze Who”, że człowiek wsiada do tej windy, może wysiąść w dowolnym miejscu kosmosu i troszkę ta moc się przenosi. Nie wiadomo jaka, nie wiadomo jak potężna.
Wiadomo, że się zmienia i wiadomo, że ten cykl jest aktualnie w drodze. I być może to jest głównym powodem, dla którego możni tego świata starają się teraz docisnąć jak tylko mogą, za wszelką cenę nas do ściany, ponieważ wiedzą, że ziemia obsuwa im się spod nóg i że za chwilę wylądują w szambie, które sami wszystkim nawarzyli. Bo tak to w praktyce wygląda i wszystkie procesy na niebie, na ziemi dokładnie o tym mówią. To są te prorocze sny, które ma bardzo wielu ludzi. Ja dostaję tu listy od słuchaczy. To są takie rzeczy, których nie czytam publicznie, bo są to przeznaczone raczej do prywatnych rozmów. Ale słuchajcie, ludzie mają konkretne wizje i tych wizji jest naprawdę dosyć sporo. Są to wizje senne, wizje związane z używaniem substancji psychoaktywnych i tak dalej. Wizje mówią o bardzo dużej transformacji. Mówią o tym, że dusze ulatują z nas i często są to wizje, które ludzie noszą w sobie przez parę lat, bo te wizje się pojawiły dawno, dawno temu.
I teraz jest jakiś taki moment, że instynktownie czujemy, wielu z nas, ja też miałem takie wizje i też czuję dokładnie to samo, że ten moment instynktownie po prostu nadchodzi. Że nawet nie nadchodzi, że ten moment właśnie trwa, że jesteśmy w procesie transformacji i że nasze sny nam pokazują jasno i wyraźnie to, jak to się będzie odbywało. Ta energia kosmiczna tak jakby wparowuje i że część może oczywiście nie przeżyć. To jest taki wstrząs dla systemu i te sny są z reguły wstrząsem dla naszego własnego systemu. Budzimy się rano, czy to są wizje, czy cokolwiek i musimy się nawet z tego otrząsnąć, żeby po prostu dojść do siebie. I to się zdarza potężnej ilości ludzi aktualnie. Rozmawiałem ze znajomą jakiś czas temu. Opowiadała mi historię pewnego małego miasteczka w pewnym wysoce rozwiniętym, cywilizowanym kraju, bo ona miała takie sny, takie historie. Poszła do psychologa i się zapytała, czy to jest takie unikatowe, czy ona jest po prostu szalona. Na co psycholog jej powiedział, że właściwie nie.
Połowa ludzi w tym miasteczku ma dokładnie takie sny aktualnie i takie historie. I ona zaproponowała, żeby może zrobić taką grupę, żeby się razem zebrać i może po prostu zbić ten strach, który wynika z przechodzenia tych potężnych wizji na temat transformacji, która się dookoła nas odbywa. Na co lekarz, przepraszam, mówi: „Nie, nie, nie, nie, nie, nie można takich rzeczy robić”. Przeraził się chłopak transformacji, bo gdyby się okazało, że ludzie się zbiorą razem, że nagle odkryjemy tą wiedzę kawałek po kawałku i nagle skumamy, że jesteśmy świadkami leczenia się Ziemi Z jakichś dziwnych złych mocy, które tutaj przywędrowały na jakiś czas i spowodowały, że banda świrów, która wierzy w banknot z wizerunkiem prezydenta, tudzież sztabę złota, tudzież polityka, tudzież jakiekolwiek bzdury po prostu nie wierzą w siebie, nie wierzą w nas, nie wierzą w nic. Wierzą tylko w materię, że ci ludzie opanowali ziemię. To jest ta opowieść niczym z Goethego, że ktoś dostał ów złoty łańcuch i stał się już sługą Mefisto, sługą zła. I tak to trochę wygląda. Zawiśliśmy się na materii i teraz daje znak o sobie ta druga część naszej natury. W ogóle dzieją się bardzo dziwne rzeczy z naszą jonosferą i to nie tylko z ziemskim układem grawitacyjnym, po prostu z Ziemią i całymi przyległościami. Te rzeczy dzieją się też w kosmosie, obserwowane przez teleskopy Hubble'a, obserwowane na innych planetach.
Bardzo dziwne anomalie. Anomalie, o których właściwie nikt nie ma pojęcia, skąd się to bierze, bo wszystkie teorie, które do teraz funkcjonowały, można sobie spuścić w toalecie, bo właściwie nie ma na to żadnego wytłumaczenia, poza tym jednym, że żyjemy na styku owych światów. Że świat nie jest ani geocentryczny, ani heliocentryczny. Nasza perspektywa zewnętrzna jest heliocentryczna, nasza perspektywa wewnętrzna jest geocentryczna, a my żyjemy na styku tych światów. Dlatego właśnie widzimy kolory, których prawdopodobnie większość istot na tej planecie nie widzi. My nie widzimy podczerwieni, nie widzimy ultrafioletu, nie widzimy tych granicznych pasm, które przechodzą przez siebie. Ten moment przejścia jest dla nas niewidoczny. To jest to, o czym mówił Goethe. To jest to, co nieraz powtarzał Timothy Leary, że rewolucja to jest cichy i niewidoczny proces, bo ten moment, kiedy to się dzieje, jest po prostu niewidoczny. Pasma słońca, pasma energii, które w tym momencie operują, są w ogóle niewyliczalne, niezmierzalne przez nas w jakikolwiek sposób.
I tak to wygląda w praktyce. Także coś z tą transformacją jest. I nie tyle nawet coś, ile mamy bardzo poważne dowody zachowania się Ziemi, ilość trzęsień, pęknięcia Ziemi. To jest kolejna rzecz, że Ziemia pęka. To jest fenomen i pęka tak często, że do tej pory nie obserwowano czegoś takiego od tysięcy lat. Fenomen. Złoto straciło swoje właściwości i zaczęło być bardzo dziwne. Także zdejmujcie złote pierścionki, zakładajcie srebrne, jeżeli wolicie biżuterię, bo z tym złotem może być bardzo dziwnie. Nie wiem, co ono teraz propaguje. Jeżeli jest tyle radiacji dookoła, to może być tak, że troszeczkę pomoże się napromieniować bardziej niż w drugą stronę.
Ta wiedza, którą ciągle starają się przed nami ukryć tak zwane elity władzy, ona ciągle jest obecna. To są ludzie, którzy sobie zdają sprawę z tego, że właśnie w tym momencie balansują na krawędzi i w akcie największej desperacji starają się nas wkręcić w największą wojnę, w największy shit, w jaki tylko można nas wkręcić, po to, żeby spolaryzować nasze relacje między sobą. Wielu z nas się na to nabiera. Wielu z nas przywdziewa tą szatę, zakłada ten złoty łańcuch od Mefista i gra dla tego systemu, bawiąc się jego zabawkami. To jest ten akt desperacji. Wszyscy podświadomie czujemy, że to koniec tej zabawy i koniec już jest bliziutko. I taki konkretny chyba koniec. Ja tu mam taki wniosek: nie ulegać tej desperacji, nie ulegać tej propagandzie. Poszukajmy prawdy, cokolwiek tą prawdą jest, cokolwiek za nią stoi, jakkolwiek niezręcznie i niewygodnie by ona wyglądała i nie pasowała do tego, co nas nauczono: jak mówić, jak myśleć, czym są numery, a czym numery nie są i tak dalej. I mówiono nam, że nie do końca ten świat, że świata nie ma i tak dalej.
Nie, ten świat jest, moi drodzy. Przynajmniej taka jest moja opinia. Jest jak najbardziej. Ja mówię do was z tego świata, a nie z innego świata. I są pewne rzeczy, które się z tym wiążą. Piękna wiedza. Jest to szlachetna wiedza, którą przekazywali nam starożytni po to właśnie, żebyśmy w takich momentach, w których lądujemy teraz, troszeczkę się lepiej ogarniali niż gorzej i nie dawali robić z siebie niewolników na własne życzenie przez cwaniaków, którzy wykorzystują w bardzo cyniczny sposób wszystkie te cykle, wszystkie te precyzyjne historie związane z obrotem planet nad naszą głową i tak dalej. Poszukajcie sobie troszkę w temacie. Polecam, bo jest to naprawdę bardzo intrygujący temat w sensie pozytywnym oczywiście. Wiedza wyzwala, naprawdę wyzwala.
To jest ta wiedza o transmutacji. Tylko że jak ją przyłożymy do planety, to w tym momencie przestajemy się bać, bo zaczynamy widzieć skutki i przyczyny. Wiemy, dlaczego niektórzy kolesie starają się tak mocno cisnąć na to, żeby nam dać karabin do ręki i żeby robić same krzywe numery, żeby nas prowokować do krzywych numerów, żebyśmy wiecznie żyli w strachu, że coś się stanie, że coś stracimy i tak dalej. Teraz już wiemy, że nie ma podstaw do tego strachu. Taka elementarna informacja, która wynika z tej wiedzy, proszę państwa. Ja tymczasem kończę tą „Hiperprzestrzeń”. Zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Nafali, żebyście nie zapomnieli tam wpaść do archiwum. A wy słuchaliście „Hiperprzestrzeni” RadioNafali.com.