[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Dobry wieczór, proszę państwa, witam wszystkich serdecznie w sobotni wieczór w Radiu na Fali w kolejnym odcinku „Hiperprzestrzeni”. Witam. Piękną noc mamy dzisiaj. Jest pełnia księżyca, nie stuprocentowa, ale 99% czy jakoś tak. Także piękny księżyc świeci co poniektórym przez okna. Niektórzy może będą dzisiaj mieli problemy ze snem i nawet dobrze by się składało z tym wszystkim dzisiaj, bo dzisiaj taki temat właśnie z tej okazji, że mamy pełnię, doświadczenia, dziwne odczucia i tak dalej. Także dzisiaj taki relaksacyjny, filozoficzny temat, proszę państwa. Witam was wszystkich serdecznie z przytupem. Hola, aloha, ahoj! Oczywiście pozdrawiam wszystkich mecenasów sztuki falowej.
Koniec miesiąca był parę chwil temu. Który dzisiaj mamy właściwie? Szósty czy jakoś tak. Chciałem pozdrowić bardzo serdecznie, oficjalnie tutaj na antenie w „Hiperprzestrzeni”, żeby do wszystkich uszu dotarło: Katarzynę, Aldonę, Katarzynę kolejną, Marcina, Mateusza, Mariusza, Grzegorza, Dariusza, Rafała, Marcina, Kambor PL, Arkadiusza, Edwarda, Rafała, Macieja oraz jeszcze raz Edwarda, Łukasza, Rafała i Macieja za wsparcie dla radia. Dzięki, kochani. Dzięki tym ludziom, słuchajcie, dzięki tym ludziom możecie słuchać „Hiperprzestrzeni”. Także wpadnijcie może na Facebooka, podziękujcie tym ludziom. Tam jest oczywiście informacja z podziękowaniami. Dodajcie lajka, że lubicie, że ktoś wspiera tą inicjatywę, dzięki czemu możemy tutaj wszyscy się radośnie spotykać. Peace and love kochani, wielkie dzięki za wspieranie.
Co jeszcze, zanim zacznę tą całą opowieść dzisiejszego sobotniego wieczora z pięknym księżycem za oknem. Oczywiście zapraszam, tak jak wcześniej wspomniałem na Facebooka, nie tylko po to, żeby dziękować, lajkować i tak dalej. Tam są oczywiście wszelkie informacje. Jak zwykle, wiecie, wszelkie newsy są tam wrzucane na bieżąco. Co się w ogóle dzieje w radiu dookoła. Zapraszam oczywiście na Twittera radiowego. Zapraszam na stronę Radia na Fali, radionafali.com oczywiście. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”. Z takich newsów z ostatniej chwili Pichont na razie wziął długie wakacje. Chłopak uciekł na wagary.
Pozdrawiam Pichonta. Gdziekolwiek jesteś Pichoncie, pozdrawiam cię człowieku serdecznie. Także na razie nie będzie wideologów. Na razie cisza. Ćśś. A co będzie dalej? Who knows? I don't know. Oczywiście zapraszam do pozostałych audycji w Radiu na Fali, czyli do „Etykiety zastępczej” księcia Edwarda, który pewnie gdzieś tam przy pełni księżyca przy tym strumyku siedzi. Być może rośnie mu sierść, teraz wychodzą wilcze kły.
No właśnie, tego to nie wiemy. Tego to nie wiemy, jaka transformacja, jaka transmutacja w nim dzisiaj zachodzi, w nas w ogóle wszystkich zachodzi, bo księżycowa noc, także noc transmutacji. Dzisiaj właśnie troszeczkę o tym, takiej indywidualnej. Ale wracając do naszych pozostałych audycji w Radiu na Fali, oczywiście zapraszam do „Teorii chaosu”. Jak najbardziej zapraszam do „Konwentu wiedzy alternatywnej”. Jeszcze nie ma nowych materiałów, bo tam Tomek zniknął na tropikalną wyspę razem z Basią i całą ekipą. Także bardzo serdecznie ich pozdrawiam. Kochani, pozdrawiam was. Miłych wakacji, miłego relaksu i byczenia się w słońcu pośród szumu oceanu, właściwie Morza Śródziemnego. Odpoczywajcie, relaksujcie się i szukajcie śladów, które mogą nam pomóc rozwiązać zagadki naszej aktualnej cywilizacji.
Oczywiście zapraszam do „Czasu snu”. No i zapraszam do siebie, do „Syntezy” moi drodzy, jak najbardziej, żebyście sobie ściągali, słuchali i tak dalej. Generalnie wszystkie audycje są do ściągnięcia, odsłuchania. Tego się już trochę zebrało na serwerze radia. Całkiem niezła kolekcja. Wiem, że już niektórzy nie wyrabiają z odsłuchiwaniem tego wszystkiego na bieżąco. Sorry kochani. To chyba dobry znak, że zawsze jest coś, czego nie słuchaliśmy wcześniej i można sobie wejść i posłuchać i poczuć się zaskoczonym w jakiś sposób. Także zapraszam, żebyście ambuszowali. Oczywiście nie w tym momencie i nie teraz, bo teraz do was mówię: na baczność!
Dobra, żartowałem. Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu. Ja tu mam ze sobą zasób swojej wody restrukturyzowanej, którą będę dzisiaj sobie radośnie jak zwykle popijał. Co by nie zasnąć przy tym mikrofonie. No. Też sobie przygotujcie może jakąś kawkę albo coś, bo oczywiście wieczorowa pora później po „Hiperprzestrzeni”. Także zapraszam, żebyście zostali dzisiaj z Radiem na Fali. Yo man, just surf on the wave. Poserfujcie. Poserfujcie troszeczkę dzisiaj po tych falach eteru.
Co jeszcze chciałem powiedzieć względem wstępu? Że oczywiście Skype do Radia na Fali to radionafali.com. Dzisiaj zostałem zaskoczony przez korporację Microsoft. Postanowili bez pytania mnie o cokolwiek zmienić design w Skype'a. Włączyłem, spojrzałem. Nie wiedziałem, co z tym wszystkim zrobić. Trochę zamoty, ale udało mi się to okiełznać. Szaleństwo, szaleństwo. Nikt się już nie pyta o zdanie. Taka dyktatura totalna.
Przerażające troszeczkę. Przerażające. No kawał chamstwa i zbydlęcenia. Także nie pozdrawiam tutaj Billa Gatesa. Fucking idiot. Tyle mam mu do powiedzenia. Przepraszam bardzo za taki bardzo brutalny ton, ale po prostu musiałem wyrazić to w formie słownej ekspresji. Także excuse me, my French. Musiałem się odkuć. Musiałem się odkuć.
Nie mam psa, także nie mogę kopnąć psa. Dobra, żartowałem, żartowałem, żartowałem. Zapraszam was serdecznie na czata radiowego radionafali.com. Tam jest wejście na czata, na tym czacie tak troszkę jak zwykle jednym okiem. Nie za często, nie za intensywnie, bo mam tu przy sobie mikrofon, do którego zamierzam mówić i mówić, i mówić. Mam nadzieję, że się odezwiecie dzisiaj do Radia Na Fali. Dacie swój głos, swoje refleksje i wszystkie tego typu historie, które się tu dzisiaj pojawią, zarezonują, jak to się w dzisiejszych czasach mówi z wami i wrzucicie troszkę coś od siebie. Także zapraszam moi drodzy, zapraszam serdecznie. A zanim w ogóle zacznę to wszystko dzisiaj, bo dzisiaj o iluminacji. Iluminacja to jest takie doświadczenie, które nazywamy oświeceniem, że nas nagle trzasnęło coś w łeb i oświeciło i nagle kumamy trochę więcej albo jakoś tak.
Także dzisiaj na ten temat, moi drodzy. Ja będę dzisiaj się posilał troszkę własnymi doświadczeniami i swoimi własnymi drobnymi życiowymi iluminacjami, które wpływają na moją własną percepcję rzeczywistości. Także jeżeli mieliście takie doświadczenia, macie takie doświadczenia, jesteście w trakcie, przechodzicie ową transmutację intelektualno-duchową. Dzwońcie moi drodzy, dzwońcie. RadioNaFali.com taki jest adres na Skype. A tymczasem zanim zacznę, bo przygotowałem sobie oczywiście wiadro muzyki. Nawet nie wiadro. Przygotowałem sobie trzy wiadra. Oczywiście nie mam bladego pojęcia, ile z tego uda mi się puścić, jak nie zagadamy tego wszystkiego. No dobra, to żeby nie zagadywać zacznę od pierwszego numeru na dzisiaj, bo dzisiaj taki w sam raz o iluminacji, oświeceniu i łapaniu troszkę szerszego obrazu całości, percepcji rzeczywistości dookoła nas, moi drodzy.
Także zacznijmy od czegoś, co jest bardzo senne. Może nie tyle senne, ile związane z księżycem. Nazywa się Chasing The Moon Rabbit, czyli goniąc za księżycowym królikiem. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek oczywiście, jakbyście nie wiedzieli. To co? Lecimy. Chasing The Moon Rabbit tak to się nazywało, czyli goniąc za księżycowym królikiem. Jakby ktoś z was szukał tytułu, to gdzieś tam znajdziecie.
Ja nie pamiętam, co to jest już dokładnie, bo mam po prostu takie zbiory muzyczne, że sam czasami nie wiem gdzie co jest i jak się nazywa. Za dużo tego wszystkiego. Ale mniejsza o to. Wy słuchacie Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek w RadioNaFali.com. Ta audycja jest akurat retransmitowana dodatkowo przez Radio Paranormalium, także pozdrawiam słuchaczy i Radia Paranormalium i oczywiście Radio Na Fali jak najbardziej. Oczywiście pozdrawiam was wszystkich kochani, którzy słuchacie tego offline, bo doskonale wiem, że sporo ludzi słucha tego online. Jest sobota wieczorem, więc wielu jest na imprezie i to jest normalna sprawa. Także nie każdy akurat jest w tym momencie przy radioodbiorniku, żeby słuchać tego absolutnie live. Także pozdrawiam was kochani, gdziekolwiek byście nie byli.
Właśnie jeszcze tak dwa słowa, zanim skoczę w swój szalony dzisiejszy temat. Mianowicie kwestia listów. Moi drodzy, dajcie mi chwilę, żebym odpowiedział na listy. Dostałem genialny list od Rafała, także pozdrawiam Panie Rafale bardzo serdecznie i jest kilka bardzo ciekawych refleksji tam i myślę, że te refleksje dotyczą też także mnie. Także szybko, jak tylko będę mógł się odezwę i się zgadamy na ten temat. Także pozdrawiam bardzo serdecznie. Dziękuję w ogóle wszystkim wam za listy i korespondencję do radia. Śmiało możecie walić na e-mail: info@radionafali.com. Czasami musicie poczekać odrobinę, żeby dać mi czas, żebym mógł odpowiedzieć na te wszelkie maile, bo tak lubię jak skończę audycję, kończę wszystkie rzeczy, zrzucam to wszystko na serwery, bo przy radiu jest masa roboty. Znaczy masa jak masa.
No jest jej sporo i zajmuje trochę czasu i jak to wszystko kończę, to mam taki syndrom, że wyłączam to wszystko i uciekam od radia. Uciekam gdzie pieprz rośnie. Uciekam do swoich własnych iluminacji, uciekam do swoich własnych doświadczeń, bo tu o tym wszystkim opowiadam. Ale życie dzieje się zupełnie w innym miejscu. Życie dzieje się z reguły tam, gdzie miewam te owe iluminacje. Także dzisiaj dokładnie o owych iluminacjach. Jeżeli macie jakieś iluminacje, mieliście jakieś iluminacje, jesteście w trakcie dzwońcie moi drodzy, dzwońcie. RadioNaFali.com. Ja mam na imię Tomek, także śmiało odbieram na Skype. Nie ma z tym żadnego problemu.
Dobra, no co z tą iluminacją? Ja tak sobie wynotowałem na kartce właśnie takie trzy główne punkty związane z tą iluminacją, bo nie jest to temat, który jest być może często poruszany gdzieś tam dookoła. No niezbyt często się o nim słyszy. No poza oczywiście chyba Radiem Na Fali, gdzie ten temat jest wałkowany praktycznie nieustannie poniekąd. O co chodzi z tą iluminacją? No to jest rodzaj doświadczenia, który nie wymaga od nas żadnych pośredników. No i stoi w bardzo mocnej kontrze w stosunku do czegoś takiego, co nazywamy paradygmatem cywilizacyjnym, czyli tego całego świata, w którym dorastamy, tego, o czym nas uczą, tego, o czym nas mówią, tego, w co każą nam wierzyć i tego, co każą nam wyznawać. Wszyscy różni ludzie dookoła, media, gazety, tradycje przodków, ale takich nie za bardzo przodków, tylko takich przyszywanych, bym powiedział, przodków. Bo ci starzy, prawdziwi przodkowie to chyba mieli dosłowne doskonałe pojęcie o tym, czym jest iluminacja, czym jest indywidualizm, jak to wszystko pracuje, jak to funkcjonuje. I chyba sobie rewelacyjnie z tym radzili.
Radzili sobie na tyle świetnie, że ci kolesie, którzy mieli karabiny, stwierdzili, że wytłuką ich wszystkich co do nogi. No i wpuszczą nas w jakieś maliny, po prostu nieprzeciętne z tym całym cywilizowanym światem w cudzysłowie cywilizowanym. Właśnie dzisiaj odczułem tą cywilizację na poziomie komunikatora, który nagle mi zmienił design, chociaż wcale nikt się mnie o nic nie zapytał Wracając do tych moich kilku wynotowanych punktów na kartce papieru, którą mogę nawet zaszeleścić. Iluminacja jest indywidualnym doświadczeniem, którego nikt nas nie może nauczyć. Nie ma żadnych pośredników pomiędzy naszą iluminacją, naszym oświeceniem a kimkolwiek innym dookoła. Jest to bardzo personalna, interpersonalna, bardzo osobista sprawa i chyba nie ma w życiu bardziej osobistych spraw. Jest związana z całą naszą sferą emocjonalną, duchową, intelektualną i praktycznie tym, co nazywamy sobą. Jest to nierozerwalna część tej całej układanki. Jest taka normalna sytuacja, którą obserwujemy w życiu, nawet jeżeli wydaje nam się, że nie doświadczamy tego wszystkiego, to mi się wydaje, taka jest moja dzisiejsza koncepcja, o której będę mówił, że właściwie cały czas jesteśmy w trakcie owej iluminacji, że to nie jest nawet jeden moment, taki moment peaku, tylko że to jest coś, co popularnie nazywamy naszym życiem. To jest jedna wielka iluminacja.
Tak bym to określił. Co dalej z tą iluminacją? Jest związana z własnym doświadczeniem. Tak jak wspomniałem, takim bardzo indywidualnym, na bardzo wewnętrznym poziomie. Dlatego nikt z nas nie jest w stanie się tego nauczyć od nikogo. Nie jest to kwestia przyswojenia sobie jakiejś wiedzy, przyswojenia sobie jakichś schematów poznawczych, przeczytania kilku książek i skumania, o co chodzi. Swego czasu moja dobra znajoma, którą zresztą świetnie, jeżeli słuchacie Radia Nafali, znacie, czyli Ania Sośnierz, która prowadziła audycję w Radiu Nafali, którą możecie sobie odsłuchać, „Spectrum Rozwoju”. Odezwała się do mnie. Pozdrawiam Anię bardzo serdecznie. Ania, peace and love!
Taką ciekawą rzecz, bo zbierała sobie kolekcję książek do przeczytania i ciepnęła mi mailem czy przypadkiem, czy to było na Facebooku, nieważne, że jeżeli mam jakąś książkę, która mnie transformowała, mnie odmieniła, cokolwiek takiego, co naprawdę wyrwało mnie najzwyczajniej z butów, wyrwało mi trzewia i serce i tak dalej, to żebym jej podesłał tytuł tej książki. Fajny pomysł, naprawdę pomysł mi się bardzo spodobał. I tak, kurczę, siadłem. Postanowiłem, że się zastanowię nad tym. Bo czytam sobie czasami różne rzeczy i tak siadłem i tak myślę, i myślę. I właściwie stwierdziłem, że nie ma takiej książki w moim życiu, nie ma takiego doświadczenia, które by mnie transformowało, które by do mnie przyszło z zewnątrz. Są oczywiście różne rzeczy, różne impulsy z zewnątrz, które przychodzą do mnie, ale właściwie one tylko potwierdzają albo negują pewne moje refleksje, które biorą się z zupełnie innego miejsca. I właściwie stwierdziłem, że chyba największą transformację mojego własnego życia, tego, kim jestem i tak dalej, zawdzięczam substancjom psychoaktywnym. I to absolutnie bez żadnych żartów, bez żadnej ściemy. To jest psylocybina, czyli grzyby psychodeliczne, jak to niektórzy mówią, LSD, ayahuasca.
To są rzeczy, które mnie dosłownie przeorały. I to właściwie może nie tyle one mnie przeorały, ile dały mi dostęp do postrzegania rzeczywistości, przynajmniej w moim tego słowa rozumieniu, o wiele szerszym, o wiele większym, o wiele intensywniejszym i właściwie zauważenia, czym tak naprawdę ta moja indywidualna rzeczywistość, jakakolwiek by nie była, czym jest. I dały mi odpowiedź na bardzo ważne pytanie. Pytanie, kim nie jestem. Bo to nie jest problem znaleźć sobie, tak mi się wydaje, odpowiedź, kim jestem, czym jestem i tak dalej. Myślę, że największym clou tej całej opowieści jest to, żeby skumać, kim się nie jest. To jest ta odpowiedź, którą dostałem, że tak powiem, przeżywając swoje własne doświadczenia, czasami tarzając się w trawie, siedząc gdzieś na podłodze, latając gdzieś w kosmosie po tych wszystkich substancjach psychoaktywnych. Robię to systematycznie od chyba z 20 lat. Także nie zamierzam przestawać, moi drodzy. Absolutnie nie zamierzam przestawać.
Jest to jedyny pośrednik. Jeżeli jacykolwiek pośrednicy są pomiędzy mną a mną samym, to są tak zwane wyzwalacze. Doskonale wiem, że natura tych środków psychoaktywnych jest zupełnie inna niż ta propagandowa strona mówi, że jest to coś, co przychodzi z zewnątrz, jakaś zewnętrzna substancja i z zewnątrz to nie jest naturalne i tak dalej. Bullshit centralny. Myślę, że część z nas doskonale o tym wie, chociażby z literatury medycznej i takiej fachowej, bo pewne rzeczy udało się zbadać lekarzom i to całkiem nieźle, za pomocą skanowania obrazu naszego mózgu i wielu innych badań, że mamy specjalne receptory w głowie, które są dostosowane tylko i wyłącznie do tych substancji i że właściwie jesteśmy urodzeni na tej samej planecie, na której wyrastają te substancje i te substancje w ogóle istnieją. Co tu dużo mówić, jesteśmy elementami dokładnie tego samego świata. Jesteśmy dokładnie tymi samymi puzzlami, które należy dopasować w pewnym momencie do siebie i to daje nam, przynajmniej taka jest moja opinia, pełny obraz rzeczywistości. Tak to wygląda z mojej strony. Jest oczywiście wiele innych rzeczy związanych z tymi sprawami, ale to, tak jak mówię, to jest takie moje własne, indywidualne doświadczenie. I okazało się, że żadna książka, żadne sprawy dookoła nie były w stanie nic zmienić z moją transformacją, moją iluminacją, nie były w stanie mnie po prostu pchnąć we właściwym kierunku w taki sposób jak te substancje, które de facto nie tyle załadowały mi coś nowego do głowy, ile otworzyły mi percepcję na Dokładnie to pytanie pod tytułem: kim nie jestem?
Dowiedziałem się, kim nie jestem, czym są moje wyobrażenia o rzeczywistości i jak daleko są ode mnie. I kim są pewne iluzje, czym są pewne iluzje i czy te iluzje są częścią mojego życia, czy też nie są częścią mojego życia. Długo można by mówić. Ja to troszkę będę ścinał na zakrętach, bo nie chcę utknąć w tych opowieściach. Bo dzisiaj o iluminacji chciałbym ogólnie to potraktować. Nie tyle w skali makro mojej indywidualnej, ale spojrzeć przez pryzmat moich własnych doświadczeń na cały świat i zastanowić się, gdzie to wszystko się razem łączy, razem skleja, gdzie te puzzle się razem układają w jeden wielki obraz. Bo na razie są, czasami wydaje mi się, rozsypane. Przynajmniej jeżeli przyglądam się na współczesną cywilizację, to wygląda na mocną rozsypkę. Jakby nic się, że tak powiem, dupska nie trzyma w tym wszystkim. Jest masa opowieści o oświeceniu, o drodze duchowej, o rozwoju duchowym i tak dalej.
Ja jestem takim człowiekiem, taki prosty chłopak ze mnie. Naprawdę nie wierzę w takie rzeczy. Jestem gdzieś z boku tego wszystkiego, z bardzo dużym dystansem się często temu przyglądam. Takim życzliwym oczywiście dystansem. Nie ma w tym żadnej zawiści, nienawiści ani chęci przykopania zdechłemu psu, bo leży na ulicy. Nic z tych rzeczy. Po prostu mam dystans do tego. Nic z tego za bardzo nie kumam. Taka jest prawda, moi drodzy. Nie będę tu ściemniał.
Naprawdę nic z tego nie łapię, bo nie ma to nic wspólnego z moimi doświadczeniami. Wiem, kim nie jestem i wiem też jedną dodatkową informację z tych wszystkich swoich podróży. Wiem, kim nie chcę być. To jest bardzo istotne dla mnie, bo te wszystkie podróże i te wszystkie wyprawy, te wszystkie odwiedziny w innych miejscach za pomocą substancji psychoaktywnych pokazały mi bardzo istotną sprawę, z której przez jakiś czas w swoim życiu nie zdawałem sobie za bardzo sprawy. Ale myślę, że jest to część tego procesu. Powinniśmy przeżyć część życia, nie zdając sobie sprawy za bardzo z wielu rzeczy dookoła. Wtedy jesteśmy odważni w innych kierunkach i robimy pewne rzeczy, które zbierają się na tą całą fajną układankę do kupy. Później mamy z czego układać te puzzle i zmontować cały ten obrazek. Także wszystko ma swoje miejsce, wszystko ma swój czas, wszystko ma swój moment w życiu i nie należy się tego bać, nie należy się przejmować, nie należy się prostować i ustawiać w kącie. Absolutnie.
Jestem z dala od takiego poglądu. Chodzi mianowicie o konsekwencje, ponieważ te doświadczenia pokazały mi pewną otwartość, widzenie. Otworzyły mi oczy, to chyba najlepiej by zabrzmiało i chyba miałoby najwięcej sensu. Otworzyło mi oczy na zjawisko zwane konsekwencją, że właściwie możemy słuchać, co ludzie mówią. Przynajmniej ja mam takie podejście. Nie wiem jak wy. Mogę słuchać, co ludzie mówią. Ludzie mówią niesamowite rzeczy. Sam czasami opowiadam niesamowite rzeczy. Mam nadzieję, że wam się podoba anyway.
Ale pytanie jest, co ludzie robią. Pytanie jest, co ja właściwie robię? Bo opowieści to jest jedno, a robienie to jest drugie bardzo często. Te substancje i te wszystkie doświadczenia doprowadziły mnie do momentu, że tak długo, jak te dwie rzeczy się nie pokrywają, czyli mówienie i robienie, to właściwie nie ma to żadnego sensu. To znaczy, że gdzieś ta iluminacja oczywiście cały czas trwa, ale nie dociera do nas na poziomie świadomym. To jest taki klasyczny zakręt związany z doświadczeniami duchowymi i technologią. Akurat tak cwaniacko wspomniałem o tej technologii, bo jeszcze prowadzę podcast pod tytułem „Synteza”, do którego was bardzo serdecznie zapraszam. Tam trochę też na ten temat mówię, bo często mamy takie podejście. Ja sam miałem przez jakiś czas takie podejście, że właściwie nie widziałem tych punktów wspólnych z tym wszystkim, z tym całym bigosem i zamieszaniem. Nie wiedziałem, gdzie to się łączy dokładnie.
Czułem instynktownie, że to jest dokładnie to samo, że właściwie jesteśmy w tej samej książce, na tej samej stronie i czytamy dokładnie to samo zdanie, ale nie łapałem kontekstu tego wszystkiego. Jedne rzeczy wydawały się bardzo mistyczne, a te rzeczy bardzo techniczne jakby odskakiwały od tej całej mistyki, od tej całej alchemii i nie za bardzo kumałem, jak to się wszystko łączy i klei, ale czułem, że to wszystko jest dokładnie tym samym. Zaufałem swojemu uczuciu, swoim emocjom, swojej intuicji i okazało się, że faktycznie wszystkie te rzeczy się idealnie kleją. Teraz jestem w stanie wyjaśnić nawet, gdzie się kleją te wszystkie rzeczy do kupy sam sobie. Myślę, że czasami wyjaśniając wam, wyjaśniam na tyle komunikatywnie, że wy też łapiecie, gdzie to się wszystko klei i że sami znajdujecie w sobie te momenty połączenia. Zbieracie te wszystkie puzzle w jeden obrazek. Mi się czasami wydaje, że mówienie tylko i wyłącznie o rozwoju duchowym zatrzymuje nas w biegu troszeczkę. Stawia nas w bardzo dziwnej sytuacji, mówiąc oględnie. Czyli pozbywamy się próby złapania obrazu większej całości, natomiast koncentrujemy się tylko i wyłącznie na jakimś drobnym wycinku tego wszystkiego. Ale to jest taki trik związany chyba z naszym umysłem.
Są te słynne obrazki ze schodami, które się przeplatają. Jeżeli spojrzymy na cały obrazek, to wygląda nierealistycznie, bo te schody, które zaczynają iść do góry, nagle okazuje się, że schodzą. Taka zabawa, gra i zabawa cieni i perspektywy. Widzieliście dużo takich obrazków na pewno. Dosyć specyficzne rzeczy. Jak się człowiek przygląda, to wygląda tak fajnie i nagle łapie, że kurczę, ale przecież te schody powinny iść na dół, a idą na górę albo odwrotnie. Takie triki wizualne. Troszeczkę tak to wygląda z nami, że obserwujemy, chyba z własnego wyboru właściwie, tak mi się często wydaje, tylko jeden drobny wycinek tej rzeczywistości. Obserwujemy ten kawałek ilustracji, który pokazuje nam schody, które idą do góry albo idą w dół. Natomiast boimy się troszkę powiększyć tej perspektywy, bo okazuje się, że jest coś w rodzaju wstęgi Möbiusa, czyli właściwie wychodzimy z jednej strony i dokładnie wracamy do swojego punktu wyjścia.
Nie jesteśmy w stanie przeskoczyć tego elementu i to zaczyna nas troszkę przerażać, że są takie Dziwne. Kiedy patrzymy na cały obrazek, to kompletnie nie ma żadnego sensu i żadnej logiki, pomimo że wszystko się w detalach absolutnie zgadza. I to trochę tak wygląda. Takie jest moje podejście do rozwoju duchowego, do wszystkich rzeczy związanych ze szkoleniem, z prelegentami, z książkami i tak dalej. Wydaje mi się, że nie da się tego przeskoczyć w taki czysto werbalny sposób. Werbalne doświadczenie, takie czysto fizyczne, takie, że kleimy coś własnymi rękami, robimy coś, znajdujemy informację, składamy to do kupy i coś na przykład nam działa, ewentualnie nie działa, jest związane z indywidualnym podejściem. Naprawdę takim doświadczeniem, które przeżywamy sami w sobie. To jest coś, co musimy zrobić i tak ze sobą. Tego żadna książka za nas nie zrobi. Są oczywiście kwestie technik, są oczywiście kwestie, że tak powiem, tuningowania się, dostosowania się do tej sytuacji.
Ja bym to nazwał wyprodukowaniem takiej sytuacji, gdzie tworzymy swoim własnym życiem takie sympatyczne zaproszenie po to, żeby ten właściwy moment iluminacji się u nas pojawił. Ale to też tak nie do końca, bo właściwie ciężko zrobić zaproszenie do czegoś, o czym nie wiemy, czym tak naprawdę jest, bo właściwie dopóki tego nie przeżyjemy, to nie mamy pojęcia, o czym jest cała ta historia. Co tu dużo mówić. Szykujemy imprezę na konkretną ilość osób i nagle łapiemy się na tym, że właściwie nawet nie wiemy, czy ktokolwiek przyjdzie na tą imprezę. Nie wiemy kto przyjdzie, nie wiemy ile tych ludzi będzie i nie wiemy, gdzie to się odbędzie i próbujemy się na to przygotować. To jest taki troszeczkę, moim zdaniem, krzywy numer. Ciężko wybrać z tego wszystkiego i ciężko wyciągnąć z tego jakąkolwiek refleksję i ciężko się czegokolwiek nauczyć. Można się szybko zniechęcić, bo jak lądujemy w sytuacji, która nas skonfrontuje troszkę z naszymi oczekiwaniami, które wynikają z tego, że staramy się rozwijać duchowo, staramy się uczyć i tak dalej. Staramy się zrozumieć to na logikę. No i lądujemy z tą sytuacją, gdzie nagle widzimy ten cały obrazek i te schody, które zawsze wydawały nam się bardzo logiczne, bo szły albo w górę, albo w dół, nagle okazują się częścią konstrukcji, która w ogóle traci jakikolwiek sens, logikę, cokolwiek.
Po prostu ciężko to ogarnąć. I jak z tym żyć? I tu się okazuje, że cała ta logika po prostu idzie się walić i nic z tego nie ma. Absolutnie. Taką mam refleksję. A refleksja wynika stąd, że właściwie gdyby tak policzyć tych wszystkich ludzi w cudzysłowie walczących, oczywiście z własną iluminacją, tych wszystkich ludzi biegnących na jakieś warsztaty przebudzenia i tak dalej. Gdyby wszyscy ci ludzie pewnego dnia po prostu zrobili coś z tym tematem. Ja się zawsze śmieję, że gdyby pewnego dnia wszyscy ci ludzie przestali kupować Coca-Colę, to firma Coca-Cola by zbankrutowała i nie miałaby na amunicję, żeby strzelać do robotników gdzieś tam w Kolumbii, którym się nie podoba, że im kradną wodę i zatruwają całe środowisko. Także nagle by się okazało, że właściwie te duże korporacje, ten cały świat, który nam się bardzo często nie podoba, generalnie nagle zniknąłby w ciągu ułamka sekundy. Może nie ułamka sekundy, ale bardzo szybko by wyparował z naszego otoczenia.
Bo jak się okazuje, cała ta historia związana z iluminacją, jest chyba związana, mówię chyba, ale w moim mniemaniu takim indywidualnym, z konsekwencją, która wynika z tego niesamowitego odkrycia, tej konkretnej refleksji w mojej własnej głowie, kiedy już ją mam, kiedy już ją widzę, kiedy dotarła do mojego serca, zmiażdżyła moją głowę, przeorała mnie w jedną stronę i w drugą, to już nie ma od tego ucieczki. To już wiem, kim nie jestem. Wiem, w którym miejscu jestem i wiem, w którym miejscu być nie chcę. I za każdym razem, kiedy podejmuję decyzję, słyszę ten dzwonek w głowie. Ding, ding, ding, ding i ten dzwonek w głowie mówi: „Man, czy to jest dokładnie to, czego chciałeś? Chyba nie”. No i w tym momencie ręce cofają się od tej półki w supermarkecie. Lub coś w tym stylu. Powodów, metod może być wiele. Jak realizować te konsekwentne punkty w swoim własnym życiu?
Zostawiam was osobiście, każdego z was, każdą z was, żebyście sami, że tak powiem, rozkminiali to w swoim własnym życiu. Ja nie jestem od tego, żeby was osądzać, namawiać do czegokolwiek i cokolwiek. To sami musicie zrobić. Ja tu tylko mówię o swojej własnej refleksji. Sami musicie zdecydować, gdzie ten moment doświadczenia, że tak powiem, się skleja z waszym własnym indywidualnym życiem. No właśnie, bo ta cała iluminacja nie ma pośredników, czyli nikt nam nie pomoże, nikt nam nie powie, nikt nie zrobi tego za nas. Jest związana z własnym doświadczeniem. Czyli kolejna sprawa, której niestety nikt z zewnątrz nam nie zaserwuje. Nikt nie pomoże, nikt nie ogarnie, tylko sami musimy przeżyć. Czy nam się to podoba, czy nie.
Oczywiście łatwiej byłoby przeżyć na podstawie cudzego doświadczenia. To też jest taka ciekawostka, że wkręciliśmy się troszkę cywilizacyjnie w taki mit, że staramy się zrozumieć cudze postępowanie. Powstała cała dziedzina nauki, która się nazywa psychologią, która polega na tym, żeby zrozumieć cudze zachowanie. Jak zrozumiemy cudze zachowanie, to zrozumiemy siebie. Ja myślę, że jest to kompletnie droga donikąd. Jest to po prostu taki objaw szaleństwa dzisiejszych czasów, objaw kompletnej szarlatanerii. Właściwie przeczy kompletnie kwestii związanej z indywidualnym doświadczeniem. Jak ja mam zrozumieć, kim jestem, a właściwie kim nie jestem? Jak ja mam zrozumieć, co ja w ogóle chcę robić ze sobą, skoro właściwie nie zajmuję się sobą, nie zajmuję się własną iluminacją, tylko zajmuję się próbą zrozumienia kogoś. Przecież i tak nie chodzę w cudzych butach.
Przecież za niego siku nie robię, nie wyśpię się za niego, nie najem się za niego. To jak ja to zrobię? Co mi to da, że ja zrozumiem, że ten człowiek o godzinie 8:15 lubi wstać i napić się kawy? Co mi to da w moim życiu? Nic mi nie da. Żadnej odpowiedzi na żadne pytanie, żadnego rozwiązania. Nawet jeżeli usiądę i będę razem z tym człowiekiem codziennie o 8:15 pił kawę, to też niewiele mi w tym wszystkim pomoże, poza tym, że będziemy mieli naprawdę świetną, bardzo sympatyczną rozmowę o godzinie 8:15 przy kawie i do tego się to wszystko ogranicza. Natomiast Dalej pozostaje sprawa, że muszę sam przeżyć swoje własne doświadczenie, swoje własne życie, zebrać to wszystko do kupy i z tego dopiero rodzą się konsekwencje działania. Przynajmniej u mnie, w moim własnym życiu. Kolejna rzecz to to, że nie da się tego przekazać komukolwiek.
Czyli też kolejny punkt, który przeczy takiej ogólnej wersji, że pójdziemy do kina, obejrzymy film, przeczytamy książkę i dowiemy się czegoś. Nie za bardzo, bo tego się nie da przekazać. Jak ja bym teraz usiadł z kimś o godzinie 8:15 na kawie i powiedział: „Słuchaj, miałem taką, a nie inną wizję, taką a nie inną historię. Tak to odczuwam”. Jedyne, co mogę opowiedzieć, to mogę opowiedzieć swoje własne refleksje z mojej własnej indywidualnej podróży. To jest tak, jakbym z kimś usiadł o owej 8:15 z kawką i powiedział: „Słuchaj, byłem w Zimbabwe i opowiem ci, jak jest w Zimbabwe”. Teoretycznie, jeżeli ta metoda nauczenia kogokolwiek czegokolwiek działa, to kiedy powinienem opowiadać mu o tym, że jest tam tak cholernie gorąco, że człowiek się rozpływa niczym czekolada w piekarniku, mój rozmówca powinien zacząć oblewać się potem i to nie zimnym, tylko gorącym. Ponieważ powinien odczuwać te wszystkie emocje. Bez odczucia czysto werbalnego, czysto fizycznego, bez rzeczywistej emocji, tego indywidualnego doświadczenia, tego się po prostu nie da. Ale wiemy doskonale, że mój rozmówca nie obleje się potem, nie zacznie się wachlować, bo nie zrobi mu się gorąco ani nic z tych rzeczy.
Nie da się tego przekazać. Nie da się przekazać żadnego doświadczenia. Da się tylko przekazać refleksję z doświadczenia. To jest dosyć istotna sprawa. Mi się czasami wydaje, że w tej cywilizacji zapominamy o tej elementarnej sprawie, że przekazujemy tylko swoją własną indywidualną refleksję i do tego wszystko się sprowadza. Nikt nie wymyśli niczego za nikogo, nikt nie przeżyje życia za drugiego człowieka, nikt nie przeżyje jego doświadczeń. Co najwyżej możemy przeżyć tylko swoje własne doświadczenia i podzielić się tym z drugim człowiekiem. I to wszystko. Dzięki temu rodzi się to fantastyczne poczucie bezpieczeństwa, które mamy, rozmawiając ze sobą, że nie boimy się mówić, że miałem takie doświadczenie. To jedynie może pomóc.
I to właśnie dzięki temu, że jest to unikatowa, indywidualna sprawa. Ponieważ jeżeli nasz rozmówca ma indywidualne doświadczenie, które sam przeżył, to zbijamy barierę strachu mówienia o tych doświadczeniach. Pokazujemy taki przykład, że my mamy takie doświadczenie indywidualnie, także otwieramy furtkę do tego, żeby ten człowiek poczuł się wygodnie ze swoim własnym doświadczeniem. Ja tą furtkę lubię otwierać sam dla siebie w sobie, także już mam chyba taki syndrom w życiu otwierania tej furtki. Tak traktuję tą całą historię. Co tu dużo kryć. A tymczasem muzyczka, bo tak mówiłem, że będzie trochę muzyczki i że będę sobie filozofował dzisiaj przy muzyczce. Także muzyczka, proszę państwa, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” i mojego filozofowania na temat iluminacji. Czym to jest? Właściwie mówię od siebie, bo też za bardzo za nikogo nie mogę powiedzieć, poza sobą oczywiście.
Jak zwykle, jak to w życiu. Nikt za mnie tego nie przeżył, poza mną samym. Taka historia, proszę państwa. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w radiunafali.com, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium i posłuchajmy jakiejś muzyczki. A my jesteśmy jak zwykle w lesie, a ja mam na imię Tomek. Dzisiaj o iluminacji, troszkę o oświeceniu można powiedzieć. Zwał, jak zwał. Myślę, że doskonale wiemy, o co chodzi. Nas jest jak zwykle wiele w dzisiejszych czasach. Żyjemy w takich czasach, gdzie wymyśla się dużo różnych dziwnych nazw na dokładnie tą samą rzecz.
Jakby jedno słowo nie wystarczyło czasami. Zabawne. Ale wracając do naszego szalonego tematu. To taki jest, myślę, myk cywilizacyjny, który nas złapał i który częściowo odpowiada za naszą percepcję rzeczywistości, że tak, a nie inaczej się znajdujemy w tym całym zamieszaniu. I ten myk cywilizacyjny, proszę państwa, to jest kwestia postrzegania, moim zdaniem, nie wiem, jak waszym, energii i tego, czym jesteśmy. To jest to szaleństwo, do którego dotarliśmy z czymś takim, co się nazywa nauką. Że mamy coś takiego jak psychologię. To jest chyba najbardziej zabawne zjawisko w historii cywilizacji, że patrząc na innego człowieka, chcemy się dowiedzieć najwięcej o sobie. Tak się zastanawiam. Może pójdziesz, panie drogi psychologu, na jakieś grzyby do lasu, na jakąś psylocybinę?
Może po prostu wrzucisz jakąś konkretną dawkę LSD albo zrobisz konkretną ayahuasca i dowiesz się przede wszystkim sam o sobie. Jeżeli będziesz wiedział, jak jesteś skonstruowany, zrozumiesz elementarne prawa rządzące twoim własnym życiem i dopiero wtedy będziesz mógł budować jakiekolwiek prawa, jakiekolwiek rozumienie, jakiekolwiek pojęcia, które wyskakują poza ten indywidualizm i są uniwersalne dla całego kosmosu. Ale musisz to znaleźć w sobie. Tego się nie znajdzie na zewnątrz. Ten sposób nie działa. Ale mamy też zjawiska takie jak fizyka teoretyczna na przykład. Mamy zjawiska jak matematyka teoretyczna. Mamy kawał rzeczywistości, która zajmuje się, moim zdaniem, takim tupaniem w miejscu, udawaniem, że coś robią, ale właściwie nie robią nic. Chodzi, moim zdaniem, chyba o zachowanie swojego status quo. O to, żeby przypadkiem nie dowiedzieć się, że coś jest nie tak albo że można robić coś inaczej.
Bo właściwie to, że dowiadujemy się, że coś jest nie tak, automatycznie zmusza nas do podjęcia decyzji. Tą decyzją, taką najzdrowszą, normalną cywilizowanego, rozsądnego człowieka jest: nie będę tego więcej robił, bo to nie ma żadnego sensu. Więc zrobię teraz coś, co ma jakikolwiek sens dla świata, dla mnie przede wszystkim, dla ludzi dookoła, którzy mnie otaczają. Coś, co jest konstruktywne. Ale żeby dojść do tego wniosku, trzeba zaprzeczyć w tym pierwszym i powiedzieć: „Ej, man To nie jest to, czym jestem i to nie działa w ten sposób. To są chyba główne przyczyny tego, że stoimy w miejscu, w którym stoimy. To akurat się zmienia, transformuje i to już inna historia, że świat się dosyć mocno zmienia i myślę, że się bardzo mocno zmieni całkiem szybko i całkiem już w niedługim czasie, ale o tym może kiedy indziej. Dzisiaj chodzi o postrzeganie energii, które sobie wtłoczyliśmy do głowy i postrzeganie zjawiska takiego, jakim my jesteśmy. Okazało się, że nie wyrobiliśmy na zakręcie i traktujemy troszkę zjawiska energetyczne jako coś obok nas, a siebie traktujemy w ogóle jako coś osobnego w stosunku do tej przestrzeni, w której żyjemy. To jest też taki fenomen cywilizacyjny, że właściwie wmawiamy sobie, może nie tyle od niepamiętnych czasów, ile od czasów istnienia tej parszywej cywilizacji, że my to my, a świat jest światem i to my jesteśmy na świecie.
Jak ciężko nam troszkę zrozumieć taką prostą, elementarną zasadę, że to nie jest tak, że to jest osobno. To jest wszystko w jednym. Nie jest nic na kontrę. To my jesteśmy tą energią. Powinienem wam opowiedzieć o pewnym naprawdę niezłym eksperymencie związanym z polem morfogenetycznym, o którym swego czasu dosyć sporo mówiłem w „Hiperprzestrzeni”. To musicie cofnąć w „Hiperprzestrzeni” sprzed dwóch lat, czy jakoś tak. Tam jest troszkę na ten temat: pola morfogenetyczne, telepatia i tego typu sprawy. Także tam znajdziecie więcej detali, takich bardziej naukowych. Ja wam opowiem o jednym eksperymencie z 2006 roku robionego przez Ruperta Sheldrake’a na ten temat. O co chodzi z tą energią?
Bo my traktujemy energię jak coś zewnętrznego, coś, co się manifestuje poza nami, a my z tego albo korzystamy, albo jesteśmy takimi cwaniakami, którzy postawili się w roli ludzi z boku. My stoimy z boku i się przyglądamy. Nie jesteśmy częścią tego zjawiska w ogóle, absolutnie. My tylko tutaj jesteśmy tak przez przypadek. O co chodzi z tą energią? My właściwie jesteśmy energią. Jest na to tak dużo dowodów. Ja wam powiem tylko jeden eksperyment, który jest naprawdę bardzo intrygujący. Jest to eksperyment robiony właśnie w celu sprawdzenia tej koncepcji pól morfogenetycznych, która właściwie przestała być już teorią, a zaczęła być już dosyć mocno praktyką, szczególnie po tych eksperymentach, które to bardzo mocno potwierdziły. Właściwie jedyne, co się teraz z tym tematem dzieje, to czekamy na taki shift cywilizacyjny, kiedy wreszcie większość z nas zaakceptuje, puknie się w głowę i zacznie myśleć i wyciągać wnioski.
Przestanie się bać konsekwencji owego myślenia, że coś się zmieni, że się okaże, że nie są tymi istotami, którymi są, że jednak życie można robić zupełnie inaczej, można robić po swojemu, że wcale nie trzeba sięgać po te wszystkie dziwne, szalone pomysły. O co tu chodzi z tym eksperymentem? Eksperyment polegał na tym, że dżentelmen, który nie miał ręki... Jeżeli ktoś nie ma ręki albo jakiejkolwiek kończyny, to występuje pewien fenomen. On dalej czuje, że tą rękę ma i dalej czuje, że tą ręką może operować. Takie ciało energetyczne, ciało astralne, zwał jak zwał. Jest na to specjalny termin w medycynie, a tu nie będę za bardzo taki techniczny dzisiaj. Jest sobota, dajcie spokój. Jest pełnia księżyca, wilki wyją do nieba, także zostawmy te medyczne terminy. O co chodzi z tym czuciem swojego ciała, chociaż go już w ogóle nie ma z nami?
Czujemy tą swoją rękę. Czujemy, że możemy zginać palce, że możemy zamknąć je w pięść. Możemy otworzyć, możemy zgiąć tą rękę, możemy nią pomachać. Ale jej fizycznie nie ma, bo nam na przykład tramwaj obciął albo cokolwiek się stało. Więc eksperyment polegał na tym, że taki dżentelmen bez ręki stał po jednej stronie drzwi. Na drzwiach były przylepione numery. Było dokładnie sześć numerów w dwóch rzędach. Na górze jeden, dwa, trzy, na dole od nowego rzędu cztery, pięć, sześć. I on stał z jednej strony tych drzwi, a z drugiej strony stali uczestnicy eksperymentu. Na czym polegał eksperyment?
Ten dżentelmen wkładał tą swoją nieistniejącą już rękę, istniejącą w postaci energetycznej, przez wybrany losowo przez rzut kostkami numer na tych kartkach. Czyli generalnie podchodził do tych drzwi i przesuwał tą swoją energetyczną, w cudzysłowie, rękę właśnie w tym dokładnie miejscu, które było oznaczone właściwym numerem, który tam wyleciał z rzutu kostką. Także była kompletnie przypadkowa sytuacja, tak żeby tą przypadkowość zapewnić. Właśnie stąd te kostki i rzucanie nimi. Z drugiej strony byli ludzie, którzy zajmują się czasami bioenergoterapią i tak dalej, i nie tylko, też normalni ludzie, którzy mieli za zadanie podejść do tych drzwi i odgadnąć, przez którą kartkę ten dżentelmen przesuwa tą swoją niewidoczną rękę. Wynik eksperymentu jest powalający z nóg, ponieważ statystycznie okazuje się, że jest tam jakieś 60%, 50% trafień, co właściwie potwierdza skuteczność istnienia czegoś takiego jak energia. Takiej niewidzialnej, orgonalnej. Ja to nazywam orgonalną, bo ja jestem troszkę skrzywiony na punkcie Wilhelma Reicha i jego odkryć. To była taka jedna z iluminacji w życiu, połączenie tego wszystkiego do kupy. I tak już to postanowiłem nazywać.
I się okazało, że po prostu czujemy tą orgonalną energię. Czujemy te energetyczne ciało, którym jesteśmy, nawet jeżeli to ciało nie ma już fizycznego opakowania. Czyli de facto wniosek z tego jest trywialnie prosty: jesteśmy niczym więcej jak zjawiskiem energetycznym. Co w ogóle z tego wynika? Z tego wynika kolejna koncepcja, która być może wielu się nie podoba, że właściwie ani nie jesteśmy w żadnych więzieniach, ani nie jesteśmy w żadnej skorupie, ani nie jesteśmy żadnym biorobotem, tylko nasze ciało potrzebuje akumulatora po to, żeby operować w tym materialnym świecie. I ten cały materialny świat jest, co tu dużo mówić, akumulatorem owej orgonalnej energii, której używa nasze ciało duchowe, można powiedzieć, ta druga część nas. Ale właściwie ta sama, bo jesteśmy jednym i tym samym. Ale generalnie to jest takie uzupełnienie, żeby latarka mogła świecić musi mieć w środku włożone bateryjki i bateryjki są stałym elementem latarki. Nie ma latarki bez baterii. To jest tylko niepotrzebne, niedziałające urządzenie, które niczemu nie służy.
Także dokładnie jest z nami i my właściwie cokolwiek byśmy nie robili, jakiekolwiek urządzenie, nawet w tej dziwnej, parszywej technologii, w dzisiejszych czasach, która naprawdę służy tylko i wyłącznie po to, żeby wszędzie móc pozakładać liczniki i nas charge'ować za to, że w ogóle czegokolwiek używamy, zmusić nas do niewolniczej pracy, żebyśmy całym życiem płacili za to, że możemy czegoś dotknąć i możemy z czegoś skorzystać, chociaż jest to w domenie całej ludzkości. Ale mniejsza o to. Generalnie nawet robiąc te pokręcone urządzenia, które nas otaczają, właściwie nie robimy niczego innego, jak odzwierciedlamy dokładnie ten sam układ energetyczny, którym jesteśmy, czyli że jesteśmy jednym i tym samym. Jesteśmy manifestującą się fizycznie energią za pomocą orgonu. Nic mniej, nic więcej. Jeżeli mamy to ciało energetyczne, to to ciało energetyczne wykorzystuje sprzężone bezpośrednio tutaj, na tej planecie, na tej ziemi, z tym ciałem fizycznym, które jest takim akumulatorem orgonowym. Są niesamowite zdjęcia robione na Księżycu, kiedy amerykańscy kosmonauci lądowali na Księżycu. Nie mówię o tych podrabianych zdjęciach kręconych na Ziemi z tego pierwszego lotu, bo to są takie bardzo dziwne i bardzo dyskusyjne zdjęcia. Sam nie wierzę w to, że są to oryginalne zdjęcia. Tam jest zbyt dużo podróbek, ale są zdjęcia, które są autentyczne, robione już z o wiele późniejszych misji, gdzie NASA też wysyłała ludzi na Księżyc i pokazywali jak to wygląda.
Jest taka zabawna anomalia, która się dokładnie powtarza na zdjęciach Wilhelma Reicha z orgonem, z bionem, z tą energią. Nie tylko zresztą na jego zdjęciach, na zdjęciach wielu, wielu, wielu ludzi, którzy zajmowali się tym tematem. Oficjalna oczywiście medycyna twierdzi, że czegoś takiego nie ma. Twierdzi, że nie ma, ale też używa plazmy do leczenia. To taka jak zwykle hipokryzja, która nam się gdzieś tam pod nogami pałęta. Dookoła kosmonautów podczas fotografowania ich w spektrum podczerwieni i w spektrum ultrafioletu okazuje się jest łuna. Jest ultrafioletowa, taka fluorescencyjna łuna. Oczywiście wielu ludzi zaczęło mówić, że to spisek, teoria konspiracyjna. Tam jest wszystko, ten człowiek jest wklejony na to zdjęcie, a ta łuna to jest wymazywanie wszystkiego dookoła niego. Otóż nie.
Okazuje się, że jest to dokładnie widzialne na poziomie kosmosu, kiedy już nie ma ziemskiej atmosfery, która filtruje tą energię i czyni ją niewidzialną dla naszych oczu. To jest po prostu łuna orgonu, którym człowiek emanuje, bo my jesteśmy taką orgonalną istotą tutaj, fizycznie na planecie i ten orgon jest nam potrzebny po to, żeby móc sobie funkcjonować przez tyle, przez ile tu funkcjonujemy. To są te wszystkie stare bajki. Jeżeli kojarzycie te wszystkie rzeczy opowiadane wam czasami przez rodziców czy czytane gdzieś tam przez babcię o tym, że nasze życie jest jak klepsydra. Piasek się cały czas przesypuje w tej klepsydrze albo świeczka, która się przepala. Generalnie zawsze spotkacie jeden charakterystyczny element w tych bajkach mówiących o ludzkiej egzystencji, że to jest emanacja czegoś w ruchu, emanacja pewnej energii. Czy to jest piasek, który się przesypuje właśnie przez to jedno najwęższe miejsce w klepsydrze, czy to jest świeczka, która się dopala i ma tam swój początek i swój koniec. Zawsze mówi się o tym, że jest to coś żywego. Jest to energia, która istnieje na styku czegoś, co możemy nazwać przeszłością i czegoś, co możemy nazwać przyszłością. Jesteśmy stanem energetycznym pomiędzy tym wszystkim.
Ten stan energetyczny się manifestuje tak wizualnie. To są te wszystkie właśnie bajki o tym, że bohater został wpuszczony przez czaroksiężnika, żeby móc zobaczyć, jak długo będzie wyglądało jego życie. I stało tam tysiące świec, a on się spytał: „Która jest moja?”. A czaroksiężnik pokazał: „Ta” i dostał zawału. Nie, żartowałem. Oczywiście nie zawału. Chociaż kto to wie? Kto to wie? Generalnie wszystkie urządzenia, które robimy, są dokładnie odzwierciedleniem, czy chcemy, czy nie tego samego stanu energetycznego. Tak jak wspomniałem o latarce, tak jak o tych świeczkach, to dokładnie wszystko wygląda tak samo.
Właściwie nie potrafimy zrobić nic więcej. I to nic dziwnego. Nigdy nie będziemy potrafili zrobić nic więcej, bo jedyne co, przynajmniej w moim mniemaniu robimy, to budujemy portret rzeczywistości, takiej prawdziwej rzeczywistości, którą tworzymy tu i teraz, na tej planecie. Oczywiście możemy próbować to, że tak powiem, przegiąć lekko w lewo albo w prawo i tak dalej, ale to i tak niewiele zmienia. To są tylko nasze próby zmanipulowania tej informacji i próby bycia ślepym, głuchym na to, co się dzieje dookoła nas, że tam nie, tego nie róbmy, bo to jest zbyt oczywiste albo to zbyt jakieś tam. Ale w rzeczywistości jak się przyjrzymy, to jest dokładnie ten sam alchemiczny proces, proces transmutacji, że jesteśmy kawałkiem energii, która sobie zasuwa. I dokładnie tak jak w tym eksperymencie z drzwiami, że ten dżentelmen przekładał sobie niewidoczną rękę przez drzwi i okazywało się, że praktycznie większość ludzi będąca z drugiej strony bez problemu zgadywała dokładnie, w którym miejscu on wsadził sobie rękę w te drzwi. Tak samo jest z konstruowaniem tego całego świata od strony fizycznej. Tu jest ta odpowiedź na to, dlaczego mamy czasami chyba z tym problem. Bo nie sięgamy zbyt często po takie rzeczywiste naukowe odkrycia.
Taki główny core naszej cywilizacji aktualnie opiera się na jakichś szalonych teoriach, poczynając od teorii, którą uznaję za najbardziej pokręconą, szaloną i ześwirowaną w dzisiejszych czasach, czyli teorii Einsteina. Jest więcej bardziej pokręconych i przygłupawych rzeczy na świecie, także nie ma z tym problemu, chociażby wojny. Ale to tak od strony teoretycznej próbujemy się dostawić do pewnego schematu, który wymyślił jakiś szaleniec, bo on sobie zapisał coś na kartce papieru, a my próbujemy dopasować rzeczywistość do tego zapisu na kartce papieru. Efekt jest taki, jaki jest, że wymyśliliśmy sobie taką rzeczywistość, w której po prostu od dziecka uczymy się tego, że świat jest podzielony, że jest rozdzielony, że nie istnieje połączenie pomiędzy tymi dwoma stanami, że nasze emocje to jedno, a robienie interesów to drugie, a pieniądze to drugie, a technologia to trzecie. Wszystkie rzeczy są osobno. Doszło do tego, że współczesna medycyna jak próbuje coś leczyć, to właściwie nie zastanawia się nad skutkami Nad rzeczywistą przyczyną choroby, tylko leczy już ostateczne skutki. To przypomina opowieści z wierszyków Gałczyńskiego, że człowiek poszedł do lekarza, powiedział: „Boli mnie ręka”. „To obetniemy rękę, przestanie boleć”. Później wrócił: „Boli mnie noga”. „Obetniemy nogę, przestanie pana boleć”.
Po czym wrócił po raz kolejny, powiedział: „Boli mnie głowa”. „Obetniemy głowę, głowa też przestanie boleć”. I dokładnie z takiego punktu widzenia wychodzimy oficjalnie. Taka jest refleksja, którą się traktujemy nawzajem, twierdząc, że to jest główne doświadczenie, że to jest nasza edukacja, że to jest coś, czego się nauczyliśmy i że tak powinien wyglądać świat i tak jest skonstruowany. Wszystkie eksperymenty, o których często mówię w „Syntezie” i nie tylko, bo często o tych eksperymentach czasami wspominam w zamierzchłych hiperprzestrzeniach, mówią jasno i wyraźnie, że jesteśmy jednym i drugim. Jesteśmy ciałem energetycznym, które dzięki pozyskiwaniu energii orgonalnej, która jest na Ziemi, może się zamanifestować w postaci fizycznej. To wszystko. Ale to jest jedno i to samo. To nie jest odpięte od siebie. Ba, wygląda na to, że jest jeszcze zabawniej, bo wygląda na to, że jesteśmy bardziej ciałem energetycznym, które jest nie tyle w opakowaniu, ile jest w takim akumulatorze zewnętrznym.
Ten cały organiczny materiał dookoła nas, czyli nasza skóra, kości, nerka, wątroba i śledziona, to jest nic innego jak antena do odbierania tego sygnału orgonalnego tutaj, na tej planecie. Ponieważ w kosmosie być może ten sygnał orgonalny trafia do nas lepiej. Być może stąd się bierze taka łatwość podróżowania po kosmosie, kiedy się odklejamy od tego świata fizycznego tak dosyć konkretnie. Ja się odklejam za pomocą LSD, psylocybiny, wszystkich tych pozostałych rzeczy oraz podczas snów, moi drodzy, bo to jest też bardzo istotna sprawa. To jest dokładnie ten sam moment, gdzie w naszym mózgu produkuje się substancja DMT i się troszkę odklejamy od tej anteny, która ściąga ten cały sygnał. Bo oficjalnie oczywiście jest teoria, że nasz mózg jest anteną, ale traktujemy ją, to też jest spuścizna współczesnych czasów, że to jest informacja taka czysto techniczna, taka werbalna, że mamy dostęp do biblioteki tylko i wyłącznie. Ale nie wygląda to tylko i wyłącznie na bibliotekę, przynajmniej w mojej opinii. Wygląda to na zdecydowanie coś więcej. To nie jest kwestia ściągnięcia sobie informacji. To jest kwestia ściągnięcia energii, która jest skonstruowana, sklejona razem z informacją.
Te dwie rzeczy są jednym i tym samym. Ba, są nawet większą całością. Ale o tym może po muzyce, proszę państwa. Tak sobie filozofuję. Dzisiejszy piękny sobotni księżycowy wieczór. Dzwoni telefon, już odbieram. Halo, halo! Się troszkę zagapiłem. Halo, halo! Czekajcie, już próbuję odebrać.
Ten nowy Skype po prostu mnie poraża troszeczkę. Halo, halo.
[51:53] - Halo, dzień dobry.
[51:53] - Witam serdecznie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[51:56] - Bardzo dobrze.
[51:56] - Doskonale. Zatem zapraszam. Jaka jest twoja refleksja na temat tego, czym jesteśmy? Czy jesteśmy tylko i wyłącznie materią? Czy jesteśmy takim kompleksowym ciałem? Masz jakiś pomysł na to?
[52:07] - Ja uważam, że jesteśmy trochę tym i trochę tym. Może przez pewien czas jesteśmy więcej materią, może później, psychologicznie mówiąc, człowiek wchodzi na wyższy poziom mentalnie, to staje się mniej materią, a więcej tym czymś innym, czyli energią czy czymś innym, bo dokładnie nie wiemy, czym my faktycznie jesteśmy.
[52:29] - To prawda.
[52:30] - Sami z siebie, mówiąc, mózg jakby analizował sam siebie. Dlatego tak trudno naukowcom czy innym domyślić się, jak my sami działamy. To jakby na przykład komputer sam się badał, tak mówiąc.
[52:47] - Tak.
[52:48] - To tylko taka analogia.
[52:52] - Jest to taki paradoks współczesnej nauki.
[52:55] - Dlatego i tak jest to trudne, żeby sam siebie zrozumieć. Coś takiego ciekawego: jeden naukowiec zrobił taki eksperyment, że od 10 lat wszystkimi możliwymi urządzeniami, jakie istnieją, takimi w miarę tanimi, kompleksowo badał swój organizm i zrobił taki program, który wizualnie wyświetlił na ekranie zmiany swojego organizmu na jakimś dłuższym okresie czasu. Dzięki temu, że obserwował zmiany, czyli komputer wyświetla te zmiany, ty je widzisz, to jest jakby sygnał zwrotny. I dzięki temu zauważył pewną zmianę. Potem poszedł do lekarza i prosił się zbadać. I okazało się, że na samym początku wykrył bardzo niebezpieczną chorobę i dzięki temu, że ją wykrył w tak wczesnym stanie, bez problemu ją wyleczył. On się sam badał. Czy może kiedyś człowiek na tyle się rozwinie, że mózg będzie analizował swoje ciało i wykryje w tak wczesnej fazie chorobę? Ja chciałbym, żeby kiedyś ludzkość do tego doszła. Normalnie żyjemy sobie.
My nie czujemy, że na samym początku się choroba rozwija. Mówię taki normalny człowiek. Żeby wyczuć, że coś nas zaczyna boleć, ale na samym początku, żeby szybciutko zareagować.
[54:40] - Jest ciekawa rzecz, bo na przykład w wielu plemionach, takich naprawdę dzikich, gdzie nie ma ani telewizora, ani radia, tam na przykład nie ma tego problemu, bo ludzie mają sen i mówią: „Okej, coś nie tak się dzieje z moim organizmem” i lecą do swojego lokalnego lekarza, lokalnego szamana i mają ten instynkt bardziej wyczulony, nieprzytłumiony troszeczkę.
[55:02] - Ja nie mam. Może ja śnię, ale ja świadomie coś pamiętam z tego snu od bardzo dawna. Nie miałem żadnych świadomek, że pamiętałem te sny. Ale rodzice, mama moja ma czasami sny i to takie dość nieprzyjemne, ale ona je pamięta.
[55:28] - Kurczę, może coś tam się dzieje.
[55:30] - Ja w ogóle nie mam żadnych od X lat świadomych snów. Jak byłem mały, miałem taki, nie wiem, czy to był sen, czułem się, jakbym tracił na wadze, czyli jakbym się zaczął unosić w powietrzu. To trwało chyba z pięć, sześć minut, ale to było bardzo przyjemne. To pamiętam do dzisiaj i zawsze się dziwiłem. Nigdy mi się to nie powtórzyło, ale to było bardzo fajne.
[55:57] - Może już niedługo się powtórzy. Kto wie?
[56:00] - To było wiele lat temu. A drugie moje przemyślenie, ten słynny wszędzie tutaj w audycjach rząd światowy, zakładam, że na 70% on istnieje, 30, że nie istnieje, bo nie mam fizycznego dowodu, że on istnieje. Zawsze trzeba zostawiać parę procent, że coś nie istnieje w teorii spiskowej, że on jest bardzo potężny. I taka ciekawostka. Chiński rząd organizował zjazd, te wszystkie oficjalne władze ze świata zjechały, Obama i te inne, żeby zapewnić w miarę czyste powietrze, to dwa tygodnie przed tym zjazdem 32 000 fabryk zamknęli, żeby było czystsze powietrze. Jaki ten rząd musi być potężny, że nawet Chiny się boją, że oni nie wprowadzą u siebie free energy.
[56:55] - Wiesz co, z tym zamykaniem fabryk też podczas olimpiady w Chinach było. Pozamykali te wszystkie fabryki.
[57:01] - Pozamykali ludziom samochody, połowę samochodów ludzie mieli zakaz jeżdżenia i to nazwali powietrzem APEC, że było czyste powietrze, że bez masek na twarzach ludzie zaczęli chodzić. To jest tylko takie moje spostrzeżenie, że jeżeli ten rząd istnieje, ten światowy ponad tymi rządami, co my widzimy oficjalnie i on nie pozwala wprowadzić na masową skalę urządzeń free energy, to on musi być bardzo potężny i musi mieć na te wszystkie rządy światowe i na przywódców stale jakiegoś wielkiego haka, że nikt się nie odważy oficjalnie wprowadzić tych technologii na ogólny rynek.
[57:43] - Ja dzisiaj nie będę poruszał tego tematu, tam jest serial „Dokładka”, w której-
[57:48] - Już kończę. Dopóki nie zostanie ona wprowadzona do publicznego używania na wielką skalę, to się nic nie zmieni. Będziemy spalać paliwa kopalne, dopóki one będą albo dopóki powietrze nie zatrujemy tak, że się nie będzie dało żyć.
[58:11] - Możemy nie przeżyć po prostu.
[58:13] - Mam nadzieję, że to się zmieni, że to wszystko wyjdzie, że może tą fuzję jądrową przynajmniej ruszymy. To by nam wystarczyło na razie.
[58:25] - Oby. Trzymajmy kciuki, że sprawy idą w dobrym kierunku.
[58:28] - Tak. Ale niektóre kraje tą zwykłą OZE legalnie promują u siebie, rozwijają na przykład Niemcy czy tam jakieś kraje.
[58:37] - Ale to może zostawmy te tematy energetyczne dzisiaj.
[58:41] - To tylko taka moja sugestia. Po prostu zastanawiałem się, słuchając o Chinach, że coś albo ktoś musi mieć tak potężną władzę, żeby zmusić takie kraje, na przykład jak Chiny, żeby tego nie wprowadziły. Jeżeli ta energia free energy, te urządzenia faktycznie działają, bo ja ich nie widziałem na oczy, nie miałem, mówiąc krótko, jakichś danych.
[59:05] - Buduj cewkę Tesli, święta idą, kupuj podzespoły i buduj sobie cewkę Tesli. Naprawdę niewiele trzeba. Ale zostawmy może temat wolnej energii, bo to jest zupełnie inny podcast.
[59:14] - To tylko tyle i już koniec. Do widzenia.
[59:18] - Dzięki wielkie za telefon.
[59:19] - Życzę wesołych świąt.
[59:21] - Nawzajem. Wesołych Mikołajek, stały słuchaczu.
[59:24] - Wesołych Mikołajek, jakiegoś fajnego prezentu, jakichś książek.
[59:27] - Dostałem fajne kryształy, także mam niezły prezent.
[59:31] - Jak ktoś chce w internecie, to jest science fiction, ale jest tak przesiąknięty, nazywa się „Dracula”, jest z 2010 roku. Jest tam bardzo dużo o Tesli, o teoriach spiskowych. Ten Dracula jest jakby dobry. On chce wprowadzić technologię Tesli i zniszczyć-
[59:52] - Ale zostawmy to. Do syntezy przełóżmy.
[59:55] - Bardzo fajny serial do oglądania. Tam jest tak przesiąknięte wszystkimi tymi teoriami spiskowymi, że bardzo fajny serial, ale się smutno kończy. Zło wygrywa.
[01:00:04] - To nie oglądajmy. Zostawmy to. Nie katujmy się zbytnio.
[01:00:06] - Ale jest bardzo fajne.
[01:00:08] - Dzięki wielkie za telefon. To był stały słuchacz. Moi drodzy, zapomniałem. Wesołego jajka na Mikołajka chciałem wam życzyć. Wesołej czekolady, wesołych cukierków, ciastek i tak dalej. Smacznego i wesołego jajka na świętego Mikołaja. A ja tymczasem jakąś muzyczkę. Jeszcze może zanim muzyczkę, bo tak wspomnieliśmy troszkę o tych rządach światowych. Stały słuchacz powiedział, że tam nie wiadomo na 100%, ale ja mam troszkę inne podejście. Zapraszam was do podcastu „Dokładka”, który parkuje w archiwum Radia Na Fali.
Nazywa się „Dokładka” prowadzony przeze mnie. Tam jest nawet dokument, który mówi, kto jest tak naprawdę członkiem tego światowego rządu, bo to jest ogólnie znana sprawa. Tylko że tam trzeba się czasami dogrzebać, ale generalnie wszystkie informacje znajdziecie w „Dokładce”. Jest grupa inwestorów, którzy zawsze się chowają za tymi wszystkimi inwestycjami na giełdach nie tylko nowojorskich, ale na tokijskich i tak dalej. Wygląda na to, że nie jest to żadna tajemnicza, nieistniejąca grupa, tylko ludzie z imienia i nazwiska. Wiadomo, gdzie pieniądze płyną. Ciężko schować, bo to płyną praktycznie takie miliony, że widać z milionów kilometrów jak te pieniądze płyną i w którym kierunku. Ale zostawiamy ten temat, bo dzisiaj o zupełnie czymś innym. O troszkę iluminacji, która poniekąd też jest związana z tym, bo wygląda na to, że w dzisiejszych czasach część ludzi zapomniała o tym, że doświadcza pewnej iluminacji. Że jest dokładnie energią zarówno fizyczną, jak i tą metafizyczną.
Że to jest wszystko jeden kompleksowy organizm, że nie jesteśmy rozdzieleni, że pieniądze to nie jest coś, czym można charge'ować za cokolwiek. To nie jest doświadczenie. To jest coś, za co kupujemy informacje o cudzym doświadczeniu i próbują nas o tym przekonać nieustannie. Część z nas się nabrała i efekt jest taki, że myślę, że firma Coca-Cola nieźle zarobi w tym roku na świętach, jak co roku zresztą i znakomita większość tych świadomych, światłych ludzi zasili te korporacyjne fundusze na przyszły sezon całkiem nieźle. Ale zostawmy te rzeczy. Wracajmy do naszego tematu. I co? Może jakaś muzyczka? Księżycowa muzyczka. Proszę państwa, dzisiaj piękny księżyc w pełni nad nami świeci.
Pozdrawiam cię księżycu, pozdrawiam! Pozdrawiam i was. Posłuchajmy muzyczki, a wysyła cię w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek, a telefon do radia, tylko że po muzyczce to radionafali.com na Skypie. A dzisiaj o iluminacji, o oświeceniu w indywidualnym aspekcie. Myślę, że to jest chyba jedyny aspekt, w którym to całe oświecenie, cała ta iluminacja funkcjonuje i działa. Jest właśnie ten jeden unikatowy moment, kiedy jesteśmy sami ze sobą. Z tym oświeceniem, iluminacją wiąże się troszeczkę rzeczy. Ja tak jeszcze tylko na wykończenie powiem, skąd ta moja refleksja dotycząca technologii się wzięła w tym całym temacie. Taka trywialna przyczyna.
Od lat studiując sobie te prace Nikoli Tesli i wszystkich tych dżentelmenów, o których opowiadam w syntezie. Jeżeli nie słuchaliście syntezy, to wiecie, co macie jutro robić. Macie jutro całą niedzielę, a w poniedziałek widzę was z rodzicami w pokoju nauczycielskim. Żartowałem. A może nie. I tam jest taka charakterystyczna rzecz, o której nawet ostatnio wspominałem w syntezie, że ta energia jest bardzo mocno związana z naszym stanem zdrowotnym. Czyli kolejny krok. Co znaczy stan zdrowotny? Co znaczy nasz stan energetyczny? Czyli energia, która nas tworzy, zasila nasz akumulator, który się manifestuje fizycznie.
Bo ten akumulator oczywiście istnieje, przynajmniej w moim mniemaniu, na tych obydwu aspektach i tych obydwu wymiarach, a nawet więcej niż dwóch wymiarach. Myślę, że tych wymiarów jest o wiele więcej, ale to już inna historia na zupełnie inną opowieść. Ale tak podstawowo jesteśmy takim unitem, który nawet nie tyle jest opakowany, ile w środku tego unitu materializuje się nasza postać. Ja mam troszkę inne wyobrażenie o tym, czym jesteśmy. To może po prostu powiem, jakie mam, żeby tutaj nie robić takiego nie wiadomo co, tajemnicy i skrywanych różnych takich historii. Wydaje mi się i nawet jestem sam w sobie przekonany, to jest ta moja prywatna kosmologia, że najzwyczajniej w świecie to ciało fizyczne, czyli na przykład jeżeli spojrzymy na nasze ciało, to teraz sobie wyobraźmy taką dużą kulkę dookoła, która ma średnicę 5 do 10 do 15 metrów. Czasami może większą, czasami mniejszą. Po prostu taką dużą piłkę. I my jesteśmy właściwie tą piłką. Natomiast to, co się manifestuje w środku tej piłki, to jest nasze ciało fizyczne, tak to nazywamy.
To jest środek tego, przynajmniej tu na planecie Ziemia, jak tu jesteśmy. I tak to według mnie wygląda, a nie odwrotnie. Nie, że to jest nasze opakowanie, nasz skafander, w którym podróżujemy po świecie, tylko zupełnie w drugą stronę. Ta energia się organizuje w ten naturalny sposób. To nawet nie jest kwestia jakiegoś skafandra, uniformu, tylko po prostu kiedy trafiają do nas wszelkie te siły orgonalne skupione dookoła planety Ziemia, dookoła tego Układu Słonecznego, magnetyczne i tak dalej, wszystkie te sprawy, to generalnie w środku nas, w samym środku tej dużej piłki manifestuje się istota, którą nazywamy fizycznie człowiekiem. I to jesteśmy my. Jest na to masę ciekawych eksperymentów. Ja strasznie lubię eksperyment, który tu czasami przytaczam w hiperprzestrzeniach, szczególnie tych właśnie poświęconych telepatii i tak dalej. Jak ktoś słuchał, to na pewno skuma o co chodzi. Jest taki eksperyment, który się robi z ludźmi w pokoju.
Generalnie bierze się grupę testową, nikt się nie zna wcześniej, ludzie się absolutnie nie znają. Zaprasza się tych ludzi do jednego pokoju, oni się tam poznają, no i podłącza się do ich mózgów takie czujniki, które wskazują aktywność ludzkiego mózgu. Pokazują, czy ta aktywność skoczyła, czy spadła. Nie wiadomo za bardzo, gdzie ta aktywność się dzieje, bo tak naprawdę niewiele wiemy o mózgu, ale jesteśmy w stanie sprawdzić ilość impulsów elektrycznych. Czyli nagle jest troszkę więcej impulsów w naszym mózgu w pewnym momencie, w jakichś tam sytuacjach. No i tych ludzi się zostawia w pokoju dosłownie na parę minut, tak żeby nie zdążyli się nawet za bardzo poznać. I parę minut później ktoś nowy wchodzi do pokoju i jest niesamowite zjawisko, które wygląda tak, że na wszystkich tych czytnikach fal mózgowych, tak można to powiedzieć, u tych wszystkich ludzi będących w pokoju pojawia się impuls, a parę sekund później wchodzi człowiek do pokoju. Czyli wygląda na to, że to ciało energetyczne, które manifestuje tą drobinkę fizyczną, która wygląda jak ludzkie ciało, tak to nazywamy. To jesteśmy my, tak to nazywamy. Jest tylko częścią tej całej opowieści, że tak naprawdę jesteśmy o wiele większym energetycznym ciałem i zanim wejdziemy do tego pokoju, to informacja o nas już tam dotarła.
To w tych wszystkich mózgach pojawił się cały set informacyjny: kto wejdzie, kto to będzie i tak dalej. Żeby było zabawniej, bo robiono takie dosyć zaawansowane badania tej sytuacji i się okazuje, że od razu instynktownie wiemy, czy lubimy tą nową osobę, która wchodzi do pokoju, czy ta osoba, która wchodzi do pokoju, lubi wszystkich, czy tylko niektórych z nich. To są nasze klasyczne przeczucia, które mamy z ludźmi. Na pewno macie tysiące sytuacji w swoim własnym życiu, które dokładnie są o tym samym, że wpadacie w jakieś miejsce i czujecie, że ten człowiek, jeszcze nawet nie zdążyliście powiedzieć „dzień dobry”, podać sobie ręki. Widzicie tego człowieka, ale już czujecie, że coś rezonuje. Słuchajcie, pierwsza elementarna rzecz: związki. Chłopak widzi tą dziewczynę, ona widzi go. Pięć metrów pomiędzy nimi. Nigdy wcześniej się nie spotkali. Jedno spojrzenie i już lecą iskry i już wiadomo.
Ludzie dookoła czują, mówią: „Kurczę, ty, zobacz, oni do siebie pasują”. Klasyczny numer. Mamy to przez całe życie. Tylko że troszeczkę tak się nie uczymy o tym, bo nas się uczy w jakichś teoretycznych sprawach, o próbie dopasowania się do jakiegoś cudzego konceptu i troszeczkę kwestia obserwacji rzeczywistości nam umyka. Tak mi się wydaje. Doszedłem do clou całej sprawy i do kwestii obserwacji rzeczywistości, która wydaje mi się dosyć mocno odpowiada za naszą percepcję tej rzeczywistości, za naszą percepcję tego, czym nie jesteśmy, kim jesteśmy, czym jesteśmy, czym jest w rzeczywistości ten świat dookoła, dlaczego ta iluminacja się dzieje cały czas, nieustannie i tak dalej. To może jeszcze parę chwil jakiejś muzyczki, bo obiecałem, że puszczę więcej muzyczki, a nic nie puszczam, prawda? Straszna wiocha. To ja zrobię to stanowczo i zdecydowanie. Także przygotowani do tańca?
To zaczynamy. A my cały czas w lesie, w Radiu Na Fali, w hiperprzestrzeni, a na imię Tomek. Hiperprzestrzeń jest także retransmitowana przez Radio Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali, Radia Paranormalium. Jak zawsze pozdrowień nigdy dość. Szczególnie w taką piękną księżycową noc, którą wielu nie może zasnąć, bo nasze ciało energetyczne dostaje takiego łomotu ze słońca, tylko że jeszcze odbitego i przefiltrowanego dodatkowo przez energię księżyca. Żeńska energia, przypływy i odpływy, proszę państwa. Tak mawiali alchemicy. Ja to w ogóle generalnie tak mam alchemicznie w życiu. Anyway, zostawmy może alchemię na boku, wracajmy do naszego tematu.
Wspomniałem o tej koncepcji, że jesteśmy tym ciałem energetycznym, które formuje w środku siebie to ciało fizyczne, tą materię. Jest na to masa eksperymentów. To są właśnie te eksperymenty, które są robione aktualnie z plazmą w tak zwanej fizyce plazmowej, która jest dalej od teorii. Ale to jak zwykle w dzisiejszych czasach jest podział w nauce. Generalnie oficjalna nauka zajmuje się teoriami i tak zwanymi prawami. Wymyśliła sobie prawa i teorie i próbuje dopasować rzeczywistość do tego. I wiemy, że nie działa. Chociażby taki ostatni przykład, który podawałem w syntezie. Sorry, że tak się odwołuję do syntezy, ale dla mnie to się dosyć mocno łączy prywatnie. To jest seria moich iluminacji, połączenia moich tripów, moich wizji, moich doświadczeń, wychodzenia z mojego własnego ciała, widzenia siebie z zewnątrz, lotu w kosmos bez żadnych skafandrów i rakiet.
Tą całą technologią, o której tutaj często mówię. Przede wszystkim głównie mówię właśnie w syntezie. Mianowicie chodzi o pleomorfizm. To jest też taka ciekawa rzecz. Pochodzi to od słowa morf, czyli kształt i pleo od słowa więcej. Mówiąc po ludzku wielopostaciowość, a mówiąc jeszcze bardziej po ludzku, to jest ta sytuacja, że mamy dżdżownicę, która zamienia się w taki kokon, a z kokona wyrasta piękny motyl. Ten motyl sobie lata i pewnego dnia przysiądzie sobie na jakimś drzewku i z powrotem zamienia się w kokon, z którego z powrotem wychodzi dżdżownica. I ten cykl się powtarza i powtarza. Oczywiście nauka tam twierdziła, że to tylko jeden gatunek i tak dalej, że to w ogóle wcale nie jest tak, że to tylko taki wypadek przy pracy, proszę państwa, w ogóle nie warto się tym zajmować, bo to w ogóle nie świadczy o niczym. A tu się okazuje, że cała ta koncepcja jest o wiele więcej warta i właściwie to jest taki clou istnienia naszego w ogóle fizycznego organizmu, tej fizycznej manifestacji tego, czym jesteśmy.
Miałem dzisiaj nie mówić, czym jesteśmy, a miałem mówić, czym nie jesteśmy, ale to chyba każdy z nas powinien sobie znaleźć, czym nie jest, a czym jest. To ja może właśnie od drugiej strony kija podejmę to zagadnienie. Chodzi o ten cykl, który się powtarza nieustannie, że transformujemy. To jest ta mądrość królowej nauk, czyli alchemii, że podlegamy nieustanej transformacji, że to jest proces starzenia się, taki nawet czysto fizyczny, który obserwujemy w lustrze codziennie, zmieniając się z latami. Tak, proszę państwa, to jest dokładnie to samo. Pleomorfizm tak to się nazywa. Tylko że część z nas oszalała troszeczkę na punkcie tych koncepcji teorii i boi się, moim zdaniem, konsekwencji przyjęcia takiej pełnej informacji na klatę. Bo jakbyśmy przyjęli tą pełną informację na klatę, to okazałoby się, że kasa, konta bankowe całej cywilizacji jest o kant dupy rozbić i że to w ogóle jest nieistotne. Jest taki bullshit centralnie, który możemy spuścić w kiblu na dzień dobry i zająć się czymś zupełnie innym. Ale wiadomo, wielu nie może się odkleić.
Ja tu lubię refleksję Billa Hicksa na ten temat: „Spędziłem całe życie, żeby wybudować to konto” i tak dalej. Znacie ten dowcip, jeżeli słuchacie Radia Na Fali. Myślę, że doskonała przenośnia Billa Hicksa, doskonała refleksja na temat ludzi, którzy oszaleli na punkcie tej fizycznej manifestacji, która dzieje się w tej energetycznej piłce, którą jesteśmy, tej kuli orgonowej energii, która się manifestuje jako człowiek. To jest choćby to zjawisko. To zjawisko zostało udowodnione ponad 100 lat temu. Pleomorfizm cykliczny, tak to się po polsku nazywa, dalej funkcjonuje jako koncepcja i dalej funkcjonuje jako tak zwana teoria, chociaż są naprawdę tysiące zdjęć spod mikroskopów, łącznie z tym, o którym mówiłem ostatnio, mikroskopem Royal Rife. Tak się po angielsku właściwie mówi, a tak na swoje własne potrzeby mówię Rajmunda Rife'a. Pomimo tych zdjęć, pomimo całej tej dokumentacji medycznej, pomimo tych wszystkich historii dalej nauka, że tak powiem, idzie w zaparte ta oficjalna, bo to zaprzecza tej koncepcji, że jesteśmy czymś więcej. Tu powołam się troszkę na Terrence'a McKenna. Strasznie mi się kiedyś, lata temu spodobało stwierdzenie.
Uważam, że jest to jedno z najcelniejszych stwierdzeń współczesnych czasów, a mianowicie, że boimy się, że jest coś więcej. Cała ta cywilizacja jest oparta właśnie na tym strachu, że jeszcze nie daj losie, jesteśmy czymś więcej niż nam się wydaje, że jesteśmy i nagle to wszystko, co tak w mozole czoła, w pocie trudu, znoju krwi i bólu budujemy, się okaże kompletnym bullshitem. Właściwie jest tym bullshitem od początku do końca. Wszyscy o tym instynktownie wiemy. Dlatego nie lubimy tego całego systemu i dlatego szukamy ciągle wytrychu, jakby tu się urwać z tego wszystkiego i się na przykład wyspać. Jakby tu rano złapać za telefon, zadzwonić, powiedzieć szefowi, że mamy katar, grypę albo jakoś tak i nie przyjdziemy dziś do pracy. Ciągle każda okazja jest dobra, każdy pretekst jest doskonały. Słuchajcie, róbcie to! Naprawdę każdy pretekst jest dobry, żeby nie zwariować, żeby znaleźć więcej czasu dla siebie na własną iluminację, na własną refleksję. Biorąc pod uwagę właśnie to zjawisko, które istnieje, które jest zbadane, jest potwierdzone naukowo, to, że właściciele dyplomów z ziemniaka z pieczątką z kartofla twierdzą, że tego nie ma.
Słuchajcie, ludzie twierdzili przez 500 lat, że Ziemia jest płaska, a ci, którzy mówili, że jest inaczej, byli pieczeni na stek żywcem. Także można sobie tą naukę całą w buty wsadzić moim zdaniem w większości przypadków, jeżeli nie w całości. Jeżeli spojrzymy na ten pleomorfizm, czyli na tą wielopostaciowość, na tą transformację, transmutację w alchemii, na proces starzenia i tak dalej, wszystkie te rzeczy dookoła, to jak nic wygląda na to, że jesteśmy cały czas w trakcie takiej iluminacji, czy chcemy, czy nie. Czasami ona jest silniejsza, czasami jest ten moment peaku w tej iluminacji, czasami dociera do nas jakiś mocny strzał. W moim przypadku ja sobie po prostu serwuję te strzały, tak jak mówiłem, za pomocą LSD, za pomocą psylocybiny i może nie wszystkiego, co się da, bardziej organicznych substancji, bo generalnie żadnej chemii nosem nie wciągam. W ogóle nie toleruję tego gówna w białym proszku. Także to nie jest dla mnie, to nie jest dla ludzi, to nawet nie jest dla zwierząt. Ja nie wiem, dla kogo to jest. To jest dla menadżerów bankowych, to oni się tym zajmują i dla właścicieli biznesów globalnych. To ich rozrywka, nie moja.
Tak samo nie ruszam za bardzo alkoholu, bo to też moim zdaniem jest patologiczna historia, ale to chyba wszyscy doskonale wiedzą, że badania udowodniły nie raz, nie dwa, że właściwie zdrowiej dla ludzkiego organizmu jest ładować sobie dożylnie heroinę zamiast lać codziennie browara. Niestety. Wiem, że brzmi brutalnie, ale tak to w praktyce wygląda. Tak reaguje nasz organizm na tą substancję zwaną alkoholem, że jednak się okazuje, że morfina dożylnie jest zdrowsza. Chociaż oczywiście oficjalne stanowisko oficjalnych mediów, oficjalnych naukowców jest troszeczkę inne. Oni sami łoją generalnie chyba myślę całkiem nieźle. To już jest inna historia. Wracając do tej naszej transformacji, wygląda na to, że nieustannie jesteśmy w transformacji. To jest taki proces, to jest życie, to jest po prostu inna nazwa życia, to jest iluminacja. Każdego dnia budzimy się, doświadczamy czegoś nowego, idziemy w nowym kierunku, poznajemy coś nowego o sobie samych, poznajemy świat dookoła nas.
Przede wszystkim dowiadujemy się, kim nie jesteśmy. Każdego dnia wiemy to coraz lepiej. I to jest ten elementarny proces, bym powiedział. Elementarny element. Masło maślane prawie że. No właśnie, to jest takie właśnie masło maślane trochę. To się tam ostatnio wspominało gdzieś. Chyba nawet ja w coś tam, chyba w „Hiperprzestrzeni”. Anyway, to jest normalna rzecz. Dlaczego wspomniałem o Terrence'ie McKenna?
Bo właśnie to jest chyba idealnie uchwycona cała sytuacja, w której jesteśmy, że część z nas przestraszyła się tego, że nieustannie się rozwijamy i za wszelką cenę stara się ściągnąć całą resztę mocno za nogi w dół i zatrzymać ich w tym rozwoju, żeby broń cię losie, ten świat nie poszedł dalej, żebyśmy nie dowiedzieli się więcej niż ta banda psychopatów, tudzież banda bardzo smutnych, przestraszonych głównie ludzi. Ludzi, którzy są porażeni, ja to nazywam po prostu PTSD, czyli stresem pourazowym. Nie chcę do siebie dopuścić, bo w tym momencie właśnie pojawia się to zjawisko konsekwencji. W tym momencie pojawia się ten moment, że idziemy do sklepu i na przykład już nie idziemy do tego sklepu, do którego chodziliśmy wcześniej, że nie bierzemy tej butelki Coca-Coli codziennie z półki, że nie kupujemy tych produktów. Bo tak naprawdę cała ta cywilizacja, w której żyjemy, opiera się tylko i wyłącznie na naszych zachciankach, na tym, że realizujemy nasze wizje. Właściwie nikt nam nie każe robić tych rzeczy. Taka jest prawda. Pomimo wszystkich tych spiskowych historii, które naprawdę się dzieją na świecie, jest masa takich rzeczy, które są spiskowe. I to nie jest wcale dowcip. Kilku ludzi czasami znika z niewiadomych przyczyn i to akurat znikają z reguły wtedy, kiedy chcą opowiedzieć troszeczkę za dużo.
Wszyscy o tym doskonale wiemy. Nie jest to tajemnica już w dzisiejszych czasach i też nie ma co udawać, że tak nie jest. To jest tylko margines tej całej sprawy, bo oprócz tego my tak naprawdę budujemy dobrowolnie tą całą rzeczywistość. I to nie jest tak, że ktoś za pomocą specjalnego spisku nas nakłania, żebyśmy coś zrobili, żebyśmy poszli i wydali swoją ciężko zarobioną w trudzie, pocie i mozole czoła kasę, dołożyli do jakiejś korporacji. Nie, robimy to z własnego wyboru. To jest nasza własna decyzja indywidualna. To jest właśnie ten brak konsekwencji, który jest wspierany przez owe tak zwane rasowe, konformistyczne media. Czy to są media tak zwane niezależne, czy są media świadomościowe, czy jak je zwać, najczęściej mamy do czynienia dokładnie z tą samą opowieścią. Z tym, żebyśmy wzięli i coś zrobili, bo doświadczenie przyjdzie do nas z zewnątrz. Musimy tylko za to zapłacić.
Musimy kupić tą książkę, musimy kupić ten produkt, musimy zapłacić za to, siamto, siamto, obstawić się tymi przedmiotami i będziemy troszkę jak Michael Jackson. Kupimy sobie globus i wtedy poczujemy, że żyjemy na całym świecie. Coś w tym stylu. Taka prosta historia. Wiemy doskonale, że tak nie jest. Jest ta grupa ludzi, która usilnie stara się nas zatrzymać i czy chcemy, czy nie, znakomita część z nas po prostu biegnie za tym syndromem i właściwie zatrzymuje się sama w sobie. Stąd się bierze chyba taki zatrzymany świat troszeczkę taki dookoła. Dlatego mamy taką rzeczywistość, jaką mamy. Właściwie ciężko tutaj winić kogokolwiek za stan świata taki, jaki jest aktualnie, poza tym, że możemy obwinić sami siebie, że generalnie dajemy centralnie dupy i to tak często, jak tylko można, i konsekwencje tego są dosyć trywialne. Po prostu świat wygląda tak, jak wygląda, a my później wracamy i mówimy o rozwoju duchowym, o tym, że coś tam, że coś tam i tak dalej.
Ale w rzeczywistości sami to budujemy, powodowani tym strachem, że jest być może coś więcej niż mniej. I właśnie z powodu tego strachu też rozdzielamy te wszystkie rzeczy na różne elementy, tak po kolei, że tu jest sen, tu jest rzeczywistość, tu jest moja praca, tu jest moje życie, tu są substancje psychoaktywne, a tu jest moja świadomość, a tam jest rozwój duchowy. Ciężko nam skumać, że to wszystko jest jednym i tym samym. To jest taki brutalny cios dla niektórych. Tu też się chyba powtórzę: robimy wszystko, żeby uciec od tej sytuacji, uciec od tego momentu, uciec i być jak najdalej. Siedzieć na swoim własnym ogródku i zajmować się swoimi własnymi duperelami, generalnie sięgać po te same rzeczy z półki i żeby nic się nie zmieniało. Wtedy jesteśmy najbardziej szczęśliwi. To jest taka próba zatrzymania tej całej historii, zatrzymania świata w biegu, a świat jest cały czas w ruchu. To jest kolejna rzecz, którą doskonale wiemy, że cały świat jest dynamiczny, jest strukturą dynamiczną. Nic tu nie stoi i nie czeka na nikogo.
To się cały czas toczy niczym toczące się kamienie prosto z góry. I próba zatrzymania tego wszystkiego jest dosyć ryzykowna. Moim zdaniem, to już chyba mówiłem kilka razy, wszelkie problemy tego świata właśnie z tego się biorą, że próbujemy zatrzymać ten naturalny cykl. Kiedy ta energia ma swój naturalny przepływ, to my stawiamy zapory gdzieś po drodze i ciągle nam gdzieś wylewa, rozlewa tą wodę dookoła z tej rzeki i nie jesteśmy w stanie tego okiełznać i właściwie nigdy tego nie okiełznamy. Wymyśliliśmy sobie pomysł, że zbudujemy jeszcze większą zaporę, zbudujemy jeszcze więcej twierdzeń, zbudujemy jeszcze więcej teoretycznych pojęć, zbudujemy jeszcze więcej teoretycznych równań, zbudujemy jeszcze więcej teoretycznych spraw dookoła siebie. Rozdzielimy wszystko na drobne elementy, wybudujemy taką wielką, gigantyczną zaporę, która będzie sięgała do księżyca i wtedy zatrzymamy cały świat. Nie zadziała. Może być tak, że jak się zbierze ta woda z drugiej strony, jak pojawi się drobne pęknięcie w tej zaporze i jak ta energia strzeli i jak to rypnie, no to naprawdę będzie fajnie. Ja jestem akurat okej z tym. Jestem przygotowany na tą energię.
Właściwie jestem codziennie poddawany transformacji. Bardzo się z tego cieszę. Także ja bym się czuł jak ryba w wodzie, tak jak się czuję codziennie, na co dzień jak ryba w wodzie. Właśnie. O to właśnie chodzi, żeby płynąć w tej wodzie. Otóż to. Bo też jest kolejna rzecz. To jest właśnie to clue tego, o czym chciałem powiedzieć. Nasza kwestia obserwacji rzeczywistości dookoła, że obstawiając się tym wszystkim, tą całą dziwną cywilizacją, którą sobie wymyśliliśmy, oddzieliliśmy się od obserwowania natury. I to jest bardzo niebezpieczna, moim zdaniem bardzo ryzykowna rzecz.
Tu po raz kolejny odwołam się do Terrence'a McKenna today, dzisiaj i wspomnę jego bardzo cennej refleksji. On pewnego dnia powiedział, że natura wcale nie zrobiła się ciszej, to tylko my troszkę przygłuchliśmy. I taka jest moim zdaniem też prawda, proszę państwa. To tylko my ogłuchliśmy, bo z dziwnych przyczyn obstawiliśmy się tymi wszystkimi urządzeniami i maszynami, które właściwie nie za bardzo chcą działać, psują nam zdrowie, kanciastymi budynkami, drogami, samochodami, spalinami i tym całym syfem. No i na przykład mamy takie powiedzonka, że tylko zdechła ryba płynie z prądem, ale w rzeczywistości każda ryba płynie z prądem. Gdyby ryba próbowała płynąć pod prąd, po trzech minutach byłaby zdechła, bo by się zmęczyła. Nikt nie jest tak głupi, żeby w naturze, jeżeli chodzi o zwierzaki, przyrodę, wszelkie żywe istoty, żeby rosły wbrew tej naturalnej propagacji energii. One wszystkie korzystają z tej właśnie naturalnej propagacji energii. Dlatego moim zdaniem grzyby są jedną z najbardziej genialnych rzeczy na świecie, jakie tylko mogą być. Ponieważ po pierwsze jest to najstarszy organizm, po drugie propagacja energii w tym organizmie jest po prostu niesamowita.
Jeżeli weźmiecie taką zwykłą pieczarę, przekroicie i zobaczycie, jak to wygląda, a jak sobie jeszcze weźmiecie pod lupę, pod mikroskop, to jest to po prostu fenomen. Jeżeli zaczniemy sobie obserwować, jak to w ogóle wszystko dookoła nas wygląda, to możemy dojść do troszkę innych wniosków i te wnioski mogą porazić. Może być tak, że nagle zapragniemy być obok roślin, a nie obok betonowych konstrukcji. O właśnie. I to jest ta kwestia obserwacji przyrody, tego, jak rośnie drzewo, tego, jak to wszystko funkcjonuje. Jeszcze raz się troszkę odwołam do tych kwestii związanych z free energy troszeczkę, bo jest do czego, moi drodzy, jest do czego. Większość z tych ludzi, którzy postawili milowe kroki w tym temacie, było, jak wspominałem, naturalistami. Może nie w takiej słownikowej definicji naturalisty, bo ona jest troszkę taka pokręcona, że to jest taka bardzo ekstremalna historia. Po prostu byli miłośnikami przyrody i właściwie we wszystkich ich notatkach, we wszystkich ich pracach jest jasno i wyraźnie napisane, że ja niczego nie odkryłem, niczego nie wymyśliłem. Po prostu skopiowałem to, jak pracuje mama natura.
Nic więcej, nic mniej. Taki elementarny kontakt. Ja i drzewo, ja i drzewo. Ja doświadczam tego samego co drzewo. I to jest, myślę, takie clue programu. Tego wszystkiego, żeby to działało tak, jak należy. A tymczasem jakaś muzyczka, moi drodzy, bo tak jak mówiłem dzisiaj troszkę więcej muzyczki. A co! Las przyjacielem człowieka w słuchaciej hiperprzestrzeni w radiu na fali, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. A dzisiaj o iluminacji, proszę państwa.
Właśnie to tak konsekwentnie zmierzając do puenty tej całej opowieści, skoro wniosek jest taki, że właściwie ta iluminacja to jest nic innego jak nasze własne życie, cała ta transformacja, każdy dzień jest dokładnie taką samą iluminacją dla nas. Każdy kolejny dzień, każde kolejne wydarzenie, które nam się wydarza. Jesteśmy esencją tej iluminacji, niczym więcej. Jedyne, co możemy zrobić, żeby generalnie nie wybudować sobie tej zapory, która pewnego dnia gruchnie i nas zaleje tą wodą i nas nie pozbawi członków, życia albo domów i tak dalej, nie zrobi jakiejś katastrofy, to jest po prostu nie przeszkadzać sobie w tym procesie iluminacji, w tym procesie transformacji. Substancje, o których mówiłem, z których ja osobiście korzystam, bo lubię i uważam, że są bardzo ważne w moim życiu, łącznie ze snem i tak dalej. Przynajmniej z mojego punktu widzenia one tylko przyspieszają ten moment. Może nawet nie tyle przyspieszają, ile — tu nawiążę troszkę do tego ciała energetycznego, którym jesteśmy, takiej mojej własnej teologii tego wszystkiego, o której wspominałem wcześniej — że właściwie one tylko obdzierają nas ze złudzeń i pomagają nam przestać skupiać się, koncentrować na tym zawirowaniu energetycznym, które jest w środku tego wielkiego bąbla, którym jesteśmy, czyli naszym fizycznym ciele, tak zwanym ego tripie, mówiąc brutalnie. Odkorkowują nas. W tym momencie odłączamy się od tych wewnętrznych sensorów, czyli od sensorów ściśle, stricte związanych z materią, która się manifestuje poprzez nasze ciało i dociera do nas, że jesteśmy tylko manifestacją tego wszystkiego. To jest taki moment, na parę chwil przyspieszamy i funkcjonujemy w troszeczkę szerszym wymiarze, szybciej niż światło, szybciej niż cokolwiek innego.
Dlatego przeskakujemy ten poziom materii, tą gęstość owej materii i wtedy doświadczamy tej rzeczywistości, którą jesteśmy. Nic więcej, nic mniej. I generalnie cała zabawa polega na tym, żeby sobie nie przeszkadzać w tej transformacji, w tej iluminacji, która jest codziennie. Oczywiście są ludzie, którzy twierdzą, że iluminacja to jest tylko taki jeden zdawkowy moment, który czasami się wydarza i tak dalej. Ja twierdzę, że jest zupełnie odwrotnie. To jest coś, co jest esencją naszego każdego dnia. A to, że mamy takie momenty, w których nagle wszystko się otwiera, to jest konsekwencja tego, że na co dzień jest zablokowane, że po prostu blokujemy tą transformację nieustannie, właśnie budując sobie taką gównianą cywilizację, jaką sobie budujemy dobrowolnie. Nawet nie potrzebujemy żadnych spisków do tego, żeby po prostu pójść do sklepu, kupić parę browarów, flaszkę coca-coli i pojechać z koksem, nie? A później się dziwimy, że świat jest gówniany i porypany, bo właściwie co my zrobiliśmy z tym światem? Właśnie to jest ta konsekwencja tego wszystkiego.
Tak to wygląda. Co jest jeszcze związane z tym przekazywaniem doświadczenia? Bo właśnie to jest historia, od której zacząłem, czyli że nie da się tego przekazać, nie da się tego nauczyć. Można tylko przekazać swoje doświadczenie w postaci refleksji ze swojego własnego przeżycia komuś innemu. Nic więcej. To jest ta tajemnica ludzi, których my nazywamy czasami oświeconymi, czyli tych, którzy kumają, o co chodzi, którzy sobie mieszkają czasami w różnych dziwnych miejscach, z dala od cywilizacji, a czasami nawet w cywilizacji. Różnie to wygląda. Jest taka stara zasada, że jak człowiek chce coś skumać, to sobie przy takiej osobie oświeconej po prostu siada. Tam nie ma żadnych nauk, nie ma gadki. Siedzi sobie taki człowiek, który kuma, o co chodzi i on nam na nic nie odpowie.
On właśnie nie jest do odpowiadania na nasze pytania, bo to są nasze pytania i to są nasze odpowiedzi. Nic innego. Natomiast możemy sobie usiąść przy nim i po prostu poczuć. Możemy wejść swoim polem energetycznym w jego pole energetyczne. Właściwie nawet nie tyle w jego pole energetyczne, tylko po prostu w niego, bo nasza fizyczna manifestacja to jest naprawdę drobny ułamek czym jesteśmy. I to nawet nie jest chyba moim zdaniem połowa. Jest nawet zdecydowanie mniej niż połowa, ale to już opowieść na inną historię. Dlatego każdy z tych w cudzysłowie guru ma takie podejście, że stary, ja ci nie odpowiem na twoje pytanie, bo to nie jest ani moje pytanie, ani moja odpowiedź. To jest twoja sprawa, ale jak chcesz, możesz sobie posiedzieć przy mnie. Po prostu możesz sobie pomilczeć i posiedzieć.
To wystarczy. I to dokładnie jest esencja tego wszystkiego. To jest właśnie to widzenie siebie z zewnątrz. Stąd się bierze widzenie siebie z zewnątrz w snach, moim zdaniem. I stąd się właśnie biorą wszystkie te sprawy, że właśnie mamy tą możliwość, kiedy tylko się odklejamy od tego materialistycznego zawirowania energetycznego, widzieć siebie z góry na przykład albo z dowolnej perspektywy. Taka jest esencja tego zjawiska. Właściwie wtedy widzimy tak, jak jest. Dokładnie. Nie przez te sensory, które są wybudowane w środku nas, czyli przez to fizyczne ciało, tylko przez rzeczywistą Naszą percepcję, która jest tą dużą, gigantyczną energetyczną kulą, w której się manifestuje dopiero ta materia, w której światło zwalnia na tyle, że zaczyna tworzyć te wszystkie zjawiska elektrograwitacyjno-plazmowe, które powodują, że jedno się klei do drugiego, powstają molekuły. Z tych molekuł powstają bakterie, komórki i to wszystko nagle przybiera postać czegoś, co nazywamy naszą fizycznością.
I tak to moim zdaniem wygląda. Także najważniejsze to chyba, żeby nie strzelać sobie w kolano codziennie rano wstając i zbierając swoją iluminację po to, żeby później nie wylądować w sytuacji, że czekamy na jakiś moment oświecenia, że chcemy się nauczyć, jak to jest. Nic do nauki, moi drodzy. To jest wszystko do przeżycia i do czucia na swoim własnym dupsku. I tak długo, jak będziemy się tego bali, tak długo po prostu tego nigdy nie zrobimy. Albo to po prostu robimy, albo tego nie robimy. To tak jak z tą cywilizacją. Albo jutro gnamy po flaszkę i browary do sklepu i budujemy kolejny parszywy świat, albo sobie zbudujemy coś dla innych ludzi, podzielimy się swoją własną energią zupełnie bez żadnego powodu, bez żadnych zysków, żadnych celów. Po prostu wzmocnimy to pole energetyczne świata i to wszystko. Także to była moja dzisiejsza refleksja, moi drodzy.
Dzięki wielkie za słuchanie. Mam nadzieję, że macie miłą iluminację każdego dnia, tak samo jak ja. A mam dzisiaj całkiem niezłą, taką całkiem fizyczną iluminację. To wzbudza fotony z księżyca. Księżyc odbija taką energię, że uhuhu. Pełnia za oknem. Także dziękuję za słuchanie mnie podczas tej radosnej pełni, proszę państwa. Pozdrawiam serdecznie wszystkich mecenasów Radia Nafali, dzięki którym to wszystko się odbywa. To są ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi. Taka jest moja opinia i tyle.
Także kochani pozdrawiam was. Peace and love. No i tyle. I to było tyle na dzisiaj. Koniec przeżywania tej iluminacji. Za chwilę przejdziemy do kolejnej iluminacji. Iluminacji, która nigdy nie ma ani początku, ani końca, po prostu jest, bo jest esencją naszego życia. I o tym dokładnie była dzisiejsza opowieść, proszę państwa. Dokładnie o tym. Pozdrawiam wszystkich na czacie.
Pozdrawiam wszystkich poza czatem i pozdrawiam wszystkich was, kochani słuchacze offline, którzy słuchacie tego nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak i nie wiadomo kiedy. Peace and love, kochani. Peace and love. Najważniejsza sprawa. To co? To by było na tyle. Słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.