[00:00] - To think for yourself and question authority. Tadam! Ahoj, ahoj wszyscy słuchacze. Witam wszystkich serdecznie w ten piękny sobotni wieczór, przynajmniej w Londynie, w miejscu, z którego nadaję dzisiaj pełen radości i podekscytowania, bo nadaję z nowego statywu. Hura! Stary się troszkę złożył i wyszło na to, że się tak złożył, że już nie można go było rozłożyć. Więc jest nowy, który się rozłożył zdecydowanie. Także witam was już z nowego urządzenia, nowego equipment, nowego statywu, do którego jest przyczepiony mikrofon. Także dzisiaj chyba będę mniej kopał w ten cały mikrofon. Witam was w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali.
Jak najbardziej oczywiście. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zróbcie sobie jakąś kawkę, to w ogóle potrwa jak zwykle dzisiaj dwie godzinki audycji, później pewnie jakaś wieczorowa pora. Także się przygotujcie moi drodzy na trudy dzisiejszego wieczora. Żadne tam trudy, bez przesady z tymi trudami oczywiście. Chciałem oczywiście pozdrowić wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love kochani, wielkie dzięki za wspieranie radyjka. Właściwie dzięki wam jest ten nowy statyw i nie muszę się już kopać ze starym statywem. Nie ma tu już tych dziwnych dodatkowych dźwięków, które zawsze wynikały z mojego szarpania się z tym poskładanym statywem. Ten już jest rozłożony.
Także dzięki Katarzyno, Aldonie, Marcinie, Mateuszu, Mariuszu, Grzegorzu, Dariuszu, Rafale, Marcinie. Dzięki Kamboże, Arkadiuszu, Edwardzie, Rafale, Macieju i Niwanie. Peace and love kochani, dzięki wielkie za wsparcie. Jak widać przydaje się w ciężkich chwilach, bo już się martwiłem co dzisiaj będzie, czy będę musiał się kopać z tym poskładanym statywem, kopiąc się jednocześnie troszkę z takim dziwnym tematem. Bo dzisiaj w hiperprzestrzeni troszeczkę nawiązanie do pewnych spraw, o których mówiłem w radiu, można powiedzieć lata temu. Tak szybko biegnie ten czas, człowiek nie jest w stanie zauważyć. To prawie jak dzieci. Tak rośnie, rośnie, rośnie. Czy jakoś tak. No i ten temat to oczywiście powrót do historii z 2012 rokiem i spraw związanych z tym, co miało się wydarzyć, co potencjalnie może się wydarzyć i czy w ogóle coś się z tym tematem dzieje dzisiaj.
Od troszeczkę innej strony. Ale to może za parę chwil. Ja to oczywiście zapraszam was wszystkich bardzo serdecznie do Radia Na Fali centralnie, żebyście wpadli do archiwum, żebyście słuchali też innych audycji w Radiu Na Fali. Jak zwykle Teorii Chaosu, Syntezy. Dzisiaj troszkę tak poklejone, może nie do końca z Syntezą, ale będzie jakiś taki podźwięk Syntezy, bym powiedział, w dzisiejszej hiperprzestrzeni. Także nie przejmujcie się moi drodzy, ale nie będzie technicznie absolutnie, żadnych tam technikaliów, po prostu powieję kilkoma drobiazgami. Zapraszam zatem dalej do tego archiwum, czyli do etykiety zastępczej Pichontarium, Komenty Wiedzy Alternatywnej, Czasu Snu, który się pojawi też na wieczorowej porze. Także zostańcie z radiem. No i wszystkich tych rzeczach pozostałych, które się tam znajdują w archiwum radia. Także zapraszam moi drodzy.
Oczywiście nie teraz, nie w tym momencie, bo w tym momencie to ja do was mówię oczywiście. Ja tu mam już taką przygotowaną elegancką kawkę. Doskonała. Pomoże mi dzisiaj opowiedzieć wam ten temat. Nie mam dzisiaj specjalnych notatek do tego wszystkiego, tylko z grubsza ciapnąłem dosłownie dwa zdania na kartce papieru, żeby mniej więcej trzymać się tej całej opowieści. Ale też temat się pojawiał w kawałkach, czasami na wieczorowych porach, czasami się pojawiał w kawałkach w innych audycjach, właściwie w podcastach. No i tak stwierdziłem, że chyba czas najwyższy to wszystko pozbierać do kupy i zająć się troszeczkę od innej strony z tą sprawą. A w międzyczasie pamiętajcie, że Radio Na Fali ma swój kanał na Twitterze, ma swój kanał na Facebooku. Możecie podać dalej, możecie robić zamieszanie dookoła tego wszystkiego. Oprócz tego jeszcze na YouTubie i tak dalej, i tak dalej.
Także możecie sobie tam wpadać, szperać, ściągać, ale tak jak mówiłem, nie w tym momencie, moi drodzy. Nie teraz, nie teraz. Ja już chyba wszystko ustawiłem z tymi mikrofonami, także już jestem happy, enjoy. Słuchajcie, ekscytacja, ekscytacja. Teraz mikrofon zwisa mi centralnie z góry nad moją głową właściwie, a nie gdzieś tam z boku. Aż mogę machać rękami. Wow, rewelacja! Dobra, koniec o tym technicznym wydarzeniu, które zmieniło mój dzień na cudowny dzień, czyli o nowym statywie. No i czas najwyższy, żebym się powoli wbił do tego szalonego, dziarskiego tematu dzisiejszej hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Właśnie za chwilę wejdę na czata Radia Na Fali.
Pozdrawiam w ogóle wszystkich słuchaczy, między innymi Radia Paranormalium, moi drodzy. Ja tu za chwilę się pojawię na czacie radiowym, tak jak zwykle jednym okiem, bo jakoś tak mam, że jak mówię, to lubię patrzeć do mikrofonu, a niekoniecznie na czata, ale czasami spoglądam jednym okiem. No dobra, to tak jak mówię, żeby zacząć, to chyba powinienem jakoś zacząć ten cały temat. I czego właściwie dotyczy dzisiejsza moja refleksja? I mam nadzieję, że też będziecie dzwonili, że się odezwiecie co wy na ten temat myślicie. A mianowicie chcę zakończyć poniekąd rozważania na temat czegoś takiego, co zrobiło się ostatnio szalenie modne. Gdziekolwiek bym nie otworzył jakichś polskojęzycznych mediów związanych z tematami, które nie są publikowane w mainstreamie, to coraz częściej pojawia się coś takiego, co się nazywa po angielsku mind control, czyli kontrola umysłu. Kiedyś o tym wspominałem. Wspominałem, skąd się to wszystko wzięło. Tak mogę tylko wspomnieć, że termin kontrola umysłu pochodzi od pewnej broszury propagandowej Wydanej na początku lat 50.
na zlecenie CIA, żeby było zabawniej. Ta broszura w skrócie mówi o tym, że porwano amerykańskich żołnierzy, dzielnych wojaków, gdzieś podczas wojny w Korei. Wzięli ich w obroty Chińczycy, wyprali im mózgi i zakodowali specjalne informacje, które odpalają się na tak zwany trigger, czyli na specjalne hasło. Troszkę jak z „Hanusa Klossa”, ale nie w tym klimacie. Czyli siedzi sobie taki wojak po powrocie do domu, słucha sobie radia i nagle słyszy trzy słowa, pewną sekwencję tajemniczych liczb lub cokolwiek innego. Albo dostaje nagle kwiaty i włącza się ten impuls w jego głowie, który mówi: „Zabić Obamę, zabić Obamę, zabić Obamę!” I biegnie do Białego Domu i zabija Obamę. I to się okazuje praniem mózgu, że pewnego dnia historia wraca do czasów, kiedy został porwany przez Chińczyków. Wyprano mu mózg, władowano do środka zupełnie inną osobowość, tego człowieka oczywiście. I on już nie jest tym samym żołnierzem, tym samym dobrym amerykańskim chłopakiem, który dla flagi, dla honoru, dla ojczyzny wybije wszystkich co do jednego. On już jest dziwny, to już nie jest on.
To jest mniej więcej taki skrót tego, czym jest właściwie mind control, bo cała ta historia z kontrolą umysłów zaczęła się dokładnie od tej propagandowej publikacji. To jest taka właściwie broszura, ciężko nazwać nawet opowiadaniem, która świetnie służyła amerykańskiemu wywiadowi, żeby straszyć ludzi w latach 50. Strach był w czasach McCarthy'ego przed komunistami, że komuniści posiadają jakąś dziwną technologię, którą nam wszystkim wypiorą mózgi i jak nam wypiorą mózgi, to wszyscy będziemy później komunistami i nawet nie będziemy o tym wiedzieli, że jesteśmy komunistami. Czy jakoś tak. Taka prosta opowieść. Minęło troszeczkę lat, świat się zmienił i to dosyć sporo. Mamy internet, mamy nowoczesne technologie. I temat mind control wrócił. Szczęśliwie chyba nie na cały świat się rozlało to całe szaleństwo. Przynajmniej ja to nazywam szaleństwem, ale dzisiaj się dowiecie dlaczego.
Tak mi się wydaje. Ale rozlał się dosyć mocno w Polsce. Dziwne rzeczy, proszę państwa, naprawdę dziwne, aż zaskakujące, kiedy tego słucham. Na Zachodzie też to oczywiście funkcjonuje, bo do Polski nie trafiło znikąd, tylko trafiło dokładnie z Zachodu. Ja to czasami się tak śmieję, że gdyby nie było takiej postaci jak David Icke, to w Polsce nikt by nie znał nawet tego terminu, jak się zapewne okazuje. Bo to jest troszkę tak, że wychodzą trzy książki na krzyż, które są polskim tłumaczeniem kilku publikacji. W języku angielskim wychodzi tych publikacji parę tysięcy rocznie, ale tylko trzy czy cztery się tłumaczy na język polski i one stają się takimi klasykami gatunku zupełnie przez przypadek. Stał się bohaterem przez przypadek. Nie dlatego, żeby jakoś tam posprawdzał te wszystkie rzeczy i tak dalej. Chociaż ja akurat osobiście uważam, że to bardzo fajny koleś, jeżeli chodzi o Davida Icke'a, naprawdę bardzo sympatyczna postać, aczkolwiek strasznie daleko mi do kilku jego refleksji.
Bardzo daleko, aż wręcz zupełnie nie po drodze. Ale to już moja historia. Mam czasami takie wrażenie, że ktoś zrobił z tej książki troszkę hicior i że wszyscy się trochę, nie wiem, czy nabieramy, bo to oczywiście taka moja swobodna dywagacja. Ktoś tutaj może się poczuć urażony, że jak to tak, jak to śmiem tak mówić? Ale mam takie wrażenie, że trochę się nabieramy na taki hit sezonu, bo wszędzie, gdzie się człowiek nie przyjrzy tej sprawie, przynajmniej ja, jako człowiek przyglądający się tej sprawie, zauważam, że generalnie jest to niezły biznes. Ten cały ruch mind control czy jak to nazwać. To nawet nie jest ruch oczywiście, to jest zjawisko właściwie socjologiczne. Ma naprawdę świetną prasę, jest takim dzisiejszym horrorem, można powiedzieć. Przepraszam, ja jak zwykle muszę poprawić ten statyw. Wiecie jak to jest, troszeczkę przesunąć w lewo, trochę w prawo.
Dzisiaj premiera tego statywu, także mam nadzieję, że nie będę kopał w ten statyw, ale na pewno będę go sobie troszkę przesuwał. Okej, dobra, już nie będę przesuwał więcej. O co chodzi z tym całym zamieszaniem? Troszeczkę taka dziwna sprawa, że jeden strach, strach przed systemem totalitarnym, strach przed niewyjaśnionym został zastąpiony troszeczkę strachem przed kontrolą umysłu. To przypomina, przynajmniej w moich oczach, takie rozszerzenie pewnej sympatii, którą ma wielu z nas dla filmów z gatunku horrory. Lubimy się bać i troszeczkę wygląda to, przynajmniej z mojej perspektywy, o czym będę dzisiaj opowiadał, skąd się w ogóle wzięła ta cała refleksja, że współczesne koncepcje, które można nazwać spiskowymi i tak dalej. Chociaż nie mieszam do tego do końca koncepcji spiskowych dziejów i tak dalej, bo to troszeczkę osobna sprawa. Bardziej mieszam do tego horrory i sposób, w jaki jesteśmy wychowani, że żyjemy w takiej fabryce strachu, potężnej fabryce strachu. Z jednej strony nas się zatrzymuje prawami i przepisami, z drugiej strony regulacjami. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim musimy się odnaleźć w swoim życiu i funkcjonować i czuć się teoretycznie szczęśliwymi, żeby nie zwariować w tym wszystkim.
Jakoś tak się stało, że horrory chyba przestały się dobrze sprzedawać. I jak się tak przyglądam tej całej sytuacji, to sprawy związane z mind control i filmy mówiące o tym i książki mówiące o tym jakby zastąpiły taki klasyczny horror z Freddy Kruegerem. Już nikt nie strzępa tymi stalowymi palcami czy brzytwami po szkle. Teraz najważniejsze jest to, jak się dostać do cudzej głowy. Pełne szaleństwo, bym powiedział. To może zacznę wam całą tą opowieść od tego, co znalazłem w ogóle na ten temat. Jeżeli chodzi o literaturę taką medyczną troszeczkę, czyli sprawy związane z tym, jak funkcjonuje nasz mózg, czy w ogóle jest to możliwe, o co w tym wszystkim chodzi, jak to działa, przynajmniej jak to działa na naszym współczesnym poziomie wiedzy, bo Prawdę mówiąc, praktycznie nic nie wiemy o tym, jak działa nasz mózg, jak zachowuje się nasza głowa i kim jesteśmy od tej czysto technicznej strony. Nie mamy bladego pojęcia. Raptem chyba miesiąc temu odkryto w mózgu kolejne tajemnicze komórki, których istnienia nikt się nie spodziewał. I się okazuje, że pełnią tam kluczową rolę, że bez nich ten cały system anteny, która znajduje się pod naszą czaszką, zupełnie nie działa.
I tu się okazało, że już były gotowe koncepcje, teorie i byliśmy wszyscy gotowi na start, żeby zdefiniować, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. I okazało się, że znowu lipa. Znowu fałstart, bo okazało się, że dalej nic nie wiemy, że odkrywamy coś nowego, co obraca wszystko do góry nogami. Przerażająca historia dla nauki. Dla nas myślę, chyba całkiem pouczająca. Radio na Fali. Hiperprzestrzeń. Tak, absolutnie live transmitowana z Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. A wy wiecie, czego słuchacie.
Oj, wy już dobrze wiecie. To ja zaczynam te całe rozważania konkretnie, moi drodzy. Bo o co w ogóle chodzi z tym głównym pojęciem mind control? Tak jak wspomniałem wcześniej, jest to pomysł, żeby zastąpić istniejącą już osobowość, czyli nas samych w naszej własnej głowie, kimś, kim nie jesteśmy, czyli włożyć tam zupełnie inną osobowość. Żeby to zrobić, trzeba wyjąć jedną osobowość z głowy i w jakiś sposób tam wprasować kogoś drugiego, kim w rzeczywistości nie jesteśmy i będziemy się słuchali rozkazów i tak dalej. Myślę, że doskonale sobie zdajemy z tego sprawę, co za tym się kryje. Jaka straszna rzecz. Były robione bardzo zaawansowane próby, bo oczywiście ta ulotka, o czym kiedyś wspominałem, rozpaliła bardzo mocno umysły wielu psychologów, że to może jest science fiction, ale może nam się udać. Były rządowe granty na to, także próbowali chłopaki. Stworzyli coś takiego jak program MK-Ultra.
Znany może niektórym słuchaczom z kilku innych podcastów i opowieści, dosyć znany na świecie. To był taki tajny program CIA, który dotyczył szukania serum prawdy, doprowadzania ludzi do skrajnych sytuacji. Taki bardzo brutalny program. Traktowano ludzi wszystkim, czym się dało, żeby sprawdzić, jakie są granice fizyczne i psychiczne ludzkiego organizmu i jak mocno można człowieka przycisnąć do ściany tak, żeby jeszcze nie zwariował i wykonywał bez żadnego pytania wszelkie możliwe rozkazy. Cokolwiek mu się każe, ma robić. Próbowano różnych rzeczy. Jednym z głównych, bardzo niechlubnych eksperymentów MK-Ultra były eksperymenty związane z tak zwanym szokiem elektrycznym, elektrowstrząsami dawniej stosowanymi w szpitalach psychiatrycznych oraz substancjami psychoaktywnymi, czyli na przykład LSD, meskaliną i psylocybiną. Pacjentów brano, ładowano im potężne dawki substancji psychoaktywnych, która powodowała, że się otwierali, ponieważ CIA miało takie podejrzenia, że jest na tropie serum prawdy i teraz złapie każdego możliwego szpiega. Bo jeżeli jest taka substancja, w której kompletnie rozpuszcza się nasze ego i to tak się rozpuszcza, że nic z niego nie zostaje, to w tym momencie ten delikwent nie będzie w stanie utrzymać żadnej tajemnicy i wystarczy tylko go naszpikować tą substancją, posadzić na krześle i powiedzieć: „Hej, jak się czujesz?” A on powie: „Wow, nieźle.” „To powiedz mi, jaką masz tajemnicę.” „Dobra, już ci mówię.” I taki był pomysł, że tak to wszystko będzie przebiegało. Okazało się, że nie do końca, bo ci ludzie nie do końca chcą współpracować z tym szalonym systemem i refleksje, które się pojawiają po zażyciu substancji psychoaktywnych, są zgoła inne.
To słynna historia chociażby z tym brytyjskim korpusem wojaków, takim specjalnym elitarnym oddziałem komandosów, który po zrobieniu na nim testów LSD zniknął, bo członkowie tego korpusu wypisali się z pracy, składając podanie o zwolnienie z armii, bo im się przestało podobać. Także próby przestały być prowadzone na żołnierzach, bo zmaga pacyfizm w tych żołnierzach, zbyt niebezpieczny, także prowadzono na cywilach. I żeby zrobić w mózgu jakąś taką postawę antagonistyczną, ciężko to zrozumieć w ogóle. Oni mieli po prostu swój szalony pomysł, że najpierw naładowali człowieka takimi substancjami, a następnie, kiedy miał najlepszy odlot w swoim życiu, kiedy naprawdę zaczynał łapać, o co chodzi, kim jest i dokąd zmierza, wiązali go i ładowali elektrowstrząsami. I w ten sposób zniszczyli bardzo wielu ludzi. Okazało się, że ludzki mózg nie wytrzymuje takiej sytuacji, bo później była próba wprasowania tam innej osobowości przez na przykład mówienie człowiekowi: „Słuchaj, jesteś tym albo tym” przez próby hipnotyczne. „Jesteś tym albo tamtym.” Za cholerę się nie udawało. Absolutnie. Okazało się jeszcze gorzej, że ludzki mózg ulega fizycznemu uszkodzeniu. Tam nie podano, czy ktoś zmarł przy tych eksperymentach MK-Ultra, ale fama niesie, że troszeczkę ludzi nie wytrzymało.
Kilku ludzi, którzy przeżyli te eksperymenty, napisało książkę na temat swoich doświadczeń. Jest taka słynna pani, która w latach 90. odważyła się napisać na ten temat książkę, gdzie opisała wszystkie swoje doświadczenia i mówi, że to było coś przerażającego, bo właściwie pozbawiono ją w życiu czegoś takiego jak empatii. Wyprano ją kompletnie z emocji. Okazało się, że ma uszkodzoną część mózgu po tych szalonych eksperymentach. Nikt oczywiście jej nie mówił, co to za eksperymenty i tak dalej. Także wrabiano ludzi w jakieś bardzo dramatyczne sytuacje. Koniec końców efekt tych chemiczno-elektrycznych operacji na ludzki mózg był taki, że okazało się, że po prostu uszkadzają fizycznie mózg i że z delikwenta i tak nie będzie żadnego pożytku, bo on właściwie zaczyna być takim warzywem troszeczkę. I co z tego, że wyprało mu jego osobowość w cudzysłowie, skoro właściwie już nie ma żadnej osobowości, żadnej ochoty do współpracy, żadnej ochoty do niczego poza siedzeniem i patrzeniem przed siebie. I to była pierwsza część tych wszystkich eksperymentów.
Później z czasami doszły kwestie, które są dzisiaj szalenie popularne w temacie mind control, czyli kwestie ultradźwięków i infradźwięków. Ja czasami, czy chcę, czy nie, trafiam na różne materiały na ten temat. Z reguły długo nie wytrzymuję z oglądaniem tego wszystkiego. Jak już po raz kolejny pojawia się szalone zdanie o tym, jak infradźwiękiem ktoś przez ścianę, która się nie zburzyła, ale on słyszy myśli w swojej głowie i tak dalej, to już tak: „Okej, man, to ja może po prostu wyłączę i sobie poczytam coś zupełnie innego”. Takie mam podejście. Mianowicie o co chodzi? O falę dźwiękową, jak twierdzą co poniektórzy, skalarną falę dźwiękową, czyli taką, którą można skalować w górę albo w dół. Pierwsza rzecz to bardzo dużo ludzi wypowiadających się na ten temat, zdaje się, nie ma absolutnie żadnego pojęcia, czym jest fala skalarna, jaka jest natura fali skalarnej, tylko używają takiego pojęcia, bo to troszkę mądrze brzmi. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Może niektórzy z nich wiedzą, może nie, I don't know, ale ze wszystkiego tego, co dotarło do moich uszu, jestem zdecydowanie przekonany, że ludzie, którzy o tym mówią, nie mają bladego pojęcia w ogóle, co mówią i jakich pojęć używają.
Fala skalarna oznacza falę, którą da się skalować. Czyli jeżeli mówimy o częstotliwościach, przypuśćmy, jednego herca, to skalujemy ją od tego jednego herca do góry. Później się sumuje, czyli dwa i generalnie cały czas skalujemy dokładnie o ten sam interwał. Te interwały się później nakładają na siebie, tak że możemy prasować tą falę, czyli fala skalarna, skalująca się, bo to chodzi o jej skalowanie. O co chodzi z tymi ultradźwiękami? Ultradźwięki to bardzo wysokiej częstotliwości dźwięki. To są te gwizdki dla psów, których my nie słyszymy, a psy przybiegają. Niektórzy z nas wyczuwają te dźwięki. Właściwie wszyscy wyczuwamy te dźwięki, podobnie jak z infradźwiękami, czyli dźwiękami bardzo niskiej częstotliwości. Nasz próg słyszalności się kończy w pewnym momencie na pewnych częstotliwościach.
Zwierzaki słyszą o wiele lepiej. My tak nie za bardzo, ale czujemy te częstotliwości. Czujemy, że coś oddziaływuje na nas. I generalnie są pewne informacje, że jakieś tajemne siły próbują oddziaływać na nas owymi dźwiękami, ultradźwiękami, infradźwiękami, rezonansem akustycznym i tak dalej. Jest z tym jeden podstawowy problem. Gdy ktoś oddziaływuje impulsem akustycznym, falą akustyczną, to ona się odciska na wszystkim, co jest dookoła nas. Odciska się na wodzie, odciska się na ścianach, które zaczynają pękać, odciska się na podłodze, która zaczyna pękać, odciska się w ogóle na całym budynku, który bardzo łatwo może się zawalić. Generalnie za bardzo nie da się w tej fali nic specjalnego wysłać i wysterować jako takiej, jako samej fali akustycznej. Poza tym, że będzie fala akustyczna, która ma swój akustyczny peak i uderza w jakąś przeszkodę i coś tam z nią robi. Jeżeli taka fala uderzyłaby w naszą głowę, jakieś takie ultradźwięki, to prawdopodobnie by uszkodziły nam mózg.
Podobnie z infradźwiękami. Infradźwięki może niespecjalnie, bo one są już na tej niskiej częstotliwości, że właściwie my ich nie słyszymy. One po prostu są, przelatują przez nas. Cała planeta Ziemia ma masę różnych infradźwięków, które przybywają tu z kosmosu i jakoś nikt się nie rozpada. Z ultradźwiękami jest trochę inna historia. Na pewno widzieliście czasami gdzieś na jakichś zdjęciach policyjne radiowozy, które mają takie dziwne systemy, które wyglądają niby tuby do nadawania, niby jakaś antena na dachu, coś takiego. To są właśnie takie specjalne zabawki do rozpędzania tłumu, które korzystają właśnie z ultradźwięków o odpowiedniej częstotliwości. Kieruje się taki głośnik w tłum i się odpala. I tam leci bardzo nieprzyjemna częstotliwość, która powoduje, że słabo się czujemy. Jeżeli ją się podkręci do góry, to nawet może zebrać się na wymioty, bóle brzucha, wszystkie tego typu sprawy.
Ale ta fala jest bardzo głośna. Jest naprawdę solidnie głośna. Tego się nie da zrobić cicho, tego się nie da zrobić przez przypadek po cichu przez ścianę wysłać z kosmosu i tak dalej. Nie da się, bo ta fala ulega interferencji, jak każda fala dźwiękowa. I tu jest ten główny problem, że o ile w teorii można każdego z nas posadzić na krześle, załadować w niego jakąś falę i nawet jeżeli jest jakiś science fiction, ktoś powie: „Sprasowaną drugą osobowość i ta fala wybija tą pierwszą z głowy po to, żeby włożyć tam drugą”. Git, wszystko fajnie, ale to jest w tak zwanym układzie zamkniętym, czyli gdzie ktoś kontroluje wszelkie echa akustyczne dookoła mnie. Wystarczy, że postawię kubek, że postawię coś innego i to echo akustyczne już staje się troszeczkę inne. Wystarczy, że zasłonię okno i to już inaczej się odbija. Zjawisko interferencji, odbijania się fal. Generalnie, żeby móc coś takiego zrobić, ktoś musiałby posadzić nas w takim idealnym studiu nagraniowym, gdzie jest idealnie, sterylnie, czysto, wszystko idealnie wytłumione, z hightechowymi głośnikami, które emitują tylko i wyłącznie jedną częstotliwość, nic się nie zmienia i tak dalej.
A my jako tacy ludzie żyjemy w układzie dynamicznym, tak że taka rzecz fizycznie jest praktycznie niemożliwa. Ponieważ żeby wejść komuś takim dźwiękiem na głowę, już nie mówię o tym, że do głowy, tylko wejść chociażby na głowę, to trzeba by wybudować dookoła niego idealne studio nagraniowe. Właściwie nie studio nagraniowe, tylko takie studio laboratoryjne, które jest idealnie wytłumione. Są takie eksperymenty, że się wchodzi do takiego studia, w którym jest idealna cisza. I tam ludzie, zdaje się, rekord wytrzymania w takiej idealnej ciszy wynosi chyba 45 minut niecałe czy jakoś tak. Generalnie w ogóle jesteśmy skonstruowani z hałasów i jesteśmy takim dynamicznym, hałaśliwym układem. Tak że się okazuje, że z tymi falami skalarnymi, ultradźwiękami, infradźwiękami to jakaś taka troszkę podpucha moim zdaniem. Przynajmniej ja Śledziłem to wszystko od strony naukowej. Zajmuję się troszkę takimi historiami. Zawsze robię duże oczy, jak ktoś opowiada takie rzeczy, bo nie jest to mój zarzut.
Po prostu takie mam wrażenie, czy chcę, czy nie. Po prostu tak mam, że jest to ściema. Ktoś nie czytał elementarnych podręczników na temat akustyki, ktoś w ogóle nawet tego nie sprawdził, ktoś chyba nawet nigdy nie stanął przy kolumnie głośnikowej, nie pomierzył sobie tego wszystkiego, jak to się zachowuje, nie nagłaśniał żadnego większego pomieszczenia, nie wie z czym to się je i troszeczkę żongluje tymi pojęciami, zupełnie nie zdając sobie sprawy, co się kryje za owymi pojęciami. Także ja takie rzeczy odkładam mocno między bajki. Absolutnie. Przynajmniej jak na razie. Może pewnego dnia zobaczę coś, co mnie przekona, że jest zupełnie inaczej, ale jak na razie wszystkie te opisy według mnie to są absolutnie bajki. Takie wymyślone, wytrzepane z rękawa, wyssane z kciuka dziennikarskie opowieści. Ludzie się na to łapią, bo to oczywiście brzmi tak fascynująco. Fala skalarna, ultradźwięki, infradźwięki.
Wow, mind control! I nagle wow, to faktycznie jak poważnie naukowo brzmi. Jest się czego złapać. Ale w rzeczywistości nie ma się czego złapać. Taki mankament tej sytuacji. Kolejna rzecz to częstotliwości elektryczne, o których się często mówi. Czasami w różnych opracowaniach, bo jest tego troszkę na świecie, pojawia się tajemnicza częstotliwość od 430 herców, 403 czasami, ale generalnie od 430 do 470. Czasami spotkacie opis 450 herców. O co chodzi z 450 hercami? Mianowicie jest to częstotliwość wojskowa, którą używano w Stanach i wiele stacji nadawczych, o których się mówi, że to wysyłanie sygnału mind control, kontrola umysłów i tak dalej, to są byłe stacje wojskowe, a ten sygnał, ta częstotliwość była zarezerwowana jeszcze do końca lat 50., właściwie chyba do 60.
dla wojska i nikt inny nie mógł wejść na tą częstotliwość. To jest taka dziwna częstotliwość, bo to jeszcze sięga czasów Nikoli Tesli, bo się okazuje, że w tym paśmie rezonansowym można przenosić też inne informacje, niekoniecznie tylko i wyłącznie dźwięk, ale prawdopodobnie prąd, prawdopodobnie kilka innych rzeczy i została przyjęta w całości przez wojsko i utajniona, także nikt normalnie z cywili nie miał szansy nigdy korzystać z tych częstotliwości do nadawania. Ponoć jest doskonała, idealna i perfekcyjna i niesie po niej jak złoto tą falę radiową wszędzie gdziekolwiek chcemy po tym eterze, który nas otacza dookoła. I to jest ta tajemnica nadajników ustawionych na 450 herców wszędzie na świecie. Teraz się wykorzystuje troszeczkę inne rzeczy. Buduje się takie systemy HAARP, o których też się mówi, że służą do kontroli umysłu, a o systemach HAARP mówi się takie rzeczy, że to już po prostu głowa boli. Ja do końca nie wiem oczywiście, bo nikt nie wie, bo jest to tajny projekt, co tam się tak naprawdę wyprawia, co tam się dzieje w tych wszystkich ogródkach z antenami, ale wiemy pewne sprawy. Wiemy, jak wygląda konstrukcja anteny do fali skalarnej, która sobie zasuwa dookoła tej planety, tej fali, która jest taka w ogóle niewidoczna, tej fali, o której mówił Nikola Tesla, między innymi tej fali, która się pojawia w kilku wynalazkach free energy i tak dalej. Jest to taka fala, która ma bardzo dziwną charakterystykę i działa. Można przesyłać nią informacje w taki sposób, że praktycznie nikt nie jest w stanie tego wyłapać.
Jeżeli się przyjrzycie konstrukcji tych anten, które się popularnie nazywa HAARP-em, to są dokładnie instalacje do owych częstotliwości. Tam jest część anteny na zewnątrz, dwa razy tyle jest wkopane w ziemię. Kiedyś chyba o tym opowiadałem. Jeżeli nie w syntezie troszeczkę na temat anten, to w jakiejś tam hiperprzestrzeni ten temat się pojawił, bo te eksperymenty są znane jeszcze od czasów Marconiego, bo wiadomo, że taka fala, która jest nadawana przez anteny wkopane w ziemię, o wiele lepiej niesie niż inna fala. I tam jest jeszcze próba połączenia tego wszystkiego z jonosferą, stratosferą i tak dalej, żeby łodzie podwodne, które sobie gdzieś tam pływają w swoich tajemniczych lokacjach z tymi dziwnymi bombami ponoć dla pokoju światowego muszą się jakoś komunikować ze swoim sztabem. I te fale są używane dokładnie do komunikacji militarnej, takiej, żeby nikt nie mógł wyczaić, co ci kolesie aktualnie mówią, o czym ze sobą rozmawiają. To jest owa tajemnicza fala skalarna, która jest używana w dzisiejszych czasach. Nie jestem pewien. Tam w okolicach HAARP-a oczywiście jak zwykle są opowieści o kontroli pogody i tak dalej, ale ja nie do końca jestem tego przekonany, ponieważ tak jak mówię, wszystko na Ziemi jest układem dynamicznym, wszystko jest ciągle w ruchu i jeżeli ktoś chciałby wpływać na chmury, ktoś chciałby wpływać na atmosferę ziemską, robić kilka tego typu niecnych rzeczy, to musiałby bardziej to robić z samolotu niż z jakiegokolwiek miejsca, gdzie ma stałe wkopane anteny, ponieważ musiałby dosłownie co parę chwil wykopywać te wszystkie anteny, przesuwać w odpowiednim kierunku albo lewo albo prawo, zakopywać jeszcze raz, podłączać jeszcze raz i dokładnie co minutę musiałby wykonywać taki manewr. I jeszcze musiałby przewidzieć, jak to będzie wyglądało za tą minutę albo za 10 minut, żeby tam wkopać we właściwym miejscu te anteny, żeby zadziałało.
Taka prosta sprawa. Tak mi się wydaje przynajmniej. Tu oczywiście jak zwykle mogę się mylić, bo nikt z nas do końca nie wie, co robią ci ludzie w tych swoich dziwnych, tajemnych laboratoriach. Ale tak to wygląda z tymi częstotliwościami elektrycznymi. Wielu ludzi mówi, że słyszy różne dziwne rzeczy, że to jest jakiś impuls elektroakustyczny i tak dalej. Ale to też jest lekka przesada moim zdaniem, bo natura tego impulsu jest troszeczkę inna i fizycznie po prostu nie da się nam wejść do głowy w taki zewnętrzny sposób tak zwyczajnie na zasadzie okej, włączamy guzik, startuje maszyna, generuje jakąś częstotliwość i nagle wszyscy chodzimy do tyłu i zakładamy sobie majtki na głowę czy jakoś tak. Jest to fizycznie niemożliwe. I tu Wrócę troszeczkę do kwestii tego, czym jest nasz mózg i jak właściwie jest zbudowany. Poza tym, że praktycznie nie wiemy, co tam właściwie się dzieje. Znamy tylko część tej budowy, jak się ostatnio okazało.
Im głębiej w las, tym więcej drzew i nie wiadomo. Ale wiemy jedną rzecz, że każdy mózg ma swój indywidualny pattern, jeżeli chodzi o częstotliwości i pracę w tych częstotliwościach. Oczywiście ten pattern się zmienia co minutę. Zmienia się co parę sekund, bo jesteśmy układem dynamicznym, a nie układem statycznym jako istota żyjąca i żeby dostroić się do naszego sygnału, musielibyśmy mieć coś w rodzaju implanta. I to jest jedyna szansa, żeby ktokolwiek mógł się dobrać do naszej głowy w jakiś sposób rezonansowy, żeby dostroić się jakąś falą. Na razie w ogóle tylko hipotetycznie, bo to w ogóle jeszcze jest pytanie, jak wysłać informację w tej fali. Co już w ogóle jest pełne szaleństwo, bo co? Morsem będą nam wysyłać? Będziemy się dzielili. Będę słyszał w głowie pikanie.
Pik, pik, pik, pik, pik, pik. O, to na pewno mind control. Macie pikanie w głowie? No właśnie. Jeżeli już jest to tylko możliwe przez zmianę albo dostrajanie się bezpośrednio i na bieżąco, cały czas do częstotliwości pracy naszego serca, częstotliwości pracy naszego mózgu, w ogóle do częstotliwości pracy naszego organizmu, która jest unikatowa i tak jak powiedziałem, zmienia się dosłownie w każdej sekundzie. Słuchajcie, spójrzcie na te rezonanse elektryczne, elektromagnetyczne, jak to się często mówi, bo jeszcze jest oczywiście pojęcie, że ten mind control się opiera na rezonansach elektromagnetycznych. I to też jest takie kompletne szaleństwo, moi drodzy. Ja naprawdę czasami się zastanawiam, czy ktoś tutaj nie odrobił takich elementarnych zajęć, lekcji domowych albo jakoś tak. Nie poczytał kilku elementarnych książek na ten temat. O co chodzi?
Przecież nasz mózg cały czas, tak jak mówię, jest dynamiczny. Zakres pracy, jeżeli chodzi o częstotliwości, pole elektromagnetyczne, EKG tak zwane, czyli częstotliwości pracy naszego serca i mózgu, skaczą w okolicach 30 herców w ciągu jednej doby. Przecież kiedy śpimy, mamy taki ekstremalny sen, ten najbardziej głęboki, to jesteśmy gdzieś tam w stanie dwóch herców. Później przechodzimy do trzech, później do sześciu, dziewięciu herców, później wskakujemy na 13 herców i tak dalej. Czasami jesteśmy naprawdę bardzo mocno rozbudzeni. Także to nigdy nie jest stała wartość. My sami jesteśmy takimi podróżnikami przez te częstotliwości w ciągu jednej doby. Od góry na sam dół i wracamy z powrotem. Nigdy nie wiadomo, kiedy tak dokładnie to się wydarzy. Po prostu dzieje się tak spontanicznie.
Tak jesteśmy skonstruowani. Także jeżeli chodzi o oddziaływanie na nas falami elektromagnetycznymi, to tak nie za bardzo. Oczywiście jest jedna rzecz, która powoduje, że bardzo źle się czujemy i czasami bardzo dziwnie się czujemy. A jest to mianowicie smog elektromagnetyczny, czyli wszystkie te dziwne pola wytwarzane przez urządzenia wireless, przez nadajniki, telefony komórkowe, duże źródła napięcia, przepięcia i tak dalej. Chyba wszyscy doskonale wiemy, czym jest ów smog elektromagnetyczny. To jest chyba największa zmora dzisiejszych czasów. To są właśnie te sygnały wysyłane przez telefon komórkowy, który łączy się z siecią Wi-Fi dookoła. W ogóle można to w bardzo łatwy sposób sprawdzić. Są takie tanie czujniki, na których to widać. Można to sprawdzić czujnikiem piezoelektromagnetycznym też.
Generalnie słychać od razu skwierczenie, że coś tam się dzieje dookoła tego telefonu i to dosyć mocno. Także nie polecam sobie przykładać telefonów do głowy. Polecam raczej używać słuchawek i mikrofonów takich na kabelku, tak żeby jak najdalej trzymać to od swojej własnej głowy. No i to są takie techniczne sprawy związane z tym, jak funkcjonuje nasz mózg i dlaczego wydaje mi się, że wszystkie te opowieści o mind control, przynajmniej te, które ja słyszałem, są po prostu ściemą najzwyczajniej w świecie. Są takimi wymyślonymi opowieściami, które właściwie ktoś z uporem maniaka próbuje oprzeć na naszej niewiedzy. Taka jest moja opinia. I bawieniu się pewnymi pojęciami, o których znaczeniu nie ma żadnego pojęcia. Tak to trochę wygląda. I to tyle na temat takiego wstępnego wyjaśnienia, ale nie o tym dzisiaj do końca, bo dzisiaj o tym, skąd się bierze i czego właściwie jesteśmy świadkiem. Bo tak jak mówię, ciężko mi w to uwierzyć, że jest coś takiego.
Inna sprawa, że zwykła logika podpowiada, że jeżeli jakikolwiek rząd na świecie chce zmienić opinię swoich mieszkańców, to nie będzie siedział, nie będzie konstruował maszyny, gdzie będzie próbował dostroić się do każdego z obywateli indywidualnie przez cały dzień po to, żeby później gdzieś tam w środku nocy wysłać mu tajną informację i wybrać osobowość. Tylko taki rząd po prostu bierze, rozdaje karabiny kolesiom, wysyła ich w czołgi i wyjeżdża na ulicę z tym całym złomem i tam się nikt nie paczyczkuje i nikt się nie ceregieli. Po prostu jak jest sprawa do załatwienia, to się bierze i wysyła armię i armia robi porządek. Tak to jest wszędzie na świecie, proszę państwa i tu nie ma żadnych czarów z mleka. Naprawdę nie sądzę, żeby ci kolesie mieli jakiekolwiek skrupuły. Inna sprawa, że ich w ogóle nie mają. Także jeżeli jest taki problem, to od tego są karabiny w dzisiejszych czasach i policja. Temu służy stan wyjątkowy, temu służą regulacje prawne, temu służy telewizja, temu służy radio, temu służy propaganda w gazetach. To jest taka elementarna sprawa. Tym się nas łapie i zmienia naszą opinię.
Próbuje manipulować światem dookoła, opowiadając nam o rzeczywistości, która w ogóle nie istnieje, a jest gdzieś tam wymyślona przez strategów marketingowych. Nikt tam za bardzo nie ma czasu na grzebanie w naszej głowie, bo to i nie te budżety i nie ma fizycznie takiej możliwości, jak na razie wygląda, przynajmniej od strony naukowej. No ale może być tak, że czegoś nie wiemy. Masa ludzi zasłania się tutaj informacjami, że jest jakaś tajna technologia, której nikt nie zna. Grupa tajemniczych technologów, która operuje czymś innym i bawi się ludzkością. Tak, tak, tak, oczywiście. Mam bardzo cyniczne podejście do tego. Jak mi się nie chce w to wierzyć, bo naprawdę gdyby ktokolwiek chciał się bawić ludzkością, to te zabawki są doskonale znane. Nazywają się karabin i czołg, i naprawdę nikt tutaj nie ma żadnych skrupułów. Ale przejdźmy do tego, czego świadkiem w ogóle jesteśmy.
Bo oprócz tych wszystkich technicznych spraw i tego, czy to jest, czy tego nie ma, jedna rzecz się dzieje na 100%. Coraz więcej ludzi zaczyna przyznawać się do takich zjawisk, że ma dziwne głosy w głowie. Coraz więcej ludzi zaczyna mówić, że czuje się dziwnie, że ma jakieś takie dziwne zjawiska i tak dalej. Jest troszeczkę taka fala, bym powiedział, takich ujawnień. Nie wiem, jak to nazwać. Ujawnienie to chyba najlepsze słowo, że ludzie mówią, co im w głowie, że tak powiem, gra, co im tam świszczy w głowie. I robią to dosyć odważnie i wychodzą z tego bardzo jakieś dziwne historie. Część ludzi się załapuje i mówi, że to jest właśnie mind control. Ale to tak jak powiedziałem przed chwilą z tym mind control to tak dziwnie to wygląda. Tak długo jak nie macie żadnego chipa wpiętego, tak długo nie da się za bardzo nic zrobić z waszym organizmem, jeżeli chodzi o dostrajanie do częstotliwości waszego ciała.
Ale kurczę, ludzie mają te wizje. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafal, ja na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. A dzisiaj taki troszkę suplement do historii z 2012 roku i troszeczkę takie zastanawianie się, co się dzieje dookoła w ogóle z naszym światem, bo się okazuje, że jakaś eksplozja strachu nas ogarnęła i to taka wręcz ciężko to w ogóle nazwać w jakikolwiek sposób. Jak się okazało, horrory zamieszkały w naszej rzeczywistości na stałe. Inna sprawa, że wszyscy żyjemy w takiej troszkę horrorystycznej rzeczywistości. W końcu okazało się, że całe te zdobycze cywilizacyjne, wszystko to, co mamy dookoła, miało służyć temu, żeby był pokój i życie w miłości. Jak się okazało, im więcej tego wszystkiego, tym większy horror dookoła na co dzień, tym więcej regulacji. I wszyscy czujemy się coraz bliżej ściany, bez możliwości zrobienia kroku do przodu. Co najwyżej plecami czujemy, że ta ściana coraz mocniej uciska czasami.
No i tutaj jeszcze kolejna sprawa związana z naszą percepcją rzeczywistości, czyli prasowanym nam do głowy takim dualizmem, że ciało to jedno, a umysł to drugie. Spójrzcie na medycynę współczesną, taką mainstreamową, która zajmuje się tylko leczeniem jednej rzeczy, która nie zdaje sobie sprawy, że przyczyny mogą na przykład pochodzić z umysłu. Takie proste dla niektórych i oczywiste sprawy, a jednak dla takiej tak zwanej nauki nie za bardzo. Powoli czasami się odkrywa w tym temacie, ale topornie, bardzo topornie. Traktujemy to wszystko jakoś tak po kawałku. No i chyba stąd się też bierze jakiś taki horrorystyczny pomysł z jakichś cienkich filmów i propagandowych broszur, który świetnie zadziałał, że jesteśmy w stanie odciąć swój umysł od ciała, które jest właściwie anteną tego umysłu tu na ziemi. Kompletnie szalona rzecz. Kompletnie szalona. No ale co się w ogóle dzieje dookoła z tymi przepowiedniami? Bo 2012, o ile pamiętacie, to był taki moment przesilenia.
No i faktycznie był to moment przesilenia. Dziwna rzecz się wydarzyła na niebie. Mianowicie słońce przeszło przez taki kawałek Drogi Mlecznej, który się nazywa po angielsku Dark Reef, czyli Ciemna Zatoka. Jakby cała galaktyka przesunęła się przez ten punkt na niebie. Wygląda troszkę tak, jakby zmieniła swoje położenie względem owego punktu i to tak drastycznie razem ze wszystkimi planetami naszego tak zwanego Układu Słonecznego. I cokolwiek by nie mówić, jest to jakaś energia, która oddziałuje na nas nawet nie jakoś, tylko dosyć solidnie oddziałuje na nas, bo w końcu jesteśmy tym zjawiskiem energetycznym. Czasami możemy mu powiedzieć elektrycznym. To zależy, co potraktujemy za tą elektryczność. Generalnie jesteśmy tą częścią tej energii całej kosmicznej, która się tu manifestuje i jeżeli cokolwiek się dzieje w kosmosie, to bezpośrednio się odciska na nas. Starożytni mieli takie dosyć konkretne podejście, związane między innymi też z horoskopem, że każdy rodząc się pod konkretną gwiazdą ma pewne predyspozycje, ponieważ każda z tych gwiazd emanuje pewną siłą, pewną energią, która odciska się na naszej osobowości.
I później czasami jest lżej, a czasami ciężej z tymi cechami. Czy jakoś tak. Stąd się bierze właśnie nasza wiara w znaki horoskopu. Nie jest do końca jakąś ślepą wiarą, taką, że tak powiem, kompletną szarlatanerią, tylko nawet tak czysto naukowo patrząc, jeżeli wszystkie te nebule, które się dzieją na niebie, wszystkie te dziwne wyładowania, które tam są fotografowane przez teleskopy typu Hubble, są dokładnie tym samym, czym my jesteśmy, no to jest to układ wzajemnych oddziaływań na siebie. Nie da się tego ukryć inaczej. Wszyscy wzajemnie na siebie automatycznie oddziałujemy i korzystamy z tej samej energii wszędzie w kosmosie, także odciska się to na nas. No i myślę, że ten strach, który się aktualnie pojawił, który został zastąpiony właśnie owymi szaleństwami związanymi z tym, że ktoś kontroluje nasze umysły, bierze się stąd, że pewne szaleństwo zamieszkało w naszej rzeczywistości dookoła i ciężko jest nam sobie wyjaśnić kilka spraw. A może po prostu nie chcemy. Może po prostu najłatwiej, jak zwykle pójść do kina, obejrzeć horror. Tylko że to jest taki horror już na co dzień, żeby sobie taki wymyślić bardziej rzeczywisty dramat.
Kto to wie? No ale jest pewna sprawa z tym związana. O czym mówią te starożytne legendy? O tym, że część z nas może po prostu oszaleć, że energia będzie się rozwarstwiała, że część rezonansów będzie wędrowała w jedną stronę, a druga w drugą. I że ci, którzy mają tak zwany niski rezonans elektromagnetyczny, czyli generalnie strach, bo jeżeli człowiek się boi, to ten rezonans nie jest najwyższy. Znaczy nie jest taki do końca niski, bo taki niski rezonans to jest na przykład medytacja, to są te trzy herce, to jest właśnie nasz sen i tak dalej. To jest moment, kiedy nasza antena się przełącza na troszkę inne częstotliwości. Wtedy odbieramy trochę inny sygnał. Taki troszeczkę szerszy, z innego wymiaru. Są pewne częstotliwości, które powodują, że czujemy się kiepsko, nerwowo.
Nasze serce tego nie wytrzymuje. Stąd się bierze zawał serca. Dlatego robi się badania EKG człowiekowi, który ma dużo stresu. To widać. Człowiek, który ze stresem ma inny prąd elektryczny w sobie, inaczej to funkcjonuje. I te legendy mówią, że ci generalnie, którzy mają stres w sobie, ci, którzy mają ten cienki potencjał prądu elektrycznego, mogą mieć pewne problemy zdrowotne i z kłamaniem rzeczywistości niż ta druga reszta, która raczej emanuje miłością, empatią do świata i generalnie stara się być i jest okej. I ze sobą i z ludźmi dookoła. O co tu chodzi? Chodzi o rezonanse magnetyczne naszej planety. O ile starożytni nie mówili w swoich legendach o tych wszystkich sprawach, oni tylko używają takiego terminu, że będzie czas rozdzielenia się światów i ci, którzy robią złe rzeczy, oszaleją, zwariują, a ci, którzy robią dobre rzeczy, wreszcie poczują się normalnie i we właściwym miejscu i czasie.
To jest związane z rezonansami fali Schumanna. To są rezonanse, które wzbudzają planetę Ziemia. Owe fale skalarne, o których mówił Nikola Tesla i nie tylko. Te, na które czasami się powołują ci wszyscy ludzie, że falą skalarną im się wysyła informacje do głowy i tak dalej. Nie do końca. Fala skalarna, szczególnie ta, która funkcjonuje na Ziemi, jest definiowana przez rezonanse z kosmosu, a nie przez żadne laboratoria, centra badawcze ani koncerny militarne, tylko bierze się z drgania częstotliwości dookoła Ziemi. Takie orbity różnych wibracji, które się trzęsą. Wyobraźmy sobie to jako garść rozedrganych pierścionków dookoła planety Ziemia, które sobie przelatują w różnych prędkościach, częstotliwościach. Generalnie kończy się tak, że na Ziemi się to odbija jako pasmo pewnych częstotliwości, które możemy sobie zbadać. I dzieje się bardzo ciekawa sprawa z tym wszystkim, bo to, co mówili starożytni, że ten moment przejścia przez to miejsce na niebie, czyli przez Dark Reef, tą ciemną zatokę w Drodze Mlecznej, to jest moment przejścia do nowego świata, do nowej rzeczywistości.
I to jest już zupełnie inaczej działająca energia. Jak spojrzeć na te rezonanse Schumanna, to dzieją się dziwne rzeczy, bo my te rezonanse wyliczamy z tego, jak ta częstotliwość drga w jonosferze. I dla nas mniej więcej ta wartość jest stała. Stała w cudzysłowie. Ona jest zawsze skokowa. To jest pomiędzy ilomaś tam hercami a ilomaś tam hercami. To jest jedna fala, druga też. Wszystkie generalnie skaczą. Tak jak tu cały czas mówię, jest to układ dynamiczny, nic nie stoi w miejscu, nie można tego zamrozić. To jest inne o każdej porze dnia.
Ale dzieje się dziwna rzecz związana z zegarami atomowymi, o której chyba kiedyś wspominałem. Zauważyliście, że czas strasznie szybko leci ostatnio? To nawet starzy ludzie, którzy pamiętają dużo, mówią: „Ojej, jak ten czas strasznie leci. Kiedyś to było tyle czasu”. I faktycznie jest coś w tym zjawisku bardzo intrygującego, bo o ile zegary atomowe dawniej korygowało się raz na parę lat, to teraz koryguje się chyba raz na miesiąc, bo okazuje się, że rozpad wszystkich tych radioaktywnych substancji, które my używamy za punkt do wyliczania sobie tych przestrzeni w czasie i przestrzeni, że teraz ma trzy atomy, a równo 24 godziny po będą tylko dwa atomy. Po kolejnych 24 godzinach zostanie tylko jeden atom. I tak możemy liczyć czas. I nagle się okazuje, że czas przyspiesza względem rozpadu atomów i to w sposób zupełnie niezrozumiały dla nauki. Nie wiadomo, co się dzieje. I pojawiają się też bardzo dziwne anomalie związane z rezonansem fali Schumanna, bo wyliczana z Ziemi mniej więcej zawsze ma tą samą wartość, ale wyliczana tak, jak powinna być wyliczana, czyli nie tylko z Ziemi, ale z amplitudy i tak dalej, z tych wszystkich wartości.
Okazuje się, że ta fala rośnie. Widzimy to po impulsach, które się co jakiś czas pojawiają. Co jakiś czas. Ostatnio dosyć często. Takie duże przygrzmotcenia na niektórych częstotliwościach. Podaje to jedno z rosyjskich obserwatoriów astronomicznych gdzieś w Nowosybirsku czy za kołem polarnym. Żadna angielskojęzyczna strona za bardzo nie kwapi się do podawania tych informacji. Tylko Rosjanie podają aktualnie na bieżąco. I jest w ogóle ciekawa sprawa, bo okazuje się, że te wszystkie tąpnięcia w rezonansie fali Schumanna, czyli tym rezonansie, z którego my jesteśmy zbudowani, bo właściwie fala Schumanna jest naturalną częstotliwością dla planety Ziemia, to jest składowa nas samych. To jest to, co się dzieje dookoła nas.
To jest prawdopodobnie powód, dla którego widzimy to, co widzimy, dla którego słyszymy to, co słyszymy, dla którego możemy dotknąć przedmiotów i nie rozsypią się nam w ręku między innymi. Element tej kompleksowej układanki zwanej planetą Ziemia i naszym życiem na owej planecie. Tak że nie jest to nic sztucznego, nic wymyślonego. I okazuje się, że te tąpnięcia się bardzo elegancko zazębiają z różnymi rzeczami, które się dzieją na Słońcu. Chodzi o wybuchy, stany milczenia, jakieś dziwne plamy, które się tam pojawiają. Taka historia, proszę państwa, że wszystko jest ze sobą skorelowane i to jeszcze w bardzo dziwny sposób, bo te tąpnięcia fali Schumanna następują szybciej niż dzieje się na Słońcu. Troszeczkę tak, jakby ta fala wybiegała do przodu i wszystkie zjawiska, które dotyczą nas, przylatują z zewnątrz kosmosu, a nie od Słońca. Czyli tłumacząc na język ludzki, to nie jest impuls, który przybiega do planety Ziemia ze Słońca. Jak tam coś trachnie, wybuchnie, jest jakaś duża łuna, która się pojawi, jakiś duży wyskok plazmy i tak dalej. Absolutnie nic z tych rzeczy.
To jest coś, co się pojawia najpierw na Ziemi, a dopiero później jest rejestrowane na Słońcu i dopiero wraca odbite ze Słońca do nas. Czyli impact, cała siła niewidoczna, która wykonuje wszystkie te zjawiska i za nie odpowiada, przychodzi zza pleców niejako, czyli przychodzi z zewnątrz Układu Słonecznego. I dalej jest taka bardzo ciekawa astrofizyczna teoria Która naprawdę nieźle namieszała swego czasu. Dalej troszeczkę miesza. Chodzi o tak zwaną chmurę fotonową, że w tym momencie, kiedy przechodzimy przez to miejsce, tak zwany równik galaktyczny, bo ten Dark Rift właściwie oznacza równik galaktyczny, że jesteśmy teraz już na drugim biegunie. Wyobraźcie sobie, że macie piłkę przed sobą. Ta piłka jest takim magnesem. Na górze jest północ, na dole południe. Biegun magnetyczny jest pośrodku i my przekroczyliśmy dokładnie ten biegun magnetyczny z całą swoją galaktyką, z Ziemią, ze Słońcem, ze wszystkim i poszliśmy w zupełnie innym kierunku. Pozostałe lata byliśmy na dole, teraz jesteśmy na górze.
Niewielka różnica, bo co prawda nasze odchylenie jeszcze jest bardzo znikome, niemniej jest to już zupełnie inna energia. Ta koncepcja astrofizyków mówiła o tym, taka bardzo frontier science gdzieś tam z obrzeży, o chmurze fotonowej, że widać takie zjawisko, które nie wiadomo jak wyjaśnić, ale widać ładowanie się kosmosu w pasmach podczerwieni i to, co niektórzy tłumaczą jako centrum kosmosu, jako centrum Galaktyki, gdzieś tam, gdzie wszystko się razem prasuje, mieli i łączy. Są takie rysunki NASA, że my jesteśmy tu, a centrum Galaktyki jest tam i wszyscy mieszkamy w jednym wielkim wirze. Ale koncepcja, o której mówię, mówi o tym, że to nie jest żaden wielki wir, tylko obserwujemy coś w rodzaju fali bardzo gęsto, intensywnie naładowanej. Niektórzy nazywają to falą fotonową, niektórzy falą plazmową. Po prostu substancji naładowanej energią, która przywaliła w to miejsce, w którym my jesteśmy. Albo może nawet z drugiej strony, to my właściwie z powrotem znaleźliśmy się w zasięgu tej chmury wysoko naładowanej energią. Jakie są konsekwencje z tego naładowania energią? Bardzo ciekawe. Na przykład zwiększone troszkę promieniowanie w podczerwieni w całym Układzie Słonecznym.
I to nie jest dowcip. W ogóle zwiększone promieniowania na praktycznie wszystkich planetach. Kolejna sprawa to tak zwany efekt globalnego ocieplenia. Efekt globalnego ocieplenia nie jest produktem człowieka. My oczywiście śmiecimy na Ziemi, robimy cały ten syf, zanieczyszczamy wodę i robimy jedzenie z Monsanto, ale to nie ma nic wspólnego z globalnym ociepleniem. Globalne ocieplenie jest w całym Układzie Słonecznym. Okazuje się, że temperatura na wszystkich planetach Układu Słonecznego się podnosi dokładnie według tego schematu, o którym mówili owi szaleni astrofizycy, których tam wyśmiewano. A mianowicie, że robi się ciepło od zewnątrz, czyli jakby coś nas podgrzewało od wewnątrz, jakbyśmy wchodzili w inną część kosmosu albo inna część kosmosu wchodziła w nas niczym w tą chmurę fotonową. Dowcip polega na tym, że nie jesteśmy w stanie w ogóle tego absolutnie zauważyć, ponieważ ta energia podróżuje szybciej niż światło, które jest naszą granicą percepcyjną, bo dalej niż światło nie widzimy. To jest nasza prędkość odbierania rzeczywistości.
Oczywiście odbieramy bardziej złożone rzeczywistości, wszystkie dodatkowe wymiary, większe prędkości i tak dalej, ale percepcyjnie, jeżeli chodzi o oddziaływanie fizyczne na nasze zmysły, że jesteśmy w stanie to opisać, że coś się przesuwa. Prędkość światła jest dla nas prędkością graniczną. Poza nią nie widzimy. Jesteśmy ślepi. To troszkę jak z tymi częstotliwościami, że jak zejdziemy poniżej, przypuśćmy 10 herców, to już za bardzo nie słychać. Niektórzy mają taki genialny słuch i wyczuwają takie bardzo niskie częstotliwości, ale generalnie 90% ludzi słyszy tak do 18 herców, poniżej już właściwie nic. Pies słyszy nawet niżej. Wchodząc w tą wysoko naładowaną chmurę plazmy stajemy się częścią tego zjawiska. Konsekwencje takie bardzo elementarne to jest na przykład intensywność pracy naszego mózgu. Oczywiście mierzona z Ziemi tymi samymi instrumentami pomiarowymi, które mamy tam od setek lat.
Właściwie niewiele się zmieni, bo my widzimy tylko impuls. Widzimy tylko moment, kiedy coś przeskakuje, kiedy nasza planeta się dostraja do tego rezonansu. Nasze urządzenia pomiarowe pokazują dokładnie to samo. Właściwie mierzymy wszystko względem prędkości światła i te częstotliwości są ciągle takie zbliżone. Tam się nic nie dzieje. Widzimy tylko wahnięcia, widzimy potężne wahnięcie i potem wszystko wraca do normy. Ale wiadomo, że jest to taka dodatkowa nadwyżka, że częstotliwości Schumanna rosną, bo je się wylicza jeszcze w taki dziwny sposób. Można je wyliczać z Ziemi, ale można też wyliczać globalnie dla Układu Słonecznego tą częstotliwość. Mianowicie się sprawdza amplitudę, bo to jest trochę takie hula-hop dookoła planety Ziemia. Wylicza się amplitudę tego hula-hop.
Ile czasu potrzebuje, żeby tak okrążyć całą Ziemię i się z powrotem odbić. Następnie później dzieli się to przez prędkość światła, a wiadomo, że prędkość światła przyśpiesza. To zaobserwowaliśmy właśnie na zegarach atomowych, że po prostu czas przyśpiesza, bo nasza percepcja rzeczywistości jest w ogóle oparta na świetle. My rejestrujemy prędkość wskazówek na zegarze. Jeżeli te fotony przyśpieszą, tudzież te środowisko, w którym te fotony się znajdują, czyli to pole eteryczne, to dla nas to troszeczkę jakby wszystko zaczynało troszeczkę szybciej lecieć. Trochę szybciej, ale to jest tylko nasze odczucie, nasza percepcja, ponieważ wszystkie urządzenia dalej działają w oparciu dokładnie o te same zasady. Także zegarek mniej więcej dalej pokazuje tą samą godzinę. Wszystko jest dalej to samo. Urządzenia pomiarowe dalej pokazują te same częstotliwości. Tu się niewiele zmieniło, poza tym, że są takie drobne odchyły.
No chyba że mierzymy to względem atomów, które mają gdzieś tam w miarę stały rozkład i widać, że kurczę blade, coś tu się przestaje zgadzać, zaczyna się mocno rozjeżdżać. Jaki jest koncept na to? Koncept na to jest, że ta fala ingeruje w sposób, w jaki odbieramy rzeczywistość, bo właściwie sami jako po prostu żywa istota, właściwie wszystkie żywe istoty na planecie Ziemia, łącznie z planetą, jesteśmy jedną wielką anteną owych kosmicznych mocy. Można się z tym oczywiście nie zgadzać, ale to jak twierdzenie o tym, że Ziemia jest płaska. Myślę, że doskonale wszyscy widzimy, że nie jesteśmy niczym innym jak kosmiczną mocą. Jeżeli ktoś mieszka nad jakimś dużym akwenem wodnym zwanym morzem albo oceanem, proszę się przejść i przyjrzeć takiemu zjawisku, które się nazywa przypływy i odpływy. Dokładnie zjawisko grawitacyjne występujące na Ziemi, które jest skorelowane z Księżycem, mocami kosmicznymi i tak dalej. Nagle okazuje się, że te wszystkie cykle, które mamy na Ziemi, są związane z cyklami planet. To już nawet alchemicy dawno mówili. To są te słynne cykle Wenus i tak dalej.
Wpływy Saturna, Marsa i tych wszystkich bogów, jak później zaczęto to nazywać. W oryginale były to wpływy wszystkich planet, ponieważ bogowie z reguły reprezentowali te planety. Tu się pojawia taki wątek starożytności w tym wszystkim, proszę państwa. To jest bardzo intrygujące w tym wszystkim, bo ci starożytni mówili, że Jest taki czas, przynajmniej tak mówią legendy, kiedy tej mocy energii na świecie jest potężna ilość i ona aktywuje kilka procesów w naszej głowie, które normalnie są przy niskim poziomie energetycznym zablokowane. Chodzi chociażby o telepatię, o empatię, o tak zwane odczuwania pozazmysłowe. Jak by powiedział Pichon: imponderabilia. Pozdrawiam serdecznie Pichonta, jak tam słucha gdzieś. I teraz jak to zmierzyć? Bo właściwie okazuje się, że ta fala fotonów, nawet jak przyspiesza i nawet jak wylądujemy w środku tej chmury, to właściwie poza tym, że widzimy tylko moment uderzenia, kiedy fala wchodzi w ten układ, to widzimy ten pik. I pik z powrotem wraca do normy, czyli nagle się ustabilizowało.
Nie wiemy co, nie wiemy o ile podskoczyło do góry, nie wiemy jak. Ale coś jest nie tak. Inna sprawa, że wyliczenia fali Schumanna z prędkości światła są zatrważające. W cudzysłowie oczywiście zatrważające. Wygląda na to, że te częstotliwości tak spokojnie podskoczyły o chyba 10 herców do góry, przynajmniej tak liczone z zewnątrz. Czyli nie mamy już przysłowiowych siedmiu, tylko mamy tam jakieś 17 herców najniższego, gdzieś mniej więcej w tym zakresie. Intrygujące. Proszę państwa, to może jakaś przerwa na muzyczkę. A ja przypominam, że słuchacie „Hiperprzestrzeni”. A dzisiaj wracam do tematu roku 2012, bo on mi się bardzo kojarzy z historiami, które się aktualnie zaczęły dziać na świecie.
Starożytni mówili, że wszyscy będą fiksować troszeczkę, że niektórym odjedzie trochę na czaszkę i że usłyszymy niesamowite historie i że ludzie będą mieli poważne problemy ze sobą. Czy przypadkiem jesteśmy świadkami tego zjawiska? Czy nie jest to żadne mind control? Nie jest to żadne przedawkowanie substancji legalnych antydepresantów z oficjalnej apteki? A może jest to coś zupełnie innego? Ja optuję za tą trzecią bramką. Za tym, że jest to historia, o której opowiadali nam starożytni przez te setki, tysiące lat. Wykuwali to w kamieniu. Mówili cały czas o tak zwanym shifcie cywilizacyjnym, zmianie cywilizacyjnej. O tym, że jest to bardzo istotny moment.
Te wszystkie budowle są prawdopodobnie inspirowane zmianami cywilizacyjnymi, energetycznymi. Dlatego na przykład piramidy są ustawione tak, jak są ustawione. Ten fenomenalny moment z roku 2012 polegał na tym, że 24 grudnia, w nocy z 23 na 24, niebo było tak idealnie ustawione w Gizie, jak oryginalnie 12 000 lat temu wypozycjonowano w piramidzie. Dokładnie tak samo wyglądało niebo jakieś 36 000 lat temu w Gizie. Czyli jeżeli ktoś pozycjonuje te piramidy na taki konkretny proces, który się odbywa na niebie, to myślę, że nie przez przypadek. Tym bardziej że nie jest to jedyna piramida, która jest ustawiona dokładnie na ten moment w czasie i przestrzeni, bo tak samo są poustawiane te wszystkie piramidy w Mezoameryce i w Ameryce Środkowej, co jest też takim fenomenem swoją drogą. Inna sprawa, że echa tych zmian na świecie i jak to w ogóle wygląda, właściwie są chyba w każdej legendzie i w każdym micie na dowolnym istniejącym kontynencie na tej planecie. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana na żywca w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam oczywiście słuchaczy Radia Paranormalium i Radia Na Fali.
Pozdrawiam słuchaczy z zimnego miejsca w Kanadzie, którzy mają minus 31 stopni Celsjusza. Ale za to jaka zorza polarna! To musi być niesamowite. Ale wracajmy do tego. Ja uderzę do tej zorzy polarnej jeszcze dzisiaj, bo to też ciekawe zjawisko w tym wszystkim. Ale to za sekundę. Wracajmy do naszej opowieści o tym, co potencjalnie się w ogóle dzieje aktualnie z naszym światem, bo wygląda na to, że te zjawiska dotyczące, ja bym to nazwał, i to chyba jest taka moja ulubiona nazwa, manifestacji się troszeczkę innej percepcji rzeczywistości i niekoniecznie w taki sposób, który sobie wszyscy bez problemu radzą z tą nową opcją, z tą nową manifestacją, z tym czymś nieznanym jeszcze wcześniej. Słuchajcie, są słynne testy robione przez NASA między innymi, o których też już dawno wspominałem w „Hiperprzestrzeni”, związane z kartami i znaczkami na tych kartach. Także jest taka grupa testowa, która wysyła informacje myślami do załogi, która znajduje się gdzieś na promie orbitalnym, krążący dookoła planety Ziemia. I chodzi o to, żeby przesłać informacje telepatycznie.
I to się udaje bez problemu. Ta skuteczność jest naprawdę potężna. To jest odcinek, zdaje się, o polach morfogenetycznych, gdzie troszkę więcej na ten temat mówię. Na temat telepatii i wszystkich tych zjawisk. Bo o co chodzi z tymi zmianami rezonansu elektrycznego? Jest taka bardzo dziwna rzecz, którą zbadano już kilka razy. Nie raz, nie dwa, nie trzy. Bada się ją do dzisiaj. Mianowicie w jaki sposób ten rezonans elektromagnetyczny, taki bardzo delikatny, takie subtelne zmiany właśnie w tym polu oddziałują na naszą głowę. Zakłada się taki specjalny czepek z takimi czujnikami.
Tam są takie specjalne elektromagnesy i one emitują taki cichutki sygnał. Kiedy sobie siedzimy w tym czepku, zamykamy oczy. Pan laborant włącza urządzenie. Okazuje się, że zaczynamy słyszeć głosy z tyłu głowy, że zaczynamy mieć różne wizje. Troszeczkę nam się antena, którą nazywamy mózgiem, przestraja i zaczynamy odczuwać troszeczkę inną percepcję rzeczywistości. Bardzo podobnie jest w tak zwanych lustrach Kozriewa. To są te lustra, które chyba niektórym słuchaczom są znane. Taka duża spirala z aluminium, do której się wchodzi. Wygląda to jak ślimak z lotu ptaka. Tylko że to jest dosyć spora konstrukcja, wysoka zdaje się na dwa i pół metra czy jakoś tak.
Także tam się wchodzi do samego środka tego ślimaka, siada się i nagle okazuje się, że dostajemy wizji. Zaczynamy widzieć różne symbole geometryczne, w ogóle różne rzeczy. Nigdy nie stałem w takim zwierciadle Kozriewa, także ciężko mi tutaj cokolwiek mówić, ale opisy są naprawdę wow. Jak po niezłym tripie, bym powiedział, psychodelicznym. Gdybym miał okazję, bym spróbował od razu. Nie bałbym się absolutnie. Od razu bym wskakiwał na sam środek, wstawił tam krzesło i został tam na całą noc. Ciekawe co bym zobaczył. Wracając, bo mówiłem o tych starożytnych troszeczkę, bo ci starożytni pozostawili po sobie bardzo ciekawe znaki. Znaki związane, moim zdaniem, z pozyskiwaniem i korzystaniem z kosmicznej energii, która jeżeli to, co mówią ci niektórzy tak zwani odszczepieńcy astrofizyki jest racją, czyli jeżeli wchodzimy w tę potężnie naładowaną chmurę fotonową, energetyczną, plazmową, zwał jak zwał, w gigantyczny ładunek energii, to praktycznie wszystko, co żyje, automatycznie będzie się aktywowało do wyższego poziomu.
Czyli wszystkie rezonanse elektryczne, wszystkie rezonanse akustyczne, po prostu wszystkie wzrosną do góry i to znacząco i w ogóle wzrastają do góry, czyli generalnie są lepiej słyszalne, lepiej oddziaływują i tak dalej. Te oddziaływania możemy zauważyć. Są z tym w ogóle bardzo ciekawe rzeczy związane. Chociażby takie jak kwestia biżuterii, że jeżeli nosicie jakąś biżuterię, to teoretycznie to wszystko teraz będzie zachowywało się jak potężna antena i będzie na nas wpływało. Jeżeli coś macie na rękach, uszach, w nosie, na palcach stóp, gdziekolwiek, to zacznie troszeczkę bardziej pulsować. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo ten rezonans po prostu podskakuje w górę i wszystkie normalne, stałe substancje, które są zbudowane z atomów, które mają swój stały rozpad, będą to automatycznie wyczuwały. Pewne procesy zaczną nagle zachodzić szybciej, pewne procesy nagle zwolnią. Następuje takie zjawisko, o którym lubię często mówić, zjawisko transmutacji. Nie wiadomo, jak na to wszystko zareagować. Starożytni reagowali na to w ten sposób, że prawdopodobnie mocno z tego korzystali.
Miałem taką swoją teorię, że część tych wykutych wzorków w kamieniach była oryginalnie wypełniona troszkę inną substancją, że to nie były takie gołe wzorki, tylko wypełnione chociażby złotem albo jakimś metalem, który rezonował. Później zerwano te złoto, zerwano te okucia. Zresztą słuchajcie, są opisy nawet sięgające 500 lat do tyłu. Co się stało, kiedy Hiszpanie wylądowali w Ameryce Północnej i w Mezoameryce? Okazało się, że wiele z tych budynków było pokrytych na przykład złotem. Niektórzy twierdzą, że w celach religijnych. Ja bym był bardzo daleki od celów religijnych i tego typu tłumaczenia. Bardziej wygląda to na śmiałe, zdecydowane i bardzo świadome działanie konstruktorów, którzy doskonale sobie zdawali sprawę z tego, że jesteśmy w układzie dynamicznym i że wszystko tu rezonuje z siłami kosmosu, tak jak przypływy i odpływy i cała reszta tej opowieści. Te urządzenia były tak wykalibrowane, żeby odbierały ten rezonans, coś robiły, go wzmacniały albo przesyłały dalej. Tu spekulacji jest kilka.
Ja oczywiście mam jakąś swoją tezę na ten temat, ale dzisiaj ją zostawię gdzieś zupełnie z boku, może gdzieś tam kątem o niej wspomnę. Wracając do tych kamieni. Wygląda na to, że właściwie były wypełnione metalem. Stąd się bierze też specyficzny sposób obróbki metali przez starożytnych, że ten metal jest zawsze kuty, rzadko kiedy odlewany, jeżeli chodzi o duże ilości. Ten metal ma też takie dziwne, może nie tyle właściwości, ile dziwny skład chemiczny. Im starsza biżuteria, tym bardziej czyste jest to złoto, tym bardziej czysta jest ta miedź i lepsza gatunkowo. Także cofając się w czasie właściwie odkrywamy, że im dalej w las, tym lepszy jest ten las. Czyli zupełnie przeciwnie do teorii, że zaczęliśmy się od małpy, że pierw był rolnik, później miasta i tak dalej. Wszystko to dosyć mocno zaprzecza takim oficjalnym tezom, bo wygląda na to, że wcześniej była cywilizacja, która doskonale sobie z tego zdawała sprawę. Jak wcześniej wspomniałem o orientacji piramid, nie wydaje mi się, żeby to był absolutnie przypadek.
Tak samo nie wydaje mi się, żeby ktoś w kamieniu rezał wzorki, zadając sobie tyle trudu i znoju, szczególnie w granicie, po to tylko, żeby sobie wyrezać taki wzorek, żeby stanąć obok, powiedzieć: „Hej, pewnego dnia ktoś wymyśli aparat fotograficzny i zrobi sobie tutaj fotkę, sweet focie z owym starożytnym malunkiem albo starożytną rzeźbą, czymś takim. Zrobi sobie selfie”. Nic takiego, podejrzewam, nie chodziło tym ludziom po głowach. Absolutnie. Natomiast mamy ślady na przykład w biżuterii, że stara celtycka biżuteria i nie tylko, bo to też dotyczy Egiptu, dotyczy Azji i wielu innych miejsc, ma bardzo specyficzny wygląd. I gdyby tak się przyjrzeć uważnie, to właściwie wyglądają troszkę jak cewki elektryczne, jak urządzenia do odbioru jakiejś energii, bo tam wszędzie są vortexy. Doskonale już dzisiaj wiemy o tym, że energia dookoła nas, całe to pole eteryczne to są takie drobne małe wiry. To ma kilka swoich nazw w nauce, że są wiry tego, wiry siamtego i tak dalej. Tu nie będę was zanudzał tymi technicznymi sprawami. O tym wszystkim jest w syntezie, jak chcecie trochę więcej na ten temat posłuchać, bo jest to związane też z tematem pozyskiwania wolnej energii.
Wygląda na to, że te dawne urządzenia, czyli kawałek kamienia z metalem, który tam był, było wymyślone nie przez przypadek, tylko po to, żeby rezonowało razem. Czyli ten rezonans dookoła musiał być dosyć spory. Zresztą wracając z powrotem do tych wszystkich starych legend, mowa jest o Potężnej energii na Ziemi, która pozwalała ludziom na przykład korzystać z telepatii. I tu troszeczkę wrócę do owych testów z rezonansem elektromagnetycznym w naszej głowie, bo okazuje się, że kiedy zakłada się taki czepek w laboratorium i tam panowie grzebią, że tak powiem, tymi rezonansami po głowie, to zaczynamy mieć wrażenie, że słyszymy nie tylko swoje myśli, ale też cudze myśli, że nasza percepcja się dosyć znacząco rozszerza. Dokładnie to samo zjawisko następuje po substancjach psychoaktywnych, bo robi dokładnie to samo w głowie, czyli przestraja nasz rezonans elektromagnetyczny, rezonans naszego serca, naszego mózgu na inną częstotliwość, przez co łącznie z naszą skalą widzenia kolorów wszystko się poszerza. Dlatego wtedy, kiedy jesteśmy pod wpływem LSD albo pod wpływem psylocybiny czy też DMT, widzimy na przykład coś takiego jak podczerwień albo ultrafiolet. Widzimy naturalnie, a to są pasma, które normalnie są niewidoczne. Dzieje się taka ting, magiczna sztuczka i jakby ktoś otworzył drzwi przed nami i nagle widzimy, wow, brakujące kolory w tym paśmie, których normalnie na co dzień nie widać, bo nasza percepcja definiowana owym rezonansem elektromagnetycznym, czyli częstotliwością pracy naszej głowy, kompletnie wykasowuje tą część postrzegania rzeczywistości i po prostu tego nie ma. Nasze oko nie jest w stanie tego zarejestrować, natomiast kiedy tylko lekko przestrajam nasz mózg, nagle widzimy owe nieistniejące kolory, słyszymy nieistniejące głosy, widzimy zupełnie inny świat. I to jest ta tajemnica, która się za tym czai.
Oczywiście nikt oficjalnie nie chce za bardzo się tym zajmować, bo to troszkę taki trefny temat. Wiadomo, że substancje są nielegalne i to dosyć mocno w dzisiejszych czasach, bo jeszcze ktoś by został pacyfistą i przestał grać na giełdzie nowojorskiej albo przestał sprawdzać, czy karabin jest wystarczająco dobrze wypolerowany i czy ten pistolet w szafie leży we właściwym miejscu. Ale szamani dawno już mówili o tych rzeczach, że pewnego dnia przyjdzie taki moment konfrontacji, moment rozdwojenia się światów, że przyjdzie taka duża częstotliwość, że być może częścią z nas po prostu pozamiata. I to konkretnie pozamiata. Bo o ile z substancjami psychoaktywnymi mamy tą opcję, że ktoś może powiedzieć: „Wiesz co, ja wolę swój karabin, idę pobawić się w żołnierzyków i w zabijanie” i generalnie tą częstotliwość sobie ściąga w dół i nie ma z tym żadnego problemu. Natomiast ktoś inny wybiera sobie opcję, że jednak skorzysta z grzybów z psylocybiną i odczuje na sobie swoją własną istotę, miłość, świat i tak dalej. I nie ma tego problemu. Po prostu można sobie wybrać. Przy czym jedna opcja jest mocno nielegalna. Karabiny są absolutnie legalne w dzisiejszych czasach i nie niesie to za sobą żadnych konsekwencji, poza tym, że trzymając w rękach karabin zdaje się zarabia się więcej niż trzymając w rękach psylocybinę.
Tak to wygląda w dzisiejszych czasach. Tak jak wspomniałem, nie niesie to za sobą żadnych absolutnie konsekwencji. To jest tylko kwestia takiego czysto werbalnego wyboru, można powiedzieć. I możemy sobie stwierdzić, że ok, to chcemy być tym żołnierzem albo chcemy być tym kolesiem z drugiej strony, albo chcemy być tam, albo tu. To jest tylko taka logiczna gra, logiczna zabawa ze sobą. Natomiast jeżeli ta fala naprawdę grzmotnęła w ziemię, a wygląda na to, że właśnie wchodzimy w tą falę, właściwie już grzmotnęła w 2012 i teraz ten cały efekt powoli narasta, bo to wszystko jest procesem, to właściwie nie mamy żadnego wyboru. I wygląda na to, że jeżeli jest tak, jak mówią szamani, jeżeli jest tak, jak mówią ci niektórzy szaleni astrofizycy, których się astrofizyka sama wypięła, astrofizyka ich sama odrzuciła troszeczkę, bo to za bardzo rewolucyjne myślenie, żeby tam się wpasowało w ten cały nurt naukowy. Ale jeżeli tak właśnie jest, to wygląda na to, że nie ma wyboru przed nami, że jest coś takiego, co może zdefiniować nasze życie zupełnie z zewnątrz. I to nie chodzi o taką definicję, że to zmieni naszą osobowość, że to coś zrobi z nami, wykręci do góry nogami, jakiś mind control, nic z tych rzeczy, tylko że dostajemy dodatkowe narzędzia do ręki, narzędzia postrzegania większej, szerszej rzeczywistości niż normalnie. I te narzędzia mogą czasami przerazić.
I mi się wydaje bardzo często, czytając gdzieś tam i trafiając na opisy różnych ludzi, którzy mówią, że jest mind control i nie wiadomo co, że troszeczkę właśnie idzie w tym kierunku, że moment, kiedy otwiera się cała ta dodatkowa strefa w naszej głowie, jest momentem pozbawionym zupełnie jakiejkolwiek kontroli nad tym. Nie możemy tego kontrolować, nie da się tego kontrolować, nie ma takiej opcji, a tym bardziej dla ludzi, którzy byli bardzo mocno związani z materią. Ci, którzy zabierzeli swoje życie nauce i pojęciom z tej nauki wynikającym. I to tak jeszcze bez rozumienia za bardzo czasami tych pojęć, chociażby bez rozumienia, czym są te ultradźwięki, infradźwięki, jak to rezonuje i te częstotliwości elektryczne i tak dalej. I nagle tacy przyklejeni do materialnego świata lądują w sytuacji, kiedy cała ziemia usuwa im się spod nóg. I autentycznie słyszą głosy. Autentycznie dzieją się te wszystkie rzeczy w głowach tych ludzi. To nie są żadne czary-mary. To nie są wymyślone historie. Przynajmniej taka jest moja opinia.
Twierdzę, że to dzieje się naprawdę. Tylko że pytanie jest, skąd się to bierze. Oczywiście w dzisiejszych czasach, gdzie wszyscy żyjemy w takim horrorze, który sobie zafundowaliśmy w postaci naszej wspaniałej cywilizacji, pierwszą rzeczą, która nam przychodzi do głowy, to taka, że ktoś na nas poluje, bo ta cywilizacja jest oparta na, że tak powiem, syndromie łowcy i ofiary, na syndromie kata i ofiary, na syndromie pana, który jest władcą i chłopa feudalnego. Część tych ludzi automatycznie, zamiast sobie poradzić z tą emocją, zaczyna szukać w tym wszystkim jakiegoś horroru, wytłumaczenia logicznego, które wynika z ich logicznej konstrukcji świata dookoła. Tak według nich wygląda rzeczywistość i tak sobie to tłumaczą. Ja natomiast myślę, że jest chyba troszkę głębsza sprawa w tym wszystkim pogrzebana, taka naprawdę konkretnie głęboko zagrzebana, o której niewielu mówi. To jest kwestia rozumienia tego, że jesteśmy dokładnie tą samą energią, którą widzimy, kiedy patrzymy się w gwiazdy w nocy. To jest dokładnie to samo. Bo czym są owe gwiazdy? To jest w ogóle ciekawa rzecz.
Czy to, co widzimy, to są w ogóle gwiazdy? Okazuje się, że nie do końca. Właściwie nawet nie tyle nie do końca, ile w ogóle zupełnie inaczej. Jeżeli sobie sprawdzicie zdjęcia satelitarne robione przez chińskiego satelitę, przez rosyjskie satelity, nawet kilka zdjęć z NASA, zauważycie jedną fascynującą rzecz, że niebo jest czarne. Nie ma tam żadnych gwiazd. Normalnie widzimy gwiazdy tylko z Ziemi, natomiast kiedy wylecimy na orbitę pozaziemską, nie ma tej warstwy atmosfery dookoła Ziemi, która filtruje całą tą energię tak, że manifestuje się w postaci widzialnego źródła światła, czyli czegoś, co nazywamy gwiazdką na niebie. To w ogóle nie istnieje. Tam się nic tego nie manifestuje. Tam wszystko funkcjonuje gdzieś w pasmach podczerwieni, pasmach ultrafioletu. Wszystkie te zdjęcia z kosmosu są robione specjalnymi kamerami, które nie dość, że są specjalnie wyposażone w sprytne filtry, to jeszcze kręcą wszystko na specjalnych taśmach filmowych, bo to się okazuje, nawet do dzisiejszych czasów jest jedną z najlepszych metod nakręcenia czegoś w podczerwieni.
To właśnie specjalne taśmy filmowe, które są później specjalnie wywoływane, tudzież specjalne kamery do ultrafioletu. Generalnie wszystkie te zjawiska widać dokładnie tylko w tych pasmach. I nawet gorzej, bo kiedy obserwujemy kosmos w tych pasmach z orbity, to widzimy między innymi niezidentyfikowane obiekty latające, które normalnie są niewidoczne. Z tymi obiektami latającymi, o których nie mamy pojęcia, co to jest i skąd się bierze, jest też historia, że są robione zdjęcia na Ziemi. Jedyne oficjalne zdjęcia, że naprawdę są to potwierdzone niezidentyfikowane obiekty latające są albo z radarów, albo z filmów, które są kręcone na taśmie podczerwieni, na takim dziwnym paśmie, które jest normalnie niewidoczne dla nas. To czasami się zdarza właśnie przy substancjach psychoaktywnych, kiedy nam to pasmo się poszerza i widzimy trochę więcej, że zaczynamy dostrzegać rzeczy na niebie, które normalnie wydawałoby się nie istnieją. One jednak, jak się okazuje, istnieją. Tylko nie każdy z nas ma możliwość i okazję kręcenia tego wszystkiego w podczerwieni albo ultrafiolecie na co dzień, tak żeby móc sobie to później sprawdzić. Co najwyżej możemy skorzystać z psylocybiny albo LSD, albo DMT, albo czegokolwiek i w ten sposób poszerzyć swoją własną percepcję, w ten sposób zobaczyć to, czym to w rzeczywistości jest. Wygląda na to, że wielu z nas sobie z tym absolutnie nie radzi.
Tu z powrotem taki powrót do tych wszystkich szamanów i tych opowieści, które zostały po naszych dziwnych, tajemniczych przodkach, że często się mówi właśnie o takim momencie krytycznym, momencie przejścia z jednego stanu do drugiego. To jest taki moment, do którego trwa jakieś zjawisko, następuje takie przepięcie, nie wiem, jak to nazwać właściwie, przełożenie wszystkiego na drugą stronę i od tamtej pory świat kręci się w drugą stronę. Wielu z nas, zastanawiając się nad tym, podejrzewam, zastanawia się nad katastrofą 12 000 lat temu. Wygląda na to, że właściwie te katastrofy też są skorelowane z tym, co się dzieje na niebie w jakiś dziwny sposób. To w ogóle długo można by na ten temat mówić, bo są to sprawy związane chociażby z wykopaliskami archeologicznymi, które pokazują, że nie do końca jest to tym, co nam się wydaje, że było, że tylko i wyłącznie lodowce się roztopiły, że jakieś ocieplenie globalne albo chłodzenie globalne, albo jakaś planeta wybuchła. Nie do końca to się wszystko klei do kupy razem z tym pomysłem. Inna sprawa, że ten pomysł na takie, a nie inne funkcjonowanie kosmosu jest tylko i wyłącznie taką fantazją naukową, w której żyjemy i próbujemy się dostroić do tej fantazji naukowej. To, co właśnie owi szamani mówią, to to, że jeżeli będziemy dalej próbowali się dostroić do naszego obrazu rzeczywistości, który jest bardzo wąski i bierze się z tego czasu, w którym dorastaliśmy, z tego wąskiego pasma, w którym nie widać tych wszystkich pozostałych rzeczy. Jeżeli się przywiążemy do tego, będzie bardzo poważny problem, bo nagle zaczniemy widzieć rzeczy, których normalnie nigdy w życiu nie widzieliśmy, nikt nas na to nie uprzedził, a na dodatek wszystkie te rzeczy oczywiście kompletnie przeczą wszystkiemu, czego się o życiu nauczyliśmy. I to tak dosyć mocno przeczą i nie wiadomo, w którą kieszeń to włożyć.
Właściwie nie ma takiej opcji, żeby gdzieś to włożyć, bo właściwie nigdzie to nie pasuje. Tu się zaczyna taka chyba zabawa z naszym dualizmem i z tym, jak się wykształciliśmy jako cywilizacja, w co pokładamy swoje nadzieje, co wydaje nam się sensownym pomysłem na wytłumaczenie wszystkich rzeczy, czyli ów szalony dualizm, że ciało jest czymś osobnym, umysł jest czymś osobnym i tak dalej. Nie bierzemy tego wszystkiego jako jedną całość i też z kosmosem, taką całość integralną, że nie tylko my, istotki, które mają tutaj dwie łapki, dwie nóżki i się szlajają po tej planecie, tylko część wyładowania tej kosmicznej energii, która jest po prostu w ruchu, jest dynamiczna. A to, czy się szlaja, czy ma łapki dwie, czy nawet cztery, czy sześć, to już naprawdę najmniej istotna sprawa, bo tu się okazuje, że tych istot jest dookoła nas masę. Ten shift cywilizacyjny spowodował to, że kompletnie zapomnieliśmy o tym zjawisku. Kompletnie. Wpadliśmy w taką pułapkę wyjaśnienia sobie takich dla być może pradawnych ludów, dla szamanów czegoś oczywistego, a my próbujemy to sobie wyjaśnić w zupełnie jakiś taki połamany sposób. Efekt jest taki, że właściwie Zaczynamy z powrotem odtwarzać swoją zabawę w horrory, czyli to, co normalnie robiliśmy w tej cywilizacji, strasząc się nawzajem. Dawniej się straszyliśmy zimną wojną, później straszyliśmy się konfliktem zbrojnym, później złodziejami, którzy ukradli nam kurczę z kieszeni. A w dzisiejszych czasach straszymy się z kolei tym, że jakieś rządy nas prasują, zabierają nam naszą osobowość, wypierają mózgi, wkładają coś innego do naszej głowy, a my później jesteśmy zupełnie innymi ludźmi.
A jak się okazuje ludźmi dalej jesteśmy tymi samymi i tu się niewiele zmieniło. Jest masa świetnych eksperymentów związanych chociażby z przeszczepami narządów, które pokazują, jak funkcjonuje nasz organizm i jak jest dostrajany do siebie. Jasno i wyraźnie widać, że nie ma dwóch takich samych organizmów na świecie, że nie da się po prostu dostroić. To, o czym wcześniej wspominałem, to są te wspomnienia, które dostają wszyscy ci razem z przeszczepem z poprzedniego życia. Jeżeli sobie przeszczepisz pacjentko i pacjencie nerkę od kogoś, kto grał na fortepianie, a ty nigdy nie grałaś, ty też nie grałeś, to może się okazać, że pewnego dnia macie pociąg do fortepianu, ponieważ gdzieś ta pamięć mięśniowa została w tym wszystkim. Tu stoi za tym taki dosyć solidny koncept, że właściwie nasze ciało jest nie tyle skafandrem kosmicznym, ile jest akumulatorem, który podtrzymuje naszą świadomość tutaj. Poniekąd też skafandrem, można tak to nazwać od biedy, ale generalnie bardziej jest to nasz akumulator. Jest to taka fizyczna część tego, czym jesteśmy i ta fizyczna część jest właśnie akumulatorem energii orgonowej, która nas tworzy. Dzięki temu mamy możliwość zobaczenia, że słońce świeci, księżyc jest na niebie, gwiazdki świecą. Możemy sobie poszlajać tymi nóżkami po planecie w lewo i prawo.
Dlatego właśnie, że jesteśmy tym akumulatorem, kumulujemy tą energię. O tym nikt za bardzo nie chce mówić, bo to jest takie troszeczkę jak można kumulować energię w czasach, kiedy najpopularniejszy jest strach. Trzeba się bać wszystkiego, ciągle mówimy, że ktoś nam coś zabiera. Zabiera, jasne, cały czas. Mamy nieustającą gonitwę podatków, nieustającą gonitwę rządów, nieustającą gonitwę wojen. Ale to jest taka gonitwa zewnętrzna. A teraz pytanie, co się dzieje w naszej głowie, kiedy jesteśmy prasowani tym wszystkim? Może być tak, że właśnie pojawi się jakiś szałowy pomysł na mind control i zaczniemy uwierzyć w to, że jesteśmy wszyscy kontrolowani odgórnie przez jakieś rządy za pomocą wysyłania nam jakichś dziwnych fal. Ja z tym tak nie do końca się zgadzam. Tak jak powiedziałem, jakoś tak do tej pory nie spotkałem ani grama technologii, która by mogła za tym stać.
Poza oczywiście tą jedną technologią, która się nazywa mikrochipy. Jest to jedyna opcja, gdzie można się dostać do człowieka i coś z nim robić. Innej jakoś specjalnie nie widzę. Ale to, co widzę, moi drodzy, to pojawiające się wizje. To jest owo rozdwojenie światów, że ci, którzy właśnie zostali na tej, jak się popularnie mówi, niskiej wibracji, czyli bardzo mocno sklejeni z materią, będą mieli coraz większy problem, bo zjawiska, które będą się odbywały w ich świecie percepcji, tym, co postrzegają, będą coraz częściej wyrastały poza jakiekolwiek ramy ich logiki. Doskonale to rozumiem. Pamiętam swój pierwszy trip, taki dosyć poważny przy ayahuasca, że naprawdę poczułem się mocno zaskoczony. Albo po salvia naprawdę bardzo mocno zaskoczony. W życiu się nie spodziewałem, że świat może wyglądać w ten sposób. Tego się po prostu nie da opowiedzieć.
I jeżeli to się dzieje tak na co dzień człowiekowi, który nie jest na to przygotowany, nie to, żeby ktoś musiał być specjalnie na to przygotowany, ale jeżeli po prostu nie wie, skąd to jest, nie wie, skąd to się bierze, to może być bardzo poważny problem, takie zderzenie z cywilizacją, bo intensywność tych wizji, intensywność tych doznań jest dokładnie taka sama jak tych wszystkich werbalnych doznań. To jest dokładnie to samo doświadczenie. Tu nie ma żadnej specjalnej różnicy. To tylko my sobie wymyśliliśmy, że na przykład sen jest mniej istotny, bo jest snem. Wizje nie są ważne, bo są wizjami, a ważniejszy jest na przykład nasz portfel albo nowy model telefonu, albo nowy model samochodu, albo coś w tym stylu. I to jest dla nas takim clou całej zabawy. Nie zdajemy sobie zupełnie sprawy z tego, że to tylko drobny ułamek tego wszystkiego. Taki naprawdę bardzo drobny. I tu z powrotem wracając do gwiazd. Chociażby kwestia ze Słońcem, która jest chyba najbardziej intrygującym zjawiskiem, jakie nas dotyczy, bo Słońce oryginalnie jest niewidoczne, jest czarne.
Nawet kosmonauci mówią, że właściwie Słońca nie widać, widać tylko odbicie słoneczne. Jeżeli ten promień pada na przykład do wewnątrz statku kosmicznego, to widać, że coś tam oświetla. Ale to jest odbicie z odbicia. Dopiero ono w tej atmosferze jest w stanie coś tam zrobić. Jeżeli są jeszcze specjalne filtry na tych oknach w statkach kosmicznych i stacjach orbitalnych. Ale tak normalnym ludzkim okiem po prostu Słońca nie widać. Jest po prostu czarne. Żeby zrobić zdjęcie Słońca, trzeba użyć właśnie specjalnych filtrów ultrafioletowych, podczerwieni i tak dalej, magnetycznego filtru, że się właściwie fotografuje zjawiska elektromagnetyczne. No i kilka innych rzeczy. Generalnie ludzkie oko w ogóle nie widzi Słońca.
Słońce dla nas tak optycznie, jeżeli wyskoczymy poza tą planetę i poza wszystkie te strefy, właściwie nie tyle układ słoneczny, ile wyskoczymy poza naszą orbitę, to zobaczymy, że właściwie jest ciemno. Ciemność, proszę państwa, kompletna ciemność. Czyli kolejny taki dowód, że właściwie czy chcemy, czy nie, jesteśmy tym zjawiskiem energetycznym, bo my jesteśmy końcówką tej anteny, która odbiera ten cały sygnał z kosmosu. Dlatego właśnie widzimy te sygnały. Inna sprawa, że jak nam się poszerzy, to widzimy troszkę więcej sygnałów i chyba wygląda na to, że nie jesteśmy specjalnie przygotowani na ten moment cywilizacyjnie, a wręcz odwrotnie. Właściwie zrobiliśmy wszystko, żeby o tym zapomnieć, żeby w ogóle nie wpaść na taki pomysł. I tu się pojawia bardzo ciekawa koncepcja związana właśnie z tym polem energetycznym, które zaczyna obejmować nasz cały układ gwiezdny, cały układ planetarny, naszą planetę Ziemię i Słońce. Pomysł jest taki dosyć radykalny, o którym zdaje się kiedyś wspominałem. Mianowicie chodzi o tak zwane trzy dni ciemności, że może być ten moment Interferencja fal, ponieważ ta energia, która do nas płynie, płynie troszeczkę szybciej. Nie wiemy czy troszeczkę, czy zdecydowanie mocniej, szybciej.
Ale generalnie ustalmy, że troszeczkę szybciej niż światło. Jest ten moment, kiedy trafia w nas i wszystko się synchronizuje. I moment, zanim się zsynchronizuje, to jest moment wahnięcia się tych różnych częstotliwości, chociażby częstotliwości Schumanna. Teraz ostatnio NASA wreszcie się przyznała, że faktycznie jest coś takiego jak osłona orgonowa dookoła Ziemi. Nie używają słowa orgon, bo to jest niebezpieczne słowo dla nauki. Jeszcze by się okazało, że Wilhelm Reich miał rację. Ale używają słowa, że to jest taka specjalna otoczka, która chroni Ziemię przed tymi wszystkimi impulsami. Jasne, na Ziemi się nic nie stanie. Dlatego właśnie nasz odczyt tych wszystkich rezonansów Schumanna ciągle jest ten sam, tylko widzimy co najwyżej skoki, że raz wyskakuje jakaś tam amplituda i wraca z powrotem. Natomiast w kosmosie już poza Ziemią ten odczyt jest troszeczkę inny.
I efekt może być taki, że jak ta fala ominie Ziemię i to takie nie wiem, czy epicentrum fali, czy już tak konkretnie załadowana, bo to też są tylko spekulacje na ten temat. My właściwie nie wiemy, o czym mówimy, bo jest to coś, co wymyka się naszemu pojęciu. Coś, co zasuwa być może 600 razy szybciej niż światło. Może 6000 razy szybciej niż światło. To światło jakby korzysta z tej fali, propaguje dopiero na niej. A to, co jest pod spodem, to my nie mamy pojęcia w ogóle, co to jest. Efekt może być taki, że interferencja tego uderzenia będzie taka, że na trzy dni nasza atmosfera przejmie właściwości rezonansowe tej fali tylko po to, żeby się dostroić, żeby Ziemia się mogła dostroić. I na te trzy dni może zniknąć słońce z naszego pięknego nieba, mogą zniknąć gwiazdy i wszystkie te cudowne rzeczy, które widzimy, kiedy leżymy na łące pośród pięknego, pogodnego wieczora i obserwujemy sobie, jak wstają gwiazdy na niebie. Może być tak, że tego po prostu nie zobaczymy przez te trzy dni. Jest to taka bardzo mocna hipoteza.
Nawet tacy kolesie jak NASA się zajęli tą hipotezą i nawet oni gdzieś tam powoli wspominają, że może być tak, że może być słońce niewidoczne przez jakiś czas. Ale dobrze, bo i tak w sumie wszyscy mamy latarki, coś w tym stylu, ale nawet oni o tym wspominali. Kochani, naprawdę aż zaskakujące jak to się odbywa, że od Indian Maya, bo właściwie ta legenda o tych trzech dniach ciemności pochodzi tak oryginalnie, przynajmniej w naszej cywilizacji, od Indian Maya i tego całego wydarzenia związanego z rokiem 2012. Inna sprawa, że te trzy dni się powtarzają nieustannie. To jest moment, kiedy coś tam wschodzi nad ziemię, zaczyna się nowe życie. W wielu religiach jest ten cykl trzydniowy. Wygląda na to, że być może podczas przesilenia w tym roku zimowego, czyli na tak zwane Boże Narodzenie, może się coś tak wydarzyć. Nie można tego nazwać szacunkami, ale NASA tak przebąkuje, że może być taka szansa, że tam na trzy, cztery dni zniknie nam słońce z horyzontu i w ogóle nie zobaczymy nic na niebie. Będzie po prostu ciemno. I wygląda na to, że ta fala gdzieś tam dochodzi.
Nie wiem, na jakiej podstawie NASA wysnuwa swoje refleksje. Myślę, że na całkiem solidnej, bo mają troszeczkę tych satelitów, które latają dookoła. Mają trochę tych satelitów, które latają nawet trochę dalej niż dookoła, gdzieś tam w kosmosie i wysyłają te dane. Gdzieś tam tą falę rejestrują. A ta fala może nie tyle jako sama jest widoczna, bo my jej absolutnie nie widzimy. Natomiast efekt działania tej fali i oddziaływania na planety dookoła, na Układ Słoneczny jest dosyć mocno widoczny. To jest chociażby to ocieplenie klimatu, ale takie globalne w naszej całej galaktyce, że temperatura na Wenus, na Marsie, na Saturnie się po prostu podnosi. I to nie jest tylko temperatura Ziemi. Także chłopaki chyba wiedzą, o czym mówią i chyba nie chcą powiedzieć za dużo, żeby nie wyjść na głupków, bo może być taka historia, że nic takiego się nie wydarzy oczywiście. I wtedy byłoby: „Hehe, ale głupki”.
A może być tak, że się wydarzy i nikt właściwie nie wie, co się wydarzy. To jest dokładnie jak bycie w małej łódce na środku oceanu podczas takiej gigantycznej fali tsunami. Dla nas ta fala nie istnieje, bo my cały czas widzimy prosty horyzont, ale kiedy ta fala dobija do brzegu, to nagle się okazuje, że ma wysokość 12-piętrowca i zalewa wszystko i mieli dosłownie na miazgę wszystko, co się znajduje w zasięgu tej fali. Ale dla nas na łódce na środku oceanu to właściwie nie istnieje ta fala jako taka. Może tak być. Przynajmniej takie są postulaty właśnie owych wyklętych troszeczkę przez naukę astrofizyków, którzy mówią o tej dziwnej, plazmowej, naładowanej fotonowej fali, której nie widać, bo mknie z taką prędkością. To jest jedna rzecz. A druga rzecz to to, że rezonans tej częstotliwości jest inny i my nie jesteśmy w stanie tego zauważyć absolutnie, bo gdzieś to jest pomiędzy tym, co my odbieramy. I dopiero jak nam się przestawi troszkę częstotliwość odbioru rzeczywistości, to możemy wtedy zauważyć. Są w ogóle bardzo dziwne i bardzo intrygujące raporty, tak zwane trip raporty z podróży psychodelicznych.
W ciągu ostatnich lat ludzie zauważają, że cykl planety przyśpiesza. Jest to takie odczucie, które jest bardzo tożsame z wieloma użytkownikami substancji psychodelicznych. I wielu ludzi raportuje, że czuje, jakby nadchodziła jakaś kumulacja, jakaś fala. Oczywiście zawsze można powiedzieć: „Okej, koleś jest na kwasie albo jest na grzybach. Na pewno, on to wszystko widzi”. I generalnie się śmiali z tego. Ale wygląda na to, że jest to właściwie taki bardziej globalny nurt. Bardzo dużo ludzi mówi o swoich odczuciach, ale jak zaznaczyłem, te odczucia są bardzo istotne i są dokładnie tak samo ważne, jak nasze odczucia ze świata materialnego, bo dalej jesteśmy dokładnie tą samą osobą, tylko mamy poszerzoną świadomość, poszerzone spektrum dostrzegania tej całej rzeczywistości. Może być tak, moi drodzy, że to wszystko właśnie teraz powoli się składa. Inna sprawa, że jeżeli się przyjrzymy na to, co się dzieje na świecie, to mamy potwierdzenia czysto fizyczne.
Pojawiają się na przykład dziwne okrągłe otwory w ziemi. Ziemia się zapada w taki dziwny sposób, a nie ma tam żadnych kopalni na dole, nie ma żadnych fizycznych powodów, dla których ta ziemia miałaby się tam zapaść. Mówi się, że są cieki wodne i tak dalej, a powstają idealnie okrągłe otwory. I te otwory wyglądają jak efekt działania plazmy, która się w jakiś sposób dematerializuje i robi nagle wyrwy w przestrzeni. Ciężko to wyjaśnić, ciężko to zrozumieć. Jedyna metoda, która jest najbliżej, to jest podejście, że świat jest cały elektryczną plazmą i że to są wyładowania w tej plazmie. Dlatego tak to się odbywa. Taka duża dematerializacja i zawsze w okrągłym, idealnym kształcie, ponieważ propagacja energii zawsze jest idealna. Tu nie ma żadnej lipy, moi drodzy. To są zawsze perfekcyjne, doskonałe kształty.
Tak samo jak orbity planet, które sobie latają dookoła. Tu się naprawdę nic specjalnie nie zmienia. I może być potwierdzenie od tej strony, że jeżeli takie rzeczy się pojawiają, takie zjawiska, że kawał masy, kawał ziemi nagle wyparowuje, to coś tu się dzieje dookoła nas. Co wy na to, moi drodzy? Ja tu mam taką refleksję i to jest taka moja dodatkowa, trzecia opcja w tym wszystkim, zupełnie nieuznająca tej całej historii związanej z mind control, tej całej historii związanej z kontrolą populacji. Tak jak wspomniałem, jeżeli ktoś chce kontrolować populację w dzisiejszych czasach, to naprawdę nie ma żadnego problemu. Bierze kilka karabinów, bierze czołgi, ustawia wszystkie gazety i telewizory na to, co mają mówić i po kłopocie. Naprawdę nie potrzeba żadnych wyrafinowanych metod. Zresztą kto by w dzisiejszych czasach używał wyrafinowanych metod? Po prostu wysyła się helikoptery z żołnierzykami.
W telewizji się mówi, że trwa właśnie wojna o demokrację i o pokój. I to wszystko. I to naprawdę kompletnie wystarcza. Tutaj nie ma żadnej potrzeby na żadne wysublimowane działania. Ci ludzie, którzy się tym zajmują, naprawdę nie są za bardzo wysublimowani od tej strony, także nie spodziewajmy się jakichś specjalnych cudów. Ja tu naprawdę bardzo mocno upatruję kwestii poszerzania się troszkę naszego spektrum odczuwania owych rezonansów. Inna sprawa, że same zeznania tych ludzi są bardzo dużo mówiące, można powiedzieć. Bo tak, słyszenie głosów, co jest bardzo charakterystyczną rzeczą, że zaczynamy słyszeć inne częstotliwości, zaczynamy słyszeć troszeczkę tak jakby cudze myśli, zaczynamy mieć kontakt z innymi bytami i tak dalej. To są bardzo tożsame rzeczy właśnie z owym przestrajaniem sobie owych rezonansów elektromagnetycznych w głowie, tudzież ze zjawiskiem, które nazywamy szamanizmem. Ta sama historia, opowieść dokładnie o tym samym.
A że żyjemy w cywilizacji, która jest zainfekowana potężnie strachem, gdzie właściwie strach nam się wpaja od dziecka, to w momencie, kiedy przychodzi do nas takie potężne doświadczenie, to pierwsze, co się może pojawić czasami u niektórych, to jest potężny strach. Jeżeli ten strach w nich naprawdę gdzieś tam głęboko mieszka od lat, to może być tak, że jedyną opcją na tłumaczenie sobie tych zjawisk będzie wyprodukowanie sobie kolejnej rzeczywistości, w której znowu ktoś chce nas skrzywdzić w jakiś sposób. Tak to wygląda troszkę z mojego punktu widzenia. Wolałbym się przyjrzeć tym sprawom właśnie od troszeczkę bardziej astronomicznej, alchemicznej, nawet powiedział strony kosmologicznej, bo jakoś mi się nie wydaje, żebyśmy byli przypadkowym zjawiskiem. Jakoś mi się nie wydaje, żebyśmy byli tak podzieleni, że tu ręka, tu noga. Zdecydowanie wydaje mi się, że jesteśmy jednością z kosmosem i że wszystkie te zjawiska, które się odbywają na niebie, dotyczą nas dokładnie w takim samym stopniu jak w drugą stronę. Jest to taka elementarna część naszej rzeczywistości. Zresztą myślę, kobiety doskonale wiedzą, jeżeli chodzi o cykle pełni księżyca, o czym mówię. Doskonale. Nie da się tego ukryć.
Nasza biologia o tym nam przypomina bardzo często. Także nie ma tu naprawdę żadnej tajemnicy. To chyba największy problem jest z nami, że nie potrafimy tego zaakceptować tak zwyczajnie. No i zobaczymy, co z tego będzie. Może być tak, że nasza percepcja postrzegania rzeczywistości sobie właśnie nie poradzi za bardzo z przejściem tego impulsu. Bo kiedy impulsy się nałożą na siebie, a będzie ich wystarczająco dużo i będzie, nie wiem, czy kumulacja tej fali, czy taki moment główny, kiedy już wszystko się idealnie dostroi, to ten moment dostrajania może wyglądać tak, że dookoła nas znikną wszystkie planety z nieba. My w tym czasie dostaniemy naprawdę potężnego tripu. Być może część ludzi kompletnie zwariuje i stwierdzi, że to jest rządowy spisek, który zgasił ogólnie słońce na niebie i że wszyscy teraz musimy się czegoś bać. Przerażające troszeczkę zjawisko, że musimy się ciągle bać i że ciągle się straszymy, że nie widzimy rozwiązania, tylko panikę. Ja bym tutaj polecał właśnie spojrzeć na to od tej strony kosmologicznej, od tej strony energetycznej, żeby wyrzucić strach z siebie, bo tu naprawdę mało jest jakichkolwiek wniosków.
Przynajmniej tak mi się wydaje. Inna sprawa, że oczywiście nie mam pełnej informacji na ten temat, bo nie siedzę w tych wszystkich tajnych centrach badawczych, także nie wiem, co tam badają, czy przypadkiem już nie wymyślili czegoś na nas, ale bardziej wygląda to na jakąś energię kosmiczną i to taką mocno kosmiczną. Jeżeli przyjdzie taki duży impuls, to mogą się dziać bardzo dziwne rzeczy. Jest raport z 1830 chyba czy 1850 któregoś tam roku, kiedy było takie potężne wyładowanie słoneczne. Taka potężna flara strzeliła. Była burza słoneczna. To już były czasy pierwszych telegrafów. W Stanach Zjednoczonych po prostu iskry skakały po drutach. Telegrafy samoczynnie się włączały i wyłączały. Działy się dziwne rzeczy i to było takie stosunkowo małe wyładowanie słoneczne.
To teraz jak walnie coś takiego, takie większe wyładowanie, to nie dość, że iskry mogą sobie poskakać, to jest jedna rzecz. To druga rzecz, że właśnie ta fala. Bo skąd się bierze ta ciemność? Właśnie ciągle mówię, że jak wejdzie, to się zrobi ciemno i tak dalej. A chodzi o to, że To jest jak wrzucanie kamyka do jeziora. Jeżeli ta fala przeleci dalej i odbije się od brzegu z powrotem z tą falą od kamyka, to przez parę chwil się zniesie. Taki efekt, jakbyśmy nakładali na siebie dwie te same częstotliwości, bo od słońca wraca dokładnie ta sama częstotliwość odbita. I może być tak, że jak wróci to odbicie od słońca, to wtedy zniknie nam słoneczko z pola widzenia. Taki pomysł, proszę państwa. To szaleństwo, które się ostatnio odbywa, to nie jest domena kontroli, obsesji, mind control, tego typu spraw.
Absolutnie. Mi się wydaje, że to szaleństwo widać wszędzie. Wystarczy, że spojrzymy na ludzi tak zwanego wielkiego biznesu. Zobaczmy, co robi Monsanto. Przecież to jest eksterminacja populacji na świecie. Zobaczmy, co robią wszystkie rządy na świecie. Przecież czym się zajmują ci ludzie, którzy siedzą w garniturach, krawatach i opowiadają wszystkie te mądre słowa? Zajmują się ludobójstwem na masową skalę. I oczywiście jest do tego termin, że to jest polityka, że to ma logiczne uzasadnienie, że jest ku temu pewien plan, że każdemu będzie lepiej. Zobaczmy, jak mocno świat zwariował, jak dużo ludzi popadło w taką obsesję, że zostali już mordercami i wytłumaczyli sobie w głowie, że to jest wszystko okej, że na tym to polega.
I to nie dotyczy tylko ludzi, którzy mają problem ze zrozumieniem swoich doświadczeń, tylko to dotyczy całego świata. Jesteśmy na momencie peaku. Jak mawiał Terence McKenna: „To jest czas końca historii”. I chyba na to wygląda, że to jest czas końca historii, moi drodzy, bo jeżeli tylu ludzi świruje dookoła i to nie tylko mówię o tych, którzy twierdzą, że rząd ich podsłuchuje w ich własnej głowie, tylko mówię w ogóle o świecie, który nas otacza, to może coś w tym być. Zresztą Indianie i nie tylko Indianie, bo na wielu różnych kontynentach owi szamani mówią bardzo ciekawe rzeczy, że jesteśmy w momencie transformacji, w momencie przejściowym, że ta fala nadeszła i powoli nas ogarnia to wielkie kosmiczne tsunami, które może się troszkę rozładować na tej planecie. Ja się tego zupełnie nie boję. Mnie by się nawet podobało, bo wydaje mi się, że jeżeli tak strzeli, to będzie niezły moment, bo możemy wszyscy zacząć widzieć troszkę w podczerwieni. Możemy wszyscy wtedy zacząć widzieć aurę dookoła tak normalnie, naturalnie. To są te wszystkie rzeczy, o których wspominają starożytne legendy, że ludzie kiedyś widzieli aurę, że ludzie kiedyś czuli siebie nawzajem. Mogą runąć wszystkie sprawy związane z kontraktami i światem, jaki znamy, bo nagle się okaże, że kłamstwo ma krótkie nogi, bo o ile kłamstwo funkcjonuje tylko i wyłącznie na bardzo niskim poziomie percepcji rzeczywistości, bo jesteśmy w stanie komuś wcisnąć kit, bo wiemy, że nie siedzi w naszej głowie.
Wiemy, że on nie wie o tym, o czym wiemy my. I możemy powiedzieć: „To wcale nie jest tak. To jest tak i tak”. I to przejdzie. I to przechodzi. Jeszcze mamy z tego jakieś korzyści, benefity. Na tym się opiera praktycznie całe sprzedawanie wszelkich możliwych dóbr na tym świecie, na wciskaniu ludziom kitu. I wszyscy udają, że się świetnie z tym czują tylko dlatego, że nie mówią do końca całej prawdy. Teraz sobie wyobraźmy sytuację, że czy chcemy, czy nie, jesteśmy skonfrontowani z prawdą absolutną. I to prawdą o sobie, prawdą o człowieku, z którym rozmawiamy w tym momencie i praktycznie nie da się za bardzo skłamać.
Są takie opowieści o tym dziwnym czasie transformacji, kiedy to wszystko się zmieniało. Gdzieś tam zapisane w egipskich legendach, jak to ludzie byli sobie równi. Wszystkie te rzeczy, które tak niesamowicie bajkowo brzmią z naszego punktu widzenia dzisiaj, takiego człowieka, który mieszka w takim stechnokratyzowanym, feudalnym świecie, może brzmieć dziwnie. Jak będzie, moi drodzy? Sam nie wiem. Sam nie mam pojęcia. Generalnie bardzo podoba mi się ten koncept z trzema dniami ciemności i jestem absolutnie za. Jeżeli coś takiego miałoby się wydarzyć, to wchodzę w to obiema nogami, obiema rękami i absolutnie się nie boję. A co z kontrolą umysłu? Co z tymi wszystkimi rzeczami?
Mam taki pomysł, że świetną metodą na testowanie tego, czy naprawdę ten człowiek funkcjonuje w sferze swoich własnych iluzji i próbie tłumaczenia wizji, których nie chce po prostu przyjąć do siebie, jest wysłanie go na jakiś solidny trip i skonfrontowanie go z samym sobą. Złamanie tej ostatniej granicy, tej ostatniej bariery, kiedy jeszcze jesteśmy w stanie siebie oszukiwać, jeszcze jesteśmy w stanie budować jakieś skrupuły dookoła siebie i wierzyć w te skrupuły. Jeżeli to runie, to w tym momencie wiadomo, co tam tak naprawdę siedzi w nas samych. Także to jest taki najprostszy test i może być tak, że ten test przyjdzie do nas prosto z kosmosu. Kto to wie? Kto to wie, proszę państwa? I to było tyle moich dzisiejszych rozważań na temat owych refleksji po roku 2012, proszę państwa, w tej dzisiejszej hiperprzestrzeni. Także dziękuję serdecznie za słuchanie. Pozdrawiam was wszystkich i słuchaczy Radia Na Fali, Matczynego Radia i Radia Paranormalium, które transmituje hiperprzestrzeń. Dzięki wielkie za bycie, za słuchanie.
Pozdrawiam oczywiście wszystkich z was, którzy słuchacie tego offline gdzieś tam nie wiadomo gdzie. Peace and love, kochani. No i pozdrawiam wszystkich mecenasów sztuki falowej. Trzymajcie się kochani i dzięki za wspieranie radia, ponieważ mogłem szybko zareagować i mam już nowy statyw, który się nie złamał. Zadziałał i chyba jest okej. Także dzięki wielkie jeszcze raz za wspieranie, za słuchanie i za bycie w tym kolejnym w radionafali.com. Zapraszam na kolejny odcinek „Hiperprzestrzeni”. To mówiłem ja, Tomek.