[00:00] - Rozpoczynamy w Radiu Paranormalium kolejną, szóstą już debatę ufologiczną, w której tak jak chcieliście, drodzy słuchacze, będziemy kontynuować wątek sprzed tygodnia. Czyli będziemy odpowiadać na takie i inne pytania odnoszące się do dowodów na wizyty bogów na naszej planecie w przeszłości. Właściwie będzie to taki spór o starożytnych kosmitów. Mieliśmy troszkę problemów technicznych, ale już te problemy usunęliśmy. Dzisiaj w naszej debacie udział będą brać: z tej strony Marek Sęki „Welius”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Arek Patarek, wyjątkowo drogą telefoniczną. Witaj, Arku.
[00:56] - Witam serdecznie. Witam ciebie. Cieszę się, że mogę z wami być i przepraszam za problemy, bo to były problemy niestety po mojej stronie.
[01:04] - Rząd światowy zepsuł Arkowi mikrofon. Ale Arek się nie poddaje, jest dzisiaj z nami. Z nami dzisiaj jest również Piotr Cielebiaś, współzałożyciel portalu infra.org.pl.
[01:15] - Witaj.
[01:16] - Jest również z nami Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej.
[01:22] - Dobry wieczór.
[01:23] - Jest również znany i lubiany przez słuchaczy Radia Paranormalium Chris Miekina.
[01:29] - Witam wszystkich. Cześć.
[01:31] - Zanim rozpoczniemy naszą debatę, przypomnę, że debata jest oczywiście realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, jak również na naszym profilu na Facebooku facebook.com/radioparanormalium. Jesteśmy także na profilu portalu Infra. Czekamy także na pytania na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl.
[02:22] - Ja może zanim zaczniemy, to pozwolę sobie na takie krótkie podsumowanie, bo dzisiaj wiele osób może myśleć, że mamy powtórkę sprzed tygodnia. Nie, dzisiaj mamy kontynuację tego samego wątku. Dzisiejsza debata nosi tytuł „Spór o starożytnych kosmitów” lub „Spór o starożytnych astronautów”. Podjęliśmy już wiele zagadnień, brakło nam czasu na dokończenie i dzisiaj będziemy kontynuować, mając w pamięci to, co żeśmy ostatnio ustalili. Dzisiaj mamy troszkę inne grono. Brakuje kilku rozmówców sprzed tygodnia. Dołączył za to Chris. Chrisa wypytamy o kilka rzeczy, tym bardziej że jest to osoba, która na własne oczy widziała pewne budowle, o których na pewno będziemy mówić. Także chciałbym zachęcić wszystkich do zadawania pytań. Dzisiaj będziemy się poruszać w następujących kwestiach tematycznych: kosmici w Biblii, dziwne budowle, nowe dowody na hipotezę paleoastronautyczną i tak dalej.
Widzę, że już nawet przyszło pierwsze pytanie, czyli widzę, że ta ostatnia debata bardzo pobudziła wszystkich do myślenia. Ale zacznijmy od pierwszego pytania, Marku.
[03:55] - Tak, właśnie pierwsze pytanie brzmi: jak myślicie, jakie cele przyświecały obcym, którzy hipotetycznie pojawili się na Ziemi u zarania cywilizacji? Czy chcieli być katalizatorem przemian i nauczycielami ludzkości, czy może zjawili się tu przelotem i odegrali swoją rolę zupełnie przypadkowo? A może raczej rację miał Sitchin i jego hipoteza Adamu, robotnika bogów? Co panowie o tym sądzicie? Może na początek Piotr Cielebiaś.
[04:29] - Mnie jest trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, dlatego że jak już powiedziałem tydzień temu, wydaje mi się, że istnieje co najmniej kilka możliwych wytłumaczeń na różne fenomeny opisane w literaturze paleoastronautycznej. Z mitów wyłania się pewien obraz, który mówi, że wyglądało to na umyślne postępowanie. Oczywiście, jeżeli przyjmiemy, że te mity mówią prawdę i że rzeczywiście miała miejsce jakaś ingerencja istot z kosmosu. Natomiast Francis Crick, fizyk, noblista, filozof, miał troszkę inną wizję tej celowości. On uważał, że kosmici, jeżeli gdzieś istnieją, to są na tyle zaawansowani, że mogą wysyłać w przestrzeń takie próbniki z zalążkami życia. I genezis odbywa się właśnie w ten sposób. Czy oni się tu zjawili przelotem? Na pewno tak, dlatego że chyba nie zabawili na dłużej, nie zostali tutaj. Wszystkie mity mówią o odlocie bogów. Co ciekawe, zapowiadają ich powrót w wielu przypadkach.
Natomiast tak jak mówiłem tydzień temu, wydaje mi się, że istnieje bardzo dużoOtwartych wątków. To znaczy mamy zarówno rysunki naskalne, mity, relacje o vimanaach, mamy dziwne znaleziska. One tak naprawdę nie prowadzą do jednego konkretnego wniosku, ale do kilku innych. Prosty przykład: gdyby zgodzić się z hipotezą, że mity różnych ludów opisują realną ingerencję zaawansowanych istot na Ziemi, to w zasadzie trzeba przyjąć takie rozwiązanie, że każdy z tych ludów był odwiedzony przez jedną grupę tych obcych. Taki scenariusz się wyłania, dość chaotyczny z tego wszystkiego. Możliwe, że jednak jest to uwarunkowane wewnętrzną strukturą mitu i tak dalej, ale myślę, że nie odpowiemy na to pytanie jednoznacznie. Jeżeli chodzi o Sitchina i jego hipotezę Adamu, tutaj dyskusja otwiera się troszkę szersza, dlatego że od lat toczy się spór i ten spór się zaostrza o korzenie człowieka. Nawet na naszym forum ostatnio zobaczyłem, że toczy się dyskusja związana z pochodzeniem człowieka współczesnego. Nie oszukujmy się, w ostatnich kilku latach poczyniono bardzo ciekawe odkrycia odnośnie tego, kim właściwie jest człowiek współczesny, homo sapiens, bo dobrze wiadomo, że jest to temat niepoprawny politycznie. Badania takich osób jak Svante Pääbo na przykład, nie wiem, czy dobrze wynawiam to nazwisko, pokazują, że w zasadzie my, jako Europejczycy, jesteśmy potomkiem w pewnej małej części, nawet bardzo małej części, ale jednak, człowieka neandertalskiego.
Odkryto słynnego człowieka denisowiańskiego, którego potomkami są prawdopodobnie Azjaci. Niedawno odkryto również przodka Tybetańczyków. Wcześniej wiadomo było już, że Homo erectus dał swoją część współczesnym mieszkańcom Afryki. Także rewelacje Sitchina musimy rozpatrywać też w tej dyskusji, która w zasadzie nie jest skończona i dopiero wtedy, kiedy się dowiemy, naprawdę będziemy mogli o tym mówić. Natomiast trzeba też powiedzieć, że wielu uczonych, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, ci, którzy są przeciwnikami teorii ewolucji w pewnym względzie twierdzi, że to wszystko działo się jakoś inaczej. Na przykład tutaj akurat brytyjski fizyk Paul Davies twierdzi, ja już o tym mówiłem chyba, że możemy posiadać w sobie pewien ślad genetyczny. Jakiś taki marker będzie dowodem na to, że jednak ktoś przy nas, brzydko mówiąc, majstrował. Ale jeżeli chodzi o podsumowanie czy ustalenie, czy oni tutaj przylecieli raz, czy wiele razy, czy przypadkiem, czy do kogoś, czy się zatrzymali, czy zrobili to specjalnie. Moim zdaniem w obliczu tych dowodów, po których się poruszamy i na których są oparte wszystkie książki paraastronautyczne, jest niemożliwe. Dziękuję.
Może Chris?
[09:49] - Myślę, że jeśli chodzi o Sitchina, bo on w zasadzie jest tutaj pewnym symbolem tych właśnie przybyszów z kosmosu. Opisał to w dużej ilości książek. Właściwie wszyscy znają jego nazwisko, stał się częścią popkultury. I myślę, że opierając się na jego źródłach, które dla niektórych są bardzo kontrowersyjne, bo są to gliniane tabliczki tłumaczone później na setki innych języków. Wiele osób ma pretensje do Sitchina, że nie przetłumaczył tego tak, jak trzeba, że część rzeczy zmyślił. Inni uważają, że w ogóle nie znał języka starożytnych Sumerów. Mimo to jednak wyłania nam się pewien bardzo konkretny obraz tego, co wydarzyło się bardzo dawno temu, jakieś 250 000 lat temu. Czyli bardzo dawno temu. I te postaci Anunnaków, przybyszy z kosmosu, którzy stworzyli człowieka, bo chcieli coś osiągnąć, tworzą pewien obraz, który jest dla nas zrozumiały. Bo wyobraźmy sobie nas samych, którzy wyruszamy w kosmos w poszukiwaniu czegoś.
Na przykład obecnie jest masa dyskusji o tym, żeby eksplorować asteroidy. Na razie eksplorujemy asteroidy. Jeśli postęp techniczny pójdzie dalej w takim tempie, kto wie, być może już niedługo będziemy latać na jakieś inne planety, wydobywać rzeczy, które nam są potrzebne na Ziemi, być może tworzyć osiedla, być może szukać kolejnych elementów, o których jeszcze teraz nie mamy pojęcia. Ale już teraz wiadomo jest, że możemy to robić. Jak my na to patrzymy? Patrzymy tak, że oczywiście chcemy skorzystać coś dla siebie, chcemy coś stamtąd zabrać i w zasadzie nie za bardzo nas interesuje, czy tam coś jest, żeby stworzyć coś, co będzie jakimś benefitem dla tej planety, asteroidy czy czegoś takiego. I to samo wyłania się z opisów Sumerów w legendach o Anunnaki. Oni przybyli tutaj po coś, przybyli po to złoto, żeby naprawić sobie atmosferę i po prostu wykorzystać naszą planetę do swoich własnych celów. Przy okazji, żeby ten cel osiągnąć, zaczęli manipulować właśnie przy kodzie genetycznym.Homo erectusa głównie i chyba wynikiem tego jesteśmy my sami. Tu jest masa ciekawych historii i informacji związanych z tym, ponieważ nieoczekiwanie sumeryjska historia, która wydawałoby się, że jest tylko częścią tego regionu świata w Azji, nieoczekiwanie jej przedłużeniem jest to, co odkrył Michael Tellinger w Południowej Afryce.
Jeszcze raz nałożył tą swoją teorię na książki Sitchina i na to, co napisano w tych glinianych sumeryjskich tabliczkach. I okazało się, że byłoby to całkiem prawdopodobne, że Annunaki zaczęli wydobywać złoto w Południowej Afryce. Takim koronnym dowodem Tellingera na to są właśnie te kamienne kręgi, które znalazł w olbrzymich ilościach. Te kamienne kręgi zaczęto już notować i zauważać już na początku XIX wieku. Zainteresowali się nimi brytyjscy naukowcy, bo to była kolonia brytyjska. Jeden z nich, Bent, jeżdżąc konno po Południowej Afryce, w ciągu kilku tygodni naliczył ich 4000. Później okazało się, że liczba jest astronomiczna wręcz, gdy zaczęto je liczyć, analizując zdjęcia satelitarne. Okazało się, że tych kręgów kamiennych jest około 10 milionów, a być może jest ich jeszcze więcej i widać tylko te, które były położone na szczytach wzgórz i tylko są widoczne dlatego, że odkryła je erozja, wiatry i różne inne zjawiska atmosferyczne. Teraz, jak wszyscy wiemy, w Południowej Afryce są olbrzymie ilości złota i potrzeba jego zdobycia przez Annunaków zaczyna tu pasować. Tellinger spędził praktycznie 30 lat na tym, żeby w jakiś sposób połączyć obie te teorie: Sitchina i tą wersję południowoafrykańską.
I odkrył na końcu tak zwany Pałac Enki, który mieści się w tym wielkim Zimbabwe. Więc ta teoria, która dla niektórych wydaje się wręcz bajkowa, inni nazywają to mitami, być może była w jakiś sposób prawdziwa i ma swoje realne korzenie gdzieś rzeczywiście w tej odległej przeszłości. Ciekawe jest to, że kiedy oceniono, że te struktury mogą mieć około 250 000 lat, pokrywa się to z listą królów sumeryjskich, która, jeśli cofniemy się w czasie, również sięgnie 250 000 lat. Także dla mnie teoria Sitchina, jakkolwiek byłaby atrakcyjna, bajkowa, bardzo literacka, jest ciągle bardzo istotna i nie należy jej tak odrzucać w czambuł. Być może jest w tym jakiś sens. Myślę, że w taki sposób możemy na to patrzeć.
[14:54] - Arek Kocik, Warmińsko-Mazurska Grupa Ufologiczna. Prosimy.
[14:59] - Ciężko tutaj dodać coś do przedmówców. Faktycznie temat został wyczerpany, dlatego że jeżeli nawet przylecieli tutaj tak, jak zakładaliśmy w poprzedniej dyskusji, nie był to jeden przylot, tylko wiele. Z rysunków wynika, że wygląd tych przedstawicieli obcych cywilizacji może być różny, a więc i powód, dla którego tutaj przylatują, może być również różny. Mówię „przylatują”, bo to w sumie nie skończyło się na czasach prehistorycznych, historycznych, tylko to jest przez cały czas. Przez cały czas mamy do czynienia z jakimiś kontaktami mniej lub bardziej ważnymi. Niemniej jednak zawsze jakieś tam są. Jeżeli chodzi o teorię Sitchina, to jest to bardzo fajna teoria. To jest odpowiedź na wiele zagadek, jakie są. Nawet jeżeli wziąć pod uwagę to, że zostało nie tak przetłumaczone czy nie takich słów użył, co ma następstwo takie, że niewłaściwie rozumiemy to, co on przetłumaczył, to zostały jeszcze zawsze rysunki, gdzie na rysunkach wyraźnie widać skrzydła z owalem w środku. Tak jakby ten, który rysował, chciał przedstawić rzeczy techniczne, które tak sobie wyobrażał.
Żeby zaznaczyć, że coś lata, należało narysować skrzydła, żeby zaznaczyć, że ktoś jest w środku, to w jakimś środku jest, w skrzydłach jakaś postać. Więc to jest dosyć proste do wytłumaczenia i nie potrzeba tłumaczyć z wielu języków. Jest po prostu obraz, który mówi sam za siebie. Natomiast ta teoria Sitchina nie zawsze się sprawdza. To znaczy, że tak powiem, dużo złota pozostało w Ameryce Południowej. Było ono równie łatwo dostępne co w Afryce Południowej i nie zostało wyeksploatowane, nie zostało zabrane, że tak powiem. Także ciężko powiedzieć, że „dobra, tutaj fajnie, bo mit z Azji pasuje do Afryki Południowej, a Ameryka Południowa zostaje nienaruszona w tym miejscu”. Także różnie bywa. Dziękuję bardzo.
[18:01] - Arek Paterek.
[18:06] - Ja również do dodania nie mam za wiele i niczego nowego nie wniosę do tej dyskusji. Natomiast ja mimo wszystko bym się dalej upierał przy tym, co powiedziałem już parę razy. Może to jest doszukiwanie się jakiegoś podobieństwa, jeżeli chodzi o nas, ludzi i tych, którzy rzekomo nas odwiedzali. Jakie cele mogły tym odwiedzającym przyświecać? Myślę, że to, co Chris powiedział, to przywoływanie Sitchina, że oni jednak tu przybyli po coś, że mieli jakiś cel. Tylko po co? Być może właśnie po to, żeby coś sobie wydobyć. Być może chcieli zaludnić tę naszą piękną planetę. Być może chcieli tu zrobić kolonię karną, pracowniczą, cokolwiek. Niestety dorzucić tutaj niczego nowego nie mogę.
Czy chcieli być katalizatorem tych przemian i nauczycielami ludzkości? Wracam do meritum pytania. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo właściwie jeżeli coś takiego miało miejsce, to być może było to przypadkowe. Być może mieli zupełnie inne plany. Może chcieli po prostu sobie naszą planetę oczyścić z jakiejś inteligencji i właśnie tutaj zamieszkać. Być może zobaczyli, że istnieje tu jakiś potencjał. „To coś wam tam podrzucimy”. Nie wiem. Dorzucić wiele nie mogę, bo przedmówcy wyczerpali temat już dosyć konkretnie, dlatego przekazuję głos dalej. Dziękuję.
[19:44] - Dziękujemy Arku. Chris, jak chciałby się odnieść do wypowiedzi obu Arków? Chrisie, prosimy.
[19:51] - Chciałbym wrócić do tego, co powiedział Arek Kocik o tym, że złoto południowej Ameryki nie było eksploatowane. Ale spójrzmy na kilka charakterystycznych elementów. Za każdym razem, kiedy mówimy o bardzo starożytnych, bardzo dawnych cywilizacjach, tych najstarszych, takim elementem, który jest właściwie typowy dla nich wszystkich, jest kult słońca. On się powtarza przede wszystkim w Ameryce Południowej. Widać go w Europie, widać go w Afryce. Mam na myśli tu oczywiście Egipt. Oczywiście wszystkie te najstarsze kraje, jakie powstały w Azji. I teraz jednocześnie mówiąc o słońcu, wszystkie one w jakiś sposób stawiają złoto na tym swoistym najważniejszym punkcie. W jakiś sposób hołubią złoto, szukają tego złota, zbierają złoto, tworzą z tego złota. W zasadzie do niczego specjalnego go nie używają albo my nie zauważyliśmy do tej pory, do czego im ono było potrzebne.
Takim drugim charakterystycznym elementem, i tu też oprę się na tym, co powiedział Arek Kocik wcześniej, są te wszystkie postaci, które on powiedział, że mają skrzydła, że wyglądają w ten specyficzny, określony sposób. I właśnie tu się mi skojarzyło, bo te najczęstsze wizerunki Annunaków, przybyszów z kosmosu, których uwiecznili Sumerowie na swoich tabliczkach, to są tacy poważni, surowi, bardzo ponurzy faceci z olbrzymimi brodami. I teraz, kiedy pojedziemy do Ameryki Południowej, nieoczekiwanie mamy postać Viracochy. Ci ludzie w Ameryce Południowej nie mieli tego zarostu, brod nie zapuszczali ani wąsów za bardzo. Natomiast Viracocha wyglądał jak taki europejski wiking z olbrzymią brodą, wąsami. Te brodate figury, jakie istnieją w Ameryce Południowej, na przykład wśród Inków w Peru, to są właśnie postaci Viracochy. Więc znowu mamy złoto, mamy tych brodaczy. I to złoto jednak istnieje. Inkowie znowu go poszukiwali i tworzyli. Teraz jest taki facet, który się nazywa Gerald Clark, który jest naukowcem.
Zainteresowali go też Annunaki, zainteresował go Sitchin, Tellinger i wszystko, co się wokół tego tematu dzieje. Zaczął badać tą całą sytuację i według niego punktem i celem tych przybyszów z kosmosu było złoto, ale w tym sensie, że potrzebne im było do tego, żeby stworzyć złoto monoatomowe. Monoatomowe złoto ma niezwykłe właściwości, potrafi uleczać choroby, przedłużać życie, tworzyć wiele innych rzeczy. I na tej podstawie, jeśli na przykład przyjrzeć się Egipcjanom, nieoczekiwanie okazuje się, że oni też bardzo intensywnie badali to monoatomowe złoto w wielu miejscach, zwłaszcza tych, które nie zostały jeszcze w jakiś sposób zniszczone przez archeologów. To może bardzo prowokacyjnie brzmi. Czy przez rabusiów grobów, czy przez kogoś innego. Nieoczekiwanie okazuje się, że w takich miejscach, gdzie odbywały się jakieś kultowe sytuacje, gdzie odbywały się jakieś tajemne obrzędy, w miejscach, do których dostęp mieli tylko najwyżsi kapłani bądź sam faraon. Kiedy zbadać te miejsca pod względem różnych pozostałości chemicznych, okazuje się, że tu i ówdzie znajduje się biały proszek, którym było właśnie monoatomowe złoto. I być może to było tym powodem, dla którego przybyli ci kosmici i do tego im była potrzebna ziemia. Bo jak wiemy, złoto jest bardzo unikalne dla naszej planety.
Nie jest ono częstsze gdzie indziej i ciągle nie jest wiadomo dokładnie, w jaki sposób ono powstaje na Ziemi, w jaki sposób się ono tworzy. Ale przez to nasza planeta jest unikalna. W związku z tym dla tych innych kosmitów, którzy nie posiadają go zbyt wiele, jest w oczywisty sposób atrakcyjna i atrakcyjne jest znalezienie go i wydobycie.Właśnie przez to chcę powiedzieć, że to monoatomowe złoto rzuca pewne nowe światło na to, dlaczego oni tu przybywali i co im było tak naprawdę potrzebne. A my jesteśmy troszeczkę produktem ubocznym, bo pomogliśmy im to wszystko wydobyć. Poprawili nas, pomajstrowali przy naszym kodzie genetycznym. Tam mamy takie dwie historie, które się na siebie nakładają, bo Anunnaki najpierw stworzyli sobie pomocnika, który się nazywał Igigi. I ten Igigi pracował dzień i noc, nie musiał spać. Był bardzo silny, bardzo odporny na wszystko i bardzo się on podobał tym pom Anunnakom. Tylko że Igigi pracując tam pięć czy sześć tysięcy lat, z czasem uzyskali pewien rodzaj inteligencji i samoświadomości. I zbuntowali się przeciwko tym Annunakom.
Zaczęli, mówiąc dzisiejszym językiem strajkować, a Anunnaki podeszli ich swoją inteligencją i powiedzieli, że zgadzają się, że nie będą ich tak mocno wykorzystywać jak do tej pory. I co zrobili? Po prostu zniszczyli Igigi, a na ich miejsce stworzyli ludzi, którymi my jesteśmy dzisiaj. Albo postaci podobne do takich jak my jesteśmy dzisiaj. Po prostu zmienili buntowniczych pomocników na mniej buntowniczych i mniej mądrych, takich jak my. I to właśnie chciałem dodać. Dziękuję.
[25:14] - Czy ktoś z panów tutaj obecnych chciałby jeszcze coś dodać w tej kwestii? Czy możemy przechodzić do kolejnego pytania?
[25:21] - Ja bym jeszcze dodał, bo tutaj-
[25:24] - Arek Kocik
[25:26] - ... jest pojęcie czasu, bo Anunnaki i te wszystkie sprawy Sitchina to jest, tak jak powiedziałeś wcześniej Chris, to jest 250 000 lat. Natomiast Ameryka Południowa to są w sumie najstarsze zabytki w Ameryce Południowej. Z tego, co pamiętam, mają około 25 000 lat. To jest bardzo duża przestrzeń czasowa. I tutaj nie wiem, czy można bezpośrednio powiązać je ze sobą.
[25:57] - My nie mamy też bezpośrednich dowodów na to, że coś istniało 250 000 lat temu. Jeżeli znajdujemy coś, co miało 10, 15, 20 tysięcy lat, jest to olbrzymia, absolutna sensacja. Także my małymi kroczkami zbliżamy się do tego, żeby znaleźć jakieś środki, narzędzia, instrumenty czy technologie, żeby móc w jakiś sposób ten wiek stwierdzić. My jedynie możemy oceniać na zasadzie na przykład geologii czy powiedzmy zwykłej ludzkiej logiki, że coś jest starsze niż na to wygląda. Te 250 000 lat dla naukowców są to po prostu mity. Jest to fantazja Sumerów, którzy tak sobie to wymyślili i cofnęli to wszystko o 250 000 lat. A oczywiście to, co mamy do dyspozycji w tej chwili, jeżeli chcemy to określić w jakiś konkretny sposób, to nie sięga dalej niż 20, 25 tysięcy lat, tak jak powiedziałeś oczywiście.
[26:53] - Tutaj warto by było, gdyby włączyła się do dyskusji Persefona, dlatego że tutaj bardzo fajnie było powiedziane to, że archeologia niszczy wykopaliska, niszczy zabytki. I tutaj wykopanie jakiegokolwiek artefaktu, umiejscowienie go w czasie przede wszystkim polega na tym, że musimy wierzyć osobie, która wykopała, że na takiej głębokości to zostało wykopane, w takich, że tak powiem, piaskach czasu, a nie w innych. Natomiast już wykopany artefakt może mieć różny wiek i w sumie to się opiera tylko na tym, że po prostu ufamy tym kopiom. Tak mi się wydaje. Dziękuję.
[27:44] - Przez chwilę nie było z nami Piotra Cielebiasia. Niestety rząd światowy w postaci Microsoftu odciął mu od internetu, ale już wrócił do nas. Witaj ponownie Piotrze.
[27:56] - Jestem, jestem. Ja tutaj przysłuchiwałem się.
[27:59] - Z tego, co wiem, to chciałbyś się odnieść do tego, co pisał jeden ze słuchaczy na czacie.
[28:06] - Panowie, otrzymaliśmy około 10 pytań. Marek mi cały czas je podaje. I tutaj jeden użytkownik Sprevel lub Sprewel, nie wiem, jak to się czyta, wysłał tych pytań kilka. W zasadzie nie będę ich tutaj przytaczał, dlatego że tego jest za dużo. Natomiast zapoznałem się z nimi i jemu chodzi o to, że starożytni kosmici to są demony. Porównuje je do szatana. Pisze na przykład, że UFO znające ludzkie myśli, UFO dręczące, ale także oferujące paranormalne dary, może być porównane do szatana oszukującego w ogrodzie Eden. UFO takie zapowiada: „Otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Nie będę tutaj czytał reszty, dlatego, że to jest takie myślenie troszeczkę już. Znaczy ja powiem tak, wyjdę ogólnie od tego.
Na człowieka naiwnego, wierzącego nic go nie przekona. Nie wymyślono na to lekarstwa. Sprevel, ja poradzę ci, że nie drąż tego tak bardzo dlatego, że skończysz tak jak ci, którzy dopatrują się zła w Hello Kitty, w Smerfach czy w zupkach chińskich.
[29:29] - Pozdrawiamy Tomasza Terlikowskiego bardzo gorąco.
[29:33] - Dlatego, że takie interpretowanie wszystkiego poprzez Biblię moim zdaniem mija się z celem. My dyskutujemy na poważne sprawy. My nie jesteśmy archeologami amerykańskimi z XIX wieku, którzy starali się za wszelką cenę udowodnić, że istniał świat przedpotopowy. I stąd te wszystkie czasami dziwne relacje. Takie porównywanie pseudofilozoficzne UFO do jakichś demonów moim zdaniem jest szaleństwem.I jest też wyrazem tego, jak bardzo katolicyzm zniszczył rozum ludziom w Polsce, dlatego, że nie potrafią przyjąć pewnych prawd leżących poza interpretacją religijną. To jest złe, to jest szalone, straszne po prostu. Myślę, że to, co piszesz o sądzie ostatecznym i tak dalej, mówi dużo o tobie. Nie zadawaj nam takich pytań. Nie zadawaj nam pytań związanych z UFO, Nowym Jeruzalem i innymi rzeczami, dlatego, że my o tym nie rozmawiamy. Jeżeli chcesz sobie inkorporować to do swoich wierzeń, okej, fajnie, ale to naprawdę jest coś, od czego myślę, wszyscy się trzymamy z daleka.
Pojawiło się wiele innych pytań. Przykładowo, czytam: „Dlaczego odrzucacie istnienie Ziemi jako jednorodnego projektu z człowiekiem, jako projektu jedynego twórcy różne rasy i różne ich ścieżki? Bo takie było założenie podstawowe”. Nie rozumiem tego pytania, szczerze mówiąc. Kolejne pytanie, jakie się pojawiło, już wam mówię, wszystkie są filozoficzne. Aha, jest jeszcze jedno: „Co wiadomo o Sumerach sprzed 6000 lat, a co wiadomo o Sumerach sprzed 250 000 lat?” pyta nas Termi756. Ja odpowiem na to pytanie. Nic nie wiadomo o Sumerach sprzed 250 000 lat, dlatego, że nie wiadomo, skąd Sumerowie się w ogóle wzięli. Jeżeli czytałaś gdzieś informację, że Sumerowie istnieli 250 000 lat temu, to mogę ci powiedzieć wprost, że to było źródło, które można sobie wyrzucić wprost do kosza. Jak mówiłem w tamtym tygodniu, mówiąc o starożytnych astronautach, mamy wystarczająco dużo materiałów historycznych uznawanych przez naukę akademicką, żeby tę dyskusję kontynuować.
Nie musimy się odwoływać do szaleńców, którzy się czasami pojawiają w programie „Starożytni kosmici”. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, panowie.
[32:23] - Właśnie dużo tutaj było pytań przed audycją, przed debatą od użytkowników, którzy odnosili się do jakichś dziwnych, prawdopodobnie niezbyt wiarygodnych materiałów publikowanych na YouTubie też. Nie wiem, co panowie sądzicie o takich materiałach. Zdanie Piotra już znamy.
[32:46] - Myślę, że przeżywamy chyba jakąś masową akcję. Myślę nawet, że jest w jakiś sposób zorganizowana i nie chciałbym, żeby ktoś z kolei o mnie pomyślał, że jestem opętany tym, że rząd światowy próbuje nam zamieszać w głowach, ale wiele wskazuje, że ktoś chyba próbuje. Powstało mnóstwo stron, mnóstwo filmów na YouTubie, mnóstwo osób pracuje tylko na to, żeby tą dezinformację stworzyć, że tam promuje się naprawdę bajkowe historie, w ogóle nieoparte na jakichś najmniejszych faktach. Niektórzy wręcz piszą, kiedy się czyta ten disclaimer, że: „My robimy naszą website, która jest website dotycząca na przykład nowości w dziedzinie tego, co się dzieje w archeologii”. Właśnie w tym sensie, że nie bardzo to pasuje do współczesnej nauki. A nagle w disclaimerze czytasz, że: „Tak naprawdę żadna z informacji, które podajemy, nie jest prawdziwa. Robimy to tak sobie dla jaj, żeby było wesoło i w ogóle to jest nasz cel. Dziękujemy bardzo za odwiedzanie naszej strony”. To jest niesamowite. Wiele ludzi się na to łapie i łapią się na to ludzie poważni.
Na przykład ostatnio złapała się na to Shannon Doherty. Okazuje się, że jest to zjawisko nie tylko masowe, ale jest też w jakiś sposób zorganizowane, że nagle staje się jakiś temat gorący i modny. Wszyscy o tym rozmawiają i nieoczekiwanie te miejsca, te strony, te filmiki na YouTubie zaczynają podkręcać, tworząc kompletne zamieszanie i doprowadzając na końcu do tego, że wszyscy już na to machają rękami, bo temat jest skompromitowany, bo niektórzy mają różne odlotowe historie i pomysły, które już w ogóle do niczego nie pasują, w ogóle o niczym nie można dyskutować. I ja tu przy okazji chciałbym wesprzeć zdanie Piotra, że nasza dyskusja tutaj wbrew pozorom, mimo że wygląda, że jest taka fajna i przyjacielska, to jest bardzo trudna, bo my rozmawiamy o UFO, rozmawiamy o kosmitach, o jakichś istotach, które być może przybyły z innej planety. Ale w momencie, kiedy zaczynamy mieszać i te istoty, kosmitów i Boga, wszystko wraz, właściwie balansujemy na bardzo cienkiej linii, bo w pewnym momencie, jeżeli podłączymy do siebie te wszystkie elementy naraz i Boga, i kosmitów, i wszystko inne, to w tym temacie tak naprawdę zmieści się dosłownie wszystko. Zmieści się krasnoludki, sierotka Marysia z Persefoną razem i z kimkolwiek jeszcze chcecie do tego dołożyć w jedną grupę i wszystko się da tak naprawdę w ten sposób udowodnić, że wykazać, że tak było czy było inaczej. A my natomiast próbujemy znaleźć w tym jakąś logikę, jakiś sens, w jaki sposób to mogło działać, żeby przynajmniej wypracować podstawową metodologię, jak spróbować ten problem ugryźć. Myślę, że właśnie na tym chyba polega ta olbrzymia trudność dotykania tego typu tematów i problemów.
[35:45] - Chris, właśnie tutaj otrzymałem odpowiedź od Spravela: „Ja mogę śmiało stwierdzić, że ci, którzy nie widzą powiązania UFO z demonami, są chorzy psychicznie”. To pisze ten użytkownik, o którym przed chwilą mówiłem. Jeżeli jesteśmy już przy tym temacie, panowie, to przeskoczymy do tematu numer dwa. Już kiedyś prowadziliśmy debatę o kosmitach i Biblii, kosmitach i religii. Co sądzicie o tych wszystkich dowodach rzekomo zawierających się w Piśmie Świętym, które sugerują istnienie obcych istot? Pismo Święte sugeruje to poprzez pewne historie. Natomiast inne święte księgi, nie będziemy już o nich mówić dzisiaj, bo mówiliśmy, czynią zwykle takie oświadczenie, że gdzieś tam coś może istnieć. Oczywiście nie jest powiedziane, że to są obcy. Tak jak w przypadku Koranu jest powiedziane, że to są na przykład dżinny, istoty, które zostały stworzone z innej substancji niż człowiek. Panowie, Ezechiel, potem ten słynny starzec, który miał produkować algi Izraelitom, który miał być przekazany przez jakieś istoty z kosmosu, a także wiele innych rzekomych świadectw starożytnych kosmitów w Biblii.
Jak patrzycie na ten temat? Może teraz Arek Paterek.
[37:22] - Ja bym tutaj tak nie reagował. Na swoim miejscu oczywiście, jak zwykle pół żartem mówię, że wąż w raju to nie było UFO. To był może space serpent. Nie wiadomo. A tak już zupełnie poważnie, to odnosząc się do kwestii Biblii i zapisów, które się tam znajdowały, już wspomnianego przez ciebie Ezechiela czy Ezechiela, jak ktoś tutaj się będzie czepiał wymowy, to jest podstawowy i chyba najbardziej wyraźny fragment, w którym się mówi o czymś, co do końca nie było wyjaśnione. Z tego, co pamiętam, to Ezechiel nawet się odnosił do tego, co zauważył jako istoty żyjące, a najprawdopodobniej chodziło mu o te maszyny, które opisywał.
[38:22] - Halo?
[38:23] - O halo.
[38:24] - Cześć, chciałam dokończyć swoje pytanie, które było poruszone na czacie, ale nie do końca napisałam, ponieważ pomyślałam, że utknie może gdzieś w morzu tych wypowiedzi. Chodziło mi o to, że jeśli Ziemia byłaby jakimś projektem założenia wielkim, jedynym, jednorodnym, kontynent, rasa, idąc tym tropem dalej, to czy nie mogło być tak, że i ta religia, i te nasze poglądy o kosmitach gdzieś tam spotykają się w jednym miejscu? Nie jestem fanatyczną religijną osobą czy coś w tym stylu. Nie, tu nie chodzi mi o to. Tylko że te wszystkie rzeczy gdzieś tam się spotykają. Może i jesteśmy tym projektem. Dla jednych nazywamy to twórce Bogiem, dla innych jakoś inaczej, ale przecież jesteśmy tym projektem, bo są rasy białe.
[39:21] - Przepraszam bardzo, taka mała prośba do Arka Paterka. Jakbyś mógł nie ładować many w drodze dmuchania do mikrofonu, to bylibyśmy wdzięczni. Proszę kontynuować.
[39:38] - Może my wszyscy gdzieś tam powinniśmy znaleźć wspólny punkt odniesienia, że być może te odwiedziny później, niekoniecznie nazywajmy tych odwiedzających bogami UFO. Może jest to zupełnie ktoś inny, kto po prostu dogląda tego projektu na przestrzeni dziejów.
[40:00] - Bardzo ciekawe pytanie. Odniesiemy się zaraz do tego, jeżeli pani pozwoli. Dziękujemy. Zaraz będziemy o tym mówić. A tymczasem Arek dokończy nasze rozważania o księdze Ezechiela i obiekcie, który widział ten starotestamentowy prorok nad rzeką Kebar jakieś 500, 600 lat przed naszą erą.
[40:26] - Nie jestem specjalistą, jeżeli chodzi o Biblię, jeżeli chodzi o cytowanie Biblii z pamięci. Natomiast on coś tam mówił, że widział na niebie, nad głowami ludzi coś, co przypominało tron, jakąś postać. Takie zapisy na pewno dają do myślenia. Natomiast wiadomo, że Biblia jest zapisem historycznym, ale jest też księgą świętą, a księga święta ma to do siebie, że dużo rzeczy, które się tam pojawia, trudno jest racjonalizować i trudno jest wszystko interpretować dosłownie. Księga Ezechiela to na pewno jest ewenement, nawet jeżeli chodzi o skalę ksiąg świętych. Tu od razu się może odniosę do pytania słuchaczki, bo zapytała właśnie o religię, o Biblię. Według mnie to, że się te sprawy w pewien sposób zazębiają, jest w pewnym sensie kwestią naturalną, gdyż rzekome obserwacje spotkań czy też istot obserwowane były na przestrzeni lat. Jeżeli coś się takiego zaobserwowało i się na przykład chciało to przekazać dalej, to zapisywano to. Być może również takie rzeczyZostały zapisane też w Księdze Ezechiela. Czy to wszystko się zazębia i czy, wracając do pytania Czatowicza, czy łączyć istoty demoniczne z UFO?
Ja bym powiedział, że absolutnie tutaj nie ma miejsca na takie dywagacje nawet. Ja najczęściej do dzisiejszych obserwacji UFO odnoszę się jako do obserwacji obiektów roboty ziemskiej i według mnie może nie wszystkie, może też nie zdecydowana większość, ale około 60% rzeczy, które ludzie obserwują, są to pewne projekty wojskowe, mechaniczne, które są testowane po prostu. Tak na dobrą sprawę nie wiemy, jak bardzo posunięta jest w dzisiejszych czasach technologia. Dlatego ja bym akurat nie mieszał tutaj kwestii demonów czy religii z tym, co widzą ludzie na niebie. Kiedyś starożytni nazywali ich bogami, bo byli dla nich, jeżeli przybyli oczywiście, jeżeli przyjąć, że przybyli, byli dla nich istotami nie z tej ziemi. Byli czymś ponad. A najprostszym sposobem racjonalizacji było nazwanie ich bogami. Bo czy oni wtedy mogli sobie wymyślić, że ktoś mieszka na innej planecie i przybył do nas na statku w celach badawczych? Bardziej wydaje mi się, że szybciej racjonalizowali to pojęciem bogów. Tyle ode mnie.
Dziękuję, przekazuję głos dalej.
[43:26] - Ja może dodam, że pamiętajmy, że ta Księga Ezechiela nie opisuje jednego spotkania, tylko kilka spotkań Ezechiela z tym obiektem. Jak to zostało zinterpretowane później przez uczonych, przez interpretatorów hipotezy palestronautycznej i co z tego wyniknęło powie nam może Chris.
[43:49] - Troszkę zaskoczony jestem, że mnie akurat o to pytasz, ale jeśli chodzi o historię obcych i Biblii, myślę, że Biblia jest cała pełna różnych historii obcych, a takim chyba koronnym przykładem jest to, że mamy ciągle do czynienia z aniołami. Anioły to są przecież istoty nie z tego świata. One nie żyją na Ziemi, więc z samej swojej natury są kosmitami, są przybyszami, są obcymi, są kimś kompletnie innym od nas. I Księga Daniela na przykład dokładnie opisuje całą rebelię aniołów. Tych, które pod wodzą Lucyfera zbuntowały się przeciwko Bogu, my to tak nazywamy. I przybyli na Ziemię w związku z tym, zostali zrzuceni na Ziemię, byli tymi upadłymi aniołami. Od tego czasu mamy tą całą historię Nephilims, o której już przez te chyba wszystkie debaty za każdym razem wspominamy, bo jest to taki charakterystyczny moment w całej kulturze i historii ludzkości. I co jakiś czas próbuje ktoś to w jakiś sposób uporządkować. Jakiś czas temu przeczytałem taką książkę dwóch panów. Jeden się nazywał Judkins, a drugi się nazywał MacDaniels i napisali książkę, która ma tytuł, tłumacząc na język polski, „Program obcych”.
I chodziło tu o powrót Nephilims. I tutaj może troszeczkę będę brał rolę tym razem nie adwokata diabła, bo nasz słuchacz wspomniał o demonicznej naturze obcych i kosmitów. Piotr się z tym nie za bardzo zgodził, ale oni sami w tej książce starali się wykazać, że to działa we wszystkie strony. Jest to część jednej całości. I oni się zgodzili, że natura pozaziemskich wizytacji, które mamy do dziś, ma zwodniczy i demoniczny charakter. I że to, że nie rozumiemy, dlaczego i po co oni tu przybywają i dlaczego się z nami nie chcą skontaktować i nie chcą wylądować przed Białym Domem czy przed Pałacem Kultury, to właśnie dlatego, że do czegoś nie dojrzeliśmy, nie dorośliśmy, jesteśmy tak jakby hodowani na odległość i dopiero w momencie, kiedy dojrzujemy, oni objawią się nam w całej pełni okazałości, pojmiemy i to zrozumiemy. I to z kolei znów nakłada się na religię, a zwłaszcza świetnie nakłada się na Biblię, kiedy my musimy się doskonalić na tej ziemi i żyć i czekać na powtórne przyjście Jezusa, który nas wyzwoli od wszelkich grzechów i będziemy już wtedy tylko i wyłącznie niesamowicie szczęśliwi. Także ja to tak widzę, te związki Biblii i kosmitów.
[46:50] - Ja może dodam, że to pytanie, które tutaj skierował nasz użytkownik, było kierowane z perspektywy osoby wierzącej i on starał się inkorporować to wszystko jako element swoich wierzeń. Oczywiście można przypisywać zjawisku UFO różne cechy i można to odnosić do pewnych cech znanych z pewnych schematów kulturowych. Natomiast wydaje mi się, że jest to troszeczkę zbyt daleko idące, bo sami dobrze wiemy, że definicja demoniczności może być rozpatrywana bardzo różnie, zarówno przez sposób biblijny, jak i przez sposób bardziej klasycystyczny, i który właściwie jest nam bliższy jako Europejczykom, prawda? Ale to już zupełnie inne kwestie. Powrócimy do Biblii i kosmitów. Cały czas magluję tego Ezechiela. Spodziewałem się, że ktoś z was poruszy temat Josefa Blumricha. Mam nadzieję, że Arek powie nam kilka słów na ten temat.
[48:03] - Przede wszystkim należałoby się cofnąć troszeczkę i ustalić, że Biblia jest kodyfikowana. To znaczy uznane niektóre źródła jako te, które są wiarygodne i dla Kościoła odpowiednie, a inne, Apokryfy, są innymi źródłami i nie znalazły się w kanonie Biblii. Niemniej jednak też były napisane wcześniej. W Biblii koptyjskiej na przykład jest Księga Henocha. To był dziad Noego i on chyba jako pierwszy zamieścił szczegółowe opisy zarówno kontaktu z obcymi, jak i charakterystykę upadłych aniołów, powód, dla którego oni zostali wyklęci oraz odbył prawdopodobnie co najmniej kilka podróży w kosmos. W tej chwili nie mam przy sobie tego tekstu. Niemniej jednak myślę, że warto, by ci, którzy tak bardzo ufnie twierdzą, że tam mogą być demony i inne rzeczy, po prostu zapoznali się z tymi tekstami. Warto je przeczytać. Natomiast jeżeli chodzi o widzenie, bo tak należy przyjąć, Ezechiela, więc on pierwszy swój kontakt z obcymi miał w wieku 30 lat i miał w sumie cztery kontakty, które rozciągnęły się w czasie około 19 lat. Przy czym po kontakcie tym pierwszym spisał to, co widział.
Czyli na podstawie tego Joseph Blumrich próbował i w sumie zrekonstruował to, co on widział. To znaczy obiekt na czterech podporach, który miał silniki zarówno śmigłowe, jak i środkowy silnik napędzany prawdopodobnie reaktorem jądrowym. Podczas swojej ostatniej, czwartej wizyty prawdopodobnie Ezechiel został zabrany przez kosmitów i nawet widział prawdopodobnie moment zmiany paliwa w reaktorze atomowym. Tutaj mam ten tekst zaczerpnięty z książki „Goście z kosmosu” Znicza-Sawickiego. Nie będę przytaczał z Biblii tekstu, dlatego że on w sumie dla mnie jest mało czytelny. Mogę się tylko oprzeć na tym, co wyczytał i w jaki sposób zostało to zinterpretowane. Niemniej jednak, jeżeli nawet weźmiemy pod uwagę to, że ten obiekt miał zarówno napęd śmigłowy, jak i reaktor atomowy, który w czasie owym, czyli około 530 roku, był czymś niewyobrażalnym, to dla nas z punktu widzenia współczesnej techniki wydaje się, w porównaniu do możliwości obiektów latających spodków, co tu dużo mówić, przestarzały. Niemniej jednak zawsze jest opis jeden, że otworzyły się niebiosa, w wielkim hałasie i huku zjechały obce istoty na błyszczącym czymś tam. Nijak to się nie ma do istoty boskiej, eterycznej, która nie potrzebuje czegoś takiego, żeby wylądować. Na jakiej zasadzie?
Bardzo fajny opis jest w Księdze Henocha. Naprawdę polecam. I polecam interpretację tego człowieka XXI-wiecznego, czyli po prostu technicznego. Czasami opis sięga czegoś takiego, że najpierw widział ognie. Przez ogień postacie mówiły do niego, zanim się pokazywały. Jeżeli teraz włączymy sobie Windowsa i weźmiemy takie słupki, które pokazują częstotliwość mówionych słów, można to przyrównać do ognia. Jeżeli włączymy Skype'a, gdzie widać twarz, będziemy widzieli tą twarz, będziemy widzieli postać. Czyli to, co on widział, można przyrównać do współczesnej techniki. Poza tym jeszcze to nie jest tak, że Noe został ni z tego, ni z owego nawiedzony tą ideą budowy arki. O tym, że Noe będzie budował arkę, to wiedział już Henoch i on w swojej księdze wyraźnie to pisze, że jego wnuk będzie budował arkę i pomogą mu w tym właśnie anioły.
Jeżeli jeszcze na dodatek przeczytamy o aniołach, nasz punkt widzenia dotyczący tego, gdzie jest dobro dla ludzi, a gdzie zło dla ludzi, całkowicie się zmieni. Dlatego warto to przeczytać.
[54:13] - Chyba tyle na razie. Dziękuję.
[54:16] - Ja dodam może jeszcze, że tych wątków paleoastronautycznych w Biblii jest więcej. Historia Arki Przymierza, Sodomy i Gomory, i oczywiście potopu, bo musimy pamiętać, że historia o potopie, o Sodomie i Gomorze ma korzenie w mitach mezopotamskich, dlatego że wiele w tradycji żydowskiej rzeczywiście zostało stamtąd zaczerpnięte, między innymi wskutek słynnej niewoli. Jeżeli ktoś byłby tym zainteresowany, odsyłam na naszą stronę infra.org.pl, odsyłam do artykułów na „Strefie tajemnic” Onetu, moich oraz do książki Mostowicza. Panowie, krótkie odniesienie do historii pani, która do nas dzwoniła. Z tego, co sobie przypominam, to może takie pytanie nie na tą debatę, ale ona chyba odnosiła się do tego, co możemy nazwać hipotezą Gai. Że Ziemia jako organizm myślący lub też pewna wyższa inteligencja w skali planetarnej kreuje tym wszystkim, lub też jakiś system, jak ten znany z książek doktora Vallée. On kreuje tym wszystkim na Ziemi, on jest za to wszystko odpowiedzialny. Hipoteza Gai kontra kosmici. Myślę, że będzie nam trudno się do tego odnieść w kilku słowach. Panowie, co sądzicie o tym, co mówiła nasza słuchaczka?
Może Chris?
[56:01] - Jest to bardzo piękna koncepcja. I rzeczywiście my jako ludzie mieszkający na naszej planecie, jesteśmy w jakiś sposób z nią zespoleni, czujemy z nią związek. Daje nam ona życie, siłę, chroni nas przed promieniowaniem kosmicznym, więc w sposób naturalny tworzy się widzenie naszej planety i nas na niej jako jednego zbiorowego organizmu. Kiedy obserwujemy różne zjawiska geologiczne, jakie zachodzą, czy nawet meteorologiczne, to widzimy żywy, oddychający organizm, który funkcjonuje na jakiejś zasadzie. Kiedy coś się złego dzieje, trzęsie się ziemia, powstają tsunami. Kiedy indziej wychodzi wspaniałe słońce i wszyscy jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi. Więc myślę, że ta teoria tak samo, jak jest atrakcyjna i jak łatwo ją przyjąć, to jednocześnie też nie potrzebuje dowodu na to, czy tak jest naprawdę, czy nie. Bo w istocie, jeśli temu przyjrzeć się nawet ze zwykłego punktu widzenia zdrowego rozsądku, to tak właśnie jest. Bez naszej planety nie możemy funkcjonować, nie możemy istnieć. Także musimy o nią dbać, a ona musi zadbać o nas.
Musi nam dać wszystko to, co pozwoli nam przetrwać i rozwinąć się jeszcze bardziej i jeszcze lepiej. Myślę, że jest to coś absolutnie naturalnego, z czym chyba każdy nie powinien mieć problemu. I myślę, że jest to też teoria, która nie wchodzi w paradę żadnej, nawet najbardziej agresywnej religii, bo jest dokładnie ich częścią. Dziękuję.
[57:35] - Ja proponuję może oddać teraz na chwilę głos Arkowi Paterkowi. Może chciałby się też odnieść do tego, co tutaj było mówione na antenie. Arku?
[57:46] - Chciałem się odnieść do tego, co bodajże Chris przed chwilą powiedział. Parę dni temu oglądałem kilka wykładów Kena Robinsona. To jest specjalista, jeżeli chodzi o edukację, o kreatywność, różne tego typu sprawy. I on tam pozwolił sobie również zacytować, już teraz nie pamiętam kogo. Cytat brzmiał mniej więcej tak, że gdyby w tym momencie na Ziemi, na naszej pięknej planecie, zniknęły wszystkie owady, wtedy w ciągu 50 lat całe życie na Ziemi by zniknęło. Natomiast gdyby w tym momencie z Ziemi zniknęli wszyscy ludzie, to w ciągu 50 lat każde inne życie by się rozwinęło i bardziej rozkwitło. To tak może troszeczkę w opozycji do tego, co Chris przed chwilą powiedział. Również to jest temat do myślenia, bo wielu ludzi jednak traktuje nas samych, czyli ludzi, jako pasożyta na naszej Ziemi. Ja się tak nie do końca zgodzę. Fakt faktem korzystamy z zasobów naturalnych i drążymy Ziemię dosyć intensywnie.
Natomiast do tego, o co pytała nasza słuchaczka, myślę, że się tak odrobinę już odniosłem w tym momencie, kiedy mówiłem ogólnie o Biblii. Według mnie to się wszystko zazębia. I też do tego, co Piotr mówił, to oczywiście nie tylko Biblia, ale doskonale wiemy, że również na obrazach przedstawiających sceny święte można zaobserwować co najmniej dziwne obrazy właśnie czegoś, co się pojawia na niebie. To są właśnie takie elementy historii i zapisu historycznego, które dają nam do myślenia. I myślę, że to jest naprawdę fascynujące i zachęca nas do drążenia tego tematu. Nie tylko nas tutaj rozmawiających, ale właściwie każdego, kto się tym tematem chociaż trochę interesuje. Dziękuję. Przekazuję głos dalej.
[59:56] - Dziękujemy Arku. My byśmy kontynuowali tę dyskusję. Myślę, że kiedyś zorganizujemy taką debatę, która będzie starała się ukryć tematykę UFO, kosmitów i życia we wszechświecie od tej właśnie strony filozoficznej. Ale przejdźmy może do kolejnego pytania. Panowie, symbol całej tematyki: Nazca.Słynne linie, słynne geoglify stały się właściwie czymś, od czego się to wszystko zaczęło. Dlatego, że w latach 30., kiedy poczyniono pierwsze badania, stało się jasne, że te struktury mogły być widziane jedynie z góry, prawda? Ja osobiście mam taką koncepcję, że linie Nazca, geoglify Nazca, bo to są dwie różne rzeczy, to jest rzeczywiście coś fascynującego. Szczególnie intrygują mnie postaci. Nie pamiętam już, jak one się nazywają. Wiem, że chyba jeden nawet nazywany jest astronautą.
Jest to taki dość prymitywny geoglif na wzgórzu. Potem mamy jeszcze inny. One rzeczywiście mogą sugerować pewne hipotezy paleoastronautyczne, bo jeżeli widzimy geoglif człowieka z wyciągniętą ręką ku górze, to rzeczywiście daje on znać niebiosom. Ale panowie, czy hipoteza von Dänikena mówiąca, że było to lądowisko bogów jest usprawiedliwiona? Czy może rację mają archeolodzy, którzy twierdzą, że tak naprawdę były to jakieś ścieżki procesyjne lub też rodzaj odwzorowania zodiaku? Może Arek Kocik.
[01:01:57] - Tutaj trzeba by było się też cofnąć do tego, że Däniken twierdzi, że pierwsze ścieżki powstały w wyniku przelotów obiektów latających. I na tej pustyni jest tak, że czarny piasek przykrywa jaśniejsze formacje. Jeżeli odrzucić ten ciemny piasek, zerodowany, pojawiają się jakieś paski. W momencie, kiedy Indianie zobaczyli, że coś takiego zostawiają bogowie, sami zaczęli coś takiego robić. Więc teoria Dänikena nie wyklucza późniejszej teorii powstawania tych glifów. Wydaje się, że to ma dosyć duży sens, dlatego, że jeżeli bogowie robili ścieżki, to człowiek, który chce się im przypodobać czy w jakiś sposób zawiadomić ich o czymkolwiek, może robić coś podobnego. To jest pochodna teorii cargo i nad tym warto by się zastanowić. Wydaje mi się, że Däniken sięgnął do źródła powstawania mitów, źródeł powstawania ubrań szamanów. Tak jak w poprzedniej dyskusji Persefona jako jedna z uczonych akademicko archeologii wspomniała właśnie, że postacie, które są rysowane, ubrane inaczej i stojące z boku, są po prostu szamanami. Ale dlaczego szaman musi wyglądać inaczej?
Musi wyglądać tak, jak ubierają się w tej chwili kosmonauci, mniej więcej. Tutaj racja może być i po stronie Dänikena, i po stronie archeologów jednocześnie. Po prostu na wzór robionych kresek przez pojazdy latające później zaczęto robić te glify. Dziękuję.
[01:04:35] - Wrócił do nas Arek, także może do ciebie skieruję pytanie o Nazcę i jej rolę historyczną, jak i tą związaną, tak powiem, w tradycji paleoastronautycznej.
[01:04:53] - Dla mnie Nazca jest o tyle interesującym miejscem, że jest na ten temat tyle teorii, że można o tym czytać, czytać, czytać i zagubić się, podobnie jak z piramidami. Jedną z takich ciekawszych teorii, z jakimi się spotkałem, to na portalu „Archeology Daily News” jest artykuł z 2010 roku, także już może troszeczkę nie na czasie. Natomiast jeden z badaczy, już patrzę, David Johnson, amerykański badacz, wysunął taką teorię, że linie Nazca, czyli te przedstawiające różne żyjątka, małpy bodajże, jakiegoś pająka, są związane z wodą i że właściwie to jest wielka mapa podwodnych cieków wodnych, źródeł wodnych, które tam ląd otaczają. Jest to o tyle ciekawe, że jest to jedna z naprawdę wielu takich bardziej sceptycznie nastawionych teorii, bo ja osobiście uważam, nie chcę sobie zaprzeczyć, bo tutaj dużo mówiłem o racjonalizacji różnych zjawisk i mówieniu o bogach i tak dalej. Natomiast wyłóżmy sobie taką teorię. Oczywiście ona była pewnie przetwarzana już setki razy, ale nazywana być może troszeczkę inaczej. Co byście powiedzieli na to, że to było takie starożytne SETI, które dawało znak i pokazywało: „No, tu jesteśmy”. Być może zobaczyli jakieś światła, być może jakieś istoty również im się pojawiły, dlatego też postanowili pociągnąć temat.To bardzo z Danikenem załatwię, jeżeli chodzi o te linie, które się układały w postaci. Natomiast jeżeli chodzi o linie, które miały być lądowiskami, to tutaj byłbym bardziej sceptyczny i wydaje mi się, że nie powiedziałbym, że były to pasy startowe dla obiektów latających. Wiem, że jest wiele teorii akademickiej archeologii.
Przepraszam, bo się oddaliłem. Nie mogę się odnieść w 100% do tego, co przedmówca tutaj przekazał. Natomiast wydaje mi się, że jeżeli chodzi o te linie proste, podłużne, które miałyby rzekomo tam być pasami, to nie, ja bym jednak w tym kierunku nie szedł. Odniósłbym się raczej do tego, co archeologia stara nam się przekazać. Dziękuję, przekazuję głos dalej.
[01:07:22] - Ja może dodam, że jedna z hipotez tłumacząca to, w jaki sposób, właściwie po co były tworzone te struktury na płaskowyżu Nazca, odnosi się do faktu wykorzystywania balonów na ogrzane powietrze przez tamtejszych mieszkańców. Bo rzeczywiście możemy sobie tylko zadawać pytania o celowość budowy tych struktur. To samo możemy sobie zadawać odnośnie piramid na przykład i tak dalej. Ale zawsze rodzi się we mnie taka wątpliwość, jeżeli mówimy o różnych dziwacznych strukturach, często pojawiających się właśnie w literaturze paraastronautycznej. Z jednej strony mamy jakiś w miarę prymitywny lud, a z drugiej strony jakieś architektoniczne lub inżynieryjne cuda. Zawsze jest w tych rozważaniach miejsce na rolę ludzkiego czynnika. Nigdy nie możemy zaprzeczyć takiej hipotezie, że ktoś po prostu wpadł na pomysł dość ekscentryczny jak na swoje czasy i postanowił: „zbudujmy sobie takie linie z jakiegoś tam powodu”. I w ten sposób narodziła się pewna tradycja. Nigdy nie możemy wykluczyć tego czynnika, moim zdaniem. Natomiast Nazca jest o tyle ciekawe, że rzeczywiście te postaci ludzkie, przynajmniej ta na górze, na wzgórzu, na zboczu sugeruje mi, że jest to próba rzeczywiście dania znaku niebiosom, komuś, kto jest u góry.
Czy to było starożytne SETI? Nie wiem. Dlatego, że oni mogli odnosić się rzeczywiście do swoich bogów. Pamiętajmy, że ładunek religijny w dawnych, starożytnych społeczeństwach był naprawdę przeogromny. Religia rządziła umysłami, kształtowała całe społeczeństwa czasami. I nie wiem w pewnych momentach, gdzie kończy się właśnie taka interpretacja, gdzie zaczyna się już ta paraastronautyczna, bo często właśnie w książkach autorzy piszą, że dlaczego zostały wykonane pewne budowle, pewne struktury, kiedy one w ogóle nie były potrzebne. Ale z drugiej strony dzisiaj też buduje się pomniki, buduje się różne architektoniczne cuda, które mają jedno zadanie: być może z jednej strony upiększeniem, a z drugiej strony są pomnikiem myśli ludzkiej. I w kwestii Nazca myślę, że to pytanie jeszcze przez długi czas będzie bez odpowiedzi, dlatego że tam są prowadzone badania, odkrywana jest bardzo ciekawa kultura, ale kwestia celowości wykonania tak tytanicznej roboty jest przeogromna. Arku, bo widzę, że chcesz coś dodać. Słucham?
[01:10:42] - Tak, bo tu muszę się z tobą zgodzić w tym, co mówisz. Oczywiście też nie możemy wykluczyć takiej możliwości, że po prostu oni mogli przewidywać, że kiedyś ktoś będzie zdolny wznieść się na taką wysokość i wtedy zobaczy, co może nam się udało zrobić. Jest to jedna z opcji również, której nie poruszyłem, a być może tak było. Poruszyłeś temat tego, że mogli zrobić to niekoniecznie na cześć tych istot, które rzekomo miały ich odwiedzać, albo bogów. Ale tutaj możemy też również odnieść do tego, że oni istoty, które się pojawiały, uważali za bogów i koło nam się troszeczkę zamyka. Ale tu muszę się z tobą zgodzić i powiedzieć, że faktycznie jest to jedno z takich miejsc, w którym mnogość teorii, jeżeli chodzi o Nazca, potrafi po prostu człowieka w pewien sposób zaniepokoić, bo naprawdę nie wiadomo, w którym kierunku mamy się tu odnosić, a tego będzie się pojawiało coraz więcej. To tylko tyle chciałem dodać.
[01:11:47] - Dziękuję. Jeżeli ktoś chciałby poszerzyć swoją wiedzę na temat Nazca, to oczywiście polecam sięgnięcie do wcześniej wspomnianych źródeł. Szeroko pisał o tym Arnold Mostowicz. Od strony naukowej rozpatrywała to Maria Reiche. Chris, co sądzisz o Nazca?
[01:12:06] - Właściwie powiedziano już wszystko na ten temat, różne teorie rozpatrując, więc ja może tutaj opowiemPewnym bardzo naukowym, prostym i logicznym podejściu, jaki zrobili dwaj Anglicy. Jeden się nazywał Sanders, a drugi Ragless. Wybrali się na swoistą pielgrzymkę. Przeszli półtora tysiąca kilometrów wzdłuż linii Nazca i doszli do wniosku, że to jest nic innego jak tylko starożytny GPS. On wskazuje drogę przez bardzo monotonną, płaską pustynię, na której nie ma żadnych charakterystycznych elementów, na których można byłoby się oprzeć, dokąd pójść, jak dotrzeć czy jak znaleźć miejsce, w które się podąża. To były trasy nie tylko takie, które miały umożliwiać komunikację, ale także były to szlaki pielgrzymek religijnych, pewnych misteriów religijnych, do jakich w międzyczasie dochodziło. Oni w taki sposób na to patrzyli, ci naukowcy. Bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo logiczny. To chciałbym dodać do wypowiedzi wcześniejszej.
[01:13:15] - Jeżeli nie macie panowie nic przeciwko, to powtórzę jeszcze teraz kontakty do Radia Paranormalium, ponieważ słucha nas ponad 100 osób w tej chwili. Licznik pokazuje 103 osoby, a jakoś nikt nie dzwoni, a my zachęcamy do dzwonienia. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również pisać pytania na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Tam również odbieramy pytania, a także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu Infra. Pozwolę sobie zadać pytanie czwarte, które na pewno zainteresuje wielu ze słuchaczy. Czy w Polsce znajdują się jakieś zabytki, artefakty, które można by przypisać do tej samej kategorii co wizerunki z Nazca na przykład? Może na początku Arek Kocik.
[01:14:32] - To przede wszystkim były, wydaje mi się, kręgi kamienne. W tej chwili jest ciężko coś takiego odnaleźć z jednej prostej przyczyny. W momencie, kiedy mieliśmy do czynienia z chrystianizacją, wszelkie możliwe pozostałości po wcześniejszych wierzeniach zostały zniszczone, zdeptane. Na ich miejscu często stawiano klasztory, które rujnowały to, co było wcześniej. Takie rzeczy mogły zostać tylko i wyłącznie przez zapomnienie. Mamy na Warmii i częściowo na Mazurach kurhany. Niestety nikt do tej pory nie wiem, żeby w jakiś sposób umieszczał je na mapie i z tego tytułu próbował coś odczytać, ale nie słyszałem o czymś takim. Podobnych liniach do linii z Nazca, tego typu tworach, rysunkach. Dziękuję.
[01:15:49] - Może teraz drugi Arek. Arek Paterek, prosimy bardzo.
[01:15:56] - Tu się należy zgodzić co do tego, że historia swoje wyrządziła i wiele zabytków niestety bezpowrotnie zatraciliśmy. Odnośnie tego mogę powiedzieć nawet o sytuacjach, kiedy to słyszałem od osób bardzo dobrze zorientowanych o tym, że nawet dzisiaj, jeżeli chodzi o zabytki, to takie zabytki, powiedzmy, XIX-, XX-wieczne, bardziej architektoniczne, po prostu zanikają z takiego błahego powodu, że jest deadline i że trzeba to wszystko zburzyć, zamazać i tak dalej, bo będziemy płacili kary za niewywiązanie się z umowy, bo przyjdą archeolodzy i zaczną tu łupać, oglądać i zablokują nam pracę. Natomiast kończąc dygresję, to mi się tutaj od razu skojarzyło. Ostatnio bodajże na blogu Damiana Treli pojawiła się informacja o ilustracjach we wsi Mniów. Czy tutaj ktoś mógłby mnie poprawić? Czy dobrze wymawiam, czy się mylę? Zakładam, że słyszeliście o tym również panowie.
[01:17:12] - Tak, było coś takiego. Tam chodziło o to, że właściwie nie był to stricte jakiś wielki dowód. Polegało to na tym chyba, że odkryto pewne oj, coś strasznie tutaj dmucha.
[01:17:32] - Arkowi chyba pada bateria w telefonie i ładuje manę przez mikrofon dmuchając powietrze.
[01:17:40] - Chodziło o to, że chyba dopatrywano się podobieństwa w pewnych rysunkach naskalnych, a właściwie w rytach naskalnych bodajże do analogicznych z kultury Indian Hopi.
[01:17:53] - Tak.
[01:17:54] - O to chodziło.
[01:17:56] - Tak, właśnie o tym. Wydaje mi się, tak szczerze mówiąc, że za bardzo nie siedzę w środowisku archeologii i historii, ale wydaje mi się, że nawet nie ma zbyt wielu osób, które podjęłyby się poszukiwania takich rzeczy w Polsce.
[01:18:15] - Bo nauka akademicka ma dosyć określone stanowisko, jeżeli chodzi o takie tematy i jeżeli coś się przy okazji znajdzie to fajnie, ale żeby wybrać się i szukać szczegółowo czegoś takiego, to chyba raczej nie organizuje się takich wypraw.
[01:18:40] - To może ja pozwolę sobie dokończyć. Wydaje mi się, że kwestia tych rysunków naskalnych opisana na blogu Damiana, oczywiście tym się zajmował ktoś inny, on to tylko wspomniał. To jest troszeczkę takie, powiedziałbym bardzo, nie chcę używać słowa nadinterpretacja, dlatego że z całym szacunkiem, ale trudno taki malutki geoglif uznać za tożsamy lub noszący wielkie podobieństwo do kultury Indian Hopi. To tak, jakby powiedzieć, że buźka emotikona jest podobna do jakichś rysunków naskalnych jakiejś kultury. Po prostu było zbyt duże pole do popisu archeologicznego i ktoś to wykorzystał. Myślę, że to w ogóle nie ma żadnego znaczenia ta sprawa. Natomiast jeżeli chodzi o-
[01:19:38] - Się z tobą absolutnie zgadzam, ale to według mnie jest wykorzystane po to, żeby przyciągnąć rzeczywiście turystów, bo jeżeli turyści nie będą przyjeżdżali, to co z takiego znaleziska będziemy mieli? Także trzeba troszeczkę historię podkręcić i podkolorować. To się z tobą oczywiście zgadzam.
[01:19:54] - Tym bardziej że u nas tego jest mało jednak, jeżeli chodzi o petroglify. Jeżeli chodzi o Polskę z kolei i odkrycia lub znaleziska lub zabytki, które możemy przypisać do hipotezy paleoastronautycznej, to rzeczywiście jest ich mało, a ja bym zaryzykował stwierdzenie, że w ogóle ich nie ma. Kręgi kamienne na przykład w Odrach rzeczywiście są ciekawe, natomiast one się wpisują w pewne szersze spektrum kultury megalitycznej Europy i one tylko chyba przy jakiejś dużej dawce wyobraźni mogłyby mieć związek ze starożytnymi astronautami. Owszem, mogą być to ciekawe rozważania właśnie z udziałem kamiennych kręgów, jeżeli weźmiemy pod uwagę inną trochę dziedzinę, jaką jest święta geometria lub też jak niektórzy mówią geometria przestrzeni. Chodzi o to w dużym skrócie, że starożytni, prehistoryczni czasami budowniczy posiadali pewne, że tak powiem, naturalne poczucie terenu i panujących w nim energii. My już dzisiaj ich nie czujemy z tego powodu, że kultura, wymóg życia w dzisiejszym społeczeństwie pozabijał po prostu u nas pewne niektóre zdolności, ale to już nie dyskusja na dzisiaj. Kurhany i tak dalej, to wszystko jest kwestia historyczna, która wymaga zagłębienia się w niełatwą literaturę, chociaż ta literatura jest dostępna. Muszę powiedzieć, jeżeli ktoś chce dzisiaj, może sobie swobodnie do niej dotrzeć, na przykład w postaci e-booków. Jest taka ciekawa książka, zapomniałem niestety autorów. Ale jest jedna rzecz, która da się bardzo dobrze wpisać w teorie o starożytnych kosmitach.
Mam na myśli, panowie, Księżycową Jaskinię. Księżycowa Jaskinia jest to, jeżeli ktoś nie wie, zagadkowy twór lub Księżycowy Szyb, bo często bywa nazywana Księżycowym Szybem. Jest to zagadkowy twór ukryty w sumie nie wiadomo gdzie, gdzieś na pewno na pograniczu polsko-słowackim, opisany między innymi w książce Roberta Leśniakiewicza. Ta książka jest oparta na wspomnieniach doktora Antonina Horaka, słowackiego partyzanta, który miał się skryć zimą w czasie II wojny światowej w tejże jaskini. Właściwie on się skrył w jaskini, która prowadziła do czegoś, co wyglądało jak wbudowany w ścianę szyb, wykonany z materiału, który nie mógł być materiałem pochodzenia naturalnego. Problem w tym, że pojawiło się bardzo dużo pytań. Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o Księżycowej Jaskini, to polecam mój artykuł na Onetowej „Strefie tajemnic”. Tam to zostało podsumowane. Doktor Horak potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam napisał swoje wspomnienia zawierające między innymi pewne nazwiska, pewne szczegóły.
Natomiast bardzo długie poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. Do dziś właściwie nie wiadomo, gdzie ta Księżycowa Jaskinia jest. To był bardzo dziwny, jak mówię, twór w kształcie rogala, półksiężyca, ukryty głęboko pod ziemią, między skałami. Coś w rodzaju komnaty lub też jakiegoś górniczego szybu z bardzo dawnych lat, na który ten Horak się właśnie przypadkowo natknął. Natomiast możemy też zapytać o tego typu zabytki w Europie. Tutaj jest ich więcej. Z pewnością najwięcej jest w Rosji, ale o tym jeszcze będziemy mówić. Chris, oddaję ci głos.
[01:24:01] - Mówiąc o zabytkach, mówiąc o różnych elementach na terenie Polski, które mogłyby w jakiś sposób spełniać taką funkcję jakiegoś takiego łącznika, jakim jest na przykład Nazca, mnie jest bardzo trudno o tym mówić z tego względu, że już od wielu lat nie mieszkam w Polsce i
[01:24:23] - I nie odwiedzam też naszego pięknego kraju tak często, ale jest jeden element, który mnie fascynuje. Właściwie można powiedzieć od dziecka, bo jestem z Sandomierza i w Sandomierzu moim ulubionym miejscem był kurhan Salwery Git. Później okazało się, że ten kurhan nie jest takim jednym, jedynym miejscem w okolicy, bo jest ich znacznie więcej. I żeby sobie w ogóle zbudować i stworzyć tą wyobraźnię, to nagle można dostrzec, że wokół znajduje się ich więcej i można powiedzieć, że to są piramidy nad Wisłą. Jest kurhan Złoty, jest w Leszczykowie, są one w innych miejscach. I zawsze mnie kusiło, żeby zebrać je wszystkie w jedno miejsce, żeby spróbować ustawić je w jakiś sposób astronomiczny i spróbować znaleźć sens. Czy one zostały zbudowane w sposób przypadkowy, czy też być może istnieje jakaś tam ukryta logika. W ogóle Sandomierz jest ciekawym miejscem, jeśli chodzi o te najstarsze, nawet jeszcze przedsłowiańskie kultury, bo przez to, że jest bardzo zróżnicowane pole elektromagnetyczne w różnych częściach miasta istnieje tam dużo takich elementów, które w jakiś sposób łącząc je ze sobą, mogą stworzyć sytuację taką, jaką mamy na przykład w przypadku Stonehenge, które ma specyficzne pole elektromagnetyczne i może być uznawane jako nadajnik kosmiczny czy Gobekli Tepe, czy inne kamienne kręgi. Tutaj mamy właśnie te kopce, kopcy-piramidy, jak to nazwałem wcześniej i myślę, że ma to jakiś ukryty sens i jest to otwarte pole do tego, żeby to wszystko zbadać, dostrzec, nałożyć na mapę najpierw geograficzną, potem na mapę nieba i spróbować znaleźć jakiś sens i coś odkryć w naszym kraju. Coś absolutnie niesamowitego i być może sensacyjnego wręcz.
Dziękuję.
[01:26:31] - Panowie, jeżeli pozwolicie, to przejdę do następnego pytania.
[01:26:36] - Chciałem dopowiedzieć jedną sprawę. W tej chwili mamy bardzo fajne możliwości sprawdzenia, czy czegoś na ziemiach polskich nie mamy. Dlatego, że w okresie wiosny, gdzie trawa czy zboża, czy cokolwiek innego zaczyna szybko rosnąć, bardzo fajnie jest widać struktury podziemne, jakie są. Trawa w tych miejscach albo szybciej rośnie, albo wolniej rośnie. I fajnie widać to na zdjęciach lotniczych. Jest taki kierunek jak archeologia lotnicza, która zajmuje się właśnie czymś takim jak sprawdzaniem terenów z lotu ptaka. Ale dla przeciętnego zjadacza chleba, który nie wznosi się w powietrze i nie robi stamtąd zdjęcia i nie ma do takich zdjęć dostępu, można po prostu poszukać na mapach Google. Zależy kiedy to zdjęcie było robione, ale te zdjęcia są co jakiś czas uaktualniane. Czasami się zdarza tak, że jest robione w momencie szybkiego wzrostu traw, wtedy, kiedy jeszcze te podziemne struktury je różnicują, bo później już się mniej więcej to wyrównuje, wyrównuje się w kolorze i tego nie widać. Ale właśnie w okresie wczesnej wiosny to może być widoczne.
I tutaj pozostaje tylko zachęcić wszystkich tych, którzy słuchają do tego, żeby sami spróbowali coś takiego znaleźć na swoim własnym terenie i jeżeli coś takiego znajdą, żeby po prostu dali nam znać. Dziękuję.
[01:28:16] - Kiedy tak mówiłeś o tym Arku, to przyszło mi coś do głowy, o czym wcześniej jakoś zapomniałem. Chodzi mi o miejscową legendę z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, z okolic Częstochowy, gdzie mieszkam. Dzisiaj rzeczywiście są już to zapomniane historie. Natomiast jeszcze za czasów moich dziadków były żywe opowieści o tym, jak to jakaś osoba miała wejść pod ziemię i znaleźć się w tajemniczym korytarzu. Te tajemnicze korytarze mają się rozciągać między innymi w okolicach olsztyńskiego zamku. Mają się rozciągać w okolicach Niegowy, miejscowości Trzebniów. Jest taka legenda, że ten korytarz ciągnie się właśnie od Trzebniowa do Sokolich Gór. Tutaj, gdzie ja mieszkam. Jest też legenda o tym, że ten korytarz ciągnie się dalej z kolei do Olsztyna, do Częstochowy, pod Jasną Górę. Muszę wam powiedzieć, że kiedyś natrafiłem na bardzo ciekawą historię, która jakby potwierdzała tą hipotezę.
Otóż rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który jako dziecko pracował przy budowie torów i pamiętam, że wtedy robili tutaj gdzieś w okolicach rezerwatu Zielona Góra, oni wtedy tam coś kopali. Jeżeli już, to ta Zielona Góra leży koło Huty Częstochowa, niedaleko Góry Oszona. To jest w granicach miasta Częstochowa. I okazało się, że oni po prostu natknęli się na coś. Wpadła im jakaś maszyna. Myśleli, że to jest po prostu mokradło, ale potem jakoś wyciągnęli tą maszynę. Nie pamiętam już co. I okazało się, że ona po jakimś czasie utopiła się znowu. Okazało się, że był tam swego rodzaju tunel. Natomiast myślę, że po części te historie mają jednak swoje wytłumaczenie, dlatego, że ów Trzebniów, o którym wspomniałem, to jest miejsce, gdzie znajdują się najdłuższe na Jurze jaskinie.
Bardzo ciekawe.Podobne jaskinie są w Sokolik Górach. Podobne jaskinie ponoć kiedyś były pod olsztyńskim zamkiem, potem zostały chyba zasypane. Także gdyby tak dobrze poszukać w historiach lokalnych, o których często dzisiaj się zapomina z różnych powodów, bo uważane są za obciachowe albo mało ciekawe, można by odkryć naprawdę bardzo ciekawe rzeczy. Na przykład ta sprawa, o której mówię, te podziemia, te podziemne korytarze to jest coś, o czym nigdy nigdzie nie czytałem. Dopiero sam to zebrałem. Kilka razy wspominałem o tym w różnego rodzaju artykułach. Natomiast to wydaje mi się bardzo ciekawe, dlatego, że zapewne każdy region ma takie historie. Przejdźmy dalej. Panowie, ostatnio pojawiła się taka ciekawa historia z Rosji. Kraju, w którym tych paleoastronautycznych hipotez i dowodów jest naprawdę dużo, bo pamiętajmy, że to uczeni radzieccy właściwie stworzyli tą dziedzinę.
Słynna sprawa kamienia z mikrochipem. Pisaliśmy o tym na portalu Infra między innymi. Chodzi o to, że znaleziono bardzo dziwaczny kamień, prawdopodobnie wyciągnięty ze strumyka, z tego, co wiem, a na nim znajduje się coś, co wygląda jak mikrochip. Oczywiście pojawiły się pytania, co to jest? Kamień dostał się w ręce badaczy z organizacji Kosmopoisk. Nagle nawet w mediach zawrzało, bo ktoś powiedział, że oto wreszcie znaleziono dowód na istnienie w Rosji zaawansowanej kultury lub na odwiedziny z kosmosu. Co panowie sądzicie o tej sprawie? Może Arek Kocik?
[01:32:40] - Wyjaśnienie, jakie przygotowali naukowcy było takie, że jest to skamieniała roślina, z tego, co pamiętam, i ona ma takie charakterystyczne ułożenie i to jest przyczyną powstania tego fenomenu w tym kamieniu. Jeżeli chodzi o Rosję, w dalszym ciągu nie jest wiarygodnie rozwiązana sprawa, przynajmniej z tego, co zdołałem się doczytać, słynnych sprężynek, które tam wykopano. Wykopano małe sprężynki przy okazji jakichś wykopów czy drążenia skały, które według tego podłoża powinny być w wieku około 200 000 lat, a były one niklowo-kadmowe z tego, co pamiętam. Nawet na Syberii nie powinno być ludzi przed 200 000 lat. Rosja jest krainą zagadkową, ale wyjaśnienia takich fenomenów są zazwyczaj bardzo proste. Dziękuję.
[01:34:07] - Tak, właśnie chciałem przy okazji jeszcze zapytać o inne tego typu odkrycia z Rosji, o których słyszeliście. Bo oprócz sprężynek znalezionych między innymi na Uralu i na Dalekim Wschodzie, bo je, z tego, co pamiętam, znajdowano w kilku miejscach. Artykuł o tym znajduje się na Infra. Były tam różne inne bardzo ciekawe rzeczy, które można podpiąć pod hipotezę paleoastronautyczną. Poniekąd wiąże się z tym historia słynnych kotłów, dziwnych struktur w Dolinie Śmierci nad rzeką Wiłuj. Wiąże się z tym także zagadka słynnej kamiennej mapy z Baszkirii, która ma być w zasadzie trójwymiarowym odwzorowaniem tamtego regionu w jakimś tam okresie historycznym. To też jest dość zawiła sprawa. Panowie, co sądzicie o sprawach, o których mówiłem? Może Kris?
[01:35:11] - Jeśli chodzi o to, mamy bardzo ciekawą, charakterystyczną historię z tym czipem, bo nagle wszyscy byli pod wielkim wrażeniem tego, że być może coś przetrwało do naszych czasów właśnie z jakiejś przedpotopowej cywilizacji, czy że to będzie dowód na istnienie przedpotopowej cywilizacji. Ale przy okazji warto zdać sobie sprawę właśnie z tego, że przecież spójrzmy na naszą cywilizację. Mamy szkło, stal, beton. Wszystko to jest bardzo mocne, potężne, świetne, efektowne. Ale co się stanie z tym za 50 milionów lat? Po prostu stanie się to, że to będzie jedna maleńka kreseczka na takiej stracie geologicznej, jeśli ktoś to kiedyś zbada, ponieważ to wszystko ulega pewnemu rozkładowi i degeneracji, czyli na przykład z takich miast jak Dubaj nowy czy Nowy Jork nie zostanie praktycznie nic. I jest to już policzalny okres czasu. Dlatego wiara w to, że chip elektroniczny z czegokolwiek byłby zrobiony, może przetrwać aż tak długi czas, już samo nasze życie świadczy o tym, że coś takiego nie będzie właściwie możliwe, że żadne elementy jakiejś czy technologii kosmicznej, czy przedpotopowej, te najbardziej wyrafinowane nie będą w stanie przetrwać do naszych czasów.
[01:36:34] - Arek Patorek.
[01:36:35] - Szczerze mówiąc nawet nie spotkałem się, nie słyszałem o tych sprężynkach tam gdzieś rzekomo odkrytych.
[01:36:43] - Natomiast kwestia tego mikroczipu wprasowanego w kamień, tak jak to wyjaśniliście również w artykule na swojej stronie, w oparciu oczywiście o badania osób, które się zajmują takimi znaleziskami, bardzo szybko i w bardzo prosty sposób można pokazać, że to jest piękne działanie matki natury, która sobie w kamieniu coś takiego właśnie wyrzeźbiła. Oczywiście to jest tak jak z tymi twarzami na Marsie. Widzimy, co chcemy widzieć, nawet jeżeli czegoś takiego właściwie tam nie ma. Pewnie takie rzeczy będą się powtarzały wielokrotnie. Ludzie będą znajdowali różne kamienie czy też inne rzeczy, które powstały najprawdopodobniej bardzo często za sprawą natury i chemii. Wydaje mi się, że tutaj ciężko się doszukiwać tłumaczenia nie z tej ziemi. Dziękuję.
[01:37:50] - Arek Kocik.
[01:37:53] - Tutaj warto wspomnieć o całej rozciągłości tych artefaktów, że tak powiem. Wspominałeś o kotłach z Ałtaju? Nie, nie z Ałtaju, tylko z Doliny Śmierci bodajże.
[01:38:12] - Chyba z Wiluja o tych kotłach z tego, co pamiętam.
[01:38:18] - W każdym razie była tam ekipa czeska. Był tam Ivan Mackerle, nieżyjący w tej chwili. Znaleźli przy pomocy paralotni, która latała, miejsca, w których prawdopodobnie te kotły są, dlatego że w tym miejscu one już są w tej chwili zatopione i w tych miejscach pojawiły się tylko małe jeziorka, podczas gdy dookoła wszystko jest zarośnięte. Poszli do takiego jednego kotła. Faktycznie uderzając kijem okazało się, że coś tam jest twardego. Nie było to bagno. Natomiast osoby, konkretnie Ivan, który tam nad tym kotłem stał, bardzo ciężko się rozchorował. Dokładnie miał takie objawy chorób, jakie przypisywano działaniom tych kotłów, jak jeszcze występowały nad ziemią. Natomiast cała teoria co do tego, że jest to jedno urządzenie, które ma generować jakieś fale, które niszczą przelatujące komety czy cokolwiek innego, to już jest teoria rodem z amerykańskiego serialu. Tutaj to akurat chyba raczej mało ma wspólnego.
Natomiast odnajduje się jeszcze w Chinach bardzo wiele rzeczy, o czym w sumie mało wiemy. Tylko dostajemy strzępki informacji. W którejś z jaskini odkryto również wprasowane w ziemię rury stalowe, które są częściowo chyba skorodowane, ale nie tak do końca. I to by się jakoś wpisywało w to, co mówił Chris, że po Nowym Jorku niewiele by zostało za jakiś czas. Tak w tej jaskini też. Być może, że tam było coś takiego konkretnego i w tej chwili nie jesteśmy w stanie nawet wymyśleć, co to mogło być. Tutaj oprócz tego jeszcze mamy innego typu zdarzenia, jak legendy z Ałtaju. Mieliśmy takie, które tam odkopano księżniczkę, której ciało było tak dokładnie zabalsamowane, że to się wszystko trzymało, łącznie z widocznym tatuażem. To są takie fenomeny, które do nas docierają, ale nie jesteśmy w stanie dokładnie tego sprawdzić nawet na ten moment. To są bardzo duże przestrzenie.
To jest oddzielna kraina, bardzo tajemnicza, a odległości i możliwości dostania się w to miejsce do sprawdzenia są bardzo małe. Najlepszym dowodem na to, że w momencie, kiedy był wybuch nad Podkamienną Tunguzką, gdzie podobno miał spaść meteoryt, to było w 905 roku. Natomiast pierwsze wyprawy, które tam dotarły, to był chyba 1928 rok bodajże. Oprócz tego były tam te powalone drzewa i tak dalej. Po prostu chcę powiedzieć, że to jest tak olbrzymi obszar, tak mało zbadany, że nie możemy tego w żaden sposób zweryfikować. To są tylko pojedyncze informacje z pojedynczych źródeł. Dziękuję bardzo.
[01:42:19] - Tak, ja może jeszcze dodam, że katastrofa tunguska również poniekąd wpisuje się w teorię paleastronautyczną z tego powodu, że byli autorzy, którzy spekulowali, że ten obiekt, który wtedy uderzył, był tak naprawdę nie żadną kometą, nie asteroidą, ale pozostałościąZ atomowych wojen bogów. Twierdzono na podstawie różnych przesłanek, że ten obiekt z jakichś przyczyn spadł wtedy na obszar nad Podkamienną Tunguską, wywołując eksplozję podobną do eksplozji atomowej. Coś w tym na pewno jest, dlatego, że pamiętam bardzo ciekawą książkę Rubcowa poświęconą Tungusce i tam było mnóstwo hipotez. Natomiast hipoteza, która najbardziej mnie zaciekawiła z tych wszystkich, to była ta, która mówiła, że obiekt tunguski był zbudowany prawdopodobnie z materiałów ceramicznych. Wskazywały na to znaleziska w tunguskiej glebie. Szczątków tego obiektu do dziś nie odkryto. Do dziś tak naprawdę jest to sprawa niewyjaśniona. Czasami pojawiają się jakieś bzdurne hipotezy, dlatego że tak jak powiedział Arek, kiedy uświadomimy sobie ogrom Syberii, rejonu, gdzie zmieści się kilka Rzeczpospolitych, to uświadomimy sobie rzeczywiście, jak ciężkim przedsięwzięciem musi być zlokalizowanie choćby takiego kotła na Syberii, gdzie potrzebne są ogromne siły, ogromne pieniądze. Wszystko się zawsze rozbija o pieniądze. Kiedy słyszę na przykład, że jacyś uczeni z Mediolanu bodajże twierdzą, że odkryli tajemnicę tunguski, bo obiekt spoczął w jeziorku Czeko, to mnie po prostu szlag trafia, bo jeziorko Czeko już było sprawdzane w latach 20.
lub 30. przez Leonida Kulika, pierwszego badacza Tunguski. Tam naprawdę nic nie znaleziono. I kręcimy się po prostu w takim smrodlidom kołowrotku, bo jeden naukowiec sobie zlepszy od drugiego, chce zabłysnąć i po prostu pisze sobie jakiś artykuł, potem go publikuje, a potem z niego spisują dziennikarze „Telegrafa” czy „Guardiana” i idzie fama na cały świat. Czasami są to po prostu nieprawdziwe informacje. Odnośnie kotłów na Syberii sprawa jest rzeczywiście ciekawa. W sprawie Rosji przyszło pytanko. Może zacytuję, a może nie będę cytował. Od razu odpowiem. Pewna pani pyta się nas, gdzie doszło do tego zdarzenia, w którym studenci zostali zabici przez tajemnicze światła.
Była to tragedia na przełęczy Diatłowa. Ale przejdźmy może do następnego pytania. Będzie ono dość rozległe, bo nie wiem, czy zgodzicie się z moją opinią, ale im dalej wchodzimy w ten temat, to się okazuje, że właściwie tylko powierzchownie muskamy pewne sprawy i kiedy zaczynamy o czymś mówić, okazuje się nagle, że otwiera się tak wiele furtek, czasami do rzeczy kompletnie nieznanych, że w zasadzie wychodzi na to, że o świecie wiemy naprawdę niewiele. Bo kiedy poruszyliśmy temat chociażby Nazca, chociażby Syberii, tam wciąż jest wiele do odkrycia. I w tej kolejnej sprawie również jest do odkrycia wiele. Co sądzicie panowie o teoriach, zgodnie z którymi to kosmici byli inicjatorami budowy piramid w Gizie? Bo nie mówimy o wszystkich piramidach. Skupmy się raczej na tych piramidach w Gizie. Powiemy zaraz dlaczego. Czy ma to jakieś potwierdzenie w faktach?
Czy może jest to hipoteza troszkę naciągana? Ja może dodam od siebie, że to jest rzeczywiście coś bardzo kompleksowego, jeżeli chodzi o teorie paleastronautyczne związane z piramidami. Ograniczmy się może do tych kilku aspektów w naszej dyskusji, mianowicie do potencjalnej roli astronomii w budowaniu piramid, może do Sfinksa i do tej hipotezy, która mówi, że Wielka Piramida była swego rodzaju maszyną. Zacznijmy może od Chrisa.
[01:47:11] - Piramidy egipskie są jednym z cudów świata. Są absolutnie niebywałe, niesamowite z bardzo prostej przyczyny. Są po prostu niezwykle precyzyjnie zbudowane. I technologia, jaka została wykorzystana do ich budowy, a także ewentualne ich zastosowanie jest do dziś przez nas nieznane. Miliony ludzi właściwie fascynuje ten problem. Powstało tysiące książek na ten temat. Badali je naukowcy, badali je poszukiwacze przygód. Próbowali odnaleźć jakiś sens ich istnienia. I właściwie ciągle krążymy wokół najrozmaitszych teorii, kto je mógł zbudować i do czego mogły one służyć. Faktem jest, że zostały zbudowane tak dawno, że właściwie są to jeszcze czasy przedhistoryczne, bo momentu budowy jakoś nikt nie zauważył.
To niezwykłe budowle, olbrzymie, gigantyczne budowle. Jakoś nie zostały one opisane przez zazwyczaj bardzo gadatliwych Egipcjan, którzy hieroglify swoje zapisywali właściwie gdzie popadnie, na każdej budowli, kolumnie, kamieniu.Jakoś przez dyskrecję nie wspomnieli nic, w jaki sposób te piramidy powstały. Stąd pochodzi teoria, że Egipcjanie po prostu je już zastali, że one tam były i wokół nich dopiero stworzyli całą swoją cywilizację w oparciu o wiedzę, którą w tych piramidach znaleziono. Ta precyzja piramid jest porażająca, zwłaszcza jeśli spróbujemy spojrzeć na nią z punktu widzenia matematyki. Matematyka i wiedza, jaka została użyta do ich stworzenia, świadczy o tym, że ktoś posiadał nie tylko niezwykłą na owe czasy wiedzę, ale nawet na nasze dzisiejsze. Oprócz tego są one zorientowane w jakiś sposób astronomicznie. W tej chwili uważa się, że odpowiadają pasowi Oriona i następuje jakaś korelacja między tym, co jest na Ziemi, a tym, co jest w niebie. To z kolei sugeruje, że jakiś kontakt musi przez to istnieć, skoro one tam w ten sposób są. Do tego dochodzi masa badań współczesnych, gdzie okazuje się, że sam kształt piramidy nie jest przypadkowy, że ma on swoje specyficzne właściwości, których nie ma żaden inny geometryczny kształt. Na przykład jest teoria, że piramidy mogą stabilizować strukturę tektoniczną Ziemi, że zapobiegają trzęsieniom ziemi bądź pozwalają na to, żeby regulować te wszystkie procesy meteorologiczne, jakie zachodzą dookoła.
Co oznacza, że i pogoda jest tam lepsza i ludzie żyją dłużej i spokojniej. Do tego dochodzą jeszcze te teorie, że uważa się, że piramidy były swego rodzaju maszynami. Tutaj jedną z ciekawszych teorii wygłosił Christopher Dunn, który jest inżynierem, który budował olbrzymie, gigantyczne maszyny. Kiedy on po raz pierwszy spojrzał na piramidy, zobaczył w niej od razu maszynę i doszedł do wniosku, że jest to jedna wielka, gigantyczna elektrownia, która produkowała nieznaną nam dziś energię. Nie wiemy, czy to była energia elektryczna, czy może jakaś inna, ale on nie ma wątpliwości, że do czegoś takiego to służyło. Zważywszy, że my obliczamy naszą cywilizację na zaledwie 5000 lat p.n.e. i nie wiemy nic od tych ludzi, którzy zakładali tę cywilizację, w jaki sposób powstały piramidy, powstaje naturalne połączenie ich zbudowania z przybyszami z kosmosu. Ktoś musiał przekazać tę wiedzę albo ktoś osobiście musiał stworzyć te struktury, bo człowiek w tamtych czasach nie był ich w stanie dokonać. W dzisiejszych czasach również, bo zbudowanie takiej piramidy jak piramida w Gizie jest przy użyciu naszej współczesnej technologii niezwykle trudne do wykonania. My jesteśmy bardzo dumni z tej naszej technologii, bo potrafimy już latać w kosmos, potrafimy robić masę różnych innych rzeczy.
Potrafimy rozmawiać w Radiu Paranormalium z różnych punktów na Ziemi. Natomiast takiego elementu jak piramida, zwłaszcza w Gizie, nadal nie potrafimy zbudować i nadal nie wiemy, jak właściwie się do tego zabrać, żeby coś takiego stworzyć. Ale nawet jeżeli stworzymy, to nie bardzo wiemy, do czego mogłoby to służyć. Tutaj zauważyłem na naszej liście pytań, że ktoś pytał o te piramidy na Kamczatce. Ja o nich za wiele nie wiem, ale Rosjanie byli niezwykle zainteresowani taką strukturą jak piramida i przeprowadzali masę badań. To, co wiem o tych piramidach na Kamczatce, czytając to w jakiejś książce, to była historia taka, że znaleziono dwie wyglądające naturalnie góry, które przy odrobinie wyobraźni przypominały piramidy. Wszystkie okoliczne legendy, historie, mity, o których ciągle mi powtarzali, mówiły o tym, że one oczywiście mają jakieś znaczenie magiczne bądź do czegoś tam służyły. Rosjanie postanowili zrobić takie dość radykalne doświadczenie i wysadzili w powietrze czubek jednej z tych piramid. Od tego momentu w całej okolicy, w której te obie piramidy stoją, pogoda zepsuła się do tego stopnia, że nie da się tam w ogóle żyć i funkcjonować. Padają tam nieustannie deszcze, wieją bardzo silne wiatry.
Dlatego znów wracamy do tego momentu, że być może piramidy służyły właśnie do tego albo do wszystkiego innego, że były czymś w rodzaju katalizatora, bardzo zresztą uniwersalnego. Mówiąc o piramidzie w Gizie, nie należy zapominać, że cała Ziemia jest opasana niezwykłą ilością piramid. Większych, mniejszych, mniej skomplikowanych, bardziej skomplikowanych, ale w końcu piramid. Dlatego uważam, że jest to problem bardzo szeroki, który prawdopodobnie będą dyskutować jeszcze wiele pokoleń po nas i odnaleźć i odkryć tajemnice piramidy w Gizie i innych piramid będzie nam niezwykle trudno. Dziękuję.
[01:53:18] - Dziękujemy. Może Arek Kocik?
[01:53:23] - Przede wszystkim należałoby powiedzieć, że to są ruiny piramid i tak, jak wyglądały, możemy tylko domniemywać. Z całą pewnością nie sądzę. Przyjęło się, że piramidy, przede wszystkim duża piramida Cheopsa, musiała być wybudowana w przeciągu 25 lat, bo tyle akurat był u władzy faraon Cheops. Jak po osiągnięciu swojej władzy zaczął budować, tak przed końcem swojej kadencji musiała być skończona. Pierwszy nowożytny historyk, który ją opisuje, Herodot, pisze, żeOna już wtedy była, jak on odwiedził to miejsce, pusta. Nie było tam żadnych grobów. Ciekawe jest to, jak on tam wszedł przede wszystkim, żeby to stwierdzić. Po drugie mówił, że pod piramidą jest cały kompleks labiryntu ukrytych komnat. To samo mówił też o Sfinksie. I to jest właśnie ciekawe, że w tej chwili akademicka nauka przyjmuje, że wybudował ją Cheops.
Nic się nie mówi o jakichkolwiek podziemiach piramidy, bo mówi się, że owszem, może tam coś być, ale to są tylko kanały przepływowe wody, które sama woda sobie wydrążyła i tam nic nie zawierają. Są pełne i nie da się tam w żaden sposób wejść. Mało tego, na jednych z pierwszych zdjęć komory króla jest widoczne wejście w głąb piramidy. Natomiast na późniejszych zdjęciach to miejsce już zakryte jest głazem, że wejść ani zobaczyć tam nie można. Tutaj ciężko powiedzieć, do czego mogły służyć. Być może do generowania jakiejkolwiek energii. Być może, że okładzina tej piramidy i jej złote zwieńczenie. Do tego prawdopodobnie jeszcze miała złote brzegi. Tego nie wiemy, domniemujemy. I właśnie to, że w piramidzie tej, którą badano w Bośni, okazuje się, że wewnątrz piramidy i nad piramidą w jej środku jest silne pole elektromagnetyczne, które promieniuje w górę.
Jest widoczne, nawet odczuwalne kilkaset metrów w górze. Dlatego, że wzięli drona, podłączyli tam czujniki i zbadano to. Więc tam w Bośni to działa. W piramidzie w Gizeh nikt czegoś takiego nie próbował robić. Druga sprawa jest to, że sens powstania Sfinksa i jego ułożenia jest tylko wówczas, kiedy przeniesiemy się 12 tysięcy lat wstecz i będzie to lew. Wtedy lew będzie patrzył na swój zodiak w momencie równonocy, podczas wstawania bodajże nad horyzont. Więc takie ułożenie, jeżeli to jest 12 tysięcy lat Sfinks i 12 tysięcy lat piramida Cheopsa, więc w żaden sposób nie mogli tego wybudować Egipcjanie. Natomiast z całą pewnością, gdyby tak nawet było, gdyby ta teoria była prawdziwa, to z całą pewnością piramida jako inspiracja zbudowałaby Egipt, bo na podstawie tej inspiracji, na podstawie tego, co ludzie widzieli, mogli budować następne piramidy. A to już wymagało zorganizowania się, pewnej logistyki zarówno w dostarczaniu żywności, ilości ludzi potrzebnych na poszczególnych etapach prac. To nie jest takie proste, że dobra, dzisiaj zaczynamy budować, więc 30 tysięcy ludzi idzie budować to, 30 tysięcy nosi, 30 tysięcy ciągnie głazy.
Nie można tego zrobić ot tak sobie. A tak właśnie nauka sugeruje, że powstała piramida Cheopsa. Dziękuję.
[01:58:32] - Ja może dodam tylko, że te wszystkie najnowsze hipotezy znajdują się w zasadzie na pewnej krawędzi. To znaczy chodzi mi o to, że nikt tak naprawdę nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi, jak to tak naprawdę było i kiedy przede wszystkim. Dlatego, że coraz częściej nawet w środowiskach egiptologów, może nie, egiptologia jest dziedziną bardzo skostniałą. Natomiast jeżeli chodzi o historię, jeżeli idzie o archeologię, to czasami kwestionowane są poglądy o wieku piramidy i jej związku z Cheopsem. I przede wszystkim o budulcu, jakiego użyto. To znaczy o kamieniu, prawda? Często spotykam się z akceptacją, że to jednak był jakiś rodzaj cementu. Oczywiście ten, z którego odlano bloki. Co jeszcze? Przede wszystkim Sfinks.
Ze Sfinksem jest jeszcze większy problem, dlatego że rzeczywiście wizualnie widać, że coś z nim jest nie tak w ramach proporcji. On po prostu ma zbyt duży tułów. Jeżeli chodzi o proporcje w stosunku do głowy. Pojawiła się koncepcja, że był to albo Anubis, albo lew. Tutaj doktor Robert Schoch jest zwolennikiem hipotezy o tym, że Sfinks jest znacznie starszy. On oparł swoje wnioski o badania erozji wodnej na tym monumencie. Natomiast jeżeli chodzi o piramidy na całym świecie, pojawia się jeszcze jedno pytanie: dlaczego akurat ta forma? Bo wiadomo, ziguraty, piramidy na całym świecie, od Ameryki Łacińskiej po Indonezję tak naprawdę. Może jest to pewien ogólnokulturowy wzorzec.Niektórzy również tutaj dopatrują się nieprzypadków. To znaczy, że jest to wzorzec kulturowy, wzorzec zaczerpnięty z cywilizacji matki, która kiedyś tam istniała.
Ale również może to wynikać z takiego prostego rozumowania, że piramida to jakby podstument. To jakby sztuczna góra, tak naprawdę. Coś, co przybliża do niebios, coś, co wynosi człowieka wyżej, w zależności od tego oczywiście, do jakich celów ta piramida służyła. Bardzo ciekawa była ta hipoteza Dana, o której mówił Chris, bo możemy jeszcze założyć, że piramida jest tylko nadbudową nad pierwotną strukturą. Istnieją takie hipotezy, że tam w zasadzie wcześniej mogła być jakaś budowla typu mastaby. Ale oczywiście jeżeli ktoś chce poszerzyć tą wiedzę, to na pewno znajdzie wiele interesujących źródeł. Trzeba tylko pamiętać, że to są wszystko hipotezy i tej ostatecznej prawdy nie zna nikt. Ale co o tym wszystkim sądzi Arek Paterek?
[02:02:04] - Tak, już jestem. Cóż ja mogę powiedzieć po wszystkich moich przedmówcach? Ja już tydzień temu się odrobinę w „Prawdzie” wypowiedziałem na temat piramid. O tym czytałem już dawno temu i o tym czytałem bardzo dużo i spotykałem się z różnymi teoriami na temat tego, jak długo to było budowane, w jaki sposób to było budowane. Czy budowano w pewien sposób, by wskazać i pokazać, że jednak dało się to zbudować. Inni wskazywali, że się nie dało. Ja jednak też bym się skupił bardziej na tym, co Chris powiedział, bo Chris tu zrobił taki mini wykład, a jeszcze powiedział, że mógłby opowiadać i opowiadać, więc strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy dzisiaj mieli temat tylko i wyłącznie piramidy. Tak pół żartem, ale tak szczerze mówiąc, to właściwie chodzi o ten sam kształt i jego właściwości. Bo się pojawiają przecież ludzie, którzy sobie w ogródkach budują te piramidy według jakiegoś tam wzoru. Są ludzie, którzy ostrzą sobie maszynki do golenia, żyletki w piramidzie.
Niektórzy też wysnuwają teorie o tym, że piramida miała pomagać w mumifikacji ciał, które się znajdowały w tych grobowcach. Co prawda w Egipcie te ciała się mumifikowały idealnie w samych piaskach. Ale tu również się pojawia taka teoria. Najbardziej właśnie zastanawia fakt, dlaczego taki kształt i dlaczego właśnie też pominięto te względy historyczne i faktologiczne, też o których Chris mówił, czyli że nie za bardzo opisano kiedy, w jaki sposób, jak długo powstawały piramidy. To jest ta zagadka i czekam. Czekam z niecierpliwością na jakieś nowe doniesienia, aczkolwiek nie spodziewam się, żeby w najbliższych latach jakiś przełom miał nastąpić. Dziękuję.
[02:04:03] - Może teraz Arek Kocik.
[02:04:09] - Akurat ja jestem jednym z tych, którzy w ogródku wybudowali sobie piramidę. I pewne jej właściwości sprawdzałem. Otóż ustawiłem ją, mniej więcej pomniejszyłem wielkość piramidy Cheopsa ileś tam razy. Oczywiście żona miała ze mnie ubaw dłuższy czas. Później ustawiłem ją nie według północy magnetycznej, a według Słońca. I efekt był taki, że w sumie ona nie miała jakichś wielkich energetycznie właściwości, bo to sprawdzał znajomy radiesteta. Niemniej jednak zabawne było w niej to, że jeżeli weszło się do niej z wahadełkiem, w różnych rogach to wahadełko kręciło się w różne strony. To znaczy z jednej strony kręciło się w prawą stronę, przy przejściu przez środek zatrzymywało się, by kręcić się po drugiej stronie piramidy w drugą stronę. Inna rzecz, którą zaobserwowałem było to, że wszystkie nasiona, które tam przebywały, które używaliśmy w ogródku i w tej piramidzie, wzeszły. Niektóre wzeszły trochę później, czyli jakieś trzy, cztery tygodnie po innych.
Niemniej jednak wzeszły. Być może, że jakieś właściwości piramida ma. W tej chwili ciężko jest nam powiedzieć, jakie właściwości powinna mieć duża piramida, bo po prostu to są ruiny i nie wiemy ani co było w jej wnętrzu tak naprawdę. Bo jest taka teoria, że ona jest na tyle szczelnie zrobiona, że były tam wlane jakieś chemikalia, które generowały energię. Natomiast my tego nie wiemy. A szczelność tej egipskiej Rady Starożytności na temat informacji o tej piramidzie, owszem, oni dają do zbadania. Jeżeli nawet ta Fundacja Polska Cheops, która skutecznie ludzi pozbawiała pieniędzy na ten swój szczytny cel badania, chciała przeprowadzić badania georadarami pomieszczeń ewentualnych w okolicach piramid, udostępnili im to. Czyli oni z jednej strony są bardzo otwarci, z drugiej strony w momencie, kiedyKtoś chce faktycznie zrobić jakieś badania, tak jak badania kanałów Gaterbinka, bodajże tak się one w tej chwili nazywają i ich drzwi to najpierw było to, że Hawass sam widział, co później było dopiero nagrywane przez Discovery. Nawet na te badania musiał czekać kilkanaście lat bodajże na pozwolenie. Nigdy nie prześwietlono samej piramidy w żaden konkretny sposób, który by mógł cokolwiek zrobić.
Tutaj pole do popisu jest dosyć duże, być może coś się zmieni w podejściu, chociaż wątpię, Egipskiej Rady Starożytności do tego po odejściu Hawassa. Może będziemy wiedzieli coś więcej. Na razie nie wiemy poza oficjalną doktryną praktycznie nic. Dziękuję.
[02:08:03] - Może jeszcze wrócę do tych podziemi Gizy. Wiadomo, że już tam coś jest. Nie ma co ukrywać. Natomiast pytanie: co? Prawdopodobnie są to komory pod Sfinksem odkryte przez samego Hawassa już dawno. On tam prowadził odwierty. Okazuje się, że pod ziemią są po prostu jakieś komnaty. Prawdopodobnie komnaty, które służyły celom innym niż magazynowanie jakichś przedmiotów, bo to są podziemia wyłożone granitem, prawda? To jedna sprawa. Druga sprawa, że tam wiele osób weszło.
Nie wiadomo, do jakiego stopnia były to struktury ukryte. Jedni na przykład twierdzą, że to był jeden wielki kompleks i tak naprawdę nie ma się tam spodziewać niczego tajemniczego. Ale chyba właśnie boją się Egipcjanie tego, że z nowymi odkryciami, jeżeli wpuści się tam Europejczyków, może się stać to samo co z tymi dawnymi. Że zostaną po prostu wywiezione, rozwiezione. Tym bardziej że teraz ten czas jest taki niespokojny i może być pretekst do tego, żeby coś nowego tam zabrać z Egiptu, żeby nie przepadło w tej dziejowej zawierusze, która ma tam miejsce od pewnego czasu. Kris Miakina, bardzo proszę.
[02:09:35] - Chciałbym jeszcze dodać taką jedną ciekawostkę na temat piramid. Mam tu na myśli już nie piramidę w Gizie, a piramidę w Chichen Itza, którą między innymi zbadał Richard Hoagland. On ma takie bardzo unikalne urządzenie. To urządzenie nazywa się Accutron i ono mierzy poziom pola elektromagnetycznego, bardzo specyficznego pola elektromagnetycznego. I on z tym swoim Accutronem podróżuje w różne miejsca świata, gdzie znajdują się megalityczne budowle. Stara się zmierzyć to pole w różnych momentach, na różnych wysokościach danej budowli, w różnym oddaleniu od tej budowli i wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Między innymi kiedy kończył się kalendarz Majów, kiedy była wielka niemalże histeria, czy będzie koniec świata, czy nie. On się tam wybrał do tej piramidy w Chichen Itza ze swoim sprzętem, żeby wszystko to dokładnie zmierzyć, czy coś się innego wydarzy, czy rzeczywiście to pole wzrośnie, czy też nie wzrośnie, jak to się wszystko będzie działo. Udało mu się tam dojechać. Mierzył, był tak podniecony tym wszystkim, że mierzył to już z autobusu 40 kilometrów przed piramidą.
Zapisywał to wszystko w zeszycie. Później mierzył przy samej piramidzie, gdzie miał później kłopoty ze strażnikami i tak dalej. Okazało się, że rzeczywiście pole elektromagnetyczne się zmienia i nie jest to nic nowego i sensacyjnego, bo właściwie jest to rzecz znana i naturalna, bo wiadomo, że zazwyczaj albo taka budowla megalityczna, szczególnie piramida, jest w miejscu, które ma szczególne właściwości elektromagnetyczne, albo ona sama je moduluje, w jakiś sposób powiększa i w związku z tym ono po prostu jest wyższe niż gdzie indziej. I jest to fakt. Ta historia właściwie na tym się dokończyła. Krótko po tym on wrócił już do Stanów, gdy okazało się, że wycieczkowiec, którym podróżował i którym udało mu się powrócić z powrotem na Florydę, kilka tygodni po tym fakcie po prostu się zepsuł. Jest to taka sprawa troszeczkę niebywała, bo te olbrzymie statki mają silniki w tej chwili tak precyzyjne, że właściwie tam się nie ma co zepsuć. Taki silnik musi po prostu pracować. Szczególnie kiedy taki wycieczkowiec jest jednym wielkim, gigantycznym hotelem. Nawet nie można sobie pozwolić na to, żeby coś takiego się zepsuło, bo to są tysiące ludzi, którzy bez prądu, bez łazienek, bez jedzenia, bez lodówek po prostu będą skazani na bardzo poważne kłopoty.
I tak też się stało na tym wycieczkowcu. Dlaczego mówię o tych dwóch rzeczach, o wycieczkowcu i o tej piramidzie? Bo ten wspólny punkt odniesienia odnalazł właśnie Hoagland, który mierzył to pole elektromagnetyczne przy piramidzie. Mierzył właśnie w porcie, w którym stał wycieczkowiec. Wycieczkowiec stał około 60 kilometrów od piramidy w Chichen Itza, w takiej miejscowości Progreso. Właściwie to była wieś rybacka, gdzie zbudowano gigantyczne molo po to właśnie, żeby te wielkie pasażerskie cruisery mogły podpłynąć i tam zacumować i te tysiące ludzi mogły się wyładować i zwiedzać, i wydawać pieniądze w Meksyku. Myśląc nad tym wszystkim, co się tu mogło wydarzyć i dlaczego takie wspaniałe silniki na tych okrętach nigdzie się nie psują, a tu się akurat zepsuło, doszedł do wniosku, że właśnie winę za to ponosi piramida w Chichen Itza.Dlatego, że wysyłając ten impuls elektromagnetyczny, on go mierzył przez dziesiątki kilometrów i znalazł coś w rodzaju sposobu, w jaki to pole funkcjonuje i działa poprzez struktury geologiczne, które są pomiędzy morzem a tą piramidą. Okazało się, że emitująca te fale elektromagnetyczne piramida, te fale elektromagnetyczne do tej pory bezpiecznie lądowały w oceanie. Nic się nie działo. Ale kiedy Meksykanie zbudowali ten kilkukilometrowy betonowy pomost, do którego cumowały olbrzymie wycieczkowce, ten pomost stał się czymś w rodzaju kamertonu.
Po prostu ta fala nagle skupiała się w tym pomoście i przez to, że ten olbrzymi statek był przycumowany obok, przekazywała tę falę wprost do tego statku i w pewnym momencie okazało się, że ona po prostu niszczy ten silnik, dlatego silnik się załatał. Jest to jedna z ciekawych, niespodziewanych historii, w jaki sposób ta piramida działa, nawet jeśli energia, którą ona emituje, jest bardzo słaba. Jest w sumie niewielka i wydawałoby się, nasza współczesna fizyka mówi, że tej energii jest tak mało, że właściwie nie wiadomo, co z nią zrobić. Do niczego nie można jej użyć. Nie można nawet żaróweczki w latarce nią zapalić, więc z tego powodu ona jest nieważna. Okazuje się jednak, że energie, które są bardzo delikatne czy ledwo wyczuwalne, mają swoją moc, działają na zupełnie innej zasadzie i jest to zupełnie inny rodzaj fizyki. Jest to ta fizyka, którą Hoagland nazywa fizyką skalarową albo fizyką torsyjną. Jest to zupełnie nowy rodzaj fizyki, który dopiero w tej chwili odkrywamy, o którym nie wiemy za wiele. I być może właśnie piramida jest czegoś takiego elementem. To by wskazywało na to, że to, że ona była w ogóle budowana, to, że jest tak charakterystyczna dla wielu punktów na świecie i to, że historie wielu tych piramid giną gdzieś w mrokach przeszłości.
Nie wiemy, kto je zbudował i dlaczego je zbudował. Być może jest to takim sygnałem, że ktoś z zewnątrz czy ktoś z innej planety dopomagał nam w tym, czy później nauczył ludzi je budować. Ponieważ budowle te, tworząc pole elektromagnetyczne czy wysyłając sygnał, mówiąc w uproszczeniu, mogły być czymś w rodzaju kosmicznej latarni morskiej, że dzięki temu ktoś, kto podróżował przez przestrzeń kosmiczną, mógł się orientować: „Aha, jestem tu gdzieś milion lat od Ziemi, więc skręcę teraz w lewo, bo tam jest fajny McDonald’s czy coś innego”. Ten przykład z Progresso, statku i piramidy w Cisza wskazuje na wiele innych właściwości piramid, o których wciąż nie mamy pojęcia. Myślę, że temat jest ciągle otwarty i niezwykle fantastycznie atrakcyjny do tego, żeby eksplorować. Dziękuję.
[02:16:06] - Arek Paterek zakomunikował, że będzie musiał troszeczkę wcześniej wyjść. Dlatego może teraz poruszmy pytanie numer siedem na naszej liście. Panowie, istnieje wiele przesłanek, które autorzy z dziedziny ancient aliens traktują jako dowód na to, że w pewnych ludach starożytnych mogły przetrwać obce geny. Oprócz Sichina i jego koncepcji rodów, w których płynęła krew Anunnakich, pojawiły się teorie o stożkowatych czaszkach z Paracas, a nawet nieludzkim, liczonym w setkach lat wieku patriarchów biblijnych. Jak patrzycie na ten problem? Może na początek Arek Paterek?
[02:16:53] - Właśnie w odniesieniu do tych czaszek jest to arcyciekawy temat. Ja kiedy czytałem o nich, proszę, niech mnie ktoś poprawi, jeżeli tutaj plotę jakieś herezje. Z tego, co pamiętam, kiedy były one badane, to DNA nieznacznie się różniło od naszego ludzkiego. Natomiast jeżeli chodzi o sam kształt czaszek, od razu na myśl przychodzi jakaś istota, która od ludzi się całkowicie różni. Jednak kiedyś oglądałem program, już nie przypomnę sobie ani tytułu, ani stacji, przykro mi bardzo. Natomiast w Afryce bodajże jedno z plemion w pewien sposób od urodzenia kształtowało czaszki i powstawały takie podłużne czaszki, jak te w Paracas. Tak ogólnie rzecz biorąc, nie było to trudne. Był to oczywiście bardzo długi proces, być może i bolesny dla tych osób, które się poddawały. Z tego, co mi wiadomo, to zazwyczaj były to kobiety. Natomiast, panowie, dużo już mówiliście wcześniej o tym, że ktoś przybył i namieszał nam troszeczkę w genach i nas, że tak powiem brzydko, zrobił od tej wizji.
Ktoś już mnie poprawił, że tym czaszkom nie badano DNA. Być może się opieram na nie tym źródle, na którym powinienem. Czytałem już o tym dosyć dawno. Szczerze mówiąc, przed audycją nie wróciłem do tamtego materiału, także nawet nie powiem wam, skąd to wziąłem. Natomiast wydaje mi się, że taka czaszka, jak już wspomniałem, jest, brzydko mówiąc, do zrobienia, jednak wymaga od najmłodszych lat pewnego wkładu własnego, że tak to ujmę. Jest to proces długi i pewnie troszeczkę nieprzyjemny dla osoby, której ta czaszka jestRobiona. Mówiliście o tych genach. Jeżeli ktoś tam rzekomo przybył i namieszał w genach, stworzył, to być może gdzieś te geny się zachowały. Tak jak Marek już wspomniał, ja się będę pomalutku odłączał dzisiaj troszeczkę szybciej. Mimo że z problemami, to cieszę się, że mogłem tu z wami, panowie, być.
Skorzystam z okazji, że jestem przy głosie i się pożegnam z wami, a także ze słuchaczami. Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie i mam nadzieję, że do usłyszenia już niedługo.
[02:19:42] - Dziękujemy Arku, również tobie za to, że przyjąłeś nasze zaproszenie na dzisiejszą debatę. I tak jak się ostatnio żegnamy w Radiu Paranormalium, życzymy ci świadomych snów.
[02:19:56] - Dziękuję bardzo.
[02:19:58] - Może teraz Chris Mikina.
[02:20:00] - Czaszki wydłużone, szczególnie wydłużone czaszki interesują mnie od bardzo dawna. Fascynuję się tym tematem. W tym temacie wydaję mi się dość nieźle zorientowany i skończyło się to na tym, że sam wyruszyłem w długą drogę do Peru, żeby zobaczyć je na własne oczy, porozmawiać z ludźmi, którzy próbują prowadzić wokół nich jakieś badania, zorientować się w ich opinii. Przedmiot tego badania, czyli te wydłużone czaszki, wydaje się być jeszcze bardziej fascynujący, niż widać to na pierwszy rzut oka. Czaszki te przede wszystkim nie mogły być wydłużone sztucznie z jednego powodu: nawet jeżeli się wydłuża sztucznie czaszkę, co robi wiele kultur na świecie, różnych starych kultur, nawet kilka współczesnych prymitywnych kultur, czaszka ciągle ma tą samą pojemność mózgu. Paracas mają pojemność mózgu dużo większą niż nasza. Te najmniejsze mają 25% większą pojemność mózgu, a te największe do 100% większą, czyli są dwa razy większe niż nasze. Jednocześnie ciało tych ludzi było stosunkowo niewielkie. To nie byli giganci. Dorastali gdzieś od 1,20 m do 1,50 m wzrostu, może czasami troszkę więcej, do 1,60 m.
I posiadali tę absolutnie nietypową czaszkę. Już tam na miejscu okazało się, że zrobiono wiele prób, żeby jakiś instytut naukowy, uniwersytet mógł przeprowadzić badania DNA. I okazało się, że naukowcy nie są tym wcale zainteresowani. Oni mówią: „My nie będziemy wydawać olbrzymich pieniędzy na badanie czaszek, które są wydłużone w sposób sztuczny. Jest to po prostu nic specjalnego, nic sensacyjnego i my tego nie będziemy robić”. I w tej chwili w Peru działa taki Amerykanin, nazywa się Brian Foerster, mój przyjaciel, który robi wszystko i poświęcił całe swoje życie, w tej chwili poświęca wszystko, co robi w życiu właśnie temu celowi, żeby móc genetycznie zbadać te czaszki, móc rzeczywiście stwierdzić z całą pewnością, jaki jest ten materiał genetyczny. Oczywiście kosztuje to masę pieniędzy. Badania prowadzi kilka laboratoriów. Problemy są też takie, że pozyskanie drobin tych czaszek jest wbrew pozorom niezwykle trudne. Mimo że do nich jest dostęp, to musi to być zrobione legalnie, dlatego, że nielegalnie zdobyty materiał do badań nie będzie uznawany przez innych naukowców.
To wymaga przełamania masy różnych problemów biurokratycznych, niechęci naukowców, wpływów nawet politycznych, żeby tego nie robić, co jeszcze bardziej zaciekawia. Co takiego jest w tych czaszkach? I rzeczywiście najbardziej charakterystyczna, jeśli chodzi o czaszki z Peru, jest kultura Paracas. Jest to kultura, która rozwijała się na obrzeżach pustyni Nazca. Paracas zostali właściwie unicestwieni przez plemię Nazca, bo pustynia Nazca, nazwa pochodzi od ludu Nazca, który pobił Paracas, unicestwił ich kompletnie i zajął ich miejsce. Ci ludzie Nazca byli o wiele bardziej prymitywni niż Paracas i słuch o Paracas właściwie zaginął. Zostały po nich tylko kości, tekstylia i różne przedmioty, których używali na co dzień. Już na pierwszy rzut oka widać, że posiadali olbrzymie umiejętności. Świetnie tkali. Ich tkaniny do dziś zachowują wspaniałe kolory.
Są oczywiście kruche, bo czas robi swoje. Mimo że było to ponad 2000 lat temu, ciągle zachowują te kolory. Są niezwykle skomplikowane i niezwykle rzadkie. Niewielki skrawek, powiedzmy jak znaczek pocztowy takiej tkaniny, można dostać kilkadziesiąt tysięcy dolarów za coś takiego. Jest to tak rzadka rzecz. Inna charakterystyczna rzecz dla tego ludu Paracas, ludu wydłużonych czaszek. Niektórzy twierdzą, że ludzie ci mieli wodogłowie. Z pewnością nie było to wodogłowie. Wielu lekarzy oglądało te czaszki. Ich ekspertyza jest od razu taka, że z wodogłowiem nie ma to nic wspólnego.
Inną rzeczą charakterystyczną dla tych ludzi z Paracas było to, że nie mieli czarnych włosów. Większość ludzi o rasie południowej, znakomita większość ma czarne, kruczo czarne włosy. Natomiast ludzie z Paracas mieli włosy kasztanowe, co znów w jakiś sposób pokrywa się z legendami o dziwnych przybyszach nie wiadomo skąd. Czy czasami przybyszach z nieba, takich jak na przykład Viracocha, który również miał kasztanowe włosy. Powtarza się to także w innych kulturach i dlatego to jeszcze bardziej podkręca tajemnicę tych czaszek i jeszcze bardziej zaciekawia. Ja sam widziałem ich wiele. Widziałem ich co najmniej 100, a może i więcej, a niektóre z nich po prostu odkrywały się wręcz na moich oczach, bo okazało się, że po zatrzymaniu się w barze, po obejrzeniu Pumapunku, ruin w Pumapunku, w takim przydrożnym barzeGdzie chcieliśmy wypić jakąś herbatę czy coś zjeść. Okazało się, że ten człowiek powiększył sobie tą restaurację, chciał zwiększyć ilość gości. Brian zapytał go, czy czasami czego nie wykopał, może znalazł jakąś wydłużoną czaszkę. On powiedział: „Jasne, że znalazł”.
I zaprowadził nas do takiej szopy przykrytej strzechą. I tam było tych czaszek pięć. Wydłużonych czaszek, o których nikt nie miał w ogóle pojęcia, że istnieją. Także są one w jakiś sposób powszechne. Ludzie ci zamieszkiwali duży teren i ich kultura trwała bardzo długi czas. Dlatego jest to wręcz zdumiewające, że nauka nie chce się kompletnie tym zainteresować i ignoruje to. Dochodzi nawet do tego, że sala poświęcona tym czaszkom w muzeum w Limie po prostu została zamknięta i te czaszki zostały usunięte. I są dyskretnie usuwane z innych miejsc, gdzie były kiedyś wcześniej pokazywane, tak jakby ktoś chciał powoli zabrać wszystkie dowody tego, że kiedykolwiek coś takiego istniało. To przypomina historię, jaka się dzieje w tej chwili w Stanach, jeśli chodzi o istnienie gigantów. Wiele wskazuje, że coś tak fantastycznego jak giganci, którzy mają po cztery i pół czy nawet siedem metrów wzrostu, być może rzeczywiście naprawdę istnieli.
Jest to w tej chwili dla człowieka myślącego, używającego zdrowego rozsądku absurdem, ale wiele wskazuje na to, że tak jest i że przez kilkadziesiąt lat prowadzono systematyczne prace po to, żeby usunąć wszelkie ślady czy wszelkie możliwe dowody, że coś takiego istniało. Podobnie w tej chwili dzieje się wokół tych czaszek z Paracas, kultury Paracas, że nauka nie jest tym zainteresowana. Czaszki znikają. Gdy są w muzeach, są oddawane do magazynów i posiada je w tej chwili w swoich ekspozycjach tylko kilka prywatnych muzeów rozrzuconych po całym kraju, do których trudno dotrzeć. Zazwyczaj te miejsca są poza głównymi szlakami turystycznymi, bo wszyscy, którzy jadą do Peru, chcą obejrzeć Machu Picchu i właściwie takie czaszki ich nie za bardzo interesują. I teraz te laboratoria, które wzięły próbki czaszek do analizy, pracują nad wyodrębnieniem kodu DNA. I już pierwsze badania są obiecujące, że coś rzeczywiście było z tymi czaszkami nie tak. Tyle że zajmie to sporo czasu, ponieważ żeby przeprowadzić takie badanie, to nie tylko zajmuje czas, ale potrzebna jest masa pieniędzy. Więc te pieniądze są bardzo powoli zbierane i wszystko, co się uzbiera, pozwala na przeprowadzenie kolejnej serii badań, wyodrębnienie kolejnej sekwencji DNA. I jakiś czas jeszcze to potrwa.
Także jest szansa na to, żeby dowiedzieć się coś więcej na temat tych czaszek z Paracas i czy rzeczywiście byli to inni ludzie niż my. Wtedy będzie temat bardziej otwarty do tego, czy rzeczywiście była jakaś ingerencja, czy może jakaś inna cywilizacja rzeczywiście tu funkcjonowała i czy stworzyła zupełnie inną rasę, czy odmianę wręcz człowieka. Dlatego że nawet jeśli lekarz spojrzy na czaszkę takiego człowieka z Paracas, widzi, że ona jest zbudowana inaczej od naszej. Inaczej ma ułożone te płyty, z których jest stworzona, inaczej jest położone ciemiączko. Niektóre z nich mają tylko trzy płyty, nie jak my cztery. Także rzeczy są fascynujące. Oczodoły tych ludzi były większe. Dochodzi do takich kuriozalnych czasami znalezisk, jak na przykład coraz bardziej słynny Huayqui, który jest w miejscowości, której nigdy nie mogę wypowiedzieć jednym tchem, ale spróbuję. Ona się nazywa Andahuaylillas. Jest to maleńka mieścina gdzieś u podnóża Andów.
Jest w niej prywatne muzeum i głównym elementem tamtejszej ekspozycji jest właśnie Huayqui, który ma co najmniej 800 lat. I teraz nikt nie wie właściwie, co to jest, bo jest to taki korpus, szkielet, którego czaszka jest mniej więcej połową długości całego ciała. Ten szkielet ma kilkadziesiąt centymetrów, dlatego uważano, że było to dziecko, ale to dziecko miało zęby siedmiolatka na przykład. I to ciągle były jeszcze mleczne zęby. Także tam jest masa pytań. Wszyscy lekarze, dentyści, którzy oglądają Huayqa, kompletnie są zdumieni takim dziwolągiem, dziwnym tworem natury. Właściwie to nie wiadomo, czy to natury, ta właśnie postać. Jest sporo filmików Briana na YouTube. Brian także publikuje na mojej stronie Nowa Atlantyda. Także od czasu do czasu tłumaczę jego prace, jego artykuły czy pokazuję jego zdjęcia i można tego Huayqi również zaobserwować i popatrzeć na to, że jest to coś absolutnie niezwykłego, co tak na pierwszy rzut oka nawet nasuwa, że mamy tutaj do czynienia z klasycznym szarakiem.
Ma olbrzymie oczodoły, wysoką, długą czaszkę. I właśnie te straszne zęby, które są zbyt wielkie jak na dziecko w tym wieku. Plus wiele innych medycznych problemów, jakie nosi w sobie ten szkielet. Poza tym wszystkim ciągle jeszcze, już się troszeczkę o tym zapomniało, bo Lloyd Pye zmarł niedawno. Prowadził on badania nad czaszką, którą sam odnalazł. I te badania trwają nadal. One troszeczkę przycichły, ale w jego przypadku czaszka już w tej chwili wykazuje tak wiele różnic genetycznych z nami, że tych różnic jest więcej niż między człowiekiem a szympansem. Dużo więcej. Co już świadczy o tym, że mamy do czynienia z kompletnie innymRodzajem. Mamy do czynienia właściwie nie z człowiekiem, a z istotą.
Jeszcze nie wiemy, jaka to jest istota, ale to właśnie implikuje, że ktoś manipuluje w kodzie genetycznym człowieka i być może ten ktoś nie jest stąd, przybył z innej planety. I takie właśnie te czaszki, które odnajdujemy, czy dziwne kultury, które odnajdujemy czasami, które wymarły dawno temu, właśnie wskazują, że coś takiego jest, czy było, czy może nadal jest możliwe, że ktoś przybył i spróbował stworzyć z nas coś innego niż my jesteśmy tym teraz. Tylko to się nie sprawdziło i siłą rzeczy to musiał umrzeć. Co ciekawe, niektórzy lekarze twierdzą, że tak wysoko ustawiona czaszka, taka pionowa, wydłużona, stożkowata czaszka pozwala na lepszą pracę szyszynki. Z kolei szyszynka odpowiada za nasze paranormalne pojmowanie świata. Jesteśmy bardziej czuli wtenczas, nasz instynkt jest wiele bardziej czuły na wszystko, co nas otacza. Niektórzy uważają, że mogą słyszeć i czuć siłę kosmosu, mogą rozmawiać z Bogiem. Ich myślenie jest o wiele bardziej klarowne, czystsze i prostsze. Być może z tego powodu wszystkie te inne kultury, które tworzyły kształty normalnych czaszek, próbowały właśnie to samo osiągnąć, bo widzimy, że jest to robione na wszystkich kontynentach i w pewnym momencie można powiedzieć, że to była taka bardzo okrutna i dziwaczna moda, że nagle wiele kultur zdecydowało się, żeby wyglądać tak jak kto, może jak bogowie, ci, którzy zeszli z nieba. Dziękuję.
[02:33:01] - Ja jeszcze będę miał do ciebie pytanie odnośnie tego, co widziałeś podczas swoich podróży. Nie tylko czaszek, ale również odnośnie innych obiektów. Natomiast teraz damy się wypowiedzieć Markowi Kocikowi.
[02:33:17] - Ciężko tu cokolwiek po tak wyczerpującej wypowiedzi dodać. Tak ciekawej. Można tylko powiedzieć o tym, że Lloyd Pye napisał książkę, która jest tłumaczona na język polski. Wydało ją wydawnictwo Cień Kształtu i jest tam bardzo fajnie przedstawiona droga badawcza Lloyda Pye. Jak on próbował zainteresować badaniem tej czaszki DNA konkretnie różnych naukowców. W końcu robił to za własne pieniądze, za pieniądze sponsorowane. I tak naprawdę to była jego życiowa droga przez mękę z tą czaszką. Okazało się, że ta czaszka, istota, która była właścicielem tej głowy, nie mogła być człowiekiem, bo tak duże różnice są. Tutaj właśnie, tak jak Chris powiedział.
[02:34:26] - Tak, z tego, co ja pamiętam, to chyba przeszukali największą bazę danych o wszystkich gatunkach występujących na Ziemi, roślin, zwierząt i wszystkiego, co w ogóle żyło. Ta baza znajduje się gdzieś w Stanach Zjednoczonych i z tego, co pamiętam, to połowa genomu nie została w ogóle znaleziona. Nie znaleziono żadnych pasujących wyników.
[02:34:54] - Żadnych konotacji nie było. To jest w ogóle coś, co jest niewiarygodne po prostu. Niemniej jednak tak było. Bardzo długi okres czasu zajmowało dopasowanie tego genomu, w ogóle odnalezienie, bo to odbywało się na zasadzie porównania z genomem człowieka. Tutaj wszystkie sposoby, które uruchamiały odczyt genomu człowieka, nie sprawdzały się przy próbie odczytu czaszki tego gwiezdnego dziecka, bo tak Lloyd Pye ochrzcił głowę tej istoty. Jest strona internetowa. Podejrzewam, że jeszcze działa. Gdzie te zmiany są dokładnie przedstawione i to naprawdę jest coś niesamowitego. Ale chciałbym wrócić do tego, o czym mówił ostatnio Chris. Dlaczego?
Bo wiadomo, że moda płynie z góry, więc najpierw kształt czaszek zmieniali sobie władcy. Powód ich zmiany? Prawdopodobnie to była chęć upodobnienia się do kogoś znacznie mądrzejszego, kto przybywał i wiedział więcej. I dopiero wtedy gawiedź, że tak powiem, próbowała się upodobnić do władzy. Dlatego stopniowo mogło się to rozszerzać. Niemniej jednak to nie ma żadnego związku z czaszkami, które odnaleziono, z tymi wydłużonymi czaszkami. Tam jest inna pojemność puszki mózgowej, więc tego się nie da zrobić składając czaszkę czy okręcając czaszkę jakimiś klepkami drewnianymi i skręcając to powrotem. Nie da się powiększyć w ten sposób. Historia ludzkości to jest bardzo często podążanie za modą i próba zmiany wyglądu. Do dzisiaj jest w Afryce moda, nie pamiętam, w którym plemieniu, na wydłużanie sobie szyi, gdzie się zakłada obręcze i po prostu ta szyja rośnie.
W Chinach była moda na krępowanie stóp kobiet bodajże, z tego, co pamiętam, żeby były małe. Także możliwości
[02:37:39] - Chyba nie tylko krępowanie, ale wręcz łamanie. Z tego, co pamiętam, coś takiego też było.
[02:37:45] - Ale to nie zmieniało i w sumie nie zmienia kości, wyglądu kości. Natomiast w przypadku tych wydłużonych czaszek mamy inny wygląd ułożenia poszczególnych kości w czaszce. Poza tym, tak jak u Lloyda Pye, przytwierdzenie czaszki do kręgosłupa pod takim kątem jest niemożliwe u człowieka, dlatego, że u człowieka to nie jest na środku, tylko na zewnątrz. Dlatego możemy tą głową tak, a nie inaczej ruszać i mamy pewną amortyzację. W tamtych czaszkach prawdopodobnie, z tego, co pamiętam, takiej możliwości nie ma. Poza tym czaszka Lloyda Pye miała troszeczkę inną strukturę. Była lżejsza, a struktura kości cieńsza i była kość zmieszana z tworem podobnym do paznokcia. Także to jest zupełnie coś innego. Dziękuję.
[02:38:53] - Tutaj na czacie Radia Paranormalium jeden ze słuchaczy pyta o czaszki kryształowe.
[02:38:59] - Dużo może chyba powiedzieć Chris na ten temat.
[02:39:02] - Rzeczywiście te czaszki jakby mnie prześladują ciągle. Albo są kryształowe, albo wydłużone.
[02:39:08] - Czaszki, czaszki, czaszki everywhere.
[02:39:11] - Dokładnie. Ostatnio znalazłem niesamowitą historię o gwizdkach Azteków, gwizdkach śmierci, które były tworzone w formie czaszek i wydawały z siebie niesamowite i okrutne dźwięki, mrożące krew w żyłach. Co do czaszek kryształowych jest bardzo wiele kontrowersji, ponieważ właściwie jest to temat, który nauka ignoruje kompletnie. My ciągle poruszamy się w takim obszarze, że może to rzeczywiście tak jest, a może nie jest. Czaszka kryształowa z samego faktu, że jest stworzona z kryształu, ma silne właściwości przewodzenia. Na chwilę wrócę do piramid. Zauważcie panowie, że piramidy były zazwyczaj budowane z materiału, który posiadał w sobie elementy kryształu. Na przykład wnętrze piramidy w Gizie, te komory najważniejsze, królewskie, były wyłożone granitem, który posiada michę, która ma strukturę kryształu. Sama piramida przypomina strukturę kryształu. I teraz mamy kryształowe czaszki, które siłą rzeczy z tego, że są zbudowane z takiego, a nie innego materiału, mają pewne określone specyficzne właściwości.
Zacząłem jeździć za tymi czaszkami, spotykać się z nimi, z ich właścicielami, słuchać, co oni mają do powiedzenia i uczestniczyć w najrozmaitszych historiach. Czasami to były obrzędy szamańskie, czasami to były towarzyskie spotkania. Niektórzy używali takich czaszek właściwie jako ozdóbki albo przyciski do papieru. Inni traktowali je poważnie. I na przestrzeni tych lat mam dość poważne i mieszane uczucia związane właśnie z tymi kryształowymi czaszkami, bo ich moc i właściwości zależą wyłącznie od tego, kto je uruchamia. To jest tak, jak na przykład staniemy przed samochodem. Dziecko stanie przed samochodem. Nie wie nawet, jak go uruchomić. Może wejść do tego samochodu, jeśli nie ma kluczyków, nie odpali go, nie odjedzie, a nawet jeśli odjedzie, nie będzie potrafiło kierować. Myślę, że podobnie jest z czaszkami, że przedmiot sam w sobie ma olbrzymi potencjał, tylko musi mieć dobrego kierowcę, żeby umiał tym potencjałem sterować i go wykorzystywać.
Moje największe, najbardziej dla mnie szokujące doświadczenie, które jest związane z czaszkami, było takie, kiedy na jednym z takich spotkań z olbrzymią kryształową czaszką zwaną Einstein. Bynajmniej nie od tego wielkiego fizyka, a od tego, że nazwał ją Niemiec. Jako że to był wielki kamień, więc tak go nazwał. Einstein. Podczas czegoś w rodzaju takiego jakby misterium szamańskiego. Indiańskie szamańskie misterium. Ja leżałem, moja czaszka dotknięta do tamtej czaszki. Leżeliśmy sobie wobec niej czaszka w czaszkę. I tak nawet sobie rozmyślałem, że taka śmieszna sytuacja, że tak sobie leżymy, ludzie stoją dookoła i tak się gapią. Myślę, co też się może teraz wydarzyć.
Pewnie nic, ale najwyżej sobie poleżę troszkę razem z tym wielkim kryształem za moją głową. Kiedy nagle poczułem absolutnie niezwykłą energię, która zaczęła dosłownie, takie było uczucie, jakby mi ktoś delikatnymi dłońmi rozpłatał mózg na dwie części, potem go złożył z powrotem, potem robił jakiś masaż tego mózgu, a potem ta energia zaczęła przechodzić wzdłuż całego mojego ciała. Byłem tak absolutnie zdumiony i zszokowany, że właściwie później przez dłuższy czas nie za bardzo wiedziałem już, co ja mam myśleć i co ja mam wypowiadać. Staram się być racjonalistą. Nie jestem za wielkim zwolennikiem tych wszystkich newage’owych teorii. Natomiast tutaj było to doznanie absolutnie fizyczne. To było absolutnie fizyczne doznanie. Po prostu nie umiem tego inaczej określić. Dlatego dałem ten przykład, żeby wam właśnie opowiedzieć, w jaki sposób można to odbierać, że bardzo trudno to ubrać w słowa czy uzasadnić, bo ta czaszka nie wysyła przecież promieni śmierci czy nie oświetla drogi w nocy. Jak ktoś nie ma latarki, to sobie wyjmie taką czaszkę i sobie tam przyświeci.
Czy nie stworzy z głupca geniusza i tak dalej. Ale myślę, że coś w tym jest, że kształt naszej ludzkiej czaszki w związku z tym również nie jest przypadkowy, żeby móc właśnie być taka, jaką ona jest w tej chwili i przez to, że właśnie taki ma kształt, żeby móc spowodować, żeby ta inteligencjaKtórą każdy człowiek, którą my jako ludzie posiadamy. Ta umiejętność abstrakcyjnego myślenia i pojmowania świata mogła w ogóle powstać, mogła zostać stworzona. Myślę, że kryształowa czaszka w jakiś sposób naśladuje to, ale jednocześnie przez to, że jest stworzona z unikalnego materiału, ma olbrzymi potencjał. Teraz jest tylko kwestia, jak tego wszystkiego użyć, jak to wszystko wykorzystać, żeby można było osiągnąć określony efekt. Nie mam pojęcia, jaki mógłby być to efekt. Kiedy zaczynałem interesować się tymi czaszkami, wydaje mi się, że wtedy wiedziałem więcej, niż wiem teraz, bo teraz właściwie sam nie wiem, co ja mam już o tym myśleć. Kiedy doszły do tego te najrozmaitsze doświadczenia, jakie z nimi przeżyłem, to one mnie już kompletnie zamieszały w głowie. Także przygoda trwa. Czaszek dookoła jest cała masa.
Za jakiś czas z pewnością dołożę do tego swoją, bo nikt nie jest wieczny, ale póki co myślę, że jest to absolutnie atrakcyjny i fascynujący temat do badania, eksperymentów, zainteresowania się, a przede wszystkim życzliwej uwagi, żeby tego wszystkiego od razu w czambuł nie potępiać, żeby nie robić takich historii, jak to zrobił kiedyś National Geographic, który gdzieś w Chinach zamówił kopię tej czaszki najsłynniejszej. Wyleciało mi to teraz oczywiście z głowy, jak ona się nazywa. Najsłynniejsza. Ja się interesuję czaszkami, więc powinienem pamiętać, ale wyleciało. Potrzebuję kryształową czaszkę dołożyć widocznie do głowy, żeby sobie przypomnieć, ale właśnie nie tak to działa. Nie zawsze jest to szkiełko i oko. I właśnie na to wskazują odkrycia tej nowej fizyki, o której wspominałem wcześniej, skalarowej, gdzie tak jak prawa Newtona przestają obowiązywać w przestrzeni kosmicznej, podobnie jest z tą fizyką skalarową, że prawa tej fizyki nie obowiązują w tym świecie bezpośrednim, fizycznym, w którym my funkcjonujemy i istniejemy. Ale jednak one działają i mają absolutnie olbrzymi efekt.
[02:45:44] - Czy to nie była czasem czaszka przeznaczenia? Bo tak teraz patrzę. Czaszka przeznaczenia, zwana też czaszką miłości, czaszką zagłady. Czaszka Mitchella-Hedgesa.
[02:45:56] - Mitchella-Hedgesa. Tak, właśnie. Mitchell-Hedges. Tak, Mitchell-Hedges, znaleziona w Belize. Podobno znaleziona w Belize. Być może ukradziona skądś, zakupiona. Bardzo tajemnicza historia, ale czaszka przepiękna, jedyna w swoim rodzaju, z poruszającą się szczęką, z przepiękną krystaliczną strukturą wewnątrz, która rozprowadza światło bardzo harmonijnie w najrozmaitsze strony. Ale tak jak mówię, patrzymy na to jak na zabawkę, natomiast nie umiemy jej wykorzystać w żaden sposób. Nie wiemy, co z tym zrobić. Być może z czasem nauczymy się, dowiemy się, co zrobić.
Bo zauważcie panowie, że w każdym z naszych komputerków, które mamy w tej chwili przed sobą, jest takie maleńkie ziarenko kryształu w procesorze i to maleńkie kryształowe ziarenko pozwala, żeby te wszystkie Microsofty i inne rzeczy szalały, żeby tworzyły nam, produkowały nam połączenie, żeby obliczały mnóstwo innych rzeczy, żeby pozwalały nam oglądać filmiki na YouTubie i czytać różne artykuły, i robić różne inne rzeczy. To jedno małe ziarenko to wszystko umożliwia. I teraz mamy do czynienia z takim gigantycznym kawałem kryształu. Jakie on musi mieć możliwości, jeśli jest tak olbrzymi? Jak zrobić to, żeby on mógł zadziałać? Niektórzy mówią, że taka właśnie kryształowa bryła stała na szczycie piramidy w Gizie, że nie była to złota kopuła, kryształowa kopuła, która była zwieńczeniem całości, zwieńczeniem maszyny, która do dziś nie wiemy, co mogła robić, jak działać czy co produkować. Dziękuję.
[02:47:31] - Może oddajmy głos Arkowi Kociekowi, bo z tego, co pamiętam, to Arek koło 22 będzie musiał wyjść. Arku, może kilka słów podsumowania?
[02:47:44] - Tutaj na temat czaszek to więcej niż Chris nie można chyba powiedzieć, dlatego że on te czaszki widział, że tak powiem, naocznie i z tego, co wiem, dotykał nawet. Także nic takiego mi się nie przydarzyło. Tak, dokładnie. Więc mamy wiadomości z pierwszej ręki, najbardziej wiarygodne. Cóż można dodać? Oczywiście, jeżeli pooglądamy serial na National Geographic, gdzie właśnie tak jak Chris mówił, wykonano czaszkę w Chinach i tutaj skoro dało się zrobić, więc ta też mogła być zrobiona przez niemieckich rzemieślników i wygładzona. Z tym że wygładzenie tych czaszek jest na tyle na różnym poziomie, że ta stara jest jednak jedyna w swoim rodzaju. Ale to wszystko sprowadza do jednego. Zarówno piramidy, eposy, legendy, zachowane części Biblii nienaruszane przez etykę Kościoła katolickiego czy jakiekolwiek inne glify mówią o jednym: była kiedyś na Ziemi cywilizacja pierwsza, pierwotna, dawno, dawno temu. Prawdopodobnie była ona wspomagana wiedzą z zewnątrz.
To znaczy kształtowana. Otrzymaliśmy dużą pomoc ze strony obcej cywilizacji do kształtowania. Prawdopodobnie wiele cywilizacji, które rozkwitło w starożytności, były inspirowane właśnie przez kontakty z obcymi cywilizacjami.To trwa przez cały czas, do tej pory. Mają na nas mniejszy lub większy wpływ. Raczej w tej chwili już mniejszy. Wyrośliśmy z tej epoki, gdzie przynajmniej część z nas, która traktuje zjawiska na niebie typu światło jako zrządzenie boskie. Stajemy się dorośli, stajemy przed faktem, co mamy z tym zrobić. Mamy jedną Ziemię, którą musimy ochronić dla naszych potomków w stanie możliwie nienaruszonym. Musimy dbać o to, żeby była równowaga w tej przyrodzie. I tego nas uczyli wszyscy ci, którzy byli, przyjeżdżali do nas.
Po prostu trzeba szeroko na to patrzeć. Trzeba popatrzeć troszeczkę inaczej niż przez pryzmat własnych dochodów z publikacji naukowej, tylko po prostu dążyć do prawdy. Dziękuję bardzo. Dziękuję tym, którzy mnie słuchali. Już muszę iść. Cześć, na razie.
[02:51:06] - Dziękujemy bardzo serdecznie. To był Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Ja tutaj będę miał pytanie do Chrisa: czy możesz jeszcze coś powiedzieć więcej o tym, co widziałeś podczas swoich podróży i co sądzisz o budowlach z Ameryki Południowej?
[02:51:27] - Oczywiście. Jest to chyba najtrudniejsze pytanie, jakie się mi zadaje, bo mój blog istnieje już od jakiegoś czasu. „Nowa Atlantyda” nie reklamuję go teraz, nie mówię o nim teraz dlatego, żeby go reklamować, ale dlatego, że czasami moi czytelnicy pytają mnie: „Słuchaj, podobno byłeś w tym Peru i nic nie pokazujesz, nic o tym nie piszesz”. Problemem i powodem jest to, że właściwie to ja nie wiem, o czym pisać i zaraz powiem dlaczego tak się dzieje. Bo nagle okazało się tam i uświadomiłem sobie, że tak naprawdę badać świat i szukać odpowiedzi na jego tajemnice z wygodnego krzesełka przed komputerem, to jest naprawdę prosto, jasno, logicznie i oczywiste. To jest wspaniała przygoda, wspaniała zabawa i wspaniały sposób na spędzenie wolnego czasu. Ale nagle, kiedy człowiek stanie twarzą w twarz z czymś, co go do tej pory interesowało, widział tylko w dwóch wymiarach na zdjęciu, nagle wszystko się zmienia, bo pojawia się całe otoczenie tego. Jest nam o wiele łatwiej umiejscowić się w tym momencie geograficznie, gdzie my jesteśmy, jak to wygląda dookoła i w jaki sposób to mogło funkcjonować, jak wygląda ten świat dookoła i ci ludzie dookoła. I nagle wszystko się zmienia. I teraz na przykład te przepiękne pocztówki z Machu Picchu wyglądają wspaniale i widziałem je wcześniej, zanim tam pojechałem.
Widziałem ich wręcz tysiące, więc właściwie nie powinno mnie nic zaskoczyć w tamtym miejscu. A jednak tak się nie stało. Zaskoczyło mnie właściwie wszystko, a zaskoczyło mnie najbardziej to, czego kompletnie nie dostrzegłem wcześniej, że wszyscy patrzymy na to, co nadbudowano w Machu Picchu, co Inkowie stworzyli z tych swoich nieregularnych, nieładnych, byle jak ociosanych kamieni. A wszystko to stoi na jakiejś olbrzymiej megalitycznej strukturze zbudowanej z potężnych, kolosalnych głazów, z nie wiadomo jaką maszyną ściętą skalą, której jednej skale ścięto cały szczyt, innej wyrównywano przestrzeń, czy budowano gigantyczną półkę skalną. Innej z kolei z litej skały wycięto coś w rodzaju niewielkiego muru obronnego czy jakiejś potężnej podmurówki. Tego wszystkiego nie zrobili Inkowie. To zrobił ktoś przed nimi. Inkowie sami mówią, że oni przyszli i już to zastali, że bogowie powiedzieli im, że tu mają zamieszkać. To samo stało się w Sacsayhuamán, Ollantaytambo i wielu innych miejscach, do których oni dotarli. Dotarli tam i zostali tam.
Podobnie było w Cuzco. Dotarli tam dlatego właśnie, że zaadaptowali istniejące już budowle. I teraz jest pytanie, kto je stworzył, dlaczego, skąd przybył, kim był w ogóle ten ktoś? Tego nikt nie wie. Inkowie też tego nie wiedzą. I dlatego tego wszystkiego właśnie nie pokazuję. Bo właściwie, kiedy zobaczyłem to w całej pełni, a myślę, że podczas mojej ostatniej podróży zobaczyłem te wszystkie najważniejsze, najbardziej znane rzeczy, te elementy, te budowle, jakie są w Peru i Boliwii na własne oczy, to po prostu skala ich i ogrom jest wręcz porażająca. Pomyślałem sobie po prostu, że było to coś niesamowicie świetnie zorganizowanego, olbrzymiego, a jednocześnie nie mam kompletnie pomysłu, jak to działało. Na przykład byłem w Puma Punku, w miejscu przepięknym, a przede wszystkim bardzo kontrowersyjnym, bo wszyscy tam mówią, mają mnóstwo teorii, co tam było, jak to powstało. Na początku, kiedy się wchodzi do Puma Punku, to właściwie wydaje się, że coś chyba jest nie tak, bo to taka kupa kamieni sobie leży.
Za półką dwóch znużonych strażników się dookoła tego przechadza. I kiedy zaczyna się przechadzać obok tej kupy kamieni, okazuje się, że tego jest coraz więcej. I kompletnie nowe rzeczy i elementy wyłaniają się tuż za stokiem następnego małego pagórka, że Puma Punku jest właściwie olbrzymim, gigantycznym kompleksem. Po drugiej stronie jest Tiwanaku i właściwie ten kompleks, jeden i drugi są w jakiś sposób połączone ze sobą, mimo że się ich nie łączy ze sobą. Puma Punku do tej pory jest niesamowicie kontrowersyjna, więc nauka patrzy na nią niechętnie. Natomiast Tiwanaku jest to właśnie miejsce, które zostało kompletnie zniszczone przez archeologię, która mieni się być obrońcą tej naszej tradycji, kultury czy obrońcą tego, co było kiedyś. Tam jest jakieś kompletnie nieporozumienie, do jakiego doszło dlatego, że kiedy zaczęto prowadzić tam prace wykopaliskowe i odkrywać różne strukturyPrawdopodobnie ci ludzie mieli to samo wrażenie, co ja miałem. Nie wiedzieli w ogóle, jak to połączyć, jak to ukryć, co to w ogóle było, jaką to funkcję sprawowało. Więc oni ograniczali się do tego, że wszystko zrzucali na jedną stertę, a później paru tak zwanych wybitnych historyków powiedziało: „To mogło wyglądać w ten czy w inny sposób”. I oni sobie to narysowali i przedstawili.
Także wszystko, co jest w Tiahuanaco do obejrzenia, to jest rekonstrukcja. I to jest rekonstrukcja na podstawie pomysłu paru historyków, którzy swoją wiedzę na ten temat, jak to mogło wyglądać, wzięli z powietrza, z natchnienia wzięli. Także nie ma to nic wspólnego z historią czy z tym, do czego to mogło służyć. Ogląda się konstrukcję, która jest piękna, ale wiadomo, że każdy kamień został położony tu od nowa. Jest na przykład w Tiahuanaco ta słynna Brama Słońca. Ona się też często powtarza na ich pocztówkach z tym przepięknym wizerunkiem Virakoczy. W tym czasie, kiedy ja tam byłem, był tam też Graham Hancock i on tam, na tej Bramie Słońca odkrył na przykład wizerunek słonia. Wszyscy uznaliśmy to za dobrą anegdotę, ale kto wie, może coś w tym jest. Pokazał nam, gdzie to widzi. Ta Brama Słońca oczywiście przyciąga masę ludzi, jest efektowna, ale ona sama została znaleziona gdzie indziej.
Została tu po prostu postawiona, bo komuś tak się podobało, jakiemuś naukowcowi. Natomiast wracając do Puma Punku, identyczna Brama Słońca leży sobie w błocie. Leży, wystaje lekko nad powierzchnię ziemi. Można po niej nawet chodzić. Ma te same wizerunki na sobie, już bardzo mocno starte przez erozję. I wiadomo, że coś jest po drugiej stronie, ale nikt tego za bardzo nie wykopuje, nikt się tym za bardzo nie interesuje. Generalnie władze tam zainteresowane są tym, żeby przyjechali turyści, zostawili kasę i pojechali sobie z powrotem. Więc ustawiają te kamienie, które znajdą w rozmaitych konfiguracjach, czasami tylko przypadkowo, po to, żeby one w ogóle wystawały z ziemi. Podpierają je jakimś patykiem i można je sobie pooglądać. Ale w tle prowadzone są kolejne prace wykopaliskowe.
I to jest właśnie część kompleksu Puma Punku. I właśnie na tym stoku, którego nie widać z tej głównej drogi dojazdowej, nagle, nieoczekiwanie wyłania się taka podstawa olbrzymiej, wielkiej piramidy, która jest zbudowana z jakiegoś czerwonego piaskowca. I o tej piramidzie też jeszcze nikt kompletnie nie pisze, nikt tego nie bada. Na razie ją odkopują. Żeby ją obejść, zajęło mi to gdzieś około dobrej godziny czasu. Także jest to absolutnie spory obiekt. Same kamienie są przywiezione z jeziora Titicaca, które były wydobyte nie jeziora Titicaca, bo tak uznali, że geologicznie stamtąd te kamienie, które użyto do budowli tej piramidy, pochodzą. Że są wydobyte z jeziora Titicaca, które jest w odległości około 120, 130 kilometrów od tego miejsca. I z tamtych czasów nie zachowała się żadna droga. A nie zapominajmy, że to są Andy.
Tam nie da się poruszać zbyt łatwo. Tam każda góra jest chyba kaprysem Stwórcy zrobiona. Jest tak zbudowana, że jest od razu bardzo stroma i trzeba być himalaistą, żeby sobie dać z tym radę. Także tak to wszystko wygląda i robi to olbrzymie wrażenie i jednocześnie powoduje, że ta wiedza, którą do tej pory mieliśmy na ten temat, w jakiś sposób się resetuje. Po prostu doszedłem do wniosku, że to, co do tej pory wiedziałem, jest błędne i trzeba zacząć to wszystko gryźć jeszcze raz od nowa. Czytać i właściwie myśleć o tym, do czego to mogło służyć i kim mogli być ci ludzie. I oczywiście myśleć o tym, żeby móc jeszcze raz pojechać albo w ogóle zostać tam i móc, tak jak właśnie ten Brien Foerster, wspaniały człowiek, każdego dnia myśleć o tym, rozmyślać, przebywać w otoczeniu tych niezwykłych rzeczy i próbować to w jakiś sposób zbadać. Zaletą Peru jest to, że bardzo wiele rzeczy się tam zachowało. Drugą zaletą jest to, że kultura, chyba taką nazwę „przedpotopowa”, kwitła tam w sposób niesamowity. Tam właściwie każda góra, każde miejsce ma ślady, że coś tam było wcześniej.
Wiele z nich niezrozumiałych, jak na przykład skały, w których schody wycięto do góry nogami, po których się nie da w ogóle kompletnie chodzić. Tak wiele innych elementów, które nie wiadomo, do czego służyły. Różne przejścia, tunele. Ostatnio znaleziono tunel pod Sacsayhuamán. Mury obronne, które nie miały bronić niczego. Najrozmaitsze konstrukcje, które w ogóle kompletnie nie mają żadnego sensu. Dlatego bardzo ciężko jest myśleć właśnie o tym, co to może być, jak to mogło działać. Być może logika tego wszystkiego jest tak odrębna od tej naszej, że z tego powodu właśnie mamy kłopot z pojęciem i zrozumieniem, kto to był i po co tam był, do czego dążył, czego tam szukał i dlaczego zniknął tak nagle. Skoro potrafił budować tak potężne rzeczy, tak potężne budowle, to co się stało, że nie przetrwał? To są właśnie takie pytania, które się cisną.
I dlatego do tej pory ciągle zastanawiam się i myślę, czy jest jeszcze sens publikować te moje zdjęcia, opisywać to i opowiadać o tym jeszcze. Wybieram się do Peru w maju przyszłego roku. Będzie to podróż poświęcona wyłącznie czaszkom, tym wydłużonym czaszkom, bo jest dużo nowych danych. Chciałbym właśnie też spotkać się z Brianem i zobaczyć jeszcze kilka innych nowych eksponatów, posłuchać innych ludzi, którzy tam akurat wtedy przyjadą i być może wówczas będę miał jakiś lepszy, większy pogląd na tą całą sytuację. Także może po tej mojej podróży. To tyle. Dziękuję bardzo.
[03:02:02] - Ja również dziękuję. W międzyczasie się pojawiłem. Słyszałem od Marka, co się tutaj działo. To, co mówisz, jest bardzo ciekawe. Wiesz, z jednej strony jest bardzo ciekawe, a z drugiej tak troszkę napawa mnie takimi pesymistycznymi myślami, żeKiedy właściwie dowiemy się prawdy o tym? Druga kwestia to Ameryka Południowa to jedno, a są jeszcze Chiny, o których mówił Arek. O Chinach w zasadzie wiadomo bardzo niewiele. Sami wiemy, że zachowały się tam piramidy. Niektóre wiadomo, że z czasów historycznych, natomiast inne są problematyczne. Zostaje jeszcze oczywiście Mezopotamia, gdzie ciągle trwa wojna.
Kto wie, ile jeszcze tych pagórków, tych słynnych tellów kryje jakieś pozostałości, o których nie wiemy. A ile w ogóle takich zabytków zostało po prostu zniszczonych w przeszłości? Bo ludzie dawniej też wykopywali różne rzeczy i nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Zostało nam jeszcze kilka pytań. Nie wiem, czy padło pytanie o zapomnianą wiedzę w sensie technicznym. Nie wiem, czy padło, Chris?
[03:03:32] - Takiego pytania nie było, ale właściwie cały czas o tym rozmawiamy. Cały czas pojawia się w tle.
[03:03:37] - Będzie to może pytanie zamykające naszą debatę, bo wiele osób pyta: jeżeli na Ziemi pojawili się kosmici, jeżeli przekazali pewną wiedzę, a z przykładu Sumerów wiemy, że tę wiedzę przekazali w formie teoretycznej, przynajmniej wiedzę astronomiczną, matematyczną, bo sami Sumerowie do pewnych rzeczy nie doszliby. Musieli tę wiedzę skądś przejąć albo od innej kultury, albo po prostu z innego planu egzystencji, czyli może od starożytnych bogów, kto wie. W każdym razie często zadawane nam są pytania, jeżeli różne kultury kwitły na Ziemi, to gdzie są ich pozostałości, prawda? Bo jeżeli rzeczywiście obcy się tu kiedyś osiedlili, to powinni zostawić po sobie pewne ślady. Jeżeli pomagali ludziom w budowaniu pewnych struktur, to powinno się to zachować. Istnieje wiele anomalnych artefaktów, takich jak na przykład mechanizm z Antykytry czy wiele problematycznych reliefów, czy też malowideł egipskich, na których były przedstawione tego typu obiekty, które nie powinny w tamtych czasach istnieć. Mówię na przykład o słynnej żarówce z Dendery. Chris, dosłownie trzy słowa. Jak myślisz, czy kiedyś odnajdziemy namacalne ślady, które mogłyby potwierdzać teorię starożytnych kosmitów? Czy będziemy po prostu błądzić cały czas w tej sferze mitów i domniemaniń?
[03:05:37] - Myślę, że na pewno będzie moment, w którym odnajdziemy. Być może jesteśmy bardzo blisko tego momentu i ja patrzę na to z takiego punktu widzenia, który jednocześnie łączy ze sobą religię i kosmitów w jedno. Być może to jest jedno i to samo, tylko w różny sposób rozpatrywane, bo taki moment w historii, dziś wcześniej rozmawialiśmy na temat Biblii, taki moment w historii Biblii został opisany jako wieża Babel, że człowiek znalazł odpowiedź na wszystkie swoje pytania. Człowiek nagle stał się równy Bogu, czyli poznał odpowiedzi. Jest to możliwe. Poznał odpowiedzi. Bóg się przeraził. Czyli kto wie, Bóg, kosmita czy Anunak, czy ktoś inny. Przeraził się, że teraz już nie ma żadnej karty przetargowej ani asa w rękawie i nie może więcej Ziemian kontrolować, więc użył brutalnej siły, żeby to zmienić. Zamieszał nam w głowach.
Myślę, że powoli dochodzimy, że to, co robi dalej ludzka cywilizacja, to po prostu znów mozolnie próbuje odnawiać wszystko to, co zapomniano kiedyś, dawno, dawno temu. Buduje to mozolnie i odpowiada powoli na najrozmaitsze pytania i znów dojdziemy do momentu, kiedy te odpowiedzi będą możliwe. Teraz kwestia polega na tym, czy uda nam się przechytrzyć tych, którzy kontrolują to, co wiemy i to, do czego zmierzamy, czy też nie. I tu też taka ciekawa analogia, bo skoro w Biblii napisano, że Bóg pomieszał ludziom rozum, czyli miał jakiś niesamowity wpływ na nasz umysł, teraz wiemy, że predyspozycje paranormalne, powiedziałbym, u tych wcześniejszych ludów czy we wcześniejszych kulturach były bardziej wyeksponowane niż my teraz. My teraz nie odczuwamy pola elektromagnetycznego. Nasz instynkt jest coraz gorszy. Nie jesteśmy w stanie wyczuć, że dzieje się coś niepokojącego wokół nas, czy nie jesteśmy w stanie funkcjonować, czy wykorzystać to, co się dzieje na przykład ze zjawiskami astronomicznymi, bo wiadomo, że kiedy jest pełnia księżyca, ludzie są bardziej zdenerwowani czy bardziej gotowi do zrobienia czegoś drastycznego, w innym przypadku już mniej. Czyli jest to realna siła, realne działanie i można to wykorzystać do czegoś. My już teraz w tej chwili patrzymy na to tylko jako na rodzaj anegdoty, ale na czym się skupiamy? Skupiamy się na tworzeniu takiej cywilizacji bardzo mocno materialnej, gdzie kontakt ze światem jest prowadzony przez maszynę.
Coraz więcej uwagi poświęcamy zbudowaniu maszyny, a maszyna jest bezduszna i jej rozumu pomieszać nie można.Tak jak pomieszano naszym praszczurom budującym wieżę Babel, bo wieża Babel będzie w tym momencie dla mnie wielkim symbolem. Wieża Babel czyli odpowiedź na wszelkie pytania. Reasumując myślę, że dotrzemy do takiego punktu i odpowiemy sobie na te pytania, ale być może wiedza na ten temat nie skończy się dla nas zbyt dobrze, o ile nie przechytrzymy tych, którzy to kontrolują. Do tego zmierzajmy, róbmy to każdego dnia i nie bójmy się posiąść i pojąć tej wiedzy. Tak jesteśmy zbudowani. Dziękuję.
[03:09:08] - Dziękujemy tobie również, Krisie. Piotrze?
[03:09:13] - Tak, w zasadzie to doszła chyba pora na podsumowanie i jak zwykle chciałbym podziękować. A że już wszyscy sobie prawie poszli, to podziękuję Krisowi, który wiem, że już niedługo musi kończyć i zapraszam jak zwykle na kolejną debatę poświęconą bardziej tematom ufologicznym sensu stricto. Co jeszcze chciałbym dodać do tego, co Kris powiedział. Ja jestem historykiem z wykształcenia i po pierwsze wiem, jak się robi tą dziedzinę, szczególnie w kwestii starożytnej. Tam jeżeli ktoś coś napisał i zostało to przyjęte, to nie ma mowy, żeby ktoś to ruszył. Przykładem mogą być te słynne tabele z panowaniem faraonów. To wszystko jest przyjęte na słowo. Ktoś to kiedyś zrobił, skompilował i w zasadzie nie rusza się tego, bo nie ma podstaw. Wydaje mi się, że potrzebne są przede wszystkim pieniądze i dobra wola, żeby coś na polu starożytnych astronautów się zadziało. Bo rzeczywiście widzimy pewne zabytki, które sugerują, że...
Może źle to w ogóle ująłem. Ja ogólnie nie jestem zwolennikiem hipotezy, że te wszystkie zabytki pochodziły z pozaziemskiej technologii. Myślę, że to po prostu jest wielka tajemnica historyczna, że istnieje pewna ciągłość cywilizacji. My jesteśmy kolejnym rzutem tej cywilizacji na Ziemi, że przed nami być może istniały już jakieś grupy ludzi, które doszły do pewnego stopnia rozwoju i po prostu zniknęły w wyniku różnego typu zdarzeń. Wiele na to wskazuje. Natomiast jeżeli chodzi o starożytnych astronautów, rzeczywiście istnieją pewne określone dowody, jest ich bardzo mało, które wskazują, że to mogło rzeczywiście się wydarzyć. Natomiast jeżeli chodzi o te wszystkie dziwności w sferze budowli i tak dalej, wszystkie dziwne artefakty, wydaje mi się, że jest to jednak zagadka, której korzeni musimy szukać tu na Ziemi w postaci jakiejś wcześniejszej cywilizacji. My mamy wiele przesłanek ku temu. Natomiast jak dobrze wiemy, nasza historia jako ludzkości zaczyna się gdzieś tam dopiero w Sumerze. Obecnie wiadomo już na tyle dużo o stanowisku typu Göbekli Tepe, że ta historia jest wydłużana.
Wiadomo, że zaczęło się to wszystko wcześniej, ale tych białych plam jest nadal za dużo. Jeżeli zaś chodzi o hipotezę starożytnych astronautów, dzisiaj pokazaliśmy, że wchodząc w jedną ze ścieżek, jedną uliczkę, odkrywamy nagle mnóstwo pytań. Mnóstwo pytań, mnóstwo nowych koncepcji. I jest to temat tak przepastny, że nie da się go podsumować w tych trzech godzinach. W zasadzie nie w trzech, w sześciu, bo musimy jeszcze doliczyć audycję z zeszłego tygodnia. Moim zdaniem nie da się wykluczyć, że kiedyś gdzieś tam nasi praprzodkowie mieli okazję spotkać się z istotami wyżej rozwiniętymi, które w jakiś sposób ingerowały w ich życie. Problem w tym, czy te istoty chciały, by o nich pamiętano. Wydaje mi się, że nie do końca. A my od tego czasu cierpimy na chorobę sieroczą i poszukujemy tych, którzy dali nam tego przysłowiowego kopa wtedy. Ale jak już wspomnieliśmy nie raz, to wszystko ze sobą się łączy.
To znaczy nasza kultura, nasze mity, wyobrażenia i tak dalej, religia. Wszystko funkcjonuje w pewnym konglomeracie i wyciągając z tego czasami jeden temat, natychmiast poruszany jest drugi. Tak jest z mitami, prawda? Nie raz mówiliśmy już w ciągu tych godzin, że jakaś historia niekoniecznie musi być odwzorowaniem opowieści o spotkaniu z kosmitą. Może być po prostu symbolicznym przekazem lub opowieścią, bo musimy pamiętać, że ludzie w konkretnych epokach myślą pewnymi kategoriami. Ich przekaz też jest nie zawsze dosłowny. Odsyłam zawsze ludzi, którzy interpretują
[03:14:28] - Mity dosłownie albo przekazy dosłownie do opowieści albo do źródeł średniowiecznych. Na nich bardzo dobrze można się przekonać, jak duża była tendencja do tego, żeby odchodzić od sedna czasami na rzecz ubarwiania historii, kolorowania, nadawania im szczególnych cech. Także przypomnę ostatni raz wszystkim, że chcąc analizować hipotezę o starożytnych kosmitach, hipotezę paleokontaktu, nie musimy wcale uciekać do historii Nieskyj Ziemi. Wystarczy nam to, co jest zapisane w książkach historycznych. Tego się nie da podważyć. Trzeba tylko o tym głośno mówić i przede wszystkim trzeba pamiętać, żeby trzymać się pewnych faktów i zadawać pytania. I wtedy nikt z tej tematyki nie będzie robił kozła ofiarnego.
[03:15:36] - Dziękuję. Chris, dziękuję ci za udział dzisiaj.
[03:15:41] - Dziękuję bardzo.
[03:15:42] - Natomiast Marku, mam jeszcze kwestię do omówienia tematu na następny tydzień.
[03:15:49] - Właśnie, nie dyskutowaliśmy jeszcze nad tematem. Natomiast w ogłoszeniu, które było podane na stronie Radia Paranormalium, podałem też listę tematów, którą sobie do tej pory przygotowaliśmy. Oczywiście słuchacze zadecydowali, żeby kontynuować temat wizyt bogów na Ziemi, dowodów na wizytę bogów na Ziemi, co też dzisiaj radośnie i z premedytacją uczyniliśmy. Natomiast jeszcze została cała długa lista tematów i my nie wiemy tak naprawdę jeszcze, jakich tematów nasi słuchacze spodziewają się w kolejnych debatach. Dlatego też prosimy o małą pomoc w wyborze tematu na następną debatę. Piotrze, kiedy będziemy robili kolejną debatę?
[03:16:42] - Myślę, że za tydzień. Ja bym proponował wrócić do korzeni, czyli do twardej ufologii. Mamy tam kilka tematów, które mogą być szczególnie ciekawe. Nie mówiliśmy do tej pory wiele o Polsce. Może warto by przypomnieć na przykład zapomniane bliskie spotkania z okresu PRL-u. Może warto pomówić o katastrofach UFO, także tych polskich. Może warto zróżnicować.
[03:17:10] - Ale chyba nie o upadku miskolotu wśród ziemniaków.
[03:17:15] - Nie, ale mamy kilka historii, o których nie wszyscy wiedzą. Mało kto zna katastrofę UFO z lat 90. Na przykład rzekomą, do której doszło na Mazurach. Mało kto wie o pewnych nowych faktach w sprawie katastrofy w Gdyni. Rzadko się mówi o Jerzmanowicach, chociaż to taka katastrofa UFO tylko w cudzysłowie, prawda? Oczywiście są też tematy bardziej naukowe, na przykład poszukiwanie życia w kosmosie, czy też takie bardziej zmuszające do refleksji ogólnej, czyli jak już mówiłem, filozofia UFO czy nawet filozofia ufonautów. Także jeżeli z tych obecnych na czacie ktoś... Albo inaczej, jeżeli ktoś ma pomysł na kolejną debatę, to proszę po prostu wysłać maila na adres radiowy. Marek go przypomni za chwilę. Listę tematów gdzie można znaleźć Marku?
Na Facebooku.
[03:18:16] - Listę tematów najłatwiej znaleźć po prostu wchodząc na stronę Radia Paranormalium. Tam jest przyklejone tuż pod logiem takie ogłoszenie z dużym czerwonym UFO i tam zawsze znajdziecie państwo link do najnowszego ogłoszenia, do najnowszego newsa odnoszącego się do debat ufologicznych. Aktualnie wisi tam ogłoszenie z szóstą debatą, a w tym ogłoszeniu jest umieszczona наша dotychczas opracowana lista tematów.
[03:18:48] - Tak. Jeżeli ktoś na przykład teraz na czacie chciałby wypowiedzieć się na ten temat, to ma jeszcze kilka chwil.
[03:18:56] - Dorpat tutaj na czacie już wrzucił bardzo szeroki temat. Ja mam pomysł na temat „UFO w Polsce”.
[03:19:06] - Tak, ale to jest rzeczywiście coś zbyt długiego. Myśmy dyskutowali tutaj z kolegami i fajnie by było na przykład pomówić o dwóch rzeczach. Po pierwsze zapomnianych bliskich spotkaniach typu trzeciego, czyli spotkaniach z ufonautami, jakie miały miejsce w PRL-u oraz może kiedy indziej o tych zapomnianych przypadkach ogólnie, bo rzeczywiście było ich dużo, o części się nie pamięta.
[03:19:36] - Tutaj jeden ze słuchaczy drogą mailową wcześniej przed debatą przysłał propozycję tematu, żeby zrobić coś z Emilcinem, jakąś debatę z Emilcinem w tle i żeby wydać jakąś opinię o książce pana Rdułtowskiego.
[03:19:53] - To też będzie trudne, dlatego że nie ukrywam, że jest dość duże zmęczenie materiału. To znaczy wszystkim się to przejadło. Nie oszukujmy się. Zapytajcie każdego.
[03:20:05] - Praktycznie na każdej stronie zahaczającej o ufologię, na każdej takiej polskiej stronie jest Emilcin, przynajmniej kilka wątków emilcińskich.
[03:20:15] - U nas na przykład na forum była dyskusja, która się ciągła na kilkadziesiąt stron i chyba każdy już powiedział, co ma do powiedzenia i gadanie o tym samym po raz kolejny kilka na kilkaJakieś mam tu zakłócenia. Kilkanaście razy już. To naprawdę nudzi. Nie oszukujmy się. Pamiętam, rozmawiałem kiedyś z Arkiem Miezgą, który powiedział, że wszystko na ten temat zostało w zasadzie powiedziane i musielibyśmy jeszcze raz powiedzieć to, co mówił Blania Bolnar. Czyli takie odczytywanie na nowo tego wszystkiego troszkę mija się z sensem, bo każdy sobie może wyrobić opinię, chociażby czytając tam dyskusje. Jeżeli ktoś nie ma czasu, to po prostu są tam takie wypowiedzi przy końcu, które podsumowują cały temat. Ja bym tego Wolskiego włożył raczej w dyskusję o bliskich spotkaniach w latach PRL-u.
[03:21:19] - O bliskich spotkaniach tych niezapomnianych.
[03:21:23] - Tak, bo mało kto wie, że tam były takie sprawy, które są niepamiętane. Były też mistyfikacje, o tym się nie pamięta, ale to musielibyśmy długo.
[03:21:34] - Jest też taki pomysł, żeby zrobić jedną debatę ogólnie o dezinformacji w ufologii.
[03:21:40] - To by było dobre. Musielibyśmy szastać nazwiskami, prawda? Także w Polsce. Mało kto wie, że-
[03:21:45] - Wiemy, że dwóm organizacjom to by się chyba nie spodobało.
[03:21:50] - Wiemy na przykład, że niektóre słynne sprawy, które do dzisiaj funkcjonują w internecie, na przykład słynne UFO na Górze Świętej Anny, to też była mistyfikacja, niestety. Wiele innych spotkań bliskich też okazało się mieć drugie dno. Czasami po prostu, jak odkryłem, ufolodzy ukrywali to, że dany świadek był na przykład osobą, która doświadczała czegoś non stop. A my wiemy, że są tacy ludzie, którzy właściwie, jeśli tylko im się pozwoli, to będą ciągle dostarczać nowych opowieści. Na szczęście każdy wie, jak z takimi osobami postępować. Dezinformacja to temat bardzo szeroki. Tak mi się wydaje. Szczególnie w polskiej ufologii. Zdany i cała masa innych historii, które się przetoczyły.
[03:22:50] - Ostatnio też Leoncin mieliśmy.
[03:22:52] - Tak.
[03:22:53] - UFO w kształcie puszki po psim jedzeniu.
[03:22:59] - Tak. Nie zapomnę tego. To był taki absurd. W jakiś sposób chciał ten ktoś zaistnieć w sieci. Nie mam pojęcia, dlaczego to się stało. Mam pewną teorię, ale jest chyba zbyt mało czasu, by o tym mówić. Także proszę wszystkich jeszcze raz o wypowiadanie się na ten temat, o sugerowanie tematów debat i zobaczymy, co się będzie dało z tym zrobić już za tydzień.
[03:23:28] - Ja może podam, bo nie wszyscy z tego, co wiem, odwiedzają regularnie strony portalu InFra i Radia Paranormalium. Podam może taką listę tematów, których jeszcze nie ruszyliśmy na naszych debatach. Dosyć długa ta lista. Porwania przez obcych, bliskie spotkania w Polsce, poszukiwanie obcych w kosmosie, UFO i astronauci, największe ufologiczne spiski, katastrofy UFO: fakt czy fikcja, teorie o pochodzeniu obcych, przypadki, których nie da się zanegować. Swoją drogą kilku słuchaczy też ten temat niezależnie od siebie proponowało jeszcze przed opublikowaniem tej listy. UFO, wojsko i oficjalne czynniki, kontaktowcy i przekazy od obcych. Tu podejrzewamy Przemek z bloga UFO Skywatching będzie miał coś do powiedzenia w tym temacie. Oraz przypadki wysokiej dziwności. Oczywiście czekamy także na propozycje innych tematów, natomiast chcielibyśmy prosić państwa przede wszystkim o pomoc w wyborze czegoś z tej listy, która przypomnę dostępna jest na stronie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Klikamy po prostu w link obok ogłoszenia, tuż pod logiem naszego radia.
Takie duże ogłoszenie z czerwonym UFO. Wiem, że może kolor czerwony w Polsce niezbyt dobrze się kojarzy, ale tak, żeby się wybijało troszkę. Także prosimy o pomoc, bo następną debatę planujemy już za tydzień.
[03:25:02] - A jeżeli nie, to będziemy zmuszeni wybrać sami. Ale i tak będzie ciekawie. Tak mi się wydaje.
[03:25:09] - Oczywiście. W ogóle nie wiem Piotrze, czy zauważyłeś, ale z tych debat nam się zrobiła audycja cykliczna, cotygodniowa.
[03:25:15] - Tak, taka mała tradycja. Ja jeszcze chciałem powiedzieć, że przy osobnych debatach będziemy mieli nowych gości, bo to też nie jest tak, że jest stała obsada. Są pewne nowe pomysły. Ja jeszcze miałem kiedyś taki pomysł na debatę, może już nie cykliczną, ale przynajmniej jedną, chociażby o temacie reinkarnacji lub o doświadczeniach z pogranicza śmierci. Wiadomo, ufologów jest w Polsce znaleźć trochę łatwiej. Nie wszyscy się poruszają po tych obu tematach. Ja raczej się zajmuję tym zasadniczo zawodowo, to skupiam się na wielu różnych aspektach i z tego powodu mogę coś o tym powiedzieć. Natomiast nie wszyscy nasi rozmówcy interesują się też parapsychologią lub też tymi doświadczeniami z pogranicza śmierci. Staram się próbować przynajmniej kompletować jakąś taką grupę na tą dyskusję o reinkarnacji, co nie będzie łatwe, ale na pewno byłoby bardzo ciekawe. Natomiast jeżeli ktoś chciałby kiedyś albo jeżeli ktoś chciałby takiej debaty o reinkarnacji, na przykład o dowodach na reinkarnację, bo nie mówię o samej koncepcji, to możemy ją zrobić też w jakimś ograniczonym składzie, mniejszym.
I to też na pewno będzie bardzo ciekawe, bo wieleO tym się mówi i w Polsce to jest troszeczkę spychane na dalszy plan, a chciałbym, żeby troszkę więcej było publikowane relacji o ludziach, którzy mają doświadczenia z tym związane.
[03:26:53] - Właśnie Persefona. Pozdrawiam przy okazji Kasię z tej strony. Persefona zgłosiła, że będzie miała bardzo dużo do powiedzenia, jeżeli będzie kiedyś debata o czymś w stylu zakazanej archeologii, ale również o reinkarnacji. Także pomysłów na debaty poza ufologiczne też mamy sporo. Natomiast tak jak mówiliśmy przed chwilą, następna debata ufologiczna jest zaplanowana na następną niedzielę. Będzie to 14 grudnia. A właśnie Piotrze, czy będziemy robić jeszcze debatę przed świętami 21., czy będziemy robić przerwę?
[03:27:44] - Nie mam pojęcia. Według mnie, bo to będzie 21., to chyba nie ma problemu, żeby się odbyła, prawda? Nie są to święta. W niedzielę nikt chyba nie będzie sprzątał.
[03:27:55] - Mamy nadzieję.
[03:27:57] - Także takie małe intelektualne szarpnięcie przed świętami się przyda, prawda? A po Nowym Roku zobaczymy oczywiście, jak to wszystko się ułoży. Także ja dziękuję dzisiaj wszystkim za uwagę i czekam na głosy odnośnie następnych tematów. Pozdrawiam.
[03:28:17] - Dziękuję, również pozdrawiam. Z tej strony Marek „Senki” Welios, a w dzisiejszej debacie uczestniczyli Piotr Cielebiaś z portalu Infra. Dziękuję również jeszcze raz, Piotrze.
[03:28:27] - Ja również dziękuję i dobranoc.
[03:28:29] - Dobranoc. Uczestnikami byli również Arek Paterek, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej oraz Chris Miekina, znany słuchaczom Radia Paranormalium między innymi z audycji „Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny”. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Następnym razem słyszymy się w debacie ufologicznej już za tydzień. Przypominam, że cały czas możecie Państwo nadsyłać swoje propozycje pytań. I liczymy też na to, że nam pomożecie wybrać temat najbliższej debaty. A cały spis wszystkich tematów, które do tej pory sobie przygotowaliśmy, znajdziecie Państwo w ogłoszeniu na naszej stronie www.paranormalium.pl.