[00:12] - To think for yourself and question authority. Witam serdecznie w Radiu Na Fali w ten piękny sobotni wieczór, proszę państwa. Piękny wieczór. Jest troszkę deszczowo w Londynie, ale nie aż tak. Wyjątkowo gorąca jesień, aż zaskakująco. Indian summer tak to się nazywa w języku angielskim, kiedy wszystko się tak przeciąga. Dobra, ale może zostawmy tą pogodę. Wszak nie jestem pogodynką, proszę państwa. Także witam w hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali, najlepszym radiu, jakie znam. Hiperprzestrzeń jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium.
Pozdrawiam słuchaczy oczywiście Radia Na Fali jak najbardziej i Radia Paranormalium oczywiście. Zapraszam wszystkich, żebyście wpadli na czat, a tam budźcie dziadków, budźcie ciocie, wujków, całą dziatwę. Niech wszyscy staną na baczność przed radioodbiornikiem Radia Na Fali. Zapraszam, proszę państwa. Jak zwykle na początek chciałem wielce i serdecznie peace and love, kochani mecenasi, za wspieranie tego projektu zwanego Radiem Na Fali. Za wasze wpłaty, za to, że jest na serwery. Właśnie opłaciłem serwery jak zwykle co miesiąc. Nic wielkiego, ale wiecie, o co chodzi. It's just fun. Także dzięki wielkie kochani za wsparcie jeszcze raz.
Pozdrawiam oczywiście jak najbardziej wszystkich słuchaczy offline, którzy słuchają tego w różnych okolicznościach, w różnych miejscach na świecie, w różnych pojazdach, w różnych sytuacjach i z bardzo różnymi refleksjami w głowie. Czujcie się pozdrowieni. Ahoj! Oczywiście zapraszam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali i nie tylko Radia Na Fali, wszystkich w ogóle słuchaczy Hiperprzestrzeni, Radia Paranormalium też, na Facebooka, Twittera Radia Na Fali, do archiwum Radia Na Fali, do wszystkich audycji w Radiu Na Fali, do Etykiety Zastępczej, Pichontarium, Syntezy, którą też prowadzę, Teorii Hosu, Konwentu Wiedzy Alternatywnej, na którym będą nowe materiały. Zamknęliśmy właśnie pierwszy rok działalności Konwentu w archiwach, także zapraszam serdecznie. Możecie sobie śmiało szperać. Jest masa materiałów wideo do oglądania, także śmiało. Może nie teraz oczywiście. Nie w tym momencie, bo jest audycja live. Zapraszam do nowego nabytku Radia Na Fali, czyli podcastu „Pora na sen”.
„Czas na sen” właściwie. „Czas snu” dokładnie. Co ja mówię? „Czas snu” oczywiście, prowadzonego przez Grzegorza znanego jako Jubego. Także zapraszam serdecznie. Stąd właśnie taki wysyp w Radiu Na Fali tych snów. Ja staram się nadrobić troszeczkę wszystkie zaległości, bo tego się zebrało już trochę z tych wieczorowych pór. Także będę jeszcze przez parę chwil wyrzucał te wszystkie zaległości, także nie przejmujcie się. Radio Na Fali to nie tylko „Czas snu”, to jeszcze inne audycje, ale generalnie na razie będzie troszkę „Czasu snu”, bo trzeba to rozładować jakoś, prawda? A jedyna metoda, żeby to rozładować, to puścić to tak, żeby dotarło do waszych uszu, kochani słuchacze, kochana słuchaczko i kochany słuchaczu.
Właśnie, to skoro już powiedziałem co, jak, gdzie i kiedy, poza tym, że oczywiście się nazywam Tomek, a wysyłacie Hiperprzestrzeni, to dzisiaj taka hiperprzestrzeń osobista troszeczkę, jak to ostatnio bywa. Osobista, bo to powinno być zawsze osobiste. Myślę, że idea przekazu zawsze jest dokładnie taka sama. Jest to przekaz indywidualny, nigdy grupowy. Nie istnieje coś takiego jak przekaz grupowy. To jest pewne kłamstwo, nawet nie pewne. To jest takie potworne kłamstwo, które nam napchano do głów, łącznie z tym kłamstwem, że jest coś takiego jak obiektywizm. Niewielu ludzi sobie zdaje sprawę, ale pojęcie obiektywizm zostało wymyślone przez tego samego kolesia, który przez całe życie postulował, że Ziemia jest płaska. O tyle, o ile dzisiaj się nie wspomina o tym drugim postulacie, bo generalnie wyszłoby tak troszkę po kwadracie, to to z tą obiektywnością zostało. Jest wiele takich zabawnych pojęć dookoła nas.
I dzisiaj z okazji tego, że jest, zdaje się w Polsce wielkie święto narodowe, które ja nazywam świętem kłamstwa i manipulacji, czyli wybory, opowiem wam dzisiaj, dlaczego ja nie chodzę na wybory. Opowiem troszkę starych historyjek, opowiem trochę nowych historyjek. Część z tego na pewno znacie, jeżeli odwiedzacie archiwum Hiperprzestrzeni. To jest kilka odcinków poświęconych propagandzie i tam jest troszeczkę bardziej dokładnie na ten temat. Ja tak dzisiaj polecę troszeczkę po łebkach. Nawet nie trochę. Mocno pościnam zakręty niczym szaleni motocykliści na swoich szalonych maszynach. Tak pościnam zakręty, taki będę: dziarski. Także dzisiaj o idei kłamstwa, proszę państwa, o manipulacji, w którą się po prostu nas wrabia, obiecując gruszki na wierzbie i opowiadając różne niesamowite historie. I skąd się to wszystko bierze?
Otóż to, proszę państwa. Jaki jest grunt psychologiczny pewnych posunięć, jak to jest skonstruowane i jak to po prostu działa? Pewną książkę na ten temat napisano dawno, dawno temu. Był to początek lat 30. Napisał ją Wilhelm Reich i zaraz po wydaniu tej książki musiał szybciutko pakować walizkę i zasuwać do innego kraju, bo się okazało, że napisał książkę, która opowiada I opisuje w naukowy sposób, jak wygląda podstawa nazistowskiej propagandy. Akurat się okazało tak, że Hitler wtedy wygrał wybory, a książka wyszła zaraz po wyborach i się okazało, że za bardzo te dwie sprawy do siebie nie pasują. Dzisiaj może nie będę takim Wilhelmem Reisem, bo nie jestem Wilhelmem Reisem. Nazywam się Tomek i nie jestem aż taki uczony jak Wilhelm. Anyway, dzisiaj opowiem wam, dlaczego nie chodzę na wybory i jaki jest mój wybór. Bo to nie jest problem stwierdzić, że na przykład coś jest be, tylko znaleźć alternatywę i nawet nie tyle ją znaleźć, ile ją realizować.
To jest clou całej historii, bo można jęczeć i stękać jak stara baba przez całe życie i smarkać w rękaw jak łajza i wiecznie mieć do całego świata pretensje o wszystko. Ale można też siąść i coś zrobić, coś konkretnego. I o tym robieniu, o tym, gdzie są te punkty zapalne pomiędzy jedną częścią rzeczywistości, w którą nas się wrabia, a tym, co możemy zrobić samemu, jest dzisiejsza audycja, którą roboczo nazwałem „Idea kłamstwa”. Historia jest oczywiście o wiele starsza. Zaczyna się dawno, dawno temu, ale nie będę aż tak bardzo pamiętliwy, bo właściwie to, co dotyczy nas dookoła, czyli cała ta iluzja, że pójdziemy, skreślimy na kartce i to coś zmieni, oczywiście ma swoją historię i tak dalej, ale generalnie to, co w rzeczywistości cały ten core sytuacji, główny background zaczyna się dokładnie w latach 20. i dokładnie zaczyna się na eksperymencie Cambridge University w pełnej nazwie. Tu niedaleko Londynu, bardzo blisko od pewnego dżentelmena, który się nazywał Leonard Knight Elmhirst. Leonard Knight Elmhirst razem z żoną studiowali pewną rzecz. Studiowali ruchy taneczne, zajmowali się tańcem i nie tylko. I byli pod wpływem prac kilku ludzi, głównie Gustave'a Le Bona, o którym kiedyś tam dawno temu wspomniałem w „Hiperprzestrzeni” poświęconej właśnie wszystkim tym świrom, które mają straszne parcie na to, żeby zająć się naszym życiem.
Także zapraszam, żebyście sobie czasami wrócili do archiwum „Hiperprzestrzeni”. Tam jest troszkę na ten temat i bardzo dużo na ten temat jest w „Dokładce”. Tam konkretnie opowiadam całą historię tych różnych zjawisk, skąd to się wzięło, kto jakie prace opublikował, na czym się wzorował, jakie eksperymenty robił i skąd to wszystko wynikło. Ale dzisiaj wspomnę o tym głównym eksperymencie, od którego się zaczęło. Chodziło o to, jak manipulować tłumem. I ten eksperyment osadzał się na takiej prostej zasadzie, że okazało się, że na Cambridge bardzo mało studentów zapisuje się do bractw studenckich. No i okazało się, że jest taki dżentelmen, który stwierdził, że wie, jak metodą łagodnej perswazji zaprosić wszystkich do tych bractw. Jakie metody stosować, żeby wymusić na nas pewną uległość w tym temacie, żebyśmy zostawili swoją własną indywidualność, swoje własne refleksje, swoje własne wizje, swoją własną kosmologię, swój własny świat i swoje własne relacje ze sobą na rzecz iluzji zwanej społeczeństwem, ruchami społecznymi, społecznościami i wszystkimi tymi bzdurami. Więc o co chodzi? Eksperyment był banalnie prosty.
Koleś stwierdził, że angażując nasz ruch czysto fizyczny, angażując naszą działalność, aktywność ruchową, można troszeczkę opanować nasze refleksje duchowe. No i pomysł był skonstruowany mniej więcej tak, że raz w tygodniu w weekend — już nie pamiętam dokładnie detali, to właśnie wszystko jest razem z detalami w tych zamieszczonych audycjach w „Hiperprzestrzeni” i w „Dokładce” też zdaje się — wypuszczał grupę taneczną ubraną w te same mundurki na takie główne miejsce w Cambridge, żeby wszyscy widzieli, że to jest jedno bractwo, które co tydzień dziarsko maszeruje, śpiewa te same piosenki, wali w te bębenki, robi hałas i zawsze robi to tak sprawnie, tak bardzo regularnie i bardzo sprawnie. Nie za bardzo kumał, o co chodzi, skąd się wziął ten mechanizm. My doskonale już w dzisiejszych czasach wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, ponieważ wszyscy jesteśmy tą kosmiczną energią i tu nie ma co do tego dwóch zdań i wszyscy podlegamy pewnym naturalnym prawom natury, czyli tej naturalnej wibracji. To jest główny powód, dla którego żołnierze, kiedy wchodzą na most, nie idą marszowym krokiem, ponieważ most by się zawalił. To jest ten sam eksperyment, który robi się z metronomami, rozstawiając około 30, 60 metronomów. Możecie rozstawić, ile chcecie i rozbujanie tych metronomów w różnych czasach. Wystarczy poczekać około minuty i nagle wszystkie metronomy zaczynają cykać równomiernie. Wytwarza się pewna fala, która się automatycznie synchronizuje, ponieważ mamy taki naturalny odruch, że synchronizujemy się do siebie. To jest ta tajemnica komunikacji międzyludzkiej, tajemnica przekazywania sobie informacji, że dostrajamy się do siebie nawzajem.
Czy robi to dwójka ludzi, czy też robi to grupa 20 ludzi, czy też 200 ludzi, czy też 2000 ludzi. To jest taki naturalny mechanizm, który wszystkich nas dotyczy. Nie ma tutaj żadnych czarów z mleka, żadnej magii. Zwyczajna sprawa, naturalna istota bycia człowiekiem, bycia żywą istotą tu na planecie Ziemia. Wszyscy to mamy. Drzewa tak mają. Trawa tak ma. Zwierzaki tak mają. My tak mamy. Ptaki tak mają.
Generalnie gdziekolwiek byśmy się nie obejrzeli, ta zasada jest taką jedną z takich głównych zasad komunikacyjnych, że żeby się w ogóle skomunikować ze sobą, wymienić refleksjami, metaforami, musimy wejść na tą wspólną falę i robimy to podświadomie. Nie musimy się zapisywać do specjalnej kolejki, nie musimy zdawać specjalnych studiów, nie musimy robić specjalnych egzaminów. Jest to ... dane. Po prostu takie już mamy. Jest to dar od mamy natury, dzięki któremu się dogadujemy. Dzięki temu robimy cudowne rzeczy. Dzięki temu tworzymy rewelacyjne życie dookoła siebie, budujemy cudowne związki, jesteśmy fantastycznymi ludźmi. Ale jeżeli ta metoda trafi w ręce psychopatów, którym się wydaje, że wiedzą za nas, jak mamy się najeść i kiedy mamy iść do toalety, i co powinniśmy myśleć, i oni to wszystko za nas wiedzą i nam to wszystko zapewnią, to powstaje koszmarek. I taki koszmarek powstał właśnie w latach 20.
Ten eksperyment unaocznił taką zasadę, że kiedy grupa studentów przebrana w te same portki, w te same kurteczki, dziarsko maszeruje do rytmów tego samego bębenka, to się okazuje, że wzbudza takie zainteresowanie, że niektórym odjeżdża na głowę i myślą sobie: „Kurczę, ja też powinienem się przebrać w taki mundurek. Ja też chyba zacznę sobie maszerować z nimi”. I do tego dodano jeszcze ćwiczenia fizyczne. Generalnie chodziło o to, że oni musieli się spotykać na placu dokładnie w tym samym momencie, regularnie raz na tydzień i manifestować publicznie, niczym parada na Dzień Zwycięstwa lub coś w tym stylu, gimnastykę. Wszyscy dokładnie w tym samym rytmie i zarażać tym swoim rytmem wszystkich ludzi dookoła. Troszkę jak wirus, jak grypa, jak gangrena, jak każda inna cholera. Dokładnie działa w ten sam sposób. Możemy zarażać się nawzajem pozytywnym działaniem albo zarażać się jakąś gangreną. I tu stwierdzono, że właściwie dobry pomysł jest, żeby zarazić gangreną. Było to tuż chwilę przed wielkim krachem na giełdzie, także wielcy inwestorzy na giełdzie, że tak powiem, szukali metod, żeby opanować ten potencjalny ruch ludzki, który mógłby nastąpić zaraz po tym wielkim krachu, wielkie protesty, tak żeby jakoś to wszystko elegancko uchować pod dywan, żeby tam nikt nie wyskoczył, nikt nawet nie pisnął.
I te próby robiono właśnie na Uniwersytecie Cambridge. Okazało się, że metoda stosowania tak zwanego sportu grupowego i tańca jako metodę unifikacji indywidualności działa doskonale. Oczywiście nie działa doskonale na wszystkich. Działa tylko na tych, którzy czują taką wewnętrzną potrzebę, że nie mogą sami, że muszą koniecznie w grupie, bo sami się boją, są płochliwi, zawstydzeni, boją się zawiązać sznurówki. Nie wiadomo, jak to wyjdzie, bo nigdy nie wychodzi. Wszystkie te ciapy generalnie. Także wszystkie ciapy generalnie bardzo lgną do wszystkich sportów i tańców. Słuchajcie, klasyczny numer: tańce na lodzie i tańce w telewizji. Ile milionów ludzi to ogląda? A ile milionów ludzi zajmuje się czymś zupełnie innym?
Bardzo proste przełożenie. Ten eksperyment jest powielany do dziś, właściwie już nawet nieświadomie. Jest to część show-biznesu. Wyrosło z eksperymentu, a stało się bardzo dochodowym eksperymentem. Stało się właściwie show-biznesem w dzisiejszych czasach. I tak oto ta metoda trafiła do książek. William McDowell napisał w książce takie bardzo porządne podsumowanie psychologiczne tego mechanizmu, jak to w ogóle stosować, jakie są zasady działania tego mechanizmu, kiedy jest bardziej wydajny, co należy robić. Wielkim fanem tej książki i w ogóle tych prac był niejaki Goebbels. Tak, proszę państwa, szef propagandy III Rzeszy był jeszcze bardzo wielkim fanem Gustava Le Bona. Walter Lippmann, kolejny dżentelmen, który odpowiada za termin „zimna wojna”, też wielki fan tych ludzi.
Oni się wszyscy znali, bo właściwie wszyscy chodzili do tych samych uczelni i wszyscy studiowali dokładnie te same książki, łącznie z Mr. Bernaysem, człowiekiem od słowa „propaganda”, który właściwie wymyślił całe to zjawisko na zlecenie dużych korporacji w Stanach Zjednoczonych. Ale tu się nie będę powtarzał, bo każdy, kto słucha „Hiperprzestrzeni”, doskonale zna tą historię. Także nie będę wyciągał więcej trupów z szafy. Może jeszcze parę wyciągnę. I o co w ogóle chodzi z tym całym zamieszaniem? Naziści zaczęli od tego, że każdy członek partii NSDAP musiał sobie zafundować mundur. Inaczej się nie dało. Trzeba było mieć ten sam mundur i na spotkania chodzić w mundurze i wykonywać dokładnie te same gesty. Takim głównym gestem było wskazywanie ręką kątem 45 stopni, że gdzieś tam na niebie świeci gwiazdka.
W dzisiejszych czasach tak się wskazuje wzrost na grafie, że wszystko wzrasta, prognozy rosną, świat będzie cudowny już jutro. I działało, proszę państwa, zadziałało rewelacyjnie. Zadziałało tak rewelacyjnie, że powstała wielka III Rzesza. Człowiek, który zaczął ten eksperyment, czyli Leonard Knight Elmshee, został doradcą propagandowym Adolfa Hitlera i właściwie był taką eminencją w cieniu. Jak to przetłumaczyć? Taką cichą eminencją rządu Adolfa Hitlera. Odpowiadał za propagandę razem z Goebbelsem. I kiedy doszło do wyborów, panowie się troszkę pokłócili o to, jak ma być ta propaganda podczas wyborów robiona. Goebbels okazał się geniuszem, który przerósł ucznia, ale na otarcie łez poddany jej królewskiej mości Leonard Knight został dyrektorem holu tanecznego w Berlinie w 1936 roku i propagował taniec oraz sport, ale taki masowy, bo chodziło o to, nie że my sobie zatańczymy, ty dziewczyno i ja, tak romantycznie po kolacji, przy jakiejś ładnej muzyce. Nie, nic z tych rzeczy, proszę państwa.
Chodziło o to, żeby tysiące par tańczyło i żeby tym swoim ruchem angażowało miliony ludzi do tego tańca, żeby ten sport był masowy, żeby taniec był masowy. Taka metoda, jak wspomniałem wcześniej, unifikacji indywidualności, żeby wyorać indywidualność i wyorać wszelkie indywidualne potrzeby i chcenia i, że tak powiem, przenieść je na taki grunt cykających metronomów, żeby wszyscy musieli się dostosować do tego jednego tańca, do tej jednej melodii i do tego samego ruchu sportowego. Wszyscy uprawiają gimnastykę, w tym samym czasie się schylają. Słynne Filmy z lat 30., kiedy to na wielkich placach urządzano duże sportowe imprezy. Do dzisiaj się urządza takie imprezy, jakieś radia, telewizje robią masówki, gdzie spędza się ludzi, spędza się kilku liderów. Oni machają ręką, podnoszą nogę, 300 ludzi podnosi nogę, macha ręką za nimi. Wszyscy czują się bardzo szczęśliwi. Nikt za bardzo nie wie, po co to robi. Teoretycznie powód jest prosty: wyglądać lepiej, wyglądać jak milion baksów i czuć się lepiej. Ale oczywiście jest za to pewna cena, którą trzeba zapłacić i nie można robić tego po swojemu.
Nie można dostosować do swoich własnych potrzeb. Tutaj zawsze trzeba się dostosować do lidera. Nie ma nikogo innego, jest tylko lider. I od tego się zaczęła cała ta historia opanowania tak zwanej psychologii społecznej, psychologii mas przez tych kilku dżentelmenów, którzy zrobili bardzo dużo eksperymentów w okresie od 1920 roku do właściwie robiono te eksperymenty jeszcze do lat 70. Właściwie dalej się je robi, ale te główne eksperymenty do początku II wojny światowej. I te eksperymenty zaowocowały gigantyczną ilością mechanizmów i metod na kontrolę społeczeństwa. I wmawianiu nam, że jest ktoś taki, kto się nazywa liderem, że w ogóle jest ktoś, kto wie, jak lepiej zrobić kupę za nas samych, jak lepiej się wysikać za nas samych, jak lepiej się najeść za nas samych i jak lepiej żyć za nas samych. To się nazywa lider. I uwierzyliśmy w tych liderów, że zawsze musi być ktoś, kto pierwszy wstanie i coś zrobi, a my się go posłuchamy, bo sami oczywiście nie możemy. Sami jesteśmy słabi.
Działa tylko grupa. Mechanizm zadziałał idealnie. Wszyscy się na to nabrali. Wojna była genialnym przykładem tego, jak wszyscy się na to nabrali. Słuchajcie, miliony ludzi za puszkę zgniłego mięsa tyrały przez tydzień czasu po 10 do 12 godzin w fabrykach, produkując nikomu niepotrzebne bomby, karabiny, amunicję, czołgi, samoloty za puszkę zgniłego mięsa, wierząc w to, że robią to dla zwycięstwa. I robili to przez sześć lat. I nikt się nawet nie zawahał w głowie i nikt nawet się nie zastanowił, czy to ma jakikolwiek sens. Wszyscy walczyli dla wspólnego zwycięstwa, jak nie z jednej, to drugiej strony. Eksperyment udał się idealnie. Mamy jakąś muzyczkę, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” o tym, dlaczego nie mam zamiaru i nigdy już nie pójdę na wybory.
Hehe, dokładnie. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafalia, a na mnie Tomek. Jeżeli chcecie zadzwonić to oczywiście radionafali.com na Skypie. A ja dzisiaj mówię dlaczego nigdy w życiu nie pójdę na wybory. Na ten wielki teleturniej kłamców, na tą wielką ściemę od początku do samego końca. Słuchajcie, bo właściwie wszystkie te eksperymenty, o których wspominałem, wszystkie te prawa, o których była mowa, które zostały sformułowane, opisane w tych wszystkich książkach, które wyszły gdzieś tak między 1920 rokiem a 1936, gdzieś w tych okolicach, bo później Goebbels przestał pisać swoje prace naukowe, także został już tylko ministrem propagandy. Ale jego zapiski są bardzo cenne. Właściwie politycy do dzisiaj robią dokładnie to samo. Wtedy sformułowano trzy podstawowe, elementarne prawa, którymi rządzą się wszyscy ci kłamcy. Pierwsze prawo brzmi tak: tworzenie dokładnie obliczonych na podświadome lęki skojarzeń i pragnień jednostki.
Czyli generalnie chodzi o to, żeby tworzyć obraz strachu dookoła nas, korzystając z naszych wszystkich podświadomych lęków i naszych pragnień, tak żeby nas atomizować. Dokładnie o to chodzi. Trzeba to elegancko wyliczyć, wiedzieć, czego się boimy. Przykład? Przykładem jest branie czteroletniego dziecka, prowadzenie go do kościoła, pokazywanie konającego człowieka przypiętego do skrzyżowanych desek i opowiadanie temu dziecku, że ten człowiek jest tam przypięty do tych desek. Właśnie kona dlatego, że to dziecko jest winne wszystkim grzechom świata. To przez to małe dziecko ten człowiek tam kona. Wszyscy wiedzą, że nie można tego człowieka zdjąć z krzyża, że on umrze, że to jest takie barbarzyńskie ludobójstwo. I tak się traumatyzuje małe dziecko od samego początku. Później wyrasta z tego człowiek, który jest traumatyzowany i wydaje mu się, że wszelkie grzechy świata spoczywają na jego plecach.
Taka elegancka pralka mózgu. Tak elegancko się wypiera kilka milionów ludzi co roku, z roku na rok, w wielu miejscach na świecie, w każdym katolickim kraju, który wyznaje sektę Jezusa Chrystusa i jego męczeńskiej śmierci, która oczywiście jest spowodowana tym, że my jesteśmy niedoskonali i musimy ciągle być obarczeni jakimś grzechem pierworodnym, przez co nie możemy stworzyć normalnego świata. Musimy odpłacać za grzechy. To jest generalnie świetny numer. Dlatego polscy politycy i nie tylko w Polsce fotografują się z tłustymi, spasionymi baronami z Watykanu, największej agencji public relations na świecie. Fotografują się przy pomnikach bohaterów, tych, którzy polegli za wolność naszą i waszą. Fotografują się z chorągiewkami narodowymi, bo chorągiewka narodowa oczywiście oznacza za wolność naszą i waszą. Także klasyczny numer. Poczucie winy, czyli generalnie obliczyć dokładnie, jakie są skojarzenia w naszych głowach, co kojarzymy z naszymi lękami, co jest manifestacją naszych podświadomych lęków i pragnień. I w tym momencie mamy taki obraz poczucia winy jednostki.
Generalnie wiemy, jak ją złapać za nogi, ściągnąć mocno w dół. To jest pierwszy punkt. Drugi punkt to jest wywieranie wpływu poprzez liderów opinii i postrzeganie autorytetów, aby dotrzeć do tych, którzy będą ich przestrzegać. Bo normalne jest to, że tylko bardzo wąska część ludzi, bardzo taka patologiczna, podąża za takimi ideami. No, chyba że generalnie się im wypierze mózgi w bardzo młodym wieku, wtedy- Nie widzą innej alternatywy, bo są cały czas chowani pod kloszem. Także ciężko, żeby cokolwiek skumali, ale nawet z nimi jest duże ryzyko, że z tego klosza kiedyś wyskoczą i że powiedzą: „Zaraz, come on guys, it's not the point” i się zbuntują. Ale żeby ten bunt nie nastąpił, trzeba znaleźć przede wszystkim tych, którzy lubią słuchać liderów. Czy to jest postać z ambony, czy to jest postać z telewizora, czy to jest postać skądkolwiek ona jest. Po prostu musi być lider, musi być wiara w lidera. Stąd też pracuje się taki system, że zawsze musi być jakiś autorytet, za którym podążamy, że ktoś wie za nas lepiej i musimy korzystać z jego autorytetów.
Stąd popularność cytatów, powoływanie się na kogoś, robienie z kogoś bohatera. Nieustannie. I to jest taki klasyczny numer, że generalnie trzeba znaleźć frajerów, którzy są po prostu słabi psychicznie i są na tyle słabi psychicznie, że się da ich łatwo zmanipulować, bo tą pierwszą grupę tych psychopatów trzeba z czegoś zbudować. Normalny człowiek nie pójdzie na placyk i nie zacznie ćwiczyć, machać ręką w rytm jakiejś gównianej muzy i jeszcze udawać, że to jest jego życie. Normalny człowiek tego nigdy nie zrobi. Nie będzie wstawał, klękał, wstawał, klękał, wstawał, klękał, wstawał, klękał, a na koniec jeszcze za to płacił. Come on guys, be real, keep real. Jeszcze wierzył w to, że jest winien całemu złu na świecie. Come on guys. Trzeba znaleźć frajerów, którzy będą podążali tą drogą, ponieważ oni muszą stworzyć tą pierwszą grupę, która jest jak te pierwsze metronomy.
Generalnie rozbujają ten cały system. Muszą bujać w tym samym rytmie, ponieważ wszystko jest związane z energią tłumu, energią nas samych, która rezonuje. Nazywamy to w dzisiejszych czasach naukowo fajnie jako pole morfogenetyczne. To jest to, co robią ptaki w powietrzu. Te niesamowite zwroty w ciągu jednej sekundy to jest dokładnie ten jeden wielki rezonans, któremu wszyscy podlegamy. I trzeba zbudować taką grupę, która wywoła taki rezonans. Innej opcji nie ma, ponieważ indywidualnie nigdy sami, normalnie, przy zdrowych umysłach nie wskoczymy w coś takiego. Nikt z nas nie wpadnie na taki pomysł, ale zawsze są tacy, z których taką grupę można zrobić. Adolf Hitler. Mówiłem, że nie będę wyciągał trupów z szafy, ale tam powyciągam troszeczkę czasem.
On użył po prostu pijaczków. Zebrał największych pijaczków. Tam był przekupiony prokurator. Pewna historia, w którą nie chcę za bardzo wdawać się w szczegóły. Był przekupiony prokurator, który powypuszczał kilku cwaniaków, którzy nie mieli problemu z tym, żeby wybijać okna, bić ludzi na ulicy i to była, że tak powiem, elita NSDAP, czyli Socjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec, bo tak to się nazywało na samym początku, zdaje się. I stąd powstała ta pierwsza grupa, czyli ludzie wyjęci spod prawa, którzy tam dostawali jakieś wyroki, ale nie bali się nikomu przywalić w mordę. Także stanowili taki twardy kor, tego całego. W wielu innych miejscach po prostu bierze się ludzi, którzy wstają i klękają, wstają i klękają. Idea jest dokładnie taka sama. Po prostu trzeba wybrzeź, trzeba zbudować słusznego lidera i znaleźć tych, którzy lubią przestrzegać zasad.
Jeżeli się znajdzie tych, którzy lubią przestrzegać zasad, to automatycznie wsadza się tam takiego lidera i oni manifestują, że to jest nasz lider. I teraz przechodząc obok, czasami się zastanawiamy: „Kurczę, a może jednak ten facet ma rację? Skoro tyle ludzi podąża za nim, to może my też dowiemy się, o co chodzi”. To jest taka ustawiona sytuacja od początku do końca. Później się oczywiście dobiera do tego odpowiednie autorytety i tak dalej. Trzeci punkt jest bardzo istotny. To jest inicjowanie i zarażanie zachowań i poglądów związanych ze społeczeństwem, czyli budowanie tak zwanej zgodności społecznej, ale przez inicjowanie pewnych rzeczy i zarażanie przez inicjowanie pewnych zachowań, mówiąc szczerze. Czyli trzeba zrobić coś, co jest takim zbiorowym kultem cargo. Czyli znaleźć jakąś rzecz, w którą wszyscy będą wierzyć. Może nie tyle jakiś konkretny koncept, że pójdziemy i coś zrobimy, tylko jakiś pogląd społeczny.
Nie chodzi o zrobienie rzeczy. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy mieli ten sam pogląd. W Polsce akurat najłatwiej wybrać taki pogląd, że jest źle i to jest taki klasyczny pogląd, w który wszyscy wierzą. Wiadomo, że jest źle i na tym poglądzie wszystko się zasadza. Wychodzi taki koleś, który jest ustawiony i mówi: „Słuchajcie, jest źle”. I to jest wspólny pogląd, na którym wszyscy się łapią. Może szczęśliwie nie wszyscy dla nas, bo cały świat by chyba zwariował i już dawno leciał w powietrze, gdyby wszyscy byli takimi psychopatami. Niemniej świetnie działa. Inicjuje się i zaraża owe zachowania i poglądy zgodności społecznej. I to są te trzy podstawowe zasady, które opisał Goebbels, których się używa do dzisiaj.
O co w tym wszystkim chodzi? Chodzi o naszą własną energię, o nasze indywidualne działanie. Wiadomo, że jeżeli jakieś działanie jest inicjowane z zewnątrz, to nie jest naszym działaniem, tylko jest działaniem wymuszonym niejako. Że ktoś mówi: „Ej, stary, jesteś jak społeczeństwo. Społeczeństwo potrzebuje tego, śrego i owego. I tu mamy taką rzecz. Ty będziesz to robił, mamy dla ciebie robotę. Zostaw te swoje własne rzeczy, zostaw te indywidualne działania. Tu mamy grupę. Wszyscy się bujamy w ten sam rytm, przy tym samym marszu, przy tej samej piosence.
Musisz skoczyć w to wszystko i zostać razem z nami. I w tym momencie będziemy tworzyli wspólną siłę”. I to jest taki kolejny szalony punkt tego programu, że ludziom się wmawia, że mają jakąkolwiek siłę, że grupa ma siłę. Dlaczego politycy jednoczą ludzi w grupę? Ponieważ ludzie w grupie są pozbawieni jakiejkolwiek siły. Taka jest rzeczywista sytuacja bycia w grupie. Grupa nie ma żadnej siły, nigdy nie miała. Ma natomiast sponsorów i przywódcę oraz tych, którzy dają im do ręki kamienie, dają im do ręki noże, dają później karabiny, dają im czołgi, później szyją im mundury, później wysyłają tych naszych dzielnych chłopców do Afganistanu i Iraku. Nam mówią, że to nasi dzielni chłopcy, którzy walczą o demokrację, zajmując się ludobójstwem cywili. Ale oczywiście każdy w to wierzy, bo macha nasza narodowa flaga nad tymi dzielnymi, dziarskimi żołnierzami.
I oni walczą o pokój i demokrację. Tak to wygląda aktualnie. Nam się opowiada, że wszystko jest okej i że tak to powinno wyglądać. Oczywiście dopuszcza się pewien margines sprzeciwu społecznego, ale szczęśliwie w dzisiejszych czasach jest dużo gier komputerowych, tak że młodzież, która potencjalnie wyszłaby na ulicę co najwyżej sobie zasiądzie za komputerem, pobiega sobie w rzeczywistości 3D w jakiejś gierce komputerowej. Poklnie, na czym świat stoi i to wszystko na tym się skończy, cała sprawa. Jak będzie trzeba, to i tak wyjdą na ulicę i będą razem z tymi bębenkami maszerowali tak jak cała reszta. Nie ma z tym absolutnie problemu. Troszkę nowych programów w telewizji, może zrobi się więcej programów o grach komputerowych i wtedy ta młodzież kupi cały ten kit. Tak to wygląda. Dlatego zresztą aktualnie nie odbywają się żadne bunty, można powiedzieć, na masową skalę, ponieważ ludzie, którzy potencjalnie mogliby zrobić te bunty, tworzą grupę tak zwanych konsumentów.
I ta grupa, jak każda grupa, jest pozbawiona jakiejkolwiek siły. Tą siłą jedyną, która tam istnieje, jest siła tak zwanego lidera, czyli kolesia, który wrzuca do tej grupy owe poglądy i buduje ich zgodność tak, że wszyscy się razem łączą w pewnym pomyśle takim, że jest źle. Zróbmy, żeby było lepiej. Na tym cała zabawa polega. To jest tak zwana koncepcja Goebbelsa, co tu dużo mówić. Tu jest taki dosyć mocny clash, ponieważ koncepcja nas samych nijak się nie może pogodzić z koncepcją mas. Poza oczywiście niektórymi egzemplarzami, które twierdzą, że zgadzają się z masami i że to lubią, że są masą. Są tacy ludzie, którzy mają na przykład taką obsesję, że mówią, że masy, że inni ludzie i zawsze powołują się na społeczeństwo, na zbiorowość, na masę. Po prostu idą na masę chłopaki i dziewczyny. Dziwna rzecz.
Ta rzecz też ma swojego ojca. Nazywał się Marks i Marks jako pierwszy sformułował tak dosyć dosadnie. Znaczy oczywiście było sformułowane przed nim, ale jako pierwszy dosyć dosadnie sformułował zaraz po jezuitach pewną prawdę, którą zamierzał wpoić wszystkim swoim wyznawcom. I nawet mu się całkiem nieźle udało. Brzmi to mniej więcej tak, że to byt kształtuje świadomość, a nie świadomość kształtuje byt. To jest „Kapitał” Marksa. Bardzo ciężkostrawna literatura, jeżeli ktoś z was chce przeczytać, ale polecam, jeżeli to lubicie. Ciężkostrawne, ciężko się to czyta, niemniej stamtąd dokładnie pochodzi. Oznacza to mniej więcej tyle, że nasze koncepcje, nasze potrzeby, to, czym jesteśmy, nasza indywidualność nie ma żadnego znaczenia, ponieważ determinuje nas nasza rola społeczna. To jest pierwsza rzecz.
Determinuje nas zawartość naszej kasy i to, co tak zwany system może nam dać w prezencie. To jest element, który determinuje nas, tworzy. Tym jesteśmy według tej koncepcji. I to się nijak nie zgadza z całym doświadczeniem człowieka, ze wszystkim, co odczuwamy. Bo normalne jest to, że jak idziemy na randkę, to idziemy na randkę z dziewczyną, która nam się podoba, a nie na randkę z dziewczyną, którą nam ktoś wystawił. Czasami są takie numery, że dziewczyna idzie na randkę z chłopakiem, bo tam koleżanka wystawiła jej chłopaka albo odwrotnie w drugą stronę. Ale to wiemy, jak to się kończy. Nigdy nie kończy się dobrze, czasami kończy się dziwnie co najmniej. Tak to wygląda, kiedy ktoś próbuje nas załadować w jakieś sytuacje. To jest ten klasyczny numer, że na przykład jeżeli chcemy zjeść cokolwiek, na przykład chcemy zjeść pączka w tym momencie, a ktoś nam mówi, że: „Nie, stary, ty nie chcesz zjeść pączka.
Obiecuję ci. Naprawdę nie kłamię. Ty chcesz zjeść śledzia w tym momencie”. Mówisz: „Nie, chcę zjeść pączka”. „Nie. Naprawdę, stary, ty sam siebie nie znasz. Ty nie wiesz, czego chcesz. Ty na pewno chcesz zjeść śledzia”. „Nie, chcę zjeść pączka”. „Nie”.
„Mamy tylko śledzie dla ciebie”. I tak to dokładnie wygląda. To jest ta propozycja Marksa. Zaproponował on wszystkim stare, zdechłe, śmierdzące śledzie. Ale koncepcja się świetnie przyjęła, bo to świetnie pasowało w rolę epoki, w rolę kolonializmu i w ogóle w moment wymyślania nowego kolonializmu i nowych obozów pracy przymusowej dla wszystkich nas, żebyśmy pracowali na tłustych kotów i na ich wszystkie szalone idee. Zadziałało, słuchajcie, zadziałało. Wielu z nas uwierzyło w to, że jest coś takiego jak społeczeństwo i odebrało nam to naszą siłę, bo straciliśmy wiarę w naszą własną koncepcję nas samych. I często się zdarza, że słyszymy: „Nie, tego nie mogę. Ale przecież ludzie tego nie robią. Sam tego nie zrobię.
Sam jeden. Jak ja mogę to ruszyć?”. Ale rzeczywista siła tkwi i to wszyscy doskonale wiedzą, szczególnie ci specjaliści od propagandy i specjaliści od systemów totalitarnych, że siła tkwi w jednostce. Nie tkwi w masach. Masa to jest grupa ludzi, która się giba do tego samego rytmu i generalnie straciła mózg. Ten mózg został wybity, bo albo klękali i wstawali nieustannie i tłukli pokłony w podłogę, albo się razem kiwali i łazili razem w jakichś marszach w lewo i w prawo. Ale generalnie nie mają własnej refleksji, a niebezpieczna jest własna refleksja, ponieważ własna refleksja doprowadza nas do własnego działania, a nasze własne działanie może zarażać innych o wiele mocniej, ponieważ jest ten margines na indywidualne działanie i jest szczerość w tym wszystkim. Ta szczerość, uczciwość, miłość, takie normalne ludzkie cechy, tak zwana empatia wywiera o wiele większy skutek pozytywny i rezonuje o wiele mocniej niż nienawiść. Wszyscy o tym doskonale wiedzą. Dlatego zawsze ktokolwiek się sprzeciwi systemowi, nawet jeżeli jest to jedna osoba, a dookoła jest 10 milionów nazistów albo 10 milionów katolików, a jeden człowiek, który mówi, że to są psychopaci, którzy trenują stres pourazowy na małych dzieciach, każąc im oglądać konającego człowieka na krzyżu i mówiąc, że to jest wszystko okej.
Wiadomo, że tego człowieka trzeba bardzo szybko usunąć, ponieważ jeden taki człowiek może zbyt niebezpiecznie zarezonować. To jest zbyt duże niebezpieczeństwo dla systemu, że jedna osoba jest w stanie go wywrócić. Bo tak jest z systemami. Każdy system stoi na tak zwanych glinianych nogach i naprawdę nie ma problemu, żeby go roztrzaskać, żeby go przewrócić, żeby on się rozsypał. Nie ma żadnego problemu. Pod warunkiem, że są jednostki, które mają w dupsku ten system i tylko na tym to polega i głośno to mówią i nie mają z tym problemu. Natomiast utrzymanie tego w ryzach polega na tym, żeby wyeliminować wszystkie te jednostki, które zarażają społeczeństwo swoimi fałszywymi ideologiami i burzą pokój i ład społeczny. Generał Jaruzelski miał taką przemowę swego czasu, ja pamiętam ze swojego dzieciństwa, gdzie mówił, że wszyscy ci, którzy nastają na ustrój, porządek i ład społeczny, zostają aresztowani. Taka historia spawacza. Dobrze, że go nie ma z nami.
Naprawdę bardzo dobrze. Cieszę się, że już odszedł do krainy wiecznych łowcz. Szkoda, że tak późno, mógł to wcześniej zrobić. Nie zespawałby kraju na tyle lat. Ale co było, to minęło. Nikt z nas nie powtórzy tego numeru. Nikt z nas się nie cofnie w czasie, nikt z nas nie naprawi tych wszystkich krzywd. Także cóż, pozostaje nam tylko z tym żyć, zostawić to za sobą i zająć się przyszłością albo dniem dzisiejszym, co jest chyba najbardziej sensownym w tym wszystkim rozwiązaniem. Takim przykładem, jak się stosuje dzisiaj te techniki, są tak zwane flash moby, ale takie komercyjne. Używa się tych wszystkich psychologicznych numerów po to, żeby na przykład wystawić ilość ludzi w Londynie na dużym dworcu metra, na dużym dworcu kolejowym, w dużym, dobrze widocznym miejscu w centrum miasta, po to, żeby ci ludzie dokładnie w tym samym momencie zaczęli zachowywać się dokładnie w ten sam sposób, po czym na końcu pojawia się reklama firmy telekomunikacyjnej, która sprzedaje telefony.
Dzięki temu powstaje wideo na YouTubie, jedno oficjalne albo kilka oficjalnych oraz około 100 do 1000 klipów nakręconych przez turystów, którzy chodzą z kamerami, dzięki czemu ta marka automatycznie dostaje genialną reklamę wszędzie na świecie kompletnie za darmo. My właściwie sami promujemy te produkty, kręcąc te wszystkie zjawiska. Podobną sprawę uprawiamy, powtarzając wszelkie polityczne newsy i żyjąc polityką. Dokładnie na tym to polega. To kłamstwo nie może trwać bez nas samych. Jak mówi stare przysłowie: „Przedstawienie nie może się odbyć, kiedy nie ma widzów pod sceną”. Przedstawienie odbywa się tylko wtedy, kiedy jest ktoś, kto chce go oglądać. I tak długo, jak mielimy wszelkie polityczne łajzy, tak długo jak mielimy ten cały totalitarny system, tak długo jak dyskutujemy na ten temat, tak długo, jak jest to esencją naszego życia, tak długo automatycznie wpadamy dokładnie w tą energię tłumu, tak zwanego tłumu. Czyli zaczynamy się bujać jak ci kolesie, którzy nadają rytm temu tłumowi, bo to dokładnie o to chodzi. To nie jest istotne, czy robimy to intensywniej, mniej lub bardziej i tak dalej.
Grunt, żebyśmy to w ogóle robili. Grunt, żeby ten element w naszym życiu ciągle był. Swego czasu robiłem taki eksperyment społeczny. To był dokładnie 1998 rok. Eksperyment prowadziłem przez jakiś czas. Przepraszam, trochę później był. Chyba tak. Prowadziłem go parę lat z przerwami. Tam była roczna przerwa, później była kolejna półroczna przerwa. Eksperyment polegał na kolekcjonowaniu newsów.
Mam to wszystko jeszcze w Polsce, gdzieś w dużych skrzyniach, całą dokumentację tego eksperymentu. Polegało na kolekcjonowaniu gazet. Była taka mozolna praca, żeby zbierać konkretne tytuły prasowe, nawet bez czytania ich. Po prostu zbierać i sprawdzać, ile czasu zostało poświęcone na coś i na coś. Oprócz zbierania tych gazet, częścią tego eksperymentu było zbieranie i kolekcjonowanie newsów z telewizji, ale takich typowych newsów typu dziennik albo coś takiego. I tam się sprawdzało za pomocą stopera, ile czasu idzie na konkretną informację. Tak zwyczajnie, taki eksperyment. I się okazuje, że jest to tak elegancko przeprowadzone jak za czasów Goebbelsa, który mawiał: „Nieważne, co mówią, czy mówią dobrze, czy źle, byleby o nas mówili”. Okazuje się, że zawsze konkretną ilość treści we wszystkich newsach telewizyjnych zajmuje na przykład news o tym, że szef największej korporacji public relations, która jest zresztą miłośnikami pedofilstwa, czyli Watykanu, zawsze ma swoje pięć minut i nie ma dwóch dni, żeby nie było newsa o tym, co ci kolesie robią. Zawsze ktoś musiał przypomnieć obywatelom kraju o nazwie Polska, że tacy kolesie istnieją i że coś robią, bo jeszcze nie daj losie, ktoś by zapomniał o tym, że istnieje korporacja watykańska i że coś robią.
Jeszcze ludzie by zapomnieli i nie przyszli oddać swojej kasy w niedzielę. I co by się wtedy działo? Co by się wtedy z tym wszystkim działo? Kolejna rzecz to były newsy o politykach. Jeżeli chcecie powtórzyć ten eksperyment, proszę bardzo. Eksperyment polega na tym, że się nagrywa newsy telewizyjne, po czym bardzo toporna praca, męczy strasznie, muli coś takiego, bo naprawdę ci kolesie nie grzeszą ani intelektem, ani niczym. Jest to po prostu taki teletudniej kłamstw z każdej możliwej strony. Bardzo smutna rzeczywistość. Widać doskonale, ile czasu antenowego jest poświęcone na wkręcanie nas w tę ideę. Oczywiście jest zawsze kontra tak zwana, bo można stękać i marudzić, ale co stoi w opozycji tego wszystkiego?
W opozycji, i to jest bardzo logiczne rozwiązanie, zawsze w opozycji kłamstwa i manipulacji stoi opis konkretnych działań oraz skutków, które wywierają te działania, czyli realizacji pewnych celów, pewnych projektów. I teraz wystarczy policzyć, ile czasu w mediach jest spędzane na opisanie takiego case study, tak się po angielsku mówi, pewnego projektu. Czyli jeżeli zaczyna się projekt, jest mówione, że tu jest to, co zostało zrobione, to zostało zrobione to. Nie w kategoriach propagandy, że właśnie został otwarty most, przyjechał minister, biskup, wycałowali się chłopaki po raz pierwszy publicznie, bo oni tak nie mogą publicznie za bardzo, ale po raz pierwszy przy kamerach podali sobie ręce, przecięli wstęgę. Droga jest otwarta, ale właściwie jest jeszcze zamknięta, bo robotnicy nie skończyli prac i tak dalej. To są takie propagandowe zabiegi, takie z czasów gierkowskich, że Polska rosła w siłę hutami stali i węgla. To dokładnie podobnie wyglądało w moich czasach. Mieszkając w Polsce, Polska rosła zdaje się chyba siłą dróg i kolei, że co chwilę jest już coraz lepiej. Ale generalnie takim papierkiem lakmusowym jest zawsze konkretna rzecz, czyli pokazywanie pewnego procesu systematycznie. Bo jeżeli systematycznie pokazuje się propagandę, to zasięg propagandy, ile jest jej w rzeczywistości, sprawdza się tym, że sprawdza się, ile jest procesów, nad którymi takie media, że tak powiem, patronują.
Jeżeli coś się dzieje, to jest to cały czas monitorowane, sprawdzane i okazało się, że czegoś takiego po prostu nie ma. Natomiast co chwilę ktoś próbuje przypomnieć nam o tym, że są tacy kolesie, którzy się nazywają politykami. Ja ich nazywam po prostu przydupasy. I że są tacy kolesie, którzy każą reszcie narodu klękać, wstawać, klękać, wstawać, klękać, wstawać i płacić na tacę oraz kolesie, którzy są przeciwko narodowi albo przeciwko jednym, albo przeciwko drugim. I tak to elegancko funkcjonuje. Generalnie jest wszystko spolaryzowane i jeżeli nagle pojawia się jakiś taki bunt społeczny, za dużo ludzi zaczyna mówić jednym głosem i ten głos wymyka się pojęciom poznawczym serwowanym z telewizora, radia i gazet, automatycznie w przeciągu dosłownie dwóch tygodni, jednego tygodnia pojawia się tak zwany sztuczny konflikt. Zróbcie sobie eksperyment, naprawdę bardzo mocno polecam. I pojawia się tak zwany sztuczny konflikt. Konflikt, który na przykład jest na tle tak jak u Goebbelsa, na tle na przykład seksualnym. To jest numer, który testowała Trzecia Rzesza.
Wyszedł z powodzeniem, jest testowany do dzisiaj. Działa elegancko. Czyli generalnie wymyśla się na przykład problemy z odmiennościami seksualnymi, wymyśla się eutanazję, wymyśla się wiele innych rzeczy. Nie chcę tu dyskutować, czy to jest dobre, czy to złe, bo nie jest to moja sprawa. Wcale nie zamierzam się powiesić ani nie zamierzam wyskoczyć oknem. Także eutanazja nie jest za bardzo przeznaczona dla mnie. Także nie jest to mój problem absolutnie i nie życzę sobie, żeby ktoś podejmował taką decyzję za mnie. Jak będę chciał, to sobie wyskoczę sam. O, taki będę. Anyway, wyskoczę sobie do sklepu po mleko.
Tak sobie wyskoczę. No i zawsze kiedy lud, że tak powiem w cudzysłowie, czyli kiedy ta ciemna masa przestaje być ciemną masą, zaczyna mówić jednym głosem, automatycznie, bardzo szybko pojawia się zarzewie jakiegoś konfliktu i bardzo szybko okazuje się, że połowa tych tytułów prasowych, połowa tych newsów optuje za jedną opcją, druga optuje za drugą opcją. Tak żeby stworzyć tak zwaną polaryzację pomiędzy dwoma stronami. Tak żeby ktoś zajął się właśnie budowaniem barkady. Tak żeby nikt z nas nie zajął się szukaniem rozwiązania problemu jakiegokolwiek, jakikolwiek to jest problem, tylko żebyśmy całą naszą energię spędzili na budowanie barkady. To jest tak zwane rozwiązanie siłowo-masowe, można powiedzieć. Wtedy się tworzy partie, partie niezadowolonych, partie zadowolonych et cetera, et cetera, et cetera. To jest taki elementarny ruch. Kolejnym takim numerem jest na przykład kwestia związana chociażby z legalizacją cannabis. Jak w Polsce cała sprawa została uwalona.
Dlatego ludzie chodzą na chemioterapię i chemioterapia ich zabija. Prosta rzecz. Kiedy pojawił się bardzo mocny ruch na temat legalizacji cannabis i to taki dosyć solidny, bardzo szybko okazało się, że dookoła zaczęli kręcić się politycy, którzy elegancko cały ruch zmanipulowali. Tymi politykami między innymi był pracownik Służby Bezpieczeństwa. Jak on się tam nazywa? Palikot. Dokładnie. Były współpracownik, tak? Teraz to już są wszyscy byli. Dokładnie.
No ale jakichś problemów nie miał, kiedy brał pieniądze od tych ludzi. Kwitował swoim własnym podpisem na papierach. Sam widziałem te papiery, także chłopak nieźle zarabiał swego czasu. No fabryki nie dostał za darmo, prawda? No ale generalnie wymyśla się taką opcję. Jest grupa niezadowolonych młodych ludzi i nagle okazuje się, że ci młodzi ludzie mogą coś zrobić. Więc wymyśla się taką partię, która staje w opozycji do jednych, do drugich. Przebiera się za Świętego Mikołaja, po czym, że tak powiem, wciąga wszystkich do siebie. Przynajmniej tych, których da się wciągnąć. Tak jak mówiłem, wszystkie te słabe osobniki, które już są odpowiednio wyprane, zmanipulowane i lubią się bujać w ten sam rytm co reszta.
Później reszta jakoś tam dołącza, dołącza. Później robi się dookoła tego propagandę, że jest to jedyne działające rozwiązanie, bo oczywiście indywidualnie sami nic nie możemy, ale wspólnie, razem jako grupa możemy wiele, możemy zmienić cały świat jako grupa. No i efekt był taki, że uwalono całą ustawę i do tej pory właściwie nie polecam nikomu w Polsce sadzić sobie rośliny na balkonie, bo jeszcze sąsiad zobaczy, zadzwoni po policji i skończy się zabawnym spotkaniem z prokuratorem, który jest skończonym alkoholikiem i generalnie pokazowo dowali na przykład trzy lata albo roczek za kratkami za to, że się hoduje roślinę, bo on musi mieć na flaszkę. Tak to wygląda w praktyce w Polsce. Fajnie by było, jakby było inaczej, ale niestety nie jest. Cóż, takie życie, proszę państwa. Generalnie chodzi o angażowanie naszego czasu jako energii, bo dokładnie jesteśmy czystą energią. Ci ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. To jest inna historia. Oni operują na bardziej takich wymiernych sprawach, bo nasz czas i nasza energia się materializuje w konkretne działanie.
Większość z nas, prawie wszyscy chodzimy do pracy, zarabiamy pieniądze, musimy płacić podatki, robimy, wykonujemy jakieś działania. Każdy po pracy ma te parę godzin wolnego czasu, które może spożytkować w jakiś sposób. No i co? I co po tym etacie? Po tym wszystkim? Po tym wszystkim wszyscy maszerują do urny i głosują. I na tym to polega. Dokładnie tak to się elegancko wszystko manipuluje. I się jeszcze mówi, że wszyscy razem jak pójdziemy, zagłosujemy, to wybierzemy sobie lepszy świat. A jak się zastanawiam, czy jest takie miejsce na świecie?
I don't know. I don't get it. To może jakaś muzyczka, aby słuchać hiperprzestrzeni i moje opowieści o tym, dlaczego nie chodzę i nie głosuję w tym cyrku dla klaunów, pajaców i przygłupów. Mam zupełnie inne zajęcia w życiu. O co chodzi z tą naturalną formą polaryzacji tych poglądów? No właśnie, właśnie. No bo pierwszą rzeczą, którą robią tacy liderzy, politycy i wszyscy ci, powiem pajace To jest wmawianie nam, że właściwie jesteśmy niezbyt dorośli do własnego życia, że nie dorośliśmy jeszcze, żeby zajmować się własnym życiem, robić to, co robimy i przede wszystkim, co najważniejsze, przeżywać własne doświadczenia. Absolutnie. To stoi w kompletnej kontrze nasza własna dorosłość, doświadczenia w stosunku do dogmatów teologicznych i do doświadczenia, które nam się podaje. Świetnym przykładem są religie.
To jest taka historia, że na przykład jest cała liczba zakazów. Nie możemy robić tego, tego, tego. Nie rób tego. Co najwyżej możesz przyjść, rzucić na tacę, ewentualnie stuknąć czołem w kierunku Mekki. Tylko tyle możesz. Ewentualnie możesz stary pod tą Ścianą Płaczu karteczkę sobie tam wepchać i tyle, co możesz, ale nie możesz mieć własnego doświadczenia. Na tym to polega. Masz własne doświadczenie? Spalaj koleś, nie chcemy cię widzieć. Dokładnie.
Ponieważ według wszystkich tych liderów, wszystkich tych patologicznych cwaniaków, którzy próbują kontrolować nasze życie, nie dorośliśmy do tego, żeby żyć własnym życiem i ktoś musi wziąć tą decyzję za nas. Ktoś musi za nas przeprowadzić nasze własne życie, poprowadzić nas za rękę, zawiązać nam buty, zamknąć w tej fabryce na 12 godzin, żebyśmy produkowali te puszki, które się nazywają amunicją. I generalnie wtedy jest o wiele lepiej. Wtedy możemy kontrolować samych siebie, możemy kontrolować społeczeństwo. Jesteśmy pełni kontroli. Mamy iluzję przewidywalności tego, że zrealizujemy jakiś plan. Plan pięcioletni, plan dziesięcioletni, plan lepszego życia na jutro. Wszystkie te plany zrealizujemy. Plany polityków zrealizujemy, wybudujemy lepsze drogi, wybudujemy lepsze koleje, wyższe budynki, więcej szkół, więcej piłek dla dzieci, więcej karabinów dla żołnierzy, więcej pałek dla policjantów, więcej radiowozów dla policjantów i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Bo my jesteśmy niezbyt dorośli.
Ktoś nas musi ciągle pilnować. Ten policjant musi obok stać. Policjant musi mieć kamizelkę kuloodporną, musi mieć armatkę wodną tak jak za starych czasów. Musi mieć broń na ostrą amunicję, bo my oczywiście jesteśmy zbyt niepoważni. Nam jeszcze może coś strzelić do głowy. Możemy zechcieć przez nieszczęście swojego własnego życia i jeżeli tylko zechcemy swojego własnego życia, to mamy taką opcję ekstra. Słuchaj, to może do kościółka kolego pójdziesz? Albo do Mekki kolego, albo pod Ścianę Płaczu. Co zrobią? To musi być naprawdę spieprzona i smutna religia, skoro najbardziej radosnym momentem w życiu ortodoksyjnego Żyda, słuchajcie, jest wyprawa pod Ścianę Płaczu.
It's gonna be funny. He, he, he. Dokładnie tak to wygląda. No troszeczkę tak jak ci, którzy modlą się do zwłok. Albo ci, którzy wiecznie w kierunku Mekki. Dokładnie ta sama historia. Dokładnie ta sama. I wszyscy są w stanie zaorać za swoją własną religię. Każdy twierdzi, że jest najlepszy i wybrany. I wybrany.
I on jest wybrany. On jest ten jedyny. Shit, man. Nie ty, nie ja, nikt z nas. Tylko on jeden specjalny. I dlatego on może wziąć karabin i robić cokolwiek chce. Dokładnie tak to wygląda. To jest tak zwany syndrom na biegu i na pinki, ja to tak nazywam, w dążeniu do jakiegoś iluzorycznego celu. No i stoi to bardzo mocno w sprzeczności z tym, co jest istotą rzeczywistego działania nas jako żywych istot, czyli komunikacji i otwartej współpracy. Bo każda otwarta współpraca, czyli to, że ja na przykład coś robię, coś wymyślam, wrzucam zdjęcia, mówię o tym ludziom, mówię, co myślę.
Jakby nie jestem człowiekiem, który się chowa gdzieś po krzakach jak partyzant za nickname'm albo coś tam, albo coś tam i udaje, że właściwie jestem w opozycji, ale nie do końca. Ja tu szanuję wszelkie opcje, ale jestem też swój czy jakoś tak. Siedzenie okrakiem na płocie tak, żeby że tak powiem, wszyscy byli zadowoleni. Nie, nie, nie, absolutnie. Albo jest komunikacja otwarta, słuchajcie, albo nie ma cenzury, albo po prostu się wymieniamy tak, jak się wymieniamy informacjami, cokolwiek mamy w głowach. Nie musimy siebie słuchać nawzajem. Szczęśliwie jesteśmy na tyle dorośli, że każdy z nas może stwierdzić: „Okej, stary, nie podoba mi się to, co mówisz. Odwracam się na pięcie i wychodzę”. Ja mówię: „Well done. Podoba mi się twoja opinia.
Podoba mi się twoje działanie. Bardzo dobrze”. I na tym to polega. Na tym to polega. Wolności do swojego własnego doświadczenia kontra czemuś takiemu, co się w dzisiejszych czasach nazywa kontrowersja. W dzisiejszych czasach, jak wychodzi jakiś przydupiasty prezenter w telewizji i mówi: „Mamy pewien kontrowersyjny temat”. Dlaczego używa słowa kontrowersja? Ponieważ boi się zaangażowania w jakąkolwiek stronę, ponieważ w tym momencie musiałby włączyć swój pieprzony mózg i zacząć myśleć. A nie jest to coś, co generalnie działa na sponsorów. Tak zwyczajnie.
Jeżeli ten tłumok zacznie myśleć i przestanie mówić, cmokać, że mamy taki kontrowersyjny temat na dziś, to będzie musiał podjąć decyzję. A jak będzie musiał podjąć decyzję, to będzie musiał być konsekwentny w tej decyzji, żeby decyzja go nie przełamała. No i najlepszą opcją jest stwierdzić, że to jest kontrowersyjny temat. To nas stawia w takiej sytuacji status quo. Jesteśmy bezpieczni, nie jesteśmy częścią tematu, nie jesteśmy częścią tych kolesi z lewej, tych z prawej, tych pośrodku. Po prostu prezentujemy kontrowersyjny temat. Nie zabieramy głosu. Niech inni myślą za nas, niech inni zrobią to za nas. Nie będziemy się komunikować, nie będziemy wyrażać otwarcie swoich treści, nie będziemy współpracować. Nie, nie, nie, nie.
My po prostu tylko prezentujemy pewien kontrowersyjny temat. Taki syndrom na biegu i na pinki w dążeniu do iluzorycznego celu. Bo na końcu jest cel. Tym celem jest wypłata i sponsor. I na tym to polega. A wiadomo, że sponsor generalnie trzepie tłustą kasę na ludobójstwie, także come on, przecież nikt nie powie, że szczepionki są jakieś takie. No czasami się już mówi w niektórych miejscach, ale to też tak na zasadzie kontrowersyjny temat, prawda? O ile jeszcze o szczepionkach ludzie są w stanie odważnie mówić, bo dotyczy to każdego dupska, to kiedy ten problem przeniesiono parę tysięcy mil stamtąd i jest to helikopter, który dokonał egzekucji na 30 niewinnych ludziach, bo kilku kolesiom odpieprzyło w głowie, bo grali sobie w gry komputerowe, myśleli, że to kolejna gra. Zabiją paru cywili z helikoptera, będzie fajnie. To już nas nie obchodzi, bo to już jest gdzieś daleko.
To już nie nasi są, ale nasi chłopcy tam są i pilnują porządku. Dokładnie na tej samej zasadzie. I ten syndrom napinki na biegu i tego dziwnego celu, czyli życia nie tu i teraz, żeby coś zrobić i pomagać w rzeczywistości ludziom, stoi w bardzo mocnym konflikcie do jakiejkolwiek otwartej komunikacji i współpracy. Dlatego duże media i wszystkie sprawy z tym związane, z tak zwanymi dużymi rzeczami: the big things, the big cats, the big money, the big fucking thing nigdy nie komunikują się z normalnymi ludźmi, nigdy nie idą na otwartą współpracę. Dlatego nigdy nie możecie zajrzeć do kieszeni polityka. Dlatego nigdy nie możecie się dowiedzieć, kto tego drania odwiedza. Nigdy się nie możecie dowiedzieć, kim ten koleś jest. Nie ma żadnych informacji, nie wiadomo, co oni robią. Nie wiadomo, kto tam obuje, kto za to płaci. Nic nie wiadomo.
Nic. I nigdy nie będzie nic wiadomo, ponieważ oni mają swój nabieg i napinkę. Mają swój cel, który muszą zrealizować. Sponsor zapłacił. Na tym to polega. Dokładnie. Dlatego zawsze są przeciwnikami otwartej komunikacji i otwartej współpracy. I tu nie ma opcji, że ktoś stanie i powie: „To jest kontrowersyjny temat i gdzieś będzie po drodze”. Niestety po drodze nie ma. Mówiąc, że to jest kontrowersyjny temat albo stojąc w takiej sytuacji, automatycznie stawiamy się dokładnie w tym samym kącie, w którym stoją wszystkie te korporacje, które prowadzą te wojny.
O tym się oficjalnie nie mówi, ale na jednego normalnego człowieka w białym, cywilizowanym świecie pracuje około 80 niewolników. Niewolników, kochani. Nam się tego nie mówi, ale gdybyście żyli w takim kraju, to nie moglibyście z niego wyjechać. Chińczycy nie mogą wyjechać z Chin. Chińczycy nie mogą zmienić miejsca zamieszkania, dopóki rada dzielnicowa, partyjna nie przybije pieczątki w dokumencie. Tak jak w Rosji, żeby się przeprowadzić do innej dzielnicy, trzeba było mieć paszport. Taki paszport jak do podróżowania pomiędzy krajami. Generalnie nie zdajemy z tego sprawy czasami, bo nam się opowiada o tym, że ci ludzie mają demokratycznie wybranych generałów, którzy szczęśliwie wysyłają czołgi i tak dalej. Tak to wygląda. Przerażające, prawda?
Przerażające. Przepraszam bardzo, bo tu musiałem na czacie zaingerować delikatnie. Jakaś propagandówka się włączyła. Chyba wykasowałem troszkę propagandówki. Jeżeli kogoś przez przypadek wykasowałem, to sorry, kochani. Tak to jest, jak człowiek ma mikrofon przed sobą i musi ogarnąć kilka urządzeń. Ale wracajmy do tej opowieści o idei kłamstwa. Oczywiście wiemy doskonale, jak jest. Wiemy, na czym polega cała ta idea kłamstwa. Wiemy, że wybory są mistyfikacją i taką iluzją zaangażowania nas do gry, żebyśmy wszyscy wkroczyli do tej zabawy w „Taniec z gwiazdami”.
Wszyscy będziemy tańczyli z gwiazdami, „Taniec na lodzie” czy jakoś tak. Wszyscy będziemy się gimnastykowali razem i od tego naszego gimnastykowania się świat będzie lepszy według tych kolesi. Wiadomo, że chodzi o nasze pieniądze. Chodzi o kontrolę społeczeństwa. Chodzi o to, żeby ludzie nie wstali i nie stwierdzili: „Okej, może mamy realny problem”. Realnym problemem jest na przykład jakość wody, którą pijemy. Realnym problemem jest jakość powietrza, którym oddychamy. I realnym problemem jest to, co się dzieje z naszym czasem, który jest zabierany przez coś, co nazwaliśmy współcześnie pracą. Co się z tym wszystkim dzieje? W którą stronę to idzie?
Dlaczego się dzieje tak, jak się dzieje? Rozwiążmy pierwszy problem. Rozwiążmy problem wody, rozwiążmy problem powietrza, rozwiążmy problem komunikacji. Rozwiążmy te pierwsze elementarne problemy. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą spotkacie z tej strony polityków, to jest takie, że są gęby pełne napuszonych frazesów, natomiast nigdy nie stoi za tym działanie i nigdy nie będzie stało, ponieważ kiedykolwiek by to się wydarzyło, taki polityk musiałby pokazać, kto za niego zapłacił. A on sam nie płaci przecież za siebie. Ktoś za niego płaci. Gdzieś ktoś te ustawy z Monsanto podpisuje. Nie robi to samo Monsanto, tylko robi to rękami polityków. Tak to wygląda wszędzie na świecie.
To są politycy wybrani w demokratycznych wyborach, nie w innych wyborach. Absolutnie. Tak wygląda ta iluzja. Wszyscy będą zaangażowani w tą grę, wszyscy będziemy udawali, wszyscy będziemy się wkurzali, wszyscy będziemy się denerwowali, wszyscy będziemy próbowali uderzać wielki ton, wielki dzwon i cała energia, którą mamy, dokładnie zniknie, wyparuje. Wszyscy będą wkurzeni, wszyscy będą się zajmowali duperelami, wszyscy będą walczyli ze sobą. Jeżeli trzeba będzie spolaryzować społeczeństwo i zrobić taką drugą Ukrainę, że się wymyśli kolesi za, kolesi przeciw, jednym się rozda karabiny, jeszcze dodatkowo się wypuści kilku cwaniaków, którzy są poprzebierani w nie wiadomo kogo. Będą strzelali do każdego, kto się rusza dookoła po to, żeby spolaryzować opinię. Po to, żeby ten konflikt narastał. Bo wiadomo, że jak się już strzela do ludzi, to konflikt już tylko i wyłącznie narasta. Im więcej się tych kulek wystrzeli, tym bardziej narśnie ten konflikt.
A jak narśnie, to wtedy będzie można przyprowadzić lidera, który powie: „Słuchajcie, wprowadziłem pokój. Wprowadziłem pokój do tej krainy. Ozłoccie mnie, a ja ozłocę was”. I chwilę później stoją tam szyby i się frakuje ropę z ziemi i generalnie już nie ma co pić, bo jeżeli nalejemy sobie wody do szklanki, to ta woda jest troszkę brązowa i pachnie gazem. I generalnie po paru łykach takiej wody można się szybko przekręcić. Dzięki czemu firma ubezpieczeniowa jest absolutely well and done, ponieważ nie musi nam wypłacać ubezpieczenia za życie czy jakoś tak, bo po prostu z naturalnych przyczyn się przekręciliśmy, a to nie było wpisane w kontrakcie. I tak dalej. Generalnie jeden świetny biznes, taki targ niewolników, bym powiedział. I to taki dobrowolny targ niewolników, bo my właściwie w tej sytuacji jesteśmy idąc na wybory, przynajmniej ja idąc na wybory byłbym dobrowolnym niewolnikiem, który zaciąga się sam na galery i mówi: „Tak, chcę w tym uczestniczyć, tak, chcę to robić”. Chcę machać tym wiosłem do usranej śmierci w imię tego lidera i tego kolesia, który siedzi na czubku łodzi i gra w ten bęben z własnej woli.
Moja opcja jest zupełnie nie. Nie idę w tym kierunku. Absolutnie. Mam to w dupsku. Interesuje mnie tylko komunikacja i otwarta współpraca. To w ogóle jest generalnie papierek lakmusowy takiej sytuacji, bo jeżeli ktokolwiek próbuje cokolwiek tworzyć i jest to podpucha, to bardzo łatwo to sprawdzić. Wystarczy sprawdzić, czy komunikacja, która tam funkcjonuje, jest na otwartej zasadzie, czy współpraca jest na otwartej zasadzie, czy ci ludzie współpracują z kimś z dobrej, własnej woli, czy tylko i wyłącznie kierowani ideologią, celem, interesem. Oczywiście każdy może powiedzieć, że interes społeczny i tak dalej, ale doskonale wiemy, że ci kolesie, którzy mówią o interesie społecznym, z reguły mają za plecami karabin maszynowy, który jest odbezpieczony na strzelanie pełnymi seriami. Tak wygląda ten interes społeczny. Jeżeli nie, to mają kogoś innego za plecami.
Prosta rzecz: jeżeli ktokolwiek chce coś zrobić, to robi to otwarcie, komunikuje się z ludźmi, nie ma z tym problemu, współpracuje z tym, kto się do niego odezwie. Jeżeli ta współpraca ma sens i nie ma zacofki na taką dobrowolną współpracę. To jest jak charity, że generalnie ludzie stwierdzą: „Okej, jest pewna idea, która nas łączy, jest pewien cel, mamy konkretny pomysł do zrealizowania i nie obchodzą nas wszystkie sprawy dookoła i tak dalej. Zróbmy tą jedną sprawę i to wszystko. Nic więcej. Ale zróbmy ją. Nie róbmy, nie gadajmy o niej. Po prostu zróbmy ją”. Na tym to wszystko polega, że ludzie się organizują, dają sobie kredyt zaufania, bo w otwartej komunikacji i otwartej współpracy jest niezbędny kredyt zaufania. A kredyt zaufania jest związany z tym, żebyśmy wszyscy się traktowali jako dorośli ludzie, którzy mają swoje własne życie i mają prawo do tego własnego życia, mają swoje własne refleksje i mają prawo do tych własnych refleksji i mają prawo do realizowania życia dokładnie według swojego własnego pomysłu, a nie według pomysłu kogoś innego.
W tym momencie już odstajemy od schematu. Jeżeli ktoś nie chce normalnie współpracować, to wiadomo, że ma swój schemat, a jeżeli ma swój schemat, to znaczy, że ma syndrom napinki na biegu i ma jakiś swój cel, do którego dąży. Moja opcja jest taka, że zostawiam wszystkich z ich celami. Nie mam celu po prostu. Tyle. Taki mało ambitny jestem troszeczkę. Mało ambitny, proszę państwa. Dobra, wrzucę ostatni kamyczek do tego ogródka. To jest moja refleksja na temat tego, jak ja widzę tą całą legalność, zgodność i tak dalej, gdzie tak naprawdę wszystko to się rozjeżdża. Główną i właściwie najważniejszą rzeczą jest nasze własne prawo do naszego własnego życia na tej planecie.
Rodzimy się, jak każdy się rodzi. Każdy z nas się tu rodzi. Dokładnie. Trywialna prawda. Nic bardziej banalnego nie można znaleźć pod słońcem. I każdy z nas dokładnie ma to samo prawo do swoich własnych doświadczeń, do swoich własnych przeżyć, do swoich własnych odczuć, do swoich własnych wizji, do swoich własnych snów, miłości, do swoich własnych przyjaciół, do manifestowania piękna w życiu w jakikolwiek sposób, w jaki to robimy. Każdy z nas ma do tego prawo i każdy z nas rodzi się dobrym człowiekiem od początku do końca. Taka jest moja opinia. Można się z nią oczywiście nie zgadzać. Anyway, tym papierkiem lakmusowym jest kwestia legalizacji wszystkich możliwych substancji, do których chcemy mieć dostęp i legalizacji wszystkiego, bo cokolwiek chcemy robić ze swoim własnym życiem, to jest to tylko i wyłącznie nasze życie.
I nie ma tu żadnego lidera, który tak jak wspomniałem, zrobi za nas kupę, wysika się za nas, naje się za nas i wyśpi się za nas. Takich ludzi na świecie nie ma. Ba, ciężko było znaleźć kogokolwiek, kto ma te same linie papilarne, które my mamy. Jesteśmy unikatowi w swojej indywidualności i to jest największe piękno, jakie mamy. To jest piękno tej planety. To, że zwierzaki są indywidualne, że jak ktoś ma koty albo psy, to doskonale wie, że każdy zwierzak ma swój charakter. Wszyscy na świecie wiedzą, że każda istota żywa, czy to jest roślina, zwierzak czy człowiek, cokolwiek to jest, ma swój własny indywidualny charakter. I to jest istota, esencja życia. Także próba ograniczania nas w dostępie, nawet nie tyle w dostępie, ile w esencjonalnych prawach do naszego pobytu na planecie, na której się rodzimy, tak samo jak te przygłupy, które nazywamy politykami, jest elementarnym prawem każdego, z którym się rodzi. I nie można tu nikomu zakazywać niczego, nikogo ograniczać i nikomu mówić, co ma robić.
Jeżeli któryś z tych pajaców kiedykolwiek zrobiłby coś, co świadczyłoby o tym, że, jak mówi stare indiańskie przysłowie: „Nie podnosi kamienia bez przyczyny”, to może jeszcze byłby moment, żebym się zastanowił, zawahał: „Kurde, to ja może jeszcze zagłosuję. Chociaż raz w życiu. Chociaż raz to zrobię. Jeszcze raz”. A tu się okazuje, że nie, że to wszystko to jest taka podpucha. Generalnie chodzi o wymyślenie nowego systemu, który zastąpi aktualnie panujący system, ponieważ trzeba się nachapać w tym nowym systemie. Wygania się tych, którzy już zarobili albo oni się przeprowadzają na emeryturę i trzeba zastąpić ten system czymś innym. To jest taka iluzja, że ktoś sobie wymyśla, że świat będzie lepszy, ponieważ wprowadzi jeszcze więcej nowych praw. Prosta rzecz: legalizacja wszystkiego, prawda? Ilu z nas uwierzyło w tą iluzję, że jesteśmy niebezpiecznymi, dzikimi zwierzętami, gorszymi od najgorszych drapieżników na świecie i że jak tylko się zalegalizuje cokolwiek, to cały świat zwariuje?
Ilu z ludzi, ilu z nas wierzy w takie brednie? Ilu z nas dało sobie wyprać głowę? Ilu z nas atomizuje relacje międzyludzkie? Ilu z nas, chociażby w prosty sposób, wydaje się im, że wiemy, co ktoś inny ma w głowie i ile razy potrafimy powiedzieć, że wiemy, jak ktoś się czuje? Ile razy jesteśmy takimi ekstremalnymi dupkami? W życiu. Ile razy kupujemy ten kit? To jest dokładnie ten sam kit związany z chodzeniem na wybory. Nic tutaj się nie zmienia. Tak długo, jak mamy nasrane w głowie i wydaje nam się, że wiemy, co inni ludzie myślą, chociaż w życiu ich na oczy nie widzieliśmy, w życiu ich nie spotkaliśmy.
Tak długo ulegamy tej samej manipulacji, która się dzieje dookoła, bo na tym polega ta zabawa. Na tym, żeby pokazać nam, że grupa, społeczność, meeting, spotkania anonimowych alkoholików, wszystkie tego typu rzeczy, że musimy się spotkać razem, wszyscy razem w jednym stadzie i to zadziała. Moja opinia jest dosyć brutalna. Uważam, że absolutnie to nie działa. Te substancje są nielegalne z prostego powodu, ponieważ zagrażają pojęciu ładu społecznego. I wszyscy kolesie, którzy trzymają na tym łapę, doskonale o tym wiedzą. Ponieważ człowiek, który ma swoje własne refleksje, który jest indywidualnością, który wykształtuje swoją własną indywidualność, bo ona się też nie bierze znikąd. Nikt się z nas nie rodzi w tym świecie. Właściwie każdy się rodzi z takim potencjałem, ale nie każdy ten potencjał rozwija. Ten potencjał się samoistnie rozwija w nas i substancje, o których mowa, pomagają rozwijać ten potencjał indywidualności, pomagają zrozumieć swoje własne wizje, swoją własną kosmologię, podejmować swoje własne decyzje w życiu, myśleć za siebie.
Proste sprawy, prawda? Banalnie proste sprawy. Ale kiedy zaczynamy myśleć za siebie, pojawia się problem, ponieważ w tym momencie zaczynamy zagrażać pojęciu ładu społecznego i każdy z nas jest niczym ten Wilhelm Reich nieszczęsny, piszący tę książkę o psychologii faszyzmu i tym, jak wygląda cała ta propaganda. Każdy z nas zamienia się dokładnie w takiego kolesia, który jest na odstrzał dla tego systemu, ponieważ jeden taki człowiek potrafi wyciągnąć tą cegłę z samego dołu i ta cała misterna układanka potrafi się bardzo łatwo rozsypać. Tak było nie raz, tak jest zawsze. Tego nigdy nie robią stada ludzi. To zawsze robi jeden człowiek, który ma jedną koncepcję, ma swoją koncepcję, odważnie ją powie. Pojawi się potem drugi człowiek, który ma swoją koncepcję. Podadzą sobie ręce, powiedzą: „Okej, man, to jest fajna koncepcja, ja też mam bardzo podobną, a mam swoje życie i swoje sprawy do zrobienia, to nie będę się mieszał w twoje. Ja się nie będę mieszał w twoje, ale ja wyciągnę cegłę, ty wyciągniesz cegłę.
Wszystko zadziała”. I tak to wygląda. I dlatego te substancje są dalej nielegalne, ponieważ w mentalności tych psychopatów, czyli skończonych alkoholików, bo politycy, słuchajcie, to nie jest tajemnica. Są statystyki, ile politycy w brytyjskim parlamencie wypijają alko. Trzeba być non stop nawalonym. Oni muszą być codziennie nawaleni, codziennie parę piwko, jedno piwko, drugie piwko, parę piwek. I tak chłopaki po kotem, że tak powiem. Ten mózg już tam kompletnie nie działa. Przychodzi tylko sponsor, mówi: „Hej chłopaki, mam dla was darmowe piwo”. „O nie!
To głosujemy”. I tak to wygląda. Myślę, że w Polsce się niewiele różni, poza tym, że w Polsce łoją z flaszki, a nie piwo. Na tym polega cała różnica, że tu trzeba chyba wypić więcej i to wszystko. I trwa to dłużej. Także dla tych ludzi te substancje są zagrożeniem ich istnienia, dlatego nigdy nie zgodzą się na zalegalizowanie. Zalegalizują wszystko, słuchajcie, zalegalizują każdą formalną sektę, zalegalizują wszelkie formy składania czci jakimkolwiek liderom, wszelkie kultury cargo, wszelkie psychopatyczne wizje. Wszystko zalegalizują. Mordowanie ludzi, wszystko. Tylko nie to, co pozwala nam odkrywać swoje własne, indywidualne refleksje.
To proste. I wielu z nas już uwierzyło w to, że nie, to jest niebezpieczne, bo jeszcze odkryjemy za dużo, jeszcze nie daj losie się zmienimy. I co będzie wtedy, jak się zmienimy? Przecież wtedy może nie podejmiemy takich decyzji, jakie podejmujemy teraz i wtedy system przestanie działać. Kto zasili naszą lodówkę? Tego typu pytania, prawda? Takie klasyczne uzależnienie od patologicznego systemu, że właściwie nie ma już opcji na jakąkolwiek alternatywę. Jest tylko opcja strachu i opcja kurczowego trzymania się rozwiązań, które wtłacza nam ten system do głowy poprzez wszelkie mainstreamowe media. Nie tylko mainstreamowe, bo to nie jest domena mainstreamu. To niestety dotyczy wszystkich ludzi dookoła i niezależnie jak się nazywają i skąd są, ten system wskakuje do naszego życia i robi tam spustoszenie.
Wielu ludzi sobie z tym absolutnie nie radzi i efekt jest dosyć piorunujący. Jest przerażający. Na pewno ci ludzie nic nie zrobią poza infekowaniem innych ludzi swoimi własnymi projekcjami nieszczęścia, katastrofy, czegokolwiek innego. Na pewno nie ma tam żadnego konstruktywnego działania, nie ma żadnej transparentności, nie ma rzeczywistej komunikacji, jest tylko komunikacja na pokaz, nie ma otwartej współpracy, jest tylko taka pokazówka, próba promowania się, reklamowania, co najwyżej tak, żeby zgromadzić dookoła siebie jak największą grupę wiernych i fanów, tak żeby zarobić po prostu z tego kasę, żeby jak najszybciej skapitalizować, czyli stać się częścią tego systemu. Oczywiście obiecując sobie, że jak już staną się częścią tego systemu, to wtedy wyskoczą poza system. Jest to klasyczna historia bankiera, który zarobił parę milionów po to, żeby rozwalić system od wewnątrz i jak zarobił parę milionów, to skumał, że kurde, ma te miliony zainwestowane w tym systemie i jak rozwali system od środka, to straci wszystkie te miliony i jedyne co mu zostaje, to zarabiać jeszcze więcej milionów, żeby przetrwać w tym całym systemie, bo ten system po prostu zjada. Także tutaj zasada jest banalnie prosta. System po prostu nie lubi działań, które obalają jego naturę, a nasza własna indywidualna refleksja, a już szczególnie dostęp do roślin, które dają nam wgląd i kontakt z naszymi przodkami, z nami samymi, co jest w ogóle zakazane absolutnie, bo to są działania, które bezpośrednio obalają system. System, który jest oparty na tym, że liderem jest żyjący przydupas albo jakaś spiżowa postać, którą się wymyśla i promuje, a nie na przykład nasi rzeczywiści przodkowie, nasze rzeczywiste doświadczenia i nasze własne wizje i nasza własna kosmologia. Absolutnie.
To obala system, zawsze obalało. Dlatego ten system wydaje gigantyczne fortuny na to, żeby eksterminować wszystkich tych, którzy w niego nie wierzą w trybie natychmiastowym. Dlatego nasi dzielni chłopacy, którzy przez pomyłkę zamiast swastyki na mundurach naszykli sobie biało-czerwoną flagę, siedzą w Afganistanie, Iraku i nie tylko. I wprowadzają demokrację, budują nowy ład i porządek na świecie. Brawo! Jest alternatywa na szczęście. Alternatywa jest budowaniem samego siebie i budowaniem swojej własnej kosmologii, budowaniem swojego własnego systemu pojęć, swojego własnego życia i robienia tego tak, żeby nikomu nie zaszkodzić, a wręcz odwrotnie, żeby cokolwiek, co robimy, miało pozytywny impakt i przynosiło komuś coś. Czy to będzie talerz zupy, czy to będzie talerz dobrej zupy, czy będzie talerz jeszcze lepszej zupy, czy to będzie krzesło, czy to będzie stół, czy to będzie cokolwiek. Cokolwiek, co robimy za darmo, jesteśmy w stanie podzielić się z innymi ludźmi, nie oczekując niczego w zamian. Proste, prawda?
Proste jak schemat cepa. I to stoi kompletnie w sprzeczności z koncepcją, na którą też wielu z nas się nabiera, z czymś takim jak budowanie społeczności. Że jest taka iluzja, że wybudujemy kolejną społeczność, która stworzy magiczną siłę i ta magiczna siła pójdzie na wybory i wybierze kolejnego kolesia i wybiorą kolejne prawa, ale ta społeczność już jest pozbawiona tych wad. To jest nowa społeczność, nowy wspaniały świat, który zmieni wszystko na lepsze. Nie zmieni, bo wiemy doskonale, że w tej społeczności wszyscy zaczynamy jak te metronomy, jak te zegarki tykać dokładnie w tym samym rytmie. I tu już nie ma miejsca na naszą własną koncepcję nas samych, ponieważ nasza koncepcja nas samych nigdzie nie musi się zgadzać z ogólną koncepcją. Nasza własna duchowość jest zawsze naszą własną duchowością, naszą indywidualną duchowością. Możemy sobie podawać ręce, możemy się wyściskać, wszystko jest okej, ale to zawsze jest nasze indywidualne ściskanie się z całym światem, a nie jakaś masowa nagonka na to, żebyśmy to robili. Absolutnie takie bardzo proste, trywialne rzeczy. I nie dotyczy to absolutnie ani podziału na mainstream, nie-mainstream, czy cokolwiek to nazywamy.
To dotyczy po prostu wszystkich z nas. To jest taka obsesja budowania społeczności, która się wydarzyła w dzisiejszych czasach, że jest próba zamienienia jednych liderów na drugich. Nikt nie chce odwiedzić naszych przodków, nikt nie chce wziąć się konkretnie za odwiedzenie przodków i odwiedzenie przede wszystkim samego siebie i zrozumienie samego siebie. Natomiast każdy chce zająć się budowaniem społeczności, budowaniem grupy ludzi, jak najwięcej. I tu jest kolejny konflikt, który powstaje: sprecyzowany cel versus utopia jednostki dla niektórych. Bo ten sprecyzowany cel funkcjonuje tylko i wyłącznie, gdzie on funkcjonuje? Ten sprecyzowany cel właściwie nigdzie nie funkcjonuje. Na tym polega cała zabawa. I mówi się, że jednostka jest utopią. Że jeżeli zaczniemy myśleć indywidualnie, to jest jakaś utopia.
To jest jakieś szaleństwo, które nie powinniśmy popadać, bo jak to można tak, przecież są ludzie dookoła. Tylko że to jest takie siedzenie troszeczkę nawet gdzie, bo to jest taki brak elementarnej refleksji, że właściwie zawsze jesteśmy jednostką i zawsze jesteśmy jednostką wśród innych jednostek. Także nie ma tu miejsca ani na utopię. To jest rzeczywistość, w której żyjemy. I idiotą jest człowiek, który mówi, że to jest utopia, bo jest to albo człowiek, który kompletnie stracił zmysły i już nic nie odczuwa ze świata zewnętrznego poza szelestem banknotów albo plastiku, kiedy wkłada do bankomatu, albo coś w tym stylu. I tylko jedna pojedyncza, unikatowa jednostka może sobie sprecyzować swój własny cel i go realizować, ale realizować w działaniu. I to wszystko. Nas się zamieniło troszkę na stado takich niewolników. My gorzej niż zwierzęta pociągowe w ostatnim stuleciu tyramy, bo tyramy przez osiem godzin dziennie, na co dzień. Może nie wszyscy, ale znakomita część z nas w pracy.
Słuchajcie, weźcie zwierzę domowe, jakiekolwiek zwierzę i każcie mu pracować przez osiem godzin, przez pięć dni w tygodniu. Gwarantuję wam, że zwierzę zdechnie, ponieważ nie ma takiego zwierzęcia poza człowiekiem, które by to wytrzymało. Nawet koń pociągowy nie tyra przez osiem godzin dziennie. Koń ma swój limit godzin, które może przewieźć i w innym momencie po prostu staje i nie pojedzie dalej. I nie ma tak, że go się przekona do tego. Można go oczywiście zakatować na śmierć. Ten koń może jeszcze ruszy gnany chęcią przeżycia tej sytuacji, ale to wszystko. Natomiast my doprowadziliśmy się do stanu gorszego niż zwierzęta pociągowe, tyrając jak niewolnicy w tym kieracie. I tak to funkcjonuje. I kiedy wracamy z tego kieratu, trenujemy te wszystkie zachowania społeczne tak zwane, że budujemy ten ład społeczny, legitymizujemy ten cały system i tak dalej.
To jest pełne szaleństwo. Taki etos pracy wybił w nas doświadczenie indywidualne i to tak dosyć skutecznie. Bo etos pracy jest tak zwanym doświadczeniem grupowym, czyli właściwie żadnym doświadczeniem. Bo jakie doświadczenie może mieć grupa poza tym, że okej, stoimy tu razem albo słuchamy razem tego radia. No dobra, jesteśmy razem, okej. Jakie mamy doświadczenie wspólnie razem? Właściwie nie mamy żadnych specjalnie wspólnych doświadczeń, ponieważ każdy z nas przeżywa ten moment indywidualnie. Jedyny moment, który jest wspólny, to jest moment, kiedy coś z tego powstaje. Ktoś zrobi krzesło albo parę krzeseł, ktoś zrobi coś innego, ktoś ugotuje zupę i tak dalej. I zasiądziemy na tych krzesłach, zupie, ktoś jeszcze zrobi stół, ktoś jeszcze zrobi jakieś łyżki, wystruga.
I to jest efekt indywidualnych doświadczeń, który kumuluje się na tak zwane wspólne działanie, takie konstruktywne wspólne działanie, które ma sens. Wtedy tworzymy coś w rodzaju może nawet nie tyle społeczności, ile po prostu grupy ludzi, która potrafi o siebie zadbać, bo dba o siebie nawzajem, dbając jednocześnie o siebie i nie tracąc swojej własnej indywidualności. Natomiast ten etos pracy, w którym funkcjonujemy, jest doświadczeniem grupowym, które nas kompletnie wypiera Z owego doświadczenia indywidualnego. To jest dokładnie tak jak z jedzeniem w kuchni. To jest mój ulubiony przykład. Lubię stanąć przy garnkach i je troszkę połomotać. To jest tak jak robienie jedzenia. Normalne jest to, że każdy z nas ma swoje ulubione rzeczy i jeżeli zrobi się zupę, która składa się z różnych rzeczy, to czasami są ludzie, którzy tę marcheweczkę odsuwają na bok, bo jej nie lubią, ani odsuwają coś innego na bok, bo nie przepadają za tym. I na tym polega cała zabawa. Natomiast jeżeli jedzenie jest naprawdę fajnie zrobione, to myślę, że wszyscy wszamią marcheweczkę, ale to już jest sprawa drugorzędna, bo kucharz nie powinien narzucać komukolwiek, czy ma zeżreć tę marchewkę z talerza, czy nie.
To jest nasza indywidualna sprawa i nie można stać za ludźmi i im czegookolwiek kazać. To jest zwyczajna, banalna rzecz, że dopóki sobie nie damy sami szansy na odkrywanie świata, samych siebie, własnej indywidualności i własnego życia, tak długo nic się nie wydarzy. Tak długo wszystkie te pomysły na budowanie społeczności będą się przewracały zawsze, za każdym razem. Za każdym razem będzie się pojawiał cwaniak, który będzie to chciał skapitalizować. Nawet niekoniecznie cwaniak. To może być na początku dobry człowiek, który naprawdę ma najbardziej szczere, właściwe intencje i dałby się za nie pokroić, ale po chwili ta społeczność go korumpuje. Jest słynny eksperyment psychologiczny, że powyżej pewnej grupy ludzi nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, bo nie. Kumamy około 100 twarzy i jeżeli się pojawia więcej ludzi, tracimy komunikację z ludźmi. Nie ma już czasu, żeby porozmawiać indywidualnie między nami. Nie ma tego indywidualnego kontaktu, tego prawdziwego kontaktu, otwartej komunikacji i współpracy.
Zaczyna się już lawirowanie pomiędzy jednym a drugim, a trzecim. Zaczyna się wymyślanie pojęcia „kontrowersyjny temat” i ustawianie się pośrodku. Próba siedzenia okrakiem na płocie. Nie wiem, jak to nazwać, ale generalnie jest to po prostu szaleństwo. Tak chyba najprościej byłoby to nazwać. Zagrożeniem dla tego całego systemu jest takie społeczeństwo, które zamiast na wybory idzie po swoje i nie boi się zidentyfikować własnych żądań na poziomie jednostki. To jest największe zagrożenie dla systemu. Tak długo, jak nie ma czegoś takiego jak jednostka, która ma swoje własne żądanie i tak długo, jak te jednostki nie potrafią się komunikować ze sobą, odkładając na bok wszelkie ideologie, postranne teologie, polityczne sprawy, tak długo nic się nie wydarzy. Tak długo wszelkie opcje na budowanie społeczności, na tworzenie jakichś sztucznych ludzkich zbiorowisk będą kolejną katastrofą. Tak się to zawsze będzie kończyło.
Tak jak w tym eksperymencie, który został przeprowadzony w latach 20. na Cambridge University, trzeba znaleźć tych, którzy są bardzo podatni, mają słaby charakter, boją się własnych decyzji i własnego życia. Ci tworzą zawsze trzon tej grupy. I to jest ta główna idea, która narzuca cykanie tego zegarka. Także każdy, kto będzie się tam dołączał, będzie musiał ulec pewnej pauperyzacji. Dlatego programy w telewizji mają taki poziom, jaki mają, ponieważ ulegają pauperyzacji. Nawet gdy tam ktoś ambitny pójdzie i zacznie to robić, to i tak w pewnym momencie zderzenie z pojęciem masowość, kapitalizacja, z pojęciami masy, społeczeństwo i tak dalej zrobią swoje i wybiorą mu mózg, bo w tym momencie zacznie wierzyć w masę ludzi, bo straci kontakt z indywidualnymi jednostkami. Natomiast będzie mu się wmawiało, że ma kontakt z masami. To jest też taki trik, że sami generalnie niesiemy tą piosenkę na swoich własnych ustach. Nikt nie musi tego robić za nas.
To jest przerażająca rzecz w dzisiejszych czasach, że znakomita część z nas mówi: „Ale to masy ludzi są, to ludzie tak robią, bo wszyscy ludzie dookoła”. Takie ciągłe odwoływanie się do wspólnoty grupowej po to, żeby wyjaśnić brak swojego zaangażowania we własne życie, bo do tego się to sprowadza. Nie robimy pewnych rzeczy, które doskonale podświadomie i świadomie wiemy, że dają nam szczęście, że to jest esencja naszego życia, ale boimy się tego robić. Boimy się, bo grupa tego nie robi i nie robiąc tego, automatycznie stajemy się częścią tej grupy i gubimy samych siebie po drodze. Dlatego w dzisiejszych czasach połowa cywilizowanej populacji w cywilizowanych krajach biega do psychoanalityka i próbuje się wytrzepać z tych wszystkich lęków i problemów, bo się okazuje, że nie radzą sobie. Pojawiają się frustracje, wrzaski, problemy i przede wszystkim generowanie problemów. Takim klasycznym numerem jest nasza ślepota na drugiego człowieka. Mi się bardzo podoba pewne zdanie Terrence'a McKenna sprzed lat, że mama natura wcale nie zaczęła być bardziej cicha, to tylko my ogłuchliśmy. I to by się zgadzało, że kompletnie ogłuchliśmy. Pojawia się WikiLeaks, które puszcza taki materiał, po którym normalnie prezydenci wszystkich krajów, które są zaangażowane w ludobójstwo w Iraku i Afganistanie i nie tylko, łącznie ze wszystkimi tymi żołdakami, powinni automatycznie zostać wysłani gdzieś na leczenie do psychiatry, żeby wróciła im jakaś norma w głowie, żeby zaczęli kumać, co właściwie jest esencją życia, żeby przestali mordować dla pieniędzy.
Ale nikt nie wpadł na ten pomysł, ponieważ wszyscy potraktowali to jako część biznesu, że jest to po prostu robota, którą się wykonuje i ci kolesie mają robotę do zrobienia. „It's a job to do as usual”. Przerażające, jak ogłuchliśmy, oślepliśmy i zaniemówiliśmy niczym te trzy małpki. Jeszcze jest ta czwarta, o której mówi Pichond , ale to już jest związane z pogodą, żeby jej nikt tam nie kopnął w przyrodzenie, tej biednej małpki, która jest ślepa, głucha i niewidoma. Dokładnie. Wszystko się sprowadza do tych trzech elementarnych prawd, żeby obliczyć dokładnie strategię opartą na podświadomych lękach i pragnieniach jednostki i korzystać z tego do oporu. Czyli korzystać z naszego poczucia winy, fotografować się z orderami, z pomnikami, fotografować się w tle z krzyżykiem, z żołnierzykami się fotografować, ale nie z tymi ołowianymi, bo jeszcze pomyśleliby, żeś dzieciniej. Z prawdziwymi w mundurach się fotografować, jeszcze jakąś Matkę Boską sobie w klapę włożyć. Z jakimiś liderami się fotografować, z aktorem się sfotografować, którego ludzie znają, żeby nas łatwiej kojarzyli. A później trzeba znaleźć liderów, grupę tych nieszczęśników, którzy wiecznie są przerażeni swoim własnym życiem, nauczą chodzić na odpowiedni rytm do odpowiedniego marszu i generalnie trzeba ich przeganiać przez miasto w tą i w tamtą, na lewo i na prawo, systematycznie, regularnie, tak żeby wszyscy odczuli, że jest tu pewna grupa, która sobie świetnie radzi.
Nie wiedzą nic, ale wiedzą jak maszerować i robią to regularnie. Pomaszerujmy razem z nimi. I oni mają prawa. Oni się trzymają praw. Oni są bezpieczni, bo wiemy, że zawsze w czwartek o godzinie którejś tam ci kolesie będą tu maszerować. I to jest nasze poczucie bezpieczeństwa. Więc jeżeli będziemy budowali nowy świat, to oni będą tworzyli nasze prawa i tak już to będzie wyglądało. To są bezpieczni ludzie, to jest ta bezpieczna opcja. Trzeci punkt tego całego szaleństwa, czyli żeby zainicjować jakieś zachowanie i poglądy społeczne, które spowodują, że wszyscy się na nie zgodzą. Czyli musimy wymyślić coś, na co wszyscy się zgodzimy i musimy cały czas to pałować nieustannie.
Ja dosyć często mam na czacie w radiu, na fali takie egzemplarze, które nie mogą się odkleić od zdjęcia z krzyżykiem, bo cokolwiek by się nie działo, zdjęcie z krzyżykiem i wzmianka o tym, że jest korporacja w Watykanie, to nie może mnie ominąć. Nie mogę przeżyć dnia, żeby się nie dowiedzieć, że tacy kolesie istnieją na świecie. Pełne szaleństwo i to jest taki fenomen. To się udało nazistom, tym kolesiom, politykom, wszystkim tym cwaniakom, że wyprodukowali w nas policjanta. Nam się wydaje, że stoimy w opozycji do nich, śmiejąc się z nich, ale tak naprawdę jedyne co robimy, to robimy im propagandę. Nabijamy im konkretnie licznik, bo wszelkie nasze problemy, które potencjalnie możemy rozwiązać bez żadnych strat w ludziach, wystarczy, że zaczniemy to robić regularnie, systematycznie i je przynajmniej spuentujemy, zdefiniujemy generalnie własne potrzeby, takie jak czysta woda, kilka innych spraw. Każdy doskonale wie, o co chodzi, nawet nie chcę wymieniać. Ale zamiast spuentować nasze potrzeby, zajmujemy się wklejaniem zdjęć z krzyżykami, mieleniem tej rzeczywistości tak, że szczęśliwie nikt z nas nic nie robi, poza oczywiście uprawianiem tak zwanej loży szyderców. „Ha, ha, oni są zabawni”, a ci kolesie siedzą, zacierają ręce. Jasne, że jesteśmy zabawni, stary.
Dla ciebie będziemy zabawni do końca twoich usranych dni na tej planecie. Do końca będziesz płacił na nas haracz i my nawet nie musimy się martwić o to, żebyś nas zapłacił haracz, ponieważ my zawsze będziemy w twojej głowie. My już jesteśmy w twojej głowie. Jesteśmy tam od zawsze i nigdy z niej nie wyjdziemy. My możemy sobie wyjechać na wakacje, możemy polecieć na Marsa, możemy przejść do innego wymiaru. Możemy być gdziekolwiek indziej. Nawet nie musimy cię kopać w dupę, bo sam się, koleś, kopiesz w dupę. Sam robisz te memy, sam to wszystko robisz, sam je promujesz, sam robisz nam promocję i reklamę najlepszą, jaką można zrobić. Nieważne co. Ważne, żebyś o nas mówił.
Gdybyś nie powiedział, to byśmy jeszcze nie daj Boże zniknęli, bo wtedy nikt by nie wiedział, że ma się nas słuchać. A tak to przynajmniej tymi wszystkimi swoimi działaniami nieustannie przypominasz światu, że jesteśmy jego panem. Dzięki tobie świat w to dalej wierzy i na tym to polega. Oczywiście dzięki temu tacy osobnicy mają zajęte zawsze obydwie ręce i głowę, tak że w ich głowie i rękach nie pojawi się za bardzo żadna siła sprawcza, która mogłaby spowodować, że ten system się nie daj Boże przewróci. Szczęśliwie są zajęci wklejaniem zdjęć, szyderstw i tak dalej. Mieleniem tego w kółko niczym taki pies, który goni wokół własnego ogona. Tak nieustannie w korytarzu taka zabawa. Biega, biega i tak sobie będzie biegał do usranej śmierci i nic z tego nigdy nie będzie. Szczęśliwie dla kolesi, którzy sobie wymyślają ten cały system. Goebbels doskonale o tym wiedział.
Dlatego kazał młodzieży zapisywać się do Hitlerjugend i wszyscy musieli w tym samym marszowym kroku ćwiczyć. Były apele poranne, popołudniowe, wieczorowe apele. W harcerstwie też jest to samo, w wojsku też jest to samo, bo jakby taki żołnierzyk ołowiany zapomniał o tym, że musi pójść na apel, pospałby trochę dłużej, jeszcze mu się jakaś dziewczyna fajna przyśniła i nagle stwierdziłby: „Kurde, blade, po prostu rzucam to gówno w cholerę. Nie będę mordował ludzi, nie będę uczył się, jak strzelać z karabinu, żeby komuś odstrzelić jego głowę. Biorę tą dziewczynę, robimy jakieś dzieci, mieszkamy w górach albo cholera wie gdzie. Wychowujemy nasze szczęśliwe dzieci, robimy szczęśliwe życie”. I nagle by się okazało, że shit, man, system nie działa. To był problem Ameryki, kiedy była zasiedlana, bo wszyscy ci pionierzy, o czym się nie mówi, kiedyś wspominałem w jednej audycji o tej historii. Wszyscy ci pionierzy uciekali z tych fortów, które były budowane przez żołdaków, którzy tam przypłynęli. Te forty były budowane po to, żeby chronić wszystkich tych osadników przed rdzenną ludnością, Indianami, którzy chcą ich wymordować.
W rzeczywistości było zupełnie inaczej, bo osadnicy masowo uciekali. To była dezercja. Po prostu uciekali z tych fortów, żeby mieszkać z Indianami. Tak to wyglądało w praktyce. I forty stały puste i wiele z nich po prostu kompletnie padło. I później wysyłano kolejną armię i znowu był ten sam problem, bo część tych żołnierzy uciekała do Indian. Więc najlepszą opcją było po prostu wziąć i wytłuc wszystkich Indian, żeby nie było tak, że jest jakieś fajne miejsce, gdzie się można przeprowadzić. Wszyscy nieustannie mamy sobie przypominać o krzyżykach. Wszyscy nieustannie mamy sobie przypominać o polityce, a jak pamiętamy za mało o polityce, to mamy wybory, żebyśmy nie zapomnieli o tym, że Że możemy uczestniczyć w tym troszeczkę bardziej, że możemy przyłożyć nasz palec do tego, że być może nasz wybór zmieni coś na świecie. I don't know, proszę państwa, mam zupełnie inną refleksję na ten temat.
Zawsze taką samą, że zagrożeniem dla tego systemu są jednostki, które za wybory idą po swoje i nie boją się zdefiniować swoich własnych potrzeb właśnie na tym indywidualnym poziomie. To jest zagrożenie dla tego systemu i dlatego system je tępi. Na tym polegają wszystkie te formy unifikacji, wszystkie te próby zapędzenia nas czy za pomocą kampanii reklamowych, czy za pomocą spotów wyborczych, czy gdziekolwiek do urny. Bo to jest taki rytuał. Wszyscy idziemy, oddajemy energię w ten sam sposób i ta energia do nas wraca. Czy chcemy, czy nie, ta gówniana energia zaczyna generować nasz następny dzień, bo tak to wygląda w praktyce. Jesteśmy niczym innym jak tylko kawałkiem energii. Także jeżeli zaczniemy uczestniczyć w tym lokalnym rykowisku, to nic dziwnego, że zamienimy się w baranów, które ryczą dokładnie tak samo jak wszyscy na tym rykowisku, bo to jest taka energia. To się nie bierze znikąd. My idziemy i oddajemy swój głos na przydupasów, którzy są z reguły skończonymi alkoholikami marzącymi o lepszej wersji nowszego modelu telefonu albo o lepszej wersji nowego samochodu.
I podpiszą się pod każdym gównem, jakim tylko można, żeby jak najszybciej dostać swoją kasę na konto. I tylko o to w tym wszystkim chodzi. To trzeba tylko sobie powycierać gęby paroma frazesami i na tym cała zabawa polega. A my idziemy potencjalnie, jak ja bym szedł, to po prostu oddałbym swoją energię na takich frajerów. Także moja energia jest zbyt cenna. Wystarczy, że czasami opowiadam o tych kolesiach i o tym, co robią na świecie, jakby w kontrze do tego, co sam robię i co sam w ogóle myślę. Bo tak czy siak jest to taki spolaryzowany świat. W takim świecie wszyscy żyjemy i tak od niego nie uciekniemy ani dzisiaj, ani teraz, ani jutro. I też nie ma za bardzo co uciekać, bo nie w tym tkwi clou całego zamieszania. Generalnie moim zdaniem po prostu powinniśmy, przynajmniej ja sam na siebie się czuję, że wolę wziąć tą swoją własną refleksję na siebie i sam się zająć swoim własnym życiem.
Nie przerzucać jej na kolesi, nie odgrywać roli w tandetnym przedstawieniu roli widza, który i tak nie ma nic do powiedzenia. Szkoda mojego czasu. Wolę przysłowiowo zrobić krzesło, na którym ktoś usiądzie, zamiast się zajmować takimi duperelami. Myślę, że jest to o wiele ważniejsza energia i o wiele bardziej pozytywna, pożyteczna i komuś się na coś przyda. Zamiast głosować na przygłupasów, lepiej zrobić coś dla sąsiada, dla przyjaciela, wykonać jakiś fajny manewr, zrobić coś przyjemnego, zrobić coś ot tak sobie. Ja chociażby robię sobie to radio tak sobie, tak zwyczajnie. Jest to kawał frajdy i super. I o to chodzi w tym wszystkim. Na tym polega moja zabawa, która się nazywa życiem, proszę państwa. Myślę, że o to w tym wszystkim chodzi, przynajmniej w moim własnym życiu.
Nie chcę wam mówić, o co chodzi w waszym życiu, ponieważ myślę, że każdy powinien sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jest to takie elementarne pytanie, na które tylko i wyłącznie indywidualnie znamy odpowiedź. Nic więcej i nikt za nas tego nie zrobi. Tak jak to czasami powtarzam, tak jak nikt za nas nie zrobi kupy, nikt za nas się nie wysika, nikt za nas się nie naje i nikt za nas się nie wyśpi. Możemy to zrobić jedynie sami za siebie. Także jeżeli te czynności robimy sami za siebie, to nie pozostaje nic innego, jak żyć swoim własnym życiem w swojej normalnej, naturalnej formie, w swojej własnej kosmologii, jakakolwiek by ona nie była. Nie narzucać niczego innym, nie odciskać swojego piętna na świecie. Jeżeli kamień leży, a my nie musimy go podnosić, to nie podnośmy tego kamienia. Niech on sobie tam spokojnie leży. To jest jego energia, jego sprawa i jego życie, nawet jeżeli jest to kamień.
My nie jesteśmy od tego, żeby przestawiać wszystkie meble na tej planecie. I to, co mówią nam ci kolesie, że całą energię powinniśmy spożytkować na przestawianie całej tej planety i oni mają na to plan. Pieprzyć ich! To są chorzy ludzie, którzy potrzebują dobrego psychiatry. Taka jest moja opinia i naprawdę nie mam zamiaru ich leczyć z czegokolwiek na tej planecie. Niech się sami wyleczą, bo też jest to choroba, na którą jest tylko jedyne lekarstwo. Samemu znaleźć drogę do samego siebie, żeby zapomnieć o tym, żeby przestać generować ten obłęd w sobie i myśleć za innych. Trzeba nauczyć się myśleć za siebie. To jest moja droga i to wszystko. I myślę, że to jest jedyne rozwiązanie, które działa przynajmniej w moim życiu.
Nie wiem jak u was. Wiem, że część moich przyjaciół idzie na te wybory i będzie głosowało na Pawła Kukiza. Bo ja jestem generalnie z Wrocławia oryginalnie. Tam się urodziłem, tam się wychowałem, zanim zamieszkałem w zamorskich krajach. I spoko, powiem wam szczerze, naprawdę jestem okej, well and done z moimi przyjaciółmi, którzy idą zagłosować na Pawła Kukiza. Być może gdybym wierzył w tą całą iluzję, w tą całą ideę kłamstwa, w tą całą mistyfikację, która jest wymyślona od początku do końca za pomocą sprytnych eksperymentów socjologicznych i psychologicznych, opisana w wielu książkach. Wszyscy ci kolesie używają tej technologii. Cały ten system jest oparty na tym jednym wielkim kłamstwie. To być może też bym poszedł na wybory i głosował na Pawła Kukiza, bo jest to na pewno fajny koleś, aczkolwiek z wieloma rzeczami się z tym człowiekiem absolutnie nie zgadzam. Nie jestem katolem.
Uważam, że to jest choroba psychiczna i to taka mocna choroba psychiczna, która upośledza bardzo dużo ludzi w Polsce. Chodzi o to nieszczęsne pokazywanie konającego człowieka i wmawianie ludziom, że on umarł za nich, a jeszcze wmawianie tego dzieciom jest naprawdę patologią. To jest sposób robienie stresu pourazowego. Każdy psychiatra doskonale o tym wie. To nie jest żadna tajemnica. I nie podoba mi się to bardzo, ale to jest moje podobanie się i to jest moja opinia i moja wizja świata. Natomiast jeżeli miałbym cokolwiek, to akurat ten dżentelmen jeszcze, że tak powiem, w tych widełkach się mieści mojej percepcji rzeczywistości. Także nie mam problemu do moich przyjaciół, że idą głosować. Ja osobiście podejmuję decyzje tylko i wyłącznie za siebie. Także ja głosować nie idę, moi drodzy.
A co wy zrobicie? Nie mam pojęcia. W mojej opinii najlepszym dla mnie, najlepszą opcją To jest ta opcja, która mówi o tym, że największym zagrożeniem dla tego systemu i jedynym antidotum na ten system są jednostki, które zamiast na wybory idą po swoje i nie boją się zdefiniować własnych żądań na indywidualnym poziomie. To jest taki core mojej refleksji w tym temacie. Absolutnie od początku do końca odpowiadać samemu za siebie. Moi drodzy, zostawiam wam to na głowie. Czy pójdziecie na wybory, czy nie i czy zagłosujecie, nie wiem, chociażby na Pawła Kukiza albo na kogokolwiek innego. Róbcie, co chcecie. Pomyślcie sobie chwilę przed tym, jeżeli wam się chce oczywiście. Zapraszam do tej refleksji.
Tym niemniejszym dziękuję za wysłuchanie tej „Hiperprzestrzeni” w nieco politycznym, dokładkowym klimacie, bym powiedział. Pozdrawiam serdecznie wszystkich mecenasów Radia Na Fali za wspieranie tego projektu, że mogę sobie siedzieć i mówić. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, wszystkich słuchaczy oczywiście marczonego Radia Na Fali. Zapraszam was do archiwum Radia Na Fali, gdzie jest troszkę mniej politycznie. Właściwie nie ma takich rzeczy absolutnie. Zapraszam, żebyście sobie posłuchali Etykiety Zastępczej, Pichontarium, Syntezy Teorii, Chaosu, Czasu Snu, Konwentu Wiedzy Alternatywnej i w ogóle wszystkich tych rzeczy, które tam parkują w archiwum. Także zapraszam, śmiało buszujcie. Wszystko jest absolutnie za free. Myślę, że wszyscy, którzy robią ten content, robimy to dokładnie z tych samych pobudek. To nie jest żadną tajemnicą.
Jesteśmy kompletnie transparentni i służy otwarta komunikacja pomiędzy nami wszystkimi. Inaczej taka jest moja opinia i myślę, że opinia chłopaków, inaczej świat nie wytrzyma tego całego ciśnienia, kiedy nie będziemy się szczerze i otwarcie ze sobą komunikować o tych sprawach, które nam siedzą w głowie. I o tym wszystkim była ta „Hiperprzestrzeń”, o komunikowaniu sobie szczerze i otwarcie tych wszystkich historii. Także dziękuję jeszcze raz za słuchanie. Słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali.