[00:02] - Infra zaprasza na autorski cykl felietonów. Na Ałtaju widać więcej. Tajemnice i zagadki Rosji według Wojciecha Grzelaka. Na Ałtaju, podobnie zresztą jak w całej Syberii, trudno znaleźć zabytki takie, do wyobrażenia których jesteśmy przyzwyczajeni w Europie, czyli przede wszystkim jakieś interesujące budowle z dawnych epok. Jeśli chodzi o zabytki architektury, to właściwie pojawiają się dopiero one w końcu XVIII wieku wraz z rosyjską kolonizacją Syberii, a z wcześniejszych czasów, ponieważ krainę tę zamieszkiwały głównie ludy koczownicze, praktycznie nie ma zachowanych żadnych budowli. Nie oznacza to jednak brak świadectw działalności człowieka sprzed wielu wieków, a nawet wielu tysiącleci. Przede wszystkim są to kurhany, których wielka obfitość występuje zarówno na Ałtaju, jak i w sąsiedniej Chakasji czy Tuwie, ale także inne obiekty: megality, kamienne rzeźby, tak zwane baby, czy też ałtajskie kezerry. Choć nazwa „baba” sugeruje wiadome skojarzenia, faktycznie są to wyobrażenia najczęściej pomniki, wyobrażenia wąsatych wojowników. Tu pochodzenie słowa „baba” jest z języka tureckiego wzięte, oznaczającego właśnie przodka, ojca. Znajdują się bardzo ciekawe i do końca nierozszyfrowane tak zwane jelenie kamienie, dziwne konfiguracje kamienne, rozmaite stelle kamienne, a także mnóstwo rysunków naskalnych.
Te petroglify od dawna przyciągały zainteresowanie uczonych, ale zbadano ich naprawdę niewielką część. Są skupiska, są miejsca, a takich miejsc jest na samym terenie Ałtaju co najmniej kilkanaście, gdzie rysunki te można liczyć w tysiącach. Przy czym oczywiście nie wszystkie z nich zostały odkryte. Nie wszystkie z nich zostały opisane, skatalogowane. Niegdyś próbowano skały z rysunkami przenosić do muzeów, do rosyjskich, czy też w dość nieodległym od Ałtaju Bińsku, ale w późniejszym czasie wynaleziono inną technikę kopiowania tych rysunków na papier. Nie oznacza to jednak, że oczywiście starożytne rysunki naskalne nie są dewastowane. Bywają turyści, którzy zabierają sobie na pamiątkę kawałek skały z rysunkami sprzed kilkudziesięciu wieków. Niektóre skały niszczeją w sposób trwały. Takich skupisk świadczących o tym, że wiele wieków temu ludzie na Ałtaju stawiali świat swojej działalności, jest naprawdę dużo, ale być może najciekawsze z nich znajduje się nad rzeką Czują. Nosi nazwę Kałbaktaż, co oznacza w przekładzie z ałtajskiego „skała łyżka”.
Znajduje się nieopodal drogi wiodącej z Nowosybirska aż do granicy mongolskiej. Droga ta nazywa się właśnie od rzeki, nad którą prowadzi ostatni odcinek, Czujskim Traktem. Jest to w ogóle przedziwna kraina. Według Ałtajczyków kraina magiczna przed samym końcem świata. Kałbaktaż znany jest archeologom. Rysunki, których doliczono tam ponad 5000, rysunki naskalne pochodzą z dawnych epok i miejsce to jako miejsce swoistego kultu funkcjonowało być może nawet osiem tysiącleci. Datowanie najstarszych rysunków jest doprawdy trudne i nie do końca jeszcze naukowcy ustalili, z jakiego okresu pochodzą najstarsze z petroglifów Kałbaktażu. W każdym razie od epoki neolitu po X wiek naszej ery ludzie, przedstawiciele różnych ludów wędrujących w tym czasie przez Ałtaj, spotykali się w tym miejscu na należących dość tajemniczych obrzędach. Najstarsze rysunki z Kałbaktażu przedstawiają jelenie, przedstawiają kozły. Są to monumentalne rysunki sięgające dwóch metrów.
Młodsze, już z epoki brązu cechuje spora rozmaitość. Można znaleźć Wśród nich wojowników uzbrojonych w maczugi i kopie. Fantastyczne wyobrażenia drapieżników: węże, woły juczne, a nawet wozy. Najmłodsze sceny przedstawiają polowania. Są też napisy wykonane tajemniczym alfabetem, który na pierwszy rzut oka przypomina runy używane przez Wikingów. To jest zresztą bardzo ciekawa historia związków Ałtaju ze Skandynawią, która przetrwała w legendach nawet współczesnych mieszkańców Ałtaju. Ale może o tym innym razem. Teraz chciałbym powiedzieć przede wszystkim o najciekawszym rysunku uroczyska Kałbak Tasz. O bestii z Kałbak Tasz. Jest to wyobrażenie dziwnego monstrum.
Niektórzy turyści z pewnym swoistym poczuciem humoru żartują, że jest to po prostu rosyjski kot Waśka z syberyjskiego pieca. Rzeczywiście tułów tego dziwnego stwora jest dość puszysty. Faktycznie jednak przedstawienie to wyobraża potwora z otwartą paszczą, przedziwnym ogonem, czającego się do skoku na człowieka, który znajduje się poniżej. Jest tam i wyobrażenie na skalnym ludzi, ale także stojąc w tym miejscu, w centralnej części tego uroczyska, stoi się poniżej tego przedziwnego rysunku. Naukowcy spierają się, czym może być ten potwór. Niektórzy dopatrują się w nim demona z mitologii chińskiej zwanego Paojian według mitów chińskich. Być może jest to inny chiński potwór Jiugui, który z kolei był podobny do trzylatego tygrysa. Niektórzy uważają, że jest to wyobrażenie ducha kertjutpa. To jest takie dziwadło towarzyszące szamanom w ich pozaświatowych wędrówkach. Jest to zresztą sprzymierzeńcem szamanów.
Odpędza podczas ich pojedynków w zaświatach duchy utrudniające podróż przez niewidzialne krainy. W tym miejscu, gdzie znajduje się wyobrażenie bestii z Kałbak Tasz składano w dawnych czasach ofiary. W skale wydrążono nieckę. Znajdują się tam nawet specjalne rowy do odprowadzania krwi. Rzecz w tym, że kiedy we wrześniu 2003 roku Ałtaj nawiedziło silne trzęsienie ziemi, wzgórze Kałbak Tasz położone stosunkowo blisko epicentrum uległo zmianie. Część kamieni pokrywających wierzchy wzgórza osunęła się. Niektóre głazy runęły aż do rzeki. Część rysunków naskalnych przepadła, ale za to ta katastrofa odsłoniła inne rysunki dotąd ukryte. Być może nie ma w nich nic szczególnego. Powtarzają się motywy wyobrażeń dziwnych ludzi w takich dość osobliwych nakryciach głowy w kształcie grzyba, jakichś ogonach interpretowanych jako maczugi, naczynia nieznanego przeznaczenia.
Rzecz jednak w tym, że przemodelowaniu uległa centralna część tego miejsca. Ta właśnie z wyobrażeniem bestii. Trudno powiedzieć, na czym ta zmiana polega. Jednak centralna skała z przedstawieniem bestii została ulokowana tak, że w tej chwili przypomina to jakiś dziwny ołtarz. Wyczuwalna jest wyraźnie energia, moc płynąca z tego miejsca. Według tubylców nie jest to za dobra energia. Rzeczywiście doznaje się bardzo osobliwych wrażeń, stojąc przed prostopadłą ścianą zamykającą tą platformę ofiarną właśnie tuż poniżej tego pyska wyobrażonej w kamieniu bestii, która szczerzy zęby właśnie w kierunku osoby stojącej tuż pod nią. W tym miejscu odczuwa się jakiś dziwny zawrót głowy. Czasem ma się wrażenie, że skała to faluje. Być może zresztą tąpnięcia, które od chwili tego ogromnego trzęsienia ziemi właściwie jeszcze co jakiś czas dość często nawiedzają Ałtaj.
Sam rysunek bestii, to jest przychawa, stał się w tym momencie o wiele bardziej wyraźny. Przedtem przewodnicy polewali go wodą, żeby uzyskać wyrazistość linii. W tej chwili sam rysunek jakby stał się o wiele wyraźniejszy niż był kilka lat temu. Od kilku lat również okoliczni mieszkańcy zamieszkali w pobliżu uroczyska Kałbak Tasz doznają dziwnego i niebezpodstawnego niepokoju. Chodzi zwłaszcza o wieśniaków zamieszkałych we wsi Jodro. Od Kałbak Tasz dzieli ją 12 kilometrów, którzy od czasu obserwują jakieś dziwne zwierzę trudne do opisania przez przypominające psa. Słyszą nocą dziwne hałasy, a na drewnianych ścianach ich chat pojawiają się przedziwne kłębienia przypominające po prostu ślady jakkolwiek się przyjrzeć. Jak wspomniałem, wzdłuż Traktu Czujskiego płynie rzeka Czuja. Zresztą w tym miejscu wyjątkowo malowniczo. Rzeka ta przyciąga amatorów sportów wodnych.
Stosunkowo niedaleko uroczyska znajduje się próg rzeczny o nazwie Behemot. Bardzo niebezpieczny próg. Rzecz jednak w tym, że od kilku lat utonięcia w tym miejscu zdarzają się w zasadzie regularnie, tak jak rzeka i jej najistotniej potrzebowała ofiar. To samo dzieje się zresztą z kierowcami przemierzającymi Trakt Czujjski. Rzeczywiście ten odcinek jest pełen bardzo ostrych zakrętów i łatwo trafić. Kilku kierowców, którzy uszli z życiem utrzymuje, że tuż przed katastrofą jezdnię przechodziła nieznana istota. Trzeba dodać jeszcze, że kilka lat temu na uroczysku Kałbak Tasz składano krwawe ofiary. To może byłoby tyle. Program Wojciecha Grzelaka przygotowała Infra dla Radia Wolne Media.