[00:00] - Wszyscy gotowi. Można zaczynać, to zaczynamy. RadioNaFali.com aktualnie też między innymi retransmitowane w Radiu Paranormalium. A ja was zapraszam na „Hiperprzestrzeń” absolutnie live. To think for yourself and question authority. Po tym jakże oficjalnym początku witam was wszystkich serdecznie w „Hiperprzestrzeni”. Jak zwykle w piękny sobotni wieczór nadaję do was prosto z Londynu. Nazywam Tomek, a wy oczywiście słuchacie Radia Na Fali, które jest też w tym momencie transmitowane przez Radio Paranormalium. Pozdrawiam słuchaczy i Radia Na Fali i Radia Paranormalium. Słuchajcie, jestem na czacie.
Jeszcze nie ma mnie na Skypie radiowym. Za chwilę będę i się tam ujawnię. Także jeżeli chcecie zadzwonić, RadioNaFali.com taki jest adres na Skypie. A dzisiaj takie właściwie zakończenie pewnego tryptyku, w cudzysłowie tryptyku tych tematów, o których rozmawiałem ostatnio, czyli wszystkich spraw związanych z ową transmutacją poniekąd, związanych właściwie ze sposobem pojmowania rzeczywistości. Pamiętacie, jak wspominałem, jeżeli słuchacie wytrwale „Hiperprzestrzeni” o sprawach związanych z reptilianami i różnymi dziwnymi doświadczeniami. Dzisiaj chciałem rozwinąć ten wątek. Mówiłem o tym, że jest to przerwane doświadczenie i dzisiaj chciałem poruszyć temat, co by było. Właściwie nie tyle, co by było, ile co jest, kiedy nie przerywamy tego doświadczenia, kiedy damy mu szansę sobie spokojnie płynąć i co wtedy możemy poodkrywać, co możemy spotkać na swojej drodze. I troszeczkę takich historii dookoła. Także będzie trochę wzmianek o substancjach psychoaktywnych.
Inna sprawa, że sezon grzybowy absolutnie nawet nie tyle w drodze, ile w ogóle chyba trwa. Zaczęło się robić troszkę zimniej, zaczęły się lekkie chłody, pojawiły się grzyby. Pojawiły się różne historie dookoła tego zjawiska grzybowego. Ale rymuję, że nawet nie czuję. Dokładnie. To co, moi drodzy? To może zanim zacznę, oczywiście chciałem bardzo serdecznie pozdrowić wszystkich mecenasów Radia Na Fali w tym miesiącu. Także spokojnie mogę ich wymienić. Także bardzo chętnie, kochani, was tutaj już wymieniam: Katarzynę, Piotra, Artura, Mateusza, Adriana, Edwarda i Rafała. Pozdrawiam serdecznie, kochani.
Dzięki wielkie za wsparcie. Zapraszam oczywiście wszystkich do wspierania jak zwykle inicjatywy o nazwie Radio Na Fali. Wiecie jak to zrobić. Przez stronę internetową RadioNaFali.com. Come to me. Otóż to, proszę państwa. Oczywiście zapraszam do pozostałych audycji Radia Na Fali. Pojawił się nowy odcinek „Pichontarium”. Jeszcze nie zdążyłem nawet, kurczę, przesłuchać, bo miałem tu gościa z Karaibów. Chciałem go troszkę zaciągnąć przed mikrofon, ale nie udało nam się, ponieważ lista zajęć gościa jest tak potężna.
Ludzi, których musi tu, że tak powiem, obsłużyć, spotkać na miejscu, bo nie będzie w tym mieście prawie rok. Także niestety ta sztuczka się dzisiaj nie udała, ale gość będzie z powrotem za parę tygodni też na parę chwil w Londynie. Także może się uda ściągnąć przed mikrofon i wrzucić wam kilka opowieści o tym, jak się mieszka, jak się żyje w takim egzotycznym miejscu dla mieszkańca Europy, który na co dzień zna zimę, śniegi, zna jesień, zna opadające żółte liście. Wszystkie te rzeczy. Jak wygląda mieszkanie w miejscu, gdzie właściwie jest tylko pora deszczowa i pora letnia i ocean dookoła. Ale to może za jakiś czas, moi drodzy, jak tu się gość pojawi, będzie taka możliwość. Także nadstawcie uszu i tu pilnie sprawdzajcie. Właśnie, bo tak wspomniałem o sprawdzaniu, to oczywiście zapraszam na to, żebyście sprawdzali, co jest grane na Facebooku, na czacie radiowym, na którym zaraz się pojawiam. Już w tym momencie się pojawiam. Żebyście sprawdzali, co jest na YouTubie naszym i tak dalej.
Zapraszam oczywiście do wszystkich pozostałych audycji, czyli do „Teorii Chaosu”, o której wspomniałem, do „Pichontarium”. Nowy odcinek, którego jeszcze nie przesłuchałem. Do „Etykiety Zastępczej”, która wreszcie w tym tygodniu się pojawi, bo książę Edward z powrotem na swoich włościach. Zapraszam do syntezy oczywiście swojej autorskiej bardzo serdecznie. No i zapraszam na Konwent Wiedzy Alternatywnej, czyli materiały audio video. Będzie tego więcej. Jeszcze tego nie ma, ale spokojnie kochani, wszystko jest w drodze. Także jeżeli chcecie jeszcze raz sobie odświeżyć te wszystkie rzeczy, to zapraszam do archiwum Radia Na Fali. Tyle. Ta-dam!
A las jest z nami, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Ja mam na imię Tomek. Już jestem na radiowym Skypie, także jeżeli chcecie się odezwać to zapraszam bardzo serdecznie. RadioNaFali.com na Skypie. A dzisiaj właśnie dokładnie o tym, czym jest to nieprzerwane doświadczenie, bo tak jak wspomniałem w kilku ostatnich odcinkach, jakoś tak pomiędzy tymi różnymi historiami o liniach energetycznych, o tym całym wszechświecie, który nas troszkę otacza, o nadmiernych teoriach, nadużywaniu pewnych znaczeń. Tak można to określić chyba. O tym, że to doświadczenie, że wielu z nas, że bardzo wielu ludzi aktualnie miewa, nie tylko aktualnie, właściwie chyba od zawsze, wieków wieki różne dziwne doświadczenia. Czy to z duchami, czy to z snami, czy to z wizjami. Wszystkie te historie. No i o ile nie było nigdy za bardzo tych pozostałych cywilizacjach, które gdzieś tam funkcjonują obok nas, to niekoniecznie są cywilizacje odpowiedzialne za produkcję lodówek, telewizorów z plazmą i wszystkich tych gadżetów.
Jakoś tam tego problemu nie ma. Jest o wiele mniejszy odsetek ludzi tak zwanych chorych psychicznie. Wiele innych spraw dookoła tego tematu. Właściwie wszystkich tych spraw dookoła tego tematu. Tam wizje są czymś absolutnie normalnym, natomiast u nas te wizje tak troszkę kuleją, o czym wspominałem w tych odcinkach. Tak szybko gwoli przypomnienia wspomnę, o co właściwie chodzi z tym kuleniem tych wizji. Jest to owe przerwane doświadczenie. Jesteśmy częściowo, tak mi się wydaje, za mocno osadzeni w tej rzeczywistości, przynajmniej czasami, albo bardzo mocno z nią sklejeni. Na tyle sklejeni, że wszystkie nowe doświadczenia, które do nas przychodzą, próbujemy sobie wytłumaczyć za pomocą stereotypów z tego świata. I stąd powstają czasami takie różne dziwne zagwozdki, jak opowieści o radach galaktycznych, które gdzieś mkną do czarnej dziury w kosmosie i tak dalej.
Jest to taka troszeczkę dziwna ekwilibrystyka, bym powiedział, znaczeniowa, pojęciowa, bo to trochę wygląda tak, jakbyśmy chcieli wytłumaczyć sobie taką współczesną nauką, o której wspominałem w syntezie ostatnio i tym, co ta współczesna nauka w rzeczywistości mówi na temat konstrukcji świata tymi wszystkimi oficjalnymi teoriami, wytłumaczyć nasze sprawy wizyjne. Są takie bardzo rozbujałe opowieści wielu różnych ludzi, którzy to sprzedają w książkach, robią różne szkolenia, prezentacje, różne dziwne rzeczy na ten temat, opowiadając to, czym świat jest, czym nie jest. I zawsze w tych opowieściach z tym przerwanym doświadczeniem wygląda to tak, że właściwie wskakujemy w pewien nieznany nam obszar doświadczeń, w pewien nieznany nam obszar zupełnie innego świata. Taki, można powiedzieć, jedni mówią szamański, inni mówią duchowy, inni mówią ekstatyczny, inni mówią astralny. Jak zwykle i w tym przypadku nazw jest bardzo dużo. A z drugiej strony próbują opowiedzieć to doświadczenie, używając takich pojęć jak rady galaktyczne, jak politycy. Porównywanie do tego bardzo dziwnego materialnego świata, o którym doskonale wiemy, że nie jest za bardzo naszą specjalną domeną, jest czymś, co sobie nieszczęśliwie wymyśliliśmy. Mniej lub bardziej nieszczęśliwie dla niektórych, zależy od naszego punktu widzenia. Próbujemy czasami tłumaczyć te doświadczenia, wykorzystując ten świat dookoła nas, starając się na przykład podeprzeć różnymi teoriami naukowymi. Ostatnio znajomy mi podesłał, jakieś dwa tygodnie temu, bardzo długie prelekcje jednej starszej pani, która mieszka w Anglii, która opowiada o swoich wizjach, o swoich snach, o tym, jak wychodzi, odwiedza inne galaktyki i tak dalej.
Opisuje ten cały kosmiczny świat i robi to w bardzo zabawny sposób, bo opisuje go, używając bardzo dziwnych jak dla mnie metafor. Opisuje go, cytując współczesne teorie naukowe, przynajmniej te mainstreamowe, głównego nurtu, o których wiemy, że właściwie w żaden z możliwych sposobów się nie pokrywają z jakimkolwiek sposobem rozumienia kosmosu w ogóle dookoła nas, wszystkich zjawisk, które tu panują i tak dalej. Że jest to taki bardzo czysto teoretyczny, matematyczny model, który w bardzo wielu przypadkach opiera się głównie na teoretycznych wzorach matematycznych zupełnie niesprawdzonych w sposób eksperymentalny. Zawsze to bardzo dziwnie brzmi, bo w międzyczasie, kiedy ta pani opublikowała te książki, trzy z tych teorii legły w gruzach. Właściwie autorzy tych teorii odwołali te teorie i postanowili szukać kolejnych nowych, które lepiej odpowiedzą na te wszystkie pytania. To jest właśnie to przerwane doświadczenie. Mówiąc w takim bardzo wielkim skrócie, wyszło z tego takie przerażające danie, troszeczkę jak śledzie z lodami waniliowymi, z dodatkiem bigosu, polane sosem waniliowym, jeszcze do tego posypane kawą. Nie da się za bardzo tego zjeść. Jest po prostu wszystko wymieszane w jednym kociołku i jest przerażającym miksem, z którego nic nie wiadomo właściwie, o co chodzi. Wiemy doskonale, że wszyscy mamy te doświadczenia, tak samo jak ta pani.
Zapomniałem jej nazwiska, ale takich ludzi jest masa. To tylko taki przykład, moi drodzy. Nie chcę koncentrować się za bardzo na postaci, o której mówię, bo nie o to chodzi. Chodzi o zjawisko. Wszyscy próbujemy czasami sobie znaleźć ten prawdziwy sens tych wszystkich wizji. Rzadko kiedy jest to tak oczywiste. Czasami jest oczywiste, czasami nie. To jak z snami. Czasami się budzimy rano, wiemy dokładnie, o czym był sen, a czasami się budzimy i mówimy: „Kurczę blade, o czym to wszystko było?”. Ciężko ogarnąć tą historię i dopasować do dnia codziennego i do wszystkich rzeczy, które się dzieją w naszym życiu.
Bardzo podobnie wygląda to z tymi wizjami tych wszystkich ludzi opowiadających nam już taką składną, gotową wersję wszechświata, że wiedzą, na czym wszystko stoi. To jest właśnie to owe przerwane doświadczenie, o którym mówiłem ostatnio. Tak w skrócie wielkim mówiąc, przypomina to sytuację, gdybyśmy wzięli jakąś bardzo rozwiniętą dzisiejszą, w cudzysłowie, technologię, czyli laptopy, wzięlibyśmy nowoczesne maszyny do jeżdżenia, motocykle, helikoptery i wylądowali z całym tym sprzętem gdzieś w środku średniowiecznej Europy. Zmusili tych ludzi do tego, żeby skonfrontować ich z takim doświadczeniem, z naszym doświadczeniem z zupełnie innego świata. Tak oko w oko. Postawić na przykład przed nimi helikopter, postawić laptopa, na którym się wyświetla film z naszych dzisiejszych czasów, gdzie wszyscy są zupełnie inaczej ubrani, wszystko zupełnie inaczej wygląda. Dziwne dźwięki z telefonu, w ogóle, że się rozmawia z kimś przez telefon, że się widzi kogoś. To przecież takie magiczne ruchome obrazki. Ta osoba prawdopodobnie mocno zwariowałaby, pobiegłaby do kościoła i albo byśmy zostali uznani za jakąś emanację diabła w średniowiecznej Europie i natychmiast spaleni żywcem na stosie, albo w drugą stronę. Generalnie nie ma tego pomostu.
Brakuje tych 500 lat doświadczenia, żeby sobie wytłumaczyć, że ci kolesie, którzy przyjeżdżają z tymi dziwnymi urządzeniami, to są kolesie z przyszłości prawdopodobnie albo coś w tym stylu. Podejrzewam, że dokładnie taki sam clash, takie samo zderzenie występuje w takich sytuacjach, gdzie mamy do czynienia z takimi bardzo intensywnymi wizjami, które nie do końca mają szansę się rozwinąć, nie do końca mają czas, żeby znaleźć swoje ujście. Wszystko jest tak troszkę rwane i próbujemy to czasami, tak mi się wydaje, za szybko skapitalizować. I żeby to skapitalizować, zaczynamy sobie szukać jakichś nowych pojęć. Może nie tyle nowych, ile staramy się to ubrać w pojęcia, które aktualnie istnieją, żeby zrobić z tego coś, co ma jakiś sens dla współczesnego świata. Chociaż nikt tak naprawdę nie powiedział, że Sens naszych wizji musi być albo jest bezpośrednio związany ze światem fizycznym, w którym funkcjonujemy, z tym światem praw fizycznych, z tym całym zamieszaniem dookoła, łącznie z systemem ekonomicznym, politycznym, z kwestiami relacji między nami. Może to tak nie do końca wygląda. Podejrzewam, że wygląda troszeczkę inaczej, że jesteśmy wysyłani do troszeczkę innego miejsca, w cudzysłowie można powiedzieć równoległego albo do wielu równoległych miejsc, albo sami się tam wysyłamy. I z powodu tego, że ta wycieczka jest czasami krótka, gdzieś nam umyka ta połowa. Chyba najlepszym przykładem tutaj było porównanie tego do snów, że nie zawsze nam się trafia, żebyśmy na przykład zapamiętali cały sen.
Ja mam takie sytuacje, że na przykład pamiętam tylko jeden albo dwa sny z całej nocy, a wiem, że cała historia była mocno epicka i że właściwie to było na przykład siedem albo pięć snów, przy czym pozostałych oczywiście zapomniałem. I w pewnym momencie przypominam sobie, że te historie były w jakiś sposób ze sobą związane. Jedna przechodziła w drugą, tylko za żadnego diabła nie jestem w stanie sobie przypomnieć tego momentu przejścia. I tu zawsze każdy z nas może zacząć kombinować, zacząć budować sobie nowe pojęcia albo właściwie skorzystać z tego, co nam przynosi cywilizacja, czyli zacząć teraz porównywać to do czarnych dziur, do jakichś galaktycznych rad, do reptilianie, jakichś dziwnych stworów. Szukać generalnie problemu tam, gdzie go po prostu nie ma, bo jest to tylko i wyłącznie nasze przerwane doświadczenie. Doszliśmy do pewnego momentu, wróciliśmy z powrotem i mi się czasami wydaje, że jest troszeczkę za wcześnie, żeby stawiać tak zwaną przysłowiową kropkę nad i, podpisywać to wszystko swoim własnym nazwiskiem i jeszcze firmować to jako wiarygodną prawdę na wiarygodny temat. Nie wiemy na ten temat zbyt wiele. Są pewne rzeczy, o których dzisiaj wspomnę, które są bardzo znamienite dla wielu takich wypraw, które nie mają przerwanego doświadczenia, gdzie to doświadczenie jest po prostu pełne. Zanim zacznę o tym pełnym doświadczeniu, to może powiem, jaką ja mam teorię, skąd się biorą te krótkie, przerwane doświadczenia. Myślę, że biorą się stąd, że nasza szyszynka, chociażby DMT.
Jest to jedno z wielu wyjaśnień, które mi osobiście bardzo pasuje. Też nie jestem bardzo oryginalny w tych wyjaśnieniach. O tym pisał i Rick Strassman, i wielu innych ludzi, którzy się zawodowo nazywają lekarzami, psychologami. Pracują z tymi substancjami psychoaktywnymi, z ludźmi, którzy mają problemy. Siedzą z nimi, obserwują ich, spisują ich wizje, rozmawiają z nimi. To wszystko pozostaje gdzieś tam spisane w dokumentacji medycznej. Dzięki temu wiemy, że pewne rzeczy się czasami powtarzają. O co w tym wszystkim chodzi? Jest taka koncepcja, która mówi o tym, że niektórym z nas produkuje się troszkę więcej DMT w głowie niż innym, a czasami w innych momentach dnia. Jeżeli nam się wyprodukuje taka substancja, to automatycznie przechodzimy do stanu w cudzysłowie wizyjnego.
Przekraczamy pewną granicę światów, wkraczamy do innego wymiaru. Dla mnie najprostsze wytłumaczenie to jest kwestia rezonansu, na którym pracuje nasza głowa. Jeżeli zwalnia ten rezonans, jeżeli coś się dzieje z naszą anteną, którą jest nasz mózg, to automatycznie... Przepraszam bardzo. Jak zwykle mam wodę restrukturyzowaną. Pozwolicie, że sobie łyknę. Doskonałe. Wracając do tych wszystkich wizji. Kiedy się produkuje taka duża ilość DMT, ona może się wyprodukować w ciągu połowy dnia, w połowie dnia, podczas drzemki na fotelu, w wielu różnych sytuacjach, takich bardzo zwyczajnych, normalnych, bez żadnej wielkiej sensacji. I nagle wtedy dostajemy wizji.
Akurat jest to w połowie dnia i nagle dzwoni telefon. I w tym momencie wszystko jest odcięte. Jesteśmy jakby w połowie drogi. To troszeczkę jak czytać książkę i skończyć w połowie. Musimy sobie dopowiedzieć tą drugą połowę, bo nie wiadomo, co się tam stało. Zadzwonił telefon, my wyszliśmy z tego stanu i teraz próbujemy to skleić do końca. Wiemy, że to jest bardzo ważna informacja, cenna dla nas z dwóch różnych powodów. Czy to chodzi o naszą psyche, czy chodzi o cały świat dookoła? Tego nie wiadomo. Możemy sobie dowolnie spekulować.
Generalnie jest to taka książka skończona w połowie. Jest takie bardzo fajne opowiadanie Jacka Londona sprzed chyba 100 lat. Taki zbiór opowiadań z Dzikiego Zachodu. Jest taka piękna historia o tym, jak zasypało górników w jakiejś kopalni i czekali, aż ich odkopią. Mieli tam zapasy jedzenia. Wiedzieli, że ich odkopują, że to chwilę potrwa, ale z nudów nie mieli co robić. I gdzieś tam któryś z nich znalazł jakiś strzępek gazety przysypany gruzem. Udało mi się wyciągnąć ten strzępek gazety. I zaczęli czytać po prostu, co tam jest w tej gazecie, żeby się nie zanudzić. Mieli te lampki oliwne, mieli troszkę światła, żeby sobie dodać troszkę rozrywki.
Siedząc i czekając na pomoc czytali tą samą historię w kółko. Była to historia, która się tam zaczynała. Nie opowiem wam, o czym była ta historia. Znajdźcie to opowiadanie Jacka Londona. To jest zestaw chyba 40 pare opowiadań. 49 czy 48. Opowiadania z Dzikiego Zachodu. Taki zbiór. I zaczęli sobie czytać tą historię. I nieszczęście polegało na tym, że strona tej gazety była urwana, przerwana w połowie i nie mogli nigdy doczytać do końca.
Historia kończyła się w takim momencie, w którym wszyscy oczekiwali jakiegoś rozwiązania, że się działo dużo rzeczy i nagle tu już ma być rozwiązanie, już ma historia pójść dalej i nagle kartka się urywa i nie wiadomo, co jest dalej. I oni sobie wymyślili taką zabawę, że Każdy z nich po kolei będzie wymyślał finał tej historii i to, jak się potoczyła dalej. I tak oto chłopaki siedzieli i wymyślali sobie tą historię. I to troszeczkę, moim zdaniem, wygląda z tymi wszystkimi reptilianami i z tymi wszystkimi historiami. Bardzo często to jest takie przerwane doświadczenie, gdzie jesteśmy w połowie. Być może właśnie to DMT produkowało się w dużej ilości w naszej głowie. Mieliśmy ten stan wizyjny, nagle się uciął i mimowolnie, automatycznie dopisujemy sobie kawałek historii, który nigdy się nie wydarzył. I tak to trochę wygląda. Chociażby biorąc na warsztat wszystkie te naukowe odkrycia, na które się czasami powołują ludzie, którzy twierdzą, że właśnie odkryli, na czym polega sens naszego istnienia, sens naszego świata, że kontaktują się z radami galaktycznymi, że widzą obcych, że widzą jakieś stwory wężowe i tak dalej. Wcale nie neguję, że można widzieć takie rzeczy.
Absolutnie. Szczególnie w stanie wizyjnym, podróżując do różnych wymiarów, kiedy ta częstotliwość pracy naszej głowy się troszeczkę zmienia i nawet z samej definicji częstotliwości, takiej czysto naukowej już. Pal licho, jaka ta nauka jest, ale pewne rzeczy są dosyć logiczne i tu ciężko byłoby się z nimi kłócić. Wiadomo, że inna częstotliwość powoduje inny odbiór rzeczywistości. Chociażby kolory. Jeżeli kolory, to oczywiście poza kolorami zapewne całą resztę. Otrzymujemy troszkę inną informację albo wlatujemy w to miejsce, gdzie jest ta inna informacja. Są też różne nazwy na to. Nie wiem. Kroniki Akaszy, pole eteryczne, pole morfogenetyczne.
Cała ta historia, która jest za nami i przed nami. Jeżeli oczywiście czasu nie ma. I chodzi o to doświadczenie, żeby było nieprzerwane, bo w wielu miejscach na świecie, tam, gdzie, jak wspominałem, nie ma za bardzo pojęcia o tym, że ktoś po prostu zwariował albo chorób psychicznych jest jak na lekarstwo. Nie ma żadnych fobii, ludzie są całkiem okej, się ogarniają. Tam jest miejsce chyba na przeżycie tych doświadczeń. Przynajmniej tak to wygląda troszkę z mojego punktu widzenia. Tam nie ma z tym problemu, żeby sobie usiąść, nigdzie się nie śpieszyć i sobie spokojnie tą wizję przeżyć do końca. Albo sobie pospać chwilę dłużej, nie śpieszyć się do biura na 8:00 rano czy na 9:00 rano i móc spokojnie odczytać ten sen na tyle, na ile chcemy go odczytać, żeby jeszcze chwilę potrwał, żebyśmy jeszcze chwilę pognili w łóżku, dociągnęli do końca tą całą historię, żebyśmy się obudzili rano i zapisali sobie tak, jak powinno być. Chociaż tu są różne dziwne techniki. Pichąt w Pichontarium ostatnio opowiadał o pewnym malarzu, który zasypiał z łyżeczką w ręku właśnie po to, żeby kiedy łyżeczka wypada z jego ręki, żeby budząc go, automatycznie pozwoliła mu zachować pewną trzeźwość umysłu i przelać wszystkie te informacje, które dostał w czasie snu na płótno, żeby wiedział, co mu się śni, żeby wiedział, co malować.
My z jednej strony w sumie chyba mamy problem z tego powodu, że właśnie nam ta łyżeczka wypada i się budzimy troszkę i gubimy tą drugą refleksję i dopisujemy taki drugi koniec. I to wygląda tak, że z jednej strony mamy właśnie tą bajkową opowieść w tym troszeczkę innym wymiarze albo bardzo innym wymiarze, albo w ogóle innym wymiarze, albo świecie równoległym. Zwał, jak zwał. Wracamy stamtąd z tymi wszystkimi informacjami, a nagle w połowie wypada nam łyżeczka. I może nie tyle, że rzucamy się do szczalu, żeby to opisywać, tylko czasami rzucamy się do książek, czasami rzucamy się na inne rzeczy i zaczynamy to opisywać. Ale tak głupio jest przerwać w połowie i automatycznie, jako że natura nie znosi próżni, prawdopodobnie dopisujemy sobie całą resztę. A jak dopisujemy sobie tą całą resztę do tej naszej opowieści, to używamy wszystkich tych pojęć, którymi jesteśmy otoczeni dookoła na co dzień, wszystkich tych znaczeń. I dlatego właśnie prawdopodobnie człowiek w głębokim średniowieczu, który zobaczyłby helikopter, nas wyskakujących z helikoptera w tych hełmofonach, kaskach albo nawet współczesnych ubraniach z laptopami, tabletami w ręku, na których coś się rusza, prawdopodobnie albo by zwariował, albo by został bardzo religijnym człowiekiem, bo stwierdził, że zobaczył samego diabła, który podczas jakichś piorunów z nieba jakiś łomot przyleci jakąś maszyną, która po prostu prawie go ogłuszyła. Wiatr, jakieś obrazki, które się ruszają. Nie wiadomo, kto jest kto, co jest co.
Takie kompletne zamieszanie i podejrzewam, że bardzo podobnie by to wyglądało. W innych miejscach, tak troszeczkę nawracam do tych miejsc, znaczenie kwestii odwiedzin innych światów, nie wiem, wizji możesz sobie nazywać na różne sposoby, na wiele sposobów, jest troszeczkę inaczej pojmowane społecznie. Mamy na to czas i ludzie, którzy mają kontakt z tą rzeczywistością, są traktowani jako tacy porządni, że tak powiem, zacni obywatele. Bo może każdy ma predyspozycje, ale nie każdemu prawdopodobnie się chce dealować z takim światem. Dlatego prawdopodobnie szamani mają zawsze taką wysoką pozycję, że są często bardzo ważni w plemieniu, a są czasami ważniejsi od wodzów. Czasami są to szamanki. Różnie to wygląda, ale status jest bardzo poważny. To nie jest w kij dmuchał. Zanim się podejmie jakąkolwiek decyzję, idzie się do człowieka z wizjami, żeby sprawdzić, czy przypadkiem ta wizja tej rzeczywistości, którą chcemy zbudować w tym aktualnym świecie, w którym nasze stopy dotykają ziemi, będzie miała, tudzież ma jakieś pokrycie z jakimiś światami równoległymi, żeby to wszystko zsynchronizować. Wiara w to, że jesteśmy zsynchronizowani z wieloma światami w tych plemieniach w cudzysłowiu, nie zginęła.
Jest cały czas i myślę, że jest to bardzo ciekawe nie tylko z punktu widzenia informacji, która jest stamtąd przynoszona, tylko nawet z punktu widzenia jak funkcjonuje społeczeństwo i jak ogarnia rzeczywistość, gdzie siebie widzi jako istoty, czy też zawęża siebie do życia tylko i wyłącznie w jednym wymiarze. Tak jak bardzo często w naszej cywilizacji, gdzie zamężamy się tylko i wyłącznie do tego materialistycznego świata. I bardzo wiele naszych twierdzeń, bardzo wiele naszych przekonań, bardzo wiele stereotypów funkcjonuje tylko i wyłącznie na bazie tego, że Jesteśmy troszkę sprasowani tym, co jest dookoła nas i jeżeli coś wyskakuje poza tą rzeczywistość, to albo przymykamy na to oko, albo staramy się troszkę zanieść to pod dywan, albo traktujemy to jako sensację, taką rozrywkę. Nie ma w tym takiego statusu poważnego, że trafiliśmy na moment synchronizacji światów i że dzięki tej synchronizacji możemy na przykład podjąć jakąś lepszą decyzję albo gorszą, albo w ogóle cokolwiek, że generalnie mamy taką w cudzysłowie podpowiedź innego wymiaru i dzięki temu jest szansa, że narobimy mniej zamieszania z naszymi decyzjami w świecie dookoła nas. Taka zwyczajna historia. To co? To ja może jakąś muzyczkę, proszę państwa. Przypominam, że możecie śmiało zadzwonić do Radia na Fali. A ja dzisiaj tak słonecznie, też troszkę elektrycznie po ostatniej syntezie. Tu was zapraszam oczywiście egocentrycznie do ostatniej syntezy, gdzie też troszkę poruszam ten temat od strony technicznej.
No i dzisiaj opowiem o pewnych aspektach tej energii, która się pojawia, związanej z podróżowaniem pomiędzy wymiarami, kiedy to doświadczenie zupełnie nie jest przerywane, kiedy może się odbyć od początku do końca. A wy słuchacie oczywiście Radia na Fali. Ja mam na imię Tomek. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”, jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Właśnie dzisiaj taki temat, trochę można go zatytułować „Stronę światła” w sumie. Troszkę grzybowo-kwasowy bym powiedział o doświadczeniach. Dlaczego wspomniałem na początku o tym przerwanym doświadczeniu? Co jeszcze jest taką cechą charakterystyczną owego przerwanego doświadczenia? Bo jest to akurat, myślę, istotna sprawa, przynajmniej w moim sposobie postrzegania tego całego zjawiska. To jest kwestia tego, jak zdobywamy to doświadczenie.
Czy właśnie jest to ta jedna chwila gdzieś tam na kanapie, gdzie się wyłączamy z rzeczywistości. Nagle przychodzą nam te wszystkie podróżnicze sprawy do głowy, gdzieś nas wysyła albo my sami siebie wysyłamy, albo też zmienia się częstotliwość rezonansu dookoła nas i właściwie w naszej głowie i zaczynamy spostrzegać rzeczy, których na co dzień nie widzimy. Cokolwiek to jest dookoła. Nigdy nie wiadomo. Ale tak czy siak jest to taka chwila, sekunda wyrwana z naszego życia, która nie do końca aplikuje się jako taki pełen proces przeżyty od początku do końca. I z tego powodu jest centralna awaria. Nie zawsze, ale często bywa. Stąd się chyba bierze taka produkcja strachu, bo jest to pewnego rodzaju fenomen, jeżeli chodzi o wiele postaci, które sprzedają to doświadczenie już tak właściwie, co tu dużo mówić, komercyjnie, robiąc z tego naprawdę niezły biznes, co tu dużo kryć. Co wcale nie znaczy, że kłamią, że ściemniają, że jest w tym jakieś zamieszanie, że jest w tym jakaś nieuczciwość. Absolutnie, wcale nie musi to tego oznaczać, ale chodzi o jedną rzecz, że jest to właśnie takie doświadczenie, które jest bardzo, myślę, gdzieś w połowie drogi.
I często ci ludzie to jest cechą bardzo specyficzną. Poza tym, że jest oczywiście tak, jak cały czas mówię, w połowie drogi i jest nacechowane jakimś potwornym strachem. To są wszystkie te bardzo lękliwe wizje świata, które są takie bardzo przerażające o tym, że jesteśmy gdzieś tam kontrolowani, o tym, że ktoś kontroluje tych ludzi, o tym, że coś się strasznego dzieje nieustannie. Wiemy o tym, że świat nie zawsze wygląda jak z filmu Walta Disneya i rzadko kiedy wygląda poza oczywiście produkcjami Walta Disneya jak z jego filmu. Że nie jest to tylko i wyłącznie ładna, piękna pocztówka. Ale też z drugiej strony doskonale wiemy, że to, co jest na tej pocztówce, zależy w dużej mierze od nas, jeżeli nie praktycznie w całej swojej rozciągłości od tego, jak my to zrobimy, jak my to zorganizujemy, jak my podejdziemy do życia i jak to wszystko potraktujemy. Natomiast w tych wizjach jest bardzo znamienita historia. Historia o tym, że człowiek, który je przeżył, się boi. Może nigdy nie ma jakichś specjalnych informacji pod tytułem, że ja się boję albo coś takiego, jakiegoś takiego zdefiniowania tego strachu. Tylko te lęki są z reguły przerzucane na styl opowiadania tych opowieści, na sposób ich rozwijania, budowania, na to, że mamy się ciągle bać, że jest jakaś kontrola poza nami.
Oczywiście nie wszystkie to opowieści, ale takie podstawowe, bym powiedział. Ja tu lubię się czepiać czasami właśnie tych wszystkich reptilian, bo jest to takie bardzo znamienite dla tego zjawiska i wszystkich dziwnych postaci, że jak się pojawia coś albo ktoś, czego nie jesteśmy w stanie rozpoznać, czego nie jesteśmy w stanie przytulić do naszego sposobu postrzegania rzeczywistości, to automatycznie pojawia się strach. I to jest chyba moim zdaniem taki największy punkt świadczący o tym, że jest to przerwane doświadczenie. Bo to jest troszkę tak, jakbyśmy wylądowali w innym miejscu, zobaczyli, że wszystko wygląda inaczej i kiedy chcemy wyciągnąć rękę, podać tej istocie albo spytać się, o co w ogóle chodzi, nagle cofa nas do tyłu i nawet nie mamy za bardzo czasu, żeby okiełznać tą sytuację, żeby się dowiedzieć, gdzie właściwie jesteśmy, z kim mamy do czynienia, co to za osoba. Ulala, po prostu nie wiemy nic i nagle nas z powrotem cofa. I jedyne, co zostaje po tych doświadczeniach, to taki strach poznawczy, że wkroczyliśmy za pewną kurtynę, za którą dzieją się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie okiełznać. Dobudowujemy do tego sobie całą tą strefę znaczeń. Korzystamy z tej całej współczesnej modnej, mainstreamowej fizyki, żeby sobie wymyślić, że gdzieś na końcu galaktyki albo coś tam. Chociaż nikt tak naprawdę nie wie, co znaczy galaktyka, gdzie jest koniec tej galaktyki, gdzie jest następna, skąd to się bierze. Ale my sobie dobudujemy to wszystko i generalnie wszystko to zaczyna nam się układać w głowie i czasami właśnie sprzedajemy to jako książki albo coś takiego.
Ja szczęśliwie chyba tego nie robię. Znaczy nawet nie chyba, tylko na 100%. Celuję raczej w dłuższe doświadczenia, raczej pełne. A gdzie jest ta różnica? Bo ją bardzo łatwo zaobserwować pomiędzy ludźmi, którzy mają pełne doświadczenia całe. Pierwsze się bierze właśnie z tej definicji strachu. Tak można to chyba nazwać. Ludzie, którzy mają często doświadczenia w drugą stronę W drugą stronę, czyli te wszystkie dziwne opowieści, takie przerwane doświadczenia strasznie boją się substancji psychoaktywnych. Spotkałem się z tym nie raz w życiu. Właściwie spotykam się z tym bardzo często, że ludzie mówiący o tych wszystkich niesamowitych światach, o tych wszystkich niesamowitych postaciach, które spotykają w tych innych wymiarach, mają straszny strach i straszny lęk, żeby zaglądnąć tak naprawdę od początku do końca za tą kurtynę.
Kiedyś zdarzyło się jednemu mojemu znajomemu, że zaproponował paru osobom, które bardzo mocno celowały w taką refleksję na temat rzeczywistości, że jest coś tam, że to jest jakaś rada galaktyczna, że to są jakieś reptilianie i tak dalej, zaproponował kiedyś wspólne skorzystanie z substancji o nazwie LSD. Wszystkich o mało co zawał nie zabił na miejscu. Się bardzo śmiałem, bo przypomina to troszeczkę to, o czym mówił Terence McKenna bardzo dawno temu, że najbardziej się boimy tego, że jest coś więcej niż nam się wydaje, że jest. I to jest tak przerażające, że czasami nas po prostu paraliżuje. Stajemy w miejscu i nie jesteśmy w stanie zrobić kroku do przodu. Nawet jeżeli mamy jakieś doświadczenia, które nas wysyłają właściwie w połowie tej drogi, zostawiają gdzieś tam tak, że już mamy pojęcie, że to nie tylko tu i teraz, że ta przestrzeń prawdopodobnie jest o wiele szersza, o wiele większa, to zostaje w nas taki strach i boimy się zrobić tego kroku do przodu, bo może się okazać, że wszelkie nasze podejrzenia i próby sprasowania tego z aktualną rzeczywistością, z tym, co wydaje nam się powinno być, bo w telewizji zawsze o tym mówiono, w gazetach o tym mówiono i jak polecimy do tego innego świata, to tam też powinny być jakieś telewizory i gazety. I musimy koniecznie sobie tak to wszystko wyjaśnić tymi wszystkimi znaczeniami, tymi pojęciami z tego materialnego świata. A może być zupełnie inaczej. I to jest taka bardzo charakterystyczna sprawa dla chociażby miłośników i obserwatorów UFO. Bardzo ciekawe zjawisko.
Są raporty z badań robionych z ludźmi pod wpływem substancji psychoaktywnych, terapii dokładnie rzecz ujmując. I bardzo często ci ludzie zgłaszali to już w latach 30., właściwie połowa lat 50., że mają kontakt z innymi cywilizacjami, że widzą pewne obiekty na niebie, których normalnie nie widać, że wystarczy, że się przestroi troszeczkę naszą głowę za pomocą tych substancji i już zaczynamy dostrzegać sprawy, których ani kamera, ani aparat fotograficzny, ani żadne przedmioty, które są w stanie utrwalić to, co utrwala normalnie w tym wymiarze nasz wzrok, nie są w stanie absolutnie zrobić. Ale doświadczenie jest na tyle intensywne, że ludzie o tym śmiało mówią i nie mają z tym problemu i opisują je bardzo precyzyjnie. Czyli jest to doświadczenie, które się wydarzyło. My może tego nie widzieliśmy, ale ci ludzie widzieli to bardzo precyzyjnie na swoje oczy. Czy to są sny, które się zdarzają później po takich terapiach? Generalnie bardzo częste zjawisko, że ludzie dealują z kosmitami, mówiąc w cudzysłowie, z pojazdami z innych światów. Tych opisów jest bardzo dużo. I kiedyś zdaje się chyba Terence McKenna zaproponował na jednym kongresie ufologicznym, żeby spojrzeć na sprawę od tej strony, że może wszyscy powinni wrzucić jakieś grzyby, jakiegoś kwasa i sprawdzić, czy przypadkiem, kiedy przestroimy swój własny mózg, nie złapiemy kontaktu z tą drugą stroną rzeczywistości. Tą stroną, którą tak natarczywie ignorujemy.
Oczywiście wywołało to wielkie oburzenie wszystkich tych badaczy UFO, ponieważ byli przerażeni tym, że co by było, gdyby nagle te ich wszystkie pojęcia, te ich wszystkie opinie, te ich wszystkie teorie zostały skonfrontowane z czymś, co muszą sami odczuć. Bo nie jest to informacja, którą się czyta w książce, nie jest to informacja, którą się czyta w gazecie. Nie jest to nic, co można zacytować, na co się powołać. To jest już sytuacja, gdzie sami musimy przeżyć to wszystko od początku do końca. I to jest chyba taka najtrudniejsza sytuacja, bo jeżeli czytamy te opisy w książkach, w gazetach, gdziekolwiek to jest, po prostu czytamy cudze doświadczenie. Mamy właściwie wszystko podane na tacy. To jest takie społeczeństwo konsumenckie, można powiedzieć, że konsumujemy gotową treść, konsumujemy czyjeś przeżycia, czyjeś doświadczenia i tyle. I albo się zgadzamy, albo nie. Ale wszystko już jest wytłumaczone. Mamy opcję na lewo, opcję na prawo i wiemy, w którym miejscu chcemy się znaleźć.
Dopasowujemy po prostu swoją własną rolę do bohatera, do tej całej opowieści, ponieważ właściwie nie jesteśmy emocjonalnie związani z tą całą historią. To jest tylko i wyłącznie gra intelektualna, gra logiczna. Możemy zaakceptować pewne rzeczy jako argumenty, tudzież odrzucić to jako argumenty i powiedzieć, że autor nie ma racji, ale generalnie możemy przeprowadzić tą grę, która opiera się na logice, ocenie, na pewnego rodzaju pisaniu sprawozdania w głowie z tego, co myślimy na temat tego człowieka i jego wizji. A tu następuje zupełnie odwrotne zjawisko, bo właściwie nie ma miejsca na żadną ocenę, nie ma miejsca na żadne kwalifikowanie tego, zamykanie tego do jakiejś szuflady, bo okazuje się, że sami zaczynamy widzieć takie rzeczy. Sami zaczynamy tego doświadczać. Nagle pojawia się jakiś snop światła, pojawiają się jakieś dziwne statki kosmiczne na niebie. Wiemy, że jesteśmy na tripie. Wiemy, że to, co widzimy, nie jest normalną rzeczywistością. W sensie nie jest czymś, co widujemy bez tych substancji. I popadamy w stan pewnego zakłopotania, bo jak sobie wytłumaczyć te wszystkie rzeczy, skoro my to widzimy na niebie i jest to na niebie, jest to bardzo namacalne dla nas, to jest to bardzo solidne doświadczenie.
Nie możemy powiedzieć, że tego nie ma albo że nam się wydaje, bo czujemy, że to autentycznie jest. Często słyszymy różne dźwięki związane z pojawieniem się na przykład statków kosmicznych. Słuchajcie, sam miałem kilka takich historii, że widziałem bardzo różne rzeczy na niebie i rzeczy, które mogę śmiało nazwać obcą cywilizacją w cudzysłowie obcą. Możemy to być my z przyszłości, może to po prostu my z innego wymiaru, kto to wie. Teorii jest wiele i oczywiście jakoś tam sobie te teorie próbuję skompletować w głowie, ale nie za bardzo, bo też czekam na rozwinięcie tego. Uważam, że to doświadczenie jeszcze nie dobiegło końca, także za wcześnie na jakiekolwiek refleksje w mojej głowie na ten temat. Na razie stawiam siebie tylko i wyłącznie w punkcie obserwatora. Ale doświadczenie jest tak realne i tak solidne, że nie mogę potraktować tego jako Tylko i wyłącznie wizji, ponieważ konsekwencje tego doświadczenia później odbijają się w życiu, na relacjach z ludźmi i tak dalej. Widać, że wydarzyło się coś prawdziwego i że nie ma tu żadnej lipy. Niewielu z nas chce podjąć to doświadczenie, bo jest intensywne.
Pozostawia nas samopas w środku dużego, szczerego pola i nie ma miejsca na to, żebyśmy mogli ocenić, czy zgadzamy się z autorem, czy nie, bo sami jesteśmy autorem tego doświadczenia. Także ten problem już odpada. Ale w środowisku konsumpcyjnym, gdzie właściwie jesteśmy przyzwyczajani od dziecka, że konsumujemy gotową treść, która jest zaakceptowana społecznie, która już została podana, przetrawiona, są jakieś dowody na istnienie albo dowodów na istnienie brak i możemy się zastanawiać, możemy toczyć te gry. Tu zostajemy już bez żadnych gier. Nie bez gier ze sobą związanych z naszym ego i tak dalej, to jeszcze zostajemy bez tej gry intelektualnej. Po prostu widzimy rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przyłożyć niczym linijkę do naszej aktualnej rzeczywistości. Trzeba sobie z tym poradzić. Wielu ludzi twierdzących, że zajmuje się badaniem różnych zjawisk ezoterycznych, UFO, różnych innych zjawisk, ma bardzo poważny problem właśnie z tym doświadczeniem. Z tym, żeby samemu przejść przez te szklane drzwi, otworzyć je, znaleźć się po drugiej stronie i zobaczyć, czy przypadkiem tam nie ma tych wszystkich rzeczy, o których tak zawzięcie dywagują, o których tak dyskutują, że może jest coś poza tymi książkami, że może w tym doświadczeniu tkwi prawda. Nikt za bardzo nie chce tego zrobić.
To jest chyba największy problem tego wszystkiego, że ciągle dealujemy z tym doświadczeniem do połowy. I właściwie taka jest nasza kultura, że robimy coś do połowy, stajemy w miejscu i czekamy, co się wydarzy. A właściwie nie dzieje się nic. Także zostajemy z tą logiczną grą i część rzeczy obserwujemy do tego momentu, do którego nam pasuje, do którego nie musimy być zaangażowani emocjonalnie oraz w jakikolwiek inny sposób. I na tym poprzestajemy, ponieważ wejście zbyt głęboko spowodowałoby być może utratę naszych stereotypów. Czujemy chyba to podświadomie. Myślę, że to chyba taki największy strach nas samych. Tak jak mówił Terence McKenna przed zobaczeniem tego, że przypadkiem jest więcej niż mniej. I wtedy byśmy musieli zrewidować często swoje poglądy na życie, swoje poglądy przede wszystkim na samego siebie, swoje poglądy na ludzi dookoła, swoje poglądy na rzeczywistość. Czym tak naprawdę są rzeczy dookoła mnie?
I wiele innych rzeczy. À propos rzeczy. To stawia duży znak zapytania, ponieważ wszystkie te, że tak powiem w cudzysłowie, tripowe historie mają często taki element, który jest związany z tym, że przestajemy odbierać materię dokładnie w taki sposób, w jaki ją odbieramy w tym momencie, w tej rzeczywistości. I to jest chyba takie podstawowe miejsce, w którym te wszystkie sprawy się zderzają i następuje wielki clash, wielkie zderzenie cywilizacji. Cywilizacji, która istnieje i cywilizacji, która być może jest tuż obok, też istnieje. Bo te raporty na temat czy to właśnie statków kosmicznych, jak wspomniałem, czy spotykania istot z innych wymiarów są naprawdę tak intensywne i jest tego taka masa, że ciężko to odrzucić. Oczywiście możemy starać się to skategoryzować takimi logicznymi pojęciami, że tak długo, jak nie mamy zdjęcia żadnego obiektu latającego na tyle wiarygodnego, żeby w niego uwierzyć, to nie będziemy w to wierzyć, że wszystko musi mieć potwierdzenie w tej materii, zmaterializować się w taki wyłącznie sposób. Tak jak wspomniałem, jest to związane z naszym systemem wierzeń, w którym jesteśmy wychowywani, że żyjemy w tylko jednym wymiarze, w tym materialnym. Żadne inne wymiary nie istnieją, chociaż każdy z nas kładzie się spać i każdy z nas śpi przez te osiem godzin, czy jakoś tak. Każdy z nas ma sny, a dalej cywilizacja prasuje nas w taki sposób, że nie wierzymy w swoje własne sny.
Nie szukamy tego miejsca synchronizacji, nie szukamy tego momentu, w którym się przenikają informacje z wielu wymiarów. Jak to robią ludzie w troszeczkę innych miejscach, gdzie jest trochę dziko? Tam jest trochę tak, jak wspomniałem wcześniej, nawet nie trochę. Tam jest tak, że człowiek, który ma takie doświadczenie, jest bardzo szanowany właśnie z tego powodu, że on najszybciej z całej wioski, tudzież z całej społeczności lokalnej odbierze te momenty synchronizacji. Wiadomo, że jeżeli jesteśmy, tu trzeba też założyć pewien paradygmat, że jesteśmy energią, która się materializuje na tym świecie, że jeżeli jest jakaś synchronizacja w świecie równoległym, energetyczna i my się w tym momencie zsynchronizujemy z tą samą energią, to automatycznie jesteśmy podpięci pod większy zbiornik, pod więcej informacji. Możemy wyciągnąć coś dla siebie. To jest taki moment, gdzie wszystkie światy się komunikują, wszystko się wyrównuje, balansuje. Taki zdrowy moment, kiedy można tak porównując do szklanek, kiedy poziom wody we wszystkich szklankach się wyrównuje i wszyscy mogą rozmawiać przez parę chwil tym samym językiem. Dzięki temu możemy się powymieniać różnymi informacjami, czy to jest wymiar z prawej, czy wymiar z lewej, czy są kosmici. Być może na tym to polega.
Tak mi się wydaje. W naszym świecie, tak jak wspomniałem o tym UFO, staramy się tego unikać. Nasze doświadczenia raczej kwalifikujemy w taki sposób technologiczny. Staramy się odszyfrować, na jakich silnikach latają ci kosmici, co napędza te maszyny, skąd oni się wszyscy biorą. Taka w ogóle egzotyczna bardzo wyprawa logiczna, która bardzo mało ma wspólnego chyba ze sposobem takim pełnym postrzegania rzeczywistości. Jak na ironię w owych miejscach, gdzie używa się substancji psychoaktywnych, a jest naprawdę masa takich miejsc na świecie. Ja tu nie chcę wymieniać specjalnie, chociaż wszyscy doskonale wiemy, że Amazonia i wiele innych miejsc z tego słynie, że te substancje są tam częścią normalnego funkcjonowania. W Afryce jest iboga mina, która jest taką substancją, która pozwala łączyć się z duchami przodków i w ogóle z duchami, których na co dzień tutaj nie widzimy i, że tak powiem, odwiedzać światy w cudzysłowie równoległe, gdzie jest część naszej, przynajmniej według tej Pradawnej wiary, tej pradawnej opowieści, o której my już dawno zapomnieliśmy, gdzie jest druga część nas samych, bo właściwie mieszkamy w wielu różnych wymiarach. Na to wygląda. Dlatego ten moment synchronizacji jest tak istotny.
Dlatego, pomimo że nawet w dzisiejszych czasach nie zwracamy specjalnie uwagi na sny, to jak mamy kiepski sen, to nie jest fajnie. Wolimy, jak ten sen jest lepszy, bo pomimo że oczywiście logicznie i teoretycznie nie zwracamy na to żadnej uwagi, luzujemy to, to tak czy siak ma to na nas mocny wpływ. Oczywiście odgrywamy czasami przed sobą rolę, że nie, to tylko sen. Ale to aż sen! To była jakaś ekstra informacja. Tam jest troszkę rozciągnięte. Jest to związane też troszkę z innym sposobem życia, ale myślę, że wszyscy doskonale wiemy, w jakim świecie my żyjemy, w jakim świecie żyje się, kiedy mieszka się w dżungli, że jest troszkę spokojniej, trochę mniej zamieszania i nie ma pewnych obowiązków, które mamy w tej cywilizacji. Gdzie są pralki, lodówki, telewizory, zajęcia grupowe zwane praca i wiele innych sportów typu banki i tak dalej. Tam tego nie ma. Tam właściwie chodzi tylko i wyłącznie o synchronizację tych wszystkich pól, w których funkcjonujemy, tak żeby wszystko było okej, żeby mama natura dookoła nie zrobiła nam krzywdy i żebyśmy sami sobie przede wszystkim nie zrobili krzywdy w tym wszystkim.
I tu dochodzi zjawisko set and settings. My je tak nazywamy w naszej cywilizacji. Szczęśliwie się pojawiło w latach 50. To jest coś, o czym ja ciągle przestrzegam tutaj, opowiadając o substancjach psychoaktywnych, bo oczywiście nikogo nie nakłaniam do używania substancji psychoaktywnych. Absolutnie. Ale jeżeli już ktoś jest na tyle dorosły i odpowiedzialny, że chce to zrobić, to nie ma problemu. Tylko proszę pamiętać właśnie o tym set and settings, bo set and settings oprócz tego, że zapewnia nam takie czysto fizyczne warunki do zrobienia, odbycia właściwie takiej podróży, jest bardzo pomocny przy łapaniu tego pełnego doświadczenia, żebyśmy nie wylądowali gdzieś w połowie drogi i żebyśmy nie byli właśnie takim przerwanym doświadczeniem, które gdzieś się skończyło w połowie książki. My musimy dopisać całą puentę i właściwie nie wiadomo, jak się skończyła ta książka, ale my dopisujemy tą puentę i właściwie dopisujemy ją zawsze na podstawie tych książek, które przeczytaliśmy wcześniej, bo nie wiemy, co tam było dalej. To jest coś nowego. Jedyne, co możemy zrobić, to skorzystać z bagażu doświadczeń, który gdzieś tam mamy już dawno ze sobą, a wiadomo, że nowe doświadczenie, które przychodzi, jest po prostu nowe, jest bardzo nowatorskie, jest czymś, czego jeszcze wcześniej nie było.
Także ciężko przewidzieć coś, o czym nie mamy pojęcia. To jest trochę jak opowiadanie o smakach owoców, których nikt nigdy nie zna, albo opowiadanie o kolorach, albo o wielu innych sprawach. Po prostu nie da się tego opowiedzieć. Pewne rzeczy są tylko i wyłącznie domeną naszego doświadczenia, naszego werbalnego doświadczenia, naszej całej tej strefy związanej z poznawaniem, smakowaniem, wąchaniem, widzeniem tego i przeżyciem tego. I dopiero wtedy ta informacja ma taki kontekst w nas, bo inaczej bez tego kontekstu po prostu nie działa. To jest troszkę jak z tymi historiami związanymi z UFO i jak z tymi historiami związanymi z reptilianami. Z reguły są to powtarzane historie przez kogoś, bo ludzi w rzeczywistości robiących zdjęcia różnych dziwnych pojazdów jest naprawdę bardzo niewiele, bo jest to takie dosyć specyficzne hobby i trzeba mieć dużo szczęścia trafić i w ogóle, żeby to zobaczyć. Jest kilka rzeczy z tym związanych. I z reguły się dyskutuje nie o własnych zdjęciach, tylko o cudzych zdjęciach. A z doświadczeniem jest zupełnie inaczej.
Ciężko dyskutować o cudzym, skoro trzeba ruszyć po własne. I to własne doświadczenie i set and settings jest związane bardzo mocno ze sobą. Na tyle mocno, że nie da się odbyć od początku takiej podróży bez właściwego otoczenia, czyli bez zapewnienia sobie, co przeżyliśmy, żebyśmy mieli ten czas na przetrawienie tych całych informacji, żebyśmy nie musieli wskakiwać od razu do tej samej rzeczywistości, z której wyskoczyliśmy, bo prawdopodobnie skończy się tak, że zaczniemy mimowolnie, czy chcemy, czy nie, dorabiać znaczenia do tych wszystkich nowych treści, które poznaliśmy. Ale te wszystkie znaczenia, które będziemy sobie dorabiali do tych treści, będą zawsze pochodziły z naszego świata. To będzie zawsze taki film dokumentalny, który próbujemy skleić z naszego życia, z tym, co właśnie przed chwilą nam się wydarzyło. Coś, co nas kompletnie zszokowało, coś, czego się w ogóle nie spodziewaliśmy. I to zawsze jest taka ryzykowna sprawa. Dlatego ten set and settings nie dość, że w naturalnych takich sytuacjach, w tych wszystkich plemionach, które używają substancji psychoaktywnych, jest czymś bardzo naturalnym. To jest owa impreza, którą cała wioska robi, do której się przygotowuje, żeby jeszcze zanim wskoczą w to doświadczenie, żeby już wtedy odrzucić takie stałe połączenie ze światem materii, żeby się tym za bardzo nie przejmować, bo wkraczamy w zupełnie inny wymiar, tak żeby nie zabierać ze sobą czegoś, czego i tak nie zabierzemy ze sobą, co i tak nam się zupełnie nie przyda. Także tam zaczyna się jeszcze chwilę wcześniej.
Stąd są różne opowieści o dietach, o przygotowywaniu się mentalnie, o tym, żeby sobie pomedytować przed tripem i tak dalej. Bardzo dobra rzecz. Ja oczywiście każdemu polecam, każdemu użytkownikowi, bo ten, kto nie używa, to niech nawet nie myśli o tym. Jeżeli cię to nie interesuje, słuchaczko i słuchaczu, to nawet nie próbuj tego robić, bo nie ma żadnej potrzeby. To bardziej wynika z naszej wewnętrznej potrzeby. Jeżeli czujemy, że jest ten czas, żeby się połączyć z tym innym światem, zsynchronizować się i zobaczyć, jak wygląda ten balans energetyczny, żeby go wyrównać w nas. Jest tu wiele różnych teorii na ten temat. Nie chcę was nimi wszystkimi zamęczać, bo to inna sprawa. To każdy z nas powinien też swoją własną kosmologię zbudować, bo to jest nasze indywidualne doświadczenie. Także nikt za nas tutaj niczego nie wymyśli i nikt za nas niczego nie opowie i nikt za nas tego nie przeżyje.
Także lepiej jest, myślę, wziąć sobie troszeczkę czasu wcześniej, żeby też nie podchodzić właśnie z marszu. I myślę, że jest to takie bardzo zdrowe podejście, że jest to taka pełna świadomość uczestniczenia w tym procesie łączenia się z troszeczkę innym wymiarem, którego punktem wspólnym wcale nie jest materia, wcale nie są przedmioty i nie jest ten cały fizyczny świat dookoła nas, tylko jest coś, co dzieje się gdzieś na zupełnie innej płaszczyźnie. I dobrze jest ten jeden dzień zacząć się trochę odstrajać od tego stałego, twardego wymiaru po to, żeby nie ciągnąć zbyt wiele spraw za sobą, bo ich się po prostu nie da ciągnąć. Możemy stracić dużo energii i akurat te rzeczy mogą nas ściągnąć w połowie tripu w dół. Kolejna rzecz, taki klasyczny set and settings, który my nazywamy już set and settings tutaj w naszej cywilizacji, czyli żeby sobie znaleźć spokojne miejsce. Ja zawsze postuluję o miejsce z naturą. Teraz jest sezon grzybowy i z tymi substancjami jest w ogóle bardzo ciekawa sprawa, że one też poniekąd może nie wymuszają na nas, ale bardzo często, jeżeli się cofniemy do wszystkich tradycji związanych z przyjmowaniem tych substancji i dealowaniem tej rzeczywistości, jest to połączone z robieniem tego dokładnie w miejscach, gdzie te substancje rosną. To nie jest do końca tak, jak my to pojmujemy w odbiorze aptekarskim, że jesteśmy chorzy, idziemy do apteki, kupujemy proszki, wracamy do domu, łykamy proszki w domu i w domu dochodzimy do siebie. Tam jest troszkę inna metodologia, zupełnie inna percepcja rzeczywistości od tej strony. Jeżeli idziemy po przysłowiową tabletkę w cudzysłowie, czyli idziemy po grzyba albo po jakąś roślinę, to robimy dokładnie to w miejscu, w którym ta roślina występuje, po to, żeby odebrać całe spektrum tej sytuacji, tej informacji.
Ponieważ normalne jest to, że ta roślina, którą właśnie zużyjemy, czy też ta substancja, która się pojawi w naszym organizmie, jest związana ze światem, w którym wyrasta. I to nie jest do końca tak, że to jest gdzieś obok. To jest to naturalne połączenie z materią, która tu funkcjonuje, że właściwie nie musimy od niej uciekać. Po prostu musimy zapomnieć o rzeczach, które my produkujemy, o naszej aktywności, o tym, co my robimy. Przyjrzeć się roślinom, zobaczyć na to, co jest dookoła nas, nic więcej. Nie zabierać ze sobą swojej własnej, że tak powiem, produktywności i efektywności i skorzystać z tej informacji, która jest obok nas, ale na troszeczkę innym wymiarze, na troszkę innej częstotliwości. I to jest chyba taki podstawowy set and setting, żeby robić w miejscach, w których te rośliny rosną. Oczywiście nie zawsze jest z tym taki komfort, bo nie zawsze jest fizycznie taka możliwość w naszym świecie. Nie żyjemy wszyscy w dżungli. Niektórzy z nas być może mają to szczęście, że czasami po prostu bywają w takich miejscach i to jest o wiele łatwiejsze robić wszystko na miejscu, gdzie wszystko jest ze sobą cały czas nieustannie powiązane, połączone od tysięcy lat.
Ta informacja, wiadomo, jest wtedy mocniejsza. Niemniej jeżeli używamy roślin, to najlepiej robić je, że tak powiem, w otoczeniu roślinnym. To jest chyba taki najzdrowszy pomysł na to wszystko, żeby nie uciekać od tej informacji, żeby korzystać z tej informacji, która jest tu z nami i nie robić tego w domu, nie robić tego w otoczeniu różnych dziwnych, szalonych przedmiotów, tylko robić to tam, gdzie te rośliny rosną. To jest taka moja refleksja na temat używania między innymi grzybów z psylocybiną, czyli w ogóle psylocybiny. Ostatnim miejscem na używanie psylocybiny jest miasto. Ostatnim miejscem na używanie psylocybiny jest pomieszczenie zamknięte. Nie wiem jak wy. Jeżeli ktoś z was używa psylocybiny, korzysta z tej substancji i ma jakieś inne doświadczenia, to zapraszam, żeby zadzwonił. radionafali.com taki jest adres na Skypie. Natomiast moje doświadczenie jest takie dosyć radykalne, bym powiedział.
Absolutnie odradzam sobie samemu robienie tego w domu, robienie tego w zamkniętych pomieszczeniach. To w ogóle nie działa i w ogóle z dala od tak zwanej cywilizacji. Jest to taka elementarna sprawa przy tej substancji, ponieważ ona się zupełnie nie chce kleić. Percepcja, która się pojawia po zdealowaniu tych substancji, zupełnie nie chce się kleić z tym światem, który wymyśliliśmy i konstruujemy dookoła. Jest bardzo często w mocnej opozycji, jakby ten świat wysyła zupełnie inną informację do nas. Wszystkie te urządzenia techniczne, zaprojektowane rzeczy, niekoniecznie może przez nas. Wystarczy, że mamy meble dookoła siebie. Te meble są zaprojektowane w sposób zupełnie niecywilizacyjny i kiedy wracamy do mamy natury, odpalamy te wszystkie receptory w głowie, dzieje się ta niesamowita historia. Może być tak, że te rzeczy nie będą do siebie absolutnie pasowały i będą powodowały ten dysonans poznawczy. Te substancje mają to do siebie, że są dosyć radykalne i w przeciwieństwie do takiego doświadczenia zdobywanego w taki zwyczajny sposób, że usiedliśmy w fotelu, mieliśmy ten strzał DMT podczas bardzo krótkiej drzemki, mieliśmy to przerwane doświadczenie.
Zaszliśmy na tej drabinie gdzieś w połowę i spadliśmy z tej drabiny i zaczynamy się bać. Próbujemy to wszystko opisać. Tu jest zupełnie inaczej. Tu potrzeba po prostu spokoju na to wszystko. Trzeba na to czasu. I dobrze jest sobie ten czas dać i otoczenie przede wszystkim. To otoczenie musi też pasować do tego tripu. Nie można tego zrobić w fotelu, ponieważ wtedy może być tak, że cały ten świat zewnętrzny będzie próbował się wyzwolić. Całe nasze doświadczenie się w tym momencie właściwie wyzwala z tego świata zewnętrznego, ale ciężko się wyzwoli z tego świata, skoro nas wszędzie otacza. Gdziekolwiek byśmy się nie obejrzeli i nie rozglądnęli dookoła, otaczają nas przedmioty, a tego nie szukamy w ogóle.
Przenosimy się do innego wymiaru, w którym przedmioty nie grają żadnej roli. I może być taki problem poznawczy, taki bardzo duży dysonans. Także lepiej się pozbywać tych dysonansów, ponieważ mamy zdobyć doświadczenie. Przynajmniej taka jest moja refleksja, że idziemy po informację, a jak idziemy po informację, to nie po to, żeby zabierać ze sobą plecak z naszym bagażem doświadczeń. Go i tak mamy wystarczająco dużo, także możemy to zostawić w domu. Wystarczy, że pójdziemy na łąkę, weźmiemy jak najmniej rzeczy, żeby ich wszystkich nie pogubić ze sobą gdzieś tam w lesie. I to jest chyba najlepsza opcja, przynajmniej według mnie. I to jest taki klasyczny set and settings, który właściwie nie jest niczym specjalnie nowym, pomimo że termin jest wymyślony w latach 60., właściwie 50., to właściwie jest to odtworzenie takiej samej naturalnej sytuacji, która funkcjonuje we wszystkich tych plemionach, u wszystkich tych ludzi, którzy dealują z tymi substancjami, korzystają z tego momentu punktu synchronizacji pomiędzy światami od setek tysięcy lat. Właściwie nie wiadomo kiedy. Wiadomo, że jesteśmy tak zaprojektowani.
Chyba każdemu, nie wiem, czy każdemu, ale ogólnie znane są badania naukowe na temat naszego mózgu i receptorów w naszym mózgu. Właśnie owych receptorów odpowiadających za przyjmowanie owych substancji, chociażby takich jak psylocybina, LSD czy meskalina, iboga, chociażby samo cannabis. Okazuje się, że mamy specjalne receptory tylko i wyłącznie dedykowane tym substancjom. I to nie jest zupełny przypadek, bo część ludzi opisujących te swoje przerwane doświadczenie, straszących nas tym strasznym światem, gdzie jakieś reptilianie biegają, jakaś Rada Galaktyczna walczy z drugą Radą Galaktyczną i wszystkie te historie boją się chyba właśnie tego momentu, że to doświadczenie jest bardzo synchronizujące, że nie pozostawia miejsca na szalone dywagacje, że przenosi nas w całości do tego drugiego wymiaru i nie ma, że to tamto. I to jest chyba taki podstawowy strach. Dlatego lepiej, jeżeli chcemy zdobyć jakąś informację, skorzystać z tego. I tam jest jeszcze taka historia, że często wielu z tych ludzi mówi, że to jest coś z zewnątrz, że to jest sztuczna substancja podawana do organizmu, że to jest jakiś tak zwany narkotyk, że to nie jest esencją nas samych. Ale tutaj wystarczy sięgnąć po odrobinę dowodów naukowych, bo już akurat szczęśliwie biologia jest już na tym poziomie, że przyznaje się do tego i potwierdza to, że mamy te specjalne receptory w mózgu, które nie reagują na żadne inne substancje poza dokładnie tymi specyficznymi molekułami i to one aktywują w nas wszystkie te procesy. To jest troszeczkę tak, że wielu ludzi mówi, że można na przykład tylko ćwiczyć medytację, ale już jakaś substancja jest za dużo i tak dalej. Wszystkie takie samoograniczające się sytuacje, znaczy sytuacje, w których się samoograniczamy.
Moim zdaniem jest to troszeczkę szkodliwe podejście do tego i taka trochę bufonada, bym powiedział, nie obrażając nikogo, ponieważ ciężko jest z tego punktu widzenia potraktować jakiekolwiek doświadczenie, przeżyć doświadczenie od początku do końca. Jeżeli naprawdę chcemy przeżyć doświadczenie, to po prostu przeżyjmy je i zróbmy sobie ten setting. Nie zastępujmy doświadczeń czymś innym, bo to jest troszeczkę tak, jakbyśmy chcieli napić się herbaty, ale akurat zrobiliśmy sobie kawę albo napiliśmy się wody. Jeżeli chcemy herbaty, to powinna być herbata i nasze receptory są przygotowane do tego, żeby napić się herbaty. Jak na ironię okazuje się, że rodzimy się z tymi receptorami od samego początku, że to jest taki specjalny punkt w naszej głowie, takie właściwie specjalne punkty w naszej głowie, specjalne elementy naszej anteny, które wygląda na to, są zaprojektowane od początku do końca po to, żebyśmy mieli możliwość tego kontaktu, tego balansowania się, zbierania informacji, korzystania z niej, łączenia się z innymi wymiarami. Że nie jest to przypadek, bo oczywiście to jest kwestia koncepcji, czy wierzymy w przypadek, czy wierzymy w chaos. Osobiście w chaos nie wierzę, także dla mnie absolutnie nie jest to kwestia przypadkowa, że mamy takie receptory i że tymi receptorami, wydaje mi się, powinniśmy się posługiwać, bo po to zostały wmontowane w naszą głowę, po to dokładnie zostały dopasowane tylko i wyłącznie do tych molekuł. Żadna inna nie przejdzie przez te końcówki neuronowe. Absolutnie. Tylko i wyłącznie te.
Nie musimy tego robić codziennie, bo też nie jest to historia bycia cały czas na jakimś gigantycznym, psychodelicznym tripie, bo to też nie ma sensu. Inna sprawa, że te substancje mają taki zabawny element, który można powiedzieć jest samoogranicznikiem. Czyli że jeżeli zrobimy za dużo tych substancji, to one przestają na nas działać. To jest klasyczna historia z LSD, przypuśćmy serię sesji, że pomiędzy sesjami musi być przerwa kilku dni, ponieważ następuje bardzo duża tolerancja mózgu automatycznie i po jednej takiej dużej dawce LSD następnego dnia, gdybyśmy nawet wypili wiadro LSD, to i tak nic nie zadziała na nas. Wszystko spłynie po nas jak woda po kaczce. Tak się nasz organizm elegancko dostosowuje do tej całej informacji, że sam właściwie pobiera tyle, ile trzeba. Tylko trzeba mu dać impuls. I tym impulsem do poboru tych informacji, do odpalenia tej części anteny w naszej głowie są owe substancje psychoaktywne, psychodeliczne, zwał, jak zwał, neurotransmitery, eurogeny i tak dalej. Opisów na to jest masa. I to jest to pełne doświadczenie, które nas przestraja.
Historia z tymi substancjami polega też na tym, że jako że jest to substancja przyjmowana z zewnątrz, chroni nas przed tym momentem, że doświadczenie może zostać zerwane. Oczywiście nie do końca, bo jeżeli jesteśmy pod wpływem tych substancji i znajdujemy się na przykład pod wpływem psylocybiny w środku miasta, to jest generalnie dramat. Albo jesteśmy w pomieszczeniu zamkniętym, to jest jeszcze większy dramat. Tu może być bardzo poważny problem, bardzo duży dysonans poznawczy. Możemy mieć bardzo złe doświadczenie, zwyczajnie mówiąc, a jeżeli się wybierzemy na łąkę, to wszystko jest okej i grzyby nas niejako zabezpieczają przed tą sytuacją. Jeżeli my siebie sami zabezpieczamy, wylądujemy na tej łące, czyli damy szansę, damy tą przestrzeń samemu sobie, damy spokój i ciszę, to grzyby spowodują na przykład, że ta wyprawa będzie nieprzerwana, że to wszystko będzie szło cały czas, że nie będzie tego dzwonka, który gdzieś tam dzwoni, nie będzie tego telefonu, który zadzwoni, nie będzie łyżeczki wypadającej z ręki, która nas nagle budzi z naszego wizyjnego snu, tudzież z naszego doświadczenia, że wszystko będziemy mogli sobie spokojnie przeżyć od początku do końca. I to jest, myślę, bardzo istotna sprawa, bo te substancje zapewniają nam taki pełny trip od początku do końca, że możemy zdealować tą całą informację. Mamy na to parę godzin. To jest naprawdę sporo czasu. Jeżeli jedna sesja jest za mało, możemy sobie zrobić parę sesji, przeżyć to wszystko od początku do końca, zapytać się tych postaci po drugiej stronie, o co chodzi i na czym polega cała ta historia.
Mamy czas, mamy po prostu czas. Możemy to zrobić. Normalnie jest z tym troszeczkę problem, bo Święta łyżeczka, telefon zadzwoni albo nasze skojarzenie z rzeczywistością się odezwie. Budzimy się z tego snu na Sofie. Jesteśmy gdzieś tak zawsze w połowie drogi. A ten set and setting wcale nie jest taki głupi, bo on chyba odpowiada za utrzymanie naszego zdrowia psychicznego. Często się słyszy, że ludzie pod wpływem substancji psychoaktywnych troszeczkę zwariowali. Poza tym, że w 99,9% jest to urban legend i są to takie propagandówki po to, żebyśmy wszyscy wierzyli, że te substancje są szkodliwe, że nam zaszkodzą, że powinniśmy łapać za jakieś piwo albo za jakąś flaszkę, czy jakoś tak i to nas, że tak powiem, postawi bardziej do pionu. To właściwie chyba nic tam nie ma, bo w rzeczywistości jest troszeczkę inaczej. Pod tym warunkiem, że oczywiście sobie sami zbudujemy to miejsce we właściwy sposób.
A tymczasem, moi drodzy, jakaś muzyczka. Tak gadam o budowaniu tego miejsca, o tym set and setting. Takie troszkę grzybowe opowieści, troszeczkę o tym, jak zdealować to doświadczenie, przynajmniej od mojej strony. Może się kiedyś komuś przyda. I don't know. A wysłuchasz oczywiście Radia Nafali, ja mam na imię Tomek, a audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”. Jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zatem pozdrawiam słuchaczy oczywiście Marcynowego Radia Nafali, peace and love, kochani, Radia Paranormalium, peace and love. Ja tymczasem sobie siedzę na czacie Radia Nafali. Tam jednym okiem podczas słuchania muzyki zaglądam, a wy jak chcecie troszkę pouczestniczyć, odezwać się głosowo to telefon na Skype i Skype: radionafali.com i śmiało was odbieram i słucham.
Jeżeli macie oczywiście jakieś refleksje związane z podróży właśnie na różnych substancjach. Ja mam taką refleksję, którą chcę zamknąć tę garść refleksji na temat właśnie set and settings, że jest oczywiście zawsze pytanie, wielu ludzi się boi, czy przypadkiem nie będzie tak, że te substancje wysadzą mnie gdzieś na orbitę tego świata i już nie będę mógł tu wrócić do tej normalnej percepcji, z którą funkcjonuję tu i teraz, że te sprawy są dla mnie ważne. Muszę zrobić to, to i tamto i to jest cholernie ważne. Brutalna prawda jest taka, że bardzo wysokie prawdopodobieństwo, jeżeli nie 99,99% jest takie, że oczywiście wysadzą nas z tego świata i zawsze wysadzają i nie będziemy mogli wrócić do siebie sprzed. Bo jest to tak, że tak powiem, zmieniające doświadczenie, to jak zobaczyć po prostu swoje własne odbicie w lustrze po raz pierwszy w życiu i nagle zrozumieć, że się wygląda jak się wygląda i że jest się czymś takim, a nie innym. Jest to takie bardzo intensywne, w każdym razie na tyle intensywne i na tyle mocne doświadczenie, że nie da się już później żyć w taki sam sposób, jak się żyło wcześniej, bo to tak jak wspomniałem wcześniej, zauważamy chyba, że jest więcej niż mniej i zaczynamy sobie zdawać sprawę, że świat może być troszeczkę większy dookoła nas. Nie wszystko dzieje się tylko i wyłącznie w tej części widocznej, słyszalnej i odczuwalnej fizycznie, że jest ta część poza naszą percepcją. Oczywiście wiemy o niej, że ona istnieje. To wszystkie opowieści o duchach, o wychodzeniu spoza ciała, o ludziach, którzy leczą w dziwny sposób i tak dalej. Boimy się tego, że jak wyjdziemy i wrócimy z powrotem, to już nie będziemy tacy sami.
I co dalej? Co z naszymi wszystkimi sprawami? Czy nasze życie się rozsypie? Bo jest taka główna obawa, że przecież wrócimy z takiej wyprawy z powykręcaną głową i nasze życie legnie w gruzach. Na szczęście jest zupełnie odwrotnie. Te wyprawy pomagają nam stalić te najbardziej esencjonalne sprawy w naszym życiu, czyli nasze relacje z ludźmi. Przede wszystkim nasze relacje z samym sobą. To taka elementarna sprawa, o której wspominałem nie raz. Tu się zasadzam troszeczkę na odcinek taki bardziej naukowy, żeby opowiedzieć wam o wynikach badań prowadzonych nad właśnie psylocybiną i różnymi substancjami tego typu, ayahuascą między innymi. O tym, jak ludzie wracają po bardzo ważnych problemach ze sobą, po bardzo ciężkich traumach, po na przykład stresie pourazowym do siebie.
Ponieważ to takie naturalne lekarstwo. Wychodzimy do innego świata i moja opinia jest taka, że synchronizujemy się ze sobą, bo na co dzień żyjąc tylko i wyłącznie tu, w tej materii, to jest trochę tak, jakbyśmy największą uwagę kładli albo na lewą, albo na prawą nogę, albo na jedną rękę, albo na drugą. I zawsze jest tylko jedna kończyna, bo my żyjemy tylko w takim bardzo fizycznym wymiarze, który obsługuje jedną kończynę i zawsze jest tak, że wszystko inne się ciągnie za nią. Zamiast dziarsko maszerować, używać rąk, nóg i całego naszego organizmu, my używamy czasami tylko jednej nogi, tylko tego wymiaru. Natomiast nasza istota, a przynajmniej taka jest moja koncepcja, jest o wiele większa. Oczywiście jasne, że są pewne niuanse związane z tym, że nie da się już wrócić do poprzedniego życia, że to nas zmienia trwale. Oczywiście możemy sobie później wykręcić głowę, wrócić do poprzedniego życia, ale to już nie dzieje się tak samo. Także właściwie, jak mówi stare powiedzonko, nie da się wrócić do tej samej rzeki, ponieważ woda w rzece ciągle płynie i właściwie nigdy nie ma powrotu do tego samego miejsca, w którym byliśmy wcześniej. Wszystko się zmienia dookoła nas i to jest dokładnie taka sama sytuacja, tylko że tu zmienia się o wiele szybciej. Ten proces następuje o wiele bardziej raptownie, bo dzieje się to w ciągu jednego wieczora, czasami całej nocy albo jednego dnia.
Dodajmy sobie ten ekstra dzień po tripie, gdzie dobrze jest usiąść sobie w ciszy, spokoju i sobie przemyśleć wszystkie te rzeczy. Generalnie nam się to rozciąga na dwa dni i te dwa dni czasami są większym doświadczeniem niż całe nasze dotychczasowe życie. Także może zmienić bardzo wiele w nas. To na pewno zmienia bardzo wiele i konsekwencją tych zmian, tego, że zaczynamy dostrzegać siebie w troszkę innym wymiarze, jakby bardziej pełnym, zaczynamy widzieć wagę pewnych sytuacji taką, jaka jest dla nas w rzeczywistości. I to jest właśnie ta zmiana. Także nie należy się tego bać. Inna sprawa, że oczywiście przecież właśnie po to to robimy. Właśnie o to tu chodzi, żeby się zmienić. Wielu z nas nie chce zmieniać. Chcemy tylko poznać taką prawdę, bardzo logiczną, żeby mieć jakiś argument logiczny.
To jest uprawianie tej nieustannej gry. To jest właśnie to łapanie duchów na kliszach fotograficznych troszeczkę. To jest ta próba łapania statków kosmicznych na kliszach fotograficznych, tych wszystkich pojazdów. To jest ta próba łapania reptilian na filmach. No i wszystkie te opowieści, proszę państwa. Nie do końca oczywiście, bo często trafiamy na bardzo ciekawe zdjęcia różnych dziwnych obiektów na niebie, które się manifestują w naszym wymiarze. I chwała ludziom za to, że w ogóle siedzą z tymi aparatami i to robią, bo dzięki temu ja na przykład mogę skonfrontować swoje doświadczenia czysto osobiste, takie, które ja przeżyłem, z tym, co na przykład dzieje się czasami właśnie w obiektywie takiego aparatu, który fotografuje takie bardzo dziwne zjawisko na niebie i nie wiadomo, o co chodzi. Także to jest dla mnie niesamowita frajda i bardzo sobie to cenię, że mogę skorzystać sobie w tym wymiarze z tej frajdy. Bardzo to lubię, ale cieszę się z tego dlatego, że mam swoje własne doświadczenie i mam tą drugą historię. Mogę przyłożyć te historie naraz.
Mam pewną sprawę we własnej głowie, mam pewną refleksję i to mi wszystko elegancko pasuje. Ale tej zmiany chciałem. Właśnie po to to robię, żeby zmienić, żeby nie opierać się tylko i wyłącznie na tej jednej rzeczywistości, w której żyje tylko część z nas, część materialna. Tu jest ten duży znak zapytania, czy ta rzeczywistość, do której wracamy, ma taki duży sens? Czy wszystko jest okej w tej przestrzeni, którą tu tworzymy jako cywilizacja na Ziemi? Bo to jest taki kolejny bardzo silny aspekt używania substancji psychoaktywnych, że po powrocie z tripów zaczynamy sobie zdawać sprawę, jak głęboko i jak mocno dysfunkcyjna jest cała ta kultura, w której dorastamy, cała ta cywilizacja i jak bardzo szalona jest. Poczynając od wszystkich tych teologicznych dysput na temat nieistniejących spraw, które właściwie zawłaszczają naszą osobowość, poprzez kwestie na przykład budowania społeczeństwa opartego na strachu i zobowiązaniach nieustannych. To jest ta cała historia związana chociażby z nieustannymi kredytami i z tym, że wszyscy właściwie żyjemy nieustannie na kredyt. Tak jest skonstruowana cała ta finansowa rzeczywistość. Myślę, że doskonale wszyscy wiemy.
Żyjemy troszeczkę pod dyktando innych, przynajmniej od tej materialistycznej strony, bo my sobie nie drukujemy pieniędzy. Taka jest prawda. Musimy te pieniądze gdzieś zdobywać. To jest ta iluzja, że jest to szalenie ważne, bo przecież bez tego zamarzniemy w domach, bo kto zapłaci za ogrzewanie, gdzie będziemy mieszkać i tak dalej. Wszystkie te historie. Także jest to taki duży znak zapytania, bo cokolwiek by nie mówić po tej podróży, kiedy widzimy samych siebie, że tak powiem, wręcz nago, na bosaka na łące i wiemy, jak to wszystko wygląda, wiemy, co jest nam potrzebne, a co nie do szczęścia. Powrót do takiej normalnej cywilizacji jest czasami problematyczny. Nie jest to nic dziwnego, szczególnie po pierwszych tripach, szczególnie właśnie po tych pierwszych wyprawach, a już po pierwszej wyprawie czasami jest to bardzo mocny szok poznawczy, żeby wrócić do takiego starego życia, do takiej starej opowieści, którą prowadziliśmy. Wręcz się nie da. Po prostu widzimy na każdym kroku, jak ta opowieść jest dysfunkcyjna.
I nie jest to zawsze przyjemne doświadczenie. Dlatego ja właśnie polecam ten jeden dzień ekstra, żeby sobie pomyśleć, żeby od razu nie wskakiwać w ten wielki wir, w ten kocioł tego całego zamieszania, takiej rzeczywistości, którą sobie wymyśliliśmy, że jest jedyna i dominująca, bo wcale tak nie jest. Słuchajcie, najlepszym powodem moim zdaniem, może nie powodem, najlepszym argumentem na to, że nie jest to jedyna istniejąca rzeczywistość, jest chociażby uczucie miłości. To nie jest uczucie, które da się sfotografować. To nie jest uczucie, które da się zmierzyć, ale to jest uczucie, które tworzy nas jako ludzi. Bo gdyby nie miłość, ludzie by się nigdy nie spotkali, nie byłoby dzieci, te dzieci nie miałyby kolejnych dzieci. Ale jest to takie uczucie, którego się nie da werbalnie opisać. Nie ma definicji. Oczywiście zawsze można się pokusić o jakąś definicję słownikową. Na pewno kilka już jest na świecie, nawet nie na pewno, nawet nie tylko na 100% są jakieś definicje tego zjawiska, tej esencji, że tak powiem, życia.
Ale żadna z tych definicji nie wyczerpuje tego tematu. Absolutnie. Nawet w większości przypadków się po prostu tylko i wyłącznie ślizga po takich materialistycznych aspektach tego zjawiska, po tym, co się dzieje, kiedy jesteśmy zachowani. Natomiast w żaden sposób nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć tego procesu, który w nas zachodzi. Wiem, że zmieniamy się, że zaczynamy widzieć świat w inny sposób i tak dalej. Ale jest to, tak jak cały czas mówię, doświadczenie, które jest pozawerbalne. Nie da się go skategoryzować, opisać, zamknąć w szufladzie, mierzyć. Naukowcy próbują mierzyć puls, robić różne dziwne rzeczy i tak dalej. Szukać powodów, dla którego chłopakowi się spodobała taka, a nie inna dziewczyna i wysnuwać z tego jakieś statystyczne wnioski, że ta część lubi blondynki, ta brunetki, ta szatynki i tak dalej, a dziewczyny z kolei lubią takich chłopaków, takich i takich, bo prawdopodobieństwo jest takie a takie, bo w tabeli wychodzi tak i tak. Oczywiście wiemy, że to wszystko jest nieprawda, bo ilość tych wyjątków, które odstają od reguły, kompletnie zabija wszystkie te reguły.
Bo gdyby była jakaś reguła, to musiałaby się potwierdzać w 100%, chociażby nawet w większości ilości procent. Ale niestety tak nie jest. Tudzież stety szczęśliwie. I dokładnie jest z tymi samymi doświadczeniami. I właściwie nie da się przyłożyć do takiego świata poznawczego, który sobie wybudowaliśmy jako cywilizacja, nie da się przyłożyć kwestii zaufania do pieniędzy. I to jest jedna z takich wielu istotnych spraw, które widzimy często po powrocie z tripów. Właśnie owa kwestia zaufania do nas samych. I tu jest bardzo mocny dyskomfort, jeżeli chodzi o odczuwanie rzeczywistego świata. Ja pamiętam swój pierwszy powrót z takiego naprawdę potężnego pierwszego grzybowego tripu. Powrót do cywilizacji był koszmarny.
Widziałem wszystkie niedociągnięcia tej cywilizacji. Widziałem wszystkie te momenty, gdzie to się wszystko wywraca, gdzie jest to postawione głową do góry nogami, gdzie nie powinno tak być. Jest to takie doświadczenie, które towarzyszy bardzo wielu podróżnikom i jest to normalna rzecz, szczególnie przy pierwszych tripach, gdzie właściwie zanim złapiemy ten kontakt z tymi wszystkimi wymiarami, zanim się zbalansujemy, jesteśmy na pozycji odkrywcy. Jesteśmy na pozycji człowieka, który właściwie wchodzi w nową, nieznaną sobie wcześniej rzeczywistość. Także normalną sytuacją jest to, że wracając z tej rzeczywistości, mając w głowie jeszcze wspomnienie tego zupełnie innego świata, który jest obok, a który jest właściwie częścią tego świata i możemy skorzystać z tej informacji, która tam jest, przenieść na naszą rzeczywistość i żyć jak normalne, zdrowe istoty, bez żadnego szaleństwa. Jest z tym troszkę problem. Poczekajcie, mam tu telefon. Halo, halo! Witam panie Marcinie.
[01:13:16] - Halo, dobry wieczór.
[01:13:17] - Dobry wieczór szanownemu panu. Jak zdrówko?
[01:13:19] - Witam Tomku. Bardzo dobrze. U ciebie?
[01:13:21] - Doskonale, dziękuję bardzo.
[01:13:23] - Doskonale. Tak cię słucham, fajnie opowiadasz. Bardzo fajnie. Jakbym normalnie był tam jeszcze raz.
[01:13:32] - Dziękuję bardzo. Ja właśnie siedzę i sobie przypominam ten swój pierwszy trip z tym dysonansem, gdzie zjeżdżałem. To była dokładnie Jelenia Góra. Widziałem kominy elektrociepłowni i razem z przyjaciółmi mówiliśmy: „Man, to nie powinno tak być. Są inne metody. Nie musimy wcale budować świata w taki destrukcyjny sposób”. To było bardzo mocne przeczucie i to było bardzo konfrontacyjne. Powrót z pierwszych wypraw, moim zdaniem, jest bardzo konfrontacyjny. Jaka jest twoja opinia na ten temat?
[01:13:58] - Wiesz co, różnie. Moją pierwszą wyprawą, taką intensywniejszą, powiedzmy sobie, była ayahuasca właśnie. Natomiast to było, można powiedzieć, mało wizyjne, mimo wszystko. Przechodziłem swój proces.
[01:14:17] - Czyli ta zdrowotna ayahuasca, tak? Bo są różne rodzaje. Wiem, o co chodzi. Też korzystałem i z jednej, i z drugiej. Korzystam właściwie do dziś.
[01:14:27] - I bardzo dobrze. Bardziej się to skupiło na jakimś takim, można powiedzieć... Wiele bólu wyszło, powiedzmy sobie, fizycznie, mnóstwo łez i tak dalej. Natomiast wizyjnie mało. A jeżeli chodzi o taki już naprawdę bardzo potężny i wizyjny trip, to chyba podobnie jak u ciebie – psylocybina.
[01:14:53] - Jest to potężne.
[01:14:55] - Tak. I to było chyba najbardziej transformujące doświadczenie życia mego. Tak mi się wydaje. Znaczy, jestem pewny. Jestem przekonany. Natomiast proces, tak jak tutaj ty mówisz, że warto sobie ten jeden dzień po zostawić wyluzki. Ja potrzebowałem troszkę więcej jak jeden dzień.
[01:15:21] - Jest taka bardzo ciekawa rzecz. Nie wiem, czy kiedyś wspominałem w audycji. Terapeuci w latach 50. pracujący z LSD bardzo doradzali swoim pacjentom jedną rzecz: żeby nie podejmować żadnych bardzo istotnych decyzji w swoim własnym życiu po tym tripie przez okres około trzech do czterech tygodni, żeby dać sobie ten czas na to, żeby ochłonąć, bo to nie jest nawet kwestia jednego dnia, o czym doskonale wiesz. Ja tak minimum ten jeden dzień po to, żeby posiedzieć w ciszy i spokoju. Oczywiście się transformuję dalej po ostatniej ayahuascy. Przyznam ci się szczerze, trwało to z tydzień czasu, ale była bardzo mocna, także przez trzy dni czułem w sobie.
[01:15:59] - Grzybki mają to do siebie, że fajnie można wzmocnić ich działanie na różne sposoby, na przykład z kakao. Nie wiem, czy słyszałeś.
[01:16:07] - Tak. Ja polecam witaminę C. Zdecydowanie polecam bardzo mocno witaminę C. Pomarańcze. W nich jest DMT. Znaczy nie ma zbyt dużo, ale ta śladowa ilość zawsze. Ja też łączę troszeczkę. Tu się przyznam, że Salvia divinorum także zdarza się.
[01:16:25] - Czaię, o co chodzi. Słucham już radio długo, Hiperprzestrzeń, to archiwalnie. Wiele audycji przesłuchałem sobie. Często wspominasz właśnie o ayahuasce, o grzybach i tak dalej. A słuchaj, temat San Pedro albo pejot jest ci znany?
[01:16:45] - Jest mi znany, ale nie jest mi znany na tyle, żebym chciał o nim głośno mówić. Po prostu nie czuję się w takiej pozycji, żeby jeszcze o tym mówić. Być może pewnego dnia nadejdzie taki moment, że zbiorę troszkę więcej doświadczeń i będę mógł o tym śmiało powiedzieć. Na razie jeszcze nie czuję w sobie tego. Wiesz, jest to bardzo podobne oczywiście, aczkolwiek uważam, że każda roślina ma troszeczkę inny bagaż doświadczeń. Na razie zacząłem łączyć doświadczenia kilku roślin, kilku substancji, ale to jest proces. Niech to trwa.
[01:17:21] - Tak, niech to trwa.
[01:17:22] - Niech to trwa na razie. Nie chcę tego oceniać, nie chcę stawiać jakiegoś statementu pod tym, że to jest to, to jest tamto. Myślę, że chyba istotne jest, przynajmniej dla mnie, żebyśmy pamiętali, że uczestniczymy w pewnym procesie i są to substancje pomagające nam zrozumieć, że jesteśmy taką bardzo, że tak powiem, w cudzysłowie szeroką postacią żyjącą na wielu planach, nie tylko tu i teraz. I to jest taki bardzo istotny punkt.
[01:17:46] - Tak jest. I chyba przy każdej jakiejkolwiek substancji, jakiej byśmy nie używali, ważna jest intencja chyba. Po co to robimy w ogóle? Mi się wydaje, żeby wiedzieć.
[01:17:56] - Wiesz co, nie wiem właśnie, jak z tym jest. Bo część z nas wiedziała dokładnie, dlaczego chce to zrobić, a część z nas zrobiła to tylko i wyłącznie z ciekawości. I też była to dobra metoda, dobry początek. Ja czasami mam takie podejście, że jakakolwiek nie byłaby motywacja za tym, żeby zacząć, okej, że jest jakakolwiek, rozumiesz? Informacja, która przychodzi stamtąd, jest naprawdę na tyle intensywna, że nawet jeżeli ten powód jest bardzo egocentryczny, to najwyżej nasze ego zostaje tak, że tak powiem, rozłożone na pierwiastki pierwsze, że wszystko będzie dobrze.
[01:18:31] - Dokładnie. Nie wiem, czy kojarzysz człowieka, dość znany w mediach. Ostatni film jego właśnie dotyczący San Pedro, zatytułowany film jest chyba „Huachuma”, jakoś tak. Aubrey Marcus się koleś nazywa. On taki zrobił właśnie krótki materiał, krótki filmik bodaj cztero-, czterej i pół minutowy na YouTube, gdzie właśnie mówi o ayahuasce, o grzybach i tak dalej, i też wspomina właśnie o ibogę, o ibogainie. I pada coś takiego, że do tego właśnie chyba rdzennego nawet to było plemienia Bwiti w Afryce przyjechała grupa heroiniarzy.
[01:19:11] - Aha. Wiem, o który film ci chodzi. Okej.
[01:19:15] - Tak. I że kurde, 6% osób tylko po ibogainie wróciło do narkotyku. To jest niesamowite dla mnie. Mistrzostwo po prostu. Gdzie po prostu po odstawieniu heroiny dzieją się z tobą niesłychanie okropne rzeczy z organizmem generalnie. A iboga redukuje praktycznie do absolutnego minimum te objawy abstynencyjne. Niesamowite, że ludzie się uwolnili z nałogu tak ciężkiego.
[01:19:43] - Tak. Pamiętam jeszcze takie badania robione. Trudno nazwać to oficjalnymi badaniami, bo to wszystko było robione tak bardzo, że tak powiem, zakamuflowane było, żeby nikt nie robił problemów z tym jeszcze 20 lat temu, dosłownie z ibogainą, z ludźmi, którzy byli w ciągu heroinowym 15-letnim. Można porównywać do alkoholika, bo to jest dokładnie to samo. Alkoholizm jest troszkę gorszy pod tym względem, bo wyniszcza organizm bardziej niepozornie. Heroina po prostu robi to regularnie, cały czas tak, że człowiek systematycznie opada z sił. Natomiast alkohol cały czas jedziesz, jedziesz i nagle jest ten jeden dzień, dostajesz wylewu i znikasz. Nie jesteś w stanie tego przewidzieć. Natomiast heroinę jesteś w stanie przewidzieć. Widzisz, jak to niszczy organizm na bieżąco.
Anyway. Wysłano takich heroinistów 15-letnich. I co było fenomenem, nikt z nich nie miał objawów głodu heroinowego. Wszyscy doskonale wiedzą chyba od 40 lat, że ibogaina jest najlepszym lekarstwem, jeżeli chodzi o ciężkie uzależnienia i wyciąga ludzi w niesamowity sposób. Dlatego też jest nielegalna. To jest też druga strona medalu.
[01:20:51] - Oczywiście. Wiesz co też słyszałem? Chodzi mi o rdzenne plemię, o Bwiti w Afryce, którzy to robią. Były podobno przypadki śmiertelne.
[01:21:06] - Są przypadki śmiertelne z ibogą. To nie to, że były, tylko są, ponieważ trip trwa-
[01:21:11] - 24 godziny.
[01:21:13] - Czasami trwa nawet dłużej. Niektórzy mają jazdy przez trzy dni. Rozumiesz? Ktoś ci cały czas podaje wody, bo ty jesteś przez trzy dni w trakcie takich transformujących cię wizji. Były próby robienia tego w szpitalach w Stanach Zjednoczonych. Już nie pamiętam gdzie. To był tuż moment przed zdelegalizowaniem wszystkich substancji albo jakoś tak. Nieważne. Robiono to tak, że pacjent leżał w pokoju szpitalnym. I to musiało być przerażające, bo o ile w tym plemieniu masz do opieki szamanów i tak dalej, nie widzisz tych elektrycznych urządzeń dookoła ciebie, to myślę, że to najlepiej działa.
Natomiast ten setting zrobiony w szpitalach pod obserwacją jest czymś przerażającym, szczególnie podczas takiej potężnej transformacji osobowości, bo się okazuje, że przerabiasz swoje całe życie z poprzednimi wcieleniami. Przychodzą do ciebie duchy przodków, z którymi rozmawiasz i mówią ci, jaka jest twoja rola w tym pokoleniu. Są niesamowite opowieści z tych tripów trzydniowych i są ludzie, którzy nie wytrzymują tego tripu i schodzą. To jest bardzo rzadkie. Tam jedna osoba na, zdaje się, miliony prawie że czy jakoś tak. Nie jest to zjawisko takie, że każdy schodzi, ale zdarza się. Dlatego tam jest taka, nie wiem, czy słyszałeś, czy w ogóle jest w tym filmie, bo akurat filmu całego nie widziałem. Widziałem tylko zapowiedzi tego filmu i znam tą historię. To jest rola szamana, który sprawdza, czy tobie w ogóle można dać ibogę, czy w ogóle można ci podać, bo nie każdy jest w takim momencie, w którym się nadaje na tą ibogę i on po prostu mówi, że temu człowiekowi nie poda, bo ten człowiek może już nie wrócić na przykład z takiej wyprawy.
[01:22:49] - Okej, to nieźle. Tłumaczyłem taki artykuł. Zresztą to wiesz, niebawem zadziałamy w tym kierunku, to będzie szerzej, jeszcze będzie na to czas, inna audycja i lepszy mikrofon, ponieważ jestem teraz na takim stokowym. Jestem w kontakcie z gościem, który organizuje ceremonię. Łączy ibogainę z kambo. Z tym że tą ibogainę w takich mikrodawkach. Odkrył gdzieś bardzo mocną synergię między tymi dwiema substancjami i zdawał relację jeszcze tak nieoficjalnie, mailowo, że są przepotężne uzdrowienia czasem z tego połączenia.
[01:23:32] - Są. Ja tak ciekawe rzeczy obserwuję czasami przy ludziach od ayahuaski. Nie wiem, czy szczęśliwie, czy nieszczęśliwie miałem troszkę inny przebieg, ale u wielu ludzi włącza się na samym początku tych wizji, kiedy to są jedne z tych pierwszych tripów na ayahuasce, taka bardzo mocna potrzeba ucieczki od tego, wyłączenia się. Może nie tyle ucieczki, ile wyłączenia się na jakiś czas z tego świata cywilizacji. Bo ten syndrom poznawczy tych nowych rzeczy, które są kompletnie nowe, które widzisz i odkrywasz, jest tak potężny, że bardzo ciężko wrócić na co dzień do rzeczywistości, że rzeczywistość, w której żyjemy, jest przerażająca. Wtedy zdecydowanie bardziej niż bez tych substancji. Przynajmniej na początku. Później jest moment, kiedy możemy to bardziej okiełznać i wtedy wszystko jest okej, ale na początku ta percepcja jest naprawdę mocno wykręcona i te skoki przy pierwszych tripach pomiędzy tymi światami są naprawdę dosyć intensywne. Czasami ludzie się na tym zawieszają. To też jest dosyć częste zjawisko.
Ale w sumie przecież to właśnie robimy, właśnie o to chodzi, żeby się skonsolidować, że jeżeli nie podczas pierwszego tripu, to podczas kolejnego. Inna sprawa, że to też nie są substancje, które powinny się tylko i wyłącznie raz zrobić w sensie poznawczym, takim wiesz, jak się czyta raz książkę, żeby później wiedzieć, o czym rozmawiać. To troszeczkę na czym innym polega. Moim zdaniem polega na włączeniu pewnego procesu przez jakiś czas. Nie trzeba robić tego przez całe życie, tylko jako proces, ileś tam sesji, żeby dać sobie szansę, żeby to pierwsze doświadczenie nie zdefiniowało całego naszego życia, żebyśmy mogli pójść parę kroków dalej, żeby nie stać w pół kroku w takim przerwanym doświadczeniu i później pisać książki o reptilianach na przykład. Rozumiesz?
[01:25:15] - Tak. Słuchaj jeszcze, jeżeli mogę, jeżeli mamy jeszcze czas, to wcześniej wspomniałeś właśnie, że najlepiej, jeżeli chodzi o grzyby, to tam, gdzie je nazbierałeś, po prostu doświadczać tego wszystkiego. Czemu właśnie nie, powiedzmy sobie, nie mówię już tam o mieście zatłoczonym, gdzie non stop słyszysz jadące auta za oknem i tak dalej, jakieś trąbienie, jakieś pociągi. Ale jeżeli jest domek na wsi i jesteś tam, czujesz się tam bardzo bezpiecznie i przytulnie, to chyba jest okej, nie? Mi się wydaje.
[01:25:46] - Wiesz co, nie wiem właśnie, jakie są twoje doświadczenia, bo mam taką możliwość właśnie na górski domek w pięknym miejscu i tak dalej. Wiesz, wszystko jest pięknie. Tak naprawdę mogę usiąść sobie przy kominku, na którym drewno radośnie skwierczy i jest piękny płomień, ale nie da się w domu. Po prostu nie potrafię. Próbowałem kilka razy w różnych sytuacjach. Jest taki moment, od którego zaczęło się właściwie moje drążenie tego tematu, że poczułem, że zawsze mnie wyrywa, że jest za ciasno, że to jest za ciasna przestrzeń. Po prostu dealuję coś, co jest związane z niebem, z ziemią i otwartą przestrzenią. To jest roślina, która rośnie na otwartej przestrzeni. To jest roślina, która rośnie na łąkach i ta informacja, to pole rezonuje dokładnie w ten sposób. Jeżeli mam ściany, które mnie oddzielają od nieba, oddzielają od świata dookoła, automatycznie zaczynam czuć bardzo mocny niepokój i trip zaczyna być naprawdę przerażający.
To nie jest to otoczenie, to nie jest to miejsce. I próbowałem z paroma ludźmi, bo nie jestem jedynym człowiekiem, który miał tą samą refleksję i wielu z moich znajomych, nie będę wymieniał po imieniu i nazwisku, ale generalnie mam takich znajomych. Słuchajcie, próbowaliśmy, robiliśmy takie eksperymenty. Nie dało się. Po prostu się nie dało. Był taki moment, do którego już wręcz w ostatnim momencie wyrzucało nas z pomieszczenia. Po prostu uciekaliśmy. Troszkę przesadzaliśmy, bo trochę za bardzo eksperymentalnie podchodziliśmy do sprawy. No ale dzięki temu sprawdziliśmy. Przekonaliśmy się na własnej skórze, że nie warto tego robić w pomieszczeniu.
To się po prostu nie nadaje do robienia w pomieszczeniu. Źle się czuję w pomieszczeniu i praktycznie wszyscy moi znajomi mają dokładnie te same refleksje. Dopiero kiedy trip schodzi, kiedy już jest naprawdę po. Kiedy jest ten moment, że czujesz, że możesz już wrócić, to wtedy wracasz, ale tylko wtedy, kiedy czujesz. Natomiast w ogóle sam ten trip dla mnie jest bardzo mocno związany z tym, że to jest najlepsza opcja. Po prostu pójść w naturę. Żadnych ludzi, żeby było dziko. Natura, las. Wiesz, jeżeli chcesz się rozpłakać, możesz się spokojnie rozpłakać nad wszystkimi sprawami, które w nas siedzą. Wiesz, wszystkie rzeczy, które są związane z tą transformacją naszej osobowości.
Jeżeli to się dzieje w naturze, to jest to taki najzdrowszy interfejs. Wtedy natura nas nie skrzywdzi. Jeżeli nawet będzie kiepski trip, to natura przyjdzie nam z pomocą, pomoże nam odrodzić się na nowo. To jest takie bardzo ważne doświadczenie. Rzeczy, które mamy dookoła, nie pomogą nam odrodzić się na nowo. Zobaczmy na tą cywilizację dookoła. Nic nam nie pomaga na co dzień odradzać się na nowo. Te doświadczenia, o których właśnie teraz rozmawiamy, są marginesem tej cywilizacji. Są spychane na margines właśnie dlatego, że ona jest zbudowana w specyficzny sposób. Także nie warto, moim zdaniem, mieszać tych dwóch rzeczy naraz.
Jeżeli chcemy je mieszać, to jest bardzo niebezpieczna sprawa. Lepiej, jeżeli idziemy po doświadczenie, idźmy po doświadczenie z naturą. Natomiast nasza robota, którą mamy wykonać, się dzieje potem, kiedy wracamy z tego tripu, kiedy już jesteśmy ogarnięci i wtedy konstruujemy tą rzeczywistość i wtedy być może powinniśmy użyć tych doświadczeń z tripu, skonstruować ją tak, jak należy.
[01:28:49] - Dokładnie. Właśnie wdrożyć wszystkie lekcje.
[01:28:51] - Otóż to. Nie robić tego wszystkiego naraz. Wiesz, kiedy się czegoś uczymy, to się czegoś uczymy, a kiedy my komuś przekazujemy jakąś informację, to my przekazujemy informację. Nie można mówić i słuchać jednocześnie. Rozumiesz? Trzeba się na coś zdecydować.
[01:29:04] - No widzisz, zawsze u mnie to odbywało się w pomieszczeniu. Mam okolicę, ale zawsze się jakoś bałem iść samemu po prostu w ten las czy coś. Zawsze się bałem, że dojdzie do takiego momentu, kiedy ja będę kompletnie leżał rozłożony, a nagle ktoś sobie będzie gdzieś tam spacerował. Nie wiem. Zostanę zauważony i mi ktoś po prostu przeszkodzi. Przerwie mi doświadczenie po prostu. Tego się zawsze najbardziej bałem. Nie że zwierząt czy coś, tylko właśnie takiej rzeczy po prostu.
[01:29:38] - Nienaturalnie uśmiechnięty człowiek w środku lasu z czarnymi oczami.
[01:29:44] - Dokładnie.
[01:29:45] - Wyglądający jak kosmita. To jest też taka ciekawa sprawa. Percepcja. Zacząłem się przyglądać zwierzakom, bo niektóre zwierzaki mają bardzo duże, czarne źrenice i też mi się nie wydaje przypadkiem. One widzą różne dziwne rzeczy.
[01:29:59] - Tak, to na pewno. To się zgadzam w 100%. Tak samo. No nic. Dobra Tomku.
[01:30:06] - Dzięki.
[01:30:06] - Ja lecę dalej. Dzięki również.
[01:30:08] - Dzięki wielkie za telefon, panie Marcinie.
[01:30:09] - Ty również. Prowadź dalej. Trzymaj się. Peace and love.
[01:30:12] - Dzięki wielkie. Peace and love, man.
[01:30:13] - Hej.
[01:30:14] - To był Marcin, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Dzisiaj takie refleksje na temat właśnie tego pełnego przeżywania doświadczenia. Jeżeli ktoś z was naprawdę jest zainteresowany na przykład obiektami niezidentyfikowanymi, a nie ma tego szczęścia, że je widuje normalnie na co dzień. Bo są ludzie, którzy po prostu widują te obiekty bez żadnego problemu. Jeżeli naprawdę chcecie sprawdzić, czy w przestrzeni obok nas coś takiego funkcjonuje jak jakieś żywe byty, w ilu przestrzeniach my funkcjonujemy, to myślę, że chyba nie ma innej opcji, jak zaryzykować. Niektórzy by powiedzieli, że zaryzykować. Ja bym powiedział, że wrócić do naturalnego stanu, czyli odkorkować swoje receptory, odkorkować troszkę swój własny mózg i skorzystać z tego narzędzia, które dała nam natura, do którego jesteśmy urodzeni. To jest nasz interfejs z tą planetą i to jest takie trochę koło ratunkowe, bym powiedział. Kiedy zbyt mocno się koncentrujemy na rzeczach, które zrobiliśmy i zaczynamy zakochiwać się za bardzo w tym materialnym świecie, który wychodzi spod naszych rąk i spod naszych logicznych umysłów. Warto czasami złapać właśnie taki kontakt z mamą naturą, żeby dowiedzieć się chociażby, czego nie należy robić.
Nie to, żeby nas kierunkowała i tak dalej, tylko taka zwykła informacja, czego nie warto robić. Wydaje mi się, że ważniejsze w życiu jest to, żebyśmy wiedzieli, czego nie robić niż to, co robić, bo robić możemy wszystko, ale dobrze jest wiedzieć, czego akurat nie. A wy słuchacie dzisiaj radia Na Fali. Ja mam na imię Tomek. I słuchacze Hiperprzestrzeni dobiegamy końca tej dzisiejszej Hiperprzestrzeni, tego dzisiejszego odcinka. Teoretycznie chciałem troszkę więcej wrzucić, ale jakoś tak się rozgadałem. Myślę, że tak czy siak temat jest na tyle szeroki, że będę chciał do niego wrócić, bo ta nasza bytność w tym innym świecie, która jest kompletnie naturalna, jak się okazuje, kiedy wskakujemy w ten trip, w cudzysłowie mówiąc, tą inną rzeczywistość, okazuje się dokładnie takim samym miejscem, w którym funkcjonujemy. Odbieramy wszystkie te informacje, które nas transformują. Czyli jest to coś naturalnego, bo gdyby nie było to tym, o czym teraz mówię, to nikt z nas by nie transformował. Tak samo jak na przykład nie transformujemy na widok chociażby plastikowej reklamówki tudzież jakiegoś materialnego przedmiotu.
To nie zmienia nas jako ludzi specjalnie. Natomiast zmieniają nas uczucia, zmieniają nas emocje i takie prawdziwe odczucia. Moim zdaniem chyba jest to taki najlepszy dowód na to, czy ta historia ma sens, ręce i nogi, czy wydarzyła się naprawdę, czy też jest tylko i wyłącznie naszą fantazją, jakąś iluzją rzeczywistości. Jeżeli nas zmienia, transformuje od początku do końca, to znaczy, że to wydarzyło się naprawdę. Jeżeli natomiast jest tylko i wyłącznie takim entertainment, czymś, co przekazujemy jak kolejną opowieść o tym, co się wydarzyło w ostatnim serialu odcinku, to znaczy, że nie ma w tym ani grama takiej rzeczywistości, która nas dotyczy. I to jest, myślę, ten taki clash, ten moment uderzenia, zderzenia się tych dwóch światów, kiedy lądujemy z miejsca, gdzie wszystko definiują nasze doświadczenia i nasz sposób przeżywania świata i to my definiujemy tą rzeczywistość, to my musimy zorganizować sobie dobre samopoczucie, to my musimy dorosnąć do samych siebie w opozycji do świata, który stara się dorosnąć do nas nieustannie, stara się dopasować do naszych potrzeb, który mówi: „Okej, nieważne jakie masz potrzeby, my dostarczymy ci wszystko, czego potrzebujesz”. To jest tak zwany serwis. To jest życie w świecie konsumentów. Bycie konsumentem, a nie kimś, kto tworzy tą rzeczywistość od początku do końca. Ale to już temat na troszkę inne rozważania, być może w następnym odcinku, proszę państwa.
Ja dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie tego odcinka Hiperprzestrzeni i troszkę filozoficznego podejścia do substancji psychoaktywnych. Słuchajcie, jeżeli zamierzacie użyć grzybów, moja rada jest taka, żebyście zawsze robili to na zewnątrz. Zawsze robili to na łące, zawsze robili to gdzieś w lesie, w naturze, z dala od ludzi. Starajcie się trzymać takich miejsc naprawdę z dala od tłoku, żeby tam nikt wam nie przeszkodził. To myślę, jest takie najlepsze rozwiązanie i to jest miejsce, gdzie natura jest w stanie nam zaoferować taki największy bagaż informacji. Jak zostaniemy w tym naszym świecie, to zawsze jest to ryzyko, że nasza uwaga będzie podążała i zawsze jakimś kawałkiem, tą jedną nogą zostaniemy zawsze uwiązani tej rzeczywistości normalnej. Chociażby kwestie wspomnień i przypominania sobie, skąd są te przedmioty, kojarzenia faktów. Dobrze jest się z tego kompletnie wyłączyć i pójść po całości, po tą konkretną informację, żeby później nie lądować w tej sytuacji, że mamy tą fantastyczną książkę. Ona się świetnie zaczęła, poznaliśmy już prawie sylwetki bohaterów i nagle wszystko się urywa. I najgorsze jest w tym wszystkim to, że to my jesteśmy bohaterami tej książki o samych sobie.
I nagle to doświadczenie gdzieś nam w połowie zniknęło i musimy dobudować sobie pozostałą część. Nawet nie tyle, że nie musimy, ile świat dookoła nas wymusza jakąś taką pozę i automatycznie się kleją do tego jakieś dziwne, szalone koncepty. I później próbujemy tłumaczyć to czarnymi dziurami albo jakimiś innymi fantastycznymi historiami, które nie mają z tym, według mnie przynajmniej, nic wspólnego. Jeżeli chcemy spotkać inny świat i chcemy zrobić to naprawdę skutecznie i nie boimy się tego i chcemy naprawdę dowiedzieć się, co jest esencją nas samych we wszystkich możliwych aspektach, we wszystkich możliwych wymiarach, warto zwyczajnie się wybrać do tych wymiarów. Tak jak chcemy się dowiedzieć, co jest na ulicy obok, warto wstać, założyć buty i przejść się na tą ulicę obok. To jest dokładnie tak samo, jak w życiu. Wszystko jest dokładnie tym samym. I do tego może nie tyle zachęcam, ile właściwie bym zapraszał wszystkich podróżników, którzy już podróżują trochę bliżej, trochę dalej. Słuchajcie, jeżeli jeszcze tego nie robiliście w naturze, jeżeli jeszcze nie skonfrontowaliście się z takim naturalnym sposobem odbioru rzeczywistości, to bardzo mocno polecam. To jest moje doświadczenie.
Ja się bardzo chętnie z wami tutaj dzielę i myślę, że jest to takie esencjonalne dla mnie, także sprawdźcie, być może będzie esencjonalne też dla was. Zobaczymy. Kto wie. Jest duża szansa. A ja dziękuję wszystkim mecenasom radia za słuchanie. Dziękuję wszystkim mecenasom radia i za słuchanie, za wspieranie tej audycji. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich na czacie. Zapraszam was do wieczorowej pory tuż za sekundę. No i co?
Słuchaliście kolejnego odcinka Hiperprzestrzeni w radionafali.com.