[00:02] - Infra zaprasza na autorski cykl felietonów. "Z Ałtaju widać więcej. Tajemnice i zagadki Rosji według Wojciecha Grzelaka". Jednym z najbardziej oddalonych regionów Ałtaju — mam na myśli miejsce zamieszkane przez ludzi. W wysokich górach Ałtaju jest wiele szczytów nietkniętych stopą ludzką, bardzo trudno dostępnych. Jednym z tych regionów, gdzie osiedlił się człowiek, dokąd trzeba jechać, pokonując kilka przełęczy drogą zimą bardzo ciężko dostępną, jest dolina Uimońska. Jest to śródgórski step. Takich stepów jest kilka na Ałtaju, ale dolina Uimońska ze swoim ośrodkiem administracyjnym w miejscowości Uzkoksa jest chyba najbardziej urokliwą z nich wszystkich. Leży na prawym brzegu Katuni, najpotężniejszej rzeki Ałtaju, która potem, łącząc się za miejscowością Belisk z rzeką Biją, tworzy OOBE, jedną z największych rzek syberyjskich. W dolinie Uimońskiej 200 lat temu osiedlili się starowiercy.
Jest to zachowawczy odłam wyznania prawosławnego, nazywany bardzo różnie, także kirżakami. I właśnie oni wywarli może największy wpływ na rozwój tego miejsca. Starowiercy ci nazywani byli przez miejscowych — rzecz zadziwiająca — Polakami. Wcześniej kirżacy przebywali na terytorium Rzeczpospolitej. Część kirżaków osiedlała się w bardzo różnych miejscach świata i właśnie stamtąd trafili na Ałtaj. Ci ałtajscy starowiercy, poza przyniesieniem kilku rzeczy związanych z materialną kulturą bliższą naszemu regionowi, oczywiście niewiele mają wspólnego z Polakami, niemniej taka nazwa do nich przylgnęła. Osiedlili się na lewym brzegu Katuni, praktycznie już u podnóża wysokich gór, za którymi jest granica współczesnej Rosji z Kazachstanem, z Chinami. To, co kryło się za tymi górami, fascynowało nie tylko starowierców. Tam właśnie gdzieś dalej na południe, za Jungarią w stronę Tybetu kryje się tajemnicza kraina. Niektórzy mówią o niej Szambala, a niektórzy Szambila.
Ma to jeszcze związek z podziemnymi korytarzami Agharty. Faktycznie jednak dla starowierców tam była kraina nazywana Białowodami bądź też Białowodziem. Czym miała być ona dokładnie nie wiadomo. Miała być to kraina powszechnej szczęśliwości, sprawiedliwości. Niebiańskie miejsce przeniesione na ziemię i ukryte przed wzrokiem zwykłych ziemian, zwykłych grzeszników. Starowiercy nie bez racji osiedlili się w dolinie Uimońskiej, ponieważ stamtąd podejmowali wyprawy w poszukiwaniu Białowodzia. Rezultaty tych wypraw są nie do końca znane. Podobno niektórzy starowiercy dotarli tam, inni przynosili stamtąd nawet różne materialne przedmioty. Dalej jednak definicja Białowodzia jest bardzo trudna do sformułowania. Opisy tej krainy są niepełne, a tym bardziej niewiadome jest jej położenie.
Cały czas w tych wszystkich opowieściach przewija się wątek ukrycia owego miejsca przed wzrokiem profanów. Białowodzia, ale nie tylko, poszukiwał przed ponad 80 laty Nikołaj Rerich, znany przede wszystkim jako artysta, działacz międzynarodowy. Szczególnie znane są jego zasługi w ochronie dziedzictwa kulturowego przed zniszczeniami wojennymi, także wybitny malarz o niepowtarzalnym stylu, przede wszystkim jednak teozof i postać interesująca się rzeczami tajemniczymi. Na Ałtaju przeprowadzał on swoiste doświadczenia. Szerzej nie wiadomo także, na czym one polegały, ale wynikało to z fascynacji Rericha tym niepowtarzalnym miejscem na świecie, jakim jest Ałtaj. Uważał, że istnieje tam bardzo dziwne promieniowanie, silny magnetyzm. Jest to swoisty biegun Ziemi, jej czakram, ośrodek tajemniczej siły. Rerich trafił na Ałtaj wraz ze swoimi towarzyszami, swoją żoną i jeszcze kilkoma innymi osobami, między innymi Romanem Gübelim, latem 1926 roku. Przebywał tam on zaledwie kilkanaście dni. Jego zapisem z tej podróży, a była to podróż transazjatycka przedsięwzięta w Indiach, zakończona na Ałtaju, jest książka „Ałtaj.
Himalaje”. Rzecz dziwna, na temat Ałtaju jest tam bardzo niewiele. Rzeczywiście rozdział o Ałtaju w książce Rericha przypomina dziennik, gdzieniegdzie tylko sygnalizację niektórych tematów. Trzeba też przyznać, to był rok 1926, początki państwa sowieckiego. Rerich nie ukrywa swojej fascynacji przemianami, które nastąpiły w Rosji. Także w tym krótkim, kilkustronicowym zaledwie rozdzialiku o Ałtaju jest dużo na temat powstających w Związku Sowieckim kołchozów. Niemniej pojawia się też motyw Białowodzia, motyw starowierców tam mieszkających. Rerich mieszkał na Ałtaju w miejscowości Wierchni Uimon, w rodzinie Bartłomieja Atamanowa. Jednego z bardziej wybitnych postaci w miejscowej społeczności starowierców. Roerich przebywał w Wierchnim Ujmonie i jego okolicach zaledwie kilkanaście dni.
Wybrał się na Biełuchę, ale pewnie na nią nie doszedł. Niemniej ciągle zarówno w jego dzienniku, jak i wspomnieniach jego żony i innych towarzyszy wyprawy Roericha pojawia się fascynacja Ałtajem, fascynacja Doliną Ujmońską, fascynacja górą Biełuchą, czyli tym azjatyckim Sumerem. Pojawia się też nazwa Ucz Sumer, czyli ałtajska nazwa szczytu Biełuchy. Potem Roerich dość nieoczekiwanie szybko wyjechał z Ałtaju. Prawdopodobnie interesowały nim się służby specjalne. Chociaż z drugiej strony jego działalność także jest dość kontrowersyjnie oceniana. Być może współpracował on nawet z bolszewikami. W jakim zakresie? Tego nie wiadomo. W każdym razie związki Roericha z nową ideą, która rodziła się w Rosji, a raczej zafascynowanie tą ideą jest dość wyraźne.
Roerich przy tym interesował się też sprawami masońskimi. Przypisuje się jemu projekt banknotu jednodolarowego. Ale wróćmy do jego ałtajskiej działalności. Ałtaj zafascynował Roericha. Pisał o kamach, czyli szamanach zaklinających śnieg i węże na Ałtaju. Ale bardziej na południe szamani ustąpili pola nauce o białym Burchanie, jego przyjacielu Ojirodzie. Są to stare symbole azjatyckie znane Ałtajczykom i pokrewnym im ludom tureckim. Roerich wspomina, że składanie ofiar zastąpiono spalaniem pachnącego wrzosu i uroczystymi śpiewami. Rzeczywiście na południowym Ałtaju zaczęła krzyć się biała wiara. Zupełnie inne podejście do traktowania przyrody, mocy przyrody.
Tu jest jakieś przekłamanie chyba w pamiętnikach Roericha. Może pomyłka tłumacza. Ałtajczycy do tej pory praktykując te obrzędy palą nie wrzos, ale krzewy jałowca. W każdym razie Roerich pragnął także odnaleźć drogę do Białobodia. Nic jednak nie wiadomo na ten temat, aby mu się to udało. W każdym razie pozostawił po sobie sporo wspomnień, żywych także na Ałtaju. Ałtajczyków, mieszkańców Doliny Ujmońskiej fascynowało to, że potrafił przewidzieć na przykład miejsce, w którym potem zbudowano wioskę. Roerich planował nawet tam na Ałtaju budowę swoistego centrum duchowego, centrum kulturowego u podnóża Biełuchy. Czym miałoby być ono? Dokładnie nie wiadomo.
W każdym razie z tych planów nic nie wyszło. Roerich zmarł już po II wojnie światowej w Indiach, a Ałtaj odwiedził tylko jeden raz, właśnie w 1926 roku. Wiele poświęcił stron także starowiercom, którzy go fascynowali, a zwłaszcza rodzina Bartłomieja Atamanowa, u której zatrzymali się uczestnicy ekspedycji Roericha. Potem losy Atamanowych nie były najszczęśliwsze. Nie tylko zresztą ich. Starowiercy mieszkający w Dolinie Ujmońskiej, mimo że zdawałoby się jest to dziura zabita dechami, odległa tysiące kilometrów od Moskwy, podlegali represjom lat 30. Wywieziono ich w inne rejony Syberii. Niewielu z nich wróciło, część rozproszyła się po świecie. Do dzisiaj jednak we Wierchnim Ujmonie, miejscowości rzeczywiście pięknie położonej, do której z Ust-Koksy jeszcze trzeba wędrować prawie kilkadziesiąt kilometrów przez jedyny most, przez wspaniałe miejsca ukwiecone niespotykanymi nigdzie indziej kwiatami, wśród wspaniałych ałtajskich pejzażów. Są to wrażenia fascynujące.
Tym bardziej że jeszcze na jakimś przełączce można spotkać starowierców w charakterystycznej posturze, brodatych mężczyzn. Przypominają coś nieco, nieco amerykańskich mormonów. W Wierchnim Ujmonie w ostatnich latach wzniesiono dwa muzea obok siebie. Muzeum imienia Roericha, w którym zgromadzone są pamiątki po jego ałtajskiej ekspedycji, a także Muzeum Starowierców, staroobrzędowców. Można zobaczyć tam znakomite przykłady kultury materialnej staroobrzędowców. Kompetentna przewodniczka, pani Raisa Pawłowna, objaśnia bardzo starannie, bardzo ciekawie wystrój chaty starowierców. A do Muzeum Roericha ciągle przybywają osoby zafascynowane tą postacią, zafascynowane jego działaniami. Miejscowi niekiedy nazywają tych turystów roerichniętymi, co trochę sugeruje, że fanatycy Roericha może niekiedy przesadnie próbują za wszelką cenę pooddychać tą kosmiczną energią. Którzy wierzą, że Biełucha to swoista antena przejmująca tę energię. W każdym razie z roku na rok tych pielgrzymów do miejsc odwiedzonych przez Roericha, pielgrzymów marzących o Białobodziu, o Szambali, o krainach wiecznej szczęśliwości, które gdzieś tu na Ałtaju, za Ałtajem są obecne, zdawałoby się prawie wyczuwalne.
Nigdy chyba człowiek nie wyrzeknie się marzeń o tym, aby takie miejsca wiecznej szczęśliwości kiedyś odwiedzić albo chociaż przebywać w ich pobliżu i usłyszeć coś z jej niepowtarzalnej energii. Dolina Ujmońska, jeden z najpiękniejszych zakątków Ałtaju. Można powiedzieć, że stwarza taką możliwość. Program Wojciecha Grzelaka przygotowała Infra dla Radia Wolne Media.