[00:20] - Infra zaprasza na autorski cykl felietonów. Z Ałtaju widać więcej. Tajemnice i zagadki Rosji według Wojciecha Grzelaka. Witam państwa. Skoro mamy wybrać się na Ałtaj, najpierw powinniśmy odpowiedzieć na pytanie: co to w ogóle za miejsce? Ałtaj leży w samym sercu Azji. Co prawda Ałtajczycy spierają się ze swoimi sąsiadami Tuwińczykami, gdzie jest ten środek Azji. Tuwińczycy uważają, że u nich. Ałtajczycy, że u nich. Ale tak czy inaczej jest to zakątek Syberii najbardziej oddalony od wybrzeża morskiego, czy też oceanicznego na świecie.
Jest to niezwykła kraina. Dlaczego? Powiem za chwilę, ale jeszcze państwu przybliżę to miejsce, by można do niego trafiać. Ałtaj należy do Rosji. Jest to ta część Syberii Zachodniej, która jest wciśnięta między Kazachstan od zachodu, Chiny od południa i Mongolię od wschodu. Oczywiście jest tu kilka definicji geograficznych. Jest Ałtaj chiński, kazachstański. My będziemy mówić o tym, który dzisiaj leży w granicach Federacji Rosyjskiej. W Federacji Rosyjskiej są dwie jednostki administracyjne, w których nazwie występuje słowo Ałtaj. Jest to Kraj Ałtajski i Republika Ałtaj.
Przede wszystkim zajmiemy się tą drugą, czyli Republiką Ałtaj. Kraj Ałtajski, czyli Ałtaj stepowy w tym momencie interesuje nas mniej, chociaż myślę, że w naszych rozmowach będziemy podróżować po całej Syberii. Syberia jest ogromną krainą, to 10 milionów kilometrów kwadratowych. Sam Ałtaj to zaledwie kraina wielkości Węgier bądź Islandii, zaludniona przez niewiele ponad 200 tysięcy mieszkańców, z tego jedna trzecia to tubylcy, rdzenni Ałtajczycy posiadający swoje bardzo ciekawe obyczaje, ale o tym też może będziemy rozmawiali w trakcie dalszych naszych spotkań. Jest to kraina bez wyjątku prawie górzysta, gdzieniegdzie trafiają się śródgórskie stepy otoczone górami sięgającymi ponad czterech tysięcy metrów. Są to góry wspaniałe, imponujące. Ci, którzy byli w Alpach, twierdzą, że w porównaniu z krajobrazem gór Ałtajskich, krajobraz alpejski jest właściwie nudny. Jeszcze jedno, że są to w dużej mierze góry dzikie, niezbadane. Kiedyś znajomi pytali mnie, jak dostać się na Biełuchę, najwyższy szczyt Ałtaju. Czy funkcjonuje tam wyciąg na sam szczyt, czy też trzeba podejść?
Kiedy powiedziałem, że wyprawa na Biełuchę to cztery dni dla osób dobrze przygotowanych. Cztery dni marszu przez tereny, gdzie nie ma praktycznie żadnych znamion cywilizacji, gdzie nie spotyka się żadnych ludzi, ewentualnie innych alpinistów. Odstąpili od swojego zamiaru. W całych wysokich górach Ałtaju, gdzie są wspaniałe lodowce, jeziora śródgórskie, gdzie biorą początek z tych lodowców wielkie rzeki syberyjskie, trudno napotkać ślady współczesnego człowieka. W całej Republice Ałtaj nie ma w ogóle przemysłu. Jest więc to teren zupełnie dziki. Na Ałtaj najczęściej podróżuje się samochodem z Polski. To się może wydać przedsięwzięciem dla niektórych cokolwiek nierozważnym, ale tak nie jest. Odbyłem takich podróży kilkadziesiąt. Czasem sam, czasem w towarzystwie innych osób, które chciały ujrzeć Ałtaj czy też w ogóle Syberię nad Jezioro Bajkał.
Ta podróż jest czymś fascynującym. Można zobaczyć rzeczywiście bardzo wiele ciekawych rzeczy. Jeszcze 20 lat temu byłaby niemożliwa. Cudzoziemiec podróżujący po Rosji, nawet z takiego kraju zaprzyjaźnionego, za jakiego czasu uchodziła Polska, nie miał prawa podróżować, jeździć sobie gdzie chce. Musiał być pod opieką odpowiedniego przewodnika albo formalnie pracownika imprezy turystycznej, praktycznie jednak pracownika zupełnie innych służb. Dzisiaj nie odczuwa się ingerencji tych służb specjalnych rosyjskich tak dotkliwie, chociaż ona istnieje. Niestety wiele tych rzeczy, które uchodziły za specyfikę zwyczaju sowieckiego czy za specyfikę bolszewicką, przetrwało do dziś, współczesnej Rosji. Utrudnia to życie, ale na razie jeszcze można sobie dojechać gdzie się chce, pomijając oczywiście poligony wojskowe i obiekty o znaczeniu strategicznym. Kiedyś jeden z takich ściśle strzeżonych obiektów, otoczony wielką tajemnicą, funkcjonował właśnie w samym sercu Ałtaju. Dostać się tam nie było łatwo.
Przez Ałtaj prowadzi w zasadzie jedna droga do granic mongolskich, dawnych szlaków kupieckich.
[06:08] - Część Jedwabnego Szlaku nosi ona nazwę Trakt Chujski od rzeki Chuhi, która tej drodze na dłuższym dystansie towarzyszy. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu niełatwo było przebyć tę drogę. Prowadzi ona po skalnych urwiskach. Dość, że powiem, że jeszcze na początku bieżącego stulecia istniała swoista etyka mijania się na tej drodze. Osoba podróżująca wychodziła na zwężenie tej drogi na zakręcie, który zasłaniała częściowo skała i kładła tam swoją czapkę. Był to sygnał dla nadjeżdżającego z naprzeciwka, żeby zaczekał w odpowiednim miejscu, ponieważ minięcie się dwóch wozów, a nawet dwóch jeźdźców było niemożliwe. Właśnie w takim miejscu położona jest Inia. Niewielka osada, która właściwie dzisiaj nie ma nic ciekawego oprócz interesującego zabytku techniki — starego mostu fantastycznej konstrukcji, pomnika Lenina, też o dziwnym trochę kształcie. Ale w latach 1942-1944 w pobliżu Inii istniał ściśle strzeżony instytut naukowy, który prowadził pod nadzorem najwyższych władz bolszewickich bardzo tajne doświadczenia. Nie wiadomo, czemu zlokalizowano ten instytut właśnie tam, właśnie w Inii na Ziemi Ałtajskiej.
Być może wiązało się to z właściwościami tego miejsca. Na Ałtaju jest mnóstwo kurhanów różnych epok. Przez Ałtaj przechodziły bardzo różne ludy, pozostawiając po sobie rozmaite artefakty i ślady swojej obecności. W pobliżu Inii stoją kamienne stele. Nieco dalej jest uroczysko Kałbak Tasz, na którym zachowały się rysunki sprzed 4000 lat, a może nawet i starsze. Te ludy odprawiały tutaj swoje dziwne rytuały, kontynuowane potem przez ałtajskich szamanów. W tej chwili szamanizm na Ałtaju jest dalej żywy. Stanowi interesujące zjawisko, trudno oderwać tutaj od ałtajskiej społeczności. Jest to dla nich zjawisko całkowicie żywe. Szamani odprawiają swoje rytuały, składają ofiary.
Rzadko się zdarza, że są to ofiary ze zwierząt skłonnych, ale do tej pory ma to miejsce. Istnieją również niejasne opowieści o czarnych szamanach, którzy budowali zupełnie inną siłą niż szamani akceptowani przez większość Ałtajczyków. Odprawiali oni swoje przedziwne obrzędy, które być może wpłynęły na to, że potajny instytut nadzorowany przez bolszewicki front zlokalizowano właśnie na Ałtaju. Przeprowadzano w nim makabryczne eksperymenty związane z próbą ożywiania osób zmarłych. Wykorzystywano do tego zarówno osiągnięcia naukowe, jak i — nie jest to wykluczone, bowiem bardzo niewiele dokumentów na ten temat się zachowało — także tradycje ałtajskiej magii oraz wiedzy szamanów. Nie wiadomo dokładnie, jakie były osiągnięcia tego instytutu w Inii. Trwała wówczas wojna. Sytuacja Rosji na froncie nie była najlepsza, więc prawdopodobnie motywem przeprowadzania tego typu doświadczeń była chęć uzupełnienia armii swoistą armią żywych trupów. Jak wiadomo, w systemie, który wówczas panował w Związku Sowieckim, człowiek nie liczył się za bardzo. Świadczy o tym choćby ogromna liczba ofiar, jaką Rosjanie ponieśli w walkach z Niemcami.
Być może temu miały służyć właśnie eksperymenty przeprowadzane w instytucie w Inii. W ogóle brak jest niemal dokumentacji na temat działalności tego instytutu. Wśród miejscowych Ałtajczyków zachowały się opowieści o dziwnych stworzeniach, które spotykano długo jeszcze po wojnie na okolicznych wzgórzach. Być może były to jakieś ofiary owych zbrodniczych, bezczeszczących ludzką godność eksperymentów.
[10:57] - Program Wojciecha Grzelaka przygotowała Infra dla Radia Wolne Media.